<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?output=omeka-xml&amp;page=2&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-26T11:41:31+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>2</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="6690" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6670">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/137099579775f60285365eb7e3cb8187.pdf</src>
        <authentication>5cedce829e9538c39c6b70f4b1161dda</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79723">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2928</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79724">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2732</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79726">
                <text>O heurystycznej wykładni dwóch teorii etnologicznych. Dekonstrukcja "sprawy slonia" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79727">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1, s.18-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79728">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79729">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79730">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79731">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79732">
                <text>Janusz Barański

O HEURYSTYCZNEJ WYKŁADNI DWÓCH TEORII ETNOLOGICZNYCH
(DEKONSTRUKCJA „SPRAWY SŁONIA")

Esprit

de finesse

i esprit

de géométrique

p r z e c i w s t a w i ł nie­

p o j ę c i o w ą , bez której fizyka obejść by się nie m o g ł a . Dla P o p p e r a

gdyś Pascal, usiłując wskazać różnice w s p o s o b a c h d o c h o d z e n i a

metafizyka i — p o c h o d n a l u b p i e r w o t n a w o b e c niej, w zależności

d o p r a w d y : dzięki u m i e j ę t n o ś c i b e z p o ś r e d n i e g o , p r z e d p o j ę c i o -

o d p u n k t u w i d z e n i a — określona teoria poznania pełnią rolę

w e g o i n i e s f o r m a l i z o w a n e g o jej spostrzegania l u b o d k r y w a n i a jej

h e u r y s t y c z n ą : t w o r z ą szkic, ramy teorii.

z

użyciem

formalno-logicznego

i

Tak w i ę c u ś w i a d o m i e n i e tej f u n d a m e n t a l n e j k w e s t i i p o z w o l i ­

matematyczno-ekspery-

m e n t a l n e g o zaplecza. S a m r o z p r a w i a ł z a r ó w n o o n a m i ę t n o ś c i a c h

ł o dostrzec przyczynę z n a n e g o sporu pomiędzy

miłości, jak i o hydrostatyce.

klasyczną i m a t e m a t y k ą intuicjonistyczną. O t o pierwsza,

Pascal

nie b y ł

osamotniony.

Niemalże w s p ó ł c z e s n y m u Leibniz k o m e n t o w a ł boski zamysł

matematyką
wy­

c h o d z ą c o d platońskiej metafizyki, t w i e r d z i , że o b i e k t y m a t e m a t y ­

u s t a n o w i o n e j w p r z ó d h a r m o n i i i w y m y ś l a ł rachunek c a ł k o w y .

ki ( n p . liczby c a ł k o w i t e ) istnieją niezależnie o d p o d m i o t u p o ­

Inny myśliciel t e g o p r z e j ś c i o w e g o okresu — p o m i ę d z y o d r o d z e ­

znającego. I n t u i c j o n i z m p r z e c i w n i e : są one k o n s t r u k c j a m i u m y s ­

niem a o ś w i e c e n i e m — N e w t o n , c h o ć g ł ó w n i e zajęty b y ł b u d o w ą

ł o w y m i p o d m i o t u . Przekładając tę opozycję na p r o b l e m a t y k ę

n o w o ż y t n e j fizyki, nie poprzestał na zasadach d y n a m i k i : o d k r y c i a

teorii p o z n a n i a , różnica zdań w y g l ą d a ł a b y następująco. P l a t o -

s w e u s i ł o w a ł uzasadnić w y k ł a d n i ą metafizyczną, której p o d s t a w ą

nizm: p r a w d a istnieje niezależnie, o d w i e c z n i e i może b y ć u d o w o ­

miał być znany f i z y k o - t e o l o g i c z n y d o w ó d na istnienie B o g a .

d n i o n a , i n t u i c j o n i z m : nie ma p r a w d , które nie zostały u d o w o d ­

Wszyscy w y m i e n i e n i myśliciele należeli jeszcze d o g r o n a t y c h ,

n i o n e , p r a w d a jest t y m s a m y m c o jej d o w ó d , c o jej k o n s t r u k c j a .

którzy znali całą d o t y c h c z a s o w ą w i e d z ę , a nade w s z y s t k o mieli

Czy ustalenia Poppera dotyczące heurystycznej roli metafizyki

ś w i a d o m o ś ć p o d s t a w f i l o z o f i c z n y c h , na k t ó r y c h s w e k o n c e p c j e

w b u d o w a n i u teorii n a u k o w y c h m o g ą mieć jakieś znaczenie dla

b u d o w a l i . Ich w y s t ą p i e n i a zaliczają się j e d n a k d o o s t a t n i c h ,

e t n o l o g a ? M a j ą z a p e w n e znaczenie teoretyczne: p o z w a l a j ą lepiej

w k t ó r y c h u m y s ł o w a finesse

zgodnie współżyje z przyrodoznaw-

czym talentem.

zrozumieć o g ó l n e p o d s t a w y określonej teorii. Czy mają j e d n a k
jakieś znaczenie praktyczne? Na p e w n o m o g ą przyczynić się d o

D e f i n i t y w n y rozbrat p o m i ę d z y filozofią a o d r y w a j ą c y m i się o d

złagodzenia s p o r ó w , jakie toczą się p o m i ę d z y p r z e d s t a w i c i e l a m i

niej s t o p n i o w o dziedzinami w i e d z y nastąpił d o p i e r o w XIX w i e k u ,

r ó ż n y c h t e o r i i , s p o r ó w , w k t ó r y c h ścierające się racje w y p o w i a ­

u w i e ń c z o n y o d m ó w i e n i e m tej pierwszej racji b y t u w d o t y c h ­

dane są częstokroć w językach o n i e w s p ó ł m i e r n y m , r ó ż n o r o d n i e

c z a s o w y m kształcie przez n e o p o z y t y w i z m . W e d ł u g

Carnapa,

z d e f i n i o w a n y m systemie p o j ę c i o w y m i z użyciem w y k l u c z a j ą ­

przedstawiciela skrajnego skrzydła Koła W i e d e ń s k i e g o , rola jej

c y c h się w z a j e m z b i o r ó w t w i e r d z e ń . Czy przeniesienie d y s k u r s u

miała ograniczyć się d o analizy języka n a u k i , eksplikacji pojęć

na p o z i o m idei o g ó l n y c h p o z w o l i na dojście d o j e d n o - j e d n o -

w

system

z n a c z n y c h w n i o s k ó w ? Przeciwnie: może u n a o c z n i ć z w i ę k s z ą

p o j ę c i o w y , o d p o w i a d a j ą c y o k r e ś l o n y m i — trzeba p o w i e d z i e ć

jeszcze siłą, jak o d l e g ł e są o d siebie rejony penetracji p o s z c z e g ó l ­

nauce s t o s o w a n y c h , uściślania ich i w ł ą c z a n i a w

— bardzo o s t r y m r y g o r o m . Te s z c z e g ó ł o w e k w e s t i e nie były

n y c h t e o r i i , p o z b a w i ć złudzeń c o d o m o ż l i w o ś c i

wszakże zawieszone w p r ó ż n i . Z w i ą z a n e były ze w s p o m n i a n ą

t w ó r c z e g o aliansu.
O opozycji

krytyką metafizyki, jej statusu i p r a w o m o c n o ś c i , metafizyki, której

—

swego

rodzaju —

finesse

i

zaistnienia
géométrique

Carnap o d m a w i a ł w s z e l k i c h p r a w n a u k o w o ś c i , umieszczając ją

w

polskiej e t n o l o g i i pisze S t a n i s ł a w W ę g l a r z w artykule

p o ś r ó d religii i poezji. W y s t ą p i e n i e t o w y w o ł a ł o krytykę l o g i c z ­

nologiczne

n e g o e m p i r y z m u i skrajnego s c e p t y c y z m u koła W i e d e ń s k i e g o , ale

d o t y c z y d w ó c h orientacji m e t o d o l o g i c z n y c h w b a d a n i a c h k u l ­

i rewizję d o t y c h c z a s o w y c h p o g l ą d ó w na tradycyjną p r o b l e m a t y ­

tury: f e n o m e n o l o g i c z n o - h e r m e n e u t y c z n e j i s t r u k t u r a l n o - s e m i o -

kę filozoficzną. Pośród t y c h , którzy tę rewizję p o d j ę l i , był także

t y c z n e j . A u t o r o m a w i a o b i e p o s t a w y b a d a w c z e , określając j e

Karl P o p p e r — j e g o p o g l ą d w k w e s t i i statusu tradycyjnej d z i e d z i ­

o d p o w i e d n i o jako postawę „etnografa portrecisty" i „etnografa

ny filozofii będzie p u n k t e m w y j ś c i a p o n i ż s z y c h r o z w a ż a ń .

k a r y k a t u r z y s t y " — w aspekcie p r o b l e m a t y k i f i l o z o f i i nauki i o g ó l ­

i etnograficzne

rozumienie

kategorii

1

'kultura" .

Et-

Rzecz

Popper, w y w o d z ą c y się zresztą z n e o p o z y t y w i z m u , przyjął

nej m e t o d o l o g i i — p o w o ł u j ą c się na ustalenia t z w . m e t o d o l o g i i

j e g o kryterium demarkacji, d o k o n u j ą c e p o d z i a ł u na metafizykę

historycznej ( K u h n , Feyerabend) i l o g i k i ( t w i e r d z e n i a G o d ł a ) .

i naukę.

Nie g o d z i ł się j e d n a k z p o g l ą d e m , iż

przedstawiająca tezy o g ó l n e i —
spełniająca e m p i r y s t y c z n e g o

w

metafizyka,

związku z tym —

k r y t e r i u m sensu, jest

nie

dziedziną

P r z y p o r z ą d k o w u j e dalej o b i e orientacje d w o m i d e a ł o m p o s t ę p o ­
w a n i a b a d a w c z e g o s f o r m u ł o w a n y m s w e g o czasu przez W i n d e l b a n d a . Orientacja f e n o m e n o l o g i c z n o - h e r m e n e u t y c z n a

miałaby

j a ł o w ą p o z n a w c z o . Wszakże i nauki przyrodnicze t w o r z ą prawa

realizować — w g autora — p o s t u l a t y i d i o g r a f i z m u : opis, n a ­

na p o d s t a w i e zdań e m p i r y c z n y c h , ale r ó w n o c z e ś n i e o g ó l n y c h .

s t a w i e n i e na k o n k r e t , p r o g r a m o w a a n t y s y s t e m o w o ś ć , niechęć d o

Zdania te nie są zatem p o d a t n e na w e r y f i k a c j ę , a w i ę c , jeśli

f o r m u ł o w a n i a o g ó l n y c h p r a w . Orientacja s t r u k t u r a l n o - s e m i o t y -

trzymać się n e o p o z y t y w i s t y c z n e g o kryterium s p r a w d z a l n o ś c i , są

czna p r z e c i w n i e , ma charakter n o m o l o g i c z n y : z a m i ł o w a n i e d o

r ó w n i e ż p o z b a w i o n e sensu, p o d o b n i e jak tezy metafizyki. Zarzut

ujmowania systemowego, poszukiwanie trwałych prawidłowo­

b e z s e n s o w n o ś c i zdań o g ó l n y c h metafizyki, t z n . n i e m o ż n o ś c i ich

ści, b u d o w a n i e m o d e l i . S a m autor, z w o l e n n i k p l u r a l i z m u e p i -

empirycznej w e r y f i k a c j i , n i e m o ż n o ś c i ich o c e n y w kategoriach

s t e m o l o g i c z n e g o Feyerabenda, p r o p o n u j e „ p o s t a w ę p a r a d o k s a l ­

p r a w d y i fałszu, w r a c a d o s a m e g o n e o p o z y t y w i z m u i uderza

n ą " polegającą na „ r ó w n o c z e s n e j afirmacji p r z e c i w i e ń s t w , bez­

w j e g o k o r o n n ą tezę, iż t o w ł a ś n i e nauki e m p i r y c z n e j a k o j e d y n e

p o ś r e d n i m zderzeniu d w ó c h s t r o n sprzeczności — w s p ó ł w y s -

spełniają o w o empirystyczne k r y t e r i u m sensu.

t ę p u j ą c y c h i r e l a t y w i z u j ą c y c h się w z a j e m n i e — p o m i ę d z y k t ó r y m i

Konsekwentne

przyjęcie t e g o kryterium r ó w n o z n a c z n e b y ł o b y zatem ze z g o d ą na
p o g l ą d skrajnego s c e p t y c y z m u . Zasługą Poppera w o b e c t e g o
d y l e m a t u jest k o n s t r u k t y w n y

wniosek,

iż sens ma

również

nie może być m e d i a c j i . "

2

G ł o s w tej s p r a w i e zabiera r ó w n i e ż Dariusz Czaja w artykule
Spór

o model

etnologicznej

3

interpretacji .

Rezygnując z roz­

metafizyka, c h o ć nieco inny i mniej precyzyjny o d t r a d y c y j n i e

b u d o w a n e g o t e o r e t y c z n e g o o d n i e s i e n i a , rzecz przenosi na p o ­

rozumianej science.

z i o m k o n k r e t u , w t y m w y p a d k u znaczenia pojęć, k t ó r y m i o b i e

Metafizyka t w o r z y b o w i e m p o d s t a w y p r o ­

g r a m ó w b a d a w c z y c h , pełni rolę „ r u s z t o w a n i a " dla

dyscyplin

orientacje m e t o d o l o g i c z n e się p o s ł u g u j ą . C h o d z i

mianowicie

s z c z e g ó ł o w y c h i k o n k r e t n y c h t e o r i i , także w n a u k a c h p r z y r o d ­

o pojęcia: m i t u , k u l t u r y , z n a k u - s y m b o l u . W p r z y p a d k u ostatniej

niczych. Wszakże takie pojęcia fizyki jak masa czy siła nie należą

pary pojęć różnice są b o d a j najbardziej uderzające.

d o t z w . bazy e m p i r y c z n e j , składają się j e d n a k o w o ż na siatkę

18

„ S t o s o w n i e d o t a k i c h rozróżnień, interpretacja s e m i o l o g i c z n a

�(strukturalna, s e m l o t y c z n a ) badać będzie u s y t u o w a n i e

znaku

tezy, te m i a n o w i c i e , które m ó w i ą o naturze świata i naturze

w systemie, o d c z y t y w a ć w a r t o ś ć , jaką przyjmuje w k o n k r e t n y m

p o z n a n i a , u m o ż l i w i a j ą bezpośrednie p o r ó w n a n i e g o z m e t o d o l o ­

języku, kodzie, kontekście, r o z w i j a ć przede w s z y s t k i m analizy

g i c z n y m , ale i f i l o z o f i c z n y m zarazem w y k ł a d e m przedstawiciela

paradygmatu i s y n t a k t y k i , g d y interpretacja s y m b o l i c z n a

teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j .

(her-

meneutyczna, f e n o m e n o l o g i c z n a ) p o g ł ę b i a ć będzie s y m b o l w y ­

Jeśli c h o d z i

o tę ostatnią, interesujące nas
zostały

wprost

we

zagadnienia

dobywając j e g o w i e l o w a r t o ś c i o w o ś ć , odsłaniać j e g o sens w y k o ­

sformułowane

wspomnianym

rzystując figurę rozumienia s y m b o l u przez s y m b o i , poszerzać j e g o

i c h o ć autor prócz z n a n y c h t w ó r c ó w f e n o m e n o l o g i i p r z y w o ł u j e

programie,

znaczenie przez o d n o s z e n i e d o d a l e k i c h k o n t e k s t ó w , nie ż y w i ą c

jeszcze Św. A u g u s t y n a , Kierkegaarda czy J u n g a , t o zasadniczy

nadziei na c a ł k o w i t e i ostateczne j e g o w y j a ś n i e n i e " * — pisze

zrąb f i l o z o f i c z n y t e g o k i e r u n k u zostaje z a c h o w a n y .

autor.

t o w i c z n a w i ą z u j e tutaj d o pierwszej, o d m i e n n e j o d późniejszego

Benedyk-

Tak w p r z y p a d k u z n a k u - s y m b o l u , jak i w p o z o s t a ł y c h przy­

idealistycznego p o g l ą d u , fazy r o z w o j u Husserla, d o okresu b u d o ­

kładach a n a l i z o w a n y c h pojęć, uderza ich różnica z n a c z e n i o w a .

w a n i a f i l o z o f i i b e z z a ł o ż e n i o w e j — apriorycznej „ n a u k i p i e r w ­

W interpretacji s e m i o l o g i c z n e j znaczeniem jest — o g ó l n i e rzecz

s z e j " . P o n i e w a ż rzecz — jak już wcześniej w s p o m n i a n o — jest

ujmując — ich f u n k c j a k o m u n i k a c y j n a , w interpretacji s y m b o l i c z ­

p o w s z e c h n i e znana, p r z y p o m n i j m y zatem, dla potrzeb zamierzo­

nej — funkcja egzystencjalna. A u t o r , w

przeciwieństwie

do

poprzedniego d y s k u t a n t a , nie p r o p o n u j e jakiejś f o r m y „ a n a r c h i z ­
mu m e t o d o l o g i c z n e g o "

(Feyerabend s w ą koncepcję

anarchizmem e p i s t e m o l o g i c z n y m — anything

goes)

nazwał

jako pana­

n e g o p o r ó w n a n i a , t y l k o najistotniejsze c e c h y k i e r u n k u , p r z y w o ­
łując s t o s o w n e w y p o w i e d z i autora.
N i g d y nie był k w e s t i o n o w a n y o b i e k t y w i z m

ceum na p r z e d s t a w i o n e m e t o d o l o g i c z n e d y l e m a t y . Przeciwnie: ta

d a l e k o r o z w i n ą ł o n p o m y s ł y s w o j e g o nauczyciela

różnorodność p o s t a w b a d a w c z y c h jest conditio

T w i e r d z i ł m i a n o w i c i e , iż p o d m i o t ma w ł a d z ę

sine

qua

non

teoriopoz-

n a w c z y f i l o z o f i i s t w o r z o n e j przez Husserla. Pod t y m w z g l ę d e m
Brentano.

bezpośredniego

o d b i o r u świata w o b e c n i e g o z e w n ę t r z n e g o . Kontakt z przed­

istnienia h u m a n i s t y k i .
D o d a j m y w i ę c , że z nieco o d m i e n n y m i , j e d n a k o w o ż r ó w n i e

m i o t e m nie jest o g r a n i c z o n y li t y l k o d o iluzorycznych wrażeń

istotnymi d y l e m a t a m i borykają się n a u k i przyrodnicze, m a t e m a t y ­

z m y s ł o w y c h czy j a k i c h ś struktur u m y s ł u , które m i a ł y b y zapośred-

ka, filozofia. Z w y k l e mają o n e początek w k o n c e p t u a l i z o w a n y m

niczać obraz ś w i a t a . Przeciwnie: t o w ł a ś n i e umysł — ze w z g l ę d u

In-der-Welt-

na s w ą i n t e n c j o n a l n o ś ć — s p r a w i a , że p o d m i o t w c h o d z i w bez­

przynoszącym szereg f u n d a m e n t a l n y c h p y t a ń i p o d n i e c a ­

pośredni k o n t a k t z p r z e d m i o t e m s a m y m , z j e g o istotą. Poznanie

jących z a d z i w i e ń . Na użytek p o n i ż s z y c h r o z w a ż a ń będą t u istotne

tak r o z u m i a n e jest r ó w n o c z e ś n i e b i e r n y m aktem u m y s ł u , jest

pytania najbardziej o g ó l n e , f u n d u j ą c e p r o b l e m y metafizyki — p y ­

szczególnie r o z u m i a n y m o p i s e m t y l k o t e g o , c o się ukazuje. Tak

tania o naturę rzeczywistości i s p o s ó b jej istnienia oraz pytania

w p i e r w s z y c h z d a n i a c h s w e g o p r o g r a m u pisze o t y m autor:

przez filozofię p o t o c z n y m d o ś w i a d c z e n i u , o w y m
-Sein,

o źródła i granice p o z n a n i a , a zatem poruszające k w e s t i e t e o r i o -

„ S a m o s ł o w o ' o p i s ' dość rzadko s p o t y k a n e jest w pracach

poznawcze, w s z e l a k o n i e r o z e r w a l n i e z w i ą z a n e z refleksją nad

f e n o m e n o l o g ó w . Znacznie częściej m a m y t u d o czynienia z t a k i m i

bytem. Powraca w i ę c p o s t u l a t Poppera t r a k t o w a n i a metafizyki

s ł o w a m i jak 'prezentacja', 'ukazanie', ' u j a w n i e n i e ' , odsłanianie'.

jako heurystycznej w y k ł a d n i , „ r u s z t o w a n i a " , na k t ó r y m w s p i e r a

W t y m znaczeniu język f e n o m e n o l o g ó w z n a j d u j e m y znacznie

się teoria, metafizyki j a k o s k ł a d o w e j

bliżej t e g o , c o zawiera się w g r e c k i m ź r ó d ł o s ł o w i e

owej

tacit

know/edge

milcząco towarzyszącej b a d a c z o w i .
W polskiej e t n o l o g i i dojrzały kształt — z d w ó c h w s p o m n i a ­

phainein

= ś w i e c i ć , przyświecać, w y d o b y ć na ś w i a t ł o , u j a w n i ć ,

phaino-

meinon

nawet

=

t o , c o się ukazuje. M o ż n a

by t u m ó w i ć

nych orientacji — o s i ą g n ę ł y teoria f e n o m e n o l o g i c z n a i teoria

o s z c z e g ó l n y m akcencie p o ł o ż o n y m na t o , c o się (samoistnie)

strukturalistyczna. Użycie t e r m i n u teoria w y d a j e się uzasadnione,

pokazuje."

ponieważ przedstawiciele o b u k o n c e p c j i d o k o n a l i ustalenia p o d ­
s t a w o w y c h tez m e t o d o l o g i c z n y c h , s f o r m u ł o w a l i charakterysty­

7

Mistrz m e t o d y f e n o m e n o l o g i c z n e j w b a d a n i a c h religii — Eliade — rzecz u j m u j e następująco:

czne pojęcia i zbiory t w i e r d z e ń t y p o w y c h dla każdej z n i c h ,

„ H e r m e n e u t y k a jest p o s z u k i w a n i e m znaczenia lub znaczeń,

wreszcie dali przykłady z a s t o s o w a n i a c a ł e g o t e g o i n s t r u m e n ­

które dana idea czy z j a w i s k o religijne posiadały w czasie. M o ż n a

tarium d o e m p i r i i . W s z y s t k o t o skłania d o w n i o s k u , że o b i e

z a j m o w a ć się historią r ó ż n y c h f o r m ekspresji religijnej, lecz

orientacje t r a k t o w a ć można j a k o dojrzały w y r a z p e w n y c h p o s t a w

hermeneutyka oznacza dążenie coraz głębiej d o znaczenia t y c h

b a d a w c z y c h . Różny jest n a t o m i a s t s t o p i e ń

ekspresji."

samoświadomości

filozoficznej. W p r z y p a d k u teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j rzecz ta była
o tyle u ł a t w i o n a , iż jej antenaci

p o d a l i s w e g o czasu

pełną

wykładnię świata.

F e n o m e n o l o g - h e r m e n e u t a nie poprzestaje tedy t y l k o na czas o w o - p r z e s t r z e n n y c h p r z e j a w a c h zjawisk religijnych jako

ich

p e w n e j s k o ń c z o n e j f o r m i e i m g ł a w i c y ekspresji w granicach tej

Właśnie t ę , d e k l a r o w a n ą często nie w p r o s t , filzoficzną s a m o ­
świadomość

8

chcielibyśmy

użyć j a k o materiał

interpretacyjny

w poniższych r o z w a ż a n i a c h , m a j ą c y c h na celu w s k a z a n i e o w e g o

f o r m y się w y r a ż a j ą c y c h . Usiłuje je przekroczyć, u c h w y c i ć w s p ó l ­
ny sens r ó ż n o r o d n i e m a n i f e s t u j ą c y c h się znaczeń.

Podobnie

określenia prezentacji, u j a w n i e n i a , odsłaniania sugerują m o ż ­

heurystycznego zaplecza o m a w i a n y c h t e o r i i . W t y m celu zostaną

l i w o ś ć dotarcia d o g ł ę b s z y c h w a r s t w rzeczy, d o rzeczywistości

wykorzystane d w a — s w e g o rodzaju — manifesty o g ł o s z o n e

samej w sobie, sugerują z d o l n o ś ć p o d m i o t u d o transcendencji

przez c z o ł o w y c h p r z e d s t a w i c i e l i o b u t e o r i i , m i a n o w i c i e artykuł

siebie i p o k o n y w a n i a p o d m i o t o w y c h i p r z e d m i o t o w y c h o g r a n i ­

Zbigniewa B e n e d y k t o w i c z a O niektórych

czeń.

dy fenomenologicznej
6

turą

w studiach

zastosowaniach

nad religią,

i artykuł L u d w i k a S t o m m y Z zapisków

symbolem
etnologa*.

meto­
i kul­
O d ich

K o n s e k w e n c j ą takiej o t o p o d s t a w y jest a p r i o r y z m f e n o ­
m e n o l o g i i , jakże j e d n a k o d m i e n n y o d t e g o

wcześniejszego,

ogłoszenia minęła już p r a w i e cała dekada, a te i i n n e w y s t ą p i e n i a

k a n t o w s k i e g o . Sądy a priori nie są b o w i e m w y p o w i e d z i a m i , które

obu badaczy przyczyniły się d o p e w n e g o o ż y w i e n i a ś r o d o w i s k a ,

charakteryzują się w y ł ą c z n i e p o w s z e c h n o ś c i ą i koniecznością

zwłaszcza j e g o młodszej części; j e d n a k w s p o m n i a n e teksty nie

z a d e k r e t o w a n ą f o r m a m i z m y s ł o w o ś c i i kategoriami apriorycz­

doczekały się żadnej egzegezy, w y j ą w s z y kilka

polemicznych

uwag, które w y g ł o s i ł S t o m m a w e w s p o m n i a n y m artykule w s t o ­

n y m i . Sądy te —

w

ujęciu f e n o m e n o l o g i i — zdają sprawę

z p r a w d z i w y c h s t a n ó w rzeczy, f a k t ó w , p r a w , przekraczają d o ­

sunku d o p r o g r a m u p r z e d s t a w i o n e g o d w a lata w c z e ś n i e j przez

m n i e m a n e f o r m y i kategorie, mające j a k o b y n a d a w a ć rzeczywis­

Benedyktowicza.

tości określony t y l k o kształt. Są w y n i k i e m zastosowania e t a p ó w
wskazanego

redukcji f e n o m e n o l o g i c z n e j : zawieszenia w s z e l k i c h tez nie za­

artykułu może s p o t k a ć się z zarzutem, że przecież jej p r z e d ­

g w a r a n t o w a n y c h przez zawartość a k t ó w czystej ś w i a d o m o ś c i ;

W przypadku teorii strukturalistycznej w y b ó r

stawiciel w kilku i n n y c h tekstach p o d a j e s z c z e g ó ł o w o zasady

„ w z i ę c i a w n a w i a s " , nie w y z n a c z o n y c h przez przedmiot i s p o s ó b

metody s t r u k t u r a l n e j , a zatem d l a c z e g o t e n bardzo osobisty,

j e g o u k a z y w a n i a się, n a s t a w i e ń i presupozycji. Z a r ó w n o j e d n o ­

w formie listu p r z e d s t a w i o n y , zbiór przemyśleń autora ma mieć

s t k o w e p r z e d m i o t y , jak i p r a w d y o g ó l n e m o g ą przedstawiać się

większą w a g ę , niż s y s t e m a t y c z n y w y k ł a d o r e g u ł a c h analizy np.

z i s t o t n o ś c i o w ą naocznością, niezależnie o d d a n y c h d o ś w i a d ­

„magii d z i s i a j " ? O t ó ż d l a t e g o , że g ł o s z o n e w t y m eseju o g ó l n e

czenia. Z taką o t o naocznością u c h w y t u j e m y związek pomiędzy

19

�istotą p r z e d m i o t u b a r w n e g o a istotą p r z e d m i o t u rozciągłego: nie

n a z w a n y m (...). N a z y w a n i e i u s t a n a w i a n i e relacji m i ę d z y n a ­

trzeba d o t e g o ani d a n y c h z m y s ł o w y c h , ani a n a l i t y c z n y c h zabie­

z w a n y m , t o nic i n n e g o jak r o z k a w a ł k o w y w a n i e c i ą g ł e g o , u s t a t y -

g ó w na p o j ę c i a c h b a r w n o ś c i i rozciągłości. Sądy a priori p o d m i o t

cznianie d y n a m i c z n e g o , dzielenie n i e p o d z i e l n e g o ,

w y p o w i a d a ć może dzięki intuicji — b e z p o ś r e d n i e m u i o c z y w i s ­

nieopisywalnego. O w o ż 'poznawanie świata', włączanie go do

t e m u u j m o w a n i u p r z e d m i o t u . Przy c z y m o w a „zasada z a s a d "

k u l t u r y jest w i ę c w s w o j e j istocie aktem par excellence k r e a t y w ­

( n i e m o ż l i w e jest żadne r o z u m o w a n i e p ó k i intuicja nie dostarczy

n y m . Jest o d l e g ł y m o d realizmu s t w a r z a n i e m ś w i a t a c a ł k o w i c i e

opisywanie

d o niego przesłanek) nie jest w y ł ą c z n i e k w e s t i ą przyjęcia s t o s o w ­

na n o w o . Nie jest p o z n a w a n i e m w sensie zbliżania się d o jądra

nej p o s t a w y b a d a w c z e j . Pisze o t y m autor:

t a j e m n i c y , ale p o w o ł y w a n i e m d o życia, k o d y f i k o w a n i e m i p o ­

„ Z tej refleksji, że intuicja nie jest czymś zależnym w y ł ą c z n i e o d

r z ą d k o w a n i e m n a z w a ń . Ś w i a t jest być może t a k i m , j a k i m jest; ale

c z ł o w i e k a , ale także o d p r z e d m i o t u p o z n a n i a , który

na p e w n o nie jest t a k i m , j a k i m jest g d z i e k o l w i e k i k i e d y k o l w i e k

ujawnia

z siebie coś d o tej pory nie spostrzeganego — niezależnie, czy

przedstawiony."

12

przedmiotem t y m będzie B ó g , jak u Św. A u g u s t y n a , czy też treści

P o g l ą d , iż ' p o z n a w a n i e ś w i a t a ' jest aktem par excellence

należące d o n i e ś w i a d o m e j części życia p s y c h i c z n e g o , jak u J u n ­

k r e a t y w n y m jest bardzo j a s n y m p o s t a w i e n i e m p e w n e j tezy f i l o ­

ga — l u b jak dla nas, j a k i k o l w i e k p r z e d m i o t k u l t u r y , z j a w i s k o

zoficznej, m i a n o w i c i e tezy s u b i e k t y w i z m u

religijne, s y m b o l , w y s n u ć można zasadę łączącą wszystkie o d ­

czego, która g ł o s i , że p o d m i o t może poznać j e d y n i e s w e w r a ż e ­

miany f e n o m e n o l o g i i , a m i a n o w i c i e , postulat p o w r o t u d o pier­

nia, w y o b r a ż e n i a lub k o n s t r u k t y m y ś l o w e , nie jest zaś z d o l n y d o

teoriopoznaw-

w o t n e g o , b e z p o ś r e d n i e g o d o ś w i a d c z e n i a . U Husserla w y r a z i ł o

poznania rzeczywistości w z g l ę d e m niego z e w n ę t r z n e j . Nie jest t o

się t o w haśle 'z p o w r o t e m d o rzeczy!', u Heideggera — 'z

j e d n a k s u b i e k t y w i z m w wersji i m m a n e n t n e j ( p o d m i o t p o z n a j e

powrotem do ź r ó d e ł ! ' "

9

t y l k o s w e w ł a s n e przeżycia p s y c h i c z n e ) , lecz w w e r s j i t r a n s c e n ­

Parafrazując s ł y n n e zdanie Ricoeura można by p o w i e d z i e ć :

dentalnej: subiektywizm ponadempirycznego p o d m i o t u , który

rzeczy dają d o myślenia. Rzeczy ukazują się w treściach a k t u

poznaje t y l k o s w e k o n s t r u k t y m y ś l o w e , mające p o n a d t o c h a r a k ­

i n t u i c y j n e g o j a k o p r a w d z i w e , istniejące niezależnie o d zaistnienia

ter p o w s z e c h n y i i n t e r s u b i e k t y w n y , s k o n w e n c j o n a l i z o w a n y i p o ­

tego aktu.

dzielany przez w s p ó ł u c z e s t n i k ó w procesu p o z n a w c z e g o .

Husserl o d m o m e n t u ogłoszenia Logische

Untersuchungen,

Oto

inna w y p o w i e d ź :

w y s t ą p i e n i a p r z e c i w k o p s y c h o l o g i z m o w i w logice, stanął na

„ D o m e n ą a n t r o p o l o g a jest — jak w i e m y — ó w akt t w ó r c z y

silnym gruncie realizmu metafizycznego. T w i e r d z i ł , iż t o , czego

ś w i a d o m o ś c i z b i o r o w e j p o k o l e ń , który z w y k l i ś m y n a z y w a ć k u l ­

doznajemy w akcie ś w i a d o m o ś c i , jest p r a w d z i w e i jest r ó w n i e ż

turą. Ó w s k o d y f i k o w a n y m i t rzeczywistości, który

realne. Przede w s z y s t k i m realne jest t o , c o e m p i r y c z n e ,

co

n a z y w a ć kulturą. M i t zaś ze s w e j natury jest d o w o l n y , j e d n o ­

z m y s ł o w e — rzeczy, przysługujące im w ł a s n o ś c i i s t o s u n k i . Co

s t k o w y , w z g l ę d n y . D o p i e r o c h i m e r y c z n a akceptacja s p o ł e c z n a

i n n e g o jednak d e c y d u j e o t y m , że jest t o

w c i e l a g o w poczet s a m o p r z e z s i ę z r o z u m i a ł o ś c i . "

esencjalistycz-

n a o d m i a n a realizmu, t o m i a n o w i c i e , iż w ł a ś c i w ą
filozofii jest natura „ p r z e d m i o t ó w

i d e a l n y c h " (idee

zwykliśmy

13

dziedziną

Dostrzegamy w i ę c tutaj i n t e r s u b i e k t y w n y charakter p r o c e s u

ogólne),

poznawczego — „tak twórczy świadomości zbiorowej", i jego

natura i s t o t o w o ś c i i i s t o t o w y c h s t a n ó w rzeczy. T y c h „ p r z e d ­

charakter o b i e k t y w i z u j ą c y — „ a k c e p t a c j a s p o ł e c z n a " .

rozumieć

U w a ż n y czytelnik p r z e d s t a w i o n e j w y p o w i e d z i może w y s t ą p i ć

w sensie p l a t o ń s k i m : idei o g ó l n e j nie można s p r o w a d z i ć d o w i e l u

z zarzutem, że p r z y p i s y w a n i e t a k i c h o t o p o g l ą d ó w jest n a d ­

miotów

idealnych"

(irrealnych)

nie należy j e d n a k

numerycznie r ó ż n y c h p r z e d m i o t ó w , ani nie jest ona ich częścią

u ż y c i e m , p o n i e w a ż m o w a jest o p o z n a w a n i u ś w i a t a w sensie

w s p ó l n ą ; jest ona transcendentna w o b e c w s z e l k i c h s u b i e k t y w ­

t w o r z e n i a k u l t u r y , a nie o p o z n a w a n i u przez p o j e d y n c z y p o d m i o t

od

na w ł a s n y c o d z i e n n y j e g o użytek czy o p o z n a n i u stricte n a u k o ­

w s z e l k i c h czasowoprzestrzennych określeń. Idee o g ó l n e nie są

w y m . P r z y p o m n i e ć zatem należy, że w z o r e m j ę z y k o z n a w s t w a

ani e m p i r y c z n y m i generalizacjami, ani eksplikacjami pojęć, nie­

s t r u k t u r a l n e g o , p r z y j m u j ą c e g o prymat langue

mniej są p r a w d z i w e i „ n a p r a w d ę istnieją":

n i e u ś w i a d a m i a n y c h reguł j ę z y k o w y c h nad i n d y w i d u a l n y m i w y ­

n y c h przeżyć i p s y c h i c z n y c h treści; jest b y t e m w o l n y m

„ f e n o m e n o l o g o m (...) p r z y p i s y w a ć by należało jakiś s z c z e g ó ­

powiedziami,

etnologia

strukturalna

nad parole,

uznaje

prymat

pierwszeństwo

lny rodzaj realizmu, jakiś t y p hiperrealizmu, gdzie zza p o w ł o k i

— w sensie l o g i c z n y m — n i e u ś w i a d a m i a n e j działalności u m y s ł u

realistycznego obrazu prześwieca ś w i a t ł o t e g o , c o

w o b e c p o g l ą d ó w i p o c z y n a ń j e d n o s t k i . S a m Lévi-Strauss ma

ponadin-

dywidualne i ponadczasowe, lub tego, co w obrazowym zjawisku
typowe"

1 0

nadzieję na t o , iż — przy z a s t o s o w a n i u m e t o d y
—

— pisze autor.

„rzekoma

'świadomość

zbiorowa'

strukturalnej

okazałaby się

bowiem

Taką ideą o g ó l n ą w f e n o m e n o l o g i c z n y c h b a d a n i a c h religii

w y s t ę p u j ą c y m na p o z i o m i e i n d y w i d u a l n y c h myśli i z a c h o w a ń

jest np. hierofania — coś, c o o b j a w i a s a c r u m , c o jest w t y m sensie

przejawem p e w n y c h czasowych uszczegółowień powszechnych

irrealne, że w ł a ś n i e p o n a d i n d y w i d u a l n e i p o n a d c z a s o w e . O innej

p r a w , które rządzą n i e u ś w i a d a m i a n ą działalnością u m y s ł u . "

idei o g ó l n e j pisze Eliade, kiedy e k s p o n u j e p o s t a w ę b a d a w c z ą

N a t o m i a s t w k w e s t i i p o z n a n i a n a u k o w e g o francuski

t y p o w ą dla j e g o — można by rzec — eidentycznej h e r m e n e u t y k i :

1 4

etnolog

pisze tak o t o :

„ H e m e n e u t y k a jest t w ó r c z a p o d i n n y m w z g l ę d e m : odsłania

„ L o g i k a myślenia m i t y c z n e g o w y d a j e się n a m r ó w n i e w y m a g a j ą ­

p e w n e w a r t o ś c i , które nie są w i d o c z n e na p o z i o m i e b e z p o ś r e d ­

ca c o ta, na której opiera się myślenie p o z y t y w n e , i w istocie m a ł o

niego d o ś w i a d c z e n i a . W e ź m y przykład d r z e w a k o s m i c z n e g o czy

o d niej różna. A l b o w i e m różnica bierze się nie tyle z jakości

t o z obszaru I n d o n e z j i , Syberii czy M e z o p o t a m i i . Istnieją p e w n e

operacji u m y s ł o w y c h , ile z charakteru rzeczy k t ó r y c h d o t y c z ą te

cechy w s p ó l n e t y m trzem s y s t e m o m s y m b o l i c z n y m , lecz o c z y w i ­

operacje (...). Być m o ż e , iż o d k r y j e m y p e w n e g o d n i a , że ta sama

ście p o k r e w i e ń s t w o t o nie będzie u c h w y t n e dla

mieszkańca

każdej z t y c h kultur. Praca hermeneuty odsłania ukryte znaczenie
s y m b o l i oraz ich n i e p r z e r w a n y r o z w ó j . "

logika działa w m y ś l e n i u m i t y c z n y m i w m y ś l e n i u n a u k o w y m i że
c z ł o w i e k zawsze myślał r ó w n i e d o b r z e . "

1 5

W polskiej e t n o l o g i i p r z y k ł a d e m z a s t o s o w a n i a reguł d e m i t y -

1 1

Tą ideą o g ó l n ą jest t u t a j d r z e w o k o s m i c z n e , ideą

ukytą

zacji p e w n y c h zasad poznania n a u k o w e g o jest analiza R o b o t y c -

w p o s z c z e g ó l n y c h konkretyzacjach, bytującą j e d n a k o w o ż realnie

k i e g o i W ę g l a r z a , demityzacji n i e k t ó r y c h ustaleń samej e t n o l o g i i ,

i d o m a g a j ą c ą się w y d o b y c i a poprzez akt syntetyzacji r ó ż n o r o d ­

ż y w i ą c e j się częstokroć z i d e o l o g i z o w a n y m i z a k s j o l o g i z o w a n y m

n y c h jej p r z e j a w ó w , t a j e m n i c ą , której o d s ł o n i e n i e jest m o ż l i w e .
S p r ó b u j m y teraz rozważyć — w interesującym nas aspekcie

myśleniem o l u d o w o ś c i .

1 6

Analiza ta nie ukazuje

wprawdzie

„ g ł ę b i n o w y c h " reguł n i e u ś w i a d a m i a n e j infrastruktury, k t ó r y m i

— teorię strukturalistyczną w polskiej e t n o l o g i i . O t o w y p o w i e d ź

p r z e d s t a w i e n i w niej badacze m i e l i b y się p o s ł u g i w a ć , u j a w n i a

jej przedstawiciela:

t y l k o p e w n e f i g u r y myślenia o l u d o w o ś c i , daje w s z e l a k o a s u m p t

„Kultura — powiadają ewolucjoniści

(a i m p l i c i t e

również

do poszukiwań o w y c h fundamentalnych logiczno-matematycz-

i f u n k c j o n a l i ś c i ) — j e s t w y n i k i e m p o z n a w a n i a i o s w a j a n i a natury

n y c h w r ę c z struktur, k o n s t y t u u j ą c y c h aprioryczny element w s z e l ­

przez c z ł o w i e k a . Na c z y m j e d n a k polega ludzkie p o z n a w a n i e

kiego poznania.

jakimikolwiek

O t o następna k w e s t i a — w ł a ś n i e ó w a p r i o r y c z n y c h a r a ­

i n n y m i działaniami, na n a z y w a n i u i u s t a n a w i a n i u relacji m i ę d z y

kter p o z n a n i a , o d m i e n n y j e d n a k o d t e g o , który głosił Husserl, nie

i oswajanie

20

natury?

Przede w s z y s t k i m , przed

�odniesiony b o w i e m d o p r z e d m i o t u a d o p o d m i o t u p o z n a n i a .

— n i e m o ż l i w a : m o m e n t jej u k o n s t y t u o w a n i a , jeśli w o g ó l e jest d o

„ Ś w i a t jest być może t a k i m , j a k i m jest; ale na p e w n o nie jest

p o m y ś l e n i a , b y ł b y r ó w n o c z e ś n i e k o ń c e m wszelkiej e t n o l o g i i . Na

takim, jakim jest g d z i e k o l w i e k i k i e d y k o l w i e k

przedstawiony"

c o i n n e g o c h c i e l i b y ś m y j e d n a k z w r ó c i ć baczniejszą u w a g ę . O t o

— pisze autor. Rzecz jest z w i ą z a n a ze w s k a z a n y m s u b i e k t y w i z ­

ani na krok nie m o ż e m y zbliżyć się d o o w e g o „ j ą d r a t a j e m n i c y " .

mem strukturalizmu. M a m y o t o d u a l i s t y c z n y p o d z i a ł na ś w i a t

C h o ć p o t e n c j a l n y c h relacji z a w a r t y c h w d a n y m systemie czy

i jego wyobrażenia, ś w i a t — jak by p o w i e d z i a ł kantysta — rzeczy

w zakresie m o ż l i w y c h p r z e d s t a w i e ń ś w i a t a jest m n o g o ś ć , w s z e ­

samych w sobie i ś w i a t naszych j e g o p r z e d s t a w i e ń . Ten a g n o s -

lako ilość ich permutacji jest o g r a n i c z o n a . W t ó r u j e t e m u sam

tycyzm w o b e c

Lévi-Strauss, g d y pisze:

obiektywnie

istniejącego ś w i a t a jest

funkcją

apriorycznego charakteru p o z n a n i a .

„ C z ł o w i e k o d s a m y c h p o c z ą t k ó w d y s p o n u j e całokształtem

Hipoteza S a p i r a - W h o r f a , badania W i t t g e n s t e i n a i j e g o teza

t e g o , c o znaczące, i jest bardzo z a k ł o p o t a n y , g d y ma przydzielić je

atomizmu l o g i c z n e g o ( „ G r a n i c e m o j e g o języka oznaczają granice

t e m u , c o znaczone, a c o jest m u d a n e j a k o bodziec, c h o ć nie staje

mojego ś w i a t a " ) , wreszcie ustalenia de Saussure'a w s k a z u j ą na

się dzięki t e m u znane. M i ę d z y t y m i d w o m a b i e g u n a m i zawsze

język właśnie jako g ł ó w n ą kategorię percepcji r z e c z y w i s t o ś c i ,

w y s t ę p u j e n i e o d p o w i e d n i o ś ć , którą przezwyciężyć m ó g ł b y t y l k o

wyznaczającą jej kres, ale i czyniącą tę percepcję w
możliwą. Foucault d o d a t u jeszcze episteme

ogóle

— sposób ujmowa­

rozsądek b o s k i , a która bierze się z istnienia n a d w y ż k i t e g o , c o
znaczące, w

p o r ó w n a n i u z tymi elementami znaczonymi, do

nia świata w ł a ś c i w y dla danej e p o k i , zaś Lacan — przedstawiciel

k t ó r y c h może o n o b y ć d o s t o s o w a n e . W

strukturalizmu w psychoanalizie — rzecz p o p r o w a d z i k o n s e k ­

zrozumienia świata c z ł o w i e k d y s p o n u j e w i ę c zawsze n a d w y ż k ą

s w y m dążeniu

do

wentnie d o końca: o g ł o s i „ ś m i e r ć c z ł o w i e k a " , k t ó r y s w e d o ­

znaczenia."

20

O d w o ł u j ą c się d o analogii s ą d ó w a n a l i t y c z n y c h można by

mniemane istnienie zawdzięczać może t y l k o istnieniu języka.
Nieco bardziej p o w ś c i ą g l i w y okazał się Cassirer, c h o ć o b e c n o ś ć

p o w i e d z i e ć , że w orzeczeniu ( n i e s k o ń c z o n y zbiór z n a c z o n y c h )

apriorycznych kategorii przypisał r ó w n i e ż sztuce, m i t o w i , nauce.

w y p o w i a d a n e jest t y l k o t o , c o zawarte jest w p o d m i o c i e ( s k o ń ­

Nie p o z b a w i o n e są zatem p o d s t a w a n a l o g i e c z y n i o n e p o m i ę d z y

c z o n y zbiór z n a c z ą c y c h ) , a zatem w s z e l k i e przedstawienia świata

formami s y m b o l i c z n y m i n e o k a n t y s t y ze szkoły marburskiej a s t r u ­

są n i c z y m n i e s k o ń c z o n a i m p r o w i z a c j a na wszystkie

kturami Lśvi-Straussa, c h o ć b y n a w e t te ostatnie t r a k t o w a ć j a k o

t e m a t y — z u ż y c i e m s k o ń c z o n e j liczby d ź w i ę k ó w . D o c h o d z i m y

— w znacznym s t o p n i u w y a b s t r a h o w a n e — m o d e l e r z e c z y w i s t o ­

w

ści k u l t u r o w e j . "

k t ó r y m i jest już t y l k o tajemniczy, n i e o p i s y w a l n y , n i e m o ż l i w y d o

W bardziej s z c z e g ó ł o w y m w y m i a r z e niegdysiejsze a p r i o r y c z ­
ne formy czasu i przestrzeni, p r z y c z y n o w o ś c i i substancji zostały
zastąpione przez binaryzm i relacjonizm, które — w myśl s t r u k ­

możliwe

p e w n y m m o m e n c i e d o o w y c h s ł u p ó w g r a n i c z n y c h , poza

pojęcia ś w i a t .
Na p o d s t a w i e d o t y c h c z a s o w y c h

ustaleń, c h o ć —

trzeba

przyznać — nie w y c z e r p u j ą c y c h p r z e d s t a w i o n e g o zagadnienia,

turalizmu — f u n d u j ą działanie l u d z k i e g o u m y s ł u . T o w a r z y s z y

rzecz w y m a g a ł a b y b o w i e m bardziej g r u n t o w n y c h b a d a ń , nasuwa

temu określona ś w i a d o m o ś ć m e t o d o l o g i c z n a : „ W szczególności

się w n i o s e k , że o m a w i a n a teoria strukturalistyczna ma s w ó j

strukturalizm można określić historycznie j a k o przejście o d ś w i a ­

r o d o w ó d w tradycji filozoficznej z w a n e j k r y t y c z n ą , w skład

domości s y m b o l i c z n e j

do świadomości

paradygmatycznej"

18

której w c h o d z i Kantyzm i o b i e szkoły n e o k a n t y z m u .

21

Bliższa jest

— pisze Barthes. W ł a ś n i e f o r m a l n e relacje p o m i ę d z y znakami,

n a w e t p r a w o w i e r n e m u K a n t y z m o w i niż n p . szkole marburskiej,

a w w a r s t w i e kategorii p o z n a w c z y c h w s p o m n i a n y

binaryzm

c h o ć b y z p o w o d u o d w o ł a ń d o m e t a f i z y c z n e g o realizmu (trzeba

i relacjonizm, t o o w e f o r m y nadające rzeczywistości określony

przy t y m o d d a ć s p r a w i e d l i w o ś ć f i l o z o f o w i z Królewca i p r z y p o m ­

kształt, a zarazem s ł u p y g r a n i c z n e w y z n a c z a j ą c e kres poznania.

nieć, że b r o n i ł się o n przed p r z y p i s y w a n i e m j e g o s y s t e m o w i

Strukturalizm stwierdza ich nieprzekraczalność. D o s t ę p n e jest

jakiejkolwiek metafizyki).

tylko to, c o u k o n s t y t u o w a n e przez p o d m i o t o w ą strukturę, c h o ć
„chimeryczne" to jednak „samoprzezsięzrozumiałe".

Wprawdzie fenomenologia i neokantyzm wystąpiły swego

Szukamy

czasu przeciw p s y c h o l o g i z m o w i i p o z y t y w i z m o w i filozofii d r u ­

więc o w y c h kategorii samoprzezsięzrozumiałości. Beznadziejne

giej p o ł o w y XIX w i e k u , w t y m p r z e c i w k o naturalistycznej teorii

jest b o w i e m u s i ł o w a n i e znalezienia p r a w d z i w e g o sensu, istoty

k u l t u r y , nie m o g ł o t o rzecz jasna d o p r o w a d z i ć d o zasypania

rzeczywistości. M o ż l i w y d o ustalenia jest t e n t y l k o sens, jaki

przepaści, jaka dzieliła o b i e szkoły i jaka dzieli r ó w n i e ż różne

— mocą a p r i o r y c z n y c h zasad — nadaje rzeczywistości z b i o r o w a

orientacje d y s c y p l i n s z c z e g ó ł o w y c h , w t y m w e t n o l o g i i . Każda

świadomość.

b o w i e m teoria n a w i ą z u j e — ś w i a d o m i e bądź n i e ś w i a d o m i e — d o

W w y p o w i e d z i a c h , iż p o z n a w a n i e ś w i a t a „ n i e jest p o z n a w a ­

p e w n e j filozoficznej tradycji. Każdy badacz — jeśli zostanie d o

niem w sensie zbliżania się d o jądra t a j e m n i c y " , lub: „ Ś w i a t jest

t e g o „ z m u s z o n y " — uzasadnia s w o j ą k o n c e p c j ę o d w o ł u j ą c się

być może t a k i m , j a k i m jest...", zawarta jest i m p l i c i t e teza realizmu

d o , mniej l u b bardziej arbitralnie przyjętych, t w i e r d z e ń natury

metafizycznego. Nie k w e s t i o n u j e się b o w i e m istnienia tej t a j e m ­

o g ó l n e j . A n a l i z o w a n e teorie okazały się teoriami a n t a g o n i s t y c z -

nicy, istnienia ś w i a t a rzeczy s a m y c h w s o b i e , ś w i a t a o b i e k t y w ­

n y m i : na „ z a d a n e " pytania d o t y c z ą c e p o d s t a w o w y c h

nego. Jest t o szczególna, f e n o m e n a l i s t y c z n a

odmiana

f i l o z o f i c z n y c h udzieliły p r z e c i w s t a w n y c h o d p o w i e d z i . I tak, jeśli

realizmu: c h o ć ó w ś w i a t o b i e k t y w n y istnieje, jest o n t r a n s c e n ­

c h o d z i o naturę rzeczywistości, w t y m tej określonej granicami

dentny w o b e c p o d m i o t u i w s z e l k i c h a k t ó w ś w i a d o m o ś c i . D o ­

d y s c y p l i n y , j e d n a deklaruje s w ó j esencjalizm, druga — f e n o m e k w e s t i i źródeł

poznania

kwestii

świadczamy t y l k o sferę zjawisk k o n s t y t u o w a n y c h przez nasze

nalizm. W

własne u m y s ł o w e s t r u k t u r y , kategorie, pojęcia. N a z y w a m y , usta­

aprioryzmem, wszelako

nawiamy relacje, r o z k a w a ł k o w u j e m y , ustatyczniamy, o p i s u j e m y

w p r z y p a d k u teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j jest o n o d n i e s i o n y d o

coś, co w

krańcowo

o b i e o p o w i a d a j ą się za
różnymi jego

odmianami:

dynamiczne,

p r z e d m i o t u , w p r z y p a d k u teorii strukturalistycznej — d o p o d ­

niepodzielne, n i e o p i s y w a l n e . Ó w c z y n n y akt u m y s ł u ( w t y m t e g o

m i o t u poznania. Wreszcie w sporze o granice poznania rysuje się

zbiorowego) nie t y l k o czyni w s z e l k i e p o z n a n i e m o ż l i w y m : jest na

opozycja o b i e k t y w i z m u

równi przyczyną i s k u t k i e m n i e m o ż n o ś c i dotarcia d o

O s o b n a kwestia t o s z c z e g ó ł o w e rozważenie implikacji m e t o d o l o ­

swej

istocie jest b y ć

może ciągłe,

„jądra

tajemnicy". O t o c o pisze S t o m m a :
„Tablice M e n d e l e j e w a k u l t u r y zawierają wszakże m n o g o ś ć

i subiektywizmu

teoriopoznawczego.

g i c z n y c h t a k i c h o t o f i l o z o f i c z n y c h r o z w i ą z a ń . Problem ten o m ó ­
w i ł w s t ę p n i e Czaja w e w s p o m n i a n y m artykule, dając o d p o w i e d ź

relacji p o t e n c j a l n y c h . Relacji, które m o g ą nie z n a j d o w a ć z o b i e k ­

n e g a t y w n ą w s p r a w i e m o ż l i w o ś c i ścisłej w s p ó ł p r a c y i r ó w n o ­

t y w i z o w a n y c h społecznie manifestacji, są j e d n a k — c h o ć b y j a k o

czesnego w y k o r z y s t y w a n i a

antytezy j e g o reguł — i m p l i c i t e z a w a r t e w systemie. Kultura rzuca

teorii. Istotniej tak a m b i t n y p r o g r a m w y d a j e się przedsięwzięciem

dyrektyw

metodologicznych

obu

swój cień — cień uczuć, marzeń, k o s z m a r ó w i t ę s k n o t . Etnologia

nie d o p r z e p r o w a d z e n i a . Z g o d a może być utrzymana d o p ó t y ,

marzeń t o w ł a ś c i w i e a n t y e t n o l o g i a , g d y ż związana byłaby ściśle

d o p ó k i każda z teorii penetruje sfery kultury, ku k t ó r y m , mocą

z ludzkim p r a g n i e n i e m zrzucenia t e g o n i e w y g o d n e g o g o r s e t u ,

tradycji b a d a w c z e j i p o s i a d a n y c h narzędzi, skłania się w sposób

jakim stawać się musi u s p o ł e c z n i o n y , a w i ę c już o b o w i ą z u j ą c y

„naturalny". W k o ń c o w y m fragmencie omawianego

fałszywy ś w i a t k u l t u r y , . . "

1 9

Istotnie, „ e t n o l o g i a m a r z e ń " jest — w myśl s t r u k t u r a l i z m u

artykułu

S t o m m y ma j e d n a k miejsce starcie na terenie — w y d a w a ł o b y się
— neutralnym.

21

�Oto Benedyktowicz w s w o i m programie omawia antymetaforyczny charakter o p i s u f e n o m e n o l o g i c z n e g o i przytacza f r a g m e n t

M i a ł o tu miejsce p e w n e n i e p o r o z u m i e n i e .
Po pierwsze: Poincare w y c h o d z i z pozycji k o n w e n c j o n a l i z m u

w y p o w i e d z i Eliadego, p o d o b n o j e d y n e j , w której tenże sięgnął

i usiłuje z d y s k r e d y t o w a ć

jednakże d o metafory — znanej m e t a f o r y słonia. Przedstawiciel

Eliadego zasady, stosując z ł o ś l i w i e sofizmat t z w . w i e l o z n a c z n o ­

prawomocność

wspomnianej

przez

strukturalizmu w y p o w i e d ź tę p o d d a j e krytyce. By j e d n a k m ó c tej

ści potencjalnej. P o g l ą d e m , iż „skala t w o r z y z j a w i s k o " m o ż n a

krytyce dobrze się przyjrzeć p r z e d s t a w m y jeszcze raz s t a n o w i s k o

b o w i e m o p e r o w a ć d o w o l n i e , jeśli t y l k o w y r w i e się g o z k o n t e k s ­

Eliadego:

t u . Tak w i ę c m i k r o s k o p t r a k t o w a n y j a k o ta skala w y k a ż e , że takie

„ N o w o c z e s n a nauka z r e h a b i l i t o w a ł a zasadę, która w X I X w .
została m o c n o p o d w a ż o n a

na skutek pomieszania

z j a w i s k o z o o l o g i c z n e jak słoń jest o r g a n i z m e m

wielokomór­

pewnych

k o w y m , ale w y k a ż e też, że takie z j a w i s k o religijne jak o b r z ę d jest

pojęć, a która g ł o s i , że 'skala t w o r z y z j a w i s k o ' . Henryk Poincare

r ó w n i e ż o r g a n i z m e m w i e l o k o m ó r k o w y m — jeśli p o d d a ć b a d a ­

z a p y t y w a ł nie bez i r o n i i , czy przyrodnik, który bada słonia j e d y n i e

niom mikroskopowym jednego z jego uczestników, a choćby

przez m i k r o s k o p , może s t w i e r d z i ć , że dostatecznie poznał naturę

n a w e t w s z y s t k i c h . Nie m i k r o s k o p należy b o w i e m t r a k t o w a ć j a k o

t e g o zwierzęcia? M i k r o s k o p o d k r y w a strukturę i m e c h a n i z m

narzędzie określania skali zjawiska. T a k i m narzędziem d o s t ę p n y m

k o m ó r e k , które są i d e n t y c z n e dla w s z y s t k i c h o r g a n i z m ó w w i e l o ­

p r a w i e k a ż d e m u , r o z p o c z y n a j ą c y m proces p o z n a w c z y , jest w z r o k

k o m ó r k o w y c h . S ł o ń jest n i e w ą t p l i w i e o r g a n i z m e m w i e l o k o m ó r ­

w ł a ś n i e , który niekoniecznie należy uznać za przeżytek i o d ł o ż y ć

k o w y m . A l e czy t y l k o t y m ? w

skali m i k r o s k o p u

można

by

na półkę z n i e u ż y t e c z n y m i rupieciami. T o o d w z r o k u zaczyna się

zastanawiać się nad o d p o w i e d z i ą . W skali w z r o k u l u d z k i e g o ,

droga określania c o jest zjawiskiem z o o l o g i c z n y m , a c o

który przynajmniej dostrzega w s ł o n i u z j a w i s k o z o o l o g i c z n e , nie

r e l i g i j n y m . Nie oznacza t o b y n a j m n i e j , że w z r o k jest tą skalą. Skalą

ma już miejsca na w ą t p l i w o ś c i . P o d o b n i e z j a w i s k o religijne ukaże

jest z o o l o g i c z n y l u b religijny charakter zjawiska. S ł o ń nie ma b y ć

się nam j a k o takie t y l k o w ó w c z a s , g d y będzie rozumiane w e d ł u g

t e d y badany w skali s ł o n i o w e j , a w skali z o o l o g i c z n e j , p o d o b n i e

w ł a s n y c h w a r u n k ó w istnienia, czyli w ó w c z a s , g d y będzie badane
w skali r e l i g i j n e j . "

np.

obrzęd ma być b a d a n y w skali religijnej. Eliade m ó w i tyle i t y l k o
tyle. Nie porusza w o g ó l e k w e s t i i badania słonia w skali religijnej,

22

S t o m m a z a c y t o w a ł tę w y p o w i e d ź pomijając pierwsze zdanie

c o — jak w i a d o m o — także się zdarza, i p o d o b n e rzeczy zdarzały

i f r a g m e n t o s t a t n i e g o , a m i a n o w i c i e : „...gdy będzie r o z u m i a n e

się także s a m e m u Eliademu. S ł o w e m , w w y p o w i e d z i j e g o z a w a r ­

w e d ł u g w ł a s n y c h w a r u n k ó w istnienia, czyli w ó w c z a s . . . " , c o

t y jest i m p l i c i t e p o s t u l a t s t o s o w a n e j t e m a t y c z n e j redukcji i m e t o ­

w s p o s ó b istotny umniejsza k l a r o w n o ś ć w y p o w i e d z i Eliadego,

d y c z n e j abstrakcji, z a b i e g ó w , na które składa się r ó w n i e ż w y ­

a następnie d o p r z y t o c z o n e g o c y t a t u u s t o s u n k o w a ł się w s p o s ó b

znaczanie o w e j skali.

następujący:

Po d r u g i e : Eliade nie u ż y w a określenia „ j a k o t a k i e " w ż a d n y m

„ T a k , t o b y ł b y klucz d o f u r t k i w i o d ą c e j poza ograniczenia

m e t a f i z y c z n y m sensie. M ó w i ą c o „ z j a w i s k u r e l i g i j n y m j a k o t a ­

d y s c y p l i n y . T o b y ł o b y panaceum... Niestety — w y p o w i e d ź Elia­

k i m " m ó w i ani m n i e j , ani w i ę c e j , t y l k o o z j a w i s k u r e l i g i j n y m j a k o

d e g o zawiera niedopuszczalne nadużycia. Jeżeli b o w i e m z j a w i s ­

r e l i g i j n y m w ł a ś n i e ( „ g d y będzie r o z u m i a n e w e d ł u g w ł a s n y c h

ko religijne badane ma być w skali religijnej, t o i o d p o w i e d n i o

w a r u n k ó w i s t n i e n i a " ) . Cała zresztą przytoczona w y p o w i e d ź jest

słoń badany być w i n i e n w skali s ł o n i o w e j , a skala

w y p o w i e d z i ą raczej m e t o d o l o g a , niż metafizyka.

wzroku

l u d z k i e g o jest t u ni p r i c z o m . Po d r u g i e : cóż t o znaczy ' j a k o taki'?

Ergo: Pretensje, że f e n o m e n o l o g o w i e c h c ą badać słonia „ j a k o

Słoń j a k i m jest każdy w i d z i ? Zaiste nie d a n e jest c z ł o w i e k o w i

t a k i e g o " należy k i e r o w a ć d o Husserla, Schelera czy Ingardena,

zgłębić słonia w s ł o n i o w e j skali. D l a t e g o też usiłując g o poznać

a nie d o

stara się przykładać skale różne: m i k r o s k o p u , s w o j e g o w z r o k u ,

dziedziną s w y c h b a d a ń w kategoriach eidos, a w kategoriach

Eliadego czy B e n e d y k t o w i c z a . Ci nie zajmują

się

lunety w której słonie małe jak m r ó w k i , k r ó l e s t w a zwierząt ...

sacrum. Zresztą t e n o s t a t n i , uprzedzając m o ż l i w e , p o d o b n e d o

T w i e r d z e n i e zaś, że ' t y l k o ' j e d n a z t y c h skal ukaże n a m słonia

w y ż e j p r z e d s t a w i o n y c h , zarzuty, pisze w p e w n y m miejscu o m a ­

w j e g o n i e b y w a ł e j j a k o t a k o ś c i ( M i c k i e w i c z j a k o t a k i , a jak nie

wianego tu artykułu:

taki, t o jaki i d l a c z e g o ) bardziej niż n i e b e z p i e c z n y m totalitaryz­
m e m m e t o d o l o g i c z n y m , jest po prostu o d w i e c z n y m

ludzkim

złudzeniem docierania d o jądra t a j e m n i c y . S ł o ń nie jest ani
z w i n n y , ani niezgrabny, ani szary, ani p ł o w y , ani p o t u l n y i p o ­
słuszny, ani dziki i z ł o ś l i w y . J a k o t a k o ś ć słonia jest nie t y l k o

„ H u s s e r l w y r ó ż n i ł szereg e t a p ó w i t y p ó w redukcji f e n o m e n o ­
l o g i c z n y c h . B y ł o b y niedorzeczne, a i c h y b a n i e m o ż l i w e , p o ­
s z u k i w a ć w tekstach Otta czy Eliadego ich o d z w i e r c i e d l e n i a . "

24

Istotnie, j a k o t a k o ś ć słonia nie s t a n o w i p r z e d m i o t u zainte­
resowań etnologa. Żadna jakotakość.

n i e o p i s y w a l n a ; nie s t a n o w i r ó w n i e ż p r z e d m i o t u z a i n t e r e s o w a ń
e t n o l o g a . Żadna j a k o t a k o ś ć . "

2 3

PRZYPISY

1

S. Węglarz, Etnologiczne
i etnograficzne
rozumienie
kate­
gorii „kultura".
Szkicantymetodologiczny,
„ P o l s k a Sztuka L u d o ­
w a " 1 9 8 7 , nr 1—4
Tamże, s. 1 5 4
D. Czaja, Spór o model etnologicznej
interpretacji,
„Prace
E t n o g r a f i c z n e " , 1 9 9 0 z. 27
Tamże, s. 21
Z. B e n e d y k t o w i c z , O niektórych
zastosowaniach
metody
fenomenologicznej
w studiach nad religią, symbolem
i kulturą,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I V , 1 9 8 0 , z. 2
L. S t o m m a , Z zapisków
etnologa.
(List L u d w i k a S t o m m y
w y s ł a n y z Paryża d o Redakcji a o p a t r z o n y t y t u ł e m : Słoń a sprawa
etnologii),
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , 1 9 8 2 , nr 1—4
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . c i t , s. 10
M . Eliade, Doświadczenie
labiryntu, „ P o l s k a Sztuka L u d o ­
w a " , 1 9 8 8 , nr 3, s. 1 6 7
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . cit., s. 13
Tamże, s. 3 2
M . Eliade, o p . cit.
L. S t o m m a , o p . cit., s. 71
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

22

1 3

Tamże.
C. Lévi-Strauss, Antropologia
strukturalna.
Warszawa
1 9 7 0 , s. 1 2 8
Tamże, s. 3 1 3
Cz. R o b o t y c k i , S. W ę g l a r z Chłop potęgą jest i basta,
O mityzacji kultury ludowej w nauce, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " ,
1 9 8 3 , nr 1—2
J . Niżnik, Wokół formalno-struktura/nej
koncepcji
mitu. E.
Cassirer i C. Lévi-Strauss,
„ C z ł o w i e k i Ś w i a t o p o g l ą d " , 1 9 7 2 , nr 5
R. Barthes, Mit i znak. W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 2 6 7
L. S t o m m a , o p . cit., s. 7 2
C. Lévi-Strauss, Wprowadzenie
do twórczości
Marcela
Maussa,
s. LV, ( w : ) M . M a u s s , Socjologia
i
antropologia.
Warszawa 1973
Por. sugestię D. Czaji w artykule Dylematy błazna, „ P o l s k a
Sztuka L u d o w a " , 1 9 8 8 , nr 4 , s. 2 1 7
M . Eliade, Traktat o historii religii. W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 1
L. S t o m m a , o p . cit., s. 7 3
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . cit., s. 31
1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9647" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9625">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f0c59d5a33fe88a633f49877cd40515f.pdf</src>
        <authentication>8ccbcefc69a9e125d72c684218159ebe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114820">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3686</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114821">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3463</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114823">
                <text>Epos historyczno-ideologiczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114824">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.94-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114825">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114826">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114827">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114828">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114829">
                <text>Epos historyczno-ideologiczny
Gazetowa historia w służbie stanu wojennego
Janusz Barański
Clifford Geertz stwierdził, że etnografia ma pośród nauk
szczególny status. Zajmując się tak rozległą dziedziną jaką jest
kultura, nie może liczyć na stworzenie - jak to określił
- Ogólnej Teorii Interpretacji Kultury. Oczywiście taki trud
można by podjąć i niektórzy to robili, z tych teorii był jednak
niewielki pożytek (1973, s. 26). Można więc postrzegać
kulturę jako folklor i kolekcjonować jego zabytki, można też
skupić się na wyszukiwaniu jej cech, by je następnie poddawać
systematyzacji, można określać jej instytucje, by dokonywać
ich klasyfikacji, można wreszcie widzieć w niej wyłącznie
struktury, które będą poddawać się manipulacji (tamże, s. 29).
W każdym wypadku będzie to popadanie w tzw. błąd
kategorialny, przed którym przestrzegał Gilbert Ryle: uogól­
nianie „ponad" poszczególnymi przypadkami (across cases).
Uogólnianie ma się natomiast odbywać „pomiędzy nimi",
„wewnątrz nich" (within them) (tamże, s. 26). W wypowiedzi
Geertza znajdujemy podobną uwagę skierowaną na ową
konkretność indywidualnego i kulturowego znaczenia wszel­
kich symbolicznych przedstawień, o której pisał Cassirer, oraz
nieodłączność aktu interpretacji, na co wskazywał Gould, czy
wreszcie na kontekst sytuacji, którego ważność podkreślał
Malinowski.
Semiotyczne pojęcie kultury, takie bowiem propaguje
Geertz, jest „sporne z natury", „istotnościowo powątpiewalne" (essentialy contestable) (tamże, s. 29), a to dlatego, że jego
przedmiot - symbol - jest zmienny. Szczególnym celem
interpretacyjnej antropologii jest więc nie „dochodzenie do
zgody", a „doskonalenie sporu". „Analiza kulturowa" jest
z natury niepełna, co więcej, ta niepełność wzrasta wraz
z zagłębianiem się w przedmiot badania. W tym znaczeniu
etnografia to taka dziwna dyscyplina, której najbardziej trafne
stwierdzenia są najbardziej „miałkie" (tremendously based)
(tamże).
W tym znaczeniu poniższe rozważania potwierdzić mogą
pogląd Geertza o permanentnej niepełności etnograficznej
analizy. Z drugiej strony, są one tyleż próbą interpretacji
danego tematu, co ilustracją, na tymże temacie, pewnej zasady
interpretacji. W tym sensie artykuł ten nie pretenduje do
wyczerpania tytułowego problemu. Również prasa, jako mate­
riał empiryczny, potraktowana została wybiórczo, choć - są­
dzimy -jest to wybór reprezentatywny. Wybraliśmy mianowi­
cie trzy pisma codzienne: „Rzeczpospolitą" (Rz, dziennik
rządowy), „Trybunę Ludu" (TL, dziennik PZPR) i „Żołnierza
Wolności" (ŻW, dziennik MON). Z racji swojego zasięgu
i politycznej rangi - w przypadku dwu pierwszych tytułów,
tudzież roli wojska, zwłaszcza w pierwszych latach dekady
- w przypadku tytułu ostatniego, wszystkie pisma, obok radia
i telewizji, odgrywały decydującą rolę w formowaniu obowią­
zującej rządzących i rządzonych politycznej wykładni.
13 grudnia 198! uznać można za początek minionej dekady.
Dokonała się wówczas jakościowa zmiana, która sprawiła, że

94

nowomowa z roku 82 bliższa była w swych typowych cechach
tej z roku np. 85, niż nowomowy z roku 81. Stało się tak za
sprawą istotnej cezury, mianowicie wprowadzenia stanu
wojennego. Dodajmy jeszcze istnienie znaczących różnic
w interesującej nas materii pomiędzy okresami „przedsierpniowym" a „pogrudniowym", choć, formalnie rzecz biorąc,
była to wciąż ta sama dekada. Trzeba równocześnie zauwa­
żyć, że nowomowa końca dekady ponownie, w obliczu tempa
politycznych przemian, zmieniła się znacznie w porównaniu
z tą z okresu pierwszych kilku lat po 13 grudnia.
Sam moment wprowadzenia stanu wojennego należy uznać
za pewien inicjalny akt. Zawieszenie działalności większości
organizacji (związków zawodowych, stowarzyszeń i in.)
odbywało się równocześnie z restytucją rangi i roli państwa.
Był to kolejny poważny krok w odchodzeniu od elementów
doktrynalnych marksizmu-leninizmu, a w ciągu pierwszego
roku stanu wojennego ich powrót odbywał się powoli i nigdy
już nie uzyskały one znaczenia sprzed sierpnia '80czy nawet
grudnia '81. Michał Głowiński, status rządzącej partii na
początku tej dekady określił mianem „ctatolatrii" (1992, s.
52). Partia komunistyczna ustąpiła państwu część swych
funkcji i prerogatyw, „chroniąc" się tymczasem za jego
instytucjami. W praktyce chodziło o instytucje wojska i poli­
cji, w państwowotwórczej retoryce mowa była wszelako
o instytucjach: parlamentu, rządu, rady państwa, ora/, o na­
wiązaniu do tradycji historycznych.
Niektórzy obserwatorzy wskazywali na ogólniejsze zjawis­
ko, mianowicie: proces „faszyzacji" systemu politycznego
w całym komunistycznym bloku (por. Kaltenbrunner 1987. s.
407). Proces ten polegał na wchłanianiu elementów tradycji
narodowej, a nawet propagowaniu postaw nacjonalistycznych,
militaryzmie, pewnych cechach kultu wodza czy juwenilizmie
(por. tamże, s. 39). Jeśli chodzi o tę ostatnią, w Polsce
utworzone zostało nawet ministerstwo do spraw młodzieży,
z Aleksandrem Kwaśniewskim jako szefem tego resortu.
Znany jest pogląd Arnolda Toynbee, że komunizm to
system, w którym nacjonalistyczne idee znalazły doskonalą
inkubatornię. Z procesem faszyzacji związana była kulminacja, i schyłek równocześnie, doktrynalnego elementu realizo­
wanego wszakże przez cały okres powojenny, mianowicie
formuły - „narodowy w formie, socjalistyczny w treści" - we
wszelkiego rodzaju propagandowych poczynaniach. Wpisy­
wał się on w nowy nieco kształt propagandy minionej dekady.
„Jej powołaniem jest spełnienie roli handlarza-pośrednika;
partia-państwo jako mocodawca stawia propagandę przed
niewykonalnym, na pierwszy rzut oka, zadaniem upłynnienia
ideologii, na którą nie ma zbytu" - pisał Paweł Kuczyński
(1987, s. 92). Propaganda, jak nigdy dotąd, zmuszona była
wykorzystywać wszystko, co było „pod ręką", co dotyczyło
również jej własnego językowego uposażenia. „Zaczął się
swoisty dramat językowy, w którym nie tylko stawką, ale

�i narzędziem była właśnie mowa. Dramat ów to walka
0 symbole i walka na symbole" (Głowiński 1990. s. 129).
Niema! równocześnie z wprowadzeniem stanu wojennego
sięgnięto po owe symbole. Nic chcemy wyczerpać ich listy,
zamierzamy natomiast na kilku przykładach zilustrować
mechanizm ich „obróbki", mechanizm mityzacji: „wędrówki"
elementów opisu świata pomiędzy różnymi kosmologiami,
różnymi poziomami znaczenia (abstrakcji), zwykle z równo­
czesną zmianą kodu. Rok 1982 jest pod względem tej
symboliki wyjątkowy, ponieważ władza komunistyczna z nie­
spotykaną dotychczas intensywnością zaczęła wprowadzać do
politycznej wykładni wspomniany element „narodowy w for­
mie". Odbywało się to jednak z równoczesnym usztyw­
nieniem polityki bieżącej. Był to rok, w którym odwoływano
się po raz pierwszy do pewnych elementów historycznej
1 narodowej tradycji, jeszcze do niedawna marginalizowanych
lub nawet zwalczanych. W tym też roku te odwołania były
bodaj najbardziej „żarliwe", jeśli chodzi o całą dekadę lat
osiemdziesiątych. Dlatego też uznaliśmy, że materiał źródło­
wy pochodzący z tego roku będzie wystarczającą ilustracją
przedstawionej w poniższym artykule tezy.
O jednym z takich symboli, który pojawił się niedługo po
wprowadzeniu stanu wojennego donosiła w trzecim numerze
reaktywowana „Rzeczpospolita":
17 bm, w rocznicę wyzwolenia Warszawy, zgodnie
Z zaleceniem przewodniczącego Rady Ocalenia Narodo­
wego, min. Obrony Narodowej gen. armii Wojciecha
Jaruzelskiego, żołnierze Kompanii Reprezentacyjnej
Wojska Polskiego wystąpią podczas uroczystej zmiany
warty w tradycyjnych czapkach-rogatywkach (Rz 3).
Tej informacji towarzyszył historyczny komentarz:
Krakuska dołączyła w drugiej kolejności historycznej od
czasu kosynierskich przewag pod rozkazami Kościuszki.
Wcześniej zaś, powstała z rozpowszechnionego już
w XVII wieku kroju czapek, zjawiła się jako znak
wojowników czworogranna „ konfederatka " zrzeszonych
w Konfederacji Barskiej (,..). Szli piechotą i walczyli
konno pod Napoleonem, już ze znakami Orła, rodacy
w rogatych czapkach, a brawura kawalerii nadała wręcz
„modzie wojskowej" Europy ten fason nakrycia głowy
jako strój najbardziej zawadiackich (...). Upadło Księst­
wo warszawskie, wszakże rogatywki (dla konnych zwłasz­
cza formacji) ostały się w Królestwie Polskim, potem
Powstaniu Listopadowym, Styczniowym... (tamże).
Jest także komentarz polityczny:
W rocznicę wyzwolenia, do uroczystej zmiany warty przy
Grobie Nieznanego Żołnierza na Placu Zwycięstwa
w Warszawie, stanie Kompania Reprezentacyjna Wojska
Polskiego, znów po latach w historycznych „rogatyw­
kach". Powrót tego polskiego, wojskowego nakrycia
głowy, powrót do pięknych tradycji żołnierskich, właśnie
w tym dniu i w tym mieście - ma większe niż tylko
symboliczne znaczenie (tamże).
Oczywiście trywialny sens miałoby skonstatowanie legitymizacyjnej funkcji tych poczynań, podobnie jak to, że stan
wojenny wprowadzono w celu utrzymania istniejącego wów­
czas systemu politycznego. Takie wnioski o charakterze
publicystycznym znaleźć jednak można w niektórych pracach

z dziedziny politologii czy socjologii, dotyczących podobnej,
jak rozważana w tym artykule, problematyki. Przyjęcie
natomiast antropologicznej perspektywy teoretycznej, spoj­
rzenie z punktu widzenia „astronoma nauk społecznych", jak
powiedział Lévi-Strauss (1970, s. 483)- pozwoli - być może
- twórczo sproblematyzować tę kwestię. Ta astronomiczna
perspektywa głosi konieczność przyjęcia systemu kultury
jako tła, które należy uwzględnić, jeśli chce się zrozumieć
znaczenie poszczególnych wytworów; w tym również ideo­
logii, propagandy, nowomowy.
Rocznica wyzwolenia Warszawy była pierwszą okazją
pozwalającą na rzucenie swoistego „historycznego mostu",
dokonania istotnego dla rządzących propagandowego porów­
nania. Jest to jedna z konstytutywnych cech mechanizmu
każdej kultury: samoobjaśnianie z użyciem systemów analo­
gii. Zwracał na to uwagę Lévi-Strauss, gdy pisał, że mit jako
historyczna opowieść o przeszłości służy objaśnianiu teraź­
niejszości, że „diachronia, w pewnym sensie opanowana,
współpracuje z synchronią" (1969, s. 355), że „obrzędy
historyczne przenoszą przeszłość do teraźniejszości" (tamże,
s. 356). Wzrost znaczenia tej historycznej obrzędowości jest
w roku 82 bardzo wyraźny, z równoczesnym zmniejszeniem
roli obrzędowości ideologicznej.
Wspomniana uroczysta zmiana warty pokazana została,
w każdym z rozważanych dzienników, na zdjęciu przed­
stawiającym żołnierski szereg w rogatywkach na głowach, co
- na ówczesne czasy - było obrazem raczej niezwykłym. Był
to bowiem jeden z pierwszych sygnałów przyjęcia przez
rządzących, niektórych odrzucanych dotychczas treści histo­
rycznej i narodowej tradycji. Historycznej symbolice, wypeł­
niającej cały „roczny cykl obrzędowy", przyjdzie się dokład­
niej przyjrzeć. W tym miejscu chcemy zwrócić uwagę na
jeszcze jeden element, podobny w swojej formie i funkcji do
wspomnianego powyżej, zamykający ten rok obrzędowy.
Podobna uroczysta zmiana warty miała miejsce w końcu roku
- 29 Xl - w rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego:
Z okazji „Dnia Podchorążego" przy Grobie Nieznanego
Żołnierza odbyła się w poniedziałek uroczysta zmiana
warty. Żołnierze wystąpili w mundurach historycznych
z okresu Powstania Listopadowego (TL 284).
1 w tym przypadku zdjęcie przedstawiające grenadierów
gwardii, zamieszczone w rocznicę niepodległościowego zry­
wu, w organie partii komunistycznej (w pozostałych dzien­
nikach również), ma istotnie większe niż tylko symboliczne
znaczenie, jak to sugerował komentarz polityczny:
Warty te są widomym symbolem łączącym dzisiejszych
podchorążych szkół ludowego Wojska Polskiego z ich
bohaterskimi poprzednikami, wyrazem uznania dla bo­
haterów Nocy Listopadowej, za ich wierną służbę Oj­
czyźnie, męstwo w walce, odwagę, ofiarność, zdolność
do poświęceń dla kraju i narodu (TL 282).
Rogatywka czy mundur grenadiera spełniają tutaj pewną
polityczną misję. Poprzez metaforyczne odniesienie do idei
patriotycznego czynu, podejmują zadanie metonimii, ustana­
wiając pewną łączność pomiędzy tą ideą, ucieleśnioną w in­
surekcjach i powstaniach doby niewoli, a wojskiem polskim
doby stanu wojennego. Ten historyczny most jest więc
również mostem semantycznym: ideowa misja konfederatów
barskich czy dyktatorów Powstania Styczniowego jest toż-

95

�sama z misją dyktatorów stanu wojennego. Zamieszczone
w dziennikach zdjęcia uznać należy za ikony konotujące
łączność z patriotyczną tradycją. Stan wojenny i jego adhe­
renci mają zostać „wmodelowani" w większą historyczną
i znaczącą strukturę.
Symboliczna misja rogatywki (w rozumieniu semantycz­
nym, w odróżnieniu od tego publicystycznego, użytego
w przytoczonym komentarzu) jako pewnej kulturowej meta­
fory, możliwa jest zatem do zrozumienia, idąc tropem
Richardsa-Wheelwrighta-Ricoeura (por. Barański 1995),
w bardzo długim zdaniu wypowiadanym przez dwa stulecia
i z uwzględnieniem pewnej poetyki powtarzalności. To ona
jest częścią poetyki mitologizowania, która stawanie się,
istnienie, trwanie traktuje jako całość, wieczny cykl zdarzeń,
a nie izolowane sekwencje, działania etc. (por. Cassirer 1953,
s. 111).
Władimir Toporów napisał w eseju O kosmologicznych
źródłach wczesnohisłorycznych opisów: „Substancjalnie jeden
i ten sam element opisu historycznego może być nosicielem
różnych znaczeń, aż do przeciwstawnych włącznie, i odwrot­
nie - różne elementy mogą przekazywać jedno i to samo
znaczenie" (1977, s. 105). Rogatywka-symbol, część munduru
wojskowego również w okresie międzywojennym, wycofana
w 1950 roku, stała się z dnia na dzień mocą historycznosymbolicznego reservatio mentalis, posłańcem okresu wcześ­
niejszego. Jurij Łotman napisał kiedyś, że „symbol aktywnie
koreluje z kontekstem kulturowym, transformuje się pod jego
wpływem i sam go transformuje. Jego inwariantna istota
realizuje się w wariantach" (1988, s. 151). W naszym
wariancie symbol stał się operatorem zrastania - jak by
powiedział Cassirer - różnych politycznych działań, tych
XIX-wiedznych i tych ze schyłku wieku XX, zrastania jako
immanentnej cechy mito-logiki (por. Barański 1996, s. 39).
Wszelkie mitotwórstwo jest zresztą - według Marburczyka
-pierwotne wobec historii, która jest wobec mitu drugorzędna
i pochodna (1953, s. 5; por. Barthes 1984, s. 234).
W tym historycznym dorocznym cyklu obrzędowym do
łask wróciły rocznice Powstania Warszawskiego i Odrodzenia
Polski. Oto typowy tekst towarzyszący relacjom z obchodów
rocznicy Powstania:
Na barykadach stolicy walczyli żołnierze Armii Krajo­
wej, Armii Ludowej, a nawet Batalionów Chłopskich
z oddziałów przybyłych z okręgu warszawskiego, har­
cerze i członkowie Związku Walki Młodych, robotnicy,
inteligenci, komuniści, duchowni. Wszyscy oni, nie żału­
jąc krwi i życia, myśleli o jednym - o Polsce wolnej,
sprawiedliwej i niepodległej. Ta jedność na gruncie
nadrzędnych racji socjalistycznego państwa jest nam
i dzisiaj potrzebna nade wszystko (z wystąpienia prezesa
warszawskiego oddziału ZBOWiD, TL 181).
Jeśli chodzi o 64 rocznicę Odrodzenia Polski, we wszyst­
kich dziennikach, ku pierwszemu zrazu zaskoczeniu, najdłuż­
sze notatki poświęcono obchodom święta w jednym z prowin­
cjonalnych miast:
Uroczystości z ceremoniałem wojskowym odbyły się
w centrum Lublina. Na płycie Grobu Nieznanego Żoł­
nierza, a także pod Pomnikiem Wdzięczności Żołnierzom
Radzieckim i Pomnikiem Konstytucji 3 Maja, przy któ­
rych żołnierze LWP zaciągnęli warty honorowe, złożono
wieńce i wiązanki kwiatów (TL 269).

96

Towarzyszyły temu komentarze w rodzaju przytoczonego
poniżej:
Pamiętamy o wszystkich uwarunkowaniach odrodzenia
po latach niewoli naszej niepodległości, o znaczeniu dla
tego faktu Rewolucji Październikowej i uznania przez
młode państwo radzieckie prawa do samostanowienia
naszego narodu. Gdyby nie było drugiej niepodległości,
nie byłoby też Polski Ludowej w 1944 r. Te refleksje
historyczne są niezbędne dla wszystkich, zwłaszcza dla
młodego pokolenia, aby zrozumieć jaką cenę płaciliśmy
w przeszłości za swą niepodległość oraz pojąć ogrom
ostatnich zagrożeń dla bytu narodowego ze strony
wrogów socjalizmu Polski, rzeczników destrukcji
go państwa, siewców anarchii (TL 267).
Dydaktyczne zadanie tych refleksji historycznych nie
budzi wątpliwości. Oto, poczynając od pierwszego komen­
tarza, zwróćmy uwagę na fakt, że z dziewięciu wymienionych
podmiotów (formacji zbrojnych, grup społecznych) biorą­
cych udział w Powstaniu, tylko trzy przynależą semantycznie
do konkurencyjnego webec ruchu komunistycznego Rządu
Londyńskiego i Delegatury Rządu na Kraj - organizatorów
Powstania. Powtórzmy - chodzi o kryterium semantyczne, to
znaczy przynależność poszczególnych terminów - wskazują­
cych te podmioty - do słownictwa, którym propaganda
posługiwała się opisując społeczne zaplecze ideologii. Te trzy
terminy to Armia Krajowa, duchowni i inteligenci, z tym że
w przypadku tego ostatniego można mówić o częściowej
przynależności również do tegoż zaplecza. Byłaby ona cał­
kowita, gdyby napisano o inteligencji pracującej. Ten termin
mieści się bowiem w polu semantycznym nazw kojarzonych
z leksykalnym zbiorem opisującym ową społeczną bazę
ideologii. Teraz już „konotaty wny skok" do ostatniego zdania,
sformułowanego tak właśnie, jak to uczyniono, jest już tylko
dziecinną igraszką. Jeśli bowiem dwie trzecie uczestników
Powstania Warszawskiego to naturalna baza socjalistycznych
idei, powstańcze postawy winny być wzorcem dla tych, dla
których droga jest sprawa budowy socjalizmu.
Przechodząc dalej do obchodów rocznicy Odrodzenia
Polski zauważamy podobny rozkład znaczeń. I w tym
przypadku chodzi o przydanie stosownych semantycznoaksjologicznych walorów, które pozwolą to historyczne
zdarzenie umieścić w granicach ideologicznej wykładni.
Wytłumaczenie dlaczego tego dnia uczczono pamięć żoł­
nierzy radzieckich znajdujemy w komentarzu, który wskazuje
na znaczenie powstania państwa radzieckiego dla niepodleg­
łości Polski. Wymienienie jednym tchem - przy tej okazji
- obok siebie: Grób Nieznanego Żołnierza - Pomnik Wdzięcz­
ności Żołnierzom Radzieckim - Pomnik Konstytucji 3 Maja
wzmacnia wskazaną powyżej wymowę, poprzez umiesz­
czenie tych nośników pewnych idei w jednym szeregu
syntagmatycznym. Ten termin wydaje się jak najbardziej
uzasadniony. Notatka prasowa jest skrótowym opisem pewnej
sekwencji politycznego rytuału, który ma - jak każdy rytuał
- odniesienie w określonej mitycznej opowieści. W naszym
przypadku tą opowieścią jest pewien „epos historycznoideologiczny", nigdzie wszelako nie przedstawiony w kom­
pletnej wersji i możliwy do rekonstrukcji tylko na podstawie
szczątków i fragmentów. W tym eposie kolejne historyczne
epizody są wzajemnymi metaforycznymi transformacjami.
Stworzenie syntagmatycznego łańcucha np. Konstytucja

�3 Maja - Rewolucja Październikowa - Odrodzenie Polski
- Manifest Lipcowy pozwala dalej, czyniąc zadość wymogom
ideologicznej wykładni, ustanowić stosowne paradygmatyczno-retoryczne asocjacje (por. Leach 1989, s. 41), gdzie
związek predykacji przekształca się w związek substytucji.
Tym sposobem znaczenie Rewolucji Październikowej czy
Manifestu Lipcowego dla sprawy niepodległości Polski staje
się przynajmniej równe znaczeniu np. Konstytucji 3 Maja,
a może i większe.
Wreszcie, pozostając przy przykładzie lubelskich obcho­
dów rocznicy Odrodzenia Polski, pamiętać należy, że to
w Lublinie właśnie powstał 7 listopada 1918 Tymczasowy
Rząd Ludowy Republiki Polskiej pod przewodnictwem Da­
szyńskiego. Istniał on zresztą tylko kilka dni, aż do przybycia
Piłsudskiego, któremu oddał się wówczas do dyspozycji.
W skład rządu lubelskiego wchodzili nie tylko przedstawiciele
socjalistów, ale również ludowców i piłsudczyków. Wydaje
się jednak, że „języczkiem u wagi", który sprawił, że historii
tego rządu poświęcono najwięcej miejsca w prasowych
komentarzach w tę rocznicę, był ów przymiotnik ludowy. To
właśnie ta „ludowość" jest „przyczółkiem" pozwalającym
zbudować bezpieczny ideologicznie, semantyczny most po­
między marskistowską historiografią a potrzebą uwzględ­
nienia istotnego propagandowo wymogu obecności owego
elementu „narodowego w formie". Takich przyczółków wciąż
poszukiwano: konotatywnie spetryfikowanych terminów
określających historyczne zdarzenia, formacje, postawy etc.
Ponadto, z tym miastem właśnie wiąże się historia PKWN
i Manifestu Lipcowego, a zatem, w perspektywie historycznoideologicznego eposu, jeden z istotnych epizodów, który
kreowany był przez propagandę jako główny „akt założyciel­
ski" powojennego państwa.
Powyższe mityzacyjne zabiegi mają jednak pewną ogól­
niejszą podstawę. Już na podanych przykładach-cytatach
z prasy widać, że pierwszy ich plan to owe „przyczółki".
Gdzieś daleko w tle majaczy Rząd Londyński, Marszalek
Piłsudski, nie mówiąc już o tym, że pewnych faktów histo­
rycznych w ogóle się nie przytacza: niedeklaratywnego
stosunku Rosji Radzieckiej do kwestii niepodległości Polski,
zaniechania udzielenia pomocy Powstaniu Warszawskiemu
i in. Nawet takie językowe zabiegi jak w ostatnim komentarzu
- Gdyby nie było drugiej niepodległości, nie byłoby też Polski
Ludowej w 1944 r. - miały czynić zadość wymaganiom
wprzód ustanowionej wykładni ideologii. Istnieje bowiem
podejrzenie, że w powyższym przykładzie usunięto w ostat­
niej chwili słowo Rzeczpospolita, by na jego miejsce dać
słowo niepodległość. Istotnie, zdanie „Gdyby nie było drugiej
Rzeczpospolitej, nie byłoby też Polski Ludowej w 1944 r."
żadną miarą nie zmieściłoby się w ideologicznym obramowa­
niu, wręcz by je rozsadzało.
Wielu teoretyków nowomowy wskazywało na jej dwie
stylistyczne cechy, mianowicie skłonność do hiperbolizacji
(powiększanie) i eufemizacji (pomniejszanie) (por. np. Gło­
wiński 1990, s. 15). Wydaje się, że zabiegi takie mają miejsce
również w przypadku rozważanego eposu historyczno-ideologicznego. W jego narracji ma bowiem miejsce z jednej
strony semantyczne i aksjologiczne nadwartościowanie (po­
większenie) pewnych historycznych zdarzeń, z drugiej strony
- niedowartościowanie, marginalizacja (pomniejszenie) in­
nych zdarzeń. By ponownie nie komentować przytoczonych
wcześniej przykładów, spójrzmy na kilka innych.

Mało zgrabne językowo, żeby nie powiedzieć pokraczne,
określenie „druga niepodległość" spełnia swoją funkcję po­
mniejszania. Dużo bardziej poetyckie są takie h i s t o ­
r y c z n e e u f e m i z m y jak np. powstańcza epopea,
określenie będące inną nazwą Powstania Warszawskiego (Rz
170) czy wrześniowa epopea - inna nazwa wojny obronnej
1939 r. (Rz 196). Znajdujemy przy tym takie oto komentarze:
Ludzie w różnym wieku o różnych poglądach nie pytają
o sens walki. Przyświecała nam jedna idea — walka
zbrojna z okupantem (z wypowiedzi uczestnika Po­
wstania. TL 171).
(...) do końca, z godnością naród wypełniał swe pat­
riotyczne zadania. Nawet wtedy, gdy najwyżsi dostojnicy
państwowi opuszczali już kraj uciekając przez most
zaleszczycki (Rz 197).
Te i podobne retoryczne konstrukcje konotują co następuje:
Oto rzeczywistym podmiotem tych historycznych wydarzeń
jest lud, naród. Delegatura Rządu na Kraj czy rząd polski
wrześniowej doby to tylko instytucjonalne efemerydy, prys­
kające w obliczu zagrożenia jak bańka mydlana, nie mające
rzeczywistego społecznego oparcia. Czyż inaczej jak epopeą
nazwać można zbrojny wysiłek narodu, bez odpowiedniego
rządowego i państwowego wsparcia, narodu, który musiał
płacić za tego tzw. rządu i tzw. państwa decyzje? Realne
podstawy tego wysiłku mają więc wyłącznie moralny i pat­
riotyczny charakter, hołd należy się narodowi, a wzgarda
decydentom. Otrzymujemy zatem i h i s t o r y c z n e h i ­
p e r b o l e : rząd Daszyńskiego w listopadzie 1918, naród
polski we wrześniu 1939, Armia Ludowa w Powstaniu
Warszawskim itd. Ponieważ w tym historiozoficznym sys­
temie naczyń połączonych pomniejszenie w jednym miejscu
wywołuje powiększenie w innym i vice versa.
„Cechą myślenia mitycznego - tak jak bricolage'u w pła­
szczyźnie praktyki - jest to, że wypracowuje zespoły
o pewnej strukturze na podstawie resztek i szczątków
zdarzeń, nie zaś bezpośrednio przy pomocy, innych
zespołów o własnej strukturze. Odds and ends, powie­
działby Anglik; inaczej: okruchy i kawałki, skamieniali
świadkowie dziejów" - napisał Lévi-Strauss (1969, s. 38).
Rozważany w tym rozdziale epos historyczno-ideologiczny jest - według nas - odmianą mitotwórstwa typu bricolage.
Pozwolimy sobie na przytoczenie jeszcze jednego obszernego
fragmentu wypowiedzi Lévi-Straussa:
„Przede wszystkim jednak owe okruchy i resztki mają
ten charakter szczątkowy jedynie w oczach historii, która
je wytworzyła, nie posiadają go z punktu widzenia
logiki, której służą. Niejednorodnymi nazwać je można
tylko w odniesieniu do treści; pod względem formy
bowiem istnieje między nimi analogia, którą pozwolił
określić przykład bricolage'u. Analogia ta polega na
wcieleniu w samą formę pewnej dawki treści, równej
w przybliżeniu dla wszystkich. Obrazy znaczące mitu,
materiały bricoleura, to elementy, które można zdefinio­
wać na podstawie dwojakiego rodzaju kryterium: służyły
już one jako słowa należące do mowy, którą refleksja
mityczna 'rozbiera' na wzór bricoleura przechowującego
tryby rozebranego budzika; i mogą jemu posłużyć w tym
samym zastosowaniu lub w innym, byle je choćby trochę
oddalić od ich pierwotnej funkcji" (tamże, s. 56-57).

97

��Nasze szczątki, przyczółki, historyczne hiperbole, histo­
ryczne eufemizmy to dawne znaczone-zdarzenia, grupy ludzi,
idee itd. - które w powyższym eposie stały się na powrót
znaczącymi. W rękach bricoleura-propagandysty poddane
zostają semantycznej konwersji, znaczą one wówczas co
innego: nieprzemijalność socjalistycznych idei i krótkowzro­
czność przedwojennego rządu, polskość partyjnych działaczy
i obcość rządu emigracyjnego, waleczność żołnierzy Armii
Ludowej i nieodpowiedzialność przywódców Powstania itd.
Te historyczno-retoryczne powiększenia i pomniejszenia są,
poprzez tworzone semantyczne przyczółki (miejsca wspólne)
i zrywane mosty, równoczesnym łączeniem i rozdzielaniem,
godzeniem sprzeczności lub ich ustanawianiem. Metajęzykowość wskazanych transformacji, czasem zawoalowanych, jest
typową cechą procesu mityzacji.

Jak sugerowano powyżej, mechanizm ten jest zakorzenio­
ny w pozaczasowym charakterze myśli nieoswojonej (na tę jej
cechę wskazywał Lévi-Strauss, 1969, s. 394) i w typie
świadomości, którą Aron Guriewicz określił jako „świado­
mość ludową". Jest ona „niefrasobliwa w stosunku tak do
chronologii, jak i geografii, i z łatwością przenosi wydarzenia
z jednej epoki do drugiej oraz z jednej miejscowości do
drugiej" (1987, s. 84). Guriewicz miał na myśli świadomość
ludową doby średniowiecza, świadomość która nie była
przecież izolowana od całości ówczesnej kultury. Przypo­
mnijmy więc określenia Bergera, opisujące rzeczywistość
społeczną krajów tzw. realnego socjalizmu: ustrój neośredniowieczny czy społeczno-feudalny, czy nawet zbliżony do
wspólnoty pierwotnej(1976, s. 13). Ustalenia zarówno Guricwicza, jak i Bergera okazują się ważne gdy rozważa się

W celu uzupełnienia dotychczasowego wywodu przed­
stawimy przykład historycznej hiperboli, której treść w prze­
ciwstawnej ideologicznie analogii ukazana zostałaby w formie
eufemizmu:

0 nowomowie, w tym wypadku o jej historiozoficznych
aspiracjach. Przedstawmy teraz przykład główny historyczno-ideologicznej twórczości pierwszego roku stanu wojen­
nego.
Akcja tego spektaklu (wydaje się, że jest to uzasadnione
określenie) miała miejsce w pierwszych dniach maja 82,
dokładnie 1—4 maja. Ten historyczno-ideologiczny dramat
poprzedzony został - odpowiednio - pewnymi elementami
osobliwego historyczno-ideologicznego kostiumu. Były to
zatem owe rogatywki, była propozycja posła Przymanowskiego przywrócenia orłu korony, było wreszcie wprowadze­
nie-podczas marcowej sesji sejmu - Trybunału Konstytucyj­
nego i Trybunału Stanu, które porównywano do Straży Prawa
powołanej przez Konstytucję 3 Maja. W trakcie tego spektak­
lu zarówno jego aktorzy, jak i towarzyszący chór, wypowia­
dali się używając historyczno-ideologicznego metakodu, cze­
go przykłady mieliśmy już w przytoczonych wcześniej
tekstach. Wreszcie w dniach 3 i 4 maja zebrał się Sejm,
którego program obrad przewidywał tematykę bliską tej
podjętej przez Sejm Wielki: kwestia realizacji porozumienia
narodowego oraz polityka państwa w dziedzinie nauki i kul­
tury (Rz 93). Towarzyszyły temu odpowiednie obrzędy:

Gdy więc z perspektywy 56 lat dokonujemy oceny
przewrotu majowego i studiujemy jego następstwa, do­
strzegamy nie tylko związek tego wydarzenia z klęską
wrześniową I939r. Wiele nauk i doświadczeń z tamtego
okresu rysuje się dziś, być może jeszcze ostrzej, gdy
patrzymy przez pryzmat szesnastu przedgrudniowych
miesięcy, kiedy ekstremistyczne i antysocjalistyczne
sity w naszym kraju także czyniły próby obalenia legalnej
demokratycznej władzy przy szerokim wykorzystaniu
demagogicznych haseł, które jakże podobne są do haseł
używanych w maju ¡926 r. Nie jest zatem przypadkiem, że ekstremiści spod znaku KPN tak szeroko szer­
mowali legendą Józefa Piłsudskiego i usiłowali zaszcze­
pić kult dla osoby marszałka jako męża opatrznoś­
ciowego i jako wzór do naśladowania. Czynili jednocześ­
nie wszystko, aby tylko te „prawdy" docierały do
społeczeństwa, które godziły we władzę ludową, ustrój
socjalistyczny i sojusze z ZSRR oraz innymi krajami
naszej wspólnoty obronnej. Ten spisek nie mógł liczyć na
sukces. (ŻW 110).
Oto jeszcze jedna próbka tego jak mit tłumaczy istniejący
porządek w kategoriach historycznych.
Znawca nowomowy w Polsce lat siedemdziesiątych - Jerzy
Bralczyk - podkreślał, że w tamtym okresie bardzo widoczna
była tendencja do „neutralizacji opozycji czasowych" (1987,
s. 202), zabiegu mającego wykazywać jedność przeszłości,
teraźniejszości i przyszłości, trwałość pewnych stanów. Tego
typu językowe zabiegi nie są już tak częste w rozważanym
w tej pracy okresie, pojawiają się jednak tu i ówdzie
sformułowania w rodzaju:
Rząd nigdy nie odstąpi od linii porozumienia i socjalis­
tycznej odnowy (z posiedzenia rządu, ŻW210).
Wyzwoliciele Polski, ludzie radzieccy w Krakowie,
w nadwiślańskich wsiach i miastach byli, są i będą zawsze
serdecznie witani (ŻW 15).
Bralczyk napisał: „Ukazuje się oczywiście trwałość pewnych
stanów, ich niezależność od czasu, ale także powiązania
między różnymi momentami historycznymi" (tamże, s. 203).
Nie wskazał jednakowoż mechanizmu tych powiązań, który
usiłujemy zrekonstruować w niniejszym rozdziale.

100

Głównym akcentem bogatego programu obchodów 191
rocznicy uchwalenia przez Sejm Czteroletni Konstytucji
3 Maja jest uroczystość wciągnięcia flagi na maszt Wieży
Zygmuntowskiej Zamku Królewskiego w Warszawie (...).
Przybywają przedstawiciele najwyższych władz partyj­
nych i państwowych, stronnictw politycznych: I sekretarz
KC PZPR, prezes Rady Ministrów,
przewodniczący
Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego - gen. armii...;
tu litania dostojników w kolejności ważności (ŻW 104).
Samo posiedzenie Sejmu miało charakter wyłącznie okoli­
cznościowy, dało jednak asumpt do stosownych wystąpień
1 komentarzy:
Nie jest przypadkiem, że Sejm PRL właśnie w 191
rocznicę przyjęcia słynnej „ Ustawy Rządowej" - owocu
uporczywych, wręcz heroicznych zmagań stronnictwa
reform jednego z najbardziej postępowych demokratycz­
nych dokumentów ówczesnego świata - skupi uwagę na
tych wszystkich poczynaniach i dążeniach patriotycz­
nych i obywatelskich społeczeństwa, które mają na
względzie dobro Ojczyzny, potrzebę przywracania nor­
malnych warunków funkcjonowania państwa, gospoda
rki, życia społecznego oraz kontynuację dzieła socjalis­
tycznej odnowy. Nie jest przypadkiem albowiem ludowa

�Polska nawiązuje do światłych, demokratycznych warto­
ści i tradycji, do wszystkiego, co nas kształtowało przez
dziesięciolecia, co jest naszym rodowodem i dowodem
tożsamości narodowej. Historia jest obecna w teraźniej­
szości (Rz 93).
Realizacja idei Sejmu Czteroletniego pozostała przez
dziesięciolecia li tylko postulatem. Historyczną jednak
szansę przyobleczenia ich we współcześnie realne kształ­
ty stwarza nam nasze socjalistyczne państwo (z przemó­
wienia przewodnicącego CK SD, T L 105).
Wagę obecności historii w teraźniejszości podkreśla! rów­
nież poscl Przymanowski na sejmowej trybunie, o czym
donosiła „Rzeczpospolita":
Przypomniał jak przed 190 laty w Petersburgu polscy
magnaci podpisali konfederację, ogłoszoną w pierwszym
miasteczku przygranicznym, która przeszła do historii
jako Targowica, jako obraz dawnej anarchii, dawnych
form. Czasy się zmieniają - stwierdził - ośrodki reakcji
przenoszą się do innych miejsc. Targowiczanie dzisiaj to
pan Giedroyć, pan Najder, Kuroń i Michnik, Ośrodki
wzywające do anarchii, do demontażu tak jak wówczas
tak i dzisiaj znajdują się za granicą (Rz 95).
„Trybuna Ludu" również podjęta ten wątek, w osnowie
stosownych ideologicznych treści, gdy pisała o opozycji:
Gotowi dla poróżnienia i skłócenia narodu wykorzystać
każdą nadarzającą się okazję, próbują niekiedy nawet
przeciwstawić dwie sąsiadujące z sobą w kalendarzu
daty: i i 3 maja. Nie trzeba być tymczasem szczególnym
znawcą dziejów ojczystych, aby orientować się jak
bliskoznaczna jest tych świąt wymowa. Ze są one sym­
bolami na tym samym szlaku historycznym walki o nie­
podległość i sprawiedliwość społeczną. Nawiązaniem do
wielkiej rocznicy trzeciomajowej są rozpoczynające się
dzisiaj obrady Sejmu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Sejmu, który wypowie się w sprawach o ogromnym
znaczeniu, związanych z wysuniętą przez Polską Zjed­
noczoną Partię Robotniczą ideą porozumienia narodo­
wego (TL 103).
Wszystkie dzienniki podkreślały z naciskiem w jakich
okolicznościach odbywały się obrady tak ważnego dziejowo
posiedzenia Sejmu:
W chwili, kiedy Sejm PRL debatuje nad dalsząnormalizacją życia w kraju, grupy młodzieży dały się sprowokować
politycznym inspiracjom krajowych ugrupowań antyso­
cjalistycznych i ośrodków zagranicznej dywersji, od
dawna skierowanych na wywołanie niepokojów społecz­
nych (ŻW 104).
(...) wyszły
ułicę żywioły, które poprzednio i obecnie
odpowiadały na nią niezmiennie polityką konfrontacji
(Rz 95).

1984, s. 15) winien dostrzec materię poddającą się jego
refleksji. A jest to cecha propagandy, wskazana w jednym
z poradników dla propagandysty, której główną funkcje
określili autorzy jako „integracyjno-dczintegracyjną". Narzę­
dziami natomiast lej propagandy są nic tylko prasa, radio,
telewizja, teatr, film, muzyka etc, ale i literatura naukowa, co
bez żenady podkreślano w podręczniku pt. Rola propagandy
w kształtowaniu świadomości historycznej (tamże). Ta integracyjna-dezintegracyjność (dezintegracyjna-integracyjność)
ma w sobie coś z działania magicznego, którego cechy
przypisywał już Ernst Cassirer, w klasycznej pracy The Myth
of the State, działaniu nowoczesnego polityka. Ten ma
bowiem w sobie coś zarówno z homo magus jak i homofaber,
magika i wytwórcy, artysty:
„Jest kapłanem nowej, zupełnie irracjonalnej i tajem­
niczej religii. Ale gdy musi tej religii bronić i ją
propagować postępuje bardzo melodycznie. Niczego nie
pozostawia przypadkowi; każdy krok jest dobrze przy­
gotowany i przemyślany. Oto jest ta dziwna kombinacja,
która jest jedną z najbardziej uderzających cech naszych
mitów politycznych" (1946, s. 282).
Filozof podkreśla! również, że owe mity nie wzrastają
spontanicznie i nie są wykwitem bujnej wyobraźni:
„To dzieła sztuki wytwarzane przez bardzo wprawnych
i przebiegłych artystów, charakterystyczne dla XX-go
wieku, wieku techniki, w tym również dla swoistej
techniki tworzenia mitów politycznych. Powstają one
w tym samym celu i w nawiązaniu do tych samych metod
jak jakakolwiek inna nowoczesna broń - jak karabiny
maszynowe i samoloty" (tamże).
Wspomniany poradnik wydany został czterdzieści lat po
napisaniu przez Cassirera książki o plilycznych mitach i ich
tworzeniu. Jego istnienie, jak i wielu innych, których obszer­
ny wykaz można znaleźć w katalogu rzeczowym każdej
biblioteki pod hasłem „propaganda", dowodzi trafności spo­
strzeżeń Cassirera na temat mitów politycznych, które są nie
tylko przejawem różnych światopoglądów, ale i wymagają
często metodycznej obróbki. Mitów, których racjonalnoirracjonalna, pragmaiyczno-dogmatyczna, rclatywistycznoabsolutystyczna ambiwalencja jest typową cechą jakiegoś
nadrzędnego genus proximum.
Skoro tak wiele miejsca poświęciliśmy 3-majowemu spek­
taklowi anno domini 1982, chcielibyśmy wskazać na jeszcze
jeden, właśnie „naukowy" jego komponent. Wypowiedź,
którą przytoczymy, jest autorstwa profesora historii. Ukazała
się ona w „Rzeczpospolitej" w kilka dni po obchodach
majowych świąt:

n a

Można bez przesady powiedzieć, że przytoczony materiał
jest oczywistym przykładem manipulacji, jaką ówczesne
ośrodki władzy - via media - uprawiały. Na pewnym
poziomie ogólności i teoretycy pozostający na usługach
propagandy, i badacze dokonujący jej deszyfracji zgodni
powinni być co do jej charakteru. Każdy etnograf, gdy usłyszy
o działalności, która polega na „właściwym łączeniu faktów
z różnych dziedzin w nowe całości" (Wojtkowiak, Piontek

I

W świadomości historycznej - deformacja, zaniedbania,
instrumentalne podejście do przeszłości,
płynność
i koniunkturalizm ocen i sądów dają o sobie znać ze
szczególnym natężeniem. Doszło więc do swoistej kata­
strofy umysłowej: oto znaczna część młodych Polaków
(ale także tych nie tak już młodych) pozbawiona została
elementarnej wiedzy o przeszłości własnego narodu
i państwa. Cóż za paradoks! Dzieje się tak w kraju nader
uwrażliwionym na przeszłość. Ale natura nie znosi
próżni. Tam gdzie nie był obecny mądry historyk,
nauczyciel, publicysta z uczciwą pomocą naukową'

101

�- wkradały się półprawdy lub rzekomo-prawdy o tajem­
nicach przeszłości, zwłaszcza najbliższej (Rz 99).
Zdanie pierwsze można by, przy odrobinie dobrej woli,
zinterpretować jako krytyczną wypowiedź o dzienniku, na
łamach którego zagościła, tudzież o wszystkich, którzy wyka­
zują manipulatorskie zapędy. Jednak już w przypadku zdania
następnego nie ma wątpliwości, że profesor mówiąc o znacz­
nej części młodych Polaków miał na myśli również tych,
którzy toczyli, w pierwszych rocznicowych dniach maja,
ciężkie walki z siłami porządkowymi. Miał także zapewne na
myśli całą młodzież kontestującą ówczesny polityczny stan
rzeczy. Czy ci nie tak już młodzi to dojrzali działacze opozycji,
inspiratorzy"! - nie wiadomo. Dalej, należy podejrzewać, że
mądrym historykiem jest sam profesor, który oferuje uczciwą
„pomoc naukową" i który, dyskontując niektóre półprawdy,
może zapewne wskazać prawd inne połowy. Jeśli uwzględ­
nimy późniejsze przystąpienie profesora do rządu, wydaje się,
że w przytoczonej wypowiedzi rzeczywiście ma na myśli
własną osobę. Jeśli więc nasze uwagi są trafne należy uznać,
że profesor nie pił jednak do „Rzeczpospolitej", a raczej do
tych, którzy znajdowali się po drugiej stronie barykady.
W innym przypadku zresztą redakcja nie napisałaby o nim:
Znany z błyskotliwej erudycji i talentów popularyzatorskich
prof. Aleksander Krawczuk przypomniał niedawno kilka
prawd tak oczywistych i prostych, że aż— zapomnianych
(tamże).
Wróćmy teraz do przytoczonych wcześniej tekstów, które
domagają się interpretacji. Mamy zatem sformułowania w ro­
dzaju:
Nie jest przypadkiem, że Sejm PRL właśnie w 191
rocznicę przyjęcia słynnej „Ustawy Rządowej" - owocu
uporczywych, wręcz heroicznych zmagań stronnictwa
reform..."; (...) ludowa Polska nawiązuje do światłych,
demokratycznych wartości i tradycji; Nawiązaniem do
wielkiej rocznicy trzeciomajowej są rozpoczynające się
dzisiaj obrady Sejmu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Stworzona została tym sposobem, nie wypowiedziana
wszakże explicite, strukturalna metafora (analogia), w której
jedną stronę tworzy metonimiczny związek stronnictwa re­
form i Konstytucji 3 Maja, drugą natomiast podobny związek
Sejmu, PZPR, rządu, słowem władzy PRL i programu poli­
tycznego doby stanu wojennego:
stronnictwo reform : Konstytucja 3 Maja :: władza PRL : stan
wojenny
Mamy równocześnie sformułowania w rodzaju:
Historia jest obecna w teraźniejszości; (...) 1 i 3 maja. Nie
trzeba być tymczasem szczególnym znawcą dziejów oj­
czystych, aby orientować się jak bliskoznaczna jest tych
świąt wymowa. Że są one symbolami na tym samym
szlaku historycznym; (...) szansę przyobleczenia ich we
współczesne realne kształty stwarza nam nasze socjalis­
tyczne państwo.
Dzięki użyciu tych sformułowań powyższa analogia prze­
kształca się, na mocy reguł korelacji i inwersji, w analogię
następującą:
Konstytucja 3 Maja : stan wojenny :: stronnictwo reform
: władza PRL

102

w której poprzednie związki metaforyczne ulegają przekształ­
ceniu w związki metonimiczne. Wskazane bowiem wydarze­
nia historyczne przedstawia się jako epizody tego samego
historyczno-ideologicznego eposu, są one zatem częściami
tego samego syntagmatycznego łańcucha.
Mamy dalej sformułowania:
(...) skupi uwagę na tych wszystkich poczynaniach
i dążeniach patriotycznych i obywatelskich społeczeńst­
wa, które mają na względzie dobro Ojczyzny (•••); (•••)
nawiązuje do światłych demokratycznych wartości i tra­
dycji, do wszystkiego, co nas kształtowało przez dziesię­
ciolecia, co jest naszym rodowodem i dowodem tożsamo­
ści narodowej.
Mówią one o wartościach, które można by określić jako racja
stanu lub patriotyzm. To one pozwalają teraz na ponowne
przekształcenie metonimii w metafory, tym razem metafory
tekstualne, gdzie Konstytucja 3 Maja będzie ekwiwalentem
stanu wojennego i vice versa, na mocy podzielanej wspólnej
cechy - racji stanu, patriotyzmu. Podobnie w przypadku
ekwiwalencji: stronnictwo reform - władza PRL (por. Croc­
ker 1977, s. 58).
Z drugiej strony mamy sformułowania w rodzaju:
Targowiczanie dzisiaj to pan Giedroyć, pan Najder,
Kuroń i Michnik. Ośrodki wzywające do anarchii, do
demontażu jak wówczas tak i dzisiaj znajdują się za
granicą itd.
To one, wykorzystując podobne środki przekształceń, jak
w przykładzie wskazanym powyżej, doprowadzają z kolei do
stworzenia takich oto ekwiwalencji: Targowica = opozycja
w PRL i rosyjscy poplecznicy = zagraniczne ośrodki. Metafo­
rycznym miejscem wspólnym jest w tym przypadku postawa
polityczna, którą możemy określić jako zdrada. Oczywiście
wyróżnione tu figury, na mocy podstawowej opozycji racja
stanu - zdrada, wchodzą w stosowne relacje korelacji i opozy­
cji. Nie będziemy jednakże tego wątku rozwijać; byłoby to :
niepotrzebne powtarzanie wielokrotnie już stosowanych wcze- ,
śniej przez strukturalistów procedur analitycznych.
Zwróćmy jeszcze tylko uwagę na fakt, że przytoczone
teksty i opisy zdarzeń można interpretować również jako
skutek użycia pewnych klisz, które nazwiemy: mitologem
Konstytucji 3 Maja i mitologem Targowicy, podsuwających
wskazane powyżej reguły metaopisu zdarzeń mających miej­
sce w owych pierwszych dniach maja 82. Uzyskujemy
wskutek lego obrazy w rodzaju: obradujący o porozumieniu
narodowym Sejm i równoczesne demonstracje uliczne. Podo­
bnie jak przed 191 laty...
Powyższa interpretacja wskazuje, dla analitycznych po­
trzeb, pewien ciąg transformacji metaforyczno-metonimicznych. W rzeczywistości jednak ma tu miejsce zjawisko, które
Anna Palubicka określiła jako: „logika syntetycznego wspólwystępowania" (1984, s. 48). Proces symbolizacji (prze­
chodzenia do kolejnego łańcucha semiologicznego, (por.
Barthes 1970, s. 32), ma bowiem charakter niejako „momen­
talny", co jest typowe dla myśli mitycznej, w odróżnieniu od
„dialektycznego ruchu myśli" w dyskursie teoretycznym
(Cassirer 1953, s. 73). Myśl mityczna zadowala się mianowi­
cie wyróżnieniem początku i końca procesu (por. tamże, s.
54), np. to, co zapoczątkowała Konstytucja 3 Maja, kończy
władza doby stany wojennego itd. „Koniec zawarty jest

�w początku; początek implikuje koniec" - napisał Edmund
Leach komentując myśl wielkiego francuskiego kolegi (1989,
s. 54). Tak tworzone konceptualne uniwersum jest również
wyróżnikiem działań o charakterze magicznym. Jeśli wskaza­
ne związki analogii (metafory) i związki następstwa-przyległości (metonimii) przejawiają się tutaj w transformacjach
terminów i obrazów, mających swoje przedmiotowe od­
niesienie w obiektach i zdarzeniach - historycznych i współ­
czesnych, to zabiegi te mają niewątpliwie charakter per­
swazyjny. I w tym znaczeniu dążą one do osiągnięcia waloru
magiczności: związki sympatyczne (metaforyczne) mają, już
w momencie ich ustanowienia, stać się związkami kontagialnymi (metonimicznymi) i vice versa. Takie ujęcie wszelkich
działań i treści mito-magicznych i perswazyjnych, jak powy­
żej, pozwala zrozumieć, dlaczego istnieje wskazywana przez
badaczy równoczesność zabiegów magii sympatycznej i magii
konlagialnej (Patubicka 1984, s. 44).
Brak wymiaru głębokości, na który wskazywał Cassirer,
można stwierdzić zatem również w konstrukcji przedstawio­
nego powyżej eposu historyczno-ideologicznego. Zorkiestrowane epizody i figuratywna ewokacja stanowią mechaniz­
my owej maszyny do niszczenia czasu, jak mawiał o micie
Lévi-Strauss. Historyczno-ideologiczna obrzędowość roku 82
nawiązywała w swej formie do koncepcji historii jako wiecz­
nego powrotu. Można rozumieć to również dosłownie: po­
wracały usuwane wcześniej w niepamięć zdarzenia, choć
w nowym, ideologicznym kostiumie. Zaryzykować można
stwierdzenie, że społeczeństwa tzw. realnego socjalizmu
dzieliły z tzw. społeczeństwami zimnymi stosunek do historii,
z tym wszelako zastrzeżeniem, że w przypadku tych pierw­
szych chodzi dokładnie o historię podawaną do wierzenia,
a nie tę, w którą rzeczywiście wierzono. Z drugiej strony, nie
można powiedzieć, że owa historia podawana do wierzenia
padała wyłącznie na jałowy grunt.
Niejednokrotnie zwracano uwagę na fakt, że w państwach
totalitarnych historię wciąż pisano od nowa. Najlepszą chyba
literacką ilustracją tej praktyki jest dzieło Orwella; sam autor
ukuł powiedzenie: „prawomyślność to bezświadomość"! Po­
kuśmy się o podjęcie pewnej sylogistycznej gry i dopowiedz­
my, że Henri Bergson wprowadził inne sformułowanie, znane
z jego filozofii witalizmu, mianowicie: „świadomość to
pamięć". Na koniec weźmy stwierdzenie Cassirera: „mit to
brak osobowości". Jest oczywiste, że wymienieni autorzy nie
użyli terminów „świadomość" czy „osobowość" w ich psy­
chologicznym znaczeniu. Orwellowi w Roku 1984 chodziło
o pewną „bezświadomość" zbiorową pośród mas, którymi
łatwiej wówczas rządzić. Również Bergson w swojej Ewolucji
twórczej mówiąc o „świadomości" miał na myśli raczej coś
w rodzaju Diltheyowskicgo „ducha", który funduje świat
kultury. Według Cassirera natomiast obecność mitu ogranicza
sferę prywatności i indywidualności, tym samym i osobowości
- w sensie autonomii nie tylko jednostek, ale i systemów
myśli. Słowem, mit dławi krytycyzm. Jeśli zatem, kontynu­
ując tę sylogistyczną grę, zgodzimy się, że państwa totalitarne
ograniczały prywatność, zwalczały krytycyzm, promowały
natomiast zbiorowe formy życia społecznego (por. Klemperer
1983), w tym - konsekwentnie - zbiorową odpowiedzialność,
to w tym dziele walka z pamięcią również miała prowadzić do
pożądanego celu: bezświadomości czyli prawomyślności.
Przedstawiony powyżej epos historyczno-ideologiczny jest
przykładem takiego oddziaływania na pamięć. Efektem dos­

konałym byłoby jej całkowite zniesienie w sensie jej diachroniczności, zachowanie natomiast takiej tytko - jak
wskazana powyżej - pewnej „pamięci synchronicznej".
„Czas mityczny jest bezczasowy" - takiego paradoksalnego
określenia użył Cassirer, i chyba dobrze oddaje ono roz­
ważaną problematykę.
Niech potwierdzeniem naszych intuicji będzie wypowiedź
z końca minionej dekady autora występującego pod pseudo­
nimem Josef K.:
„W Europie Środkowej nie istnieje ciągłość historii. Ta
ulega wciąż rozpadowi, epoka i człowiek nie mają czasu
na osiągnięcie pełnej dojrzałości. Nie jest to wyłącznie
sprawa ingerencji zewnętrznych naruszających histo­
ryczną całość, ponieważ także wewnątrz zachodzi pro­
ces entropii, powolny rozpad świadomości historycznej,
erozja niespiesznej rzeczywistości. Materia historyczna
ulega korozji wewnętrznej i zewnętrznej" (1989, s. 73).
Historia est magistra vitae - można by i w przypadku
rozważanego powyżej problemu skonstatować jego ważność
z tegoż właśnie ogólnego punktu widzenia. Tak tłumaczy
niezbędność swojej pracy każdy historyk, jeśli pominiemy
zwykłą ciekawość, od której nie jest wolny nikt. Nie jest
bowiem pewne, iż problem nowomowy zniknął wraz ze
zniknięciem ideologii, którą nowomowa wyrażała, że łacińs­
ką maksymę należy traktować - ot, jako ogólnikową zasłonę
dymną na użytek tych, dla których niezrozumiały jest powód
zajmowania się jakimś historycznym niebytem. Rzeczona
materia - słowo publiczne, jeśli potraktować je bardziej
ogólnie, jest - jak świat światem - problemem nieprzemijalnym, Już Filon z Aleksandrii porównywał ówczesnych
polityków do kangurów, brzuchomówców i czarowników,
i nie byli to bynajmniej politycy rodem z awangardy klasy
robotniczej. Język polityki cieszy się również nieustannym
zainteresowaniem zachodniej nauki, pewne tylko zjawiska
językowe były typowe dla nowomowy, pewne natomiast
dzieliła ona z mową publiczną w ogóle. W szczególności
przedstawione powyżej przykłady mitologizacji historii to
tylko niewielka część składająca się na proceder uprawiany
zawsze i wszędzie (por. np. Tarkowska 1992). Wreszcie, na
poziomie ogólnych modi myśli i kosmologicznych zasad
objaśniania świata dzieliła nowomowa swe konceptualne
podstawy z systemami kulturowymi nader egzotycznymi.
Problem jest zatem ponadczasowy -kwestią odrębnych analiz
byłoby wyodrębnienie symbolicznych konstrukcji języko­
wych, zideologizowanych i tych uniwersalnych, obecnych
w każdym systemie politycznym. Wszędzie i zawsze jednak
symboliczne słowo funduje polityczną władzę i polityczną
iluzję (Edelman 1977, s. 155).
Chcemy przytoczyć jeden tylko przykład z ostatniej doby
pokazujący, że symbolu jako politycznej broni używa się bez
względu na okres historyczny czy system polityczny. Oto
fragment komentarza do rocznicy powstania w Getcie War­
szawskim:
Zwyciężyli syjoniści z getta, którzy bronili prawa Żydów
do własnego państwa w Palestynie - i dziś tylko łajdak
kwestionuje prawa państwa izraelskiego do suweren­
nego bytu (...). Spoglądając na los Ormian w Górnym
Karabachu czy Muzułmanów w Bośni odczuwamy nagle
z bólem, że tamta historia nie została zakończona. ZMÓW
trwa „czyszczenie etniczne" (Gazeta Wyborcza 90,93r).

103

�Nie będziemy wdawać się w podobnie drobiazgową analizę
tej wypowiedzi, jak czyniliśmy to wcześniej, choć niewątp­
liwie jest w tych paru zdaniach więcej treści niż się na
pierwszy rzut oka wydaje. Wypowiedzi redaktora naczelnego
Gazety, którego - o ironio - piętnował niegdyś, jak widzieliś­
my wcześniej, poseł Przymanowski. Zauważmy tylko, że
ustanowiono tutaj metaforyczną ekwiwalencję Żydów, Or­
mian, Muzułmanów i - domyślnie - odpowiednio: hitlerow­
ców, azerbejdżańskich nacjonalistów i serbskich szowinistów.
Do tak spiętej historyczną klamrą i entymematycznie ustano­
wionej paradygmatycznej struktury „wrzucono" - jakby mi­
mochodem -państwo Żydowskie w Palestynie, metonimicznie
obecne w tekście - oczywiście - obok syjonistów z getta. Nie
mówi się jednak o Palestyńczykach w Palestynie, ponieważ
byłoby to nachalne sugerowanie w tym semantycznym kon­
tekście ich ekwiwalencji z hitlerowcami, etc. Albowiem
retoryka nie kodvfikuie takich relacii zaskoczenia które
przeciwstawiają sie wszystkim systemom oczekiwań zawar­
tym w kodzie lub w psychice słuchaczy" (Eco 1972 's 129)
dażv iedvnie do teeo bv ich wiedze przebudować tylko
częściowo" Słuchacze wiedza wszakże o palestyńskich obo
zach uchodźców osadnictwie na tzw terenach okunowa
ntch J ^ r i i b ^ ^ ó ^
nolityków że Palestyn
czy^ZVs3en^
czczenie

^iS^x

n

^^^^^Stl^,

n T t r / w a T tiki amhirie rlT ednak w i e l k i e rmhlirzne
słowo t
™
Zwie" t r i m i e ó w
^ ^ « 0 ^

„skib" 0969,^400™
straussowsKi
" Robin Horton zauważył, że w przeciwieństwie do po­
wstających i odchodzących teorii w całej historii europejskiej
myśli, świat zdrowego rozsądku zmienił się bardzo niewiele
(1993, s. 207). To w nim zakorzenione są wszelkie formy
porządkowania rzeczywistości, kosmologie, które - paradok­
salnie - o ile zdołają przekroczyć „Rubikon krytycyzmu",

stają się nawet systemami filozoficznymi. Z drugiej jednak
strony, ma miejsce szybkie zużywanie się współczesnych
mitów, ale równocześnie skuteczniej się one rozpowszech­
niają Porfles 1973, s. 58). Tym bardziej, że w świecie
współczesnym, zdominowanym przez zainteresowania opa­
nowaniem świata codziennego, wiedza, która wykracza poza
wąską specjalizację jej posiadacza, jest na ogół wiedzą ad
hoc, przypadkową i niejasną. „Kryteria adekwatności, reguły
proceduralne, strategie osiągania pożądanych celów są trafne
tylko w tym stopniu, w jakim muszą być trafne" - napisali
w kontekście tego problemu Zimmerman i Pollner (1989, s.
352). Europejczyk bywa wówczas często bardziej podatny na
różne formy perswazji niż afrykański tubylec. Granice krytyczności i magiczności są bowiem płynne, uwarunkowane
zarówno podmiotowo iak i przedmiotowo zarówno okolicz­
nościami społecznymi, jak indywidualnymi.
Mit nie umyka przed niczym, co wydaje się skazane na brak
odpowiedzi, co więcej, aspiruje do wszechwiedzy, chce stać
się zbiorem tautologii. Albowiem odpowiada na bezwzględne
i nie znoszące sprzeciwu wyzwanie nie tylko objaśniania
świata, ale również ustanawiania społecznych kompromisów,
seksualnych norm, psychologicznych kuracji itd. (por. Gould
1981, s. 183). Bywa złowieszczy, jeśli pozostaje na usługach
polityki, lecz sprzyja również osiąganiu jej szlachetnych
celów, jakie także się zdarzają. Uznać go należy za pewien
teoretyczny i historyczny konstrukt (por. Barański 1995),
choć jako kategoria metodologiczna jest przydatny do opisu
zjawisk kultury, czego próbkę mieliśmy powyżej. Można go
traktować trochę jak hasło wywoławcze odsyłające do bar­
dziej fundamentalnych ziawisk- mityczności performatywności rytualności figura ywności maeiczności stereotypowości składających sie na rozmaite kosmologie partycypacji
Tropienie tych ziawisk to trochę działalność na kształt
Barthesowskieeo Postulatu- Skoro mit kradnie iezyk czemu
nie ukraść mitu?" (1970 's. 55).

B I B L I O G R A F I A
Barański, J.
1995 Mityczność, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", nr 3^1
1996 Kosmologie, „Prace Etnograficzne", z. 34
Barthes, R.
1970 Mil i znak. Warszawa.
1984 Dyskurs historii, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 225-236
Berger, P. L .
1976 Mit socjalistyczny (tytuł polskiego tłumaczenia), „The Public
Interest", nr 44, w pracy zbiorowej bez daty i miejsca wydania.
Bralczyk, J.
1987 O języku polskiej propagandy politycznej lat
siedemdziesiątych,
Uppsala.
Cassirer, E.
1946 The Myth of the State, New Haven.
1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Crocker, J.C.
1977 The Social Functions of Rhetorical Forms, in: J. D. Sapir, J. C.
Crocker (eds.), The Social Use of Metophor. Essays on the
Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Dorfles, G.
1973
Człowiek zwielokrotniony. Warszawa.
Eco, U .
1972 Pejzaż semiotyczny. Warszawa.
Edelman, M .
1977 Political Language. Word That Succeed and Policies That Fail,
New York.
Geertz, C.
1973 The Interpretation of Cultures, New York.
Głowiński, M .
1990 Nowomowa po polsku, Warszawa.
1992 Pierwsze miesiące, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", nr 1, s.
49-60.
Gould, E.
1981 Mythical Intentions in Modem Literature, Princeton University Press.
Guriewicz, A.
1987 Problemy średniowiecznej
kultury ludowej. Warszawa.

104

Horton, R.
1993 Patterns of Thought in Africa and the West: Essays on Magic,
Religion and Science, Camabridge.
Josef, K.
1989 Europa Środkowa: anegdota i historia, „Res Publico", nr 4, s.
69S0
Kaltenbrunner, G.K.
1987 Późny komunizm jako neofaszyzm, „Arka", nr 19, s. 37-43
Klemperer, V.
1983 LTL Notatnik filologa,
Kraków-Wrocław.
Kuczyński, P.
1987 Prawie chałwa. Fikcja, pozór i milczenie w propagandzie państwa
komunistycznego, „Aneks", nr 45, s. 92-106
Leach, E.
1989 Kultura i komunikowanie. Logika powiązań symbolicznych. Wpro­
wadzenie do analizy strukturalnej w antropologii społecznej, w: E.
Leach, A. J. Greimas, Rytuał i narracja, Warszawa.
Levi-Strauss, C.
1969 Myśl nieoswojona, Warszawa.
1970 Antropologia strukturalna, Warszawa.
Łotman, J.
1988 Symbol w systemie kultury, „Polska Sztuka Ludowa", nr 3,
s. 151-54
Pałubicka, A.
1984 Przedteoretyczne postaci historyzmu, Warszawa-Poznań.
Tarkowska, E.
1992 Czas w życiu Polaków. Wyniki badań, hipoatezy, impresje,
Warszawa.
Toporów, W.
1977 O kosmologicznych źródłach wczesnohistorycznych opisów, w:
E. Janus, M . R. Mayenowa (red.), Semiotyka kultury, Warszawa.
Wojtowiak, S. - Piontek, J.
1984 Rola propagandy w kształtowaniu świadomości historycznej, Łódź.
Zimmerman, D. H. - Pollner, M .
1980 Świat codzienny jako zjawisko, w: Z. Krasnodębski (red.), Feno­
menologia i socjologia. Zbiór tekstów, Warszawa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9709" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9687">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/874940dd87652d2465be4506d1ad844a.pdf</src>
        <authentication>075bb65eb22682a6ea85fcf07e7056e6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115479">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6238</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115480">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115481">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115482">
                <text>ponowoczesność</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115483">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115484">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5817</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115485">
                <text>Antropologia, między przed- a ponowoczesnością - garść wróżb na nowy wiek/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115486">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005, t.59 z.4, s.130-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115487">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115488">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115489">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115490">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115491">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115492">
                <text>�JANUSZ BARAŃSKI

Antropologia,
między przed- a ponowoczesnością - garść
wróżb na nowy wiek

oniższy tekst można potraktować jako kontynuację
rozważań sprzed kilku lat, które - choć wypowiedź
tamtejsza miała raczej charakter odczyniania uro­
ków niż głoszenia przepowiedni - nosiły złowieszczy tytuł
Koniec etnologii (Barański 1999). W gruncie rzeczy nie
miałem wówczas wątpliwości co do możliwości dalszego
rozwoju dyscypliny, chciałem jedynie podzielić się uwa­
gami na temat dominujących tendencji w rodzimej an­
tropologii, która zdawała się nie dostrzegać nowych tere­
nów czekających na odkrycie. Miałem jednak świado­
mość tego, że metodyczna eksploracja tych terenów, o ile
nie zdaje się na ślepy traf, musi posługiwać się jakimś
ogólnym planem i wykorzystywać odpowiednie środki,
a więc - sięgając po język nauki - posługiwać się jakąś
teorią i metodą. To daje pewną szansę na sukces odkry­
cia i spenetrowania nowego lądu - w innym przypadku
pozostaje tylko jałowe dreptanie w miejscu.
Przypomnę jedynie, że odwołując się do istniejących
w antropologii polskiej dwóch paradygmatów, które
określiłem jako etnografię tradycyjną i antropologią
współczesności, wskazałem na ich niedostatki: w jednym
przypadku po stronie teorii, w drugim zaś - praktyki, i za­
proponowałem formułę pośrednią - etnografię współcze­
sności. Samo to określenie jest wprawdzie kolejnym em­
blematem, który niekoniecznie musi prowadzić do jakiejś
istotnej zmiany - nie słowa przecież się liczą, lecz czyny.
Przyznaję więc przy tym uczciwie, że sam nie mogę służyć
za najlepszy przykład uprawiania tak pojętej antropologii,
z wyjątkiem - być może - niedokończonego projektu ba­
dań stylów życia młodzieży akademickiej (Barański 2001:
133-56). Ów skromny przyczynek nie mógł jednak zapo­
biec dalszemu przesuwaniu rodzimej wersji tej dyscypliny
wiedzy raczej na pozycje krytyki kulturowej niż jakiejś
zreformowanej postaci antropologii kulturowej, choć od­
bywa się to przy równoczesnym zmniejszaniu się wpły­
wów tradycyjnej etnografii. Ten ostatni fakt nie może
być - rzecz jasna - żadną pociechą, chodzi bowiem o to,
by etnografię jednak uprawiać.

P

*
Wypada zatem zacząć od rzeczy podstawowej przypomnienia, czym właściwie antropologia się zaj­

muje. Chciałbym sięgnąć tutaj po najcelniejszą chyba
intuicję dotyczącą zakresu przedmiotowego antropo­
logii, pogląd badacza, który w ostatnich dekadach do­
konał w tym względzie bodaj najwięcej. Chodzi
0 określenie Clifforda Geertza - „nieformalnej logiki
prawdziwego życia” (Geertz 2003: 47), które zdaje się
wyczerpywać dwa punkty graniczne/logiczne określa­
jące zakres penetracji antropologii.
Wydaje się, że pierwszy człon - nieformalną logikę można odnieść do zbioru zagadnień bliskich wyobraże­
niom zbiorowym Durkheima, strukturom mentalnym
Levi-Straussa czy - najczęściej dziś proponowanego
przez badaczy zajmujących się tą problematyką pojęcia racjonalności; prawdziwe życie natomiast przywodzi na
myśl - znów Durkheimowskie - życie na serio, Wittgensteinowskie formy życia czy Schutzowskie światy życia.
Geertz czerpie po trosze ze wszystkich tych inspiracji
1 z jeszcze innych, których wymienianie tutaj nie jest
niezbędne. Najważniejsze wszakże jest to, że dwa te
określenia wyczerpują również znaczenie antropologicz­
ne kultury, która - jak należy rozumieć - jest prawdzi­
wym życiem człowieka uprawianym według pewnych za­
sad, pewnej logiki; prawdziwym, czyli samoświadomym,
w odróżnieniu od życia przyrody, oraz kierowanym my­
ślą, której - znów - świat natury nie posiadł. Słowem,
mamy tutaj dosyć rozpowszechnione rozumienie zakre­
su zainteresowań antropologii - kulturę rozumianą jako
sposób życia człowieka. Nie jest to żadne novum w histo­
rii dyscypliny, choć trzeba dodać, że Geertza interesuje
głównie symboliczna warstwa owego sposobu życia
i w tym zakresie wprowadził swe własne pomysły, na
których omawianie nie ma tutaj niestety miejsca.1
Mamy więc rozumienie kultury, świata życia człowie­
ka, ludzkiej codzienności - w jej niezbywalności i pierwotności zarazem, co jest przecież domeną działania an­
tropologii (w odróżnieniu od socjologii kultury, studiów
kulturowych, psychologii kulturowej itd.). Poniższe
uwagi podążać będą w ślad za tymi wektorami/ogranicznikami z uwagą skierowaną na fakt, że w żywej kulturze
takie rozgraniczenie na jej - nazwijmy dla uproszczenia
- formę i treść - nie występuje; logika i życie stanowią
jedno, tworzą syntezę. Tak zarysowany, „statyczny” wy­
miar przedmiotu zainteresowania antropologii składać
się będzie na synchroniczny wymiar zagadnienia.
Ludzka codzienność, antropologicznie rozumiana
kultura, nie jest jednak dziedziną pozbawioną wymiaru
historycznego, diachronii. Zawsze ludzie mieli jakieś sys­
temy rodzinne, wartości, wierzenia, sposoby utrzymywa­
nia się przy życiu itd. - pomimo mijających epok, które
różnie zresztą określano. Tutaj, chcąc umieścić tę histo­
ryczną perspektywę w strukturze pojęciowej zrozumiałej
dla współczesnego czytelnika, odwoływał się będę do bo­
daj najbardziej dziś rozpowszechnionego rozróżnienia na:
przednowoczesność, nowoczesność i ponowoczesność terminy opisujące kolejne epoki w dziejach kultury i my­
śli człowieka. Oprócz wspomnianej powszechności po­

130

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

sługiwania się tym podziałem, istnieje pewien szczególny
powód, który nakazał mi sięgnięcie po to rozróżnienie.
Otóż, jeśli przyjmiemy chwilowo zasadność wspomnianej
periodyzacji, istnieje tendencja do przypisywania mo­
mentom przekraczania granic tych kolejnych etapów
cech Weberowskiego odczarowania świata (zob. np. Bu­
chowski 2004). Przyjęło się przy tym uważać, że tradycyj­
nie pojęty zakres antropologii - modelowo ujęte kultury
pozaeuropejskie i ludowe kultury Europy - to świat
sprzed nowoczesności, sprzed odczarowania. Skoro tak,
to rzecznicy pojawiania się kolejnych okresów - od
przednowoczesności, przez nowoczesność, do ponowoczesności - mogą, jak sądzą, zasadnie domniemywać
o zanikaniu przedmiotu zainteresowań antropologii.
Poniższe rozważania mają na celu wykazanie błęd­
ności tego rozumowania, co może doprowadzić do po­
jawienia się poważnej rysy w tak pojętym, cokolwiek
ewolucyjnym trójpodziale dziejów. Będę chciał zatem
wykazać, że periodyzacja ta ma bardzo względny i pro­
wizoryczny charakter. Niczym - podobne w duchu Riesmanowskie rozróżnienie na: sterowność tradycyj­
ną, wewnątrzsterowność i zewnątrzsterowność, kształ­
tujące tzw. charakter społeczny (Riesman 1996), mo­
że służyć tylko jako model pewnych okresów w histo­
rii kultury, dominujących tendencji, które wszak nie
eliminują tych mniej obserwowalnych. Innymi słowy,
że - na przykład - cechy charakterystyczne dla nowo­
czesności da się wskazać w przednowoczesności, czego
przykładem niech będą elementy myśli technicznej,
znane nawet budowniczym wiszących kładek lub też,
że cechy przednowoczesności dostrzec można w nowo­
czesności i - co więcej - w ponowoczesności; by się­
gnąć do tradycyjnego, choć coraz mniej adekwatnego
słownika z repertuaru antropologii - że „prymitywne
istnieje we współczesnym” (Robotycki 1992: 108).
Posługiwanie się takimi pojęciami, jak prymityw­
ny, czy choćby mniej rażącym - pierwotny - stanowi
zresztą osobny problem, który uzmysławia nam ko­
nieczność wypracowania nowego zbioru pojęć opisu
ludzkich sposobów życia. Pozwoliłoby to na wyjście
poza takie rozróżnienia i podobne, które - co gorsza wprowadzają wartościowanie rodem z XIX-wiecznego
pozytywizmu. Wiąże się to zresztą z głównym problem
antropologii - problemem przekładu kulturowego.
Geertzowskie pojęcia nieformalnej logiki i prawdzi­
wego życia pozwalają chwilowo uniknąć błędu kategorialnego, wszelako ich zawartość znaczeniowa wy­
czerpuje raczej wymagania filozofii niż antropologii.
Problem wspomnianej adekwatności słownika współ­
czesnej antropologii wskazać można w dziele, które jest trzeba to przyznać - wyrazem dochowania wierności ro­
dzimej tradycji etnograficznej, a równocześnie przykła­
dem otwarcia się na ustalenia epistemologii i filozofii na­
uki ostatniej doby. Joanna Tokarska-Bakir - do przykła­
du jej dzieła chcę tutaj sięgnąć - gdy pisze w jednej
z ostatnich prac, że „ontologia archaiczna wydaje się ele­

mentem ludzkiej świadomości, nie zaś etapem tej świa­
domości” (Tokarska-Bakir 2000: 377), z jednej strony
słusznie odcina się od poglądu głoszącego doskonalący
się rozwój wiedzy, z drugiej jednak posługuje się pojęciem
archaiczności, które jest wszak wytworem myśli pozyty­
wistycznej, od której autorka się dystansuje. Nie umniej­
sza to bynajmniej trafności sformułowanej przez autorkę
tezy, czyniąc ją jednak mniej bezkompromisową w roz­
prawie ze strażnikami wartościowania różnych form świa­
domości i postaci kultury. Jeśli chodzi o zakres przedmio­
towy tematyki interesującej Tokarską-Bakir, autorka ta
porusza się po rejonach znanych antropologii od dawna,
w rozważanym przypadku - zajmuje się tzw. kulturą reli­
gijną. Nie ma wprawdzie tutaj miejsca na referowanie tej
pracy, warto jednak podkreślić, że wprowadza pewne no­
we jakości zarówno po stronie teorii, jak i metody.
Pokrótce tylko, wskazana praca jest bardzo dobrym
przykładem zastosowania nowej na gruncie polskiej
antropologii metody do starej problematyki. Posługu­
jąc się Gadamerowską kategorią nierozróżnialności,
autorka tropi ontologię archaiczną rozproszoną nieja­
ko w różnych przejawach wiary religijnej. Lektura pra­
cy nasuwa jednak pytanie o potrzebę poszukiwania
owej ontologii archaicznej - na razie pozostańmy przy
tym określeniu - w życiu codziennym, kulturze popu­
larnej, plastyce, filmie, literaturze, prasie, reklamie,
modzie, chorobie, polityce, konsumpcji itd., słowem w innych przejawach sposobów życia? Są to rzeczy
wciąż czekające na badania antropologiczne - autorka
napomyka jedynie o możliwości takich eksploracji.
Pozostając jeszcze przez chwilę przy dylematach ter­
minologicznych, jeśli byśmy uznali zasadność posługi­
wania się pojęciem archaiczności, to pozostaje jednak
nie całkiem oczywista kwestia skupienia się wyłącznie
na porządku ontologii (życie Geertza), przy równocze­
snym wyłączeniu porządku epistemologii (logika Geertza), a dokładniej - racjonalności, w rozumieniu raczej
nadawania pewnego porządku rzeczywistości niż jedy­
nie jego przyjmowania. Sama Tokarska-Bakir zdaje się
wkraczać również w ten wymiar zagadnienia, gdy pisze:
„Obcować z mitem to nie tyle analizować i rozumieć, ile
ulegając sile opowieści, poddając się jej rytmowi, pół-tworzyć ją, pół-powtarzać” (Tokarska-Bakir: 392).
Wskazuje tutaj wprawdzie tylko na narrację mityczną,
rzecz odnosi się wszak do wszelkich postaci praktyk kul­
turowych. Coś zupełnie innego jest tutaj jednak waż­
niejsze, mianowicie owa synteza życia i logiki, powtarza­
nia i tworzenia, ontologii i epistemologii.
Moje uwagi zacznę od tej drugiej, od logiki ze sformu­
łowania Geertza, czyli - ogólniej rzecz ujmując - racjo­
nalności, by później przejść do życia, czyli pewnego zbio­
ru treści i praktyk kulturowych, którymi antropologia
winna się zainteresować. Uwagi poniższe nie mają przy
tym charakteru wyczerpującego, są jedynie wskazaniem
interesujących - z punktu widzenia teorii i metody antro­
pologii - rejonów badań, zarówno jeśli chodzi o ową lo­

131

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

gikę kulturową - racjonalność, która wprowadza struk­
turę w pewną treść, jak i o treść kulturową - życie samo,
które w myśl tej logiki jest kształtowane. Mimo nierozłączności tych dwóch komponentów ludzkich sposobów
życia, dla większej przejrzystości wywodu zmuszony będę
do traktowania ich do pewnego stopnia oddzielnie.
*
Pokrótce tylko warto przypomnieć, że problematy­
ka racjonalności ma już swoją historię zapoczątkowa­
ną przez Maxa Webera, a podjętą na gruncie filozofii
nauki w latach 60. XX wieku i sporu, który w polskiej
recepcji problemu znany jest bodaj najbardziej z wy­
stąpień Petera Wincha (1992) i Robina Hortona
(1992). Obaj ci badacze reprezentują skrajnie od­
mienne rozumienie racjonalności - odpowiednio opowiadają się za podejściem relatywistycznym i esencjalistycznym w tym zakresie.2
Najkrócej rzecz ujmując, pierwszy autor głosi wie­
lość form racjonalności, sposobów myślenia i ich rów­
noprawność - kulturowo zrelatywizowanych i będących
czymś na kształt Wittgensteinowskich form życia czy
gier językowych. Drugi opowiada się za jednolitością
form poznania, dopatrując się w pozornej różnorodno­
ści - umieszczającej na antypodach np. myśl afrykańską
i naukę zachodnią - istnienia tej samej struktury teorii
wyjaśniającej. Tokarska-Bakir przyznając, iż po złudze­
niach nowoczesności „wyszło na jaw, że ‘empiria’ i ‘ide­
ologia’ to, z grubsza rzecz biorąc, pseudonimy wiedzy
i wiary, których nierozdzielność została współcześnie
wielokrotnie wykazana” (Tokarska-Bakir 2000: 92),
zdaje się ciążyć ku pierwszemu rozwiązaniu. W myśl te­
go podejścia wszelkie formy racjonalności, i te nauko­
we, i te potoczne, silnie kulturowo spetryfikowane, ja­
wią się jako rodzaj gier, dyskursów - w znaczeniu nada­
nym tym określeniom przez Michela Foucault.
Problem racjonalności przedstawia się tutaj jako
teoretyczne zagadnienie antropologii, którego przece­
nić nie sposób, ponieważ w jego perspektywie uchwycić
możemy różne sposoby kulturowego ujmowania świata
i życia w nim. Fakt ten eksponował w ostatnich deka­
dach w szczególności Stanley Jeyaraja Tambiah (1990),
który sięgając po dzieło Levy-Bruhla, Jamesa, Schütza by wymienić tylko najbardziej znaczące postaci w histo­
rii refleksji na ten temat - podjął próbę rozstrzygnięcia
wspomnianego sporu i przedstawił pogląd o różnych
sposobach ujmowania i porządkowania świata. Propo­
zycję jego warto tutaj przypomnieć, choć nie jest ona
wolna od pewnych słabości (zob. np. zastrzeżenia Bu­
chowskiego 2004), stanowi jednak pewien krok na­
przód w rozumieniu zagadnienia racjonalności.
Otóż - ogólnie rzecz ujmując - w wielości orienta­
cji wobec rzeczywistości (logik, subuniwersów, świa­
tów życia) Tambiah wskazuje dwa nastawienia, racjo­
nalności skrajne, które określa - odpowiednio - jako:
przyczynowość i partycypację. Postaci tych dwóch lo­

gik uzupełniają się nawzajem, a ich natężenie różni się
pomiędzy jednostkami i grupami w łonie tej samej kul­
tury oraz pomiędzy odmiennymi kulturami ujętymi ja­
ko twory o charakterze zbiorowym.
A zatem, przyczynowość reprezentowana jest przez
kategorie, zasady i metodologię nauk przyrodniczych
oraz myśl logiczno-matematyczną. Nastawienie nauko­
we to pewien rodzaj dystansu, metodycznej neutralno­
ści i traktowania przedmiotu oglądu w kategoriach abs­
trakcyjnych. Zwłaszcza w naukach przyrodniczych na­
cisk kładzie się tu na analizę zjawisk w kategoriach przy­
czyny i skutku, przy postępującym podziale przedmiotu
badań na coraz mniejsze jego klasy, czego skutkiem jest
oczywista atomizacja informacji (Tambiah 1990: 105).
N a antypodach przyczynowości znajduje się partycypa­
cja - Tambiah nie ukrywa tutaj faktu zapożyczenia te­
go terminu od samego Lévy-Bruhla, choć nie do niego
sięga po przykłady, przypisując mu niejasność ujęcia te­
go przypadku racjonalności. Dużo lepiej istotę partycy­
pacji ujmuje - według Tambiaha - Maurice Leenhardt
(1982), który zasłużył się wieloletnimi badaniami
w Melanezji, do których Tambiah się odwołuje:
„Leenhardt postrzegał życie w Melanezji jako dyna­
miczny splot natury, społeczeństwa, mitu i techniki, wi­
dział również wioskę melanezyjską jako centrum ota­
czającego ją krajobrazu mitycznego, gdzie góry, skały,
drzewa i zwierzęta traktowano jako bliskie, obdarzone
ponadto mocą boga-przodka oraz totemicznym życiem.
Takie naturalne istoty i zjawiska traktowano jako od­
rębne tchnienia życia. Krajobraz był pośrednikiem mię­
dzy światami niewidzialnym i widzialnym, przestrzenią
‘żywego mitu’, a życie każdej grupy przebiegało według
wskazań jej totemów i przodków wszechobecnych
w otoczeniu człowieka. Pojęcie partycypacji rozumiał
Leenhardt w odczuciu związku jaźni z osobą i ze zjawi­
skami krajobrazu mitycznego; w istocie, partycypacja
stwarzała związek człowieka z tym, co immanentne
i/lub transcendentne” (Tambiah 1990: 106).
Tambiah zauważa, iż te Leenhardta opisy geografii
mitycznych można zilustrować licznymi innymi przy­
kładami etnografii rozmaitych ludów. Przytacza tedy
stosowne cytaty z pracy Vincenta Crapanzano (1980)
o kulcie świętych w Maroku, w której autor przedsta­
wia na przykład wiarę wiernych w obcowanie ze świę­
tym w poświęconym mu sanktuarium, czy pracę Dia­
ny Eck (1981) o geografii sakralnej Indii, w której au­
torka podkreśla z kolei wiarę wyznawców hinduizmu
w świętość całego obszaru Indii.
Są to klasyczne przykłady kultur (lub takich szczegól­
nych dziedzin, jak kultura religijna), które zawsze pozo­
stawały w zakresie zainteresowania antropologii. Nadprzyrodzoność wskazanych zjawisk to właśnie cecha
świata - by posłużyć się określeniem Webera - sprzed od­
czarowania i podobnych przykładów przytoczyć można
jeszcze wiele: Trobriandy Malinowskiego, gdzie zwykłe

132

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

praktyki ekonomiczne nie mogły obyć się bez nieustan­
nie podejmowanych zabiegów rytualno-magicznych, wy­
rastających wprost z lokalnej mitologii (zob. np. 2003);
północny zachód Ameryki Maussa, gdzie rzeczy, od
odzieży po całe domostwa, miały moc „mówienia”, po­
nieważ proces ich tworzenia i użytkowania nie odbywał
się bez udziału bogów i przodków (stąd społeczna i ko­
smologiczna siła potlaczu - rytualnego rozdawnictwa,
a nawet niszczenia rzeczy; Mauss 1973); polska wieś we­
dług Znanieckiego, gdzie wiara w ożywienie całej natury
prowadziła do solidarności człowieka i świata, wzajemnie
zależnych poprzez rodzaj mistycznego związku (Thomas,
Znaniecki 1976); katolicyzm ludowy Tokarskiej-Bakir,
nierozróżniający postaci świętego i jego przedstawienia,
tego co nadzmysłowe i zmysłowe - podobnie jak w przy­
padku owego Marokańczyka Crapanzano... Znamienne,
że Eck ten rodzaj postawy określa - w odniesieniu do jej
przedmiotu badań - jako „sakramentalną ontologię na­
turalną” (Tambiah 1990: 107), potwierdza zatem intu­
icje pojęciowe Tokarskiej-Bakir - przynajmniej w zakre­
sie interesującej je obie kultury religijnej.
Są to klasyczne przypadki zjawisk ze świata sprzed
Weberowskiego odczarowania - pełnego mistycyzmu,
nadzmysłowości, syntezy zjawisk z różnych porządków
usankcjonowanych przez myśl nowoczesną, a wcze­
śniej nieistniejących (na przykład rozróżnienia na:
kulturą wysoką i niską, naukę i wiedzę codzienną, sa­
crum i profanum, publiczne i prywatne, sztukę i rze­
miosło, elity i masy itd.). Wszelako, czy partycypacja
to immanentny składnik porządkowania światów je­
dynie sprzed odczarowania, które odbyło się - według
Webera - wraz z procesami modernizacji, racjonaliza­
cji i biurokratyzacji społeczeństw? Z tych i innych
przykładów znanych antropologom i religioznawcom
wynika, że owemu odczarowaniu nie poddaje się kul­
tura religijna, lecz czy jedynie ta sfera ludzkiego życia?
Tambiah wskazuje przykłady, które mają unaocz­
nić, czym jest partycypacja dzisiaj lub też, gdzie należy
jej szukać poza kulturą religijną. Otóż, przypadki party­
cypacji mają miejsce również wtedy, gdy na przykład
współcześni Amerykanie, młodzi i starzy, masowo opo­
wiadają się za ochroną natury - ze strachu przed zagła­
dą nuklearną i odpadami przemysłowymi; gdy poeci ro­
mantyczni, Wordsworth, Coleridge i Shelley opiewają
piękno związku człowieka i przyrody; gdy pomniki bo­
haterów narodowych, na przykład Lincolna czy Jeffer­
sona, lub cmentarze, jak Arlington Cemetery, lub też
pola bitew, jak Gettysburg, służą za miejsca narodo­
wych świętości. We wszystkich tych przypadkach
Tambiah dostrzega przejawy partycypacji - rodzaju
niesformalizowanego, nieurzeczowionego nastawienia,
które jest określeniem służącym opisowi tych szczegól­
nych logicznych relacji pomiędzy ludźmi, przestrzenią,
naturą i światem rzeczy (Tambiah 1990: 108).
Jeśli tę intuicję badacza uznamy za trafną, z łatwością
znajdziemy podobne przykłady w każdym miejscu na zie­

mi, ale i inne: związki między rodzicami i dziećmi, które
każą - zwłaszcza matkom - znieść każdą przykrość zada­
ną przez dziecko, między kochankami, które przywodzą
do zbrodni lub szaleństwa, czy tworzenia wielkich dzieł,
między członkami bliższej i dalszej rodziny, które każą
udzielić pomocy krewnemu; siłę, którą wierni czerpią
z uczestnictwa w nabożeństwie religijnym lub synowie
z zachęcającego poklepania po plecach przez ojców; uza­
sadnienie politycznych decyzji całych narodów, sankcjo­
nowanych przez czyny ich bohaterów; poczucie dorosło­
ści osiemnastolatka, któremu wolno publicznie pić alko­
hol; pewność siebie kobiety, która właśnie przywdziała
najmodniejszą z sukienek; poczucie więzi z rodem i jego
historią poprzez noszony od pokoleń sygnet; założenie
czarnego ubrania na znak żałoby lub ubrania białego jak to ma miejsce w Indiach - kraju pochodzenia Tambiaha. Wszędzie mamy przy tym do czynienia z kulturo­
wo zróżnicowanymi formami ekspresji, co jest charakte­
rystyczne dla porządku partycypacji - zmienności posta­
ci miłości rodzicielskiej, solidarności rodowej, mody czy
żalu wyrażanego z powodu śmierci bliskich.
Tambiah zauważa, że partycypacja ma miejsce
wówczas, gdy osoby, grupy, miejsca, rzeczy, zjawiska
naturalne pozostają w związku styczności, bezpośred­
niości, podzielanego pokrewieństwa (Tambiah 1990:
107), co - trzeba przyznać - przywodzi na myśl istotę
magii. Badacz dodaje, że „w języku semiotyki ludzie
z jednej strony, a miejsca, przedmioty i zjawiska natu­
ralne - z drugiej, przedstawiają się jako wzajemne ‘ikoniczne’ reprezentacje oraz ‘indeksykalne’ przeniesienia
energii i atrybutów” (Tambiah 1990). Joanna Tokarska-Bakir określiłaby to zapewne - przynajmniej w od­
niesieniu do religijności ludowej - jako przejaw skleje­
nia signans i signatum, przedstawiającego i przedsta­
wionego (Tokarska-Bakir 2000: 21).
Widać tedy z powyższej charakterystyki, że logika
partycypacji wykazuje - co podkreśla Tambiah - ce­
chy magicznej współobecności, performatywności ak­
tów mowy i opowieści mitycznych, działania rytualne­
go i ekspresywnego, które znajduje podzielane rozu­
mienie, nacisk na zmysłowe i afektywne formy komu­
nikacji oraz język emocji, solidarności, holizmu, cią­
głości przestrzeni i czasu, gdzie jednostka jest wytwo­
rem świata i jego częścią - co ma dać w efekcie poczu­
cie kosmicznej jedności. Dyskurs przyczynowości na­
tomiast należałoby charakteryzować w kategoriach
dystansu, neutralności, eksperymentu, gdzie jednost­
ka przeciwstawiona jest światu i posługuje się językiem
bodźca i reakcji oraz działaniem nastawionym na tech­
niczną skuteczność, kosmos zaś podlega procesowi
atomizacji i fragmentacji (Tambiah 1990: 109).
Warto mieć jednak świadomość tego, że wprawdzie
partycypacja i przyczynowość mogą wydawać się nasta­
wieniami wobec świata różnymi i przeciwstawnymi,
mają jednak i część wspólną, którą jest zmysłowy apa­
rat poznawczy, na którym nabudowują się symboliczne

133

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

formy komunikacji i ekspresji. Z drugiej strony podkre­
ślić należy istotny fakt, że partycypacja i przyczynowość
są postaciami racjonalności - jak już wcześniej stwier­
dzono - idealnymi, w praktyce bowiem nie są wolne od
elementów przeciwstawnych ich cechom konstytutyw­
nym; innymi słowy są to - by znów sięgnąć do termi­
nologii Webera - typy idealne pewnych dwóch sposo­
bów ujmowania rzeczywistości. Można wszakże poku­
sić się o wskazanie najbliższych przypadków tak rozu­
mianych skrajności: religię i naukę. Niemniej praktyka
kulturowa każdego społeczeństwa ufundowana jest na
obu tych porządkach rzeczywistości, uzupełniających
się nawzajem, które uobecniają się w zależności od
kontekstu, systemu wiedzy, wnioskowania czy retoryki
oraz sposobów reagowania emocjonalnego.
Argument Tambiaha wydaje się trafny, w każdym
bowiem społeczeństwie istnieją jakieś religie i związane
z nimi systemy wartości, ceremonie, symbole itd. Tra­
dycje różnego rodzaju - te wielkie i małe - które każą
w budowli sprzed setek lat poszukiwać źródeł zbioro­
wych tożsamości, podobnie zresztą jak w zastawie sto­
łowej przekazywanej z pokolenia na pokolenie; życie
rodzinne z poszczególnymi systemami pokrewieństwa,
uroczystościami (śluby, urodziny itd.), relacjami wza­
jemności; zbiorowości o charakterze subkulturowym
z silną dozą solidarności grupowej czy ideologii; środo­
wiska zawodowe z ich specyficznymi kulturami organi­
zacyjnymi; mody szczycące się względną swobodą, lecz
równocześnie z aspiracjami do hegemonii; formy
uczestnictwa ze świata fanów, dla których uwielbianie
idola jest niczym uczestnictwo w jego aura itd. - to, je­
śli chodzi o partycypację. Po stronie zaś przyczynowości mamy: eksperymenty naukowe, plany ekonomicz­
ne, dysputy akademickie, diagnozy lekarskie (chodzi
oczywiście o medycynę klasyczną, nie tę np. holistycz­
ną, którą należałoby umieścić w porządku partycypacji,
a może raczej jest ona przypadkiem granicznym) itd.
W tym względzie - zauważa badacz - istnieją również
różnice stosowania tych dyskursów w różnych kultu­
rach, nie ma wszak społeczeństwa, którego racjonal­
ność można by sprowadzić wyłącznie do jednej ze
wskazanych tu postaci (Tambiah 1990: 108-109).
Tambiah nie kładzie jednak wystarczającego nacisku
na jeszcze jedną kwestię, mianowicie iż w każdym z wy­
mienionych przykładów, które reprezentują zresztą jedy­
nie znikomy fragment praktyk człowieka, w których
obie racjonalności się ujawniają, możemy zwykle do­
strzec element z porządku przeciwstawnego. Innymi sło­
wy, i w praktykach z porządku partycypacji (nawet
w przypadku religii) znajdziemy elementy swoistego ma­
ke-believe, z drugiej zaś strony, przyczynowość nie jest po­
zbawiona elementu partycypacji, jak w przypadku wielu
odkryć naukowych, które ufundowane są na intuicji ra­
czej niż na logice argumentu, nie wspominając już o tym,
że sama teoria i metoda są w nauce czymś arbitralnym,
a więc narażonym wciąż - i słusznie - na zarzut pocho­

dzenia z przeciwnej strony - partycypacji właśnie.
W gruncie rzeczy bowiem mamy do czynienia z ciągło­
ścią postaci owych dyskursów, gdzie wspomniana medy­
cyna holistyczna plasowałaby się być może pomiędzy po­
stacią klasyczną i alternatywną sposobów leczenia ludzi.
W tym rozumieniu tyleż logiki przyczynowości, co logiki
partycypacji da się zauważyć na przykład: w retoryce po­
litycznej (fakty vs interpretacje), motywacjach przyna­
leżności grupowych (potrzeba wsparcia vs wiara w jej
wartości), modzie (potrzeba wyróżnienia się vs poddanie
się obowiązującemu kanonowi), w stosunku wobec dóbr
materialnych (użyteczność np. samochodu vs jego symboliczność w aspekcie prestiżu społecznego).
Znawcy historii myśli antropologicznej zauważą za­
pewne, że propozycje Tambiaha nie są czymś absolut­
nie nowym w potraktowaniu racjonalności rozumianej
jako sposób ujęcia rzeczywistości, porządkowania jej
i rozumienia. Dość przywołać jedną z najbardziej zna­
czących wypowiedzi odnoszących się do tego zagad­
nienia, mianowicie samego Claude’a Lévi-Straussa:
„Otóż w każdej perspektywie nienaukowej (a żadne
społeczeństwo nie może uważać, że jest od niej wolne)
myśl patologiczna i myśl normalna nie wykluczają się,
lecz dopełniają. W obliczu świata, który pragnie zrozu­
mieć, ale którego mechanizmów nie może opanować,
myśl normalna pyta nieustannie o sens te rzeczy, które
odmawiają odsłonięcia go; natomiast myśl określona
jako patologiczna przepełniona jest uczuciowymi od­
dźwiękami i interpretacjami, w które gotowa jest wy­
posażyć nie zaspokajającą jej rzeczywistość. Dla jednej
istnieje coś, co nie daje się sprawdzić doświadczalnie,
tzn. pusty wymóg; dla drugiej - istnieją doświadczenia
bezprzedmiotowe, tzn. czysty zasób. Korzystając z języ­
ka lingwistów, powiemy, że myśl naturalna stale cierpi
na deficyt tego, co znaczone, gdy tzw. myśl patologicz­
na (a przynajmniej pewne jej objawy) dysponuje nad­
miarem tego, co znaczące” (Lévi-Strauss 1970: 256).
Jeśli przymkniemy oko na częste w przypadku
strukturalizmu sformułowania o silnie pozytywistycz­
nym nacechowaniu, jak: myśl normalna vs myśl pato­
logiczna (przyczynowość vs partycypacja), stwierdzimy
bez wątpienia wspólność intuicji, które dzieli - między
Lévi-Straussem a Tambiahem - kilka dziesiątków lat
myśli antropologicznej; do wspomnianego „nadmiaru
tego, co znaczące” przyjdzie się jeszcze odwoływać.
Sięgnijmy po jeszcze inne przybliżenie istoty tej sfe­
ry ludzkich sposobów życia, która wymyka się analizie
w kategoriach dwuwartościowej logiki, reguł wynika­
nia itd. Mianowicie, od pewnego czasu obecna jest
w polskiej literaturze przedmiotu koncepcja kultury ty­
pu magicznego, powstała zapewne nie bez odniesienia
do toczącego się przynajmniej od czasów Lévy-Bruhla
sporu na temat wspomnianej wcześniej dychotomiczności (lub wielości) racjonalności. Michał Buchowski,
współtwórca tej koncepcji, pisząc o magii, zauważył, że
„redukcja magii do komunikacji jest niemożliwa -

134

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

przede wszystkim ze względu na syntetyczny charakter
myślenia magicznego, łączącego sensy przedmiotowe
(praktyczno-użytkowe), komunikacyjne (komunikacyjno-semantyczne) i światopoglądowe regulowanych
przez siebie czynności” (Buchowski 1986: 106).
Wszelako posługiwanie się tutaj pojęciem kultury
przywodzi jednak na myśl pewien ograniczony etnicznie
(Polacy, Lasowiacy, Afroamerykanie, Bororo itd.) lub
typologicznie (chłopi, politycy, hiphopowcy, nauczycie­
le akademiccy itd.) zespół praktyk, wartości, wytworów
itd. charakterystycznych dla danej grupy. Tymczasem
niewielka zmiana terminologiczna - np. racjonalność
typu magicznego - pozwala na zerwanie z krępującą tra­
dycją antropologiczną wypowiadania się na temat po­
szczególnych kultur, ułatwia natomiast postawienie
znaku równości między praktykami kulturowymi Bororo, hiphopowców i nauczycieli akademickich; rzecz ja­
sna z uwzględnieniem osobliwości wszystkich tych prak­
tyk - przy podjętym równocześnie wysiłku wskazania ja­
kości wspólnych. Okazać się może wówczas, że np. spo­
sób ubierania się - gdy uwzględnimy wspomniane wy­
miary: praktyczno-użytkowy (np. ochrona), komunika­
cyjny (np. informacja o miejscu w hierarchii społecznej
lub aspirowania do zajęcia tegoż), światopoglądowy
(np. wyznawane wartości estetyczne) - wykazywać bę­
dzie zbliżone funkcje bez względu na szerokość geogra­
ficzną, rasę, przynależność etniczną czy typologiczną.
Ów zabieg terminologiczny pozwoliłby nam również
na wyzwolenie się z pewnych nawyków myślowych: że
oto kultury typu magicznego reprezentują jedynie Boro­
ro, a może jeszcze - na przykład - Lasowiacy; a może nie,
może tylko kultura religijna Lasowiaków da się ująć za
pomocą tej formuły? Co w takim razie z hiphopowcami
czy nauczycielami akademickimi, co z ich religijnością,
itd.? Niewątpliwie można przecież stwierdzić symboliczność stroju Bororo (np. określony zestaw papuzich piór),
hiphopowców (np. czapka bejsbolówka noszona w okre­
ślony sposób) i nauczycieli akademickich (np. wycią­
gnięty sweter czy jasne spodnie - ten drugi przypadek,
amerykański, coraz bardziej rozpowszechnia się w środo­
wisku rodzimym). Jeśli przyjmiemy tedy, że każda symboliczność zawiera - z racji społecznie nacechowanej re­
toryki - element magiczności, wówczas tę magiczność
dostrzec będzie można w papuzich piórach Bororo i w ja­
snych spodniach akademika. Magiczność, czyli - jak by
powiedział Kenneth Burke - sztukę retoryczną uprawia­
ną z pomocą słów, rzeczy, zachowań. W tym rozumieniu
rolą magii nie jest oddziaływanie na naturę, lecz na in­
nego człowieka, na zbiorowość - kształtowanie ludzkich
postaw i zachowań (Burke 1969: 43).
Stąd - wydaje się - posługiwanie się pojęciem ra­
cjonalności typu magicznego daje lepsze widoki ba­
dawcze niż pojęcie kultury typu magicznego.3 Samo
pojęcie kultury sprzyja wprowadzaniu pewnego myślo­
wego mechanizmu unieruchamiającego - również
w granicach wyznaczanych kryteriami etnicznymi czy

typologicznymi. Dochodzą do tego pewne stare przesą­
dy z porządku nowoczesności, jak rozróżnienie na magię-religię czy magię-naukę i mamy oto najczęściej za­
pewne formułowany wniosek, że magię mają Bororo,
nie mogą jej natomiast mieć nauczyciele akademiccy oni mają naukę, a czasem religię. A zatem nimi antro­
pologia zajmować się nie może - stąd bierze się owo
dreptanie w miejscu, o którym była mowa na początku.
Pozostając jeszcze przez chwilę przy przykładzie
stroju, może on mieć tak przemożną magiczno-retoryczną siłę, co głównie odnosi się do mody, że każe na przykład - nosząc w zimne wiosenne lub jesienne
dni kusą bluzkę, wystawiać (już lub jeszcze - po lub
przed okresem zimowych chłodów) nagie brzuchy na
doskwierające zimno. Okazuje się, że względy techniczno-użytkowe zgoła tu nie występują, dając miejsce
tym komunikacyjnym i światopoglądowym:
„W kulturze typu magicznego, tak jak to postulują
symboliści antropologiczni, sfera techniczna i sfera sym­
boliczna są przemieszane, integralnie splecione. Oby­
dwie sfery tworzyć nawet mogą syntetyczny monolit
(...). Zgodnie z wierzeniami magicznymi, działania sym­
boliczne mają podobny status, co działania techniczne.
Przy budowie domu, akty symboliczne, np. zaklęcia i ge­
sty rytualne, mają taki sam wpływ na efekt końcowy, ja­
kim ma być nośna i dobra chałupa, co akty techniczne.
Dobór belek i ich umocowanie są równie istotne, co akt
złożenia kamienia węgielnego, zawieszenie wiechy i po­
święcenie wodą” (Buchowski 2004: 208)
Żaden antropolog nie zakwestionuje trafności przy­
porządkowania przykładu podanych tutaj działań sym­
bolicznych do zbioru praktyk magicznych. Dlaczego
jednak nie dostrzega się magiczności sposobu ubierania
się? Trzeba to zapewne położyć na karb wspomnianych
przesądów i nawyków myślowych, co prowadzi do bra­
ku badań antropologicznych w tym zakresie, a więc
i braku powodów wysuwania jakichkolwiek tez na te­
mat sposobów ubierania się, które - przecież, jako ży­
wo - jest czynnością kulturową interesującą wszak
dawniejszych badaczy, np. znawców strojów ludowych.
Gdybyśmy sparafrazowali wypowiedź Buchowskie­
go, to druga jej część - by nie wchodzić w niepotrzeb­
ne dłużyzny - mogłaby brzmieć: w przypadku ubierania
się, działania symboliczne i rytualne, np. założenie gar­
nituru określonego fasonu i ceny, krawata o określo­
nym wzorze, koszuli o określonym kolorze z kołnierzy­
kiem określonego kroju, sposób noszenia takiego ubio­
ru (np. zapinanie-odpinanie guzików w pewnych oko­
licznościach, zdejmowanie-zakładanie marynarki w innych), mają większy efekt końcowy niż akty tech­
niczne, na przykład - ochrona. Zdarza się bowiem, że
ochrona w ogóle nie jest tutaj żadnym efektem końco­
wym, np. ochrona przed duszną atmosferą bankietu,
na którym mężczyźni nie mogą zdjąć marynarki, pod­
czas gdy kobiety - odwrotnie - winny odsłaniać gołe
ramiona; podobnie owa wspomniana wcześniej bluzka

135

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

- wydaje się - jedynie służy odsłanianiu brzucha...
W tym ostatnim przypadku można by pokusić się o ro­
boczą hipotezę, że magiczna rola bluzki wyraża się
w syntezie funkcji erotycznej i estetycznej, co zauważył
już dawno temu pionier badań symboliki stroju ludo­
wego Piotr Bogatyriew (1979: 202-203). Ma ona rów­
nież - jak każda moda, zwłaszcza kobieca - coś ze striptizu, gry odsłaniania i zakrywania, co rozważał przecież
w kategoriach mitotwórstwa, racjonalności partycypa­
cji,4 tutaj można by powiedzieć - racjonalności typu
magicznego, sam Roland Barthes (1970: 74-77).
Mimo możliwego zastrzeżenia wobec proponowa­
nego przez Tambiaha rozumienia racjonalności, do­
wodzi on bez wątpienia tego, że nie ma mowy o utrzy­
maniu dawniejszego podziału - by rozpocząć od
stwierdzenia Tokarskiej-Bakir - na empirię i ideolo­
gię, dalej - wiedzę i wiarę, to, co wysokie i niskie
w kulturze, indywidualne i zbiorowe, centralne i pery­
feryjne, elitarne i nieelitarne, logiczne i prelogiczne,
referencyjne i emotywne, racjonalne i irracjonalne w odniesieniu do wszelkich praktyk człowieka.
Dotyczy to również „praktyki naukowej”, i to wła­
śnie w odniesieniu do niej można by stwierdzić trzecie jak sugeruje Buchowski (2004: 158) - odczarowanie
świata: „’rytuały nauki’ satysfakcjonujące nasze potrze­
by praktyczne, mogą być wykonywane bez sakralnego
wierzenia, że są one w jakiś wyjątkowy sposób obiek­
tywne i zbliżone do prawdy o świecie. Wystarczy utrzy­
mywać, ze nauka to użyteczna metoda, służąca realiza­
cji naszych pragnień w określonych aspektach życia,
podobnie jak inne ceremonie zaspokajają nasze potrze­
by w dziedzinie stosunków społecznych” (Buchowski
2004). W tym rozumieniu nauka, w odniesieniu do mo­
delu przyczynowość-partycypacja, to postać racjonalno­
ści sytuująca się po stronie pierwszego z członów tej dy­
chotomii, choć - przypomnijmy - owe dychotomiczne
ujęcia porządkowania rzeczywistości to jedynie modele
idealne typów racjonalności przebiegających w poprzek
tych i innych uznanych dotychczas podziałów. Trzeba
przy tym przypomnieć, że i sam Weber uznał ostatecz­
nie subiektywny charakter wszelkich form racjonalno­
ści, które są - według niego - podminowane emocjo­
nalnym nastawieniem, intuicją, a nawet charyzmą.
Konstatacja Webera nie dała wszak natychmiasto­
wego efektu przejścia na relatywistyczne pozycje śro­
dowisk kontestujących projekt nowoczesności, choć
postaci ponowoczesności avant la lettre można upatry­
wać w awangardowych ruchach artystycznych już
w latach 20. minionego wieku (Featherstone 1991:
38). Dopiero schyłek wieku przyniósł zdecydowanie
odmienne ujęcia charakteru i prawomocności wszel­
kiej wiedzy (w tym tej naukowej) i wszelkiej racjonal­
ności, rozumianych jako językowa lub pragmatyczna
gra jedynie, której reguły są w dodatku ustanawiane
przez poszczególne dyskursy - naukowe, potoczne, ar­
tystyczne itd.

Nie wdając się jednak w rozważania na temat zasad­
ności i proporcji podziałów z porządku przednowoczesność-nowoczesność-ponowoczesność, należy stwierdzić,
że mylą się niektórzy teoretycy, twierdząc, że oto ponowoczesność przyniosła ostateczne odczarowanie świata
(zob. np. Lyotard 1997), że ponowoczesne małe opowie­
ści, w odróżnieniu od tych wielkich - nowoczesnych, po­
zbawione są sankcji metafizycznej. Naiwnością wydaje
się wiara, że owej sankcji nie ma w łonie dyskursów na­
ukowych (już samo ponowoczesne założenie o prowizo­
ryczności i umowności wszelkiej wiedzy jest przesłanką
metafizyczną), a tym bardziej w odniesieniu do małych
opowieści pozanaukowych (ideologie, ruchy narodowe,
tradycje, nurty artystyczne, ruchy społeczne, style życia,
mody itd.). Istotnie, w miejsce owych esencjalistycznych
wielkich opowieści nauki pojawiają się antyesencjalistyczne małe opowieści tejże, programowo odżegnującej
się od absolutystycznych roszczeń (inna sprawa, czy nie
jest to właśnie rodzaj pobożnego życzenia), lecz także ma­
łe opowieści spoza nauki, składające się - jak zawsze - na
gmach ludzkiej codzienności, gmach antropologicznie
rozumianej kultury, które przecież przesłankę metafizycz­
ną mają wpisaną w swoją istotę.
I tutaj - okazuje się - w świecie ponowoczesnym
można zaobserwować powrót przednowoczesności,
w szczególności fragmentację i hybrydyzację na rozma­
itych płaszczyznach sposobów życia ludzi, upodabnia­
jącą w dużym stopniu współczesny krajobraz kulturo­
wy do tego sprzed nowoczesności. Zadając pytanie: na
czym to upodabnianie się ma polegać, wkraczamy tym
samym w zakres znaczeniowy owego Geertzowskiego
prawdziwego życia.
*
Sięgnijmy najpierw do spostrzeżeń, które eksponują
społeczny wymiar wspomnianego podobieństwa. Weź­
my choćby pogląd socjologa francuskiego Michela Maffesoli (1996) o istnieniu tzw. ponowoczesnych plemion,
współczesnych formacji społecznych skali mikro, któ­
rych przykłady wskazać można w takich układach spo­
łecznych, jak: zespoły pracownicze (por. pojęcie kultury
organizacyjnej), kluby sportowe (wraz z grupami fanów),
bywalcy określonych kawiarni, organizacje hobbystów,
partie polityczne (zwłaszcza na szczeblu lokalnym), po­
moc sąsiedzka (chodzi o jej zorganizowane formy, znane
np. w krajach anglosaskich pod nazwą Neighbourhood
Watch), grupy nacisku rozmaitego autoramentu, mniej­
szości seksualne, subkultury młodzieżowe itd., których
członkowie podzielają wspólny styl życia czy gusty. Cen­
tra owego współczesnego plemiennego życia to wielkie
miasta, w których biznesmeni pospołu z graficiarzami,
nauczycielami akademickimi, hiphopowcami itd. skła­
dają się na społeczny i estetyczny krajobraz społeczeń­
stwa masowego. Przymiotnik „ponowoczesne” oddać ma
nowy charakter tych formacji społecznych, powstałych
mianowicie na gruzach rozsypującego się porządku no­

136

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

woczesności, dla której typowym wyznacznikiem było
względnie zhomogenizowane społeczeństwo konsump­
cyjne, podległe jednej z wielkich opowieści - ideologii
sukcesu finansowego i konsumeryzmu, w których na
przykład Robert Merton (1982) upatrywał wzoru kultu­
ry amerykańskiej połowy XX wieku, co można by zapew­
ne ekstrapolować na całość kultury Zachodu.
Wprawdzie francuski socjolog zaproponowany ter­
min traktuje raczej przenośnie niż dosłownie, odżegnu­
jąc się od jakichkolwiek analogii wskazanych formacji
społecznych z plemionami klasycznej antropologii, jego
argumentacja nieodmiennie przywodzi na myśl cechy
Tönniesowskiej Gemeinschaft czy Durkheimowskiej
świadomości zbiorowej. Oto bowiem członek owego
współczesnego tribus to - w odróżnieniu od członko­
stwa, funkcyjności i kontraktowości zbiorowości nowo­
czesnych - nie jest już jednostką, ale osobą, nie pełni
funkcji, lecz odgrywa rolę, nie łączy go z grupą umowa,
lecz więzy emocjonalne (Maffesoli 1996: 6).5 To sprzy­
ja postrzeganiu owych osób w związkach ze sobą i ze
światem w kategoriach solidarności i organiczności, sło­
wem - chciałoby się powiedzieć - holizmu kosmologicz­
nego, typowego właśnie dla plemion dawniejszej antro­
pologii. Maffesoli stwierdza ponadto, że ta wskazana
emocjonalność i bezpośredniość postaw i stosunków
wewnątrzgrupowych prowadzi do pomieszania tego, co
obiektywne i subiektywne, a co autor określa jako
transsubiektywne. Jest to uznanie prawomocności spo­
łecznie stworzonej rzeczywistości, podmiotowe ujęcie
plemienia i tworzonej przez niego wiedzy jako bytu sui
generis, gdzie subiektywne doznania i znaczenia stają się
obiektywnymi faktami społecznymi i tworzą świat intersubiektywny (por. Berger, Luckmann 1983).6
Czyż nie jest to cecha rzeczywistości kulturowej
ufundowanej na racjonalności określanej przez Tambiaha jako partycypacja, gdzie wiedza kulturowa wywodzi
się z podzielanego rozumienia, podszyta jest emocjami
i poczuciem solidarności, jej fortunność zaś zagwaranto­
wana jest performatywnością wypowiedzi i zachowań,
a uczestniczące w niej osoby stają się tym sposobem wy­
tworami świata i jego nierozdzielnymi częściami? Nie bę­
dzie chyba przesady w stwierdzeniu, że mamy tu także do
czynienia z postacią owej nierozróżnialności, którą Joan­
na Tokarska-Bakir interpretuje jako „unicestwienie zna­
ku jako znaku” - zlanie się w jedno rzeczy, reprezentacji
i pojęcia (Tokarska-Bakir 2000: 40).
Magiczną współobecność i nierozróżnialność wszyst­
kiego, co w świecie się znajduje, wskazuje również Maffesoli, zauważając, że w jego tribus nie obowiązują rozróż­
nienia na duszę i ciało, umysł i materię, wyobraźnię
i ekonomię, ideologię i produkcję itd., do których przy­
wykliśmy, podążając za takimi oto taksonomiami „re­
dukcjonizmu pozytywistycznego” (Maffesoli 1996: 14).
W wymiarze społecznym podkreśla się tutaj wspólnoto­
wy charakter uczestnictwa, podzielanie wartości i kon­
takt bezpośredni, znaczenie zachowań rytualnych i oby­

czaju, który autor rozumie w kategoriach syndromu ety­
ki i estetyki.7 Działania symboliczne odgrywają w tym
społecznym millieu rolę szczególną, a obyczaj jest w życiu
codziennym tym, czym rytuał w życiu religijnym - środ­
kiem łagodzenia, oswajania tajemniczych, wzbudzają­
cych obawę, a czasem grozę sił (Maffesoli 1996: 21).
Autor nie wprost potwierdza wyrażoną powyżej in­
tuicję o partycypacyjnym charakterze kosmologii tri­
bus, zauważając, że „wszystkie te rzeczy dowodzą istnie­
nia wrażliwości kolektywnej, która ma niewiele wspól­
nego z dominacją kategorii polityczno-ekonomicznych
nowoczesności. Wrażliwość ta nie jest już integralną
częścią finalistycznej, teleologicznie zorientowanej ra­
cjonalności (Zweckrationalität Webera), lecz doświad­
cza się jej raczej w czasie teraźniejszym - wpisaną
w określoną przestrzeń: hic et nunc (Maffesoli 1996:
23). Dalej jednak stwierdza, że znajdujemy tu wyrażo­
ną wprost lub nie wprost wizję organicznego powiąza­
nia rozmaitych elementów kosmosu, bliskiego ducho­
wi religijnemu i lokalizmowi terytorialnemu (Maffesoli
1996: 40), gdzie wszakże święty patron zastąpiony zo­
stał przez guru, rodzinna wioska przez dzielnicę wiel­
kiego miasta, a tajne stowarzyszenia przez kibiców pił­
karskich czy modne sekty. Dodać należałoby tutaj, że
nie zawsze w tym przypadku niezbędna jest obecność
jakiegoś guru, z którym możliwe jest obcowanie w kon­
takcie bezpośrednim (np. przywódcy grupy kibiców, li­
dera klasowego, przywódcy sekty itd.), albowiem
w skali kultury masowej - w skali społeczeństwa maso­
wego, a nie nowoplemienia - wskazuje się na wzrasta­
jącą rolę tzw. nowych pośredników kulturowych (Bo­
urdieu 1984), którzy służą za wyrocznię w sprawach
kultury codziennej i sposobów życia: dziennikarzy, me­
dialnie aktywnych intelektualistów, gwiazdy filmowe
itd. Element autorytetu, tak ważny w kulturach przednowoczesnych, nie znika zatem w naszych czasach,
przemieszcza się tylko - w tym drugim przypadku w sferę relacji zapośredniczonych zwykle przez media.
Owemu „plemiennemu rozdrobnieniu”, podważa­
jącemu wielkie narracje nowoczesności, sprzyjają od
początku media: stacje radiowe prezentują nurty mu­
zyki kojarzone z rozmaitymi subkulturami; telewizje
kablowe podważają telewizyjny mainstream wielkich
stacji, adresując swoje programy do mniejszych grup
odbiorców; prasa różnicuje się w swej ofercie ze wzglę­
du na płeć, wiek, zawód, zainteresowania itd. (zob. np.
Scott 1993: 259). Wszystko to wzmaga proces skupia­
nia się mediów na życiu codziennym, sięgania po ob­
razy codzienności kosztem wielkich dzieł tzw. kultury
wysokiej, a wraz z odrodzeniem oralności i wizualności
jako głównych mediów komunikowania (radio, tele­
wizja, internet w miejsce dawniejszego słowa druko­
wanego) wzmacnia to porządek bliski owej Gemein­
schaft, „kultury tradycyjnej” - jak ją wprost określa
Maffesoli (1996: 26). Co więcej, mamy oto do czynie­
nia z nowym wcieleniem starej postaci dyskursu pu­

137

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

blicznego w rozumieniu mitycznych lub mitycznopochodnych tekstów obecnych w przestrzeni kulturowej,
których opowiadanie, odtwarzanie, reaktualizowanie
służyło niegdyś podtrzymywaniu spójności kulturowej.
W miejsce dawniejszych historii o mitycznych zdarze­
niach i bohaterach kulturowych wkraczają z całą mo­
cą zdarzenia i bohaterowie współcześni, gdzie - jak za­
uważa Maffesoli - „wydarzenie o znaczeniu politycz­
nym lub całkiem zwyczajne, życie gwiazdy lub lokalne­
go guru, może przyjąć mityczne proporcje” (Maffesoli
1996). Ów mityczny wymiar - dodaje - przebiega jak­
by w poprzek całości życia społecznego.
Przypomina to cokolwiek Barthes’owskie pojęcie
„mityczności”, która ma być współczesnym wcieleniem
dawniejszych mitów-opowieści. Jak pisze francuski
„mitolog”, mit jest dziś „nieciągły, już nie ujawnia się
w wielkich opowieściach, lecz w samym ‘dyskursie’;
jest raczej frazeologią, zbiorem zdań (stereotypów); mit
zniknął, lecz pozostała - bardziej podstępna - mityczność” (Barthes 1985: 63). W świetle poczynionych
wcześniej ustaleń na temat racjonalności typu magicz­
nego, można by dodać do tej wypowiedzi jej parafrazę:
magia jest dziś nieciągła, już nie ujawnia się w konkret­
nych praktykach, lecz w samym „dyskursie”; jest raczej
retoryką, zbiorem zachowań (stereotypów); magia
zniknęła, lecz pozostała - bardziej podstępna - magiczność.8 Ta i inne cechy kultury współczesnej przywodzą
i Michela Maffesoli do konstatacji, że jesteśmy oto
świadkami ponownego „zaczarowania świata”.
Wprawdzie plemiona współczesne wyposażone zo­
stały w wyrafinowaną technikę, mają jednak w sobie
coś barbarzyńskiego i ożywiającego zarazem (Maffesoli
1996: 28). Maffesoli twierdzi, że inwazje barbarzyńców
miały w dziejach rozmaitych kultur charakter odnowicielski. Były to rewolty, które pociągały częstokroć zu­
pełne odwrócenie wcześniejszego porządku, czego nie­
wątpliwym przykładem są rewolucje doby nowożytnej.
Trzeba zatem zauważyć, że w rozumieniu antropolo­
gicznym konflikty takie stanowiły zawsze część wiecz­
notrwałego - wydaje się - motywu kulturowego: trans­
gresji, protestu, karnawałowego i liminalnego nadmia­
ru. To właśnie ludowa tradycja karnawałów i świąt - od
greckich bachanaliów przez polskie zapusty, po karna­
wał w Rio - dostarczała dawniej i dziś narzędzi symbo­
licznej inwersji i przekraczania przyjętych powszechnie
norm, ustanawiania owego opisanego przez Bachtina
„świata na opak”, wraz z groteskową wulgarnością,
przyjemnościami cielesnymi, nadmiernym jedzeniem
i piciem oraz promiskuityzmem seksualnym, dowarto­
ściowaniem - jak to określa Bachtin (1975) - „dołów
materialno-cielesnych”. Ta liminalność to cecha rytu­
ału, który wszak służy stanowieniu nowych jakości spo­
łeczno-kulturowych i - można bez przesady stwierdzić pełni funkcję kosmogoniczną, stwarzania nowego-starego lub nowego-nowego porządku. Typowym czasem
takiej świątecznej inwersji był czas przesileń astrono­

micznych. Typowym zaś miejscem był zawsze targ, na
którym spotykali się ludzie i rzeczy z różnych stron świa­
ta, choćby to był świat najbliższej okolicy, gdzie przyby­
wali rozmaici kuglarze, włóczędzy i dziady proszalne,
gdzie odbywał się handel i publiczne debaty, słowem było to miejsce o transgresyjnym charakterze.
Mike Featherstone zauważa, że miejscem takiej
świeckiej odświętności są dziś: centrum handlowe, ku­
rort, centrum rozrywki, park tematyczny, gdzie - jak
w restauracjach, pubach, dyskotekach - bywalec tych
miejsc, współczesny flâneur, oddać się może praktykom
„kontrolowanego braku kontroli” (zob. Featherstone
1991: 22-23). Wskazuje również wprost na trwanie ele­
mentów przednowoczesnej tradycji karnawałowej, choć
przemieszczonej w sferę mediów, reklamy czy centrów
handlowych. Do tych uwag dodajmy jeszcze fakt istnie­
nia szczególnych okresów, którym można ową karnawałowość, liminalność przypisać - w szczególności week­
end czy wakacje, z Veblenowską (1998) „konsumpcją
na pokaz” i ekspozycją Bachtinowskich „dołów materialno-cielesnych”. Najważniejsze bodaj jest jednak to,
że prześmiewczość, zmyślenia, pamflety, piosenki oraz
inne powszechne formy zabawy słowem, a nawet fana­
beria opinii publicznej dostarczają kryteriów oceny wła­
dzy (Maffesoli 1996: 51), składają się na ów „barbarzyń­
ski” wymiar tych treści kulturowych, które - jak by po­
wiedział Bachtin - przychodzą niejako z dołu.
Postawa taka wykracza wszak poza omawianą przez
Michela Maffesoli plemienność i fakt ten podkreślał już
Jurgen Habermas, wprowadzając rozróżnienie na system
i świat życia. W myśl tego kryterium, pierwszy to instru­
mentalne działanie po stronie systemu polityczno-admi­
nistracyjnego i ekonomicznego, który usiłuje zdomino­
wać i doprowadzić do rozkładu ten drugi - wyzwalający
potencjał świata życia codziennego (Habermas 1981; za:
Featherstone 1997: 56). Potencjał ten jest jednak narzę­
dziem dostępnym każdemu i wyrastającym z poczucia
wspólnoty, solidarności, podzielanego uczestnictwa
i wywodzi się z niewypowiedzianej wprost wiary w moc
działania i słowa, chciałoby się powiedzieć - magiczną
moc. Jest to sprzeciw wobec narzuconych wielkich pro­
jektów nowoczesności, państwa, zhomogenizowanego
społeczeństwa czy rynku ekonomicznego. Maffesoli
twierdzi wręcz, że są to akty konspiracji przeciw wielkim
opowieściom i instytucjom państwa, działania, które
przejawiają się również w postaci współczesnej maski:
sposobu ubierania się, tatuażu czy nawet fryzury, a które
umieszczają jednostkę w granicach oddziaływania tribus.
Jest to „partycypacja, w mistycznym znaczeniu tego sło­
wa, w większej całości” (Maffesoli 1996: 91), choć jest
to całość - jak wiemy - o skali mikrospołecznej, ograni­
czająca równocześnie wymiar podmiotowości.
Wszelako, nowoplemienność różni się od klasycz­
nej plemienności płynnością, rozproszeniem, nawet
okazjonalnością (Maffesoli 1996: 76), w sumie - moż­
na by ją niemal utożsamić z codziennością, niesforma-

138

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

lizowanym theatrum mundi. Badacz stwierdza w końcu,
iż cechy nowoplemienności wykazują również zbioro­
wości o skali masowej. Okazuje się mianowicie, że gra­
nica między grupami nowoplemiennymi a społeczeń­
stwem masowym jest płynna. To drugie również
uczestniczy - na przykład dzięki pośrednictwu mediów
- w rytuałach o masowej skali: imprezach sportowych,
zakupach, festynach, turystyce itd. (Maffesoli 1996:
98). W sumie mamy do czynienia ze swoistym nie­
ustannym ruchem wahadłowym między plemieniem
a społeczeństwem masowym,9 wymiennością masy-plemienia (Maffesoli 1996: 127), gdzie obie te postaci ży­
cia społecznego są wzajemnymi biegunami, pomiędzy
którymi przemieszczają się jednostki. Trzeba bowiem
pamiętać, że plemiona współczesne nie określają przy­
należności raz na zawsze. Można zresztą należeć do
nich częściowo lub tylko na zasadzie porównawczej
grupy odniesienia - fanów sportu, miłośników określo­
nej muzyki, użytkowników jakiejś jednej marki samo­
chodu (zob. znane powszechnie przypadki użytkowni­
ków Volkswagena Garbusa czy Forda Mustanga).
Do wspomnianego wcześniej pojęcia maski Maffesoli dorzuca jeszcze pojęcie rytuału, który stoi na straży
tożsamości grupy (Maffesoli 1996: 93), co prowadzi
w konsekwencji do rozwoju rozmaitych postaci identy­
fikacji symbolicznych. Wskazuje przy tym na jeszcze
jedną cechę kultury, która - wydaje się - składa się
również na racjonalność z porządku partycypacji i sta­
nowi o ontologicznej trwałości symbolizacji, mianowi­
cie - dionizyjskość. Istotnym atrybutem tej tradycji jest
- jak to określa - ex-stasis tej jakości, wyjście poza sie­
bie, co jest równocześnie elementem składowym proce­
su identyfikacji. Osoba identyfikuje się mianowicie
z tym a tym miejscem, totemem, kamieniem, ponieważ
łączą ją one z długim szeregiem przodków (Maffesoli
1996: 136). Rzecz jasna, w odniesieniu do współczesnej
kultury Zachodu nie chodzi o symboliczną identyfikację
znaną antropologii z klasycznych przypadków totemi­
zmu czy kultu przodków, lecz - twierdzi autor - o pew­
ne ekstatyczne formy zachowań związanych z muzyką,
seksem, sportem, konsumpcją itd. (tamże). Warto jed­
nak zauważyć, że z łatwością możemy znaleźć współcze­
sne analogie również z tymi pierwotnymi postaciami ex-tasis, na przykład ze swoistym kultem dziedziczonych
po przodkach przedmiotów, grobów idoli muzyki roz­
rywkowej czy miejsc narodowych tryumfów lub żałoby
- jak w przytoczonym wcześniej przykładzie Tambiaha.
Formuła Michela Maffesoli - „dialektyka masy-plemienia” - okazuje się pomocna w przedstawieniu kra­
jobrazu charakterystycznego dla współczesnej kultury.
Autor dokonuje bowiem w istocie rzeczy restytucji po­
jęcia globalnej wioski, zużytego cokolwiek w obiegu
potocznym i zubożonego przez żargon dziennikarski.
Twierdzi mianowicie, iż jesteśmy obecnie mieszkańca­
mi „mnogości wiosek”, które zachodzą na siebie, jak
również nawzajem się sobie przeciwstawiają. Ich tere­

nem nie są bynajmniej zapomniane rejony na peryfe­
riach, lecz same centra ludzkiego habitatu - wielkie
miasta. Stąd zastrzeżenie badacza, że posługuje się po­
jęciem wioski, podobnie zresztą jak plemienia, w zna­
czeniu metaforycznym, heurystycznym. Wprawdzie tu
i ówdzie można czasem wskazać rzeczywiste terytorium
takiej wioski (dzielnica, stadion, szkoła, centrum han­
dlowe itd.), chodzi jednak bardziej o terytorium sym­
boliczne, cosa mentale, które nie jest mniej realne od
tego przestrzennie określonego. W tym rozumieniu
owe symboliczne terytoria składają się - jak się zdarza
- z przestrzeni wirtualnego świata multimediów - za­
mieszkiwane przez plemiona internautów, kibiców
sportowych, fanów muzyki itd. (Maffesoli 1996: 139).
Nie przeszkadza temu przy tym fakt coraz bardziej roz­
powszechnionego życia samotnego, skoro potrzebę
wspólnoty zaspokoić można na przykład via internet,
która - czy to w postaci plemienia, czy społeczeństwa
masowego - daje wrażenie uczestnictwa, solidarności,
podzielania wartości i norm, motywacji i celów.
Ten rodzaj więzi to cecha zbiorowości pozostają­
cych zawsze w zasięgu zainteresowania klasycznej an­
tropologii: obcych i rodzimych „dzikich” - pozaeuro­
pejskich plemion i europejskich tzw. kultur ludowych.
Maffesoli nie waha się mówić tutaj o ponowoczesnym
powrocie „wartości archaicznych” (Maffesoli 1996:
148) - w jakże szerszym wymiarze niż uczyniła to przy­
wołana wcześniej Joanna Tokarska-Bakir. Pojęcie ar­
chaiczności wciąż okazuje się zatem interpretacyjnie
atrakcyjne, mimo jego wartościujących znaczeń; po­
dobnie zresztą jak pojęcia plemienia czy wioski.
Intuicje Michela Maffesoli znajdują uzupełnienie
w poglądach amerykańskiego badacza, Teda Polhemusa. Podobnie - w duchu Habermasa - kładzie on nacisk
na ową konspiracyjność nowoplemiennych i masowych
sposobów bycia w świecie - sprzeciw wobec dominują­
cego projektu nowoczesności. Już hipisi za nic mieli no­
woczesność z jej postępem, zmianą, ekspresją osobistą,
optymizmem, a głosili - odwrotnie - to, co przednowoczesne: przynależność, lojalność i tożsamość grupową.
Była to po części reakcja na dojmujący wpływ projektu
nowoczesności, wyrażająca się w potrzebie przynależno­
ści grupowej, klasowej, regionalnej, etnicznej, religijnej
czy nawet narodowej, które zostały podważone przez no­
woczesność z jej zmianą, sekularyzacją, ekspansją klasy
średniej, indywidualnym rozwojem (Polhemus 1996:
43). Jednak po erze subkultur przyszedł czas na - jak to
określa Polhemus - styletribes, plemiona stylowe czy ryn­
kowe, które - jak u Michela Maffesoli - mogą doskona­
le funkcjonować w sieciach globalnej wioski - bez ko­
nieczności kontaktu bezpośredniego ich członków (Po­
lhemus 1996: 40). Albowiem zjawisko - które określa
badacz jako consumer-based styletribing (plemienność
oparta na stylu konsumpcyjnym) (Polhemus 1996: 45)
- rozwija się dzięki przemożnej kulturotwórczej roli me­
diów, umożliwiających członkostwo w danym plemieniu

139

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

rynkowym poprzez praktykowanie określonego stylu ży­
cia - hiphopowca czy nauczyciela akademickiego - sty­
lu, który dostarcza repertuar strojów, sposobów spędza­
nia wolnego czasu, rodzajów lektury, diety itd.
Wszelako ta dynamika stylowo-plemienna to zja­
wisko charakterystyczne w szczególności dla środo­
wisk młodzieży, czego - ponownie - przykłady wska­
zać może w swym repertuarze badań klasyczna antro­
pologia. Okres adolescencji i wczesnej dojrzałości to
przejście od dzieciństwa do dorosłości, które zawsze
obwarowane było nie tylko stosownymi rytuałami ini­
cjacji, lecz czasem nawet przynależnością do odrębnej
sformalizowanej grupy. Obecnie jednak w miejsce sta­
rych stylów subkulturowych (hipisi, punki, modsi itd.)
powstają nowe (hardcore, techno, cyberpunk itd.),
choć stare bywają odnawiane, mieszane z innymi,
przekształcane, tworząc podstawę nowych mikrostylów - jak powiada Polhemus (1996: 48). Dodać przy
tym należy, że nowe style funkcjonują czasem tylko
w formie cząstkowej i rozproszonej - o ile dawniej by­
ła muzyka hipisów i byli hipisi, dziś jest muzyka tech­
no, lecz nie ma „technos” (Polhemus 1996: 50).
Innym terminem opisującym rozważane tu zjawiska
kultury współczesnej, a znajdujące pewne analogie
w ustaleniach klasycznej antropologii na temat przednowoczesności, świata sprzed odczarowania, posługuje
się brytyjski badacz John Urry. Otóż - według niego reakcją na homogenizujący projekt nowoczesności są
tzw. nowe wspólnoty, które w szczególności różnią się
od tych tradycyjnych swobodą wyboru i członkostwa
(Urry 1995: 220). Zalicza do nich wspólnoty mieszka­
niowe, organizacje fanów, komuny, organizacje kobie­
ce, działkowiczów,10 wędkarzy, miłośników gier fabu­
larnych, grupy ekologiczne, sekty religijne itd. Wraz ze
Scottem Lashem w innym miejscu określa je jako „posttradycyjne Gemeinschaften”, które różni od dawniej­
szych wspólnot nie tylko możliwość względnie swobod­
nego wyboru przynależności do danej wspólnoty, lecz
często członkostwo w wielu z nich; słowem - ludzie nie
rodzą się w tych wspólnotach, lecz do nich wstępują na
jakimś etapie życia (Lash, Urry 1994: 50).
Jakkolwiek te najświeższego chowu układy społecz­
ne byśmy nazwali, ważne jest również to, że ta plemienność, wspólnotowość łączy się nierozdzielnie ze zjawi­
skami, które myśl nowoczesna przypisuje dziedzinie
wyodrębnionej ekonomii, a której należy poświęcić tu­
taj chwilę uwagi. W końcu tradycja antropologii każe
uwzględnić również i ten - sztucznie cokolwiek wyab­
strahowany przez myśl nowoczesną - dział kultury.
Otóż, mamy - po pierwsze, jak wspomniano - do
czynienia z postępującym rozdrobnieniem stylów, wize­
runków, mód, co w pewnym stopniu wiąże się z segmen­
tacją rynku ekonomicznego - zarówno po stronie kon­
sumpcji, jak i produkcji. W pierwszym przypadku chodzi
o niszowy charakter konsumpcji, która nie dotyczy już
niegdysiejszego everymana, typowego wytworu boomu

ekonomicznego lat 50., który w myśl Keynesowskich
koncepcji społeczno-ekonomicznych miał dzielić ten
sam styl życia z pozostałymi członkami społeczeństwa,
lecz o owych wędkarzy, miłośników kolarstwa górskiego,
fanów Iron Maiden, nauczycieli akademickich, wegetarian itd. W drugim przypadku chodzi o tzw. kultury or­
ganizacyjne, zespół swoistych dla danej organizacji (fir­
my, biura projektowego, uczelni, sieci handlowej, insty­
tucji kulturalnej itd.) praktyk, wartości, celów, obycza­
jów, symboli itd., którymi te organizacje się cechują.
W szczególności w tym drugim przypadku mamy do
czynienia z dobrym przykładem powrotu pierwotnego
znaczenia ekonomii - w równym stopniu pełniącej
funkcje społeczne, ideowe, symboliczne itd., co gospo­
darcze. To tutaj merkantylne cele bywają zastępowane
wartościami formułowanymi na przykład w postaci mi­
sji firmy, gdzie pracownik nie jest jedynie funkcjonariu­
szem, lecz raczej przypomina odgrywającego określoną
rolę społeczną członka Cooleyowskiej grupy pierwotnej.
Przykład pochodzi od sposobów organizacji i funkcjo­
nowania firm japońskich, formuły podobne zadomawia­
ją się jednak w organizacjach o rozmaitym profilu
i funkcjonujących w różnym otoczeniu etnicznym czy
narodowym. Ważne jest wszakże to, iż oprócz rachunku
ekonomicznego, jak w przypadku firm biznesowych, or­
ganizacja przykłada wagę również do więzi między pra­
cownikami czy ich spraw osobistych, kwestii lojalności
czy stosunku wobec wyznaczonych wartości, a w nie­
których przypadkach pracuje się nad stworzeniem wize­
runku typowego pracownika firmy - Mr. Company który ma być syntezą panującej w firmie atmosfery (zob.
np. Zbiegień-Maciąg 1999: 44). Co więcej, tworzą się
zbiory charakterystycznych symboli (architektura, wy­
posażenie biur, ubiór itd.), rytuały (witania się, przyj­
mowania do pracy, spędzania przerw w pracy itd.), war­
tości (wykształcenie, morale, firma jako rodzina itd.),
a nawet mity - które Lidia Zbiegień-Maciąg określa ja­
ko anegdoty, opowieści o firmie - mające przy tym cha­
rakter socjalizujący (Zbiegień-Maciąg: 44-50).
Są to - ogólnie rzecz ujmując - cechy ekonomii, któ­
rą Pierre Bourdieu określa jako archaiczną (znów mamy
przypadek terminologii z repertuaru dawniejszej antro­
pologii), ekonomii społeczeństw przednowoczesnych,
które posiadają ją „w sobie”, a nie „dla siebie” (Bourdieu
1993: 171). Można by sparafrazować określenie Cooleya
i stwierdzić, że ekonomia pełni tutaj nie funkcję, lecz ro­
lę i dotyczyłoby to nie tylko samej firmy, lecz także po
części jej otoczenia w zakresie jej wpływów nie tylko biz­
nesowych, lecz także kulturowych, jak na przykład two­
rzenia określonego stylu życia związanego z marką (zob.
np. swoistą walkę na style producentów strojów sporto­
wych, kosmetyków itd. - Adidas i Nike - grupującą
również użytkowników produktów tych firm). Owa eks­
pansja w rejony pozaekonomiczne jest przypadkiem zja­
wiska, o którym Bourdieu powiada, że działalność eko­
nomiczna pozbawiona jest możliwości eksplicytnego

140

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

określenia swych własnych granic, na które jest nakiero­
wana, co skutkuje zwiększającym się naciskiem na
aspekt symboliczny działań i stosunków produkcji,
a więc - innymi słowy - traktowania ekonomii nie tylko
w kategoriach kalkulacji, konkurencji, produkcji itd.
(Bourdieu 1993: 171-72). Nic zatem dziwnego, że poję­
cia kultury organizacyjnej czy marketingu kulturowego
stają się niezbędnymi elementami analiz rynkowych, bo
wyrażają ogólną tendencję wzrostu znaczenia czynników
pozaekonomicznych w samej ekonomii.
Wydaje się, że mamy tutaj do czynienia ze swoistym
nawrotem (kulturowego) koła dziejów do stanu sprzed
nowoczesności i dotyczy to także skali makroekono­
micznej. Antropologom znane jest mianowicie dosko­
nale zjawisko pierwotnej wymiany dóbr, jak choćby
w przypadku bodaj najlepiej zbadanym, trobriandzkiej
kula, opisanej przez Malinowskiego (Malinowski
1981), a później zreinterpretowanej przez Maussa (Ma­
uss 1973). Odbywała się ona wraz z opowiadaniem mi­
tycznych historii, utrwalaniem starych więzi społecz­
nych i zadzierzganiem nowych, praktykami religijnymi
i rytuałami społecznymi. Było to zjawisko całościowe,
jak określa je Mauss, którego rozpatrywanie w katego­
riach kredytu, kupna czy sprzedaży, jedynie w aspekcie
ekonomicznym, byłoby scjentocentrycznym - jak by to
określił Buchowski - europejskim nadużyciem. Nie­
mniej ekonomiczny aspekt był w owej wymianie obec­
ny, jak w wielu innych poprzez wieki ludzkiej kultury,
stanowił jednak integralną część pewnej nierozróżnialnej w praktyce kulturowej, syntetycznej całości.
Nie jest to przypadek jedyny takiego ekonomicznego
- by posłużyć się określeniem Maussa - całościowego
faktu społecznego, znany historykom gospodarczym
i antropologom. Arjun Appadurai zalicza do tej klasy oprócz kula - także potlacz, środkowoazjatycką buzkashi
czy nawet zachodnie formy sprzedaży terminowej.
W tym ostatnim przypadku pierwowzorem byłaby - we­
dług Appadurai - XIX-wieczna amerykańska giełda zbo­
żowa, którą łączy z poprzednimi przypadkami pewien
wspólny mianownik określany tutaj jako „gra” („gospo­
darka gry”) (Appadurai 1986: 50). Otóż we wszystkich
tych przypadkach - jak również w przypadku współcze­
snej ekonomii liberalnej Zachodu, której istotą jest kon­
kurencja - mamy do czynienia z projektowaną grą roz­
maitych zmiennych, nie tylko ściśle ekonomicznych,
lecz także kulturowych. Appadurai tę wewnątrzekonomiczną dynamikę określa jako mitologię obrotu, mając
na uwadze nie tylko obrót kapitałowy, który jest tylko
jednym z wielu zmiennych owej mitologii:
„Mitologia obrotu, która leży u podstaw rynku to­
warowego (jak również giełdy), to mitologia pogłoski
pomieszana z innymi bardziej wiarygodnymi informa­
cjami: na temat rezerw towarowych, przepisów rządo­
wych, tendencji okresowych, wyborów konsumenc­
kich, relacji pomiędzy poszczególnymi rynkami (włącza­
jąc zasłyszane zamierzenia i motywacje innych graczy

rynkowych) itd. (...) Strukturalną podstawą tej mitolo­
gii obrotu towarowego jest niekończąca się gra z fluktu­
acjami cenowymi, poszukiwanie formuły, która wyczer­
pałaby niewyczerpalny w istocie zbiór zmiennych, które
określają ceny, co w odniesieniu do towarów ma cha­
rakter czysto informacyjny i semiotyczny, całkowicie od­
dzielony od konsumpcji. Irracjonalna potrzeba kontroli
rynku poprzez produkt, sprzeczne ze zdrowym rozsąd­
kiem poszukiwanie magicznych formuł, które pozwoli­
łyby przewidzieć zmiany cen, kontrolowana zbiorowa
histeria, wszystko to jest wynikiem całkowitego prze­
kształcenia towarów w znaki, które są same w sobie
zdolne do wytworzenia zysku, jeśli tylko poddane zosta­
ną odpowiedniej manipulacji” (Appadurai, 1986: 51).
Nic zatem dziwnego, że to znaki produktu zastępują
jego samego, czego najlepszym przykładem jest reklama
te znaki wytwarzająca. Już nie określone buty, samo­
chody, szkoły, partie itd. są ważne, ale reprezentujące je
marki, naznaczone określonym wartościowaniem,
wciągające w konsekwencji w określony styl życia,
z którym wiążą się inni ludzie, określone miejsca, czasy,
itd. Nawet pieniądz, ów synonim kalkulacji ekonomicz­
nej, zastąpiony zostaje kawałkiem kolorowego, równo
przyciętego plastiku. Warto zatem zwrócić uwagę na
istotny „genealogiczny” fakt, że reklamy były pierwotnie
czytane w publicznych miejscach, jak gospody czy ka­
wiarnie, a - jak zauważa Linda Scott - „dla większości
ludzi handel i widowisko były przez długi czas równie
obecne jak poezja i filozofia” (Scott 1993: 261).
Ogólnie rzecz ujmując, nie sposób wręcz wypowia­
dać się na tematy dotyczące współczesnej ekonomii bez
uwzględnienia jej aspektu kulturowego, bez uwzględnie­
nia jej wielofunkcyjności. Co więcej jednak, mimocho­
dem niejako pojawia się przy tej okazji argument podno­
szony coraz częściej, odnoszący się do wspomnianego
dualistycznego postrzegania ludzkich kultur, sposobów
życia, tym razem w aspekcie działalności ekonomicznej.
Zauważa się mianowicie, że zbyt często podkreślano nieekonomiczność gospodarek „pierwotnych”, niezachodnich, kalkulacyjność natomiast gospodarek zachodnich
(zob. np. Appadurai 1986: 12). Podobnie jak w przypad­
ku racjonalności, gdzie należy mówić o pewnym continu­
um magiczności-naukowości, partycypacji-przyczynowości itd., z czym wiąże się stopień syntetyczności, nierozróżnialności - w myśl terminologii Tokarskiej-Bakir określonych praktyk, podobnie i tutaj stopień uwikłania
ekonomii - w rozumieniu rachunku zysków i strat
w działalności gospodarczej - w kontekst kulturowy po­
rządku pozagospodarczego będzie zmienny. Ważne
wszakże jest to, że niewolne od takiego wpływu są nawet
takie wizytówki współczesnej gospodarki, jak wielkie
giełdy światowe czy korporacje międzynarodowe, które
zresztą zatrudniają antropologów dla lepszego rozpozna­
nia rynków czy odpowiedniego niszowego sprofilowania
produktu, również pod względem potrzeb z pozoru dru­
gorzędnych, jak na przykład estetyka - dajmy na to - sa­

141

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

mochodu, jego „wizerunek”, grupa docelowa, do której
jest adresowany itd., słowem - ów semiotyczny wymiar,
na który wskazywał Appadurai.11
Mike Featherstone, sięgając do badań klasyków tej
problematyki (np. Douglas i Isherwood (1980), Bour­
dieu (1984)), uogólnia ten mechanizm w odniesieniu
do dóbr konsumpcyjnych współczesnego Zachodu,
wskazując, że posiadają one symbolikę dwojakiego ro­
dzaju: tę bardziej oczywistą, symbolikę designu czy
kampanii reklamowej, lecz także symbolikę o dużo
starszej genezie - symbolikę różnicowania stylów ży­
cia, a więc także społeczno-kulturowych podziałów na klasę, wiek, zawód, płeć itd.
W tym drugim przypadku, bardziej interesującym
badacza kultury, można wskazać trzy główne funkcje
owej symbolizacji. Po pierwsze, zyskiwanie prestiżu po­
przez wysoką wartość wymienną przedmiotów, jak by­
ło to w udziale dawniejszej arystokracji, która - by
utrzymać swą pozycję polityczną - musiała żyć na od­
powiednim poziomie zamożności (dziś można by to
odnieść do ludzi biznesu, polityki, mass mediów czy
nawet zwykłego keep up with the Johnses w relacjach są­
siedzkich); dzięki temu towary (domy, samochody,
stroje itd.) zyskują wartość symboliczną. Po drugie,
gdy dobra stają się „bezcenne”, jak choćby w przypad­
ku prezentów lub przedmiotów dziedziczonych, które
stają się inkarnacją stosunków z bliskimi, niewycenialnych w kategoriach wartości wymiennej. Wreszcie do­
bra nabywane ze względu na ich szczególną wartość
symboliczną, często rytualną, jak motocykle Harley-Davidson młodych mężczyzn identyfikujących się ze
stylem życia rockersów, limuzyny obiecujących
lub/i ambitnych biznesmenów czy... służba nowobo­
gackich (por. Featherstone 1991: 16). Dobra te okre­
śla się czasem terminem dóbr pozycyjnych, czyli wy­
znaczających miejsce zajmowane w hierarchii społecz­
nej, niekiedy także w strukturze własnej grupy (Hirsch
1976). Czy jest to obrazek bardzo odległy od znanych
antropologom opisów prestiżu i pozycji społecznej za­
leżnych od ilości posiadanych niewolników czy ziemi?
Skoro syntetyzującą racjonalność typu magicznego
można odnieść do sfery ekonomii, dziedziny niekojarzącej się na ogół z jakąkolwiek magicznością, warto zwrócić
uwagę na jeszcze jedną rzecz, która wywodzi się wprost
z nauki klasyków antropologii. Gdy mowa o współczesnej
kulturze konsumpcyjnej, wskazuje się często na analogię
niektórych jej cech ze wspomnianym wcześniej potlaczem, rytualnym rozdawnictwem lub nawet niszczeniem
dóbr materialnych, praktykowanym swego czasu przez
Indian północno-zachodniego wybrzeża Ameryki Pół­
nocnej. Wprawdzie analogia taka rozumiana jest zwykle
jedynie przenośnie - nadmierna konsumpcja społe­
czeństw współczesnego Zachodu jawi się jako bezcelowe
marnotrawstwo, podobnie jak ów potlacz (zob. np. Bau­
drillard 1998). Chodzi jednak o to, że i potlacz - bez
względu na interpretację, którą byśmy przyjęli12 - jest

również zjawiskiem monokulturowym i wielofunkcyj­
nym, co Marcel Mauss, bodaj najbardziej wnikliwy ba­
dacz tego fenomenu przedstawił następująco:
„Wszystko się łączy i stapia; rzeczy mają osobo­
wość, a osobowości są niejako trwałymi rzeczami kla­
nu. Tytuły, talizmany, wyroby z miedzi i duchy wo­
dzów są homonimiczne i synonimiczne, mają tę samą
naturę i funkcję. Krążenie darów towarzyszy krążeniu
mężczyzn, kobiet i dzieci, festynów, obrzędów, uroczy­
stości i tańców, a nawet żartów i obelg. Jest to w isto­
cie jedno zjawisko” (Mauss 1973: 276).
W tym rozumieniu, takim „jednym zjawiskiem” jawi
się również i współczesna wymiana-handel - kultura
konsumpcyjna, w której rachunek ekonomiczny, war­
tość użytkowa czy wymienna towaru itd. są równie waż­
ne, jak marka, a więc wizerunek, a więc styl życia,
a więc stosunki z innymi, pozycja społeczna, prestiż itd.,
słowem - równie ważne jak jego wartość symboliczna.
Tak rozumiana wartość symboliczna zawierać musi
element rytuału w ściśle antropologicznym rozumieniu
tego pojęcia, co wynika z genetycznej wspólnoty sym­
bolu i rytuału, zakorzenionej w syntetycznej racjonal­
ności typu magicznego. Język potoczny zna mianowicie
określenie „rytualnej konsumpcji”, kryje się jednak za
nim pewna głębsza treść. Michel Maffesoli wiąże mia­
nowicie konsumpcję na pokaz z rytuałami orgiastycznymi, które - dawniej i współcześnie - łączą się nade
wszystko z ciałem: wspólne celebrowanie picia, jedze­
nia, tańca, muzyki, sportu itd. Zachowania te stają się
spoiwem w relacjach międzyludzkich i są wyrazem po­
trzeby więzi w życiu codziennym (Maffesoli 1997: 31).
Wydaje się przy tym, że praktyki takie miały miejsce
zawsze, że prometejska droga racjonalizacji i Weberowskie odczarowanie świata nie usunęły na dobre dionizyjskiej widowiskowości i wspólnotowości. Ta dwoistość
sposobów życia wykazuje również pewną czasoprze­
strzenną waloryzację: wytężona samorealizacja jedno­
stek w ciągu tygodnia pracy, jednostek nawzajem rywa­
lizujących i przemierzających wytyczone szlaki w poje­
dynkę - tu panuje Prometeusz; weekend zaś - na przy­
kład - to czas Dionizosa, czas wspólnego biesiadowania,
zabawy, często współczesnych rytuałów inicjacji mło­
dzieży, wprzęgających alkohol czy narkotyki (odpowied­
niki dawniejszych halucynogenów) w obecny w każdym
społeczeństwie rytm przekraczania progów wiekowych.
Z kolei podobna waloryzacja przestrzeni każe - odpo­
wiednio - cechę prometejskości przypisać na przykład
miejscu pracy czy nauki, dionizyjskości - miejscu spę­
dzania urlopu, zawodów sportowych, mityngów poli­
tycznych, koncertów muzycznych, świąt lokalnych, ro­
dzinnych, narodowych, a także miejsc konsumpcji.
Niewątpliwe jest - twierdzi Maffesoli - że owa dionizyjska warstwa naszego sposobu życia, świata sprzed
odczarowania - jak by chciał Weber, czy świata party­
cypacji - jak by chciał Tambiah, to wyraz przeciwsta­
wienia się duchowi powagi, indywidualizmu, produk-

142

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

tywizmu - tak typowemu dla nowoczesności - nawrót
logiki plemienności, która możliwa jest pośród jedno­
stek połączonych wspólnotą, nawet jeśli będzie to
wspólnota globalnego społeczeństwa masowego. Fran­
cuski socjolog podejrzewa nawet, że mamy być może
do czynienia z usprawiedliwionym odwetem wartości
Południa na tych przynależnych Północy. To z Połu­
dnia wywodzą się takie kulty jak menadyzm, tarantyzm, różne formy bachanaliów, które służyły nie tylko
cementowaniu wspólnoty, lecz również terapii grupo­
wej. Znów, rozmaite formy grupowego uczestnictwa
w życiu zbiorowym - od grup samopomocowych, po­
przez sekty religijne po koncerty rockowe - to współ­
czesne postaci tamtych kultów (Maffesoli 1997: 34).
Konsumpcja wszakże to nie tylko (i nie tyle) - jak
widać z powyższego - sprawa ekonomii, lecz całego
kontekstu kulturowego, w tym - jednostkowego uczest­
nictwa we wszelkich praktykach kulturowych, z czym
wiążą się sposoby komunikowania i ekspresji. Temu po­
święcimy teraz chwilę uwagi.
Można bez obawy stwierdzić, że w przytoczonych
przykładach mamy do czynienia z całościowymi - jak
by powiedział Mauss - formami praktyk kulturowych.
Owej całościowości sprzyja również postępująca zmia­
na sposobów ekspresji dających się zaobserwować
w publicznej przestrzeni komunikowania. Walter Ong
wykazuje w swym znanym dziele znaczenie historycz­
nego momentu zastąpienia pismem oralnych form ko­
munikowania. Otóż, wraz ze zwiększaniem się znacze­
nia czytania, zwłaszcza w samotności, zmniejsza się ro­
la słuchania, obecności fizycznej, kontekstu czy gestu
- w ich wzajemnym uwikłaniu i swoistej syntezie. Co
więcej, zmniejsza się rola zbiorowości, która stanowiła
nieodłączny komponent przekazu przednowoczesnego
komunikowania się, zwiększa natomiast rola jednostki
oraz procesu kształtowania samoświadomości kosztem
świadomości zbiorowej (Ong 1982). Tymczasem
obecnie mamy do czynienia z procesem odwrotnym,
a przynajmniej jego współobecnością - przesunięciem
od pisma i czytania, typowych dla okresu nowoczesno­
ści, w kierunku oralności i przedstawień ikonicznych.
Te natomiast formy ekspresji sprzyjają sięganiu po es­
tetykę syntezy, w której głos, pismo, kontekst społecz­
ny nawzajem się uzasadniają, domagają się uchwyce­
nia ich znaczenia w inherentnej całościowości.
N a przykład: reklama, zawierająca w sobie element
marketingu; koncert rockowy, który jest równocze­
snym przeżyciem wspólnotowym i widowiskiem te­
atralnym; reality-show - rodzaj współczesnego wieco­
wania via media; centrum handlowe - współczesny
plac targowy, który jest również miejscem rozrywki,
spotkań, spędzania wolnego czasu itd., przestają być
uchwytne w kategoriach nowoczesnych podziałów na
estetykę i funkcję. Ekonomia splata się tu z życiem
społecznym, edukacją kulturową i niegdysiejszymi es­
tetykami obrazu, dźwięku, słowa. Stąd wrażenie cha­

osu, tymczasem wydaje się, że jest to jednak bardzo
zwarta synteza kulturowa, bliska tym przednowoczesnym, niedająca się wszakże ująć w kategoriach wyłą­
czających się funkcji, albowiem ich kontekstowość
stanowi o ich kulturowej racji bytu i znaczeniu.
W szczególności mass media wykazują taką cechę:
nie są ani literackie, ani oralne, choć są tym równocze­
śnie i jeszcze czymś więcej - zauważa Linda Scott
(1993: 271). Dźwięki, obrazy i słowa, którymi media się
posługują, podlegają pewnej wspólnej nierozróżnialnej
gramatyce. Po pierwsze, następuje zerwanie z linearnością tekstu, co oznacza równoczesność odbioru dźwię­
ków, słów, obrazów, gestów - jak na przykład w przy­
padku wideoklipu. Estetyka ta sprawia wrażenie fragmentacji i chaosu, jeśli byśmy chcieli pojęcia całościowości czy uporządkowania zdefiniować w kategoriach
linearności. Po drugie, media rzucają wyzwanie podzia­
łom estetycznym z porządku nowoczesności - na muzy­
kę, literaturę, plastykę. Szczególnie w mediach popular­
nych, będących jednym z pasów transmisyjnych co­
dzienności, granice pomiędzy tymi działami ulegają za­
tarciu - wizualne miesza się z muzycznym i werbalnym.
Myli się więc Scott Lash, gdy przeciwstawia - na
przykład - modernistyczne kino narracji postmoderni­
stycznemu kinu spektaklu (Lash 1998: 493). N a ogół
i w tym drugim przypadku ma miejsce narracja, tyle że
skondensowana, domagająca się dekonstrukcji. Taka
narracja - w myśl koncepcji Paula Ricoeura - może
przyjąć postać symbolu, jak można to wskazać w przy­
padku mitu, który jest - w istocie - rodzajem symbolu
„w formie opowieści artykułującej się w czasie i w prze­
strzeni, które nie dadzą się przyporządkować czasom
i przestrzeniom znanym z historii i geografii wedle wy­
mogów metody krytycznej; na przykład ‘wygnanie’ jest
pierwotnym symbolem ludzkiego wyobcowania, lecz
historia wypędzenia Adama i Ewy z Raju jest mityczną
opowieścią drugiego stopnia, wprowadzającą osoby,
czas, miejsce, bajeczne epizody” (Ricoeur 1985: 65).
Równie mityczną opowieścią wydaje się zatem narracja
westernu, romansu filmowego czy filmu akcji, czasem
znacznie zredukowana, a w reklamie - częsta narracja
bajkowa („bajeczna” - jak by powiedział Ricoeur) by­
wa zwyczajnym sloganem (zob. np. Baranski 2001: 93).
Tymczasem, dotychczasowa teoria i krytyka nie posia­
dają narzędzi uchwycenia takich zsyntetyzowanych
form, co więcej - wykazują nawet pewną niechęć wo­
bec nich. Prowadzi to w konsekwencji do elitarystycznego nastawienia wobec tzw. kultury popularnej, czy
odbiegających od kanonu narracyjności dzieł tzw. kul­
tury wysokiej. Prowadzi to dalej do - wspomnianego
wcześniej - konfliktu pomiędzy elitami i masami, choć
wydaje się on coraz bardziej zanikać, zacierając to roz­
różnienie. W sumie jednak i w tym wymiarze mamy
chyba do czynienia ze wzrostem cech owej plemienności: „zamianą kultury wizualnej słowa drukowanego na
‘totalną’ kulturę techniki elektronicznej; możemy mó­

143

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

wić o powrocie do oralnej, plemiennej kultury” (Has­
san 1987: 20; cyt. za: Scott 1993: 272).
Świat nowoplemion, tych o skali subkulturowej, jak
również tych o skali masowej, nie ma już wzorów kul­
turowych, które klasycy amerykańskiej antropologii
odnosili do dawniejszych plemion i narodów. W świecie nowoplemion dominują mianowicie style życia. Po­
jęcie to rozumiane jako zbiór gustów, zapatrywań, rze­
czy, sposobów zachowania charakterystycznych dla
grup, lecz także jednostek, jest na tyle szerokie, że wy­
czerpuje również znamiona rozważanego tutaj synkretyzmu kulturowego ufundowanego przez racjonalność
typu magicznego, racjonalność partycypacji. Pojęcie to
pojawiło się wraz z innym - pojęciem kultury kon­
sumpcyjnej i z nią jest na ogół kojarzone. Tę natomiast
wyróżnia nabywanie dóbr materialnych, które stają się
głównym ośrodkiem zainteresowania badaczy stylów
życia, idących w ślad klasycznych tez Veblena na temat
„konsumpcji na pokaz”. Okazuje się jednak, że dobra
te nie mają jedynie wartości wymiennej i instrumental­
nej, jak ów strój w przypadku mody, lecz są wehikuła­
mi znaczeń i kryjących się za nimi ideałów dotyczących
tego, jak żyć. Wszelako styl życia to nie tylko moda,
ponieważ - jak zauważa Mike Featherstone - „jednost­
ka posługując się kulturą konsumpcyjną ma świado­
mość tego, że mówi nie tylko za pomocą swojego stro­
ju, lecz swojego domu, mebli, ozdób, samochodu oraz
innych form, które mają zostać odczytane i sklasyfiko­
wane w kategoriach obecności lub nieobecności gustu”
(Featherstone 1991: 86). W każdym razie te dwa wy­
miary - instrumentalny i ekspresyjny - należy trakto­
wać łącznie, albowiem pozostają one w stanie swoiste­
go balansu, który podtrzymuje kultura konsumpcyjna.
Balans ów wykazuje przy tym cechy syntezy tych
dwóch (lub więcej) funkcji, tak charakterystycznej
wszak dla racjonalności typu magicznego.
Przy okazji uwag na temat stylu życia warto zauważyć
również wspomniany już fakt, dosyć powszechnie pod­
noszony przez teoretyków współczesnych społeczeństw
Zachodu, mianowicie zacierania podziałów na kulturę
wysoką-niską, elitarną-popularną itd. Co więcej, zani­
kać zdaje się również podział pomiędzy potocznym rozu­
mieniem kultury w znaczeniu sztuki, wykształcenia, oby­
cia itd. a rozumieniem antropologicznym - jako sposobu
życia (Featherstone 1991: 95). Z jednej strony pozwoli­
ło to na przykład Pierre’owi Bourdieu zastosować kate­
gorię stylu życia do analiz kultury w ramach tradycyj­
nych podziałów na klasy społeczne czy środowiska zawo­
dowe, gdzie uwaga badacza skupiona była zarówno na
praktykach tzw. kultury wysokiej (muzea, koncerty, lite­
ratura itd.), jak i kultury w antropologicznym ujęciu
(pożywienie, ubrania, samochody, prasa, hobby, czas
wolny itd.) (Bourdieu 1984). Z drugiej, zanikanie wspo­
mnianego podziału umożliwiło dalsze przesunięcie uwa­
gi z tak rozumianej kategorii stylu życia, czyli względnie
trwałego zbioru dyspozycji, gustów, praktyk, które od­

dzielają od siebie poszczególne grupy, w kierunku styli­
zacji życia, w której koherencja i zamkniętość stylów
grupowych zastąpiona zostaje jednostkowym poszuki­
waniem określonych wizerunków i form ekspresji.
Jest i następna logiczna konsekwencja zarówno
wspomnianego mechanizmu zacierania się tego, co
określane dawniej jako wysokie w kulturze, z tym, co
w niej popularne, jak również przesunięcia w kierun­
ku działań sprawczych jednostek. Mianowicie owa sty­
lizacja życia prowadzi w konsekwencji do pewnej
„sztuki życia”, nowego sposobu życia, w którym „dan­
dysi najnowszej i bardziej demokratycznej cyganerii
przemierzają drogi przebyte już przez sztukę awangar­
dową, przekraczając granicę między muzeum i kulturą
masową - przenoszą grę z galerii sztuki na modne pa­
saże uliczne” (Del Sapio 1988: 206-7; cyt. za: Feather­
stone 1991: 101). Do tej grupy, przekraczającej grani­
ce między sztuką a codziennością, zalicza się - znów głównie młodzież (choć tendencja ta nie omija innych
grup wieku) - spadkobierców tradycyjnych subkultur,
trwających już nie w postaci jednoznacznie określo­
nych struktur symbolicznych, lecz jakby ideowego
i symbolicznego zasobnika jedynie dla nowych, kola­
żowych form - zarazem - indywidualności, plemienności i masowości (por. np. Muggleton 2004).
Jest to zresztą jedna tylko ze stron medalu: podej­
ście do życia jak do sztuki, spuścizna po ruchu zwanym
estetyzmem, który wyrażał przecież pewne istotne ten­
dencje ogólnokulturowe - w antropologicznym zna­
czeniu tego pojęcia. Drugą będzie pojmowanie sztuki
jako życia, co zwłaszcza znalazło początek w sztuce
amerykańskiej u tzw. action painters, „malarzy działają­
cych”, jak Jackson Pollock czy Willem de Koonig.
Krytyk tego nurtu w sztuce, Harold Rosenberg, już
w latach 50. XX wieku zauważył, że:
„Malarzom amerykańskim, jednemu po drugim,
płótno zaczyna jawić się raczej jako arena działania,
niż jako przestrzeń, w której mieliby reprodukować,
analizować, odtwarzać czy ‘wyrażać’ rzeczywisty lub
wyimaginowany przedmiot. Płótno ma przedstawiać
zdarzenie, a nie obraz. [...] Temu też podporządkowa­
na została estetyka. Zapomnieć można o formie, kolo­
rze, kompozycji, rysunku. Liczy się zawsze to, co obja­
wia akt” (Bell 1998: 160).
Warto więc zauważyć, że proces ten wciąż ma
miejsce, że kolejne pokolenia twórców (konceptu­
alizm, popart, informel itd.) po obu stronach Atlanty­
ku, i nie tylko, konsekwentnie rozwijają ten projekt
„sztuki jako życia”. Fakt ten o tyle ma znaczenie
w świetle zainteresowań antropologii, że znajdujemy
tu analogie z tradycyjną sztuką przednowoczesną, od
sztuki średniowiecznej (jak katedra gotycka w ujęciu
Panofsky’ego, ówczesna biblia pauperum), po sztukę lu­
dową XX wieku. W każdym przypadku chodzi o silne
zespolenie sztuki z całością sposobu życia - religią,
zwyczajem, moralnością, jak również o jej wielofunk-

144

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

cyjność wykraczającą dalece poza zaspokajanie po­
trzeb estetycznych.
Lecz to właśnie w odniesieniu do ponowoczesnego
stylu, stylizacji, sztuki życia badacze współcześni wska­
zują zacieranie się granic - w szczególności - etyki i es­
tetyki, których syndromem ma być - jak zauważył przy­
taczany wcześniej Maffesoli - obyczaj. Nie trzeba chyba
dowodzić, że i to pojęcie przywodzi na myśl sam rdzeń
zainteresowań antropologii. Mike Featherstone wiąże ponownie - to zjawisko z kulturą konsumpcyjną, której
cechą jest estetyzacja życia codziennego, czyli - nieco
upraszczając - owa sztuka życia (Featherstone 1991:
126). Określenie to odnosi się - w jego ujęciu - do me­
chanizmu przydawania wartościowania etycznego te­
mu, co jest nośnikiem wartości estetycznej. Widać tu­
taj echo pewnego stereotypowego stosunku wobec rze­
czywistości, a konkretnie - stereotypów pojęciowych,
które pięknu przypisują dobro, a brzydocie - zło (stąd
pięknych ludzi częściej postrzega się jako dobrych,
brzydkich zaś jako złych). Jak w przypadku każdego ste­
reotypu, estetyzacja to kolejny przykład zacierania roz­
różnień, do których przywykliśmy, a równocześnie przy­
padek pewnej wielogłosowości, w której ujawnia się
symboliczny i ikoniczny charakter stereotypu (Benedyktowicz 2000). Estetyzacja przy tym - jak i stereotyp
- może obyć się bez uporządkowanej narracji. Jest raczej
zbiorem obrazów, które dostarczają równocześnie do­
znań satysfakcji lub dezaprobaty, odpowiednio w przypadku dobrze zaprojektowanego wizerunku, na
który składają się wspomniane stroje, sposoby porusza­
nia się, gestykulacji, wypowiadania, mieszkania itd. lub
w przypadku gustu, który takiej satysfakcji nie daje.
Richard Schusterman tę nierozróżnialność sfer ety­
ki i estetyki określa jako „etykę smaku”, podkreślając
zarazem, że nie chodzi tu o symbolizowanie etyki przez
estetykę, jak poucza długa tradycja filozoficzna od Pla­
tona po Kanta, lecz że to co estetyczne jest konstytu­
tywną częścią etyki (Schusterman 1998: 317). Wydaje
się wszakże wysoce wątpliwe, by te kryteria - w ich filo­
zoficznym znaczeniu i genezie - składały się na repertu­
ar praktyk codzienności. Raczej jest tak, jak w klasycz­
nym dla antropologów przykładzie wielofunkcyjności
kultury przednowoczesnej w ujęciu Włodzimierza Pawluczuka (1968): ładne przycięcie snopów zboża, ładne
ich ułożenie w stogu itd. jest równocześnie czynnością
moralnie pożądaną. Podobnie jak współcześnie „odjaz­
dowa fryzura” czy „wypasiona fura” - w istocie o ich
pięknie czy dobru się nie stwierdza. Narrację spełniają
gesty, zachowania, spojrzenia i słowa, a wszystko to wy­
stępuje w syntetycznym związku nierozdzielności, nierozróżnialności - również na etykę i estetykę.
A przecież taką syntezę, w rozumieniu niewyodrębnienia oddzielnych sfer ludzkiego sposobu życia, jak
etyka, estetyka, ekonomia, religia itd., uważa się za wio­
dącą cechę rzeczywistości przednowoczesnej, którą
traktuje się często jako wzorzec kulturowej „pierwotno-

ści”, „archaiczności”, itd. - z uwzględnieniem wszyst­
kich podnoszonych już wcześniej zastrzeżeń dotyczą­
cych tych terminów. Określano ją także mianem monokulturowości, w rozumieniu nierozdzielności po­
szczególnych praktyk i wytworów kulturowych, a zatem
także ich wielofunkcyjności (por. np. Pawluczuk 1968).
Taką monokulturowość i wielofunkcyjność zarazem
dostrzec można również w zakresie omawianych tutaj
postaci uczestnictwa w kulturze z porządku racjonalno­
ści typu magicznego: w nowoplemionach Michela Maffesoli, plemionach rynkowych Polhemusa, nowych
wspólnotach Urry’ego czy w dziedzinach przebiegają­
cych ponad tymi ponowoczesnymi podziałami społecz­
nymi, jak wspomniana moda. Ona to jawi się jako inte­
resujący przypadek syntezy funkcji praktycznej, etycz­
nej, estetycznej i jej istota wypełnia się jedynie w takim
złożeniu. Stąd „dobrze” ubrana osoba jest niczym „do­
brze” wykonana praca na roli, jak w przykładach Pawluczuka, gdzie czynnościom technicznym towarzyszą
równie ważne czynności symboliczne (np. stosowne ob­
rzędy żniwne, estetyka równo przyciętych snopów,
wspólnotowy charakter prac żniwnych), rozróżnialne
tylko dla analitycznego oka badacza. W konkretnej
praktyce kulturowej stanowią natomiast nierozróżnialną całość, skutkiem czego nieodbycie jakiegoś obrzędu
może wpłynąć - na przykład - na przyszłe plony, podob­
nie jak nieubranie się w bluzkę określonego kroju, ko­
loru czy fasonu może wywołać drwinę, a może nawet co gorsza - słabe widoki na obiecującą znajomość.
Nie sposób bodaj wyczerpać tych i innych przednowoczesnych odniesień, albowiem - jak się rzekło - wy­
korzystywana tutaj periodyzacja przednowoczesności-nowoczesności-ponowoczesności okazuje się w istocie
modelem jedynie epok historycznych i/lub umysło­
wych. To, co przednowoczesne, co z porządku racjonal­
ności partycypacji i życia „całościowego”, co interesują­
ce szczególnie dla antropologii, trwa z pewnymi zmiana­
mi, ukazując wciąż nowe oblicza. Warto wskazać tutaj
jeszcze ogólnie na kulturę społeczeństwa masowego,
tzw. kulturę popularną, która wykazuje cechy bliskie
kulturze przednowoczesnej. Jedną z nich jest na przy­
kład tendencja do przekształcania czasu w serie powta­
rzalnych „teraz”. Mike Featherstone za osobliwą co­
dzienną tego ilustrację uważa praktykę towarzyszącą
oglądaniu telewizji, tzw. skakanie po kanałach, co w połączeniu z ikonicznym charakterem podawanej in­
formacji - sprzyja percepcji raczej z porządku pewnych
bezczasowych sekwencji zdarzeń niż linearnej narracji,
co ma natomiast miejsce w przypadku tekstu czytanego
(Featherstone 1991: 5). Podobnie wskazywana wcze­
śniej tendencja do parodii, pastiszu, ironii w kulturze
współczesnej (zarówno w tej - jeśliby ktoś upierał się
przy tym podziale - wysokiej, jak i popularnej) jest wy­
razem renesansu powtarzalności - tematów, motywów,
stylów, swoistej bezczasowości czy kołowości doświad­
czania świata, znanej doskonale czytelnikom dzieł Mir-

145

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

cei Eliadego. Wreszcie wspomniana także obecność
w kulturze popularnej elementów przednowoczesnej
tradycji karnawałowej, co objawia się nie tylko w przy­
padku obrazów i tematów propagowanych przez media,
reklamę, kino, lecz także w niektórych przejawach kul­
tury konsumpcyjnej: w centrach handlowych, znanych
miejscach wypoczynku, na stadionach sportowych. Li­
stę przykładów ilustrujących te cechy - choć funkcjo­
nujących w znacznym rozproszeniu - można by mnożyć,
porządkując przy tym w sposób uchwytny dla dyskursu
nauki, dyskursu przyczynowości.
Wszystkie wzmiankowane tutaj zjawiska to w znacz­
nym stopniu przykłady reakcji na projekt nowoczesno­
ści, która wprowadziła uporządkowane zróżnicowanie
pomiędzy kulturą wysoką i niską, nauką i wiedzą co­
dzienną, sacrum i profanum, publicznym i prywatnym,
sztuką i rzemiosłem, elitami i masami. Russel Belk
i Wendy Bryce, badacze i teoretycy rynku ekonomicz­
nego, wypowiadający się z dużym zacięciem antropolo­
gicznym, twierdzą, że ponowoczesność to antyelitarystyczny ruch, który delegitymizuje wszystkie te podziały
i zaciera granice (Belk, Bryce 1993: 278). Telewizja, ra­
dio, film, internet, telefonia komórkowa pozwalają nam
ponownie doświadczać przednowoczesnej syntetyczności, oralności i ikoniczności kultury. W szczególności
wizualność odgrywa tutaj wyjątkową rolę, na co zwraca
uwagę jeden z bardziej wnikliwych teoretyków współ­
czesnej kultury Daniell Bell: „Dziś dominuje ‘perspek­
tywa wizualna’. Dźwięk i obraz, zwłaszcza ten drugi, or­
ganizują estetykę i panują nad publicznością. W społe­
czeństwie masowym nie może dziać się inaczej” (Bell
1998: 142). Dodajmy: nie tylko masowym, lecz także
globalnym i żyjącym w globalnej wiosce.
Wydaje się, że antropologia nie musi podchodzić do
tego ostatniego terminu tylko metaforycznie. Nie ma
już wprawdzie dawniejszych wiosek, których izolacja te­
rytorialna była często równoznaczna z izolacją kulturo­
wą, plemienną. Nie oznacza to jednak zaniku plemienności, której nowe postaci wskazują Maffesoli czy Polhemus, jest to już jednak plemienność innego typu hybrydyczna, przekraczająca podziały etniczne czy na­
rodowe, ba - swoista plemienność społeczeństwa maso­
wego. Stąd - raz jeszcze - rola antropologii, której do­
robku i tradycji badań takich właśnie całości kulturo­
wych nie sposób przecenić, zsyntetyzowanych i nierozdzielnych, składających się na „głębinową” warstwę
kultury, zakrytą jedynie powierzchnią powierzchowne­
go często, metodycznego i skalkulowanego, słowem nowoczesnego życia jednostek, pozornie tylko ufundo­
wanego jedynie na racjonalności przyczynowości.
Trudno chyba o lepszy przykład metodycznego ob­
cowania z tą warstwą, jak „opis gęsty” Clifforda Geertza: „Tym, wobec czego etnograf staje - oprócz sytu­
acji, kiedy (co oczywiście musi robić) oddaje się bar­
dziej automatycznym i rutynowym obowiązkom zbie­
rania danych - jest mnogość złożonych struktur poję­

ciowych, spośród których wiele nakłada się na inne
lub też są z nimi w ścisłym powiązaniu, a które są jed­
nocześnie dziwne, nieregularne i niejasne; co do któ­
rych musi on najpierw znaleźć sposób, by je pojąć,
a następnie przedstawić” (Geertz 2003: 40-41).
Poświęćmy teraz chwilę uwagi zagadnieniu wzbu­
dzającemu liczne kontrowersje w polskiej literaturze
antropologicznej, które nie doczekało się jeszcze jakie­
goś przekonującego rozwiązania, a jest najbardziej bo­
daj podatne na techniki interpretacyjne proponowane
przez Geertza. Chodzi mianowicie o formułę interpre­
tacyjną ujmującą zjawiska współczesnej kultury,
zwłaszcza kultury popularnej, w kategoriach sakralności lub quasi-sakralności, formułę, która spotyka się
z pewną krytyką (zob. np. Kowalski 2004). Zagadnie­
nie to okazuje się o tyle ważne, iż badacze je podnoszą­
cy niejako intuicyjnie wyczuwają obecność jakości
świata przednowoczesnego, świata sprzed odczarowa­
nia w kulturze współczesnej.
N a ogół badacze posługujący się formułą - nazwijmy
to - „sacrum dzisiaj” nie wskazują jej genezy teoretycz­
nej. W historii myśli społecznej znana jest wszakże teza
Durkheima, że wszystko podlega sakralizacji, jeśli tylko
służy utrwaleniu społecznego wymiaru życia człowieka,
teza, która wynika z ogólniejszego przeświadczenia
o społeczeństwie jako swoistej inkarnacji bóstwa. Nowo­
czesność - twierdzi Durkheim - wraz z jego procesami
modernizacji, sekularyzacji, odczarowania, nie będzie
prowadzić do stanu anomii pod warunkiem pojawienia
się wytworów i - w szczególności rytualnych - praktyk,
które przejmą funkcje odnośnych wytworów i praktyk
religii instytucjonalnych. Pogląd ten bodaj najlepiej po­
twierdziła historia XX-wiecznych totalitaryzmów, które
zyskały status takich właśnie świeckich religii.
Być może przypisywanie statusu sakralności pew­
nym sferom kultury jest niekiedy nieuprawnione, nie
ma jednak wątpliwości co do tego, że niektóre z nich
dzielą ze sferą sacrum element tajemnicy, niezwykłości,
symboliczności, rytualności, pełniąc równocześnie
funkcję narzędzi kształtowania tożsamości jednostko­
wych i zbiorowych.13 Sam Mircea Eliade, który całe ży­
cie zajmował się badaniem sacrum, zauważył, że wręcz
- jak to określił - „sacrum jest zakamuflowane w profa­
num". Dodał przy tym: „Ale prawdziwym problemem mam nadzieję, że ktoś się nim zajmie - jest odszyfrowa­
nie obecności sacrum w zdesakralizowanym świecie (Elia­
de 1992: 149). Eliade spotyka się więc tutaj z Durkheimem, a paradoks „sacrum w zdesakralizowanym świecie” jest tylko dowodem na wyczerpanie się Eliadowskiej formuły interpretacyjnej. Nikt przy tym z rodzi­
mych badaczy nie zajął się jeszcze gruntownie jego roz­
wiązaniem. Może w takim razie racjonalność partycy­
pacji, racjonalność typu magicznego - w rozumieniu
Geertzowskiej nieformalnej logiki - i ontologia party­
cypacji, ontologia typu magicznego - w rozumieniu
prawdziwego życia - mogłyby spełnić taką funkcję?

146

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

W jakimś wszakże zakresie aporię tę usiłuje prze­
zwyciężyć Featherstone, który utrzymuje, że owa wspomniana wcześniej - wielofunkcyjność wytworów
i zachowań oznacza również coś więcej niż tylko utylitarność, instrumentalność. Utrzymuje, że wskazywa­
na znakowość - na przykład - kultury konsumpcyjnej
nie da się wyjaśnić jedynie w kategoriach profanum.
Cytuje tutaj wypowiedź jednego z bardziej wpływo­
wych współczesnych kontynuatorów myśli Durkheima, mianowicie Jeffreya Alexandra, iż „symbole spo­
łeczne podobne są sakralnym w tym, że posiadają moc
i przekonują; konflikt pomiędzy wartościami społecz­
nymi podobny jest do konfliktu pomiędzy sacrum
i profanum lub też sakralnością czystą i skalaną;
uczestnictwo polityczne podobne jest do uczestnic­
twa rytualnego w tym, że wytwarza spójność wartości
i zaangażowanie w ich realizację” (Alexander 1988:
189; cyt. za: Featherstone 1991: 121). Nie oznacza to
wszakże, iż symbole społeczne są zharmonizowane
i zintegrowane, mogą bowiem podlegać kontestacji
i konkurencji innych symboli (np. symbole wszechpolaków a symbole postkomunistów). Zabawa w pubie,
uczestnictwo w koncercie rockowym, obecność w ob­
chodach święta narodowego itd. to sytuacje, w któ­
rych zwykłość codzienności przechodzi w niezwykłość
święta, w których zachowania rytualne (choćby owa
rytualność miała charakter rozmyty) wprowadzają au­
rę sakralności - sakralności ideałów, osób, zdarzeń,
miejsc.
Jednostka w świecie nowoczesnym, w układach
Durkheimowskiej solidarności organicznej, pełniła
określone funkcje w ramach stosunków o względnej
stabilności - w pracy, partii, stowarzyszeniu. Osoba
(Maussowska persona) w świecie (przed) ponowoczesnym odgrywa role - zarówno w pracy, jak i w ramach
różnych plemion, do których bardziej lub mniej nale­
ży - tych, w których uprawia się jogging, jeździ „garbu­
sami” czy chodzi w nike’ach, a komunikacja między
członkami może również odbywać się via media czy in­
ternet. Jeśli sięgnąć po Tambiaha kryterium uczest­
nictwa w świecie, funkcjonalność i celowość pierw­
szych ufundowana wydaje się na zasadach racjonalno­
ści przyczynowości, zaś performatywność (ze względu
na odgrywanie roli) i emotywność drugich - na racjo­
nalności partycypacji. Nic dziwnego zatem, że Michel
Maffesoli przypisuje swojemu tribus cechy religijności
typowej dla solidarności mechanicznej, a tutaj rozu­
mianej w jej etymologicznym wymiarze: religare —łą­
czenia (Maffesoli 1996: 77). Wydaje się, że Maffesoli
nie ma na myśli ani religijności w rozumieniu wiary
i kultu, ani też - społecznego wymiaru zjawiska, gdy
odnosi to do „swoistej mistycznej logiki depersonaliza­
cji” (Maffesoli 1996: 79), którą dostrzec możemy
w związkach przyjaźni, podzielanych poglądach poli­
tycznych, stosunkach rodzinnych, modach, stylach ży­
cia - ufundowanych na spontaniczności motywacji

w dochodzeniu do bardziej lub mniej ugruntowanych
tożsamości. Pojęcia „partycypacji w mistycznym zna­
czeniu tego słowa” , czy „mistycznej logiki depersonali­
zacji” przywodzą na myśl - i słusznie - mistyczną par­
tycypację Lévy-Bruhla, jak również partycypację
Tambiaha.
*
Claude Lévi-Strauss, jeden z bardziej wnikliwych
badaczy racjonalności typu magicznego, zauważył, że
„myśl patologiczna” (inaczej - magiczna, mityczna)
wykazuje nadmiar znaczenia, odwrotnie niż myśl na­
ukowa, która wciąż boryka się z jego niedoborem
(Lévi-Strauss 1970: 256). Intrygujące wydaje się to, że
również jeden z bardziej wnikliwych obserwatorów
kultury Zachodu, Jean Baudrillard, w podobnych ka­
tegoriach opisuje świat współczesny go otaczający, tak
szczelnie opakowany znakami, że wręcz niewidoczny
w swej niezapośredniczonej istocie i hiperrealny:
„Chodzi o podstawienie w miejsce rzeczywistości zna­
ków rzeczywistości, to znaczy o operację, gdzie zamiast
realnego procesu na pierwszy plan wysuwa się jego
operacyjny sobowtór, homeostatyczna maszyna znakotwórcza” - wyjaśnia francuski socjolog (Baudrillard
1997: 176). O ile w świecie nowoczesnym mieliśmy
jeszcze do czynienia z - jak to przenośnie rzecz ujmu­
je - mapą i terytorium (porządek denotacji, w termi­
nologii Barthesa), to w świecie ponowoczesnym mapa
zastąpiła terytorium (porządek konotacji) i tym sposo­
bem rzeczywistość znikła z naszego pola widzenia, zo­
stawiając nam jedynie znaki wzajem się do siebie od­
noszące.
Obraz ten wydaje się przesadzony: nie ma wątpli­
wości, że posługując się słowem „drzewo” mogę wciąż,
choć zapewne w sposób niepełny, przekazać komuni­
kat, za którym podążając ktoś inny zwróci wzrok w kie­
runku szumiącego opodal na wietrze obiektu o charak­
terystycznym owalnym lub podłużnym kształcie w ko­
lorach zieleni i szarości. Baudrillard ma natomiast ra­
cję, jeśli zawęzimy ów proces symulacji do konotacyjnej sfery znaczenia. Posługując się terminologią Baudrillarda można jednak powiedzieć, że zawsze była, jest
i będzie jakaś hiperrealność - świat przedstawiony ze
znaków, na którym wznosi się gmach kultury.
W świetle tego chyba niepodważalnego faktu tym
bardziej godne uwagi staje się znane spostrzeżenie jed­
nego z czołowych teoretyków ponowoczesności, Fre­
derica Jamesona, że mamy oto do czynienia z „niesły­
chaną ekspansją kultury w sferze społecznej do tego
stopnia, że o wszystkim co społeczne, należałoby mó­
wić raczej - ‘kulturowe’” (Jamesom 1984: 85-7; cyt.
za: Featherstone 1991: 8; zob. także Bell 1998: 25).
Choć od czasu, gdy badacz ów przedstawił to proroc­
two, minęły wprawdzie już dwie dekady, słowa jego
wydają się jeszcze bardziej aktualne. Myli się zatem

147

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

Daniel Bell, gdy wyraża swój niepokój na temat kultu­
ry współczesnej:
„Nasi przodkowie mieli religię, która zapewniała
im zakorzenienie zgoła niezależnie od tego, jak bar­
dzo mogli wątpić. Wykorzeniona jednostka może być
jedynie kulturalnym [czytaj: kulturowym - przyp.
Autora] tułaczem pozbawionym domu, do którego
można powrócić. Pytanie zatem brzmi: czy kultura
potrafi odzyskać spójność - spójność doświadczenia,
jakie przynosi, a nie tylko jego formy” (Bell 1998:
155).
Nie ma obawy: kultura, a człowiek wraz z nią, nie
może istnieć bez doświadczenia, to zaś zawsze będzie
w udziale tyleż narodów, hobbystów, płci, profesji,
grup wieku, subkultur, wyznań religijnych itd., co jed­
nostek, które przeżywają, myślą, interpretują, dokonu­
ją wyborów określonego sposobu życia.
W świetle poczynionych powyżej uwag oczywiste
wydaje się, że na co dzień obcujemy ze zjawiskami
poddającymi się interpretacji antropologicznej, że po­
kłady tego, co „archaiczne”, „nieoswojone”, „pierwot­
ne” w kulturze niezmiennie składają się na - jak to
określił Geertz - prawdziwe życie, ukształtowane po­
nadto przez znaną antropologom nieformalną logikę logikę codzienności, partycypacji. Wszelako, uzupeł­
niają one jedynie inne spostrzeżenia, czynione tu i ów­
dzie na ten temat, poszerzając nieco „orientację w te­
renie”, po którym porusza się antropologia. W szcze­
gólności podejście i narzędzia antropologii symbolicz­
nej i interpretatywnej wydają się tutaj szczególnie
przydatne - wobec narastającego braku dystansu ba­
dacza i badanej kultury. Dzieje się tak za sprawą doj­
mującego wpływu światowej „pankultury”, w której
zasięgu wszyscy pozostajemy, z drugiej zaś strony - po­
stępującego rozdrobnienia na dotąd nieznane postsubkultury czy hybrydy kulturowe, co jednak również od­
bywa się na naszych oczach i nas dotyczy. Nie potrze­
ba jednak koniecznie zmieniać zakresu czy metod an­
tropologii, by móc ją wciąż uprawiać, choć pilną po­
trzebą wydaje się praca nad językiem dyscypliny. Poję­
cia nieformalnej logiki i prawdziwego życia mogą speł­
nić funkcję heurystycznych narzędzi w pracy nad tym
językiem, jak również w przeformułowaniu filozofii
dyscypliny.
Uwagi powyższe nie są również czymś absolutnie
nowym w historii refleksji nad znaczeniem antropolo­
gii w zmieniającym się świecie, refleksji uprawianej
pośrednio przez badaczy spoza dyscypliny, którzy nie­
raz wskazywali na siłę narzędzi interpretacyjnych dla
niej istotnych, niewykorzystanych wszak wystarczają­
co w odniesieniu do wszelkich kultur, nie tylko tych
„prymitywnych” czy „ludowych”, lecz także kultury sa­
mego badacza. Pozostając w kręgu inspiracji Levy-Bruhlowskich - naznaczonych przekonaniem o obec­
ności racjonalności partycypacji, racjonalności typu
magicznego, fundujących ludzkie sposoby życia - war­

to przytoczyć już dawno temu wypowiedzianą opinię
badacza języka i literatury Tzvetana Todorova:
„Dokładniej, jako że trudno jest zanegować całko­
wicie symbol, oświadcza się, że my - dorośli i normal­
ni ludzie współczesnego Zachodu - wolni jesteśmy od
słabości związanych z myślą symboliczną i że istnieje
ona tylko u i n n y c h: zwierząt, dzieci, wariatów, dzi­
kich, przodków, którzy znali tylko ją. Wynika stąd cie­
kawa sytuacja: przez wieki ludzie opisywali swoje sym­
bole, ale twierdząc, że opisują znaki innych. Można by
sądzić, że czujna cenzura pozwalała mówić o symboliczności jedynie wtedy, gdy używano imion zapoży­
czonych, takich jak ‘szaleństwo’, ‘dzieciństwo’, ‘dzicy’,
‘prehistoria’. Tabu terytorialne (dzicy), czasowe (isto­
ty człekokształtne) lub ideologiczne (wariaci) nie po­
zwala na przyjęcie symboliczności w naszym życiu,
a szczególnie w naszym języku. Otóż opisy znaku dzi­
kiego są dzikimi opisami symbolu” (Todorov 1990:
59-60).
Nasza myśl jest oto równie dzika jak myśl „dzikich”
- zauważa badacz, przykład zaś owych przodków,
strażników symbolu, których tropią kolejne pokolenia
adeptów antropologii - w zapadłych wioskach Europy
czy Amazonii - zdaje się szczególnie wymowny i wciąż
bliski praktyce badawczej. Todorov stwierdza tedy, iż
„trzeba przyzwyczaić się zauważać w naszej własnej
myśli metody niejako prymitywne” (tamże: 60). Kręci­
my się więc wciąż - niestety? - w zaklętym kręgu po­
jęć archaiczności, plemienności, prymitywności, które
Tambiah chciał ująć w zreformowaną cokolwiek for­
mułę post-Lévy-Bruhlowskiej partycypacji.
Wszystko to świadczy wszak o jednym: że świat wy­
daje się wciąż zaczarowany - tak w czasach przed W e­
berem, jak i w czasach ponowoczesnych - choć odcza­
rowywanie przytrafia się coraz nowszym dziedzinom,
jak ostatnio nowoczesnej nauce, której obiektywistyczne zapędy podważyły metodologie historyczne
i cały nurt myśli ponowoczesnej. Równocześnie jed­
nak ma miejsce proces odwrotny - ponownych i kolej­
nych zaczarowań, które przebiegają - podobnie jak
fundująca je racjonalność partycypacji, racjonalność
typu magicznego - w poprzek podziałów dziedzin spo­
sobów życia człowieka: od stereotypów etnicznych,
poprzez religię, politykę, modę, medialny obraz świata
itd., kultywowane przy tym przez rozmaite nowoplemiona, zanurzone wszak w pozornie wewnętrznie niezróżnicowanym społeczeństwie masowym, po naukę
samą, której poszczególne dziedziny i teorie ufundo­
wane są na - zawsze jakoś - metafizycznie waloryzo­
wanych przesłankach, sympatiach i antypatiach śro­
dowiskowych, ambicjach czy autorytetach. Albowiem
świat nigdy nie został w pełni odczarowany - wraz
z przyjściem kapitalizmu, racjonalizmu oświeceniowe­
go, nowoczesności - a może dzieje się wręcz coś od­
wrotnego - staje się on coraz bardziej zaczarowany.
W przypadku tej dialektyki odczarowania-zaczarowa-

148

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

nia można mówić jedynie o proporcjach, tendencjach,
kierunkach, których nie sposób przypisać jednoznacz­
nie ani epokom, ani dziedzinom ludzkiego życia. Jeśli
nawet przyjąć wąskie kryterium wyznaczania zakresu
antropologii - świata zaczarowanego, to - wydaje się dziś ma ona szczególnie dużo do zrobienia.
Literatura
Alexander J. C. (1988) Culture and Political Crisis: Watergate and
Durkheimian Sociology, w: tenże (red.), Durkheimian Sociology:
Cultural Studies, Cambridge: Cambridge University Press.
Appadurai A. (1986) Introduction: Commodities and the Politics of
Value, w: tenże (red.) The Social Life of Things: Commodities in
Cultural Perspective, Cambridge University Press, s. 3-63
Bachtin M. (1975) Twórczość Franciszka Rabelaise’a a ludowa kultu­
ra średniowoecza i renesansu, przeł. A. i A. Goreniowie, Kraków:
Barański J. (1999) Koniec etnologii czy koniec wieku etnologii. Garść
wróżb u progu nowego wieku, „Konteksty” 4, s. 96-105
- (2001) Socjotechnika, między magią a analogią. Szkice o masowej per­
swazji w PRL-u i III RP, Kraków: Wydawnictwo UJ.
Barthes R. (1970) Mitologie codzienne, w: tenże, Mit dzisiaj, przeł.
Jan Błoński, Warszawa: PIW, s. 62-92.
- (1985) Retoryka obrazu, „Pamiętnik Literacki” 3, s. 289-302.
Baudrillard J. (1997 [1981]) Precesja symulakrów, w: R. Nycz (red.),
Postmodernizm. Antologia przekładów, przeł. Tadeusz Komen­
dant, Kraków: Wydawnictwo Baran i Suszczyński, s. 175-89.
- (1998 [1970]) The Consumer Society. Myths &amp;Structures, Lon­
don: Sage.
Belk R. W., Bryce W. (1993) Christmas Shopping Scenes: From Mo­
dern Miracle to Postmodern Mall, „International Journal of Rese­
arch in Marketing” 10, s. 277-96
Bell D. (1998 [1976]) Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, przeł. Ste­
fan Amsterdamski, Warszawa: PWN.
Benedyktowicz Z. (2000) Portrety „obcego”. Od stereotypu do symbo­
lu, Kraków: Wydawnictwo UJ.
Berger P., Luckmann T. (1983) Społeczne tworzenie rzeczywistości,
przeł. Józef Niżnik, Warszawa: PIW.
Bogatyriew P. (1979) Funkcje stroju ludowego na obszarze morawsko-słowackim, w: tenże, Semiotyka kultury ludowej, przeł. Z. Saloni,
s. 163-262, Warszawa: PIW.
Bourdieu P. (1984 [1979]) Distinction. A Social Critique of the Judge­
ment of Taste, przeł. Richard Nice, London: Routledge.
- (1993 [1972]) Outline of a Theory of Practice, przeł. Richard Nice,
Cambridge University Press.
Buchowski M. (1986) Magia. Jej funkcje i struktura, Poznań: Wy­
dawnictwo UAM.
- (2004) Zrozumieć Innego. Antropologia racjonalności, Kraków:
Wydawnictwo UJ.
Burke K. (1969) A Rhetoric of Motives, Berkeley.
Crapanzano V. (1980) Tuhami. Portrait of aMoroccan, University of
Chicago Press.
Del Sapio M. (1988) The Question is Whether You Make Words Me­
an so Many Different Things: Notes on Art and Metropolitan Lan­
guages, „Cultural Studies” 2
Douglas M., Isherwood B. (1980) The World of Goods, Harmondsworth: Penguin.
Eck D. (1981) India’s Tirthas: ‘Crossings’ in Sacred Geography, „History of Religions” 4
Eliade M. (1992 [1978]) Próba labiryntu. Rozmowy z Claude-Henri
Rocquetem, przeł. Krzysztof Środa, Warszawa: Sen.
Featherstone M. (1991) Consumer Culture and Postmodernism, Lon­
don: Sage.
- (1997) Undoing Culture. Globalization, Postmodernism and Identi­
ty, London: Sage.

Geertz C. (2003 [1973]) Opis gęsty —w stronę interpretatywnej teorii
kultury, przeł. Sławomir Sikora, w: M. Kempny, E. Nowicka
(red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, Warsza­
wa: PWN.
Habermas J. (1981) Theorie des Kommunikativen Handels, Frankfurt
am Main: Suhrkamp.
Hassan I. (1987) The Postmodern Turn: Essays in Postmodern Theory
and Culture, Columbus: Ohio State University Press.
Hirsch F. (1976) The Social Limits to Growth, Camridge, Mass.: Har­
vard University Press.
Horton R. (1992[1967]) Tradycyjna myśl afrykańska a nauka za­
chodnia, przeł. Katarzyna Zonn-Pasternak, w: E. Mokrzycki
(red.) Racjonalność i styl myślenia, Warszawa: Wydawnictwo
IFiS PAN, s. 396-453
Jameson F. (1984) Postmodernism or the Cultural Logic of Late Capi­
talism, „New Left Review” 146.
Kowalski P. (2004) Popkultura i humaniści. Daleki od kompletności re­
manent spraw, poglądów i mistyfikacji, Kraków: Wydawnictwo UJ.
Lash S. (1998) Postmodernizm jako system oznaczania, w: R. Nycz
(red.) Odkrywanie modernizmu. Przekłady i komentarze, Kraków:
Universitas.
Lash S., Urry J. (1994) Economies of Signs and Space, London: Sage.
Leenhardt M. (1982) Do Kamo: Person and Myth in the Melanesian
World, Berkeley: University of California Press.
Lyotard J. F. (1997 [1979]) Kondycja ponowoczesna, Warszawa:
Aletheia.
Maffesoli M. (1996 [1988]) The Time of the Tribes. The Decline of
Individualism in Mass Society, przeł. Don Smith, London: Sage.
- (1997) The Return of Dionysus, w: P. Sulkunen i in. (red.), Con­
structing the New Consumer Society, New York: St. Mar­
tin’s Press, s. 21-37.
Malinowski B. (1981) Argonauci Zachodniego Pacyfiku. Relacje o po­
czynaniach i przygodach krajowców z Nowej Gwinei, w: tenże,
Dzieła, t. 3, przeł. Barbara Olszewska-Dyoniziak i Sławoj Szynkiewicz, Warszawa: PWN.
(2003) Tubylcy Mailu oraz inne szkice o kulturze Australii i wysp Pa­
cyfiku, w: tenże: Dzieła, t. 12, przeł. Janusz Barański i Antoni
Bydłoń, Warszawa: PWN.
Mauss M. (1973) Socjologia i antropologia, przeł. Marcin Król,
Krzysztof Pomian i Jerzy Szacki, Warszawa: PWN.
McCracken G. (1990) Culture and Consumption. New Approaches to
the Symbolic Character of Consumer Goods and Activities, Blo­
omington: Indiana University Press.
Merton R. K. (1982 [1949]) Teoria socjologiczna i struktura społecz­
na, przeł. Ewa Morawska i Jerzy Wertenstein-Zuławski, W ar­
szawa: PWN.
Muggleton D. (2004) Wewnątrz subkultury. Ponowoczesne znaczenie
stylu, przeł. Agata Sadza, Kraków: Wydawnictwo UJ.
Ong W. (1982) Orality and Literacy: The Technologizing of the Word,
New York: Methuen
Pawluczuk W. (1968) Światopogląd jednostki w okresie rozpadu trady­
cyjnej społeczności terytorialnej, „Studia Socjologiczne” 3-4,
s. 243-66
Polhemus T. (1996) Style Surfing. What to Wear in the 3rd Millenium,
New York: Thames &amp; Hudson.
Ricoeur P. (1985) „Symbol daje do myślenia”, w: tenże, Egzystencja
i hermeneutyka. Rozprawy o metodzie, przeł. Stanisław Cicho­
wicz, Warszawa: Pax, s. 58-75
Riesman D. (1996 [1950]) Samotny tłum, przeł. Jan Strzelecki, W ar­
szawa: Muza.
Robotycki C. (1992) Etnografia wobec kultury współczesnej, Kraków:
Wydawnictwo UJ.
Rothenbuhler E. W. (2003 [1998]) Komunikacja rytualna. Od roz­
mowy codziennej do ceremonii medialnej, przeł. Janusz Barański,
Kraków: Wydawnictwo UJ.

149

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

Scott L. M. (1993) Spectacular Vernacular: Literacy and Commercial
Culture in the Postmodern Age, „International Journal of Rese­
arch in Marketing” 10, s. 251-75
Shusterman R. (1998) Sztuka życia a etyka postmodernistyczna, w:
tenże, Estetyka pragmatyczna. Żywe piękno i refleksja nad sztuką,
przeł. A dam Chmielewski, Wrocław: Wydawnictwo UW,
s. 314-51
Simmel G. (1957) Fashion, „The American Journal of Sociology” 6,
s. 541-58
Sulima R. (2000) Antropologia codzienności, Kraków: Wydawnictwo
UJ.
Tambiah S. J. (1990) Magic, Science, Religion, and the Scope of Ratio­
nality, Cambridge University Press.
Thomas W., Znaniecki F. (1976) Chłop polski w Europie i Ameryce,
t. 1, Organizacja grupy pierwotnej, przeł. Maryla Metelska, War­
szawa: LSW.
Todorov T. (1990 [1972]) Wstęp do symboliki, w: M. Głowiński
(red.), Symbole i symbolika, Warszawa: Czytelnik, s. 30-97
Tokarska-Bakir J. (2000) Obraz osobliwy. Hermeneutyczna lektura
źródeł etnograficznych (Wielkie opowieści), Kraków: Universitas.
Urry J. (1995) Consuming Places, London: Routledge.
Veblen T. (1998 [1899]) Teoria klasy próżniaczej, przeł. Janina
Frentzel-Zagórska, Warszawa: Muza.
Winch P. (1992 [1964]) Rozumienie społeczeństwa pierwotnego,
przeł. Tadeusz Szawiel, w: E. Mokrzycki (red.), Racjonalność
a styl myślenia, Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN, s. 242-95.
Wolska D., Brocki M. (2003) (red.) Clifford Geertz - lokalna lektu­
ra, Kraków 2003: Wydawnictwo UJ.
Zbiegień-Maciąg L. (1999) Kultura w organizacji. Identyfikacja kultur
znanych firm, Warszawa: PWN.

Przypisy
1
2

3

4

Więcej i bardziej wyczerpująco na temat antropologii Geertza
zob.: Wolska, Brocki 2003
Najnowszą pracą polską omawiająca problematykę racjonalno­
ści jest Zrozumieć Innego Michała Buchowskiego (2004), w któ­
rej autor prezentuje również ustalenia własne w tym względzie
i podkreśla ważność problematyki racjonalności w praktyce ba­
dawczej całości nauk społecznych i humanistycznych.
Podobnie rzecz przedstawia się z pojęciem kultury typu ludowe­
go, którym konsekwentnie posługuje się Tokarska-Bakir, doko­
nując przeto aktu samoograniczenia na własne życzenie. Wy­
obraźmy sobie mianowicie badanie kultury religijnej nauczycie­
li akademickich, którym także przytrafia się - wbrew silnym
tendencjom poprawności politycznej - uprawiać jakąś wiarę re­
ligijną, wykazującą również cechy religijności ludowej - że
w analizach tejże wiary aplikuje się pojęcie kultury typu ludo­
wego, jako pojęcie ze zbioru kategorii niezbędnych do uprawia­
nia tak rozumianej antropologii religii.
N a temat relacji mitotwórstwa i racjonalności partycypacji zob.
Barański 2001: 17-40

5

Warto przypomnieć w tym miejscu klasyczne ustalenia Maussa
na temat ewolucji pojęcia osoby w historii kultury, od - naj­
ogólniej rzecz biorąc - jej niesamoistności w czasach przednowoczesnych po osiągnięcie względnej niezależności i podmioto­
wości jednostki w ostatnich wiekach (zwłaszcza po wystąpieniu
Kartezjusza, choć proces „wyzwalania się” jednostki z władzy
zbiorowości trwał już przynajmniej od czasów rzymskich)
(Mauss 1973; rozdział „Pojęcie osoby”); w przypadku zjawiska
omawianego przez Michela Maffesoli mamy do czynienia z pro­
cesem odwrotnym - zmniejszania się niesamoistności jednostki.
6 Rozumowanie takie znane jest także w psychologii już od cza­
sów Jeana Piageta, który w operacjach symbolicznych dopatry­
wał się transdukcji (w opozycji do indukcji i dedukcji) określa­
nej jako „inferencja nieregulowana (niekonieczna), ponieważ
odnosi się do schematów pozostających w pół drogi pomiędzy
indywidualnością i ogólnością” (cyt. za: Todorov 1990: 62).
7 Warto zwrócić uwagę na to, że Maffesoli odwołuje się tutaj
głównie do pojęcia obyczaju, sięga jednak i po pojęcie habitusu.
Posługuje się nim w znaczeniu tego terminu nadanym mu przez
Pierre’a Bourdieu (1984), a mianowicie - jako operatora aktu­
alizacji ogólniejszych standardów działań symbolicznych.
8 Por. analogiczne pojęcie rytualności, które sformułowałem
w posłowiu do pracy Erica Rothenbuhlera (2003).
9 Cechą tego stanu jest współczesna horror vacui, która przejawia
się także poprzez nieustanną obecność muzyki - w centrach
handlowych, na plażach, nawet w miejscach pracy, gwar przy­
pominający śródziemnomorskie czy wschodnie miasta (Maffe­
soli 1996: 99) lub powtarzalność fraz muzycznych w klasycznym
rytuale.
10 Zob. kapitalne studium wspólnoty rodzimych działkowiczów
autorstwa Rocha Sulimy (2000: 13-36).
11 Taka „etnografia rynku” nie jest bynajmniej wynalazkiem ostat­
nich lat. Grant McCracken, jeden z pierwszych antropologów
badających zagadnienia współczesnego rynku ekonomicznego,
przypomina, że - jak powiada - „etnografowie rynku”, w istocie
- niektórzy ówcześni kapitaliści, działali już w bardzo dynamicz­
nie zmieniającej się rzeczywistości kulturowej XVIII wieku - re­
wolucji przemysłowej oraz głębokich zmian politycznych i spo­
łecznych. To wówczas na przykład moda na dobre zadomowiła
się jako regulator stosunków społecznych w swej pierwotnej for­
mie naśladownictwa warstw wyższych przez warstwy niższe,
a obserwacja tej dynamiki pozwalała nawet na jej stymulację,
dostarczając narzędzi dla ówczesnego raczkującego marketingu
(McCracken 1990: 18; Simmel 1957).
12 Warto porównać przynajmniej dwie przeciwstawne interpreta­
cje tej praktyki, np. Maussa (1973: 257-77) i Harrisa (1985:
109-129).
13 Zob. np. pracę Erica Rothenbuhlera (2003), który w takim wła­
śnie Durkheimowskim duchu dowodzi rytualnej funkcji zjawisk
kultury współczesnej - od mediów, przez święta narodowe po
zwyczaje wzajemnego obcowania ludzi.

