<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-27T00:34:02+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>1</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="8268" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8248">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/177d8d8f0c4a3c1373362ec72f8a1aff.pdf</src>
        <authentication>8b01632adba7e925db73c2394d6f0e18</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98813">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4926</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98815">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98817">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4565</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98819">
                <text>Od redakcji/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98820">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; s.139-140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98821">
                <text>a. j.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98823">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98824">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98826">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98834">
                <text>П. 1. Kazimiera

O D

Sygułowa:

Dama

г pawiem,

ol. na płycie

pilśniowej,

47,5 X 73 cm, 1963 r. Wielkanoc,

pow.

Miechów.

R E D A K C J I

Jesteśmy ciągle ś w i a d k a m i zachodzących
procesów
r e w a l o r y z a c j i poszczególnych dzieł s z t u k i , a n a w e t całych
okresów h i s t o r y c z n y c h . J e s t t o z j a w i s k o n a t u r a l n e , t y l e
że w n a s z y c h c z a s a c h t e m p o p r z e m i a n u l e g ł o z n a c z n e m u
przyśpieszeniu. P a t r z y m y n a przeszłość i z j a w i s k a n a s
otaczające p r z e z p r y z m a t doświadczeń współczesnej n a m
sztuka. D o s t r z e g a m y o o w e sterany r z e c z y pozomnie już
z n a n y c h . P r z y w r a c a m y d o łask i odtrącamy. R e h a b i l i t u ­
jemy coraz t o n o w e dziedziny s z t u k i l u d o w e j , poddaje­
m y się d w u z n a c z n y m u r o k o m s z t u k i p e r y f e r i i . O t o s t a r e
s z y l d y , - r y s u n k i n a s z y b a c h r e m o n t o w a n y c h sklepów, e k r a ­
ny u l i c z n y c h fotografów, bajecznie k o l o r o w e k w i a t y z p a ­
p i e r u i strużyn, n i e p o r a d n e i w z r u s z a j ą c e m a l u n k i „ n a i w ­
nych", f i g u r k i gipsowe i makatki,, baranki, c u k r y i pier­
n i k i . Oszałamia n a s k o l o r o w y z g i e ł k j a r m a r k ó w , o d ­
pustów i b a z a r ó w . J e d n i m ó w i ą „ k i c z " , d r u d z y „ w s p ó ł ­
czesna s z t u k a l u d o w a " . J e d n i chcą w a l c z y ć z j e l e n i e m ,
i n n i wykupują „kicze" n a łowickich o d p u s t a c h i j a r m a r ­
k a c h . „ K i c z e " . C z y n a p r a w d ę w s z y s t k o co t a m z n a j d u j e ­
m y j e s t k i c z e m ? Z a w c z e ś n i e n a spokojną, w y w a ż o n ą
ocenę, b r a k n a m jeszcze p o t r z e b n e g o d y s t a n s u . A l e m o ż ­
na i c h y b a t r z e b a p o p r o s t u p r z y j r z e ć się t y m p e r y f e r i o m
s z t u k i , r z e c z o m i d z i e d z i n o m , o których n i e z a w s z e j e s z ­
cze w i a d o m o j a k m ó w i ć .
N a p e w n o w y k r a c z a m y t u p o z a krąg z j a w i s k c z y s t e j
s z t u k i l u d o w e j , n i e c h w i ę c n a s t o tłumaczy, ż e w e w s p ó ł ­
czesnej k u l t u r z e s z t u k a l u d o w a też n i e w y s t ę p u j e w s w e j
czystej p o s t a c i .
W p i ś m i e n a s z y m p o ś w i ę c i l i ś m y już n i e r a z m i e j s c e
n o w y m z j a w i s k o m z a c h o d z ą c y m w twórczości l u d o w e j
i próbowaliśmy omawiać dziedziny d a w n i e j p o m i j a n e
(np. e k r a n y f o t o g r a f ó w , k w i a t y l u d o w e ) . Z e s z y t p o d w ó j ­
n y , k t ó r y o d d a j e m y d o irąk C z y t e l n i k ó w , m a c h a r a k t e r
wstępnego r o z e z n a n i a w z a g a d n i e n i a c h p e r y f e r i i s z t u k i
popularnej,
sztuki
zaspokajającej
potrzeby
różnych
w a r s t w społecznych. Cechą charakterystyczną
kultury
a r t y s t y c z n e j t y c h w a r s t w j e s t t o , że odchodząc o d d a w ­

n y c h w z o r ó w i t r a d y c j i l u d o w y c h , n i e zatraciły jeszcze
c a ł k o w i t e g o z n i m i k o n t a k t u , a grawitując w k i e r u n k u
m o d e l u s z t u k i „oficjalnej", przejmują z niego t y l k o p e w ­
nie konwienicje,, p r z e w a ż n i e z u ż y t e już s t e r e o t y p y .
W ę d r u j ą c p o j a r m a r k a c h , b a z a r a c h , o d p u s t a c h , oglą­
dając w s p ó ł c z e s n e w n ę t r z a w i e j s k i e , n a p o t y k a m y p r z e d ­
m i o t y , k t ó r e p r z e w a ż n i e określa się m i a n e m „kiczu".
Chcąc podjąć z a g a d n i e n i e współczesnej twórczości p e r y ­
f e r i i i — t r z e b a w i ę c ustosunkować się d o t e g o pojęcia.
Stąd powstała m y ś l z o r g a n i z o w a n i a seminarium,poświęconego p r o b l e m a t y c e k i c z u . S e m i n a r i u m t a k i e , z a i n i c j o ­
w a n e p r z e z Zespół B a d a n i a S z t u k i N i e p r o f e s j o n a l n e j P A N
i r e d a k c j ę „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " odbyło się 1 3 . X I .
1965 r . R e f e r a t w p r o w a d z a j ą c y w y g ł o s i ł s o c j o l o g P a w e ł
B e y l i ą , p o c z y m nastąpiła d y s k u s j a , w której udział
wzięli: socjolog, etnograf, m u z y k o l o g , h i s t o r y c y sztuki,
h i s t o r y c y l i t e r a t u r y , działacz k u l t u r y .
T ł e m d o o b r a d była w y s t a w k a s z t u k i l u d o w o - j a r m a r c z n e j o r a z k i c z u . Zorganizowaliśmy ją p r z y p o m o c y r e d a k ­
c j i „ G r o m a d a " . F o t o g r a f i e części eksponatów
zamiesz­
czamy w numerze.
O c z y w i ś c i e p r o b l e m a t y k a s z t u k i l u d o w e j czy „ j a r ­
m a r c z n e j " stanowiła t y l k o f r a g m e n t r e f e r a t u i d y s k u s j i ,
n i e m n i e j z d e c y d o w a l i ś m y się w y d r u k o w a ć (po n i e w i e l ­
k i c h retuszach przez autorów) wszystkie w y p o w i e d z i . Po­
n a d t o w ł ą c z y l i ś m y z ł o ż o n y n a piśmie głos d r J a n u s z a
Sławińskiego o r a z opracowaną po zapoznaniu się. z c a ­
łością d y s k u s j i w y p o w i e d ź p r o f , d r K s a w e r e g o P i w o c k i e g o , który n i e m ó g ł w z i ą ć bezpośredniego udziału w se­
minarium.
W d r u g i e j części n u m e r u z a m i e s z c z a m y materiały z z a ­
k r e s u s z t u k i p e r y f e r y j n e j oraz l u d o w e j . W p a r u w y p a d ­
k a c h są t o w i s t o c i e t y l k o s y g n a ł y p e w n y c h tematów,
w y d a w a ł o n a m się j e d n a k , że n a w e t w t e j f o r m i e uzupeł­
niają o n e całokształt z a r y s o w a n e j t e m a t y k i .
a - /'•

139

�2

II. 2. Aleksander
Cabanel:
Narodziny
Venus,
druk
kolorowy
sprzedawany
na bazarach
we
jącego śpiącą damę otoczoną
aniołkami,
16,5 X
kupiony
na targu
ok. 1962 г., 80 X 180 cm,

ок. 1863 r. Paryż — Luwr.
II. 3.
Włoszech
(repr.
obrazu
A. Collino
22,5 cm, 1964 г.). II. 4. Obraz
olejny
jedna
z licznych
wersji
tego tematu

Współczesny
przedstawia­
na
płótnie
w
Polsce.

3

140
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9627" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9605">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a075bfcd64bd6de925d79438917e2cd6.pdf</src>
        <authentication>6a9c3d6a574fd72b4076fd2d7ff64691</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114600">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3541</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114601">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114602">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3318</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114603">
                <text>O losach archaizmów w folklorze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114604">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.139-141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114605">
                <text>Adamowski, Jan</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114606">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114607">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114608">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114609">
                <text>I

Jan Adamowski

O LOSACH A R C H A I Z M Ó W W FOLKLORZE
Pytanie o „losy a r c h a i z m ó w "

1

jost w p e w n y m sensie nielo-

Daj n a m kielich w i n a ,

giezne. E l e m e n t archaiczny j ę z y k a to p r z e c i e ż t a k i , k t ó r y w y ­

Kielich jak

chodzi z u ż y c i a i to najczęściej bezpowrotnie. P r z y k ł a d o m

K i e l i c h j a k karawan.

twierdzającym
wyraz łożnica

po­

„ n o r m a l n y stan rzeczy i w j ę z y k u f o l k l o r u jost
2

w znaczeniu „ k o m o r a , s y p i a l n i a " , k t ó r y w naszych

3

m a t o r i a l a c h m a t y l k o d w a potwierdzenia i oba p o c h o d z ą z n a j ­

z Radomskiego — karawon

113)

także

O. K o l b o r g

w piośni

z i n n ą j e d n a k e k s p l i k a c j ą znaczenia

— jako „długi w ó z " :
2. W s z y s t k o ć to moje

B i e d n a m o j a p a ma

Co w kara wonie

młoda.

bystra w o d a . (ZP, s.

t y ł k o m sobie z a p o m n i a ł a

100);

w i a n k a na stolo. ( K o l . 2 0 / R a d . I , s.

1. Oj zapalajcie jare świco,
idzie M a r y s i a do
A idzio ona

( F K . H e j ! , s.

Dosyć podobny wyraz o d n o t o w a ł

dawniejszych z a p i s ó w :
Za łożnice

karawan,

b) księżyc

łożnice.

nie-idący,

'syn

W i t a m cię księżycu,

swego wianeczka ż a ł u j ą c y .

niebieski dziedzicu,

tobie z ł o t a korona, a n a m w niebio fortona. (Chmiel., s. 113)

2. Oj zapalajeio jare świce
id'.io Marysia i z łożnice

185);

księcia':

P o w y ż s z y tokst jest co p r a w d a przez a u t o r k ę z b i o r u
( K o l / 3 3 , C h e l m / I , s.

8

kwalifiko­

w a n y j a k o magiczna p i e ś ń do k s i ę ż y c a (ciała niobieskiogo), ale

340).
„księżna,

wydaje się, że jest to jogo w t ó r n a funkcja. C a ł y k o n t e k s t z o s t a ł

p a n i " u t r w a l o n a z o s t a ł a t y l k o przez Z . D o l ę g ę - C h o d a k o w s k i e g o :

przeeioż n a k i o r o w a n y bezosobowo, a z w r o t „ n i o b i o s k i dziedzicu"

Analogicznych p r z y k ł a d ó w jest w i ę c e j . Księżnica

—

Piszczą wróble, piszczą wrony,

w y r a ź n i e wskazuje adresata, znanego m . i n . z popularnoj k o l ę d y

że pan m i o d y d o s t a ł ż o n y .

o incipicie: Ody śliczna

A żona, gdyby

jost

książnica,

z galonom na niej s p ó d n i c a . ( D . , s.
a ciemnica

k t ó r e j druga z w r o t k a

Wszystko stworzenie ś p i e w a j P a n u swemu,

134),

— „więzienie, lochy" — ma t a k ż e wyłącznie doku­

m e n t a c j ę d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n ą (O. K o l b e r g , J .

panna syna kołysała,

mstępująca:
p o m ó ż r a d o ś c i wielkiej sercu m o m u :
li l i l i l i łaj, wielki Królewiczu,

Lompa):

l i l i l i l i l a j , niebieski dziodzicu.

31. J u ż c i Kasiuleczkę

I n n ą k o n s e k w o n e j ą a r c ł i a i z o w a n i a się części l e k s y k i f o l k l o r u

we w ą d u ł w s t a w i l i
a Jasioczka z d r a j c ę

jost jej molizacja. W y r a z y

sto k o ń

w sonsie odbiorczym czy nawot e t y m o l o g i c z n y m , u t r w a l i ł y się

32. J u ż c i

doścignęły.

lorze, szczególnie na wschodzie P o l s k i , w y r a z o m
O j , Łado,

a Jasioczka z d r a j c ę

oj

t y Jasieniu Jagodo

w r z u c i l i . ( K o ł / I , s. 62)
ciemnice,

k u n i c e ń k a kupcie,

Miły, m o c n y B o ż e , od ciomnoj

ciemnice.

siudołeńko zróbcie,
O j , Łado,

odewrzala, na b r a t a z a w o ł a ł a , (PŚ1., s. 188).

oj Łado]

(Chm, n r

29),

P r z y k ł a d y tego t y p u świadczą, o g ł ę b o k i m zanurzoniu f o l k l o r u

N i o gniowaj się k a l i n o w y m o ś c i e , łado,

w historię narodu.

B o to j a d ą przoz ciebie g o ś c i e , łado,

to s p o s t r z e ż e n i e ,

łado,
łado.

boz-

Przez ciebie goście i pyszno wesołe łado,

łado,

powie-

Pyszny starosta, pyszna s t a r o ś c i n ę , łado,

łado.

J e d n a k ż e nio wszystkie a r c h a i z m y w folklorze z a n i k a j ą
p o w r o t n i e . M o ż u a nawet, u o g ó l n i a j ą c

łado:

Łado,

10. R z u c i ł a ( j ) i klucze od ciemnej
11. Gdy ciemnicę

zarówno

w refrenach w f u n k c j i n i o l i z m ó w . T a k jest z d o c h o w a n y m w folk­

Kasiuleczkę

wszyscy zachowali
w ciemnicę,

dzisiaj z u p e ł n i e niejasne

dzioć, że przede w s z y s t k i m nie z a n i k a j ą . Część z nich pozostaje

k t ó r y o d c z a s ó w D ł u g o f z a najczęściej i d e n t y f i k u j e

(FO, s.

13);

się z p o s t a c i ą

j a k o rodzaj „ s k a m i e l i n " p r z e w a ż n i e w j e d n y m lub d w u u t w o r a c h

b ó s t w a s ł o w i a ń s k i e g o o imieniu L a d a ' , podobnie j a k i n n y inelizm

o z u p e ł n i e zapomnianej, czy niejasnej semantyce, a nawet w t y c h

folklorowy

samych k o n s t r u k c j a c h

lelum,

4

p r z y k ł a d e m jest w y r a z
O d terenia do

językowych.

Bardzo w y m o w n y m

togo

Matka

lelum,

terenia

lelum,
potoczną

Czy go wiezienia. ( H o l . , s. 46),
B o ż e g o — do ś l u b u p a n i e ń s k i e g o .

125a)

Od terema do terema — t r z a n a m się do d o m u z b i e r a ć ,
przoz lasy, przez bory, przez g ł ę b o k i e Jeziory.

(Kol/XVI,
nr

131).

k t ó r y w naszych m a t e r i a ł a c h d o k u m e n t o w a n y c h dawniej i w s p ó ł ­
c z e ś n i e — (ogółom 8 p o t w i e r d z e ń ) zawsze w y s t ę p u j e w

stałej

k o n s t r u k c j i — „ o d terema do t o r o m a " , a jego znaczenie b y w a
lub „ p a ł a c ? , d o m ,

6

bozdrożo" .

Oto inno p r z y k ł a d y t a k i c l i „ z a p o m n i a n y c h " w y r a z ó w
m i e l i n " : a) karawan
Pieczywa n a m

7

— „ w ó z do w o ż e n i a w i n a ? " :
nio dasz

B o ś z s o b ą nie z a b r a ł .

zestawieniu

ładom,
ladom ( K o l / X V l , n r

nazwę

cala

grupa

273).

jest łałom,

riośni

o d czego w z i ę ł a

obrzędowych,

tak

zwano

1. Cienki lenek, cienki blisko k o n o p i e ł k i ,

(Kol/XVI,
nr

5

w

„lolomy":

do terenia — do ś l u b u jedziemy,

odczytywano jako „ z a r o ś l a "

najczęściej

wiauocek w i t o ,

P o d l a s k ą o d m i a n ą s ł o w a łado

Najświętsza,

O d terema,

występujący

a w K r a k o w i e c h u s t e c z k ę syto,

Jezus,

do K o ś c i o ł a

lelum' ,

Oj we L w ó w i? n a m

terem'

M y do ś l u b u dziś jedzioma,
W i e to P a n

0

—

ładom:

„ska­

oj, nam

lalom,

blisko k o n o p i e ł k i .

2. Joszezo c i e ń s z a c ó r a u o j c z o ń k a ,
ej, n a m łałom...
Melizmom,

( A O , s.

szczogólnie dla

161).
k o l ę d gospodarskich jost

także

z n a n y powszechnie z b a l l a d , archaizm dunaj 'rzeka, wielka w o d a ,
1 1

woda s t o j ą c a ' :
N a dunaj,
I

N a s t u ś , rano po w o d ę , na

to ze d w o m a wiaderojkoma, rui

na dunaj,

dunaj]

dunaj,

N a s t u ś , rano po w o d ę , na dunaj.

(JA,

W Ł u k o w e j , w okolicaeli B i ł g o r a j a c y k l k o l ę d

Łukowa).

składających

się z około p i ę c i u p i e ś n i , ś p i e w a n y c h do dzisiaj nosi n a z w ę „du¬
najów"

a

obrzęd kolędowania,

głównie pannom —

„dunajo-

waniem".

139

�Refren

dunajowy możo odnaloźć w wielu innych

kolędach

a t a k ż e podlaskiej p i e ś n i wiosennej „ k o n o p i e l c e " :
masz konopie lkę, masz.

w dole stoisz?

Czy sio l a t o w y j suszy boisz? ( W i o l k o p . , s.

2. Jeszczo ciońsza niż s t a w i o ń k a ,
ej, na dunaju... ( A O , s.

w dolo stoisz,

Czemu, kalino

Czy sie la to w y j suszy boisz,

1. Cienka lenka, k o n o p i e l k a ,
ej, na dunaju,

Czomu, kalino,

207).

Czemu t i , A ń d z i u , w lesie stojisz?

159).

(...)

Do kategorii niejasnych a r c h a i z m ó w , a w folklorze zachowa­
n y c h w f u n k c j i w y l ą c z n i o mclicznej,

n a l e ż y też w y r a z

leluja,

o k t ó r y m Ż. f a u l i p i s a ł , ż o : „ W y k r z y k n i k ten sluszuio do odlogloj
s t a r o ż y t n o ś c i odniość m o ż n a . J u ż K r o m e r str. 56 i

Stryjkowski

czi so 'i rannej rosi bojosz ? ( K a m . , s. 86),
gdzio dochodzi do rozbicia typowogo dla t r a d y i yjnego f o l k l o r u ,
symbolicznego przedstawienia dziewczyny.
Bezpośrednia

intorpretacja s y m b o l u w p i e ś n i a c h

ludowych

36 m ó w i j a k o b y Polacy podpiwszy sobie

jost zjawiskiem d o s y ć r z a d k i m ale nie w y j ą t k o w y m . F . B y c z e k

ś p i e w a j ą c „ L o l i u n P o l o l u m " p o w t a r z a l i . [...] L o l i Polel b ó s t w a

w swoim opisie wesela z okolic K r a ś n i k a z a m i e ś c i ł i n n y p r z y k ł a d :

w swoj h i s t o r y i str.

miłości i ś l u b ó w m a ł ż e ń s k i c h

w Polszczo i na

m i a ł y p o d ł u g k r o n i k ś w i ą t y n i ę na

czczono,

Łysoj — Górzo w Sando-

N a ś r ó d d w o r u j a w o r stoi — hej
N a jaworzo z ł o t a r z ę s a — hej

pani,

Starsy d r u ż b a nioboracok goni,
Czy pozwoli pannę

Leluja!

Archaiczne elemonty

języka

( Ź P , s. 5).

jożołi p o z o s t a j ą

w

to najczęściej p o d l e g a j ą t a k ż e w e w n ę t r z n y m

U c i e k ł a m i przepióreczka

(regułar-

a j a za nio nieboracok boso,

do

rodzimego zasobu leksykalnego. J e d n y m z r o d z a j ó w ' t a k i c h z m i a n
k t ó r o polerują, na upodobnioniu pod w z g l ę d e m fo

T

bliskiego d ź w i ę k o w o

1 3

Oto p r z y k ł a d y

cy pozwoli przepióreczkę

spytać,
c h w y t a ć . ( K o l . 6, K r a k . I T , s.

70)

oraz tekstowe w y t ł u m a c z o n i o symbolicznego znaczenia p r z e p i ó r k i
S w o i s t y m rodzajom r o z w o j u semantycznego znacznej g r u p y

takich

a r c h a i z m ó w f o l k l o r o w y o h jest zjawisko u o g ó l n i a n i a z n a c z e ń w y ­
razów.

1 6

Uogólnieniu

sprzyjają

różno

mechanizmy

I t a k , archaiczna leksyka t y p u gaj, dąbrowa,

ii podobny *

o g ó l n o g o przez i d e n t y f i k a c j ę

rybioy

językowo.

bór n a b i o r ą znaczonia

z c e n t r u m pola

semantycznogo,

z a t r a c a j ą c cochy dyforoncjahio i p o r y f e r y c z r o :

sive^e z - l o ż y h '
l-.nadcbnóm

trzeba b y się p a n i m a t k i

do

wychodzącego z użycia

w y m i a n • nadobny
Iivbacv

w proso,

z zabawy o b r z ę d o w e j .

mnioj
zn&amp;nogo

bardziej ''!i,"iio' o

93).

solnej:

tokstach

n v m b ą d ź n i e r e g u l a r n y m ) z m i a n o m jako rodzaj asymilacji

netycznym 'wyrazu

spytać

miodu s c h w y t a ć ? (Rycz., s.

Jest t u t a j w y r a ź n a analogia do powszochnio znanej p i e ś n i wo-

Leluja'.

I p r z y ł o c i e l i rajskio p t a s z ę t a — hej Leluja'.

sa r^onaojo

Uciokla n u m nasa młodo

Trzoba n u m sio p a n i m a t k i

1 2

mirskiin."

folkloru

Rusi

Kaśiulko

z w(. d y "wydobyli

bór
(lviij

111* OoO I i s

dąbrowa

gaj

185)

ob k *
Rybacy

sk"oczyli,

sicióm z a ł o ż y l i ,
u

I:p odobnóm

las

Kasinie:/

na ł ' ó n d w y d o b y l i .

J a k o ogzomplifikocja

p"odobny

wołani© się do znanego p o o t y z m u bór, k t ó r e g o e t y m o l o g i a w i ą ż o

Kasiuli

"organy g r a j ó r n , ( K u j . n r 639 A , s.

185);

się z lasom sosnowym czy szerzej i g l a s t y m .

T a k ż o i n n y , bardzo c z ę s t o w folklorze u ż y w a n y archaizm w fun­
k c j i p o o t y z m u — talar,

m o ż o z m i e n i ć się na zasadzie asouacji

4

w

talerz.'

Z m i a n y fonetyczne, j a k i m p o d l e g a j ą w tokstach
r a k t e r . Z n a n y z „Bogurodzicy"
w s ł o w o f o r m i e Gosponic

ludowych

'Pan

w y r a z gospodzin,
R ó g , Pan

tutaj

użyty

Jezus':

W p i e ś n i a c h nie­

j e d n o k r o t n i e bór m a t a k ż e cochy lasu ł i ś c i a s t o g o :
T a m pod lasom p o d

Gdzio jedziesz Gosponie

borem

boru,

n a r ą b i o m a t o p o l u , K o I M a z . I I I , nr 245, s.

209).

Najczęściej jednak kontekst całego tekstu, w k t ó r y m ton wyraz
a

nawet kensytuaoja

nio

pozwalają

na

ż o d n o u k o n k r o t n i o n i o jego znaczonia. T a k jest np. w p i o ś n i a c h
weselnych:

?

Z a k u k a ł a kukawoczka w ś r ó d

D o ciobio, m i ł y panio. ( K o t . Z n , s.

199)

F o r m ę t ę n a l e ż y u z n a ć za p o c h o d n ą od gospodna ( w e d ł u g S. Ur¬
5

przez

gosponie.

—

O d p o w i e d n i k ż e ń s k i — gospodzina

boru,

siadajcie rod-.ico do s t o ł u ,

b a ń c z y k a ) p ó ź n i e j s z e g o w a r i a n t u gospodzin' ,

gospodnic-*

gospoda

'pani'

raz m a f o r m ę gospodze: _
ach ! nasza

Pojodzioina do

jest p r z y w o ł y w a n y ,

Jozus na osioloczku

Po • l i p o w y m mosteczku.

B r o ń nas,

17

od­

poci t y m p i ę k n y m j a w o r e m . ( K W - , s. 65),

archaizmy, m o g ą m i e ć bardziej i n d y w i d u a l n y , nieregularny cha­

J o c h a ł Pan

p o w y ż s z e g o twierdzenia p o s ł u ż y n a m

niech w a i n kukawoczka nio głosi,
nioch Marysia swoich r o d z i c ó w przeprosi.
O j , do ś l u b u , m ł o d a paro, do ś l u b u
do takiogo niziutkiego u k ł o n u .

gospodze,

U p a d a j M a r y s i u , po raz drugi, trzeci,

W tej ż a ł o s n e j bardzo t r w o d z e (P,Ś1., s.
co jest zgodne z d a w n ą

formą

dopełniacza,

155),
a

nioch cię b ł o g o s ł a w i ą malonkio dzioci.
innym

razom

gospoda:

P o b ł o g o s ł a w ojcze, p r a w ą r ą c z k ą na
bo j u ż o s t a t n i raz

krzyż,

na j e j wianek patrzysz. ( K u r . , s.

170)

Graj pasterzu graj, B ó g ci pomagaj,

Bór zatom, ż y j e w p i e ś n i a c h swoim o d r ę b n y m , t e k s t o w y m ż y c i e m ,

Powiedz, k t ó r a t u

r ó ż n y m o d czysto j ę z y k o w o g o

gospoda,

Slodkiogo grona jagoda
Syna p o w i ł a . ( J A , D u b i e n k a 1978),
lub

gosponią:

Talar,

dukat, czerwony,

dolar

s t o p n i u , sens

j e d ź m y ż ż y w o po

bogactwa, w i o l k o p a ń s k o ś e i i t p .

nią,
( K o l / X V I , Lub I , nr

za­

o b s e r w o w a ć na p r z y k ł a d z i e folkłorowogo p o l a nazw p i e n i ę d z y .

S p i e s z m y ż swacia, b r a c i a !
po d o b r ą gosponią.

(komunikatywnego).

Analogiczno zjawisko u o g ó l n i a n i a semantycznego m o ż n a

40).

reahiogo

zatracają, w r ó ż n y m oczywiścio

odniesienia, a s t a j ą

się o k w i w a l e n t e m

I n n y charakter u o g ó l n i a n i a semantycznego o d c z y t a ć

można

W o s t a t n i m p r z y k ł a d z i e na z r ó ż n i c o w a n i e postaci w y r a z u w y ­

w grupie o p i t o t ó w f o l k l o r o w y c h ,

r a ź n y wpływ wywarł również r y m .

realizowanej przoz nio w folklorze f u n k c j i , z r c j o s t r u j ą c o - o p i s n j ą -

Za specyficzny p r z y p a d e k asymilacji, t y m razom w zakresie
semantyki należy

uznać

symboli. P o r ó w n a j m y

140

tekstową

przykłady:

interpretacje

archaicznych

co jest z w i ą z a n o zo

zmianą

coj na o c e n i a j ą c ą . U t r w a l a n i o t y c h ocon p r o w a d z i do p o w s t a n i a

�grupy

waloryzantów,

których

podstawowym tekstowym

zna­

powstania

opozycji

leksykalne-semantycznych

typu:

forma

czeniem jost o g ó l n a ocena p o z y t y w n o ś c i . S t ą d m o ż l i w e s ą t a k i e

neutralna i nacechowana stylowo.

k o n t e k s t y j a k drobne

„ b e z p o ś r e d n i o z a a n g a ż o w a n e w tworzonio o d r ę b n o g o s t y l u j ę -

listy:

E l o m e n t y nacechowano
18

Pod ziolonym d ę b e m stoi k o ń k o w a n y ,

zykowogo poezji w o d r ó ż n i e n i u od n i o p o o z j i . "

K t ó ż na n i m w y w i j o , Jasiunio k o c h a n y .

archaizmy są przekształcane i utrwalane jako wyróżniki języka

N a d o b n o K a s i o u k . d z i e c i ą t k o k o l j s o . (Chmiel, s.

i o t w a r t a . D o w y m i e n i o n y c h w c z e ś n i e j u p o e t y z o w a n y c h archa­

39)

i z m ó w t y p u : gaj,

raj:
do

raju

malowanego:
H e j , s.

ludowego.

wymiana opitotów:

malowany

odpowiodniość
w konstrukcji
Joszczo

opitotów
ludowoj

innvm

folkloru

stół

i t d . Owa

może

//

jost

somantyeznego

a r c h a i z m ó w w folklorze jest d o s y ć powszochne t r a k t o w a n i o , taić
w sonsio n a d a w c z y m j a k
dunaj,

wisla,

podlanie,

i o d b i o r c z y m , nazw n p o l l a t y w n y c h :

ukraina,

bukowina,

podole

jako

nazw

w ł a s n y c h i to z a r ó w n o przez dawniej-zych zapisywaczy f o l k l o r u
jak

i wspólczosnycb,

nawet w y w o d z ą c y c h

się ze

środowiska

wiejskiego, gdzie n p . dunaj j a k o nazwa pospolita b y l historycznie
znany. Oto k i l k a p r z y k ł a d ó w :
Koniczku

siwy

P o k a ż m i dziwy
P r z o p l y ń bez

Dunaj

Nio zmaczaj g r z y w y .

(Pvog., s.

222);

W y d a l a m n i o m a m a za b o r y , za lasy,
Za b y s t r y Dunaj.
/ : N a Podolu

bialyj

( D w , s.

122),

kamień:/,

/ : P o d o l a n k a siedzi na n i m . : / ( K o w . , s.

120);

W i o n k a ci nio w r ó c ę , a n i Jezu Chryste,
bo j u ż t w ó j wianeczek, rzucony na

Wisie.

[...]
J u z e m za m ą ż p o s z ł a , wszystkiegom p o z b y ł a ,
j u z e m s w ó j wianoczok, o j , na dunaj
Z Ukrainy

r z u c i ł a . ( K o w . , s.

82).

rycerz z b r o j n y ,
Rycerz z b r o j n y ,

J u ż nie w r ó c i n i g d y z w o j n y ,
N i g d y z w o j n y . (Glog., s.
P o g n a ł a w o ł k i na

184),

Bukowinę

W z i ę ł a zo s o b ą s k r z y p k i jedyne, (FO, s.

9

współtworzą

swoisty

styl

tokstu

malowana

najwidoczniejsza

przoksztalcouia

poetyckiej'

błonie i t d . W y r ó ż n i a j ą

funkcjonalna

paraleli.

rodzajom

można
'czysty',

się ono d u ż ą f r o k w o n c j ą u ż y c i a . J a k o rodzaj somantyczno-loksyformuły

wrota, krasa,

nadobny

rusy, bystry,

rzeczowniki: kometa, podwoje,

t y c h p r o c e s ó w m o ż l i w a jest i w p r a k t y e o c z ę s t o realizowana,
drobny groch // drobna dziewczyna

podole,

159),

kalnoj

funkcjonalna

dunaj,

(FK,

k t ó r y c h nie n a l e ż y t r a k t o w a ć j a k o nielogiczności. W konsekwencji

panna,

bór, dąbrowa,

d o d a ć i kolojne: — e p i t e t y : wrony, krasny,

Siadaj razem z n a m i w e s o ł o na konia siwego,
Piej, zajodziosz, t y , zajedziesz

tle

f o l k l o r u , folklorowo p o e t y z m y . I c h lista jost stosunkowo d ł u g a

W y w i j o , w y w i j o , drobne listy pisze,
czy malowany

I na t y m

są

17).

O s t a t n i a grupa o m a w i a n y c h p r z y k ł a d ó w p r z o k s z t a l c o ń
szczogólnio istotna dla t o k s t ó w f o l k l o r u . Prowadzi b o w i o m

jost
do

Rozwiązania
A O — A . Oloszczuk, Pieśni
ludowe Podlasia,
W r o c ł a w 1965
Chm — J . Chmara (red.) Lubelska
pieśń ludowa, L u b l i n 19,19
Chmiel — A . C h m i e l i ń s k a , Księżaty,
K r a k ó w 1925
D — Z . D o ł ę g a - C h o d a k o w s k i , Śpiewy
słowiańskie
pod
Mrserhą
wiejską zebrane, Warszawa 1973
D w — S. D w o r a k o w s k i , Zwyczaje rodzinne w powiecie
wysoko-mazowieckim,
Warszawa 1935
FIC. H e j — F . K o t u l a , Hej, leluja, czyli o wygasających
starodaw­
nych pieśniach
kolędniczych
w Rzeszowskiem,
Warszawa 1970
F O — F . Olosicjuk, Obrzędy weselne w Lubelskiem.
Materiały
etnograficzne do badań nad obrzędowością weselną. W r o c ł a w 1071
Glog. — Z . Gloger, Pieśni ludu, K r a k ó w 1892
H o l — P. Holyszowa, Nasze wesele, W s t ę p i opracowanie M . Le­
s i ó w , L u b l i n 1966
J A - - M a t e r i a ł y w ł a s n o autora
K a m — L . K a m i o ń s k i , Pieśni
ludu pomorskiego,
T o r u ń 1936
K o l — O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, W r o c ł a w — P o z n a ń od 1974 r.
K o t . Z n — F K o t u l a , Znaki przeszłości,
Wstęp Cz. H e r n a s , W a r ­
szawa 1976
K o w — M . K o w a l c z u k , Współczesny
repertuar folklorystyczny
wsi
Rachanie
kolo Tomaszowa
Lubelskiego,
L u b l i n 1978. Praca
magisterska w y k o n a n a p o d k i e r u n k i e m J . Bart m i ń s k i e g o .
K u j — B . K r z y ż a n i a k , A . P a w l a k , J . L i s a k o w s k i , Kujawy,
cz. I ,
K r a k ó w 1974
K u r — A . K u r , Wesele przypisowskie
[ w : ] Lubartów
i Ziemia
Lubartowska,
L u b l i n 1964
K W s — Albośmy
to jacy tacy..., Z e b r a ł i o p r a c o w a ł P. P ł a t o k ,
K r a k ó w 1976
r ś l — Pieśni ludu Śląskiego
ze zbiorów rękopiśmiennych
Józefa
Lompy, W y d a l B . Z a k r z e w s k i , W r o c ł a w 1970
R o g — J . Roger, Pieśni ludu polskiego w Górnym Śląsku,
Opole
1976. W y d a n i e f o t o t y p i c z n o .
R y c z — F . R y c z c k , Droga przez wieś, K r a k ó w 1972
W i e l k — Wielkopolskie
śpiewki ludowe, O p r a c o w a ł a J . Sobieska,
K r a k ó w 1957
Ż P — Z . P a u l i , Pieśni ludu polskiego w Galicji, W r o c ł a w . . . 1973,
W y d a n i e f o t o t y p . p i o r w o d r u k u z 1838 r o k u .