150

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9748" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9726">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f4ca052173aaceb7d208e2188ab000bf.pdf</src>
        <authentication>e262bffab22692d12698d6f2bfb1df54</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115917">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2763</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115918">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115919">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2573</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115920">
                <text>"Pluralis non maiestaticus", czyli ludzie jak rzeczy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115921">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.154-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115922">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115923">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115924">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115925">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115926">
                <text>Pluralis non

maiestaticus,

czyli ludzie jak rzeczy
Janusz B a r a ń s k i
Tytułowy pluralis to językowy chwyt, który - wydawało­
by się - odszedł na dobre z naszego publicznego języka wraz
z upadkiem minionego ustroju. Jeszcze nie tak dawno na na­
szą codzienną gazetową strawę składały się wypowiedzi,
w których również za pomocą tego zabiegu objaśniano, w ja­
kich czasach przyszło nam żyć:
Nadszedł czas Kuroniów, Blumsztajnów,
Michników
i całej reszty („Żołnierz Wolności" 36/ 82); Ci wszyscy wasser-Polacy, owi Najderowie, Brandysowie, Wirpszowie, Ko­
łakowscy, owi usiłujący ogłupić innych i siebie Lipscy, ci re­
prezentanci i agenci obcej nam sprawy („Żołnierz Wolności"
109/85).... A więc: czy zniknęli oni wraz z rewolucją 89 ro­
ku, wraz z grobową ciszą, która zapadła nad nieodżałowanym
„Żołnierzem Wolności" czy „Trybuną Ludu"?
Naiwni sądzą, że tak, że wraz z wolnym rynkiem i prawo­
rządnością wszyscy zaczęli posługiwać się i prawym języ­
kiem - porzucając ten spodlony. Tymczasem w Rzeczypo­
spolitej Anno Domini 98 nie należą bynajmniej do rzadkości
wypowiedzi, wszelako mniej ostentacyjne, czasem mocno
zawoalowane, które z powodzeniem mogą jednak sprostać
tym sprzed lat kilkunastu i kilkudziesięciu. Choć częściej sły­
chać je na rozmaitych wiecach, pojawiają się jednak i w pra­
sie, przy czym gama tytułów nie jest tu wcale wąska.
Weźmy więc na początek ogólnopolskie dzienniki i za­
cznijmy od gazety, od której - z przyczyn tak logicznych, jak
i historycznych - wypadałoby zacząć:
Osobiście wolę, aby mnie traktowano jako przestępcę
przeciwko Niesiołowskim i Krzaklewskim niż miano by mnie
uważać za moralnego czyścioszka w łączności z nimi („Try­
buna" 65/98).
A teraz rzućmy okiem na barykadę, która wznosi się na
przeciwnym końcu:
Teraz wiesza (prezydent daje odznaczenia - przyp. JB)
Wiatrom i nie Wiatrom to Kuroniom i całej tej spółce („Nasz
Dziennik" 50/98).
Odmiana zawoalowana tego przypadku pojawia się w in­
nym dzienniku o ogólnokrajowym zasięgu - i być taka za­
pewne musi:
w Polsce zawsze się znajdzie jakiś ks. Jankowski, Wrzodak
czy ks. Rydzyk, który przy sporym społecznym aplauzie pol­
skiemu ministrowi czy byłemu dysydentowi przypomni, skąd
się wywodzi („Gazeta Wyborcza" 85/98).
Istotnie, taka być musi: nie Jankowscy, Wrzodaki, Rydzy­
ki - to uwłaczałoby gazecie ludzi światłych; ale choćby ów
jakiś wystarczy za wszystkich Jankowskich, Wrzodaków
domyślnie jest ich przecież wielu.
Mamy wreszcie ogólnopolskie tygodniki:
WybGaz ma na myśli taką niezależność, której główną ce­
chą jest stadność, niezależność Michników, Szczypiorskich
czy innych Zagozd („Gazeta Polska" 1/98);
Być może panów Grabków jest więcej i te wspaniałe re­
zultaty naszej gospodarki nie są zasługą polityków („Wiado­
mości Kulturalne" 8/98).
W wypowiedzi ostatniej istnieje zapewne świadome na­
wiązanie do literackich „panów Pasków" czy „panów Radzi­
154

wiłłów", w kontekście gazetowej semantyki odnieść ten przy­
padek można jednak tylko do omawianego tu szczególnego
użycia pluralisu. To zaś nakazuje powstrzymanie się i tutaj
przed podaniem nazwiska autora znanego z nienagannych
manier, który - prócz pisania - zajmuje się polityką, w tym
piastowaniem wysokich państwowych stanowisk.
Czy jest to dobitny znak powierzchowności zmian (co na
języku, to i w głowie, to i w życiu publicznym), czy też wy­
raz trwałości pewnych językowych nawyków to - na użytek
tego szkicu - sprawa drugorzędna. Zapewne wchodzi w grę
i jedno, i drugie. Ważna natomiast, bo - jak to mamy
nadzieję wykazać - zaskakująco egzotyczna wydaje się we­
wnętrzna struktura tego retorycznego w istocie chwytu,
ontyczny status desygnatu, do którego pluralis odsyła, zna­
czenia jaki ów zabieg ewokuje. Spójrzmy jednak najpierw
na to zjawisko od strony motywów psychologicznych,
których można by się w nim dopatrzyć. Psychologia spo­
łeczna skłonna byłaby pomieścić to zjawisko z jednej stro­
ny w ramach rozległego procesu atrybucji, z drugiej zaś pro­
cesu generalizacji.
Ludzie mają zawsze silną potrzebę posiadania spójnej wi­
zji świata, w tym spójnego obrazu innych, nie wyłączając lu­
dzi polityki. Obraz taki uzyskuje się przypisując pewne cechy
osobie, ale w sposób swoiście uporządkowany: w zgodzie
z przyjętą na temat tej osoby oceną. Charakterystyczne oka­
zuje się, że wyobrażenia te są niewspółmiernie bogate i spój­
ne w porównaniu z niewielką ilością informacji (por. Domachowski, s. 63). Ma tu więc miejsce nadwyżka znaczenia
w stosunku do danych opisowych i faktualnych. Powstają
w ten sposób prywatne teorie osobowości, które pozwalają
wnioskować o czyimś zachowaniu niejako na pniu, np. że
ktoś postąpił tak i tak, bo jest interesowny lub zgoła odwrot­
nie - bo jest bezinteresowny. Okazuje się bowiem, że iden­
tycznie zachowującym się osobom przypinamy zupełnie
przeciwstawne etykietki.
Rzecz tę sprowadzić można do początkowych kategory­
zacji ludzkich osobowości, które determinują następnie po­
strzeganie i interpretację zachowań poszczególnych osób.
Ktoś raz oceniony źle, bardziej skazany jest na negatywne
ocenę we wszelkich późniejszych poczynaniach, niż ten,
kto w pewnej „sytuacji rozpoznania" wypadł dobrze. Pierw­
sze wrażenie staje się centralne, wszystkie pozostałe nato­
miast - peryferyjne i zdeterminowane tym centralnym wła­
śnie. Co więcej, jak pisze rzecznik takiego rozumienia rze­
czywistości wykreowanej: „Połączenia między poszczegól­
nymi cechami oraz istnienie wymiarów (czy cech) central­
nych i peryferyjnych powodują, że dysponujemy pewnymi
'wzorcami', do których dopasowujemy ludzi. Do każdego
takiego wzorca (kategorii) może należeć wielu ludzi. Może­
my też posiadać takie kategorie, do których w danym mo­
mencie nie należą żadne konkretne osoby. Są to gotowe
wzorce czekające na swe obiekty, a niewypełnione tylko
dlatego, że z nikim takim jeszcze się nie zetknęliśmy. Istota
tego problemu polega jednak na tym, że jeśli już kogoś do
którejś z naszych kategorii zakwalifikujemy, to niejako

�'z dobrodziejstwem inwentarza' osobie tej zostaną przypi­
sane wszystkie cechy do tej kategorii należące" (Domachowski, s. 67-68). Mamy więc ów drugi krok zwieńczają­
cy konstrukcję figury retorycznej z rzędu Michników i pa­
nów Grabków, generalizację, która pozwala już wreszcie
odpowiednie szufladkowanie ludzi świata polityki.
Skoro stwierdza się w procesie atrybucji jakąś' nadwyżkę
znaczenia, badacz kultury symbolicznej wietrzy natychmiast
trop, który jest również i dla niego przeznaczony. Nie na dar­
mo tacy wytrawni łowcy znaczeń jak Levi-Strauss czy Barthes
uczą, że mit to właśnie nadwyżka znaczenia. Ten zaś jest
głównym odniesieniem dla całego gmachu kultury. Jeśli nato­
miast gmach ten wznosi się także z użyciem języka, który roz­
dziela atrybuty, partykularyzuje i generalizuje partycypantów
jakiegoś społecznego procesu, to mamy wówczas do czynie­
nia z funkcją języka, którą Bronisław Malinowski określił ja­
ko magiczną. Spróbujmy więc uzupełnić rozumienie procesu
atrybucji narzędziami krytyki kulturowej, która w tym przy­
padku sięgnąć winna również do ustaleń etnologów w bada­
niach nad językiem. Wszelki wynik tych procesów krzepnie
wszak w postaci kulturowo i językowo udrapowanych obra­
zów, idei, wartości, którymi opatruje się jednostki i grupy.
Pluralis intryguje nie od dziś, zainteresowanie nim sięga
przynajmniej do Marca 68, kiedy to komunistyczna propa­
ganda szczególnie intensywnie eksploatowała tę figurę.
W jednym z pierwszych tekstów na ten temat Jan Nowicki
zauważył, że nazwisko użyte w liczbie mnogiej staje się no­
sicielem pewnych ogólnych cech, staje się symbolem. Po­
przez użycie tej formy uzyskuje się taką oto charakterystykę
osoby: „On tym a tym jest = to jest w nim ważne = on się ca­
ły do tego sprowadza. Zachodzi utożsamienie: cecha = istota
rzeczy = całość rzeczy" (Nowicki, 1972, s. 109).
Mircea Eliade w swym Dzienniku emigranta, w którym
również roztrząsał podobne językowe ciekawostki charakte­
rystyczne dla języka komunistycznej propagandy, określe­
niom w rodzaju trockista czy agent imperializmu przypisał
walor archetypiczności - cechę dalece wykraczającą poza
jednostkową osobowość (Eliade, 1990, s. 224). W rzeczywi­
stości polskiej lat dziewięćdziesiątych niewielu już ma poję­
cie, kto to agent imperializmu, rzesza czytelników tygodnika
„Nie" wie jednak, kto to np. solidaruchy, AWueSiaki, eSmani,
Uwole czy radiomaryjce. Niewielu wie, kto to trockiści, wia­
domo jednak, kto to buzkowcy, o których pisze felietonista z charakterystycznym dla tego pisma wdziękiem:
w średniowieczu, epoce tak ulubionej przez ZChN i buzkowców, w przewodnikach dla kapłanów wyliczano cztery za­
wody podejrzane, bo żyjące z zarabiania pieniędzy bez pro­
dukcji: zapaśnik, najemnik, kupiec i prostytutka („Nie" 2/98).
Czy wskazywani Michnikowie i Krzaklewscy to jakieś
określone jednostki, czy fantomy? Nowicki stwierdził, że ję­
zykowe twory tego typu „są jakby wpół drogi pomiędzy imie­
niem własnym i nazwą ogólną" (tamże). Buzkowcy natomiast
to - wydaje się - znamienny przykład wykorzystania imienia
własnego w tworzeniu nazwy pospolitej, a desygnat tej na­
zwy status „wpół drogi" osiąga podążając - piórem felietoni­
sty - z innego kierunku: od nazwy ogólnej do imienia wła­
snego. Jak możliwe są tego rodzaju zabiegi?
Nowicki zwracając uwagę na utożsamienie „cecha = isto­
ta rzeczy = całość rzeczy" nie wspominał, że rzecz ta znana
jest od dawna etnografom i charakterystyczna dla tzw. myśli
mitycznej, która nie zna świata abstrakcji, a tylko świat imion
własnych i konkretu. Rozważane tutaj konstrukty to również
mieszkańcy tego świata, znaki, które pełnią rolę pośredników
pomiędzy konkretem i ogółem, obrazem i pojęciem, elemen­
tem zmysłowym i kontemplacyjnym (por. Levi-Strauss 1969,
s. 32). Wchodzą one w skład operatorów reorganizacji pew­

nego politycznego światoobrazu, są okami semantycznych
sieci zarzucanych po całym tym retorycznym uniwersum.
Z racji swego wyłącznie oznakowego charakteru należą
do dziedziny konotacyjnych słowników, a więc uznać je tak­
że można za narzędzia tworzenia politycznych stereotypów.
Jako ogniwo pośrednie pomiędzy obrazem i pojęciem dzielą
one formalny charakter również z tym drugim. „Pojęcia ma­
ją służyć eksplanacji teoretycznej określonej sfery rzeczywi­
stości ujętej w teorię, stereotypy zaś quasi-eksplanacji frag­
mentów rzeczywistości ujętej w ogólnej doktrynie ideolo­
gicznej" - napisał jeden z badaczy stereotypu (Buczkowski
1986, s. 12). Chciałyby być systemem pojęć, ale muszą pozo­
stać tylko systemem znaków - systemem pojęć uwięzionych
w obrazach, np. obrazach znanych postaci polityki. Słowa te
mogą na trwałe oderwać się od rzeczy, nie stają się jednak
przez to pojęciami (por. Thom 1990, s. 114).
Mechanizm ten jest typowy dla logiki nastawienia znanej
od czasów Levy-Bruhla i Cassirera, a zwanego partycypacją.
Cassirer pisał, że w myśl tej logiki całości nie dzieli się na czę­
ści, część zawiera bowiem wszystkie cechy całości (Cassirer,
1953, s. 49-50). I odwrotnie: rodzaj nie funkcjonuje jako lo­
giczna determinanta gatunków czy przedmiotów indywidual­
nych, lecz jest bezpośrednio obecny w tym co szczegółowe
(tamże, s. 64), nie ma więc i możliwości, i potrzeby wyodręb­
niania klasy pojęć. Dla partycypacji, która ujmuje rzeczywi­
stość w jednym, pojedynczym planie, atrybut równa się isto­
cie przedmiotu (tamże, s. 65). Podczas gdy klasa logiczna, po­
sługując się określoną uniwersalną zasadą, chce oddzielić to,
co szczegółowe, od tego, co ogólne, partycypacja wiąże wszy­
stkie szczegóły w jedności pewnego wyobrażenia, jedności
mitycznej figury; może to być figura Michników lub figura
buzkowców. Wszelkie części, jednostki, atrybuty, gatunki zo­
stają związane, a rozróżnienia zniesione (tamże, s. 69).
Nie istnieje zatem podział na istotę i przypadłości czy gru­
pę i jednostki. Termin Michnikowie może zostać użyty jako
nazwa gatunku, buzkowiec natomiast może być nazwą okre­
ślonego osobnika. Nazwy będące zwykle ostatnim szczeblem
denotacji w sematycznej funkcji języka, w jego funkcji ma­
gicznej stają się w powyższym przypadku szczeblem pierw­
szym. Ich nazwiska użyte w pluralisie denotują pewien archetypiczny, zbiorowy typ osobowości wcielanej przez opo­
zycję, konotują natomiast wiele właściwości przypisywanych
politycznym wrogom - od żydowskiego pochodzenia, po­
przez prywatę, po nieudacznictwo w rozmaitych dziedzinach
życia publicznego. Wszystko to z zachowaniem oczywiście
odpowiednich proporcji w zależności od tego, gdzie znajduje
się trybuna, z której opatruje się takimi etykietkami. Pozosta­
jąc w połowie drogi pomiędzy imieniem własnym a nazwą
ogólną, pełnią one funkcję operatorów organizacji określone­
go politycznie obrazu rzeczywistości społecznej.
Warto w tym miejscu przypomnieć pogląd Malinowskie­
go na temat pewnego aspektu magii słowa, mianowicie wiary
w tożsamość nazwy i nazywanego obiektu, imienia i osoby to
imię noszącej, z czego wywodzi się istnienie sprawczej mocy
słowa. Tak rozumiana zasada partycypacji, jeśli istotnie jest
obecna w rozważanym tutaj przypadku specjalnego użycia
nazwisk ludzi świata polityki, jest zapewne znacznie zawoalowana. Przypomnijmy więc, że w klasycznych przykładach
przytaczanych przez etnologów imię, wcielając cechy danej
osoby, może stać się przedmiotem magicznych działań,
podobnie jak powszechnie znane zabiegi na wizerunkach
osób, przedmiotach doń należących czy wreszcie ich włosach
lub paznokciach. Jeśli imię traktowane jest jako integralna
część jego posiadacza, to wówczas nie dziwi przekonanie, jak
to znane u Algonkinów, że o osobie o tym samym imieniu
mówi się - „On jest innym mną" (Cassirer 1946, s. 84). Przy155

�kładem ze Starego Świata niech będzie formalna kategoria
prawa rzymskiego - „legalna osoba", która może mieć rów­
nież „legalne imię", do posiadania którego nie miał natomiast
prawa niewolnik (tamże, s. 50). Imię jest nie tylko znakiem
jedynos'ci i wyjątkowości osoby, ale osobę tę ustanawia. Nie­
przypadkowo również obrzęd chrzcin ma miejsce z równo­
czesnym nadaniem imienia, obrzęd, który włącza jednostkę
do społeczności wiernych; dla tej społeczności osoba staje się
upostaciowana dopiero z nadaniem jej imienia. Zatem: jeśli
nie ma imienia, nie ma też osoby. Czy z takim nastawieniem
nie jest też związane powiedzenie znane z minionych dekad:
„nie ma dokumentu, a więc nie ma człowieka"?
Jeśli zatem imię zyskuje tak dużą rangę i jest substancjal­
nie tożsame z jego nosicielem, oddziałując na nie można rów­
nież wpłynąć na osobę. Znane są zabiegi magiczne polegają­
ce np. na krzyknięciu imienia nad parzonymi ziołami, dzięki
czemu jego właściciel miał ulec uzdrowieniu, wdmuchiwaniu
imienia do oczyszczającego naparu (por. Skompski 1976, s.
146-47) czy spalaniu kartki z napisanym imieniem, co miało
z kolei zaszkodzić jego nosicielowi (Horton 1993, s. 224).
W niektórych kulturach praktykuje się zwyczaj ukrywania
prawdziwego imienia - jest ono imieniem tajnym. Ma to
ustrzec jego właściciela przed zakusami wrogów, którzy po­
znając jego imię posiedliby tym samym kontrolę nad samą
osobą i zyskali jej moc. „Tknąć imię to tknąć samą osobę czy
istotę, do której to imię należy. Znaczy to zaatakować ją, za­
dać gwałt jej osobowości ..." - napisał o podobnych zabie­
gach Lucien Levy-Bruhl (Levy-Bruhl, 1992, s. 74).
Wskazana reguła językowej petryfikacji nazwisk, współ­
czesnej językowej magii, służy więc również depersonaliza­
cji określonych osób, marginalizacji ich indywidualnych
cech, zamiany ich w maski, swoiste figury woskowe opatrzo­
ne odpowiednimi ogólnymi podpisami - Michnikowie, buzkowcy czy spółka Czarnecko-Balcerowiczowska, jak to ujęto
we fragmencie smakowitej wypowiedzi o oryginalnej poety­
ce we wspomnianym już wcześniej piśmie:
„kasta czarnuchów'-sukmaniarzy" i czarno-podobnych sa­
telitów pod przewodem „słońca" Akcji Wyborczej Szarańczy
- Krzaklewskiego. „Słońce" AWS ze spółką Czarnecko-Bal­
cerowiczowska („Nie" 7/98).
Osiąga się równocześnie głęboko kulturowy efekt ustano­
wienia czegoś na kształt politycznych klanów, które na ze­
wnętrz reprezentują skonwencjonalizowane maski. Potwier­
dzałoby to trwałość owej magicznej logiki, w zgodzie z którą
część stanowi równocześnie całość i wyraża jej istotę. Tutaj
oznaczałoby to również rozumienie osoby jako maski, która
służy rytualnemu przedstawieniu kogoś jeszcze, np. członków
całego klanu - rzecz powszechna niegdyś pośród licznych sy­
stemów totemistycznych, a w historii kultury kręgu śródziem­
nomorskiego przezwyciężona - jak utrzymuje Marcel Mauss
(Mauss, 1973, s. 513) - dopiero w okresie początków Rzymu.
Jak widać - nie do końca. Słowa kasta czy spółka, jak w przy­
toczonych powyżej przykładach, których reprezentantami
mają być Krzaklewscy czy buzkowcy, zdają się sugerować
trwałość i ponadczasowość tej logiki, tego sposobu konstruo­
wania społecznego światoobrazu. Niech pośrednim potwier­
dzeniem ważności tych masek w przedstawianiu świata poli­
tyki będzie popularność takiego plastycznego środka wyrazu,
jakim jest karykatura, czy tzw. szopka polityczna, na scenie
której te maski-karykatury zostają „ożywione".
Umberto Eco w swoich rozważaniach na temat teatru po­
dał przykład osobliwego przedstawienia. Oto na zebraniu Ar­
mii Zbawienia szacownym matronom sponsorującym działal­
ność organizacji pokazany zostaje pijak: obdarty osobnik
z czerwonym nosem. Wygląda tak, jak pijak właśnie wyglą­
dać „powinien". Można go uznać za znak wszystkich pija­
156

ków, choć jest on przecież równocześnie autonomiczną oso­
bą (Eco, 1977, s. 110). W tej określonej scenerii (obramowa­
niu, jak by powiedział Goffman 1984, s. 363 i ns.) pełni on
z jednej strony rolę znaku naturalnego, podobnie jak ślad sto­
py czy dym unoszący się ponad wzgórzem, z drugiej nato­
miast - znaku konwencjonalnego: jego czerwony nos repre­
zentuje wszystkie żałosne następstwa nieumiarkowania w pi­
ciu (Eco, s. 112). Czyż zatem taldm znakiem zwalczanej opo­
zycji (notabene - aktualnie u władzy) nie są Michnikowie czy
buzkowcy, zarazem znakiem obcych interesów, np. żydow­
skich albo komunistycznych - znów w zależności od punktu
siedzenia - lub choćby zwykłej politycznej nieudolności? Ja­
ko „obiekty" znaczące są politycy znani pod nazwiskami
Michnik i Buzek zarówno naturalni, jak i konwencjonalni.
Dotykamy tutaj jądra wszelkiego mitotwórstwa, mityczności, rytualności, słowem - właśnie nastawienia o cechach
partycypacji. Mianowicie tego, co Roland Barthes określał
obrazowo jako mechanizm przekształcania historii w naturę
(Barthes, 1970, s. 48), możliwość dowolnego transferu na li­
nii fakty-znaczenia, natura-kultura, ustanawiania naturalnym
tego, co stworzone, a czasem nawet stworzonym tego, co na­
turalne. W wydanym ostatnio zbiorze esejów wspomniany
już Umberto Eco wskazuje na te mechanizmy jako istotny
komponent ludzkiej kreatywności. W swej amerykańskiej
Podróży do hiperrealności jako przykład pierwszego z nich
podaje muzea, zwłaszcza niezliczone gabinety figur wosko­
wych, w których „wszystko jest znakiem, lecz pragnie ucho­
dzić za rzeczywistość" (Eco, 1996, s. 67). Przykładem dru­
giego natomiast są morskie miasta czy sztuczne dżungle,
w których zwierzęta eksponuje się w ich naturalnym otocze­
niu, w których jednak „wszystko jest rzeczywistością, lecz
pragnie uchodzić za znak" (tamże) - ideologia „nieskażonej
przyrody", „przyjaznych zwierząt" itd.
Jest to wszakże odwieczna ludzka postawa: pragnienie,
„by pokonać opozycję między naturą a kulturą i ująć je obie
jako całość" (Levi-Strauss 1969, s. 193). Michnikowie i buz­
kowcy to obiekty, które realizują wspomniane wyżej pragnie­
nie: należą zarówno do porządku natury, jak i kultury. Słowa,
które zostają najpierw „skradzione", by następnie zostać
„zwrócone" - jak by powiedział Barthes, w istocie jednak by­
tujące gdzieś pośrodku. Słowa tyleż skuteczne w dziele
kształtowania pewnych przedstawień zbiorowych, co emanu­
jące znaczeniami, które oddać mają „istotę" archetypu Szczypiorskich i Krzaklewskich.
Językowy rytualizm wykazuje tutaj podobne cechy kon­
stytutywne co tradycyjny rytuał, którym zajmują się z powo­
dzeniem (?) etnografowie. Ten natomiast, jak zauważył Stan­
ley Jeyaraja Tambiah, składa się z uporządkowanych ciągów
słów i aktów, których treść i struktura mają charakter sforma­
lizowany (skonwencjonalizowany), wypowiedzi cechuje stereotypowość (twardość), kondensacja i powtarzalność. Akt
rytualny jest aktem performatywnym w potrójnym znacze­
niu: Austinowskim, gdy mówienie czegoś jest również robie­
niem czegoś, rozumianym jako konwencjonalny akt; w zna­
czeniu cakiem odmiennym, mianowicie odgrywanego przed­
stawienia, poprzez które uczestnicy doznają intensywnych
wrażeń; wreszcie w znaczeniu obecności znaków naturalnych
(indeksów - w rozumieniu Peirce'a, Tambiah 1985, s. 128),
jak np. znak pasowania na rycerza jest indeksem tej czynno­
ści czy przywdzianie czepca pannie młodej jest indeksem
wprowadzenia do grupy mężatek.
Ideowi i polityczni liderzy znani pod nazwiskami Michnik
i Buzek mają zatem odpowiednie konwencjonalne znaczenie
związane z ideologicznym planem treści, jak również mają
stać się indeksem pewnej grupy społecznej, mianowicie opo­
zycyjnej - w stosunku do opcji reprezentowanych przez okre-

�ślone tytuły prasowe - koalicji politycznej. Michnikowie
i buzkowcy to wynik tego rytualno-werbalnego przedstawie­
nia, znaki, które stały się operatorami organizacji obrazu po­
litycznej i społecznej sceny, dramatis personae w pewnym
politycznym teatrze. Rzecz to znów stara jak świat. Jeśli
w logice partycypacji realność imienia, podobnie jak realność
portretu, są tego samego rzędu co realność pierwowzoru (por.
Levy-Bruhl 1992, s. 75), to i - mocą totum ex parte - wszy­
stko co z tym imieniem się kojarzy ma zostać przeniesione na
pozostałych członków klanu.
Przedstawiony tu językowy zabieg ma jeszcze jeden, istot­
ny z punktu widzenia etnologii, aspekt. Pluralis składa się na
pewien językowy obraz świata, w którego projekcie zawiera
się wspomniana wcześniej typizacja społeczno-politycznej
rzeczywistości. Etnologom rzecz ta najlepiej znana jest bodaj
z problematyki etnicznej i kulturowej identyfikacji, gdzie
przeciwstawienie „swoi-obcy" stanowi oś kreowania grupo­
wej tożsamości i grupowej solidarności. Przy czym, co istot­
ne, owa tożsamość osiągana była głównie poprzez wskazanie
odmienności obcych: ich ślepoty, niemoty, ułomności, głupo­
ty, w odróżnieniu od - niekoniecznie wskazywanej explicite
- doskonałości i mądrości własnej grupy. Określenia „poli­
tycznych obcych" - S-mani, czarnuchy-sukmaniarze czy radiomaryjce dzielą semantyczne pole z głuchoniemcami, psim
narodem czy śleporodem, określeniami „etnicznych obcych"
- by wskazać tylko kilka z nazw przytaczanych przez Jana
Stanisława Bystronia (s. 323).
Warto zwrócić przy tym uwagę na obelżywość choćby
tych przytoczonych dosyć wyrywkowo określeń. O ile
w przypadku „wiekowych" epitetów zapisanych przez By­
stronia mamy do czynienia z fizycznym niedorozwojem czy
zwierzęcym pochodzeniem, które mają natychmiast przywo­
dzić złe skojarzenia, w przypadku określeń opcji światopo­
glądowych, politycznych i społecznych rzecz jest nieco bar­
dziej złożona. Tutaj negatywne skojarzenia są nierozłącznie
związane z samym językowym kodem i jego leksyką, gdzie
S-mani mają kojarzyć się z SS-manami, a czarnuchy-sukmaniarze z łachmaniarzami. W obu kategoriach nazw „obcych"
mamy jednak naruszenie pewnych językowych tabu, to zaś
ma być źródłem mocy takiego słowa. Tabu bowiem to rzecz
rodem z sacrum, a sacrum jest mocą samą.
Widać więc, że rzecz ta nie wyczerpuje się wyłącznie
w świecie politycznej hiperrealności, jak chcieliby zapewne
niektórzy ponowocześni krytycy kultury, że nie jest to wy­

łącznie idealna rzeczywistość stworzona przez media, którą
karmią nas codzień pospołu z propagandystami poszczegól­
nych politycznych opcji. Albowiem nazwanie i opisanie in­
nych, z równoczesnym opatrzeniem stosownymi atrybutami
o silnym aksjologicznym nacechowaniu, jest przede wszyst­
kim wyrazem potrzeby porządkowania społeczno-politycznej
rzeczywistości i jednocześnie narzędziem wprowadzania ta­
kiego porządku. Za semantyczną zasłoną kryją się konkretne
jednostki, wartości, idee.
W odpowiedzi na pytanie: o ile człowiek jest podmiotem,
świadomie działającą jednostką uposażoną w zbiór pewnych
niezależnych poglądów, o ile natomiast przedmiotem, świat
polityki kreowany w prasie zdaje się ukazywać pewną dowistość jego aktorów. Stworzeni tu Michnikowie czy buzkowcy
wykazują przy tym znamiona hiperrealności, bo nie tylko
można ich reprodukować w nieskończoność, lecz - choć to
tylko kopie - dalece przewyższają oryginał proporcjami, ko­
lorystyką, jakością materiału. I co ważniejsze: poprzez swą
ikoniczność ujawniają znaczenia w swej kondensacji i wyra­
zistości niemożliwe do „wydobycia" inną drogą. Ich pierwo­
wzory zostały - z pomocą odpowiedniej językowej magii najpierw odpersonifikowane, by okrzepnąć następnie w po­
staci pewnych osobowości zbiorowych, masek o wyraźnych
rysach i kształcie, którymi można obdarzyć wielu.
Wraz z końcem „ery ideologów" nie zaniknął wcale pewien
sposób postrzegania świata, w tym politycznego przeciwnika.
Maska (choć w tym przypadku być może bardziej adekwatnym
określeniem byłaby Gombrowiczowska „gęba") jest bowiem
od zarania ludzkiej kultury operatorem zarazem społecznej
transgresji i konfliktu, a jej swoista polityczna prefiguracja mo­
że służyć dziełu stanowienia politycznych podziałów i stereo­
typów. Koniec wieku ideologii zbiegł się natomiast z nadcho­
dzącą „erą imagologii", gdzie - obok innych ikonicznych form
znanej już wszystkim „biegunki obrazów" - będzie zapewne
maska, w tym i w innych wydaniach, jeszcze bardziej cenio­
nym wyznacznikiem orientacji w świecie. A więc nie słowo,
a obraz opisywał będzie świat. W naszym przypadku byłaby to
jakaś udoskonalona wersja politycznej szopki, w której nie­
wprawne oko raz widzieć będzie teatr kukiełkowy, raz sejmo­
wą mównicę. Trochę jak w przypadku zdarzenia, którego
świadkiem był autor Podróży do hiperrealności, kiedy to
w jednym z ghost towns, miast-muzeów, pewien turysta wyra­
ził swoje zakłopotanie, bo nie wiedzał czy siedzące w ławach
szkolnych dzieci są prawdziwe czy sztuczne.

BIBLIOGRAFIA:
Barthes, R.
1970
Mit dzisiaj, przeł. W. Błońska, w: Mit i znak, Warszawa.
Buczkowski, P.
1986
Ideologiczna funkcja stereotypów anarchii, „Kontakt", nr 3.
Bystroń, J.S.
1980
Termaty, które mi odradzano. Warszawa.
Cassirer, E .
1946
Language and Myth, New York &amp; London.
J953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Oomachowski, W.
1998 Przewodnik po psychologii społecznej. Warszawa.
Ьсо, U.
"77

Semiotics of Theatrical Performance, „The Drama Review", vol.
21, s. 107-117.
96 Podróż do hiperrealnos'ci, przel. J. Ugniewska, w: Semiologia życia codziennego. Warszawa,
bhade, M.
•WO

Religia, literatura i komunizm. Dziennik emigranta, przeł. A. Zagajewski, Londyn.
Goffrnan, E .
1 9 8

4

Horton, R.
1993
Patterns of Thought in Africa and the West: Essays on Magic, Re­
ligion and Science, Cambridge.
Levi-Strauss, C.
1969
Myśl nieoswojona, przeł. A. Zajączkowski, Warszawa.
Levy-Bruhl, L.
1992
Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych, przeł.
B. Szwarcman-Czarnota, Warszawa.
Mauss, M.
1973
Pojęcie osoby, przeł. M. Król, w: Socjologia i antropologia, War­
szawa.
Nowicki, J.
1972
Mówi Warszawa, „Kultura", z. X.
Skorupski, J.
1976
Symbol and Theory, Cambridge.
Tambiah, S.J.
1985
Culture, Thought and Social Action. An Anthropological Per­
spective, Cambridge &amp; London.
Thorn, F.
1990
Drewniany język. Warszawa.

Pierwotne ramy interpretacji, przeł. M. Ziółkowski, w: E . Mo­
krzycki (red.), Kryzys i schizma, t. 1, Warszawa.

157

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9918" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9896">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/01266286a46b2bff0c44b4aa63221a0d.pdf</src>
        <authentication>6ee7222cf6802193e6692ef91d08090a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117988">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117989">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117990">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2762</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117991">
                <text>Czy metafora może być bajką? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117992">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.32-39</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117993">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117994">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117995">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117996">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117997">
                <text>Czy metafora może być bajką?
Janusz Barański

Giambattista Vico, piewca wiary i czucia w dobie kultu
rozumu - Oświecenia, tak oto pisał dwa i pół wieku temu
0 interesującym nas tropie:
„ Z logiki poetyckiej wynikają wszystkie podstawowe tropy,
z których najjaśniejszym, a przez to samo najbardziej potrzeb­
nym i najczęściej używanym jest matafora; jest również
najbardziej podziwiana, ponieważ dzięki metafizyce, poprzed­
nio tu rozważanej, użycza rzeczom nieożywionym uczuć
1 namiętności. Pierwsi bowiem poeci nadali przedmiotom byt
substancji ożywionych, zdolnych do tego wszystkiego, do czego
sami byli zdolni, to znaczy do uczuć i namiętności i w ten sposób
stworzyli baśnie. Tak więc k a ż d ą m e t a f o r ę
można
u w a ż a ć z a k r ó t k ą b a j k ę " (Vico 1966, s. 186; podkr.
— J.B.).
Nie mylą się ci, którzy stwierdzą, że ostatnie, kluczowe
zdanie nie wynika banajmniej z poprzednich z apodyktyczną
rzeczywistością. Nie m o ż n a - z drugiej strony - przypisać
filozofowi uprawiania logiki, którą uważał on skądinąd za
powszechną w twórczym dziele owych „pierwszych p o e t ó w " ,
logiki opartej na analogii i oboczności. Jeśli bowiem metafora
była w powszechnym użyciu przy tworzeniu bajek, nie prowa­
dzi to przecież do wniosku, że m o ż n a j ą do bajki sprowadzić.
A jednak to utożsamienie metafory i bajki należy rozumieć
nader przenośnie, żeby nie powiedzieć - metaforycznie właśnie,
zdaje się sugerować autor w komentarzu. Oto bowiem - twierdzi
filozof - dzięki metaforze, która „użycza rzeczom nieożywio­
nym uczuć i n a m i ę t n o ś c i " , powstaje świat bajki pełen „gwiz­
d u " wiatru, „ s z e m r a n i a " morskich fal, ukrytych wodnych
i skalnych „ ż y ł " , „ u ś m i e c h u " nieba, ożywionego wina - „krwi
winorośli" (tamże, s. 187). Takie wyjaśnienie owej metafizyki
uczucia i wyobraźni należy przyjąć z dobrą wiarą, choć drażni
kontrast pomiędzy bezwzględną kwantyfikacją zastosowaną
w formule, a niejasną eksplikacją. Zachęca to wręcz do
sproblematyzowania tak sTormułowanej definicji metafory.
Materiał podsuwa „retoryka naszych c z a s ó w " - jak powiada
Gui Bousiepe (1985, s. 303) - reklama.
Spójrzmy zatem na taki choćby slogan: „Kodak - złodziej
k o l o r ó w " . To predykatywne określenie zbudowane według
zasady klasycznej analogii, której do dziś obowiązującą regułę
podał Arystoteles, wywodzi się z układu korelacji i inwersji
o postaci:
Kodak : kolory: .-złodziej : rabowanie dobra
Treść sloganu zyskuje s w ą formę wskutek zestawienia obu
członów korelacji, gdzie ich składowe pozostają w relacji
metonimicznej przyległości, zestawienia osiągniętego wyłącz­
nie za pomocą stosowanej wizualnej retoryki obrazu. Kolory są
tutaj zatem dobrem zdobytym w sposób w najwyższym stopniu
nietypowy - poprzez kradzież. Czy to wszystko, co można
o rzeczonym sloganie i jego fabularnym przedstawieniu powie­
dzieć? Jeśli uznalibyśmy go za wyjątkowo oryginalną metaforę,
coś na kształt odkrycia nowego, śmiałego tropu, wówczas
moglibyśmy uznać go za wytwór wyłącznie indywidualnej
fantazji. Jest tu jednak coś, co nasuwa podejrzenie istnienia
związku z pewnym, pozornie być może odległym gatunkiem
folkloru.
Włodzimierz Propp w swoim dziele o bajce pośród jej X X X I
funkcji na miejscu X I X umieszcza: „Likwidacja początkowej

32

szkody lub braku'' - „Poprzez tę funkcję opowieść sięga swego
apogeum". G ł ó w n y m sposobem likwidacji owego początkowe­
go niedostatku jest „Porwanie obiektu poszukiwań przemocą
lub sprytem" (Propp 1976, s. 105). Autor wymienia jeszcze
kilka innych sposobów, których skutkiem jest zdobycie po­
szukiwanego obiektu, np. czarodziejskiego pierścienia, utraco­
nego wzroku, złotorogiego jelenia itd. (tamże, s. 106-109).
Niech punktem wyjścia poniższych rozważań będzie uznanie
metafory „Kodak - złodziej k o l o r ó w " za taką bajkę magiczną
w pigułce, gdzie trzech sympatycznych chłopców wykrada paru
odrażającym postaciom (podkreślone to zostaje poprzez od­
powiednie do sytuacji ich przedstawienie) przedmiot pożądania
- kolor. Historyjce tej nie szkodzi j u ż fakt, że chłopcy zostali
ujęci przez policję: początkowy brak został usunięty.
Przykład jednego reklamowego sloganu nie może być oczy­
wiście dowodem na to, że fabuła bajki magicznej jest metatekstem wszelkich reklamowych ewokacji. Każdy adresat reklamy
- „pani d o m u " , „prawdziwy m ę ż c z y z n a " czy „doświadczony
hodowca" - stwierdzi, że to tylko bardziej lub mniej udane
chwyty stylistyczne, które nie m u s z ą mieć nic wspólnego
z jakością zachwalanego proszku, płynu po goleniu czy karmy
dla kocinki. Nie jest to jednak tylko sprawa stylu, swoistej
poetyki, lecz mito-poetyki, ponieważ wiele reklamowych
przedstawień ukazuje fabułę bajki magicznej, a większość
„ociera s i ę " o zbiór typowych dla tego gatunku mitycznorytualnych odniesień.
Włodzimnierz Propp wyodrębnił - jak się rzekło - XXXI
funkcji bajki magicznej. Byłoby tyleż niemożliwe co i bez­
zasadne usiłowanie wykazania, że istnieje transpozycja wszystkich z nich w przedstawieniach reklamowych. W sposób
zmniejszający możliwość pomyłki do minimum można wyka­
zać obecność tylko pięciu z nich, jednak tych, które są kluczowe
dla fabuły bajki. Jeśli jednak czas reklamowy nie przekraczi
kilku sekund, co zdarza się bardzo często, wówczas możni '
wyodrębnić tylko dwie - otwierającą i zamykającą tę bajkowi J
mikro-fabulację lub tylko j e d n ą - ostatnią. Są to zatem na- '
stępujące funkcje:
1

(1) „VIII. Antagonista wyrządza krzywdę lub szkodę człon
k o w i rodziny. Określenie: s z k o d z e n i e " (tamże,
s. 74).
„Jednakże bynajmniej nie wszystkie bajki rozpoczynają się od
wyrządzenia szkody. Istnieją inne początki bajek, często nadają­
ce taki sam kierunek rozwojowi wydarzeń jak w bajkach
rozpoczynających się od funkcji szkodzenia. Przyglądając się
baczniej temu zjawisku m o ż e m y zaobserwować, że w bajkach
tych momentem wyjściowym jest sytuacja braku czegoś"
(tamże, s. 78-79).
(2) „ X I V . Bohater wchodzi w posiadanie magicznego środka,
Określenie: p r z e k a z a n i e , o t r z y m a n i e mag i c z n e g o ś r o d k a (...).
Jako środki magiczne m o g ą służyć:
1. Zwierzęta: koń, orzeł i inne.
2. Przedmioty, z których wyłaniają się magiczni pomocnicy.
np. krzesiwo z koniem lub pierścień z junakami.
3. Przedmioty o magicznej właściwości, jak np. kije, gęśle czj
k u l e " (tamże, s. 92).
(3) „ X V I . Bohater i jego antagonista przystępują do bezpo-

1

'
I
c

t

*
v

2

F
&gt;
1

F

a
s
s

�średniej walki. Określenie: w a l k a " (tamże, s.
103).
(4) „XIX. Likwidacja początkowej szkody lub braku. Określe­
nie: l i k w i d a c j a n i e s z c z ę ś c i a l u b b r a k u
(...).
Dana funcja tworzy parę z wyrządzeniem szkody lub z nie­
szczęściem występującym w zawiązaniu. Poprzez tę funkcję
opowieść sięga swego apogeum" (tamże, s. 105).
(5) „XXXI. Bohater zawiera małżeństwo i zostaje carem.
Określenie: w e s e l e " (tamże, s. 120).
„Czasami zamiast ręki królewny bohater otrzymuje kompensatę
pieniężną lub nagrodę w innej formie" (tamże, s. 121).
Tak oto przygotowani przez słynnego folklorystę możemy
przystąpić do przeglądu reklam. Jest to zbiór siedemdziesięciu
reklam telewizyjnych, dotyczących różnych produktów, w jed­
nym tylko przypadku produktu tego samego, choć przed' stawionego przez dwie różne reklamy. Rejestracja reklam miała
miejsce w przeciągu kilku tygodni w porze największej oglądal­
ności telewizji. Z tego zbioru około jedna trzecia to: reklamy,
które mają kompletną strukturę inwariantu bądź są niekomplet­
ne jeśli chodzi o funkcje „ ś r o d k o w e " , następnie te, które mają
tylko funkcje "otwarcia" i „ z a m k n i ę c i a " i na koniec najlicz­
niejsze - te, które mają wyłącznie funkcję ostatnią, którą Propp
określił jako „ w e s e l e " . Funkcja ta jest jednak w naszym
przypadku chyba nadzwyczaj ważna, skoro pojawia się nawet
w reklamie środków do utrzymania czystości... toalety. Zacznij­
my jednak od reklam, które wprawdzie nie kończą się ślubem, są
jednak dość kompletne jeśli chodzi o pozostałe funkcje. Fabuła
ich niemal zupełnie pokrywa się z zaproponowanym tu zreduko­
wanym inwariantem, ponadto środki wyrazu nie pozostawiają
wątpliwości co do konotacji poszczególnych sekwencji.
Colgate Tartar Control
Na powierzchni gigantycznych zębów robotnicy, noszący stoso­
wne uniformy i używający odpowiednich narzędzi, (1) wznoszą
kamienny mur; wtem (2) pojawia się olbrzymia pasta do zębów
w opakowaniu, zawieszona jak wahadło, i niczym taran (3)
rozprasza robotników; dzieła zwycięstwa dopełniają strugi
wody i zgłębnik dentystyczny, które usuwają resztki zło­
wrogiego muru i odsłaniają do końca (4) czyste zęby.
SC Johnson
Muszlę klozetową beztrosko okupuje (1) silna grupa zarazków,
ukrywając się w „najbardziej niedostępnym miejscu"; kiedy
jednak (2) nadlatuje kaczor na dwupłatowcu wyposażonym
w pokładowy karabin maszynowy zarazki tracą rezon i pisk­
liwymi głosami, tudzież trzęsieniem się, dają wyraz strachu;
i mają rację: kaczor (3) wybija wszystkie celnymi seriami,
doprowadzając (4) muszlę klozetową do połysku; „Dziękujemy
ci SC Johnson" - słyszymy z ust chóru zadowolonych, choć nie
pokazanych, pań domu.
W jednej z następnych reklam notujemy j u ż brak funkcji
drugiej: nie ukazany został mianowicie moment przybycia
bohatera mającego usunąć szkodę.
Old Spice Sensitive
Golący się młodzian doznaje przykrego wrażenia pieczenia
wskutek dokonanego zabiegu kosmetycznego, co ukazane
zostało przez (1) płomień ogarniający jego szyję; jednak strugi
płynu (3) gaszą ogień przynosząc (4) ulgę podrażnionemu ciału;
„Po co się męczyć - Old Spice Sensitive zgasi płomień na twej
twarzy" głosi slogan, i j u ż wyłącznie przy pomocy wizualnych
środków firma zachęca do stosowania jeszcze innych jej
produktów, prezentujących się rzędem w morskiej fali.
W następnej reklamie brak wprawdzie funkcji trzeciej,
a ściślej symbolicznego przedstawiania walki - usuwania
szkody, mamy natomiast kolejną personifikację włączającego
się do akcji środka.

Cillit
(1) „Ależ tu brudno" - zauważa z przerażeniem pani domu
otwierając drzwi domku działkowego, w którym kuchnia jest
wielkości małej sali tanecznej, a podłoga wyłożona nieco
zmatowiałymi rzeczywiście kafelkami; pani domu słyszy - za­
skoczona - jakiś zbliżający się głos: „Tutaj może pomóc tylko
Cillit, spróbuj t y l k o " ; to mówi - nazwijmy j ą - (2) mała
czarodziejka, nadlatująca właśnie na butelce firmowego płynu;
dzięki jego zastosowaniu kafelki podłogi (4) błyszczą już
nieskazitelnie.
Mamy wreszcie inną kategorię. Tutaj pani domu sama stała
się bohaterką bajki zakończonej happy endem - trwałym
związkiem-w-dziele-utrzymania-czystości.
Sunlicht
Mówi pani domu: „ D a w n o , dawno temu żyła sobie księżniczka,
która musiała p o z m y w a ć górę (1) brudnych naczyń. I (2)
zawołała przyjaciela Sunlichta: mój przyjacielu, proszę pomóż
m i " ; „ T o t y jesteś tą księżniczką, mamo!" - zgaduje córka pani
domu; „Ale tylko (5) z tym czarodziejem" - zgadza się
z uśmiechem pani domu, zanurzając talerz w pachnącej pianie.
Związek bohaterki z osobą płci odmiennej - czarodziejem
Sunlichtem - ma tu zatem charakter przenośny w czystej
postaci. Potraktuję tę reklamę jako stopień pośredni pomiędzy
reklamami seksualnie nienacechowanymi a seksualnie nacecho­
wanymi. Użycie terminu „ s e k s u a l n y " podyktowane jest tym, że
w przedstawionych poniżej reklamach mamy do czynienia
z bardzo różnymi odmianami owej funkcji ostatniej - mitologemu wesela. M o ż e to być istotnie ślub, częściej jednak
chodzi o romans, randkę czy choćby tylko powodzenie u przed­
stawicieli płci odmiennej. Tak tedy następna reklama ilustruje
nie tylko uzdrowienie, ale i rzeczone „ w e s e l e " .
Clearasil
Tomek i Jacek mają (1) pryszcze; Tomek używa mydła, Jacek
- żelu Clearasil (na dole ekranu widzimy napis: „nr 1 na
ś w i e c i e " ) ; dalej widać Tomka i jego pryszcze pulsujące bólem
i otoczone przez autora reklamy obwódkami; Jacek natomiast
po zastosowaniu żelu ukazuje (4) gładką twarz; „Tomek chodzi
w kasku na głowie, Jacek (5) chodzi z Karoliną'' - komentuje
narrator.
Tak oto doszliśmy do grupy reklam najliczniej reprezen­
towanych w naszej „ b a j k o w e j ' ' klasie, które można by uznać za
przykład wariantu najuboższego, choć z pewnego punktu
widzenia bardzo istotnego. Prawie wyłącznie jedyną funkcją
wyrażoną - chciałoby się rzec - expressis signis jest tu owo
„ w e s e l e " w różnych jego odmianach. Przyjrzyjmy się kilku
przykładom.
Tchibo
(5) Młoda para stąpająca po schodach świątyni, wokół radosne
twarze, tłum ich cały, falujący w rytm falowania przesypującej
się kawy pokazywanej przemiennie z obrazem ślubu; sypiące
się ziarna kawy i ziarna ryżu, którymi rzuca w kierunku
nowożeńców śmiejąca się dziewczynka; chwile czułych spoj­
rzeń panny młodej i starszego pana popijających z filiżanek
gorący płyn; „Dajesz innym to, co w życiu najlepsze, kiedy
jesteś radosny, zakochany, s z c z ę ś l i w y " - puentuje te wzrusza­
jące obrazy slogan.
Stimorol
W pustynnym i ekscytującym krajobrazie Arizony lub New
Mexico widzimy młodzieńca na motocyklu w stylu HarleyDavidson ściganego przez policyjny wóz; młodzieniec za­
trzymuje się, z oczywistą obojętnością pozwala się obszukać
policjantowi, opierając się na masce wozu w sposób przewidzia­
ny wymogami sytuacji, przepisów i dramatycznego zacięcia
autorów reklamy; jest czysty: policjant znajduje tylko paczkę
gumy; okazuje się, że jest to natomiast wyzwanie dla drugiego
funkcjonariusza, którym jest atrakcyjna dziewczyna; do rzuco-

33

�nych jej przez kolegę dokumentów młodzieńca wkłada kartkę
z numerem telefonu i nazwiskiem - Johnson i zapewnia
wymownym spojrzeniem, że (5) wspólna chwila będzie słodka.
Palmolive
W malowniczej scenerii tym razem jakiegoś północnego kraju,
gdzie sąsiedztwo stromych zboczy i morza przypomina fiord,
dwie osoby - matka i kilkuletnia córka - oczekują przybicia
promu do długiego drewnianego molo; mężczyzną, który prom
opuszcza, okazuje się mąż i ojciec - wraca (5) na łono rodziny;
wita się czule z żoną i córką, a ze szczególnym upodobaniem
zanurza swe dłonie w niewątpliwie puszystych i lśniących
włosach pań swego serca; ,,Palmolive to naturalne p i ę k n o "
- zdają się krzyczeć nadmorskie skały; w przyboju morskiej fali
stoją na brzegu dwie butelki szamponu.
Elseve
„Piękno według mnie to przede wszystkim piękne włosy siła protein, energia witamin, połysk j o j o b y " - zachwala
z przekonaniem kosmetyki do pielęgnacji włosów młoda dama,
wcierając perlisty płyn w swe długie, ciemne włosy; widzimy j ą
za chwilę w biurze, w otoczeniu samych mężczyzn, słuchają­
cych jej z zapartym tchem i wpatrujących się w nią z za­
chwytem; jest świadoma swej atrakcyjności: z równą nonszalacją wygłasza istotne racje, jak odgarnia pukle włosów; wie, że
(5) ma szalone powodzenie.
Domestos
„Nawet gdy wszystko wydaje się czyste, groźne zarazki mogą
się czaić tam, gdzie wzrok nie sięga; ale teraz mamy nowy
środek - Domestos"; w tym oto lakonicznym stylu producent
zachwala środek czystości i demonstruje jego zastosowanie
w łazience rękoma młodej pani domu; ta opuszczają zamykając
drzwi, ale unosi stamtąd (5) małe dziecko na rękach całując je
czule w zbliżeniu kamery.
We wszystkich przedstawionych przypadkach każda z sek­
wencji kończy się ślubem (Tchibo) lub prefiguracją owego
mitologemu „ w e s e l a ' ' pozostającą do funkcji wzorcowej w metonimicznym pokrewieństwie. Mamy zatem zapowiedź randki
(Stimorol), obrazy rodziny (Palmolive), powodzenia (Elseve),
wreszcie macierzyństwa (Domestos). Przykład ostatniej ze
zbioru tych reklam jest szczególnie intrygujący. Oto by uczynić
zadość „ b a j k o w y m " oczekiwaniom odbiorcy reklamy, jej
autorzy nadają obrazowi fabułę z rozwijającym się łańcuchem
symbolizacji opartych na zasadzie opozycji i korelacji:
Domestos : Brak Domestosa :: czystość : brud :: doskonałe
macierzyństwo
: niedoskonałe
macierzyństwo.
Wskutek takiego oto zabiegu, przy pomocy szczególnego
higieniczno-prokreacyjnego meta-kodu, ustanowiono symboli­
czną ekwiwalencję środka czystości i macierzyństwa. Szczęś­
liwą matką będzie ta, która używa Domestosa. Ta natomiast,
która go nie używa może dobrodziejstwa macierzyństwa w ogó­
le nie zaznać. Końcowy obraz można zresztą osobno potrak­
tować jako ikonogram konotujący szereg pozytywnych przeko­
nań na temat rodziny i macierzyństwa.
Odczytanie podobnych symbolicznych argumentacji, mają­
cych przekonać klienta do kupienia danego produktu, jest j u ż
teraz rzeczą prostą, choćby na przykład w reklamie poprzedniej
- Elseve, gdzie - zapożyczając się u Umberta Eco (1972, s.
245^16) - możemy wskazać taką oto entymematyczną serię:
Każda pani chce mieć powodzenie - mycie włosów szamponem
Elseve daje powodzenie - kto myje włosy szamponem Elseve,
ten będzie miał powodzenie. Przy czym wnioskowanie to może
być „ n i e z a w o d n e " , jeśli na mocy milczącej antonomazji
przedstawioną w reklamie panią interpretuje się jako „każdą
p a n i ą " . Chwyt ten stosowany jest we wszystkich reklamach
„ w e s e l n y c h " , co z łatwością można sprawdzić, aplikując
powyższą zasadę deszyfracji do pozostałych przykładów, jak
również w wielu obrazach, w których ta funkcja nie występuje.

34

Statystyka naszego skromnego zestawienia wskazuje, że doty
funkcja „ w e s e l a " jest elementem najbardziej konsekwentnie „Ko
pojawiającym się w rozważanych tu dwudziestu trzech baj- staw
kowych fabulacjach. Jest ona nieobecna tylko w czterech zapa
przypadkach, choć - j a k sam Propp stwierdza - „czasem szcz
zamiast ręki królewny bohater otrzymuje kompensatę pieniężną dran
lub nagrodę w innej formie", o czym nieco szerzej w dalszej zdot
części. D o d a ć wypada tylko, że jeśli zgodzimy się z poglądem, ków
iż obrzęd weselny to ekwiwalent rozwiniętej bajki magicznej rzec
(Mieletinski 1981, s. 329), w której małżeństwo jest ostatecz- adpc
nym celem rozwoju całej akcji, to będzie to jeszcze jeden i ek
argument przemawiający za postawioną tu hipotezą.
w zi
Oto pełna lista wyranych reklam o fabule i/lub zakończeniu z dr
bajki magicznej:
odpc
pos
(4) Likwi­
(2) Otrzy­
(1)
a
(3)
(5)
dacja
manie
Szko­
Walka
Wesele (Po
dzenie
szkody
środka
em
pow
Camay
przy
Elseve
potr
Sunlicht
ku
i
Clearasil
(Ca
Fuji Super
Tchibo 1
Tchibo 2
Domestos
Colgate Tar­
tar Control
Wrigley
Spermint
Stimorol
Lenor
Mars
Margaret
Astor
SC Johnson
Impuls
Old Spice
Sensitive
Head &amp;
Shoulders
Palmolive
Renault Clio
Sunsilk
Cillit
Bounty

prze

W powyższym zestawieniu uwzględnione zostały tylko te i obi
funkcje, których obecność zaznaczona została w odpowiedni P(
figuratywny sposób, jak w analizowanych przykładach. Stosów- nasz
ne figury pojawiają się oczywiście także w pozostałych przypa- odds
dkach: „ m o l e k u ł y " protein wnikające we włosy (Sunsilk), świę
mikroskopijne buciki, jak dla niemowlęcia, które wręcza przeje, s. 1:
ta młoda dama swemu mężowi (Tchibo 2) czy cała sekwencji ewol
reklamy kosmetyków znanej firmy, w której stworzone topicznt kraii
pole przywołuje historię brzydkiego kaczątka przemienionego logi;
w pięknego łabędzia (Margaret Astor). Nie wystarcza nam znali
zatem sama czysto referencyjna konstatacja w rodzaju „Tutaj Ti
pomóc może tylko C i l l i t " . Za kryterium uznania danego się c
sekwensu jako bajkowej funkcji przyjęliśmy bowiem użycie słyn:
stosownego obrazu lub słowa, pozostających w tropicznej char
relacji do tejże funkcji. Ta bowiem specyficzna poetyka jes klan
nieodzownym elementem tej „bajki naszych czasów".
kę, :
W r ó ć m y teraz do formy pierwotnej, od której zaczęliśmy li reki;
rozważania, sloganu. Takie oto figuraty wne równoważniki zdai sam;
typu: „Bounty - smak raju", „Lenor - miłość od pierwszej! kow

�dotyku", „Kawa Sati - szczęśliwe c h w i l e " czy wreszcie
„Kodak - złodziej k o l o r ó w " to j u ż tylko streszczenia przed­
stawianych bajek, których pełnej treści odbiorca nie musi
zapamiętywać. Napięcie semantyczne pomiędzy członami tych
szczególnych zawołań wypełnione zostało bowiem pierwotnie
dramatyczną czy wzruszającą historią o odkrywaniu, walce,
zdobywaniu. Dzięki ciągłej obecności tych „rodowych okrzy­
ków" w tekstach reklamy znawcy tej współczesnej poezji, która
rzeczywiście zawitała pod strzechy, na hasło Renault Clio
odpowiedzą niechybnie „prosto z raju", a nie „zmysłowe
i ekstrawaganckie' '. Mechanizm ten został ukazany explicite
w znanej reklamie: wykład w uniwersyteckiej auli; wyrwany
z drzemki student na słowa „Pollena 2000" bez wahania
odpowiada - „Ociec p r a ć ! " . Zresztą często, jak już wiemy,
poszczególne składowe opowieści mają charakter domyślny,
a slogan jest taką właśnie pełną znaczeń i treści kapsułką.
(Ponadto autorzy reklam skracają nieraz stopniowo długość ich
emisji nie tylko z finansowych, ale także psychotechnicznych
powodów wskazanych powyżej). Rzecz to wszakże znana
przynajmniej od czasów Ernsta Cassirera, że istnieje pewna
potrzeba wyjaśniania, która zadowala się wyróżnieniem począt­
ku i końca procesu. Chodzi o głód wyjaśniania typu mitycznego
(Cassirer 1953, s. 54).

Na początku tej części rozważań przypomnijmy fundamen­
talną zasadę, dotyczącą również problematyki reklamy, że
„bajka - mit - rytuał stanowią trzy wierzchołki trójkąta
połączone ze sobą związkami odpowiedzialności. Bajka rela­
cjonuje (choć w sposób przekształcony) przebieg rytuału, który
odbywa się według scenariusza dostarczanego przez mit, stąd
też wynika uzależnienie bajki od m i t u " (Wasilewski 1979, s.
218). Northrop Frye, jeden z badaczy literatury podążający
szlakiem wytyczonym przez Vico, wskazuje na kolejny słup
milowy, który będzie wyznaczał sposób rozważania obecnej tu
problematyki. „ Ś w i a t m i t u j e s t ś w i a t e m
to­
t a l n e j m e t a f o r y " (podkr. JB) - napisał w aktualnym
do dziś dziele Anatomy of Criticism (1957, s. 136). Ten
przedstawiciel krytyki mitograficznej dzieli pogląd wielu in­
nych orędowników łączenia badań nad mitem i literaturą: od
Potiebni i Maxa Mullera po współczesnych mu Bachtina czy
Maud Bodkin. Postulat badania literatury w ramach tradycji
mitologicznych i z uwzględnieniem logiki mitotwórstwa jest
w naszym wąskim zakresie szczególnie odporny na zarzuty
ignorowania historyczno-społecznego kontekstu dzieła i bio­
grafii autora. Wymogi konwencji gatunku pozwalają bowiem na
niewielką inwencję własną w tworzeniu reklamowych tekstów
i obrazów, co już wstępnie zostało wykazane.
Podążając tropem poszukiwań Frye'a zwróćmy uwagę, że
nasze „ready made expressions" mieszczą się w zakresie
oddziaływania obrazów i gatunków z rodzaju „mitu apoteozy,
świętych zaślubin, odwiedzin w raju" (Mieletinski 1981,
s. 138). Niezwykłe nagromadzenie obrazowych i słownych
ewokacji opisujących zwycięstwo nad niedoskonałością, rajskie
krainy czy spełnienie w miłości, to oczywista poetyka mitologizowania, której najbliższe analogie można by zapewne
znaleźć w klasycznych utworach poezji arkadyjskiej.
Tak tedy przytoczony j u ż wcześniej slogan kawy Sati pojawia
się oczywiście w większej całości, w której dramatis persona,
słynna niegdyś aktorka, występuje w podwójnym poniekąd
charakterze. Z jednej bowiem strony jest odtwórczynią re­
klamowej roli, w której wspomina siebie jako małą dziewczyn­
kę, z drugiej natomiast wywołuje niewątpliwie u odbiorców
reklamy, na przykład pań domu, nostalgiczne wspomnienie ich
samych jako dziewczynek, obdarzonych w czasie podwór­
kowych zabaw pogardzaną wówczas rolą psa Szarika. Pani

domu wzięta zostaje zatem w krzyżowy ogień perswazji: Pola
Raksa, postać rodem z odległej epoki, wprawia w drżenie
indywidualne biografie i epatuje tchnącymi niezwykłością
zwierzeniami. " N i g d y nie zapomnę tych wspaniałych chwil
kiedy ojciec wracał z dalekich p o d r ó ż y " ; dziewczynka zagląda
do zdobionej metalowymi okuciami drewnianej skrzynki z napi­
sem „ S a t i " ; „Ojciec mówił, że kryje w sobie wszystkie
tajemnice A r a b i i " - wspomina aktorka. Umberto Eco takie oto
konotacje przypisałby tej sugestywnej wypowiedzi: „Baśnie
z tysiąca i jednej nocy, egzotyka, tajemniczość, magia, haszysz,
senne rozleniwienie, przypowieści kalifów, dźwięki wschod­
nich instrumentów, słowem: podróż - archetyp" (Eco 1973, s.
68-69). W taką podróż do cudownych rajskich krain zaprszają
również reklamy: Bounty - wyspy szczęśliwe na morzach
południowych, Wrigley Spermint - plaże Florydy lub Kalifor­
nii, czy Renault Clio, gdzie współcześni Adam i Ewa zostają
skuszeni do wzięcia auta, a nie złowrogiego jabłka. Tu został
odwrócony znany porządek - rajski „ o w o c " staje się źródłem
radości i spełnienia, jak przystało na ideologię kultury an­
algetyków.
W tym symbolicznym modelu świata osiąga się rajską
kondycję i rajski czas, co uosabia również poprzez swą
polimorficzność Proppowski mitologem „ w e s e l a " bądź owa
„kompensata pieniężna lub nagroda w innej formie" - bogact­
wo, światowość, powodzenie. Wydaje się, że nie ma racji Gillo
Dorfles, który powiada, iż reklama: „Dzieli na kapsułki,
kropelki, puszki, nadając określone wyróżniki, czyli przede
wszystkim zamieniając w towar wszelki produkt natury, od­
kryty lub stworzony przez człowieka w sposób przypadkowy"
(Dorfles 1973, s. 235). Rzecz jest chyba jednak bardziej złożona
i nie da się sprowadzić do takiego jednostronnego eksploaracyjnego aspektu. Afirmacja szczególnej utopii rajskiego „stanu
naturalnego' ' jest tak silna, czego dowodem szereg powyższych
przykładów, że skłania do poszukania innego wyjaśnienia.
Spójrzmy najpierw na charakterystyczną cechę wielu reklam,
mianowicie tendencję do zaznaczania od jak dawna istnieje
firma, o ile - rzecz jasna - istnieje dłużej niż kilka dziesiątków
lat. Dowiadujemy się więc, że „ P Z U - rok zał. 1803",
a wiecznotrwałość firmy zobrazowano dodatkowo zmiennymi
konturami Polski (w tym Księstwa Warszawskiego i Królestwa
Polskiego), z niejaką - chciałoby się rzec - nerwowością
przemieszczającej się po mapie Europy Środkowej w ciągu tych
niemalże dwustu lat, w odróżnieniu od nienaruszonego PZU.
Mamy także „Wedel - od 1851 r . " , który przestał już być
napiętnowany tymczasowością 22 lipca. Jeszcze inaczej do
odległych czasów nawiązuje Pollena 2000: przy pomocy histo­
rycznej kodyfikacji usiłuje nadać sobie owąż historyczność,
a robi to - trzeba przyznać - z dużym rozmachem i ponadto
poczuciem autoironii. Wreszcie skromny Proszek E, gdzie autor
reklamy podejmuje próbę intensyfikacji historii tego środka
czystości, sięgając - podobnie jak w przypadku PZU - do figury
wiecznotrwałości i zestawia jego niezmienne walory ze zmiana­
mi mody, muzyki itd, właśnie w ciągu ostatnich kilku dziesiąt­
ków lat. Zabieg jest na tyle udany, iż stylizowana na lata 70.
scena prania „ d z w o n ó w " wygląda w czarno-białym kadrze tak
odlegle, że - jako żywo - w pierwszej chwili skłonni bylibyśmy
jej realizację przypisać braciom Lumière.
Ta kolejna odmiana poetyki mitologizowania to nie tylko
- jak się rzekło - figury trwałości, ale i odwieczności.
W perspektywie ściśle historycznej ta odwieczność jest wpraw­
dzie mocno - naciągana, jednak szczególna stylizacja obrazu
i słowa może z powodzeniem doprowadzić odbiorcę reklamy,
np. panią domu, do uznania, iż czasy Księstwa Warszawskiego,
nie mówiąc j u ż o czasach Kiemliczów, to niemalże owe
mityczne praczasy. Dodajmy, że j e d n ą z cech mitu jest wszakże
wyjaśnianie istoty przedmiotów poprzez wskazanie ich począt-

35

�ków, czasu pratworzenia. Punkt dojścia jest więc również
punktem wyjścia: firma nie tylko wiedzie do osiągnięcia
arkadyjskiej pełni, ale i pochodzenie jej produktów należy
szukać w ogrodzie Edenu.
Aczasowość to jedna z cech rajskiej kondycji. W powyższych
przykładach nie tylko firma-demiurg odziana zostaje w szatę
odwieczności, ale i same produkty są tak trwałe, że można je
uznać za znaki tego, co niezmienne w świecie zmienności.
W przywołanej j u ż wcześniej reklamie kawy Sati narratorka
obejmuje klamrą wspomnień okres od czasu dzieciństwa do
starości; przypominając sobie czas ojcowskich podróży, j u ż
jako starsza pani w fotelu, przy kominku, może - podnosząc
filiżankę do ust - stwierdzić z przekonaniem: „ H m , zapach,
smak wciąż ten sam". Inny obraz to reklama Renault 19,
w której pojazd ten staje się niemalże inkarnacją trwałości
i niezmienności. Oto jego właściciel podjeżdża - w kolejnych
ujęciach - pod urzęd stanu cywilnego z kolejnymi partnerkami;
w każdym przypadku towarzyszy temu komentarz: „Karol kilka
lat p ó ź n i e j " ; widać zarówno oznaki starzenia się Karola, jak
i panie jego serca wydają się coraz bardziej dojrzałe; ale nie
wóz: „Nowy Renault 19 - nowy na wiele l a t " . Symboliczna
niezmienność jest tu w sposób ukryty wzmocniona poprzez
kolejne związki małżeńskie, które kojarzą się zwykle ze
zmianami pokoleniowymi idącymi j u ż w setki lat.
Rajska rzeczywistość to również harmonia w rozumieniu
braku podziałów na to, co naturalne i to, co społeczne, to, co
wytworzone i to, co otrzymane. M i t , ta - parafrazując określenie
Lévi-Straussa - maszyna do niszczenia sprzeczności, dąży
wciąż do odtworzenia owej doskonałości: każe jednym mówić,
że są arami, innym natomiast wierzyć, że ich życie zależy od
konstelacji ciał niebieskich. Kronikarzem podobnych poszuki­
wań, i to wieńczonych powodzeniem, jest reklama. Opisuje ona
bowiem wysiłki przezwyciężenia dychotomii natury i kultury
zarówno poprzez „naturalizację działań ludzkich", jak i „uczłowieczenie praw natury" (Lévi-Strauss 1969, s. 332).
Oto w myśl pierwszej zasady następuje transfer atrybutów
świata natury do świata ludzkich wytworów. Zwolenniczka
szamponu Ultra Doux mówi: „Moje włosy potrzebują r o ś l i n " ;
chrupki Balsen są „z darów natury" ; dzięki stosowaniu proszku
Persil woda staje się „miękka jak deszczówka' ' ; krem Kamille
to „naturalna uzdrawiająca moc rumianku". Naturalistyczna
ewokacja tego ostatniego wzmożona zostaje jeszcze sensualistycznym obrazem kwiatów rumianku zanurzających się w kre­
mie. Identyczną wizualną figurę zastosowano w przypadku
jogurtu Danone: świeże owoce wpadają do gęstego białego
płynu.
Uczłowieczenie praw natury to z kolei przypisanie cech
ludzkich właściwościom produktów, które poprzez te prawa
realizują swe funkcje. Szczoteczka do zębów Aquafresh tak
doskonale wypełnia prawa mechaniki, że mówi się o niej
- „najsprytniejsza wśród szczoteczek"; kotom natura każe
miauczeć, jednak „koty Whiskas doskonale wiedzą czego chcą
i mają swoje sposoby żeby ci o tym p o w i e d z i e ć " ; Fiat Tempra
to „silna o s o b o w o ś ć " , Persilowi „możesz z a u f a ć " , a „Toster
grill firmy Tefal to jedyny toster, który potrafi dobrze opiekać' '.
Nic więc dziwnego w tym, że zwracamy się czasem do
produktów słowami apostrofy: „Drogie Orno" czy „Dziękuje­
my ci SC Johnson".
Istotnie, niełatwo przezwyciężyć tę etiologiczną schizof­
renię. Claude Lévi-Strauss tak oto pisał o systemach kastowym
i totemicznym również przenikniętych totalizmem myśli nieoswojonej: „należy uznać w systemie gatunków przyrodniczych
i w systemie przedmiotów wytwarzanych dwa zespoły pośred­
niczące, którymi człowiek się posługuje, by pokonać opozycję
między naturą a kulturą i ująć je obie jako c a ł o ś ć " (tamże, s.
193). Podobnie wypowiadał się wcześniej Cassirer, według

którego istnieje fundamentalna potrzeba człowieka do zjed
noczenia się z naturą, uwolnienia się od kulturowych ograni
czeń, rozpłynięcia się w nurtach uniwersalnego życia, wchłonie
cia przez całość natury (Cassirer 1953, s. 188-89).
,
Jeden z produktów, ukazany w obrazie rozważanego t i
gatunku, zbliżył się do ideału w stopniu niemal d o s k o n a ł y n
Oto widzimy dwie sceny: jedna rozgrywa się w pustynny^,
krajobrazie, druga w górskiej grocie; łączy je obiekt, k t ó r e g
niezwykłe stwarzanie odbywa się równocześnie w obu miejs
each; na pustyni, w miejscu uderzenia pioruna, pojawia sign
karoseria pojazdu, natomiast w grocie z zasłony iskier wyłanigj,
się rama konstrukcyjna z pomieszczonym w niej silnikiem; ob_
zespoły zaczynają się przemieszczać po dwóch dzikich, pustyt_
nych drogach, które łączą się w pewnym miejscu, doprowadza
jąc także do złączenia się w j e d n ą część stworzonego pojazdu; t
„Ford Mondeo - piękno i wewnętrzna s i ł a " . Oto na naszyć fc
oczach dokonuje się prawdziwy akt kreacji, stwórcze działani
zapładniającej niebiańskiej mocy (piorun) i ziemskiego l o i j
(grota). Mondeo zrodzony z tego kosmicznego związku j e
kompletnym wcieleniem żywiołów natury: piękna ziemi i sil j niebios.
j
Mamy tedy zupełnie n o w ą j a k o ś ć . Firma przeprowadź m
konsekwentnie ideę status naturae integrae tylko na poziom pQ
jakościowo odmiennym i doskonalszym, na poziomie n o w i j
naturalności, która jest dziełem człowieka. Nie ma j u ż podział
na man-made i nature-made; jest man-made-nature. Natu
- niezróżnicowany byt - zostaje przetworzona przez człowiei p ,
i uszlachetniona w twórczym wysiłku dążenia do ukonstytui ^
wania owego „bytu nie warunkowego".
Reklama przyczynia się do powstania takiego oto ogólnej
i symbolicznie nacechowanego obrazu: współcześni szamai
w białych kitlach dokonują najpierw dezintegracji owoców
natury (od roślinnych alkaloidów i nieorganicznych kwasów f - j ^
aromatyczne węglowodory i zonalne kryształy), pokazując g
w formie łańcuchów, pierścieni i kul oniemiałej widowni, byj „
następnie zreintegrować w jakościowo doskonałą formę. „Kult j
c z k i " protein czy lipolazy w dziełach tej naszej Gebrauchskuit
to niczym owe zakrwawione kulki pierza, które czarownic ^
z Północno-Zachodniego W y b r z e ż a wypluwają po „wyssaniu y
ich - jako wcielenia choroby - z ciał chorych (Levi-Straui j ,
1970, s. 249). Warto m o ż e w t y m miejscu przypomnieć, i
„pierwszymi ogłoszeniami, które zaczęły się pojawiać reguła ]
nie w prasie amerykańskiej (w połowie X I X wieku) byt g j
reklamy patentowanych i , jak twierdzili producenci, cudowi j
skutecznych środków medycznych" (Spitzer 1980, s. 381). (j j
Strategia reklamy końca X X wieku ma bardziej totalizująi ^
- podobnie jak myśl nieoswojona - charakter. Cudowne są m . ,
tylko środki lecznicze; cudowność i niezwykłość to atrybut _
przynależne wszystkiemu, co wydostało się z ogranicz! p
niegdysiejszej natury lub niegdysiejszej kultury. Express pjc
verbis wyrażona niedoskonałość „zwykłego proszku" c; tyf]
„zwykłej karmy'' pozwala na relacyjne ustanowienie niezwyl
łości. „ N o w y Ajax to istny c u d " , Cliff jest „doskonały", karu ^
Pedigree Pal jest „ k o m p l e t n a " . Niezwykłość właściwości p« j j
duktów ukazana może być ponadto poprzez użycie stosowne ^
oksymoronu: czystość naczyń uzyskaną przy pomocy Kop Uli p
„widać i s ł y c h a ć " , natomiast producent kawy Jacobs pj ¿ 0 $
klienta - „Czy widzisz ten aromat?". Trzeba wszelako prz ,
znać, że jeśli ma się możliwość sulfonowania lub przepraw p
dzania procesu alkilowania, co oferują nowoczesne technolog:
|
i uzyskiwania wskutek tego związków heterocyklicznych o pi
cio- czy sześcioczłonowych pierścieniach, to zapewnia |
o właściwościach produktów przytoczone powyżej nie powił
\
budzić podejrzeń. Tylko producenci soków spod znaku kacze ję ,
Donalda deklarują otwarcie, mając zapewne na uwadze równi
j
dekonspirację konkurencji: „Donald Duck - my nie poprawi
m

sa

r z

s e

m]

mi

za

u

s

m&lt;

es

o n

e

s

U(

m

c

n a l

S

w

n

e

n

t e n

0

t

r

w

s z a

c

c

z

u

r a

za

r

o

z

u

0 T

rz

1

w a

rz

w

c o r

Z

w

a

z

o

s

�my natury!".
Reklama - podobnie do mitu - jako ta „ m o w a " , która mówi
samą siebie" (Vergote 1968, s. 1269), opisuje zatem świat
rzeczy nadnaturalnych. Określenie to, według Richarda Cha­
se^, innego obecnego w tych rozważaniach literaturoznawcymitografa, może być synonimem znanego polinezyjskiego
terminu mana, który oznacza wszystko to, co ma bezosobową
magiczną moc i jest dlatego wyjątkowo silne, skuteczne i groźne
zarazem (Chase 1966, s. 70). Nadnaturalne produkty kultury
analgetyków mogą tylko wzbudzać grozę regularnością z j a k ą
głosi się ich magiczną moc: Dixan to „czysta s i ł a " , Pan Proper
-„siłai delikatność", Kamili to „uzdrawiająca m o c " , Elseve
-„dobroczynna moc", wreszcie Orion wyróżnia się „gigan­
tyczną skutecznością", natomiast Kop Ultra jest oczywiście
„ultraskuteczny". „Mana jest par exellence siłą, prawdziwą
skutecznością rzeczy, która nie niweczy, ale wzmacnia jej
mechaniczne działanie. Ona sprawia, że sieć jest pełna, że dom
jest solidny, że czółno dobrze się trzyma na morzu. Na polu jest
ona urodzajnością, w medycynie tym, co uzdrawia lub zabija''
-pisze Marcel Mauss (1973, s. 150-51). Moc mana pojmowana
jest jako jądro rzeczywistości, które pragnie się osiągnąć
(Wheelwright 1954, s. 179), które zapewni dostatek, zdrowie,
powodzenie. O ile - rzecz jasna - nabędzie się dobra, których
udziałem jest partycypacja w wyliczanych przez reklamę
mocach, jakich doznać może wówczas także nabywca. Taka
natomiast postawa jest nadzwyczaj ważna, ponieważ „pozycja
społeczna jednostek jest bezpośrednio uzależniona od ważności
ich mana" (Mauss 1973, s. 147).

Retoryka reklamy, ten system analogii międzykontekstowych, nie omija kontekstów społecznych, odciskając swoje
piętno na ideach, obyczajach, wartościach, słowem - na
światopoglądzie całych grup. Czerpie również z tradycji tych
grup, dość wspomnieć historyczno-literacką kodyfikację Pol­
leny 2000. Inscenizowana psychodrama porusza również egzystencjonalno-symboliczne doświadczenie jednostek, którym
obiecuje wstęp do klubu pięknych, młodych i bogatych. Przy
tym wtajemniczanie to ma cechy inicjacyjnego rytuału, ek­
wiwalentu mitu sporządzonego według mitycznego scenariu­
sza.
Przypomnijmy zatem, że postaci pojawiające się w większo­
ści reklam przyjmują wartość antonomastyczną, są uosobieniem
członków wymienionego powyżej klubu, a przynajmniej znaj­
dują się w procesie stawania się nimi (por. Eco 1972, s. 248).
Wówczas następujące konatywne wypowiedzi w formie: impe­
ratywu - „Podaruj sobie odrobinę luksusu" (Fa), konstatacji
- „Dajesz innym to, co w życiu najlepsze" (Tchibo) czy
zapowiedzi - „Nowy szampon nadający puszystość odkryje
piękno twoich w ł o s ó w " (Sunsilk), obejmują dużym kwantyfikatorem obie strony szklanego ekranu i m o c ą totum ex parte
rozdzielają towarzyszące produktom atrybuty pomiędzy wszys­
tkich partycypantów. Dzięki swej persfazyjności te samofundujące się wypowiedzi mogą uczynić z zalecanego produktu
kontagialny łącznik z nadnaturalnym światem ukazywanym
przez reklamę. Czyż nierzadko dostrzegamy zmianę u osób
dosiadających nowego auta czy choćby używających renomo­
wanych kosmetyków? W tak zwanych kulturach tradycyjnych
przejście z jednej kondycji społecznej do innej idzie zwykle
w parze z uzyskaniem nowej duszy (Cassirer 1953, s. 165).
Odbywa się to zwykle w sposób usankcjonowany rytualną
konwencją.
Wróćmy w tym miejscu ponownie do sloganu, zjawiska
językowego wydawałoby się nieskomplikowanego, a jednak
ważnego i wciąż obecnego w tych rozważaniach. Określony j u ż
został mianem „bajki w p i g u ł c e " i zwrócono uwagę na

automatyzm, z jakim się go używa i percypuje. Tę bajkowość
sloganu w zgoła odmiennej źródłowej i teoretycznej perspek­
tywie dostrzega Olivier Reboul, gdy pisze, że slogan ignorując
podziały na język mówiony i pisany, poezję i prozę itd. cofa nas
ku „bardzo dawnemu stadium języka - stadium przysłów,
porzekadeł, refrenów, kiedy to, co mówione, co pisane, wiersz
i proza, stanowiły j e d n o ś ć " (Reboul 1980, s. 312). Badacz
dodaje ponadto, że „slogan nigdy nie jest czytany, jest widziany;
nie jest słuchany, jest s ł y s z a n y " . Podobny automatyzm ma
również miejsce, gdy slogan wykrzykuje tłum: „Wiadomo, że
tłum nie myśli i że wygasza myślenie u wszystkich istot, które
się nań składają" (tamże, s. 318). Oto, kontynuując nasze
rozważania w perspektywie rytualno-mitycznych odniesień,
chcemy wykazać, że slogan, mieszcząc się w owym trójkącie
b a j k a - m i t - r y t u a ł , pełni r o l ę j ę z y k o w e g o ekwiwalentu rytuału.
A zatem: m e t a f o r a j e s t
rytuałem.
Niewątpliwie, pewną cechą archaizującą reklamowych sloga­
nów jest równolegle werbalne i wizualne ich występowanie
- bywają wypowiadane i napisane równocześnie. Oto dychoto­
mia pisma i mowy ma zostać tu zniesiona: mowa ma udzielić
pismu szczyptę osobowości tego, kto j ą wygłasza. Pismo ma
tym samym uzyskać samoistną moc niczym tajemna formuła
magii, mająca siłę sprawczą po jej zapisaniu. Nawet tak długie
slogany, jak: „Twój kot kupowałby Whiskas", „Dzieci także
wiedzą co jest dla nich dobre' ' ( M i l k y Way) czy „Zdrowe włosy
są tak piękne i l ś n i ą c e " (Panténe Pro-V) towarzyszą swym
werbalnym odpowiednikom, a ich zadaniem jest odciśnięcie się
w plastycznym tworzywie indywidualnej i zbiorowej wyobra­
źni.
Wyobraźmy sobie zatem młodziana (młodą damę) w kręgu
świadków i uczestników ceremonii (zabiegi wprowadzające do
stowarzyszenia wojowników, grupy mężatek etc). Współplemieńcy krążą dokoła bohatera obrzędu, intonują przewidziane
pieśni, wznoszą stosowne okrzyki i czynią odpowiednie gesty.
Mistrz (mistrzyni) ceremonii robi młodzianowi usankcjonowa­
ny tradycją tatuaż, przywdziewa młodej damie czepiec, etc.
Daje się słyszeć rytm wypowiadanych zaklęć, mających słowem
wspomóc zabiegi przeniesienia w stan odmiennej społecznej
jakości, czasem monotonny akompaniament bębnów, basetli,
etc.
Przypomnijmy teraz taki choćby obraz. Telewizyjny ikon
denotuje młodziana oddającego się kąpieli pod prysznicem.
Komunikat słowny denotuje żel pod prysznic: „Oto Cliff po raz
pierwszy; ten Cliff jest nowy, jest doskonały; gdy pieni się na
skórze czujesz orzeźwiający chłód; bierzesz więcej, orzeźwia
jeszcze bardziej; i wtedy czujesz go, czujesz chłód morza".
Teraz pojawia się drugi ikon: młodzieniec skacze z wysokiego
klifu w bijące o skały fale. Współdziałanie obu ikonów
i komentarza wiodą do takiej konotacji. Analogia metaforyczna
(metafora zewnętrzna).
młodzian pod prysznicem : żel : : młodzian na klifie : morze
przekształca się dzięki całościowej obrazowej syntagmie w metonimiczne utożsamienie
Żel : morze : : młodzian pod prysznicem : młodzian na klifie
Oba związki dopełnienia są istotne. Z pierwszego związku
slogan - ,,Cliff to orzeźwiający chłód spienionego morza"
- czyni na powrót metaforę, ale wewnętrzną, w której żel dzieli
z morzem wspólną cechę (por. Crocker 1977, s. 558). Z drugiego
związku - figurę identyczną, w której młodzian pod prysznicem
ma coś w sobie z młodziana na klifie, co więcej, ma też
w udziale tó, czego jego odpowiednik doznaje - przygoda,
wyspy południowe, spienione fale. Na mocy wyrażonych
expressis verbis antonomastycznych zwrotów - „czujesz orzeź­
wiający chłód, bierzesz więcej, orzeźwia jeszcze bardziej"
- w pole tego topicznego oddziaływania dostaje się też młodzian
przed telewizorem. Nie ma tu wprawdzie owego monotonnego

37

�rytmu, dudnienia bębnów, choć jest zaklęcie, dzięki któremu
łatwiej zanurzyć się w inny świat. Wystarczy jeszcze tylko udać
się do najbliższej drogerii, odkręcić kurek i . . .
Wiele reklam opiera się jednak na wspomnianej rytmiczności
wypowiadanych fraz i sloganów, z zastosowaniem odpowied­
niego tła muzycznego. „Stu- Stu-, Stu-, Stu-, Stu-, Studio Life:
L ' O r e a l " - słyszymy z ust tańczącej grupy młodych ludzi
0 dziwnych fryzurach utrwalonych żelem do włosów; „Boom-,
Boom-, Boomer - super guma'' - intonują dzieci przyglądające
się niejakiemu Boomerowi, który rozciąga się tak, że staje się
większy od diabelskiego młyna w wesołym miasteczku; wresz­
cie niepozorne - „Mentos to świeżość, Mentos to oddech,
Mentos to siła, bo Mentos pełnią życia jest!"; ten zmultiplikowany slogan również wykazuje cechy rytualnych powtó­
rzeń.
Tak pisał o rytuale Ernesto de Martino:
„Otóż już sam tylko jego charakter powtarzalny, cykliczny,
przewidziany w swoim przebiegu, wprowadza u sprawców
1 uczestników stan polegający na ograniczeniu poczucia czujno­
ści i jest warunkiem sprzyjającym kontaktowi ze sferą nie­
świadomości. Ten aspekt aktywnej dehistoryfikacji obecności
indywidualnej występuje w rytuale tak dobitnie, że często
technika ograniczenia świadomości działa sama przez się, nie
mając koniecznie odpowiedników mitycznych; należy tu wy­
znaczenie jakiegoś punktu olśniewającego i oślepiającego,
monotonne powtarzanie słów lub zgłosek, dźwięk bębna lub
jakakolwiek inna postać zewnętrznej aprobaty techniki mistycz­
nej wszystkich czasów i wszelkich możliwych zakątków globu
ziemskiego" (1959, s. 154). W naszym przypadku należy raczej
mówić o aparaturze techniki audiowizualnej, choć niewątpliwie
mamy do czynienia z „ograniczeniem ś w i a d o m o ś c i " : według
statystyk, sprzedaż reklamowanego produktu wzrasta o kilka­
dziesiąt procent.
Na zjawisko powtarzania słów, wersów, strof w folklorze
zwraca uwagę Jerzy Bartmiński (1983, s. 260) upatrując w tym
potrzebę rytualnego zatrzymania czasu. Jest to konstytutywna
cecha mitu i zjawisk z nim związanych, co j u ż na rozważanych
tu przykładach reklamowanego folkloru wykazywaliśmy. Co
więcej, rytm, powtórzenie, rym, aliteracja uchodzą za cechy
wypowiedzi magicznej (Weiner 1983, s. 703). Pora więc
przyjrzeć się z tej perspektywy bohaterowi niniejszych roz­
ważań - sloganowi.
„To nie wizja, to V i z i r " - recytuje tę frazę menadżer firmy
demonstrujący skuteczność sprawdzanego właśnie środka
- i czyni równocześnie gest wskazania pudełka z proszkiem.
W magii słowa i działania zwykle pokrywają się, stanowi to o jej
performatywnym charakterze. „Sądy magiczne zawsze poprze­
dzają doświadczenie magiczne, są to przepisy obrzędów czy też
łańcuchy wyobrażeń. Doświadczenia są przeprowadzane tylko
po to, by je potwierdzić: niemal nigdy ich nie osłabiają'' - pisze
Marcel Mauss (1973, s. 169). Wspomniany menadżer zadaje
więc najpierw pytanie: „Czy to możliwe aby pranie było jeszcze
bielsze niż po użyciu zwykłych p r o s z k ó w ? ' ' . Następnie związa­
na na supeł chusteczka zostaje włożona do kieszeni koszuli, ta
zaś do pralki - wydaje się, że to wystarczający próg trudności
dla testowanego proszku. Jak łatwo się domyślić odwrotna
kolejność czynności ma miejsce po zakończeniu prania - chus­
teczka okazuje się biała. I tutaj dopiero następuje owa ekspresywno-impresywna fraza przytoczona na początku.
Identyczny w swej performatywnej strukturze jest test płynu
do zmywania naczyń. Po zapewnieniu, że „ N o w y Kop Ultra
zmywa każde naczynie do ultra czysta", następuje demonstra­
cja zmywania rękoma pani domu i oczywista konstatacja
połączona z prezentacją: „Doskonale czyste, co w i d a ć . . . " (tu
błysk gładkiej powierzchni talerza) „...i s ł y c h a ć " (odgłos pisku
spod palca pani domu pocierającej tymże po tejże powierzchni).

38

Wreszcie działanie odżywki Slim Fast zaprezentowane zostaje -|
ukazaniem szczupłych postaci, co również widać i słychać: „Ja, j
Patrick Warwick w y p r ó b o w a ł e m . . . " , „Ja, Isabelle Silverstone
wypróbowałam i zobaczcie!".
Nasz początkowy „Kodak - złodziej k o l o r ó w " , wiele innych
sloganów, które przewijały się w tych rozważaniach czy takie, t
które tu jeszcze nie zagościły: „ F a - uczucie delikatnej y
ś w i e ż o ś c i " , „ C a m a y - ekscytujący powiew P a r y ż a " , „ Z Wartą s
bez obaw!" to sui generis zaklęcia. Nie można i m bowiem n
przypisać cech zdań w sensie logicznym: nie spełniają wymo- n
gów budowy zdania, a więc nie orzekają o prawdzie lub fałszu, p
Eksploatują natomiast figuratywne użycie języka, i na mocy k
- wskazanych wcześniej - metaforyczno-metonimicznych prze- p
kształceń (podobieństwo - przyległość) dokonują werbalnie r&lt;
i mentalnie przemieszczeń atrybutów (por. Tambiah 1973, s n
189). Ich nieasertoryczność wyraża się w zacieraniu granic) n
pomiędzy tym, co jest, a co być powinno. „Prawdziwy slogan to k
taki, który nie daje przeciwnikowi szansy repliki, który wy
klucza możliwość jakiejkolwiek odpowiedzi, jakiegokolwiek o;
dialogu i stawia przed alternatywą - milczeć albo powtarzać go
Taka jest jego podstawowa funkcja 'fatyczna': nie tylko
ściągnąć uwagę, ale kończyć komunikację na niej samej
uniemożliwić jakąkolwiek interferencję" (Reboul 1980, s. 309)
Olivier Reboul zauważa, że slogan ma tylko postać syntagmj '
(tamże, s. 307) i ma na myśli oczywiście slogan werbalny '
Wydaje się jednak, że m o ż e m y uznać istnienie również slogan
wizualnego, a zatem nie tylko ó w Schlagwort, ale i Schlagbili
Wobec tak rozumianej syntagmy nie można stosować klasycz b ,
nych kryteriów prawdziwości, jak i wobec mitu, co niejedno 19
krotnie było podnoszone przez teoretyków. Istnieje taka
w micie podobne pomieszanie i intensyfikacja kodów, rozlej Cs
łość konotacyjnych słowników, swoista „ m o m e n t a l n o ś ć " myśl | £
mitycznej odmienna od „dialektycznego ruchu m y ś l i " w dys C i
19
kursie teoretycznym. Ś w i a d o m o ś ć mityczna „żyje bezpośred
nim wrażeniem, które przyjmuje bez porównywania z czymkol q
wiek innym; dla świadomości mitycznej wrażenie nie je! \y
bynajmniej czymś względnym, jest czymś absolutnym; wraże­
nie nie jest prawdziwe dzięki czemuś innemu i nie zależy oi
czegoś innego jako swego warunku; wręcz przeciwnie: przeja Dc
wia się i potwierdza poprzez prostą intensywność swej obecno ^
ści, poprzez nieodpartą siłę, dzięki której zakorzenia sjf Eci
w ś w i a d o m o ś c i " - te słowa Cassirera (1953, s. 73-74) ni 19'
Frj
straciły bynajmniej na aktualności. To właśnie ta świadomoS j ,
uruchamiana zostaje w obcowaniu ze sloganem, który jawi si q
jako jej izomorficzny odpowiednik. Co więcej, uruchamiau 19$
zostaje w obcowaniu z całą reklamową słowno-obrazowi Hu
syntagmą, w której ogłoszone podobieństwo staje się wyrazei 19f
identyczności istoty w myśl prawa „jedności elementów relacj Le\
196
w myśli mitycznej" (tamte, s. 64).
Lè^
Autorzy reklam nie poprzestają na wskazanych powyżej
197
technikach perswazji pożywiających się fundamentalną ponad
historyczną potrzebą mitu. Jeszcze j e d n ą cechą, którą reklam
z tymże mitem dzieli jest bowiem nieusuwalna nadwyżk
znaczenia czy inaczej - niedobór denotacji. Pojawiają się wij
postaci realne: Dusty Fleming - „stylista o międzynarodowi
s ł a w i e " (Sunsilk), Connie Selecca - „amerykańska aktorl
(Pantene Pro-V) czy wspomniana j u ż wcześniej para szc;
liwych kuracjuszy z otyłości. Aron Guriewicz zauważa w pi
o kulturze ludowej średniowiecza: „Zwyczajową i najbardzi
przekonywającą podstawową prawdziwości informacyjni
faktu w tej epoce było powoływanie się na naocznego świat
na kogoś, kto zaświadczał o tym lub na przedmiot, z któi
związane było dane wydarzenie" (Guriewicz 1987, s. 335).
ponadhistoryczna potrzeba mitu nie jest więc stwierdzeniem
wyrost: trzeba było w średniowieczu, trzeba także i ta
potrząsać niedowiarkami, którzy są zawsze i którzy skloi
t

u

�podejmować, czy aby pokazywany i m świat nie jest światem
jednorożców i syren.

Pora na małą autointerpretację. Rzecz jest oczywiście nie aż
tak prosta i jednoznaczna jak tu pokazano. Tych niedowiarków
jest wielu, prawdę mówiąc jest n i m prawie każdy. Przed­
stawiona powyżej analiza reklamy może zostać uznana co
najwyżej za nominalny model problemu. Ale też prawdopodob­
nie inna być nie może, nieuleczalnie chora na wszelkie, znane
przynajmniej od czasu kopenhaskiej interpretacji mechaniki
kwantowej, przypadłości. Jest bowiem tak, że reklamowa
prakseologia podpowiada wciąż o konieczności włączenia
różnych dyskursów, potrzebie ich dialogu i wzajemnej przemienności. Dyskurs bajkowo-mityczno-rytualny jest tylko jed­
nym z wielu, zredukowany i wyabstrahowany z rozważanej ku
kulturowej materii.
Pomimo tych zastrzeżeń w mocy pozostaje pogląd, iż reklama
oferuje udział w opowiadanej przez siebie bajce: ona to

„relacjonuje przebieg rytuału, który odbywa się według scena­
riusza dostarczanego przez m i t " . Spotyka się wprawdzie
z częstym przymrużaniem oka, które jest jednak stopniowane,
wprost proporcjonalne do „poziomu nasycenia", jaki obraz
reklamowy osiągnął. Producent, który chce uzyskać sukces
musi wciąż przed groźbą pełnego nasycenia uciekać. Bajkowa
akcja trwa wszakże nieustannie: wielu z tych, którzy biorą w niej
udział, może wygrać brylant, zagraniczną wycieczkę, a nawet
samochód. Johan Huizinga, powołując się na ustalenia etnolo­
gów, zauważa istotną cechę typową dla rytuału i magii:
„Obojętne, czy jest się czarownikiem, czy zaczarowanym - jest
się zarazem i wiedzącym i oszukanym" (Huizinga 1985, s. 43).
Tak też jest w obcowaniu z reklamowym słowem: stosunek do
niego zawiera pewien element make-believe również dlatego,
ponieważ powstaje ono na mocy reguły mitotwórstwa. Przy­
czyna, która kazała wygłosić słowo reklamowe, „jest doskonale
jasna, ale została natychmiast przemieszczona w naturę: nie
zostanie więc odczytana jako interesowna pobudka lecz rac­
jonalny p o w ó d " (Barthes 1970, s. 48-49).

BIBLIOGRAFIA
Barthes, R.

de Martino, E.

1970 Mit i znak. Eseje, Warszawa

1959 Mit, religioznawstwo i kultura nowoczesna, „Zeszyty teoretycz-

Bartmiński, J.
1983 O rytualnej funkcji powtórzenia

w folklorze.

Przyczynek do

poetyki sacrum, (w:) J. Gotfryd, M . Jasińska-Wojtkowska, S.
Sawicki (red.), Sacrum w literaturze, Lublin
Bousiepe, G.
1985 Retoiyka wizualno-werbalna, „Pamiętnik Literacki", z. 3, s.
303-309
Cassirer, E.

no-polityczne", nr 9 (64), s. 143-160
Mauss, M .
1973 Socjologia i antropologia. Warszawa

Micletinski, E.
1981

Poetyka mitu. Warszawa

Propp, W.

1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven

1976 Morfologia bajki, Warszawa

Chase, R.

Reboul, O.

1966 Notes on the Study of Myth, in: John B. Vickery (ed.), Myth and
Literature. Contemporary Theory and Practice, Lincoln

1980 Kiedy słowo jest bronią, (w:) M . Głowiński (red.), Język i społe­

Crocker, J. Christopher

czeństwo,
Spitzer, L .

1977 The Social Functions ofThetorical Forma, in: J. David Sapir and
J. Christopher Crocker, The Social Use of Metaphor. Essays on the

1980 Amerykańska reklama jako sztuka popularna, (w:) M . Głowiński
(red.), Język i społeczeństwo,
op. cit.

Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press
Dorfles, G.
1973 Człowiek zwielokrotniony, Warszawa

Eco, U.

Tambiah, S.J.
1973 Form and Meaning of Magical Acts: A Point of View, in: R.

Horton and R. Finnegan (ed.), Modes of Thought. Essays on
Thinking in Western and Non-Western Societies, London

1972 Pejzaż semiotyczny, Warszawa

Vergote, A.

Frye, N.

1968 Mit, wierzenie wyalienowane i wiara teologiczna, „Znak" nr 172

1957 Anatomy of Criticism, Princeton

Vico, G.

Guriewicz, A.
1987 Problemy średniowiecznej

Warszawa

kultury ludowej. Warszawa

Huizinga, J.
1985 Homo ludens. Zabawa jako źródło

1966 Nauka nowa, Warszawa

Wasilewski, J.S.
kultury, Warszawa

1979 Podróże

do piekieł.

Rzecz o szamańskich

misteriach, Warszawa

Lévi-Strauss, C.

Weiner, Annette B.

1969 Myśl nieoswojona, Warszawa

1983 From Words to Objects to Magic: Hard Words and the Boun­
daries of Social Interaction, „Man", vol. 18, s. 690-709

Lévi-Strauss, C.
1970 Antropologia strukturalna, Warszawa

Wheelwright, P.
1964 The Burning Fountain, Indiana University Press

39

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10619" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10597">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/019db362b4737919c342771decd7b2b1.pdf</src>
        <authentication>2d011271e4fdd6e3c86e33d3c735f7bf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126542">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2516</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126543">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126544">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2336</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126545">
                <text>Mityczność / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126546">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.34-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126547">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126548">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126549">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126550">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126551">
                <text>Mityczność
Janusz Barański

Mityzacja, proces tworzenia wtórnych sensów i jeden z me­
chanizmów partycypacji kulturowej, pozostaje w centrum
zainteresowania etnografii rozumianej jako ogólna refleksja nad
kulturą. Ta natomiast, jeśli pojmować jej pojęcie w kategoriach
wszelkich ludzkich wytworów, obejmuje swym zakresem rów­
nież język w rozmaitych jego przejawach, tych codziennych
i tych odświętnych, pospolitych i niezwykłych. Podążając
tropem znanej definicji mitu. że ten jest niczym innym jak tylko
słowem, chcemy wskazać pewną konstytutywną cechę tegoż,
słowa, tytułową mityczność, od której nie ma zaiste ucieczki.
Notabene, świadomość tego faktu uspokoi może tych, którzy
gorączkowo poszukują dla etnografii jakiegoś „nowego parady­
gmatu" w miejsce znikających chałup i orki w zagony. Trzeba
jednak zaznaczyć, że kwestia ta nic sprowadza się wyłącznie do
rzeczonego słowa, bo li tylko w nim cała kultura wyczerpać się
może. Pozostańmy przy języku: on jest głównym fundatorem
reguł nadawania sensu, a antypody mythos-logos rozstrzygają
0 tym ile w nim czucia, a ile rozumu.
Bodaj najbardziej na rodzaju klasyfikacji języka ze względu
na jego użycie zaciążyła propozycja Ogdena i Richardsa,
w której głosili oni istnienie z jednej strony języka nauki, gdzie
słowa oznaczają związki sprawdzalne w stosunku do rzeczywis­
tości zewnętrznej, z drugiej strony natomiast emotywne i ewokujące użycie języka, gdzie słowa stają się znakami emocji
1 nastawień; język laki jest typowy np. dla poezji (1956). Roman
Jakobson poszerzył później ten podział na sześć funkcji języka
(poznawcza, emotywna. konatywna, fatyczna, poetycka, meta­
językowa) jednak pośród nich najważniejsza to funkcja po­
znawcza, nastawiona na oznaczanie, i funkcja emotywna.
nastawiona na adresata i zawierająca komponent emocjonalny
wypowiedzi (1989, s. 82-88). Samuel Ichijć Hayakawa, przed­
stawiciel szkoły General Semantics, wskazywał na istnienie
z jednej strony języka sprawozdawczego, informacyjnego,
który ma charakter instrumentalny, z drugiej natomiast języka
afektywnego. którego cechy to głośność wypowiedzi, intonacja,
rytm (1965, s. 82-83). By nie mnożyć bytów ponad konieczną
potrzebę poprzestańmy zatem na dodaniu jeszcze Saussure'a,
Barthes'a, Todorova, Spcrbera, którzy dostrzegli w języku
podobne dychotomiczne funkcje.
Dystynkcje takie pojawiły się także w pracach politologów.
Murray Edelman, czołowy przedstawiciel orientacji symbolistycznej, rozwijał te koncepcje w swoich pracach o symbolu
w polityce i w politycznym języku.
W pracy Politics as Symbolic Action z 1971 roku odwołał się
do jednej z koncepcji w teorii informacji, w której dokonano
podobnego - jak w przypadku funkcji języka - podziału na
„informację semantyczną'' i „informację estetyczną'' .Ta pierw­
sza ma charakter logiczny w sensie statystycznej akceptowalności i zyskuje wskutek tego obowiązującą uniwersalność; jest
równocześnie związana z działaniem i ma charakter utylitarny.
Drugi typ informacji jest emocjonalnie nacechowany, bywa
przypadowy i wyrywkowy, osadzony w symbolice i normach
danej grupy czy kultury (s. 35). Edelman zwrócił równocześnie
uwagę na fakt, że oba typy informacji są zwykle obecne
w każdym komunikacie, z zachowaniem odpowiednich propor­
cji, czy jest to twierdzenie logiki, czy wyborczy slogan.
Wyodrębnienie ich jest natomiast dziełem procedury analitycz­
nej (s. 41).

34

W innej pracy rozważania jego biegną jakby po \щ
Malinowskiego stwierdził bowiem, że język jest zawsze częścią
sytuacji społecznej, nie jest niezależnym instrumentem, narzę.
dziem tylko opisu; język, myśl, działanie określają się wzajemnie (1977, s. 58). Wprowadził tutaj rozróżnienie - za języko­
znawcą Bazy lem Bernsteinem - na „język formalny" z jednej
strony i „język publiczny" z drugiej, dodając jednak, że żaden
z nich nie jest wolny od tejże sytuacji społecznej i są to tylko
znów pewne skrajności. W pierwszym przypadku mamy do
czynienia ze stwierdzaniem faktów lub ich możliwości, z rela­
cjami logicznymi, czasowymi i przestrzennymi, z postulatem
alternatywnych konceptualizacji doświadczenia, testowaniem
logicznych i ("aktualnych tez, słowem - z eksperymentowaniem
na strukturach poznawczych; skrajnym przykładem jest tu
sformalizowany język matematyki (s. 104). Język publiczny
spełnia czasem tak rozumiane formalne rygory, gdy mowa
o politycznych procesach w terminach pojęć abstrahujących
konkretne przypadki, częściej jednak uwikłany jest w najbliższy
kontekst sytuacyjny (kampanie wyborcze, debaty parlamentar­
ne etc.) i wtedy dominują w nim krótkie zdania o nietypowej
składni, częste powtórzenia, niewiele kwalifikacji. Wypowiedzi
cechują się „eksplicy tną niekompletnością'' - manifestowaniem
zrozumienia pomiędzy m ó w c ą a słuchaczami („implicytne
zrozumienie"). Język wykazuje wówczas walor konstytuowa­
nia i jego użycie sprzyja tym samym utrwalaniu pewnego
publicznego status quo - czy to w skali pewnej grupy nim się
posługującej, czy też w skali państwa (s. 105-110). Samo
używanie języka w takiej funkcji uznać więc można za formę
politycznej akcji - stwierdził Edelman w innej pracy (1985.
s. 197).
Chcielibyśmy w tym miejscu poświęcić nieco więcej uwagi
poglądom badacza, wywodzącego się ze szkoły New Cricicism
- Phi lipa Wheel wrighta, który zaproponował jeszcze inne
rozróżnienie, reinterpretując równocześnie klasyczny podział,
zastosowany również w referowanych powyżej pracach Edel­
mana, na funkcję referencyjną (poznawczą) i funkcję emotyw­
na. Przede wszystkim Wheelwright odrzucił ten podział w do­
tychczasowym jego kształcie nadanym mu przez - jak II
określił - „semantyczny pozytywizm", głoszący dominację
funkcji emotywnej w języku, którym posługuje się intuicja
filozoficzna, poezja, wreszcie wiara religijna i który moŻW
- j a k utrzymywano - postrzegać tylko w kategoriach afektywności i konatywności (1964, s. 45). Nowy kształt zyskało*
podział poprzez połączenie go z innym - wprowadzonym prztf
badacza - mianowicie z podziałem na ,.expressive language'
( „ d e p t h - l a n g u a g e " ) i „ s t e n o - l a n g u a g c " (s. 3-4). Przytaczam)
oryginalne określenia, choć można zapewne przełożyć J'
- odpowiednio - np. na język ekspresji i język logiki. Wiailfi"'
natomiast, że domeną depth-language jest religia, mit, рое )
natomiast nauka posługuje się tym drugim rodzajem - stW
language. Rozróżnienie to ma jednak, jak to bywa Vv
I
w takich przypadkach, charakter modelowy, w rzeczywisto*
bowiem oba języki (funkcje) przenikają się wzajemnie -za­
chowaniem wszakże odpowiednich proporcji. A zatem i Zuży
ciem steno-language nie sposób ująć bytu ab initio: zawstf
obecny jest komponent stylu i zwyczaju językowego, któryś
7

korzeni szukać należy w depth-language (s. 6). Steno-lang
to język honorujący prawa logiki klasycznej - identyczno*

1

�^sprzeczności, wyłączonego środka, racji dostatecznej, a poś­
miał tej logiki można - według Wheelwrighta - oddać słowami
- nie m o ż e " ; to również język podejmowania decyzji.
jCpth-kinguage wymienionym logicznym procedurom się nie
noddaje. jest translogiczny, mogą być w nim elementy paradok­
salne i j e jeżykiem symboli, których treści nigdy do końca nie
wyczerpuje, w przeciwieństwie do języka nauki, którego uniwefsum semantycznych możliwości jest ograniczone; postulat
logiki tego języka określił autor formułą „może - nie m u s i "
.53-54).
Autor dotknął tutaj kwestii tzw. modalnośei - logicznej
charakterystyki wypowiedzi pod względem sposobu, w jaki
awierdzają to, co stwierdzają. Użycie bowiem słów „ m u s i "
i może" nawiązuje do znanego w logice tradycyjnej rozróż­
nienia na modalność de re, gdy orzeka się jednoznacznie
konieczność przysługiwania lub nieprzysługiwania cechy
przedmiotowi, i modalność de dieto, gdzie orzeka się zarówno
tonieczność, jak i możliwość.
Wheelwright dokonał następnie zestawienia swojego po­
działu z. podziałem referencyjność-emotywność i ustanowił dla
tych dystynkcji pewien wspólny mianownik nazwany przez
niego „typami m o w y " (Modes of Discourse). Stało się to
możliwe po stwierdzeniu, iż przeciwstawienie referencyjnośćemotywność jest błędne, zauważyć można natomiast dwa inne:
referencyjność (R) - niereferencyjność (non-R) i emotywność
(E) - nieemotywność (non-E). Wheelwright przedstawił ten
konstrukt w postaci następującego schematu:
s t

(s

Typy Mowy
R
ekspresyjna
poetycka

dosłowna
logiczna
non-E

wykrzyknikowa

atyczna
non-R

Wskutek tej szczególnej fuzji dwóch ujęć funkcji języka
utrzymujemy takie oto typy mowy:
R,non-E:
język przedmiotowy używany w funkcji refere­
ncyjnej oraz język naukowy w tym sformalizo­
wany język logiki.
^on-R, non-E: mowa fatyczna - „Dzień dobry" etc.
Vm-R, E:
mowa w y k r z y k n i k o w a - „ C h o l e r a ! " e t c „ gdzie
w odróżnieniu od mowy fatycznej zwroty
odnoszą się do zaistniałych zdarzeń,
mowa ekspresyjna, język, który jest zarówno
referencyjny jak i emotywny, ale nie poprzez
przypadkowy związek - np. „Pali s i ę ! " , tylko
ze względu na sens bardziej fundamentalny,
gdzie funkcja referencyjna, właściwe znacze­
nie, bierze przynajmniej część swej zasadniczej
postaci z emotywności języka i zmienia się
wraz ze zmianami tegoż (s. 56); jest to język
religii, mitu, metafizyki, poezji,
heelwright wskazał zatem dwa typy referencyjności - nietywną i emotywną - o tożsamym walorze prawomocności.
! * n ą analogią do wyróżnionych tu dwóch typów referenйР ^- J
P°gl4d
- niemieckiej filozofii życia, w szczei Georga Mischa, który rozróżnił dwa typy mowy:
J r * duskursywną" i „ m o w ę e w o k u j ą c ą " . Podobnie jak
1Ц r i g h t przypisał obu formę referencyjności, przy czym ta
l=a nie rządzi się prawami logiki klasycznej, natomiast ją
e

0

e s l

0 s c

e

elw

l z w

poprzedza: tam gdzie kończy się logika ewokacji zaczyna się
kanon logiki arystotelesowskiej, choć odbywa się to w sposób
stopniowy. Staje się tak wskutek procesu odrywania się znacze­
nia od słowa, konstytuowania pojęć, wreszcie symboli logiki
i nauk szczegółowych, np. symboli chemicznych. Nauka wyabstrahowuje znaczenia z języka naturalnego, który jest wielo­
znaczny i uwikłany w kontekst ludzkich spraw. Woda w mowie
dyskursywnej, w nauce, to wzór chemiczny, w mowie ewokującej natomiast może być wodą rytualnych oczyszczeń, wodą
- praelementem, wodą wciągającą w otchłań etc. U podstaw
pierwszej stoi tradycja logiki arystotelesowskiej, tradycja orze­
kania wartości logicznej zdań oznajmujących, druga natomiast
uwzględnia również swoistą logikę życzenia czy rozkazywania.
Pierwsza umieszcza w pełni to, co domniemane, w tym, co
wypowiedziane, w drugiej - np. wiara religijna - domniemane
nie mieści się w tym, co wypowiedziane. W mowie ewokującej
sens rozwija się w trakcie wypowiadania, znaczenie jest właśnie
ewokowane, wywoływane niejako, co łatwo zauważyć choćby
w dziełach literatury wymagających przecież interpretacji,
gdzie również to, co domniemane, jest nie do końca wypowiada­
ne. Konstytuujące się w tej mowie znaczenie bywa w swej
pierwotności związane z mimiką, gestem, ujawnia się wtedy
zależność duszy i ciała, znika ich rozdział, np. gdy ktoś daje
wyraz swego gniewu, żalu, prośbie etc.
Z punktu widzenia aspektu mito-magicznego kultury na
podobne dychotomiczne funkcje języka wskazywali etnologo­
wie. M o c ą tradycji badawczej skupiali się na tymże aspekcie
podkreślając specjalny status języka towarzyszącego zabiegom
magicznym, rytuałom, całej sferze sakralnej i nadnaturalnej.
Cassirer pisał o istnieniu „funkcji semantycznej" i „funkcji
m a g i c z n e j " j ę z y k a , deskryptownej i kreatywnej, wzajemnie się
przenikających (por. 1946a, s. 282-83; 1953, s. 165-66).
Ponadto ta „ m o w a magiczna" jest swego rodzaju wspólną
częścią, którą dzieli język z mitem, jest pozostałością nie­
gdysiejszej jedności mitu, języka i sztuki (Cassirer I946b,
s. 97-98). Filozof twierdził bowiem, że te trzy formy symbolicz­
ne wyodrębniły się z pierwotnej „mentalnej j e d n o ś c i " w wyniku
wewnętrznego napięcia pomiędzy przedstawieniami subiek­
tywnych wrażeń, a potrzebą skończonych obiektywnych form
i obrazów (por. kaniowskie kategorie) (tamże, s. 88). „Słowo
i magiczna mowa, podobnie jak magiczne wyobrażenie, są
integralną częścią magicznego ś w i a t o p o g l ą d u " - twierdził
Cassirer (1953, s. 40), a echa tego poglądu pojawiają się we
współczesnej refleksji na podobne tematy.
Bronisław Malinowski w Suplemencie do wspomnianej już
pracy Ogdena i Richardsa o języku zauważył:
„Sposób, w jaki pisząc te słowa stosuję go teraz, sposób,
w jaki musi go stosować autor książki, tekstu na papirusie
lub napisu wyciosanego w kamieniu, jest bardzo wy­
szukaną, pochodną funkcją języka. Przy tym sposobie
użycia język staje się skondensowanym odzwierciedle­
niem, rejestracją faktu lub myśli. W swoich pierwotnych
zastosowaniach funkcjonuje on natomiast jako ogniwo
łączące zgodną ludzką działalność, jako część ludzkiego
zachowania. Jest sposobem działania, a nie narzędziem
m y ś l i " (1981, s. 262).
Losy tej ważnej wypowiedzi, a zwłaszcza jej interpretacji,
bywały różne, również z powodu jej nieprecyzyjności, ogólno­
ści. Malinowski wyodrębnił także dychotomiczne: „mowę
w działaniu'' (speech in action) i „ m o w ę narracyjną'' (narrative
speech). Pierwsza obecna jest w rytualnych aktach magicznych,
także w zabiegach magicznych towarzyszących niektórym
czynnościom praktycznym i produkcyjnym, ale bywa również,
że przenika ten drugi rodzaj mowy np. podczas opowiadania,
rozważania zdarzeń w grupie, gdzie korelatem narracyjności są
poszczególne społeczne, umysłowe i emocjonalne nastawienia
(1956, s. 312). W takiej sytuacji narracja, opowiadanie stwarza
nowe więzi i uczucia poprzez emocjonalne oddziaływanie słów.

35

�W klasycznym przypadku „kontekstu sytuacji" mowa towarzy­
sząca działaniu zrozumiała jest tylko w połączeniu z tym
działaniem, we wskazanym natomiast przypadku u mowy
narracyjnej odwołanie do działania ma charakter tylko pośredni,
jednak referencyjna funkcja opowiadania jest tutaj wtórna
wobec funkcji społecznej i emotywnej (s. 313).
Do tych myśli, jak również ich interpretacji przyjdzie się
jeszcze odwoływać. Zwróćmy tylko uwagę, że te intencje
poprzedzały późniejsze wystąpienie Austina i jego teorię aktów
mowy. Można by nawet mówić o terminologicznych paralelach,
gdy Malinowski wskazywał na pewne językowe zjawiska,
europejskie i jemu współczesne, np. przysięga, w której zauwa­
żył zróżnicowanie jej „ m o c y " w zależności od tegoż kontekstu
sytuacji (s. 322). Austin mawiał o podobnych akiach mowy
używając określenia „mocy illokucyjnej" wypowiedzi. M a l i ­
nowski tych cennych pomysłów nie rozwinął - chciałoby się
powiedzieć - w pożądanym kierunku, który pozwoliłby na
rozwój tak zapoczątkowanej etnologicznej teorii języka (mo­
wy), choć w pewnym ograniczonym stopniu podjęła te pomysły
późniejsza tzw. etnografia mówienia. Przejął się natomiast
zanadto domniemaną stwórczą mocą słowa w magii, gdy
w rzeczywistości metaforyczna substytucyjność w magii Trob­
riandczyków. którą się zajmował, nie była przez nich po­
strzegana w kategoriach - z europejskiego punktu widzenia
- substancjalnej identyczności (por. Tambiah 1968, s. 198).
Ponadto, podobnie jak w rytuale, emotywne słowa mają jednak
zawsze swą strukturalną i referencyjną podstawę (por. tamże).
Czy zatem przeciwstawienie Wheelwrighta emotywność-nieemotywność języka implikuje dwa skrajne modelowo typy
referencyjności logicznie równorzędne, choć dotyczące bytów
o różnym statusie ontycznym? Podobnie jak w przypadku
przeciwstawienia partycypacja-przyczynowość dotyczącego ty­
pów kosmologii i w tej kwestii nie sposób wyjść poza
intelektualne i językowe uposażenie wpisane w te referencyjno­
ści i nastawienia. Innymi słowy, nie można przeprowadzić np.
postulatu Gódla i stworzyć stosownych środków wykraczają­
cych poza teorię, by z ich pomocą o niej orzekać. Leszek
Kołakowski przy okazji rozważania interesujących nas tutaj
funkcji języka również doszedł do takiego wniosku:
„Uznanie, że język przeznaczony specjalnie do wyrażenia
sfery sacrum nie może być przełożony bez zniekształceń na
język profanum nie sugeruje wcale, że ten ostatni (w
przeciwieństwie do pierwszego) jest naturalny, autentycz­
ny, obiektywny, opisowy, bezzatożeniowy, nadający się do
komunikowania prawdy. Po pierwsze, codzienna mowa
świecka obfituje w słowa, które są obciążone wartoś­
ciowaniem lub odnoszą się do nieweryfikowalnych fak­
tów, w szczególności do naszych stanów 'wewnętrznych'.
Dokładnie 'empiryczny' czy behawiorystyczny język ni­
gdy nie istniał, jest on sztucznym wymysłem filozofów
i p s y c h o l o g ó w " (1986a, s. 94).
Lakoniczne określenie Frederica Jamesona „the prison-house
of language" nie jest czymś nowym w historii refleksji nad
językiem. Zjawisko tzw. terroru słów dostrzegali j u ż Bacon,
Rousseau, Vico, współcześnie natomiast - by wymienić tylko
niektórych - Levi-Strauss, Starobinski, Derrida, wspomniane
już szkoły General Semantics i New Criticism. Jeśli chodzi
o tzw. zasadę relatywizmu językowego (hipoteza Sapira-Whorfa), której nie sposób pominąć w tych rozważaniach, chcielibyś­
my przytoczyć tylko wypowiedź jednego z polskich jej inter­
pretatorów. Anna Wierzbicka we wstępie do książki Sapira
Kultura, język, osobowość napisała:
„Tezę Sapira o 'względności językowej' i o wpływie
języka na myślenie i działanie jego użytkowników inter­
pretuje się niekiedy w duchu skrajnego determinizmu. Jest
to zupełne nieporozumienie. Ani Sapir, ani nawet Whorf
(mimo radykalności niektórych jego sformułowań) nie
twierdzili nigdy, że język określa świadomość. Przeciwnie,

36

Sapir uważał taki pogląd za naiwność. Potenejalnj
w każdym języku można wyrazić wszelkie treści; nie щ
takiej interpretacji doświadczenia, która byłaby nie &lt;j
pogodzenia z jakimkolwiek językiem. Ale jest istotna
różnica między tym, czego dany język 'nie uniemożliwia'
a tym, co dany język podsuwa, ułatwia i sugeruje. j
różnica między myślą potencjalną a myślą 'habitualną"'
(1987, s. 22).
Stąd więc w języku Hopi, wskutek braku podmiotownorzeczeniowej struktury zdań, łatwiej jest mówić o borsuku
kopiącym j a m ę czy goniącym za myszą, niż o „borsuku jak
t a k i m " , p o n i e w a ż tenże borsuk - z powodu językowego haht,
tus - istnieje dla Hopi przede wszystkim sytuacyjnie. Natomiasi
Trobriandczykom, wskutek braku rozróżnienia na obiekt i j „
atrybut, trudno jest oddzielić „ o g r o d n i k a " i „ d o b r o ć " : n i e mają
takich oddzielnych słów, mają natomiast jedno na określenie
ogrodnika, który nie może być ogrodnikiem złym (por. Burszta
1986, s. 54). „ O g r o d n i k " i „ d o b r o ć " stanowią zatem jedną
istotę, nie ma tu substancjalno-akcydentalnych rozróżnień - jak
by powiedział Cassirer. To jest również sprawa arystotelesowskiego kanonu, którego próżno szukać na Trobriandach w takiej
formie, do jakiej przywykł europejski badacz, posługujący się
językiem ukształtowanym w ciągłym wyzwaniu wobec pytań
w rodzaju: „co to jest rzecz?",,,co to jest cecha?", „co to jest
poznanie?", „jakie są warunki poznania?" etc. Kulturowy
dystans ułatwia dostrzeganie tych różnic pomiędzy językiem
„ n a s z y m " a „ i c h " , trudniej natomiast zastosować taką miarę
właśnie wobec tego naszego, indoeuropejskiego języka (czy to
będzie polski, angielski czy francuski), chcielibyśmy w tym
miejscu odwołać się do wspomnianych dwóch szkół, które ten
problem podjęły.
Czołowy przedstawiciel szkoły New Criticism, Kenneth
Burkę, kwestię j ę z y k o w e g o determinizmu podjął w sposób,
który z jednej strony strukturujący wpływ języka rozciąga na
wszelką językową działalność: od języka wiedzy do języki
poezji. Z drugiej natomiast wskazał na pewne cechy lej
działalności, które - wydaje się - łączą wszystkie języki.
Rozważmy - za B u r k ę ' m - takie oto zdanie: „Człowiek idzie
u l i c ą " . Jest to zaiste zdarzenie nadzwyczaj typowe dla kogoś,
kto siedzi przy biurku i spogląda przez okno szukając czegoś, co
mogłoby zostać przedstawione w postaci czysto opisowego
zdania. Burkę stwierdził natomiast, że to zdanie opisowe M
jest. Nie opisuje ono bowiem, czy człowiek jest wysoki, czy
niski, jak jest ubrany, czy jest stary, czy młody; nie wiemy czy
idzie powoli, czy szybko, czy może nawet kuleje albo podpiera
się laską; czy ulica jest szeroka, czy wąska, jaki ma KUI/j
chodnika, czy rosną wzdłuż niej drzewa, jakie są doim
wreszcie jaka to pora roku, dnia, jaka pogoda etc. Jest to więc
„zdanie-tytuł", które w sposób arbitralny opisuje różne sytua­
cje: „sytuację c z ł o w i e k a " , „sytuację chodzenia", „sytuacje
u l i c y " . Prócz tej cechy języka, mianowicie „tytułowania
(entitling) niewerbalnych sytuacji bynajmniej nie w kategorii*
słowo-rzecz, czyli denotacji (Burkę 1966. s. 361), drugą ceclH
jest jego „ s k r ó t o w o ś ć " : używanie słów-abstraklów w rodzaj
„ c z ł o w i e k " zamiast „stary (młody) etc. c z ł o w i e k " itd. Dial*
tyczne środki pozostające do dyspozycji tych językowy
mechanizmów to
- różnej długości werbalne wyrażenie sytuacji niewei
sumujące lub tytułujące tę sytuację;
- to wyrażenie może zostać skrócone, tak że jego czff*
oddawać całość, a więc krótsza część jest wówczas ty
tytułu;
- podobnie rzeczywisty obiekt może pełnić tę samą slkra«F
cą funkcję, np. przedmiot związany z jakąś osobą |
czymś więcej niż nim samym, staje się aspektem i
czy związany z sytuacją np. dom - może być skróten
sytuacji, która miała w nim miejsce - dobrej
z udziałem takich a takich osób itd.
e

а

0

e s (

0

e

0

11

1

|u

�, gdy wyrażenie zostaje zredukowane do fragmentu siebie
(słowa), a niewerbalną sytuację reprezentuje jej fragment,
pojawiają się wtedy warunki, w których taki „podsumowują­
cy obiekt"kojarzy się z „podsumowującym s ł o w e m " (tamże,
1.371).
0 ile więc w przypadku rozważanego przez Burke'a języka
Imielskiego można wskazać cechę generalizacji (tytułowanie,
gotowość), to w przypadku Hopi należałoby mówić o parkulacji (nie
oddzielnego, niesytuacyjnego terminu „borj j " ) . W każdym jednak przypadku znaczenie słów uzależ­
nione jest albo od sposobu postawienia problemu, albo od
kontekstu. Nie przypadkiem Burkę dziełu, w którym powyżej
orzedstawione kwestie referuje, nadał tytuł Language as Sym­
bolic Action- Bliski jest tutaj Malinowskiemu; obaj podzielali
pogląd o języku jako formie działania, Burkę poszedł jednak
Jalej i uniezależnił tę cechę od mniej lub bardziej dosłownie
rozumianych działań, a jakich mówił Malinowski. U Burke'a
.IUIO bowiem projektowanie i strukturowanie obrazu rzeczywi­
stości nie wymaga koniecznie stosownych czynności, gestów,
technik, jak to jest w przypadku np. rytuału czy niektórych
jziałań wytwórczych. O ile język opisu nic składa się wyłącznie
zterminów fizycznej miary, matematycznej funkcji, formalno•logicznego związku etc, o tyle zawsze jest wypadkową
kontekstu sytuacji, miejsca, jakie zajmuje w polu semantycz­
nym, będącym tego kontekstu znaczeniową realizacją (por.
Tokarski 1993, s. 355). Nie musi to być sytuacja rytualnego
tańca przy wtórze bębnów, może to być choćby sytuacja
spoglądania przez okno. Ponadto Burkę stwierdzeniami na
lemat natury owego j ę z y k o w e g o tytułowania i skracania,
ufundowanych na odniesieniach typu część-całość, które mogą
nawet symbolicznie wcielać się w konkretne obiekty, wskazy­
wał na źródłową mito-magiczność i emolywność k a ż d e g o
tezyka i ludzkich (kulturowych) nastawień. Bez względu na
iiięd/y-kulturowe podziały, a ze względu na podziały wewnątrz-kulturowe, nasycenie tą magicznością jest odwrotnie
proporcjonalne do nasycenia pytaniami o własną prawomoc­
ność.
Polski badacz - Walery Pisarek - wypowiadał się w podob­
nym duchu na temat perswazyjnego charakteru języka. Zauwa&lt;yl. że taki rodzaj oddziaływania na odbiorcę nie musi być
podejmowany przy pomocy explicite sformułowanych zwrotów
perswazyjnych, często wystarcza bowiem tylko odpowiednia
•elekcja informacji. Oto doniesienie o wypadku samochodo­
wym może być sformułowane np. „Samochód przejechał
przechodnia" albo „Przechodzień wpadł pod s a m o c h ó d " , albo
••Przechodzień padł ofiarą wypadku samochodowego" itp.
•Możliwości jest znacznie więcej - napisał Pisarek - ale i te trzy
wystarczą by wykazać, że pozornie neutralne relacje za każdym
'Нет co innego implikują. Pierwsza sugeruje raczej winę
serowcy, druga - winę przechodnia, trzecia składa odpowie­
dzialność na nieosobowe fatum. Rzeczywiście w oczach prze•todniów samochody na nich najeżdżają, w oczach kierowców
Przechodnie włażą pod k o ł a " (1976, s. 20-21). Ukon­
stytuowane zostały więc. w każdej z tych wypowiedzi, różne
azy jednego i tego samego czasoprzestrzennego wycinka
/"^ywistości, obrazy, które można by odnieść zarówno do
2*'.
których zdarzenie było widziane, jak i owych
•wień, w tym wypadku jednostkowych. Wiemy już, że takie
^wienia bywają również zbiorowe i to one właśnie poddają
najlepiej zewnętrznym procedurom wychwytywania i interL '
należy wszakże do zadań etnografii. Istotna jest tu
. ytuująca funkcja języka, owa pierwotna mito-magiczność,
j ę z y k o z n a w c y określają mianem emotywności czy perm

a

4 4

f

z

a C j l

c o

stawia, również język, jako zbiór skończonej ilości słów, jest
tylko taką mapą rzeczywistości. Podobnie jak mamy mapy
przedstawiające połączenia komunikacyjne, mapy synoptyczne,
stratygraficzne, surowców mineralnych etc, mamy także języ­
kowe mapy przedstawiające procesy ekonomiczne, ruchy cząs­
tek elemntarnych, miłosne uniesienia czy obrazy za oknem. Nie
możemy bowiem ująć jednoznacznie w słowa nieskończonej
ilości zjawisk zachodzących na poziomie mikroskopowym
niedostrzegalnym przez zmysły czy nieskończonej liczby poru­
szeń naszego ducha, wymykających się naszej introspekcji...
Jeden z kontynuatorów tej teorii, wspomniany wcześniej
Samuel Ichije Hayakawa, twierdził, że posługujemy się wyłącz­
nie takimi właśnie etykietkami wziętymi z różnych poziomów
abstrakcji i wszystko o czym m ó w i m y to abstrakcje (1965).
Wyobraźmy więc sobie taką drabinę abstrakcji w formie pytań
i odpowiedzi:
„ C o to jest w ą ż ? "
(1) „Zwierzę z rodziny g a d ó w " .
„ C o to jest z w i e r z ę ? "
(2) „Organizm ż y w y " .
„ C o to jest 'organizm'?"
(3) „Pewien układ biologiczny".
„Czy zatem człowiek to organizm żywy, z w i e r z ę ? " itd.
To tylko trzy ogólnikowo przyjęte szczeble, a już pojawia się
zagrożenie pomieszania pojęć, np. że człowiek jest zwierzę­
ciem. Jest nim oczywiście, ale pod pewnymi warunkami, które
często są pomijane, ponieważ uwzględnienie ich pociąga
konieczność żmudnego budowania sąsiadujących pięter abs­
trakcji, które następnie należy porównywać, selekcjonować,
uwzględniać różne metafizyczne przesłanki etc.
Rozważając rzeczy jakby „od d o ł u " abstrakcji mielibyśmy:
(1) węża poznawanego przez naukę (procesy fizyczne, bio­
chemiczne, motoryczne e t c ) , z użyciem stosownej apa­
ratury badawczej i z uwzględnieniem aktualnego stanu
wiedzy;
(2) węża jako obiekt potocznego doświadczenia, który nasz
system nerwowy wyselekcjonowuje z węża — procesu
(por. wyżej);
(3) słowo „ w ą ż " , które jest n a z w ą nadawaną obiektowi
z poprzedniego poziomu, które tym obiektem nie jest
i pomija szereg jego charakterystycznych cech;
(4) słowo „ w ą ż " , które wskazuje szereg cech charakterys­
tycznych pewnego zbioru obiektów: „ w ą ż , " , „ w ą ż , " . . .
, , w ą ż " , pomija jednak typowe cechy poszczególnych
obiektów;
(5) słowo „ w ą ż " , k t ó r e umieszcza powyższy zbiór w zbio­
rze szerszym nazwanym słowem „ g a d " itd.
Już mając wiedzę z (4) łatwo o pomieszanie poziomów
abstrakcji: zwykle jadowitego i niebezpiecznego węża „z
g ł o w y " ł ą c z y m y z innym zobaczonym na leśnej ścieżce: nazwa
i pełzające stworzenie stają się tym samym. Czasem po chwili
zauważamy, że to tylko np. niegroźny padalec, który zresztą nie
jest wężem. Tak ustanowiona „negatywna analogia" może się
jednakowoż utrwalić. Został tutaj pominięty ów wymiar głębo­
kości, zróżnicowanie na plan pierwszy i tło, o którym mówił
Cassirer, wymiar, który ujawnia się dopiero wtedy, gdy prze­
prowadzimy - jak wyżej - proces ustanawiania kolejnych
abstrakcji.
Mechanizm powyższy związany jest ze strukturą znaczenia
jednostek językowych. By pozostać przy przykładzie z „wę­
ż e m " zauważmy, że o denotacji tej nazwy (znaczeniu ekstensjonalnym, relacji nazwa-desygnat) można mówić wówczas,
gdy wskazujemy obiekt nazwany „ w ą ż , " lub „ w ą ż , " lub ... lub
„ w ą ż " . M a to jednak miejsce stosunkowo rzadko, zwykle
bowiem wypowiedzi mają równocześnie charakter zarówno
ekstensjonalny, jak i intensjonalny (konotacja). Zdarza się
również i tak, że mamy do czynienia wyłącznie ze znaczeniem
intensjonalnyin, np. w zdaniu: „Anioły patrzą w nocy na moje
n

n

zbliżonym duchu utrzymana jest argumentacja szkoły
»ykl
J założyciel Alfred Korzybski (1948)
4^ 'nawiać, że podobnie jak „mapa nie jest terytorium".
Р^У pomocy umownych znaków to terytorium przed­
;

S e m a m i c s

J c

37

�ł ó ż k o " . N i e znaczy to jednak, że anioły nie patrzą; o wyłącznej
intensjonalności znaczenia decyduje jednak to, że nie możemy
tego zmierzyć, sfotografować, dotknąć, zobaczyć itd. Słowem,
nie istnieją empiryczne procedury weryfikacji-falsyfikacji tej
wypowiedzi, które pogodziłyby potencjalnych dyskutantów, np.
mistyków i agnostyków. Takie procedury można natomiast
z całą pewnością zastosować wobec wypowiedzi o znaczeniu
wyłącznie ekstensjonalnym, np. ,,Ten pokój ma 5 m d ł u g o ś c i " .
Porozumienie jest tu pewne, choćby nie wiadomo jak wielkie
było pomieszanie dyskutantów w tymże pokoju zgromadzonych
(por. Hayakawa 1965, s. 59).
Z denotacją mamy zatem do czynienia wtedy, gdy nazwa
odnosi się do konkretnego obiektu lub klasy obiektów, konota­
cja natomiast to treść charakterystyczna nazwy, zbiór cech
wyróżniających obiektu, lub klasy obiektów. W przedstawionej
drabinie abstrakcji węża przynajmniej od poziomu (3) zaczyna
się proces konotowania, nadawania znaczenia intensjonalncgo
nazwie i wraz z kolejnymi szczeblami tak rozumianego „od­
dalania" się od obiektu, znaczenie ekstensjonalne ustępuje pod
naporem znaczenia intensjonalnego. Hayakawa zwrócił uwagę
na to, że istnieją dwa rodzaje konotacji: informacyjna i afektywna. Ta pierwsza to społecznie podzielane, nieosobistc znacze­
nia: „ w ą ż " - zwierzę z rodziny gadów, bywa jadowty itd. (por.
tamże, s. 83). Druga to auta osobistych odczuć, które otaczają
nazwę: „ w ą ż ' ' - np. jadowity, oślizgły, ale mogą to być odczucia
zupełnie przeciwstawne. Afeklywne konotacje mogą wszakże
służyć przydawaniu etykietek ludziom: „ w ą ż " , a jeszcze lepiej
- ,.żmija"czy np. „ k o c i a k " , „ s u k a " , „ m ł o t e k " e t c . (por. tamże,
s. 84-85). Słowo jest wówczas składnikiem przynajmniej
dwóch pól semantycznych, np. „ ż m i j a " — należy zarówno do
pola nazw zwierząt, jak i do pola ocenianych negatywnie
postaw. Hayakawa nie wspomniał tutaj o konotacjach kulturo­
wych: nazwa „ w ą ż " b y w a czasem zupełnie pozbawiona znacze­
nia ekstensjonalnego - wąż z Raju, egipski wąż Apophis,
aztecki wąż Quetzalcoatl etc. - i bliska jest takim obiektom jak
np. jednorożec, którego nazwa denotacji w ogóle nie ma.
By jednak pozostać przy zjawiskach bardziej współczesnych
niż starożytne mitologie posłużmy się przykładem, który podał
Hayakawa, znamiennym dla kraju, w którym przyszło mu
tworzyć - kulturowego i narodowościowego tygla. A zatem
takie np. zdanie jak „Pan Miller jest Ż y d e m " posiada niemal
nieograniczoną gamę afektywnych konotacji. Nieważne, że
panu Millerowi można przypisać tysiące abstrakcji np. „lewo­
r ę c z n y " , „ o j c i e c " , „amator golfa", „ h a n d l o w i e c " , „Bostończyk" itd. W a ż n e jest, że wiele z nich można odczytać
z natychmiastową afektywną konotacją, że ekstensjonalny pan
Miller „zrasta s i ę " natychmiast z intensjonalnym Żydem, który
jest w głowie i który bywa też w niepisanych zasadach
kulturowej identyfikacji. A więc jeśli pan Miller jest ortodok­
sem, to znaczy, że „nie chce się a s y m i l o w a ć " ; jeśli rezygnuje
z ortodoksyjności to znaczy, że „wszędzie się wpycha". Jeśli
odnosi sukcesy w biznesie, to znaczy, żc „jest sprytny",gdy
jest natomiast skromnym sklepikarzem, to znaczy, że „nie
ujawnia swych ciemnych i n t e r e s ó w " etc. (s. 204).
Doszliśmy więc do momentu kiedy konotacja utrwala się
w postaci stereotypu (np. „wąż - j a d o w i t y " , „ Ż y d - f a ł s z y w y " )
lub mitu (węże w rozlicznych religijno-mitycznych panteonach,
„Żydzi-mordercy Chrystusa", „ ż y d o - m a s o n e r i a " itp.). Jednak
próba ustalenia zasad wzajemnego wpływu w relacji: konotacje
afektywne-konotaeje kulturowe byłaby przedsięwzięciem po­
dobnym do przysłowiowego sporu o pierwszeństwo jajka i kury.
Chcemy natomiast wykazać, że cechy takiej oto emotywnokonotatywno-ewokującej referencyjności języka związane są
właśnie z owym mito-magicznym nastawieniem, partycypacją,
w odróżnieniu od przyczynowości i w odróżnieniu od referen­
cyjności nieemotywno-denotatywno-dyskursywnej. Takie bo­
wiem „ s k a k a n i e " po szczeblach tej drabiny abstrakcji, miesza­

38

nie porządków denotacji i konotacji, signifić i signifiant, g j ^
każdy ze szczebli jest odrębnym systemem znaczeniowym
niesprowadzalnym do systemów sąsiednich bez uwzględnienia
różnic zakresów pojęciowych, taki proces zrastania się naz
i rzeczy, istot i przypadłości, własności i przedmiotu, z dodai
kowym aksjologicznym korelatem, jest działalnością mit
logiczną, swoistą j ę z y k o w ą magią. W taki oto sposób powstają
wtórne systemy modelujące, zaprojektowane w granicach okre
słonych kosmologii, dające różne modele świata, obrazy, które
są symboliczne, ponieważ są konotowane (por. Barthes 19.85
s. 293).
Philip Wheelwright określił język emotywnej referencyjności, język mitu, religii, literatury, mianem języka diaforycznego
(1974, s. 158). Diafora to tautologiczny zwrot zbudowany
powtórzeniu słowa, skojarzonym ze zmianą jego znaczenia, np
„Żyd jest Ż y d e m " , „Biznes to biznes" itp. Każdy z nich
wygląda jak zwykłe zdanie, ale żaden zdaniem nie jest. Zwrot
len rzuca bowiem swoisty j ę z y k o w y most pomiędzy dwom
poziomami abstrakcji. Pierwsze słowo aktualizuje inne skład­
niki znaczeniowe niż drugie. Pierwszy „ b i z n e s " denutuje
rozważaną transakcję, drugi „ b i z n e s " wprowadza konotację
słowa: może to być np. „brudny biznes". Nie jest to zdanie
informacyjne a projektujący zwrot, który rozmowę kieruje
w kierunku zgodnym z konotacjami słowa (por. Hayakawa
1965, s. 220). W myśl zatem mito-logiki oba „biznesy" zrastają
się wchodząc następnie w ogół nastawień wobec świata,
w kosmologię jednostki czy grupy.
Hayakawa potwierdził pośrednio poczynione powyżej stwie­
rdzenia o fundamentalnej mito-magiczności języka gdy mówił
0 „intensjonalnej orientacji, n a s t a w i e n i u " (podkr. JB).
klóre ignoruje kontekst, ma skłonność do automatycznych
reakcji, miesza poziomy abstrakcji, przecenia podobieństwa
w przeciwieństwie do różnic (s. 279). Sam Korzybski nazwał
zresztą swoją teorię systemem niearystotelesowskim („nonAristotelian system"), przez co chciał wskazać na nadużycia
dwuwarlościowcj logiki w życiu codziennym; na przykład
w zdaniach „Miller jest albo sprytny, albo ukrywa swoje
interesy", „jeśli j a mam rację to wszyscy inni nie". „Żyd jesl
Ż y d e m " . Z n a n y j u ż nam ostatni zwrot wydaje się kalką prawa
tożsamości, a nim przecież nie jest i - co więcej - wymyka się
regułom formalno-logicznej oceny (por, tamże, s. 242). Jeśli
pamiętamy uwagi Cassirera na temat skłonności myśli mitycz­
nej do jednoznacznych, bezwarunkowych rozstrzygnięć i poró­
wnamy je ze spostrzeżeniami Korzybskiego, to przyjdzie
stwierdzić, że dla mitu nie ma zaiste granic, potrafi naw.:
wprząc do swojego dzieła oręż, którego zadaniem jest tego mim
unicestwienie. Prawo logiki formalnej może być bowiem
stosowane tylko w związku z innymi prawami tejże logik'
w innym wypadku pada ono łupem mitu, podobnie jak wiek
spopularyzowanych teorii naukowych czy systemów filozoficz­
nych. Erie Gould uznał mit raczej za „ekspandującą konteks­
tową strukturę" aniżeli coś w rodzaju powracającego motyw"
Nawet zdemaskowany odradza się on wciąż w innym miej*'
w

0

n a

a

1

11

1 w innym przebraniu (Gould 1981, s. 177).
Konkluzja Hayakawy jest pesymistyczna:
„Obraz rzeczywistości, który tworzymy w naszych umy
łach bez świadomości ciągłego abstrahowania nie ft
' m a p ą ' j a k i e g o k o l w i e k istniejącego 'terytorium
świat iluzji. W tym świecie nigdy-nigdy wszyscy Ży **
oszuści; wszyscy 'kapitaliści' to spasieni tyrani, p *drogie cygara i zgrzytający zębami na związki zawdc^W tym świecie także wszystkie węże są jadowite, w ?
kie wdowy i sieroty godne ubolewania, zawadzaj*
samochody należy pouczać kopaniem w dekiel, а к •
mówiący z obcym akcentem jest komunistycznym szr
g i c m " (s. 208).
^
Ernst Cassirer określał m o w ę mianem „odwiecznego
uau*
m i t u " ( I946b, s. 84). Gould, którego uznajemy za kontyt"
s

0

8

sz

�„wsi' Cassirera. stwierdził, ze „ m i t y c z n o ś ć " to nieprzezwycię/aina własność języka. Ta natomiast związana jest z niemożnoś­
cią wypełnienia semiologicznej przerwy pomiędzy słowem
aeczą, tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne (1981, s.
j4) na co wskazywał również Cassirer gdy mówił o napięciu
jedzy przedstawieniami subiektywnych wrażeń a potrzebą
kończonych obiektywnych form i obrazów. Centralne z. punktu
Rdzenia etnografii kulturowe zjawisko - mityzacja, proces
woistej wewnątrzkulturowej konotatywnej dialcktyki, ma swój
ł y k o w y fundament.
Aspektem wskazanej konotatywności języka jest jego figura­
tywność. Kenneth Burkę zauważył, że ukazany przez niego
nroces skrótowości języka, gdzie jeden element kontekstu
używany bywa jako reprezentacja całości, nie jest rzadkością.
Uzyskaną wskutek tego figurę retoryka nazywa synekdochą;
dzięki niej część ma zastępować całość (1966, s. 371).
Burkę określany przez niektórych z racji typu refleksji nad
językiem i literaturą mianem „ l o g o l o g a " (logologist) (Sapir,
Crocker 1977) słusznie zauważył, że tematyka zainteresowań
folklorystyki zderza się z problemami poetyki i retoryki.
Stwierdził dalej, że kwestią pojawienia się mitów w dziejach
powinna zajmować się folklorystyka i antropologia, studiowa­
niem natomiast motywów i struktury mitów jako form narracyj­
nych mających swój początek, środek i koniec - poetyka (Burkę
1966,s. 382). Nic jest to pomysł zupełnie nowy, nie wywodzi się
również z uznania immanentnej konotatywności języka, jako
senus proximum wobec zarówno jego mito-magiczności, jak
\ figuratywności. Te dwie cechy języka wydają się natomiast
dwiema stronami tego samego medalu. A zatem nie formalne
podobieństwo pomiędzy mitem i literaturą, magią i poezją jest
głównym wyróżnikiem ich analogiczności. Ta jest tylko wypa­
dkową „natury j ę z y k a " , w tej bowiem „ n a t u r z e " , w tym
mito-logicznym współczynniku zakorzenione są wspomniane
formy użycia słowa i formy symbolizacji, w tym
figuratywności
myślenia.
Pragniemy wykazać żc istnieje pewien wspólny fundament
dla wszelkiej sztuki słowa, że konotalywność myślenia jest
wypadkową konotatywności języka i vice versa. W szczególnoSciinteresują nas afekty wne i kulturowe odmiany konotatywnofei,czy będzie to słowo w rytuale inicjacji lub ludowym eposie,
czy słowo liryki lub - dajmy na lo - XIX-wieczncj prozy.
Zgodni jesteśmy tutaj z poglądem czołowego przedstawiciela
nurtu mitograficznego w literaturoznawstwie. Richarda Chase'a, który stwierdził, że „magia i literatura spotykają się
w micie" (1966, s. 73). Badacz ten nie usiłował rozstrzygać
o domniemanej pierwotności jednego z dwojga - mitu lub
mowy. Na prymat pierwszego wskazywali np. romantycy
(Herder, Schclling), drugiego natomiast - szkoła tzw. mitologii
Porównawczej (Max Muller, Adalbert Kuhn) (por. Cassirer
!946b. s. 85). Tego typu „ g e n e a l o g i c z n e " spory należą j u ż
* tym typie literaturoznawstwa do przeszłości, podobnie jak
pierwszeństwo rytuału lub mitu prowadzony swego czasu
etnograficzne szkoły rytualizmu i funkcjonalizmu (por.
Mieletynski 1981. s. 45-53).
Nie podążamy jednak tropem krytyki, którą Haskell M . Block
«lil mianem „literackiej antropologii" (1966, s. 135). Ta
'*?eła się, z inspiracji klasycznej antropologii brytyjskiej, od
" «pcji tzw. rytualistów (Harrison, Cook, Murray), którzy
Jaśnie w rytuale i w micie szukali podstaw poetyckiej
y°braźni (tamże, s. 130), szczytowym natomiast jej momenJ* M a tzw. krytyka archetypowa i wystąpienie jej głównego
Pffcdst awicicla Northropa Frye'a. Badacz ten nie wyszedł
*dnak poza formułę postrzegania literatury jako pewnego
m

tr

k

n

1

nu.

~ zbioru kulturowych zachowań (tamże, s. 135). Fryc
zrzucił nigdy poglądu, że Złotą Gałąź Frazera należy
przede wszystkim za studium z dziedziny krytyki
^ • k i e j , co zaciążyło na postrzeganiu literatury głównie ze
Sędu na obecność w niej archetypicznych obrazów, analogi­

ite

cznych od tych obecnych w micie i rytuale. Pośród ant­
ropologów miał wszakże sojusznika w Malinowskim, który
również uważał, że mit jest pierwowzorem literatury (por. 1958.
s. 517-18).
Przytoczone zdanie Chase'a ważne jest również ze względu
na stopień ogólności, z jakim mamy rozważać mito-poetyckie
filiacje. Pójdziemy tutaj śladem wyznaczonym przez wystąpie­
nie Giambattisty Vico, którego ustalenia są bliskie koncepcji
pierwotnej jedności form konceptualizacji rzeczywistości
-Cassirera, homogeniczności u m y s ł u - H o r t o n a czy tożsamości
logiki - Lćvi-Straussa. Swoją antyoświeceniową postawą ten
oświeceniowy myśliciel poprzedzał późniejsze antysejentystyczne i antyrelatywistyczne poglądy wymienionych badaczy.
Jego pogląd nie różnił się od poglądu oświecenia w do­
strzeganiu zmiany ludzkich instytucji, które począwszy od
pierwotnego stanu „ b e s t i o n e " , c z ł o w i e k a pierwotnego, osiągają
etap zwany cywilizacją. Jednakże zjawisko to - według Vico
- nie jest jakimś ruchem ad infinitum, a pewną wymiennością
procesów. „Niekiedy świat staje się znów barbarzyński, ponie­
waż w chwilach takich duch ogarnia i ożywia cały świat swą
niepowstrzymaną s i ł ą " - skomentował tę myśl etnolog i folk­
lorysta Giuseppe Cocchiara (1971, s. 125). Tak rozumia­
ny „ b e s t i o n e " jest wciąż w nas obecny. Vico dodał jednak, żc
„ b e s t i o n e " - chciałoby się rzec - pierwotny, nie rozróżniał
fantazji i rozumu, nie jest pewne czy myślenie w ogóle istniało
wówczas jako odrębny rodzaj konceptualizacji. M i t , myślenie,
poezja byty niewyodrębnionymi częściami postawy wobec
świata, co zresztą - według Vico - jest dla człowieka typowe:
„Umysł ludzki z natury swej znajduje upodobanie w unifikacji"
(1966. s. 104). Ta „metafizyka uczucia i w y o b r a ź n i " ( t a m ż e , s
167) jest pokrewna pierwszym systemom filozoficznym,
w szczególności niezwykle poetyckim ujęciom w poglądach
greckich filozofów przyrody (Tales, Anaksymandei, Anaksymenes). To oni, szukając w odwiecznych żywiołach - wodzie
czy powietrzu - owej archć, zasady i początku, sięgali jeszcze
do wyjaśnień typu mitycznego, które tłumaczą zjawisko po­
przez wskazanie jego genezy.
Na takim etapie rozwoju, tym razem poezji, umieścił Vico
milo-poezję Homera, który posługiwał się jeszcze naturalną
niejako metaforyeznością ówczesnego języka. Pogląd ten po­
twierdziła Olga Frcidenberg:
„Homer mógł powiedzieć'żelazne niebo', 'żelazne serce'
dlatego, że niebo, człowieka, serce człowieka reprezen­
towało w micie żelazo. Później jeden synonim, 'żelazne
serce', uzyskuje w myśleniu pojęciowym przenośny sens
'nieugiętego', 'srogiego' serca; jednakże 'żelazne niebo'
nadal pozostaje obrazem mitologicznym w jego sensie
dosłownym 'nieba z żelaza', i w archaicznym, przedpojęciowym eposie metaforą się nie staje" (1983, s. 331).
Tak rozumiana metafora, „forma obrazu w funkcji pojęcia"
- jak ją określiła folklorystka, nie jest jeszcze przenośnią
w rozumieniu typowym dla wyodrębnionej później poezji
klasycznej. Analogia antyczna „poszukuje całkowitej tożsamo­
ści semantycznej obydwu swych członów. A jest to możliwe
jedynie na gruncie obrazów mitologicznych" (tamże, s. 333).
Ale i krąg takich metafor musiał być zawężony do zjawisk
wypełniających mitologię - pogodowych, rolniczych, chtonicznych. „Kiedy Sofokles mówi 'bezowocna choroba', trzyma się
mitologicznych obrazów ' b e z p ł o d n o ś c i ' j a k o suszy, jako śmier­
ci, i 'choroby'jako złowróżbnej kobiety, niezdolnej do wydania
potomstwa" (tamże). Perswazyjność takich mito-poetyckich
analogii mogła być rzeczywiście doskonała, mniejsza jest
w przypadku poezji klasycznej, zupełnie umowna natomiast jest
analogia w nauce.
Automatyzm w podejściu do zjawisk kultury i do innych
kultur obcy był już Vico, a spośród myślicieli doby oświecenia
podobną postawę wykazywał chyba tylko Jan Jakub Rousseau,
którego Levi-Strauss uznał za pioniera nauk społecznych. Autor

39

�Nauki nowej głosił konieczność traktowania ludzkich instytucji
bez uprzedzeń i gotowych schematów, co dotyczy zarówno
ludów „ c y w i l i z o w a n y c h " , jak i „barbarzyńskich". Wszystkie
one mają bowiem jakąś religię, instytucję małżeństwa i wszyst­
kie grzebią zmarłych. Te trzy wyznaczniki są - podkreślał Vico
- dowodem na istnienie „wspólnego pierwiastka prawdy".
Ostrzegał równocześnie: „konieczne jest, aby wszystkie narody
zrozumiały, że jeśli wszędzie cywilizacja rozpoczęła się od
trzech zwyczajów, to należy przestrzegać ich jak najskrupuiatniej, aby świat nie popadł w stan zwierzęcy i nie stał się
ponownie wielką p u s z c z ą " (1966, s. 333). Jest tu zatem
i poczucie istnienia pewnych powszechników ducha ludzkiego,
i szacunek dla inności. „Taka jest natura rzeczy, że powstają one
w określonym czasie i w określonych warunkach! Ilekroć
pojawiają się takie określone warunki, powstają rzeczy takie,
a nie inne" (tamże. s. 147). Te słowa myśliciela winny być
maksymą każdej metodologicznej procedury.
Po znacznym osłabieniu oświeceniowego mechanistycznego
materializmu przyszedł czas kontynuatorów Vikianskicj myśli.
Ideolog romantyzmu - Fryderyk Schelling - na sto lat przed
Chase'm powiedział, że poezja i filozofia to odgałęzienia ze
wspólnego pnia - mitu. Pisał w swojej Philosophic
der
Mythologie:
„W mitologii nie mogła działać filozofia, szukająca postaci
dopiero w poezji, natomiast filozofia ta była sama w istocie
rzeczy równocześnie poezją; i odwrotnie: poezja, która
tworzyła postacie mitologii, nie była w służbie różnej od
siebie filozofii, lecz sama w swej istocie była również
działalnością tworzącą wiedzę, czyli filozofią. To ostatnie
zapewne sprawia, że w wyobrażeniach mitologicznych
prawda nie będzie jedynie przypadkiem, lecz pewnego
rodzaju k o n i e c z n o ś c i ą (podkr. JB); to pierwsze - że
poetyckość mitologii nie jest zewnętrznym dodatkiem,
lecz tym, co wewnętrznie istotne i dane przez samą m y ś l "
(cyt. za: Weimann 1969, s. 313).
Teorie mówiące o istnieniu jakiejś mito-poetyckiej epoki,
włączając Vikiańską i Schellingiańską. należą już zapewne do
przeszłości. Można je uznać za przejaw dążenia, typowego dla
każdej filozofii dziejów, do znalezienia w historii pewnej
linearnej logiki rozwoju. Współcześni tworzeniu tych koncepcji
„ d z i c y " czy tzw. warstwy niższe narodów europejskich byli.
w myśl zarówno idei romantycznych, jak i późniejszych
- ewolucjonistycznych, „ ś l a d e m " tej odległej epoki. Znalazły
się także dowody w postaci najstarszego piśmiennictwa filozofi­
cznego czy antycznego dramatu i liryki, które, wraz z obecnymi
jeszcze „ p r z e ż y t k a m i " w folklorze i tzw. kulturze ludowej,
doprowadziły do stworzenia obrazu tej mito-poetyckiej epoki.
Tymczasem przed Sokratesem świata nie zaludniali wyłącznie
proto-filozofowie i proto-poeci, a XIX-wieczni chłopi nie
zajmowali się wyłącznie świętowaniem, odczynianiem uroków
i śpiewaniem pieśni w czas żniwa. Świętowali, odczyniali uroki
i śpiewali także nie-chłopi. W najnowszej polskiej myśli
etnograficznej tradycje tych XIX-wiecznych idei są wciąż silne,
mimo wygłaszanych deklaracji o „zmianie paradygmatu",
mimo raz - podkreślania związków z różnymi -izmami, innym
natomiast razem - od tych -izmów się odżegnywania.
Wracając do Vico i wyznaczanych przez niego drogo­
wskazów, zatrzymujemy to. co w jego nauce trafne. To
mianowicie, że wciąż trwa proces dyferencjacji. wyodrębniania,
mutacji różnych nastawień, kosmologii, dyskursów, form twór­
czości, mających istotnie wspólne, choć wirtualne źródło.
Określamy je jako wirtualne, ponieważ trudno w jego wskaza­
niu osiągnąć więcej, niż. modelowy tylko zarys, i na pewno nie
było ono hegemonem jakiejś epoki. Nie wyjdziemy więc dalej,
niż powtórzenie za Cassirerem. że m i l . język, sztuka i wreszcie
nauka zakorzenione są we wspólnym symbolicznym i apriory­
cznym fundamencie, który jest - tym samym - ich uzasad­
nieniem. W każdej z tych dziedzin obecne są zatem elementy

40

pozostałych, w tym zwłaszcza język można uznać za szczegó]
medium pomiędzy magicznością i krytycznością, mitem i пац
ką, konotacją i denotacją. Natomiast o w ą mito-poetycką epob
„ b e s t i o n e " możemy potraktować jako pewną przenośnię, słu^
cą ukazaniu źródłowej jedności symbolicznych form.
I.G. Frank-Kamieniecki, współczesny Oldze Freidenbero
badacz mitu, który również dostrzegał oczywiste jego zwią^j
ze sprawami interesującymi poetykę, połączył te dwie sfery
wyjaśniając genezę metafory. W pierwszym tomie zbioru
Sowietskoje jazykoznanije z 1935 roku napisał, że metafora
poetycka i obraz mitologiczny są tymi samymi formami
poznania - konkretu poprzez konkret. Wniosek ten wywodził
z faktu wzajemnej inspiracji, j a k ą pomiędzy tymi dwiema
formami twórczości można dostrzec, zwłaszcza w przypadli
poezji starożytnej (por. wcześniejsze uwagi Freidenberg). ]\[j
znaczy to, że przynależność do wspólnej nierozczłonkowanej
„ideologii" (my powiedzielibyśmy - kosmologii) przesądza
o genetycznym pierwszeństwie mitu wobec twórczości poetyc­
kiej (za Faryno 1983, s. 321). Badacz napisał:
„Początkowo jednak obie dziedziny rozwijały się w ścis­
łym powiązaniu: poezja czerpie surowy materiał z mitu
mitologia zaś wykazuje pierwiastki twórczości poetyc­
kiej w procesie przeformowywania zapatrywań tradycyj­
nych. Dualizm fantastycznego i realistycznego poczucia
świata znajduje wyraz w micie nie w sprzeczności dwu
światopoglądów, lecz w przeciwstawieniu dwu przestrzen­
nie odgraniczonych światów, z których o b y d w a
uznaje się
za
r e a l n e " (podkr. JB) (cyt. za:
Faryno, s. 321-22).
Ernst Cassirer upatrywał w metaforze rodzaj łącznika pomię­
dzy językiem i mitem; na styku tych sfer właśnie powstaje
metafora. Zarówno mowa. jak i mit mają więc pierwotnie
metaforyczny charakter (1946b. s. 84-85; 1953. s. 141),
Marburczyk twierdził, że to. co wyraża poezja, nie jest ani
mitycznym słowem-obrazem bogów i demonów, ani nie jest tez
logiczną prawdą abstrakcyjnych uwarunkowań i związków
Świat poezji stoi z boku obu jako świat fantazji, ale jest takim
rodzajem fantazji, że królestwo czystego uczucia może znaleźć
w nim swój wyraz i osiągnąć pełne i k o n k r e t n e spełnie­
nie (1946b, s. 99). W tym znaczeniu metafora nie jest tylko
określeniem jakiejś kategorii w terminach innej kategorii, ale
sama jest przejawem powstania kategorii zupełnie nowej
(tamże, s. 88), a prawda poezji, podobnie jak prawda mitologii,
jest „pewnego rodzaju koniecznością" - jak by powiedział
Schelling. Jest to konieczność z punktu widzenia przyjętych
reguł i kontekstu sytuacji, na co wskazywał Malinowski, np
w rytuale czy magii. Nieobce jest to również literaturze, czy to
będzie poezja, czy proza, ponieważ chce ona uzyskać ontyczm
status mitu poprzez eksploatację samego języka, poprzez
stawanie się kulturowym dokumentem uzależnionym wc
języka, wreszcie poprzez próbę przemyślenia kwestii spotó*
nego kompromisu w kategoriach interpretacyjnego proces"
(Gould 1981, s. 129). Ten proces jest natomiast zawsze
koniecznym warunkiem zarówno mitu, jak i literatury (tam/
112). Słowo staje się słowem mitycznym lub poetyckim W
wtedy, gdy ma miejsce jego interpretacja, konstytuowani'
w jakimś konkretnym kształcie.
ne

e

1

1

Rzecz jasna ramy tej konkretności wyznaczane są P *'
jednostki lub gremia: od samotnic przeżywającego P ^ *
słowo, po zbiorowo celebrujących rytuał - sporządzony * ^
mitycznego scenariusza. W tym znaczeniu nie można rtw"
o „ ż y w y m " o d b i o r z e literatury czy o „ ż y w y m " micie. J^sM
to tylko bierny odbiór czy mechaniczne odtwarzanie. А г
kronika pewnych wypadków miłosnych pozostanie re
tylko pewnych faktów i nie stanie się - powiedzmy •
wypadków miłosnych Konwickiego, o ile nie zostanie |
czytelniczej interpretacji, pewnemu nastawieniu lub
nastawienia nie wywoła. Podobnie ceremonia przyj
0

eCI

�„eona akademickich czeladników zyskuje swą konkretność.
Syrnboliczno-egzystencjalne doznania obiektu tej inicjacji
-iązane są ze zmianą statusu zawodowego i społecznego.
2drugiej strony prawda tej ceremonii zyskuje wymiar niezbęd­
ności z racji pewnej konieczności kulturowej, w tym wypadku
^tu podejmowanego w pewnej zawodowej i środowiskowej
irrupie. będącego jednym z fundamentów tę grupę konstytu­
ujących- Powieść - tylko jako kronika - czy rytuał - tylko jako
zbiór przepisanych zachowań - jest wyłącznie pustą formą,
metajęzykowym odniesieniem dla społecznej rzeczywistości.
Literatura i mit tylko wtedy pełnią wobec rzeczywistości
sensotwórczą rolę, gdy ma miejsce „zdarzenie czytelnika-wtekście" lub „zdarzenie tekstu-w-czytelniku",jak to obrazowo
ujął Erie Gould (tamże, s. 130).
,.Mitopoetycka wyobraźnia' 'jest - według Goulda - nie tylko
źródłem mitu i literatury. M i t możemy bowiem odnaleźć
w każdym miejscu szlaku, którym człowiek podąża w inter­
pretacji swego miejsca na ziemi: w wartościach i ich negowaniu,
w alegorii i tautologii, w fantazji i w logice, archetypie
i metaforze etc. (tamże, s. 4-5). Przypomnijmy tylko o w ą
„tautologię", która wciela się w diaforę (Żyd jest Żydem) czy
ową „dysjunkcję", która wciela się w stereotyp („Miller jest
albo sprytny, albo ukrywa swoje interesy"). Dodajmy jeszcze,
że obecność mitu nawet w epistemologii i w logice dostrzegał
również Leszek Kołakowski (1986b).
Uznać zatem wypada mit za jeszcze jeden teoretyczny
konstrukt. Bo czyż mitem nazwać można np. obecność spetryftkowanych reguł logiki formalnej w tworzeniu stereotypów
-konotatywnych przedstawień w ramach procesu identyfikacji
kulturowej? Nie można nazwać również tego procesu mitologią,
choć zbiór takich i innych przedstawień może się złożyć na
pewien wytwór, który nazwalibyśmy - z pewnymi zastrzeżenia­
mi - mitologią narodową. Erie Gould wskazał taką właśnie
nadrzędną kategorię - mityczność. Mityczność, która tkwi
w języku, w semiologicznej luce pomiędzy zdarzeniem i zna­
czeniem, którą język usiłuje zapełnić. Jest ona źródłem metafory.symbolu, archetypu, sacrum. Gould nie ukrywał inspiracji ze
strony Rolanda Barthes'a, który napisał w 1971 roku: „mit
współczesny jest bowiem nieciągły, już nie ujawnia się w wiel­
kich opowieściach, lecz w samym 'dyskursie'; jest raczej
frazeologią, zbiorem zdań (stereotypów); mit zniknął, lecz
pozostała - bardziej podstępna - mityczność (le mythique)"
iBarthes 1971, cyt. za K u ź m a 1986, s. 63).
Oto kilka cennych uwag Erazma Kuźmy na temat tejże
mityczności:
„(...) uznaje się j ą za zjawisko językowe, a nie tylko
literackie, a więc staje się raczej pojęciem stylistycznym
niż genealogicznym; implikuje odprzedmiotowienie, abstrakcjonizację, współoznacza więc raczej strukturę niż
temat; nie jest skupieniem organizującym się w mit, ale
rozproszeniem podminowującym język i literaturę; nie jest
poznaniem czy prawdą, lecz raczej następstwem działania
umysłu nastawione na poznanie, które jest jednak nieosią­
galne" (1986, s. 63-64).
punktu widzenia etnografii należałoby mówić nie o „pojęstylistycznym" a o pojęciu mito-logicznym (jako przejawie
l**nego nastawienia, kosmologii); nie o „odprzedmiotowiaJ -abstrakcjonizaeji",a o mityzacji jako wewnątrzkulturowej
i^notatywności. Pozostałe wymienione przez Kuźmę okreś' dotyczą również zakresu i metod etnografii,
jitlip Wheelwright zapożyczając о М а х а Mullera określenie
ykalna metafora" zauważył, że nie sposób jej odróżnić od
'Ури czy obrazu religijnego. Konstytuuje się ona wówczas,
*v h ^
'Cdzykontekstowych analogii ogarnia całą kulturę,
1^ °dzi daleko poza swą rudymentarną formę - poza zdanie
(p
z - i może stać się kategorią np. religijnego dyskursu
• '^64, s. 101 i ns.). Przypomnijmy, że podobna interpreta­
zW

Clu

lu

a

е

r Z e

W,ers

0|

m

cja skłoniła М а х а Blacka do używania terminów „metafora"
i „ a r c h e t y p " wymiennie - w celu uniknięcia wyłącznych
skojarzeń z poezją (1962). Podejście Wheelwrighta jest równie
pokrewne poglądowi głoszonemu przez Richardsa, że metafora
to operacja dokonywana nie na słowach, a na myślach. Z tego
natomiast wynika, że nie ma pozakontekstowego trwałego
znaczenia słowa, z wyjątkiem może niektórych terminów
naukowych. Paul Ricoeur, idąc tropem takiej semantycznej
analizy metafory, również położył nacisk na jej kontekstualny
charakter: „choć rezultat semantyczny, który nazywamy meta­
forą, zamyka się w słowie, to przecież ma on swe źródło
w działaniu kontekstu, który doprowadza do wzajemnego
oddziaływania pól semantycznych kilku s ł ó w " (1989, s. 252).
Rzucane w ten sposób „semantyczne mosty" powodują, że
w metaforze istnieje napięcie pomiędzy heterogenicznymi
elementami, złączonymi w jedno wyobrażenie lub ekspresję. Te
elementy nie mogą wszelako stanowić tej samej logicznie klasy,
nie mogą być rozważane w kategoriach subsumpcji, ekskluzji
i inklusji (por. Wheelwright 1964, s. 97). Brak owej substancjalno-akcydentalnej głębi typowy dla mitotwórstwa widoczny jest
również w procesie tworzenia i w strukturze metafory: jest
jednowymiarowa i bezaspektowa. Dlatego to nazwana została
przez Jeana Cohena „zuchwalstwem semantycznym'' (za: Rico­
eur 1989, s. 130), ponieważ łączy różne, czasem bardzo odległe
dziedziny. Wheelwright zgodny był z Cassirerem i z własną
koncepcją emotywnej referencyjności, gdy uznał „myślenie
metaforą" za równoprawną metodę poznania, wychodząc od
kantowskiej zasady, że każda wiedza powstaje poprzez unifiku­
jący akt umysłu, który unieważnia w tym wypadku wszelką
heterogeniczność elementów. Tak dokonywane syntezy wyra­
żają nasze życiowe stosunki ze światem, które są wszakże
czymś realnym, światem pełnym paradoksów, dramatycznych
napięć i dwuznaczności (Wheelwright 1964, s. 96).
Wskazaliśmy wcześniej na istnienie analogii pomiędzy teorią
języka Malinowskiego a logologią Burke'a. Stanley Jeyaraja
Tambiah zauważył również podobieństwo ich koncepcji magii
i retoryki. Malinowski mógłby zostać zaliczony - według
Tambiaha - do tych, którzy antycypowali pewne cechy teorii
retoryki Burke'a, ten natomiast do tych, którzy są rzecznikami
przesunięcia określenia magii jako „złej nauki" (bad science) na
określenie jej jako „sztukę r e t o r y c z n ą " (rhetorical art). Magia
jest w tym również znaczeniu retoryką, ponieważ służy kształ­
towaniu ludzkich postaw i zachowań. Dlatego o ile można uznać
ją za błędne działanie techniczne, to jest jednak poprawnym
działaniem społecznym: działa raczej na uczestników, niż na
naturę (Burkę 1969, s. 43; Tambiah 1990, s. 82).
Porównanie poglądów Malinowskiego i Burke'a, tudzież
jeszcze kilku innych głosów na temat charakteru języka,
pozwoliło dostrzec źródłową konotaty wność, sytuacyjność i mi­
tyczność języka. Obaj wymienieni badacze „spotykają s i ę " - j a k
widać - ponownie przy okazji przedstawienia figuratywności
języka i w związku z wymienionymi powyżej innymi jego
cechami, gdzie każda z nich jest aspektem pozostałych, co
dotyczy także tej obecnie rozważanej. Burkę bliski był również
poglądom Cassirera jeśli chodzi o strukturę metafory, w tym
mianowicie sensie, że podkreślał nie tylko jej funkcję wskazy­
wania podobieństwa dwóch różnych dziedzin doświadczenia,
lecz raczej tworzenia pewnej nowej perspektywy, zakorzenionej
równocześnie w obu tych dziedzinach. W tym zakresie obaj byli
zwolennikami raczej „teorii n a p i ę c i a " , n i ż „teorii substytucji"
w refleksji nad metaforą (por. Ricoeur 1986, s. 66-75). Jest to
słuszne podejście jeśli zważymy, że w tym znaczeniu metafora
może mieć zarówno „ a l u z y j n y " , jak „iluzyjny" charakter,
w zależności od tego gdzie jest usytuowana na skali podobieństwo-kontrast. Może to być np. podobieństwo częściowe, co bywa
źródłem retorycznej siły metafory (Paine 1981, s. 188).

41

�Wskazanie takiego aluzyjno-iluzyjnego charakteru metafory,
jako formy analogii, pozwala na dalsze ugruntowanie poglądu
0 jej strukturalnym podobieństwie z zabiegami magicznymi.
A zatem podobnie jak metafora nie musi służyć ukazaniu
podobieństw, tak i tzw. magia sympatyczna nie jest ufundowana
na zasadzie „podobne wywołuje podobne" - w czym mylił się
Frazer. Evans-Pritchard w Witchcraft dał szereg przykładów
zabiegów magicznych, które zbudowane są na zasadzie - jak to
określił Tambiah - „analogii negatywnej" (1973, s. 214). Na
podobne zróżnicowanie cech zabiegów magicznych opartych na
zasadach styczności, podobieństwa i przeciwieństwa wskazy­
wał również Marcel Mauss (1973, s. 82). Zresztą - jak
podkreślał Tzvetan Todorov - w skład kanonu tzw. matrycy
tropicznej, ustalonego przynajmniej od czasu stoików, wchodzą
skojarzenia myślowe oparte nie tylko na stosunkach podobieńst­
wa i styczności, ale i przeciwieństwa (1991, s. 44).
Giambattista Vico, którego poglądom poświęciliśmy szcze­
gólną uwagę, był bodaj pierwszym, który sprzeciwił się zdecy­
dowanie przekonaniu o wyłącznie literackim rodowodzie meta­
fory (por. Ziomek 1990, s. 1164). Pogląd ten jest wciąż żywy
1 rozważany, nie ma także wątpliwości, że figuratywność jest
- o b o k cech wskazanych wcześniej - konstytutywną właściwoś­
cią języka (por. Lakoff. Johnson 1988).
Ustalenia te mają również niebagatelne znaczenie dla teorii
etnograficznej. Tak oto formalna relacja jaką wskazał Jakobson
pomiędzy wyszczególnionymi przez siebie operacjami języko­
wymi - metaforą i metonimią - a wskazanymi przez Frazera
typami magii - sympatyczną i kontagialną, wymaga umocowa­
nia na nieco zmodyfikowanych teoretycznych podstawach.
Wiele zrobił w tym dziele Levi-Staruss. aplikując kategorie
Jakobsona do swoich analiz mitów. Dzięki holistycznemu
ujęciu ukazał pewną umowność tych podziałów, dotyczących
z jednej strony dziedziny manipulacji słowami, z drugiej
natomiast - manipulacji przedmiotami. Na poziomie konotatywności, czy jest to indywidualna konotatywność afektywna, na
co wskazywał Hayakawa, czy kulturowa - w stereotypie, rytuale
etc, metaforyczność i sympatyczność, metonimiczność i kontagialność uznać można za synonimiczne określenia reguł
nadawania sensu. W tym świetle za teoretyczne fetysze uznać
należy z jednej strony pogląd o nieodwołalnej jedności myśli
i przedmiotu w myśli mito-magicznej, z drugiej natomiast
pogląd, że metafora tworzy ich jedność tylko do odwołania. Że
„człowiek pierwotny" nie dostrzegał różnicy pomiędzy zdarze­
niami i faktami, a własnymi o nich wyobrażeniami i że poeta
metaforyczne związki tworzy w pełni świadomie.
Wskazywaliśmy j u ż na pewne nadinterpretacje dotyczące
magicznej mocy słowa - będące udziałem Malinowskiego; nie
byli wolni od tego także Cassirer i Levy-Bruhl. Z drugiej strony
zwróciliśmy uwagę na swoistą emotywną i ewokującą realność
dzieła literackiego, o ile jego sensy konstytuują się w autorskim
i czytelniczym przeżyciu, w interpretacji.
Bywa jednak, że tak rozumiana interpretacja nie jest koniecz­
na, by wytwory sztuki słowa zostały zupełnie wchłonięte przez
język potoczny. M a to miejsce choćby w przypadku zjawiska
katachrezy, gdy metafora zapełnia leksykalne luki, wnosząc
nowe określenia w rodzaju „noga s t o ł o w a " czy „grzbiet
g ó r s k i " . Staje się tzw. metaforą martwą, przejętą przez język
i zwykle nie dostrzeganą j u ż w codziennym użyciu (por. Black
1962, s. 33). Czy znaczy to, że proces interpretacji uwewnętrznił
językowo metaforę tak dalece, że niegdysiejsze semantyczne
zuchwalstwo osiągnęło pełnię nasycenia i pędzi dalej podobny
żywot jak „ s t ó ł " czy „ g ó r y " ? C z y taki proces można również
uznać za przejaw ogólniejszej cechy języka, wskazywanej przez
Barthes'a i Goulde'a, mianowicie owej mityczności jako nie­
ustannego wysiłku zasypywania przepaści pomiędzy słowem
a rzeczą? We wskazanych przykładach tego wysiłku nie widać,
choć kiedyś miał on na pewno miejsce. Nie widać tutaj

42

semantycznego mostu, widać natomiast „udeptany grunt"
w miejscu, gdzie były kiedyś dwa oddzielone brzegi.
Inaczej jest w przypadku o m ó w i o n y c h afektycznych metafor
w rodzaju „ ż m i j a " czy „ k o c i a k " . Tutaj to napięcie pomiędzy
różnymi poziomami abstrakcji, skrzyżowanie pól semantyce
nych - chciałoby się powiedzieć - widać i czuć. Realność takich
metafor bywa, z mocy społecznych konwencji i kontekstów
przeżywana przez miliony. Co więcej, takie metafory w wizual­
nej wersji - np. telewizji - mają moc stwórczą. Potrafią
zaludniać świat, w zależności od aktualnych społecznych
konwencji i kontekstów, zastępami „ k o c i a k ó w " , a może nawet
redukować ilość „ ż m i j " .
„ D o m e n a retoryki to domena logomachii, wojny słów"
- napisał Gui Boisiepe (1985, s. 303). Istnieje niewątpliwie
wielka różnica pomiędzy słowami „ k o c i a k " i „suka",którymi
może być określona, przez dwie różne osoby, osoba trzecia
Christopher Croker, idąc tropem wyznaczonym przez Burke'a
ukuł trzeci termin „retoryczne t y t u ł o w a n i e " (rhetorical entit­
lement) na określenie takiego użycia języka. Wskazał ponadto
że ten rodzaj sztuki słowa służy zakorzenianiu się stereotypów
a „ p r a w d a " retoryki to swego rodzaju „prawda objawiona"
przedstawiona poprzez semantyczne zabiegi przekształcania
znaczeń, prawda serii społecznych kontekstów. W retoryce
namawia się do dostrzegania rzeczy w ich wzajemnych związ­
kach i rodzaj tych związków świadczyć ma o „naturze" rzeczy
(1977. s. 42). Retoryka angażuje zarówno aktywną intelektualną
uwagę, jak i emotywne nastawienie adresata, metafora i synekdocha mogą być równocześnie rzeczą i myśli, i uczucia (tamże,
s. 46).
Zauważmy więc, że tytułowanie jest operatorem nie tylko
różnych poziomów językowej abstrakcji, ale także operatorem
różnych rodzajów językowej figuratywności, wreszcie - na­
zwijmy to - figuratywności (konotatywności) kulturowej: mitu.
stereotypu, symbolu. Nazwy „ ż m i j a " i „ k o c i a k " mogą być
tytułami dwóch gatunków zwierząt, przy tym ta druga dotyczy
prawdopodobnie zwierzęcia młodego; nie mówią nic o maści,
wielkości, płci itd. Dalej mogą być tytułami dwóch osobników
płci żeńskiej pracujących np. jako sekretarki w naszym biurze.
Wreszcie - tytułem nadanym postaci obecnej w określonej
mitologii lub tytułem określającym cechy osobnika płci żeń­
skiej, który może się cieszyć powodzeniem u płci przeciwnej,
cechy podawane np. przez wybraną dziedzinę kultury masowej,
a dotyczące włosów, oczu, nóg, biustu itd. Seria społecznych
kontekstów, wraz z intelektualną uwagą i emotywnym na­
stawieniem, sprawiają, że obrazy o takich i podobnych tytułach
zyskują realność i referencyjność nie mniejszą od pierwszej
zasady termodynamiki. Powiedzenie Barthes'a, że „mit jest
s ł o w e m " należy rozumieć - jak widać - nadzwyczaj dosło­
wnie. Co więcej, prawdziwe wydaje się również stwierdzenie,
że słowo jest mitem.
Mamy nadzieję, że tak radykalna parafraza hasła Barthes a
nie jest nadużyciem. Widzieliśmy j u ż , jak niezwykle trudno
osiągnąć tę denotatywną „ p r z e j r z y s t o ś ć " , ó w prymarny poziom
znaczenia, jak łatwo natomiast popaść w proces symbolizacji
(por. Todorov 1984, s. 25), wyrażając sens wtórny wypowiedzi
gdzie nie ma j u ż relacji znaczący-znaczony, jest tylko jede"
element znaczony symbolizujący inny element znaczonyjest komponentem szerszego zjawiska znanego etnograf "'
mityzacji, która petryfikuje i konstytuuje znaczenia z uwzględ­
nieniem semantycznego pola całej wypowiedzi czy kulturo­
wego tekstu. Odmianą tego zjawiska jest z kolei myślenie tyl*
bricolage, opisane przez Levi-Straussa, obecne w mit*
systemach totemicznych czy magii. Jak zauważył Tzve^
Todorov, natura wzajemnych związków pomiędzy tymi d
typami nadawania znaczenia - prymarnym i wtórnym - J
stosunkowo mało poznana i staje się dopiero przedm "
badań. „Względnie najlepiej znana jest - napisał Tod"
0

10

�abstrakcyjna r ó ż n o r o d n o ś ć
związków, które łączą
jha sensy: retoryka klasyczna nadawała i m nazwy s y n e k
dochy, metafory, m e t o n i m i i ,
antyfray , h y p e r b o l i , l i t o t y . " (tamże, s. 25-26).
przypominając porównanie - metafora : metonimia :: magia
apatyczna: magia kontagialna, zwróciliśmy uwagę na pewną
owność tych podziałów. Nie chcemy przez to powiedzieć, że
ą one bezużyteczne, że wskazywane przez nie differentia
specifics nie mają odniesienia w symbolicznej materii. Chodzi
mianowicie o istnienie bardziej ogólnej podstawy, której
wskazanie może się okazać istotne dla teorii etnograficznej.
Cassirer mawiał, że myśl mityczna rządzi się zasadą pars pro
m i miał na uwadze - oczywiście - również szereg odmian tej
zasady, co zilustrował wieloma przykładami, głównie w tomie
trzecim Filozofii form symbolicznych. Użycie tej, znanej od
czasów sofistów, reguły, miało jeszcze u Cassirera piętno błędu
logicznego, choć sam autor nie miał takich intencji.
W dotychczasowych rozważaniach usiłowaliśmy wskazać
pewną wspólną - dla języka i sztuki słowa - zasadę nadawania
sensu rzeczywistości, bez względu na typ nastawienia wobec
niej, na typ kosmologii. Zasada pars pro toto jest wpisana
w każdą myśl i w każde użycie słowa. Występuje ona zarówno
w zawodnej indukcji enumeracyjnej, jak i w indukcji heurys­
tycznej, znanej pod nazwą epagoge, a przez Arystotelesa
uważanej za typ wnioskowania niezawodnego. Wiąże się ona ze
wskazanym przez Cassirera stosunkiem do owych substancjalno-akcydentalnych rozróżnień, których obecność decyduje
o tym, czy daną spekulację uznać można za myśl naukową, czy
za myśl mityczną. Wreszcie używa się jej dla zdefiniowania
jednego z tropów poetyckich - synekdochy.
z

rodzajem argumentacji, w którym używa się przesłanek praw­
dopodobnych i rozważa tylko część zakresu rozważanej seman­
tycznej dziedziny, argumentacji, która staje się „ p r a w d z i w a "
poprzez ukazanie swojego punktu widzenia jako jedynego
możliwego.
Autor Pejzażu semiotycznego
stwierdził, że retoryka to
problem semiotyczny, że retoryka i semantyka to dwie zależne
od siebie strony tego samego problemu (tamże, s. 311).
W innym miejscu napisał o „świecie retorycznym" jako
o świecie denotacyjnych kodów i konotacyjnych słowników,
poza którymi stoi nadrzędna jednostka - ideologia, która ten
„semiologiczny świat"organizuje (Eco 1972, s. 139). Przyjęcie
semiotycznej perspektywy retoryki jako denotatywno-konotatywnej gry w ramach określonych uzusów językowych pozwala
włączyć j ą w wykładnię formułowanej tutaj koncepcji konotaty­
wności kultury, jako przejawu różnych nastawień człowieka
wobec świata. Natomiast tak szeroko rozumiany termin „ideo­
logia" zawierałby się w zakresie terminu „ k o s m o l o g i a " .
Wnioskowanie entymematyczne odwołuje się do tzw. logiki
potocznej i do obiegowej wiedzy (por. Ziomek 1990, s. 31-32),
w tym do szerokiej gamy stereotypów i klisz. Do logiki
potocznej zalicza się również zasadę pars pro toto i wiele innych
jej pokrewnych, obecnych w micie i magii, jak „skutek jest
podobny do p r z y c z y n y " , „ p o d o b i e ń s t w a są bardziej konstytuty­
wne niż r ó ż n i c e " , „każda rzecz ma jakąś swoją i s t o t ę " itd. (por.
Hołówka, 1986, s. 146-49). Te i inne typ nastawienia z rodzaju
partycypacji, tworzone na mocy zasad tej „logiki rozmytej"
konstrukcje skojarzeń potocznych nie są czymś absolutnie
trwałym, każdorazowo wymagają procesu interpretacji. Woj­
ciech Tomasik zauważył, że takiego procesu wymaga użycie
Paul Ricoeur, powołując się na niektóre ustalenia psycholinkliszy. „Zakłada bowiem pewną hierarchię w obrębie skład­
giwstyki, napisał w swojej książce o metaforze, że pojedyncza
ników nazywanej sytuacji. Odrzucenie jednych jako nieistot­
umysłowa operacja odbywa się w kolejności synekdochanych, i wyeksponowanie innych, tych, które uznaje się za
metonimia-metafora (1986, s. 201). W podobnym duchu wypo­
relewantne, decydujące o swoistości danego stanu" (1984.
wiedzieli się retorycy z tzw. Grupy (J. z Liege, według których
s. 146). A zatem wskazana j u ż wcześniej interpretacja jako
synekdocha jest tropem nadrzędnym zarówno wobec metafory,
przejaw konkretności przeżycia podmiotu (osoby, grupy, naro­
jaki metonimii (Dubois, Edeline i in., 1970). A zatem - w myśl
du) w tej konotatywnej grze sensów i interpretacja jako przejaw
tej koncepcji - metafora powstaje wskutek kombinacji dwóch
konkretności przedmiotu - aktualnych znaczeń przypisywanych
synekdoch, zwykle najpierw na drodze partykularyzacji, póź­
np. idei ojczyzny, macierzyństwa, jest konstytutywnym elemen­
niej generalizacji. I tak, w przypadku naszego „ k o c i a k a "
tem kliszy, tej specyficznej słownej czy obrazowej skamieliny.
mielibyśmy najpierw partykularyzującą synekdochę, w myśl
Przedstawiony powyżej mechanizm entymematycznej ar­
której kot, postrzegany jest - poprzez związek metonimiczny
gumentacji i perswazji znany jest pod n a z w ą toposu (łac. locus
- jako część świata kobiet (część za całość). W ramach
communis - miejsce wspólne). Tomasik potraktował go jako
taksonomicznej klasyfikacji kotów mały kot jest „ k o c i a k i e m " ,
ponadjęzykowe zjawisko fundujące z jednej strony klisze,
co ustanawia analogię - k o t : kociak :: kobieta : wagina, w której z drugiej natomiast - stereotypy (1984, s. 135). Uważamy, że
dychotomia duże/małe łączy się z generalizującą synekdocha
w świetle poczynionych dotychczas ustaleń uznać możemy
(całość za część). Ta metonimiczna przyległość pozwala za­
topoi za jeszcze jeden korelat owej kulturowej konotatywności.
kpić waginę „ k o c i a k i e m " , p o p r z e z synekdochicznie podziela­
We wspólnym polu topicznym „ m a c i e r z y ń s t w a " znaleźć się
ne cechy rzeczy małych i puszystych, a przede wszystkim
mogą różne z tym związane idee, obrazy i wartości, w polu
wrażliwych na głaskanie (Crocker 1977, s. 51). W przypadku
„ojczyzny" - podobnie. M o g ą one być ponadto zmienne
Metonimii ma miejsce proces odwrotny: najpierw generalizacja,
historycznie, politycznie, obyczajowo etc. Bez przesady można
№niej partykularyzacja (por. Sapir 1977, s. 20; Todorov 1986,
stwierdzić, że stanowienie owych miejsc wspólnych jest rów­
s.241).
nież odmianą zasady łączenia rzeczy w myśli magicznej:
Umberto Eco stwierdził, że jeśli klasyczna retoryka uważała
„we wszystkich przypadkach, w których występuje abs­
?za sztukę przekonywania, to było to przekonywanie oparte
trakcyjne pojęcie magicznej styczności, skojarzeniom idei
s p o ł e c z n i e zorientowanym wynikaniu. Nie miało ono
towarzyszą przeniesienia uczuć, zjawiska abstrakcji i wy­
^ wspólnego z pierwszymi zasadami (formalno-logiczne
łączności uwagi, zjawiska ukierunkowania intencji. Za­
"Euły: identyczności, niesprzeczności, wyłączonego środka),
chodzą one w świadomości ale ulegają obiektywizacji na
z g I ę d n i a ł o zatem apodyktycznych sylogizmów. Podob­
tej samej zasadzie, co skojarzenia samych i d e i "
na jak dialektyka (w rozumieniu arystotelesowskim), retoryka
- napisał znawca magii Marcel Mauss (1973, s. 87).
tyczy tylko przystanek prawdopodobnych. Dialektyka stosuje
Powiedzmy więc na koniec, że wskazane dotychczas katego­
k zasady logicznego wynikania, gdy retoryka posługuje się
rie, za pomocą których można opisać typ pewnej kosmologii,
yniematami, sylogizmami, które nie tylko ograniczają się do
uznajemy za wzajemnie przekładalne, że arbitralność, magicz^ ' a n e k prawdopodobnych, ale używają ich w celu emocność, bezaspektowość, mityczność, bezaspektowość, mitycz­
ainego i pragmatycznego wpłynięcia na adresata (1977a, s.
ność, konotatywność, sterotypowość, figuratywność, entyme. ' Retoryka w tym rozumieniu jest jedną z najbardziej
matyczność, topiczność i być może kilka jeszcze innych
y c h form produkcji znaków - stwierdził Eco. Jest
określeń, są odmianą tego samego zjawiska nadawania sensu.

urn

s

n a r n

lo

Sl

na

nie Uw

n a

;

№ri

43

�BIBLIOGRAFIA
Barthes, R.
1971 Changer Iobjet tui тете, „Esprit",nr 4
1985 Retoryka obrazu. „Pamiętnik Literacki", z. 3, s. 289-302
Black, M.
1962 Models and Metaphors. Studies in Language and Philosophy,
Ithaca-New York.
Block, H.M.
1966 Cultural Anthropology and Contemporary Literary Criticism,
in: J.B. Vickery (ed.). Myth ami Literature Contemporary
Theory and Practice, Lincoln.
Bousiepe, G.
1985 Retoryka wizueilno-werbalna, „Pamiętnik Literacki", z. 3, s.
303-309
Burke, К.
1966 Language as Symbolic Action, Berkeley.
1969 A Rhetoric of Motives, Berkeley and Los Angeles.
Burszta, W.J.
1986 Język a kultura w myśli analogicznej, Wroclaw.
Cassirer, E.
1946a The Myth of the State, New Haven.
1946b Language and Myth, New York and London.
1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Chase, R.
1966 Notes on the Study of Myth, in: J.B. Vickery (ed), Myth and
Literature. Contemporary Theory and Practice, Lincoln.
Cocchiara, G.
1971 Dzieje folklorystyki w Europie, Warszawa.
Crocker, J.C.
1977 The Social Functions of Rhetorical Forms, in: J.D. Sapir, J.C.
Crocker (eds.), 77ic Social Use of Metaphor. Essays on the
Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Dubois. J. - Edeline, F. - Klinkenberg, J.M. ...
1970 Rhetorique generale par le Grupe p. Paris.
Eco, U.
1972 Pejzaż semiotyczny. Warszawa.
1977 A Theory of Semiotics. London.
Edelman, M.
1971 Politics as Symbolic Action. Mass Arousal and Quiscence,
Chacago.
1977 Political Language. Word That Succeed and Policies That Fail,
New York.
1985 The Symbolic Uses of Politics, Urbana and Chicago
Faryno, J.
1983 Wprowadzenie, w: O. Freidenberg, Metafora, „Pamiętnik
Literacki", z. 2
Frank-Kamieniecki, I.G.
1935 К woprosu o roz.witii poeticzeskoj mietafory, w: Sowietskoje
jazykoznanije, t. 1, Leningrad.
Freidenberg, O.
1983 Metafora, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 321^48
Gould, E.
1981 Mythical Intentions in Modern Literature, Princeton University
Press.
Hayakawa, S.I.
1965 Language in Thought and Action, London.
Hołówka, Т.
1986 Myślenie potoczne. Warszawa.
Jakobson,R.
1989 W poszukiwaniu istoty języka. Wybór pism, t. 2, Warszawa.
Kołakowski, L.
1986a Religia, Warszawa.
1986b Obecność mitu. Warszawa.
1988 Iluzje demitologizacji, „Res Publica",nr9
Korzybski, A.
1948 Science and Sanity. An Introduction to Non-Aristotelian Sys­
tems and General Semantics, Lakeville.

44

Kuźma. E.
1986 Kategoria mitu w badaniach literackich, „Pamiętnik Lite
cki",z. 4, s. 53-73
Lakoff, G. - Johnson, M .
1988 Metafory w naszym życiu, Warszawa.
Malinowski, B.
1956 The Problem of Meaning in Primitive Languages, Suppl
in: C K . Ogden, L.A. Richards, The Meaning of Meaning
London.
1958 Szkice z teorii kultury. Warszawa.
1981 Problem znaczenia w języku pierwotnym, w: A.K. Paluch
Malinowski, Warszawa.
Mauss, M .
1973 Socjologia i antropologia. Warszawa.
Mieletinski, E.
1981 Poetyka mitu, Warszawa.
Ogden, C K . - Richards, L.A.
1956 The Meaning of Meaning, London.
Paine, R.
1981 When Saying is Doing, in: R. Paine (ed), Politicallly Speaking
Cross-cultural Studies of Rhetoric, Philadelphia.
Pisarek, W.
1976 Język służy propagandzie, Kraków.
Ricoeur, P.
1986 The Rule of Metaphor. Multi-disciplinary Studies of tin
Creation of Meaning in Language, London.
1989 Język, tekit, interpretacja. Warszawa.
Sapir, J.D.
1977 The Anatomy of Metaphor, in: J.D. Sapir, J.C. Crocker, (edsл
The Social Use of Metaphor. Essays on the Anthropology of
Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Tambiah, S.J.
1968 The Magical Power of Words, „Man",vol. 3, s. 175-208
1973 Form and Meaning of Magical Acts: A Point of View, in: R
Horton. R. Finnegan (eds). Modes of Thought. Essays m
Thinking in Western and Non-Western Societies, London.
1990 Magic, Science, Religion and the Scope of Rationality, Cam«
ridge.
Todorov, T.
1984 Poetyka, Warszawa.
1986 Synekdochy, „Pamiętnik Literacki", z. 4, s. 235-47
1991 Wstęp do symboliki, w: M. Głowiński (red.), Symbole itp
botika. Warszawa.
Tokarski, R.
1993 Słownictwo jako interpretacja świata, w: J. Bartmiński (red!
Encyklopedia Kultury Polskiej, t. 2, Wrocław.
Tomasik, W.
1984 Socrealistyczne ..miejsca wspólne". „Pamiętnik Literacki".!
4, s. 129^49
Vico, G.
1966 Nauka nowa, Warszawa.
Weimann, R.
,
1969 Literaturoznawstwo a mitologia. Wstępne problemy W
metodologicznej, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 303-36
Wheelwright, P.
1964 The Burning Fountain. A Study in the Language ofSomboto*
Bloomington.
..
1974 The Semantic Approach to Myth, in: T A . Sebeok, D. Bw»(eds.), Myth. A Symposium, Bloomington and London.
Wierzbicka, A.
1978 Sapir a współczesne językoznawstwo, w: E. Sapir,
język, osobowość. Warszawa.
Ziomek, J.
1990 Retoryka opisowa, Wrocław.
ra

emeni

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9811" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9789">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ea1171919eb2a48bdc3ef65bf143c252.pdf</src>
        <authentication>d6ab3ba53722d679bbd6e2dad8eac202</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116721">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6494</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116722">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116723">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116724">
                <text>pamięć</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6067</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116726">
                <text>Zdobywanie różnicy - list pewnej historyczki o nieukierunkowaniu pamięci autobiograficznej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116727">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.2, s.133-141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116728">
                <text>Barba, Eugenio</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116729">
                <text>Kasia, Katarzyna (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116730">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116731">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116732">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116733">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116734">
                <text>EUGENIO

Droga M i r e l l o ,
Pytałaś m n i e ostatnio, jak się czuje ktoś, k t o bije

BARBA

właśnie r e k o r d długowieczności. W październiku 2004
O d i n Teatret skończył czterdzieści lat. Kuszące jest za­
trzymanie się na chwilę i spojrzenie, dokąd zaprowa­

Zdobywanie różnicy

dziły nas te wszystkie lata t e a t r u . I zastanowienie się
n a d własną historią. A l e refleksje n a d sobą samym
prowadzą zawsze wzdłuż przecinających się l i n i i . Podą­

List do pewnej historyczki
o nieukierunkowaniu pamięci
autobiograficznej

żają poprzez dywagacje i przypuszczenia, przywołując
stare idee i znane historie. M o g ą one uniknąć pragnie¬
nia wyważonego bilansu jedynie jako f o r m a instynk¬
t o w n y c h reakcji na czyjeś p y t a n i a . Także osobiste
stwierdzenia - tak j a k uczucia, o których mówił Stani­
sławski, kiedy ostrzegał aktorów przed wyrażaniem się
wprost - ujawniają się w postaci myśli oswojonych,
nawet jeśli zwodzimy sami siebie, wierząc, że nasza pa¬
mięć może n a d a ć i m formę. Refleksje, które n a m prze­
kazują, są reakcjami. Zależą o d działania prawdziwego
bądź wyobrażonego partnera, który p o w o d u j e , że re¬

K i e d y więc twierdził, że definicja „teatru wielokul¬

agujemy.

t u r o w e g o " pasuje jak ulał, nie mogłem się z n i m nie
zgodzić. Jednak równocześnie nie jestem w

stanie

przyznać m u racji.

Jedna reakcja i wiele pytań

Jaki jest sens długowieczności naszego teatru? Czy
to, że jest złożony z ludzi i dla ludzi o różnym pochodze¬

W t y m w y p a d k u miałem partnera i był o n prawdzi¬

n i u albo przynajmniej o różnych tradycjach kulturo¬

wy. Seria i s t o t n y c h i związanych z t e m a t e m pytań, za¬

w y c h i teatralnych? N i e wydaje m i się to takie ważne.

d a n y c h m i przez przyjaciela, skłoniła m n i e do ujrzenia

Interesuje m n i e coś innego: możliwość, że k o n t a k t z in¬

O d i n Teatret w z m i e n i o n y m świetle. Przyjaciel, I a n

n y m i światami staje się sposobem dotarcia do samego

W a t s o n , k i l k a lat t e m u przeprowadzał ze m n ą w y w i a d

siebie, do własnych korzeni, do świata, do którego się

do swojej książki o wielokulturowości i teatrze. Jego

przynależy. Zeby dać początek czemuś i n n e m u .

zdaniem h i s t o r i a O d i n

mogłaby

zostać

D l a m n i e , w h i s t o r i i O d i n Teatret, w ludziach, któ¬

wyrażona

w f o r m u l e doświadczenia i p r a k t y k i w i e l o k u l t u r o w e j .

rych

Dowodził tego, powołując się na k o n k r e t n e przykłady.

w naszych strategiach przetrwania, najbardziej intere¬

spotkaliśmy, w związkach,

które

zawarliśmy,

Mówił: „Jesteście teatrem stworzonym przez osoby

sujący jest aspekt odrzucenia i ucieczki. Długotrwałe

pochodzące z różnych krajów i kontynentów, posługu¬

i uparte chronienie naszej różnicy. Różnicy o d kogo?

jące się różnymi językami. Przez bardzo długie okresy

I o d czego?

osiedlaliście się w krajach oddalonych o d D a n i i . Wasze

Przyjaciel I a n W a t s o n był raczej zaskoczony niż

spektakle są często wielojęzyczne. Oprócz normalnego

rozczarowany m o i m o p o r e m . Zaczął m n i e wypytywać,

h a n d l u dziełami i p r o j e k t a m i teatralnymi praktykujecie

dlaczego jestem tak bardzo przeciwny rozpatrzeniu tej

także bartery, to znaczy wymieniacie wasze spektakle na

kwestii z szerszej perspektywy i czemu cały czas próbu¬

p r o d u k t y kulturalne grup, które was goszczą: zabawy,

ję odpowiadać na pytania przez pryzmat mojej auto¬

tańce, muzykę, pieśni, działania artystyczne i performa-

biografii. Czyżbym uciekał przed w y m o g a m i pracy in¬

tywne w odległych wioskach, szkołach, szpitalach, wię¬

telektualnej? Czyżbym odrzucał możliwość poszerze¬

zieniach czy d o m a c h kultury. Ukuliście przedziwny ter­

nia mojego sposobu widzenia? To prawda, nastawienie

m i n „transformances", żeby zaznaczyć, że wasze projek­

autobiograficzne często jest sposobem na uchylenie się

ty nie ograniczają się do „performances", lecz są dąże¬

o d odpowiedzialności.

n i e m do zmiany, c h o ć na chwilę, wyglądu jakiegoś mia¬

przez konieczność przeprowadzenia przedmiotowego

sta. Te projekty sprawiają, że miasta rozkwitają i że

bilansu? A może marzyłem o i n n y m celu?

Czyżbym czuł się

zagrożony

w formie reprezentacji, krzyżując się i zmuszając do in¬

K i e d y przyglądam się h i s t o r i i O d i n Teatret, zwłasz¬

terakcji, stają się widoczne różne kultury, które je za¬

cza teraz, kiedy w większości m a m y ją już za sobą, w i ¬

mieszkują, i c h różne składniki".

dzę coś zupełnie różnego o d krzyżowania się i dialogu
kultur. Widzę teatr jako miejsce paradoksalne, w któ¬

I dodawał jeszcze jedno potwierdzenie naszego wie¬
lokulturowego powołania: fakt, że przy O d i n i e powsta¬

r y m tworzenie wspólnego dzieła zakłada nie tylko oso¬

ła I S T A - I n t e r n a t i o n a l School of Theatre A n t h r o p o ¬

bowości różnorodne, lecz osobowości o k r u t n i e i ego¬

logy, która o d 1979 r o k u jednoczy podczas swych sesji

istycznie o d siebie oddalone, nie tylko z p o w o d u różni¬

aktorów, reżyserów, mistrzów teatru i badaczy z róż¬

cy kultur, ale również dlatego, że przeciwstawne są i c h

n y c h kontynentów, z teatrów W s c h o d u i Z a c h o d u .

cele, ideologie i wrażliwość.

133

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Pytania lana Watsona skłoniły m n i e do zapytania

samić się z historią, z m i t a m i , z tęsknotami i z ideała¬

siebie samego: jeżeli moje wybory nie wynikały z pra­

m i mojego k r a j u i mojego środowiska. Wybrałem spo¬

gnienia i dążenia do poszerzenia granic mojego obsza­

łeczną tożsamość emigranta, p r a c o w n i k a z Południa

r u kulturowego, to skąd się wzięły? Czego szukałem

w świecie całkiem na odwrót: w zimnej, luterańskiej

t a k zawzięcie przez tyle lat?

Norwegii. W

t y m p r o l e t a r i a c k i m świecie odkryłem

I w t e n sposób znowu stanąłem wobec konieczno­

walkę klas, skuteczność strajków i solidarności, lecz

ści ponownego mentalnego prześledzenia zmian, k t ó ­

także ksenofobię i rasizm. Byłem dago, byłem wop. To

re dobrze poznałem, szukając odpowiedzi. I znowu

są określenia nieprzetłumaczalne, ponieważ odnoszą

okazało się, że jestem zdezorientowany. By się zorien­

się do sytuacji bardzo odległych w czasie. We Wło¬

tować, potrzebowałem wyjątkowych sposobów, p o ­

szech emigranci, którzy z Południa przyjechali szukać

trzebowałem n o w y c h słów.

pracy na Północy, b y l i nazywani terroni. A l e ja, nawet
jeśli wyjechałbym z G a l l i p o l i , żeby pracować w Medio¬

A l e słowa nigdy nie są n o w e . T y m , co się zmienia,
jest światło, które je oświetla, cienie, które rzucają.

lanie czy Turynie i żeby zostać terrone, niósłbym ze so¬

Uzupełniające

teraz

bą znamiona mojego szlacheckiego pochodzenia. Na¬

w nadzwyczajny sposób ze sobą walczą, na gruncie zu¬

tomiast w N o r w e g i i m o j a emigracja była całkowita:

żytego t e r m i n u : różnica.

zostawiłem mój kraj, mój język, moją przeszłość i kla¬

się p r z e d t e m światło i cień,

Różnicy można doświadczać jako danej okoliczności,

sę społeczną. Musiałem nauczyć się mówić i myśleć po

która może generować cierpienie lub dumę. A l e wierzę,

norwesku, uważnie słuchając, by wychwycić podteksty

że różnica może być także p u n k t e m dojścia, trudną zdo¬

w słowach i zachowaniach ludzi dookoła m n i e . M o j a

byczą. Kiedy jesteśmy młodzi, czujemy się jak czarny

kondycja egzystencjalna uczyniła m n i e „innym", a ta

p u n k t w świecie, do którego nie należymy. Kiedy się sta¬

pozycja nie jest nigdy n e u t r a l n a . D l a niektórych Nor¬

rzejemy, okazuje się, że to właśnie przynależność jest czę¬

wegów stanowiła element negatywny, dla i n n y c h sama

sto t y m , co pozwala n a m żyć wewnątrz świata. Nauczy¬

w sobie była wartością. W t e d y t a m t a decyzja, nie zo¬
stała podjęta w pełni świadomie, ale teraz się jej nie

liśmy się, ile jest warta różnica, która wzbudza szacunek.

wstydzę: zostawić W ł o c h y , znaczyło odciąć swoje naj¬
głębsze korzenie, włoskie i szlacheckie, te które miały

Własna ziemia

i mogły m n i e chronić.
M o j e niebywale silne pragnienie, by wyrwać się
z włoskiego b a c k g r o u n d u nie przerodziło się w pragnie¬

K i e d y byłem dorastającym chłopcem, mieszkają¬

nie zostania N o r w e g i e m . Zdawałem sobie sprawę, że

c y m daleko na południu W ł o c h , wystarczyło, b y m po¬

„kulturowe korzenie" są synonimem ograniczenia, wy¬

j e c h a ł k i l k a kilometrów na północ, żebym czuł się cu¬

znaczonego horyzontu. Chciałem zerwać więzi, które

dzoziemcem, żebym czuł się „inny". W G a l l i p o l i , gdzie

ograniczały moją mentalną wolność, i zbliżyć się do

dorastałem, jako syn szlacheckiej rodziny, całkowicie

„inności" mrocznej i bez słów, znajdującej się wewnątrz

ignorowałem wszelkie przejawy k u l t u r y „popularnej".

mnie, w porównaniu z którą otaczająca m n i e k u l t u r a

W i e l e lat później, ze zdziwieniem, dowiedziałem się

okazywała się pełna przeszkód. N i e chciałem zostać za¬

z książek Ernesto D e M a r t i n o , że żyłem w kulturze ta-

korzeniony w jakimś narodzie, kulturze czy klasie.

r a n t y z m u : trans, muzyka i tańce, skonstruowane jako

Walczyłem o coś bardzo k o n k r e t n e g o , o t o , b y m

terapeutyczna i p e r f o r m a t y w n a ceremonia, której ist¬

mógł zapuścić korzenie w niebie, w k r a j u wartości bez

n i e n i a nawet nie podejrzewałem.

granic, gdzie prawdy byłyby o w o c e m k o n f l i k t u , a zara¬

Przez trzy lata uczyłem się w szkole wojskowej. Ma¬

zem osobistą zdobyczą.

j ą c osiemnaście lat, zniechęcony dyscypliną, uciekłem

Słyszę w sobie jeszcze echo tego doznania oświece¬

najdalej, jak się dało. W N o r w e g i i , jako emigrant, mu¬

nia, j a k b y m odziedziczył całą ziemię, wszystkie jej kra¬

siałem stawić czoło życiowemu p r o b l e m o w i w t o p i e n i a

je i wszystkie kultury, jej różnorodną przeszłość i nie¬

się w kontekst, w którym obyczaje, mentalność, rela¬

pewną przyszłość. Miałem osiemnaście lat. N i e wie¬

cje między płciami, hierarchia w pracy były dla m n i e

działem jeszcze, że otrzymanie spadku oznacza podda¬

p r a w d z i w y m i t r a u m a m i k u l t u r o w y m i . Musiałem prze-

nie go metamorfozie i że spadkobierca zawsze jest nie¬

formułować moje zachowania aż do samych korzeni.

wiernym.

Zmieniła się nawet m o j a świadomość historyczna.

W i e k pozwolił m i zrozumieć, że jeśli teatr jest od¬

U c z y l i m n i e , że w 1936 r o k u W ł o c h y zajęły Etiopię,

k r y c i e m , to bazuje o n o na zmartwychwstaniu przeszło¬

żeby zanieść cywilizację barbarzyńcom. Ileż razy m a t k a

ści, dokonującym się dzięki niepowtarzalnej, osobistej

powtarzała m i : kiedy przychodziłeś na świat, twój oj¬

barwie każdego z nas. A l e ta przeszłość nie była nazna¬

ciec był odważnym dowódcą na tej w o j n i e . A teraz,

czona przez jedną kulturę i jeden naród. Była symulta¬

N o r w e g o w i e i i c h książki, mówili m i o w o j n i e zagłady.

niczną współ obecnością wszystkich przeszłości.

Szok k u l t u r o w y uderzył w moją własną osobistą tożsa¬

To nie skrzyżowanie k u l t u r m n i e zafascynowało.

mość. I było wiele i n n y c h szoków.

N i g d y świadomie nie pragnąłem znaleźć się na t a k i m

Porzuciłem moje burżuazyjne środowisko i ciepłe,

skrzyżowaniu. Chciałem być „podróżnikiem Prędkości".

katolickie, południowe W ł o c h y , bo nie umiałem utoż134

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Są ludzie, którzy żyją w jakimś narodzie czy w jakiejś

i organizacji pracy. A l b o ze względu na potrzebę odda­

kulturze. Są też tacy, dla których t e r y t o r i u m , na któ¬

lenia się o d swojej własnej pierwotnej perspektywy,

r y m żyją, wyznacza i c h własne ciało. Są jednak podróż¬

potrzebę ucieczki o d własnej ziemi, własnych korzeni,

nicy, przemierzający Kraj Prędkości, przestrzeń i czas,

żeby stworzyć n o w y Heimat,

niemające n i c wspólnego z krajobrazem i p o r a m i r o k u

Mały świat: mikrokosmos i mikrospołeczność.

w

miejscu, przez które przejeżdżają.

wszystko w książce Teatr. Samotność,

Opisałem

rzemiosło,

to

W

d o m sztuki, i n n y świat.

t y m o s t a t n i m w y p a d k u naleganie na wymiar

w i e l o k u l t u r o w y wytwarza więcej zamieszania niż jasno­

bunt.

Można trwać w j e d n y m miejscu przez miesiące, na¬

ści. Tak naprawdę nie jest k o m p e t e n t n e . Koncentruje

wet lata i dalej być „podróżnikiem Prędkości", który

uwagę na zewnętrznej powłoce, nie na substancji.

przemierza tysiące lat i kilometrów razem z myślami

M o j a zawodowa biografia odpowiada d r u g i e m u

i reakcjami mężczyzn i kobiet, o d d a l o n y c h o d niego ze

przypadkowi. W ł a ś n i e dlatego, zastanawiając się n a d

względu na kolor i c h skóry czy historię. W Canoe z pa­

m o i m doświadczeniem wewnątrz mojego teatralnego

pieru. Traktacie o antropologii teatralnej miałem świado¬

Heimat,

mość,

dzykulturowości za przeszkodę, nie za pomoc, chociaż

że preekspresywna

analiza

nieeuropejskich

t e c h n i k p e r f o r m a t y w n y c h może łatwo przerodzić się
w

interpretację

„międzykulturową":

uznałem kategorie wielokulturowości i mię-

teatr mój nosi wielokulturową szatę.

mechaniczną

i dualistyczną, powielającą schemat W s c h ó d - Zachód

Podróże w stronę różnicy

ze wszystkimi jego bieżącymi odniesieniami politycz¬
nymi. W

tej książce stawałem po stronie „kultury

przejściowej". Wierzę, że europejscy Reformatorzy -

Zawsze można stosować perspektywę w i e l o k u l t u -

b u n t o w n i c y i heretycy, jak Stanisławski, M e y e r h o l d ,

rową, aby obserwować zjawiska teatralne, ale do uży¬

Craig, Copeau, A r t a u d i Brecht - b y l i twórcami t e a t r u

wania tej perspektywy trzeba się najpierw przyznać.

przejściowego. I c h życie i i c h dzieła zniszczyły wcze¬

N i c nie zabrania powiedzenia, że O d i n Teatret jest

śniejszy sposób oglądania i robienia spektakli, ustaliły

w i e l o k u l t u r o w y . Został stworzony w N o r w e g i i przez sa­

n o w y rodzaj relacji z widzem, pobudziły nową świado¬

mozwańczych aktorów, których reżyser włoskiego p o ­

mość i c h sztuki jako środka politycznego, etycznego

chodzenia przeżył swoją zawodową inicjację w Polsce.

i duchowego. Zaszczepiły wartość i znaczenie p o d nie-

Dzisiaj nasz teatr w H o l s t e b r o jest karawansera-

przenikalną skorupę naszego zawodu.

jem, który gości osoby i grupy z całego świata: Skandy-

To nastawienie m a swoje korzenie w stanie przej¬

nawów, W ł o c h ó w , Francuzów, Anglików, Hiszpanów,

ściowym, w odrzucaniu ducha czasu. N i e może zostać

Niemców, obywateli A m e r y k i Południowej i Północ¬

pasywnie przekazane następnemu p o k o l e n i u . Trzeba

nej, przybyszów z Japonii czy Sri L a n k i . Podróżujemy

wybrać bycie i c h spadkobiercami i zdobyć i c h dziedzic¬

i mieszkamy przez długie okresy w rozmaitych krajach.

two w s a m o t n y m wysiłku, który je przekształci i uczy¬

Nawiązaliśmy współpracę z a k t o r a m i i badaczami róż¬

n i naszym własnym.

n y c h narodowości. A l e wszystkich t y c h osób, kultur,

Powoli, odpowiadając I a n o w i W a t s o n o w i , zaczyna¬

tradycji, wszystkich t y c h obrazów, które widzieliśmy,

łem dostrzegać nie tylko mój wybór różnicy, lecz także

n a p o t k a n y c h przez nas spektakli i h i s t o r i i nie szukali¬

coś innego. Jak męczące jest to ciągłe odróżnianie się.

śmy po to, by się wzbogacić, ale ze względu na coś in¬

N o m a d z i z korzeniami, ale z korzeniami w niebie.

nego: aby pomogły n a m uciec. O d czego? O d naszej

Bohaterzy W i e l k i e j Reformy scen X X w i e k u , zmar¬

własnej kultury, o d tradycji teatralnych, w których się

l i , którzy na zawsze pozostają młodzi, roztrzaskali od¬

urodziliśmy. O d małych tradycji i pewności, które sa¬

wieczny m o d e l t e a t r u istniejący w Europie, stwarzając

m i ustaliliśmy.

miejsce dla pełnego nisz ekosystemu teatralnego, peł¬

Jeżeli patrzymy z bliska na naszą pracę i małe na¬

nego „małych nomadycznych t r a d y c j i " . Te „małe n o -

w y k i , na wartości, którym czujemy się zobowiązani do¬

madyczne tradycje", o u l o t n y c h t e c h n i k a c h , lecz po¬

trzymać wierności, na zmarłych żyjących w naszej pa¬

siadające silne i n d y w i d u a l n e motywacje, żyły krótko.

mięci, możemy odkryć niemożliwy do zdefiniowania

C h o ć podróżowały i ewoluowały, i c h wyjątkowe war¬

związek, pewną mentalność, dotyczącą jedynie pracy,

tości były zawłaszczane przez i n n y c h artystów, nieza¬

sprawiającą, że jesteśmy jakąś mikrokulturą, małym,

leżnie o d miejsca i początkowego k o n t e k s t u . Zdoby¬

odrębnym światem. Zawdzięczamy to wszystko powol¬

wane i zawłaszczane dziedzictwo zakłada oderwanie

n e m u zdobywaniu, a nie mieszaniu się i integracji kul¬

się o d własnych początków.

tur oraz tradycji.

N i e jest sam w sobie odkrywczy fakt, że osoby wy¬

„Mieć korzenie w niebie" wydaje się tylko pięknym

wodzące się z różnych tradycji jednoczą się. Interesu¬

porównaniem, pożytecznym z p u n k t u widzenia retory¬

jące jest natomiast pytanie, dlaczego tak się dzieje. Wy¬

k i . A l e kryje się za n i m rzeczywistość niespokojnego

daje m i się, że mogą istnieć d w a powody, całkowicie

życia, wybór ciągłej zmiany, który nie jest celem sam

przeciwstawne: albo dzieje się tak dlatego, że i c h róż¬

dla siebie, lecz próbuje zaprzeczyć naszej t e n d e n c j i do

ne k u l t u r o w e tożsamości jakoś się uzupełniają, w for¬
mie

zakorzenienia się. Kryje się za n i m niełatwy wybór nie¬

różnorodnych specjalizacji, w rodzaju podziału

stabilności. B y ć może wszystkie nasze najważniejsze
135

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

relacje, spotkania czy decyzje mogłyby zostać raz jesz­

t k a n i a między teatralną kulturą europejską i azjatycką.

cze opowiedziane w świetle tego ducha przygody bez

N i e istniała świadomość ważnej r o l i spektakli z i n n y c h

c h w i l i spoczynku.

kontynentów. T y m , co w t e d y budziło w Europie zain­

K i e d y patrzy się na własną przeszłość, często pró­

teresowanie, były przedstawienia Berliner Ensemble

buje się zapomnieć o niezliczonych zygzakach przy¬

B e r t o l t a Brechta, m i m M a r c e l M a r c e a u , który potrafił

p a d k u , o długich objazdach bez k i e r u n k u , do których

oczarować wielką publiczność nie używając tekstów,

zmuszają nas okoliczności. To nie są „poszukiwania"

posługując się jednie fizycznymi środkami wyrazu, oraz

czegoś, tylko objawy n i e p o k o j u , pragnienia przygody,

teksty

wrażenia, że gdzieś t a m czeka na nas szczęście. W i e l e

i Mrożka.

awangardy:

Ionesco,

Becketta,

Adamova

m o i c h nagłych i szalonych decyzji było o w o c a m i przy¬

A l e w książkach o d n o t o w a n o coś więcej. N a przy¬

p a d k u : spotkanie z kobietą, antypatia l u b sympatia

kład zainteresowanie M e y e r h o l d a , Eisensteina, D u l l i ¬

wobec jakiegoś mężczyzny. Teraz już w i e m - nie cho­

na, A r t a u d a , Claudela czy Brechta klasycznymi for¬

dziło o nauczenie się miłości, czy o ryzyko. Czerwony

m a m i t e a t r u azjatyckiego. To była wskazówka. N a w e t

szlak prowadził m n i e do mojego statusu emigranta,

o n i nie przeżyli doświadczenia t e a t r u azjatyckiego

wiecznego cudzoziemca. Przez t e n l a b i r y n t spotkań,

w praktyce. Z wyjątkiem Claudela, który mieszkał

k o n f r o n t a c j i i aspiracji popychała m n i e potrzeba obro¬

w C h i n a c h i w Japonii, żaden z w y m i e n i o n y c h przeze

n y mojej godności i nieprzynależności. Patrząc wstecz,

m n i e artystów nie widział aktorów azjatyckich w i c h

widzę jasno: doprowadziło m n i e to do odkrycia t e a t r u

własnych

jako wyspy niezależności. N i e do pojęcia. N i e zawsze

w kontekście europejskiego t e a t r u i europejskiej pu¬

do usprawiedliwienia. Zasadniczej.

bliczności. Jednak wizja A z j i była f u n d a m e n t a l n a dla

teatrach,

lecz jedynie podczas

tournée,

n i c h wszystkich.

Także teatr azjatycki miał dla m n i e przede wszyst¬
k i m przemożną siłę mirażu, który trzeba ścigać, ścież¬

Jako samouk miałem obsesję na p u n k c i e profesjo¬

k i , prowadzącej poza moje granice. N a początku był to

n a l i z m u . M i m o b r a k u doświadczenia, musiałem na¬

sposób przeskoczenia h o r y z o n t u k u l t u r y włoskiej. Za¬

uczać tych, którzy chcieli zostać m o i m i a k t o r a m i . Za¬

nurzyłem się w książkach o hinduizmie i buddyzmie.

cząłem o d ćwiczeń, które widziałem w teatrze G r o t o w ­

Zostałem marynarzem, aby zobaczyć miejsca, gdzie żył

skiego, kiedy byłem w O p o l u . C i spośród m o i c h kan¬

Ramakrishna. M o j a „Azja" to było k i l k a nazw miejsc,

dydatów na aktorów, którzy uczęszczali na kursy dla

zamieszkanych przez filozofów i eremitów. To był re¬

mimów albo balet, zostali „instruktorami" dla swoich

gion K r a j u Prędkości.

kolegów. A l e nie b y l i mistrzami. Okazali się początku¬

K i e d y zacząłem pracować w teatrze, ta wyśniona

jącymi. Nasza k u l t u r a teatralna była więc nie tyle mie¬

A z j a stała się dla m n i e najważniejszym przewodni¬

szana, czy synkretyczna, ile raczej przypominała misz-

k i e m . Przykładem na wpół o d k r y t y m , na wpół wymy¬

masz. Jak wydobyć porządną wiedzę z miszmaszu?

ślonym: ideą dynamiczną, która pomogła m i uwolnić
się z więzów samouctwa.

Szukałem książek, w których mógłbym

znaleźć

k o n k r e t n e przykłady i rady. Stanisławski,

Dullin

Pierwsze lata bycia samoukami, konieczność cią¬

i W a c h t a n g o w okazali się niezwykle pożyteczni. Stu¬

głego usprawiedliwiania w y b o r u pracy teatralnej oraz

diowaliśmy dokumentację pracy pedagogicznej i spek¬

poszukiwania źródeł, by ją ugruntować w środowisku,

t a k l i europejskich Reformatorów,

które było wobec nas obojętne, to m o i m zdaniem

ćwiczenia, mające zrekonstruować postawę aktorów.

c z y n n i k i determinujące historię O d i n Teatret. Wła¬

A p o t e m zrobiliśmy k o l e j n y k r o k , użyliśmy także zdjęć

śnie trudności i konieczność uciekania, bardziej niż

z t e a t r u k a b u k i i opery pekińskiej. Ożywiając nieru¬

żeby

opracować

idee i teorie, doprowadziły nas do nieoczekiwanych

chome obrazy, aktorzy razem ze m n ą tworzyli struktu¬

rozwiązań.

rę dynamiczną, kolejne „ćwiczenie", które dołączali¬

J e d n ą z t y c h konieczności - zasadniczą dla tech¬

śmy do naszego t r e n i n g u . N i e sądziliśmy oczywiście, że

nicznej i emocjonalnej tożsamości O d i n a - była emi¬

te ćwiczenia, nazywane przez nas chińskimi czy japoń¬

gracja z N o r w e g i i do D a n i i . N a s i norwescy aktorzy

skimi, mają naprawdę c o k o l w i e k wspólnego ze sposo¬

m i e l i trudności z p o r o z u m i e n i e m się z duńskimi widza¬

b e m , w j a k i grają chińscy czy japońscy aktorzy, ale to

m i w naszej nowej siedzibie w H o l s t e b r o . Stało się to

postępowanie nas stymulowało i niosło konsekwencje.

dla nas kwestią przetrwania. Musieliśmy zacząć two¬

A te konsekwencje były nasze. To samo działo się, gdy

rzyć spektakle, których dramaturgia nie byłaby oparta

zajmowaliśmy się głosami różnych śpiewaków, o d wło¬

wyłącznie na i n t e r p r e t a c j i tekstu i r o z u m i e n i u słów,

skiej opery po A r m s t r o n g a , o d chorałów gregoriań¬

lecz na bliskości i intymności, na akcjach l u b „atrak¬

skich po Y m a Sumac, o d improwizacji o p a r t y c h na

cjach" - j a k nazwałby je Eisenstein - mogących pobu¬

h i n d u s k i c h raga po myśliwskie pieśni Pigmejów, o d jo-

dzić percepcję widza na poziomie zmysłowym, wokal¬

r u r i (pieśń b u n r a k u ) po deklamację sycylijskich zmy¬

n y m i dynamicznym.

śleń. Powtarzaliśmy i c h intonacje, pomyłki i modula¬
cje głosów, podejmując wysiłek o d k r y w a n i a i ożywie¬

N i k t nie posługiwał się t e r m i n e m „wielokulturow o ś ć " p o d koniec lat 50., kiedy zacząłem interesować

nia na n o w o możliwości i k o l o r y t u ludzkiego głosu,

się teatrem. N i k t nie zajmował się zagadnieniem spo-

posiadanego o d urodzenia. Głosu, który tracimy, po-

136

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

nieważ wybieramy tylko dźwięki potrzebne do używa¬

Przełamali delikatne i cenne schematy, które wypra¬

nia języka, w którym dorastamy.

cowaliśmy sobie w O d i n i e . Nieraz w y p y c h a l i nas z na¬

N a szczęście nie byliśmy zbyt u z d o l n i o n y m i naśla¬

szego porządku.

d o w c a m i . Dzięki t e m u odkryliśmy nasze głosy.

Zdaję sobie sprawę, że obserwowane z zewnątrz, lo¬

Przez te pierwsze lata teatry azjatyckie jawiły m i się

sy O d i n Teatret mogą wydać się naznaczone dążeniem

niczym swego rodzaju teatralna A r k a d i a , i c h bohater¬

do zjednoczenia różnych k u l t u r teatralnych, do i c h

k i były silne, a w o j o w n i c y pełni łaski, sceny wypełnia¬

k o n f r o n t a c j i i odkrycia i c h komplementarności. A l e

ły fantastyczne ryczące zwierzęta, zacumowane łodzie,

gdy w s p o m i n a m moje młodzieńcze sny o teatrze azja¬

morza z błękitnej emalii, ciche szczyty gór... A wszyst¬

t y c k i m , kiedy myślę o m o i c h relacjach z Sanjuktą, czy

ko to ucieleśnione dzięki sztuce jednego aktora. M o ¬

z i n n y m i mistrzami, wydaje m i się, że co innego było

del, który chcieli stworzyć samoucy z O d i n Teatret, to

najważniejsze. Magiczny świat t e a t r u azjatyckiego był

zawodowa doskonałość. N i e szukaliśmy „autentyczno¬

dla m n i e liną, której się trzymałem i mogłem dzięki te¬

ści" mitycznego O r i e n t u z jego filozofią, skodyfikowa-

m u wychylić się poza oczywistość - nie tylko świata te¬

ną techniką i sugestywnymi obyczajami. D l a nas teatr

atralnego, do którego nie chciałem należeć, ale także

był pracą wobec polis, możliwością zajęcia pozycji i po¬

poza oczywistość naszych

dążania drogą odrzucenia. Z tej perspektywy teatry

wymyśliliśmy i czego nie mogliśmy porzucić, bo byli¬

zasad, tego wszystkiego, co

azjatyckie z pewnością nie były dla nas bardzo istotny¬

śmy zbyt b i e d n i , a może za bardzo przestraszeni. N a

m i modelami.

początku byliśmy „inni", ponieważ byliśmy młodzi i te¬

Tylko w 1973, dziesięć lat po konsolidacji O d i n Te-

atralnie niedoświadczeni, bo przyszliśmy na świat poza

atret, doświadczyliśmy t e a t r u japońskiego, dotykając

w i e l k i m i z a c h o d n i m i t r a d y c j a m i . Potem staliśmy się

nie tylko różnych stylów i spektakli, ale tego wszyst¬

„inni" z w y b o r u i z powołania.

kiego, co się za n i m i kryje. Oglądaliśmy pracę t a k i c h

I właśnie dlatego, dla m n i e , teatr nie może ograni¬

artystów j a k Sawamura Sojuro, Hisao i H i d e o Kanze.

czać się do spektaklu. M u s i przez cały czas szukać no¬

Dzięki p o m o c y Franka H o f f a zorganizowaliśmy w H o l -

w y c h sposobów karmienia własnej rewolucji. Bardzo

stebro seminarium, które w t a m t y c h czasach wydawa¬

szczególnego typu rewolucji, którą hamują nie tylko

ło się niemożliwe. Udało się n a m zebrać p o d t y m sa¬

idee, przekonania czy przyzwyczajenia i n n y c h ludzi, ale

m y m d a c h e m teatry k a b u k i , n o i aktorów ze współcze¬

także nasze własne bogactwa, przeświadczenia, drobne

snego t e a t r u S h u j i Terayama.

wygody, r u t y n a i wiedza, zamykające nas w więzieniu.
Już o d pierwszych d n i mojej działalności reżysera i pe¬

D w a lata później O d i n Teatret zorganizował semi¬
n a r i u m poświęcone t e a t r o w i tańca z Jawy i Bali. Dzię¬

dagoga byłem owładnięty dwiema myślami, na których

k i t e m u spotkałem I M a d e Pasek Tempo, mistrza z Ba¬

punkcie zresztą dalej m a m obsesję. Pytanie pierwsze

l i , który w 1980 r o k u znalazł się wśród założycieli I S T A

brzmi: dlaczego Stanisławski i M e y e r h o l d wymyślili

i współpracował ze m n ą aż do swojej śmierci w 1991

swoje „ćwiczenia" dla aktorów? Doświadczenie podpo¬

r o k u . Oprócz tego w 1977, podczas seminarium O d i n a

wiada m i , że aktor bezbłędnie wykonujący ćwiczenia,

poświęconego tańcowi i teatrowi h i n d u s k i e m u , spo¬

nie jest często w stanie zachować tej samej jakości na

tkałem młodą tancerkę Odissi Sanjuktę Panigrahi i jej

próbach czy w czasie przedstawienia. N i e m a żadnej

męża Ragunatha. To było jak spotkanie siostry: inteli¬

łączności między efektami t r e n i n g u a osiągnięciami

gentnej, pięknej, silnej, wrażliwej, odważnej i h o j n e j .

twórczymi. Po co w t a k i m razie ćwiczenia?

Głęboko ją pokochałem. Przypominają m i się liczne

Także drugie pytanie pojawiło się szybko, kiedy

pytania, które zadawaliśmy sobie nawzajem, nasze dłu¬

w I n d i a c h po raz pierwszy obejrzałem spektakl K a t h a -

gie rozmowy, noc, kiedy wszyscy i n n i poszli spać, jej do¬

kali. To było w 1963 r o k u . Mówiłem o t y m wiele razy:

kładne, ale sugestywne prezentacje i bardzo osobiste

nic nie wiedziałem o tego rodzaju teatrze, ponieważ nie

wyjaśnienia. Sanjukta była nie tylko jedną z założycie¬

było w t e d y a n i książek, a n i i n f o r m a c j i o K a t h a k a l i . N i e

lek I S T A , była jego bezdyskusyjną królową.

rozumiałem języka i nie był dla m n i e jasny k o d działań

Zbieranie funduszy na sesję I S T A wymaga ogrom¬

aktorów - tancerzy. Wiedziałem jedynie co nieco o hi¬

nego wysiłku, pisania i przepisywania nieskończonej

storiach, które prezentowano, i byłem zmieszany i c h

ilości podań, robienia i odrabiania kosztorysów, zaci¬

hałaśliwym i l u d o w y m kontekstem. A jednak w pew¬

skania zębów i niepoddawania się. Zmęczenie i mękę

n y c h m o m e n t a c h , a k t o r o w i udawało się przykuć moją

zawsze osładzała myśl, że oto raz jeszcze spotkam K a t -

uwagę, pobudzić moje zmysły, wciągnąć m n i e w swoje

suko A z u m ę ,

Ragunatha.

działania, jedno po d r u g i m . Jak m u się to udawało? Jak

I przede wszystkim Sanjuktę. N i g d y nie zaakceptuję

to się mogło zdarzyć? Jakie były aktywne składniki na¬

K a n i c h i Hanayagiego,

niesprawiedliwości jej przedwczesnej śmierci.

szej interakcji? Czy była to tylko kwestia t a l e n t u , łaski,
indywidualnego temperamentu? A może to miało coś

Indie, Japonia, B a l i - i c h k u l t u r a i tradycja to od¬

wspólnego z techniką? A jeżeli tak, to w j a k i sposób?

ległe krainy. A l e ludzie, którzy przez lata stali się kole¬
gami z pracy, są częścią mojego k r a j u . Przyniosły i c h

Te pytania, te dwie zagadki nie do rozwikłania, sta¬

do niego umiejętności, lecz także wymagania. Sprawi¬

ły się obsesjami i jeszcze teraz m n i e prześladują. Wy¬

l i , że we m n i e samym narodziła się n o w a ciekawość.

znaczyły d w a najważniejsze obszary m o i c h zawodo-

137

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

w y c h poszukiwań: obszar doskonalenia rzemiosła oraz

łem jego całkowicie przypadkowe początki, w okolicz¬

a n t r o p o l o g i i teatralnej (preekspresywne f u n d a m e n t y

nościach, kiedy O d i n nie mógł pokazać swoich doko¬

wydajności i siły aktora i tancerza). W dużej mierze

n a ń i nie był w stanie zaprezentować się poprzez dzia¬

wyznaczyły zatem także moje praktyczne wybory i ko¬

łanie artystyczne mieszkańcom małej włoskiej wioski,

lejne przemiany. Dzięki n i m powstała I S T A . Dzięki

w której mieszkaliśmy przez k i l k a miesięcy. N i e mogli¬

n i m wybrałem ludzi, którzy m n i e otaczają. Te poszuki¬

śmy powiedzieć: wystawimy spektakl. Powiedzieliśmy:

w a n i a określiły w a r u n k i mojej pracy.

spotkamy się. M y coś przyniesiemy, a wy, oczywiście,
zrobicie to samo. Tak odkryliśmy drogę „barteru" te¬
atralnego.

Ziemia niczyja

Potem i n n i podchwycili ten pomysł i używali go na
różne sposoby, zgodnie ze swoimi potrzebami, konteksta¬

D l a m n i e i dla m o i c h towarzyszy z O d i n a , stworze¬

m i i celami. Był stosowany przez grupy teatralne i ta¬

nie naszego t e a t r u nie różniło się o d stworzenia spek¬

neczne, przez psychologów i badaczy, przez duńską an-

t a k l u . Nasz pierwszy akt twórczy nie wyrósł z porząd¬

tropolożkę M e t t e B o v i n w jej pracach dotyczących Afry¬

k u i metody, z tego, co znamy, z jakiegoś wyobrażenia,

k i . Tak dzieje się zawsze, a przynajmniej p o w i n n o się

które by nas przekonywało albo upewniało, ale z pier¬

dziać z t y m i pomysłami czy działaniami, których wartość

w o t n e j , wciąż odnawianej nieregularności, połączonej

wykracza poza projekt osoby, która je wymyśliła.

z u p o r e m . G d y przyglądam się naszej przeszłości, wy¬

O d i n Teatret nie jest właścicielem idei b a r t e r u , na¬

daje m i się, że w t e n sposób stworzyliśmy także naszą

w e t jeśli barter jest czymś, co wywodzi się z naszej hi¬

artystyczną biografię: odrywając się o d porządku, tak¬

storii i naszej wizji świata. A l e nie czujemy się zuboże¬

że o d naszego porządku.

n i a n i pominięci, jeśli z tej m e t o d y korzysta jakaś gru¬
pa w I n d i a c h czy B o l i w i i .

K i e d y byliśmy jeszcze bardzo młodą grupą teatral¬

D l a nas barter nie jest spontanicznym b r a t a n i e m

ną i spędzaliśmy wiele czasu zamknięci w naszej siedzi¬
bie, pogrążeni w samotniczej pracy, zdarzało się, że py¬

się. W y m a g a w i e l u d n i , w niektórych w y p a d k a c h na¬

tano: j a k to możliwe, że żyjecie tak bardzo zamknięci

w e t t y g o d n i przygotowań. N i e jest wcale spotkaniem

w sobie, a za każdym razem, kiedy się pojawiacie, pre¬

ekspansywnym, rezultatem i m p e t u wzajemnej sympa¬
t i i . O p i e r a się na dobrze opracowanej polityce relacji,

zentujecie całkiem inną twarz?
Jest jedno zdjęcie O d i n Teatret, które wyjątkowo

i n t e r a k c j i i m a ściśle wyznaczone cele. K o n t a k t y , na¬

k o c h a m . Przedstawia głównie pejzaż - o t w a r t y i pusty.

wiązane przez nas z różnymi osobami czy stowarzysze¬

W rogu znajduje się mała grupka ludzi. Patrzą na ko¬

n i a m i , które z n a m i współpracują, są u k r y t y m moto¬

goś, stojąc w n i e m a l doskonałym kręgu, skupieni na

r e m danego wydarzenia oraz następnych wydarzeń. Są

odbywającym się w jego środku prawie n i e w i d o c z n y m

partyturą, p u n k t e m dojścia, u k r y t y m celem. K o n t a k t y

spektaklu. Bardziej niż d o k u m e n t , jest to dla m n i e ide¬

zawsze rodzą się z w y m i e r n y c h i nie tylko naszych „in¬

ogram, stworzony przez młodego Duńczyka Petera By-

teresów": lokalne k o n t a k t y muszą jasno zakładać kon¬

steda, który dziś jest bardzo znanym grafikiem. Przed¬

kretne korzyści wynikające z wymiany.

stawia t r u d n e okoliczności towarzyszące b a r t e r o w i

Te sytuacje mogą zatem na n o w o ożywić istniejące

w peruwiańskiej wiosce w A n d a c h . W wiosce brako¬

relacje oraz ustalić nowe, stworzyć nieprzewidywaną

wało koniecznej przestrzeni, dlatego wybraliśmy pole

wcześniej dynamikę, wydobyć na jaw możliwości, po¬

daleko o d zabudowań. M o m e n t spotkania i w y m i a n y

m ó c l o k a l n y m wspólnotom zjednoczyć się dzięki spo¬

stał się chwilą zawieszenia b r o n i , przerwą w czasie,

t k a n i u z przybyszami z zewnątrz. Może się też okazać,

a przestrzeń przekształciła się w ziemię niczyją. To wła¬

że ci przybysze, poprzez wydajność swojej zabawy,

śnie widać na zdjęciu: f o r m a kręgu sprawia, że t u b y l c y

w jednej c h w i l i pozbawiają swoich gości przesądów.

i przybysze są nie do odróżnienia. Wszyscy jesteśmy za¬

Sprawia n a m wielką przyjemność tworzenie mo¬

razem a k t o r a m i i n i e a k t o r a m i , uczestnikami i obser¬

m e n t u poza czasem, innego m o m e n t u . I jeszcze to oso¬

w a t o r a m i . Obraz daje poczucie zjednoczenia i integra¬

biste zaangażowanie organizatorów, c h ę ć poruszenia

cji, ale także samotności c e r e m o n i i zagubionej w nie¬

czegoś na i c h własnym t e r y t o r i u m . W y n i k a to z naszej

skończoności przyrody. Samotna postać w kręgu przy¬

potrzeby dawania życia n o w y m rozwiązaniom i rela¬

w o d z i m i na myśl m n i e samego w p o d o b n y c h sytu¬

c j o m , żeby nie popadać w stagnację. Cieszy nas to

acjach: jestem w środku, a jednak na zewnątrz.

w p o d o b n y sposób, jak te tygodnie, podczas których

To zdjęcie wzrusza m n i e nie tylko dlatego, lecz

odbywają się sesje I S T A - źródłem radości jest kosz¬

również z i n n y c h , n i e r a c j o n a l n y c h powodów, których

t o w n a u t o p i j n a zabawa, bankiet, w którym jako goście

nie da się wyrazić słowami. Mówi o smoku, który pil¬

uczestniczą mistrzowie starożytnych tradycji razem

nuje złota we m n i e . Prawie to samo dzieje się w t y m

z najmłodszymi i najmniej z n a n y m i spośród grup Trze¬

splocie p r a k t y k , strategii, wygód i przesądów, które na¬

ciego Teatru, n a u k o w c y pełni ciekawości i starzy przy¬

zywamy barterem.

jaciele, których k o c h a m .

Barter nie powstał dzięki i d e i albo poszukiwaniu

Sesja I S T A jest teatralną wioską, istniejącą przez

oryginalności przeze m n i e czy m o i c h kolegów. Opisa-

czternaście d n i , przez połowę tego czasu w rygory-

138

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

m i się to przede

Mógłbym podzielić książki na dwie kategorie: te,

wszystkim dlatego, że stwarza przestrzeń paradoksal¬

stycznym odosobnieniu. Podoba

które zawierają przede wszystkim i n f o r m a c j e sche­

nego spotkania.

matyczne, napisane w m a r n y m stylu, ale uderzające

Jest jednak coś jeszcze, coś delikatniejszego i nie-

m o c n o . Przykładem może być wiele spośród dzieł

przekładalnego na słowa. Mógłbym spróbować opisać

M e y e r h o l d a , które wywarły na m n i e duże wrażenie.

to tak: zapraszasz gości, którzy cię interesują, którzy

D o drugiej grupy zaliczyłbym książki zbudowane we¬

mają posłużyć c i za przewodników w różnych sytu¬

dług w y r a f i n o w a n e j i świadomej d r a m a t u r g i i scenicz¬

acjach. O n i muszą znaleźć wielkie sumy potrzebne na

nej,

przeprowadzenie sesji I S T A l u b p o w i n n i poinformo¬

słów, „rzeczywistości rzeczywistości", s y m u l t a n i c z n o -

wać cię o detalach, które albo cię dotkną, albo uderzą.

ści i zmysłowości, charakterystycznej dla s p e k t a k l u .

Zbierasz wokół siebie jeszcze raz t w o i c h aktorów, wiel¬

O d n o s i się to także do niektórych dzieł o h i s t o r i i te­

pozwalające

doświadczyć,

za

pośrednictwem

k i c h mistrzów, ludzi, dla których O d i n jest p u n k t e m

a t r u . N a przykład Il trucco e l'anima A n g e l o R i p e l l i -

odniesienia, i tych, którzy uwielbiają oglądać nasz te¬

no:

atr przy pracy. Lecz są też tacy, których musisz chociaż

w przestrzeni" i o t w i e r a d r z w i doświadczenia. Więzi,

na chwilę skłonić, by cię akceptowali, c h o ć nie są do

które łączą m n i e z niektórymi z n a w c a m i t e a t r u , są

tego zbyt skłonni. W k o ń c u zbierasz, na n e u t r a l n y m

reakcją na środowisko akademickie czy dziennikar¬

jego zaklinająca

siła p o r y w a n i c z y m

„poezja

gruncie, na ziemi niczyjej przyjaciół, sceptyków, prze¬

skie, które zatrzymuje się zawsze jedynie n a naskórku

ciwników, t y c h wszystkich, o d których jesteś uzależ¬

naszego zawodu i przez to zaciemnia obraz jego wła¬

n i o n y i tych, którzy oczekują, że znajdą t u coś dla sie¬

ściwej substancji: p o t , m e n s t r u a c y j n a krew, sperma

bie. Potem czekasz. Wcześniej czy później z jakiejś

k o n k r e t n y c h ludzi, w określonych

strony, z zewnątrz bądź z wewnątrz, o d t w o i c h akto¬

W i z j a akademicka m a skłonności do abstrakcji, redu¬

rów, o d przyjaciół, o d nieznajomego przechodnia, o d

kuje wszystko do nurtów, i d e i , wpływów, powodów

najmniej zaangażowanego młodzieńca, o d najbardziej

oraz jasnych i m i e r z a l n y c h efektów, zakrywając w t e n

wrogiego starca nadejdzie komentarz, gest, reakcja,

sposób podziemną, mglistą i materialną historię te¬

która będzie j a k sygnał. D z w o n e k , może niechciany,

atru.

okolicznościach.

który o z n a j m i nadejście c h w i l i , kiedy raz jeszcze po¬

Ja na początku nie odczuwałem potrzeby pisania.

rzucimy nasze małe przekonania, pewności, w któ¬

Zacząłem wcześnie, ale tylko dlatego, że chciałem za¬

rych, choćby na m o m e n t , szukamy zwykle wygody.

protestować przeciw niesprawiedliwości: ciszy, oskar¬
żeniom i dezinformacji dotyczącym pracy Grotowskie¬
go. Pisarstwo jest sposobem w a l k i z władcami informa¬

Hermafrodytyczna historia teatru

cji, t y m i , którzy komponują k r o n i k i swoich czasów
i dokumentują historię t e a t r u . Z upływem lat pisar¬
stwo stało się sposobem na to, by zostawić po sobie

W mojej pracy z a k t o r a m i reaguję, j a k w i e l u in¬

ślady, które przełamią uporządkowane schematy histo¬

n y c h reżyserów, na to, co „działa", co m i się wydaje

r i i . Traktuję to jako obowiązek: wydobywać zawikłane,

„żywe", „organiczne", co zawiera wibracje, które jawią

lecz dobrze określone i n t r y g i mrocznych sił, prowadzą¬

m i się jako ambiwalentne, hermafrodytyczne. Podwo¬

cych nas w naszym zawodzie.

jenia, jak sądzę, mogą rozszerzyć możliwe znaczenia

Czasem m a m wrażenie, że piszę dla mojego alter

sekwencji działań czy sceny. Szczególny proces pracy

ego, całkowicie różnego ode m n i e , które narodzi się za

łączący aktora i reżysera nie opiera się na teoriach, ale

sto lat i które poprzez teatr wścieknie się, by poruszyć

na w i e l u czynnikach, między i n n y m i na sugestiach re¬

nie tylko swój i n d y w i d u a l i z m , ale d o k o n a ć też procesu

żysera, na jego pragmatyzmie, i n w e n c j i , zdolności re¬

i n d y w i d u a c j i . Także to jest dla m n i e dziś teatrem:

agowania na bodźce materialne, na działania i błędy

możliwość r a t o w a n i a mojej tożsamości w kontekście

aktorów, na niezrozumienie, na przygodne zdarzenia,

społecznym, p o l i t y c z n y m i e k o n o m i c z n y m , to znaczy

na przypadek.

mojego i n d y w i d u a l i z m u , a równocześnie procesu oso¬

N a początku, większość mojej teatralnej wiedzy po¬

bistego dorastania, i n d y w i d u a c j i , dzięki wieloletniej

chodziła z książek. Miały dla m n i e ogromne znaczenie,

pracy z i n n y m i j e d n o s t k a m i .

ponieważ nauczyły m n i e przeczuwać, jak dbać o ambi-

Wydaje m i się, że ta transformacja doświadczenia

walencję. N i e opowiedziały m i o t y m : ale czytając je,

w świadomość i refleksję zaczęła się wraz z w i e l k i m i eu¬

zauważałem przebłyski czegoś, co należało do m n i e .

ropejskimi r e f o r m a t o r a m i teatru, aż do Grotowskiego.

Były wśród n i c h fascynujące biografie artystów, któ¬

To było coś więcej niż proste przekształcenie p r a k t y k i

re stały się moją gwiazdą polarną. A l e książki były też

w teorię. To był milczący przekaz czegoś zasadniczego.

użytecznymi narzędziami pracy, dzięki opisom tech¬

W i e l u bohaterów przemiany z początku X X w i e k u

nicznym, które raz przetrawione stawały się osobiste

nie było p r o f e s j o n a l i s t a m i . B y l i o u t s i d e r a m i l u b dyle­

i nadawały się do działania. L e k t u r a pozwalała m i

t a n t a m i , j a k A n t o i n e i Stanisławski. Niektórzy wy¬

wchłaniać tę wiedzę, możliwą do sformułowania na po¬

w o d z i l i się ze środowiska muzyków, j a k A p p i a czy Ja-

ziomie w e r b a l n y m i k o n c e p t u a l n y m , komplementarną

cques-Dalcroze. A l b o b y l i p o e t a m i , j a k M a l l a r m é ,

wobec wiedzy aktywnej, która żyje dzięki praktyce.
139

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Paul Fort, S t r i n d b e r g . N i e b y l i ograniczeni przez nor¬

A l e stało się jeszcze coś ważniejszego: w pełnym

m y l u b przyzwyczajenia, przez reguły i sposoby życia,

różnic społeczeństwie teatr stał się przestrzenią para¬

przez m e n t a l n e schematy czy przez ustalone r u t y n y

doksalną.

teatralnego świata. Tworzyli swoje własne małe n o -

Paradoks to nie jest dziwaczna opinia. To koherent¬

madyczne tradycje: n o w e sposoby myślenia i postę¬

na myśl, u której podstaw leżą zasady i n n e niż te, n a

powania,

których bazują rozprzestrzenione opinie i przeważają¬

n i g d y wcześniej

niewymyślone

techniki

i cele. Sposoby myślenia niepodzielane przez więk¬

ce teorie. Paradoks, nawet wówczas, gdy nie można go

szość, ciągle ulegające z m i a n o m . Sposoby myślenia,

po prostu odrzucić, nie przeważa:

które n i e mogły zostać przekazane, więc trzeba było

jest też zdobywany.

nie zdobywa, ale nie

znaleźć kanały, aby mogły n a d a l zarażać. Także dlate¬

O t y m myślę, kiedy mówię o teatrze jako o prze¬

go w i e l c y reżyserowie z początku X X w i e k u „wymyśli¬

strzeni paradoksalnej, znajdującej się w samym sercu

l i " teatralne pisarstwo.

własnej epoki, ale do niej nienależącej. To przestrzeń
możliwe

„święta", w sensie „oddzielona", w c e n t r u m sporów

przekazanie tego milczącego i i n t y m n e g o k o d u , który

i ciśnień bez rozwiązania, m i k r o k u l t u r a indywiduali¬

pomaga rozszyfrować i zrekonstruować racje i m o d a l -

stów owładniętych

Artyści umierają bezdzietni. N i e jest

potrzebą

tworzenia k o h e r e n c j i

ności artystycznej wyjątkowości. A l e każdy z nas re¬

między własnym wewnętrznym w u l k a n e m ,

żyserów wszystko, co m u s i wiedzieć, w i e o d Stani¬

p r y w a t n y m i zachowaniem scenicznym. Ta potrzeba

życiem

sławskiego, M e y e r h o l d a , B r e c h t a czy A r t a u d a . Wie¬

wciąż popycha nas d o robienia i zaprzestawania. Jeste¬

my, n a ile, w b r e w naszej w o l i , ucieleśniamy i c h dzie¬

śmy pogrążeni w świadomej iluzji nieprzerwanego ćwi¬

d z i c t w o . N a ile nasze życie, k r u c h o ś ć , pasje i ślepe

czenia, będącego inicjacją przed t y m pustym rytuałem

obawy są u w a r u n k o w a n e podążaniem za l u b odrzuce¬

spektaklem - który oczekuje, b y zostać nasyconym

n i e m t y c h powiewów w i a t r u i chmur, które nazywa¬

przez nierówne motywacje każdego, k t o go w i d z i i k t o

m y i c h „ m e t o d a m i " . Stały się częścią nas, b o życiory¬

go w y k o n u j e . To przestrzeń, która istnieje tylko t a k

sy mistrzów są przykładami wewnętrznej spójności,

długo, j a k długo t l i się w nas potrzeba o p o r u .

o p o r u , ciągłego zaczynania o d n o w a . S ą ideałami d o

O p o r u wobec czego? N i e żyjemy w czasach dyktatury.

prześcignięcia.

O p i e r a ć się t o znaczy nie d a ć się uwieść głosowi

Czasem zdarza m i się o czymś mówić w kontekście
„dziedzictwa". A l e m a m w t e d y n a myśli

szepczącemu w głębi każdego z nas: o t o t w o j a ziemia.

przede

T u możesz się zatrzymać.

wszystkim f o r m y zarażania c h o r o b a m i i wątpliwościa¬
m i . Rozprzestrzenianie

-

Myślę o h i s t o r i i w i e l k i c h mistrzów t e a t r u i widzę

się wirusów. Jak utrzymać

świetlisty meteor, który w y b u c h a - wirujący sztuczny

przy życiu wirusa, który w f o r m i e legend, książek, wy¬

ogień. J e d n ą z oszałamiających m i s t y f i k a c j i h i s t o r i i

obrażeń i wyborów może być przekazywany człowie¬

t e a t r u jest zdolność d o p r e z e n t o w a n i a się, j a k o eks¬

k o w i przez człowieka albo p o k o l e n i u przez p o k o l e n i e .

pozycja jednej t r a d y c j i , podczas gdy w rzeczywistości

Ja sam nie zostałem zarażony przez żadne wirusy po¬

m a m y d o czynienia z systemem słonecznym, złożo¬

chodzące z odległej i niezrozumiałej przeszłości, któ¬

n y m z p l a n e t i satelitów o różnych c y k l a c h i obro¬

re odrywałyby m n i e o d spraw teraźniejszych. W zagu¬

t a c h , temperaturze, faunie, florze i metafizyce. Dla¬

b i e n i u w a r s t w a p o warstwie zapalenie opanowywało

tego t a k ważne jest wyodrębnienie się, w y b r a n i e , d o

mój mózg, w k o ń c u gorączka zawładnęła całym orga¬

jakiej t r a d y c j i się należy. Tradycja, stworzona przez

n i z m e m . Jest tak, że zmarli się w nas osadzają j a k nie¬

ciebie w pierwszej osobie, oczyszczona z n a l o t u po¬

widzialne m i k r o b y . Powodują halucynacje i sprawia¬

b o c z n y c h bodźców. M a ł a „tradycja-w-życiu",

ją, że wierzymy w możliwość i s t n i e n i a i n n e g o porząd¬

jest t y l k o t w o j a , zbudowana n a podstawie spotkań,

k u p o d przekonującą postacią „metody". M e t o d y

biografii, książek, wydarzeń, anegdot, d e t a l i , które

która

w ciągłym r u c h u , zmieniającej się. Zamieszkują w nas

zyskują w y m i a r emblematyczny, a p r z y n a j m n i e j nada¬

j a k pasożyty, zachęcani absolutną i paradoksalną ko¬

ją, w sposób e w i d e n t n y i hermetyczny, sens tobie

herencją.

i t w o j e m u działaniu.

Reformatorzy dwudziestowiecznego t e a t r u , d o któ¬

Tę tradycję musisz sobie stworzyć dzięki własnym

r y c h ciągle p o w r a c a m , wyznaczają b i g bang t e a t r u ,

decyzjom. Jest o n a mapą idealnego t e r y t o r i u m , które¬

eksplozję tradycji, tworzenie małych nomadycznych

m u chcesz dochować wierności, zapuścić swoje zawo¬

tradycji wraz z i c h specyficznymi ideałami, zadaniami

dowe korzenie, wydobyć n a światło jego różnorodne

pedagogicznymi, zasadami gry aktorskiej, celami spo¬

warstwy geologiczne. To t w o j a droga, która zaprowa¬

łecznymi i estetycznymi, z i c h wyjątkową publiczno¬

dzi cię d o miejsc, gdzie nie będziesz musiał wszystkie¬

ścią. Po n i c h teatr przestał być k o n t y n e n t e m , stał się

go wystawiać n a pokaz, zaprowadzi cię do odnalezie¬

archipelagiem. I c h wysiłki koncentrowały się n a jed¬

nia p r a k t y k , które zmienią twoje czasy i otaczającą cię

n y m celu, poza fizyczną obecnością i c h spektakli: na

epokę. To poszukiwanie t w o i c h przodków, m a r t w y c h ,

wymiarze

z których wysysa się bycie-w-życiu pracy, będącej orga¬

artystycznym, d y d a k t y c z n y m ,

wewnętrz¬

n y m , politycznym, etycznym, r e w o l u c y j n y m ,

nihili-

n i c z n y m przedłużeniem genealogii w poszukiwaniu

stycznym, d u c h o w y m .

jeszcze nienarodzonych wnuków.

140

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Paradoksalna przestrzeń teatru

Jestem wyjątkowo zainteresowany tą nieprzezroczystą
przestrzenią teatru, która jest zawirowana, odległa o d

Razem z moją grupą O d i n Teatret podróżuję po

świateł i o d uwagi ekspertów czy tych, co wydają opinie.

świecie przez pół r o k u . Tylko przez niewielką część te¬

Ta sprzeczność skłania mnie do refleksji: teatry zaniedba¬

go czasu jesteśmy gośćmi bogatych i szanowanych te¬

ne, marginalne i niezgrabne są tymi, które poszukują war¬

atrów. Większość czasu spędzamy w przestrzeniach

tości i nowych znaczeń dla działania, będącego chwaleb¬

Trzeciego Teatru. Dokądkolwiek idę, znajduję środo¬

n y m reliktem modelu szybko zanikającego społeczeństwa.
Doświadczyłem teatru jako emigracji. Pozwolił m i do¬

wiska utworzone przez zmotywowane mniejszości, lu¬

trzeć do wnętrza wielu klas, kultur i społeczeństw. A tak¬

dzi szukających transcendencji poprzez teatr.
Słowo „transcendencja" może brzmieć filozoficznie

że do wnętrza wielu klas i kultur, które noszę w sobie.

lub religijnie. D l a m n i e jest czymś przeciwnym: czymś

Wartość teatru kryje się w jakości relacji tworzonych przez

całkowicie p o z b a w i o n y m doktryny. Czymś związanym

niego między jednostkami i między różnymi głosami

z zasadami skromnego i dokładnego postępowania rze¬

w środku jednej osoby. N i e wierzę we wzajemne rozumie¬

mieślników. Kojarzy m i się z pozorną

samotnością

nie. Wierzę w nieprzezwyciężalną niemożliwość porozu¬

anarchistycznych artystów, którzy walczyli o wolność

mienia między tymi, którzy razem działają. O w o c i c h ak¬

K a t a l o n i i (tych, których Hans Magnus Enzensberger

cji, owszem, może być wspólny. Wierzę w teatr jako „pu¬

spotkał na w y g n a n i u ) , ze sposobem, w j a k i p o t r a f i l i za¬

sty" rytuał, nie w znaczeniu czegoś błahego czy bez sensu,

chować godność i sens swojej r e w o l u c j i dzięki anoni¬

ale dlatego, że nie daje się o n podporządkować doktry¬

mowej sztuce.

n o m . T u ktokolwiek może jechać na własnej „różnicy",

Dzisiaj, w naszym w i e l o k u l t u r o w y m

może ją odkryć i wzmocnić, bez tłumienia różnic innych.

społeczeń¬

stwie, w porównaniu z czasami, kiedy r e n o m o w a n y te¬

Droga Mirello, dla Ciebie jako historyczki to wszystko

atr wydawał się j e d y n y m p u n k t e m odniesienia, jest

jest ważne, chociaż to już inna kwestia. Także na t y m

dużo t e a t r u „transcendentnego". M a m y do czynienia

przez wieki polegało życie teatralne. Jest dwuznacznym

z wielością f o r m spektaklu, wiele z n i c h rozwija się

i prereligijnym sposobem zachowania i zbierania różnic.

t a m , gdzie społeczne rany są najgłębsze, a mechanizmy

Zanim przeważy nakaz. Dzisiaj, wybór.

spychania na margines najsilniejsze: więzienia, szpita¬
Przełożyła Katarzyna

le, społeczności emigrantów.

Spotkanie kończące część sesji ISTA w Krzyżowej, fot. Francesco Galli

141

Kasia

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9812" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9790">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1546f6c6b8cbfdb9e96f3e616186674a.pdf</src>
        <authentication>03e09374ee32bcd6dc4d3011cf843936</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116735">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6493</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116736">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116737">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116738">
                <text>Odin Teatret</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116739">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6066</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116740">
                <text>Dzieci ciszy/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116741">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.2, s.128-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116742">
                <text>Barba, Eugenio</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116743">
                <text>Dworakowska, Zofia (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116744">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116745">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116746">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116747">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116748">
                <text>EUGENIO

BARBA

literą - aby odróżnić nieład jako stratę energii o d Nie¬
ładu jako w y b u c h u energii, który stawia nas twarzą
w twarz z nieznanym.
W m o i c h przedstawieniach zawsze dążyłem do wy¬

Dzieci Ciszy

wołania Nieładu w umyśle i zmysłach szczególnego wi¬
dza. Chciałbym wstrząsnąć jego n a w y k a m i przewidy¬
w a n i a i oceniania, doprowadzić go do emocjonalnego

Rozważania
o czterdziestoleciu O d i n Teatret

drżenia i wywołać zdumienie.
W i d z , o którym mówię, nie jest obcym, nie trzeba
go przekonywać a n i zdobywać. Przede wszystkim mó¬
wię t u o sobie. K t o k o l w i e k reżyseruje przedstawienie,
jest także jego widzem. Nieład (wielką literą) może

Tajemnemu ludowi — przyjaciołom

Odin

Teatret

być bronią l u b lekarstwem przeciwko nieładowi, który
zalewa nas, zarówno wewnątrz, j a k i na zewnątrz.
W i e m , że nie istnieje m e t o d a wywoływania Nieła¬
d u w w i d z u . Jednak wierzę, że mogę się do tego zbliżyć
poprzez szczególny rodzaj samodyscypliny. Oznacza to

M

porzucenie p o p r a w n y c h i rozsądnych sposobów rozwa¬
żania wartości, zasadności i celów naszej pracy. To jest

oje reakcje są często takie same j a k pięćdzie­

postawa, której n i k t nie może n a m narzucić a n i przy¬

siąt lat t e m u . „Popatrz na tego starszego czło­

znać.

w i e k a " - mówię sobie, obserwując mężczyznę

Wiąże się ona z wyzwoleniem i , tak j a k każde wy¬

koło czterdziestki. I zaraz śmieję się z siebie, zdając so¬

zwolenie, jest źródłem bólu.

bie sprawę, że o n m a tyle lat, co mój teatr i był dziec¬
k i e m , gdy ja już zacząłem myśleć, że moje najnowsze
przedstawienie będzie o s t a t n i m .

Polana

Chce m i się śmiać również wtedy, gdy O d i n Teatret
gra w n o w y m mieście i spotykamy młodych ludzi, k t ó ­

Polana znajduje się zaledwie k i l k a kilometrów za

rzy znają nas z książek. Myślą, że jesteśmy tylko roz¬

miastem. Przed c h a t ą zebrała się garstka mężczyzn

działem w h i s t o r i i teatru, więc nasze n i e n o r m a l n e

i kobiet. Należą do klasy z d o m i n o w a n y c h i wykorzy¬

trwanie zaburza i c h sposób rozumowania.

stanych w kolonialnej A f r y c e w połowie X X w i e k u .

Kości bolą, wzrok słabnie, a praca dwadzieścia go¬

Zgromadzenie jest tajne i zabronione. Wygląda to

dzin na dobę męczy o wiele bardziej niż kiedyś. M i m o

j a k spisek, ale n i m nie jest, bo karabiny, tak j a k w te¬

to, jakaś bezsensowna siła zdaje się utrzymywać przy

atrze, są nieprawdziwe. A l e to nie jest teatr. M i m o to

życiu moją potrzebę robienia teatru. W i e l e powodów

c i ludzie przebierają się i przemieniają się w postacie.

skłania m n i e do k o n t y n u o w a n i a pracy. I c h syntezę da

Porzucają swój codzienny sposób mówienia i chodze¬

się ująć w j e d n y m zdaniu: rzemiosło teatralne jest m o ­

nia i zachowują się inaczej. Udają. Czy to jest zabawa?
Traktują to poważnie. W p o t o c z n y m r o z u m i e n i u do¬

ją ojczyzną, a H o l s t e b r o - m o i m d o m e m .
I o t o jestem, świętuję czterdziestolecie mojego te¬

puszczają się wykroczenia i okrucieństwa. N a środku

atru, pracuję n a d przedstawieniem o Hansie Christia¬

polany, w dużym g a r n k u gotują psa, a p o t e m jedzą je¬

nie Andersenie i jego baśniach. M a m prawie siedem¬

go mięso, które stanowi dla n i c h przedmiot tabu.
Przemienieni ludzie są opętani, ale nie przez bogów

dziesiąt lat, więc ludzie uznają, że dziecinnieję.
Ja też chciałbym napisać baśń. Opowiadałaby ona

swojej przeszłości. Zamiast bóstw tradycyjnych obja¬

o dwóch braciach, dzieciach Ciszy, którzy podróżują

wiają się obecni mistrzowie: burmistrz miasta, szef po¬

po świecie, jeden jako cień drugiego. Robią wrażenie

l i c j i i damy europejskiej klasy wyższej w państwie ko¬
l o n i a l n y m . Przez k i l k a godzin Afrykańczycy nie są

chuliganów, a i c h i m i o n a m i są: Nieład i Błąd.

podporządkowani białym, którzy rządzą n i m i na co
dzień. Ucieleśniają i c h i przez opętanie przywłaszczają

Nieład

sobie na chwilę i c h życie i los.
Wydają się obłąkani i wyzbyci k o n t r o l i . Europej¬

W o s t a t n i c h latach, gdy mówię o rzemiośle teatral¬

czyk, który filmuje protagonistów rytuału, uważa i c h

n y m , coraz częściej używam słowa „Nieład", zdając so¬

j e d n a k za mistrzów i nazywa „szalonymi mistrzami":

bie sprawę, że rodzi to nieporozumienia. Nieład ma

używa dwóch rozbieżnych słów usiłujących zdefinio¬

dla m n i e d w a przeciwne znaczenia; r o z u m i e m go albo

wać Nieład.

jako b r a k l o g i k i i rygoru charakterystyczny dla bezsen¬

D o p o n o w n e g o obejrzenia kadrów f i l m u sprzed

sownych i chaotycznych prac; albo jako logikę i rygor,
które wywołują w w i d z u stan oszołomienia.

pięćdziesięciu lat ukazujących opętanych

Powinie­

ludzi

na

afrykańskiej polanie skłonił m n i e n i e d a w n o artykuł

n e m używać w t y m celu dwóch różnych słów. Zamiast

w gazecie. Podstęp wyobraźni i pamięci sprawił, że

tego posłużę się sztuczką ortograficzną - małą i wielką
128

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

w m o i c h myślach pojawiają się i n n i nieżyjący mistrzo­

N a wiadomość o śmierci Jeana Roucha, tego mi¬
strza Nieładu, zastanawiam się: czy jego szaleni mi¬

wie, drodzy m i i zawsze bliscy.

strzowie mówią też coś o m n i e , mojej historii, m o i c h
wymyślonych t e a t r a l n y c h przodkach? Jakie łańcuchy

Szaleni mistrzowie

m y chcemy zerwać?
N i e w i e m , j a k to wytłumaczyć, ale coś niewypo¬

W nocy ze środy 18 na czwartek 19 lutego 2004 r o ­

wiedzianego, prawie wstydliwego skłania m n i e do roz¬

k u zmarł w w y p a d k u samochodowym w Nigrze, sześć­

poznania k i l k u szalonych i opętanych mistrzów wśród

set kilometrów o d N i a m e j , Jean R o u c h . Był czołową

artystów t e a t r u z przeszłości.

postacią francuskiego k i n a , j e d n y m z ojców N o w e j Fa­
l i . Nazywano go le maître du Desordre, mistrzem Nieła­
d u . Pięćdziesiąt lat t e m u , na peryferiach A k r y , stolicy
Ghany, w t e d y k o l o n i i brytyjskiej, nakręcił Les

Cisza

maîtres

fous. Ten etnograficzny f i l m dokładnie pokazał jedną

G d y myślę o skrajności myśli przywódców teatral¬

z sytuacji, w której ciału i myślom ciągle boleśnie cią¬

nej r e w o l t y X X w i e k u , poczynając o d Stanisławskiego,

żyły łańcuchy, a męczarnie mieszały się z Nieładem

stają się o n i dla m n i e maîtres
W

w dążeniu do wyzwolenia.

fous.

atmosferze estetycznej,

technicznej i ekono¬

micznej odnowy, stawiali pytania, które były tak ab¬

F i l m R o u c h a dawał świadectwo innej racjonalno¬
ści, podziemnej i w y w r o t o w e j . Zafascynował Jeana

surdalne, że spotykali się z obojętnością i d r w i n a m i .

Geneta, który napisał Murzynów,

Żarzący się rdzeń t y c h pytań opakowany był w dobrze

wywarł wpływ na

Petera Brooka i jego przedstawienie Marat/Sade

sformułowane, fachowe teorie i dlatego uznano je za

Pete¬

ra Weissa oraz towarzyszył rozważaniom Jerzego Gro¬

a t a k i na sztukę t e a t r u , albo „utopie", n i e w i n n i e dając

towskiego o aktorze. W europejskich kręgach teatral¬

do zrozumienia, że nie trzeba traktować i c h poważnie.

n y c h krążyły anegdoty i legendy o oddziaływaniu Les

O t o niektóre z t y c h rdzeni:

maîtres fous. Coraz częściej dyskutowano w t e d y o po¬

- szukać życia w świecie papier-mâché;

dobieństwach i różnicach między teatrem i rytuałem.

- pozwolić prawdzie wpłynąć w świat pozorów;

Niektórzy artyści o d k r y w a l i podtekst, który dzisiaj jest

- osiągnąć szczerość

więcej niż oczywisty: teatr może być polaną w sercu

-

poprzez udawanie;

przekształcić t r e n i n g aktora (jednostki, która

cywilizowanego świata, miejscem uprzywilejowanym,

przedstawia i naśladuje

w którym wywoływany jest Nieład.

w ścieżkę prowadzącą do integralności

l u d z i różnych o d siebie)
N o w e g o Czło¬

wieka.

Przenieśmy się na chwilę do Moskwy, gdzie ulice są
białe o d l o d u . Jednego z pierwszych d n i stycznia 1889

Niektórzy mistrzowie skrajności d o d a w a l i szaleń¬

r o k u A n t o n i Czechow napisał długi list do bogatego

stwo do szaleństwa. N i e umiejąc zrozumieć, że te „uto¬

wydawcy i literata Alieksieja S. S u w o r i n a . Czytając

p i e " są nieosiągalne, zrealizowali je.

go, czuję t e n sam parzący smak cierpienia i zarozu¬

Wyobraźmy sobie dzisiaj artystę, który stara się

mialstwa, który pamiętam z afrykańskiej polany: pie¬

o grant M i n i s t e r s t w a K u l t u r y na badanie Prawdy po¬

kącą agonię wyzwolenia. Z surowym realizmem Cze¬

przez teatr. A l b o rektora szkoły teatralnej, który pisze

c h o w antycypuje napięcie i uniesienie

uczestników

w jej programie: uczymy t u aktorstwa w celu stworze¬

tamtej ceremonii, opisując człowieka, „który k r o p l a

nia N o w e g o Człowieka. A l b o reżysera, który wymaga

po k r o p l i wyciska z siebie n i e w o l n i k a " .

o d swoich aktorów biegłości w tańcu, który byłby od¬

T y m człowiekiem nie jest były n i e w o l n i k afrykański,

zwierciedleniem h a r m o n i i sfer niebieskich. U z n a n o by

ale w i e l k i i sławny pisarz rosyjski, syn chłopa pańszczyź¬

i c h za wariatów. Dlaczego więc historycy t e a t r u piszą

nianego. M i m o względnego k o m f o r t u , który go otacza,

0 Stanisławskim, Copeau i A p p i i tak, jakby i c h szalo¬

rozpoznaje w sobie rany po niewidzialnych łańcuchach.

ne pytania były szlachetnymi u t o p i a m i i o r y g i n a l n y m i

W i e l o k r o t n i e dostawał razy o d swojego ojca i nauczy¬

teoriami?

cieli, którzy uczyli go szacunku dla hierarchii, całowania

Dzisiaj w i c h p o z o r n y m szaleństwie można bez tru¬

rąk popów, naginania się do o p i n i i i n n y c h i okazywania

d u dostrzec sensowną reakcję na prądy epoki, która

głębokiej wdzięczności za każdy otrzymany o k r u c h . Wy¬

zagrażała i s t n i e n i u t e a t r u . W oszołomieniu,

rósł na młodzieńca, który dręczył zwierzęta i lubił obia¬

strzowie Nieładu w p r o w a d z i l i do t e a t r u swojego czasu,

dy z bogatymi k r e w n y m i ; stał się hipokrytą w stosunku

łatwo dziś rozpoznać wnikliwość, spójność i inteligen¬

które mi¬

cję. O d r z u c i l i stary porządek, wywrócili hierarchie,

do Boga i ludzi, bo był świadomy własnej nicości.
Czechow, który przyznaje się do zmagań z własny¬

d o k o n a l i sabotażu sprawdzonych k o n w e n c j i k o m u n i ¬

m i ł a ń c u c h a m i i poczuciem nicości, jest p r z e n i k l i w y m ,

kacyjnych między sceną i widownią, odcięli pępowinę

wrażliwym i a u t o i r o n i c z n y m pisarzem cywilizowanej

l i t e r a t u r y i płytkiego realizmu. B r u t a l n i e ogołocili te¬

Europy. Jego słowa są powściągliwe. A l e i c h opanowa­

atr i zredukowali go do jego esencji. Za uzasadnienie

nie k a r m i się t y m samym Nieładem, który odżywia

służył i m paradoks: tworzyli przedstawienia, które by¬

działania podczas afrykańskiej ceremonii, niepokojące

ły niewyobrażalne w swojej skrajności, oryginalności

i dla naszych oczu niepowściągliwe.

1 artystycznym w y r a f i n o w a n i u po to, aby zaprzeczyć, że
129

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

teatr jest tylko sztuką. Każdy z n i c h , s w o i m i słowami,

szy, która zakuwa nas w łańcuchy i zwiększa strach, ale

podkreślał, że powołaniem t e a t r u jest zerwanie intym¬

czujemy, że ona może nas poprowadzić j a k szalony

n y c h , zawodowych, etycznych, społecznych,

mistrz na afrykańskiej polanie.

religij¬

n y c h i k u l t u r o w y c h łańcuchów.

Samodyscyplina, która jest j e d n y m z warunków re¬

Przywykliśmy czytać historię t e a t r u współczesnego

alizowania Nieładu w m o i m umyśle jako widza, rodzi

o d k o ń c a . Zaczynamy nie o d żarzących się rdzeni py¬

się ze skrzepu ciszy. M a t a k swoistą naturę, że gdy od¬

tań i obsesji mistrzów Nieładu, ale o d sensu l u b poezji

czuwam pierwsze symptomy, nie rozpoznaję i c h . Dla¬

i c h w y d r u k o w a n y c h słów. I c h teksty mają t o n autory¬

tego żadna metoda nie może zaprowadzić do Nieładu.

tarny i przekonujący. A l e na p e w n o każdy z n i c h prze¬

S ą przedstawienia, gdzie aktorzy, reżyser i widzowie

żył wiele nocy pełnych samotności i strachu, podejrze¬

znają opowiadaną historię. Są przedstawienia, gdzie

wając, że w i a t r a k i , z którymi walczy, są niepokonany¬

aktorzy i reżyser ją znają, a widzowie nie. Po l a t a c h

m i olbrzymami.

c h c ę stworzyć t a k i rodzaj przedstawienia, na początku

Dzisiaj widzimy i c h sportretowanych na malowni¬

którego a n i ja, a n i aktorzy nie p o t r a f i m y wyobrazić so¬

czych fotografiach: o i n t e l i g e n t n y c h , dobrze odżywio¬

bie historii, którą opowiadamy. M u s i m y odkryć nie

n y c h i ironicznie spokojnych twarzach, j a k Stanisław¬

tylko jak, ale także co opowiadamy. Jedynie przedsta¬

ski; przywodzących na myśl żebrzących królów, jak A r ¬

wienie, które powołamy do życia, może

t a u d ; d u m n y c h i świadomych swojej intelektualnej

ukazać to, co chcieliśmy powiedzieć.

częściowo

wyższości, jak Craig; wiecznie zachmurzonych i wojow¬

W t e n sposób, zdając sobie sprawę z ryzyka, gubię

niczych, jak M e y e r h o l d . W żadnej z t y c h jasnych po¬

się i odnajduję się p o n o w n i e . Wykorzystuję dwie kon¬

staci nie da się odnaleźć niemożności zapomnienia czy

trastujące siły: z jednej strony, u f a m m o j e m u długiemu

zaakceptowania własnych niewidzialnych łańcuchów.

doświadczeniu zawodowemu, z drugiej próbuję unie¬

N i e domyślamy się, że i c h skuteczność wyrasta częścio¬

ważnić to doświadczenie, tworząc chaotyczne i uciąż¬

w o z wysiłku wyrwania się ze stanu bezsilnej ciszy.

liwe w a r u n k i pracy. C h c ę sparaliżować p e w n i k i mojej

Sztuka, która jest zdolna wywoływać stan

wiedzy, rozbroić manieryzm m o i c h odruchów i ponow­

oszołomie¬

pierwszy raz; ożywiając moje umiejętności

nia i w t e n sposób nas zmieniać, zawsze skrywa sferę ci¬

nie przeżyć

szy, która ją stworzyła. Myślę, że t e n rodzaj ciszy nie jest

w oszołomieniu wobec sytuacji, której nie kontroluję.

wyborem, ale stanem doświadczonym jako amputacja.

Takie przedsięwzięcie jest w y k o n a l n e tylko z a k t o r a m i

Ta cisza tworzy p o t w o r y : niską samoocenę, przemoc

O d i n Teatret, których silne osobowości były tempero¬

wobec siebie i i n n y c h , ponure lenistwo i bezowocny

wane podczas tego paradoksalnego poszukiwania: wie¬

gniew. Czasami jednak ta cisza odżywia Nieład.

my jak szukać,

ale jeszcze nie wiemy, czego szukamy.

Doświadczenie Nieładu nie dotyczy kategorii este¬

Muszę zrobić nowe przedstawienie. Pierwszy wysi¬

tycznych. Pojawia się, gdy n a d rzeczywistością bierze gó¬

łek polega na umiejętności stworzenia stanu zbiorowej

rę inna rzeczywistość:

w świecie geometrii płaskiej ciało

inkubacji, który zaczyna się o d „czarnych dziur". Mogą

stałe spada. Tak jak wtedy, gdy niespodziewanie, jak bły¬

to być dwa lub trzy różne teksty, jakieś zniewalające hi¬

skawica, śmierć uderza w ukochanego, albo gdy w ułam¬

storie, rozbieżne pytania albo sprzeczne tematy zesta¬

k u sekundy nasze zmysły rozpalają się i uświadamiamy

wione razem. A k t o r z y i ja pozwalamy t y m „czarnym

sobie, że jesteśmy zakochani. A l b o wtedy, gdy w Norwe¬

dziurom" oddziaływać na nas przez wywołanie strumie¬

gii pogardliwie nazywano mnie - świeżego emigranta -

nia pomysłów, wspomnień, duchów, skojarzeń, wyda¬

„makaroniarzem" i zatrzaskiwano przede mną drzwi.

rzeń biograficznych lub wymyślonych i faktów histo¬
rycznych. Poprzez improwizacje i świadomą kompozy¬

G d y Nieład uderza w nas, w życiu i w sztuce, bu¬
dzimy się nagle w świecie, którego już nie rozpoznaje¬

cję dajemy t e m u wewnętrznemu s t r u m i e n i o w i anato¬

m y i jeszcze nie wiemy, j a k się do niego przystosować.

mię - system nerwowy, dynamiczny i dźwięczny tempe¬
r a m e n t w formie działań fizycznych i w o k a l n y c h . Pod¬
czas prób p o d d a m y t e n materiał sceniczny maceracji,

Polana w zamęcie

wymieszaniu i destylacji, dopuszczając czasami, aby po¬
jawiły się sensoryczne, melodyczne, rytmiczne, skoja¬

K i e r u n k i artystyczne są zawsze i n d y w i d u a l n y m i

rzeniowe i intelektualne związki, których nie można

ścieżkami, które usiłują uciec o d zastanych mechani¬

było przewidzieć: coś, co na początku

zmów, tras i rozwiązań. Trzeba odkryć własną orga¬

zignorowaliśmy.

T e m u procesowi nieustannie zagrażają niepewność

niczność, która jest naszą „potrzebą". To, czy te ścież¬

i obawa. Mijają d n i i tygodnie, a m y czujemy się j a k

k i oddychają i utrzymują się przy życiu, zależy o d oso¬

rozbitkowie na m o r z u rozbieżnych propozycji, dziw¬

bistej samodyscypliny.

n y c h możliwości, niedorzecznych scen i kierunków:

Samodyscypliny nie da się pogodzić z dobrowol¬

zamęt.

n y m przestrzeganiem n o r m wymyślonych przez in¬

Posuwam się do przodu skokami, za p o m o c ą

skojarzeń,

n y c h . Powtarzam: polega ona na porzuceniu oczywi¬

niespójnych

wyborów,

nieporozumień

i przypadkowych ingerencji. Podejmuję decyzję, nie

stych i sensownych sposobów uznawania wartości, ce¬

wiedząc dlaczego, a moja i n t u i c j a często nie bierze

lów i m o t y w a c j i naszego rzemiosła. Oznacza także siłę

w t y m udziału. Prowadzą m n i e zmęczenie i upór.

umysłu potrzebną do oddania się tej wewnętrznej c i 130

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

Z czasem doszedłem do swoistej poufałości z m o i m

stycznym to n o r m a l n a praktyka. Ileż to razy przygoto¬

sposobem myślenia, c h w y t a n i a myśli, które przekła­

wując przedstawienie pogrążam się w zamęcie i odkry¬

d a m na słowa sobie i m o i m towarzyszom. O d r u c h o w o

w a m , że jestem na złej drodze. Zamęt i dezorientacja są

w i e m , które drogi prowadzą donikąd, a które, przeciw­

nieprzyjaciółmi, których trzeba pokochać.

nie, zaprowadzą m n i e do d o m u . Podążam

przeczu­

Uczono m n i e : życie jest snem. To nieprawda. Zycie

ciami. Przepowiadam d o m wiatrów, który po o m a c k u

jest baśnią. Jest światem czystej anarchii, gdzie ci, któ¬

budujemy.

rzy uparcie próbują zwyciężać, kierując się w walce

za

Ten sposób postępowania nie jest d o b r y m przykła¬

rozsądkiem, przegrywają. A ci, którzy zachowują się

d e m do naśladowania, szczególnie dla niedoświadczo¬

głupio, w zakończeniu odnajdują księżniczkę.

n y c h reżyserów, którzy mogą dać się zwieść przez

Świat baśni jest czystą anarchią, bo jest skoncen¬

szczęśliwy traf, przypadkowe odkrycia i nieoczekiwane

t r o w a n y na potrzebie zerwania łańcuchów. Baśń zrywa

rozwiązania, które pojawiają się podczas popełniania

kajdany, które skuwają opowieści ze światem, t a k i m

błędów i błąkania się, w trakcie pracowitego okresu

j a k i jest. Jednak ta wolność o k u p i o n a jest ryzykiem ar¬

prób.

bitralności. W ł a ś n i e dlatego baśnie są

K i e d y próbuję oprzeć się na bezpiecznych regu­

zamieszkane

przez potwory, cienie obdarzone a u t o n o m i c z n y m ży¬

łach, moja naiwność zostaje ukarana. Jeśli pogodzę się

ciem, kobiety i mężczyzn, którzy są półzwierzętami,

z koncepcją świata pozbawionego reguł, zapłacę za tą

mówiące t r u p y i żywe przedmioty, które myślą. To nie

naiwność niepowodzeniami, które są równie druzgo-

jest świat m i t u i wyobraźni. To jest świat zamętu. To

czące. Co znajduje się więc między regułami a i c h bra­

jest świat, który dzieci kochają, ale o n i c h nie kocha.

kiem? Między regułą a anarchią? Teoretycznie: n i c .

T a m dzieci masowo umierają, są obezwładnione i po¬

A l e p r a k t y k a uczy m n i e , że t a m jest coś, co jednocze¬

rzucone. Doświadczają nagiej rzeczywistości: niepoko¬

śnie łączy istotę reguły i istotę tego, co jest jej zaprze¬

j u i strachu przerywanych błyskami bezsensownej

czeniem.

sprawiedliwości.

To coś jest zazwyczaj nazywane błędem

Czego uczy m n i e czysta anarchia baśni?

i to o n po­

Jeśli zamęt zyskuje przewagę podczas prób, wszyst¬

maga m i wydostać się z zamętu. Rozpoznaję dwa r o ­
dzaje błędu: stały i płynny. Błąd stały może być zmie¬

ko staje się niewyraźne. Mgła uniemożliwia patrzenie

rzony, ukształtowany l u b zmodyfikowany, i traci w t e d y

w którąkolwiek stronę. A b y odzyskać orientację, usi¬

swoje właściwości: nieścisłość, nieporozumienie, nie¬

łuję skondensować t e n c h w i l o w y zamęt w błędy stałe,

dostatek i absurdalność. Może być przywrócony regu¬

które można poprawić i wykluczyć, przywracając sytu¬

le i zamieniony w ład.

acji ład.

Błąd płynny nie może być u c h w y c o n y a n i oszaco¬

Jednocześnie muszę wiedzieć, j a k rozpoznać błędy

wany. Jest j a k p l a m a w i l g o c i za ścianą. W y j a w i a coś, co

płynne, które przeniosą m n i e do miejsc, których sobie

przychodzi z daleka. Widzę, że dana scena jest „zła",

nie wyobrażałem. N i e chciałem t a m iść albo nie wie¬

ale jeśli jestem cierpliwy i nie robię natychmiast użyt¬

rzyłem, że jest to możliwe.

k u z mojej inteligencji, zdaję sobie sprawę, że tej sce¬

Gdyby rzeczywiście baśnie mogły uczyć, musiałbym

n y nie trzeba poprawiać, ale za nią podążyć. W ł a ś n i e

przyznać, że przede wszystkim udowadniają, że błąd

dlatego, że jest ona w tak oczywisty sposób zła, podej¬

może być błogosławieństwem. Głupota albo roztar¬

rzewam, że nie jest po prostu głupia, ale wskazuje

gnienie protagonisty, ktoś wzięty za kogoś innego,

boczną drogę, która prowadzi nie w i a d o m o dokąd.

przedłużający się sen, m a r t w a w r o n a , którą włożyłeś
do kieszeni, są często przesłankami i w a r u n k a m i nie¬

N a j t r u d n i e j jest opanować sztukę przylgnięcia do
błędu

zamiast natychmiastowego p o p r a w i a n i a

spodziewanego szczęśliwego zakończenia.

go,

Czy istnieje sztuka błędu? Teraz, po czterdziestu la¬

w t e d y można odkryć, gdzie nas t e n błąd przeniesie.
Ta zdobyta cicha wiedza jest pogrzebana we m n i e ,

tach z O d i n Teatret, jestem skłonny twierdzić, że są

w m o i m systemie n e r w o w y m , w mięśniu mojego serca.

błędy, które zwiększają zamęt i błędy, które wyzwalają.

N i e można jej nauczyć a n i przekazać jako metody, któ¬

Oczywiście wierzę w inspirację, n a t c h n i e n i e , głos mu¬

rą da się sformułować i zastosować. Każdy z nas, złapa¬

zy, ddimon, duende czy anioła stróża. A l e więcej wiary

ny w zamęcie, ślepnący i zbaczający ze szlaku, walący

m a m dla błędów, które wyzwalają, jeśli jestem na tyle

głową w swoją własną ciszę i samotność, musi wystawić

zręczny, aby je przewidzieć i podążyć za n i m i . To są

na szwank zawodową pewność i odgadnąć, gdzie otwo¬

znaki, które odrywają się o d ciszy. Pochodzą z tej czę¬
ści mojego wnętrza, którą ignoruję. Uważam je za

rzyć szczelinę swojemu szczególnemu Nieładowi.

przesłanie, które powierzył m i szalony mistrz.

Anarchia baśni i sztuka błędu

Materiał organiczny

Nieład niczego nie b u d u j e . Czasami jest wyjątkowo
nieprzyjemny, ale pomaga zerwać łańcuchy.

Wszystko to obejmuje całe ciało, nie tylko mięso

Uczono m n i e : kochaj swoich nieprzyjaciół. W życiu

i kości, ale mięśnie, nerwy i złożone relacje między or¬

codziennym jest to specjalność świętych. W życiu arty-

ganami, krążenie k r w i i zakończenia nerwowe. Ciało
131

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

przypomina myśl dokładnie dlatego, że jest organi-

Dzisiaj jest dla m n i e jasne, że: teatr stanowi cenne

z m e m - d u c h e m : ciałem-umysłem.

narzędzie, za p o m o c ą którego można dokonać podboju

Z tego p o w o d u materiał organiczny, który stwarza

t y c h obszarów świata, które wydawały się poza m o i m

teatr, wraz z p r o m i e n i o w a n i e m , które wydziela, był za¬

zasięgiem. Można się wedrzeć zarówno na nieznany te¬

wsze moją pasją. U w i e l b i a m pracować n a d t y m żywym

r e n wertykalnej czy duchowej rzeczywistości człowie¬

materiałem, po to, aby snuć ciche rozmowy z ludożer¬

ka, j a k i w przestrzeń horyzontalną relacji międzyludz¬

c a m i - widzami, którzy mają potrzebę pożerania swo¬

k i c h , kręgów społecznych, władzy i p o l i t y k i , właściwą

i m i zmysłami. Lubię za p o m o c ą tego materiału otwie¬

dla kleistej codzienności tego świata, który zamieszku¬

rać f u r t k i , które natychmiast się za m n ą zamkną, po¬

ję i do którego nie chcę należeć.

zwalając m i i m o i m a k t o r o m pozostać w przejściu.
Podczas mojego

Dzisiaj nadal jestem oczarowany f a k t e m , że teatr
od

dostarcza narzędzi, sposobów i alibi dla p o d b o j u obsza¬

czasu do czasu nieoczekiwane zderzenia z rzeczywisto¬

rów d w u w y m i a r o w e j geografii: t y c h , które są wokół

ścią teatralną, która zasiewała we m n i e oszołomienie.

m n i e i tych, wokół których ja jestem. Z jednej strony

Brechta/Gorkiego w Berliner Ensemble, długa

świat zewnętrzny z jego regułami, jego bezkresem, nie¬

Matka

t e r m i n o w a n i a przeżywałem

n o c kathakali w K e r a l i i Książę Niezłomny

Grotowskie¬

go pozostały nieusuwalnie wyryte w m o i m

zrozumiałymi i kuszącymi obszarami, złem i chaosem;

mózgu

z drugiej świat wewnętrzny z jego k o n t y n e n t a m i i oce¬

i szpiku.

anami, pofałdowaniami i żyznymi t a j e m n i c a m i .

Podobnie, niespodziewanie i m i m o w o l n i e doświad¬

Czym jest t r e n i n g m o i c h aktorów, jeśli nie mostem

czałem i ciągle doświadczam Nieładu w pracy z m o i m i

między t y m i d w o m a skrajnościami: w d a r c i e m się do

a k t o r a m i . O d samego początku niektóre f o r m y i c h

maszyny ciała i o t w a r c i e m na w y b u c h energii, który

działań fizycznych i w o k a l n y c h , nieustannie powtarza¬

rozrywa ograniczenia ciała?

ne i dopracowywane, przenosiły w inną rzeczywistość

Teatr może być rzemiosłem p o d b o j u , pływającą wy¬

istnienia.
Sam

spą sprzeciwu, polaną w sercu cywilizowanego świata.
byłem

tego

świadkiem:

gęstsze,

W

jaśniejsze

rzadkich i szczególnych przypadkach, teatr jest

i bardziej rozżarzone ciało niż nasze ciała, wynurza się

wzburzonym Nieładem, który wstrząsa m o i m i nawyka¬

w przestrzeni teatralnej z jakiegoś innego miejsca, któ¬

m i doświadczania przestrzeni i czasu i , przez oszoło¬

rego nie u m i e m wskazać. N i e zważając na dobry czy

mienie, zmusza m n i e do odkrycia innej części m n i e sa¬

zły smak, to ciało-w-życiu wdziera się, dzięki połącze¬

mego.

n i u przypadku i rzemiosła albo z p o w o d u nieprzewi¬
dzianego zdarzenia w obrębie dokładnie skonstruowa¬

Przełożyła

nego p l a n u .