P R Z Y P I S Y
1

P r o b l e m a t y k a definiowania a r c h a i z m ó w f o l k l o r o w y c h oraz
ich p r z e g l ą d i k l a s y f i k a c j a z o s t a ł y przedstawiono w a r t y k u l o
Archaizmy leksykalne w polskim folklorze wierszowanym (w d r u k u ,
UMCS).
S.B. L i n d o , Słownik
języka polskiego, t . I I , L w ó w 1855 —
p o d h a s ł e m komora.
P o d s t a w ę m a t e r i a ł o w ą a r t y k u ł u stanowi z b i ó r około 50 t y ­
t u ł ó w d r u k ó w z w a r t y c h d o k u m o n t u j ą c y c h f o l k l o r z całogo te­
r y t o r i u m Polski. Część z n i c h z o s t a ł a w y k a z a n a w d o ł ą c z o n e j
liście r o z w i ą z a ń s k r ó t ó w c y t o w a n y c h ź r ó d e ł .
T e r m i n za J . B a r t m i ń s k i m , 6języku
folkloru, W r o c ł a w 1973,
s. 257
Ł . G o ł ę b i o w s k i , Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, W a r ­
szawa 1830, s. 46
I . G ó r a k - B a r t m i ń s k a , Słownictwo
lubelskiej
pieśni
ludowej
na tle słownictwa
gwarowego, L u b l i n 1965, s. 19; J . B a r t m h i s k i ,
op. c i t . , s. 228—230
F . K o t u l a Hej, leluja, Warszawa 1970, s. 032 (przypis 65).
Kantyczki
karmelilańskie,
r ę k o p i s z X V I I I w i e k u przygo­
t o w a ł a do w y d a n i a B . K r z y ż a n i a k , K r a k ó w 1980, s. 87
Szorzoj na t o n t e m a t zob. H . Ł o w n i a ń s k i , Religia
Słowian
i jej upadek (w. V I — X I I ) , Warszawa 1970, s. 213—217
por. H . Ł o w n i a ń s k i , op. c i t . , s. 216, 231
O e t y m o l o g i i i znaczeniu dunaj u zob. T . L e h r - S p ł a w i ń s k i ,
Kilka
uwag o słowiańskiej
nazwie Dunaju
(w.)
Sprawozdania
z Prac Naukowych
Wydziału
Nauk Społecznych,
Warszawa 1959,
2

3

J

5

6

7

8

9

1 0

1 1

z. 3—4, s. 74—77; J . R o z w a d o w s k i , Studia nad nazwami
wód
słowiańskich,
K r a k ó w 1948, s. 2 4 7 — 2 5 1 ; M . J u r k o w s k i , Rzeka,
potok, i ich synonimy w języku ukraińskim,
„Słavia Oriontalis"
1963, n r 3, s. 462; W . Gieorgijew, Dunaj, Dunaw, Dunave
(w:)
Studia
Lingüistica
iu
honorem
Thaduaci,
Lchr-Splawiński,
W a r s z a w a 1963, s. 87—90
Z . P a u l i , Pieśni
ludu polskiego w Galicji, W r o c ł a w 1973,
s. 3 i 4; w y d . f o t o t y p . z 1838 r o k u .
Por. d e f i n i c j ę asonacji u M . Kruszewskiego, Wybór
pism,
W i o e ł a w 1967, s. 8
F o r m ę t a k i o j w y m i a n y p o d a ł J . Treder w swoim referacie
w y g ł o s z o n y m na konferencji frazeologicznej w L u b l i n i e w 1978
roku.
S. U r b a ń c z y k , Prace z dziejów języka polskiego,
Wrocław
1979, s. 133
Szerzej n a ten t e m a t zob. J . A d a m o w s k i , O
uogólnianiu
znaczeń
wyrazów
w pieśni
ludowej
(w:) Literatura
popularna,
folklor, język, pod rod. W . Nawrockiego i M . W a l i ń s k i o g o , K a ­
towice 1981, t . I I . s. 205 i n .
1C. M o s z y ń s k i , Uwagi do zeszytu „Słownika
etymologicznego
języka
polskiego"
Fr. Sławskiego,
„ J ę z y k Polski'', 1953 n r 5,
s. 355
J . B a r t m h i s k i . O języku...,
op. c i t , , s. 223
Por. J . M i o j l a c h , Jazvk
trubadurów.
Moskwa 1975. s. 89
i n . ; oraz J . A d a m o w s k i , Archaizmy
leksykalne pieśni
ludowych
a problematyka
formuły,
„ L i t e r a t u r a L u d o w a " , 1977 n r 4—5
1 2

1 3

1 4

1 5

1 0

1 7

1 8

1 9

141

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10723" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10701">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c227d85ddbec768c1b800b7f960becb.pdf</src>
        <authentication>b6fa16cd9bbc996971cc8fd22019ffaa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3291</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127844">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127845">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3085</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127846">
                <text>Z Kolonii do Opoczna. Przyczynek do dziejów "wędrówki motywów" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127847">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.119-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127848">
                <text>Anacka-Łyjak, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127849">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127850">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127851">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127852">
                <text>CL

Ь

,.:

Л

Mapa 23. R u c h l e t n i s k o w y . I I . ; 1) ilośó l e t n i k ó w na i z b ę
p r z e z n a c z o n ą do wynajęcia.; a) m n i e j n i ż jeden l e t n i k , b)
2 l u b 3 l e t n i k ó w , c) p o n a d 3 l o t n i k ó w , d) nie m a l e t n i k ó w ;
2) r u c h l e t n i s k o w y od 1927 r. silnie rozwija s i ę ; 3) r u c h
l e t n i s k o w y od 1927 r. s ł a b o rozwija s i ę ; 4) granica w p ł y w ó w
stacji kolejowych Czarny Dunajec i B a b a W y ż n a ; 5) ź r ó d ł a
mineralno (siarczane); 6) d o c h ó d na gospodarstwo z r u c h u
letniskowego; 6) mniej niż 50 z ł ; 7) 50—100 z ł ; 8) p o n a d
150 z ł ; 9) miejsca w y r ę b u m i ę s a ; 10) piekarnie; 11) i c h za­
sięgi h a n d l o w e ; 12) pensjonaty czynne

М а р а 22. B u c h l e t n i s k o w y . I . , 1) w a r u n k i ? p r z y r o d z o n e ;
a) p o n i ż e j 30, b) 37—48, c) 50—54, d)^ 56—58, e) 60—62,
f) 67; I I . frekwencja l e t n i k ó w w 1933 г.; 1) poniżej_50 o s ó b ;
2) 50—100 o s ó b ; 3) 100—200 o s ó b ; 4)' 2 0 0 — 3 0 0 ' o s ó b ; 5)
ponad 300 o s ó b , 6) nie m a l e t n i k ó w ; I I I . u r z ą d z e n i a tech­
niczne; a) 22—25, b) 27, c) 30—32, d) 36—37, e) 39—41,
f) 49—58; I V . N a p ó ł n o c od l i n i i — we wsiach jest ponad
2 0 % d o m ó w 3-izbowych; V . W i l l e (topograficzne).

M a p y rys. W . Leszczycka. M a p y IR, 17, 21 p r z e d r u k z art. S. Leszczycki, Oblicze wsi orawskiej,
na r o k 1947, K r a k ó w Fot. autor

„Przyjaciel Spiszą i Orawy", Kalendarz

Maria A n a c k a - Ł y j a k

Z
PRZYCZYNEK

W r o k u 1981 K r a j o w a

KOLONII

DO

DO

DZIEJÓW

Agencja W y d a w n i c z a o p u b l i k o w a ł a

t e k ę z a t y t u ł o w a n ą Wzory polskich

haftów

ludowych,

obejmującą

OPOCZNA
„WĘDRÓWKI

M O T Y W Ó W

przez Petera Qucntella w K o l o n i i w r. 1536. Z a l e ż n o ś ć
o p o c z y ń s k i e g o ze z b i o r ó w P a ń s t w o w e g o M u z e u m

haftu

Etnograficz­

d w a n a ś c i e tablic o p a t r z o n y c h k r ó t k i m tekstem. W y b o r u v. z o r ó w

nego w Warszawie od jogo X V I - w i e c z n e g o p i e r w o w z o r u o k r e ś l o ­

z k o l e k c j i P a ń s t w o w e g o M u z e u m Etnograficznego w Warszawie

nego jako „ b o r d i u r a z p t a k a m i " (Vogelbordure) jest zdumiewa­

d o k o n a ł a E l ż b i e t a Piskorz, b ę d ą c a l a k ż e a u t o r k ą t e k s t u .

jąca, i bezsporna. W p r a w d z i e w k a t a l o g u o p r a c o w a n y m przez

N a s i ó d m e j z k o l e i t a b l i c y pokazano haft o p o c z y ń s k i zdo­

N i n ę Gockerell (s. 60, i l . 07, n r k a t . 21) znajduje się i i n n y p r z y k ­

b i ą c y p r z y r a m o k koszuli j a k o p r z y k ł a d h a f t u liczonego, zwią­

ł a d podobnego m o t y w u :

zanego ściśle ze s t r u k t u r ą p ł ó t n a . W p o d a n y m p r z y k ł a d z i e głów­

z p r z e ł o m u l a t 1741 i 1742, r ó ż n i się on j e d n a k (ił. 2) w szcze­

n y m elementem k o m p o z y c y j n y m s ą p o w t a r z a j ą c e się r y t m i c z n i e

g ó ł a c h od

pary

i nie m o ż e b y ć u w a ż a n y za, p i o r w o w z ó r h a f t u

ptaków

dziobkami,

(prawdopodobnie gołębi)

rozdzielonych

kwiatkiem

zwróconych
o

pionowej

do

siebio

t e k i nie

wyjaśnia,

Petera

Quentella

opoczyńskiego.

Stefania K r z y s z t o f o w i e z w k s i ą ż c e O sztuce ludowe]
wsi w formie

na p o p u l a r n y

oficjalnej

mal

wzorniku

(il.3).

w

Polsce

(Warszawa 1972. s. 11]) k o n s t a t u j e : „ H a f t p o j a w i ł się na polskiej

pochodzenia tego m o t y w u , co nie m o ż e budzie zdziwieniu z u w a g i
charakter p u b l i k a c j i

podanego we

płótnie

ulistnionej

ł o d y ż c e ; od n a s t ę p n e j p a r y p t a k ó w d z i e ł i je bardziej rozbudo\ \ a i m ł o d y ż k a z trzema k w i a t k a m i . A u t o r k a

motywu

p o ł u d n i o w o n i e m i e c k i h a f t na

wzorów

bezpośrednio

zaczerpniętych

ze

sztuki

( . . . ) " . P r z e ś l e d z e n i e d r o g i , j a k ą w czasie i przestrzeni

P r z y p a d e k z d a r z y ł , że o m a w i a n y m o t y w o d n a l a z ł a m , w nie­

odbył motyw

identycznej formie,

w z o r n i k a Petera Quentella z K o l o n i i — b y ć m o ż e poprzez h a f t

w pracy N i n y

Gockerell

tn.chia.r (Katalogu de.-. Bayorisohen N a t i o n a l m u s e u m s

StickmusterMiujchen.

dworski,

„ b o r d i u r y "'• p t a k a m i " , z a n i m z X V I - w i e c z n e g o

mieszczański lub kościelny —
2

t r a f i ł w latach

B a u d X V I ; Deusteher K u n s t v e r l o g 1980) . B o p r o d u k o w a n y na

dziestych X I X w . ,

stronie 19 ( i l . 1), pochodzi z w z o r n i k a (Modełbuch)

r a m e k koszuli o p o c z y ń s k i e j , pozostawiam etnografom.

1

wydanego

dwu­

w formie p r a w i e nie zmienionej, na p r z y -

119

�••iiiiiiiiiHinniiiiiiumiiiuiniiiiiuiniiiiiiiiiuiuiimiuifiiiiiffiiiiiiiifil

I

v e.ss8.. -.- v

v %• в.5й-. v ... -.«..«г.. v . . .
v
|
• !•«
h.-r
aaa
, *5ss.
яяаяв "aS
a5
aa
. T mmm
•••*&lt;
-ss«-saaa •
.aS
a aM
&lt;^a
S.яаа
aa _, -SS-T
a a a a _.к" -ss.
" 5 5 ".s."s
. "SS. „
a at
|
ш . . a
mmm
mum mum
mmu
mmm
mum
mmm
umm jmrnm
- mim "mm С
S ' .ssv.ss". * .sr. .sr. • . s r . . s r . -s.r .ssv «ss% •s.s • • % • • • » • - 1
л я . ,

s

e

e

S .s5* is«- -ss.
e

-ss.- -ss. mss*

35 mmm ** • я * а •
. ввая. . I I
r.
•
m
. . .
28 8" "
" S S . «SS"
"
" •5a5. . mmm
."SS.
SS
m
m
•••••
a
ш
. a i
. I n , • • • •

.ss" "a. - r .ss-

-

l ' A - 4 F Л.Л W

"ss. • .ss" "Is.- "ss. •

"ss." "8 z

mmm 22.
я mmm
I M
• mmm - явя
a m
a яяя i " яSя
aaa
aŁ
a a- aI f. f * iaaa
• . i
mmm
вам,
"
" шав
SS. «
5 Г "SS^T
" S S T ". S
5S5".шит
SSS. "
" aaa
S S S " 1mmm
5
"SS.
яая
". S
a a.a a a
ааааа
aaa.a
a
т
aaa a
а"я
" m mi
• •

. .85"

щ

л -•-

л

V

л

»
2
m
m
m
m

"SSS" . 3

•

ш Я Ш . a a a ЯЖЯ''аВЯ~ • Ява
a «
mmm
M аl я• • ••" й"* . ". Я *
Я Я aa a
a aaa a
а а• •а• 'я• •я* '. aяa а
а «а• •а•а• .а. а. а а я я а в а
а в а в

1.*%8&gt;.i.W

i a и ш я я я a a a a a a a a a a a a a a a . a a a a a mmm mmm mmm mmm .aaa a a a a a a area

i i i
t
а5аввва_ •• ваяемаЯ
mmmmmm aaaaaaa
a . . a a a .aaaaa a
5 5 я в 5 я я • * я В И . , Ш Ш т - ттш • mm
„ a a . -a . . a a
a
aaaąąa
aaaa
a
aaaaa
..
а.
.
S S"Ł» '"-KSS"--' 5 ш " Я . - i " " . " " . а
S B
SSS
a
SSS
•
ввав
. 5вава
ааяа
а -- ' ваша
вааа .
в в ва н
а
яв
'
a
a
a
a
a
ааа
а. .а
ва •
fi SSSS
SSS" " . . " - a " " 5 . " 8 % S "• • a в
" . . "а "вав
5 5 5 • 2 2a 5a% Ii . "аS вам,
S
S
.2"
"SSL* 2
*J»22 S
.55555
•
5 5 .•
я . . . a . • - . a . aa
.
"a
ga, а
. " " .. яая
5"
- . . a. a
а" " в
ая. .я
я a . at
яаа
яаа
•* . .
.а
Б
5 SSI '
5 3 mm
5 я 5 5 я ' a a a - a a aaa a ая
aa
.aa я
a . яаа
ааа
вва
и" и 2 ттш
ааа
•••••&gt;• а
S n m
5 я а " a a a S a a 5 5 5 5 a a S S a a а ваша
ввя а
2
2
2
.
*
.
5
S
яввва,
авара
а
•
•
•
•
*
•
»
•
•
•
»
аг
S Шш • ' *
mmmm aEaaaaSa a a в а в я я я ааавав
а mmmm я
m
52"5"» umm.
. 5 5 *а5|5
**J*mm
.
•2222* 22_« 2
З а в а -•• ' «
В я я я я я я а » a ą j i a a я я я я яавва
в в а я • . ,. •
S
. ^ав
? -52*«*|
а
а *а
.._«•„.
я
51Я_
2
55а
в5 «••••
аа.в
а •
m 5 5 5 "' В
ввав
a a . mm a . . a a „222*
. 5 .а. "а 5а« в
%авв
aa. а
яa
вваввв
а_
•••»
.
ВSna
3
aa.a
aa . a a . -aВа
.aa
S z 5 _ l ! _ "а
_ "аааа«в_
_5,.25S
а
.
аяяяаава.. ашяяяяяя
и
• • 1 _ _
2
в
а а ш . • ' " в а м в ш я Г . ' mmmm .,...
a
- S S 2 K.'-«г
2 « " JIB SХ5 К
S2
51
." »
в •5aa5aaSa.5a a
'••яш
•
ява
2
•*.«••«
-222-Й1
.
5 3 8 . • • * « в mmv- • aSaa ввава .
ашавваав_
• авааааав..
ааа
а
ававв • • • * • и
aaaaa *_
•••К—• - • ! г
.
aа а. .aвa
a&lt;' &gt;(ааа
v a a aвав а
• . . аaяaа
в .Ш'.'аааа
ва м
8
аааааs а аЯа а и и* а аваяя
шва т
. . « • в а ш .вяааа»_«аВ«а
- •i &gt; » &gt; . " " &gt; " " ""22"222|«
• 5
—
^
^
^
^
i
f
.
5
«
5
5
a
*
s
j
iiin'Miitt 5
шмааа
а5тr " S
т- -и" S
ааш.в
ааааа
SSS58SSS5.
.SSSSnSSS
: S 5 Sа
V ^Я" 5-«
K K :а.аа
:S5^S
5SI.
•ш
в 5а аВв 5 S
яаяа.ааааа
ааа a a . а . а
а&gt;
8 S« aSaaSS a . a a a ą a . a
aa",a
„SSSS^aSSS
5 5 5 " a " 5 " " a я-аяваавваая
5""S"-"SS
a
a
"
a
5S
а"|5аяв5аа!я".«Вваавава
а
аа
ая
а
а
ваш
а
В
S S
f
S
a
S
e
P
:
i
s
S
«
5
2
!
!
2
.
S
S
5
S
B
.
.
8
5
"
5
"
8
.
*
5
S
a
"
S
a
a
a
a
a
a
S
S
a
м«5ваааааа
a
a
a
а
я
_
в
а
в«
a . aaaaa aaaaaaaaaa
-_2i*»2
• • •i • И I Sаa в
i •ама.авааа
• аяявяавав
a a a a a a a a в а а а в» ваааав
я
яаВааавая
В 2 2 1 2 2 5 2 " - S S S I S S a a S a S a a S S a S S S a « S 5 f 5 a " a . . • а •5а5555а|в" 2.{аавав
ш

шж

: f

r

e

в

1

-

В

ж

й

*aS-SsllI
"s:s5!:.-BsE

a

i^5%

KW"

M

5

IБ. , 5 5 в «
a 5a5.3.5.Я«8 я
а уS«S l S
яa «
- -a. .я .; .. .»- -• .«- - . *- - —
в —
-5«
8"."5"-":-.-Г.":" 5
^ . я. ". 5
8 .5 я
5явяшя5«5 1
SłS
» . •- « « . - 8 " . —
- IS S a
. .%
a a5' aЛs8a- в^ пЧ. 5м. а" .я*&amp;• *% 8 . % 8 . " ^ "^2^% 5 %
• .a8«в а Л
— — —
— —
«г
я

8

м

8

в

в

в

в

в

ж

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10278" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10256">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/97b5a709e2ac0f08b9f09d63e9532121.pdf</src>
        <authentication>b2a201d843a56c4de87eaf2f41801fa2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122206">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6408</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122207">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122208">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122209">
                <text>Bacon, Francis (1909-1992)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122210">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122211">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122212">
                <text>O sobie/ do siebie (Listy Michela Leirisa do Francisa Bacona)/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122213">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122214">
                <text>Bacon, Francis</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122215">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122216">
                <text>Kędzierski, Marek (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122217">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122218">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122219">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122221">
                <text>FRANCIS BACON,
MI CHEL LEIRIS

L

epiej niż ktokolwiek inny, Michel Leiris poka­
zał nam, że ludzka wielkość jest w intymny
sposób powiązana z pustką. Dla mnie, jego
dzieło jest nie tylko dokumentem, który przyczynia
się do wzbogacenia naszej wiedzy o człowieku, ale
również osobistym świadectwem, które głęboko mnie
przeszywa.
Rozpacz i momenty przejaśnienia. Granica między
nimi tworzy rodzaj skomplikowanego łańcucha, który
rozwija się wzdłuż tragicznej i niezwykle twardej liny,
naprężonej od narodzin aż po śmierć. (F. Bacon Michel
Leiris, „L’Ire des Vents” 3-4/1981, s. 139; przełożył
Tomasz Szerszeń)

Paryż, 1 grudnia 1981 r.
Drogi Panie Francisie,
Dziękuję za wyjaśnienie mi (przez Eddy’iego Batache’a), jak pojmuje Pan realizm. Ja też jestem przeko­
nany, że do rzeczywistości docieramy wyłącznie po­
przez naszą subiektywność, w rezultacie czego nie
tylko nie możemy być całkowicie „obiektywni”, lecz pójdę dalej - byłoby wręcz niedorzeczne próbować
być obiektywnym, bowiem to, co trzeba oddać
w transkrypcji to nie rzecz sama w sobie, tylko nasza
percepcja tej rzeczy.
Co do ekspresjonizmu, to irytuje mnie w nim
aspekt karykatury: powierzchowne akcentowanie pew­
nych cech [przedstawianej] rzeczy, dla uzyskania
„efektu”, zamiast próby - a to jest trudniejsze - próby
dostarczenia nam, w całej głębi, możliwie najżywszego
przekładu.
Co do możliwości bycia realistą przy malowaniu te­
matu tragicznego lub mitologicznego, wydaje mi się,
że możemy tego dokonać, po prostu zdając w pełni
sprawę z naszej reakcji na te tematy bez, próby ich ilu­
strowania. Muszę wszakże przyznać, że w tym punkcie
nie mam absolutnie jasności!
Choć jest to ohydnie skomplikowane, mam na­
dzieję uporać się ze wszystkim, idąc tropem głębokiej
refleksji nad Pańskimi dziełami i tym, co mówi Pan
o swojej pracy.
Bardzo serdecznie pozdrawiam i do rychłego, mam
nadzieję
Michel Leiris
Proszę mi wybaczyć niezbyt wyraźne pismo i skre­
ślenia... Jednakże piszę Panu o czymś, co zbytnio
mnie angażuje, bym potrafił wypowiadać się bezna­
miętnie.

Paryż, 25 lutego 1982 r.
Drogi Panie Francisie,
dziękuję serdecznie za piękną przesyłkę od Pana,
tym bardziej dla mnie interesującą, że zmusza mnie
do poważnej refleksji nad tym, co w związku z Pań­
skim dziełem przychodzi mi do głowy na temat re­
alizmu.

O sobie / do siebie
Listy Michela Leirisa
do Francisa Bacona
Wydaje mi się, że termin „realizm” można zasto­
sować do Pańskiego ostatniego tryptyku, ale nie
ulega dla mnie wątpliwości, że mamy tu do czynie­
nia - zresztą podobnie jak w przypadku tryptyku in­
spirowanego Oresteją - z realizmem, którego ze­
wnętrzny związek z zewnętrznym światem jest
bardzo luźny.
Strasznie wolno idzie mi praca nad tekstem, któ­
ry postanowiłem Panu poświęcić i naprawdę przy­
kro mi z tego powodu. Gromadzę mnóstwo notatek,
ale jeszcze nie czas na przystąpienie do końcowej
redakcji.
Proszę mi szczerze napisać, czy nie złości Pana za­
nadto moje opóźnianie wydania tej książki!
Mam wielką nadzieję zobaczyć Pana niebawem
i mieć sposobność porozmawiać z Panem osobiście
o tych sprawach.
Bardzo serdecznie pozdrawiam,
Michel Leiris

Paryż, 3 kwietnia 1982 r.
Drogi Panie Francisie,
Wciąż zastanawiam się nad zagadnieniem realizmu
w połączeniu z Pana twórczością. Ale to się zdecydo­
wanie wlecze...
Znowu się wdałem w poetyckie gry słów, tak jak za
dawnych, surrealistycznych czasów. Oto jak interpre­
tuję (bawiąc się we wróżkę) słowo realizm
Realizm - obstawiać nisko i trafiać w sedno
(to sama sztuka, tu i teraz).
To, do czego w sumie sprowadza się dla mnie re­
alizm, to nie tyle zgodność z rzeczywistością zewnętrz­
ną, ile subiektywne pragnienie uzyskania (bez nadęć)
czegoś, co przynajmniej będzie miało taką wagę jak
tak zwana rzeczywistość.
Proszę mi wybaczyć ten brak jasności - mam na­
dzieję, że niebawem wszystko się rozświetli.
Dziękuję za piękną przesyłkę z Barcelony.
Z wielkim oddaniem,
Michel Leiris
(za: Leiris M. Francis Bacon ou brutalité du fait, wszyst­
kie listy przełożył Marek Kedzierski)

151

�Francis Bacon Portret Michela Leirisa, 1976, Centre Georges Pompidou, Paryż.
Za: Francis Bacon, Centre Georges Pompidou, Paris 1996.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10927" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10905">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/30c444d9f2e56d47e208b60d987d7319.pdf</src>
        <authentication>f493ffeee53f005373e94d2de84d6881</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6404</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130300">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130301">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130302">
                <text>Conrad, Joseph (1857-1924)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130303">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130304">
                <text>Joseph Conrad i "ciemności " afryki Środkowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130305">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.113-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130306">
                <text>Balandier, Georges</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130307">
                <text>Coquery-Vidrovitch, Catherine</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130308">
                <text>Halen, Pierre</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130309">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130310">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130311">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130312">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130313">
                <text>Zapis dyskusji
Silvere Monod: Znalazłem się tutaj zamiast Zdzisła­
wa Najdera, polskiego profesora, wybitnego znawcy Con­
rada, autora jego najlepszej biografii. Profesor bardzo
chciał być dzisiaj z nami, ale niestety nie było to możliwe.
Nie jestem afrykanistą, moja znajomość Afryki ogra­
nicza się do dwóch krótkich misji, kiedy wykładałem
w Abidżanie i w Bangui. Jednak chciałbym powiedzieć,
że aby zrozumieć i poznać postawę Conrada wobec Afry­
ki i kolonializmu, nie wystarczy przeczytać Jądro ciemno­
ści. Trzeba poznać także pewną nowelę, krótką, ale nie­
samowicie gęstą, zatytułowaną Placówka postępu,
w której widzimy bardzo surowy osąd rekrutacji urzędni­
ków wysyłanych do Afryki przez kolonialne mocarstwa.
Mogę przytoczyć kilka chronologicznych faktów dla
rozjaśnienia debaty. Kontakt Conrada z Afryką zaczął
się, kiedy miał osiem czy dziewięć lat. Gdy poszedł do
szkoły, zobaczył mapę Afryki z kolorami oznaczającymi
kraje kolonizatorów i z wielką białą plamą - regionem
jeszcze nieeksploatowanym. Potem opowiadał - nie
wiem, czy to prawda, ale opowiadał wiele razy i być mo­
że siłą opowiadania w to uwierzył - że położył rękę na
tym białym obszarze i powiedział: pojadę tam, kiedy będę
duży. Był to region Konga. Owo zdarzenie miało miejsce
mniej więcej w 1866, kiedy nazywał się jeszcze Józef
Konrad Korzeniowski. Później w latach 1889-90 opano­
wany pragnieniem tej podróży faktycznie udał się do
Konga. Formalności pozałatwiał wykorzystując swoją
znajomość z wdową po dalekim kuzynie, Aleksandrze
Paradowskim. Margueritte Paradowska z urodzenia
Francuzka, mieszkała w Brukseli, i to ona poleciła go fir­
mie, która eksploatowała Kongo. Conrad został zatrud­
niony nie jako agent handlowy, ale jako kapitan statku,
który miał pływać po rzece Kongo. Przybył do Afryki
i przebył długą trasę do Kinszasy, częściowo na piecho­
tę, częściowo będąc niesiony. Tam w końcu objął do­
wództwo małego statku parowego, który nazywał się
Król Belgów, na którym dopłynął do Stanley Falls. Padł
ofiarą dezynterii, wrócił do Kinszasy, a mając podpisany
kontrakt na trzy lata, robił, co mógł, aby go odesłano
z powrotem do Europy, gdzie długo chorował na mala­
rię. W 1895 opublikował swoją pierwszą powieść Szaleń­
stwo Almayera. W 1898 zaczął pisać Jądro ciemności na
zamówienie szefa edynburskiego pisma „Blackwoods
Magazine”, które miało wydać tysięczny numer. Publi­
kacja miała miejsce w 1899, została wznowiona w 1902,
w zbiorze, gdzie Jądro ciemności sąsiaduje z dwoma inny­
mi historiami Młodością i U kresu sił. Mamy więc mło­
dość, w Jądrze wiek dojrzały, a w U kresu sił —starość.
Następnie trzeba przywołać korespondencję z Ro­
gerem Casementem, którego Conrad spotkał w Kon­
gu. To osobowość dosyć złożona, trochę urzędnik, tro­
chę dziennikarz, trochę podróżnik, w 1903 rozniecił
wielką kampanię przeciwko eksploatacji Konga przez
Leopolda II. Conrad poszedł jego śladem, napisał kil­
ka listów, w których wyraził się żywo, a nawet bardzo

S ilvere

G eorges B alandier,
C atherine C oquery-Vidrovitch ,
PlERRE H ALEN, E lIKIA M ’BOKOLO,
M onod , J ean O masombo -T schonda

Joseph Conrad
i «ciemności»
Afryki Środkowej
Zbeletryzowane świadectwo
o Kongu1 czy bajka końca wieku?

ostro przeciwko kolonializmowi belgijskiemu. Jednak
stopniowo przekazał zadanie swojemu przyjacielowi
Cunninghamowi Grahamowi, wielkiemu znawcy
Ameryki Południwej, bardzo zaangażowanemu w licz­
ne kampanie. Przedstawiając Grahama Casementowi,
Conrad powiedział: jest socjalistą, ale nie zwracaj na to
uwagi, nie bój się, to powierzchowne, i rzeczywiście Gra­
ham wsparł kampanię Casementa. Później Conrad
trochę negował swoją przyjaźń z Casementem, gdyż
był on Irlandczykiem zatrzymanym2 w Irlandii na nie­
mieckim statku podwodnym w czasie pierwszej wojny
światowej i został powieszony.
Odnośnie do okresu międzywojennego można by
przywołać Andre Gide’a, który inspirował się Conra­
dem, pisząc Voyage au Congo [Podróż do Konga].
Kolejną ważną datą do zapamiętania jest 1975 konferencja afrykańskiego pisarza Chinuy Achebe,3 który zadeklarował, że Conrad był pieprzonym rasistą (a bloody racist) , a Jądro ciemności okropną i żało­
sną książką. Inni afrykańscy pisarze sprzeciwili się
deklaracjom Chinuy Achebe, było to jednak wielkie
wydarzenie.
Na końcu chciałbym jeszcze zauważyć, że w 1979
Apocalypse Now Francisa Forda Coppoli jest w jakiś spo­
sób interpretacją Jądra ciemności i hołdem dla Conrada.

Elikia M’Bokolo: Będę kontynuował temat afry­
kańskiej lektury, czy raczej afrykańskich lektur Conra­
da. Rzeczywiście uderzyło mnie odczytanie Jądra ciem­
ności Chinuy Achebe. Jednak trzeba przypomnieć, że
Chinua Achebe to nie byle kto. Powiedziałbym, że to
fundator współczesnego powieściopisarstwa afrykań­
skiego, tak jak Senghor jest figurą poety afrykańskie­
go, a Soyinka afrykańskiego dramaturga. I to prawda,
że Achebe rozwija - udowadniając i cytując - ideę, że
Jądro ciemności jest utworem głęboko rasistowskim.
Odsyła on nas do problemu pisarstwa Conrada, a więc
do wymiaru czysto literackiego, do produkcji tekstu,

113

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

która jest problemem ważnym. I dorzuca, że Conrad
nie zadbał o jasne zaznaczenie granicy ochronnej (cor­
don sanitaire) - to jego wyrażenie - między nim, Jose­
phem Conradem, który poznał Kongo, i narratorem,
który opowiada tę niesamowitą przygodę. Wyznam, że
lubię Jądro ciemności i byłem zaszokowany podejściem
Chinuy Achebe, skłaniałem się do sądu, że było ono
niesprawiedliwe. Jednak przeczytawszy tekst ponow­
nie, zobaczyłem, że nie jest on taki niesłuszny. Próbo­
wałem uporządkować fakty, oddając hołd Conradowi,
znanemu jako ten, który był w Kongu w 1890, i jako
ten, który nie wytrzymał życia tamże, gdyż na miejscu
został jedynie sześć miesięcy. Biorąc pod uwagę fakty
w odniesieniu do tekstu, oskarżenie Chinuy nie jest
koherentne.
Pozostaje jednak pytanie - czy nie można sprawić,
żeby tekst przemówił inaczej? Przed chwilą mój po­
przednik rozpoczął od tego, co w istocie będzie stano­
wiło przedmiot mojej wypowiedzi. Nie ujmując nicze­
go Jądru ciemności, sądzę, że nie zrozumiemy nic
z afrykańskiej przygody Conrada i z jego wizji Afryki,
jeśli nie umieścimy obok właśnie tego małego opowia­
dania, które Silvere Monod przed chwilą przywołał,
a które moim zdaniem jest jeszcze mocniejsze niż Jądro
ciemności. Tekst ten nosi tytuł Placówka postępu (The
Outpost of Progress), został napisany dwa lata przed,
a opublikowany rok przed Jądrem ciemności. To opo­
wiadanie, bo tak określił tekst Conrad, zostało opubli­
kowane w zbiorze Opowieści niepokojące (The Tales of
Unrest). Naturalnie, nie jest to powieść, ale coś, co
czyta się raczej jak sztukę teatralną. Czuje się w nim
rodzaj zażenowania pisarza, który chciał coś napisać
i w rezultacie pisze coś innego, co - powiedziałbym na­
wet - czyta się jak sztukę teatru klasycznego, jak tra­
gedię klasyczną. Mówię tu oczywiście o klasycyzmie
francuskim, gdyż Conradowi udało się dzięki niezwy­
kłemu wyczynowi zwięzłości skumulować ogromny
dramat, ulegając trochę - nie wiem, czy był tego świa­
domy czy nie - regule trzech jedności. Jedność miej­
sca: dramat rozgrywa się w zamkniętym miejscu w placówce handlowej - która jest centrum kolonial­
nego przedsiębiorstwa. Jedność akcji: w szybkiej lektu­
rze można pomyśleć, że akcja to jest w rezultacie dra­
mat, który reżyseruje dwóch Białych. Conrad mówi
0 dwóch Białych, a nie o dwóch kolonizatorach - i ci Bia­
li kończą zabójstwem, a następnie samobójstwem.
1 w końcu jedność czasu. A czym jest ten zamorski
czas? Czas tego handlowego okresu kolonializmu, czas
w kolonialnym systemie, który jest jeszcze koloniali­
zmem gromadzenia - przynajmniej w tym opowiada­
niu. To nie jest ten sam czas, co w Jądrze ciemności,
który jest czasem kolonializmu plądrowania, gdzie, li­
czy się każda chwila, każdy dzień - inaczej niż w kolo­
nializmie gromadzenia, gdzie czas jest bardzo rozrze­
dzony. To jest bardzo długi czas oczekiwania, i ci dwaj
ludzie, czekają na coś, co w końcu się nie zdarza.