132

Zofia

Dworakowska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11008" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10986">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b9b290831f0d1050267d629f5b608413.pdf</src>
        <authentication>c4ef7c4eff1800fed08823ed11d31d14</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131257">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2419</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131258">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131259">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2245</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131260">
                <text>Czterech widzów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131261">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.7-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131262">
                <text>Barba, Eugenio</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131263">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131264">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131265">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131266">
                <text>Czterech widzów
Eugenio Barba

Maturalne granice
Natura teatru jest efemeryczna. Jakie można wyciągnąć
konsekwencje z tego prawdziwego, chociaż banalnego stwier­
dzenia?
Można poddać się tej efemeryczności. Można też, odwrot­
nie przeciwstawić się transcendentalnej naturze teatru. Ta
opozycja odkrywa istotę teatru, stanowi próbę poszerzenia
granic teatru, odrzucając jego z dawna ustaloną rolę w kul­
turze. A zatem: kwestionować teatr - tworząc go. Trzeba
zdawać sobie sprawę z tego, jak to czynić w procesie pracy,
która musi być, poza wszystkim innym,,.dobrze wykonana".
'Znaczenie rewolty można ukazać, nie nazywając jej tak, po
prostu przy pomocy profesjonalnych technik i działań.
„Efemeryczny" znaczy „trwający tylko jeden dzień". Ale
także „zmieniający się z dnia na dzień". Pierwsze znaczenie
ewokuje obraz śmierci; drugie zaś wiecznie zmieniający się
nurt wody, charakteryzujący bycie-w-życiu.
Przedstawienie jest efemeryczne, a nie teatr. Teatr bowiem
budowany jest z tradycji, konwencji, instytucji, zwyczajów,
z tego wszystkiego, co wytrzymało próbę czasu. Znaczenie tej
próby czasu jest tak duże, że nieraz hamuje pojawienie się życia
i zastępuje je rutyną. Rutyna jest jeszcze jedną z naturalnych
granic teatru. Jednak walka z efemeryczną naturą teatru nie
może być sprowadzana do ochrony tradycji. Nie polega też na
wysiłkach, by zakonserwować kształt przedstawień. Zarówno
film - „elektryczne cienie", jak go nazwali Chińczycy, ani
„elektroniczne cienie" nie zagrażają teatrowi. Ale stwarzają
groźną pokusę. Film bowiem i elektronika urzeczywistniają to.
co było nie do pomyślenia aż do tego wieku: możność
zachowania, w istocie bez zmian, przedstawienia. W ten
sposób zaciemniają świadomość tego, iż istota teatralnego
przedstawienia opiera się czasowi nie przez zamrożenie w zapi­
sie, ale przez proces transformacji. Ostateczną granicą tej

transformacji jest indywidualna pamięć poszczególnych wi­
dzów.
Ta nasza część, k t ó r a żyje na wygnaniu
Co to znaczy pracować, mając na uwadze widzów a nie
publiczność? Publiczność warunkuje sukces lub porażkę,
możemy to ująć w wymiarze szerokości. Natomiast widzowie,
w swym indywidualnym przeżyciu determinują wymiar głębi
- ich odbiór przedstawienia ma korzenie w pamięci in­
dywidualnej. Jest to ta część naszej egzystencji, która żyje na
wygnaniu, której ani my sami nie chcemy zaakceptować, ani
też inni (inni w nas); której stanowczo nie doceniamy. Niektóre
przedstawienia zaczynają drążyć w tym racjonalnie, moralnie
czy emocjonalnie istniejącym obszarze wygnania, mimo tego,
iż widz ich nie przyjmuje. Często dlatego, że ich nie rozumie,
bądź nie wie jak się do nich ustosunkować. Pozostaje jednak
w dialogu z pamięcią, którą owe przedstawienia zasiały w jego
duszy. Mówię o tym niejako reżyser, ale na podstawie swych
doświadczeń widza.
Konieczność rozróżnienia pomiędzy publicznością a widza­
mi wynika ze zrozumienia nieuniknionego faktu: nawet gdyby
kilka czy wiele reakcji mogło być takich samych, powszech­
nych (reakcji „publiczności"), prawdziwa wspólnota percepcji
jest niemożliwa. Można mówić o bliskości postaw, ale wynika­
jących z różnych pozycji. To zróżnicowanie jest nie tylko
źródłem trudności, ale może też stanowić drogocenne źródło
teatralnej energii. Zamiast próbować konstruować przed­
stawienie jako organizm przemawiający do wszystkich wi­
dzów tym samym głosem, można je tak pomyśleć, by się
komponowało z wielu głosów mówiących razem, bez potrzeby
tego, by każdy głos mówił do wszystkich widzów.
Przez kilkanaście lat przedstawienia Odin Teatret zawierały
fragmenty (czasami całe sekwencje) kierowane do tych, okreś­

li. 1. Mister Peanut v. Anabasis. Peru 1978

�lonych widzów, którzy - czuliśmy to - są nam bliscy i do
których się bezpośrednio odwoływaliśmy. Nie oznacza to, że
sekwencje te czy fragmenty mogą nie docierać do innych
widzów. Mamy do czynienia z tworzeniem splotu wydarzeń,
które są spójne na poziomie preekspresyjnym, precyzyjne
w rytmie dramatycznym i „węzłach" obrazów, mogących
wpłynąć na wzrost uwagi każdego widza. Działanie czy
sekwencje „żywe" i nienudne dla większości widzów, choć
niezrozumiałe w swej intencji, muszą zawierać jasną i zasad­
niczą wartość przynajmniej dla jednego widza.
Słowo „widz" nie odnosi się tylko do tych, którzy zgroma­
dzili się na przedstawieniu. Aktorzy i reżyser są poniekąd także
widzami: są oni czynni w tworzeniu przedstawienia, jednakże
nie są panami jego znaczeń.
Powoływałem się na przypadek ekstremalny. Mamy rozleg­
łą gamę możliwości pomiędzy tym przypadkiem, a jego
biegunem przeciwnym, gdzie wszystko musi być równie zro­
zumiałe dla maksymalnej liczby ludzi. Kiedy się staje na
pozycji badacza tej rozległej skali, przekroczyć trzeba bariery
języka, podziałów społecznych i kulturowych; poziomów
wykształcenia, i to nie dlatego, że przedstawienie jest uniwer­
salne i stwierdza coś, co mogą przyjąć wszyscy, ale dlatego, że
w pewnych chwilach przemawia do każdego, w innych nato­
miast przemawia różnie do każdego z osobna. Przedstawienie
..tańczy" nie tylko na poziomie energetycznym, ale także
semantycznym. To tańczą jego z n a c z e n i a , czasami otwar­
cie, innym razem sekretnie i w ukryciu, otwarte na wolne
skojarzenia nielicznych widzów, podczas gdy dla innych jest to
dwuznaczne i nierozpoznawalne.
Prawdziwa trudność nie zawiera się w zagwarantowaniu
obecności wielorakich głosów, ale w ochronie organicznej
integralności przedstawienia. Musimy dysponować techniką,
chroniącą przed fragmentaryzacją lub degradacją przedsta­
wienia do roli przekazu zakodowanego, obojętnego i mart­
wego dla widzów nie posiadających klucza.
Umożliwienie widzowi rozszyfrowania opowiadanej historii
nie znaczy jeszcze, iż jest on zdolny do odkrycia „prawdziwego
znaczenia", stwarza jednak warunki pozwalające na zadanie
pytań o to znaczenie. Mamy tu do czynienia z odkrywaniem
„węzłów" historii, tych punktów, w których zawierają się
skrajności.
Są widzowie, dla których teatr jest niezbędny, właśnie
dlatego, że przedstawia im nie rozwiązania, ale „węzły".
Spektakl jest początkiem dłuższego doświadczenia. Jest uką­
szeniem skorpiona, które powoduje, że się tańczy.
Taniec nie ustaje, kiedy opuszcza się teatr. Estetyczna
wartość i kulturowa oryginalność przedstawienia czynią żądło
ostrym. Ale jego drogocenna trucizna pochodzi z innego
miejsca.

nie intelektualnej zróżnicować publiczność. Podobnie lojal.
ność w stosunku do aktorów nie oznacza dbałości o ich sukc
zainteresowania krytyków, jednomyślność środowiska
ralnego.
Reżyser nie jest ..opiekunem". Wielu uważa go za ek:
ta-koordynatora. Inni traktują go jako rzeczywistego autor;
przedstawienia. Dla mnie, jest to raczej osoba znająca
drobniejsze realia teatru, eksperymentująca nad sposoba
zmiany oczywistych połączeń pomiędzy działaniem i jeg
znaczeniem, akcją i reakcją, przyczyną i skutkiem, międ
aktorem i widzem. Moją pracę kojarzę z Rabelais'owsk
obrazem umierającego z głodu psa, który upiera się. żeby gr
kość w nadziei przegryzienia jej i odkrycia wewnątrz, w j
wnętrzu „istoty bycia psem" - „une substantifique mouelle"'
Ta „istota bycia psem" zakłada głód, upór i technikę.
Porozmawiajmy o technice. Można powiedzieć: „reż
jest pierwszym widzem". Albo „jego zadaniem jest sterowa
uwagą widza poprzez działania aktorskie". Lecz o jakim wid
mówimy? Technika istnieje tylko wtedy, kiedy reżyser
pracować nad de-komponowaniem możliwych zachov
widza w podstawowych sytuacjach.
Bez wstępnej de-kompozycji nie można podążać w
znaczonym kierunku. Nie ma elementów, które by mogły i
siebie wzajemnie oddziaływać. Nie jest się w stanie postępów
metodą prób i błędów: żadna kompozycja nie jest mozliv
Jest to oczywiste, kiedy dochodzi do pytania o pracę
„tworzywem" przedstawienia. Proces prowadzący do osti
cznej jedności - w którym nie można już rozróżnić pomięd
rozmaitymi poziomami i oddzielnymi fragmentami - zacz
się właściwie od dekompozycji poszczególnych element
(scen, sekwencji, minisekwencji) i od różnicowania pozion
(działań aktora, wzajemnych relacji, działań fizycznych i j
sowych, czasu i przestrzeni spektaklu, montażu wizualnej
i głosowego). Nie mniej oczywistą wydaje się koniecz
solidnego podejścia do spraw relacji między teatrem a wid
zapewniając wielkość głosów, które mogą do niego prz
wiać.
Kiedy reżyser zapewnia, że jest „pierwszym widzem" pr
stawienia, nie powinien utożsamiać się, w swej prywat!
tożsamości, z tym obrazem („pierwszego widza"), lecz tri
tować go w pracy jako pomocne narzędzie. Inaczej narażaj
na niebezpieczeństwo arbitralnych rozstrzygnięć. Bywa, |
świadom tego ryzyka, wybiera reżyser drugą skrajność. Ko:
struuje intelektualnie domniemany model widza, oparte
obrazie publiczności, którą lubi lub której się najbard

Technika reżysera jako widza
Ciągle „robię teatr", ponieważ mogę zwracać się do widzów
szukających konfrontacji z czymś, co zostawia widoczny ślad
w tej ich części, która żyje na wygnaniu.
Te słowa są tylko i wyłącznie słowami, jeśli nie zostają
skonkretyzowane w precyzyjnych wskazówkach dla prak­
tyków teatru.
Podczas pracy nad przedstawieniem musi być moment,
w którym reżyser przechodzi na drugą stronę i staje się
przedstawicielem widza. Musi być wobec niego tak samo
lojalny, jak i wobec aktorów. Lojalność wobec aktorów polega
w zasadzie na stworzeniu warunków pozwalających im wy­
kreować postać w przedstawieniu bez całkowitego poddania
się żądaniom widzów. Lojalność zaś wobec widza polega na
tym, że nie traktuje się go protekcjonalnie, jako jednego
z wielu, jako „część publiczności", ale konstruuje przed­
stawienie tak, jak gdyby było ono zrobione t y l k o d l a
n i e g o , żeby szepnęło mu coś osobiście.
Dla reżysera lojalność wobec widzów nie oznacza troski
o ich zainteresowanie, podniecanie, zabawianie czy rozrusza­
nie. Oznacza stosowanie właściwych technik, by w płaszczyź-

8

к
w
II. 2, 3. Fragmenty z wystawianej ponad 350 razy „Księgi
Fot. Tony d'Urso

�p

obawia. Taki zabieg nie pozwala mu dostrzec w widzu
konkretnego partnera, którego mógłby poważnie traktować.
Technika, w której reżyser utożsamia się z widzem polega na
alienacji i utożsamieniu. Wyobcowuje się bowiem nie tylko
w stosunku do publiczności, ale i do siebie samego. Kiedy
jednak następuje utożsamienie różnorodnych i konkretnych
doświadczeń widza z tym, co mu w swej różnorodności
i konkretności daje przedstawienie, dochodzi do sytuacji
bycia-w-życiu.
Jest to technika indywidualna, chociaż jej zasady mogą być
przekazywane i podzielane przez innych.
Niezbędne jest by przyjąć za punkt wyjścia reakcje co
najmniej trzech widzów i zdawać sobie sprawę z tego, jak może
wyglądać reakcja czwartego. Tych czterech „podstawowych
widzów" to:
- dziecko, postrzegające działania dosłownie;
- widz, który sądzi, że nie rozumie, ale wciąga się w „taniec",
wbrew sobie;
- alter ego reżysera;
- widz czwarty, przenikający sens przedstawienia tak. jakby
nie należało ono do świata efemerycznego i fikcyjnego.
W każdej chwili przedstawienie musi mieć sens w oczach
każdego z tych czterech widzów. Na tym właśnie polega
technika reżyserska w tym podstawowym zakresie pracy, by
wiedzieć jak utożsamić się najpierw z pierwszym, a później
i kolejnymi widzami, by umieć przewidzieć ich reakcje,
wyobrażać sobie śmiech czwartego widza. Zadaniem reżysera
jest też takie zharmonizowanie tych czterech widzów, by to, co
jednym wywołuje reakcję, nie blokowało kinestatycznych
czy umysłowych reakcji pozostałych.
W ten sposób reżyser ustala skalę, w ramach której przed­
stawienie może zapuszczać korzenie w pamięci rozmaitych
'dzów. Każdy konkretny widz może być pomyślany jako
osobowość, w której cechy czterech podstawowych widzów
*ymieszane są w różnych proporcjach.
••Dziecko postrzegające działania dosłownie" nie może być
"wiedzione przez metafory, aluzje, wyobrażenia symboliczne,
cytaty, abstrakcje, sugestywne teksty. Obserwuje to. co jest
Prezentowane, a nie to. co jest reprezentowane. Jeśli Hamlet
być albo nie być, „dosłowne dziecko" widzi samotnego
^ ? ' którv mówi długo, nie czvniac przy tvm niczego
mteresującego.
Drugi widz nie myśli o zrozumieniu sensu przedstawienia.
akt
° k ' y°brazić. że nie zna on języka, którym mówią
SDr ^' ' '
Р
. ] fabuły. A jednak i on zdaje sobie
Piec ^ ^ ° ' P
J
--dobrze wykonana", szczegóły
z ied - ' ' ° P
- jak w dziele mistrza-rzemieślnika
mieri
' У kultur, w których nie istniało rozróżnienie
' sztuką a rzemiosłem. Przede wszystkim pozwala sobie
•^УС się na preekspresyjny poziom przedstawienia, aktor­
w

w

z

zn

Zemy S

fZ

e w

а П

Z

n

z

Г 0 7

z

C

o t w

e

t e

e

0 2 П а

e

r

с п

е

r a c a

a

c

o

w

a

e s t

n

e

ski taniec energii, rytm, który kształtuje przestrzeń i czas akcji.
Poddaje się przedstawieniu kinestetycznie. Jest pobudzony,
ponieważ przedstawienie spowodowało, że „tańczy" w swoim
krześle.
Widz. będący „alter ego reżysera", jest szczegółowo poin­
formowany o zawartości przedstawienia, tekście i wydarze­
niach, do których się odnosi, wyborach dramaturgicznych,
historiach życia postaci. Przedstawienie jest dla niego ob­
szarem, na którym śledzi bliską i odległą przeszłość, ożywia
nowe konteksty i niespodziewane wzajemne zależności. Jego
sposób widzenia penetruje tę żywą archeologię, przechodząc
od warstw zewnętrznych do najgłębszych. Musi być w stanie
rozpoznać każdy fragment, każdy szczegół, każdą mikroakcję,
w ograniczonej sumie własnej wiedzy, nasyconej informacją,
lecz obdarzonej nową energią, pobudzającą niezwykłe skoja­
rzenia umysłowe. Wszystko to, co dzieje się tu i teraz na scenie,
musi wywołać rezonans, który jest natychmiast przekształcany
w dźwięk po raz pierwszy usłyszany.
Tylko w taki sposób trzeci widz może ustosunkować się do
tego. co niesie przedstawienie, przechodząc od rozpoznania do
wiedzy, od informacji o doświadczeniu do doświadczenia
tegoż doświadczenia. Musi być zdolny każdego wieczoru do
świeżej percepcji przedstawienia, bez uczucia nudy, jakby
wędrował w obszarze „rozszerzonego umysłu", który za
każdym razem wyłania na powierzchnię nowe pytania i który
go konfrontuje z zagadką, która go niepokoi.
Tacy widzowie nie są czystą abstrakcją, lecz personifikac­
jami, które reżyser musi obdarzyć konkretnymi twarzami
i nazwiskami. Nawet jeśli nie są oni rzeczywistymi postaciami,
reżyser musi mieć zdolność utożsamienia się z nimi. Są to
personae (maski. role), które przybiera on w swej psychice, aby
wyjść poza swą tożsamość i swoje indywidualne, prywatne
refleksje widza.
Reżyser koncentruje się najpierw na jednym, później na
innym z tych naszych „podstawowych widzów", splata i do­
straja ich reakcje w taki sam sposób, w jaki splatał i stroił
działania aktorów.
Czwarty widz jest prawie niemy (...). Widzi to. czego żaden
widz nie może naprawdę zobaczyć: haft wyszyty na koszuli
postaci, niekonieczny, ponieważ skryty pod marynarką, lecz
wyhaftowany z tą samą troską, co haft wykonany po to, by go
wszyscy widzieli, ale ważny dla aktora i reżysera. Widzi, co
aktor czyni ze swoją lewą ręką. kiedy prawą pokazuje publicz­
ności. Dostrzega „dobrze wykonaną" pracę nawet wtedy, gdy
jest skrywana i rozpoznaje, kiedy aktor wykonuje ją powodo­
wany koniecznością przeniknięcia poza obszar oczekiwań
jakiegokolwiek widza.
Czwarty widz jest współpracownikiem, pomagającym nam
zanegować teatr przez „robienie go".
Tłumaczenie z angielskiej wersji programu Tcilaboi, Odin
Teatret (1989)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12823" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13367">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ceb7f36680a92a96a3d8128c37ac74af.JPG</src>
        <authentication>a136ca0fbee5588f622253a4fcd9070c</authentication>
      </file>
      <file fileId="13368">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/786032d0af1cd740e125dbb48ff3ef8d.JPG</src>
        <authentication>9e85eeaf46380ebf0d857f6bc06ddc8f</authentication>
      </file>
      <file fileId="13369">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5efa928632c531509a58695baadceb75.JPG</src>
        <authentication>871c861e1a53527df1e0452c718c2d80</authentication>
      </file>
      <file fileId="13370">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/38d75dfaf0fa009fd43c40fe590893dd.JPG</src>
        <authentication>3349ace39fb99b3d6f9815d5a5d809db</authentication>
      </file>
      <file fileId="13371">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5f2c7e6ab026407ffcb6292e1ebbdaf7.JPG</src>
        <authentication>2daf10ed5c1268e75d551b83671900c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="13">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="139457">
                  <text>Kolekcja fotografii Zygmunta Kłodnickiego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154116">
                  <text>Fotografie terenowe Zygmunta Kłodnickiego - kolekcja zawiera 1198 niepublikowanych zdjęć z badań terenowych (lata 1960-1987), syg. FNK (Archiwum PAE w Cieszynie). &#13;
zobacz także: https://paenew.us.edu.pl</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154284">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154285">
                <text>Zwyczaje obrzędowe ;  badania terenowe ; zapusty ; łódzkie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154286">
                <text>Chrzanowickie MISIE 2024&#13;
fotografie przedstawiają  MISIE - grupę przebierańców odwiedzającą domy w miejscowości Pudzików, Chrzanowice, urząd gminy w Gomunicach (powiat radomszczański, woj. łódzkie) w ostatni wtorek zapustów. Grupę stanowią młodzi mężczyźni (15 osób) w skład której wchodzą m.in.: Miś, Cyganka, Żyd, popielaty posiadający worek z sadzami, koza, diabły rogate, grajek&#13;
Kiedy: 13 luty 2024 r. (ostatni wtorek zapustów)&#13;
Gdzie: Chrzanowice, Pudzików, gm. Gomunice, powiat radomszczański&#13;
&#13;
</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154287">
                <text>Barbara Sitek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154288">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154289">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154290">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154291">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154292">
                <text>fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8087" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8067">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8ca5fbead21433226cb70e8f53632061.pdf</src>
        <authentication>34793cea0ae0344d009262a895a219ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96619">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5699</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96620">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96621">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96622">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5298</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96623">
                <text>Koncepcja zła w filmie "Eksperyment"/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96624">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr (1)19 s.111-122</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96625">
                <text>Barczyk, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96626">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96628">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96631">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96640">
                <text>Agnieszka

Barczyk

|

Kulturoznawca.filmoznawca. Absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego.

Koncepcja zła w filmie

Eksperyment.

Różnice między Stanfordzkim Eksperymentem Więziennym i jego filmową adaptacją
O d n a j m ł o d s z y c h lat człowiek jest ś w i a d o m y
istnienia dobra i zła. W czasie dorastania, dojrze­
wania utwierdza się w przekonaniu, że p o j ę c i a te
są tak wszechobecne, jak dwie grupy ludzi, którzy
dzielą się na tych dobrych i złych. Z d u m i e w a j ą c a
jest częstotliwość u ż y w a n i a słowa zło w dyskur­
sie medialnym. W mediach pojęcie to kojarzy
się z: wojnami, kryzysami gospodarczymi, pod­
w y ż k a m i , grzechami, ale także g w a ł c i c i e l a m i czy
pedofilami. Zło obejmuje zatem zarówno procesy,
syt uncje jnlc i pewne osoby. Obok pytania o to
czym jest, istotne wydaje m i się jeszcze jedno:
skąd się ono bierze? Okazuje się, że p y t a ń tych
nie m o ż n a rozgraniczyć g d y ż jedna o d p o w i e d ź
wynika z drugiej, przy czym ż a d n a z nich nie jest
jednoznaczna ani ostateczna.

1

W poniższym tekście zostały wykorzystane fragmenty
mojej pracy licencjackiej Sty sie bierz* zło w
JLieM
Koncepcja da wfiLe Paula Scheunnga pt. „Eksperyment"
napisanej pod opieką dr Ewy Ciszetskiej w Instytucie
Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego w 2012 r.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

1

Przedmiotem tego a r t y k u ł u staje s i ę zło
o g l ą d a n e z perspektywy psychologii s p o ł e c z ­
nej, a konkretniej: definiowane przez Philipa
Zimbardo w oparciu o w y n i k i Stanfordzkiego
Eksperymentu W i ę z i e n n e g o z 1971 roku. Przy­
bliżenie historii, przebiegu i w y n i k ó w d o ś w i a d ­
czenia przeprowadzonego przez Zimbardo staje
się punktem w y j ś c i a do przyjrzenia się koncepcji
zła zaprezentowanej przez Paula Scheuringa w fil­
mie pt. Eksperyment.
Celem a r t y k u ł u jest p o r ó w n a n i e Stanfordz­
kiego Eksperymentu W i ę z i e n n e g o z jego filmową
interpretacją, a w konsekwencji także - skonfron­
towanie d w ó c h koncepcji zła. Co łączy oba eks­
perymenty, a co je różni? Jakie rozumienie t y t u ł o -

�Agnieszka Barczyk

112

wego p o j ę c i a proponuje widzowi Scheuring? Czy
w obliczu ekstremalnej sytuacji dla l u d z k o ś c i i jej
człowieczeństwa nie ma żadnej nadziei? Niniejszy
tekst to p r ó b a odpowiedzi dotycząca wspomnia­
nych z a g a d n i e ń .

Stanfordzkiego Eksperymentu W i ę z i e n n e g o ) .
Warto zaznaczyć, że definicji t y t u ł o w e g o p o j ę c i a
zainteresowani nie o d n a j d ą jednak we wszystkich
s ł o w n i k a c h psychologii. N i e jest ona obecna
na przykład w Słowniku
psychologii pod redak­
cją n a u k o w ą Jerzego Siuty , Słowniku
psycholo­
gii Norberta Sillamyego (pojawiają się w n i m
takie pojęcia, jak: złość, złośliwość, z m ę c z e n i e ) ,
Słowniku
psychologicznym Józefa Pietera , Słow­
niku psychologii Arthura S. Rebera czy zbiorze:
Klucz do psychologii. Najważniejsze
teorie,
pojęcia,
postaci Julie Winstanley .
4

Czym jest zło?

5

Czym jest zło? To pytanie, które w pierwszej
chwili b u d z ą zdziwienie, a w drugiej - konsterna­
cję. O d p o w i e d ź na nie wydaje się banalna i oczy­
wista - a jednak trudno jej u d z i e l i ć . Werbalna
w s z e c h o b e c n o ś ć zła - p o c z y n a j ą c od codziennych
rozmów, poprzez baśnie, w k t ó r y c h zło zawsze
przegrywa z dobrem, a ż do dyskursu m e d i ó w
masowych, przyzwyczaiła ludzi do częstego uży­
wania tego terminu w różnych sytuacjach. Zazwy­
czaj nie z a s t a n a w i a j ą się o n i jednak nad wielością
znaczeń tego pojęcia.
Zło jest przedmiotem b a d a ń wielu różnych
dyscyplin naukowych. K ł o p o t l i w o ś ć jego zde­
finiowania wynika z wielopłaszczyznowości, na
jakiej może b y ć ono rozpatrywane. Czym i n n y m
jest zło w wymiarze filozoficznym, etycznym, reli­
gijnym, moralnym czy psychologicznym. Każdy
z tych w y m i a r ó w buduje swoje własne definicje.
W samej filozofii pojęciu zła p o ś w i ę c o n o setki
rozpraw i t r a k t a t ó w naukowych . Ciekawe jed­
nak, że nie zawsze m o ż n a je odnaleźć w filozo­
ficznych s ł o w n i k a c h .

6

7

8

W swojej pracy Dobro i zlo z perspektywy psy­
chologii społecznej
Arthur G. Miller podkreśla
w a r t o ś c i u j ą c y charakter dobra i zła, z w r a c a j ą c
j e d n o c z e ś n i e u w a g ę na t o , że trudno je zdefi­
n i o w a ć . „Zwłaszcza termin zlo m ó g ł b y w y d a ć
się konstruktem szczególnie niejasnym czy kon­
trowersyjnym, prawie że pozbawionym precy­
zji naukowej" - pisze. Okazuje się jednak, że
ta terminologiczna n i e j a s n o ś ć wcale nie prze­
szkadza badaczom t r a k t o w a ć zła jako głównego
p r z e d m i o t u naukowych z a i n t e r e s o w a ń . A b y
u d o w o d n i ć , jak wielu p s y c h o l o g ó w społecznych
p o r u s Z c i p r o b l e m a t y k ę zła w swoich pracach
M i l l e r wymienia m i ę d z y i n n y m i : Johna Darleya!
9

2

3

4

5

Przedmiotem tego tekstu jest zło o g l ą d a n e
z perspektywy psychologii s p o ł e c z n e j , dlatego
też właśnie takiemu u j ę c i u p o ś w i ę c o n e zostaje
n a j w i ę c e j uwagi ( p o d s t a w ą do zaprezentowa­
nia tej koncepcji staje się rekonstrukcja założeń
2

3

Filozofią zła zajmowali się między innymi: Platon, Św.
Augustyn, Gottfried Wilhelm Leibniz, Paul Ricoeur,
Konrad Lorenz, ks. Józef Tischner.
Dla przykładu: Słownik filozoficzny R. Laceya (Wy­
dawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1999) nie podaje de­
finicji zła, choć zajmuje się pojęciem zła wiara.

6

7

8

9

J. Siuta (red.), Słownik Psychologii, Wydawnictwo Zie­
lona Sowa, Kraków, 2005.
N . Sillamy, Słownik psychologii, tłum. K. Jarosz, Wy­
dawnictwo Książnica, Katowice 1994.
J. Pieter, Słownik psychologiczny, Wydawnictwo JMP
Ltd., Katowice 2004.
A. S. Reber, Słownik psychologii, tłum. I . Kurcz,
K. Skarżyńska, Wydawnictwo Naukowe Scholar,
Warszawa 2002.
J. Winstanley, Klucz do psychologii. Najważniejsze teo­
rie, pojęcia, postaci, tłum A. Wilkin-Day, PWN, Warszawa2008
A. G. Miller, Dobro i zło z perspektywy psychologii spo­
łecznej, tłum. V. Reder, Wydawnictwo WAM, K-aków
2008, s. 15.

BARBARZYŃCA

1(19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

113

Arthura G . Millera, Erwina Stauba czy Philipa
Zimbardo.

p r z y g o t o w u j ą c e u c z e s t n i k ó w do p e ł n i e n i a okre­
ślonej r o l i .

Stanfordzki Eksperyment
Więzienny

Wspomnianego 14 sierpnia 1971 roku, jak
relacjonuje autor eksperymentu:

14

W 1971 roku Philip Zimbardo p r z y g o t o w a ł
eksperyment, m a j ą c y na celu o d p o w i e d z i e ć na
pytanie o przyczyny zła w człowieku: -Moje zain­
teresowanie koncentruje się w o k ó ł tego, w jaki
sposób m o ż n a zwyczajnych ludzi z w e r b o w a ć ,
n a k ł o n i ć i s k u s i ć do z a c h o w a ń , k t ó r e m o ż n a
określić jako złe" - wspomina badacz. W e d ł u g
pierwotnego z a m y s ł u eksperyment m i a ł t r w a ć
dwa tygodnie, w rzeczywistości został przerwany
j u ż szóstego dnia .

studenci grający role więźnia przeszli realistyczne
aresztowanie przez zaskoczenie, przeprowadzone
przez policjantów
z Pało Alto, którzy
współpra­
cowali z naszym planem. Funkcjonariusz przy­
stępował do formalnego aresztowania, zabierając
„przestępców"
na posterunek policji celem spisania,
po czym każdy więzień był przewożony
do naszego
więzienia w zrekonstruowanej piwnicy
wydziału
psychologicznego -

10

15

11

Ta swego rodzaju „próba ogniowa ludzkiej
natury, w której dobrzy chłopcy zetknęli się ze
z ł e m " rozpoczęła się w niedzielę, 14 sierpnia
1971 roku o godzinie 9:55 rano . Eksperyment
został poprzedzony d ł u g i m i przygotowaniami.
Na początku umieszczono ogłoszenie w lokalnej
gazecie, na które odpowiedziało prawie stu chęt­
nych m i ę d z y osiemnastym a trzydziestym rokiem
życia. Z wszystkich o c h o t n i k ó w , stosując 3-113-lizę ż y c i o r y s ó w i szczegółowe wywiady, wybrano
d w a d z i e ś c i a cztery osoby, które spełniały kryteria
szeroko pojętej „ n o r m a l n o ś c i " : były zdrowe pod
w z g l ę d e m fizycznym i psychicznym nie posiadały
n a ł o g ó w ani kartoteki. Potem, w sposób losowy
przydzielono i m role s t r a ż n i k ó w lub w i ę ź n i ó w
Eksperymentu nie poprzedzało ż a d n e szkolenie
12

13

10

Opis zdarzeń związanych z sytuacją po areszto­
waniu Zimbardo przedstawia n a s t ę p u j ą c o :
Więźniowie,
z zasłoniętymi
oczami, eskortowani
są po kolei sprzed Jordan Hall, schodami w dół,
do naszego małego więzienia. Następnie
strażni­
cy nakazują im rozebrać się i czekać, stojąc nago
z rozstawionymi nogami i rękami opartymi o ścia­
nę. Muszą trwać w tej niewygodnej pozycji przez
dłuższy czas. W tym czasie strażnicy, ignorując ich,
zajmują się żmudnymi
obowiązkami
ostatniej
chwili, takimi jak pakowanie rzeczy należących
do więźniów,
urządzanie pomieszczeń
dla strażni­
ków, czy ustawianie łóżek w trzech cełach. Przed
otrzymaniem ubrania każdy z więźniów zostaje
posypany rzekomym proszkiem
owadobójczym,

P. Zimbardo, Psychologia zla z perspektywy sytuacyjnej,
tłum. V. Reder, [w:] I . G. Miller (rei); Dobro i zło
z perspektywy psychologii społecznej, Wydawnictwo
WAM; Kraków 2008, s 37

11

Ibid., s. 58.

12

Ibid., s. 58.

13

Rekonstrukcja piwnicy polegała na wiernym
odtworzeniu w i ę z i e n n e j rzeczywistości - zaczy­
n a j ą c od wystroju cel (pozbawienie ich okien,
kraty zamiast drzwi), poprzez stroje u c z e s t n i k ó w
projektu (odpowiednie dla w i ę ź n i ó w i odpowied­
nie dla s t r a ż n i k ó w ) , aż do rekwizytów, takich jak:
pałki czy ł a ń c u c h y na kostkach aresztowanych.

P. Zimbardo, Efekt Lucyfera, tłum. A. Cybulko et al.,
PWN, Warszawa 2008, s. 46.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

14

R Zimbardo, Psychologia zla. ..,op. cit., s. 58-59.

15

Ibid., s. 59.

�Agnieszka Barczyk

114

żeby pozbyć się wszy które mogłyby zalęgnąć się
w naszym więzieniu.
Bez jakiejkolwiek
zachęty
z naszej strony część ze strażników zaczyna robić
sobie żarty z genitaliów
więźniów, zwracając
uwa­
gę na mały rozmiar penisa lub śmiejąc się z nie­
równo zwisających jąder. To taka męska gra! .
16

Po tych zabiegach k a ż d y z w i ę ź n i ó w otrzy­
muje ubranie, gumowe klapki i łańcuch, k t ó r y zaczepiony w o k ó ł kostki - ma stale p r z y p o m i n a ć
o statusie u w i ę z i e n i a W i ę ź n i o w i e dostali także
koszulowe bluzy, na k t ó r y c h były naszyte numery
zastępujące ich imiona - miały cel identyfikacyjny
Strażnicy zaś „nosili uniformy w stylu wojskowym
oraz okulary o srebrnych, zwierciadlanych szkłach,
w z m a g a j ą c y c h efekt a n o n i m o w o ś c i " .
17

18

W a ż n y element w i ę z i e n n e j r z e c z y w i s t o ś c i
s t a n o w i ł y -przepisy instytucjonalne, które usu­
w a ł y i zastępowały imiona poszczególnych osób
numerami, w przypadku więźniów, lub t y t u ł a m i ,
w przypadku personelu (...) i z a p e w n i a ł y straż­
n i k o m sprawowanie kontroli nad w i ę ź n i a m i " .
Zaprezentowano je w i ę ź n i o m j u ż pierwszego
dnia. Owych s i e d e m n a ś c i e zasad wymienia Z i m bardo w swojej pracy Efekt Lucyfera 19

i szczegółowym odtworzeniu życia w prawdziwym
więzieniu - nie zapomnieli też o takich elementach
jak: odliczanie czy praca strażników w systemie
zmian trwających po osiem godzin.
Zdaniem Arthura G . Millera, „Zimbardo
koncentruje się na »osobie«, podkreślając psycho­
logiczne transformacje, jakie n a s t ę p u j ą w jedno­
stce, kiedy zostaje osadzona w rolach o k r e ś l o n y c h
przez s y t u a c j ę " . A zatem w opozycji do trady­
cyjnego podejścia, które m ó w i po prostu o „złych
ludziach", Zimbardo - jak sam pisze - koncen­
truje się na „zarysowaniu kilku podstawowych
u w a r u n k o w a ń z w i ą z a n y c h z p r z e m i a n ą dobrych
ludzi w s p r a w c ó w zła" . Zło przestaje zatem b y ć
cechą p r z y p i s y w a n ą konkretnym ludziom, lecz
staje się własnością z m i e n n ą - m o ż e w y s t ą p i ć
u każdego człowieka g d y ż jest funkcją sytuacji
Kontekst, k t ó r y narzuca ludziom role społeczne',
warunkuje ich d z i a ł a n i a jednocześnie posiada
p o t e n c j a l n ą zdolność do w y w o ł a n i a d r z e m i ą c y c h
w człowieku p o k ł a d ó w zła. Zimbardo u w a ż a że
człowiek nie jest istotą z natury złą lub dobrą,
bowiem
22

23

-

nie rodzimy się ze skłonnością do czynienia dobra
czy zła, ałe z umysbwymi matrycami każdego
z tych zachowań.
Mam na myśli to, że mamy
możliwość być lepszym lub gorszym
człowiekiem
niż ktokolwiek dotąd, możemy być bardziej twór­
czy i bardziej destruktywni, możemy uczynić
świat
lepszym lub gorszym miejscem niż był dotąd .

20

Wszystkie te elementy - uwiarygadniające obraz
eksperymentalnych w a r u n k ó w i w maksymalnym
stopniu upodabniające je do więziennych realiów
- miały -zapewnić wystarczający czas na ukształ­
towanie się norm sytuacyjnych oraz pojawienie
się, przemiany i krystalizację wzorców społecznej
interakcji" - tłumaczy Zimbardo. Dlatego orga­
nizatorzy eksperymentu skupili się na tak wiernym
21

16

P. Zimbardo, Efekt..., op. cit., s. 65.

17

Ibid., s. 65.

14

Dobro i zło nie są stałymi w ł a s n o ś c i a m i czy
p r z y m i o t a m i l u d z k i m i , lecz k o n s t r u k t a m i matrycami (jak pisze Zimbardo), które posiada
k a ż d y z nas. To sytuacja w p ł y w a na to, które
z tych k o n s t r u k t ó w zaczną d o m i n o w a ć w naszych
działaniach i zachowaniach w z g l ę d e m drugiego

18

P. Zimbardo, Psychologia zła..., op. cit., s. 59 -60.

19

Ibid., s. 59.

22

A.G. Miller, op. cit.,s. 22.

2 0

P. Zimbardo, Efekt..., op. cit., s. 68.

23

P. Zimbardo, Psychologia zła..., op. cit., s. 37.

21

P. Zimbardo, Psychologia zła..., op. cit., s. 58.

24

Ibid., s. 36.

BARBARZYŃCA

1(19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

115

człowieka - tak m o ż n a by s k o n d e n s o w a ć istotę
koncepcji zła p r o p o n o w a n ą przez Zimbardo.
O d eksperymentu przeprowadzonego w Stan­
ford minęło j u ż ponad czterdzieści lat, a jednak
ciągle cieszy s i ę on d u ż y m zainteresowaniem.
Jednym z jego p r z e j a w ó w jest strona internetowa:
www.prisonexp.org, k t ó r a powstała w grudniu
1999 roku. Strona ta
wykorzystując
archiwalny materiał filmowy
i czterdzieści dwie stronice slajdów (...), opowiada
o tym, co zdarzyło się w ciągu sześciu
pamiętnych
dni (...) eksperymentu. Witryna ta zawiera pod­
stawowe dokumenty, kwestie dyskusyjne, artykuły,
wywiady i mnóstwo innych materiałów
dla wy­
kładowców, studentów
i wszystkich zainteresowa­
nych wzbogaceniem swej wiedzy o eksperymencie
- a wszystko w pięciu
językach ^

gady i ptaki, aż do ssaków. Z d j ę c i a nie są przy­
padkowe, ich w y b ó r został starannie p r z e m y ś l a n y
- wszystkie p o k a z u j ą „mroczną" s t r o n ę ś w i a t a
zwierząt: w a l k ę , g o n i t w ę , ś m i e r ć . W przyrodzie
obowiązuje prawo silniejszego - drapieżca zabija
ofiarę, żeby przeżyć. Szybki m o n t a ż powoduje
p ł y n n e - n i e z a u w a ż a l n e prawie - przejście zdjęć
od prezentacji ś w i a t a zwierząt do ukazania ś w i a t a
ludzi: p o d p a l e ń , ulicznych zamieszek, morderstw.
To wszystko sprawia, że analogia m i ę d z y t y m i
dwoma ś w i a t a m i nabiera szczególnego wyrazu:
człowiek staje się po prostu kolejnym ogniwem
ł a ń c u c h a ewolucji. Scheuring j u ż na p o c z ą t k u
filmu stawia pytanie o to czy aż tak bardzo róż­
n i m y się od d r a p i e ż n i k ó w ? M o ż n a zatem stwier­
dzić, że Eksperyment to film z w y r a ź n a teza teza
którą reżyser będzie p r ó b o w a ł u d o w o d n i ć albo
obalić.

1

W kolejnych u j ę c i a c h poznajemy jednego
z g ł ó w n y c h b o h a t e r ó w filmu - Travisa Hunta,
k t ó r y znalazł się w t r u d n y m momencie ż y c i o w y m

D r u g i m przejawem zainteresowania jest podej­
mowanie tego tematu przez t w ó r c ó w filmowych.
Pierwszą próbą interpretacji eksperymentu prze­
prowadzonego przez Philipa Zimbardo w 1971
roku, podjął Ołiver Hirschbiegel w 2001 r o k u .
D z i e w i ę ć lat p ó ź n i e j swój obraz zrealizował Paul
Scheuring . Co ciekawe, oba filmy opierają się
na książce niemieckiego autora Mario Giordano
(1999). Stanfordzki Eksperyment W i ę z i e n n y
najpierw z a w ę d r o w a ł w i ę c do Europy (niemiecka
książka i jej adaptacja filmowa), by dopiero potem
trafić na ekrany a m e r y k a ń s k i c h k i n .

- na skutek likwidacji n i e p e ł n y c h e t a t ó w stracił
pracę. N a nowo o d n a l e ź ć sens życia p r ó b u j e m u
p o m ó c Bay - m ł o d a dziewczyna poznana podczas
ulicznej manifestacji. Bohaterka proponuje m u
p o d r ó ż do I n d i i . Przeszkodą okazują się pienią­
dze, a właściwie ich brak: „Taka p o d r ó ż byłaby
dość kosztowna, a na to mnie nie s t a ć " - m ó w i
Travis. Z p o m o c ą przychodzi m u zamieszczone
w gazecie ogłoszenie: „ P o s z u k i w a n i ochotnicy
do eksperymentu. D w a tygodnie. N i e

Narodziny zła

gane ż a d n e d o ś w i a d c z e n i e . Bezpieczny. 1000 $

26

27

28

wyma­
dziennie".
F i l m Paula Scheuringa rozpoczyna s i ę o d
Podczas testów szef projektu przeprowadza
zrealizowanych w dokumentalnej poetyce zdjęć,
wywiady z potencjalnymi uczestnikami. Inte­
które p r z e d s t a w i a j ą świat przyrody. Ich bohate­
resują go: podstawowe dane, relacje z rodziną,
rami są zwierzęta: od m i k r o o r g a n i z m ó w , poprzez
światopogląd. Najczęściej powtarzającym się
25

P. Zimbardo, Efekt..., op. cit., s. 271.

26

Eksperyment, reż. O. Hirschbiegel, Niemcy 2001.

27

Eksperyment, reż. P. Scheuring, USA 2010.

2 8

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

Wszystkie cytaty pochodzące z filmu podaję za pol­
skimi napisami (materiały znalezione w Internecie,
tłumaczenie: sinu6).

�Agnieszka Barczyk

116

pytaniem jest to, dotyczące motywacji. Często
p o j a w i a j ą się r ó w n i e ż zagadnienia natury moral­
n e j . Ciekawe jest to, że w rozmowach z dokto­
rem wprost p a d a j ą p o j ę c i a takie jak: dobro i zło:
„ W i e r z y pan w dobro i zło we wszechświecie?" pyta doktor Barrisa . J u ż w pierwszych scenach
Barris zaczyna się j a w i ć widzowi jako osoba nie­
zbyt pewna siebie, p o s i a d a j ą c a niską s a m o o c e n ę
i wrodzone poczucie n i ż s z o ś c i . Warto zwró¬
cić u w a g ę na c i e k a w ą s t r u k t u r ę formalną scen
nagrywanych podczas przeprowadzania testów
- u j ę c i a c z a r n o - b i a ł e stylizowane na m a t e r i a ł
d o k u m e n t u j ą c y przebieg eksperymentu mieszają
się ze z d j ę c i a m i kolorowymi Ten zabieg powta¬
rza się w zasadzie p rzez resztę filmu. W ten sp o—
sób widzowi cały czas przypomina sie o statusie
ontologicznym rozgrywanych w y d a r z e ń . To że
wszystkie wydarzenia sa tylko eksoerymentem
oodkreśla też stała obecność kamer fczesto oowta'
rzaiace sie z b l i ż e n i a snrzetu zainstalowanego
w zaaranżowanym więzieniu)

m u j ą widza o dziennym czasie r o z g r y w a j ą c y c h
się w y d a r z e ń .

29

30

31

Podjeżdżający autobus oznacza początek pew­
nej przygody. Kiedy bohaterowie do niego wsiądą,
p o j a d ą w miejsce, z którego w r ó c ą jako zupełnie
i n n i ludzie. Z a n i m odjadą, widz może się zorien­
t o w a ć , kto odegra w filmie najważniejsze role.
Trzech kluczowych b o h a t e r ó w m o ż n a zobaczyć
razem w kadrze. Przyjazd do w i ę z i e n i a zamyka
p e w n ą część filmu ( m o ż n a ją u z n a ć za w s t ę p )
i rozpoczyna przejście do części g ł ó w n e j , k t ó r a
podzielona jest na swoiste rozdziały (kolejne d n i
eksperymentu). O d tej pory Eksperyment przyj­
muje s t r u k t u r ę dziennika - kolejne napisy infor-

2 9

3 0

31

Na przykład: „Skąd zatem bierze pan wskazówki doty­
czące decyzji moralnych?".
Na co ten odpowiada: „Przypuszczam... że skoro wie­
rzę w Boga, to i w to, prawda?".
Mimo ukończenia czterdziestu dwóch lat bohater
mieszka z matką. Jest często poniżany i upokarzany
przez sąsiadów. Bez wątpienia ma to duży wpływ na
jego późniejsze działania.

D z i e ń pierwszy jest „ w d r a ż a n i e m " w i ę ź n i ó w
w n o w ą s y t u a c j ę . Na początek doktor Archalata
udziela uczestnikom s z c z e g ó ł o w y c h instrukcji
d o t y c z ą c y c h sytuacji, której m a j ą stać się boha­
terami. Kolejnym etapem jest podział uczestni­
k ó w na s t r a ż n i k ó w i w i ę ź n i ó w . Przed w y j ś c i e m
doktor uprzedza strażników, że: „Jeśli ktoś zrezy­
gnuje, będzie po wszystkim. Jeśli k t ó r y ś z w i ę ź ­
n i ó w złamie zasady, będziecie mieli 30 minut
na zastosowanie w ł a ś c i w y c h środków. Jeśli tego
nie uczynicie, zapali się ta czerwona lampka".
W ten sposób niemo pozwala i m na stosowanie
wszystkich
poza przemocą srodlców^ perswazji
i zachęca ich do utrzymania rygoru k t ó r y jest
n i e z b ę d n y do p r a w i d ł o w e g o przeprowadzenia
eksperymentu. Czerwona lampka zaś staje sie
wyrocznia i ś r o d k i e m m i l c z ą c e g o w o ł v w u na
działania strażników.
32

33

W chwili zakładania przez strażników mun­
d u r ó w postacie tworzą swoją nową tożsamość tożsamość pewnej roli społecznej. W tym nowym
przebraniu udają się do więźniów, aby przygotować
ich do specyficznej, trudnej, odmiennej sytuacji.
Scena mycia bardzo przypomina opisy, które można
przeczytać w raportach Zimbardo - więźniowie
są nadzy, odwróceni tyłem do strażników, po raz
pierwszy też pojawiają się słowa ze sfery seksualno­
ści. Również więźniowie mają nieco inne ubrania
niż te, o których można przeczytać u Zimbardo .
34

35

32

Jego przebieg nie jest ukazany widzowi.

33

Pokazana w zbliżeniu.

34

35

Zupełnie inne niż w eksperymencie Zimbardo, bra­
kuje też wspominanych już okularów.
Przypomnijmy, że w 1971 roku więźniom przysługi­
wała jedynie bluza koszulowa z identyfikacyjnym nu­
merem. Tutaj zostaje ona wzbogacona o spodnie. Nie
ma również mowy o łańcuchach które były zakładane
na prawą kostkę.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

117

J u ż pierwszego dnia jest z a u w a ż a l n e pierwsze

cym w i ę z i e n i e m zasadom. P r ó b u j ą go u p o k o r z y ć

w a ż n e zdarzenie - tzw. sytuacja zapalna. Podczas

poprzez zgolenie głowy (w eksperymencie Z i m ­

gry w k o s z y k ó w k ę jeden z w i ę ź n i ó w trafia piłką

bardo w i ę ź n i o w i e nosili czapki z pończochy, tak,

w s t r a ż n i k a Boscha i rani go. Ten incydent staje

aby z a k r y w a ł y i m w ł o s y ) . Barris u w a ż a , że to, co

się pretekstem do r o z m ó w na temat pierwszego

zrobili, było słuszne - mieli do tego prawo, bo to

38

ukarania w i ę ź n i ó w . D z i e ń drugi przynosi kolejny

miejsce n a l e ż y do nich, a zatem ich o b o w i ą z k i e m

kryzys - t y m razem j u ż znacznie poważniejszy.

jest ochrona rządzącego n i m ładu.

Podczas p o s i ł k u w i ę ź n i o w i e b u n t u j ą się prze¬
ciwko zjedzeniu podejrzanie w y g l ą d a j ą c e j fasolki.

To, co Travis przeżył tej nocy stanowi dopiero

Sztywne trzymanie się zasad przez s t r a ż n i k ó w

początek u p o k o r z e ń ze strony Barrisa i innych

doprowadza do wybuchu buntu. Podczas sprze­

strażników, a zarazem początek ł a m a n i a jego sil­

ciwu jeden z w i ę ź n i ó w przypomina wszystkim, że

nego charakteru. W trudnych chwilach pozostaje

nowa rzeczywistość jest jedynie eksperymentem:

mu m y ś l e n i e o Bay i wymarzonych Indiach. Jed­

„ D l a twojej w i a d o m o ś c i , ten m u n d u r nie jest

nak z czasem i w tych wizjach pojawia się coś nie­

prawdziwy, słonko" — zwraca się do s t r a ż n i k a

p o k o j ą c e g o - zaczyna w nich d o m i n o w a ć kolor

Jednak nikt nie z^vr&lt;3.Cci uwagi na jego słowa

czerwony, p r z y w o ł u j ą c y na m y ś l krew.

Strażnicy poczuli już władze i po raz kolejny zmu
szaia w i ę ź n i ó w do robienia pompek - za k a ż d y m

Czwarty dzień w y w o ł u j e u Travisa coraz w i ę k ­

razem rl przewinienie Jednego z nich kare pono

sze obawy o zdrowie przyjaciela - jest g o t ó w

sza wszvscv Potem s t r a ż n i c ! dokonuia analizv

z r e z y g n o w a ć z części swojej wypłaty, żeby tylko

całego zajścia. Wtedy Barris wpada na p o m y s ł

z d o b y ć i n s u l i n ę . S w o j ą prośbę kieruje do Boscha

k t ó r y w p ł y n i e na wszystkie dalsze wydarzenia .'

-

36

najbardziej przyjaznego ze strażników. Obaj

w i e d z ą jednak, że do w i ę z i e n i a nie może trafić
D z i e ń trzeci tradycyjnie rozpoczyna się od

nic ze ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o . Podczas p r ó b y prze­

odliczania, które jest tego dnia w y j ą t k o w e . Przede

mycenia insuliny Bosch zostaje nakryty przez

wszystkim chodzi o brak jednego w i ę ź n i a - Lata­

Barrisa i jego kolegów. Jeszcze tej samej nocy

jącego C z ł o w i e k a . W jego obronie staje Travis,

s t r a ż n i c y w y m i e r z a j ą Boschowi karę za z d r a d ę

37

co w y w o ł u j e agresję Barrisa. Travis ostrzega go

i pomoc w i ę ź n i o m . Dozorcy, k t ó r z y z a c h o w u j ą

jednak: „Jeśli mnie uderzysz, to będzie koniec eks­

się lojalnie wobec Barrisa, p o z o s t a j ą bezkarni

perymentu", przez co s t r a ż n i c y uznają go za w i n ­

(wcześniej jeden z nich - Chase, maniak seksu­

nego wszystkim przejawom buntu i p r z y w ó d c ę

alny, zadeklarowany heteroseksualista - p r ó b u j e

ruchu oporu. W nocy p o r y w a j ą go i w y m i e r z a j ą

zgwałcić w i ę ź n i a

m u k a r ę za jego przeciwstawianie się rządzą­

się z ż a d n ą karą)

36

3 7

Opowiada towarzyszom o swojej przynależności do
bractwa i o upokorzeniach, które kandydaci musie­
li znosić przed inicjacja: „Nie mogli nas skrzywdzić.
Ale mogli zrobić z nami coś o wiele gorszego.. Mogli
nas poniżyć. To właśnie musimy zrobić. Musimy ich
upokorzyć". W ten sposób dochodzi do przełomu Barris kŁdyś upokarzany, teraz sam chce upokarzać
Dawna ofiJa staje się katem.
Bohater, osłabiony niskim poziomem cukru, nie może
wstać z łóżka

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

3 8

jednak i ego czyn nie spotyka

Jak pisze Zimbardo: „Proces golenia głowy, który ma
miejsce w większości więzień i instytucji wojskowych,
służy zminimalizowaniu indywidualności poszczegól­
nych osób, ponieważ część ludzi wyraża swoją oso­
bowość poprzez długość bądź ułożenie włosów Poza
tym spełnia on funkcję przyzwyczajania ludzi do przy­
musu który panuje w ^ c h instytucjach" {Stanfordzh
Ekspryment W Lnny
http7/www pri onexp org/
pokki/11 25 102011)
t

�Agnieszka Barczyk

118

D z i e ń p i ą t y rozpoczyna się od reorganizacji
w podziale ról. Bosch - zmaltretowany przez
pozostałych s t r a ż n i k ó w - otrzymuje status w i ę ź ­
nia i numer 76. Barris straszy pozostałych w i ę ź ­
n i ó w , jest przekonany, że zasady są g w a r a n c j ą
zachowania p o r z ą d k u , bez nich ludzie byliby
z w i e r z ę t a m i , a ś w i a t e m rządziłby chaos. Kolejna
p r ó b a buntu w i ę ź n i ó w zostaje s t ł u m i o n a dzięki
szybkiej reakcji Barrisa. S t r a ż n i c y p r z y j m u j ą roz­
kaz ochoczo: szybko p r z y s t ę p u j ą do działania,
p r z y p o m i n a j ą przy t y m zwierzęta - z a c h o w u j ą się
niczym m a ł p y z pierwszych ujęć filmu. Uważają,
że ich działania są legitymizowane i akceptowane
przez e k s p e r y m e n t a t o r ó w bo czerwona lampka
nadal się nie zapala .
'
39

40

D z i e ń s z ó s t y jest d n i e m p r z e ł o m o w y m .
W Travisie - z a m k n i ę t y m w izolatce - budzi się
n i e n a w i ś ć do Barrisa. Pragnienie zemsty stają się
m o t y w a c j ą do walki o przetrwanie. Travis - ten,
k t ó r y k i e d y ś m i a ł zbyt delikatne ręce, by u d e r z y ć
- n a u c z y ł się w a l c z y ć . Bez o p a m i ę t a n i a bije Bar­
risa - tak, jakby chciał m u w y m i e r z y ć sprawiedli­
w o ś ć za te sześć d n i upokorzenia i hańby. Walka
jest tak z a p a m i ę t a ł a , że w pierwszej chwili m ę ż ­
czyźni nie dostrzegają czerwonej lampki - znaku
k o ń c a eksperymentu (podobnie jak w relacjach
Zimbardo: „ » M a m wam coś w a ż n e g o do powie­
dzenia, w i ę c s ł u c h a j c i e u w a ż n i e :
Eksperyment
się zakończył.
Możecie
opuścić
więzienie
dzisiaj,
Nie ma ż a d n e j natychmiastowej reakcji zmiany
w wyrazie twarzy lub mowie ciała. M a m wrażenie
że sa zmieszani sceptyczni może nawet podejrz
l i w i i czuia ż e i e s t to koleiny test ich reakcji" )
Kiedy brama sie orwiera boharerowie chyba nie
do k o ń c a wierzą że to j u ż koniec C z e k a j ą c na
41

3 9

4 0

4 1

Mówi: „Powinniście w końcu zrozumieć, że nie bę­
dziemy tolerować łamania zasad".
O jej znaczeniu świadczą choćby słowa: „To czerwone
światło, to jedyne, co mamy!".
R Zimbardo, Efekt..., op. cit., s. 200.

autobus, milczą - prawdopodobnie zdają sobie
sprawę ze zmian, jakie w nich zaszły.

Podobne i różne
Film Scheuringa w w y r a ź n y sposób o d w o ł u j e
się do eksperymentu przeprowadzonego przez
Philipa Zimbardo. Liczne n a w i ą z a n i a - z a r ó w n o
ze sfery wizualnej, jak i dialogowej - pozwalają się
d o m y ś l a ć , skąd reżyser czerpał inspiracje. Jednak
bliższe przyjrzenie się obu m a t e r i a ł o m - ekspe­
rymentowi reprezentowanemu przez spisane po
jego przeprowadzeniu raporty i filmowi nakrę¬
conemu blisko czterdzieści lat p ó ź n i e j - pozwala
dostrzec kilka istotnych różnic. Wskazanie tych
rozbieżności pozwoli się d o k ł a d n i e j z a s t a n o w i ć
nad ich celowością.
Istotne wydaje się zwrócenie uwagi na podo­
b i e ń s t w a , które p o z w a l a j ą m ó w i ć o t y m , że film
Scheuringa jest a d a p t a c j ą eksperymentu prze­
prowadzonego przez Philipa Zimbardo. J u ż na
wstępie m o ż n a powiedzieć, że w obu przypadkach
podobna jest sama idea: uczestnicy eksperymentu
zostają podzieleni na dwie grupy i z a m k n i ę c i na
dwa tygodnie w b u d y n k u z a a r a n ż o w a n y m na
w i ę z i e n i e . W y s t r ó j miejsca znacznie przypomina
to, o k t ó r y m m o ż n a się d o w i e d z i e ć z r a p o r t ó w
Zimbardo. Istotnym elementem inscenizacji są
kamery - często pokazywane w bliskich planach
i d ł u g i c h u j ę c i a c h tak żeby widz ani na chwile
nie z a p o m n i a ł , że k t o ś wszystkie te wydarze­
nia kontroluje. Podobne są r ó w n i e ż reguły gry:
w i ę ź n i o w i e tracą część swoich D 1*3.W gwaranto
wanych i m orzez konstytucje ich imiona zostają
zastąpione numerami (innymi n i ż w przypadku
u c z e s t n i k ó w eksperymentu z 1971 r.), wobec
n i e p o s ł u s z n y c h wolno stosować karv Elemen
rem w s p ó l n y m iesr reż isrnienie zasad rządzących
wiezieniem które w obu przypadkach strażnicy
n r L m n i a od e k s n e r y m e n t . t o r ó w

R ó ż n i , sie
i i 1
one jednak ilością: Zimbardo w swojej pracy
n

i A \

"I ' •

7- h
m

rA

BARBARZYŃCA

'

1 (19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

cytuje s i e d e m n a ś c i e zasad, zaś w przypadku filmu
Scheuringa mowa o pięciu. Tak n a p r a w d ę ich sens
jest zbliżony (niektóre z reguł w filmie kondensują w sobie w i ę c e j n i ż j e d n ą zasadę z 1971 r.).
Najprawdopodobniej zabieg ten wynika ze specy­
fiki przekazu filmowego - chodzi o oszczędność
czasową (ponadto, lista 17 zasad recytowanych
przez s t r a ż n i k ó w podczas jednego u j ę c i a m o g ł a b y
dla odbiorcy stać się m ę c z ą c a ) .
Element buntu, zawiera zarówno p o d o b i e ń ­
stwa, jak i różnice w stosunku do eksperymentu
psychologa. W przypadku d o ś w i a d c z e n i a z 1971
roku w i ę ź n i o w i e zaczęli się b u n t o w a ć i n a ś m i e ­
w a ć ze s t r a ż n i k ó w w swoich celach: „ W i ę ź n i o w i e
zdjęli pończoszane czepki z głów, zerwali numery
identyfikacyjne oraz zabarykadowali się w celach,
b l o k u j ą c w e j ś c i a pryczami" . W filmie miejscem
sprzeciwu jest stołówka, p r z y c z y n ą zaś - protest
przeciwko zjedzeniu podejrzanie w y g l ą d a j ą c e j
fasolki. Oba zdarzenia k o ń c z ą się w ten sam spo¬
sób - zostają s t ł u m i o n e D rzez s t r a ż n i k ó w p rzy
p o m o cy gaśnic z dwutlenkiem w ę g l a .
42

Podczas analizy obu e k s p e r y m e n t ó w m o ż l i w e
staje się także zaobserwowanie elementów, które
w y r a ź n i e je różnią. Pierwszą istotną rozbieżnością
jest w y s o k o ś ć w y p ł a t y : u Zimbardo jeden dzień
m i a ł b y ć wynagrodzony k w o t ą 15 dolarów, w fil­
mie uczestnicy liczą na 1000 dolarów. Najpraw­
dopodobniej jest to uzasadnione realiami - eks­
peryment Zimbardo m i a ł miejsce na początku lat
s i e d e m d z i e s i ą t y c h X X wieku, Scheuring zrealizo­
w a ł film w X X I wieku, a zatem w a r t o ś ć p i e n i ą d z a
uległa zmianie. I n n y m w a ż n y m elementem róż­
n i ą c y m jest podział u c z e s t n i k ó w eksperymentu:
Zimbardo bardzo w y r a ź n i e zaznacza, że dobór
był losowy, takiej jasności nie ma u Scheuringa
- s t r a ż n i c y zosta a wybrani poprzez wyczytanie
ich nazwisk, s k ą d na liście eksperymentatora

119

wzięły się akurat te osoby, tego niestety, widz nie
dowie się ze sjużetu. Jeśli chodzi o strażników, to
należałoby jeszcze zwrócić u w a g ę na ich liczbę
- w Stanfordzkim Eksperymencie W i ę z i e n n y m
było ich d z i e w i ę c i u , w filmie jest tylko siedmiu.
Najprawdopodobniej wynika to z tego, że reży­
serowi zależało na stworzeniu jak najbardziej
wyrazistych c h a r a k t e r ó w . Ewidentnie czarnym
charakterem jest Barris. S t r a ż n i k i e m , k t ó r y jest
jego p r z e c i w i e ń s t w e m , jest Bosch. Reszta lokuje
się „ p o m i ę d z y " dobrem i złem. Nie potrzeba było
w i ę k s z e j liczby b o h a t e r ó w o d g r y w a j ą c y c h rolę
d o z o r c ó w w i ę z i e n i a , żeby stworzyć konfliktową
sytuacje Uproszczeniu podlega r ó w n i e ż systern pracy - Zimbardo podkreślał że strażnicy
pracowali w systemie o ś m i o g o d z i n n y c h zmian
w filmie Scheuringa wszyscy bohaterowie prze'
bywaia razem ( w i a t e k stanowią sceny w k t ó r y c h
pojedyncze postaci znaiduia sie w drobnych syru
acjach p o p y c h a j ą c y c h akcję do przodu ).
43

N i e k t ó r e elementy różniące w ł a ś c i w y ekspe­
ryment od filmu, jak c h o ć b y wspomniany j u ż
sposób podziału na role czy brak procesu aresz­
towania w filmie, w y n i k a j ą ze specyfiki medium
filmowego. Podczas p ó ł t o r a g o d z i n n e g o seansu
nie ma czasu, żeby p o w i e d z i e ć wszystko, dlatego
Scheuring znacznie uprościł obraz eksperymentu,
k t ó r y m o ż n a zobaczyć na ekranie. Pojawiają się
za to retrospekcje pogłębiające psychologiczny
wizerunek postaci , a także swoisty epilog, za jaki
m o ż n a u z n a ć p o d r ó ż Travisa do I n d i i (filmowy
odpowiednik b a d a ń , k t ó r y m poddawano uczest44

4 3

4 4
42

Stanfordzki Eksperyment Więzienny, http://www.pnsonexp.org/polski/16, 27.10.2011.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

Jak na przykład: próba gwałtu przez Chasea czy po­
szukiwanie insuliny przez Boscha w bagażu Latające­
go Człowieka.
U Zimbardo jedyne informacje o przeszłości bada­
nych pojawiały się podczas wstępnego badania uczest­
ników eksperymentu.

�Agnieszka Barczyk

120

n i k ó w eksperymentu z 1971 roku przez kilka lat
po jego z a k o ń c z e n i u ) .
45

Kolejnym elementem, na k t ó r y warto zwrócić
u w a g ę , jest sposób przerwania d o ś w i a d c z e n i a .
Podczas badania przygotowanego przez Z i m ­
bardo w i ę ź n i ó w zaprowadzono przed specjalną
K o m i s j ę mającą r o z p a t r y w a ć ich prośby o warun­
kowe zwolnienie. W i ę k s z o ś ć z nich była gotowa
z r e z y g n o w a ć z wynagrodzenia, byle tylko w y j ś ć
z tego fikcyjnego w i ę z i e n i a . Komisja o b i e c y w a ł a
w i ę ź n i o m , że ich sprawy zostaną rozpatrzone
w bliżej n i e o k r e ś l o n e j przyszłości, co wywołało
w nich tak silne poczucie beznadziei, apatii, bez­
radności, że kiedy ogłoszono i m , iż eksperyment
został z a k o ń c z o n y nie mogli w to u w i e r z y ć .
W e d ł u g u c z e s t n i k ó w d o ś w i a d c z e n i a b y ł to tylko
koleiny etap testowania W przypadku filmu
m o ż n a w pewnym sensie m ó w i ć o podobnej sytu
acii - apel Trayisa k t ó r y kieruje do bezdusznej
kamery o otworzenie bramy i wypuszczenie ich
zostaie zignorowany (tak tak prośbv s t u d e n t ó w
wvar v k u ł o w a n e w 1 971 roku przed Komisia)
kiedv brama
ie oiwiera
otwiera - bohaterowie
rPóóżźnniieej! - Kieuy
urania się

przez jakiś czas zdają się tego nie z a u w a ż a ć
M ó w i ą c o sposobie przerwania eksperymentu,
nie m o ż n a p o m i n ą ć p o w o d ó w , przez które do
tego doszło. W przypadku Z i m b a r d o b y ł to
wzrost agresji i upokarzania w i ę ź n i ó w do niebez­
piecznego poziomu. Jednym z p r z e j a w ó w tych
z a c h o w a ń było zmuszanie ich do odgrywania
a k t ó w homoseksualnych . W przypadku filmu
46

4 5

Przeprowadzone na koniec eksperymentu rozmowy
sprawozdawcze (z więźniami i strażnikami) wykazały,
że badanie nie pozostawiło na uczestnikach żadnych
trwałych skutków. Jeszcze przez kilka lat po ekspery­
mencie przeprowadzano testy kontrolne. Zob. P. Z i n i
bardo, Psycholo azła...,op
at.,s.6l.

powody były znacznie p o w a ż n i e j s z e - przede
wszystkim zginął c z ł o w i e k . Poza t y m doszło
do a k t ó w zbiorowej przemocy - w i ę ź n i o w i e
i strażnicy byli gotowi w a l c z y ć na ś m i e r ć i życie.
N a w i ą z a n i e m do odgrywania homoseksualnych
s t o s u n k ó w przez badanych z 1971 roku może
być ponowna p r ó b a gwałtu, której szóstego dnia
eksperymentu chce się d o p u ś c i ć Chase. Przy
analizie p o w o d ó w przerwania eksperymentu
nasuwa się jeszcze jedno pytanie: o przyczyny
tak długiego zwlekania z tą decyzją. Zimbardo,
m ó w i ą c o swoim eksperymencie, przyznaje, że
prawdopodobnie za bardzo się zaangażował sam
poczuł się jak Kierownik W i ę z i e n i a Dopiero jego
przyszła żona - Christiana M a s ł a c h - z w r ó c i ł a
mu
aspekt
eksperymentu49
47

48

M o ż n a to p o t r a k t o w a ć jako próbę w y t ł u m a c z e ­
nia, bo przecież nie usprawiedliwienia. Jednak
w filmie Scheuringa nie
takiej p r ó b y
Wielokrotne zbliżenia na czerwoną l a m p k ę każą
z a p y t a ć dlaczego milcząco pozwalała na takie
noniżenia&gt;Widzdowiadniesie

•

Stanfordzki Eksperyment Więzienny,
nexp.org/polski/38, 27.10.2011.

http://www.pnso-

7

w V n "

\\

Z

7 a m

,rv
"k

i osKarzono go
srmerc niewinnego cztowieKa.
iNie ma jeanak szansy wysmcnac w y t ł u m a c z e n i a
ze strony bonatera.

Ewolucja przede wszystkim
Film Scheuringa, aczkolwiek mocno inspiro­
wany Stanfordzkim Eksperymentem W i ę z i e n ­
nym, nie ogranicza się wyłącznie do prezentacji
zła z perspektywy sytuacyjnej, co jest zasadni­
czym celem Zimbardo. Co prawda, Scheuring
pokazuje ludzi, k t ó r z y pod w p ł y w e m okoliczno­
ści ze z w y k ł y c h obywateli z a m i e n i a j ą się w sady-

4 7

4 8

gl

46

że nrzeriwko sze

fowi „ r „ n v h a d a w c e i o s t a ł v wvsnniete

49

Zapewne celowo wyolbrzymione, aby zwiększyć emo­
cje widzów.
Chodzi o Latającego Człowieka, który wykrwawił się
na skutek rany głowy zadanej mu przez Barrisa.
Stanfordzki Eksperyment Więzienny,
nexp.org/polski/38, 27.10.2011.

BARBARZYŃCA

http://www.pnso-

1 (19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

121

stów i z w y r o d n i a l c ó w - tak jak to zakłada koncep­

c ó w k ę . Druga sytuacja ma miejsce j u ż w auto­

cja psychologa - dodatkowo pojawia się jednak
tutaj pytanie: czy oby na pewno wszyscy z nich są

busie, podczas powrotu u c z e s t n i k ó w do d o m ó w .
W i ę z i e ń numer 17 jest przekonany, że przez te

przeciętni i normalni? Zastrzeżenia m o ż n a m i e ć
przynajmniej do k i l k u postaci: w i ę z i e ń numer 17

sześć d n i Travis z m i e n i ł zdanie, co do miejsca
człowieka w świecie. Czy s ł u s z n i e . . . ?

- j u ż w c z e ś n i e j o d s i a d y w a ł wyrok; Barris - nadal
mieszka z m a t k ą ; inny ze s t r a ż n i k ó w - Chase
- jest u z a l e ż n i o n y od seksu. W ten sposób cha­
raktery

filmowych

Nadzieja dla ludzkości

b o h a t e r ó w stają się bardziej

Wspomniana rozmowa jest j e d y n ą w y m i a n ą

wyraziste, ale w pewnym sensie zachwiane zostają
założenia eksperymentu Zimbardo. O p r ó c z per­

z d a ń przez u c z e s t n i k ó w eksperymentu t u ż po
jego z a k o ń c z e n i u . W i ę z i e ń numer 17 jest zdzi­

spektywy sytuacyjnej, z k t ó r e j m o ż n a a n a l i z o w a ć
zło, dla Scheuringa r ó w n i e - jeśli nie bardziej istotna staje się ewolucja. W swojej audiowizual­
nej wizji reżyser stawia tezę, że człowiek jest tylko
kolejnym ogniwem w ł a ń c u c h u ewolucji.

wiony, że Travis mimo wszystko nie stracił wiary
w l u d z k o ś ć . Wierzy, bo: „nadal j e s t e ś m y w stanie
coś z t y m zrobić" ( b y ć może m y ś l i , że cywilizacja
oprócz reguł w y t w o r z y ł a także swoistego rodzaju
c z e r w o n ą l a m p k ę , k t ó r a może się zapalić w naj­

Znaczenie ewolucji dla koncepcji zła, k t ó r ą
proponuje widzowi Scheuring, zostaje zasugero­
wane j u ż na początku. U j ę c i a w a l c z ą c y c h zwierząt
połączone ze z d j ę c i a m i ludzi, k t ó r z y przynoszą

gorszych momentach). Travis to p r z y k ł a d boha­
tera, którego nie da się złamać - ani fizycznie, ani
psychicznie. T r i u m f Barrisa, k t ó r y m i a ł miejsce
podczas topienia b u n t o w n i k a w toalecie, b y ł
tylko pozorny i chwilowy J u ż n a s t ę p n e g o dnia

sobie ś m i e r ć i cierpienie, n a b i e r a j ą sensu po
obejrzeniu całego filmu - stają się w ten spo­
sób swoistym preludium do całej w y k ł a d n i zła.
Podobne obrazy p o j a w i a j ą się r ó w n i e ż w u j ę ­
ciach w y ś w i e t l a n y c h uczestnikom eksperymentu

bohater w ramach protestu przeciwko z n ę c a n i u
się nad Boschem zaczął ściągać ubranie i a p e l o w a ć
o otworzenie bramy U d z i a ł w eksperymencie bez
w ą t p i e n i a z m i e n i ł s?o — przede wszystkim u ś w i a
d o m i ł m u ' własne słabości i n a u c z y ł go w a l c z y ć

podczas rekrutacji. W ciągu sześciu d n i oni sami
staną się w a l c z ą c y m i o przetrwanie d r a p i e ż n i k a m i
i padlinożercami.

W k o ń c o w y c h scenach sam staie 'sie katem p r ó '
buie siła w v m i e r z v ć snrawied iwość N i e ' t r a c i
nrrv rvrn kontroli _ nntr.fi n r ^ s r . ć - bi,V

W,

n k zabija
N a w i ą z a n i a do ewolucji p o j a w i a j ą się także
w warstwie dialogowej, przynajmniej w d w ó c h
scenach. Pierwsza sytuacja ma miejsce w celi,
kiedy w i ę ź n i o w i e numer 17 i 77 r o z m a w i a j ą
o wydarzeniach, k t ó r y c h są częścią. Numer 17
jest przekonany, że człowiek niczym nie różni się
od małpy. W i d z dostaje tego potwierdzenie jakiś
czas p ó ź n i e j , oglądając s t r a ż n i k ó w rozdzielających
w i ę ź n i ó w , aby u n i k n ą ć b u n t u ( u j ę c i a pozba­
wione słów podkreślają zezwierzęcenie s t r a ż n i k ó w
skaczących niczym m a ł p y ) - w i ę z i e n i e zaczyna
bardziej p r z y p o m i n a ć zoo n i ż c y w i l i z o w a n ą pla­

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

Travis wydaje się p o s t a c i ą nieco n a i w n ą

-

u w a ż a , że najważniejsze to b y ć prawym, że trzeba
m i e ć zasady, że dobro z w y c i ę ż a . W zderzeniu
z w i ę z i e n n ą rzeczywistością wszystkie jego warto­
ści zostają wystawione na p o w a ż n ą p r ó b ę . Barris,
będąc katem, staje się j e d n o c z e ś n i e nauczycielem.
Uczy , że zło istnieje i że trzeba z n i m w a l c z y ć .
Czasem p r a w o ś ć nie wystarczy, trzeba użyć sil­
niejszych środków, tych, które stoją po stronie
przeciwnika. N a j w a ż n i e j s z e jednak, żeby u m i e ć
p o w i e d z i e ć sobie: „wystarczy". Travis wierzy, że

�Agnieszka Barczyk

122

człowiek umie albo przynajmniej ma taką m o ż ­
liwość. M o ż e właśnie dlatego uważa, że człowiek
- w p r z e c i w i e ń s t w i e do zwierząt, w przypadku
k t ó r y c h przemoc jest uzasadniona chęcią prze­
trwania - potrafi się k o n t r o l o w a ć . B y ć m o ż e
- jego zdaniem - ta czerwona lampka to coś,
co trzeba w y t w o r z y ć w sobie samym, p o n i e w a ż
działania ludzi zawsze p o d l e g a j ą moralnej ocenie,
nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach
m o ż n a je r o z p a t r y w a ć w kategoriach dobra i zła.

„ o k a l e c z o n e " , a w i ę c pozbawione swojej p e ł ­
nej w a r t o ś c i . Niestety, przynajmniej w pewnym
stopniu słowa zamieszczone w recenzji są praw­
dziwe. Jednak do zjawiska tego nie m o ż n a podejść
jednostronnie. Warto z a u w a ż y ć , że film, k t ó r y
w p r z y w o ł y w a n e j wypowiedzi krytyka filmo­
wego o k r e ś l o n y zostaje jako uproszczenie, jest
jednocześnie poszerzeniem - propozycji Philipa
Zimbardo (kwestia ewolucji, którą w y r a ź n i e pod­
kreśla reżyser).

R ó ż n i c e , które p o j a w i a j ą się m i ę d z y ekspery­
mentem z 1971 roku a jego filmową interpretacją
m o g ą b y ć wynikiem koncepcji reżysera polegają­
cej na symplifikacji skomplikowanych z a g a d n i e ń
z obszaru psychologii społecznej albo szerzej poję­
tego zjawiska - tendencji we w s p ó ł c z e s n y m kinie
a m e r y k a ń s k i m . Na ten czynnik zwraca u w a g ę
recenzent „ F i l m u " , pisząc, że film Scheuringa
został: „zrobiony zgodnie z niedobrym ani eryk a ń s k i m zwyczajem, k t ó r y każe upraszczać k a ż d y
skomplikowany motyw tak, aby nawet najmniej
d o ś w i a d c z e n i widzowie byli usatysfakcjonowani
i pojęli w czym rzecz"
B y ć może to właśnie
to zjawisko miało w i ę k s z y w p ł y w na ostateczny
kształt Eksperymentu, n i ż wizja Scheuringa Zda
niem recenzenta upraszczając pewne elementy
zamiast autorskiej wizji m o ż n a osiągnąć dzieło

Koncepcja Scheuringa, w y r a ź n i e n a w i ą z u j ą c a
do perspektywy sytuacyjnej, zostaje silnie osa­
dzona na założeniach teorii ł a ń c u c h a ewolucyj­
nego. Człowiek skonfrontowany z ekstremalnymi
warunkami - podobnie jak zwierzę - zaczyna
przestrzegać prawa silniejszego i w a l c z y ć o prze­
trwanie. W wizji reżysera pojawia się jednak cień
nadziei dla ludzkości - jest n i m owa czerwona
lampka, której istnienie może ocalić j e d n o s t k ę
i jej człowieczeństwo. D o f o r m u ł o w a n i a opty­
mistycznych prognoz należy jednak p o c h o d z i ć
z p e w n ą ostrożnością - przecież nawet Travis
z a m i e n i ł się na c h w i l ę w o p r a w c ę W świetle
powyższych rozważań słuszne zatem wydaje sie
określenie filmowej propozycji - koncepcji zła
jako innej (od zaprezentowane przez Zimbardo)
lecz niekoniecznie gorszej.

50

50

M . Niemojewski, „Eksperyment", „Film", 2011, nr 3, s. 93.

The idea of evil in the movie The

The
and
and
and

the differences between the Stanford Experiment and
its cinematographic adaptation

ExperimenP.

author o f the article analyses the empirical and film materiał to ask about borderline between good
evil. She analyses Zimbardos Stanford prison experiment (1971) and compares it to popular reception
film adaptations of the experiment. The author emphasizes the basie differences between psychological
popular view on the interpretation of motivations, morał decisions and human behaviour. I n fact, the
author presents various philosophical concepts o f human naturę.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6534" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6514">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4cd4dcf994a002609b808afa8e23ca9f.pdf</src>
        <authentication>048d19d27b11295769fbbe4f595b16ca</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77809">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77810">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77811">
                <text>Afryka Pn.- religie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77812">
                <text>Islam - ośrodki kultu</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77813">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2017</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77814">
                <text>Grobowce świętych marabutów jako ośrodki kultu w Tunezji i Algierii / LUD 1996 t.80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77815">
                <text>LUD 1996 t.80, s.201-210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77816">
                <text>Barska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77817">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77818">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77819">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77820">
                <text>Luci, t.

\\\.\

HO,

1996

1l.·\R-;Ki\

l ni\\el"O" ki Opul,ki

CiRO!iOWCL ŚWI[~TYCH MARABUTÓW JAKO OŚRODKI KULTU
W TUNEZJI I ALGERII

Tematem nlnlc.JSLcgo artykułu jest opis przestrzeni, w której wypełniane
praktyki r:-Iualne o prowcniencji ludowej i religijnej są związane z kultem osób
i miejsc uzna\vanych la nadnaturalne. Te specyficzne obszary kultu - grobowce
mara blltó\\ \\Till. z otoClen iem - wyróżn ia głębokie osadzen ie w tradycj i rodzimej i islamie. W przedstawionym tekście opisuję zjawisko słabo znane w Pol'CC. a mianowicie
praktykowany w społeczcllstwie maghrebillskim
kult świętych. tzw. marabutów I. Moje badania, opatie na wywiadach i obserwacjach,
(lgTaniClaj.\ siy przede wszystkim do przedstawienia pozycji marabuta i zakresu
jego cI/iala,·J. a szerzej zjawiska marabutyzmu. Ponadto odwołuję się do materiakm socjologiClno-dnologicznych,
dotykających tego zagadnienia.
Analizą lostaną objęte zachowania nadzwyczajne,
realizowane w obrębie
\)bszaru. określonego arabskim tenninem zawijja, co dosłownie oznacza kąt,
l)bid.r. \\ którym znajduje się rzeczywisty lub symboliczny grobowiec zmarleg.') marabuta. Miejsce to stanowi centrum życia religijnego, gdzie wydzielone
IMmieszClcnia Sil przeznaczone na recytację Koranu, izby dla pielgrzymów,
ucznilm i star((·)\\. a także przylega do nicj cmentarz. Zawijja ze względu na
S\\ ojil spec: liky
zcz\Va Ic~ na swobodną i n ieskrępowaną
man ifestację uczuć.
Praktykowane tam obrz&lt;;dy o charakterze mistycznym i spontanicznym,
przy
di\\ iękach instrumentalnej muzyki, dowodzą odmienności w porównaniu z meczetem. gdzie obowiązujc swoisty rygoryzm i podporządkowanie
zasadom
k(lkkl\ \\ nym. respekt wobec boskości. Należy przypomnicć, iż w islamie nie
\\yswpuje ..muzyka religijna'" w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia_ "Umuzycznieni.:" pojawia siy jedynie w sytuacjach szczególnych. Otóż melodyczny
ton cechuje \vczwanie wiernych na modlitwę, kierowane przez muezzina pięć
razy dziennic z wieży - minarelu, a także w zbiorowych recytacjach Koranu.
p.ólnllcnllał"rykilllskie zawijje jako ośrodki kultu występują w dwóch postaciach:

, \'1:Ig.hreh \\ iq~ku arahskim oznacza Zachód (Jfaghrih).
w jego w&lt;lskilll znaczeniu
\lbejIllUll-: I"unoj&lt;;. i\l!-,-eri.; i Maroko. krajc Icżącc IV Pólnocncj Afryce. Przedstawione zjawisko
:li~lraIHiI~z"lllll ohsLT\\O\\iilalll i hadal~\I11podC/as moich wieloletnich pobytów w Tunct;ji (1982I ')X~ , l .\ I-)!erii ( I ')X(,-I \)\) I). Illlll1"lllalorallli byl i Ill&lt;;żczyżni i kobiety w wieku od 2J do (i:) Im. o
l\\/ll'

III \\, kVlaicelliu.

�202

- sufistycznej, wiążącej się z islamem, a konkretnie, nawi'jZuj'jcej do sufizmu.
którego zwolennicy żyli w odosobnieniu, naśladując Proroka ~.
- animistycznej, wyrastającej z korzeni afrykaJlskich i praktykowanej
najczcściej przez ludność o ciemnej karnacj i 3.
Podjęcie życia ascetycznego i głęboko religijnego przyczynilo sit,?do UŚ\\ i9cenia jednostki, którą nazywano po arabsku mllrahil. Z czasem termincm tym
określano wszystkie kategorie świątobliwych
mt,?żów pólnocno-afryk,1I1skicgo
islamu. Świętym może być osoba zmarła lub żyjąca. Jednostka. której przypisuje się cechy marabuta, gromadzi wokól siebie zwolenników.
przekonanych
o jego mocy i sile oddziaływania. Grób zmarłego marabuta. czyli osoby () znamionach nadnaturalnych,
wraz z otoczeniem, w przekonaniu wspólnot posiada
właściwości miejsca świętego (po arab. haram). Rozsiane po calym Maghrebie
grobowce zachowały różne kształty (na planie kwadratu, "ośmiok,jta", w pOS!&lt;Ici stożka, piramidy itp.) z bieloną kopułą (kuhl)(f) 4, która występuje również
w przypadku grobu symbolicznego 5. Niektóre z nich utrzymaly lokain} charakter, inne nabyły znamion swoistych sanktuariów gromadzących
pielgrzymem
z całej Afryki Północnej. Współcześnie grobowcami opiekują si\-, osoby spokrewnione ze zmarłym marabutem bądź posiadające szczególne wlaści\\ości.
np. moc oddziaływania (baraka). Szacunek potwierdza stosowane wobec nich
nazewnictwo:
szejk, szerif, talib. Umiejętności,
związek z religi,\ i tradycja
sprawia, iż mnich-asceta ma wielki prestiż spoleczny, a tym samym \\ )"()inych
sytuacjach posiada głos rozstrzygający.
Najstarszym i najbardziej znanym zakonem jest Kadrijja, którego zalożyciel
Abdel-Kader al Dżilani został pochowany w Bagdadzie. W poszczegc)lnych
krajach jego zwolennicy tworzyli wspólnoty z symbolicznym grobem. Zakon
ten uformował się dopiero w XIV w. Z niego wyodrębnilo si\-, m. in. bract\\(l
Tidżanijja, którego fundator Sidi Ahmed Tidżani urodzony w I\in Mahdi \\ 1\1gerii osiedlił się i działał w Maroku. Do najpopularniejszych
ośrodk(m kultu
należą miejsca poświęcone takim postaciom, jak: Idris Mulaj (Im. 79 I l. fundator Fezu (Maroko), Abu Midżan w Tlemsen (Algeria Zachodnia) i Sidi Moh2 Por.: A. Ilourani,

Historia

Arabów.

Sufizm. w: M. U. Tworusehka./s/am.
w: Maly slo,jJnik ku/tUty świata

tlum . .J. Danceki.

Cidallsk I ,)')~. s. I:''): 1\1. 1\1. I l/ieka!1.

Malvslownik.
WarS/awa I')'):'. s. S.':.J. Iliel'I\\,k!. SII/CIII.
arahskiego.
Wars/awa
I 'nI. s cli,7-cli,'): .I K IUClkm\ ,ki

Grupy zakonne w wie/kich religiach ,~\I·iolll. Wars/all a I')S7. s. :'2--'
Sam sufizm. według niektórych autorów. kumuluje Ill%li.; neophltul1Sk'i ! duś\\ IlldClc'n"l hlllduskie,
J POI'.: E. Dermenghem.
Le cu/te des saint,l' dans / 'Is/11m mllg/7f"('/JllI. !'aris I '):',1. I I lc'hli.
phenomene
de transe corps possedes.
"IBLA" 1993. t. :'6. nr 172. s. 2(, 1-27~.
4 Por.: E. Diez. Kubba. w: Encyclopedic
de /'Is/alll. VOII\'e//c ('diiiolI. !'aris 1')Si,. t ."i. s 2SS296.
5 Grób symboliczny
może być wynikiem czci dla wielkiej indY\\ldualnośc!.
np \&lt;Iklel
w świadomości
muzulmanów
reprezentowal
Abclel-Kader al Di.ilani. !locIHl\\&lt;Inl II 1~&lt;I!2"acl/le
w Afl'yce Północnej posiada wiele ::awIjji. Wyst.;puj'l równici. ::ml·ll/e. Ś\I i,ldCl'lce u II Ill. /e
w tym miejscu przebywał. przechodził lub odpoczywal świ.;t:
Od !JUste/ni do wspólnoty

�203
ran w Tunisie. Powołana przez Sidi Muhammada
ibn Aissa (zmarł w Meknes
\\ Maroku okol o J 526 roku) Isawijja długo opierała się islamizacji i arabizacji,
kultywując rodzimc tradycje h. Każdy zakon kieruje się własnymi doświadczeniami. akcentując
uprzywilejowaną
pozycję mężczyzn.
Zróżnicowanie
uwidacznia si~ w rytualnym odmawianiu
litanii zikr 7. W określone dni tygodnia
\\ ::(l\I'ijji dancgo zakonu, uczestnicy wypełniają
ceremoniał
zbiorowo,
najcz~ściej stojąc. pmvtarzaj'l w narastającym
rytmie 99 atrybutów Allaha. Podczas tej uroczystości
czasami dopuszcza się akompaniament
muzyczny fletu
i taneczną gestykulacj~
ciałem x. W sytuacjach
szczególnych
ten wyłącznie
Ill~ski obrz'ldck zczwala na obccność kobiet 9. Rozgraniczenie
w zachowaniach
informatorzy wyjaśniali przymiotami
płci. Mężczyzn,
ich zdaniem, wyróżnia
posiadanic głębokiej wiedzy o Bogu, natomiast kobiety charakteryzuje
bardziej
\\Tażliwość na rytm niż na słowa 10. Zikr ma na celu również doprowadzić
do
nasycen ia mocą i si lą świętego, czyI i pośredn ika w osobie marabuta.
W Tunezj i każdy ośrodek charakteryzuje
odrębność obrzędowa II. W Tun isic znau'lcą
rol~ pclni ::awijja Sidi Abu Hassan z obrządkiem
Szadilijja.
Położona na szczycie wzgórza w południowej części miasta, w ciągu roku jest
ut\\arta dla \\iernych od popoludnia w czwartek do godzin południowych
w sobut~. Podczas tych trzech dni wokół zawijji sprzedawane
są różnego rodzaju
tov\ary. w tym slodycze, a dyskusje o cenach, o jakości towaru, śmiechy kobiet,
krzyki dzieci. stwarzają atmosferę swoistego jarmarku.
W każdą sobotę, od
ś\\ itu do południa,
mężczyźni wypcłniajązikr,
realizowany w dwóch fazach:
- śpiewy. obejmujące wszystkich,
- recytacja litanii (::ikr), ograniczona do zaproszonych
mężczyzn.
Vv pierwszej cz~ści na uwag~ zasługuje swoiste współgranie
wyrazen werbalnych z ruchem ciała. Odmawianie
modlitwy ma miejsce w nicco oddalonej
l1d ::u\t'ijji
grocie. Rytuał polega na przyspieszaniu
wypowiadanych
słów, co
\\ konsekv\encj i doprowadza
recytatorów
do stanu uduchowienia.
Po zakoI1clOnej cercmonii uczestnicy otrzymują okrągły chleb z zapieczoną
w środku
,11 i\\ ką i kuskus. przygotowany wcześniej przez kobiety, których życzen ia zostaly spełnione.

1'01 J. KloC/kO\\ski. 0/) cil. s. (,2.
I'm .I SI,:pil·lSki. lJ/uIir. \\: Mah' s/OIl'I1ili Iiu/lury ,{wiola arabskiego.
Warszawa
1971.
, 1.'11. /.rArlcsl s/C/cgl',lll\lll ckmcntem mcdytacyjnym
w muzulmal1skiej pob07.ności. wyra7anej
II 'I'ominanlcm
I\oga i ["()/myślaniu o Nim w czasie wypowiadania
100 naj piękniejszych
all\ blll(lI\ 130ga. np. Prawd/iwy. Żyjący. Wielki. To nieustanne wymawianie imicnia Boga ma na
cclll \\\/\\oknic
\\ C/IO\\ickll okrcślonych energii.
h

//'II/CIII.'.

I'tll.

1(,0

S. I:ClChioll .. "'un'!\'lIuces
IIIvsliques
fllil/.IICU ... I Itlll1111
c" I ')72. ni 12. s. 5(,.
1111'01 i!Jlllelll. s. S(,.
II Por. V. prlqllcs. r ',Ir/n'es cosnUi/UC dans
cllI i)ol'd-ollcs!
lI/ri('oin.
1',II'is I l)(&gt;4. s. 291 - 43(,.
'!

el cu/le

de possession

/0 pCłI.\'(;C populaire

dans

ct dans

la

mara!Joulismc

/0 vie quolidienne

�204

Zgodnie z obowiązującą zasadą zikr wypelniaj'l m&lt;;żC/y/.ni. alc \\ "yj,!tkowych sytuacjach "nawiedzone"
kobiety mogą przebywać \\ pum ieszC/en i LI
przylegającym
do groty. Jak pisze S. Ferchiou ... tc «chore» nic uczestnicz,!
w rytuale, nie śpie'vvają z mężczyznami, nic odmawiają modlitwy. alc jedyniL'
skandują formuły, będące atrybutami Boga. Gdy rytm staje si&lt;; bardZ() szyb"i.
zaczynają tailczyć, wprowadzając
się w stan szczcgólnego transu. ( ... ) Sean~
kOllcZy się, gdy mężczyźni milkną, a kobiety padają zemdh)llc" I~. W ś"ietk
tego opisu kobiety przeżywają ceremonial odmicnnie \\ porównaniu z 1111,';1czyznami, co można wyjaśnić przyjętym rozumienicm spolcC/nej funkcji pici
w społeczeilstwie maghrebiilskim.
Isawijja wyróżnia się pozyskiwaniem zwolenników wśn\d \\arst\\ ubogich.
Nie ogran icza się ona do m istycyzmu, a Ie wprowadza prakty" i u cechach
militarnych.
Ekstazę pojmuje się jako pokonanie bezsilnego cia la. PodC/a~
wypelniania obrządku uczestnicy, stojąc boso \V lnianych ubraniach, poch~ lają
się na boki, do przodu i do tyłu, a następnie chwytaj'l si&lt;; za biodra i rallli\)n&lt;.l.
tworzą kółko, zamykając w ten sposób siedz'lcego
\\' środku lllar;lblll;1.
odmawiającego
litanię na cześć Proroka i świ&lt;,:tych isl,lIl111(::.ikr). PO\\Oli imie
Allaha ulega transformacji, a w kOl1cowej fazie pozostaje .jui tylko slyszalnc
"h". Jest to wprowadzenie w stan upojenia mistycznego. sz.C/ególnego POI;\CNnia z Bogiem. Inaczej mówiąc upojenie ogarnia uezestni"ów etapami l;
Formę swoistej pielgrzymki - jednego z filaró\\ islamusYlllboiizuja
sedmiodn iowe spotkan ia organizowane latem (m i&lt;,:dzyC/eIWCCIll i \vrześn ienl l.
zakollczone złożeniem ofiary. Każdy muzulmanin
zobo\Vi&lt;jZany je"t \)db\ć
pielgrzymkę do jednego z miejsc świętych (Mckh
Medyny. a \v PólnOl:nej
Afryce do Kajrawanu). Wysokie koszty finansowe nic zezwalaj'l na \\~pdnienie tego nakazu, dlatego niektóre groby świętych tra"towane s'! jako obszary, gdzie można wywiązać się w pewnym sensie 7 polecenia religijnego
Wielu zwolenn ików posiada konfratern ia Tidżan ijja. Z\\ laszcz.a \\ ś,,'lll k\)bict, które poprzez gestykulacje ciałem, wydawanie ohzyków. naceChm\all) ch
melodycznie,
westchnieIl, doprowadzają
się do stanu upojenia mistyCl.negll
i równocześnie
nawiązują kontakt z owym świt;tym, otrzymując dar lI/c1rclwiania 14 Swoisty spektakl ma miejsce z okazji uroczystości rod/.innych. [a"ich
jak obrzezanie, wieczór panieilski, wizyta mloclcj malionki trz.ecicgo dnia po
weselu I.)."
Regularne spotkania odbywają się w sobott;. Zgromadzone kobiel) \\ \ p&lt;:lniają rytuał na stojąco, z rozpuszczonymi wlosami poruszają gloW&lt;l od !e\\(.:j "li
prawej stronie i odwrotnie, a pozostała część ciala pozostaje nierucl)()llla.
12 S. Ferchiou. op. cit, s. 56.
13 Por.: M. Chelbi. Musique et societe ell TlIllisie. Tunis I 9R:'i. s. (,2 - (13
14 Por.: ibid. s. 69.
15 V. paques. op. cit. s. 297 - 392. Por. też: Z. Dhaoudi. /-"1'1111111'.1'
tiellls /1'.1'~(/()/li(/s lu/iN
e.xc/lls. "Peuples Mćditerraneens" 1986. nr 34. s. 153 - I()2.

d,".

�205

jedynie stopy s;\ lekko przesuwane. Gdy rytm ulega zbyt szybkiemu przyspieszeniu. d\\ ie lub trzy mlode dziewczyny, wywodzące się z rodziny świętego,
pl)siaclające s/.Cl.ególną władzę z racji urodzenia, podtrzymują tai1czące, chwytając je pod boki i \V ten sposób przekazują im błogosławiei1stwo
świętego
(!&gt;umku) \('. Seans kOllCZy sit; upadkiem t3łlcząeyeh na podłogę. Taniec nawied/en ia mo/na pot raktować jako swoistą metodę leczen ia, Przyczyn ia się bo\\ iem ci() \\ yda kn ia zlych d/inów, działa terapeutyczn ie, oddala n iebezpieczel1st \\ a,
\\' środo\\ iskach miejskich, zwłaszcza Tunisu, ceremonie
'vV' ::awijjach
\\ypelniane s;l l. podzialem na płeć. Zachowania
mężczyzn w dużej mierze
odp()wiadają regulom religii nlllzulrnal1skiej. a zatem oscylują wokół sfery
\U('/'IIIII.
Praktyki czyni()ne przez kohiety, wyraźnie nacechowane
elementami
kultury ludowej. u()sobiają jJro/ónwJJ,
ZawiJia Sidi Ahmeda świadczy o dom inacj i !Jm/clIllIlIl.
al howiem ceremon ię charakteryzuje wymieszan ie zachował1
religijnych. wyra/anych
m()dlitwą, i zwyczajnych,
manifestowanych
rozmo\\ami o codzienn()ści. śmiechem, dziecięcymi krzykami, swoistym jazgotem
i przemieszaniem
się tIumu. Specyfik~ tego miejsca potwierdza wypowiedź 40letniej '·atim). gospodyni domowej, z wykształceniem
podstawowym,
matki
trojga dzieci, /ony wlaściciela sklepu: "Zawijja jest miejscem chętnie odwiedzanym prze/ kobicty. Klimat jaki tam panuje sprzyja odzyskiwaniu
dobrego
sa mo poc zu C I a ...
Cick;l\\ym knomenem
są wspólnoty zakładane przez czarnych rnieszkallCli\\ Maghrebu.
byl)' onc znanc już w czasach antycznych. Ich rozwój i znaczeIlie pu.ypada na okres panowania Almorawidów,
którzy w XI wieku pokonali
\\ beków (jilall)' i zislamizowali klasy panujące. Związki między Czarną Afryką
a \laghrebem z&lt;lcieśl1ily się dzięki wymianie handlowej. W XVI w. istotną rolę
odegraly armie utworzone z czarnych niewolników przez Moulaja [smaila 17.
Wspólczcśnic notujc się ograniczoną liczbę wspólnot czarnych społeczności.
5;1 to grupy skupionc w domach Sidi Blal. Z postacią Sidi Blala, niewolnika
\\~ 1\\ olonegl)
pr/.eI Mahometa, lIIuezzina,
uknuto wiele legend, potwierdzajc\cych l\\i;\Zek Al'rYKanÓw z islamem.
Jedna z nich glosi. iż pewncgo dnia córka Proroka Fatima zachorowała i nikt
z pr/y\\olanych
lekarzy nie mógł jej pomóc, Zrozpaczony ojciec wspomniał
tym Blalowi. który. po obejrzeniu cierpiącej,
z nazbieranych
ślimaków
\\ykol1al SZllur korali i trzymajclc go przed jęczącą z bólu kobietą t3l1czył i śpie\\ al. gdy nagle ukazal się czarny mężczyzna przekazując Blalowi grzechotkę
i c/Il'c!li&lt;: IX. W chwilę później chora podniosła się i zaczęła naśladować w gesl)

I r; S.

h:rchiOlL ofl. cli. s.

I s ('I/CC!llll
'lIkll;1. IlIlV()n;1

dl's ,fl(;,'/'iils

,,1/

59 - ()O.

d" !',/ji'iqlle dll Nord. l. 2. Paris ł 961. s. 229 - 2:11.
Il/.naCla Clapk~' bu daS/:ka o kształcie okrągłym. najcz.;ściej z czenlonego
pr/.N l\r'lhólI. I'or.: S. h:n:hiOll. techniqlles e( sociell:s exemp!e de !ajóbricaliot!
{lIl/isic. Paris I 'n ł, s. ~ I X - 220.

17 PilI'.. ('h. 1\. Julil'n.

f1isloir"

�206
tach swojego uzdrowiciela. Prorok dziękując za uleczenie córki przepO\\iedzial
Blalowi sławę w islamie.
Inna legenda opowiada o tym jak pewnego dnia Fatima pokłócila si(,.'z Alim.
swoim mężem i zamknęła w namiocie. Wówczas Rial poruszajclc kastanietami
tallczył i śpiewał. co zainteresowało
Fatimę, która uśmiechając si(,.'wyszln z Il(lmiotu i przeprosiła się z małżonkiem.
W Tunisie znane są dwa domy Sidi Blal: Dar Kul~1 polożony obok Bab t'l
Fella i Dar Bornu w pobliżu Bab Sidi Abdeslem. ZabudO\vani;1 tworz'lcc D;lI'
Kufa zamieszkują
rodziny pielęgnujące
stare tradycje af'ryk,ulskic
(jrób
świętego znajduje się w środku dziedzillca. Interesujący obrz(,.'d praktykujc si~
w sanktuarium: na rozsypany w kącie piasek sklada si(,.'psuj,\CC si(,.'jajka i liemię. Pokry"vająca grób świętego f~ranka ma ulatwić świytemu oglqdanie prL)niesionych darów. Elementem znaczącym jest także ułożone zielone podium. na
którym uill ieszcza się trzy talerze wypełn ionc malym i czer\\onym i papr)"am i
(kolor świadczący a związku z ogniem i pożyw'icniu bohaterćm l.
Na obrzeżach miasta działają również dwaj marabuci. wokól których ogniskuje się kult czarnych społeczności, a są to: Sid i Sil id w Seba Ila (na n'J\\ n inie
Mornag, na południe od stolicy) - i Sidi Fredż. przy drodzc do Karlagin)
(w kierunku północnym od miasta) I'J. Obrzędy wypelnianc przez picl"\\S/cgo
z wym ien ionych marabutóv·; skupiają się na kulcie ogn ia. drugiego natolll iast
WiąŻą się z ziemią.
Sidi Fredż, uważany za naj starszy ośrodek kultu, sklada si&lt;; z. trzech pomieszczell:
sanktuarium
z katafalkiem
marabuta.
lIckkorowan)'11l ilagami
czerwono-zielonymi
i dwóch izb, w których oddziclnie gromadzą siy kobiet)
i mężczyźni. Na zewnątrz znajduje się studnia ozdobio)w opuncji' (liga
indyjską), miejsce składania ofiary z kozia,
W Tunezj i wspólnoty czarnych praktykują rytllal s/(/III!J(//i . .lest to Inagiezn)
obrządek wypełn iony rytualnym tallcem przy dźwiękach bębna, kastan ie!' :1 11iekicdy małych gitar. Ma on na celu wyleczcnie osoby cierpi,\cej l1a dolcgli\\ośei
mentalne, stany lękowc, a także ochronę przed złym okicm i z.az(\rości,\, Pieśni
towarzyszące stambali, pomimo widocznej rcligijności, S'\ sprz,eC/ne I n,lkazami Koranu, Akceptację kultywowanej magii tlumaczy siy Obl'lll1,\ czk)\\icka
przed nicbezpieczellstwem
jakie mu zagraża 20
W Algerii, podobnie jak w Tune7ji, sanktuaria marabutów rozsiane po całym kraju i systematycznie
odwiedzane przcz micszkalkćl\v danego regil'llll.
świadczą a akceptacj i społecznej 21. Ich odmienność od oloczen ia naj czyściej
sygnalizują następujące formy kopuł: półkuliste, ośmiok'llnc
stoiko\\e. ostrołukowe, w kształcie gruszki, piramidowe; w rejonach górskich moi.na spotkać
też chatki bez kopuł, odpowiadające
lokalnemu budownictwu. WYI'l')żnia je biel
I'J Sidi Said i Sidi freuż - są lo marabuci.
20 Por 1-:. Dckhli, op. cil. s. 264.
21 Por: M. KhdliL La Kabylic oll/'Andlre

sacrijie. 11;IrI11allan.

!'aris

I ()X·t. s

n -2."\.

�207
~cian. malO\\anych wapnem. Polożone często na pagórkach, wtopione w zielcJl,
illlć lub szarość pcjzażu przyciągają
oko podróżnika.
W Oranie i jego okolicach występują najczęściej
kopuły ośmiokątnc
lub konstrukcje
bez kopul,
będące równoczcśnic
domem zamieszkania
marabuta.
Odwiedzający
znoszą
talll różnc dary oliarnc. najczęściej są to zielone kapy pokrywające
grobowiec,
\\ ata \\ postaci paciorków,
bransolet
ze szkła, pęczków
ludzkich włosów.
o\\oce itp.
W początkach
lat sześćdziesiątych
w Oranie mistyczny
kult świętych
og.raniczal się do tr/.cch ośrodków pod wezwaniem:
Sidi el Hasni (w Salancsse). Szejk Bclahwel (w Mcduni) i "Moqadma"
Zohra (w el Hemri). Po
odzysKaniu przez Algcrię niepodległości
(w 1962 roku), powracający
z Maroka
cmigranci założyli nowe ośrodki kultu. w nich praktyki rytualne nieco różniły
sit; od rodzimych. Odmienność
przejawiała się m. in. w sposobie odmawiania
litanii :;ikl". Odwiedziny w :;awiiii można podzielić na zwyczajne. mające miejsec raz w tyg.odniu i okazjonalne.
przypadające
w święta religijne. zwłaszcza
l:rudziny Proroka (Millie/) i Noc Przeznaczenia
(arab. Lajlal al Kadar, 26/27
dzieli r&lt;Hnadanu): obejmują
one dwie fazy: religijną
i świecką.
Istotnymi
elemcntami aspektu rcligijncgo są: modlitwa, palenie świec i kadzidła z żywicą.
Ś\\icckość
przejawia
się w wymianie
poglądów,
swobodnych
rozmowach,
biesiadowaniu.
zakupach. 7. okazji wielkich uroczystości
w algierskiej zawijji
handluje się towarami, często przywożonymi
z Maroka lub Europy. W okresie
ramadanu podczas Nocy Przeznaczenia
(arab. Lajlat al Kadar) bosi i odziani w
lniane szaty meżct.yźni recytują uroczyście
formuły imienia Boga (Allah. .. ).
Rytual rozpoczyna powolne poruszanie ciałem i spokojne wypowiadanie
słóvi,
potem przechodzą one w rytm przyspieszonych
gestów, szybciej wypowiadanych fraz i coraz mocniejszego
uderzania stóp o podłogę, co wprowadza uczestników \V stan upojenia mistycznego.
Urodziny Proroka (Mulid) są również
oka7ją wypełnienia obrzędów w sposób spektakularny.
Nadzwyczajność
obja\\ ja się zlożeniem
ofiary z barana, biesiadą,
białym strojem, nakładaniem
henny. a także dźwiękami
muzyki zachęcającej
do tallca. Zwierzę ofiarne
zostaje czyścio\Vl) wykorzystane
do potrawy rytualnej, jaką jest kuskus, a po10\\ ą. \\" form ie jałmużny
(zakut), obdziela się biednych. Uczestn iczące w ceremoniale kobiety występują \V bialym stroju, symbolu czystości, z okrytą głową
i bosymi stopami. Pomieszczenie,
\v którym dokonuje się obrzęd, zostaje wysprzątane. okadzonc i uperfumowane.
Około północy, gdy zbliża się godzina
symbol icznyeh urodzin, przy dźwiękach
muzyki granej na instrumentach,
kobiety podnoszą się trzymając \V rękach zapalone świece, recytują tekst modlit\\y. uderzając mocno stopami o podłogę. Mistrzyni ceremonii przygotowuje
henny i nakladil jel zebranym. Obrzęd trwa do wschodu słoJlca.
Innym przejawem aktyviności w zml"ijji są cykliczne spotkania kolektywne
o charakterze
pielgrzymki.
Gromadzą
one mieszkaI1ców danego regionu na
okres 7 clni i nocy. Uczcstnicy przynoszą zc sobą talerze kuskusu, ciasta, chleb,

�208
nocne okrycie oraz przyprowadzają
zwierzę, które zosIanie zl%llc \\ ofierze.
podobnie jak czynią to pielgrzymi w Mekce.
Moi rozmówcy w Oranie naj bardziej cen iIi dwie ~{/\riu('. pod \\'l'Z\\Cln iem
Sidi el Hasni (Salanesse) i Sidi el Huari (znajdujące sit,: \y pobliżu Kasbyl. gd~ ż
ich fundatorzy są uznawani za patronów miasta 22. Ośrodki Ie ka:i.dego tygodnia
gromadzą rzesze kobiet, których wizyty mają różnorodny charakter. Interesująca okazała się wypowiedź jednego z micszka"JCów dzielnicy (hanu. 1\ której
mieszkałam (Dar el Beida), 60-letniego Mustafy, wlaściciela sklepu. Bardziej
cenił on zavvijje niż wybudowane meczety \y niepodleglym p,uistwie, t\lierd/ąc.
iż "zawijje posiadają nabyte w ciągu wieków błogoslavvielistwa
(!Jamko)
świętych założycieli, w przeciwieIistwie do nowych budowli sakralnych".
W przekonaniu
społeczeIistwa algierskiego marabut. pe1ni'lcy mi\,' pośrednika między fundatorem ulwijji a jego wyznawcami, posiada dar uzdr&lt;l\\iania.
Najczęściej niesie on pomoc w przypadku niemocy seksualnej. nieplodności.
choroby psych icznej. Zwracają się do niego równ ie/ mlode d/ie\\cz(,.'ta pragnące wstąpić w związek małżellski. Uzdrawiacz d/iala \V atmoskrze
s\\oistej
egzaltacji, podniecenia, dzięki czemu wplywa na cierpi,\cego. LeC/enie polega
na oddziaływaniu na cialo za pośrednictwem
takich metod jak: :iygadlo. baliki.
dotyk, lewatywa i podawanie mikstur ziołowych oraz odm&lt;l\\ianie modlit\\:
i wypełnianie zabiegów magicznych.
Kaidy I uzdrawiaczy
skupia \\ sobie
wiele funkcji i technik równocześnie: zaklinacza. udzieiaj;leego blogos!m\ iClistwa, wykonującego praktyki magiczne, które mają przynieść ulg(,.'cierpi,\cemu.
Znaczącą rolę w Oranie, jak i w całej !\Igerii, przypisuje si\,' n'mnie/ animistycznej formie marabutyzmu.
Najbardziej znana w Oranie jest konfraternia
Sidi 81al, której fundatorzy wywodzili siC; z Sudanu. Znajduje si(,.'ona \\ (ifielnicy Ville Nouvelle, w pobliżu współczesncgo
wielkiego eentrulll IwnJII)\\ego
(arab. mediny), a ongiś miejsca sprzedajy nicwolników. Praktyki. jak t\\ierdzil
jeden z rozmówców, są swoistą mieszaniną inwokacji religijnych i lllistyClnych. Członkowie tej wspólnoty corocznie praktykuj,j rywal wodzeni,l byka ~;
Przystrojone
w kolorowe wstążki zwierzę jest prowadzone
w towarzyst\\ ie
kilkunastu mężczyzn w różnym wieku, przy dźwiękach m L1zyki wygrywanej
przez jednego z uczestników na wielkim tamburynie, a czasami też IW kastanietach. Niektórzy mieszkalicy przekazywali im dary, naiCl.~'ścici byly tn jakieś
skromne datki. Moi sąsicdzi podkreślali murzYl1skic korzenie rytualu. wskazując równocześnie
na uczcstn ików, ich wyraźn ie ciemn'l "arllacj&lt;,:. Opn\\\ adzone po ulicach i osiedlach zwierzę ski ada no w ofierze. RytLlai nliar)
najczęściej dokonywał się na plaży w atmosferze 1,1I1e(')\\ i glośncj Illu/yki
Ceremonial
ten nazywano świętem byka. I.etknęlalll się n'\\\niej I Innyllll

22 Marabut Sidi Mohammed
1::1Huari pochodl.i1 / rvLlIok,1. /m&lt;trl
Jego grób zoslal ufundowany w 179.' roku za panowania bcp OlhlllaJl'1.
2'1" Ów obrl..yd oglądalam IV lalacb 1987-1 l)') I.

II

()r;lllic

II

l·!.,') ](,ku

�209
nazwami: .,Świyto bobu" i "Powitanie wiosny" 24. Genezę tego obrzędu podaje
E Dcrmenghem.
Otóż w przeszłości bób był ulubioną potrawą mieszkal1ców
Czarnej Afryki. Za worki tej strączkowej
rośliny kupowano
niewolników.
Pcwien sultan mial czarną konkubinę,
która urodziła mu ukochanego
syna,
nazwanego imicniem Blal. Algierczycy, chcąc pozyskać łaski sułtana i sprawić
mu przyjemność,
zrzckli się tego handlu. Czarni uznali więc Blala za zbawiciela. Po jego śmicrci wznieśli mu grób (kubba) na plaży Hamma i postanowili
nie jeść bobu. zanim nie odprawią dorocznych ceremonii i nie zabiją byka 25.
Dzisiejsze znaczenie tego rytuału potwierdzały wypowiedzi moich rozmówców
- ..spożywanie bobu wiosną musi być poprzedzone
złożeniem ofiary z byka".
Z rclacji wiadomo. iż w bractwie Sidi Blal w Oranie kobieta w sytuacji szczególnej może pelnić rolę organizatora obrzędu. Zwłaszcza w zachodniej Algierii
\\odzcnie byka praktykowane jest również z okazji wydarzel1 rodzinnych i religijnych. a takżc jesienią. W regionie Morza Śródziemnego
byk jest zwierzęciem cenionym szczególnie
i jego kult przetrwał do czasów współczesnych.
Znamicnnc. iż obecnie wodzenie byka i złożenie go na ofiarę praktykują głównie Algierczycy o czarnej karnacji.
Rytuały wypełniane w ludowych ośrodkach kultu można ująć w aspekcie
socn/lll
i IJm/cllllllI/.
Grób świętego i realizowanie
wokół niego zachowania
posiadają wyraźne znamiona sakralnosei,
podczas gdy zachowania
w obrębie
:;u\I'ijji reprezentują
cechy zwyczajne, czyli odpowiadające
profanum. Nadzwyczajność. naznaczona świętością, dochodzi do głosu podczas ważnych uroczystości religijnych, gdy przy grobie świętego pod przewodnictwem
szejka zgromadzeni mężczyźni oddają się medytacji zbiorowej (zżkr). Nawiązanie kontaktu
z istotą nadprzyrodzoną
dokonuje się za pośrednictwem
rytualnie powtarzanych
99 przymiotów Allaha. Recytacja tych formuł przebiega w narastającym
rytmie,
co w konsekwencj i ma doprowadzić
do swoistego
uduchowienia
i stanu
ckstazy. ZachO\vania te ukazują wymieszanie sacrum i profanum.
Odwiedzanie
świętych
grobów
świadczy
o religijności
społeczel1stwa
maghrebillskiego.
Powszechna
aprobata marabutyzmu
dowodzi potrzeby gromadzen ia się wokól konkretnych
osób, postrzeganych
jako spadkobiercy
rodzimcj tradycji, a równocześnie
utożsamianych
z religią Mahometa.
Postawy myżczyzn mieszczą się w zasadach i regułach religii muzułmal1skiej. praktyki
wypełniane
przez kobiety
dowodzą
kontynuacji
tradycji
ludowej. W przeszłości, w okresie utraty niepodległości,
zawijje cementowały
spoleczellstwo.
stwarzając warunki do pielęgnacji rodzimej kultury. Jak pisze
\1. Chclbi,
"Chorągiew
konfraterni i ( ... ) stanowiła
prawie
ekwiwalent
narodowcgo sztandaru" 26

24 POl"

: ;\

2"

//)((ICIII.

2h

\1.

t-l- Lud [. LXXIV

Ikl"ll1c:ngilC:ll1.

op. cil. s.

s. 2(,8-270.

Cilclhi.

0/)

cil. s.

71.

268 - 270.

�210

Zawijja z czasem stała się nie tylko miejscem spcktakulam)'ch
\\yclarzdL
ale ośrodkiem prawnym, medycznym, artystycznym i hotclowym rcgiollu. f5(lgactwo zachowall, w tym m. in. utrzymanie poclzialu ze wzgl&lt;;du na piel' oral
wielorak ie funkcje tych ośrodków,
obrazują
stosunek
SpOIcUCllst \\a lk'
przeszłości,
Dzisiaj wypełniane tam zachowania
świadczą o t\\orlcniu
si&lt;; Ilo\\ych
więzów w poszczególnych
społecznościach.
Ookonuj'lce si&lt;; przekszlalccllia
tradycyjnego
systemu obyczajowego,
w tym zwlaszcza trudności \\ c1(l~t()sowaniu się do odmiennej rzeczywistości,
powoduj'l, iż :;({llijie pc/nią fUllkcje
tzw, wentyla bezpieczel1stwa 27, a zatem mediatora mi&lt;;dz)' przeszlością a terainiejszością. Współcześnie zawijja funkcjonuje jako:
- pustelnia, gromadząca grupy zwolenników jej założyciela
wyllbrai.ollcg(l
i rzeczywistego (zmarłego lub żywego),
- obiekt przeznaczony do nauczan ia,
- ośrodek kulturalny.
Jej znaczenie potwierdza rola integrująca poszczególne \\SpóhHlty. Ll11acn ialy się tam równ ież normy odpowiadające
systemowi wartości. \\ ś\\iet Ie
którego rozgraniczano obowiązki na myskic i 7.cllskic, przy czym m~'iClyźllic
przypisywano działania jakościowo wyższe. W tym kontekście /..rn/umial) swje
się podział aktywności według płci. Inaczej mówiąc, m&lt;;żcz~;lli skupiaią ~i~
wokół grobu świętego, a kobiety w obrębie z(l11'ijji.
Zarówno ascetyczną, związaną z islamem, jak i animistycznil, \\yrastal'JGI
z korzeni afrykal1skich, wersję marabuty/mu nalei)' uZllać za jedcll /. wai.nych
przejawów
współczesności,
świadczący
o wspól istn ien iu rói.nych tr:ldyci i
w Maghrebie,
Anna Barska
THE TOMBS OF HOLY MARABOlIIS

I\S TIlL

C11\TRIS

(li

W(ll{SIIII'

IN TtJNISL\ AND I\LCiLRli\
(Summary)
The article róeuses on maraboutism.
a cult or persons and placl's conslderl'd as '"pellJalur;ti.
which is a phcnomenon
deriving li'om popular religious helicIs ehar;teleri~lie
ol' \LIghrel'
communitics. The author describes various tórms orunusual
heha\ior praclisl'd sql&lt;lrall'" 1)\ Illen
and womcn wilhin the confincs or Ihe area called \\ ilh Ihe I\rahic ll'lln ~llI·lIY{/.
ill II hich the'
actual or symbolic tomb of the dead marahOlII is 10calL'd. Special ;ltiL'lllillll 11;1.' heell p;lic! 1&lt;'
ceremonial
differences,
in paltiClilar lo 1\\0 dirkrcnl
limns or m&lt;lrahllllll'IlL SlIlil·. rl'l;l!ed t"
Islam. and animistic, rooted in AIi'ican culture.

27 G. Balandicr,

Sens et jJuissallce.

Paris 1971. s. 109.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7037" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7017">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e6fba0635dafec629e43d207566d21ca.pdf</src>
        <authentication>e53f0912caf98d6b42bd9ccbd4a33379</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83800">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1934</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83802">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83804">
                <text>kultura społeczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="83806">
                <text>pogrzeb</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="83808">
                <text>Tunezja - obrzędowośc pogrzebowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83810">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1795</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83812">
                <text>LUD 1987 t.71</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="83815">
                <text>Obrzędowość pogrzebowa w Tunezji / LUD 1987 t.71</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83817">
                <text>LUD 1987 t.71,s.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="83820">
                <text>LUD 1987 t.71,s.171-178</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83822">
                <text>Barska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83824">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83826">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83828">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="83830">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83835">
                <text>Lud, t. 71, 1987

ANNA

BARSKA

Opole

OBRZĘDOWOŚĆ POGRZEBOWA W TUNEZJI

W sferze życia rodzinnego ważne miejsce zajmują zachowania związane ze śmiercią. W każdej kulturze wyłączeniu jej członka ze społeczności żyjącej towarzyszy obrzędowość sankcjonowana obyczajem. Wyznawcy religii Mahometa odejście pojmują jako wyrok opatrzności boskiej, który należy przyjąć ze spokojem i powagą·
Przedmiotem naszych rozważań są obyczaje i obrzędy pogrzebowe
jakie występują na obszarze północnej Tunezji 1. Mieszkańcy tego małego
państewka (6,5 mln ludności) są w większości wyznania muzułmańskiego. W momencie uzyskania niepodległości (1956 r.) islam uznany został
za religię państwową i czynnik zespalający społeczeństwo. Chociaż życie
polityczne i społeczne charakteryzuje świeckość, to fakt przynależności
religijnej państwa został zadekretowany w konstytucji uchwalonej 1
czerwca 1959 r. w artykule 1. W dokumencie tym w artykule 37 podkreślono również, że stanowisko prezydenta może pełnić tylko muzułmanin.
W tym kręgu kulturowym śmierć pojmuje się jako przejście z ciała
żywego w stan pozbawiony życia, symbolicznie neutralny. Zabezpieczenie
interesów własnych i umierającego wymaga od rodziny spełniania określonych praktyk. Dlatego też zgromadzona wokół łoża rodzina zobligowana jest do recytacji odpowiednich fragmentów Koranu, akcentując
zwłaszcza wyznanie wiary: "Nie ma Boga prócz Allacha, a Mohamet jest
l Usltalenia
zawart-e w arlt)'1kule poooodząz
obserwacji
:i rOLmów przeprowa.ctl,onych w Tunisie i okolicach w Jataoh 1983 - 11984. Najcem;l1Jiejsze informacje
uzydkalIlo ·od dwóclh m~elszkalIlek sto~iicy TUlnezji (rok urodz. 1926 i 1930). PO!ZD:stałiinterlokuto'rzy niechętntie li wymijająco odpowiada]i na, SJtarwi,ane~m py1;ania {) obrzędach pogrzebowych. Ich positawę można wyja,śn&lt;ić koncepcją s:tylu żyiCia oiklreślającą sprawy rodzill1ne jako 'tlalbu. Ponadto wykorz)'1stano lIlas!tępują,ce pozycje ISIOCjOl&lt;Jgkzno-eILnograiiczme: M. Chebel, Le CO'I1PS dans la tradition
au Maghreb,
Paris'
1984, cd. PUF; J. Quemeneu'r,
Rites et coutumes
juneraiirelS
de Tunis, "lBLA"
1964, nil' 106 - 1e7, s. i2l33 - 244 (Jteks,t arabsko-francuski);
K. T,mar:zize1;, Tunisie.
Rites et cerem.onies, TU!rllLs1&lt;9'79, ed. MaliLs.onTUlI1~sQerune,
iS. 63 - 69;
Mały Słownik
ku !tury
świata
arabskiego,
Wa'11Szawa '1971; H. de MoIntety, Femmes de Tunisie,
Paris 1958, ed. MOu!tOll1,
s. 50 - 51; P,or. też: E. SZ)'1mańs'ki, Zwyczaje, obrzędy i symbOle religijne
w islamie,
w: Zwyczaje,
obrzędy
i symbole religijne,
Warszawa
~978, s. 504 - 512.

�172

Anna

Barska

jego wysłannikiem" (La ilaha illa'Llah wa-Muhammad rasul'Llah). Równocześnie dokonuje się wielu zabiegów ułatwiających zejście: na szyję
kładzie się trochę wody czerwonej, a w usta wlewa kilka kropli miodu
i niewielką ilość wody 2. Czynność ta wiąże się z przekonaniem, iż w godzinie agonii dusza opuszcza ciało poprzez usta, osuszając je. Miód i woda w tej sytuacji mają na celu umożliwić nadejście śmierci, a także
ochronić umierającego przed ingerencją szatana.
Ręce, stopy i głowę układa się na jednym poziomie, aby zachować
sylwetkę. Zamyka oczy, a w razie potrzeby i usta za pośrednictwem
chustki podtrzymującej szczękę. Pozostawienie otwartych tych organÓw może w świetle panujących wierzeń spowodować śmierć kogoś
bliskiego. Dzieci w tym czasie przebywają poza domem; z reguły u sąsiadów lub krewnych, idzie o to, aby nie słyszały i nie widziały momentu zejścia.
Po stwierdzeniu zgonu metodami ludowymi 3 nieboszczyka przenosi
się z łó*a na dywan lub matę i kładzie na środku izby, pozbawia się
go szat, przykrywa prześcieradłem i rozprostowuje nogi, w konsekwencji
czego przybiera on postać określoną jako "wydłużenie zwłok". Wokół
umarłego rozkłada się materace, dywaniki i maty, na których czuwają
bliscy. Przy głowie zapala się świece i stawia chleb. Pomieszczenie,
w którym spoczywa zmarły, nie ma sprzętów, a drzwi pok!yte są suknem. Jeżeli zgon nastąpi wieczorem, wówczas zmarły pozostaje w obrębie domu całą noc. Towarzyszą mu kobiety i recytatorzy Koranu.
Ważnym elementem obrzędowości pogrzebowej jest ceremoniał umycia ciała 4. W tym celu przygotowuje się specjalną deskę oraz ciepłą
wodę w ilości dwóch lub czterech dzbanów. Zwłoki ułożone na podwyższeniu poddawane są trzykrotnemu polewaniu wodą, równocześnie nieboszczykowi obcina się paznokcie, wąsy, goli brodę, pachy, wkłada watę
2 Miód w :kulturze
Maghrebu, Z'W1.ac5,zcza
wś'ró&lt;:! iilluzJUłmanów, posiada 'różnorod.ne Itnterpreta'cje. T€fn słod,kii proid'Uktt w)'!sltępuje Z&lt;łTaW,DlO
w obrzędowośd
we1S€,lnej jalk i pogrzebowej. Podaje się go panu młodemu jako §rodeJk zwiększający
popęd płciowy (act'rodyziJaik),ale rÓWIIlocześni.e zabiega się, aby ipaJIllnamłoda me
ujrzała kirolPli tego płynu, gdyż w Iteu uroCZylSItościiSltanaw1 &lt;m dl'a Il'liiejzłą wróżbę.
Natomiast
wysłany prZled ślubem Uichod~ za znak LSiZ'Częśliwy(porte-bonheur)
Zwyczajowo spOiŻywa się go w c=ie
prakityk pogrrebowycl1. Por. E. WestcT'ffialfck,
Les ceremo17Jies du manage au Maroc, Pa,ris 19:al, s. 24, ed. Leroux.
3 SUaU'lI
umieroljącego :bada się poprzez:
- SlprawdzenJe żyły, która przechodzi pod pOObródkiem; jej puliSlowamie świadczy O'żydu;
- prZyikłada.nlie 'Lusterka do rust i nQsa, a mll9tępni'e obser,wowanie jego powierzchonli, pojawienie slię pary sYgIIlalizruje funkcj&lt;Jinawa,nlie or:gan,j~mu.
Uśmiech na twarzy umiemjąceJgo w momencie wydalw~ia
&lt;JisltaJbnie.go
ItclhJ1'ienia
iJnltellPUetujesię jalw wejście do raju.

�OI3HZWDOWOŚĆ

POGRZEBOWA

W TUNEZJI

173

w oczy, uszy i odbyt. W czasie ablucji odmawia się odpowiednie fragmenty Świętej Księgi. Kolejną czynność stanowi opasanie szczęki kawałkiem materiału z bawełny, inne rodzaje tkanin są zabronione. Również
nie upiększa się nieboszczyka biżuterią oraz nie chowa w trumnie,
a jedynie zawija w całun. Strój umarłego, zgodnie z konwencją religijną, cechuje skromność, a zatem są to spodnie, tunika i turban. Liczba
owych szat musi być nieparzysta (3, 5, 7), a także szyta ręcznie.
Latem pochówek odbywa się tego samego dnia, kiedy nastąpił zgon,
natomiast zimą następnego. Poprzedzają go nieustanne modlitwy. Grupy
recytujących zmieniają się, każda z nich musi być nieparzysta. Zmarłego, zawiniętego w całun, a następnie w dywan, przenosi się przez drzwi
i kładzie na noszach. Równocześnie formuje się kondukt pogrzebowy
złożony wyłącznie z mężczyzn. W tym czasie kobiety przebywające
w oddzielnej izbie opłakują zmarłego. Konwój kieruje się do meczetu
albo zmierza prosto na cmentarz, gdy odpowiednie modlitwy zostały
odmówione w domu. Wypada zaznaczyć, iż wprowadzenie zwłok kobiet
do meczetu ma miejsce tylko wówczas, gdy pochówek odbywa się w piątek. W kondukcie uczestniczą lektorzy Koranu, akompaniatorzy, osoby
niosące zwłoki i rodzina. W trakcie drogi zmieniają się transportujący,
gdyż przenoszenie ciała zmarłego w mentalności grupy traktuje się jako
cel dobroczynny, chwalebny, dlatego też nikt nie unika tej zaszczytnej
funkcji. W pogrzebie biorą udział również przyjaciele i sąsiedzi, a także
dołączają się znajomi, tworząc w ten sposób spory tłum. Jak już wspomnieliśmy, manifestacja ta pozbawiona jest kobiet. W czasie drogi rodzina zmarłego zatrzymuje się i przyjmuje kondolencje od tych, którzy nie
mogą wziąć udziału w grzebaniu zwłok.
Cmentarz z reguły znajduje się na skrzyżowaniu dróg na małym
pagórku, widziany z różnych stron. Jego obecność sygnalizują miejsce
ann biel grob{jw. Ciało składa się do uprzednio wykopanego dołu o głębokości 120 cm, s~ćcrokości 60 cm i długości odpowiadającej wymiarom
nieżyjącego; głowa winna być skierowana w stronę Mekki 50 Zwłoki za~ W rytuole ablucji obo'wiiązuJe zasada płoi, śdi,śle przes'brzegana W świecie
dojrzałych mę;,c;yzn j kobiet. Brak naitormiast precyzyjnych
ustaleń w tej sprawie
'.V pC'ZYIJ:ldkudzil'cka. Wprawdzie
obyczaj nakazuje po:stępowanie idell1tyczne jak
wobec dO"o,;)y::h, jedl"\k w ć'y'tuacjach szczc&gt;gó1nych norma ta może być złamGll1a
i nie wy\Vołu.;~' C;),l"wnL) fakt mycia dziewczynki
przezmężezyznę,
a chłopca
.v·zez kobietę. OC'))};l zajmująca 'Się myc1iem oiała zobowliązall1la jest przygotować
umarłe:",..! ,'trój, atclk7.e przy!Ząd-zić wonności, kitórynlli są m. in. żywica piskacjowa, P'lczki róźy i goździki. Pachnidłami
tymi posypuje
się sz'czególnie
czułe
i wrażliwe C7G~CI ci"b
5 W,s.zelkie C7y:ności
rytualne
należy ls'pełnić poprrez
zwrócenie się twarzą
w kierunku Me,kki, jednego z ,trzech wielkich ośr,od-ków pielgrzymowtmia
muzułmanów.

�174

Anna

Barska

winięte w całun i złożone w grobie pokrywa się kamieniami i ziemią·
Sposób ułożenia kamieni sygnalizuje płeć nieboszczyka. Na grób mężczyzny ustawia się dwa w formie stożka, natomiast w przypadku kobiety
dostawia się trzeci na poziomie środkowym.
Obrzędowość na cmentarzu w dniu pogrzebu zamykają kondolencje
składane bliskiej rodzinie zmarłego. Czynność ta nie dotyczy krewnych,
uczynienie takiego gestu uznano by za nietakt. Wyrazy współczucia kuzyni zobligowani są złożyć dopiero w domu żałoby po powrocie z pogrzebu.
Ważnym filarem islamu jest jałmużna (zakat) 7. Ten podstawowy
obowiązek muzułmanina towarzyszy również śmierci. Kobiety odwiedzają
miejsce wiecznego spoczynku następnego dnia po pogrzebie przynosz,.ąc
ze sobą specjalnie wypieczony na tę okoliczność chleb, który rozdają
biednym i żebrakom, co z kolei stanowi formę jałmużny w intencji nieboszczyka. Tę samą czynność powtarza się 3, 7 i 40 dnia po zgonie. Informatorzy przywoływali wierzenie, iż pominięcie tej formy ceremoniału
może wywołać negatywną interwencję ze strony zmarłego.
Pamięć o tych co odeszli tkwi mocno w świadomości społeczeństwa.
Świadczą o tym zwykłe wizyty na grobach bliskich w czwartki oraz
uroczyste z okazji następujących świąt muzułmańskich: Ramadan 8, Małe
Święto 9, Wielkie Święto związane z ofiarą baranka 10 i L'Achoura 11.
" W IkiońcO'wej fazie ceremoniaŁu pogrzeboiwe'go Ie mueddeb przyJkłada ucho do
ziemi, a,by upewlnl'Jć s'ię czy dusza zmalrłego już odle'di1ała. Sytua'cję tę opisuje
E. de MOLrtiety,op. cit., s. 50.
7 JaŁmużna
(zakat) to fOifma O'czyszc.wnia się i CzęSClOwego zwróc·enia nagl"omaidzolrlyoh dóbr Bogu. Rfl21limcja itiego filal'u odbywa się w czasie 'świąt muzułmańskich,
a Itraikże jeslt nli1eodłączlnym atTybu'tem obrzędowoś{~i pOIgrzebowej.
D Ramadan
(palący) dZliewliąty mies1iąc według 'kalendarza
muzuŁmańskiego. W świeiUe zaleceń P!l"o,poikawmiesiąlcu
tY'm obowiązuje PO[\l od ws'dhodltl do
zach:)du :słońca, a także pOIW,sbrz)'lmywalniesię od pcilenia papierosów i ,,&gt;toslunków
seksualnych.
Kito złami e tę zasadę, uchodzii za. Iniiewielrcę. Post sita:nowi dla wyznawców religii Mahon'1eta Hu!j'lepszą fonmę pokuty za popeł,nione grzechy w diągu
rf'ku. ZWOllDlielniz tego olbo,wiązku są 'ludzie s'taJfzy, chorzy, rk,obie'ty w ciąży, mat,ki kwrmiące, ,a t,a,kże podrói.i"i,. Posiłek spożywany wieczo·mm wini'8ln być skrDmny, 'W p;'aiktyce są to przyjędia, na kltórych kons1umuje :siię z!nalczmliiewięcej niż
przeciętnie
9 Małe
Swięlto (L'Aid as Saghir) zwalne też Swięittelm ZaikJońcwnia, pOInieważ
rozpOICzynla'"lię IW i(Jlslt,atniąnoc 'ramadaJl1Itl i Itrwa dwa dni. Zwinlsituje je również
tzw. al-fan.tasijja,
czyli popis jazdy kJo'l1lnejli IStrzlc1alniez brOnli pa.lnej. Oczywiście,
jak każde śWlięto muzułmańskie
oibe,jmuje ono modliltwę, w tym przypadku
na
wolnym powieitlrzlU, ktĆi.·ą z kolei winino poprzedzać rozdzielenie biednym jałmużlny tzw. "przi2rwania pO'J~u". W spo~kalniach "oidzlilnny'ch domi,nltlje atmosfera r&lt;:1',dości .i wesella. W 1984 w cenrtrum miasta TUlnilSUoglądano realizalcję oby'cza;ju
z-namLonująceg,Q !ten ,dzień, a nazywanego poltocZinie "świętem dZJieci". Od rodziców

�OBRZĘDOWOSC

POGRZEBOWA

W TUNEZJI

175

W tych szczególnych dniach zapala się świece oraz kadzidła. Niekiedy
na gałęziach drzew zawiesza się vota w postaci małych strzępów z lnu,
jedwabiu lub flaneli. U wezgłowia umarłych stawia się żywność i zbiorniki napełnione pewną ilością perfum lub wody. Wiktuały te zostaną
zabrane przez potrzebujących 12.
W świetle tradycji maghrebińskiej groby winny cechować prostota,
skromność w przeciwieństwie do obyczajowości europejskiej. Pomimo
owych zakazów widzi się mauzolea i pomniki.
Istotnym zjawiskiem kulturowym w krajach Maghrebu jest stypa.
Zgodnie więc z obowiązującym wzorem naj bliższa rodzina przy wsparciu
krewnych i przyjaciół przygotowuje posiłek. Uroczystość ta fetowana
jest trzykrotnie, a mianowicie trzeciego, siódmego i czterdziestego dnia
po zgonie. To specyficzne spotkanie wymaga określonych potraw, a także recytacji odpowiednich fragmentów Koranu. W tym celu zabija się
barana, co stanowi formę ofiary w intencji zmarłego, gotuje się kus-kus 13. O swoistej atmosferze decydują elementy smutku, wspomnienia
o tym, który odszedł, modlitwa, a także pojawiające się tematy nawiązujące do spraw życia codziennego. Oczywiście, jak każde przyjęcie
wyznawcy religii Mahometa, tak też i stypa pozbawione są alkoholu.
Część żywności przygotowanej rozdaje się w formie jałmużny. Po czterdziestym dniu od momentu śmierci zaprzestaje się żałoby.
Wdowie wolno wstąpić w kolejny związek małżeński po upływie
wym&amp;'ga sit; ofiarow.ania p~€zentu kaŹide:mu d'ziecku ,a ~akże nowego ubranka.
SpeŁnienie tej .powi.!1ll1JOśd
&lt;it:;,k&gt;umeru
uje fa.togt"'2ai:a.,ale mlie zwyczajna, gdyż musi
ją wyróimfj'ać Un, na jakim została wykonana. Z,nakiem szczególnym są dekoracje
wzbogacone eleme&lt;nta:mi religijnymi,
:bądź pomnik wieł,kkgo
myśoliciela średnio\\'iecznego, urodzonf'go w Twnlj;s~e- Ibn ChallduJila.
lO Wie,lkie Swiiętto {L'Aid
o&lt;ll-Kbilr) zwane też Świętem OIDa,r. Przypada
ono
na dziesią'ty odzień miesją~ dhu'l-hidż:cEa i trwa obecnie dwa dini'. Swięto ltio zostało ustanowi·one dla ·uc.zczlelllEiadlllia, w któ7ill
pii'eilgrzymk,a ,slkłada o!fiary ze
zw;erząlt w doliniie Mina. SpOlSób za'fzyna&gt;nia wyb:-anego zwier.zęc.ila,o!fiaonnego musi
mieć ciharak,te'r ry,t'Ualny. Swięlbo to ,ma \!la celu 'UJma'onia'nie więzi rodzinnych,
a zwłaszcza ws.zys.tkiich wierzących wyzna'wców Allacha
11 L'Achoura
dziiesiąty dzień pierwszego miesiąioa muhiaI1raan według kalendarza muzułmańskiego.
WyróŹiillia g·o świiąteczlność. Jest /to 'czas zalbawy i równocześnie r'ozdaw&lt;Jnia jałmuż,nyoraz
odwiedzanie
g,-'obów. Wiąże się m. in. ze
stworzeniem Adama, pr.zyj~cie je,go skl'U'ohy oraz uratowanlie Noego; a także upamiętnia tragioc,mą śmie.rt' Hus,seina, W'l1IukaPr,xoka.
12 M. Chab€~, o·p cit., s. 69.
13 ku-s-kus
narodowa
potrawa
Maghrebu.
PodLS~awę stanowią
dr'Oibnhrbka
kasza, mięso (bar&lt;lll'li.r.a,wołolwina lub drób) i jat!'Zyrr1Y.Przygotowuje
się ją w dwuczęściowym g&lt;l';rrku, gol~ująC os'Olboo jarzy,ny i mięso, 'l1atOi_TIJaslt
IDal5zęwsypuje slię
na tę część górną w f,ormie silta i ()lna !I1asąc.za się loJp'arami war.zywil1o-miięsnymi
Osobno pczynądza
sl:ę bardino ostry SOS, w skład kltórego wilinno wchodzić około
dwadzieścia pr.2ypT&lt;1W.

�176

Anna

Barska

trzech miesięcy od daty zgonu jej męża. A zatem żałoba dla żony wynosi około sto dni. Zachowanie to wynika z zapisu koranicznego, zabraniającego wdowie zawarcie związku małżeńskiego i równocześnie nakazującego życia w czystości aż do wygaśnięcia tego czasu, który wykluczy jej ewentualną ciążę.
Przez długi okres po śmierci ojciec i rodzina odwiedzają grób zmarłego, ma to miejsce z reguły w czwartek po południu 14. Oddanie szacunku przejawia się polaniem grobu wodą. Istnieje też obrzęd rzucania ziarenek prosa na mogiłę. Rytuały te funkcjonują już bezrefleksyjnie.
W przeciwieństwie do tradycji europejskiej nie składa się kwiatów.
Podczas trwania żałoby kobiety z rodziny zmarłego nie noszą jasnych kolorów, lecz ciemne, a także nie malują się henną 15. W Maghrebie, a zatem i w Tunezji spotyka się rodziny, które właśnie kolor biały
traktują jako symbol żałoby. Sytuację tę poświadcza tekst cytowany
przez Kamela Tmarzizet:

° :gens diu Maghreb

V'OIUS
aves oompri,S!
Grace a vOitre intelligence une chose subtile.
Pour IPleurer vas morts, VOULS
portez 'Ie blanc
Paraissant peUl1:- atne daJ!1lsun accoutrement etmnge.
Vous aves iI'a,j'S!Ofl',
Ie blanc est la vra~e ;{X)uleurdu deuil
Quel deuiH est plUS!!triste que la blancheur: des che'Veaux?"
,,0 ludzie Maghrebu wy zrozumieti'ście
Dzięki waS'zej iJJJteligencji rzecz subtelną
Opłakując waszych zmarł)'lch nO'S1idebiel
Ukazując być mo·że dziwność stroju
MaICier.alcję, biel jeSlt prawdziwym kolorem IXJlZpaczy.
Bo cóż smubni1ejszcgo niż białość włosów.

16

Innym problemem na jaki należałoby wskazać, to nakazy i zakazy.
W świetle informacji uzyskanych od interlokutorek wiadomo o trzydniowym zakazie gotowania potraw w domu, w którym n3.stąpił zgon
dorosłego członka rodziny. Zachowanie to określono mianem .,destruction
de la marmite" (rozkład rondelka). Wszelkie posiłki spożywane przez
żałobników pochodzą od bliskich i przyjaciół. W pierwszą noc przesy14 Czyli
w przeddzień pią!tku, dmli'Clw··oczysiego w TeLgii muzułmańskiej.
W o·wym dniu śWliątecznym w południe odbY\Wli siĘ zbiorowa modlitwa w meczecie,
po której imam wygłasza kazalillie.
15 Henna
to proszek
uzyskaJ!1Y z wy.;uszonyC:h lij:s.l:ków krzewów rosnących
w -regionach Itropikalnych (Lythrariacees).
Pudrem tym koloru żółtego lub czerwonego muzułmanie malują s'topy, dlonie i włnsy. Zabieg ma na cełu ochronę zdrowia, pomyślność i szczęście. Niewątpliwie
jest lto środek bakteriobójczy,
zabezpieCza slt.opy, balrdzo c.zęsito,nJieosłonięte li dlolnie przed [infekcją.
16 K. Tmalrzize1t, op .cit., s. 69.

�OBRZJ;DOWOŚĆ

.POGRZEBOW A W TUNEZJI

177

la się czuwającym zupę (sorbę) 17, jajka, chleb i oliwki. Rano natomiast
są to jajka i mleko. Niezjedzone wiktuały przekazuje się jako jałmużnę
\V intencji zmarłego.
Wiele z przywołanych zachowail praktykuje się bezrefleksyjnie. Realizacja ich wynika z przekazu pokoleniowego. Obrzędowość pogrzebowa,
zgodnie z nakazem obyczaju, charakteryzuje
się prymatem mężczyzn;
kobiety w tego typu rytuałach zajmują pozycję marginalną. Angażuje się
je tylko w niektórych momentach, a konkretnie zezwala się im na nocne
czuwanie, przygotowanie wody do umycia ciała nieboszczyka, wyrażenia
żalu. Zakaz bezwzględny dotyczy towarzyszenia zmarłemu w jego ostatniej drodze. Zaduma nad grobem może mieć miejsce dopiero następnego dnia po pochówku. W zestawieniu z całą obrzędowością rodzinną
zachowania pogrzebowe odsyłają ją w cień, nie pozwalają jej nawet
podkreślić zbyt mocno własnej obecności. W ostatniej drorize kobiety,
jeżeli grzebanie jej zwłok przypadnie w inny dzień niż piątek, kondukt
pogrzebowy omija meczet.
Muzułmańska obrzędowość pogrzebowa na przestrzeni dziejów nie
uległa większym zmianom i nadal w środowisku tunezyjskim ma określony schemat, chociaż niektóre zabiegi zostały poddane mutacji. Pewnej ewolucji uległ sposób transportowania
nieboszczyka nu cmentarz.
Obecnie można spotkać, oprócz zwyczajowych
noszy, konwojowania
zmarłego samochodem. A zatem elementy ceremoniału są jedynie wzmacniane i potęgowane w zależności od stanu majątkowego rodziny.
W świetle poczynionych spostrzeżeń zauważa się szczególny stosunek
społeczeństwa muzułmańskiego do śmierci. Nie traktuje się tego zjawiska obojętnie, obserwuje się staranne wypełnianie rytuału towarzyszącemu wyłączeniu członka ze zbiorowości. Istotną rolę wydaje s:ę odgrywa w tej sprawie prestiż społeczny, opinia lokalna, a także obowiązki
muzułmanina jako wyznawcy religii Mahometa.

ANNA BARSKA
FUNERAL

RITE

IN TUNISIA

(S1.mmary)

Funeral c:u.,to:ns Clnd rites practised
within the Muslim culture hav2 been
presented in the P'IJlc-:·. Sociological 2md e·:hnog-raph':c literature
as well as con':Nsa;:":·(j·n,,canducted
with l1:iheimihabitants of Tuni's and lots sl1JI"1'oundilf1garea's
17 Zupa b&lt;:rdzo popularna
w Tunezji, p~dobtnie jak kusL.iku:SI'.G-otujP '-nę ją na
bazie kurcza'k&lt;.t,przeróżnych jarzyn, z doda1tkiem czoslllku

12 "Lud"

-

t. 71

�178

Anna Barska

between 1983 - 1984 formed the ba:s'is fQr 'the &lt;:llnalys'is.On the basis of the reports
and interviews, various os'tages associated with 'the excluSi&lt;Jr.1of !the dead person
from the commUJIJlity has been es.talblished. Maile domi'Ooance dh'&lt;łraciterizes Ithe
preselllited behavlilOlr.In this rite women assume a ,margmal role; JtJhef,une.ral IJ'IiJte
its~lf puslhes &gt;them ,imlbothe ba0k~r;)lUl1ld.D€'9piJte chal!1ges in life sity/le of Tumisian
s'O'cie'ty, a traditional
patteI1Il is obligaltory in &lt;the funeral rite; lS'Odialprestige,
looa.}opinion and relii/ffi'OO1
detel1mine iIt.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10090" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10068">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f0db23670c8086ce4b55759357398977.pdf</src>
        <authentication>cc8f432c6af7ba1c0be254268a4f1819</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120025">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1910</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120026">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120027">
                <text>obrzędy rodzinne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120028">
                <text>kultura spoleczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120029">
                <text>Tunezja - narodziny - zwyczaje</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120030">
                <text>narodziny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120031">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1772</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120032">
                <text>Obyczaje i obrzędy związane z narodzinami i obrzezaniem w Tunezji / LUD 1986 t.70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120033">
                <text>LUD 1986 t.70, s.151-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120034">
                <text>Barska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120035">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120036">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120037">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120038">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120039">
                <text>Lud, t. 70, 198(j

j,;VNA Br1RSKA

OBYCZAJE

I OBRZĘDY ZWIĄZANE Z NARODZINAMI
I OBRZEZANIEM W TUNEZJI l

Tunezja uzyskała niepodległość w 1956 r. Ten nie\vielki terytorialnle
:.raj wyróżnia się w sposób zdecydowany spośród innych państw m'.1·;:ułmańskich.
Wraz z wyzwoleniem spod protektoratu
francuskiego wprowadzono
·.viele ustaw, m. in. zniesiono poligamię na rzecz monogamii, a kobieta
ciała się w świetle prawa równą mężczyźnie obywatelką kraju 2.
Pomimo postępujących przeobrażeń i widocznych zmian w stylu ży(ja rodziny tunezyjskiej, to jednak zachowania uwarunkowane
trady:::-A w dalszym ciągu funkcjonują, zwłaszcza w środowisku wiejskiril
j' konserwatywnym.
DIa społeczności arabo-muzułmańskiej,
takiej jak
cunezyjska, małżeństwo traktuje się jako wartość naczelną, co jest zgodne z ustaleniami Koranu 3. Święta Księga potępia też celibat, a zatem
'-ie akceptuje stropanieństwa.
Podstawową funkcję rodziny zdeterminowaną
względami społeczny.'-"i, religijnymi i kulturowymi jest wydawanie na świat potomstwa. Stan
7.'lwarte w artykule powstały w wyniku ponad rocznych obsenvacji
przeprowadzonych
z mieszkańcami
Tun:su. Interlokutorami
):Ili mężczyźni, k0biety pracujące zawodowo i gOl&gt;podynie domowe. Najcenniejsze
in:,;rmacje
dotyczące zachowań
rodzinnych
pochodzą od trzech kobiet urodzonYC)1
'.; latach 192'.5-30, któTe 'nigdy nie pracowały zawodowo. Obecnie pełnią funkcje oh. ;,.ęclwe i czuwają
nad rcaiizacją
i prawidłwością
zachowal1 towarzyszących
nara·3i~nom. Pełna dokumentacjo
z badań empirycznych
znajduje się w posiadaniu
au'.' rki.
2 13 sierpnia
1956 r., a więc w kilka miesięcy po uzyskaniu niepodległości,
szeE
·L.ądu H. Burgiba ogłosił 'Statut Osobowy (Le Code du Statut Personnel),
który
:cn;,sztą stanowił ewenement w świecie muzułmańskim.
Dokument ten podlegał wielo''Lotnej nowelizacji (Por. M. Borrma:ns, Statut Personnel et Familie
au Maghreb
de
; "40 ci nos jours. Paris 1977, Ed. Mouton, p. 275 - 421).
~ $wiadczy o t.ym nastl:;pujący wers Koranu: "Pojr::ujcie za żony dziewice w:er'. ; żeńcie sługi swoje i niewolników, którzy z nich są uczciwi; jeżeli są ubodzy, Bóg
',h wzbcgaci. On jest hojny i mądry".
Koran.
Z arabskiego
przekł. Jana Murzy
';"1rak Buczackiego, Tatara z Podla1sia. 'Warszawa 1358, Nakł. A. Nowolecki, s. 297,
. ·zdz. XXIV, wers. 3.2.
f

Ustalenia

983 - 19'84) i wywiadów

�142

Anna

Barska

bezdzietnosci
poddawany
jest krytyce,
a małżoneK.
mając aprobatę
otGczenia, może wystąpić
o rozwód; dlatego
też już od wczesnego
dzieci::stwa praktykuje
się szereg
obrzędów
zabezpieczających
dziewczyn.:,;
przed niepłodnością.
Płodnosć
pojmuje
się jako nakaz religijny,
a ta~i:r.
akt zachowujący
ciąglość rodziny.
Obyczaje
rodzinne
realizowane
w Tunezji
charakteryzują
się bogs!:.,
o·)rzęciowością.
:Na.3ze obserwacje
skoncentrują
się jedynie
na zachc''''aniach
związanych
z narodzinami
i obrzezaniem.
Wesele
i pogrz':':.J.
z uwagi na swoją sj')ecyfikę,
wymagają
odrębnego
oprncowania.
Cały cykl obyczajowości
narodzinowej
dzieli się na okresy,
kt(; . ..::
~ kolei wyznaczane
S,! przez
istotne
wydarzenia
zachodzćlce
w okre'.-,
ciąży, narodzin,
siódmego
i czterdziestego
dnia po urodzeniu.
Etapo:tym towarzyszą
zabiegi magiczne
chroniące
matkę
i noworodka
przt:J
tzw. ,złym okiem"
i nieżyczliwymi
duchami 4. Sytuacj~
nadzwyczaj;;,!
dla zbiorowości
stanowi
widoczna
dla otoczenia
ciąża, która równocze'~nie zobowiązuje
grupę do opieki nad stanem
zdrowia
przyszłej
maki
i jej dziecka.
Postawa
ta wynika
z przekonania,
iż niewłaści we zach..::·
wanie gromady
wobec kobiety
ciężarnej
ma negatywny
wpływ na n: ,.
jej dziecię oraz otoczenie.
A zatem w celu zabezpieczenia
pomyślno.;.::
spełnia się szereg praktyk
magicznych.
Niktóre z nich dzisiaj charakter',zuje bezref1eksyjność
i emocjonalność.
Spośród
istotnych
zjawisk
uwaf:;'.;
zwracają
amulety,
które zobligowana
jest nosić przyszła
matka, a tak:i~:
nowonarodzone
dziecię. Z relacji
informatorów
wiadomo
o szczególny .•,
1ę-i&lt;u kobiety
ciężarnej
przed "złym okiem",
aby ustrzec
się jego ingrencji już od pierwszych
miesięcy ciąży nosi rączkę Fatmy i nóżki baonie 5. Natomiast
dziecku
nowonarodzonemu
przypina
się do ubrank,l
miniaturkę
Koranu
lub złotą rybkę, przedmioty
te pełnią
funkcję
tal~Zl11anu.
Wracając
do zachowań
w okresie
ciąży należy
wymienić
zakaz b·J·
dzenia kobiety
ze snu, ponieważ
w tym czasie duchy
formują
dzieci!;
w jej łonie; zwalnia
się też ją z ciężkich prac domowych.
Lękając
;.;,:~,
• W społeczeóstwie muzułmal1skim,
a takim jest ludność Tunezji, rozpowszel.,I;n:one są wierzenia w dżiny, "złe oko" i cz·ary. W świadomości ludzi zjawiska te s'. ,.
/, ';wią zagrożeni c dla człowieka, dziecka i zwierzęcia. Recytacja Koranu i amutE',.
pełnią funkcje:; ochronną przed ingerencją iych demonów. Interesującej
analizy tC'.~
p'ohlemu dokona~a K. Ska:·żyńska-Bocheń.ska
w artykule
zatytuł{)wanym Wierze?',:'.!
Inc/owe we współczesnej
literaturze
egipskiej .("Przegląd Orientalistycz.ny"
1'004, nr
" 13 - 26). Jej uwagi i ,po:::trzeżenia znajdują potwierdzenie
na teren:e Tunezji.
• Róg barana pełni funkcję magiczną, religijną i ,prestiżową wc wszystkich v,;,}
.dwach społecznych Tunezji (po~'. A. Bouhdiba, L'Imaginairc
maghrebin.
Tunis 19""
'r!Al. Maison Tunisienne.
s. 30). Rączka Fatmy - muzułmańska
pia,;tunka domo''''.,-:;'
r,g!1'"ka. symbol szczę~c:a i po!"nyślności.

�0i.1YCZA.JE

I OllHZI-:DY ...

143

uroku. \obicta
cil.;ż~1l'na llil:' powie prawdy,
w którym
jest miesiąc Li.
Z punktu widwni'1 funkcjonujących
wierzeń
zbyt częst(~ przyglądan:e
Się
w lusterku
sprawi.
iż now&lt;marodzone
dziecię będzie podobne
~b
matki.
Do obowi'lZków przyszłych
rodziców należy przygotowanie
wypraw~:i.
n3 tl'n ;~sp('kt z\\'r&lt;łccJli uwagę wszyscy interlokutorzy.
Warto przywo:::l(;
'N tym mie.i~cu infoi'mL1cję o zorganizowaniu
w Muzeum Etnograficzny';:
w Tunisie na Medinie ekspozycji
ukazującej
życie rodzinne
na przeli)nie XIX i XX wieku. SZ';:zególne miejsce na tej wystawie
zajmuje
sa~c1.
po~wi~cona dziecku 6.
Przed samym porodem kobieta maluje sobie dłonie i stopy henml '.,
a ~la sniadanie spoż:'W(1 psisę s. Współczesne
porody odbywają
się w szp:taLłcch
pailst\vowyh!J
i pry\vatnych
kiinikach,
a także w domach,
[.,·bszcza
na wsiad1 i w rodzinach
tradycyjnych.
Interesujące
okazH'Y
s:q \viadomo~ci o porodach odbieranych
poza szpitalem
prze"- akuszeri:f;
bb zaufaną starszą
oiaC'Z3n&lt;~szacunkiem
kobietę. Szczególną
rolę w h":f't'!11oniale przypoda
babce. bądż wiekowej
ciotce. One muszą zadłLl:~
o akcesoria niezbędne
przy porodzie, którymi są igły, nici, nożyczki, bl&gt;
.; :\Illz.ellm to preze~llllj" rozmaite
manifestacje
kultury
tradycyjnej.
Zgror,.' .',dL.my materia l odnosi ,iq do przelomu XIX i XX w. Cztery sale parterowe
-.~
ś''''iadec~I\"l'm :lI"chitl'ktury typowej dla domów tunezyjskiej
warstwy
kupieck.:,j.
\r obiekcie przeZllaczonym
dla dziecka znajdu,ić1 siG przedmioty
magiczne
i . clj·~ijne ."to";OII·al1l'z ok:lZ.ji narodzin i obrzezania,
biżuteria proflaktyczna
i kolc,'c:C::ł ,trojÓ\\' rytualnyl'll.
Pomieszczenie
kobiety stanowi z kolei ilustrację
jej ży~;.~.
co&lt;:lziencgo. Komp!eks m:dżl'(lski odsłania zachowania.
jakie musiała przestrzi.'J";
każda z czterech żon. Po ,")j mGżczyzn dowodzi ,izolacjj kobiet z życ'a towarzyski .;g'. Jeszczl' i dzi',;ia.i 1\' ';1\ldo\I'iskach tradycyjnych
imprezy rcdzinne czy spotka";
uJ.;a~jonalne fl'lujc ,;it; o,;obno. Żony nie ucze.stniczą w rozmowach
prowadzony ..;-,
p:zcz mqlczYZ!1. Nil'I\·:a.,t~· \\"l' wła;;nym gronie w innym salcnic zajmują się s'.....
:,iJli: "pra \\·:lmi.
; Henna lo pro,zek llz~·.-k;)lly z wysuszonych listków krzewów rosnących w
gi . 11Wch tropikalnych
(Lur li ro riC/eel'S).
Pudrem ty m koloru żółtego lub czerwoni&gt;~;
rr:'Jłzumanie maluj,] ,;topy. dłonie i włosy. Zabieg ma na ce·lu ochrooę ZclrO\L"-.
rA)myślno~c
,;zczq';cie. Nil'w;1tpliwie jest to środek bakteriobójczy,
chroni stp':y,
ba:-dzo cz&lt;:;-;:onil' os!ollit;tl' i dłonie przed infekcją.
-; P,isa "i,lIlowi mil'.-z&lt;1nk&lt;:;oleju. cukru i mielonego grochu.
" I::f()rmacje o pO:'cciac!l \1' szpitalach
państwowych
uzyskano od polskich '."K:l:'ZY p,'ncuj'1cycl1 \\. TU:l;.-ić. Z ich relacji wi'adomo. że kobiety rodzą w ubrali:".
\v :" tóry 111fJrzyszly. rÓ\\'n:l'ż I\" n il1l leżą i opuszc;:ają szpi tal. Rodzina przynosi poj,.,':r;,cY b&lt;lrdzo o,tr" pl)L"'l\n~. któr'l ona spożywa, a zatem karmiąca
matka nie pE&gt;
s,trzl'ga diety. Jeżeli rozll'i&lt;jzan'l' nastąpiło bez komplikacji,
to już następnego
d'H).
[::" por.;dzil' \l'I'ac&lt;-1j,jch dOlllU-::!11l' bqdż w towarzystwie
mGża. Małżonek wyksz~.,:C,-],y LZ\;,;lo zja\\':a ,i(~ z k\\·:atami. Zdarzaj;j SIl,; jednak przypadki
pozostawia" ;;
0z,il'\I'czynki \1' "zp;Ulu. Sytuacj.l t.aka pojawia ,;it; wówczas. gdy kobida rodzi 1'"-,tą iub ,;"Ó·-[;l już có,·k,;. :1 ,'odz':u Zllajdujc siG \V trudnej sytuacji finansowej.

�144

Anna

Barska

lizna i białe prześcieradło.
Narodzny
stanowią
ważne wydarzenie
dla
zbiorowości,
dlatego też obowiązuje
obecność sąsiadów, kuzynów i przyjaciół. Zgodnie
z obowiązującymi
zasadami
rozwiązania
oczekuje
się
osobno. Kobiety
znajdują
się w pomieszczeniu
rodzącej,
niosąc jej pornoc werbalną
poprzez udzielanie
rad jak reagować
na ból, aby go uśrnierzyć, a także recytują
fragmenty
Koranu. Modlitwa ma pomóc i od!J,~dzić złe duchy. Mężczyźni natomiast
wraz z przyszłym
ojcem przeby·-'vają na zewnątrz,
również odmawiają
wersety Księgi Proroka. AkuszerLa odbiera
dziecko, odcina mu pępowinę,
staranie
wyciera
i zawija
w białe prześcieradło
10 a u dołu zawiązuje
kokardkęll.
Położnicy podaje
'oię do wypicia dwa surowe jajka, a następnie
bardzo ciepłą zupę, aromatyzowaną,
wzbogaconą
m. in. w czosnek, tymianek
i pietruszkę.
Znakiem
obwieszczającym
szczęśliwe
rozwiązanie
są tzw. zClglwriciy
~ "you, you". Pojedynczy
okrzyk
sygnalizuje
narodziny
córki, natoYLiast potrójny
zwiastuje
przyjście
na świat syna l~. Dopiero
od tego
:T,omentu ojciec ma prawo wstępu do pokoju żony. Wizyta męża ma na
cdu ucałowanie
niemowlaka
i ofiarowanie
małżonce
prezentu,
którym
rnoże być złoto, srebro bądź pieniądze.
Według panującego
obyczaju,
matka i dziecko nie opuszczaje! pokoju przez siedem dni l~. Opiekę nad nimi sprawuje
o~:oba przyjmująca
I:oród, a domostwem
zajmują
się odwiedzajclce
kobiety.
czyli sąsiadki,
IJ.fzyjaciółki i kuzynki.
Kolejnym
ważnym
wydarzeniem
jest kąpiel rytualna
i nadanie nO·vvorodkowi imienia oraz jego pierwsze wyjście poza obręb sypialni. Uro··
CL.ystoŚć ma miejsce właśnie siódmego dnia po urodzeniu.
W obecnosci
2C,proszonych gości święto rozpoczyna
się bardzo wcześnie rano. InaugLl'ruje je zapalenie
świecy i podpalenie
znajdujących
się w kcmu nie ziół
dających zapach kadzidła. Dziecię zanurza się w lctniej wodzie zmieszaJll:'j z jajkiem,
w mentalności

symbolem
witalności,
szczyptę soli i cukru. Wiktuały
te
społeczeństwa
są znakiem wdzięku i słodyczy. które z ko-

1(} Białe
prześcierzadlo
,symbolizuje
szczQśc:e i pomyślnoś('.
natomiast
czarcIe
'",)óży nieszczęście.
11 Z medycznego
punktu widzenia zawijanie dziecka \\' ,.rulon" ma niekorzy,Ply
,\ J.,ływ na jego fizyczny ruzwój, ałe tłumaczeni"
i pokazy j~k należy poste:p.:\\'ać
L noworodkiem
nie przynoszą rezultatów.
i'vI::ltki stosuj'l tradycyjne
zasady pieh::;:Jócji niemowlaka.
12 W
kulturze
muzułmańskiej
narodziny
"YILl
stanowi,j
wielkie' wydarzenie.
\V Tunisie w rodzinach
postępowych
nie zauważc'llo różnicy w tr~ktuw~niu
c1zi,!d
,cznych płci, Natomiast w ś.rodowisku tradycyjnym
z dum,j wyliczane) liczot; ch;&lt;J~C'JW,
obojętnie mówiono o córkach.
13 Właśnie
w tym okresie połcżnica i niemowle: narażolle' "l na dzialanic' de}»iil1ÓW.
Funkcję ochronną pełnią amulety, recyta('ja fragmentó\\'
Korallu i 01yęb
dcmostwa. Zabiegi te odpędzają złe moce.

�OBYCZAJE

I OBRZĘDY

..•

145

ki ma przejąc niemowlę. Zlekceważenie tych czynności naraża dziecko,
;)a niewłaściwe kształtowanie się jego cech charaktru (antypatyczność,
'nałomówność, smutek itp.). W atmosferze radości i wesela kobiety ubie·rają wykąpanego oseska. Chłopca stroi się w niebieską koszulkę, wyszy'.vaną złotymi ornamentami, natomiast dziewczynce wkłada się różową
:ukieneczkę ozdobioną złotym haftem. Nakłada się także maluszkowi
;jżuterię, która pełni funkcję profilaktyczną. Tak wystrojone niemowlę
prezentuje się najpierw kobietom. W nastroju wesolym składają one
:1,aleństwu życzenia, wydając przy tym okrzyki you, you mające aspekt
-,·.'łoistego błogosławieństwa. Mężczyźni w tym czasie we własnym gro"ie odmawiają Koran i popijają herbatę o smaku miętowym lub migda~owym. Ich spokój zostaje przerwany wejściem matki z rytualnie ubra_
.Iym dzieckiem i przekazanie je ojcu, kóry z kolei dumnie przedstawia
;;.ebranym. Zaproszeni goście (mężczyźni) w tym momencie składają żynenia i ofiarują nowonarodzonemu prezent; obecnie z reguły są to pieJ,iądze. Recytacja El Fatihy (fragment Koranu) poprzedza nadanie imie"ła. Czynności tej podejmuje się najstarszy z członków rodziny lub kto:~
/. oto.czenia obdarzony
autorytetem i zaufaniem.
Najczęściej
dziecko
01rzymuje imię po kimś z rodziny Proroka, bądż po nieżyjącym dziad:.;u 14. Impreza ta wymaga ofiary z barana, zwierzęcia rytualnego w kuL
1.'.lrzemuzułmańskiej ]". Zaproszeni goście częstowani są potrawą kus-kus
j napojami zrir oraz śrubu 16. Spożywa się też ciasteczka bardzo słodkie.
Poszczególnym zachowaniom towarzyszy śmiech, zagharidy,
a zatem
o:worzona atmosfera ma wpłynąć na dalsze losy dziecka.
Okres "nieczystości" i izÓlacji kobiety po porodzie trwa czterdzieści
dni. "Wielka toaleta" żony sygnalizuje przywrócenie jej praw. Z tej
e,jiazji organizuje się przyjęcie dla przyjaciół i rodziny, a odświętnie
odzianemu dziecku przekazuje się prezenty. W porównaniu z etapami
\\ cześniejszymi, obecnie dzień ten nie zawsze ma aspekt publiczny, a za~\m spotkania ograniczają się do kręgu rodzinnego.
II Szczególne
znaczenie posiadają imiona Mohamed i Fatma. Wszy.scy informa··
·l.ny ok.reślali je jako błogosławione,
a zatem osoba, której nadano jedno z tych
.:y;iOll,uznawana jest przez otoczenie za szczęśliwą.
15 Rytuał
szlko!y malakickiej
dowodzi, że baran pełni funkcję zwierzęcia ofiar··
...:go składanego przede wszystkim w tzw. święto "Wielkiego Barana" (Aid al-Kabir),
" takżc z okazji ważnych wydarzeń rodzinnych. Zwierzę musi być samcem koloru
':.;a!ego, bcz najmniej.szych uszkodzeń.
'" Kus-kus
narodowa potrawa
krajów Maghrebu.
Podstawc; .stanowią dro';!llutka wyrabiana
z mąk! kasza, mięso ~baranina, wołowina lub drób) i jarzyny.
h zygotowujc się ją w odpowiednim
dwuczęściowym
naczyniu. Potrawę polewa się
~:"rdzo pikantnym sosem, w którego skład winno wchodzić około dwadzieścia przyJ •• aw. Zrir jest to bardzo słod.ka mieszank'a .gotowanego cukru, migdałów, orzechów
i sezamu. Śrubu - to wyciąg z migdałów (mleczko migdałowe).

10 "Lud"

-

t 70

�146

.-inna

Barska

Zgodnie z panującymi
zasadami,
dziecko winno być karmione
pier'&gt;:ą
o;~oło dwóch lat. ~1atka. chcąc je odzwyczaić
od ssana, smaruje
sut::!
henną·
Bardzo ważnym
wydarzeniem
w kulturze
muzułmańskiej
j(~st obyczc1J
obrzezania,
praktykowany
przez Egipcjan,
a następnie
przekazany
ludom semickim
j ;"1urzynom
17. Wprawdzie
nie ma o nim wzmianki w K';ranie, ale obowiązuje
wyznawców
religii Mahometa.
Towarzyszy
mu begata obrzędowość,
nacechowana
symbolami,
spełnianymi
już dzisiaj CZ\;sto bezrefleksyjnie.
Realizacja
obyczaju
ma charakter
publiczny,
a z'.'
tern wymaga
obecności
krewnych,
rodziny
i przyjaciół.
Zaproszeni
go":cie są świadkami
przejścia
chlopca z wieku dziecięcego
w młodziel1cz)'
Ich obecność
podnosi rangę imprezy.
To istotne
zdarzenie
w życiu 1'0.
dzinnym
najczęściej
ma miejsce
z okazji święta narodzin
Proroka
(Nk,.
uled).
Uroczystość
poprzedzają
przygotowania
związane
z wydanie&gt;,
przyjęcia,
wymagana
jest ofiara barana.
Sąsiedzi cz(,'510 wspomagaj,!
rodzinę
produktami
spożywczymi,
które jednak
zosL.ll1ć.1 ofiurodav.:co II
zwrócone,
gdy oni znajdą się w trudnej
sytuacji
finansowej.
Zabiegowi
poddaje
się chłopców
w wieku od jednego
roku życia o;;
1:iiedmiu lat w domu lub w szpitalu.
Z uwagi na wysokie koszty, często (lei
operacji
przygotowuje
się kilkoro
dzie·ci. Wówczas
zdjęcia napletka
m·c.:~;~iego rozpoczyna
się od najstarszego
18. Zabiegu
dokonuje
lekarz lui,
fryzjer 19. Jeżeli realizacja
tej fazy obrzędu
ma miejsce
w obrębie
d~,mostwa,
to postępowanie
fryzjera
obserwowane
jest przez mężczyZ"
Dziecko z pomalow&lt;1l1ymi
henną dłońmi i stopami,
ubrane
w luźną kt'~zulkę ~O, trzymane
jest na kolanach
przez ojca lub dziadk'l.
Kobie~y
r:ie uczestniczą
w tej części rytuału,
oczekują
okrzyku
mężci.yo7.n sygWtlizującego
pomyślność
zabiegu
i początek
zabawy.
Malca przenosi
do łóżeczka i oddaje w opiekę babci. Zgromadzeni
go:ście odwicdzaj&lt;l malego a1Tisa, czyli pana
młodego,
składają
mu :7.ycz('nia, pozdnnviajcf
słowem
mabruka, cO oznacza
szczęście
i powodzenie,
przekazują
pL" Por. ]\1. :.Ylazaheri. Zycie codzienne muzu!manówlv
,~ruI1liowicczn
(X - XIi r:
Warszawa 1972, s. 34 - 35.
1S To ważne
v,'ydarzen:c' rodzinne nieci) inaczej przebicg&lt;J iEl pr,!udn;u Tun~zi'
Interesująco
na ten temat piszą: V. Paques, I'Arbre
cosm.iqw'
elans [e )Jcnsćc P-'p,-llaire
et clans la L'że quotielienne
elu nord-oaest
africain,
Pari" ISG-ł. Ed. InsU· .•:
D'Ethnologie MU3ee de I'Homme. Palais de ChaHIat, s. 418 - 422;
Andre Louis. Nomades d'hier et d'aujoard'hui
dans Ie suci tunisien,
Ai~:-Cll-Provc-,,~~
1S79. Ed, Edisud, ". 181 - 184.
10 Zabiegu
dokonuje
rnqżczyzna trakt.owany
jako arcykapłan,
legitymujcIey&gt;:;
JJa.'tq-pującymi zawodami: L-yzjer, kowal i krawiec.
~n Strój dziecka jest róż:lY, zależy od regionu.
Por. V. Paquc-, op. cit., A. Lou:."
op. cit.

�OBYCZAJE

niądze i inne podarki, a kobiete
1;:iyou, you. W zależności
od
w domu, bqdż w specjalnie
na
nych uczestników
częstuje
się
c:nsteczkami.

I OBRZĘDY

...

147

na znak błogosławieilstwa
wydają okrz.'Jmajętności
rodziny
przyjęcie
odbywa
tę uroczystość
wynajętej
sali. Zaproszokus-knsem, !lapojami
i bar~o
slodkulll

Wspommane
narodziny
i obrzezanie,
podobnie
jak każda uroczystO;c
J2towana
vv rodzinie
arabskiej
wyznającej
islam, pozbawione
są alkcJ-:olu. Sytuację
lę tłumaczą
ustalenia
zawarte
w Koranie,
a także w pLt'xie kanonicznym,
czyli szariacie.
Obrzezanie
łącznie
z weselem
stanowi jedność, dzieloną na dwie fazy, a zatem przejście
chłopca w wiek młodzieńczy jest pierwszym
etapem składania
ślubów.
Praktykowane
obrzędy
związane
z narodzinami
i obrzezaniem
man
celu zabezpieczenie
dziecku
szczęścia
i zapewnienie
mu plodnoś.:i.
J\aruszenie
zachowail
uwarunkowanych
tradycją
poddawane
jest k;-ytyce. Na straży
prawidłowego
postę'powania
grupy
stoi społeczność
18dzinno-sąsiedzka,
a dbają a to ludzie w podeszłym
wieku,
szaco'o' l
członkowie
rodzin (babcie, ciotki, wujkowie,
dziadkowie).
Życic rodzinne
w Tunezji
jak już W:ipomniano,
charakteryzu.je
si'~
bogaiq różnorodnościel.
Świadczą
o tym wyodrębnione
przez A. Dem,"el'smana trzy typy rodziny tunezyjskiej:
Ld

postępo'Na,
konserwa tywna,
przejściowa
~1.
.I'\a,;zc obserwacje
odnasz,,! się zdecydowanie
do rodzin
określonycl
jclko konserwatywna
i przej:;ciowa.
Styl życia realizowany
przez tę gr!.'-pę spoleczeilstwa
oparty
jest prz'.:'de wszystkim
na tradycji.
Nie ule:;.l
ona zbyt mocno pn--,pozycjom lansowanym
przez środki masowego
prz'&gt;
kazu.
Kiedy przekazy
dotyczące
powrotu
do "źródeł'
pochodziły
od 0'0))
urodzonych
w latach 1925 - 30, uznano tę sytuację
w pewnym
sensie ::a
prawidłową·
Zaskoczeniem
natomiast
okazały
się wypowiedzi
mężczyzl
urodzonych
w latach
1955 - 60, również
zwolenników
zachowań
rodzi,&gt;
nych opartych
na tradycji
jako dowodu
tożsamości
muzułmailskiej.
Fakt istniemR
różnorodnych
stylów
życia determinuje
kilka
cZY:'lników, z których należałoby
wymienić
przede wszystkim
likwidację
anc!ltabc'tyzl1lu.
upowsL:ech',ianie
środków
masowego
przekazu
(prasa, radin.
telewizja),
a także dość mocne wpływy zachodnioeuropjskie.

~1 A
Demeer"man.
La Jarn.ille
Ed. :V:ai"n Tl'nii:C'l:ne. s. 179.

Tunisienne

et

les temps

nouveaux,

Tunis

1072.

�148

Anna Barska

.4Jlna Barska

CUSTOMS AND FAMILY RITES CONNECTED WITH BIRTH AND CIRCUMCISION
liN TUNISIA
(summary)
In the article certain family customs in the Mudim cultural circle are presen:H1. All statements
in the text result from more than one y,ear observations (1983 - 1984)
and interviews
made with inhabitants
of Tunisia. Specific attention is drawn to
ti:eir behavior during rite.s de&lt;aling with birth and circumcision
which still func··
Lon in traditional
families. Situations presented here giVe a heritage of beliefs and
.':...perstitions; at the same time they show various attitudes of the society towards
t:--.e past. Progressive transformations
and visible changeS in the style of living of
a Tunisian family, however, do not eject manners based on tradition.
J. Ch.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10832" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10810">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/967bd29e8f673f8e0b065921feff4109.pdf</src>
        <authentication>70831cdd4b14e5672818d1045901ba7f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129097">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5563</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129098">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129099">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129100">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129101">
                <text>Bycie tam/w Polsce/ Barbarzyńca 2005 nr 10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129102">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.59-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129103">
                <text>Bartkowski, Fran</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129104">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129105">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129106">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129107">
                <text>Fran Bartkowski

BYCIE TAM/ W POLSCE

„Jak to było, być tam?", zapytała moja studentka.
Tam to Auschwitz/ Birkenau; tu to sala wykładowa w Newark w stanie New Jersey w styczniu 2004.
Omawiając wspomnienia i autobiografie kobiet, w trze­
cim tygodniu semestru przeszliśmy z Dziennika Anny Frank
do książki Charlotty Delbo After Auschwitz [Po Auschwitz].
Na poprzednich zajęciach wspomniałam, że minionego lata
odbyłam podróż do świętego miejsca Polski. Wyczułam zdu­
mienie połączone z szokiem i przerażeniem. Jeszcze tego
samego dnia dałam im do oglądania kilka fotografii pól, ba­
raków i ruin krematoriów Birkenau. Gdy fotografie wędrowa­
ły po klasie, my dyskutowaliśmy o pierwszym tomie książki
Charlotty Delbo None ofus will return [Nikt z nas nie powró­
ci]. Mówiliśmy o paradoksie, o jałowej przestrzeni w języku
i historii, którą Delbo odmalowuje w powojennym Paryżu,
gdzie za pomocą słów przeistacza swoją traumę, wyczeku­
jąc końca roku.
Kiedy moja studentka niewinnie zapytała „Jak to było,
być tam?", temat ten wszedł d o naszej dyskusji jako non
sequitur. Sięgając po swój pedagogiczny przywilej, wybra­
łam konsekwencję i uzyskałam trochę czasu; zapewniłam ją
i grupę, że powrócę do odpowiedzi nieco później. Na pięć
minut przed końcem zajęć, kiedy wiedzieliśmy, że spotkamy
się dopiero w przyszły wtorek, wróciłam do odpowiedzi.
Starając się być sumiennym nauczycielem, powtórzyłam
pytanie i wzięłam kilka niespiesznych, głębokich oddechów
- „Jak to było, być tam?".
Niniejszy esej stanowi kolejną próbę znalezienia odpo­
wiedzi na to celne pytanie. Była to podróż autoetnograficzna
i historyczna - odbyłam ją w połowie lipca 2003. W przecią­
gu dwóch tygodni podróżowaliśmy na w s c h ó d , w napiętym
oczekiwaniu jadąc z Paryża przez Pragę i Ołomuniec do Kra­
kowa. Wtedy to miał miejsce punkt zwrotny - jeden dzień
spędzony w Auschwitz-Birkenau. Ale aby opowiedzieć, jak
to było, być tam - stać i spacerować cały dzień po obozie
Auschwitz-Birkenau - muszę cofnąć się wstecz, co pozwoli
mi posuwać się coraz bardziej d o przodu.
Przez całą dekadę wiedziałam, że tam pojadę. Polska od
zawsze znajdowała się w moich planach, gdyż rodzice spę­
dzili tam swoją młodość. Dla nich jednak - tak jak dla więk­
szości znanych mi osób, które przeżyły Holokaust - Polska
była miejscem, do którego nie mieli najmniejszej ochoty wra­
cać przez resztę swego dorosłego życia po wojnie. Jednak­
że u niektórych otwarcie granic Europy Wschodniej w latach
90. oraz podeszły wiek zmieniły stosunek do przeszłości.
Myślałam, że wybiorę się w tą podróż z ojcem, wychowa­
nym w Sosnowcu, do którego po 1942 roku nigdy nie wrócił;
mówił, że jeśli zdrowie mu pozwoli, pojedzie tam, jak skoń­
czy siedemdziesiątkę. Lecz gdy w połowie lat 90. zbliżały się
jego 70. urodziny i nadszedł czas na planowanie wyprawy,
wyznał mi, że nie czuje się na siłach. W gruncie rzeczy mój
ojciec nigdy nie był obieżyświatem w jakimkolwiek znacze­
niu tego słowa. Mieszkał w trzech krajach i posługiwał się

kilkoma językami, lecz od kiedy jako emigrant przybył do
Ameryki w 1950 roku, opuścił ją tylko raz.
Choć urodziłam się w obozie dla przesiedleńców w Ba­
warii, rodzice przeprowadzili się d o USA, kiedy miałam dwa
lata. Moje podróże po Europie zaczęły się w 1967 i kontynu­
owałam je do wczesnych lat 70. Były to czasy, kiedy moja
żydowska tożsamość wyrażała się - jeśli w ogóle się wyra­
żała - w tym, jak bardzo od zawsze czułam się nie-Amerykanką. W tamtym czasie Europa wydawała mi się swojska
i frapująca. W roku 1971 na krótko zawitałam do miasteczka,
w którym się urodziłam. Znalazłam się tam żądna przygód,
bez zobowiązań, w znikomy sposób świadoma tego, że mam
szczęście, że żyję. Będąc dwudziestotrzylatką z amerykań­
skim paszportem, zapytałam równie młodego niemieckiego
żołnierza, czy mogłabym pospacerować wokół bazy wojsko­
wej, w której według moich mglistych przeczuć mieścił się
ów obóz przejściowy. Kiedy zmieszany odpowiedział, że tu­
ryści nie mają wstępu do tego miejsca, przeżyłam coś w ro­
dzaju łagodnego szoku kulturowego. Nie zwracając uwagi
na osobliwość spotkania z tym żołnierzem - gdy język i hi­
storia nie były adekwatne do zgłębienia tego, co zaszło mię­
dzy nami - oddalając się od niego, zdałam sobie nagle spra­
wę, że kiedy moi rodzice mieszkali w tym miasteczku, byli
w moim wieku i mieli już za sobą obozy. Obozy te zawsze
nazywałam „obozami koncentracyjnymi" - zwrot ten był czę­
ścią mojego dziecięcego słownika, zawsze wymawiany jak­
by na głębokim oddechu, nie posiadał jeszcze skrótowej for­
my „Holokaust". Przez 30 lat spotkanie to istniało w postaci
anegdoty, do której często wracałam, dziwiąc się, że tak
zwyczajnie przyjechałam i wyjechałam z miasteczka Landsberg am Lech.
Tymczasem jesienią 2002 roku wróciłam do Landsberga.
Szukałam wydanej niedawno książki o tym miejscu, o której
po raz pierwszy usłyszałam w Berlinie. Nie tylko znalazłam
książkę, ale szczęśliwym trafem spotkałam miejscowego
emerytowanego nauczyciela historii, którego córka, Edith
Fłaim, była autorką tej ilustrowanej historii miasta zatytuło­
wanej A Place like any Other [Miejsce jak każde inne]. Dzięki
pomocy jego i jego przyjaciela Antona Lichtensterna - człon­
ka rady miasta i autora pieszego przewodnika po Landsbergu - opuściłam miasto obładowana materiałami na temat
okresu powojennego, w tym kopiami mojego aktu urodze­
nia i aktu ślubu rodziców.
Książka Raim stanowiła fotograficzną historię tego mia­
steczka, które było zarazem podobne i różne od innych nie­
mieckich miasteczek epoki nazistowskiej. Przed wojną Landsberg był często odwiedzany przez zwolenników Hitlera, któ­
ry odbywając w mieście karę więzienia, podyktował tu Mein
Kampf. Po wojnie miejscowy garnizon wojskowy został prze­
kształcony w jeden z największych obozów przesiedleńców
w amerykańskiej strefie okupacyjnej. To właśnie ta wizyta

BAWZfŃCĄ
PISMO ANTROPOLOGICZNE

�i

Fran Bartkowski
w Niemczech w 2002 roku, kilka lat po tym, jak w wieku 74
lat umarł mój ojciec, doprowadziła do mojej decyzji o odwie­
dzeniu Polski minionego lata.
A więc „jak to było, być tam"?
Pewnego popołudnia gdzieś na polskiej wsi.
Był sobotni poranek, 8:30. Nasz samochód jako pierw­
szy zatrzymało się na niewielkim parkingu; jakiś autokar
wysadził właśnie pasażerów, który udali się do Muzeum Au­
schwitz-Birkenau. Próbując ogarnąć fakt, że się tam zaleźli­
śmy, zawahaliśmy się na moment - nie wiedzieliśmy, w którą
stronę ruszyć. Nie wyciągaliśmy aparatu aż do momentu,
kiedy dowiedzieliśmy się, że jedziemy kilka kilometrów da­
lej, z Auschwitz do Birkenau. Lecz przez następne kilka go­
dzin przemierzaliśmy obie strony ulicy, na której znajdowały
się prymitywne ceglane baraki obozu - obecnie pawilony
poświęcone państwom, których obywatele zginęli w tej hekatombie. Nie wiedziałam o tym tamtego ranka, ale po połu­
dniu obóz Auschwitz I stopniowo zaczął nabierać niemalże
intymnej skali, po tym, jak wchłonęliśmy ogrom przemysło­
wego obozu śmierci w Birkenau.
Byliśmy piątką przyjaciół, którzy przemierzali, w grupie
lub pojedynczo, kameralne uliczki kompleksu wojskowego
w Oświęcimiu - mieście przemianowanym i przerobionym
na Auschwitz.
Byliśmy piątką odizolowanych ludzi, których wyobraźnie
rejestrowały okruchy historii, które tu przynieśliśmy: Eva, Nick,
Andy, Jim i ja. Tego dnia przynieśliśmy różne rzeczy. Eva
i Nick byli już w Auschwitz poprzedniego lata, lecz było wte­
dy późno i nie zdążyli zobaczyć Birkenau - chcieli wrócić
tam z nami. Przyjechali więc nocnym pociągiem z Ołomuń­
ca do Krakowa i wyruszyliśmy po śniadaniu; towarzyszył nam
lekki niepokój, czytaliśmy na głos kolejne opowiadania Kafki
w wynajętej niebieskiej Skodzie; pięcioro nas stykało się na
siedzeniach; nasze głosy kolorowały powietrze. Przez więk­
szość dnia jechaliśmy w milczeniu; czasem odzywaliśmy się,
a słuchający z reguły milczał do momentu, gdy czuł potrze­
bę zabrania głosu. Trzymaliśmy się blisko siebie, starając
się zachować dystans. W dużej mierze byliśmy sami pośród
ogromu tego, o czym wiedzieliśmy, że nie było miejscem
dobrowolnej samotności.
Nie wiem, czy potrafiłabym odpowiedzieć na pytanie, jak
to jest, być tam, nawet wówczas kiedy tam stałam, szłam
wzdłuż torów, patrzyłam na żwir przebijany przez dzikie kwia­
ty, spoglądając na bezkresne pola i próbując zapamiętać
wskazówki ze schematu sytuacyjnego przy bramie. Więc tu
były kobiety z Węgier, tu znajdował się obóz Cyganów, a tu
francuskie więźniarki (wśród nich Delbo) - mapa bez wąt­
pienia jednego z najniższych kręgów piekła XX wieku. Za­
stanawiam się, jak „gdzie indziej" staje się doświadczeniem,
w miarę jak opisujemy je, wróciwszy z powrotem.
Spoglądaliśmy na siebie i doglądaliśmy się nawzajem,
podczas gdy nasze wyobraźnie próbowały zrozumieć to
miejsce, o którym Jim powiedział, że ma przeczucie, jakby
znał je od zawsze. Czy w naszej wyobraźni po Holokauście
nosimy sceny z połowy lat 40. XX wieku? Poprzednie stule­
cia składowały nadwyżki swoich bezimiennych, niezliczo­
nych zmarłych w katakumbach; artyści wojny i ciała ukazy­
wali ich za p o m o c ą pióra i pędzla. Fotografia i kino przy­
oblekły się w cielesność i sprawiły, że przeszłość przesuwa
się na naszych oczach. A teraz w epoce aparatów cyfro­
wych potrafimy w e d ł u g własnego kaprysu w y c h w y t y w a ć
i wymazywać to, o czym już wiemy, że wykracza poza wy­
powiadane słowa.

A jednak każde z nas zostało tu przyciągnięte przez sto-1
wa, które czytaliśmy, którymi myśleliśmy, uczyliśmy i z który-1
mi od lat zmagaliśmy się. Jim i ja, nigdy o tym otwarcie nie I
mówiąc, jakoś wiedzieliśmy, że kiedyś razem pojedziemy do
Auschwitz. On urodził się w niewielkim miasteczku w Karoli-[
nie Północnej w 1945 roku - ja w obozie dla uchodźców |
w Bawarii w 1948. Poznaliśmy się, ucząc francuskiego, teraz
od już 20 lat jesteśmy dozgonnymi przyjaciółmi - poświęcili-l
śmy mnóstwo czasu na opisywanie hańby i Shoah. Nasi zna-l
jomi przebywali wówczas w Pradze. To było idealne lato na
wizytę w Auschwitz. Chcieliśmy pojechać stamtąd do Krako-[
wa. To był odpowiedni moment. Dla mnie podróż ta była kro­
kiem wstecz w język moich rodziców i rodzinne miasto mojej |
matki - Kraków.
Rozważmy powikłania lingwistyczne, polityczne i histo-|
ryczne: był lipiec 2003. Polskie wojsko zostało niedawno
wysłane do Iraku, aby wspomóc Amerykanów. Pewien star-1
szy Polak, słysząc jak mówimy po angielsku na parkowej!
ławce, przyłączył się do nas na chwilę, wystarczająco długą,!
by zdążył wypróbować na nas swój skromny angielski: Geo-|
rge Bush-great man [George Bush - wielki człowiek!] Przez
naszą nieznajomość polskiego, wszystko, co chcieliśmy mu|
odpowiedzieć, musiało pozostać niewypowiedziane. Byćl
może jeszcze bardziej niesamowitą rzeczą była muzyka do­
chodząca z pobliskiego placu - Hava Nagila na akordeonie,
Nie wiedzieliśmy wówczas, że coroczny Festiwal Kultury Ży-|
dowskiej zakończył się przed paroma dniami tuż przed na-f
szym przyjazdem. Wiedzieliśmy jednak, że byliśmy częścią|'
zjawiska turystyki obozowej. W recepcji hotelu znajdowały
się fotosy przedstawiające miejscowe atrakcje i informacja!
o autokarach wycieczkowych do Zakopanego; tuż obok le-|
żała broszura o Oświecimiu-Brzezince, Auschwitz-Birkenau, t
Szczęśliwy splot przypadków akademickich naprowadził!
nas na Mariusza Czaję, który jesienią wybierał się do USA|
by prowadzić badania do pracy doktorskiej. Spotkaliśmy j
w barze, w którym wdaliśmy się w rozmowę; później opro-1
wadził nas wieczorem po Rynku Głównym. Przeszukiwałam I
kawiarnie, zastanawiając się, gdzie moja matka mogła wy­
chodzić z rodziną podczas specjalnych okazji. Gdzie mój I
d z i a d e k - ż y d o w s k i prawnik, który być może mieszkał gdzieś!
na Kazimierzu - mógł zabierać moją mamę i jej siostrę bliź-f
niaczkę, kiedy były dziewczynkami w Krakowie lat 20.? Pod-1
czas tej dwudniowej wizyty nie znałam polskiego wystarcza­
jąco dobrze, by dowiedzieć się, gdzie mogli mieszkać, ani I
hebrajskiego, by odnaleźć rodzinne groby na żydowskim
cmentarzu, na którym być może chowane były poprzednie
pokolenia. Lecz nie szukam takich szczegółów - szukam let­
niego światła, zapachu ulic, rynków i piekarni, dźwięku prze­
chodniów w różnym wieku i z różnych środowisk mówiących
po polsku do mego ucha, właściwości kamienia, drewna,
metalu ziemi i rzeki, smaku pierogów na ulicy, wyrazów twa­
rzy t y c h , p o ś r ó d których ktoś taki jak ja m ó g ł dorastaćj
w innym świecie i czasie.
„Jak to było, być tam?"
W Auschwitz, wczesnym rankiem, znalazłam się samaj
w komorze gazowej. Pomieszczenie było puste, oświetlone
kilkoma nieosłoniętymi żarówkami u sufitu; pośrodku na
podłodze znajdowała się żelazna kandelabra, w której mi­
gotały światełka wiecznych lampek. Jakaś cząstka mnie czu­
ła, że mogłabym po prostu zemdleć i zostać właśnie tu, ogar­
niając to, co miało tu miejsce. To pomieszczenie, ta komora
- przestrzeń, której wymiary zmierzyłam swoimi krokami,
wspomnienie jej ciemnej pustki, która potrafi dziś do mnie
powracać.

Numer 10/2005

�BYCIE T A M / W P O L S C E
najbardziej zagadkowy był pewien piskliwy dźwięk - nie wie­
dzieliśmy, co słyszymy, zwierzę czy maszynę - lecz to coś
wyrażało grozę doświadczaną przez nas w tym miejscu.
Uznaliśmy, że to musiała być jakaś piła z pobliskiego gospo­
darstwa - ale to jak przeszywała powietrze tego letniego dnia
tak bardzo współgrało z niepokojem, który towarzyszył na­
szemu pobytowi tam. Wyrażało żałobną niezwykłość, która
wypełniała ciszę wokół nas.

W Birkenau, po południu, tak wiele rzeczy rozdziera ser­
ce i umysł; rząd za rzędem trzypoziomowych pryczy, na któ­
rych spali ludzie, pożyczając ze zbiorowego życia ciepło, z
trudem przepływające z ciała do kości i z powrotem. Rozkle­
kotany wózek stojący przed budynkiem z wieloma komina­
mi, który służył za kuchnię. Ten wózek z pewnością przewo­
ził zwłoki. Droga idąca przez środek obozu - Lagerstrasse tu dokonywała się selekcja i stąd szło się bezpośrednio do
miejsca śmierci. Lecz oprócz obrazów były też dźwięki: pta­
ki, krowy, psy gdzieś w pobliżu, zza ogrodzenia wciąż okala­
nego drutem kolczastym, który niegdyś był pod napięciem;
gdy szliśmy do krematoriów i pobliskiego miejsca pamięci

Istnieje fotografia pewnej chwili tego dnia, na której czte­
ry osoby spośród naszej piątki znajdują się fizycznie bardzo
blisko siebie, a jednocześnie każda z nich stoi osobno, spo­
glądając w różnych kierunkach, marszcząc brwi, mrużąc
oczy. Na naszych twarzach maluje się zawahanie przed po­
ruszeniem się, mówieniem, zdobyciem się na wypowiedź.
Nie wyobrażałam sobie, że znajdę sposób na to, by opowie­
dzieć ten dzień; a słowa, które przychodziły, zdumiewały mnie
swoją eliptyczną orbitą, po której krążyły wokół „ t a m " tego
miejsca. Zbyt wiele miejsc na ziemi kryje w sobie pola śmier­
ci; upamiętnianie śmierci na masową skalę w coraz więk­
szym stopniu staje się częścią publicznego dyskursu, szcze­
gólnie po 11 września 2001. Być może moja pewność, że
o d b ę d ę tę pielgrzymkę, jest dla mnie bardziej zrozumiała
teraz, gdy skupiam się na mojej teraźniejszości, na tych go­
rączkowych wysiłkach, aby stworzyć miejsce, które ludzie
będą odwiedzać, aby upamiętniać zmarłych. Dzieje się to
tu, gdzie mieszkam, po drugiej stronie rzeki od miejsca, któ­
re być może już zawsze będzie nazywane Ground Zero, jak
gdyby te słowa przez ten czas czekały na swój odpowiedni
desygnat.

Fran Bartkowski
Spacerując po Krakowie

Walking in Krakow

Gdy przyjeżdżamy
wita nas szara chmura
To tylko smog.

A gray cloud greets us
on arrival.
It's only pollution.

Potem nadchodzi burza
oglądamy ją z holu w hotelu.
To tylko pogoda.

Then comes a thunderstorm
we watch from the hotel lobby.
It's only weather.

Wyruszamy na poszukiwania.
W naszej przygodzie
czujemy się niepewnie.
„Jesteśmy w Polsce"
powtarzamy sobie.

We begin to explore.
We are tentative
in our adventure.
„We are in Poland,"
we reiterate.

A kiedy Polak
we francuskim berecie
nalega, by uścisnąć
nasze amerykańskie dłonie
i pocałować moje,
widzę w jego ukłonach i skłonach
łuk pleców mego ojca
gdy idzie
ze splecionymi z tyłu
rękami
nieomylna oznaka
wolnego czasu

And when the Pole
wearing a French beret
insists on shaking
our American hands,
and kissing mine,
I see in his bowing and bending
the arc of my father's back
as he walks
hands clasped
behind him
some sign of
leisure time

naśladując staruszków
których podglądał w pewnej mieścinie
mniej światowej niż to miasto
mające za sobą epizody
krzywdy i klęski
chluby i chwały.

imitating the old men
he watched in a small town
less worldly than this city
with its histories of
sacking and surrender
and glory and grandeur.

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Fran Bartko'

Chodzę krokami
mojej matki
zgadując dokąd
wiodły ją
z Kazimierza
niedzielne spacery
gdy odważnie wypuszczała się
na szeroki świat.

it s my mother s steps
that I am walking in
wondering where
from Kazimierz
she might have
strolled Sundays
adventuring into
broader avenues.

Fran Bartkowski
Arbuz

Arbuz

Byłeś moim arbuzomanem
gdy nadchodziło lato
przewracałeś oczami
oblizywałeś wargi
i pomrukiwałeś
w oczekiwaniu

You were my watermelon man
Summer would come
and you'd roll your eyes
lick your lips
and hum in
anticipation

na jedną
z wielkich
czerwonych
przyjemności
życia

of one of life's
great
red
pleasures

„Arbuz", mówiłeś po polsku
jakbym powinna wiedzieć
razem z tobą
jak bardzo przywołuje to
czas miniony
czas stracony

"Arbuz," you'd say
as if I should know
with you
how it conjured
time past
time lost

każde lato
twojego dzieciństwa
w tej
wiejskiej okolicy

summers of your
childhood
in this
countryside

w której obecnie jest
połowa lipca
i
arbuzy
leżą dojrzałe
przy drodze

where it is now
mid-July
and the
arbuz
are ripe
along the roadside

Nie zatrzymujemy się
by kupić je
wracamy
w stronę granicy

We don't stop
to buy
we are making our way
back across the border

opuszczamy ten kraj
jego zrujnowane krematoria
i trzygwiazdkowe hotele

away from this country
with its ruined crematoria
and three-star hotels

i nienawiść do Żydów
która nie ustaje
choć Żydzi odeszli

and jew-hating
that doesn't quit
though the jews are gone
Przełożył Justyn Hunia

Numer 10/2005

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6558" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6538">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c45e05af1f5ae02908cc28e526a246b8.pdf</src>
        <authentication>e36244afd226110e5010ea33b4ab2cc5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78085">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78086">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78087">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78088">
                <text>"Co się myśli, to się przyśni". O interpretacji obrazów w senniku ludowym / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78089">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.121-124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78090">
                <text>Bartmiński, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78091">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78092">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78093">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78094">
                <text>Jerzy Bartmiński

„ C O SIĘ MYŚLI TO SIĘ PRZYŚNI".
O INTERWENCJI OBRAZÓW W SENNIKU

LUDOWYM

,.(...) Sennik t r a k t u j ę j a k o okno, d a j ą c e b e z p o ś r e d n i w g l ą d

w pierwszej k o l e j n o ś c i przekazy ustne, p o ś w i a d c z o n e w i e l o m a

w p s y c h i k ę l u d z i s t a r o ż y t n y c h , p r o w a d z ę w i ę c badania ściśle

w a r i a n t a m i , i o d d z i e l a j ą c j e od p r z e k a z ó w d r u k o w a n y c h , zdecy­

naukowe

z pogranicza

historii kultury,

a t a k ż e f o l k l o r u i nawet

religii,

zabobonu,

Aleksander K r a w c z u k , Sennik

Artemidom,

1976, s. 51

„ J e ś l i w o ź m i e m y n a j p r y m i t y w n i e j s z e f o r m y m y ś l e n i a ludz­
kiego, j a k i e w y s t ę p u j ą w marzeniach sennych,
w

nich

ó w archaicznie

prymitywny

dowanie m n i e j p e w n y c h i w i a r y g o d n y c h . M u s i p o d d a ć
sennika w e r y f i k a c j i

psychoanalizy."

i

myślenia

przesuwania

ich

autentyczne

językowo

warianty,

6

ich

5

W y ł ą c z n i e na u s t n y m przekazie, u t r w a l o n y m na
i dobrze s p r a w d z o n y m

teksty

folkloru,

badając

c z ę s t o ś ć , z a s i ę g s p o ł e c z n y i geograficzny, f u n k c j e .

dostrzeżemy

mechanizm

kompleksowego: zespalania się, kondensacji

zapisując

t a k i e j j a k wszystkie inne t e k s t y

taśmach

oparte s ą n a s t ę p u j ą c e dalej u w a g i . C h c ę

w n i c h d o t k n ą ć jednego zasadniczego p r o b l e m u , n a l e ż ą c e g o do

się o b r a z ó w . Badanie u o g ó l n i e ń z a c h o d z ą c y c h w marzeniach

postulowanej

sennych pozwala (...) z r o z u m i e ć m y ś l e n i e p r y m i t y w n e i prze­

czy s ą — i owentualnie j a k i e s ą — r e g u ł y i n t e r p r e t a c j i s n ó w

k o n a ć s i ę , że u o g ó l n i e n i e w m y ś l e n i u niekoniecznio w y s t ę p u j e

w polskiej t r a d y c j i ludowej ? Czy w y k ł a d a n i e sensu o b r a z ó w jest

t y l k o w najbardzioj r o z w i n i ę t e j formie, t j . w formie p o j ę ć . "

przez A . K r a w c z u k a n o w o ż y t n e j

onejrokrytyki:

czysto u m o w n e , przekazywane j e d y n i e m o c ą t r a d y c j i i p o d t r z y ­

psychologiczne,

m y w a n o n a i w n ą w i a r ą , czy t e ż daje się w t y m zakrosie s t w i o r d z i ć

1966 ( w y d . p o l . 1971), s. 267—8

j a k i e ś ś l a d y w o w n ę t r z n e j m o t y w a c j i ? N a c z y m t o mechanizmy

L e w S. W y g o t s k i ,

Wybrane

prace

stanowił

m o t y w a c y j n o p o l o g a j ą ? I sprawa dla togo szkicu n a j w a ż n i e j s z a :

czysty okaz zabobonu w e t y m o l o g i c z n y m sensie tego s ł o w a (od

j a k owe mechanizmy m a j ą się do m e c h a n i z m ó w samego j ę z y k a ?

Sennik l u d o w y w o p i n i i o ś w i e c o n y c h w i e k u X V I I I

bobo — „ s t r a s z y d ł o " ) . D o „ z d r o ż n o ś c i pierwiastkowej e d u k a c y i "
zaliczył go a u t o r Mikołaja

Doświadczańskiego

przypadków,

wkła­

W m a t e r i a ł a c h b ę d ą c y c h p o d s t a w ą t y c h u w a g (a s ą one po­
7

dobne do w i e l u i n n y c h m a t e r i a ł ó w tego t y p u ) daje się s t w i e r d z i ć

d a j ą c b o h a t o r o w i w usta n a s t ę p u j ą c e s ł o w a o jego p r o w i n c j o n a l n o -

w y r a ź n y z w i ą z e k m i ę d z y obrazami sennymi a i c h i n t e r p r e t a c j ą

-odpustowym

w wykładni. Można t u mówić o motywacji,

środowisku:

„... jak

wieczorne

zwyczajnie o u p i o r a c h , czarownicach

rozmowy

i strachach,

tak

były
ranne

0 snach: j o d n a drugiej z k o b i e t o p o w i e d a ł a , co się j o j ś n i ł o : a z i c h

sposób

zasad. Zasad znanych nie t y l k o s e n n i k o w i . S ą t o :

t ł u m a c z e ń i w r ó ż e ń n a u c z y ł e m s i ę , iż g d y się k o m u o g i e ń ś n i ,

I.

gościa się w d o m s p o d z i e w a ć t r z e b a ; a g d y z ą b w y p a d n i e , zapewne

I I . Zasada s t y c z n o ś c i (metonimii)

natenczas k t o ś z k r e w n y c h u m r z e . "

która w

u d e r z a j ą c o regularny o d w o ł u j e się do o k r e ś l o n y c h olemontarnych
Zasada p e ł n e j t o ż s a m o ś c i obrazu (O) i w y k ł a d n i ( W )
O i W

I I I . Zasada p o d o b i e ń s t w a j ę z y k o w e g o O i W

1

D7. Zasada p o d o b i o ń s t w a t r e ś c i o w e g o O i W (symbolizmu)

D e z a p r o b a t ę o ś w i e c o n o g o a u t o r a dla sennika p o d t r z y m y w a l i

V . Zasada k o n t r a s t u O i W

jego p ó ź n i e j s i spadkobiercy ideowi z przekonaniem t y m w i ę k s z y m ,

V I . Zasada u o g ó l n i e n i a cech O i W .

i m bardziej fantastyczno i niewybrodno p o m y s ł y interpretacyjne
pomieszczali w s w y c h zbiorach a u t o r z y ( w y d a w c y ? ) s e n n i k ó w

Przyjrzyjmy

d r u k o w a n y c h . T o b o w i e m co m ł o d y M i k o ł a j p o z n a ł zo s ł y s z e n i a ,

dach.

s t a ł o się w p o ł o w i e w i e k u X I X powszechnie d o s t ę p n o w postaci

się i m po kolei nieco bliżoj na w y b r a n y c h p r z y k ł a ­

I . Zasada t o ż s a m o ś c i O i W jest najprostsza,

wręcz prymi­

godnej w i e k u p a r y i e l e k t r y c z n o ś c i , w postaci d r u k o w a n y c h bro­

t y w n a , ale t o ż stosowana ( u d o k u m e n t o w a n a ?) najrzadziej. W e

szur. A u t o r k a h a s ł a „ S e n n i k i " pomieszczonego w Słowniku
loru

folk­

ś n i e ukazuje się t o , co w n a j b l i ż s z y m czasie m a się z d a r z y ć na

Kapełuś,

jawie, ukazuje się w swojoj n a t u r a l n e j postaci. Zasada t o ż s a m o ś c i

„ i s t n y zalow d r u k ó w tego rodzaju, o monotonnio

m a zastosowanie do w ą s k i e g o k r ę g u t e m a t ó w : „ B r a t , siostra j a k

polskiego

konstatuje

pod rod. J. Krzyżanowskiego

p o w t a r z a j ą c y c h się t y t u ł a c h (Sennik
najwiarygndniejszy

egipski

persko-chaldejsko-arabski

i

arabski,

polski

Helena

z planetami,

Sennik

Sennik

egipski,

Sennik

2

i t d . ) " . Po n o b i l i t a c j i s n ó w j a k o m a ­
3

t e r i a ł u diagnoz p s y c h o l o g i c z n y c h i ź r ó d ł a inspiracji p o e t y c k i e j
w ostatnich dokadach w i e k u X X w r ó c i ł y zainteresowania

4

son-

8

sie p r z y ś n i t o t e ż w i ę c y p r z y j e d z i o " ( N i e ) . „ M i e j a k sie ojciec ś ń i ,
no t o p r z y j o d z i e " (Nie). „ P o g r z e b

j a k w i d a ć , żo c h u r ą g w i e ,

k s i ą d z idzio czy co, t o t r z a sie s p o d z i e w a ć p o g r z o b u "

(Wil).

„ J e d n y si z n ó w p r z y ś n i ł a trumna, i t y ż — m i a ł a to t r u m n y . Za
j a k i ś czas ш п а г

nikiem jako tekstom prognostycznym. R o z w ó j t y c h zainteresowań

jej syn i m i a ł a te t r u m n y " (Gór).

I I . Zasada m e t o n i m i i ,

t j . s t y c z n o ś c i przestrzennoj,

czasowej

walnie p o d s y c i ł a parapsychologia i neoastrologia. Jednak w k u l ­

l u b m y ś l o w e j m i ę d z y sonsem w y k ł a d a n y m a obrazem jest spo­

turzo masowej, nie z r y w a j ą c e j w i ę z ó w z t r a d y c j ą r a c j o n a l i s t y c z n ą ,

t y k a n a ezęściej. Przybiera różne

sennik

funkcjonuje raczej

na zasadzie k o m e r c y j n e j z jednej,

a ludycznoj z drugiej s t r o n y . M o ż n a to p o w i e d z i e ć n p . o
egipskim

Senniku

d r u k o w a n y m przez l u b e l s k ą „ K a m e n ę " w o d c i n k a c h

formy.

Obraz senny m o ż o z o s t a ć u z n a n y w stosunku do zdarzenia
przewidywanego na j a w i e za jego i s t o t n y r e k w i z y t

: „Obrącz­

k a j a k sie ś n i t o j u ż m ó w i o , że to j u ż b ę d z i e wesele, z a r ę c z y n y "

w r o k u 1974 ( „ E s k i m o s w ś n i e g a c h l a t e m — z m a r t w i e n i e " i t p . ) .

( K a w ) ; „ J a k p i e r ś c i o n e k sie ś n i t o p r ę d k i ś l u b " (Sta); „ C h o r ą g w i e

W s z y s t k o to s ą zjawiska i n t e r e s u j ą c e dla socjologów i h i s t o r y k ó w

czarne j a k sie ś n i o i k r z y ż t o d z i e ś p o g r z e b " ( K l i m ) ; za n а г z ę -

kultury.

d z i e n i e z b ę d n o do w y k o n a n i a j a k i o j ś c z y n n o ś c i : „ K o s a j a k sio

F o l k l o r y s t a , badacz ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j i j e j f o r m w y r a z u ,

ś n i t o m ó w i o , ż e ś m i e r ć dzieś b ę d z i e w r o d z i n i e " (Maz), „ P i e ­

p r z y s t ę p u j ą c do analizy sennika p o s t a w i p y t a n i e w s t ę p n e o t o , co

n i ą d z e j a k sie p r z y ś n i e , b ę d z i e j a k i ś w y d a t e k " ( H a ł ) , „ B u t y to

z tej bogatej d o k u m e n t a c j i jest a u t e n t y c z n y m zapisem w i e r z e ń

podróż"

1 wiedzy l u d o w o j , zbiorowej, u g r u n t o w a n e j , co z a ś t y l k o p o d a ż ą

M ó w i o , że dzieś t a k j a k b y w rudzinie b y ł w y p a d e k czy t r u m n a "

( P a t ) ; za m a t o r i a ł :

„ D e s k i nowe t o

niedobrze.

o b r o t n y c h t ł u m a c z y i w y d a w c ó w nie s t r o n i ą c y c h od p o m y s ł ó w

( K l i m ) ; za m i e j s o o

i n d y w i d u a l n y c h , a u t o r s k i c h , c h w y t l i w y c h ? Bez o b a w y p o p e ł n i e ­

t o bardzo z ł y sen. J a k o t w a r t y g r ó b t o ś m i e r ć w ś r ó d n a j b l i ż s z y o h "

p r z o w i d y w a n o j a k c j i : „ S o n o grobach

n i a b ł ę d u m o ż n a p o w i e d z i e ć , że jest i jedno i drugie. A skoro t a k ,

( R a f ) ; wreszcie, jeśli w ś n i e p o j a w i a się p o s t a ć l u d z k a ; za а к t o -

folklorysta

r a,

m u s i s i ę g n ą ć do ź r ó d o ł w i a r y g o d n y c h , w y d z i e l a j ą c

który

odegra

i s t o t n ą rolę w przewidywanym zdarzeniu:

m

�I

„ K s i ą d z t o ' w r ó ż b a n a pogrzeb" (Sem); „ J a k m i sie d o k t o r ś n i ,

Ustanawianie przoz sennik z w i ą z k ó w p o d o b i e ń s t w a

bazuje

to j u ż k t o ś z r o d z i n y zachoruje" ( R a f ) ; „ J a k sie uczniowi profosor

w y r a ź n i e n a konwoncjach semantycznych j ę z y k a , t j . na

ś n i , t o b ę d z i e p y t a n y . M n i e ilo razy się śnił j a k i ś nauczyciol, to

zospołach

zawsze b y ł a m p y t a n a "

j a k o szoroko rozumiane znaczonio s ł ó w . Sennik p o t w i e r d z a po­

(Raf).

J u ż p r z y sprawdzaniu zakresu d z i a ł a n i a zasady motonimicznej

coch c h a r a k t e r y s t y c z n y c h ,

któro

zostały

tych

utrwalono

toczne stereotypy i zarazom pozwala jo lopioj i s z c z e g ó ł o w i e j
1 0

w senniku pokazuje się j a k w a ż n e znaczonio m a u w z g l ę d n i o n i e

rozpoznawać .

t ł a k u l t u r o w e g o i całej t r a d y c j i h i s t o r y c z n e j . Boz tego p o w n y c h

z w i e r z ą t . Byk,

o c z y w i s t y c h p o w i ą z a ń m o ż n a po p r o s t u nio dostrzec. D o t y c z y

tylko

t o n p . b i a ł e g o p ł ó t n a : w w y k ł a d n i w s p ó l c z o s n o j : „ P ł ó t n o biolić —

równoczośnie

b l i s k a ś m i e r ć " ( K i j ) , „ T o m ó w i o j a k sio p ł ó t n o d u ż o ś n i , to k t o ś

N a z w y te k o n o t u j ą

umrze w r o d z i n i e " (Maz).

z d r o w i e ; s k ł o n n o ś ć do tarzania się w błocie i b r u d z i o ; p o d s t ę p n a

Dla objaśnionia

motywacji

toj w y k ł a d n i trzeba

przywołać

Widać

to

koń, świnia,

nazwami

zwierząt,

nazwami

szczególnie

dobrze

na

przykładzio

gad, wąż s ą w j ę z y k u l u d o w y m
któro

można

wyposażonymi

pokazać
w

palcem,

bogate

nie
alo

stereotypy.

cechy t a k i e , j a k b r u t a l n a siła,

męskość,

złośliwość. To stereotypowe s k ł a d n i k i semantyczne z jednej s t r o n y

i n f o r m a c j ę o s t a r y m z w y c z a j u chowania n i o b o s z c z y k ó w w gioz-

tłumaczą

ł a c h z b i a ł o g o p ł ó t n a , z n a u y m w Polsce joszczo w p o ł o w i e w i e k u

o d n o ś n y c h nazw w tekstach j ę z y k o w y c h , z drugioj z a ś — sposoby

X I X i o t y m , ż e biel, a nie c z e r ń b y ł a kolorom

żałobnym.

9

I I I . Zasada podobioristwa nazw j ę z y k o w y c h obrazu soimogo

metaforyczne

i niekiedy wręcz

alegoryczne

użycie

takiego a nie innogo i n t e r p r e t o w a n i a o d n o ś n y c h o b r a z ó w w sen­
n i k u l u d o w y m (Por). „ B y k rozjuszony j a k się ś n i to p r z y g o d y

i p o d k ł a d a n e g o p o d t e n obraz rzeczywistego p r z o d m i o t u czy zda­

miłosno" (Raf);

rzenia m a zakros stosowania n i e w i e l k i , ale jost w j a k i m ś sensio

„ K o n i o to c h ł o p c y , p a n n o m p r z e w a ż n i e j a k sio ś n i o , a m ę ż a t k o m

„ K o ń j a k p a i m i o sio śni to k a w a l e r "

(Nie);

dla sonnika ludowogo charakterystyczna. M o ż n a b o w i e m p r z y ­

toż j a k i e ś t o w a r z y s t w o m ę s k i e i to joszczo t a k i e ł a d n e k o n i e t o

p u s z c z a ć , ż e u j o j p o d ł o ż a loży archaiczna w i a r a w m a g i c z n ą

ł a d n o c h ł o p y " ( I w a ) ; „ Ś w i n i a j a k sio ś n i to m ó w i o , że z n o w u ż

w a r t o ś ć samej nazwy, k t ó r a to nazwa jost t r a k t o w a n a j a k o i n ­

p i j a k a zobaczy u ś w i n i o n e g o t a k i o g o " (Maz); „ G a d y , jaszczurki

t e g r a l n y a t r y b u t p r z e d m i o t u . N a l e ż ą c e t u p r z y k ł a d y (bić i przy­

j a k sie ś n i o , t o k t o ś b ę d z i o g r y ź ć , p o d s t ę p u s z u k a ć " ( K o s z ) ;

być, krew i krewny) m a j ą p o w t a r z a j ą c o się p o ś w i a d c z e n i a z ustnego

„ A w ą ż t o m ó w i ą , że t e ż niodobrzo bo t a k i k t o ś z ł y n a niego j a k

o b i e g u : „ J a k p a n i k o g o ś bije, o d p a n i coś się o d b i j e " ( K o s z ) ;

w ą ż , na togo c z ł o w i e k a "

„ B i ć k o g o ś , t o k t o ś sie p r z y b i j e , p r z y b ę d z i e s k ą d y ś "

(Maz).

(Kaw);

I d ą c konsekwentnie t ą d r o g ą d o c h o d z i m y do o d k r y c i a z w i ą z ­

„ J e ś l i pie b i t k a ś n i t o j u ż sio k t o ś p r z y b i j e t e ż " (Barn). „ J a k sie

k ó w m i ę d z y w y k ł a d n i ą o b r a z ó w w senniku a c a ł ą b o g a t ą sferą

k r e w ś n i , t o m ó w i o , że j a k i ś k r e w n y p r z y j d z i e , j a k i ś k u z y n

ludowych wierzeń i w y o b r a ż e ń mitologicznych. Badanie

p r z y j d z i e do d o m u " (Maz).

związków postulował K . Moszyński.

Wykładnia

obrazu m o ż e do f o r m j ę z y k o w y c h

nawiązywać

1 1

tych

Czysto w i e r z e n i o w y cha-

r a k t o r m a j ą n p . w y k ł a d n i e z n a c z o ń bociana i k u k u ł k i : „ B o c i a n

w s p o s ó b bardzioj z ł o ż o n y i r o z w i j a ć się w k i e r u n k u w s k a z a n y m

j a k sie p r z y ś n i , t o m ó w i o , że dziocko p r z y n i o s i e " (Maz);

przez metaforyczne u ż y c i e w y r a ż e ń . S p o t y k a m y n p . przekonanie,

k u k u ł k ę się s ł y s z y j a k k u k a l u b się j ą w i d z i , t o jest p o m y ś l n a

ż e „ D o i ć k r o w y t o jest w i e l k i z y s k " ( H a ł ) , (Raf), k t ó r e w y k o r z y ­

w r ó ż b a . A l e m ę ż c z y ź n i e j a k się ś n i , t o a l i m e n t a w r ó ż y "

stuje

kogoś,

W i a r a w t o , żo bocian przynosi dzieci, a k u k u ł k a przepowiada

w y k o r z y s t y w a ć k o g o ś , b y ć dla k o g o ś

i c h liczbę stanowi s k ł a d n i k s t e r e o t y p o w y w l u d o w y c h znaczeniach

znaczonie

potocznego z w r o t u frazeologicznego doić

być dla kogoś dojną

krową

ź r ó d ł e m z y s k ó w " . I n t e r p r e t a c j a p r a n i a — „ J a k sio ś n i , żo k t o ś

s ł ó w bocian i

kukułka-

„Jak
(Raf).

12

bielizno pierze t o k t o ś o b m a w i a " ( I w a ) . „ P r a n i e t o m ó w i o , ż y

Zgodnie z r e g u ł a m i j ę z y k o w y m i ustalonia p o d o b i o ń s t w cechy

k t o ś pierzo o t y m c z ł o w i o k u , o b m o w a m ó w i o " ( K l i m ) — opiera

p r z e d m i o t ó w i z d a r z e ń f i z y c z n y c h s ą bez p r z e s z k ó d u t o ż s a m i a n e

się na g r u n t o w n y m w powszechnym u ż y c i u p r z e n o ś n y m rozu­

z cechami p r z e d m i o t ó w i z d a r z o ń p s y c h i c z n y c h : „ J a k się ś n i ą

mienia z w r o t u prać brudy „ r o z t r z ą s a ć , w y c i ą g a ć na ś w i a t ł o dzien­

c u k i e r k i , t o j a k i e ś przelotne m i ł o s t k i , j a k a ś przelotna m i ł a zna­

ne s p r a w y d r a ż l i w a , p r z y k r o " . R ó w n i e ż zgodnie z sensem sfra-

j o m o ś ć " ( R a f ) ; „ K w i a t y to m i ł o ś ć " ( p i w ) ; „ B u r z a t o j a k a ś k ł ó t ­

zeologizowanych p o r ó w n a ń j ę z y k o w y c h zdrów

nia, czy co, j a k g r z m i " (Son).

jak

koń, zdrowy jak

jak ryba,

zdrów

dąb — o d n o ś n e p r z e d m i o t y s ą w senniku

V . Zasada k o n t r a s t u ( p r z e c i w i e ń s t w a ) p r z y t ł u m a c z e n i u s n ó w

t r a k t o w a n e j a k o zapowiedzi z d r o w i a : „ R y b y j a k się ś n i ą w w o ­

zdaje się w y n i k a ć z przokonania, żo w nieustannych obrotach

dzie t o z d r o w i e " (Nie), „ J a k sio konie śnio to dobrze, ezłowiok

losu k a ż d a j a k o ś ć m u s i u s t ą p i ć miojsca swojemu p r z e c i w i e ń s t w u .

z d r o w y " (Szum), „ D ę b y t o na z d r o w i e " ( N o w ) .

J e ś l i c o ś złego z d a r z y ł o się j u ż we ś n i e , nio zdarzy się n a jawie,

I V . Zasada p o d o b i e ń s t w a t r e ś c i o w o g o (symbolizmu) m a bez­

i o d w r o t n i e , m i ł y i p r z y j e m n y son o t w i e r a miejsce na j a w i e dla

sprzecznie r a n g ę n a j w y ż s z ą i zakros funkcjonowania najszerszy.

czegoś p r z y k r e g o . J o ś l i t o domniomauio jost s ł u s z n e z n a c z y ł o b y

Sennik jest k r ó l e s t w e m s y m b o l i k i , kojarzenia poprzez p o d o b i o ń ­

to zarazom, żo w l u d o w o j koncepcji rzoczywistośc.i sen i j a w a s ą

stwo p r z e d m i o t ó w w n a j r o z m a i t s z y m tego p o d o b i e ń s t w a rozu­

bliższe sobio niż w k u l t u r z o n i e l u d o w e j .

m i e n i u . Jest p o d t y m w z g l ę d e m analogiczny do

najstarszych

D o ś ć powszechne (i staro) jest przekonanie, ż e wosole we śnie

gatunków

obrzędowej.

zapowiada rzeczy s m u t n e : „ J a k wesołe sio ś n i , dzieś jodzio p a n n a

P o d o b i o ń s t w o k s z t a ł t u fasoli, grochu, j a g ó d — i łoz staje się

m ł o d a ubrana na b i a ł o , to gadajo, żo b ę d z i e pogrzob w rodzinie,

p o d s t a w ą i c h t r a k t o w a n i a w senniku j a k o zapowiedzi p ł a c z u :

s i n u t o k " (Maz); „ J a k sie ś n i wesele to t e ż b ę d z i e j a k i e ś „ w e s e l e "

folkloru:

mitu,

baśni,

zagadki, piośni

„ F a s o l ę ł u s k a ć t o z m a r t w i e n i e i ł z y " (Raf), „ Z i a r n k a g r o c h u t o

w d o m u , j a k a ś k ł ó t n i a , j a k i ś b a ł a g a n " (Sem); „ W e s e l e j a k sie ś n i

w i e m na pewno, ż e t o p ł a c z " (Raf), „ J a k j a g o d y czerwone sie

t o nie jest bardzo dobrze" (Soł).

ś n i o , t o p ł a c z . J a g o d y to sie p ł a c z e i j u ż " ( B a m ) .
Podobieństwo

polegające

na

„byciu wilgotnym,

Podobną
mokrym"

wykładnię

pozwala t r a k t o w a ć t a k ż e doszcz j a k o z a p o w i e d ź p ł a c z u : „ J a k sie

ność jakaś wielka"

deszcz ś n i , t o człowiek b ę d z i e p ł a k a ć "

(Raf).

Podobieństwo

(Maz).

b a r w y s t a n o w i pomost p o z w a l a j ą c y

przejść

od p r z e d m i o t u b i a ł e g o do l i s t u : „ B i a ł a p o ś c i e l czy b i a ł e j a k i e ś

otrzymują

inne

zdarzenia

radosne:

„ T a ń c o t o s m u t e k " ( Р о к ) . „ M i ł o ś ć — o, t o j u ż jest n i e p r z y j e m ­
( H a ł ) . „ P o c a ł u n e k t o fałsz, j a k a ś

zdrada"

„ P a n n a m ł o d a w welonie t o j a k i o ś wiolkio u t r a p i e n i e "

(Klim).
Odpowiednio o d w r o t n ą , t j . p o z y t y w n ą w y k ł a d n i ę
zdarzenia

smutne

i przedmioty z kręgu

otrzymują

obrusy t o j u ż list j a k i ś d o b r y " (Proch), „ G o ł ą b b i a ł y , bocian, bie­

nierzadko

lizna, poduszki b i a ł e t o list, t o w i a d o m o ś ć raczej d o b r a " ( K o z ) ,

„ P ł a c z t o uciecha" ( K a w ) ; „ P ł a c z no to r a d o ś ć " (Nie) „ C h o r o b a

śmierci:

„ G o ł ą b i gęsi, b i a ł e p i ó r a t o t e ż t a k samo, t o l i s t " ( I w a ) , „ J a k sie

t o nio jest z ł y son. T o znaczy j a k i o ś ocalenie o d s t r a t y "

śni b i a ł e p ł ó t n o t o bodzie l i s t " (Szaw), „ J a k sio ś n i na p r z y k ł a d

„ P o g r z e b to nic kiepskiego" (Kosz). „ J a k chodzi się po c m e n t a r z u

p r z e ś c i e r a d ł o b i a ł e , obrus, t o znaczy, żo dostanie sie list od k o g o ś .

po grobach to d o b r z e " (Kasz).

(Raf).

T o j u ż w i ę c y sprawdzone" (Nie). B i e l , j a k w i d a ć z n i e k t ó r y c h

W y k ł a d n i e złowieszcze z d a r z e ń radosnych — z weselem na

p r z y t o c z o n y c h p r z y k ł a d ó w , w n o s i r ó w n o c z e ś n i e d o d a t k o w ą ko­

czele — s ą u t r w a l o n e silniej i spotykane powszechniej. W y k ł a d n i e

notację pozytywną — ,.doVy, korzystny".

o p t y m i s t y c z n o z d a r z e ń s m u t n y c h s ą rzadszo. Te ostatnie czysto

122

�otrzymują wyjaśnienie

na zasadzie t o ż s a m o ś c i o w e j . Złe zapo­

wiada p r z e w a ż n i e z ł e . W senniku l u d o w y m
pretacje

przeważają

inter­

m y ś l e n i u i d z i a ł a n i u zasady t o ż s a m o ś c i , s t y c z n o ś c i ,

podobień­

stwa, k o n t r a s t u , u o g ó l n i e n i a .
N a k o n k r e t n o efekty zastosowania o k r e ś l o n y c h zasad w o d ­

pesymistyczne.

V I . Zasada u o g ó l n i e n i a , bardzo dla sennika znamienna, r ó ż n i

niesieniu do o k r e ś l o n y c h o b r a z ó w sonnych d o c y d u j ą c y w p ł y w m a

się o d w s z y s t k i c h d o t ą d o m ó w i o n y c h s w o i m u k i e r u n k o w a n i e m .

j ę z y k z jego c h a r a k t e r y s t y k a m i p r z e d m i o t ó w i z d a r z e ń u t r w a l o ­

0

poziomie

n y m i w postaci szeroko r o z u m i a n y c h z n a c z e ń słów. Z d w u po­

o g ó l n o ś c i (deski — t r u m n a , b i ć — p r z y b y ć , groch — ł z a , wesele —

p u l a r n y c h polskich p r z y s ł ó w na t o m a t s n u : „ S e n m a r a — B ó g

ile zasady wcześniejsze

działają

na

t y m samym

pogrzeb), o t y l e t a p r o w a d z i od czogoś bardziej konkretnego k u

w i a r a " i „ C o się m y ś l i , to się p r z y ś n i " (notowanego w Nowej

mniej konkretnemu lub zgoła abstrakcyjnemu, od okrośloności

przysłów

k u n i e o k r e ś l o n o ś c i : „ J a k z w i e r z ę t a dzikie się ś n i ą , o t , to jost

ś n i o " ) d u c h o w i ludowego somiika bliższe jest p r z y s ł o w i e drugie.

niedobrze, t o j u ż j a k i e ś n i e b e z p i e c z e ń s t w o "

(Hal).

polskich

księdze

pod n a d r z ę d n y m h a s ł o m „ C o na jawie, t o we

Sennik t e n nio t y l k o w y c h o d z i od o b r a z ó w najbardziej ele­

U o g ó l n i e n i e dokonuje się z w y k l e w p o w i ą z a n i u z i n n ą , nie­

m e n t a r n y c h p r o s t y c h , codziennych, ale t o ż w sposobie i c h o b j a ś ­

z w y k l e c h a r a k t e r y s t y c z n ą t e n d e n c j ą sennika do w a r t o ś c i o w a n i a

niania j a k o z n a k ó w prognostycznych idzio t o r e m u t r w a l o n y c h

kontrastowego

—

k o n o t a c j i j ę z y k o w y c h . K o n o t a c j e to u j a w n i a , rozwija, u w y r a ź n i a .

jako

W l u d o w y m p o j m o w a n i u ś w i a t a sen nie przeciwstawia się t e m u

w kategoriach „ d o b r y — z ł y " , „ k o r z y s t n y

n i e k o r z y s t n y " dla ś n i ą c e g o . T o co dobro jest o k r e ś l a n e

zdrowie, bogactwo, p i e n i ą d z e ; szczęścio, p o m y ś l n o ś ć , powodze­

co rzeczywiste, przeciwnie, w i ą ż e się z t y m ściśle. Bez takiego

n i e ; wesołe, r a d o ś ć , zadowolenie. T o co złe jest o k r e ś l a n o j a k o

przekonania

choroba, cierpienie, ś m i e r ć , pogrzeb; nieszczęście, k ł o p o t , niepo­

takiego g a t u n k u f o l k l o r u , j a k i m jest sennik. Czy przekonanie to

wodzenie, n i e b e z p i e c z e ń s t w o , s t r a t a ; k ł ó t n i a ,
smutek,

zmartwienie,

złe p r z e w a ż a j ą

nad

nieprzyjemność.

dobrymi.

obmowa,

Ilościowo

Korzonie t y c h

nie b y ł o b y

m o ż l i w e powstanio i funkcjonowanie

płacz,

jest zasadne? P y t a n i e to n a l e ż y do togo samego p o r z ą d k u co

prognostyki

p y t a n i o o to czy sny się s p r a w d z a j ą . P o r z ą d k u innego n i ż p r z y ­

wartościujących

j ę t y w t y m szkicu.

u o g ó l n i e ń t k w i ą w konotacjach, j a k i e s ł o w a m a j ą w j ę z y k u . T a k
więc „ N i e b o b ł ę k i t n e t a k i e , pogodne, t o r a d o ś ć i b ł o g o s ł a w i e ń ­
Informatorzy

s t w o " ( R a f ) ; „ J a k sie śnio t a k i e ogrodowe k w i a t k i , ł a d n e k w i a t k i
co t a k u ł o ż o n e , t o dobrze" ( K r z ) , „ J a b ł o ń z j a b ł k a m i to rozkosz,
wielka r a d o ś ć " (Raf) — a z drugiej s t r o n y : n p . „ W i e r z b a to j u ż

Bam

m ó w i o zawsze, że t o j u ż s m u t n a " (Nysz), „ B ł o t o t o j a k i e ś k ł o p o t y ,

t. 383 i 384

z m a r t w i e n i a " (Pat), „ J a k sie g ó w n o ś n i t o m ó w i o zawsze, żo

G ó r — G ó r a k J ó z e f a z Mircza, t . 149

straszna n i e p r z y j e m n o ś ć "

H a ł — H a ł a s Helena z W r o n o w i c , t . 385 i 389

Ogólnikową

(Maz).

charakterystykę

negatywną

(wykorzystującą

—

Bambuiska

Bronisława

z

Majdanu

Ruszowskiego

I w a — I w a n i c k a J a d w i g a z D z i o r ą ż n i , t . 386

p o d a n y w y ż e j z a s ó b o k r e ś l e ń ) o t r z y m u j ą w senniku l u b e l s k i m

K a w — K a w u l a Genowofa z W r o n o w i c , t . 383, 385 i 386

następujące

hasła: gnój,

robaki, m ę t n a

dziurawe

buty,

K i j — K i j a n k a E l ż b i o t a z L u b i e n i a , t . 248

chmirra, ulewa,

góry,

K l i m — K l i m s k a J a n i n a z D z i e r ą ż u i , t . 383 i 384

brud, dziury, doły,

woda, s t u d n i a ,

ciemna

kamienie i las, z a c h ó d s ł o ń c a , k r ę t a droga, u s c h ł e drzewo, stare

K o s z — Koszeluk M a r i a z L u b i e n i a , t . 221

g r z y b y , suchy chleb, czarna c h o r ą g i e w , ciemna chustka, o r k a ,

K o z - - K o z ł o w s k a K a t a r z y n a z P o l a n ó w k i , t . 383

spadanie w d ó ł , d ź w i g a n i o c i ę ż a r u ; kapusta,

owoce i j a g o d y ,

K r z — K r z y ś Agnieszka z Cycowa, t . 317

czarny k o t , chuda k r o w a , p ł a c z ą c e dziecko, stara baba, g o ł y

Maz — M a z u r M a r i a n n a z D ą b r ó w k i , t . 168

człowiek.

N i o —• N i e d ź w i e d ź Feliksa z W r o n o w i c , t . 385

Ogólną charakterystykę pozytywną (oddawaną wyrażeniami
z zestawionego w y ż e j s ł o w n i k a ) m a j ą h a s ł a n a s t ę p u j ą c e : s ł o ń c e

N o w — Nowosad Franciszka z W r o n o w i c , t . 384 i 385
Nysz — N y s z k o J a n i n a z Sosnowicy, t . 229

1 g w i a z d y , ś n i e g , czysta w o d a , k w i a t y , r o s n ą c e z b o ż e , zielona

P a t — Paterek A n t o n i n a z Orzechowa, t . 229

t r a w a , zielone drzewo, zielony d ą b ; choinka, brzoza,

P i w — P i w k o Helena z D ą b r o w y , t . 383 i 384

grzyby

prawdziwki, razowy chleb; gołąb, królik, k o ń ; złoto i monety,

Proch —

ś m i e j ą c e się dziecko, m ł o d a dziewczyna; jasna chustka, osoba

R a f — R a f a ł M a r i a z T a r n a w y , t . 384 i 386

z m a r ł a p o k a z u j ą c a się j a k o osoba ż y w a .

Sem — Semczuk Feliksa z K r y n i c , t . 383 i 384

P o d s u m u j m y . I n t e r p r e t a c j a z n a k ó w sennych c z y l i p r z y p i s y ­

P r ó c h n i a k M a r i a ze Starej W s i , t . 334

Sen —• Seniuk J a n i n a z R o g a t k i , t . 255

wanie obrazom w y k ł a d n i w senniku l u d o w y m w y k a z u j e daleko

Soł — S o ł t y s Teresa z Zemborzyc, t . 149

idące uporządkowanie pozwalające,

Sta •— Staszewska M a r i a z W y r y k , t . 220

o motywacji

j a k to z r o b i l i ś m y ,

w e w n ę t r z n e j . T o co z n a c z ą c e (signifiant)

mówić
i to co

Szaw — Szawara M a r i a z W r o n o w i c , t . 385

znaczone (signifió) p o z o s t a j ą w stosunku u c h w y t n e j z a l e ż n o ś c i .

Szm —• S z m i d t B r o n i s ł a w a z K r y n i c , t . 384 i 386

Z a l e ż n o ś c i ą t ą r z ą d z ą powszechnie

W i ł — W i l a n o w s k a Aniela z K r y n i c , t . 384 i 386

funkcjonujące

w mówieniu,

P R Z Y P I S Y
1

I . K r a s i c k i , Mikołaja Doświadczyńskiego
przypadki,
Wroeław
1950, B N , o p r a ć . B . G u b r y n o w i c z , s. 11
I I . K a p e l u ś , Senniki
( w : ) Słownik
folkloru
polskiego, p o d
r e d . J . K r z y ż a n o w s k i e g o , Warszawa 1965, s. 366—309
P o r . n p . E . F r o m m , Zapomniany język. Wstęp do rozumienia
snów, baśni i mitów, w s t ę p e m o p a t r z y ł K . T . T o e p l i t z , p r z o l .
J . M a r z ę c k i , W a r s z a w a 1972, gdzie znajduje się o m ó w i e n i e b a d a ń
p s y c h o l o g ó w n a d snem i jego s y m b o l i k ą .
2

3

4

P o w i ą z a n i o m literatury z wizjami sennymi poświęcony
z o s t a ł specjalny n u m e r „ T e k s t ó w " z 1973 r o k u , ó s m y z k o l e i ,
p o d w y m o w n y m t y t u ł e m „ S e n m a r a . . . " , dobrze o d d a j ą c y m
o n t o ł o g i ę snu literackiego. M a t e r i a ł y do i n s p i r u j ą c e g o w p ł y w u
snu na t w ó r c z o ś ć plastvczna zawiera „ P o l s k a Sztuka L u d o w a "
nr 1—2 z r o k u 1984
takie badania n a d sonnikiem l u d o w y m p o s t u l o w a ł K . M o ­
s z y ń s k i j u ż 50 ł a t t o m u (zob. jego Kultura
ludowa
Słowian,
5

123

�cz. I I , Kultura duchowa, z. 1, K r a k ó w 1934, s. 375—5)
K o r z y s t a m z maszynopisu 38-stronicowego opracowania
J . B a r t m i ń s k i o g o i G. B ą c z k o w s k i e j Materiały
do sennika ludowego p r z y j ę t e g o do d r u k u w t o m i e Etnolingwistyka
(wydaw­
n i c t w o U M C S ) . W okresie o d 1974 do 1984 nagrano n a t a ś m y
ludowo intorpretacje s n ó w o d 40 o s ó b z 28 w s i w regionie l u ­
b e l s k i m . Po d o k o n a n i u t r a n s k r y p c j i i o p r a c o w a n i u r e d a k c y j n y m
p o w s t a ł w ton s p o s ó b s ł o w n i k o b e j m u j ą c y dwio sotki h a s e ł po­
ś w i a d c z o n y c h o k . 700 c y t a t a m i . P u b l i k a c j a t a s t a n o w i p o c z ą t e k
bardziej s y s t e m a t y c z n y c h b a d a ń n a d sennikiem l u d o w y m , k t ó r y
z o s t a ł u z u a n y za j e d n o z p o d s t a w o w y c h ź r ó d e ł p r z y g o t o w y w a ­
nego w L u b l i n i e s ł o w n i k a otnoligwistycznego. Z n a c z n y w k ł a d
w prace zbierackie n a d sennikiom w n i o s ł a A . Semczuk j a k o
a u t o r k a p r a c y magisterskiej Semantyka sennika ludowego w y ­
konanej pod kior. doc. J . B a r t m i ń s k i o g o w 1980 r o k u .
Por. dane przytaczane przez K . M o s z y ń s k i e g o , op. c i t . ;
6

7

T . Seweryna w „ L u d z i o " t . X X X V I I I , s. 2 7 1 ; J . Adamowskiego
w a r t y k u l e Sennik ludowy Franciszki
Boryty ( „ B i u l e t y n I n f o r ­
m a c y j n y S T L " n r 30, 1985, s. 12) i z w ł a s z c z a w k s i ą ż k a c h A .
K r a w c z u k a , Sennik Artemidora, w y d . 2, Ossolineum 1976 i W i e r y
Sztabowej, Sen, W a r s z a w a 1976
Zob. rozwiązanie skrótów w zakończeniu.
Р о г . K . K w a ś n i e w i c z , Zwyczaje i obrzędy rodzinne ( w : )
Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej I I , p o d r o d . M .
Biornackiej i i n . Ossolineum 1981, s. 111
Por. Słownik
łudowych
stereotypów
językowych,
zeszyt
p r ó b n y , W r o c ł a w 1980
K . M o s z y ń s k i , o p . c i t . , s. 373—375
O k o r z y ś c i a c h , j a k i e w y n i k a j ą z p r z y j ę c i a rozszerzonej
koncopcji znaczenia zob. szerzej w a r t y k u l e J . B a r t m i n s k i e g o
i R . Tokarskiego p t . Językowy obraz świata a spójność tekstu ( w : )
Teoria tekstu, p o d red. T . D o b r z y ń s k i e j , Ossolineum 1986
8

9

1 0

1 1

1 г

�Kryslyna Szefler ( T u k w a )

JACEK

liii'

R y s u n e k К . Szefler

N a w e t nie w i e , żo pomaga. N i e t y l e t w ó r c y czy a r t y ś c i e , co
c z ł o w i e k o w i , k t ó r y boz Niego nie s t a ł b y się t y m , co znaczy: t y m ,
k i m jest.
Przez s z t u k ę , przoz uwagi pierwszych o d c z u ć i przez k r y t y k ę

r o b i i w t y m , co m ó w i . T a k w i ę c dla osoby zagubionej w sobie
i w świecie Jacek jest oparciem d l a ocen i o d n i e s i e ń .
Zawsze zabiegany i z a j ę t y p r a c ą , ale zawsze n a g ł o s c z ł o w i e k a
(i z w i e r z ę c i a ! ) o d k ł a d a j ą c y wszystko i p r z y b i e g a j ą c y d o s ł o w n i e ,

prac o p a r t ą na w i e d z y a r t y s t y c z n e j mobilizuje do n a j p o w a ż n i e j ­

nieraz

szego t r a k t o w a n i a siebie w t y m , co się r o b i i w t y m , j a k się r o b i .

p i ę t r o boz w i n d y , czy szpitala, czy do innego miasta.

wdrapywał

się zaniepokojony milczeniem n a

czwarto

Przoz swojo opowiadania i ż y c i e , po p o r ó w n a n i u do i n n y c h

P o t e m z n o w u usuwa się w c i e ń , ale zawsze s i ę znajdzie i po­

i w y c i ą g a n i e z czyjogoś opowiadania tego najistotniejszego dla

spieszy n a r o z m o w ę , n a p o m o c . T a k w sprawach t r u d n y c h ,

c z ł o w i o k a , k s z t a ł t u j e się j a k i ś t a j e m n i c z y z w i ą z e k o s ó b : swojej —•

u r z ę d o w y c h , j a k i w codziennych p o t r z e b a c h ; j a k z t ą f r o t e r k ą

cichej i nio n a r z u c a j ą c e j się i t e j drugiej — pewnej u w a ż n e g o

dla staruszek za c i ę ż k ą , a dla Niego, ż e b y p o s z u k a ć n a p r a w y

s ł u c h a n i a j e j i togo co m ó w i i tego co r o b i przez Niego, p r z y N i m .

i zawieźć, i odejść z k w i t k i e m , i wymyślić, j a k i m to załatwić —

T a k n a co dzień przostraszonej ś w i a t e m i jego p r a w a m i t u , p r z y

t o w ł a ś n i e Jacek.

i w J a c k u o d n a j d u j ą c e j jogo ( ś w i a t a ) k o ń c e z w i ą z a n e j a k o ś dobrze
— z g a d z a j ą c e się w c z ł o w i e k u p o s t a w ą i w a r t o ś c i a m i w t y m , eo

I

... , , i p a m i ę t a j , b ą d ź dobra dla M a m y , ona jest
k o c h a n a i bardzo d o b r a " . . .

naprawdę

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10865" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10843">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94aa25416f5c92cd852c9716694c1c5a.pdf</src>
        <authentication>66484ac6e5056271afb932e9a5d768e3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129553">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2277</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129554">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129555">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129556">
                <text>Ojczyzna w pieśniach i wierszach chłopskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129557">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.9-13</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129558">
                <text>Bartmiński, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129559">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129560">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129561">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129562">
                <text>Jerzy Bartmiński

O J C Z Y Z N A W PIEŚNIACH I W I E R S Z A C H CHŁOPSKICH
R o z w ó j pojęcia ojczyzny w polskiej kulturze l u d o w e j przebie­

e m b r i o n a l n e , r o d z i n n e znaczenie ojczyzny

ludzie

wychowani

gał inaczej niż w kulturze o g ó l n o n a r o d o w e j - c h o ć o c z y w i ś c i e

w kulturze w i e j s k i e j z a c h o w u j ą niekiedy bardzo d ł u g o : „ W m o j e j

vv p o w i ą z a n i u z nią. Był w y p a d k o w ą zapożyczeń, p r z e w a r t o ś ­

w i o s c e p o d K r a k o w e m - stwierdza w s p ó ł c z e s n y autor, profesor

c i o w a ń i w ł a s n y c h d o k o n a ń . Na l u d o w e dzieje ojczyzny

u n i w e r s y t e t u - d o m r o d z i n n y n a z y w a się ojczyzną. B y ł o t o dla

się b o w i e m recepcja działań p r o p a g a n d o w y c h

składa

patriotów

od

końca X V I I I w i e k u poczynając, znajdująca o d b i c i e w fascynacji
programem n a r o d o w y m w r ó ż n y c h j e g o w e r s j a c h p o l i t y c z n y c h

m n i e przez w i e l e lat j e d y n e znaczenie s ł o w a ojczyzna. Z n a c z y ł o
o n o d o m . Po prostu d o m . "

1 1

W d o k u m e n t a c j i hasła ojczyzna

zgromadzonej w krakowskiej

i samorzutne rodzenie się w ś r ó d c h ł o p ó w poczucia w s p ó l n o t y

p r a c o w n i s ł o w n i k a g w a r p o l s k i c h P A N , znaczenie „ o j c o w i z n y "

ponadregionalnej i p o n a d k l a s o w e j połączona z b u d o w a n i e m

i l o ś c i o w o z d e c y d o w a n i e przeważa nad znaczeniem „ o j c z y z n y

radykalnego p r o g r a m u r u c h u c h ł o p s k i e g o , i wreszcie dramatycz­

n a r o d o w e j " (które jest d o k u m e n t o w a n e ś l a d o w o ) - ale jest t o

ne d o c h o d z e n i e d o w ł a s n e j w e w n ę t r z n e j dojrzałości, oparte na

użycie w ł a ś n i e p o t o c z n e , c o d z i e n n e .

u g r u n t o w a n y c h w a r t o ś c i a c h tradycji k u l t u r o w e j . Przetwarzanie

1 2

Jeśli s i ę g n i e m y p o f o l k l o r p i e ś n i o w y , t j . l u d o w ą poezję ustną,

koncepcji n a r o d o w y c h w d u c h u c h ł o p s k i e g o systemu w a r t o ś c i

t o s t w i e r d z i m y , że ojczyzna

i religijno-ludowej waloryzacji świata i człowieka, doprowadziło

z d u m i e w a j ą c o rzadko. W d o k u m e n t a c j i

do u f o r m o w a n i a

d u j e m y ją w ż a r t o b l i w e j c h ł o p s k i e j piosence: Umar Maciek

umar,

daj mu

jego™

w ł a s n e g o w a r i a n t u pojęcia ojczyzny,

który

wobec j e d n y c h k o n c e p c j i e l i t a r n y c h s t a n o w i k o n t r p r o p o z y c j ę ,

Boże

niebo,

- „ o j c o w i z n a " p o j a w i a się w

a ja będę

Kolbergowskiej

mieszkał

niej
znaj­

na ojczyźnie

wobec i n n y c h - r o z w i n i ę c i e , d o p e ł n i e n i e . Nurt k u l t u r y l u d o w e j

i w weselnej p r z y ś p i e w c e : Podajcie

spotkał się z s i l n y m o s t a t n i o n u r t e m o g ó l n o n a r o d o w y m , „ m i ł o -

dwoje,

s z o w s k i m " , w szukaniu dla ojczyzny w y z n a c z n i k ó w b l i s k i c h ,

j e d y n e d w a p o ś w i a d c z e n i a na p o n a d d w a d z i e ś c i a tysięcy pieśni

1

w p o w r a c a n i u d o idei ojczyzny p r y w a t n e j i „ m a ł y c h o j c z y z n " .
Chcę w t y m szkicu o b s e r w o w a ć przemiany t y t u ł o w e g o pojęcia
na materiale t z w . t w ó r c z o ś c i l u d o w e j , t j . t r a d y c y j n y c h

pieśni

co ja sobie

podweselę

mi skrzypce,

za ojczyznę

zapisancych w c a ł y m „ L u d z i e " !

1 5

podajcie

swoje"

mi

- to bodaj

M o ż n a w r ę c z p o w i e d z i e ć , że

w tradycyjnej pieśni l u d o w e j ojczyzna

w znaczeniu „ o j c o w i z n y "

nie f u n k c j o n u j e .

l u d o w y c h , a także ( n a w e t przede w s z y s t k i m ) - pisanej poezji

F u n k c j o n u j e n a t o m i a s t w pieśniach ojczyzna

narodowa, ideo­

chłopskiej. Poezja ta w o s t a t n i m czasie w r a c a d o źródeł, d o

logiczna. W k r o c z y ł a t a m już w X I X w i e k u j a k o element u r o c z y s ­

swoich p o d s t a w o w y c h w a r t o ś c i . Ojczyzna t o j e d e n z p o d s t a w o ­

tego słownika patriotycznego i obywatelskiego, jako synomim

wych jej t e m a t ó w . Taki t y t u ł nosi n i e d a w n o w y d a n y z b i o r o w y

Polski w z y w a j ą c e j s w o j e dzieci d o w a l k i o n i e p o d l e g ł o ś ć . Jest

tom wierszy w s p ó ł c z e s n y c h a u t o r ó w c h ł o p s k i c h i -

licznie p o ś w i a d c z a n a w materiałach z a p i s y w a n y c h przez Kolber­

zdaniem

w y d a w c y - j e s t t o „najtrafniejsze u o g ó l n i e n i e i w s p ó l n y m i a n o w ­

ga o d p o ł o w y w i e k u , częsta też jest w pieśniach p ó ź n i e j s z y c h .

nik w y p o w i e d z i p o e t y c k i e j p o d s t a w o w e j części p o e t ó w l u d o ­

J e d n a k bliższe przyjrzenie się K o l b e r g o w s k i m z a p i s o m pokazuje,

J

w y c h " . Liczne - d a w n e i n o w e - wiersze z ojczyzną w t y t u l e

że nie są t o b y n a j m n i e j teksty czysto l u d o w e , lecz niemal bez

znajdujemy

w y j ą t k u teksty „ p r z y n i e s i o n e " : z w o j s k a

w

retrospektywnej

Antologii

3

1830-1980

J . S z c z a w i e j a , np. Połączenie

Lengowskiego, Uczmy
Nosala, Ziemia

się kochać

ojczysta

mojej

ludowej

z ojczyzną

ojczyznę

naszą

Michała
Wojciecha

J ó z e f a Ś w i d e r s k i e g o , Pożegnanie

czyzny Piotra Piecha, Ojczyste
W ojczyźnie

poezji

strony

Stanisława Palecznego,

S t a n i s ł a w a B u c z y ń s k i e g o , Kocham

Stefana C e b u l s k i e g o , Że ty jesteś

oj­

moją

ojczyzną

ojczyznę

J a n a Pocka.

Kościuszkowskiego,

z Legionów, z szeregów powstańczych:
Bartosie,

Bartosie,

nę nam zbawP*
My

Polaki,

ocalenie

nie traćmy nadziei. Bóg pobłogosławi,

nieboraki,

swą

krew

na plac
toczyć

stawać

będziem"

będziem.
-

Żegnam was, kraino żyzna i ty mi bądź zdrowa,
ojczyznę

od zguby

z latami p o p u l a r n o ś ć t e m a t y k i ojczyźnianej rośnie. Wiersze pt.

Byłeś, Polsko,

Ojczyzna ma w s w o i m d o r o b k u kilkudziesięciu p o e t ó w c h ł o p s ­

mnie płynie

Przechodziło o n o w czasie?
z rodziną i d o m e m j a k o w y z n a c z n i k a m i

Podstawowymi j e g o treści.

wolną

była, chętnie

siła, wszak

dom dziedziczony

zniosę

to dla ojczyzny™;

utworach traktowana

niech

narodowa

blizny,

niech

krwi

ze

itp.
ojczyzna jest w

tych

„ p o w i n n o ś c i o w o " , d o m a g a się ofiary,

n i e p o d l e g ł o ś c i o w o - p a t r i o t y c z n y przy t y m p o ułańsku splata się
t u z e r o t y c z n y m (Bo
takiemu

Historycznie p i e r w o t n e znaczenie s ł o w a ojczyzna
1

a proś Boga,

spełnienia p a t r i o t y c z n e g o o b o w i ą z k u , p o d j ę c i a w a l k i . W ą t e k

Przede w s z y s t k i m w kulturze l u d o w e j n i g d y nie została ze­
rwana w i ę ź ojczyzny

przez

zachowa'";

Zapożyczona z zewnątrz

Co składa się na l u d o w e pojęcie ojczyzny i jakie m e t a m o r f o z y

ojczyzny

w y d a w c ę j a k o pieśń „ k o ś c i u s z k o w s k a " ;

Podobny obraz dają liczne i n d y w i d u a l n e i z b i o r o w e publikacje,

kich'.

Za

kwalifikowana

takie jak Wieś tworząca*

czy Złote ziarna*. O d n o s i się wrażenie, że

ojczyz­

- to wariant znanego „krakowiaka Kościuszki";

po ojcu", „ojcowizna" -

-

które

„grunt
zaczęło

kochanka

kto

krew

ochoczy
30

nie żałuje

wianka ),

za ojczyznę

broczy,

o b r o n a kraju jest na

s p o s ó b r o m a n t y c z n y t r a k t o w a n a j a k o t y t u ł d o c h w a ł y (O
nie i o sławie

nuci

młodzież

2 1

po Warszawie... ' ),

ojczyź­

a sama śmierć

zamierać w polszczyźnie o g ó l n e j j u ż w w i e k u X V I , w kulturze

z b r o n i ą w ręku w

ludowej i j ę z y k u w s i b y ł o n i e z m i e n n i e ż y w e i w d u ż y m s t o p n i u

o c z y w i ś c i e ) jest ż o ł n i e r z o w i miła: Za ojczyznę

Pozostało aktualne d o dziś. Z n a c z e n i e t o m i a ł o silne z a k o t ­

koszą polegnę ,

wiczenie ż y c i o w e , b y ł o w r o ś n i ę t e w c o d z i e n n ą g w a r ę , p o t o c z n e

Ten u ł o ń s k o - r o m a n t y c z n y sztafaż, zachęcający d o w a l k i , silnie

*Vobrażenia, w n o r m y z w y c z a j o w e i p r a k t y k i . C h ł o p s k i e p o ­
rzekadło Cyja pańscyzna,

1

tego i ojcyzna

przyznawało prawo do

Dfuntu o j c o w s k i e g o t e m u , k t o o d r a b i a ł d w o r s k ą
Щяугпе

o d r ó ż n i a n o o d babizny:

powinność.

„ D w ó c h braci mieszkających

22

b o : na [...] grobie zejdą kwiatki

patosu

w trywialny kontekst przyśpiewkowy:

• ' A tj. mając t y l k o p o j e d n y m k o n i u , łączą je w parę dla o b o p ó l n e j

być ojczyźnie

mnie

zrodziła,
to

a kochance

wyssałem:
wiernym,
stałym.

" • " u c h o m e d z i e d z i c z n e " , o d r ó ż n i a n o o d mienia n a b y t e g o , czyli

Napijmy

się,

^upizny.*

napijmy

się

Na Kurpiach o m ł o d o ż e ń c a c h m ó w i o n o , że zamiesz-

*"И na ojczyźnie,
4 1 1

jeśli szli mieszkać u r o d z i c ó w m ł o d e g o , l u b jeśli

do r o d z i c ó w m ł o d e j , że o n ożenił

się do niej.™

Itp. T o

23

ojczyzny

Polka

czyli „ m i e n i e

z roz­

zapłaczą .

f o l k l o r nie cofa się przed w p r o w a d z e n i e m n o b l i w e j

z mlekiem

- ojcowiznę

i Polki

k o n t r a s t u j e ^ tragiczną t o n a c j ą X I X - w i e c z n e j a u t e n t y c z n e j l u d o ­

• " • d Raby etnograf - dla ł a t w i e j s z e g o o b r o b i e n i a roli ((sprzęgają
8

dziewczyny

i za ciebie

w e j pieśni o w o j n i e . R ó w n o c z e ś n i e nie a k c e p t u j ą c y

• s ą s i e d z t w i e , j e d e n «na ojcyźnie», d r u g i «na babiźnie» - n o t u j e

•'Otrzeby." Na innej zasadzie ojczyznę

o b r o n i e Polski (i u k o c h a n e j

kumo,
obie,

bo nam ta nie
gorzałecki

w

dadzą,
2

grobie. *

�D o k o n u j e się też prozaizacji p o d n i o s ł e g o s ł o w a w c i s k a j ą c je

Wyssałem

w ż a r t o b l i w y refren:

Więc „wszystkie

Porodzśla

Niemca

a Moskala

świnia,

a Polaka

koza,

porzĄdna
u

Ojczyźnie

siły jej składam

ojcz.izna

kochana}*

Choć my tacy, lecz
Dumni

z naszej

śpieszając d o j r z e w a n i e ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j w ś r o d o w i s k u

Co ojczyznę

c h ł o p s k i m , sprzyjała asymilacji n o w e g o pojęcia. N a s t ę p o w a ł o t o

I piosenki

mi p o s t a w

chłopów

w

broni,
w świat

Polskim p o u w ł a s z c z e n i u - pisze Helena B r o d o w s k a - mieli o n i
26

Potwierdzają tę o p i n i ę o p u b l i k o w a n e

w W a r s z a w i e w 1 9 1 2 r o k u Wspomnienia
z roku

1863,

chłopa

niowym.
C h ł o p s k i e m u w r a s t a n i u w e w s p ó l n o t ę n a r o d o w ą d ł u g o prze­
szkadzało p o c z u c i e k r z y w d y społecznej i k o n f l i k t y o p o d ł o ż u
k l a s o w y m . Zasadniczy d y l e m a t p a t r i o t y z m u c h ł o p s k i e g o : być
Polakami razem z klasą „ p a n ó w " czy też odrzucając szlacheckie
tradycje samodzielnie b u d o w a ć ojczyznę c h ł o p s k ą , przewija się
latami przez p r o g r a m o w e w y p o w i e d z i i osobiste w y n u r z e n i a .
Rozstrzygnięcie radykalne s f o r m u ł o w a n e o k o ł o p o ł o w y w i e k u
XIX ( „ O j c z y z n a nasza, t o jest L u d polski, zawsze była o d ł ą c z o n a
2 7

o d ojczyzny szlachty p o l s k i e j " ) przetrwało p o czasy
Leona K r u c z k o w s k i e g o ( 1 9 3 2 ) , Ojczyzny

Kordiana

Wandy Wasi­

lewskiej ( 1 9 3 5 ) by z a o w o c o w a ć p o j ę c i e m „ O j c z y z n y L u d o w e j "
w okresie f o r m o w a n i a PRL i wierszami t y p u Ojczyzny
Para-Hejki (Moja

Ojcyzna

o chłopskich

zgrubach

na

Józefa
2

gęb/e... *).

Koniec tradycji szlacheckiej d e k r e t o w a n o w poznańskiej przy­

... chłop

ni

bo w naszej

chłopka,

Umie oddać

krew

Ojczyźnie

czy

swoją

sochą.

i

serce

( M . K o z a c z k o w a , ur. 1 9 4 7 ) "
Etos ten jest zawsze t r a k t o w a n y j a k o w ł a s n a c h ł o p s k a tradycja,
nie podlegająca w

najmniejszym s t o p n i u

zakwestionowaniu.

J e g o s y m b o l e m jest przede w s z y s t k i m k o s a , narzędzie z a r ó w n o
w a l k i , jak pracy - z h i s t o r y c z n y m r o d o w o d e m sięgającym Rac­
ł a w i c i Kościuszki: gdy

w porannym

kawic,

Wtedy kosiarz, pieszczący

myśli:

o tej spod

niemowlę

Racławic.

Ojczyzny,

słońcu

klingę
[...]

a dla siebie

padnie

snop

na kosisku,

którą

kosie

ręce

kosiły

chłopskie

-przywoływały

błys­

O innej

lepszą dolę. ( J .

3 6

Z y c h , ur. 1 8 9 5 ) . Jest przy t y m w y r a ź n i e określana motywacja
i d e o w a tej p o s t a w y w a l k i : wyraża ją hasło nie tyle niepodległości,
c o w o l n o ś c i , łączące w sobie sens z a r ó w n o n a r o d o w y , jak
społeczny:
silnie wierzę, że to orlę nasze Powstanie

ze snu i wolność

zadnieje

э т

( W . Z a w a d a ur. 1 8 7 0 ) ;
będzie wolna Ojczyzna

/ wtedy będziesz szczęśliwa

( H . Waligóra,

3 8

ur. 1 9 2 9 ) ;

krew

parobka,

Twe płakały,

wzdychały

do Boga.

Broniely

wolności

3 9

Silami (K. Z a b o r o w s k a , ur. 1 8 8 2 ) ;

chłopska

przelana

za wolność

ojczyzny

(S. Klimas, ur.

1920)

ojczyźnie,

Ojczyzno!
a

już po

poniewierce.

traktorem

wszystkiemi
gospodarza

w

Orząc ziemię praojców

Dzieci

ś p i e w c e z lat siedemdziesiątych:
Nie trzeba się wstydzić

3 4

uroni.

powstańca

I g n a c e g o Drygasa, parobczańskiego syna, który

przedostał się z Prus, b y w a l c z y ć o Polskę w P o w s t a n i u S t y c z ­

i chama

( J a n t e k z Bugaja, ur. 1 8 7 4 )

dłoni

żywi

Królestwie

ś w i a d o m o ś ć p a n o w a n i a o b c y c h na ziemiach Polski, którą ś w i a t lejsi n a z y w a l i o j c z y z n ą . "

3 3

szczęśliwi,

chłopskiej

s t o p n i o w o na d ł u g o przed o d r o d z e n i e m się p o l s k i e g o p a ń s t w a .
podstawie znanych

ofierze"
( W . B r e o w i c z , ur. 1 9 0 2 )

dana

Sytuacja n i e w o l i n a r o d o w e j i k o n f l i k t ó w p o l i t y c z n y c h , przy­

„Na

spłacić...
w

dzewcz.ina,

dana ci jest

Poznaniaka,

nakaz: - Dług

ślachetczyźnie. .

bez

W rzeczywistości j e d n a k „ s z l a c h e t c z y z n a " nie t y l k o nie zginęła,
ale s t o p n i o w o przekazując s w ó j etos p a t r i o t y c z n y rodzącej się

Wolna

grozy

bata,

tysiąclecie

1

tyś! To nie złudzenie!
co przez

twarz

(Z. Kupisz, ur. 1 8 9 4 ) * ;

świśnie

( M . Burzyńska, ur. 1 9 1 7 )

-

otośmy

wolni

na

4 2

P u n k t w i d z e n i a o b r o ń c y s p r a w i a , że ojczyzna stale j a w i sie~

inteligencji, zaczęła f o r m o w a ć także c h ł o p s k i e pojęcie ojczyzny

c h ł o p s k i e m u poecie jako w a r t o ś ć zagrożona przez otaczających

- P o l s k i . Silnie o d d z i a ł y w a ł y - p o d k r e ś l a c y t o w a n a H. B r o d o w s k a

ją w r o g ó w : Pilnować

- takie c z y n n i k i , jak miłość d o ziemi o j c ó w , niechęć d o zaborcy,

Sięgną po ojców

religia, język, tradycja n a r o d o w a , o ś w i a t a zwłaszcza tajna, na

w s k i , ur. 1 9 0 7 , Ojczyzna) .

ziemiach r u s y f i k o w a n y c h i g e r m a n i z o w a n y c h .

30

Odrodzenie Pol­

ski i znaczący udział c h ł o p ó w w jej życiu p o l i t y c z n y m p r o w a d z i ł y

jak relikwii
43

Poszedłem

I bronić

moich spuściznę.

walczyć

Mojej

muszę, gdy ręce
Ojczyzny

A gdy Ojczyznę

czyja-

(S. Komonie-

palii wróg

przeklęty.

o Polskę nad Odrą ( W . B r e o w i c z ur. 1902) **,

itp.

d o utożsamienia p o w i n n o ś c i o w e g o etosu ojczyzny z p r z y j m o w a ­

D e f i n i t y w n ą p r a w d z i w o ś ć t y c h deklaracji s ł o w n y c h poświad­

niem o d p o w i e d z i a l n o ś c i za kraj. W i t o s o w ą k o n c e p c j ę ojczyzny

czył rzeczywiście m a s o w y udział c h ł o p ó w w partyzantce w okre­

j a k o p a ń s t w a należącego d o całego narodu poeta c h ł o p s k i uznaje

sie I! W o j n y Ś w i a t o w e j , kiedy - w e d l e s ł ó w K. Zaborowskiej

za realizację i n t e r e s ó w także s w o j e j w a r s t w y społecznej:

- Biedne

Wyszedłeś

z Wierzchosławic

tylko by chłopów

wiersze przyjmujące formę żołnierskiego m e l d u n k u : Rozkaz

mych

niony.

do drzwi

że za wolność
oddać

trzeba,

wszystkim
państwa

ojczyzny

pamiętać
jest

nawet

by bronić

własne

Ojczyzno!

spełniony)które

[...]

d o k o n a ń literackich: wiersze stają się e k w i w a l e n t e m literacki!*

przedłużają działanie rzeczywiste na tereflM

c z y n u p a t r i o t y c z n e g o , p o d o b n i e jak d o k u m e n t o w a n i e - poprzej

musicie,

zapis kronikarski, elegię, w s p o m n i e n i e - b o h a t e r s k i c h сгупбш—

cenie,

t y c h , c o w a l c z y l i o Polskę (por. wiersze: Kościuszko

życie

nego.

zatraceniem.

( W ł a d y s ł a w R u t k o w s k i , Wincenty

Witos)

31

Racławickie

duchy

W „ p o w i n n o ś c i o w ą " k o n c e p c j ę ojczyzny n a r o d o w e j został
j e d n o z n a c z n i e w p i s a n y o b o w i ą z e k służby i ofiary. Etos służby
ojczyźnie - o b r o ń c y , a z czasem także ż y w i c i e l a - s t a n o w i
w c h ł o p s k i c h w y p o w i e d z i a c h o ojczyźnie t r w a ł ą i niezmienną
k o n o t a c j ę i nadaje t y m w y p o w i e d z i o m w a l o r szlachetnej d y d a k ­
t y k i patriotycznej:

Jeszcze

Polski

się Ojczyźnie

S.

Cebulskiego,

J . M o d r z e j e w s k i e g o , Hel A. Piepera, Nad
S. K a p ł a n o w e j , Za drutami

Nie posiądzie

speł­

(F. Ł o j a s - K o ś l a , ur. 1 9 4 6 , wiersz RozkeĘ_.

przyznam,

w najwyższej

jej przed

[...]

zapuka,

was dla niej oszukam!"

chetnk-

Poetycką k o n s e k w e n c j ą o d d a n i a się w służbę ojczyźnie st,

ojczyzna

że nie wam, jej pierwszeństwo
przede

to

„Ilekroć

a gdy trza będzie,
O jednym

uzely, Ale dlo ojcyzny

do własnej

z całym narodem

że niepodległość

sławy,

ojczyzny.

to biedy

zawieść

/ rzekłeś swoim:
wiedzcie,

nie po strzępy

partyzanty

s/uze/y**.

S. Palec*-*
Westerplatte

grobem

partyzantt

4 7

0

F. Raka i t p . ) . D o t e g o g a t u n k u P * ^

u ż y t k o w e j należą apele i manifesty patriotyczne, z d o m i n o w a n e j
przez p o c z u c i e o b y w a t e l s k i e g o o b o w i ą z k u , o d k t ó r y c h roi sie "f***
w e w s z y s t k i c h trzech w y d a n i a c h Antologii

poezji

ludowej

JeeJffr

Szczawieja - j e d n a k jak się zdaje nie bez inspiracji i udzie*!**
redaktora, s p o ł e c z n e g o a k t y w i s t y . C h ł o p s k i p a t r i o t y z m zostaje t f r
przełożony na p r o g r a m p o l i t y c z n y ł a t w o w c h ł a n i a j ą c y aktualnfc.

obca nam
chłopska

и

kosa

и

treści p r o p a g a n d o w e , k t ó r y m nb. ś w i a d o m o ś ć „ t w ó r c ó w ' ^ * * *

ohyda.

w y c h " zawsze ulegała silniej niż ś w i a d o m o ś ć i n n y c h ś r o d o w * e r

przyda.
(F. Kuraś, ur. 1 8 7 1 )

3 2

społecznych.

*

�Jak w okresie w a l k i o Polskę za p o d s t a w o w y o b o w i ą z e k poeta
c h ł o p s k i uznaje ofiarę k r w i , tak w czasie p o k o j o w y m - g ł ó w n y m
hasłem staje się dla n i e g o p r a c a - praca dla ojczyzny: Idę
budować ojczyznę. Oto ja dąb. ( J . Ś w i d e r s k i , ur. 1 9 0 3 ) *"; Mej
ojczyzny postać nowa w treści życia, a nie słowach,
radość,
piękno twórczej pracy, która kraj mój wciąż bogaci, i tęczowy
pracy znak, i dni nowych nowy tad ( S . C h o j n o w s k i , ur. 1 9 2 6 ) ;
Ze syćkiemi wami sie dziełem, nomilejsi bracio rodocy, i zycem
pomocy boskiej w tyj spólnej pracy. Co jom konomy lo
ojcyzny
(A. F l o r e k - S k u p i e ń , ur. 1 9 0 2 ) .

W a r t o ś c i o w a n i e sakralne i a n i m i s t y c z n e ziemi s t a n o w i p o m o s t
w p r o w a d z a j ą c y ojczyznę w sferę l u d o w e g o k u l t u r e l i g i j n e g o ,
k u l t u maryjnego. A b y o d t w o r z y ć te l u d o w e d r o g i r o z w o j u pojęcia
ojczyzny zatrzymajmy się w i ę c przy t y m j e g o f u n d a m e n t a l n y m
w y z n a c z n i k u , j a k i m jest ziemia.
W c h ł o p s k i c h wierszach „ z i e m i a i ojczyzna p o j m o w a n e [są]

4 9

5 0

Na drodze t e g o n u r t u p o w i n n o ś c i o w e g o czai się j e d n a k
deklaratywizm p o l i t y c z n y : Moja ojczyzna
to zieleń i
czerwień
Pierwszego
Maja, i wielkie święto lipcowe - Manifest,
wolność
dla kraju (K. W i ś n i e w s k a , ur. 1 9 2 1 ) P o l s k o Ludowa,,
Ty
Kwitnąca Różo ( W . J a r e c k i , Wiersz o Ojczyźnie) ;
Dla
ciebie.
Ojczyzno, wioskem porzucił. Rodzeństwo,
ojca i matkę.... Do hut
poszedłem i do kopalni. By kraj nasz w przemysł wzrastał ( B .
Pietrak, Dla ciebie.
Ojczyzno)
- a także n i e b e z p i e c z e ń s t w o
akceptacji ograniczenia w ł a s n e j roli d o w ą s k i c h ram w y z n a c z o ­
nych „ c z ł o w i e k o w i w s i " przez oficjalną i d e o l o g i ę i rozminięcia
się z l u d o w ą hierarchią w a r t o ś c i , z nakazem „ b y c i a c z ł o w i e k i e m " .
Wiele wierszy t e m u n i e b e z p i e c z e ń s t w u ulega.
52

M

Wizerunek „ p o w i n n o ś c i o w y " ojczyzny p r o w a d z i w s p o s ó b
konieczny d o pytania o t o , c o ojczyzna ma w zamian d o dania
swoim o b r o ń c o m i s ł u g o m , d o p o s t a w i e n i a p r o b l e m u p r a w , d o
sprecyzowania o c z e k i w a ń i nadziei. Pytania te stają się o d
pewnego czasu stałym s k ł a d n i k i e m l u d o w y c h w y p o w i e d z i o o j ­
czyźnie. G o r z k i m r a c h u n k o m i p o c z u c i u n i e s p r a w i e d l i w o ś c i -Nie
dala Ojczyzna
mi szczęścia, pasanie
stada tylko znalem
(B.
Rosiński, ur. 1 9 2 6 ) " - t o w a r z y s z y postulat p e ł n e g o u c z e s t n i c t w a
we w s p ó l n o c i e historii i kultury, aspiracje bycia nie t y l k o t y m i , c o
„żywią i b r o n i ą " , ale p o p r o s t u p e ł n o p r a w n y m i o b y w a t e l a m i : Do
pojęcia ojczyzny
należy książka - pisał w okresie o k u p a c j i
a n o n i m o w y c h ł o p z Prus W s c h o d n i c h .
C h ł o p s k i e nadzieje
wobec idealnej ojczyzny zawierają się w s ł o w a c h t a k i c h , jak
radość i pokój ( W . J a r e c k i ) , zgoda i pokój (A. F l o r e k - S k u ­
pień) , radość, praca (S. C h o j n o w s k i ) , praca i prawa
(A.
F i l i p ) , przede w s z y s t k i m j e d n a k - jak p o w i e d z i a n o w y ż e j
- w o l n o ś ć (rozumiana w sensie s p o ł e c z n y m ) : W
ojczyźnie,
w której się najadłem bólu jak koń siana [...] muszę być - jak szary
derkacz na polnej miedzy - wolny i muszę mieć serce
radością
i szczęściem rozkwitłe - p o d s u m o w y w a ł u kresu XX-lecia m i ę ­
dzywojennego c h ł o p s k i e d o ś w i a d c z e n i a i nadzieje J a n Pocek
(Muszę być) "°.

M

n i e j e d n o k r o t n i e j a k o s y n o n i m y " (S. W e r e m c z u k ) ; Pocek „ m i ę ­
dzy k u l t e m ziemi a p o s t a w ą

[...]

znak

r ó w n o ś c i " (A. A l e k s a n d r o w i c z ) . O ojczyźnie m ó w i ą

patriotyczną

poeci

c h ł o p s c y u ż y w a j ą c metaforyki c h t o n i c z n e j : pachnie
kwitnie

łanem i lasem

Ojczyzno

- schedo)

65

5 5

M

59

Etos służby ojczyźnie nie przerodził się na g r u n c i e l u d o w y m
w „re'igię p a t r i o t y z m u " , jak się t o zdarzało w ś r o d o w i s k a c h
romantycznych b o j o w n i k ó w o Polskę. Nie t y l k o z p o w o d u
gorszej społecznej pozycji l u d o w e g o p o w s t a ń c a , szeregowca,
lecz i d l a t e g o , że w c h ł o p s k i m kościele miejsce na ołtarzu b y ł o
zajęte. Ojczyzna n a r o d o w a m o g ł a się t a m znaleźć t y l k o w p i s u j ą c
'ię w ś w i a t u z n a n y c h w a r t o ś c i r e l i g i j n y c h . O w s z e m , obser­
wujemy w poezji c h ł o p s k i e j t e n d e n c j ę d o sakralizacji ojczyzny,
jednak sakralizacja ta następuje zupełnie inną, s w o i s t ą d r o g ą :
prcez nawiązanie d o t r a d y c y j n e g o w a r t o ś c i o w a n i a ziemi j a k o
fundamentu c h ł o p s k i e g o ś w i a t a , miejsca pracy, źródła życia.
W n o w s z y c h wierszach c h ł o p s k i c h r o z w i j a n i u idei ojczyzny
towarzyszy r ó w n o l e g ł e w y a r t y k u ł o w a n i e archaicznego agrarneflo mitu ziemi; ziemi ś w i ę t e j , z i e m i - m a t k i . W tradycji l u d o w e j mit
'en znajdował w y r a z raczej p o z a s ł o w n y , poprzez w i e r z e n i a , ryty
' n o r m y z a c h o w a ń . Teraz jest g ł o s z o n y w p r o s t :
0 grudko

mojej

0 relikwio

orny,

zagon

uprawny,

w mojej

Bo te soki
Co dajesz
Иг" krew
1

dają mi

krew

łan, a w i ę c

pracy, dostarczycielka chleba. D o m i n u j ą c y t y p l u d o w e g o wiersza
o ojczyźnie - oparty na k o n w e n c j i „ k a t e c h i z m o w e j " , znanej z M .
K o n o p n i c k i e j (Co ojczyzna?)

czy A. O p p m a n a (Twoja

ojczyzna)

- zawiera obrazy miejsc s w o j s k i c h , k t ó r y c h i n t y m n y stosunek
z c z ł o w i e k i e m jest o p a r t y na w y s i ł k u , na ludzkiej pracy, dającej
poczucie pełnej h a r m o n i i z o t o c z e n i e m :
To jest

wieś moja - dalej, kościół

Oto południe

lipcowe:

zmęczeni

żniwiarze

z komina

dymu rozp/ot

Jest

niebiesko

sennym

z wiadra

zostawia...
nasze.

słodko

od kwitnących

brzęk się
zwie

Ta przestrzeń,

sobą

co widzisz

przed

jest!

lip,

niesie;

idzie od zżętego

Teraz już wiesz, jak to wszystko
- to moja ojczyzna

żurawia,

moje,

pszczeli

świeżego

[...]

gaszą:

w górze ślad

od pogody,

-

skrzypienie

pragnienie

twoje,

powietrzem

smak chleba

i cmentarz

przy chacie

Oto jest życie biblijne:

żyta...

się?

To nasza

Rzeczpospolita!
(F. Beciński, ur. 1 8 9 7 )

W tym modelu

utworu

cieszy

się
(w

opinii wielu t w ó r c ó w -

„ o j c z y ź n i a n e g o " , który

6 6

niesłabnącą p o p u l a r n o ś c i ą , s t a n o w i ą c s w o i s t ą społeczną
oczekiwaną)

legitymację

tożsamości

pisarza l u d o w e g o , o g r o m n ą rolę gra t o p o g r a f i a , w y l i c z a n i e i o p i ­
sanie s k ł a d n i k ó w

najbliższego otoczenia. Nie c h o d z i

jednak

wcale o wierność fotograficzną, doborem szczegółów

rządzi

zasada semiotyczna i f u n k c j o n a l n a . W obrazie ojczyzny p o j a w i a j ą
się p r z e d m i o t y - s y m b o l e , p r z e d m i o t y , które w o b e c c z ł o w i e k a
funkcjonują pozytywnie: zapewniają mu bezpieczeństwo i ciepło
( d o m ) , zaspokajają g ł ó d (zboża, pola, p r z y s ł o w i o w y
zagon),

dostarczają w r a ż e ń estetycznych

ojczysty

( k w i a t y , ptaki) i t d .

Integrują ś w i a t rzeczy ze ś w i a t e m ludzkich potrzeb i w a r t o ś c i .
Powstaje s ł o w n i k z n a k ó w , s y m b o l i , s t e r e o t y p ó w i m i t ó w k u l t u r o ­
w y c h , z b u d o w a n y z szeregów e k w i w a l e n t n y c h m o t y w ó w :
dzinny

zagon,

żniwiarze,
woń

pola

chleb

miodu,

i łąki, ziarno,
( p r z y r o d a ) ; lasy

( u k s z t a ł t o w a n i e t e r e n u ) ; ziemia
czyste,

wioska,

kłosy,

żyto,

(praca na r o l i ) , lipy, topole,

ptaki

dom rodzinny

i gaje,

polska,

pszenica,
kwiaty,

góry,

( m i e j s c a ) ; kościół,

pszczoły,

rzeki

kraj, region,

ro­
kosa,

i

jeziora

strony

cmentarz,

oj­
kości

( o b i e k t y i pamiątki k u l t u r y ) . D w a szeregi o szczególnej pozycji
t w o r z ą ojciec
zwyczaje,
ojczysty

i matka,

historia,

bracia,

sztandary,

dom, ojczysty

e m o c j o n a l n y c h : miłość,

dzieci,

bitwy...

wnuki...

oraz:

mowa,

Częstość najwyższą osiąga

zagon i Wisła. O s o b n o stoi szereg w y r a ż e ń
szczęście,

radość,

tęsknota,

ból i t d .

Do ojczyzny - „ z i e m i m o j e g o n a r o d u " ś w i a d o m o ś ć c h ł o p s k a

c o «swoje» -

niepojęta!

dłoni

w

oczach

czyć na «głos ziemi» w ł a s n e j , ale przecież celem j e g o p o c z y n a ń
jest w y z w o l e n i e c a ł e g o kraju. A w i ę c w y o b r a ż o n y m , i d e a l n y m

tętni.

terenem j e g o działań przestał być obszar ziemi, o której z n a j g ł ę b ­

Twoja.

szym przekonaniem m ó g ł d o t ą d p o w i e d z i e ć , że t o ziemia «moja»

żywotne.

l u b «nasza». Wszak «kraj» l u b «ojczyzna» t o z e t n i c z n e g o p u n k t u

obficie.
się we mnie

pisze badacz poezji o k u p a c y j n e j -

partyzanta o g r o m n i e się rozrasta, bohater idzie c o p r a w d a w a l ­

moja.

Ta krew, co we mnie
To przecież

niwa,

przestrzeń o s w o j o n a , bliska, przyjazna, ż y c i o d a j n a , miejsce

w y p r o w a d z a c h ł o p s k i e g o partyzanta z o j c o w i z n y w ś w i a t . „ T o ,

Jakaś siła nas razem łączy
Ty czujesz

( J . Król,

d o c h o d z i przez c z y n zbrojny okresu II w o j n y ś w i a t o w e j . W o j n a

ziemi,

święta!

Jak krew krąży

chlebem,

, jest chlebna

itp.

Ojczyzna t o grunt
-

ы

(Pocek, Musimy)

5 5

57

stawia

ю

w i d z e n i a teren nieznany m u i n a p r a w d ę o b c y . "

zmieniają

6 7

J a k o miejsce życia ziemia „ o j c z y s t a " jest w i ę c dla piszących

życie.
6 1

(Paulina H o ł y s z o w a , ur. 1 8 9 5 ) .

c h ł o p ó w przestrzenią rozszerzającą stale s w ó j h o r y z o n t . „ W i ę k -

11

�szość t y c h p o e t ó w jest zakochana w s w o j e j małej ojczyźnie i daje

na p o w i n n o ś c i ) s t a w i a c e c h y „ ż e ń s k i e " , „ m a c i e r z y ń s k i e " (oparte

t e m u w y r a z . Nie są t o j e d n a k poeci r e g i o n a l n i . Nie c h c ą b o w i e m

na bliskości, akceptacji i w s p ó ł o d c z u w a n i u ) .

ograniczać się d o przypisanego im z natury rzeczy f o l k l o r u . Są

Przypadający na lata osiemdziesiąte w y r a ź n y n a w r ó t poezji

lokalni na t y l e , na ile konieczne t o jest, żeby nie być n i j a k i m i .

c h ł o p s k i e j d o t r a d y c y j n e g o e t o s u , oznaczający „ n o w e przewar­

U t r w a l a j ą urodę s w o j s k i e g o krajobrazu, o k o l i c y , w i d z ą przecież

t o ś c i o w a n i a " " i o ż y w i e n i e z a i n t e r e s o w a ń ź r ó d ł a m i w ł a s n e j kul­

dalej i szerzej" - pisała recenzentka Antologii

Szczawieja, Barbara

tury i jej w a r t o ś c i przynosi w z m o c n i e n i e n u r t u a u t o n o m i c z n e g o ,

M i c h a ł o w s k a •*. J . A d a m o w s k i , k o m e n t u j ą c zebrane z r ę k o p i s ó w

rdzennie c h ł o p s k i e g o w m y ś l e n i u o ojczyźnie. Reprezentuje go

w y p o w i e d z i p o e t ó w z a m o j s k i c h , zauważa, że „ D l a c h ł o p a

oj­

w najczystszej postaci J a n Pocek, nie bez p o w o d u nazywany

- t o przede w s z y s t k i m ziemia, którą u p r a w i a . [...] w n a ­

„ k s i ę c i e m p o e t ó w c h ł o p s k i c h " . Pocek „ z a w i e s z a j a k b y wzór

czyzna

7

stępnej k o l e j n o ś c i poezja c h ł o p s k a p r z y w o ł u j e i b u d u j e pojęcie

myślenia o ojczyźnie u p o w s z e c h n i o n y przez lektury

„ o j c z y z n y r e g i o n a l n e j " , której zakres g e o g r a f i c z n y u w i d o c z n i o n y

i chama,

jest np. w tytulaturze n i e k t ó r y c h wierszy: Ziemia

(M.

w y c h cieszył się z n a c z n y m p o w o d z e n i e m , o d c h o d z i także o d jej

ziemia (A. Kotlińska) itp. I jest w r e s z ­

p o w o j e n n y c h rozmaitych ideologizacji. W y b i j a się na niezależ­

S i t a r c z y k ) , Hrubieszowska

Zamojska

cie w tej t w ó r c z o ś c i pojęcie ojczyzny rozumiane j a k o : kraj, n a r ó d ,

Kordiana

wzór, który w m i ę d z y w o j e n n y c h ś r o d o w i s k a c h w i c i o ­

ność, d e f i n i u j e pojęcie ojczyzny p o s w o j e m u . W wierszach poety

69

państwo, a więc ojczyzna-Polska."

z Kalenia treść s ł o w a ojczyzna

- w e d l e s ł ó w krytyka - „ n i e ma

i n n y c h w y r ó ż n i k ó w p o n a d te, które zawierają się w s ł o w a c h :
T o przyrastanie przestrzeni ojczystej nie osłabia j e d n a k pozycji

k o ł y s k a - d o m - t r u m n a - w i e c z n o ś ć . Nie ma t u m o w y o patriotyz­

c e n t r a l n e g o c z ł o n u , j a k i m jest d o m i najbliższa o k o l i c a . Z n a j ­

mie j a k o z a d a n i u , j a k o i d e o l o g i i . Jest natomiast ojczyzna jako

d u j e m y t u t ę samą zasadę k o n c e n t r y c z n o ś c i , która p o r z ą d ­

w i e c z n e t r w a n i e . Poeta j a k b y pragnął „ r o z t o p i ć " znaczenie tego

kuje przestrzenny w y m i a r ojczyzny na g r u n c i e

słowa w

świadomości

ś w i e c i e c a ł y m , który jest ostatecznie

równoważny

7 0

o g ó l n o n a r o d o w e j , a r ó w n o c z e ś n i e w c h ł o p s k i e j poezji „ o j c z y ź ­

„ c z t e r e m ś c i a n o m najprostszej o j c z y z n y "

n i a n e j " o b o w i ą z u j e zasada transferu w a r t o ś c i , ich przenoszenia

Pojęcie ojczyzny pojawia się w m o m e n t a c h zagrożenia, w momen­

z kręgu d o m o w e g o ( r o d z i n n e g o ) na kręgi dalsze - r e g i o n u , kraju.

tach p r z e ł o m o w y c h , w o b l i c z u narodzin i umierania. Jest ono

W

całokształtem w i d z i a l n e g o i o d c z u w a n e g o świata. Jej treść jest

ten sposób

pojęcie ojczyzny

(także n a r o d u ) ,

w y s o c e p o z y t y w n e charakterystyki „ e l e m e n t ó w

dziedziczy

pierwszych",

z m y s ł o w a , a nie i d e o l o g i c z n a . "

79

(Ojczyzna

i

chłop).

R ó w n o c z e ś n i e c h ł o p s k i poeta

d o m u i rodziny, w s i rodzinnej i społeczności s w o j a k ó w , krajan,

przemawia j a k o Polak, ś w i a d o m y w ł a s n e j tradycji narodowej,

z i o m k ó w . Wszystkie te składniki z a c h o w u j ą miejsce w p o j ę c i u

umiejący ją postrzegać na tle szerokim, p o n a d n a r o d o w y m :

ojczyzny n a r o d o w e j , k o n t r o l u j ą j e g o r o z w ó j i przekazują jej s w o j e
wartościowanie.

7 1

Ziemia t o nie t y l k o przestrzeń, t o także ż y w i o ł ,

namacalny

i bliski, jak p o w i e t r z e , w o d a , o g i e ń . Nosicielka t a j e m n i c y w i e c z n i e
o d r a d z a j ą c e g o się życia, j e g o początku i k o ń c a . Ź r ó d ł o - matka
w s z y s t k i e g o , c o żyje, i ta, która przyjmuje z p o w r o t e m d o s w e g o
w n ę t r z a ; ta, która leczy; która jest ż y w a jak c z ł o w i e k i w r a ż l i w a
moralnie: jęczy z b ó l u , drży i trzęsie się z g n i e w u , rozstępuje
i p o c h ł a n i a złych ludzi, w y r z u c a z w ł o k i grzesznych; miejsce

nie pisaliśmy

- jak żydzi -

biblii

nie bijaliśmy

- jak grecy

persów

w czterech

ścianach

przysięgliśmy
dlatego

najprostszej

wierność

dzisiaj

ze złotych

-

kosturem

mamy

białych

i - to co nic nie daje najwyżej

wierszom

coś w sobie

pszenic

ojczyzny

polom

jest

jabłoni
kochamy

w

dłoni
( J . Pocek,

spełniania się ł a d u świata. Ziemia ś w i ę t a , p r z e d m i o t czci.

Przysięgliśmy)"

U ś w i ę c e n i e pojęcia ojczyzny o d b y ł o się w m y ś l e n i u l u d o w y m

P o w r ó t ze świata d o siebie, odnalezienie w ł a s n e j wartości

poprzez w p i s a n i e jej w sakralną ( n a t u r a l n o - r e l i g i j n ą i chrześ­

i w o l n o ś c i , w i d z e n i e w p r z e d m i o t a c h bliskich ś w i a d k ó w historii

cijańską) k o n c e p c j ę ł a d u ś w i a t a , w grę p i e r w i a s t k ó w żeńskiego

dalekiej, k r a j o w e j i „ ś w i a t o w e j " , o d n a j d u j e m y też u pisarzy nurtu

i m ę s k i e g o , o p o z y c j ę ziemi i nieba, m a t k i i ojca, matki i syna.

wiejskiego:

C h ł o p s k a ojczyzna staje w z m i t o l o g i z o w a n y m szeregu po stronie
żeńskości, macierzyńskości, ziemskości, w opozycji d o t e g o c o
męskie, o j c o w s k i e . Ostatecznie znajduje s w ó j wyraz
w

kulcie

maryjnym,

religijny

tak charakterystycznym dla polskiej

k u l t u r y l u d o w e j . Kult B o g a r o d z i c y - p r z y p o m i n a ostatni t ł u m a c z

chyli się słońce
i zapada
już dotyka
rejtana

Księgi M ą d r o ś c i - był p o p r z e d z o n y w Europie przez najstarszą

nad wawelem

nad
głowy

stojącego

stodoły

ojczyzną-ojcowizną
mojego
u wrót

ojca
[...]

( J . Baran, Chyli się słońce

nad Wawelem

stodoły)"

religię (starszą niż indoeuropejska i n w a z j a ) , religię M a t k i - Z i e ­
mi.

7 2

Matecznik

W s p ó ł c z e ś n i l u d o w i poeci zwracając się d o ziemi

używają

f o r m u ł sakralnych, zaczerpniętych z m o d l i t w d o M a t k i Bożej:
Bądź pochwalona
nie z gwiazd
próchnicy
ziemi) ;

w ramiona

na nas głodu

Dolino

I pelnaś

[...] jestem

pełen

(S. B u c z y ń s k i , Wierzę

w

[...] nie strasz tak swego
kona. Niebo

Chleborodzicy

chleba

w miłości

/ radości

i słońca

n i k ó w » t o masa w y d a n a na żer i d e o l o g i o m , a zarazem gleba, na
której kiełkują tak ł a t w o najróżniejsze t o t a l i z m y . "

8 2

ziemię

Ogromnym

wieńcem
Moja

ty / skowronka
/ Matka

d o k t r y n y , i d e o l o g i e , s e z o n o w e k o n i u n k t u r y . Ludzie bez «matecz-

7S

przygrania

( W a n d a Czubernat, Moja Dolino

«pałubiczny», przez który przepływają s w o b o d n i e najróżniejsze

Modlitwa) ;

n

/ B/ogos/awionaś

ziemi
potęgę

z «matecznika», ten okrada się z «siebie», przybiera kształt

narodu.

(Ksenia P i r o g o w i c z ,

Chrystus

welo­
Ziemio,

( W ł a d y s ł a w S i t k o w s k i , Na dróg rozstaju) ;

Nowotarska

I surowa
ka)

gdzie

I dary składa

z ziół i pszenicy
gotem

tęsknotę

O ziemio pszeniczna,

Na dróg rozstaju,

w

( J . Pocek, Bądź pochwalona) ;

ciepła jak ręce matek,

śmierć,

Nie dopuszczaj

ziemio dziewico
13

złotych

pełna,

- na życie,
7t

- bądź pochwalona,

M . Pilota zawiera p o d o b n e przesłanie. Komentator

określa je następująco: „ Kto daje się w y p ę d z i ć z «małej ojczyzny*,

świer­

wśród

matek

Nowotars­

77

.

Takie broniące się przed nadmierną ideologizacją i upolitycz­
nieniem p o j m o w a n i e

ojczyzny jest w y n i k i e m

wewnętrzneflO

r o z w o j u k u l t u r y c h ł o p s k i e j , osiągania w ł a s n e j dojrzałości P°
d ł u g i m okresie h i s t o r y c z n y c h d o ś w i a d c z e ń . P o j m o w a n i e to zara­

W t y m m o m e n c i e ojczyzna zmienia na g r u n c i e l u d o w e j k u l t u r y

zem k o r e s p o n d u j e z t e n d e n c j a m i , które wyraziście z a r y s o w a ł y * ?

s w o j e oblicze, w y ż e j niż d o t y c h c z a s o w e c e c h y „ m ę s k i e " , „ o j ­

w literaturze n a r o d o w e j , w t w ó r c z o ś c i Czesława Miłosza, Stanis­

c o w s k i e " ( u t r w a l o n e w e t y m o l o g i i s ł o w a , oparte na o b o w i ą z k u ,

ł a w a Vincenza, J e r z e g o S t e m p o w s k i e g o .

12

�PRZYPISY

1

S. O s s o w s k i , Analiza socjologiczna
pojęcia ojczyzny,
„Myśl
W s p ó ł c z e s n a " 1 9 4 6 , nr 2; przedruk w : S. O s s o w s k i , O ojczyźnie
j narodzie. Warszawa 1 9 8 4 , s. 1 5 - 4 6
Ojczyzna. Antologia
współczesnej
poezji ludowej.
Wybór,
o p r a c o w a n i e , p o s ł o w i e i indeks S t a n i s ł a w W e r e m c z u k , L u b l i n
1987, s. 2 5 1 (dalej O A W P L ) .
III w y d a n i e w 1 9 8 5 r o k u , I - 1 9 6 7 , 1 1 - 1 9 7 2
* Т. I p o d red. A l i n y A l e k s a n d r o w i c z - L u b l i n 1 9 6 2 , t. I I - V I I p o d
red. Elżbiety i R o m a n a R o s i a k ó w - L u b l i n 1 9 6 6 - 1 9 8 3
* Złote ziarna. Antologia
współczesnej
poezji ludowej
ziemi
zamojskiej p o d red. J a n a A d a m o w s k i e g o , L u b l i n 1 9 8 6
• Pozostaje t o w z w i ą z k u z o r g a n i z o w a n i e m t e m a t y c z n y c h
konkursów i ankiet przez redakcje p i s m i organizacje społeczne.
Ankietę w ś r ó d p o e t ó w na t e m a t ojczyzny o g ł o s i ł y „ R e g i o n y " na
60-lecie odzyskania n i e p o d l e g ł o ś c i Polski ( 1 8 w y p o w i e d z i o p u ­
blikowano w nrze 4 z r o k u 1 9 7 8 ) ; w 1 9 8 8 r o k u k o n k u r s dla
l u d o w y c h p l a s t y k ó w pt. „ M o j a mała O j c z y z n a " o g ł o s i ł y : Z G
Stowarzyszenia T w ó r c ó w L u d o w y c h i NK Z S L .
Słownik gwar polskich J . Karłowicza (dalej SG P ) , 111,424; o d
Międzyrzeca.
„ M a t e r i a ł y A n t r o p o l o g i c z n o - A r c h e o l o g i c z n e i Etnograficz­
ne", (dalej M A A E ) , I I , cz. 2, 1 4 7 - 1 4 8
• Tamże, s. 1 9 4
0 . Kolberg, Dzieła wszystkie,
(dalej K o l b ) , t. 2 7 ,
Mazowsze
4,224
Tadeusz Styczeń, w : T. S t y c z e ń , E. Balawajder,
Jedynie
prawda wyzwala. Rozmowy
o Janie Pawle II, Roma 1 9 8 6 , s. 7 4
L u d o w a rzeczowość w w i d z e n i u świata przydaje niekiedy
wyrazowi ojczyzna jeszcze inne interesujące znaczenie, i n t e r p ­
retujące pojęcie w s p ó l n o t y ludzkiej poprzez w i ę ź b i o l o g i c z n ą ,
mianowicie znaczenie „ m ę s k i e g o narządu r o d n e g o " . W kartotece
słownika g w a r o w e g o w K r a k o w i e ma o n o d o k u m e n t a c j ę z W i e l ­
kopolski, o d Ś r e m u , O b o r n i k , W ą g r o w c a , Wrześni (zapisy A .
Tomaszewskiego).
Kolb t. 5 0 , Sanocko-Krośnieńskie
2, nr 541 (zapisy z lat ok.
1883-1884).
Kolb t. 1 2 , Poznańskie
4, 265 ( 1 8 7 9 ) .
Informacja z kartoteki s ł o w n i k a s t e r e o t y p ó w j ę z y k o w y c h
UMCS.
" Kolb t. 6, Krakowskie
2, nr 7 0 7 ( 1 8 7 3 ) .
" Kolb t. 4 1 , Mazowsze
6, nr 1 1 8 4 (zapis z lat 1 8 4 3 - 1 8 6 9 ) ;
tamże w a r i a n t p o d nr 1 1 8 5 ; też Kolb t. 3 9 Pomorze,
nr 2 1 5 ,
(1875).
Kolb t. 5 0 , Sanocko-Krośnieńskie
2, nr 6 1 3 (zapis z lat
1883-1885).
" Tamże, nr 6 0 9 (zapis z lat 1 8 8 3 - 1 8 8 5 ) .
Kolb t. 6, Krakowskie
2, nr 6 4 2 (zapis ok. roku 1 8 7 3 ) .
Kolb t. 5 0 , Sanocko-Krośnieńskie
2, nr 6 1 0 ( 1 8 8 3 - 1 8 8 5 ) .
Tamże, nr 6 1 3 ( 1 8 8 3 - 1 8 8 5 ) .
Tamże, nr 6 1 3
Kolb 4 6 , Kaliskie i Sieradzkie,
nr 5 5 2 (mat. z lat 1 8 4 3 - 1 8 8 6 ) .
Ł. Kamieński, Pieśni ludu pomorskiego
1936, nr 1 2 0 ;
podobny refren w pieśni w s p ó ł c z e s n e j zapisano w r o k u 1 9 5 1 ,
por. L. Bielawski i A. M i o d u c h o w s k a , Kaszuby, m p s , nr 6 1 9 B.
H. B r o d o w s k a , Chłopi o sobie i Polsce, W a r s z a w a 1 9 8 4 , s.
16
27 Lud
polski
na emigracji
1835-1846,
Jersey
1854,
s.4
38
OAWPL 70
Kolb t. 1 2 , Poznańskie 4 , nr 5 2 7
H. B r o d o w s k a , o p . cit., s. 13
OAWPL 209-211
Antologia poezji ludowej
1830-1980.
W y d . III p o p r a w i o n e ;
2

3

7

8

10

11

12

13

14

18

18

20

21

22

23

24

28

rozszerzone, opr. J a n S z c z a w i e j , W a r s z a w a 1 9 8 5 , s. 1 6 6 (dalej
APL).
APL 417
APL 186
APL 556
APL 300
A P L 162
O A W P L 69
OAWPL 227
APL 803
APL 275
OAWPL 224
APL 489
APL 421
APL 206
O A W P L 67
APL
APL 462
APL 846
» APL 444
' OAWPL 84
O A W P L 77
OAWPL 82
APL 857
J . Jastrzębski, Między apologia a negacją. Kultura
ludowa
w polemikach
1939-1948,
W a r s z a w a 1 9 8 7 , s. 1 3 0
O A W P L 77
APL 444
APL 846
OAWPL 225
J . Pocek, Poezje wybrane. W a r s z a w a 1 9 8 8 , s. 1 0 5
P. H o ł y s z o w a , O grudko mojej ziemi. W a r s z a w a 1 9 7 6 , s. 9
Posłowie d o : O A W P L 1 9 8 7 , s. 2 5 1
W e Wstępie d o : J . Pocek, Poezje. L u b l i n 1 9 8 0 , s. 4 2
OAWPL 232
O A W P L 81
A P L 341
J . Ś w i ę c h , Pieśń niepodległa.
Model poezji
konspiracyjnej
1939-1945.
Warszawa 1 9 8 2 , s. 2 7 6 - 2 7 7
Trza łapać nowe, „ P o l i t y k a " 1 9 6 8 , nr 2 9 ; cyt. za A P L 3 8
J . A d a m o w s k i , Posłowie d o : Złote ziarna. Antologia
współ­
czesnej poezji ludowej ziemi zamojskiej,
L u b l i n 1 9 8 5 , s. 3 0 9
J . B a r t m i ń s k i , Jak biegną drogi ojczyzny?,
„ E t h o s " nr 5,
1 9 8 9 , s. 1 6 8
Por. J . B a r t m i ń s k i , Niebo się wstydzi.
Wokół
ludowego
pojmowania
ładu świata, [ w : ] Kultura, literatura, folklor. Prace
o f i a r o w a n e P r o f e s o r o w i C z e s ł a w o w i H e r n a s o w i . Red. M . Graszewicz i J . K o l b u s z e w s k i , Warszawa 1 9 8 8 , s. 9 6 - 9 7
Cz. M i ł o s z , Przedmowa
d o : Księga Mądrości.
Tłumaczył
z greckiego i k o m e n t a r z e m opatrzył Cz. M i ł o s z , Paris 1 9 8 9 , s. 37
Poezje 1980, s. 8 0
O A W P L 231
Nad ołtarzem pól. Antologia
religijnej poezji ludowej
lubelszczyzny. W y b ó r i s ł o w o w s t ę p n e M . L e s i ó w , L u b l i n 1 9 8 6 , (dalej
NOP), 98
NOP 117
O A W P L 75
S. W e r e m c z u k w Posłowiu
O A W P L 251
R. S u l i m a , Po jasnej stronie świata. [ W s t ę p d o : ] J . Pocek,
Poezje wybrane, o p . cit., s. 1 6 - 1 8
J . Pocek, Poezje wybrane, s. 1 0 4
„ R e g i o n y " , 1 9 7 8 , nr 4 , s. 5
R. S u l i m a , Male ojczyzny, „ R e g i o n y " , 1 9 8 9 , nr 3, s. 1 0 4
3 3

3 4

3 5

ж

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 8

4 7

4 8

4 9

1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

8 9

6 0

6 1

62

6 3

8 4

6 5

6 6

6 7

68

6 9

7 0

7 1

7 2

73

7 4

75

7 6

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11077" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11055">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66ad1cfac85e0000f1ecde3d325b48eb.pdf</src>
        <authentication>0f1012a7ae1204c3f71726752c146ced</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132117">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6344</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132118">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132119">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132120">
                <text>etnolingwistyka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132121">
                <text>stereotypy ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132122">
                <text>symbole ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132123">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5919</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132124">
                <text>Słowmik stereotypów i symboli ludowych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132125">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.135</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132126">
                <text>Bartmiński, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132127">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132128">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132129">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132130">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132131">
                <text>18_Bartminski.ps - 4/25/2007 2:14 PM

JERZY B A R T M I Ń S K I

Słownik symboli
i stereotypów
ludowych
Niezmiennie zachowujemy wypracowaną na użytek
naszego Słownika swoistą metodologię opisu hasła, któ­
rą recenzenci uznali za rozwiązanie oryginalne i uda­
ne.2 Opiera się ona na koncepcji „definicji kogni­
tywnej” budowanej ze stereotypowych motywów
układanych w fasety, czyli zespoły jednorodne i spójne
semantycznie, odpowiadające na pytania o miejsce ha­
sła (przedmiotu) w systemie wewnętrznych relacji (ko­
lekcje, opozycje), o jego wygląd, pochodzenie, zacho­
wania,
zastosowania itd. Zasadą budowy haseł jest
5
J
4
6
6
w lubelskim Słowniku rozdzielenie eksplikacji i doku­
mentacji, przy czym w tej ostatniej konteksty są grupo­
B L A k LINT, centaumea cyanus l
wane wedle gatunków dających się odnaleźć w trady­
cyjnym folklorze. Celem tak budowanych haseł jest
radością przyjąłem propozycję Pana Doktora
rekonstrukcja poszczególnych fragmentów ludowego
Zbigniewa Benedyktowicza, by na gościnnych
obrazu świata, świata widzianego oczami nosiciela tra­
łamach „Polskiej Sztuki Ludowej - Kontek­
dycyjnej kultury ludowej.
stów”, publikować niektóre artykuły przygotowywane
do redagowanego w Lublinie Słownika stereotypów
Przypisy
i symboli ludowych.1
Od czasu wydania początkowych zeszytów Słownika
1 Por. Słownik stereotypów i symboli ludowych. Koncepcja całości
poświęconych ludowemu obrazowi kosmosu minęło już
i redakcja Jerzy Bartmiński, zastępca redaktora Stanisława Niekilka lat, w czasie których tryb pracy nad Słownikiem ra­
brzegowska. T. 1. Kosmos. [Cz.] 1. Niebo. Światła niebieskie.
Ogień. Kamienie. Lublin: Wydaw. U M CS 1996, 439 s. [Cz.] 2.
dykalnie się zmienił. Ponieważ nie udało się stworzyć
Ziemia. Woda. Podziemie. Lublin: Wyd. U M CS 1999, 481 s.
w uniwersytecie pracowni słownikowej, zespół redak­
2 Podkreślali to recenzenci po wydaniu 1. zeszytu Słownika: W ła­
cyjny (Urszula Majer-Baranowska, Małgorzata Mazurdysław Kupiszewski, Anna Tatarkiewicz, Marian Pilot, Jacek
kiewicz-Brzozowska, Joanna Szadura i Stanisława NieBanaszkiewicz, Roch Sulima w dyskusji opublikowanej przez
brzegowska) musiał przejść na podlegające rotacji etaty
„Regiony” 1997, nr 3, s. 2-11; Czesław Hernas, Krzysztof Wro­
dydaktyczne. Spowodowało to znaczne spowolnienie
cławski, Anna Dąbrowska, Jan Miodek, Jolanta Ługowska,
Roch Sulima, Iwona Smolka, Piotr Matywiecki w dyskusji opu­
prac nad Słownikiem, prac tych jednak nie przerwano.
blikowanej „Literaturze Ludowej” 1998 nr 6, s. 51-71; Barbara
Przygotowywane są - na marginesie zajęć dydaktycz­
Boniecka w „Twórczości Ludowej” 1997 nr 4, s. 43-45; pozy­
nych, teraz też częściowo z udziałem studentów uczest­
tywne oceny sformułowali badacze zagraniczni: Svetlana
ników studiów licencjackich, magisterskich i doktor­
M. Tolstaja (w piśmie „Ziwaja Starina”, Moskwa 1997, nr 4,
skich - hasła do kolejnych tomów. Najbliższy obejmie
s. 52-53), Aleksy Judin („Slavjanovedenie” 1998 nr 5 s. 98-100
meteorologię i metale, a następne będą dotyczyć ludo­
i „Narodoznavci Zositi” 1997 nr 6 s. 400-403) i Kasanovic Bog­
wego obrazu świata roślin i zwierząt.
dan („Slavistika” IV, Belgrad 2000, s. 277-278).

Z

135

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6156" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6136">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c7339658f72abde6bc3109279e33d0d.pdf</src>
        <authentication>00d545bca6d77cc5c1ad07f493d12049</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73388">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2853</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73389">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73390">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73391">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2658</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73392">
                <text>Czytaj, czytaj Homera... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73393">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73394">
                <text>Bartol, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73395">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73396">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73397">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73398">
                <text>Krystyna Bartol • CZYTA], CZYTAJ HOMERA..

Czytaj,

czytaj Homera choćby

razy

trzysta,

ANTYK - BIOGRAFIA I SZTUKA

Nowy - niby się w oczach przemienia co rana;
Rzecz pod miarę i wagę tak

obrachowana,

Ze aż strach! On największy

w świecie

algebrzysta!

KRYSTYNA

T

BARTOL

Czytaj, czytaj
Homera* • •

a żartobliwa z a c h ę t a , w y p o w i e d z i a n a przed
z górą stu laty przez Józefa B o h d a n a Zale­
skiego, n i e straciła n i c n a swojej a k t u a l n o ­

ści. W p r a w d z i e świadomość i s t n i e n i a w i e l k i c h p o ­
e m a t ó w H o m e r a w kręgu średnio oczytanego o d ­
b i o r c y jest powszechna,

a sakramentalne

zdanie

„U początków l i t e r a t u r y europejskiej stoją d w a arcypoematy, Iliada i Odyseja",

powtarzają d o znudzenia,

o

w tej czy i n n e j f o r m i e , autorzy podręczników i h i s t o ­

ficznego dyskursu b o h a t e r a . C e r r i spożytkowuje t u
strategie badawcze w y p r a c o w a n e przez współczesne

ców, a - przekazywane przez tradycję - stały się za­

teorie n a r r a t o l o g i c z n e , w y k o r z y s t y w a n e już z p o w o ­

c z y n e m kształtującym nasze postawy etyczne i este­

d z e n i e m w b a d a n i a c h n a d starogrecką epiką przez

tyczne gusty.

u c z o n y c h tej m i a r y с о I. de Jong, J. G r i f f i n i i n n i .

J e d n ą z przyczyn t a k płytkiej l e k t u r y jest z p e w n o ­

W y k a z u j e , że s e k u n d a m a n a r r a c j a , j a k ą jest p r z e d ­

ścią p r z e k o n a n i e , iż teksty H o m e r a są swego rodza­

s t a w i o n a przez Odyseusza n a dworze króla F e a k ó w

ich

opowieść o sobie s a m y m , jest — w w y m i a r z e a n t r o ­

twórcy realizuje się j e d y n i e w k o n t e k ś c i e macierzy­

p o l o g i c z n y m — paradygmatyczną e w o k a c j ą l u d z k i e ­

s t y m utworów, n a k t ó r e g o o d t w a r z a n i u k o n c e n t r o ­

go p o z n a n i a . C o w i ę c e j , u d o w a d n i a , że i n t r o s p e k -

wać p o w i n n i swoją uwagę i c h badacze.
d w u d z i e s t o l e c i e pokazało

jednak,

t y w n y c h a r a k t e r w y p o w i e d z i głównego b o h a t e r a p o ­

że

zostaje

możliwe, co więcej - k o n i e c z n e jest przełamanie te­

ny

r o z n a w s t w o m o d e l e p e r c e p c j i , k t ó r e p o z w o l i odsło­

się

osobową tożsamość

każdego

dyskurs,

choć

reprezentuje

tożsamość

już

ukształtowaną, pozwala jej zaistnieć w o b i e k t y w n y m

n i ć wielogłosowość i w i e l o i n t e n c y j n o ś ć o w y c h d a w ­

świecie. W t y m sensie H o m e r o w a narracja, z o g n i ­

n y c h tekstów i dostrzec w n i c h w y p o w i e d z i żywe,
znaczenie.

z kształtowaniem

człowieka. T a k więc autobiograficzny, r e t r o s p e k t y w ­

n a n o w e , w y p r a c o w a n e przez współczesne l i t e r a t u ­

swoje

związku

k o przypieczętowuje

merologów ( i w ogóle badaczy l i t e r a t u r y antycznej)

modyfikujące

w ścisłym

w n i m samoświadomości tego procesu, k t ó r a n i e j a ­

go skostniałego t r a d y c j o n a l i z m u i o t w a r c i e się h o -

nieustannie

postaci

w jego u c h w y c e n i u przyznając analizie a u t o b i o g r a ­

m o d e l i , k t ó r e zainspirowały k o l e j n e p o k o l e n i a twór­

Ostatnie

tej

aspekty tej osobowości, f u n d a m e n t a l n e znaczenie

motywów, wątków i k o m p o z y c y j n o - s t y l i s t y c z n y c h

h i s t o r y c z n y m , a a u t o r s k i zamysł

wyobrażeń

d o u c h w y c e n i a e l e m e n t u spajającego poszczególne

c h e m opowieści, co najwyżej do o d k r y w a n i a w n i c h

źródłem

żywotności

c h a r a k t e r o l o g i c z n ą wieloaspektowość O d y s a , dąży

s t a m i H o m e r a sprowadza się najczęściej d o n a i w n e j
fascynacji szczegółami f a b u l a r n y m i i e p i c k i m r o z m a ­

ju

przyczynę

w twórczości l i t e r a c k i e j w s z y s t k i c h e p o k . U k a z u j ą c

r y c z n o l i t e r a c k i c h kompendiów. O b c o w a n i e z t e k ­

s k o w a n a w soczewce świadomości (a właściwie sa­

Przy

moświadomości) głównego b o h a t e r a , ukazuje - n i ­

czym w b a d a n i a c h t y c h nie c h o d z i o podporządko­

czym Berkeleyowskie esse est percipi - ważność słowa

w a n i e l e k t u r y Iliada i Odysei lansowanej przez post­

w procesie kształtowania

modernistyczną antropologię w e r b a l n e j w i z j i świata,

się naszych

wyobrażeń

o świecie.

lecz raczej o o d c z y t y w a n i e - w d u c h u f e n o m e n o l o ­
gicznej t e o r i i k o n k r e t y z a c j i - treści i sensów zawar­

C e r r i zaprasza nas d o przeżycia n o w e j i n t e l e k t u ­

t y c h na poszczególnych p o z i o m a c h w y p o w i e d z i l i t e ­

alnej przygody z t e k s t e m H o m e r a . N a wędrówkę
z P o e t ą daje n a m d w i e p r z e w o d n i c z k i , swoją f i l o l o ­

rackiej.

giczną akrybię i g ł ę b o k ą erudycję, k t ó r e pozwolą d o ­

P r e z e n t o w a n y w t y m n u m e r z e artykuł G i o v a n -

strzec w s k r z y d l a t y c h słowach H o m e r a t o , co n i e ­

niego C e r r i e g o , w y b i t n e g o włoskiego f i l o l o g a k l a ­
sycznego,

znawcy greckiej

tłumacza Iliady,

literatury

gdyś może uszło naszej u w a g i . D a j m y się więc zapro­

archaicznej,

sić. W a r t o !

uczonego łączącego w swej n a u k o ­

wej działalności d o c i e k a n i a czysto l i t e r a c k i e z bada­
n i a m i n a d refleksją filozoficzną g r e c k i c h myślicieli,
jest n i e z w y k l e i n t e r e s u j ą c ą propozycją „odśrodko­
w e j " l e k t u r y t e k s t u Odysei. C e r r i szuka d e f i n i c j i oso­
b o w e j tożsamości Odyseusza, b o h a t e r a H o m e r o w e ­
go p o e m a t u , zadając

sobie j e d n o c z e ś n i e

pytanie

5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6258" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6238">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/05874dac9cc080c16b9499fe56725a69.pdf</src>
        <authentication>e3cb6450b509e971771c963764b04000</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74518">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6217</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74519">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74520">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74521">
                <text>wizualność - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74522">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5798</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74523">
                <text>Korespondencja sztuk / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74524">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.3, s.23-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74525">
                <text>Bartol, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74526">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74527">
                <text>IS PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74528">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74529">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74530">
                <text>03_bartol.ps - 2/14/2006 11:18 AM

KRYSTYNA BARTOL

S

ięgając do najwcześniejszych śladów przekona­
nia o związku poezji i malarstwa w refleksji nad
sztuką, nie sposób nie rozpocząć od Simonidesa
i jego słynnej maksymy: malarstwo to milcząca poezja,
poezja to mówiące malarstwo, z której Horacy uczynił
obowiązujący przez wieki diagnostyczno-aksjologiczny
dogmat (ut pictura poesis). Znana nam dzisiaj jedynie
z tradycji pośredniej (poprzez przekaz Plutarcha1) opi­
nia poety z Keos2 musiała być powszechnie znana i ak­
ceptowana w świecie greckim już za jego życia, skoro
wiemy, że po dwóch dziesiątkach lat, jakie upłynęły od
jego śmierci (zmarł w 467 roku p.n.e.), wypowiadanie
sądów odmiennych w stosunku do Simonidesowej
konstatacji, uznanej - jak można się domyślać - za au­
torytatywne rozstrzygnięcie kwestii wspólnoty sztuk,
dyskredytowało tego, kto ośmielił się je ujawnić. Ion
z Chios, poeta i zarazem autor ubarwionych anegdotą
dzieł historycznych oraz pamiętników o wizytach zna­
nych ludzi w swojej ojczyźnie, relacjonuje3 bowiem pe­
wien znamienny biesiadny epizod z udziałem Sofoklesa, jaki miał miejsce podczas uczty wydanej najpraw­
dopodobniej w roku 441 na Chios, gdy ten wielki tra­
gik gościł na wyspie podczas swej podróży na Lesbos,
dokąd udawał się, by objąć urząd stratega. Opowiada
mianowicie historię, jak ów wspaniały,4 brylujący
w gronie biesiadników dowcipem i umiejętnością flir­
towania artysta publicznie ośmiesza prowincjonalnego
bakałarza,5 który ośmiela się zanegować Simonidesowy ideał wspólnoty sztuk.
Interesujący dla naszych rozważań fragment tej
opowieści brzmi:

Korespondencja sztuk.
Simonides i inni

Nauczyciel, dyskredytując wartość malarskich
epitetów stosowanych przez dawnych arcymistrzów,
w tym samego Homera, potwierdza, że jest prostacz­
kiem, któremu wydaje się, że coś wie, gdy tymcza­
sem brak mu wiedzy podstawowej i oczywistej. Kon­
frontacja z błyskotliwym Sofoklesem, który jakby
mimochodem - między jednym a drugim aktem
swego brawurowego popisu sztuki uwodzenia9 z uśmiechem pobłażania wdaje się z nim w kpiarską
rozmowę,10 by jego kosztem zabawić siebie i zgro­
madzonych w sali współtowarzyszy, bezlitośnie ob­
naża ignorancję rozmówcy tragediopisarza i pokazu­
je naiwność rozumowania maluczkich,11 opartego
na ocenianiu poszczególnych elementów artystycz­
nej kreacji wyłącznie według kryteriów realistyczności przedstawienia.12
W przytaczanej przez Plutarcha maksymie, po­
wtarzanej dziś do znudzenia w większości prac po­
święconych korespondencji sztuk, Simonides za­
uważa podobieństwo sztuki słowa i sztuki figuralnej.
Zdaje się mówić: poezja i malarstwo to to samo. To,
co je różni, wyrażają antonimiczne kwalifikatory, ja­
kimi obie sztuki zostały opatrzone: milcząca (sioposa) i mówiące (lalousa). Można się oczywiście zasta­
nawiać nad użyciem przez poetę z Keos odczasownikowej formy słowa laleo na określenie specyfiki sztu­
ki poetyckiej, słowa oznaczającego nie tyle przekazy­
wanie treści za pomocą słów,13 ile gadatliwe zachowa­
nie, swobodną pogawędkę, niekiedy wręcz paplani­
nę, co każe nam dopatrywać się odrobiny subtelnej
ironii w całej tej konstatacji,14 nie zmienia to jednak
faktu, iż Simonidesowa definicja wspólnoty sztuk
precyzuje również specyfikę, odrębność każdej
z nich. W kierunku podkreślenia różnic pomiędzy
nimi idzie zresztą i Plutarch, który opatruje słowa Si­
monidesa następującym komentarzem15 (de glor.
Ath. 3, 346): „Malarze bowiem pokazują sprawy
w chwili, gdy one się dzieją, słowa opisują i opowia­
dają o tych, które już się zdarzyły”. Wynika to rzecz
jasna z odmiennej natury środków - tworzywa, ja­
kim dysponują artyści uprawiający poszczególne
dziedziny sztuki: malarze posługują się umieszczony­

[Sofokles]: Jakże pięknie wyraził się Frynichos,
mówiąc:
N a purpurowych licach lśni światło miłości.
N a to odezwał się Eretryjczyk albo Erytrejczyk,6
który był szkolnym nauczycielem: „Ty, Sofoklesie,
znasz się oczywiście na tworzeniu poezji. Jednakże Frynichos doprawdy nie wyraził się dobrze, nazywając po­
liczki pięknego chłopca purpurowymi. Jeżeli bowiem
malarz pokryłby policzki chłopca purpurową farbą, już
nie wydawałby się on urodziwy. Nie należy zaiste przy­
równywać tego, co piękne, do tego, co w sposób oczy­
wisty piękne nie jest”. Zaśmiał się w twarz Eretryjczykowi Sofokles i rzekł: „A więc nie podoba się tobie,
przybyszu, i ten Simonidesowy wiersz, przez Greków
uznawany za wielce udaną wypowiedź:
Z panny ust purpurowych toczyły się dźwięki, ani po­
eta, który mówi: «złotowłosego Apollona».7 Jeśli bowiem
malarz namalowałby włosy boga złote, a nie czarne, obraz
byłby gorszy. Ani też [nie podoba się tobie] ten, kto po­
sługuje się określeniem «różanopalca»,8 bo gdyby ktoś za­
nurzył palce w różowej farbie, stworzyłby dłonie farbiarki,
a nie pięknej kobiety”. Inni wybuchnęli śmiechem, a Eretryjczyk milczał oszołomiony takim przytykiem.

23

�03_bartol.ps - 2/14/2006 11:18 AM

Krystyna Bartol • KORESPONDENCJA SZTUK. SIMONIDES I INNI

mi na płaszczyźnie kształtami i figurami, poeci mają
do dyspozycji następujące po sobie dźwięki, z któ­
rych powstają wyrazy, zdania, całostki treściowe.16
T ak więc symultaniczność wyobrażeń plastycznych
została tu przeciwstawiona konsekutywności poetyc­
kiej kreacji.17 Innymi słowy - obie sztuki łączy iden­
tyczność operacji, jakie wykonują artyści, przedsta­
wiając jakiś przedmiot, dzieli zaś rodzaj tworzywa, na
którym operacje te są wykonywane.18
Związek między poezją i malarstwem w kulturze
starożytnej Hellady ukonkretniał się - zwłaszcza
w epoce archaicznej i klasycznej, kiedy to poezja była
w większości przypadków prezentowana ustnie - w ak­
cie wykonania utworu poetyckiego, który był arty­
stycznym przedsięwzięciem kierowanym zarówno ad
aures, jak i ad oculos ówczesnego odbiorcy. Towarzy­
szący śpiewnemu wykonaniu słów taniec staje się
w przypadku takiej performance elementem quasi-plastycznym, odpowiadającym sztuce figuralnej i podle­
gającym tym samym co ona zasadom funkcjonowania,
również w relacji ze słowem. Owa swoista identycz­
ność tanecznych póz, w których na moment zastygają
tancerze, i kształtów postaci przedstawianych graficz­
nie na obrazach upoważnia zresztą Plutarcha do od­
ważnego zmodyfikowania powtarzanej przez wieki
maksymy Simonidesa. Najpierw mianowicie stwier­
dza:19 „Gdy tancerze układają swe ciała na kształt
Apollona albo Pana albo jakiejś bachantki, upodab­
niają się do przedstawień plastycznych” (747 C) po to,
by za chwilę uogólnić (748 A): „jest rzeczą słuszną na­
zwać taniec milczącą poezją, a poezję dźwięczącym
tańcem”. Zainspirowany Simonidesową konstatacją
Plutarch rozwija myśl o podobieństwie przedstawień
figuralnych i werbalnych, wskazując przy tym na - dziś
powiedzielibyśmy - transsemiotyczny charakter20 rela­
cji zachodzących między nimi podczas prezentacji
utworów poetyckich z towarzyszeniem elementów
muzycznych i tanecznych. Elementy te nie stoją mia­
nowicie obok siebie, jak ma to miejsce w wypadku re­
lacji intersemiotycznych,21 lecz przenikają się nawza­
jem, tworząc znaczenie artystycznego tworu. Plutarch
mówi wręcz (748 A-B) o pełnej wspólnocie (koinonia
pasa) i wzajemnym współudziale (metheksis allelon)
sztuki figuralnej i werbalnej w tworzeniu znaczeń. Ja­
ko przykład urzeczywistniania się tego związku w spo­
sób doskonały podaje hyporchemat, gatunek poetyc­
ki, którego cechą charakterystyczną był, towarzyszący
melicznemu wykonaniu słów, wyrazisty taniec ilustru­
jący gestem i pozą przedstawianą słowami treść. Plu­
tarch stwierdza, iż obie sztuki w obrębie jednego utwo­
ru (hen ergon) dokonują tu naśladownictwa (mimesis)
poprzez kształty (dia ton schematon) i poprzez słowa
([dia] ton onomaton). Po wiekach Tadeusz Zieliński22
nazwie ów nierozerwalny związek poszczególnych ele­
mentów żywego widowiska trójjedyną choreą i uzna
go za jeden z najdoskonalszych przejawów duchowości

Hellenów, która z wielości różnorakich cząstek stwo­
rzyła harmonijną jedność idei.
Podobieństwo sposobu myślenia najdawniejszych
Greków o sztuce słowa i sztuce figuralnej przejawia się
również na poziomie ogólnych koncepcji dotyczących
natury obu tych dziedzin artystycznej działalności oraz
ich funkcji pragmatycznych względem odbiorcy. War­
to tu zwrócić uwagę, że istniejące w grece archaicznej
i klasycznej cztery określenia rzeźby, a więc przestrzen­
nego wizerunku figuralnego, wyrażały te same przeko­
nania i sądy o sztuce plastycznej, które da się odtwo­
rzyć na podstawie dostępnych nam dziś źródeł w od­
niesieniu do myślenia Greków tego okresu o poezji.
Idąc tropem wyznaczonym niegdyś przez T.G.L. Webste­
ra,23 który wskazał na zakodowaną w wyrazach okre­
ślających wytwory sztuki plastycznej obecność śladów
refleksji nad sztuką, dojść można do wniosku, iż takie
same pryncypia rządziły wyobrażeniami Hellenów na
temat wytworów sztuki plastycznej i artystycznej dzia­
łalności mistrzów słowa.24
Rzeczownik eikon, oznaczający podobiznę, wierny
wizerunek, eksponuje mianowicie zależność wytworu
artysty od modelu. Podobnie jak nazwa ogólna zographia, określająca sztukę malarską, i zographos - ma­
larz, podkreśla uzależnienie wytworu sztuki plastycz­
nej od wzoru, według którego został wykonany (zographia dosłownie znaczy „rysowanie tego, co istnie­
je”, „malowanie z natury”). Mimetyczny charakter
sztuki poetyckiej był również podstawą greckich
koncepcji teoretycznoliterackich, przy czym nie cho­
dziło tu - rzecz jasna - o wierne odzwierciedlanie
obiektywnie danej człowiekowi rzeczywistości, lecz
0 przekonujące przedstawianie w dziele literackim
sytuacji prawdopodobnych (choć często nieprawdzi­
wych), unaoczniających pewne zjawiska ogólne.
Z kolei termin ksoanon (dosłownie: kształt wydobyty
z drewna) podkreśla akt nadawania kształtu, określo­
nej formy produktowi artystycznemu. W odniesieniu
do sztuki słowa forma utworu, opracowanie jego
struktury, kompozycja dzieła, określana często sło­
wami morphe (kształt), kosmos (ład, porządek), taksis
(układ), była jedną z nadrzędnych kategorii odróż­
niających wypowiedź artystyczną od pozostałych ko­
munikatów językowych. Słowo agalma (dosłownie:
to, co sprawia radość), którym Grecy posługiwali się
również w odniesieniu do wizerunków plastycznych,
każe nam traktować dzieło sztuki jako źródło przy­
jemności, przeżyć estetycznych. Ten kontemplacyjny
aspekt kontaktu ze sztuką podkreślany jest również
przez greckich poetów: już w eposach Homera i Hezjoda pieśń określana jest jako miła (ephieron), przy­
jemna (himeroeis), a lirycy rozwinęli myśl o wdzięku
1 przyjemności dostarczanej odbiorcom przez poezję,
opatrując utwory poetyckie szeregiem epitetów jed­
noznacznie nawiązujących do przyjemności płynącej
z obcowania ze sztuką słowa. Nazwa kolossos wreszcie

24

�03_bartol.ps - 2/14/2006 11:18 AM

Krystyna Bartol • KORESPONDENCJA SZTUK. SIMONIDES I INNI

- budząca współcześnie skojarzenia związane z wiel­
kością25 - w swym pierwotnym znaczeniu najprawdo­
podobniej wyrażała ideę zastępowania czegoś czymś,
namiastkę całości. Mogła wyrażać przekonanie o ma­
gicznym związku wizerunku z modelem,26 konotując
tym samym obecność pierwiastka irracjonalnego
w akcie artystycznej kreacji. Pojmowanie poezji jako
daru boskiego, a poety jako natchnionego przez bó­
stwo wieszcza, który dzięki nadprzyrodzonej inspira­
cji zyskuje wiedzę i mądrość (sophia), a przez nie au­
torytet społeczny i rolę przewodnika dusz, sięga cza­
sów najdawniejszych i czyni z uprawianej przez niego
dziedziny sztuki zjawisko zajmujące szczególne miej­
sce w hierarchii ludzkich działań, niezależnie od te­
go, czy element boski w poetyckim tworzeniu pojmo­
wano jako interwencję z zewnątrz, czy też - jak czy­
nił to Arystoteles - dopatrywano się go w działalno­
ści ludzkiego rozumu (nous), który sam w sobie jest
daimonios, czyli przepełniony bóstwem.27
Przekonanie o wspólnocie obu dziedzin sztuki:
malarstwa i poezji, narzucało niekiedy Grekom cza­
sów archaicznych i klasycznych sposób formułowa­
nia myśli o sztuce słowa, przy czym nie wydaje się, by
w przypadku stosowania malarskich określeń w od­
niesieniu do poezji chodziło wyłącznie o zapożycze­
nie plastycznej terminologii dla unaocznienia pew­
nych literackich zjawisk;28 ważne było podkreślenie
głębokiego, strukturalnego związku sztuk, odwołują­
cego się do wspólnoty operacji dokonywanych w ob­
rębie właściwych im semiosfer. Przykładem takiego
leksykalnego sygnału, wyczulającego odbiorcę na
szukanie plastycznych konotacji i zmuszającego go
do przyjęcia ikonicznego sposobu patrzenia na po­
ezję, jest przymiotnik poikilos (dosłownie: wielo­
barwny, różnoraki, pstry), stosowany stosunkowo
często w opisie poetyckich dokonań. Słowo to,
w sztukach plastycznych określające kompleksowość
produktu artystycznego, zręczne połączenie różnora­
kich elementów,29 w odniesieniu do tworzywa słow­
nego oznaczało również łączenie rozmaitych ele­
mentów treści i wyrafinowaną kunsztowność jej
opracowania. Wydaje się, że jego zastosowanie jed­
nakże ma głębszy sens. Pokazuje mianowicie helleń­
ski sposób postrzegania świata jako szukanie jedno­
ści w wielości, jako dążenie do ogarnięcia całości
wszechświata, na którą składają się różnorakie
w swej naturze składniki, jako uzewnętrznienie do­
tąd uwewnętrznionych ludzkich doświadczeń po­
znawczych. Ta „międzyartystyczna komparatystyka”,30 jakiej dokonywali Grecy od zarania dziejów,
nie dowodzi więc jedynie, że traktowali oni malar­
stwo i poezję jako „sztuki siostrzane”, lecz pozwala
nam na wyciągnięcie wniosków natury antropolo­
gicznej.
Myśl o związku sztuki słowa i sztuki figuralnej, któ­
rej autorstwo od czasów najwcześniejszych przypisy­

wane było Simonidesowi, nie przestaje być łączone
z jego imieniem również u schyłku starożytności. Zna­
miennym tego dowodem jest wierszowany opis posągu
tego poety, znajdującego się w konstantynopolitań­
skim gimnazjonie, ułożony w VI wieku n.e. przez Christodorosa z egipskich Teb. Autor tego tekstu, jak się
wydaje, celowo odwołuje się w swej poetyckiej ekfrazie do Simonidesowej koncepcji korespondencji sztuk,
by przeprowadzić swoistą ocenę umiejętności artysty
rzeźbiarza. Mówi:31
....ni ty, Simonidzie,
nie uśpiłeś swej żądzy czułej, by pieśń tworzyć.
Wciąż tęsknisz za strunami, chociaż świętej liry
dłońmi nie trącasz. Winien, o, Simonidesie,
rzeźbiarz był z brązem zmieszać słodką pieśń; brąz
niemy sławiłby ciebie dźwiękiem, brzmiąc w takt two­
jej liry.
Przewrotne słowa Christodorosa z jednej strony
przeciwstawiają naturę obu sztuk (brąz niemy, brzmią­
ca lira), z drugiej łączą je: gdyby rzeźbiarz umiał je har­
monijnie zespolić, powstałoby dzieło doskonałe).
Milcząca poezja i mówiące malarstwo: zażyłość
i równoczesna odrębność sztuk tworzących tę parę,
dostrzeżona przed wiekami przez Simonidesa, była
więc zawsze i ciągle jeszcze jest źródłem dyskusji
i sporów, które - choć pewnie nieprędko przyniosą
definitywne rozwiązania - przyczyniają się do lepsze­
go zrozumienia obu sztuk i ich wzajemnych relacji.*
Poznań, czerwiec 2005

Waza z Apulii, ok. 350

25

�03_bartol.ps - 2/14/2006 11:18 AM

Krystyna Bartol • KORESPONDENCJA SZTUK. SIMONIDES I INNI

Przypisy:
1
2

3
4
5
6

7

8
9
10

11

12

13
14

15
16

O chwale Ateńczyków, 3, 346
Por. słynny esej F. Lessinga, Laocoon, z roku 1766, przedruk w:
Homer. Critical Assessments, ed. I. J. F. de Jong, vol. IV, Lon­
dyn- New York 1999. 301-316 (zwł. 301-302).
17 Por. T. Zieliński, Die Behandlung gleichzeitiger Handlungen im
antiken Epos, Philologus, Suppl. 8 (1899), 407-413, 432-441) angielskie tłumaczenie, The Treatment of Simultaneous Events in
Ancient Epic, w: Homer. Critical Assessments..., 317-327 (zwł.
317-321).
18 N a ten temat zob. S. Wysłouch, Literatura i obraz. Tereny struk­
turalnej wspólnoty sztuk, w: Intersemiotyczność. Literatura wobec
innych sztuk (i odwrotnie) pod red. S. Balbusa, A. Hejmeja, J.
Niedźwiedzia, Kraków 2004, 17-28
19 Wypowiedź tę wkłada w usta Ammoniosa, swego nauczyciela
filozofii, którego uczynił jednym z rozmówców w Zagadnieniach
biesiadnych.
20 N a temat natury związków transsemiotycznych i transmedialnych zob. E. Szczęsna, Wprowadzenie do poetyki intersemiotycznej, w: Intersemiotyczność..., 34-35
21 Por. eadem, 34
22 T. Zieliński, S. Srebrny, Literatura starożytnej Grecji epoki nie­
podległości, cz. 1, Warszawa-Kraków 1923
23 T.G.L. Webster, Theories of Art and Literature Down to 400
B.C., CQ 33 (1939) 166-177
24 Principia te w odniesieniu do literatury omawia W. Verdenius,
The Principles of Greek Literary Criticism, Mnemosyne 36 (1983)
14-59
25 Semantyczną ewolucję tego słowa od czasów wczesnoklasycznych po okres bizantyński przedstawiają E. Kosmetatou, N. Papalexandrou, Size Matters: Poseidippos and the Colossi, ZPE 143
(2003), 53-58. Udowadniają (54), że: „earlier authors used it
[kolossos] to refer to statues irrespective of size and material”.
26 Z Ajschylosowego Agamemnona (ww. 415-419) dowiadujemy
się, że po uprowadzeniu Heleny przez Parysa posągi w pałacu
w Sparcie (kołossoi eumprphoi), przypominające Menelaosowi
swą urodą małżonkę, wydawały mu się pozbawione wyrazu
(„patrzące pusto”) odkąd Helena była - cieleśnie i duchowo daleko. N a ten temat - zob. Kosmetatou, Papalexandrou, o.c.,
54-55
27 Verdenius, o.c., 46 nazywa Arystotelesowską teorię subiektyw­
ną koncepcją inspiracji.
28 Por. Wysłouch, o.c., 25
29 Zob. D. Müller, Handwerk und Sprache. Die sprachlichen Bilder
aus dem Bereich des Handwerkes in der griechischen Literatur bis
400 v. Chr., Meisenheim am Glan 1974, 14, H. Durbeck, Zur
charakteristik der griechischen Farbenbezeichnungen, Bonn 1977,
98, 187
30 Jak nazywa tego rodzaju badania S. Balbus, Interdyscyplinarność
—intersemiotyczność —komparatystyka, w: Intersemiotyczność..., 14.
31 AP. II ww. 45-50

O chwale Ateńczyków (de glor. Athen.) 3, 346 F.
Starożytni jednoznacznie łączyli ją z imieniem Simonidesa. Pa­
miętać jednak należy, że - choć mógł on być rzeczywiście auto­
rem tego zgrabnego sformułowania - wyraził w nim pogląd zna­
ny już przed nim, w jego czasach popularny i powszechnie ak­
ceptowany. Grecy bowiem lubili wskazywać jako wynalazcę
(heuretes) czegoś jednostkę, która upowszechniła bądź udosko­
naliła coś, co istniało już wcześniej.
Ap. Ath. XIII 603e-604d (= FGrHist. 392 F 6 = fr. 104 Leurini).
Określa go przymiotnikiem deksios, a więc świetny, dobry w tym,
co robi, odznaczający się mistrzostwem w jakiejś dziedzinie.
Ion nazywa go nauczycielem podstaw (dosłownie: liter) - grammaton didaskalos.
Niepewność co do tożsamości tego człowieka jest tu znamien­
na: Ion zdaje się mówić: nieważne, kim był - czy pochodził
z Eretrii na Eubei, czy też z miejscowości o nazwie Erytrai
(w Grecji istniało kilka miast o tej nazwie).
Sofokles może tu mieć na myśli sławnego Pindara, który w jed­
nej ze swoich ód na cześć zwycięzców sportowych (Ol. 6, 41)
posłużył się właśnie takim epitetem Apollona.
Chodzi tu oczywiście o Homera, który wielekroć nazywa Eos różanopalcą (rhododaktylos).
Sofokles uwodzi młodego chłopca, który pełni na uczcie obo­
wiązki podczaszego.
Przez moment wszak udaje, że przyjmuje punkt widzenia swego
interlokutora. Swoim zachowaniem przywodzi na myśl Sokrate­
sa i jego sposób prowadzenia dyskusji.
Przedstawienie przez Iona postaci nauczyciela gramatyki jako
pozbawionego fantazji indywiduum dało początek licznym an­
tycznym wyobrażeniom o przedstawicielach tego zawodu, jak
słusznie zauważyła Maria L. Gambato, w: Ateneo. I Deipnosofisti
(I dotti a banchetto). Prima traduzione italiana commentata su
progetto di Luciano Canfora, Vol. III, Roma 2001, 1554, która
uznaje cytowany tu tekst Iona za „la piu antica caratterizzazione letteraria.... di grammatico come pedante, contrapposto al
vero poeta e alla sua liberta nell’uso della lingua”.
Pamiętać należy, że realistyczny wizerunek w świadomości prze­
ciętnego greckiego odbiorcy uznawany był za dzieło zasługujące
na wysoką ocenę. Dowodów na takie kryteria oceny dzieł sztu­
ki dostarczają nam liczne teksty literackie; por. chociażby nowo
odkryte epigramy Posejdipposa na dzieła sztuki rzeźbiarskiej
(przekład i komentarz - zob. J. Danielewicz, Posejdippos. Epigra­
my, Warszawa 2004, 110-119). Znamienne są tu słowa poety
opisujące posąg Filetasa (ep. 63, 7-8: „Zda się, że wnet [przemó]wi - tak oddane rysy. / [Zyw]y, choć przecież z brązu jest
tylko ów starzec”
Por. LSJ s. v. laleo jako oppositum w stosunku do czasownika le­
go.
Podobnej do pozbawionej złych intencji ironii epikurejczyków,
którzy swoje filozoficzne dyskusje nazywali po prostu laliai, po­
gawędkami.

* Autorka artykułu jest beneficjentką Fundacji na rzecz Nauki Polskiej

26

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8245" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8225">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b227c852b4741f356f5e53bc2f7de146.pdf</src>
        <authentication>f045fee2c5376a04ade57fc8c4a6fe5d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3027</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98560">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98562">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2831</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98567">
                <text>Paideia poetów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98570">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.50-55</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98573">
                <text>Bartol, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98575">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98577">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98579">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98585">
                <text>Krnsljno Barwi * PA1DEIA POETÓW

KRYSTYNA

konany o wszechobecności bogów w otaczającym go
świecie, w naturalny sposób łączył ze sferą nadprzyro­
dzonych doświadczeń. Wiara w boską proweniencję
sztuki poetyckiej kazała mu dostrzegać w osobach po­
etów wychowanków niebiańskich opiekunów, uczniów
olimpijskich nauczycieli, którzy ziemskich wybrańców
czynią swoimi pośrednikami w przekazywaniu śmiertel­
nikom boskiej wiedzy i mądrości.

BARTOL

Paideia poetów

• * •

Teorie dotyczące boskiej inspiracji w poezji, będące
próbą określenia wzajemnych relacji pierwiastka bo­
skiego i ludzkiego, zaczęły się pojawiać w Grecji sto­
sunkowo późno, w epoce klasycznej wraz z działalno­
ścią Gorgiasza, Platona, Arystotelesa. Nie ma w tym
nic dziwnego. Grecka teoria w każdej dziedzinie była
bowiem wtórna w stosunku do praktyki. Grecy, jak
niegdyś trafnie powiedziano, znali odpowiedzi, zanim
nauczyli się stawiać pytania. Tak było również w od­
niesieniu do sztuki, która bujnie rozwijająca się w cza¬
sach archaicznych, swojej teorii doczekała się dopiero
w uczonych pismach intelektualistów epoki klasycznej.
Nie oznacza to jednak, że nic nie wiemy o tym, co naj­
dawniejsi Hellenowie sądzili na temat zawodu poety
i jego pozycji w ówczesnym świecie. Pochodząca z tych
czasów poezja, dochowana do dnia dzisiejszego w sta­
nie szczątkowym, przesiąknięta jest duchem
w którym wszystko, co wartościowe i cenne uważane
było za dar boski udzielany temu, kto nań zasłużył.
Umiejętność
poetyckiego
tworzenia uchodziła
w oczach ówczesnych ludzi epoki archaicznej za dowód
boskiego wyróżnienia. Co więcej widziano w niej
przejaw wyjątkowego związku człowieka i bóstwa (nie
be powodu Homer obdarza śpiewaków epitetem
boscy") Moment stawania sie ooeta rozumiano Hko
akt niemalże religijny chwile odkrycia w sobie boslie
BO nowołann wyobrażano sobie iako dostaoienie wta
iemniczenia w arkana wiedzv odsłanianej tylko
nvm otrzymanie znaku nem enia ooetyckiei służby bv'
lo dla Greków jak przejście p r z e H o ^ k inicjacji!
który zmienia dotychczasową egzystencję człowieka.
Znane nam dzięki różnym antycznym autorom sceny
poetyckiej inwestytury (tzw. Dkhterweihe)
wykazują
wszelkie znamiona misteryjno-inicjacyjnego rytu, który
w różnych swych odmianach na obszarze greckich
wpływów kulturowych wykazywał pewne cechy wspól­
ne wyznaczające zewnętrzne sposoby wyrażania religij­
nego przeżycia tworzących grupę jednostek.

Pytanie, jak to się dzieje, że jeden potrafi tworzyć
poruszające umysły i serca strofy zachwycające swym
pięknem, inny natomiast, nawet jeśliby bardzo chciał,
nie jest w stanie wykrzesać z siebie poetyckiego płomie­
nia, nurtowało Greków od zarania dziejów. Zjawisko
artystycznego tworzenia, zagadkowe, tajemnicze, ra­
cjonalnie niewytłumaczalne, ten religijny naród, prze­

W scenach poetyckiej inicjacji punktem wyjścia jest
zawsze spotkanie człowieka i bóstwa. Bezpośredni kon­
takt z bóstwem staje się dla człowieka momentem
zwrotnym w jego życiu, chwilą odkrycia w sobie twór­
czego impulsu. Hezjod relacjonuje w Teogonii (ww. 23¬
34) swoje spotkanie z Muzami u stóp Helikonu, w wy­
niku którego poeta porzuca zawód pasterza i rozpoczy­
na swą poetycką działalność. A u t o r tzw. inskrypcji

W

zasadzie nieprzetłumaczalny grecki termin
paideia, czy to w swym szerokim znaczeniu,
które moglibyśmy w przybliżeniu oddać
polskim wyrażeniem „kultura ogólna" , czy to w wą­
skim, pojmowanym jako nauczanie, wychowanie, za­
wsze bezpośrednio dotyczy indywidualnego człowieka.
Koncepcja helleńskiej paidei sytuuje wszelako jednost­
kę w świecie innych osób. 1 właśnie społeczna kontekstualizacja paideutycznych działań wyznacza istotę d u ­
chowego rozwoju każdej osoby: odnalezienie indywidu­
alnej tożsamości możliwe jest jedynie poprzez określe­
nie własnego miejsca w zbiorowości.

1

1

2

Ograniczenie na użytek niniejszego referatu zakresu
semantycznego wieloznacznego terminu paideia do
ściśle edukacyjnego, oznaczającego po prostu kształ­
cenie, wychowanie, kształtowanie, jest zawężeniem
celowym. Pozwoli ono jasno przedstawić zagadnienia
związane z pojmowaniem roli, jaką Grecy przypisywali
poetom - ludziom wyjątkowej, w ich opinii, profesji,
żyjących wśród, a jednak w pewien sposób obok nich.
Zawarte w tytule sformułowanie „paideia poetów" od­
zwierciedla typową dla Greka dwutorowość ujmowa­
nia zagadnienia, w którym osoba twórcy-artysty jest
z jednej strony obiektem kształcenia, z drugiej - pod­
miotem sprawczym procesu wychowania Dwoistość
ta jest z kolei naturalnym korelatem typowej dla
mieszkańca starożytnej Hellady dychotomii spojrzenia
na problematykę artystycznej twórczości. Przejawiała
się ona mianowicie w (1) podejmowaniu prób wyja­
śnienia samej natury zawodu poety i jego specyfiki wo­
bec innych przejawów ludzkiej działalności oraz w (2)
określaniu zadań artysty względem obcujących z ,ego
s z t u K ą oan.orcow. i*mijmy
się po K O i e i K a z u y m z wymienionycn tu aspeictow

50

4

7

5

�Krystyna Bunni • P A I P E I A POETÓW

Mnesiepesa opowiada o spotkaniu młodego Archilocha, przyszłego mistrza poezji jambicznej, z Muzami.
Jest ono zapowiedzią, że przeznaczeniem Archilocha
nie jest zajmowanie się hodowlą lub kupiectwem
(a w takich zawodach zdaje się go widzieć ojciec, któ­
ry wysyła go z krową na targ), lecz uprawianie poezji.
Podobne historie przekazują nam antyczni autorzy
i o innych artystach. Diogenes Laertios (1,109) powta­
rza historię Epimenidesa ( V I W I w. p.n.e.), który
w drodze na tatg zasnął na chwilę w grocie. Jego inicja­
cyjny, jak się okazało, sen trwał wiele lat, a Aletheid
i Dike, Prawda i Sprawiedliwość, które w n i m zobaczył,
kazały mu zająć się twórczością artystyczną. Pauzaniasz
(21,1) mówi z kolei o młodym Ajschylosie, który
w winnicy we śnie dostąpił spotkania z Dionizosem
i otrzymał od niego rozkaz pisania tragedii. Żywot Ezopa (V. Ae. G 6-7 p. 37-38 Perry) przedstawia podobną
opowieść w odniesieniu do tego bajkopisarza. W więk­
szości scen poetyckiej Dichterweihe pojawia się motyw
snu. Jest on niezwykle istotny w zrozumieniu symboli­
ki tych scen. Sen a więc s vve^jo rodzaju oderwanie się
od rzeczywistości stan hipnotycznej nieświadomości
pojawia sie w literaturze greckiej jako kontekst opisów
er fanii* będących przecież próba uiecia w słowa reli
giinei etebi zespolenia sie z bóstwem.' Usytuowanie ooi
svwanvch scen powołania na noete we śnie świadczy'
że nie są one jedynie fantastycznymi opowieściami!
bajkami snutymi dla oczarowania odbiorcy, w które on
może uwierzyć łub nie, lecz symboliczną projekcją m i ­
stycznych przeżyć wewnętrznych. W podobnych kate­
goriach należy odczytywać i inny element powtarzają­
cy się w scenach poetyckiej inwestytury, mianowicie
pozyskanie przez człowieka widocznego znaku arty­
stycznej misji. Archiloch otrzymuje lirę, Hezjod - ga­
łązkę mirtu, Pindar (ap. Paus. 9,23) znajduje na swoich
wargach plaster miodu. Wszystkie te atrybuty symboli­
zować mają poetyckie powołanie. Są widzialnym zna­
kiem niewidzialnego, inkarnacją duchowej przemiany,
ucieleśnieniem metafizycznych doświadczeń.
6

7

Autorzy antyczni moment przyjęcia przez poetów
boskiego wezwania przedstawiają często jako skoszto­
wanie napoju, którego patronem jest bóg. Epigramatycy opisują poetycką inicjację Hezjoda, wyobrażając so­
bie, że w chwili spożycia wody z poświęconego Muzom
i Pegazowi źródła Hypokrene spłynęło na niego poetyc­
kie natchnienie." Woda, żywioł łączony przez Greków
z nimfami - boginkami źródełek, które spokrewnione
były z M u z a m i , staje się więc symbolem obecności bo­
skiego pierwiastka w człowieku, zaczynem, z którego
odtąd kiełkować będzie ziarno poetyckiego kunsztu.
Także wino, napój w sposób szczególny związany z Dio­
nizosem, utożsamiany niekiedy z n i m samym, urasta
w jednym z utworów Archilocha (120 W . ) do rangi
symbolu poetyckiej inspiracji. Poeta z Paros deklaruje:
10

Umiem władcy Dionizosa
piękne pieśni - dytyramby
Intonować, kiedy wino
niczym piorun mnie porazi."
Za pomocą eleganckiej metafory wyraża się tu poeta
na temat stanu, w jakim się znajduje, tworząc swoje
ekstatyczne pieśni. Boską moc, jaką czuje w sobie,
i poddanie się sile wyższej, eksponuje czasownikiem
synkeraunoo (porazić piorunem), który przydaje wyjąt­
kowej ekspresji tej wizji natchnienia niespodziewanie
ogarniającego twórcę. W jej stworzeniu pewną rolę
odegrać mogły wyobrażenia pioruna Zeusa, którym bóg
niespodzianie i skutecznie poraża, kogo zechce. Spo­
żywanie wina i wody jako symbol inspiracji poetyckiej
staje się w epoce hellenistycznej motywem bardzo po­
pularnym. " Aleksandryjczycy uczynili go wręcz lite­
rackim toposem, przeciwstawiając żywiołową twór­
czość jednych poetów podniosłej i spokojnej poezji i n ­
nych twórców.
12

Religijno-misteryjne odniesienia motywu Dichter­
weihe musiały bardzo sugestywnie oddziaływać na wy­
obraźnię Greków, skoro nawet zwolennicy teorii racjo­
nalistycznych, sceptycznie patrzących na boską genezę
sztuki, przejmują jego najważniejsze cechy. Tworzą
w ten sposób rodzaj konwencjonalnego wysławiania się
na temat własnego kunsztu poetyckiego. Klasycznym
przykładem jest tu prolog z Aitiów Kallimacha, w któ­
rym spotkanie poety z Apollonem, dyktującym mu pra­
widła sztuki doskonałej, jest pozbawionym ładunku
emocjonalenego, erudycyjnym nawiązaniem do trady­
cyjnych wzorów literackich. Potrzebą podkreślenia m i ­
stycznego charakteru inicjacji poetyckiej tłumaczyć
chyba należy fakt, że twórcy traktujący swą artystyczną
profesję w kategoriach kultywowania tradycji ptzekazanej i m przez poprzedników, a więc uznający umiejęt­
ność tworzenia za naśladowanie sposobu komponowa­
nia słynnych przodków raczej aniżeli za dar boski, mozetknięcia się z twórczością ziemskiego mistrza
z dawnych epok przedstawiają w sposób przywodzący
na myśl sceny typowych Dichteru/ei/ie. Jako przykład
niech posłuży tu pierwszy anakreontyk, w którym po¬
e ca opisuje spotkanie we śnie z Anakreontem piewcą
wina miłości i poezji Sławny pieśniarz powołuje go na
przekazując mu oachnacy winem wieniec —
symbol biesiadnej mu-y - upoważnia BO do tworzenia
utworów utrzymanych w nastroiu zbliżonym do ieeo
własnych nieśni
Podobnie rzymski enik Enniusz oni
suje w A n L e s swe spotkanie we śnie z Homerem jako
moment otrzymania poetyckiego natchnienia.
Omawiane t u wyobrażenia Dichterweihe nie są by­
najmniej greckim ewenementem na tle innych kultur.
Jak wykazano , podobne opowieści odnaleźć można
w społecznościach australijskich i północnoamerykań16

51

�Knsona Bartni • PA IDEI A POETÓW

skich. Nawet w pismach Wielebnego Bedy (Hut Eccl.
I V 24) pobtzmiewa echo tych pogańskich legend.
Wszystko przemawia więc za tym, by poetycką paideię
pojmowaną jako wtajemniczenie śmiertelników w ar­
kana boskiej wiedzy traktować jako archetypiczny ele­
ment, w którym przejawia się religijność człowieka
znajdująca wyraz w każdym jego działaniu.
Osobnym zagadnieniem jest zakres wiedzy, która
w wyniku kontaktu z bóstwem staje się udziałem poety.
Sami Grecy wiedzę tę określali słowem sophia, mądrość
(zob. np. Sol. 13,52 W . ; Xenoph. 2 W . ) . W pierwszym
rzędzie rozumieli je jako znajomość spraw, które miały
się stać tematem utworu poetyckiego. Sophia nie ogra­
niczała sie jednak do umiejętności relacjonowania fak­
tów i przekazywania informacji. Była również umiejęt­
nością oceny tych faktów i ptzedstawiania ich rzeszom
odbiorców z uwzględnieniem moralnego przesłania, ja­
kie niosły. Ponadto sophui miała także wymiar estetyczno-kontemplacyjny: dzięki niej poeta wiedział, jak po­
ruszyć duszę odbiorcy, jak zachwycić go pięknym ukła­
dem słów i dźwięków .1 choć w czasach archaicznych
wszechobecne bóstwo uznawane było za niekwestiono­
17

wane źródło wiedzy prawdziwej, nie negowano możli­
wości inicjatywy samego poety w niektórych sprawach.
Przeciwnie, zakładano pewien stopień samodzielności
poety, rzec by można dawano mu w pewnym zakresie
wolną rękę. Femios z Odysei reprezentuje z pewnością
stanowisko samego Homera, gdy mówi o sobie, że po­
siada dar śpiewu od Muz, ale jest zarazem samoukiem
(22,347-348).
Wypowiedź ta pozornie tylko jest sprzeczna. W rze­
czywistości doskonale oddaje dwoistą naturę aktu
twórczego, w którym element irracjonalny splata się
z czysto techniczną umiejętnością komponowania
u t w o r u . " Wypowiedź Femiosa oznacza, że w pojęciu
Greka najbardziej zamierzchłych czasów znajomość te­
matu pieśni posiada poeta od bogów, ale to, jak śpiewa,
jest wypadkową jego własnego doświadczenia i biegło­
ści. Wolność poety polega więc nie na doborze tematu,
lecz na wyborze sposobu przekazywania go innym l u ­
dziom. Przekonuje konkluzja Verdeniusa , który
stwierdza, że w epoce Homera boska inspiracja i ludz­
ka inwencja traktowane były nie jako elementy wyklu­
czające się nawzajem, lecz jako dwa uzupełniające się
1

Dionizos pijany prowadzony pr:ez Ariadnę. Kyliks attycki (pocz. I V w . p.n.e.) L o n d y n , Bńtish M u s e u m

52

19

�KryscyM Bano! • PAIDEIA POETÓW

aspekty jednego procesu. Pamiętać jednak należy, że
boski impuls byl zawsze na pierwszym miejscu, on za­
początkowywał twórczą działalność, był natchnieniem
i uwalniał w człowieku ambicje technicznego doskona­
lenia swojej sztuki. T ę możliwość wyboru własnej dro­
gi dumnie deklarowali wielcy lirycy, np. Pindar, gdy
nazywa siebie pomocnikiem Muzy (Ol. 10,95). Swą bli­
skość z Muzą wyraził ten poeta w słowach (Ol. 3,4) Muza stoi obok mnie-twórcy. Współpracę z Muzą ujmu­
je zaś w ten sposób (fr. 168 M.):-ty
daj wyrocznię, a ja
wyjaśnię. W tej ostatniej wypowiedzi zawarta jest kwin­
tesencja poglądów Pindara na naturę twórczości po­
etyckiej: prawdziwa mądrość należy do bóstwa, poeta
jest jej tłumaczem, pośrednikiem przekazującym ją i n ­
nym. Świadomość własnego udziału w procesie twór­
czym nie przeszkadza jednak Pindarowi traktować bo­
skiej inspiracji jako warunku koniecznego do twotzenia. Mówi przecież (Pae. 7b, 18-20), iż ślepe są serca lu­
dzi, którry bez mieszkanek Helikonu /(...)/ szukają ścieżek
mądrości.

nakże wielkiego duchem, sprawującego niekwestiono­
wany rząd dusz, które bez pośtednictwa poety-wieszcza
nie mogłyby dostąpić nawet w minimalnym zakresie
boskiej mądrości.
•

•

•

Poeci, nauczeni mądrości, sami pragnęli uczyć. W t a ­
jemniczanie w arkana boskiej mądrości uznawali za
swój główny obowiązek. Przekazywanie jej innym l u ­
dziom nadawało sens ich działaniu, nabyta przez nich
sophia miała jakąkolwiek wartość dopiero wtedy, gdy
ptzynosiła ogólnospołeczny pożytek, to znaczy, gdy
znalazła oddźwięk w działaniach poszczególnych jed­
nostek tworzących mikro- i makrokosmosy związków
społecznych i więzi międzyludzkich. Powszechna uży­
teczność jako podstawowe kryterium oceny działalno­
ści poetyckiej w świecie archaicznym znajduje wyraz
w słowach Ksenofanesa (2,12-22 W . ) , który - przeciw­
stawiając się istniejącym w jego otoczeniu hierarchii
wartości - stwierdza:

Archaiczni Grecy często łączyli poetów z profetami
i kapłanami. Jedni i drudzy wykonywali swoją profesję
z woli bogów. Ich wiedza i umiejętności wypływały
z boskiego natchnienia. Związek poezji i magii ujawniał
się z kolei w przekazywanych z pokolenia na pokolenie
opowieściach o półmitycznych Śpiewakach, Orfeuszu,
Amfionie, Tamyrysie, którzy pięknem swojego śpiewu
oswajali dzikie bestie, zniewalali mocarzy i odwracali
naturalny porządek rzeczy. T o magiczne oczarowanie
będące skutkiem sztuki poetycko-muzycznej niezwykle
sugestywnie przedstawił Pindar (Pyth. 1):

.... bo lepszy od siły
mężów lubo też koni kunszt jest mojej poezji.
Zbyt nierozważny to zwyczaj, nie godzi się przecież
zupełnie
wyżej cenić cielesną siłę nad mądrość prawdziwą.
Choćby bowiem się znalazł ktoś biegły w walce na pięści
lub w pentadonu zmaganiach, albo zapaśnik wyborny /.../
praworządności bynajmniej w państwie ojczystym nie
wzmocni:
to dla państwa niewielkim staje się źródłem radości,
jeśli nad Pizu brzegami zwycięży ktoś walcząc w zawodach
jako że spichrze państwowe tym się zapełnić nie dadzą. '

20

Złota formingo, wspólna własności
Apolla i Muz fiołkowtosych.
Ciebie słucha krok ruszającego wesoło pochodu,
Twoim znakom poddają się śpiewacy
Gdy zaczniesz drgać i wstępu dawać tony
chórom przewodnie.
Ty błyskawicy grot gasisz wieczyście ognistej
A na berle Zeusa
zasypia skrzydła szybkolotne
Z obu stron w dół opuszczając orzeł,
król ptaków. Bo ty mu głowę krzywodziobą
okrywasz ciemną mgłą, powiek zasłoną słodką.
On zaś falistym we śnie chwieje grzbietem
Muzyki twojej więzion taktami.
I nawet Ares gwałtowny ostrza pocisków okrutnych
odrzuca i serce uroczystym raduje orszakiem.
I bogów serca mile muskają twe dźwięki
sztuką Apollona i Muz w fałdzistych szatach.

2

Tak więc nauki zawarte w wierszach poetów mogą
przyczynić się do szczęśliwej egzystencji całej społecz­
ności. Kwintesencją tego poglądu jest słynne zdanie
z Zab Arystofanesa (1009-10): czynimy lepszymi obywa­
teli. Nie mniej ważne od ogólnospołecznych wartości,
jakie niosło z sobą nauczanie poetów, były korzyści od­
noszone przez człowieka w wymiarze jednostkowym.
Gorzkie słowa Semonidesa (1,22-24 W . ) :
Gdybym znalazł posłuch,
Nikt z nas nie pragnąłby klęsk i w cierpienia
Przykre wpatrzony nie dręczyłby serca
24

można sparafrazować: „gdybyście słuchali poety, byli­
byście szczęśliwi". O n uświadomiłby bowiem ludziom
złudność ich nadziei, próżność podejmowanych wbrew
woli boskiej działań i daremność pragnień. O n i zaś, wy­
zbywszy się mrzonek i niespełnialnych ambicji, wiedli­
by spokojne życie w zgodzie z bogami i samymi sobą.

21

Z powyższych rozważań wyłania się więc portret artysty
natchnionego. Dodajmy tu - często materialnie ubo­
giego i uzależnionego od możnych tego świata , jed­
22

53

�Krystyna Bartol • PAIDEIA POETÓW

W Odysei Alkinoos przyrównuje Odysa do dobrego

Rolę nauczyciela-przewodnika, jaką pełnić mieli wo­
bec każdego człowieka poeci, dobitnie zdefiniował

śpiewaka (11, 367-368), podkreślając piękną formę

Arystofanes, który w Żabach każe Ajschylosowi wypo­
wiedzieć znamienne słowa (1054-56): dzieci mają na-

i sensowność jego słów. Słowo poetyckie ma więc nie­
jako podwójny wymiar. Z jednej strony uwodzi i ocza-

uczyciekt, który ich poucza, ludzie w sile wieku -

rowuje słuchaczy swoim pięknem, z drugiej - przekazu­
je prawdę, którą Muzy sankcjonują swoim autoryte­

poetów.

Paideię poetów należy więc rozumieć jako nauczanie

tem. Piękna wypowiedź musi więc być wypowiedzią

poprzez poezję. Dla nas, ludzi końca drugiego tysiącle­
cia, poezja dydaktyczna budzi, delikatnie rzecz ujmu­
jąc, negatywne konotacje. W opinii współczesnego
czytelnika poezja dydaktyczna zajmuje niewielkie i nie­
zbyt ważne miejsce w lirycznym rodzaju literackim. Jest

mądrą, a mądra wypowiedź jest wiarygodna i przynosi
słuchaczom wiele pożytku. I chociaż już Hezjod stwier¬
dzeniem, że Muzy umiejcj. mówić rzeczy nieprawdziwe
podobne do prawdy (Th. 27-28), sankcjonuje obec­
28

ność fikcji w dziele literackim, pojmuje ją jednak w ka­

ona, jak stwierdza H a r r i o t t , w najlepszym wypadku
nudna, w najgorszym pretensjonalna. Kojarzy się nam
25

tegoriach prawdopodobieństwa : opowiedziana histo­
ria może być zmyślona, ale by opowiedzenie jej spełni­
29

raczej z bezbarwnymi wersami, w których natrętnie po­
wracają nakazy albo zakazy moralne lub przekazywana

ło swój cel, musi posiadać znamiona prawdopodobień­
stwa (choć nie zdarzyła się ona naprawdę, to jednak

jest sucha wiedza o pewnych faktach - tyle że ubrana
w metrum i rytm. Pamiętać jednak należy, że w Grecji
archaicznej poezja była naturalnym, „normalnym"

mogłaby się zdarzyć)

środkiem wyrażania ważnych i wartych zapamiętania
treści. Nie była
dla przedstawiania i n ­

oszustem, gdyż twoje słowa mają wdzięk". Deklaracja
taka, którą Homer każe wygłosić jednemu ze swoich
bohaterów, pozwala nam lepiej zrozumieć oczekiwa­

dywidualnych przeżyć i emocji. Znamienne jest, że
wcześni filozofowie przedstawiali swoje teorie kosmolo­
giczne nosłueuiac sie właśnie mowa wiązana Poeta ar
chaiczny swa role nauczyciela ooimował w zunełnie i n '
ny snosób niż mv iestes'my skłonni dziś określać role

nia, jakie mieli odbiorcy poezji względem artystów,
których szanowali i podziwiali. Szukali o n i mianowicie
w i c h dziełach prawdy i wzorów do naśladowania, mo­
ralnego wsparcia i rozwiązania różnorakich dylema­
tów. Takie zapotrzebowanie ze strony odbiorców na­

noety dydaktyka W o nozycia wynikała z sytuacii ko

rzucało twórcom przyjęcie roli nauczyciela, a wyjście
naprzeciw postulatom odbiorców gwaranowało i m po­
wodzenie i sławę.

L n i k a r y i n e i iaka wytwarzała sie nomiedzy noeta nre
7

e n r iaryrn

s nie

nie

W Odysei Alkinoos mówi do Odyseusza: „nie jesteś

r ory a n i e dysnonuiarym

s i a n y m i T e k s t a m i odbiorcą jego dzieł.

Mielibyśmy jednak fałszywe wyobrażenie o modelu
poetyckiej komunikacji, gdybyśmy poszukiwanie wiedzy
przez archaicznych odbiorców dzieł literackich sprowa­
dzili do intelektualnej percepcji utworów, nastawionej
na czetpanie z poematów wiadomości, które mogą się

Dydaktyzm poezji, naturalna pochodna autorytetu
twótcy, wynikającego z wiary w jego boskie natchnie­
nie, zajmował ważne miejsce w epoce archaicznej.
Edukacyjny aspekt twórczości poetyckiej znajduje od­
zwierciedlenie już w eposach Homera. Przypomnijmy
tu słowa Syren (Od. 12,186nn.): Nikt bowiem tu nie
przepłynie na czarnym okręcie, póki z naszych ust nie po­
słyszy słodkiej pieśni. A kto się nią nacieszy, odjeżdża mą­
drzejszy. Obietnica Syren to wyrażona w zawoalowany sposób myśl poety, że on sam czyni swoich słucha­
czy mądrzejszymi. Jego poezja dostatcza przyjemności,
lecz daje także wskazówki. Znamienny jest t u związek
wartości estetycznych utworu i jego treści. Artyzm wy­
powiedzi zwiększał perswazyjną siłę utworu, to oczywi­
ste. Plutarch na przykład, nazywając ekshortacyjną
elegię Solona zatytułowaną Salamina wdzięcznie ułożo­
ną podkreśla że właśnie jej walory artystyczne zadecy­
dowały o wypełnieniu przez Solona zamierzonego celu,
mianowicie wzbudzenia w Ateńczykach bojowego d u ­
cha Autorytatywna natura poezji objawiała się rów­
nież w ODinii Greków w tvm że noezia genetycznie ła
czvła w sobie wartości estetyczne i etyczne Przesłaniu
moralnemu zawartemu w utworze towarzyszyć musiało
formalne niekno
Oznarza to że archaiczni
stawiali znak równości między prawdą a pięknem.

okazać użyteczne w powszednim życiu każdego człowie­
ka. Rację ma Verdenius , który twierdzi, że słuchacze
eposów Homera bardziej zainteresowani byli samą opo­
wieścią o gniewie Achillesa, jego zranionej dumie i mo­
ralnej przemianie, kolejnymi wędrówkami Odyseusza
przeżywającego fascynujące przygody, aniżeli byli nasta­
wieni na zdobywanie takich czy innych pragmatycz­
nych i n f o r m a c j i . Wiedza przekazywana i m przez
wieszczów przyswaj ana była przez nich niejako sponte
sua. Estetyczna kontemplacja dzieł literackich, zwłasz­
cza zaś zachwyt, jaki rodził sie w sercu odbiorcy dla
kunsztownie ułożonej opowieści aojda sprzyjał powsta­
waniu emocjonalnych reakcji na treści w niej przekazy­
wane Te z kolei przechodziły z biegiem czasu w obiekoslad i ocenę n a d s t a w i a n y c h w utworach DO
staw zachowań i stanów Racie ma W r
nazwalać
autora Iliady i Odysei wychowawca nodobnie iak nie
można odmówić słuszności stanowisku Havelocka ,
30

26

31

3

2

33

2 7

traktują jednakże edukacyjny aspekt oddziaływania po-

54

�Krystyna Bartol * PAIDEIA POETÓW

ezji na odbiorcę jako cel realizowany poniekąd w ode­
rwaniu od innych zadań, jakie stawiali sobie archaiczni
twórcy względem swoich słuchaczy. Wydaje się tymczasem, że paideię greckich poetów można właściwie zrozumieć jedynie w ścisłym powiązaniu z pozostałymi zadamami sztuki poetyckiej. Dydaktyczne aspiracje poetów
realizują się poprzez skłonienie odbiorcy do kontempla¬
cji treści przekazywanej w utworach literackich. Impul­
sem zaś do głębszego zastanowienia się nad zawartymi
w utworach wartościami pragmatycznymi (użytecznymi
w życiu) jest odczuwanie przyjemności płynącej z obco­
wania z pięknym słowem. Rozdzielenie obu aspektów,
estetycznego i dydaktycznego, jest tworem hellenistycznych teoretyków, którzy nie potrafili zaakceptować
pierwotnego, genetycznego połączenia przyjemności
i użyteczności. A związek ten był wszechobecny w świadomości archaicznego Greka, zarówno poety-nauczyciela jak i tłumu jego uczniów-słuchaczy.

;
:
J
I
(

&gt;
I

ge (Mass.)-London 1999, 16-25. Podzielone są zdania badaczy
co do tego, czy sam A r c h i l o c h wspominał w swoich utworach
to misteryjne przeżycie. M . Lefkowitz, The Lives of Greek Poets,
L o n d o n 1981, 27 uważa, iż autor inskrypcji Mnesiepesa za­
czerpnął opowieść o A r c h i l o c h o w e j Dichterweihe z poezji tego
jambografa. J. Fairweather, Traditional

''•
'

&gt;
!
I

and

czy literatury.
7

W przypadku Teogonii Hezjoda badacze nie są zgodni, czy opi­
sane przez poetę z A s k r y spotkanie z M u z a m i traktuje poeta
w kategoriach snu, czy jako rzeczywiste przeżycie. N a ten temat
- zob. Kambylis, op. cit., 55-59 i M . L . West, Hesiod. Theogony, O x f o r d 1988, 158-159

8

Por. Pfister, RE, Suppl. I V , szp. 277-279, s. v. Epiphanie.

9

A . P. 9,64;

1 0

N a ten temat - zob. Kambylis, op. cit., 38-46

1 1

11,24

Przekład J. Danielewicza, Liryka starożytnej

Grecji,

Warszawa-

-Poznań 1996, 161
1 2

Por, I I . 15,117.

n

Szczegółowo omówił go N . B. C r o w t h e r , Water and Wine as

1 4

Analizę tego u t w o r u przeprowadziłam w artykule T O N A N A -

Symbols of Inspiration,

Na zakończenie powróćmy raz jeszcze do wspomnia­
nych na początku mojego wystąpienia dwóch komplementarnych względem siebie wymiarów socjologiczne­
go fenomenu, jakim była grecka paideia - jednostkowe¬
go i ogólnospołecznego. Jako kwintesencję poglądów
dotyczących miejsca artystycznej działalności człowieka
w systemie ogólnej kultury zacytujmy w przekładzie dwa
dystychy ze zbioru Theognidea (ww. 769-772):

!

Inference

minar 4, 1983, 333, 336 uważa ją za wymysł późniejszych bada¬

34

;
'

Narrative,

Truth in Lives of Greek Poets, w : Papers of the Liverpool Latin Se­

„Mnemosyne" 32, 1979, 1-11.

K R E O N T A M I M O U . Einige Bemerkungen

zum Carmen

Ana-

creonteum [ w : ] „Antike u n d A b e n d l a n d " 39, 1993, 64-72.
1 5

1 6

N a ten temat - zob. Kambylis, op. cit., 191-204
Zob. Z. Ritoók, Dichterweihen,
breceniensis" 6, 1970,

1 7

„Acta Classica Universjtatis De-

17-25

M . G r i f f i t h , Contest and Contradiction

in Early Greek Poetry, w :

Cabinet of the Muses. Essays on Classical and Comparative

Lite­

rature in Honor of Thomas G. Rosenmeyer, eds. M . G r i f f i t h , D .
J. Mastronarde, A t l a n t a 1990, 188-189 nazywa te trzy katego­
rie mądrości „factual, moral, and aesthetic".

\
I

Nie wolno słudze Muz, co boskim jest wieszczem,
Strzec zazdrośnie zdobytej wszelakiej mądrości.
Trzeba, by chciał się nią dzielić z innymi.
Bo, gdy on sam jeden ją zna, jakiż pożytek z niej płynie ?

!

1 8

1 9

W . J. Verdenius, The

Principles

of Greek

Literary

Criticism,

„Mnemosyne" 36, 1983, 39
2 0

Wierzenia dotyczące działalności artystycznej mitycznych po­
etów omówił J. Platthy, The Mythical Poets of Greece, Washing­
ton D. C ,

Znaczenie tego t e r m i n u szczegółowo omawiają H . Koller, E N -

1

of Poetry, N o r t h

Carolina 1988, 13

Przypisy

!

Por. Lanata, op. cit, 14 oraz G . W a l s h , The Varieties of Enchant­
ment. Early Views of the Nature and Function

1985.

j

K U K L I O S P A I D E I A , G i o t t a 34, 1955, 174-189 i H . J. M e t t e ,

2 1

Przekład M . Brożka, Pindar. Ody zwycięskie,

!

E N K U K L I O S P A I D E I A , Gymnasium 67, 1960, 300-307 ( =

2 2

N a ten temat - zob. uwagi B. K . Gold, Literary Patronage in Gre­

•

Kleine Schriften, hrgs. A . M e t t e , B. Seidensticker, F r a n k f u r t

ece and Rome, Chapel H i l l - L o n d o n 1987, 16-17, która stwier­

•

am M a i n 1988, 120-127).

dza: „the bard occupied a rather unique position even from the

'j

Jak trafnie ujął W . Lengauer, O poezji u starożytnych.

1

\

ginesie antologii Jerzego Danielewicza,

Na

start. H e was supported by the court and therefore was depen­

mar-

dent o n m e n of position and power (...). A n d yet his skill was

„Literatura na świecie",

great enough so that he commanded respect and honour (...).

8-9,1996,411
,'

'

i

Teorie te zwięźle omówił D . A . Russell, Cńticism

in

H e was b o t h despised by men for his dependent social and eco­

Antiquity,

nomic position and honored by t h e m for his artistry".

London 1981, 69-83. Liczne uwagi na ten temat zawarte zosta2 5

Przekład W . A p p e l a , w : Danielewicz, op. cit., 474-475

cal Criticism, ed. G . A . Kenney, Cambridge 1989, passim.

2 4

Przekład J. Danielewicza, op. cit., 411

Antyczne testimonia na t e n temat zebrała i omówiła G . Lana¬

2 5

H a r r i o t t , op. cit., 106

2 6

Przekład J. Parandowskiego, w : Homer. Odyseja,

ly w The Cambridge History of Literary
'

4

!

ta, Poetka preplatonica,

\

etry and Criticism

Critiasm,

V o l . 1 : Classi¬

Firenze 1963. Zob. też R. H a r r i o t t , Po-

Związek prawdy i piękna omawia Verdenius, op. cit., 25-32.

2 8

N a temat interpretacji słów Hezjoda - zob. Walsh, op. cit., 22¬

Kal-

2 9

West, op. cit., 163 określa ten rodzaj wypowiedzi poetyckiej ja­

Odnaleziona na Paros w k u l t o w y m okręgu poświęconym A r -

5 0

Verdenius, op. cit., 34

chilochowi inskrypcja pochodzi z I I I w . p.n.e. Po raz pierwszy

"

została opublikowana przez N . M . Kondoleona,

5 2

des Dichterberufs

im frühen

Griechentum

bis zur

Zeit Pindars, Göttingen 1963

36

Szczegółową analizę tych scen przedstawił A . Kambylis, Die
Dichterweihe und ihre Symbolik. Untersuchungen

zu Hesiod,

ko „the sort of fiction that can be believed i n " .

Imachos, Properz u n d Ennius, Heidelberg 1965
6

Warszawa

1972, 191

before Plato, L o n d o n 1969 oraz H . Maehler,
2 7

Die Auffassung
5

Krakow 1987, 142.

Archaiologike

Badacz ten, ibidem, mówi o „an educational by-purpose".
W . Jaeger, Paideia, v o l . 1, Berlin-Leipzig 1934, 63

Ephemeris 1952, 32-95. Pełny tekst inskrypcji wraz z przekła­

"

E. Havelock, Preface to Plato, O x f o r d 1963.

dem angielskim znaleźć też można w D . E. Gerber, Greek lam­

3 4

Związek f u n k c j i estetycznych i pragmatycznych omawia Rus­
sell, op. cit., 92

bic Poetry Prom the Seventh to the Fifth Centuries BC, C a m b r i d ­

55

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11164" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11142">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1dd96821cb7b8f70d0fae8562e9c9631.pdf</src>
        <authentication>d97a67171beea126d0781688f2b4cb5e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3037</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133110">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133111">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133112">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2841</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133113">
                <text>Festiwal "Misteria, Inicjacje" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133114">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.142-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133115">
                <text>Bartol, Krystyna [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133116">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133117">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133118">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133119">
                <text>„ M I S T E R I A , I N I C J A C J E " - DYSKUSJA P A N E L O W A

Festiwal
„Misteria, Inicjacje"
Dyskusja panelowa
Krystyna Bartol, Jerzy
Danielewicz,
Jacek Dobrowolski, Ireneusz
Guszpit,
Wiesław Juszczak, Tomasz
Kubikowski,
Włodzimierz Lengauer, Czesław
Robotycki,
Richard Schechner, Włodzimierz
Staniewski,
Zbigniew Taranienko, Uch
Trzcionkwski

Z

apis dyskusji zamykającej Festiwal Misteria, Ini­
cjacje", która odbyła się 14 października 2000 r.
w sali im. St. Wyspiańskiego Państwowej Wyższej
Szkoły Teatralnej w Krakowie z udziałem: prof. Krystyny
Bartol, prof. Jerzego Danielewicza, Jacka Dobrowolskiego,
dr. Ireneusza Guszpita, prof. Wiesława Juszczaka, dr. To­
masza Kubikowskiego, prof Włodzimierza
Lengauera,
prof. Czesława Robotyckiego, prof. Richarda Schechnera,
dr. Zbigniewa Taranienki oraz dr. Lecha Trzcionkowskiego. Dyskusję prowadził Włodzimierz Staniewski. Poniższy
zapis stanowi wersję skróconą i przeredagowaną.
Spotkanie rozpoczęło się od wystąpienia prof R. Schech­
nera, które miało stanowić uzupełnienie jego wykładu
Z dnia poprzedniego. W jego trakcie Schechner podjął jed­
nak, niejako obok tematu głównego, kilka wątków, które
stały się punktem wyjścia do dalszej dyskusji. Te fragmen­
ty jego wystąpienia zamieszczono w zapisie.
R i c h a r d Schechner: Chciałbym powiedzieć kilka
słów o tej turystycznej wersji afrokubańskiego rytuału,
którą widzieliśmy wczoraj. T o jest dla mnie poważny
problem - rytuał wyrwany ze swego naturalnego kon­
tekstu. Jedno z najważniejszych pytań dotyczących te­
go przedstawienia brzmi: jak jest możliwe jego skutecz­
ne działanie wtedy, gdy jest on odprawiany na polskiej
wsi, w jakimś namiocie, wobec publiczności, która się
składa całkowicie z cudzoziemców. T o jest bardzo inte­
resujące zagadnienie - owa transpozycja doświadcze­
nia rytuału, btak jego naturalnego kontekstu.
I druga sprawa - wiedzą Państwo doskonale, że nie
po raz pierwszy mamy do czynienia z taką sytuacją, że
ktoś twierdzi, iż udało mu się ponownie odkryć Grecję.
Rola Grecji w kulturze zachodniej zawsze była olbrzy­
mia. Już wielu przed nami twierdziło, że odkryło staro­
żytną Grecję, my dzisiaj mówimy, że tamci się mylili, bo
to dopiero myśmy tego dokonali. A za pięćdziesiąt lat
przyjdą inni, spojrzą na nasze dokonania i powiedzą, że
byliśmy w błędzie, bo prawdziwą Grecję odkrywają do­

piero oni. T o przecież już starożytny Rzym odkrył an­
tyczną kulturę grecką i za jego pośrednictwem wywar­
ła ona olbrzymi wpływ na całą kulturę europejską.
Przypomnieć też trzeba wczesny renesans włoski, teatr
włoskich humanistów - o n i też twierdzili, że odkrywa­
ją dziedzictwo starożytnej Grecji. Z czasem ich odkry­
cia w dziedzinie tańca i pieśni stały się fundamentem
nowożytnej opery, ale początkowo ci ludzie, ci uczeni
byli przekonani, że odkryli prawdziwą starożytną Gre­
cję. Podobnie rzecz się ma w z Isadorą Duncan, która
starała się czerpać inspirację z waz greckich, z rzeźby
greckiej i także była przekonana, że prezentuje praw­
dziwy taniec antyczny. Powołując się na Greków staro­
żytnych mówiła, że należy uwolnić ciało, postulowała
taniec ekstatyczny. Te same idee przyświecały też Delcrozeowi i szkole Hellerau - oni również starali się po­
nownie odkryć Grecję. Chóry, które tworzyli oparte
być miały na wzorach greckich. Mówię o tym, by Pań­
stwu pokazać, że wiele już razy artyści byli w pełni prze­
konani, że udało i m się odkryć istotę starożytnej Gre­
cji, ale potem znów ktoś przychodził i mówił, że w rze­
czywistości Grecja była inna. Wydaje mi się, ze ci wszy'
scy ludzie tworzyli sobie taką Grecję, jaką sami chcieli
mieć, wybierali pewne elementy i tworzyli z nich to co
dla nich było najważniejsze Doceniam wszystko co ro­
bi Włodzimierz Staniewski i jego te \ * - ruchy ksztaltovvsnc n 3 podobieństwo wizerunków z waz i tak dalej
- ale wydaie mi się ~e t i k naprawdę nie możemy być
newni teao co na tych wazach widzimy Nam sie wy
daie że te Dostacie to tancerze ale może iest całkiem
inaczej. Może starożytni przedstawili w ten sposób k o
zunełnie
co
oczywiste
;

wcale bvć mo^e takie nie iest Wedłus mnie naiwi k '
s~a wart )ścia Grecii iest ro ze stanowi ,na w e l o m
dzaju otwartą księgę, któtą można czytać na wiele róznych sposobów Dotyczy to zwłaszcza ruchów i pieśni
Być może interpretacja literatury jest łatwiejsza, ale
w przypadku waz trudno już cokolwiek pewnego po­
wiedzieć. Ale ja nie krytykuję tego - ja staram się po­
wiedzieć tylko, że nie pierwszy raz mówimy o odkryciu
Grecji, o Grecji autentycznej.
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Dziękuję bardzo. D o za­
gadnień poruszonych przez profesora Schechnera wró­
cimy jeszcze z pewnością w dalszej części naszej dysku­
sji, teraz jednak, zgodnie ze wstępnym planem chciał­
bym prosić o dwa wystąpienia dotyczące istoty staro­
żytnych misteriów greckich. Pierwsze z nich, na temat
misteriów dionizyjskich wygłosi profesor Włodzimierz
Lengauer.
W ł o d z i m i e r z L e n g a u e r : Profesor Schechner
w swoim wystąpieniu wspomniał między innymi o dzie­
jach poszukiwania oblicza Grecji, o różnorodnych obli-

142

�I
„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czach Grecji. Jednym ze źródeł owych poszukiwań,
owych prób znalezienia prawdziwej Grecji była sztuka
Eurypidesa Bachantki, o któtej Goethe powiedział, że
należy do najwybitniejszych osiągnięć dramatu antycz­
nego w ogóle, a bez wątpienia jest najlepszą tragedią
Eurypidesa. O d tej właśnie tragedii chciałbym zacząć.
Zastanawiając się nad historią recepcji, czy nad h i ­
storią interpretacji Bachantek Eurypidesa, trzeba po­
wiedzieć, że szukano w tym dziele wielu różnych
prawd, wielu różnych znaczeń. Wydaje mi się, że jed­
nym z najważniejszych kluczy, czy motywów, które mo­
gą stać się podstawową kategorią interpretacyjną przy
lekturze tej sztuki jest kategoria, czy może raczej pro­
blem, mądrości. Problem mądrości, problem tego, co
to jest sophia, co to jest mądtość, kto jest mądry. Przy­
pomnę Państwu, że ten problem jest spuentowany
u Eurypidesa już pod koniec tragedii, kiedy posłaniec
przynosi do Teb Kadmosowi wiadomość o tym, co się
stało z Pentheusem. I tam w jego relacji pada bardzo
charakterystyczne, nie tylko dla tej sztuki i nie tylko
dla Eurypidesa, ale w ogóle dla Greków, stwierdzenie,
co to jest to sophronein To sophronein to właśnie być
mądrym". Więc, co to znaczy być mądrym, co to jest
mądtość ludzka. I może nie tylko sophronein, ale też
sebein, co znaczy czcić bogów, szanować bogów. Posła­
niec powiada, że najpiękniejszą rzeczą je to sophronein
koi sebein ta ton theon - „być mądrym i czcić rzeczy bo­
gów". Ale to nie jest tylko puenta, to nie jest zakończe­
nie sztuki. Stwierdzenie, że tragedia Pentheusa polega­
łaby na tym, że nie czcił bogów byłoby banalne.
Problematyka tego, co to jest sophia i co to jest so­
phronein pojawia się znacznie wcześniej. O d początku
zresztą pojawia się w tej wymianie zdań między Pen­
theusem a Dionizosem (dla uproszczenia, nie wcho­
dząc w interpretacje, k i m jest ten, kogo spotyka Pentheus, uważam go za Dionizosa, za jakąś postać Dioni­
zosa). Otóż już ptzy pierwszym spotkaniu Dionizosa
i Pentheusa mowa jest o tym, kogo uważać należy za
mądrego, k t o jest mądry. Za mądrego uważa się Pentheus. Pentheus dlatego właśnie nie przyjął kultu Dio­
nizosa i chce ptześladować czczące go kobiety, ponie­
waż we własnym mniemaniu reprezentuje pewną mą­
drość, mądrość w wąskim znaczeniu. T u właśnie soph­
ronein, bardziej jeszcze niż sophia, łączy się z innym po­
jęciem greckim, które również ma z mądrością coś
wspólnego, z pojęciem sophrosyne. A sophrosyne to jest,
uptaszczając, mądrość praktyczna. Sophrosyne polega
na cym, że zachowujemy umiar, że nasza mądrość pro¬
wadzi nas do umiaru, spokoju. T o właśnie reprezentu­
je Pentheus, lub raczej jest przekonany, że to właśnie
teptezentuje. Gdy pojawia się Dionizos, od razu po­
wiada on mniej więcej tak: „ty mnie nie rozumiesz, ale
nic w tym dziwnego, bo ja, ten obcy, jestem
któ¬
ry mówi rzeczy m^dre A ten leto mówi rzeczy mądre

uważany jest za głupca, za kogoś bezmyślnego przez te­
go, kto - ptzekład polski Jerzego Łanowskiego o ile do­
brze pamiętam, używa terminu „uczony" - czyli przez
kogoś, k t o sam nie jest uczony - amatheis. Można by
lepiej oddać ten użyty przez Dionizosa przymiotnik ja­
ko „nieuczony", „niewiedzący", bo to właściwie znaczy
amatheis - ktoś, kto się czegoś nie nauczył, nie ma ja­
kiejś wiedzy, wiedzy wyuczonej. I to właśnie zarzuca
Dionizos Pentheusowi.
Ta sprawa pojawia się zresztą wielokrotnie w sztuce,
potem także chór w kilku miejscach mówi, co to jest
mądrość, co to jest mądrość śmiertelnych. Z kolei Dio­
nizos potem raz jeszcze podkreślając, że Pentheus nie
wie, co mówi, powiada: „Nie wiesz nawet, k i m jesteś".
Na co Pentheus zdumiony, odpowiada, że on przecież
wie, kim jest - jest synem Echiona z Teb, synem Echiona i Agaue. I warto może sobie uświadomić, że w kon­
strukcji tej sztuki jest pewna symetryczność - dokład­
nie te same słowa, które padają w wierszu 507, kiedy
powiada Pentheus Dionizosowi „jestem Pentheusem,
synem Echiona i Agaue", dokładnie te same słowa po­
wtarza Pentheus, kiedy jest rozszarpywany przez ba­
chantki z własną matką na czele, z matką, która go nie
rozpoznaje I właśnie matce mówi on- ja jestem Pen­
theus, syn Echiona i Agaue". Te
słowa, które
wcześniej mówi do Dionizosa, wypowiada w chwili
swojej śmierci - on ciągle wie, że jest Pentheusem, ale
można by powiedzieć, że nic z tej wiedzy nie wynika.
O n wie że jest Pentheusem i to jest właściwie ptawda
ale Dionizos mu na to mówi nie wiesz kim jesteś"
Potem w trzecim stasimonie, w partii chóralnej pa­
dają kolejne ważne słowa dotyczące tego, co to jest to
sophon - „rzecz mądra", co to jest mądrość, powiedzmy.
W odpowiedzi na to pytanie padają w tym miejscu sło­
wa groźne, bo to jest zapowiedź tego, co spotka Pen­
theusa. Jest tam mowa o tym, co to jest mądrość i że
nie ma nic piękniejszego niż położyć ręce na głowie
wroga - to jest zapowiedź tego, że Pentheus zginie. T u ­
taj mądrość, którą reprezentuje chór bachantek lidyjskich, towarzyszek Dionizosa, prowadzić ma do zguby
Pentheusa.
Co wobec tego jest mądrością Pentheusa - tą nie­
dobrą mądrością, fałszywą, a co jest mądrością D i o n i ­
zosa? Można by powiedzieć, że obaj reprezentują pew­
ną tradycję. Bo to jest tylko taki zabieg sceniczny, że
Dionizos jest bogiem nowym. Eurypides dobrze wie, że
Dionizos już w tym momencie wcale taki nowy nie
jest. O n zresztą jest nowy i nienowy, bo on przybywa
wprawdzie z Lidii, ale pochodzi przecież z Teb. T o są
dwie różne tradycje. O tradycji Pentheusa, wedle któ­
rej Dionizos jest kimś obcym i wrogim, można by po­
wiedzieć, że jest to tradycja polis. Wskazuje na to k i l ­
ka miejsc w tekście, w których Eurypides czyni wyraź­
ne aluzje do współczesnych mu wydarzeń, do współ-

143

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czesnego obrazu życia w Atenach. Pentheus reprezen­

latorośli, ale przede wszystkim w ogóle życia i wegeta­

tuje przekonania typowe dla wyobrażeń, na temat te­
go, jaka powinna być polis grecka. Polis czyli, uprasz­
czając i używając terminu, z którym się sam nie zawsze

cji. Ale równocześnie - i to zaskakująca sytuacja - po­
wiada Herakht w jednym ze słynnych fragmentów, że
Dionizos i Hades to jedno. T o utożsamienie Dionizosa

zgadzam - miasto-państwo, wspólnota polityczna i re­
ligijna, która ma na celu zachowanie porządku, po­

z Hadesem pojawia się też w kilku innych wczesnych

rządku świata. Polis jest zgodna z porządkiem świata

wypowiedziach. Być może to stwierdzenie Heraklita
jest tylko jakimś zagadkowym skrótem myślowym lub

i może właśnie dlatego najlepiej jeden z ideałów polis
reprezentuje wyraz eukosmia - „dobry porządek".

metaforą, ale w podobny sposób miał się także wypo­
wiadać Aischylos. Co prawda t u jesteśmy w sytuacji

W polis powinien panować dobry porządek, należy za­
chowywać kult bogów, ale zgodny z tradycją, której

bardzo niedobrej - co często się zdarza w przypadku h i ­
storii literatury starożytnej - bo nie znamy tekstu
Aischylosa tylko fragment, który co gorsza nie jest cy­

nikt nie może naruszyć. T o właśnie reprezentuje Pen­
theus i to o n uważa za mądrość.

tatem a został przekazany w bardzo późnym leksykonie,
gdzie glosator powiada, że Aischylos miał nazywać

Dionizos tymczasem niesie z sobą coś, co istotnie
jest sptzeczne z porządkiem polis, który reprezentuje

Dionizosa Zagreusa Hadesem, albo synem Hadesa

Pentheus. Dionizos jest tego świadomy, proszę znów
zwrócić uwagę na pewne momenty w tej jego słynnej

czej. Można też przywołać inny tekst - pierwszy tekst,
w którym jest mowa o odpowiedniku, czy raczej duble­

rozmowie z Pentheusem, kiedy on powiada wyraźnie,
że reprezentuje rzeczy, które są arreta. Przekład polski

cie Dionizosa, drugim Dionizosie o imieniu Zagreus imieniu tajemniczym zdaniem niektórych trackiego

z braku lepszych terminów tłumaczy to po prostu jako

a w każdym razie niegreckiego pochodzenia. Ów tekst

„tajemnice". Arreta to rzeczy niewypowiedziane, takie,
których nie można powiedzieć, lub które są z natury

to znowu fragment - zacytowana w pewnym leksyko­
nie jedna linijka z niezachowanego poematu epickiego

swojej niewypowiedziane. T o właśnie reprezentuje
Dionizos. O tych niewypowiedzianych rzeczach mówi

z V I w. Alkrnaiorus. Otóż we fragmencie tym wezwany
jest Zagreus jako najwyższy z bogów razem z Ziemią,

on, że nie może ich poznać ktoś taki jak Pentheus -

Panią Ziemią, Potma Ge. T u mamy właśnie do czynie­

niewprowadzony. Wcześniej jest mowa o tym, że Dio­
nizos swoich czcicieli sam wprowadza w swoje obrzędy.

nia z sytuacją absolutnej sprzeczności Dionizosa z po­
rządkiem polis Dionizos wprawdzie wkracza do polis

T u nie pada słowo misteria, pada słowo „obrzęd" - telete, teletai w liczbie mnogiej. I pada także słowo „wpro­

zostaje w polis jest w niej przyjęty nie w postaci jakichś
obrzędów, które zwalcza Pentheus ale w postaci świąt,

wadzić" - eisbaino - „wejść" i „wprowadzić". Wobec te­

przynajmniej w A t e n a c h , gdzie w V w. najważniejszym

go Dionizos wprowadza w takie I ~ C i.
które si| uTfctci
Nie może ich oczywiście poznać Pentheus, który nie

swięrem poliadycznym są bez wątpienia Wielkie Dionizja. W i ę c Uionizos został przyjęty, ale właśnie jako bó­

chce być wprowadzony.

stwo życia, bóstwo wegetacji. Natomiast gdzieś pojawial się tez Dionizos który jest chyba bóstwem smietci,

1

Jakie to więc są rzeczy? Pentheus widzi je tylko jako
zachowania bachantek, a przecież to jest tylko zewnęttzna strona tych arreta, mimo że to, co one czynią
też należy do arreta - bo to są rzeczy niewypowiedzia­
ne, nienazywalne. A l e za rym kryje się jeszcze co wię­
cej, kryje się właśnie owa mądrość Dionizosa - boga,
który jest inny niż porządek poUs, a który coś sobą re­
prezentuje. Niesłychanie trudno byłoby powiedzieć
w stosunkowo krótkim czasie, co sobą Dionizos repre­
zentuje, ale warto zwrócić uwagę na ten jego aspekt,
który on z całą pewnością reprezentuje dla tych, którzy
wiedzą, że jest coś niewypowiedzialnego dla niewta­
jemniczonych, coś, W co trzeba być wprowadzonym.
Dla wielu różnorodnych i skomplikowanych nurtów
religii dionizyjskiej, bo czasem się mówi o wręcz od­
dzielnej religii dionizyjskiej, rzeczą charakterystyczną
jest to, że Dionizos łączy w sobie sprzeczności, łączy
rzeczy, które się wzajemnie wykluczają. Powszechne
przekonanie odnoszące się do tego Dionizosa, który
znany jest wszystkim Grekom w czasach Eurypidesa
głosi, że jest to bóg życia, bóg wegetacji - bóg winnej

a w każdym razie bóstwem chtonicznym. A łączenie
tych dwóch porządków, porządku olimpijskiego i chro­
nicznego, łączenie ich w tym samym kulcie i w tej sa­
mej postaci wydawałoby się chyba Grekom bardzo
sprzeczne z tym porządkiem z t y m wszystkim co eukosmia poleis i co eusebeia polis, czyli szacunkiem polis wo­
bec bogów by nazwali.

144

I tera ' inne poświadczenie spoza tekstów literac­
kich też ciągle kłopotliwe różnie inte, •pretowane O t o
z Olbii nad Morzem Czamynipochodzi l y zestaw fa¬
lo mówiących zabytków
wielkie i - z a c e ' m n i e i wiecei 4 5-5 na 3 5-3 cm ta'
blic-ki &gt; kość. zwterzecych na którvch sa wydranane
newne "nanisy Znalezion , ie na terenie ttrZ s czyli
okręgu świeteg o w Olbii Znaleziono ie w roku 1950
ale opublikowano no raz nierwszy na noczarku lar 70 '
wiec ze zna-znym o c e n i e n i e m i bez dobrze ud , k u '
menrowaneen stanu i mteisca z n a W e J a T a L * L a
-

c a

wanie m X
rMcnJZ

rr ,rhe , w
nl

nl\

ar

flj

W

n ni/aż \nw7

P°

n l e W a Z

Z

Opiera S ę

caiKOwicte n a paieograrn, na sposouie zapisu, na KSZułł*

�I
„MISTERIA. INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

cie liter. Datowanie jednak wedle tych kryteriów wska­

maczone. Chodzi o wiersze 860-861, gdzie Dionizos

zuje, że pochodzą one z wieku V , a zatem s ą mniej wię­

jest określony jako en telei theos. M o i m zdaniem po en

cej współczesne tekstowi Bachantek. Są to tabliczki

telei theos należy postawić przecinek i tłumaczyć to (do­

sporządzane przez orfików. Co do tego nie ma wątpli­

kładniej mówiąc tam jest pephyken en teki theos) - „bóg

wości, bo są one podpisywane właśnie w ten sposób -

z natury doskonały", „bóg z natury spełniony, skończo­

orfikoi, „orficy". Wyryte na nich teksty to właściwie ha­

ny". A dopiero dalej, w następnym wierszu, już po prze­

sła, słowa-klucze bios-thanatos-bios, najwyraźniej słowa

cinku, można czytać, że jest deinotatos - „straszny",

związane z obrzędowością czy mistetiami orfików. Jaką

„najstraszniejszy" - i jednocześnie anthropois epiotatos -

pełniły funkcje ttudno powiedzieć. Są to zapewne

„najżyczhwszy, najłagodniejszy dla ludzi." I tego wła­

przedmioty święte, tabliczki święte, używane, może

śnie dowiadują się wtajemniczeni w orfickie misteria

wręczane inicjowanym lub wypisywane przez osoby

Dionizosa, dowiadują się, co jest najżyczliwsze i najła­

wprowadzane w misteria orfickie. O misteriach tych

godniejsze dla ludzi - dowiadują się, że najłagodniejsza

wiadomo dzisiaj bardzo mało, właściwie tylko tyle, że je

i najlepsza, i najstraszniejsza dla ludzi jest śmierć - bios,

odbywano i chyba były połączone

który następuje po thanatos. I tyle tylko chciałem Pań­

z Dionizosem,

o czym świadczą i inne znaleziska, które tę formułę

stwu powiedzieć. Dziękuję za uwagę, (brawa sali).

bios-thanatos-bios rozwijają. Rozwijają ją między innymi
teksty na innych tabliczkach sporządzanych najczęściej
na złotym listku - złota tabliczka jest nieco mylącym
określeniem, bo to jest niewielka, kilkucentymetrowa,

W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Dziękujemy bardzo. Po­
proszę teraz Lecha Trzcionkowskiego.

bardzo cieniutka złota folia, którą można było zwinąć.
My tych „tabliczek" mamy dzisiaj sporo, pochodzą one
z różnych okolic świata greckiego - nie tylko z Gtecji
w znaczeniu geograficznym - pochodzą

7

południowej

miennie niż misteria dionizyjskie, są to misteria organi­
zowane przez polis, to znaczy przez wspólnotę obywa­

Italii z Macedonii Tesalii Krety także z Grecji właści
wej. Najstarsze z nich datowane są na początek I V lub
raczei koniec V w Z teeo właśnie okresu D o c h o d z i t e '
iedna z naislvnnieiszvch z

U c h T r z c i o n k o w s k i : Mówiąc o istocie misteriów
eleuzyńskich trzeba po pierwsze powiedzieć, że od­

d l u r i m tekstem

telską, czy też coś, co z dużym przybliżeniem można by
uznać za starożytną formę państwa. Są organizowane
w sanktuarium pozostającym pod opieką wspólnoty
obywatelskiej. Jednocześnie przystąpienie do tych m i ­

tabliczka z H.ononion odzie wyraźnie iest mowa że

steriów zależało od decyzji indywidualnej, co odróżnia­

zmarły, dusza zmarłego', po śmierci ma taki sam los'jak

ło je od innych świąt obywatelskich, państwowych,

inni bakchoi, inni wtajemniczeni w misteria dionizyj-

w których każdy, już z racji tego, że był obywatelem,

skie. Jeszcze dobitniej związek orfizmu z dionizyzmem

brał udział. W przypadku misteriów każdy mógł brać

wynika z dwu tabliczek z Tessalii, z Pelliny, gdzie jest

udział, ale nie był to obowiązek obywatelski, była to i n ­

mowa o tym, że oto Dionizos (dokładniej Bakchios, bo

dywidualna decyzja. T o jest pierwsza rzecz, która już

takiego imienia tam się używa), uwolnił duszę, uwol­

wprowadza nas w to, co można by nazwać poszukiwa­

nił teeo zmarłego Te tabliczki w literaturze nrzedmioM ' I ™ "
t ! ^
„ ^
.
,
,

niem istoty, esencji misteriów. Misterium jest to indy­

tu nazywano kiedyś paszportami śmierci, b o byiy prze­

rytualny.

n

J

n

m

i

m

i

r

r

widualne ptzejście przez pewien scenariusz obrzędowy,

znaczone dla zmarłych. Kładziono je zmarłym do gro­
bu po to, by zmarły nie zapomniał, dusza jego nie za­
pomniała tego tekstu, który jest na tabliczce zapisany
- to jest cała formuła o losie pośmiertnym duszy - by
dusza ten tekst przeczytała, wyrecytowała, powiedzia­
ła bogini Świata zmarłych Persefonie. I to jest właśnie,
myślę, najważniejszy element misteriów dionizyjskich,
orfickich misteriów dionizyjskich, który mamy dobrze
acz szczątkowo poświadczony dla okresu współczesne­
go już Eurypidesowi. Istotą owych misteriów jest prze­
kazanie wiedzy o nieśmiertelności duszy i może więcej
- przygotowanie do śmierci, przygotowanie do spotka­
nia z Persefona. A jest to możliwe właśnie dlatego, że
Dionizos, o którym Karl Kerenyi pisał, że jest to bó­
stwo i bóg wiecznego życia, jest tak naprawdę bogiem
życia i śmierci.
Być może tego dotyczą słowa z Bachantek, które
w polskim przekładzie są trochę niedokładnie przetłu­

Po drugie, żeby mówić o tym rytuale trzeba opisać
scenę i główne osoby świętego dramatu, czy świętych
działań (żeby przywołać etymologiczne znaczenie słowa
dramat - działanie). Otóż miejscem jest ziemia attycka, czyli ziemia należąca do obywateli polis Ateńczyków, Ateny. Dlaczego mówię „ziemia" - otóż dlatego,
że misteria eleuzyńskie rozgrywały się w kilku miej­
scach. W samym centrum polis Ateńczyków. czyli
w Atenach, w mieście Ateny, było sanktuarium po­
święcone Demeter i jej córce Korę. T o sanktuarium już
sanieli sw£| nazwtj przywoływało główne miejsc obrzę­
dów, bowiem nazywało się Eleuisinion,

czyli przybytek

eleuzyński, związany z Eleusis, czy z boginiami z Eleu­
sis. Drugim miejscem było sanktuarium Demeter i Ko­
rę, czyli córki, położone w mieście leżącym na samyni
krańcu, granicy przestrzeni obywatelskiej, w Eleusis.
Było to miasto o niezwykle starych tradycjach osadni-

145

�„MISTERIA. INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czych i , co jest nieoddzielne oczywiście, religijnych w starożytności tam, gdzie są ludzie, tam są i bogowie.
Sanktuarium tamtejsze wyrosło na miejscu pałacu
z epoki brązu, z epoki mykeńskiej, która później prze­
tworzyła się w epokę heroiczną. Ciągłość kultu jest po­
świadczona od bardzo wczesnego okresu archaicznego.
Z czasem, gdy polis poczuła się szczególnie odpowie­
dzialna za przebieg obrzędów odbywających się w Eleu­
sis, sanktuarium tamtejsze zaczęło przybierać coraz
bardziej monumentalną formę, która osiągnęła swoje
apogeum u szczytu potęgi państwa, chociaż później
Rzymianie dodali także kilka swoich budynków. M i m o
wszystkich tych zmian centralnym miejscem świątyni
w Eleusis pozostało Miejsce Wtajemniczeń - dziwna
budowla wzniesiona przez najznakomitszego atchitekta
starożytności Iktinosa. Rył to rodzaj olbrzymiej hali, za­
daszonej, w pewnym sensie odizolowanej od świata ze­
wnętrznego. W jej centrum wznosił się budynek zwany
Domem Królewskim - pomieszczenie, którego najważ­
niejszym elementem byty drzwi otwierające się na za*
mknie tą przestrzeń Tajemnicy od widzów dramatu sie­
dzących w Miejscu Wtajemniczeń.
-

Jeżeli chodzi o osoby tego dramatu, to oczywiście,
najważniejsze są dwie czczone w Eleusis boginie, cza­
sem po prostu tak właśnie nazywane - Dwie Boginie.
Pierwsza z nich to Demeter nazywana tez Matką, Me¬
ter. Co znaczy imię Demeter nie jesteśmy w stanie do­
kładnie powiedzieć. Starożytni De- interpretowali jako
„ziemia", a więc Matka Ziemia. Współcześni próbują
mówić, że raczej chodzi o Matkę Zboża - zostawię tę
kwestie otwartą. Druga z bogiń to córka Demeter, zwa­
na imieniem, które jest nieprzekładalne - Persefone,
czy Ferefatte według attyckiej tradycji, lub też imie­
niem określającym jej istotę - Kore - Córka. Te bogi­
nie właśnie królowały w sanktuarium w Eleusis. Są one
związane z mitem o porwaniu przez Hadesa, boga pod­
ziemia, córki - Kore, Persefony - i poszukiwaniu jej
przez zbolałą matkę. Rozwiązaniem tej opowieści m i ­
tycznej był powrót córki do matki, ale z zastrzeżeniem,
że musi ona pewną część roku spędzać w domu swego
boskiego małżonka, boga świata umarłych Hadesa.
Oczywiście to już nas wprowadza w atmosferę Eleusis,
a mianowicie w dwa związki, które są tutaj niezwykle
istotne - związek matki z córką i związek Dziewczyny
z mężczyzna Hadesem ktćiry Dorywa młoda dziewczy
ne ii c-vni ia gwałtem swoia nriłżonki A wiec relac a
mąż-żona i relacja matka-córka.
Chciałbym teraz powiedzieć kilka słów o tym, co się
działo w Atenach w czasie wielkich misteriów. Ale czy­
nię to z pewnym niepokojem, dlatego że mówię o rze­
czach, które nie powinny być wypowiedziane, o tym co
jest arreta, co jest nie do wypowiedzenia. Mówię z nie­
pokojem podwójnym - z jednej strony będę mówił
o rzeczach, które nie powinny być wypowiedziane, ale

z drugiej strony jako ktoś, kto z perspektywy teraźniej­
szości patrzy na te fragmenty starożytności, które nam
pozostały, od razu spostrzega, że starożytni tego, co nie
powinno być wypowiedziane, rzeczywiście nam nie po­
wiedzieli. Kilka słów na temat istoty misteriów eleuzyjskich powiedzieli nam pisarze chrześcijańscy, którzy
nie czuli się już zobowiązani do zachowania tajemnicy,
ale nie jest pewne, czy możemy ufać ich informacjom.
Pewne informacje przekazali nam też pisarze gnostyccy, którzy chcieli też dla swoich, gnostyckich celów
wskazać na wtajemniczenie w Eleusis. Wszystko to jed­
nak jest zbyt mało, żeby, odrzuciwszy drżenie religijne,
zrekonstruować samo misterium.
Otóż wszystko rozgrywało się teraz, to znaczy w tej
porze roku, pomiędzy 14 a 23 dniem miesiąca Broedromion, który z przybliżeniem odpowiada naszemu wrze­
śniowi i październikowi. N o , powiedzmy trochę prze­
szliśmy już tę porę, ale będę mówił tak, jakbyśmy świe­
żo ptzeszli drogę wtajemniczanych w misteria eleuzyńskie. C i , którzy byli wtajemniczani 2500 lat temu, mie­
li ten tydzień mistetiów i inicjacji batdzo, bardzo świe­
żo w pamięci. Otóż - pierwszego dnia, 14., efebowie a więc chłopcy, którzy pełnią służbę wojskową, co
w starożytności oznaczało, że przechodzą rodzaj inicja­
cji w życie dorosłe, w życie obywatelskie - przenoszą
w uroczystej procesji z Eleusis święte przedmioty. Jakie
to były przedmioty nie jestem w stanie powiedzieć starożytni też tego nam nie powiedzieli. Przedmioty te
przenoszono z Eleusis do Eleusinion w Atenach.
A więc Ateny w tym momencie stawały się centrum
sceny obrzędów, ale proszę zauważyć, że centrum to
miało bardzo silny związek z krańcem, z granicą, i że
misteria zaczynały się od procesji z granicy z sanktu¬
arium misteryjnego do sanktuarium poliadycznego, do
sanktuarium miejskiego. Następnego dnia keryh, he­
rold ogłaszał początek misteriów i składano ofiary. C i ,
którzy mieli być wprowadzani w misteria, zaczynali
działać dopiero nas tęp ne JĘO dnia który nazywał się Halademistai czyli do morza mistowie" do
jemniczani". W tym dniu ci, którzy mieli być mistami'
wtajemniczonymi brali na rece nrósieti i z tvmi zwie
rzetami które nóźniei stawały sie zwierzętami ofiarny'
mi szli 4o starem ateńskiepo n o m . Faler^nu Tam In
konywano obmycia zwierząt w wodzie morskiej - wta¬
jemniczani wchodzili ze zwierzętami do morza.
Ponieważ wspomniałem o mistach, czyli o wtajemni­
czanych, musze otworzyć nawias i powiedzieć o tym,
kto mógł być wtajemniczany, kto mógł, na mocy swo­
jej indywidualnej decyzji, przystąpić do misterium.
Otóż mogli to zrobić wszyscy ci, którzy mówili po hel­
leński! i nie byli splamieni zbrodnią, pod warunkiem że
odpowiednio wcześnie - wiosną, w miesiącu Anthesterion (kwietnym), na początku naszego marca - dostą­
pili wstępnego oczyszczenia, tak zwanych małych m i -

146

�I
„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

stenów, w sanktuarium M a t k i i Córki leżącym opodal
A t e n , w miejscu zwanym Agraj - Dzikie Pole. Zamy­
kam nawias.
.

Po tym oczyszczeniu w morzu, w tym długim rytuale,
który opisuję, następuje jakby dwudniowa przerwa.
Następne informacje, jakie posiadamy dotyczą bowiem
dopiero 19. dnia miesiąca Broedromion. W tym dniu
efebowie, kapłani i urzędnicy zanoszą z powrotem do
Eleusis święte przedmioty i w t y m momencie centrum
działań rytualnych przenosi się do Eleusis. Na razie
dzieje się to poprzez przedmioty, ale następnego dnia
ich śladem ruszają też mistowie. Idą oni do Eleusis
w procesji, na której czele stoi bóg Jakchos - bóg tań­
ca i okrzyków ekstatycznych (samo jego imię jest wy­
prowadzone z okrzyku ekstatycznego). Mijając most na
rzece Kefizos, która stanowi symboliczną granicę mię­
dzy miastem a terytorium bliższym Eleusis, uczestnicy
procesji są obrzucani obelgami i wyśmiewani przez
tłum zgromadzony wokół. Przechodząc pewne stacje,
o których nie będę mówił, dochodzą w końcu do miej¬
sca zwanego Studnią Pięknych Chórów, które znajdo­
wało się przy samym wejściu do sanktuarium w Eleusis.
T a m właśnie, sądzę, że pod wieczór, a później ptze^ ca¬
łą noc, odbywają się tańce, których zaczątek stanowiła
procesja A więc mamy do czynienia z dwoma zasadni­
czymi formami chorei greckiej czyli tej jedności tańca
śpiewu i muzyki - choreja procesyjną gdńe ruch jest li
niowy i choreą cykliczną edzie ruch odbywa sie DO
okreeu c i s n r a w i a ze w s D ó L t e D r z v s z ł v c h wtaiemn.
czanych zaczynają łączyć coraz ściślejsze więzy.

ału było niemożliwe. Otóż w związku z tym ci, którzy
wchodzą do miejsca wtajemniczeń po raz pierwszy ma­
ją prawdopodobnie zasłonięte oczy, są ślepi, są wpro­
wadzani - i tu znowu można przywołać to, co widzieli­
śmy w czasie ostatniego tygodnia - są wprowadzani
przez mistagogów, to znaczy tych, którzy wprowadzają
do misteriów, to znaczy tych, którzy byli już inicjowani
i uczą każdego właściwego gestu. T o jest fizyczna obec­
ność i fizyczny kontakt pomiędzy mistagogiem a mistą.
Najważniejsze wydarzenie misterium, właściwy dra­
mat, rozgrywał się w nocy. W tym momencie staję
przed największym kłopotem, ponieważ to, co tam wła­
ściwie się działo, cały scenariusz rytualny, jest właściwie
nie do opisania z powodów, o których mówiłem wcze­
śniej. Wiemy tylko, że tym, którzy przechodzili przez
epopteję coś pokazywano. Mówi się, że pokazywano
w milczeniu kłos zboża. Wiemy też, że dokonywano ja­
kichś czynności. C i , którzy mogli patrzeć, oglądali jakiś
dramat, prawdopodobnie rodzaj pantomimy rytualnej.
Znamy dwie formuły, któte wówczas wypowiadano.
Jedna mówi: „pościłem, piłem z kykeon (kykeon to praw­
dopodobnie rodzaj odurzającego napoju), zabrałem z ki¬
ste (ze skrzyni), pracowałem (czy działałem), włożyłem
do kakthos (do otwartego koszyka) i włożyłem z powro­
tem do kiste." Centralnym punktem tej formuły opisu­
jącej kolejne czynności mistów jest OWO „działałem",
czy „pracowałem". O jakie działania czy prace tu cho­
dzi? Sugeruje się, że było to mielenie moździerzem cze­
goś, co służyło do przygotowania kykeon.

Następnego dnia, pod wieczór wszyscy uczestnicy
misteriów wchodzą na teren sanktuarium. Przechodzą
koło Skały bez Radości, jakby można dosłownie przeło­
żyć jej nazwę, skały, która mitycznie jest związana ze
zdarzeniem bodaj najistotniejszym w tej drodze zbolałej
Matki w poszukiwaniu Córki, to znaczy z momentem,
kiedy matka juz nie jest w stanie dalej poszukiwać, sia­
da na skale i pogrąża się w smutku i tam zostanie zna­
leziona przez dziewczęta, które poszły po wodę. M i ¬
nąwszy Skałę bez Radości, mistowie podchodzą do
Miejsca Wtajemniczeń, wrzucają prosięta do dołów, do
megara, a następnie zaczynają wchodzić do sanktu­
arium. Zaczynają wchodzić, ale nie wszyscy tak samo.
Działo się tak dlatego, że pełne wtajemniczenie w m i ­
steria eleuzyjskie składało się z dwu stopni. Pierwszy,
z w a n y myesis, czyli wtajemniczenie, stąd słowo miste­
rium - łacina to tłumaczy jako initiatio, czyli jako wpro­
wadzenie, wtajemniczenie, wejście. Było to jak gdyby
wprowadzenie do obrzędów misteryjnych po raz pierw­
szy i dopiero przeszedłszy je można było w następnym
roku przystąpić do drugiego stopnia, który nazywał się
epopteja, to
ogląd, widok. Już s a ni a nstz w a w ska­
zuje 'e w pierwszym stopniu widok patrzenie było nie­
możliwe w każdym razie w pewnych momentach rytu­
147

Ale chociaż nie wiemy dokładnie, co działo się
w środku, wiemy, co otrzymywali ci, którzy przeszli te
wszystkie etapy wtajemniczenia. Otóż mogli uli! mieć
nad"ieję na szczęsne życie po śmierci Prawdopodob­
nie podobnie jak w misteriach Bakchów dionizyj
skich właśnie to jest istotna przyczyna dla której l u J-ie podejmowali decyzję o przystąpieniu do misteriów
Następnego dnia wszystko stawało się ogólnodo­
stępne, społeczne. Składano wielkie ofiary, w atmosfe­
rze ogólnego święta ofiary te spożywano i ostatniego
dnia, 23., wracano do A t e n .
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Dziękuję bardzo.
Chciałbym teraz zadać pytanie nawiązujące do tego
o czym mówił wcześniej profesor Schechner, a miano­
wicie - z czym mieliśmy do czynienia wczoraj w nocy,
w czasie obrzędu Santerii? (śmiech R. Schechnera). Ze­
spół z Kuby pokazał nam dwa widowiska: jedno, to
społeczne w hali „Sokoła" i drugie, do którego trzeba
być wprowadzonym i którego tajemnice nie powinny
być wypowiedziane. Chcę przypomnieć fragment
z Apulejusza, z Metamorfoz, którego używamy w na­
szym przedstawieniu, u jego końca. Brzmi on tak:
„Usłyszałeś tedy, ale chociażeś usłyszał, trzeba żebyś nie
rozumiał. Zobaczyłeś tedy, ale chociażeś zobaczył, trze-

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

ba żebyś nie rozumiał." Pojawia się też pytanie, z którą
ze sfer, z tą społeczną, o której mówiła Maria Reyna
przy okazji pokazu społeczności z Pueblo Taos. Mówi­
ła, przypomnę, że to co oni mogą zaprezentować, do
czego są upoważnieni przez starszych i przez swoją spo­
łeczność to są tak zwane widowiska społeczne, jak ktoś
tłumaczył „towarzyskie". A to czego nie mogą zapre­
zentować jest po drugiej stronie kurtyny i do tego trze­
ba być wprowadzonym. Więc z którą ze sfer należy wią­
zać powinność teatru dzisiaj - z tą społeczną, towarzy­
ską, czy z tą do której trzeba być wprowadzonym. Ri­
chard - proszę cię o zabranie głosu. Muszę jeszcze po­
wiedzieć, że wciąż nie wiem, czy stosunek Richarda do
tego co się wydarzyło wczoraj był krytyczny czy apologetyczny. Widziałem go wczoraj przejętego...
R i c h a r d Schechner: N o właśnie - w czasie wczo­
rajszego przedstawienia mieliśmy do czynienia z tym,
co pozwolono nam zobaczyć. Byłem tam wczoraj z mo­
ją żoną i poruszaliśmy się po całej przestrzeni, by móc
oglądać widowisko z różnych perspektyw. W pewnej
chwili znaleźliśmy się w pobliżu ołtarza, za którym, za
przykrywającą go zasłoną, coś się działo. Chciałem zo­
baczyć co, ale wtedy jeden z Kubańczyków powstrzy­
mał mnie i nie pozwolił m i tam zajrzeć. Dowodzi to, że
nie wszystko zostało nam pokazane, że pokazano nam
tylko to, co pokazane być mogło. I to jest strategia sto­
sowana przez wszystkich wtajemniczonych wobec
świeckich. Rzeczy prawdziwe świętych nie wolno oglą­
dać, są one przeznaczone tylko dla wtajemniczonych.
Z wczorajszym przedstawieniem wiąże się jeszcze
jedna ważna rzecz, o której muszę powiedzieć. Prezen­
tacja rytuału afrokubańskiego na polskiej wsi, przed
obcą publicznością jest zjawiskiem tego samego typu,
jak prezentacja tańców z Bali w Paryżu, tych tańców,
które stanowiły tak ważne odkrycie dla Artauda. Jak
Państwo wiecie, ten pokaz został przygotowany przez
władze kolonialne, a A r t a u d odczytał w n i m coś zupeł­
nie odmiennego, odczytał w n i m własne myśli. T a k i c h
sytuacji było wiele i przedtem, i potem. Trzeba więc za­
pytać, k i m jesteśmy wobec prezentacji, która miała
miejsce wczoraj? K t o jest kim, gdy rytuał kubański po­
kazywany jest w czasie festiwalu obcej publiczności. Je­
śli taka sytuacja się wydarzyła, to jej dopełnieniem po­
winna być autentyczna wymiana myśli oparta na zasa­
dzie równości. Bo inaczej zachowujemy się, jak koloni­
ści któtzv sa przekonani że Czarni maia tvlko ciała na
które można patrzeć a B iali są tymi którzy paitrzą 'ba
dają i analizują
'
Zet&gt;vśmv sie dobrze zrozumieli — sam czuie sie odno
wiedzialny za to o co oskarżam was i wszystkich nas'
Moia biała skóra jest c:ześcia mnie czesic i a m n
moia

„nr vwileirLna
7

nn vHa
7

Wtóra

cliedwLłem

n n lK-OioiiLdiizmie.
nlnnXrniI /
A il i, e \ZZ
aiemne
po
jesieni Lan
tego świadom
swiduoiii. W
wrzdjeniiic

stosunki między kulturami to sprawa niezwykle deli¬
katna. Gdybym ja organizował to spotkanie, nalegał­
bym, by Kubańczycy siedzieli tutaj, by mogli zracjona­
lizować, zanalizować swoje doświadczenie. Byłbym jak
najdalszy do zakładania, że działający przybyli z innych
stron prezentują swe ciała i swą wiarę, ale nie mają in­
telektu. Nie zakładałbym też, że i my nie mamy głębo­
kich przekonań, któte wyrażamy ciałem, ale sami ich
nie rozumiemy, nie potrafimy odczytać. Chciałbym
wiedzieć, co o n i myślą o naszym Kościele. Chciałbym,
by powiedzieli m i , co sądzą o moim żydostwie. Chcę]
prawdziwej wymiany zarówno na poziomie fizycznymi
jak i intelektualnym. Byłem pod wielkim wrażeniem f
tego, co widziałem wczorajszej nocy byłem tympotu-F
szony ale jednocześnie byłem bardzo mocno poiryto-[
wany wręcz rozsierdzony nierównościć| wymiany po
między oboma grupami, (brawa sali).
Włodzimierz Staniewski: Czasem emocje wypo­
wiedzi znaczą więcej niż sama jej treść. N i k t nie trak­
tuje naszych gości z Kuby jako ludzi, któtzy byliby
przedmiotem, o n i byli głównym podmiotem naszego
spotkania. Bardzo chciałem, żeby o n i byli tutaj dzisiaj.
Schechner
trzeba...

(krzyczy): N o właśnie! Właśnie tak,

gon
sunt
takii
tak
zwai
ną, 1
niejs
dza

ofiar
Staniewski (równocześnie): Przepraszam, Richatdi
ca, j
przepraszam cię bardzo... Chciałem, żeby dzisiaj tuby-p
mięc
l i . Robiliśmy nieprawdopodobne starania o to, ażefcf
tymi
przedłużyć i c h pobyt. Jeszcze do godziny siedemnaste);
jest t
wczoraj wydawało się, że zostaną dłużej. Niestety nie?
Ic
dało się tego ze względów organizacyjnych załatwić
korę
Trzeba wiedzieć, że wszystko, co wiązało się z ich poby­
nestc
tem, było realizowane ściśle według ich instruktażu,
co k i
Nie odbyło się nic, czego Santero i Ernesto nie życzyli­
wą i r
by sobie. M y byliśmy raczej uczniami instruowanymi
: a gh
i posługującymi, zakrystianami tej sytuacji.
Chcę też powiedzieć, że po t y m wydatzeniu ja, jat
również wielu innych, pomyślałem sobie, że na resztę
życia muszę się głęboko zastanowić, czy mogę być reży­
serem teatralnym, czy nie powinienem raczej zostać za
krystianem, posługującym ludziom odprawiającym ob­
rządki, związane ze swoją własną religią. I teraz proszę
zwrócić uwagę, że na koniec Ernesto wypowiedział do
syć ważne słowa, które mnie osobiście zaskoczyły, a 01
miał do ich wypowiedzenia prawo i miał mandat. Mia­
nowicie powiedział: tak wygląda nasza kultuta, jeste
ście dobrymi ludźmi, cieszę się, że mogliśmy pokazai
wam i odsłonić wam tajemnice i fragmenty naszej kul
tury. Jesteście dobrymi ludźmi. I myślę, że z tym błogo
sławieństwem powinniśmy pozostać. Aczkolwiek,.
A h a ! I zdecydowanie protestuję przeciwko identyfiko
waniu motywacji które skłoniły mnie do zaproszeni!

148

3ard2

książi
Ri
tę po
Istotr
rytuał
jest n
Ire
ję, bo
że pos
na wi(
działo
w pen
mentć

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA P A N E L O W A

aik
:h
i3-

:h
m
n,
:ę
ni
ni

li­

tej
lie
ić.
&gt;yZU.

'li»
mi
ak
ztę
zyza&gt;bszę
lo­
on
iatezać
ul¬
goko¬
nia

coleczności ze wsi Honduras jako postawie kolonial¬
nej. Cale moje życie, cale moje 23-24 lata pracy, to
1 posługiwanie kulturom ludowym. Wszystkie wyftawy które zrobiliśmy, zarówno do wsi we wschodniej
[południowej Polsce, jak również później wyprawy do
fołeczności tradycyjnych i plemiennych za granicą to
niebyło nic innego jak posługiwanie. W związku z t y m
K tylko nie utożsamiam się. ale gorąco, gwałtownie
ptotestuję przeciwko takiej identyfikacji. Myślę, że ma¬
m do czynienia z jakimś istotnym przełomem w stownku do kultur tradycyjnych. I nieprzypadkowo prókijemy szukać analogii między tym, z czego, uważamy,
wyrośliśmy, czyli kulturą śródziemnomorską a współceśnie żywymi kultutami tradycyjnymi. Chciałem też,
jfieli pozwolisz Richard - mam nadzieję, że ciągle jeiteśmy umówieni na kolację wieczorem - powiedzieć
etakie zdanie: my ludzie z miasta bardzo często trak­
tujemy ludzi ze wsi jako egzotycznych. Egzotyka, tak
iwany egzotycyzm, bym powiedział, przestał być kate­
gorią, która cokolwiek znaczy i która określa nasz stoanek.do zjawisk. To kiedyś było, dzisiaj nie ma czegoś
takiego. Dzisiaj szukamy wzajemności między tym, co
Bk zwanie wysokie i tak zwanie niskie. Między tak
waną kulturą niską, czy tak zwaną kulturą prymitywktóra czasami uszlachetnia nas bardziej niż najważ­
niejsze teksty, a tak zwaną kulturą wysoką, która zbrzyianas i postponuje bardziej niż najbardziej krwawe
To jest tak samo desperacka i rozpaczliwa pra­
ca, jak szukanie wzajemności i przerzucanie mostów
:ądzy północą a południem, miedzy biednymi a bogaimi, I to jest to, co próbujemy robić. T o jest misja i to
'pposłanie tego spotkania i tego projektu.
I chciałbym jeszcze powiedzieć, że mam głęboką po¬
L wobec tych ludzi, wobec społeczności, wobec Er­
nesto, wobec Santero, ponieważ o n i reprezentują coś,
to kiedyś Jacek Dobrowolski nazwał bardzo ładnie ży­
ta inteligencją, za którą stoi obszerna wiedza dotyczącagłębokich strun natury ludzkiej i wobec tego jestem
bardzo pokorny mimo, że pewnie przeczytałem więcej
książek niż oni.
:

Otóż ja sobie myślę tak, że człowiek ma wiele róż­
nych potrzeb. Jeżeli ma potrzebę rytu, idzie do kościo­
ła. Jeżeli ma potrzebę poznania tego, co było kiedyś, co
było przeszłe, najczęściej idzie do muzeum. Jeżeli ma
potrzebę nauki, idzie do szkoły. Takie potrzeby ma
również artysta. Jeżeli artysta ma potrzebę rytu, szuka
go w teatrze. Jeżeli chce poznać przeszłość, idzie do guślarza. Jeżeli ma potrzebę nauki, idzie do bajarza.
Teatr znaczy tyle, ile znaczy. Teatr jest do patrzenia,
do widzenia, do postrzegania. Natomiast ryt, najpro­
ściej mówiąc, nie wnikając w jakieś ustalenia o szcze­
gółowym charakterze, ryt to działanie. Zresztą była
0 tym mowa w dwóch bardzo pięknych wystąpieniach,
szczególnie w tym, które traktowało o misteriach eleuzyjskich. Trzeba działać.
Jest proszę Państwa takie zdanie, które ja powtarzam
dość często, wypowiedziane przez wielkiego twórcę
polskiego teatru, zmarłego wiele lat temu: „teatr stwo­
rzył Bóg dla tych, którym nie wystarcza Kościół". A n o
jeśli tak, to można by rzec, że tutaj nam się jakoś roz­
wiązuje ta sprawa rytu i teatru. Teatr to nie ryt, bo to
jest to miejsce inne, które Bóg stworzył.
Proszę Państwa, guślarz pośredniczy między ezoteryką a egzoteryką, zna dobrze obszar ziemi i nieba,
w którym jest. Ja posługuję się tutaj t y m określeniem
„obszar ziemi i nieba" za Staniewskim, który wielo­
krotnie bardzo pięknie o t y m mówił. Obszar tej ziemi
1 tego nieba, na którym jestem, guślarz zna i my o t y m
wiemy. Bajarz to jest ten, który bając, mówiąc otwie­
ra drzwi i do chaty wkracza rozgwieżdżone niebo,
które sprawia, że gwiazdy włączają się w narrację,
włączają się w tę opowieść. T a k właśnie pisze o t y m
Mickiewicz w Lekcji X V I i jeżeli myślę o bajarzu, to
myślę o n i m z perspektywy tej lekcji. Jest tutaj jesz¬
cze proszę Państwa pieśń. Pieśń, która, znowu posłu­
gując się słowami Wieszcza, co zresztą mieści się
w porządku naszych rozmów tutaj, jest arką przymie­
rza między dawnymi i nowymi czasy. A więc mamy
parę tych elementów.

Proszę Państwa - wczorajszy rytuał. T o jest tak,
przykro m i rzec... Ja mam tyle lat, ile mam i jeszcze n i ­
gdy nie odwiedziłem przybytku, który się nazywa peep¬
Richard Schechner: Uznaję tę postawę szacunku,
K pokorę, ale nie zmienia ona nierówności sytuacji. -show. Natomiast wczoraj czułem się tak, jakbym po­
Istotne pytanie brzmi bowiem, k i m jesteśmy oglądając szedł do peep-show. Niby wiem, jak to wygląda, ale
rytuał wyrwany ze swego naturalnego kontekstu, jaka niewiele z tego wynika dla mnie i jest m i trochę wstyd.
A n o właśnie, bo się pytam, czy to był teatr, czy to był
jest natura naszego patrzenia?
rytuał. Jeżeli to miał być teatr, to miałem prawo tam
być,
jeżeli był to był rytuał, to przykro m i , że odwiedzi­
Ireneusz Guszpit: Czy można, czy można? Dziękułem
peep-show.
I % bo na razie, proszę Państwa, odnoszę takie wrażenie,
Wiemy od dawna, że teatr nie jest życiem i wkracza­
\ ieposadzono nas tutaj, żebyście Państwo mogli patrzeć
nie
życia do teatm nie wychodzi teatrowi na zdrowie.
! nawięcej osób. Ja chciałbym się odnieść do tego, co się
N a pewno Państwo znacie tę piękną historię, kiedy
falo wczoraj, ale chciałbym się do tego odnieść
Konstanty Stanisławski pracował nad Potęgą ciemnoty
i perspektywie trochę szerszej, bo to był jeden z ele­
Lwa Tołstoja i jako dwoje ekspertów sprowadził sobie
mentów tego, co się dzieje tutaj przez parę d n i .

149

�wieśniaka i wieśniaczkę, którzy mieli sprawdzać, jak
wygląda praca nad Potęgą ciemnoty, czy to jest zgodne
z tym, jak faktycznie wygląda wieś rosyjska w guberni
tulskiej. W pewnej chwili członkowie zespołu doszli do
wniosku, że owa wieśniaczka mogłaby zagrać małą
scenkę. Kiedy zaczęła grać jako naturszczyk, wtedy się
okazało, że i n n i aktorzy nie mają, co tam robić, że jej
prawda i wyrazistość jest tak mocna, że przeszkadza.
Więc postanowiono ją usunąć z pietwszego planu
i gdzieś tam ustawiono w tylnych rzędach. A l e jej śpiew
i wizerunek b y ł tak mocny, że nadal skupiała uwagę
wszystkich, postanowiono zatem zostawić tylko głos,
który biegł spoza kulis. Okazało się, że to również było
złe. Więc wreszcie postanowiono coś — i to jest piękna
puenta - otóż głos jej tylko płynął z taśmy. Okazuje się,
że żvcie musiało wviść z teatru bo jeżeli w n i m bvlo to
teatr się kończył. Piękna historia, bardzo piękna
o

p

o

,

wieść N o wiec właśnie - t a k jak teatru nie można la
c z v ć z żvriem nie można wnrnwadzać żvcia do teatru
rak

samo

mvśle

w teatrze

rvt nnimnwanv

tak

iak

hvłn t o w i d a ć n i e m a I I « ł - z i a w i a r i w i e m
o tym od wczoraj na pewno.
Jaki jest więc sens takich z w i ą z k ó w , takich złączeń,
które mają miejsce tutaj w trakcie tych naszych spo­
tkań. A n o sensem jest transformacja, czyli to twórcze
spożytkowanie wyprawy. Człowiek powinien wyprawiać
się, by odsłonić. Należy dokonać twórczej ttansformacji
tego, po co się wyprawiło. T o samo odnosi się do tej
twórczej wyprawy artystów w stronę rytu, wyprawy ar­
tystów w stronę bajarza, wyprawy artystów w stronę guślarza i w stronę pieśni. Dla mnie takim przykładem
bardzo pięknym na dokonanie takiej właśnie transfor­
macji są Metamorfozy, które od jakiegoś czasu prezentu­
je nam teatr „Gardzienice". T o jest właśnie przykład na
działanie, o którym mówię i które jest m i bliskie,
spójrzcie jednocześnie, że oni nie są w historii, o n i nie
w rycie oni nie sa w micie
)ni« ą we współczesno­
ści we w s D Ó ł c z e s n v m świecie ze wsDÓłczesnvm czło
wiekiem - ten człowiek to chyba bardzo mocno jest Po¬
lak mimo ^e także i Każdy — i są z tym tak mocno że ja
nie wiem czv można bvć bliżej Gardzienice" to przy¬
kład że możliwa jest taka droga, w której teatr szanuje
ryt i pozostaje w dalszym ciągu teatrem, czyli tym, co
„Bóg stworzył dla tych, którym nie wystarcza Kościół".
wr orai
7

Włodzimierz Staniewski: Ja jestem fundamen­
talnie na nie w stosunku do wypowiedzi doktora
Guszpita i ...
Ireneusz Guszpit: Ja się nawet cieszę, że tak jest.
Włodzimierz Staniewski: Ja bym bardzo prosił,
ażeby uważać na porównania i na używanie terminolo­
g i i szczególnie wtedy, kiedy terminy dotyczą zjawisk,

z którymi się nie miało do czynienia. N o więc Irku - je­
żeli nigdy nie byłeś w peep-show, to nie opowiadaj
0 peep-show. T o jest sprawa, która, jak wiesz bardzo
mnie mocno dotyka - taki rodzaj porównania, który
zbrudza tamto doświadczenie, ponieważ nie jest to do­
świadczenie sytuujące się w przestrzeniach klubów pla­
cu Pigalle. Wprost przeciwnie - mieliśmy do czynienia
z doświadczeniem o wyjątkowym poziomie moralności,
gdzie wszystko, co dotyczy podstawowych racji związa­
nych z etyką zostało uchronione i przekazane nam ja­
ko pewnego rodzaju przesłanie. Podczas kiedy w peep"
-show mamy do czynienia z deprecjacje! wartości etycz¬
nych, mamy do czynienia ze wszystkim, czym się brzy­
dzimy.
Ireneusz Guszpit: Ja nawet jestem rad, że my się
nie rozumiemy. Może tak musi być.
Włodzimierz Lengauer: Pozwolę sobie tylko przy¬
pomnieć banalną rzecz z mojej, oczywiście, dziedziny.
Mianowicie związki teatru i obrzędowości nie s ą wca­
le takie proste, a że istnieją nie ulega najmniejszej w ą t ­
pliwości. Geneza obrzędowa teatru starożytnego, te­
atru greckiego jest rzeczą na pewno wszystkim Pań­
stwu doskonale znaną. Znana jest Państwu zapewne
w postaci owej teorii, którą s i ę czasem nazywa teorią
Arystoteles-Wilamowitz, bo jej początkiem jest słynny
fragment Poetyki Arystotelesa, którego interpretację
rozwinął później jeden z najwybitniejszych filologów
nowożytnych U l r i c h v o n Wilamowitz-Moellendorf.
Teoria nie jest może do końca słuszna, dzisiaj bywa
często kwestionowana, ale to, że u podstaw nie tylko
tragedii jako gatunku, ale teattu właśnie leży obrzęd
dionizviski iest rzeczą niewątpliwa Co wiecei można
D o w i e d z i e ć że w oewnvm momencie wtedv kie dv te
a t r erecki nowstawał istniała svtua'cia trochę może
nodobna d o rei kroräsmv w c z o r a i obserwowali O t o
bowiem zdaniem p e w n e j bardzo wvbitneeo uczone
on
tworrv i e n W i % m o z l i w v r h t e o r i i w v i a s n i a i a r v r h
genezę obrzędową teatru greckiego, Waltera Burkerta, teatr, przedstawienie rytualne bierze s i ę z rytuału
ofiarnego. Następuje składanie ofiar przez wąski krąg
uczestników obrzędu - tego, co zabija oraz tych, co
stoją obok i wznoszą pieśń. Ta pieśń jest skonwencjo­
nalizowanym, zrytualizowanym krzykiem rozpaczy, że
oto zadaje s i ę śmierć, wobec tego jest i autentyczna,
1 trochę zagrana, ale przecież pozostaje w niej przede
wszystkim przeżycie ludzi biorących udział. Dopiero
gdzieś dalej jest ten inny krąg ludzi i z niego dopiero
potem powstaje theatron, czyli miejsce, skąd się patrzy.
Ale ci co patrzą - nawet w t e j koncepcji, która odno­
si się też do A t e n w V wieku, kiedy istnieje tekst lite­
racki, kiedy istnieje teatr - ci patrzący, ta publiczność,
k t ó r a patrzy, na tych którzy coś tam przedstawiają, coś

150

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Obrzęd Santería. Zespól Jagüey. Kraków 2000 „Misteria, Inicjacje".
Fot. Joanna Holcgreber

rzeczywiście czynią na t y m miejscu, które się nazywa­
ło orchestra - ci patrzący, ci którzy siedzą w theatron są
też uczestnikami obrzędu, bo cale przedstawienie te­
atralne, łącznie z obecnością publiczności jest auten­
tycznym obrzędem. I przypomnę, proszę m i wybaczyć,
rzecz już tak najbardziej banalną - widzi się w teatrze,
w tragedii antycznej czasem rzeczy okropne, rzeczy
straszne. I jest paradoksem tragedii, że oglądanie cier­
pienia ma przynieść przyjemność. A l e idzie przecież
o to, żeby ta przyjemność z oglądania cierpienia, prze¬
praszam z a banał, prowadziła do katharsis.
Tomasz K u b i k o w s k i : Kilka rzeczy m i się nasuwa.
Pierwsza: zawsze, kiedy słyszę, że teatr powstał z ob­
rzędu, zadaję sobie pytanie: a co musiało się stać po
drodze, żeby z obrzędu powstał teatr? Najkrócej to u j ­
mując - mam poczucie, że teatr, który się wyodrębnił
jako zjawisko w miarę (nie zawsze) autonomiczne,
wiodące pod swoją nazwą względnie niezależny byt
kulturowy - jest czymś pomiędzy, czymś na styku bar­
dzo różnych obszarów, z których tylko jednym (naj­
częściej i najchętniej podkreślanym, bo to tradycja
najwyższa) jest obrzęd religijny, czy też T T i i s t e r i u n i re¬
ligijne. Z równym przekonaniem można by chyba po­
wiedzieć, że teatr równie dobrze wywodzi się Z OSZU"
s t w a na t a r g u że równie dobrze wywodzi się ze stręczycielstwa, czy z kłamstw wszelkiego rodzaju, czy

z godowej albo i nie-godowej rywalizacji... można
rzec, że wiele tych sfer - jedne szlachetne, inne wsty­
dliwe, jedne zaliczane do godnego dziedzictwa inne
do kłopotliwego brzemienia - musiało się złożyć, żeby
powstał właśnie teatr: teatr w swojej cudownej anar­
chii, polimorficzności, nieprzewidywalności i przeko¬
rze, w jakich go znamy. Teatr się wymyka, obrzędowi
także - i przyznaję, że do takiego jego międzybytu je­
stem mocno przywiązany.
Druga rzecz - ja owszem, byłem w peep-show, panie
Irku, ale to m i zupełnie nie przypominało tego, czego
doświadczyłem wczoraj w nocy. I nie uwierało mnie
także to, o czym mówił profesor Schechner. Ja nie pró­
bowałem wprawdzie wejść za ołtarz, ale nie próbowa­
łem też tego nigdy w czasie mszy katolickiej i wcale nie
miałem wobec tego poczucia, że doświadczam z tej
mszy tylko tyle, ile m i wolno. Miałem poczucie, że par¬
tycypuję w pełni - tylko w roli, która jest dla mnie
przewidziane; że ten dramat, który się rozgrywa (bo to
jest niewątpliwie dramat), ma swoje wstępne ustalenia
dotyczące porządku przestrzennego, dynamiki grup
i zachowania jednostek, które w n i m uczestniczą - ze
istnieje tu po prostu pewna struktura której jestem
częścią i której nie oowinienem za bardzo zakłócać
o ile rzecz ma sie dooelnic w otóle A zatem nie musi
sie to wiązać z kontekstem kulturowym z obcością wo
bec jakiejś religii czy zakorzenieniem w niej. W noc-

151

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Obrzęd Santería. Zespół Jagüey. Kraków 2000 „Misteria, Inicjacje". Obrzęd Santería.
Fot. Joanna Holcgreber

nym obrzędzie uczestniczyłem oczywiście jako człowiek
obcy, który wprawdzie teoretycznie wie co nieco
o Santerii, ale z pewnością nie jest w żaden sposób
oswojony z tymi bogami. I w związku z tym, jednym
z naturalnych pytań, jakie się w głowie pojawiały, było
pytanie, które zadawał sobie wspomniany dzisiaj Kerenyi. O n się zastanawiał, co jawiło się starożytnym Gre­
kom jako Hermes? Ja nie potrafię oprzeć się pytaniu:
co jawiło się naszym wczorajszym gospodarzom jako
Ochum czy Obatalia? I to jest dla mnie pytanie wyj­
ściowe: mam poczucie, że zadając je, stawiam się wo­
bec obrzędu w uczciwej sytuacji wyjściowej.

lonialnymi tęsknotami i zaszłościami. Z drugiej jednak
strony jesteśmy w kraju, który pod koniec X V I I I wieku
został rozebrany na kolonie przez państwa, które wła­
snych kolonii zamorskich nie miały i tutaj szukały do­
datkowego terytorium. Nas w dużej mierze potrakto¬
wano jako „tubylców", pamięć o tym głęboko wrosła
w tutejszą kulturę i stała się nieodłącznym składnikiem
tutejszej świadomości, czy nawet tutejszych schizofre­
nii. Kiedy czytam dzisiejsze analizy kultur postkolonialnych, w wielu miejscach przypominają m i one polską
kulturę X I X wieku. O tym rozdwojeniu świadomości
warto chyba pamiętać.

Trzecia rzecz - bezpośrednio do profesora Schechnera, którego postkolonialne uwagi rozumiem. Będąc
akurat w miejscu, w którym Pan się dzisiaj znalazł, trze­
ba jednak chyba wziąć pod uwagę specyficzny czynnik
lokalny. Pewnie, jesteśmy tutaj białymi ludźmi i uczest­
niczymy w kulturze białego człowieka, łącznie z jej ko-

Czesław R o b o t y c k i : Przysłuchując się tej rozmo­
wie mam uwagę metodologiczną, wartą chyba podkre­
ślenia. Niektórzy badacze bardzo łatwo posługują się
w naszych rozważaniach analogią między rytuałem
greckim a kulturą współczesną, szczególnie między ry-

152

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

tuałami ludowymi a tradycjami greckimi. Pytanie czy
można ich szukać i dowolnie takich analogii używać
jest właśnie kwestią metodologiczną. T e n rodzaj postę­
powania to stara koncepcja, jeszcze ewolucjonistyczna.
Za metodologią porównywania stoi X I X - wieczna
myśl etnologiczna dzisiaj już anachroniczna. Współcze­
śnie, szczególnie strukturaliści i semiotycy, kiedy po­
szukują archaiki, czynią to w inny sposób. Śledzą mia­
nowicie transformacje i konteksty rytuałów, żeby do­
chodzić przede wszystkim do znaczeń, a nie do po­
wierzchownych analogii. T e n rygor postępowania jest
niezwykle ważny, ponieważ w założeniach ewolucjonistycznych przyjmowano jedność i stałość ludzkiej psy­
chiki bez względu na to, gdzie i kiedy rytuał na świecie
występował. W t y m typie rozumowania analogie moż­
na bvło stosować z przekonaniem że dotyczą one esen­
cji ludzkiego sposobu bycia w świecie. Ponieważ ten
wszędzie powinien być taki sam wiec nawet różnice
czasowe i geograficzne nie nrzeszkadzały analogiom
Tvmczasem kmvczne nurty myśli antropologiczne!

ciu. Udało m i się psim swędem dostać do kaplicy świę­
tych Piotra i Pawła, która w ciągu całego roku służy ja­
ko miejsce odprawiania mszy katolickich. Tej jedynej
nocy i tego jedynego poranka może wejść do kaplicy
kilka lub kilkanaście kobiet, które odprawiają rytuał.
Proszę zwrócić uwagę - w kaplicy katolickiej. Również
mogą być tam obecni niektórzy członkowie ich rodzin.
Pozostaje jedna jedyna osoba spośród gremium kościel­
nego. T o jest zakrystianin, który czyni posługę wobec
zdarzeń podobnych do tego, w którym uczestniczyliśmy
wczoraj. Są to zdarzenia, które odwołują się do stanów
transgresji, mamy tam do czynienia z owładnięciem,
mamy do czynienia z czymś, CO z medycznego punktu
widzenia nazwalibyśmy zarówno stanem epileptycznym,
jak i kataleptycznym, mamy do czynienia ze śpiewami,
z krzykami, z bieganiem wokoło ołtarza oraz z wbiega¬
niem poziomo do pewnej wysokości na. ściany przez sta
re kobiety. Mnie sie udało tak jak powiedziałem osim
swędem tam dostać Oczywiście możecie sobie Państwo
wyobrazić co sie dzieie z człowiekiem który iest podda

które skuniaia sie na nosznkiwaniach sensów i znaczeń

ny nresii rakich wrażeń

poszczególnych kultów, koncentrując swoje zaintere­
sowania przede wszystkim na aspekcie synchronicz­
nym. Spojrzenie synchroniczne jest bardzo ważne i do­
piero gdy je zastosujemy, rekonstrukcje archaicznych
kultut, bo takie przecież semiotycy też czynią, nabiera­
ją innego wymiaru i służą innym celom. Wątpliwości,
które się t u pojawiły w związku z pytaniem czy jesteśmy
w stanie zrozumieć, odczuć sposób widzenia i przeży­
wania świata charakterystyczny dla kultury archaicz­
nej, skłaniają mnie do odpowiedzi, że niestety nie, że
jest on dla nas niedostępny. Ciągle obracamy się w krę­
gu własnego doświadczenia, z którego nie możemy się
wyrwać. T o jest w antropologii problem, o którym nie­
zwykle dużo się mówi.

J e l o t y s i e n n y tłum

Richard Schechner: Skoro już mówimy o rytuale
i teattze. T o w Europie przyjęło się twierdzić, że teatr
powstał z rytuału. W Indiach na przykład jest całkiem
odwtotnie - tam najpierw jest teatr, który dopiero
w trakcie swego rozwoju nabiera cech rytuału. Cała ta
sprawa nie jest więc wcale taka prosta. Choć jeśli spoj­
rzeć na nią z nieco innego punktu widzenia, to może
stać się jasna. Zarówno rytuał jak i teatr są przecież w i ­
dowiskiem , tyle tylko, że widowisko to może pełnić
różne funkcje - kultowe lub teatralne.
1

Włodzimierz Staniewski: Granica między miste­
rium a teatrem, który ma funkcje przede wszystkim spo­
łeczne bywa granicą bardzo ażurową. Opowiem o jed­
nym wydarzeniu, którego doświadczyłem. Mianowicie
uczestniczyłem w rytuale tarantyzmu w Galatina d i
Lecce w Pulii, miałem wtedy dwadzieścia parę lat. Jed­
no z najbardziej porażających doświadczeń w moim ży­

Na zewnam rei kanlicy iesr

który d y s y żądza wdarcia sie do
7

środka. Tak właśnie - jak na każdym jarmarku, jak na
każdej fieście, jak na każdym festiwalu, jak na każdej
paradzie religijnej - tłum po prostu dyszy żądzą wdarcia
się do środka. Jest on otoczony i hamowany przez kor­
don policji, więc do kaplicy n i k t się nie może wedrzeć.
W pewnym momencie jedna z kobiet wpada w stan tak
granicznego owładnięcia, że nie wystarcza jej zamknię­
ta przestrzeń sakralna. Wówczas obecni posługujący te­
mu rytuałowi, czyli zakrystianin oraz rodzina tej kobie­
ty otwierają dźwierza kościoła i ona wybiega w stanie
owładnięcia na zewnątrz i odczynia coś, co już nie jest
rytuałem, nie należy do sakralnej, zamkniętej części
zdarzenia, ale staje się tylko i wyłącznie teatrem, ponie­
waż te kilka tysięcy ludzi patrzy na jej taniec, który jest
tańcem, twierdzi się, pająka. Później jest zabierana do
środka i znów cale doświadczenie przechodzi w sferę za­
krytą, hermetyczną, ezoteryczną. Mnie osobiście inte­
resują takie zjawiska, aczkolwiek ten Festiwal, zwróćcie
Państwo uwagę jak on jest skonstruowany — nie jest on
Festiwalem, który miałby w sposób doktrynerski propa*"
gować jeden typ zjawisk. Dzisiaj na przykład będziemy
uczestniczyć w koncercie, w którym pieśni starożytnej
Grecji śpiewać będzie jeden z najbardziej filharmonicz
nych chórów najbardziej znanych chórów który pod
przewodnictwem Anne Belis zaimuie sie rekonstrukcja
autentycznych reliktów i zabytków starożytnej Grec i
Mieliśmy również do czynienia z widowiskam kostiu
mowymi
należą

mi

do tei soołecznei sfery spełniaia
rei 7 o w i n n n ś H h L i e i J w L y s k i e
7

inne
^ Zltru

niż i a k i L w k

Ale^w
Rzecz, w
^ „ czym rzecz?
^
„ pewnym
. „ „ , ^pyta^
F

m u , Które w a r t o sooie m o ż e teraz zaaac i
się w d r u g i m c z ł o n i e t y t u ł u p r o j e k t u , k t ó r y z a p r o p o n o -

153

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

wałem - inicjacje. Rzecz w systemie wartości etycz­
nych. Jak należy tworzyć system wartości etycznych
również na terenie teatru? Czy powinien teatr posiadać
system wartości etycznych? I jeżeli tak, to czy nie powi­
nien czerpać z wartości etycznych, które zachowane są
w tradycjach misteriów, w tradycjach rytu? Ponieważ
jak wiemy teatr, który spełnia funkcje społeczne, który
spełnia funkcje towatzyskie, tych wartości etycznych
nie posiada. One są albo znieprawione, albo zdegrado­
wane. Pod względem etyki teatr, ten teatr towarzyski,
jest zupełnie czczy. I to jest kwestia, która mnie intere­
suje osobiście.
L e c h T r z c i o n k o w s k i : Chciałem zwrócić uwagę na
kilka drobnych punktów. Pierwszy problem, który był
tu już w różny sposób omawiany, to problem związku
pomiędzy rytuałem i teatrem problem przejścia od ry­
tuału dionizyjskiego, od składania ofiary krwawej do
teatru, to znaczy do pojawienia się widzów i do poja­
wienia się czegoś, co można nazwać sztuką teatralną.
Otóż tym punktem przełomowym jest przede wszyst­
kim pojawienie się imiennego poety, który pisze tekst,
jest twórcą i jest nauczycielem chóru. Chór zaczyna
śpiewać jego pieśń, a nie pieśń tradycyjną. I to jest to,
o czym chciałem mówić - nie tylko ciągłość tradycji ale
także przerwa w tej ciągłości, przerwa jaką jest poja­
wienie się twótcy Takie przerwy są dla kultury i dla
nas niezwykle istotne. T o jest problem tych wyłomów
w ciągłości tradycji Być może - jak ktoś powiedziałwynalezienie dru J e m aktora nrzez Aischvlosa iest nai
ważniejszym wynalazkiem ludzkości.
Dtugi problem dotyczy tego, co tutaj oglądaliśmy.
Mówiąc o tym, chciałbym użyć ogólnego schematu ko­
munikacji pomiędzy nadawcą i odbiorcą. Otóż sądzę,
że poszukiwanie nowych nadawców wynika z potrzeby
poszukiwania, czegoś nieznanego, co wykracza poza
nasze doświadczenie. Być może jest tak, jak jest w do­
brym małżeństwie, które sobie już wszystko powiedzia­
ło i wobec tego się znakomicie rozumie - język nadaw­
cy jest identyczny z językiem odbiorcy i w związku
z tym nie ma już nic ciekawego do powiedzenia. A więc
szukamy kogoś na zewnątrz. I teraz chodzi o to, k i m bę­
dzie ten ktoś - czy będzie to coś przelotnego, czy będzie
to nasza nowa miłość. Poruszano tutaj już problem
analogii i jej niewystarczalności. Jeżeli nie analogia, to
trwały, znaczący układ. I znalezienie tego trwałego
znaczącego układu w badaniu zewnętrznego wobec nas
tekstu jest chyba istota tych właściwych poszukiwań
teatru, poszukiwań nowego rytu dla teatru
Zbigniew T a r a n i e n k o : T o chyba oczywiste, że bez
dotykania najważniejszych rzeczy etycznych nigdy nie
było teattu. Jeżeli to zostało zagubione, to znaczy, że
coś się złego w teatrze stało. I w tej perspektywie wypo­

wiedź doktora Guszpita nie by\a zrozumiana-, porówna­
nie z oglądaniem peep-show dotyczyło zasad moral­
nych. Wczoraj byliśmy podglądaczami, n i k i m więcej.
Nie mogliśmy być uczestnikami, nawet jeżeli ktoś czy­
tał jedną książkę, nic nie wie o tamtej kulturze. Byli­
śmy też nimi, bo tak był skonstruowany rytuał: mogli­
śmy zobaczyć raczej plecy znajomych lub nieznajo­
mych. Można było pójść trzy kroki dalej i podskakiwać,
jak zrobiło parę kobiet, albo dać się tłumowi nosić.
Co to wczoraj było? Czy to był rytuał, czy - teatt?
I rytuał, i teatr, wszystko jest przecież pomieszane. Po­
lowa siedzących przy t y m stole może stworzyć teorią
rytuału, czy teatru, podzielić to na gatunki, pociąć pod
różnymi kątami: ze względu na stmkturę, dramatur­
gię, kulturę, jakąś moralną prawdę, związki z innymi
rzeczami, czy widowiska. T o są worki, które nie wiado¬
mo czemu służą. Zajmowałem się kiedyś genezą teatru
greckiego i teoriami genezy. Różne rzeczy tam można
znaleźć, ale jeden punkt jest ważny - teatr powstał,
kiedy rytuał przestawał być rytuałem - obrzęd uległ ześwieczczeniu. Zasadnicza intencja funkcjonowania te­
atru jest inna niż rytuału. Nie możemy dojść do bo­
gów, którzy są nam obcy, do wartości, które nie są na¬
sze. Nie możemy uczestniczyć w cudzym rytuale. Do­
pięto jak to wszystko weźmiemy w nawias zaczynamy
go oglądać, ale wtedy zaczynamy oglądać tylko teatr.
T a k i teatr wczoraj był, choć nie wiem do jakiego
stopnia to, co się działo w t y m obrzędzie było wyreży­
serowane, do jakiego prawdziwe. Jednak upadki ko­
biet, które oglądałem - upadały, a potem szybciutko
wstawały i wracały - nie były do końca opętaniem,
lecz robieniem opętania - grą aktorską. Czy jest w tym
coś złego? Myślę, że nie, oczywiście, że nie, ale zabija­
na kura była kurą, a gołąb gołębiem. Wydaje m i się, że
okrutne, rytualne zabawy z gołębiem nawet mniej
wrażliwe osoby przyprawiały o niechęć do tego wszyst­
kiego. I można mieć na to alergię.
Co my z tego możemy mieć? Możemy niewątpliwie
poznawać obcą kulturę. Nie możemy natomiast być
uczestnikami, chyba że ptzemontujemy sobie to, co ist­
nieje wewnątrz nas. Czy nam się to uda i czy jest po­
trzebne? T o pytanie. Wydaje m i się, że zupełnie niepo­
trzebne, że można żyć tak, jak się żyje w tej chwili. Co
by warto było zrobić? Uporządkować pojęcia. Sądzę, że
rytuały zwierzęce nie mają wiele wspólnego z rytuałami
typu msza katolicka, a także z różnego rodzaju rytuała­
m i społecznymi, na ptzykład z panelami, festiwalami,
czy sympozjami. I jeżeli to sobie troszkę uporządkuje­
my, powiemy, że teatr nie jest na przykład pokazywa­
niem Lunatyków Brocha - olbrzymiej prozy serią bar­
dzo pięknych obrazków - tylko czymś, co ma w sobie
konflikt i musi być czymś dramatycznym, możemy
w ten sposób coś wyjaśnić ewentualnie łatwiej sie ze
sobą nie zgodzić.

154

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Jeszcze jedna sprawa - zgubiliśmy tutaj coś po dro­
dze - mianowicie magię. Mówimy obrzęd, rytuał, ini­
cjacje - ale inicjacje to wychowanie, forma wychowa­
nia, taka szkółka niedzielna, archaiczny kurs dokształ­
cający, a misteria, to nauka religii. T o wszystko można
objąć w perspektywie dawnej nauki i już. A l e w t y m
wszystkim, i w teatrze, i w sztuce jest coś, co przypomi­
na opisy różnego rodzaju czynności magicznych doko¬
nywane przez tych przeklętych ewolucjonistów, którzy
do tej pory pokutują w umysłach bardzo wielu huma­
nistów. Stworzyli o n i różne teorie magii. Znaleziono
dwa szeregi nieprzyległych do siebie czynności, dwa
niewspółmierne ciągi - mówi się tam jakieś słowa,
a jest to zaklęcie magiczne, które ma spowodować coś
konkretnego. Zabija się jakąś kurę, po to żeby duch ja­
kiejś tam boeini w s t a D i ł akurat od nasa w dół albo od
i

s

iv

V

i

pasa w górę. A l b o trzeba zabić koguta, żeby to się sta­
ło. I tak mniej więcej wysiada maeia - w y k o n u j e sie i a
kieś czynności J U o w f c d a sie iakieś słowa i oczekuie
się określonego skutku.
Włodzimierz Staniewski: Ja myślę, że trochę banalizujesz.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Nie, opis magii jest właśnie
mniej więcej taki. T o nie s ą . . .
Włodzimierz Staniewski: Ja chcę tylko powie­
dzieć, że kury i koguty są dobierane według...
Zbigniew T a r a n i e n k o : Są różnego rodzaju przepisy,
a podręcznik czarnej magii, daje rzeczy niesłychane.
Mówię tu o niewspółmiemości dwóch szeregów, to zna­
czy słów, działań i oczekiwanego skutku. Ryty, to nie tyl­
ko modlitwy prawdziwe i prawdziwe ofiarowania czegoś.
Magia jest w tym, że za ofiarowanie ktoś chce czegoś
konkretnego, to znaczy - między aktem ofiarowania, ży­
czeniem i realizacją - nadzieję na spełnienie. Są takie
momenty w rytach, ofiatach, w teatrze, że magii nie ma,
ale jest bardzo dużo momentów, że jest. Nie mówiliśmy
o niej. W sztuce też jest, szczególnie w plastyce. W i e m
od malarzy, że w akcie malowania bardzo często i m się
coś takiego zdarza: nagle coś się zapętla, zamyka - i jest
akutat to czego oczekiwali. Może w teatrze też jest. Jest
to tównie ważne źródło wszystkiego, jak rytuał. Rzecz
ieszcze bardziej tajemnicza nieznana trudna do roznoznania kiedy ze względu ńa jakieś działania nie takie
jak planowaliśmy, coś jednak następuje
Włodzimierz Staniewski: Może powiesz o swoim
wczorajszym doświadczeniu osobistym. Widziałem, że
zostałeś dotknięty.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Nudziłem się okropnie.

Włodzimierz Staniewski: A l e widziałem, że zosta­
łeś dotknięty wczoraj.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Tak, oczywiście. Upodo­
bał mnie sobie ten szaman z pierwszej części. D w u ­
krotnie się do mnie zwracał. Stałem pod ścianą, żeby
oszczędzić oczy - reflektory raziły. Szaman dwukrot­
nie dotknął mnie zdejmując jakby „złą energię" - jeże­
l i się tak dotyka od szyi po ramiona, to ściąga się tą
energię. Miał rzeczywiście niebywałą siłę w rękach,
którą odczułem jako zenergetyzowanie. Może uważał,
że jestem pełen niepotrzebnego w t y m rytuale napię­
cia, że chętnie bym jednak wszedł w jego środek? Nie
było tak jednak.
Włodzimierz Staniewski: Bardzo przepraszam,
ale muszę interweniować, żeby w czasie tak ograni­
czonym. ..
Zbigniew Taranienko: Jeszcze dwa zdania. Santeria
trwały sześć godzin, było tam teatru na 45 minut, może
na pół godziny - świetnego. Po wcześniej zobaczonym
spektaklu „Gardzienic" pomyślałem, że następny wie­
czór, na który wszyscy tak bardzo czekają będzie gorszy,
że wszystko będzie to mniej interesujące niż teatr, który
robi Staniewski. Nie zawiodłem się. Mnie to nudziło,
chwilami było coś interesującego, a nie mogło wciągnąć,
bo ja w te bóstwa nie wierzę. Nie mogę wierzyć.
Włodzimierz Staniewski: Skoro się mówi o aler­
giach, to ja mam ochotę ogłosić początek końca post­
modernizmu. I zrobię to: ogłaszam początek końca
postmodernizmu. Teraz pan profesor Danielewicz pro­
sił o głos.
Jerzy Danielewicz: Chciałbym oderwać się na chwi­
lę od bieżącej dyskusji i wrócić do dzisiejszych wystąpień,
świetnych moim zdaniem, pana profesora Lengauera
i pana doktora Trzcionkowskiego, pewien aspekt rozwi­
jając. M o i m zdaniem profesor Lengauer dokonał bardzo
ciekawej interpretacji najbardziej dionizyjskiej tragedii,
interpretując ją pod kątem sophia - mądrości, identyfi­
kowanej z sophrosyne - umiarkowaniem, przestrzega­
niem porządku, ładu społecznego. A więc w kategoriach
dość na pierwszy rzut oka zaskakujących. Gdy się przyj­
rzeć temu pojęciu, to rzeczywiście Pentheus taki rodzaj
mądrości, czy też wiedzy reprezentuje. Jest to wiedza pottzebna w kierowaniu społeczeństwem, w zapewnieniu
mu ładu bezpieczeństwa Natomiast mądrość Dionizosa
należałoby rozumieć w trochę innych kategoriach. Tak
iak mądrość Pentheusa dotvczv ootzadku soołeczneeo
tak mądrość Dionizosa iest innego rodzaiu Dotycząca
norzadku misteriów czy nawet w newnych wyoadkach
przekraczania granic świata
'

155

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Spójrzmy na problem sophia z punktu widzenia
uczestników orgii dionizyjskich, ogarniętych stanem
ekstazy, stanem enthusiasmos. Dla nich ta wiedza jest
czymś innym, tak samo jak dla uczestników wtajemni­
czeń. Chciałem zwrócić uwagę, że w formułach misteryjnych powtarza się czasownik określający stan osią­
gnięcia wiedzy: oida - wiem. Otóż ten czasownik jest
w języku greckim związany etymologicznie z czasowni­
kiem eidon - zobaczyłem, a więc owa wiedza ma swoje
źródło w ujrzeniu czegoś. Spójrzmy na misteria eleuzyńskie, o których mówił doktor Trzcionkowski. Nie­
przypadkowo w terminologii określającej mistów znaj­
dujemy słowa odwołujące się do obserwacji wzrokowej:
mystes od myo myeo zamykać oczy, to ten, który pa­
trzeć jeszcze nie może, nie jest do patrzenia uprawnio¬
ny Ten, który może spoglądać, to epoptes — ten który
spogląda k u czemuś W formułach rytualnych - a są
autorzy którzy iednak ie zdradzaia na przykład Pindar
- powtarza się to słowo nie tylko w tej wersji.
Wiesław Juszczak: Jak wiadomo, istnieje taki frag­
ment Pindara, w którym wyraźnie mówi się o transmigracji dusz, związanej z darem uczynionym Persefonie,
z zapłatą uczynioną Persefonie. Być może - taka jest
moja teza - głównym celem inicjacji było wprowadze­
nie w świadomość odradzania się dusz. Myślę, że to
mogłoby być treścią zasadniczą misteriów eleuzyńskich
oraz orfickich. Chciałbym też, w związku z tym, o czym
mówił profesor Lengauer, wspomnieć, że pierwszy w l i ­
teraturze epitet Persefony występuje już u Homera,
gdzie jest ona nazywana Straszliwą. W t y m fragmencie
ona nie jest wcale córką Demeter - ona jest Boginią
Straszliwą, Panią Podziemi. W Eleusis, jako Kore wy­
stępuje w złagodzonej wetsji, w wersji, która nie wiado­
mo czy jest druga czy jest pierwsza Jeżeli chodzi o mi¬
steria eleuzyńskie, można by mówić, że nie wiadomo,
czy nie były one pierwotnie albo czv nie wywodziły się
z misteriów pierwotnie czysto rytualnych chtonicz
nych czy nie były wprowadzaniem w tajemnice śmier
ci tak iak wszystkie zeiścia wszystkie katabazy PO
czawszy od G i J a m e s z a nonrzez erinskie ksieri umar
łych i katabazy greckie 'takie iak Heraklesa Tezeusza
Orfeusza i tak dalej. T o o czym mówię nawiązuje oczy¬
wiście do znanej pracy Guntera Kunza na temat prób
wywiedzenia kultu Persefony z Malty, gdzie zresztą spę­
dziłem sporo czasu, żeby się przekonać, do jakiego
stopnia jest to wyspa misteriów - niezamieszkała wła­
ściwie, pozbawiona pochówków, gdzie się odbywały
wtajemniczenia, na które przypływano prawdopodob­
nie tratwami aż z Sycylii, czyli osiemdziesiąt kilome¬
trów, co na owe czasy było wielką wyprawą.
Jerzy Danielewicz: Ad vocem, dla poparcia tezy pa­
na profesora, chciałem przypomnieć, że Herakles przed

swoją katabazą przeszedł oczyszczenie w Agrai po za­
bójstwie Centaurów, i przeszedł wtajemniczenia wła­
śnie w Eleusis, co by tę tezę potwierdzało.
W i e s ł a w Juszczak: Z tym wiąże się moja, nieco dy­
letancka hipoteza, wynikająca raczej z podróży i z prze­
myśleń niż z wyuczonej wiedzy, to znaczy - mam wię­
cej książek niż przeczytałem. T o się zdarza często
(śmiech i oklaski sali). Ja uważam, że w Grecji, po­
wiedzmy już archaicznej, mamy do czynienia z odwró­
ceniem porządku - jajko jest wcześniejsze od kury, De­
meter jest córką Persefony, Demeter jest wyłoniona
z Persefony przez rozdzielenie i dlatego Demetet jest
boginią chtoniczną. A l e to są sprawy już szczegółowe,
do dyskusji w innym miejscu.
Natomiast jeśli idzie o dyskusję, która poszła w stro­
nę związków rytuału i teatru, chciałbym odnieść się po
pierwsze do tego, o czym mówił profesor Schechner, do
stosunku badacza do przedmiotu, do pytania, k i m je­
steśmy wobec tego, co oglądamy, do tego swego rodza­
j u zażenowania, kłopotów i jakichś innych tam spraw.
Ja mam na to bardzo proste rozwiązanie, które może
wynika z fałszywej skromności. Uważam, że uczony po­
winien starać się odwracać tradycyjną relację wobec
badanego przedmiotu. Podmiotem jest według mnie
przedmiot, który badamy - to o n rządzi nami, a nie my
nim. M y jesteśmy przedmiotem, a przedmiot badany
podmiotem, czyli czymś aktywnym, co na. nas działa
i czemu, my się musimy poddać.
T o jest jedna kwestia. Druga kwestia, to jest taka
króciutka tylko pretensja do pana doktora Kubikowskiego - uważam, że myśmy nigdy nie byli skolonizowa­
n i . Kolonizacja jest działaniem odnoszącym się do i n ­
nej kultury, a myśmy nigdy nie byli poza Europą, nawet
wtedy, gdy byliśmy pod obcymi rządami. Myśmy byli
podbici częściowo przez Europejczyków, częściowo
przez Azjatów. Natomiast nie przestaliśmy nigdy być
Europejczykami.
I wreszcie trzecia, podstawowa sprawa - to, o czym
dzisiaj była mowa bez przerwy, a mianowicie rytuał
i niemożność wybrnięcia z tego, co jest rytuałem a co
jest teatrem. Dla mnie sprawa jest absolutnie prosta
i oczywista, więc może upraszczam i to w sposób rady­
kalny. Jeżeli Państwo nie chcą słowa rytuał, niech Pań­
stwo wezmą sobie słowo sakrament. N a czym polega
sakrament? Polega na uczestnictwie. T o , co pan Kubikowski powiedział, że nie zagląda do zakrystii, to jest
oczywiste, ale pan uczestniczy, pan jest włączony.
A poza tym sakrament jest połączony z sacrum, aczkol­
wiek słowo sacrum jest dla mnie słowem przegranym,
tak samo jak słowo rytuał.
T y m , co powoduje moją absolutną furię jako histo­
ryka sztuki, historyka, po części, religii, historyka czy
uczestnika sztuki teatralnej jest słowo „odbiór", któte

156

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

i
A

WKtm

Studenci A k a d e m i i Praktyk Teatralnych. Zajęcia warsztatowe z i n s t r u k t o r e m Capoeira A n d r e Reisen (Brazylia), Gardzienice 2000. Fot.
Przemek Sieraczyński

zrobiło s t r a s z l i w ą karierę p o p r z e z s t r u k t u r a l i z m . Jest
to słowo, które u k a z u j e w i d z a jako kogoś b i e r n e g o
w o b e c akcji, którą o b s e r w u j e , c z y l i kogoś, k t o
nie
uczestniczy
tylko odbiera, t a k j a k d z i e c k o , które
otwiera b u z i ę i w t e d y w k ł a d a m u s i ę ł y ż k ę z k a s z k ą
i ono albo w y p l u j e , a l b o n i e . Słowo „odbiót" j e s t d l a
mnie s ł o w e m z a b ó j c z y m , jeśli i d z i e o k o n c e p c j ę k o n ­
t a k t u c z ł o w i e k a ze s z t u k ą , dlatego, że o z n a c z a ono, że
moja a k t y w n o ś ć d u c h o w a , c z y i n t e l e k t u a l n a , c z y j e d ­
n a i d t u g a , są l u b mogą b y ć w y ł ą c z o n e . Tutaj z a w s z e
posługuję

się

przykładem

interpretacji

muzycznej.

I t v l k n r a k w y o b r a ż a m s o b i e k o n t a k t ze s z t u k a tvtura w y k o n y w a n a nr ez dvrvaenta

n i a n i ste

7

ka
Ra

7

v 7 n i L L a

czy

spiewaKa

ptawaztwy
moim

zdaniem,

bie

mianowicie

dy

kiedy

Mogło

byc

ale n a s t ą p i ł

która w

Dionizosa

co

wystąpienia,

Lengauera.

profesora

pan

profesor

mówił

o orfizmie i związku

Otóż

z misteriami orfickimi.

na

kultu

w y d a j e m i się, że

m o ż e m y p o d e j r z e w a ć , iż i s t o t ą m i s t e r i ó w b y ł j e d n a k w y ­
miar

Pan

eschatologiczny.

profesor w s p o m i n a ł

o

zło­

tych listkach, które mogły m i e ć związek z misteriami
fików,

or­

że

skrzyń

są

pewną

wskazówką

dla

wtajemniczonych

w misteria, by po śmierci mogli przejść etap z życia ziem­

Kontakt

jeayny

skiego

kontakt
jest

związku

rytuałem, a

z

się

sakramentem
tozdział,

azieiem

azieiem.

z

tym

teatrem,

-

w

ostatnia
tym,

co

nas,

sztukę

stosunek

w

so­

sprawa
było

l eatr powstał

wte­

uczestnictwo

początku -

me

wiemy.

prawdopodobnie

było -

na

salę

i

widownię.

nieuczestnicze-

tutaj n a z y w a n e

rytuałem

o
z

do

niebiańskiego.

tabliczkach

Turioi,

się

czy

Pan

profesor w s p o m n i a ł

Pelieny. Mnie
interesujący,

Dionizosa,

funkcjonuje

jako

przypomniał

jeśli c h o d z i

o

bóstwo

sprawcze

do

w

postaci

mleka".

koziołka

Badacze

bardzo

odradzania

sądzą

i

też
listek

teriomor-

reinkarna

złotym listku widnieje mianowicie

Dionizosa

wskoczyłeś

się

który w tym aspekcie

jak niektórzy badacze nawet

ciLNatym
nek

z

bardzo

ficzną epifanię
dobrze

tutaj

bezpośrednie

rozerwanie

co było

Kazay z

autentycznie
musi ten

Czym to było na

tym,

swojego

wykładzie
tego,

jest

I w związku z tym powstała możliwość

ma,

końcu

w

wszystkim do

dwóch

to

skończyło

w-dramacie.

poruszonych

Przede

do

chciałabym nawiązać

iedvny

kwestia rozmc między

pokazywane:

spraw

trudem

niedopuszczalna.

konraWV d.iełem

jeżeli

w

K r y s t y n a B a r t o l : Ja

jest

iesr

zaangażowany,

wyzwolić,

zostać przy t y m słowie, k t ó r e m i t r o c h ę z

to

możliwy

i w istnienie

nar

żeby

przechodzi przez gardło -

napis

interpretują

wizeru
koziołku

to

orzed

stawienie bard.o s y m b o l W n i e w kateaoriarb odrod™
stawienie
n i a się

Druga

-

Darozo symDoncznie, w k a t e g o n a c n

umierania i zyskiwania ponownego

rzecz, k t ó r a m i się skojarzyła d o t y c z y t y c h

dzo c i e k a w y c h rozważań interpretacyjnych

157

oorooza-

życia

pana

bar­

profe-

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

sora na temat Bachantek. Właśnie ta antynomia: porzą­
dek polis - porządek misteriów, czyli tego, co irracjonal­
ne. Zastanawiam się, czy tą ogólną antynomią nie moż­
na wyjaśnić również poglądów Platona na literaturę, na
poezję. Chodzi m i o ten zdecydowanie negatywny sto­
sunek Platona do boskiego szalu, o te fragmenty, w któ­
rych Platon powiada, że poezja, muzyka porusza te stru­
ny duszy, które nigdy drgać nie powinny. I czy nie jest
to właśnie dalekie echo tego przeciwstawienia.
J a c e k Dobrowolski: Ważnym pytaniem, które tu
jeszcze nie padło, jest pytanie o to, czego szukamy
w misteriach i jakich bogów przyzywamy? Jest na pew­
no rzeczą niebezpieczną, jeżeli przyzywamy bogów nie­
bezpiecznych. Jeżeli szukamy tego, co nieśmiertelne,
jeżeli szukamy światła, to nie uda nam się tak łatwo do
niego dotrzeć, ponieważ wędrujemy przez naszą pod­
świadomość, która w większości tradycji przedstawia­
na jest w sposób piekielny. Zmagamy się z tymi potwo­
rami i w końcu powinniśmy - jak na to wskazują losy
różnych herosów, bohaterów - dotrzeć do celu podró­
ży, do tego, co nieśmiertelne. A l e czy zawsze nam się
udaje, czy musimy przyzywać niebezpieczne potęgi, za­
fascynowani nimi? Z jakimi uczuciami do tego pod­
chodzimy? Czy jesteśmy kolekcjonerami, którzy zbie­
rają każde doświadczenia bo nas interesuje jakieś eks
tremum czy interesuje nas moc czy interesują nas
krwawe ońarv czv też chcemv iak naiszvbciei czv mo
że iak naisorawniei przedostać sie przez te wszystkie
warstwy nanwrności i dotrzeć do repo co nieśmiertel
ne. Otóż w tej chwili na świecie bardzo modne są
wszelkiego rodzaju stany zmienionej świadomości
modne jest słowo szamanizm, i jest batdzo wielu na­
uczycieli rozmaitej jakości. A musimy zawsze pamię­
tać, że „po owocach poznacie i c h " . Trzeba zawsze py­
tać, jaka to jest wspólnota. Czy ta wspólnota, która
oferuje jakieś misterium jest rzeczywiście wspólnotą
braterską, przepełnioną miłością i otwartą? I musimy
pytać, k i m jesteśmy, gdy do tego przystępujemy. Czy
tylko ulegamy fascynacji, bo jesteśmy znudzeni naszym
codziennym życiem, czy szukamy mocnych wrażeń,
czy też rzeczywiście poszukujemy prawdy, rozumianej
jako lekarstwo?
R i c h a r d S c h e c h n e r : Niezależnie od tego, co sami
myślimy, musimy wszyscy przyznać, że Santeria od­
prawiana dla Polaków ma zupełnie inne znaczenie,
niż ten sam rytuał odprawiany w jego naturalnym śro­
dowisku. Ja uczestniczyłem w rytuale Santerii na K u ­
bie i proszę m i wierzyć, że znaczy on tam zupełnie coś
innego. T a m na przykład n i k t nie ukrywa sytuacji od­
prawiania rytuału. T u wywieziono nas za daleko za
miasto, w ściśle dobranym gronie, więc pojawił się też
taki aspekt jak chęć uniknięcia skandalu. Nie unik­

158

niemy też chyba tego, że pojawienie się takiego zjawi­
ska w t y m a nie innym miejscu zawsze będzie w jakimś
stopniu egzotyką.
Mówimy t u wiele o przekazywaniu rytualnej wiedzy,
o tradycji rytuału. A przecież prezentacja Santerii
w Polsce pokazuje wyraźnie, że rytuał nie jest czymś
stałym, że wciąż się zmienia, odnawia, nieustannie
ustanawia nowe związki. Jak się wobec takiego zjawi­
ska zachować? Jakie mamy prawo uznać, że jakaś for­
ma rytuału jest „właściwa", „czysta" a inne są „nieau­
tentyczne"? Myślę, że tego typu hierarchie są niepraw­
dziwe i bezwartościowe. To, co jest wartościowe, to
pełna i oparta na równości wymiana. M y zbyt często
chcemy czcić, imitować, zachowywać zmitologizowany, „autentyczny" rytuał, używając argumentów typu:
„bo tak jest od wieków". Wczoraj, mówiąc o ramlili
w mieście Ramnagar wspominałem o takich elemen­
tach które Lizria.vva.i~ie Scj. za bardzo stare a w rzeczywi¬
stości pojawiły się kilkadziesiąt lat temu. T o pokazuje,
jak nieprawdziwe jest przekonanie że coś jest auten¬
tyczne bo pochodzi sprzed wielu lat a coś i n n e m nie
autentyczne, bo wykorzystuje n o w o c z e s n e środki i narzedzia la nie wierze w tern tvpu hierarchie W ogóle
nie wierzę w hierarchie, ale w różnorodność. Przywiążujemy n a przykład wielkie znaczenie d o transu, a prze­
cież wielcy aktorzy Z-ichodu też grają w transie A co
zrobić z postulatem zachowywania tradycji zachowy­
wani?! ryTnałnw

w n h p r r a l c i r h 7i?iwisk i a k oWalecyanip

kohier
Afwce albo
srare nrzeriez
rradvcyi
KODiet w ruryce,
diuo, hardzo
oaruzo stare
przecie i trauycyj
ne

rvrnnlv

w r z a s i e k r r n / r h s k ł a d a ł o sie o f i a r v z l u d z i

N i e można zakładać

że w s z v s r k o

co h a r d z ,

r a r r iesr

i n ż z rracji
a r i i tego
t ę p o bDarcizo
ardzo w
artośYiowe n
ie m
o ż n n zawężać
zaweżar
juz
wartościowe,
nic
można
poia opserwacji t y i K o a o tego, co rzeicomo autentycz­
ne, wierzę w różnorodność, wierzę w potrzeoę intere­
sowania się tym, c o odmienne, c o nie powtarza niewol­
niczo wzoru, w zmienność, wierzę w proces historyczny
jalco prawdziwy przedmiot zainteresowania i oadania.

Włodzimierz i&gt;toniewski: N a zakończenie te, naszej:j długiej rozmowy chciałbym
cnciałbym przypomnieć pewne
wydarzenie. Kilkanaście lat temu organizowałem inne
sympozjum, w innym czasie - to byt jeszcze komunizm,
była żelazna kurtyna, żyliśmy w całkiem innej rzeczywi­
stości. Sympozjum to było zatytułowane „Przyroda sło­
wa w tradycjach teatralnych . Zaprosiłem na nie wyko­
nawców roli Hamleta z różnych krajów, z różnych kon­
tynentów. Był wśród nich między innymi aktor, który
grał Hamleta w spektaklu Ingmara Bergmana, był Jerzy
Radziwiłowicz, który próbował rolę Hamleta ze Swinarskim, byli wybitni wykonawcy tej roli z Norwegii,
z Japonii. Byłem nawet o krok od zaproszenia Smoktunowskiego. Wszyscy oni mówili o momencie transgre­
sji. A l e najciekawszą osobą był Joseph Chaikin, który
nie grał nigdy roli Hamleta, natomiast był wówczas cią-

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

gle jeszcze w fazie rekonwalescencji po bardzo ciężkim
wylewie. I on czytał swój bardzo piękny poemat, który
się nazywał Wojna w niebie . Czytał ten poemat czło­
wiek, który na skutek wylewu stracił mowę i odzyski­
wał ją czytając. Wszyscy mieliśmy poczucie, że mamy
do czynienia, inaczej się tego nie dało ująć - z miste­
rium, że mamy do czynienia z rolą, której nie możemy
już ujmować w kategoriach artystycznych, że mamy do
czynienia z sytuacją, w której magia nieustannie się
przeplata z teatrem, ponieważ był to występ publiczny.
Sposób, w jaki o n walczył ze swoim ograniczeniem wy­
mawiając słowa tak, jakby rzeźbił je z kamienia, był
obezwładniający. Mieliśmy do czynienia z teatrem, ale
mieliśmy jednocześnie do czynienia z misterium mortis.
Mówiono — to jest zwykłe szmaństwo, to nie jest teatr
- takie różne rzeczy
1

Ja przez te wszystkie lata zawsze miałem taką reflek­
sję, że moment graniczny, w którym misterium czy rytu­
ał łączy się z teatrem, to jest moment szczególnego ro­
dzaju wysiłku, szczególnego rodzaju trudu, trudu prze­
kroczenia swojego własnego ograniczenia, trudu prze­
kroczenia progu swoich własnych możliwości. I jest to
właściwe zarówno zjawisku rytuału (wczoraj mieliśmy
z tym do czynienia) jak i pewnym stanom w teatrze.
Bardzo m i przykro, że doszło do kontrowersji między
mną a doktorem Guszpitem i doktorem Taranienką,
którzy są zwolennikami naszego przedstawienia, ale
w trakcie procesu prób myśmy się zatrzymali w punk­
cie, który dopiero dla nas stawał się najbardziej ape­
tyczny, najbardziej pociągający i który kieruje nas k u
misteriom starożytnej Grecji i k u współcześnie żywym
tradycjom rdzennym, w których mamy do czynienia

k

159

z rytuałem. W odniesieniu do obu tych sfer doznaję te­
go stanu pokory, o którym już wspomniałem. Doznaję
go wtedy, kiedy mam do czynienia z niezwykle precy­
zyjnym przekazem wiedzy. Czyli w stosunku do na­
ukowców, którzy mnie instruują, tak jak profesor Danielewicz, dzięki któremu, między innymi, Metamorfo­
zy mogły powstać, którzy mnie instruują, jak pewien
materiał do którego sięgamy, materiał archaiczny, mo­
że a jak nie może być potraktowany i również wpadam
w stan pokory, kiedy mam do czynienia z Santero, któ­
ry mówi m i , jak fraza zaklęcia może być, a jak nie mo­
że być zaśpiewana.
Myślę, że do wielu kwestii, które poruszyliśmy pod­
czas tej dyskusji wielokrotnie jeszcze będziemy wracać,
bo są to sprawy ważne, bodaj, czy nie jedne z najważ­
niejszych w dzisiejszej kulturze i w dzisiejszym teatrze.
Bardzo dziękuję Państwu za to spotkanie i wszystkim
Państwu na widowni za uwagę i cierpliwość, z jaką ze­
chcieliście nas wysłuchać.
(oprać. Dańusz

Kosiński)

Schechner użył t u oczywiście angielskiego słowa

performance,

Przypisy
1

które ma nieco inne zabarwienie znaczeniowe niż polskie
„przedstawienie" czy „widowisko" odnosząc się raczej do samej
czynności, a nie do faktu obrazowania czego lub pokazywania
czegoś. N a tę istotną różnicę zwracał uwagę m . i n . Jerzy Gro­
towski (zob. J. Grotowski, Przemówienie

doctora honoris causa,

„Notatnik Teatralny" 192 n r 4, s. 24). Zwracam uwagę na tę
różnicę, ponieważ odwołanie do samej czynności pozwala swo­
bodnie obejmować t y m samym słowem i rytuał (ritual perfor­
mance) i teatr (theatrical performance).
2

O p u b l i k o w a n y w polskim tłumaczeniu Grzegorza Godlewskie­
go w „Dialogu" n r 6 z 1988 r.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11166" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11144">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/89c74f616add1af0b59606fbfb280607.pdf</src>
        <authentication>0521eec22efe1dcd3d1f2fc141e2fccd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133130">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3044</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133131">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133132">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2848</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133133">
                <text>Taniec z tradycją jak z wazą François / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133134">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.194-239</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133135">
                <text>Bartol, Krystyna [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133136">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133137">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133138">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133139">
                <text>T A N I E C Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ F R A N C O I S . R O Z M O W A O G A R D Z I E N I C A C H I M E T A M O R F O Z A C H

niu spektakli, i związany jest dłużej z dziejami „Gardzienic", zabrał głos pierwszy, prawda? A ci, którzy ze­
tknęli się raczej później i już na etapie gotowego spek­
taklu, np. Metamorfoz włączyli się w odpowiednim mo­
mencie. Taką miałbym propozycję.

Taniec z tradycją
jak z wazą Francois
Rozmowa o Gardzienicach
[Metamorfozach

Włodzimierz Lengauer: Cisza nie może się prze­
dłużać, bo taśma leci, więc...
Włodzimierz Staniewski: Wobec tego ja powiem
anegdotę na temat cichych taśm. Zdarzyło się przed la­
ty, w zimę stulecia. Za komunizmu śniegi były kopne.
Jak przysypywało drogi to trzeba było chodzić polami,
z pól bowiem śnieg wywiewał kontynentalny wiatt.
Owej zimy czekaliśmy chyba ze dwa tygodnie aż pojawi
się pług, który udrożni przejazd z Gardzienic do Piask.
Właśnie przyjechał Andre Gregory, który robił film

Krystyna Bartol, Anna
Wyka,
Zbigniew Benedyktowicz, Jerzy
Danielewicz,
Jacek Dobrowolski, Ireneusz
Guszpit,
Dariusz Kosiński, Tomasz
Kubikowski,
Wbdzimierz Lengauer, Czesław
Robotycki,
Tomasz Rodowicz, Maciej Rychły,
Włodzimierz Staniewski, Zbigniew
Taranienko,
Lech Trzcionkowski,
Magdalena
Bartnik,
Agata Zyglewska, Paweł Passini

Włodzimierz Staniewski: W i t a m szanownych go¬
ści. Cieszę się, że możemy kontynuować w Gardzieni­
cach debatę rozpoczętą w Krakowie. Odbywa się ona
przy okazji jutrzejszego spotkania noworocznego. Był­
bym bardzo rad, gdybyście wzięli Państwo udział
w Zgromadzeniu z lokalną społecznością. Moja rola na
tym się kończy. Przekazuję glos panu Zbigniewowi Benedyktowiczowi, który będzie to spotkanie prowadził.
Zbigniew Benedyktowicz: Dziękuję. Chciałbym
zaproponować, żeby nasza rozmowa ogniskowała się
wokół tych trzech punktów, pytań, wątków, z którymi
zwtóciliśmy się do Państwa wcześniej, a które szczegól­
nie są dla nas interesujące:
1.
2.

3.

Moje doświadczenia współpracy z „Gardzienicami."
O Metamorfozach - prosilibyśmy o wypowiedzi
na temat ostatniego spektaklu i towarzyszącej
mu eksplikacji, o tej drugiej części - „Zgroma­
dzeniu", które następowało po spektaklach.
Znaczenie i rola inicjacji i misteriów w kulturze
współczesnej.

0 nas. Miał świetną ekipę z „National Geographic".
John Heilpern, który napisał książkę o wyprawie
Brooka do A f r y k i był narratorem tego filmu i robił ze
mną wywiad. Siedzieliśmy w tzw. internacie, było gru­
bo poniżej zera, więc siedzieliśmy w kożuchach. Heil­
pern zadawał m i pytania, które same w sobie zawierały
odpowiedź. Mogłem odpowiedzieć „tak" lub „nie".
Mogłem milczeć. Chiquita i Andre Gregory popijali
whisky żeby nie zamarznąć. Ja milczałem. Pauzy się
przedłużały a ziąb dokuczał. Lee Harvey, akustyk
z „National Geographic", w tej coraz bardziej zagęsz"
czającej się ciszy podsuwał nam mikrofony pod nos.
Teraz i Heilpern milczał. I m my obaj coraz bardziej za"
padaliśmy się w milczenie, t y m natrętniej Lee podsu­
wał te mikrofony. Ja milczę, Heilpern milczy. Harvey
podsuwa mikrofon Heilpernowi, podsuwa mnie, pod­
suwa Heilpernowi, podsuwa mnie. N a to Heilpern mó­
w i : „Lee, po cholerę ty ten mikrofon podsuwasz?"
A Harvev na to' ła musze mieć te cisze w Nowvm lork u ! Ja muszę mieć tę ciszę!" I have to have this silen­
ce i n New Y o r k ! " Ciszę Dzikiego Wschodu
A n n a W y k a : M a m jedno pytanie. Jeśli pamiętamy
1 czy pamiętamy, kiedy, kto z nas był tutaj po raz pierw­
szy? Wtedy jeszcze tego salonu nie było.

Zaczynamy naszą rozmowę późnym wieczorem
i pewnie zdołamy teraz jedynie część z tych wątków po­
ruszyć, do innych powrócimy jutro. Nie ustalaliśmy t u ­
taj żadnego porządku, liczę na to, że te punkty są na ty­
le otwarte, że od każdego z nich możemy zacząć.
Jerzy Danielewicz: Niemniej jakiś porządek chro­
nologiczny został zaproponowany, a więc myślę, że by­
łoby sensownie, aby ktoś kto uczestniczył w powstawa­

Czesław Robotycki: Ja mogę odpowiedzieć na to.
Mogę odpowiedzieć tak: pamiętam, kiedy w Krakowie,
przyprowadzony został przez koleżankę do mnie do do­
mu Włodek, o którym powiedziała, że właśnie poszu­
kuje on miejsca na teatr. Staniewski zaproponował m i
abym pojechał z n i m jako etnograf znający okolicę, by
wybrać odpowiednie miejsce. Tak poznaliśmy się. Jeź­
dziliśmy po Południowej Małopolsce i szukaliśmy miej­
sca na Włodkowy teatr. Z wielu miejsc był bardzo nie­
zadowolony, dlatego zaprosił nawet do współpracy cy­
gańskiego eksperta i próbował zahaczyć się koło Sza-

194

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH
flar, gdzie jest osiedle cygańskie. Zawiódł się O n na Cy­
ganach spodziewając się, że będą to ludzie pełni auten­
tycznej ekspresji. Okazało się, że w kontaktach z inny­
mi grają oni przypisywane i m społecznie role ludzi
z marginesu pozostając w zgodzie z oczekiwaniami, ja­
kie wynikały z kontaktów ze światem zewnętrznym.
Nie przypuszczam, by udało się wam (twojej Włodku
grupie) przeniknąć pancerz podwójnej osobowości
zbiorowej, jaki od lat wyrobili sobie Cyganie.

Czesław Robotycki: T y m samym, jeżeli można żyć
teatrem, można żyć rytuałem. Kiedyś życie w zgodzie
z rytuałem było czymś normalnym (to takie powszech­
ne antropologiczne przekonanie), a teraz żyjemy
w wielce zróżnicowanych zbiorowościach, odgrywamy
wiele ról społecznych i całościowe spełnienie rytualne
jest niemożliwe. Stwierdzam tu fakty dość banalne, ale
one zahaczają o samą istotę tego, czego kiedyś szukał
w teatrze Włodek, gdy powstawały „Gardzienice".

Taki był początek naszej znajomości i takie ówcze­
sne Włodkowe peregrynacje po Polsce południowej,
które zakończyły się niepowodzeniem.

Włodzimierz Staniewski: Tak, tam było jednak
trochę inaczej, bo myśmy się na Cyganach nie zawiedli.

Włodzimierz Staniewski: N o , nie! Zasiedliliśmy się.
Czesław Robotycki: Nie osiedliliście się. Powie­
działeś wtedy, że jednak to nie jest, to czego szukasz.
A przyznam, że wtedy byłem pełen wątpliwości
i w trakcie naszych podróży cały czas prowadziliśmy
dyskusje. Ja byłem pełen wątpliwości co do formy, któ­
rą wymyślił sobie Włodek, a O n przekonywał mnie, że
są jeszcze takie miejsca, że muszą być jeszcze tacy l u ­
dzie i środowiska, w których O n będzie mógł zrealizo­
wać swoją ideę wyłuszczaną m i w czasie wspólnych
pierwszych poszukiwań.
Włodzimierz Staniewski: T o był „program wiejski".
Czesław Robotycki: Tak, to był początek. A ja Go
przez cały czas przekonywałem, że takich miejsc już nie
ma, że to już jest niemożliwe. I ten rodzaj sceptycyzmu
do dzisiaj gdzieś we mnie tkwi i uważam, że mógłby on
nawet przy naszych obecnych rozmowach wybuchać.
Pozostaje bowiem kwestia właśnie autentyczności ob­
rzędu, rytuału i teatru w naszym współczesnym świecie,
w którym nie ma miejsca na jednoimienne wzorce kul­
tury funkcjonujące kiedyś w społecznościach tradycyj­
nych a takich nasz pan dyrektor poszukiwał. Znalazł
coś bardzo ciekawego, co stało się później zaczynem ca"
lego ruchu, ale to już następna faza Jego działań i o tym
nie chcę mówić. Było rodzajem paradoksu poszukiwa­
nie autentyczności w kulturze ludowej lub w rozma­
itych środowiskach lokalnych, ponieważ one już wtedy
nie renrodukowałv idiomu kultury ludowei nie bvł on
iedvnvm w którym m o d y sie one snełniać Uczestnicy
ei kultury trafiali i ¿vii w różnych kreeach soołecznych
i w związku z tym musieli sie wytrenować w rozmairych
sposobach odgrywania ról społecznych. I to jest to, co
nas przecież także dotyka. Dlatego nieustannie w każ­
dej sytuacji powtarza się kwestia autentyczności, czego
poszukuje się w teatrze, czego poszukuje się w rytuale.
To są pytania ważne do dzisiaj...
Anna W y k a : I czego się poszukuje w życiu.

Czesław Robotycki: Ja odnosiłem wówczas wła­
śnie takie wrażenie.
Włodzimierz Staniewski: Nie zawiedliśmy się,
a nawet, te doświadczenia, które mieliśmy z Cyganami
przez pierwsze lata były dość istotne dla sposobu ujęcia
scenicznego, do ujęć scenicznych w pierwszych pró­
bach, przy pracy nad Rabelais i przy pracy nad Mickie­
wiczem. Jest tam natomiast ciekawy szczegół. Całe wa­
sze towarzystwo: Stomma, Robotycki, Benedyktowicz...
Zbigniew Benedyktowicz: Mnie tam nie było.
Włodzimierz Staniewski: Nie, ciebie nie było,
jednak...
Czesław Robotycki: Jak to nie było? W towarzy­
stwie był!
Włodzimierz Staniewski: W y mieliście taki ośro­
dek badawczy nad Bugiem. Jeździliście wtedy nad Bug.
M n i e to bardzo zainteresowało. Ja pochodziłem z za­
chodu, wychowany na zachodzie Polski, nie bardzo
zdawałem sobie sprawę czym ten wschód pachnie.
Drogowskaz w tę stronę trochę wyszedł od was. Te
pierwsze impulsy szły z rozmów na temat stanu i sytu­
acji kultury ludowej. I tu troszeczkę mam wrażenie, że
przeczysz sobie, bo tam ta wasza stacja badawcza była
ostatnią, zdaje się, redutą, ostatnim, zdaje się, miej­
scem, gdzie ten autentyzm istniał. I jeżeli jest to nie­
prawda, to znaczy, że wpuściliście mnie w maliny.
Czesław Robotycki: Powiem inaczej. M y nawza­
jem nie wpuściliśmy się w maliny, ponieważ każdy z nas
czegoś innego szukał. M y poszukiwaliśmy pewnego sta­
nu świadomości bez prób rekonstrukcji stanów archa­
icznych, po prostu stwierdzaliśmy stan taki, jaki on był.
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że na, tak zwanej,
„ścianie wschodniej" elementy światopoglądu tradycyj¬
nego przetrwały wyraźniej wśród współczesnych form
światopoglądowych. Ale, według mnie, nie istnieją one

195

��TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH
autonomicznie, lecz tworzą nową synkretyczną formę.
I ta synkretyczną kultura była przedmiotem naszych ba­
dań. Tu trzeba dodać słówko o rodzaju inspiracji lub za­
łożeniu, jakie czynią ci, którzy ruszają na poszukiwanie
kultury ludowej. Mają o n i z tyłu głowy takie założenie:
kultura ludowa - to autentyczne przeżycie świata. M y ­
ślę, że wtedy takie założenie C i przyświecało, jasne, że
z czasem Twoje poglądy ewoluowały, dojrzewały i dzi­
siaj precyzyjnie punktujesz swoje stanowisko. A ja jako
etnolog próbowałem Cię wtedy ostudzić w zapałach
twierdząc, że w kulturze ludowej, tak samo jak w in.nych, odbywa się też proces mimikry, gry pozorów i nie­
prawdy, ponieważ taka jest istota życia społecznego, po
prostu. I taki był chyba początek naszego spotkania.
Włodzimierz Lengauer: Obawiam się, że troszkę zo­
sta! zakłócony ten porządek rozmowy, ponieważ pytamy
właściwie pana Staniewskiego jaki był jego początek za­
miast mówić o tym, jaki był nasz początek spotkań
z „Gardzienicami". Co tym bardziej mnie wobec tego
ośmiela i wręcz prowokuje do dalszego odpytywania pa­
na Staniewskiego. Bo moje doświadczenia współpracy
z „Gardzienicami" są bardzo niedawne. Jestem chyba
najmłodszy z tego punktu widzenia. Dopiero dwa lata te­
mu spotkaliśmy się, a pretekstem do tego były Metamor­
foza rzecz jasna, wtedy już gotowe. I tu muszę powiedzieć
od razu z pewnć^ dozą kokieterii oraz nieszczerą skrom­
nością, zawsze powiadam o sobie, że jestem po prostu
prosty historyk. Reprezentuje dyscyplinę która sie kie¬
dyś nazywała Altertumsuiissenschaft. I to, co przed chwilą
pozwoliło panu na taki skok oto pojawiła się kwestia po
czątku, kwestia kultury ludowej, kwestia tego czego pan
szukał tu. To wobec tego jak to sie stało że teraz jest tu
rai aż czterech filologów klasycznych Jeśli i mnie do nich
można zaliczyć również to jak to sie stało że od kultury
ludowej do filologii klasycznej? Gdvbv pan to
właśnie
takiemu jdK
iak jd,
ia który
do tego
widsme komuś
KUIIIUS tdKiemu
Który nainóźniei
iidjpozmej uo
towarzystwa dołączył i jest tego ciekaw
Włodzimierz Staniewski: Stawiacie mnie pań­
stwo w trudnej sytuacji każąc tak u wstępu robić spo­
wiedź z dwudziestu czterech lat działalności. Proszę po­
zwolić mi spasować. T y m bardziej, że to by było wbrew
założeniom...
Włodzimierz Lengauer: Nie, nie!
Czesław R o b o t y c k i : A l e pytanie pana profesora
Lengauera jest tu bardzo ważne!
Włodzimierz Lengauer: Pan jest...
Anna W y k a : Mogę, mogę coś powiedzieć, bezczel­
nie? Absolutnie bezczelnie - T o oczywiste!

Czesław Robotycki: Rodzaj odbytej drogi?
A n n a W y k a : Że ta droga tak wyglądała. O d kultu­
ry ludowej do kultury antycznej. Nie mogła inaczej wy­
glądać. Tak myślę. N a szczęście...
Czesław Robotycki: Może pani profesor rozwinie
tę myśl, dlaczego to oczywiste?
Włodzimierz Lengauer: Dla mnie ona nie jest
właśnie taka oczywista, a rzeczywiście jest interesująca.
A n n a W y k a : A co może być początkiem dla ludzi
żyjących w tym skrawku Europy? Tak niedaleko od
Lwowa, tak niedaleko od Wilna...
Zbigniew T a r a n i e n k o : T o oczywiste. Staniewski
się ucywilizował...
C h ó r mieszany: (śmiech)
A n n a W y k a : Po prostu się dokopał do genów.
Włodzimierz Lengauer: Ja z kolei bym powiedział,
że m i się nigdy nie wydawała starożytność klasyczna tak
oczywistą przeszłością. T u bym miał dużo wątpliwości.
A n n a W y k a : Ja nie mam. Spacerując po Lwowie
nie mam cienia wątpliwości, skąd się wywodzimy. Eu­
ropa środkowo-wschodnia.
Włodzimierz Lengauer: N o tak, oczywiście.
A n n a W y k a : Właśnie. T a m architektura jest prze­
cież „podszyta" antykiem.
Włodzimierz Lengauer: T o akurat dotyczyć wte­
dy może każdego zakątka Europy, chyba jeszcze tak.
A l e nie jest dla mnie takie zupełnie oczywiste ani
związki teatru współczesnego z teatrem starożytnym,
ani w ogóle związki kultury współczesnej, naszych po­
trzeb kulturalnych z kulturą starożytną. Mnie na przy­
kład bardzo interesuje czego szukał pan Włodzimierz
Staniewski. T y m bardziej że, dość to jest banalne
i wszyscy z państwa zresztą i czytali i słyszeli podobne
wypowiedzi, z którymi nie raz się spotkałem. Ostatnio
słyszałem pewnego przyjaciela, którego zdanie bardzo
sobie cenię, który był na Metamorfozach, które widział
po raz pierwszy niedawno i był nieco zdziwiony, bo jak
powiada- T o nie ma nic wspólnego z tekstem Apulejusza". Przyjął także i mój punkt widzenia że to mniej
wiecei o to chodziło że nie musi mieć nic wspólnego
z tekstem Anuleiusza Ale przecież ten problem oczy
wiście istnieje co ze starożytności klasycznej z owych

197

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIEN1CACH I METAMORFOZACH

wątków klasycznych i dlaczego dzisiaj czerpiemy i jak

stopadzie po raz pierwszy. Przyjechałem tutaj, żeby po­

mamy do tego podchodzić? Nie jest dla mnie absolut­
nie oczywiste, że właśnie akurat nie tylko Metamorfoz

jechać na Wyprawę. I co się okazało, że na drzwiach tej
chaty, która stoi vis-à-vis wisiała kartka: „Ireczku drogi

ale pojawiające się tam inne odniesienia, to co w Me¬

spotykamy się pod Janowem koło lasku". Więc apidt' '

tamorfozach pan Staniewski odczytał, czego właśnie

ttzeba było przejść pieszo pięć kilometrów do Piask, po­
tem na coś się załapać, dojechać do Lublina - ja mó­

w tekście Apulejusza może wcale nie ma. Nie jest dla
skiej kultury ludowej, że to ma coś wspólnego z poszu­

wię takim zarsonowvm iezvkiem trochę żebv oddać
iak to było - co to znaczy o wtedy noiechać do łanowa

kiwaniami pana Staniewskiego sprzed lat i dlatego

Wysiadało sie a lanowem nrawda norem szło sie i»

mnie ta droga interesuje.

k a l n o l n a d r L Na rei nolnei H r o i e snntkałem

mnie wcale oczywiste, że to jest akurat przeszłość pol­

7

nikrZi

• h l

n

l

v

r

i

w

f We

r l

ÏL

\1 i '

A n n a W y k a : A jakby tak odjąć te przymiotniki?

na której jecnau m m którzy mniej więcej
jak,a,
me byli z zespołu... Zatem było to bardzo wczesne,

Włodzimierz Lengauer: T o znaczy które?

i w takim właśnie miejscu, pozna jesienią, jeżeli chcą bym na podstawie tej cos mowie, co by konstytuowało
tę drogę co charakteryzowałoby to, co stało się poz-

A n n a W y k a : „Polska" i „ludowa".
Włodzimierz Lengauer: Nie da się ich, moim zda­

mej, co dawało szansę na zastanowienie się, jak łączą
się te wątki: obrzęd, kultura, dotykanie rytuału, wy­

niem odjąć. Nie da się odjąć przymiotnika „polska" od
kultury polskiej. Jest coś takiego jak kultura polska. Je­
stem o tym głęboko przekonany.

dzieć, że pierwsze, co było charakterystyczne dla Gardzienic i dla tych, którzy chcieli przyjść do Gardzienic,

A n n a W y k a : Ostatnio bardzo w Warszawie kryty,
kowano, że Kongres Kultury Polskiej nazywał się K o n ­
gresem Kultury Polskiej, tak jakby nie było Uktaińców
i innych narodowości w naszym kraju o obywatelstwie
polskim. Sugerowano, że powinien był się nazywać
Kongres Kultury

Pohla.

Włodzimierz Lengauer: H m .

chodzenie poza życie codzienne. T o trzeba by powie­

to tak naprawdę trzeba było wziąć plecak na plecy i wy¬
ruszyć. Wyruszyć, iść, dojść gdzieś tam. T o jest cecha
pierwsza. Po drugie, trzeba było sobie zdać sprawę z te­
go, że szło się w miejsca, które tak na dobrą sprawę by­
ły pod każdym względem obce. Ja przypominam sobie
zgromadzenie wieczorne w tejże wiosce o wdzięcznej
nazwie Granna-Bubel [właść.: Bubel-Granna - przyp.
red 1 edzie wyraźnie istniała ta zasada która charaktervzuè słowo b a r t e r " - n i e ś ń za nieśń działanie za dzm
łanie
newnei ciiwui
chwili zwiucu
zwrócił się
sie ^espui
zesnół do mieszkań
ldiue. 1 w pewnej
r ó w wioski7nśniewnirie swoje
swoie pieśni.
nieśni " Naa co
r o 7ar7Pfn
cow
W I O S K I , zaśpiewajcie
ac ę

A n n a W y k a : Ja mam kłopot z przymiotnikiem
„polski". Po prostu. Za Gombrowiczem.
Włodzimierz Lengauer: Ja się zgadzam, że kłopot
pewno istnieje, ale jednak jestem na tyle konserwatyw­
ny, że wydaje m i się, że jest właśnie coś takiego jak k u l ­
tura polska i także jest coś takiego jak kultura ludowa.
Co do tego, wydaje m i się, że to powinniśmy na począt­
ku przynajmniej sobie założyć i takie rozróżnienie przy­
jąć. Oczywiście możemy mówić o tym czy istnieje k u l ­
tura w ogóle, tylko wydaje m i się, że do niczego to nie
prowadzi, że musimy sobie jakoś roboczo pewnych roz­
różnień dokonywać. Tak jak mówimy, że istnieje filo­
logia klasyczna jako dyscyplina i ten przymiotnik „kla­
syczny" jest wtedy niezbędny. Tak jak mówimy, że ist­
nieje starożytność klasyczna i on jest niezbędny, bo sta­
rożytność klasyczna różni się czymś od starożytności ja­
ko eooki w dzieiach Australii Syberii i paru innych
kontynentów i mieisc Nie widźe możliwości rezvmacii
z tych przymiotnikowi
Ireneusz Guszpit: Otóż patrząc na te etapy drogi,
proszę państwa, ja tutaj przyjechałem w 1978 roku w l i ­

śpiewać j a a ą wozy kolorowe . L.zemu „jadą wozy Ko­
lorowe . ano temu
jak później wyszło, kiedy juz poszismy na przyjęcie zrobione przez Koło Uospodyn
Wiejskich - ze kiedy działający w tej wiosce zespól Ko­
ła Gospodyń Wiejskich pojechał do Krasnystawu do
powiatu i zaśpiewał swo, repertuar czyli te chachłac
kie pieśni, okazało się, ze został zdyskwalifikowany za
zły repertuar. Więc śpiewano to, co było prawomyśhr
i co było „dobre". Po trzecie: odsłaniano coś, co wyda-;
wało się jasne, a tak naprawdę było absolutnie niejasna
i nieoczywiste. Czyli można by powiedzieć, że „Gardzie- ;
nice" uświadamiały tym, którzy pozostawali poza cen­
t r u m kultury oficjalnej, że ich kultura ma jeszcze jaki¬
kolwiek sens i jeszcze jest ktoś kogo to interesuje. Spra-j
wa kolejna, jeżeli byśmy chcieli mówić jeszcze na takinj
poziomie bardzo elementarnym. Otóż to, proszę Pań¬
stwa, że przychodziło się do ludzi. T o szalenie istotne,
kiedy wszyscy wiemy, że do Klubów „Ruchu", na wy­
stępy przyjeżdżały zespoły, estrady, autokar przyjeżdżał,
wysiadano z autokaru, odbywało się imprezę, itd....
A t u do wioski się szło. Praktycznie do wioski się szło,
to było parę kilometrów, paręnaście. Wszystko niosło
się na plecach i pchało się wózek. Zatem, ten człowiek!

198

;

�TANIEC ZTRADYCJĄ JAK ZW A Z Ą FRANCOIS. R O Z M O W A O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

widział, ci mieszkańcy poszczególnych wsi mieli nama­
calny dowód na to, że chciało się do nich przyjechać,
że dawało się z siebie coś aby do nich dotrzeć. I że nie
ptzyjeżdżało się w sposób taki oficjalny tylko dawało się
swój najprostszy wysiłek. I t o jest taka odsłona czwar­
ta. Sptawa piąta, o której należałoby powiedzieć to to,
że na początku „Gardzienic" był bardzo mocny rygor.
Rygor wszelkich działań i zespołu, i dla tak zwanych to­
warzyszących osób. T e n rygor brał się z kilku rzeczy.
Jak sądzę, trzeba było utrzymać dyscyplinę, by wytrzy­
mać to wszystko, na co człowiek się godził. Inaczej mó­
wiąc językiem elementarnym: biedny, od materialnej
strony pattząc, teatr przyjeżdżał w biedne terytorium.
To dokładnie było tak. Ja mogę sobie z rozrzewnieniem
przypominać, że jadło się chleb z białym serem i cebu­
la i dżem iako coś podstawowego Tvle może anegdoty
wstępnej zapamiętanej z pierwszej wyprawy.
W tych działaniach, wszystko co robił zespól było ta­
kim działaniem „mimo wszystko". T o znaczy, jeżeli na­
wet niosły te działania za sobą pewną metafizykę, to
w samych działaniach, w tym, co proponowano nie by­
ło tej metafizyki. Przypominam sobie na przykład jak
zapraszał Włodek do ćwiczeń porannych, do poranne­
go biegu. Otóż o n mówił tak: „Dajmy coś ciału." T o
było na takim poziomie, a nie: „A teraz jednoczmy się
tam, itd...." T e n kontekst był jasny. Kiedy było się
w rzeczywistości Polski, kultury polskiej, kultury Polski
- zgadzam się, że to sformułowanie jest lepsze. Należa­
łoby zapytać, jak ta działalność miała się w rzeczywisto­
ści kultury innej. Przypominam sobie jeden z wyjazdów
pierwszych, to była Francja. Kiedy byłem z „Gardzienicami" we Francji w 1979 roku w grudniu. Wędrowali­
śmy po Lotaryngii T o była taka dziwna zima bo cały
czas deszcz padał. I chciałbym powiedzieć o tym, jak
z jednej s trony ta rzeczywistość saktalizowała sie sama
D zez n L a d e k a ze strony drugiei iak orzyimowane to
L ł o n r z e z mieszkańców Otóż nrzynominam sobie iak
¡ L v

, wioski d o wiośld

sznsmy z W I O S K I eto

WIOSKI,

ra

l!Zl«m,

lasku w r v m l a s k u r o ś s i e i a d ł o
i

narW s t r o n i e
nbl

IZ

A

*ie w J i m

zatrzymaliśmy się w taKim

morrw r

T r r Z i M ^ r i

zesnół crał
W

7

s i

śniewał

T nLńomin.m
óh k 7 ' r

orne w tym
i omka u tanusza z O S O D , Które są
tutaj, stato się cos takiego, ze nastąpi! wybucn eksta­
tycznego tańca i śpiewu z tletem. Nie wiem, gdzieś t u ­
taj lomasz siedzi na pewno przypominasz sobie tę sy¬
tuację bardzo dobrze. 1 w tym deszczu przestało się
grać, i zaczęliśmy iść dalej, bo już nie było sensu chro­
nić się pod drzewami. Kiedy doszliśmy do wsi, zaczęły
bić dzwony i deszcz przestał padać. N o więc, biły dzwo­
ny, „Gardzienice" doszły, rzeczywiście przypadek czy­
sty, ale kiedy „Gardzienice" weszły do wioski roz­
brzmiały dzwony w kościele i przestał padać deszcz.
Przestał padać. Przyszliśmy do takiej małej salki, to by­
ła salka katechetyczna gdzie Włodek, widziałem to po
raz pierwszy, postępował w sposób niezwykły, mianowi­

cie podchodził do każdej z osób i dawał jej w szklance
jakiś biały płyn i pastylki. Zachowywał się jak ojciec.
Wszyscy mokrzy. Kiedy doszło do mnie i wziąłem do
ręki tę szklankę i przechyliłem, okazało się, że Włodek
każdego częstował dawką spirytusu, czystego spirytusu
i witaminą „C", żebyśmy się nie rozchorowali. I to była
jedyna sytuacja w „Gardzienicach" jaką przypominam
sobie, że oficjalnie można było pić alkohol, a nawet
trzeba było go pić. T o też jedna z cech bardzo ważnych.
Jakiś czas ta wędrówka nasza po Lotaryngii trwała,
przypominam sobie, że na koniec tej wyprawy przyje­
chała deleracia do nas na konferencie nrasowa i wreczyła taki oora
obraz zdjęcie
czy to
zdl
czyta
ojęc e nie pamiętam
p mięmm^czy
to, było
oy o, zoję
cie, czy to byia g r a t u j w kazaym razie to byi na ciem­
nym tle taki jakiś bardzo jasny rozmaz, i kiedy zespól
pytał co to jest, to ofiarodawcy rzekli. ,,/Y to właśnie je­
steście wy „A to właśnie jesteście wy

J?

J

e

d

n

o

c

z

e

s

n

l

e

'

f^^TT

'

stawmIem

Włodkowi to pytanie, które było dla mnie wtedy wazne - do jakiego stopnia należy tworzyć język, kształto­
wać język artystyczny, żeby był językiem, który byłby do
zrozumienia poza naturalną sytuacją, poza swym kon­
tekstem, poza swoim środowiskiem. T o bardzo istotne.
Kiedy jesteś na terytorium swoim mówisz tym języ­
kiem, który jest znany, jesteś akceptowany, te reguły
gry są jasne, natomiast gdy wchodzisz w inny kontekst,
to rodzi się inna sytuacja. Myślę, że cała ta sfera wy­
praw poza swoje naturalne środowisko uczyła tego ję­
zyka, który stawał się językiem sztuki. Sztuki odnoszą­
cej się do tego wszystkiego, co absolutnie elementarne
i podstawowe. Może jest to jedna z dróg na to dojście,
przejście od kultury ludowej i przez kulturę ludową, do
kultury antyku do starożytnej Grecji o które pytał pan
profesor Lengauer.
1

Włodzimierz S t a n i e w s k i : Panie profesorze, taki
rodzaj próby przerzucania mostu między kulturą, na­
zwijmy ją swojską, a antyczną kulturą wysoką jest
w Apulejuszu w Złotym Osie. Apulejusz jest t u dobrą
wykładnią. Nasze przedsięwzięcia, które nazywałem
„wyprawy" postrzegane były najpierw jako pewnego ro­
dzaju fenomen socjologiczny. Ja się bardzo zżymałem
kiedy pracownia profesora Andrzeja Sicińskiego W oso¬
bach między innymi obecnej tutaj profesor A n n y W y ­
k i i kilku innych naukowców, Aldony Jawłowskiej, zaj­
mowała się nami jako zjawiskiem socjologicznym.
A dlaczego się zżymałem? A n o dlatego, że tutaj już
u poczęcia stały idee odnoszone do kultury i sztuki te­
atru. Przetwarzanie kultury ludowej i szukanie w niej
nie tvlko oarąfiańskiei rdzenności nie tvlko lokalizmu
ale szukanie w niei echa zamierzchłych czasów Rdzeń'
ność i tutejszość odniesioną do archaiczności, do anty­
ku m a m v w każdym dziele literackim które bvło two
rzywem do powoływania utworów scenicznych. Takim

199

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANÇOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

był pierwszy Rabelais - Gargantua i Pantagruel, takimi
były Dziady guślarskie, takim był Żywot protopopa Äw
wakuma, takim Carmina Burana i takim, jakby najle­
piej wypełniającym te idee okazał się Apulejusz. A p u lejusz, u którego tożsamość rdzenna, tubylcza, ziemskość łączona jest z sytuacjami mitologicznymi. U nie­
go w szczególnie szczęśliwy sposób obie perspektywy się
dopełniają. Ta rdzenność i rodzajowość wiejskich
w końcu przypadków, które mamy rozpisane w Złotym
Ośle odpowiada - wypisz wymaluj - scenariuszom życia
codziennego dzisiejszej wsi. I to w wielu kulturach, nie
tylko w naszej kulturze. I dalej idąc, u Apulejusza ob­
rzędowość życia codziennego przeskakuje nagle do ob­
rzędowości mitycznej.
Można sobie zadać pytanie czy Wesele Wyspiańskie­
go jest scenariuszem na temat zachowań lokalnych,
czy też jest wspaniałą transpozycją myślenia mitolo­
gicznego.
Zbigniew Benedyktowicz: W nawiązaniu do py­
tania pana profesora Lengauera o tę drogę jaka prze­
mierzyły „Gardzienice" od kultury ludowej do staro­
żytnej Grecji. Widziałbym tutaj rzecz w t y m sensie
oczywistą, w jakim motyw ten pojawił się w wypowie­
dzi pana Guszpita. T o znaczy oczywisty moment an­
tropologiczny, czy etnograficzny, kiedy była t u mowa
o spotkaniu z obcością. Zafascynowanie kulturą ludotakże i sięgnięcie po przewodników etnograficz­
nych w swoich poszukiwaniach
o czym mówił pan
profesor Robotycki - w ogóle te wyprawy do kręgu
kultury ludowej, to było pewnym zetknięciem się z sy~
tuacją obcości. I można by zatem powiedzieć, że wła¬
śnie te wyprstwy musiały doprowadzić w końcu do ter'
ra i n c o m i t a iaka dla współczesnego człowieka jest
starożytność bo jednak jesteśmy pod t y m względem t u
lokalnie wviâlowieni przez czterdzieści lat takiej a nie
innei edukacji T o iest ziemia dziś znana przeważnie
sner alisrom 7reszta dla mnie iest to rvs snecvficznv
rharakrervstvrznv dla poszukiwań iakie sie nodeimu
iernrai w T a r d L n i r a r h " Rn t w i ś c i e można no
wiedzieć, że każdy artysta, człowiek teatru,'reżyser bio­
rąc na warsztat jakieś dzieło zwraca się do'specjalistów
od danej epoki, czyta krytyków literackich, opiera się
na jakiejś wiedzy naukowej. A l e wydaje m i się, że t u ­
taj jest to rys bardzo znamienny, szczególny. Spośród
wszystkich przymiotników jakimi określano, czy moż­
na by określać teatr „Gardzienice", uderzył mnie ten
użyty przez profesora Schechnera podczas dyskusji pa­
nelowej w Krakowie, a mianowicie, że jest to teatr
postmodernistyczny. Zapamiętałem to, bo było to ude­
rzające chyba nie tylko dla mnie. W odpowiedzi Staniewski ogłosił ze sceny koniec postmodernizmu. M o ­
że jeszcze wrócimy do tego wątku. W przeciwieństwie
do diagnozy Schechnera dla mnie „Gardzienice" to

nie teatr postmodernistyczny, także nie teatr antropo- I
logiczny, czy etnograficzny lecz teatr hermeneutyczny,
który potrzebuje pomocy znawców, naukowców, filo­
logów, w tym przypadku filologów klasycznych, histo­
ryków starożytności, żeby pokonać tę obcość i wejść
na tę współcześnie właśnie nieznaną, zapomnianą, czy
niezrozumiałą ziemię i znaleźć się w kręgu jej mowy.
I w rezultacie pokazywać, to, o czym pan profesor po­
wiedział. Że jest to odczytanie Apulejusza skierowane |
do współczesności. Nie jest to łekcja martwego języka.
Zresztą ta druga część jakby eksplikacji, to zgromadze­
nie po spektaklu, gdzie pokazuje się drogę dochodze­
nia do utworu, tworzy coś takiego, co już nie jest te­
atrem co nie jest czystymi studiami ale zdaje relację
ze studiowania, jest swego rodzaju studium przedmio­
t u . I jest tam też sporo elementów zabawy, w samej
prezentacji, w odsłanianiu warsztatu, w tej eksplikacji
zawarty jest finał spotkania z nieznaną, zapomnianą,
albo jeszcze niekiedy obcą, niezrozumiałą kulturą,}
przeniesienie jej, przełożenie na język współczesny, i
Przecież całe te partie „wykładu" Staniewskiego
o t y m - jak mówiąc językiem współczesnym - „globalistyczna" była sytuacja w starożytności, jak nie mamy!
do czynienia z jedną, czystą sytuacją kulturową w sta­
rożytności, że to są wątki wędrowne, że to są migracje
idei, krążenie wierzeń, tekstów, pokazują w jaki spój
sób ów przekład się dokonuje. Dlatego widzę tu wła­
śnie jedno z określeń dla tych działań podejmowa­
nych przez „Gardzienice" jako działanie hermeneutyczne. Jeżeli przypomnieć ten rys hermeneutyki,
o której mówi się, że kiedy, jakaś ttadycja, jakiś języki
zostaje zapomniany, niezrozumiały, pottzebuje odczy-f
tania, potrzebuje interpretacji, to wtedy pojawia się
hermeneuta. W t e d y sięga się do specjalistów, a tych,
na różnych etapach działalności „Gardzienic" było
przecież bardzo wielu.
Moje doświadczenia spotkania z „Gardzienicami",
jest też bardzo świeże. Mógłbym powiedzieć, że towa­
rzyszyłem „Gardzienicom" z oddali. Zaczęło się to od
tego numeru teatralnego „Kontekstów", przygotowy¬
wanego przez ówczesnego redaktora naczelnego Alek­
sandra Jackowskiego 1 Konteksty" 1-2/19911 gdzie
tylko c zytałem artykuły wtedy powsi ałe tutaj parnietam teksty pana Mariusza Gołaja Tomka Rodowicza
oraz relacje innyc h uczestr lików tefi o teatru założycie­
li nć źnieiszego teat ru Wegaity" Pogranicza" - Wa
cława Sohastka K r z y s z t o f o L ż V w s k L o Właściwie
doniero nierws™ r J n r r y i e r h a ł e r n tu Ho Gardzenie
J ^ I m roku A 1 P LII
ren rałv r.as słyszałem d
w zesziym roku. £ i e przez ten ca y czas s y a
koiegow antropologów o organizowanym przez. w a i
spotkaniacn, sesjach n a u k o w y m , jako nieoyto oka
by mógłbym wziąć w ruch udział, ciągle jednak Dyl toj
dla mnie przykład takiego teatru, który bardzo umiejętme sięgał do znawców i tacnowcow ^y swoicn poszli*

200

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

kiwaniach. Pamiętam wasz występ na Senatorskiej
w Warszawie, co się paradoksalnie kłóciło całkowicie
z tą ideą porzucenia miasta, cywilizacji, osadzenia się
tutaj, wędrowania po wsiach i zbierania od tych star­
szych osób, tekstów, pieśni, materiału do przedsta­
wień. A jednak przyjechaliście do Warszawy. Pamię­
tam, że przy Awwakumie współpracował z wami teolog
Michał Klinger, od którego, jak i od innych dowie­
działem się, że „jest to najważniejszy w ogóle teatr na
świecie". V(^e wspomnianym numerze „Kontekstów"
jest zamieszczony tekst Michała Klingera, relacja, ra­
port z waszej wyprawy do klasztoru św. Onufrego,
klasztoru prawosławnego w labłecznei nad Bugiem.
F

6

J

1

o

I mogłem to oglądać w nienaturalnych wnętrzach Pa­
łacu Prymasowskiego na Senatorskiej. Awwakum.
I to bvło dla mnie fascvnuiace to co tutai orzv okazji
Metamorfoz tvch SYrnDoziow'krakowskichi udziału
orzv budowaniu tego spektaklu filologów znalazło swói
I v w v r a z mianowicie że t e n r v s hermeneutvrznv
s i e L e do' ałehokirh studiów f i l o W i r z n v r k feolo
p i r m v r b rzv antronolocnrznvrh w s n n t k a n L h z dana

L
vria U
l L o w a bvł
I l e lu W
s ODecny.
obernv czy
Pzv to DbeC trauycją
Kulturową
Dyi stare
w aas

dzie Bizancjum i prawosławie w Awwakumie

czy to

będzie starożytność przy Metamorfozach, czy średniow eczne Carmma Burana - t u ieszcze iedńo wsnomnie
ni, snotkani, , mn.vkoloaiern nrof Mirb.łern Rristi
spotkania muzykologlem prot. Micnaiem M i s t i ­
ge em i udzmi teatru w Warszawie. Ula mnie zawsze
byt to taki znamienny rys, bo ja powiadam ze w każ­
dym działaniu artystycznym, teatralnym, takie studia
się odbywa. Ale pytanie: czy aż właśnie takie, tak głę­
bokie, żeby zwoływać i organizować sesje naukowe, ro­
bić przy tym sympozjony, festiwale, zapraszać znawców
ze świata w danej dziedzinie. T o wszystko jeszcze raz
świadczy, że to jest coś więcej niż teatr. Że to jest rze­
czywiście też ośrodek myśli hermeneutycznej.

i gdzie indziej, dokąd docierał teatr, przypomina trochę
frazerowskie poszukiwanie uniwersalnej formuły rytu­
ału, jak to czyniono w X I X wieku. Staniewski i jego
grupa trafiają do marginalnych kultur lub zbiorowości,
które rytuały na różne sposoby uprawiają. By nie pozo­
stawać jednak ewolucjonistami musimy przyjąć tezy
współczesnej antropologii, a ta powiada, że świat jest
dzisiaj zdesakralizowany, kultury zatraciły wiele z m i ­
tycznych i rytualnych wymiarów, w których były kiedyś
zatopione. Mówi się przecież o desemantyzacji rytuału
i coraz częstszym jego komercyjnym charakterze. Pro­
ces ten nie ominął nawet bardzo izolowanych, wyda­
wało by się, terenów. Turystyka i podróż (również ta
teatralna) to jeden z wymiarów globalizacji. Współcze­
sny przechodzień - turysta uczestniczy i "ównocześnie
w kilku różnych modelach cywilizacyjnych lub socjokulturowych I za każdym razem musi znaleźć regułę
nostenowania odnowiadaiaca svtuacii w którei aktual
nie sie znalazł Prawda iest że to uczestnictwo ma cha
rakter nowierżrhownv a l e t o znowu iest cecha wsnół
rzesnem swidtd
świata łmlhm,
stwierdzenia kKiy
rv'
czesnego
Kuuuiy. Te
l e banalne
udiidiue siwieiuzeuia
ją jednak za sobą ważne dla nas pytanie czy w proce¬
sie nowoczesnej komunikacji nie zaciera się warstwa
rytualna kultur, tak istotna dla prawdziwości relacji
międzyludzkich. W każdych poszukiwaniach odbywa­
jących się na pograniczu teatru i innych form komuni­
kowania przyjmuje się, że mito-poetycki sposób widze­
nia świata jest bardziej autentyczny z punktu widzenia
ekspresji osobowości. Odrzuca się tu socjologiczną me­
taforę „rola społeczna" jako fałszującą osobowość.
-

Zbigniew T a r a n i e n k o : Wcale nie jestem pewien,
czy nie jest zupełnie odwrotnie, to znaczy, czy to co pan
powiedział nie jest właśnie mitotwórczą interpretacją
naszej cywilizacji - kulturową i naukową. Może czymś

Czesław Robotycki: Trzeba zwrócić uwagę, że po­
wstaje pewien rodzaj nieporozumienia, gdy kulturę l u ­
dową rozumie się jako atrybut grupy społecznej. Jeżeli
natomiast potraktuje się ją jako rodzaj struktury świa­
domościowej, która organizuje percepcję świata, a któ­
rej mechanizmem podstawowym jest myślenie o cha­
rakterze mito-magicznym lub mitologiczno-rytualnym,
to można powiedzieć, że teatr „Gardzienice" świado­
mie lub instynktownie poszukiwał elementów tegoż
funkcjonującego jeszcze mitu i żywego rytuału. Nato­
miast ciągle ciekawą kwestią z punktu widzenia antro­
pologa jest to, co mnie w Teatrze gardzienickim zawsze
intrygowało Jest to teatr który działa w zgodzie z pew**
ną myślą etnologiczną. Zakłada ona wspólną ludzką
postawę wobec świata
właśnie rytualno - mitolo
giczna. Poszukiwanie elementów rytuałów poprzez
nrzetamvwanie svtuacii obcości nie tvlko w Polsce ale
również poprzez wyprawy dö Hucułów, Meksyku

201

423
O d lewej: Zbigniew Benedyktowicz, A n n a W y k a ,
Ireneusz Guszpit. Fot. Przemek Sieraczyński

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

innym były poszukiwania Staniewskiego i grupy m u to¬
warzyszącej, która rozrastała się i zmieniała. Niektóre
poszukiwania były właśnie etnograficzne i rejestracyjne
a część zespołu - dotąd istniejąca - szukała zupełnie
czegoś innego. Myślę, że to było poszukiwanie źródeł
i poszukiwanie prawdy przy widzeniu zafałszowania ca­
łej rzeczywistości. T o była droga Staniewskiego, jego
poszukiwanie źródeł, to działalność życiowo-artystyczna niewątpliwie...

wszystko, tego, co o „Gardzienicach" należy napisać,
nie napisano, tylko że coś tu jest zafałszowane, że moż­
na jeszcze grzebać się w tym głębiej i coś ważnego od­
naleźć. Włodek się zgodził na to, żeby przez parę mie­
sięcy męczyć go rozmowami. T o było trudne: zaczął
uciekać przede mną w różny sposób.

Czesław Robotycki: T o nie ma konfliktu, sporu

0 życiu, o czymś innym, o prywatnościach. Pewne rze­
czy zostały wyjaśnione. Wielokrotnie pisałem o teatrze

Pytania były zadawane wielokrotnie. Rozmowy się
odbywały czasami do piątej rano, niezależnie od tego,
że pora była jak najmniej stosowna. Ostatnio nawet
nie rozmawiamy o teatrze, bo nie ma potrzeby. Tylko

między nami!

1 moje zdanie na ten temat jest oczywiste. Dorzucę jed­
nak parę uwag. Uciążliwe odkrywanie tego, co jest
ewentualną prawdą, prawdziwym stosunkiem między
ludźmi, przy odczuwaniu wspólnoty jako czegoś bez¬
względnie koniecznego w czasie, kiedy jesteśmy między
ludźmi, buduje „Gardzienice" cały czas, nawet w tej
chwili. Bez tego ten teatr inaczej by wyglądał. Byłby ja­
kimś prywatnym eksperymentem, szaloną fantazją,
ostatecznie czymś mało wartościowym. T o wspólnoto­
we poszukiwanie dawnych źródeł jest jednak bardzo
szybko przekształcane ze względu na temperament Sta­
niewskiego. O n musi przetwarzać, przerabiać, wyciągać
z tego esencję, budować nową strukturę - taką, która
zostanie zaakceptowana w pełni jako dzieło artystycz­
ne. Właściwie - dąży do doskonałości w każdej realiza­
cji. I to jest piętno; jeżeli w tym wszystkim będzie jakiś
drobny błąd, surowa reakcja Staniewskiego jest nie¬
unikniona. Cel artystyczny tworzy ostatecznie Gcir*
dzienice" w każdym przypadku A czy jest to rytuał mi
sterium czy teatr? Czy iest to nanrawde ważne? To tu

Zbigniew T a r a n i e n k o : Natomiast nie było to
świadome poszukiwanie od samego początku tego, co
my dzisiaj nazywamy rytuałem czy misterium, tylko
wynikło gdzieś po drodze. Była to nawet ucieczka od
rytuału i droga k u życiu. Zabawa w poszukiwanie rytu­
ału i stworzenie tego rodzaju ceremonii była dokona­
na przez Grotowskiego wcześniej. Rytuał Apocalypsis
cum figuris, można było powtarzać w nieskończoność,
jako środek obrzędu, który narastał wokół sacrum. Po
tym były techniki szukania nowego związku z przyro­
dą, sprawdzane po to, żeby dalej konstruować jakieś
przedziwne rytuały. Jak spotkałem się z teatrem Sta­
niewskiego? Spotkałem się z teatrem Staniewskiego
poprzez informacje dawane m i przez sąsiada i studen­
ta jednocześnie Leszka Kolankiewicza, który odwie­
dzał mnie czasem jeszcze pod koniec lat siedemdzie­
siątych. Ale odrzucałem poszukiwania Grotowskiego,
to brzezinkowe udawanie odszukiwanie nie wiadomo
czego rekonstruowanie Nie miałem zaufania do po
szukiwań młodej grupy jakiejś kultury ludowej która
iesr r a k a sama a k k i , l n r a neludowa nasza mieiska
z tvmi wszystkim i wadami Przez lata nie oglądałem
Pardonie"

ale &lt; * W ś n o d r o d z e z o h a r z y ł e m

świetny

spektakl Awwakumu. Po latach dopiero, poszukując
śladów udanego poszukiwania teatralnego wykorzy­
stującego nowe źródła do książki, też po rozmowie
z Kolankiewiczem spotkałem się ze Staniewskim. Naj­
pierw w Teatrze Studio potem w „Gardzienicach".
Chodziliśmy dosyć dziwnie tutaj po drogach i po mie­
dzach, rozmowa odbywała się na spacerze. Obchodzi­
liśmy siebie wokół. Włodek wietrzył we mnie inteli­
genta z miasta, jakiegoś dziennikarza, który zacznie
znowu jakieś niepotrzebne historie pisać, ja w n i m j u rodiwego chłopomana, który nie wiadomo po co robi
wiejską kulturę. I tak to się wszystko zaczynało.
Po paru miesiącach okazało się jednak, że nie jesteśmy
tymi osobami za które braliśmy się na samym począt­
ku, ani „Gardzienice" nie Sc| W ogóle tym, za co się je
bierze. Coś mnie zaczęło inspirować, żeby bardziej ten
teatr poznać. Po przestudiowaniu całego archiwum
i artykułów, które tam były, stwierdziłem, że mimo

rai m o ż e n w h v r a d w e r s a r z a m i

a l e l e n i e i z o s t a w i ć r n sn

bie na drugą część
Włodzimierz Lengauer: Ja rezerwuję sobie też
prawo do powrotu do tego wątku, na który pan Staniewski udzielił m i już trochę odpowiedzi, który dalej
mnie interesuje całkiem przyziemnie - po prostu bar­
dzo zawodowo; ta sprawa co z kultury antycznej, co ze
starożytności dzisiaj i kto może jeszcze brać i jak bierze.
I tu bardzo dziękuję za tę odpowiedź, ja bym tylko
chciał powiedzieć zupełnie osobiście, że dzięki temu ja
się spotkałem z „Gardzienicami" i dzięki temu, że pan I
sięgnął do Apulejusza, wobec tego to był szczególnie
dla mnie osobiście ważny wątek. A l e właśnie wracając
do tego momentu mojego spotkania z „Gardzienica­
m i " który w t y m porządku chronologicznym miał sie
tu jako pierwszy pojawić, to chciałem powiedzieć to co
już kiedyś
jakiejś okazji mówiłem la zostałem po
raz pierwszy zaproszony do Gardzienic" z inicjatywy
redakcji Dialogu" bo tam planowano dyskusie o Me
tamorfLdch
lak tu Jechałem to wiedziałem trochę
o tym przedstawieniu ale właściwie niewiele Wtedzia-

202

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

i fem już wtedy to, że niektórzy moi koledzy twierdzą, że
nie ma to nic wspólnego z tekstem. I muszę powie­
dzieć, nie wiem czy to odpowiada intencjom pana, pa­
nie Włodzimierzu, ale kiedy oglądałem ten spektakl to
doszedłem do wniosku, że pan to odczytał znakomicie,
co więcej, że pan jest Apulejuszem, jeśli tak to można
powiedzieć.
Włodzimierz Staniewski: T o chciałem panu pod­
powiedzieć właśnie. Tyle, że raczej zoślonym Lucju­
szem.
Włodzimierz Lengauer: T o cieszę się bardzo, że
trafiłem, właśnie to było moje wrażenie, którego potem
może w dyskusji tak nie sformułowałem. Pan jest A p u ­
lejuszem.
Włodzimierz Staniewski: N o raczej Lucjuszem.
Włodzimierz Lengauer: N i e . Jeżeli Lucjusz jest
także troszkę Apulejuszem, to prawda. Jadąc na ten
spektakl myślałem o tekście głównie. T e n tekst mnie
intrygował od lat i intryguje dalej. T e n tekst jest bo­
wiem dziełem człowieka o niezmiernie subtelnym wy­
kształceniu i subtelnym umyśle, myśliciela, platonika.
I ten tekst mówi właśnie to, co by Pan mógł odpowie­
dzieć odpowiadając m i . O n mówi o tych rzeczach bar­
dzo ważnych, uniwersalnych i wielkich w sposób wyda­
wałoby się pozornie wulgarny, co zwłaszcza dobrze wy­
chodzi jeżeli czyta się po łacinie, bo przekład Jędrkiewicza nie jest może t u najbardziej trafiony. T o jest taka
łacina fascynująca, czasem zresztą wymagająca stu­
diów żeby ją dobrze zrozumieć łacina vulgaris w tym
właściwym sensie przymiotnika vulgaris z tego okresu
I to jest pewien zabieg ze strony Apulejusza, zabieg
świadomy. W sposób pozornie nawet nie prosty lecz
prostacki jeśli tak można powiedzieć celowo i świado
mie mówi o rzeczach wysokich i rzeczach subtelnych
bo nrzez to chce właśnie coś powiedzieć chce coś
skonfrontować T rllafecro właśniesrwierdziłem

jeTApm^rzem

stwierdziłem,

że nan

pan

Włodzimierz Staniewski: Jednak raczej Lucju­
szem. Bohaterem wymyślonym, który odbywa podróż
w nieznane.
Włodzimierz Lengauer: Przepraszam, ale właśnie
Apulejusz też tak sobie siebie wyobrażał.
Włodzimierz Staniewski: Taka jest interpretacja
postaci. Apulejusz był człowiekiem renesansu, jak by­
śmy dziś powiedzieli, człowiekiem, który należał do jed­
nych z najwybitniejszych postaci swojej epoki, człowie­
kiem nie tylko bardzo wysoko i w różnych dziedzinach

wykształconym, ale również swego rodzaju dandysem
tamtejszej epoki. Był ulubieńcem socjety i równocze­
śnie człowiekiem, który sprawował wysokie funkcje
społeczne. Był eksperymentatorem, narażającym się
prowincjonalnej elicie, ale równocześnie człowiekiem
niezwykłej urody, za którym kobiety szły jak w dym.
Żaden z tych opisów nie pasuje do mnie.
C h ó r mieszany: (śmiech)
Włodzimierz Staniewski: Był człowiekiem, które­
mu za życia stawiano popiersia, a jednocześnie prowo­
katorem, który prowokował z całą bezwzględnością
i z pewnym można powiedzieć cynizmem, czego też bym
sobie nie przypisywał. Był muzykiem, o czym nie pamię­
tamy i poetą. Ponad wszystko jednak był awanturni­
kiem i tutaj, gdyby szacowne gremium zechciało przypi­
sać m i tę cechę, to byłbym bardzo rad. Natomiast k i m
jest Lucjusz? Lucjusz jest podróżnikiem, jest kimś kto
robi wyprawy i kto jest człowiekiem nieposkromionej
ciekawości. Ta ciekawość pcha go do wędrówek. To
jest ktoś taki, kto później był w naszej literatutze Miko­
łajem Doświadczyńskim. Lucjusz odbywa podróż, spoty­
ka wieśniaków po drodze którzy opowiadają dziwaczne
p

&gt;

y

P

JH

historie, potem wdaje się w awanturę z dziwnymi kobie­
tami które prokurują mu sytuację rodem z Rabelais
w u l g a r nn aą i w
vch k
wvy n
p i s z w vy m a l u ji z tLyi.11,
KtLóUr iyycchn lniad dzisieiszei
U^IMCJSZCJ

wsi aż nadto. Nagle pojawia się coś, co Tomasz Mann
nazywał kulisami czasu. W tym jest jakieś pęknięcie
i pojawia się rzeczywistość oniryczna. Ta rzeczywistość
oniryczna powoli staje się rzeczywistością mityczną. To
jest obraz człowieka, który z powodu ciekawości dopro­
wadza do sytuacji ekstremalnej, granicznej. Do kulminanty, która jest momentem poczęcia mitu.
Co najbardziej interesujące, to nawet nie momenty
kulminacyjne u Apulejusza, np. zamiana w osła, tylko
że to wszystko prowadzi nas do obrzędu, do rytuału i do
misterium. X I Księga, to pęknięcie rzeczywistości pro­
zaicznej eezvstencii niższeeo rzędu to pękniecie pro¬
wadzi nas do sytuacji obrzędowej, dó misteriów i do mi-

l

rl2' i nSrili n r ^ L Wo

toloaii T taka wierze iest knlrura ludowa W kulturze

ludowej mamy do czynienia z takimi procesami, w któ­
rych struktury życia powszedniego struktury zjawisk
niższego rzędu w dziwny sposób nagle są przełamywane
i prowadzą nas do rzeczywistości wyższego tzędu do
rzeczywistości albo onuycznej, albę mitologicznej. I te­
raz tak, artysta ma do wyboru, albo potraktować ten
rodzaj wędrówki podobny wędrówce Apulejusza jako
materiał do interpretacji uwspółcześniającej literaturę
starożytną, autentyzujący ją i poprzez tą literaturę po­
zwalający interpretować „dzisiejszość". Albo sięgać do
tych sfer, które prowadzą nas do rzeczywistości mitolo­
gicznej. Ta konfrontacja dwóch światów zawsze była
dla mnie sprawą najważniejszą. Mitologia jaka nam jest

203

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANGOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

Siedzą od lewej: Krystyna Bartol, Jerzy Danielewicz, Czesław Robotycki, Włodzimierz Staniewski.
Fot. Przemek Sieraczyński

dana to mitologia starożytnej Grecji. I nawet jeśli mó­
wimy o naszej mitologii słowiańskiej, to tak czy inaczej
musimy w ostatecznym rozrachunku wylądować w m i ­
tologii śródziemnomorskiej.
Czesław Robotycki: Można ad vocem jedno słowo
tylko, jedno zdanie komentarza? Jednak jaki trzeba
mieć rodzaj świadomości metatekstowej, żeby to
wszystko robić i w ten sposób odczytywać. Dla mnie
dowodem na to jest język pojęć i kategorii kulturo­
wych, jakich użyłeś do opisu sytuacji Apulejusza. Mó­
wiłeś o człowieku renesansu, o Doświadczyńskim i i n ­
nych. A więc jednak to wszystko przez naszą metatekstową kulturę musi być przefiltrowane. Bo gdy mówi­
my, że droga naturalna powinna być pozbawiona metatekstowego języka, to jest to wielka złuda. Nie można
opisać świata za pomocą jednego języka. Opis to nie­
ustanny przekład.
Włodzimierz Staniewski: Może zdziwicie się Pań­
stwo jeżeli powiem, że u początku każdego naszego
spektaklu zawsze stoi książka, literatura. Zawsze stoi l i ­
teratura, zawsze stoi określone dzieło literackie. I cały
wysiłek sprowadza się do wpisania w to dzieło własnych
doświadczeń. Oczywiście można dzieło literackie inter­
pretować w teatrze, ale mój stosunek do sztuki, do rze­

czywistości jest taki jak stosunek Apulejusza. To zna­
czy, uważam, że artysta nie ma prawa, jeżeli mogę sobie
pozwolić na dogmatyczne stwietdzenie, nie ma prawa I
powoływać utwotu jeżeli nie przepuści go przez siebie.
Stąd te Wyprawy. Najpierw literatura - czytanie litera­
tury a potem doświadczenia - życiowe doświadczenia.
Krystyna Bartol: Chciałabym powrócić do tego
wątku, który pan doktor Benedyktowicz zaproponował
jako pierwszy punkt naszej dyskusji, naszej rozmowy.
Moje kontakty z „Gardzienicami". Państwo wypowia­
dają się obszernie na ten temat, wspominają, przypomi­
nają sobie pierwsze kontakty. Ja powiem bardzo krót­
ko, bo też te kontakty są bardzo krótkie. A l e na po- j
czątku chciałam sprostować wypowiedź pana profesora
Lengauera, który sobie przypisywał najkrótszy staż tych
kontaktów. Otóż ja się upomnę o własną osobę, jako że
po raz pierwszy dziś jestem w Gardzienicach. A jeśli
chodzi o pierwszy kontakt z „Gardzienicami", wiąże się
on z nazwiskiem Rychłego Macieja I bardzo żałuje że
oan Maciej Rychły gdzieś zniknął ale myślę że nie
miałby nic przeciwko temu gdvbvm orzypomniała te
pierwsze kontakty T o był kwiecień 1999 roku o ile
Pamiętam kiedy pan Maciej Rychły zadzwonił dómnie
z prośba o'mój przekład z greki na iezvk polski trakti
tu Pseudo-Plutarcha o muzyce. T o był właśnie okres

204

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

gdy pan Maciej pracował nad rekonstrukcją muzyki do
Metamorfoz. I ten pierwszy kontakt był taki: próbowa­
liśmy się umówić na jakiś termin i ja wyznaczam godzi­
nę i pamiętam (myślę że pan Maciej za złe m i tego nie
będzie miał, że to powiem), mówi: „Dlaczego pani się
chce umawiać na konkretną godzinę, to jest takie stre­
sujące." W końcu do spotkania doszło i moją pierwszą
myślą było: to interesujący ludzie, którzy podchodzą
tak inaczej do sprawy, w świecie terminów, których
trzeba dotrzymywać, mówi m i , że to takie stresujące.
Spotkaliśmy się, książkę przekazałam; potem był paź­
dziernik - Kraków i zobaczyłam, usłyszałam Metamor­
fozy. Można by zapytać, jakie wrażenie. Ja bym tu
chciała powiedzieć, panie Włodzimierzu, że to nie było
tylko wrażenie, to pewnego rodzaju porażenie, jakiego
słucHacz doznaje patrząc oglądajcie ten spektakl. A l e
na temat tej muzyczności, duchowości, czy ruchu m u zvczne2fo jaki generuje ta TTiLizvka w sensie i somatvcz
'
i duchowym oraz pewnej zbieżności która misie
od razu narzuca iako osobie czyfaiacei teksty greckie
mówiące właśnie na temat działania muzyki na ciało
i duszę. Jeśli państwo pozwolą to więcej powiedziała¬
bym o tym jutro.

demii Muzycznej. Dzięki istnieniu współczesnej trans­
krypcji nutowej udało m i się doprowadzić do urucho­
mienia akompaniamentu i śpiewu, ale już taniec oka­
zał się trudnością nie do pokonania. Oczywiście zwra­
całem się do wykładowców ze szkoły muzycznej, Wyż­
szej Szkoły Muzycznej wówczas chyba jeszcze. Nie po­
dejrzewam żeby, tzn. - nie śmiem podejrzewać, żeby
przyczyną był brak kwalifikacji, ale na pewno wiązało
się to za świadomością trudności przedsięwzięcia. M i ­
mo pomocy i zaangażowania kilkorga profesorów by­
łem skazany na zaprzestanie eksperymentu. Tymcza­
sem tutaj zobaczyłem to ożywione i to ożywione z dużą
dbałością, moim zdaniem, również o detale. W warsz­
tatach niestety nie w pełni uczestniczyłem, ale z tego
co czytałem wiem, że państwo przeszli bardzo szczegó­
łowe studia nad gestem zapisanym czy odmalowanym
w zabytkach antycznych. T o wszystko tutaj było widać
i nrzestałem sie wówczas dziwić że państwo siegaia DO
różnych autorów różnych soecialistów Tak samo zo
nentowałem sie ńa miejscu turni że książka o którei
istnieniu może parę osób w Polsce w ogóle wiedziało,
mianowicie Ancient Greek Musie Westa — jest tutaj
u Państwa w kilku egzemplarzach w księgozbiorze. Co
więcej, dokładnie przestudiowana, przetrawiona.

Jerzy D a n i e l e w i c z : Chciałbym również podjąć wą­
tek autobiograficzny, ale oczywiście w związku z „Gardzienicami" i z charakterystyką pewnego aspektu, któ­
ry dał się już wtedy zauważyć. Otóż niespodziewanie
otrzymałem zaproszenie do wystąpienia z wykładem
w Akademii gardzienickiej na początku 1998 roku.
I tak trochę intuicyjnie, byłem tam bowiem zaproszony
głównie jako autor Liryki starożytnej Grecji, wybrałem
temat Liryka grecka z perspektywy wykonawczej. Przyje­
chałem tutaj i już po pierwszych zdaniach zorientowa­
łem się, że odbiór tego mojego referatu jest zupełnie i n ­
ny niż w gremiach, przed którymi dotychczas występo­
wałem. Po prostu państwo przyjmowali moje wystąpie­
nie, jakby to powiedzieć, bardzo osobiście. Widać było
osobiste zaangażowanie, zaciekawienie różnymi aspek­
tami technicznymi. Nie zawsze byłem w stanie odpo¬
wiedzieć chociażby z braku materiału ale również
z własne niewiedzy na wszystkie pytania. Przestałem
sie dziwić temu zainteresowaniu i temu praktycznemu

Pomijam całą wizję artystyczną i zamysł reżyserski,
potraktowanie źródła literackiego. A l e już w tym jed­
nym wycinku widać Państwa niesłychanie rzetelne,
a równocześnie twórcze podejście.

nachyleniu « ł v t e m s a m e m d n i a w i e c z o r e m „irzałem

no raz n i e r w L wówczas
Lii

niezwykłei

Metamorfoz

n r a r v 'ożywienia

ParWwo d o k o '
mnzyti

crerkieT

A więc ożywienia i słowa, iigestu, i tańca, i ś p i e w
Czyli właściwie tego, co jest chyba jedną z najtrudniej­
szych rzeczy do uzyskania. Zrozumiałem, jaką strasznie
ttudną drogę państwo wtedy musieli mieć za sobą. Ja
miałem taki bardzo skromny epizod w Poznaniu, gdy
usiłowałam zainscenizować najlepiej zachowany doku­
ment muzyki greckiej, mianowicie Pean delficki Limeniosa, z pomocą studentów filologii klasycznej i A k a ­

A n n a W y k a : T o jest takie ad vocem, które miało
być ze dwadzieścia problemów wcześniej, ale ponieważ
tak gęsta już jest ta rozmowa, może troszeczkę zróbmy
ją na moment lżejszą. Po pierwsze kiedy pan Włodzi­
mierz Staniewski używa terminu artysta, to tutaj z ko­
lei ja bym bardzo lubiła jeden przymiotnik. Państwo
udowodnili, że jest on konieczny w tym przypadku. Nie
wystarczy powiedzieć: artysta. Włodek powiedział dwa
razy „artysta musi zdecydować tak, tak, tak". Nie, nie
artysta. Myślący artysta. T o jest pierwszy komentarz.
Drugi jest taki, że wtedy kiedy szanowny pan redaktor
przyszedł na Senatorską, to ja wtedy z niej uciekłam.
I to był chyba jedyny przypadek, kiedy „Gardzienice"
były w Warszawie, a ja nie byłam na ich spektaklu.
Przyszłam: wtedy Włodek usiłował zrobić przestrzeń
nadająca sie do /\.\vvoo}iMTi\ci z teso korytarza Pałacu
Prymasowskiego na Senatorskiej Mieszał takie czarne
olbrzymie płachty. Mnie to sie wydawało absolutnie
nie do zniesienia snekfakl w tych warunkach aczkol
wiek rozumiałam że nrzviał konwencie skoro sie nokazuje kulturę polską, pokazują się tak zwane najlepsze
polskie teatry w Warszawie podczas Spotkań Teatral­
nych, no to trzeba zrobić co się da, by pozostać sobą
w takich sztucznych warunkach przestrzennych. Dla­
czego to mówię? Bo jedna z najistotniejszych rzeczy zo-

205

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

stała już tu wcześniej powiedziana. Metoda pracy „Gardzienic", to jest M E T O D A , proszę Państwa, same du­
że litery. T o znaczy, że zazwyczaj, normalnie, trzeba by­
ło tutaj, do „Gardzienic", przyjechać, tak jak Irek po­
wiedział, trzeba było się pofatygować. Co nie wszystkim
ludziom się chciało. Tak zwanej „watszawce" na ogół
się nie chciało. Dopóki się nie stała grupa modna i sno­
bizmem warszawskim było znać spektakle „Gardzie­
nic", wszystko jedno czy się rozumiało cokolwiek z te­
go czy nie. N o tak. Bo to było i jest spotykanie się
z ludźmi, wymiana doświadczeń człowieka z człowie­
kiem, człowieka się uczenie. I zarówno trzeba było zro­
bić ten krok, zaryzykować i przyjechać tutaj, jak też
ktoś mógł pójść, tak jak ty mogłeś pójść czy ileś osób
mogło pójść na Wyprawę. Mnie t u nie było, jak poli­
czyłam, pięć lat; z powodów losowych niestety nie mo**
głam tutaj przyjechać. N o ale na szczęście mogłam sie
spotkać w takich umownych warunkach jak Centrum
Sztuki Współczesnej w Warszawie. T o jest bardzo waż
ne

wędrówka

wynrawa

Doznawanie nrzez wedrowa'

nie W
D i a W J n rprzeu
z e d idty
lary zostało
dosiad'
nie.
w „i^idiogu
zosidio onisane
opisane uoswiau

czenie Wyprawy przez pewnego młodego człowieka
Może jutro o tym opowiem, ponieważ to jest bardzo
specyficzne doświadczenie uczestnictwa w spektaklu
Awwakuma,
nie w gardzienickiej kaplicy, tylko
w klombie, gdzie tkwiłam. I może to był jeszcze ciekaw­
szy spektakl niż ten, który był w środku kaplicy, ponie­
waż mogłam się skoncentrować wyłącznie na głosach
i dźwiękach, czyli wsłuchiwać się w struktutę muzycz­
ną niż być rozpraszanym przez działania aktora. Jeszcze
jedną chciałam rzecz powiedzieć. Ja muszę się trochę
wytłumaczyć z tej dziecięcej chotoby socjologiczności.
Powiedziałabym, to jest taka dziecięca choroba zawodowości. Gdy człowiek startuje w zawodzie jakimś, to
stara się być właśnie taki: a to socjolog, a to ktoś tam.
Dzisiaj staram się w ogóle nie używać tego słowa, jeże­
li już to socjolog kultury. T o czego bym się bała jutro, to
żebyśmy się dzielili na dyscypliny. Takie niebezpieczeń¬
stwo zawisło, wydaje m i się, nad nami. Kiedy powie­
dzieliśmy że musimy postawić sobie jakieś granice
Oczywiście w każdej rozmowie wstennie mu.sim.v DO'*
stawić sobie jakieś granice. A l e akurat to jest takie
mieisce które świetnie pilnuje granic wtedy kiedy
t r z e L i c h pilnować A jeżeli robi sie jakieś sztuczne ba

wiedzmy, że chodzi o aktorstwo o r g a n i c z n e . Orga­
niczne tzn. takie, które przekracza dualizm duszy i cia­
ła. Termin: psychosomatyczny nie wydaje m i się wy­
starczający dla słownego zbadania tego, nad czym od
lat pracujecie.
Dariusz Kosiński: W tym szacownym gronie czuję
się trochę dziwnie - jak żółtodziób. To, co Państwo
mówicie o pierwszych latach „Gardzienic" jest dla
mnie już tylko legendą, niemal mitem. Ja tu po raz
pierwszy przyjechałem zaledwie trzy lata temu, ze spo­
rą świadomością tego, gdzie i po co jadę. Nie była to
Wyprawa w Nieznane, ale bardziej wycieczka do te-1
atru. Przyjechałem jako widz, ciekaw, jak to, co oglą­
dałem w innych warunkach, funkcjonuje w swoim na­
turalnym środowisku. I na tej pozycji widza w pewnym
sensie nadal pozostaję. Jestem cały czas człowiekiem
z zewnątrz, odczuwającym zarazem (żeby już sprawę
osobistych relacji do końca wyświetlić) OWO Z ZC'
wnątrz" jako rodzaj niespełnienia. Patrząc na „Gardzienice" odczuwam bowiem zawsze swoistą zazdrość i żal,
że nie dane m i było od początku uczestniczyć w czymś
tak istotnym i
szlachetnymA l e dyskomfort mojej obecności wśród Państwa
ma też inną nieco ptzyczynę. Otóż jestem w tym gro­
nie osobą dziwną także z racji swego zawodu i swej
pasji zarazem - ja bowiem zajmuję się historią teatru
i to teatru XIX-wiecznego, mieszczańskiego, który
uwielbiam.
Zbigniew Benedyktowicz: T o co pan tu robi?

Włodzimierz Staniewski: Ale, żeby ono było kom­
pletne to trzeba by powiedzieć psychosomatyczny.

Dariusz Kosiński: N o właśnie - co ja tu robię? Od­
powiedź wcale nie jest taka trudna - szukam żywego
teatru. I m lepiej poznaję teatr mieszczański - wciąż
przez wielu uważany za „normalną" (to znaczy stano-!
wiącą normę dla innych) formę teatru - tym wyraźniej
widzę, że był on tak ściśle związany z przekonaniami
i wartościami swego czasu, że jego istnienie poza nim
jest fikcją. Bardzo istotne funkcje społeczne, które te­
atr ten pełnił, przejęły inne dziedziny sztuki i rozrywki.
I teraz ważne pytanie - czy śmierć tego teatru „normal­
nego" oznacza śmierć teatru w ogóle? Dać na nie od­
powiedź może tylko spotkanie z teatrem żywym, to zna­
czy zaspakajającym prawdziwe, głębokie potrzeby ludz­
kie. Ja taki teatr znalazłem w Gardzienicach. Znała-!*
złem tu teatr który nie tworzy dzieł do kontemplacji
który żyje z dala od kultury Panteonu" który wynika'
z życia i w życie z powrotem wchodzi lest wiec zarazem
czymś wiecei niż rearr - iesr snosobem na nrzekrocze
nie, przeniesienie się.

A n n a W y k a : N o to już nie wdawajmy się, bardzo
proszę, bo to rzeczywiście jest długa, długa debata. Po­

Wiele Państwo t u mówili o pracy naukowej, wiedzy.I
Ja chciałbym natomiast powiedzieć, że dla mnie do¬
świadczenie spotkania z „Gardzienicami" jest czymś :u

nery ro iesr bardzo niedobrze I okronnie sie cieszę że
u s h L ł a m od f i l o l o g klasvrzneao n i e zawiodłam sie
n a f L l T k i l ! ™

n o k k i m nrófesorze „słyszałam

term^soma^

206

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

pełnie innym. W październiku, przed jednym z krakow­
skich spektakli Metamorfoz spotkałem znajomego i n ­
formatyka zaciągniętego na przedstawienie przez na­
rzeczoną, który pytał mnie z niejakim lękiem: „Słuchaj,
czy ja coś w ogóle zrozumiem?". Jego obawy były oba­
wami człowieka przyzwyczajonego do tego, że biorąc
udział w „wydarzeniu kulturalnym" powinien podej­
mować określony wysiłek umysłowy. Po przedstawie­
niu spojrzałem na niego i muszę powiedzieć, że chyba
po raz pierwszy w życiu widziałem kogoś w stanie tak
organicznego zachwytu. T o po prostu z niego promie­
niowało. I dla mnie to właśnie jest zasadnicze doświad­
czenie „Gardzienic".
Zbigniew Taranienko: Właśnie, późno i jutro moż­
na zapomnieć, a chcę powiedzieć coś jako adwersarz
koncepcji Włodka misterium i rytuału, który się tutaj
organicznie wplątał. Czy X I Księga Złotego Osła czyli
Metamorfoz musiała kończyć to dzieło? Można to było
zakończyć inaczej. Gdyby książka była napisana wcze­
śniej, deus ex machina pojawiłby się i wszystko szybko
rozwiązał, jak to robiono w teatrze greckim. Misterium
nie wynika z tego, iż całej sytuacji nie da się rozwiązać
inaczej. Można ją rozwiązywać na przykład poprzez
cud. Cud jest zupełnie czymś innym niż misterium. M i ­
sterium jest drogą do czegoś, co otwiera jakąś nową
perspektywę, a cud jest rezultatem działania sytuacji
oczywistej choć ponadnaturalnej — zastanej, gotowej
tradycji. Poprzez cud albo magię też rozwiązuje się wie­
le problemów w kulturze ludowej. W całości mniema­
nie że misterium wynika z akcii to lekkie nadużycie
interoretacyine Takie Doszukiwania zależą od różnicy
miedzy kultura statyczna i dynamiczna sa uwarunko
wane wtuacia kiedy rradycia iest i kiedy iakieiś trądy'
riisienoszukuie Tn, wybór czysto artystyczny a nie ko
n e r z n n ś ć W rżna Tak było n e w n i e w ńrzynadkń
Apulejusza, który był w sytuacji poszukującego, coś bu¬
dującego. Był wykształconym człowiekiem, a Afryka
była ważną prowincją wtedy w Cesarstwie. Jednak był
stamtąd, skądś czerpał. Może też magię od Numidów?
A misterium Izydy jest z A f r y k i , z Egiptu. W kulturze
ludowej, załatwia się to przy pomocy cudu, a nie miste­
rium.
Włodzimierz Staniewski: T o bardzo ciekawe spo­
strzeżenie. Tyle tylko, że o ile pamiętam, w starożytno­
ści, nawet do drugiego wieku, nawet trochę dalej
w ogóle nie istniało pojęcie cudu. T o „wymyślili"
chrześcijanie i to się bardzo długo cukrowało, to się
bardzo długo kształtowało.
Zbigniew T a r a n i e n k o : A l e analogicznym, wcze­
śniejszym rozwiązaniem - jak cud - był też deus ex ma­
china, który zjawiał się w końcu dramatu.

W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Tak. Oczyszczenie,
stworzenie sytuacji przejścia, transgresji mogło się od­
bywać tylko i wyłącznie przez misteria. Ja mówię o tym,
co jest w Apulejuszu i co ja próbowałem przyjąć jako
wskazówkę. Ostatnia scena Metamorfoz jest swego ro­
dzaju repliką X I Księgi z Apulejusza.
Tomasz K u b i k o w s k i : Dobrze, skoro na mnie ko­
lej, to wątek autobiograficzny jest następujący: ja po
raz pierwszy byłem tutaj dziesięć lat temu, chyba
w czerwcu. Wtedy Carmina Burana były bardzo świeżą
rzeczą, od niedawna pokazywaną publicznie. Awwakum, którego do tej pory nie widziałem, był pokazywa­
ny wraz z nimi, w pierwszej części wieczoru. Drugi raz
natomiast byłem t u dopiero jesienią 1997, kiedy po raz
pierwszy pokazywane były publicznie Metamorfozy. Tak
się więc składa, że z tymi trzema przedstawieniami
„Gardzienic" po raz pierwszy zetknąłem się właśnie t u ­
taj. Potem widziałem je jeszcze kilkakrotnie, w różnych
miejscach i coraz bardziej cieszyłem się z tego pierwsze­
go zetknięcia: do dzisiaj jestem przekonany, że Awwakum w tej ciasnej kaplicy i Carmina w sali na dole, z ko­
niem na początku - to wydarzenia, których nie da się
gdzie indziej w pełni powtórzyć. Wtedy, dziesięć lat te­
mu te przedstawienia wzbudziły mój czysty zachwyt
i pamięć o n i m zachowałem bardzo wyraźnie.
Natomiast o czym bardziej warto by pewnie powie­
dzieć, to o potrzebie dystansu, którą równocześnie po­
czułem. Czułem, że jakkolwiek to wspaniale, powinie­
nem zachować spojrzenie z zewnątrz, nie dać się wcią­
gnąć za mocno w tę orbitę. I znów, jeśli by w miarę
sprawnie próbować wyłożyć tego przyczyny, to były
chyba dwie, i o obydwu Państwo już napomykali.
Pierwsza, to wspomniane przez pana Taranienkę spoj­
rzenie „przez Grotowskiego". Tak się składa, że od
dziecka wychowałem się bardzo blisko Grotowskiego
i Laboratorium: można rzec, że to była dla mnie pierw­
sza zastana w życiu rzeczywistość teatralna. Wyrosłem
w tej surze 3. z kolei potem, kiedy jeździłem tam w wie­
ku nastoletnim, mogłem bardzo wyraźnie i bardzo,
w jakimś sensie, boleśnie obserwować przekwitanie teeo mieisca W roku 1981 kiedy byłem tam na stażu to
już sie naprawdę 'skończyło śmierć Antoniego łahoł
k o w s k i e J uświadomiła to'wszystkim dobitnie I te
z kolei doświadczenia wzmocniły mói naturalny przy
y
j
y y y
dojrzewaniu odruch Z jednej bowiem strony były to
doświadczenia formujące i wpływające na całe dalsze
życie: mogę z pełną jasnością powiedzieć, że się w życiu
zająłem teatrem przez Laboratorium właśnie. A l e
z drugiej strony - miało się ochotę od tego odejść, wy­
rosnąć z tego, w czym się od dziecka tkwiło i poszukać
czegoś innego, pójść jakoś dalej. W związku z tym czu­
łem dystans do pewnej aury, czy do wielu haseł, które
obracały się w powietrzu, do mówienia o źródłach,

207

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

o w s p ó l n o c i e , o t y m żeby b y ć j a k i m się jest c a ł y etc...

klu

m i a ł e m p o c z u c i e , że m o ż n a się t ę d t o g ą w j a k i ś

ślepy

m e l o d i e s ą siłą n a p ę d o w ą . I n s p i r u j ą r u c h i gest aktor­

d r u g a rzecz p r z e d dziesięciu l a t y , t o w s p o m n i a n a

i m p i e r w s z y m s k o j a r z e n i e m b y ł o : t o j e s t p r z e c i e ż t o sa­

przez

panią

wrażenie,

profesor

że

patrząc

Wykę
w

aura

stronę

siłę k ó ł z a m a c h o w y c h

i dalej:

„Muzyka,

ski". I otóż k i e d y przeczytałam t y c h k i l k a wyrażeń mo­

zaułek zapuścić. D a l e j je zresztą m a m .
A

posiada

snobizmu.

Miałem

„Gardzienic"

widzę

mo,

co

wyczytałam

z Gadary,

ostatnio

filozofa greckiego

w

tekście

z kręgu

Filodemosa

epikurejskiego,

przede w s z y s t k i m plecy wyznawców, którzy stoją m u ­

k t ó r y p o j m u j e m u z y k ę w sensie t a k i m b a r d z o ptzyjem-

r e m i w c i s n ą ć się między n i c h n i e sposób. Straszne p o l ­

nościowym,

skie k a p l i c z k a r s t w o . O d s t r ę c z a j ą c e .

działa

A

zatem zachwyt i potrzeba dystansu. Rozdwojenie.

h e d o n i s t y c z n y m , czy wręcz

wyznaje

przyjemnościowy

b y m powie­

aspekt

obcowania

z muzyką jako jedynie potrzebny i właściwie

jedynie

Z b i e g i e m l a t t o się u t a r ł o i o d p e w n e g o czasu b y w a m

możliwy. A l e w s w o i m traktacie o muzyce

t u znacznie

z a j m u j e się także p o g l ą d a m i , k t ó r e zwalcza, poglądami

częściej.

stoików

Zbigniew Benedyktowicz: P o n i e w a ż p o r a j e s t j u ż
p i ę t n a ś c i e p o pierwszej p r o p o n u j ę , żebyśmy się u m ó w i ­

które

sa z a d z i w i a j ą c o

zbieżne

z t y m czego

k w i n t e s e n c j ę m a m y ' w t e j k s i ą ż e c z c e p r o m o c y j n e j pły­
ty

I o t ó ż w y d a j e m i sie

że w a r t o b v Drzvtoczvć

iż n i e t y l k o o d c z u c i a a k t o r ó w t w ó r c ó w
•

kilka

t y c h słów z t r a k t a t u Filodemosa o muzyce by Jokazać

li j u t r o n a dziesiątą piętnaście.
•

Filodemos

r e ż y s e r a gar'

d z i e n i c k i e g o s p e k t a k l u są t a k i e j a k i e s ą N i e t y l k o oni

•

o d c z u w a j ą , iż t a m u z y k a , k t ó r ą t w o r z ą , o d t w a r z a j ą re­

Zbigniew Benedyktowicz:
Państwa

w drugim dniu

Chciałbym

powitać

naszego s p o t k a n i a i przypo­

m n i e ć sygnalizowane wczoraj zagadnienia. A m i a n o w i ­
cie wątpliwości, c o d o możliwości r e k o n s t r u o w a n i a t r a ­
dycji, czy w c h o d z e n i a w świat a n t y c z n y a l b o świat t a k
zwanej autentycznej k u l t u r y ludowej. Kwestia p o w r o t u
do źródeł. Z a c h ę c a ł b y m również P a ń s t w a d o p o d e j m o ­
wania wątków krytycznych.