I chociaż można by powiedzieć, że jest to czas bardzo
długi, gdyż trwa kilka miesięcy, w efekcie jest to czas
bardzo krótki, a w każdym razie bardzo homogeniczny,
zintegrowany.
Ta sztuka wydaje mi się szczególnie ważna. Przede
wszystkim dlatego, że w wielu aspektach zapowiada Ją ­
dro ciemności, a ponadto Conrad sam odczytał ją
w sposób, który należy przedyskutować. W liście do
swojego wydawcy tłumaczył, że opowiadanie jest świa­
dectwem tego, co widział. Mówi: to, co zrobiłem, to
odarłem się ze wszystkiego, z wyjątkiem litości i odrobiny
pogardy dla tych dwóch postaci, zapisując fakty, które do­
prowadziły do katastrofy. Katastrofą jest zabójstwo Carliera przez Kayertsa i samobójstwo tego drugiego.
Skądinąd ten dwumian jest bardzo interesujący, gdyż
rozpoznajemy w nim z całą oczywistością Kayertsa Flamandczyka i Carliera - Walończyka, a więc założy­
cielski dwumian kolonizacji Konga przez Leopolda II.
To, co mam do powiedzenia, układa się w trzy se­
rie, krótko je zreasumuję. N a początku położę akcent
na obraz Białego w tym tekście. Uderza mnie fakt, że
Biali pojawiają się w nim najczęściej anonimowo.
Conrad przedstawia ich jako Białych. Z jednej strony
mamy Białych z kolonii, wszystkich miernych, prze­
ciętnych, z drugiej zaś Białych z metropolii, którzy ma­
ją bzika na punkcie wysyłania do kolonii właśnie ludzi
tak miernych.
Portret Carliera i Kayertsa, to - proszę wybaczyć
sformułowanie - dwóch żałosnych burżujów, z których
jeden pracował w administracji służb telegraficznych,
a drugi był żołnierzem. Conrad mówi szczerze: dwóch
imbecyli, znaleźli się tu w Kongu jak dzieciaki w ciem­
ności, czy jak niewidomi w wielkim pomieszczeniu, nic
nie rozumieją, niczym się nie interesują poza upływem
dni dzielących ich od powrotu parowca. Upływ dni to
jest właśnie ten długi czas, który ostatecznie jest cza­
sem bardzo krótkim. Ludzie ci, którzy biorą się za no­
śnik cywilizacji, są zwykłymi głupkami, ignorantami,
dopiero w oczekiwaniu na parowiec odkrywają Alek­
sandra Dumasa, Honore Balzac’a, i w ich głupocie,
mówi Conrad, biorą D ’Artagnana i ojca Goriot nie za
postaci fikcyjne, ale za ludzi, którzy rzczywiście istnie­
li. Sądzę, że kłóci się to jednak z interpretacją Achebe, gdyż w tym małym tekście portret Białych jest ma­
ło pochlebny, zakreślony bez uprzejmości, mocnymi
słowami i niepozostawiający miejsca na sympatię dla
kolonializmu.
Jednak ważniejsza wydaje mi się obecność Afryki
w tym tekście, gdyż Afryka ukazuje się tu pod postacią
jednostki. Jean Omasombo powiedział przed chwilą, że
u Kapuścińskiego Afrykanie nie ukazują się jako jed­
nostki, a jako kultura. Powiedziałbym, że właśnie taki
jest kolonialny dyskurs czasów Conrada, dyskurs lat
90. Wtedy - w każdym razie w Kongu - jest to kolo­
nializm tryumfujący, leopoldyjski, ale w tym samym
czasie rozgrywa się kampania antyleopoldyjska, w któ­

114

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

rej Conrad brał udział, nawet jeśli rozpoczęła się ona
dwanaście lat wcześniej, niż do niej przystąpił.
W owym czasie nawet ci, którzy sprzeciwiają się kolo­
nializmowi, mówią o Afrykańczykach jak kolonizatorzy
- opisują raczej archetyp niż indywiduum. Tymczasem
Conrad, jak sądzę, jest jednym z pierwszych powieściopisarzy, którzy pisząc o Afryce, ukazują nam jednostki.
Jest tam szef afrykański Gobila - nie mam czasu dłużej
się nad tym zatrzymać - jest para: Makola i jego żona.
Tamtejsi nazywają go Makola, on sam przedstawia się
jako Mr Price, wraz z całym zangielszczeniem, jakie re­
prezentowali Sierraleończycy w tamtym czasie. Kiedy
patrzymy na tę postać i na to, co mówi o niej Conrad,
mamy rzeczywiście wrażnie, jeśli uczynić mały ana­
chronizm, antycypacji tego, co Franz Fanon napisze
w Czarnej skórze, białej masce. Ta postać jest zarazem
Makolą - czarną skórą i Mr Price’em - białą maską.
Jednak jest to bardziej skomplikowane, gdyż u Fanona
figura Czarnego Białego jest figurą istoty wyalienowa­
nej, wykulturowanej, która próbuje się odnaleźć, zaś
Conrad jest dość subtelny i wyrafinowany, aby przed­
stawić nam Price-Makolę raczej jako kogoś, kto gra
podwójną grę. Conrad długo pokazuje jego pogardę dla
Białych i to, że wciąż praktykuje on kult ciemnych bo­
gów lasu i - i to wydaje mi się sercem tej tragedii prawdopodobnie przyrzeka bogom ofiarę z martwych
Białych, aby to bogowie mogli odegrać rolę kolonizato­
rów. Interesujące jest także, że prawdopodobnie po raz
pierwszy widzimy jednostkę kobiecą - panią Makolę.
Jest tu, ma dzieci, gotuje, ale jest także aktorką tego
dramatu, gdyż będzie uczestniczyła w zwrocie stano­
wiącym centrum tej sztuki.
Przechodzę do drugiej sprawy - sposobu, w jaki
Afryka jest przedstawiona jako terytorium, jako natu­
ra, jako kraj. Występują tu raczej zarazem elementy
georafii fizycznej, geografii ludzkiej i prawdopodobnie
geografii handlowej, niż prosty opis o charakterze etno­
graficznym, co było przecież tendencją tamtego czasu.
Powiedziałbym jeszcze, że Conrad przedstawia nam
naturę ludzką Afrykańczyków. Odnajdujemy wielość
Afryki, ale to nie jest wielość Kapuścińskiego, który
przemieszczając się z miejsca na miejsce, odkrywa róż­
ne Afryki. Jest to wielość Afryki w miejscu bardzo za­
mkniętym. Conrad pokazuje nam, że jest to Afryka
gorąca, parząca życiem, Afryka w ruchu. To bardzo in­
teresujące, widzimy raczej grupy społeczne niż etnicz­
ne, grupy społczne, które ukazują różne sposoby
uczestniczenia w świecie. Widzimy na przykład po­
średników handlu europejskiego, widzimy kolaboran­
tów kolonialnego przedsiębiorstwa, ale którzy nie są
takimi znowu kolaborantami, gdyż przy pierwszej oka­
zji, kiedy napięcie staje się bardzo silne, ci - powiedz­
my - kolaboranci uciekną. I mamy jeszcze wszystkie
okoliczne wioski.
Skądinąd dyskurs kolonialny także jest obecny
w tym małym tekście - dyskurs kolonialny, dla które­

go Conrad zakłada ową granicę ochronną (cordon sa­
nitaire). Każe mówić Kayertsowi i Carlierowi zadziwia­
jącymi zdaniami. Posłużę się przykładem dwóch
z nich. Carlier, Walończyk w pewnym momenci mó­
wi: Il est nécessaire d’exterminer tous les Nègres avant de
pouvoir rendre le pays habitable4 [Trzeba koniecznie wy­
tępić wszystkich czarnuchów, aby ten kraj mógł się
nadawać do zamieszkania]. Może nas to zaskoczyć, ale
jest w tym część dyskursu kolonialnego z 1890 roku.
Dyskursu, który nie jest wyłącznie dyskursem leopoldyjskim, ale dyskursem, który słyszymy np. w niemiec­
kim kolonializmie Afryki Południowo-Zachodniej, czy
Tanganiki, czy w niektórych pochodnych koloniali­
zmu francuskiego, wystarczy przypomnieć sobie spra­
wę kolumny Voulet - Chanoine.5
Istnieje jeszcze jedno wyrażenie, na którym chciał­
bym się zatrzymać. Kiedy jeden z tych rzekomych
współpracowników, tragarz z kompanii handlowej na­
leżącej do państwa, które założyło tę placówkę, decy­
duje się zbiec, jeden z dwóch Białych mówi: ah, ces
brutes ingrates, nous prenions soin d’eux comme si c’était
nos enfants6 [Ach, te niewdzięczne bydlaki, opiekuje­
my się nimi, jakby to były nasze dzieci]. To sformuło­
wanie - jeśli mogę tu przywołać moją własną osobę słyszałem wiele razy w 1960, kiedy upadał w Kongu
belgijski kolonializm: Ach, ci niewdzięcznicy, zajmowa­
liśmy się nimi, jakby to były nasze własne dzieci.
Chciałem także powiedzieć słowo o tym, w jaki
sposób rozwija się tragedia, a więc powrócić do proble­
mu pisania. Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia
z dwoma możliwymi odczytaniami. Pierwszym, takim
jakie proponuje nam Joseph Conrad, kiedy mówi: za­
pisałem zdarzenia, które doprowadziły do dramatu. Con­
rad kładzie akcent na bohaterów, którzy przez ich wła­
sną głupotę, ale także poprzez nieprzystające do
kontekstu reakcje, przez pasje i namiętności, jakie roz­
budzają, prowokują tragedię.
Chciałbym zakwestionować to odczytanie i zapro­
ponować inne. Dlatego zacząłem, mówiąc, że tę nowe­
lę można by czytać jak tragedię klasyczną. Kiedy czy­
tam ten tekst, mniej wierzę w inicjatywę bohaterów
czy antybohaterów niż w rodzaj fatalizmu, który nad
nimi ciąży. Fatalizmu, który tłumaczy się między inny­
mi poprzez fakt, że miejsce, ta placówka postępu, jest
miejscem zamkniętym. Można więc powiedzieć, że je­
dyną rzeczą obecną w tym miejscu jest śmierć. W tej
placówce handlowej są obecne trzy elementy: dom
Białych, dom Makoli-Price’a i przede wszystkim obraz,
który otwiera nowelę i który ją zamyka - krzyż, na któ­
rym jest powieszony założyciel placówki. Więc od po­
czątku przedsiębiorstwo kolonialne jest przedsiębior­
stwem śmierci, w którym umierają Czarni, ale także
i kolonializatorzy. Nowela zamyka się samobójstwem
Kayertsa, który również zabija się na owym krzyżu. Jest
jeszcze cała seria rzeczy, którym można by się przyjrzeć
szczegółowo: sposób, w jaki są przywołane słońce, wil­

115

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

goć, gorączka. Myślę, że można łatwo stwierdzić i mówi nam to Conrad - że projekt cywilizowania
Afryki, jest projektem skazanym z góry na porażkę. To
bardzo różne od Jądra ciemności.
Jeśli pozwolicie, zakończę w tonie osobistym. Uro­
dziłem się w Kinszasie i kiedy dorastałem, poszedłem
do collègue’u mówiąc w lingala, który jest językiem
mojej edukacji oraz po francusku. Collège mieścił się
w pobliżu końcowej stacji kolei żelaznej Matadi Léopoldville [dziś Kinszasa - przyp. tłum.], wiele pisa­
no o tej linii kolejowej, zanim powstała linia Kongo Ocean. Był to koniec lat 50. Przed dworcem był wy­
rzeźbiony fresk, na którym wyryto napis, którego wów­
czas nie rozumieliśmy: Aperire terram gentibus. Po kil­
ku tygodniach łaciny zrozumieliśmy: Otworzyć ziemię
narodom. Otworzyć ziemię - ziemię dziką, narodom oczywiście cywilizowanym. Muszę podkreślić, że ja
osobiście i wielu z mojego pokolenia, byliśmy zamiło­
wanymi czytelnikami, jednak - i może się to wydać
dziwne - nigdy nie słyszeliśmy o Josephie Conradzie.
Powiedziałbym nawet, że - cóż za paradoks - do dzi­
siaj wielu mieszkańców Konga nigdy nie słyszało jego
nazwiska.
Kiedy przeczytałem Placówkę postępu, wydało mi
się, że kolonializm belgijski, który przejął dziedzictwo
Leopolda II, pozostał wierny owej idei cywilizacji,
a co Conrad pokazywał nam od początku, projekt
ten był z góry skazany na niepowodzenie. W serce te­
go kontynentu ciemności - mówi on, zapowiadając
inne opowiadanie - można było oczywiście wkroczyć,
natomiast z całymi trudami świata, nie dało się go cy­
wilizować. W Afryce albo się umiera, albo się ją
opuszcza, w pewnym sensie, będąc wyrzuconym za
drzwi. To wydaje mi się fundamentalnym sprostowa­
niem tego odczytania Jądra ciemności, którego doko­
nał Chinua Achebe.

Georges Balandier: Dziękuję za to piękne odczy­
tanie. Pokazuje nam Pan, że poprzez pisarstwo aspekt subiektywny, gdyż nie pisze się bez niego - ma­
my dostęp do perspektywy, która długo się formowała
w dziedzinach naukowych dotyczących Afryki. Uwa­
żam, że Conrad daje więcej do myślenia o tym, czym
były stosunki kolonialne w Afryce Środkowej, niż pra­
ce antropologiczne, etnologiczne, socjologiczne aż do
czasów stosunkowo niedawnych, nieprawdaż?
Jednak przede wszystkim uderzyła mnie, kiedy Pa­
na słuchałem, waga, jaką odegrała Afryka Środkowa,
a w szczególności Kongo, w kwestionowaniu [tych sto­
sunków] przez pisarzy. Przywołał Pan Placówkę postępu,
tragedię klasyczną, w tym przypadku francuską. Przy­
pomnę, że Aimé Césaire obrał także Afrykę Środkową
- po tragedii Lumumby7 - za temat dzieła teatralnego,
a nie poezji. Czyż Conrad nie przywołuje również na
myśl Zakrętu rzeki noblisty Vidiadhara Surjprasada Naipaula, w którym odnajdujemy ten sam rodzaj podwa­

żania, kwestionowania, tylko w przeprowadzony w spo­
sób trochę bardziej ckliwy? Ukazuje nam się całe bo­
gactwo debaty, którą rozpoczynamy Conradem.

Pierre Halen: Ponieważ mój starszy brat, Elikia
M ’Bokolo właśnie przywołał jako historyk literaturę
i ponieważ został przywołany status literatury w dys­
kursie o Afryce, wypowiem się z punktu widzenia czło­
wieka parającego się literaturą, gdyż taka jest moja
skromna specjalność. Zadam się jednak troszeczkę na
pole historii, aby przypomnieć dwa elementy kontek­
stu, które muszą zostać przywołane.
Pierwsza rzecz na temat stosunku Conrada do Afry­
ki: byłbym bardzo ostrożny w stwierdzeniu, że Conrad
był jej wielkim entuzjastą, mimo epizodu białej plamy
na mapie, który często opowiadał. Myślę, że Conrad,
kiedy akceptował to stanowisko, musiał się ograniczyć
do przyjęcia go, ale nie było to wcale to, czego chciał.
On widział się raczej jako kapitan wielkich żeglug, któ­
rego jakiś oficer marynarki handlowej ogranicza do
prowadzenia małych, dyszących statków na wodach
rzeki, która przecież nie jest otwartym morzem. I to
właśnie jest częścią jego doświadczenia. Nie jechał tam
z entuzjazmem i wrócił tak szybko, jak się dało.
Drugi element kontekstu historycznego, to że te
dyskursy literackie - jeśli rzeczywiście ich pierwsza na­
tura jest z gruntu literacka - wkraczają jednak w stan
wojny dyskursów. Ten stan wojny przeciwstawia
w tamtym czasie bardzo wyraźnie kraje europejskie,
które oskarżają się wzajemnie o zło kolonializmu. Mię­
dzy Francją a Niemcami bardzo długo trwały oskarże­
nia w stylu: wy jesteście złymi kolonizatorami, my je­
steśmy dobrzy. Za każdym razem, gdy jeden z krajów
kolonizatorów opisywał wstrętną sytuację poza jego
własną strefą, był to oczywisty sposób waloryzowania
samego siebie. Myślę, że jakkolwiek było z intencjami,
jednym z efektów dyskursu literackiego Conrada od­
nośnie Afryki Środkowej było uczestnictwo w wielkiej
wojnie obrazów, które dostarczały sobie systemy kolo­
nialne w tamtym czasie. Szczególnie Wolne Państwo
Kongo i Anglia nie ustawały we wzajemnym oskarża­
niu się o eksploatowanie ludności, o odpowiedzialność
za brutalne, niecywilizowane traktowanie itd. Wszyst­
kie te wypowiedzi miały na celu usprawiedliwienie rę­
ki położonej na nowym terytorium. Myślę na przykład
o sprawie Stokesa - która miała miejsce mniej więcej
w tym samym czasie - który został zatrzymany, gdyż
w końcu znaleziono Anglika, który źle się prowadził.
Każdy z tych krajów był zainteresowany możliwością
powiedzenia czegoś złego o innych, w czasie systemu,
tak różniącego się od tego dzisiaj, kiedy nie wiemy już
za dobrze, jak przebiegają europejskie granice. Jeśli
chodzi o tamten czas, to tkwimy w kontekście nacjo­
nalizmów i trzeba to sobie przypomnieć.
Przywoławszy te dwa elementy historyczne, wrócę
na teren literatury, gdyż uważam przywołaną wcze­

116

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

śniej ideę, aby dostrzec w Placówce postępu aspekt te­
atralny, za bardzo interesującą i trzeba by było zbadać
ją na wskroś. Pierwsza reakcja teoretyka literatury jest
taka: uwaga, to jest literatura! N a przykład, możecie
zestawić ten mały kawałek literatury z Czekając na
Godota. Jest tam coś bardzo nowoczesnego w sposobie
pisania, mamy faktycznie dwie postaci, same, pozba­
wione pokoju, pozbawione prawdy, pozbawione me­
tropolii, na próżno oczekujące pomocy ze strony syste­
mu kolonialnego, które są skazane na siebie. Pierwszy
sens tej tragedii można odczytać bez całego kontekstu,
ona ma swój własny język.
Przypomnę tylko tytułem wstępu, co można zrobić
z tym tekstem w literaturze światowej z punktu widze­
nia komparatystyki. Status Jądra ciemności, i w mniej­
szym stopniu Placówki postępu jest statusem bardzo sil­
nym w historii literatury europejskiej. Jest on tak silny,
gdyż jest to dzieło, jak to zostało już pokazane, ustana­
wiające jakiś rodzaj dyskursu. Ogromna ilość pisarzy
czytała Jądro ciemności i widziała w nim prawdę o Afry­
ce lub prawdę o kolonializmie. Wiara w wartość doku­
mentalną tego świadectwa nie przestaje być odczuwa­
na i dziś. Dzieło jest ogromnie silne i powiedziałbym,
jak każdy założycielski mit, daje słowa i obrazy, które
później zostają podjęte i dyskutowane.
To prawda, że znajdziecie Conrada u Gide’a, który
będzie przechadzał się po Afryce trzydzieści lat póź­
niej, będzie wielbicielem Conrada i wprowadzi go do
Francji lat 20. Przedstawi go jako zbawienie francu­
skiej literatury, gdyż Conrad wnosi odległe kraje, ak­
cję. Więc Gide przechadza się z Jądrem ciemności
w Afryce i dziwi się, że pejzaż nie odpowiada temu
przedstawionemu przez Conrada. Nie odwiedza tych
samych miejsc, jest tam w innym czasie, ale mimo to
dziwi się: jak to się dzieje, że u Conrada wygląda to tak,
a to co widzę, nie jest takie. Znajduje się tysiąc kilome­
trów dalej, ale mimo wszystko to mu nie przeszkadza.
Sądzi, że jeśli afrykański pejzaż, który widzi, nie odpo­
wiada konradowskiemu, to nie Conrad kłamał, ale
pejzaż jest błędny.
Céline w Podróży do kresu nocy również będzie pod
wpływem Jądra ciemności. Są tam oczywiście i inne in­
spiracje, jednak Jądro ciemności odgrywa ważną rolę we
wszystkich epizodach afrykańskich, które pozwalają
przedstawić przygodę à la Kurtz. Kurtz staje się tu Ro­
binsonem, ale w głębi jest to ten sam problem. Później
będzie nam opowiadał Afrykę Moravia w Passegiate
africane [Afrykańskie przechadzki, 1987] iw Kobiecie leopardzie - rzeczy całkiem interesujące. Następnie bę­
dzie Naipaul, będzie Graham Green. Postać Querrego8 u Greena mówi w placówce misyjnej: I have come
to an end. Doszedłem do końca, do kresu ciemności,
do kresu nocy. Jest to wciąż ta sama idea, że Afryka
jest w pewnym stopniu kresem, końcem.
Zostanie to podjęte przez literaturę afrykańską,
gdyż autorzy afrykańscy nie przestają czytać Conrada