Krystyna Bartol:

Wypowiadając

uwag na temat moich kontaktów,

wczoraj

kilka

niewielkich w su­

mie, z „ G a r d z i e n i c a m i " , i dzieląc się m o i m i wrażenia n a
temat oglądanego spektaklu

Metamorfoz

zapowiedzia­

ł a m , że c h c i a ł a b y m p o d z i e l i ć s i ę z p a ń s t w e m

kilkoma

refleksjami dotyczącymi tych r e k o n s t r u o w a n y c h melo­
dii,

śpiewów

które

m a m y okazję

wysłuchać

podczas

spektaklu. I chciałabym też nawiązać k r ó t k o d o p e w ­
n y c h t e k s t ó w a n t y c z n y c h , k t ó r e w y d a j ą m i się t u t a j za­
s k a k u j ą c o zbieżne z wizją muzyczności, j a k ą
towały

„Gardzienice"

d o p e w n y c h myśli,

zaprezen­

idei,

które

zdołałam wyczytać z t y c h antycznych tekstów. M i a n o ­
wicie w gardzienickim spektaklu
muzvlca czv leoiei
zasteouie

dyskurs słowny

metafizycznej
opowieści

muzvcznosc

wędrówce

Metamorfoz

dominuje

ta. m u . z v c z n . o s c

Muzyczność
bohaterów

która

towarzysząca
Apulejuszowej

M u z y k a i l u s t r u j e t ę o p o w i e ś ć ale jest r ó w -

nnrześnie w a r t o ś c i ą a u t o n o m i c z n a sama w s o b i e d z i e
Iri dźwiękom

wykreowanym

nrzez n a n a

Macieia

rhłeao i z r e a l Z y a n y m L e z twórców snektaklu
ClllCgO

1 ZlcdllZOWdliyill

piZcZ

chciałabym wyjść o d tego
do

LWUILUW

płyty k o m p a k t o w e j rejestrującej

Metamorfozy

przeczytałam

Rv'

la

dźwięk

dołączonej
spektaklu

d w a arcyciekawe

zamachowych
warunkuje

t a m u z y k a w p r a w i a w r u c h , t w o r z y gest,

takie

a

me

inne

zachowania

sceniczne.

U t o z p o z w o l ę s o b i e z a c y t o w a ć k i l k a t a k i c h b a r d z o zna­
m i e n n y c h z d a ń p r z y t a c z a n y c h przez F i l o d e m o s a ,
to

poglądy

stoika

Diogenesa

Synopy,

a są

który powiada

w t e n s p o s ó b : „ M e l o d i a z n a t u r y o d p o c z ą t k u , zawieta
w

sobie c o ś co w p r o w a d z a w r u c h ,

w

ruch

. Po grecku

kinetikon,

coś co

wprawia

t e n element ruchowy.

„ M e l o d i a j e s t c z y m ś c o z n a t u r y w p r a w i a w r u c h i po­
b u d z a d o d z i a ł a n i a . Z m e l o d i ą s p r a w a m a s i ę t a k samo
iak z o m i e m
ny

samo

że z n a t u r v iest zdol'

g d y ż Dosiada z a n a l a i a c a n a t u r ę

Tak

m e l o d i a z d o l n a iest d o w m a w i a n i a w r u c h

PHVŻ

° „Z

7

o którvm mówimv

do zanalania

natury

r

JL„
rzeczy

i„

J

n

posiaaa

, 7 element
ten

wnrawianl

element

wprawiam

w r u c h , w ł a ś n i e kmetikon . 1 d a l e j U i o g e n e s p o w i a d a z
ten

e l e m e n t n a t u r a l n e j r u c h i w o s c i , c z y j a k k o l w i e k to

n a z w i e m y , w m u z y c e , w m e l o d i i d z i a ł a n a o b i e stery
ludzkiej tożsamości
chciałaby

pewnie

n a ciało
ode mnie

działanie somatyczne
I te d w aaspekty
cielesnym

( t u p a n i profesor Wyka
usłyszeć

sformułowanie

) i d z i a ł a n i e n a d u c h a właśnie.

c i e l e s n y i d u c h o w y , r u c h w wymiarze

i ruch

w wymiarze duchowym,

t o t e dwa

n u r t y , d w i e s p r a w y , d o k t ó r y c h b a r d z o w y r a ź n i e powra­

j

c a j ą a u t o r z y a n t y c z n i i p o d k r e ś l a j ą , iż ó w e l e m e n t kme-1

tikon

j e s t t y m , c o w m u z y c e n a j w a r t o ś c i o w s z e , t y m co

s t a n o w i w ł a ś c i w i e o i s t o c i e n a s z e g o k o n t a k t u z muzy¬

opcK-ldRlu. Jd

iż w k s i ą ż e c z c e

k o n s t r u u j ą - j a k k o l w i e k t o n a z w i e m y p o s i a d a m o c kol

zdania,

ką,

o istocie naszej p e r c e p c j i m u z y k i . I daje

Diogenes

szereg p r z y k ł a d ó w , k t ó r e m y ś l ę , że w a r t o t u t a j króciut- I
ko

przypomnieć.

N a potwierdzenie

tego

cielesnego |

a s p e k t u r u c h u , w p r a w i a n i a w r u c h , p r z y t a c z a przykład,
mówiąc,

że w y s i ł k o w i f i z y c z n e m u żeglarzy,

żniwiarzy,

k t ó r e o d razu skojarzyły m i się z p e w n y m i m y ś l a m i p o d ­

t y c h którzy tłoczą w i n o i w i e l u i n n y c h , którzy wykonu­

j ę t y m i przez t e k s t y g r e c k i e . M i a n o w i c i e p r z e c z y t a ł a m

ją uciążliwe prace o d n i e p a m i ę t n y c h

w s ł o w i e w s t ę p n y m p a n a R o d o w i c z a , iż m u z y k a s p e k t a ­

niewykształconym,

208

nieobeznanym

czasów,

ludziom

z m u z y c z n y m i teo

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

riami towarzyszą melodie różnych instrumentów.
W wodowaniu statku na przykład przygrywa się na aulosie, gdyż melodie potrafią wprawić w ruch, rozumia­
ny czysto fizycznie właśnie, potrafią pobudzić do dzia­
łania. Choć przeciwnicy tej teorii twierdzą, że to nie
pobudzanie do działania, nie wprawianie w ruch tylko
przyjemność, którą odczuwają trudzący się i łatwiej i m
w jakiś sposób wykonywać te trudne zadania. A jeśli
chodzi o ruch duchowy, że tak powiem, to podkreśla
i Filodemos, i stoicy, że ten ruch duchowy jest może
jeszcze ważniejszy i podaje jeszcze jeden przykład. Do­
wodem takiego działania ma być historia jakiegoś ma­
larza, któremu udało się uchwycić podobieństwo mo­
dela w większym stopniu wtedy, gdy jego twórczej pra­
cy malowaniu towarzyszyła muzyka Ponieważ ta mu¬
zyka oddziaływała na jego duszę, zmieniała jego nastro*
ie Dozwalała mu na tvm poziomie duchowym bardziei
doskonale stworzyć dzieło A wiec melodie w ooini
ludzi antyku miały poruszać dusze niezależnie czy było
ro oceniane nnzvrvwnie czy negatywnie Platon nrze
prźecięż nnwiedział Muzyka jest niebezpieczna bo potrafi
Doruszvć te struny duszy rzłnwieka które nigdy drgać
nie powinny". T o zdanie powtarzają późniejsi teorety¬
cy bardzo często. Melodie wprawiają w ruch bardziej
aniżeli słowa, bo słowa - powiadali starożytni - są pro­
duktem rozumu. A muzyka i ruch, który ona powodu­
je jest alogos, jak to określano, nie podpada pod działa­
nie rozumu. Percepcja muzyki to poddawanie się r u ­
chowi, gest, który wywoływany jest poprzez melodię
należy do tej sfery nierozumowej, uznawanej przez nie-

•

Tomasz K u b i k o w s k i . Fot. Przemek Sieraczyński

których starożytnych za sferę doskonalszą w muzyce, to
co nazywano autofyest ajsthesis czyli postrzeganie natu­
ralne. 1 muzyka właśnie poprzez to postrzeganie natu­
ralne miała uruchamiać naturalne predyspozycje czło­
wieka. I te poglądy wydają m i się, jak powiedziałam, za­
skakująco zbieżne z państwa odczuciami - muzyka to
koło zamachowe, muzyka posiada moc przenoszenia,
muzyka posiada tę umiejętność, jeśli tak można powie­
dzieć, moc wprawiania w ruch. I po obejrzeniu Meta­
morfoz, po usłyszeniu tego, nazwę to, konglomeratu
melodii, konglomeratu nastrojów jakie zaprezentowa­
no muzyką w Metamorfozach, te nastroje, którym pod­
dają się i protagoniści spektaklu i myślę, że w nie
mniejszym stopniu również i odbiorcy tego przedsta­
wienia w moim przekonaniu dowodzą iż właśnie
Gardzienicom" w Metamorfozach udało się w sposób,
nie boie sie tu słowa kongenialny odtworzyć ducha tei
muzyki antyczne! muzyki starożytnej Grecii w wymia
rze transcendentalnym Nie chodzi tu o autentyzm pojmowanv rak
akademicku jako formalna wier
ność
iako
odtworzenie
uusc, ja
u historyczne
uisiu yc ie u
u i u e e cczy
y nróba
p uud odrwo
UUL
rżenia muzyki tamtych czasów muzyki którą odzysku¬
jemy z kamieni, z zapisów papirusowych. Ale właśnie
o tę kongenialność nastrojów, która w moim przekona­
niu po obejrzeniu spektaklu „Gardzienic" i po przypo­
mnieniu sobie tych wszystkich myśli starożytnych au­
torów wypowiadanych na temat kmetikon w muzyce,
na temat tego elementu ruchowego, wydaje m i się naj­
większą wartością, czy jedną z wartości spektaklu, jed­
nym z największych osiągnięć, które udało się uzyskać
właśnie w Metamorfozach to wejście w królestwo du­
cha, przemówienie tą muzyką na poziomie nie rozumu
tylko lecz tego co Filodemos nazwał by alogos A więc
nie spełniałam oczekiwań pana. doktora Benedyktowicza&gt; który zachęca do krytycznych uwag dzisiaj. Ale nie
mogłam się powstrzymać, by nie wypowiedzieć w tonie
jak najbardziej pochwalnym tych kilku uwag, bo wyda­
je m i się, że ta muzyka z punktu widzenia owej ducho­
wości, którą z sobą niesie, którą przekazuje i ewokuje,
jest tą prezentacją która najbardziej w moim przeko­
naniu współbrzmi ź tym duchem muzyki greckiej z tym
co odczuwali Grecy dwa tysiące lat temu. Nie będę rozwiiać wiecei iuż tego tematu bo każdy z państwa ma
bardzo dużo do Dowiedzenia chciałam tylko zasygnali
zować ten aspekt i tę wartość spektaklu Metamorfozy.
Jerzy D a n i e l e w i c z : Czy mogę w duchu oczekiwań
pana doktora, w nawiązaniu do wypowiedzi Koleżanki,
wypowiedzieć pewną uwagę krytyczną, dotyczącą spek­
taklu? Otó? ja również uznaję niezwykle istotną rolę
muzyki, strony muzycznej tego spektaklu jako „koła za­
machowego", jak panowie się wyrazili, i uznaję również
te uwagi, które Koleżanka tu wypowiedziała o jej dzia­
łaniu pozarozumowym na podświadomość odbiorcy.

209

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

cjach tanecznych wykonywanych bez zmiany miejsca,
Zakłada się, że na przykład w liryce chóralnej wykonu­
jąc strofę, chór przesuwał się w jedną stronę, w końcu
antystrofy wracał do swojego pierwotnego położenia
i w tym miejscu wykonywał epodę. A l e ponieważ tutaj
elementy bachiczne zostały wprowadzone, więc pewien!
naturalny, niekontrolowany ruch jest moim zdaniem
całkowicie dopuszczalny i pod tym względem nie od­
czuwałem jakiegokolwiek zakłócenia. Niekontrolowa­
ne, niekoordynowane ruchy są, powiedziałbym, wliczo-J
ne w stan transgresji.

I dlatego protestowałbym przeciwko jednemu zabiego­
wi reżyserskiemu, który w moim przekonaniu burzy
uzyskany efekt muzyczny. Mianowicie - ponieważ m u ­
zyka jest tutaj tworzywem przedstawienia na równi ze
słowem, a może jeszcze czymś więcej - nie uważam za
uzasadnione wyłączanie tej muzyki po to, by zakomu¬
nikować nam, tak zupełnie metatekstowo, nazwiska
autora utworu, epoki nawet, z której melodia jest za­
czerpnięta. Dla mnie było to zbyt nagłe przerwanie
owego oddziaływania. Nie wiem, czy to był jakiś świa­
domy
x\2i pewno świadomy - zabieg reżyserski, ale tę
informację można by było równie dobrze, moim zda­
niem, zawrzeć w jakimś wprowadzeniu lub w programie
spektaklu. W moim przekonaniu jest to element burzą­
cy harmonię tego przedstawienia.
Jacek Dobrowolski: Do wypowiedzi pani prof.
Bartol; jeśli chodzi o ten cytat z Diogenesa tyczący się
muzyki rozpalającej jak ogień, to ów ogień jest częścią
wizji orficko-pitagorejskiej (nie wiem, czy pan prof.
Lengauer się zgodzi). T o kosmiczny ogień w centrum
świata, poruszający gwiazdami i planetami i z tego r u ­
chu ciał niebieskich powstaje muzyka, wieczna muzy­
ka, muzyka sfer. Odwzorowaniem tej boskiej chorei jest
chorea ludzka. Pitagorejczycy i orficy uważali, że po¬
przez taką choreę możemy zbliżyć się do wyższej inteli­
gencji by móc wyrażać wieczne prawdy. T e n obraz ko­
ła zamachowego kiklos bardzo do chorei pasuje, mawia­
no zresztą o chorei gwiazd Orfeusza...
Natomiast co do zachęty Włodka, by nie tylko
chwalić, lecz krytykować, to chciałem zapytać... Jeśli
chodzi o ruch wirowy - chyba w chorei greckiej nie by­
ło obracania się wokół swojej osi, wirowania, tak jak
w sufizmie, chasydyzmie czy wielu innych kulturach.
Ten ruch w Złotym Osie w rytmie dytyrambicznym w f i ­
nale został chyba wzięty z brazylijskiej capoeiry. Jak roz­
mawiałem o tym z Grzegorzem Bralem to on mówił, że
to jest inspiracja stamtąd. Nie twierdzę, że to źle, broń
Boże, nie bój się Włodku. Przed przedstawieniem była
taka propozycja, tak on twierdził, takiego ruchu wła­
śnie z capoeiry. N o może to była tylko inspiracja. Nato­
miast jestem ciekaw co tutaj powiedzą nasi specjaliści
od antyku czy ten ruch wirowy który występuje na
Bałkanach w obrzędach perperudy na przykład wzywa­
nia św Eliasza iako bóstwa oiorunoweeo to czv u Gre
ków również wystenował? Nie uważam' że to źle że
wprowadza się rodzi się to spontanicznie A l e chćia
łbvm wiedzieć 'czy chorea grecka wspomina o takim ru
chu czv tvlko o ruchu tanecznym D O okresu A k u r a t ta
związana z okręgiem
Jerzy D a n i e l e w k z : Mówi się rzeczywiście o chorei
po okręgu, ale nie wokół osi własnej, lub o ruchu prze­
mieszczającym się w lewo, w prawo i wreszcie o ewolu­

L e c h T r z c i o n k o w s k i : Znaczy być może inspiracjąl
gardzienicką była waza z I V wieku - karnejska, gdzie
mamy przedstawienie dziewczyny z charakterystycz- j
nym nakryciem głowy, wykonującej prawdopodobnie
ten ruch wirowy, ponieważ suknia się układa w prze­
piękny okrąg. W i ę c być może to była inspiracja. Nie
wiem.
J a c e k Dobrowolski: A co z twierdzeniem, że b a j
chantki tańczyły wznosząc jednocześnie prawą rękę
i prawą nogę na przemian z lewą ręką i lewą nogą? czy
zetknął się pan doktor Trzcionkowski z takimi twier¬
dzeniami, że to tak powinno być? Gdzieś to czytałem,,
przepraszam, nie mogę w tej chwili zacytować źtódła. i
Włodzimierz Lengauer: Ja tutaj chciałem o rzeczy!
bardziej generalnej powiedzieć w nawiązaniu do tego
co moi znakomici koledzy już wspomnieli. Ale trzeba
sobie może do końca uświadomić, że tak naprawdę eh
reia grecka, to pierwsza taka rzecz, która wymaga pew­
nego namysłu, choreia grecka jest nam znana w strzę­
pach, w bardzo drobnym wymiarze, a tak naprawdę nie
jest znana. Znacznie więcej można powiedzieć nawet 1
o muzyce, z której też, przypomnę, mamy niesłychanie j
nędzne strzępy. Proszę sobie wyobrazić, że muzyka,
przynajmniej jeśli chodzi o kulturę klasyczną czyli okre­
su archaicznego i klasycznego jest zjawiskiem maso¬
wym. T o znaczy jest to twórczość masowa, bo oto nal
każde święto poeta, który jest zarazem kompozytorem,
pisze utwór łącznie z jego opracowaniem muzycznym,
A my mamy z tego, no w ogóle niewyobrażalnie mizer- m
ne fragmenty. A l e w szczególności, gdy idzie o najważ-j
niejszy element chorei, to znaczy taniec, wiemy o nim
batdzo mało. Mamy przekazane nazwy tańca, mamy
kilka informacji o jego wykonaniu, przy chociażby chó­
rach cyklicznych, właśnie chociażby to krążenie po
okręgu, ale nie wiemy dokładnie jak to ma wyglądać,
jak to było robione. A potem owe fragmenty przedstawren, o których Leszek t u wspomina i to jest właściwie
wszystko. I dlatego tez, wydaje m i się, ze w momencie!
gdy mówimy o możliwości nawiązania do^ pewnych ele­
mentów chorei, chorei antycznej, która obejmuje okres

210

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

od V I I I wieku przed naszą erą po schyłek starożytności,
to to są także zróżnicowane postawy i takie ogromne
możliwości raczej niewiadome, zwłaszcza kiedy wspo­
mnimy o tak zwanym tańcu bachicznym albo o zacho­
waniu się ludzi w niektórych obrzędach, o których tyl­
ko wiemy, że były. Jeżeli kierujemy się tylko inspiracją
pewnych elementów ze starożytności, to można tą dro­
gą pójść w bardzo różnym kierunku i różne rzeczy z te¬
' go próbować zrobić. T o jedna rzecz. I wtedy jeszcze ta
druga, w kuluarach - by tak rzec - wczoraj rozmawia­
łem z panią profesor i chciałbym przypomnieć i porów­
nać to, co „Gardzienice" zrobiły, czy pan Rychły z n i U '
zyką i to co robi znakomity skądinąd zespół Kerylos kie­
rowany przez panią Belis, znakomitą znawczynię muzy¬
ki starożytnej. I oto muszę powiedzieć, że w kuluarach
i byliśmy tego samego zdania, otóż wykonanie tego ze*"
społu jest płyta Ensemble Kerylos" na newno wszvst
kim państwu także dobrze znana) określając ie bardzo
po amatorsku, z punktu widzenia odbiorcy, jest nudne
To znaczy ono jest bardzo akademickie bardzo starań
ne niesłychanie statyczne.
statyczne T1 o co nokazały
Gardzieni'
pokazały „Uardzienice , dla mnie osobiście, jest bliższe antykowi, bliższe
starożytności, mimo, ze nie jest to akademicka rekon­
strukcja, bo właśnie mówiąc znow, ze tak powiem, języ­
kiem amatorskim, jest to bliskie duchowi starożytności.
To pokazuje to, czym muzyka starożytności istotnie by­
ła, pokazuje właśnie ten je, związek z dynamiką, poka­
zuje jej związek z przedstawieniem i to jest ten ważniej­
szy generalny problem, który wczoraj podejmowaliśmy,
a do którego ja uparcie wracam. Mianowicie co ze sta­
rożytności dzisiaj możemy czerpać i brać. I moim zda­
niem właśnie „Gardzienice , Metamorfozy i muzyka pa­
na Rychłego to właśnie wskazuje, co możemy brać. N a ­
gle się okazuje, że jest coś, co uczestniczy w naszej kul­
turze po prostu. I to jest wtedy ważne. I wtedy te pró­
by, te akademickie próby rekonstrukcji chom starożyt­
nej są właściwie czymś innym i one może nie prowadzą
do tego co pokazują „Gardzienice". A ważniejsze jest
oczywiście to co pokazuje pan Rychły i „Gardzienice".
Jerzy Danielewicz: Jeśli można, pragnę dopowie­
dzieć do słów kolegi kilka uwag. Otóż wydaje m i się, że
z pewnością mamy za mało materiału, by autorytatywnie
cokolwiek powiedzieć o kształcie tańca, ale istnieją pew­
ne ogtaniczenia, powiedziałbym, natury wręcz fizjolo­
gicznej, które zmuszają nas do przyjęcia pewnego sposo­
bu wykonania liryki chóralnej. Bo jeśli te same osoby by­
ły odpowiedzialne za taniec i śpiew i jeśli rola słowa by­
ła w tym spektaklu niezwykle ważna, to każde z nich
musiało być na tyle precyzyjnie wyartykułowane, by ca­
łe audytorium dokładnie odebrało pieśń czy nawet,
w wypadku dramatu antycznego, jeszcze większa widow­
nia. Musimy zatem założyć, że ruch nie mógł być zbyt
dynamiczny i nie wyobrażam sobie by przy jakimś zawi­

rowaniu można było na przykład cytować Pindata czy
Ajschylosa w sposób zrozumiały. Można było wirować
wykonując jakieś ekstatyczne okrzyki, wtedy obie rzeczy
dałyby się połączyć. A jedynie na przykład hyporchemat
pozwalał wyodrębniać grupę tancerzy i grupę śpiewa­
ków. A więc aspekt fizjologicznej wydolności organizmu
ludzkiego wskazywałby na pewne ograniczenia.
Włodzimierz Lengauer: Przepraszam bardzo, ale
mówisz wtedy o tym elemencie chorei widowiskowej
po prostu. T o jest to, co się pokazuje innym. Nato­
miast pojawia się jeszcze problem muzyki w obrzędach,
tańca bachicznego wykonywanego po prostu przez
uczestników.
Jerzy Danielewicz: Tak, tak. Wtedy oczywiście
jest więcej swobody i możliwości.
Włodzimierz Lengauer: Jeszcze co do porównania
muzyki zespołu Kerylos pani profesor Belis z wykona­
niem gardzienickim: to ta różnica widoczna jest w sto­
sunku do rytmu. Rytmy gardzienickie są bardzo pulsu­
jące i to nas wciąga. Natomiast ona się bała, wyraźnie
się bała tego żywiołu i tylko w jednym utworze, w tym
z anapestami, przedostatnim, jakoś to żywiej rytmicznie
wszystko przebiegało i nas poruszyło. M i m o niewątpli¬
we go piękna melodii, nie było to koło zamachowe, jak
W Gardzienicach, na pewno.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Nie powinienem się może
tetaz wypowiadać, ponieważ nie zostałem klasykiem
uczonym: gdzieś w 1963 stwierdziłem, że nie będę do
głębi studiował greki i łaciny, tylko zajmę się teatrem.
I z tej perspektywy: powiedziała pani Bartol, że w spek­
taklu mamy coś w rodzaju konglomeratu muzyki. Sło­
wo to pomniejsza wspaniałą recenzję z Metamorfoz,
mówiącą, że jest to kongenialne w wywoływaniu ducha
muzyki greckiej. Dla mnie konglomerat to zlepek,
a muzyka w spektaklu, to kompozycja artystyczna, któ­
ra ma swoją strukturę - i jest motywowana. Metamor¬
fozy były na samym początku nazywane „esejem te­
atralnym", który nie wydawał się teatrem. Na tym eta­
pie tylko tyle można było zrobić. W pewnym momen*"
cie zamieniły sie jednak w teatr pełen spektakl który
mnie zadziwił i zafascynował. Jest w n i m także i to co
już było tradycja Gardzienic" - i chyba musi być to
nrzerywanie fikcii" iluzii tego co mieszczański teatr
koniecznie chciał zrobić.' „Gardzienice" caty czas wal­
czą z iluzia w imie realności. Mówienie kto co czyje
jakie, po co, wprowadzenie prywatności, mówienie na
końcu koniec" rozrywanie tego wszystkiego należy
i do tradycji i ma pewne racje teatralne Patrząc z per¬
spektywy dzieła teatralnego chyba nie ma sensu pa­
trzeć jak na rekonstrukcję historyczną. Skąd się bierze

211

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

ruch wirowy? A n o , z „Gardzienic" się bierze, z chasydów się bierze, także z Grecji, ale współczesnej, bo to
idzie przez Konyę i Turków do Greków, oni też czasa­
mi jeszcze w kółko tańczą. A jakie są ruchy tych postderwiszów? N o różne. Trochę takie jak w Konyi, albo
troszkę inaczej się nogi stawia, żeby się kręcić, i co i n ­
nego ten ruch ma na celu. Czy był w Grecji? Może był,
może nie był. Raczej mógłby być. Czy Pindara można
śpiewać kręcąc się intensywnie? N a pewno się nie da,
bo wiersz jest za długi i czemu innemu to służyło, i czy
to możliwe było w Olimpii, przed świątynią Zeusa, tam
gdzie posągi zwycięzców rozmaitych tłoczyły się, stały
za ciasno. Chyba tam nie wypadało, żeby tak się zacho­
wywać jak... bachantki na stoku Akropolu, w tych
straszliwych krzakach, tak m i się wydaje. Mnie się wy­
daje że Metamofrozy to rzeczywiście wywoływanie du¬
cha muzyki greckiej przy czym - jednego z duchów
Tego ducha można by było nrzecież zuoełnie inaczei
skonstruować. Musiała być jakaś muzyka wojskowa
Termopile sa straszliwie wąskie do przejścia jednak
tam odI rzasu do rzasu Snartiari musieli ie zgrzewać
do walld żehv nrzerrwar I mrzadna muzyka woiskowa
powiedzmymacedońska - bo tam są równiny, musia­
ła być śpiewana w sposób marszowy, a nie w sposób wy­
łącznie taneczny. Można było skądś wywołać ducha
Sparty, albo Macedonii, to byłoby jeszcze dziwniejsze
i wcale niekoniecznie dionizyjskie. T e n duch Grecji,
który wywołał tutaj Włodzimierz Staniewski, Maciej
Rychły i całe „Gardnenice dziwnie nam odpowiada.
Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że żyjemy w t y m sa­
mym czasie, poszukujemy podobnych wartości, albo
chcemy się żywić i sprzeciwić czemuś, co istnieje
w obecnej cywilizacji. A może dlatego - i to jest uwa­
ga, która mnie zastanowiła i zdziwiła - ktoś, kto słu­
chał płyty z muzyką „Gardzienic", powiedział, że to tak
samo energetyzuje jak muzyka techno.

Zbigniew T a r a n i e n k o : A l e przenosi słowa.
Czesław Robotycki: T o treść słów. One się potem
zlewają, ale wydaje nam się, że wtedy muzyka jest tre­
ściowa. T a k i jest mechanizm.
Zbigniew T a r a n i e n k o : N o tak. A l e też można po­
wiedzieć, że treścią muzyki jest coś w rodzaju charakte­
ru emocji, którą przekazuje. Jeżeli przez nastrój czy
emocje, które odbieramy, przebijają pewne słowa, to
jest to coś, co w tej chwili ad hoc nazywam treścią mu­
zyki. I coś takiego niewątpliwie towarzyszy muzyce al­
bo muzyka towarzyszy słowom. Natomiast w „Gardzienicach" ta sytuacja słowno-muzyczna często jest prze­
ciwstawiona sytuacji scenicznej, konkretnej akcji, któ­
ra też coś wyraża. Mamy tutaj często dziwną kolizję...
Ciekawy jestem, jak państwo to odczytujecie z pozycji
odbiorcy-filologa. I także jestem ciekawy Włodku two­
ich uwag
Zbigniew Benedyktowicz: Jeśli można jeszcze
doktor Kosiński.

Dariusz Kosiński: Nieco wcześniej w tej dyskusji
pojawiło się sformułowanie „duch muzyki", odsyłające
do książki Nietzschego o narodzinach tragedii. Tak się
składa, że przeczytałem ją po doświadczeniu gardzienickich Metamorfoz i uderzyło mnie, jak bardzo to
przedstawienie wpisuje się w przywoływany przez Nie­
tzschego m i t (bo tego słowa trzeba t u chyba użyć) So­
kratesa uprawiającego muzykę i związane z n i m marze-

Dariusz Kosiński: Tak samo mówią moi studenci.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Studenci tez tak mówią?
Widocznie ta opinia kursuje w kręgach uniwersytec­
kich. Mówiła to doktorantka. M a m jeszcze jedną uwa­
gę krytyczną, a właściwie pytanie. Zawsze mnie dziwi
i zastanawia związek między znaczeniami słów, treścią
tego co jest śpiewane a sytuacją, która jest w spektaklu
pokazywana, a raczej rozrywanie tego związku, bo tak
jest w „Gatdzienicach". Budowanie czegoś na zasadzie
opozycji, nawet nie kontrapunktu. Takie konstrukty
zdarzały się i w Awwakumie i w Carmina Burana i Me­
tamorfozach. T o znaczy treść muzyki idzie przeciw sytu­
acji, która jest tutaj budowana.
Czesław Robotycki: Jaka tteść muzyki? Muzyka
jest asemantyczna.

212

pan

Czesław Robotycki. Fot. Przemek Sieraczyński

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

nie o pełni poznania, której dostąpienie jest niemożli­

nej iluzji, ale nie zmienia to faktu, że wiara w jej istnie­

we, jeśli ograniczyć się do wiedzy będącej owocem ro­

nie jest tak samo silna, jak sto lat temu. T ę wiarę w te­

zumowania, teorii. Dla Metamorfoz, ale i dla wcześniej­

atr chciałbym mocno podkreślić, ponieważ wydaje m i

szych przedstawień „Gardzienic", ten m i t wydaje się

się ona czymś szczególnym i w dzisiejszej

mieć ogromne znaczenie nie tylko dlatego, że wiedza

w ogóle, i w tym nurcie poszukiwań teatralnych, w któ­

naukowa jest t u wykorzystywana do stworzenia dzieła

rym zwykło się lokować „Gardzienice".

kulturze

sztuki, ale przede wszystkim dlatego, że wirowanie
w rytm muzyki staje się źródłem wiedzy. Można więc

Ireneusz Guszpit: Dotychczasowe wypowiedzi po­

powiedzieć, że właśnie w „Gardzienicach" Sokrates-

kazują bardzo wyraźnie jak można postrzegać „Gardzie­

-muzyk znalazł swój dom.

nice". Jedni widzą w „Gardzienicach" naukę, tak zna­

To jeden m i t , który chciałem przywołać. A l e jest

komite zderzenie wiedzy artystycznej i nauki. I n n i w i ­

jeszcze drugi, t y m razem teatralny - stworzony przez

dzą tylko spektakl, który jest dziełem attystycznym,

Antonina Artauda m i t teatru, nazywanego „teatrem

dziełem sztuki. I n n i oceniają „Gardzienice" z perspek­

okrucieństwa" - nazwa niezbyt szczęśliwa, wywołująca

tywy pewnej mody czy też odwoływania się do indywi­

liczne nieporozumienia. Pisząc o tym teatrze, A r t a u d

duum. I n n i znów zwracają uwagę na praktykowanie

rozsnuwa wizję spektaklu otaczającego widza, oddzia­

i Wyprawy, no tutaj ja w tym nurcie bym jakoś się mie­

łującego nań przy pomocy wszelkich dostępnych środ­

ścił. I to wszystko jest w „Gardzienicach": zarówno na­

ków, ale, co bardzo ważne, oddziałującego przede

sza wiedza, która jest wiedzą wynikającą z czasu i miej¬

wszystkim na zmysły, nie na intelekt. Kiedy niedawno

sca w którym myśmy z „Gardzienicami" się zeszli. Po­

czytałem fragmenty Manifestu teatru okrucieństwa

wiedziałbym - zresztą tak pisałem o tym w tekście Me­

swo­

im studentom, i c h reakcje były jednoznaczne - „tak, to

tamorfozy z osiem w tle, że w tym przedstawieniu przede

jest tak

wszystkim wyraźnie widzę doświadczenie wypraw w i -

jak w Metamorfozach".

Ptzypominam oba te mity, ponieważ w naszych
(i nie tylko w naszych) rozmowach o „Gardzienicach"
bardzo wiele mówi się o znakach, źródłach, o całym za­
pleczu wiedzy naukowej, jakby te spektakle były jaki­
miś traktatami czy labiryntami znaczeń. T o wszystko
jest oczywiście ważne, natomiast według mnie i Meta­
morfozy, i dzieła wcześniejsze oddziałują przede wszyst­
kim na zmysły, na ciało, nie na umysł. Potrzeba ogrom­
nej wiedzy, by tak silne działanie wywierać, ale, moim
zdaniem, do poddania się temu oddziaływaniu potrzeb­
na jest tylko gotowość, otwarcie się.
I jeszcze jedna uwaga dotycząca teatralności Meta­
morfoz- Jak Państwo zapewne pamiętacie, po pierw­
szych prezentacjach spektaklu mówiło się o n i m jako
o „eseju teatralnym", wiele uwagi poświęcając wygła­
szanym przez aktorów informacjom na temat poszcze­
gólnych pieśni. Były to swoiste momenty zatrzymania
napędzających cały spektakl „kół zamachowych". Mó­
wiło się nawet w t y m kontekście o „efekcie obcości",
o demaskowaniu iluzji. W obecnie prezentowanej wer­
sji spektaklu te sekwencje są jakby mniej wyraziste, ale
zachowały swój charakter. Jest to bardzo wyrazisty za­
bieg mający na celu przypomnienie widzowi, że nie jest
w jakimś iluzyjnym „gdzie indziej", ale wciąż znajduje
się w konktetnym

t u i teraz"

w teatrze W okresie

walki z iluzyjnym ze swej natury teatrem mieszczań­

dze w tvm ścianę wschodnia zgromadzenie z protago¬
nista zmieniającym się z pulsowaniem z wirowaniem
z tymi watkami poiawiaiacvmi sie i odćhodzacvmi T o
jest dokładnie ta sytuacja graniczna Jest m i bardzo bli
skie to zdanie Eliadego, który mówi że każda istota Ki
storyczna nosi w sobiemaczną część człowieczeństwa
sorzed historii Mvśle że to iest taki podstawowy punkt
wyjścia, który pokazuje jak artysta wraca. Jak wraca do
tego, co było na początku, wraca do tego, co było ele¬
mentarne, co było podstawową prawdą. Tutaj ten po­
wrót można sobie nazwać tóżnie. T o jednocześnie po­
kaźnie ile ma w sobie rei wrażliwości snrzed bisrorii
r

j

'

^

J

.

-

,Jzieni,"

r

iest n r L h n d z e n i e m

1 przychodzenie do uardzienic jest przychodzeniem
do takiego miejsca, do tej wiedzy sprzed historii, jest
przechodzeniem przez wies. T o jest opowieść o tym, jak
się styka sztuka z mitem, jak się artysta styka z mitem.
Dla mnie podstawowy ryt jest rytem, sztuka jest sztuką.
N a rytuał można patrzeć, to jest taka perspektywa ba­
dacza antropologa, albo można w n i m uczestniczyć, ale
wtedy już nie można mówić o sztuce. Kiedy się patrzy,
to mówi się o sztuce, kiedy się uczestniczy, to mówi się
o rytuale. „Gardzienice" tutaj wchodzą ze swoją orygi­
nalna propozycją. T o jest właśnie ta wyprawa w sttonę
tego wszystKiesfo co jest w nas wiedzą człowieka przed­
historycznego

skim zabiegi tego typu miały często na celu uiawnienie

Dariusz Kosiński: M a m wrażenie, że jest t u pew­

słabości teatru i J o znikomości wobec wielkich pro¬

ne nieporozumienie. Mówiąc o Metamorfozach

blemów rzeczywistości. W przypadku

tak automatycznie przechodzimy do rytuału. Tymcza­

Gardzienic"

jakoś

zdaia sie one wynikać - czegoś innego - z wiary w teatr

sem sprawa nie jest tak prosta. Pisał o tym między i n ­

w i e l własn7swoista sile T e i siły nie dostrzec sie

nymi Włodzimierz Staniewski w słowie wstępnym do

już jak w X I X wieku w możności stwarzania wiarygod

folderu, który towarzyszył Festiwalowi Misteria, Inicja-

213

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

cje, proponując swoją definicję wydarzeń, którym fe­
stiwal ów byl poświęcony. Otóż nie ma tam mowy
o rytuale, jest natomiast mowa o misterium, które jed­
nak jest czymś innym. Anglosasi używają bardzo moim
zdaniem wygodnego i trafnego określenia ritual perfor­
mance. O n o jest nieco paradoksalne, - „rytualne
przedstawienie" - ale dzięki tej paradoksalnosci odda­
je dobrze charakterystyczną cechę samego zjawiska,
a mianowicie jego dwustronność, dwutwarzowość,
0 której pisał Staniewski. Misterium w jednym swoim
wymiarze jest przeznaczone dla wtajemniczonych
1 wierzących, ale w drugim, równie ważnym, jest wido­
wiskiem do oglądania. W naszym myśleniu o tego t y ­
pu zjawiskach przejawia się często niebezpieczna, b o
zakłamująca rzeczywistość, skłonność do rozdzielania
tej dwoistości. Myślimy: albo t o jest rytuał i wówczas
jako niewierzący nie mam prawa go oglądać, albo jest
to dzieło sztuki i wówczas moja obecność, obecność
widza, jest dopuszczalna, ale to, co oglądam ma jedy­
nie wymiar artystyczny, a nie religijny. Jest to alterna­
tywa fałszywa - nie ma: „albo-albo", jest raczej „i-i",
i obrzęd, i widowisko.
Ireneusz Guszpit: Jest jeszcze Bóg... Sztuki, jeżeli
mówimy teraz językiem nienaukowym bardzo, ale kie­
dy pytamy, proszę Państwa, o religijny teatr i to jest
jedno z podstawowych pytań, które na poziomie ele­
mentarnym przekłada się na prostą tezę, że religijny te­
atr to jest taki, który za swój temat bierze jakiś te­
mat religijny. Natomiast drugie rozumienie mówi
o motywacji quasi-religijnej, która przyjmuje zespół
wartości, uzasadnień dla swojej działalności, zbliżo­
nych do tych, jakie są uzasadnieniem dla tego, który
wierzy w Pana Boga, czy Go wyznaje. I wtedy można b y
idąc dalej, poteoretyzować sobie, że wobec Boga trans­
cendentnego mamy Boga Sztuki i zapytać się czy spo­
tkanie tych postaw jest w ogóle możliwe. Historia te­
atru zna bardzo wiele przykładów takich prób, zresztą
można b y za Herbertem iść - „idź jak ci którzy szli
nrzed toba i zeineli w üiasku" bo tak ida ci co mvśla
że to sie da zrobić Że można obie te Dostawv Dogodzić
Z historii teatru można wiele takich przykładów dać
Ale można bv też soointować to w SDOSÓb innv i Dowiez-ue m o ż n a uy tez spuiiiiuwac I U
Ą\A
7

P

A

p

r n

spu

&lt;.: niwłv nie sranie Ro
P

nrzviac że istnieie -

RÓP

y

y

Sztuki — ieśli

zawsze żvcie doczesne tvl

^ i \ T r ^ ^ ü B i ^ n d e n t n y

zbawia „gdzieś

tam"'

Zbigniew T a r a n i e n k o : Pozwolę sobie na jedną
uwagę: jeżeli nie ustalimy słownictwa, znajdziemy się
za moment na ruchomych piaskach. Już powstały wąt­
pliwości co do rozumienia misterium, a w przerwie
przeprowadzaliśmy z p. Robotyckim rozmowę dotyczą­
cą znaczenia terminu rytuał, obrzęd, ryt. T o wszystko
można rozmaicie rozumieć, bo nasze europejskie ter­

miny są niedawno stworzone. Ireneusz Guszpit wymię- j
n i l Boga Sztuki, takich bogów też znamy wielu: i Dio- j
nizos i Apollo...
Czesław Robotycki: A d vocem metodologiczną I
uwagę. Istnieją takie kategorie - nie zdążyłem Panu
powiedzieć - w logice czy w nauce, która się nazywał
kategoriami rozmytymi i wtedy się mówi, że definiuje
się je przez użycie, nie zakłada się projektującej defini¬
cji, albo tej arystotelesowskiej takiej klasycznej, tylko
poprzez termin, który zaczyna funkcjonować w obrębie I
dyskusji, on wyznacza zakres, o którym mówimy. Dys­
kusja wyznacza zakres, o którym mówimy i może byj
trzeba tak postąpić, bo inaczej jak zaczniemy mówić [
o terminologicznych kwestiach to nie skończymy tej
dyskusji.
Jacek Dobrowolski: Jedna uwaga do tego co Pani
mówił, dla niektórych to, co jest rytuałem dla innych j'
może być przedstawieniem.
A n n a W y k a : Chcę się odnieść do bardzo wczesnej I
wypowiedzi pana Kosińskiego o świadomości artysty,!
o świadomości artystów. Powiedziałabym, że wyjątko-f
wo istotne jest tutaj, mówiąc językiem współczesnym,
właśnie tym „rozpadniętym" czyli analitycznym języ­
kiem, wskazać na świadomość etyczną. Oczywiście I
chodzi o tę, która jest obecna w pracy „Gardzienic",!
a niekoniecznie obecna w pracy innych grup attystycz-I
nych, ale wywodzących się z Zachodu, Europy Zachód-1
niej czy Stanów, czyli mających nieporównywalnie T
uboższe - to nie jest ocena, ale opis obiektywny - do-1
świadczenie egzystencjalne. D a m przykład, jak mi się
wydaje, bardzo wulgarny tzn. sukces Dekalogu Kieślow-I
skiego na Zachodzie jako Dekalogu właśnie! Przecież
to bardzo jest zabawne. W i ę c jeżeli artysta, artyści nie
mają w sobie świadomości etycznej to istotnie możel
doiść do svtuacii dwuznacznej Może doiść do svtuacii
oocMadactwa może doiść do svtuacii Domieszania o rządków wiai4 religii sztuki leżeli bv chciało sie takie
norzadkń.trzJmać Teraz do e r m i n o W i i no i wvmt
kowo n i e w J o d n e i svtuarii takiego człowieka
ki
nie jest członkiem zespołu i w jakiś sposób świadkuje
sytuacji wywołanej przez artystę. Teraz co do sytuacji
terminologicznej i a inaczei niż pan Ireneusz Guszpit
Nie
stetv Uważam
że w ,J
iNie nowiem
powiem niestety nowiem
powiem stety
u a a
chwili pracujemy dla bardzo specyficznego pisma,
w którym każda osoba, która zabiera tutaj głos odpo¬
wiedzialnie, proponuje jakieś swoje rozumienie i i n |
więcej rozumień rytuału czy misteriów w naszej rozmo­
wie będzie, t y m promieniowanie tego zeszytu „Kontek­
stów" będzie większe. N o i „Konteksty" przyzwyczaił?
nas już do tego, że się poruszają pomiędzy, ponad trady­
cyjnie zakreślanymi dyscyplinami, więc ja bym się tego

214

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANGOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

nie bala wcale, absolutnie. Wczoraj Zbigniew postawił
przed nami straszliwe zupełnie zadanie, używając jed­
nego słowa, którego bardzo nie lubię i staram się uży­
wać innego terminu. Przytoczył opinię Schechnera, ja­
koby „Gardzienice" były teatrem postmodernistycznym.
Ja bym powiedziała tak: czy działają w sytuacji ponowoczesnej, czy w jakiś sposób bóle, ale zarazem radości
sytuacji ponowoczesnej są i m w jakiś sposób bliskie, czy
są ich doświadczeniem? I tutaj bym była całkowicie dy­
daktyczna.
Chciałam bardzo silnie podkreślić, że zupełnie czymś
innym jest doświadczenie za Baumanem, „ponowoczesności" w wydaniu zachodnim czy amerykańskim, a zu­
pełnie coś innego oznacza tutaj ten styk tego, co naj­
starsze z tym, co najnowsze, bo ja tak rozumiem sytu­
ację „Gardzienic". Jeśliby wrócić do naszych relacji
o doświadczeniach w kontaktach z „Gardzienicami":
kiedyś „Nowa Wieś" ogłosiła konkurs, to był siedem­
dziesiąty któryś rok, i ja napisałam tekst: „Gdy stare na
powrót nowym się staje" - o tym, jak rozumiałam wte­
dy pracę „Gardzienic". Uważałam, że wygrałam ten
konkurs, taka byłam głupia. Ponieważ to, co o n i w t y m
czasie tobili, dokładnie szło na przekór, można powie­
dzieć - linii programowej „Nowej W s i " , tzn. to pismo
chciało, żeby rolnik był nowoczesny, żeby chłop przestał
być chłopem, a stał się rolnikiem, specjalizował się itp.,
itd. A tu oni takie rzeczy, staruszki jakieś wyciągają za
uszy, jakichś dziadków i mówią, że to jest bardzo waż­
ne i bardzo istotne. I potem w jakiejś innej formie ten
tekst włączyłam do większej rozprawy, doktotatu, ok.
dziesięć lat później czyli w 1984 roku. N o i jakby ta te­
za sprzed lat znowu się sprawdzała teraz, z tym, że wte­
dy jeszcze o żadnych takich świństwach jak „postmo-

dernizm" czy „ponowoczesność" nie było mowy. Jeszcze
nie krążyła ta terminologia, zwłaszcza w tak nieprecy­
zyjnym wydaniu, jak to się często dzieje teraz.
Zbigniew Benedyktowicz: Jeżeli można się wytłu­
maczyć, być może ja przywołałem jakiś nieistotny epi­
zod z tej krakowskiej dyskusji, ten epitet „postmoder­
nistyczny teatr", chodziło tutaj o problem stosunku do
tradycji. Ponieważ w tym spotkaniu po spektaklu,
w t y m „Zgromadzeniu", gdzie następuje eksplikacja za­
uważyłem, i bardzo m i to odpowiadało, zresztą i te
„przypisy" podczas spektaklu, zapowiadające - nie
wiem jak to nazwać - „didaskalia", informacje jaki
tekst będzie śpiewany, z którego wieku, m i nie prze¬
szkadzały, bo budowały właśnie pewien dystans,
a szczególnie w tej drugiej części, stanowiły pewną za­
bawę, pewną grę z tymi tekstami. T o nawet czasem tro­
chę przypominało sztuczki kuglarza. A teraz Państwu
puścimy slajd z wazą, oto gest, a teraz ruch, i zaśpiewa­
my. I Staniewski tak jak dyrygent, wywołujący na sce­
nę kolejnego aktora-insttument. A w trakcie
strój zabawa gry: zrobimy to pokażemy odtańczymy
Dokażemy iuż ten Jakby efekt Mogłohw to wszystko
zbliżać do tych niepokojów i pytań o stosunek do tra¬
dycji w postmodernizmie Bo to też jest pytanie Nlyślę
że ten kierunek, często może niesłusznie utożsamia
z jakąś taką dowolnością. Z taką żonglerką, która wy­
chodzi poza ten głębszy kontekst, a nawet właściwie
ten dystans jest już daleko posunięty, bo my „postmoderniści", dzieci krytyki i zwątpienia, dzieci „herme­
neutyki podejrzeń" jesteśmy już ponad tymi tekstami
i gramy czasem wbrew ich przesłaniu, dekonstruujemy,
wywracamy na nice. Zupełnie inne stanowisko niż przy
tej postawie rekonstrukcyjnej, należącej do tradycji
„hermenutyki rekonstrukcji", hermeneutyki amplifikacji, poszetzania sensu, gtomadzącej wiązki znaczeń
i sensów. Ja tutaj nie mam wątpliwości, i upietał bym
się, że „Gardzienice" to teatr, czy działanie hermeneutyczne, a nie postmodernistyczne, jak ocenił to prof.
Schechner, że tu jest ten stosunek do tradycji inny wy­
nikający właśnie z szacunku dla tekstu, tak jak dla te­
go obcego spotykanego w wędrówce.

A n n a W y k a : N a pewno nie arogancja wobec tek­
stu, czy szerzej - wobec tradycji jako takiej.

Siedzą od lewej: Krystyna Bartol, Jerzy Danielewicz.
Fot. Przemek Sieraczyński

Zbigniew Benedytowicz: Ale twórcy postmoder­
nistyczni są też częstokroć bardzo wykształceni i budu­
ją tę wyrafinowaną swoją twórczość z dużym zapleczem
wiedzy. Generalnie chodziło o stosunek do tradycji, te
elementy gry i też radości zaprezentowanej tutaj dru­
giej części, dla mnie są czymś istotnym, jakąś taką war­
tością, niech m i wybaczą obecni tu filologowie, że to
nie musi być z takim trudem i potem, jak to potocznie

215

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

sądzi się o studiach naukowych. Mnie bardzo to zain­
teresowało i podobało się, jak pan profesor Daniele­
wicz mówił, nie wiedziałem o tym, że takie próby doko­
nywane są w kręgu filologów. Mianowicie te próby re­
konstrukcji we współpracy z muzykami, odtworzenia
sytuacji artystycznej, bo jest taki stereptyp nauki, któ­
ra jest albo bardzo żmudna, albo nudna. Widać, że to
nie musi być tak wcale. Natomiast tu w formie tej eksplikacji jest przesianie, że z tej drogi również można
mieć radość, można mieć zadowolenie. T e n cały jakby
wykład, przypis, komentarz: „jak dochodziliśmy do na¬
szego przedstawienia" to dla mnie jest jeszcze jedna ta¬
ka manifestacja oochwałv życia nauki tei drogi wła­
śnie obcowania z tekstami. T o tylko żeby się wytłuma­
czyć z przywołania określenia Schechnera. Niepokoją­
ce dla mnie - ale to iest temat na inna rozmowę — że­
byśmy A n i u za bardzo też lokalnie tych zachodnich lu­
dzi nie dyskredytowali, bo są tam pewne czasem ten­
dencje, ale one są takie same, w ogóle we współczesnej
cywilizacji, których my teraz doświadczamy, i którym
nie tylko oni ulegają, wystarczy przecież chociażby zaj­
rzeć do listy, skąd ci goście na pierwszym panelu zaj­
mujący się światem antycznym pochodzą. Właśnie
stamtąd z tamtego świata, z USA, z „Zachodu". N o po­
wiedzmy ze świata... tych działań autentycznych, które
nie są - o czym mówił p. Dobrowolski - na sprzedaż,
i tutaj dotykamy zupełnie już innej rzeczy, innego pyta­
nia, czy nie obawiacie się Państwo, że „Gatdzienicom"
może grozić komercjalizacja. Bo w tej drugiej części
eksplikacji zauważyłem coś takiego, jest tam bardzo
duża dawka edukacyjna, że jednak Państwo jeżdżą
i trzeba tym berlińczykom młodym, albo tym Ameryka¬
nom albo tym młodym Polakom, podać to doświad¬
czenie w uproszczonej forrnie&gt; czy nie obawiacie się, ze
aby dotrzeć do tego widza trzeba to podać z pewnym
skrótem, spopularyzować?

Włodzimierz Staniewski: T u jest misja odwrotna
- pogłębić.
A n n a W y k a : Przepraszam, proszę o ad vocem. Jeśli
mówiłam o Zachodzie en bloc, to pamiętam takie spo­
tkanie z Miłoszem, jego pierwsze spotkanie w Polsce
w 1981 roku z młodzieżą polską w warszawskiej „Sto­
dole". I Miłosz powiedział wtedy, że jeśli porównuje
młodzież kalifornijską, amerykańską, angielską i polską
taką jaką spotkał, to niebo i ziemia. Jego zdaniem dla
narodzin jakichkolwiek tendencji k u duchowości pottzebna jest umiarkowana deprywacja. Ja tylko to mia­
łam na myśli, że jeżeli jesteś pozbawiony pewnego ele­
mentu deprywacji, jeżeli cierpienie jest nieobecne
w twoim życiu, to do pewnych rzeczy w egzystencji
z powodu wygody - nie możesz się dokopać. I za „Gar­
dzienice" ośmielę się powiedzieć, że komercjalizacja i m

nie grozi m.in. dlatego, że o n i zawsze najpierw ludziom
dokładają gdziekolwiek się pojawią i człowiek zaczyna
myśleć nad swoją marną egzystencją, czy nie mógłby jej
jakoś pogłębić? N p . co można zrobić z własnym ciałem,
duch ucieleśniony.
Włodzimierz Staniewski: Jeśli można, parę zdań..,
Parę luźnych uwag na temat kilku kwestii, które tutaj
zostały zasygnalizowane. Ja teraz, patrząc wstecz, wi-1
dzę, że jestem „tym który tłumaczy" i że staram się tłu¬
maczyć na język współczesny i na współczesny sposób
rozumienia dawne teksty. Jak rozumiem epokę, jak ro­
zumiem dawny sposób odczuwania człowieka i świata.
Najpierw jest Dzieło. Wiekopomne dzieła literackie są
dla mnie jak dar boży. D o tego jest dodana kropla, ma­
ły okruch własnej inwencji. Taką rolą jest chyba rola
„tego który tłumaczy". Czyli do tego dzieła dodaję tyl­
ko swoie małe zaklęcie. Dlatego też w interpretacji
każdego z przedstawień ja bym najchętniej wracał do!
utworu literackiego z którego Drzedstawienie wyszło
Gdvbvsmv rozmawiali o Metamorfozach to naichetniei
bvm nróbował dokonać analizy dzieła Aouleiusz i J\
trzeć iak dalece to co iest utworem scenicznym iest
swego rodzaju przełożeniem utworu literackiego. '
Parę zdań na temat tańca... W tym duchu został teil
wykreowany ruch sceniczny. T u nie ma dowolności. Ja I
chciałem puścić w ruch freski. Zadano tu wcześniej p y l
tanie na temat praktykowania ruchu obrotowego. Prof
szę bardzo... Jest krater z Taranto z V w. przed Chrystu-|
sem z figurą wirującej dziewczyny, na co wskazuje nie'
tylko układ nóg i rąk, ale uniesiona ruchem, w charak-I
terystyczny klosz, spódnica. Na wielu innych malowi­
dłach tańczących menad można dopatrzyć się ruchu ob­
rotowego na ptzykład „Menady oddające cześć DionM
zosowi" z terakoty z Muzeum Narodowego w Neapolu. 1
N a freskach z Villa Dei Misterii ramiona inicjowa-:
nych kobiet uniesione są jak w tańcu flamenco.
W jednym z tłumaczeń Safony prof. Danielewiczal
jest taki wers, że dźwięk aulosu mieszał się z trzaskiem!
kastanietów, czy - „zrywał się z trzaskiem kastanietów". T o ciekawe, że użył pan porównania do kastanie-1
tu. W oryginale nie może być słowa „kastaniety", botol
jest insttument hiszpański, nowożytny. Nie było więcl
takiego instrumentu. Były brzękadełka, dwie metalowe!
płytki przymocowane do palców. Pewnie takie, jakużfl
wane do dziś w krajach arabskich, nazywane tamsagaf
Mamy więc t u przykład inwencji tłumacza. Tej kropli
dodanej do Dzieła. A l e inwencji świetnej, bo otwieraj
jącej natychmiast całą sferę emocjonalnych i wizualf
nych doznań i skojarzeń, znakomicie oddających i Idi
mat wiersza, i energię, i temperaturę obrazu. Obrał
i zdarzenie są przywołane „jako żywe", jak i
w zwyczaju mówić. Użycie wiernie nazwy własne
zmroziłoby pewnie cały obraz i „umuzealniło" go.

216

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

Rzecz jednak w t y m , że instrument nazywany dziś
kastaniety nie tylko nie odbiega w swojej konstrukcji
od podobnych instrumentów używanych w starożyt­
nej Grecji, Egipcie, A z j i Mniejszej ale „jako żywo" je
ptzypomina. I nie byłoby trudno udowodnić, że w sta­
rożytności również używano dwóch małych, wklę­
słych deseczek, mocowanych na palcach; środkowym
i kciuku... Nie da się natomiast zrobić podobnego po­
równania między kitarą a gitarą, nie narażając się na
śmieszność.

cą, w której odbywa się obrzęd tłoczy się dziki tłum
i w tym dzikim tłumie dzieją się rzeczy zgoła nieprzy­
stojne. Kobieta, która ze mną przyjechała, opowiadała
jak to w ścisku mężczyźni dość bezceremonialnie nastawali na nią.
Zawarte wrota kaplicy otwierają się od czasu do cza­
su i paru ludzi usiłuje wedrzeć się do środka. W mo­
mencie, kiedy człowiek wdziera się do środka, wchodzi
w świat sacrum, wchodzi w świat zdarzeń, które odzie­

Wróćmy do ruchu obrotowego, w oparciu o który

rają z niego, oczyszczają go, zdzierają z niego to przy¬
branie uczestniczącego w biesiadzie, w karnawałowym

budowałem kulminacyjną scenę Metamorfoz.. Poddaje
się w wątpliwość stosowanie takiego ruchu w obrzę­

zgiełku. A przecież ten karnawał ma formę. T o jest też
formą obtzędową, tyle że socjalnego, a nie transgresyj-

dach i rytuałach w starożytności, ponieważ brak na to

nego charakteru. Jest rodzajem gry, społecznej gry,

materiału dowodowego. Ja twierdzę, że stosowano go,
bo nie mogło być inaczej. Za materiał poszlakowy, jeże­

w której dzieją się rzeczy wywołujące w nas skojarzenia
niskie, zmysłowe. I przychodzi ten moment kiedy uda­

li nie dowody, posłużyć mogą malowidła, o których
wcześniej wspomniałem.

je się wejść do kaplicy, czyli wchodzi się do pietwszego
kręgu i nagle to wszystko co jest w nas człowiekiem

Najmocniejszym jednakże argumentem pozostaje
dla mnie fakt wielkiego ładunku energii, siły witalnej,

społecznym zostaje odarte. Bierzemy udział w rycie.

tajemnicy jaki zawarty jest w t y m ruchu. Jak również
elegancji i immanentnej dyscypliny. T e n ruch jest
skończoną formą. Dlatego pewnie istnieje ciągle w ob­
rzędach ludowych i w niektórych religijnych prakty­
kach ekstatycznych.
Oczywiście „ten który tłumaczy" musi używać for­
muł, jakich używa się np. w poezji. Formuł porównania
„tak-jak", których pełno i u Mickiewicza i u Homera.
Czy kontemplując zatem malowidło przedstawiające
tańce menad wokół idola Dionizosa, tej z Neapolu jak
i tej z czary Makrona z muzeum w Berlinie możemy
mieć pewność, że one wykonują ruchy posuwiste czy
zachowują się „tak - jakby były w obrotach". Przy pró­
bie odczytania autor utworu scenicznego wejdzie
w spór z naukowcem. Tyle, że naukowiec nie da pełnej
gwarancji na to, że menady wykonują jedynie ruch po­
suwisty, podczas gdy autor tworu scenicznego powie:
widziałem t o w żywych jeszcze obrzędach tradycyj­
nych, pradawnej metryce. Przez to, co istniejące czy**
tłumaczę to, co już nieistniejące".
Teraz, jeżeli chodzi o interpretację obrzędu Sante­
ría... Jest zupełnie inna sytuacja widza uczestniczącego
w obtzędzie od sytuacji widza na przedstawieniu te­
atralnym. Jest to sytuacja człowieka, który musi starać
się o znalezienie się w pierwszym rzędzie. T e n , który
nie stara się o znalezienie w pierwszym rzędzie jest siłą
rzeczy uczestnikiem biesiady, której interpretacja zale­
ży od jego stanu wewnętrznego. Dla jednych uczestnic­
two w biesiadzie to jest popijawa, dla innych jest to ro­
dzaj uważnego, pokornego oczekiwania na wezwanie.
Chcę powiedzieć o jednym ze swoich doświadczeń,
o którym już wspominałem na spotkaniu w Krakowie.
Chodzi o obrzęd tarantyzmu odprawiany w Pulii, we
Włoszech. Otóż tam jest taka sytuacja, że przed kapli­

I tutaj jest pewien kłopot bo to Ywmasa wysiłku pe w**
nej determinacji, to wymaga ryzyka przekroczenia proc^ii tc^ wvm.aŁ?a też ryzyka bycia być może śmiesznym
bo mv stoiac w trzecim czwartym szeregu bronimy i a '
koś swojej pozycji społecznej. Bronimy swojego stano¬
wiska , swojej persony.
Ireneusz Guszpit: Muszę przerwać, bo z przykro­
ścią stwierdzam, że Włodek nie potrafi o t y m mówić
w kategoriach pozainsynuacyjnych, i z przykrością
muszę powiedzieć, że czuję się urażony tym, że nie
chce mnie zrozumieć. Czym jest przykład Włodka
z Pulii? Jest przykładem miejsca, w którym to się
dzieje zawsze. T o nie jest tak, że o n i przyjechali tutaj
i pokazali coś, co nie jest właściwe i m , tylko Włodek
pojechał do n i c h . T o jest ta ważna różnica.
Włodzimierz Staniewski: Ja chciałem tylko po­
wiedzieć, że sytuacja obrzędu związanego z tradycją i n ­
ną niż nasza, wymaga od nas dość zdeterminowanego
i ryzykownego kroku przekroczenia pewnego progu, po
to żebyśmy mogli zbliżyć się do istoty tego zjawiska.
Obrzęd Santeria jest czymś, co można traktować z du­
żą rezerwą ze względu na ofiary z krwi, ale na miły Bóg,
to jest obrzęd, który istnieje, jest to obrzęd, który jest
jednym z obrzędów ofiarnych, które mogą przypominać
nam świat dawnych misteriów. I teraz jest pytanie czy
traktujemy to jako byt niezaprzeczalny, mocno zako­
rzeniony, czy traktujemy to trochę jak kolonizatorzy,
i , 5 y i d z ą w tym humbug i chcieliby tych ludzi na­
wracać na, bardziej subtelne formy zachowań religij­
nych Ktoś kto nie iest dotknięty zaklęciem z wysoko¬
ści" zawszebedzie miał problem z każdeso rodzaju reli '
gia z k a ż d e j rodzaiu obrzędem łestem świecie orze
konany I r k u - i d a r u j że robię wycieczkę w twoją stro

217

t

r Z

w

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

nę - że źle byś się czul w Kalwarii Zebrzydowskiej, źle
byś się czul na Grabarce...
Ireneusz Guszpit: N o właśnie, byłem tam kilka­

teatr, objawiania Boga przez teatr, więc może zdanie,
które Pan przywołał miało dla niego inne znaczenie niż
dla Pana. O n przecież chciał stworzyć zakon działający
poprzez teatr.

krotnie...
Włodzimierz Staniewski:... i źle byś'się czuł w ob­
rzędzie tarantyzmu, już nie mówiąc o mistycznych ob­
rzędach islamu. Jest to ciągle kwestia tego czy religia
ma stanowić pewnego rodzaju narzędzie wyznawców
do walki z innymi wyznawcami czy też religia ma być,
poprzez swoje formy misteryjne, zwiastunem otwarcia,
przyzwolenia. Po to zaprosiłem te wszystkie zjawiska do
Krakowa, na żadnym gwałtu nie czyniąc. O wyjeździe
Santerii decyzję podjęła cała społeczność. T a m się od­
było parę narad, w trakcie których rozmawiali nie tyl­
ko starsi czy mają wyjechać, ale również pytano bóstw
i bóstwa dozwoliły. Ja myślę, że Misteria otwierają per­
spektywę wzajemnego zaufania i zrozumienia. Religie
często funkcjonowały jako narzędzie dezawuacji i n ­
nych wyznań. Najwyższy czas żeby formy misteryjne
formy obrzędowe były tym alefem ta szczeliną która
wprowadza nas w inne tajemnice i pozwala nam by
swoją tajemnicę czynić bliską tajemnicy innych wy¬
znawców.
Dariusz Kosiński: Misterium jest zjawiskiem para­
doksalnym, stojącym na pograniczu. Inaczej się w nie
wchodzi. Mnie się wydaje że to co „Gardzienice" robią
jest szalenie misteryjne.

Zbigniew T a r a n i e n k o : Czy to nie dylemat? Jeden
z ojców awangardy teatralnej współczesnej, bo tak
można powiedzieć o Szajnie, w rozmowie o młodym
człowieku, który wybiera drogę i chce wybierać między
zakonem a byciem reżyserem teatralnym powiedział, że
musi wybrać albo jedno, albo drugie. Jak ktoś wybiera
reżyserię teatralną, to jeszcze nie wie, więc pyta, i nic
to wspólnego z religią czy z Bogiem mieć nie może.
A ten, który wybiera zakon, to już wie - i koniec.
Gdzieś jest ważna granica.
Dariusz Kosiński: Ja bym na tak wyraziste posta­
wienie tej granicy nie przystał. Dotykamy tu zjawiska,
które nazwałbym religijnym poszukiwaniem poprzez
teatr. Mówić o n i m niezwykle trudno, bo twórcy,
zwłaszcza współcześni, bardzo rzadko mają odwagę
przyznać się do religijnego wymiaru ich pracy. Zamiast
tego używa się często szyfru mówiąc na przykład
0 energiach grubych i subtelnych. Więc poruszając te
problemy skazani jesteśmy zawsze na ryzyko i niepew­
ność. Wydaje m i się jednak, że warto postawić tezę, iż
w teatrze współczesnym, zwłaszcza polskim, istnieje
bardzo wyraźny i niezwykle ważny nurt poszukiwania
poprzez teatr wartości transcendentalnych.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Artystyczno-transcendentalnych, czy religijno-transcendentalnych?

Zbigniew T a r a n i e n k o : Przepraszam, że wchodzę,
ale czy to jest jedyne określenie misterium?

Dariusz Kosiński: Nie wydaje m i się, by ta różnica
miała jakieś znaczenie, jeśli w ogóle taki podział ma
sens tuż po końcu wieku, który tak radykalnie odrzucił
1 zanegował transcendentalne wartości artystyczne.

Dariusz Kosiński: Nie.
Ireneusz Guszpit: Można powiedzieć najprościej,
że to jest tajemnica. I mamy definicję, w której się
wszystko mieści.
Dariusz Kosiński: N o tak wszystko się mieści, więc
nic nie można powiedzieć.

Głos z sali: Myślę, że religia nie zakłada wiedzy, że
też jest poszukiwaniem, że nie jest czymś gotowym i da­
nym, ale zadanym i w niej jest również pytanie i nie­
pewność dokąd się idzie.

Ireneusz Guszpit: Może najbardziej tutaj istotne
jest to, że ta Wyprawa, bo ja jakoś przywiązany jestem
do tego słowa, zawsze jest twórczym transformułowaniem. Jestem bardzo przywiązany do takiego zdania,
które wypowiedział jeden z wielkich ludzi teatru: „te­
atr stworzył Bóg dla tych, którym nie wystarcza ko­
ściół".
Dariusz Kosiński: A l e świętej pamięci człowiek,
który to zdanie wypowiedział niemal całe swe życie po­
święcił urzeczywistnianiu idei docierania do Boga przez

218

A n n a W y k a : Bardzo jestem wdzięczna wszystkim, I
których mogłam posłuchać dzisiaj i wczoraj, tym bar- I
dziej, że tak się nieszczęśliwie złożyło, że nie uczestni- I
czyłam we wcześniejszych spotkaniach Państwa. I
Szczególnie chciałam podziękować, użyję tego terrnjj
nu, filologom klasycznym. Dlaczego? Dlatego, że coś I
takiego było w życiu Państwa indywidualnie, co sklo-1
niło Państwa do podjęcia tej a nie innej problematyki 1
zwłaszcza, i myślę że to nie jest wybór łatwy w dzisiej-1
szych czasach. Znam kilka osób młodych bardzo, któ-1
re z wielką pasją k u temu również się skłaniają. Mam §

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

nagranie z siedemnastoletnim chłopcem, kompletnie
mokrym, z gorączką, który uczestniczył w koncercie
„Moja i Twoja nadzieja" i podczas suszenia ciuchów
zaczęliśmy rozmawiać. O n m i nagle mówi, jest czwar­
ta nad ranem, o swoich studiach klasycznych, filolo­
gicznych, a ja słucham tego nie zdradzając własnej
nieśmiałej pasji i własnego nieuctwa, bo nigdy nie
miałam czasu żeby porządnie nauczyć się greki, przy­
najmniej filozoficznej greki starej. Ja sobie w ogóle nie
wyobrażam, jak można było tak okaleczyć edukację,
żeby nas pozbawić tego narzędzia ćwiczenia umysłu ja­
kim jest greka starożytna, z jej pojęciami, i jak strasz­
liwe rzeczy się stały z nauką w wieku X X i jak niezwy­
kle prymitywny stał się język współczesny. Iloma zda­
niami musimy oddawać dziś sens pojedynczych pojęć
greki starożytnej, filozoficznej na przykład. Właściwie
każde pojęcie, które odkrywałam było odkrywaniem
świata, trochę tak jakbym czytała Chandlera, dreszcze
po plecach: co też m i się odkryje z tej kombinacji liter.
Nie wiem, jak można było wywalić języki klasyczne
z edukacji, ja się załapałam na łacinę, na grekę już nie.
Na lektorat uniwersytecki przychodziły dwie osoby;
profesor uczył zarazem hebrajskiego i greki, potem,
umarł I potem w życiu człowiek jest już zbyt zajęty, le
śli pozwolą Państwo na taki metakomentarz i przepra
szam żenię indywidualnie tylko iako gruoe postaram
sie nósrrzegać Państwa to iesr niesamowite na co Pań
siwo zwrócili nwape w Met arabach
i co sami nrzeia'
wiacie jdKO
iako osobowości
Z'
osouowosci badawcze
uacidwcze, i osoby
osouy no
po prostu.
Tn iest ta niesłychana lekkość która wvdaie sie że
! W raka W i

rZ

rańrzarv Dionizos

f Z o f r a i z a r

jest taKa leciutKa tańczący uiomzos, n ozor tańczący
przeci wzięciem trucizny i o jest wtasme to nadzwy­
czajne połączenie. Ula r a m rrotesor dodam tyle, ze
ranie oczywiście nie chodziło o samą somę i żadnemu
teatrowi tego typu, żadnym artystom tego typu me
j chodziłoby o samą somę tylko zęby wtasme owe m m bra disiecta poznania jak m o w i Leszek Kołakowski,
nieszczęsnego X I X , X X wieku z powrotem do kupy
ztozyc. Cielesność ma mesc duchowość i nawzajem,
i mamy tak się wtasme czuć, jak się Państwo czują, odterając Metamorfozy i miec w sobie tak niesamowitą
I radosc, którą ma się obcując z kulturą antyczną, grecj ką. Dzisiaj w kuluarach rozmawialiśmy z Panem Profe­
sorem o cenie. Troszeczkę może w związku z ApulejuI szem. K t o to taką cenę zapłacił za ten wykwint, za tę
rafinadę - niewolnicy, mówił Pan Profesor, ja podsłu­
chiwałam z rogu stołu. A l e radość moja niezwykła, po­
nieważ kiedy pisałam kiedyś jedną taką małą książecz­
kę, to nawoływałam, za hermeneutykami niemiecki­
mi, do studiowania terminologii filozoficznej greckiej
i może by coś z tego dla współczesnego świata wynika­
ło w sensie myślowym. Chronienia świata, chronienia
sztuki, dzięki bardziej prawdziwemu, właściwszemu
postrzeganiu. Pojęcia są filtrem postrzegania.

Tomasz R o d o w i c z : Mogę coś wtrącić spoza stołu?
Chodzi o termin „koło zamachowe", który pojawia się
często w tej rozmowie. Chciałbym go doprecyzować
tak, jak go użyłem w tekście do naszej płyty z muzyką
grecką. T e n pomysł, właściwie odkrycie Maćka Ry­
chłego, bo trudno to nazwać pomysłem, żeby muzykę
antyczną odczytać rytmami nieparzystymi, nadało na­
szej interpretacji siłę i ruch koła zamachowego.
Nieparzystość rytmu, co słychać w całej muzyce bał­
kańskiej, powoduje, że koniec jednej frazy jest począt­
kiem następnej - nie ma zatrzymania, odpoczynku,
końca. Linearność przebiegu muzycznego zamienia się
w kolistość i kumulację energii. Słabe części frazy na­
pędzane są siłą mocnych. Kiedy Maciej nad tym grec­
k i m materiałem siedział, nie było to jeszcze takie oczy­
wiste. Wszystkie rekonstrukcje muzyki antycznej po­
sługiwały się „linearną" i statyczną interpretacją tej
muzyki. Obecny t u Lech Trzcionkowski pytany o to
mówił jednak, że do wielu utworów, nad którymi pra­
cowaliśmy, właściwym rnetrunij wyzn.aczon.ym przez
stopy metryczne samego tekstu jest rytm 5/8.
M a r t i n West w wydanej w 1992 Ancient Greek M u ­
sie tylko część zabytków muzycznych ptzedstawia w ryt­
mach nieparzystych, a w najnowszym opracowaniu wy­
bitnego muzykologa Johna Landelsa z 1999 w dziele
Musie in Ancient Greece and Rome, które podsumowu­
je stan badań nad antyczną muzyką, zdecydowana
większość przykładów jest już podawana w metrum
nieparzystym.
Czyli to, co cztery lata temu było prowokacją - czy­
tanie muzyki antycznej przez muzykę tradycyjną, ludo­
wą - dziś okazuje się faktem, jedną z żywych, realnych
możliwości jej czytania! Siła i energia tej muzyki mu­
siała być tworzona poprzez realizację wielkiej poezji
greckiej w złożonych nieparzystych rytmach.
Może to dotyczyć nie tylko poezji i dramatu. Maciej
Rychły opowiadał m i , że widział niedawno film o ja­
kimś małym państewku z centralnej A f r y k i , w którym
pokazywali paradę wojskową, gdzie żołnierze swój
marszobieg realizowali w rytmie nieparzystym. Zaprze­
czenie naszego wyobrażenia o wojskowym marszu ale
biła z tego jakaś moc kumulowania energii, a nie jej
wytracanie Proszę sobie wyobrazić taki bieg wojowni¬
ków greckich - te siłe która sie tworzy ze zmienności
akcentu, z przenoszenia ciężaru ciała po kilku krokach
z jednej nogi na druga lak długo można tak biec la
kie były snosoby uczenia takiej sztuki utrzymania
w iednym L i n i e i iednym rytmie kilkudziesięciu czy
kilkuset wojowników, przebiegających dziesiątki kilo¬
metrów?
7

Pracujemy w „Gardzienicach" nad nieparzystymi
rytmami od paru lat i wiemy, jakie energie one budują.
Przy nałożeniu na symetryczność naszego ciała „asyme­
trycznego" zmiennego akcentu w ruchu, tańcu czy

219

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

śpiewie tworzy się siła zamachu tego koła. T o tyle, co

wstrząsającego, ale mrocznego i ponurego Awwab-

chciałem dodać o tzw. kole zamachowym.

ma, cóż poradzę tak m i się zapisał w pamięci, nie
wiem czy i jak się to ma w stosunku do innych ptzed-

Jacek Dobrowolski: Ad vocem. Pod Maratonem

stawień, niesie właśnie radość. Jest to złożone odkty-

hoplici w ciężkim uzbrojeniu biegli kilka kilometrów

cie pamiętając o t y m elemencie misteryjnym, o tym

i walczyli.

przejściu w triadzie „życie - śmierć -życie", o czym też
na jesieni profesor Lengauer mówił, o tej triadzie 1

Włodzimierz Lengauer: Nie kilka, jeśli można

w strukturze misteriów bios-thanatos-bios. Mnie siej

sprostować, tylko znacznie więcej. T o jest właśnie

wydaje, że t u w Metamorfozach ten akcent jednaki

największy wyczyn wojowników maratońskich, a nie

jest położony na pochwale życia, która przechodził

bieg posłańca do A t e n , wymyślony chyba znacznie

przez wtajemniczenie w śmierć, ale jest pochwałą ży-JJ

później, bo Herodot nic o n i m nie wspomina. N a t o ­

cia. I dlatego dla mnie „Gardzienice" sytuują się na I

miast wyczynem jest przebiegnięcie armii hoplitów

drugim biegunie innego wielkiego odkrycia i wielkiej

ateńskich spod Maratonu do A t e n . Biegli w pełnym

go dokonania, w polskim, i światowym teatrze , jakimi

uzbrojeniu i zdążyli stanąć na brzegu w szyku, n i m flo­

był teatr Kantora nazywany powszechnie teattettil

ta perska opłynąwszy Attykę zagroziła miastu. A to

śmierci. T a m mimo ukojenia mimo szyderstwa walki I

jest odległość ponad 40 k m (tyle liczy droga dzisiejsza,

z pamięcią odpędzania zmarłych był to lament płacz!

nie wiemy dokładnie, jaką drogą biegli wówczas żoł­

nad zmarłymi

nierze ateńscy).

jakby ten drugi człon dialogu teatralnego

tragizmem życia i historii. Tuta iest I

istotny, odkrywający pochwałę życia
c a yi

A n n a W y k a : Czy mogę jeszcze pół zdania powie­

wtdje

bardzo!

radości życial
1

w

dzieć, moja matka była aktorką tego teatru - zakonu,

siła tego spektaklu Być może t u kryje się jedna zod-l

o którym t u wspominano,. dlatego wyjątkowe emocje

t^rwirioA^i

odczuwam w czasie naszej rozmowy.
Zbigniew Benedyktowicz:

K

Chodzi o „Redutę"

Osterwy.

nowskiego i Osterwy.

cr&gt;nf-\rl-a

radość t

|t n

snółr

I

s i c z t - a l H m 7Qrtiumfpm

D O rano c Kultury wspoic

snei C 7 ta ekstaza kultu I

ej,

y t

|

ry współczesnej to, co proponuje wersja wspoiczesn •

wa, być może to też wywoła inne głosy, i będziemy
mogli zmierzać do p u n k t u trzeciego. Chciałbym po­
wiedzieć rzecz znów być może oczywistą, ale skoro po­
jawiło się to już w wypowiedziach o sile z jaką oddzia­
łują Metamorfozy, że ten spektakl spotyka się z takim
odbiorem pełnym zachwytu, była t u mowa o informa¬
tyku i jego zachwycie, o t y m , że młodzi ludzie, studen­
ci mówią, że dużo tam jest z energii podobnej do m u ­
zyki techno i t d . , i t d . A więc ta żywość i aktualność, to
wydaje m i się, że rzecz, która także powracała

WCZO"

raj, to pewien element ekstatyczny, obecny podczas
tych pierwszych wiejskich wyprany gry w deszczu, t u ­
taj przywołanej. Myślę że wielka taka wartością od¬
krywaną i dochodzącą do głosu w Metamorfozach jest
tutaj radość Profesor Schechner nawet na t y m spo­
tkaniu iesiennvm w Krakowie powiedział że zobaczył
Grecie nasycona elementem

wtajemniczenia. W Metamorjozacn
się

zaczerpniętym

iakbv z'tradycii chasydzkie!" w którym właśnie obec
na iest ta eks atyczna radość I wvdaie m i sie że ten
tron iest dość ważny Proszę iak wiele znaczeń odczy
e n L i a techno i chasydzi' Dla mnie

ten' spektakl ' Gardzienic" w przeciwieństwie

do

ta traza kończąca!

rzeba abyś nie rozumiał... przeszedłem podro-l

zowaiem, doświadczyłem

Zbigniew B e n e d y k t o w i c z : Jeśli można dwa sło­

rań porównań

tn

jest radością płytką, złudną wypraną z tego gięDszego.

A n n a W y k a : Tak chodziło tutaj o „Redutę" Lima­

tutai

A\ci--7t±ar\

powieozi dlaczego to spotyKd się z tdKim zdciiwytcni|B

ma swoje potwierdzeń*!

zakorzenienie i ugruntowanie. 1 o
rozumiał

-

Współczesna

„trzeba abyś n&gt;e|

ma swoją głęboką moc

pocieszenia.!

k u l t u t a jeśli już oferuje radość,

I

przede wszystkim rozrywkę, ekstazę wielkich maso!
wych spektakli. I ta kultura masowa jest nie tylko, żel
kompletnie odmóżdżona, ale wyprana z tego doświad!
czenia mistetyjnego, czy inicjującego w śmieić.

I

Zbigniew T a r a n i e n k o : T o nie jest tylko radośl
Złotego osła - spójrzmy na Carmina Burana. A jedno!
cześnie Carmina to niestety okręt śmierci, a Mariusl
Gołaj w Złotym Ośle po wtajemniczeniu też raczej pla!
cze niż się śmieje. Radość „Gardzienic" jest dosyć pol
dejrzana. M i m o to istnieje aprobata życia po cierpię!
niu, mimo złego losu, mimo śmierci. I jest czymś, col
jest jednym z fundamentów „Gardzienic". Wczoraj!
mówiłem o źródłach w poszukiwaniu prawdy i dod
łem, że przy odrzucaniu czegoś, co się uznaje za praw
dę i pójściu dalej - nie znajdując jej, jednocześnie moi'
na odnajdywać sens. Coś takiego ciągnie Staniewskie
go k u nowym rzeczom - i z całym szacunkiem do tego
co można znaleźć w perspektywie wiedzy, nauki im
świecie, wcale nie na jakimś określonym terytorium
ale w ogóle na świecie możemy mieć radość, aprobatę
życia. Jej żywioł przenika spektakle „Gardzienic".

220

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANOOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

Ireneusz Guszpit: Patrząc na wszystkie przedsta­
wienia „Gatdzienic" to można powiedzieć, że mamy tu
do czynienia - znów używając takiego elementarnego
języka - z zaciętością na życie. W „Gardzienicach" we
wszystkim jest „zawziętość" na to życie, w związku
z czym nie odpuści się w żadnym aspekcie, w żadnej
cząstce życia. Czy to będzie tragizm, czy to będzie h u mot, czy to będzie sarkazm, czy to będzie miłość, czy to
będzie liryzm, cokolwiek by to nie było.
Jacek Dobrowolski: Myślę, że możemy już przejść
do ttzeciego punktu, - „znaczenie i rola inicjacji i m i ­
sterium w kulturze europejskiej".
Zbigniew Benedyktowicz: Ja chciałem jeszcze po­
prosić pana dra Kubikowskiego, który chciałby nawią­
zać do poprzednich wątków.
Tomasz K u b i k o w s k i : Do jednego wątku: frag­
mentaryczności. Otóż mam wrażenie, że jakkolwiek
i Awwakum i Carmina były budowane z małych etiud,
w Metamorfozach fragmentaryczność uwidoczniona jest
najwyraźniej: przez chropowatą fakturę całości i przez
tę „konferansjerkę", przeciw której pan profesor Danielewicz protestował, a którą ja sobie tutaj cenię. Dla
mnie nadaje to przedstawieniu wiarygodność. Dlacze­
go? Pewnie pierwsza odpowiedź będzie taka, że to, co
w ogóle wiemy o kulturze greckiej jest fragmentarycz­
ne i że to bardzo pociągający rys tej wiedzy. Mnie to
niebywale frapuje w Grecji, na której się nie znam głę­
boko, ale do której wciąż wra.cB.rn że mam tam same
ułomki. One otwierają pole dla wyobraźni, może je
wstawiać w wiele różnych światów i wielu światów się
w nich dopatrywać. Jak Słowacki wzdychał na temat
Króla Leara - Szekspirze Duchu zbudowałeś górę sto razy
większą od tej, którą Bóg postawił... boś ty ślepemu o prze­
paści prawił... tak jest z Grecją. Jesteśmy ślepi, z opo­
wieści ułomków widzimy niebotyczne góry i chętnie się
w nie oczyma duszy wpatrujemy. Powtarzam, ja przy­
najmniej z trudem mogę od nich te oczy oderwać.
I teraz co w Metamorfozach cenne, to uzyskany dzię­
ki tej chropowatości nieustanny tuch ludzi podróżują­
cych stąd w antyk i właśnie starających się antyk wy­
obrazić, czy zrozumieć; nie opuszczających swojej toż­
samości, a raczej nieustannie oscylujących między nią
a poszukiwaniem tego, co jest - tam. Nie można sobie
i innym wmawiać, że się w antyk przeskoczyło, że się tę
transcendentną rzeczywistość przeniknęło i przemawia
się w jej imieniu; że się wzrok odzyskało.
Dlatego moment wiarygodny następuje, kiedy Ma­
riusz Gołaj punktuje ekstatyczny rytm okrzykiem
„Pierdut!" Dlatego cenię sobie konferansjerkę, bo
uwiarygodnia. I dlatego boję się trochę o ten spektakl,
bo kiedy go pierwszy raz zobaczyłem to był rzeczywiście

esej teatralny, rzecz szkicowa i niedokończona. Potem
przez dwa lata ewoluował w skończone, porywające
przedstawienie. N o i właśnie: „koło zamachowe" w tym
spektaklu kręci się coraz szybciej, coraz on gładszy, co­
raz spójniej przebiega i czy nie doprowadzi to w końcu
do zamknięcia? Czy fragmenty nie zbiją się w całość
i nie przestanie pociągać to co między nimi? Jeśli tak
się stanie, to będzie punkt dojścia do neoklasycyzmu
w kolejnym wydaniu. Jak u humanistów odrodzenio­
wych, którzy z pełną świeżością odkryli antyk, studio­
wali antyk, rekonstruowali antyk, a potem to kostnia­
ło, ttaciło impet... Czy tak i tutaj będzie?
Jacek Dobrowolski: Ptzejdźmy do trzeciego punk­
tu. M y żyjemy w niezwykłej epoce. To niesamowite, że
możemy korzystać z tak wielorakich doświadczeń reli­
gijnych, ta mnogość inicjacji obecnie na rynku, szcze­
gólnie na rynku amerykańskim, wręcz przeraża. Jak by­
łem w 1970 roku w Londynie to był czas medytacji bud­
dyjskiej, były też najróżniejsze kościoły parachrześcijańskie, gnostyckie. Potem w 1980 byłem w Stanach i zu­
pełna mania na punkcie szamanizmu, widziałem ogło­
szenia: „Przyjdź z własną grzechotką, podróże do wyż­
szych i niższych światów, tyle i tyle kosztuje". Ttzeba
wiedzieć co jest co i trzeba umieć to odcedzać, w każ­
dym razie świadczy to o ogromnej tęsknocie. Z jednej
strony to jest tęsknota za doświadczeniem i poznaniem
głębszym niż potoczne ponieważ naszej kulturze jak
mówiliśmy-- brakuje tego wymiaru duchowego i eksta¬
tyczne 2 0 a z drugiej strony jest tęsknota za taką S WO*"
bodną nieokiełznana ekstatvcznościa z iednei stronv
tęsknota do nraw naiwvższvch wvdobvć z siebie nailen
szv akord a z d r n g i e i s t r o n v tęsknota za iakaś dzikością
za tvm

r ó archaiczne

to iest bardzo m o d n e

r a k o w i e zwyuarzeine
darzenie p
no K
k ad z vy w d
a łi o
ostatnie w K
ixrdKowie
u

I tak iak
misteria

i inicjacje Ja chciałem zestawić dwa spektakle przepra­
szam dwie inicjacje, pierwsza to inicjacja Wirujących
Derwiszów, niezwykle szlachetna i niezwykle harmonij­
na, nie będę wypowiadał się o głębi, bo to już jest pyta­
nie do tych, którzy brali udział, tych którzy powtarzali
to boskie imię w trakcie wirowania. Ten rodzaj ruchu,
bardzo harmonijnego, uspakajającego chciałem zesta­
wić, skontrastować z inną inicjacją, na którą wybrali­
śmy się za Kraków, inicjacją Santeria, kultu nawiedze­
nia, z Kuby pokrewnego woodu, gdzie miał zupełnie i n ­
ny charaktet, ten ruch był taki spazmatyczny, te bębny
wywołały energię o charakterze jakby wulkanicznym.
To, co m i się podobało w Santerii to kunszt taneczny
ludzi możemy tylko pozazdrościć Często zazdrościmy
czarnym tego fenomenalnego poczucia rytmu tego
o gr o mne go talentu oddania się rytmowi. To, co myśmy
zatracili w naszei kulturze Kiedvś bvlv u zarania chrze
ściiaństwa oróbv Dodtrzvmvwania starożvtnvch chorei
ale od czasów jak Św. Jan Chryzostom patriarcha Kon-

221

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIEN1CACH I METAMORFOZACH

stantynopola, powiedział, że tam gdzie jest taniec tam
jest i diabeł, to to się skończyło. T o był spór między teo­
logami dogmatycznymi a ekstatykami... T e n taniec
Santerii był niepokojący, ten taniec był niezwykle dyna­
miczny i był to jakby inny rodzaj ekstatyczności. Ja nie
byłem do końca, ponieważ nie lubię krwawych ofiar
i przeszkadzało m i zdecydowanie składanie ofiar z kur,
gęsi i z prof. Lengauerem podziękowaliśmy o północy.
Rozumiem, że to było potrzebne dla tej wspólnoty, ro­
zumiem, że to jest częścią ich rytuału, rozumiem, że ten
rytuał bardzo tam ich terapeutyzował, tam były jakieś
napięcia ogromne i ten prowadzący kapłan bardzo
zręcznie potrafił pogodzić ludzi, rozwiązać ich problemy,
kłopoty tym niemniej dla nas ofiara krwawa jest już
transgresją. Ja nie muszę cofać* się w tę dzikość mnie to
nie fascvnuie sa ludzie ktorvch to fascvnuie i D o w i n n i
sie zastanowić moim zdaniem dlaczeeo rozlew krwi tak
bardzo ich bierze i co to w nich wyzwala. Ja uważam, że
zdecydowanie
należyy zdawać
y
uawdc sobie
suu sDtawe
p
ę z tak zwanych misteriów wysokich i misteriów niskich Ktoś mo
żerni Dowiedzieć że orzecież Dionizos i t d N i e wiem
czy mam rację, ale te misteria wysokie dionizyjskie, jak
widzimy po freskach z Villa dei Misterii, tam już te
krwawe ofiary były zredukowane, to nie było to samo co
pierwotnie, gdzie się rozrywało żywego byka. Chociaż
w starożytności było tyle krwi, była taka fascynacja,
składano hetakomby. Ja myślałem, że to mamy za sobą,
że z krytyką krwawych ofiar wystąpił i Zoroaster, i Pita­
goras, i Budda, i Jezus. Ja osobiście tego nie potrzebuję.
Natomiast bogactwo form inicjacyjnych tanecznych

i nietanecznych jest tetaz tak duże i jest to tak dostęp¬
ne i ja się cieszę, że Staniewski sptowadził Santerię, na- \
tomiast nie uważam, żeby to był ten kierunek, którym
należałoby tak wszystkich inspirować, że następny nasz
krok to będzie składanie ofiar zwierząt. Nawiasem mó­
wiąc prowadzący ceremonie zalecił jednemu z tancerzy,
by po powrocie na Kubę złożył ofiarę z kozła. M a m na­
dzieję, że nie powstaną grupy, jak na razie tylko satani­
styczne grupy składają krwawą ofiarę, mam nadzieję, że
w tym kierunku to nie pójdzie. T e n rodzaj ekstatyczno-1
ści, który jest w Złotym Ośle uważam, że jest najwłaściw-'
szy, to wszystko co było t u powiedziane, ta wielka ra- '
dość, te organiczne, nieparzyste rytmy, ten organiczny I
ruch bez takiej przesady, w której my się kompletnie I
chcemy zatracić w konwulsyjności w przekraczaniu tćv '
bu, kiedy robimy komukolwiek krzywdę.
Dariusz K o s i ń s k i : Festiwal Misteria, Inicjacje byl |
oczywiście wydarzeniem szczególnym z kilku różnych
względów, m . i n . z takiego, że ujawnił o n pewną po¬
trzebę, równie silną co trudną do precyzyjnego określe­
nia. Kiedy po zakończeniu Festiwalu rozmawiałem j|
o n i m ze studentami pierwszego roku teatrologii, [
z pewny zdziwieniem usłyszałem, że większość z nich I
była zawiedziona. Gdy zacząłem dopytywać się o przy¬
czyny, okazało się, że najczęściej spodziewali się oni I
wtajemniczenia w coś, co będzie i c h prawdą. Oni I
wręcz oczekiwali, że coś się i m objawi. Stąd też wzięło I
się tak silne dążenie do tego, by pojechać na Wysoką, I
gdzie miał się wszak odbyć „autentyczny rytuał". W po- I

Siedzą od lewej: Włodzimierz Lengauer, Krystyna Bartol, Jerzy Danielewicz. Fot. Przemek Sieraczyński

222

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

wietrzu wisiało bardzo mocne przekonanie, że tam coś
się wydarzy, że wydarzy się coś takiego, co zmienia ży­
cie. Nie wydarzyło się i stąd pewnie rozczarowanie.
Jest też i tego rozczarowanie strona druga. Weźmy
przykład derwiszów. Pan Dobrowolski użył określenia
„szlachetna inicjacja", „szlachetne misterium". Zgoda,
ale tylko do momentu, w którym publiczność zaczyna
bić brawo, a ci odnawiający kontakt z bóstwem kapła­
ni kłaniają się i aż się prosi, by ktoś zawołał „bis!" Jeśli
to rzeczywiście, jak mówił przed pokazem szejk Kesova,
miało być „mistyczne arcydzieło", którego celem było
połączenie wirujących z Bogiem, to jaki sens miało za­
praszanie widzów?
Maciej Rychły: Sama motywacja takiego wyjazdu
jest ciekawa. Wyobraźmy sobie, że w Polsce zbiera się
grupa żarliwych katolików i zbierają formy żywej religij­
ności i pomyślą sobie, pokażemy światu jak to napraw­
dę w Polsce jest z tą katolicką wiarą, wysyłamy taką
ofertę i jeździmy po świecie pokazując na festiwalach
jaka jest ta żarliwość katolicka prawdziwa polska. Ja
myślę, że taka schizofrenia się nie pojawi, ale jeśli się
pojawi to nie pokaże prawdy. Jest pytanie zwrotne.
Czesław Robotycki: Rzeczywiście, z antropologicz­
nego punktu widzenia rzecz biorąc ma pan rację, ponie­
waż wszędzie tam, gdzie dla żywego zjawiska kultury po­
wstaje rama, którą tworzą scena i publiczność, tam ro­
dzi się konwencja i traci się istotny sens rytuału, bo ry­
tuał ma sens, on nie jest dla widza, jest dla uczestnika.
Dariusz Kosiński: Mamy więc niejako dwa aspek­
ty, dwie strony swoistego nieporozumienia - niewierzą­
cą publiczność oczekującą objawienia i wierzących
„czyniących", z niejasnych przyczyn zamieniających
swój rytuał w widowisko. Obie te postawy zaburzają
kruchą harmonię misterium, jako zjawiska o dwóch
twarzach. W przypadku pierwszym widzowie chcą do­
trzeć do dostępnej tylko wierzącym sfery wewnęttznej,
w drugim sprawujący ceremonię usiłują narzucić w i ­
dzom niewierzącym rolę wyznawców.
Zachowanie tej harmonii jest zależne od świadomo­
ści tego, który misterium przygotowuje i w tym sensie
odważę się powiedzieć, że jedynym misterium w czasie
Festiwalu Misteria, Inicjacje były gardzienickie Meta­
morfozy.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Dokładnie.
Ireneusz Guszpit: Otóż to z czym mieliśmy do czy­
nienia w krakowskiej sytuacji było to podglądanie ich
rytuałów. Można wyobrazić sobie sytuację antropologa,
który jedzie w miejsce, dla którego jest to właściwe. Je­
żeli to tam jest i ja tam jestem, i na to patrzę, to ja wte­

dy wiem, że ja profan postawiłem sam siebie i patrzę na
to jako oglądacz, jako obserwator czegoś, co jest ich
właściwością, i nie mam żadnych złudzeń, i pretensji.
Jest to sytuacja antropologa, sytuacja badacza. Nato­
miast jeżeli ja zapraszam do odczynienia obrzędu tutaj,
to towarzysząca temu konwencja teatralna wszystko
burzy, musi zburzyć.
Ja użyłem w Krakowie sformułowania, którego nie
użyję dzisiaj, chociaż nie wycofuję się z tego, tylko pro­
szę, by zwrócić uwagę na sytuację podglądania.
Dariusz Kosiński: Jeszcze... co do podglądania,
tam byli podglądacze - owszem oni stali pod oknami,
to była ochrona, ochroniarze... po raz pierwszy krąg
uczestników, ci którzy byli w środku nie byli podgląda­
czami, większość ludzi szła bardzo blisko czyniących
i próbowała być przy nich...
Ireneusz Guszpit: Jestem w sytuacji podglądacza.
T o nie znaczy, że ja się skrywam... I dlatego brakowało
m i rozmowy w Krakowie, żeby w końcu porozmawiać
0 tym, że najlepszym przykładem takiej swoistej rytualności były „Gardzienice", bo to one zaprosiły nas do te­
atru, a nie na obrzęd.
Włodzimierz Staniewski: N i k t z protagonistów
obrzędu ani uczestników nigdy nie ma o to żalu, wprost
przeciwnie, pewien moment zaciekawienia posunięte­
go do dość daleko idącej ingerencji osoby, która naj­
pierw jest widzem, później świadkiem, a później uczest­
nikiem, jest rzeczą pożądaną i oczekiwaną. Wierzcie mi
Państwo albo nie wierzcie, ale tak było w każdej sytu­
acji, w której ja uczestniczyłem, a uczestniczyłem
w wielu obrzędach. Oczywiście jest taki moment,
w którym widz-przybysz ustawiony w trzecim,
tym szeregu, próbuje dostąpić łaski bycia w pierwszym
szeregu i bywa tak, że prowadzący się na to nie zgadza,
1 że ta społeczność, która czynnie uczestniczy w obrzę­
dzie, wykonuje parę bardzo charakterystycznych ru­
chów, które są sygnałami na „nie". Wtedy się wie, że
trzeba pozostać w sytuacji widza. Obrzęd, misterium
ma to do siebie, że jest też teatrem i można w nim być
widzem. T o nie jest tylko i wyłącznie czynne uczestnic­
two. Równocześnie można być świadkiem i przychodzi
moment, kiedy można być uczestnikiem. Ta trzystop­
niowa formuła jest zagadnieniem, nad którym biedzę
się w swojej pracy. Szukam rozwiązań na utwór sce­
niczny, w którym ci, którzy są zaproszeni, mogą prze­
chodzić przez kolejne stadia, od widza, do świadka i do
czynnego' uczestnika.
A n n a W y k a : Postaram się najkrócej jak można;
myślę, że warto wrócić do tego bardzo istotnego pyta­
nia, które postawił Jacek o potrzebę krwi, o potrzebę

223

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

okrucieństwa, ja bym się tak okropnie nie gorszyła tym,
co tam prawdopodobnie mogło się wydarzyć i dopro­
wadzić do śmierci zwierząt. Dopóki w Polsce są niele­
galne hodowle psów ćwiczonych do hazardowych
walk, w których te psy okrutnie wychowywane, okrut­
nie się mordują i różni prymitywni ludzie robią na tym
wielkie pieniądze, tak więc to nie jest właściwość jakie­
goś tam ludu gdzieś, to jest również właściwość ludu
polskiego w specyficznym rozumieniu tego słowa. T o
jest pierwsze, drugie - widz podgląda, a świadek,
uczestnik - nie. W „Gardzienicach" czułam się podglą­
daczem raz jeden jedyny i prawdopodobnie było to we
mnie bardziej wtedy, kiedy była sesja o roli słowa w te­
atrze i Chajkin, powiem po naszemu - Czajkin, po wy­
lewie uczył się na nowo mówić. Ogromny tekst był
nam rozdany po to, żebyśmy byli świadkami, że on na­
prawdę próbuje mówić, ów właśnie, długi i trudny
tekst. Rzecz się działa w kościele i to był śmiertelny wy­
siłek człowieka, który na nowo uczy się mówić. Cier­
piałam z n i m strasznie i podziwiałam jego odwagę.
Włodzimierz Staniewski:... to był czysty problem...
A n n a W y k a : I to była tak straszliwa walka Chajkina z samym sobą, że moją pierwszą reakcją było
wyjść, natychmiast wyjść, ale sobie pomyślałam, jeże­
li on się zdecydował na robienie tego wobec świad­
ków, to znaczy on potrzebuje naszej pomocy. I cała
energia, która jest w nas dobra, powinna być skiero­
wana na to, żeby mu pomóc uczyć się na nowo. T o ty­
le do podglądacza. Teraz wprost mówię do Irka Guszpita - tak strasznie mnie zabolało jak ty powiedziałeś,
co powiedziałeś, ponieważ każdy z nas tutaj ma jakieś,
za przeproszeniem, formalne tytuły naukowe, za prze-*
proszeniem, tzw. pozycje z wyjątkiem ludzi najmłod­
szych, więc kiedy mówiłam, że „Gardzienice" dokła­
dają ludziom spotykając sie z n i m i lub gdy ludzie
przyjeżdżają tutaj po raz pietwszy, to właśnie coś ta^
kiego sie dzieje że tamte oficjalne pozycje społeczne
przestają być kompletnie ważne Za to człowiek zaczy
na sie zastanawiać nad ta hierarchia już bym nie pó
wiedziała miejskich wartości tylko w ogóle jak sam
żvie Kiedv Dtzvwiozłam tutaj moia siostrę australii
ską," która miała wtedy ok. 30 lat nikogo nie znała
i tylko słyszała śpiew, bo tak w dawnej chacie pierw­
szej, na początek, na przywitanie się śpiewało. I ona
m i mówi: ja nigdy w życiu nie spotkałam ludzi tak bli­
skich samorealizacji, użyła takiego terminu, jeszcze nie
rozmawiając z n i k i m z Was w ogóle, tylko odbietając
śpiew jako formę wypowiedzi Was jako poszczegól­
nych jednostek, już nawet nie artystów, tylko ludzi.
I to bywa tak szalenie udetzające i my nieśmiali Pola­
cy, kulturalni Polacy, jacyś tacy, no, straceńczy inte­
ligenci, hodujemy pewną nieśmiałość, hodujemy pew-

ną intymność, nie bardzo chcemy, żeby może ta inge­
rencja była taka ostra w to, k i m jesteśmy dziś.
A teraz: 20 lat temu - gość, widz - świadek - uczest­
nik. Oczywiście może być i dalszy etap: twórca czegoś
swojego. N a przykład praca Krzysia Czyżewskiego, pra­
ca Jasia Bernada, Piotra Borowskiego. C i ludzie stąd
wyszli, bez tego doświadczenia tych ludzi by nie było.
Trzeba o tym jasno powiedzieć. N a szczęście oni sami
w swojej pracy już dziś są dojrzali i odważają się do te­
go przyznać.

Wspomniałam o siedzeniu w klombie i obiecałam, że F
opowiem dzisiaj. T o siedzenie w klombie. Otóż było tak j
właśnie w czasie tej sesji „Rola słowa w teatrze", że ja
bardzo chciałam jeszcze raz zobaczyć Awwakuma i za-;
miast zrobić to bez pozwolenia, mówiliśmy wczoraj o ry-!
górze, poszłam do Włodka i zapytałam, czy ja mogę jesz- (
cze raz, a Włodek powiedział - nie. Jakie emocje wcho-|
dziły w grę! Jedliśmy wtedy w Lublinie w restautacji l
śniadanie, ja zaczęłam strasznie płakać, część zespołu
otoczyła mnie, odbyliśmy naradę roboczą, tak się złoży-'
ło, że akurat byli Australijczycy i oni mówią - my cię
przemycimy i o n i mnie przemycili do „Gardzienic".
Wszystkie przygotowania trwały w kaplicy, jeszcze było
tak dużo ludzi, że wyjęliście ramy okien na moje SZCZC'
ście i ja skulona żeby mnie nie było widać tak się
śmiertelnie bałam żebyś mnie nie zobaczył, tak się
śmiertelnie bałam że mnie wywalisz skulona w tym
klombie p r z e s ł u c h a ł a m d o ś w i t u A ^ a W Coś cu­
downego o drugiej części tego doświadczenia nie będę
mówić bo obiecałam że bede mówiła krótko ale póki
sie rzeczy toczvłv na dole a myśmy siedzieli na eóne
w srogu siana sie ukryłam żeby nie było mnie widać'
nagle jakiś wóz się zbliża, więc ja znowu przerażona po-'
twornie, że zostanę wykryta, kuń, wóz, facio siada kolo
mnie, zaczyna rozmawiać, ja mówię - nie - muszę mil­
czeć. I tak przesiedzieliśmy pół nocy, dopiero na śniada­
niu go poznałam - raczej wyczułam tam jego delikat­
ność. Dziś wielki mój przyjaciel Marek Tomza, wspania­
ły rzeźbiarz. Wtedy jego rolą było złożenie stołu „dolne­
go" i przewiezienie go furą z łęgów na górę. Ta przyjaźń
się tak narodziła. Ze wspólnego, wzajem uszanowanego,
milczenia, ciszy. Dziękuję ci Włodku bardzo.

L

Włodzimierz Staniewski: A n i u , jeśli pozwoliJ
dodam coś do tego. T o doświadczenie, jak również k i f l
ka podobnych doświadczeń skłoniło mnie do podjęcB
decyzji, że ja już nie będę ludziom mówił co im wolnB
oglądać, a czego nie. N i e c h warunki naturalne d e c y d j
ją o tym, kto powinien być widzem, kto gościem, M
uczestnikiem. I to jest podobna sytuacja jak z obrał
dem. Jest element libacji w wielu misteriach, jest e l l
ment zachowań niskich i marginalnych w wielu obrzM
dach, łącznie z mszc|. Są takie obrzeża, szczególnie pnfl
wielkich świętach gdzie jest element libacji i to jesttaB

224

�T A N I E C Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ F R A N C O I S . R O Z M O W A O G A R D Z I E N I C A C H I M E T A M O R F O Z A C H

Jasełka. Zgromadzenie noworoczne 2001 w Gardzienicach. Fot. Przemek Sieraczyński

225

��TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

��TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O OARDZIENICACH I METAMORFOZACH

stare jak stary jest obrzęd. Musimy mieć świadomość
stref po to, żeby wiedzieć jak się odnaleźć. W przeciw­
nym razie czujemy się sekowani, potraktowani w spo­
sób niewdzięczny, zdekomponowani. T e n strach przed
dekompozycją jest czymś z czym musimy sobie umieć
w takich sytuacjach radzić... Pewne zdarzenia, pewne
przypadki są immanentnie wpisane w obrzęd, i może
błąd popełnia scjentystyczny umysł, który chce je wa­
loryzować, nakładać na nie etyczną sztancę.
Tomasz R o d o w i c z : Chciałbym jeszcze wrócić do
wątku Santerii. Już w czasie dyskusji panelowej w A k a ­
demii Teatralnej w Krakowie mocno się zirytowałem,
ale nie było wtedy miejsca na zabranie głosu. Nosiłem
to w sobie dość długo, więc chciałbym parę słów po­
wiedzieć o znaczeniu tego doświadczenia.
Oczywiście, Jacku, że gdybyś chciał mnie posądzić,
że jestem zwolennikiem przelewu krwi, to byś m i zrobił
krzywdę. Każda śmierć każdego stworzenia jest dla
mnie bolesna, tym niemniej te rytuały się odbywają,
mamy na to wpływ czy nie. Z tego właśnie względu by­
ły słane do Kubańczyków pytania, czy może ich rytuał
się odbyć bez zabijania zwierząt, bo to jest zbyt dra­
styczne dla naszych oczu. Nie mógł się odbyć. Pertrak­
tacje dotyczyły wreszcie absolutnego minimum ofiary,
żeby stał się rytuał. T o były długie faksowe dyskusje mógłby lepiej o tym opowiedzieć Darek Kosiński.
Rytuał się odbył i żeby go poznać musiałem być jego
świadkiem, nie widzem, podkreślam - świadkiem. Za­
stanawiałem się, czy wytrzymam, gdy na moich oczach
będą zabijać zwierzęta, czy nie zwymiotuję, czy poko­
nam wewnętrzny sprzeciw? Myślę, że takie pytania każ­
dy sobie zadawał. Jednak pchała mnie potrzeba pozna­
nia rytuału, misterium, bo żyjemy w kręgu kultury i re­
ligii, w której zostaliśmy oddzieleni od tego, co trans­
cendentne przez pośredników. A t u nadarza się okazja
spotkania z grupą ludzi, którzy umieją nawiązywać
kontakt z tym, co nadzmyslowe. Znalem historię tej
grupy. Jose Iglesias, chyba cztery lata temu, gdy po raz
pierwszy przyjechał do „Gardzienic", opowiadał m i
o swoim spotkaniu z n i m i na Kubie. Wiedziałem, że
oficjalnie występują jako grupa taneczna „Conjunto
Folklórico jlaeuev"
w Guantanamo&gt;
s y Fprzyy uniwersytecie
y
ale należąi też do wspólnoty
religijnej
F
&amp; &gt; iodprawiającej
F
&gt;&lt;i iob¬
rzedv Santerii T o bvło iedno z waznieiszvch wydarzeń
wieéo kubańskiej podróży edv poznawał synkretyczne
rei I rozwiiaiace sie w wielkie, nrzestrzeni nowstałei
po zwalczanym przez Castro chrześcijaństwie
Czytamy dziesiątki książek na ten temat, analizuje­
my wiarygodność źródeł, dyskutujemy o początkach re­
ligii i teatru, a tu pojawia się możliwość, pierwszy raz
w Polsce, jeśli nie w Europie, że grupa z innego końca
świata podejmuje się odprawić cały skomplikowany ob­
rzęd Santerii. Spróbują przywołać do Dworu na Wyso­

kiej pod Krakowem swoje bóstwa, a my możemy to sa­
mi sprawdzić, zobaczyć, podejrzeć, może zauczestniczyć? I w t y m miejscu chciałbym nawiązać do tego, co
powiedziała A n i a Wyka. Oczywiście, są te cztery kręgi,
które trzeba przejść w poznawaniu tego typu wydatzenia. A l e wg. mnie w innej kolejności: jest podglądacz,
jest widz, jest świadek i jest uczestnik. T o są kręgi, któ­
re trzeba przejść kolejno żeby dojść do centrum wyda­
rzenia, do tego, co jest jego istotą. Szczególnie, jeśli jest
ono spoza własnej kultury. W zależności, z którego krę­
gu się to ogląda, taki jest charaktet doświadczenia
i możliwość opisu.
Ja przyjechałem z Krakowa w drugiej grupie, po na­
szych Metamorfozach, na drugą część wieczoru i musia­
łem przejść przez wszystkie te kręgi. Najtrudniej było
na początku. Zobaczyłem jakąś absurdalną sytuację: n i
to dyskoteka, n i to wiejska zabawa, wielki plastikowy
namiot, kolorowe reflektory. Kręcą się ochroniarze,
nie wiadomo, o co chodzi, nie wiadomo, kto tym kie­
ruje. Wchodzę, widzę tłum biegający, wirujący, ktoś
półpijany - po prostu zgroza. Pomyślałem sobie, że jest
jakaś totalna porażka, że nic się nie wydarzy, że nie da­
l i rady.
Wiedziałem, że muszę podejść jak najbliżej, wejść do
samego środka, żeby zobaczyć i cokolwiek z tego zrozu­
mieć. Zapytać siebie jako praktyka, czy jeśli mnie oszu­
kują, czy jestem w stanie to rozpoznać, czy nie? Czy na­
stępuje coś realnego i czym będę to rozpoznawać, to
rzeczywiste wydarzenie, albo jego brak? Oczywiście,
kiedy najpierw podglądałem, to też zobaczyłem peep¬
-show, niedobrego słowa użyłeś, Irku, nie ty byłeś jego
uczestnikiem, tylko ochroniarze, którzy zza plastikowej
szyby wydarzenie obserwowali. T o najgorszy obraz, jaki
śni m i się po nocach: czterech goryli za plastikowym
okienkiem, którzy podglądają, śmieją się i komentują.
Ja też miałem problem, przechodząc przez tę bandę
półpijanych ludzi, przelewających się z jednego do dru­
giego kąta. Jednak wchodząc później w środek zobaczy­
łem że sam kapłan iest już zupełnie pijany i chyba nie
panuje nad sytuacją.
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Choćby nawet się
ugryzł, chcę przypomnieć sytuację inicjacji mojej, prze­
praszam, że ci przerywam, w Żywocie Protopopa Awwakuma z tutaj obecnym weteranem naszych wspólnych
bojów T o m k i e m Rodowiczem, odbyliśmy kiedyś
szesnoastogodzinny rytuał, szesnastogodzinne semina­
rium z obrzędu prawosławnego, pojechaliśmy na Łemkowszczyznę zaprzyjaźnieni z księdzem, który w ciągu
tych szesnastu godzin - od wczesnych godzin popołu­
dniowych aż po wczesne godziny ranne następnego
dnia - odprawiał mszę w różnych cerkwiach, objeżdża­
jąc poszczególne świątynie. Pod koniec, ktoś mógłby
powiedzieć, że był już kompletnie pijany, ponieważ za

229

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

każdym razem musiał spełniać ofiarę, a częścią ofiary,
częścią aktu sakralnego jest przecież wino, już nie mó­
wiąc o tym, że pomiędzy odprawianą służbą wierni
i wyznawcy też chcieli go poczęstować. T o jest tylko
i wyłącznie kwestia werbalizacji sposobu widzenia
struktury obrzędu, struktury misterium, w której pew­
ne rzeczy są immanentnie wpisane, a nasza ocena
scjentystycznego umysłu, który chce waloryzować, na­
kładać do tego sztancę etyczną, być może popełnia błę­
dy. M y popełniamy błąd.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Ale przecież są też... walo­
ryzowane na bieżąco, istnieją różne wartości, z którymi
się przychodzi.
Tomasz Rodowicz: T o nie jest tak, że trzeba mieć
wiarę, nie miałem żadnej wiary. Byłem śmiertelnie cie­
kawy czy coś się wydarzy, czy oni to udźwigną i czy ja
to rozpoznam. Czy będę mógł pattzeć i widzieć wyraź­
nie, co się wydarzyło, z moją wiedzą na ten temat, z ta­
kim dystansem kulturowym, z całym bagażem uprze­
dzeń jak powiedziałby hermeneutyk.
Doszedłem wreszcie do tego kręgu, do granicy mię­
dzy świadkiem a uczestnikiem. C i , którzy odprawiali,
uczestnicy byli bardzo blisko, dotykali mnie, o mnie się
ocierali, wtedy dopięto miałem pewność własnej obec­
ności i wiedziałem, że jestem w stanie dokładnie zoba­
czyć, analizować, przyjmować doświadczenie. Nie mia­
łem żadnych nadzwyczajnych przeżyć, czyli nie udziela­
ły m i się żadne ich owładnięcia. Byłem analitycznie pa­
trzący, zafascynowany tym, co się dzieje, i z radością
widziałem, że umiem rozpoznawać i rozumieć to, co się
wydarza, częściowo przez oczywistość faktów, a czę­
ściowo przez to, że wiedziałem, co się dzieje.
Jako praktyka najbardziej mnie ciekawiło, jaki jest
scenariusz, kto tym rządzi, kto jakie podejmuje decyzje
i w którym momencie, kto prowadzi pieśni, kto muzy­
ków i jak oni się tymi folami wymieniają między sobą.
Tak na to pattzyłem, a później wyobrażałem sobie, pa­
nie profesorze, że to musi być mniej lub bardziej po­
krewne wszystkim misteriom i inicjacjom starogreckim. Musi być ten, kto kieruje i ten, kto wie; ten, k t o
podejmuje decyzje i ten, kto rozpoznaje prawdziwe lub
fałszywe owładnięcie i wkracza, interweniuje, kiedy
wymaga tego chwila. K t o przerywa ceremonię lub ją
rozpoczyna Tej osoby szukałem, tego koryfeusza we*
wnątrz. Była to statsza kobieta, pomocnica kapłana,
która przejęła prowadzenie, gdy ten legł z tyłu, za ołta­
rzem. Prowadziła niemal niezauważalnie, ale w sposób
przeraźliwie precyzyjny z niezwykłą inteligencją ostro*
ścia patrzenia i oceniania w jednym ułamku sekundy
wiedziała co robić Ona decydowała czy kobietę

;

k t ó

:

ra naele ńa nia wpadła ktoś popchnął czy dopada" ja
jakiś duch, czy ją zostawić w tym czy nie. Widziałem

jak to robi, po prostu fantastycznie potrafiła w ułamku
sekundy wyprowadzić ją z transu. Łapała ją za uszy
i naciskała taki bolesny punkt (czasem policjanci tak
wybudzają pijanych na ulicy), jednym szybkim ruchem,
naciskiem i szarpnięciem do dołu natychmiast budziła
tę osobę. Dlatego wydawało ci się to, Zbyszku, podej­
rzane, że ktoś, kto jest w pełnym transie, nagle wycho­
dzi na bok i zapala papierosa.
Mówię tu o poziomie własnego doświadczenia, zwra­
cam uwagę na fakt, jak wiele było wydarzeń czytel­
nych. Jeden moment, zupełnie niesamowity, utkwił m i
w pamięci. Włodek powiedział o swoim doświadczeniu
we Włoszech, tutaj było podobnie. Jest takie przejście,
granica, z której najlepiej się czyta, tam to było pogra­
nicze wysokiego i niskiego, tutaj sactum i profanum.
M a m t u na myśli rolę muzyków. Bębniści, jak wszyscy
muzycy we wszystkich rytuałach są najbardziej cynicz­
ni, choć precyzyjnie wykonują swoją robotę, ostenta­
cyjnie są na zewnątrz, gadają między sobą, piją, wycho­
dzą, gapią się. I c h nigdy nic nie bierze, o n i muszki do­
kładnie grać te rytmy, któte są i m zadane do grania i je
trzymają.
Włodzimierz Staniewski: Koncertem wykonywa­
nym z niezwykłą maestrią.
Tomasz Rodowicz: Oczywiście.
•Włodzimierz S t a n i e w s k i : Maestria musi być
utrzymana w przeciwnym razie cała struktuta pęka.
Tomasz Rodowicz: Stałem za tymi chłopakami,
kiedy coś między sobą mówili, na coś pokazywali, ja też
nagle zobaczyłem, że jest jakiś ruch, że pokazują sobie
jedną z Kubanek, która, trzyma się z boku, jest zdener­
wowana, coś jej nie pasuje i trzyma palce założone,
splecione wskazujący ze środkowym na obu dłoniach.
O n i coś tam jej dogadują, ona fuka i opędza się, jakby
się opierała. Główne wydarzenie dzieje się gdzieś w głę­
bi, a oni t u grają, dziewczyna jest coraz bardziej blada
i wściekła, oni jej przycinają, jeden drugiego szturcha,
wreszcie któryś krzyknął na prowadzącego i wskazał na
nią, ale ona uciekła. Po co trzymała palce? Trzymała,
żeby ją nie wzięło, broniła się rozpaczliwie, nie chciała,
może się wstydziła. Wyleciała na zewnątrz tego kręgu
pod ścianę, ale prowadzący za nią pobiegł, ściągnął ją
w sam środek iednvm ruchem wprowadził w obrót iuż
była owładnięta.
T o są drobiazgi, szczegóły, ale fascynujące o tyle, że
można było zobaczyć kto jest w pełni świadom tego, co
się dzieje, zna możliwości i potrzeby czasu w danym ak­
cie, danym miejscu. Było pełne porozumienie między
uczestnikami. Jak oni fantastycznie pieśń prowadzili, jak
ją podbijali, kiedy próbowała wygasnąć, kiedy traciła

230

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANOOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

moc. Zwróćmy też uwagę, jakie było ich reagowanie na
ludzi z zewnątrz: obojętność, tzn. życzliwa obojętność,
chociaż chwilami miałem wrażenie, że jesteśmy zbyt na­
trętni, łudzimy się, że granicę da się przekroczyć. Nie za­
uważyłem ani jednego momentu, by Kubańczycy patrzy­
li na efekty swojego działania, ani jakie robi to na nas
wrażenie. Nie szukali aplauzu ani akceptacji z naszej
strony. To my byliśmy przez nich akceptowani, ale rów­
nie dobrze mogło nas nie być. I dlatego i m wierzyłem.

go Pacyfiku, postulował i apelował do badaczy, by zni­
żyli się do poziomu ktajowca, jeżeli chcą go zrozumieć.
Uważał, że nie można inaczej rozpoznać kultury niż
przez uczestnictwo. A przy tym wiele jego działań prze­
czyło tej idei. Wiemy to z opublikowanych w latach 60.
dzienników Malinowskiego, tekstów bardzo osobistych
i zapewne nie przeznaczonych do szerokiej publikacji.
Prowadząc badania, często za cygara lub inne podarun­
k i , angażował mieszkańców wiosek do inscenizacji ob­
rzędów. Oglądając je i opisując nie miał sobie za złe
sposobu, w jaki je wywoływał i nie rozpatrywał delikat­
nych kwestii, k i m on sam jest w tej sytuacji: widzem,
uczestnikiem czy świadkiem. Zniżając się do poziomu
krajowca miał jednocześnie poczucie misji, że oto on
rozpoznaje istotę ludzkiej natury

Zbigniew T a r a n i e n k o : Tak było tylko w drugiej
części, w pierwszej sprawdzania efektów swojego dzia­
łania było znacznie więcej.
Włodzimierz Staniewski: N o bo w pierwszej są
gesty tak jak w każdym obrzędzie, zapraszania, są gesty
dzielenia się i objaśniania.
W szczególe może jednak siedzi bóstwo?...

Drugi problem, który trzeba tu przypomnieć, to po­
wszechne w antropologii przekonanie, że nie ma jedne­
go sposobu oglądu rzeczywistości. Idąc tropem książki
Jamesa Clifforda można wyróżnić co najmniej dwa spo­
soby zachowania się w terenie. Jeden, za wspomnianym
autorem, nazwijmy brytyjskim a drugi francuskim. Bry­
tyjska specjalność już od Malinowskiego polega na
tym, że oto, tak jak on, samotny antropolog udaje się
w teren do wybranej społeczności, uczestniczy w jej ży­
ciu i z ogromnymi kłopotami i z dużym wysiłkiem psy­
chicznym i fizycznym próbuje zrozumieć społeczność
i opisuje ją, raz uczestnicząc rzeczywiście w obrzędzie,
innym razem prowokując sytuacje, które chce rozpo¬
znać. Taka była prawda doświadczeń Malinowskiego.
W opublikowanych pracach na wątpliwości k i m był
on, jako antropolog, nie było miejsca. Takie były cza¬
sy Malinowski z pełnym przekonaniem stwierdzał, że
wie iak obrzęd masia lub inna czynność wvelada i oni
suiac dawał odpowiednia wykładnie Włodzimierz Sta'
niewski wymienił nam tu nrzed chwila elementy istot'
ne obrzędu, idąc niejako tropem Malinowskiego.

Zbigniew T a r a n i e n k o : Może jednak diabeł?
Czesław Robotycki: Chcę odejść od szczegółów
tego przedstawienia i powiedzieć pewną ogólniejszą
rzecz. Państwo często odwoływaliście się do doświad­
czenia antropologa w terenie. Stwierdzaliście, że cza­
sem to, co robicie jest podobne do postawy antropolo­
ga. Skoro postać antropologa w terenie tutaj się poja­
wiła, to przypomnę, że już w pierwszej wielkiej mono­
grafii Bronisław Malinowski, w Argonautach Zachodnie-

Znana jest też jednak inna szkoła prowadzenia ba­
dań nazwana przed chwilą francuską. Organizowane
przez nią afrykańskie wyprawy wybierały się w teten ca­
łym tłumem ludzi. Uczestniczyli w nich fotografowie,
rysownicy i inny personel pomocniczy. Czytając opis
takich badań cytowany przez Clifforda w jego pracy
„Kłopoty z kulturą" (omawia tam słynną wyprawę
w poprzek A f r y k i Michela Leirisa Dakar - Dżibutti),
możemy sobie wyobrazić całkowicie inne doświadcze­
nie antropologiczne.

Siedzą od lewej: Włodzimierz Staniewski, Zbigniew
Benedyktowicz, A n n a W y k a . Fot. Przemek Sieraczyński

Trzecia rzecz. Co z tego wynika. J. Clifford i my an­
tropologowie zastanawiamy się, która z tych metod, al­
bo może obydwie, rzeczywiście docierają do istoty ob­
rzędu. Pytamy też, jaka jest rola antropologa przy kre­
owaniu obrzędu, czy może antropologiczne uczestnic­
two nie wykrzywia jego istoty. Są to dzisiaj kwestie, nad
którymi zastanawiają się antropologowie, i co ważniej­
sze wielu z nich, weźmy za przykład Kirsten Hastrup,

231

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

stwierdzają, że wrażliwość artysty jest tu niezwykle
przydatna (Hastrup współpracowała z Eugenio Barbą).
Być może, czasami artysta lepiej niż antropolog może
zrozumieć tę rzeczywistość, bo się jej w pewien sposób
poddaje. A l e trzeba powiedzieć, że antropolog też po¬
winien być artystą, by móc przetłumaczyć rytuał, ma­
gię, w ogóle obcą kulturę. Analogia do roli tłumacza
jest tu idealna. Mówiono tu, że artysta jest tłumaczem.
Antropolog z samej swojej istoty też jest tłumaczem
Przekłada język jednej kultury na inny.

i przyznaję, że jest to czasem wygodna dla mnie pozy­
cja, poza tą rolą, poza tą barierą coś pewnie jest, ale to
już inna sprawa. Z punktu widzenia badacza jest dla
mnie niesłychanie fascynujące spotkanie z innością
i obcością, a potem dopiero pozostawiam już i także in­
nym do refleksji, czy badanie tego, co jest tak zupełnie
inne coś wnosi i co wnosi do rozumienia nas samych.
Wtedy właśnie przychodzi Włodzimierz Staniewski
i robi Metamorfozy, tyle na razie.

Chcę powiedzieć w konkluzji, że problemy, które
pojawiły się w dyskusji nad dziełem klasycznym są też
problemami dzisiejszych antropologów. Nie dają o n i
jednoznacznych odpowiedzi i raczej mnożą wątpliwości
i stawiają pytania o to, co stanie się z antropologią, gdy
będzie ona podważać przekonanie o możliwości prze­
kładu kulturowego. Przy takiej postawie znika potocz­
ne przeświadczenie, że potrafi ona wszystko, co dotyczy
świata kultury, zrozumieć i zinterpretować. Obecnie
sam badacz bardzo często wątpi i może czasem czegoś
nie rozumie i dlatego te kręgi wtajemniczenia, o któ­
rych mówiliście są dla niego również ważnym doświad­
czeniem.

Zbigniew T a r a n i e n k o : Chciałem zwrócić uwagę
na to, że postawy, punkty widzenia, a także cele ludzi,
którzy uczestniczą w rytuale z różnych względów, czy
cele, potrzeby i postawy społeczne, które mieliśmy roz­
patrzeć w pytaniu p. Zbigniewa, podanym nam wcze­
śniej, to zupełnie różne rzeczy i tematy. Zdaje się, że
wszystkie nasze spory są sporami postaw.

Druga kwestia, która się t u pojawia, jest ciekawa
metodologicznie i brzmi następująco: czy doświadcze­
nie antropologa i historyka jest podobne. Antropolog
obserwujący kulturę doświadcza obcości z t y m związa­
nej i celem badacza jest oswojenie innego i jego kultu­
ry. Czy starożytny Grek może być takim obcym dla h i ­
storyka, by ten poprzez studia nad starożytnością mógł
powiedzieć - to są moi Grecy, tak jak mówił Malinow­
ski - to są moi dzicy.
Włodzimierz Lengauer: Chciałbym podjąć ten
wątek, który zresztą wymagałby niesłychanego rozbu­
dowania i to tak z punktu widzenia wręcz historii na­
szej dyscypliny, jak i z punktu dzisiejszych doświad­
czeń. Z mojego własnego doświadczenia powiem, że za­
czynam wykład dla studentów z kultury antycznej za­
wsze od stwierdzenia, że neguję kwestie recepcji, podo­
bieństwa, genezy naszej kultury współczesnej, która ja­
koby się ze starożytnej wywodzi, powiadam, że dla mnie
właśnie najbardziej fascynująca w antyku jest obcość,
jest to, że jest to kultura w moim przekonaniu, jeśli
przez kulturę rozumiemy całość życia społecznego,
w tym antropologicznym właśnie rozumieniu, że jest to
kultura absolutnie całkowicie różna, obca, z którą nas
w uieciu eenetvcznvm łaczv ieśli nie nic to bardzo ma¬
ło. Także teraz to z punktu widzenia już nie tylko szkolara jakim jestem zawsze jestem obserwatorem no
i tuta przyznaje ia wcale nie poczułem sie urażony tym
r o mówił n Stań ewski ale mam nełne noczucie zeza
wsze iestem srhnwarw za moia rola nrofesora za moia
rolą badacza i całkowicie zresztą świadom jestem tego

Bardzo dobrze, że pan Robotycki przypomniał jak
różne można mieć postawy, uprawiając antropologię.
Chyba też można być w skórze profesora, świadka czy
widza, albo nawet kpiarza... Dlaczego nie? Człowiek
jest jak wiatr wolny i może stać z boku, nie będąc ani
podglądaczem, ani uczestnikiem. N i e musi się ptzecież mazać krwią w pierwszym rzędzie, jeśli nie lubi
czerwonego...
.-• .,
:

Włodzimierz Staniewski: T y jako histrion wystę­
pujesz czyli aktor, który komentuje...
Zbigniew T a r a n i e n k o : Można na przykład nie lu­
bić zapachu krwi, albo mieć alergię na kury, na pierze,
zupełnie zwyczajnie i wtedy reagować jakąkolwiek wła­
sną odtrutką, choćby papierosem. Można patrzeć też
na wszystko, jak badacz techniki. T o , co Tomek Rodo­
wicz mówi, było właśnie opisaniem Santerii, opisaniem
jako teatru... Myślę, że artyście wolno mówić, że ma
swojego boga, może go nawet zmieniać, wybierać, wol­
no też mu się jakoś zaangażować - i pewno mimo to zo­
stanie zbawiony - ale sądzę też, że ludziom, którzy są
ludźmi wierzącymi, pewnych rzeczy robić nie wolno.
Dlatego, że zaprzeczą sobie samym czy swojej wierze.
Jest to punkt niezwykle istotny, którego nie można nie
uwzględnić przy dyskusji o cudzych misteriach, czyli
w sytuacji bycia albo antropologiem, albo histrionem,
albo obserwatorem technik, albo jakimś obserwatorem
przypadkowym, który nie może określić swojej posta­
wy, lub nie chce. W Santerii - jak w teatrze - wybiera­
łem różne postawy. Zauważyłem też jakąś kompletnie
dyskotekowo tańczącą dziewczynę, obserwowałem ją
z równym zainteresowaniem, jak obrzęd i tańce Kubańczyków. Widziałem, że jedynie „szefowa" nie pila,

232

rindrzas arlv nili wirlznwie nrzestnirv

nhcerwatnr7v

podczas gdy pili widzowie, ucze tmcy obserwatorzy.
Kapłan tez się „doenergetyzował . A l e ta jego energia
słabo przepływała, i sądzę, że pierwsza część była nie-

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

udana wskutek „niedoenergetyzowania" uczestników
i widzów, którzy nie nabrali energii - nie mogli jej więc
oddać wykonawcom. Po pierwszej części, podczas spo­
tkania podjęli więc decyzję: „Robimy to sami, bez w i ­
dzów", wtedy dopiero nastąpiła obojętność, nie zwra­
canie uwagi na skutki realizacji. Nawet wtedy miałem
rozmowę z Włodkiem: „Jak wy nie pomożecie, nie bę­
dzie rytuału. T o się nie uda..." Zbyt wielu intelektuali­
stów z różnych krajów, dużo osób zimnych, oglądają­
cych z daleka, jeszcze zimniejszych ode mnie.
Do czego zmierzam: postawa artysty jest zupełnie i n ­
na niż postawa uczestnika.
Jeszcze słowo o inicjacji w kulturze współczesnej...
Myślę, że dla wielu staje się nią internet, na pewno da­
je poczucie wspólnoty i uczestnictwa w wiedzy. Dla i n ­
nych są to grupy przykościelne, na przykład Ruch Od¬
nowy w Duchu Świętym, czy ruch Taize. Tego jest d u ­
żo. Dla innych zadania wprowadzające w życie wypeł­
niają subkultury różnego rodzaju, które się odznaczają
tym, że się nosi w skórach, w dziurach albo w dresach,
ja tego nie rozróżniam. T o też są sposoby współczesnej
inicjacji. Dla innych mogą być to także egzotyczne po­
szukiwania czegoś, co było kiedyś rytuałami. Taka jest
współczesna kultuta. Może okazać się, że są to warto­
ści obce, że są one nie do przyjęcia, albo że można ro­
bić z tego jakiś własny ceremoniał.
Maciej Rychły: Ja mam pytanie i do filologów, i do
antropologów. Kiedyś gtałem w jednym zespole z M u ­
rzynem z Zairu i dzięki temu bywałem na murzyńskich
bibkach - jedyny biały - w centrum Poznania. Było to
w połowie lat siedemdziesiątych, kiedyś Masambuku tak się on nazywał - wrócił z Radomia i dopytywał się
usilnie, czy ktoś z Zairu już tam był? Odpowiedziałem
stanowczo, że nie (cóż z takim Masambuku począć?),
a wtedy on wziął swoich koleżków i oświadczył, że
wczoraj M A S A M B U K U O D K R Y Ł R A D O M !
To „odkrycie" uświadomiło m i wtedy, że odkrywca,
jeżeli nie jest przewrotny lub dowcipny, rości sobie pre­
tensje do panowania. „Odkrycie" wasalizuje „odkryte­
go". Czy opisywanie świata szło ręka w rękę z podbojem
i kolonizacją? Czy szkoły antropologiczne francuskie,
angielskie odpowiadały imperialnej, kolonizacyjnej idei?
Drugie pytanie do filologów - czy w starożytności ist­
niała „antropologia", wszak Grecy byli narodem panu­
jącym i organizowali inne ludy?
Czesław Robotycki: Postawa kolonialna, ja od ra­
zu może powiem, ze antropologowie anglosascy mają
potwornego kaca z powodu kolonializmu i oskarżają
swoją własną dyscyplinę o to, że służyła dominacji kul­
turowej i politycznej. Mają z tego powodu ogtomne po­
czucie winy. Zresztą mówił też o t y m w Krakowie p.
Schechner.

Maciej Rychły: Czy „starożytni" nas opisali? Zapa­
miętałem, nie wiem skąd, stwierdzenie, że „znaleziono
ludzi pochodzenia słowiańskiego i oni żadnego sprzętu
bojowego ani żelaza nie mają, grają sobie na piszczał­
kach i kitarach, nie znają też żelaznych trąb, bo l u ­
dziom o łagodnych sercach nie potrzebne są groźniej­
sze rodzaje muzyki". Jakoś tak brzmiała relacja antycz­
nego dziejopisa.
Czesław Robotycki: A l e mamy też źródła, które
mówią, że Mieszko miał fantastyczną drużynę, że miał
świetnie zorganizowanych rycerzy.
Jacek Dobrowolski: Mówisz o muzykach, których
przyprowadzono do bizantyjskiego cesarza, który zdziwił
się, że nie mieli żadnego żelaza przy sobie tylko gęśle.
Włodzimierz Lengauer: Chcę króciutko na to od­
powiedzieć, ale potem chcę nawiązać jeszcze do inne­
go tematu. Znów jest to bardzo ciekawy i złożony pro­
blem i nie tak łatwo udzielić prostej odpowiedzi. Grecy
z jednej strony mieli ogromne poczucie własnej tożsa­
mości i odrębności kultury, z drugiej strony, w gruncie
rzeczy od pewnego przynajmniej momentu, to co było
obce i inne przestało ich intetesować, w najlepszym ra­
zie, jeżeli już widzieli coś godnego zainteresowania, to
intetptetowali to wyłącznie w kategoriach własnej kul­
tury, co zresztą w stosunku do obrzędowości i religii wi­
dać najlepiej, począwszy od dzieła Herodota. Wszystkie
ludy obce, którymi on się intetesuje, jeśli zajmuje się
ich obrzędowością i religią, to one wietzą po prostu
w tych
y bogów
&amp; &gt;w których
y wierząt Grecy.
i- Można by pof
wiedzieć tak, że z jednej strony intetesuje Gteka w i n ­
nej kulturze i u innego ludu tylko to, co mu przypomi­
na siebie same 2 0 ale z drugiej strony można powie­
dzieć zupełnie inaczej i też u ego samego Herodota
można znaleźć ten ślad kiedy on przedstawia dokład­
nie innv lud czv inna kulturę a w szczególności kiedy
n r z e d J w i a n o k r e w r w c b n a m n o d o b n o Scvrów t o bar
L

i e . r i n r e L n a r e O n właśnie n a d s t a w i a i r b iakń

t a k i r ^ e r c i a d ł o ale to zwierciadło które odbija tak
że prawa strona jest lewą stroną, to co jego tam intere­
suje i to, co on tam dostrzega to wszystko jest inaczej
niż u Greków. Musi być inaczej, bo o n i są właśnie inni,
oni są tego zaprzeczeniem. Natomiast - rzecz także
charakterystyczna dla późniejszego zwłaszcza okresu,
kiedy oni się stają istotnie ludem, który podbił cały
prawie świat zamieszkały, oilcumene przynajmniej l u ­
dów cywilizowanych, w tym ludów wschodu - jest wła­
ściwie zadziwiające jak w bardzo niewielkim Grecy so­
bie zdawali sprawę z tej inności; a dlatego sobie zdawa­
li sprawę mało, że mało się tym intetesowali. Przy czym
najbardziej może uderzające jest to, że nawet kiedy już
istniał grecki przekład, no nie całej Biblii, ale Pięciok-

233

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

sięgu, to autorzy greccy tego nie czytali, chyba ich to
w ogóle nie interesowało, no niektórzy, mówię z pew­
nym uproszczeniem, coś o tym wiedzieli i to nawet bar­
dzo wcześnie, ale znów skoro to było inne to tak jakby
dla nich nie istniało, ich to nie interesowało, w najlep­
szym razie mieliby stosunek, który i u Herodota można
było odkryć, tego chłodnego obsetwatora, który na to
patrzy jak na coś zupełnie obcego i najwyżej dostrzega
w tym dowody i inności, i niższości. Tutaj wracam do
tego wątku wokół którego cały czas się obracamy, któ¬
ry jest sarn. w sobie pasjonujący. Zacznę od refleksji
stricte zawodowych, a skończę na bardzo osobistych, je­
śli Państwo pozwolą. Ta zawodowa wynika z tego, że
sobie ptzypominam, że z Leszkiem Trzcionkowskim,
nie pamiętam czy w Krakowie CZV Dt"ZV jakiejś okazji
seminaryjnej wymiany zdań zastanawialiśmy sie od
kiedy właściwie można mówić o teatrze greckim, te¬
atrze takim który niejako przypomina już teatr mesz
czański tzń teatr który noleJa na widowisku ludzie
nrzyrbńdza odadaia sa tylko widzami i tu iest'zawsze

jakiś tekst, coś się przedstawiało, zresztą samo rozpla­
nowanie przestrzeni w telesterionie jest bardzo ciekąwe, tam we wnętrzu znajdują się wszyscy uczestnicy mi­
sterium. W misteriach wszyscy brali udział jako ich
uczestnicy, ale w środku telesterionu znajdowała się
wydzielona kolumnami przestrzeń centralna (anakwron). Zapewne coś tam przedstawiano, odgrywano czy
pokazywano, nie wiemy co i nie wiemy, kto to czynił.
Z pewnością nie byli to aktorzy, a jeśli ich tak nazwie­
my, to musimy stwierdzić, że aktorzy są wykonawcami
świętych obrzędów. Z kolei wprowadzani w wyższy sto­
pień misteriów (epopteia) uczestnicy obrzędu stali lub
siedzieli na stopniach rozmieszczonych w układzie ta¬
rasowym wokół ścian budynku. Byli to więc tylko wi­
dzowie, ale tacy widzowie, których zadaniem było do- i
strzec tajemnicę widzowie którzy oglądając stawali się
wtajemniczonymi i pełnoprawnymi uczestnikami mi¬
steriów eleuzyńskich. Ich udział w świętym przedsta­
wieniu choć Dolegał tvlko na oglądaniu czynił z nich i
posiadaczy tajemnicy.
i
:

a d n y fragment
cytowany hardzo
uaruzo łiduiiy
n a g n i e m autora
auLuia do
uuscć nożnego
puzntgu

z I I I w o n e który tak to mniei
oto Ateńczycy przychodzą, pośniadawszy, po śniadaniu
i po piciu, czyli trochę podpici, przychodzą sobie do te­
atru, zasiadają i tam oglądają, jedząc i pijąc. Jest to
zresztą zachowanie, które do złudzenia przypomina
znane dobrze z literatury pięknej opisy zachowań pu­
bliczności w teatrze czy operze X I X w. kiedy ludzie
w loży prowadzą życie towarzyskie, do loży zaprasza się
na kolację, to, co się dzieje na scenie czasem się oglą­
da, czasem nie, to jest właśnie taki tylko widz, który
czasem się zainteresuje tym, co zobaczy i w wypadku
teatru antycznego nie jest wcale takie proste powie­
dzieć kiedy to się stało. Nie jest bowiem do końca
prawdą, że wtedy, gdy podstawowym elementem
ptzedstawienia stał się tekst literacki, ani że wtedy, gdy
aktorstwo stało się zawodem. Aktorzy bowiem są w te¬
atrze ateńskim zawsze uczestnikami obrzędu, podobnie
jak chóry czy to cykliczne czy tragiczne. Poeta pisze
tekst o znaczeniu religijnym, zawsze chodzi o jego
funkcje religijne a nie tylko estetyczne. Z kolei widzo¬
wie może coraz bardziej odbierają sztukę w kategoriach
estetycznych ale to znów byłoby rozgraniczenie nie
bo widz iest nie tylko widzem

słuszne
w

s

V

j

m

U

C

7

e

, J u

e

m

4

w

i

l

lecz nrzede

j wvkonywanePo obrze-

Jacek Dobrowolski: Wspomniał pan profesor, że
Grecy patrzyli z dystansem i chłodnym okiem na inne
kultury, ale z wyjątkiem egipskiej, bo właśnie misteria
egipskie i c h jednak interesowały, począwszy od Pitago­
rasa, który miał tam być i się uczyć, nie mówię już
o rozkwicie w hellenistycznej epoce. Egipt starożytny
był dla nich jakąś szczególną kulturą.
Włodzimierz Lengauer: Tak, ale to jest to właśnie
inne spojrzenie, o którym mówiłem, które się juz od
Herodota bierze, egiptolog czytając tekst Herodota,
drugą księgę o Egipcie i czytając o tym, co Herodot
uważa za misteria egipskie, współczesny egiptolog za­
nosi się śmiechem. T o jest charakterystyczne dla cze­
goś innego, on zobaczył to, co chciał, on był w Egipcie,
mało że był, rozmawiał z kapłanami, dokładnie się
o wszystko dowiadywał i zobaczył w t y m wyłącznie to
co go interesowało z punktu widzenia jego jako Greka.1
Tylko to. Myślę, że to jest pouczające, bo my czasami
też tak może...
Jacek Dobrowolski: A l e szacunek dla wiedzy ka-l
planów egipskich zdaje się był o Pitagorasie się mówi,
że zaczerpnął...

du W szczególności Dotem 'ooiawa sie następny pro
b l e r , ad n
T

id

ro nonatrzeć iuż n i e t y l k o nl s t r o n y t e a t r u
a f

cl

dionizlkim

a e mało nam

jako widowiska na święcie oiomzyjskim,
maio nam
ciąge znanycn misteriów eiuzynskicn i na to co się
działo w telestenonie we wnętrzu juz telestenonu
w meusis. Wiele wzmianek także literackich, ale
wszystkie aluzyjne i skąpe, wyraźnie sugerują ze tam
miata miejsce tez specjalna chorem, ze byt tekst do ktorego chociażby mnóstwo aluzji czynił r l a t o n . był więc

Włodzimierz L e n g a u e r : T o są zdaje się trochę!
legendy i w to trudno tak dokładniej wchodzić, ho to
wysoce niejasne, jakie były związki pitagoteizmu i in­
nych nauk, doktryn religijnych greckich z egipskimi,
czy wschodnimi. W dużej mierze obecna jest tu war¬
stwa legendarna, w której charakterystyczny jest mo­
że nie tyle szacunek do religii, co przekonanie podsta-l
wowe, które Herodot też prezentuje, że oto jestl

234

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANOOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

pierwszy l u d , najstarsza kultura, o n używa tego poję­
cia pierwszy l u d , który w ogóle miał k o n t a k t z boga­
mi, zaczął wierzyć w bogów. T o jest dla Herodota
charakterystyczne, kiedy powiada - oto Grecy bogów
sobie jakoś wymyślili czy znają bogów, od czasów H o ­
mera i Hezjoda, a Egipcjanie to byli pierwsi, a potem
jest długi wątek o kulturze greckiej, że rzeczywiście
Egipcjanie są najpobożniejszym ludem, ale co jest rze­
czą charakterystyczną, o n i widzą w t y m siebie, widzą
to co ich interesuje.
Jerzy D a n i e l e w i c z : Chciałbym się włączyć do
wcześniejszego głosu kolegi i zadać pytanie, czy począt­
kiem takiego odejścia tragedii greckiej od rytuału nie
byłoby jej agonistyczne traktowanie, bo to znamionuje
zwracanie szczególnej uwagi na aspekt zewnętrzny tego
rytuału. Skoro podlega jakiejś obiektywnej ocenie
z użyciem kryteriów ściśle teatralnych, to jest już to
odejście od idei rytuału przeżywanego wewnętrznie;
nikt by takiej postawy nie zajął np. w Eleusis. A skoro
to tutaj nastąpiło aczkolwiek przedstawienia teatralne
traktowano jako część święta, to jednakże nie były one
elementem ściśle sakralnym i ten proces wraz z odej­
ściem od tematyki dionizyjskiej, rozszerzaniem się na
różne objawy życia, w t y m i życia codziennego, coraz
wyraźniej następował.
Włodzimierz Lengauer: Myślę, że tak, że to waż­
ny element: teatr stawał się miejscem agonu obywatel­
skiego, tracił więc może swój pierwotny, ściśle religijny
charakter. A l e nie przywiązywałbym do tego wagi naj­
wyższej. Agon poetów wyrasta przecież z obrzędu, ich
twórczość tragiczna wiązała się więc jakoś, jeśli przyj­
miemy znaną ostatnio koncepcję obrzędowej genezy
tragedii jaką fomułuje Walter Burkert, z obrzędem
ofiarnym, ze złożeniem ofiary z kozła. A g o n wziął się
może z tego, do kogo ma należeć składany w ofierze ko­
zioł, czyli kto ma dokonać aktu ofiarnego i potem po­
dzielić mięso dostając zapewne najlepsze kąski. Tak
więc sam element agonistyczny wcale nie zaprzecza sa*
kralności a nawet przeciwnie towarzyszy iei czy ja
współtworzy. Natomiast w ciągu V w p n e istotnie
chyba ao^ori. ooetó\v ma już coraz mniejsze znaczenie sa"
krainę chodzi po prostu o zdobycie wyróżnienia
i o uznanie wsnółobywateli A g o n choretów staie sie
może bardziei jeszcze świecki i polityczny- pierwszym
s t a n i e n i e m nuhlicrnym m i o d e m Peryklesa była cho
ZiZpwrh
A k r h y L a Ale iednak uważam żerni'
mo wszystko tragedia i przedstawienie teatralne zacho¬
wują charaktet głęboko religijny jeszcze przez cały
Vwiekp.n.e.
Jerzy Danielewicz: Jest to chyba pojęcie stopnio­
walno

Włodzimierz Lengauer: Tak, oczywiście jest pro­
ces odchodzenia, dlatego ten moment, w którym mo­
glibyśmy powiedzieć, że to już teatt i widowisko, a nie
obrzęd jest nieuchwytny, bo to jest proces istotnie...
L e c h T r z c i o n k o w s k i : Jednak agon razem z proce­
sją był częścią tego co Grecy nazywali heorte, uroczysto­
ści religijnej podczas której dochodzi do złożenia ofia­
ry. A więc różnego rodzaju agony. Agony chórów ago¬
ny sportowe począwszy od Homera i pogrzebu Patroklesa, agon komediowy, pod koniec tragiczny. T o był
jeden z elementów święta.
Jerzy Danielewicz: Można na to tak spojtzeć, ale
pod koniec tego procesu dochodzimy do momentu,
gdy o decyzji przyznającej pierwszeństwo decydują już
wartości dalekie dość...
L e c h T r z c i o n k o w s k i : Pojęcie budowania nowej
polis, że zdecydowanie przez sędziów o tym, co jest lep­
sze a co jest gorsze, jest początkiem schodzenia natury
ludzkiej w te gorsze ciemniejsze obszary.
Włodzimierz Lengauer: N o właśnie to jest pewien
proces, agon zupełnie nie zaprzecza sakralności, nawet
agon poetów, a w każdym razie może wywodzi się z sa­
kralności, natomiast istotnie później jest on coraz bar­
dziej desekralizowany.
Zbigniew T a r a n i e n k o : M a m tu refleksję zupełnie
inną, refleksję o Grecji. Wszystko to łączy się ze sma­
kiem kultury: dialektyka, logika i myślenie filozoficzne
też idzie w ten sposób - równolegle do tej agoniczności. I dialektyka platońska i arystotelesowska, i rozwój
logiki to odpowiedniość agoniczności. W myśli greckiej
paralela jest wyraźna.
A n n a W y k a : Dwie sprawy. Jedna, to potrzeba ini­
cjacji i wszystkie wynaturzenia z tym związane. Głębo­
ko wierzę, że człowiek, jednostka ludzka taką potrzebę
ma. Wojciech Eichelberger napisał książkę o mężczy­
znach zdradzonych przez ojca, którą wywodzi od tezy,
że zanik inicjacyjnych rytuałów jest odpowiedzialny
przynajmniej za część problemów tożsamościowych
współczesnych mężczyzn. Druga - jeżeli być może ura­
ziłam czyjeś uczucia religijne tutaj, uczucia katolickie,
przy czym bardzo rozróżniam między katolicyzmem
a cHrześcijaństwem, to bardzo przepraszam, nie taka
była moja intencja. Zastanawialiśmy się kuluarowo czy
istnieje teatr misteryjny katolicki w Polsce. Ja twietdziłam że może chrześcijański ale to nie jest na teraz
Dlaczego taka ucieczka może w inną stronę tę taką
ośmieszana i taką której się Kościół boi w stronę New
Age młodzieży? Młodzi ludzie, któtzy mają potrzeby du-

235

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

chowe, w tym potrzebę inicjacji, no chociażby z tego
powodu, który przed chwileczką zosta! opisany jako
proces wcześniejszy historycznie. Zaprzeczenie mistycz­
nych źródeł chrześcijaństwa postąpiło właściwie w na­
szych czasach do tego stopnia, że wręcz skrywany i autocenzurowany przez część hierarchii jest mistycyzm
prof. dr. Karola Wojtyły - Jana Pawła I I , papieża. Chce
sie eo orzedstawiać iako innego rodzaiu katolika czv
rhrześciianina zanoznaiar te warstwę ePo osohv tak
iakłw Kośriół śie bał isrnty Tein tożsamości Tak iakhy
K n J i ó ł sie bał ze za nim nóida ,arvś młodzi Indzie i Z
się oai, ze za n i m pojaą jacyś mioozi mazie i cos
się wymknie spod kontroli
stanie się irracjonalne.
ak jakby w neokatechumenatach nie było totalizujących tendencji mimo pierwotnej intencji bardzo pięk­
nej. W niektórych grupach neokatechumenalnych
mówi się językami i tam tez pewnie jest taki człowiek,
który wprowadza i wyprowadza, tylko ze te polskie
dzieci, chłopcy i dziewczynki nie wiedzą, jak się można
ochtonić. I jeszcze na koniec. Ponieważ wielokrotnie
tutaj wracał problem postawy obserwacyjnej jako jako­
by właściwość antropologa, no to batdzo usilnie zaprze­
czam, czy jakoby właściwość naukowca jako takiego bardzo usilnie zaprzeczam. Świadczą o tym reprezento­
wane przez Pana Redaktora „Konteksty", gdzie inną
antropologię zgoła się przedstawia wtaz ze sztandaro­
wym nazwiskiem Hastrup, któta takiej kanibalistycznej
antropologii w swojej osobistej drodze zawodowej za­
przeczyła, nawet za cenę dorobienia się w p e w n y m c z a . "
sie diagnozy schizofreniczki. Ale to nie szkodzi, bo i tak
konsekwentnie doprowadziła do zmiany bardzo istot­
nej ona i ludzie nodobnie mvślacv w tvm akurat obsza
rze''myślenia i nraktyki humanistycznej T teraz r o sie
dzieiel Nie wiem Z Państwo zauważyli ale roraz tn
dzieje,
wiem czy ranstwo zauważyli, aie coraz to
słyszymy, ze jakieś plemię indian kie
jakiś lud wy­
syła swoich przedstawicieli do kolejnego muzeum etno­
graficznego w buropie po to, zeby sobie wziął swoj szkie­
let i pochował go jak należy, zeby ten przodek przestał
byc tzw. eksponatem i przestał słuzyc dobru tzw. nauki
w takim rozumieniu, w jakim tutaj się przymiotnikiem
odnaukowym posługiwał Włodzimierz Staniewsh mó­
wiąc: „nasz scjentystyczny umysł". Wiele wysiłku włoży­
łam, żeby się go pozbyć, no na pewno nie do końca, no
bo to jest jakiś kawałek naszej tożsamości europejskiej...
i że to jest być może nasza jedyna szansa przetrwania ja­
ko współczesnych (ponowoczesnych) podmiotów po­
znających; także w nauce i poprzez naukę.
Jacek Dobrowolski: Chciałbym jeszcze nawiązać
do wypowiedzi Tomka i Włodka. Rozróżnienie między
inicjacją wyższą i niższą to niekoniecznie cecha koloni­
zatorów, którzy mieliby prowadzić do bardziej subtel­
nych form. Reformatorzy religijni, którzy pojawili się
w historii ludzkości, odwodzili ludzi od krwawych ofiar
i zastępowane były symbolicznie, jak w chrześcijaństwie

i

lub w ogóle ich nie było. Również to nie tylko umysłi
scjentystyczny kategoryzuje inicjacje na wyższe i niższe.
A teraz co do Santerii, tam był ołtarz i na samej górze
była Matka Boża Łagodna, na dole była Yemanja, bogi­
ni oceanu, tak że ta Wielka Bogini rządziła tym ołta­
rzem, bóstwa męskie były jej podporządkowane. Pierw­
sze modlitwy to były Ojcze Nasz do Boga Ojca i potem
modlitwa do M a t k i Bożej, po c z y m nastąpiło przywoła­
nie duchów. Chciałem powiedzieć, że z punktu widze­
nia religii uniwersalistycznych takich jak buddyzm czy
chrześcijaństwo, przywoływanie duchów jest jakby niż­
szą formą od poznania Boga czy poznania istoty rzeczy,
wglądu, oświecenia i t d . Więc to nie jest kategoria
scjentystyczna ani jakichkolwiek kolonizatorów, tylko
pewnej głębi doświadczenia. N p . jak buddyzm rozwijał
się w Tybecie spotkał się t a m z r e l i g i e ! s z a m a n i s t y c z n ^
bon w której przyzywa się duchy przy każdej okaz
w celu uzdrawiania DiodnościowvmL i t d Buddyzm to
częściowo inkornorówał lecz newne rzeczy zostały za
bronione i taki był rozwói Trzeba sobie zdawać snrawe
z tePo że sa misteria wyższe i sa misteria niższe i miste

ria, w których rozlewa się krew kategoryzuje się jako te
niższej bez w z g l ę d u n a siłę ekspresji) m o C j itd.

Zbigniew Benedyktowicz: Krótka uwaga, Mieli­
śmy tu kilka przykładów opisu obrzędu Santerii i kilka
postaw. Przypomina m i to bardzo doświadczenie, któte
mamy często ze studentami etnografii. Otóż bardzo czę-1
sto mamy do czynienia z czymś takim wśród studentów,
którzy muszą jechać w teren i bardzo dużo jest osób,
które to odchorowują. Bardzo często nie są w stanie
przekroczyć, progu chaty, wejść, spokojnie porozma­
wiać. Idą na etnografię, potem są wysyłani na badania
etnograficzne, bardzo podobne reakcje jak niektórych
z Państwa, ten dystans bierze się też i z szacunku, z nie-1
możności przejścia tego progu. Dla etnografa byłoby to
bardzo ciekawe zebrać relacje od obserwatorów, uczest­
ników tamtej prezentacji, tamtego obrzędu. N p . Od
rozczarowanych studentów o których wspominał Pan
doktor Kosiński. Mamy bowiem już kilka tutaj opisów:
obrzęd Kubańczyków w tvm profesjonalnym zawodo
wym opisie z punktu widzenia aktora człowieka teatru
- opis p. Tomasza Rodowicza mamy z d u ż v m n o c z u
ciem humoru i dystansu a nawet kniny onis iakiePn do'
konał n Taranienko Myślę że L n o n l i a r wielością
i wielostronnością takiego zbiorowego op su zobaczyli
byśmy lepiej i ten obrzędi i jego
je
prezentację oraz to, w ,aki sposób doświadcza się tej obcości kulturowej, tej in­
ności; i w zasadzie byłaby to dla etnografa i antropolo¬
ga pasjonująca lektura.
Włodzimierz Lengauer: Jednym zdaniem chciał­
bym skomentować wypowiedź J. Dobrowolskiego, na I
chwileczkę wcielając się w rolę kpiarza, chciałbym po-1

236

�TANIEC 2 TRADYCJA JAK 2 WA2A F&amp;ANCOIS R07MOWA O GARDZIEKJICACH (

UCTAMORFOZACH

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

wiedzieć, że wypowiedź p. Jacka do głębi m i przypomi­
na traktat Porfiriusza o powstrzymywaniu się od spoży­
wania pokarmów mięsnych, Porfiriusz też tak mniej
więcej rozumował, że oto akt religijny, w którym speł­
niona jest ofiara krwawa, jest tym aktem jakby niższe­
go rzędu. A l e muszę tu powiedzieć potzucając już rolę
kpiarza, sam się z tym głęboko nie zgadzam. I wobec te¬
go w odpowiedzi na pana stwierdzenie pozwolę sobie
szerzej napisać o głębokim znaczeniu ofiary krwawej
w religii greckiej. T o nie da rady zaliczyć to do obtzędowości niższej.
A n n a W y k a : T o się lepiej rozumie jeśli zna się dy­
namikę jing Jang, albo książę Siddharta - playboy
w młodości, dandys, to zarazem święty Budda.
Jacek Dobrowolski: Zaraz, zaraz... Co ma playboy
do ofiary krwawej...
A n n a W y k a : M a dokładnie to, że musisz poznać
bieguny, żeby wybrać. Bieguny, czyli np. dobro/zło, l i ­
tość/współczucie itp.
Jacek Dobrowolski: N o dobrze, ale wybrał, prawda.
A n n a W y k a : Wybrał i ty też wybrałeś.
Jacek Dobrowolski: Wybrał, ale nie popierał tego.
A n n a W y k a : Nie chcesz ofiary krwawej, a ktoś i n ­
ny chce i ma do tego prawo. Niestety - z mego punktu
widzenia, mordu wartości i umysłowości, z którą bym
się identyfikowała.
Jacek Dobrowolski: Uważasz, że równoprawne?!
A n n a W y k a : Oczywiście, bo takie jest życie, o tym
wielokrotnie mówił Włodek, a podkreślał Tomek, to
jest życie, ten rytuał istnieje. Okrucieństwo zresztą nie
musi się przejawiać krwią.
Jacek Dobrowolski: Ludzie robią najróżniejsze
rzeczy, toczą wojny, kłamią, piją. T o nie można się tym
podpierać...
Zbigniew Benedyktowicz: Nasz czas dobiega już
końca... niedługo nastąpią przygotowania do spotkania
noworocznego...
A n n a W y k a : Panie Redaktotze! Zadał pan pyta­
nie: czego nie było w naszej rozmowie, no więc czego
m i brak, to relacja z tubylcami, relacja „Gardzienic"
z tubylcami gardzienickimi. Zaczęliśmy troszeczkę
z Tomkiem o tym mówić w kuluarach.

Maciej Rychły: Może opowiem o swoich „rela­
cjach", o swoim doświadczeniu nieprzeniknionej dla
mnie „mentalności tubylczej". Odwiedziłem kiedyś pa­
nią, która mieszkała w chacie obok „chałupy zgroma­
dzeń". Sprzedała właśnie całe gospodarstwo, sprzedała
ojcowiznę i wyprowadziła się do miasta, robiła ostatnie
porządki. Takie chwile to chwile jedyne, ptzełomowe,
czas podsumowań, refleksji. Właśnie dlatego ją odwie­
dziłem. Rozmawiamy długo, wypytywałem ją ile się dało,
ile mogłem, chciałem dowiedzieć kiedy wyjedzie itd. By­
ło rodzinnie i serdecznie, a kiedy zbierałem się do wy­
jścia, gospodyni stwierdziła: „Ale pan to ładnie mówi po
polsku." „Pani też mówi ładnie po polsku" - komple­
mentuję, a ona na to: „Ja? to przecież normalne." I tutaj
sie obruszyłem: A ja to niby co przecież ja się w Polsce
urodziłem!" A pani gospodyni zrobiła wielkie przerażone
oczy i krzyknęła: „To wy się już w Polsce rodzicie?!"
7

Kiedy opowiadam o t y m „gdzieś w Polsce" znajomi
myślą, że ta pani to jakaś paranoiczka, jakiś wyjątek.
Po latach „przepracowanych" tutaj widzę, że miejscowi
wytwarzają coraz to nowe fantazje z teatrem w roli
głównej, a potem aktywnie podtrzymują te psychotycz­
ne twierdzenia, twierdzenia, z którymi nie wahaliby się
pójść do sądu (oni wiedzą co to za jedni i po co tu przy-1
jeżdżają, co robią i o co i m naprawdę chodzi, a ty co,
nie udawaj żeś głupi i ślepy przecież to każdy wie a TY
tego nie wiesz?). Ta „zbiorowa paranojka" jest niezapisaną tradycją i określa relacje wielu łudzi ze wsi wobec
Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice".
A n n a W y k a : N a początku mówili jogi.
Magdalena B a r t n i k : W nawiązaniu do tego, w ja¬
k i sposób opisywał swoje doświadczenie rytuału pan
Taranienko, chciałabym powiedzieć, że takie wyda­
rzenie - nawet jeżeli jest niezrozumiale, nawet jeśli
budzi niechęć, sceptycyzm - wymaga od widza pewnej
kultury wobec tego, w czym uczestniczy, a więc rów­
nież wobec współoglądających. Można nie przyjmo­
wać tego, w czym się bierze udział, gdyż sposób obec­
ności, stopień zaangażowania jest indywidualnym wy­
borem każdego, nie jest narzucony. Jednakże zbyt
otwarte manifestowanie swojej niechęci, swego lek-]
ceważenia i krytykowanie wszystkiego, co się widzi
świadczy o braku szacunku nie tylko wobec samego
zdarzenia, ale przede wszystkim wobec współoglądających. Takie zachowanie utrudnia i n n y m osobom od-|
biór zdarzenia, jest niestosowną ingerencją z ze¬
wnątrz, przeszkadza.
Agata Zyglewska: Ja bym od razu dodała, że inna]
kwestia pana Taranienki wydała m i się niepokojąco
dziwna w ustach humanisty. W odpowiedzi na twier¬
dzenie pana Staniewskiego o konieczności bycia

238

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

w pierwszym rzędzie podczas rytuału, p. Taranienko za­
pytał: A co mnie tam miało pchać - pusta ciekawość?
Przecież ciekawość jest najważniejszym narzędziem na­
ukowca - a szczególnie humanisty.
Poza tym gdyby argument o przeniesieniu rytuału
miał coś negatywnie weryfikować, to żadna religia a szczególnie Santeria - nie zaistniałaby, bo ci bogowie,
mówiąc kolokwialnie, na każdy rytuał muszą lecieć
z Afryki. Więc skoro oni z A f r y k i mogą dolecieć na K u ­
bę, to oni też mogą dolecieć do Krakowa. Bogowie są po
prostu w tych, którzy odprawiają ten rytuał. I nie ma
znaczenia uczestnictwo sceptyków - to co się tam zoba­
czyło i czego się tam nie zobaczyło zależało w dużej mie¬
rze od tego jak się otwierało oczy. Gdybyśmy wszyscy
dostąpili tam jakiejś iluminacji to by tylko oznaczało, że
to jest hochsztaplerstwo, bo prawdziwa religia, rytuał,
misterium nie dopuszcza profanów, ot tak, trzeba
przejść drogę. Natomiast można też nie chcieć nic zoba­
czyć i to jest osobisty wybór ale w kontekście ro z mowy
o rolach społecznych, w których się występuje ten wy­
bór nie powinien być tak do końca swobodny.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Dwa słowa: pusta cieka­
wość we współczesnych czasach nie może być postawą
humanisty. Szybko prowadzi do odpodmiotowienia.
Już wiemy o tym dużo. I eksperymentowanie, i awanturnictwo, to skłonności bez których nie potrafilibyśmy
żyć. Ale mamy za sobą tradycję i historię. Bez ich za­
chowania stracimy własną - ludzką, choć też europej­
ską - tożsamość. Bądźmy ciekawi: - jak niewinne dzie­
ci poznawajmy - to też cecha naszej kultury. Ale
w sposób w pełni odpowiedzialny: przewidując następ­
stwa. To przecież głupia, naiwna ciekawość pcha UCZO'
nych do rzeczy, których nie można zaakceptować mo¬
ralnie, bo są groźne cywilizacyjnie. Klonowanie? Zabi­
janie? Zabijanie kury, ba, piętnastu kur, żeby wszedł
w nas kubański duch święty?! przeżywanie tego na se*
rio? Wvszlismv z teeo dwa tysiące lat temu. A l b o
ieszcze wcześniej: adwersarzy w różnym wieku zaprą
zamnatofet cmentarzysko oierworodnych do Karta'
riny miasta Anuleiusza - tam można nrzeżyć waee no
wstrzymania ofiary
Abrahama
-

Paweł Passini: Jeśli można, chciałbym nawiązać do
tego, o czym Państwo mówili wczoraj, a mianowicie
pracy „Gardzienic" w kontekście hermeneutyki. Po­
wiedział ktoś nawet, że jest to teatr hermeneutyczny.
Takie myślenie jest m i znacznie bliższe niż myślenie, że
jest to teatr antropologiczny. Dla obydwu ujęć wspólne
jest wszakże przeświadczenie, że teatr może funkcjono­
wać jako narzędzie umożliwiające rozumienie zjawisk,
które wykraczają poza jego obszar. I jest to narzędzie
skuteczne - mogę to powiedzieć z całą pewnością po
obejrzeniu Metamorfoz. Idąc krok dalej: sądzę, że moż­
liwość prowadzenia poszukiwań i posługiwania się tego
rodzaju narzędziem zobowiązuje.
Rozumiem, że może budzić wątpliwości antropolo­
ga przeniesienie rytuału w inne, obce środowisko kiedy staje się on teatrem. Jednakże jedynie wtedy ry­
tuał jest czymś do widzenia, i mimo, iż ta nowa sytu­
acja zdaje się ów rytuał jakoś fałszować, nie wolno jej
bagatelizować. Dosyć paradoksalnie, próbuję powie­
dzieć o czymś w rodzaju dyscypliny naukowca, który
ma możliwość operowania niezwykle skutecznym na­
rzędziem.
Włodzimierz Staniewski: Mamy tę historię z wa­
zą Francois z muzeum w Neapolu, uznaną - za najpięk­
niejszy, w całości zachowany, przykład ceramiki starogreckiej. Jest ten nocny strażnik, którego uroda wazy
olśniewa i odurza. Przesiaduje przed nią nocami, czuwa
i jak Pigmalion daje się nieść namiętnościom. Dotyka
tę wazę, obejmuje, muska jej malowidła opuszkami pal­
ców, dźwiga ją i obnosi. Przegląda się w odbiciach
szklanych gablot. Tańczy. Nie może tchnąć w nią ży­
cia, nie może mieć jej dla siebie, nie może też już znieść
jej urody, w której tak dotkliwie odbija się marność je­
go losu. Nie może uczynić wiecznymi chwil kradzione­
go szczęścia. Rzuca więc wazę Francois na podłogę.
Rozbija ją w drobny mak. Depcze.
Dodaję barw tej historii, żeby podkreślić jakim ryzy­
kiem jest taniec z tradycją.

239

(transkrypcja i opracowanie:
Danuta Benedyktowicz, Agnieszka Kirchner)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12825" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13373">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/62ca74f827d64813d6fe278d65b64717.JPG</src>
        <authentication>acc52a1616ffa6a07e4773e77fb45688</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154303">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154304">
                <text>Strój łowicki ; łowickie;  badania terenowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154305">
                <text>Na fotografii: Aldona Plucińska (1961-2022), etnografka, plastyczka, muzeolożka, kustoszka Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi i Otylia Uczciwek z Goleńska (1915-2009), hafciarka, twórczyni plastyki obrzędowej z regionu łowickiego, laureatka nagrody im. Oskara Kolberga. Zdjęcie wykonane podczas badań terenowych prowadzonych w Łowickiem przez etnografkę, muzeolożkę, kustoszkę Muzeum w Łowiczu, Magdalenę Bartosiewicz. Na fotografii Otylia ubiera Aldonę w strój łowicki, wykonany w II połowie XX w., który twórczyni nosiła m.in. występując w zespole ludowym „Łowiczanie” i opowiada jak powinno nosić się ten strój. W tle pająk wykonany przez Otylię. Wieś Goleńsko, powiat łowicki, listopad 2007 r. , fot. Magdalena Bartosiewicz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154306">
                <text>Bartosiewicz, Magddalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154307">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154308">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154309">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154310">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154311">
                <text>fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6054" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6034">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eb32a54066c2fe036cc3d89802f339d8.pdf</src>
        <authentication>82d48f904d5c30d698ab18a84af730a5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72213">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2092</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72215">
                <text>Ruda Dzurko - cygański artysta plastyk / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.59-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72217">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72219">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72221">
                <text>Adam Bartosz

RUDA DZURKO — CYGAŃSKI ARTYSTA PLASTYK

W tradycji cygańskiej twórczość plastyczna była nader uboga.
Kolorowe wozy — to wytwory stosunkowo późne i nie przez
samych Cyganów wykonywane. Do dziś przypadki uprawiania
twórczości plastycznej wśród Cyganów nie są częste, a twórców,
którzy tematyką nawiązują świadomie do cygańskiej historii i
kultury jest bardzo niewielu.
Rudolf Dzurko jest jednym z bardziej znanych artystów, który
zyskał sobie uznanie nie tylko w Czechosłowacji, gdzie mieszka,
ale i poza granicami kraju. Pochodzi z cygańskiej osady ze
Słowacji, gdzie urodził się 1 lipca 1941 r. Tutaj, w Pavlovicach
koło Preszowa, wychował się jako jeden z siedmiorga rodzeń­
stwa. Matka utrzymywała dom żebrząc po okolicznych wsiach,
ojciec wyplatał koszyki, czasem zarabiał muzykując. Rudolf mając
szesnaście lat ożenił się z Cyganką, miał z nią d w ó c h synów, po
czym opuścił ją i zamieszkał z białą kobietą. Ruda Dzurko, nie
mając żadnego wykształcenia, chcąc zarobić na utrzymanie
rodziny, zajmował się najprostszymi robotami. Plótł z ojcem
koszyki, był murarzem, szewcem, tokarzem, palaczem, rzeźnikiem, pracował przy wykopach ziemnych, zarabiał graniem. W
wieku trzydziestu kilku lat zainteresował się rzeźbieniem. Począt­
kowo w kamieniu (piaskowcu), potem w drewnie — rzeźbił
głowy i popiersie. Właściwy kierunek w twórczości znalazł nieco
później. W okolicy Usteku, gdzie mieszkał przez wiele lat, jest
wiele hut szkła, odpady szklane w rozmaitych kolorach można tu
bardzo łatwo pozyskać. Właśnie barwne okruchy szkła stały się
natchnieniem artystycznym Dzurki.

Technikę, jaką wykonuje swoje kompozycje, stworzył sam.
Tworzywem jest drobno tłuczone szkło, które dawniej miażdżył w
prasie na okruchy różnej wielkości od miału szklanego po drobiny
wielkości drobnych koralików. Obecnie udaje mu się pozyskać
z hut gotowe kruszywo o różnej gradacji. Używa też większych
fragmentów szklanej stłuczki. Te różnej grubości i rozmaitej
barwy okruchy komponuje w zarys odpowiedniego obrazu.
Podstawę obrazu stanowi gruba płyta szklana (dla wzmocnienia
skleja szyby podwójne) pokryta klejem (żywicą). Na nią nanosi
się najpierw odpowiedni rysunek ułatwiający potem wypełnianie
odłamkami szkła o odpowiedniej wielkości i kolorze. W efekcie
obraz nie jest zupełnie płaski, ale ma powierzchnię lekko sfałdowaną, chropowatą, z wypukłościami. Kiedy ma ostre kontury, jest
nieco podobny do mozaiki; kiedy indziej kontury rozpływają się
na skutek bardzo płynnego przechodzenia jednych kolorów
w inne, co uzyskuje się poprzez mieszanie okruszków szkła
o różnych kolorach w miejscu styku barw lub nakładanie warstw
tworzywa o różnej grubości. Niektóre obrazy wyglądają z daleka
jak grubo tkany gobelin. W takiej manierze utrzymane są ostatnie
jego prace.
Tematyka prac Ruda Dzurki obraca się głównie wokół refleksji
nad cygańską kulturą. Nawet jeśli są to tematycznie inne wątki
(Ukrzyżowania, Pieta), to bez trudności w rysunku przedstawio­
nych osób dopatrzeć się można postaci Cyganów i Cyganek.
Obrazy Dzurki, bardzo ciężkie (gruba szyba, czasem p o d w ó j ­
na), zamknięte są najczęściej białymi, drewnianymi ramami, które

59

�ostro wydzielają z przestrzeni ich intensywnie kolorowe powierz­
chnie. Powierzchnie te, aczkolwiek chropowate, są jednocześnie
połyskujące blaskiem szkła, tam zaś gdzie pokryto je najdrobniej­
szymi okruchami są całkiem matowe. Dla urozmaicenia płaszczy­
zny Ruda stosuje w rysunku większe pojedyncze fragmenty szkła,
a także gotowe koraliki lub rurki szklane w różnych kolorach.
Dzurko zaczynał od obrazów o wielkim formacie. Z czasem,
gdy jego twórczość poczęła interesować coraz szersze grono
odbiorców, wykonuje też obrazy tańsze, o mniejszym formacie. Z
dawniejszych prac w swoim obecnym praskim mieszkaniu ma
zaledwie kilka. Niektóre z nich od nowa skomponował kolorysty­
cznie. Na już gotowe powierzchnie obrazów naniósł w odpowie­
dnich miejscach klej i pokrył je od nowa drobniejszą tłuczką

szklaną. Przy tym zatarł pierwotną ostrość rysunku, uznając tę
nową formę za lepszą.
Dzurko powrócił również do rzeźby w drewnie. Jego prace
mają ogromny popyt, aczkolwiek ich poziom jest bardzo mizerny.
Popyt ten wynika z braku konkurencji na czeskim rynku sztuki
nieprofesjonalnej, gdzie tradycje rzeźby w drewnie są znikome. To
jednak malowane szklanymi okruchami obrazy sprawiły, że Ruda
Dzurko jest najwybitniejszym twórcą plastykiem wśród Cyganów
w Czechosłowacji i, obok zmarłego niedawno Janosa Balazsa z
Węgier, jednym z najlepszych artystów-samouków, jacy wyrośli w
tym środowisku. Jest on postacią bardzo interesującą nie tylko od
tej strony. Znany jest także jako narrator zajmujących opowieści,
bajek oraz znawca spuścizny ustnej swego narodu.

Fot. A. Bartosz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6434" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6414">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15b35bd8b51028a7ec47bb0d0f474387.pdf</src>
        <authentication>03791c84705ad1bdad7c3574f1ca93ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76626">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3504</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76627">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76628">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76629">
                <text>Parlamenter - barometr ludowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76630">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.111-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76631">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76632">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76633">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76634">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76635">
                <text>Adam Bartosz

PAŁAM ENTER -

Od

zamierzchłych c z a s ó w

obserwowano

BAROMETR LUDOWY

Jest

t o roślina

dość

pospolita, natomiast

jej

właś­

świat

przy­

r o d y , szukając w n i m i n f o r m a c j i o nadchodzących

zmia­

ciwości r e a g o w a n i a

roślin

znane w i n n y c h r e g i o n a c h . W p r z e k o n a n i u mieszkańców

nach pogody. Między i n n y m i
na

zmiany

wilgotności

odnotowano

powietrza

reakcję

sygnalizującą

bliskie

1

W

okolicy

się z ż y w y m
nia

pogody

zwanej
są

Ciężkowic

na podstawie
poza

zachowania

regionem

byście,

Jackowi

ctwem

osobliwości
ozdobnie

między

regionalnych)

oprawionych
do

Cepelii

pamiątek

Palamenter

nasionka

który

(poza

trudni

obecnie

regionu

się

trem

nazywa

s i e n i e ( i l . 3).

П. 1. Palamenter

się

W

zarówno

wykonywa­
to

z

roślina

roślinę,

jak i

nos­
z ro­

palamen­
jej n a ­

okolicy

Spotyka

iglica

się n a w e t

rośnie

wyłącznie

tych

p r e t o w a n i a tego f a k t u , wiążąc go z p r z e m a r s z e m

wojsk

napoleońskich, z k t ó r y m i

próby

w

inter­

miały n a s i o n a palamentra

wędrować na Pogórze.
leżące n a z i e m i

mo

przemieszczać

wkręcać

się w

konanie

o

należy

go

zakopie

się w

bardzo

a znalazłszy

w

Wierzy

otwartym

się n a

się,

zienia

—

prze­
że

ziemi,

nie
bo

natychmiast

glebie.

obszerną

palamentra

trawka"

także

naczyniu,

W Z b o r o w i e a c h , w s i położonej n i e opodal
zanotowano

się, s a ­

odległości, a
rozbudowane

palamentra.

zostawiać

atmosferycz­

p o t r a f i , skręcając

się n a n i e w i e l k i e

ziemię. Stąd

nigdy

wyskoczy,

reakcji na zmiany

nasionko

ruchliwości

za­

.

Dzięki d y n a m i c z n e j
ne

sam

bocianie

o k o l i c y Ciężkowic
samą

jedna

je

tarnowskiego.

to iglica pospolita, inaczej
2

zbiera­

i

racjonalnego

znane

Sprzedaje

jest

( E r o d i u m c i e n t a r i u m ) , n i s k a , owłosiona

dziny bodziszkowatych .

rośliny

kolekcjonerowi-hob-

palamentrów.
i

spotkałem

przepowiada­

ciężkowickie

dzięki

Wilczyńskiemu,

innymi

ciekawszych
ki

(woj. tarnowskie)

d o dziś l u d o w y m s p o s o b e m

t u p a l a m e n t r e m . Palamentry

obecnie

niem

Ciężkowic
stronach.

opady .

n a z m i a n y wilgotności n i e są c h y b a

relację

Ciężkowic,

sposobu

znale­

pośród i n n y c h t r a w . Otóż t a

„mądra

i n f o r m a t o r ( u r . 1899) —

niczym

j a k mówił

z l a t sześćdziesiątych, wy*k. J . W i l c z y ń s k i . I I . 2. Palamenter

na temat

współczesny,

wyk.

J.

Wilczyński

Ul

�na

skacze p o d w i a t r

bita
na

do deski
pogodę

trawki

w

w

Nie

czasie koszenia,

jest

ją

zgubić. T r a w k a

odgina

ale widział

ją

pewne,

(prawdopodobnie

tius) . Nazwa

w

tym wy­

Bruśniku, w s i o d l e g ł e j

Rajgras

t y m samym

używa

celu

— A r h e n a t h e r u m ela-

n i e jest t u stosowana

palamenter

3

owej

u innych na

czy c h o d z i

o iglicę, g d y ż w

o 10 k m , spotkałem się z u ż y c i e m w
owsika

dół,

n i e spotkał

pogodę.

całkowicie

również

przy­

się n a d e s z c z w

górę. I n f o r m a t o r n i g d y

o k n i e , wskazującą
padku

i łatwo

gwoździem

jej

się w

na jego

oznaczenie,

natomiast

odniesieniu

l u d z i : „taki

c h u l i g a n , 'co m u się robić n i e c h c e " ;

m ó w i się „ n i e bądź t a k i p a l a m e n t e r " g d y ktoś j e s t
przemądrzały. W t y m i p o d o b n y m
niem

można

palamenter

wsiach,

zarówno

znaczeniu

spotkać

się

t a m , g d z i e oznacza

wościach b a r o m e t r y c z n y c h ,

j a k też

do

także
zbyt

z określe­

w

okolicznych

roślinę

o

właści­

t a m , gdzie

zastoso­

w a n i e j e j i n a z w a n i e są z n a n e
W

innych wsiach

(Kipszna)

za w s k a z ó w k ę z m i a n p o g o d y

nasiona

nazywają

iglicy

służące

„wróż" l u b „pro­

rok".
T r a d y c y j n y palamenter
turowego

krążka,

Z(miana),

D(eszez),

spotkałem

jedynie

dalonych

od

widniały

B(urza);
w

kilku

centrum

one p r z y b i t e między
Dawniej

to n a s i o n k o p r z y b i t e do t e k ­

na którym

litery

obecnie
domach

położonych

przysiółkach

Ciężkowic.

posługiwano

barometryczne

się

nazywają

sposób określa się u ż y w a n e
budki

z

wychodzącą

(stąd n a z w a

takie
w

od­

Wiszą

oknami.

często

„na

Po­

palamentrem.

t w i e r d z a t o f a k t , iż s t a r s i l u d z i e w s z e l k i e g o
dzenia

P(ogoda),

barometry

typu
W

palamentrem.

dawniej
pogodę"

„pustelnik" używana

urzą­

(a n i e k i e d y
postacią

ten

i dziś)

pustelnika

dla t y c h budek).

Ro­

b i o n o j e w o k r e s i e I w o j n y i później, a za e l e m e n t
gujący
w

na zmiany

roztworze

wilgotności

służył

s o l i . I n n y palamenter

trowa,

napełniona

kniętą

w

do

Rurka

była z a n u r z o n a

szczelnie

połowy

sznurek

moczony

— t o b u t e l k a półli­

deszczową

zalakowany

rea­

korek

wodą, z
rurką

d o l n y m końcem w

wet­

szklaną.

wodzie.

„Jak

było s u c h o , t o w o d a w r u r c e opadała, a j a k szła b u r z a ,
to aż k i p i a ł o z r u r k i "
Barometry
które

można

specjalnie

(Ostrusza).

wykonywane
zakupić

w

opracowanych

roki"

już
—

w

latach

okrągłej

desce.

zwłaszcza

poza

dziej

nazywa,

Spostrzegłszy
własnym

interesującą

formę

są

drewnianych

zainteresowany

pięćdziesiątych

j a k je czasem

Wilczyńskiego,

zamontowane

plastycznie

s t a w k a c h { i l . 1). W i l c z y ń s k i
ślinką

przez Jacka

Cepelii,

robił

mocując
popyt

na

ciekawą r o ­
proste
te

i

wyrobu

jest

obecnie

palamentrów.

domek Palamenter,
И.

3.

Iglica

pospolita.

И. 4. Palamenter
1975

na

jedynym

i nastawił

kontynuatorem

bar­

się n a
ogro­

tradycji

S a m zyskał t y m s p o s o b e m
p o d którym jest powszechnie

na

wyroby,

produkcję l u d o w y c h barometrów. Iglicę h o d u j e w
dzie

„pro-

nasionko

środowiskiem, opracował
palamentra,

na
pod­

przy­
znany.

kartonie,
P R Z Y P I S Y

n i e różni się od i n n y c h t r a w n a łące. N i k t n i e w i e , j a k
wygląda.
zdarzy

Należy

się,

pierścień),

że

zatem
nagle

trzeba

uważać w
kosa

wziąć

się

czasie k o s z e n i a ;

rozpadnie

garść

i rzucić n a płynącą w o d ę . T r a w a

trawy

z

(zleci
tego

gdy

klin

i

miejsca

z w y k ł a spłynie z w o ­

dą, a t a j e d n a — s z u k a n a — prędko p o p ł y n i e p o d p r ą d .
Należy

ją s z y b k o

złapać i m o c n o

trzymać, bo

Fot.:

112

W.

upuszczo­

Dudziak,

K . M o s z y ń s k i , Kultura
ludowa
Słowian,
t . 2, cz. I ,
W a r s z a w a 1968, s. 57—58.
* Wielka
Encyklopedia
Powszechna,
t . 4, W a r s z a w a
1964.
Nasiona owsika w t y k a n o w o t w o r k i po d r e w n o j a d a c h w r a m a c h o k i e n n y c h , między s z y b a m i . D l a p e w ­
ności, n a j e d n y m o k n i e u m i e s z c z a n o p o k i l k a n a s i o n .
P o r . J a n K a r ł o w i c z , Słownik
gwar polskich,
t . 4,
K r a k ó w 1906,
1

s

4

i l , 1—3; r y s . A. B a r t o s z , i l . 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6488" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6468">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a36f88adadf232f4ee049afec8e6e25.pdf</src>
        <authentication>2ad166545436e4b01458e8b5391e8312</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77200">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1839</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77201">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77202">
                <text>kolekcje etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77203">
                <text>Cyganie - Romowie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77204">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1705</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77205">
                <text>Zaczątek kolekcji cyganologicznej / LUD 1982 t.66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77206">
                <text>LUD 1982 t.66, s.287-294</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77207">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77208">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77209">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77210">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77211">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77212">
                <text>ADdM BARTOSZ

Lud,

t. 66, t~82

ZACZĄTEK KOLEKCJI CYGANOLOGICZNEJ

Idea ochtrony tradycyjnej kultury Cyganów, jej eksponowania w salach muzea\łnych, zrodziła się przed wiekiem. Paul BataiUaTd, francuski
alIlJtrolpOlog,na posiedzeniu T{}w~liI''ZystwaAnrtJropologJt:mego w Paryżu,
przedłożył w dJniach 17 s:tycrznia i 7 maLrca 1J87J8r. m. in. kiJka uwag na
t€l11właśnie temart 1. Uhollewa on, iż na wystawie' świa,towej w T.rocadero
w tymże roku wyeksponowano zaledwie kilka przedmi!otów prezentujących kulturę CygalIlÓiW
2. Snuje projeikt piOIka'zanianamliotu, wozu i narzędzi pracy Kełderaszów WTaz z żywymi mi,eszJkańcami w ich codziennych strojach. Taki sposób uatraikJcyjni,enia wystaw był wówczas powszechny. Batail~arr-d pra:ginąłby rawnież pokazać innyclh przedstawicieli
ZlI1amychmu SZCZ€lPĆl!w
cygańskich, a m. in. niezwy1kle odzianych Cyganów z Bośni 3.
Pro:po~ycje Bataillartda były bardzo konlmeltne i pTzemyś'1ane - m.
in. zaproponował on hrahiemu Eugeniillszowi Zichy utwoTzenie muzeum
lub przytna'jmni1ej sekcji cygańslkiJej w Peszcie, k;tóry w drugiej polO'Wie
XIX w. był europejskim centrum zainteTesdwlamia kuilltmą Cyganów'.
W dwa lata po wystawie paryskiej orgamiJz,owano \V1i.e1Jką
wy&amp;tawę
etnograficzną w Kołomyi. Na CiZielekomitetu argani:zacyjnego wystawy
stał W. PrzJ1bysł awski, którego kiedyś proszono o dostarczenie na paryską wystawę ekepona!tów cygańiSkioh, a który tyah eikslponaiów wówczas
nie Mldbył z hra~u zaufamia u Cyganów. T'eraz pamiętał jeidnaik o tym,
aby wystawa była pokazetrn wiSZielikichgrup ei1mogcr-aficznydh
z prezentowamego tecr-enu. I talk, abak Ortmian, repoozEmto'wami byM tam również
Cyiga'l1i€.K'OOlikiretll11,e
zaś wystaIWiono- "wytrolby cygań!.9kie i narzędzia
uiywame do taokowycl1" - jak podalWał kataJlog wysbwy 5.
Do wZffilo~omeg.o
zainteresowania Cyganami w tym czasie pcr-zyczyniły się niewątpliJwi'e now-e, masowe ich migracje. Były to barr-wnie odziane gTurpy Lowarów i Kie'~deTalSzów,napływające do Europy ś~od'kowej
z SieidmiOlglrodui Wołoszczyzny. Zostali oni tam uwolnieni w latach pięć1

4

P. Bataillard, Łes Zlotars
op. cit., s. 5'5&amp;.
op. cit., s. 553.
op. cit., s. 554.

5

Katalog

1
!
I

warzystwa

przedmiotów

Ta.trzańskJiego ...

myi, Lwów 18'80, s. 17.

dits aussi Dzvonkars,

wystawy
otwarta

etnograficznej
została

w dniu

Paris 1878.

oddziału

Cza.rno1rorskiego

15 WTześnw

To-

1880 r. w Koło-

�ADAM BARTOSZ

288

dziesiątych po kilku wiekarch niewolnictwa. Przemierzając kolejne kraje, budizili wszędzie wie,llkie zainteresOWtanrie,również i naukowców 6.
Na terenie po1 skim działał wówczas znakomity antropolog i etnograf
Izydor K'OIpeT1I1idki;
właśnie na podstawie jego listów opracOlwał BataliillaiTid
swoje wY's:tąlpieniecytowane wyŻiej.Badamia K'Ope'I'JniClkieg'o,
a pot€iIIl również Jana Rozmadowskiego, zwróciły uwagę uczonych polskich
na tę tematykę. Stąd też zapewne w 0pulblikowanym przez Bronisława
Piłsudskiego~ w 1:911 r. pierwszym programie naulkow)"ill Muzeum Tatrzańskiego znalazło się miejsce dla Cyganów. Piłsudski iW punkcie 26
owego programu postuluje, aby utworzyć osobny dział poświęcony współmieszkańcom Podhala - Cyganom i Zydom 7. Jak wiele innych sformułowanych ponad miaerę ówczesny!oh (i późniejszych) możliwości - poSitulat ten nigdy ni,e został nawet w najdrobmiejs~ej części zrealizowany.
O idei oc/hr{)lIlymalterial}nych przejawów kultury cygańskiej w polskim muz,ealnictWliezalpomnia,nona ponad pół wieku. 'Trwały natomia\st
mmiej lub bardziej szc:negółowe badamia nad ich kulturą. Ich efektem
była pewna ilość publikacji, a podsumowaniem - mon!ograficzna praca
J. Ficowskiego B. W tym samym czasie również w innych krajach pwblema:tyki eksponowania cygaookiej kultury w sensie muzeia1lnymnie podejmowano. SZlCizególnena1ężenie zailnteresowania Cyganami nastąpiło
w końcu lat sZleśódz:ielsiątychi na początiku lat siederrnidzi1e'sią1tych.
Do
istniejącego już od 1:888r, GY'Psy Lore Society dołączają kolejino pow.stające tow'Ćl'TzyS!twa,
organiza,cje, zrzeszenia o r02lmaitym profi!lu: misyjnym, socjalnym, naukowym ,etc. 9 Instytucje te wydają sw·oje czasopisma, w któ!ryeh niejediwkrd1:mie spotyka się wzmianki 'O orga!Dizowanych tu i ówdzie wys.talwach o tematyce cygańskiej. Są to najczęściej
wystruwy fotograficzne, lub też autorSkie, prezeI1Jtujące twórcz.ość art ystyc:zmą któregoś Cygana 10. Padają też głosy za utworzeniem muzeum
cygaństkiego lub przynaJmniej, by jakieś muzeum objęło opi,eką tradycyjną kulturę Cyganów 11.
Wspomniano już, że w PoIsee pomysł eksponowa'nia cygańskiej kultury odżył po półwieczu od op'Ulbili!IDowaiIlia
projekJtu PiłsudSkiego. Otóż
i

6 zob. J. Fjcows~i,
Cyganie na polskich
drogach, Kraków
1965, rozdz. Inwazja
KełderaszOw.
7 K. Malinowski,
Prekursorzy
muzeologii
polskJej, Po:zmań 1970, s. 96.
8 FicOlwls.kii,
op. cit.
g O
inSityt.'Il'cja'ch zajmująC)'lch s'ię prCJlblerrna,tyką cy;gańs!ką zOlb. "E~nog.raflia
Pol~m", t. XXII: J9'7i8, z. 2.
10 Informacje
na ten temat zamieszczają
zwłaszcza. ,Etudes Tsiganes" (Paryż)
i "Lado Drom" {RJzym). Wystalwy takie miały miejs.ce również w kraja1ch SO'cjalistycznych.
11 z.ob. np. c.za;s(JlpismoS!21wajcarskie ,.,sha,rtol", 4: 1976.

�Zaczątek

kolekcji

cyga1Wlogicznej

289

w roku 1:974, w tym samym miesiącu, ukazują się niezależlIlie dwa ar-

tykuły, Móife :nwifócily uwagę na potrzebę ochirony kultury tej grupy
mniejszJościowej, zamies:z1lrojącejPolisk.ę.
Pi'el'wszy z a'rtykułów, opublikowany przez L. MTO'zaw piśnl1'iekrajoznawczym jest prolpozycją utworzenia skalIliSenu cygańsl1ciego, wyp'Osażonego w pełne zaplecze na'Ulkowo-badawcze. "Powinna to być placówka dokumenllująca, eksponująca ku1tu.rę C)'1gainÓ'w,
a zarazem udostępniająca ją ogółowi spaleczeńSłtwa" 12. Autm wysuwa śmiały projekt
urządzenia ekspozycji w wielkim namiocie cyrkowym.
Drugi airlyi]{1lił,
niżej podpisanego, jest szC'zegól'Owąpit'Opozycją objęcia ochroną tradycyjnego budownict'wa C)'lganów KaTipacikich13. Wymien~ono w num trzy warianty o~hrony tego budowillictlwa: zaichowaillie całego osiedla cygańskiego in situ; zachowanie in situ wY~ll'al!1ychobiek~
tów; przenieSlienie wybranych obiektów do skansenu. Każdy wariant
jest nakreślony ze lwskazaniem konkretnych
obi'ektów i konkretnego
skansenu, którym w tym pTz)'lpadku miał być Są1decki Park EtnogTaficzny.
Koncepcja ta rOZ1wijałasię w dalszyoh, publikowanych przemyśleniach 14, nabierr-ała coraz bardziej konkretnych ks:utaUów, aby w roku
197.6 zalOWocowaćdecyzją utworzenia w SPE sektora budoiwnidwa cygańsk!iego15.
PieTWlszedwa abielkty (bud)'lI1lkimieoszkaile)przeniesione z osadycygańskiej w M,aszkorwicach w 19·7,8 r., zostały zrekonstruorwane w roku
1.980. Docelowo przewiduje się umieszczenie tu jeszcze diwu obiektów;
Cygańskiej kurni oraz r~k()lm;tru:kc}ipierwotnego mieS7!ka!niacygańskiego, jakie rehki'OiWJO
przetrwało do pierwszych lat powojennych 16.
Z chwilą, kiedy zaiegnana została obawa be'zpOlWtro'tnego
zniknięCia
ostatnich tradycyjn)'lch domów cygańskich, 'za,biegi autora koncepcji
ochrony kUJltury cy:gańskiej poszły w kieTiunku zahezpiecz,enia pozostałych jeszcze tu i ówdzie cygańskich wozów 17.
12

L. Mrók, A możc pomyśleć

i o Cyganach?,

"Go'ściniec",

nr 2 - 3: 1974, s. 27-

- 30.

A. Bartosz, Chaty za wsią. W sprawie ochrony zabytków
budownictwa
cy"Ochrona Zaby'tków", 105: 1974, z. 2, s. 129 - 133.
14 Tegoż:
Osada cygańska
w Maszkowicach.
Propozycja
przeni~sienia
cygańskiej osady do skansenu w N.owym Sączu, "Arkusze Muzealne Zi{Jmi Krakolws.kiej",
1975, s. 54 - .'i0; Czy powstanie cygański skansen, "Wieśd", ~1!.50: 1976; Uwagi na
temat ekspozycji
kultury
Cyganów
w warunkach
skansenu,
Sanok 1978, s. 213- 217; Cygańskie domy do skansenu, "Spotkania z Zabytkami", 3: 1980, s. 75 -76.
IS Pwto,kół Rady Muzealnej
z dn. 1'2 X 1'97'6.
16 E. M. Dlugoszowie,
Osada cygańska w Sądeckim Parku EtnograficznYm,
"Acta
Scansenologica",
Nr 3 (w druku).
17 Bart.osz, Uwagi
na temat ekspozycji ... , s. 217.
13

gańskiego,

19 "Lud"

-

tom 66

�ADAM BAR'rOSZ

290

Jedoocz.eśnie zaś powstał pomysł zorga'niwlwa:nia wysta:wy obrazującej caloksmałt cygańS1bej kultury oraz miejsca Cyga'nów w kulturLe narodu polskiego. Wy(sta1wapt. "CY'ganie w kulturze polskiej" zorganizowana zoS'ta!a pr~ez MuzeUiIll Okręgowe w TaTuolwie w miesiącach ffićlJ-wrzesi,eń 19,7'9 r.18 Ze względu na rozmiary przedsięwzięcia, a także
w związku z brakiem w muzeach polskich eksponatów cygań'Skich, stało
się oc:zywiste, że częśc iprz&lt;edmiotÓ'wtrzeba będzie za:kupić. Tak palwstał
zalążek kolekcji cygano1ogic'Znej, którą następnie postano'wi'olno systematycZlnie uzupełniać.
Profil tej kolekcji, funkcjonującej w ramach działu etnografii, zakłada gromadzenie wlszea:bch retk'wrzy:tów z tiI'adycyjnym życiem Cyganów zlwiąlzanych, a taikże najróŻJniej'szych dO~{;llmentów,zdjęć, n3g!I"ańitp. źródeł do pozmania historii i kultury tej grupy etn{)graficznej.
Ponadto gromaidzi się (także w ramach działu artystycZinego) dzieła sztuki o tematyce cygańi~kiej, jak też wszelkie ine przeikazy ikonO'graficzne.
Wzes:po;le realiów cygań:skiegJo życia niewąltiPhwie naj'ciekawsze 59
wozy (cyg. vurdona). ZaikUlpionoich dotąd pięć. S4 L) wszystklo wozy typu wagonowego, tzw. ostrowskie. Używane one były do oć.•tatnich lat
cY'gań'Sk~chwędróweik, tzn. po 18,64 r., kiedy t'o admi'nis,tracyjnie zakaZiaillO
Cyganom w PI()(lscek&lt;Jczować19.
Wozy te są baiI'dzo po'dobne. Ich roz,mia,ry 'również. I tak maksymalna długość wozu waha się w granicach 4,84 - 5,15 .m; m9.1{symaln~sz~rO!kość wynosi 2,110 - 2,1'5 m, a wysokość z kołami - 2,30 - 2,40 m. Jeden
wóz jest nieco większy. Są to wozy lekkie, mroże je ciągnąć jeden kań.
Wykonano je prawdopodo.bnie w warslitatach wielkopolskich a jeden w Częstoch!OIWlie.
WyprodukOlwane wstały w końcu lat pięćdziesiątych,
a wię.cuży'Wane były niedługo. Osadzone są na gumowych kołach, resorowane, mają z przodu' ro:csu'Wane drzwi - co umoż1iiwiało powożenie
z wozu. Z .boku posiadają odsuwane drzwi. Przód i boki są prz€szklone.
A. BaTttoQ.sz,Cyganie w kulturze
polskiej.
Komentarz
do wystawy.
Tarnów
wystawy wzmianki zamieścily niektóre cza's'opism,\ ~yga.nolo:giczn.e.
"La'cio Dro:m", "M'o,nde Gitan", "News'letter",
,.Romano Pral". Obszern.iejszą rccenzję zamies'zczano w "Etudes Tsi'ganes" (.T. B. M(Jllin, L'Expos,itum
tsigane de Tare
now en PoLogne, Etudes Tsilga:nes", 4: 1979., s. 30 - 33). Zob. tei. Anna Bar1.&lt;'JslZ,
Cyganie i ich kultura
- wystawa,
"Lud", 64: 1'980, s. 352 - :555.
W mu.z,culIDEtonOlgrafieznym w Krakowie w 1!960 1'. orga,niz,olwano wy,;.ialwę poświęconą sztuce mniejszości etnicznym zamieszkującym
Polskę - Cyganów wówmas ni,e uw.zrględ'niolnoQ,M. Wokllska,
Wystawa
sztuki
!tldow£j
::amieszczaiych
w Polsce Białorusinów,
Litwinów,
Rosjan, Słowaków,
Ukrai'TtC"JW, Zyd(jw,
Kraków
18

).979,. Na temart

H160.
u O cygailslkich

wo'zach zob. L. Mróz, Wozy
wa", 3: 197'9, s. 77'- 94.

cygańskie,

"PoLka

Sztuka

Ludo-

�Zaczqtek

kolekcji

cyganologicznej

291

Z zewnątrz wazy są malowane na kolor biały lub brązowy. Powier~chnie
rz€źbione w motyJwy rośLinne i pomalowane na barwy: zielona, żółta,
czerwona i niebieska. Da\::hy są wys:kl€lpione beczk.bwaito, a na naocożach
pod dachem umieszczone są rzeźbiofl1e w kształt smoków wsp()lI'nrki.
Wozy te wymagają drobnych zabiegów komsenwato["tsk:i!cih,
z wyjątkiem dwu - bardziej wiszcZ'olllyc,h.P'Tze'widuje się też rekons:trukcj~
drabinek n'a siano, zawieszonych w tyle wozu, których oczywiś'Cie brak.
Wozy będą eksp!o.nowa;nez pełnym, ubogim zresztą, wYJP'Oi9a;;i.eniem.
Posiadany przez muzeum namiot (cyg. buda) został UlSZytypcr-ze:zCyganów po'lskich z grupy Galicjaków na wzór da,wniej pnzeQ:nich używanyc'h. Składa się an z dwu proiswlkąitnych pIa'cht (cyg. cera). WięJksza,
o wymia,rach 3,60 X5 m, zwana po prostu cera, zarzucana jest na konstrukcję złożoną z dwu soch (cyg.) wbitych w ziemię i polożone.go na
nich drąga lub dyszla od wozu. Tył namiotu za1krywa druga płachta (,cyg.
pałatuni cera) a wymiarach 3X4 m, odpowiednio umocowana sznurami.
W namiocie tym swobodnie st,a'nie wysoki mężczyzma. PT'zód namiotu
jest nie za,kryty. By;walo, że tył nami·otu pIizy1egał do wozu, wówczas
wóz stanowił podwyższone posłanie dla dzieci. Sta;1\sispalli· na rozesłanych na ziemi :pierzynach hib na rozpostartym sianie.
Intere:sującym eksponatem jest desto (cyg.) - długa laska z rzeźbionym w kształt ludzkiej głowy zakończelniem. Służyła ona do oibroll1y.Jest
rekonstrukcją, wyko.naną przez Cyga.na polski,ego z pó1noanej Połski.
Korlekcję rekiwi'zytów magicznych stanowi kilka pTZedmiotóiw wykonanych prz,ez Cyganów Galicjaków. Są to przedmioty służące do czarowania: włosy - (cyg. bała), kostki - (cyg. kokał e), diabełki - (cyg.
bengore), a ta!kże korzenie jakiejś rośliny - (cyg. veśitko draboro).
W kolekcji znajduje się też suknia od estradO!wego ,c,1:TO&lt;ju
jednego
z cygańskich zespołów arlystycZJI1ych20, kilka obTlaZówo tematyce cygańskiej, m. in. O!hraizludowy, a także jeden, nama}owany przez Cygana.
Jest też k@ka wyrobów cygańskich k'oiwali, elementy uprzęży końskiej, a także ofia'Towana niedaiwillo przez CyganÓiWz FilUlandii torba
wykornana przez tamtejszą Cyganikę.
Archiwum kolekcji cygalllologiczmej obejmuje zdjęcia, reprodukcje,
przeź'rocza, na'grainia, płyty, a ta'kże bibliotekę. Muzeum utrzymuje te,ż
kontakty z większością inmytucji cyganologicznych na sWlecie, czego
efektem jest m. in. dkoło 20 wydawnictw periodycznych, jakie tu do20 W Muzeum
Okręgowym w GOI1ZowieWlkp. znajduje
dowych zes'połu TernClt. Liczy on k.I.lkanaśóe komple1ów,
1977 f. Cho.ć nic jest to kolekcja związana bezpośroon.io· z
ganów, to jednak wa:f'to odnoto!wać inicjatywę
tamte.js.z.ego
iacii tej ~fL'ry działalności Cyganów.

19'

s.ię zbióT strojów eS~Taa groma,dzo.ny jest od
t.radycyjną kulturą Cym'U'zeum dla do,kumel1-

�292

ADAM BARTOSZ

cierają regu!lall'lIli,e.Wś:ród fotografii jest sporo reprodukcji zdjęć rozp1'osZ!Onychpo rozmaitych archiwach, bibliot,ekach, muzeach i innych
zbiorach. Zamialfelm inicjatorów kolekcji jest zeocani'e kopii wszelkioh
dokumentów ZJwiązanych z historią CyganÓiw - część tych kopii już
sp!tlOlwaidZ!Olno.
Zamierza się zebrane materiały publikować w formie oddzielnych
wyda.wniertw. W p[anie najbliższym jest opracowanie biblio@rafii cygańskiej, ikonografii oralZdokumentów.
Natomiasi jeśli chodzi o ekspozycję, to przez najhhŻ'Szy okres w sezonie letnim e'ksrponowane będą zgro;nadzone na dziedzińcu muzealnyrr,
wozy. Stałą elk9pozycję, w fcmmie niewielkiego skansenu cygańskich
wozów, Ulfząrdzisię przy oddziale etnograficznym Muzeum OkręgOIWego, który mieścić się będzie w centrum miasta, w XVIII-wiecznym zajeŹJdzie - na którego zapleczu znajduje się obszerny ogród. Otwa'Tcie
tej .stałej ekspozycji przewidzia:ne je3t na rok 19183.
Warte podikreślenia jest, że tarnowska kolekcja cyganologiczna stanowić będzie jedyny tego typu zbiór muzealny. EJksponaty związane
z tradycyjną ikulturą Cyganów znajdują się bowiem ,w muzeach tylko
przypadkowo, i to w pojedy:nczych egzemplaTzach.
JedYlIlie cygańskie wozy prezeIIltowane są w stałych ekspozycjach kilku muz'e6w zaohodnich.
Tak na przykład kolorowy, rzeźbiOlIlYwóz na drewlnianych kołach
ogumowanych stoi w e!kSIpozycjiskansenowskiej w Weilsh FolJk Museum
w 1St. Fagans 'w 'Wa.lii. Inny 'Wóz, w Worceste!T'shicr-eCounty Museum
w Hartl'eibury Castle, zbudowany około 1,9(20 r. je5't ity;pem używanym
powszechnie przez 'cYI~kowcówi innych ludzi wędrownych profesji. Takimi samymi podróżowali Cyganie, można więc traktować go również jako
ekspOlIlat cYJgań;ski.Jest to niez'Wykile bO@atorzeźbiony wóz malowany
w złote ornamenty na zielOlIly'mtle 21.
W ÓZ cygański 'Znajduje się :też w jednym z muzeów francuskich.
mianowicie w regionalnym muzeum etnograficznym w D~ame w deparlamencie Romans~sUT-Isere. Jest to mało zdohny z zewlJ1ątr:zwóz,
na drewnianych kolach; na1JomialStwnętrze ma ur:zą!dZ1One
bardzo stylowo, w kou,welIl'cjisecesji. Mieści ()no m. i'n. żeliwny piecyk, lustra na
ścianach i wbudowane w ścia,ny szafki.
21 C. H. Ward-Jac.ks{J,il, The
English
Gypsy Caravan, Newton Abbr}t 197:3. podaje w wyka!Zi'e korrek'cji, w któ'rych znajduje się Clgzemp1a-r.zccygańskich WllZÓW.
ponadto 4 muzea: City Museum, Bri's:tol; County Borough Mu'seum, Re&lt;l'ding; Folk
Museumof Yorkshire Life, Yor'k; Mary Arden House, Stratford-on
Avon, Hart1ebury Castle. Nie udało się ustalić, jaikie to wozy, i czy znajdują się w ekspozycji.

�Zaczqtek

kolekcji

cyganologicznej

293

ADAM BARTOSZ
A GERM OF GYPSY COLLECTION

(Sum

m ar y)

The present article comprises hitherto ex,isting propositions regarding protechan ad' ma:tenia,l elements or Gypsy culture. This idea has been ma·terializ;ed in
the late 70s. At that time a sector of Gypsy architecture had been sta·rted in the
open-air museum in Nowy Sąaz. Whereas in the museum in Ta,pnóiWan exhibition cOnJcerning Gypsy cul'ture and history as well as their role in the naJbional
culture of Poland was organized.After the closure of this exhibition in 1979, the
exhibits became an embry;o of a new collection of the Regional Museum in Tarnów. This collect,ion is to be systematically compleited and a permanent exhibition on Gypsies is supposed to be onganized. So far, among others, the following
exhibitls have been gathered: wagon's, tents, various oibjec,ts and gadgets connected with Gyps,ies' everyday life as well as pictures and documents.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6506" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6486">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d8ef656094000b0e799653dd0c85d8dd.pdf</src>
        <authentication>4dc4a34746d63cae1db974560c1ba3ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77504">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2168</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77505">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77506">
                <text>muzealnictwo etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77507">
                <text>Cyganie - Romowie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77508">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2015</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77509">
                <text>Problematyka cygańska w muzealnictwie polskim / LUD 1996 t.80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77510">
                <text>LUD 1996 t.80, s.187-194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77511">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77512">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77513">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77514">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77515">
                <text>Lud,

t.

80, 1996

\ll.\\IIL\RI(JS/
\ Il1/ClIl1\( Jkrcgollc
l,mH')1I

PROBLEMATYKA

CYGAŃSKA

W MUZEALNICTWIE

POLSKIM

Mnicjszości narodowe stanowią niewielką część społeczel1stwa
polskiego.
\\edlug szacunków przedstawicieli
samych mniejszości,
liczba ich mieści się
\\ granicach 3-4% spoleczności całego kraju. Cyganie/Romowie
są grupąjedną
I najmnicj
liC/nych - jcst ich okolo 20-30 tys., stanowią więc zaledwie 0,08%
spoieczc,'lstwa I. W liczbie tej nie mieszczą się Cyganie rumuJlscy, którzy od
jesieni I &lt;)&lt;)() roku w znacznej liczbie zaczęłi zjeżdżać do Polski, najpierw z zaIllian:m sforsowania zachodnicj granicy i osiedlenia się w Niemczech,
a kiedy
lU sii,' nie udalo, starają sii,' w Polsce zatrzymać
na dłużej. Ich liczba jest trudna
do określenia, zmienia się bowiem. Cyganie ci, nie będąc obywatelami
kraju,
nic Sil \\liC/ani do calcj populacji. Wydaje się, że ich maksymalna
liczebność
muie dorl1\\nywać Iiczbie Cyganów autochton icznych.
Idea ochrony tradycyjncj
kultury Cyganów, jej eksponowania
w salach
muzealnych zrodzi/a się przed ponad wiekiem. Paul Bataillard, francuski antropolog. postulat taki opublikował
już w 1878 roku 2. Jego propozycje
były
pl1emyślane i sprecyzowane.
M. in. proponował założenie muzeum lub przynajmnicj sekcji cygal1skiej w Peszcie, który był w tym czasie europejskim
centrum zainteresowania
kultur'l Cyganów 3.
W dwa lata później, na wystawie etnograficznej
w Kołomyi wystawiono
..\\ )Toby cyg'1I1skie i urządzenia
używane do takowych"
- jak anonsował
katalog wystawy-".
Dla \\zmożonego
zainteresowania
Cyganami w tym czasie przyczyniły
się
ich Illlwe, masowe migracje do Europy Środkowej i Zachodniej.
Były to fale
LC1\\arów i Kelderaszy, którzy uwolnieni w Siedmiogrodzie
i Wołoszczyźnie
z niewolnictwa, wyruszyli znowu na wędrówkę, zapełniając gościJlce kolejnych
krajów barwnymi wozami i strojami.

'lak pmbpl olicjalnc raporly polskic. Nicklórc opracowania wymieniają jednak liczbę 40-50
klor;I II yd'lIc Się lawy/ona;
lob. 1he Situation
of Regiona/
or Minority
Languag,es
in
!el/m/w. Council ol" Lurope. Slrasbourg 1996. s. 96.
:2 I' I)ataillard. res i/otors dils al/ssi IJzvonkars, Paris 1878.
1 /illllze. s. 554.

1" ..

-" Kota/og
7iflrz(//isk{(',~o

!Jrzedlll/Ol!»)!

wystawy

etnograficznej

. (lOstala otwarta w dniu 15 września

oddziału

Czarnohorskiego

1880 roku w Kołomyi),

Towarzystwa

Lwów 1880, s. 17.

�Temat cygaJlski w kontekście muzealnictwa pojawil się znowu, kiedy Bronisław Piłsudski opracowywał w 1911 roku program naukowy Muzeum TatrZiU'jskiego, Zawarł on wówczas w jednym z punktów programu prop07YC.lę
utworzenia działu poświęconego
"współmicszkaJicom
Podhala - Cyganom
i Żydom" 5,
Do realizacji tych wczesnych pomysłów doszlo jednak dopiero po ponad
wieku od ogłoszenia pomysłu przez p, Bataillarda.
Otóż 20 lat temu odrodziła się myśl zorganizowania
stalej ekspozycji
poświęconej Cyganom, W 1974 roku dwaj etnografowie opublikO\val i niemal
równocześnie
teksty, w których zawarli różne pomysly utworzenia takich
ekspozycji, L. Mróz proponował zbudowanie cygallskiego muzeum \v wielkim
namiocie cyrkowym 6, a niżej podpisany wysunął propozycje; utworzenia sektora budownictwa cygaJlskiego w którymś z podkarpackich skansenów. lnaleźć
by się w nim miały przykłady ubogiego budownictwa
użytkovvancgo przez
Cyganów Karpackich 7,
W tym czasie zaczyna się odradzać
zaintcresowan ie mn iejszośc iam i
narodowymi w Polsce, Na przełomie lat 70, i 80, pojawiaj'l się 111.in. pierwsze
obiektywne opracowania publikowane na ten tcmat, otwiera siC;także pierwsI:':
muzealne ekspozycje, Jeśl i chodzi o muzealn ict wo, to wlaśn ie wysta\\ a na
temat Cyganów, zorganizowana w Muzcum Okręgowym w Tarnowie w I &lt;)je;
roku otwarła serię wystaw poświęconych mn iejszośc iom, Przedm iotem kolejnych wystaw muzealnych stała się historia i kultura najpierw Żydów, a niebawem Łemków, później innych grup x, Byl to okres istotnych przemian politycznych w Polsce, które zaowocowały ostatecznym zniesienicm cenzury ( 1989 r. J.
wzrostem aspiracj i narodowych grup dotychczas słabo eksponujących
S\\ oją
tożsamość (Niemcy, UkraiJlcy, Białorusini), a także budzeniem się świadomości narodowej grup, które wcześniej miały kłopoty L, określenicm swej odrębności (Łemkowie),
lub też na temat swej przynależnośc i narodowej nie
myślały w ogóle (Cyganie/Romowie),
O ile propozycja L. Mroza nie doczekała się w pelni realizacji, to pomysl
utworzenia sekcji cygaJiskiej w skansenie, precyzowany kilkakrotnie i publicznie dyskutowany, stał się faktem, W 1976 roku Rada Muzcalna dzialająca prz:
Sądeckim Parku Etnograficznym podjęła decyzję o utworzen iu l1a teren ie 110\\(1
otw311ego skansenu (oficjalne otwarcie w 1975 roku) sektora cygaJlskiego 'i.
5 K. Malinowski,
Prekursor::y mu::eologii polskiej. PO/Jlaó 1970. s. ')(,.
6 L. Mróz, A moie pomyśleć i o Cyganach, ..(Jościnicc"
nr 2-.'. I ')7-ł. s. 27 - .,0.
7 1\. Bartosz,
Chaly ::a wsią. W sprawie ochrony ::ah."lk';11'hur!')\l'IIic/\I'" CI ','';'"iS/d,','&lt;!".
..Ochrona zabytków"
nr 105, 1974. z. 2, s. 129 - U3.
A. Bartosz,
Polska eg::olyka w polskich 1II1I:('aclI /alllic.l'::lill/C II 1'111.\[[' IJ/wc ,~I'II/)\
elnic:ne i elnograficzne jako lemal eiwpo::ycji IIIll::ealncj. ..Sląskic I'r;lcc l:liwgl'aliClnc'"
III :.

x

1993. s. 78 - 87.
\) A. Bartosz, Osada cygwiska 1V Mas::kowicach. Pro/)(C}"jll l)r::cllic.I'icllia clp,wisklCI IJ.I'&lt;I:i1
do skansenu w Nowym Sączu, ,.Arkusze Muzealne liemi Krakowskicj"
I ')7'i. , 'i·l - 'io: lcn/c.

�IX9

.Jego scenariusz opracowali młodzi wówczas etnografowie - Elżbieta i Marian
Dlugoszowie. Pierwsze obiekty (dwa budynki mieszkalne) zostały przeniesione
do SKansenu I. osady eygal1skiej w Maszkowicach
k. Łącka w 1978 roku.
ZreKonstruowano je w 1980 roku w wydzielonym na uboczu sektorze cygallsKim. Sektor len, który pierwotnie nie był brany pod uwagę przy projektowaniu
skansenu, zlokalizowano, nawiązując do oryginalnego usytuowania osad cygaJlskich na Podkarpaciu, z boku od głównych traktów prowadzących
zwiedzających. Cygallskie chaty przycupnęły w dolinie pod lasem, oddalone od zabudo\\ &lt;Illwiejskich, zgodn ie z naturalnym usylowan iem takich osad w przcstrzcn i
\\ iosck karpack ich lO.
Na uas jakiś. z powodu m. in. odejścia zainteresowanych
tematem cygallskim etnografów do innych muzeów, budynki stały nie wyposażone. Dopiero
\\ 1:'\ lal pÓl.niej, po przeniesieniu do skansenu kuźni z Czarnej Góry na Spiszu,
udostc;pniono zwiedzającym
kompletnie wyposażone chaty. Oba budynki są
budowlami jednoizbowymi.
bardzo dla ubogich chat cygal1skich typowymi,
\\ ykonanym i z marnego materialu i n iezwykle prosto wyposażone l I. W śród
budynkó\v zaaranżowano ki Ika drobnych obiektów: szopę na drewno, kojec na
kury. planuje się też rekonstrukcję użytkowanej na tym terenie, a bardzo, do lat
-W .. typowej pólziemianki.
Są także pomysły, by - korzystając z obecności
\\ OKolicy Cyganów rUlllllllskich - wznieść przy ich pomocy, budowane przez
1.\ chże Cyganów, prymitywne
półzicmianki-szałasy,
które są w ostatnich latach
dość typmvym obrazem na obrzeżach miast polskich.
Powstanie niewielkiego sektora budownictwa cygallskiego w skanscnic no\\Os&lt;1deckim można uznać za pierwszą tego typu inicjatywę w Europie i - o ile
\\ iacll)mo - dOl&lt;ldjest to jedyne muzeum, które w swej ekspozycj i na otwrtym
pO\\ietrzu uwzglc;dnia kulturę Cyganów.
Równolegle z rozwijaniem się koncepcji ochrony zabytków cygallskiego budo\\ n ict \Va, Ksztaltowala się idea zabezpieczenia
i ekspozycj i kultury materialnej Cyganów. także i tych, którzy do niedawna uprawiali koczownictwo.
Idea ta zakladala także gromadzenie wszelkiej dokumentacji związanej z histori'l i Kulturą tych Cyganów 12.
larówno w przypadku osiadłych Cyganów Karpackich, jak też w przypadku
grup () tradycjach wędrownych, twórcy ekspozycji muzealnych odpowiedzieć
ll1usieli na podstawowe pytania: co należy do materialnego inwentarza Cyga!Hl\\ ,) .Jakie pr/.ec!mioty
powinny się znaleźć na ekspozycji? Co jest dla ich
kultury istotne, charakterystyczne?
(·~I

Ii(Jlls(ollie

i.ulllllT

(Tgillisl.i

(:'·.~Ol/(III·

I,.

skol/seJl.

lrarul/koch

"Wieści"

skal/sel/u,

nr )().

1976: Tcni.c,

Mi&lt;;dzynarodowa

Uwagi

KonfCr.:ncia

I/O

leli/al

Skansenowska.

eklpo::vcji
Sanok

I'JiX. , 2 I., - 2 17
I() L.

J)lugoSl.owi.:.
Osada
cyg(//1ska \II Sądeckim
I'arku
Dnogrą/icllyJll.
L 2. 1')X I. s. 1X7 - 199.
II \1. K;nl1. Sądecki I'ark Ullo.l!.ra/icllv.
Pr:ewodnik.
Nowy Sącz 199).
I ~ i\. II:lrllls/. (\ragi
110 !&lt;'lIwl eklpo::l·cji
... , op. eil.
I

M.

SLIIl,eIHl-louica··

..Acta

�190

Odpowiedzi
na te pytania roznle brzmią, w zależności od grupy jak,j się
zamierza przedstawić.
Otóż w przypadku Cyganów Karpackich
ich ill\ventarz
materialny od podobnego inwentarza ludności okolicznej n'&gt;ż.ni sit,: \1' zasadzie
tym, iż jest uboższy. Na ogół - znacznie. Sami Cyganie bowiem ani nic \\~kształcili typowego budownictwa,
ani też nie produkowali
niczego na wlasne
potrzeby.
Użytkowane
przez nich domy, LO zubożałe
formy miejscom.'go
budownictwa,
często nicmieszkalnego,
lecz szałasowego,
czy gospodarczego.
Wyposażenie
wnętrz pochodzi również z tych samych Iródel. jest jedynie
skraj n ie ubogie, a zestaw przedm iotów, które skladają sit,: na wyposażen ie izb
cygaI1skich ilustruje całkowity brak funkej i innych, poza mieszka Inym i. l\iie ma
w tym wnętrzu jakichkolwiek
narzędzi, przedmiotów
świadcZ&lt;jeych o "ykonywanych rzemiosłach (poza, nickiedy - instrumentem
mU/yCl.nym). posiadan~1l1
inwentarzu
żywym itp. Otoczenie
domów
mies/.kalnych
p(vbawione
jest
również charakterystycznych
dla chłopskich zagród elementów gospodarc:rych.
czy jakichkolwiek
innych (płoty, studnie, szopy ... ). Lichość użytych materiakl\\
niesie obawę o krótką żywotność
tych obiektów
w skansenie.
narai,onyeh
wszak na destrukcję
spowodowaną
działaniem
czynników
atmoskrycznych,
O "cygallskości"
tych osad i wnętrz cygaóskich
chat świadczy wit,:c gkl\\ nie
ubóstwo materialne oraz wzajemne relacje przcstrzenne mit,:dzy przedmiotami
Przed odmiennym
problemem stoją autorzy ekspozycj i na telllat Cyg,lnóII
z grup koczowniczych.
W tym przypadku inwcntarz materialny jcst stosunko\\()
(może być) bogaty. Ci Cyganie również w zasadzie nic wytwar/,ali nic na
własny użytek (może z wyjątkiem strojów szytych przez kobiety), odpo\\iednio
jedynie dobierali przedmioty
gotowe, które mogli pozyskać z otoczenia. Co
naj wyżej posiadany przez n ich inwentarz pochodzić mógł z okol ic od leglej szych i wtedy uderzal egzotyką pochodzenia
z innego miejscl, innej kultur~.
przez co można było kojarzyć go z "cygaóskością'·.
Tak np. Cyganie przybyli
z terenów Rosji wnieśli do swej tradycji samowary, a IV wozach I,l\\ieszali
ikony (by wspomnieć tylko o niektórych zewnętrznych
elementach nabytych na
tamtym terenie), zanim jednak dotarli do Rosji z Moldavvii, CI) WOlos7czyzn~.
ich wyposażenie
materialne było bardziej "run1LlIlskie". / kolei koczuj'lc przez
czas jakiś na ziemiach polskich, po terenach a innej tradycji, st'jd c/crpali elementy miejscowej kultury, zatracając z każdą gcneracj;l elementy dawniejsze
Proces ten dotyczy wszystkich sfer cygaóskiej kultury - j~zyka, rolkloru. IllUzyki itd.
Cyganie adaptując się do kultury miejscowej,
stopniowo
wyzby,vają się
podstaw materialnej
kultury, która, zwłaszcza
po porzuceniu
koczownictwa.
przestała różnić się zasadniczo (poza strojem) od kultury materialnej otoczenia.
Pozostając nadal Cyganami, zachowując tożsamość etniczlHj, prlestali sil.; pod
wieloma względami różnić od otoczenia (zachowując
oczywiścic cechy antropologiczne ~ choć też nie zawsze).

�191

Ostatecznie wi&lt;.;ekultura materialna Cyganów żyjących w miastach niewiele
różni się od kultury ich niecygallskich sąsiadów.
Istnieje jednak pojc;cie tradycyjnej kultury, a także stereotypowa \vizja Cygantl\\ i ich kultury. Jest to wizja, która Cyganów przedstawia w ambiwalenmym świetle. l.. jednej strony Cygan jawi się jako złodziej, brudas, czarownik,
postać budz&lt;\ca I&lt;.;ki odraz&lt;.;, z drugiej zaś - to romantyczny grajek, człowick
\\oln~. kochaj'lcy swobodę, przestrzcll, ogiell, tallce, postać barwna, radosna,
gl)dna z&lt;vdrości.
Konslruuj&lt;\c ekspozycję, która ma w miarę obiektywnie ukazać wizerunek
C~ ganem. należy mieć na uwadze powyższe fakty. Wystawa taka powinna od
stcreotypów odbiegać swą treścią, by wizerunck cygallskiej kultury nie był zbyt
..pr/cslod/.Ony'·. ani leż zbyt czarno-negatywny.
Musi jednak w jakimś stopniu
do slereoplypów siC; odwoływać. aby treści w niej podane były dla odbiorcy
cz\ tellie.
Wszystkie Ie wątpliwości musieli rozstrzygnąć twórcy pierwszej wystawy
IW \ćmat Cyganów,
którą zorganizowało
Muzeum Okręgowe w Tarnowie
\\ 1979 roku. Tyluł wyslawy "Cyganie w kulturze polskiej" wyjaśnił, że tematem jej jest nie tylko kultura Cyganów, ale miejsce tej kultury, jej odbicie
\\ kulturze polskiej. najszerzej widzianej 13.
Ta wielka wystawa, zlożona z przedmiotów, które wypożyczono z wielu
muzeów. archiwów. bibliotck i zbiorów prywatnych, składała się z dwu równoIeglyell wątków. ObralOwala historię Cyganów w Europie i Polsce, przedsta\\iaJa naibard/.iej charakterystyczne
elementy ich materialnej kultury, m. in.
\\(1/y.
namioty, rckonstrukcję
kuźni, akcesoria do magii, ilustrowała
ich
pmfcsje. elemcnty strojów itp. Jednocześnie
pokazano na wystawie wątek
e~ ga:isk i jako przedlll iot sztuk plastycznych. Było to glówn ie przedstawien ie
Cyganów \V malarstwie i rysunku - temat zapoczątkowany przez malarzy w pokl\\ ie ubieglcgo wieku.
Osobnym wątkieIl1 było przedstawienie Cyganów w kulturze ludowej. Postacie Cyganów wyst&lt;.;pują w obrzędach zapustnych, noworocznych, a także jako
osoby II' szopkach. We współczesnej ludowej twórczości plastycznej treści cygallskie pojawiają się w malarstwie i rzeźbie 14.
Wystawa spotka/a się z dużym zainteresowaniem,
a informacje o niej
pojawi/y si&lt;.; w kilku zagranicznych
czasopismach
cyganologicznych.
Autor
\\ ystawy postanowi I utworzyć przy M uzeum Okręgowym dział poświęcony
Cyganom, a wozy zakupione z okazji organizacji wystawy czasowej stały się
zalążkiem nowej kolekcji 15. Powiększała się ona z latami. Jednocześnie trwały
zabiegi o utworzenie stałej ekspozycji. Stało się to możliwe dopiero w 1990
roku, kiedy to w oddanym przed kilku laty obiekcie, w którym utworzono
I., .:\. nartoSI ..

(\'gllllie

\l.

kultur~e polskiej. KOl1lentar~do wystawy. Tarnów 1979
s. 352 - 355.
s. 287 - 293.

1,( ,\Illla BartOSI. Cvgwlie i Ich kultura - wystawa ... Lud t. 64,1980.
I' !\. Bartosz. /.lIcą/ek kolekcji cyganologicznej, ..Lud" t. 66,1982.

�ł92

Muzeum Etnograficzne
(oddział Muzeum Okręgowego)
- zorganizowano
stalą
ekspozycję zatytułowaną "Cyganie. Historia i kultura" II,.
Kolekcja cygallska istnieje w ramach Muzeum Etnogralicznego.
a ekspozycja stała zajmuje jedno skrzydło dwutraktowego
dworu pochodz&lt;lcego z przełomu XVIII i XIX wieku, usytuowanego
w centrum miasta. Druga część ekspozycj i urządzona jest na zapleczu dworu, na dziedzillcu,
gdzie eksponuje się
wozy i namioty ustawione wokół ogniska. Pierwotnie wozy byly eksponowane
cały rok pod gołym niebem, ale w 1992 roku zbudowano wiatę. która chroni je
w sezonie jesienno-zimowym.
W 1996 roku postanowiono
wozy ekspono\\ać
na otwartej przestrzeni tylko z okazji specjalnych
imprez. Sil to głównie wiosenne i jesienne spotkania cygallskich zespołów C.Otwarcie .." i .1amknięcie
sezon u cyga'lskiego"),
towarzyszące
sesjom, kon fcrencj om, wystawom czasowym itp.
Kolekcją w ramach której gromadzi się przedmioty
kultury materialnej.
a także wszelkie archiwalia, fonotekę, filmotekę, ikonogralię
itp .. zajmuje się
jak dotąd jedna osoba. Choć więc jest to jedyna w Europie tego typu wysta\\a.
ze stałą, profesjonalnie
urządzoną ekspozycją muzealną i zapleuem
archiwalnym - jest to jednak dział zbudowany na skalę tutejszych mo;;'1iwośc i. z nwl)111i
szansami na rozbudowę.
.
W okresie istnienia kolekcji cygaJlskiej
w Tarnowie.
tutejsze l11uzeul11
zorganizowało,
jeszcze przed utworzeniem
stalej wystawy, wiele ekspozycj i
czasowych;
po jej utworzeniu
działalność
wystawicnnicza
tarnowskiego
Muzeum nabrała rozpędu. Już w 1991 roku, na zlecenie jednej z du,'lskich organizacji, wykonano kopię stałej wystawy tarnowskiej,
która byla eksponowana
w wielu miejscowościach
tego kraju i nadal tam pozostaje
17 / funduszy
M in isterst wa Kultury i Sztuki oraz Fundacj i Stefana Batorego wykonano ~ wersje ruchomych wystaw planszowych
(różnią się formatem, jedna I. wersj i jest
angielskojęzyczna),
które eksponuje się w Polsce (dotyclJc/as
w Warsza\\ ie.
Gorzowie
Wielkopolskim,
Dębicy, Opolu, Katowicach.
Rzes/owie.
Sandomierzu 18, Janowie Lubelskim
19), a także za granicą
(Wiochy - 1(9) 2il.
Bułgaria - 1996).
Poza Tarnowem i Nowym Sączem, gdzie istnieją stałe ekspOlycje muzealne
obrazujące
kulturę Cyganów, należy jeszcze wymienić skansen w Ols/.tynku.

16/\. Bartosz. (vganie, flistoria i ku/t lira, Pr::eH'odnik. Tamów 1C)')2,
17 De kalder as sigojnere. Kpbenhavn 1991.
18 W Muzeum Okn;gm~YIl1 w Sandomierw
planSl,owa wystawa I. Tamcma h~la t~ Iko fragmentem calości autorstwa Katarzyny Batkc). zutytu!owuncj ../\ lasy slan'l Cyganami
., (grud/ien
1995 - luty ł9(6), na którą zlożyły się eksponaty I. innych Illuzeów OIN. / kolekcji pl':"al!ll'l
Pawia Lechuwskiego.
19 Wystawę zorganizowalo
(kwiecier'l - lipiec 19(6) Muzculll Regiollalne w .lillHl\\ie I.uhelskim pod nazwą ..Rzecz o Cyganach". Była olla u/.upelniona o realia. podohne jak Ila \\: Sl,l\\ Ie
IV Sunt!omierzu.
20 A. Bartosz, Festiwa/w /,anciano, ..Rram p-o Dram" 1C)95. nr 11-12. s, C),

�II którym od 1992 roku eksponuje się wóz cygallski typu "ostrowskiego".
Jest
on jednym 7. elementów ekspozycji plenerowej w tamtejszym Muzeum Budownictwa Ludowego. Natomiast
w gorzowskim
Muzeum Okręgowym
w 1977
roku zapoczątkowano
kolekcję strojów cygallskich,
które do muzeum trafiły
z miejscowego zespołu "Terno", istniejącego w tym mieście od 1955 roku.
Kolekcja ta była wypożyczana
na wystawy tematyczne
do innych muzeów,
naWIll iast m iejscowc muzeum przez jakiś czas eksponowało
na dziedzillcU wóz
cygaiiski. który jest prywatną własnością
twórcy zespołu "Terno",
Edwarda
I)o;bick iego.
I na koniec warto wspomnicć o zorganizowaniu
w ramach warszawskiego
lunaparku ..Cricoland"
(właściciel
Wiesław Podgórski),
ekspozycji
nazwanej
..Cyga(lskie muzcum", na którą składają się bajecznie wyposażone,
ozdobione,
/ LlIltazyjnymi napisami dwa wielkie barakowozy i jeden typowy wóz cygallski
typu Ilagonowcgo.
Ekspozycja ta, początkowo bardzo skromna, (w 1988 roku)
mstala rozbudowana o rozmaite elementy typu: "skrzynie króla cygallskiego",
fotograile, obrazy. Towarzyszy jej pracownik w stroju "cygaJlskim".
Taki typ
"kspOl.yej i zwanej ..muzealną" spotyka się coraz częściej w Europie Zachod11 iej c I.

(iYI'SY

CULTURE

IN POLISH

MUSEUMS

(Summary)
I ile ilk.: ol'preservation
ol"the traditional Gypsy culture inmuseul11s originatcd in 1978 when
I' Ilal&lt;lillanl postulated the liHmdation ol"a Gypsy Muscul11 in Budapest.
The lirst mUSl:llm departl11ent ol" thc culture and history of Gypsies was foundcd in Poland in
1')7'). \\hw a tcmporary c:-.:hihition. "Cjypsies in Polish Culture".
in the Regional Museum in
'Iarnt"\\\ bl:GIIIlC a cornerstonc ol" its Gypsy department. In 1990 Ihe museum opellCd a permanent
e"\illbllion. "(iypsil:S. Their Ilistory and Culture". including documents and artinlcts related to thc
l'ullllle ol" LUJ"Ope:ln(iypsies.
Som.: lime earlier. in 1980, a gypsy architecture section was opelled in thc Nowy
liiI' lillklor.: I11USC1111l.
presenting the abodes ol" poor Carpathian Gypsies.

~I 1\. Ilarlosz.

1.\ LuJ

l.

LXXIV

I-:II/III/"{/

NOII/ów

w 1I/1I::each,

.. Rrom p-o Drom"

1996. nr 1-2. s. 16.

Sącz open-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6507" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6487">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0628355df933bf95d75a198867d1551c.pdf</src>
        <authentication>0077d4673cc0103d044d00d40b6835d2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77516">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:945</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77517">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77518">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:868</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77519">
                <text>Niektóre elementy tradycyjnej gospodarki Cyganów / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77520">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2, s.131-144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77521">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77522">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77523">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77524">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77525">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77526">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I I z. 2

ADAM BARTOSZ

NIEKTÓRE E L E M E N T Y T R A D Y C Y J N E J
CYGANÓW

GOSPODARKI

Pośród rozlicznych cech, c h a r a k t e r y z u j ą c y c h odrębność C y g a n ó w
w stosunku do ludności, w której otoczeniu przyszło i m p r z e b y w a ć , sfe­
ra ich życia ekonomicznego wydaje się szczególnie interesująca, jako że
determinuje ona inne aspekty c y g a ń s k i e j kultury. Implicite zależność ta
została z a u w a ż o n a już w n a j w c z e ś n i e j s z y c h opracowaniach, a nawet
w kronikach n o t u j ą c y c h pojawienie się C y g a n ó w w Europie. Charak­
terystyczny typ gospodarki, a zwłaszcza sposoby pozyskiwania dochodu,
m i a ł y bezpośredni w p ł y w na takie dziedziny życia, jak: sposób o d ż y ­
wiania s i ę , ubierania, typ domostw i ś r o d k ó w transportu, a także na po­
dział prac w rodzinie, stosunek do n i e - C y g a n ó w , stosunek do dóbr, inne
sfery ś w i a d o m o ś c i itd. N a l e ż y przy tym pamiętać, że typ gospodarki
okazał się cechą stosunkowo trwałą u wielu grup C y g a n ó w n a świecie.
Tam nawet, gdzie zanikł c y g a ń s k i język, pozostały charakterystyczne,
tradycyjne zajęcia jako wyznacznik odrębności etnicznej
W zakresie zdobywania ś r o d k ó w do życia C y g a n ó w p r z y b y ł y c h do
Europy c h a r a k t e r y z o w a ł y trzy dopełniające się komponenty:
1. Koczowniczy tryb życia.
2. Wykonywanie pewnych, charakterystycznych zajęć, jak: kowal­
stwo, muzykanctwo, w r ó ż b i a r s t w o , żebractwo i inne.
3. Wykonywanie wspomnianych zajęć na rzecz ludności, z którą
stykali s i ę w czasie w ę d r ó w e k , w zamian za produkty ż y w n o ś c i o w e
i inne do życia n i e z b ę d n e a r t y k u ł y .
D l a wskazania n i e k t ó r y c h m e c h a n i z m ó w z w i ą z a n y c h z funkcjonowa­
niem c y g a ń s k i e j gospodarki posłużę się p r z y k ł a d e m C y g a n ó w K a r p a c ­
kich z regionu Podtatrza. S ą to Cyganie z dawna osiadli, zatracili w i ę c

1

Zob. np. P. S t a n o, Korytárska
výroba
rumunsky hovoriacich Ciganov na
Východnom
Slovensku, „Slovenský národopis", t. 13:1965, z. 4, s. 549-562; V. M a ­
r i n o v, Nabljudenija
wyrchu bita na cigani v Bylgarija, „Izwestija na etnografskija istitut i muzei", 5:1962, s. 227-275. Również w Azji Środkowej niektóre gru­
py Cyganów zachowały swój pierwotny język tylko w szczątkowej postaci.

L

�132

ADAM B A R T O S Z

pierwszą z wymienionych cech c y g a ń s k i e g o życia. Nie miało to pierwot­
nie niemal żadnego w p ł y w u na kształt dwu p o z o s t a ł y c h k o m p o n e n t ó w .
Związki z ludnością rolniczą, z którą stykali się w okresie koczownictwa,
stały się tylko od tego czasu bardziej ścisłe i długotrwałe. Natomiast ich
dotychczasowe profesje i podstawowe źródła utrzymania pozostały przez
długi czas niezmienne 2.

1. ŹRÓDŁA U T R Z Y M A N I A CYGANÓW — P R Z Y K Ł A D S Y M B I O Z Y
GOSPODARCZEJ GRUP ETNOGRAFICZNYCH

P o d s t a w o w ą profesją C y g a n ó w z Podtatrza, podobnie zresztą jak
i innych C y g a n ó w Karpackich, b y ł o do niedawna kowalstwo. Zawsze
jednak wykonywali oni szereg innych zajęć dla uzupełnienia dochodu
p ł y n ą c e g o z pracy w kuźni (muzykanctwo, w r ó ż b i a r s t w o , a z czasem
rozmaite formy pracy najemnej w gospodarstwach chłopskich). D o c h ó d
pozyskiwano też innymi, specyficznymi drogami, jak poprzez żebractwo,
złodziejstwo, s p o ż y w a n i e m i ę s a p a d l ý c h zwierząt itp.

•'
/
jj:

1,
lit
r

;
^
'j,

Jako kowale Cyganie osiedlali się we wsiach, gdzie penetracja kon­
kurencyjnego rzemiosła cechowego była stosunkowo słaba. Tam, gdzie
zasięg działalności kwalifikowanych kowali wiejskich b y ł stosunkowo
duży, Cyganie przejmowali tylko tę część prac, którą z racji wyposa­
żenia warsztatu i umiejętności byli w stanie realizować. Zajmowali się
w ó w c z a s przede wszystkim drobnymi naprawami sprzętu rolniczego
i wykonywaniem najprostszych p r z e d m i o t ó w .
Od końca X I X wieku utalentowane jednostki .zaczęły zarobkować
m u z y k u j ą c na zabawach i weselach. B y ł o to zajęcie wykonywane okazjo­
nalnie przez C y g a n ó w , k t ó r z y na co dzień pracowali, jak inni przy
kowadle, a dopiero w czasach najnowszych stało się samoistną profes ją.
Sezonowo Cyganie zajmowali się (zwłaszcza od p o c z ą t k ó w lat d w u dziestych) t ł u c z e n i e m kamienia drogowego, co wykonywano powszechnie do lat pięćdziesiątych. Sezonowo także wynajmowano ich do wszel­
kich prac przy gospodarstwach chłopskich. Najmowano zaś C y g a n ó w
p r z e w a ż n i e do prac najcięższych, jak poruszanie r ę c z n y c h młocarni, w y kopki, kopanie m ł y n ó w e k , piwnic itp.
Powszechnie też Cyganie zaopatrywali się w ż y w n o ś ć poprzez żebranie, m a j ą c e tutaj specyficzne u w a r u n k o w a n i a , a w połączeniu z ż e 3

2

Jako tradycyjne źródła utrzymania rozumiem te zajęcia i źródła dochodu,
które wyrosły na gruncie tradycji cygańskiej i miejscowej i są związane z funk­
cjonowaniem społeczności wiejskiej jako względnie autonomicznym u k ł a d e m eko­
nomicznym.
A. B a r t o s z , Ekonomiczne i kulturowe uwarunkowania
cygańskiego
żebrac­
twa „Lud", 61:1977.
3

�li
T R A D Y C Y J N A G O S P O D A R K A CYGANÓW

133

8. Kowal z Czarnej Góry. Fot A. Bartosz

bractwem lub niezależnie uprawiano w r ó ż b i a r s t w o (umiejętność znana
nie wszystkim Cyganom).
Zwraca u w a g ę fakt, że Cyganie z Podtatrza nigdy nie zajęli się
obróbką w y s t ę p u j ą c e g o tu w wielkiej ilości drewna, podczas gdy zna­
ne są z innych t e r e n ó w p r z y k ł a d y takiego w ł a ś n i e przekwalifikowania
się c y g a ń s k i c h k o w a l i . Choć więc stwierdza się p e w n ą elastyczność
w przystosowaniu się C y g a n ó w do zastanych lub z m i e n i a j ą c y c h się w a ­
runków, to przystosowanie to idzie najczęściej w kierunku podejmowa­
nia najrozmaitszych, m o ż l i w y c h zajęć, nie w y m a g a j ą c y c h jednak posia­
dania specjalnych (a nawet żadnych) kwalifikacji. Podczas w i ę c , gdy
4

" M . B a r j a k t a r o v i c , Oaza apatinskich Cigana, „Rad vojvodjanskich muzeja", R. 12-13:1964,, s. 191-204. Omawiana przez autora grupa Cyganów trudniła
się obróbką drewna, podczas gdy pierwotnie wszyscy byli kowalami.

�134

ADAM

BARTOSZ

kowalstwo jako zajęcie zaniknęło niemal c a ł k o w i c i e na skutek d o s t ę p ­
ności tanich w y r o b ó w fabrycznych i konkurencji kowali kwalifikowa­
nych, a muzykanctwo w y o d r ę b n i ł o się w osobną profesję, te najprostsze
zajęcia jako bardziej uniwersalne (proste prace fizyczne, żebractwo itp.)
p r z e t r w a ł y w postaci niezmienionej do c z a s ó w ostatnich.
Choć sposoby pozyskiwania dochodu praktykowane przez C y g a n ó w
w y k a z u j ą n i e m a ł ą rozmaitość, to jednak do pewnego czasu nie wykracza­
ł y one z u p e ł n i e poza lokalny u k ł a d ekonomiczny, z jakim związani byli
Cyganie poprzez fakt zamieszkania. Wprawdzie Cyganie Karpaccy, jak­
kolwiek osiadli, dość swobodnie migrowali sezonowo czy t e ż na s t a ł e
przenosili s i ę do innych wsi, to jednak cała ich działalność gospodarcza
z a m y k a ł a się w granicach konkretnej wsi czy też wsi sąsiednich. W n a j ­
lepszym wypadku wymiana ich u s ł u g o d b y w a ł a się poprzez jarmarki, co
jednak nadal obracało s i ę w ekonomicznym k r ę g u najbliższego regionu.
Podaż c y g a ń s k i c h u s ł u g i s i ł y roboczej oraz zapotrzebowanie na pro­
dukty n i e z b ę d n e i m do życia b y ł y w zupełności realizowane w ramach
społeczności lokalnej. Kontakt z szerszymi k r ę g a m i gospodarczymi za­
p o c z ą t k o w a n y w okresie m i ę d z y w o j e n n y m (zbyt w y r o b ó w kowalskich
w sklepach, t ł u c z e n i e kamienia, praca nakładcza) b y ł do k o ń c a lat czter­
dziestych minimalny.
Znamienne jest, że cała działalność produkcyjna tradycyjnej rodziny
c y g a ń s k i e j skierowana jest na zewnątrz; jest to w zupełności działalność
u s ł u g o w a w stosunku do wsi. W sferze działań produkcyjnych bowiem
tylko bardzo niewiele energii kieruje s i ę bezpośrednio na zaspokojenie
w ł a s n y c h potrzeb, w obrębie w ł a s n e g o gospodarstwa domowego. Bo też
tradycyjne domostwo c y g a ń s k i e jest bardzo skromne — dla potrzy­
mania jego funkcjonowania wymagany jest bardzo niewielki n a k ł a d sił
i środków .
5

Stan taki w i ą z a ł się z niemal c a ł k o w i t y m brakiem w c y g a ń s k i e j
gospodarce sektora gospodarki naturalnej, tak szeroko r o z w i n i ę t e g o
w tradycyjnej gospodarce w i e j s k i e j 4 Rozpiętość tego sektora gospodar­
ki stanowi o stopniu uniezależnienia się od szerszych u k ł a d ó w gospo­
darczych, o stopniu s a m o w y s t a r c z a l n o ś c i gospodarstwa. Wobec zaś jego
braku egzystencja C y g a n ó w uwarunkowana b y ł a stopniem dostosowania
ich działalności do u k ł a d ó w z e w n ę t r z n y c h , ściślej — do systemu gospo­
darki chłopskiej w ł a ś c i w e g o dla i n t e r e s u j ą c e g o nas obszaru. Stąd bo-

)ł

&lt;¡ Zob. A. B a r t o s z , Osada cygańska
w Maszkowicach.
Propozycja
przenie­
sienia cygańskiej
osady do skansenu w Nowym Sączu, „Arkusze Muzealne Ziemi
Krakowskiej", kwiecień 1975, s. 45-50.
O podziale działalności ekonomicznej gospodarstwa chłopskiego na sektory
zob. Z. B i a ł y , Niektóre
ekonomiczne i kulturowe mechanizmy w chłopskiej
go­
spodarce drobnotowarowej u schyłku feudalizmu i w okresie kapitalizmu (w opar­
ciu o materiał
pochodzący
г Małopolski
południowej),
„Prace Etnograficzne", Z N
U J , 3:1967, s. 66.
6

1

�f
T R A D Y C Y J N A G O S P O D A R K A CYGANÓW

135

wiem gospodarstwo c y g a ń s k i e czerpało wszystkie dobra konsumpcyjne
niezbędne do życia. Dobra te pozyskiwano w zamian za wyroby (kowal­
skie i inne), usługi (kowalskie, wróżbiarskie i inne) oraz r ó ż n y m i spo­
sobami (chodzenie po prośbie i inne). Zatem cechą n a j d ł u ż e j p r z e t r w a ł ą
(z trzech wymienionych n a w s t ę p i e ) niezależną od trybu życia (ko­
czowniczy czy osiadły) b y ł o c a ł k o w i t e uzależnienie C y g a n ó w od zew­
n ę t r z n y c h u k ł a d ó w gospodarczych.
Zależności gospodarcze nie b y ł y przy tym jednostronne. Cyganie
pozostawali w swoistej symbiozie gospodarczej z rolnikami, a symbioza
ta była podstawowym warunkiem ich egzystencji . Ś w i a d c z o n e n a rzecz
c h ł o p ó w u s ł u g i produkcyjne s t a n o w i ł y wymierny w k ł a d w życie gospo­
darcze wsi. Wszak zaspokajali oni zapotrzebowanie wsi n a tak w a ż n e
usługi rzemieślnicze, a także stanowili istotną r e z e r w ę s i ł y roboczej
w okresach w z m o ż o n e g o zapotrzebowania na pracę n a wsi. Aczkolwiek
stanowili na ogół s p o ł e c z n o ś ć nieliczną, to w kalkulacji ekonomicznej
r o l n i k ó w systematycznie u w z g l ę d n i a n ą . We wsiach, w k t ó r y c h mieszkali
Cyganie, istniał nawet swoisty targ s i ł y roboczej. W czasie, gdy w y s t ę ­
p o w a ł o zapotrzebowanie n a ich pracę, siadywali z rana przed domami
(np. w Jurgowie na s k r z y ż o w a n i u dróg w centrum w ś i ) , a gospodarze
przychodzili w y b i e r a ć potrzebną i m liczbę odpowiednich do danej robo­
ty C y g a n ó w .
7

8

O c z y w i ś c i e symbioza ta do pewnego tylko stopnia była zależnością
obustronną, g d y ż Cyganie zawsze znajdowali s i ę w sytuacji przymu­
sowej. Gospodarka c y g a ń s k a była też w stopniu w i ę k s z y m niż chłopska
narażona na wszelkie wahania w szerszym systemie ekonomicznym. Nie­
powodzenia gospodarcze, które d o t y k a ł y chłopów, automatycznie o d b i j a ł y
się na zasobności c y g a ń s k i c h kuchni. Nie posiadali oni przecież praktycz­
nie ż a d n y c h z a p a s ó w ś r o d k ó w utrzymania. T a k mocne p o w i ą z a n i a go­
spodarki c y g a ń s k i e j z c h ł o p s k i m systemem ekonomicznym u n i e m o ż l i ­
w i a ł y Cyganom oderwanie s i ę od tego systemu i c z y n i ł y ich absolutnie
od tego systemu z a l e ż n y m i . Gospodarcze u n i e z a l e ż n i e n i e się C y g a n ó w
od miejscowych społeczności c h ł o p s k i c h nastąpiło w momencie, kiedy
zaistniały w a r u n k i do podjęcia przez C y g a n ó w pracy w przedsiębior9

7

Por. E . H o r v á t h o v á , К otázke etnokultúrneho
vývoja
a etnickej
klasifiCigánov,
„Slovenský národopis", t. 22:1974, z. 1, zwłaszcza s. 5-6.
Choć stosunek chłopów do Cyganów był sa ogół bardzo niechętny, zdawali
oni sobie sprawę z korzyści, jakie daje im obecność we wsi rzemieślników cygań­
skich. Nawet gdy postulowali wysiedlenie Cyganów, zaznaczali, aby zostawić jed­
nego czy więcej kowali, bo będą dla wsi potrzebni. Wojewódzkie Archiwum, Nowy
Targ, T. Gm В Т (ankieta dotycząca Cyganów).
a Ekstremalnym przykładem owej symbiozy może być specyficzny sposób po­
zyskiwania dochodu przez Cyganów,, jakim jest złodziejstwo (u Cyganów osiadłych
pełni marginesową rolę). Istnieć ono może jedynie przecież w powiązaniu z lud­
nością autochtoniczną.
kácie

8

�136

ADAM

BARTOSZ

stwach p a ń s t w o w y c h i w ł ą c z e n i e się w system krajowych zależności eko­
nomicznych. W przypadku C y g a n ó w z Podtatrza w a r u n k i takie p o w s t a ł y
w końcu lat czterdziestych i wtedy rozpoczął się proces, k t ó r y z czasem
doprowadził w n i e k t ó r y c h osadach c y g a ń s k i c h do z u p e ł n e g o wyemancy­
powania się C y g a n ó w . Natomiast w tych osadach czy rodzinach, które
prowadzą do dziś tradycyjny tryb życia, zależności te nadal istnieją,
choć nie tak mocne i nie tak konieczne.
2. R O D Z I N A J A K O PODSTAWOWA J E D N O S T K A G O S P O D A R O W A N I A

Z a p o d s t a w o w ą j e d n o s t k ę gospodarowania n a l e ż y u z n a ć krąg ludzi,
k t ó r z y są ze sobą powiązani c a ł o k s z t a ł t e m działalności ekonomicznej,
a w i ę c w s p ó l n i e pozyskują dochód, dokonują jego dystrybucji, przysto­
s o w u j ą zdobyte dobra do konsumpcji i obracają je na zaspokojenie
swoich potrzeb. Trzeba przy tym u z u p e ł n i ć , ż e w pozyskiwaniu dochodu
biorą zwykle udział nie wszyscy c z ł o n k o w i e takiego k r ę g u (tylko zdol­
ni do p r a c y ) .
10

U C y g a n ó w (a w k a ż d y m razie w grupie, która była przedmiotem
badań), .podobnie jak w innych społecznościach s t a n o w i ą c y c h przedmiot
b a d a ń etnograficznych, zasadniczą jednostką gospodrowania jest rodzina.
Analogicznie też jak w innych społecznościach istnieją tu takie kręgi
ludzkie, w obrębie k t ó r y c h spełniają się jedynie n i e k t ó r e działania go­
spodarcze (różne formy kooperacji, pomoc wzajemna).
W i n t e r e s u j ą c y m nas przypadku są to g ł ó w n i e kręgi u k s z t a ł t o w a n e
w e w n ą t r z społeczności c y g a ń s k i e j , a nadto kręgi c y g a ń s k o - c h ł o p s k i e .
Pierwsze z nich mają dwojaki charakter. Są to mianowicie kręgi k r e w niaczo-sąsiedzkie, niekiedy w y o d r ę b n i o n e pod w z g l ę d e m przestrzennym
oraz kręgi krewniacze, funkcjonujące n i e z a l e ż n i e od w s p ó l n o t y teryto­
rialnej. Drugie zaś są natury sąsiedzkiej lub k u m o w s k o - s ą s i e d z k i e j ,
przy czym s ą s i e d z t w o to może b y ć bliższe lub bardziej odległe.
Od tak dawna, jak daleko wstecz daje się dokonać wiarygodnej r e ­
konstrukcji (pocz. X X w.), rodzina c y g a ń s k a na badanym terenie była
dwu- lub trzypokoleniowa, monogamiezna, z r e g u ł y patrylokalna. S k ł a ­
dała się ona zasadniczo z m a ł ż o n k ó w , rodziców czy też rodzica jednego

i
I
,L
j'
\f i
jji '
Í :
la j
Ш

1 0

Jest to własna próba definicji tego pojęcia. Wprawdzie u ż y w a się w literaturze pojęć podobnych lub o zbliżonej treści, lecz rozumianych, wydaje się intuicyjnie. I tak np. B. K o p c z y ń s k a - J a w o r s k a u ż y w a terminu podstawowa
jednostka produkcyjna na oznaczenie rodziny jako przedmiotu szczegółowych analiz
(Wieś Gramada, problematyka i organizacja badań, „Etnografia Polska", t. 15:
1971, z. 1, s. 35). K . Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a pisząc w związku z rodziną
małą jako elementem rodziny wielkiej powiada, iż rodziny te „są najmniejszą
komórką życia społecznego, zarazem jednostką gospodarowania (w zasadzie samó­
wystarczalną) w społecznościach wiejskich" (Systemy krewniacze na
Słowiańszczyźnie
w ich historyczno-społecznym
uwarunkowaniu,
Warszawa 1970, s. 81).

�137

T R A D Y C Y J N A G O S P O D A R K A CYGANÓW

z nich (prawie zawsze m a ł ż o n k a wobec zasady patrylokalności) oraz nie­
żonatych i n i e z a m ę ż n y c h dzieci, a niekiedy ponadto z któregoś z r o d z e ń ­
stwa gospodarza, np. jego o w d o w i a ł e j , rozwiedzionej lub n i e z a m ę ż n e j
siostry.
Do lat trzydziestych rodzina c y g a ń s k a zawsze z a m i e s z k i w a ł a jedno­
izbowy dom, przy czym do tamtego czasu w tej jedynej izbie mieścił
się jeszcze najczęściej warsztat kowalski.
Środki potrzebne dla zaspokojenia potrzeb rodziny zdobywali prze­
w a ż n i e dorośli, a ponadto dzieci — w zakresie i stopniu odpowiednim
do ich wieku i płci. Starzy zaś rodzice zrazu biorąc udział w pozyski­
waniu dochodu stosownie do swoich sił, gdy stawali się niezdolni do
pracy przechodzili na utrzymanie pozostałych członków, nadal darzeni
szacunkiem i obdzielani w miarę m o ż l i w o ś c i wszystkimi potrzebnymi im
dobrami.
G o t ó w k a , która w p ł y w a ł a do gospodarstwa rodziny c y g a ń s k i e j po­
chodziła g ł ó w n i e z prac wykonywanych przez ojca bądź to samodzielnie
(kowalstwo poza m a c i e r z y s t ą wsią, muzykowanie), bądź też, co c z ę ś c i e j ,
w p o d p o r z ą d k o w a n y m mu w s p ó ł d z i a ł a n i u z innymi c z ł o n k a m i rodziny
(kowalstwo w macierzystej wsi, tłuczenie kamieni, prace ziemne). Przy
tym w pracach, w k t ó r y c h naczelna rola przypadała ojcu, niemal wy­
łączny lub d o m i n u j ą c y udział brali synowie, gdy tylko znaleźli się
w odpowiednim Wieku; w wypadku braku tychże, funkcje w zasadzie
przeznaczone dla s y n ó w (np. przy kowadle) spełniała żona, a niekiedy
i córki.
Matka i inne p e ł n o s p r a w n e kobiety w rodzinie w n o s i ł y do gospodar­
stwa przede wszystkim produkty ż y w n o ś c i o w e poprzez codzienne żebra­
nie i łączący s i ę z t y m o b n o ś n y handel wyrobami kowalskimi, a t a k ż e
w y k o n u j ą c pewne prace p o r z ą d k o w e w chłopskich domach.
Prace rolne w g ó r a l s k i c h gospodarstwach podejmowali (zwłaszcza po
I wojnie) zarówno ojciec, jak i matka, a także dorastający synowie
i córki, a zajęcia te rodzinie c y g a ń s k i e j p r z y n o s i ł y w dochodzie prawie
w y ł ą c z n i e produkty rolne.
D o c h ó d zdobywany dzięki pracom wykonywanym tylko przez ojca
(jak już w s p o m n i a ł e m , w dużej mierze pieniężny) albo takim, w k t ó ­
rych przypadała mu pierwszoplanowa rola, w p ł y w a ł wprawdzie do
gospodarstwa m a ł o systematycznie, lecz pod w z g l ę d e m w i e l k o ś c i nie­
w ą t p l i w i e d o m i n o w a ł . J e d n a k ż e b y ł on, jak wszelkie w o g ó l e dochody
pozyskiwane przez rodzinę c y g a ń s k ą , w przeciągu krótkiego czasu w ca­
łości czy prawie w całości obracany na k o n s u m p c j ę ż y w n o ś c i o w ą , często
w y r a ź n i e przekraczającą biologiczne zapotrzebowanie o s o b n i k ó w .
11

Z czasem w y c h o d z ą c e za m ą ż córki opuszczały rodzinny dom, żeniący
1 1

1973.

Por. opisy uroczystych pacziwa

u Lovarów, J . Y o o r s ,

Cyganie,

Kraków

'j

�138
I!
j
j
j
ji
j

i
! ;
I

!
l
i
' f'
:

iii i
t
li'
J
,l

i\
1

]
j
fj'
j|
I

1, ,

i
ii.
Ill я

Si

ADAM BARTOSZ

się, synowie zaś sprowadzali doń kobiety. W przyszłości nowo założone
rodziny, zgodnie z o b o w i ą z u j ą c y m i normami, m i a ł y aię z u p e ł n i e usamodzielnic, tzn. zamieszkać we w ł a s n y m domu i o w ł a s n y c h siłach zdobyw a ć środki utrzymania. Lecz zrazu m ł o d e m a ł ż e ń s t w a m i e s z k a ł y z ro­
dziną m ę ż c z y z n y w jednym domu (w jednej izbie). P r z y tym m ł o d y
m a ł ż o n e k do czasu urodzenia s i ę pierwszego dziecka z r e g u ł y nie p r a c o w a ł systematycznie, co reszta 'rodziny t o l e r o w a ł a , gdy tymczasem
synowa już od chwili przybycia do domu t e ś c i ó w b y ł a zobowiązana do
stałej a k t y w n o ś c i gospodarczej, jaką w y k a z y w a ł y matki rodzin. Ponie­
waż a k t y w n o ś ć ta nie zawsze p r z y n o s i ł a efekty w y s t a r c z a j ą c e do utrzy­
mania dwu dorosłych osób, reszta rodziny (rodzice) różnorako ś w i a d ­
czyli na rzecz nowo założonego m a ł ż e ń s t w a . Z r e g u ł y po urodzeniu się
pierwszego dziecka m ł o d y m a ł ż o n e k o b o w i ą z a n y b y ł do bardziej systematycznego zatrudnienia, w celu zapewnienia utrzymania swej rodzinie.
Decyzje natury gospodarczej podejmowali rodzice, przy czym matka
skupiała w swych rękach zasadnicze decyzje dotyczące prowadzenia
domu, wydatkowania dochodu na ż y w n o ś ć , z a o p a t r y w a ł a rodzinę w o¬
dzież; ojciec d e c y d o w a ł o g ł ó w n y m profilu działalności zarobkowej, or­
g a n i z o w a ł najem do robót poza kuźnią i poza m a c i e r z y s t ą w s i ą . Żonaci
synowie byli w d u ż y m stopniu uzależnieni od decyzji ojca i jemu pod¬
porządkowani. Ojciec, będąc w ł a ś c i c i e l e m kuźni, g ł ó w n e g o źródła docho­
du, k i e r o w a ł pracą w niej, a w przypadku w i ę k s z e j ilości ż o n a t y c h syn ó w rozdzielał m i ę d z y nich robotę (najczęściej jednak oni sami zabiegali o n i ą u chłopów), aby k a ż d y m ó g ł zarobić na utrzymanie swojej
rodziny.
P e ł n i e j s z e usamodzielnienie się m a ł e j rodziny n a s t ę p o w a ł o z mo¬
mentem oddzielnego zamieszkania i uzyskania w ł a s n e g o warsztatu p r a ­
cy. Usamodzielnienie się m ł o d e g o kowala, założenie w ł a s n e j kuźni w i ą zało s i ę z pewnymi kosztami, w y m a g a ł o g o t ó w k i , o którą z r ó ż n y c h
w z g l ę d ó w w rodzinie c y g a ń s k i e j b y ł o przecież trudno. A zbudowanie
nowego domu, nawet jeśli to b y ł a p ó ł z i e m i a n k a , nie b y ł o dla C y g a n ó w
sprawą prostą. M i ę d z y innymi z w y ż e j wymienionych p o w o d ó w rodzina
rozpadała się dawniej na mniejsze jednostki późno, gdy dochowywano
s i ę kilkuletnich i starszych d z i e c i .
Od końca lat pięćdziesiątych m ł o d e m a ł ż e ń s t w a , m i ę d z y innymi na
skutek przemian obyczajowych, w y k a z u j ą t e n d e n c j ę do zamieszkania
osobno już zaraz po ślubie czy po kilku latach gospodarowania z rodzicami. Młodzi, którzy chcą zamieszkać oddzielnie, nie zawsze są zdolni
u c z y n i ć to o w ł a s n y c h siłach. Z r e g u ł y w i ę c rodzice starają się swoimi
12

2

i Należy przy tym zauważyć, że rodziny zakładano bardzo wcześnie i że
w związku z tym dość wcześnie dochowywano się dorosłych dzieci. Rodzina taka
więc w początkowym okresie nie mogła być samodzielna gospodarczo, skoro jej
członkowie nie byli jeszcze osobnikami w pełni dojrzałymi fizycznie.

j
j
j
!

�T R A D Y C Y J N A G O S P O D A R K A CYGANÓW

139

środkami o zdobycie dla nich mieszkania. Zależnie od z a m o ż n o ś c i ro­
dziców będzie to budowa nowego domu (wspólnego dla kilkorga dzieci)
czy t e ż zagospodarowanie domu opuszczonego bądź w k o ń c u o d s t ą p i e ­
nie m ł o d y m m a ł ż o n k o m jednej izby, gdy rodzina posiada ich w i ę c e j .
W n a j u b o ż s z y c h rodzinach, jak dawniej, zamieszkują w s p ó l n i e i w s p ó l n i e
prowadzą gospodarstwo domowe rodzice z p o ż e n i o n y m i dziećmi i w n u ­
kami.
3. P O S T A W Y W O B E C P R A C Y I K A L K U L A C J A E K O N O M I C Z N A

Wartości i postawy z w i ą z a n e z gospodarowaniem są u C y g a n ó w sil­
nie przeciwstawne tym, jakie w y s t ę p u j ą w miejscowych społecznościach
chłopskich, a także w innych tego typu społecznościach. J e d n ą z n a ­
czelnych wartości w tych zbiorowościach, jak wiadomo, jest praca,
a w tradycyjnych społecznościach c h ł o p s k i c h w a r t o ś ć ta stała s i ę niemal
sferą a u t o n o m i c z n ą . T r a d y c y j n ą gospodarkę c y g a ń s k ą m o ż n a by scha­
r a k t e r y z o w a ć k r ó t k o i chyba dość trafnie, jako „życie z dnia na dzień".
T a k i sposób gospodarowania b y ł jeszcze w kilka lat po I I wojnie pow­
szechny, a jego elementy p r z e t r w a ł y często do dnia dzisiejszego. Pod­
czas gdy w rodzinie c h ł o p s k i e j k a ż d y zdolny do pracy musi pracować,
Cygan bez ż a d n y c h obaw przed n a j m n i e j s z ą nawet sankcją społeczną
m o ż e spokojnie przespać dzień po dniu. Jedyny zarzut, jaki uczyni mu
rodzina czy otoczenie, d o t y c z y ć będzie chwilowego braku jedzenia w do­
mu.
1 3

Do niedawna (a kilkanaście lat temu było to regułą) p r a c ę podejmo­
w a ł o się nierzadko dopiero wtedy, gdy do tego z m u s z a ł brak ś r o d k ó w
do życia. Cygan m a j ą c y pewien minimalny zapas ż y w n o ś c i nie k w a p i ł
się do nieuzasadnionego w jego odczuciu w y s i ł k u . Kiedy w i ę c p r z y s z e d ł
do niego klient z drobną robotą, to c h o ć b y aktualnie nie m a ł co robić,
nie rozpalał ogniska, o d s y ł a j ą c interesanta do innego kowala. T ł u m a c z y ł
się przy tym m a ł o istotnymi powodami, nie zważając, że zraża sobie
klienta .
u

Jeśli Cyganie podejmowali robotę, to najczęściej taką, która w sto­
sunkowo k r ó t k i m czasie d a w a ł a jak n a j w y ż s z y efekt. Potrafią pracować
nieraz bardzo efektywnie, starając się w y s i ł e k uczynić jak n a j k r ó t s z y m .
Tak jednak jest tylko przy pracach akordowych. Dlatego tak c h ę t n i e
podejmowali dobrze p ł a t n e prace ziemne, prace przy t ł u c z e n i u kamieni
1 3

Zob. np. A. O l s z e w s k a - K r u k o w s k a , Elementy systemu wartości
we
wsi przemysłowej,
„Wieś Współczesna", R. 10:1966, nr 12, s. 70-79; D. M a r k o w ­
s k a , Rodzina w środowisku
wiejskim.
Studium wsi podkrakowskiej,
Wrocław
1964, s. 37, 64; K . Z a w i s t o w i с z - A d a m sк a, Społeczność
wiejska, Warszawa
1958, s. 226.; J . D e k o w s k i , Uprawa roli i rośliny
uprawne w
opoczyńskiem,
„Prace i Materiały Etnograficzne", t. 16:1959, s. 87-88.
E . H o r v á t h o v á , Cigání na Slovensku, Bratislava 1964, s. 228.
1 4

�i

w
140

UJ

ADAM BARTOSZ

!

itp. Natomiast

I
I
\

T a m , gdzie nie dało się zastosować pracy akordowej, np. przy pracach
polowych, najemca zmuszony b y ł dozorować pracę C y g a n ó w , g d y ż ci,
niepilnowani, pracowali niesolidnie.
Cyganie zawsze c e n i ą c y sobie s w o b o d ę w podejmowaniu decyzji l u bili takie prace, gdzie nie było o b o w i ą z k u codziennego i systematycznego
w y s i ł k u . I tak odpowiadało im tłuczenie kamieni, bo nie b y ł o o b o w i ą z k u
przychodzenia do pracy co dzień, płaca była liczona od wykonanej p r a ­
cy. Odpowiadała im praca, którą mogli podjąć, kiedy mieli na to ochotę,
gdy mogli przyjść lub nie p r z y j ś ć do roboty.
W społeczności c y g a ń s k i e j istnieje dość w y r a ź n y rozdział m i ę d z y
o b o w i ą z k a m i m ę ż c z y z n i kobiet, na które przypada o wiele w i ę c e j obo­
w i ą z k ó w , tak dziś, jak i dawniej. Zwłaszcza gdy m ę ż c z y z n a nie jest za­
trudniony p r z y jakiejś systematycznej pracy, jego w k ł a d w utrzymanie
rodziny jest w p o r ó w n a n i u z w y s i ł k i e m kobiety niewielki. Dlatego też
w opinii C y g a n ó w bardzo liczy się pracowita kobieta, gdyż jest ona
gwarancją dobrobytu rodziny. J e d n o c z e ś n i e dziewczyny m a ł o pracowite,
nie lubiące prac domowych są obiektem ż a r t ó w i dezaprobaty ś r o d o w i ­
ska.
Sondowanie opinii C y g a n ó w na temat ich stosunku do pracy w y k a zuje, że w s p ó ł c z e s n y model p o s t ę p o w a n i a różni się w dalszym ciągu od
wzorca u ś w i a d a m i a n e g o i zalecanego. Nawet ci, którzy n i e c h ę t n i e pod e j m u j ą j a k ą k o l w i e k pracę, będą t w i e r d z i ć , ż e powinno się pracować,
mają ambicję zarobienia dużo, kupienia nowych sprzętów, pobudowania
się. J e d n o c z e ś n i e zaś w y n a j d u j ą ogrom przeszkód, jakie stają na drodze
realizacji t y c h zamierzeń. S k r y w a j ą swoje niskie zarobki, bo zarabiać
dużo jest d u m ą k a ż d e g o . Lecz nie dążenie do wysokiej pozycji m a ­
terialnej jest pozytywnie w a r t o ś c i o w a n e , ale sam fakt posiadania takiej
pozycji. Uznaniem cieszą się dobrze zarabiający muzykanci, ale też nie
mniejszym, robotnicy zatrudnieni przy pracach ziemnych na S ł o w a c j i
czy w Czechach, którzy zarabiają r ó w n i e dużo.
Wysoko oceniana jest praca w mieście, dająca szerokie m o ż l i w o ś c i
k o n t a k t ó w , awansu społecznego, zmiany życia. Tego rodzaju oceny m o ż na z a u w a ż y ć zwłaszcza u m ł o d y c h . J e d n a k ż e bardzo słaba jest dążność
do uzyskania takiej pozycji. Starzy natomiast nie zawsze potrafią zająć
zdecydowane stanowisko pod tym w z g l ę d e m . Toteż pozycja stosunkowo
niewiele zarabiającego nauczyciela, k t ó r y m jest jeden z C y g a n ó w , niekiedy trudna jest dla nich do oceny. Dzięki o g ó l n y m p r ą d o m zewn
zcjologiczne",
ęprzekonaniem.
t rZ
"zanPor.
uywma żJpytani
a.nr
Zsię,
y1/40:1971,
w ejak
oceniają
r t , widać,
Poglądy
s. 211-222.
ją załamanie
bardzo
Cyganów wysoko,
na
dawnych
atrakcyjność
nie wartości.
jest zawodów,
jednak
W pewne,
„Studia
świadom
czy
Soo-

1

1
I
j

II

I
i
j
'
|J!
!|!

jjji
j
¿U
¡¡P
lit
il *
"*
!,
¡j.
Ь"
¡I
lij...
I ,
h" ,
l'J.
ij\\&gt;
l'*"
;l *iji;!

•

nie byli nigdy w y d a j n y m i robotnikami

1 5

dniówkowymi.

�T R A D Y C Y J N A G O S P O D A R K A CYGANÓW

141

ści z a r ó w n o starych, jak i m ł o d y c h tkwi dziś przekonanie o wysokiej
wartości pracy, przekonanie nie odbiegające od tradycyjnego c h ł o p s k i e ­
go. Powiada, ponad 60-letni dziś Cygan: „U mnie śićka musom robić,
[gdzie indziej] nie naucone Cyganki robić; skoda tego chleba dla nik, lo
dziedowizna... On woli przepić, a zone posłać, rękę w y s t a w i ć . Nie fee im
sie robić, c a ł y dzień lezy i śpi. Jeden to nie da rady [nic zrobić] — w e ź
jeden pręć i ś m i g a j , a w e ź dwa — to ten jeden sie nie złamie p r ę dzyj?" . Dziś w i ę c nie spotyka s i ę tu ironicznych ocen pracy, jakie
można b y ł o u s ł y s z e ć od w ę d r o w n y c h C y g a n ó w , choć r z e c z y w i s t o ś ć nie­
zupełnie jest adekwatna do g ł o s z o n y c h deklaracji.
1 6

Wynikiem przedstawionych postaw wobec pracy są określone zasady
kalkulacji gospodarczej, u w z g l ę d n i a j ą c e chwilowe potrzeby C y g a n ó w .
I tak, we wszystkich dokonywanych przez siebie transakcjach kupnasprzedaży w y r o b ó w i wszelkich u s ł u g Cyganie w s k a z u j ą rodzaj odpo­
w i a d a j ą c y c h i m aktualnie ś r o d k ó w płatniczych. Jeżeli w i ę c mają pod
dostatkiem ż y w n o ś c i na czas najbliższy, będą na ogół żądać za u s ł u g ę
(np. kowalską) gotówki. W sytuacji, kiedy g o t ó w k a nie jest potrzebna,
żądają a r t y k u ł ó w ż y w n o ś c i o w y c h , p r z y t y m najbardziej przez nich w d a ­
nej chwili p o ż ą d a n y c h .

4. STOPIEŃ A K U M U L A C J I DÓBR

Realia życia, jakie w i o d ą Cyganie w ę d r o w n i i jakie prowadzili i n ­
t e r e s u j ą c y nas Cyganie przed osiedleniem, nie sprzyjały gromadzeniu
dóbr (poza kosztownościami, ale to b y ł o u d z i a ł e m tylko n i e k t ó r y c h grup
C y g a n ó w ) . W parze z t y m p o z o s t a w a ł a niska ogólnie stopa ż y c i o w a . Na
wytworzenie s i ę takiego stanu miał też w p ł y w c a ł y zespół innych u w a ­
r u n k o w a ń kulturowych. Wszak w s p ó ł c z e ś n i e i dawniej k o c z u j ą c y Cyga­
nie, nawet bardzo zamożni, u p r a w i a j ą c y dochodowe profesje, rzadko w y ­
kazywali troskę o zabezpieczenie swojej egzystencji na najbliższą przy­
szłość .
1 7

Po p r z e j ś c i u na osiadły tryb życia, ich sytuacja nie uległa prawie
żadnej zmianie. Realia c y g a ń s k i e g o życia z m i e n i ł y s i ę o tyle tylko
że zamiast przenosić się z miejsca na miejsce ze s w y m dobytkiem, w z a ­
sadzie przestawali na jednym miejscu, a ich stan posiadania pozostawał
w ł a ś c i w i e ten sam. W miejsce wozu (niekiedy i tego nie mieli) uzyskali
na ogół najprymitywniejsze siedliska, szałasy, ziemianki, szopy. W K a r -

1 6

Inf. W. G . Jurgów, Archiwum Katedry Etnografii Słowian U J .
Y o o r s , op. cit., zwłaszcza s. 173-174. Opisywani przez autora Lovarzy gro­
madzili systematycznie złote monety, ale nie ich gromadzenie było celem Cyga­
nów. „Lowarzy nie byli zwolennikami gromadzenia «rzeczy», nie uważali też, że
majątek jest źródłem w p ł y w ó w . Jedyne zadowolenie, jakie dawał im majątek, po­
legało na możliwości puszczenia go".
1 7

�142

ADAM BARTOSZ

patach do k o ń c a I I wojny zamieszkiwali n a j n ę d z n i e j s z e jednoizbowe
budy. Nie b y ł o w nich wręcz miejsca na jakieś zapasy; naturalnie nie
to b y ł o p r z y c z y n ą decydującą o takiej sytuacji, lecz w ł a ś n i e akcento­
wana tu, c y g a ń s k a mentalność.
J e d y n y m źródłem do pewnego stopnia systematycznych dochodów
b y ł o kowalstwo. D a w a ł o ono dochód n a pokrycie potrzeb codziennych,
a dochód ten b y ł powszechnie u z u p e ł n i a n y poprzez codzienne żebranie
po góralskich domach. Inne źródła d a w a ł y zysk jednorazowy i , c h o ć nie­
raz wysoki, to nieczęsty. Jeżeli jednak Cygan zarobił w i ę k s z ą s u m ę pie­
niędzy, np. m u z y k u j ą c (a b y ł to istotnie zysk n i e m a ł y ) , to w k r ó t k i m
czasie suma ta została wydatkowana na obfite jedzenie podlewane mocno
wódką. To samo działo się, kiedy Cyganie otrzymywali w y p ł a t ę mie­
sięczną za robotę przy t ł u c z e n i u kamieni. Uczta trwała wtedy do w y ­
czerpania wszelkich z a s o b ó w ż y w n o ś c i o w y c h .
Wobec takich postaw trudno m ó w i ć o zapasach. Jedyne zapasy jakie
czyniono od dość dawna, to b y ł y ziemniaki, k t ó r e Cyganie dostawali za
najmowanie się do w y k o p k ó w . Składano je w rogu izby i systematycznie
s p o ż y w a n o , aż do wyczerpania się zasobu, co n a s t ę p o w a ł o na ogół dość
szybko. Starano s i ę też gromadzić w i ę k s z e zapasy ż y w n o ś c i przed ś w i ę ­
tami, w z w i ą z k u z czym Cyganki z w i ę k s z a ł y i n t e n s y w n o ś ć żebrackich
zabiegów. W chwilach, gdy w domu nie b y ł o g o t ó w k i , a zbliżały s i ę ś w i ę ­
ta czy organizowano jakąś rodzinną uroczystość, Cygan u d a w a ł się do
zaprzyjaźnionego chłopa lub Ż y d a i zastawiał k o w a d ł o , narzędzia kowal­
skie, instrument muzyczny czy nawet lepsze ubranie, jeśli je posiadał,
i d o s t a w a ł na /kredyt potrzebne m u a r t y k u ł y czy g o t ó w k ę .

li

i*

II 1

"4

Tak w i ę c c y g a ń s k i e gospodarstwo nie miało zapasów, jego akumu­
lacja była zerowa, przez co stan posiadania takiego gospodarstwa utrzy­
m y w a ł się na stabilnym, bardzo niskim poziomie. J e d n o c z e ś n i e wobec
braku zapasów, gospodarstwo takie b y ł o niezwykle uczulone na wszelkie
wahania rynkowe, na co już wskazano.
Dziś ta sytuacja u l e g ł a p o w a ż n e j zmianie, wobec m o ż l i w o ś c i stałego
zatrudnienia i korzystania z tej możliwości, a także w z w i ą z k u z prze­
mianami ś w i a d o m o ś c i o w y m i . Do dziś jednak z a c h o w a ł y się w d u ż y m
stopniu takie cechy dawnej mentalności, jak urządzanie wielkich przyjęć
p o ł ą c z o n y c h z o g r o m n ą ilością mięsa i w ó d k i . W i d a ć natomiast t e n d e n c j ę
do oszczędzania p i e n i ę d z y na o k r e ś l o n y cel, ostatnio na b u d o w ę domu,
w y p o s a ż e n i e wnętrza, uposażenie dzieci itp.
Z a u w a ż a się istnienie trudnego do precyzyjnego określenia progu za­
możności, którego osiągnięcie pociąga za sobą istotne zmiany w sferze
ś w i a d o m o ś c i z w i ą z a n e j z gospodarowaniem. P r ó g ten osiąga się przy ta­
kich zarobkach c z ł o n k ó w rodziny, które u m o ż l i w i a j ą p e ł n e zaspokojenie
potrzeb konsumpcji ż y w n o ś c i o w e j i p o z o s t a w i a j ą jeszcze n a d w y ż k ę na
tyle dużą, że widzi się sens w jej odłożeniu i n a s t ę p n i e systematycznym
p o m n a ż a n i u . S t ą d powstają sumy p o z w a l a j ą c e na widoczne inwestycje,

�TRADYCYJNA GOSPODARKA

143

CYGANŮW

a sam fakt gromadzenia g o t ó w k i mobilizuje rodzinę do o s z c z ę d n e g o i p l a ­
nowego n i ą gospodarowania. Rodziny wielodzietne, mniej zaradne od i n ­
nych, ubogie, a t a k ż e z a m i e s z k u j ą c e

w

osadach o d l e g ł y c h , bez

łatwego

dostępu do dochodowych źródeł zarobku, nie są w stanie jeszcze w
pokoleniu progu tego osiągnąć.
zwłaszcza

tym,

przemysłowych.
ostatnich k i l k u

którzy
Stąd
lat,

tym

Udaje s i ę to prędzej ludziom m ł o d y m ,

podejmują
szczególnie

pracę
silna

poza

regionem,

tendencja,

w

widoczna

do migracji do wielkich o ś r o d k ó w

zakładach
w

ciągu

przemysłowych,

g ł ó w n i e n a Ś l ą s k i do Nowej Huty.

Adam Bartosz
SOME E L E M E N T S OF T H E TRADITIONAL G Y P S Y ECONOMY
Summary
The paper presents some features of the economic life of Gypsies settled in
the sub-Tatran region. Those features are classified into the four chapters illu­
strating selected problems of the Gypsy economics.
Part I discusses the sources of support of Gypsies as an example of symbiosis
between ethnographical groups.
The Gypsies have never produced any kind of alimentary goods, but have
drawn all the food they needed from their peasant environment. They used to
obtain food in exchange for labour, products and services, as well as by begging,
stealing and eating carcass. Until a time, there has been a large demand for
Gypsy services and products and they have been thus an important group of sup­
pliers, although they have also been discriminated by peasants as a culturally
alien group.
Part I I presents the Gypsy family as the basic unit of economy, winning,
distributing and consumming its common income. The Gypsy model of a family
has always been monogamous, patrilocal, including two or three generations. T r a ­
ditionally, women have cared for the basic maintenance of the family by daily
begging tours, while men hired themselves out as blacksmiths, for stone breaking,
or for other manual labours.
Part I I I discusses the attitudes of Gypsies towards work and the principles
of their economic calculation. These are the cultural characteristics in terms of
which the Gypsies differ the most from traditional peasant communities, in which
labour has been a very important or even the supreme value. Changes in atti­
tudes that have taken place during the recent years are also indicated.
Part I V presents the level of accumulation of material assets in a traditional
Gypsy family, or rather the lack of any such accumulation at all. Gypsies used
to care for the obtaining of only such amounts of goods, mainly food, as they
could eat or waste in a short time, without hoarding any. A Gypsy household
has thus never had any surplus food or cash; it is only for the last twenty
years that a shift is observed towards saving money for home furnishings.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6509" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6489">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7186d8d054d8cc771fd65fc6ba1e0b11.pdf</src>
        <authentication>fa5138c6364de0dd54b5d17f52295c0f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77538">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:944</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77539">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77540">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:867</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77541">
                <text>Wstęp / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77542">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2, s.127-130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77543">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77544">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77545">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77546">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77547">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77548">
                <text>Część

II

„Etnografia Polska", t. X X I I z. 2

ADAM BARTOSZ

WSTĘP *
Zainteresowanie Cyganami Karpackimi w Polsce datuje się od dru­
giej p o ł o w y wieku X I X . Z w r ó c o n o na nich u w a g ę przy okazji zapo­
c z ą t k o w a n y c h w ó w c z a s b a d a ń nad całością kultury ludowej Karpat.
P r z y bardziej s z c z e g ó ł o w y c h badaniach tej kultury wyeksponowanie
egzotycznej, obcej tutaj etnicznie grupy s t a w a ł o s i ę oczywiste. T y m
w i ę k s z e w i ę c zdziwienie budzi fakt, iż do c z a s ó w niedawnych brak b y ł o
jakichkolwiek o p r a c o w a ń lub bodaj szerszych wzmianek etnograficz­
nych czy historycznych na ich temat
Luźne wzmianki dotyczące C y ­
g a n ó w Karpackich, r e j e s t r u j ą c e n a ogół jedynie istnienie ich osad w j a ­
k i e j ś wsi, bez b l i ż s z y c h informacji, rozsiane są, aczkolwiek niezbyt gęsto,
w opracowaniach monograficznych tych t e r e n ó w oraz w zapiskach roz­
maitych podróżników. Z notatek tych niekiedy udaje się w y ł o w i ć drob­
ne informacje na temat liczebności C y g a n ó w , ich ubioru, m i e s z k a ń , za­
j ę ć itp.
Natomiast stosunkowo obszernie przedstawia się dorobek j ę z y k o z n a w ­
czy, a n a jego marginesie folklorystyczny. Zasługa to trzech polskich
j ę z y k o z n a w c ó w , k t ó r y c h w y n i k i b a d a ń opublikowane z o s t a ł y g ł ó w n i e
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m .
Jako pierwszego n a l e ż y w y m i e n i ć Izydora Kopernickiego, antropologa
0 szerokich zainteresowaniach etnograficznych i lingwistycznych. Po­
czątek jego zainteresowania Cyganami, g ł ó w n i e ich kraniologią, datuje
się od c z a s ó w pracy n a uniwersytecie w Bukareszcie w latach 1865-71.
W n a s t ę p n y c h latach zbierał informacje o Cyganach osiadłych na P o k u 2

* Opracowania oparte na wynikach badań prowadzonych przez Katedrę Etno­
grafii Słowian U J publikujemy za zgodą kierownika Katedry, prof, dr Jadwigi
Klimaszewskiej oraz bezpośredniego kierownika badań dr Zbigniewa Białego.
Redakcja.
Wyjątkiem jest P. B a t a i l l a r d a , Les Zlotars dits aussi Dzvonkars,
Tsiganes fondeurs en bronze et en laiton, Paris 1878, oparta na materiale zebranym
przez I . Kopernickiego praca, dotycząca osiadłych na Pokuciu tzw. Złotarów
1 Dzwonkarów; autor przedstawia ich mieszkania, strój, zajęcia, ustrój rodzinny.
Niewielkie zbiory w y r a z ó w cygańskich z Podkarpacia zanotowane zostały
już wcześniej. Zob- X . S e r w a t o w s k i , O Cyganach w Galicji, „Przegląd Poz­
nański", 1851; r ó w n i e ż opracowanie F . M i k ł o s i c h a , Über die Mundarten und
die Wanderungen
der Zigeuner Europa's, Wiedeń 1872-1880, zawiera dwa zbiory
słów C y g a n ó w Karpackich.
1

!

�128

ADAM BARTOSZ

ciu i n a Podhalu. Wyniki tych badań b y ł y publikowane za jego życia
tylko w niewielkiej c z ę ś c i , natomiast obszerny m a t e r i a ł opublikowano
w wiele lat po śmierci Kopernickiego. S ą to m a t e r i a ł y j ę z y k o w e , zawie­
rające jednak sporo informacji folklorystycznych dzięki temu, że autor
n o t o w a ł w całości teksty pieśni i bajek c y g a ń s k i c h .
K o l e j n y m wielkim opracowaniem j ę z y k o w y m jest książka Jana Roz­
wadowskiego zawierająca s ł o w n i k j ę z y k a C y g a n ó w Karpackich w opar­
ciu o m a t e r i a ł z obszaru od Nowego Sącza po Cieszyn oraz z okolic
Brzeska. Praca zawiera s ł o w n i k c y g a ń s k o - n i e m i e c k i z zastosowaniem
transkrypcji fonetycznej oraz p r z y k ł a d y u ż y c i a prezentowanych s ł ó w
w zdaniu i próbki t e k s t ó w c y g a ń s k i c h .
R ó w n i e ż trzeci z j ę z y k o z n a w c ó w - c y g a n o l o g ó w , E d w a r d K l i c h , znajo­
m o ś ć j ę z y k a c y g a ń s k i e g o oparł g ł ó w n i e na badaniach j ę z y k a C y g a n ó w
Karpackich, a rezultaty badań z a w a r ł w jednej ze swych cyganologicznych rozpraw dotyczącej języka C y g a n ó w z Rabki e.
Do lat pięćdziesiątych b y ł to c a ł y ( n i e m a ł y zresztą) w k ł a d pol­
skiej cyganologii w poznanie C y g a n ó w Karpackich. N a s t ę p n y m etapem
w poznaniu ich kultury b y ł y badania Jerzego Ficowskiego opublikowane
w kolejnych d w ó c h wydaniach jego książki. Cyganom Karpackim autor
p o ś w i ę c a j e d n a k ż e w swych pracach stosunkowo najmniej miejsca, z w y ­
j ą t k i e m dość obszernego s ł o w n i k a u z u p e ł n i a j ą c e g o książkę, z a w i e r a j ą c e ­
go p r z y k ł a d y czterech d i a l e k t ó w c y g a ń s k i c h z obszaru P o l s k i .
3

4

5

7

s

l

Reprezentowane w niniejszym tomie „Etnografii Polskiej" a r t y k u ł y
d o t y c z ą c e C y g a n ó w Karpackich p r z e d s t a w i a j ą wybrane zagadnienia
z problematyki, która b y ł a przedmiotem b a d a ń prowadzonych w latach
1968-76 przez s t u d e n t ó w , a później a b s o l w e n t ó w Uniwersytetu Jagiel­
lońskiego w Krakowie. Do b a d a ń z a p o c z ą t k o w a n y c h przez K a t e d r ę Etnografii S ł o w i a n w ł ą c z y ł y s i ę pojedyncze osoby z innych k i e r u n k ó w stu­
diów, m i ę d z y innymi muzykologii i socjologii. Badania te są kontynuo­
wane, a do zespołu zajmującego s i ę Cyganami p r z y s t ę p u j ą kolejne zain­
teresowane osoby .
8

» B a t a i l l a r d , op. cit, także dwa krótkie artykuły w: „Journal of the G y ­
psy Lore Society", ogłoszone w t. 11:1889 i t. IV:1891.
I . K o p e r n i c k i , Textes Tsiganes coxites et poesies, K r a k ó w 1926 (t. I)
i 1930 (t. I I ) oraz słownik języka cygańskiego w: „Journal of the Gypsy Lore So­
ciety", t. XVI:1937.
J . R o z w a d o w s k i , Worterbuch des Zigeunerdialekts
von Zakopane, K r a ­
kow 1936.
E . K l i c h , Fonetyka cygańszczyzny
rabczyńskiej,
„Symbolae grammaticae in
honorem Ioannis Rozwadowski", K r a k ó w 1927.
* J . F i c o w s k i , Cyganie polscy, Warszawa 1953; t e n ż e , Cyganie na polskich
drogach, K r a k ó w 1965.
Bliżej o badaniach prowadzonych przez Katedrę Etnografii Słowian U J oraz
o wynikach badań zob. A. B a r t o s z , Badania nad kulturą ludności cygańskiej
na
Podtatrzu, „Etnografia Polska", t. X X , z. 1:1976; t e n ż e , Problematyka
cygańska
w badaniach etnograficznych
na polskim Spiszu, „Wierchy", t. 44:1976, s. 216-221.
4

s

6

8

i

�WSTĘP

129

Poza jednym a r t y k u ł e m (Niektóre
elementy tradycyjnej
gospodarki
Cyganów)
opracowanym w oparciu o materiał zebrany na w i ę k s z y m ob­
szarze, pozostałe prace dotyczą C y g a n ó w z a m i e s z k a ł y c h na polskiej c z ę ­
ści Spiszą. P r z y tym g ł ó w n y zrąb materiału pozyskany został w dwu
s ą s i a d u j ą c y c h ze sobą wsiach, w k t ó r y c h znajdują się skupiska c y g a ń ­
skie. Z tego osiedle w Czarnej Górze liczy około 25 rodzin (ok. 140
osób), a w Jurgowie mieszkają 4 rodziny c y g a ń s k i e (ok. 30 osób). Osiedle
C y g a n ó w czarnogórskich jest jednym z n a j w i ę k s z y c h n a Podtatrzu
(i w ogóle w Karpatach Polskich); inne w i ę k s z e osady c y g a ń s k i e z n a j ­
dują się w Szaflarach (ok. 200 osób), Czarnym Dunajcu (90), Jabłonce
(70), Ostrowsku (50), Maszkowicach (50).

9

• Etnografia Polska t. X X I I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6625" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6605">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fdc5d9a798467a0f51ea31dd7445f637.pdf</src>
        <authentication>7344131caff47c59b7af466a88fa6ce7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79003">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79004">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79005">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79006">
                <text>muzea - zbiory</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79007">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5737</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79008">
                <text>Muzeum lalek w Pilźnie - miniaturowy skansen/LUD 2009 t.93</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79009">
                <text>LUD 2009 t.93 s.269-272</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79010">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79011">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79012">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79013">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79014">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79015">
                <text>Lud, t. 93, 2009

ADAM BARTOSZ
Muzeum Okręgowe
Tarnów

MUZEUM LALEK W PILŹNIE — MINIATUROWY SKANSEN

Miniatury, modele, miniaturowe budowle, to formy prezentacji rozmaitych
zjawisk cieszące się zawsze znacznym zainteresowaniem. W ostatnich latach
notuje się w Polsce kilka inicjatyw budowy takich miniaturowych zespołów
budowli. Muzeum Lalek w Pilźnie (w województwie podkarpackim), które tu
przedstawiam, wyrosło z potrzeby zaspokojenia takich właśnie zainteresowań.
Jest to przykład inicjatywy prywatnej, której — dodajmy — owocem jest znacz­
ny sukces finansowy jej twórców, a co najistotniejsze, dającej im ogromną oso­
bistą satysfakcję.
Zaczęło się w 1981 roku od małej, prowincjonalnej Pracowni Artystycznej
„Kasia”, produkującej lalki, którą prowadziła Zofia Bohaczyk, z zawodu nauczy­
cielka. Z czasem zainteresowanie lalkami sprawiło, iż obok produkcji pojawiła
się, rosnąca w ilość, kolekcja lalek z różnych regionów świata, także lalek zabyt­
kowych. Kolekcja ta w pewnym momencie zainspirowała właścicielkę wytwórni
do utworzenia wystawy oraz udostępnienia jej publiczności, wraz z możliwością
obejrzenia cyklu produkcji lalek. A jest to produkcja fascynująca. Kilkoro zatrud­
nionych tu ludzi modeluje z wielką pieczołowitością porcelanowe twarzyczki la­
lek i ich korpusy, inni szyją miniaturowe stroje i wykonują różnorakie akcesoria,
w które postacie są wyposażone. Zbudowano specjalny piec do wypalania porce­
lanowych elementów lalek, pracownia wyposażona jest w precyzyjne urządzenia
do wykonywania drobnych elementów strojów i innych drobiazgów. Produkuje
się tu lalki regionalne, historyczne, a także fantastyczno-bajkowe.
Muzeum Lalek zostało powołane w 1998 roku przez Zofię i Włodzimierza
Bohaczyków, właścicieli wytwórni. Zainteresowanie zwiedzających tym lalkowo-bajkowym muzeum rychło przerosło pierwotne oczekiwania właścicieli, któ­
rzy z czasem poczęli na małej przestrzeni poddasza organizować wystawy tema­
tyczne. Głównymi zwiedzającymi były oczywiście dzieci z okolicznych szkół,
prowadzone tu w ramach planowych wycieczek poznawczych.
Rozbudowując ideę muzeum, Bohaczykowie zakupili spory kawał gruntu tuż
pod Pilznem we wsi Lipiny, wraz z niewykończonym budynkiem mieszkalnym.

�Adam Bartosz

270

W ciągu kilku lat stworzyli tu spory kompleks kulturalno-edukacyjny, ze sty­
lową restauracją („U Wiedźmy”) i miniaturowymi zabudowaniami tworzącymi
bajkowy, ale też i edukacyjny zespół historyczny. W 2003 roku Muzeum Lalek
w Pilźnie (taka jest jego oficjalna nazwa) uzyskało statut, nadal prosperując jako
prywatne przedsięwzięcie gospodarcze.
Zwiedzanie muzeum miniaturowej architektury rozpoczyna się od modelu
zamku, który poznajemy przeciskając się jego wąskimi korytarzykami. U stóp
zamku stoją bajkowe domki z postaciami z rozpoznawalnych bajek. Jest to
pierwsza część ekspozycji miniaturowych budowli, która w pierwotnym zamy­
śle stanowić miała taką właśnie baśniową wioskę. Domki w tej części, które nie
wzorują się na jakimś konkretnym typie regionalnym, są wysokości około metra.
Na tyle duże, że zdarzyło się, iż jakiś przedszkolak wcisnął się kiedyś przez drzwi
do jednej z chat tak niefortunnie, że trzeba było domek rozebrać, by wydobyć
przestraszone dziecko. Po tym doświadczeniu drzwi domków zostały zamknięte
na stałe.
Najważniejszą częścią całego kompleksu muzealno-dydaktycznego jest zbu­
dowana w następnym etapie wioska, nazwana Lipce Lipieńskie. Lipiny to nazwa
wsi, na której terenie znajduje się ta filia muzeum, a miniaturowa wioska nawią­
zywać ma do Lipiec reymontowskich. Natchnieniem do tego była jedna z wy­
staw, którą wcześniej przygotowała Zofia Bohaczyk. Otóż w nowo pozyskanym
budynku, mieszczącym na parterze restaurację, utworzyła (na piętrze) sale wy­
staw zmiennych. Z ogromnym wysiłkiem przygotowała w kolejnych latach kilka
wystaw lalek w oparciu o znane dzieła literackie. Właśnie Chłopi Reymonta były
inspiracją do pierwszej z nich. W kilku scenach twórczyni wystawy opowiedzia­
ła historię opisaną w tomach powieści: „Kapusta”, „Karczma”, „Śmierć Kuby”,
„Swaty”, „Wesele Boryny”, „Wykopki”. Wystawa ta była później prezentowana
w tarnowskim Muzeum Etnograficznym1, a następnie w wielu innych miejscach.
Kolejnym tematem wystawy był Pan Tadeusz, ze wspaniale rozbudowanymi sce­
nami tej narodowej epopei. Były to między innymi: „Polowanie”, „Zaloty” i ro­
biąca największe wrażenie „Uczta” z dziesiątkami elementów drobnej zastawy
stołowej. Kolejne prezentowane tematy wystaw to: „Poczet królów polskich”,
„Cztery pory roku”, „Kobiety polskie”, „Co tam panie w polityce”, „Jan Paweł II”
(sceny z życia papieża), „Bajki La Fontaine’a” oraz „Bajki braci Grimm” (czer­
wiec 2007 roku).
Do miniaturowej wioski Lipce Lipieńskie, której budowę rozpoczęto przed
dziewięcioma laty, wchodzi się przez mostek obok stawu. Wioska zabudowana
jest modelami, które wykonano w skali zbliżonej do 1:4, toteż domy mają spo­
ro ponad metr wysokości. Wiejska, kamienista droga prowadzi widza do chaty
Boryny, naprzeciw niego mieszka powieściowa Kozłowa, nieco dalej Wójt, a za
jego chatą widać obracające się koło wodne rozłożystego młyna z przybudowa-*
Na wernisażu gościła filmowa Jagna, Emilia Krakowska.

�Muzeum lalek w Pilźnie — miniaturowy skansen

271

nym domem młynarza. Droga dochodzi do centrum wsi, gdzie stoi wioskowa
studnia, kapliczka i kuźnia. Wioskowy plac zamyka kościół. Obok niego stoją
ubogie domki biedoty wiejskiej, natomiast za kościołem na maleńkich mogiłach
pochylają się drewniane krzyże — to wioskowy cmentarz. Kościół jest budowlą
na tyle wysoką, że można do niego wejść, mijając siedzącego przed wejściem
żebraka. Czasem siedzi on przy bramie do cmentarza. W kościele widzieć można
spowiadającego w konfesjonale księdza i klęczącego za kratką grzesznika. Inne
postacie (z zachowaniem skali 1:4, figurki mająpo ok. 40-45 cm) powożą końmi,
orzą pole, podkuwają konia, wyglądają z chat. Tuż obok kościoła stoją plebania
i dom organisty, a nieopodal oczywiście karczma żydowska. Widać w niej tłumek
pijących chłopów. Droga skręca od kapliczki w prawo, do dworu obrośniętego
dzikim winem. Państwo, siedząc na ganku, spoglądają na drogę. W dworskim
sadzie widać pasiekę, a obok dworu czworaki i stajnie. Nieopodal napotykamy
dom kowala, dalej gospodarstwo Sołtysa, a za nim w chacie przy stawie „miesz­
ka” powieściowa Jagna z matką. Modele budowli nie nawiązują do konkretnych
typów regionalnych. Projektowane były przez właścicielkę muzeum, która in­
spirowała się ilustracjami przewodników skansenowskich, starając się wybierać
wzory z Polski południowej. Dla uatrakcyjnienia wyglądu wioski łączyła niekie­
dy w jednej budowli elementy dwóch różnych typów domów. Inne budynki (np.
dom Wójta) zaprojektowała, posługując się opisem powieściowym. Całość robi
jednak wrażenie w miarę jednolitego zespołu budownictwa, który można śmiało
określić jako ilustrację polskiej wsi.
W roku 2008 wzniesiono ostatnie sektory tego miniaturowego skansenu,
szczególnie interesujące, o których w pierwotnym planie zupełnie nie pomy­
ślano. Pierwszym z nich jest, zbudowana przez zimę, synagoga. Kiedy wiosną
2007 roku odwiedziłem to lalkowe muzeum skansenowskie z prof. Jonathanem
Webberem, judaistą, którego przodkowie wywodzą się z pobliskiego Brzostka,
a który jest znanym badaczem historii Żydów galicyjskich, zachwycił się zwie­
dzanym muzeum. Westchnął wówczas: „A gdzie synagoga?”. Właścicielka w lot
ujrzała szansę wzbogacenia swej ekspozycji o element tak istotny dla historii
regionu, a równocześnie egzotyczny, o którym wcześniej sama nie pomyślała.
Po konsultacjach ze mną wybrała jako model synagogę w Bobowej, jedną z nie­
licznych ocalałych w tym regionie i zachowaną niemal w nienaruszonym stanie.
Jej uroczysta rekonsekracja po remoncie odbyła się w 2003 roku (Bartosz 2004).
W miniaturowym skansenie stanęła więc murowana synagoga z drewnianym
przedsionkiem, ze wspaniale odtworzonym wnętrzem, w którym zachwyca barw­
na oprawa szafy ołtarzowej, niemal wiernie odwzorowanej z oryginału w Bobo­
wej. Na bimie kilku chasydów pochyla się nad miniaturowym zwojem Tory, inni
posiadująna ławach pod ścianami. Obok zaś stanął dom cadyka (Bartosz 2006;
Majcher 2008), za którym rozłożył się żydowski cmentarz z charakterystycznymi
nagrobkami — macewami. Widoczne są na nich nagrobne symbole i teksty sko­
piowane z prawdziwych macew.

�Adam Bartosz

272

Na uroczyste otwarcie modelu synagogi, 8 kwietnia 2008 roku, poproszono
rabina Michaela Schudricha. Dokonał on symbolicznego przybicia na odrzwiach
budyneczku maleńkiej mezuzy, po czym gromadka gości wślizgnęła się do jego
wnętrza. Jakież było zdziwienie rabina Schudricha, gdy poproszony przeze mnie,
aby odczytał fragment Tory, widoczny spod pochylonych głów modlących się
miniaturowych chasydów — stwierdził, że właśnie ten fragment został zazna­
czony, który będzie czytany w najbliższą sobotę. Co rabin uznał za doskonałą
wróżbę dla muzealnego przedsięwzięcia.
Ostatnim (na razie?) pomysłem właścicielki i autorki tego miniaturowego
skansenu jest cygańskie obozowisko, które rozłożyło się późnym latem „pod la­
sem”. Kilka wozów, wzorowanych na muzealnej kolekcji cyganologicznej z Mu­
zeum Etnograficznego w Tarnowie, stanęło na skraju zagajnika, nieopodal stawu.
Gromady Cyganów zajmują się codziennymi czynnościami, kobiety gotują, do­
glądają dzieci, mężczyźni oporządzają konie, łowią ryby, wre obozowe życie2.
Muzeum lalek w Lipinach to przykład realizacji rodzinnej pasji. Pani Zofia
Bohaczyk, tak jak mąż Włodzimierz, który zarządza całością (pani Zofia jest
głównie autorką i inicjatorką pomysłów) — są pedagogami. Każda z wystaw,
które się tu realizuje, ściśle wpasowana jest w program edukacji szkolnej. Rów­
nież zwiedzanie modelu wioski odbywa się z przewodnikiem, który z dziećmi re­
alizuje dobrze opracowaną lekcję. Klientami tego muzealnego przedsiębiorstwa
są oczywiście grupy szkolne. Sporą kategorię zwiedzających stanowią jednak
całe rodziny z dziećmi. Ten miniaturowy skansen funkcjonuje cały rok, codzien­
nie wystawia się rankiem kilkadziesiąt figurek i sprzętów, których zestawy zmie­
niają się zależnie od pór roku, a miniaturowe ogródki uprawiane są starannie,
dostarczając plonów „mieszkańcom” Lipiec Lipińskich.
Dzięki ogromnemu wysiłkowi właścicieli muzeum placówkę tę odwiedza
rocznie około 40 tys. osób.

BIBLIOGRAFIA
Bartosz A.
2004
2006
Majcher K.
2008

Synagoga bobowska odżyła, „Spotkania z Zabytkami” 10, s. 28-29.
M oje spotkania z chasydami, w: M. Galas (red.), Światło i słońce. Studia
z dziejów chasydyzmu, Kraków: Austeria, s. 191-213.
Bobowa. Historia, ludzie, zabytki, Warszawa: Przedsiębiorstwo W ydawni­
cze „Rzeczpospolita” .

2 Warto wspomnieć, że pierwszym muzeum skansenowskim w Polsce, w którym eksponuje się kul­
turę Cyganów/Romów, jest Sądecki Park Etnograficzny. Zbudowano tu sektor budownictwa Cyganów
karpackich.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6702" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6682">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c9c8388328536a2b6bb379521bf9f658.pdf</src>
        <authentication>1e77dfddb97dbd672d696f5bc71f6be7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79844">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3227</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79845">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3024</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79847">
                <text>Słomiane figury Marcina Lorkiewicza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79848">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.208-212</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79849">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79850">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79851">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79852">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79853">
                <text>Adam Bartosz
I I . 1. Matka

Boska

SŁOMIANE FIGURY MARCINA LORKIEWICZA

W konkursio t w ó r c z o ś c i ludowoj o r g a n i z o w a n y m przez W o ­

się jeszcze 2 siostry. Wszyscy o n i p r a c u j ą na w s i . B r a c i a —

j e w ó d z k i O ś r o d e k K u l t u r y w Tarnowio w 1977 r . pierwsze miejsce

z wyjątkiom

z a j ą ł w y k o n a w c a „ s ł o m i a n y c h r z e ź b " — f i g u r e k plecionych ze

Marcinowi przypadło

jednego

—• oraz siostry, p o ż e n i l i

się wczośnio.

s ł o m y . W i t o zo starannie dobieranych b a r w ą pasm s ł o m y f i g u r k i

na o j c o w i ź n i e . B y ł bardzo p r a c o w i t y , o d dziecka p r z y z w y c z a j o n y

do k o ń c a m i e s z k a ć z r o d z i c a m i i p o z o s t a ć

z a c h w y c i ł y w ó w c z a s o g l ą d a j ą c y c h . I c h t w ó r c a na o t w a r c i u w y s t a ­

z a r ó w n o do c i ę ż k i c h r o b ó t , j a k t e ż do p o m o c y matce,

w y nie p o k a z a ł s i ę . Zainterosowanio jogo w y r o b a m i onieśmieliło

w y r ę c z a ł w dojeniu, g o t o w a n i u i i n n y c h d o m o w y c h

go do tego stopnia, że n i e c h ę t n i e w p u s z c z a ł do swego d o m u

Z m a t k ą t e ż — k t ó r a z m a r ł a w 1974 r . w w i e k u 76 ł a t — m i e s z k a ł

osoby zaintorosowane jogo p r a c a m i , k t ó r e b y ł y m u nieznane. T a

do k o ń c a . N a 2 h e k t a r o w y m gospodarstwie p o z o s t a ł wraz z bra­

nieśmiałość

t e m , r ó w n i e ż j a k M a r c i n kawalerem.

pozostała

Marcinowi

Loikiewiezowi

do

dziś,

otwarcie w y s t a w y s w y c h prac o r g a n i z o w a n ą w m u z o u m

na
tar­

n o w s k i m w 198.'! r. r ó w n i e ż nio p r z y s z e d ł , c h o ć mieszka w p o d farnowskioh W i e r z c h o s ł a w i c a c h i do m i a s t a udaje się p r z y n a j -

którą

pracach.

Jest zadowolony bardzo ze

swego ż y c i a „ w a r u n k i m a m bardzo dobre, bo nio m a m r o d z i n y ,
n i k t m i nie przeszkadza, r o b i ę co c h c ę , to jost bardzo

dobre."*

Po wojnio u k o ń c z y ł 7 klas, a po 2 l a t a c h p r z e r w y jeszozo

m n i o j raz w t y g o d n i u . W y s t a w ę o g l ą d a ł u k r a d k i o m w k i l k a d n i

8 k l a s ę . „ C h c i a ł e m b y ć k s i ę d z e m , ale — w p o l u r o b o t a , n a u k a

po o t w a r c i u . C h o ć d u m n y z zainteresowania

m n i e m ę c z y ł a , mamusia to m n i e n a w o t z a p i s a ł a na ł a c i n ę w 8

jogo p r a c ą ,

nie

p o t r a f i p u b ł i c z n i o się e k s p o n o w a ć , u k r y w a j ą c s w ą t w a r z w cioniu.

klasio, alem c h o d z i ł t y l k o coś m i e s i ą c , nie l u b i ł e m n a u k i , gra­

.lego prace pokazano na k i l k u w y s t a w a c h w p l a c ó w k a c h k u l t u ­

m a t y k a , historia, r a c h u n k i — t o m i nie s z ł o . L u b i a ł e m p r z y r o d ę ,

r a l n y c h T a r n o w a i na terenie w o j e w ó d z t w a , a ostatnio

(1985)

r y s u n k i , mamusia m y ś l a ł a , że t a ł a c i n a m i się p r z y d a , m o ż e b y m

na w y s t a w i e „ S z t u k a l u d o w a Polski p o ł u d n i o w e j " w Hanoworze.

i w y b r a ł się na k s i ę d z a , ale to b y ł a c i ę ż k a n a u k a w szkole".

T w ó r c a ma coraz w i ę k s z o poczucie w a r t o ś c i swych prac, w roz­

N i g d y t e ż nie c z y t a ł k s i ą ż e k , „ a co się b ę d ę m ę c z y ł , radio i tolo-

m o w a c h zo m n ą tego nio u k r y w a , czuje się t w ó r c ą ,

w i z j a wszystko m i p o w i e d z ą , j a n i g d y nic nie c z y t a ł e m i nie czy­

artystą,

g r o m a d z i — bardzo nieliczne — w z m i a n k i prasowe na

tomat

swej t w ó r c z o ś c i . A l e nie p o t r a f i się zgodzić na publiczne ukazanie
swoj postaci,

choć pierwotno zażenowanie towarzyszące

zain­

teresowaniu jego o s o b ą znacznie o s ł a b ł o .
M a r c i n L o r k i e w i c z mieszka w s ł y n n y c h

baśń,

Quo

vadis,

Znachora.
W

rozmowie r o b i j e d n a k

w r a ż e n i e bardzo

inteligentnego,

oczytanego c z ł o w i e k a , interesuje się r o z m a i t y m i zagadnieniami,
Wiorzchosławicach,

wsi rodzinnej W . W i t o s a . U r o d z i ł się t u t a j 12 listopada 1930 г.,
jako naunlodszy z 4 s y n ó w bogatych gospodarzy. Po n i m u r o d z i ł y

208

t a m " . Ze szkolnych l a t p a m i ę t a , żo c z y t a ł Starą

* Materiały w Archiwum Etnograficznym Muzeum Okręgo­
wego w T a r n o w i e .

�p o t r a f i d y s k u t o w a ć , p r z e d s t a w i a ć w ł a s n e stanowisko. P r z y t y m
posługuje

się bardzo

poprawnym

językiem,

wyzbytym

miejscowej g w a r y . Bardzo w n i k l i w i e ocenia p r o g r a m y
zyjne, poszczególnych

artystów

cech
telewi­

i w y k o n a w c ó w . Jest t o jego

podstawowe ź r ó d ł o wiedzy o świecie o d k i l k u n a s t u l a t .
Poza s ł u ż b ą w o j s k o w ą ( H e l , F r o m b o r k ) n i g d y n i e w y j e ż d ż a ł
poza region. B y w a ł t y l k o w K r a k o w i e — t a m w y b r a ł się by
z w i e d z i ć M u z e u m E t n o g i a f i c z n o , k i e d y u ś w i a d o m i ł sobie, ż e jego
działalność

określać

poczęto

twórczością

ludową.

Nigdy

nie

i n t e r e s o w a ł się p r a c a m i i n n y c h t w ó r c ó w , nie m i a ł o k a z j i i c h
s p o t y k a ć , choć k i l k a wystaw sztuki ludowej oglądnął w tarnow­
skim muzeum, instytucji, z k t ó r ą o d k i l k u lat ma stały kontakt.
K o s z y k i s ł o m i a n e n a chleb z a c z ą ł w y p l a t a ć k i l k a l a t w c z e ś n i e j
n i m jego prace t r a f i ł y n a k o n k u r s . W e w s i do f o r m o w a n i a chleba
u ż y w a się s ł o m i a n y c h k o s z y c z k ó w a w y r a b i a ł o j o t u t e j k i l k a o s ó b .
Kiedy

matce zniszczył

s i ę koszyczek

poprosiła

Marcina b y

s p r ó b o w a ł z r o b i ć n o w y . P r z y j r z a ł się „ s ł o m i a n c o " , k t ó r ą w y k o n a ł
c h ł o p z Szujca ( p r z y s i ó ł e k W i e r z c h o s ł a w i c ) . B y ł a t o s ł o m i a n k a
zszywana z pasm s ł o m i a n y c h o p l a t a n y c h ł y k i e m . I n n e koszyczki
splatane b y ł y c i e n k i m

k o r z e n i e m sosnowym. L o r k i e w i c z

użył

do o p l o t u sznurka i w t e n s p o s ó b w y p l a t a s ł o m i a n k i do d z i ś .
K i e d y o k a z a ł o s i ę , ż e w y k o n a n i e s ł o m i a n k i nie jest t r u d n e , roz­
p o c z ą ł i c h p r o d u k c j ę na większą skalę. Odbiorcami b y l i sąsiedzi,
a przez j a k i ś czas d o s t a r c z a ł w i ę k s z e i c h ilości h a n d l a r z o w i do
H a c z o w a . Z b y t n a k o s z y k i m a do d z i ś , g d y ż ludzie p i e k ą w ł a s n y
chleb w miejscowej p i e k a r n i i w t y c h s ł o m i a n k a c h w o ż ą ciasto
z domu.

I I . 2. Król

3

z szopki;

i l . 3. Aniołek
z szopki;
Zielna

ił. 4. Matka

Boska

�K i e d y z r o b i ! s ł o m i a n k ę i „ s i ę u d a ł a , z r o b i ł e m d r u g ą , jeszcze
lopszą. To m y ś l a ł e m t a k — j a k się u d a ł o s ł o m i a n k ę , to z r o b i ę
b e c z u ł k ę , j a k się u d a ł a b e c z u ł k a , to m o ż e z r o b i ę j a k i ś f l a k o n i k ,
i t a k coraz t o inne rzeczy r o b i ł e m . T o p o m y ś l a ł e m , że m o ż e da
się i c z ł o w i o k a z r o b i ć , i t a k z a c z ą ł e m to f i g u r k i ze s ł o m y p l e ś ć .
To b y ł o bardzo ł a d n e , to się k a ż d e m u p o d o b a " .
P i e r w s z ą f i g u r ą b y ł a Matka

Boska

Zielna,

cioła. P o t e m b y ł a szopka, Droga Krzyżowa,

w y k o n a n a do k o ś ­
i iime f i g u r y a t a k ż e

cale rozbudowane sceny.
W y k o n u j ą c p o d s t a w o w y splot L o r k i e w i c z p o s ł u g u j e się p i o r ś eieniem w y k o n a n y m z metalowej r u r k i . W z a l e ż n o ś c i od g r u b o ś c i
s ł o m i a n e g o pasma u ż y w a r u r o k r ó ż n o j g r u b o ś c i , o d 11 do 17 m m .
S z e r o k o ś ć p i e r ś c i o n i a w y n o s i 15—20 m m . P i e r ś c i e ń t a k i nasuwa
na ciasno u f o r m o w a n ą w i ą z k ę ź d ź b e ł ż y t n i c h i t u ż za p i e r ś c i e n i o m
o w i j a uformowano walcowato pasmo n i c i ą (sznurkiem) nawleczo­
ną

na

igłę.

T a k powstaje oplecione n i c i ą pasmo, z

formuje się k s z t a ł t gotowego w y r o b u . K s z t a ł t o w a n i o

którego
następuje

r ó w n o l e g l e z w i c i e m pasma. K a ż d y w y r ó b — koszyczek, f l a k o n ,
czy k o r p u s postaci, to forma u t w o r z o n a ze spiralnie w z n o s z ą c o g o
się pasma. P ł a s k i w y r ó b (koszyk, taca i t p . ) uzyskuje się spiralnie
zwijając

w płaszczyźnie

tworzący

się o p l o t s ł o m i a n y ,

jedno-

ozośnio za k a ż d y m o w i n i ę c i e m n i c i ą p r z y s z y w a j ą c igłą k o l e j n y
z w ó j do poprzodniego. R ó w n o c z o ś n i e formuje się p i o n o w y k s z t a ł t
w y r o b u . W y k o n u j ą c f o r m y w y s m u k l ę (korpus postaci, b e c z u ł k ę
i t p . ) po w y k o n a n i u p ł a s k i e g o dna kolejne zwoje pasm u k ł a d a
się spiralnie n a sobie p r z e w l e k a j ą c igłą z n i t k ą o p l a t a j ą c ą w y ż e j
f o r m o w a n y zwój poprzez n i t k ę z w o j u n i ż s z e g o . Powstaje w ten
s p o s ó b bardzo szczolno i mocna ś c i a n k a n p . naczynia.
Prace swo w y k o n u j e L o r k i e w i c z

ze s ł o m y ż y t n i e j :

„słomę

m u s z ę o m ł ó c i ć copem, bo w m ł o c k a r n i się niszczy s ł o m ę , pogniecie
się te ź d z i e b e l k a . J a k

potem obotnę kłosy, to z o s t a n ą

źdźbła

proste. To trzeba teraz o b s m y k a ć te ł u s k i ze ź d z i e b e ł , to r o b i ę
to na t a k i m grzebieniu j a k grabie z d r e w n i a n y m i z ę b a m i ,

tak

się to c z y ś c i , i to j u ż jest gotowa s ł o m a do r o b o t y . "
„ P a m i ę t a m , najbardziej p o d o b a ł a m i się s ł o m a j a k się w p o l u
r o b i ł o , s n o p k i się w i ą z a ł o . R o b i l i ś m y t a k i e o b r ą c z k i ze

słomy

na palce, i t a k się cieszyło, że t o takie p i ę k n e , z ł o t e ; t o się m y ś l a ł o ,
co z tego z r o b i ć ł a d n e g o , szkoda m i b y ł o tej s ł o m y , że t o t a k i e
p i ę k n e , t a k się b e z u ż y t e c z n i e niszczy •— g n ó j się z niej r o b i ,
a to t a k i e p i ę k n e " .
U b o l e w a n a d z l ą j a k o ś c i ą t e r a ź n i e j s z e j s ł o m y , k t ó r a nie
odpowiedniego

koloru.

„Dawniej

był

kolor

złocisty,

ma

czysty,

a teraz s ł o m a p l e ś n i e j e j a k t y l k o z b o ż e dojrzeje, czernieje. Chyba
to po nawozach. To b y ł p i ę k n y k o l o r , to b y ł y dalekie ł a t a , t o
kolor b y ł p i e l m y , c z y ś c i u t k i , a ż się b ł y s z c z a ł o " . N i e k t ó r e w y r o b y
maluje więc olojno, aby p o k r y ć to n i e d o s k o n a ł o ś c i s ł o m y .

Naj­

bardziej j o d n a k coni n a t u r a l n y k o l o r s ł o m y . L o r k i e w i c z na k o l o r
jost szczogólnie w r a ż l i w y , o g l ą d a j ą c ilustracje dzieł s z t u k i przede
wszystkim

zwraca u w a g ę n a

barwę, podkreśla

jej

znaczenie

w o d d z i a ł y w a n i u na odbiorcę. T o t e ż w y k o n u j ą c zwłaszcza drob­
niejsze p r z e d m i o t y bardzo starannie dobiera odcienie s ł o m y , dla
w y d o b y c i a n a j w ł a ś c i w s z e g o efektu. Ciekawe efekty kolorystyczne
o s i ą g a p r z y w y r o b a c h lub ich fragmentach nie plecionych, ale
w y k o n a n y c h ze ź d z i e b e ł s ł o m y p ł a s k o , l u ź n o u k ł a d a n y c h i m o ­
c o w a n y c h n a p ł a s k i m tle (na k a r t o n i e ) n i c i ą l u b k l e j e m . S ą to
r ó ż n e g o rodzaju r a m k i do f o t o g r a f i i
itp. Układa

i o b r a z k ó w , m a ł e szopki

w t e d y p ł a s z c z y z n y r ó ż n i ą c e się o d c i e n i a m i b a r w

i g r u b o ś c i ą ździoboł. Ź d z i e b e ł p r o s t y c h , nie plecionych u ż y w a
j a k o p o s z c z e g ó l n e elemonty f i g u r , co w zostawieniu ze

słomą

s p l a t a n ą dajo bardzo ciekawy efokt p l a s t y c z n y . W t a k i m p r z y ­
padku u ż y w a też ździebeł różnoj grubości traw. Wykonuje z nich
n p . włosy postaci, k o r o n y , n a c z ó l k a , ozdoby szat. W i ą z k a p r o s t y c h

I I . 5.
I I . 6. Papież
U.

210

7.

Fragment

jako

Krzyż
Dobry

wystawy, Muzeum
1983 r .

Pasterz
Okręgowe

w

Tarnowie,

�5

ifliinio

uformowana

słomiany&lt;*
ftwy
y
° e
'»
.
K o r p u s f i g u r y t w o r z y walec z w o ł a j
* różnej krzywizn*. W
w

s ! t f t t

rf

l

u

b

n

W

K

W

l

M

l

w

v

y

t w o r z y bufiaste
do cholew.
góry według
umocowana
słomy

h

c

1

g i Q

d

o

&lt;^*™£^

L
4

p

a

s

m

g ł ó w k a postaci. Bece t w o r z ą z a - у

Jyte

płaszczyznowo. Dłonie

^ [ ^ J ^ V

njasem z drew.ia w y k o n u j e
8

or

l

u

b

stopy

s a r f t e

e p

d

^haraktor postaci.

t

i i o j m a zilustro-

0

staj%™ P " walcowatego k o r p u s u , jesn
^

f

^ drewna.

F

t w ó r c y głowy rzeźbiono w lipo-

N a j w i ę c e j k ł o p o t u spr
_J
togo s i ę nie
m rue
tra i
Głowy
^pnyznaję,
d r e w nt o
i e :b y„vr
rzezp o^JJj^^
^
j e proste. zarysy
&lt;*агиу. C h ę t n i e p o w i e r z y ł b y ę
„ « ~ n a e z o n v m i elemen„ „ a t u ci ча r z e ź b i o n o p ł a s k o , z lodwo z a ™ »
?
j^D postać . 4
ń c uzyskuje Lorkiewicz prze/, ь о ю г ,
ftrtyst%

k

d

o

к д а 1
e n t u

m

o

Ц

i n J № I t l u

r r a 2 i B t o

i„i»c ie f a r b a m i p l a k a t o w y m i l u b olejno.
p l u j ą c je
, '
T rti-iriAwicz r ó w n i e ż drobne
Z drewna w y k o n u j e L o r k i e w i c z r o w u

i
,tv
element
n

J f t

f t m P 1

s p e ł n i a j ą c e w y p o s a ż e n i e postaci w ^ ^ ' ' ' ^ ^ " ^ ^ w i
l

i ^ y ż d ź w i g a n y przez Chrystusa, i t p . I '

1

0

Ł

^^.

y

w

p o d s t a w o w y surowiec, z k t ó r e g o
fragmenty
9fl

i o t

szat, o z d ó b , r e k w i z y t y , t o

m o

^
_

TO

u Z 1

ia

p o r n

blaszki, d r u t

jak t k a n i n a , b a r w n a n i ć i sznurek, в raw^ i s ^ ^ j ^ .
_

,

t , l k i o ł l

»ter«»lów,

e postacie o drobiazgi w y k o n a n e

dla

d„łoWać

^

zkę

p u s

t a k ż e gotowe d r o b n e ™ .
ma
k a d z i d ł o z p o z ł a c a n e j piasti^o-w j
v , l e r y n y (A/nłfcr*
„.elnia f u n k c j ę o d z i e ż y - s ą t o n a ogol Obsz
i
T
Królowie
s szopłU, w i e r z e rzymscy)- B a r w u j
^
- ' " d o obszycia t k a n i n y l u b w p r o s t b y w a naszywany na
' ° ) „ &gt; &lt; • do p o d k r e ś l e n i a k o n t u r ó w s t r o j u ,
korpusu słuzą&lt;- oo p o « ^
, ; k t ó r e postacio m a j ą
D l a wzbogacenia efektu wizualnego т е к и
r ^ g ^ i ,
dodatkowo malowane f r a g m e n t y s ł o m i a n e g o а ^
^
^
^
^
niekiedy p ł a s z c z y z n a k o r p u s u p o m a owana
y i m i t u j o t k a n i n ę szaty. ^ ^
i z głównie s ł o m i a n k i
Miejscowi m i e s z k a ń c y
^ ^ pjja c z ł o n k ó w rodziny z r o b i ł
na chleb, czasem r a m k ę c o ^ \ ^ ' y ,
^ b i e l i z n ę . Sprzedajo
on k i l k a m i a r e k n a z b o ż e ,
^
l a , znając
a

K

o

k

№

i

r

o

W

;

l

l k w l

0

B 0 S

б 1 Ш 5 У

я

T

fi

a

p a B

L o r k i e w

u

0

И

S Marcin Lorkiowicz przy pracy

r t

p

Q

Q №

s

te w y r o b y bardzo t a m o , „ z a
wartość w ł o ż o n e j w т о p r a c y. „ „ 1 ,
chętniej sznurka o d s n o p o w s ą z a w K
m

a

t

o

r

i

Л1

cioblem w skali k r a j u . )
W k^zość figuralnych

a

i

u

a

m

o k r e s

(Lorkiowicz u ż y w a n a j .
. stanowi
k t ó r e g o nabycie
»•
o
L o r k i e w i c z do
_
^

k o m p o z y c j i wyKonuje

Kościoła. S ą t o sceny
d ^ ^ ^
w t v m celu w y k o n a ł k i l k a szopek, d r o g ę к г л у ^ » ч . t- r
W t y m comw&gt;*.ui
_
,
, b r ó i n o wersjo Matni
Dobrego Pasterza z o w i e c z k a m i , 12 Aposwwu,
i zchoslaJjDsJtieJ. N i o k t ó i o z t y c h f i g u r p o z o s t a ł y w
" " ^ ^ p
aż
w i c k i m , inne po w y e k s p o n o w a n i u w r a c a j ą
j ów
zebrało się m u j u ż wiele t y c h f i g u r , a s ą one . i &gt;
.
forseciotnie 2 5—40 c m , n a j w y ż s z e - - p o n a d 1 m ) , j e
ludom
cienie dwuizbowego mieszkania jest z a p e ł n i o n e
' ^ ™
'
w

e r

o

h

r o l r f t

p

s

b

m

f

m

o

W

M

m

i

o

s

z

t

вд

aż po s u f i t . N a snafaeh i stole s t o j ą g ę s t o f i g u r y , t a

C

p

Q

sarn^

dłedze. N a d ł ó ż k i e m z b u d o w a n y jest pomost, в u z ą c y
^
sprzedaje
kowo p i ę t r o s k ł a d o w a n i a f i g u r . Drobniejszo
J ^ '
i
g d y poprzez w y s t a w y
pełnia j ą szafy i l e ż ą n a k l e p i e koud wczasu,
stodole — sprzei aj
c z f t 3 a r t t

przygodnym" o d w i e d z a j ą c y m ,

ręcznie ^
s n o p^ó w , о A &lt;? , —
: i _ r ł —l
. ц zimą- niemal d z i e ń w " ^ ^ .
przedmiotV
y ozdobne. Z b i c i a s ^
, j i sznurek, ten o s t a t n i n p .

,

p

o

Ч

a

)

postace,
g materiału,
z s t a l y c ł i z roz-

ftOW

к

k

k

ó

o

U

w

)

r

o

p r j

W

O

0

0

Wykorzystujo też
cinauyoh s n o p ó w w i ą z a n y c h w maszynowo
ł ó k n a sztucznego, w t e d y dzieli
s k r a w k i sznura plecionego z
Zimą
mieszkanie m i e s z c z ą c e się
splot n a cioiiszo радгпл
*
+ • Ir Л V liii o ł l L1 Mię coraz
' j :„Jn
dachem z częścią
częścią i n w o n t a r s k ą - 1
. .
„ ; r,,wtaciami ze złocistej s t o m y .
l t t

е

Г

О

T

т

v m

P

gęściej

nowymi

posLa.o

"

Fot
e.

większyc
etnografie т о .
l a t i s t o t n ą tresc
s t a n o w i ą od k i l k u n a s t u
Słomiane figurki
z młóconych
p
żniwach wybiera
ż y o i a Marcina l.orkiewn-za.•
!
o,™w.miie n r z y c o t o w u j e do

\

Bartosz, i l . 9 ; W . D
Duuddzziiaakk,, U . t , o

M o ź d z i e r z , i l . 2—4

2 И

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7946" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7926">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/188b1deac7b28f33e92d92502ae20241.pdf</src>
        <authentication>80b43eb34e6262964c2a094f18d93d6a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95008">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3405</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95010">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95012">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3192</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95014">
                <text>Spotkanie cyganologów na Węgrzech / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95016">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.156-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95018">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95020">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95022">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95024">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95027">
                <text>Adam Bartosz
SPOTKANIE CYGANOLOGÓW NA WĘGRZECH
W dniach 25—28 sierpnia 1980 r. o d b y ł o się w

Loanyfalu

spotkanie e y g a n o l o g ó w z 8 k r a j ó w europejskich. Inicjatorom

Lewarów

i Kołderaszy,

następnie

Cyganów

Polskich, a

naj­

bardziej pogardzanymi przez resztę są Cyganie K a r p a c c y . Z a ­

i gospodarzom spotkania byl znany z licznych publikacji na te­

chowali oni najmniej tradycyjnych e l e m e n t ó w kultury.

mat j ę z y k a c y g a ń s k i e g o — J ó z s e f Vekerdi, na co dzień kierujący

Mirella Karpati. W

działom wymiany zagranicznej Biblioteki Narodowej w

różnice m i ę d z y g r u p ą Sinti a R o m a m i ; ci pierwsi jednak często

Buda­

peszcie. B y ł o to na p ó ł oficjalne spotkanie, u c z e s t n i c z y ł y w nim

odczuciu e y g a n o l o g ó w istnieją

zasadnicze

na z e w n ą t r z m a n i f e s t u j ą s w ą w s p ó l n o t ę ż R o m a m i .

osoby b ę d ą c e w osobistym bądź listowym kontakcie z Vokerdim,

K a r i Huttunen. Cyganie z F i n l a n d i i , nie z n a j ą c y j ę z y k a romani,

a wzajemnie znające się czy to z publikacji,

czy t e ż b l i ż s z y c h

o d m a w i a j ą K e ł d e r a s z o m (którzy są niedawnymi przy-byszami na

k o n t a k t ó w na p ł a s z c z y ź n i e z a i n t e r e s o w a ń c y g a ń s k i c h . Rozmowy

te tereny) przynależności do w s p ó l n o t y c y g a ń s k i e j . W ostatnich

i dyskusje t iczyly się w uroczej scenerii letniskowej, malowniczej

latach jednak, pod w p ł y w e m coraz bliższych z nimi k o n t a k t ó w ,

m i e j s c o w o ś c i , w ogrodzie gospodarza spotkania; tu też, w starej

z d a j ą się z m i e n i a ć t ę o c e n ę . M ó w c a zastanawia się nad kryteria­

willi zostali zakwaterowani goście.

mi

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele rozmaitych pro­

określenia

grupy

cygańskiej;

wymienia

cechy

uważano

w Finlandii za „ t y p o w o c y g a ń s k i e " (muzyka, taniec). Dochodzi

fesji, k i e r u n k ó w , z a i n t e r e s o w a ń zawodowych, a więc etnografo­

do wniosku, żo m o ż n a by t ę g i u p ę określić przy pomocy w s p ó l ­

wie, socjologowie, j ę z y k o z n a w c y , historycy, redaktorzy czasopism

n y c h cech gospodarowania.

oyganologicznych, w y k ł a d o w c y

języków,

dziennikarze,

narze itp. D l a części z nich zjazd w Leanyfalu

misjo­

b y ł postojem

w letniej w ę d r ó w c e śladami c y g a ń s k i c h t a b o r ó w czy w poszuki­
waniu osad C y g a n ó w o s i a d ł y c h . W sumie dom pana Vokerdiogo
gościł w ciągu dnia 16 zaproszonych o s ó b . B y l i to: z Czechosło­
wacji — Milena Hubschmannova; z Finlandii — K a r i H u t t u non;

z

Francji —

Henriettę

D a v i d oraz A n d r ó

Barthelomy

wraz z dwoma klerykami; z Niemiec — Herman Arnold; z Polski
— A d a m Bartosz; z W ę g i e r — J ó z s o f Vekerdi, Elemór Varnagy,
Gyorgy M ś s z a i o s . Gaboi Grabócz oraz zaproszeni dla w y g ł o s z e n i a
tylko w y k ł a d u — Biilint Sarosi i Ferenc Herczog; z W ł o c h —•
Bruno Nicolini, Mirella K a r p a t i i Giulio

Soravia;

z Wielkiej

B r a t y n i i — D a v i d Smith.

otnocentryzmu,

hamuje

nasze

rozważania

od

curnpocentryzm,

c h c i e l i b y ś m y jasno określić granicę Rom—gadzio. Tymczasem
Cyganie nie m a j ą tego problemu, m a j ą ś w i a d o m o ś ć różnic, a są
one wielkie z a r ó w n o n a linii Rom—gadzio, jak też m i ę d z y od­
miennymi

grupami

Cyganów,

między

klanami

i

rodzinami.

N a s t ę p u j e jednak, podobnie jak na c a ł y m ś w i e c i e proces miesza­
nia się kultur, co prowadzi do powstania ś w i a d o m o ś c i w s p ó l n o t y ,
a co za t y m idzie, t a k ż e unifikuje ich kulturę.
David Smith. Istotnie, różnico m i ę d z y Cyganymi są d u ż e . Alo
różnica m i ę d z y gadziami a R o m a m i jest instytucjonalna, poza
t y m , żo istnieje obiektywnie. W Wielkiej B r y t a n i i ich koczownictwo jost zalegalizowane prawnie. Buduje się dla nich pola

Obrady zasadniczo o d b y ł y się w c i ą g u trzech dni

według

ustalonego p o r z ą d k u : d z i e ń pierwszy — kultura i j ę z y k , dzień
drugi — zagadnienia społeczne, dzień trzeci — problemy edukacji
i rodzinne.

biwakowe. Często inicjatorami są bogaci Cyganie i takie biwaki
są bardzo chętnie obierane przez C y g a n ó w na miejsce postoju.
Są bowiem usytuowane i urządzone z zachowaniem wszelkich
w y m o g ó w c y g a ń s k i e j m e n t a l n o ś c i . Obozowiska urządzone przez

Ponieważ

dyskusja

odbywała

się

w

bardzo

swobodnej

atmosferze, b y ł a spontaniczna i wielokierunkowa., trudno jest ją
zrelacjonować.

Przedstawię

więc

zasadnicze,

znaczące

tezy

i informacje.
Dzień

Herman Arnold. Nie m o ż e m y się w tej dyskusji w y z w o l i ć

lokalne w ł a d z e są omijane lub nawet celowo niszczone, jako
twory obce, nie zachęcające do postoju. S t ą d negatywny stereo­
typ Cygana utwierdza się w opinii g a d z i ó w . Około 00% ludności
koczowniczej obecnie biwakuje na swoich prywatnych biwakach,

pierwszy

reszta —• to biwaki p a ń s t w o w e .

— kultura i język.

Henriettę David. Zjawisko to podobnie przedstawia się we F r a n c j i.
Mirella Karpati. Mimo, żo istnieje mocne poczucie identyfikacji

Bardzo szanuje się tu wszelkie obozowiska urządzono z inicjaty­

z g r u p ą , to

wy szefów r o d ó w .

jodnak Występuje

ogromne zróżnicowanie

wśród

C y g a n ó w . Czy więc m o ż n a m ó w i ć w ogóle o kulturze C y g a n ó w

Mirella

jako kulturze w m i a r ę jednolitej ?

z kompensacji znanej i u innych s p o ł e c z e ń s t w na tym stopniu

Karpati.

Manifestacja

bogactwa

u

Cyganów

wynika

A n J r ć Barthelemy. Owszem, Cyganie i d e n t y f i k u j ą się, ale jest

rozwoju.

to identyfikacja negatywna, nie pozytywna. Nie

bowiem

Milena Hubschmannova. W y n i k a to przede wszystkim z braku

jednolitej kultury C y g a n ó w . Oni nie s t a w i a j ą się w opozycji

akceptacji przez otoczenie, m a n i f e s t u j ą więc to, co sq, w stanic

ma

Rom*—gadzio, ale w ł a ś n i e w opozycji do innych grup. J e s t prze­

zaprezentować

cież tak wiolo różnic j ę z y k o w y c h i obyczajowych. Nie identyfi­

przecież często analfabetami.

—• a

więc

bogactwo,

egzotyczny folklor.

Są

kują się z kulturą C y g a n ó w jako o g ó ł u , bo oni tej kultury w skali

Giulio

makro nio oceniają jako zjawisko pozytywne.

i j ę z y k , starają się d o s t o s o w a ć do otoczenia, i tuk np. publicznie

Н э г т а п Amalii. Nie jest więc m o ż l i w e podanie definicji R o m ó w .

u ż y w a j ą swego j ę z y k a (w K a l a b r i i ) tylko w sytuacjach szczegól­

Giulio Sorivia. Rozbicie dialektalne nie decyduje o braku w s p ó l ­

n y c h (w o b e c n o ś c i policji itp.).

noty kulturowej. Wszak w Italii do k o ń c a X I X w. m ó w i ł o się

Andre Barthelemy. N a l e ż y się z a s t a n o w i ć szczególnie nad dwoma

r ó ż n y m i j ę z y k a m i . Poczucie w s p ó l n o t y c y g a ń s k i e j n a s t ą p i ,

aspektami kultury c y g a ń s k i e j , a mianowicie: jakie

gdy

Soravia.

Chociaż

zachowują

swą

tradycyjną

kulturę

elementy

zaktywizuje się c y g a ń s k a inteligencja, czego z a c z ą t k i już obser­

kultury i gdzie, pozyskali oraz — jak zatracają elementy tradycyj -

wujemy.

nej kultury. M ó w c a przewiduje, że w k r ó t k i m czasie Cyganie

Adam Bartosz. Sytuacja w Polsce jest odmienna, g d y ż s p o ł e c z e ń ­

z a t r a c ą lub t e ż zatracili: tabu, wierzenia, j ę z y k . N a l e ż y

stwo nasze jest bardziej homogeniczne. Natomiast istnieją róż­

śledzić u w a ż n i e , jakie elementy z otoczenia przejmują w zamian.

nico m i ę d z y

Cyganami

wynikające

z

odmienności

dialektu,

obyczaju i historii. P o s z c z e g ó l n e szczepy c y g a ń s k i e różnią się
w powszechnie uznanej hierarchii.

I tak n a j w y ż e j ocenia się

Gyorgy Mćszaros.
w

Na

Węgrzech

gadziowie, k t ó r z y

związki m a ł ż e ń s k i e z Cyganami z o s t a j ą

dziś

wchodzą

„zromanizowani".

С,"£~.эЬ no'.omi:,!;!, p r z e j m u j ą c obce elementy nie filtrują kul­
tury g a d z i ó w , a raczej ją imitują. P r z e j m u j ą z kultury g a d z i ó w

* W relacji u ż y w a m zamiennie t e r m i n ó w Лот i Cygan.
T a k w ł a ś n i e , różnie, jedni konsekwentnie inni zamiennie, wypo­
wiadali się uczestnicy spotkania.

156

selektywnie to elementy, które są u w a ż a n e za negatywne
a więc alkoholizm i a g r e s y w n o ś ć .

—

�Kai'i Huttunen. W y n i k i b a d a ń n a d C y g a n a m i nie d o c i e r a j ą

do

nieb. W z w i ą z k u z t y m w F i n l a n d i i zamierza się ut\voi'z\ć specjal­
no p r o g r a m y w radio i T V p o ś w i ę c o n o Cy-gauoiu. Obecnie mieszka
ich w F i n l a n d i i okoli

0000.

łlalillt Sarosi. M u z y k a о у д н н а к а jost r ó ż n a w z n k ż a o ś e i ot!
o d b i o i e y , d l a k t ó r e g o Cygan gra. I t a k jo.sl inna m u z y k a dla.
W ę g r ó w , a i n n a dla swego c y g a ń s k i e g o ś r o d o w i s k a . W k a ż d y m
k r a j u m u z y k a c y g a ń s k a jest inna. P r a w d z i w o więc jest o k r e ś l e n i e
np. węgierska muzyka cygańska, r u m u ń s k a muzyka cygańska
ot e. Sy.czogólne t r u d n o ś c i s ą z o k r e ś l e n i e m cech c y g a ń s k i e j mu­
z y k i , bo przecież Cyganie na W ę g r z e c h bardzo p ó ź n o , w p o ł o w i c
X I X w. zajęli się m u z y k o w a n i e m . G r a j ą przy t y m melocii"
europejskie, uży-wają i n s t r u m e n t ó w europejskich (st. simkowo
n o w y c h ) ; i c h i n t e r p r e t a c j a zawiera e l e m e n t y wschodnie, alo
k t ó r e ? T a n i e u c h w y t n o ś ć w i n t e r p r e t a c j i , sposobie t r z y m a n i a
i n s t r u m e n t ó w — to s z c z e g ó l n a , c y g a ń s k a s p e c j a l n o ś ć . Cygan zna
g u s t y o d b i o r c ó w i w y c h o d z i i c h oczekiwaniom naprzeciw. Gra
t a k , j a k tego oczekujemy. N i o ma więc m u z y k i c y g a ń s k i e j .
Jest m u z y k a c y g a ń s k a danego k r a j u .
József Vekerdi. T a k sarno j a k f o l k l o r k a ż d e g o k r a j u się r ó ż n i ,
t a l i i f o l k l o r C y g a n ó w jest w k a ż d y m k r a j u r ó ż n y .
K a r i Huttunen. W F i n l a n d i i istnieje r ó w n i e ż bardzo w y r a ź n o
z r ó ż n i c o w a n i e m u z y k i granej dla C y g a n ó w i dla siebie. Bardzo
n i e c h ę t n i e o b c y m p r e z e n t u j ą swe oryginalne, c y g a ń s k i e p i e ś n i .
Bruno Nicolini. Jest wiolo g r u p c y g a ń s k i c h nio u p r a w i a j ą c y c h
muzyki, ale m u z y k a i taniec g r a j ą w i e l k ą i o l ę w ich psychice.
R e a g u j ą na n i ą spontanicznie, ekspresyjnie.
Mirella Karpati. N i c jost. to cecha t y l k o c y g a ń s k a . Podobnie na.
m u z y k ę r e a g u j ą i inne l u d y .
Dzioń

drugi

— problematyka społeczna.
7

Milena Hubschmannova. Proponuje, aby k a ż d y z u c z e s t n i k ó w
s p o t k a n i a p r z e d s t a w i ł łu-ótko s y t u a c j ę Cy-ganów i cyganologii
w swoim kraju.
M i r e l l a Karpati. Przedstawia d z i a ł a l n o ś ć Opora N o m a d i , g ł ó w n e j
organizacji z a j m u j ą c e j się p r o b l e m a t y k ą C y g a n ó w we. W ł o ­
szech.
Henriettę David. W c F r a n c j i istnieje specjalna u s t a w a r z ą d o w a
o b e j m u j ą c a w s z y s t k i c h k o c z o w n i k ó w , nie w y d z i e l a j ą c osobno
C y g a n ó w . I s t n i e j ą t u organizacje o z a s i ę g u europejskim, k t ó r e
z a j m u j ą się poznaniem C y g a n ó w i p o m o c ą dla nich. G ł ó w n a r o l a
t y c h organizacji t o :
— d o k u m e n t a c j a dotychczasowych prac i informacja o m c i i .
—• badanie o p i n i i o koczownikach,
— opracowanie p r o g r a m u zwalczania ich b i e d y .
I s t n i e j ą t e ż , dotowano przez p a ń s t w o , p r y w a t n e organizacje,
k t ó r o u r z ą d z a j ą obozowiska dla k o c z o w n i k ó w . Opracowano
w z w i ą z k u z t y m u s t a w ę o sposobie finansowania i u r z ą d z a n i a
obozowisk. Istnieje toż m i ę d z y m i n i s t e r i a l n y k o m i t e t do spraw
koczowników.
K a r i Huttunen. Cyganie w F i n l a n d i i z a j m o w a l i się t r a d y c y j n y m i
u s ł u g a m i d l a l u d n o ś c i rolniczej (kowalstwo, kastrowanie z w i e r z ą t
h o d o w l a n y c h , w e t e r y n a r i a , praca soz. n o w a w polu). S ą od d a w n a
osiadli, nie k o c z u j ą . W 1907 r. p. w s t a ł a organizacja, k t ó r a
m i a ł a na celu zbadanie i spopularyzowanie k u l t u r y c y g a ń s k i e j
w celu ich zasymilowania.
Adam Bartosz. W Polsce nie istnieje ż n d n r , organizacja zajn. u j ą e a
się Cyganami l u b badaniem ich k u l t u r y . Zajmuje się n i m i a d m i ­
nistracyjnie odpowiedni departament, p r z y Ministerstwie Spraw
W e w i i c t i z n y c h . N a t o m i a s t badania prowadzono są. na ogól
przez pojedynczych l u d z i zainteresowanych t ą p r o b l e m a t y k ą .
W latach ostatnich p o w s t a ł y j e d n a k dwa o ś r o d k i zainteresowali
cyganologicznych, oba z w i ą z a n o z etnografami. P r z y Uniwer­
sytecie W a r s z a w s k i m d z i a ł a Loch M r ó z , k t ó r y s k u p i ł grono stu­
d e n t ó w i r e a l i z u j ą w s p ó l n y p r - g r a m badawczy. D r u g i o ś r o d e k
t w o r z y się w Muzeum - O k r ę g o w y m w T a r n o w i e , gdzie p o w s t a ł
z a l ą ż e k kolekcji cygan- logicznej. O ś r o d e k ton dzial.i w kontakcie
z K a t e d r ą . E t r i o g i a u i Slowian l * J .

David Smith. W W i e l k i e j B r y t a n i i jest o k o ł o 60 000 k o c z o w n i k ó w
Z tego w i e l u m a s t a ł o mieszkania — k o c z u j ą sezonowo. D l a za­
c h ę c e n i a ich do osiedlenia so^ buduje się b i w a k i . I tak od 1970 r .
zbudowano 160 takich pól b i w a k o w y c h , dobrze u r z a d z o n v c l i .
Milena. Hubschmannova. W C z e c h o s ł o w a c j i mieszka około 300 000
R o m ó w . S ą t o : R o m o w i e s ł o w a c c y — s t a n o w i ą c y ok. 80%
całej p o p u l a c j i c y g a ń s k i e j i R o m o w i e w ę g i e r s c y — k t ó r z y stano­
w i ą o k . 10% l u d n o ś c i c y g a ń s k i e j . Obie to g r u p y s ą z d a w n a
o s i a d ł e . N a t o m i a s t R o m o w i e Olascy (Wlascy, Walascy, W o ł o s c y )
s t a n o w i ą ok. 5—10% i do 1959 r. b y l i k o c z o w n i k a m i . Ponadto
i s t n i e j ą bardzo m a ł o liczebnie grupy R o m ó w czeskich oraz
S i i i t i . S ą honiogcnicziiio e t n i c z n i . W czasie w o j n y z 8000 R o m ó w
czeskich o c a l a ł o tydko ok. 600 o s ó b . Reszta s t a ł a się o f i a r ą nie­
mieckich o b o z ó w . P r o b l e m e m jost ogromna ilość R o m ó w we
Wschodniej S ł o w a c j i , gdzie jost i c h o k o ł o 40% i do niedawna
b y l i bardzo zali żni oil l u d n o ś c i i-oiniozoj. Obecnie w i e l u i c h w y ­
e m i g r o w a ł o do Czech. S y m p t o m a t y c z n e ji st, żo o ile w Czechach
o k . 70% R o m ó w zamieszkuje w miastach, to na S ł o w a c j i o d w r o t ­
n i e : na wsi mieszka ok- 70% s p o ł e c z n o ś c i c y g a ń s k i e j .
Ferenc Herczeg. W ę g r y zamieszkuje ЗЛО ООО C y g a n ó w , co s t a n o w i
o k . 3,5% ludni ści. Z tej liczby о к . 1.4 000 żyje na bardzo n i s k i m
poziomie.
W lOłil r. w y d a n o a k t n o r m u j ą c y status C y g a n ó w i o k r e ś l a ­
j ą c y sposoby- ich asymilacji. P o w o ł a n o m i ę d z y m i n i s t e r i a l n y
k o m i t e t do spraw C y g a n ó w , k t ó r y k o o r d y n u j e p r a c ę w s z y s t k i c h
i n s t y t u c j i za.jmujący-ch się Cyganami. W i e l k i m p r o b l e m o m jest
a l k o h o l i z m C y g a n ó w , a n a l f a b e t y z m i p r z e s t ę p c z o ś ć . Szczególne
nad/.lejo w proc-sio a,sv inilaoji w i ą ż e się z i n t o ł i g e n e j ą c y g a ń s k ą .
Dzioń

t r z e c i — p r o b l e m y wychowawcze.

Elemer Varnagy. N a W ę g r z e c h m a m y 80 000 dzieci w w i e k u
s z k o l n y m . P r z y t y m do s z k o ł y u c z ę s z c z a 98% t y c h dzieci, z czego
t y l k o 30% k o ń c z y szkołę p o d s t a w o w ą . A ż 30% dzieci umieszczo­
no w s z k o ł a c h dla o p ó ź n i o n y c h w r o z w o j u . N a l e ż y p r o b l e m
c y g a ń s k i r o z p a t r z e ć nie j a k o n a r o d o w o ś c i o w y , a n i rasowy, a w y ­
ł ą c z n i e j a k o s p o ł e c z n y . J i s t to g r u p a u p o ś l e d z o n a socjalnie, nio
a k c e p t o w a n a przez s p o ł e c z e ń s t w o k r a j n .
Mirella Karpati. Cyganie muszą, sami d e c y d o w a ć o swej k u l t u r z e ;
czy c h c ą b y ć C y g a n a m i , czy c h c ą p r z e j ą ć k u l t u r ę otoczenia.
Andre Barthelemy. N i e jest to m o ć i i w e , g d y ż b ę d ą c p r z e d s t a w i ­
cielami w ł a s n e j k u l t u r y nie s ą w stanic d e c y d o w a ć ś w i a d o m i e
o t a k i m wyborze.
Elemer Varnagy. C y g a n ó w nie n a l e ż y a s y m i l o w a ć , ani t y m
bardziej p o d d a w a ć segregacji. N a l e ż y ich w y ł ą c z n i e i n t e g i o w a ó
/.o spi ileozni iścią w ę g i e r s k ą . Colom wy chowania ma b y ć likwidacja
n e g a t y w n y c h s p o ł e c z n i e k o m p o n e n t ó w ioh kultury- a ekspono­
wanie p o z y t y w n y c h (taniec, m u z y k a ) . T y l k o integracja m o ż e
s ł u ż y ć zachowaniu c y g a ń s k i e j k u l t u r y . W szkoło istnieje w i e l k i
odsiew c y g a ń s k i c h dzieci. 1 tak w pierwszych klasach jost 20%
c y g a ń s k i c h u c z n i ó w a w ó s m y c h t y l k o 6%.
Milena Hubschmannova. S y t u a c j a t a i l i c z b y z b l i ż o n o s ą do
w a r u n k ó w w Czechach. System odukaoji dzieci c y g a ń s k i c h josL
bardzo m a ł o e f e k t y w n y . Wręcz jost i m obcy-, i g n o r u j ą c y wai u n k i
otiiosocjalnc, ję-/.yk. ty-p a n d o p o l e g i a z n y .
Giulio Soravia. Sytuacja, w I t a l i i jest i d e n t y c z n a , i to nio t y l k o
w stosunku do C y g a n ó w . W szkoło uczy się języka, literackiego,
k t ó r y jest bardzo różny- od d i a l e k t ó w . R o z w a ż a się m o ż l i w o ś ć
u ż y w a n i a dial-.laiów w szkole, pozwolenia bycia d w u j ę z y c z n y m i .
Gabor O a b ó c z . B a d a j ą c z n a j o m o ś ć j ę z y k a c y g a ń s k i e g o u dzieci
s t w i e r d z i ł , że j ę z y k w ę g i e r s k i jest u nich bogatszy, r o b i ą w n i m
o wiole mniej b ł ę d ó w , niż p o s ł u g u j ą c się j ę z y k i e m c y g a ń s k i m .
B a d a n u b y ł y jednak o parto na bardzo malej p r ó b i e .
Henriettę David. W e F r a n c j i nio r a ; p r o g r a m u e d u k a c j i cyge.ńк к н л dzieci. SU su jo się więc r ó ż u " m e t o d y . W НКЧ0 i', o d b y ł a
sio, z u d z i a ł o m C y g a n ó w , k' nfereneja nauczycieli, k t ó r z y z a j m u ­
j ą się d z i e ć m i c y g a ń s k i m i .
Пал u l Smith. P y t a n i e o j u-a.-tiavaaio C y g a n ó w nic jest s ł u s z n e .
N a l e ż y p. stawać p y t a n i e — j a k a bodzie generacje. C y g a n ó w
w przyszłości '{ Odpowi* d ź jest prosta, — w y k s z t a ł c o n a !

157

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7954" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7934">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/83ef35f1a26ed92469b9e098b9f2688d.pdf</src>
        <authentication>06300e833e2d1740b4c8ee7f809f8134</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95082">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3407</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95084">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95086">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95088">
                <text>Program osiedlania ludności wędrownej w Irlandii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95091">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.158-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95093">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95095">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95097">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95099">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95101">
                <text>Adam Bartosz
PROGRAM OSIEDLANIA LUDNOŚCI WĘDROWNEJ W IRLANDII

W Irlandii podobnie zresztą j a k w Wielkiej B r y t a n i i , powo­
łano instytucje zajmujące się osiodłaniem k o c z o w n i k ó w i szerze­
niem o ś w i a t y wśród nich. W tym celu utworzono w 1961 r.
k o m i s j ę r z ą d o w ą , która m i a ł a za cel przedyskutowanie problemu
i zalecenie odpowiednich środków działania. K o m i s j a ta opraco­
w y w a ł a roczne sprawozdania ze swej działalności, ale od roku
1968 jej działalność została p o w a ż n i e ograniczona wskutek
n i e c h ę t n e g o stosunku w ł a d z lokalnych do k o c z o w n i k ó w .
W 1969 r. p o w s t a ł a Irlandzka R a d a d/s Osiedlenia Koczow­
n i k ó w (Irish Council of Itinerant Settlement) j e d n o c z ą c a pow­
stałe wcześniej na terenie kraju Komitety Osiedleńcze (Settle­
ments Committees). R a d a zatrudnia d w ó c h k o o r d y n a t o r ó w peł­
n i ą c y c h nadzór nad szkolnictwem i pracami o s i e d l e ń c z y m i .
Komitety działające w k a ż d y m hrabstwie z a t r u d n i a j ą specjal­
nych nauczycieli oraz p r a c o w n i k ó w z a j m u j ą c y c h się socjalizacją
k o c z o w n i k ó w , a zwłaszcza m ł o d z i e ż y .
W 1973 r. przeprowadzono w i z y t a c j ę wszystkich hrabstw,
aby s p r a w d z i ć , j a k przebiega proces osiedlania k o c z o w n i k ó w .
W y n i k i owej wizytacji opublikowano w niewielkiej broszurze
(Progress raport on the settlement of itinerant families in Ireland
during the last five years, by Joyce Sholdice, brak i . i m. w y d . ,
ss. 24). W i z y t a c j a objęła 26 hrabstw w Irlandii i 0 hrabstw
w Irlandii P ó ł n o c n e j , przy czym s y t u a c j ę w Irlandii P ł n . przed­
stawiono tylko pobieżnie.
Sytuacja k o c z o w n i k ó w przedstawia się rozmaicie w r ó ż n y c h
hrabstwach. W n i e k t ó r y c h ludność i w ł a d z e są do nich ustosun­
kowani bardzo niechętnie i p o s t ę p y w przystosowaniu do ż y c i a
osiadłego s ą tam niewielkie. W w i ę k s z o ś c i r e g i o n ó w napotykano
jednak na stosunkowo d u ż ą ż y c z l i w o ś ć ludności miejscowej
oraz bardzo energiczno poczynania w ł a d z lokalnych, z a p e w n i a j ą ­
cych koczownikom daleko idącą pomoc. Spotyka s i ę nieliczne,
ale coraz c z ę s t s z e m a ł ż e ń s t w a k o c z o w n i k ó w z partnerami osiad­
ł y m i , przy czym więcej jest m a ł ż e ń s t w z d z i e w c z ę t a m i koczow­
ników.
W zależności od prężności miejscowych K o m i t e t ó w Osiedleń­
czych urządza s i ę specjalne klasy dla m ł o d z i e ż y zdeprawowanej,
organizuje się wycieczki, zabawy, kolonie letnie itd.
R a p o r t u w z g l ę d n i a 3 kategorie o s i e d l e ń c z e : ludność osiedlo­
n ą w mieszkaniach standardowych, o s i e d l o n ą w barakach na
wydzielonych przez w ł a d z e lokalne miejscach, z a m i e s z k a ł ą na
stałe w trajlerach i wagonach w wydzielonych specjalnie miejscach
biwakowych. P o n i e w a ż nie ma w Irlandii ż a d n y c h p r z e p i s ó w
z a b r a n i a j ą c y c h koczowania, działacze R a d y u w a ż a j ą za wielki
sukoes zatrzymanie się k o c z o w n i k ó w n a stale, nawet, jeśli nadal
m i e s z k a j ą w domach n a kołach. Ustawodawstwo nakazuje nawet
u ł a t w i a n i e ż y c i a koczownikom, w y k l u c z a j ą c jakiekolwiek naciski
administracyjno czy policyjne zmierzające do osiedlenia ich.
O t y m , czy się osiedlą, czy nadal b ę d ą w ę d r o w a ć , koczownicy
d e c y d u j ą sami. A k t y w n o ś ć R a d y Osiedleńczej polega n a tym,
b y Wygodne, zaopatrzone w w o d ę i urządzenia sanitarne biwaki
u m i e ś c i ć m o ż l i w i e g ę s t o i w atrakcyjnych miejscach, by s t w o r z y ć
warunki skłaniające do przyjęcia osiadłego trybu ż y c i a . Że
istotnie działalność R a d y jest efektywna, ś w i a d c z ą liczby podano
w Raporcie. W c i ą g u 5 lat działalności R a d y na o s i a d ł y tryb ż y c i a

przeszła w Irlandii ponad p o ł o w a w ę d r u j ą c y c h rodzin (z ogólnej
liczby o k o ł o 1500 rodzin). Zamieszczona w broszurze tabela
podaje liczby rodzin o s i a d ł y c h w p o s z c z e g ó l n y c h hrabstwach.
Sumarycznie sytuacja w y g l ą d a n a s t ę p u j ą c o : z a m i e s z k a ł y c h
w mieszkaniach standardowych — 302 rodziny, w barakach —
230, n a wydzielonych biwakach w trajlerach i wagonach — 146
rodzin. 788 rodzin znalazło się poza wykazem, są to rodziny za­
mieszkało w namiotach, trajlerach, szałasach, w ę d r u j ą c e lub
mieszkające, w niedozwolonych miejscach i traktowane jako
koczownicy. Rodziny osiadłe liczą w sumie o k o ł o 8000 o s ó b .
Osobno omawiana jest sytuacja k o c z o w n i k ó w w Irlandii
P ł n . , gdzie żyjo 60—100 rodzin w ę d r u j ą c y c h . P o ł o ż e n i e tych grup
jest tu o wiele cięższe niż w Irlandii w z w i ą z k u z t r w a j ą c y m i od
lat walkami m i ę d z y piotestantami a katolikami i n i e c h ę t n y m
stosunkiem obu stron do k o c z o w n i k ó w . J a k m ó w i ł jeden z w ę ­
d r u j ą c y c h : „ K a t o l i c y i protestanci zgodni są tylko w jednym
przypadku —• w nienawiści do nas".
Przegląd sytuacji k o c z o w n i k ó w w p o s z c z e g ó l n y c h hrabst­
wach podsumowuje autor w kilkunastu punktach, w k t ó r y c h
postuluje dalszy kierunek działań z m i e r z a j ą c y c h do osiedlenia
wędrujących.
Proponuje, aby w dalszym ciągu s t o s o w a ć owe trzy stop­
niowe formy osiedlania. N a l e ż y więc b u d o w a ć wygodne, z a c h ę ­
cające do pozostania na stało biwaki, oraz z e s p o ł y b a r a k ó w ,
a w k o ń c u p r z y g o t o w a ć mieszkania w blokach, pośród o s i a d ł y c h
m i e s z k a ń c ó w . B i w a k i m u s z ą b y ć atrakcyjne i obszerne, aby za­
chęcić w i ę k s z ą ilość osób do zatrzymania się. Opierając się na
zaobserwowanych w n i e k t ó r y c h osiedlach wzorach autor propo­
nuje, aby baraki m i a ł y co najmniej po trzy sypialnie dla k a ż d e j
rodziny (dla r o d z i c ó w , c h ł o p c ó w i d z i e w c z ą t ) . Piec n a l e ż y s t a w i a ć
na środku izby, aby rodzina m o g ł a zasiąść w o k ó ł niego i powi­
nien b y ć n a paliwo stałe, aby koczownikom j a k najbardziej
p r z y p o m i n a ł otwarte ognisko. Nie n a l e ż y szklić drzwi, bo impul­
sywni m i e s z k a ń c y , a zwłaszcza ż y w i o ł o w o b a w i ą c e się dzieci
zaraz rozbiją szyby. Co najmniej ten sam standard m u s z ą m i e ć
mieszkania w blokach, by zachęcić ludzi do opuszczenia baraku
dla osiągnięcia w y ż s z e g o stopnia stabilizacji przestrzennej.
N a l e ż y te mieszkania w y p o s a ż a ć w s p r z ę t y sukcesywnie, w za­
leżności od tego, jak się m i e s z k a ń c y я nimi o b c h o d z ą . Starać się
e l i m i n o w a ć centralnie sytuowane piece. Z a b i e g a ć o izolowanie
o s i a d ł y c h od w ę d r o w n y c h towarzyszy, a i n t e g r o w a ć z s ą s i a d a m i .
Postuluje się p o w s z e c h n ą ż y c z l i w o ś ć i serdeczność nauczycieli,
urzędników i s ą s i a d ó w . Osiedlonych nie n a l e ż y karać za opuszcze­
nie mieszkania, aby nie zrazić ich do w ł a d z itd.
Zaprezentowany program osiedlania wędrującej ludności
Irlandii, bardzo kosztowny, z a k ł a d a j ą c y j a k najdalej p o s u n i ę t e
poszanowanie wolności osobistej k o c z o w n i k ó w , pełen delikatności
i zrozumienia, mimo wszystko robi wrażonio bardzo misternej
sieci, w k t ó r ą w p ę d z a się n i e ś w i a d o m e zastawionej p u ł a p k i
zwierzę. Trudno się tej refleksji oprzeć, mimo ś w i a d o m o ś c i
n i e u c h r o n n o ś c i tego procesu w świecie w s p ó ł c z e s n y m , mimo
p r z y k ł a d ó w z innych krajów, gdzie akcjo osiedlania C y g a n ó w
i innych w ę d r o w c ó w prowadzono brutalnie, aczkolwiek w m y ś l
tych s a m y c h U i a s e ł .

159

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9559" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9537">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/54f520dda33f5cdcccd75446dc999a70.pdf</src>
        <authentication>8971782db1d581ef9455d601863eab94</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113841">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113842">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2259</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113844">
                <text>Tarnowski koncert życzeń, czyli niedzielny spacer po moim mieście / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113845">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.76</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113846">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113847">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113848">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113849">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113850">
                <text>•лишились

и

^35

1

Tarnowski koncert życzeń,
czyli niedzielny spacer po moim mieście
2

1. Tarnów jest najbardziej katolickim miastem na świecie:
- W marcowych konsultacjach na temat dopuszczalności prze­
rywania ciąży 99,9% mieszkańców głosowało za karaniem
tego czynu, więzieniem;
- Tutaj notuje się najwięcej powołań kapłańskich;
- Tutaj najwięcej kapłanów katolickich przypada na 1 miesz­
kańca.
2. Zanotowano w Tarnowie w trzecią Niedzielę po Zmart­
wychwstaniu Pańskim.

76

3

3. Mieszka tu 3 (troje) Żydów i kilkudziesięciu Cyganów.
Żydzi są wyznawcami Starego Testamentu; Cyganie wyznają
ponadto Nowy Testament, podobnie jak pozostałe 99.9 /•
mieszkańców (Tarnów liczy ponad 120 000 mieszkańców).
Rumuni, a raczej Cyganie rumuńscy, są tu przelotnymi żeb­
rakami. Stanowią dla mieszkańców element korzystny - na ich
tle tarnowianie czują się znacznie bogatsi, czyściejsi. mądrzejsiAdam Bartosz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9988" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9966">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e1994cb352e739eb01ef7f7465ff157e.pdf</src>
        <authentication>9a007b5a2e0dfcc18c7a782b397cfe9a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118832">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:954</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118833">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118834">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:877</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118835">
                <text>Cyganologia w Bułgarii / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118836">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2, s.205-206</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118837">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118838">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118839">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118840">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="118841">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118842">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I I z. 2

ADAM BARTOSZ

C Y G A N O L O G I A W BUŁGARII
Bułgaria zajmuje jedno z pierwszych miejsc pośród krajów, które
zamieszkuje n a j w i ę k s z a ilość C y g a n ó w , i to z a r ó w n o jeśli chodzi o licz­
bę b e z w z g l ę d n ą , jak też stosunek liczby C y g a n ó w do całej ludności p a ń ­
stwa. Jest ich tutaj ponad 200 000, co stanowi około 2,5% ludności B u ł ­
garii (liczba podana w przybliżeniu, o czym jeszcze niżej).
Cyganie w B u ł g a r i i należą do trzech w i ę k s z y c h grup j ę z y k o w y c h , za­
c h o w u j ą c y c h t a k ż e charakterystyczne różnice kulturowe. S ą to: Cyganie
bułgarscy, Cyganie tureccy oraz Cyganie w o ł o s c y (właszki
cigani). G r u ­
py te wydzielono na zasadzie różnic j ę z y k o w y c h , ale jest to jednocześnie
podział w e d ł u g s a m o o k r e ś l e n i a C y g a n ó w . N a l e ż y jedynie zaznaczyć, że
zwłaszcza Cyganie tureccy i w o ł o s c y często podają się za T u r k ó w i R u ­
m u n ó w , co u n i e m o ż l i w i a dokładniejsze określenie liczebności C y g a n ó w
w Bułgarii. S p r z y j a temu fakt, że w i ę k s z o ś ć z nich nie zna w ogóle j ę ­
zyka c y g a ń s k i e g o , p o s ł u g u j ą c się w y ł ą c z n i e j ę z y k a m i tureckim czy r u ­
muńskim.
W n a j w y ż s z y m stopniu ulegli asymilacji Cyganie bułgarscy, podczas
gdy tureccy i w o ł o s c y zachowali w d u ż e j mierze t r a d y c y j n ą obyczajo­
w o ś ć i w ś r ó d nich n a j w i ę c e j jest C y g a n ó w koczujących. Z a r ó w n o Cyga­
nie osiedli na stałe, jak i koczownicy (sezonowo) z a m i e s z k u j ą w b u ł g a r ­
skich miastach i wioskach osobne dzielnice
(machały).
P r z y tak wielkiej liczebności populacji c y g a ń s k i e j często byli oni
przedmiotem z a i n t e r e s o w a ń n a u k o w c ó w , lecz do lat m i ę d z y w o j e n n y c h
osobnych publikacji na ich temat w zasadzie nie było. P e w n ą ilość a r ­
t y k u ł ó w , g ł ó w n i e folklorystycznych, o p u b l i k o w a ł przed w o j n ą B . GilliatS m i t h . w „Journal of the G y p s y Lore Society". W czasopiśmie tym
Smith p u b l i k o w a ł m a t e r i a ł y z Bułgarii od początku lat sześćdziesią­
tych.
Pierwsze w i ę k s z e opracowanie na temat C y g a n ó w z a m i e s z k a ł y c h
w Bułgarii w y d a ł w 1934 r. Najden Szejtanow (Prinos kym gowora na
sofijskite
cigani, „Izwestija na Etnografskij Muzej"). Ten sam autor
w y d a ł w n a s t ę p n y c h latach jeszcze kilka drobnych prac, a w archiwum
Muzeum Etnograficznego w Sofii znajduje się jego nie wydany rękopis.

�г
i

206

j

*

BADANIA W INNYCH K R A J A C H

Drugim j ę z y k o z n a w c ą , autorem kilkunastu pozycji zamieszczonych
na ł a m a c h takich czasopism, jak „ B y ł g a r s k i ezik", „ B y ł g a r s k o ezikoznanie", „Journal of the Gypsy Lore Society" i inne, jest publikujący od
1956 r. i nadal aktywny Kirił K o s t ó w . W swych pracach z a j m o w a ł się
m i ę d z y innymi elementami c y g a ń s k i m i w bułgarskiej onomastyce i b u ł ­
garskich j ę z y k a c h tajnych.
Aby w y c z e r p a ć j ę z y k o z n a w c z e opracowania, n a l e ż y w y m i e n i ć jesz­
cze w s p ó ł c z e s n e g o angielskiego cyganologa Donalda S. Kenricka, publi­
k u j ą c e g o w ostatnim dziesięcioleciu m a t e r i a ł y w czasopismach zachod­
nich i w Bułgarii.
Jeśli z a ś chodzi o opracowania ściśle etnograficzne, w y m i e n i ć m o ż n a
nieco w i ę c e j nazwisk, przy czym s ą to g ł ó w n i e autorzy p u b l i k u j ą c y
w ostatnim dwudziestoleciu. Po jednym artykule opublikowali Georgiew a Iwaniczka (Izsledwanija
wyrchu bita i kulturata na byłgarskite
ci­
gani w Sliwen) i Anastas Primowski (Kowaczite agupti w grad Madan).
Obie prace u k a z a ł y się w „Izwestija na Etnografskija Institut i M u zej". A r t y k u ł Primowskiego jest i n t e r e s u j ą c y ze w z g l ę d u na n a z w ę C y ­
g a n ó w , k t ó r y c h praca dotyczy. S ą to agupti zamieszkali w Rodopach
i ich n a z w ę kojarzy się z Egiptem, co jest jeszcze jednym przyczynkiem
do rozpowszechnionego mniemania o ich egipskim pochodzeniu. D o d a ć
można, że w sąsiedniej Macedonii żyją Cyganie zwani gjupci.
W i ę c e j pozycji opublikował W a s i ł M a r t i n ó w , z czego w y m i e n i ę opra­
cowanie najobszerniejsze, dające s k r ó t o w ą s u m ę wiedzy o Cyganach
w Bułgarii, o ich zajęciach, mieszkaniu, stroju, obyczajach i przemia­
nach, jakim ulegają w latach powojennych (Nabljudenija
wyrchu
bita
na cigani w Bylgarija). A r t y k u ł został wydany r ó w n i e ż w wymienionym
w y ż e j czasopiśmie.
W. Denczew zebrał m a t e r i a ł y m. in. folklorystyczne w ś r ó d C y g a n ó w
w Kolarowgradzie (nie publikowane), a U . K e r i m , Cygan, w y d a ł w j ę z y ­
k u b u ł g a r s k i m swoje wiersze (Pesni na katuna).
P o w a ż n e ilości m a t e r i a ł ó w o Cyganach znaleźć m o ż n a ponadto w wie­
lu opracowaniach etnograficznych d o t y c z ą c y c h najrozmaitszej tematyki.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10079" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10057">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fd23c7fccce86f7a2894386f4f172bd8.pdf</src>
        <authentication>81bd99c3536b43eaa8e89be14b8cc2ef</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119839">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1685</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119840">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119841">
                <text>Cyganie - Romowie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119842">
                <text>żebractwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1559</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119844">
                <text>Ekonomiczne i kulturowe uwarunkowania cygańskiego żebractwa / LUD 1978 t.62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119845">
                <text>LUD 1978 t.62, s.177-186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119846">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119847">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119848">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119849">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119850">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119851">
                <text>Lud,

ADAM

t.

62, 1978

BARTOSZ

EKONOMICZNE
I KUL TUROWE UWARUNKOWANIA
CYGAŃSKIEGO ŻEBRACTWA
Żebractwo było i po części jest uprawiane przez wszystkie grupy
Cyganów. Występuje ono zazwyczaj w powiązaniu z innymi sposobami
pozyskiwania środków do życia, czasem - z różnymi formami wyłudzania datku I. Przy tym Cyganie są dziś \V naszym kręgu kulturowym
jedyną grupą, w której żebractwo w formie sprofesjonalizowanej
pełni
nadal pewną rolę w pozyskiwaniu dochodu 2.
W przedstawionych uwagach chciałbym wskazać na pewne ekonomiczne oraz kulturowe momenty związane z żebractwem uprawianym
przez osiadłych Cyganów Karpackich; w szczególności zaś rozważania
poniższe dotyczyć będą Cyganów zamieszkałych na polskim Spiszu.
Na użytek tych rozważań proponuję następującą definicję pojęcia
żebract\va: są to mianowicie sposoby zdobywania środków utrzymania,
polegające na pozyskiwaniu, przede wszystkim prośbą, datku od ludzi
nie związanych z żebrzącym żadnymi zależnościami ekonomicznymi
i rodzinnymi.
Tak zdefiniowane żebractwo wskazuje na pewną sytuację wzorcową,
podczas gdy obraz przedstawionej niżej rzeczywistości odbiega od niej
w mniejszym lub większym stopniu. W relacji: Cyganie - społeczność
wiejska mamy przy tym do czynienia ze zjawiskiem, którego złożoność
tym lepiej się uwidoczni, jeśli dokona się jego konfrontacji z ustalonym
wyżej określeniem Będziemy mieli też możność ocenić, o ile zilustrowane
zjawisko kwalifikuje się do żebractwa, a a ile żebractwem w tym
:rozumieniu nie jest.
1 O prawnych
aspektach
wyłudzania
zob. A. Pawłowski.
Cyganie.
nrzestępczościq,
Zielona Góra 1973, s. 51 i nast.
2 O społecznych
uwarunkowaniach
żebractwa
zob. E. Horvathova,
S:ovensku,
Bratislava
1964, s. 218.

:2 -

Lud LXII

Studia
Cigani

nae!
na

�178

ADA:'.1 BARTOSZ

Cyganie osiadli we wsiach polskiego &amp;piszu, podobnie jak na terenie
całych Karpat, do niedawna trudnili się powszechnie kowalstwem.
W związku zaś z zapotrzebowaniem wsi na wyroby i usługi kowalskie
oraz niewystarczającą zazwyczaj ilością kwalifikowanych kowali niecygańskich, popyt na cygańskie wyroby i usługi był bardzo duży. Stąd też
każde gospodarstwo we wsi, w której zamieszkiwali Cyganie, a także

Ryc. 1. Młode Cyganki z Szaflar. Fot. A. Bartosz. 197.;
Fig. 1. Young Gypsies, Szaflary. (Photo: A. Bartosz, 1975)

liczne gospodarstwa ze wsi okolicznych, wchodziły w stały kontakt z rzemieślnikami cygańskimi. Należy przy tym zaznaczyć, że we wsiach, gdzie
pracowali kwalifikowani kowale nie-Cyganie, naJczęściej oni zajmowalJ
się wykonywaniem robót wymagających dużych nakładów pracy i wysokich kwalifikacji, podczas gdy Cyganie, na ogół dysponujący ubogim
warsztatem i nie najwyższymi kwalifikacjami, podejmowali się każdej
najdrobniejszej
pracy, której innemu kowalowi niekiedy nie opłacak
~ię przyjąć :1.
Jedną z form zapłaty, jaką pobierali Cyganie za swą pracę, było w\-nagrodzenie w naturaliach. Przyczyny tego były różnorakie, a utrzymanie takiego stanu leżało w interesie obu stron. Dla zrozumienia tego
uważam za wskazane, aby przynajmniej w kilku zdaniach scharakteryzować działalność tradycyjnego gospodarstwa rodziny cygailskiej.
~ A. Bartosz, Z badmi. nad cygali.skim
kowalstwem
na Spiszu ... Rocznik
zeum Etnograficznego
\\. Krakowie", 6: 1976, s. 167-195.

Mu-

�Ekonomiczne

I kulturowe

uwarunkowania

cygańskiego

żebractwa

179'

Gospodarstwo to dziaJało jak warsztat rzemieślniczy, zbywając obok
efektów swej pracy (wyroby kowalskie) również i siłę roboczą członków
rodziny (Cyganie byli wynajmowani m. in. do najróżniejszych prac
w gospodarstwach góralskich). Cała działalność produkcyjna gospodarstwa
cygańskiego nastawiona była na zbyt na zewnątrz. Nie produkowało ono
absolutnie żadnych artykułów przez Cyganów pożądanych; wszystkie
potrzebne do życia artykuły (głównie żywność) pozyskiwali oni z zewnątrz
w zamian za swą pracę 4.
Rodzina cygańska, składająca się z kilkunastu niekiedy osób, mieszkała z reguły w jednej tylko izbie, w której skupiała się większa część działań gospodarczych, a to w szczególności działania dystrybucyjno-adaptacyjne. W wielu przypadkach jeszcze do II wojny w izbie tej zlokalizowany był również warsztat kowalski i tu odbywała się cała działalność
rzemieślnicza Cygana. W izbie tej nie było wprost miejsca na zapasy,
ale też mentalność cygańska pozostawiała gromadzenie zapasów na marginesie działań gospodarczych 5. Z wielu jeszcze innych względów pozyskiwanie artykułów spożywczych odbywało się z dnia na dzień, i to

Ryc. 2. Fragment
Fig. 2. Gypsy

colony,

Horv&lt;ithova,

cygańskiej,
Trybsz,

Trybsz, gmina Łapsze Wyźne. Fot. A. Bartosz, 1973
community
Łapsze Wyźne. Fragment.
(Photo: A.
Bartosz, 1973)

K otcizke etnokulturneho
vyvoja
a etnickej
klasifikacie
Narodopis" 1974, z. 1, s. 6 i nast.
s Por. E. Horvathova,
Cigani...,
s. 228; A. Bartosz, Niektóre
elementy
gospodarki
Cyganów, "Etnografia Polska", XXII, 1978, z. 2, s. 131-14:3.
4

E.

osady

Cigano L', "Slowensky

�180

ADAM BARTOSZ

w ilości, którą zazwyczaj spożywano w ciągu jednego dnia 6. Artykuły
te pozyskiwały kobiety cygańskie, chodząc codziennie po pytaniu 7.
Kobiety wstawały więc wcześniej niż inni domownicy i wychodziły
z domu, aby udać się w swą codzienną wędrówkę po okolicznych i dalszych domach 8. Jeśli był to okres wzmożonej pracy w kuźni czy też
letnia pora tłuczenia kamieni na drogach, wstawali też mężczyźni i o głodzie zazwyczaj udawali się do pracy. Jedli na ogół po kilku godzinach
pracy, gdy kobiety wróciły z uproszonym jedzeniem. Również j pozostałe w izbie dzieci nie wcześniej otrzymywały śniadanie.
Jeśli w rodzinie wspólnie gospodarującej było więcej kobiet, rozdzielały się one, by nie wchodząc sobie nawzajem w drogę obejść prędko jak
najwięcej gospodarstw. Przy tym jedne udawały się do odleglejszych wsi,
skąd wracały później, a inne żebrały w pobliżu, aby jak najrychlej przystąpić do sporządzania posiłku dla domowników.
Wyjątkowo chodzili żebrać chłopcy, np. kiedy matka zachorowała.
Rzadko żebrali dorośli mężczyźni 9.
Proszącym Cygankom dawano artykuły żywnościowe, a rzadziej zużyte
fragmenty ubrań. Dostawały więc np. garnuszek mleka albo garść mąki,
bardzo często ziemniaki - dwie, trzy grule, czasem kawałek słoniny,
trochę kapusty czy okazjonalnie inne artykuły. Ziemniaki, które Cyganka dostawała niemal w każdym domu, wsypywano jej do uwieszonego na plecach worka, a mleko, które było też częstym datkiem, zlewano do wiaderka.
W ciągu dnia każda Cyganka obchodziła kilka do kilkunastu domów
góralskich, w zależności od sezonu. A im więcej kobiet w rodzinie cygańskiej, tym szybciej i lepiej byli nakarmieni czekający na ich powrót
domownicy.
Jak to było możliwe, aby w zasadzie niechętnie usposobiona do Cyganów społeczność góralska wspierała ich codziennym datkiem? Czy powodowano się tylko poczuciem miłości bliźniego, współczuciem dla żebrzącej Cyganki?
(; Cyganie na Spiszu uwazaJą, że potrawy przygotowane
do spożycia ;,ależy
zjeść w tym samym dniu, gdyż zjedzenie ich w dniu następnym
jest szkodliwe.
7 Pytać
prosić, zapraszać. Na Spiszu i Podhalu jest to zwrot gwarowy,
używany m. in. w znaczeniu - żebrać.
8 Cyganki
chodziły żebrać codziennie, z wyjątkiem
kilkudniowych
okresów,
kiedy po uzyskaniu większej gotówki zakupywano duże ilości jedzenia i spożywano
je w ciągu kilku dni.
9 W
zakresie pozyskiwania
dochodu w rodzinie cygańskiej zaznacza się wyrażny podział między płci. Otóż mężczyźni zajmują się pracami, które przynoszą
jednorazowo wysoki zysk, ale nieczęsty, głównie gotówkowy. Natomiast o codzienne zaopatrzenie
domu w żywność troszczą się zawsze kobiety, A. Bartosz, Op. cit,

�Ekonomiczne

I kulturowe

uwarunkowania

cygańskiego

żebractwa

181

Wspomniałem, że za usługi kowalskie wynagradzano Cyganów naturaliami, po należną mu zaś zapłatę Cygan zawsze sam udawał się do
domu klienta po wykonaniu powierzonej mu pracy, często przy tym
odnosząc gotową robotę. Wynagrodzenie jednak nie zawsze otrzymywał
natychmiast w całości. Tym bardziej zaś, gdy nie potrzebował aktualnie
żywności, wynagrodzenie odbierała jego kobieta (żona, córka, synowa)
w czasie codziennego obchodzenia góralskich domów po prośbie. Należność tę pobierała niejednokrotnie również nie od razu w całości, ale

Ryc. 3. Cygański kowal. Czarna Góra, gmina Bukowina
Tatrzańska.
Fot. Wojciech
Dudziak,
1970
Fig. 3. Gypsy blacksmith,
Czarna Góra, community
Bukowina
T. (Photo:
W. Dudziak,
1970)

�182

ADAM BARTOSZ

ratami, przez kilka kolejnych dni do czasu, aż gospodarz uznał, że należność została wyrównana, co okazywał niechętnym przyjmowaniem
proszącej w swoje obejście. Następna usługa Cygana czyniła znowu dom
górala otwartym dla jego kobiet.
Usługi były liczne, ich wartość rozmaita, ale Cyganki zawsze wiedziały, gdzie mogą spodziewać się życzliwszego przyjęcia. Tam, gdzie
świeżość wykonanej przez Cygana usługi czyniła gospodynię bardziej
hojną, Cyganka z większą śmiałością wyciągała rękę. Często też zachodziła sytuacja odwrotna, kiedy to Cygan brał od górala np. worek ziemniaków czy porcję mięsa z uboju na konto przyszłych prac, które w najbliższym czasie wykona wierzycielowi.
Wartość towarów, które dawano proszącej Cygance, nie zawsze była
na trzeźwo skalkulowana w stosunku do uzyskanych ze strony Cygana
wyrobów i usług. Cygance nie odmawiano datku również i w sytuacji,
gdy całkowicie już rozliczono się z ostatniej należności, a to dlatego, by gdy zajdzie pilna potrzeba - jej mąż, ojciec, brat nie odmówili wykonania pracy, by wykonali ją szybko i dobrze. Stały, pozytywny kontakt
Cyganki z gospodarstwem warunkował stałą gotowość Cygana do wyko··
nania natychmiastowej usługi na rzecz owego gospodarstwa.
Chodzące po prośbie Cyganki, zwłaszcza zaś gdy udawały się do
wsi, z którymi Cyganie mieli słaby kontakt poprzez kuźnię, zabierały
ze sobą drobne wyroby kowalskie: skrobacze do ziemniaków, noże, pierścienie do kos, podkowy, motyki itp. W zamian za te drobiazgi mogły
oczekiwać bardziej wartościowych, czy bardziej przez siebie pożądanych
artykułów. Wyroby kowalskie wykorzystywały zwłaszcza wtedy, kiedy
np. trafiły na świniobicie i mogły liczyć na szczególnie zyskowną transakcję. Oczywiście, nie zawsze była to wymiana ekwiwalentna.
Jak widać, żebractwo uprawiane przez Cyganów osiadłych warunkowane było istnieniem pewnych stałych powiązań natury ekonomicznej
między "żebrzącymi" Cygankami a "obdarowującymi" ich góralami. Od
typowych żebraków, dziadów wiejskich, kościelnych, cmentarnych itp.,
których można by objąć podaną na wstępie definicją, żebrzący Cyganie
różnili się znacznie. Obdarowywanie ich naturaliami było ze strony górali
po części wypłacaniem należności za ich pracę, a także było uwarunkowane innymi jeszcze powiązaniami - o czym niżej.
Otóż w wielu wypadkach obdarowywano proszących bez dokonywania
jakichkolwiek kalkulacji ekonomicznych. Odnosiło się to do Cyganów
szczególnie biednych, starców, wdów, a także Cyganów powiązanych
z góralami przez fakt kumostwa. Praktykowane tu jest bowiem zapraszanie górali na rodziców chrzestnych cygańskiego dziecka. Prośbie takiej nie
wolno odmawiać i górale, nie zawsze może chętnie, wchodzą w dodatkowe
związki z rodzinami cygańskimi. Dla Cyganów jest to korzyść podwójna.

�F:konomJczne i kultuTowe

uwarunkowania

cygańskiego

żebractwa

18~)

Chrześniak mianowicie otrzymuje odpowiedni do zamożności kumotra
prezent, jednocześnie zaś jego matka może zawsze liczyć na życzliwe
przyjęcie w góralskim domu. Także w wypadku obdarowywania proszących wdów i starców górale kierowali się wyraźnie określonymi motywacjami. Nie odmówiono więc wsparcia wdowie po bardzo szanowanym
kowalu, starcowi, który kiedyś był takim 'Szanowanym kowalem, ubogiej
kobiecie, która wykazywała się pracowitością i właściwym, w świetle
mejscowych norm, postępowaniem, nawet jeśli jej mąż był pijakiem
i awanturnikiem. Niekiedy przypadkowa znajomość, zawarta przez Cygana przy wódce, pewna zażyłość z góralem, wystarczyły, aby Cyganka
pewniej się czuła wstępując do danego gospodarstwa.
Wskazane wyżej formy żebractwa, jakkolwiek nie zawsze są żebractwem wE' właściwym rozumieniu, uważane są przez obie zaangażowane w to strony za jedyną i typową postać żebractwa. Istnieją jednak
również inne sposoby pozyskiwania dochodu, których forma kwalifikuje
je w mniejszym lub większym stopniu do profesji żebraczej, a tylko przez
swoją nadbudowę obrzędową czy zwyczajową zaciera się ich prawdziwy
charakter i do żebractwa nie są przez Cyganów ani górali zaliczane.
W pierwszym rzędzie wymienię tu istniejący do II wojny zwyczaj
obdarowywania Cyganów z okazji wesel góralskich. W dniu wesela
tłoczyli się oni od rana przed domem panny młodej, aby dostać trochę
potraw ze stołu weselnego. Również po skończonym weselu było
w zwyczaju dać Cyganom pozostałe z biesiady resztki.
Dawano też Cyganom niejadane zwykle przez górali części ubitego
zwierzęcia: śledzionę, kiszkę odchodową, prosięcinę (macica), flaki, łeb.
"To tego, to nifto nie jod - to trza było dać Cygance" - powiadają
na Spiszu. Czasem góral droczył się i o te bezwartościowe dla niego
odpadki i upominał się o zapłatę, gdy widział, że kilka Cyganek przyszło po nie. Przezorna Cyganka przynosiła z sobą jakiś drobiazg z kuźni, nóż czy skrobacz do ziemniaków. Wtedy ta Cyganka mogła liczyć
na szczególnie smakowitą lub większą porcję.
Przed Bożym Narodzeniem i w Wigilię chodzą Cyganie "po kolędzie". Obdarowuje się ich przygotowanymi na święta potrawami, rzadziej pieniędzmi. Zwyczaj ten jest szeroko znany w Polsce i w innych
krajach słowiańskich pod ogólną nazwą podlazów 10. Przyjście podłażników miało dać szczęście domowi i domownikom, chętnie więc byli
przyjmowani. Ale choć niektórzy powiadają jeszcze dziś, że to "scyńście
Por. P. Bogatyrev,

Slovakov,

Polja-

kov i UlcTaincev. "Lud Słowiański" 1934, t. 3, ez. B, s. 212-273. Na Spiszu
podloi:nik
nie jest znany, znają go natomiast na Podhalu.

termin

10

Polaznik

u juznych

Slavjan,

Madjarov,

�ADAM BARTOSZ

przyjąć biydnego w Wiliją", traktują cygańskich kolędników z lekką
drwiną 11. O żebraczym charakterze cygańskiego kolędowania świadczy
też fakt, że zachodzono wyłącznie do bogatych gospodarstw, gdzie spodziewano się wysokiego datku.
Jasne jest, że bez tych szerokich powiązań i uwarunkowań, będą
cych wynikiem wielopokoleniowego zamieszkiwania Cyganów we wsiach
górskich, nie byłoby możliwe uprawianie tam stałego żebractwa. Wszak
społeczność góralska jest nastawiona do ogółu Cyganów niechętnie,
czasem wręcz wrogo. Wyraźnie należy zaznaczyć, że górale nie są w pełni świadomi powiązań, które tu zilustrowano oraz ich konsekwencji
W ich przekonaniu chodzenie po pytaniu, to typowe żebractwo, wypływające z natury cygańskiej, z ich lenistwa i wynikającej z tego
nędzy, a datek dla proszącej Cyganki - wyłącznie przejawem góralskiego miłosierdzia. Podobnie zresztą traktują to zjawisko sami Cyganie
Zauważmy jednak, że wraz z zanikaniem cygańskiego kowalstwa.
co na Spiszu datuje się mniej więcej od połowy lat pięćdziesiątych,
Cyganki przestały tak powszechnie jak dawniej nawiedzać góralskie
domy. I to bynajmniej nie dlatego, że same z tego zrezygnowały, ale
po prostu stąd, że górale, odtąd w niczym od Cyganów niezależni, bezinteresownie niechętnie dają. Na zanik żebractwa ma wpływ oczywiście
również ogólny postęp spoleczno-e'kon{)miczny i możliwości korzystnych
dla Cyganów zarobków.
Dziś żebractwo jest na Spiszu zjawiskiem zanikającym. Zebrzą jeszcze
Cyganki z naj uboższych rodzin. Wobec zaś niechętnego do nich stosunku
mieszkańców wsi, udają się po prośbie do wsi odleglejszych. Prosząc
o datek proponują często w zamian swoje usługi, np. mycie podłogI
czy inną drobną pomoc w gospodarstwie. Jak dawniej, żebractwo uprawiane jest w powiązaniu z usługami nielicznych już warsztatów kowalskich.
Powszechniej natomiast uprawiają żebractwo Cyganie z Podhala.
Wobec niewielkiej roli, jaką pełni dziś kowalstwo i u tych Cyganów,
chodzenie po pytaniu Cyganek ze 'Wsi podhalańskich ma obecnie więcej
niż dawniej cech typowego żebractwa. Uprawiane masowo, jest wynikiem między innymi stosunkowo dużych różnic w poziomie gospodarczym dzielącym Cyganów spiskich od Cyganów zamieszkujących w niektórych wsiach podhalańskich. Żebractwo tych Cyganek znalazło poważne oparcie w turystyce i stąd koncentruje się ono w ośrodkach miej11 Na Podhalu
obok Cyganów na podłazy chodzą też synowie biedniejszych górali. Bogaci gospodarze uważają to za zwykłą żebraninę. P. Bogatyrev, op. cit.,
s. 222; por. też E. Horvathova, Cigani...

�Ekonomiczne

I klllturowe

uwarunkowania

cygańskiego

żebractwa

skich regionu (Zakopane, Nowy Targ). Cyganki podhalańskie coraz
rzadziej żebrzą na wsi. Posiadając przy tym umiejętność wróżenia (obcą
Cygankom ze Spisza), w ten sposób najchętniej wspierają swe prośby
o datek. Wróżba rzadko traktowana bywa przez turystów poważnie,
dają sobie powróżyć dla żartu, a należność za wróżenie, aczkolwiek Ze
znamionami "zapłaty" za swoistą usługę, ma bardziej wydźwięk datku.

ADAM BARTOSZ
THE ECONOMIC

AND CULTURAL FACTORS
GYPSY BEGGING
(S

THAT

CONDITION

u m m a r y)

Certain economic and cultural factors connected with the begging done by
the Carpathian
Gypsies were pointed out in the arcticle. These considerations
pertain in particular
to the Gypsies who live in the Spisz district of Poland.
At the beginning the concept of begging was defined as the procuring of the
means of livelihood mainly by begging from people who are independent of the
beggar in an economic, family, etc. sense. Later in the article it is shown that the
type of begging done by the Gypsies differs in an essential way from the typical
begging done by wandering beggars, church beggars, cemetery beggars, etc.
The Carpatllian Gypsies were lhked with the local population by a mutual
economic interdependence
which stemmed from the fact that they were mianJy
blacksmiths and performed services as craftsmen for the peasants. The work paid
for up to a certain time exclusively in farm products which the Gypsy woman
normally came for in several installments,
thus going "begging" every day.
There were also additional emotional tier as a result of peasants being asked
to be godparents for Gypsy children.
Also the very fact of long-term
co-existence
with the Gypsies contributed
to their being treated in other categorries than as mere beggars or outsido Gypsies.
The Gypsy women who went begging every day were tolerated, although the
Gypsies in general were looked down upon.
Together with the decline of the economic interdependence
(the Gypsies have
given up bing blacksmiths)
and the general socia-economic
changes that have
occurred, Gypsy begging is also on the decline, and only the Gypsy women from
the poorest fimilies still beg. Nowadays, begging has more of he earmarks of the
classical type of begging than it used to since it is not based on any emotional
or economic ties between the Gypsy and peasant societies.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10939" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10917">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2d039b1c74a94f9e7786349b10e30991.pdf</src>
        <authentication>140e8c64040a83390556ce158eb0a670</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130426">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3402</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130427">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130428">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130429">
                <text>Desto - cygańska łaska; Grób Fryderyka Andrasza; Cyganie w mieście - obraz Zbysława Bieleckiego; / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130430">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130431">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130432">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130433">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130434">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130435">
                <text>Adam Bartosz
DESTO - CYGAŃSKA LASKA

B r o n i ą k o c z u j ą c y c h C y g a n ó w w Polsce była najczęściej
palka w y c i ę t a z twardego drewna, zwana desto. Desto z n a j d o w a ł o
się na p o d o r o ę d z i u w k a ż d y m c y g a ń s k i m wozie. W zależności
od u p o d o b a ń właściciela, desto było mniej lub bardziej starannie
obrobiono; czasom palka m i a ł a r z e m i e ń o b e j m u j ą c y rękę, chro­
niący desto przed wyrwaniem przez przeciwnika. Niekiedy wyko­
rzystywano naturalne zgrubienia konara, aby pałce n a d a ć formę
buła. wy.
Warto przy t y m w y j a ś n i ć , żo c y g a ń s k i e prawo zabrania
w bójce z Cyganem u ż y c i a żelaza (noża, siekiery itp.); w t y m
k o n t e k ś c i e powszechne użycie drewnianej palki obronnej staje s i ę
bardziej z r o z u m i a ł e .
1

Desto z n a j d u j ą c e s i ę w zbiorach Muzeum O k r ę g o w e g o
w Tarnowie w y r z e ź b i ł Z d z i s ł a w Fedorowicz, Cygan z a m i e s z k a ł y
obecnie w Olsztynie, n a l e ż ą c y do grupy Polska Borna. L&amp;ska
nie jost jego pierwszym d z i e ł e m , j e d n a k ż e rzeźbi on tylko spo­
radycznie, kiedy m a o c h o t ę ozdobie jakiś przedmiot d( mowego
u ż y t k u . Desto wyrzeźbił Federowicz z twardego drewna n a prośbę
swego krewniaka, Zbigniewa Bilickiego, propagatora kultury
c y g a ń s k i e j w społeczności g a d z i ó w . Bilicki ofiarował desto do
z b i o r ó w Muzeum wraz z innymi przedmiotami.
Desto m a 124 cm w y s o k o ś c i . Jest to rozszerzająca, się k u
górze, prosta laska, z a k o ń c z o n a rzeźbioną g ł o w ą w ą s a t e g o m ę ż ­
czyzny. L a s k a jest opalona nad ogniom w celu nada.nia jej pozoru
staiogo autentyku.
Choć jest to przedmiot w swym kształcie nietypowy (rzeźbio­
ne desto bardzo rzadko s p o t y k a ł o się u C y g a n ó w ) interesująco
wydaje się opublikowanie notatki n a ten temat zo w z g l ę d u na
fa.kt wielkiego u b ó s t w a sztuk plastycznych w ś r ó d C y g a n ó w .

1

J e r z y Ficowski, Cyganie
1965, s. 157 i n .

na polskich

drogach,

Kraków

Fot. autor

�Adam Bartosz
GRÓB FRYDERYKA ANDRASZA
N a cmentarzu Nowym w Tarnowio znajduje się, b u d z ą c y

drzwiczki, a w n ę t r z e grobowca służy za rodzaj kaplicy. Na, kracie

p o w s z e c h n ą ciekawość grobowiec znany jako „ c y g a ń s k i " . Jest

drzwiczek umieszczono napis R O M A (Cyganie). T i u m n a znajduje

on z tego w z g l ę d u jednym z p u n k t ó w orientacyjnych w plątaninie

się po lewej stronie, jest szczelnie obmurowana. N a utworzonym

ścieżek cmentarnych.

w ten s p o s ó b podeście ustawiono z a s z k l o n ą klepsydrę z nazwiskiem

W grobowcu tym spoczywa, z m a r ł y w 1974 r. F r y d e r y k

z m a r ł e g o , w o k ó ł niej u k ł a d a się kwiaty i świece. W e w n ą t r z , na

Andrasz, Cygan z grupy C y g a n ó w Karpackich. B y l on znanym

p o d ł o d z e znajduje się stolik, a na nim drewniana figurka Chrystu­

w mieście d z i a ł a c z e m s p o ł e c z n y m , pełnił też przez kilka

sa Frasobliwego, figurki a n i o ł k ó w , oraz kwiaty.

lat

funkcję prezesa Cygańskiego Stowarzyszenia K u l t u r a l n o - o ś w i a ­
towego, działającego w Tarnowie od 1963 r.
Grobowiec

ufundowała

ż o n a zmarłego. Nie różni się on

Grób jost bardzo zadbany, zawsze s p o t k a ć m o ż n a świeżo
kwiaty

i zapaloną wewnątrz

lampkę

naftową

lub

świeczkę.

zewnętrznie od innych, z k t ó r y m i sąsiaduje. O d m i e n n o ś ć „ c y ­

Jest to jedyny tego typu grób na tym cmentarzu, choć leży

g a ń s k i e g o " grobu polega na t y m , że w miejsce p ł y t y , zakrywającej

tu więcej z m a r ł y c h C y g a n ó w . Pochowani s ą jednak w standar­

w innych grobach szczelnie ich w n ę t r z a , wstawione s ą a ż u r o w e

towych grobach, niczym się nie w y r ó ż n i a j ą c y c h .

Fot. autor

CYGANIE W MIEŚCIE - OBRAZ ZBYSŁAWA BIELECKIEGO
W zbiorach Muzeum Okręgowego w Tarnowie znajduje się
obraz z a t y t u ł o w a n y Cyganie w mieście,

Mając

wysokie

umiejętności

muzyczne

został

zaangażowany

malowany przez Cygana

jako instruktor m u z y k i . Całe jego późniejsze ż y c i e , aż do 1972 г.,

z grupy Polska R o m a . Autor obrazu, Z b y s ł a w Bielecki urodził

kiedy to ze w z g l ę d u na. stan zdrowia (serca) pi zeszedł na rentę

się w Zaldikowie (woj. tarnobrzeskie) w 1933 r. T a m jego rodzina

inwalidzką, związane było z działalnością

miała stale mieszkanie zimowe.

w domach kultury w Tarnowie, a od 1967 r. w D ę b i c y . Przez

Z wędrownym

ż y c i e m taboru z w i ą z a n y

b y ł do wybuchu

kułturowo-oświatową

jakiś czas p r a c o w a ł w kinie. J a k o „ k a o w i e c " z a j m o w a ł się naj­

wojny. Zaraz na p o c z ą t k u wojny rodzina ( s i a d ł a na stałe w Z a ­

różniejszymi

klikowie. T a m , m i ę d z y ż y c z l i w y m i Cyganom l u d ź m i ,

starano

z e s p o ł y muzyczno i dramatyczne. P r ó b o w a ł t e ż m a l o w a ć . N a ­

Udało

m a l o w a ł olejno i temperami kilkanaście obrazów, któro trafiły

się przetrwać j a k najdłużej niemieckie, prześladowania.

pracami, m.in. w y k o n y w a ł

dekoracje,

prowadził

się to przez 3 lata. W 1942 r. Niemcy wywlekli C y g a n ó w z d o m ó w

do r ó ż n y c h rąk prywatnych. Od kilku łat przestał jednak w ogólo

i postawili przed lufami karabinów. Przód e g z e k u c j ą uratowało

malować.

się tylko kilka o s ó b , któro wcześniej z d o ł a ł y się. ukryć. Bielecki

Obraz Bieleckiego malowany jost olejno n a dosco formatu

wraz z kilkoma Cyga.nami udał się do Tarnowa, gdzie m i e s z k a ł a

6 9 , 5 x 1 0 0 cm. P o w s t a ł około roku 1960, podczas

część rodziny, dobrze przed Niemcami zakonspirowana. Biało,

P"o,o wr.ł w T;.:••:(-wie w Domu K u l t u r y .

cera, jasne w ł o s y ,

go

mało

podejrzanym

autor

„rasowo".

Obraz s k ł a d a się w y r a ź n i e z dwu części. Mniej więcej przez

D o c z e k a ł wyzwolenia. Po wojnie nio w i ó c i ł już do koczowniczego

środek obrazu horyzontalnie biegnie żelazna barierka, j a k gdyby

ż y c i a . R o z p o c z ą ł pracę w jednym z tarnowskich d o m ó w kultury.

dzieląca ś w i a t miasta od dolnego ś w i a t a natury. P o w y ż e j barierki

154

czyniły

gdy

�schematycznie zaznaczono spiętrzone b r y ł y m u r ó w , k o m i n ó w ,
s c h o d ó w . J a k twierdzi autor, z a c z e r p n ą ł ten wzór z jrkiejś re­
produkcji radzieckiego malarstwa z lat p&lt; wojennych.

ЛУ opozycji, j a k ż e w y r a ź n e j , pozostaje dolna scena. R y s u n e k
lokki, duża dbałość o s z c z e g ó ł y stroju, r y s ó w twarzy, zróżnico­
wanie g e s t ó w — wszystko to wskazuje na wielkie emocjonalne
z a a n g a ż o w a n i e autora, n a osobisty z w i ą z e k z p r z e d s t a w i o n ą tu

Fragment dolny obrazu, to malowana poprawnie w proporc­
jach i rysunku scena taborowa. Są tu dwie grupy C y g a n ó w .
Z prawej w r a c a j ą c e z miasta kobiety z dziećmi. Z h woj — w ó z
z końmi i Cyganka przy ognisku. Nad n i ą stoi Cygan zo skrzypoami.
O g l ą d a j ą c e m u obraz w y r a ź n i e rzuca się w oczy dysproporcja

sytuacją.
Obraz sprawia wrażenie n i e d o k o ń c z o n e g o , malowany mato­
wo, z d o m i n a c j ą czerwieni i szarości. Inno kolory p o j a w i a j ą się
jedynie w dolnej części, w scenie c y g a ń s k i e j .
K i e d y obraz z n a l a z ł się na wystawie, przyniesiony do Mu­
zeum przez wuja Bieleckiego, w autorze o d ż y ł y dawne t ę s k n o t y

w traktowaniu obu części. Miasto dominuje nad grupkami Cy­

do malowania. P o s t a n o w i ł s p r ó b o w a ć

g a n ó w , p r z y t ł a c z a ich b i y ł ą i k o l c e m . Jest przy tym potiakto-

że od dawna nosił się z zamiarom utrwalenia n i e k t ó r y c h , zapami"-

wane j a k n i e z r o z u m i a ł a masa figur geometrycznych,

tanyeh z młodości scen taborowych. Czy te pragnienia z o s t a n ą

nych w szczególe.ch; jest to ś w i a t

nieczytel­

zupełnie obcy malarzowi.

zrealizowano, przekonamy się.

Fot. W. Dudziak

jeszcze raz, t w i e r d z ą c ,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10940" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10918">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0dd583cf3c33b808f504d5627ba488ad.pdf</src>
        <authentication>1cd8f48a8d28bac44b05e676e179ad09</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130436">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130437">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130438">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3187</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130439">
                <text>Postać Cygana w obrzędach i plastyce ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130440">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.145-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130441">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130442">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130443">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130444">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130445">
                <text>Adam Bartosz

POSTAĆ CYGANA W OBRZĘDACH
I PLASTYCE LUDOWEJ

Cyganie, podobnie jak Ż y d z i , a t a k ż e przedstawiciele in­
nych nacji i grup etnograficznych, p o l e c a j ą c y c h się c h ł o p o m ze
swymi w ę d r o w n y m i u s ł u g a m i (Słowacy, Górale) trafiali z powodu
odrębności stroju, j ę z y k a i obyczaju do ludowych ś p i e w e k , bajek,
teatru ludowego. Cyganie p o j a w i a j ą s i ę w pracach ludowych rzeź­
biarzy i malarzy. W tej sferze t w ó r c z o ś c i ludowej jest to jednak
zjawisko nowe, b ę d ą c e wynikiem p o s z u k i w a ń t w ó r c ó w w świockioj
tematyce z w i ą z a n e j z t r a d y c y j n ą k u l t u r ą w s i .
1

P r z y j ą ć n a l e ż y , że z a w a r t o ś ć m a g a z y n ó w muzealnych od­
zwierciedla w przybliżeniu c z ę s t o t l i w o ś ć w y s t ę p o w a n i a zjawisk
w kulturze ludowej, ich trwanie w c i ą g u jakiegoś okresu, czy też
fakt zaistnienia w o k r e ś l o n y m momencie historycznym.
Dlatogo też sądzić m o ż n a , iż uwagi na temat postaci Cygana
w ludowym malarstwie i rzeźbie, oparte w y ł ą c z n i o na materiale
zgromadzonym w polskich muzeach, w s p o s ó b wierny ilustrują
r z e c z y w i s t o ś ć . W miarę p e ł n y m a t e r i a ł na ten temat zebrałem
drogą bardzo s z c z e g ó ł o w y c h kwerend w trakcie p r z y g o t o w a ń
do wystawy c y g a ń s k i e j . P r z y czym kwerendy w zbiorach pry­
watnych nie p i z y n i o s ł y ż a d n e g o rezultatu.
2

Odmiennie w y g l ą d a sprawa w zakresie o b r z ę d ó w . Sam fakt
występ&lt; twania w muzeum stroju przobicrańca — Cygana, czy t e ż
figurki Cygana z szopki nie jest dostatecznym w y j a ś n i e n i e m
o b e c n o ś c i t y c h postaci w kulturze ludowej. N i e z b ę d n y tu b y ł
w i ę c komentarz w oparciu o w ł a s n e badani i terenowe lub li­
teraturę.
T a k w pierwszym jak i drugim przypadku szczupłość ma­
teriału oraz c h ę ć skomentowania zjawiska na t y m , dalekim
od wyczerpania tematu, etapie s p r a w i ł y , że jest to zaledwie
pierwsza, w s t ę p n i e naszkicowana p r ó b a ukazania tego intere­
sującego problemu.
D l a potrzeb analizy zebrany m a t e r i a ł p o d z i e l i ł e m na trzy
grupy tematyczne, k t ó r e postaram s i ę kolejno s k o m e n t o w a ć :
1. Przebieranie się za C y g a n ó w ; 2. Postacie C y g a n ó w w szopce;
3. Cyganie jako temat w malarstwie i rzeźbie.
f
1. N a całej S ł o w i a ń s z c z y ź n i e przebieranie się za C y g a n ó w
jost powszechnie znane. Najczęściej zwyczaj ten z w i ą z a n y jest
z okresom k a r n a w a ł u , gdzie w ś r ó d p r z e b i e r a ń c ó w spotyka się
Cygana lub Cygankę albo obie te postacie razem. S ą to postacie
komiczno; z a c h o w u j ą się w s p o s ó b karykaturalny, parodiując
zachowania, gesty i m o w ę C y g a n ó w . Przebrani są „ p o c y g a ń s k u "
3

— w podarte, stare ł a c h m a n y ; twarze m a j ą poczerniono sadzam
lub zakryte maskami. Cyganka często ma na plecach lub w rę­
kach lalkę — dziecko. I c h „ c y g a ń s k i e " zachowanie polega na
tym, żo Cygan b ą d ź to stara się c o ś „ u k r a ś ć " , przy c z y m robi to
o c z y w i ś c i e w s p o s ó b demonstracyjny, to znowu demonstruje
podkuwanie konia — Cyganka w ó w c z a s „ r o z n i e c a " o g i e ń , wachlu­
jąc spódnicą stos drewnianych trzasek (gest podpatrzony u C y ­
g a n ó w ) . Poza tym Cyganka „ w r ó ż y " dziewczynom obecnym
w izbic. P r z y tym za C y g a n k ę przebiera się zawsze m ę ż c z y z n a .
4

Nie w c h o d z ą c w głębsze rozważania na temat funkcji tych
postaci w strukturze o b r z ę d u , p r z e d s t a w i ę kilka k o n t e k s t ó w ,
w jakich w y s t ę p u j ą postacie Cygana, ich w y g l ą d , zachowanie,
o t a k ż e — w jednym przypadku — próbkę j ę z y k a .
W Beskidzie Ż y w i e c k i m w grupie 32 przebierańców w y s t ę ­
puje aż 5 c y g a ń s k i c h postaci. Są to dwie p a r y Cyganów, przy czym
jedna z Cyganek trzyma na rękach „ d z i e c k o " (lalkę). Ponadto
w grupie znajduje się Cygan p r o w a d z ą c y dwa konie, co jest
znowu w y r a ź n y m n a w i ą z a n i e m do c y g a ń s k i e j profesji — handlo­
wania k o ń m i lub koniokradztwa. Cyganie w tej grupie m a j ą na
twarzach drewniane m a s k i .
5

P r z e b i e r a ń c y zwani Cyganami c h o d z ą również
Wielkanocnym. I tak w R a d ł o w i e (woj. tarnowskie)
„ ś m i g u r ś c i e " Cyganie przebrani w stare ł a c h m a n y , a
byli Żołnierz,
Żyd, Cygan i Cyganka,
Zwyczaj ten
w innych wsiach tego regionu.
6

w okresie
chodzili po
w ś r ó d nich
b y ł znany
7

Znani są t a k ż e p r z e b i e r a ń c y c y g a ń s c y z okresu S o b ó t e k .
N a Ł e m k o w s z o z y ź n i e z a ś spotykamy c h ł o p a k ó w przebianych za
C y g a n ó w , k t ó r z y o d w i e d z a j ą domy, gdzie w okresie przed B o ż y m
Narodzeniem d z i e w c z ę t a zbierają się na p r z ą d E T ^
Bardzo często Cyganie t o w a r z y s z ą o b r z ę d o w i weselnemu,
Występując w i ó ż n y o h jego fazach. N a j c z ę ś c i e j spotyka się Cy­
ganów s t o j ą c y c h przy „ b r a m i e " weselnej, tzn. z a g r a d z a j ą c y c h
m ł o d y m drogę do k o ś c i o ł a lub w czasie powrotu od ś l u b u . N a z y w a
się ich Cyganami, niekiedy Dziadami lub inaczej, a przebrani s ą ,
niezależnie od nazwy, w s t a r e - ł a c h m a n y , poskręcani p o w r ó s ł a m i ,
uczernieni na twarzy. W rzeszowskim c h ł o p c y są tylko przy­
brani p o w r ó s ł a m i i s ł o m ą , lub t e ż przebierają s i ę staranniej za
Cyganów.
9

C z ę s t y m motywem wesela jest podsuwanie m ł o d e m u w miej­
sce narzeczonej innej dziewczyny, brzydkiej, pokracznej. Zdarza

145

�na w y w ó d do kościoła. Czekali na n i ą przed k o ś c i o ł e m z drabi­
nami i taczkami, a za swobodne, przepuszczenie żądali okupu
w postaci w ó d k i " . W okolicy Hrubieszowa swaci przebrani za
C y g a n ó w chodzili po domach, prosili o dary, które potem prze­
znaczano na ucztę p o ż e g n a l n ą dla m ł o d e g o .

1 2

Podobnie j a k inne postacie zapustne, Cyganie

w e d ł u g tra­

dycji p r z y n i e ś ć m a j ą szczęście. Cygan — to c z ł o w i e k

ubogi,

a wszak „szczęście przyjąć biednego do domu". Ś p i e w a j ą więc
przebierańcy —

Cyganie:

J a k to ł a d n i e ,
K i e d y Cygan do domu wpadnie,
Albo się krowa ocioli,
Albo c o ś u k r a d n i e .

13

Ś p i e w k a zawiera c h a r a k t e r y s t y c z n ą d w o i s t o ś ć postaw w sto­
sunku do C y g a n ó w . Otóż przyniesie on powodzenie (ocieli się
krowa), albo też po prostu „ c o ś ukradnie".
N i e z r o z u m i a ł y j ę z y k C y g a n ó w znalazł odbicie w zapustnej
piosence przebierańców z S ą d e c c z y z n y :
Hore Cigan lapsa
S p r z e d a ł konia za pas,
A hacia za macia —•
Z o s t a ł Cygan w gaciach.
Dzia more,
1

N a chalos, na pilos i na potacinos *
Tekst piosenki jest m i e s z a n k ą s ł o w a c k o - p o l s k ą z dodatkami
cygańskimi i niby-cygańskimi.
Wielość
Cygana,

15

sytuacji, w jakich o b r z ę d o m towarzyszy

postać

w y s t ę p o w a n i e toj piostaci na d u ż y m terenie ś w i a d c z ą

o bardzo dawnym jej zaadaptowaniu do ludowego obrzędu.
się, że t ą d z i e w c z y n ą jest właśnie chłopak przebrany za starą

W n i e k t ó r y c h przypadkach p o s t a ć jest pierwotna w stosunku do

C y g a n k ę . Natomiast pannie m ł o d e j „ w r ó ż ą " przebrane za Cy­

nowszej j u ż postaci obrzędu.

ganki k o b i e t y .

10

Młoda s p o t y k a ł a się toż z Cyganami,

kiedy'szła

T a k np. grupy

przebierańców,

pośród k t ó r y c h Cygana w ogóle nio ma, b y w a j ą nazywane C y -

Jl. 1. Cyganie z grupy k o l ę d n i c z e j , okolice Limanowej, w ł . Muz. Parafialnego w Dobrej; il. 2. K o l ę d n i c y ,
J e d l i ń s k , woj. radomskie 1977 г.; i l . 3. „ C y g a n y ś m i g u ś n e " z. Bzezawy k. Bochni

146

�П. 4. „"Dziany", Zwoleń к. Ż y w e a

147

�6

16

g a n a m i , со ś w i a d c z y ł o b y о t y m , że n i e g d y ś p o s t a ć ta, czy t e ż

stereotyp Cygana z n i e d ź w i e d z i o m , już od wielu lat nieznany

postacie, w t y m właśnie obrzędzie b r a ł y udział. D z i ś t e ż zdarza

z autopsji, konsekwentnie bywa pokazywany we w s p ó ł c z e s n y c h

się, żo zapustny Cygan już tylko z nazwy p o s t a ć t ę przypomina.

szopkach na wsi, jest nadal stalą p o s t a c i ą niemal w k a ż d e j szopce

I tak np. w Ż y w i c c k i e m Cygan zapustny ubrany jost w kolorowy

ludowej. P r z y t y m postacie Cyganek

strój najbardziej podobny do westernowych

indiań­

podobne (kwiecisto stroje, chustka na g ł o w i e , korale), natomiast

dawnego

istnieją duże ł o ż n i c e w stroju lalek p r z e d s t a w i a j ą c y c h C y g a n ó w .

ubiorów

17

s k i c h . Jest to n i e w ą t p l i w i e efektom nieznajomości

są z r e g u ł y dość do siebie

stroju c y g a ń s k i e g o . Wszak w obrzędzie uczestniczą m ł o d z i chłop­

Są więc długowłosi i brodaci Cyganie

cy, urodzeni w czasie, gdy Cyganie tradycyjnie ubrani przestali

w y s t ę p u j ą w garniturach, czy też w czarnych c h a ł a t a c h , nie

w kapeluszach, inni z a ś

się na wsi p o k a z y w a ć . Stąd też i w innych wypadkach z „ c y g a ń ­

różniąc się wielo od Żydów

skiego" w y g l ą d u p o z o s t a ł y na ogól tylko usmolona twarz i podarte

kowych. Jest to w y r a ź n e odbicie rzecz,ywistości. Otóż tradycyjny

ubranie.

strój Cyganek

^

w t y m samym komplecie lalek szop­

jest lepiej zachowany, g d y ż słabo poddaje się

Charakterystyczne jest, że stereotyp przekazywany w tra­

w p ł y w o m uniformizacji, a także jest dość jednolity. Natomiast

dycji już drugiemu pokoleniu, nie z n a j ą c e m u tradycyjnych C y ­

ubiór m ę ż c z y z n u l e g a ł szybszym p r z e k s z t a ł c e n i o m , ł a t w i e j do-

g a n ó w w ę d r o w n y c h prezentuje się bardzo skromnie w p o r ó w n a n i u

stosowyw-ali się oni do powszechnie p a n u j ą c e g o sposobu ubiera­

np. z Ż y d e m , k t ó r e g o ż y w ą p o s t a ć osobiście zna już tylko naj­

nia s i ę .

starsze

pokolenie.

Wynika

18

to n i e w ą t p l i w i e

z dużo mniejszej

częstotliwości

k o n t a k t ó w z Cyganami niż z Ż y d a m i . Wszak we wsiach górskich
i podgórskich ludność c y g a ń s k a zamieszkuje po d z i ś . Z n a j o m o ś ć
jej kultury, j ę z y k a , obyczaju jest jednak i tu bardzo powierz­
chowna, sprowadzająca
pe! w y c h .

się do

zdawkowych

opinii stereoty­

1 9

2. Cyganie są bardzo popularnymi postaciami w y s t ę p u j ą c y ­

P o w s z e c h n o ś ć w y s t ę p o w a n i a postaci C y g a n ó w w obrzędacJe
ludowych jest uderzająca. Jest to p o s t a ć bardzo dawno utrwahc^J
20

w kulturze l u d o w e j , wielokrotnie w y s t ę p u j ą c a w cyklu świąt
dorocznych i w obrzędzie weselnym. W y s t ę p u j e na ogół w kon­
tekście z a b i e g ó w o p o m y ś l n o ś ć , urodzaj, pozyskanie przychyl­
ności natury. Moment ton szczególnie wzmacnia obecność n i e d ź ­
wiedzia ł ą c z o n e g o zawsze z tymi samymi intencjami.

występuje

J a k wiadomo, w kulturze ludowej p o d k r e ś l a się w a g ę ugosz­

z dzieckiem, a Cygan z n i e d ź w i e d z i e m , czasem z innym rekwizy­

czenia ubogich. A takimi właśnie byłi Cyganie. S t ą d ich obecność

mi w szopce. Jost to z reguły para c y g a ń s k a . Cyganka

tem (skrzypce, p a ł k a , patelnia). I c h stroje s ą niekiedy bardzo

we wszelkich o b r z ę d a c h , gdzie w y s t ę p u j e element daru za powin­

wiernie odtworzone, a nawet te współcześnie wykonane n a w i ą z u j ą

szowania.

do postaci Cyganów znanych sprzed lat kilkudziesięciu. T a k np.

ż y c z e n i a w czasie k o l ę d y .

148

W

niektórych

regionach
2 1

właśnie

Cyganie

składali

�Niewątpliwie,

życzliwo

przyjęcie

Cyganów

ma

związek

r ó w n i e ż z m a g i c z n y m i u m i e j ę t n o ś c i a m i rzeczywistych C y g a n ó w ,

k o l o r o m ; n i e w ą t p l i w i e sama k o l o r y s t y k a p ł a s z c z y z n y obrazu m a
w intencji autorki sygnalizować

temat.

k t ó r y c h t y m c h ę t n i e j p r z y j m o w a n o p o d dach, żo p o m o c n i b y w a l i

A u t o r z y p o z o s t a ł y c h o b r a z ó w s t a r a j ą się w s p o s ó b m o ż l i w i e

p r z y z a ż o g n y w a n i u n i e s z c z ę ś ć , w r ó ż ą c j e d n o c z e ś n i e powodzenie.

w i e r n y o d d a ć realia ż y c i a taborowego, o g r a n i c z a j ą c się j e d n a k

3. U b o g i jest w muzeach z b i ó r m a l a r s t w a i r z e ź b y o tej te-

i sconok (ognisko, konie, w o z y , t a ń c o , w r ó ż b a ) . D o g ł o s u d o s z e d ł

nii-tyco. M i m o d o k i a d n y c l i p o s z u k i w a ń u d a ł o się z n a l e ź ć zaledwie

w y r a ź n y stereotyp — jost to ś w i a t C y g a n ó w o g l ą d a n y c h z dale­

5 rzeźb przedstawiających Cyganów, 1 pleskorzeźbę i 8 obrazów.

k a , z d y s t a n s u ; świat, z k t ó r y m gadzie s p o t y k a się na o d l e g ł o ś ć ,

z r e g u ł y do k i l k u p o w t a r z a l n y c h , schematycznych

I z n ó w p o w t a r z a się w r z e ź b i e m o t y w Cygana z n i e d ź w i e ­
dziom s t o j ą c y m na t y l n y c h ł a p a c h , reminiscencja c h o d z ą c y c h po
wsiach, jeszcze w latach m i ę d z y w o j e n n y c h ,
wiedników.

2 2

cygańskich

niedź­

S ą t e ż Cyganki z umieszczonym w p ł a c h c i e na. ple­

cach d z i e c k i e m .

23

Jnne r z e ź b y nie b u d z ą w i ę k s z e g o

zaintereso­

w a n i a , g d y ż przedstawione posta.cio s k o j a r z y ć b y m o ż n a z j a k ą ­
k o l w i e k i n n ą o s o b ą , nio n o s z ą w s&lt; bio żadnych

coch, k t ó r e m o ż n a

b y w y o d r ę b n i ć j a k o c y g a ń s k i e . S t ą d zapewne w y r a ź n y , r z e ź b i o n y
napis na podstawie, w y j a ś n i a j ą c y t r e ś ć w i z e r u n k u .
I n t e r e s u j ą c o jost, żo nio n a t r a f i o n o
profesjonalnych

na. ż;;dną

rzeźbę

w zbiorach

o tematyce

artystów

cygańskiej,

co

szczególnie uderza w zestawieniu z m n o g o ś c i ą m a l a r s k i c h i gra­
ficznych p r z e d s t a w i e ń tego temo.tu.

szczegółów

k t ó r y uderza go o b c o ś c i ą i p e w n ą r o m a n t y d t ą . N i o boz znaczenia
jest f a k t ,

że a u t o r a m i prac o tematyce

c y g a ń s k i e j s ą ludzie

starsi i śre łniego pokolenia, a więc c i , k t ó r z y w i d y w a l i C y g a n ó w
w i d n y c h , p o d r ó ż u j ą c y c h , k o c z u j ą c y c h w p o b l i ż u osad. J a k ste­
r e o t y p o w a jost ta
Generalnie

znajomość,

traktując

o t y m przekonują

temat,

ich prace.

s t w i e r d z i ć m o ż n a , że m o t y w

c y g a ń s k i w ludowej r z e ź b i e i malarstwie p o j a w i ł się niedawno,
co w i ą ż o się z s a k r a l n y m do niedawna charakterem t e j dziedziny
t w ó r c z o ś c i wiejskiej. W s z y s t k i e znano prace p o w s t a ł y po w o j n i e ,
a z jednym wyjątkiem

— w o s t a t n i m dwudziestoleciu. O ile

w i ę c t e m a t Cygana w t w ó r c z o ś c i plastycznej jest w t ó r n i e zains­
p i r o w a n y , g ł ó w n i e z z e w n ą t r z (propozycjo t e m a t y k i k o n k u r s ó w ) ,
o t y ł o Cygan w o b r z ę d a c h wiejskich m a mocno u g r u n t o w a n ą po­
z y c j ę , jest mocno w t r a d y c j ę w r o ś n i ę t y i m i m o p r a w i e z u p e ł n e g o

W malarstwie a m -.torskim n a t o m i a s t w y r a ź n i e w y r ó ż n i a się

z n i k n i ę c i a z z a s i ę g u obserwacji w s p ó ł c z e s n e g o c h ł o p a , przewija

impresyjno-

się w o b r z ę d a c h w niewiele zmienionej postaci. T a m z a ś , gdzie

-dekoracyjny. T o n d r u g i w a t e k r e p r e z e n t u j ą obrazy olejne A n n y

w o b r z ę d z i e z a n i k ł a d b a ł o ś ć o odtworzenie dawnego s t r o j u cy­

dwa. ujęcia

temo.tu: n a r r a c y j n o - i l u s t r a c y j n y oraz

Bińkuńskioj

2 4

szczegółów

pectyoko

skiego ż y c i a .

—

barwno

scenki

ilustrujących

z Cyganami,
romantyczną

z

mnóstwem

wizję

cygań­

S ą ono n i e z w y k l e barwne, r u c h l i w e , k r z y c z ą c o

gańskiego przebierańca,

pozostała

tylko

nazwa

na

określenie

w y s t ę p u j ą c e j w m i s t e r i u m postaci. P o d k r e ś l a to jeszcze mocniej
f a k t silnego w r o ś n i ę c i a togo m o t y w u w k u l t u r ę l u d o w ą .

P R Z Y P I S Y
' | \ д \ O. Goldhorg-Mulkiewicz, Postać Żyda w polskiej rzeźbie
ludów,},
..Polska S z t u k ' . L u d o w a " , R . X X X I V 1980 n r 3—4,
s. 219—2-26
A . Bartos/,. Cyganie w kulturze •polskiej. Komentarz do
wystawy, T a r n ó w 1979,
2

3

K . M o s z y ń s k i , Kultura ludowa Słowian, t . I I , cz. 2, W a r ­
szawa 1968, s. 280—281
* I s t e b n a , w o j . bielskobialskie, 1969. m a t . w ł a s n e
M . R o m o w i c z , Folklor górali żywieckich.
Warszawa 1978,
s, 199—201
5

I I . 5. Maska Cygana, B e s k i d Ś l ą s k i , w ł . M u z . Etnograficzne w W a r s z a w i e ; i l . 6. O b r z ę d o w a maskii Cygana,
K o n i a k ó w , wł. M u z . G ó r n o ś l ą s k i e , B y t o m ; i l . 7. Franciszek P a l k a , Cyganka, d r e w n o , wł. M u z . O k r ę g , w
N o w y m S ą c z u ; i l . 8. W a c ł a w C z e r w i ń s k i , Cygan z niedźwiedziem,
drewno, w ł . M u z . A r c h , i E t n o g r . w Ł o d z i

149

i

�6

Ъ". Gawełck, Zwyczaje świąteczne
w Radłowie,
„Lud",
t. X I I I , s. 144
i
F. K r ć e k , Sobótka w Galicji, „ L u d " , t. I V , s. 321
J . Mądzik, Zwyczaje doroczne Łemków
(w:) Nad
rzeką
Ropą, praca zbiorowa, K r a k ó w 1965, s. 277
Rzeszowskie, 1978, mat. w ł a s n e
T . K a r w i c k a , Kułtura
ludowa ziemi dobrzyńskiej,
War­
szawa 1979, s. 169
A . W ó j c i k , Zwyczaje rodzinne Pogórzan (w:) Nad
rzeką...,
s. 242
S . J . Dobrowolski, Lud hrubieszowski, „ L u d " , t. I , s. 250
Okolica W i ś n i o w e j , woj. rzeszowskie, 1978, mat. w ł a s n e
Sucha Dolina, woj. n o w o s ą d e c k i e , 1970, mat. własno
Ostatnie dwa wierszo s ą w j ę z y k u c y g a ń s k i m . Znaczą
dosłownie:
Idź człowieku,
Nie zjadłoś, nie p o p i ł e ś , nie p o t a ń c z y ł e ś .
7

8

9

1 0

1 6

N p . P s t r ą g ó w k a , woj. rzeszowskie, 1978, mat. własno
Strój w działo etnograficznym Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu
Por. Goldberg-Mulkiewicz, op. cit.
A . J a k l i ń s k a - D u d a , Cyganie osiadłi w opinii górali spis­
kich, „ E t n o g r a f i a Polska", X X I I ; 1978 z. 2, s. 161—109
J . K i t o w i c z , Opis obyczajów,
Warszawa 1969, s. 537—
538
1 7

1 8

1 9

2 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

2 1

Por. J . Zborowski, Przyczynki
do zwyczajów
na Boże Na­
rodzenie na Podhalu, „ L u d " , t. X X X V , s. 98
R z e ź b a wykonana przez W . Czerwińskiego (w'asnosc
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi)
R z e ź b y W . Chajca (wl. Muzeum O k r ę g o w e g o w R z sz' wie)
i F . P a l k i (wł. Muzeum O k r ę g o w e g o w N o w y m Sączu)
2 2

2 3

2 4

Obrazy
Wrocławiu

Ił. 9. A n n a B i ń k u ń s k a , Niedziela w Leśnicy,

są

własnością

w ł . Muz. Etnograficzne w K r a k o w i e

Fot,: K. Chojnacki, il. 2; St. DcptuszewekJ, il. 4; W. Dudziak, ii. 3

150

Muzeum

Etnografii zi.cgo

we

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10942" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10920">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93d701b61e2a6590774f22006e6cfc0a.pdf</src>
        <authentication>e148f3ba23212b7cb705231ce40e44a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130457">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3397</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130458">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130459">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130460">
                <text>Cyganie ze zdjęć Ignacego Kriegera / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130461">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.127-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130462">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130463">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130464">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130465">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130466">
                <text>Adam Bartosz

CYGANIE ZE ZDJĘĆ IGNACEGO KRIEGERA
W Muzeum Historycznym miasta K r a k o w a znajduje się
liczący o k o ł o 9 000 szklanych klisz zbiór zwany archiwum K r i e gora, z a w i e r a j ą c y zdjęcia z lat 1860—1926. Zawiera on obszerną
d o k u m e n t a c j ę dawnego K r a k o w a z u w z g l ę d n i e n i e m architektury,
d z i e ł sztuki, a t a k ż e charakterystycznych postaci z krakowskiej
ulicy. Z n a j d u j ą s i ę tu m.in. zdjęcia C y g a n ó w K e ł d e r a s z ó w ,
sportretowanych zapewne w k o ń c u X I X w .
1

K e ł d e r a s z e , to przedstawiciele wielkiego szczepu c y g a ń s k i e ­
go, k t ó r z y po wielu wiekach niewolniczego pobytu w p a ń s t w a c h
M o ł d a w i i , W o ł o s z c z y z n y i Siedmiogrodu wyruszyli w latach
s z e ś ć d z i e s i ą t y c h ubiegłego wieku n a kolejną w ę d r ó w k ę do E u r o p y
Ś r o d k o w e j i dalej. Wraz z innym szczepem, Lowarami, zaludnili
niebawem drogi wielu p a ń s t w , w z b u d z a j ą c w s z ę d z i e n i e m a ł ą
sensację, zwracając n a siebie p o w s z e c h n ą u w a g ę egzotycziiyn,
strojem .
2

Cyganie spotretowani przez Kriegera to n i e w ą t p l i w i e K e ł ­
derasze, k t ó r z y dotarli na nasze tereny po przemierzeniu o b s z a r ó w
imperium carskiego, na co w s k a z y w a ł y b y szerokie, bufiaste
spodnie, wpuszczono do wysokich b u t ó w . Bowiem pierwsi K e ł ­
derasze, k t ó r z y pojawili się w Galicji i K r ó l e s t w i e b e z p o ś r e d n i o
z W ę g i e r i R u m u n i i , nosili stroje bardziej „ w ę g i e r s k i e " . Portre­
t u j ą c y ich w 1868 r. Wojciech Gerson t a k i d a ł komentarz do
swego r y s u n k u (il. 1):
3

„ C y g a n i e ci p o c h o d z ą z W ę g i e r , j a k to ich ubiór ś w i a d c z y .
Węgiorskie k o ł p a o z k i p i l ś n i o w e , spodnie obcisłe, naszywane,
buty długie. W ó j t nosi k r ó t k ą b e k i e s z ę o srebrnych guzach i l a s k ę
o srebrnej skuwce i gałce d ł u g i e j . U b i ó r c h ł o p c ó w jest t a k ż e

węgierski. S k ł a d a się z krótkiej koszuli o szerokich r ę k a w a c h
i h a j d a w a r ó w d ł u g i c h , a tak szerokich, ż e podobne s ą do s p ó d n i c y .
K o b i e t y z a m ę ż n e n o s z ą chustki n a g ł o w a c h , pojedynczo w tyle
w i ą z a n e , w warkocze z a ś m a j ą powplatane różne ś w i e c i d e ł k a ,
pieniądze srebrne, guzy szklane i porcelanowe, korale, naszyjniki
z talarów, a częstokroć i z ł o t y c h d u b l o n ó w " .
4

Opis ton zgodny jest z z a ł ą c z o n y m rysunkiem. W i d a ć t u
d o r o s ł y c h m ę ż c z y z n w o b c i s ł y c h , wyszywanych spodniach,
a t a k ż e m ł o d e g o c h ł o p a k a w charakterystycznych spodniach
o bardzo szerokich nogawkach . N i c w i d a ć jedynie na owym r y ­
sunku m ę ż c z y z n y w „ b e k i e s z y o srebrnych guzach", co wydaje
się oczywiste, jako że scena ukazuje kotlarzy przy pracy, w której
w ó j t z racji pozycji w taborze pewnie zazwyczaj nie u c z e s t n i c z y ł .
5

P o r ó w n u j ą c ten pierwszy wizerunek K e ł d e r a s z ó w z serią
zdjęć Kriegera z a u w a ż y ć m o ż n a niewielkie zmiany w ich stroju,
które to d o k o n a ł y się na przestrzeni k i l k u d z i e s i ą t k ó w lat, dzie­
l ą c y c h oba przedstawienia C y g a n ó w , b ą d ź t e ż s ą wynikiem in­
tensywnych w p ł y w ó w , co m i e ć m o ż e z w i ą z e k z odmiennymi
szlakami w ę d r ó w k i . B i o r ą c jednak pod u w a g ę fakt, że s ą to
K e ł d e r a s z e po prostu z innej grupy, oraz żo czas j a k i dzieli po­
wstanie r y s u n k u Gersona i fotografii Kriegera jest stosunkowo
niewielki (najwyżej różnica jednego pokolenia), stwierdzić n a l e ż y ,
żo o d m i e n n o ś c i w stroju d o t y c z ą zasadniczo s z c z e g ó ł ó w , pomi­
jając bufiaste spodnie w wizerunkach fotograficznych.
Podobnie j a k inne postacie zo z d j ę ć Kriegera, Cyganie sfo­
tografowani s ą na tle zwisającej tkaniny, upozowani w e d ł u g
ó w c z e s n e j mody fotograficznej. Krieger bowiem nie p o r t r e t o w a ł

127

�128

�swych modeli w naturalnym otoczeniu, ale zapraszał do swoj
pracowni.
Archiwum „ c y g a ń s k i e " Kricgera zawiera 11 n e g a t y w ó w
szklanych, na k t ó r y c h sportrotowano cale sylwetki 4 m ę ż c z y z n
i 2 kobiet. T a k więc n i e k t ó r e postacie p o w t a r z a j ą się (jedna
trzykrotnie, i l . 3—5), a różnice ujęć s ą w dwu przypadkach
ledwie widoczne. 9 zdjęć przedstawia pojedyncze postacie. N a
dwu z d j ę c i a c h s ą dwaj m ę ż c z y ź n i , ci sami, a ujęcia różnią się
zasadniczo t y m , że t ę s a m ą fajkę trzyma raz joden, raz drugi
z m ę ż c z y z n (il. 6, 7).
Material do analizy postaci portretowanych przez Kriegera
daje się w z b o g a c i ć o jeszcze jedno, bardzo interesujące zdjęcie,
k t ó r e g o negatywu nie udało się w archiwum odnaleźć, a które
znajduje się w zbiorach ikonograficznych Muzeum Etnograficz­
nego w Krakowie. Jest to n i e w ą t p l i w i e zdjęcie z tej samej serii,
przedstawia bowiem 2 postacie uprzednio fotografowane oraz
j e d n ą n o w ą (il. 2). F a k t ten oraz ustawienie postaci pozwala ponad
w s z e l k ą w ą t p l i w o ś ć p r z y p i s a ć Kriegerowi autorstwo zdjęcia.
Pewne jego s z c z e g ó ł y w s k a z y w a ć by m o g ł y , że nie z o s t a ł o ono
wykonane jednocześnie z poprzednio wymienionymi (o czym
niżej).
W sumie więc Krieger u w i e c z n i ł n a swych zdjęciach 7 K e ł ­
d e r a s z ó w , w t y m 2 kobiety. Jest to dziś niezwykle cenny doku­
ment, z w ł a s z c z a do analizy stroju C y g a n ó w .
W oparciu o przokaz Gersona (zarówno rysunek j a k i komen­
tarz) oraz p ó ź n i e j s z e opisy stroju K o t l a r z y w n i o s k u j ę , że są to
przedstawiciele bogatej warstwy C y g a n ó w , przy czym jeden
z nich, n a j w y ż e j trzydziestoletni m ę ż c z y z n a , pełni rolę p r z y w ó d c y
( w ó j t a ) . W skazuje na to laska, k t ó r ą trzyma na zdjęciu grupowym
(il. 2). N a t y m samym zdjęciu pokazany jest stary Cygan, bosy,

w szerokich, p ł ó c i e n n y c h spodniach i bez jakichkolwiek o z d ó b .
Znając zamiary Kriegera z dokumentowania m o ż l i w i e różnorod­
nych t y p ó w n a l e ż y w n i o s k o w a ć , że umieścił tu celowo dla kon­
trastu również i przedstawiciela ubogich C y g a n ó w . Najpewniej
b y ł on p o s t a c i ą w ł a ś n i e t y p o w ą , a ci bogato odziani m ę ż c z y ź n i
stanowili mniej liczną elitę. Może byli n a j b o g a t s z ą r o d z i n ą
w taborze ? Bez w ą t p i e n i a tak m o ż n a p o w i e d z i e ć o sportretowan y m wójcie. Sądząo po ilości srebrnych ( z ł o t y c h ) g u z i k ó w u kurtek,
lub ich braku, mamy tu prezentację szerokiego zróżnicowania
m a j ą t k o w e g o (społecznego) w łonie prawdopodobnie tego samego
taboru K e ł d e r a s z y .
N i e k t ó r e ze zdjęć Kriegera znane są z publikacji, ale p o n i e w a ż
na ogół j a k o ś ć repiodukcji w druku jest dość kiepska, d y s p o n u j ą c
ostrymi, p o w i ę k s z o n y m i odbitkami d o k o n a ł e m m o ż l i w i e szczegó­
łowej analizy (pod lupą) e l e m e n t ó w stroju sfotografowanych
Cyganów.
S z c z e g ó ł o w y opis stroju zacznę od mniej skomplikowanego
ubioru obu kobiet. Jedna z nich (il. I I ) znajduje się na obu zdję­
ciach. Ma n a g ł o w i e k w i e c i s t ą c h u s t ę , wiązaną z t y ł u , z opadają­
cymi na ramiona k o ń c a m i . Chusta wskazuje n a m ę ż a t k ę . B l u z k a
w i ą z a n a pod s z y j ą , z niskim, marszczonym k o ł n i e r z e m , z ą b k o ­
wanym, bardzo obszorna, marszczona. R ę k a w y nisko wszyte,
z szeroką, m a r s z c z o n ą kryzą' u n a d g a r s t k ó w . W z ó r bluzki —•
kratkowy. Bogato marszczona s p ó d n i c a , w i ą z a n a w pasie, o drob­
nym wzorze geometrycznym. N a przedzie fartuch z dwu r ó ż n y c h
k a w a ł k ó w m a t e r i a ł u , grubo ręcznie zeszytych. Cyganka jest bosa.
Druga kobieta (il. 9 — 1 0 ) sfotografowana raz w pozycji sto­
j ą c e j , oparta ręką o krzesło, na drugim zdjęciu siedzi na t y m
krześle. Kwiecista chusta zsunięta jest n a ramiona, końce zwią­
zane w w ę z e ł p o n i ż e j piersi. Z o d k r y t ą g ł o w ą c h o d z i ć m o g ł y

I I . 6, 7. „ S ą to spodnie z grubego materiału, bufiasto wpuszczone do szerokich b u t ó w . Na całej powierzchni bogate aplikacje s z e r o k ą
t a ś m ą m a t e r i a ł u (...) układające się wzorem wielokrotnych p ę t l i c "

129

I

�I I . 8. „ N a j b a r d z i e j r z u c a j ą c y m s i ę w oczy elementem stroju K e ł d e r a s z ó w są o c z y w i ś c i e ogromne guziki"; il. 9. , , Z o d k r y t ą g ł o w ą clio
dzić m o g ł y tylko panny"

tylko panny, ale na zdjęciu widzimy dojrzałą k o b i e t ę , niewątpli­
wie m ę ż a t k ę . Zsunęła więo c h u s t k ę tylko na c h w i l ę , pewnie na
p r o ś b ę fotografa, co wydaje s i ę na tyle i n t e r e s u j ą c e , że zwyczaj
oyganski surowo z a k a z y w a ł odkrywania g ł o w y m ę ż a t k o m przy
obcyoh. Fotografowana z g o d z i ł a się więc na pewno za przyzwo­
leniem m ę ż a , k t ó r y b y ł obecny przy zdjęoiu.
K o b i e t a odziana jest w b l u z k ę jasną z wzorem haftowanym,
o kroju t y m samym co u poprzedniej, tylko r ę k a w y są bardziej
suto marszczone, a k r y z a u n a d g a r s t k ó w obszyta k o r o n k ą . Pod
s z y j ą z a w i ą z a n a apaszka. S p ó d n i c a od p o ł o w y w y s o k o ś c i w dół
ozdobiona haftem dziurkowanym, tak samo fartuch. N a nogach
sznurowane trzewiki, sięgające nieco p o w y ż e j kostki. P o obu
stronach dziurek od s z n u r o w a d e ł rząd o z d ó b , na fotografii widocz­
n y c h jako białe plamki. Mogą to b y ć pompony, a m o ż e cekiny
(monety?).
Obie Cyganki m a j ą długie naszyjniki z wielkich monet,
m i ę d z y k t ó r y m i wplecione

s ą mniejsze. R ó w n i e ż w warkocze

wplecione s ą monety różnej wielkości, a t a k ż e guzy. Zupełnie
natomiast nie w i d a ć k o l c z y k ó w . Strój obu kobiet bardzo jest po­
dobny do u k ł a d u z rysunku Gersona.
Sfotografowani przez Kriegera m ę ż c z y ź n i ubrani są, z w y j ą t ­
kiem ubogo odzianego, starego Cygana ze zdjęcia grupowego
(il. 2) dość jednolicie, a różnice w y s t ę p u j ą g ł ó w n i e w ilości o z d ó b .
T o w a r z y s z ą t e ż im różne rekwizyty.
Przyjrzyjmy

się najpierw grupowej fotografii,

ukazującej

C y g a n ó w w najbardziej r ó ż n o r o d n y m odzieniu. Siedzący na kotle
Cygan u b i a n y jest w w y p u k ł y kapelusz z m a ł y m , lekko podwi­
n i ę t y m rondem. K o s z u l a w i ą z a n a pod s z y j ą , z g ł ę b o k i m rozcię­
ciem. TJ koszuli niewielki, marszczony kołnierz. Koszula z p r ą ż k o ­
wanego m a t e r i a ł u , skrojona tak samo jak bluzki kobiet, ale w nad­
garstkach r ę k a w y spięte w wąski mankiet, u k ł a d a j ą się bufiasto.
Spodnie i buty u tego Cygana są lepiej widoczne na innym zdjęciu
(il. 3, 6). S ą to spodnie z grubego m a t e r i a ł u , bufiasto wpuszczone

130

do szerokich b u t ó w . N a całej powierzchni bogata aplikacja sze­
roką t a ś m ą m a t e r i a ł u , we wszystkioh przypadkach układająca
się wzorem wielokrotnych pętlic, ś r o d k i e m i po bokach nogawki.
Po bokaoh pojedynczy (u innych p o d w ó j n y ) szeroki lampas
z z ą b k o w a n y m i brzegami. L a m p a s górą dochodzi do rozcięoia
kieszeni. Spodnie s i e d z ą c e g o na krześle Cygana (il. 8) m a j ą
drugi lampas z a c z y n a j ą c y się w p o ł o w i e ' w y s o k o ś c i nogawki,
a dalej b i e g n ą c y w poprzek przez p o ś l a d k i , j a k np. we w s p ó ł ­
czesnych portkach p o d h a l a ń s k i c h . Wszystkie spodnie, gdzie to
widoczne, m a j ą u k o ś n e kieszenie. Z przodu dwa przypory;
u w ó j t a (il. 3 — б ) o z ą b k o w a n y c h brzegach. Górą m a t e r i a ł spodni
z a g i ę t y i zszyty w tunel dla przeciągnięcia pasa. P a s s k ó r z a n y ,
z k l a m r ą w i d o c z n ą w lewym przecięciu przypora. W ó j t ma klamrę
szeroką, z reliefem w y p u k ł y m , p r z e d s t a w i a j ą c y m p o ś r o d k u p o s t a ć
l u d z k ą z uniesionymi do g ó r y r ę k a m i , a po jej bokach syme­
trycznie uniesione n a tylnych nogach konie.
B u t y wszystkioh K e ł d e r a s z ó w , z w y j ą t k i e m biedniej odzia­
nego Cygana (z i l . 6, 7) są wyszywane, przy czym motywem do­
m i n u j ą c y m jest serce. Górą but w y o i ę t y ozdobnie. Brzegi cholewy
oraz szew z boku wzmocnione pasem s k ó r y z z ą b k o w a n y m
krajem.
Najbardziej reprezentacyjnie ubrany jest o c z y w i ś c i e w ó j t ,
p o s t a ć w y s t ę p u j ą c a p o ś r o d k u fotografii grupowej oraz samotnie
na trzech innyoh z d j ę c i a c h (il. 3—5). Stoi on oparty p r a w ą
ręką na wysokiej lasce, l e w ą podtrzymuje długą fajkę t r z y m a n ą
w ustach.
N a wszystkich z d j ę c i a c h ma on k a m i z e l k ę w ł o ż o n ą na z n a n ą
już z opisu koszulę. Obie p o ł y kamizelki aplikowane s ą p ę t l i c a m i ,
tak jak spodnie. P r a w a pola obszyta dwoma r z ę d a m i p ł a s k i c h ,
d u ż y c h g u z i k ó w . Ze źródeł wiadomo, że b y ł y to guziki srebrne,
a czasem z ł o t e . Ze zdjęcia nie w i d a ć tego, a i źródła nie p o d a j ą ,
ale wydaje s i ę prawdopodobne, ż e s ą to monety. T y m bardziej,
że poza owymi p ł a s k i m i „ g u z i k a m i " ozdobie s ł u ż ą c y m i , kamizel-

�I I . 10, 11. „Obie Cyganki mają długie naszyjniki z wielkich monet, m i ę d z y które wplecione są mniejsze"

k a zaopatrzona jest w pięć wielkich w y p u k ł y c h g u z i k ó w , w y r a ź n i e
przeznaczonych do zapinania, co w i d a ć na innych
(и. o, 7).

zdjęciach

Bk

Po lewej stronio wisi ł a ń c u s z e k (od zegarka) zaczepiony
k ó ł k i e m u dziurki od guzika, drugi koniec chowa się w kioszeni
kamizelki. TJ ł a ń c u s z k a w i s z ą duże monety.
I n t e r e s u j ą c y jest jeszcze jeden s z c z e g ó ł ubioru w ó j t a , w y s t ę ­
p u j ą c y również u jego s i e d z ą c e g o towarzysza, tyle, że na innym
z d j ę c i u , gdzie jest on ubrany w k u r t k ę (il. 6, 7). Jest to chustka
jednym rogiem z a w i ą z a n a u tej samej dziurki co ł a ń c u c z e k ,
zwisająca ukosem poprzez brzuch i Włożona do kieszeni spodni,
ale tak. że jej k o ń c e luźno z w i s a j ą na z e w n ą t r z . TJ wymienionego
przed c h w i l ą Cygana chusta z frędzlami w ł o ż o n a jest do kieszeni
kurty. B y ł b y to p o d r ę c z n y schowek na p i e n i ą d z e , znany naszym
c h ł o p o m , tylko że t u demonstrowany na z e w n ą t r z , aczkolwiek
zabezpieczony p r z y w i ą z a n i e m przed e w e n t u a l n ą kradzieżą.
Inno postacie z fotografii Kriegera ubrane są w kurtki z rę­
kawami, z w y ł o ż o n y m k o ł n i e r z e m . R a z kurtka obszyta jest baran­
kiem (il. 6, 7) i aplikowana (fot. 6, 7, 8), innym razem zupełnie
skromna, bez o z d ó b . Aplikacje na kurtce p o w t a r z a j ą s i ę , j a k na
kamizelce — z przodu, a ponadto w y s t ę p u j ą u d o ł u r ę k a w ó w
(il. 6—8).
Najbardziej r z u c a j ą c y m się w oczy elementem stroju K e ł ­
d e r a s z ó w są o c z y w i ś c i e ogromno guziki, które d o c h o d z i ł y do
wielkości kurzych j a j , a s ł u ż y ł y okazaniu m a j ę t n o ś c i i zapewno
pozycji s p o ł e c z n e j . S i e d z ą c y n a krześle Cygan m a aż po trzy
rzędy- tych wielkich ozdobnych k r ą ż k ó w umieszczonych na obu
polach. Można p o l i c z y ć , że razem daje to 48 srebrnych lub zło­
tych g u z i k ó w . U innego tych g u z i k ó w jest tylko 4, ale s ą one
ogromnej wielkości, a k s z t a ł t m a j ą jajowaty.
Owo wielkie guziki, srebrne lub złote, przy kurtkach i kami­
zelkach s t a n o w i ł y typowy akcent w stroju K e ł d e r a s z ó w jeszcze
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m i to nie tylko n a terenie Polski.
Cyganologiczne pismo angielskie „ J o u r n a l of the G y p s y Lore

Society" z a m i e ś c i ł o k i l k a zdjęć K e ł d e r a s z ó w m i ę d z y innym
p o c h o d z ą c y c h z Polski (tzn. tu urodzonych), k t ó r z y n o s z ą przy
kurtkach w ł a ś n i e charakterystyczne guzy srebrne .
6

Wracając do charakterystyki stroju w ó j t a w s p o m n i e ć trzeba
o kapeluszu, k t ó r y jest nieco w y ż s z y niż u innych m ę ż c z y z n ,
a k r y z ę ma obrębioną skórą. Ze s k ó r y t e ż jest opaska na k a ­
peluszu, za k t ó r ą z a t k n i ę t o długie, bardzo puszyste pióro. N a
z d j ę c i a c h , gdzie w ó j t w y s t ę p u j e sam przy piórze jest jeszcze
z a t k n i ę t a ukwiecona g a ł ą z k a j a k i e g o ś krzewu, co nota bene
pozwala określić dość ściśle porę roku, kiedy zdjęcie b y ł o robione.
Mogło to b y ć g d z i e ś na przełomie maja i czerwca.
Trzeci kotlarz na zdjęciu zbiorowym, to najskromniej ubra­
ny, stary m ę ż c z y z n a . N a g ł o w i e kapelusz, j a k u innych, lecz
z m a ł y m rondom opuszczonym w d ó ł . Ubrany w j a s n ą koszulę
odmiennego nieco kroju — rozcięcie pod s z y j ą p ł y t k i e , a za­
pięcie na guziki; r ę k a w y w ą s k i e , s p i ę t e w mankietach. Koszula
częściowo wpuszczona w spodnio, bolcami na wierzchu. Spodnie
szerokie, p ł ó c i e n n e , ściągnięte w pasie sznurkiem. Na koszuli
s t r z ę p y kamizelki ze z w y k ł y m i guzikami.
P o z a ubiorem ze zdjęć o d c z y t a ć m o ż n a kilka r e k w i z y t ó w ,
o który ch j u ż w s p o m n i a ł e m . T a k w i ę c Cyganie ci p a l ą fajki
o d ł u g i c h , z a g i ę t y c h cybuchach, z kominkiem z a m k n i ę t y m
m e t a l o w ą p r z y k r y w k ą . B y ć m o ż e na wszystkich zdjęciach fi­
guruje ta sama fajka. Cygan s i e d z ą c y na kotle (il. ") trzyma w
ręku nieokorowany k i j . M o ż e jest to, z n a j d u j ą c a się zawsze pod
ręką desto —• laska służąca do obrony ? Cygan z innego zdjęcia
(il. 6, 7) t r z y m a w ręku bicz na d ł u g i m trzonku, również często
u ż y w a n y w celach obronnych.
r

N a ś r o d k o w y m palcu prawej ręki w ó j t a w i d a ć pici ścień
z oczkiem. Skromniejszy pierścień widoczny jest t e ż na m a ł y m
palcu innego Cygana (il. 7).
Najciekawszym n i e w ą t p l i w i e rekwizytem jest wysoka laska
w ó j t a . Oparta o p o d ł o g ę , s i ę g a m u po bark. Jest to lekko rozsze­
rzający się ku górze k i j , z a k o ń c z o n y w y s o k ą na około 4 szerokości

131

�dłoni, profilowaną g ł o w i c ą n a b i j a n ą ozdobnymi blaszkami.
P o n i ż e j , na drzewcu, widoozna metalowa skuwka. Opis bardzo
podobnej laski noszonej przez J a k u b a Znamierowskiego, c y g a ń ­
skiego króla z k o ń c a X V I I I w., podaje N a r b u t t . I d e n t y c z n ą
niemal l a s k ę trzyma w ó j t c y g a ń s k i z obrazu Tadeusza Popiela,,
reprodukowanego w książce Jerzego Ficowskiego . T a k a sama
laska znajduje się w rękaoh Matejasza K w i e k a „ w o d z a narodu
o y g a ń s k i e g o " uwiecznionego na zdjęciu z lat dwudziestych na­
szego stulecia, z n a j d u j ą c y m się w Archiwum Dokumentacji
Mechanicznej w Warszawie.
7

8

Wszyscy sfotografowani przez Kriegera K e ł d e r a s z e noszą
d ł u g i e , k ę d z i e r z a w e w ł o s y oraz nie golone zarosty.
Jeszcze k i l k a s ł ó w o samych fotografiach. J a k wspomniano,
seria zdjęć z zachowanymi negatywami robiona b y ł a zapewne

j e d n o c z e ś n i e . W innym czasie wykonano zdjęcie grupowe. Wska­
z y w a ł y b y na to różnice w n i e k t ó r y c h rekwizytach w ó j t a . Otóż
na tym ostatnim zdjęciu nosi 011 na palcu pierścień, którego brak
na poprzednich. Nie ma też na kapeluszu gałązki z kwiatami.
Ponadto p i z y p u s z c z a ć m o ż n a , że mając w c z e ś n i e j przy sobie
l a s k ę z o s t a ł b y z nią sfotografowany na innych zdjęciach.
N i e k t ó r e fotografie Kriegera wykorzystywane b y ł y już
w publikacjach, a także rozpowszechniane jako podkolorowane
zdjęcia w albumach. Znana jest też kolorowana p o c z t ó w k a
wykonana na podstawie wymienionego grupowego z d j ę c i a ,
rozpowszechniana przed 1918 r. Niewykluczone, że zdjęć t y c h
Krieger w y k o n a ł więcej a odbitki ( m o ż e też i klisze?) p o z o s t a j ą
dotychczas nieznane w j a k i m ś archiwum.

P R Z Y P I S Y

1

Ignacy Krieger (1820—1888) prowadził znany zakład
fotograficzny w Krakowie przy ul. Grodzkiej a n a s t ę p n i e przy
R y n k u . Po jego śmierci atelier objęli Natan i Amalia, dzieci
Ignacego. Zakład b y ł czynny do 1920 r. Janusz Andruszkiewicz,
Ignacy Krieger, fotograf dawnego Krakowa, „ M a g a z y n K u l t u ­
ralny", 1974 г., nr 3, s. 29—31
J e r z y Fioowski. Cyganie na polskich drogach, K r a k ó w
1966, rozdział Inwazja
Kełderaszów.
t a m ż e , s. 72

* Wojciech Gerson, Obozowisko cygańskie na Saskiej
Kępie
pod Warszawą.
„ T y g o d n i k Ilustrowany", nr 29 z dn. 18 V I I
1868 r.
Spodnie takie nosili Cyganie K a r p a c c y (osiadli) n a Spiszu
p ó ł n o c n y m jeszcze w okresie m i ę d z y w o j e n n y m .
s

6

2

3

132

7

8

Ficowski, t a m ż e , s. 72—73
t a m ż e , s. 43
t a m ż e , s. 162,

zob.

też przytoczony opis

W.

Gersona

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11196" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11174">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3622f68f8e19cd5b7ccf75ecdf75db78.pdf</src>
        <authentication>f7342d6c1366da94de4ef23e7c3bc26b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133454">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3359</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133455">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133456">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133457">
                <text>Wystawa malowanek Powiśla Dąbrowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133458">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.116-118</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133459">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133460">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133461">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133462">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133463">
                <text>Adam Bartosz

WYSTAWA MALOWANEK POWIŚLA

Ośrodek

ludowego

malarstwa

ściennego

na

Powiślu

b r o w s k i m jest j e d n y m z najciekawszych zjawisk w sztuce

Dą­

ludowej

naszego k r a j u . Z w i c i u w z g l ę d ó w zasługuje n a szczególną u w a g ę
i

pieczę;

z

wielu

względów

s t a ł się

tematem,

wokół

którego

ono

DĄBROWSKIEGO

rozrzucone

n a terenie

kilku

wsi, po kilka, po jednym

w s i , j e d n a k jest t o ślad rozległości z j a w i s k a p r z e d l a t y . A

dowód trwania zjawiska, jako żywego przejawu sztuki ludowej,
trwającego

bez p o d n i e t

z zewnątrz. Trwającego

z

narosło w i e l e m i t ó w , u p r o s z c z o n y c h sądów i pomyłek. P r z y c z y n ą

potrzeby

są g ł ó w n i e m a s s - m e d i a .

a r c h a i c z n e j , z a r ó w n o co d o t e c h n i k i , j a k t e ż f o r m y

do

Ale i etnografom

utrwalenia schematycznego

zdarza

się

i nieprawidłowego

przyczynić
obrazu

w i s k a . W y d a j e s i ę , żo a u t o r z y w y s t a w y w P a ń s t w o w y m
Etnograficznym

w

Warszawie

również za t y m s c h e m a t e m

(październik—listopad

p o s z l i , m i m o doskonałej

zja­

Muzeum

tematu.

tutejszego

łudu.

Zachowanego

w

wewnętrznej

postaci

niezwykle
zdobnictwa.

Zetknięcie z m a l o w a n y m i d o m a m i n a t a k dużym obszarze obala
d r u g i m i t — że m a l o w a n e jest t y l k o Z a l i p i e .

1982)

znajomości

Historię powstania
wiślu D ą b r o w s k i m

i rozwoju

bardzo

m a l a r s t w a ściennego n a

szczegółowo

przedstawiła

wiedza

wystawę, sprowadza

na temat

zjawiska,

któremu

się d o i n f o r m a c j i o m a l o w a n e j

poświęcono

wyczerpująco omówił t e n t e m a t a u t o r scenariusza

wsi —

t u w y s t a w y — Zdzisław Szewczyk, w k a t a l o g u w y s t a w y .

Za­

Geneza

W ó w c z a s obejmowało ono wiele w s i w widłach D u n a j c a i W i s ł y .

( i i n n i sztuką ludową z a i n t e r e s o w a n i )

nie mówiąc o turys­

t a c h , k t ó r z y bez specjalnego p r z e w o d n i k a c h c i e l i znaleźć w Z a ­
l i p i u ze d w i e , t r z y m a l o w a n e
w

chaty. Jest t o pierwszy

zetknięciu z Z a l i p i e m p r y s k a . B o w i e m

w tej rozrzuconej

n a okołc

m i t , który
200 domów,

wielodrożnicy zaledwie 27 — - t o d o m y

w a n e . A ż e n i e w s z y s t k i e są m a l o w a n e

z zewnątrz, n a

malo­

dodatek

jednak

pozna

się

malowano

domy

zalipiańskie

j a k i e ż z k o l e i z a s k o c z e n i e , k i o d y t r a f i się d o m a l o w a n y c h
poza Z a l i p i o m ! A

116

jest t y c h domów drugie t y l e .

1

ubiegłego

wieku.

t y m zasięgu notował je j a k o ż y w e l u b też n i e d a w n o

Z . S z e w o z y k w czasie badań p r o w a d z o n y c h
Malarstwo

to,

wykazujące

tendencje

tuż p o I I
do

zanikłe
wojnie.

zanikania

—

domów

Co p r a w d a

są

4

prze­

trwało dzięki m . i n . o r g a n i z o w a n y m o d 1948 r. k o n k u r s o m a n a w o t
r o z w i n ę ł o się d o n i e s p o t y k a n y c h w c z e ś n i e j r o z m i a r ó w . O s i ą g n i ę t o
też szczególnie w y s o k i p o z i o m

techniczny

i estetyczny.

Rozwi­

j a ł o się j e d n a k ( z r ó ż n y c h p o w o d ó w , o k t ó r y c h o b s z e r n i e

s k r y t e , z d a l a o d d r o g i , więo i znaleźć j e niełatwo.
Kiedy

W

końca

3

Duże rozczarowanie
fowie

sięga

Równie

zdobnictwa

etnogra­

na Powiślu

1

recenzowanej

l i p i u . Z a l i p i e — t o wieś m a l o w a n a . M a l o w a n e jest ( t y l k o ) Z a l i p i e .
przeżyli studenci e t n o g r a f i i , s a m i

domów

Po­

niedawno

Teresa Komornicka-Rościszewska w d w u p u b l i k a c j a c h .

Obiegowa

we

także

T. K o m o r n i c k a wc w s p o m n i a n y c h pracach)

wyłącznie w

i najbliższej o k o l i c y . N a pozostałym obszarze zanikło,
jednocześnie

uwadze

etnografów.

Niewątpliwym

pisze

Zalipiu

umykając
ponownym

�I I . 1 . Ś c i a n a s t a j n i , m a i . M a r i a M i s t e r k a , w . S a m o c i c e ; i l . 2 . P i e c , m a i . S t e f a n i a M i s i a c z e k , w . K l y ż ; i l . 3. P o w a l a w s i e n i ,
m a i . A n i e l a M a j k o , P o d l i p i e ; i l . 4 . Ściana s t a j n i , m a i . R o z a l i a T r e l a , N i w k i

�renomowanych

artystek

tradyoyjny,

szczególnie

nadal nowe

osoby,

zdobiły

swe

etnografa

które

dotąd

wnętrza

w

sposób

interesujący.

nie były

nader

Zgłaszają

znane

ze s w e j

się

twór­

czości.
Zdobnictwo
zjawiskiem

domów

jest

więc

ż y w y m , rozwijającym

na

Powiślu

Dąbrowskim

s i ę i —• n a d a l n i e d o

p o z n a n y m , j e ś l i c h o d z i o J€&gt;go i l o ś c i o w y w y m i a r . P o
wystawie

można

powiślańskie
motywów,

w

się

było

możliwie

spodziewać,
szerokim

że zaprezentuje

koncepcją w y s t a w y

że

ukaże

wachlarzu

malowany

region.

zdobnictwo

barw,

nazwisk,

Tymczasem

zaważył wieloletni schemat —

wano t u , j a k na i n n y c h prezentacjach

końca

warszawskiej

nad

wyekspono­

t e g o ośrodka, —• Z a l i p i e .

Co p r a w d a n i o w y ł ą c z n i e , ale przecież n a 22 s y l w e t k i m a l a r e k
(plus jeden mężczyzna —
lipia

(Helena

Nawrocka

J a n Szlosek) t a l k o 3 b y ł y spoza
i Rozalia

Zaród

z Kłyża

oraz

Za­

Geno­

w e f a K o c h a n e k z K o s i o r ó w k i —• p r z y s i ó ł k a B o l e s ł a w i e ) .
Również n a doborze ilustracji do k a t a l o g u (który w w a r s t w i e
tekstowej

jest

bardzo

dobrym

przewodnikiem

po

malowanym

Powiślu) zaciążyło Z a l i p i e . Spośród 22 zdjęć m a l o w a n y c h obiektów
n i o licząc p o o z t ó w e k i 3 m a l o w a n e k ze z b i o r ó w H i c k l a z 1 9 0 5 r .
t y l k o 2 są s p o z a Z a l i p i a ( K a n n a ) . N a w y s t a w i e z o s t a ł y
zasygnalizowane

najnowsze

(już

zaledwie

jednak kilku, kilkunastoletnie)

a d a p t a o j e m a l o w a n e k ściennych. Z p o w o d z e n i e m

u p r a w i a się t u

zdobnictwo k w i a t o w e o d p o w i e d n i m i f a r b a m i n a ceramice,
tkaninie, meblu itp. Nie

wdając

się w

estetyczne

a d a p t a c j i n i e można n i e zauważyć i c h ogromnego
oddziaływania
na

n a odbiorcę

z zewnątrz

w

szkło,

oceny

tych

zasięgu,

oraz

postaci

kupowanego

miejscu suweniru.
Tak

więc zawartość

wystawy

niezupełnie

do jej tytułu, który obiecywał pokazanie

była

adekwatna

malowanek z

Powiśla

D ą b r o w s k i e g o . S z k o d a , ż e t a k się s t a ł o , g d y ż p e w n i e n i e p r ę d k o
U.
w.

б. W n ę t r z e
nowego, murowanego
Otfinów, k w i a t y malowała A d e l a
ur. w Z a l i p i u

t o m a t z d o b n i c t w a powiślańskiego zechce wyeksponować m u z e u m

mieszkania,
Królikowska

o

zasięgu

ogólnopolskim.

Przy

okazji

omawiania

wystawy

malowanek

refleksja ogólniejsza. Otóż o d jakiegoś czasu
wego recenzowania

wystaw muzealnych, w t y m —

nawet

n a d ą ż y ć z i c h rejestracją, a p o n a d t o opóźnienia w d r u k u

nawet

udało

k w a r t a l n i k ó w są t a k d z i ś d u ż e , ż e n i e z a c h ę c a t o d o w y p o w i a d a n i a

się o d n a l e ź ć

nieoczekiwane

domów

domów,

efekty.

do

na

większym

obszarze

corocznego k o n k u r s u .

było

Dało

to

Co r o k u n i e m a l ( o d 1976 г.), n a s k u t e k

poszukiwań i r o z p r o p a g o w a n i a

i d e i k o n k u r s u dołączały

m a l a r k i , k t ó r e b ą d ź t o m a l o w a ł y p r z e d l a t y , bądź też

kolejne
malować

n i g d y n i e przestały, pozostając n i e z n a n e n a zewnątrz. I n t e r e s u ­
j ą c y m f a k t e m j e s t , że p o z a s t a r u s z k a m i , malują i młode

d l a s a m y c h w y s t a w , k t ó r e , z d a r z a się, traktują n a z b y t
chownie

dziew­

I

interesujący

żywotny,

młodzieży

jest

i

przyuczanie

opłacalne.
k o n k u r s y niewątpliwie

przy-

powierz­

temat.

Eksponując

ośrodek twórczości l u d o w e j t a k

t a k popularny, t a k bogaty

go w pełnym wymiarze.

O ile wcześniej o r g a n i z o w a n o

Warto

także h a f t y , w y c i n a n k i , w y r o b y

—

powinno

b y pokazać oprócz
bibułkowe

i ze

się

ukazać

malowanek

słomy.

o z y n i ł y się d o r o z w o j u z d o b n i c t w a w Z a l i p i u , t o k o n k u r s o r g a n i ­

k a t a l o g u m ó w i o t y c h dziedzinach twórczości — w y s t a w a

z o w a n y o d k i l k u l a t n a obszarzo większym zaktywizował

m n i e j . P o k a z a n o k i l k a bukietów, parę w y c i n a n e k , h a f t y

k t ó r e z a n i e c h a ł y t w ó r c z o ś c i . P r z y c z y n i ł się t a k ż e d o

malarki,

zaintereso­

w a n i a m a l a r s t w e m młodzieży, czego p r z y k ł a d e m może b y ć
Samocice

( g m . Bolesław), gdzie w 1982 r. malowało k i l k a

cząt s z k o l n y c h . Ujawniły

się t e ż s t a r s z o

malarki,

które

n a k o n k u r s n i e b y ł y zgłaszane, a które w bezpośredniej

się t o

jeszcze j e d n a u w a g a , a d r e s o w a n a już n i e bezpośrednio d o

jest

stopniu skomercjalizowana

dużo

ze s z k o d ą z a r ó w n o d l a k r y t y c z n e j i n f o r m a c j i n a u k o w e j , j a k t e ż

autorów w y s t a w y .

poważnym

bardzo

się o w y s t a w i e , k t ó r ą c z y t e l n i k d a w n o z a p o m n i a ł . D z i e j e

częta, co w Z a l i p i u n i o b u d z i z d z i w i e n i a , j a k o że t w ó r c z o ś ć t a
tu w

wiele,

etnograficz­

włączenie (po u p r z e d n i m s p e n e t r o w a n i u terenu) w s z y s t k i c h , j a k i e

zdobnictwa

i c h co p r a w d a

się

facho­

i trudno

odkryciem

n y c h . Jest

nasuwa

zaniechano

a u t o r k i . T o w s z y s t k o robiło j e d y n i e wrażenie a n e k s u i

Tekst

znacznie
jednej

aneksem

wieś

t y l k o było. A przecież n i e j e d n a m a l a r k a jest t u pierwszorzędną

dziew­

hafciarką. I wycinankarką. I bukieciarką. W s u m i e więc ośrodek

nigdy

bliskości

n a Powiślu Dąbrowskim czoka wciąż n a właściwie
nie w salach

wyeksponowa­

muzealnych.

PRZYPISY
W k o n k u r s i e w 1 9 8 2 r o k u u d z i a ł w z i ę ł o 5 5 o s ó b z 12 w s i ,
prezentując m a l a r s t w o w 49 d o m a c h . D o m y 6 osób, któro w t y m
r o k u nie przystąpiły d o k o n k u r s u , były również p o m a l o w a n e .
W s u m i e więc w t y m r o k u było n a Powiślu 55 m a l o w a n y c h
domów
1

2

Chata"

T e r e s a K o m o r n i c k a - R o ś c i s z e w s k a , Konkurs
na Powiślu
Dąbrowskim,
„ P o l . Szt. L u d . " ,

„Malowana
R . 1977

Tot.:

n r 2 , s. 9 5 — 1 0 6 ; t e j ż e , Zalipie.
Curyłowej,
Tarnów 1980
Zdzisław Szewczyk,
W a r s z a w a 1982
3

4

„Pol.

autor

Przewodnik

Malowanki

po
Powiśla

zagrodzie

Felicji

Dąbrowskiego,

Z d z i s ł a w S z e w c z y k , Konkurs
na malowanki
dafirowskie,
S z t . L u d . " . R . I I , 1 9 4 8 n r 1 1 — 1 2 , s. 4 2 — 4 6

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11483" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11461">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a6b3b8ee9ad20166f18012fb0cf0de6c.pdf</src>
        <authentication>d6fec41976b782da68f34c46fdbb45c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136801">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3406</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136802">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136803">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3193</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136804">
                <text>Działalność National Gypsy Education Council / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136805">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136806">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136807">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136808">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136809">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136810">
                <text>Adam Bartosz
DZIAŁALNOŚĆ NATIONAL GYPSY EDUCATION COUNCIL

N a terenie Wielkiej Brytanii Cyganie s t a n o w i ą specyficzną

N . G . E . C . jest organizacją p a t r o n u j ą c ą szkolnictwu

dzieci

grupę o cechach o d r ę b n y c h W stosunku do Cyganów z konty­

i d o r o s ł y c h , n a d a j ą c ą schemat pracy wszystkim s z k o ł o m , służącą

nentu. W obyczaju, a takżo w j ę z y k u społeczność t i z a c h o w a ł a

informacją i p o m o c ą naukowa. Г о pewnych

stosunkowo archaiczne elementy. P o s ł u g u j ą się dwoma odmia­

organizacyjnych N . G . E . C . jest dziś zrzeszeniem n i e z a l e ż n y c h grup

nami j ę z y k a : Englisch-Romani

— cygański z dużymi

naleciałoś­

ciami angielskiego lub Celtic Gammon (inaczej Shelta) — u ż y w a n y
przez C y g a n ó w irlandzkich, w k t ó r y m obok w p ł y w ó w

przekształceniach

i o d d z i a ł ó w w c h o d z ą c y c h w skład 3 R a d o b e j m u j ą c y c h w i ę k s z e
części k r a j u i m a j ą c y c h osobne siedziby.

języka

Statut

N.G.E.C.

powiada,

że: „celem

(organizacji)

angielskiego przechowało się sporo bardzo d a w n y c ł i f i r m pocho­

wzrost p o s t ę p u w edukacji C y g a n ó w i innych

dzenia

z a r ó w n o dzieci j a k i dorosłych". P r z y j ę t o n a s t ę p u j ą c e

celtyckiego.

Obok autentycznych

Cyganów drogami Wielkiej

Brytanii

wędruje sporo rozmaitych grup niecygańskiełi. W i ę k s z o ś ć z nich
Jednak przejęła c y g a ń s k i j ę z y k i obyczaje i często traktowani są
przez brytyjskie s p o ł e c z e ń s t w o jako Cyganio (Gypsies). Często
też wszystkich tamtejszych k o c z o w n i k ó w określa się w p ó l n y m
mianem

ludzi w ę d r u j ą c y c h

(Travellers).

Wszelkie

instytucjo

—• w procesie nauki u ż y w a się j ę z y k a romani, a w y k ł a d y popiera
się p r z y k ł a d a m i z historii i kultury C y g a n ó w ,
— nauka ma służyć wjaajaniu zasad ż y c i a w

społeczeństwie

w s p ó ł c z e s n y m , z a z n a j a m i a ć z o b o w i ą z k a m i i prawami oby­
watela kraju,
— Cyganie sprawują kontrolę nad pracą nauczycioli,

wszystkimi

— Cyganie p o n o s z ą część k o s z t ó w utrzymania szkół.

koczownikami.

Owych

Travellers

zasady

organizacji i nauczania:

interesujące się sprawami c y g a ń s k i m i z a j m u j ą się więc na ogól
współczesnymi

jest

koczowników,

około 30 t y s i ę c y (liczba bardzo

N . G . E . C . prowadzi instruktaż dla nauczycieli, poradnictwo,

n i e d o k ł a d n a ) przy c z y m pewna ich część osiedliła się, z a c h o w u j ą c

zaznajamia ich z c y g a ń s k ą kulturą. Organizuje się spotkania

jednak w zupełności t r a d y c y j n ą kulturę.

nauczycieli, regularną w y m i a n ę

jest na Wyspach B r y t y j s k i c h

Cyganów

lub przynajmniej zorganizowanych

doświadczeń

itd. W

1975 r.

osiedlenia

w ponad 30 s z k o ł a c h u c z y ł o 60 nauczycieli specjalnie przygoto­

dla nich odpo­

wanych do uczenia C y g a n ó w lub tylko zapoznanych z metodami

Pioiwsze poważniejszo działania zmierzające do

1951 r.

pracy wśród nich. Nauczyciele s ą obecnie o p ł a c a n i przez p a ń s t w o .

z inicjatywy c z ł o n k a parlamentu p o w s t a ł International Gypsy

N a u k ą o b j ę t o w 1975 r. o k o ł o 1100 dzieci, ale w dalszym ciągu

wiedniej

opieki p o d j ę t o w latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h .

W

Committee. Program działania K o m i t e t u zawierał się w trzech

M—4 t y s i ą c e dzieci k o c z o w n i k ó w nio uczęszcza do s z k o ł y lub

punktach i d o t y c z y ł

uczęszczają nieregularnie.

wszystkich w ę d r u j ą c y c h ,

przynależności etnicznej.

niezależnie

od

R ó w n o l e g l e do działalności w e w n ą t r z społeczności koczow­

Postulowano:

— utworzenie w k a ż d y m hrabstwie pól biwakowych d o s t ę p n y c h
wszystkim

n i k ó w N . G . E . C . prowadzi działalność pośród s p o ł e c z e ń s t w a bry­
tyjskiego

koczownikom,

mającą

na celu prezentację

kultury

koczowników,

— swobodny d i s t ę p do nauki, pracy i mieszkali,

ukazanie specyfiki ich o b y c z a j o w o ś c i i historii. D z i ę k i projekcjom

—• traktowanie k o c z o w n i k ó w na równi z ludnością osiadłą.

filmowym w s z k o ł a c h , telewizji, a r t y k u ł o m w prasie, spotkaniom

Przy udziale G y p s y Committee p o w s t a ł a w k o ń c u 1906 r.
Gypsy Council m a j ą c a na colu integrację k o c z o w n i k ó w i ułat­
wienie

im codziennego życia.

W zarządzie

Rady

Cygańskiej

zasiadają koczownicy, a czlonkowio B i d y posiadają karty przy­
należności do organizacji wraz z numerem telefonu c z ł o n k ó w

z w ł a d z a m i lokalnymi, N . G . E . C . w y p r a c o w a ł a nowy, sprzyjający
koczownikom klimat w s p o ł e c z e ń s t w i e . Czyni się t a k ż e staiania
o organizowanie odpowiednich pól campingowych dla koczowni­
k ó w . W okresie od 1970 r. do 1975 r. liczba ich wzrosła z 13 do
11S.
Organizacja dysponuje w ł a s n y m wydawnictwem

z a r z ą d u , z k t ó r y m i k o n t a k t u j ą się w potrzebie.
Z a czołiWo zadania G . C . przyjęła sprawę o ś w i a t y . D l a tyoh
celów w 1970 r. p o w o ł a n o National G y p s y E d u c a t i o n Council,

st.-.n

Publication)

publikującym

instrukcje

dla

(Romanę-

nauczycieli,

bibliografię prac o Cyganach, sprawozdania z działalności organi­

która zajęła się organizacją szkolnictwa w ę d r o w n e g o , a ściślej —

zacji, a t a k ż e podręczniki szkolno przystosowane t e m a t y k ą i po­

k o o r d y n a c j ą już i s t n i e j ą c y c h szkół w ę d r o w n y c h (caravan schools)

ziomom do potrzeb dzieci k o c z o w n i k ó w . Publikacje te drukuje

i powi^k^zmiem ich liczby. S z k o ł y w ę d r o w n e istniały w c z e ś n i e j ,

się zarówno po angielsku, j a k toż w j ę z y k u anglo-romani i w gam­

p r ó b y pr ,widzono już w roku 1934, a s y s t e m a t y c z n ą akcję o ś w i a ­

mon.

t o w ą z a i z ę t o w 1967 r. urządzając szkołę w obozie c y g a ń s k i m

N.G.E.C.

prowadzi

współpracę

i

wymianę

doświadczeń

rozlokowanym n i starym lot-iisku pod Londynem. B y ł y to po­

z innymi podobnymi

c z ą t k o w o szkoły sezonowo, prowadzono przoz nauczycieli ochot­

z ich inicjatywy o d b y ł sic w Londynie I Ś w i a t o w y

ników .

Cyganów.

158

organizacjami n a ś w i e c i e , a w 1971 r.
Kongres

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12854" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13402">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0fd6bfbc28bd02a951143b01aaf84021.jpg</src>
        <authentication>8f8848a1c674a4cadf1b82e1c57c3ad7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154583">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154584">
                <text>Badania terenowe ;  strój łowicki ; Lipce Reymontowskie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154585">
                <text>Tytuł zdjęcia: "Pewnego razu u Pani Heleny w Lipcach Reymontowskich"&#13;
Na fotografii znajduje się Pani Helena, mieszkanka Lipiec Reymontowskich, wieloletnia członkini działającego w Lipcach Reymontowskich Amatorskiego Zespołu Regionalnego im. Wł. St. Reymonta. Osoba odznaczona mnóstwem medali, dyplomów i nagród, w tym Glorią Artis za swe zasługi na rzecz dziedzictwa kulturowego kraju i promocji regionu. Jest córką Stefanii Skoszewskiej, wybitnej postaci dla Lipiec Reymontowskich, autorki między innymi rękopisów kronik pisanych na różne ogólnopolskie i regionalne konkursy, jak m.in. kronika pt. "Kultura ludowa Lipiec Reymontowskich", gdzie opisuje obyczaje, obrzędy i zwyczajne życie mieszkańców Lipiec od końcówki XIX w. do lat 70. XX w., czyli opisuje m.in. czasy, w których w Lipcach żył i pisał Władysław Stanisław Reymont. Moje badania terenowe dotyczyły właśnie rękopisów tych kronik.&#13;
bok Pani Heleny znajduje się moja skromna osoba - czyli etnografki Anny Smolińskiej.&#13;
Obie jesteśmy w elementach stroju łowickiego. Ja zostałam "wystrojona" przez Panią Helenę w jej oryginalne - koszulę, korale i chustę, którą sama mi wiązała na głowie. Warkocze również zaplotła mi sama. Uchwycenie na zdjęciu spojrzeń, którymi się obdarzamy, dla mnie jest po prostu czymś bezcennym.&#13;
Zdjęcie zostało zrobione 17.12.2022 r., podczas wspomnianych badań terenowych. Autorką zdjęcia jest Pani Dorota Bartoszewicz, dla której Pani Helena jest ciocią.&#13;
&#13;
Anna Smolińska&#13;
Kierownik Działu Etnografii Muzeum-Skansenu Kurpiowskiego im. Adama Chętnika w Nowogrodzie&#13;
Członek PTL. Oddział Łódzki&#13;
&#13;
</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154586">
                <text>Bartoszewicz, Dorota</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154587">
                <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154588">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154589">
                <text>Smolińska Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154590">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154591">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154592">
                <text>Fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5872" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5853">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3cf523f870e74a85cbde4b6a1934d5be.pdf</src>
        <authentication>112816f2fc0c7d2546de1cd47062907f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70044">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5649</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70045">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70046">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70047">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70048">
                <text>Strój cieszyński / Atlas Polskich strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70049">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych,cz.3,Śląsk; z.6; 134 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70050">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70051">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70052">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70053">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70054">
                <text>�ATLAS

POLSKICH

STROJÓW
ŚLĄSK

CZĘŚĆ I I I

LUDOWYCH
ZESZYT 6

BARBARA BAZIELICH

STRÓJ

CIESZYŃSKI

W R O C Ł A W 2006
POLSKIE TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE

�ATLAS POLSKICH STROJÓW L U D O W Y C H
W Y D A W A N Y PRZEZ POLSKIE TOWARZYSTWO

LUDOZNAWCZE

R E D A K T O R N A C Z E L N Y S E R I I : BarbaraBazielich
P R O J E K T O K Ł A D K I : Adam Młodzianowski
R Y S U N K I : Barbara Bazielich
P L A N S Z E B A R W N E : I - rys., J. Manes
II - akwarela H. Jastrzembskiego
I I I i I V - fotografie S. Gadomskiego

© Copyright by Polskie Towarzystwo Ludoznawcze

Okładka: srebrne filigranowe hoczki do żywotka

Publikacja ukazała się dzięki dofinansowaniu:
Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego,
Samorządu Województwa Śląskiego,
Fundacji CEPELIA
przy współpracy z Uniwersytetem Wrocławskim

I S B N 83-87266-61-2

Skład, druk i oprawa: Akcydens s.c. Wydawnictwo i Drukarnia, www.akcydens.pl

�SPIS TREŚCI
Wstęp
Źródła i stan badań
Charakterystyka regionu
Historia stroju cieszyńskiego
Podstawowe części stroju cieszyńskiego
Zasięg stroju cieszyńskiego
Stroje sąsiadów
Ogólny opis stroju męskiego
Szczegółowy opis stroju męskiego
Koszule
Spodnie
Kamizelki
Kaftany
.
Płaszcze
Kożuchy
Obuwie
Uczesanie i nakrycia głowy
Dodatki
Zróżnicowanie stroju męskiego
Ogólny opis stroju kobiecego
Szczegółowy opis stroju kobiecego
Koszule
Spódnice
Suknia
Fartuchy
Okrycia wierzchnie
Chustki
Czepek
Uczesanie
Obuwie
Biżuteria
Dodatki
Zróżnicowanie stroju kobiecego
Materiały na odzież
Hafty
Koronki
Wykonawcy
Zakończenie
Bibliografia
Opis ilustracji
Tłumaczenie w języku angielskim
niemieckim
czeskim

3
7
11
15
25
28
34
36
38
38
40
42
45
48
51
52
54
55
55
58
62
62
67
69
78
81
85
91
93
94
95
101
103
109
112
123
126
131
134
135
140
141
142

�WSTĘP
Moje zainteresowania strojem cieszyńskim zrodziły się w połowie X X w. i to pośrednio, bo po­
czątkowo dotyczyły jego zdobnictwa, a zwłaszcza wyszyć i haftów. Były one tematem mojej pracy
dyplomowej odnoszącej się do terenów Słowiańszczyzny. Kiedy w 1952 r. podjęłam zatrudnienie
w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, mającym wówczas charakter muzeum okręgowego na skalę
województwa katowickiego, swoją uwagę skierowałam na obszary Śląska. Ze znanej mi literatury
oraz ogólnej orientacji w tym przedmiocie wynikało, że ciągle jeszcze istnieje żywa tradycja wyszyć
i haftów w rejonie cieszyńskim, zwłaszcza w Beskidzie Śląskim. Postanowiłam więc rozpocząć
badania terenowe od tego regionu. W krótkim jednak czasie zorientowałam się, że interesujące
mnie określonego rodzaju zdobnictwo ma znacznie szerszy zasięg i jego problematyka jest bardziej
złożona.

Strój cieszyński, fot. D. Dubiel, Muzeum Śląska Cieszyńskiego.

Okazało się, że w rejonie cieszyńskim występują pochodzące z różnego czasu nie tylko jed­
nobarwne wyszycia typu krzyżykowego, wykonane różnymi sposobami, ale także białe płaskie
i dziurkowane hafty na płótnie oraz kolorowe na aksamicie, jedwabiu i innych tkaninach, powstające

�przy zastosowaniu rozmaitych ściegów. Wszystkie te zdobienia wiązały się z określonymi częściami
stroju ludowego, przejawiającego się na tych terenach w paru odmianach. Były to więc nie tylko
stroje górali Beskidu Śląskiego noszone wówczas zaledwie w trzech wsiach, tj. Istebnej, Koniakowie
i Jaworzynce oraz częściowo jeszcze w Wiśle po polskiej stronie granicy państwowej, a po stronie
czeskiej w Górnej Łomnej aż po Herczawę. Drugą formę stanowiły stroje cieszyńskie występujące w
licznych wsiach podgórskich i nizinnych po obydwu stronach polsko-czeskiej granicy. Ponadto były
to stroje łaskie szczątkowo noszone w paru wsiach polskich i na znacznie rozleglejszym obszarze po
stronie czeskiej.

x

(
S

-

t
V
%

Pierściec
Piersaec
OKiczy&amp;^Bielowtcko

\

*"
o

Pruchna

J
V Haźlach
\

— y
;

rioQ,n

'3ln,snU
~\

f"'

oNiemdzim
Hetman ce

' &amp;en^,

r

° //

—— Qfdnica państwa
—&lt;-&gt;-&lt;• Grdmca województwa
Granica powiatu
\ O

I W

%
f

'^Jaworzynka
Jdbfonków )

Ryc. 1. Mapa powiatu cieszyńskiego, bielskiego z miejscowościami, gdzie w 1956 i 1957 r. przeprowadzono badania
nad haftem ludowym.

Z racji istniejącej wówczas sytuacji politycznej badania terenowe mogłam prowadzić bez prze­
szkód tylko po polskiej stronie, a w pasie przygranicznym za specjalnym zezwoleniem odpowiedniej
instancji urzędowej. Natomiast poza granicami Polski było to niemożliwe. Ale wiedziałam, że tam
i tutaj haftujących kobiet na ziemi cieszyńskiej jest sporo i niemal w każdej wsi lub okolicy znana
jest z nazwiska taka osoba. Pragnęłam więc w miarę możliwości dotrzeć do nich wszystkich. Jak się
potem okazało, informatorek chętnych do rozmowy napotykałam bardzo dużo, a uzyskane od nich
wiadomości dotyczyły faktów także z terenu Czech, gdyż sporo osób miało krewnych i znajomych po
czeskiej stronie. Zresztą kobiety lubią rozprawiać o strojach, modzie i tym wszystkim, co się wiąże
nie tylko z ich osobistą odzieżą.
W miarę upływu czasu rygory dotyczące przejść granicznych uległy rozluźnieniu, stąd też współ­
praca Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu z muzeami w Opawie i Ostrawie okazała się możliy i
zarówno w zakresie wymiany wystaw, jak i doświadczeń naukowych. Natomiast muzeum w Czeskim
Cieszynie było wtedy przez długi czas zamknięte i istniała trudność w nawiązaniu z nim jakie kolwiek kontaktu, za to pomocne w gromadzeniu materiałów i haftów cieszyńskich były mi osoby
związane z Polskim Związkiem Kulturalno - Oświatowym w Czeskim Cieszynie oraz tamtejsi ludae
nauki i kultury spotkani w czasie konferencji organizowanych przez wspomniane instytucje. Była
r

4

�to nie tylko wymiana myśli i doświadczeń, lecz także publikacji, co przetrwało przez wiele następ­
nych lat, nawet wtedy, kiedy już przestałam być pracownikiem Muzeum Górnośląskiego w Byto­
miu. Badania terenowe pozwoliły mi także nawiązać wiele serdecznych kontaktów z mieszkańcami
większości miejscowości cieszyńskich - miast i wsi, którzy okazali się wspaniałymi informatorami,
a nawet podjęli się dla mnie napisania czegoś w rodzaju pamiętników ze szczególnym uwzględnie­
niem zagadnień dotyczących cieszyńskiej odzież. Taką osobą bez wątpienia była Emilia Lipowczan
z Goleszowa - Równi, kobieta w średnim wieku, która w oparciu o swoje doświadczenia, pamięć
sędziwej matki, Anny, zdolnej hafciarki koszulek i ojca spisała sporo cennych wiadomości o stro­
j u cieszyńskim. Równie cenne były dla mnie rozmowy i spisane wspomnienia Emilii Michalskiej
z Pruchnej, znanej cieszyńskiej poetki ludowej, która w młodości zajmowała się szyciem poszczegól­
nych części stroju i haftowaniem źywotków. Sama je komponowała i dobierała kolory. Dużo czasu po­
święciły mi także liczne hafciarki źywotków, zwłaszcza te zdolniejsze z pasją twórczą i umiłowaniem
pracy. Do takich szczególnie należały: Helena Sojka (ur. 1897) z Bielowicka, Franciszka Burjan (ur.
1890) z Górek Wielkich, czy Zofia Kaszperek (ur. 1900) z Wiślicy - osoby o bogatej fantazji i zręcz­
ności palców, jakimi nie mogły się wykazać inne h afciarki, traktujące swą pracę wyłącznie zarobko­
wo. Liczba moich informatorów tych znanych z nazwiska i tych przygodnych, którzy nie chcieli się
przedstawić była znaczna. Jedno przy tym wszystkim należy podkreślić, że informacje te pokrywały
się lub uzupełniały. Nie było natomiast wiadomości niepewnych, albo wręcz zaskakujących. Intere­
sujące za to okazały się archiwalia z uwagi na datowanie i możliwość uchwycenia ciągłości zjawisk,
co w historii odzieży ludowej zdarza się nader rzadko. Sam fakt jednak istnienia tych archiwaliów
wskazuje na dworsko-mieszczański rodowód stroju cieszyńskiego, gdyż zapisy w księgach miejskich
dotyczyły przede wszystkim tych grup społecznych oraz zamożniejszych mieszkańców wsi, których
status częściowo do nich upodabniał się. Dopiero z czasem strój ten, dostosowując się do miejsco­
wych warunków w bardziej skromnej wersji, pojawił się także i u innych wieśniaków. Warto przy
tym jeszcze wspomnieć o pewnym rewelacyjnym odkryciu w bibliotece muzeum cieszyńskiego, tj.
haftowanej płóciennej chusty obrzędowej z 1686 r., która swym zdobnictwem wskazuje właśnie na
mieszczańskie a nie ludowe pochodzenie.
Jako cezurę zachodzących przemian należy przyjąć okres rewolucji francuskiej, tj. koniec
X V I I I w. oraz ruchów wolnościowych w I poł. X I X w. w krajach podbitych przez silne politycznie
mocarstwa. Wtedy to bowiem w związku z dojściem do głosu niższych warstw społecznych oraz
solidaryzujących się z nimi przedstawicieli inteligencji, świata nauki i kultury, degradacji ulega nie
tylko dyktatorska władza panujących i cały blichtr dworu oraz licznej magnaterii, ale również poważ­
ne zmiany dokonały się w modzie. Zdobne i wykwintne stroje bywalców salonów ustępują na rzecz
fasonów bardziej uproszczonych i wygodnych. Dla ludzi pracy powstający wielki przemysł i nowe
formy zatrudnienia, także w różnych biurach, bankach, handlu, transporcie, domagały się bardziej
funkcjonalnej i zreformowanej, odpowiedniej do charakteru zajęć odzieży. Tendencje takie zresztą
na ląd europejski przenikały już około połowy X V I I I w. z Wielkiej Brytanii. Teraz więc pod koniec
X V I I I w. i w wieku X I X owa „zrewolucjonizowana" odzież zaczyna w Europie zataczać coraz to
szersze kręgi. Świetność stroju utrzymuje się jeszcze tylko wśród elit społecznych dla podkreśle­
nia ważności zajmowanych stanowisk i sytuacji majątkowej. Na prowincji natomiast moda przy­
biera swoiste regionalne formy i odmiany. Szlachta i mieszczanie hołdują zreformowanym i mniej
ozdobnym lecz niepozbawionym elegancji ubiorom, zaś mniej zamożni oraz związana z gospodarką
rolną i hodowlaną ludność wiejska są nadal kontynuatorami tradycyjnej odzieży z wykorzystaniem
w przeważającej mierze swojskich wyrobów tekstylnych. Fakt ten potwierdzają zarówno stare spo­
soby zdobienia odzieży, jak też pierwotne niektóre jej formy przetrwałe mniej więcej do połowy
X X w., co znalazło odzwierciedlenie również w regionie cieszyńskim. Region ten, jak i pozostałe,
wyróżniające się swoistym strojem, tj. łaskim i góralskim leży w granicach istniejącego niegdyś
księstwa cieszyńskiego, które z biegiem czasu przez zatracenie charakteru księstwa oraz na skutek
podziałów państwowych i administracyjnych zaczęto umownie nazywać ziemią cieszyńską. Takiego
też pojęcia niejednokrotnie używam w niniejszym opracowaniu utożsamiając jego znaczenie z roz­
ległym obszarem wyodrębniającym się ze względu na swą historię od sąsiadujących, leżących poza
5

�pierwotnymi granicami tego księstwa. W jego obrębie z uwagi na swoisty krajobraz, rodzaj gospo­
darki i skład etniczny występują mniejsze jednostki terytorialne i te w moim opracowaniu nazywam
regionami. Są nimi, jak już zaznaczono: region cieszyński, laski i górski. Omawiając zatem strój
cieszyński mam na myśli wyłącznie sam region, a nie całą ziemię cieszyńską.

Ryc. 2. Jadwiga Krysta w codziennym odzieniu przy kuchni, Lipowiec 1956 r.

Wszystkim nieżyjącym już, a także żyjącym jeszcze, którzy dopomogli mi w zebraniu materia­
łów umożliwiających napisanie tego opracowania, składam serdeczne podziękowania oraz wyrazy
głębokiego szacunku dla ich umiłowania wszystkiego, co stanowi pokoleniowe dziedzictwo miesz­
kańców ziemi cieszyńskiej.

6

�ZRODŁAI STAN BADAN
Zaciekawienie strojami cieszyńskimi, przede wszystkim zaś ich wyglądem sięgająXIX w. Zwró­
cili na nie uwagę artyści malarze i graficy pochodzący przeważnie z cieszyńskiego, jak: Jacob Alt
(1789-1872), Josef Manes (1820-1871, Franciszek Kaliwoda (1824-1859), Josef Kinzel (18521925), Henryk Jastrzembski (1812—?) i inni mniej znani, których ilustracje zaczęły pojawiać się na
kartkach pocztowych wydawanych nakładem Edwarda Feitzingera w Cieszynie w latach 1903-1913.
Ich miejsce zajęły następnie pamiątkowe fotografie wykonywane już pod koniec X I X w. Z tego sa­
mego czasu pochodzą także różne relacje z podróży lub przewodniki po Beskidach i Śląsku Cieszyń­
skim np. Antoniego Macoszka , bądź wspomnienia osób, które z tym regionem zetknęły się doraźnie,
albo z tych terenów pochodziły. Spomiędzy nich wymienić tutaj można takie nazwiska jak: Lucjan
Malinowski, Jan Karłowicz, Bogumił Hoff, Andrzej Cinciała, Józef Londzin, Jan Kubisz, Jan Wartuła i inni.
Akwarele J. Alta i H. Jastrzembskiego znane są ze zbiorów Muzeum w Cieszynie natomiast po­
zostałe pochodzą z rozmaitych publikacji lub opracowań poświęconych konkretnym osobom, jak np.
J. Manesowi, któremu Miejski Dom Kultury w Karvinie przeznaczył osobne miejsce i wystawę oraz
katalog . Ilustracje wszystkich wspomnianych autorów po większej części są kolorowe i przedstawia­
j ą ludzi w ich strojach z poszczególnych regionów Śląska Cieszyńskiego, w tym także samego regio­
nu cieszyńskiego. Mają one szczególną wartość dokumentacyjną gdyż ukazują charakterystyczne
formy tego stroju w określonym czasie, zarówno męskie, jak i kobiece, ich barwę, niektóre zdobienia
oraz sposób noszenia. Dotyczą w głównej mierze strojów odświętnych, aczkolwiek widać wśród
nich także postacie w odzieży codziennej, np.kobiety idące na targ, ludzi na targu i przy codziennych
zajęciach.
1

2

Ryc. 3. W drodze na targ, akwarela J. Alta 1840 r.

Ryc. 4. Powrót z chrztu, rys. J. Kinzel, 1891 r.

1

Macoszek A., Przewodnik po Śląsku Cieszyńskim, Lwów 1901, s. 81-95; Illustrierte Führer durch die Beskiden, Teschen
1890, s. 275.
2 Katalog Josef Manes a Slezsko, Karvina 1985.

7

�Mniej szczegółowo rysują się natomiast opisy w relacjach z podróży czy przewodnikach. Syg­
nalizują tylko występowanie ludowego stroju cieszyńskiego, fragmentaryczne szczegóły, niektóre
nazwy części stroju oraz ich ozdoby . Taki sam charakter mają również krótkie wzmianki autorów
czeskich zamieszczane w różnych czasopismach, o tyle jednak wartościowe, że odnoszą się do okre­
ślonego czasu i obszaru występowania oraz form stroju cieszyńskiego noszonego poza naszą pań­
stwową granicą . Informacji takich opublikowano dość dużo także i w X X w., przy czym wzbogacone
są jeszcze danymi historycznymi i szczegółami odnośnie surowców i sposobu kroju. Powtarzające
się tematyczne publikacje wskazują, że zainteresowania czeskich autorów strojem cieszyńskim nie są
przypadkowe lecz wynikają z prowadzonych na ten temat badań.
3

4

5

Pierwsze wyniki bardziej szczegółowych obserwacji dotyczących cieszyńskiego stroju w postaci
zwartych opracowań pojawiły się pod koniec X I X w., kiedy ziemia cieszyńska znajdowała się jeszcze
pod zaborem austriackim. Zaborcę interesowały skolonizowane tutaj wsie i ich mieszkańcy wyróż­
niający się wyglądem i strojem, który uznano za bardziej nowoczesny aniżeli tzw. narodowy polski.
Ale i polski strój wzbudzał zainteresowanie. W pracy zatytułowanej „Oesterreichisch - ungarische
Monarchie in Wort und Bild" opisano ubiór wieśniaków niemieckich oraz stroje cieszyńskie, łaskie
i góralskie, przy czym z okolic Cieszyna zamieszczono dwie ilustracje: na jednej widać dziewczynę
i kobiety, na drugiej powracające z chrztu kobiety z dzieckiem na ręku i mężczyznę , parokrotnie póź­
niej powtarzane w polskich opracowaniach. Z tego samego czasu pochodzą jeszcze dwie inne publi­
kacje odnoszące się do tutejszych strojów, tj. w obrębie ówczesnego zaboru austriackiego. Obydwie
przygotowane zostały przez Franza Slamę . Jedna, jak z tytułu wynika przedstawia spostrzeżenia
z podróży po Śląsku, w tym ogólne wiadomości o stroju. Natomiast druga publikacja zawiera więcej
szczegółów zwłaszcza dotyczących uczesania, nakrycia głowy i obuwia, nadto strojów ślubnych,
co potwierdzają oprócz innych jeszcze, także ilustracje dziewczyny z okolic Cieszyna, młodej pary
i wspomniana już fotografia mężczyzny i kobiet z dzieckiem powracających z chrztu.
6

7

Stroje cieszyńskie nie doczekały się dotąd wyczerpującej monografii. Ich szczegółowe omówie­
nie pominęli także Agnieszka i Tadeusz Dobrowolscy w swym wspaniałym dziele, jakim jest „Strój,
haft i koronka w województwie śląskiem . Swą uwagę w nim poświęcili tylko koronkowym czółkowym czepcom i to w kontekście stroju góralskiego, a nie cieszyńskiego czy łaskiego. Podobnie po­
minęli sprawę cieszyńskich wyszyć i haftów, co jednak jest zrozumiałe wobec tego, że nie ma mowy
o stroju cieszyńskim. Agnieszka Dobrowolska natomiast szczególnie zainteresowała się żywotkiem
cieszyńskim zarówno jego formą jak i zdobnictwem z odniesieniem do materiałów archiwalnych
z miejskich ksiąg i inwentarzy cieszyńskich . W tym obszernym opracowaniu zamieściła też wiele
fotografii żywotków z X I X i początku X X w. Pewnym jego dopowiedzeniem, a także przedłużeniem
tematu o następne dziesięciolecia, tj. poza połowę X X w. jest moje opracowanie na temat złotych
haftów w tradycyjnej odzieży na Śląsku , które oparłam o wyniki badań terenowych oraz analizę tego
rodzaju zabytków znajdujących się w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.
8

9

10

3

4

5
6
7
8
9
10
11

8

11

Malinowski L., Zarysy życia ludowego na Szląsku, Ateneum 1877, t. II, s. 111; K a r ł o w i c z J., Szlązaczka z pod Cieszyna,
Miesięcznik Geograficzno-Etnograficzny „Wisła", t. VI, 1892, s.491-492; Warcholik St, Śląsk Cieszyński i jego odrodze­
nie narodowe, Lwów 1909, s. 26; Kubisz J., Pamiętnik starego nauczyciela, Cieszyn 1928, s. 30-37; Londzin J., Stroje
ludowe, Zaranie Śląskie, R. VII, z. 3^1,1931, s. 139-143.
Vestnik matice Opavske, 1895, z. 5, s. 19-22; Vyhlidal J., O kroji na Teśinsku, Naśe Slezsko, 1903; Zahorska R, Kroj
tesinsky, Beskydske besedy 1916, z. 3-4; Klvańa J., Kroje slezske, Narodopisna vystava ćeskoslovanska v Praze 1895;
Janca J., O narodnoch krojich na Teśinsku, Ćesky Lid, Praha 1899, z. 8.
Korniova, Ozapomenutem tesinskem kroji, RadostnaZemS 1951, R. I, s. 197-199; eadem Teśinsko vkrojich vroce 1840,
Radostna Zeme 1955, r. V, s. 84-86, Tejże, Tri typy tesinskych żenskych kroju, Radostna Zeme 1958, R. VIII, s. 67-72.
Oesterreichische - ungarische Monarchie in Wort und Bild. Marchen u. Schlesien, Wien 1897, s. 583-584, il. s. 585 i 593.
SlamaFr., Vlastenske putovani po Slezsku, Prag 1886, s. 181-183, il. s. 185, 192, 193, 201. idem, Oesterreichisch Schlesi­
en, Prag 1887, s. 82-84, il. s. 57, 64, 49.
Dobrowolscy A. i T., Strój, haft i koronka w województwie śląskiem, Kraków 1936.
Dobrowolska A, Żywotekcieszyński, Katowice 1930.
Bazielich B., Złote hafty w tradycyjnej odzieży na Śląsku, Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu Etnografia z. 6,
Bytom 1973.
.
Bazielich B., Z badań terenowych nad cieszyńskim haftem ludowym, Biblioteka Wiedzy o Śląsku. Śląski InstytM Naukowy.
Seria etnograficzna nr 1, Katowice 1958; eadem, Z badań terenowych nad haftem ludowym w powiecie bielskim, Katowice
1962.

�Zabytki muzeów śląskich oraz archiwalia posłużyły także Witoldowi Iwankowi przy opraco­
waniu złotnictwa na Śląsku, gdzie sporo uwagi poświęcił biżuterii używanej w stroju cieszyńskim
oraz jej wykonawcom, co ilustruje odpowiednimi fotografiami . Informacje na ten temat znaleźć
można nadto w przedwojennej monografii Mieczysława Gładysza dotyczącej zdobnictwa metalo­
wego na Śląsku, gdzie między innymi mowa jest także o ozdobach metalowych wykonywanych
przez ludowych wytwórców i noszonych w stroju cieszyńskim™. Oczywiście są to tylko opracowania
wybranych zagadnień związanych z tym strojem, tak jak jeden z artykułów Barbary Poloczkowej na
temat tekstyliów i stroju na Śląsku Cieszyńskim, gdzie autorka w oparciu o archiwalia cieszyńskie
omówiła je w odniesieniu do X V I - X V I I I w. Bardziej monograficzny charakter ma inny jej artykuł
zatytułowany „Strój cieszyński w X I X w.", w którym przy stroju męskim i kobiecym odwołuje się do
źródeł ikonograficznych, zabytków muzealnych (tylko muzeum w Cieszynie) oraz własnych badań,
pozwalających na bardziej szczegółowe uwzględnienie poszczególnych części stroju oraz wzmianki
o jego zdobnictwie. Oprócz 25 ilustracji, tj. fotografii i rysunków zamieszcza jeszcze „mapę zasięgu
stroju cieszyńskiego w X I X w." według Dobrowolskiej i Fierli oraz według Bronicza wyznaczającego
zasięg wpływu stroju cieszyńskiego na ziemię pszczyńską . Artykuł ten niewątpliwie zawiera wiele
cennych informacji, przy czym nie wszystkie dopowiedziane są do końca, bądź potraktowane zostały
skrótowo, na miarę wymagań artykułu w czasopiśmie.
12

14

15

O wiele bardziej dokładna wydaje się monografia stroju cieszyńskiego autorstwa Gustawa Fierli
wydana w Czeskim Cieszynie w 1977 r. , aczkolwiek nie uwzględniająca materiałów archiwalnych.
Nie pozbawiona jest natomiast próby, podobnie jak i u Poloczkowej dociekania genezy niektórych
form, zwłaszcza stroju kobiecego, co w tak krótkich i pobieżnych wersjach nie może być zadawala­
jące. Gustaw Fierla o stroju cieszyńskim pisał jeszcze wcześniej zamieszczając tematyczny artykuł
w monografii ziemi cieszyńskiej pt. „Płyniesz Olzo", gdzie jak nikt dotąd poza Dobrowolską w opra­
cowaniu żywotka zwrócił uwagę na jego występowanie również po stronie czeskiej . Jest także au­
torem paru artykułów na temat innych strojów występujących na ziemi cieszyńskiej, co umożliwiało
mu sygnalizowanie istniejących między nimi różnic i podobieństw . Toteż dostrzeżenie przez tego
autora tych dwóch ważkich problemów podnoszą rangę jego opracowań.
Jedna z ostatnich monografii poświęconej strojom Śląska Cieszyńskiego jest zbiorowe opracowa­
nie zespołu czeskich autorów pt. Teśinsko, gdzie w drugim tomie, poza częścią omawiającą budow­
nictwo, urządzenie wnętrza i sprzęty jest obszerny rozdział poświęcony odzieży, bogato ilustrowa­
ny, z kolorową wkładką i licznymi przypisami, ale bez bibliografii' . Ciekawie przedstawia się tutaj
mapa Śląska Cieszyńskiego zamieszczona na samym początku z wyraźną granicą państwową między
Czechami a Polską, przy czym teren po stronie polskiej stanowi białą plamę. Natomiast po stronie
czeskiej zaznaczono szrafowaniem obszary występowania stroju bogumińskiego, frydecko-laskiego, góralskiego, orłowskiego, cieszyńskiego, jabłonkowskiego oraz przenikanie stroju cieszyńskiego
w sąsiednie czeskie rejony. Na mapie i w dalszej części brak konsekwencji w określeniu stroju ła­
skiego. Raz wiąże się go z frydeckim, raz z orłowskim, co nie jest przejrzyste, a przy jakimkolwiek
podejściu do stroju cieszyńskiego o tyle ważne, że strój laski stanowi najbliższe sąsiedztwo i podo­
bieństwo. Przejrzystości tej brak również w samej koncepcji publikacji, gdzie w zasadniczej części
opracowania A i B wszystkie rodzaje tutejszych strojów regionalnych tak męskich, jak i kobiecych
omówione zostały łącznie. W strojach męskich są za to koszule, spodnie, kamizelki, gunie, kabaty
oraz okrycia innego typu, obuwie, uczesanie i nakrycia głowy, pasy chusteczki, rękawice. W strojach
16

17

18

9

12 Iwanek W., Złotnictwo na Śląsku Cieszyńskim. Próba zarysu, Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu Sztuka z. 6,
Bytom 1973, s. 121-186.
13 Gładysz M., Zdobnictwo metalowe na Śląsku, Kraków 1938, s. 181-236.
14 Poloczkowa B., Tekstylia i strój na Śląsku Cieszyńskim wXVI-XVIII w., „Polska Sztuka Ludowa" 1967, z. 3, s. 135-146.
15 Poloczkowa B., Strój cieszyński w XIX w., Polska Sztuka Ludowa 1972, z. 3., s. 153-170.
16 F i er 1 a G., Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977.
17 Fierla G., Strój cieszyński [w:] Płyniesz Olzo, red. D. Kadłubiec, Ostrawa 1972, s. 209-215.
18 Fierla G, Nasze śląskie stroje ludowe, Kalendarz Zwrotu 1957; idem, Opis stroju łaskiego, Kalendarz Zwrotu 1958; Ten­
że, Opis stroju cieszyńskiego, Kalendarz Zwrotu 1959; idem, Opis stroju góralskiego, Kalendarz Zwrotu 1960; idem, Opis
stroju jabłonowskiego, Kalendarz Zwrotu 1963.
19 Teśinsko, dii 2, Ostrava 2000, s. 100-240.

9

�kobiecych to: spodnie koszule, rękawki czyli kabotki, suknie i spódnice, fartuchy, wierzchnie okrycia,
nakrycia głowy, obuwie i dodatki stroju. Ich szczegółowy opis zawiera rozdział pt. Odzież. Natomiast
dalszy tekst jako osobny rozdział pt. Ludowa odzież w Cieszyńskiem (Ludovy odev na Tesinsku) uka­
zuje góralską odzież męską a w niej koszule, spodnie, obuwie, nakrycia głowy, wierzchnie okrycia,
dodatki odzienia oraz współczesne przejawy i wpływ miejskiego ubioru. Za to kobiecy strój góralski
potraktowano ogólnie, całościowo. Całościowo także omówiono strój jabłonkowski, następnie cie­
szyński i laski zwany tu też w nawiasie orłowskim. Jako końcowy temat, potraktowany jednak bar­
dzo skrótowo, zaprezentowano cieszyńskie ozdoby stroju (Teśinske krojove śperky). Szkoda, że to
niepozbawione szczegółów opracowanie, odwołujące się wielokrotnie do polskiej literatury, chociaż
niepełnej, i znanych konkretnych przykładów z polskiej strony nie stanowi przykładnej monografii
strojów cieszyńskich, a w przypadku stroju cieszyńskiego pełnego obrazu także na podanej mapie.
Jest to tym bardziej zadziwiające, wobec szerokich obecnie zainteresowań sprawami pogranicza, jak
też poszukiwania cech wspólnych i różnicujących kulturowo oraz dążeń do europejskiej integracji
przedsięwzięć również na odcinku badań naukowych.

Ryc. 5. Mapa zasięgu strojów ludowych w czeskiej części Śląska Cieszyńskiego, reprod. Teśinsko, 2000 r.

W latach po I I wojnie światowej muzea Śląska Cieszyńskiego tak po jednej, jak i drugiej stronie
granicy zaczęły organizować tematyczne wystawy dotyczące tradycyjnej kultury ludowej, przy czym
zagadnienia tutejszych strojów oraz ich zdobnictwa odgrywały w nich niebagatelną rolę, ukazując
równocześnie tego rodzaju zasoby tych muzeów. Wraz z informatorami i katalogami wydawany

10

�20

mi przy tej okazji stanowią cenny przyczynek wiadomości o cieszyńskich strojach. Nieocenioną
wartość poznawczą mają również archiwalia miejskie zarówno miasta Cieszyna, jak i innych miast
leżących w obrębie tego historycznego regionu. W swoich opracowaniach uwzględnili je częściowo
tylko niektórzy autorzy, ale przebadanie tych dokumentów pod względem treści dotyczącej strojów
cieszyńskich, i nie tylko, wymaga jeszcze osobnych gruntownych badań. W mojej pracy z materiałów
tych korzystałam raczej pośrednio, tak jak z danych archeologicznych z wykopalisk cieszyńskich,
przybliżających niektóre szczegóły problematyki związanej z odzieżą. Moim głównym źródłem przy
niniejszym opracowaniu były przede wszystkim badania terenowe przeprowadzone systematycznie
w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych X X w. zarówno na terenie powiatu cieszyńskiego jak
i bielsko-bialskiego oraz doraźne w latach następnych, a także materiały muzealne - notacje oraz
eksponaty, zwłaszcza Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, Muzeum w Cieszynie, Bielsku-Białej,
Gliwicach, Wiśle, muzeum w Opawie i Ostrawie. Tym sposobem udało mi się prześledzić problema­
tykę dotyczącą strojów cieszyńskich i ich zdobnictwa w przeważającej liczbie miejscowości obszaru
ich występowania, czego dopowiedzeniem były nadto moje osobiste kontakty z niektórymi wspo­
mnianymi tutaj autorami opracowań, niestety już nieżyjących, tak jak większość moich terenowych
informatorów.
21

CHARAKTERYSTYKA REGIONU

Ryc. 6. Mapa rozmieszczenia dawnych plemion śląskich.

Najstarsze wiadomości o Śląsku Cieszyńskim wiążą się częściowo z terenami należącymi
w zamierzchłej przeszłości do Gołęszyców, którzy zamieszkiwali obszar w okolicach Bramy Moraw­
skiej.
W początkach państwowości polskiej było to terytorium wchodzące w skład księstwa opolskie­
go, którego południowe obszary stanowiły Śląsk Opawski i Cieszyński. Opawszczyzna obejmowała
20 Oto parę wybranych katalogów: Vachova Z., Śperk - krajka, katalog vystavy, Opava 1976. B u k o w s k a - F l o r e ń s k a I.,
Strój ludowy w Cieszyńskiem, katalog wystawy, Rybnik 1981. O s i ń s k a - P i s k o r z E.Dembiniok M.,Miękina L., Kultura
Ludowa ziemi cieszyńskiej, katalog wystawy, Warszawa 1986. E.T. F i l i p , Nie szata zdobi człowieka, katalog wystawy, Biel­
sko-Biała 1994. Muzeum Teśinska, informator, Ćesky Tesin, Ostrava 2002. Adamczyk I.A., Dembiniok M., Studnicki
G., Korowód naszych przodków, Cieszyn 2004.
21 Bazie lich B., Z badań terenowych nad cieszyńskim haftem ludowym; eadem, Z badań terenowych nad haftem ludowym w
powiecie bielskim, eadem Moda w strojach regionalnych, Katowice 1967.

11

�ziemie na lewym brzegu Odry, mniej więcej pomiędzy górną Odrą i rzeką Morawą, a na zachodzie
opierała się o przesiekę ciągnącą się po tej stronie średniej Odry i wzdłuż rzeki Nysa Kłodzka. Nato­
miast znacznie mniejsza kasztelania cieszyńska rozciągała się na wschód od górnej Odry oraz wzdłuż
rzeki Olzy i górnej Wisły po Bielsko. Niemal więc od zarania dziejów ziemia cieszyńska była zwią­
zana ze Śląskiem i Cieszyn wzmiankowany już w poł. X I I w. był siedzibą kasztelana, następnie zaś
od końca X I I I w. - siedzibą księcia.

Ryc. 7. Mapa podziałów wewnętrznych Śląska w I poł. X I V w. i granice Księstwa Cieszyńskiego ok. 1315 r

Ryc. 8. Mapa Śląska Cieszyńskiego w granicach historycznych.

Wokół powstającego miasta tworzyły się osady ludzkie, których w miarę upływu czasu przyby­
wało i pomiędzy X I I I a X I V w. kasztelania cieszyńska była bardzo równomiernie zasiedlona, przy
czym większe skupiska tworzyły jeszcze: Skoczów, Bielsko, Strumień, nadto Bogumin, Frysztat,
Frydek i Jabłonków uzyskujące z czasem prawa miejskie .
22

22 Panic I., Historia osadnictwa w księstwie opolskim we wczesnym średniowieczu, Katowice 1992, s. 126-133, 143.

12

�Kiedy w 1335 r. Kazimierz Wielki zrzekł się zwierzchnictwa nad Śląskiem, Księstwo cieszyńskie
weszło w skład państwa czeskiego, przy którym pozostawało do 1526 r., poczem znalazło się pod
panowaniem Monarchii Habsburgów. W wyniku wojen austriacko-pruskich ( X V I I I w.) podczas gdy
cały niemal Śląsk zagarnęły Prusy, ziemia cieszyńska i opawska pozostały w granicach Austrii. Był to
więc Śląsk Austriacki i odtąd (1763) tym określeniem posługiwano się do czasu zakończenia I wojny
światowej (1918), po której, skutkiem podziału ziem, cześć Śląska Cieszyńskiego po lewej stronie
Olzy, nazwana Śląskiem Czeskim przypadła Czechosłowacji, reszta odrodzonej Polsce. Natomiast
Śląsk Opawski pozostawał bez przerwy w granicach Czechosłowacji .
Po I I wojnie światowej cześć Śląska Cieszyńskiego powróciła do Polski z granicą na rzece Olza.
Na lewym jej brzegu rozciąga się druga jego część z Czeskim Cieszynem, Karwina, Frydkiem po
Jabłonków, tj. z miastami, z którymi mieszkańcy Ziemi Cieszyńskiej po polskiej stronie pozostawali
zawsze w bliskich kontaktach rodzinnych, gospodarczych i kulturowych, gdyż od niepamiętnych
czasów pomiędzy nimi nie było żadnej granicy.
Podział całego Górnego Śląska na biały, tj. Opolszczyznę, czarny - część środkową przemysło­
wą oraz Śląsk zielony, to właśnie określenie zielony odnosi się do ziemi cieszyńskiej, gdyż pierwot­
nie był to obszar gęsto zalesiony.
23

a osadnictwa kasztelanii aeszyńskii

™

xx?.

v i * - - * &gt; - x * ; ' ,

9' ..
•/X X X / . ^

X

x ***** *JJ „ ,*&gt; V * ^t&amp;*
w

&gt;

'}&lt;**XxNfx * * * * * *
' &lt;x x x

*
* *xL^ yx'x/ *
*
/ ** x* ~* X
*55.VtłQ!
X,. ,.\y. x * * xx' x'

y

^ x x / / x J x ^
, , , &gt; » &gt; . « r
xx\

Y

xxx*

**.X*
/ " x x X*

4granica kasztelanii
osady ujawnione do 1300 r.
osady XIV w, o wcześniejszej genezie
gleby słabe
\ j
gleby średnie
tereny bagniste
XXXX
zesF '? • 5
jk
O

,

?

z w a r t c

0

e

ne

Ryc. 9. Mapa osadnictwa, gleb, zalesienia i terenów bagnistych w X I I I - X I V w.

Na południu jego granicę stanowi zachodnia część Karpat, czyli Beskid Śląski, gdzie od końca
X V i X V I w. napływała z południa Europy pasterska ludność wołoska . Początkowo prowadziła ona
koczowniczy tryb życia, z czasem jednak uzyskując książęce serwituty na wypasanie owiec, budowę
24

23 P y s i e w i c z - J ę d r u s i k R., Pustelnik A., Konopska B., Granice Śląska, Wrocław 1998, s. 12-16, 20 i nast.
24 Dobrowolski T, Tradycje wołoskie w kulturze artystycznej górali śląskich, „Zaranie Śląskie", R. 7, 1931/32, z. 2, s. 86114.

13

�szałasów i dróg, karczowanie lasów oraz budowę chat osiadała na stałe. Celem przedłużenia okresu
wypasu przepędzali oni w jesieni swe stada na niziny, w konsekwencji czego nawiązywali bliższe
kontakty i mieszali się z mieszkańcami dolin, zwanymi potocznie „dólanami" .
W rejonach górskich, gdzie od wczesnej wiosny do jesieni wypasano owce i bydło, osadnictwo
było rozproszone. Natomiast w rejonach podgórskich i nizinnych z biegiem czasu stawało się ono
coraz bardziej zwarte. Tutaj też oprócz hodowli bydła i pszczół zajmowano się rolnictwem, uzyskując
stopniowo, pomimo nienajlepszych gleb, ale dzięki racjonalnej gospodarce, pomyślne w tym wzglę­
dzie rezultaty. Do takiego stanu rzeczy przyczyniła się arcyksiążęca Komora Cieszyńska posiadająca
największe obszary ziemi i dbająca w ciągu długich lat swego istnienia o podnoszenie na wsiach
kultury rolnej. Metody te i doświadczenia przejmowały z kolei mniejsze majątki ziemskie i gospo­
darstwa indywidualne tzw. siedloków, czyli zamożnych chłopów, których nie brakowało w całym
regionie . Obok nich istniały też gospodarstwa chłopów małorolnych i zagrodników uzależnionych
od wielkiej własności ziemskiej przez realizowanie renty odrobkowej w folwarczno-pańszczyźnianych strukturach. Niejednokrotnie na tym tle dochodziło do buntów chłopskich, w wyniku czego
zamieniono z czasem odrobek na rentę pieniężną co stopniowo prowadziło do intensyfikacji gospo­
darki i osuszania w drugiej poł. X V I I I w. podmokłych gruntów na rzecz uprawnej ziemi . Na poziom
kultury rolnej od X I X w. wpływało również zawodowe szkolnictwo, powstałe towarzystwa i kółka
rolnicze, fachowe czasopiśmiennictwo i czytelnictwo, które dzięki rozwojowi szkolnictwa w dzie­
jach oświaty i kultury odegrały na tych terenach niebagatelną rolę . Wiele nowości ze świata przeka­
zywali bezrolni dojeżdżający do pracy w mieście lub do okolicznych kopalń i hut . Innym rodzajem
gospodarki prowadzonym w rejonie cieszyńskim od kilkuset lat po dzień dzisiejszy jest hodowla ryb
i rybołówstwo. Ziemia cieszyńska bowiem ma bogatą sieć rzeczną z licznymi górskimi potokami na
południu i pomniejszymi dopływami Wisły przepływającej niemal przez jej środek z południa ku pół­
nocy oraz z rzeką Olzą. Poza tym na północy, gdzie przebiegała granica kasztelanii, potem księstwa
a w końcu powiatu rozciąga się kraina płaska i podmokła z łańcuchowo rozmieszczonymi stawami
rybnymi. Jest to tzw. żabi kraj słynący z hodowli karpia .
25

26

27

28

29

30

„Żabi kraj" oraz zakole Wisły po Czechowice -Dziedzice wraz z linią ciągnącą się ku zachodowi
pomiędzy Strumieniem a Zebrzydowicami stanowią północną granicę regionu, która oddziela go od zie­
mi pszczyńskiej. Na zachodzie wprawdzie przebiega państwowa granica polsko-czeska, ale sam region
rozciąga się poza nią i na obszarze Czech od północy opiera się o południowo-wschodnie obrzeże Śląska
Opawskiego, a od południowego zachodu o region wałaski (Valaśsko) . Natomiast na południu grani­
cę regionu cieszyńskiego stanowi pogórze Beskidu Śląskiego po Ustroń, Górki Wielkie i Bystrą Śląską
zaś na wschodzie linia graniczna regionu biegnie wzdłuż rzeki Białki, tj. prawego dopływu Wisły od
Bielska aż po Czechowice-Dziedzice granicząc z ziemią żywiecką. Tak więc leżący dziś w obrębie pań­
stwa polskiego Śląsk Cieszyński jest tylko częścią historycznego obszaru dawnego księstwa. Jednak przy
omawianiu stroju cieszyńskiego ani granice państwowe, ani administracyjne nie mają tutaj większego
znaczenia tym bardziej, że przebieg tych granic parokrotnie ulegał zmianom. Po I I wojnie światowej np.
administracyjny podział Polski (ostatni w 1999 r.) utrzymał wprawdzie powiat cieszyński, ale znajdował
się on raz w obrębie województwa katowickiego, potem bielsko-bialskiego, a obecnie śląskiego. Widać
stąd, że zmianie ulegają także nazwy terytorium.
W rozważaniach na temat cieszyńskich strojów ludowych nie mają też znaczenia granice wyznanio­
we - parafialne zarówno Kościoła Katolickiego jak ewangelickiego. Pod tym względem bowiem ludność
jest przemieszana i rodziny katolickie i ewangelickie od dawna mieszkają obok siebie, żyją bez antago­
nizmów i wzajemnie są kontynuatorami pokoleniowego dziedzictwa kształtowanego przez miejscowe
31

25 Stika J., „ Vlach", „Lach" i „Góral" (O grupach etnicznych i regionalnych na Śląsku Cieszyńskim i terenach ościennych),
[w:] Pogranicza kulturowe i etniczne w Polsce, Wrocław 2003, s. 43-53.
26 Popiołek F., Studia z dziejów Śląska Cieszyńskiego, Katowice 1958, s. 31.
27 Ibidem, s. 49 i nast.
28 Górny Śląsk, w cyklu Ziemie Staropolski, cz. II, red. zbiorowa, Poznań 1959, s. 387, 410-411-443.
29 Warcholik St., Śląsk Cieszyński i jego odrodzenie narodowe..., s. 27-31.
30 Górny Śląsk..., s. 374-375, 398.
31 Stranska D., Lidove kroje v Ćeskoslovensku, dii I, Ćehy, Prana bdw., mapy: Zeme Ćeska i Ćeskoslovenska Republika; Langhammerova J., Ćeske lidove kroje, Praha 1994, s. 75 mapa.

14

�warunki naturalne, stosunki społeczne i gospodarcze. Wprawdzie toczące się w Europie w X V w.
wojny husyckie znalazły silny odzew na tutejszym terenie i ściągnęły równocześnie pewną liczbę
kolonistów niemieckich, ale nie miało to wpływu na miejscowe tradycyjne stroje i inne zjawiska
kulturowe funkcjonujące we wsiach tutejszego regionu. Pewien procent Niemców, popierany przez
austriackie władze państwowe skupiał się prawie wyłącznie w miastach, zwłaszcza w Bielsku, albo
stanowił pojedyncze wyodrębniające się w tej okolicy wsie, jak Hałcnów, Kozy, Aleksandrowice.
Istniała też tendencja do zasiedlania ich w innych jeszcze miastach Śląska Cieszyńskiego jednak sto­
sunkowo nikła liczba tych osadników nie odegrała większej roli w życiu ludności cieszyńskiej ani
też nie wyróżniała się sobie właściwą kulturą. Na wsiach żyli w głównej mierze polscy potomkowie
pierwotnych mieszkańców zwanych Lachami. Zamieszkiwali oni znaczne obszary księstwa, podczas
gdy w jego zachodnich rejonach dominowali Czesi. Natomiast na południu pasterski lud wołoski, tzw.
górale stanowili odrębną etnicznie grupę rozsiadłą w rozproszeniu po stokach Beskidu od Brennej
poprzez Wisłę po Istebna Koniaków i Jaworzynkę, a dalej Herczawę i północno-wschodnią Morawę
(Valaśsko) i zdecydowanie wyróżniającą się strojem. Inną jeszcze i wyróżniającą się strojem grupę
etnograficzną stanowili mieszkańcy Jabłonkowa i przyległej okolicy, tzw. Jackowie .
Centralnym jednak ośrodkiem omawianego regionu i całego zresztą Śląska Cieszyńskiego od
dawien dawna był Cieszyn. Tutaj na zamku znajdowała się pierwotnie siedziba Piastów Śląskich,
a z czasem austriacka tzw. Komora Cieszyńska, skąd za pośrednictwem podległych jej jednostek
i folwarków wypływały administracyjne zarządzenia, czuwano nad racjonalnym gospodarowaniem
po wsiach, nad handlem, rzemiosłem, a także dokąd wpływały z tego profity. Wokół zamku piastow­
skiego, dzięki sprzyjającym warunkom rozwijało się więc miasto i bogaciła miejscowa ludność oraz
kształtowała się swoista kultura i atmosfera. Nie powinien zatem dziwić fakt, że to właśnie wystawny
strój cieszyński stał się z czasem reprezentacyjną formą dla całego rejonu, a nie strój laski, obejmują­
cy swym zasięgiem znacznie rozleglejsze obszary.
32

33

34

HISTORIA STROJU CIESZYŃSKIEGO

Najdawniejsze wiadomości dotyczące odzieży Cieszyniaków pochodzą z połowy X V I w. i za­
pisane zostały w miejskich księgach, które obecnie znajdują się w archiwum miasta Cieszyna. Nie
są to jej opisy ani jednoznaczne informacje, ale testamentami wyrażone spisy majątku darowanego
sukcesorom oraz spisy mieszczan. Wymieniają one albo pojedyncze części odzieży, w głównej mie­
rze kobiecej, albo tkaniny i ich kolory, nawet pasy srebrne, guziki, szuby i kożuchy. Przedmioty te
stanowiły własność przede wszystkim samych mieszczan i okolicznej szlachty, a sporadycznie ich
służby, która wywodziła się z niższych warstw społecznych, zwłaszcza ze wsi. Pod datą 1585 r. za­
pisano, że testamentem przekazuje się służebnicy codzienne „białe szaty", co wskazuje na odzienie
z białego lnianego płótna . Bez wątpienia było to wówczas płótno samodziałowe używane na naj­
prostszą codzienną odzież, tj. chusty, koszule kobiece i męskie, zapaski, spódnice, suknie i na pościel.
Zastosowanie miały różne gatunki płócien, tj. cienkie, rąbkowe, zgrzebne, pacześne, drelichowe.
Z innej wcześniejszej notatki wynika, że lniane płótno przeznaczone na wierzchnią odzież barwili far­
biarze na czarno, albo indygiem na granatowo (1575). W użyciu ponadto były samodziałowe tkaniny
wełniane, lniano-wełniane i sukienne, które odpowiednio nazywano. Były to np. prost, rasz, kanaras,
mazelan, sukno wołoskie. Nie ulega wątpliwości, że skoro sporządzano z nich codzienną odzież na
dworach i w miastach, samodziały, a także skóry wykorzystywała przede wszystkim ludność wiejska,
która te materiały produkowała lub obrabiała.
35

32
33
34
35

Historia chłopów śląskich, Warszawa 1979, s. 210.
Stolafik [., op.cit. s. 18-19.
Dobrowolska A., Strój Jacków Jabłonkowskich, Lublin - Kraków 1947, nadbitka, s. 32-37.
Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146.

15

�W miastach śląskich cechowe płóciennictwo pojawia się dopiero przy końcu X V w., gdyż ręko­
dzieło to z racji chłopskich tradycji było przez długi czas pogardzane . W Cieszynie cech płócienników, obok których występują także farbiarze, powstał w X V I w. i w stosunkowo krótkim czasie
płótna cieszyńskie zyskały na znaczeniu. Były bowiem o wiele lepsze od wyrabianych w Bielsku,
uważanych za „liche, rzadkie i wąskie" .
„Białe szaty" używane w mieście na co dzień były też wówczas po wsiach powszechnie noszone,
a ludność wiejska tkała płótna nie tylko na użytek własny, ale przede wszystkim zwierzchności pań­
skiej. Wyrabiała także tkaniny wełniane i sukno wałaskie z własnej lub powierzonej przez nakładcę
przędzy. Jednak właściciele dworów i zamożni mieszczanie chętniej korzystali z tkanin importo­
wanych, które przeznaczano na paradne, kosztowne stroje, na jakie ludność wsi nie mogła sobie
pozwolić zarówno z braku środków, jak też z racji rozmaitych zarządzeń i zakazów dworskich .
Nawet zamożni chłopi, tzw. siedlocy, posiadający wielohektarowe gospodarstwa i nierzadko liczne
stada owiec wypasanych na szałasach, oprócz samodziałowego płótna korzystali z sukna swojskiej
roboty, gdyż łatwiej było je pozyskać z wyprodukowanego przez siebie surowca i przetworzonego
we własnym zakresie.
36

37

38

Ryc. 10. Kobieta w letniku, X V I w., Zarzecze koło Bielska-Białej.

Jak wynika z zapisów archiwalnych, badań terenowych przeprowadzonych w X X w. oraz różnych
publikacji, a także zachowanych okazów muzealnych i opinii informatorów, za najbardziej archaicz­
ne formy kobiecej odzieży na ziemi cieszyńskiej uchodzą: płócienna koszula o nazwie ciasnocha,
36

Tomczyk D., Pieczęcie górnośląskich cechów rzemieślniczych z XV-XVIII
s. 36-37.
37 Popiołek F., Studia..., s. 166.
38 Ibidem, s. 49 i nast.

16

i ich znaczenie historyczne, Opole 1975,

�płócienny przyramkowy kabotek, płócienna chustka odziewacza o nazwie łoktusza, płócienna chust­
ka na głowę zwana spuszczową, płócienny fartuszek i płócienna suknia o nazwie letnik. Takie nazwy
i części odzieży wymieniały w czasie badań terenowych starsze kobiety, które znały je z ustnego
przekazu swoich matek lub oryginalnych okryć używanych przez babki. Świadczy to nie tylko o cią­
głości tradycji, ale także o długim trwaniu podstawowych elementów składowych tutejszej odzieży.
Zapisy w księgach miejskich Cieszyna z lat 1558-1586 wymieniają właśnie kabotki, płócienne fartu­
chy, łoktusze i russki oraz „spodne kossyle żenske" i „kossyle mużske". Barbara Poloczkowa, jedna
z autorek zajmujących się po I I wojnie światowej strojami cieszyńskimi nazwę „russki" tłumaczy
jako chusty rożkowe™. Jest to jednak błędna interpretacja. Russki, ruszki to nazwy pochodne od słowa
„rucha" - „rucho" określającego w X V - X V I w., tak jak letnik, wkładaną przez głowę długą suknię
kobiecą noszoną na co dzień. Russka mogła być biała płócienna lub barwna, farbowana. Podobnie
letnik noszony w okresie od X V - X V I I w. określał luźną suknię bez rękawów lub z wąskimi bądź
szerokimi rękawami, mniej lub bardziej dopasowaną, wykonaną także z płótna, wełny albo jedwabiu.
Suknie te noszono wówczas w różnych rejonach Polski i tym samym na Śląsku Cieszyńskim nie
stanowiły czegoś wyjątkowego. Warto też dodać na potwierdzenie błędnej interpretacji Poloczkowej,
że pod datą 1558 obok russki wymieniony jest też płócienny fartuch i kabotek 'sugerujące niemal
pełny zastaw odzienia. Tam zaś, gdzie w dokumentach mowa jest o chustkach nazywa sieje wprost
obrusem, obruskiem, płachtą lub szatką z koronkami .
Można więc przyjąć, że skoro codzienna odzież mniej zamożnych mieszczek cieszyńskich i ich
służących składała się z „białych szat" tj. płóciennego kabotka i jakiejś spodniej koszuli, letnika lub
russki, fartucha i chusty odziewaczej, tj. łoktuszy to tym bardziej stanowiły one odzienie kobiet na
wsiach. Potwierdzeniem tego faktu może być nie tylko rozpowszechnione wiejskie tkactwo, ale zna­
na pogarda mieszczan dla płóciennej odzieży chłopskiej i wiejskich tkaczy płótna, aczkolwiek sami
z tych wyrobów korzystali.
Zastosowanie na wsi miały też miejscowej produkcji samodziały wełniane i sukienne, które jak
wynika z różnych dokumentów były jakościowo lepsze od produkowanych przez miejskich rzemieśl­
ników cechowych . Stąd też wyroby te przetrwały przez następne wieki niemal aż do czasu I wojny
światowej, a nawet i dłużej, i znalazły odzwierciedlenie zarówno w funkcjonujących nadal pojedyn­
czych formach odzieży jak i w zbiorach muzeów śląskich.
Samodziałowe płótna, wełny, sukna oraz skóry służyły na wsiach cieszyńskich do sporządza­
nia odzieży kobiecej i męskiej, która w tych najdawniejszych czasach była równie prosta, jak po
wsiach w innych krajach europejskich. Zanim zaczęto nosić koszule o znanym kroju przyramkowym
w powszechnym użyciu przez mężczyzn były płócienne tuniki wkładane przez głowę, przepasywane
sznurkiem lub skórzanym pasem, płócienne nogawice sporządzone też niekiedy ze skóry, słomiany,
bądź filcowy kapelusz, a w razie chłodu wełniany bądź sukienny kabat albo zwykły kożuch. Męż­
czyźni jak i kobiety chodzili boso, albo w skórzanych kierpcach. Odzież szyto ręcznie we własnym
zakresie i jako płócienna robocza służyła na wsiach przez następne wieki.
Jeszcze w X V I w. różne przepisy dotyczące cechowych rzemieślników odnosiły się do ich odzie­
ży, która winna być odpowiednia i stosowna do ich statusu społecznego. Pod datą 1585 zapisano,
że są to: koszula, spodnie, raszowy kabot i kapelusz kloubuk . Zatem ubiór wieśniaków nie mógł
przedstawiać się lepiej. Natomiast zamożniejsi mieszczanie oprócz płóciennej lub jedwabnej koszuli
nosili pludry, kaftany, płaszcze, szuby z kosztownych importowanych tkanin w żywych kolorach, tj.
z angielskiego sukna, z aksamitu, jedwabiu, przyozdobione srebrnymi guzami. Ich nakryciem głowy
był kapelusz podbity drogim zagranicznym jedwabiem, a nogi okrywały pończochy i wysokie buty
40

4

42

43

44

39 Poloczkowa B., Tekstylia...
40 Turnau I., Słownik ubiorów, Warszawa 1999, s. 105, 158; Bazielich B., Strój rozbarski, „Atlas Polskich Strojów Ludo­
wych", Wrocław 2002, ryc. 4, s. 10.
41 Księgi miejskie Cieszyna z XVI w.
42 Księgi miejskie Cieszyna z XVI-XVIII w., Por. też Teśinsko, s. 195, przyp. 248, 258, 254, 259 i inne oraz 304.
43 Popiołek F., op.cit., s. 169.
44 Księgi miejskie Cieszyna z XVI i XVII w.

17

�Amorł

et

NON DOWKL

.

b?o

Ryc. 11. Renesansowy strój magnacki, miedzioryt z 1630 r.
45

(1613) . W 1663 r. właściciel paru wsi cieszyńskich, niejaki Marklowski miał strój, „który mienił
się od barw, srebrnych koronek, galonów i złotych kwiatów", a w zimie jego brzoskwiniowy kożuch
miał 48 srebrnych guzów .
Opisy te nie wyglądająna zmyślone, czy przesadne, gdyż odpowiadają europejskiej modzie póź­
nego renesansu, która na prowincji przybierała nierzadko swoiste formy i trwała dość długo. Niekie­
dy stanowiła wzór do naśladowania przez innych współobywateli.
Kosztownych, obcego pochodzenia tkanin używano również przy sporządzaniu miejskich i szla­
checkich strojów kobiecych. W XVI-wiecznych źródłach wymieniany jest: adamaszek, aksamit, tabin, tikyt, kamlot, barchan, uterssin (uterfin), muchajer . Ponadto były to jeszcze lindisz (falendysz),
kitajka, forsztat . Szyto z nich oplecki (oplecka, opiiczka) zwane też żiwotkami, suknie, mentliki,
szuby. Poza tym wymieniane są jeszcze kożuchy. W skład ówczesnego bogatego stroju kobiecego
wchodziły również koszulki lub kabotki, koszule, czepce, pończochy i jako ozdoby srebrne pasy, łań­
cuszki i hoczki. Żywotki były czerwone przybrane czarnym aksamitem, śliwkowe, czarne, brunatne ,
a suknie niebieskie, modre, karmazynowe. Wykaz spadkowy żony farbiarza cieszyńskiego wymienia
5 sukien w tym 3 z żywotkami - jeden zdobiony w złote borty, drugi „zlatymi sznureczkami premowany" i trzeci zdobiony jedwabnymi nićmi. Pozostałe dwie suknie, zapewne zwykłe, nie zdobione
nie miały opiiczka. Ponadto wspomniany wykaz wymienia 5 „spodnich koszyl", 9 kabotków, 5 bia­
łych fartuchów, 6 czepców, 1 „łoktuszkę z białymi koronkami", płaszcz forsztatowy podszyty, króli­
czym futrem i płaszcz czarny z adamaszku podszyty popielicami oraz prawdopodobnie jeszcze jeden
płaszcz forsztatowy o wzorze kwiatowym, podbity popielicami, który pisarz miejski przez pomyłkę
utożsamił z czarnym kożuchem. Na końcu wymieniony jest jeszcze pas „na czarnej tkance" i ogólnie
„wyroby złotnicze" . Widać stąd, że właścicielka tych rzeczy była osobą zamożną o czym świadczy
46

47

48

49

50

45
46
47
48
49
50

18

Ibidem.
Dobrowolska A., Żywotek..., o.c., s. 27, przypis 3.
Ibidem, s. 28, przypis 2 i 30.
Poloczkowa B., Tekstylia..., o.c.
Dobrowolska A., op.cit, s. 28; Księgi miejskie Cieszyna; Poloczkowa B., op.cit., s. 139.
Iwanek W., Złotnictwo..., s. 137.

�ilość wymienionych części stroju oraz rodzaj tkanin pochodzenia zagranicznego, które należały do
bardzo drogich. Na ogół przeciętne mieszczanki mogły sobie pozwolić tylko na sprawienie poje­
dynczych sukni czy płaszcza. Toteż bogaci kupcy niewiele mieli ich na składzie. Inwentarz z 1585 r.
podaje, że zmarły zasobny kupiec pozostawił w testamencie 7 żywotków, tj. 2 aksamitne, 2 „damaszkowe", 1 „portugalsky zluty" (żółty) i brunatny oraz 1 „od mentlika hrzebiczkowy" (goździkowy) .
Godna uwagi jest ta ostatnia wzmianka mówiąca o żywotku „od mentlika", czyli rodzaju ówczesnej
sukni podbitej futrem . Widać stąd, że żywotki traktowane jako staniki doszywane do sukni były
używane już w X V I w. Poza tym ważny jest fakt, że występowały trzy rodzaje sukien, tj. zwykłe luź­
ne, jak russka i letnik oraz ze stanikiem - żywotkiem, który występował też przy mentliku podbitym
futrem. Mentliki wymieniane sąjeszcze i w innych spisach inwentarzowych z X V I I w. (1642, 1656)
51

52

Ryc. 12. Fragment obrzędowej chusty z 1686 r. Fot. St. Deptuszewski. Eksponat Muzeum w Cieszynie.

tak jak barwne żywotki od sukien, które były ozdobione bortami, bądź złotymi sznureczkami lub
jedwabnymi nićmi. Innymi ozdobami stroju kobiecego w tym czasie były jeszcze srebrne pasy, łań­
cuszki i hoczki oraz guziki, nadto wyszycia i koronki. Srebrne koronki i galony wymienione są także
w stroju męskim, co wynika z opisu stroju Marklowskiego (1663). Ale zapewne używano też koronek
i nici lnianych lub jedwabnych roboty klockowej, jakie sprowadzano z innych krajów, gdyż zgodnie
z ówczesną modą paradne stroje kobiece i męskie obfitowały w tego rodzaju koronkowe dodatki.
Wykonywano z nich kołnierze, krezy, żaboty, mankiety itp. W X V I I w. nie brak było również ozdób
w postaci wyszyć i haftów, czego przykładem są obrzędowe chusty, zwłaszcza datowana z 1686 r.,
zachowana w muzeum w Cieszynie, na której różnymi ściegami wyszyto pośrodku inicjały W.H.EK
AD 1686 i pomiędzy nimi Baranka Bożego, a po obydwu stronach zamykającego je obramowania
- imiona i nazwiska nowożeńców: WAWRIN CHMIEL EWA CHMIELOWA CERA KASSOWA Z BOBRKU, na
obrzeżach zaś wokoło wyszyto 10 pojedynczych jednakowych bukietów składających się z drobnych
51 Poloczkowa B. op. cit.
52 Turnau I., Słownik..., s. 115.

19

�53

elementów roślinnych . Wprawdzie chusty takie nie stanowiły części składowej stroju, niemniej
w tym przypadku sam napis w języku polskim i forma haftu mają swoją wymowę. Świadczą o stanie
zamożności właścicieli, przynależności narodowej, wyznaniowej oraz poziomie panującej obyczajo­
wości i miejscowego rękodzieła, które znajdowało także wyraz w wyszywanych chustach spuszczo­
nych, służących za nakrycie głowy kobiet. Jako nakrycie głowy inwentarze w X V I I w. wymieniają
jeszcze czepce składające się z płóciennej główki i koronkowego naczółka, zwanego bintka . Binda
- średniowieczna niemiecka nazwa, w X V I w. określała nakrycie głowy w postaci czepca, przepaski,
wiązadła . W tym przypadku więc stanowi jedną z najstarszych odnotowanych wzmianek mówią­
cych o cieszyńskim czepcu czółkowym, którego forma przetrwała po czasy współczesne.
54

55

Ryc. 13. Góralki w stroju cieszyńskim, Koniaków Rupienka 1956 r.

W X V I I i X V I I I w. cieszyński elegancki strój kobiecy składał się nadal ze spodniej koszuli, kabotka, sukni z żywotkiem, ozdobionym srebrnymi hoczkami do przesznurowania, z fartucha, srebrnego
pasa oraz czepka i chustki spuszczonej z wyszywanymi narożnikami, okrywającej głowę i ramiona
a opadającej w tyle poniżej talii. Inna chusta łoktusza, łoktuszka, wykonana z grubszego płótna słu­
żyła jako odziewacza, chroniąc przed zimnem. W zimie oprócz mentliku noszono jeszcze szubę pod­
szytą futrem, albo kożuch. Wykorzystywano przy tym drogie tkaniny obcego pochodzenia jak kitaj,
kamlot, karmazyn, brokat, aksamit, tabin, damas na co wydawano znaczne sumy. Tańszych i gorsze­
go gatunku tkanin, jak forsztat i barchan używano do pokrywania futrzanych wierzchnich okryć, przy
których wykorzystywano skórki królicze, owcze, kunie, popielicze, wiewiórcze itp.
Na ziemi cieszyńskiej od dawien dawna nie brakowało w strojach różnego rodzaju importów,
zwłaszcza wysokogatunkowych tkanin. Tędy bowiem od czasów starożytnych wiódł najpierw szlak
bursztynowy prowadzący ku Bałtykowi, który przez Bramę Morawską i Przełęcz Jabłonkowską
utorował następnie wielką drogę handlową. Dzięki temu docierały tutaj towary pochodzenia wło­
skiego, węgierskiego, austriackiego, z Moraw i Czech oraz różne wzory obcych kultur. Poza tym
53 Bazielich B., Ludowe wyszycia..., s. 24.
54 Poloczkowa B., op.cit., s. 139 i nast. do 142.
55 Turnau L, op.cit., s. 24.

20

�w X V - X V I w. poprzez Karpaty ściągała do Beskidu Śląskiego pasterska ludność wołoska przynosząc
ze sobą swój bagaż kulturowy a wraz z nim elementy znajdujące odzwierciedlenie w cieszyńskich
strojach i ich zdobnictwie. Wyrazem tego było np. góralskiej produkcji sukno wałaskie, wyszycia
krzyżykowe i skrętkowe, kierpce i kożuchy .
Jeśli chodzi o kobiety wiejskie, to na kupno importów mogły sobie pozwolić tylko siedloczki,
czyli właścicielki wielkich gospodarstw. Toteż w powszechnym użyciu były tutaj tkaniny samodzia­
łowe, tj. płótna, wełny, rasz, prost, sukno, kanafas, mazelan, z których sporządzano odzież codzienną
i odświętną. Takie tkaniny pozostały mniej więcej do początku X X w., o czym wspominały jeszcze
miejscowe informatorki.
Stopniowo na ziemię cieszyńską docierały nowe prądy mody przejmowane przede wszystkim
przez dwory książęce, okoliczną szlachtę i zamożne mieszczaństwo, do czego przyczyniały się ich
częste podróże do różnych krajów Europy. Tą drogą napływały także, zwłaszcza z Niemiec idee
reformacji, które trafiały tutaj na podatny grunt dzięki przenikającemu wcześniej z Czech husycyzmowi. Skutkiem tego zaczął szerzyć się protestantyzm i ukształtowany już strój cieszyński, głównie
kobiecy zrósł się niejako z wyznawczyniami tej religii, a tym samym stał się jakgdyby wyznaczni­
kiem ich odrębności w stosunku do katoliczek ubierających się bardziej skromnie . „Kto strój wałaski nosi jest ewangelikiem, kto zaś laski jest katolikiem" pisał w 1850 r. w swym pamiętniku An­
drzej Cinciała , przy czym przez wałaski rozumiał cieszyński. Przekonanie takie panowało jeszcze
w I poł. X X w., co miedzy innymi wyraziła wówczas dobitnie jedna z informatorek pochodząca z Ży­
wieckiego mówiąca, iż „strój ten miywajom luterki po tych delsziych dziedzinach kole Cieszyna" .
Z biegiem lat jednak różnice te straciły na znaczeniu, gdyż bez względu na wyznanie, w regionie cie56

57

58

59

Ryc. 14. Raszka drobno fałdowana ze złotym galonem i haftem, Kojkowice, RCz.

szyńskim przeważała ludność polska katolicka i swą polskość akcentowała nie tylko mową, ale
i sposobem ubierania się, jak również swoistymi nazwami używanych części odzieży. Niektóre
z tych nazw, jak letnik, ciasnocha, żywotek, suknia charakteryzuje słowiański źródłosłów. Powszech­
nie też mówiono „suknia cieszyńska" albo „suknia polska", „strój cieszyński", albo „strój polski",
buty poloki, co przetrwało w całym regionie do dnia dzisiejszego i wskazuje na polski rodowód.
Pośród informatorek przekonanie to powtarzało się w opinii, że „jak Śląsk przydzielono Czechom, to
56 Dobrowolski T, Tradycje wołoskie..., s. 86-114.
57 Iwanek W., op.cit., s. 126, 133.
58 C i n c i ała A., Pamiętnik dra Andrzeja Cinciały, notariusza w Cieszynie (1825-98), wydał i wstępem zaopatrzył Jan Stanisław
Bystroń, Katowice 1931, s. 82
59 Gładysz M., Zdobnictwo..., s. 221.

21

�polskie kobiety na znak protestu przyszyły sobie niebieską galonkę u dołu sukni", aby w ten sposób
wyróżnić się od innych i podkreślić swą przynależność narodową . Wedle tradycji jest to czytel­
ne po jednej i drugiej stronie granicy państwowej. Należy przy tym pamiętać, że punktem wyjścia
i centrum był najpierw sam Cieszyn i pobliskie dwory, skąd dopiero z czasem upodobania w sposobie
ubierania się znajdowały aprobatę na prawym jak i na lewym brzegu Olzy u mieszkańców wsi pol­
skiego pochodzenia '. Literatura czeska fakt ten zdecydowanie pomija lub w ogóle nie interpretuje,
a mapa zasięgu ludowych strojów cieszyńskich zamieszczona w ich najnowszym opracowaniu jest
dowodnym potwierdzeniem powyższej tezy . Inaczej natomiast wygląda sprawa stroju góralskiego
i jego użytkowników po obydwu stronach granicy , gdyż ich początki mają wspólny rodowód. Na­
tomiast strój laski występujący tylko w paru północnowschodnich wsiach po polskiej stronie, łączony
przez niektórych badaczy ogólnie z Lachami , bardziej aniżeli cieszyński wiązał się według innych
z wyznawczyniami protestantyzmu oraz czeską i niemiecką świadomościąnarodową. W miarę upływu
czasu kobiecy strój cieszyński stawał się coraz bardziej popularny i jego rozprzestrzenienie wybiega­
ło nawet poza granice historycznego Śląska Cieszyńskiego, tj. na ziemię pszczyńską zaś po czeskiej
60

6

62

63

64

65

Ryc. 15. Stroje z okolic Cieszyna, rys F. Kaliwoda, ok. 1840 r.

stronie przenikał na obszary, gdzie występował strój laski. Ponadto już pod koniec X I X w. zaczęły go
nosić niektóre góralki w Beskidzie Śląskim, co w X X w. przybrało na sile. Bowiem tę formę stroju
uważa się tutaj za bardziej elegancką i reprezentatywną zacierającą niejako ubóstwo, jakie niegdyś
charakteryzowało mieszkańców gór.
Pomimo różnych obcych wzorów moda cieszyńska kierowała się własnymi prawami i upodoba­
niami. Podczas gdy w strojach dworskich i niektórych mieszczan zaczęła się szerzyć moda zachod­
nioeuropejska, u średnich i niższych warstw mieszczańskich w X V I I I i na pocz. X I X w. utrzymy­
wały się stare wzorce i długość kobiecych sukni w tym czasie sięgała niemal do ziemi, podczas gdy
ikonografia z pierwszej poł. X I X w. ukazuje już cieszynianki w sukniach sięgających do połowy ły­
dek lub nawet nieco krótszych.
60
61
62
63
64
65
22

Joanna Cyfkowa., Pierściec; Emilia Michalska, Pruchna; Katarzyna Badura, Międzyrzecze.
Płyniesz Olzo, t. II, red. D. K a d ł u b i e c , Zarys kultury materialnej ludu cieszyńskiego", s. 21-36 i mapa s. 20.
Langhammero vä J., Ćeske lidove kroje, Praha 1994, s. 83 i mapa s. 75.
Teśinsko,s.
220-227, mapa s. 100.
Stolafik I., Hräava, Ostrava 1956; M a l i c k i L., Strój górali śląskich, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1956.
H o f f B . , op.cit.

�Suknie te o przedłużonym wzwyż, poza talię stanie, co było odzwierciedleniem mody empire, tj.
przełomu X V I I I i X I X w. są bardzo szerokie, fałdowane, z błękitną galonką wokół dolnego brzegu
i z bardzo niskim żywotkiem, utrzymywanym na wąskich szelkach. Na nogach noszono wełniane czer­
wone pończochy układane w poziome fałdki i kierpce lub według nowszej mody - białe pończochy i
płytkie czarne pantofle skórkowe z kokardą na przodzie.
Na rycinie Franciszka Kaliwody z około 1840 r. , jak też Henryka Jastrzembskiego z 1846 r.
przedstawione są trzy postacie: dziewczyna, mężatka i mężczyzna. U kobiet ich suknie są krótkie,
tj. sięgają poniżej kolan i mają podwyższony stan oraz niski żywotek, a na dolnym brzegu niebieską
galonkę. Z przodu przykrywają je tej samej długości fartuchy. Suknie są ubrane na kabotek z wąską
wyszywaną oszewką koło szyi i z szerokimi bufiastymi rękawami sięgającymi do łokci, zakończo­
nymi falbanami, co widać u dziewcząt. Mężatki mają na głowach czółko we czepce przykryte wyszy­
wanymi na narożnikach chustami spuszczowymi, które szerokim płatem opadają im na plecy sięga­
jąc poniżej talii. Wyszycia są jednokolorowe - czerwone, czarne i białe. Czerwone są też pończochy
układane w poziome fałdki, a obuwie stanowią płytkie czarne pantofle z kokardą na przodzie. Dziew­
częta mają odkryte głowy i włosy z przedziałkiem na środku według mody I poł. X I X w., splecio­
ne w jeden warkocz opadający na plecy i zakończony kolorową wstążką. Dodatkowym elementem
u mężatek jest krótki , sięgający talii czarny spencer z rękawkami, które w tym czasie były szerokie,
bufiaste, zwężające się ku dłoniom.
Na obydwu ilustracjach mężczyzna ukazany jest w dwóch wersjach stroju. U Kaliwody ma na
sobie białą koszulę, której wyłożony kołnierzyk widoczny jest spod jednorzędowej kamizelki wysoko
zapiętej na metalowe guziki. Jego wierzchnie okrycie stanowi krótki do pasa czarny kaftan z rękawa­
mi, rozpięty z przodu, o stojącym kołnierzyku i rozchylonych klapach. Również czarne są spodnie
0 średnioszerokich nogawkach wpuszczonych do butów z wysokimi cholewami. Przy spodniach widać
pasek, którego zapięcie opada na biodra, a na głowie kapelusz z doniczkową główką i szerokim wywi­
niętym rondem, opasany czarną wstążką ze srebrzystą klamrą na środku.
Znacznie barwniej przedstawia się akwarela Jastrzembskiego, gdzie cały strój męski jest w błękit­
nym kolorze. Błękitne są spodnie o wąskich nogawkach wpuszczonych do butów z cholewami, błękitny
kaftan ze stojącym kołnierzem i klapami oraz błękitny długi płaszcz z peleryną stojącym kołnierzem
1 klapami sięgający po kostki, bez rękawów, podbity zielonym suknem. Pod kaftanem widać brązowordzawą w poziome prążki, jednorzędową kamizelkę z wykładanym kołnierzem, pod którym czerwoną
barwą wyróżnia się chustka związana pod białym kołnierzem koszuli. Białe są również jej wywinięte
mankiety rękawów widoczne spod rękawów kaftana. Całość uzupełnia duży czarny kapelusz z wysoką
cylindryczną główką i szerokim prostym rondem.
Strój męski w błękitnym kolorze sukna z ozdobnymi srebrnymi guzami przy kamizelce i dwurzędo­
wym kaftanie ukazuje także ilustracja wykonana przez Jakoba Alta z około 1840 r., przy czym wymie­
nione części mają na krawędziach kołnierzy i przodów czerwone obwódki sukna stanowiącego podszy­
cie . Czerwone obwódki i małe pomponiki tworzą też wykończenie trzech trójkątnych rozcięć powyżej
dolnego brzegu w tyle kamizeli, co powtarza się na innej jeszcze ilustracji tego autora z mężczyzną
mającym kurtkę przewieszoną przez lewe ramię. Tutaj też widać rękaw płóciennej koszuli o wyraźnym
śladzie zeszycia na ramieniu, (co zdradza odejście od kroju tuniki) i zakończony mankietem .
Opisane ilustracje trzech różnych autorów wykonane mniej więcej w tym samym czasie wska­
zują na zróżnicowanie męskiego stroju cieszyńskiego. Dają też w miarę pełny obraz, jaki zachował
się do końca X I X w. Pokrywa się on z fragmentarycznymi wypowiedziami starszych informatorów
podczas badań terenowych prowadzonych w połowie X X w. Sami bowiem już w takich strojach
nie chodzili, a w ich domowym majątku nic z tego się nie zachowało. Nawet do zbiorów muzeum
w Cieszynie zdołano pozyskać jeden tylko, ciemnogranatowy płaszcz z zielonym podbiciem, który
unaocznia ówczesną formę tego wierzchniego okrycia .
66

67

68

69

70

66
67
68
69
70

Fierla G., Strój cieszyński, s. 1.
Adamczyk I., Dembiniok M, Studnicki G., Korowód...,il. nlb.
Teśinsko,.., ii. 24, 25.
Ibidem, ii. 25.
Eksponat muzeum w Cieszynie nr inw. E. 294 MC.

23

�Pewnym uzupełnieniem wiadomości na ten temat są jeszcze pojedyncze zapisy w archiwalnych
księgach z XVIII w. wymieniające kamizele, kabaty lub kaboty i płaszcze w kolorze czarnym, nie­
bieskim i kapelusz, nadto mosiężne lub srebrne guziki, a odnoszące się do wsi Wędrynia, Ołdrzychowice, Cierlicko, Łomna . Takie ubrania mieli mężczyźni i w innych jeszcze miejscowościach
Śląska Cieszyńskiego. Ich użytkownikami byli przede wszystkim wójtowie, siedlocy oraz niektórzy
mieszczanie, zwłaszcza kupcy i rzemieślnicy. Strojność i elegancja tego odzienia zależała od możli­
wości finansowych i staranności samego użytkownika. Kogo było stać, sprawiał strój z importowa­
nych materiałów i przyozdabiał srebrnymi guzikami. Mniej paradne były guziki mosiężne i tkaniny
swojskiej produkcji. Stąd też i zróżnicowana kolorystyka kamizelek, kabotów i spodni, ich gatunek
i oczywiście sam wygląd. Upodabniał je tylko zestaw poszczególnych części, ich krój i sposób nosze­
nia. Wykwintne części odzieży męskiej miały kolor lazurowy, modry, granatowy, skromniejsze szyto
z sukna w czarnym kolorze lub innym ciemnym, np. brązowym, czy zielonym, co było wynikiem nie
tylko pozycji społecznej i majątkowej, ale także okolicy, gdzie taką odzież noszono. Ubożsi mężczyźni
wsi na co dzień i nierzadko od święta używali odzieży płóciennej, która składała się z koszuli, spodni
i kabota uszytego niekiedy z wałskiego sukna, nadto z onuc lub wełnianych skarpet i kierpców, a w
zimie jeszcze z krótkiego albo dłuższego kożucha farbowanego na czarno, brunatno lub na biało .
Farbowano też płótno na modro, czy brązowo; na niebiesko np. farbowano czernicami albo czarny­
mi borówkami, których w pobliskich lasach można było z łatwością nazbierać. I taki rodzaj ubioru
utrzymał się sporadycznie jeszcze do czasu I wojny światowej. Jan Wantuła w wspomnieniach zaty­
tułowanych „Karty z dziejów ludu Śląska Cieszyńskiego" pisał: Chłop pańszczyźniany miał mało
potrzeb. Przyodziewał się w guńkę, hazukę (koszulę), płótniaki, kożuchy z owczych skór" zaś obu­
wiem był „zwykły kyrpiec ze świńskiej skóry, odświętny z łowięziej (krowiej) skóry sporządzony.
Rzadziej był u chłopa but zrobiony przez fachowego szewca", gdyż „od wiosny do zimy chodzono
boso lub w drewnianych pantoflach, zwykle w domu z brzozowego, lipowego lub olszowego drewna
71

72

73

Ryc. 17. Mężczyzna w stroju cieszyńskim, I I poł. X I X w.
sporządzonych". Wspomniany autor zauważa dalej, że „po 1848 roku młodzi zaczęli się coraz lepiej
- z pańska ubierać" i z biegiem lat w centrum Ustronia zaczęła znikać guńka. Bowiem już w I I poł.
XIX w. sporo mężczyzn szukało zajęcia poza rolnictwem, tj. w bliżej lub dalej położonych ośrodkach
przemysłowych, skutkiem czego stosunkowo szybko zaczęli zarzucać tradycyjne formy odzieży na
rzecz tanich i praktyczniej szych ubiorów standardowych. Tym sposobem zatraciły się zupełnie dawne
stroje męskie i pamięć o nich w przeciwieństwie do strojów kobiecych, które przetrwały po dzień dzi­
siejszy.
71 Teśinsko,.., przypis 15, 27, 42, 44, 53, 69, 83.
72 Fi er la G., Stroje ludowe na Śląsku Cieszyńskim, [w:] Płyniesz Olzo red. D. Kadłubiec t. II, Ostrawa 1972, s. 211, .
73 Wantuła J., Karty z dziejów ludu Śląska Cieszyńskiego, rękopis.

24

�PODSTAWOWE CZĘŚCI STROJU CIESZYŃSKIEGO
Strój cieszyński rozpowszechniony po wsiach podgórskich i nizinnych, przede wszystkim zaś
w najbliższej okolicy Cieszyna był niejednolity, zróżnicowany nie tylko w gatunkach tkanin i do­
datkach zdobniczych, wynikających ze stanu zamożności, ale także co do samej formy i poszcze­
gólnych części składowych. Do czasów współczesnych przetrwał tylko kobiecy zestaw odświętny,
męski natomiast strój ostatecznie zanikł jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. W X I X w.
w swej najbardziej eleganckiej formie wykonany był z dobrego gatunku sukna w kolorze granatowym,
modrym, rzadziej czarnym i składał się z kamizelki - brucleka na lnianej lub wełnianej podszewce,
zapinany dwurzędowo na metalowe, przeważnie srebrne guziki, podobnego, nieco dłuższego kabata
z rękawami i z wykładanym kołnierzem oraz spodni z nogawkami wpuszczanymi do wysokich bu-

Ryc. 18. Wyrobnicy cieszyńscy, 1878 r.

tów z cholewami. Podstawę stanowiła płócienna koszula z wykładanym kołnierzykiem, pod którym
wiązano chusteczkę w kolorze czerwonym, co czynili przeważnie młodzi mężczyźni, albo w kolorze
czarnym. Nakryciem głowy był czarny filcowy kapelusz o wysokiej cylindrycznej główce i szerokim
rondzie. Wierzchnie zimowe okrycie stanowił długi płaszcz bez rękawów z peleryną i stojącym koł­
nierzem o wykładanych klapach, podszytych zielonym suknem, albo długi kożuch czarny, biały bądź
żółty, kolorowo przeszywany i aplikowany. W mieszczańskim zestawie paradnego stroju zamiast gra­
natowego brucleka pojawiała się niekiedy kamizelka tego samego fasonu lecz uszyta z wzorzystego
jedwabiu w jasnym lub brunatnym kolorze.
Natomiast codzienna odzież była skromna - w lecie lniana koszula i spodnie, nogi bose albo
w kierpcach i słomiany kapelusz, w zimie kabat nierzadko z samodziałowego sukna wałaskiego lub
z grubszego płótna farbowanego na granatowo czy brązowo i krótki kożuszek, bądź serdak z owczej
skóry; guniok albo gunia.
25

�Również codzienna odzież kobieca i odzież ubogich kobiet była bardzo skromna. Składała się
z płóciennej koszuli o nazwie ciasnocha i kiecki albo spódnicy, uszytych z samodziałowej tkaniny
lnianej farbowanej, albo wełnianej oraz z kaftanika i chustek - nagłownej płóciennej szatki wiązanej
pod brodą oraz dużej naramiennej płachty o nazwie łoktuszka z grubszego białego płótna. Na nogi
wkładano onuce lub wełniane dziane czerwone pończochy, bądź skarpety i kierpce.

Ryc. 19. Żywotki ze złotym haftem obszyte ozdobnymi taśmami: 1. Ustroń, poł. X I X w., 2. Istebna, koniec X I X w.

W X I X i I poł. X X w. odświętny strój kobiecy wyróżniały ozdoby w postaci zróżnicowanych wy­
szyć lub haftów oraz biżuterii. Jego podstawę stanowiła niegdyś lniana koszula - ciasnocha utrzymy­
wana na jednym lub dwóch ramiączkach, którą z czasem zastąpiono nowszą prostą formą z krótkimi
rękawami, uzupełnioną dołem płóciennymi spódnicami. Górną część takiej koszuli okrywa kabotek
o przyramkowym kroju - starszy o nazwie szutka, z jednobarwnymi wyszyciami, nowszy czyli ko­
szulka z bogatymi białymi dziurkowanymi haftami, umieszczonymi przede wszystkim na przodzie lub
dodatkowym żabocie, tzw.przedniczce. Na to przez głowę wkłada się suknię, której długość reguluje

Ryc. 20. Przód i tył żywotka z charakterystycznym obszyciem ozdobną taśmą, Brenna 1936 r.

26

�Ryc. 21. Nowsza forma zdobienia żywotków: 1. Hafty w miejscach obszyć, Cieszyn 1944 r.,
2. Boczki haftowane szklanymi perłami, Bielowicko 1926 r.

moda. W pierwszej poł. X I X w. sięgała do połowy łydek, pod koniec wieku niemal do kostek,
a współcześnie, tj. po I I wojnie światowej znowu do połowy łydek i bez licznych krochmalonych
spódnic, przez co nie jest pękata lecz wysmukła. Suknia składa się z aksamitnego żywotka, tj. stanika
na szelkach o rozwartych niskich przodach i plecach ściętych ku górze w tzw. szczytek. Starsze żywotki były niskie, nowsze coraz to szersze. Charakteryzują je swoiste hafty odpowiednio rozmieszczone
na plecach i przodach, o motywach roślinnych, które z biegiem lat ulegały zmianie.
Najstarsze znane z I poł. X I X w. były złote lub srebrne, wypukłe, umieszczone w polach wy­
znaczonych przez obszycia złotymi galonami, tj. ozdobnymi taśmami o falistych brzegach. Złote
nici, bardzo kosztowne, zaczęto z czasem zastępować innymi materiałami jak: lacet, jedwabne nici,
bajorek, koraliki, cekiny itp., przy czym początkowo, jeszcze do czasu I wojny światowej wykorzy­
stywano sporadycznie nici złote i srebrne uzyskiwane przez wyprucie ze starych żywotków. W tym
czasie zaczęły też zanikać obszycia z taśm, które w skromniejszych żywotkach nie były złote lecz
błękitne lub inne, wzorzyste.
Po zarzuceniu obszyć i złotych nici ozdobność żywotków przechodzi fazy kolejnych zmian
w kolorystyce, motywach i kompozycji, a w parze z tym następuje zarzucenie srebrnych hoczków
służących do przesznurowania żywotka srebrnym łańcuszkiem na rzecz hoczków haftowanych przy
użyciu koralików, i już bez stosowania sznurowania.
Żywotek jest przyszyty do zbieranej w drobne fałdy spódnicy uszytej z paru szerokości szerzyn.
Pierwotnie był to tzw. letnik wykonany z samodziałowej tkaniny lnianej, farbowanej na ciemno, albo
tzw. prostula z wełnianego lub lniano-wełnianego prostu i stąd nazwa sukni używanej jeszcze na
początku X X w. Współcześnie elegancka suknia ma spódnice z czarnego sukna lub wysokogatun­
kowej wełny, bez względu jednak na to, z czego została uszyta i niezależnie od jej długości zawsze
jest obszyta dołem niebieskągalonką, tj. wstążką o szerokości do 10 cm, a na samym brzegu taśmą
tzw. szczotką. Suknię z przodu początkowo przepasywano fartuchem z delikatnej, cienkiej i wzorzy­
stej tkaniny, także pasiastej. W X X w. fartuch jest jedwabny, przeważnie wzorzysty adamaszkowy,
w jasnym kolorze i długi niemal na równi z suknią.
Zamożne kobiety talię przepasywały srebrnym pasem składającym się, jak w X I X w., z połączo­
nych ze sobą kilku wzorzystych odlewanych płytek, albo z paru filigranowych płytek połączonych
łańcuszkami, od których inne dodatkowe zwisały półkoliście w dół. Podobną filigranową kaskadową
ozdobę stanowił tzw. orpant, czyli napierśnik przymocowany bolcami z przodu pomiędzy szelkami

27

�żywotka. Częściej jednak zamiast tych ozdób przewiązywano tylko w pasie tzw. przeposkę, tj. wzo­
rzystą wstążkę, którą wiązano z przodu w kokardę.
Nakryciem głowy kobiecej jest koronkowy czepiec czółkowy przykryty chustką wiązaną w tyle
na pidło, co nazywają też na żurek. Nierzadko gatunkowo, kolorystycznie i wzorniczo odpowia­
da ona tkaninie fartucha, aczkolwiek w X I X w. były to chustki płócienne, które przy szczególnych
okazjach nakrywano jeszcze dużą płócienną chustą spuszczową, złożoną po przekątnej i wiązaną
pod opadającym na plecy narożnikiem. Narożnik ten, jak i pozostałe miały jednobarwne wyszycia
o motywach geometrycznych, zaś wszystkie brzegi obszyte wąską klockową koronką. Dziewczęta
chodziły z odkrytą głową i włosy splatały w jeden warkocz opadający na plecy, a zimą zakładały
chustki wiązane pod brodą. Okryciem nóg w X I X w. były dziane wełniane pończochy w czerwonym
kolorze i kierpce lub płytkie pantofle. Z czasem upowszechniły się białe pończochy, zaś w końcu
elastyczne brunatne produkcji fabrycznej. Najbardziej odpowiednim obuwiem stały się też czarne
płytkie pantofle skórkowe zapinane na podbiciu na pasek.