i się nim posługiwać. Reutylizują znaki conradowskie,
które skądinąd nie są rzeczą afrykańską, ale to już in­
na kwestia. Bolya Baenga rozpoczyna swoją pierwszą
powieść Cannibale [Kanibal] przykładowym cytatem
z Jądra ciemności, co znaczy, że ten pisarz z Konga wpi­
suje się w pewną linię pokrewieństwa. Komparatystyka może zainteresować się szerzej potomkami tej wizji.
Dlaczego owa wizja jest tak silna, dlaczego opano­
wała nie tylko dyskurs literacki, ale także inne strefy
dyskursu? To byłoby dosyć łatwo pokazać. Dyskurs
Conrada odnajduje się oczywiście w przedstawianiu
Afryki w kinie, w reklamie, w paraliteraturze - powie­
ściach szpiegowskich, kryminałach, komiksach, no
i oczywiście w dziennikarstwie.
Podczas kryzysu kongijskiego dziennikarze stop­
niowo tracą kompetencje, w sensie prawdy scholastycznej, jeśli można powiedzić, prawdy dziennikar­
skiej, i skoro rozumieją coraz mniej z tego, co się
dzieje, i mają coraz mniej informacji na przestrzeni
sześciu miesięcy, snują opowieść o Afryce conradow­
skiej. To zostało pokazane na podstawie najpoważniej­
szych belgijskich gazet. To znaczy, że dyskurs politycz­
ny, decyzje polityczne zostały podjęte według analizy
przeprowadzonej przez kompetentnych i poważnych
ludzi, którzy, nie posiadając dostatecznych informacji,
przedstawili mit na szpaltach gazet. To wydaje mi się
bardzo ważne - wpływ literatury na świat polityki dro­
gą przedstawienia, reprezentacji.
Szkicuję w ten sposób pewną panoramę, która
skłania mnie do postawienia kilku pytań. Podchodzę
do rzeczy trochę na odwrót, niż to zostało przedsta­
wione do tej pory - nie szukam prawdy historycznej
w tekstach literackich, chcę pokazać prawdę literacką
w historii.
To znaczy pokazać, że historia, którą przeżywamy
jako literaturę, to polityka, o której się decyduje na
podstawie powieści. Dlaczego? Ponieważ w głębi rze­
czy zasadniczym pytaniem, determinującym wszystkie
odczytania Conrada, jest: o czym ten tekst mówi? M ó­
wię wciąż o dwóch tekstach afrykańskich. Mówi się
nam, albo: to jest o Afryce i odczytuje się tekst w spo­
sób dokumentalny, z odniesieniami do kolonializmu,
lub: to wcale nie jest o Afryce.
W tym wypadku mają Państwo pośród odczytań
Conrada bardzo piękne prace (myślę zwłaszcza
o książce Joseph Conrad and the Modern Temper), któ­
re sytuują Conrada w kontekście dekadencji, środowi­
ska literackiego i estetycznego, jakie znajdowało się
we Francji czy Anglii w końcu XIX wieku, Huysmansa, Mallarmé’go. Przedstawiają nam oni zwłaszcza
świat w kryzysie, gdzie przedstawianie jest już niemoż­
liwe, gdzie nie istnieje już wiara w postęp, w cywiliza­
cję. Czynią więc z tych dwóch tekstów narzędzie wal­
ki między mieszczaństwem z tendencją do fizjokracji,
które wierzy w postęp, w cywilizację, a co za tym idzie
- w historię, a dekadenckim odłamem estetów, którzy

117

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

mówią postęp ludzkości nie jest już możliwy. Symbol ga­
snącego światła w Jądrze ciemności jest symbolem koń­
ca świata, braku nadziei. Uznaje się, że te dwa afry­
kańskie teksty mówią o dramacie metafizycznym,
który jest brakiem Boga, który jest brakiem wsparcia
między ludźmi, który jest brakiem możliwego języka
i kryzysem przedstawienia. To są parabole dotyczące
innych rzeczy niż Afryka i nie może tam być mowy
o dokumentacji.
Podobnie z innymi dziełami zainspirowanymi przez
Conrada, włącznie z Apocalypse Now czy komiksami,
te teksty obierają Afrykę czy Wietnam za pretekst, by
postawić pytania metafizyczne. Jeżeli rozpatruje się
sprawę z tej perspektywy, znika pytanie, czy Conrad
jest rasistą czy też nie, wówczas wszystko jedno, czy
mówi o Czarnych czy o Białych. To, o czym chce mó­
wić, to koniec ludzkiej nadziei. I jeśli Afrykanie są
przedstawieni jak bydlaki, the funny brutes - zabawne
bydlaki - jak to mówi w Jądrze ciemności, to nie zna­
czy, że mówi o Afryce, ale że przedstawia ludzkość.
W drugiej lekturze, można tekst odczytać bardziej
historycznie i zastanowić się, jak i dlaczego Conrad
mówi o kolonializmie. Myślę, że trzeba tu przypo­
mnieć, że wielu krytyków, nie tylko afrykańskich, są­
dziło, że dzieło to zawiera sporą dawkę rasizmu, nie był
to tylko przypadek Chinuy Achebe i jego artykułu
z 1975 roku. Myślę na przykład o pięknej pracy Luca
Rassona, który porównuje Conrada z Celinem i odrzu­
ca ich obydwóch jako reakcjonistów, których wizje za­
kładają, że każdy ma pozostać na swoim miejscu.
Oto zbiór pytań, które chciałem Państwu zapropo­
nować. Chciałbym w ramach syntezy powrócić do wy­
rażenia kolonializm tryumfujący. Ono właśnie streszcza
ogół moich pytań - czy kolonializm był tryumfujący
pod koniec XIX wieku? W Belgii pewnie nie, Le­
opold II miał duże trudności w zatrudnianiu ludzi. To
skądinąd zadziwiające, że Conrad wybrał imiona bel­
gijskie. Mógl nazwać postaci Hansen czy Nansen, po­
nieważ w tamtym czasie w służbach belgijskich zatrud­
nionych było dużo więcej Skandynawów czy
Włochów niż samych Belgów. To jest wyznacznik po­
kazujący, że kolonializm w samej Belgii nie był wcale
tryumfujący, był trudny i wcale nie miał za dużego po­
klasku. Czy kolonializm jest tryumfujący pośród inte­
lektualistów? Czy Conrad jest raczej rzecznikiem kry­
tyków kolonializmu, czy krytykiem jednego systemu
kolonialnego na rzecz drugiego.
Odnoszę po części wrażenie, że dla ludzi znających
dobrze literaturę kolonialną ten skrajnie negatywny
portret obydwu bohaterów Placówki postępu, ale także
innych postaci Jądra ciemności zakłada pewien pozy­
tyw. Nie istnieje krytyka ani negatywne portrety bez
pewnego pozytywu w głębi. Myślę, że u Conrada jest
nim człowiek akcji w nowym kraju, człowiek energii,
angielski oficer pełen angielskich zalet, w które obfitu­
je Jądro ciemności. Conrad mówi: Ci Belgowie, brak im

powściągliwości.9 Jeśli jest jakieś słowo typowe dla Bri­
tish rule, to jest to naprawdę powściągliwość (restraint).
Myślę, że aspekt dialogowy systemów kolonialnych
daje się zauważyć w pewnych momentach, poza pyta­
niami matafizycznymi, które próbowałem pokrótce
skomentować.

Georges Balandier: Proszę mi pozwolić na przy­
wołanie samego siebie i na odrobinę narcyzmu. Słu­
chając Pana, przypomniałem sobie moje własne od­
krycie Josepha Conrada i Jądra ciemności. W sumie to,
co mnie w nim przyciągało d propos Afryki i d propos
człowieka, to rzeczywiście dekadencja, pogrążenie, ob­
rócenie w drwinę tego, co jest przedstawiane jako
wielka, cywilizacyjna przygoda. Byłem bardziej wrażli­
wy na wszystkie aspekty negatywne, używając Pana
słownictwa, Jądra ciemności niż na jego egzotykę. Trze­
ba zaznaczyć, że Jądro ciemności nie jest tym samym, co
na przykład literatura francuskiego pisarza Victora Segalena. Segalen przepuszcza przez egzotykę wszystko,
co nazywa innym, różnym, a Conrad czyni z serca
Afryki miejsce ludzkiej przygody, w tym wypadku tra­
gicznej, ale zarazem w pewien sposób prześmiewczej.
Jean Omasombo: Nie jestem specjalistą od Con­
rada, nie przeprowadzę analizy, dam pewne świadec­
two. Bardzo zainteresowały mnie te trzy odczytania je­
go dzieła i pytanie, które Conrad byłby sobie postawił:
czy dzieło kolonialne było skazane na porażkę od sa­
mego początku? Nawiązując do filmu dokumentalne­
go Roi blanc, caoutchouc rouge, mort noire10 [Biały król,
czerwony kauczuk, czarna śmierć], w którym Conrad
odgrywa ważną rolę, trzeba powiedzieć, że od lutego
2005 jego imię słyszy się często w Belgii. Uczestniczy­
łem w dziesiątce zebrań w ciągu dwóch miesięcy i pod­
czas każdego zebrania jego imię było przywoływane co
najmniej pięćdziesiąt, sześćdziesiąt razy: Conrad ma
rację, Conrad się myli, Conrad jest kłamcą, był tylko
sześć miesięcy w Afryce i chorował. Dyskusja jest bar­
dzo aktualna i zadaję sobie nawet pytanie, czy mój
starszy brat Elikia M ’Bokolo nie jest synem Conrada,
ze względu na rolę, jaką odegrał w owym filmie doku­
mentalnym... Chciałbym zwrócić uwagę na to, że lek­
tura Conrada sprawia pewien problem. Czy Leopold II
był zły? Jeśli był, to Conrad ma rację, jeśli nie, to prze­
sadził i chcemy pokazać błędy w jego dziele.
Jak profesor M ’Bokolo dobrze powiedział, w Kon­
gu to dzieło zostało schowane i jeśli teraz my, Afrykańczycy, w większości moi koledzy z Konga, czerpiemy
z niego, to jest to trochę prowokacja: oto autor, który
powiedział rzeczy, które przed nami ukryto. Korzystamy
jednak z niego również w sposób, nie powiem ideolo­
giczny, gdyż słowo to się zestarzało, ale w sposób, któ­
ry służy cytowanemu autorowi. I po stronie kolonialnej,
uczestniczę w zebraniach, gdzie Conrad jest jedynie
kłamcą. Z drugiej strony Leopold II to nie był tylko

118

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

kolonializm, to było coś innego niż kolonializm. Jądro
ciemności, nie tylko poprzez treść, ale nawet przez tytuł
pozostaje dziełem ważnym, jednak w moim środowi­
sku zawładnęli nim raczej historycy niż inne dyscypli­
ny. Sądzę, że zatrzymać się jedynie na odzytaniu histo­
rycznym znaczy w pewnym sensie zubożyć to dzieło.

Catherine Coquery-Vidrovitch: Niezależnie od
jakości literackiej i uniwersalności tego tekstu, myślę,
że jednak trzeba być historykiem, aby poprawnie in­
terpretować Conrada. Chciałabym wnieść małe do­
precyzowanie, które wydaje mi się ważne, a nie zosta­
ło jeszcze jasno wyrażone - mam na myśli dane
naukowe. Miałam okazję pogłębić trochę odczytanie
pewnych autorów tamtego czasu dla jednego z roz­
działów Livre noir du colonialisme [Czarna księga kolo­
nializmu], a William B. Cohen11 od roku 1981 robił to
lepiej ode mnie. Tym kontekstem jest rasizm panują­
cy w tamtych czasach. Nie chodzi mi o uogólnione
i powszechne czy opierające się na wrażeniach odczu­
cia, ale o rasizm naukowy. Sądzono, że nauka udo­
wodniła niższość Czarnych, i to było fundamentalne
przekonanie Zachodu między 1880 a 1930. Czasami
jest to trochę pomieszane, gdyż u autorów z Antyli
chodzi o rasizm raczej antyafrykański niż o rasizm wo­
bec ciemnoskórych. Kiedy czytamy René Marana,
który jest antyafrykański, to opisuje on Afrykańczyków jako dzikich.
To brat Aldousa Huxleya Julian Huxley był pierw­
szym naukowcem, który stwierdził w 1933, że darwinizm społeczny, antropologia fizyczna i lekarze końca
XIX wieku, którzy ustanowili to przekonanie, mylili
się, i że ta cała rasistowska historia jest idiotyczna. Nie
musimy więc popełniać anachronizmu. Sądzę, że
w kontekście czasu, biorąc pod uwagę tę naukę Zacho­
du końca XIX wieku, a Conrad nie był ani history­
kiem, ani naukowcem, dzięki swoim literackim prze­
czuciom poszedł dalej, niż było to możliwe.

kretne rzeczy, które oddziaływały na ludzi, na ich
mentalność.
Skądinąd, odnośnie do tego, co powiedziała C a­
therine Coquery do Vidrovitch na temat rasizmu,
Conrad wyraża się tu jasno. W Placówce postępu, kie­
dy opisuje Czarnych, mówi dwie rzeczy. Kiedy opisuje
tych ze wsi, mówi: mają tak doskonałe ciała. Kiedy zaś
mówi o tych z Luandy, czyli tych, powiedzmy kolabo­
rantach, pada takie zdanie: ich naturalna okazałość zo­
stała osłabiona przez kolonializm. Myślę, że porównując
te słowa z innymi tekstami tamtej epoki, nie tylko eu­
ropejskimi, ale i afrykańskimi, dostrzeżemy w nich coś
bardzo ważnego. Kontakt z kolonializmem wycieńcza
Afrykańczyków, podczas gdy pozostawieni sobie, zaj­
mując się własnymi sprawami, mają tak doskonałe ciała
i zdrowy, wolny umysł.
Przełożyła Joanna Pawelczyk
*

Przypisy
1

2

3

Elikia M’Bokolo: Mówiłem tutaj o Placówce postę­
pu , tymczasem Jądro ciemności również można odczy­
tać w sposób historyczny. Do filmu Roi blanc, caout­
chouc rouge, mort noir, zrealizowanego przez Petera
Bate’a, wykorzystaliśmy drogę wytyczoną przez Jądro
ciemności. Starałem się natomiast w tym filmie wyjść
poza przywołany przed chwilą problem: o czym ten tekst
mówi?
Sądzę, że Jądro ciemności nie mówi głównie o Afry­
ce, natomiast Placówka postępu - tak, i podtrzymuję,
że chodzi w niej o kolonializm tryumfujący. Nie
z punktu widzenia Zachodu, ani tego, co o tym myślą
Europejczycy, ale z perspektywy tego, co działo się
tam, na miejscu. Ponieważ w 1890, kiedy Conrad
przybył do Konga, czy w 1896, kiedy pisał, czy w la­
tach 1898-1902, kolonializm leopoldyjski w Kongu to
nie było jakieś zmyślone głupstwo, tam się działy kon­

Zapis dyskusji, która odbyła się 21 października 2004
w Maison des Sciences de l'Homme w Paryżu, w ramach
międzynarodowej konferencji Konstrukcja spojrzenia:
Polska - Europa - Afryka.

4
5

119

W Afryce Środkowej istnieją dwa państwa, Demokra­
tyczna Republika Konga (w XIX wieku tereny koloniali­
zmu belgijskiego, rozpoczętego w 1885 przez Leopol­
da II), w latach 1971-97 nosiło nazwę Zair, dziś znane
także jako Kongo-Kinszasa, od nazwy stolicy, oraz Repu­
blika Konga czy Kongo-Brazzaville, które z kolei było ko­
lonią francuską. Obydwa państwa odzyskały niepodleg­
łość w roku 1960. Conrad przebywał w ówczesnym Kongu
belgijskim. [przyp. tłum.].
Roger Casement był zaangażowany w walki wyzwoleńcze
Irlandii, w tym celu negocjował zakup broni od Niem­
ców, zginął tuż przed wybuchem powstania wielkanoc­
nego w kwietniu 1916. [przyp. tłum.].
Odczyt Chinuy Achebe został wygłoszony w lutym 1975
na University of Massachusetts pod tytułem: An Image
of Africa: Racism in Conrad's "Heart of Darkness", jego
przedruk można znaleźć m.in. w pracy The Norton An­
thology of Theory and Criticism, New York, Norton, 2001,
[przyp. tłum.].
Patrz przekład polski.
Paul Voulet i Julien Chanoine byli młodymi oficerami
francuskimi, dowodzącymi kolonialną misją, która wyru­
szyła w roku 1899 na podbój Czadu - Misja Afryka Środ­
kowa. Odznaczyli się tak wielkim okrucieństwem i masa­
krami na terenach dzisiejszego Nigru, że Ministerstwo
ds. Kolonii postanowiło ich zatrzymać. Zadanie miał wy­
konać kolonel Arsène Klobb, został jednak zastrzelony
przez Vouleta i Chanoina, którzy z kolei polegli z rąk ich
własnej armii (złożonej w większości ze strzelców [tirail­
leur] senegalskich). Afera Voulet - Chanoine, niewy­
godna dla Francji w momencie afery Dreyfusa, została
zamknięta w archiwach i przypisana szaleństwu ofice­
rów. Jacques François Rolland napisał na podstawie ba­
dań archiwalnych książkę dotyczącą tej afery pt. Le Grand
capitaine [Wielki kapitan], wyd. Grasset, 1976. W 2004

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI" AFRYKI ŚRODKOWEJ

6
7

Serge Moati zrealizował inspirowany faktami kolonialnej
historii Vouleta i Chanoina film pt. Les Capitaines des
ténèbres [Kapitanowie ciemności], w 2006 w wyd. Fayard
ukazała się powieść o tym samym tytule. [przyp. tłum.].
Patrz przekład polski.
Patrice Emery Lumumba, pierwszy premier niezależnego
Konga, zamordowany 17 stycznia 1961r. Wcześniej dzia­
łacz ruchów antykolonialnych i prowyzwoleńczych, zało­
życiel Mouvement National Congolais [Narodowy Ruch
Konga]. Sztuka, autorstawa Aimé Cesaire, o której mó­

wi George Balandier, to Une saison au Congo, 1966.
[przyp. tłum].
8 Bohater A Burnt - out case, 1960. [przyp. tłum.].
9 Patrz przekł. polski
10 Reż. Peter Bate, Belgique/UK 2003. [przyp. tłum.].
11 William B. Cohen, 1941-2002, historyk, pionier studiów
nad francuskim kolonializmem, wykładowca Indiana
University. Autor m.in.: Rulers of Empire, 1971, The
French Encounter with Africans, 1980, Urban Government
and the Rise of the French City, 1998. [przyp. tłum.].

Rodzina bogacza z Porto-Novo (Dahomej). Wg.: R. Verneau Les races humaines, Paris (1890)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11081" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11059">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ab2db2b0fa97f4936ef3e3ba5487a232.pdf</src>
        <authentication>a58502927d0e8483a55a06716df2641e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132172">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6336</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132173">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132174">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132175">
                <text>gotyk</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132176">
                <text>architektura gotycka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132177">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5911</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132178">
                <text>Gotyk bez korzeni/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132179">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.99-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132180">
                <text>Bałus, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132181">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132182">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132183">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132184">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132185">
                <text>07_Balus.ps - 4/25/2007 2:12 PM

agubiona gdzieś na prowincji, na górskiej
WOJCIECH BAŁUS
przełęczy koło Poitiers katedra została
wprawdzie zbudowana nie w stylu gotyc­
kim, lecz romańskim, ale ten szczegół, ważny dla hi­
storyka sztuki, nie każe mi wykluczać jej z niniejszych
rozważań” (s. 224-226). Po przeczytaniu tego zdania
historyk sztuki powinien odłożyć książkę Małgorzaty
Czermińskiej głęboko na tyły swej biblioteki (albo na
(M. Czermińska Gotyk i pisarze.
półkę w księgarni) i nigdy do niej nie wracać. Posta­
Topika opisu katedry, Gdańsk 2005)
nowiłem jednak nie ulegać retorycznej technice refutacji zastosowanej przez Autorkę i poddać jej pracę
osądowi wynikającemu ze znajomości dziejów własnej
dyscypliny oraz teoretycznych poglądów na temat go­
tyku i sztuki sakralnej XIX i XX stulecia.
Już zacytowane zdanie budzi głęboki niepokój: jeśli wielkich tematów architektonicznych” (s. 22). Wpro­
wadzenie kategorii „tematu architektonicznego” przy­
tytuł książki mówi o pisarzach i gotyku, to dlaczego
Autorka swobodnie żongluje stylowymi epokami? Czy pisuje Hansowi Sedlmayrowi. Nie czyni tego wprost,
zawężając z góry swe rozważania do dramatu, literatu­ lecz za pośrednictwem artykułu Adama Miłobędzkiego Zamek i więzienie (s. 20). Niestety, wielki polski hi­
roznawca z równą lekkością napisałby, że ów szczegół
nie zabrania mu jednak pisać o powieści? Precyzja ter­ storyk architektury dokonał w swym tekście znaczne­
go uproszczenia myśli Sedlmayra. Otóż austriacki
minologiczna i jasność stawianych celów badawczych
uczony pisał w Verlust der Mitte o „führende Aufgaben ’,
nie jest mocną stroną Małgorzaty Czermińskiej. Gdy
tytuł jej pracy mówi o gotyku (Gotyk i pisarze), podty­ czyli „wiodących zadaniach” architektonicznych.
A zadanie to nie temat. Zadanie architektoniczne to
tuł zatrzymuje się na katedrach (Topika opisu katedry).
Jednak gotyk to określenie stylu w sztuce średnio­ problem społeczny, polityczny i kulturowy, dla które­
wiecznej, czasami przenoszone na całość zjawisk arty­ go znaleźć trzeba stosowny wyraz formalno-przestrzenny. Zadanie architektoniczne, rozwiązywane z pomocą
stycznych bądź kulturowych w okresie jego trwania,
katedra natomiast to kościół biskupi. Jasno stąd wyni­ „formotwórczej fantazji” (die gestaltende Phantasie),
ka, że pomiędzy obydwoma pojęciami nie zachodzi żad­ prowadzi do wykształcenia typów architektonicznych,
dopiero będących trafnymi odpowiedziami na zapo­
na jednoznaczna relacja: w stylu gotyckim wznoszono
trzebowania funkcjonalne, reprezentacyjne i kulturo­
kaplice, małe kościoły wiejskie, wielkie kościoły miej­
we epoki.
skie i klasztorne, katedry, zamki, ratusze, szpitale, do­
Świątynia jako „zadanie” stoi przed każdą rozwi­
my mieszkalne, katedry zaś powstawały od IV w. w róż­
nych kształtach przestrzennych oraz stylach
niętą kulturą i każdą epoką w dziejach ludzkości. Re­
zultaty architektoniczne trudne są jednak do porów­
i wznoszone są do dziś. Sporo budowli uzyskało też ową
nania.
Natom iast stosownie do potrzeb tak
godność w ciągu wieków swego istnienia w związku ze
zmianami administracyjnymi w Kościele, inne nato­ funkcjonalnych, jak i duchowych, tworzone są w pew­
nych okresach czasu konkretne typy budowlane. I tak,
miast traciły pierwotne znaczenie.
o typie architektonicznym katedry w ogóle mówić nie
Przedmiotem dociekań Autorki nie jest literacka
możemy. Pomiędzy bazyliką św. Jana na Lateranie, ka­
wizja katedry jako kościoła biskupiego wzniesionego
tedrami w Albi, Kielcach, Katowicach i Stalowej W o­
w stylu gotyckim, lecz poetyckie i prozatorskie odbicie
li różnice są kolosalne. Natomiast na terenie Ile-de­
„mitu katedry”. Mit ów ukształtowany został w XIX
-France powstał w wieku XII i na początku wieku XIII
wieku i trwa - czasami pojmowany na wspak - do dziś.
bardzo określony typ architektoniczny, który nazwany
Jego istotą jest przemiana słowa „katedra” w synekdozostał „klasyczną katedrą gotycką”. We wszystkich
chę „stylu gotyckiego” oraz pojmowanie katedr jako
wzniesionych wówczas na terenie domeny królewskiej
kwintesencji fenomenu architektoniczno-kulturowego
dojrzałego średniowiecza. Wychodząc od owego stereo­ dziełach odnaleźć możemy podobne cechy: tzw. plan
typu, np. we Francji około 1825 r. tworzono meble i de­ katedralny, bazylikowy, z transeptem, chórem z obej­
ściem i wieńcem kaplic; fasadę zachodnią z dwiema
koracje à la cathédrale, zaś Wacław Berent swobodnie
wieżami, dzieloną na podobne kondygnacje i z trzema
mieszał w Żywych kamieniach nazwy „świątynia”, „ko­
ściół”, „katedra”, „tum” i „fara”, określając nimi tę sa­ portalami; trójportalowe fasady transeptu; podobny
podział elewacji wewnętrznych nawy głównej i prezbi­
mą budowlę.
Zakres książki usiłuje Autorka dookreślić, powołu­ terium (arkady, tryforia, okna); zbliżone dążenie do
jąc się na kategorię „tematu architektonicznego”. wertykalizmu. Idealny - „mityczny” - model takiej ka­
tedry narysowany został w połowie XIX wieku przez
Czermińska utrzymuje, że w historii sztuki „budowla
Eugene-Emmanuela
Viollet-le-Duca i zamieszczony
sakralna stanowi niewątpliwie jeden z najstarszych,

Z

Gotyk bez korzeni

99

�07_Balus.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Wojciech Bałus • GOTYK BEZ KORZENI

w drugim tomie jego Dictionnaire raisonné de ¡’architec­
ture française du XI au XVIe siècle (t. 2, s. 324).
Małgorzata Czermińska w zasadzie ogranicza się do
owych katedr klasycznego gotyku północnofrancuskiego. Czas jego trwania rozciąga jednak z niewiado­
mych przyczyn aż po wiek XV, a początek sytuuje do­
piero w stuleciu XIII („W takiej sytuacji na terenie
Ile-de-France od XIII do XV wieku powstawały sum­
my teologiczne i katedry gotyckie”, s. 14), choć Erwin
Panofsky w przywoływanym przez nią w tym kontek­
ście artykule wyraźnie mówi o latach 1130/40-1270.
Zgodnie z regułami „mitu katedry”, nic nie przeszka­
dza jej pisać także o kościołach niższej rangi, np. ana­
lizować budowle opisywane przez Marcela Prousta,
choć ani w Balbec, ani w Combray nie było świątyń bi­
skupich. Z drugiej strony Autorka reaguje na hasło
„katedra” nawet tam, gdzie sama logika tekstu wska­
zuje, iż mowa jest o dziele całkowicie niegotyckim. Ja­
skrawym tego przykładem jest nie tylko cytat, od któ­
rego rozpocząłem recenzję, lecz przede wszystkim
wprowadzenie passusu z Przewodnika po filozofii w sześć
godzin i kwadrans, gdzie Witold Gombrowicz wyjaśnia
istotę sztuki w filozofii Schopenhauera. Otóż stwier­
dzenie „fronton katedry ukazuje te siły w działaniu,
gdyż kolumny wspierają, a kapitele wywierają nacisk”
(s. 228) stawia przed oczami budowlę posługującą się
klasycznym językiem architektonicznym, czyli wyko­
rzystującą antyczne porządki architektoniczne, w go­
tyku bowiem nie stosowano podziału fasad za pomocą
kolumn. Wystarczyło zresztą sięgnąć do drugiego to­
mu Świata jako woli i przedstawienia, by się przekonać,
że właśnie o architekturę antyczną chodziło Schopen­
hauerowi, a za nim Gombrowiczowi. Autorce zdarza
się też reagować na słowo „średniowiecze” jako poten­
cjalny synonim „katedry gotyckiej” , gdyż wprowadziła
w obszar swych rozważań wiersz Janusza St. Pasierba
Lekcja średniowiecza, opisujący wici roślinne wycho­
dzące z paszcz smoków i innych bestii (s. 328).
W przypisie stwierdza: „Wiersz datowany: «Doberan,
19.7.78». Bad Doberan jest niedużym miastem w M e­
klemburgii, niedaleko Rostoku, gdzie w budownictwie
sakralnym przeważa gotyk” (s. 405, przyp. 5). Opisane
w wierszu przedstawienia mogą oczywiście dekorować
budowle sakralne, mogą jednak np. zdobić karty ręko­
pisów iluminowanych. Pasierb opisał dekorację policz­
ków drewnianych stall z lat 1280-1300 znajdujących
się w kościele pocysterskim w Bad Doberan.
Ten niejasny przedmiot badań poddany zostaje
dalszej obróbce. Autorka zajmuje się literackimi opi­
sami katedr / kościołów - gotyckich / romańskich /
średniowiecznych, dążąc do rozpoznania w nich „topi­
ki rozwijanej (...) poprzez stulecia i ponad granicami
języków i kultur” (s. 184). Trwałość owej topiki wy­
kracza - jej zdaniem - poza proste przekazywanie figur
retorycznych od autora do autora i z tekstu na tekst.
Czermińska buduje katedralne topoi w oparciu o figu­

ry i skojarzenia elementarne czy wręcz archetypiczne.
Poszczególne elementy składowe katedralnych opisów
przyporządkowuje kategoriom czterech żywiołów,
świata przyrody (las, ogród, kwiaty), ludzkiego ciała
(twarz, ręka, palec, ciało), świata zwierząt realnych
i fantastycznych, okrętu, księgi i muzyki.
Topos - zgodnie z koncepcją Ernsta Roberta Curtiusa, na której opiera się Czermińska - był utrwalo­
nym chwytem retorycznym, rodzajem kliszy czy wręcz
stereotypu, który miał przekonać słuchacza o słuszno­
ści wywodu mówcy. Owych clichés Autorka poszukuje
w ekfrazie, do takiej bowiem tradycji zalicza opisy inte­
resujących ją budowli. Ekphrasis to, zgodnie z definicją
Ailiosa Theona, aleksandryjskiego retora i gramatyka
z przełomu I i II w. po Chrystusie, „dokładny opis una­
oczniający rzeczy”. Podobnie wcześniej pisał Kwintylian: Descriptio est oratio colligens et praesentans oculis
quod demonstrat. Czermińska od owego aspektu una­
oczniania czy reprezentacji odchodzi. „Interesują mnie
tutaj - pisze - nie zagadnienia reprezentacji albo kore­
spondencji sztuk, ale wyodrębnienie i analiza literac­
kiego odpowiednika tematu architektonicznego kate­
dry gotyckiej, a ściśle rzecz biorąc: ukazanie istnienia
wspólnej różnym autorom topiki opisu katedry” (s. 26).
Oznacza to, że funkcja referencyjna tekstów literac­
kich, a więc ich stosunek do realnego lub idealnego
(modelowego) dzieła sztuki, zostaje w Gotyku i pisa­
rzach zarzucona. Literatura rozmawia sama ze sobą. To
dlatego problem, czy katedra została zbudowana w sty­
lu gotyckim czy romańskim, staje się nieistotny. Histo­
ryk sztuki po raz drugi powinien złożyć książkę i zająć
się na powrót interesującymi go „szczegółami”.
Konsekwencje zamknięcia się Czermińskiej we­
wnątrz literatury są poważne. Do czego może prowa­
dzić niezwracanie uwagi na przedmiotowe odniesienie
ekfraz, najlepiej widać w interpretacji opisu światła
słonecznego, wydobywającego z mroku wnętrze ko­
ścioła w Combray (pierwszy tom W poszukiwaniu stra­
conego czasu). Niby prawdą jest, że fragment ten koń­
czy się stwierdzeniem o podobieństwie rozświetlonego
i migotliwego wnętrza do „nawy jakiejś groty roztęczonej stalaktytami”. Autorka pomija jednak cały trud
Prousta, by oddać słowami to, co w gotyku najbardziej
niezwykłe: zmienne refleksy barwne, rozrzucane po
wnętrzu kościelnym przez witraże na rzecz konstatacji
trywialnej i mało mówiącej, że „widok niskiego wnę­
trza w świetle przesianym przez kolorowe szkła prowa­
dzi wyobraźnię narratora ku skojarzeniom z żywiołem
ziemi” (s. 154). To nie żywioł ziemi, ani żaden inny ży­
wioł, a claritas i splendor, blask i dosłownie objawiają­
ca się „aura” (by użyć terminu Waltera Benjamina),
estetyczne lśnienie wykraczające poza czystą widzial­
ność ku pięknu samemu w sobie, były przedmiotem
zachwytu pisarza (podobnie jak później Juliana Przy­
bosia czy Mieczysława Jastruna). Jednoznacznie dowo­
dzą tego - pominięte przez Czermińską - fragmenty

100

�07_Balus.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Wojciech Bałus • GOTYK BEZ KORZENI

0 „skośnym i błękitnym blasku”, górze „różowego śnie­
gu, u której stóp toczyła się bitwa” i która „zdawała się
pokrywać szronem sam witraż” (w obrazie tym nie
chodzi bynajmniej o żywioły, lecz o działanie światła,
przyrównane do wirującego śniegu), czy o uśmiechu
słońca, który „tak samo rozpoznawało się w błękitnej
1 łagodnej fali, w której kąpał kamienie [kościoła W. B.], jak na bruku ulicznym lub na słomie targowe­
go placu”. Autorka nie jest chyba w ogóle świadoma
istnienia estetyki światła, gdyż witraże traktuje wyłącz­
nie jako element toposu „rajskiego ogrodu”. Przy oka­
zji warto sprostować, że światło nie jest żywiołem i nie
jest tożsame z ogniem, a ogień z tęczą, jak czytamy na
s. 348: „do wnętrza katedry zostaje wpuszczony (...)
żywioł ognia/światła: tęcza” lub na s. 329: „przeważają
obrazy żywiołów powietrza i światła”.
Wniosek płynący z tego krótkiego zestawienia jest
prosty. Jak mawiał profesor Lech Kalinowski, „tyle się
widzi, ile się wie”. Choć osobiście uważam, że najważ­
niejsze jest umieć dostrzec to, czego się nie wie, pierw­
szy etap postępowania badawczego musi się stosować
do podanej wyżej maksymy. Małgorzata Czermińska
wie o gotyku mało, a o jego XIX- i XX-wiecznych inter­
pretacjach jeszcze mniej. Widać to wyraźnie w jej nie­
frasobliwym stosunku do literatury przedmiotu. Pisze
np., że „już Viollet-le-Duc poświęcił w swoim słowniku
osobne hasło światu roślinnemu” (s. 255). W przypisie
do tego stwierdzenia (s. 402, przyp. 1) Dictionnaire rai­
sonné... cytowany jest bez tomu i strony, za to z adno­
tacją „Paris 1867”. Słownik liczy 10 tomów i wychodził
w latach 1854-1868. W Gotyku i pisarzach na próżno
szukać też śladów tak podstawowych lektur z zakresu
historii sztuki, jak książki Alaina Erlande-Brandenburga La Cathédrale (Paris 1989), gdzie w pierwszym roz­
dziale w znakomity sposób ukazany został nowoczesny
mit katedry gotyckiej, czy artykułu Willibalda Sauerlandera La cathédrale et la révolution (w: L ’art et les révo­
lutions. XXVIIe congrès international d’histoire de l’art.
Actes. Conférences plénières, Strassbourg 1990) omawia­
jącego przemiany katedralnego toposu od rewolucji
francuskiej do XX-wiecznej awangardy. Nieznane po­
zostają Czermińskiej prace literaturoznawców, w tym
dwie fundamentalne amerykańskie dysertacje (łatwe
do zdobycia przez serwis UMI): Elizabeth Emery, Recon­
structing the Cathedral: Social and Aesthetic Crisis in the
Fin de Siècle Novel (Zola, Huysmans, Proust) (New York
University 1997) oraz Stephanie A. Moore Glaser,
Explorations of the Gothic Cathedral in Nineteenth-Centu­
ry France (Indiana University 2002). Dodać należy, że
pierwsza z badaczek rozszerzoną wersję swej rozprawy
wydała w postaci książki Romancing the Cathedral. Go­
thic Architecture in Fin-de-siècle French Culture (New
York 2001). Czermińska nie dotarła też do materiałów
z sesji romanistycznej na Uniwersytecie Charles’a de
Gaulle’a Lille 3 (La Cathédrale, red. J. Prungnaud, Lille
2003), gdzie zanalizowano wizje katedr od Chateau-