ZASIĘG STROJU CIESZYŃSKIEGO
Z archiwalnych materiałów sięgających X V I i następnych wieków wynika, że stroje cieszyńskie
w swej zróżnicowanej ozdobnej formie nosili najpierw najzamożniejsi przedstawiciele tego regio­
nu, tj. książęta, szlachta i bogaci mieszczanie, którymi byli kupcy, rzemieślnicy i obszarnicy nadto
wójtowie i inni urzędnicy dworscy wyższego rzędu. Nie byli to więc liczni przedstawiciele tej zie­
mi , zamieszkujący raczej miasta, dwory i ich pobliże. Kolorowa akwarela Henryka Jastrzembskiego
z 1846 r. takich właśnie ludzi z Cieszyna przedstawia. To samo prezentują ryciny J. Alta i F. Kaliwody z około 1840 r. oraz kolorowy rysunek dziewczyny z Cieszyna wykonany przez J. Manesa w
1854 r. Trudno zatem mówić o jakimś zwartym wówczas zasięgu występowania tego stroju i jego
jednolitości. I czy w ogóle ówczesny strój nazywano cieszyńskim? Nawet jeśli w tych archiwalnych
zapisach jest mowa o russce, letniku, łoktusce, sukni, żywotku, kabotku, fartuchu, kabacie, płaszczu
to nie były to nazwy używane tylko na tym terenie lecz o znacznie szerszym zasięgu, wybiegającym
nawet poza obszar Śląska i kraju, gdyż wiązały się z odzieniem, które miało szerokie zastosowanie
w określonych środowiskach. Ich uproszczone formy wskazują że służyły niższym warstwom spo­
łecznym lecz aż po wiek X V I I I były one ograniczone różnymi zakazami i nakazami możnowładców
zabraniającymi korzystania z materiałów obcego pochodzenia i sposobu ubierania się na ich modłę,
a zalecających stosowanie przede wszystkim surowców własnej produkcji. Zdarzało się jednak, że
na zasadzie darowizny lub spadkowego przekazu suknie z lepszych materiałów otrzymywały dziew­
częta jako zapłatę za dobrą służbę. I tą drogą przedostawały się na wieś również żywotki, jedwabne
fartuchy, kabotki, pantofle, co dokumentują testamentowe zapisy jeszcze z końca X V I I w. (1695) .
74

75

Autorzy zarówno starszej, jak i młodszej generacji piszący na temat stroju cieszyńskiego nazy­
wają go „strojem wałaskim". Jednak nazwa ta nie jest jednoznaczna. Stary góral z Istebnej przed I I
wojną światową powiedział: „po wałasku jyny taki chodzi, co mo na sebie wsziecko wełniane - i
nogawice, kopyca, guniym, kożiuch, myckym z kłonicami, abo baranicym, papucie" . Natomiast
Bogumił Hoff w swej pracy wydanej pod koniec X I X w. strój kobiet sąsiadujących z Wiślanami
nazywa łaskim, co uważać można za daleko idące uogólnienie, dotyczące w ogóle Lachów, czyli
mieszkańców dolin , jak mówi „mieszkanek równin". W tym przypadku chodzi mu jednak wyraźnie
o strój cieszyński, co potwierdza zamieszczony przez niego rysunek, na którym przedstawione są
dwie kobiety w sukniach z golonką, jakie nosiły właśnie cieszynianki, nie Laszki, w szerokich zapas76

77

78

74
75
76
77
78

28

Popiołek F., Studia..., s.44-46..
Tesinsko.., s. 201 przypis 372.
Gładysz M., Zdobnictwo..., s. 228 przypis 5.
Hoff B., op.cit., s. 45.
BriicknerA., Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1974, s. 289, hasło Lach.

�kach, czółkowych czepcach oraz płóciennej chustce na spuszcz i w obrusku, a obok nich mężczyzna
- w sukiennych spodniach, guni, płóciennej koszuli i kapeluszu z szerokim rondem; wszyscy mają
na nogach kierpce. Nie są to jednak typowi górale, lecz ludzie z dolin tzw. wałasi, którzy również
zajmowali się gospodarką pastersko-hodowlaną przy czym kobiety upodabniały się swym strojem
do cieszynianek, a mężczyźni - do górali. Górale, mieszkańców dolin nazywali „dolanami", a ich
strój „dólskim", „dólańskim". Natomiast same jego użytkowniczki swój strój nazywają „strojem cie-

Ryc. 22. Wiślanie, rys. B. Hoff 1888 r.

szyńskim" albo „strojem polskim". Starszej generacji ludzie z pobliskiego zaboru pruskiego mówili,
że na „cysarskim", czyli pod zaborem austriackim ubierają się inaczej. Widać stąd, że w regionie
cieszyńskim występowały pierwotnie dwa rodzaje stroju, zwłaszcza męskiego, tj. wałaski - oparty
głównie na tkaninach samodziałowych - lnianych i wełnianych o rodowodzie wędrownych pasterzy
karpackich, wałachów oraz cieszyński - mieszczański, który z czasem szeroko się rozpowszechnił.
Warto przy tym dodać, że nazwa pasterzy „wałach" w X I X w. zanika , aczkolwiek przylgnęła do
79

GSAwcr

.'^ŁHHOO

s'.*itA

C*M-

_____

ft£ąix~n

i&lt;AL*

CASi^a

ŁYWOTKA.

t: 19S.OO0-

Ryc. 23. Mapka zasięgu żywotka cieszyńskiego, A. Dobrowolska, 1930.
79 Śtika J., „ Valach"..., s. 43-53.

29

�stroju cieszyńskiego. Przyczyną zanikania plebejskiej nazwy wałach było zapewne zniesienie pań­
szczyzny, co w zaborze austriackim miało miejsce w I poł. X I X w. (1848), zaś upowszechnienie się
nazwy „strój cieszyński" było także tego konsekwencją jak również i wcześniejszego jeszcze (1828)
zniesienia przymusu cechowego. Znikające zatem dotychczasowe ograniczenia swobód i rozmaite
zakazy ośmielają miejscową ludność nie tylko do otwartego naśladowania stroju mieszczan, ale także
nazywania go „strojem cieszyńskim" zwłaszcza w odniesieniu do ubioru kobiecego. Męski bowiem
strój mieszczański nie był zbyt upowszechniony i dlatego stosunkowo szybko zanikł na rzecz różnej
jakości form standardowych. Dlatego jeśli chodzi o zasięg cieszyńskiego stroju regionalnego, jego
obszar występowania można podać jedynie na podstawie stroju kobiecego, uwzględniając przy tym
granice dawnego Księstwa Cieszyńskiego, a nie wyłącznie tylko granicę państwową Czech lub Pol­
ski.
Pierwszy taki zarys w oparciu o zasięg żywotka cieszyńskiego podała Agnieszka Dobrowolska
w swej pracy z 1930 r. Obejmuje on obszar na północy od Strumienia ku wschodowi przez Zarzecze
i Zabrzeg, następnie na zachodzie po Stare Bielsko i ku południowi przez Jaworze, a dalej nieregular­
nymi zakolami granica otacza Górki Małe, Ustroń, Leszna przechodząc na stronę czeską po Nydek
i Bystrzycę oraz Gródek, poczem z załamaniami kieruje się na zachód poprzez Ołdrzychowice, Guty,
Gnojnik, Trzanowice, Cierlicko i Olbrachcice. Stąd już niemal prostą linią obejmując Brzezówkę
i Pruchnę zmierza ku Strumieniowi.
80

Ryc. 24. Państwo młodzi (E. i Z. Gwarkowie) - mloducha w stroju cieszyńskim po zaczepieniu,
pan młody w stroju góralskim, Koniaków 1957 r.
80 Dobrowolska A., Żywotek..., s. 43-53.

30

�I—najpóźniejszy zasięg ubioru pszczyńskiego. I I — obszary peryleryczne gdzie elementy stroju pszczyńskiego wy­
stępowały razem z elementami grup sąsiednich. I I I — d a w n e osady niemieckie. I V — granica zasięgu starszych
wpływów krakowskich. V — g r a n i c a zasięgu młodszych wpływów krakowskich. V I — granica wpływów stroju
cieszyńskiego. V I I — granica wpływćw stroju bytomskiego. V I I I — ubiór krakowski. I X — u b i ó r cieszyński. X—
ubiór bytomski.

Ryc. 25. Mapa zasięgu ubioru pszczyńskiego z granicą wpływów stroju cieszyńskiego, St. Bronicz, 1954 r.

Na mapie dawnego Księstwa Cieszyńskiego prawie owalnym pierścieniem zatoczonym od północ­
nego wschodu po południowy zachód linia ta zakreśla prawie sam jego środek. Jest to, jak poda­
je autorka obszar pierwotnego zasięgu żywotka. Natomiast nowszy jego zasięg obejmuje jeszcze
na wschodzie rejony od Jaworza poprzez Brenna, Wisłę po Istebna, a po stronie czeskiej Buko­
wiec, Bogonowice, Koszarzyska i Tyrę, tj. miejscowości górskie, gdzie noszone są stroje góralskie.
W tym górskim obrębie znajduje się także enklawa stroju jabłonkowskiego, któremu Dobrowolska
poświęciła osobne opracowanie , a który w kobiecym zestawie nie ma żywotka, tylko stanik - bruclek
oddzielony od spódnicy kamlotki, zaś strój męski nawiązuje do formy ubioru węgierskiego huzara.
Natomiast od Strumienia i na zachód od Pruchnej oraz Kończyc Małych po Zebrzydowice oraz dalej
już poza granicą państwową występuje strój laski, który w paru odmianach, np. lachów frydeckich,
81

81 Dobrowolska A., Strój Jacków.... nadbitka z: Prace i Materiały' Etnograficzne, t. VII, Lublin - Kraków 1947.

31

�LEGENDA
O •MMflBwpta o w *

BRANO
—

WUtSTMfA

GITAM-CA *OJ(i*flOZ
i « A n ; C A POWIATU

^_ q:rKi

Ryc. 26. Mapa zasięgu ż y w o t a cieszyńskiego, B. Bazielich 1962 r.
82

czy lachów orłowskich rozprzestrzeniał się znacznie po czeskiej stronie Śląska Cieszyńskiego , co
szrafowaniem zaznaczono na mapie w zbiorowym opracowaniu badaczy czeskich . Rzecz przy tym
ciekawa, że przenikanie stroju cieszyńskiego w rejony łaskie, bardziej zróżnicowane narodowo (Pola­
cy, Czesi, Niemcy) i raczej protestanckie było znikome i kiedy strój laski zarzucono około I I wojny
83

Ryc. 27. Mapa zasięgu ozdób metalowych na Śląsku, M . Gładysz, 1938 r.
82 Fierla G., Strój lachów..., s. 19-mapa.
83 Tesinsko,.., s. 100 - mapa.

32

�Tabl. I Dziewczyna w stroju cieszyńskim, rys. J. Manes 1854

�światowej, strój cieszyński nawet w pogranicznych rejonach go nie zastąpił, w przeciwieństwie do
rejonów górskich, gdzie po dzień dzisiejszy po polskiej stronie strój góralski zastępuje się nierzadko
na uroczyste okazje strojem cieszyńskim.
Ekspansja stroju cieszyńskiego po polskiej stronie wdzierała się również na północ w rejony
pszczyńskie, jak zaznaczył na swej mapie Stanisław Bronicz . Strój ten sięgał po Pszczynę i Ćwiklice, a od Goczałkowic, poprzez Łąkę aż po Studzienice i Kobiór i tutaj moda na cieszyński strój
utrzymała się jeszcze w pierwszych latach po I I wojnie światowej. Przenikała także nieco na wschód
po Bestwinę w rejonie bielskim, gdzie od Komorowie po Bielsko i Aleksandrowice sięgał strój laski,
co wykazały moje badania terenowe prowadzone na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych
X X w. Wtedy też udało się uchwycić na mapie ówczesny zasięg żywotka, a tym samym występowa­
nia w Polsce stroju cieszyńskiego, co opublikowałam w 1962 r .
84

85

Ryc. 28. Strój cieszyński z okolic Jabłonkowa, ekspozycja muzeum w Opawie.

W rozważaniach na temat stroju cieszyńskiego należy uwzględnić jeszcze jedną mapę, jaką po­
dał w 1938 r. Mieczysław Gładysz w wyniku badań nad metalowym zdobnictwem na Śląsku , przy
86

84 Bronicz St., Strój pszczyński, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1954, s. 17 - mapa.
85 Bazielich B., Z badań terenowych..., s. 29 nlb.
86 Gładysz M., op.cit., s. 201 - mapa.

33

�czym mapa ta dotyczy tylko Śląska Cieszyńskiego i ozdób występujących w tutejszych strojach ludo­
wych. Z tego względu obejmuje ona nieco szerszy teren, tj. także obszar występowania stroju łaskie­
go i góralskiego oraz Jabłonków, który oprócz Cieszyna, Ustronia, Skoczowa, Strumienia i Bielska,
nadto Czadcy był punktem wyrobu i sprzedaży tych ozdób. Mapa obejmuje zatem również tereny po
drugiej stronie polskiej granicy państwowej i zwartą linią obiega wymienione miejscowości, przez
co jest przejrzysta i stanowi, jak gdyby potwierdzenie tego, o czym była mowa poprzednio. Ciekawy
przy tym jest dorysowany na tej mapie dawny zasięg, wybiegający na północ od Strumienia poza
zakole rzeki Wisły, niemal aż po samą Pszczynę, a nawet Żory.
Można zatem powiedzieć, że do czasu I I wojny światowej, ze względu między innymi na swą
ozdobność, tj. biżuterię i haftowany żywotek, strój cieszyński - kobiecy - cieszył się dużym upodo­
baniem nie tylko samych Cieszynianek, ale także kobiet sąsiednich regionów z wyjątkiem grupy
Jacków Jabłonkowskich. Niektóre informatorki podkreślały, że noszono go nie tylko koło Cieszyna,
ale i po obu stronach Olzy, aż po Jabłonków na południu i Karwinę na północy oraz rzekę Białą na
wschodzie. Niemniej jednak w dzisiejszych czasach zakreślenie obecnego jego zasięgu byłoby raczej
trudne, być może nawet niemożliwe, gdyż strój cieszyński noszony jest sporadycznie i nie powszech­
nie, raczej tylko przez jednostki przy wyjątkowych okazjach.

STROJE SĄSIADÓW
W historycznych granicach Śląska Cieszyńskiego występowały niegdyś, mniej więcej do począt­
ku lub do połowy X X w., zależnie od terenu, różne odmiany stroju regionalnego, z których większość
wiązała się z typem strojów śląskich, charakterystycznych dla całego Śląska. Wiążącym elementem
w strojach kobiecych były przede wszystkim kabotki i suknie, w których spódnica łączyła się ze sta­
nikiem oraz długie i szerokie fartuchy. Zróżnicowanie uwidaczniało się natomiast w wyszyciach lub
haftach występujących na niektórych chustach nagłownych, nadto w wielości chust, ich gatunku,
kolorze i zdobnictwie, użytkowanych jako nakrycie głowy lub okrycie ramion, przy czym z wystę­
powaniem chust nagłownych splatały się tu i ówdzie, jak też na Śląsku Cieszyńskim czepce, będące
oznaką kobiety zamężnej. Bardziej natomiast jednolite były stroje męskie.
W najbliższym sąsiedztwie stroju cieszyńskiego swoistym typem wyróżniał się strój górali
Beskidu Śląskiego, mający pewne odmiany po polskiej i po czeskiej stronie granicy, funkcjonują­
ce w szczątkowej formie po dzień dzisiejszy. Tak w męskim, jak i w stroju kobiecym dominowały
tkaniny samodziałowe. U górali po polskiej stronie była to płócienna drelichowa albo ćwilichowa
koszula z warkoczykowym wyszyciem na piersiach lub szerszym jeszcze wyszyciem po obydwu
stronach rozcięcia i latem płócienne gacie. Noszono też białe nogawice z samodziałowego sukna
zwane wałaszczokami oraz brązowągwmę, tj. sukmanę zarzucaną na ramiona, pod którą na koszulę
ubierano bruclek z cieńszego sukna w kolorze czerwonym, czarnym albo granatowym. Uszyty był
na sukiennej lub zgrzebnej podszewce, zapinany na metalowe guziki z bocznymi kieszonkami, przy
których ozdobę stanowiły wełniane strzępki. Nogi okrywały sukienne kopyca i kierpce. Zimą pod
gunię wkładano krótki kożuszek.
Na tradycyjny kobiecy komplet składały się: kabotek z warkoczykowym haftem wkładany na
płócienną koszulę - ciasnochę oraz dwa płócienne fartuchy - tylni farbowany na czarno i układany
w drobne fałdki oraz przedni - modry. Nogi okrywały czerwone, długie wełniane pończochy ukła­
dane w poziome fałdki lub dziane białe kopytka, czyli skarpetki i kierpce, a głowę - czółkowy cze­
piec i płócienna chustka wiązana pod brodą. Funkcję czepinowej chusty pełniła dodatkowa chustka
rożkowa z dwustronnym krzyżykowym wyszyciem na narożnikach, wiązana pod opadającym w tyle
narożnikiem. Poza tym płócienną odziewaczą chustą była łoktusza lub obrusek, a zimą kożuszek
sięgający pasa .
87

87 M a l i c k i L., Strój górali...; Stolaf ik I., Hrćava,.., s. 123-154.

34

�Rozległy zasięg miał także strój laski rozprzestrzeniający się jednak w znacznie mniejszym
stopniu po polskiej stronie. Występował na północnym zachodzie przede wszystkim tam, gdzie do­
minowała ludność protestancka, tj. w okolicy Strumienia i Zebrzydowic, a na północnym wschodzie
w pobliżu Bielska i Dziedzic , kończąc się ostatecznie na rzece Biała. Mówiono, że „strój śląski
koło Cieszyna, a strój koło Bielska to wielka różnica". Koło Bielska suknie były bez galonki, jak
u pozostałych Laszek zaś czepce z siatkowym, szerokim czółkiem noszono wysoko na czole, nato­
miast cieszynianki przykrywały nim całe czoło.
Po czeskiej stronie, tj. na zachód od granicy państwowej, strój laski występował po okolice
Frysztatu, Orłowej i Frydka na południu . Noszony do czasów I I wojny światowej, kobiecy strój
składał się z czepka zwanego czopka, który miał podkowiaste denko z haftowanego tiulu i prosto­
kątny naczółek z siatkowej koronki, zakończony ząbkami. Noszono go od czoła przykryty płócien­
n ą jedwabną lub wełnianą chustką wiązaną w tyle głowy. Kabotki z krótkimi szerokimi rękawa­
mi, których końce zdobiło wąskie czerwone lub niebieskie wyszycie, miały krezy z białym haftem
i z przodu haftowany żabot. Pod spodem noszono płócienną koszulę z krótkimi rękawami i płócienne
wykrochmalone spódnice, a na wierzchu suknię, przeważnie w ciemnym kolorze, dołem bez galonki.
Była zeszyta ze stanikiem, czyli lajbikiem wykonanym z tego samego materiału, który po wierzchu,
w przeciwieństwie do cieszyńskiego żywotka nie miał żadnych haftów. Przód sukni przysłaniano
przednicą, tj. fartuchem krótszym od sukni, uszytym z różnego rodzaju tkanin. W talii przepasywano
go jedwabną wstążką wiązaną w tyle. Kolorowe chustki tybetki ze strzępkami, czyli frędzlami zarzu­
cano na ramiona i krzyżując na piersiach wiązano w tyle. Poza tym wierzchnim okryciem na chłodne
dni była jakla, albo wedle starej mody krótki do pasa sukienny szpencer watowany i na podszewce,
zapinany u dołu na pasek. Starsze kobiety używały jeszcze wełnianych odziewaczych chust w kratę
a w zimie krótkich kożuszków. Na nogach noszono wełniane pończochy w kolorze czarnym, latem
białe i płytkie czarne pantofle zwane brynelki, zaś w zimie ciepłe sukiennicki.
Męski strój laski zaginął jeszcze w X I X w., ale według tradycji ustnej i ilustracji z I pol. X I X w.,
podobnie jak cieszyński wykonany był z błękitnego sukna. Składał się z sukiennych spodni wpusz­
czonych do butów z cholewami, brucleka bez rękawów sięgającego do pasa i zapinanego na rząd me­
talowych guzików oraz tej samej długości kamizeli z rękawami - białej lub granatowej ze stojącym
kołnierzem i dużymi wykładanymi klapami, z dwoma rzędami metalowych guzików, których prze­
ważnie nie zapinano. Wierzchnim okryciem był długi do połowy łydek sukienny granatowy płaszcz
z pelerynką i kołnierzem, jak dyktowała moda z początku X I X w. Bezpośrednio na ciało ubierano
płócienną koszulę z szerokimi rękawami ujętymi w mankiet i z wykładanym kołnierzykiem, sięgają­
cą do kolan, zaś pod kołnierzykiem wiązano kolorową przeważnie czerwoną chustkę wyróżniającą
się na tle całości ubioru.
Jak tradycja ludowa głosi północną granicę stroju cieszyńskiego stanowi tzw. żabi kraj, a ponad
nim zakole rzeki Wisły, na którym opierał się niegdyś południowy zasięg stroju p s z c z y ń s k i e g o ,
w zmienionej formie noszony przez kobiety jeszcze w I I poł. X X w. Wcześniej ich uroczysty strój
składał się z długiej i fałdzistej sukni mazelonki połączonej z kolorowo haftowanym opleckiem o pół­
kolistym dekolcie, a jej dolny brzeg obszyty był wzorzystą wstążką tzw. golonką. Mazelonkę ubiera­
no na płócienny kabotek z bufiastymi, krótkimi do łokci rękawami, ozdobionymi na końcach białymi
haftami. Pod nim noszono płócienną koszulę i płócienne spódnice wykończone dołem dzierganymi
białymi ząbkami i białym haftem. Podobnymi haftami zdobiono płócienne zapaski długie i szerokie
oraz czepinowe chustki wzbogacone jeszcze mereżką i klockową koronką wokół brzegów, wiązane
na czółkowym czepku w tyle głowy w tzw. żurek. Z czasem u starszych kobiet chustki te zmieniono
na plejty, wykonane z jednokolorowych wełenek i z długimi jedwabnymi strzępkami na brzegach,
które wiązano pod brodą. Noszono je do nowszych strojów składających się z ciemnej kiecki i jaki i
ozdobionej dołem gipiurą albo tiulową koronką w tym samym kolorze, co jakla. Przed zimnem
ochraniano się jeszcze chustami odziewaczymi - w X I X w. płóciennymi loktuszkami, później szaltuchami, czyli wełnianymi chustami w tureckie wzory, albo chustami „krakowskimi" w kratę .
88

89

88 Fierla G., Strój lachów..., s. 19 - mapa.
89 Tesinsko,s. 100-mapa.

35

�Ryc. 29. Ozdoby stroju jabłonkowskiego: brelok, orpant do męskiego kabata, filigranowe korale, fot.arch.MGB.

Strój męski, który zaginał zupełnie przed I I wojną światową składał się z sukiennych modrych
lub czarnych spodni wpuszczonych do butów z cholewami, płóciennej koszuli z wykładanym kołnie­
rzykiem, przewiązanym jedwabną chusteczką, modrego lub granatowego brucleka i kamizoli, a zimą
z czarnego żupona zapinanego na pętlice lub z granatowego płaszcza z peleryną i stojącym kołnie­
rzem, jak dyktowała moda początku X I X w. Nakryciem głowy był filcowy kapelusz zaś w zimie tzw.
baranina, czyli stożkowata czapka z baraniego futra. Latem w czasie pracy w polu służył słomiany
kapelusz, przy którym noszono płócienną koszulę i spodnie przepasane paskiem .
Na osobną wzmiankę zasługuje jeszcze strój j a b ł o n k o w s k i związany z miasteczkiem Jabłon­
ków po czeskiej stronie, który z cieszyńskim strojem kobiecym poza kabotkiem, czepinową chustą
i srebrnymi ozdobami niewiele miał wspólnego. Nie noszono bowiem sukni tylko spódnice i oddziel­
ne staniki tzw. brusleki uszyte z kolorowego brokatu.
Natomiast strój męski w błękitnym lub czarnym kolorze swym krojem i szamerunkami przy­
pominał galowy uniform węgierskich huzarów , czym zdecydowanie różnił się od innych męskich
strojów noszonych nie tylko w rejonie cieszyńskim, ale i na całym Śląsku.
Jak z powyższych danych wynika wzajemne oddziaływanie sąsiadujących ze sobą strojów było
różne i w zasadzie każdy region charakteryzowały swoiste cechy.
90

91

OGÓLNY OPIS STROJU MĘSKIEGO
Na terenach podgórskich i nizinnych Ziemi Cieszyńskiej męski strój ludowy zaginął zupełnie do
czasu I wojny światowej, toteż wszelkie informacje na jego temat są skąpe. Jak pamięć najstarszych
informatorów sięga, kawalerowie i mężczyźni ubierali się zawsze po miejsku. Dlatego główne źródło
dla jego rekonstrukcji stanowią dziewiętnastowieczne akwarele i grafiki, a także fotografie z końca
XIX w. oraz pojedyncze części odzieży męskiej znajdujące się w zbiorach muzeum w Cieszynie.
90 Bronicz St., op.cit.
91 Dobrowolska A., Strój Jacków..., s. 2 i nast.

36

�Poza tym są to fragmentaryczne, jak zaznaczono, wspomnienia starszych ludzi żyjących w poło­
wie X X w., z którymi przeprowadziłam wówczas wywiady na ten temat. Porównawczy i częściowo
uzupełniający materiał, na ogół bardzo nikły, tworzą różnego rodzaju publikacje wydane do czasu
I I wojny światowej. Nie są to jednak monografie dotyczące tutejszych strojów lecz opracowania
z zakresu dziejów, geografii, turystyki, gospodarki, rzemiosła i wyrobów rękodzielniczych, w których
o odzieży, zwłaszcza męskiej mówi się zupełnie marginalnie, niemal jednym lub dwoma zdaniami.
Z wszystkich tych wiadomości wynika, że męski strój na omawianych terenach nie był jednolity,
na co wpływał charakter gospodarki i stan zamożności oraz pozycja społeczna. Podczas gdy jeszcze
pod koniec X V I w. poza wielką własnością dominowali na tych terenach kmiecie i zagrodnicy, w na­
stępnych wiekach liczba ich coraz to bardziej się zmniejszała tak, że w 1902 r. przeważały już gospo­
darstwa karłowate (prawie 60 %) i małorolne . Nie brakowało przy tym właścicieli i hodowców stad
owiec, które wypasano na połoninach Beskidu Śląskiego lub na podgórskich łąkach. Toteż niemało
było mężczyzn, którzy ubierali się po góralsku. Nosili oni proste, sięgające po kolana koszule z grub­
szego lub drelichowego samodziałowego płótna, spodnie obcisłe sukienne lub płócienne o prostych
92

Ryc. 30. Cieszyński strój mężczyzny ok. 1870 r.
92 Historia chłopów śląskich, praca zbiorowa pod red. St. Inglota, Warszawa 1979, s. 150, 254.

37

�nogawkach, do których wkładano dolną część koszuli, a na nogach onuce i kierpce przytrzymywane
rzemykami opasującymi łydki. „Zimą wszyscy nosili sukienne gunie, na głowie zaś baranice" .
Paradny natomiast był strój kmieci i niektórych zamożniejszych zagrodników upodabniający się
do stroju mieszczan. W X I X w. składał się on z płóciennej koszuli skrojonej z karczkiem, wywijanym
kołnierzykiem i z mankietami przy rękawach oraz spodni. Jedni nosili spodnie obcisłe z nogawkami
wpuszczonymi do butów z cholewami, inni spodnie o prostych, długich nogawkach.
Na koszulę ubierano bruclek, tj. kamizelkę dwurzędową z metalowymi guzikami i wykładanym
kołnierzykiem, sięgającą do pasa, a na to kaftan - kabat z rękawami, zwany też kamizol, nieco dłuż­
szy, także dwurzędowy, z wykładanym kołnierzem i klapami. Zarówno spodnie, bruclek i kamizol
uszyte były z modrego rzadziej czarnego, przeważnie fabrycznej produkcji sukna. Do kompletu tego
stroju dochodziła jeszcze chustka, przeważnie czerwona wzorzysta albo czarna według mody z prze­
łomu X V I I I i X I X w. wiązana pod kołnierzykiem koszuli, która uwidaczniała się spod kamizelki,
ponadto jeszcze jedwabny lśniący czarny lub filcowy kapelusz o cylindrycznej czy półcylindrycznej
główce, stosownie do aktualnej mody. Wierzchnim okryciem ocieplającym był długi modry, ciem­
nogranatowy bądź czarny płaszcz bez rękawów z dłuższą albo krótszą pelerynką oraz ze stojącym
kołnierzem i klapami podszytymi zielonym suknem. Uzupełnieniem mógł być srebrny łańcuszek
z brelokiem i zegarkiem skrywany w kieszonce kamizelki, przy czym kamizelka bywała także i inne­
go koloru, np. brązowa, cynobrowa, pomarańczowa.
Ustawiczne zmniejszanie się liczby kmieci i zagrodników przez dzielenie gospodarstw, rugi,
znoszenie serwitutów odnośnie pastwisk, obciążenia pańszczyźniane, a następnie reformy agrarne
na niekorzyść wsi, powodowały ubożenie miejscowej ludności , przez co także i zmiany w sposobie
ubierania się mężczyzn. Wielu z nich szukało pracy poza rolnictwem udając się do pobliskich kopalń
i hut oraz dalej jeszcze do powstających w X V I I I i X I X w. fabryk i zakładów przemysłowych. Tym
sposobem stosunkowo szybko zarzucali swoje tradycyjne samodziałowe ubiory na rzecz bardziej
funkcjonalnych roboczych spodni, koszul, kurtek czy marynarek, czapek, sporządzanych z tanich
tkanin produkcji fabrycznej. Już pod koniec X I X w. swym niedzielnym ubraniem nie różnili się oni
zbytnio od wyglądu mieszczan. Nosili przeważnie czarne wełniane długie spodnie, kamizelki i mary­
narki z ciemnymi guzikami oraz kurtki lub płaszcze z wykładanym kołnierzem i kapelusze. Czarne,
wełniane były także ubrania do ślubu pana młodego, drużbów i starosty weselnego. Natomiast jesz­
cze przed I wojna światową kolorystyka ubrań, stosownie do aktualnej mody zaczęła się wzbogacać.
Były więc nie tylko granatowe, ale też szare, brązowe z gładkich lub prążkowanych materiałów, za­
wsze jednak stanowiły jednolity komplet, w którym tylko płaszcz wyróżniał się grubością i kolorem
tkaniny.
Warto na koniec podkreślić, że ubiory mniej więcej do I wojny światowej szyte z tkanin samo­
działowych miały bardziej wiejski charakter, podczas gdy z materiałów kupnych, zarówno wzorzy­
stych (na kamizelki), jak i z jednobarwnego modrego czy błękitnego sukna, jakie charakteryzowało
tutejszy strój w X I X w., nawiązywały do aktualnie modnych form mieszczańskich dostosowanych do
możliwości i pozycji społecznej użytkowników.
93

94

SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU MĘSKIEGO
KOSZULE

Męskie koszule według ikonograficznej dokumentacji z X I X w., tj. ilustracji Henryka Jastrzembskiego i Jakuba Alta, a później także Franciszka Kałiwody były nowszego kroju, tj. z karczkiem.
93 Ze wspomnień Emilii Michalskiej ur. 1906 r., Pruchna 1956.
94 Historia chłopów śląskich..., s. 210-256.

38

�Taką też formę potwierdza tradycja ustna najstarszych informatorów z połowy X X w. Ich opisy nie
są jednak dokładne dlatego bardziej szczegółowe wiadomości na ten temat można podać jedynie na
podstawie pewnych porównań oraz ogólnych wiadomości na temat sytuacji gospodarczej i poziomu
miejscowej kultury. Z danych tych wynika, że południowa i zachodnia część Śląska Cieszyńskiego
od dawien dawna słynęła z produkcji lnu i płóciennictwa . Nie ulega więc wątpliwości, że podstawo­
wym surowcem przy szyciu koszul było płótno lniane, samodziałowe. W końcu X V I I I i na początku
X I X w. na Śląsku Cieszyńskim zaczęto również używać płócien importowanych, które stanowiły po­
ważną konkurencję miejscowej produkcji . Można jednak przyjąć, ze na wsiach raczej z nich nie ko­
rzystano mając do dyspozycji własne wyroby. Płótno grubsze i pacześne, tak jak w innych regionach
służyło do sporządzania koszul noszonych na co dzień, zaś płótno cieńsze - na koszule odświętne.
Starym, znanym od średniowiecza ich krojem była tunika, którą szeroko stosowano w całej Europie
i taka forma, bez wątpienia występowała również w regionie cieszyńskim. Potwierdzają to zarówno
przykłady znane z Beskidu Śląskiego, jak też z innych pobliskich regionów po polskiej i po czeskiej
stronie .
Krój tunikowaty koszuli, czyli poncho podłużne, wykonany był z prostokątnego kawałkapłótna zło­
żonego wpółzwyciętympośrodkuotworemnagłowęikrótkimrozcięciemwypadającymnaśrodkupiersi.
95

96

97

V

•

v

Y

-

Ryc. 31. Koszula męska o kroju mrukowatym

Długość koszuli zależała od wzrostu mężczyzny, przeważnie jednak sięgała do kolan. Boki jej były
zeszyte, a na wysokości ramion doszywano dwa prostokątne rękawy z kwadratowymi wstawkami
pod pachami, tj. ćwikłami. Wokoło otworu na głowę doszywano podwójnie złożoną oszewkę tzw.
obujek, który z przodu związywano sznurka, tj. płóciennym trokiem, albo wstążeczką. Gustaw Fierla
podaje za Drahomirą Stranską że oszewkę tę wyszywano „czarną wełną lub jedwabiem", a na co
dzień jasnofioletową bawełną . Jeśli istotnie wyszycia takie na omawianym terenie występowały,
to raczej na koszulach noszonych przez wałachów, czyli ludność pasterską. Były one jednak bardzo
98

95
96
97
98

Górny Śląsk, cykl: Ziemie Staropolski, praca zbiór., red. zbiór., Poznań 1959, cz. I, s. 324.
Popiołek F., op.cit., s. 170.
Fierla G., Strój cieszyński, s. 16; Stranska D., op.cit., s. 16.
Fierla G., ibidem.

39

�skromne, wykonane drobnymi ściegami krzyżykowymi lub półkrzyżykowymi, jak na kabotkach ko­
biecych. Tunikowate koszule najdłużej przetrwały jako części odzieży noszonej na co dzień. Dosyć
wcześnie bowiem, pod wpływem wzorów mieszczańskich rozpowszechniły się jeszcze w X I X w.
koszule o kroju z karczkiem, wywijanym kołnierzykiem i rękawami zakończonymi mankietami.

i

5

Ryc. 32. Koszula męska o kroju z karczkiem.

Taką właśnie formę widać na akwareli H. Jastrzembskiego z 1846 r. W tym celu, oprócz płótna
lnianego zaczęto używać płótna bawełnianego produkowanego fabrycznie. Wspomniane ilustracje,
jak i inne źródła wskazują na fakt, że koszule takie stanowiły wówczas część odzieży odświętnej,
i to zamożnych mężczyzn.

SPODNIE

Wiadomości na temat męskich spodni - ich kroju, wyglądu i zastosowanych tkanin są niezwykle
skromne, czego główną przyczyną jest fakt, że tradycyjny ubiór męski zaginął jeszcze pod koniec
XIX w. Jak wynika z wypowiedzi informatorów uzyskanych w połowie X X w. kawalerowie i męż­
czyźni od dawien dawna ubierają się „z miejska". Wskazująna to również zachowane ryciny z II poł.
XIX w. oraz fotografia Jerzego Cieńciały z Mistrzowie z około 1870 r. publikowana przez G. Fierlę". Reasumując jednak wszelkie informacje z tego zakresu, należy stwierdzić, iż odświętne spodnie
cieszyńskie różniły się od tych, jakie nosili górale w pobliskim Beskidzie Śląskim, Lasi i Jackowie
jabłonkowscy należący do sąsiednich grup etnograficznych.

Ryc. 33. Krój i przód płóciennych portek.

99 FierlaG., ibidem, s. 49.

40

�Natomiast spodnie używane na co dzień, zwłaszcza latem, były podobnie jak na innych sąsied­
nich terenach białe płócienne, o prostych nogawkach, z oszewką w pasie i rozporem na boku, pod­
trzymywane rzemiennym paskiem, albo trokiem czy sznurkiem. Farbowano je niekiedy na modry lub
czarny kolor i takie służyły mniej zamożnym wieśniakom także na niedzielę do kościoła. Mężczyźni
związani z gospodarką pastersko-hodowlaną nosili spodnie sukienne z samodziałowego wałaskiego
sukna, o wąskich nogawkach szytych po bokach, czym różniły się od typowych nogawic góralskich .
100

Ryc. 34. Krój i spodnie płócienne szyte po bokach.

Proste długie nogawki miały galoty uszyte z czarnej tkaniny wełnianej, stanowiące część odświęt­
nego stroju mieszczan i bogatszych, dbających o swój wygląd gospodarzy Bardziej jednak paradną,
występującą tutaj formą były spodnie lazurki uszyte z niebieskiego lub granatowego sukna, o wą­
skich nogawkach i z dwoma przyporami z przodu, zwanymi lacki, które tak jak boczne zewnętrzne
szwy na nogawkach obszyte były niekiedy białą lub czerwoną wypustką .
101

Ryc. 35. Krój lazurek.

Spodnie takie noszono do butów z wysokimi cholewami, wpuszczając do nich nogawki. Wraz
z pozostałymi wierzchnimi częściami odzieży, uszytymi z modrego sukna wchodziły w skład od­
świętnego stroju mężczyzn wyróżniających się pozycją społeczną i majątkową.

100 Stolafik L, op.cłt, s. 133; M a l i c k i L., Strój górali...,.
101 Teśinsko.., s. 104-105, 226.

41

�Ryc. 36. Lazur ki.

KAMIZELKI

Kamizelki bez rękawów, czyli tzw. brucleki, brucliki były zróżnicowane zależnie od rodzaju
noszonej odzieży. Niektórzy badacze, jak Gustaw Fierla uważali, że dawniejszy typ, tzn. z I połowy
X I X w. był prosty, jednorzędowy i bez kołnierza. Nowszy natomiast, tzn. z końca X I X w. był dwurzędo­
wy z metalowymi guzikami i wykładanym kołnierzem z klapkami, który niezręcznie przetłumaczony

Ryc. 37. Dawniejszy i nowszy typ brucleka: 1. poł. X I X w., 2. koniec X I X w.

42

�z czeskiego określa jako „kołnierz przełożony". Cały jego opis jest dość chaotyczny co do samego
kroju, aczkolwiek jego wygląd sugerować mogą podane przez autora nazwy gwarowe niektórych
detali, jak: lemieczek, obujek, fałdki czyli szóstki, sztepowanie, strzępce, sznórka' .
Znacznie więcej informacji na ten temat zawiera zbiorowa publikacja czeska, aczkolwiek odno­
szą się one równolegle do form występujących u górali beskidzkich, Jabłonkowian i Cieszyniaków .
Porządkując te, jak i inne jeszcze wiadomości łącznie z opisem zachowanych okazów muzealnych
z Muzeum w Cieszynie i Ostrawie wyróżnić można co najmniej trzy rodzaje kamizelek różniących
się co do kroju, rodzaju zastosowanych materiałów, ich koloru, sposobu zdobienia i okresu użytko­
wania, przy czym wszystkie nawiązują do mody I poł. X I X w.
Ubodzy wieśniacy, zwłaszcza ci, którzy zajmowali się hodowlą i wypasem owiec oraz chałup­
nicy i inni wykorzystujący surowce własnej produkcji w X I X w. nosili kamizelki z samodziałowego
sukna o prostym kroju, bez kołnierza i ozdób, podszyte grubą lnianą podszewką. Ze względu na
samodziałowe sukno były one czarne, brązowe lub brunatne, długością sięgające do pasa, o dwóch
przodach zeszytych z prostymi plecami, bądź plecami ze szwem pośrodku, przez co nie były takie
luźne. Zarówno wycięcia na ręce, jak i dekolt koło szyi nie były głębokie. Można je było zapinać wy­
soko na rząd 12-15 płaskich rogowych albo metalowych guzków. I taką formę przedstawia pierwszy
rysunek podany przez G. Fierlę.
Muzeum w Ostrawie posiada bruclek cieszyński z końcowych lat trzydziestych X I X w. uszyty
z brunatnego sukna na flanelowej podszewce, o plecach z dwoma bocznymi cięciami i szwem po­
środku, których dolne końce nie są zeszyte do wysokości około 7 cm i zamykają je poziome stębnowania czerwonymi, jasnoniebieskimi i zielonymi nićmi. Tego samego koloru nici stanowią na brze­
gach przodów dwanaście par stębnów imitujących dziurki, z których tylko trzy dolne na lewej pole są
przecięte i służą do zapinania na płaskie metalowe guziki. W liczbie 12 są one gęstym rzędem naszyte
od dekoltu w dół do wysokości dwóch bocznych, poziomych, prostokątnych patek stanowiących imi­
tację kieszeni, które na końcach majątakże po jednym takim guziku. Poza tym kieszenie mają stębny
wzdłuż brzegów i pętlowate wyszycia na całej powierzchni z nici w wymienionych kolorach .
02

103

104

Ryc. 38. Bruclek z I poł. X I X w.

Podobny w typie jest cieszyński bruclek w Muzeum w Cieszynie, zapinany na 10 mosiężnych
guzików, i jak poprzedni szyty w całości ręcznie lnianymi nićmi, lecz posiadający stojący, ozdobnie
stębnowany kołnierz .
Kołnierz ten wskazuje na pewną modernizację stosowanej dotąd formy brucleków, a także na
upodobanie do formy, jaka w X I X w. wchodziła w skład stroju zamożnych Cieszyniaków. Noszo­
ne przez nich brucleki, te bardziej paradne szyto przede wszystkim z modrego kupnego sukna na
flanelowej lub wełnianej podszewce. Natomiast mniej okazale prezentowały się brucleki z sukna
105

102
103
104
105

Fierla G., Strój cieszyński..., s. 16, 48.
Teśinsko,.., s. 105-109.
Ibidem, s. 102 ¡1.
Zbiory muzeum w Cieszynie nr inw. E. 1891 MC.

43

�7c

Ryc. 39. Kamizelka zdobiona stebnowaniami, X I X w.

czarnego, albo bardziej eleganckie z wzorzystej jedwabnej tkaniny, jak to ukazuje akwarela Henryka
Jastrzembskiego odzwierciedlająca modę końca X V I I I i pocz. X I X w. Ich krój składał się z dwóch
przodów i czterech części pleców wynikających z cięcia przez środek i po bokach, przy czym wszystkie
te zeszycia nie dochodziły do samego dolnego brzegu pozostawiając luźne końce materiału na wyso106

Ryc. 40. Kamizelka dwurzędowa uszyta z czarnej wełnianej tkaniny, I I poł. X I X w.
106 Gutkowska-Rychlewska M., Historia ubiorów, Ossolineum 1968, s. 716-717.

44

�kości pasa. Brzegi te miały czerwoną lub zieloną lamówkę, wynikającą z podszycia odpowiednim
suknem. Lamówki takie biegły również wzdłuż brzegów obydwu przodów i dolnej ich krawędzi,
a także na brzegach wysokiego kołnierza. Zapięcie stanowił jeden rząd metalowych - mosiężnych
albo srebrnych guzików, z których tylko dolne, mniej więcej do wysokości piersi zapinano, górny
bowiem ich rząd nie miał zapięć i stanowił wyłącznie ozdobę. Stojący kołnierz był wysoki, stosownie
do mody z czasów napoleońskich i uwidaczniał lemiec koszuli z jedwabną chusteczką .
W drugiej poł. X I X w. coraz bardziej upowszechnia się kolor czarny zarówno w mieście, jak
i na wsiach, kołnierz staje się wykładany z klapami a zapięcie dwurzędowe zachodzące wysoko pod
szyję, co ukazuje drugi rysunek G. Fierli.
Znikają też boczne rozcięcia, pozostają natomiast metalowe guziki, przeważnie srebrne, jak przy
kamizelkach, tylko nieco mniejsze .
Około lat siedemdziesiątych X I X w. kamizelki przechodzą dalszą zmianę, która już zdecydowa­
nie ruguje tradycyjną formę i znaczenie tej części odzieży. Zachowuje wprawdzie nadal wykładany
kołnierz, natomiast plecy szyje się z tkanin bawełnianych lub satyny, albo innych cienkich materia­
łów . Kamizelki przestają przez to być traktowane jako wierzchnia część odzieży noszona często
przez młodych latem, a staje się dopełnieniem męskiego garnituru zacierającego granicę pomiędzy
wyglądem mężczyzn z miasta, a ze wsi.
107

108

109

KAFTANY

Wierzchnim okryciem z rękawami starszych i młodszych mężczyzn były kaftany, zwane tu­
taj kamizole, kamuzole. Gustaw Fierla powiada, że bruclek nazywano też niekiedy kamizolą, która
uboższym służyła na co dzień, ale „również za strój odświętny"" . Gdzieniegdzie zapewne tak było,
zwłaszcza gdy nie noszono brucleka, poza tym w strojach często zdarza się przemieszanie nazw,
zwłaszcza wśród mniej zamożnych, którzy swym ubiorem chcieli dorównywać bogatszym i przynaj­
mniej nazwą materiału i nazwą części odzieży pokrywali swój niedostatek. Zresztą strój męski cieszyniaków był zróżnicowany zależnie od stanu majątkowego, pozycji społecznej i rodzaju zajęć. Jeśli
jednak chodzi o właściwą formę tego rodzaju wierzchniego okrycia to miało ono rękawy, kołnierz
i dwurzędowe zapięcie. Wszelkie opisy dotyczące jego wyglądu w drugiej poł. X I X w. powiadają że
kamizole szyto z niebieskiego, granatowego bądź czarnego sukna z czarnymi lub metalowymi guzi­
kami i na długość sięgały tylko do pasa.
Informacja Lucjana Malinowskiego publikowana w 1877 r. podaje, że „kamuzola ... wygląda jak
frak bez szosów" , tzn. bez pół. Przypominają więc model spencera, który w rejonie cieszyńskim
nazywano szpencer . Okrycie to miało leżący wykładany kołnierz z klapami i szerokie rękawy, na
dolnych końcach wąskie i wywijane, ozdobione dwoma guzikami" . Spencer była to forma, która w
modzie europejskiej rozpowszechniła się po 1790 r." i powoli przeniknęła do strojów ludowych wie­
lu regionów, przy czym w Cieszyńskiem swą nazwą utożsamiała się niejako z noszoną tu kamizolą
szytą początkowo z czarnego sukna. Samodziałowe czarne sukno w kamizelach jako wcześniejszą
tkaninę potwierdza zarówno ilustracja Franciszka Kaliwody z 1840 r., jak też zachowane eksponaty
w zbiorach Muzeum w Cieszynie" . Kamizole te sięgające do pasa szyto na białej wełnianej lub flane­
lowej podszewce z wykładanym kołnierzem i klapami, którymi w razie potrzeby można było przysło­
nić dekolt, zapinając kamizol wysoko pod szyję. Zapięcie stanowiły dwa rzędy metalowych guzików,
0

111

m

3

4

5

107
108
109
110
111
112
113
114
115

Kubisz J., op.cit, s. 35.
Ibidem.
Teśinsko..., s. 107.
Fierla G., Strój cieszyński..., s. 17.
M a 1 i n o w s k i L., Zarysy życia ludowego na Szlasku, „Ateneum" II, 1877, s. 111.
Bystroń J., Z pamiętnika dra Andrzeja Cinciafy, Cieszyn 1900, s. 9.
Fierla G., Strój cieszyński...,.
Yarwood D., Costume of the Western World, London 1980, s. 169.
Zbiory muzeum w Cieszynie Nr inw. E. 287 MC i E. 290 MC.

45

�Ryc. 41. Strój z okolic Cieszyna, akwarela J. Alta z ok. 1840 r.

mosiężnych płaskich lub srebrnych kulistych. Jeden z eksponatów guziki te ma umocowane na przy­
szytym od spodu wąskim pasku rzemiennym" . Tak jak brucleki, kamizole zapinano tylko dołem na
trzy - cztery guziki lub noszono całkowicie rozpięte, jak ukazuje to akwarela J. Alta z około 1840 r.
Po bokach obydwu przodów znajdowały się poziome prostokątne patki kieszeni, przy czym przody
miały krój prosty. Tył natomiast oprócz pionowego szwu na środku miał po obydwu jego stronach
jeszcze dwa inne półokrągłe cięcia, biegnące od doszytych rękawów w dół, dla dopasowania całości
w talii. Dolne ich końce i szew środkowy nie były zeszyte lecz tworzyły tzw. szóstki, tj. małe fałdki
lub tacki z naszytymi u góry pojedynczymi guzikami. Kołnierz i kieszeniowe patki miały ozdobne
stebnowania niebieskimi i zielonymi, czasami też czerwonymi nićmi" .
6

7

Ryc. 42. Krój kamizoli.

Zastosowanie czarnego sukna było wynikiem nie tylko tego, że po wsiach własnoręcznie je pro­
dukowano, ale także mody, jaka od końca X V I I I w. szerzyła się w zachodniej Europie, uważająca
kolor czarny za szczyt elegancji. Moda męska tego czasu upodobanie w czarnym kolorze zawdzię­
cza angielskim wpływom i tamtejszym zasadom szyku, głoszonym przez słynnego George Bryan
Brummel'a, przenikającymi stopniowo do Francji i dalej w środkowe rejony kontynentu. Cechował
116 Ibidem, Nr inw. E. 287 MC - dl. pleców 57 cm.
117 Ibidem, Nr inw. E. 1924 MC - dl. pleców 56 cm i E. 290 MC - dł. pleców 56 cm.

46

�je staranny krój i wykończenie ubioru oraz ciemne i spokojne barwy, tj. także granat i butelkowa
zieleń oraz wysokie kołnierze i w przeróżny sposób wiązane koło szyi chustki" . Granatowy i nie­
bieski kolor tkanin wykorzystywano także w umundurowaniu wojskowym. Tym sposobem formy te
i kolory zaczęły przenikać również do X I X wiecznych strojów ludowych" .
8

9

o
0
0
0

r

-o

0 -o

c
1

j
j
I
Ryc. 43. Krój kamizoli i szpencera.

Około połowy X I X w. do szycia kamizol zaczęto stosować granatowe i niebieskie sukno fabrycz­
nej produkcji, podobnie jak do szpencerów, które jednak w miarę upływu czasu utrzymuje kolor
czarny. Nadal są krótkie do pasa i bez rozporów w tyle , na wełnianej lub flanelowej podszewce.
Przeznaczone na zimę były watowane. Od kamizoli szpencery wyróżniał leżący z klapami albo szalo­
wy kołnierz oraz guziki - zamiast metalowych lub srebrnych, coraz częściej ciemne rogowe. Począt­
kowo nosili je przede wszystkim urzędnicy miejscy, podczas gdy niemal jednocześnie u inteligencji
miejskiej pojawiają się czarne surduty szyte z kupnych tkanin wełnianych , które pod koniec X I X
w. używane były po wsiach przez zamożniejszych mężczyzn jako strój ślubny.
120

121

Ryc. 44 - 45. Przód i ryl gunioka, pogórze cieszyńskie 1968 r.

118
119
120
121

Gutkowska-Rychlewska M., op.cit., s. 714-722.
N i x d o r f f H . - Muller ŁŁ, Weisse Westen, RoteRoben, Berlin 1983, s. 144-150.
Kubisz ] . , Pamiętnik..., s. 37.
Teśinsko..., s. 113; Poloczkowa B., op.cit. s. 195; Także rodzinne fotografie i wypowiedzi informatorów.

47

�Na koniec warto jeszcze wspomnieć o jednej mniej paradnej części odzieży stanowiącej wierzch­
nie okrycie z rękawami, zwane kabotem, kabatem, które Barbara Poloczkowa nazywa kurtą , cho­
ciaż w miejscowej gwarze takiej nazwy nie ma, ani informatorzy jej nie pamiętali. Natomiast słownik
ubiorów Ireny Turnau podaje dwa znaczenia kurta: jako synonim dolmana i kaftana o kroju kontusza, co nie odpowiada tutejszej formie. Tutejszy bowiem kabat stanowił okrycie dłuższe od kamizoli,
tj. sięgające poniżej bioder i uszyte, jak pisze Poloczkowa „z czarnego lichszego materiału wełniane­
go", a nawet z samodziałowego czarnego lub brązowego sukna na grubej lnianej podszewce i raczej
z jednym rzędem rogowych guzików. Składały się z dwóch prostych przodów, na których znajdowały
się kieszenie z prostokątnymi patkami, z pleców ze szwem pośrodku i z dwóch prostych rękawów
z wywijanymi mankietami oraz wykładanego kołnierza z klapami. Był to ciepły zimowy kabat co­
dziennego użytku uboższych wieśniaków i parobków o formie góralskiego gunioka , noszony tak
jak samodziałowe sukienne brucleki i spodnie przez uprawiających gospodarkę szałaśniczą. Były
szyte ręcznie, jak wszystkie inne wspomniane kaftany.
122

123

m

PŁASZCZE

Wierzchnim, w pewnym sensie luksusowym okryciem używanym w zimie i na wielkie uroczy­
stości przez niektórych mieszczan i zamożnych wieśniaków była peleryna zwana tutaj płaszczem.
Wspomina o nim Fr. Slama w swych pracach publikowanych pod koniec X I X w. oraz A. Macoszek w Przewodniku po Śląsku Cieszyńskim wydanym w 1901 r. Oprócz tego wygląd płasz­
cza opisuje jeszcze J. Kubisz i J. Londzin w końcowych latach dwudziestych i początkowych
trzydziestych X X w. i na tych wiadomościach oparli się inni jeszcze autorzy opracowań wydanych
w X X w. Najstarszym jednak dokumentem są pojedyncze eksponaty muzealne oraz ryciny dziewięt­
nastowiecznego artysty H . Jastrzembskiego . Wszystkie te materiały wskazują że płaszcze szyto
z wysoko gatunkowego modrego lub granatowego sukna i im więcej go wykorzystano, tym „był
droższy i stateczniejszy. Z jednego takiego płaszcza można by dziś wykroić trzy wierzchnie suk­
nie", jak zanotował J. Kubisz . Była to długa, sięgająca do pięt peleryna, podbita zieloną sukienną
lub wełnianą podszewką niekiedy w żółtawo-czarną lub żółtawo-zieloną kratę, bez rękawów i ot­
worów na ręce. Koło szyi miała wysoki stojący kołnierz, spod którego opadała na ramiona krót­
sza, bądź dłuższa pelerynka. Podobnej formy płaszcze noszono na Górnym Śląsku jeszcze w stroju
łaskim i pszczyńskim .Tego rodzaju okrycie nawiązywało do angielskiego płaszcza typu carrick
i innego o nazwie redingot używanego w X I X w. do podróży przez burżuazję w zachodniej Europie.
Płaszcze te wprawdzie były z rękawami, ale równie długie i obszerne ze stojącym kołnierzem i opa­
dającymi na ramiona 2-3 pelerynkami . Podobne były również peleryny noszone zwłaszcza przez
artystów w okresie romantyzmu i biedermeieru. W I poł. X I X w. model ten dotarł także na Śląsk
Cieszyński, jednak z racji wysokiego kosztu tutejszy płaszcz nie był rozpowszechniony, i jak pisze
A. Macoszek była to „część garderoby familijnej przechodzącej z ojca na syna" . Skutkiem tego
nie utrzymała się długo i już pod koniec X I X w. należała do rzadkości, a zniszczoną używano na co
dzień i do podróży, gdyż była bardzo ciepła. Niektórzy mniej zamożni, pragnąc dorównać modzie
125

126

127

128

129

l30

131

132

122
123
124
125
126
127
128
129
130
131
132

48

Poloczkowa B., op.cit. s. 157, 159-160.
Turnau I., op.cit, s. 101.
M a l i c k i L., Strój górali..., s. 31, 37.
Emilia Michalska ur. 1906, Pruchna.
Slama Fr., Vlastenskeputovanipo Slezsku, Praga 1886, s. 183; Idem, Oesterreichisch Schlesien, Prag 1887, s. 57, 84;
Macoszek A., Przewodnik po Śląsku Cieszyńskim, Lwów 1901, s. 94.
Kubisz J., Pamiętnik..., s. 37; Londzin J., Stroje ludowe, „Zaranie Śląskie", 1931, VII/3^ł, s. 140.
Teśinsko, o.c, kol. il. 19 i 22
Kubisz J., op.cit., s. 37.
Fierla G., Strój lachów..., ryc. 9, tabl. II, s. 24; Bronicz St, op.cit, rys. 4, tabl. I, s. 31-34, rys. 9, 29.
Gutkowska-Rychlewska M., op.cit., s. 714-722, 752; Yarwood D., op.cit., s. 88. 156.
Macoszek A., op.cit., s. 94.

�takie płaszcze sprawiali sobie z samodziałowego sukna, ale raczej bez podszewki, przez co robiły
wrażenie nie tak eleganckich i starannie wykończonych. W Muzeum w Cieszynie znajduje się płaszcz
przekazany do zbiorów na przełomie X I X i X X w. uszyty z granatowego sukna podszytego zielonym
suknem. Obwód dołu wynosi 292 cm i nie został niczym podszyty ani obrębiony, gdyż spoiste sukno
nawet po obcięciu nie strzępi się . Koło szyi znajduje się wysoki stojący kołnierz, spod którego na
ramiona opada dość długa pelerynka . Innym jeszcze okryciem wierzchnim, służącym do codzien133

134

A

Ryc. 46. Różne formy peleryny, I poł. X I X w. 1. z podszewką, 2. bez podszewki.

nego użytku w razie zimna był burnus, tj. długi przestronny płaszcz wykonany z samodziałowego
brązowego lub czarnego sukna, o którym krótko, bez bliższych szczegółów mówi J. Kubisz . Nato­
miast, jak wspomina L. Malicki „burnusami nazywali cieszyniacy obszerne płaszcze - peleryny no­
szone jeszcze w latach siedemdziesiątych X I X w." , czego jednak prowadzone przeze mnie badania
terenowe już nie wykazały, nawet w nazwie. Wiadomo jednak, że było to okrycie w postaci peleryny
z kapturem używane w latach 60-70 X I X w. w różnych środowiskach zarówno przez mężczyzn, jak
przez kobiety .
135

136

137

Ryc. 47. Płaszcz i jego krój bez pelerynki i kołnierza.
133
134
135
136
137

Zbiory muzeum w Cieszynie nr inw. E. 1891 MC.
Poloczkowa B., Strój cieszyński w XIX wieku, „Polska Sztuka Ludowa" 1972, z. 3, il. 11 a, b.
Kubisz J., op.cit, s. 37.
M a l i c k i L., Strój..., s. 87, przypis 45.
Turnau I., op. cit, s. 32.

49

�Jak z powyższych danych wynika płaszcze gorszej jakości i burnusy szyto z sukna samodzia­
łowego przeważnie w brązowym kolorze. Natomiast płaszcze paradne, eleganckie były z kupnego
sukna wysokiej jakości, w kolorze błękitnym lub granatowym. Kronikarski zapis z 1649 r. podaje, że
na płaszcze służył także materiał raszowy' .
Z wałaskiego samodziałowego sukna szyto też gunie, które również służyły za wierzchnie okry­
cie i to wielu dólanom, co wyraźnie potwierdziła informatorka z Pruchnej mówiąc, że „na zimę wszy­
scy nosili gunie, a na głowie baranice" , podobnie jak sukienne nogawice i gunioki.
Gunie miały prosty krój poncha poprzecznego i noszono je zarzucając na ramiona, albo bezpo­
średnio na koszulę, jak to przedstawił na rysunku B. Hoff, albo przedstawia ilustracja „Typy i widoki
Cieszyna". Ubierano je też na bruclek, a przy pracy wkładano ręce do rękawów i w razie potrzeby
dolne poły podwijano do góry i przytrzymywano paskiem. Taki typ codziennego ubioru cieszyniaka
prezentuje jedna z rycin F. Kaliwody w scenie na targu. Ma on na sobie płócienną koszulę, nogawice
szyte po bokach, kierpce i na ramionach zarzuconą gunię, a na głowie typowy dla cieszyniaka kape38

139

\
J

*

V

'

Ryc. 48. Krój i wygląd guni.
140

lusz z metalową klamrą spiętą na wstążce opasującej wysoką główkę . Koniecznie przy tym trzeba
zaznaczyć, że górale nosili kłobuki, tj. kapelusze o zupełnie innym fasonie, toteż opisany mężczyzna
wygląda raczej na mieszkańca dolin, a nie gór, jak to interpretowali niektórzy autorzy. Zresztą fakt
ten nie powinien dziwić, gdyż jak wspomniano w ogólnym opisie cieszyńskiego stroju męskiego,
strój ten był zróżnicowany zarówno co do formy, jak i zastosowanych tkanin, nadających ostateczny
wygląd określonym jego częściom.

138 Iwanek W., op.cit., s. 136.
139 Emilia Michalska, Pruchna.
140 Teśinsko, ii. 135.

50

�KOŻUCHY

Najstarsze wzmianki o kożuchach, jakie zachowały się w inwentarzach miejskich w Cieszynie
pochodzą z pocz. X V I I w. Znajdują się one w spisach majątku mieszczan, gdzie wymieniane są
jeszcze inne elementy stroju, przede wszystkim kobiecego. Pod datą 1663 r. mowa jest o niejakim
Marklowskim, właścicielu kilku wsi cieszyńskich, który „w zimie nosił brzoskwiniowy kożuch z 48
srebrnymi guzami" . Jak z tego wynika był to kożuch kosztowny, starannie wyprawiony na brzos­
kwiniowy kolor i na dodatek ze srebrnymi guzami, których było aż 48. Prawdopodobnie dostatnie
kożuchy wchodziły także w skład stroju zamożnych mieszczan, skoro wzmiankują o nich inwentarze
miejskie. Brak jednak bliższych danych na ten temat. Dopiero w swej książce wydanej w 1886 r.
Franciszek Slama wspomina o kożuchach jako zimowym okryciu wałachów i Lachów, ale tylko tyle,
że ,już są rzadkie" . Wniosek stąd, iż nie były powszechnie używane, zapewne drogie i stosunkowo
szybko wyszły z użycia.
Irena Turnau powiada, że od X V w. kożuch stanowił „określenie okrycia" wykonanego „najczęściej
ze skór owczych lub baranich, szytego futrem do wewnątrz, także pokrytego tkaniną" . Kożuchy
i skóry były przecież używane już w starożytności, zwłaszcza przez pasterzy, co przetrwało do cza­
sów współczesnych w wielu rejonach nie tylko Europy. W owych czasach odnosiło się to więc do elit
społecznych. Można zatem przyjąć, że tak jak w Beskidzie Śląskim, również i w innych regionach
ziemi cieszyńskiej, gdzie także zajmowano się hodowlą owiec, kożuchy wchodziły w skład odzieży
zimowej mężczyzn i kobiet, zapewne jednak nie wszystkich, lecz przede wszystkim tych, których
było na to stać. Ozdobny kożuch był przy tym wyrazem dostatku, a zgodnie a tradycją stanowił też
część składową stroju żenicha. Gustaw Fierla w swych opracowaniach na temat stroju cieszyńskiego
i łaskiego odwołuje się do wiadomości podanych przez J.P. Vyhlidal'a i J. Kubisza , przy czym
nie pomija chyba także wiadomości z własnych obserwacji i badań terenowych. Najważniejszym
przy tym jego stwierdzeniem jest fakt, że „kożuchy kupowano gotowe w miastach" i ich gatunek
oraz wygląd bardziej lub mniej ozdobny zależał od wykonawcy. Miały one przeto rozmaitą formę
i nie można wprost powiedzieć, że takie, a nie inne charakterystyczne były dla danej okolicy, w tym
przypadku dla regionu cieszyńskiego. Występowały bowiem kożuszki krótkie do pasa, nieco dłuż­
sze i długie niemal do ziemi, co zależało od potrzeby i stanu zamożności. Kożuchy wysoko sobie
ceniono i dlatego przechodziły z pokolenia na pokolenie. Wykonane ze skór baranich lub jagnięcych
wyprawione były na żółto, brązowo lub czarno. Bywały też kożuchy białe z czarnym wykładanym
kołnierzem, baranim. Inne miały stebnowania na obrzeżach wełnianymi nićmi w kolorze zielonym,
modrym, czerwonym, a dodatkową dekorację stanowiły też aplikacje z czerwonej lub białej safiano­
wej skórki w połączeniu z kolorowymi ściegami lub plecionką z rzemyczków. Umieszczano je na
przednich, bocznych i tylnich szwach oraz niekiedy na rękawach i przy kieszeniach. Pewnym rodza­
jem ozdoby były kożuszane wyłogi koło szyi, na obrzeżach i na rękawach . Takie ozdobne kożuchy
o zróżnicowanym kroju i fasonie zależnym od wielkości skór, zapinane na pętle i plecione ze skóry
guzy, albo drewniane bądź rogowe kołeczki przyozdobione niekiedy wełnianymi chwastami wyra­
biali kożusznicy zwłaszcza w Górnej Łomnej, Herczawie, Bukowcu, Jabłonkowie po czeskiej stronie
oraz po innych wsiach, jak Istebna, Jaworzynka, Wisła, Brenna. Kupowano je przeważnie na targach
w Cieszynie, Skoczowie, Jabłonkowie . W dokumentach miejskich cech kuśnierzy wymieniony jest
w Skoczowie pod datą 1629 r., a w Cieszynie w 1710 r. Poza tym w Cieszynie pracowali tzw. białoskórnicy (1770) i czerwonoskórnicy (1801) przygotowujący kuśnierzom odpowiednie surowce,
141

142

143

144

145

146

147

148

149

141 Dobrowolska A., Żywotek..., s. 27, przypis 3.
142 Slama Fr., Vlastenske..., s. 183.
143 Turnau I., op.cit, s. 32.
144 Fierla G., Strój lachów..., s. 14; Idem, Strój cieszyński, s. 17-18.
145 Vyhlidal J.P., O kroji na Teśinsku, Vestnik Matice Opavske, Opava 1895, s. 22.
146 Kubisz J., op.cit., s. 37.
147 Tesinsko..., s. 117.
148 M a l i c k i L., Strój górali..., s. 37-38.
149 Tomczyk D., Pieczęcie górnośl. cechów rzemieślniczych z XV-XVIII wieku i ichznaczenie historyczne, Opole 1975, s. 166.

51

�z czego wnosić można, że skoro istniały cechy, to na ziemi cieszyńskiej nie brakowało rzemieślników
zajmujących się szyciem kożuchów.

Ryc. 49. Zdobiny kożucha, Hermanice 1939 r.

OBUWIE

Starsi informatorzy w połowie X X w. wspominali, że ubodzy wieśniacy jeszcze na początku
wieku chodzili w kierpcach ze świńskiej lub bydlęcej skóry. Wykonywano je we własnym zakresie
tak jak i kopyca, czyli uszyte z sukna lub dziane z wełny skarpety. Na co dzień, zwłaszcza w lecie
i przy pracy w polu chodzono boso. Noszono także i inne obuwie wykonywane przez szewców, którzy
w 1686 r. mieli w Cieszynie swój cech skupiający rzemieślników z okolicznych miast. Tak jak inne
cechy, jego członkowie mieli prawo dostarczania wyrobów szewskich nie tylko mieszczanom, ale
również ludności okolicznych wsi oddalonych „od danego miasta o milę lub nawet półtorej mili" .
Oprócz tego zobowiązani byli rocznie wykonać kolejno na rzecz dworów i folwarków reperacje oraz
parę butów wysokich za 12 groszy i parę niskich butów za 5 groszy .
150

151

152

150 Ibidem, s. 166.
151 Popiołek F., op.cit., s. 160-161.
152 Zukal Joc, Zur Geschichte der Herrschaft Wagstadt im 16. und 17. Jahrhundert Schlesiens, Troppau 1906/7, s. 19.

52

�Informacje te sana tyle ważne, że mówią o butach niskich i wysokich oraz o tym, kto i dla kogo
je wykonywał . Stąd wniosek, że oprócz kierpców po wsiach chodzono także w butach niskich, a nie
tylko wysokich, o których wyłącznie piszą różni autorzy. Niestety brak dokładnych wiadomości, jak
w X V I I i X V I I I w. te niskie i wysokie buty wyglądały.
153

Ryc. 50. Różne formy luksusowego obuwia z X V I I - X I X w
1. - but safianowy, 2. - but typu węgierskiego, 3. - brokatowy- bucik z językiem, 4. - bucik skórkowy z klamrą,
5. - pantofel kobiecy z kokardą.

Ryc. 51. Różne formy obuwia do stroju cieszyńskiego z X I X - X X w.
1. - but prosty, 2. - but z lśniącymi wąskimi cholewami, 3. - kierpec, 4. - sukienny papuć.

Można tylko przyjąć per analogiam, że zgodnie z ówczesną modą buty niskie były na niewyso­
kim słupkowym obcasie i wysoko zachodziły na podbicie kończąc się sterczącym językiem lub jak
153 Popiołek F., op.cit., s. 160-161.

53

�1

później, bardziej płytkie ze srebrną klamrą " i na niższym obcasie, albo z kokardą na przodzie, co
ukazują ryciny z I poł. X I X w. Natomiast buty wysokie miały miękką wysoką cholewę, sięgającą pod
kolana, do której wpuszczano nogawki spodni .Szlachta nosiła buty safianowe czerwone lub żółte,
za to buty gorszego gatunku były ze skóry czarnej. O takich też jest mowa w znanych opisach na
temat cieszyńskiego stroju ludowego. Rzecz ciekawa, że o klamrach metalowych do niskich butów
nie wspomina ani M . Gładysz, ani W. Iwanek piszący o metalowych wyrobach zdobniczych . Rów­
nież spisy inwentarzowe z ubiegłych wieków w ogóle obuwia nie wzmiankują. Przemawia to za jego
nietrwałościąi stosunkowo niską wartością dlatego pomijano je w testamentowych przekazach. Stąd
wnosić można, że rzemieślniczej produkcji obuwie nie było powszechne i zadawalano się kierpcami
lub sukiennymi papuciami własnego wyrobu, ale po większej części chodzono boso.Buty z poły­
skującymi cholewami i fałdami na wysokości kostek nosili tylko zamożni gospodarze. Zakończone
były górą dla ozdoby skórkowym „sumiastym kutasem" , który zwisał z przodu. Paradne buty były
fasonu polskiego, tzw.poloki lub krakusy ze szwem w tyle, albo ciżmy fasonu węgierskiego ze szwa­
mi po bokach i sercowatym wycięciem. Cholewy z wysokogatunkowej skóry nazywano kordybany.
Natomiast buty o prostych niższych cholewach nosili chudopachołcy. W drugiej poł. X I X w. wraz
z zarzucaniem tradycyjnego stroju upowszechnia się płytkie sznurowane obuwie produkcji fabrycz­
nej, do którego zaczęto nosić skarpetki zamiast onuc, jakimi poprzednio owijano stopy wkładane do
butów z cholewami .
155

156

157

158

UCZESANIE I NAKRYCIA GŁOWY

Jeszcze na początku X X w. starsi mężczyźni zaczesywali włosy na czoło, niektórzy z przedział­
kiem na środku, a reszta włosów opadała na kark, albo przycinano je do wysokości uszu. Jeśli ktoś
zaczesał włosy do góry, mówiono że jest wylizany . Młodzi natomiast zaczesywali się na bok, i jak
ukazuje ilustracja z X I X w. po bokach i w tyle utrzymywali nawet loki. Wyjściowym nakryciem gło­
wy był kapelusz używany przez młodszych i starszych. Miał on średniej szerokości rondo, wysoką
159

Ryc. 52. Różne formy męskich nakryć głowy noszonych w X I X w. i na pocz. X X w.
1 kapelusz cylindryczny, 2. kapelusz z klamrą, 3. kasturek, 4. kapelusz słomiany, 5. baranica.

cylindryczną główkę i był lśniący, czarny, jedwabny. Używano też kapeluszy z nieco niższą główką
opasaną czarną wstążką z metalową klamrą na przodzie. Natomiast tzw. kasturek był przeważnie
czarny lub siwy z zajęczej sierści, z niższą główką . W I I poł. X I X w. wysokość główki obniża się
160

154
155
156
157
158
159
160

54

Gutkowska-Rychlewska M., op.cit., s. 581, 612-613.
Bartkiewicz M, Polski ubiór do ¡864 roku, Ossolineum 1979, s. 68.
G ł a d y s z M., op.cit, s. 181-238; Iwanek W., op.cit, s. 121-186.
Kubisz J., op.cit., s. 35.
Teśinsko...,s. 119-121.
Kubisz J., op.cit, s. 35-36.
Teśinsko..., s. 121-123.

�mniej więcej o połowę i oplata j ą jedwabna czarna, albo jaśniejsza wstążka, np. zielona, już bez klam­
ry. Zimowym nakryciem głowy starszych mężczyzn były walcowate baranice, zaś latem przy pracy
w polu słomiane kapelusze.
W miarę upływu czasu forma kapeluszy dostosowuje się do aktualnej mody miejskiej. Z począt­
kiem X X w. jest to czarny filcowy kapelusz z półokrągłą główką i niedużym rondem podniesionym
do góry, tworzącym jak gdyby wywinięty mankiet przysłaniający czarną wstążkę, opasującą główkę.
Po I wojnie światowej rondo się wyprostowuje, a główka zmniejsza do wielkości niedużej doniczki.
Urozmaicają się też kolory od czarnego, szarego do brązowego, ponadto pojawiają się czapki z dasz­
kiem, noszone zwłaszcza przez młodszych, niezależnie od rodzaju ubioru, który jednak w niczym już
nie przypomina dziewiętnastowiecznego modelu.

DODATKI

Według rycin z I poł. X I X w. (J. Alt, H. Jastrzembski) mężczyźni przy odświętnym stroju nosili
chusteczki. Wiązano je pod kołnierzykiem koszuli, albo bezpośrednio na szyi w węzeł, przy czym
chustki te - czarne lub czerwone - nie były duże . O wiązaniu na szyi wspomina w swym pamięt­
niku Jan Kubisz , co odnosić się może do I I poł. X I X w. Niebawem jednak moda ta znikła wraz
z zarzuceniem tradycyjnego stroju, na co wskazują fotografie z przełomu X I X i X X w., na których
przy kołnierzu koszuli widnieją czarne muszki.
Innym ważnym elementem męskiego stroju był pas skórzany, „szeroki na trzy palce, ale nie­
zmiernie długi, tak że się nim chłop kilka razy opasał" . Widać to wyraźnie na rycinie Franciszka
Kaliwody z około 1840 r. Przy pasie była metalowa klamra i sprzączki umożliwiające najpierw ciasne
owinięcie wokół ciała, a następnie poluzowanie aby dalszy okręg mógł opadać na biodra. Bardziej
dekoracyjne pasy miały na swej powierzchni wytłaczane drobne ornamenty .
Wyrazem szczególnej zamożności był kieszonkowy zegarek zamykany kopertą i zawieszony
na dość grubym łańcuszku wzbogaconym ozdobnym brelokiem. Przeciągano go przez dziurkę od
brucleka i chowano w jego kieszonce. Jak powiedział stary wieśniak „honor było mieć na sobie takie
strzybło" .
161

162

163

164

165

ZRÓŻNICOWANIE STROJU MĘSKIEGO
Okoliczności takie jak wesele i pogrzeb skłaniają do zaakcentowania tych wydarzeń odpowied­
nim strojem i wyglądem uczestniczących w nim osób. W przypadku wesela chodzi o pana młodego,
drużbów, starostę i gości, a w obrzędzie pogrzebowym o ubiór zmarłego i uczestników pogrzebu.
Warto przy tym podkreślić, że w tych okolicznościach większą rolę w tradycji męskiego stroju odgry­
wały akcenty hierarchii społecznej, aniżeli stanu majątkowego. Tak np. jeśli pana młodego nie stać
było na nowe ubranie, ubierał się w swoje najlepsze odzienie, a jeśli nie prezentowało się dobrze,
pożyczał odpowiednie części odzieży od kogoś bliskiego. Ważne były natomiast dodatkowe atrybuty
podkreślające w danej chwili jego pozycję społeczną. Również jeśli chodzi o ubiór zmarłego, nie mu­
siał on być odpowiedni do jego stanu majątkowego, czasami nawet, wbrew zamożności był bardzo
skromny. Są to wiadomości pozyskane od informatorów, brak bowiem innych dokumentów na ten
temat.
161
162
163
164
165

Ibidem,s. 125-126.
Kubisz J., op.cit, s. 135.
Ibidem.
Tesinsko..., s. 123-124.
G ł a d y s z M., op.cit., s. 178.

55

�Pan młody. Już pod koniec X I X w. odzieniem ślubnym było czarne ubranie, które jeśli kogoś
było stać, na tę okoliczność sprawiał nowe i nakładał je wtedy po raz pierwszy. Czarny był również
kapelusz z białym chochołkiem wykonanym z 3 metrów białej wstążki okręconej wokół kapelusza
i długimi końcami zwisającymi na boku (Lipowiec) . Całość ubrania składała się z płóciennej koszuli
z czarną lub białą muszką pod kołnierzykiem, albo krawatem, z wełnianej - jednorzędowej kamizel­
ki z plecami uszytymi z satyny lub grubszego jedwabiu i jednorzędowej marynarki oraz z długich
wełnianych spodni o prostych nogawkach i z czarnych półbutów. Oprócz chochołka przy kapeluszu,
do lewej klapy marynarki miał przypiętą dużą wońkę, tj. mirtowy bukiecik z białymi kwiatkami,
przewiązany białą wstążką który żenich otrzymywał od panny młodej . Jako wierzchnie okrycie do
I wojny światowej za bardziej elegancki od marynarki uchodził surdut.
166

167

Ryc. 53. Weselnicy: młoda para, dwie pary drużbów i goście, Jaworze Dolne 1914 r.

Ryc. 54. Młoda para - żenich w surducie, Pastwiska 1914 r.
166 Nowak Helena, lat 50, koronkarka, Lipowiec 1956.
167 Emilia Michalska, Pruchna 1960.

56

�Ryc. 55. Odświętny ubiór mężczyzn, Puńców 1910 r.

Natomiast w X I X w. strój ślubny pana młodego składał się z płóciennej koszuli i jedwabnej
chustki koło szyi, błękitnego lub granatowego brucleka, kaftana i wąskich spodni -lazurek wpusz­
czonych do wysokich i glansowanych butów z cholewami, z kapelusza oraz płaszcza. Szczególnie
paradnie i bogato wyglądał bruclek z oranżowej, żółtej lub innej jasnej tkaniny, jak to ukazuje akwa­
rela H. Jastrzembskiego z około 1846 r. przedstawiająca mężczyznę w otoczeniu kobiet w stroju
„z Cieszyna"
D r u ż b a ubierał się na czarno lub granatowo, jak na to wskazuje tradycja ustna i fotografie
z przełomu X I X i X X w. W odróżnieniu od pana młodego miał różowy krawat lub muszkę, czy
wstążkę przypiętą pod kołnierzykiem koszuli ozdobną szpilką. Poza tym od drużki otrzymywał dwie
wońki związane różowymi wstążkami - jedna do lewej klapy marynarki, druga do kapelusza. Oprócz
tego otrzymywał od niej różową chusteczkę, którą przy tradycyjnym stroju wiązał pod kołnierzykiem
koszuli, a w nowszych czasach wkładał do butonierki.
Starosta miał również czarne lub granatowe ubranie, a wyróżniał go chochołek z zieloną i białą
wstążką przy kapeluszu oraz wońka z podobnymi wstążkami, które otrzymywał od młodych: wońkę
od żenicha, chochołka od panny młodej.
Weselnicy. Również wszyscy weselnicy płci męskiej otrzymywali gałązeczki mirtu z różowym
kwiatkiem, związane różową wstążeczką w małą kokardkę, przy czym każdy ubierał się w miarę
odświętnie.
Z m a r l i m ę ż c z y ź n i . Małych chłopców ubierano w niedzielne ubranko przystrojone mirtem,
a nierzadko pokrywano „świętymi" obrazkami. Kawalerów ubierano jak żenicha. Natomiast męż­
czyzn w średnim wieku chowano w ubraniu niedzielnym, a starców tak samo, tylko z ciemniejszym
krawatem . Jak wyglądał ubiór zmarłych mężczyzn w X I X w. żadne źródła nie podają.
168

168 J.w.

57

�OGÓLNY OPIS STROJU KOBIECEGO
W przeciwieństwie do stroju męskiego, który na obszarze regionu cieszyńskiego był dość zróżni­
cowany, cieszyński strój kobiecy był raczej jednolity w swym typie, a odmiany wynikały ze zmiany
pory roku i zajęcia, różnicując się na dzień powszedni i świąteczny. Według tradycji ustnej strój ten
na przestrzeni dziesiątków lat ulegał pewnym zmianom i modyfikacjom, doprowadzając w końcu do
najbardziej uproszczonej współczesnej formy, lecz zachował swój charakter wyraźnie odbiegający
wyglądem od innych strojów regionów położonych w bliższej czy dalszej odległości. Ten najbardziej
uproszczony strój cieszyński wykształcił się w latach międzywojennych i przetrwał do pierwszych
lat po I I wojnie światowej. Pomijając zestaw bielizny, raczej kupnej, produkowanej fabrycznie z tzw.
milanezu, a nie szytej z płótna w postaci koszuli i dość długich majtek, to na cały komplet w tym
czasie składała się zmodyfikowana bluzka, np. batystowa, jedwabna, koronkowa i ubrana na mąsuknia z żywotkiem, niekoniecznie czarna, z kolorowym haftem na żywotku, zakomponowanym według
aktualnej mody.

Ryc. 56. Helena Sojka, hafciarka we współczesnej bluzce ubranej do stroju cieszyńskiego,

Bielowicko 1956 r.

Również golonka naszywana u dołu sukni może być w dowolnym kolorze, ale z gładkiej, jak
dawniej, niezdobionej wstążki. Starsze kobiety zachowały jeszcze czółkowy czepiec i wiązanie
chustki na pidło, na żurek, jednak bardziej swobodnie czuły się kobiety bez tego nakrycia głowy,
które uciskało i krępowało. Pozostał natomiast adamaszkowy fartuch mniej lub bardziej starannie
dobrany kolorem do całości tego rodzaju stroju.
Niemniej nie tylko w pamięci, ale też w praktyce pozostał poprawny wygląd kobiecego stroju
cieszyńskiego. W X I X i X X w. oprócz płóciennej koszuli spodniej tzw. ciasnochy i płóciennych spód­
nic - spodków, traktowanych jak bielizna, na wierzch latem ubierano, zależnie od okoliczności mniej
lub bardziej ozdobny kabotek, na to suknią z żywotkiem o hafcie stosownym do panującej mody, od
której zależała także długość sukni. I do tej długości dobierano fartuch uszyty z dwóch lub półtorej
szerokości materiału, którego gatunek i sposób wykonania wynikał z czasu i okoliczności, w jakich
był używany.
58

�Ryc. 57. Maria Farfecka, hafciarka w stroju cieszyńskim z jedwabnym fartuchem w kratę, Brenna 1956 r.

W X I X i na pocz. X X w. były fartuchy płócienne farbowane na modro, w drobny wzorek lub
z tzw. kanta. Były też białe płócienne, woalowe wzorzyste w pionowe paski, czy kratkę, ręcznie
haftowane i malowane, do czego przyczyniły się dwie światowe wojny, oraz fartuchy jedwabne ada­
maszkowe w spokojnych kolorach i nierzadko do kompletu z nagłownymi chustkami, które zaczęto
nosić na pocz. X X w. i przetrwały do czasów współczesnych. Na krótki jeszcze okres po I I wojnie
światowej weszły w użycie fartuchy o gładkim tle, malowane ręcznie we wzory kwiatowe lub nawet
posypywane pozłocistym kolorowym proszkiem, ale okazały się kosztowne i nietrwałe, przez co
niepraktyczne. Dlatego szybko je zarzucono.
W X X w. popularnym okryciem wierzchnim chroniącym od chłodu stały się jakie szyte na pod­
szewce, także watowane, a nawet podbijane króliczym lub baranim futrem. Natomiast do czasu
I wojny światowej noszono tzw. szpyndzery krótkie do talii i wymodelowane, z paskiem, szalowym
kołnierzem i rękawami górą szerokimi, aby mogły pomieścić pękate rękawy kabotka, zaś zwężają­
ce się ku dołowi. Szyto je z czarnego sukna na białej wełnianej podszewce. W zimie noszono też
kożuchy, które były oznaką bogactwa, ale w X X w. stopniowo wyszły z użycia, podobnie jak duże
płócienne naramienne chusty odziewacze tzw. łoktuszki i chusty spuszczowe. Te ostatnie wyszywane
były na narożnikach, składane po przekątnej i zakładane na głowę oraz wiązane na potylicy pod opa­
dającym na plecy długim narożnikiem. Pod nią miała kobieta czółko wy czepiec z chustką wywiązaną
w tyle głowy. Takie nakrycie głowy świadczyło ojej małżeńskim stanie. W X X w. chusty spuszczowe
zarzucono i pozostały tylko czepce i chustki adamaszkowe wywiązane na żurek czy tzw. pidło, przy­
krywające czółkowy czepiec.
59

�Ryc. 58. Franciszka Burjan, hafciarka w stroju cieszyńskim z białą dzianą fecfojr, Górki Wielkie 1956 r.

�Miejsce chusty spuszczowej zajęła hacka, początkowo ciemna wełniana w kratę, którą otulano
się w razie zimna lub noszono parokrotnie złożoną i przewieszoną przez ramię „dla parady". Chusta
ta miała niejednokrotnie dekoracyjnie wiązane frędzle, co uchodziło za szczególnąjej ozdobę. Białe
dziane z włóczki hacki zakładały do ślubu panny młode, które używały ich i w następnych latach do
odświętnego stroju.
Ciemna wełniana chusta zamiast pierwotnej płóciennej łoktuszki służyła biedniejszym kobie­
tom za zimowe okrycie, w którego skład wchodziła kiecka, czyli wełniana suknia ze stanikiem
i wełniana jakla. Taki zestaw, nawet tylko sama spódnica ubrana na spodnią koszulę i jakla stanowiły
ubiór codzienny, przy czym te części odzieży sporządzano z różnych materiałów, zależnie od stanu
majątkowego i potrzeby oraz pory roku. Do tego pod suknię nierzadko ubierano kabotek, a na głowę
czółkowy czepiec i chustkę wiązaną pod brodą.
Jeszcze do czasu I wojny światowej w powszechnym użyciu na kabotki, chustki, także chusty
odziewacze, czyli łoktuszki, fartuchy używano samodziałowego płótna lnianego, z czasem również
bawełnianego produkcji fabrycznej. Samodziałowe tkaniny wełniane, czy półwełniane, tzw. rasz,
prost służyły na suknie i wierzchnie okrycia. Długo też utrzymywało się proste obuwie, często spo­
rządzane we własnym zakresie, zwłaszcza przez biedniejszych, a należały do niego czerwone dziane
z wełny pończochy oraz białe skarpetki - kopytka i kierpce. Natomiast do stroju odświętnego służyły
początkowo także czerwone pończochy, potem niebieskie, w końcu białe i płytkie, skórkowe pan­
tofle. Jeszcze w I poł. X I X w. ozdobą przy nich były kokardy, za to w X X w. noszono przeważnie
pantofle z poprzecznym paskiem przechodzącym przez podbicie.
Na osobną uwagę zasługuje biżuteria, głównie srebrna w postaci spinki do oszewki kabotka, na­
pierśnik - orpant, hoczki - co najmniej dwie pary klamerek przyszytych do brzegów przedniczek żywotka, które przesznurowywano srebrnym łańcuszkiem oraz okazały pas z ozdobnie odlewanych albo
filigranowych tacek połączonych łańcuszkami i uzupełnionych zwisającymi kaskadowo łańcuszkami
przybranymi koluszkami. Ozdoby te z czasem zastąpiono podobnymi, kolorowo haftowanymi.

Ryc. 60. Maria Szczepańska, hafciarka we współczenym stroju cieszyńskim z haftowanym pasem, Hermanice 1956 r.

O większości z wymienionych części stroju wspominają dawne zapisy w księgach miejskich
i testamentowych, datowanych na X V I - X V I I I w., które dopełniają zbiory muzealne oraz wiadomości
zebrane u informatorów w czasie badań terenowych prowadzonych w latach 1956-1958 i pod koniec
X X w.
61

�SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU KOBIECEGO
KOSZULE

Podstawową częścią odzieży i stroju kobiecego była koszula. Jak pamięć ludzka sięga bezpo­
średnio na ciało ubierano ciasnochę, która pełniła różne funkcje. W stroju odświętnym stanowiła coś
w rodzaju bielizny, co potwierdzają inwentarze miejski z X V I i X V I I w. wymieniające „spodne koszyle żenske". Natomiast na każdy dzień, zwłaszcza w lecie traktowano j ą nierzadko jako wierzch­
nie okrycie. Składała się z dwóch części razem zeszytych, tj. spódnicy i stanika, utrzymywanych
początkowo na jednym ukośni biegnącym ramiączku, a w nowszych czasach na dwóch prostych
ramiączkach. „Jeszcze za starej Polski do kiecki (tj. w latach międzywojennych) noszono ciasnochę
na jednym ramiączku" . Stanowiły j ą dwa prostokątne kawałki samodziałowego płótna, tj. stanik
- stonek z cieńszego, opasującego talię i spodek, z drelichu lub grubszego płótna - czyli spódnica,
znacznie szersza i namarszczona w pasie. Całość sięgała do kolan lub nieco niżej, a góra bez ręka­
wów odsłaniała ramiona.
,69

Ryc. 61. Krój ciasnochy.

Na ciasnochę ubierano koszulę wiyrchnią, tj. kabotek, o którym wspomina się w miejskich spi­
sach inwentarzowych z X V i X V I I w. Był luźny, sięgający do pasa i rozcięty z przodu o zachodzących
na siebie połach. Szyto go, jak ciasnochę ręcznie z cieńszego płótna o kroju przyramkowym, z ręka­
wami sięgającymi do łokci i ujętymi na końcach w lemce, czyli oszewki.
169 Anna Burawowa lat 59 i Ewa Cieślar lat 30, Wisła 1956.

62

�.92

przód 8
to
c

f

rękawek

tył

*1
.«

Cl)

przód

przyr amki

rękawek

co
c

Ryc. 62. Prymitywny krój kabotka.

Podobna oszewka - obujek stanowiła wykończenie koło szyi. Przyramki i lemce szyto z podwój­
nie złożonego płótna. Poza tym pod pachami umieszczano kwadratowe płócienne ćwikle umożliwia­
jące swobodniejsze ruchy. Krój kabotków był zawsze jednakowy tzn., składał się z cienkiego prosto­
kątnego kawałka płótna bardzo luźno otaczającego kibić na długość około 45 cm. Miało ono dwa po
bokach od góry nacięcia na wszycie rękawów długości około 40 cm z przyramkami na ramionach
o rozmiarach 14 cm dł. i 18 cm szer. każdy. Do tego dochodziły dwa kwadratowe ćwikle o boku
10-15 cm oraz dwa podwójnie złożone wąskie prostokątne lemce i wąski obujek.

Ryc. 63. Trzy rodzaje koszuli wiyrchniej: I . kabotek, 2. szatka, 3. koszulka.

Zależnie od wykończenia i rodzaju ozdób wyróżniano trzy odmiany kabotków, które miały swoje
nazwy. Prosty, bez ozdób był to kabotek, inny z drobnymi, jednobarwnymi wyszyciami - tzw. szutka,
a z bogatym dziurkowanym i pąjączkowym haftem na krezach przy rękawach, żabocie z przodu oraz
oszewce koło szyi nazywano koszulką. W X I X w. rękawy kabotków były szerokie, bufiaste, bardziej
paradne, układane nawet w pionowe fałdy i początkowo ściągane tasiemką, przez co dołem tworzyła
63

�170

się falbana. Pod koniec wieku rękawy były „z obcisłą manszetką" szeroką na 10 cm, która ujmo­
wała rękę poniżej łokci. Te manszetki zapinano od tyłu na guziczek. Rękawy twardo krochmalono,
dzięki czemu utrzymywały się wydęte bufy, powstałe przez sute marszczenia przy przyramkach. Sute
marszczenia były też przy obujku i przy lemcach.

Ryc. 64. Wyszycia na obujku szutki, Ligotka Kameralna, RCz., 1972 r.

W szutkach na oszewkach przy rękawach i koło szyi umieszczano drobne wyszycia wykonane
czarnymi, brązowymi, rzadziej różowymi lub czerwonymi nićmi, czyli harasową przędzą w drob­
ny dwoisty krzyżyk zwany też warkoczek. Oprócz tego posługiwano się półkrzyżykami i drobnymi
ściegami o nazwie skręcatki, gęsto spiralnie obok siebie nakładanymi o mało wyodrębniających się
motywach. Wyszywano, tzn., szuto - szyto, stąd nazwa szutka, jak tłumaczyły niektóre informatorki . Nićmi czarnymi albo czerwonymi wykonywano też dziureczki, zaś ściegiem płaskim haftowano
drobne listeczki, kwiateczki i wijące się gałązki. Na pocz. X X w. w takich kabotkach - szutkach cho­
dziły od święta już tylko stare kobiety, które początkowo nosiły je na co dzień. Haftowane białymi
171

Ryc. 65. Haftowany lemiec i kreza rękawa koszulki, Gumna, koniec X I X w.

nićmi koszulki utrzymały się znacznie dłużej, a hafty te nawet coraz to bardziej rozbudowywano.
I tak powstały koszulki, które przy rękawach zyskały szerokie krezy, czyli łokruża, albo tacie, sterczą­
ce ku górze. Po I I wojnie światowej w niektórych wsiach (Goleszów) zaczęto je opuszczać ku dołowi
i wtedy powiadano, że „tacie wiszą na ręby", tzn. widoczne są od lewej strony . Haftowano także
przód prawej poły, albo doszyty do niej prostokątny podłużny żabot, czyli przedniczkę, nazywaną
niekiedy językiem.
«•
172

170 Emilia Lipowczan lat 40, Goleszów-Równia 1960.
171 Emilia Michalska, Pruchna i Anna Lipowczan lat 70, Goleszów-Równia 1962.
172 Emilia Lipowczan koronkarka, córka Anny, hafciarki, Goleszów-Równia 1962.

64

�Tabl. I I Strój z Cieszyna, akwarela H. Jastrzembskiego, ok. 1846 r.

�Ryc. 66. Haftowana koszulka, Skoczów, koniec X I X w.

Ryc. 67. Haft na przyramku koszulki, Gumna, koniec X I X w.

Nierzadko haft umieszczano jeszcze na przyramkach nad wszytymi rękawami i im więcej ko­
szulka miała takich ozdób, tym bardziej była paradna i bogato się prezentowała. Jednak w Pruchnej
i sąsiednich wsiach „mało kto takie nosił"' . Biały haft wykonywano ściegiem płaskim i dziurkowa­
nym oraz tzw. gatrowaniem czyli pajączkami wypełniającymi dziurki, przy czym całość składała się
na miej lub więcej czytelne motywy roślinne, Koszulkę szyto z cieniutkiego płótna, bawełnianego
lub batystu. W niektórych wsiach (Pierściec, Lipowiec, Nierodzim, Międzyrzecze) w X X w. koszulki
73

173 Emilia Michalska, Pruchna i Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.

65

�zamiast haftowanych płóciennych okruży miały przyszyte koronkowe krezy, tzw. szpice™, robione
ręcznie lub produkcji fabrycznej.

Ryc. 68. Haftowane okruże koszulki, Ogrodzona pocz. X X w.

Ryc. 70. Bluzka z haftem richelieu do stroju cieszyńskiego, Jasienica, lata międzywojenne
174 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1956.

66

�Dodatkową ozdobę kabotków noszonych w niedzielę i święta stanowiła srebrna lub złota spinka
o kolistej sercowatej formie, a u biedniejszych jarmarczna broszka, bądź agrafka. Kabotki noszone na
co dzień spinano pod szyją małym guziczkiem, ewentualnie obujek był rozwarty i niczym nie zapięty.
W latach międzywojennych kabotki trochę zmodyfikowano, jednak coraz częściej zamiast kabotka,
czy koszulki zaczęto nosić modne w mieście białe bluzki z batystu, koronki i innych delikatnych
tkanin. Ale w świadomości miejscowych kobiet pozostało przekonanie, że właściwy strój cieszyński
najlepiej prezentuje się z kabotkiem i dlatego po I I wojnie światowej zamawiały u hafciarek nowe
koszulki.

SPÓDNICE

Spódnice, czyli tzw. spodki wkładano pod suknię, bezpośrednio na ciasnochę. Szyto je z białego
płótna i te noszono zwłaszcza w lecie, albo z cienkiego barchanu, fianeli lub kretonu, zależnie od
potrzeby i możliwości finansowych. Tkanin grubszych używano w zimie. Za austriackich czasów
noszono też spódnice wełniane w kolorowe pasy. Dla ich uszycia potrzeba było 3-5 szerzyn materia­
łu, który wszywano do paska suto namarszczając. Pasek zapinano z przodu przy rozporze na guzik

Ryc. 71. Wygląd spodka ze stanikiem,

lub wiązano tasiemkami. Jeśli noszono tylko jedną spódnicę, to niektóre kobiety przyszywały do niej
ramiączka albo stanik wykonany z tej samej tkaniny. „Pod suknią baby ob łykały dwa albo trzy spodki
fest szkróbione i suto marszczone" . Spodnia spódnica była wąska z szerokim białym haftem, na to
nakładano spódnicę nieco szerszą także z haftem, lecz węższym. Trzecia, wierzchnia spódnica była
najszersza, zakończona tylko dzierganymi ząbkami . „Jak je wyprali, wyszkrobili i wybiglowali i
postawili na ziym i jak taka spódnica stoła, to było dobrze, ale jak się przewróciła to zaś na nowo
trzeba było szkrobić i biglować"... „Baba jak się oblikła a schyliła głowę na dół i uwidziała końce od
butków, to była źle oblyczono" . Musiała bowiem wyglądać kopiato. Moda na tę „kopiatość" nastała
około poł. X I X w. Wcześniej bowiem suknie opadały bardziej swobodnie i prawdopodobnie oprócz
ciasnochy i kabotka niczego więcej pod suknię nie ubierano, jak wskazuje na to najstarsza rycina cie­
szyńskiego stroju, pochodząca z 1803 r. O spódnicach nie wspominają również inwentarzowe spisy
175

176

177

178

175
176
177
178

Stefania Romańczyk ur. 1900, koronczarka i siostra Matylda ur. 1898, szwaczka, Nierodzim 1956 r.
Emilia Michalska, Pruchna 1958 r.
Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1958 r.
Teśinsko..., ii. 160.

67

�z lat wcześniejszych, co można uzasadnić faktem, że bielizna w szerokim rozumieniu tego słowa nie
była wcześniej powszechnie stosowana, a „kopiatość" sukni nastała dopiero wraz z europejską modą
na krynolinę.

Ryc. 72. Haft na brzegu spodka, Skoczów, pocz. X X w.

Ryc. 73. Najstarsza rycina cieszyńskiego stroju, 1803 r.

68

�SUKNIA

Suknia, suknia śląska, suknia cieszyńska, suknia z żywotkiem to nazwy jednej z ważnych części
stroju kobiecego. Za austriackich czasów i jeszcze wcześniej nazywano j ą wałaszką, tzn. że była
wykonana z samodziałowej szorstkiej wełnianej tkaniny brunatno-brązowej . Zależnie od rodzaju
materiału wykorzystanego na jej uszycie nosiła jeszcze inne nazwy. Tzw. letnik był z samodziałowej
tkaniny lniano-wełnianej również w ciemnym kolorze, wełnionka - z samodziałowej wełny, tak samo
prostula, raszka, kamlotka - łniano-wełniane, farbowane na rudo-brunatno, brązowo albo czerwo­
nawo, ale kamlotka najczęściej była czarna. Były też suknie wiśniowe, granatowe, ciemnozielone
wełniane lub z dobrego gatunku kupnego sukna. Wełnionki, prostule, raszki nosiły ubogie kobiety do
I wojny światowej dopóki się całkowicie nie zniszczyły. Samodziałowe tkaniny bowiem były bardzo
trwałe, dlatego starszym kobietom od początku kiedy je sprawiono służyły do końca życia. Nazwę
prostula odnoszącą się pierwotnie do sukni wykonanej z wełnianego samodziału w kolorze ciemno­
czerwonym lub wiśniowym stosowano z czasem na określenie sukni podlejszego gatunku . „Kogo
było stać miał suknię z lepszego materiału wełnianego, gdyż suknia raz kupiona noszona była przez
całe życie" '.
179

180

18

Inwentarze spadkowe z X V I i X V I I w. wymieniają inne jeszcze kupne materiały używane na suk­
nie, jak: tabin, tykyt, mazelan, fursztat- forsztat, lindysz, kitaj, uterfin, flander, szamlot -kamlot, rauchajer, sukno angielskie , co wskazuje na fakt, że w rejony Cieszyna docierały różne importowane,
nawet drogie tkaniny. Były to także aksamity i jedwabie, suknia bowiem składała się z dwu ze sobą
zeszytych części, z których każdą wykonywano z innego materiału. Jedwabi używano też na fartuchy,
aksamitów na staniki - żywotki, aczkolwiek po I wojnie światowej z czarnego lub ciemnozielonego
aksamitu albo szewiotu szyto również spódnice sukni, „bo wełny wtedy nie było, albo drogo koszto­
wała". Bowiem na solidną suknię „musiał być kamgarn" .
W X I X w. spódnice szyto z 6-8 Szerzyn, zależnie od szerokości materiału i Jak taka poszła ku
muzyce a zazwertała kołomajkę to tylko furgało" . Ale po I wojnie światowej ze względu na począt­
kowy brak odpowiednich materiałów bądź wysoki koszt właściwej tkaniny, zaczęto szyć spódnice
z 4 szerzyn, albo z 3 podwójnej szerokości, przy czym szerzyna z przodu, którą przysłaniał fartuch
była wykonana z tańszego materiału i „nazywali to ladaco" . Nie miała ona zmarszczeń, podczas
gdy całą resztę spódnicy suto w pasie marszczono lub układano w drobne fałdy i wszywano w wąski
pasek z rozporem z przodu zapinanym na haftkę, a na bokach robiono wpuszczane kapsy - kieszenie.
W tym czasie skrócono również długość spódnic do połowy łydek i podszywano dołem podkłodką
szerokości 20 cm, nawet szerszą w kolorze zielonym albo czerwonym, zaś do samego brzegu dla jego
ochrony przyszywano strzępiastą tasiemkę, tzw. szczotkę. Natomiast wierzchem, u samego dołu naszywano golonkę, tj. jedwabną wstążkę w niebieskim kolorze, a do wiśniowej spódnicy - wiśniową
albo stalową. Golonki były szerokie na 8-10 cm i pierwotnie ręcznie tkane, przez co były droższe,
w przeciwieństwie do produkowanych fabrycznie i kupowanych na metry. W nowszych czasach ko­
lor golonki zaczęto dopasowywać do koloru sukni, ale właściwa suknia cieszyńska powinna mieć
golonkę niebieską zgodnie z tradycją która w przekazie ustnym podaje, że Jak Śląsk przydzielono
Czechom, to kobiety na znak protestu przyszyły sobie u dołu niebieską galonkę" . Niebieski bowiem
kolor w ludowej tradycji, zwłaszcza wśród protestantek uchodził za żałobny' .
182

183

184

185

186

87

179
180
181
182
183
184
185
186
187

Dobrowolska A., Żywotek..., s. 18.
Joanna Cyfkowa lat 40, żona rzeźnika, Pierściec 1956.
Emilia Michalska, Pruchna 1956.
Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146; Iwanek W., op.cit, s. 137.
Emilia Michalska, Pruchna.
Stefania Romańczyk, Nierodzim 1956.
Matylda Romańczyk, Nierodzim 1956.
Emilia Michalska, Pruchna; Anna Cyfkowa lat 50, Wiślica 1956; Katarzyna Badura lat 75, Międzyrzecze 1956 r.
N i x d o r f f H . - M u l l e r H., op.cit., s. 51.

69

�Ryc. 74. Suknia cieszyńska, Jasienica 1967 r.

„Fest fałdowana" spódnica w całości ręcznie szyta, połączona jest z żywotkiem i od jej i wyglą­
du zależy cały szyk sukni. Od dawien dawna żywotki były aksamitne, czarne, rzadziej wiśniowe, co
potwierdzają spisy inwentarzowe z I I poł. X V I w. Natomiast adamaszkowe, brokatowe i z innych
jedwabi tzw. brucleki nie zeszyte ze spódnicą wchodziły w skład kobiecego stroju jabłonkowskiego,
nie zaś typowo cieszyńskiego. Poza tym żywotki od jabłonkowskich brucleków wyróżniały się nie
tylko rodzajem tkaniny, ale także krojem i sposobem zdobienia. W sukni cieszyńskiej ulegały one
pewnym zmianom i modyfikacjom na przestrzeni dziesiątków lat. Wykaz spadkowy z 1656 r. wymie­
nia między innymi częściami stroju jedną suknię z dobrego forsztatu z żywotkiem zdobnym w złote
borty . Podobnie żywotki, jakie widać na ilustracjach z I poł. X I X w. i jakie potwierdzają zabytki
muzealne z tego czasu były niskie, obszywane złotą rzadziej srebrną bortą i ze złotym, albo srebrnym
wypukłym haftem w stylizowane motywy roślinne, czym nawiązywały do barokowej mody i stylu,
a wysoko sięgające ponad stan spódnice - do stylu empire. Podwyższony stan oraz wiązanieprzeposki ponad talią przetrwał do poł. X X w. Stopniowo jednak, zarówno sama szerokość tych staników,
jak też i rodzaj ozdób oraz zastosowane do tego celu surowce ulegają zmianie. Obniża się również
miejsce ich wszycia do linii talii.
188

188 Iwanek W., op.cit., s. 138.

70

�Ryc. 75. Helena Cieślar w uroczystym stroju z suknią o lekko podwyższonym stanie, Brenna 1956 r.

Ryc. 76. Helena Sojka, hafciarka w stroju z suknią o obniżonej talii, Bielowicko 1956 r.

�1

I

Ryc. 77. Wykrój żywotka - oplecko, dwieprzedniczki, ramiączko.

Jeśli chodzi o samą formę żywotka to składa się on z 5 podstawowych części, tj. z dwóch przo­
dów, tzw. przedniczek, tyłu czyli oplecka z trójkątnym szczytkiem na środku i dwóch ramiączek.
Całość wykonywano na sztywnej tekturowej podkładce, pokrytej podszewką z samodziałowego
grubszego lnianego płótna. W X X w. tekturową sztywność pozostawiono tylko na środku pleców,
a z czasem zastąpiono j ą sztywnikiem także naprzedniczkach , pokrytym grubym płótnem. Przed­
niczki nie schodzą się ze sobą lecz ukośnie rozchodzą ku górze zarówno w starszych żywotkach, jak
i tych najnowszych, znacznie wyższych, w których plecy w wysokości szczytka sięgają do 28 cm.
Ich przeciwieństwem są oplecka wysokie od podstawy po szczytek do 15 cm, charakterystyczne dla
źywotków z pocz. X I X w.
m

190

Ryc. 78. Żywotek ze złotym haftem i złotą bortą, Ustroń X I X w.

Ryc. 79. Żywotek haftowany przez Ewę Chałupską w 1946 r., Jasienica.
189 Emilia Michalska, Pruchna i Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.
190 Bazielich B., Złote hafty w tradycyjnej odzieży na Śląsku, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Etnografia"
zeszyt nr 6, Bytom 1973, s. 40-41.

�Na żywotek potrzeba 60 cm aksamitu, który zanim zostanie odpowiednio skrojony, rozpina się na
specjalnej ramce, zaznaczając fastrygą kontury oplecka i przedniczek a potem haftuje. Zarys jego
kształtu i miejsca przeznaczone na haft znaczono pierwotnie odpowiednio naszytym ozdobnym ga­
lonem, czyli sznurka, tj. złotą lub srebrną taśmą o falistych brzegach, szeroką od 1,5-4 cm. Węższe

Ryc. 80. Aksamit z haftowanym żywotkiem rozpiętym na hafciarskiej ramie, Hermanice 1956.

Ryc. 81. Aksamit z zafastrygowanym żywotkiem przed uszyciem, Ligota 1957 r.

taśmy na szelkach naszywano w dwóch rzędach, a pionowo pod szczytkiem, po cztery przylegające do
siebie lub w odstępach. Skromniejszeźywotki, zwłaszcza protestantek, do konfirmacji były raczej bez
haftu, tylko obszyte samą bortą w jasnym lub niebieskim kolorze. Niebieskich tasiem jeszcze w I poł.
X X w. używano na żałobę: Około I wojny światowej miejsce obszyć bortą z braku odpowiedniego
73

�Ryc. 82. Projekt żywotka obszytego sznurka, Jasienica 1959 r.

surowca zastąpiono tasiemką albo haftem wykonanym kolorowymi nićmi i perełkami, a w związku
z tym zmieniła się też kompozycja i wzory haftów. Były to najpierw żywotki w tzw. dwa kwiaty
czy dwa bukiety, pomiędzy którymi biegł pionowo haftowany pas w miejscu pierwotnie naszytej
borty. Wykonywano go jedwabnymi nićmi, muliną, perełkami, bajorkiem złocistym, tzw. bulionem,
pliszowymi nitkami i sporadycznie złotymi lub srebrnymi nićmi odprutymi ze starych żywotków.
Taka moda panowała mniej więcej do początku lat trzydziestych X X w., kiedy to zaczęto haftować
„w trzy buki eta" bez haftowanych pasów. Potem przyszła moda na jeden kwiat umieszczany na środku

Ryc. 83. Żywotek bez haftów, obszyty sznurka, Gumna 1956 r.

74

�Ryc. 84 - 85. Tyl i przód żywotka haftowanego w miejscach , gdzie naszywano galony, Wisła. 1956 r.

Ryc. 86. Żywotek haftowany w „dwa kwiaty", Brenna. 1938 r.

Ryc. 87. Żywotek haftowany „w trzy bukieta", Górki Wielkie 1930 r.
191

pleców, bo „wzory ciągle te same nie mogą być" . Dla dziewcząt „najlepiej wzory były w dwa bukie­
ty niż jeden na środku, bo nie przykrywał ich puszczony na plecy warkocz" . Po I I wojnie światowej
upodobania kobiet były podzielone, ale coraz częściej zaczęły się pojawiać żywotki w kwiaty ułożone
„w wianuszek" ..Hafty umieszczano także na ramiączkach i na przedniczkach, do których przed
I I wojną światową przyszywano srebrne hoczki, nierzadko przesznurowywane srebrnym łańcusz­
kiem, a bogate kobiety na piersiach pomiędzy ramiączkami przypinały srebrny, z kaskadowo
192

193

191 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.
192 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.
193 Bazielich B., Z badań terenowych nad cieszyńskim..., s. 13, ¡1. 4-5; eadem, Z badań terenowych..., s. 13 i ilustracje.

75

�zwisającymi łańcuszkami orpant. Po wojnie te ozdoby biżuteryjne zniknęły. W miejsce hoczków za­
częto na ich podobieństwo wykonywać je kolorową koralikową sieczką, nawet z koluszkami, chociaż
źywotka nie przesznurowywano. Mawiano, że są to hoczki z pereł, albo ślepe hoczki.

Ryc. 88. Żywotek ślubny haftowany „w jeden kwiat", Jasienica. 1928 r.

Ryc. 89. Żywotek z haftem „w wianuszek", Hermanice 1953 r.

Ryc. 90. Żywotek z haftem „w wianuszek" kupiony w Cieszynie 1950 r.

Na koniec trzeba zaznaczyć, że bogate kobiety miały po 12 sukien, każda na inną okazję i z
żywotkiem odpowiednio haftowanym. Mniej zamożne miały od 3-5, -6 sukien, a te najbiedniejsze
1-2, 3. Nawet żona byłego sołtysa miała tylko 3 suknie (Gumna). Nierzadko też sprawiano suknie
małym dziewczynkom, zwłaszcza do I komunii świętej czy konfirmacji, najczęściej była to wtedy
pierwsza suknia w życiu, a w miarę upływu lat przybywało ich aż do wyprawy, co jednak zależało
od stanu zamożności.
76

�Ryc. 91. Trzy pary srebrnych hoczków naprzedniczkach żywotka, Hermanice 1956 r..

�Haftowany żywotek do sukni można było kupić w sklepie w Cieszynie, Skoczowie, Bielsku, ale
„jak która chciała mieć modny żywotek to zamawiała u wyszywaczki, bo wtedy miała wzory, jakie się
jej podobały" . Niejedna hafciarka miała też kontakt z krawcową lub nawet była to jej siostra, matka
bądź inna krewna, która następnie po wyszyciu żywotka szyła całą_suknię. Wszystko szyto w rękach,
nie na maszynie, równymi ściegami i mocnymi nićmi.
Również dzisiaj niektóre kobiety sprawiają sobie suknię cieszyńską na specjalne uroczystości,
którą ubierają jak dawniej na kabotek albo na białą bluzkę. Korzystają też z sukni sprawionej po
II wojnie światowej lub jeszcze starszej, gdyż zawsze przechowywano je z wielką starannością nie
tylko z szacunku dla pamiątki rodzinnej, ale także ze świadomością swojego związku z rodzinną
ziemią.
194

FARTUCHY

Spisy inwentarzowe z X V I i X V I I w. wymieniają białe fartuchy z płótna. Brak jednak bliższych
informacji o ich wyglądzie, tj. długości i szerokości. Domyślać się natomiast można, że jak inne
części płóciennej odzieży, były wówczas wykonane z prostych kawałków materiału. Taką formę
zresztą miały i w późniejszych czasach aż po X X w., tylko zmieniały się gatunki tkanin, z których
je sporządzano. W regionie cieszyńskim fartuchów używano zarówno do stroju odświętnego jak
i na co dzień, przy czym jako starsze uważać należy modrzince - płócienne, farbowane na niebie­
sko i drukowane, kupowane u farbiarzy pracujących w Cieszynie, Strumieniu, Jabłonkowie. Każda

Ryc. 95. Fartuch płócienny drukowany, Cieszyńskie koniec X I X w.

kobieta miała po kilka fartuchów, tj. na co dzień i od święta, aczkolwiek biedniejsze używały tych
samych, bo były drukowane dwustronnie. Na co dzień wzór stanowiły drobniejsze motywy, przeważ­
nie kropki lub małe kwiatuszki, zakładane drugostronnie na niedzielę miały nieco większe kwietne
motywy i tzw. kantę, czyli węższy lub szerszy pas obiegający brzegi i wypełniony innymi motywami.
Były też modrzince gładkie w kantę. Białe płócienne fartuchy uszyte z jednej albo dwu szerokości
miały dziewczęta i młode mężatki, a panna młoda - z białego, cienkiego materiału z jedną lub dwo­
ma zakładkami u dołu lub proste. Jak wykazują ryciny z I poł. X I X w. (J. Manes, H. Jastrzembski)
w odświętnych strojach na długość sięgały nawet poniżej sukni, która w tym czasie dochodziła do
połowy łydek, o czym wspomina także Lucjan Malinowski . Drukowane fartuchy noszono również
w strojach sąsiednich regionów, gdzie podobnie jak w Cieszyńskiem używano jeszcze tzw. uherszczoków, które zgodnie z tą czeską nazwą pochodziły z Węgier, być może między innymi z miejsco­
wości Papa leżącej w północno-zachodnim rejonie kraju, gdzie po dzień dzisiejszy przetrwała tego
195

194 Katarzyna Badura, Międzyrzecze 1956 r.
195 Malinowski L., op.cit., s. 111.

78

�196

rodzaju manufaktura. Farbiarni zresztą nie brakowało też na terenie Czech i Słowacji . Uherszczoki
były gatunkowo lepsze, dlatego zakładano je od święta albo na pogrzeb. Odznaczały się tym, że były
ciemno-modre w różny biały wzór i specjalnie glansowane do połysku, czego nie uzyskiwano przez
prasowanie domowym sposobem .
197

Ryc. 96. Cieszynianka w odświętnym stroju, Cieszyn 1930 r.

Ryc. 97. Fartuch jedwabny granatowy z haftem: kwiatki błękitne i pomarańczowe, liście zielone, Skoczów 1928 r.

Fartuchy noszone na co dzień i od święta zarówno te starsze, jak i z I I poł. X I X w. górą marszczo­
no i wszywano w oszewkę, która przechodziła w troki do wiązania. W miarę wydłużania się i posze­
rzania sukni, co zaczęło być modne w I I poł. X I X w. poszerzał się i wydłużał również fartuch a wraz
196 Vydra L,L'udova modrotlać na Slovensku, Bratislava 1954, s. 12-29 i nast. oraz s. 24 - mapa; Re in fus s R., Polskie druki
ludowe na płótnie, Warszawa 1953, s. 17-23, 43.
197 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia; Emilia Michalska, Pruchna; Joanna Cyfkowa, Pierściec; Maria Farfecka, lat 46,
Brenna.

79

�z nim zmianie ulegają zastosowane do tego celu tkaniny. Modrzince służą już tylko na co dzień i star­
szym biednym kobietom na niedzielę, co przetrwało mniej więcej do I wojny światowej. Natomiast
u innych kobiet, którym pozwalały warunki domowe i środki materialne stosunkowo szybko w stroju

Ryc. 98. Hafciarka Stefania Dziadek w stroju cieszyńskim z adamaszkowym fartuchem, Ligota 1959 r.

odświętnym pojawiają się fartuchy szyte z kupnych wzorzystych tkanin różnego gatunku. Potrzeba
było przy tym trzech szerzyn, a nie jak dotąd 1-2, kiedy wykorzystywano płótna samodziałowe. Za­
leżnie od rodzaju tkaniny, fartuchy miały teraz swoje nazwy, tj. kartóniok, patys, satenowy, woalowy,
tibetowyjedwobny, atłasowy, muślinowy, rypsowy, z cienkiej wełenki i inne. Były to tkaniny lekkie
gładkie albo cięższe w stonowanych kolorach szarych, błękitnych, zielonych, wiśniowych, świetli­
stych kolorowo tkane w prążki, kratkę lub w kwietne wzory, a także malowane i haftowane. W latach
międzywojennych upowszechniły się fartuchy wykonane z jednobarwnego jedwabnego adamaszku,
w którym roślinne wzory czytelne są dwustronnie, tj. po jednej stronie tło jest błyszczące a wzory
matowe, po stronie drugiej widać tego odwrotność - tło matowe, wzory błyszczące.

Ryc. 99. Hafciarka Maria Szczepańska w stroju cieszyńskim z jedwabnym wzorzystym fartuchem, Hermanice 1956 r.

80

�Na początku X X w. nastała moda kolorowo wyszywanych fartuchów, zaś po I I wojnie świato­
wej -jedwabnych fartuchów w malowane wzory. Malowanie jednak okazało się niepraktyczne, bo
w miejscach malowania tkanina łatwo pękała. Zamiast malowanych zaczęto więc znowu nosić haf­
towane lub gładkie .
198

Ryc. 100. Siostry Romańczyk - Matylda, szwaczka i Stefania, koronkarka w kretonowych fartuchach
i sukienkach noszonych na co dzień, Nierodzim 1956 r.

Początek X X w. przyniósł również inne zmiany, które przetrwały do czasów współczesnych. Za­
niechano mianowicie szycia fartuchów z 3 szerzyn na rzecz 1,5 szerokości, a wraz z tym zwężeniem
uległy skróceniu odpowiednio do skróconej długości sukni. Oprócz marszczenia lub fałdowania przy
oszewce zastosowano gęste marszczenia albo fałdowania na podszytej tasiemce, która przechodzi
w wiązanie wokoło bioder i ku przodowi, poczem końce chowa się pod fartuchem. Na wierzch bo­
wiem przychodzi przepaska ze wstążki, albo pas. Starsze fartuchy dla wzmocnienia podszywano
dołem organtyną .
Na koniec warto dodać, że wraz z upowszechnieniem się fartuchów adamaszkowych, do kom­
pletu zaczęto nosić takie same chustki na głowę, które mają już gotowe, fabrycznie wykonaną bordiurę. Natomiast na co dzień pozostały fartuchy płócienne, kartonowe, bawełniane w ciemniejszych
kolorach, gładkie, w prążki albo w drobny gęsty wzorek, a także fartuchy przysłaniające całe przody
kretonowej sukienki, z szelkami i kieszonką niekiedy wykończone dołem falbanką.
199

OKRYCIA WIERZCHNIE

Do wierzchnich okryć kobiecych w stroju cieszyńskim należały szpyncery, jupki i jakie, przy
czym forma tych okryć dostosowana była do aktualnie panującej mody. Ryciny z I poł. X I w. (Jastrzembskiego, Manesa) oraz stare fotografie przedstawiają kobiety w szpencerach. Natomiast
w spisach inwentarzowych z X \ T - X V I I I w. wymieniane są mentliki, płaszcze i szuby, co nasuwa
przypuszczenie, potwierdzone zresztą historycznymi materiałami, że szpyncery, szpencery były wy­
nikiem europejskiej mody z przełomu X V I I I i X I X w., a tamte okrycia od nich starsze.
198 Maria Farfecka, lat 46, Brenna 1956, hafciarka.
199 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia i Emilia Michalska, Pruchna.

81

��Równie starą nazwą jest jupka, aczkolwiek w ubiorach ludowych okrycie to upowszechniło się
dopiero w X I X w. , a na Śląsku Cieszyńskim - w I I poł. X I X w. i przetrwało to do połowy X I X w.
Przeważnie utożsamiano je tutaj z jaklą i ta nazwa była bardziej rozpowszechniona w odniesieniu
do starszej, jak i do nowszej formy. Tzw. „stare jakie" były dość długie, szyte do figury, ze stojącym
kołnierzem, bufiastymi u ramion i wąskimi dołem rękawami, szyte z czarnej wełny, kamgarnu lub
sukienka, na zimę z watoliną i na podszewce, a nawet podbite futerkiem. Zdarzały się też w kolorze
granatowym, zielonym, brązowym. Po 1917 r. krój jakli ulegał wielokrotnym zmianom, przy czym
letnie jakie szyto z kretonu, jedwabiu, wełenki, ale bez podszewki, przez co nie wyglądały tak so­
lidnie. Ozdobą jakli używanych na niedzielę były guziki, sutaż lub haft umieszczane na przodach
i dołem rękawów, także wokół dolnej krawędzi przodów i pleców. Jakie przeznaczone na co dzień
nie miały naszywanych ozdób; zdobiły je ewentualnie zakładki ciągnące się wzdłuż przodów i nie­
wielkie guziki służące do zapinania. Natomiast hafty wykonywano ściegiem łańcuszkowym czarnym
kordonkiem, niekiedy z dodatkiem nici bronkowych, czyli złotych (Międzyrzecze), umieszczając je
po bokach, w miejsce kieszeni i u dołu rękawów. Jakie, jupki ubierano na kabotek lub bezpośrednio
200

201

Ryc. 103. Łańcuszkowy haft na kamgamowej jakli, Międzyrzecze, pocz. X X w.

na suknię bez kabotka, za to szpyncery noszono zawsze na sukni z koszulką, która miała bogaty biały
haft starannie przez kobiety eksponowany w dekolcie spencera. To wierzchnie okrycie odznaczało się
swoistą elegancją nie tylko ze względu na dobry gatunek czarnego lub zielonkawego sukna, ale także
krój i wykończenie. Było krótkie do pasa, dopasowane w talii i zapinane na pasek przykrywający
w tyle niezbyt szeroką falbanę powstałą w wyniku dwóch cięć na plecach zbiegających się ze sobą
ku dołowi. Miało proste przody z szerokim dekoltem osłoniętym szalowym kołnierzem wykonanym
z aksamitu w kolorze sukna. Rękawy szyte z dwóch części, tj. wierzchniej i spodniej zwężały się ku
dołowi i miały również aksamitny półmankiecik, a górą znacznie się rozszerzały dla pomieszczenia
bufiastych rękawów koszulki. Całość była watowana i na białej flanelowej lub wełnianej podszewce.
W szczególnie okazałych szpyncerach pasek zapinał się na srebrną klamerkę, zaś rękawy, niekiedy
dołem rozcięte - na niedużą srebrną spinkę. Szpyncery zaprzestano nosić około I wojny światowej.
200 Turnau I., op.cit, s. 76, 167.
201 Materiały z badań terenowych oraz fotografie rodzinne.

83

�Ryc. 104. Szpyncer do kobiecego stroju cieszyńskiego,

Ropical860 r., RCz.

Innych wierzchnich okryć, o których informują spisy inwentarzowe z minionych wieków, jak ko­
biecy mentlik, szuba, płaszcz tradycja ustna nie potwierdza. Mogły one wyjść z użycia na przełomie
X V I I I i X I X w. zanim modne stały się szpyncery, należące do kosztownych części odzieży, na które
mogły sobie początkowo pozwolić tylko zamożne osoby. Dla mniej zamożnych pozostawały kożuchy
i szuby, tj. kożuchy pokryte z wierzchu granatowym suknem lub tkaniną wełnianą. Szuba czyli tzw.
„modry kożuch", na pokrycie którego służył także haras, muchajer, forsztat czy barchan, wykonany
był ze skór owczych albo króliczych . Bardziej paradny i kosztowny był natomiast długi kożuch.
W połowie X X w. w czasie wywiadów terenowych informatorki nierzadko powtarzały, że „dziewucha
jak się wydowała a nie miała kożucha to nie była wiela warto" i „czym kożuch był dłuższy, tym dzie­
wucha była bogatsza" . Wyszły one jednak z użycia na przełomie X I X i X X w. W archiwum Muze­
um Górnośląskiego w Bytomiu zachowała się ilustracja kobiecego kożucha z Hermanie, który został
sfotografowany w 1939 x. Prezentuje się w bardzo dobrym stanie, jest długi, wyprawiony na biało,
202

203

1M

Ryc. 105. Krój kobiecego szpyncera do kobiecego stroju łaskiego, Orłowa 1890 r., RCz.
202 Teśinsko..., s. 149.
203 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia, Emilia Michalska, Pruchna, Matylda Romańczyk, Nierodzim i inne.
204 Archiwum fotograficzne Działu Etnografii Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.

84

�z niewielkimi opuszkami koło szyi, przy rękawach, po bokach i wokół dolnego brzegu. Jest szeroki,
kloszowy, z półkolistymi cięciami na plecach podkreślonymi ozdobnym szwem, przy którym od
pasa w dół rozsypują się symetrycznie po obu stronach 3 gwiazdki wykonane z kolorowego safianu.
Białym i ciemnym safianem podkreślone są także dolne brzegi rękawów i krawędzie kożucha two­
rząc ozdobny u dołu otok. Niestety, nie zanotowano, gdzie kożuch ten został wykonany lub nabyty.
Wiadomo tylko, że tak ozdobne kożuchy wchodziły w skład ślubnego stroju panny młodej i żenicha
i była to ich zasadnicza funkcja , co potwierdzały również wypowiedzi informatorek.
205

Ryc. 106. Kobiecy kożuch ślubny, Hermanice 1939 r.

Chustki
W tradycyjnym stroju cieszyńskim występowały różne rodzaje chustek. Były to chustki noszone
na głowie specjalnie tylko do czepca i dodatkowe, zakładane na wielkie uroczystości. Oprócz tego
były to chustki naramienne na lato, na zimę i okazjonalne, obrzędowe. Zależnie od przeznaczenia,
materiału z którego były wykonane, wielkości i ozdobności nosiły rozmaite nazwy funkcjonujące
także wraz z niektórymi formami w innych strojach regionalnych występujących na ziemi cieszyńskiej.
205 Teśinsko..., s. 150.

85

�Używanie chustek w stroju cieszyńskim potwierdzają archiwalne materiały w postaci inwentarzy
i spisu majątku oraz testamentów sporządzonych w X V I i następnych wiekach. Wymieniane tam są
łoktuszki - loktusze, szatki na głowę, szatki z koronkami. I takim potocznym określeniem jakiejkol­
wiek chustki pozostała nazwa szatka. Zanim też zaczęto używać gotowych fabrycznych lub sporzą­
dzać je z kupnych tkanin, wszelkie chustki wykonywano z płótna samodziałowego lnianego średniej
grubości i cienkiego, delikatnego, rąbkowego. W zbiorach muzeum w Cieszynie zachowała się płó­
cienna chustka datowana na 1686 r., haftowana różnymi ściegami w niewielkie bukiety luźno zakom­
ponowane wokół obrzeży i obszyta klockową koronką która jednak nie stanowiła części odzieży .
Wśród protestantów pełniła funkcję obrzędową w czasie zaślubin, co przetrwało do X I Xw.
206

Ryc. 107. Cieszyńskie chustki obrzędowe, X V I I I - X I X w.

Na co dzień na głowę używano białych, płóciennych chustek średniej grubości i takie nosiły star­
sze kobiety, jeszcze w latach międzywojennych. Białe płócienne lecz z cienkiej tkaniny miała panna
młoda. Była ozdobiona białym haftem na środkowym narożniku, który po złożeniu chustki w trójkąt
i zawiązaniu na głowie wyraźnie się uwidaczniał, podczas gdy pozostałe narożniki z drobniejszymi
haftami nie były widoczne. Ślubne chustki obrębione klockową koronką przechowywało po babce
jeszcze po I I wojnie światowej wiele kobiet, między innymi Emilia Michalska w Pruchnej, Emilia
Lipowczan w Goleszowie-Równi, Stefania i Matylda Romańczyk w Nierodzimiu, przy czym babka
tych dwu sióstr sama je ręcznie haftowała i obrębiała przygotowując się do ślubu.

Ryc. 108. Narożnik chusty oczepinowej z białym haftem, Cieszyńskie X I X w.
206 Baziełich B., Ludowe wyszycia techniką krzyżykową na Śląsku, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Etnografia"
zeszyt nr 1, Bytom 1966, s. 24.

86

�W I I poł. X I X w. zaczęto używać tak jak na fartuchy tkanin fabrycznych, z których szatkę wy­
konywano własnoręcznie, ewentualnie gotowe kupowano w sklepie, u wędrownego handlarza,
albo na targu. Początkowo gatunkowo różne, z czasem coraz większym upodobaniem cieszyły
się chustki jedwabne, wzorzyste adamaszkowe, w jasnych kolorach, nierzadko stonowane z tka­
niną fartucha lub wręcz takie same. Szatki te zakładano na czepiec składając najpierw w trójkąt,
a następnie wiązano z tyłu głowy na wierzchu chustki w duży węzeł i stojące jak dwa skrzydła

Ryc. 109-110. Wiązanie chustki na. żurek, Ligota, 1959 r.

Ryc. 111. Kobieta w stroju cieszyńskim. Chustka wiązana na żurek. Ligota 1959 r.

87

�końce. Takie wywiąznie na tzw. żurek czy pidło nie było łatwe, bo szatka musiała być dość sztyw­
na, jeśli płócienna to wykrochmalona, głęboko nachodzić na głowę zakrywając główkę czepca i po
bokach zebrana w fałdy. Toteż raz wymodelowana mogła służyć parokrotnie, gdyż zdejmowano j ą
z głowy nie rozwiązując. Dziewczęta także nosiły szatki, ale bez czepca i tylko w razie zimna, wiążąc

Ryc. 112. Kobieta w stroju cieszyńskim. Chustka wiązana na żurek, Górki Wielkie 1956 r.

je pod brodą. W ozdobnie wiązanej chustce chodziły starsze kobiety i tzw. zowitka, czyli panna z nie­
ślubnym dzieckiem, której nie wolno było nosić czepca. Starsze mężatki wedle dawnego zwyczaju na
żurek nakładały jeszcze jedną chustkę, przy czym kolory tych chustek powinny zgadzać się za sobą
i fartuchem. Na okres Adwentu i Wielkiego Postu nie noszono jaskrawych kolorów - raczej granato­
we i siwe. Natomiast w zimie chustki wełniane w ciemnych kolorach wiązano pod brodą a na wielkie

Ryc. 113. Jedwabna szatka ręcznie haftowana, Pierściec 1948 r.

88

�Tabl. I I I Mężatka i dziewczęta w strojach cieszyńskich. Fot. St. Gadomski 1972.

�uroczystości szatki sprawione, co jednak zaniechano około I wojny światowej. W lecie wystarczył
sam żurek, przy czym po I I wojnie światowej modne były jedwabne chustki i fartuchy najpierw ko­
lorowo haftowane, potem malowane w kwiaty.

Ryc. 114. Cztery narożniki szatki spuszczowej wyszyte dwustronnym ściegiem krzyżykowym, Cieszyńskie X I X w.

Szatka sprawiona, czyli spuszczowa była to duża płócienna chusta wielkości kwadratowego obrusa
o boku około 150 cm, która na jednym rogu miała wyszyty trójkątny tzw. znak czarnym, czerwo­
nym lub różowym harasem, a na pozostałych narożnikach przeważnie mniejsze znaczki - wszystkie
w tym samym kolorze, wykonane liczonym, drobnym dwustronnym ściegiem krzyżykowym z led­
wo widocznymi białymi motywami geometrycznymi, prześwitującymi z wyszytego tła. Na mniejsze
znaczki stosowano też ścieg skręcatkę. Brzegi chustki obszyte były klockową ręcznie robioną koron­
k ą szeroką nawet na 6 cm. Pod koniec X I X w. na wzór jabłonkowskich, zdarzały się szatki spuszczowe z białym haftem o motywach roślinnych, wykonanych ściegiem płaskim, dziurkowanym, łań­
cuszkowym. Po złożeniu w trójkąt szatkę spuszczowa nakładano na czepiec z płóciennym żurkiem,
zbierając koło uszu w fałdy, a następnie wiązano na potylicy pod opadającym w dół narożnikiem
z wyszytym znakiem, który sięgał nieco poniżej pasa, przy czym krótsze końce wiązań, zwłaszcza je-

Ryc. 115. Młoduchy w hackach cieszyńskich podczas ślubu w kościele, Koniaków 1957 r.

89

�den z nich sterczał jak skrzydło za uchem. Na ziemi cieszyńskiej w stroju góralskim i łaskim w po­
dobnym celu i sposobie noszenia używano chustek rożkowych. Były one nieco mniejsze od spuszczowych o boku około 100 cm i bez obszycia koronką, ale z takimi samymi geometrycznymi znakami * .
Nie stanowiły one jednak nakryć głowy Cieszynianek, jak to przypuszczała Barabara Poloczkowa,
która w spisach inwentarzowych z 1558 r. odczytała słowo „russki" jako rożkowe chustki. W X V I
i X V I I w. w spisach tych wymieniane są natomiast „łoktuszki z białymi koronkami", a więc nie chust­
ki rożkowe. Nie potwierdzają ich także XIX-wieczne ilustracje.
1

1

Ryc. 116. Chustka ręcznie malowana, Haźlach 1956 r.

Łoktuszki, łoktusze były to duże chusty odziewacze w postaci płachty z grubszego płótna lub adamasu, wielkości prześcieradła wykonane z dwóch zeszytych szerokości i długości około 4 miar, któ­
re składano w pół i zarzucano na ramiona wiążąc na piersiach. Ich zastosowanie potwierdzają nie
tylko spisy inwentarzowe z X V I w., lecz także z wieków następnych oraz wspomnienia starszych
informatorek. Chroniły przed chłodem dziewczęta i kobiety, dlatego używano ich nie tylko w zimie,
jednak zaprzestano je nosić na początku X X w. W latach przed I wojną światową bowiem modne
były zamiast nich używane także w zimie wełniane chustki w kratę, przeważnie ciemnego koloru.
W razie potrzeby składano je po przekątnej w trójkąt i zarzucano na ramiona otulając całąpostać, albo
też noszono je „od parady" parokrotnie złożone i przewieszone przez ramię. W lecie natomiast chu­
stą odziewaczą była hacka robiona przeważnie szydełkiem z białej włóczki. Białe chustki wełniane
dziane, złożone szalowo miały również mioduchy, czyli panny młode, druhny i starościny. Poza tym
w czasie II wojny światowej i zaraz po wojnie używano różnych innych chustek produkcji fabrycznej,
nierzadko gładkich, ręcznie malowanych. Niektóre nawet, tzw. tureckie sprowadzane były z Czech,
albo z Niemiec. Z tych samych krajów pochodziły też tzw. zametki dość sztywne jedwabne chustki
z aksamitnym wzorem, z których wiązano żurek. Nie były one jednak zbyt rozpowszechnione .
208

209

207 Wywiady przeprowadzone w różnych miejscowościach w powiecie bielskim i cieszyńskim w 1956 r.
208 Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146; Iwanek W., op.cit., s. 137; Tesinsko..., s. 147-148, przypis 254.
209 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.

90

�CZEPEK

NAKRYCIEM GŁOWY MĘŻATEK BYŁ CZEPEK O SWOISTEJ FORMIE I SPOSOBIE ZDOBIENIA, KTÓREGO NIE NOSZONO
NIGDY BEZ CHUSTKI. DIATEGO WIDOCZNA BYŁA TYLKO JEGO PRZEDNIA CZĘŚĆ, TZW. czółko wykonane z białej

ozdobnej koronki w postaci wydłużonego prostokąta o rozmiarach około 8x20 cm, tj. wielkości ule­
gającej zmianom mody. Najstarsze czepki miały czółko wąskie i zakładano je wysoko od czoła tak, że
było widać brzeg włosów. Z czasem sięgało do pół czoła, a w X X w. jego szerokość się powiększa,

Ryc. 117. Czepek z szydełkowym czółkiem, Brenna pocz. X X w.

Ryc. 118. Czepek z czółkiem roboty klockowej, kupiony w Skoczowie 1922 r., Istebna.

210

przez co przysłania całe czoło aż do brwi . Zależnie od rodzaju koronki, dolny brzeg czółka wykań­
czano albo ząbkami przyszytymi do wąziutkiej tasiemki, tzw. sznureczki, albo brzeg był bez ząbków
tylko z samą tasiemką. Krótsze boki czółka nad uszami łączono z kwadratowo-prostokątnymi ka­
wałkami lnianego płótna o rozmiarach 8x10, a pozostały dłuższy jego bok i boki płócienek łączono
z szydełkową siatką mniej lub bardziej ażurową stanowiącą denko, czyli główkę ".
2

210 Emilia Michalska, Pruchna.
211 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.

91

�Ryc. 119. Czepek z czółkiem robionym „na kółkach" - teneryfie przed I I wojną światową. Istebna.

Koronkowe czółka były kiedyś roboty klockowej, siatkowej, w końcu szydełkowej, a nawet tiulowej.
I takich używały też kobiety w strojach regionów sąsiednich, tj. łaskim, góralskim, jabłonkowskim,
pszczyńskim, z tym, że różne były wzory i szerokość czółek, oraz sposób noszenia. W stroju łaskim

Ryc. 120. Tiulowe czółko do czepka łaskiego, Pastwiska 1967 r.

Ryc. 121. Czepek z siatkowym czółkiem, Wisła-Jawornik 1954 r.

92

�i jabłonkowskim przeważały czółka tiulowe i siatkowe, w góralskim szydełkowe, a w cieszyńskim
dominowały policzkowe, czyli klockowe. Dopiero w nowszych czasach występowały także szydeł­
kowe, siatkowe, teneryfowe, nierzadko wykonane łączonymi technikami, np. siatkowe obrabiano
szydełkiem, a teneryfowe motywy łączono szydełkowymi słupkami i półsłupkami. Zdarzały się też
koronki robione na drutach. Wyroby te, tzn. same czółka albo czepki można było kupić gotowe na
targu w Cieszynie, Skoczowie, Strumieniu i innych miejscowościach, bądź zamówić bezpośrednio
u koronkarek, które taką robotą się zajmowały, nawet prały i prasowały czepce glansując czółko do
połysku. Z wyrobu koronek słynęły niektóre miejscowości, jak Ustroń, Nierodzim, Goleszów, Konia­
ków, chociaż niemal w każdej miejscowości pracowały specjalistki tej umiejętności. Było ich sporo,
gdyż każda kobieta miała po kilka, czy kilkanaście czepków. W latach międzywojennych zaczęły
pojawiać się tańsze koronki roboty maszynowej, ale korzystały z nich biedniejsze kobiety, co jednak
nie było zbyt powszechne, gdyż uważano takie czeki za mniej eleganckie.
Koronek, zwłaszcza klockowych używano w strojach cieszyńskich już w X V I w., które w za­
stosowaniu do czepków określano początkowo jako „bintka" . Również w spisach spadkowych
z połowy X V I I w. jest mowa o czepkach i łoktuszce z białymi koronkami , a inne wykazy mówią
że kobiety miały po kilkanaście czepków. Np. uboga mieszczka cieszyńska pozostawiła po sobie 11
czepków (1744). Po I I wojnie światowej liczba czepków w zasobach domowych stopniowo maleje,
aczkolwiek nie brakowało jeszcze koronkarek i kobiet robiących i noszących czepki do cieszyń­
skiego stroju. Zapotrzebowanie podtrzymywała dodatkowo jeszcze CEPELIA (Centrala Przemysłu
Ludowego i Artystycznego), ale młodsze kobiety nie podejmowały już takich zajęć, jak również co­
raz rzadziej przywdziewały strój cieszyński. Z wyrobu koronek słynie obecnie tylko Koniaków lecz
czepków raczej już nikt nie zamawia, a kobiety które okazjonalnie noszą strój cieszyński mają albo
odkryte głowy, albo czepek z żurkiem z domowych zasobów.
212

213

UCZESANIE

Ryc. 122. Uczesanie dziewcząt i mężatek śpiewających w zespole „Cementownia Goleszów", Goleszów 1958 r.
212 Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 138.
213 Iwanek W., op.cit, s. 138.

93

�Według mody z poł. X I X w. dziewczęta czesały włosy z przedziałkiem na środku głowy i splatały
je w jeden warkocz, który opadał na plecy. Początkowo plotły włosy do samego końca, który łączono
z tzw. sznurka, czyli wąską tasiemką związywaną mocno, aby warkocz się nie rozplatał. Do sznurki
przywiązywano bandlę, tj. kolorową wstążkę związaną w kokardę o równych końcach. Starszego
rodzaju wstążki były raczej wąskie w paski lub kratkę, nowsze szersze wzorzyste. „Jak nastała moda
na szersze wstążki, to nie pleciono włosów do końca" .
Mężatki czesały się podobnie w jeden lub dwa warkocze, które w tyle upinały zwijając na dudek,
czyli kok, który wystawał spod czepka obwiązany jego tasiemkami . W latach międzywojennych
włosy coraz chętniej przycinano, pozbywając się warkoczy, a przez to także czepka i mężatki, jak
dziewczęta chodziły z odkrytą głową. Tak pozostało do czasów współczesnych.
214

215

OBUWIE

Okryciem nóg kobiet i dziewcząt były pończochy. Jeszcze w połowie X X w. starsze kobiety
wspominały, że „sto lat temu" noszono czerwone wełniane pończochy, długie około 2 m, które ukła­
dano na nogach w poziome fałdki, a na stopy zimą wdziewano kopytka, czyli białe dziane skarpetki.
W X I X w. do mniej uroczystego stroju noszono pończochy granatowe, przytrzymywane pod kola­
nem, jak poprzednie, płóciennym trokiem, zaś w I I poł. X I X w. zaczęto nosić białe pończochy, które
z czasem uznano za najbardziej odpowiednie i takie pozostały po czasy współczesne, dopóki nie
rozpowszechniły się fabryczne pończochy i rajstopy w beżowym kolorze.

Ryc. 123. Wzór czerwonej dzianej pończochy.

Jako okrycie stóp służyły pierwotnie kierpce wykonane z jednego kawałka skóry cielęcej, te
były delikatniejsze lub ze skóry wołowej. Jeszcze na początku X X w. nosiły je biedniejsze kobiety
nie tylko na co dzień. Ponieważ w zimie nie dawały one ciepła wkładano jeszcze na pończochy białe
wełniane skarpetki. Zdarzało się też, że najbiedniejsze kobiety, co potwierdza tradycja ustna, zamiast
214 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.
215 Zuzanna Bojdowa lat 55, hafciarka, Pierściec 1956 r. i Joanna Cyfkowa, Pierściec 1956 r..

94

�pończoch i skarpetek owijały nogi płóciennymi onucami podtrzymywanymi wiązaniami kierpców.
Kierpce były wygodne i lekkie oraz tanie, nierzadko wykonywane w domu, dlatego utrzymały się
stosunkowo tak długo. Zamożniejsze kobiety zaczęły jednak jeszcze w X I X w. nosić strzewiki, jak
mówiono bez kornfleków, czyli bez obcasów tylko podbite metalowymi podkówkami. Były płytkie,
jak pantofle „wystrojone maszlą niebieskiego koloru" , tzn., z modrą kokardą na przodzie albo czer­
woną. I takie obuwie ukazują dziewiętnastowieczne ryciny. Na co dzień chodzono jednak boso. Nato­
miast do odświętnego stroju w X X w. zaczęto nosić „płytkie butki nazywane brynelkami" rzemieśl­
niczej roboty, a w końcu w latach międzywojennych za najbardziej odpowiednie do cieszyńskiego
stroju zaczęto uważać czarne płytkie skórkowe buciki z paskiem przechodzącym przez podbicie i na
niewielkim słupkowym obcasie.
216

217

BIŻUTERIA

Uroczysty kobiecy strój cieszyński od najdawniejszych czasów przyozdabiano biżuterią wyko­
naną ze srebra, pozłacaną, rzadziej złotą albo ze stopów dających pozłocisty efekt. Wychodząca za
mąż mieszczka dostawała w wyprawie sporo ozdób, których waga wynosiła nieraz 1-1,5 kg. W ich
skład wchodził przede wszystkim srebrzysty pas, napierśnik tzw. orpant, hoczki do żywotków i spinki
do kołnierzyka koszuli, a w X I X w. jeszcze klamerki do pasków przy spencerach.

Ryc. 124. Klamerki do spencera, Cieszyn X V I I I - X L X w.

W X V I w. srebrne pasy, nierzadko pozłacane składały się z odlewnych ogniw na podszyciu ze
skóry. Używano też pasów w tabliczki, bez podszycia, roboty filigranowej i takie wyrabiano jeszcze
na początku X X w. Miały one zwisające kaskadowo łańcuszki z owalnymi wisiorkami. Podobnie
w trzy festony, obwieszone złoconymi owalnymi blaszkami i filigranowymi rozetkami wyglądały
napierśniki - orpanty. Filigranowe rozetki wchodziły też w skład bardziej ozdobnych i przez to droż­
szych hoczków służących początkowo do przesznurowania żywotka srebrnym łańcuszkiem. Z czasem
216 Emilia Lipowczan. Goleszów-Równia.
217 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia i inne informatorki w różnych miejscowościach 1956 r.

95

�hoczki przyszywano już tylko dla ozdoby, bez sznurowania. Starszego typu hoczki były przeważnie
odlewane, nierzadko ażurowe, w motywy syren, amorków, aniołków, lwów, jeleni, wachlarzyków,
liścia, kwiatu. W czasach monarchii austro-węgierskiej sporządzano je także z austriackich monet
dodając odpowiedniej wielkości koluszka, które we wszystkich hoczkach wystawały poza brzegi
przedniczek żywo tka.

Ryc. 125. Pas z odlewanych płytek, X V I I I w.

Ryc. 126. Pas z odlewanych płytek i z łańcuszkami, X I X w.

-1 T=3- jft..

\

Ir

V

; fi X

.-j.

•Afc

A

Ją

»•

40

•Lff
Ryc. 127. Pas z łańcuszków i filigranowych płytek, Cieszyn pocz. X X w.

Wszystkie te ozdoby wymieniane są w testamentach i umowach ślubnych w X V I w. i następnych
nie tylko odnośnie mieszczek cieszyńskich, ale także zamożnych wieśniaczek . Służyły one nie­
jednokrotnie przez kilka pokoleń, gdyż stanowiły cenną pamiątkę rodzinną i lokatę kapitału. Jednak
w miarę upływu czasu ich formy ulegały zmianie, stosownie do mody danej epoki. Tak np. w pa­
sach o odlewanych ogniwach pojawiły się pomiędzy nimi łączące je klasycy styczne kolumienki
z motywami kobiecych postaci, w spinkach i broszkach wprawiano kolorowe oczka odpowiednie
do barokowych upodobań. Najstarsze spinki miały formę kolistą - tarczo w a t ą nawiązującą do wzo­
rów znanych ze starożytnych zapon. Były odlewane lub filigranowe, tak jak późniejsze o sercowatym kształcie z bolcem pośrodku i z łezkowatym wisiorkiem. Dekoracyjnymi elementami hoczków
218

218 Iwanek W., op.cit., s. 121-186.

96

�i pasów były tzw.pukliczki, czy pukle, tj. nity z dużymi łebkami, nieco mniejsze sztyfty, służące do łą­
czenia blaszek lub romboidalne blaszki wkomponowane pomiędzy druciki filigranowych motywów
uformowanych na kształt liścia, owalu, spirali, pierścienia . Przy filigranie używano też granulek.
Sercowate spinki z motywem ptaszków (gołąbków), które były zwrócone ku sobie dziobkami kupo­
wali pachołcy wybranym przez siebie dziewkom na znak „że są sobie radzi", kupował też narzeczony
swej przyszłej żonie dla wyrażenia małżeńskich zamiarów .
219

220

Ryc. 128. Łańcuszkowe orpanty, Cieszyn koniec X I X w.

Okres I i I I wojny światowej nie sprzyjał nabywaniu nowej biżuterii, jak również eksponowaniu
rodzinnych klejnotów. Niejednokrotnie ze względu na brak środków do życia zabiegano o to, aby je
spieniężyć. Również po wojnach chętnie je ukrywano lub spieniężano, a w miejsce pasów i hoczków
zaczęto stosować haftowane ich imitacje. Pasy haftowano na gumie lub gurcie, hoczki bezpośrednio
na brzegachprzedniczekżywotków stosując do tego celu perełki, cekiny, kolorowe blaszki. Haftowały
je sobie same kobiety lub zamawiały u hafciarek, a pasy można było także nabyć w sklepach w Cie­
szynie, Skoczowie, Strumieniu. I formy takie sporadycznie przetrwały do dzisiaj '.
22

2\9Krajka a śperk, katalog wystawy, oprać. Z. Vachova, Opava 1976, s. nlb.; Hoczki cieszyńskie, katalog zbiorów Państwowego
Muzeum Etnograficznego w Warszawie, oprać. J. Kosztuska, Warszawa 1985, s. 6-14.
220 Gładysz M., op.cit, s. 180.
221 Badania terenowe w latach 1956-1958.

97

�98

�Ryc. 131. Fragment pasa z kolumienkami, Skoczów pocz. X I X w.

99

�Ryc. 132. Filigranowa rozeta z pukliczkami na płytce pasa. Brenna, koniec X I X

�Ryc. 134. Haftowane hoczki na przedniczkach żywotka, Górki Wielkie 1915 r.

Ryc. 135. Srebrne odlewane hoczki obwiedzione haftem na przedniczkach żywotka, Cieszyn-Bobrek 1928 r.

Dodatki
W kobiecym stroju cieszyńskim poza biżuterią niewiele było innych dodatków. Nie używano
korali, a jeśli chodzi o wstążki, to wykorzystywano je przede wszystkim jako golonki do obszycia
brzegu sukni, jako przeposki do obwiązania fartucha w pasie i u dziewcząt - jako zamknięcie splotu
warkocza opadającego na plecach, w postaci dużej wywiązanej kokardy. Ilustracje z I pol. X I X w.
ukazują także rękawy kabotków przewiązane nad łokciami czerwoną wstążką co jednak nie utrzyma­
ło się do czasów współczesnych. Do czasów współczesnych nie utrzymały się również galony złote,
bądź srebrne o falistych brzegach, którymi obszywano do pocz. X X w. źywotki, jak i podobne w ty­
pie wstążki koloru niebieskiego, służące do obszywania niezdobionych hartem żywotków noszonych
przez uboższe kobiety i niektóre protestantki.
101

�Ryc. 136. Złoty galon na żywotku cieszyńskim, pocz. X X w.

Zależnie od przeznaczenia istotny był kolor wstążki, jej szerokość i długość. Wedle utartego
zwyczaju golonka przy sukni powinna być błękitna, zwłaszcza na sukni w czarnym kolorze. Zdarza­
ło się jednak, i to w nowszych czasach, że kolor galonki dobierano do koloru sukni, np. zielony do
zielonej sukni, wiśniowy - do wiśniowej, siwy - do granatowej, niemniej za najbardziej elegancką
i odpowiednią uchodziła zawsze modra golonka z taftowej wstążki o drobno tkanej ramce, tj. brze­
gach, szeroka w całości ok. 8-10 cm. I taka szerokość obowiązywała nawet wtedy, kiedy kupowano
j ą bezpośrednio z metra, choć uważano za mniej wartościową.
Biedniejsze kobiety, które nie miały srebrnego pasa, zamiast niego nosiły przeposki ze wstążki,
początkowo szerokie na dłoń, stopniowo jednak węższe, najwyżej na 3 palce, ale długie na 3 m.
Opasywano się nimi w talii na wierzchu fartucha i wiązano z przodu w kokardę - maszle, puszczając
swobodnie w dół jej końce. Zamożne kobiety nosiły srebrne pasy nierzadko nałożone na przeposkę.
Czyniły tak dla parady i podkreślenia swej sytuacji majątkowej, ale także dla ochrony sukni, aby się
nie wycierała od metalowego pasa. Przeposki dobierano odpowiednio do całości stroju, a dziewczęta
także do wiązania warkocza, przy czym wstążki te powinny być kolorowe, wzorzyste. Na przeło­
mie X I X i X X w. modne były wstążki w kolorową kratkę, potem w kwiaty, a następnie haftowane
102

�lub malowane w drobniejsze kolorowe wzory. Haftowane wstążki nastały około I wojny światowej,
a po I I wojnie przyszła kolej na wstążki malowane. Brak było bowiem wzorzystych, produkowanych
fabrycznie. Haftowaniem i malowaniem zajmowały się kobiety w wielu wsiach, np. w Pierśćcu, Koń­
czycach Wielkich, Goleszowie, Haźlachu, Skoczowie .
222

Ryc. 137. Hartowana przeposka dł. około 3 m, Skoczów pocz. X X w.

W latach trzydziestych X X w. końce przeposki wystrzygali, czyli ozdobnie ścinano i zaczęto
przeposka wiązać na boku, ale nie wszystkim kobietom tak się podobało . Całość bowiem stroju
powinna być poprawna, jak nakazywała tradycja.
223

ZRÓŻNICOWANIE STROJU KOBIECEGO
Zestaw poszczególnych części stroju Cieszynianek w X I X i X X w. zależał od dnia, pory roku
i okoliczności. Pewne różnice wynikały też z wieku i stanu. M a ł e d z i e w c z y n k i nosiły spódniczki
i jaklę, dopiero przystępujące do I Komunii Św. lub Konfirmacji dostawały suknię z żywotkiem odpo­
wiednią do wzrostu, zaś żywotek w białe kwiatki. Biedniejsze dziewczynki na tę uroczystość ubrane
były w spódniczkę i jaklę. Natomiast na zimę sprawiano dziewczętom tzw. kaboty, tj. wierzchnie
cieplejsze okrycie na wacie i na podszewce, podobne w kroju do jakli.
Podobnie wyglądał ubiór starszych d z i e w c z ą t - panien z tym, że oprócz spódnicy i jakli miały
jeszcze fartuch długi na równi za spódnicą sięgającą do połowy łydek. Panna z nieślubnym dzie­
ckiem ubierała się tak samo, a wyróżniała j ą chustka wiązana pod brodą. Nie wolno jej było nosić
czepka jakiego używały mężatki. Wszystkie inne dziewczęta chodziły z odkrytą głową i od święta
222 Badania terenowe w latach 1956-1958.
223 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia i Emilia Michalska, Pruchna.

103

�mm
&lt;

Ryc. 138. Dziewczęcy strój z haftowanym pasem, Dolna Łomna, poł X X w., RCz.

wkładały kabotek z białym haftem lub białą bluzką suknią z żywotkiem, fartuch przewiązany w talii
przeposką, albo podtrzymywany pasem. Do warkocza wplatały wstążkę dobraną stosownie kolorem
i wzorem do pozostałych części stroju. W chłodniejsze dni nosiły jaklę, zaś zimą otulały się odziewaczą chustą. Jednak po I I wojnie światowej strój cieszyński zakładały już tylko z okazji świąt kościel­
nych i świeckich lub występów regionalnych, gdyż na co dzień strój tradycyjny całkowicie zarzuciły.
Natomiast uczestnicząc w weselu ubrane były według aktualnej mody miejskiej.
Dziewczęta, jak i m ę ż a t k i na co dzień do połowy X X w. nosiły spódnicę albo kieckę, tj. spód­
nicę zeszytą ze stanikiem z takiego samego materiału, układaną w drobne fałdy lub marszczoną
przepasaną fartuchem, który jeszcze w początkach wieku był nierzadko płócienny drukowany, potem
kretonowy. Wierzchnie okrycie stanowiła jakla - w lecie kretonowa, zimą wełniana, nadto odziewacza chusta. Najdawniejszą jej formą była płócienna łoktuszka, następnie chusta wełniana. Na głowie
nosiły czepek i j e d n ą bądź dwie chustki -spodnią związaną na żurek, wierzchnią - pod brodą albo
tylko jedną chustkę wiązanąpod brodą. Nogi nierzadko miały bose lub obute w pantofle, czyli drew­
niane trepy obite skórą osłaniającą palce.
104

�Ryc. 139. Mężatki ubrane po cieszyńsku. Od lewej: kobieta w ubiorze codziennym, kobieta w sukni cieszyńskiej
i kobieta w j akii, Marklowice 1930 r.

W odświętnym stroju mężatek dominowała suknia z żywotkiem i koszulka z białym haftem, albo
biała bluzka, zaś na głowie czółkowy czepek i chustka adamaszkowa wiązana w żurek. Gatunek
i kolory chustki odpowiadały zazwyczaj fartuchowi, aczkolwiek taki komplet nie obowiązywał
a inny zestaw nie odbiegał od przyjętych norm. Długość sukni i fartucha ulegała zmianie. W I poł.
X I X w. sięgała poniżej kolan, potem niemal do ziemi, a w poł. X X w. do połowy łydek. Skutkiem
tego na nogach widoczne były najpierw czerwone pończochy, następnie niebieskie, a w końcu białe,
co przetrwało do pol. X X w. Całość stroju uzuniały skórkowe pantofle. Ponadto zimą do odświętnego
stroju w X I X w. noszono spencer, a potem watowanąjaAie: i hackę \
22

Ryc. 140. Kobieta w odświętnym stroju cieszyńskim, Hermanice 1956 r.

224 Emilia Śliwka, lat 43, Brenna 1956.

105

�Ryc. 141. Kobieta w odświętnym stroju z hacką, Górki Wielkie. 1956 r.

Podobnie wyglądał strój s t a r o ś c i n y , który spośród innych weselniczek wyróżniała stonowana
barwa i powaga oraz pełny zestaw biżuterii z orpantem, spinką przy koszuli, hoczkami przy żywotku
i srebrnym pasem w talii. Po I I wojnie światowej tego typu biżuteria już nie obowiązywała .
W stroju druhny dominował kolor różowy, tj. suknia była przeważnie wiśniowa z różowo hafto­
wanym żywotkiem, do pocz. X X w. obszytym złotą bortą. Również fartuch i przeposka były różowe
i różowy wianek na głowie zrobiony ze sztucznych kwiatków i koralików oraz różowa wstążka przy
warkoczu. Wyróżnikiem mógł być także różowy kwiat przypięty na piersi do kabotka, a jeszcze na
pocz. X X w. różowe wyszycia na obujku koło szyi i lemcach przy rękawach.
Strój panny m ł o d e j składał się z czarnej sukni z czarnym żywotkiem haftowanym w białe
kwiaty i zielone listeczki, obszyty srebrną bortą którą stosowano do pocz. X X w., a potem białą
tasiemką lub bez takiego wykończenia. Pod suknię młoducha wkładała płócienną „spodnią koszulę"
lub ciasnochę oraz koszulkę z białym haftem. U protestantek do poł. X X w. kabotek miał wyszycie
czerwonymi nićmi, a żywotek był bez haftów tylko z obszyciami bortą . Poza tym pod suknię wkła­
dała jeszcze 3 białe płócienne wykrochmalone spodki. Pierwsza spodnia spódnica była najwęższa
lecz miała u dołu najszerszy, biały haft. Druga nieco szersza miała haft węższy, także biały, a trzecia,
najszersza ozdobiona była tyko wąskimi dzierganymi ząbkami w białym kolorze. Fartuch i przeposka
były także białe i biały na głowie wianek z woskowych kwiatków.
225

226

225 Emilia Michalska, Pruchna.
226 Helena Nowak lat 50, koronkarka Lipowiec 1956.

106

�Ryc. 142. Żywotek ślubny, Brenna pocz. X X w.

Do czepienia panna młoda zmieniała strój na „bardziej kolorowy" lecz utrzymany w jednym
tonie, tzn. żywotek mógł mieć kolorowe hafty i odpowiednio do tego dobrany fartuch z przeposką.
W uroczystym obrzędzie zdejmowano jej biały wianek i czepiono do żurka, a w X I X w. i jeszcze
wcześniej, co potwierdzają materiały archiwalne, nakładano jej białą chustę spuszczową z białymi
wyszyciami na narożnikach, obszytą klockową koronką . W X X w. chustę tę zarzucono na rzecz
naramiennej hacki dzianej z białej włóczki, która służyła kobiecie i w następnych latach
227

Ryc. 143. Żywotek ślubny, Górki Wielkie 1949 r.

Również na drugi dzień wesela młoducha ubierała się w inny strój o zróżnicowanych kolorach.
Po I I wojnie światowej coraz częściej strojem panny młodej stawała się biała suknia z welonem, jak
to dyktowała moda miejska. „Kiejsi młode pary ni miały pierścionków, jyny małe wienuszki robione
z gałązki słodki jabłonie obwinięte jedwabiem albo białą wstążką i jak klękali przed ołtarzem to drużka kładła im te wienuszki na głowy. Jeden większy dała młodusze, drugi trochę mniejszy młodemu.
Potem ksiądz przy błogosławieństwie te wienuszki zmieniał, a po ślubie drużka te wienuszki zabie­
rała i oddawała młodej parze na pamiątkę .
228

227 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1956.
228 Emilia Michalska, Pruchna i Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1957.

107

�Ryc. 144. Zdejmowanie wianka przed zaczepieniem panny młodej ubranej w strój cieszyński, Koniaków 1957 r.

Ubiór z m a r ł y c h zależał od wieku i stanu zamożności. Dziewczęta ubierano przeważnie jak
do ślubu, tylko z rozpuszczonymi włosami, a stare panny w wieńcu na głowie. Kobiety zamężne
w średnim wieku chowano bez kabotka, tylko w jakli, spódnicy, fartuchu, czepku i chustce na głowie
- wszystko w spokojnym kolorze. Natomiast starszym kobietom szyto śmiertelnicę, tj. długą płócien­
ną białą koszulę z białym haftem na oszewce, przodzie i dołem, który był widoczny spod spódnicy
przykrytej szarym fartuchem. Na głowie wiązano im chustkę. Mniej więcej od czasu I wojny świa­
towej śmiertelnicę, które zresztą nie zawsze były haftowane wyszły z użycia. Biedniejsze kobiety
ubierano w jakie i spódnice oraz fartuch, a zamożniejsze w przenoszoną suknię cieszyńską, kabotek,
fartuch, czepek i chustkę wiązaną pod brodą lub tylko samą chustkę. Małe dziewczynki ubierano do
trumny na biało lub niebiesko i przystrajano mirtem.
W ż a ł o b i e kobiety „nosiły wszystko czarne", tzn. jaklę (bez kabotka pod spodem) i suknię
obszytą czarną galonką oraz fartuch i chustkę na głowie, które ewentualnie mogły być szare, i tylko
czepiec pozostawał biały. Jeżeli w okresie żałoby wypadła jakaś uroczystość, to dziewczęta i młodsze
kobiety ubierały do sukni zamiast jakli biały kabotek z czarnym wyszyciem, reszta nadal pozostawała
w ciemnym kolorze. Po śmierci rodziców i męża żałobę noszono przez rok i 3 miesiące, po rodzeń­
stwie i dziadkach - 6 miesięcy, a po wujkach, ciotkach i innych krewnych - 6 tygodni .
229

229 Emilia Michalska, Pruchna 1956.

108

�MATERIAŁY N A ODZIEŻ
Z informacji ustnych uzyskanych w czasie badań terenowych przeprowadzonych w połowie
XX w. wynika, że jeszcze na początku tego wieku do sporządzania odzieży w dużej mierze posługiwa­
no się materiałami własnej produkcji. Były to w pierwszym rzędzie płótna, tkaniny wełniane, sukna
i skóry. U biedniejszych wieśniaków można było na nie natrafić sporadycznie jeszcze w latach mię­
dzywojennych, a fakt żywej o nich pamięci potwierdzały powtarzane nazwy gwarowe niektórych
wyrobów. Tkactwem po wsiach cieszyńskich zajmowano się bowiem mniej więcej do końca X I X w.;
w miejscowościach górskich Beskidu Śląskiego nawet do połowy X X w. Na domowych krosnach
wyrabiano różnego rodzaju i gatunku tkaniny charakteryzujące się w przeciwieństwie do sprowadza­
nych obcej produkcji naturalnymi kolorami. Z uprawianego powszechnie lnu i ręcznie przędzionych
z niego nici tkano płótna samodziałowe wykorzystywane następnie na „białe szaty", które to okre­
ślenie znane jest z dokumentów miejskich drugiej poł. X V I w. Były to koszule, kabotki, chusty, łoktuszki, fartuchy, spodnie, przy czym wykorzystywane w tym celu płótna najpierw bielono na słońcu.
Niestety nie wszystkie nazwy gwarowe odnośnie gatunków płócien się zachowały. Wiadomo tylko,
że grabkowina było to grubsze płótno, grubaczyzna - płótno grube , gradl - płótno gęsto tkane
i zgrzebne. Poza tym wyróżniano jeszcze płótna cienkie, rąbkowe, muślinowe i średniej grubości,
płótna pacześne, drelichowe. Powszechnie występował także prost, czyli płótno zwyczajne, raczej
szorstkie, z którego po zafarbowaniu na kolor brunatny, brunatnorudy lub rudawowiśniowy szyto
suknie zwane prostulami. Z prostu, który był bardzo trwały sporządzano tyko samą spódnicę, a górną
część, czyli oplecek albo żywotek szyto z samodziałowej wełny, bądź jak żywotek - z aksamitu.
230

231

Ryc. 145. Fragment lnianego płóciennego kabotka z fałdami przy lemcu wyszytym skręcatką, region cieszyński RCz.

Płótna lniane z miejscowej lub sprowadzanej zagranicznej przędzy wyrabiali także cieszyńscy
rzemieślnicy cechowi, którzy korzystali z książęcego blichu i maglu. Były to między innymi: dwuosnowowy ćwilich lniany lub lniano-bawełniany, kanafas w prążki i płótna różnej grubości. Uchodziły
one za bardzo dobre, w przeciwieństwie do płócien bielskich, które miały opinię lichych, rzadkich
i wąskich, dlatego też istniał zakaz księcia, a potem Komory Cieszyńskiej sprowadzania ich do Cie­
szyna. Nie wolno było sprowadzać również innych obcych płócien, aby dać pierwszeństwo sprzeda­
ży płótnom cieszyńskim .
Rzemieślniczą czynnością było także farbowanie płócien na czarno i na kolor modry, o czym
wskazują już testamenty z końca X V I w. oraz ich drukowanie metodą batiku, za pomocą odpowied232

230 Kubisz J., op.cit, s. 32.
231 F i e r 1 a G., Strój cieszyński, s. 21.
232 P o p i o ł e k F., op.cit., s. 166.

109

�nich klocków.Uzyskiwano w ten sposób wzory geometryczne, roślinne, a także pasy z ornamentami,
obiegające brzegi fartuchów.

Ryc. 146. Klocki do drukowania płócien z warsztatu Lewińskiego w Cieszynie 1909 r.

Ryc. 147. Drukowany fartuch płócienny do stroju cieszyńskiego,

pocz. X X w.

Domowym sposobem, oprócz lnianych płócien wyrabiano tkaniny wełniane i sukna. Samodzia­
łowy był przede wszystkim rasz czerwony lub czarny używany na suknie, tj. lekka, szorstka tkanina
wełniana wykonywana z gorszych gatunków przędzy i tkana splotem płótna. Podobny importowano
do Polski w X I V w. , ale w środowiskach wiejskich korzystano z tkaniny własnej produkcji. Jako
tańsza, służyła w regionie cieszyńskim również przy szyciu odzieży mieszczańskiej i dworskiej, przez
co suknie, tzw. raszki noszono tutaj do początku X X w. i takie znajdują się w zbiorach muzealnych .
233

234

233 M i c h a ł o w s k a M., Słownik terminologiczny włókiennictwa, Warszawa 1995, s. 99.
234 Suknie „raszki" znajdują się przede wszystkim w zbiorach muzeum w Cieszynie i Czeskim Cieszynie oraz Bytomiu.

110

�Samodziałowe sukno wyrabiane po wsiach nazywano wałaskim. Miało odległe tradycje i za­
wsze cieszyło się powodzeniem, przez co konkurowało z suknem produkowanym przez cieszyń­
skich rzemieślników, które było liche i „nie nadawało się nawet na mundury" (1727). Aby więc suk­
no wałaskie nie konkurowało z cieszyńskim zakazany był jego wyrób na przedmieściach Cieszyna
w odległości do 1 a nawet 1,5 mili (od X V I w.). Chętnie też w Cieszynie i po innych okolicznych
miastach korzystano z sukna obcego, importowanego z zagranicy . Dlatego już w końcu X V I I I w.
rząd austriacki próbował zaradzić upadkowi cieszyńskiego sukiennictwa i zaczęto sprowadzać za­
graniczny surowiec oraz zachęcać ludność do zakładania manufaktur i fabryk, obiecując w tym celu
różne udogodnienia. Wydano nawet powtarzany kilkakrotnie „zakaz noszenia ubrania z sukna zagra­
nicznego, który jednak nie dotyczył wyższych urzędników, duchownych i szlachty" . Wynika stąd,
że sukno wałaskie cieńsze i grubsze z bardziej lub mniej szorstkiej wełny do pocz. X X w. cieszyło
się nadal powodzeniem. W końcu jednak uległo presji towarów przemysłowych krajowych i zagra­
nicznych i w latach międzywojennych pojedynczy tkacze oraz folusze utrzymały się jeszcze tylko
w rejonie górskim, tj. w Brennej i Istebnej, ale już na krótko, bo tylko do poł. X X w.
235

236

Jak wykazują materiały archiwalne i zapisy testamentowe z tkanin importowanych korzystano
jeszcze w X V I w., a może i wcześniej, przy czym nabywane były na dwór książęcy, przez oko­
liczną szlachtę i bogate mieszczaństwo żyjące zwłaszcza z kupiectwa. Były bowiem bardzo drogie
i nadawały się na stroje noszone przede wszystkim tylko przez te grupy społeczne. Należały do nich
różnego gatunku, koloru i wzornictwa tkaniny wełniane, jedwabne i sukna o często obco brzmiących
nazwach, wywodzących się od miejscowości, regionu, czy kraju, gdzie je produkowano lub przędzi­
wa pochodzącego z sierści określonego gatunku zwierząt. Nazwy odmiejscowe miał: lindysz, lundysz - cienkie londyńskie sukno, produkowane także w Holandii, uterfin - cienkie sukno z Utrechtu,
damas, adamaszek - tkanina lniana, bawełniana lub jedwabna wzorzysta, dwustronna sugerująca
pochodzenie z Damaszku. Nazwy kraju lub prowincji miały: kitaj, kitajka - tkanina jedwabna lub
bawełniana pochodzenia z Chin, fryz, friz - sukno z Fryzji, flander - szychowana tkanina jedwab­
na fiandryjska. Natomiast surowiec naturalny zwierzęcy określały nazwy: szamlot, kamlot - tkani­
na wełniana z wielbłądziej wełny, muchajer - tkanina z wełny koziej, pochodzenia tureckiego lub
z Krymu. W miarę upływu czasu z surowców pochodzenia wschodniego, tj. z Azji lub południowego
- z Afryki korzystały europejskie manufaktury i rozwijający się przemysł produkujący rozmaitego
rodzaju tkaniny o nazwach niejednokrotnie przekręcających miejsce powstania, rodzaj surowca i ga­
tunek, jak np. tabin, kryjący nazwę pochodzenia arabskiego, tykyt - nazwę turecką aksamit - nazwę
grecką forsztat - arabską nazwę odmiejscową mazelan - nazwę włoską itd. .
237

Oprócz tkanin, surowcem do sporządzania części odzieży były jeszcze skóry i futra, o których
także wspominają średniowieczne dokumenty. Ze skór licowych, tj. głównie świńskich i wołowych
sporządzano obuwie w postaci kierpców służących aż po wiek X X , a przy tym bardziej paradne,
odświętne lub dla dziewcząt sporządzano ze skór cielęcych. Z tych skór wykonywano również buty
z cholewami i niskie pantofle modelowane stosownie do panującej mody. Tzw. skóry licowe służyły
nadto na pasy ochraniające palce u nóg, przybijane do drewniaków oraz na pasy do spodni męskich.
Poza farbowanymi skórkami cielęcymi i safianowymi aplikowano w wycinane wzory kożuchy ko­
biece i męskie. Natomiast futra zwierzęce, notowane jeszcze w X V I w., jak królicze, lisie, kunie,
wiewiórcze służyły do podbijania wierzchnich okryć zimowych, zaś z futer owczych sporządzano
kożuchy i serdaki. Jak podaje Barbara Poloczkowa nie używano ich do podbijania mentlików, czy
innych wierzchnich okryć . Jednak owcza wełna miała jeszcze zastosowanie jako przędziwo na
wełnianą włóczkę, z której dziano pończochy farbowane na czerwono i białe skarpety oraz szydeł­
kowano białe odświętne hacki.
238

235
236
237
238

Popiołek R, op.cit., s. 168-170.
Ibidem, s. 270.
M i c h a ł o w s k a M., op.cit., kolejne hasła; Turnau I., op.cit, kolejne hasła.
Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146.

111

�HAFTY
Jednym z elementów dekoracyjnych kobiecych strojów cieszyńskich były wyszycia i hafty.
Tradycje ich występowania potwierdzają znane ilustracje z pierwszej poł. X I X w., poza tym X V I I
i XVIII-wieczne zapisy testamentowe w dokumentach miejskich, a najstarszym przykładem są za­
chowane w zbiorach muzeum w Cieszynie obrzędowe chustki w eselne . Na jednej z nich z 1686
roku, na której oprócz powtarzających się rytmicznie kwietnych bukietów w stylu ornamentyki na
polskich rańtuchach X V I I w. , wykonanych drobnymi ściegami, na środku w krzyżykowym otoku
znajduje się wyszyty Baranek Boży z chorągiewką i monogramy W.H. EK i A D 1686, a obok po
obydwu stronach napis „WAWRIN CHIEL EWA CHMIELOWA CERA KASSOWA Z BOBRKU" .
Zarówno ten napis, jak i sam haft wskazują, że wykonała je wprawna ręka hafciarki lub hafciarza.
W owych czasach bowiem istniał taki rzemieślniczy zawód i hafciarze mieli nawet po większych mia­
stach swój cech, do którego należeli też pojedynczy prowincjonalni fachowcy. Dla Cieszyna najbliż­
szy cech znajdował się w Raciborzu i w Krakowie, ale brak bliższych danych na ten temat. Wiadomo
natomiast, że według Artykułów Cechu Hafciarskiego nadanych przez Jana I I I w Warszawie dnia
30 maja 1689 r. haftowaniem bez zezwolenia cechu mogły zajmować się także niewiasty, wdowy
i panny (klasztorne) . Wynika stąd, że w czasach feudalnych po wsiach wyszywanie i haftowanie
na własny użytek było zabronione, co wiązać można również z istniejącymi ograniczeniami swobód
chłopskich różnymi dotyczącymi ich zakazami . Wyjątek mogły stanowić prace na rzecz dworu
oraz niektórych wolnych chłopów, mieszczan i pasterskich wołochów osiedlających się od X V I w.
w Beskidzie Śląskim, którym książę cieszyński udzielił licznych serwitutów. W zasadzie jednak hafciarstwem zajmowali się cechowi hafciarze oraz damy dworu i siostry zakonne haftujące paramenty
kościelne. I dopiero zniesienie przymusu cechowego na terenie Austrii w 1828 r. ujawniły postronne
osoby, które się takim zajęciem parały. Jednak haftowanie złotem wymagało nie tylko umiejętności
technicznych, ale łączyło się z dużymi kosztami. Złote nici bowiem były bardzo drogie, podobnie jak
inne jeszcze dodatki i przybory. Niemniej moda na złote hafty w środowiskach dworsko-mieszczańskich na przełomie X V I I I i X I X w. przemija, upada więc także stopniowo zawód hafciarza.
r

239

240

241

242

243

Ograniczenia książęce i właścicieli ziemskich co do ozdobności strojów niższych warstw społecz­
nych wydają się o tyle prawdziwe, że na ilustracjach przedstawiających Cieszyniaków z pocz. X I X
w. widać zaledwie nikłe ślady wyszyć. Występują one jako znaki na narożnikach chust spuszczowych
w formie wypełnionych niewielkich trójkątów, z ledwo zarysowanymi motywami geometrycznymi
oraz w formie wąskich paseczków na obujkach kabotków. Takie zresztą ozdoby w postaci skromnych
wyszyć potwierdzają zachowane eksponaty muzealne z X I X w. oraz tradycja ustna i sporadycznie
napotkane w terenie okazy w czasie badań prowadzonych w 1956-1958 r. .
W oparciu o powyższe dane można powiedzieć, że w ludowym stroju cieszyńskim kobiet, licząc
od końca X V I I I w. aż po czasy współczesne występowały wyszycia i hafty w trzech zasadniczych
rodzajach i były wynikiem albo bardzo starych tradycji, jak w przypadku wspomnianych wyszyć
warkoczykowych, albo barokowej mody dworsko-mieszczańskiej, jakie prezentują wypukłe hafty
złote i kolorowe występujące na żywotkach, albo hafty białe lub jednokolorowe płaskie i dziurkowa­
ne zdobiące przede wszystkim kabotki, a będące odwzorowaniem mieszczańskiej mody poł. X I X w.
244

245

239 Bazi el ich B., Barwne wyszycia na płótnie u górali karpackich, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Etnografia",
zeszyt nr 4, Bytom 1970, s. 18.
240 Gutkowska-Rychlewska M., op.cit., s. 529-530.
241 Bazielich B., Ludowe wyszycia techniką..., s. 24.
242 Bazielich B., Wykonawcy haftów krzyżykowych Uch narzędzia pracy, „Lud",tomXUX, 1965, s. 498, przypis 2 i nadbitka;
eadem, Ludowe wyszycia techniką..., s. 17, przypis 5, 7, 8.
243 Księga sądowa wiejska państwa Suskiego z 1699 r., wydana przez S. Ulanowskiego; S. Kovacevicova, L'udovy odev v
hornom Liptove, Bratislava 1955, s. 42.
244 Okazy muzeum w polskim i Czeskim Cieszynie oraz Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.
245 Badania terenowe w latach 1956-58.

112

�Ryc. 148. Narożnik chusty spuszczowej - czepinowej wyszyty ściegiem krzyżykowym dwustronnym,
(lewa strona), różową bawełną, Pruchna koniec X I X w.

Ryc. 149. Jednobarwne wyszycie na lemcu kabotka ściegiem płaskim i dziurkowanym, Cieszyn pocz. X X w.

Za najstarsze i najbardziej ludowe uważać należy geometryczne wyszycia występujące na płót­
nie, wykonane ściegiem warkoczykowym, tzw. warkoczkiem, krzyżykowym dwustronnym, czy­
li wołoskim, drobnym półkrzyżykiem i tzw. skręcatką wynikającą z przeciągania przez płótno igły
113

�z nawiniętą na niej nitką. Ich pochodzenie wiąże się z kulturą pasterskich wołochów wędrujących
z południowych Bałkanów przez Karpaty i osiedlających się w końcu w Beskidzie Śląskim. Stąd też
podobne wyszycia można napotkać w niektórych rejonach na szlaku ich wędrówek, jak odnotowuje
Tadeusz Dobrowolski , a co potwierdzają publikacje także innych autorów .
246

247

Ryc. 150. Wyszycie ściegiem warkoczykowym i skręcatką na obujku kabotka, brązową i kremową bawełną
Czechowice koniec X I X w.

Wszystkie te ściegi, zaliczane do tzw. ściegów liczonych, uzależnionych od faktury płótna przepro­
wadzane są przez dwie, najwyżej trzy jego nitki w jednym kierunku, przez co ukosy skrzyżowań
w krzyżykach układają się równo, pochylają się w tę sam stronę tak samo, jak skręcatką równomiernie
powtarzana. Wykonywano je tzw. harasem w jednym kolorze, np. czarnym, brązowym, wiśniowym,
czerwonym, ewentualnie białym, przy czym wyszycia w białym kolorze występowały na częściach
odzieży ślubnej, różowe - u druhen, czerwone i brązowe - u mężatek, a czarne na pokorę, tj. żałobę,
albo w Adwencie, czy Wielkim Poście. Skręcatką wyszywano obujki i lemce kabotków, tworząc spi­
ralne skupiska ściśle przylegające do siebie w pojedynczych lub zwielokrotnionych rzędach, zależnie
od szerokości danej oszewki, przy czym w starszych kabotkach oszewki były wąskie, nowsze, tzn.
te, które noszono jeszcze na pocz. X X w. były szersze.Podobne zastosowanie miał warkoczek i tzw.

Ryc. 151. Obujek kabotka wyszyty ściegiem skręcatką i półkrzyżykiem, Cieszyn koniec X I X w.
246 Dobrowolski T., Tradycje wołoskie w kulturze artystycznej górali śląskich, „Zaranie Śląskie", R. 7, 1931/32, z. 2, s. 86114.
247 Bazielich B., Barwne wyszycia..., il. 6, 7, 13, 22, 23, 46 i inne; eadem, Słowiańskie i wołoskie elementy w barwnych wyszyciach na płótnie Polski południowej i Jugosławii, Zbirnik za narodni żivot i obićaje, Zagreb 1971, s. 77-90 i nadbitka. Art
populaire Slovaque, red. Rudolf Mrlian, Bratislava 1953, il. 200-202; Kovacevicova S., op.cit., il. 33,43.

114

�kurzo stopka oraz godek- pojedyncze krzyżyczki złożone w linię łamaną(godek) lub równoramienny
krzyżyk składający się z pojedynczych ściegów-krzyżyczków (kurzo stopka). Natomiast warkoczek,
który podobnie jak dwa poprzednie ściegi był używany przede wszystkim prze góralki Beskidu Ślą­
skiego, w rejonie cieszyńskim miał mniejsze zastosowanie. Niemniej w ten sposób potrafiła wyszy­
wać większość kobiet i tylko bardziej wprawne posługiwały się krzyżykiem wołoskim dwustronnym,

Ryc. 152. Dziurkowany haft biały przeznaczony na kabotek, Goleszów lata międzywojenne.

stosowanym wyłącznie przy wyszywaniu narożników chust spuszczowych i rożkowych. Zaszywano
nim tło, z którego nieznacznie wyłaniały się pojedyncze geometryczne motywy, jak gwiazdki, krzy­
że, iksy, wiatraczki, a na chustach ślubnych - serduszka, czy ptaszki .
248

Ryc. 153. Rękaw kabotka z haftem czarnym i białym dziurkowanym, Mnisztwo pocz. X X w.

W I I poł. X I X w. przy oszewkach rękawów kabotka zaczynają się pojawiać płócienne krezy
sterczące ku górze, zakończone białymi dzierganymi ząbkami, a poniżej małe obrębiane białymi
nićmi dziurki układające się w drobne kwietne motywy, podkreślone ściegiem płaskim. Początkowo
na łemcach pozostawały poprzednie wyszycia kolorowe, stopniowo jednak zamieniane na wijące się
248 Bazielich B., Z badań terenowych nad cieszyńskim..., s. 6-8.

115

�roślinne gałązki w końcu ustąpił}' miejsca białym dziurkowanym haftom, wzbogaconym pajączkami,
czyli tzw. gatrami, tj. nicianymi wypełnieniami o zróżnicowanej formie pajęczej sieci. Wypełnienia te
stosowano tylko do większych dziurek. Dziurki wykłuwano wykłuwaczem, albo nacinano nożykiem
na 2-5 nitek płótna i następnie obszywano tworząc podkład dla ostatecznego obszycia dziurki ście­
giem okrętkowym lub dzierganym, zapełnianej z kolei nicianym pajączkiem. Mniejsze dziurki nie
miały takich wypełnień, ale wszystkie razem stanowiły zwarte kompozycje o motywach roślinnych.
W najbardziej urozmaiconym zestawie tego rodzaju hafty występowały na przedniczkach, czyli ża­
botach koszulek, a pasowo na oszewkach-obujkach koło szyi, na przyramkach i krezach przy krótkich
rękawach kabotków, na brzegach płóciennych spódnic. Białe płaskie i dziurkowane hafty umieszcza­
no także na narożnikach chust spuszczowych przeznaczonych do stroju ślubnego. Ich wykonaniem
zajmowały się specjalne hafciarki, których po I I wojnie światowej ostało się już niewiele. Najbardziej
znana była Anna Lipowczan w Goleszowie-Równi, zmarła w 1963 r. .
249

Ryc. 154. Biały haft na narożniku chustki spuszczowej - czepinowej, Nierodzim, koniec X I X w.

Inny rodzaj haftów, który przetrwał w praktyce do dnia dzisiejszego zdobi żywotki przy sukniach
cieszyńskich. Od najdawniejszych czasów szyto je z aksamitu czarnego lub wiśniowego, rzadziej gra­
natowego, czy zielonego, a pierwotnie zdarzały się też żywotki z tkaniny wełnianej. Pierwsze hafty na
żywotkach bogatych mieszczek pojawiają się w X V I I I w., aczkolwiek, jak wykazują zapisy archiwal249 Baziel ich B., Twórczość ludowa w województwie katowickim, katalog wystawy na XX-lecie PRL, Bytom 1965, s. 15.

116

�250

ne, dominowały na nich początkowo przede wszystkim obszycia ze złotych lub srebrnych galonów .
To samo zresztą podaje tradycja ustna miejscowej ludności, która powiada, że miały tyko obszycia
taśmą. „Pierwej szyło się żywotki ze sznurkami i to była moda za Austrii" . W zbiorach muzeów
w Cieszynie i Bytomiu zachowały się aksamitne żywotki z początku X I X w. ozdobione nie tylko zło­
tymi bortami, ale także wypukłym złotym haftem umieszczonym w polach wyznaczonych przez te ta­
śmy. Zarówno motywy, j ak i technika wykonania haftów wskazuj e, że są dziełem ręki fachowca - haf­
ciarza, a nie wiejskiej hafciarki, gdyż takiej umiejętności kobiety po wsiach nie posiadały. Stosownie
do ówczesnej mody empire niskie żywotki i ich obszycie taśmami pozostawiało niewiele miejsca na
wspomniane hafty. Toteż te najstarsze hafty złote charakteryzują pojedyncze wyraziste i plastyczne
motywy kolistych, stylizowanych kwiatów i pierzastych liści wypełniających całą pozostawioną dla
nich powierzchnię. Zarówno kwiaty, jak i liście nie przypominają w niczym naturalistycznych form
i są wynikiem swoistego rodzaju ornamentyki obcej ludowym tradycjom. Utrzymały się jeszcze do
samego końca X I X w. dopóki żyli i pracowali dawni cechowi rzemieślnicy i ewentualnie nieliczni ich
251

Ryc. 155. Anna Lipowczan wykonująca białe hafty, Goleszów-Równia, 1958 r.

Ryc. 156 - 157. Starszy i nowszy żywotek ze złotym wypukłym haftem, Wisła koniec X I X w.
250 Bazielich B., Złote hafty..., s. 40.
251 Katarzyna Badura lat 75, Międzyrzecze, Matylda Romańczyk, Nierodzim i Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia, 1956 r.

117

�uczniowie. Rzemieślnicy ci bowiem zazdrośnie strzegli swoich umiejętności i niechętnie przyuczali
innych, co potwierdzały starsze informatorki w czasie prowadzonych z nimi wywiadów. Najstarsząznaną z nazwiska, złotem haftującąhafciarką była Zuzanna Karzeł mieszkająca w Skoczowie , po
której w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu zachował się żywotek z datą 1902 r. Na ogół
jednak złotem haftowali mężczyźni.
Natomiast żyjące w I poł. X X w. hafciarki wyspecjalizowały się w haftach kolorowych, chociaż
sporadycznie używały jeszcze złotych nici odpruwanych ze starych żywotków, podkładając pod nie
papendekiel, czyli tekturkę. Jak same mówiły: „do haftowania żywotków potrzebny jest teraz bulion
biały i złoty (skręcane metalowe rureczki), pleszki, żenula (aksamitne nitki), kordonek, lacet, perIgarn (wełna z jedwabiem), rubens (jedwab skręcany), podłużne kolorowe szkiełka, szklane perełki,
koralikowy maczek, sztyfciki", a do nich odpowiednie igły, np. do jedwabiu z większymi uszkami,
do nici mniejsze uszko, do pereł cieniutkie igły. Igły miały swoje numery od 0-12, przy czym nr 12
252

Ryc. 158. Żywotek kupiony w Bielsku w 1909 r.

Ryc. 159. Etykietki nici do haftowania żywotków kupowanych w Czechach, Brenna 1956 r.

to igła najmniejsza i najcieńsza. Zależnie od umiejętności i zdolności posługiwano się też róż­
nymi ściegami, które często po swojemu nazywały: węzełki, zwykłe kładzione, ściegi długie,
ścieg płaski, pełny, prążki, zapełnienia. Wzory zmieniały się według mody i życzenia zamawia­
jących. „Według starej mody haftowało się większe kwiatki" , około I wojny światowej „haf253

252 Bazielich B., Złote hafty..., s. 30. Eksponat MGB Et. 1076.
253 Maria Smelikowa lat 61, hafciarka, Cieszyn-Bobrek, 1956 r.\

118

�towało się szklanymi perłami drobne wzory, a za starej Polski modne były żywotki z jednym
kwiatem" . Istotnie, kompozycja stosowanych ornamentów roślinnych ulegała w czasie pew­
nym zmianom, jeśli jednak zamawiano żywo tek bezpośrednio u hafciarki, można było wyrazić
indywidualne życzenia. Np. jeszcze przed I wojną światową na ślub żywotek powinien być czar­
ny ze srebrnym haftem, na czepienie wiśniowy ze złotym haftem, zaś w latach międzywojen­
nych na okazję ślubu można było mieć „pliszową różę kremową w odcieniach i sznurki naokoło
254

Ryc. 160. Rama do haftowania żywotków i tamborek do haftowania chustek i fartuchów, Brenna 1956 r.

Ryc. 161-162. Tył i przód żywotka haftowanego w większe kwiaty, Skoczów 1928 r.
254 Franciszka Burjan ur. 1890, hafciarka. Górki Wielkie 1956 r..

119

�255

róży" , albo białe lilie, czy szarotki. Dla dziewcząt do Konfirmacji haftowano niezapominajki, śnieżyczki, jagody, konwalie. Poza tym „młode kobiety lubiły na żywotkach bystrzejsze - jaśniejsze ko­
lory i najpiękniejsze wzory w kwiaty, żołędzie, szyszki . Haftowano też różyczki, fiołki, bratki, listki
koniczyny, kwiat kasztana, goździki, astry, pączki, winogrona, poziomki, śliwki, gruszki, choinki,
gałązki, kokardki, kłóska". Modnisie chciały mieć ptaszka lub motyla . Najpierw haftowano nićmi,
236

257

Ryc. 163 - 164. Tył i przód żywotka haftowanego w szyszki, kupiono w Jasienicy „za starej Polski", Jaworze, 1959 r.

Ryc. 165. Żywotek haftowany szklanymi perłami w 1915 r., Górki Wielkie.
255 Katarzyna Badura lat 75, Międzyrzecze 1956 r.
256 Zofia Kasperek lat 50, hafciarka, Wiślica 1958 r.
257 Helena Sojka ur. 1897 r., hafciarka, Bielowicko 1956 r., Maria Szczepańska ur. 1907 r., hafciarka, Hermanice 1958 r., Stefania
Dziadek lat 44, hafciarka, Ligota.

�258

dopiero potem przystrajano blaszkami, perłami, cekinami . W latach międzywojennych zaczęto haf­
tować także hoczki przy przedniczkach żywotka, zamiast przyszywanych srebrnych. Również srebrne
pasy zastąpiono haftowanymi na gurcie lub gumie, wykorzystując do tego kolorowe blaszki i cekiny,
którymi zapełniano całą powierzchnię takiego pasa i dodatkowo jeszcze wykonywano kolistą klamrę.
Pasy te robiły sobie same dziewczęta albo kupowały na targach czy w sklepach, gdzie dostarczały je
hafciarki. Srebrne pasy i inną tego rodzaju biżuterię miały tylko siedloczki.

Ryc. 166. Żywotek kupiony w Skoczowie w latach międzywojennych. Brenna.

Ryc. 167. Żywotek haftowany w 1932 r., Ligota.

Jeszcze innym rodzajem były hafty na jedwabnych fartuchach, chustach nagłownych i wstąż­
kach oraz sporadycznie na odświętnych jakiach, uszytych np. z jedwabiu, rypsu, wełenki, na których
umieszczano je na przodach i końcach rękawów. Wykonane były jedwabistymi nićmi przeważnie
w kolorze tkaniny, z jakiej uszyta została jakla, ściegiem łańcuszkowym w linie esowate, spiralne lub
gałązki roślinne. Natomiast na pozostałych częściach odzieży były to kolorowe hafty płaskie o moty­
wach roślinnych. Po I I wojnie światowej już prawie nikt się tym nie zajmował, jedynie w niektórych
miejscowościach wspominano, że „za starej Polski", tj. w latach międzywojennych w Międzyrzeczu
żyła Helena Donocik, która wyszywała jakie czarnym kordonkiem lub nićmi bronkowymi, ale nikt
nie wiedział, jakiego rodzaju były to nici.
258 Ewa Chałupska lat 56, hafciarka, Jasienica 1958.

121

�Rye. 168. Żywotek haftowany w 1930 r., Jasienica.

�KORONKI
Koronki stanowią jeszcze jeden charakterystyczny element dekoracji kobiecego stroju cieszyń­
skiego. Są to koronkowe czepce czółkowe, obszycia chust spuszczowych i koronkowe krezy przy
rękawach koszulek stosowane zamiast płóciennych, hartowanych w białe dziurkowane i pajączkowe
motywy. O występowaniu tutaj koronek w odległych czasach świadczą nikłe wzmianki w dokumen­
tach miejskich z X V I w., gdzie mowa jest ogólnie o czepkach (1597) , o binjce do czepca (1695)
i o tym, że uboga mieszczka miała 11 czepków (1744) . Poza tym wspominana już chusta spuszczowa z 1686 r. znajdująca się w zbiorach muzeum w Cieszynie obszyta została klockową koronką. Jest
to jedyny dowód jakiego rodzaju były wówczas koronki. Nosiły one nazwę brabanckich (1728) , co
świadczy, że nie były miejscowego pochodzenia, tylko importowane i że wykonane zostały techniką
klockową która w ówczesnej Europie była najbardziej rozpowszechniona. Zreszt według miejsco259

260

261

Ryc. 171. Narożnik chusty spuszczonej wyszytej skręcatką i obszytej klockową koronką, Istebna, I I pol. X I X w.

wej tradycji ustnej, początkowo tylko takich koronek tutaj używano. Sprowadzano je z Czech, Mo­
raw, Słowacji, Austrii. Natomiast wszystkie inne koronki były wynikiem późniejszej nauki w szkole
podczas lekcji robót ręcznych. Opinię tę potwierdziła stara nauczycielka, Nawrotkówna z Pierśćca
mówiąc, że dzieci w szkole za austriackich czasów miały lekcje robót ręcznych od 5 klasy. Uczyły
się wtedy haczkowania, roboty na drutach, szycia i haftowania i jeśli któraś z dziewcząt była pilna i
zdolna, to potem te umiejętności wykorzystywała w życiu . Natomiast samą umiejętność robienia
koronek klockowych na bębenku podjęła około 1903-1905 r. żona robotnika kuźni w Ustroniu, któ­
rzy przeprowadzili się tutaj ze Świerczynowca koło Czacy w Czechach. Ona to nauczyła tej umiejęt­
ności córkę miejscowego pastora, która następnie założyła tu szkołę robót ręcznych. Z kolei w szkole
roboty klockowej uczyła w Ustroniu pani Wałachowa i „potem to już w każdej chałupie robili" .
Skutkiem tego koronki klockowe znacznie potaniały, były bowiem wcześniej bardzo drogie.
262

263

259
260
261
262

Dobrowolska A., Żywotek..., s. 28, przypis 2.
Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146.
Ibidem.
Emerytowana nauczycielka Nawrotkówna lat 60 rodem z Pierśćca uczyła w miejscowej szkole od 1909 r. i wzory do robót
ręcznych czerpała z żurnali oraz własnych pomysłów. Poza Pierśćcem uczyła jeszcze w Roztropicach, Kiczycach i Ochabach
a od 1935 w Brzezinach Śląskich do 1939 r., Pierściec 1956.
263 Koronkarki: Emilia Lipowczan lat 40, Goleszów-Równia i Stefania Romańczyk ur. 1900, Nierodzim 1958.

123

�Ryc. 172. Czółko czepka z koronki klockowej w płócienkowe ornamenty, Nierodzim I poł. X X w.

Niebawem też Ustroń i najbliższa okolica stały się głównym ośrodkiem wyrobu tego typu koro­
nek . Sprzedawano je następnie w Ustroniu u Alnochowej i Lipowczana, w Skoczowie u Drabiny,
w Cieszynie u Lewińskiego. Tam też można było dostać gotowy koronkowy czepek, który przed I I
wojną światową kosztował 7,50 zł, a po wojnie do końca lat pięćdziesiątych - 30 lub 35 zł. Ustrońskie koronki klockowe odznaczały się płócienkowymi ornamentami na tle drobnej cztero lub sześciobocznej siatki, a motywami były listki koniczyny, wachlarzyki, gałązki iglaste, listki kwiatów,
pączki, kwiatki, żołędzie, muszki, winogrona, dzwonki, ząbki, poziomki lub motywy geometryczne,
jak gwiazdki, wiatraczki, kwadraciki, kropki, linie faliste i zygzakowate, krzyżyki, kratki, okienka.
Wykonywano je z białych nici firmy DMC, przy czym grubość nici zależała od rodzaju koronki.
264

Ryc. 173. Stefania Romańczyk przy robocie koronki klockowej, Nierodzim 1956 r.
264 W połowie XX w. koronki klockowe wyrabiały jeszcze oprócz E. Lipowczan i St. Romańczyk, Ewa Chwastek lat 56, Ustroń,
Maria Gruszczyk ur. 1919, Nierodzim, Helena Nowak lat 50, Lipowiec. Ta ostatnia wyrabiała też koronki siatkowe. Koronki
klockowe robiły też: Joanna Pieczona z Cieszyna oraz Matylda Macura i Helena Winiarska za Strumienia. Bazielich B.,
Twórczość ludowa..., s. 15—16.

124

�Tzw. paliczkowe, czyli klockowe koronki wykonywano przeważnie z nici nr 100, ale też z nici nr 60
lub 80. Nawijano je na kilkanaście lub kilkadziesiąt szpuleczek z pałeczkowatymi uchwytami (stąd
nazwa) i przymocowywano do bębenka, czyli walcowatej poduszki umieszczonej na odpowiednim
stojaku. Przeplatając je oraz posługując się przytrzymującymi na poduszce szpilkami wykonywano
koronkę, która miała wygląd węższego lub szerszego pasa zwijanego w kłębek, albo wielkość czółka.
Jeśli koronka miała mieć płócienkowe motywy, to do tego celu używano nici grubszych, np. nr 35 lub
fastrygi, jak na wiązaną siatkę.

Ryc. 174. Czółka do czepka haftowane na tiulu, Pastwiska 1952 r.

Ryc. 175. Czepek czółkowy z haftowanej wiązanej siatki, Wisła-Jawornik 1949 r.

Płócienkowe ornamenty wykonywano też na tiulu początkowo klockowej roboty, a z czasem na
tiulu produkcji fabrycznej. Wówczas na takiej siatce za pomocą przeciągania igły z nitką modelowa­
no wzory, czyli szyto lub poszywano. Poszywane były także koronki z czworobocznej siatki drobno
wiązanej, czyli tzw. filet, dla wykonania, której potrzeba było nici nr 50. Posługiwano się przy tym
125

�specjalną iglicą a potem na siatce wyszywano pełno lub półpełno wałeczki, gwiazdki, serduszka,
koniczynki, trójlistki, kropki, kwiatki, zaś ząbki przy czepku dorabiano szydełkiem. Na siatce i tiu­
lu robiono też tzw. gatrowania, czyli zapełnianie jednolitymi ściegami określonej powierzchni, co
podobne było do cerowania, bądź haftu płaskiego, czy wypukłego, a co w dużej mierze zależało od
wielkości oczek tiulu lub siatki. Gotową koronkę na noc rozkładano na rosie, następnie prasowano na
zimno wygładzając, najlepiej za pomocą butelki.

Ryc. 176. Romek do haftowania siatki, Nierodzim 1956 r.

Każda kobieta chciała mieć na czółku czepka inne wzory, dlatego też urozmaicenie koronek było
duże. Pod wpływem nauki robót ręcznych w szkole zaczęto robić koronki szydełkowe, ale te przyjęły
się przede wszystkim w Koniakowie, gdzie tego rodzaju koronkarstwo praktykowane jest po dzień
dzisiejszy. Tamtejsze kobiety wynosiły swoje roboty na targ i tym sposobem również w stroju cie­
szyńskim pojawiały się czółka w czepcach wykonane szydełkiem. Nie były jednak rozpowszechnio­
ne, podobnie jak roboty na teneryfie, tj. niewielkich foremkach o rozmaitych kształtach, na których
wiązano z nici w odpowiednie wzory łączone następnie szydełkiem w jedną całość. W stroju cieszyń­
skim dominowały koronki klockowe w przeciwieństwie do stroju łaskiego, gdzie przeważały koronki
i czepce tiulowe ewentualnie siatkowe. W okolicy Zarzecza i Strumienia koronki przy czepkach były
też szydełkowe z grubszymi wzorami i tym różniły się od noszonych przy stroju cieszyńskim np.
w Pruchnej .Odmienne były również wzory koronek szydełkowych wykonywanych w Koniakowie.
Charakteryzują je gwiazdki, koluszka, bańki, śliwki, wiatraczki, kolce, szczytki, świeczki, gąsiorki,
łopatki, młynek, krałiki, rogulki, sierotki, pompki, różiczki, słupki, nawijany warkoczyk, pełne ziąbki i inne . Warto dodać, że obecnie są to jedyne tego rodzaju wyroby, gdyż koronek klockowych,
siatkowych, teneryfowych i poszywanych na tiulu nikt już dzisiaj na szerszą skalę nie robi, nie tylko
z braku zapotrzebowania, ale także z racji gotowych koronek produkcji fabrycznej, które bez trudu
można w każdej chwili nabyć.
265

266

WYKONAWCY
Zarówno dokumenty miejskie, a na ich podstawie opracowania historyczne, jak i tradycja ustna
miejscowej ludności świadczą iż w regionie cieszyńskim nie brak było rzemieślników oraz wiejskich
rękodzielników, których wytwórczość związała się ze sporządzaniem odzieży. Jednym z najliczniej
reprezentowanych było szewstwo, które po miastach cieszyńskich miało swoje cechy zorganizo265 Emilia Michalska, krawcowa, hafciarka ur. 1906, Pruchna 1956.
266 Bazielich B., Koronkarstwo [w:] Twórca ludowy i jego dzieło, red. zbiorowa, Katowice 1986, s. 195-216.

126

�267

wane jeszcze przed X V I w. oraz uprawiane chałupniczo. Liczba szewców wahała się wówczas
w Cieszynie w granicach 28, w Skoczowie - 18, w Strumieniu - 8, a w Bielsku podobnie jak w Sko­
czowie - 18 szewców. Ich obowiązkiem było dostarczanie swoich wyrobów nie tylko mieszczanom,
ale także ludności wiejskiej zamieszkującej obszar nie dalszy niż o półtorej mili od miasta .
268

Ryc. 177. Pieczęć cechu szewskiego, Skoczów 1565 r.

K r a w i e c t w o . Na przełomie X V I i X V I I w. powstał w Cieszynie cech krawców, a w 1629 r.
w Strumieniu i jak się okazuje szyli oni niektóre części odzieży także dla ludności wiejskiej. Były
to sukienne spodnie, kamizelki i kamizele oraz płaszcze męskie także kobiece spencery i suknie.
Jeszcze na początku X X w. byli po wsiach krawcy, którzy szyli suknie cieszyńskie, gdyż uważano,
że suknia uszyta przez krawca ma odpowiedni fason i ładnie leży. W Prachnej np. suknie szył Je­
rzy Marek, który zmarł w czasie I I wojny światowej w wieku ponad 80 lat. Szyły je także kobiety,
jak Emilia Michalska za czasów panieńskich (do 1923 r.), czy Matylda Romańczyk w Nierodzimiu
i wiele innych jeszcze kobiet nie uchodzących nawet za krawcowe, czyniąc to przede wszystkim dla
siebie i znajomych. Poza tym „wiejskie szwaczki i domorosłe krawcowe szyły jakie" . Szyły także
kabotki i fartuchy, a nadto haftowały.
Hafciarstwo. W Pruchnej stara kobieta, Maria Matuszyńska, nazywana Matusznioczka szyła
suknie i inne części stroju oraz haftowała żywotki według własnych i odbijanych wzorów. Była bo­
wiem komornicą i w ten sposób zarabiała aby opłacić swoją izbę. Niektóre kobiety pracowały razem.
Jedna np. szyła, druga haftowała, trzecia zajmowała się sprzedażą i rozprowadzaniem tych wyrobów
po sklepach. Tak było np. w Wiślicy, gdzie hafciarka Zofia Kaszperek współpracowała z dwoma
innymi kobietami oddając do sklepów tygodniowo 15 gotowych żywotków . Wiele pracy miała tak­
że Helena Sojka (ur. 1897) w Bielowicku, która haftowała na zamówienie i do sklepów, na czym
w ciągu paru lat zarobiła na wybudowanie domu. Jeszcze w połowie X X w. nie brakowało hafciarek
269

210

267
268
269
270

Tomczyk D., Pieczęcie..., s. 35.
Popiołek F., op.cit, s. 160-161.
Emilia Michalska, ludowa poetka i twórczyni, ur. 1906 r., Pruchna.
Wywiad z Zofią Kaszperek lat 50, Wiślica 1956 r.

127

�271

żywotków w rejonie cieszyńskim, jak i bielskim . Natomiast żyło zaledwie parę hafciarek, które zaj­
mowały się haftem białym i kolorowym na płótnie, chociaż pierwotnie kolorowe wyszycia ściegami
liczonymi umiało wykonywać wiele kobiet.
W latach międzywojennych w Skoczowie u Żyda Lindnera można było kupić cały strój cieszyń­
ski, a u niejakiego Kubeczki przy ul. Bielskiej i u Gronnera wszystkie rzeczy potrzebne do stroju.
Oprócz Lindnera podobny sklep miał tutaj Epstein, gdzie Franciszka Burjan oddawała wyhaftowane
przez siebie żywotki. Sklepy prowadzili też Baronowa i Szindler. Dla Gronnera i dla Siissa w Cie­
szynie haftowała Anna Cyfkowa z Wiślicy. Dla Siissa i Kónigsteina haftowała również Mara Smelikowa z Bobrku, a w Skoczowie dla Wasserteila i Lindnera. W Cieszynie sprzedawała je w sklepie
Lewińskiego i Kónigsteina, w Strumieniu - u Heckera, a w Bielsku u Weisberga. W Bielsku sklepy
z akcesoriami do stroju mieli jeszcze Heinrich i Spiler, którego córka wyszła za mąż za kupca Lind­
nera w Skoczowie. Poza tym dwa duże sklepy prowadzili Bazelides i Berglas. W Cieszynie oprócz
Lewińskiego i Siissa był jeszcze Brachaczek oraz Pilch, który hafciarkom dostarczał aksamit i za
robotę płacił 4 zł. Podobnie czynili inni kupcy płacąc za robotę 4,50-5 zł. Tak np. hafciarki z Ligoty
oddawały haftowane żywotki do sklepów Sterlicha i Rosenberga w Dziedzicach. Firmę Rosenberga
objął z czasem Żyd Rent, który sprzedawał żywotki po 7-8 zł. W Czechowicach natomiast sklep pro­
wadziła Brochoczkula.
W latach po I I wojnie światowej w Cieszynie przy ul. Armii Czerwonej 40 był sklep, gdzie wid­
niało ogłoszenie, że tutaj haftują żywotki, malują jedwabne fartuchy oraz wstążki i chustki (1957).
Poza tym w komisie przy Rynku targowym mieli na zbycie żywotki haftowane przez Marię Szczepań­
ską z Hermanie oraz suknię cieszyńską z Goleszowa (1956) .
Żywotki hafciarki haftowały też prywatnie. Tak np. Helena Sojka w Bielowicku robiła je kobie­
tom z Jasienicy, Bier, Roztropic, Kowali, Wieszcząt, Rudzicy, Iłownicy, Czechowic, Bielowicka,
Świętoszówki, a Ewa Chałupska w Jasienicy miała odbiorczynie w Jasienicy, Międzyrzeczu, Sta­
rym Bielsku, Jaworzu, Bierach, Łazach, Wieszczętach, Pogórzu, Godziszowie, Goleszowie, nawet
w Karwinie. Innymi słowy prace hafciarek żywotków rozchodziły się szeroko nie tylko po wsiach
cieszyńskich.
Robót ręcznych w nowszych czasach, zarówno szycia, haftowania i koronkarstwa uczono w szko­
le, na kursach, a nawet w miejscowych klasztorach, np. w Cieszynie, czy Strumieniu. Tym sposobem
oprócz umiejętności technicznych pozyskiwano wzory, które z kolei uzupełniano na własną rękę.
272

Ryc. 178. Zeszytowy wzornik do robienia koronek klocowych, Nierodzim 1956 r.

271 Na hafciarki napotkałam między innymi w Cieszynie, Skoczowie, Pierśćcu, Mnichu, Chybiu, Goleszowie, Górkach Wielkich,
Brennej, Wiśle, Gumnej, Lipowcu, Wiślicy, Nierodzimiu, Pruchnej, Haźlachu, Międzyrzeczu, Jasienicy, Ligocie.
272 Badania terenowe i publikowane ich wyniki. Bazielich B., Z badań terenowych..., s. 14-16.

128

�Tabl. I V Mężatki w cieplejszych strojach. Fot. St. Gadomski 1972.

�Koronkarstwo. Koronkarka Maria Gruszczyk w Ustroniu odrabiała wzory z „Tagebuchu",
a także założyła własny wzornik. Własnoręcznie opracowane wzory miała też koronkarka Stefania
Romańczyk z Nierodzimia. W połowie X X w. wśród nielicznie już żyjących koronkarek były i takie,
które oprócz wyrobu zajmowały się jeszcze praniem i prasowaniem koronek i czepków. Do nich
należała np. Weismanowa, czy Michalikowa w Pruchnej. Były to jednak starsze kobiety i wraz z ich
śmiercią umiejętność ta zanikła.

1

jfUtfifofc,*****f;',. i
2 ? « « 2 f f i TiHMM'

*

tf^ł&gt;u»«w
!tf

1 « W i l l U «W'' '-iWfttttM 3 W«&lt;w,/ ^ •

JlĄim

i

na. P»K Welinu ,a PCałn*

h p f ł t j truJ^tfr «*»fl'lt |t

OT

fc'^'-

,

Y",

fiAlcj-m

" l i ? * m» U f t H f.

^

1

Ryc. 179. Przywilej cechu płócienników wydany przez Wacława, księcia cieszyńskiego,
zabraniający „szturarzom" wytwarzania i sprzedawania płótna, Cieszyn 1563 r.

Nieco wcześniej, bo pod koniec X I X w. zanikł zupełnie wyrób samodziałowych tkanin wełnia­
nych i sukien oraz płótna, chociaż tkactwo wiejskie uprawiano na tych terenach od najdawniejszych
czasów. Funkcjonowało ono obok tkactwa rzemieślniczego, które skupiało się po okolicznych mia­
stach i miało swą organizację cechową. Tkacze pracowali także na książęcym zamku i w niektórych
prowincjonalnych dworach. Sukiennicy byli np. zobowiązani zrobić co roku dla księcia 4 postawy
sukna o 31 łokciach długości, przy czym cena jednego postawu w tym czasie wynosiła 2 zł . Nato­
miast „sukna chłopskiego", czyli tzw. wałaskiego nie wolno było wyrabiać we wsiach leżących w po­
bliżu miast (w odległości od miasta do 1,5 mili), aby nie konkurowało z rzemieślniczym. Wyrabiano
je jednak w wielu miejscowościach i ze względu na swą wysoką jakość cieszyło się zawsze dużym
powodzeniem. Poza tym w południowej i zachodniej części Śląska Cieszyńskiego rozwijała się upra­
wa lnu i wyrób płótna, co obok rolnictwa stanowiło najbardziej zaawansowaną produkcję . Płóciennictwem zajmowano się po wsiach i rzemieślniczo, a z uwagi na dobrąjakość wyrobów cieszyło się
dużym wzięciem. Tkacze płótna zorganizowani byli w cechach już w X V w. i usilnie dbali o swoje
prawa pierwszeństwa sprzedaży do tego stopnia, że wolno im było „odbierać siedlakom mieszkają­
cym w obrębie mili" ich płócienne wyroby. Tymczasem po wsiach pracowało dosyć tkaczy i w zimie
całe rodziny chłopskie zajęte były przy obróbce lnu (przędzeniu oraz tkaniu), aby na czas dostarczyć
273

274

273 Popiołek F., op.cit, s. 168.
274 Górny Śląsk, s. 324.

129

�275

do dworu przędzę i płótno wybielone i przygotowane do użytku . Wyroby te, dzięki swojej dobrej
jakości uzyskały nawet pozwolenie cesarskie (1746) pozostawania tkaczom poza organizacją cecho­
wą i spis z 1773 r. wykazał, że po wsiach pracowało więcej tkaczy aniżeli we wszystkich miastach
Księstwa razem .
Farbiarstwo. Zrzeszeni w cechu byli także farbiarze płótna tzw. piękni i czarni, ale po znie­
sieniu przymusu cechowego w państwie austriackim na pocz. X I X w. podział taki przestał istnieć
i rzemiosło farbiarskie zaczęło stopniowo zanikać. Ostatnimi farbiarzami w Cieszynie byli niejaki
Szołtys oraz Karol Lewiński .
Garbarstwo i k u ś n i e r s t w o . Innym surowcem służącym do sporządzania części odzieży ta­
kich jak obuwie, pasy i wierzchnie okrycia w postaci kożuchów oraz serdaków były skóry i futra.
Oczyszczaniem i garbowaniem skór zwierząt hodowlanych, tj. owczych, bydlęcych i świńskich zaj­
mowano się po wsiach i wykorzystywano je we własnym zakresie. Ale byli też cechowi kuśnierze
i biało- oraz czerwono-skórnicy wyrabiający dla mieszczan i dworu oraz zamożnych włościan bar­
dziej wykwintne okrycia, rękawiczki, kalety itp. Cech kuśnierski w Skoczowie pieczętuje się datą
1629, a w Cieszynie 1710, natomiast biało- i czerwono-skórnicy pracowali w Cieszynie jeszcze
w X I X w.
Wyrobem biżuterii zajmowali się z ł o t n i c y i pasiarze, którzy nie zdołali tutaj utworzyć włas­
nej organizacji cechowej. Najstarsze informacje w księgach testamentów i spisu mieszczan w Cie­
szynie pochodzą z X V I i X V I I w. W odróżnieniu od złotników, pasiarze pracowali nie w złocie, ale
w srebrze, mosiądzu i miedzi lub tzw. pakfongu, tj. stopie miedzi, cynku i niklu, często posrebrza­
nym. Zajmowali się też, jak niektórzy złotnicy wyrobem paramentów kościelnych oraz akcesoriów
m y ś l i w s k i c h i o z d ó b do stroju cieszyńskiego. Ozdoby te nosiły przede wszystkim mieszczki, a na
wsiach żony i córki wójtów, sołtysów, dzierżawców ziemi, młynarzy. Największe skupisko tych rze­
mieślników w X V I i X V I I w. było w Cieszynie. Poza tym ich warsztaty znajdowały się jeszcze
w Skoczowie, Strumieniu, Bielsku, Jabłonkowie, Frydku, Frysztacie, Bohuminie, Czacy, Ostrawie.
Niektórzy zajmowali się tylko wyrobem spinek i zwali się spinkarzami, albo tylko hoczków, tzw.
hoczkarze . Bardziej szanujący się rzemieślnicy w X V I I I - X I X w. odpowiedniej próby wyroby syg­
nowali monogramem oraz urzędową cechą. Swoje zawodowe, a nawet rodzinne tradycje łączyli od
dawien dawna z ośrodkami w Krakowie, Wrocławiu i Opawie, co tłumaczy kierunki wpływów z za­
kresu techniki wykonania i wzornictwa. Natomiast nieliczni już złotnicy pracujący w pierwszej poł.
X X w. swe umiejętności nabywali w samym Cieszynie u starszych rzemieślników , a nieżyjący już
złotnik Franciszek Horak jako jeden z ostatnich tego typu tradycyjnych rzemieślników, pracujący od
1950 r. dla Cepelii, zawodu wyuczył się w Bielsku .
Takiego wykształcenia nie posiadali natomiast ludowi wykonawcy biżuterii, którzy w tym celu
stosowali mniej szlachetne metale. Byli to samoucy wyrabiający tańsze ozdoby, zwłaszcza spinki do
koszul, bez sygnowania. Na początku X X w. żyło ich już niewielu w Beskidzie Śląskim, Brennej,
Bystrzycy, Końskiej, Cisownicy i po ich śmierci nikt więcej nie podjął się takiego rękodzieła . Biżu­
terię kupowano zazwyczaj u wytwórców, natomiast po zakupy innych akcesoriów do stroju udawano
się ze wsi do Cieszyna, Skoczowa, Strumienia, Frysztatu, Jabłonkowa, Bielska, gdzie także odbywa­
ły się targi. Najpopularniejsze były jarmarki w Strumieniu i Frysztacie. Poza tym wielu wędrownych
kupców przechodziło przez wsie, handlując materiałami wełnianymi, bawełnianymi, jedwabnymi
oraz gotowymi wyrobami, np. chustkami, fartuchami. Przed rozpadem Austro-Węgier przychodzili
też wędrowni handlarze ze Słowacji i Węgier sprzedając tkaniny, broszki i drobiazgi codziennego
użytku, a „szmaciarze" zbierali stare gałgany dając w zamian igły, agrafki, nici itp.
276

277

278

m

280

281

282

283

275
276
277
278
279
280
281
282
283

130

P o p i o ł e k R, op.cit., s. 57.
Ibidem, s. 167.
Fi er la G., Strój cieszyński, s. 39, 40, przypisy 123 i 151; Własne badania terenowe autorki.
Tomczyk D., op.cit., s. 166.
I wanek W., op.cit, s. 121-186; Krajka a śperk..., op.cit, s. nlb.
Iwanek W., op.cit, s. 153, 155, 161.
Bazielich B., Twórczość ludowa..., s. 19-20.
G ł a d y s z M., op.cit, s. 185-186.
Emilia Michalska, Pruchna.

�Ryc. 180. Złotnik Franciszek Horak przy swoim warsztacie, Cieszyn 1962 r.

ZAKOŃCZENIE
Mówiąc o stroju cieszyńskim ma się na względzie tylko jego kobiecy zestaw, bo on utrzymał się
najdłużej. Charakterystyczną przy tym rzeczą jest fakt, że w miarę upływu czasu coraz to bardziej się
rozpowszechniał zarówno po linii poziomej, tj. przestrzennie, jak i po linii pionowej, czyli w drabinie
społecznej - od warstw uprzywilejowanych po średnio i mniej zasobne osoby w środki materialne.
Tym samym różnicowała się jego wykwintność i ozdobność wyrażająca się w drogich materiałach,
kosztownych koronkach i haftach złotych lub srebrnych aż po własnej produkcji tkaniny, nici, czy
inne jeszcze błyskotki wykorzystywane zamiast srebrnej lub złotej biżuterii. To samo dotyczy gatun­
ku wstążek, które jako przeposki niektórym kobietom zastępowały srebrne pasy, a zamożniejszym
służyły jako podkład pod ciężkie pasy. Nie miał przy tym znaczenia rodzaj wyznania - katolickie,
czy protestanckie, aczkolwiek może bardziej ozdobnie nosiły się katoliczki. Natomiast wymownym
jest fakt, że jeszcze w X V I I I w., zgodnie z przywilejami książęcymi odległość 1,5 mili od miasta były
131

�jak gdyby granicą, spoza której wiejskie wyroby miały ograniczony dostęp do miast. Tym samym
wyznaczały w pewnym sensie obszar występowania stroju cieszyńskiego. Wprawdzie były od tego
wyjątki, bo ceniono zarówno sukna wałaskie i płótna wiejskich rękodzielników, ale nie ulega wątpli­
wości, iż najbardziej eleganckie i strojne stroje noszono w tym właśnie obrębie, a przede wszystkim
w miastach. W miastach koncentrowało się rzemiosło, tj. szewcy, krawcy, kuśnierze, tkacze, złotnicy
oraz kupiectwo pośredniczące między innymi w kupnie -sprzedaży wszystkich rzeczy potrzebnych
przy sporządzaniu stroju. Tutaj też przybywali wieśniacy nawet z dalszych miejscowości, aby się
w nie zaopatrzyć, co pozostało po czasy współczesne. Można przyjąć, że im dalej od miejskich cen­
trów, tym stroje cieszyńskie były skromniejsze i mniej bogate, a sporadyczne wyjątki stanowiły stroje
siedloczek, żon i córek wójtów, młynarzy, czy innych cenionych wiejskich rzemieślników. Biedna
góralka nie mogła się z nimi nawet mierzyć, dlatego bogatego konkurenta do nich właśnie odsyła
w pieśni:
... Z Panem Bogiem mój Janiczku,
nie przychodź ku mnie.
Jo mom kabotek bielutki
Fartuch zbiyrany.
Tyś Janiczku wielki bogacz,
jak pan nad pany,
na mnie suknie nie szuszczą
a leńcuszki nie brzynczą,
i jak ci się nie podobom
hledaj se inszom.
Dziewczyna pierwszą suknię dostawała, jak szła do Konfirmacji albo do I Komunii Św., a potem
gdy była panną na wydaniu lub gdy była proszona za druhnę. Suknię sprawiała matka, zaś w biedniej­
szych rodzinach zamiast nowej, dopasowywała córce jedną ze swoich, aczkolwiek obyczaj skłaniał
aby suknia panny młodej i druhny była nowa - może skromna, ale nieużywana. To samo dotyczyło
i pozostałych części stroju. Niektóre z nich początkowo przenikały na wieś, nierzadko na zasadzie
spadkowego przekazu lub daru za dobrą służbę u bogatej mieszczki. I tym sposobem sporadycznie
wzbogacały swój strój mniej zamożne kobiety.
Ubiorem dziewczynek były kretonowe sukienki lub spódnice i jakie, a w zimie chustki wełniane,
przeważnie przenoszone po matce. Dlatego nie można jednoznacznie mówić o stroju dzieci, także
i o stroju chłopców, którzy nosili lniane koszule i spodnie oraz wełniane kurtki przeszyte najczęś­
ciej z ojcowej kamizeli. Kawalerowie natomiast dbając o swój wygląd, upodabniali się do wyglądu
starszych, którzy jak wiadomo dość wcześnie zarzucili tradycyjny sposób ubierania się, przechodząc
na surduty i marynarki. Być może z tego też powodu wszelkie rekonstrukcje męskich strojów cie­
szyńskich, jakich używają zespoły folklorystyczne nie są udane, gdyż nie odpowiadają prawdzie. Za
to stroje kobiece mają wiele możliwości i podstawy do prezentowania autentycznych przykładów.
Zachowało się bowiem jeszcze sporo oryginałów, a i wszelkie szyte na nowo części tego stroju za­
chowują właściwą jego formę oraz ukazują różnorodność sposobów zdobniczych odpowiadających
modzie określonych ram czasowych. Wprawdzie jeszcze w 1926 r. w jednym z listów nadesłanych do
„Posła Ewangelickiego" jego autor utyskuje na niekorzystne zmiany, jakie zaobserwował w kobie­
cym stroju cieszyńskim po dłuższej swej nieobecności w tych stronach, ale tym samym dokumentuje
panującą wówczas modę. Nie widząc złotem lub srebrem haftowanych żywotków, ani „kabotków
i koszulek pięknie haftowanych", ani fartuszków batystowych i czarnych sukiennych spencerów do­
strzega" niemożliwe bezstylowe innowacje". Są nimi według niego czarne suknie z brązową golon­
ką, żywotki bez haftu, zamiast białego bufiastego kabotka - modna damska bluzka, nawet niebieska,
żółta, zielona z głębokim dekoltem, „fartuchy, które dawniej były gęsto fałdowane są dziś wąskie
i kuse", a „zamiast starego spencera kaftaniki, tzw. jakie" uszyte z sukna, aksamitu, jedwabiu
i „o zgrozo - z pluszu". Czyli tzw. plusz uchodził za coś zgoła nieodpowiedniego. Również dziew132

�częta nie noszą - jak pisze - grubego warkocza lecz „ufryzowane grzywki, strzyżone czupryny
i bubikopfy". Krytykując ten stan rzeczy nawołuje kobiety do powrotu do dawnej mody śląskiej .
284

Ryc. 181. Tancerze z zespołu cieszyńskiego, Cieszyn 1970 r. Fot. Arch. autorki.

Warto podkreślić, że faktycznie w latach dwudziestych - trzydziestych X X w. pojawiają się suk­
nie w brązowym kolorze i z brązową golonką oraz żywotkiem z brązowego aksamitu. Czasami jest to
także kombinacja - żywotek brązowy, a suknia czarna i golonka nie koniecznie niebieska, ale nie jest
to powszechne, bo każda z kobiet wie, że suknia powinna być właśnie czarna z haftowanym czarnym
żywotkiem lub ewentualnie wiśniowym dla druhny. Powszechna natomiast staje się zmiana uczesania,
tzn. dziewczęta i młode mężatki chętnie obcinają swoje warkocze i ondulują krótkie włosy, starsze
kobiety jednak, ubierając się tradycyjnie zachowują chociaż krótki warkocz upięty na potylicy, aby
lepiej trzymał się na głowie czepek. I jeszcze jedna uwaga wspomnianego autora z „Posła Ewangeli­
ckiego" jest trafna. Wiele młodych kobiet oglądających się za modą w mieście zaczyna nosić zamiast
koszulki z białym haftem, czy tradycyjnego kabotka, jedwabną bluzkę z krótkimi rękawami, uszytą
w różnym fasonie, przeważnie bez kołnierza, zapinaną z przodu na guziczki lub wkładaną przez
głowę, raczej białą ewentualnie kremową, a nie w różnych kolorach, jak to zauważa autor listu. Jego
spostrzegawcze oko dostrzega także zmianę szerokości i sposobu marszczenia fartucha, przy czym
koronkowe wstawki u dołu występowały nader rzadko. Natomiast żywotki bez haftu, obszyte tylko
samą niebieską albo białą taśmą były istotnie mniej eleganckie.
Jeśli chodzi o kolejne zmiany w stroju to nastąpiły one także po I I wojnie światowej, kiedy mod­
ne stały się tkaniny nylonowe, ręcznie malowane, z czasem też posypywane błyszczącym kolorowym
proszkiem, których używano na fartuchy i szatki. Upodobania te dość prędko minęły, gdyż okazały
się niepraktyczne - takich wyrobów nie można było prać, farba malowań się łuszczyła przy częstym
ich używaniu, a połyskliwy proszek się wykruszał. Niemniej cieszynianki zawsze ulegały modzie
i „umiały się ubrać" . Mówiono też „moda i jeszcze raz moda", pomimo iż w panującej opinii „modę
djabeł stworzył. Wszycko zbiyro do beczki i jak tego jest już moc, co ni może już nic wykombino­
wać, to beczkę przewróci do góry dnem i znów na nowo moda" .
W sumie większość wprowadzanych nowości w X X w. okazała się niefunkcjonalna, nawet tan­
detna, co nie odpowiadało elegancji i wykwintności tradycyjnego stroju. Zawsze bowiem dbano
o jego staranny wygląd i dlatego odświętne strojenie wymagało dużo czasu. Powiadano też, że „babe
do cieszyńskiego stroju ubrać, to prędzej wóz z drabiną zaprządz i konie uszykować" . Kto chce
285

286

287

zatem z różnych względów go nadal nosić, powinien zachować jego autentyczny uroczysty wygląd.
284
285
286
287

Anonimowy list o stroju śląskim, „Poseł Ewangelicki" 1926 nr 41.
Zuzanna Bojdowa lat 55, hafciarka, Pierściec 1958.
Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1958.
Siostry Helena Cieślak i Emilia Śliwka, Brenna 1956.

133

�BIBLIOGRAFIA
Bazielich B . , - Z badań terenowych nad cieszyńskim haftem ludowym, Katowice 1958.
- Z badań terenowych nad haftem ludowym w pow. bielskim, Katowice 1962.
- Ludowe wyszycia techniką krzyżykową na Śląsku, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu. Etnografia", zeszyt nr 1, Bytom 1966.
- Moda w strojach regionalnych, katalog wystawy, Bytom 1957.
- Złote hafty w tradycyjnej odzieży na Śląsku, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu. Etnografia" zeszyt nr 6, Bytom 1973.
- Śląskie stroje ludowe, Katowice 1988.
- Strój ludowy w Polsce - opisy i wykroje, Warszawa 1995.
- Odzież, stroje i ich formy zdobnicze, [w:] Kultura ludowa śląskiej ludności rodzimej,
red. D. Simonides, Wrocław - Warszawa 1991, s. 99-168.
- Śląskie stroje ludowe, Chorzów 1997.
Bronicz St., - Strój pszczyński, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1954.
Dobrowolska A., - Żywotek cieszyński, Katowice 1930.
- Strój Jacków Jabłonkowskich, Lublin 1948, „Prace i Materiały Etnograficzne", t.
V I I I , s. 1 - 38.
Dobrowolscy A., T., - Strój, haft i koronka w województwie śląskim, Kraków 1936.
Fierla G., - Strój lachów śląskich, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1969.
- Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977.
Gładysz M . , - Zdobnictwo metalowe na Śląsku, Kraków 1938, s. 181-238.
Iwanek W , - Złotnictwo na Śląsku Cieszyńskim. Próba zarysu, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu. Sztuka", zeszyt nr 6, Bytom 1973, s. 121-186.
Kubisz J., - Pamiętnik starego nauczyciela, Cieszyn 1928.
Malicki L., - Kożuchy górali śląskich, „Zaranie Śląskie", R. I I I , z. 3, 1937.
- Drukowanie płócien na Śląsku, „Lud", t. X I I , 1954.
- Strój górali śląskich, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1956.
Malinowski L., - Zarysy życia ludowego na Szląsku, „Ateneum", 1877.
Piegza K., — Nakrycia głowy kobiet cieszyńskich, Czeski Cieszyn 1979.
Poloczkowa B., - Tekstylia i strój na Śląsku Cieszyńskim w XVII-XVIII w., „Polska Sztuka Ludowa",
1973, z. 3, s. 135-146.
- Strój cieszyński w XIX w., „Polska Sztuka Ludowa", 1972, z. 3, s. 153-170.
Popiołek F., - Studia z dziejów Śląska Cieszyńskiego, Katowice 1958.
Slama Fr., - Oesterreichisch Schlesien, Prag 1887.
Stolafik, - Hrcava, Ostrava 1958.
Teśinsko, t. 2, Odev, praca zbior., Ostrava 2000, s. 99-240.

134

�SPIS ILUSTRACJI
1. Mapa powiatu cieszyńskiego, bielskiego z miejscowościami, w których w 1956 i 1957 r. przeprowadzono badania
nad haftem ludowym. B. Bazielich, Z badań terenowych nad cieszyńskim haftem ludowym, Katowice 1958, s. nlb.
2. Jadwiga Krysta w codziennym odzieniu przy kuchni, Lipowiec 1956 r. Fot. St. Deptuszewski
3. W drodze na targ, akwarela J. Alta 1840 r. Kartka pocztowa wyd. Przez Muzeum Tesinska, fot. A. Milersky.
4. Powrót z chrztu, rys. J. Kinzel, 1891. Reprod. Oesterreichisch
und Schlesien, Wien 1897, s. 593.

- ungarische Monarchie in Wort und Bild. Märchen

5. Mapa zasięgu ludowych strojów w Cieszyńskiem. Teśinsko, t. 2, Ostrava 2000, s. 100. Reprod.
6. Mapa rozmieszczenia dawnych plemion śląskich. Górny Śląsk, cz. I , Poznań 1959, s. 436.
7. Mapa podziałów wewnętrznych Śląska w I poł. X I V w. i granice Księstwa Cieszyńskiego około 1315 r. R. Rysiewicz-Jędrusik, A. Pustelnik, B. Konopka, Granice Śląska, Wrocław 1998, s. 90
8. Mapa Śląska Cieszyńskiego w granicach historycznych. Płyniesz Olzo ...Zarys kultury materialnej ludu cieszyńskie­
go,, red. D. Kadłubiec, t. I I , Ostrava 1972, s. 107 Mapa uzupełniona przez autorkę.
9. Mapa osadnictwa, gleb, zalesienia i terenów bagnistych w X I I I - X I V w. I . Panic, Historia osadnictwa w księstwieopolskim we wczesnym średniowieczu, Katowice 1992, s. 131, mapa 14.
10. Kobieta w letniku. Rysunek na desce w kościele NMP, Zarzecze koło Bielska-Białej, X V I w. Arch.Dz.Et.MGB.
(Dział Etnografii Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu).
11. Renesansowy strój magnacki. Miedzioryt z widokiem Cieszyna, wyk. D. Meissner ok. 1630 r.
12. Fragment obrzędowej chusty z 1686 r. Fot. St. Deptuszewski. Eksponat Muzeum w Cieszynie.
13. Góralki w stroju cieszyńskim,

Koniaków Rupienka 1956 r. Fot. St. Deptuszewski

14. Raszka drobno fałdowana ze złotym galonem i haftem, Kojkowice RCz. I I poł. X I X w., Tesinsko, Ostrava 2000,
kolorowa i l . 38.
15. Stroje z okolic Cieszyna, rys F. Kaliwoda, ok. 1840 r. G. Fierla, Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977, s. 1.
16. Typy i widoki Cieszyna. „Tygodnik ilustrowany", 1878 r., Reprod. St. Deptuszewski.
17. Mężczyzna w stroju cieszyńskim, I I poł. X I X w. G. Fierla, Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977, s. 48.
18. Wyrobnicy cieszyńscy. „Tygodnik Ilustrowany", 1878 r.
19. Żywotki ze złotym haftem obszyte ozdobnymi taśmami. 1. Ustroń, poł. X I X w. 2. Istebna, koniec X I X w. Fot. St.
Deptuszewski. Zbiory muzeum w Cieszynie.
20. Przód i tył żywotka z charakterystycznym obszyciem ozdobną taśmą. Wyk. Maria Farfecka, Brenna 1936 r. Fot. St.
Deptuszewski, 1956.
21. Nowsza forma zdobienia żywotków. 1. Hafty w miejscach obszyć, wyk. Hermanka z Cieszyna w 1944 r., Mnisztwo.
2. Hoczki haftowane szklanymi perłami, wyk. Helena Sojka w 1926 r., Bielowicko. Fot. St. Deptuszewski, 1956.
22. Wiślanie. B. Hoff, Lud cieszyński, jego właściwości i siedziby, Warszawa 1888, s. 51.
23. Mapka zasięgu żywotka cieszyńskiego. A. Dobrowolska, Żywotek cieszyński, Katowice 1930, s. nlb.
24. Państwo młodzi (E. i Z. Gwarkowie) - mloducha w stroju cieszyńskim po zaczepieniu, pan młody w stroju górskim,
Koniaków 1957.
Fot. St. Deptuszewski.
25. Mapa zasięgu ubioru pszczyńskiego z granicą wpływów stroju cieszyńskiego.
Polskich Strojów Ludowych, Wrocław 1954, s. 17.

St. Bronicz, Strój pszczyński, Atlas

26. Mapa zasięgu żywotka cieszyńskiego. B. Bazielich, Z badań terenowych nad haftem ludowym w powiecie bielskim,
Katowice 1962, s. 29 nlb.
27. Mapa zasięgu ozdób metalowych na Śląsku. M . Gładysz, „Zdobnictwo metalowe na Śląsku", Kraków 1938, s. 201.
28. Strój cieszyński z okolic Jabłonkowa. Muzeum Śląskie w Opawie. Fot. A . Pustka 1970.
29. Ozdoby stroju jabłonkowskiego: brelok, orpant do męskiego kabata, filigranowe korale. Fot. Arch.MGB.
30. Cieszyński strój mężczyzny ok. 1870 r. G. Fierla, Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977, s. 49.
31. Koszula męska o tunikowatym kroju. Rys. autorka.
32. Koszula męska o kroju z karczkiem. Rys. autorka.
33. Krój i przód płóciennych portek. Rys. autorka.
34. Krój i spodnie płócienne szyte po bokach. Rys. autorka.
35. Krój lazurek. Rys. autorka.

135

�36. Lazurki. Fot. J. Kubisz 1939. Arch.MGB.
37. Dawniejszy i nowszy typ brucleka: 1. - pol. X I X w. 2. koniec X I X w. G. Fierla, Strój cieszyński, Czeski Cieszyn
1977, s. 48.
38. Bruclek z I pol. X I X w. Rys. autorka wg Teśinsko, t. 2, Ostrava 2000, fot. 102.
39. Kamizelka zdobiona stebnowaniami. B. Poloczkowa, Strój cieszyński w X I X w., „Polska Sztuka Ludowa", 1963, z.
3, s. 155.
40. Kamizelka dwurzędowa uszyta z czarnej wełnianej tkaniny, I I poł. X I X w. Fot. J. Kubisz 1939. Arch. autorki.
41. Strój z okolic Cieszyna. Akwarela J. Alta z ok. 1840 r. kartka pocztowa wyd. przez Muzeum Teśinska, fot. A. M
lersky.
42. Krój kamizoli. B. Poloczkowa, Strój cieszyński w X I X w., „Polska Sztuka Ludowa" 1972, s. 157.
43. Krój kamizoli i szpencera. Rys. autorka wg A. Dobrowolskiej, Strój Jacków jabłonkowskich,
44^45.

nadbitka s. 17.

Przód i tył gunioka, pogórze cieszyńskie Fot. St. Deptuszewski.

46. Różne formy peleryny, I poł. X I X w. 1. - z podszewką, 2. - bez podszewki. Rys. autorka.
47. Płaszcz i jego krój bez pelerynki i kołnierza. Rys. autorka.
48. Krój i wygląd guni. Rys. autorka.
49. Zdobiny kożucha, Hermanice. Fot. L . Malicki 1939.
50. Różne formy luksusowego obuwia z X V I I - X I X w. 1. - but safianowy, 2. - but typu węgierskiego, 3. - brokatowybucik z językiem, 4. - bucik skórkowy z klamrą 5. - pantofel kobiecy z kokardą. Rys. autorka wg M . GutkowskaRychlewska, Historie ubiorów, Ossolineum 1968, s. 454, 554, 666.
51. Różne formy obuwia do stroju cieszyńskiego z X I X - X X w. 1. - but prosty, 2. - but z lśniącymi wąskimi cholewami,
3. - kierpec, 4. - sukienny papuć. Rys. autorka wg ilustracji J. Alta i H . Jastrzembskiego z I poł. X I X w.
52. Różne formy męskich nakryć głowy noszonych w X I X w. i na pocz. X X w. 1 - kapelusz cylindryczny, 2. - kap lusz
z klamrą 3. - kasturek, 4. - kapelusz słomiany, 5. - baranica. Rys. autorka.
53. Weselnicy: młoda para, dwie pary drużbów i goście, Jaworze Dolne 1914. Fot. Arch. autorki.
54. Młoda para - żenich w surducie, Pastwiska 1914 r. Fot. Arch. autorki.
55. Odświętny ubiór mężczyzn, Puńców 1910 r. Fot. Arch. autorki.
56. Helena Sojka, hafciarka we współczesnej bluzce ubranej do stroju cieszyńskiego,
1956.

Bielowicko. Fot. St. Deptuszewski

57. Maria Farfecka, hafciarka w stroju cieszyńskim w jedwabnym fartuchu w kratę, Brenna. Fot. St. Deptuszewski 1956.
58. Franciszka Burjan, hafciarka w stroju cieszyńskim z białą dzianą hacką, Górki Wielkie. Fot. St. Deptuszewski 1956.
59. Kobieta we współczesnej bluzce ubranej do stroju cieszyńskiego ze starą biżuterią Brenna. Fot. St. Deptuszewski
1956.
60. Maria Szczepańska, hafciarka we współczesnym stroju cieszyńskim z haftowanym pasem, Hermanice. Fot. St. Dep­
tuszewski 1956.
61. Krój ciasnochy. Rys. autorka.
62. Prymitywny krój kabotka. Rys. autorka.
63. Trzy rodzaje koszuli wiyrchniej: 1. kabotek, 2. szutka, 3. koszwłka. Rys. autorka.
64. Wyszycia na obujku szutki, Ligotka Kameralna, RCz. Fot. St. Deptuszewski 1972.
65. Haftowany lemiec i kreza rękawa koszulki, Gumna, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
66. Haftowana koszulka, Skoczów, koniec X I X w. Fot. Arch. autorki.
67. Haft na przyramku koszulki, Gumna, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
68. Haftowane okruże koszulki, Ogrodzona pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski, Zbiory M G B Et. 10698.
69. Nowsza forma kabotka uszyta z fabrycznego płótna, Czechowice, I poł. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
70. Bluzka z haftem richelieu do stroju cieszyńskiego, Jasienica, lata międzywojenne. Fot. St. Deptuszewski 1959.
71. Wygląd spodka ze stanikiem. Rys. autorka.
72. Haft na brzegu spodka, Skoczów, pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
73. Najstarsza rycina stroju cieszyńskiego,

1803 r. Teśinsko, ił. 160.

1 A. Suknia cieszyńska, Jasienica 1967. Fot. Arch. autorki.
75. Helena Cieśla w uroczystym stroju z suknią o lekko podwyższonym stanie, Brenna 1956. Fot. St. Deptuszewski.
76. Helena Sojka, hafciarka w stroju z suknią o obniżonej talii, Bielowicko 1956. Fot. St. Deptuszewski.
77. Wykrój żywotka - oplecko, dwie przedniczki, ramiączko.

136

Rys. autorka.

�78. Żywotek ze złotym hartem i złotą bortą, Ustroń X I X w. Fot. St. Deptuszewski, Zbiory muzeum w Gliwicach.
19. Żywotek haftowany przez Ewę Chałupską w 1946 r., Jasienica. Fot. St. Deptuszewski 1959.
80. Aksamit z haftowanym żywotkiem rozpiętym na hafciarskiej ramie, własność hafciarki Marii Szczepańskiej, Herm
nice. Fot. St. Deptuszewski 1956.
81. Aksamit z zafastrygowanym żywotkiem przed uszyciem, wykonała Elżbieta Strzędało, hafciarka, Ligota. Fot. St.
Deptuszewski 1957.
82. Projekt żywotka obszytego sznurka, wykonała Ewa Chałupską, hafciarka, Jasienica. Fot. St. Deptuszewski 1959.
83. Żvwo/e/&lt;:bez haftów, obszyty sznurka, własność Anny Górniak, lat 65, Gumna. Fot. St. Deptuszewski 1956.
84-85. Tył i przód żywotka haftowanego w miejscach, gdzie naszywano galony, Wisła. Fot. St. Deptuszewski 1956.
86. Żywotek haftowany „w dwa kwiaty", Brenna 1938 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
87. Żywotek haftowany „w trzy bukieta", Górki Wielkie 1930 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
88. Żywotek ślubny haftowany „w jeden kwiat", Jaworze 1928 r. Fot. St. Deptuszewski 1959.
89. Żywotek z haftem „w wianuszek", wykonała Maria Szczepańska 1953., Hermanice. Fot. St. Deptuszewski 1956.
90. Żywotek z haftem „w wianuszek" kupiony w Cieszynie 1950 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
91. Trzy pary srebrnych hoczków naprzedniczkach żywotka, Hermanice. Fot. St. Deptuszewski 1956.
92. Tzw. ślepe hoczki wyhaftowane perłami, Ligota 1954 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
93-94.Tył i przód żywotka przy sukni dla dziewczynki do I Komunii św. haftowany w białe konwalie i niebieskie ni
zapominajki, listki zielone, Gumna 1946 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
95. Fartuch płócienny drukowany. Teśinsko, i l . 40 kolor.
96. Cieszynianka w odświętnym stroju, 1930 r. Fot. Arch. autorki.
97. Fartuch jedwabny granatowy z haftem: kwiatki błękitne i pomarańczowe, liście zielone, wykonała Anna Cyfkowa
1928 r., Skoczów. Fot. St. Deptuszewski 1956.
98. Hafciarka Stefania Dziadek w stroju cieszyńskim z adamaszkowym fartuchem, Ligota 1959 r. Fot. St. Deptuszewski
1956.
99. Hafciarka Maria Szczepańska w stroju cieszyńskim z jedwabnym wzoizystym fartuchem, Hermamcs \956t. Fot. St.
Deptuszewski 1956.
100.Siostry Romańczyk - Matylda, szwaczka i Stefania, koronkarka w kretonowych fartuchach i sukienkach noszonych
na co dzień, Nierodzim 1956 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
101.Cieszynianka w cieplejszej jakli, 1934 r. Fot. Arch. autorki.
\02.Jakle i strój ubogich kobiet, Marklowice, 1930. Fot. Arch. autorki.
103.Łańcuszkowy haft na kamgarnowej jakli, wykonała Helena Donocik, Międzyrzecze, pocz. X X w. Fot. St. Deptu­
szewski 1956.
104.Szpyncer do kobiecego stroju cieszyńskiego,
Cieszyn 1977, s. 55.

Ropica, RCz., ok. 1860 r. Reprod. G. Fierla Strój cieszyński, Czeski

105. Krój kobiecego szpyncera do kobiecego stroju łaskiego, Orłowa RCz., 1890 r. Reprod. G. Fierla, Strój lachów ślą­
skich, Atlas Polskich Strojów Ludowych, Wrocław 1969, s. 32-33.
106. Kobiecy kożuch ślubny, Hermanice. Fot. L. Malicki 1939.
107. Cieszyńskie chustki obrzędowe, X V I I I - X I X w. Reprod. A. Macoszek, Przewodnik po Śląsku Cieszyńskim, Lwów
1901, s. 88-89.
108.Narożnik chusty oczepinowej z białym haftem, X I X w. Fot. St. Deptuszewski,

Zbiory muzeum w Cieszynie.

109-110. Wiązanie chustki na żurek, Ligota. Fot. St. Deptuszewski 1959.
111 .Kobieta w stroju cieszyńskim z żurkiem, Ligota. Fot. St. Deptuszewski 1959.
112. Kobieta w stroju cieszyńskim z żurkiem, Górki Wielkie. Fot. St. Deptuszewski 1959.
113. Jedwabna szatka ręcznie haftowana przez Zuzannę Bojdową 1948 r. Pierściec. Fot. St. Deptuszewski 1956.
114. Cztery narożniki szatki spuszczowej wyszyte dwustronnym ściegiem krzyżykowym, X I X w. Fot. Maks. Fleicher,
Zbiory MGB.
WS.Młoduchy

w hackach cieszyńskich podczas ślubu w kościele, Koniaków 1957. Fot. St. Deptuszewski 1956.

1 ló.Chustka ręcznie malowana przez Martę Gabryś w 1956 r. Haźlach. Fot. St. Deptuszewski 1956.
117. Czepek z szydełkowym czółkiem, wykonała Janina Moskała przed I wojną światową Brenna. Fot. St. Deptuszew­
ski 1956.
118. Czepek z czółkiem roboty klockowej, kupiony w Skoczowie 1922 r. Istebna. Fot. St. Deptuszewski 1956.

137

�119. Czepek z czółkiem robionym „na kółkach" - teneryfie przed I I wojną światową Istebna. Fot. St. Deptuszewski
1956.
120. Tiulowe czółko do czepka łaskiego wykonała Anna Szlauer, Pastwiska 1967 r. Fot. St. Deptuszewski.
121. Czepek z siatkowym czółkiem, wykonała Maria Bogdanowicz, Wisła-Jawornik 1954 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
122. Uczesanie dziewcząt i kobiet śpiewających w zespole „Cementownia Goleszów", Goleszów 1958 r. Fot. St. Deptu­
szewski.
123. Wzór czerwonej dzianej pończochy. Rys. autorka.
124. Klamerki do spencera, Cieszyn X V I I I - X I X w. Fot. St. Gadomski. Zbiory MGB.
125. Pas z odlewanych płytek, X V I I I w. Fot. D. Dubiel. Zbiory muzeum w Cieszynie.
126. Pas z odlewanych płytek i z łańcuszkami, X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory M G B Et. 10172.
127. Pas z łańcuszków i filigranowych płytek, Cieszyn pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1964.
128. Łańcuszkowe orpanty, Cieszyn koniec X I X w. Fot. St. Gadomski. Zbiory M G B .
129. Przykłady odlewanych hoczków, X I X w. Fot. St. Gadomski. Zbiory M G B i muzeum w Cieszynie.
130. Filigranowe hoczki w formie tulipana, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory M G B Et. 10475.
131. Fragment pasa z kolumienkami, Skoczów pocz. X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1958.
132. Filigranowa rozeta zpukliczkami na płytce pasa, Brenna, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
133. Przykłady haftowanych pasów, Ligota, Brenna, Wisła, poł. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1954.
134. Haftowane hoczki naprzedniczkach żywotka, wykonała Franciszka Burjan 1915 r. Górki Wielkie. Fot. St. Deptu­
szewski 1956.
13 5. Srebrne odlewane hoczki obwiedzione haftem na przedniczkach żywotka, wykonała Maria Smelikowa, Cieszyn-Bobrek 1928 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
136. Złoty galon na żywotku cieszyńskim, pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
137. Haftowanaprzeposka dł. około 3 m, Skoczów pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
138. Dziewczęcy strój z haftowanym pasem, Dolna Łomna, RCz., Fot. Arch. autorki.
139. Mężatki ubrane po cieszyńsku: od lewej - kobieta w ubiorze codziennym, tj. kretonowej kiecce, fartuchu i jakli
oraz w żurku przewiązanym drugą chustką. Kobieta w stroju odświętnym z suknią cieszyńską. Kobieta w stroju
odświętnym i jakli, Marklowice około 1930 r. Fot. Arch. autorki.
140. Kobieta w odświętnym stroju cieszyńskim, Hermanice. Fot. St. Deptuszewski 1956.
141. Kobieta w odświętnym stroju z hacką, Górki Wielkie.Fot. St. Deptuszewski 1956.
142. Żywotek ślubny haftowany przez Skulimowąna pocz. X X w., Brenna.Fot. St. Deptuszewski 1956.
143. Żywotek ślubny haftowany przez Franciszkę Burjan Górki Wielkie 1949 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
144. Zdejmowanie wianka przed zaczepieniem panny młodej ubranej w strój cieszyński, Koniaków 1957. Fot. St. Dep­
tuszewski.
145. Fragment lnianego płóciennego kabotka z fałdami przy lemcu wyszytym skręcatką, region cieszyński RC, koniec
X I X w. Fot. A Pustka. Zbiory muzeum w Opawie.
146. Klocki do drukowania płócien z warsztatu Lewińskiego w Cieszynie, 1909 r. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory muze­
um w Cieszynie Et. 7278, 7282, 632.
147. Drukowany fartuch płócienny do stroju cieszyńskiego, pocz. X X w. Fot. Arch. autorki.
148. Narożnik chusty spuszczonej - czepinowej wyszyty ściegiem krzyżykowym dwustronnym, (strona lewa), różowabawełna, Pruchna koniec XLX w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory M G B Et. 7446.
149. Jednobarwne wyszycie na lemcu kabotka ściegiem płaskim i dziurkowanym, Cieszyn pocz. X X w. Fot. St. Deptu­
szewski. Zbiory muzeum w Cieszynie.
150. Wyszycie ściegiem warkoczykowym i skręcatką na obujku kabotka, brązową i kremową bawełną Czechowice
koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory muzeum w Gliwicach Et. 1498.
151. Obuj'ek kabotka wyszyty ściegiem skręcatką i półkrzyżykiem, Cieszyn koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbio­
ry muzeum w Cieszynie.
152. Dziurkowany haft biały przeznaczony na kabotek, wykonała Anna Lipowczan w latach międzywojennych, Golszów. Fot. St. Deptuszewski 1958.
153. Rękaw kabotka z haftem białym i czarnym dziurkowanym, Mnisztwo, pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1958.
154. Biały haft na narożniku chustki spuszczowej - czepinowej, Nierodzim, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1958.
155. Anna Lipowczan wykonująca białe hafty, Goleszów-Równia. Fot. St. Deptuszewski 1958.

138

�156-157.Starszy i nowszy żywotek ze złotym wypukłym haftem, Wisła koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory
muzeum w Gliwicach.
158. Żywotek kupiony w Bielsku w 1909 r., własność Heleny Plinta, Nierodzim. Fot. St. Deptuszewski 1956.
159. Etykietki nici do haftowania żywotków kupowanych w Czechach, Brenna.Fot. St. Deptuszewski 1956.
160. Rama do haftowania żywotków i tamborek do haftowania chustek i fartuchów, własność hafciarki Jadwigi Wojnar,
Brenna.Fot. St. Deptuszewski 1956.
161—162.Tył i przód żywotka haftowanego w większe kwiaty przez Annę Cyfkową 1928 r., Skoczów. Fot. St. Deptu­
szewski 1956.
163—164.Tył i przód żywotka haftowanego w szyszki, kupiono w Jasienicy „za starej Polski", Jaworze. Fot. St. Deptu­
szewski 1959.
165.Żywotek haftowany szklanymi perłami w 1915 r. przez Franciszkę Burjan, Górki Wielkie. Fot. St. Deptuszewski
1956.
\66.Żywotek

kupiony w Skoczowie w latach międzywojennych, własność Emilii Śliwka, Brenna. Fot. St. Deptuszewski

1956.
\61.Żywotek

haftowany w 1932 r. przez Stefanię Dziadek, Ligota. Fot. St. Deptuszewski 1959.

\68.Żywotek

haftowany w 1930 r. przez Ewę Chałupską, Jasienica. Fot. St. Deptuszewski 1959.

169. Żywotek ślubny haftowany w 1932 r., własność Marii Figna, Mniszfwo. Fot. St. Deptuszewski 1956.
170. Żvwore/c haftowany w 1930 r. przez Ewę Chałupską z Jasienicy, Goleszów. Fot. St. Deptuszewski 1957.
171. Narożnik chusty spuszczowej wyszytej skręcatką i obszytej klockową koronką, własność Zuzanny Gembołyś, Isteb­
na, I I pol. X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1967.
172. Czółko czepka z koronki klockowej w płócienkowe ornamenty, Nierodzim I poł. X X w. Fot. St. Deptuszewski
1957.
173.Stefania Romańczyk przy robocie koronki klockowej, Nierodzim. Fot. St. Deptuszewski 1956.
MA.Czółka do czepka haftowane na tiulu, wykonała Anna Szlauer, Pastwiska 1952 r. Fot. St. Deptuszewski 1967.
175.Czepek czółkowy z haftowanej wiązanej siatki, wykonała koronkarka Bogdanowicz z Wisły-Jawornika 1949 r.,
własność Ewy Nogowczyk, Wisła. Fot. St. Deptuszewski 1967.
Md.Romek do haftowania siatki, własność Stefanii Romańczyk, Nierodzim. Fot. St. Deptuszewski 1956.
177. Pieczęć cechu szewskiego, Skoczów 1565 r. Fot. St. Deptuszewski.
178. Zeszytowy wzornik do robienia koronek klocowych po zmarłej koronkarce Marii Gruszczyk, własność Stefanii
Romańczyk, Nierodzim. Fot. St. Deptuszewski 1956.
179. Przywilej cechu płócienników wydany przez Wacława, księcia cieszyńskiego, zabraniający „szturarzom" wytwa­
rzania i sprzedawania płótna, Cieszyn 1563 r. Fot. B. Bazielich.
180. Złotnik Franciszek Horak przy swoim warsztacie, Cieszyn 1962 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
181. Tancerze z zespołu cieszyńskiego, Cieszyn 1970 r. Fot. Arch. autorki.

Tabl. I

Dziewczyna w stroju cieszyńskim, rys. J. Manes 1854 r.

Tabl. I I Strój z Cieszyna, akwarela H . Jastrzembskiego, ok. 1846 r. Reprod. I. Adamczyk, M . Dembiniok, G. Studnicki,
Korowód naszych przodków, Cieszyn 2004, i l . nlb. katalog muzeum w Cieszynie.
Tabl. III Mężatka i dziewczęta w strojach cieszyńskich. Fot. St. Gadomski 1972.
Tabl. I V Mężatki w cieplejszych strojach. Fot. St. Gadomski 1972.

�CIESZYN F O L K COSTUME

The Cieszyn folk costume is one of the forms of clothing which occurs in the region of Silesia, the former
Cieszyn Duchy with the capital in Cieszyn. The town, situated in the southern part of Silesian voivodship, has a
long history going back to the Middle Ages, to the beginning of the Polish State. The oldest information on the
local folk clothing is recorded in the municipal archives from the XVIth century. The records mention different
items of clothing and jewellery as well as their names, which were used not only by the bourgeois circles of the
Cieszyn region. This region, which was later divided by the border separating Poland from Bohemia, remained
faithful to the traditions of its folk clothing. On the both sides of the political border, one can observe the same
regional variants of the folk costume, - the clothes of the Silesian, Lachian and Cieszyn highlanders.
The Cieszyn folk costume was originally connected with the court, bourgeois circles and rich peasants but
over the course of time it became more commonly used especially in the first half of the XlXth century after
the abolition of serfdom. It was considered to be elegant and formal and it reached as far as the Pszczyna region
in the north and the mountainous area in the south, where it was worn by the local women with fondness. The
representative character and wealth of the Cieszyn female folk costume (the male folk clothing disappeared
at the end of the XlXth century) are manifested by its embroidery, lace and jewellery, which have survived
despite having gone through different transformations.
The study describes in detail not only the individual items of female and male folk costumes, but also
other related questions. The author prepared the material on the basis of her own field studies, which had been
thoroughly conducted in the period of 1956-1959 and sporadically in the subsequent years. She published the
results in several books and papers. Apart from her own studies, she made use of archive sources of Cieszyn
and Skoczów, museum collections in Cieszyn, Bytom, Gliwice, Opawa, Ostrawa and others. The author also
used the diaries of local embroiderers and the family pictures of informants coming from the mm of the XlXth
and XXth centuries as well as later years such as the well known iconography from the first half of the XlXth
century.
In the introduction the author presents the reasons why she decided to take up this subject. The following
chapters deal with the sources and the condition of the studies, the characteristics of the region, the history of
the Cieszyn folk costume, its range and the folk clothing of the neighbours. The subsequent chapters generally
and in detail describe the female and male costumes and show their diversity. Separate chapters are devoted to
materials used for making clothes, embroidery, lace and the manufacturers. The conclusion, with some additio­
nal information, recapitulates the topic.
It is worth stressing that in spite of the many changes, which took place after the Second World War, the
Cieszyn folk costume is still highly respected and is worn on special occasions.

Tłum. Joanna Leszkiewicz

140

�DIE TESCHENER TRACHT

Die Teschener Tracht ist eine der vorkommenden Kleidungsform in Schlesien in dem ehemaligen Te­
schener Herzogtum, dessen Hauptstadt Teschen ist. Diese in dem südlichen Teil der Wojewodschaft Schlesien
gelegene Stadt hat eine weit ins Mittelalter zurückreichende Geschichte, d.h. bis zu den Anfängen des polnis­
chen Staates. Die ältesten Notizen in den städtischen Büchern zu der lokalen Kleidung reichen bis ins XVI. Jh.
zurück. Diese erwähnen einige Kleidungs- und Schmuckstücke sowie deren Bezeichnungen, die nicht nur von
dem Bürgertum der Teschener Region benutzt wurden. Und diese Region, im Laufe der Zeit durch die Staats­
grenze zwischen Polen und Tschechien geteilt, ist hinsichtlich der Trachten ihrer Tradition treu geblieben. Auf
beiden Seiten der politischen Grenze kommen nämlich die gleichen Varianten der Regionaltrachten, d.i. der
schlesichen Bergbewohner, die lachische und die Teschener Variante.
Die Teschener Tracht, ursprünglich in Verbindung mit dem Bürgertum und mit dem Hof sowie mit
dem reichen Bauerntum, verbreitete sich im Laufe der Zeit immer mehr, insbesondere in der 1. Hälfte des
XIX. Jh. nach Abschaffung der Fron. Als elegant und repräsentabel angesehen gelangte sie sogar bis außerhalb
der Teschener Dörfer im Norden, d.h. in die Pszczynaer Region und in den Süden, in die Bergregion, wo sie
die Frauen mit Wohlgefallen getragen haben. Die Repräsentanz und den Reichtum der Frauentracht (die Män­
nertracht ging bereits gegen Ende des XIX. Jh. verloren) drücken ihre Stickereien, Spitzen und ihr Schmuck
aus, die zwar mit der Zeit Veränderungen erfuhren, jedoch nie gänzlich verschwanden.
In der vorliegenden Arbeit werden nicht nur die Bestandteile der Männer- und der Frauentracht detailliert
behandelt, sondern auch sonstige mit ihnen zusammenhängende Fragen. Die Arbeit der Autorin basiert auf
ihren eigenen in den Jahren 1956-1959 und gelegentlich noch in den darauffolgenden Jahren durchgeführten
eingehenden Felduntersuchungen. Diese Ergebnisse hat sie in einigen Monographien und Artikeln veröffen­
tlicht. Darüber hinaus hat sie die Archive der Städte Cieszyn, Skoczów, die Sammlungen der Museen in
Cieszyn, Bytom, Gliwice, Opawa, Ostrawa und in anderen Städten ausgewertet. Hinzu kommen Tagebücher
der lokalen Stickerinnen und aus dem XIX. und XX. Jh. stammende und auch spätere Familienfotos der Infor­
manten, ferner die bekannte Ikonographie aus der 1. Hälfte des XIX. Jh.
Insgesamt, ausgenommen das Vorwort, das die Beweggründe der Autorin für das Thema nennt, behandeln
die folgenden Kapitel die Quellen und den Stand der Forschung, eine Charakteristik der Region, die Geschichte
der Teschener Tracht und deren Verbreitungsgebiet sowie die Trachten der Nachbarn. In den darauffolgenden
Kapiteln werden allgemein und detailliert die Männer- und die Frauentrachten dargestellt. Separate Kapitel
sind den Kleidungsstoffen, Stickereien und Spitzen und deren Herstellern gewidmet sowie einer Zusammen­
fassung samt Anmerkungen in dem Schlusswort.
Es wäre zu unterstreichen, dass die Teschener Tracht trotz vieler Veränderungen nach dem II. Weltkrieg
weiterhin respektvoll behandelt und gelegentlich getragen wird.

Tłum. Artur Krupa

141

�T E Ś I N S K Y

KROJ

Teśinsky krój je jedna z forem odevu, ktera se vyskytuje na Slezsku v davnem Teśinskem Kniżectvi,
jehoż hlavnim mestem je Teśin. Toto mesto se nachazi v jiżni ćasti slezskeho vojvodstvi a ma svoji davnou
historii, ktera saha aż do stfedoveku, tj. temef vzniku polskeho statu. Nicmene nejstarśi zpravy tykajici se
mistnich odevu jsou zaznamenany v mestskych knihach z XVI. stoleti. Vyjmenovavaji nektere ćasti odevu,
biżuterie a take j ej ich nazvy, ktere se użivaly nejenom v mesfanskem prostfedi tesinskeho regionu. Tento re­
gion, rozdeleny statni hranici delici Polsko od Ćeska, zustal pod vzhledem odevu verny svym tradicim, protoże
se po jedne i druhe strane politicke hranice vyskytuji ty same varianty regionalnich kroju, tj. slezskych horalu,
laśsky a tesinsky.
Teśinsky kroj byl prvotne spojeny z meśfanskym a dvorskym prostfedim, v prubehu ćasu i bohatymi
sedlaky, nejvice se zaćal rozśifovat v I polovine XIX. stoleti po zruseni poddanstvi. Byl povażovany za ele­
ganta! a reprezentativni, proto na severu pronikl i mimo teśinske vesnice, tj. do regionu pszczyńskeho a na
jihu do regionu horalskeho, kde ho s oblibou nosiły zdejśi żeny. Reprezentativnost a bohate zdobeni żenskeho
tesinskeho kroje (mużsky kroj se vytratil jeśte pfed końcem XIX. stoleti) vyjadfuji hlavne vyśivky, krajky a
biżuterie, ktere prochazely ruznymi obmenami, ale nezanikly.
V teto prąci były dukladne probrany nejenom jednotlive ćasti żenskeho a mużskeho kroje, ale rovneż
vśechny zależitosti s nimi spojene. Autorka toto vśechno vykonala na zaklade vlastniho badani v tomto regio­
nu, ktere podrobne provedla v letech 1956-1959 a rovneż sporadicky jeśte v nasledujicich letech.Vysledky sve
prace uvefejnila v nekolika pracich a ćlancich. Mimo to vyużila archivni prameny mesta Teśina a Skoczowa,
muzealni sbirky w Teśine, Bytomi, Gliwicich, Opave, Ostrave a jinych, rovneż pamatniky mistnich vyśivaćek
a takteż rodinne fotografie svych informatoru, ktere pochazeji z I poloviny pfelomu XIX. a XX. stoleti a nasle­
dujicich let a rovneż ze zname ikonografie z I poloviny XIX. stoleti.
V soućtu, krome uvodu, kde se hovofi o tom, co pfimelo autorku k vyberu tohoto tematu, nasledujici
kapitoly probiraji prameny a stav vysledku badani, charakteristiku regionu, historii tesinskeho kroje, jeho
dosah a sousedni kroje. Nasledujici kapitoly se tykaji obecneho jak i podrobneho popisu mużskeho kroje,
dale obecneho a podrobneho popisu kroje żenskeho a jejich rozruzneni. Nasledne jsou samostatne kapitoly
venovane latkam na kroje, vyśivkam, krajkam, jejich zhotovitelum a rekapitulaci z dodatećnymi poznamkami
shmutymi v zaveru.
Stoji za to zduraznit, że se teśinsky kroj stale tesi velke ucte a je pfileżitostne nośeny bez ohledu na to,
że prośel mnoha zmenami po II. svetove valce.
Tłum. Marketa Wełpa

142

�Zasięgi ubiorów w monografiach kolejno publikowanych: 1. Strój Górali Szczawnickich, 2. Strój dolnośląski (Pogórze),
3. Strój rzeszowski, 4. Strój szamotulski, 5. Strój krzczonowski, 6. Strój kurpiowski Puszczy Białej, 7. Strój łowicki, 8. Strój
dzierżacki, 9. Strój kujawski, 10. Strój spiski, 11. Strój piotrkowski, 12. Strój pszczyński, 13 Strój pyrzycki, 14. Strój
łańcucki, 15. Strój opoczyński, 16. Strój lubuski, 17. Strój Górali Śląskich, 18. Strój Zagórzan, 19. Strój sandomierski,
20. Strój biłgorajsko-tarnogrodzki, 21. Strój podlaski (nadbużański), 22. Strój kaszubski, 23. Strój sieradzki, 24. Strój
warmiński, 25. Strój Krakowiaków Wschodnich, 26. Strój kurpiowski Puszczy Zielonej, 27. Strój świętokrzyski, 28. Strój
orawski, 29. Strój Lachów Śląskich, 30. Strój kołbielski, 31. Strój kielecki, 32. Strój Lachów Limanowskich, 33. Strój Górali
Łąckich, 34. Strój wilamowicki, 35. Strój rozbarski.

�ISBN 83-87266-61-2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7732" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7711">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5286a2d3ee5e55ce2ef2e1060269203d.pdf</src>
        <authentication>17024c1c0a0ae16eea2c921715d51b90</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92389">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1862</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92391">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92393">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92395">
                <text>stroje ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92397">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1727</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92400">
                <text>Współczesne aspekty badań nad strojami ludowymi / LUD 1983 t.67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92402">
                <text>LUD 1983 t.67, s.283-294</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92404">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92406">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92408">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92409">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92410">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92411">
                <text>Lud, t. 67, 198:~

BARBARA BAZIEIJICH

WSP0ŁCZESNE

ASPEKTY B.t\DAŃ NAD STROJAMI

LUDOWYMI

Zagadru~enie strojów lud:owy,ch, któr02 od przeszło 150 ,Lat w~sz.ło w sfel'ę 'zainteresowań ludzi różnej ,profesji, jest na,ool Ifrapującym tEmatem
badań nau;k'o'wych.
Kiedy poid koniec XVIII w., a potem na początku XIX w. z",częły
rozw.i1ać się w EUI"O\Pi€prądy romalUty:mrru i wrnz IZ nimi ooraz bardziej
2W11"acan:ouwagę na życi.e wsi i jej wartości, szukając nadto, z,81równo
w k:rajiohraZJi'e, jak tna:dy;cy;jnej 1{Julllturze wątków i ins;pilI"acji twó:r!czej,
pojalwiły się taikże pienw:sze ef€lkJty :zJa~nteTiesowaństrojami luidowymi. Były to ;przede wszystk~m ma181rnk1e lub gmi.rczme, nien~adko !ka1orow e
prnedsiawienia
ludzi wsi w stl'ajach z róilnyloh relg'ronów. Wyikony.wałi
je współcześnie żyją'cy artyści mM8!I"Ze1, którzy w ten ~pooób dCl/wali
upu~t nie tyl]ko swej aJrtystyoznej wrażliwości, ale również stwarzali w m~8lrę możiUo:ści - wiffi1IlY OOkJumEIDtdla ubiorów ludQwy'oh ówcz.esnych czasów. Podobnych doikumenrt:ów WlPralwdzi'e nile brak i z wozeŚ11:ie1jszych okresó)w, w zasadzie jednruk są one nie liJczne, sIk:roffi!I1€i w żadnym
wypaidkJu nie tWOlI1Ząj&lt;aik1eijiś
więlkszejoa,Łośc.i, ani .też peWlnega cyklu wy()1bra~ń. Baidalczle i zainteresowani
problematyką
strojów I1egionalny;ch
w1edzą dobn~, żeodtJwarMI1i€
I1lp. histolJ.,ii ubiorów dklr-eślonej gm.liPY
e,tnogrr8!ficzm.ej n81wet a dOl~e zachowanej ciągłości kurLtur'Ow.ej, wobec
braku ŹirOOdnie jest rzeczą łartiwą, a w oparciu o malteI1iały ikolIlogTaIHc.zne, często WiI"ę&lt;:Z niernJ()lżl~we. SZlUlkia się 1m w stalTY'Ch dOikum€lIlJtach,1nlmnalbułooh, poliJohromiach i obI1a:zach kośóelny'ch, nalgrcl1lkach, iJnsygniach
i

1 uudzi wsi i ,s:troorjemaJ{)IW,,,I,i: w J&gt;()I\.~C'e J, P,. NorbUn;, A. Orłavi.ski, D. Cho'do,wiooki, M. BOCIieclha, A. Biw.aI1slki, A. l{.owalrSi~i, P. StaJCłhiewliocz,A. KędZlien;lkii,
St. Wliltki€lw'idz;,K. BaahWJallislkJi,K. !Piila't,;ti,W, W,odziJn,ow~ki 1 i'!1lT'.Ii.
ParÓWl1!aj: "Kliosy", "TygO\dni~k Pawstreclhny",
Tygooo1i!k I,liuslt!rOwa;ny" za lata 1'850 - 1&amp;9~, na;dto
J. St. By.Sitroń, Typy ludo.we J. P. Norblina, iKuaków 119,;)4. W NO.l1W~i - J. F. L~
Dreier, H. L. RenslC1h, A. T.vdemand, J. F'lintoe, J. FTid1Js. PQrównaj:
A. No.s.s,
Johannes Plintoes draktakvarellar,
Osl\o 1970; tQjże, Joachim Fl'ichs draktak1)a.rez,zar.
OS/lo 1197;3;E. Le x OIV,
.T,oh. F. L. Dreiers Norske Folkedragter,
'Kristriania 1,9113,.
W CzeCincJslqwalOj.i- FeI1d. Ruinik, Śeb. ManSif'ebd, A. Stm!l1'del, J, Manes, M. Ales, FeTe!:,
Vak, J. Spillar.

�2S4

BARBARA

BAZIELlCH

cechowych etc., a także w żródłowych opisac:h, inwentarzach, księgach
pnraJiałnycih, gr:unto'wych, ławniczych, testamentach i innych, oraz w sta··
:ych ma;pach geograrr'icwyoh stano.wiących ilustrClcję dla określonego teeeHU w pewnym określonym czasie. abak ilus.tracji, wszeLkie opisy są
'.vięc dir.ugim żró'dłem, na którym obeclllie moż,na oprzeć swe praC0 ba·
dawcze w zakresie strojów ludowyoh. Niezwykle cenne są l'1Ip.wO'IPomnie,']ia z podróży uraz pamiętniki, które dla ludzi ciekawych żyoia i świata
były dro:gą i sposobem do wypowiedzenia wł.asnych przeżyć i s;postrz.eżeó
\V XVIII i XIX w. nie były ollle madJkim zjawis:kiem w calej Europie.
Idee i hasła ramantyz;mu dały asumpt do kontynuacji zaintere30iwaJi
stro!jami ludowymi i w późniejszych czasach. COiraz liczniej zaczynają
J)ojawiać się ludzie, dla kkÓ:Tychwieś stała się punktem obs'erwacjl i zac:hętą do J;eljeS!t!racjiprzejawów jej życia. W ich publikacjach nie są to
już OipiJSy
własnych przeżyć i ~posltnzjeżeń,lecz świadomie zebrany w tere;1ie materiał r:zeczolwy noszący charaJkter dQkUlmemt,u,czego prz)"kIadem.
kapi;talne dzieło Kolberga oraz badaczy w innych krajach (Sirelius -1916, Helkei - 1834, Kouła - 1892, Zibrt - 1892) 2.
W pracach tyich iliustT,aoj-e~i GlPisy st:rojów sphlltały się przeważmi0
z innymi w'iadomośC'iami a tradycyjnej
kultu&gt;7£ ludowej, a że był to·
okres rodzenia się etnogrraf,ii j'a1kona:uki, ter.milIliOlogiai wprowadzane do
hteratuiTY pojęcia nie były j-ec1no 2)na:ozne,
zdeftill'iowane i precyzyjne. Na
I)gół jednak zasadniczym oikr!eśle:niem w języiku po.lskim było pajęcie
,.u:1:&gt;iór"i w tej postaci prn€IWija się OIllOw litera tlliT!zedziewiętnastowiecznej 3. Odwoływalno się przy tym COI1azczęśoiej do materiałów zebranych beZjpoś:vednLow terenie: wYiwiadów, opisów, ohsel'wacji i tworzono
równocześnie mUlZJealnekolekcje,kJtóre z kolei także stawały się źródłem
1 stwarzały pol,e badawcze dla innych.
Hzecz z;namienna i godna pod!kmeślenia, że w~7,elkie ilusr\;,racjei opisy
'abi'Oirówpochodzące z pOlczą;tkuXX w. tyczyły się ich dziewiętnastowiecznej fOTmy, tj. tej, j'alka aktuaLnie utTwalił-a s.ię i pr:aeszła na nasrt:ę.pne
pokolenie, zachowują:c się prawie llIi-ezmiennie do dnia dzisi,ejszego. Nie
spotyka się natomiast próby odtworzenia jego wcześniejszyoh fOl1m,ni to
w opisach, ni w rycinach. Tym niemniej, te pierwsze publikaoje z zakre.su
kultury ludowej, jak również pojawiające się w twórczości a:ritysiycznej
l

2 U. T. Sirel.i.us, Suomen
kansanpukujen
historie,
"Jurn~łl de la SOlcieteFinno-Ougrienne"
:3:1, Helsinki
HH6; A. O., Heikel, Trachten
und Muster eler Morciwinen,.
llelsiing,fors
l'B34; J. KOlula,O kroji lielu slovenskeho,
"CC!SIki Li,d", 1S.!J2, l, s. 21;
C. ZibrL Dejiny
kroje v zemich ceskych, Fraha 18!J!2; O. Kolberg, Lud. Jego 2WY-

!'~aje,

sposób

życia,

mowa,

; wńce, 18.')7 - Hl'90.
;j \V.
G·ers,o!!1, Ubiory
~iaJlia o ubiorach,

~~()wski, L'biory

ludu

zwyczajach
LV

Polsce

pod.ania,

przysłowia,

polskiego,
i obyczajach

i u sqsiadriw,

Warszawa

obrzędy,

zabawy,

pieśni,

185'5; Ł. G'ołębi-c)ws'ki, OpowiaKraków 186:1; E. Radzi-

l.udu polskiego,

1879 i 1899.

gusła,

�Wspó/c:esne

Cls]Jektu badUIi

nClel

stro:jami

lurlol.rymi

,muzyka, poezja, mala~s:two) wątki i motywy ludowE' zwróciły uwag t':
ogółu na bogactiwo i różnorodność oraz regionalną i narodową 4 Sipecynke:
i wartości odziwierciedlające nawet archa,iczne pierwia,;:,tki słow:iari.skk
Trafiły one na podatny grunt szerząoego się wówcz;as panslawizmu i pozytywizmu, Móre nakłani,ały do dodekania pierwlOltnych form i tr'esci, genezy, histm:ycznego ronwoju oraz podoibieństw 'NytWorÓ!Wkultuirowy.cL
także i w innych krajach Eurqpy 5. Rodzące się pod lwniec XIX w. zhiorowe edycje ("Wisła", "Lud", "ZbOIlllik", "Gla:snik", "Ceski Lid" i inne).
zaczęły coraz liczniej publiko/wać ma.teri,ały, nawet krótkie notki rejestrujące i dokumentujące różne wyltwo,ry ludowej kultury materialnej
duchowej i Sipołecznej, w tym także o strojach zasług,u,jących na UJwag(
ze względu na swoją regiona'lną Sipecyhkę, zdobnictwo, a,rchraiezność formy. czy też osobliwą część składową. W myśl panujących ówcześni
przekonań, że kulturę ludową trneba oClalić od zagłady, na poozątkc.
XX w. pojawiają się coraz to dakłardnicjsze opracowania regionalne, ma.~ącedziś znac'zenie i niejedno!kI1otni'ewamość źródłowy oh ze wz@lędu 11,
dokumentację współczesnego materiału oraz próby dotarcia do genezy
lub historycznej zmienno'ści (Udziela - 1932, ChmielińSka - 1930, Dobrowolscy - 1936, Frankowski - 1928, Moszyil:ski - 1938, Pieniążek 1934; Gavazzi - 1935, Karanović - 1926, Uskoković - 1926, Vlahović 1930, 1934; KOlStow1925; Soehaii -, StJran.-;ka -,
Chotek
193-. ..
Vydra - 1928, 1935; Tilke - 1935; HeiJkel - 1909, Schwlindt
191:3.
Sirelius - 1916, Vahtecr - 1938; Svensson -- 1932, Vistrand
1907:
Fett - 1903; Oprescu - 1929; Gr~iinkowa- 1934) G.
w Polsce; B. Deneke, Beitrage
;::ur Geder Mode von 1770 - 1815, "Sah:rift de; }Est,;-'sohen Mus'eum FranlkJf'U1l"L
am Ma.in", FrankEurt 1[j56, 12, S. 21'1- 252.
J WI.
Stassow, Słowiaitskie
i wschodnie
ornamenty,
Petersiburg
188'7; P. S.c:han, Slovem'.ke narodl1lC mname.nty. 1'.894; J. Ł!epk1o\"T'S'ki,
Sztuka
u Słowian
szc&gt;ogólnie w ]Jrzeclchrze,ki:jańskiej
Polsce i Litwie,
Z przeszłości
szkice i obrazy,
Kró!ków '18'6'2, s. 1'9,5- 212i1;A. Haberlan:dt.
Volkskunst
der Balkanlii&gt;ulern,
\\lien 19.1".
F. SClhwindit, Finski:je ornamjenty,
He1sinlgfors 1894.
6 S. Udziela,
Ludowe
stroje krakowskie
i ich krój, Kraków
Hl!30; t'C!l1'że.Ubior';
Luclv pol,~kiego, KrakÓiw 1i9&lt;32;A. OhmieI1,i&lt;ńska, Księżacy
i ich stró:j, Wa,nszalwa 19,:3U,
c'\.. T. DOlhruiwols'cy. Strój,
haft i koronka
w województwie
śląskiem,
Kralków,1'9·J6.
E. Franko·wski,
Sukmany
ludu
polskiego,
Wa·fiS:z.a/wa19.28; K. MotSlzyński, Geogrnficzne
zróżnicowanie
odzieży
ludowej
w Polsce, Kal1,endanz IKC, 1:938, s. ()'{l- Ti
.J. Pie:nlią.żetk, O ginącym
stroju
luelowym
i ostatnich
jego wytwórcach,
Krakór,'/
193i4; M. Gavazz.i, 1z biologije narodne nośnje, Zag,reb 1()3'5; M. Karanović, 1ml:janskff,
HClrodnCl nosn:ja, vez i bojenje,
"Zborl1'ik etil1qg,raf,sk,olgImuzej,a u Be'O'gradu", Beo.grad
;953, s. 174; tenże, Zen.ska nośnja u Zmijanju,
Samjevo 191216;
R. U",klOiko1viić,
Nrtrodno
nośnja po starovla.~kim
selima oko 1vanjice,
"Glasnli1k e'tno@r,a:isk·og muze}a u Bec&gt;g;-adu", 1926, s. 9..5; M. S. VJahoviić, Zenska naśnja u beogradsko:j posavini,
"Glasnik:
ecrJografskog muzoja u Boog·ra:du!ffi" 19.30, s. 47" 5,6, 62, 67, 79; Sit. L. Kosltmv
Jlakedonski
ub rusi i sokai,
"l,zwos'iia na na,roidr-ia etr;ografslki muzoj", 19'25, V,
·1

J.

:,c/lichte

Horoszkliewicz.,
nfltionaler

Strój

Tendenzen

narodowy
in

�286

BARBARA

BAZIELICH

W mia!rę U;pływ:u czasu ilość 0pT8JCowańna tr:maJt re.gi.olla1ny~h strojÓIWludOlWYch znacznie Wim'aSlta,a wraz z tym wzTasta róż11.OiI"Odność
poglądów i metooa pracy oraz ujęcia.
TePł"e\tycrzne 'l"07JWaiŻania
na temat kuJ1luTy ludOiWej i gT&gt;UiPetnografiaunych oraz :p!rzY1jędeza jedno z podsta!WQIwy'chlkifylteiriów różnicujący:ch, poza języlkiem, taik,że j~dno['iltą w tYIP1efo~mę ubiOll1usprawiło, że
oW pew1llym dkveSliiecz,asu sZCl~ó~nego ZIllaczenia w nalUce nabr,ały mOillOgraiicme OIPrnoowania srtlrojÓiWobeśllo:neg;o regionu 7. Na ,tej podstawie
starano się taikrże między innymi ustallać go:-anicc regionów oraz zasięg
il.:radycy:jn€lj kUlltlUiry looowe:j, pn:dJkreślać jej wartość, zaChOlWaJWCZOŚĆ
ciągłość etc. Doprowadziło to w końcu do ,pro:wadzenia S1pecjalnyCihbadań w tym zakre:s:1ei pu!bHlkac.j:io specyficznym chara:kterL'le, czego przys.

3 - &lt;15; P.

Kroje

Sochml,

!idu

slovenskeho,'

"Sloy,enó;,ka

Cirtan!ka";

D.

Sti"all1ska,

Lidove kroje v Ćeskoslovensku;
J. Vy;dra, Nauka o kroji, Praha 192i8, 1936; K. Chotek, Lidova kultura a kroje v Ćeskoslovensku,
Praha 119:3'7;U. 'I1i11'ke,Osteurop{iische
Vol1cstrOJchten in Schnit
und Far-be, BeI"lill1 19Qp; A. O. He1ilkel, D:£e Volkstrachtell
in den Ostseeprov,inzen
und in Setu.kesien, Hels;i]n,gd"o[jS !19(}9; F. S&gt;CihWli.n.dJt,Finskije
1004, tenże, Suomen kansan pwkuja 1800-luvuUa, 1. Kar11)li3; U. T. SdToehu's, Suomen kansan,pu;kujen
historie,
"Journal de
Ja SoiC'i'ete F,inlno-ODlg'r1ienIDle", 311" Hell,siniki 1'9i16; T. Va,hter,
Finnische
Volkstrachtell

ornamjenty,

jaJa,
im

HeI1!s:JdJ~

Heills~niki

Verhiiltnis

nordischen
holm

zu

ihren

spiiteisanzeitlichen

2, Lei'Pzig

Raum,

tenże,

1~4{j, s. 416 -9{);

Svenska

FiolUk,eimus€!U1m,

Norsk

Specia,l Au'bUimn

Rumunia,
Oczjerki

po

istorii

Number

razwitija

nosnje

')rnamentes
oblastej
skaja

XIX

NI(JjsklwaW56;
dovy

odev

Fii'edler,

Hel',pe

Buidapest

'rachten,

odjeżdy,

Bosne,

G.

1903;

StLlidio",

Schmuck

im

i Fest, Stock-

Gustavianskt.

XX

wjeka

Deutsche

a Pohorelej,
191517', t.

Oprescu,

Studier

"SoWljetslka}a

196.2;

Costumes

.T. Sabić,

N arodmj

matjerial

Volkstrachten,
Bra,bil~lava

kostjum

I i II; R. Weis's,

k etniczeskoj

iLf'~p2'~g \19'54; V.

1'956;

ilt

1'934/1 - 2,

etn!OlgraJ.ija"

M.

kres t jan-

istorii

der

naroda,

NOlSalova,

KI"els'z, Ungarische

Volsku.nde

Schweiz,

et

zachodnih

W. L i G. S. Ma(~ł'ClWa, Ru.sskaja
kak

art

SanaJey,o 1'9,&amp;3; M. V. Draśkić.

L:Ulka

Banja

Peasant

1'912'9; I. P. Grinkowa,

London

BeOlgr&lt;łid 11956; :E. Ku.k.z!icka}a.

- naczala

A.
v

"l1he

TGew 19619; Lje;bije'd'iełW'a

USSR,
odjeżda

und
Folket

bondeplagg,

u Bosni .j He'fcegovini,

se,verozapadne

de Senbie,

som

Krisilia,nia

of

russkoj

.'. 66 - 94, Len!i'l1Igr,aid 1'9.:M.
7 .z. OJ.IiĆ,
Narodne nosnje
Narod.ne

drakten

Tracht

Folkedrakter,

Stoclk:hOllm
11932., IS. '3'(U - 3&amp;8; P. G. V;is~na.nd, Svell.ska
studier,
s:t,ocktholm
1907; H. Fcl&gt;t, SaerudstilLing
Nr 1.

_'. tiWignade
Sigurd
Wallin
yolkdriikter,
Kulturhistoriska
Nationaldragter.

Verbildern,

H1I3I8; S. Sve.nslSon.,

L'U-

Bau.ernkap.

5 -

/{leid'ltng,
Zfui'Clh 11946; NCiwak-NeumalDln M. i P. Nedo, Sorbische VoLkstrachte"lt,
l - 4, Baiu.'tzen 11004 - :1964; W. Li.kil~im[g :i P. Nedro" Die Lausitz _. Sorbische Trachten,
Ber,lin

119.5,6; iE. R,eima'!1Jl,

Blat,ter

fiir

Die

Volkstrachten

Folkcd

i Fest, S'tOlCikho:lim 10416" Is:. '4'6 - 90; .rvI.Vle]owa,
no'veu11Ibe:r 1953{8;
M.
We lewa
i E

53" GielS~eon

V,ollkslkJunde",

moo;,

OstS.

und

. Biułg,a,ria",
folk

costumes

of

north

Bulgaria

in the

19th

and

M. Cz. Chol,ewa,
Stroje ludowe Ziemi Sądeckiej,
-'trój
ludowy
regionu
raciborsko-glubczyckiego
.,Opols.ki

Roc.z.nik

Muzealny.

"Wiedza

i Życie"

l'if51/1.1;

Westpreussens,

"Hessische

29 - ·46; S. SVen:SS'OlD, F:)Lk~driikter,

zarly

.Rulg:1rian
I

folk

LePfliWil's(Jlwa,
20th

cent'uics,

costu.mes .
Bl,lgariali
SOlha

1961:

Lu;b'Jrn 1'9416; Z. Li:pi:arz, Zabij/kow!/
w zbioroch
m.u.zeum w Raciborzu,

1968, III, s" 201; J. Maln:ugiewi:c.z,
Polski strój ludowy,
J. 5wieży, Stroje ludowe Lubelszczyzny,
Warszawa
1954.

�Współczesne

aspekty

badań

nad

strojami

287

ludowymi

kładem jeSlt po1w:ołaniew Po:lsce po d::rugiej wojnie świa:towed ,speojaLnej
rredalkcji i wydaiWiI1li:CItwa
(chyha jeKlynego w s;wlO~mrodJz,a\jlu):"Aitlas Po!lskich Strojów Lruldowych". Celem tego przedsięwzięcia było opracowanie
szer:egu mormiglI'laif1iohejmującycll wszystkie tyjpy s1lrQjówltudolWYchz całego dOOzaf!UPolski, podzieionego na pięć części (Pomorne, Wiel'koipo.JSka,
Śląsk, Mamwsz,e i Sierodilie, Mał'OjpOJlska),
2Jgwnie z histor)'l.c.myuni granicami pierwo-tnycl1 grup ,p1e'miennych, SlkŁadający~h się z mniejszych
iednostek, k1óre z czasem u.twol1zyły :pols'kie Iregiony et~ogra[iczne
o mniiej lub IbamdZJie:j
IUSota~tonych
graJnicaC'h.
Atlas Polskich Strojów Ludowych,
obok dotychc2Jasowej dow:oLno.ści
opracowania temalt1u, W)'IpJ'atC:Qwał
,pewne ścisł'e Tlamy ujęuia dla poo~cz'ególnyoh zeszytów wchodzących w jego skład 8 i na tej podstawie zarysOiwała się teJOlI1etyomamo~iwość wytyczenia granic zasięgów polskioh
gnulP etnogrrafic~nych i ieh SItrriojów
9. Ohdk naukowego
zIlia1oljenia,ta forma QpraCOlWalnia
okazała się najlbaJIrlziej użyteczna, z.wł'alszczadla kirajlu,
gdzie !tradyoje ludowego u!b~om nloe wS'zędu:e zachowały się w joednaiko'wym Ertopntu i tdea p.r'Op'agoJW.ania
jego na:ro&lt;:1Pwy'chwar;lxlści nabrała
w ostatnidh czasach sZ'oz€.gó1n'ie
na sile. W obecne],powo'jieillIl'ej dobie fo:rmowan:ia się oe~łów
regionalnych i c:rg:an:i:z.owaniafa;tiJwaJJi i przeglądów foLk,loT)'lS'tycOilych,
mat.eriały zawarte w Atlasie stały się szcZ€gól~n:i'e
eenne n~e tyLko przy l'ekionstll'Uikcjistrojów tych regionów, gdzie już
niewiele Wliaidomona ioh temat, ale takiŻe l'egiolIlów o tnwał'ej tradycji,
przy szyciu kOIIIliPJ1etów
pirljeznraownych na estmdę, czy inne wy,stępy
o znacneni.!Uregiona'lnym10.
Na p0'czątJku bieżąoego wieku waIrtości narodowe strojów regionalnych
zaczęto dIOSIttrzegaćw wielu innyoh kJ11aija&lt;ohEJu:rqpy
i to nie ty liko 02wzg,lędów pa1:riotycznyeh (SłowaOja, Ślą:Sk, Łużyce, NOtrwegia, a także
Finlandia, Hiszwania, Dani.a). Tym ~osolbem w hteraiburze pl'1zedmiot.u
zaczęły poj.a,wiać się OOTazczęściej taJki'e po,jęciJa,jak: ub~ór, odzież, strój,
kostiUim (ang. - cloth, dress, costume; n:iem. - die Tracht, Kleidung,
Kostume). Zac,zęła się talkie rodzić ilroni.eczność roe£in'IDwalIlii,a
tych pojęć
oraz oIk:neśleniaroli i :z;nacze.nias1lrojów w kultuTze ludmv:ej i w oodzienB

J. Galjek, Metodyka

t. 41" WnoołalW

mongraficznego

opracowywania

.19'54, s. 797 - 80'5. W 1980 r. "M·et'odyka"

APSL za~buaJl~:ZlOiWa'na
i uZlUlPełniOiIla.
9 Ka;Ż!dy z'eJslz)"tAtlasu
omawia: Q1bc:::ny"tan

strojów

ta wstała

"Lud",
;P!fze:z Re&lt;dak.cję

ludowych,

s1Jr.C!jl\l,Wiry'" his:Ł{)Iryczny rOlzwolju
·.lOiC·fiUda:neg.o reg;i'onu, jego zaJsię.g, og'Ó11&gt;Ily
li s'z.C'zegółoe,wyopi·s S'liroj:u mę~ki€g()
: kobiie'C.'leJgo,
7JdobniiCiJWo,wyJtwór,cÓJw i mal.enialy.
lO Z 'mater1iałów
ty&lt;.&lt;hk()iflZY5~eJjąOS{)iby'pTyrwa:tnoe i praloowni1e k&lt;raw:~eckip., projektanci mo,dy poaskiej, COPi.A. W illllny'clhkra;ja('h, nip. w NoIiWlegili,istniej1e specjalnie p(}wotalnaJ.ll~tytucja,
Lain:d~nemnida for bUll1iadslPorsmtd iW Os'],,, Igw1madząca ma··
l,erialy pOItrzCI':l.nedo rekcl:I:s·tnuk~i'i slt.roiĆjW Hlgiona;lnyoh, oraiZ sikwpiadąca ludz:.
i wykonawców
i po~rednlcz.ą;ca w noubyciu.

�288

BARBARA

BAZIE LICH

nym życiu społecznym. Zastanawiano się przy tym nad przyczy,nami zaniku strojów, nad rolą ogólni,e panujCłcej mady i Jej odbiciem w ubio,rzo
wsi, nad s.toS'un:kiemt;r'adycyjnyeh ubiorów do ubio;rów innych klas społecznych, nad funkcją ubioru itp. Dla ba-daczy XX wieku, zwł&amp;szc:z~\
ostatni.ch, powojennych lat, zagadnienie stroju ludowego jest szeroko pojętym tematem z sobie wł,aściwą plroib1cma&lt;tYlką.
Nie wystarczają im już
same ryciny i opisy form oraz pozJna:niespecyfiki regionaLne,j. I,nrte1'esuje
ich historyczna ZIillienność w czasie i przestrzeni, interesują za;równo a1'chaicz,ne i stare forr-my,jak też prz,e;raci'za:ni'e
się i akceptowanie nowych.
zależnie od modnych tkanin i samej mody Ol'a7.: zależnie od warunków
panujących w d.anym środowisku i od stqpnia nasilenia miejscowych tradycji 11. Posługują się przy tym już nie tyłko metodą qpisową, porównawczą, anali:tyezną, staitystyczną, tYipologiczną, któTa w badaniach nad
strojem miała zaWsZ.e duże z)nruczoCnie,
aloe takżE. struikturalno-funkcjonalną, zapoczątkoiwaną przez Bogaty;riE:wa (1937). Według stDukturalno-funkcjonalnej meitody tegoż autorra ubiory ludowe mialy w kulturze następujące z.naeZienie: 1) praktyczne, 2) .społeczne, :j) est.etyczno-artystyczne, 4) regionalne 12. Poglądy te u;proś'C'iłnieco w 1946 r. RiehoI'd Weis3
.sprowadz,ając funkcję strojów do czterech płas?;czyzm: 1) świąteczmo-uroczystośdoiwej, 2) społecznej (zależnie od wieku, stanu, zamoŻlno,ści),3) zajęcia, 4) regionailnej. Inni dodają do tego jeszcze znaczenie, rj1tualne.
Naitomiast w~półC'Desnyfiński badacz młodego prjkolenia, Lonnqv'ist, funkcję sbroj1uwZjpwtruje zale2mie od 1) płci i wieku, 2) macz.ml'ia rytualnego
(z.wyczaje, obrzędy), 3) pracy i o,ciJpoczynku11 (1972). Zdaniem Crawley'a
strój jest wy'kładnikiem wszysbkich soojalnych momentów, Dip. pozycji
w rodzinie, we wsi, regionie, plemieniu, społeezeI1stwie. Jest rów.nież wy·
razem indywidu.aJnych odczuć oraz wBzy.sltJkiehniąpisanych praw w sto·
sunku do jednostki i środolwi'Sika14.. Jest Ziatem, jak powiada Weiss 15 s:at;uką ubierania się, lub, jak ,polWtarrzaza niemi~ckJim b3dacz,em MOSflYI1ski (1938) 16 "Sltrój ludowy j'est to sposób ubierania się stosowany wyłącznie .na pewnym obsza!rz€ o śeiśle określonych granicach". Dehnieja ta.
jak widać, zgodni,e ze stanem wiedzy ówczesnego okresu, nie jest jednoV. Gairamb, Zur DO'ktrin der VoLkstracht,
Handbuch
fiir historische
VoLksEd. 3'4:. Die Sachgiiter
del' deutschen
Volkskunde,
Eer.li,n 1;934, s. 1'95 - 220:
,S. Kovacevacova,
Teoreticke
problemy
vyskumu
a spracovanw
L'udoveho odevu
,.Ce"ko&amp;lovenska
Elihnogmfie", 2" Plraha 1f}5'4, s. 5 -13.
12 P. BOigatyrj,€,w, The
functions
of folk costume in Moravian
SLovakia, Hagu·o
. 97-2; fopu:bhkowUiT1a
na Sł.ow.a'oj.i w 19\3'7).
13 Bo
Lon;nqv;,S/t', Drakt och mode l et Land:&gt;bygdssamhciUe 1870 - 1920, Hel6ingfors 1972.
11

kunde,

14

E. Cra\Viley,

1;;

R

li

Dress, drinks

and drums,

WetisiS, VoLkskunde der Schweiz
K. M(Jlszyńslkii., op. cit.

Landon
-

1i913,1.

kap .. ;) -

Kieidung,

Z\.i,ric;h
19'46

�WspóŁczesne

aspekty

badai!

nad

strojami

289

Ludowymt

znaczna i w zasadzie strój uwzględnia Jako ubiór 17. Dziś bowiem rozróżnia się ,pojęcie UJbiór(die Kleidung, cloth, odjeżda, nośnja, odev, driikt)
jako bardzi,ej ogólne, z,wiązane z OI1crywanri.em,
o.dzie:walmemciała 16, czy
jak chce Irena TUJ'Inau,ograni'czające się raczej do podstCIJwo.v.ryol1
ozęśd,
wyróżniających użytkownika "formą, barwą, czy stopniem kosZJtownoś&gt;ci
od innych członków grUJpyspołecznej". W'ecilug tejiJe samej autorki przez
strój natomiast rozumie się ubiór odświę.1my,uroczysty, czy obrzędowy,
a termin odzi-ei odipowiada zespołoiWi"podstawowych części odzienia wraz
z okIryciem głowy i kończyn oraz dodałbkami u71Ll1peŁniaJącymi
sylwetkę
człowie/ka". J·est to 7.-atem .nieco iltUl€ ujęcie, od znanego dotychcz..as,
w którym strój (die Tracht, dress, kroje) wiązało się 'z od:z.ieniem uroezystośeio'wym, niepoz:balwionym umi'ejętności artystycZJnej kompozy,cji i pocZiUJcia
estetyzmu (Art des Tragens - Weiss). Brzeoiwień:stwem do niego
jest kostium, w odniesieniu do s;t[,O!juludowego trałkto1wany raczej joako
pewnego rodzaju unito!I'm, wi'e1dkrotlUie powielony, nierz~dko z,rekoiIlstruowany lub zakOilTljponO!wany
w qparciu o ogólnie przyjęte schematy
tradycyjll1ej odzieży i powołany do życia 19.
K'Sztalrtowall1Jie
się ubioru - SI1Jroju,zwier,whnich i spodnich jego części, jego zmiałny w ozaJSi'euWaJrunkowa/I1educhem i stylem epoki oraz
.ioh odbicie w tradycji ludowej skłaniają współczesnych badaczy do rozważania prohlematyki ZJwiązaiUejz pojęcliem mody. Na ten temart pisało
wielu badaczy, między innymi Simmel (1923), Steinmetz (1931) 20, uzasadniając psycholQgiczną jej stronę, dalej Hoi£marmowa (1961) Konig
(1958, 1967, 1969), Bre.nrunJkrrneyer (1963), LaY-PI (1948, 1969), Banach
(1957) 21 uważający modę za kLasycZiUeramy określonych nO'!1mubierania
się, które w;prawdziR szybko się :mnieniaJją, lecz wiP:mw~zają nowe forr11

Strój

SŁownik

-

języka

o przyboraoh
Kraków

ubio,r swietny,
bogalty: J. K'arlQw1oz., A. Kryń.s'ki, WI. Niedź,W1ied:zka,
polskiego,
Wafl5lza:wa Hli15; Strój - dziś o ubiil()[lze, pie11wO!lmlE' tylko
w-sreLkich: A. Bruokner,
SŁownik
etymolog!czny
języka
polskiego,

11927.

VoLkskunde,
Bel1hn - Lei@zi,g 1&gt;927.
i mieszczańsk-iej
odzieży na PoLski ubiór Ludowy w XVI - XIX
wieku,
"P'olk~ka SZlt:uka Ludowa"
1'9'77, z. 2, s. 67 -78; P. BogatY'rjew., Woprosy teorii narodnogo iskusstwa, M'c",kwa 1971.
28 G. Simmel,
Zur phitasophischen
PsychoLogie.
Die Mode. Phitosophische
KuLtur. Gesammette
Essais, Pod"dam
l.92:3, IS,. 31 -64; S. R. St'emmetlz" Mode, Handvorterbuch
der Sozio!ogie,
StUlttgalI't 19311, s. ~90 - 39:3.
21 H. Hovlima;nJn, Mode,
Handvorterbuch
der Sozia!wissrmschaften,
Bd. 7, 3. 405- 4110, GOtlt1ngen 196\1; R. Konig,
KLeider
unci Leute,
Zur
SozioLog'ie der Mode,
18

D. ZeIerJJin, Russische

19

1. TunnalU, WpŁyw

Fra,n:ldourt
119m;

tenże,

(OstsLavische)

szLacheckiej

M.ode, Wi:irterbu.ch

der

Soz'iologie,

SbutJtga!I't

19169; R.

KOrliig

- P. Soruuwi.sslelr, Die Mode in der mensch!ichen
Gesellschaft,
~tiI1i'CIh t1~58; 1. BrenrJlinkmey'er, The SocioLogy of Fashion, Kain - OpL&lt;lIdem.11003; J. La&lt;ver, .Modesty in
dress, Lon;doin 1.9'69; tenże.. Taste and Fashion - from the French r·evoLutio·ft to the
present day, LO!nJdon
19'48; A. Ba&lt;na:oh, O modzie XIX
wieku,
Wa.rs,zalwa 'l!!}57.
19 Lud, t. LXVII

�290

BARBARA

BAZIELICH

:my i nierzadko coś z nidh iPOZ'Osbaj'e.
Peir,alscheClk-Hei:m (1966) dOipaJtruje
się w modzie odbi:da życia społecznego 22, podobnie jak Cro.wley (1931),
,który widz.i iW modzie wyrażenie lliO''MegostanIU i wa:runk.ów życia 2~. Naito:mialSltf.ińslk.aalUltOir;kJ(l
Py1k:kanen (1956, 1970), baldając kis~tał1Dwanie się
mody w U!biior:zeniższych sItanów, s:taiTałasię dowieść i ,uzas1aidmić,że duży
wpły'w wywie~ało na nie odbicie mody danego okresu historycznego (iI1Ip.
renesansu, ba:Iiolku)24. Jej ~dani'em stYlI ubioru ludowego oćlpowiada sty,lowi w sz;1;I11oe,
natotmi'a'st ogólnie pallJu;jąrcamoda nie moż'e być u1Jo'żsamiana
ze sty1em ogó1Ilonalrodowym, czy rtegtoIIla1ny:m. Moda, jaJko siła lJmian
działającYich z z'ElWinątlrZ
na IlIOmmypaJllIujją:eew określonej gl1u:piespołecznej, wi:nna być za't'8lffibadana i iW ,śmdowli.s!k&lt;.l
wiejSlkim, ,a :Ziwiązek jego
z miaE;1;emi poz;o6ltałymi, wyiszYiIl1i jednosJtkami społecznymi jest w tym
pI"ZWadlk.uharom wa'ŻiIlymmomenrtem dla ·st'l1diów i badań.
Podobne ,beOTiewysuwał już zmaaznie wcześniej, na podstawie badań
eiJruOlgma.iicznylcih
8LTelii'Us(1916), stosując klasyhkację typologio:zmą oraz
analizę hiSltO'ryC'ZII1O-1poITÓi'Mllawczą.
Dzięki temu odkrył powiązania między
ubioii€:m a srt:oSlunkamiSlpołeczny.mi. J'ego :lJdaniem ,ubiór wi.ejski jest odwzorowaniem
folI':m l1bioTlu miejskiego i wyższych kla'S twolrzą,cych
modę 25. Stano,wisko taJkie p.ffiew~ja się rÓiWllLeżw Qpra'cowania:eh bardzo
wniJcliwyc:h aJwtolI'Ó'W
czeskich, j.aik StralIllSika,omawi&lt;ając.a IUJdo'westToje
w OZleehosbo!Wa-cji
od najdaJwnie&lt;jszych czasów, poprzez hiJSltoryczne sty1e
-mody do czasów wSlpółeze&lt;5lllydh,w opa:rd:u o tradycJe pOL5Z1czegóLnych
regianÓiw 26; Kovacevic'O'va (1955) podająca .poza historią ubimów w L~ptow~e i jego olPis'eIll1,tak21e jego znacz€iIlle i f'u[ljkcję społ,eczną, nadlto mat,eriał i pr:zygoltlOlwanieuhioru 27.
Także na przy:kładzie baJdań nad IU!dową odzieżą na Ślą3'ku widać,
rilew kJSztałJtowani:usię stroju l'egiollla,lll'elgoW[pływogólruie rpal1Jują cejpoza
środowiSkiem wiejskim mody w:cale nie był mały. Wyro,zlało się to w
Zim'ianie 'Same,j sy.lwety pOSltaci (,to SZJczulPł.ej,wysmukł'e&lt;j, i1Jo:kopi.astej,
pr:zysadzdstej itp.), w :lJmiamie zestai'MU i dobOiI'u poszczegó1nycl1 części,
w mniaruie stosowany.ol1 tkan:im., Zlmiamie lrololrystyiki, w :zxóżnioOOlwanych
ozdobach. Wyod!ręhniały się one bardziej lub mniej w oałej kompozycji
1

22

Tracht,

1.

P,etJr.as'cihec.k-HeiJm,

Die

SprQ'che

:!3

Ko,stum und Uniform,
-E. Cr.alWlloey" op. cit.

24

R.

PytlIkikiiJrn:m, Sa.ii.tyldispuku

der

Kleidung,

Wesen

und

Wandel

von

Wlien 1966.

M.ode,

S1JA)I11'!,essa

vanhemmalla

Vaasa-ajalla

1550 - 1611)

(The costume of the Nohility,
Clergy and Bur,ghers in the Earlier
Vasa Period),
"Foill11Si]{i:ł Foormm1i/nin!emD11€l.1I1l1Jgens 'I1~dslkiri'£t"
55, HelLSlill1Jki '11956; tej.ż.e., Barokin
pukumuoti
ki

Suomessa

1620 - 1720 (Baroque

Costume

in

Finnland

in

1620 - 1720), Hel~iJn-

U}70.
2l;
2tl
27

U. T. Si'reJ!;iJu's. op. cit.
D. Strnmk'a,
Luiove kroje
S. Kova(:evic·ova,
Ludovy

v Ceslwslovensku.
odev

v hornom

Liptove,

Bra'tislava

1!}55.

�,

Współczesne

aspektu

badań

nad strojami

ludowymi

291

ubioru, zależnie od stopnia zachowania się form tradycyjnych, stosowniC'
do zaistniał'ej oikolicz.ności (uroczystości, czy zajęcia) czasu i funkcji 28,
W opa,rcb o metodę st~ukturalną, fiński badacz Lonnqvist (1972)
omawiając ubiótr i modę w środOlwisku wi'ejskim w lata.ch 1870 - 1920
(na przykładzie Vora w rejonie Ostrohortnia) To&lt;zpat1"ujego również od
strony sposobu pozyskiwania pOl5zcz.ególny'chczęści. Według niego podstawowe ciZę.ściubiom powstawały najczęściej w domu, inn~ były po.chodną pracy rzemi€ślniezej (zawodowyoh kTa"A-"ców,
gru:l1bClir:zy,szewców
hafciarzy, k~rOinilmlrekek.), pewne oltTzymywano w da[1zjepoza ~·-.)dow~lkiem wi.ejskiJIn jalko zaplaltę, bądź też pozyskiwano na wi;:;no, d rcgą
spadku, wYJPożyezenia; w ostaJtnich czCliSaohkupuj,e się gotowe części
ubioiI'u produkcji seryjnej: u wędJ1Xllw:nych
handlarzy, kramaTizy, w wi,ejskich skleipach, w mieśc;i'e, od emigTiantów (przeważnie ubio&lt;ry pO'chodilenia amerykańskiego) 29.
Sposóh ujmowania baZJują'cyna piI'zerustawieniu history,cznie z.mi,eniających się fmm 30 i sZiczegółowYClhOJpisa,chposzczególnych c,zęśei ubioru
ludowego i jego O'zdób (Kresz - 1957, Nowak - Nedo - 1954 - 64,
Luok.ing - 1956, Fiedle:r - 1954, NyLen - 1976, Chmie1ińsika - 1930,
Dobrowolscy - 1936, Świeży - 1954, Udziela - 1930, 1932, Atlas Polskich Strojów Ludowych
- wszyty, L}ebj'oojf'wa i Ma.sŁowa - 1956
i inni) jest nadal przedimiort:,emr071ważań sZ€!l'Olkiegokręgu badaczy i dla
nauki, a tatkże dl'a zainioc['esolWa.nychfołklorem ma dUŻJemalczenie, Ziwłaszcza praktyczne, przy odJ1Jw1łJrzani:u,
reko'oollruowaniu oraz prqpagO'wani:u
!l1l0ItYWÓregionaLnych.
W
RozpowsrzechnJionąfotrmą ujęci:a, o Zinaczeniu populCliryzatOlrskim,mniej
naukowym, są wydawane a1bUlffiYstrojów różnych regi{)lIlów lub krajów ~1. Opierają się one bądź to na kolomw.eoj,rysunkowej ilustracji, bądź
też na doikumental!nycth foioQgtrafi'1łJch
Współcileśni'8 noszonych a zachowanych w terenie stroijów, lub też zabytków muzea.1nych nieużywanej już
odzieży. Brz,eds1awienia rysunkowe, cha[f,akt'e!rystycme z,właszcza dla lite1

2S B. Ba,ziel.heh, Moda
w strojach
regionalnych,
kataJlog
wy~;tawy" K'a-towice-BytO~TI 1.9'67; tejże, Moda w strojach regionalnych
tematem wystawy
na Sląsku,
"Pol.ska Sztuka Lud~;.wa" 196'3/3, s. 112 - 120; tejże, Ludowe stroje siewi2rsko-będzińskie,
kablog wysltawy "S1tJl'ój zagłębi'o!wski", BędiziiD 197'1; te'jże, Złote hafty w tradycyjnej
odzieży na Sląsku,
"Roc,z,nilk MUZ'elUiffi Gór'!1:ośuą~/k:ieg'O w By:tom:i'll",Eit~JX)g,raJ£ia:,
ze_,zyt nr 6, BytOim 1'973.
29 B. LO'ninq'VIi:sit,
op. cit.
30 Estonskaja
narodnaja
odjeżda XIX i n:zczaŁa XX w., TaHia 1960; M. G. Welewa
E. 1. Lepuwt5c wa , op. cit.; AiunaMa,ja
Nylen,
Folkdrakter
ur Nordiskrz
museets samlingar,
Lu.nd 1966.
31 Narodne
n:Jsnje Jugos!al'ije,
Za'gre1:&gt;; O. _L. Kul&lt;lZliClkal,j,a" Narodnyj
kostjum
zapadnih oblastjej
USSR, KJi:ew 1;95'9; M. Welewa,
Blgarski
narodni
nosii i szewici,
Sofhj'j l'iloO, L Papallit'QU1iou, Greek costumes, NafU.ioTI 1i981; B. Per'ei:ra, Traje popular
lJisboa 1977_
1

�292

BARBARA

BAZIELlCH

ratury radzieckiej, wyJronywane przeważnie prze;:,.za:wodowych artystów
pla6'1tylków,są w ;pewnym sensie lwntynuacją d7Jiewiętnastowiec7Jnej konc'epcji, o jakiej była mowa na pOioząlUku.
wzJbo:gaconejj&lt;edyniedo,kładnymi
oipisami, prowenienoją, nierzadiko tak2Je k.ró1lkim, syntetyzującym wstępem. Nie są olne pozhawione precy:zji i dokładności, często drobiazgowego
ujęcia rys1uruku,na ogół jednak są ahistolrycz.ne i wyiJdealizowanc w orznaczaniu zasadniczego typu ubiolru. Albumy fotograficzne mają mniej więcej to samo znaczenie, są jednak bairdziej żywym ~2, choć bezkrytycznym
i czasem ni.eobi'ekty;wnym (często upozowanym) obrazowym przed.;;,tawieniem dokumentalnym.
Problematyka s1lro'jÓJw
ludowych pO:f'uS'zanaw hteraturze u,gólnQcuropejslkLe,jjeSJt wi'elostrorma, lecz 7Jbieżna, tym niemniej z,różnicolw;ma w
poglądach i metodyce opracowani;a. Widać stąd, że temat stanowi szeroką
płasz;czyznę baJd3iwczą,stosolwni,e do doniosłej roli ubioru w życiu człowieka i jego w1e,lostrr'onnejfunkoji. W histo\rii kultury zajmował on l zajmUije ij;ednO z cZJOło!Wydimi;ejSJcjako wytwór związany bezpośrednio
z jednoSJbką, gTLl!PąSipoł:eczną,czy narodem, zale:2mYod Śf'OdowiSk&lt;l,warunków geografi1'czno-ekollllOrmicznych
i stosuników społecznych. W kształtowaniu się jego fomn nie były to czynniiki obojętne, co potwierdza 3'zeroki wachlarz odmian wySltępującyc:h w każdym kraj'u. Ta wielika różoowdno'ść był.a wypadkową także miej.scowych tradyoji, mody i historycznych stylów, wydarzeń połityczJnych, a nade ws'ZystikJOinwencji, pomysŁOIwościi fantazji, lkitó:l'esą wykłaidnikiiem inclywidual1nych gustów, tempeiI'larrnentui psyohiiki pew1nego kręglu ludzi zamies2'Jkujących na określonym terenie. Czasami mógł to być również 'wylltk PI1Z)'ipadJkU
przyjęty
i powiewany, jednaik nie na zasadizi'e identyczności, lecz po.dob1eństwa.
M1mo oowiem ogólnie 'Ziaaki0eptawan~0 s.poSlOibu
ubterall1Jiasię w danym
OIkiresJi€czalSU,strój ludowy i w ogóle ~ażdy strój, a nawet ubior nie
mi,ał cha\I'laJkteruzunifiJlmwaiIliej,jednolitej 'lwnstrr'ukcji (także i pod w.zgIędem zdobienia). Brzez to między i:rmymi jest on ciągle żywym, zmieniającym się wyrtlwor.em,krt;ómegoproblematyka j.est stale pasjonująca i podejiffivwana na nowo w pracach baJdaIWczychi naukowych.
32 lliiik:a Gro1Jh..,Sahma'chteuberg~r,
V.CJih.kis;-.Tmlchtetn,
&amp;;hll1iften
s'eums des Bezir\lres O\Je:ribaY'ern a'll der G:lelUUeiten, Nl' 6., 1980.

des

Fre'i.lkhtmu-

�Wspolczesne

BARBARA

aspekt.y

ba,liail

nad strojami

293

ludowymi

BAZ,IEI.JCH

MODERN ASPf:CTS OF THE RESEARCH ON FOUK COsrrUMBS
(Summary)
Foilk &lt;.:&lt;Ot."iu,:nes
,have bee.n of '!;Q,meIŁnlt:er·esk;for

va.I'[oóU:';tProfessi&gt;Oll&lt;.l1s'5[lncoethe

l&amp;th ccntury.
Among the fir,t
malliifes&lt;t1Jt'~()nsof i,nteres\s in fol,k costUimes a,re
pai.rutings &lt;mod pi:0iures 01 v;,l.lage peoIP1le im tihei'r al\.lJthenti,c ollothes io be £ou:l,d
in sucih c.(),u,nrLries
a,,; P.oland. Norway

as

diia:l1it"Sand

source

mennO'i,11S
are

m:\lterials

pa.it11-t,i:n,gs
and

for

of

modern

and C7.eClhOlsilovaJl::n.
Tihes'e iHus:tra!ti'O!fls as weI!

diifferel.'11,'va:lue, however,

1Jhey clO'nLs,tii1Jute
valu&lt;JIbile

rese;:lf'Clh!e,rs.P"ulisih re:giisteJS and

po,!yc,hrmn,i.es, tombl,t:.mes

a!!1'd slPec'imen of

tels,taments., Clhurch

rel.iigi:ous M'era:ture

are

the o,lde"t ma:teria,ls. The very flirst r€!coQ'ds c81lllc:ellnling folk 'C'ositume;s date back
lo the ear.ly paTt od' the lKh c'C!nJtu,ryleg. Hel:kel,l:lJ.34), many mOI1edeLs'c,l~~prtions
and
recurids are t.o be found all the beg'i'n!~ng of ,the 20th celn1Ju'rY.llhe 2Clbh century
matelnia.l.s relgaTd quil1;e a vast rang'eo'£
pro;Jjl'ems, i.e. des:Dflip:bilcmsof f.01l1rr1S
.()~
differ,wt

cll,othes a:nd 'records

of

Jl11U'seUlm
cotl1ect.io(~nsai:m

and

etlhnr&gt;gnllpihiic a,reas aUld C'mp.haslizj1ngthe

folk

cOSitumes. After

the

Seoo:nd Wonj'd War

dj,ffereace

alt ,deHllni'tliing regional
and

national

values

of

v&lt;lTious mo,n,ogjra;phies Coo'DoC'rnLng
f(Jlll,

COIS'tumec;
of diiIeren:t mgiions had beein p!u!bl'ished, ego "Atlas PoiłsibClh Slbrojow Ludowych"
(Atla.s 011'Poliis:h F(~lk c.o:.;Jt;umes).OtJher puhli~ati{H1S odea,l with histodcal
va'ri.abi;\.ity. origin
ture.

Some of

a,nld s!ign:iifie-at'io.n olf C':ISttume.sand

t.hem attempt

at

deI':c'1!tng such

CIf'dinary

clothes

in

ter,ms as wlolthes;, attke,

foLk culg.liI'b and

cf}S/tume. Fu'}low.i!lg Bogatyl'iew's
a,ppJ'o&lt;1('hrecenit bOOlks deall WiEih the pTohloem of
fundi-on of c.!oOLhc,;
and cost.umes a.!1d t!heiT s!~ificatLon
in fa&lt;lik cuJw:re.
Gener&lt;\l.Iy spea:ldng, 8ulra.pcaln ihtera!tJur-ec,o.nJcerning-the a:b'ov'e~pr€ls:entedpr~bikjln"
and topic's is quite
d~\-ers·iiied.

a:mpl·e. but

diof'f-er'lmialted and 1Jhus i't'S s&gt;oientifk

va,j.ue is ralthe:'

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9623" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9601">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c1ad141155792fc35652597201a9447b.pdf</src>
        <authentication>f4aa1c11d198d3a461b4e4803842a2c2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114559">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3533</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114560">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114561">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114562">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3310</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114563">
                <text>Haft ludowy na częściach stroju ludowego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114564">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2, s.99-108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114565">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114566">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114567">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114568">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114569">
                <text>Barbara Bazielich

HAFT L U D O W Y NA CZĘŚCIACH STROJU REGIONALNEGO
( U W A G I PO KONKURSIE W

Wbrew
my,

gólnych
nia

cyjnych
strój

wcale

zasięgi

niełatwo

stroju

naszego

bowiem

modeli,

do

z

kraju.

opisu

(czy

typowych
jego

resowanie

wśród

ubioru,

określić

Istniejące
do

części

opracowa­

odtwarzania

najbardziej
regionu.

Im

się d o w y g l ą d u

tym

mniejsze

for­

poszcze­

i ustalenia na tej

d l a danego

część) zbliża

miejskiego

jest

noszonego na

reguły

i reprezentacyjnych,

wersji

wego,

i

obszarach

zmierzają

starszych
wie

pozorom,

przemiany

naj­

dekora­
podsta­
bardziej

standardo­

budzi

zainte­

etnografów.

W krótkim a r t y k u l e t r u d n o szerzej przytoczyć d o w o ­
d o w y materiał. Z a i n t e r e s o w a n y c z y t e l n i k z n a j d z i e go w
s t o s u n k o w o rozległej l i t e r a t u r z e p r z e d m i o t u , której w y ­
k a z podają m i ę d z y i n n y m i z e s z y t y Atlasu
Polskich
Stro­
jów Ludowych,
artykuł K r y s t y n y
Hermanowicz-NowaK
w p i e r w s z y m t o m i e Etnografii
Polskiej
( w y d . Ossolineum
1976), a r t y k u ł y d o t y c z ą c e strojów l u d o w y c h o p u b l i k o ­
w a n e w „Polskiej
Sztuce
Ludowej"
l u b w i n n y c h cza­
sopismach.
W

P u b l i k o w a n a i p r e z e n t o w a n a n a różnych w y s t a w a c h
m a p a P o l s k i z p o s t a c i a m i w s t r o j a c h l u d o w y c h według
k o l o r o w y c h t a b l i c w o p r a c o w a n i u M a n u g i e w i e z a , c/.y
r e p r o d u k o w a n a w z e s z y t a c h Atlasu
Polskich
Strojów
Lu­
dowych
* p r z e d s t a w i a p r z y k ł a d y i zasięgi strojów, któ­
r y c h wyobrażenia ukształtowano w o p a r c i u o d z i e w i ę t ­
nastowieczne
m a t e r i a ł y . P o s t a c i e t e wypełniają
mniej
w i ę c e j całą p o w i e r z c h n i ę m a p y i n i e w i e l e j e s t n a n i e j
t z w . białych p l a m . W i a d o m o j e d n a k , że n i e w s z y s t k i e
e l e m e n t y d a w n e g o s t r o j u występują w t e r e n i e jeszcze
d z i s i a j , a niektóre, j a k n p . c z e p i n o w e c h u s t y n a g ł o w n e ,
o o h t u s y , nałęcze, czepce — można j u ż t y l k o zobaczyć
w muzeach. W i e l e z n i c h , j a k n p . koszule, b l u z k i , spód­
n i c e , s t a n i k i , uległo d a l e k o idącej m o d y f i k a c j i ; w y k o ­
n y w a n e są o n e z i n n e g o materiału o r a z i n a c z e j z d o b i o ­
n e . R ó w n o c z e ś n i e s p o p u l a r y z o w a ł y się n o w s z e f o r m y
s t r o j u , zwłaszcza wszelkiego r o d z a j u t y b e t o w e
chustki
i spódnice, czy męskie n a k r y c i a g ł o w y . Z m i a n o m t y m
towarzyszyło zaniechanie l u b r o z b u d o w a n i e czy p r z e ­
kształcenie
niektórych
detali
dekoracyjnych,
przede
w s z y s t k i m h a f t ó w i wyszyć. O i l e w i ę c s t r o j e l u d o w e
t u i ó w d z i e z a c h o w a ł y się w t e r e n i e i są noszone, j a k
w Ł o w i c k i e m , Opoczyńskiem, n a K u r p i a c h , w C i e s z y ń s k i e m , n a P o d h a l u , w B e s k i d z i e Śląskim, n a Śląsku •—mają o n e s w e współczesne, n o w e o b l i c z e .
ł

W d o b i e o b e c n e j m o d a n a h a f t y r e g i o n a l n e , zdobią­
ce d a m s k i e b l u z i k i i miejską k o n f e k c j ę o r a z galanterię
o t w a r ł a drogę d o s p o p u l a r y z o w a n i a m n i e j l u b b a r d z i e j
znanych i c h f o r m , czerpanych zarówno z tradycyjnego
w z o r n i c t w a , j a k też z n o w s z y c h p r z y k ł a d ó w w y s t ę p u j ą ­
c y c h w e współczesnych s t r o j a c h r e g i o n a l n y c h . Tote&gt;
wiejskie
h a f c i a r k i i o s o b y p a r a j ą c e się t z w . r ę k o d z i e ­
łem, zaczęły p o s z u k i w a ć i o d t w a r z a ć r e g i o n a l n e h a f t y ,
robiąc z n i c h przeróżne k o m b i n a c j e t e c h n i c z n e , o r n a mentacyjne, kompozycyjne
i kolorystyczne.
Spotykamy
się z w s z e l k i e g o r o d z a j u k o p i a m i , a d a p t a c j a m i , p r z e n i e ­
s i e n i a m i , i n s p i r a c j a m i . Okazało się p r z y t y m , że h a f t y
p e w n y c h r e g i o n ó w , j a k n a p r z y k ł a d k a s z u b s k i e , cieszą
się niezasłużenie d u ż y m p o w o d z e n i e m , podczas g d y r z e ­
s z o w s k i e , sądeckie, biłgorajskie czy i n n e , n i e m a l z u p e ł ­
n i e n i e są w y k o r z y s t y w a n e . H a f t y p r z e n o s z o n e n a i n n e
f o r m y u ż y t k o w e są p r z y t y m r o z m i e s z c z a n e i n a c z e j niż
na koszulach, c h u s t a c h , s t a n i k a c h , k a f t a n a c h , spodniach,
s u k n i a c h , spódnicach. T u t a j b o w i e m w y s t ę p o w a ł y n a j ­
częściej w z d ł u ż s z w ó w , rozcięć i b r z e g ó w (stąd p r z e w a ż ­
n i e p a s o w y i c h u k ł a d ) , a l b o n a narożnikach c h u s t . O b e c ­
n i e zaś r o z m i e s z c z e n i e i c h dyktują w z g l ę d y e s t e t y c z n e
i ogólna k o m p o z y c j a h a f t o w a n e g o p r z e d m i o t u .

TORUNIU)

t y m miejscu

chodzi m i t y l k o o zwrócenie

uwagi

na t r z y istotne f a k t y :
1. D o o b e c n y c h czasów z a c h o w a ł y się ( p r z e w a ż n i e
w z b i o r a c h m u z e a l n y c h ) t y l k o niektóre
dawne
części strojów r e g i o n a l n y c h ;
2. Współczesne s t r o j e r e g i o n a l n e różnią s i ę o d d a w ­
n i e j s z y c h — dziewiętnastowiecznych i wcześniej­
szych;
3. Z a r ó w n o s t r o j e l u d o w e , j a k i c h części i e l e m e n ­
t y z d o b n i c z e służą współcześnie j a k o w z o r y p r z y
sporządzaniu k o s t i u m u r e g i o n a l n e g o
l u b -szyciu
modnej k o n f e k c j i oraz przy w y k o n y w a n i u i n n y c h
p r z e d m i o t ó w c o d z i e n n e g o użytku.
Świadome tego stanu rzeczy M u z e u m
Etnograficzne
w T o r u n i u z i n i c j a t y w y swego d y r e k t o r a m g r A l e k s a n ­
d r a Bła-chowskiego ogłosiło n a początku 1977 r o k u „ O g ó l ­
n o p o l s k i k o n k u r s o t w a r t y n a h a f t y l u d o w e " . Chodziło
w n i m — między i n n y m i — o z o r i e n t o w a n i e się w s t a ­
nie zachowania t r a d y c j i autentycznego ludowego h a f t u ,
jego t e c h n i k i i f o r m stosowanych w t r a d y c y j n y c h stro­
j a c h l u d o w y c h , n o s z o n y c h w k o n k r e t n e j w s i n a co dzień
l u b z o k a z j i ś w i ą t . W związku z t y m k o n k u r s d o t y c z y ł
w y ł ą c z n i e h a f t ó w w y k o n a n y c h n a -częściach strojów.
3

Z m e t o d o l o g i c z n e g o p u n k t u w i d z e n i a założenia t e
budzić mogą k r y t y c z n e u w a g i . S t w i e r d z e n i e b o w i e m , i i
„ w r a z z z a n i k i e m strojów t r a d y c y j n y c h h a f c i a r s t w o c h y ­
l i się k u u p a d k o w i " , o r a z a p e l o w a n i e d o chętnych, „ k t ó ­
r z y mogą p o d j ą ć się w y k o n a n i a w z o r ó w h a f t ó w z p a ­
mięci, z d a w n y c h strojów, z a c h o w a n y c h w e w ł a s n e j w s i
l u b skopiowania muzealnych zabytków" sugeruje, j a k o ­
b y z d o b n i c t w o t e g o t y p u b y ł o już t y l k o sprawą p r z e s z ­
łości i współcześnie n i e nosiło się strojów r e g i o n a l n y c h
z d o b i o n y c h h a f t a m i . Równocześnie t a k i e sformułowanie
założeń k o n k u r s u z a p r z e c z a z a s a d n i c z e j j e g o i d e i : pog­
naniu stanu zachowania
t r a d y c j i i j e j współczesnych
przekształceń.
P r z y zachęcaniu b o w i e m d o o d t w a r z a n i a d a w n y c h
wzorów charakterystycznych dla danego regionu o t r z y ­
m a się i n n e w y n i k i k o n k u r s u , niż p r z y b a d a n i u o b e c ­
n e j s y t u a c j i . O r g a n i z a t o r z y z d a w a l i sobie -sprawę z p o ­
t r z e b y podjęcia t e g o w a ż n e g o t e m a t u , lecz — j a k sądzę
— n i e w ł a ś c i w i e g o s p r e c y z o w a l i . T o z k o l e i stało się
przyczyną n i e d o s y t u , j a k i m o ż n a b y ł o odczuć p r z y p r z e ­
glądzie w y n i k ó w t e j interesującej i w i e l k i e j i m p r e z y .
Ogłaszając k o n k u r s , k t ó r e g o r e z u l t a t e m m i a ł a być
o r i e n t a c j a w o b e c n y m stanie rzeczy w s k a l i k r a j u oraz
z g r o m a d z e n i e p r z e d m i o t ó w z określonej d z i e d z i n y k u l t u ­
r y l u d o w e j , należało z a a p e l o w a ć o d o s t a r c z e n i e :

99

I

�Strój

i odzież w

składników

ogóle, j a k o j e d e n

kultury

ludowej,

z

złączony

(podstawowych
jest

integralnie

z r w y s z y c i a m i i h a f t a m i . Rozpatrując w i ę c h a f t j a k o w y ­
twór

kultury

ludowej,

przedmiotu,

z

słuszne

którym

związany,

a

odsunięcie

kształceń

w

postaci

(serwet,

na

od

odniesienie

zarania

bok

wszelkich

współczesnych

środowiskiem

są o c z y w i ś c i e
należało

je

uwzględniać

j a k i miał m i e j s c e
Ogłaszając

ważne,

w

ale

W takim

się

wiernych

bowiem
do

tradycjom

drugi

ży i w o g ó l e strój r e g i o n a l n y j e s t jeszcze n o s z o n y

i ży­

część

(co dopuszczały
jeszcze

dawnych

haftowanych

części

2 — h a f t o w a n y c h części s t r o j u n o s z o n y c h współcześnie,
3 — odtworzonych
części
stroju
zdobionych
haftem,
z p o d a n i e m ich przeznaczenia,
kownika.

t z n . o d b i o r c y i użyt­

wykorzystu­
wład­

stroju

mogła

zostać

n i e związanego

może

warunki

wskazywać

na

wyhaftowana

z tradycyjną

rą wiejską określonego r e g i o n u , n a w e t

stroju,

meto­

i zdolności

odzie­

przez k o g o k o l w i e k ,

1 — posiadanych

błąd

hafciarskie

strojów

two­

regionu*'.

n e g o środowiska i ż e w t y m środowisku t e części
Dowolna

części

w

swego

tkwi

umiejętności

zdobienia

artyśr;,

s w e umiejętności

ludowych

wy.

je

się,

l i c z y l i również na

h a f t o w a n i a n i e świadczą o t y m , że o b e c n i e
je

mi

konkursu,

się n i e z n a n i jeszcze

j e d n a k (sformułowaniu

dologiczny,

adaptacji

Toruniu.

a z n a n e już n a r c i a r k i w y k a ż ą
wzorów

n a z b y t po/a

programie

k o n k u r s organizatorzy

to, ż e p r z y o k a z j i „ u j a w n i ą
rzeniu

prze­

użytkowych

nie wydaje

przy

do
był

jego

form

wiejskim. Zagadnienia

również

go

dziejów

obrusów, bluzek), w y k o n y w a n y c h

własnym
aby

było

niemal

kultu­

p r z e z grupę osób

konkursu) i t y m samym

stan zachowania

nie

tradycji w

kon­

kretnej w s i i okolicy.
Podnosząc

w

założeń ach

konkursu

;

j ą c y c h t w ó r c ó w l u d o w y c h haftujących
szywać, o r g a n i z a t o r z y

zmierzali

do

sprawę

działa­

i umiejących

uzyskania

w i s k , a p r z y t e j sposobności t a k ż e p r z y k ł a d ó w
i

haftów.

Konkurs

wzornictwa,

miał

kolorystyki

też
i

oraz

naz­

strojów

zaprezentować

techniki

wy­

ich

bogactwo

zróżnicowania

r e g i o n a l n e . Z p o z o r u t e ż c e l t e n osiągnięto.
Przyjrzyjmy

się

do f a k t y c z n e g o
s t y k i haftów

jednak, j a k te

rezultaty

s t a n u r z e c z y n a t l e ogólnej

spotykanych w

Polsce. N a

mają

K a s z u b a c h

są t o t z w . z ł o t e czepce h a f t o w a n e m e t a l o w y m i —
n y m i l u b złotymi —

nićmi, ściegiem .pełnym z

dem, o przewadze k w i e t n y c h motywów,
pana

i owocu
białe

czepce
i

hafty

z

motywami,

Pałukach

drobnyoh

—

podobnie
po

i

większe

czepcach

n a c h występują

również

l u b ażurowe,

w

tuli­

Szamotu­

przede

wszyst­

gipiury)

jak

na

zdobiącs

K u j a w a c h
poczynając

rozetowo^koliste,

gwiaździste, p ę t l i c o w e ,
Na

dem

wici.

mają

(snutki

roślinno^kwiatowymi,

elementów

n uszko w e ,
stych

i Kalisza

aia t i u l u

srebr­
podkła­

zwłaszcza

granatu. " W i e l k o p o l s k a ,

ły, okolice L e s z n a
kim

się

charaktery­

soczewko wate

wymienionych

cd

wiai

wyżej

.fali­
rejo­

h a f t y białe — p e ł n e z podkła­

wypełnione

miast zdobiły j e d n o b a r w n e

tiulem;

fartuchy

h a f t y płaskie, białe,

nato­

rzadziej

czarne.
K u r p i e

Puszczy

Białej

charakteryzują

t y n a k o s z u l a c h , o m o t y w a c h k o l i s t y c h , półkolistych
z w i n i ę t y c h n a kształt rogów, w y k o n y w a n e
sowym

i

łańcuszkiem,

przede

ściegiem atła­

wszystkim

nićmi, a .ponadto h a f t y białe, występujące
okazach
mniej
lonej,

koszul

oraz

dekoracyjne

na

tiulowych

są k o l o r o w e

O motywach

kwiatowych,

czerwonymi
na

starszych

czepcach.

hafty

haf­
oraz

O

wiele

Puszczy

Zie­

wykonane

drobnymi

ściegami z g r u p y p r z e d — i za igłą.
Haft z W i l a n o w a
kowe,

bogate

koło W a r s z a w y

wypełnienie

margerytki, przy
Łowickie

powierzchni

użyciu

czarnych

nici.

hafty

starszego

typu

—

to

100

wykonane

ściegiem

łańcuszkowym

oraz

typa

reprezentowało

t z w . p o l s k i e szycie o n i e w i e l k i m zróżnicowaniu
[1. 1. C z e p e k k u j a w s k i g i p i u r o w y , w y k . M a r i a S z e w ­
c z y k , W ł o c ł a w e k . I I . 2. C z e p e k , w y k . J a n i n a F o ł t y n ,
Szamotuły, w o j . poznańskie. I I . 3. C z e p e k k a s z u b s k i ,
w y k . K r y s t y n a Jenerał ska, T u c h o l a.

łańcusz­

kwiatami

kolorów,

innymi

ściega­

m i z g r u p y za — i p r z e d igłą. P r z e w a ż a ł y w n i c h d r o b ­
ne m o t y w y

słońc, z w i n i ę t y c h

rożków

w układach

paso-

�w y c h . H a f t y n o w s z e zapełniają duże p o w i e r z c h n i e z a ­
równo na k o s z u l a c h j a k n a s t a n i k a c h i w y k o n a n e są
d r o b n y m k r z y ż y k i e m p o z i o m y m l u b atłaskiern, nićmi w
różnych k o l o r a c h
i d r o b n y m i k o r a l i k a m i . Dominują
w n i c h m o t y w y c i e n i o w a n y c h róż i liści o r a z p ą k ó w .
N i e r z a d k o n a s z e r o k i c h r ę k a w a c h k o s z u l występują o n e
o b o k h a f t ó w płaskich, w y k o n a n y c h b i a ł y m atłaskiern
i ściegiem a n g i e l s k i m , p r z e c h o d z ą c y m w r i c h e l i e u .
W R a w s k i e m i O p o c z y ń s k i e m oraz P i o t r k o w s k i e m w y s z y c i a ściegiem k r z y ż y k o w y m , p r o s t y m
lub dowolnym, o motywach geometrycznych
(rombów,
kostek, wiatraczków, trójkątów) oraz l i n e a r n y c h (pros­
t y c h l u b f a l i s t y c h ) zdobią k o s z u l e męskie i k o b i e c e . W
S i e r a d z k i e m
n a t o m i a s t płaskie — a t ł a s o w e h a f t y
w r ó ż n o b a r w n e k w i a t y , w ś r ó d których dominują róże,
s p o t y k a się n a f a r t u c h a c h z d z i e r g a n y m o b r z e ż e m .
Śląskie h a f t y są z n a c z n i e zróżnicowane.
Dolno­
ś l ą s k i e n a płóciennych białych c h u s t a c h n a r a m i e n n y c h , 'nagłownych i n a f a r t u c h a c h są białe — łańcusz­
kowe,
płaskie, d z i e r g a n e ,
dziurkowane —
nierzadko
z p o d k ł a d e m t i u l o w y m l u b pajączkami p o d k w i e t n y m i ,
pętlicowymi
i dziurkowanymi motywami
roślinnymi.
R ó w n i e ż białe są h a f t y p s z c z y ń s k i e i c i e s z y ń ­
s k i e , p ł a s k i e i d z i u r k o w a n e z pajączkami, zdobiące
głównie koszule kobiece zwane k a b o t k a m i . N a
Gór­
n y m Ś l ą s k u łącznie z O p o l s z c z y z n ą
przeważa­
ją n a ogół j e d n o b a r w n e h a f t y płaskie i a t ł a s k o w e : n a
kabotkach — o motywach kolistych, owocu granatu
i k w i a t u t u l i p a n a w brązowym, żółtym, c z e r w o n y m l u b
białym k o l o r z e (Opolskie), a w r e j o n i e B y t o m i a t y l k o
białe; n a płóciennych l u b j e d w a b n y c h f a r t u c h a c h —
0 m o t y w a c h w i n n y c h g r o n , m a r g e r y t e k i róż, białe a l b o
kolorowe. H a f t k o l o r o w y występował n a stanikach, zwa­
n y c h o p l e c k a m i ( O p o l s k i e , Pszczyńskie) i n a ż y w o t k a c h
(Cieszyńskie). M i a ł o n m o t y w y k w i a t o w e , w y k o n a n e w e ł ­
n i a n y m i l u b j e d w a b n y m i nićmi. D o p i e r w s z e j
wojny
ś w i a t o w e j ż y w o t k i h a f t o w a n o złotymi i s r e b r n y m i n i ć ­
m i , p o t e m także c e k i n a m i i k o r a l i k a m i . Osobną grupę
stanowią w y s z y c i a j e d n o k o l o r o w ą nicią n a k a b o t k a c h
1 k o s z u l a c h w B e s k i d z i e Ś l ą s k i m , w y k o n a n e ście­
g i e m w a r k o c z y k o w y m , l u b n a c h u s t a c h — ściegiem k r z y ­
ż y k o w y m d w u s t r o n n y m , o wklęsłych m o t y w a c h geome­
trycznych.
Ż y w i e c k i e słynie z t i u l o w y c h c h u s t , k r e z , f a r ­
tuchów, o c h t u s i czepców o b i a ł y m p r z e w l e k a n y m i ce­
r o w a n y m hafcie. Sposobem w y k o n a n i a oraz w z o r n i c t w e m
nawiązują d o h a f t ó w k u j a w s k i c h . Swoistą specyfiką w y ­
różniają się t a k ż e w r e j o n i e południowo-zachodniej P o l ­
ski hafty w i l a m o w i c k i e o j e d n o b a r w n y c h , m e a n d r y c z n y c h m o t y w a c h , p o k r y w a j ą c e z a w i ą z k i d o czepców
i k o s z u l e . W y s t ę p u j e w n i c h ścieg płaski, w a ł e c z k o w y
oraz łańcuszkowy.
W
K r a k o w s k i e m ,
obok
kolorowych
atłaskow y c h haftów o m o t y w a c h roślinnych, zapełniających
n i e m a l całe płaszczyzny staników, z n a n e są także białe
płaskie i d z i u r k o w a n e , z r ó ż n i c o w a n e b o g a c t w e m
orna­
mentów.
Regiony b i ł g o r a j s k i
i l a s o w i a c k i
cechują
łańcuszkowe
wolutowe
i płaskie
hafty
jednobarwne
( c z e r w o n e l u b czarne). W r e j o n i e w i d e ł W i s ł y i S a n u
występują też j e d n o b a r w n e w y s z y c i a płaskie l u b k r z y ­
ż y k o w e , które szczególnie rozbudowaną f o r m ę p r z y b r a ­
ły na L u b e l s z c z y z n i e . Zróżnicowane pod w z g l ę ­
d e m t e c h n i k i , m o t y w ó w i j e d n o l i t e j k o l o r y s t y k i były
hafty r z e s z o w s k i e .
Zdobiły one p r z y r a m k i , kołnie­
rze, p r z o d y i m a n k i e t y k o s z u l , chusty, z a w i c i a i i n n e
detale s t r o j u c h a r a k t e r y s t y c z n e d l a danej okolicy.
Górale
podhalańscy,
sądeccy,
lima­
nowscy, łąccy, szczawniccy,
spiscy i oraw­
s c y mają n a częściach s t r o j u męskiego, sporządzonych

I I . 4. F r a g m e n t
wiązadła
wyk. Marianna Kowalska,

do czepca k u r p i o w s k i e g o ,
L u t o b r o k , w o j . ostrołęckie.

101

I

�Ii.

5. R ó g

chusty

żywieckiej,

wyk. Maria

głównie z sukna, j a k gunie, cuchy, p o r t k i ,
kamizele
— h a f t y nicią wełnianą, z r ó ż n i c o w a n e o r n a m e n t a c y j n i e
i k o l o r y s t y c z n i e ; natomiast t e c h n i k a i c h w y k o n a n i a jest
na ogół t a k a sama. W y s t ę p u j e t u t a j p o w s z e o h n i e ście^
łańcuszkowy, k r o k i e w k o w y o r a z ściegi t y p u za — i p r z e d
igłą, j a k : piłeczka, stębnórwka, g w i a z d k i , p a z u r k i i t p .
N i e r z a d k o występują t a k ż e n a s z y c i a ze sznurków i p a s ­
m a n t e r i i , zwłaszcza n a s e r d a k a c h c z y s t a n i k a c h , a t a k ­
że a p l i k a c j e z s u k n a , n p . n a g u n i a c h i kożuchach { r ó w ­
nież a p l i k a c j e ze skóry). Szczególnie b o g a t e są h a f t y n a
g u n i a c h i s t a n i k a c h , k o l o r o w e , atłasowe, o c i e n i o w a n y c h
płaszczyznach k w i a t o w y c h m o t y w ó w ; współczesne s t a ­
n i k i h a f t o w a n e są k o l o r o w y m i k o r a l i k a m i . N a t o m i a s t
h a f t y białe, niegdyś s t o s u n k o w o s k r o m n e , o b e c n i e w y ­
k o n u j e się m a s z y n o w o . Zdobią o n e k o b i e c e k o s z u l e i o d ­
znaczają się d z i u r k o w a n y m i , d u ż y m i , g e o m e t r y c z n o - r o ś linnymi motywami.
E k s p o n a t y nadesłane n a k o n k u r s t y l k o w części
o b r a z o w a ł y d a w n i e j s z e i współczesne h a f t y w s p o m n i a ­
n y c h wyżej regionów. N i e widać było na i c h przykła­
d z i e p r z e m i a n ,które zaszły w t e c h n i c e , k o m p o z y c j i , o r ­
n a m e n t y c e i k o l o r y s t y c e h a f t u , n p . opoczyńskiego, r a w ­
s k i e g o , podhalańskiego, s p i s k i e g o , k u r p i o w s k i e g o (z P u s z ­
czy B i a ł e j ) i i n n y c h regionów, g d z i e strój l u d o w y n o ­
szony j e s t p o dziś dzień. W y j ą t k i e m był t y l k o r e g i o n
łowicki, z k t ó r e g o o t r z y m a n o z a r ó w n o p r z y k ł a d y h a f t u
starszego ( t z w . p o l s k i e szycie), j a k też późniejszego, z l a t
po I w o j n i e światowej ( d r o b n y krzyżykowy, w i e l o k o l o ­

102

Byrcz,

Sopotnia

Mała,

woj.

bielskie

r o w y atłaskiem i k o r a l i k a m i ) o r a z m o d n e g o w s p ó ł c z e ś ­
n i e — b i a ł e g o , płaskiego, d z i u r k o w a n e g o
i richelieu,
który s t o s o w a n y
jest
obok
wymienionych
uprzednio
form.
M i m o w y s i ł k u organizatorów, n i e udało się pozyskać
e k s p o n a t ó w z w i e l u r e g i o n ó w , o k t ó r y c h w i a d o m o , że
m i a ł y tradycję h a f t u . W niepełny sposób r e p r e z e n t o w a ­
n y był n p . h a f t k r a k o w s k i i cieszyński, o p o l s k i , o p o ­
czyński, sądecki, r z e s z o w s k i , z a b r a k ł o p r z y k ł a d ó w h a f t u
kszczonowskiego,
lubelskiego,
podlaskiego,
kieleckiego,
s a n d o m i e r s k i e g o . W n i o s e k stąd, że a l b o w t y c h o k o l i ­
cach t r a d y c j e ludowego
h a f t u już z a m a r ł y , a l b o n i e
dotarła t a m o d p o w i e d n i a
informacja o konkursie. W
konsekwencji
brak odpowiedzi
na pytanie —
gdzie
i w j a k i m s t o p n i u j e s t jeszcze ż y w a t r a d y c j a h a f c i a r ­
s k a , k t o do d z i s i a j h a f t t e n u p r a w i a , co h a f t u j e i n a
c z y j e p o t r z e b y . T o t e ż t r u d n o rozstrzygnąć, c o j e s t n a d a l
ż y w ą twórczością, a c o t y l k o o d t w a r z a n i e m
wzorów.
S a m a b o w i e m umiejętność i znajomość h a f t u , o i l e n i e
spełnia o n s w e j
pierwotnej
f u n k c j i , n i e świadczy o
k o n t y n u a c j i t r a d y c j i . W i d a ć t o chociażby n a p r z y k ł a ­
d z i e k o l o r o w e g o h a f t u , k t ó r y w i s t o c i e r z e c z y został w y ­
m y ś l o n y i w p r o w a d z o n y z początku o k r e s u m i ę d z y w o ­
jennego na Kaszubach przez G u l g o w s k i c h , a nigdy n i e
funkcjonował w t e j f o r m i e w m i e j s c o w y m s t r o j u . B y ł
o n ś w i a d o m ą transpozycją m o t y w ó w złotego h a f t u z koś­
c i e l n y c h a n t e p e d i ó w i mieszczańskich c z e p c ó w . T y m ­
c z a s e m współcześnie p o t o c z n i e uważa się, że r e p r e z e n 4

�t u j e o n najpełniej
ludową sztukę K a s z u b . Z p o w y ż ­
s z y c h w z g l ę d ó w n i e m ó g ł być n a k o n k u r s i e b r a n y p o d
u w a g ę , p o n i e w a ż n i e w i ą z a ł się a n i ze s t r o j e m , a n i
z bezpośrednią tradycją
wiejską. O r g a n i z a t o r z y zachę­
c i l i n a t o m i a s t grupę h a f e i a r e k z K a s z u b do o d t w o r z e ­
nia zabytkowego h a f t u
złotą czy srebrną nicią. J u r y ,
doceniając wysiłek i k u n s z t w y k o n a w c z y ń ,
wyróżniło
14 osób, a G e n o w e f i e P a ł u b i c k i e j z B y t o w a przyznało
drugą nagrodę.
5

P o d o b n i e j a k n a P o m o r z u Gdańskim r ó w n i e ż w Ż y w i e c k i e m , K r a k o w s k i e m , n a D o l n y m Śląsku, w R a c i b o r s k i e m czy Cieszy ńskiem h a f t y z ł o t e zanikły p r z e d
końcem X I X w . *. W y s t ę p o w a ł y o n e p r z e w a ż n i e n a c z e p ­
c a c h , j e d y n i e w Cieszyńskiem z d o b i ł y r ó w n i e ż a k s a m i t ­
ne s t a n i k i s u k i e n (tzw. żywotki), a ostatnie i c h okazy
noszono d o p i e r w s z e j w o j n y ś w i a t o w e j . N a s t ę p n i e h a f t
n a ż y w o t k a c h uległ m o d y f i k a c j i . Zaczęto go w y k o n y ­
wać k o l o r o w y m i k o r a l i k a m i , n i ć m i j e d w a b n y m i , p l u ­
s z o w y m i , l a c e t e m , c e k i n a m i , szklaną sieczką, p r z e z c o
z czasem nabrał z u p e ł n i e n o w e g o c h a r a k t e r u . Jest o n
jeszcze d z i s i a j s t o s o w a n y w r e g i o n i e i s t a n o w i p o d s t a ­
w o w y e l e m e n t dekoracji żywotków. D a l e k i e r e m i n i s c e n ­
cje z ł o t e g o h a f t u n a ż y w o t k a c h ( h a f t j e d w a b n ą nicią
żółtawo-złocistą i srebrzysto-białą) p r z e d s t a w i ł a n a k o n ­
k u r s i e E w a Chałupska, o t r z y m u j ą c z a w y s o k i p o z i o m
t e c h n i k i i (kompozycji (zgodnej z t r a d y c y j n y m układem)
drugą nagrodę. I n n a a u t o r k a dostarczyła ż y w o t e k p r e ­
zentujący współczesną f o r m ę , n i e w y r ó ż n i a j ą c y się j e d ­
n a k starannością w y k o n a n i a . T a k w i ę c w C i e s z y ń s k i e j
na p r z e s t r z e n i kilkudziesięciu l a t n a s t ę p o w a ł y
zmianv
7

li.

6.

Fragment

fartucha

kujawskiego,

w tego r o d z a j u z d o b n i c t w i e , stosownie do a k t u a l n y c h
możliwości s u r o w c o w y c h , j a k i upodobań
zamawiają­
cych. Obecnie
n i e w i e l e osób s p r a w i a n o w y
żywotek
i h a f c i a r k i pracują g ł ó w n i e n a z a m ó w i e n i e C e p e l i i , z d o ­
biąc a k s a m i t n e p a s y i t o r e b k i w i e c z o r o w e . W i n n y c h r e ­
g i o n a c h złoty h a f t z a n i k ł zupełnie, a społeczność w i e j ­
s k a n i e w y t w o r z y ł a żadnej p o d o b n e j f o r m y .
W o k r e s i e , g d y zanikał h a f t złoty, c o r a z w i ę k s z ą
popularność zyskiwał w P o l s c e , z a r ó w n o n a w s i , j a k
i w m i a s t a c h h a f t k o l o r o w y m i n i ć m i . Stał się
o n b a r d z o p o p u l a r n y w niektórych r e g i o n a c h k r a j u i dziś,
p r z y w s z e l k i c h adaptacjach t r a d y c y j n y c h wzorów jest
o n szczególnie f a w o r y z o w a n y .
Najstarsze
formy
kolo­
rowego h a f t u , przede w s z y s t k i m jednobarwnego
(czar­
nego, c z e r w o n e g o , w i ś n i o w e g o , r z a d z i e j żółtego l u b b r ą ­
z o w e g o ) w y s t ę p o w a ł y na płóciennych częściach s t r o j u
( k o s z u l a c h , c h u s t k a c h n a g ł o w ę , z a w i c i a c h , nałęozach,
zapaskach). W y k o n y w a n o j e różnymi t e c h n i k a m i , z k t ó ­
r y c h d o n a j b a r d z i e j a r c h a i c z n y c h należały: k r z y ż y k o w e ,
łańcuszkowe i płaskie ( n i e r z a d k o l i c z o n e ) .
J e d n o b a r w n e h a f t y krzyżykowe występowały
w B e s k i d z i e Śląskim, n a S p i s z u , u L a s o w i a k ó w i częś­
c i o w o w K i e l e c k i e m , w Biłgorajskiem, K r z c z o m o w s k i e m ,
L u b e l s k i e m , R a w s k i e m , a w późniejszym okresie i w i n ­
nych regionach, np. Łowickiem (potwierdza to technika
w y k o n a n i a , j a k też c h a r a k t e r m o t y w ó w o r a z m i e j s c o ­
w a t r a d y c j a u s t n a ) . Z w y m i e n i o n y c h wyżej regionów
nadesłano n a k o n k u r s j e d y n i e n i e l i c z n e p r z y k ł a d y —
haftowane koszule z J a w o r z y n k i i Istebnej w Beskidzie
Śląskim ( A n n a R u c k a — d r u g a n a g r o d a i J a d w i g a S i ­

w y k . Zofia

8

Szmajda,

Gajówka,

woj.

włocławskie.

103

�II.

7. P r z ó d

s e r d a k a a k s a m i t n e g o , h a f t k o r a l i k a m i , w y k . A n n a T r z e b u n i a , Z a k o p a n e . I I . 8. Dół
p o r t e k góralskich, w y k . K a r o l G a b r y ś , K r o ś c i e n k o n / D u n a j c e m , w o j . nowosądeckie.

k o r a — w y r ó ż n i e n i e ) . Prezentują o n e r o z b u d o w a n e w s p ó ł ­
czesne f o r m y g e o m e t r y c z n y c h m o t y w ó w roślinnych z z a ­
chowaniem
tradycyjnej
kompozycji
i
rozmieszczenia.
W a r t o j e d n a k pamiętać, że d a w n i e j s z e
warkoczykowe
h a f t y górali w B e s k i d z i e Śląskim były, p o d o b n i e j a k
n a S p i s z u , w y k o n a n e d r o b n y m i ściegami, p r z e z co t w o ­
r z y ł y wąskie p a s o w e układy o r n a m e n t a l n e n a męskich
k o s z u l a c h i k a b o t k a c h , o r a z układy trójkątne n a c h u s t ­
k a c h . E l e m e n t y zdobnicze, wyłącznie geometryczne, b y ­
ły n a ogół mało c z y t e l n e . D o i c h w y k o n a n i a u ż y w a n o
lnianych nici, b a r w i o n y c h woskiem, p i w e m l u b szafra­
nem .

ich

D o n a j s t a r s z y c h f o r m zaliczyć należy także j e d n o ­
b a r w n e h a f t y r z e s z o w s k i e , złożone z m o t y w ó w m e a n d r y c z n y e h , a w y k o n a n e a t ł a s k i e m . Można j e b y ł o s p o t ­
kać w t e r e n i e jeszcze w p i e r w s z y c h l a t a c h p o o s t a t n i e j
w o j n i e , n i e s t e t y t a pracochłonna t e c h n i k a zamarła już
p r a w i e c a ł k o w i c i e . N a OpoLszczyźnie h a f t y atłaskiem
o charakterystycznych kolistych motywach
roślinnych
r ó w n i e ż zanikły, a nadesłany n a k o n k u r s p r z e z W a l e s ką B-auoh c z e p e k d l a k u c h a r k i był już t y l k o nieudaną
rekonstrukcją w z o r ó w z końca X I X w .

nadesłane j e d n a k

B

10

11

Znacznie
lepiej
przedstawiały się o d t w o r z o n e
na
częściach d a w n e g o s t r o j u l a ń c u s z k o w o - w o l u t o w e h a f t y
l a s o w i a c k i e i biłgorajskie, nadesłane n a k o n k u r s p r z e z
l a u r e a t k i d r u g i c h nagród: Marię Kozłową i Katarzynę
Pańczyk z B a r a n o w a i Julię M a ł e k z C i o s n y o r a z ł a ń ­
c u s z k o w e i płaskie h a f t y w i l a m o w i c k i e s p o d O ś w i ę c i ­
m i a , łączone n a z a w i ą z k a c h do c z e p c ó w ze złotą l u b
srebrną nicią. P r z e d s t a w i ł a j e n a k o n k u r s i e I r e n a B e n e k
z C z e c h o w i c ( d r u g a n a g r o d a ) i Elżbieta C z y l o k z Z a b r z e g a { t r z e c i a n a g r o d a ) . W a r t o p r z y t y m podkreślić, iv
w W i l a m o w i c a c h t r a d y c y j n y strój l u d o w y m a jeszcze
ż y w e t r a d y c j e , n i e w y c h o d z ą c e j e d n a k poza obręb t e j
miejscowości.
D a w n e t r a d y c j e mają j e d n o b a r w n e , płaskie i ł a ń ­
c u s z k o w e h a f t y k u r p i o w s k i e P u s z c z y Białej
o koli­
s t y c h i r o ż k o w y c h m o t y w a c h ( t z w . k o ł o i z i e l e ) , gęsto
zapełniające p o w i e r z c h n i ę . N a k o n k u r s nadesłano k i l K a
1 2

104

współczesnych

nogawki

przykładów, które otrzymały

wyróż­

n i e n i a , a koszula H a n n y Kaczyńskiej z Wielątek — t-zecią

nagrodę.
Do grupy

nie

starych, jednobarwnych

zaliczyć

trzeba

piotrkowskie
pują

i

obok

jednak
tego

rawskie,

haftów

pierwotny,

nadesłała

jąc

bardzo

których

geometryczny
Dawne

przykłady

z

względem

Kurpiów

W

Czesławy

niektórych

również

h a f t y

wickiem,

gdzie t z w . polskie

odzieży

czyły

na k o n k u r s Jadwiga

(uzyskując

wyróżnienie)

{trzecia

światowej

obserwuje

W

form

t a k jest

szycie

Jadwiga

się n a w r ó t

z

dostar­

Klewkowa

Łukawska

po d r u g i e j

do

Ło­

na częś­

t a k haftowaną

okresie

zdo­

należą

np. w

występuje

Tarmanowska

oraz

nagroda)..

współ­

Kadzidła).

z

starszych

z płótna. K o s z u l ę

Zielonej;

s t r o j u , j a k też i

k i l k u barwne,

ciach

wicza

do

haf­

dekoracyjnym,

przykładem

Konopki

regionach

uzysku­

Puszczy

n a k o n k u r s były

(koszula

Przykład

Jasienia,

jednobarwnych

czesnego przekształcenia z a r ó w n o
bnictwa

wystę­

1 3

z

płót­

zachowujących

charakter .

tradycje
pod

na

opoczyńskie,

pozostałości

Bernacik

skromnych

przedstawiają

haftów

krzyżykowe:

wielokolorowych,

Helena

wyróżnienie.

tów,

także

z

Ło­

wojnie

rozszerzonej

gamy

k o l o r y s t y c z n e j haftów. O b o k k o l o r ó w t r a d y c y j n y c h : c z a r ­
nego, c z e r w o n e g o i białego p o j a w i ł y
ty, zielony,
doczny

jest

l i l i o w y , pomarańczowy.
również

w

się: n i e b i e s k i , żół­
Podobny

krzyżykowych

proces w i ­

h a f t a c h n a płót­

n i e : opoczyńskich, p i o t r k o w s k i c h i r a w s k i c h . W i e l e p r z y ­
kładów
15 osób

nadesłano

na

otrzymało

konkurs.

Spośród

wyróżnienia,

ska i M a r i a Rzepa z B i e l o w i e
Wzbogacanie kolorystyczne

a

wykonawczyń

Franciszka

Dąbrow­

uzyskały t r z e c i e

nagrody.

i ornamentacyjne

n a płótnie d a t u j e się m n i e j w i ę c e j od l a t s p r z e d
szej

wojny

światowej,

nych regionach.
i

coraz

haftów

z

małymi

wahnięciami

Zjawisko

t o idzie

w

większym

rozpowszechnieniem

białych o r a z

cesji

na m o t y w y

były

sobie

parze

ogólnej

mody

w

roślinne. Popularność

zwłaszcza

symbole

kwiatu

z

się

haftów
pierw­
w

róż­

rozwojem
roślinnych

sztuce o k r e s u se­
w

haftach

róży

o

zdo­

bardziej

�l u b m n i e j n a t u r a l i s t y c z n y c h kształtach, k w i a t u r u m i a n ka,
niezapominajki,
fiołka,
goździka,
winnych
gron
i różnych f o r m liści, bez których żaden o r n a m e n t r o ś ­
l i n n y n i e m ó g ł b y się obejść. P r o c e s o w i t e m u t o w a r z y ­
szyło w t y m czasie również w p r o w a d z e n i e n o w y c h r o z ­
w i ą z a ń t e c h n i c z n y c h , czego doskonałym p r z y k ł a d e m są
w s p o m n i a n e już h a f t y ł o w i c k i e . Taką wielością f o r m ,
t e c h n i k i i k o l o r y s t y k i , jaką przedstawiły t a m t e j s z e h a f c i a r k i , n i e mógł się pochwalić n a k o n k u r s i e żaden i n n y
r e g i o n . W ś r ó d l i c z n y c h eksponatów znalazły się w i ę c
i t a k i e , w których i m p o n o w a ł u m i a r i porządek, c h a ­
r a k t e r y s t y c z n e d l a h a f t ó w z początku w i e k u , j a k toż
i p r z e s a d n i e już d e k o r o w a n e w i e l o b a r w n e , płaskie i cie­
n i o w a n e h a f t y n a w e ł n i a n y c h , a k s a m i t n y c h , bądź a d a ­
m a s z k o w y c h s t a n i k a c h , r ę k a w k a c h , w e ł n i a n y c h pończo­
c h a c h . Ostatnią fazę — h a f t d r o b n y m i k o r a l i k a m i — p a c i o r k a m i reprezentowały e k s p o n a t y
Jadwigi
Tarmanowskiej.
K o r a l i k i na wzór m o d y
lansowanej
przez żurnale z o s t a t n i e j ć w i e r c i ubiegłego w i e k u w p r o ­
w a d z o n o t u już w l a t a c h p i e r w s z e j
wojny
światowej,
p o d o b n i e j a k w h a f t a c h n a ż y w o t k a c h cieszyńskich o r a z
stanikach (zwanych potocznie gorsetami) z k r a k o w s k i e ­
go, czy P o d h a l a ( M a r i a Jamróz z L i p n i k — w y r ó ż n i e ­
nie i A n n a T r z e b u n i a z Zakopanego — trzecia n a g r o ­
da).
S k o r o m o w a o g o r s e t a c h z w i e l o b a r w n y m i płaskimi
h a f t a m i , t o t r z e b a zaznaczyć, że t r a d y c j e i c h obejmują
zwłaszcza r e g i o n y Małopolski, poczynając o d z a c h o d ­
n i c h j e j krańców ( o k o l i c S t r z e m i e s z y c i C h r z a n o w a ) ,
g d z i e s z y t o j e do końca X I X w . z białego płótna, aż
po w s c h o d n i e t e r e n y Z i e m i R z e s z o w s k i e j . N a k o n k u r ­
sie za bogato h a f t o w a n y a k s a m i t n y s t a n i k w y r ó ż n i e n i e
1 4

15

II.

9. F r a g m e n t

haftu

na

mankiecie

koszuli,

otrzymała K a t a r z y n a P a l u c h z T y l m a n o w e j
w Sądec­
k i e m . N a t o m i a s t odtworzoną f o r m ę t z w . o p l e c k a , n i e b ę ­
dącą j e d n a k kontynuacją t r a d y c j i , nadesłano z O p o l a .
S t a r s z e s t a n i k i n a P o d h a l u z d o b i o n e były, t a k j a k
s u k i e n n e p o r t k i , n a s z y c i a m i ze sznurków p a s m a n t e r y j ­
n y c h , czego przykłady z p ę t l i c o w y m i o r n a m e n t a m i , u z u ­
pełnionymi c e k i n a m i , nadesłały: w s p o m n i a n a w y ż e j A n ­
n a T r z e b u n i a i M a r i a L i z o ń ze S z c z a w n i c y . P o d o b n e w
c h a r a k t e r z e są w i e l o b a r w n e ,
o motywach
roślinnych
(zwłaszcza r ó ż y ) h a f t y n a z a p a s k a c h i c h u s t a c h n a g ł o w ­
n y c h , w y k o n a n e ściegiem płaskim i c i e n i o w a n y m
oraz
i n n y m i : za — i p r z e d igłą, występujące współcześnie
w niektórych r e g i o n a c h , zwłaszcza z a c h o d n i c h i p o ł u d ­
niowych,
jak
Wielkopolska,
Opolszczyzna,
Sądeckie
(wspomniana K a t a r z y n a Paluch), Sieradzkie (wyróżnie­
n i a : M a r i a P a w l a k z S i e r a d z a i Stanisław P a w l a k z M o ­
nie).
Ostatnią grupę k o l o r o w y c h haftów stanowią h a f t y
n a s u k n i e , g ł ó w n i e n a góralskich c u c h a c h , s u k m a n a c h ,
p o r t k a c h , k a m i z e l a c h , których t r a d y c j a z d o b i e n i a z n a n a
była już w X I X w . W n o w s z y c h c z a s a c h , zwłaszcza po
d r u g i e j w o j n i e ś w i a t o w e j , d e k o r a c j a i c h uległa r o z b u ­
dowie, urozmaiceniu kolorystycznemu, a nawet
tech­
n i c z n e m u . Szczególnie b o g a t o z d o b i o n e f o r m y
spotyka
się n a P o d h a l u , czego p r z y k ł a d e m b y ł y n a k o n k u r s i e
c u c h a i p o r t k i w y k o n a n e przez Stanisława Budzyńskie­
go z B u k o w i n y Tatrzańskiej ( o t r z y m a ł za n i e pierwszą
nagrodę). P i e r w s z ą nagrodę za h a f t n a k a f t a n i e i c i o s ­
k u ) otrzymała t a k ż e L u d w i k a Głuc z P o d e g r o d z i a . Poza
t y m przyznano dwie drugie nagrody Zofii
Szczepaniak
ze S z c z a w n i c y (za 2 zapiąstk:, 2 k a m i z e l k i i g o r s e t ) i A n ­
d r z e j o w i C z e r n i k o w i z B u k o w i n y Tatrzańskiej (za c u -

w y k . Helena

Biernacik,

Jasień,

woj.

piotrkowskie

105

�II.

10. H a f t p r z y k i e s z e n i g u n m a n y , w y k . F r a n c i s z e k J a n s , Z a b r z e ż k/Łącka, w o j . nowosądeckie.
I I . 1 1 . Górna część p o r t e k , w y k . J a n P a n i a ł , Jabłonica, woj. krośnieńslkie.

chę), o r a z pięć t r z e c i c h n a g r ó d : A n n i e A d a m c z y k
(za
k a m i z e l k ę ) , F r a n c i s z k o w i J a n c (za g u r m a n ę ) , M a r i i J a n s
(za s p o d n i e ) — w s z y s t k i m z Z a b r z e ż a w Sądeckiem, o r a z
F r a n c i s z k o w i C z e r n i k o w i z G ł o d o w s k i e g o W i e r c h u (za
s p o d n i e ) i Bożenie K o w a l c z y k z D z i a n i s z a (za s p o d n i e ) .
W y r ó ż n i e n i e w t e j g r u p i e o t r z y m a ł o 5 osób. W s p o m n i a ­
n e w y r o b y , z g o d n i e ze współczesną modą, odznaczają
się wyrazistością i czytelnością m o t y w ó w i ż y w ą k o l o ­
rystyką. W ś r ó d h a f t o w a n y c h k a m i z e l e k precyzją w y k o ­
nania i b o g a c t w e m o r n a m e n t y k i zwracały uwagę prace
Z o f i i S z c z e p a n i a k o r a z J a n i n y F a r o n z Zabrzeża ( w y ­
różnienie), n a t o m i a s t i n n e e g z e m p l a r z e n i e z a p r e z e n t o ­
w a ł y się n a j l e p i e j ze w z g l ę d u n a n i e s t a r a n n i e w y k o n a ­
n y h a f t o r a z złą jakość s u k n a , z k t ó r e g o u s z y t o częś­
ci s t r o j u . Ś w i a d c z y t o , ż e w y k o n a n o j e s p e c j a l n i e n a
k o n k u r s l u b d l a zespołu f o l k l o r y s t y c z n e g o . G ó r a l e b o ­
w i e m , którzy w c i ą ż z a m a w i a j ą i noszą c y f r o w a n e p o r t ­
ki, nigdy by takich nie kupili.
N a P o d h a l u , w Cieszyńskiem, Fszczyńskiem, K r a ­
k o w s k i e m , Rzeszowskiem, w Łowickiem, na K u j a w a c h ,
w W i e l k o p o l s c e , n a Śląsku D o l n y m , a częściowo i G ó r ­
n y m rozpowszechnione
b y ł y różnego r o d z a j u
hafty
b i a ł e — o d płaskich, atłaskowych, w y p u k ł y c h , w a ­
ł e c z k o w y c h , d o d z i u r k o w a n y c h z obrzuitką i z a d z i e r g i w a n i e m p r z e c h o d z ą c y m w s n u t k i , pajączki, g i p i u r y i r i c h e l i e u . Najstarszą i c h f o r m ą b y ł y h a f t y n a s a m o d z i a ­
ł o w y m p ł ó t n i e l n i a n y m w y k o n a n e d r o b n y m i ściegami
l u b h a f t e m płaskim l i c z o n y m , z d o b i ą c e k o s z u l e u ż y w a n e
d o ślubu — zwłaszcza n a K u r p i a c h , G ó r n y m Śląsku,
w Opoczyńskiem, n a P o d h a l u w
Rzeszowskiem. T u
i ó w d z i e p r z e t r w a ł y o n e jeszcze d o l a t d w u d z i e s t y c h
bieżącego w i e k u . B a r d z o ładną koszulę t e g o t y p u z a ­
prezentowała n a k o n k u r s i e W i k t o r i a Puławska z M y s t k o w a S t a r e g o n a K u r p i a c h , o t r z y m u j ą c z a nią pierwszą
nagrodę.
B i a ł e , płaskie h a f t y o b o g a t y c h
w y c h i roślinnych n a k o s z u l a c h i

106

motywach
chustkach

kwiato­
nagłow-

n y c h występowały przede w s z y s t k i m w s t r o j u k r a k o w ­
s k i m , g d z i e h a f t o w a n o t a k samo r ó w n i e ż f a r t u c h y .
P o d k o n i e c X I X w . p o d o b n e h a f t y płaskie o m o ­
t y w a c h roślinnych zaczęły się p o j a w i a ć n a f a r t u c h a c h
również w i n n y c h regionach zachodniej i południowej
P o l s k i . Stały się o n e p o p u l a r n e p r z e d p i e r w s z ą wojną
światową, czego echa p r z e t r w a ł y do dziś m i ę d z y i n n y ­
m i n a K u j a w a c h , Pałukach, G ó r n y m Śląsku i w W i e l ­
k o p o l s c e . T a k i e p r z y k ł a d y zaprezentowała
Klementyna
W i t u c k a z S z u b i n a n a P a ł u k a c h ( t r z e c i a n a g r o d a ) , oraz
Z o f i a S z m a j d a z G a j ó w k i n a K u j a w a c h , która o t r z y m a ­
ła z a d w a czepce i f a r t u c h drugą nagrodę. H a f t y n a
fartuchach bywały niejednokrotnie rozbudowane i w i e ­
le m n i e j i s z y c h i większych e l e m e n t ó w t w o r z y ł o ciągły
l u b p r z e r y w a n y , s z e r o k i pas p o n a d i c h dolną krawędzią.
Wykorzystanie
ściegów p o z w a l a j ą c y c h n a s w o b o d ­
n e p r o w a d z e n i e igły p o płótnie d a w a ł o h a f c i a r k o m z n a ­
c z n e m o ż l i w o ś c i d o b o r u i k o m p o z y c j i m o t y w ó w , często
o giętkich, o p ł y w o w y c h , w i j ą c y c h się l i n i a c h , t a k c h a ­
r a k t e r y s t y c z n y c h d l a o r n a m e n t ó w roślinnych. W i d a ć to
n a p r z y k ł a d z i e k o p i i s t a r e g o czepca k u j a w s k i e g o , którą
wykonała wyróżniona R e g i n a M a j c h r z a k z Włocławka.
I n w e n c j a h a f c i a r e k w i d o c z n a j e s t szczególnie w
haf­
tach ażurowych: d z i u r k o w a n y c h , s n u t k o w y c h , r i c h e l i e u ,
m e r e ż k o w y c h , których p o j e d y n c z e o k a z y nadesłało w i e ­
le k o b i e t , p r e z e n t u j ą c p r z y k ł a d y z P o d h a l a , K r a k o w s k i e ­
go, Pszczyńskiego, Cieszyńskiego, Ł o w i c k i e g o , K u j a w .
Zapożyczenie
haftu
angielskiego
od
zawodowych
h a f c i a r e k j a k o j e d n e j z f o r m z d o b i e n i a płóciennych częś­
ci l u d o w e g o s t r o j u o d b y w a ł o się p o c z ą t k o w o nieśmiało,
w połączeniu z p r o s t y m i t e c h n i k a m i , j a k ścieg o k r ę t k o wy
i płaski, s t o p n i o w o
jednak zaadaptowano
ściegi
trudniejsze: zadziergiwane,
pajączfcowe i s n u t k i , które
ostatecznie
zdecydowały o charakterze
haftu
niektó­
rych
regionów.
Wprowadzono
też h a f t y
maszynowe
(Podhale) o szeroko r o z b u d o w a n y c h m o t y w a c h . Z a p r e ­
zentację t a k z d o b i o n e j
współczesnej b l u z k i , stanowią-

�cej część o b e c n e g o s t r o j u g ó r a l s k i e g o Stanisława C u ­
k i e r z Z a k o p a n e g o otrzymała drugą nagrodę, a L u d ­
w i k Żegliń — wyróżnienie.
P o d o b n i e przedstawiała się s p r a w a z b i a ł y m i h a f ­
t a m i n a t i u l u w s t r o j u dzierżackim, s z a m o t u l s k i m i l u ­
buskim
(międzyrzecko-babimojskirn)gdzie
zdobione
n i m i czepce, j a k n a K u j a w a c h i P a ł u k a o h , p r z e t r w a ł y
w s t r o j u r e g i o n a l n y m d o o s t a t n i c h czasów, chociaż u l e g ­
ły z n a c z n e j
m o d y f i k a c j i . Wyszły natomiast z codzien­
n e g o użycia w i e l k o p o l s k i e
hafty snutkowe ,
aczkol­
w i e k istnieją jeszcze k o b i e t y umiejące j e w y k o n y w a ć .
W g r u p i e t i u l o w y c h h a f t ó w w i e l k o p o l s k i c h , pałuckich
i k u j a w s k i c h d r u g i e n a g r o d y za w y s o k i p o z i o m t e c h ­
niczny
i kompozycję m o t y w ó w otrzymały: J a n i n a Foł­
t y n , K u n e g u n d a K r z y ż a n i a k , Józefa M o l e k , Elżbieta K e l ­
l e r i Z o f i a S z m a j d a , n a g r o d y t r z e c i e : P e l a g i a Glapińska,
H e l e n a G r y g i e l , Pelagia Pietrzak, A n i e l a Wełnińska, K l e ­
mentyna W i t u c k a , Irena Najdek, M a r i a Szewczyk; przy­
z n a n o też 14 w y r ó ż n i e ń . W i c h h a f t a c h dominują b u ­
dowane z d r o b n y c h elementów m o t y w y k o l i s t e w i e l o p l a t o w y e h k w i a t ó w , rozczłonkowanych l u b p i e r z a s t y c h
liści, w y k o n a n e r ó ż n y m i t e c h n i k a m i , łącznie z o b r z u c a ­
n i e m d z i u r e k ściegiem o k r ę t k o w y m . N a t o m i a s t
cerowa­
n i e n a t i u l u występuje g ł ó w n i e n a c z e p c a c h k u r p i o w ­
s k i c h . P o j a w i a j ą się w n i c h n i e r z a d k o m o t y w y g e o m e ­
t r y c z n e , w odróżnieniu od roślinnych, które dominują
w t i u l o w y c h h a f t a c h ż y w i e c k i c h , złożonych z
elemen­
t ó w sprawiających w r a ż e n i e l e k k i c h i z w i e w n y c h n a d u ­
żych p o w i e r z c h n i a c h c h u s t , o c h t u s , zapasek i k r e z . Ż y ­
wieckim haftom przyznano
3 nagrody trzecie
(Marii
B y r c z , M a r i i Dędys i H e l e n i e P i n d e l z S o p o t n i M a ł e j )
oraz 7 wyróżnień.
l s

1 9

J a k w y n i k a z t e g o przeglądu, k o n k u r s p o t w i e r d z i ł
duże z r ó ż n i c o w a n i e f o r m i t e c h n i k h a f c i a r s k i c h w s k a l i
k r a j u , chociaż n i e dał pełnego o b r a z u . N i e w s z y s t k i e
b o w i e m w a r i a n t y zostały nadesłane; t y m n i e m n i e j p o ­
z i o m z e b r a n y c h p r a c b y ł w y s o k i . J u r y spośród 493 n a ­
desłanych eksponatów odrzuciło 100, z p o w o d u n i e d o ­
t r z y m a n i a w y m o g ó w r e g u l a m i n o w y c h , j a k też n i s k i e g o
poziomu technicznego
i artystycznego. Wśród z a k w a l i ­
fikowanych
okazów znalazły się ( w y m i e n i a m
kolejno
w e d ł u g i l o ś c i ) : k o s z u l e i b l u z k i , czepce, f a r t u c h y , c h u s t ­
k i , g o r s e t y , h a l k i , k r y z y i kołnierze, s p o d n i e , k a f t a n y
i k a m i z e l e , g u n i e , spódnice i i n n e . N a j w i ę c e j p r z y k ł a ­
d ó w p o c h o d z i ł o z K u j a w , bo aż 35 s z t u k s t r o j u , p o d w a ­
dzieścia parę z W i e l k o p o l s k i , Pałuk, Opoczyńskiego, P o d ­
hala, n a j m n i e j z Sieradzkiego, K r a k o w s k i e g o , bo t y l k o
p o j e d y n c z e okazy. S p o r o p r z y t y m b y ł o o d t w o r z o n y c h
części strojów, n i e używanych już n a w s i , lecz n o s z o ­
n y c h p r z e z zespoły r e g i o n a l n e i e s t r a d o w e , p r z e z co
uległy n a w e t s z t u c z n i e w p r o w a d z o n e j m o d y f i k a c j i bądź
zafałszowaniu ( n p . w p r z y p a d k u o p o l s k i e g o c z e p k a d l a
k u c h a r k i i oplecka).
U c z e s t n i c y k o n k u r s u p o c h o d z i l i z różnych s t r o n k r a ­
j u . Istniała j e d n a k duża d y s p r o p o r c j a w l i c z b i e r e p r e ­
zentantów poszczególnych r e g i o n ó w . T a k n p . K u j a w y
r e p r e z e n t o w a ł o aż 21 osób, K a s z u b y i Opoczyńskie —
po 15 osób, Pałuki — 11 osób, W i e l k o p o l s k ę , K u r p i e
P u s z c z y B i a ł e j , Ż y w i e c k i e — o d 8 do 10 osób, Ł o w i c k i e
— 5 osób, a K r a k o w s k i e , Biłgorajskie, Sądeckie i o k o l i ­
ce W a r s z a w y , Spisz, W i l a m o w i c e , S i e r a d z k i e t y l k o p o ­
j e d y n c z e osoby. O g ó ł e m w z i ę ł o udział w k o n k u r s i e 216
Juczestników, w t y m 10 mężczyzn. Osób u r o d z o n y c h p o
d r u g i e j w o j n i e b y ł o 24, n a t o m i a s t z końca ubiegłego

w i e k u — 2 k o b i e t y ; p r z e w a ż a ł a z a t e m średnia g e n e r a ­
cja i l u d z i e u r o d z e n i p r z e d pierwszą w o j n ą ś w i a t o w ą .
To rozeznanie
w w i e k u uczestników rzucić może
nieco światła n a stopień p r z y w i ą z a n i a do t r a d y c j i , k o ­
r z y s t a n i a z p r z e k a z ó w s t a r s z y c h . Decydującą rolę w
kształtowaniu a u t e n t y c z n y c h haftów i strojów r e g i o n a l ­
n y c h o d g r y w a p r z e z n a c z e n i e i c h n a użytek w ł a s n y l u b
środowiska. K i e r u n e k z m i a n j e s t b o w i e m w ó w c z a s i n ­
n y aniżeli w t e d y , g d y sporządza się j e d l a o d b i o r c y
m i e j s k i e g o , gdyż uzależniony j e s t o d f u n k c j i u ż y t k o w e j
d a n e j części u b i o r u , która w t r a d y c y j n e j k u l t u r z e l u d o ­
w e j była n a ogół i s t o t n i e j s z a o d d e k o r a c y j n e j .
Tymcza­
s e m n a współcześnie z m o d e r n i z o w a n y c h częściach s t r o ­
j u ludowego, zarówno rozmieszczenie, j a k i kształtowa­
n i e h a f t u w y n i k a j ą c e niegdyś p r z e d e w s z y s t k i m z j e g o
f u n k c j i zanikło p r a w i e zupełnie n a r z e c z s t r o n y d e k o ­
r a c y j n e j i e s t e t y c z n e j ; zatraciła się też f u n k c j a s p o ­
łeczna i s y m b o l i c z n a h a f t u . W y s t ę p u j ą c e w n i m m o ­
t y w y i k o l o r y s t y k a są już t y l k o p o w i e l a n y m
elemen­
tem zdobniczym, dobieranym zgodnie z i n d y w i d u a l n y ­
m i u p o d o b a n i a m i w y k o n a w c y . Tego t y p u przykłady w i ­
d o c z n e były m i ę d z y i n n y m i n a o p l e c k u i c z e p e c z k u o p o l ­
s k i m , n a k o s z u l i męskiej z o k o l i c J u r k o w a (nowosądec­
k i e ) , noszonej r z e k o m o w X I X w . , n a k o s z u l i k r a k o w ­
s k i e j w y k o n a n e j p r z e z autorkę z Pszczyńskiego, n a c h u s t ­
ce z P e ł t ( K u r p i e P u s z c z y B i a ł e j ) , n a k o ł n i e r z y k u i k o ­
szuli z Szadka z o k o l i c y Łomży i Kadzidła (na K u r ­
piach) i w i e l u eksponatach odrzuconych przez j u r y .
K o n k u r s n i e poszerzył w i s t o t n y sposób naszej w i e ­
d z y o przeszłości. N i e w i e l e b o w i e m p r z e d s t a w i o n o n a
n i m eksponatów, które można zaliczyć do a u t e n t y c z n e g o
p r z e k a z u f o r m d a w n i e j s z y c h . S z k o d a więc, że p o d e j m u ­
jąc
t a k o g r o m n y wysiłek o r g a n i z a c y j n y n i e r o z s z e r z o ­
n o p r o g r a m u k o n k u r s u n a t y l e , b y pozyskać istniejące
jeszcze o r y g i n a ł y d a w n e g o h a f t u p r z e t r w a ł e w t e r e n i e .
Z a k i l k a l a t m o ż e i c h j u ż n i e być...
W nadesłanym m a t e r i a l e d o m i n o w a ł y h a f t y i częś­
ci s t r o j u , które są jeszcze u ż y w a n e n a w s i i k t ó r e w y ­
k o n u j e się w o b e c n y c h czasach. Szczególnie b o g a t o p o d
t y m w z g l ę d e m w y p a d ł o Opoczyńskie prezentując duży
z e s t a w k o s z u l , p o d o b n i e j a k K u r p i e Puszczy B i a ł e j ;
Ł o w i c k i e dostarczając różne części s t r o j u , d a l e j C i e s z y ń ­
s k i e ze s w y m i ż y w o t k a m i i B e s k i d Śląski z k o s z u l a m i
i kabotkami, Sieradzkie z zapaskami, Szczawnickie
—
z p o r t k a m i i k a m i z e l a m i , G ó r n y Śląsk — z z a p a s k a m i .
Interesujące b y ł y r ó w n i e ż h a f t o w a n e części s t r o j u , w y ­
k o n y w a n e d l a z e s p o ł ó w f o l k l o r y s t y c z n y c h i różnego r o ­
d z a j u wystąpień r e g i o n a l n y c h ( n p . h a f t y ż y w i e c k i e , są­
d e c k i e , niektóre podhalańskie, s p i s k i e , o r a w s k i e , l i m a ­
n o w s k i e , łąckie).
Ostatnią g r u p ę wśród nadesłanych e g z e m p l a r z y z a j ­
mują t e , które w y k o n u j e się d l a szerszego o d b i o r c y , n i e ­
k o n i e c z n i e z w i ą z a n e g o z określonym r e g i o n e m , t r a k t u ­
jącego h a f t y j a k o r o d z a j pamiątki l u b ładny p r z e d m i o t
c o d z i e n n e g o użytku. M a m t u t a j n a myśli p r z e d e w s z y s t ­
k i m k u j a w s k i e f a r t u c h y , złotem h a f t o w a n e czepce k a ­
s z u b s k i e , kołnierze i k r e z y k u j a w s k i e c z y k a l i s k i e i t p .
K o n k u r s , z g o d n i e z p r z y j ę t y m i założeniami, p o z ­
w o l i ł w y p o w i e d z i e ć się współczesnym h a f c i a r k o m . P r z y ­
niósł też k o p i e z a b y t k o w y c h okazów. W y k a z a ł
zatem,
że umiejętności h a f t o w a n i a n i e zaginęły w t e r e n i e . N a
i l e j e d n a k prezentują o n e s t a n z a c h o w a n i a t r a d y c y j n e ­
go h a f t u n a częściach s t r o j u noszonego w Polsce i w j a ­
k i m s t o p n i u jest on w y k o r z y s t y w a n y ,
pytania te po­
zostały bez o d p o w i e d z i .

107

�II.

12. K o s z u l a

m a s k a , d r e l i c h , w y k . A n n a R u a k a , J a w o r z y n k a , w o j . b i e l s k i e . I I . 13. K o s z u l a b o b i e c a , l e n , n o s z o n a
w l a t a c h 1860—1919, w y k . M a r i a K o z ł o w a , B a r a n ó w , w o j . s a n d o m i e r s k i e .

P R Z Y P I S Y

J a n M a n u g i e w i c z , Polskie
stroje
ludowe,
[album]
Ł ó d ź 1954.
Atlas
Polskich
Strojów
Ludowych
— poszczegól­
n e z e s z y t y z a w i e r a j ą k o l o r o w e t a b l i c e prezentujące s t r o ­
je opisywanej grupy
etnograficznej.
H a f t ludowy
(Katalog wystawy), M u z e u m Etno­
g r a f i c z n e w T o r u n i u , T o r u ń 1979, s. 6.
M a r i a Przeździecka, Zagadnienie
genezy
haftów
kaszubskich,
„Polska S z t u k a L u d o w a " , R. 12, 1958 n r
3. s. 131—150.
Eugeniusz
Frankowski,
Złotogłowie
kaszubskie,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R. 8, 1954 n r 3, s. 148—161.
Barbara
Bazielich,
Złote
hafty
w
tradycyjnej
odzieży na Śląsku, B y t o m 1973.
t e j ż e , Z badań terenowych
nad cieszyńskim
haf­
tem
ludowym,
K a t o w i c e 1958; tejże, Z badań
tereno­
wych
nad haftem
ludowym
w powiecie
bielskim,
Ka­
t o w i c e 1962.
J a d w i g a Ś w i ą t k o w s k a , Strój
łowicki,
[ w . ] Atłas
Polskich
Strojów
Ludowych,
Mazowsze
i
Sieradzkie,
z 2, L u b l i n 1953; A n i e l a Chmielińska, Księżacy i ich
strój, W a r s z a w a 1930.
Barbara
Bazielich,
Ludowe
wyszycia
techniko,
krzyżykową
na Śląsku, B y t o m 1966, s. 141—142.
Franciszek
K o t u l a , S t r ó j rzeszowski,
[ w . ] Atłas
Polskich
Strojów
Ludowych;
Małopolska,
z. 3, L u b l i n
1951; tenże, S t r ó j łańcucki,
tamże, z. 4, L u b l i n 1955.
N a k o n k u r s ogłoszony w 1974 r. p r z e z M u z e u m
O k r ę g o w e w R z e s z o w i e n i e nadesłano a n i j e d n e g o i n ­
1

2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

Fot. B.

teresującego p r z y k ł a d u współcześnie w y k o n a n e g o h a f t u
z t e g o r e g i o n u ; p o r . Haft
ludowy
i koronka
w
woje­
wództwie
rzeszowskim,
( k o m e n t a r z w y s t a w y oprać. A n ­
n a T a r g o ń s k a ) , R z e s z ó w 1975.
W s p o m i n a o n i c h O. K o l b e r g , Mazowsze.
Obraz
etnograficzny,
t . 1—4, K r a k ó w 1885—1888; K . W ó j c i c k i ,
Kurpie
— Gocie,
Zarysy
domowe,
W a r s z a w a 1842; M .
Ż y w i r s k a , Hafty
Kurpiowskie
Puszczy
Białej,
„Polska
S z t u k a L u d o w a " , R. 2, 1948 n r 2, s. 25—34; tejże, Strój
Kurpiowski
Puszczy
Białej
( w : ) Atlas
Polskich
Strojóu:
Ludowych,
Mazowsze
i Sieradzkie
z. 1, L u b l i n 1952.
J a n P i o t r D e k o w s k i i , Strój piotrkowski,
(w:) Atłas
Polskich
Strojów
Ludowych,
Mazowsze
i
Sieradzkie,
z. 3, L u b l i n 1954; J a n i n a K r a j e w s k a , Strój
opoczyński,
tamże, z. 4, L u b l i n 1956.
B a r b a r a B a z i e l i c h , Ludowe
stroje
siewiersko-b%dzińskie, ( k a t a l o g w y s t a w y „ S t r ó j z a g ł ę b i o w s k i " ) Będzin
1971.
Franciszek
K o t u l a , Strój
rzeszowski,
op. c i t .
A n n a K o w a l s k a - L e w i c k a , Haft
biały na
Podhalu,
„Polska S z t u k a L u d o w a " , R. 1 1 , 1957 n r 4, s. 229—24S.
A d a m G l a p a , Strój dzierżacki,
( w : ) Atłas
Polskich
Strojów
Ludowych,
W i e l k o p o l s k a , z. 2, L u b l i n 1953; t e n ­
że, Strój
międzyrzecko-babimoski,
tamże, z. 4, L u b l i n
1956.
H a l i n a M i k u ł o w s k a , Strój
kujawski,
tamże, z. 3,
L u b l i n 1953.
A d a m G l a p a , S t r ó j szamotulski,
tamże, z. 1, L u b ­
l i n 1952.
1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

t a

19

Olechnicki

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9941" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9919">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/35280ebbbef3b32fcef3847f471d5850.pdf</src>
        <authentication>d7142dfeb9a9c67a917a2b961c29b435</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118232">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4889</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118233">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118234">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118235">
                <text>stroje ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="118236">
                <text>stroje ludowe - wystawy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118237">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4535</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118238">
                <text>Moda w strojach regonalnych tematem wystawy na Śląsku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1968 t.22 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118239">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1968 t.22 z.3 ; s.112-121</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118240">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118241">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118242">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118243">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118244">
                <text>2

1

Barbara

Bazielich

MODA W STROJACH REGIONALNYCH TEMATEM WYSTAWY NA ŚLĄSKU
Wydane po ostatniej wojnie w serii Atlasu Polskich
Strojów Ludowych
dwa zeszyty: „Strój pszczyński"
i „Strój górali śląskich" oraz przedwojenna praca
Strój, haft i koronka w województwie
śląskim
są w
zasadzie w etnograficznej literaturze Śląska jedynymi
tego typu publikacjami. Aż dziw bierze, że do tej pory,
mimo tak wielkiego zainteresowania strojami regional­
nymi i licznego zapotrzebowania społecznego, zwłaszcza
różnych zespołów taneczno-śpiewaczych i teatralnych,
nie ukazało się żadne syntetyczne opracowanie o podob­
nej treści. Niemieckich bowiem pozycji, także skrom­
nych ilościowo, często nawet o tendencjach szowini­
stycznych, wydanych przed i w czasie wojny, nie można
również zaliczyć do pozycji wyrównujących tę l u k ę .
W różnych natomiast czasopismach i periodykach za­
równo polskich, jak i niemieckich, zwłaszcza z okresu
międzywojennego, aż roi się od rozmaitych informacji
i przyczynków skoncentrowanych raczej na detalach
ubioru ludowego i ich zestawach, charakterystycznych
dla określonego regionu, wsi czy okolicy . Jako materiał
źródłowy mogą natomiast posłużyć badaczowi notatki
Lucjana Malinowskiego , Bogumiła Hoffa , czy Józefa
Lompy , a przede wszystkim wiadomości zebrane w
czasie własnych badań terenowych i archiwalnych. Nie­
mniej warto zaznaczyć nawiasem, że takich badań dla
całego Śląska nikt do tej pory nie prowadził. Poszcze­
gólni badacze ograniczali się do swojego regionu, zaś
Muzeum Górnośląskie w Bytomiu w ramach corocznych
powierzchniowych eksploracji nad całokształtem k u l ­
tury ludowej Górnego Śląska (bez Opolszczyzny) trak­
tuje zagadnienie stroju regionalnego jako jedno z wielu
ważnych w zmieniającej się strukturze gospodarczej,
kulturalnej i zawodowej badanego regionu. Z tego też
niewątpliwie powodu, na skutek braku dostatecznej
ilości eksponatów, nie zorganizowano do tej pory, odkąd
można mówić o działalności muzealniczej na Śląsku,
1

2

3

4

5

6

8

112

7

przeglądowej wystawy śląskich strojów ludowych.
Wprawdzie komplety strojów jako zasadnicze typy re­
prezentatywne dla poszczególnych subregionów wcho­
dziły w skład wielu wystaw, nie tworzyły one jednak
nigdy wyodrębnionej, samoistnej całości czy to w ujęciu
historycznym, czy podkreślającym różnorodność form.
Ekspozycje obok innych dziedzin śląskiej sztuki ludo­
wej demonstrowały elementy zdobnicze stroju, jak haf­
ty, koronki, ozdoby metalowe itp. Taki więc charakter
mają do dziś kolekcje prezentowane na stałej wystawie
„Kultura ludowa na Śląsku od X V I I I do X X w." w
Muzeum Górnośląskim w Bytomiu czy na stałej wysta­
wie „Śląskiej sztuki ludowej" w Muzeum w Gliwicach.
Ten sposób nie uchybia ani sensowności, ani celowości
ekspozycji. Ma on bowiem dla przeciętnego widza zna­
czenie instruktywno-dydaktyczne.
Nieco inny natomiast cel przyświecał organizatorom
jedynej w swoim rodzaju wystawy „Moda w strojach
regionalnych" poprzedzanej konkursem ogłoszonym pod
tym samym hasłem w województwie katowickim na
wiosnę 1967 r.
Rozpisując uprzednio konkurs, Muzeum Górnośląskie
w Bytomiu kierowało się ideą zebrania odpowiednich
materiałów na wystawę, która zobrazowałaby zmiany
i zróżnicowania stroju w czasie, stosownie do panu­
jących upodobań i warunków oraz zależnie od stanu,
wieku, okoliczności i pozycji społecznej. Chodziło przy
tym o zapoznanie szerokiego społeczeństwa ze współ­
czesnym stanem śląskiego stroju ludowego, jego odmia­
nami i formami. Cel był więc nie tylko poznawczy, ale
także propagatorski.
Wystawę „Moda w strojach regionalnych" otwarto
w końcu czerwca 1967 r. w Pałacu Młodzieży w Kato­
wicach, a następnie przeniesiono ją do Muzeum Górno­
śląskiego w Bytomiu, które było głównym jej organi­
zatorem przy finansowym poparciu Wydziału Kultury
9

�Prezydium

Wojewódzkiej

realizatorskiej

Biura

Rady

Wystaw

Narodowej

w i c a c h . P r z e d s t a w i o n o na

niej pięćdziesiąt

ty

ludu

różnych

bogaty

form

zestaw

wotków,

wierzchni

fartuchów,
fiami

ubioru

ozdób,

chust,

i kamizel

czepców;

począwszy

lat

Kato­
komple­

( i l . 1).

i

męskich,

pomocy
w

dwa

śląskiego

koszulek

uzupełniono

od

i

Artystycznych

jakli

XIX

i

fotogra­

XX

wieku.

W przygotowanej ekspozycji starano się o d w r ó c i ć
widza

od

schematycznych

wtarzanych
śląskiego,
szyńską,

przykładów

skiej,

znanej

miast

o

wania

ubioru

i

pory

cji;
w

pod

nazwą

i

roku,

ludowego
cywilnego,
wiernie

dyktujących

n i s t r a c y j n y c h . Te
zasięgu
mniejsze

z

.

zależnie

od

zależnie

z

od

i

tj.

jak

różne

„mody"

ostatnie, nie

większe

oraz

peryferie

nato­

zróżnico­
stanu

ma­

uroczystości

nakazami

trady­

zmieniających
od

pokrywając

etnicznymi,

cie­

górzań­

Chodziło

funkcji,

okoliczności,

po­

stroju

inaczej

gospodarczych i s t o s u n k ó w

granicami
lub

, 0

momentów,

sprzęgniętych

także

czasie w a r u n k ó w

odmian

zwanej

rozbarskiej

innych

uwagę

i często

rybnicko-raciborskiej

uwypuklenie

zróżnicowania

nych

podstawowych

tj.: góralskiej, wałaskiej,
pszczyńskiej,

jątkowego

niejednokrotnie

ży-

kobiecych,

rodzinnymi

przełomu

Nadto

kabotków,

się

społecz­

granic

admi­

się w

swym

utworzyły

z

czasem

charakteryzujące

II.
1. Fragment
ekspozycji
grupy
ubiorów
weselnych.
II. 2. Szydełkowa
mitenka
do stroju
kobiecego,
XIX
w., Bytom.
II. 3. Szydełkowa
kreza
(„pelerynka")
do kabotka,
koniec
XIX
w., Bobrowniki
pow.
Będzin.
Fragment
ekspozycji
ubiorów
codziennych,
koniec
XIX
w., oraz współczesny
strój
kobiecy
i męski,
pow.
nowskie
Córy.

się

koniec
II. 4.
Tar­

4

113

�U. 5. Jedwabna
chustka
(„jedbowka") do górzańskiego
stroju
męskie­
go, Szarlej-Piekary
pow.
Tarnówskie Góry.
II. 6. Fragment
ekspozy­
cji
grupy
ubiorów
drużbów,
pow.
Cieszyn
i Tarnowskie
Góry.
II. 7.
Jedwabna
wstążka
ręcznie
malowa­
na białą
farbą
na tle
niebieskim,
do stroju
dziewczęcego,
Dąbrówka
Wielka
pow.
Tarnowskie
Góry.

114

�zlepkiem

różnych

przykładem
wicka,

elementów

chociażby

lubliwiecka

czy

l e d w i e do z e s p o ł u

też

paru

mody

inne,

z okazją

s i ę czy

ślubu,

ograniczające

zestawy

W

ekspozycji

nie

na

to

do

chwili

uzyskane

rów

materiały,

obecnej. W

codziennych

lazły
XIX

się

pominięto

(il.

następujące

od

nawiązujące

uroczysty

związany

tradycyjnej

także

zróżnicowania

końcowych

sposób

4),

otwierającej

komplety:

formie

codzienny.

o ile t y l k o

ten

w . (okolice B y t o m i a ) ,

za­

męskiej,

jednak

komplety stroju,

się

kompletów

s t r o j u p a n n y m ł o d e j , czy t e ż j a k o m ę s k i u b i ó r
czasie, p o k a z u j ą c

gli­

garderoby

to j a k o u b i ó r

towarzysząc

czego

zabnzańska,

pokazano t a k ż e

mieszczańskiej

które przyjęły

ludowego,

bielska,

lub k i l k u wsi. Obok

o charakterze tradycyjnym
do

ubioru

formy:

więc

lat

w

kobiecy

kobiecy letni

w

pozwalały
XIX

w.

grupie

ubio­

wystawę,

zna­

letni

z

końca

z drugiej

poło­

w y X X w . (Orzech, pow.

Tarnowskie Góry), męski

letni

z drugiej p o ł o w y

(Dąbrówka

Tar­

XX

w.

nowskie Góry), kobiecy zimowy
(Szarlej-Piekary, pow.

Wielka,

pow.

z drugiej p o ł o w y X X w.

Tarnowskie Góry), męski

zimowy

z pierwszej p o ł o w y X X w. ( D ą b r ó w k a Wielka, pow.
nowskie Góry), męski zimowy
(Istebna,
W

pow.

Cieszyn).

podobnym

grupę,

tj.

równo

letnie,

Tar­

z pierwszej p o ł o w y X X w.

ujęciu

ubiory
jak

oraz z p o c z ą t k u

przedstawiono

odświętne.
zimowe

następną

Składają

komplety

i drugiej połowy

się
z

XX

na

końca

wielką

historyczną
ubioru
go

się

dowodem

tanka

—

już
są

W

w

a

zarazem

zaboru

zachowanych

drugiej

tzw.

nazwa

jupki

w

prus-

częściach

mieszczańskie,

połowie

kobiece

spotykana

tutaj
XIX

lub

rejonie

które

w.,

cze­

katanki

(ka­

bytomsko-tarno-

górskim, jupka — będzińskim), krezy lub pelerynki
ronkowe przy
zimowe
już

w

itp.

Ponadto
czasie

różnych,
nych

jak:

sukna,
oraz

dzanych

kaszmiru,

lub

industrializacji
było

( i l . 5).
był

powtórzyły

się

nie

formie.

Wystarczy

„żupany",

na

Śląsku,

całym

suknie

z

samodziałowej

starsze

części

w.

„katanki"

chińskiego

chust

sprowa­

jedwabnych
niektórych

chustek

zestawów,

one

już
tu

pierw­

okresem,

więcej

w

pszczyńskie
i

koszule

z

ubioru

męskie
„odziym-

na

płócienne

cieszyńskie

wełny

szyte

nowsze z t k a n i n
wzorowane

fartuchy

z

itp.

„roż­

noszone

„prostule",

Zaginęły

tkanin

tj.

wówczas

samodziałowych,

fabrycznych,
kobiecych

po

dawnej

„ o b r u s y " i chusty „ s p u s z c z o w e " i
modre

XIX

fabrycz­

fularu,

schyłkowym

„ręczniki"

drukowane

a

Dla

wymienić

rozbarskie

góralskie

prawie

czy

stosowanie

tkanin

kaszmirowych

Austrii

światowej

którym

także

wpływu

terenach

ko­

czepce

i e l e m e n t ó w s t r o j u k o n i e c X I X w . do

wojny

kowe",

tych

gotowych

męskiego

kompletów

kiem",

dowodem
na

wełny,

z Francji

stroju

szej

( i l . 3), d u ż e , w a t o w a n e

nierzadko wysokogatunkowych

jedwabiu
do

kabotkach

owym

za­
one

Śląska,

Rosji.

bytomskiego w i d a ć w p ł y w y

zaznaczyły

nią

w. Pochodzą

granicą

skiego i carskiej

jak

wspomniane

jupach

mieszczań­

skich.

z Bytarnia-Rozbarku, z p o w i a t u T a r n o w s k i e G ó r y , z Bes­
kidu

Śląskiego,

pszczyńskiego,

z

powiatu

cieszyńskiego,

Śląska,

tj. z powiatu będzińskiego. Z p r z y k ł a d ó w ubioru

właśnie

etnicznej

grupy

rejonu
górzan

II. 8. Rypsowo-aksamitna
Bytom-Rozbark.
II. 10.

oraz

wynika,
sięgała

z

bielskiego,

pogranicza

tego o s t a t n i e g o

rybnickiego

że

ekspansja

poza

kulturowa

Przeroszę

będącą

Podczas gdy
wane

były

Przykładem

nadal

formy

zanikały,

lub

drugie,

środowisko

dopiero

zaczęły

żakiet,

9

bądź

tzw.

zaakcap-

wiejskie,

się

tego m o ż e b y ć t z w . „ k a p u d r o k " ,

mieszczański

l o s t ą ż k a do czepca typu „buda",
Szarlej-Piekary.
Ślubna
suknia
z żywotkiem
wyszywanym
białym
8

jedne

t o w a n e przez k o n s e r w a t y w n e

czyli

„salonik-jaskółka"

II. 9. Różdżka
weselna
lacetem,
Jasienica
pow.

uży­

przyjmować.

dla

męski
no-

drużby,
Bielsko-Biała.
10

115

�HG

�szony

ze

sztuczkowymi

spodniami,

s z u l ą ze s z t y w n y m k o ł n i e r z y k i e m
dane

z okazji

wybuchu

nym

w

życiu

więcej

od

około

ko­

gospodarczym,
również

ludowego.

Zupełna

o s t a t e c z n i e do

r.

nic

1910

powodujący

społecznym

na

i

do

Zachodzące

zmiany

oży­

kultural­

kształtowanie

zamiana

wkła­

się

ślą­

pociągnęły

i

przede

ci, k t ó r z y

na

wszystkim

domu

formy

i na

ubioru. Oczywiście

o

drugim

przypadku

kolejność

była

mniej

więcej

n a j p i e r w w p r o w a d z a n o zakupione, p o j e d y n ­

dla

cze

wytwory

na

tradycyjnego
wano

nową

jako

(wstążki,
formą

element

dodatkowy

ozdoby, chusty), p ó ź n i e j

jakąś

starą

część

stroju

stroju
zastępo­

wychodzącą

sześciu

beskidzkiego, k t ó r y
„znakiem"),

tradycyjne

części

górala

do m a r y n a r k i i s p o d n i o s t a n d a r d o ­

w y m kroju miejskim ma
szytym

ubiór

w

ubioru

na

sobie l n i a n ą k o s z u l ę z

końcu
na

wyrugowano

rzecz

kompletnie

wy­

wszystkie
nowych.

z biegiem lat

tkaniny

np.

Oprócz kompletów

pozostali

„kiecki"

dwie

węższe,

przerabiano

garderoby
na

stare

modyfiko­

z jednej

szyto

tzn.
pracy

wkładano

słotę.

codziennych i o d ś w i ę t n y c h

wysta­

w a ukazuje w dalszej k o l e j n o ś c i s t r o j e d r u ż b ó w , t j . c h ł o p ­
cieszyńskiego

codzienny

młodzież,

najdłużej

do r o b o t y , do p a s i o n k i l u b

ców

współczesny,

i te

dzieci. Stare, zniszczone części
co d z i e ń

z u ż y c i a , co s t w a r z a ł o z e s t a w l u d o w o - m i e s z c z a ń s k i ( p r z y ­
być

i

poszukiwaniu

zachowali

i przerabiając,

szerokościach

kładem

może

w

róż­

tradycyjną

z wyszywanego kabotka — bluzkę, b ą d ź też

następująca:
gotowe

Odzież

mężczyźni
wieś

gospodarstwie,

wano przeszywając

tym

opuścili

doprowadzała

zewnętrznych

i chleba poza j e j o b r ę b e m . C i n a t o m i a s t , k t ó r z y
w

m e n t ó w b ą d ź też z u p e ł n e zarzucenie p r z e k a z ó w
W

mieszczański

środowiskowych.

pierwsi

za s o b ą w z b o g a c e n i e l u b z u b o ż e n i e n i e k t ó r y c h f o r m i e l e ­
tradycji.

strój

zatarcia przynajmniej

społecznych

zarzucali

przemysłowych

oddziała]

stroju

i

światowej.

ośrodków

silnie

skiego

mniej

I I wojny

Rozwój
wienie

ślubu

cylindrem

i białą muszką,

kłady
typy

i

dziewcząt,
i

pochodzą

z

Beskidu

z XX

charakteryzujące

Wykładnikiem
łączeniu

z

Śląskiego

tarnogórskiego

jej

są

ozdobnymi

w.
się

( i l . 6).

Tworzą

oraz

z

powiatu

Wszystkie

przy­

one

reprezentatywne

szczególną

dekoracyjnością.

różdżki

i

wstęgami

bukiety

( i l . 10)

(przykłady:

w

po­

rozbarski

117

�II. 17. Czepiec
typu „buda"
z szeroką
klockową
ronką,
Szarlej-Piekary
pow.
Tarnowskie
Góry.
Wyszycie
czarną
wełną
na brzegu fioletowej
spódnicy
noszonej
pod kiecką,
Szarlej-Piekary.
Uroczyste
stroje odświętne
trzech pokoleń:
rodziców
i dziewcząt,
Kochłowice,
Nowy Bytom,

ko­
II. 18.
wełnianej
U. 10.
dziadków,
1934 r.

Z tych samych okolic pokazano stroje dziecięce,
u k s z t a ł t o w a ł y s i ę na
późno,

bo

wzór ubioru dorosłych

dopiero

Rzecz

zadziwiająca,

wielu

wsiach,

z rolnictwa,

w

na
że

początku
jeszcze

których

obecnego

pod

koniec

utrzymywano

dzieci i m ł o d z i e ż

które

stosunkowo

się

ubierano

wieku.

XIX

w.

w

wyłącznie

bardzo

nędznie.

P o d s t a w o w y m ich o k r y c i e m b y ł a p ł ó c i e n n a d ł u g a koszula
i

niekiedy przenoszona m ę s k a

chusta

dla

dziewcząt;

regionalne
lowego:

dzieci m a j ą

wkłada

kościelne. Na
tylko

dwa

W

się

charakter

je

na

strój

czarnym,

wiązujący

przy

się

białą

głowę. Do

chustę
tuch

w

kobiecy

także

na

grupę

można

pepitę

kobieca

też

nosić

czy

bowiem,

że

na

Dopiero

grupę
—

niegdyś

koniec

mieszczańskiej

i

na

dnie
far­

ubioru

tworzy

spotykane
Wiadomo

dziennej

koszuli,

okryciem

w.,

a

robo­

zwłaszcza

zaczęto szyć na w z ó r

dworskiej

spodnie koszule

z karczkiem, staniki i majtki
kach

chłodne
jedwabny

rzadko

w

XIX

pierwszej wojnie ś w i a t o w e j
ny

post

chustką

popularność.

pozostawano

pod

wielki

w

która była niejednokrotnie zewnętrznym
czym.

obo­

czarnogranatowy.

i dzienna

małą

noc

ko­

żałobny
i

i adamaszkowy

nocna

okazy przez s w o j ą

ubiór

tj. drukowaną

zespole k o m p l e t ó w . o s t a t n i ą

bielizna

stanowią

będzińskiego

adwent

„purpurką",

żałoby

czarną

zasadniczo

górzański.

je k o m p l e t y u t r z y m a n e w

czym

czarno-popielaty

W

i

niewielką

ga­

uroczystości

się

góralski

lub

stroje

stroju

i inne

wykształciły

osobną

tradycyjnie

wyróżnia
na

wyłącznie

żałobne letnie i zimowe z powiatu

i tarnogórskiego. Tworzą
lorze

chłopców

Współczesne

procesje

dziecięcy

całości zestawu

ubiory

bose.

terenie Ś l ą s k a

typy:

kapota dla

nogi

po

bieliz­
dzienne

z k l a p ą , zapinane po

bo­

guziki.

Jak

z

podanych

przykładów

wynika,

inaczej

wy­

g l ą d a z i m o w y i l e t n i u b i ó r c o d z i e n n y do p r a c y i w y j ś c i o ­
wy,

inaczej

niedzielny

—• do

kościoła,

p r z y g o s p o d a r s t w i e , do w y j ś c i a

po

do

krzątania

południu

na

r y , na w i z y t ę , inaczej weselny: d r u h n y , s t a r o ś c i n y ,
ny

młodej,

mniej
lat

nym
i
18

przebiera

dwukrotnie,

rodzinną
ków

która

i na

przez

te

ulegały

czynniki
W

opinia

dniu

ubiór

wsi

różnym

sposób

ślubu

żałobny:

przestrzeni

się

naj­
żałobę

dziesiąt­

kształtowa­

polityczne,

rodziły

pan­

co

na

zmianom

gospodarcze,

ten

mniej lub bardziej
na

inaczej

w

żałobę kościelną. Na

formy

tradycyjne.

się

społeczne

różne

„mody"

uzasadnione i uchwytne, k t ó r e

akceptowała

albo

się

nieszpo­

odrzucała.

W

ogól­
przeci­

w i e ń s t w i e b o w i e m do ś r o d o w i s k a m i e j s k i e g o e k s c e n t r y c z i

z okolicy

ręczniki,

Rudy

którymi

Śląskiej)

oraz

przepasywał

długie, płócienne,

swe

ramię

i pas

( s ą to o b e c n i e o k a z y u n i k a l n e ) , u d z i e w c z ą t
z tzw. „ k l a p a m i " , t j . h a r m o n i ą
żek, o p a d a j ą c y c h

na

bogaty w różnego

upiętych

plecy. S t r ó j

drużki

rodzaju wstążki

przy „galandzie" (wieńcu) zwisają
u

korali

oraz j a k o

szerokich
jest

one

wieńce

panował

wstą­
„klap"

z tyłu i z przodu
fartuchu.

Ta
Po

zaczęto

wojnie
więc

wabnymi,

brak

na

zastępować

ręcznie

pasie na

rynku
je

gładkimi

malowanymi

grupę.
skiego,

11S

nowożeńców,

Składają

się

tworzące

na

tarnogórskiego

nie
i

z

rodzaju

towaru,

wstążkami

przez kobiety

Z pierwszej i drugiej p o ł o w y
nież stroje

tego

przykłady

jed­

( i l . 7).

X X w. pochodzą
kolejną

rów­

eksponowaną

z powiatu

Bytomia-Rozbarku

nie

ną

szczególnie

( i l . 8): o p r ó c z

ność

drużba

o s t a t n i a f o r m a p o w t a r z a się n i e m a l na c a ł y m Ś l ą s k u .
ostatniej

przepaska w

zaś:

lz\v.

(il.

biel­
10).

była

uwagę

starsi,

na

przecież

że

zbyt

ostrą

krytykę.

ków"

na

czątku

tu tolerowana. Zwracano natomiast
wystawność,
wielka

„lemieczku"

obok
na

elementów

w

Beskidzie
karę
i

masowej,
starych,

„kwiot-

Śląskim

za

po­
wy­

niebios

smaków

współczesny

materiałów

ubiór
z

pokolenia
za­
haf­

czy

koronką

jupki —

( i l . 11), n y l o n o w ą

jaklę

lub

nowe,

pod

ludowy
np.

miast

zupełnie

i

urabianych

przekazywanych

także

człowieka

jeszcze na

nowych surowców

gustów

zawiera

na
ilości

uważano

choć

wspominają

miast kabotka — bluzkę, nierzadko z maszynowym
tem

pokolenie,

ściągała

bacz­

gust,

czym

większej

ściągnąć

kultury

o

„pycha"
kabotka

s i ę do

zmienionych

wpływem

okres,

i dobry

wyszycie

wieku

mogące

Dostosowując
oraz

taki

Nawet

bieżącego

kroczenie

i

strojność

koronkową,

( i l . 12), z a m i a s t f a r t u c h a

za­

jedwab-

�nego

—

szyfonowy,

p a s a •— w y s z y w a n y
zamiast

męskiej

pów"

w

—

(jeszcze

harmonijkę

niskie

wstążek

cieszyńskiego
na

srebrnego

gurcie

czy

koszuli o tradycyjnym kroju

dardową, seryjną
czonych

zamiast

z koralików

butów

półbuty

fabryczne,
na

zamiast

zwykłe

towe, malowane. N i e g d y ś

te d o d a t k i , a n a w e t
kupić

sklepach:

Szarleju,
w

u

męską,
u

Batiki

Górnika

dużym

w

wyborze

w

można

i

było

Bytomiu,

Pszczynie,
różnym

u

gdzie

„kro-

ozdobnych

rynku) —

całą
w

inaczej

Kasprusia

n i ż do

Bogata

użytku

na

i zróżnicowana

powszednim,

przekazywanym

w
było

scowej
i

ozdób

oraz

jakości
wzorów

i

chłopski,

choć

zaczął

się dopiero

jest n a d a l ż y w o t n y , noszony i szy­

kiedy

nauka,

ty

przez

powiednich
datków.
nabiegać
nego.

jakościowo

Spytajmy
po

Są

sklepach,

też

„szaltuszki",
których

w

okazyjnie

Polsce
zdarzy

istnieją

COPiA

stytucji

w

dwa

(Centrala

na

sprzedaży.
tach

i za

odbiorcę
CPLiA

chustki
nie

ktoś

granicą,

i

do

można

coś

stosow­
chusty,

stroju

męskiego,

dostać

przywiezie

z

i

tj.

między

w

sensie

sztukę

i

w

nasta­
mias­

zespoły

wali
Na
za

re­

w

badacze

innych

drugiej

środo­

pojęciem,

połowie

i poszukiwacze

dopatrując

noszony

co

też

mówiąc, że „oblyka
wiejsku

„szaty".

miej­
tkanin

dla danego r e g i o n u . T e n

ludową,

wsi śląskiej

po

z

się on z

Rzecz

s i ę po

czy

powszechnie

obecnie

chłopsku"

charakterystyczna,

że

„ c h o d z ą po c h ł o p s k u " , w y k o r z y s t u j ą c

X I X w.,
niej

pier­

słowiańskich.
ubiór

uważano

się

rozróżnia

wyraźnie

albo „ p o

po m i e j s k u ) , c z y l i

wy­

pogląd

zaintereso­

się w

narodowych i dawnych tradycji

„chłopski",

(tzn.

nie Wiązał

urabiać

różni

się k u l t u r ą

wiastków

w

pańsku"

„łachy"

ci, którzy

od d a w n a

lub

jeszcze

materiały

pochodzenia fabrycznego szyją z nich nadal części u b i o r u
o tradycją

In­

detalicznej

ludową

COPiA zaś przyodziewa

CPLiA
innymi

l u d o w y c h , ale nie s ą one
polską

tylko

zagranicy.

Przedsiębiorstw
się

się

tureckie

przedsiębiorstwa,

Obsługi

wiejskiego

sławi

do­

kupić

jak

Artystycznych), zajmująca

propagowaniem tradycji
wione

wreszcie

ogóle

.się, ż e

tkanin

kobiety, ile musi

przedmioty,

fularowe

coraz
od­

kolorystycznie

aby

i takie
czy

Wprawdzie
oraz

i

którejkolwiek

Ale

sprzedaży

stosowanych

przejmowanych

dopatrzenie

w

pokolenie

się dziś przypisuje, tzn. że jest to u b i ó r

w zmienionej formie,

wzorów.

na

działania tradycji

gatunku

wisk. W ich świadomości
łącznie reprezentatywny

tradycję

z pokolenia

się pod w p ł y w e m

opinii,

które m u

bo b r a k u j e

tych

kształtującym

za n i e ­

utartych

pokaza­

gar­

sklepów

go s k o m p l e t o w a ć ,

kompletów

przez c z ł o n k ó w r o d z i n y i s p o ł e c z n o ś ć w i e j s k ą , z j a w i s k i e m

Dziś

według

kolekcja

l u d z i , k t ó r z y go s a m i n o s i l i , b y ł z j a w i s k i e m n o r m a l n y m ,

należy

trudniej

nieco

dzień.

n y c h na w y s t a w i e d o w o d z i , ż e s t r ó j r e g i o n a l n y dla

t a k i c h o c z y w i ś c i e j u ż n i e m a , co u w a ż a ć
ze s t r o n y h a n d l u , g d y ż u b i ó r

co

taf­

specjal­

wszystko

gatunku.

g i o n a l n e s t o s o w n i e do p o t r z e b e s t r a d y , co w y g l ą d a

stan­

marsz­

z cholewami, tzw.

derobę,
nych

•—

nie non iron), zamiast

(dzisiaj t a k i c h b r a k
zwłaszcza

gumie,

Zmiana
wieku

uświęconych
stosunków

przynosząca

chłopską

wprowadza

formach.

społecznych
zniesienie
w

stroje

Dotychczasowe

ograniczenia

jąc

niemniej

innowacje,

domość

poczucia

w połowie

pańszczyzny
ludowe więcej

znacznie

zdołały

odmienności

słabną,

utrwalić
ubioru

w

ubiegłego
i

na

wolność
swobody.

dopuszcza­
wsi

świa­

stosunku

do

f

119

�r e g i o n ó w s ą s i e d n i c h . To poczucie m i a ł o na Ś l ą s k u
g ó l n e znaczenie, g d y ż p r z e r a d z a ł o
uczuć narodowych w
chopsku"

znaczyło

śląsku",
skiego

stąd

dziś

Śląsk

takiego w ł a ś n i e

tyle,
na

i

spoistość

stosunków

należności

aż

naporem

od

po

okazała

się

dość

i

zrodziło

późno,

w

germanizacji

formy

ubioru

i

większość

ich

„obrus",

„suknia",

„kiecka",

„oplecek",

„kania",

„płoszcz",

„czepiec",
wskazują
nież

na

na

niegermański

genezę

nazw

„odziymek",

samych

ludu
coraz

i udowadnianiem,

w s z y s t k o , co ś l ą s k i e , t o n i e m i e c k i e . J e d n a k
„ochtusa",

u
z

gwarowych,

„koszulka",

co

„jelenioki",
rzutuje

rów­

Wprawdzie

obiek­

wyszywany,

natomiast

czyli kamizelka

zela"

z

rękawami

z

cholewami.

i

ozdób

Wystawę
oraz

albo

bez

oraz

zamyka

spodnie

Wśród

oraz

inne

z mody

dla

potrzeb wsi, np.

wyroby,

które

do

dworskiej, kościelnej

srebrne i złote

Obok

ubioru

bowiem

pewną

rolę

przyjęto

przeważnie

wzorów

odzieży

odegrały

formy

nie

także

kroju

i

tradycyjnie
dworskiej

ludowych.

i

liturgicznej

mieszczańskie,

i zdobin, o czym

z

była

których

już

mowa

powyżej.
Jak

szczególne

powtarzające

części

jedną

się nazwy

ubioru, zwłaszcza

ne

w

całość,

tworzą

dla

całego Śląska, który

wyjściową

późniejszych

nicowania

bowiem

typ

gwarowe,

kobiecego,

kompletu

w

obrębie

całego

zestawio­

podstawowy

nie m a

lat
rów,

uzależnione

od

materiału.

mniej

A

natomiast

zatem

czy

zdobniczymi,

tj.

koronkowymi

czyli „kiecka",

okrycia

kabotek z różnymi

elemen­

haftami

złożona

„oplecka"

czy

(wyjątek

stanowi

ubiór

prostego

częściami

obszyciami

wotka",
z

gatunku

kawałka

z dwu

krzyżykowymi,
( i l . 14),

„lajbika",

i

dolnej

góralek), fartuch,

materiału,

i

kością
Taki

„spencer"

więcej

stanowiące

przed

tanki")

i

1910

rokiem

naramienna

tzw.

—

spódnicy
zapaska

odpowiednia

do

okrycie

zwierzchnie
zamiast

różnego

rejonów

szyński
dla

i

i
i

pszczyński)

rejonów

kołowa)

—

białego

haftu

dla

tzw.

koloru,

(Rybnickie,

„kozielok"

pukłymi,

gęsto

(np.

ozdobionej

„prawą",

Śląski,

koronkowy
z
dla

Cie­

Mysłowic,

przemysło­

typu

„buda",

koronką

( i l . 17),

zachodnich

Gliwickie,

Mi­
siatki

wstążeczkami

—

klockową

rejonów

czepki:

czółkowego,

rejonu

Świętochłowic)
czyli

„ka­

gatunku

szydełkowej

dodatkowo

( i l . 13),

(mniej

pow.

typu

okolice

czapeczki

kwiatkami

pozostałych

zachodnich
typu

formie

(okolice B y t o m i a ,

obszyty
oraz

—

(Beskid

pogranicznych
w

sztucznymi

wego

południowych

tego

„jakla"

jakli

i w i e l k o ś c i . D o tego d o c h o d z ą jeszcze u m ę ż a t e k
dla

okolice

i

północnoZabrza)

wyszywanej

koronki,

złożonymi

fałdkami

szeroką

krezą.

oczy i t o , ż e

czepiec

rzuca się w

i

Fot.

z

—

z tiulowej

Z detali r ó ż n i c u j ą c y c h

hafty,

się

okazy

specjalistów

koronki

( i l . 18)

ludowego

miejskiej,

przeszły

jak

ozdoby

itp.
stro­
temu

zróżnicowanie

funkcji,

stanu,

zwyczajów

znaczenie

tych

elementów

z tego, ż e na

ulegał

stan

na

silnie
pnia,

przestrzeni

dynamice

przemian,

zakorzenione

dostosowując

są chociażby

oraz

rzeczy
ubioru

barwą

świadczy
człowieka

szyfo­

odpowiadające

wiel­

wymownie
ale

jednak

Doskona­

n y l o n o w e czy

znanym

regionalnego,

z życiem

tradycje,

się

i możliwości.

i chustki nagłowne

formą

z

końca
nie

także

nawet w

o

XIX

tylko
jego

o

w.
ży­

silnym

środowisku

wiel-

koprzem ysł o w y m .
Przedstawiony zestaw nie wyczerpuje w p e ł n i
zagadnienia, w y r a ź n i e j e d n a k p o d k r e ś l a charakter
jakie zachodziły
w

pod

wpływem

mody

panującej

całości
zmian,
na

wsi

d a n y m o k r e s i e czasu.

P R Z Y P I S Y

„ży-

czyli

noszono

chusta

i

„suknia",

c h u s t k a w i ą z a n a z t y ł u g ł o w y ( i l . 15), n a d t o t z w .
czy

lub

białymi

dalej

części: g ó r n e j ,

znajdują

czy

nowych w a r u n k ó w

tego p r z y k ł a d e m

związku

i

Śląsku

z jednego

nowe fartuchy

wotności

kroju

podstawowymi

kobiecego są: p r z y r a m k o w y
tami

dotyczą

na

oraz

wskazuje

wyszły

z c z a s e m do

w i e l k i e i s p r o w a d z a j ą s i ę r a c z e j do d o d a t k ó w a l b o d e t a l i
zdobniczych,

ludowy

zdobin

które

Zróż­
są

ubioru

a u t r z y m y w a n i e s i ę s t a r y c h s p o s o b ó w k r o j u , szycia, k o l o ­

formą
nie

części

dekoracyjnymi

sensie t y p o l o g i c z n y m i d z i ę k i

specyfikę

strój

był

regionu

butów

c h a r a k t e r u statycznego. W i e l o ś ć i

kompletów

odmian.

najprawdopodobniej
zróżnicowanych

po­

do

C a ł a ekspozycja odbiega od t r a d y c y j n e g o u j ę c i a
jów regionalnych w

łym

wykazują

„kami­

( i l . 16), g u z i k i , o b s z y c i a

w kulturze tradycyjnej. Wynika

form

„brzuś-

stroju

zaczerp­

do

tzw.

wpuszczane

nich

kich, jak

i stosowane

jest

pół­
stroju

i właściwa

w y k o n a n e przez samych u ż y t k o w n i k ó w
pracujących

na

dekolcie

elementami

podkreśla

czy i n n e , l e c z t e

o

niektórych

się

niemiec­

„bruclek", „fartuch"

od
jej

gładki

zestaw

formą.

albo

obszyciami, a

wycięciem z tyłu. W

t y w n i e trzeba stwierdzić, że istnieje p a r ę nazw
n i ę t e z o s t a ł y ze s ł o w n i c t w a m i e s z c z a ń s k i e g o

bardzo

rękawów,

wyróżniających

swoistą

są

charakterystyczny

lek",

„wierzcheń",

„skórzoki",

źródłosłów,

jak

„zapaska",

„żywotek",

wytworów.

że

wymienione

albo

męskim

od

przy­

się

związku

nasunięte

ozdobiony r ó ż n y m i

okrągłym bądź z trójkątnym

wspólnoty

silniejsza

nagłowna

stanik

rów­

Podkreślanie

chusta

czoła, brzeg s u k n i

„po

Cieszyń­
ono

lub

„po

Opolszczyznę

i poczucie w i ę z i

i narodowej

stosunkowo

silniejszym

polsku",

przestrzeni

politycznych.

regionalnej

śląskiego

„po

się określenia. W y r a ż a

etniczno-kulturowej,' która
granic

co

przemysłowy

używa

nież w e w n ę t r z n ą

szcze­

manifestowanie

obliczu zaborcy. U b i e r a n i e się

zarazem

jeszcze

poprzez

się w

wy­

Stefan

1 S t a n i s ł a w B r o n i c z , S t r ó j pszczyński,
APSL, Wroc­
ł a w 1954.
2 L o n g i n M a l i c k i , S t r ó j górali
śląskich,
APSL, Wroc­
ł a w 1956.
3 A g n i e s z k a i T a d e u s z D o b r o w o l s c y , Strój,
hajl i ko­
ronka w województwie
śląskim,
Kraków
1936.
4 E l i z a b e t h G r a b o w s k i , Die Volkstrachten
in
OberSchlesien,
W r o c ł a w 1935.
5 „Zaranie
Śląskie",
„Schlesien";
„Die
Provinz
Oberschiesien" itp.
6 L u c j a n M a l i n o w s k i , Zarysy
życia
ludowego
na
Szląsku,
A t e n e u m 1877.
7 B o g u m i ł H o f f , Lud
cieszyński,
jego
właściwości
i siedziby,
W a r s z a w a 1888.
8 Józef Lompa, M a t e r i a ł y rękopiśmienne, archiwum
M u z e u m Etnograficznego w K r a k o w i e .
9 Katalog w y s t a w y „Moda w strejach regionalnych",
1967, w o p r a c o w a n i u B a r b a r y B a z i e l i c h .
10 W s p ó ł c z e s n e z a s i ę g i s t r o j ó w u l e g ł y
przesunięciu
w s t o s u n k u do t y c h , j a k i e p a n o w a ł y w X I X i n a p o ­
c z ą t k u X X w . , a p r z y c z y n tego n a l e ż y d o p a t r y w a ć s i ę
w m i g r a c j a c h l u d n o ś c i , w adaptacji n i e k t ó r y c h obsza­
r ó w pod b u d o w ę w i e l k i c h z a k ł a d ó w p r z e m y s ł o w y c h , w
zmianie granic polityczno-administracyjnych.
11 B a r b a r a
Bazielich,
Ludowe
wyszycia
techniką
krzyżykową
na Śląsku,
B y t o m 1966, s. 125.

Deptuszewski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10162" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10140">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93f1785af232a8361136184ae8e788b3.pdf</src>
        <authentication>d517ef3d730237cb42a25371ca7abd1e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120872">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2111</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120873">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120874">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120875">
                <text>kultura materialna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120876">
                <text>stroje ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120877">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120878">
                <text>Badania nad odzieżą i strojem ludowym w Polsce / LUD 1995 t.78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120879">
                <text>LUD 1995 t.78, s.193-210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120880">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120881">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120882">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120883">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120884">
                <text>Lud, t. 78, 1995

BARBARA BAZIELICH
Katedra Etnologii
Uniwersytet Wrocławski

BADANIA NAD ODZIEŻĄ

I STROJEM

LUDOWYM

W POLSCE

Polska jest jednym z nielicznych krajów w Europie, który w swej bogatej
literaturze etnograficznej nie ma monografii, nawet albumu poświęconych
strojom regionalnym, a wydane w 1841, 1855 i 1954 roku (Zieńkowicz, 1841;
Gerson, 1855; Manugiewicz, 1954) teki z kolorowymi planszami, w małym
zresztą wówczas nakładzie, są już obecnie prawie niedostępne, Coraz częściej
także słyszy się głosy, że nie ukazują się na ten temat żadne opracowania
i nawet zeszyty Atlasu Polskich Strojów Ludowych "niemal zupełnie przestały
się ukazywać" (Kantor, 1982, s. 26). Pewną lukę w tym względzie wypełniłyby
przygotowane i znajdujące się w druku publikacje (Karwicka, Gadomski,
Bazielich), ale czas ich produkcji wydłuża się z roku na rok. Błędne jest jednak
mniemanie, że problematyka dotycząca odzieży chłopskiej, potocznie określanej strojem ludowym, bądź strojem regionalnym 1 nie stanowi już przedmiotu naukowych dociekań i rozpraw. Zainteresowani tym tematem są nie
tylko etnografowie, lecz także historycy (Rosen-Przeworska,
1953; 1954;
Turnau, 1991), historycy kultury materialnej (Kowecka, 1978, s. 400), historycy
sztuki (Bartkiewicz, 1979; Żygulski 1974), kostiumolodzy i teatrolodzy (Tyrowicz, 1957; Kostiumy teatralne ... , 1952), folkloryścF, przy czym przez jednych
odzież chłopska traktowana jest marginalnie, dla innych zaś, zwłaszcza
historyków i historyków kultury materialnej, stanowi łączny człon całokształtu
kultury narodowej. Zwrócenie zatem uwagi na tego rodzaju publikacje,
podobnie jak na opracowania historyków sztuki dotyczące mody i historii
ubiorów, jest niesłychanie ważne z wielu względów, chociaż prawie zupełnie nie
respektowane przez etnografów i ludoznawców podejmujących badania i opracowania na temat strojów ludowych. O ile więc w dorobku badaczy kultury
1 W dalszej części artykułu
określenie strój ludowy, strój chłopski, strój regionalny traktowane będą wymiennie, lecz zawsze w znaczeniu ozdobnej, odświętnej formy ubioru w przeciwieństwie do odzieży rozumianej jako forma powszednia, codzienna. Nie chodzi przy tym o definiowanie tych pojęć, gdyż nie jest to przedmiotem tego artykułu. Próbę definicji podała Irena Turnau,

1977.
2 Przykładem
może być seria publikacji
wydawana przez Centralny Ośrodek Metodyki
pieśni, taniec i obrzędy oraz stroje.

13 -- Lud t. LXXVIII

dotycząca folkloru poszczególnych regionów,
Upowszechnienia Kultury w Warszawie. Są to

�194
ludowej brak jako pracy zwartej monografii, albumu, czy syntezy z tego
zakresu, to jednak ukazują się przygotowane przez nich artykuły o strojach,
problematyka ta jest stale aktualna i podejmowana przez różne osoby.
W nauce polskiej wzbudza ona zainteresowanie od ponad dwustu lat,
chociaż o zmiennej sile natężenia, lecz zawsze w sensie progresywnym.
Wprawdzie nie brak w tym względzie także negatywnych ocen i ubolewania, że
do tej pory nie wypracowano ani teorii, ani odpowiednich metod badawczych
(Kantor, 1982), ale jeśli weźmie się pod uwagę sposób widzenia różnych
dyscyplin naukowych oraz czas i etapy rozwoju zainteresowań, słowa krytyki
okażą się nieuzasadnione. Trudno też nie odnieść się sceptycznie do krytyki,
która istniejącą literaturę przedmiotu traktuje wybiórczo i z pominięciem
niektórych problemów już poruszanych oraz nie wykazuje orientacji w zaawansowaniu badań nad odzieżą i strojami ludowymi w innych krajach
Europy. Łagodzące znaczenie w ocenie krytyki może mieć jedynie fakt, że
opracowań na temat strojów ludowych w Polsce jest bardzo dużo i ogarnięcie
ich jest utrudnione. Są to nie tylko opisy formy i zdobnictwa strojów, techniki
wykonania i surowców, funkcji, genezy, historii, archaizmów, regionalnych
odmian i specyfiki, zmian w czasie i długiego trwania, kwestia mody i uwarunkowań, lecz także ikonografia oraz próba uchwycenia wpływów szlacheckiej
i mieszczańskiej odzieży na polski ubiór ludowy. Problematyka ta poruszana
jest albo w postaci różnej objętości artykułów zamieszczanych w naukowych
periodykach 3, czy popularno-naukowych
czasopismach 4, albo jako próba
charakterystyki ubioru ludowego w monografiach niektórych regionów (Kultura ludowa Wie/kopo/ski,
1960; Nad rzeką Ropą, 1965; Ziemia Myś/enicka,
1971), albo jako odrębne opracowania (Swieży, 1954; Cholewa, 1946; Grodecka 1986; Bazielich, 1988), czy rozdziały w pracach dotyczących kultury i sztuki
ludowej (Fischer, 1926; 1934; Reinfuss, Świderski, 1960; Hermanowicz-Nowak,
1976; Grabowski, 1977; Fryś-Pietraszkowa,
Kunczyńska, Pokropek, 1988),
z których wymienić można zaledwie parę, a to z racji na ich zbyt wielką liczbę.
Na wyróżnienie pośród tych publikacji zasługuje Atlas Po/skich Strojów
Ludowych wydawany przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w oddzielnych
zeszytach jako monografie regionalnych odmian strojów, w przygotowaniu
różnych autorów. Od 1949 roku do chwili obecnej ukazały się 32 zeszyty 5,
3 "Wisła",
"Lud", "Polska Sztuka Ludowa", .,Etnografia Polska", "K wartalnik Historii
Kultury Materialnej", "Kwartalnik
Historyczny", "Pamiętnik Słowiański", "Łódzkie Studia
Etnograficzne", "Prace i Materiały Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne". "Prace
i Materiały Etnograficzne", "Literatura Ludowa", roczniki wydawane przez nicktóre muzea.
4 "Orli Lot", "Wierchy", "Ziemia", "Zaranie Śląskie", "Wiedza i Życie", "Turysta", Kalendarz
Ilustrowanego Kuryera Codziennego i inne.
5 Kolejne zeszyty Atlasu Polskich Seroj/lw Ludowych to: strój górali szczawnickich, dolnośląski (Pogórze), rzcszowski, szamotuiski, krzczonowski, kurpiowski Puszczy Białcj, łowicki, dzierżacki, kujawski, spiski, piotrkowski, pszczyński, pyrzycki, łańcucki, opoczyński, lubuski, górali

�195
a kolejny zeszyt złożony został w 1994 roku do druku 6. Oprócz szczegółowych
danych dotyczących historii, rozprzestrzenienia i formy poszczególnych części
odzieży męskiej i kobiecej znajdują się tutaj jeszcze wiadomości na temat
zdobnictwa strojów, surowców i wykonawców. Wprawdzie te ostatnie stanowią w pewnym sensie odrębne działy, które w literaturze z racji swoistej,
specyficznej problematyki zajmują po większej części osobne miejsce (Haft
i zdobienie stroju ludowego, 1955; Reinfuss, 1953; Strój i tkanina ludowa
Mazowsza Płockiego, /972) to jednak wiążą się bezpośrednio ze strojem
i również w tym kontekście zagadnienia te należy wziąć w rachubę.
Przegląd wszelkiego rodzaju publikacji dają oczywiście bibliografie wydawane zarówno przed, jak i po drugiej wojnie światowej (Gawełek, 1914;
Bystroń, 1922; Jackowski, Jarnuszkiewiczowa, 1962) oraz zestawienia w niektórych opracowaniach (Kutrzeba-Pojnarowa,
1964). W sposób ciągły bibliografie prowadzi jako organ Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego - Ośrodek Informacji i Dokumentacji Etnograficznej w Łodzi 7.
Trzeba podkreślić, że w latach po drugiej wojnie światowej liczba publikacji
na temat odzieży i strojów ludowych znacznie wzrosła i nadal stale się
powiększa. Niemałą w tym względzie zasługę przypisać należy pracownikom
muzeów, zwłaszcza etnograficznych, którzy oprócz kolekcjonowania, przechowywania, konserwowania i dokumentowania tego rodzaju zabytków, prowadzą bez przerwy badania, publikują ich wyniki, organizują wystawy, opracowują foldery i informatory do wystaw oraz katalogi zbiorów8. Niemal każde
muzeum, które kolekcjonuje stroje ludowe ma jakiś dorobek w tym względzie
(Lipiarz, 1978; Bazielich, 1973; 1982; Grodecka, 1986; Rostworowska, w druku). Na ogół uchodzi on jednak z pola widzenia autorów dokonujących
podsumowania stanu badań nad strojem ludowym w Polsce, przez co obraz
przedstawiany przez nich jest niedokładny i niepełny. Z kolei taki stan rzeczy
jest również jedną z przyczyn ubolewania niektórych osób nad niedostatkiem
dokonań nauki, ściśle etnografii polskiej jeśli chodzi o ten dział kultury
ludowej.
Próbę oceny dotychczasowych osiągnięć w badaniach nad strojem ludośląskich, Zagórzan, sandomierski, biłgorajsko-tarnogrodzki,
podlaski (nadbużański), kaszubski,
sieradzki, warmiński, Krakowiaków wschodnich, kurpiowski Puszczy Zielonej, świętokrzyski,
orawski, Lachów Śląskich, kolbieIski, kielecki, Lachów Limanowskich.
6 Strój yórali
/([ckich - w druku.
7 Bibliografie Ośrodka
Informacji i Dokumentacji Etnograficznej Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego w Łodzi.
8 Muzeami tymi są przede wszystkim:
Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie,
Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Muzeum Etnograficzne w Toruniu, Muzeum Archeologiczne
i Etnograficzne w Łodzi, Muzeum Okręgowe w Rzeszowie, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu,
Muzeum Śląskie w Katowicach, Muzeum Etnograficzne - Oddział Muzeum Narodowego
w Poznaniu i inne.

�196
wym w Polsce podejmowano już parokrotnie (Kutrzeba-Pojnarowa,
1964;
Hermanowicz-Nowak,
1977; Kantor, 1982). Podawano przy tym wykaz
ważniejszych publikacji, nie szczędzono uwag krytycznych, wysuwano poruszaną problematykę, metody badań oraz ważność i znaczenie tej dziedziny życia
ludu w badaniach nad całokształtem kultury ludowej (Kantor, 1982). Wraz
z bibliografiami, artykuły te stanowią cenną wskazówkę, gdzie należy poszukiwać materiałów w celu naukowego lub praktycznego zapoznania się
z problematyką związaną z odzieżą i strojami ludowymi. Ponadto źródłem
i inspiracją nowych koncepcji badań i opracowań są nie tylko już wydane
odpowiednie publikacje i zawarte w nich mapy zasięgów, fotografie i ryciny,
wypisy z dokumentów archiwalnych, słowniczki z nazwami i opisy części
odzieży. Nadal aktualne są jako źródło własne badania terenowe i wywiady
oraz ankiety przeprowadzane z wykonawcami i użytkownikami oraz przetrwałe jeszcze oryginalne części tradycyjnej odzieży i strojów, a poza tym
zbiory muzealne przechowywane w magazynach, albo eksponowane na wystawach itp.
Współczesny badacz ma do dyspozycji wiele możliwości zgłębiania treści
swoich zainteresowań, przy czym pomocne mu są różne ułatwiające pracę
udogodnienia
techniczne. Może też, śledząc także literaturę zagraniczną
nabierać orientacji w złożonej i skomplikowanej problematyce rzutującej na
znaczenie i kształtowanie się odzieży i strojów na przestrzeni wieków - na
rozległych terenach świata oraz uświadomić sobie pomocniczą rolę innych
pokrewnych dziedzin nauki, jak: językoznawstwo,
historia gospodarcza,
historia polityczna, demografia, socjologia, geografia, estetyka, historia sztuki
itd. Zależnie też od wyboru problematyki posługiwać się może odpowiednimi
metodami, przy czym w miarę zgłębiania tematu, rozszerza się pole badawcze
skłaniające równocześnie do konstatacji, że nie ma końca jego granic.
Pozostaje zatem kwestia wyboru, na czym poprzestać i do czego się ograniczyć? Decyzja ta idzie zazwyczaj w parze z kierunkiem zainteresowań autora
lub koniecznością wynikającą z zamówienia społecznego.
W czasie, kiedy zainteresowania
odzieżą i strojami ludowymi dopiero
zaczynały się budzić, co miało miejsce, jak wspomniano, ponad dwieście lat
temu, sprawa przejawiania wyników tych zainteresowań wyglądała zupełnie
inaczej. Trzeba przy tym nadmienić, że polskie prace na temat ubiorów,
w porównaniu z innymi krajami w Europie, pojawiły się stosunkowo późno,
a pionierem w tym względzie był Łukasz Gołębiowski (1773 - 1849), którego
pierwsza praca dwukrotnie ukazała się w ciągu XIX wieku (Gołębiowski, 1831;
1861). Widać stąd, że było zapotrzebowanie na tego rodzaju publikacje. Tenże
sam autor wzbogacił je jeszcze niewielką książeczką zawierającą wiadomości
o ubiorach ludu polskiego (Gołębiowski, 1863). W tym czasie ukazują się cenne
dzieła również innych autorów, tj. Jędrzeja Kitowicza, który w swej pracy
ostatni rozdział poświęcił obyczajom i strojom chłopskim (Kitowicz, 1840),

�197
Jana Matejki, który podjął wnikliwe studia nad ubiorami historycznymi
w Polsce, nic pomijając w nich elementów chłopskich (Matejko, 1860) oraz
Walerego Eliasza Radzikowskiego, podobnie jak poprzednie (z wyjątkiem
Kitowicza) - dzieło ilustrowane, także strojami chłopskimi, ukazujące się
w ciągu kilku lat (Radzikowski, 1879 - 1899). Artystą, który opublikował ubiory
ludu polskiego był Wojciech Gerson (Gerson, 1885). Poza tym wśród prac
wydanych w połowie XIX wieku osobne miejsce zajmuje wielotomowa pozycja
Oskara Kolberga (Kolberg, 1865 -1910) i Wincentego Pola (1807 -1872),
uwzględniającego w etnograficznych opisach informacje o strojach ludowych
(Pol, 1851). Na obcym gruncie pojawia się nadto teka rycin przygotowana
przez Leona Zieńkowicza (Zieńkowicz, 1841). Jako nowsze opracowania,
również cenne ze względu na materiały dotyczące odzieży i strojów, na uwagę
zasługują encyklopedie
staropolskie
Zygmunta
Glogera
i Aleksandra
Brucknera (Gloger, 1900; Bruckner 1937 -1939) oraz książka Władysława
Łozińskiego, gdzie w III rozdziale poprzez "ubiory i splendory" przewijają się
treści wiążące się także z odzieżą ludową (Łoziński, 1907).
Podając powyższe zestawienie nie chodzi o dokonanie jeszcze jednego,
kolejnego zapisu i bibliograficznej rejestracji, ale o zwrócenie uwagi na dwa
zasadnicze fakty. Mianowicie - że ważne miejsce w tych publikacjach zajmują
ilustracje, tj. czarno-białe lub podkolorowane
grafiki i kolorowe plansze,
stanowiące bardziej lub mniej dokładny dokument oraz - że zarówno
opisowe, jak obrazowe informacje na temat odzieży i strojów ludowych
przeplatają się z danymi dotyczącymi wyższych warstw społecznych. Fakt ten
dostrzegany początkowo przez szeroko pojętych ludoznawców przesunął się
z biegiem czasu na plan dalszy, zaś kiedy w drugiej połowie XX wieku znowu
powrócił jako przedmiot etnograficznych badań, związany został z rozwarstwieniem samej grupy chłopskiej, bez odwoływania się do odzieży elit społecznych.
Jeśli chodzi o świadomą dokumentację zjawisk zaobserwowanych w terenie, a nie o wyłączną twórczość artystyczną, to należy podkreślić, że próby
przedstawienia wyglądu chłopów i ich odzieży podejmowano już w XVIII
wieku, co szczegółowo i krytycznie zostało omówione w niektórych publikacjach (Bystroń, 1934; Jacher-Tyszkowa, 1975; Ruszel, 1976; Jaśkiewicz, 1976;
Główczewska, 1955; Turnau, 1968). Nie jest to odosobnione zjawisko na
gruncie polskim, wartość dawnej ikonografii jako żródła została doceniona
także przez różnych autorów w innych krajach Europy (Noss, 1970; 1973;
1981; Dolouche, 1985). Jeśli zatem mowa o obrazowym dokumencie, to na
czoło wysuwa się w nim sprawa formy ubioru, zestawu poszczególnych części,
kolorystyki, elementów zdobniczych, nawet gatunku tkanin, o ile autor
ilustracji był na tyle dokładny, aby to uchwycić. W grę wchodziła nadto
kompozycja całości i długość odzienia, jego obszerność lub wysmukłość,
zróżnicowanie wyglądu zależnie od płci, niekiedy także od wieku i okolicz-

�198
ności, tzn. - starzy - młodzi, żonaci i stanu wolnego, weselnicy i ludzie
w odświętnych strojach. Rzadziej natomiast przedstawiano inne sytuacje jak
chrzciny, pogrzeby, określone święta kościelne czy gromadzkie uroczystości,
chociaż sporadycznie i takie sceny można odnaleźć 9. Obrazy te przedstawiają
niekiedy pewne archaiczne formy, dziś już zupełnie nieznane, nawet niespotykane w zbiorach muzealnych, sposoby noszenia czy zestawiania ze sobą
poszczególnych części. To samo dotyczy niektórych elementów czy motywów
zdobniczych.
Ruchy wolnościowe, następujące zmiany w strukturze i pozycji społecznej
chłopów, przynoszące stopniowo osobistą wolność oraz uwłaszczenie wzbudzają zainteresowanie innych grup społecznych życiem mieszkańców wsi.
Znane fakty z przełomu XVIII i XIX wieku powodują zwrócenie uwagi na ich
sposób mieszkania, ubierania się, obyczaje, folklor, co jak wiadomo znalazło
odzwierciedlenie w twórczości artystycznej i pracach naukowych. Zwrócono
przy tym uwagę na archetypy i cechy wspólne Słowianom, które w dobie
panslawizmu trafiły na podatny grunt i ukierunkowywały dalsze poszukiwania
i badania naukowe, wzbogacając tym samym problematykę dotyczącą odzieży
i strojów ludowych. Z kolei okres romantyzmu skłaniał do szukania na wsi
nieznanych dotąd, nieraz tajemnych wątków przejawiających się w obrzędowości, tekstach pieśni, opowiadań, wierzeniach, różnych praktykach, z którymi
ściśle był związany, jak się okazało, sposób ubierania i przygotowywania
strojów i odzieży.
Przepojony ideami oświecenia Hugo Kołłątaj w 1802 roku w swym
programie badań ludoznawczych zalecał między innymi, że "trzeba nam
poznać ... różnicę w ubiorze (pospólstwa) nie tylko co do kroju, ale nawet co do
koloru, żadnego gatunku ich okrycia nie opuszczając", a poznaniem tym
należało objąć wszystkie "prowincje, województwa i powiaty". Na przykładzie
różnych dziedzin kultury ludowej, w tym przede wszystkim odzieży, badania
stopniowo dążą do uchwycenia odrębności regionalnych, a także specyfiki jako
właściwości charakterystycznych dla określonego obszaru terytorialnego. Odświętne stroje okazują się wyraźnym przejawem tych specyficznych cech, które
zjednej strony są wyrazem swojskości, z drugiej - odmienności w stosunku do
bliższych i dalszych sąsiadów. Tak więc i dzieło Kolberga, początkowo o dość
rozwlekłym i szczegółowym tytule, chociaż bez informacji o odzieży, wzbogaca
z czasem kolejne tomy nazwami regionu i szczegółami dotyczącymi "ubioru"
(Burszta, 1974).
Fascynacja regionalizmem, podbudowana zamiarami poszukiwania własnej tożsamości oraz identyfikowania się z określonym miejscem pochodzenia
czy zamieszkania trwa po dzień dzisiejszy. Stała się też motorem powstania na
przestrzeni dziesiątków lat mniej lub bardziej obszernych opisów, potem
9

Na przykład

w malarstwie

Axentowicza,

Kotsisa.

�199
monografii dotyczących ludowych strojów określonego regionu, nie tylko
zresztą w Polsce. Pierwotnie zamieszczano je, często nawet wraz z rysunkami,
w wychodzących w XIX i na początku XX wieku czasopismach takich, jak
"Tygodnik Ilustrowany", "Przegląd Tygodniowy", "Wieś Ilustrowana", "Kłosy", potem także w "Wiśle" i "Ludzie". W drugiej połowie XIX wieku pojawiają
się również monograficzne opracowania dotyczące kultury ludowej wybranego
regionu czy miejscowości, w których sporo miejsca poświęcano strojom
(Mączyński, 1858; Malinowski, 1877; Hoff, 1888; Polaczek, 1892; Świętek,
1893). Tę formę praktykuje się po dzień dzisiejszy (Malicki, 1936, s. 53 - 61;
Zab ytki ludowe; kultury, 1975, s. 48 - 65). Oprócz informacji historycznych
w tego typu opracowaniach znajdują się w nich przede wszystkim opisy
strojów odświętnych. obrzędowych, uroczystościowych i ich poszczególnych
części.
Na zmianę tego sposobu widzenia nie wpłynęły pozytywistyczne hasła,
zwracające uwagę na człowieka pracy, codzienność jego życia, biedę i niedostatek. Być może w rozwinięciu i szerszym spojrzeniu na problematykę
dotyczącą codziennej, roboczej odzieży przeszkodziły m.in. idee młodopolskie
wskazujące na trwałość, siłę, barwność i malowniczość wsi i wieśniaków.
Również "odkrycie" w tym czasie sztuki ludowej, w której akcentuje się
strojność, przyczynia się do powstawania nowych opracowań na temat
zdobnictwa strojów - haftów, biżuterii, wyrobów ze skóry, koronek, tkactwa.
Są one w głównej mierze publikowane na łamach wymienionych wyżej
czasopism (Seweryn, 1929; Udziela, 1925; Stattlerówna, 1902). Jakkolwiek na
przełomie wieków i z początkiem wieku XX różni autorzy dostrzegali i inne
jeszcze aspekty związane z odzieżą, na przykład jej wykonawców - szewców
i krawców (Kosiński, 1903; Goldstein, 1903; Pieniążek, 1934; Reinfuss, 1951),
problem higieny odzieży (Gądzikiewicz, 1926), mody (Zborowski, 1930; Bazielich, 1967; 1968), to zagadnienia te stanowiły i stanowią nadal znikomy procent
w stosunku do opisów samego wyglądu stroju, postrzeganego ciągle w pewnej,
jakby skostniałej, nie zmieniającej się formie. Wprawdzie już w 1904 roku
Bronisław Majewski (Malewski, 1904) podjął krytyczną ocenę dotąd wydanych
opracowań ubiorów ludowych, wskazując między innymi na tę "statyczność"
w prezentacji ubiorów i nawet na niewiarygodność niektórych wykorzystywanych materiałów, ale nie miała ona szerszego oddźwięku. Akceptowano
nadal dotychczasowe przekonanie, że zasiedziałość z dziada pradziada, negatywny stosunek do wszelkich zmian, analfabetyzm chłopów są przyczyną
zacofania, konserwatyzmu, a tym samym niezmienności i długiego trwania
niektórych wytworów ludowej kultury, w tym także odzieży, zwłaszcza tej
wyrabianej we własnym zakresie.
Dopiero w latach międzywojennych pojawiają się pierwsze książkowe
monografie dotyczące stroju ludowego (Udziela, 1930; 1932; Chmielińska,
1930; Dobrowolscy, 1936) i jego zdobnictwa (Seweryn, 1930; Matuszkówna,

�200
1931; Udziela, 1936) oraz pojedynczych części odzieży (Frankowski, 1928;
Seweryn, 1929). Niemal równolegle z nimi ukazują się też opracowania
z zakresu historii ubiorów (Błotnicki, 1930; Gutkowska, 1932); na ogół brak
w nich jednak informacji o ubiorach chłopskich. Opracowania te są bogato
ilustrowane rysunkami, kolorowymi tablicami i fotografiami. W pracy Seweryna Udzieli, Ludowe stroje krakowskie i ich krój zamieszczono nawet formy
wykrojów, co miało służyć także celom praktycznym. Autor, oprócz ogólnych
informacji wstępnych o ludności, jej siedzibach i mieszkaniach, przedstawił na
siedmiu ilustracjach wzorem Jana Matejki "męskie ubrania krakowskie od
pięciu wieków", to jest od roku 1400 do 1790, nie omówił jednak ich formy, ani
ewentualnych zmian, jakie w tym czasie zaszły. Zajął się opisem kolejnych
części stroju z przełomu wieków, najpierw odzieży męskiej, potem kobiecej,
uwzględniając ich wygląd, surowiec, ozdoby, ewentualne odmiany i nazwy.
Natomiast w słowie wstępnym do drugiej swej pracy, Ubiory ludu polskiego,
poświęconej "ubiorom górali beskid owych", odwołuje się do protokołu z 1903
roku Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności, która postanowiła
zwrócić uwagę "na strój malowniczy naszego ludu, ginący z dnia na dzień
w naszych oczach i ustępujący miejsca szarzyźnie tandetnej" (Udziela, 1932)
i opublikować materiały obejmujące Ubiory ludu polskiego. Uczyniono to za
sprawą Włodzimierza Tetmajera w dwu zeszytach wydanych w 1904 i 1909
roku (Tetmajer, 1904; 1909), które oprócz tekstu zawierały ilustracje i barwne
tablice w jego opracowaniu. Rzecz znamienna, że właśnie "malowniczość"
ludowego stroju wysunięto tu na pierwszy plan. Stąd też podobne wydawnictwa taki właśnie mają początkowo charakter. Niemniej jednak Udziela swoją
pracę o ubiorach górali beskidzkich wzbogaca materiałami historycznymi,
opartymi na źródłach archiwalnych. Uwzględnia dzięki temu zachodzące
w strojach zmiany, a także wykonawców, surowce, krój, kolorystykę, zdobnictwo, różnice co do wieku nosicieli oraz pomiędzy grupami górali zamieszkujących Beskidy Zachodnie. Nie jest to już szukanie i podkreślanie malowniczości i ozdobności stroju, lecz w myśl prawidłowo pojętej konieczności
zachowania od zapomnienia, potrzeba uczynienia w miarę wiernej dokumentacji tego, co przetrwało w terenie i co zdolna jest jeszcze pamięć ludzka
przekazać. Można powiedzieć, że Ubiory górali beskidowych,
wzbogacone
kolorowymi planszami, dobrymi fotografiami i przykładami wykrojów są
jedną z pierwszych, wyczerpujących monografii strojów określonej grupy
etnicznej, opartych głównie na badaniach terenowych autora.
Badania takie znacznie wcześniej podjął Kazimierz Moszyński publikując
w 1929 roku swój pierwszy tom Kultury ludowej Słowian, a w nim obszerny
porównawczy i genetyczny rozdział o odzieży (Moszyński, 1929). Przejęty
zagadnieniami słowianoznawczymi znacznie poszerzył obszar swoich badań
tak pod względem terytorialnym, jak tematycznym. Posłużył się przy tym
różnymi metodami, które dla wielu następców i uczniów stanowiły swojego

�201
rodzaju wzór. Natomiast mniej więcej od 1910 roku systematyczne poszukiwania na obszarze dawnego Księstwa Łowickiego prowadziła Aniela
Chmielińska, założycielka Muzeum Ziemi Łowickiej. Kierując się wskazówkami Adama Fischera, w swej książce prezentuje stroje Księżaków w perspektywie historycznych zmian oraz terytorialnych i okolicznościowych wariantów.
Omawia kolejno poszczególne ich części, zdobiny, upodobania nosicieli, mody,
wykonawców (Chmielińska, 1930). Nie brak tam ponadto porad i zachęty do
kultywowania tradycyjnych ubiorów.
Odmienne kompendium wiedzy na temat strojów ludowych, tym razem na
Śląsku, stanowi wydana w 1936 roku praca Agnieszki i Tadeusza Dobrowolskich, Strój, haft i koronka w województwie .fląskiem (Dobrowolscy, 1936).
Podzielona na cztery części obejmuje obszary górali śląskich, ziemi pszczyńskiej i północnych powiatów województwa. Część czwarta poświęcona jest
koronkom cieszyńskim. Stroje i ich ozdoby zostały tutaj omówione w niekonwencjonalny sposób. W rozważaniach bowiem nie brak dociekań genetycznych, szerokich analogii, wiadomości dotyczących chronologii oraz wskazania
metod badawczych, wyraźnie sprecyzowanych zwłaszcza w odniesieniu do
haftów: analityczno-porównawczej,
lecz nie w oparciu o różnorodność motywów, tylko rodzaj zastosowanej techniki, historycznej i typologicznej. Materiałem badawczym są przy tym nie tylko dane z terenu Śląska, ale także
ogólnopolskie, zachodniosłowiańskie,
węgierskie, bałkańskie, rosyjskie i północno-europejskie, znane zarówno z kultury ludowej, jak warstw elitarnych.
Jeśli chodzi o hafty, porównania dotyczą także technik pokrewnych, jak
tkactwa, kilimiarstwa, co w sumie pozwala na ustalenie pewnej chronologii
powstania i genezy dotyczących także niektórych form odzieży. Całość
uzupełnia słownik wyrazów gwarowych, niekiedy z podaniem etymologii,
bogaty spis hafciarek i koronczarek według miejscowości oraz liczne zestawione, także w tablice, fotografie. Imponujące jest tutaj bogactwo faktów,
uzupełnione dodatkowo od powiednimi odsyłaczami. Poza tym podkreślić
trzeba, że jest to pierwsza praca, gdzie wykazano związki pomiędzy strojami
ludowymi i innych warstw społecznych i gdzie jest wyraźnie mowa o metodach
pracy.
Widać stąd, że lata po odzyskaniu przez Polskę niepodległości sprzyjały
pracom badawczym i rozwojowi myśli naukowej, co odzwierciedla się również
we wzroście zainteresowań i dążności do pogłębiania i poszerzania problematyki wiążącej się z odzieżą i strojami regionalnymi. Wśród autorów
panowała jednak duża dowolność w traktowaniu tematów. Jedni poprzez
ilustracje i opis starali się stworzyć dokument zaobserwowanych form strojów,
przypisywanych określonemu regionowi czy miejscowości, najczęściej jednak
bez uwzględnienia różnic wynikających z sytuacji społecznej, funkcji, zachodzących zmian i mody. Inni zwracali uwagę na archetypy, genezę, chronologię i historyczne uwarunkowania.
Wszyscy podkreślali stronę estetyczną,

�202
ozdobność i malowniczość stroju. Jeszcze inni dopatrywali się związku
z przeszłością i najdawniejszymi dziejami kraju, a także szukali wspólnych
bądź odmiennych elementów, zbliżających lub różnicujących Słowian.
Dokładne opisy formy oraz rozeznanie w samym wyglądzie stroju wieśniaków, pozwalały na typologizowanie zarówno poszczególnych części odzieży
(Fischer, 1934), jak całych ich kompletów. Jeszcze w XVIII w. Jędrzej Kitowicz
wyodrębnił strój chłopów ruskich, krakowskich i mazowieckich (Kitowicz,
1951, s. 607 - 610), już w latach międzywojennych Adam Fischer mówi jedynie
o dwóch typach polskich strojów, tj. wielkopolsko-mazowieckim
i małopolskim (Fischer, 1934). Stanisław Poniatowski wymienia ich cztery rodzaje
(Poniatowski, 1932), to jest wielkopolsko-mazowiecki,
małopolski, podkarpacki i polesko-białoruski. Cztery typy uwzględniał także Kazimierz Moszyński:
pokucko-południowo-podolski
i huculski, małopolsko-poleski, śląsko-wielkopolsko-mazowiecko-białoruski
i typ pomorski wraz z przyległą cząstką Poznańskiego (Moszyński, 1938).
Jak można się domyślać podziały te i inne im podobne (Seweryn, 1974)
miały na celu wyodrębnienie właściwości charakterystycznych
dla strojów
ludowych poszczególnych regionów w Polsce, a także pośrednio wskazać na
ewentualne powiązania ze strojami krajów sąsiednich oraz na kierunki
zapożyczeń i wpływów. Rzecz ciekawa, że nie zwracano dotąd szerszej uwagi
na odniesienia do historycznych strojów warstw elitarnych, tj. mieszczańskich
i dworskich oraz na to co niosła ze sobą ogólnoeuropejska
moda. Stroje
ludowe traktowane były jako swoisty sposób ubierania się pewnej grupy
mieszkańców kraju, odizolowanej od reszty społeczeństwa i sporo jeszcze
musiało upłynąć czasu, zanim problematyka wzajemnych związków wypłynęła
na światło dzienne (Bogatyński, 1957; Turnau, 1972; 1966). Podjęła ją przede
wszystkim historyk, Irena Turnau, wykorzystująca źródła archiwalne i ikonograficzne. Nie znaczy to, aby ich roli nie rozumiano także w kręgach
ludoznawców (Kotula, 1954; Błachowski, 1972), pomimo wzrastających po
drugiej wojnie światowej zainteresowań
problematyką
społeczną. Jednak
najpilniejsze zadanie leżało w dokumentowaniu uchwytnych jeszcze przejawów
stroju i funkcjonującej na wsiach pamięci ludowej na jego temat. Tym bardziej,
że podstawowym źródłem dla każdego etnografa są właśnie badania terenowe.
Inspiracją do ich kontynuowania,
w tym także na temat strojów, stała się
w owym czasie akcja podjęta przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, które
przystąpiło do wydawania monograficznych zeszytów Atlasu Polskich Strojów
Ludowych oraz przez Sekcję Sztuki Ludowej Państwowego Instytutu Sztuki,
późniejszego Instytutu Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, prowadzącą
inwentaryzację obiektów sztuki na terenie całego kraju. W związku z tym
przygotowane zostały instrukcje i kwestionariusze (Reinfuss, 1950), metodyka
monograficznego opracowywania strojów ludowych (Gajek, 1954) i instrukcja
w sprawie materiału ilustracyjnego dla Atlasu Polskich Strojów Ludowych
(Reinfuss, 1954, s. 806 - 807).

�203
Były to więc nie tylko wskazówki dla potencjalnych badaczy, ale także dla
przyszłych autorów opracowań, co w konsekwencji przyniosło obfite rezultaty.
Z jednej strony Atlas Polskich Strojów Ludowych w kolejnych zeszytach dawał
w miarę pełny obraz dotyczący strojów określonego regionu, zapełniając tym
samym "białe plamy" na mapie Polski, z drugiej - na łamach "Polskiej Sztuki
Ludowej" publikowano liczne tematyczne artykuły poświęcone zarówno strojom różnych okolic, jak ich elementom, tkaninom, haftom, koronkom i innym
sposobom zdobniczym, a także funkcjom. Wprawdzie Atlas Polskich Strojów
Ludowych spotkał się z krytyczną oceną niektórych osób (Rosen-Przeworska,
1958; Kantor, 1982; 1979), ale wbrew tym opiniom trzeba podkreślić, że na tle
europejskiej literatury dotyczącej strojów ludowych jest to jedyna tego rodzaju
publikacja, nie licząc opracowań łużyckich, uważanych także za formę atlasu,
lecz o zupełnie odmiennym charakterze i założeniach (Reinfuss, 1962; Kutrzeba-Pojnarowa,
1979). Autor zbiorowej monografii nie byłby w stanie ani
zebrać, ani opublikować takiego zasobu materiałów, jakie w sumie w 32
zeszytach Atlasu Polskich Strojów Ludowych ujrzały światło dzienne. Trudno
zresztą na temat strojów ludowych mówić o jakimś wzorcowym opracowaniu
i narzucić autorom taki, czy inny model. W swych publikacjach odpowiadają
oni albo na zapotrzebowanie społeczne, często domagające się praktycznych
wskazówek co do wyglądu strojów (Manugiewicz, 1951) i możliwości ich
rekonstrukcji, albo na coraz to nowe pytania, które stawia przed badaczami
rozwijająca się nauka. Tym samym poszerza się pole widzenia nasuwające
nawet konieczność współpracy z innymi dyscyplinami: językoznawcami, gdy
chodzi o terminologię, etymologię, genezę; z historykami
- gdy chodzi
o konfrontację konkretnych przykładów i form stroju z czasem ich użytkowania i powstania; z historykami sztuki - gdy chodzi o modę i analogie
z modelami oraz wzorami charakterystycznymi dla warstwelitamych
panującego okresu w sztuce; z socjologami - gdy chodzi o mechanizmy i prawa
odgrywające rolę w strukturze społecznej; z historykami gospodarki - gdy
chodzi o formy gospodarowania i gospodarkę surowcami oraz konsumpcję
(Tumau, 1986); geografami - gdy chodzi o miejscowe warunki naturalne.
Poszerzone pole badawcze dostarcza coraz to nowych tematów (Kutrzeba-Pojnarowa, 1976), a wraz z nim wzbogacają się także, za pośrednictwem
nauk pokrewnych, metody pracy. Ich dobór zależy od celu i opracowywanej
problematyki. Nadal więc obserwuje się niemal tradycyjny opis zjawisk, ich
analizy i porównania, poszukiwanie wzorów i kierunku wpływów oraz
historyczne spojrzenie na zmiany zachodzące w czasie i przestrzeni (Tumau,
1974; 1991), określanie regionalnej, czasem nawet narodowej specyfiki i właściwości (Kowalska-Lewicka, 1976; Kamocki, 1976; Tumau, 1977), odrębności
i podobieństw. Ostatnio zwraca się także uwagę na społeczne uwarunkowania
i zróżnicowanie, odzież codzienną, roboczą (Tumau, 1994), funkcje oraz rolę
w kulturze (Kantor, 1982), symbolikę i znakowy kod jako jeden ze sposobów
porozumiewania się użytkowników ludowej odzieży i strojów (Kantor, 1979).

�204
Warto podkreślić, że poszerza się przy tym widzenie całokształtu problematyki
w kontekście ogólnie panującej mody i sposobu ubierania się pozostałych
warstw społecznych.
Reasumując, dorobek polskiej nauki, zwłaszcza etnologii, w zakresie
odzieży i stroju ludowego w Polsce na tle stanu badań w innych krajach
Europy wcale nie jest gorszy. Zawdzięczamy to zainteresowaniom różnych
specjalistów oraz wydawnictwom Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego,
"Polskiej Sztuce Ludowej", jak też niektórym muzeom podejmującym tematyczne edycje i wystawy oraz innym jeszcze publikacjom. Na przestrzeni ponad
dwustu lat badacze podejmowali wieloraką problematykę, i jeśli jej w niektórych przypadkach nie pogłębiali, to przynajmniej sygnalizowali. Sięgali
nawet do sąsiednich krajów i pokrewnych grup plemiennych (Dobrowolska,
1947; 1948; 1951; Bednarczuk, 1982) aby poznać i przybliżyć pewne podobne
lub odmienne treści związane ze strojami. Wprawdzie odmiany regionalne nie
wszędzie w Polsce zostały uchwycone i brak albumowego oraz syntetycznego
opracowania, co jest wynikiem różnych przyczyn i bez wątpienia stanowi
poważny mankament, jednak może to tłumaczyć fakt, że nie wszędzie
odrębności regionalne zdołały się wykształcić i nie wszystkie źródła zostały
dostatecznie wykorzystane. Toteż taki stan rzeczy rysuje nowe zadania
i perspektywy na przyszłość oraz konieczność dalszych poszukiwań i opracowań naukowych.
BIBLIOGRAFIA
Bartkiewicz Magdalena
1979
Polski ubiór do 1864, Ossolineum, Wrocław.
Bazielich Barbara
1968
Moda w strojach regionalnych tematem wystawy na Śląsku, "Polska Sztuka Ludowa"
nr 3, s. 112-120.
1973
Złote hafty w tradycyjnej odzieży na Śląsku, "Rocznik Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu. Etnografia" z. 6.
1975
Stroje regionalne, w: Zabytki ludowej kultury na Śląsku i w Częstochowskiem, pod red.
B. Bazielich, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu, S, 48 - 65.
1977
Moda w strojach regionalnych, Katalog wystawy, Biuro Wystaw Artystycznych,
Katowice.
1982
Ubiory dziecięce od XVIIl do pocz. XX wieku. Katalog zbiorów muzeów polskich,
"Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Etnografia" z. 7.
1988
Śląskie stroje ludowe, Śląsk, Katowice.
Bednarczuk Alicja
1982
Reliktowe formy ubioru Bałtów, "Lud" t. 66, s. 179 - 194.
Blachowski Aleksander
1972
Stroje płockie w świetle źródeł XIX
wieku, "Rocznik Muzeum Mazowieckiego
w Płocku" z. 3, s. 5 - 94.
Blotnicki Tadeusz
1930
Zarys historii ubiorów z uwzględnieniem haftów i tkanin, Kraków.

�205
Bogatyński Władysław
1957

Elementy

mu/opolskich

źródłowych

Bruckner Aleksander
1937 - 1939 Encyklopedia
Burszta Józef
1974

"Polska

Sztuka Ludowa"

w świetle materia/ów
nr 3, s. 159-166.

Trzaska,

Evert, Michalski,

Warszawa.

strojów

(XVI-XVII!),
staropolska,

KullUru ludowa

-

kultura

ludowych

narodowa,

mieszczan

i chłopów

Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa.

Bystroń Jan Stanisław
1922

Bibliografia

1934

Typy

Chmielińska
1930

etnografii

ludowe

polskiej,

J. P. Norblina,

Kraków.
Muzeum Etnograficzne,

Kraków.

Aniela
Księżacy

i ich strój,

Polska Macierz Szkolna, Warszawa.

Cholewa Mieczysław Czcibor
1946

Stroje

ludowe

ziemi

sądeckiej.

Rozwój

stroju

ludowego

i jego

zasięgi

terytorialne,

"Lud" t. 36, s. 256 - 279.
Dobrowolscy Agnieszka I Tadeusz
1936
Strój, hafi i koronka
w województwie
śląskiem,
Polska Akademia Umiejętności,
Kraków.
Dobrowolska Agnieszka
1947
Strój Jacków
Jab/onkowskich,
"Prace i Materiały Etnograficzne"
t. 7, Lublin ~ Kraków, s. 1-37.
Strój ludowy na Łużycach,
Uniwersytet JagiellOllski, Kraków.
1948
Ikonografia
/rufowej odzieży zachodnio-słowiańskiej,
"Pamiętnik Słowiański", Kra1951
ków.
Dolouche D.
1985
F. /l. Lalaisse
- de la Bretagne et autres contnies, Brest, Paris.
Fischer Adam
1926
tud polski, Ossolineum, Lwów, s. 95-101 (Odzież).
1934
Etnografia
Slowiwlska.
Polacy,
Książnica Atlas, Lwów-Warszawa,
s. 160-166
(Odzież).
Frankowski Eugeniusz
1928
Sukmany
ludu polskiego,
Warszawa.
Fryś-Pietraszkowa Ewa, Kunczyńska-Iracka
Anna, Pokropek Marian
1988
Sztuka ludowa w Polsce, Arkady, Warszawa, s. 134 - 171 (Strój).
Gajek Józef
1954
Metodyka monograficznego
opracowywania
strojów ludowych, "Lud" t. 41, s. 797 - 805.
Gawełek Franciszek
1914
Bibliografia
ludoznawstwa
polskiego,
PAU, Kraków.
Gądzikiewicz Witold
1926
Strój górali podhalańskich
pod względem higienicznym,
Gebethner i Wolf, Warszawa.
Gerson Wojciech
1855
Ubiory ludu polskiego,
Warszawa.
Glapa Adam
1960
Ubiór chłopski, w: KullUra ludowa Wielkopolski,
pod red. 1. Burszty, t. 1, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, s. 497 - 561.
Gloger Zygmunt
1900
Encyklopedia
staropolska
ilustrowana,
P. Laskauer, W. Babicki, Warszawa.
Główczewska Irena
1955
Ubiory w obrazach Canalella,
"Biuletyn Historii Sztuki" R. 17, z. 2, s. 208 - 233.
Goldstein Henryk
1903
Szewc - krawiec w ustach ludu, "Lud" t. 9, s. 186-187.

�206
Gołębiowski
1831

Łukasz
Ubiory w Polsce od na;dawniejszych czasów aż do chwil obecnych (sposobem
dykcjonarza ułożone i opisane), Kraków.
Opowiadanie o ubiorach. zwyczajach i ob}'czajach ludu polskiego, Józef BendsdorlT,
1863
Kraków.
Grabowski Józef
1977
Sztuka ludowa, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa, s. 296-316 (Hafty
i stroje).
Grodecka Zofia
1986
St.roje ludowe w dawnym i współczesnym Poznaniu, Muzeum Narodowe, Poznań.
Gutkowska Maria
1932
Historia ubiorów, t. 1- 2, Lwów- Warszawa.
Gutkowska-Rychlewska
Maria
1968
Historia ubiorów, Ossolineum, Wrocław.
Haft i zdobienie ...
1955
Haft i zdobienie stroju ludowego, Wydawnictwo Sztuka, Warszawa
Hermanowicz-Nowak
Krystyna
1976
Odzież, w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. I, pod red. M. Biernackiej
i in., Ossolineum, Wrocław, s. 379-405.
SIan badań nad strojem ludowym w Polsce. Próba oceny dotychczaso .•••.
ych osiągnięć,
1977
"Polska Sztuka Ludowa" nr l, s. 3 - 8.
HolT Bogumił
1888
Lud cieszyński, jego wła.fciwo.fci i siedziby. Obraz etnograficzny, Wydawnictwo M.
Areta w Warszawie, Warszawa.
Jacher- Tyszkowa Aleksandra
1975
Grafika polska X l X wieku jako źródło do badali nad strojem ludowym, "Polska Sztuka
Ludowa" nr 4, s. 199-224.
Jackowski Aleksander, Jarnuszkiewiczowa Jadwiga
"Po/ska Sztuka Ludowa", Spis tre.(:ci za lata 1947 -1962 (dodatek).
1962
Jaśkiewicz Aleksander
Rysunki Adriana Głębockiego źródłem do poznania X l X -wiecznego stroju ludowego,
1976
.,Polska Sztuka Ludowa" nr l, s. 43 - 46.
Kamocki Janusz
1976
Przyczyny rozpowszechniania się ubioru krakowskiego jako stroju narodowego, "PoIska Sztuka Ludowa" nr 2, s. 75 - 78.
Kantor Ryszard
1979
Rec.: A. Jacher-Tyszkowa, Strój kielecki. Atlas Polskich Strojów Ludowych, Wrocław
1977, "Polska Sztuka Ludowa" nr l, s. 56 - 57.
1982
Ubiór - strój - kostium, Uniwersytet Jagielloński, Kraków.
Karwieka Teresa
w druku
Uhiory ludowe w Polsce, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław.
Kitowicz Jędrzej
1840
Opis obyczajów za panowania Augusta III, (Wydanie: Ossolineum, Wrocław 1951).
Kolberg Oskar
1865 - 1910 Lud. Jego zwyczaje. sposób życia. mowa. podania, przysłowia. obrzędy, gusła, zabawy.
pieśni. muzyka i tańce, Warszawa, Kraków.
Kosiński Władysław
1903
Szewc - krawiec w ustach ludu, "Lud" t. 9, s. 59 - 64.
Kostiumy tealralne ...
1952
Kostiumy teatralne z XVI, XVII. i XVIII w. z wymiennych czę.ki, Centralna Poradnia
Świetlicowa, Warszawa.

�207
Kotula Franciszek
1954

Poszukiwanie

Kowalska-Lewicka
1976

melryk

dla stroju

Muzeum

ludowego,

w Rzeszowie, Rzeszów.

Anna

Ludowy

slrój

krakowski

-

strojem

"Polska

narodowym,

Sztuka Ludowa"

nr 2,

s.67-74.
Kowecka Elżbieta
w: Historia KultlIry
Wrocław, s. 386 - 423.
Kutrzeba-Pojnarowa
Anna
1978

Odzież,

1964

Stan

J976

Uhiór

ludowy

jako

wyraz

w PO/SCI' od

"Polska

i tkaniną,

hadQli nad strojem
i strój

Marerialnej

poziomu

1795 -1870,

Sztuka Ludowa"
produhji.

pozycji

t. 5, Ossolineum,

nr 4, s. 210 - 219.
i upodobań

społecznej

Sztuka Ludowa" nr l, s. 3 - 4.
Rec.: SerbskI' narodne drastwy. Sorhische Volkstrachten,
Bautzen 1976, 1976, 1977,
1978, "Polska Sztuka Ludowa" nr 2, s. 121.

estetycznych

1979

jego

nosicieli

i wytwórców,

"Polska

Lipiarz Zofia
1978

Raciborski

strój

Muzeum w Raciborzu,

ludowy,

Racibórz.

Łoziński Wladysław
1907

Życie

w dawnych

polskie

wiekach,

Wydawnictwo

Literackie,

Kraków

J964.

MaJewski Bronislaw
1904

Próba

charakterystyki

ubiorów

"Wisła" t. 18, s. 285 - 322, 439 -469.

ludowych,

Malicki Longin
1936

Zarys

kullUry materialnej

grirali śląskich,

Muzeum Śląskie w Katowicach,

Katowice,

s. 53 - 61 (Odzież)
Lucjan

Malinowski
J877
Zarysy życia
Manugiewi\:z-Żołna Jan
1951

Polski

SI rój ludowy,

J954
Polskie
Matejko Jan
1901

Ubiory

Matuszkówna
1931

ludowego

stroje

ludowe.

na Szląsku,

Ateneum,

Warszawa.

"Wiedza i Życie" z. IJ, s. 930-950.
Teka rycin, Łódź.

od 1200 do 1795. wyd. 2, Wierzbicki

w Polsce

i S-ka, Kraków.

Stanisława
Zdobnictwo

kobiecego

stroju żywieckiego,

Polska Akademia Umiejętności, Kraków.

Mączyński Józef
1858

z okolic

Wlo.\'cianie

Krakowa,

Kraków.

Moszyński Kazimierz
1929

KullUra

1938

Geoqra/lc:zne

ludowa

Kuryera
N ad rzeką
1965

t. I, Polska Akademia Umiejętności, Kraków, s. 425-438.

Słowian,

zróżnicowanie

Codziennego,

odzieży

Kraków,

ludowej

w Polsce.

w: Kalendarz

Ilustrowanego

s. 68 - 77.

Ropą ...
Nad rzeką

Ropą. Zarys

Wydawnictwo
Noss Aago(
J970
Johannes

ku/tury

Literackie,

Flintoes

1973

Joachim

Frichs

1981

Adolph

Tiden/und

ludowej

powiatu

gorlickiego,

pod red. R. Reinfussa,

Kraków.
Det Norske Samlaget, Oslo.
Der Norske Sarnłaget, Oslo.
han n/ocme, Universitets forlaget, Oslo.

draktakrareltar,

draktakvarellar,
oq jólk

Pieniążek Józef
1934
O ginącym stroju Ludowym i ostatnich jego wytwórcach,
"Wierchy" t. 12.
Pol Wincenty
1851
Prace z etnogra./li północnych
stoków
Karpat,
Archiwum Etnograficzne,
Wrocław 1966, s. 110-114,145-148.

PTL,

�208
Polaczek

Stanisław

1892

Poniatowski
1932

Radzikowski
1879-1899

Wieś Rlldawa.

Lud, jego

zwyczaje,

obyczaje,

ubrz~dy,

piosenki,

puwiastki

i zagadki,

Warszawa.
Stanislaw
Etllogr(j(ra

w: Wiedza

Polski,

a Polsce,

l. 3, Warszawa, s. 248 - 253 (Odzież).

Eliasz Walery
Ubiory

i

w Polsce

od IX -XV

sąsiadów

II

w., Kraków.

Reinfuss Roman
1950

i kwestionarillsze

Instrllkcje

dla badaczy

llldowej, "Polska Sztuka Ludowa" nr

kllltllry

1- 6, s. 88 - 92.
1951

Wytwórcy

ludowych

lIbiorów w Karpatach

polskich,

"Polska Sztuka Ludowa" nr 1-2,

s. 19 - 36.
lllduwe na p/ótllie, PIW, Warszawa.
w sprawie materia/II ilustracyjnego dla Atlasu Pulskich Strujów Ludowych,
"Lud" t. 41, cz. l, s. 806-807.
1962
Rec.: Łużycki atlas strojów ludowych, "Polska Sztuka Ludowa" nr I, s. 56.
1965
Strój Łemków, w: Nad rzeką Ropą, Wydawnictwo Literackie, Kraków, s. 195-210.
Reinfuss Roman, Świderski Jan
1960
Sztuka
llldowa w Polsce, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
Rosen-Przeworska
Janina
1953
Z zagadnień renesansowego
ubiorll llldowego, "Polska Sztuka Ludowa" nr 4 - 5,
s. 257 - 280.
O ubiorze chłopskim od XIlT wieku do renesansu, ,.Polska Sztuka Ludowa" nr 2,
1954
s. 79 - 99.
1958
Rec.: Atlas Polskich Strojów Ludowych, "Lud" t. 43, s. 338 - 344.
Rostworowska Magdalena
w druku
Stroje llldowe na Dolnym ŚląskII. Katalog
zbiorów
Muzeum
Etnograficznego
we
Wroc!awiu,
Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Wrocław.
Ruszel Krzysztof

J953
1954

1976

Polskie

druki

Instrukcja

Tematy

ludowe

wystawy

w akwarelach,

ze zbiorów

rysunkach

Muzeum

i grajice

Okr~goweg()

w

X I X i pocz.

Rzeszowie,

X X wiekII. Katalog

Muzeum

w Rzeszowie,

Rzeszów.
Seweryn Tadeusz
1929

Kaszubskie

1930

Parzenice

1966

Ubiór

i nowe hafty wdzydzkie,
"Lud" t. 28, s. J 7 - 39.
Muzeum Etnograficzne, Kraków.
1450 -1650, "Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie"

złotogłowie
góralskie,

chłopski

l. I,

s.9-74.
1974
Stattlerówna

Historyczne

rodowody

Etnograficznego
Maria

niektórych

w Krakowie"

polskich

strojów

luduwych,

"Rocznik

Muzeum

t. 5, s. 17 - 30.

1902
Hafciarstwo
ludowe w okolicach
Ojcowa, "Wisła" R. 16, s. 44-56.
ludowe w Polsce ...
w druku
Stroje ludowe w Pol.~ce w fotogramach
Stanisława
Gadomskiego,
wstęp B, Bazielich,

Stroje

Fundacja
Strój

i tkanina
1972

Kultury

Wsi, Warszawa.

ludowa ...
Strój

i tkanina

llldowa

Mazowsza

w Płocku" z. 3.
Szewczyk Zdzisław
1971
Strój ludowy, w: Monografia
s. 171 - 211.
Świeży Janusz
1954

Stroje

ludowe

Lubelszczyzny,

powiatu

Płockiego,

"Rocznik

myśleniekiego.

Wydawnictwo

Ziemia

Muzeum

myślenicka,

Sztuka, Warszawa.

Mazowieckiego

t. 2, Kraków,

�209
Świętek Jan
1892
Lud nadrabski (od Gdowa po Bochnię), Kraków.
Tetmajer Włodzimierz
1904, 1909 Ubiory ludu polskiego, Komisja Antropologiczna Akademii Umiejętności, Kraków.
Turnau Irena
1966
Źródła ikonograficzne do nowożytnej historii produkcji i konsumpcji. Próba klasyfikacji, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" nr 1, s. 49 - 64.
Kultura materialna Oświecenia w rycinach Daniela Chodowieckiego, Ossolineum,
1968
Wrocław.
Moda a odzież - zmienność i długie trwanie, "Kwartalnik
Historii Kultury
1974
Materialnej" nr 1, s. 87 - 99.
Wpływ szlacheckiej i mieszczańskiej odzieży na polski ubiór ludowy w XVI - X IX
1977
wieku, "Polska Sztuka Ludowa" nr 2, s. 67 -78.
Gospodarcza i społeczna historia odzieży. Siódma koriferencja Fundacji Pasolda
1986
w Londynie 18-20 września 1985, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" nr l, s.
180 - 182.
Ubiór narodowy w dawnej Rzeczypospolitej, Instytut Historii Kultury Materialnej
1991
PAN, Warszawa, s. 99 - 132 (Odzież chlopska).
History of dress ill central and eastern Europe from the sixteenth to the eighteenth
1991
century, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN, Warszawa.
European occupational dress, Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa.
1994
Tyrowicz Ludwik
Podstawowe wiadomości z dziejów ubioru, Centralny Zarząd Szkół Artystycznych,
1957
ł,ódź.
Udziela Seweryn
1925
Pasy srebrne, "Lud" t. 24.
1930
Ludowe stroje krakowskie i ich krój, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Kraków.
1932
Ubiory ludu polskiego, PAU, Kraków.
1936
Ho,liy kurpiowskie, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Kraków.
Wójcik Adam
1965
Strój Pogórza II, w: Nad rzeką Ropą, Kraków, s. 175-194.
Zborowski Juliusz
1930
Moda i wieś góralska, "Ziemia" nr 19.
Zieńkowicz Leon
1841
Struje ludu polskiego, Paryż.
Żygulski Zdzisław
1974
Somatyczne i semiotyczne uwarunkowanie mody ubiorów, "Kwartalnik
Historii
Kultury Materialnej" nr 1, s. 107 - 112.

Barbara Bazielich
THE STUDY OF FOLK

CLOTHES

AND COSTUMES

IN POLAND

(Summary)
Even though Polish folklorists have not written any monograph or prepared any album of
folk costumes, the problematic of folk clothing have been considered and recognized as important
for more than two hundred years not only by folklore scholars, ethnographers or artists, but also
by historians, geographers, sociologists, historians of costumes, and representatives of other
14 -

Lud I. LXXVIII

�210
disciplines. Their texts - articles of varying length - have been published in scholarly journals
and more popular magazines, in the monographs of some regions, in separate volumes or in studies
on folk culture and art. The earliest publications were mostly collections of graphics and color
plates as weJl as descriptions of whole costumes or their elements. They emphasized the form of
costumes, their arrangement, colors, ornaments, type of fabric and differences related to sex, age,
and specific use. After some time scholars have been also specified archetypes and common and
differentiation features of Slavs as well as regional identities. Although at the turn of the century
various authors noticed also other aspects of folk costumes, e.g. their makers, fashions, hygiene or
the relations to clothing of other social groups, such subjects were examined very rarely. Only after
World War II the problematic of research has considerably expanded, including, in particular, the
issues stemming from social differentiation and changes in time. Such progress was inspired by the
project of the Polish Ethnological Society to publish the At/as of Polish Fo/k Costumes in the form
of monographic fascicles about individual regions, and by the Section of Folk Art of the State
Institute of Art, later transformed into the Institute of Polish Art of the Polish Academy of
Sciences, which registered the artifacts of folk culture all over the country. Thanks to all that, both
the field of research and scope of topics have expanded, thus also - due to influcnces from related
disciplines of scholarship - enhancing the methods of studying folk costumes.
Trans/.

M. Wilczyński

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10257" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10235">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9c0da7c7ee8edb83871fc849a6fd2df5.pdf</src>
        <authentication>8f2ded53c7b7cfca5e0ef4f08c93af56</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121963">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1887</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121964">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121965">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121966">
                <text>Gajek, Józef (1907–1987)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121967">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1750</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121968">
                <text>Zarys działalności naukowej i dydaktycznej prof.dra Józefa Gajka/ LUD 1985 t.69</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121969">
                <text>LUD 1985 t.69, s.23-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121970">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121971">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121972">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121973">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121974">
                <text>Jubileusz

prof.

dra

Józefa

23

Gajka

Lud, t. 69, 1985
BARBARA
BAZIELlCII
Katedra Btnografi.i
uniwersytetu
Wrocławskiego

ZARYS DZIALALNOSCI
NAUKOWEJ
I DYDAKTYCZNEJ
PHOF. DR JOZEFA GAJKA
Profesor Józef Gajek znany jest jako doświadczony
i doskonały
dydaktyk, wytrawny
naukowiec oraz niespożytej
energii organizator
życia
naukowego. Ktokolwiek
jako uczeń miał okazję chociaż raz uczestniczyć
w jego zajqciach akademickich
przyzna,
że angażował
się w nie bez
r€szty, rozbudzając
horyzonty myśli słuchaczy, wciągając ich w dyskusję
lub naprowadzając
na drogę twórczych koncepcji i realizacji. Swoją osobowością wzbudzał u uczniów szacunek, czasami lęk, a nierzadko
nClstrój
pogody i humoru.
Swoją drogę dydaktyczną
i naukową
rozpoczął po zakończeniu
studiów w 1930 r., najpierw
jako profesor polonista w Państwowym
Gimnazjum we Lwowie i niemal równocześnie
jako asystent Adama Fischera
w Uniwersytecie
Jana Kazimierza,
gdzie również w niedługim
czasie, tj.
po 4 latach, uzyskał dyplom doktora nauk humanistycznych.
Do wybuchu
drugiej
wojny światowej,
po rezygnacji
z nauczania
\v gimnazjum,
angażuje
się do pracy Instytutu
Bałtyckiego
w Gdyni
i Instytutu PomoI'zoznawczego
w Toruniu, a w końcu przyjmuje
funkcję
dyrektora
Instytutu
Ziem Południowo-Wschodnich
we Lwowie. Wtedy
też zarysowują się kierunki jego zainteresowail
badawczych,
które z czasem poszerzał i pogłębiał, lecz nigdy z nich nie zrezygnował
i które zapewne uzna{~ można za inspirację dalszych badawczych
i naukowych
jego
poczynań.
Zainteresowania
te dotyczyły
problemów
etnicznych
na pograniczu
polsko-gdańskim,
etnicznego oblicza Wielkiego Pomorza oraz strojów ludowych na tym obszarze, elementów bałtyckich
i skandynawskich
na obszarach Wielkiego Miasta Gdańska, co ostatecznie
znalazło odbicie w publikacjach. Poza tym długotrwały
pobyt na terenach Polski południowej
i lat pracy na Pomorzu dostarczyły
mu materiałów
dla szerszych opracowań, z których wówczas na czoło wysunęły się: problemy etniczne i narodowościowe na Podolu (1937), zarys etnograficzny
Podola obejmujący
kulturę materialną
(1939, 1947) oraz etnografia Kaszub. Z wcześniejszych
opracowań na osobną uwagę zasługuje
Kogut w wierzeniach ludowych
(1934).

�24

Jubileusz

prof.

dra Józefa

Gajka

Druga wojna światowa przerywa jednak tok dotychczasowych intensywnych prac badawczych i edytorskich, aczkolwiek prof. Gajek, pomimo podejmowania różnych dorywczych zajęć zapewniających byt i przetrwania, nie wyłącza się całkowicie z naukowych poczynań. Dowodem
tego jest fakt, że już w 1945 r. haibilituje się. Także z chwilą oswobodzenia Lublina, podejmuje w 1944 r. zajęcia d~daktyczne na Katollckim
Uniwersytecie Lubelskim, a w dwa lata później równitż zajęcia na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej, gdzie pozostaje do 1951 r. Od paru
lat jest już wówczas profesorem nadzwyczajnym i spod swej naukowej
opieki wypuszcza pierwszych magistrantów. Do nich należeli, nieżyjący
już dzisiaj: Tadeusz Delimat, Janusz Optołowicz i Mirosława Jastrzr~bska
oraz 13 innych osób, z których część później doktoryzował.
OkH~s pobytu na Lubelszczyźnie znajduje wyraz w tematyce badawczej i wydawniczej. Z ważniejszych opracowań wymienić tutaj należy.
budownictwo ludowe w wojewó.dztwie lubelskim, przemysł ludowy w
województwie lubelskim i rzeszowskim oraz opracowanie dotyczące struktury etnicznej Łemków (1946).
W 1951 r. prof. Gajek przenosi się na Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pomimo krótkiego tutaj pobytu, zdążył dopr~)wadzić do dyplomu magisterskiego paru studentów.
Po dwu latach prof. Gajek prZ€nosi się do Wrocławia, gdzie osiada na
stałe i przebywa do chwili obecnej. Tutaj obejmuje kierownictwo Katedry Etnografii Ogólnej i Słowian w Uniwersytecie im. Bolesława Bieruta i pełni kolejno funkcje prodziekana i dziekana na Wydziałe Filozoficzno-Historycznym.
Z Uniwersytetem Wrocławskim związany był do
1967 r., poczem ciężar energii skierowuje na prace organizacyjne i wydawnicze Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, z którego łona wyrasta
koncepcja "Polskiego Atłasu Etnograficznego", przekształconego z czasem
w Zakład IHKM PAN, na czele którego staje nasz Jubilat. Jego zaangażowanie w sprawy i prace PTL, którego czlonkiem jest od 1926 r., datuje się jeszcze z czasów lubelskich, we Wrocławiu jednak nabrały
pełnego rozmachu i systematyzowania podj~tych ]wncepcji. Na tym t12
rodzą się zainteresowania i opracowania dotyczące metodyki badaiJ, jak:
metoda retrogresywna w etnografii polskiej, metodyka rnonograficznego
opracowania strojów luowych jako sugestia realizacji zeszytów "ALlasu
Polskich Strojów Lu1dowych", ankiety do badań roślin jadalnych i leczniczych o,raz liczne kwestionariusze do badań terenowych, np. nad hodowlą i rolnictwem, uprawami niektórych roślin, budownictwa, transportu i komunikacji łądbwej, nadto innych jeszcze wybranych zagadnień z zakf'esu kultury materialnej, społecznej i duchowej, np. przemysłu wiejskiego i małomiasteczkowego, zwyczajów, obrzędów i wierzel1.
Do badań tych zapała i angażuje swoich :,1;udentów i magistrantów,

�Jubileusz

prof.

dra Józefa

Gajka

25

których liczba wzrasta do 44 osób, a od 1959 r. poszerza się o grupę doktorantów.
Prowadzą
je również, zgodnie z siatką "Polskiego Atlasu Etnograficznego"
także różni inni baidacze z terenu całej Polski. Krąg zatem współpracowników
znacznie się rozszerza i równocześnie
zacieśnia
więzy naukowych
kontaktów,
również
z ośrodkami
uniwersyteckimi
i akademickimi
różnych krajów europejskich.
Należy przy tym zwrócić
uwagę, że dużą pomocą we wspomnianych
poczynaniach
służyła zawsze
żona Pana Profesora,
dr Olga Gajikowa, pracująca
również w Katedrze
Etnografii i udzie lająca się energicZ'l1ie w PTL.
Pomimo przejścia
na emeryturę
(1971 r.), prof. Gajek nadal otacza
opieką młodych adeptów nauki i chętnie dJpomaga
im w awansowaniu
stopni naukowych.
Swoje dydaktyczne
i naukowe doświadczenia
przejawiał nic tylko w zorganizowaniu
katedry
etnografii
w Uniwersytecie
Marii Curie Skłodowskiej
w Lublinie, czy opracowaniu
skryptu z zakresu
Socjologii ogólnej (Lublin 1946), ale na życzenie Minist(~rs1wa S2'Jkolnictwa
Wyższego w 1951 r. sformułował
także "Plan i program
studiów z zakresu etnografii".
Można zatem śmiało powiedzieć,
zgodnie z opinią innych profesorów etnografii,
że w swoim czasie walnie przyczynił
się do
rozbudowy studiów etnograficznych
w Polsce.
Równocześnie
na pod!kreślenie zasługuje
fakt, że wszyscy z jego 16
doktorantów
związani są z działalnością
naukową
i zajmują
liczące się
na tym polu stanowiska. Świadczy to niezbicie o wielkim wpływie osobowości nauczyciela
na swoich uczniów, a także o niemałej
sile jego oddziaływania
i włączania
ich w krąg potrzeb i problemtyki,
jakie stoje)
przed etnografią.
Swoim wychowankom
pozostawiał
przy tym żawsze
dużą swobodę wyoopu tematyki i wykazywał
zrozumienie
dla ich pracy
i wysiłku. Dzięki takiej postawie, poltrafił skupić przy sobie grupę stałych współpracowników
oraz wykształcić swoich następców.
Dostrzegając
liczne potrzeby
nauki, którą reprezentuje
prof. Gajek
dał tego wyraz w opracowaniu
pt. Tezy dotyczące
przedmiotu
i celu
etnogTaJii, a w ooniesieniu do Ziem Zachodnich i Północnych - artykuł
pt. Na marginesie programu badań etnograficznych
na Ziemiach Odzyskanych. W miarę jednak postępu prac w "Polskim Atlasie EtnografIcznym" i dzięki nagromadzeniu
ogromnych
materiałów
terenowych,
dających możliwość: mapowania
i porównywania
faktów, uwagę swą koncentruje następnie na problemach
etnogenezy,
przeprowadza
studia nad etnograficzną
regionalizacją
Polski, nad etnograficznym
zróżnicowaniem
obszaru Polski, bada elementy kultury
dawnych Prusów w kulturze
ludowej Warmii i Mazur (1962). Równocześnie
opracowuje
mapy podkładowe i mapy poszczeg6lnych
zjawisk kulturowych
oraz publikuje
artykuł
pt. Znaczenie kartografii etnograficznej
dla badait slawistycznych
w .h.:ietle prac nad Polskim Atlasem Etnograficznym.
Długa jest lista opracowań

�26

Jub,ileusz

prof.

dra

Józefa

Gajka

i publikacji autorS'twa prof. Gajka. W sumie jest ich około 120, nie licząc
autorstwa lub współautorstwa map PAE. Pu'blikacje jego ukazaiy się
w różnych wydawnictwach krajowych i zagranicznych. Z przedwojennych wymienić nał,eży: "Teatr Ludowy", "Wiadomości Literackie", "Wiek
Nowy", "Głos Polski''''', "Goniec Nadwiślański", "Rohotńik", "Teka Pomorska", a następnie "Lud", "AnnaIes UMCS", "Zaranie Śląskie",
"Przegląd Zachodni", "Przegląd Antropologiczny", "Prace i Materiały
Etnograficzne", "Etnografia Polski", "Studia z Dziejów Gospodarstwa
Wiejskiego", "Nauka Polska", "Z polskich Studiów slawistycwych", "Polski Słownik Biograficzny", "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej".
Puhlikował takż·e za granicą, np. w niemieckim "Vortrage der Beó'liner
I'agung", "Veroffentlichungen des Instituts fUr Deutsche Volksk'Jnde",
w rosyjskich: "Kratkije Soobszczenija", słowackim "Slovensky N{)l'oJopis". Poza tym swoje przemyślenia i wyniki badań referował na zorganizowanych przez siebie w kraju naukowych zjazdach i sesjach oraz na
międzynarodowych konferencjach i sympozjach: trzykrotnie w Mo&lt;;kwie
(1954, 1958, 1963). dwukrotnie w Sofii (1958, 1973) oraz w Pradze i Bratysławie (1956, 1973), w Berlinie (1955), w Belgradzie i Zagrzebiu (1958)
oraz w Stokholmie (1972).
Licząca się w świecie nauki pozycja Pana Profesora znajduje także
wyraz w licznych jego osobistych kontaktach z naukowcami z różnych
ośrodków w kraju i poza granicami. Dowodem uznania i szacunku dla
jego osoby i pracy jest chociażby zgłoszony przez panią Kovacevicovą
ze Słowackiej Akademii Nauk (SAV) referat oraz nadesłane listy i gratulacje z innych krajów.
Od wielu lat prof. Gajek redaguje, a także jest lub był członkiem
Komitetu Redakcyjnego różnych €tnograficznych edycji, przede wszystkim PTL, tj. Dziel wszystkich O. Kolberga "Prac i Materiałów Etn0graficznych", "Litera tury Ludowej", "Archiwum Etnograficzneg{)", "Ludu",
"Prac Etnc::;raficznych", "Atlasu Polskich Strojów Ludowych", "Polskiego Atlasu Etnograficznego", "Etnografii' Połskiej", "Demosu", gdzie publikuje swoje prace, recenzje opracowania innych autorów oraz zamieszcza prz€dmowy i wstępy od redakcji. Ponadto jest członkiem Rady Naukowej IHKM, Rady Naukowej Komitetu Antropologicznego i Komitetu
Slawistycznego PAN, członkiem Towarzystw Naukowych w Lublinie,
Poznaniu, Wrocławiu, a także Commission Internationale des Arts et
Traditions Populaires w Paryżu.
Nie sposób w krótkiej wypowiedzi przedstawić pełny dOTohekJubilata.
Na zakończenie można jedynie jego działalność scharakteryzować w paru
płaszczyznach, a to jako: naukowca i teorety'ka, badacza terenowego,
organiza:tora życia naukowego, dydakJtyka i wychowawcy, redaktora i wydawcy oraz społecznika.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10393" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10371">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1ffe8b3ca90ea225cf496771bf572d96.pdf</src>
        <authentication>9876c7f0e1582663b6be6ae72a0e5d0a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123597">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4465</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123598">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123599">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123600">
                <text>sztuka ludowa - badania</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123601">
                <text>Śląsk - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123602">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123603">
                <text>Współczesne kierunki rozwoju sztuki ludowej na Górnym Śląsku/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123604">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.3 ; s.155-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123605">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123606">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123607">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123608">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123609">
                <text>Barbara Bazielich

WSPÓŁCZESNE KIERUNKI ROZWOJU SZTUKI LUDOWEJ NA GÓRNYM ŚLĄSKU*
W rejonie w i e l k i c h a g l o m e r a c j i przemysłowych i k o n u r -

n y c h sprzedawców oprócz t o w a r ó w p r o d u k o w a n y c h f a b r y c z -

bacji stosunkowo młodych jednostek m i e j s k i c h sztuka l u ­

n i e , różnego r o d z a j u w y r o b y rzemieślnicze i rękodzielnicze.

d o w a t e g o t e r e n u z d a j e się pojęciom a n a c h r o n i c z n y m i n i e ­

Odrzucając

a k t u a l n y m . Jeśli j e s t m o w a o s z t u c e , k o j a r z y się o n a z p r z y ­

z p l a s t i k u i t p . , p o z o s t a n i e t y l k o garść w y r o b ó w noszących

m i o t n i k i e m „profesjonalna" — uprawiana zawodowo l u b —

ślady m i e j s c o w y c h t r a d y c j i r e g i o n a l n y c h .

jak

przyjmuje

Arnold

Hauser

—

popularna",

Jeśli p r z e k o p i e się e t n o g r a f i c z n e z b i o r y m u z e a l n e i l i t e ­

u p r a w i a n a a m a t o r s k o , n a szeroką skalę, r a c z e j n i e d l a z y s k u ,

raturę d o t y c z ą c ą s z t u k i l u d o w e j , okaże się, że n a Śląsku

a rozrywkowo,

do

1

„sztuka

z t e g o t z w . galanterię, m a s k o t k i , p r z e d m i o t y

d l a r e l a k s u , w y p r ó b o w a n i a własnych z d o l ­

ności i zamiłowań

artystycznych

oraz

akceptacji

niewy­

czasów I I w o j n y

światowej n i e przedstawiała się o n a

u b o g o i n i e c i e k a w i e . Posługując się ogólnie p r z y j ę t ą

syste­

b r e d n y c h i n i e w y r o b i o n y c h gustów r o b o t n i c z o - i n t e l i g e n c k i c h

m a t y k ą naukową, w y m i e n i ć należy w t y m w z g l ę d z i e nastę­

m a s społeczeństwa o p r z e c i ę t n y m p o z i o m i e i n t e l e k t u a l n y m .

pujące

jej dziedziny:

W

nianej

(formy

środowiskach t y c h z a c i e r a

się n a w e t

znaczenie

„ l u d o w y " w t r a d y c y j n y m jego r o z u m i e n i u j a k o

słowa

chłopski,

dachowe,
nictwo

m i a s t i w s i . I n t e g r a c j a rejonów p r z e m y s ł o w y c h w w i e l k i e

belek

okręgi r u g u j e t u t a j również pierwotną, rolniczą w i e ś , w p r o ­

obrzędową

wadzając n a t o m i e j s c e z u r b a n i z o w a n e osiedle o r o b o t n i c z y m

i

l u b robotniczo-chłopskim c h a r a k t e r z e .

wiechy,

wnętrz

mieszkalnych

stropowych,

(rozplanowanie,

Marzanna,

drew­

gaik,

szopki,

wieńce, różdżki), z a b a w k i

plastykę

gwiazdy,

kraszanki,

zdob­

ryzowanie

sprzęty, w y c i n a n k i , k w i a t y ) ,

(podłaźnice, choinki,

rekwizyty,

strukcje

w architekturze

i i c h k o n s t r u k c j a , wykończenia

o d r z w i a , z a c i o s y , m a l o w a n i e ścian, g a n k i ) ,

g d y ż z w y k ł o się g o już wiązać z rzeszą pracującej ludności

W świetle t e j s y t u a c j i zaciera f i ę t o , co t r a d y c y j n e , w y ­

zdobnictwo

budynków

palmy,

(ptaszki, k o n i k i ,

maski
maje,
kon­

zręcznościowe), p i e k a r n i c t w o , rzeźbę (w d r e w n i e ,

k o n y w a n o własnoręcznie, d l a własnych p o t r z e b i n a własny

w w ę g l u , u l e f i g u r a l n e ) , m a l a r s t w o ( n a desce, blasze, płótnie,

użytek, zgodnie z n a w y k a m i i p r z e k a z a m i m i n i o n y c h p o ­

szkle, papierze), m a l o w a n i e i d r u k o w a n i e t k a n i n , t k a c t w o ,

koleń i najbliższego kręgu seniorów: d z i a d k ó w ,

rodziców.

N a j d ł u ż e j u t r z y m u j e się p r z y t y m t z w . p r z e m y s ł

domowy,

zwłaszcza

t e n , który

społeczności

znalazł

wiejskiej,

reflektantów

i niektóre

poza

rzemiosła

kręgiem

w i e j s k i e , ze­

pchnięte ekonomiką większych i m n i e j s z y c h m i a s t w r e j o n y

II.

1. K a p l i c z k a

przydrożna, G i e b l o ,
woj. katowickie.

gm.

Ogrodzieniec,

peryferyjne.
W n o w y c h układach społeczno-gospodarczych i z a c h o ­
waniach

wynikłych

ze z m i a n y

struktury

zawodowej,

j e s t — ustępującego g ł ó w n e g o zajęcia r o l n i c z e g o
zatrudnienia robotniczego

to

n a rzecz

p o z a rodzinną wsią, w y ł a n i a się

p e r s p e k t y w a posiadania w o l n e g o czasu. Zdobycze

socjalne

w zakładach p r a c y o r a z świadomość możliwości i k o n i e c z ­
ności o d p o c z y n k u

po zawodowym

t r u d z i e dają

dużej s w o b o d y w y b o r u . O b o k więc c o d z i e n n y c h ,

poczucie
osobistych

zajęć w w a r u n k a c h u s t a b i l i z o w a n e g o już życia, k i e d y u w a g i
pracującego

n i e pochłania

n p . zainteresowanie

sportem,

w ę d k a r s t w e m , h o d o w l ą r y b e k c z y g o ł ę b i , g d y d c głosu d o ­
chodzą z a m i ł o w a n i a a r t y s t y c z n e ,

pozostałą część w o l n e g o

czasu poświęca się śpiewaniu w chórach, g r a n i u n a r ó ż n y c h
instrumentach,

występom

w

teatrach

amatorskich i na

e s t r a d z i e a l b o m a l o w a n i u bądź rzeźbieniu.
Te

kierunki

artystycznych

i

twórczych

poczynań

ukształtowała j o d n a k n i e t y l k o dzisiejsza rzeczywistość, lecz
t a k ż e u k ł a d y i w a r u n k i m i n i o n y c h okresów, j a k i e p a n o w a ł y
n a Śląsku. P o z o s t a w i ł y o n e p o sobie ślady w y n i k ł e b ą d ź t o
ze

specyfiki

z

istniejącej

konieczności

regionu

bogatego w złoża

mineralne,

bądź

aktualnie sytuacji politycznej,

mody,

życiowej

rozwiązania.

dyktującej

określono

bądź

Śladów t y c h jest bardzo w i e l e zarówno w f o r m i e m a t e r i a l ­
n y c h w y t w o r ó w , j a k i w p o s t a c i zachowań, n a w y k ó w , u p o ­
dobań i g u s t ó w o r a z t w ó r c z e j e k s p r e s j i . N a r a s t a ł y o n e n a
przestrzoni l a t . Podczas g d y jedne przetrwały p r a w i e n i e
z m i e n i o n e , j a k pieśni, tańce, i n n e wchłaniały n o w e treści,
przekształcając się l u b całkowicie zmieniając (niektóre w y ­
r o b y rękodzielnicze, rzemieślnicze), bądź toż d o p i e r o się r o ­
dziły

i powstawały

m a l a r s t w a ) . Obecnie

( n p . rzeźba w w ę g l u , niektóro
s p o t y k a się p o w s z e c h n i e

formy

na targach,

straganacłi, w s k l e p a c h pamiątkarskich c z y t e ż u i n d y w i d u a l ­

255

�a także, j a k w Zawierciańsko-Myszkowskiem — przydrożne
3

l u b cmentarne krzyże. W n o w y c h j e d n o r o d z i n n y c h , m u r o ­
wanych

domach,

przeważnie

jednopiętrowych,

0 standardowe l u b nieco zmodernizowane
kolorowych

tynków

spotyka

się

opartych

projekty,

nierzadko

w

obok

fasadach

błyszczące, s z k l i s t e , m o z a i k o w o ułożone w y k ł a d z i n y s z k l a n o
l u b c e r a m i c z n o , a w o wnękach b a l k o n ó w i g a n k ó w oprócz
z a m a l o w a n e g o n a j e d e n k o l o r tła, t a k ż e w y m a l o w a n e ścienne
o b r a z y , przedstawiające k r a j o b r a z y , r z a d z i e j

sceny

rodza­

j o w e . Oprócz z a b u d o w a l i g o s p o d a r s k i c h , w e w s p o m n i a n y c h
r e j o n a c h występują c o r a z częściej garaże z płaskimi, m e t a ­
l o w y m i b r a m a m i , stanowiącymi przeciwieństwo o z d o b n y c h ,
metalowych bram wjazdowych

i oparkanień. Składają

się

one n a całość g o s p o d a r c z e g o obejścia zarówno w o w s i a c h
z u r b a n i z o w a n y c h i osiedlach p o d m i e j s k i c h (Szopienice, M i e ­
c h o w i c e , Michałkowice, S i e m i a n o w i c e , R o k i t n i c a i w i e l o i n ­
n y c h miejscowości), j a k też t a m , g d z i e p r z y n a j m n i e j z p o ­
zoru

wieś

zachowuje

charakter

miejscowości

rolniczej.

W t y c h s a m y c h r e j o n a c h w skład całego obejścia wchodzą
również a l t a n y — l a u b y , stanowiące też i n w e n t a r z o g r ó d k ó w
d z i a ł k o w y c h , a j e g o uzupełnieniem są p o p u l a r n e g i p s o w e
k r a s n a l e , s a r e n k i i różne baśniow e p o s t a c i e k o l o r o w o m a l o ­
T

wane

i umieszczone

w widocznym

m i e j s c u n a grządkach

1 r a b a t a o h , urządzonych n i e r z a d k o w f o r m i e a l p i n a r i u m .
S t o s o w n i e d o zmieniających się f o r m i d e t a l u a r c h i t e k ­
t o n i c z n e g o kształtuje się z d o b n i c t w o wnętrz m i e s z k a l n y c h .
W

rejonach przemysłowych

zniknęły już p r a w i e

zupełnie

I I . 2. A k c e n t c o n t r a l n y w y s t a w y s z t u k i l u d o w e j i a m a t o r s k i e j w o j . k a t o w i c k i e g o w r a m a c h P a n o r a m y Х Х Х - l e c i a
W a r s z a w a , 1974 r . Orzeł z k o r o n e k k o n i a k o w s k i c h .

h a f t y , k o r o n k i , z d o b n i c t w o n a skórze ( p a s y , k i e r p c e , w y p l a ­
tanie

i aplikacje

n a kożuchach), z d o b n i c t w o

w

drewnie

( n a c z y n i a , ł y ż n i k i , f o r m y n a m a s ł o , narzędzia i p r z y r z ą d y
służące d o p r a c y , j a k przęślice, k o ł o w r o t k i , ś w i e c a k i ) , m e b l e ,
w y r o b y plecionkarskie, zdobnictwo w m e t a l u (okucia wozów,
sań, k r a t y , świeczniki, s t e r c z y n y
nictwo

dachowe,

k r z y ż e ) , złot-

( s p i n k i , n a s z y j n i k i , pierścionki, p a s y , g u z y ) ,

mika,

i n s t r u m e n t y muzyczno

trąby) .

Wszystkie

2

(gajdy,

te wyroby

piszczałki,

łączyły

się z

cera­

fujarki,

codziennym

ż y c i e m i p o t r z e b a m i i b y ł y w y n i k i o m bądź własnej w y t w ó r ­
czości

wyrosłej

chłopskiej,

z t r a d y c j i samowystarczalnej

przechodzącej

dzisiejszych,

bądź

w

nawyk

wytwórczości

niekiedy

skierowanej

gospodarki
do

czasów

głównie

do

odbiorcy wiojskiogo. Pewne z nich przejmowano jako spadek,
u ż y t k u j ą c , lecz n i e kontynuując n a d a l i c h p r o d u k c j i , i n n o
powtarzano, przerabiano, rozwijano, a nawet

znajdowano

dla nich n o w y c h nabywców.
T a k w i ę c , jeśli c h o d z i o architekturę drewnianą, p r z e ­
trwała

ona w

pojedynczych

nielicznych, zabytkowych
przykładach

w

rejonach

już,

przeważnie

przemysłowych

i w Cioszyńskiem, a t y l k o w B e s k i d z i e Śląskim d r e w n o m a
jeszcze z a s t o s o w a n i e j a k o matoriał b u d u l c o w y o b o k i n n y c h ,
u ż y w a n y c h współcześnie w b u d o w n i c t w i e . N o w o d r e w n i a n e
b u d y n k i n i e mają j e d n a k d a w n e g o w y s t r o j u i o l e m e n t ó w
z d o b n i c z y c h w y n i k a j ą c y c h b ą d ź t o z funkcjonalności f o r m ,
bądź z r a c j i k o n s t r u k c y j n y c h c z y też upodobań e s t e t y c z n y c h .
N10 o b s e r w u j e się t u n a w e t współczesnych t e n d e n c j i w t y m
k i o r u n k u , j a k t o m a m i e j s c e n a P o d h a l u , g d z i e dużą rolę
w

d e k o r o w a n i u olowacji odgrywają

układane w

ozdobne

podmurówki

n p . kamienie

rzeczno

i gankowe

filary. Na

Śląsku i w obrębie w o j e w ó d z t w a k a t o w i c k i e g o

(Rybnickie,

Tiirnogórskio, Zawierciańskie) funkcję t ę spełniają

obocnie

s t o s o w a n o n o w e m a t e r i a ł y b u d o w l a n o , zwłaszcza c o m o n t o w o
p u s t a k i , k t ó r y c h z e w n ę t r z n a ściana f o r m o w a n a j o s t w dość
masywno
z

nich

156

motywy

roślinne l u b g e o m e t r y c z n o .

podmurówki

domów

mieszkalnych,

Układa

się

oparkanień,

PRL

3

�I
sprzęty i r o z p l a n o w a n i e

spotykane w domach o tradycyj­

n y m , k o n s e r w a t y w n y m urządzeniu. Z chwilą
nienia

się

pojawiają
rzuty,

odbiornika

pralki,

lodówki,

się n o w o c z o s n e sprzęty i d e t a l e , j a k k i l i m y , n a ­

firany-

właśnie

telewizyjnego,

rozpowszech­

Ale

ręcznie

obok

robione

tego
story

nierzadkim zjawiskiem
do

są

okion, tzw. zazdrostki,

tutaj

tylko wyroby

amatorskiej
i

spopularyzowane,

W

rękodzielnicze wodług i n d y w i d u a l n e j ,

koncepcji,

zaakceptowano

a nawet wyrabiano

t y c h konwencjach,

z zachowaniem

przez

środowisko

n a szeroką
niokiedy

umiejętności i s p e c y f i k i r o z w i ą z a ń t e c h n i c z n y c h

skalę.

dawnych
oraz

po­

dobieństwa s u r o w c a mieszczą się również w y r o b y powstające

i szydełkowe, z białych n i c i , s z t y w n o w y k r o c h m a l o n e , z ażu­

s p o s o b e m d o m o w y m l u b rzemieślniczym,, choć n i e w s z y s t k i e .

rową falbaną — s e r w e t k i rozłożone n a k r o d o n s a c h , f o t e l a c h ,

W ś r ó d n i c h w y m i e n i ć należy w s z e l k i e g o t y p u i g l i c o w e b ą d ź

tapczanach.

szydełkowe f i r a n y zdobiące o k n a , g ł ó w n i e rejonów

Podobne

miejsce

znajdują

dekoracyjne

po­

przemy­

d u s z k i z w y m a l o w a n ą a l b o w y h a f t o w a n ą kolorową włóczką

słowych, w m i a s t a c h , n a przodmiościach, o s i e d l a c h i z u r b a ­

l u b w s t ą ż k ą ozdobą n a s t r o n i e e k s p o n o w a n e j . D o t o g o dodać

n i z o w a n y c h w s i a c h ; dalej w y r o b y

nałoży dość dużych rozmiarów o b r a z y o t e m a t y c e r e l i g i j n o j

nego t y p u kosze i k o s z y c z k i g o s p o d a r c z o i p a r a d n e , p r o d u k o ­

w s t y l u o l e o d r u k u , p o d k o l o r o w a n e j f o t o g r a f i i a l b o malowidła

w a n e n p . p r z e z ośrodek w S k o c z o w i e n a Śląsku Cieszyńskim,

wedle schematu naturalistycznego,

nierzadko

w O l z i e , g m i n a G o r z y c e , w Siołkowicach S t a r y c h i o k o l i c y ,

jaskrawych

temu

kolorach. Towarzyszą

pseudodekoracyjne
czej,

mniejszych

ozdoby masowej
prywatnych

niekiedy

i inne,

p r o d u k c j i rzemieślni­

zakładów

chałupniczych, p r o d u k o w a n e z k o l o r o w e g o
poliestrowej

o ckliwych,

fabrycznych

czy

p l a s t i k u , gąbki

i t p . , j a k n p . s z t u c z n e k w i a t y , p l a s t i k o w e ser­

na

Opolszczyźnio; p i e c z y w o

p l e c i o n k a r s k i e , t j . róż­

sprzedawano

okolicznościowo

(np. „na Mikołaja" o spocjalnej f o r m i e , p r o d u k o w a n e w B i e l ­
skiem,

Cieszyńskiem

albo

wyrabiano

na

Żywiecczyźnie)

p o różnych miejscowościach n a Śląsku n a o d p u e t a c h ,
n a c h , w czasie Mikołaja i B o ż e g o N a r o d z e n i a ;

festy­

wyroby ko­

w e t k i , l a l k i w rozłożystych k r y n o l i n a c h (siedzące n a t a p ­

walsko-ślusarskie, j a k b r a m y , o p a r k a n i e n i a , k r a t y i t p . S p o ­

c z a n i e l u b f o t e l u ) , czasem s z k l a n e f l a k o n y , złocone k i e l i s z k i

t y k a się j e n a t y l e p o w s z e c h n i e ,

l u b s z k l a n k i umieszczone

zostały j a k o współczesny w y t w ó r c o d z i e n n e g o u ż y t k u .

n a w i d o c z n y m m i e j s c u za w i t r y ­

n o w y m , szkłem.

że ogólnie

zaakceptowane

N o t o w a n a o d około piętnastu l a t m o d a n a s z y d e ł k o w e

C e c h y s z t u k i l u d o w e j , a właściwie p o p u l a r n e j c z y m a ­

firany

i krochmalone

serwetki, wykonywane

po

większej

sowej, bo p r o d u k o w a n e j nie w oparciu o przekazy t r a d y c j i

części w e d ł u g własnych, i n d y w i d u a l n y c h p o m y s ł ó w

a n i p o d względem d o b o r u surowca, a n i zastosowanej

tech­

c z o n y c h ze w z o r n i c t w e m p r o p a g o w a n y m p r z e z p i s m a k o b i e c e

połą­

n i k i , a n i m o t y w ó w z d o b n i c z y c h c z y k o m p o z y c j i , zachowują

( z a g r a n i c z n e żurnale, „ P r z y j a c i ó ł k ę " ) , n i e m a n i c wspólnego

I I . 3. S e r w e t k i szydełkowe, K o n i a k ó w , g m . I s t e b n a , w o j . b i e l s k i e . I I . 4. B l u z k a z k o r o n e k , w y k . w 1972 r . M . K u l e j
z Koniakowa.

157

�I I . 5. Zakładki d o książek z a d a p t o w a n y m h a f t e m b e s k i d z k i m , w y k . w 1964 r . H a f c i a r k i
z J a w o r z y n k i , g m . I s t e b n a , w o j . b i e l s k i e . I I . 6. F r a g m e n t t k a n i n y , w y k . w Spółdzielni
„ S z t u k a B e s k i d z k a " z C z e c h o w i c w g w z o r ó w z B e s k i d u Śl. I I . 7. S k a r p e t a góralska,
t z w . k o p y c a , I s t e b n a , w o j . b i e l s k i e . I I . 8. C z e r p a k i , w y k . w g d a w n y c h w z o r ó w w 1964 r .
F r . G l u z a , W i s ł a , w o j . b i e l s k i e . I I . 9. M i n i a t u r a s k r z y n i wałaskiej, w y k . w 1965 r .
Fr. Gluza.

z szydełkowymi

nicianymi koronkami z Koniakowa, gm.

I s t e b n a , gdzie od w i e l u l a t w oparciu o miejscowe
w y r a b i a się k o r o n k i , k t ó r e mają dziś s z e r o k i e

i owalne oraz i n n o , nowe f o r m y , dostosowane

do

potrzeb

tradycjo,

m i e j s k i e g o o d b i o r c y , j a k : kołnierzyki, rękawiczki, b l u z k i i t p .

zastosowanie.

W i ę k s z o ś ć n i e z r z e s z o n y c h k o b i e t w y k o n u j e i sprzedaje w y ­

Z e z n a n y c h i p r o d u k o w a n y c h n a Śląsku o d X V I I I w . k o r o n e k

r o b y szydełkowe n a własną rękę. Są o n e z białych i k r e m o w y c h

s z y t y c h , t i u l o w y c h , k l o c k o w y c h , a p o t e m igiełkowych i szy­

n i c i o bardziej l u b mniej m i s t e r n y c h m o t y w a c h i kompozycji,

d e ł k o w y c h , właśnie

a d a l s z y m k r o k i o m w t e j w y t w ó r c z o ś c i stały się w ł ó c z k o w e

jedynie

t e ostatnio przeżywają

renesans. I c h ośrodkiem j e s t wieś K o n i a k ó w w

swój

Beskidzie

d z i a n i n y w p o s t a c i : sweterków, s u k i e n , g a r s o n e k ,

czapek,

Śląskim, g d z i e w o p a r c i u o c h a r a k t e r y s t y c z n e m o t y w y , które

c h u s t , s z a l i . Z t y c h n o w y c h f o r m s a m a wieś n i e k o r z y s t a ,

z d o b i ł y niegdyś czółkowe czepce k o b i e t ubierających się p o

a ponieważ m i e j s c o w y strój r e g i o n a l n y n i e m a już t a k i e g o

góralsku i cieszyńsku, w y r a b i a się o b e c n i e i n n e u ż y t k o w e

z n a c z e n i a j a k d a w n i e j , czółkowe czepce w y k o n u j e się t y l k o

i

okresie

s p o r a d y c z n i e . I n n o w y r o b y szydełkowe n i e mają t u t a j z a s t o ­

i mody­

s o w a n i a i p r z e z n a c z o n e są wyłącznie n a z b y t . J o d y n i e włócz­

zbytkowo

przedmioty.

międzywojennym

Szydełkowe

koronki*

w

zaczęto s t o p n i o w o przetwarzać

fikować stosowmie d o z a m ó w i e ń n o w e g o o d b i o r c y m i e j s k i e g o ,

k o w e d z i a n i n y i k o r o n k o w e s u k n i e , n p . d o ślubu, a k c e p t o ­

n i e t y l k o szukającego l u k s u s o w y c h t o w a r ó w , ale t a k ż e dążą­

wane

cego d o ożywienia i r e a k t y w o w a n i a niektórych gałęzi t w ó r ­

s k u t e c z n i e ) n a współozesnych m i e j s k i c h e l e g a n t k a c h . K o r o n ­

czości rękodzielniczej i l u d o w e j . O b o k więc f o r m

znajdują­

są p r z e z młodszo p o k o l e n i e ,

wzorujące

się

(zresztą

k i i d z i a n i n y w y r a b i a n e n a i n n y c h t e r e n a c h n i e zawierają

c y c h z a s t o s o w a n i e w m i e j s c o w y m s t r o j u l u d o w y m , zaczynają

w sobie p o d o b n e j

pojawiać się r o b i o n e szydełkiem, k o r o n k o w o okrągłe s e r w e t k i ,

m o t y w ó w z d o b n i c z y c h i i c h k o m p o z y c j i , a n i p r e c y z j i i zróż­

t z w . różiczki (różiczka t o również m o t y w z d o b n i c z y ) .

n i c o w a n i a t e c h n i k i . T y m s a m y m n i e p o z y s k a ł y sobie t a k i e g o

Po

regionalnej specyfiki a n i p o d względem

I I w o j n i e ś w i a t o w e j , znajdując w t y m źródło d o c h o d u , m i e j ­

rozgłosu i p o w o d z e n i a . D l a t e g o K o n i a k ó w i o k o l i c e z p r z y ­

scowe i o k o l i c z n e k o b i e t y zaczęły j e w y r a b i a ć n a szeroką

siółkami J a w o r z y n k i i I s t e b n e j uznać m o ż n a za s i l n y i t r w a ł y

skalę i s t a n t a k i t r w a n a d a l . P o n a d 150 chałupniczek zrzesza

ośrodek śląskiej l u d o w e j twórczości r e g i o n a l n e j , d o s t o s o w u ­

Spółdzielnia C e p e l i a „ A r w " w K a t o w i c a c h , zlecając i p r z y j ­

jącej się d o współczesnych p o t r z e b .

mując

258

do

sprzedaży

różnego

rodzaju

serwetki

okrągłe

P o d o b n i e p r z e d s t a w i a się s p r a w a ze śląskimi h a f t a m i

�159

�r e g i o n a l n y c h , zwłaszcza z B e s k i d u Śląskiego, Cieszyńskiego,
Pszczyńskiego i z W i l a m o w i c w o k o l i c y B i e l s k a , należących
d o b . p o w i a t u oświęcimskiego. W B e s k i d z i e Śląskim w y s z y ­
w a n i e m zajmują
ma

miejsce

w

się j e d n a k n i e w s z y s t k i e k o b i e t y , j a k t o
przypadku koronek,

lecz

tylko

nieliczne,

p r z e d e w s z y s t k i m w J a w o r z y n c e , zamiłowane w t e g o r o d z a j u
p r a c y , realizując zlecenia
w

Skoczowie.

Hafty

w

g a l a n t e r i i , wykonują

Spółdzielni C e p e l i a

kolorowe,

„Czantoria"

znajdujące

zastosowanie

nieliczne h a f c i a r k i z rejonu biel­

s k i e g o , z g o d n i e z z a m ó w i e n i a m i Spółdzielni C e p e l i a
B e s k i d z k a " w Czechowicach-Dziedzicach.

„Sztuka

Przygotowuje ona

nowe p r o j e k t y m o d n y c h i p r a k t y c z n y c h f e r m użytkowych,
dając

koncepcję

rozplanowania

zdobnictwa,

wzornictwo

j e d n a k i j e g o r e a l i z a c j a u t r z y m a n e są w k o n w e n c j i m i e j s c o ­
w y c h t r a d y c j i , w e d ł u g rozwiązań poszczególnych w y k o n a w ­
c z y ń , należących d o średniego i starszego p o k o l e n i a .
N i e c o i n a c z e j p i z e d s t a w i a się s p r a w a p r o d u k c j i t k a n i n .
Oprócz częstochowskiego wełnianego p a s i a k a , k t ó r y
zasięgiem

docierał

w

rejony

swym

zawierciańsko-myszkowskie

(na l i n i i N i e g o w a , B r u d z o w i c e , C y n k ó w ) , a którego w y r ó b
t r w a s p o r a d y c z n i e p o dziś dzień, Śląsk o d d a w n a n i e k o ­
rzystał z samodziałowych

t k a n i n . Poza zwykłym

i farbo­

w a n y m p ł ó t n e m u ż y w a n y m d o czasów I w o j n y ś w i a t o w e j ,
m i e j s c o w e u b i o r y już w X I X w . s z y t o z t k a n i n f a b r y c z n y c h .
L u d o w e t k a c t w o najdłużej p r z e t r w a ł o w B e s k i d z i e

Śląskim

i w e w s p o m n i a n e j w s i W i l a m o w i c e , g d z i e jeszcze w p i e r w ­
szych
i

latach po I I wojnie

światowej

t k a n i n y wełniane, a w I s t e b n e j

Jednak szybko

rozwijający

wyrabiano

płótna

i B r e n n e j także s u k n o .

się p r z e m y s ł i podaż

różnego

r o d z a j u s t o s u n k o w o t a n i c h m a t e r i a ł ó w o r a z g o t o w y c h części
I].

10. Ł y ż n i k

wg

dawnego w z o r u bcskidzkiogo,
w 1965 r . F r . G l u z a .

wyk.

g a r d e r o b y , w dość k r ó t k i m czasie p o ł o ż y ł y o s t a t e c z n y k r e s
tej p r o d u k c j i . K r o s n a i folusze wykupiły m u z e a , a
znające się n a t k a c t w i e zaniechały t e g o zajęcia. W

osoby

miejscowej

r e g i o n a l n y m i i w y r o b a m i z d r e w n a , które współczosnie z n a j ­

k u l t u r z e l u d o w e j p o z o s t a ł y j e d n a k r e s z t k i , ślady s a m o d z i a ­

dują w i e l u n a b y w c ó w , p r z e d e w s z y s t k i m p o z a środowiskiem

łowych w y r o b ó w w p o s t a c i góralskich к о с у , d e r e k i łapawic

wiejskim.

z wełny owczej w

n a t u r a l n y c h k o l o r a c h : białej,

czarnej,

różnego

b r ą z o w e j , s z a r e j ; pozostały też w i l a m o w i c k i e k r a c i a k i i p a ­

r o d z a j u w y s z y c i a i h a f t y ; zdobiły one głównie kobiece k a -

s i a k i w wąskie, r ó ż n o k o l o r o w e p r ą ż k i z przewagą c z e r w o n e g o

W

tradycji ludowej

n a Śląsku w y s t ę p o w a ł y

b o t k i , c h u s t k i nagłowne,

staniki

przy

s u k n i a c h , czepce,

wstążki, h a l k i i f a r t u c h y , a t a k ż e t z w . p o w o j n i k i d o p o w i j a n i a
niemowląt

i w

niektórych

r e g i o n a c h k o s z u l e męskie. D o

tła. N a t y m właśnie w z o r n i c t w i e p l a s t y c y C e p e l i i ,
wszystkim

Spółdzielni

cach-Dziedzicach

oparli

regionalnych,

Beskidzka"

swoje
które

w

rozwiązania
około

i

projekty

tzw.

k o b i e t y n a własny u ż y t e k l u b specjalno h a f c i a r k i d l a p o t r z e b

produkują n a ręcznych i m e c h a n i c z n y c h k r o s n a c h . Z t k a n i n

zamawiających. T e o s t a t n i o z a j m o w a ł y się b a r d z i e j s k o m p l i ­

t y c h w y k o n a n e są różnego r o d z a j u c h u s t y , bieżniki, t z w . s u ­

k o w a n y m i h a f t a m i o zróżnicowanych t e c h n i k a c h , p r z y z a ­

m a k i z d ł u g i m i frędzlami, t o r b y i t o r e b k i d a m s k i e , k o s m e ­

s t o s o w a n i u n i c i złotych, s r e b r n y c h , j e d w a b n y c h . W B e s k i ­

tyczki,

d z i e Śląskim k o b i e t y w y s z y w a ł y u p r z ę d z i o n y m i p r z e z siebie

dzeniem u nabywców k r a j o w y c h i zagranicznych. Z a u t e n ­

poduszki dekoracyjne,

od

przede

Czechowi­

końca X I X w . b y ł y o n e b a r d z o p o p u l a r n o i w y k o n y w a ł y j e

3

tkanin

„Sztuka

piętnastu

cioszące się d u ż y m

lat

powo­

nićmi l n i a n y m i , a p o t e m b a w e ł n i a n y m i w j e d n y m z a s a d n i ­

t y c z n ą twórczością ludową mają o n e w z a s a d z i e n i e w i e l e

c z y m kolorzo, t j . wiśniowym bądź c z e r w o n y m , c z a r n y m albo

wspólnego,

b r ą z o w y m , ściegiem w a r k o c z y k o w y m . C z a r n e a l b o brązowe

m i e j s c o w y c h t r a d y c j i r e g i o n a l n y c h , które w y k o r z y s t a n o j a k o

l u b wiśniowe b y ł y też płaskie h a f t y cieszyńskie; tą samą

inspiracje dla nowego w z o r n i c t w a i potrzeb.

6

techniką

oraz

białe,

n a s t a n i k a c h dominowały

a

ściegiem

angielskim były wykonane
wypukło

hafty

hafty

złote

i s r e b r n e , p o t e m ( m n i e j więcej o d początku X X w . ) — k o l o ­
r o w e , w y k o n a n e nićmi j e d w a b n y m i . P o I I w o j n i e światowej
zapotrzebowanie n a h a f t y w miejscowych strojach l u d o w y c h
znacznie

się zmniejszyło,

bytomskim

a w

i pszczyńskim,

niektórych

poza

regionach, j a k

zdobnictwem

fartuchów

zupełnie ustało. Najdłużej zachowało się w B e s k i d z i e Śląskim
i w Cieszyńskiom w y k o r z y s t y w a n e

s p o r a d y c z n i e p r z y spo­

rządzaniu n o w y c h części g a r d e r o b y , t j . k a b o t k ó w i męskich
k o s z u l oraz

s u k i e n cieszyńskich. Umiejętności

t o zaczęto

niebawem wykorzystywać do p r o d u k o w a n i a n o w y c h przed­
miotów użytkowych, przeznaczonych

na zbyt w

mieście.

P o d n a d z o r e m a r t y s t y c z n y m wykształconych p l a s t y k ó w r o z ­
poczęto wyszywać

serwety,

o b r u s y , zakładki d o książek,

t y m niemniej

utrzymano

są

w

charakterze

P o o s t a t n i e j w o j n i e , w l a t a c h pięćdziesiątych, r ó w n i e ż
p o d p a t r o n a t e m C e p e l i i , a k o n k r e t n i e Spółdzielni

„Arw"

w K a t o w i c a c h r o z p o c z ę t o w K o n i a k o w i e produkcję l n i a n o -bawełnianych s e r w e t e k i obrusów. W y k o r z y s t a n o
częściowo

pozostałe

miejscowe

krosna,

do tego

częściowo

nowo

sprawione. A l e wytwórczość t a , p o d o b n i e j a k wyrób m a t
słomianych w W i ś l e n i o m a ż a d n y c h z w i ą z k ó w z t r a d y c y j ­
n y m t k a c t w e m i p l e c i o n k a r s t w e m śląskim i uważać j ą należy
w zupełności z a n o w ą gałąź chałupnictwa s p r o w a d z o n e g o t u
d l a zwiększenia możliwości z a r o b k u m i e j s c o w e j

(nielicznej

zresztą) ludności o r a z d l a p o s z e r z e n i a a s o r t y m e n t u t o w a r ó w
o f e r o w a n y c h d o sprzedaży p r z e z Cepelię.
Podobnie

p o ozęści p r z e d s t a w i a się rzecz z w y r o b a m i

p l e c i o n k a r s k i m i z k o l o r o w y c h w i ó r , k t ó r e są p r z e d m i o t e m

drobną galanterię, t j . t o r e b k i , p a s k i i t p . , stosując w z o r n i c ­

handlu

two,

jak

C z ę s t o c h o w y . T u t a j również, n a z a s a d z i e p r o d u k c j i chałup­

w t r a d y c y j n y c h h a f t a c h w y s t ę p u j ą c y c h w śląskich s t r o j a c h

n i c z e j , w y k o r z y s t a n o umiejętności o k o l i c z n e j ludności, i n i e -

160

kompozycję,

kolorystykę,

technikę

i surowiec,

Spółdzielni

Cepelia

„Zawada"

w

Zawadzie

koło

�mai

wszystkich

zainteresowanych

wprzągnięto

d o współ­

p r a c y . R o z p o c z ę t o produkcję n a szeroką skalę w

oparciu

i

opolskim

i

s p o c z y w a w rękach t w ó r c ó w l u d o w y c h , k t ó r z y

o powstałe w p o c z ą t k o w y c h l a t a c h bieżącego s t u l e c i a p r ó b y

głównie

p r z e n i e s i o n e g o w t e s t r o n y ( j a k głosi m i e j s c o w a

w

ustna)

z

Rosji

kontynuowano

tego

typu

plecionkarstwa,

w e d ł u g ówczesnych p o t r z e b

tradycja

które

potem

z przeznacze­

opiera

na

zlecenie

Spółdzielczego

Czechowicach-Dziedzicach.

warsztatach
w

się n a d a l n a m i e j s c o w y c h

W

l u b chałupniczym

oparciu o dawne

formy

pracują

Zrzeszenia

swoich

Cepelia

indywidualnych

sposobem

i wzory

tradycjach

wyrabiają

drewniane

oni

naczynia,

n i e m w y ł ą c z n i e n a sprzedaż p o z a w ł a s n y m środowiskiem.

s p r z ę t y k u c h e n n e , f o r m y n a masło, t z w . samorosłe stołki,

O k o ł o piętnaście l a t t e m u z m o d y f i k o w a n o

k o ł o w r o t k i , z m i n i a t u r y z o w a n e s k r z y n k i , stosując p r z y t y m

dotychczasowe wzornictwo

prawie

i obecnie dużym

zupełnie

powodzeniem

stare

techniki wykonania

cieszą się różnego r o d z a j u k o l o r o w e k w i a t y , b u k i e t y , p a l m y ,

wysokiej

ptaszki, koszyczki

zwłaszcza

i g w i a z d k i n a choinkę, ażurowe

formy

wyrobów

zdobnicze przypominające w y c i n a n k i l u d o w e i t p . Powstają

powodzeniem,

one p o d n a d z o r e m zawodowego p l a s t y k a , przeważnie według

krajów

i n d y w i d u a l n y c h rozwiązań wykonawców.

i zdobienie.

lokaty klasyfikacyjnej
sporo

dla prac

drewnianych,
wysyła

W

obecnej

dobie

rękodzielniczych,

cieszących

się n a e k s p o r t ,

się

dużym

głównie

do

k a p i t a l i s t y c z n y c h . W o b e c dużych serii zamówień,

część p r a c

poddawana

jest

zazwyczaj,

o ile t o możliwe,

przed­

m e c h a n i c z n e j obróbce s u r o w c a , a więc s k r a w a n i u , f a z o w a n i u ,

m i o t ó w d r e w n i a n y c h , s k u p i o n a głównie w b . p o w . cieszyńskim

t o c z e n i u , p r z e z co stają się p o części p r o d u k t e m rzemieślni-

Natomiast

współczesna w y t w ó r c z o ś ć d r o b n y c h

F i l i g r a n y s r e b r n e F r a n c i s z k a H o r a k a nawiązujące d o t r a d y c y j n y c h m o t y w ó w . I I . 1 1 . B r a n s o l e t k a I I . 12. N a s z y j n i k i .

161

�czym. Wykonywano
niewykształconych

j e d n a k w środowisku w i e j s k i m p r z e z
twórców

ludowych

uchodzą

za

R ó w n i e ż n o w o c z e s n e b u d o w n i c t w o o r a z g o t o w e , p o części
zmechanizowano

regio-

narzędzia

r o l n i c z o , p o s t a w i ł y przód t y m

n a l n o , o r y g i n a l n o i c h w y r o b y . S a m a wioś z w y r o b ó w t y c h

z a w o d e m całkiom i n n e w y m a g a n i a ,

już raczej n i e k o r z y s t a ; zastąpiono j e g o t o w y m i

czenie się z a w o d u k o w a l s k i e g o zo ślusarskim w j e d o n z m e ­

produkcji fabrycznej
stycznych,
drobno
Podobnio

ze szkła, p o r c o l a n y , b l a c h y , m a s p l a ­

sztucznego t w o r z y w a ,

przedmioty
rzecz

towarami

domowego

przedstawia

z których

i

się

zrobiono

gospodarczego
z

meblami:

są

użytku.

tradycyjne

s p r z ę t y stały się p r z o ż y t k i e m n a w e t w B e s k i d z i e

Śląskim,

co s p o w o d o w a ł o

połą­

c h a n i z o w a n y w a r s z t a t . G ł ó w n y m j o g o zajęciom j e s t o b e c n i e
wyrób

metalowych

bram wjazdowych

i oparkanień

o k r a t o w a ń , zawiasów, k l a m o k według n o w y c h
i

potrzob. I c h nabywcy

malują j e n i o r z a d k o

oraz

projektów
kolorowymi

f a r b a m i , przoz co stwarzają barwną m o z a i k ę w o k ó ł swego

ramach

d o m o s t w a . P r z y k ł a d y t a k i e p o w s z e c h n e są zwłaszcza w r e ­

własnej g o s p o d a r k i , a n i n i e m a n a n i o n a b y w c ó w . Z a w o d o w i

j o n i e g l i w i c k i m , rybnicko-wodzisławskim, b i e l s k i m , a t a k ż e

rzemioślnicy

w GOP-ie, nawot w b u d o w n i c t w i e m i e j s k i m .

toteż a n i i c h n i k t nie w y t w a r z a , t y m bardziej w
7

większych

—

stolarze,

zakładów

którzy

wytrzymali

i przemyski, w

konkuroncję

dawnych

ośrodkach

m e b l a r s k i c h , j a k i m i b y ł y : Dobrodzień, Woźniki,

Pyskowice,

U c h o d z ą c y dziś za t r a d y c y j n y l u d o w y ,
w a r s z t a t złotniozy w C i e s z y n i e ,

rzemieślniczy

a produkujący

wyłącznie

Sośnicowice, Ż o r y , S i e w i e r z i p r a w i e k a ż d e większo m i a s t o

n a zlecenie C e p e l i i m o d n ą biżuterię zo s r o b r a , j e s t joszcze

n a Śląsku, z m o d e r n i z o w a l i s w o j e w a r s z t a t y i p r z o s t a w i l i się

j e d n y m p r z y k ł a d e m przekształcania się d a w n e j

n a produkcję współczosnych m o b l i t z w . n a w y s o k i połysk

artystycznej

i

sogmontowyoh

oraz

n a świadczenie p o w s z e c h n y c h

usług

Z

stosownio

t r a d y c j i rzemiosła

do n o w y c h
artystycznego

potrzeb

i

twórczości
warunków.

wykorzystuje

się t u

technikę f i l i g r a n u i g r a n u l a c j i , m o d e l o w a n i a i łączenia o r a z

w zakresie s t o l a r s t w a .

w z o r n i c t w o elementów z d o b n i c z y c h ; f o r m y n a t o m i a s t ule­
Zupełne

odejśoie

pięćdziesiątych

od

tradycji

obserwujo

się

od lat

bieżącego

wieku w

dziedzinie

kowalstwa.

gają

p r z o k s z t a l c e n i u . Są t o o b e c n i o :

Zmniejszająca się z r o k u n a r o k n a Śląsku ilość k o n i (dane

ki,

statystyczno

s p i n e k , pasów i łańcuszków

z 1905 r . podają

57 216 s z t u k , z 1972 r . —

pierśoionki, b r o s z k i ,

s p i n k i d o m a n k i e t ó w , k l i p s y , t z w . porły c z y l i k o r a l o , w i s i o r ­
łańouszki,

naszyjniki,

bransoletki, pasy
nio były

i t p . Oprócz

one n i g d y

regionalnego

n i m u m p o t r z e b y usług w zakresie o k u w a n i a i p o d k u w a n i a .

współcześnie, a d a w n o g u z y , z a p i n k i w p o s t a c i t z w . hoczków,

162

u b i o r u cieszyńskiego. Zostały

ozdobą

50 3 8 1 s z t u k ) , a t y m s a m y m i w o z ó w , ograniczają d o m i ­

zakomponowano

�I
s p i n k i , o r p a n t y stały się inspiracją d l a i c h p r z e t w o r z e n i a .
Powojenne

próby

wskrzeszenia

ludowej

twórczości

w zakresie z a b a w k a r s t w a , g a r b a r s t w a , garncarstwa czy w y ­
r o b u instrumentów m u z y c z n y c h n i e dały rezultatów i t y l k o
sporadycznie,

n a i n d y w i d u a l n o zamówienia, d l a muzeów,

n a w y s t a w y l u b k o n k u r s y czy festiwale napływały p o j e d y n ­
cze o k a z y . P o z a g a r n c a r s k i m ośrodkiem w S i e w i e r z u , k t ó r y
w p r o d u k c j i l u d o w o j c e r a m i k i o d g r y w a z a l e d w i e poślednią
rolę, pozostałe gałęzie twórczości n i e r o z w i n ę ł y się a n i n i e
o d ż y ł y . N a w e t g a r b a r s t w o i skórnictwo połączone z w y r o ­
bem

k i e r p c y i kożuchów, k t ó r e n a P o d h a l u w o s t a t n i c h

l a t a c h zrobiło z a w r o t n ą karierę, a n i n a Śląsku, a n i w B e s ­
k i d z i e Śląskim, g d z i e istniały k u t e m u w a r u n k i i t r a d y c y j n e
p o d ł o ż e , n i e znalazło o d p o w i e d n i c h w y k o n a w c ó w .
S t a l e ż y w a w i ę ź społeczna p o p a r t a t r a d y c j a m i r o d z i n ­
n y m i , religijnymi i zwyczajowymi

p r z y c z y n i a się d o u t r z y ­

m y w a n i a się i k o n t y n u a c j i r ó ż n y c h o b c h o d ó w

dorocznych

i o s o b i s t y c h . N i e r z a d k o towarzyszą i m specjalne r e k w i z y t y
obrzędowe w p o s t a c i dożynkowych wieńców, w i e l k a n o c n y c h
k r a s z a n e k , m a s e k c z y ubiorów z a p u s t n y c h . W

środowisku

w i e j s k i m sporządza się j e doraźnie, w r a z i e p o t r z e b y , z g o d n i e
z nakazem c h w i l i i obyczaju

i towarzyszą one w

d o k o n y w a n i a się a k t u a l n e g o

obchodu. W

wania

i p r o d u k o w a n i a pamiątek

dobie

procesie
poszuki­

r e g i o n a l n y c h zaczęto

je

w y k o r z y s t y w a ć również i d l a t y c h celów, w z w i ą z k u z c z y m

I I . 14. M i n i a t u r a m a s k i obrzędowej, w y s . 27 c m . W y k . w 1 9 6 1 r . L u d w i k K u b a s z c z y k , K o n i a k ó w , g m . I s t e b n a . I I . 16. W ł a ­
dysław Luciński, n a u c z y c i e l z Z a b r z a , Podglądacze, olej n a płótnie, 1972 r .

163

�powstałe z a p o t r z e b o w a n i e

zarówno *ia w y t w o r y ,

j a k i na

z a l i c z a n e d o t z w . s z t u k i l u d o w o j sprzedajo

o d p o w i e d n i c h wytwórców. A m a t o r z y s z t u k i l u d o w e j i Cepelia

zbyt

z a m a w i a j ą więc różnego t y p u p r z e d m i o t y p l a s t y k i obrzędo­

względem

wej

współczesnogo g u s t u i m o d y

w autentycznej

formie,

j a k n p . k r a s z a n k i , bądź

też

w

mieście. T y m
formy,

m i n i a t u r y m a s e k wchodzących w skład z i m o w y c h z w y c z a j ó w

zagranicznego.

l u d o w y c h , k t ó r y c h najwięcej w y r a b i a j ą w B e s k i d z i e Ś l ą s k i m ,

dycyjnym,,

samym

funkcji

więc

i przeznacza n a

dostosowuje

i motywów

je p o d

dekoracyjnych

nowego odbioicy,

do

nierzadko

Stąd też o b o k w y r o b ó w o c h a r a k t e r z e

s p o t y k a się i n n o , n o w e ,

tra­

będące w y n i k i e m n i e

a kraszanki — w rejonie przemysłowym, w G l i w i c k i e m i n a

t y l k o twórczości l u d o w o j , ale i a m a t o r s k i e j . T a o s t a t n i a r o z ­

Śląsku O p o l s k i m . I n n e m i n i a t u r y , n p . M a r z a n n y i k o z i o ł k i

winęła się p r z o d o w s z y s t k i m w środowiskach r o b o t n i c z y c h

ze słomy w y k o n u j ą n a Opolszczyźnie. N i e należą o n e j e d n a k

i określonych g r u p z a w o d o w y c h ,

d o p r z e d m i o t ó w p r o d u k c j i m a s o w e j (poza k r a s z a n k a m i ) i n i e

a p r z y k ł a d e m t e g o są p r a c o m a l a r s k i e i r z e ź b i a r s k i e O s o b y ,

stanowią jakiejś szerszej gałęzi w y t w ó r c z o ś c i .

n p . górników,

k t ó , e się t y m zajmują, traktują rzecz raczej

A r t y s t y c z n e skłonności i p o c z u c i e e s t e t y k i w p r z e d m i o ­

wo,

d l a odprężenia

i wypoczynku

kolejarzy,

przyjemnościo-

po p r a c y

zarobkowej.

t a c h c o d z i e n n e g o u ż y t k u zarówno własnej p r o d u k c j i , j a k też

Są t o p o większej części a m a t o r z y , n i o r z a d k e skupiający się

osób s p e c j a l n i e

przy

zajmujących

się wytwórczością,

widoczne

ognisku plastycznym

lub przy

Domu

Kultury,

t w o r a c h i w n a j n o w s z y c h , znajdowały zawszo o p a r c i e w t r a ­

znają bliżej a r t y s t y c z n y w a r s z t a t t w ó r c z y . N a Śląsku j e s t

d y c j i . B y ł y o n e bądź kontynuacją i wiorną kopią t e g o , co

o b e c n i e duża ilość t a k i c h t w ó r c ó w i ośrodków. W k l a s y f i k a o j i

przekazały

poprzednio

pokolenia,

s t a r y c h wzorów l u b wzbogaconiem

bądź

przetworzoniem

ich o nowe

rozwiązania

gdzie p o d nadzorem

Zakładowym

w kulturze ludowej z dawion dawna, t j . w najstarszych w y ­

artystycznoj

i c h prace

i p o m y s ł y , s t o s o w n i e d o w y m a g a ń współczosności. W s z e l k i e

prymitywnym,
tastycznego

s u n k o w o p o w o l i , a dokonujące się w t y c h s a m y c h

nalnej

prawie

i układach społecznych, m o r a l n y c h , ś w i a t o ­

m a l a r s k i o zaszoregować m o ż n a

trzech g r u p , t j . m a l a r s t w a samorodnego,

z m i a n y zachodzące w t r a d y c y j n e j k u l t u r z e chłopskiej s t o ­
konwoncjach

zawodowogo plastyka po­

naiwnym, malaistwa

wizjonerskiego,

i m a l a r s t w a naśladującego k i e r u n k i

twórczości

plastycznej,

określanogo

też

mianem

8

p o g l ą d o w y c h i e k o n o m i c z n y c h , n i o b y ł y r e w o l u c y j n e , lecz

w

s t o p n i o w e . P o I I w o j n i e światowej d e m o k r a c j a i n o w y układ

t j . twórczości s a m o r o d n e j , p r y m i t y w n o j , oraz

stosunków społecznych, n a c j o n a l i z a c j a

naśladującej p r a c e i k i e r u n k i z a w o d o w y c h

i r o z w ó j przemysłu

fan­

profesjo­

„ a m a t o r s k i e " . P r a c e rzeźbiarskie n a t o m i a s t mieszczą
konwencjach

wymienionej

pierwszej

do

zwanego niekiedy

i ostatniej

się

grupy,

amatorskiej,

plas-tyków rzeź­

i zróżnicowany a s o r t y m e n t ł a t w o osiągalnych

b i a r z y . W o s t a t n i c h l a t a c h w t e j właśnie g r u p i e w y b i j a się

t o w a r ó w , r o z w ó j placówek h a n d l o w y c h , w z r o s t świadomości

rzeźba w w ę g l u , stanowiąca specyfikę r e g i o n u śląskiogo,

społecznej oraz s w o b o d a p r z o k o n a i i r e l i g i j n y c h , n a d t o środki

zwłaszcza rejonów o r o z w i n i ę t y m k o p a l n i c t w i e węgla ( G O P ,

masowego przekazu,

ROW,

oraz b o g a t y

ze wsią, p r a c a

k o m u n i k a c j a , łatwy k o n t a k t m i a s t a

zawodowa podejmowane

poza

rodzinnym

9

Zagłębio D ą b r o w s k i e ) , u p r a w i a n a p r z e z

środowiskiom, możność k o r z y s t a n i a ze z d o b y c z y s o c j a l n y c h

u p r a w i a n a jost znacznie

i

mysłowych,

wiele

jeszcze

i n n y c h ulepszeń,

które

przyniosła

nowa

górników

i o s o b y związano 7 r e s o r t e m g ó r n i c z y m . R z e ź b a w d r e w n i e
jak i

szorzoj zarówno w r e j o n a c h

nieuprzomysłowionych — górskich.

prze­
Na

r z 3czywistość, s p o w o d o w a ł y p r z e d e w s z y s t k i m n a Śląsku,

ogół j e d n a k n i o m a o n a c o c l i p r y m i t y w n e j , t r a d y c y j n o j rzoź-

w c e n t r u m w i o l k i c h k o n u r b a c j i i integracji miejscowoj

b y l u d o w o j a n i p o d w z g l ę d e m f o r m y i rozwiązań

lud­

plastycz­

ności z n a p ł y w o w ą , duże z m i a n y t y l e ż w całokształcie k u l ­

n y c h , a n i co d o treści. P r z o d o w s z y s t k i m n i o wiążo się o n a ,

t u r y chłopskiej, i l o równioż w j e j twórczości

p o d o b n i e j a k m a l a r s t w o , z t o m a t y k ą religijną, lecz świecką.

Odszedłszy o d p r o f i l u s a m o w y s t a r c z a l n e j
swojo p o t r z e b y

zaspokaja

gotowymi

artystycznej.

g o s p o d a r k i , wieś

produktami nabywa­

n y m i w s k l e p a c h g o s p o d a r k i uspołecznionej, a s w o j e w y r o b y

W o b o c dużego p o p y t u , p r a c o t e w y k o n y w a n e są n i e r z a d k o
w

c o l a c h z a r o b k o w y c h , n a zlecenie C e p e l i i a l b o osób p r y ­

w a t n y c h , pochodzących ze środowisk m i e j s k i c h , a w p r z y -

I I . 16. M a r i a C h u d o b a , B y t o m , Ślązaczki,

164

rzeźba w węglu, 1972 r .

�I I . 17. L u d w i k K u b a s z c z y k , K o n i a k ó w , g m . I s t e b n a , Chrystus

w okowach,

rzeźba w d r o w n i o , 1970 r .

165

�p a d k u r z e ź b y w w ę g l u — t a k | e ze środowiska współtowa­
r z y s z y p r a c y i zarządu kopalń, k t ó r e n a w e t utrzymują spe­
c j a l n y c h t w ó r c ó w d l a w y r o b u okazałych rzeźb i p r z e d m i o ­
tów galanteryjnych przeznaczonych
n a okolicznościowe,
reprezentacyjne
prezenty.
Współczesna s z t u k a l u d o w a n a Śląsku i n a t e r e n a c h
leżących w obrębie b y ł e g o w o j e w ó d z t w a k a t o w i c k i e g o n i e
j e s t już twórczością ludową w t r a d y c y j n y m r o z u m i e n i u
t e g o słowa. W y k o n a w c y różnego r o d z a j u o z d o b n y c h p r z e d ­
m i o t ó w o c h a r a k t e r z e t r a d y c y j n y m oraz r z e ź b , o b r a z ó w
n a ogół n i e są i c h u ż y t k o w n i k a m i , a przeważnie pracują
n a czyjeś bezpośrednie zlecenie, a n a w e t są członkami spół­
dzielni Cepelii ( „ A r w u " , „Czantorii", „ Z a w a d y " , „Sztuki
B e s k i d z k i e j " ) , która j e s t zinstytucjonalizowaną jednostką
n i e t y l k o pośredniczącą m i ę d z y k u p n e m a sprzedażą, a l e
t a k ż e kierującą i prowadzącą poszczególne branże w y t w ó r ­
czości. I c h w y r o b y n i e wyrastają już z p o t r z e b własnego
środowiska i t e m u środowisku n i e służą. N o w e f o r m y g o t o ­
w y c h przedmiotów użytkowych dostarczanych przez prze­
mysł oraz n o w a , z u n i f i k o w a n a w t y p i e m o d a i zaniechanie
strojów r e g i o n a l n y c h zdezaktualizowały w i e l e t r a d y c y j n y c h
rozwiązań i k o m p o z y c j i w y n i k a j ą c y c h niegdyś z f u n k o j i
i f o r m y w y t w o r u . W w i e l u w y p a d k a c h zaistniała p o t r z e b a
ich przekomponowania i transpozycji, dostosowania do z u ­
pełnie o d m i e n n y c h w y r o b ó w i i c h f u n k c j i ( n p . p r z e n i e s i e n i e
h a f t ó w z k a b o t k ó w n a s e r w e t y i o b r u s y o określonych r o z ­
m i a r a c h , m o t y w ó w k o r o n k o w y c h z prostokątnych czółek
d o o k r ą g ł y c h s e r w e t e k , c z y i n n y c h p r z e d m i o t ó w ) , co n i e
b y ł o a n i p r o s t e , a n i ł a t w e , zwłaszcza w o b e c tradycją uświę­
conych nawyków, powtarzanych niezmiennie z pokolenia
n a p o k o l e n i e . T ą drogą niektóre gałęzie twórczości r ęk o­
d z i e l n i c z e j , d o m o w e j przekształciły się l u b w y r o s ł y j a k o
chałupnictwo produkujące m a s o w o określone w y r o b y ( w y ­
rób m a t , t k a n i n lniano-bawełnianych o r a z i n n y c h t e k s t y j l i ó w ) , i n n e gałęzie są kontynuacją p r a c y rzemieślniczej,
n i e r z a d k o n a w e t w z n a c z n e j części z m e c h a n i z o w a n e j
(wy­
r o b y z d r e w n a , w y r o b y k o w a l s k i e , złotnicze, p l e c i o n k a r s k i e ) ,
jeszcze i n n e poprzestały n a i n d y w i d u a l n y m w y s p e c j a l i z o ­

w a n i u się w określonym k i e r u n k u ( h a f t o w a n i e , k o r o n k a r ­
s t w o , m a l o w a n i e t k a n i n , w y r ó b niektórych r e k w i z y t ó w
o b r z ę d o w y c h o r a z rzeźbienie i m a l o w a n i e o b r a z ó w ) i chociaż
t a k ż e w y r a b i a n e są w d u ż y c h ilościaoh, j e d n a k zachowują
najwięcej elementów t r a d y c y j n y c h o r a z
indywidualnego
w k ł a d u twórczego j e d n o s t k i .
Z a n a l i z y obecnego s t a n u a r t y s t y c z n e j twórczości l u d o ­
w e j n a Śląsku w y n i k a n i e z b i c i e , że współcześnie istnieją d w a
k i e r u n k i jej r o z w o j u : jeden prowadzi po l i n i i k o n t y n u a c j i
i p r z e t w a r z a n i a twórczości t r a d y c y j n e j zarówno p o d w z g l ę ­
d e m treści, j a k f o r m y i t e c h n i k i w y k o n a n i a , d r u g i k i e r u n e k
w k r o c z y ł n a drogę świadomej działalności a m a t o r s k i e j ,
p o p u l a r n e j . O k a z u j e się, że t y l k o niektóre d z i e d z i n y są
s i l n i e ż y w o t n e i zyskują z a i n t e r e s o w a n i e w społeczeństwie.
Należą do n i c h przede w s z y s t k i m : w y r o b y z d r e w n a , złot­
nicze, t e k s t y l n e (jak k o r o n k i , h a f t y , d z i a n i n y i t k a n i n y ) ,
a t a k ż e m a l a r s t w o i rzeźba. D z i a ł E t n o g r a f i i M u z e u m Górno­
śląskiego w B y t o m i u pragnąc dać t e g o w y r a z , z o k a z j i o b ­
chodów Х Х Х - l e c i a P R L zorganizował w y s t a w ę l u d o w y c h
t r a d y c j i t w ó r c z y c h p o d nazwą „ W s p ó ł c z e s n a twórczość l u ­
dowa województwa k a t o w i c k i e g o " ( B y t o m , kwiecień—paź­
d z i e r n i k 1974 r . ) i ° , która u k a z u j e t e właśnie d z i e d z i n y ,
a z r z e ź b y — rzeźbę w w ę g l u eksponowaną łącznie z m a l a r ­
s t w e m . J e s t o n a w i e r n y m przeglądem t e g o , co t r a d y c j a
przekazała d o d n i a dzisiejszego, co z n i e j u l e g a p r z e t w o r z e n i u ,
o r a z u k a z u j e n o w e l u b z m i e n i o n e gałęzie twórczości ( p l e c i o n ­
k a r s t w o , m a l a r s t w o , rzeźba).
Często s p o t y k a n e p r z e k o n a n i e , że s z t u k a i twórczość
l u d o w a (również m u z y c z n o - w o k a l n a )
giną
bezpowrotnie,
o k a z u j e się błędne. N a w e t w z u r b a n i z o w a n y c h i u p r z e m y ­
słowionych środowiskach, z k t ó r y m i z i n t e g r o w a n e są ściśle
o k o l i c z n e r e j o n y w i e j s k i e , charakteryzujące się kulturą
robotniczą i robotniczo-chłopską, i s t n i e j o u l u d z i w i o c z n i o
ż y w y p i e r w i a s t e k twórczej działalności wyrastający w k l i ­
m a c i e najbliższego o t o c z e n i a : d o m u i p r a c y . K s z t a ł t u j e się
o n w czasie zależnie o d istniejących w a r u n k ó w , o b y c z a j u
i p o t r z e b , a t y m s a m y m przekształca się i z m i e n i a , w y s t ę ­
pując n i e k i e d y w zupełnie n o w e j p o s t a c i .

PRZYPISY

* U w a g i n a m a r g i n e s i e w y s t a w y z o r g a n i z o w a n e j w zwią­
z k u z Х Х Х - l e c i e m P R L p r z e z M u z e u m Górnośląskie w B y ­
t o m i u p n . „ W s p ó ł c z e s n a twórczość l u d o w a w o j e w ó d z t w a k a ­
t o w i c k i e g o " , I V — X 1974 r .
1 A . H a u s e r , Filozofia
historii
sztuki, W a r s z a w a 1 9 7 0 ,
rozdział V : Uwarstwienie
kulturalne
w historii sztuki — sztuka
ludowa i sztuka popularna,
s. 2 6 7 — 3 4 8 .
T . D o b r o w o l s k i , Sztuka województwa śląskiego, K a t o ­
w i c e 1 9 3 3 , s. 8 3 — 1 3 6 ; B . B a z i e l i c h , Sztuka ludowa
Górnego
Śląska, ( w : ) Śląska sztuka ludowa, k a t a l o g w y s t a w y 1 9 6 0 —
1 9 6 1 , s. 1 5 — 2 2 ; B . B a z i e l i c h , Twórczość ludowa w wojewódz­
twie katowickim,
katalog wystawy na XX-lecie P R L , l u t y —
kwiecień 1 9 6 5 ; B . B a z i e l i c h , Ludowe
zdobnictwo
na Gór­
nym
Śląsku,
K a t o w i c e 1967; B . Bazielich,
Współczesne
zdobnictwo
ludowe na Górnym Śląsku 1945—1970,
Katowice
1970; B . B a z i e l i c h , Tradycyjna
i współczesna sztuka
ludowa,
( w : ) Płyniesz Olzo, O s t r a v a 1972, t . I I , s. 2 6 7 — 2 7 0 .
&gt; R e j o n y t e leżą e t n i c z n i e p o z a Śląskiem, leoz w obrębie
województwa katowickiego.
2

Obiekty

pochodzą

ze z b i o r ó w :

Muz.

Górnośląskiego

w

Bytomiu

-

166

St. DeptuszewskI

-

II. 1, i,

L . D u b i e l , Wnętrze mieszkalne
domu chłopskiego na
Górnym Śłąsku w XIX
i XX w., „ R o c z n i k M u z e u m Górno­
śląskiego w B y t o m i u — E t n o g r a f i a " z. 2, B y t o m 1967.
7

E . J a w o r s k i , Górnośląscy
w y s t a w y , B y t o m 1974.
8

malarze

katalog

amatorzy,

I . Bukowska-Floreńska, Rzeźba w węglu, k a t a l o g w y ­
s t a w y , B y t o m 1 9 7 4 ; T e j ż e , Rzeźba w węglu i jej twórcy, „ P o l .
S z t . l u d . " , R . X X V I I , 1973, n r 2, s. 8 1 — 1 0 6 .
9

10

kiego,

Współczesna twórczość ludowa województwa
opracowanie zbiorowe, B y t o m 1974.

I I . 3 , 5 , в, 8 , 1 0 , 1 2 ,
13,

Fot.:

* B . P o l o c z k o w a , Koronki
koniakowskie,
„Pol. Szt.
l u d . " , R . X X I I , 1968, n r 4, s. 2 0 9 — 2 4 0 .
' B . B a z i e l i c h , Złote hafty w tradycyjnej
odzieży na
Śląsku, „ R o c z n i k M u z e u m Górnośląskiego w B y t o m i u — E t ­
n o g r a f i a " z. 6, B y t o m 1 9 7 3 .
• B . B a z i e l i c h , Ludowe wyszycia
techniką krzyżykową na
Śląsku, „ R o c z n i k M u z e u m Górnośląskiego w B y t o m i u — E t ­
n o g r a f i a " z. 1, B y t o m 1966.

17; Muz,

w

Bielaku

Białej

-

U. 5 ; M u z . w

Zabrzu

1 S , 16

7, 9 , 1 1 , 1 4 , 1 7 ; J , Świderski

-

11. 2 ;

St. Gadomski

-

katowic­

I I . 3 , 5. 6, 8, 1 0 , 12, 1 3 , 15, 1 6

-

il.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