brianda do Carpentiera, ze zwróceniem uwagi na utwo­
ry Hugo, Baudelaire’a, Gautiera, Flauberta, Rodenbacha, Huysmansa, Kafki i Mereżkowskiego. Dziwi rów­
nież brak nowych prac na temat stosunku Prousta do
gotyku, a w szczególności dwóch książek: K. Bourliera,
Marcel Proust et l’architecture (Montreal 1990) i Luca
Fraisse’a, L ’oeuvre cathédrale. Proust et l’architecture
médiévale (Paris 1990).
Nieznajomość kulturowego kontekstu powoduje,
że Autorka nie jest w stanie odnaleźć źródeł większo­
ści analizowanych zjawisk literackich. I choć niektóre
z nich faktycznie sięgają sfery archetypów, to zazwy­
czaj dzieje się to w otoczce mniej lub bardziej obiego­
wych pomysłów na temat gotyku i architektury sakral­
nej z terenu Ile-de-France. Powód tego jest prosty:
pisarze otrzymują wykształcenie w określonym miejscu
i czasie, czytają też możliwe do uchwycenia książki
i artykuły, te zaś od prawie dwustu lat wciąż na nowo
budują obraz niezwykłych gmachów wzniesionych na
obszarze domeny królewskiej. Natomiast archetypy
per se, co z całą mocą podkreślał Carl Gustav Jung, sa­
me w sobie są „bezcielesne” i za każdym razem, gdy
wychodzą na światło dzienne, przyjmują postać „obra­
zów archetypowych”, zależnych od uwarunkowań kul­
turowych, w których żyje ich odtwórca - w naszym
przypadku pisarz czy poeta.
I tak, szeroko rozpowszechniony w wieku XIX mo­
tyw egzaltacji w doświadczaniu gotyku, opisywany ja­
ko unoszenie się ku górze, nie przynależy do elemen­
tarnej topiki czterech żywiołów, a konkretniej do
żywiołu powietrza (s. 30, 82-84, 90, 148). Jego źró­
dłem jest rozumienie chrześcijaństwa jako religii
„z tamtego świata”, opartej na pragnieniu wyrwania
się z okowów cielesności i chęci pełnego zjednoczenia
się z Bogiem. Tak pojęte doświadczenie religijne od­
niesione zostało w romantyzmie do ideału architektu­
ry sakralnej, która powinna odrywać człowieka od zie­
mi i kierować jego uczucia i duszę ku niebu. Pisał
o tym Hegel w swej Estetyce, a za nim dziesiątki innych
autorów.
Trudne dla Czermińskiej okazały się też meandry
chrześcijańskiej symboliki katedralnej. Gdy stwierdza
ona, że „rozumienie katedry jako księgi wynika u Huysmansa ze znajomości średniowiecznych koncepcji iko­
nograficznych”, które „projektują (...) świątynię jako
model uniwersum, mieszczący w sobie całość wiedzy
o kosmosie, historii świętej i życiu potocznym” (s. 145),
traktuje poglądy z przełomu XIX i XX wieku jako ścisłe
odbicie myśli średniowiecznej. Tak jednak nie było, bo
Huysmans, choć korzystał ze źródeł pisanych, w ich in­
terpretacji kompilował poglądy XIX-wiecznych archeo­
logów chrześcijańskich. Bez cienia dalszej refleksji po­
zostaje konstatacja, że opis katedry w Chartres oczyma
Jagnieszki, bohaterki powieści Hanny Malewskiej Ka­
mienie wołać będą, odzwierciedla świadomość średnio­
wiecznej bohaterki (s. 316). A przecież umiejętność ele-

101

�07_Balus.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Wojciech Bałus • GOTYK BEZ KORZENI

mentamego odczytania przez żonę cieśli programu iko­
nograficznego budowli jest pochodną koncepcji Emile’a Male’a, widzącego w gotyku „sztukę narodową” sztukę zrozumiałą dla wszystkich i przez wszystkich ak­
ceptowaną, w przeciwieństwie do przeintelektualizowanego renesansu, operującego wyrafinowaną wiedzą mi­
tologiczną, dostępną jedynie członkom elit. Postać
Wincentego z Beauvais znalazła się w powieści Malew­
skiej nie tylko z uwagi na pochodzenie tego uczonego,
ale przede wszystkim ze względu na rolę jego encyklope­
dii jako summy wiedzy XIII stulecia, stanowiącej - zda­
niem Male’a - klucz do zrozumienia programów ikono­
graficznych katedr gotyckich. Natomiast przedstawione
w pierwszych zdaniach Żywych kamieni fragmenty rzeźb
z portalu kościoła bynajmniej nie niosą wiernym czytel­
nego przesłania, jak chce Czermińska (s. 316). Berent
z ironią opisuje chłopów, którzy z nabożną czcią cało­
wali wszystko, co popadło, bez względu na to, czy były
to panny mądre, panny głupie, Hiob „na barłogu”, czy
„centaur, który pogaństwo oznacza”. Powszechne rozu­
mienie katedralnej symboliki dla bohaterów powieści
bądź nie istniało, bądź zostało zagubione, co nie może
dziwić w społeczności napiętnowanej przez pisarza du­
chowym lenistwem - acedią.
Kolejną wielką tradycją rozumienia gotyku, o której
Autorka się nawet nie zająknęła, była (i jest nadal) jego
wizja techniczno-konstruktywistyczna. Zapoczątkowali
ją francuscy teoretycy wieku oświecenia, a do perfekcji
doprowadził Viollet-le-Duc. To jemu zawdzięczamy
obowiązującą do dziś podręcznikową definicję architek­
tury gotyckiej jako systemu konstrukcyjnego, czyniące­
go z filarów szkielet nośny, z którego wyrastają krzyżują­
ce się łuki sklepień krzyżowo-żebrowych, wzmocnione
od zewnątrz układem szkarp i łuków oporowych. Viollet-le-Duc był miłośnikiem paleontologii i George’a Cuviera. Gotyk był dla niego najdoskonalszym stylem, po­
nieważ był całkowicie logiczny i organiczny. Tak jak
w systemie kostnym każdy element może się znaleźć na
jednym tylko miejscu i na jego podstawie zrekonstru­
ować możemy cały szkielet zwierzęcia, tak w gotyku każ­
dy element konstrukcyjny ma ściśle określone przezna­
czenie i usytuowanie. Nawiązując do tych ustaleń,
Gottfried Semper napisał wielokrotnie cytowane słowa,
że gotyk, niczym krab, pokazuje na zewnątrz swój szkie­
let. I choć nie była to w jego ustach pochwała, stwier­
dzenie to znakomicie oddawało konstrukcyjny aspekt
stylu.
Takie rozumienie gotyku możliwe było dzięki kate­
gorii organiczności architektury. Początków łączenia
dzieł budownictwa ze światem przyrody szukać należy
w starożytności, w ówczesnych koncepcjach retorycz­
nych i poetykach. Ta koncepcja przejęta została przez
renesansowych teoretyków architektury, a jej rozkwit
przypadł na wiek XIX. Powiązanie organiczności z go­
tykiem nastąpiło u progu owego stulecia w myśli nie­
mieckiej. Z jednej strony już w XVIII wieku przyrówna­

no kościoły tego stylu do lasu, z drugiej zwrócono uwa­
gę na ich podobieństwo do struktur krystalicznych.
Sposób myślenia Viollet-le-Duca dokładnie repro­
dukuje Hugo, architekt z powieści Malewskiej Kamie­
nie wołać będą; autorka książki nie na darmo studiowa­
ła przed wojną w Paryżu: „te sklepienia - ciągnął, rękę
przyłożywszy do czoła - są jak szkielet zwierza. Jak te
szkielety, które medycy nasi składają w Salerno. Kość
wspiera się o k ość...” (s. 320). Bezpośrednim przenie­
sieniem stwierdzenia Sempera jest strofa z wiersza erudyty Zbigniewa Herberta: „na wyspie w huku świateł
w czarnych liniach / krab katedry ślepy ociekający sa­
dzą” (s. 321; podkreślenie - W. B.). Czermińska, nie­
świadoma konstrukcyjnych porównań obecnych
w XIX-wiecznej literaturze fachowej na temat gotyku,
sytuuje obie wypowiedzi w ramach „bestiarium” , ogra­
niczając ich sens wyłącznie do „wzrokowej analogii wy­
glądu” (s. 318), co zdecydowanie zawęża i zubaża wy­
mowę obu figur. Przy okazji trzeba sprostować dwa
błędy, jakich dopuściła się Autorka, pisząc o Hugonie
(s. 318). Nie był on architektem „z dworu Barbarossy”,
cesarz ten zmarł bowiem w roku 1190, lecz - co Ma­
lewska podaje explicite - budowniczym Fryderyka II:
„architektor Friderici Secundi”. Nie interesował się
również „nową dla niego frankońską sztuką budowa­
nia”, lecz francuską (łac. opus francigenum), bo o południowoniemieckich budowlach powieść nie wspomina.
Racjonalistyczno-konstrukcyjna wizja gotyku na­
brała kolorów wraz narodzinami awangardy. W Bauhausie, który stworzony został na wzór średniowiecz­
nej strzechy, łączącej artystów-rzemieślników różnych
profesji, gotycka katedra powróciła do swej laickiej,
postępowej i liberalnej interpretacji sprzed połowy
XIX wieku, znanej choćby z Katedry Panny Marii
w Paryżu Wiktora Hugo. Oskar Schlemmer, jeden
z profesorów weimarskiej szkoły, mówił o szturmującej
niebo katedrze przyszłej wiary - socjalizmu. W tym
kontekście interpretować trzeba wiersz Osipa Mandelsztama Notre Dame. Katedra jest w nim tyleż ży­
wym organizmem, który jest „pełen unerwienia”
i „pręży mięśnie”, ile jednocześnie jego gotycka dusza
jest „wyrozumowana”. Logiczna struktura gmachu nie
budzi zachwytu. „Zebra” oraz „kości” konstrukcji są
„pokraczne”, a całość powinna zostać w przyszłości
przezwyciężona i zamieniona w nowe, awangardowe
piękno (s. 157). Większość wierszy i tekstów Juliana
Przybosia również wyrasta z modernistycznego para­
dygmatu. „W prozatorskich Zapisakach bez daty - pisze
Czermińska - odnajdywał paralele pomiędzy architek­
turą gotycką i dwudziestowieczną, porównywał pary­
ską Notre Dame i nowojorski stalowo-szklany Empire
State Building, by wyobraźnią wybiegać dalej w przy­
szłość w oczekiwaniu na «katedrę nieograniczoności»,
jeszcze bardziej wzniosłą niż średniowieczne” (s. 201).
Także powojenny obraz odbudowy warszawskiej kate­
dry św. Jana, jaki pojawia się w wierszu Tadeusza Ró­

102

�07_Balus.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Wojciech Bałus • GOTYK BEZ KORZENI

żewicza Równina, odwołuje do konstrukcyjno-organicznego rozumienia gotyku: „oni nie zobaczą / jak
zrastają się żebra / katedry świętego Jana” (s. 235).
Szczególne miejsce w katedralnej literaturze zaj­
mują utwory posługujące się motywami konstrukcyj­
nymi, a wskazujące na wyczerpanie się religijnego zna­
czenia świątyń. W poezji Różewicza „kamieniołom
katedry” w Chartres „milczy” (Zamek na lodzie, Kamie­
niołom), staje się więc figurą dzieła pozbawionego zna­
czenia. Natomiast w wierszu Gotyk 1954 pojawiają się:
Zebra umarłego Boga
sklepione
nad słowami
wierzących
ślepo
To niezwykle przejmujące wyobrażenie prowadzi
nie tylko, jak pisze Czermińska, do przekształcenia
wnętrza gotyckiego kościoła „we wnętrze ciała”
(s. 297), ale przede wszystkim do uczynienia z samej
katedry dzieła pozbawionego sensu, figury martwej re­
ligii. Gmach trwa, ale na kształt przedpotopowej ska­
mieliny, jego konstrukcja nie wyraża więc już dłużej
ducha modlitwy i „mistycyzmu”, jak w wieku XIX, lecz
jedynie śmierć Boga (w Kamieniołomie czytamy: „za­
wieszony na zworniku / kopalny bóg / świecił / białymi
żebrami”). Zebra sklepienne budowli zamieniają się
w członki martwego Boga i cała organiczna struktura
służy wyłącznie za przybytek dla „wierzących ślepo”,
czyli niedostrzegających pustki metafizycznej wypeł­
niającej świątynię.
Wiek XIX był czasem psychologii. Już w heglow­
skiej wizji gotyku obiektywna forma architektoniczna
łączyła się ze stanem duszy, co prowadziło do swoiste­
go utożsamienia charakteru budowli z jej emocjonal­
nie nacechowanym odbiorem. Działo się tak dlatego,
iż gotyk nie oddziaływał poprzez opartą na propor­
cjach i liczbie kategorię piękna, lecz poprzez wznio­
słość. Gdy Julian Przyboś pytał: „Co znaczę ja żywy
o krok od filarów” (s. 340), to relacjonował właśnie
doświadczenie wzniosłości, w którym człowiek odczu­
wa swą fizyczną małość, a jednocześnie odkrywa du­
chową wielkość.
Romantycy niemieccy posługiwali się w opisie ka­
tedr fizjonomiką, wprowadzając do literatury pojęcia
takie, jak „twarz” czy „profil”. Druga połowa stulecia
przyniosła szereg psychologicznych koncepcji pojmo­
wania architektury. Dla Heinricha Wolfflina cechują­
ca człowieka wola życia objawiała się w stałym poko­
nywaniu siły ciążenia i bezwładu. To poczucie
rzutowane było na architekturę, w której odbiorca
również odnajdywał walkę ciążenia z ruchem ku górze.
Pod koniec wieku August Schmarsow odkrył prze­
strzeń architektoniczną jako pochodną ludzkiej posta­
wy pionowej (wysokość), wyciągniętych w bok ramion

(szerokość) i kinestezji - ruchu przed siebie (głębo­
kość). Dlatego trudno zgodzić się z Czermińską, że
przeciwstawianie ciążenia i wzlotu związane jest w opi­
sach katedr „z żywiołami ziemi i powietrza” (s. 229):
„Jeżeli żywioł ziemi - pisze ona - występuje w opisie
przede wszystkim jako materiał, z którego gmach zo­
stał zbudowany, to niejednokrotnie towarzyszy mu re­
fleksja o przeciwieństwie między ciężarem kamienia
a wysokością budowli, która zdaje się wzlatywać
w przestworza wbrew prawu ciążenia” (s. 335). Julian
Przyboś (s. 340) pisze co prawda o murach „z odrąba­
nych skał” i głazach „szybujących coraz wyżej i wyżej”,
lecz w jego wierszu obraz katedry miesza się z dozna­
niami podmiotu lirycznego i jest próbą werbalizacji
wzniosłego doświadczenia przestrzennego:
- i trwać pod hurgotem głazów szybujących coraz
wyżej i wyżej,
aż je, nie skończone, nagły zawrót
stoczy ze szczytu
w dwie wieże, urwane dna.
Kto pomyślał tę przepaść i odrzucił ją w górę!
Określenie „hurgot głazów szybujących coraz wyżej
i wyżej”, to próba oddania ukierunkowania budowli
w górę, a jednocześnie początek opisu przestrzeni, wy­
sokości, która przyprawia o zawrót głowy, gdy głazy
„zawracają” w dół po łukach żeber sklepiennych i gdy
jednocześnie człowiek zdaje się być wyniesiony pod
sklepienia, by zaraz z lękiem spaść ku posadzce. Mam
nieodparte wrażenie, że w takiej percepcji katedry po­
mogły Przybosiowi akwaforty Konstantego Brandla,
ukazujące wnętrza katedr spod sklepienia (np. Kate­
dra I, klasyczna, 1907), z tak zaplanowaną perspekty­
wą, że każda ze ścian zamykających budowlę wydaje
być pionowa, co zmusza do obracania planszą i tym sa­
mym prowadzi do uczucia autentycznego zawrotu gło­
wy. Dodać też warto, iż dla Wilhelma Worringera,
jednego z najpoczytniejszych teoretyków sztuki okresu
międzywojennego, mechaniczno-konstrukcyjna stro­
na gotyku i niezwykła wysokość budowli, prowadziła
do ukonstytuowania się odbioru katedr w kategoriach
nie „abstrakcji”, lecz ekspresjonistyczno-psychologicznego „wczucia” i wzniosłej „ekstazy”.
Psychologizacja odbioru architektury zacierała
również podział na „obiektywny” opis i „subiektywne”
uczucia. Stąd Mieczysław Jastrun (Chartres) starał się
oddać słowami wrażenia i odczucia, jakie wywiera
w doświadczającym podmiocie światło przechodzące
przez witraż:

103

Barwy dość silne, aby nas rozebrać
Z nietrwałej róży zmysłów do ziarna źrenicy
Po przejściu głębokiego błękitu i srebra,
Z purpury gladiolusa, w trójcy jedynej,
Po kwadraturę ogniowego koła

�07_Balus.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Wojciech Bałus • GOTYK BEZ KORZENI

Czermińska pisze, iż „poeta odwołał się (...) do ży­
wej w średniowieczu symboliki ognia i podstawowych
figur geometrycznych. Zresztą nie tylko w tradycji
chrześcijańskiej koło jest figurą doskonałą i jednocze­
śnie znakiem słońca. Kwadrat w konstrukcji świątyni
oznacza Niebieską Jeruzalem, a krzyż pośredniczy
w przejściu od koła do kwadratu w «kwadraturze koła
słonecznego»” (s. 276). Pominę milczeniem nieszczę­
ścia, jakie spłynęły na nas po przetłumaczeniu książki
Jeana Hani Symbolika świątyni chrześcijańskiej, ważnego
źródła wiedzy Autorki - pracy, która jednak nie jest
rozprawą historyczną, lecz kompilacją poglądów z róż­
nych czasów, połączonych przeświadczeniem o istnie­
niu uniwersalnego, ponadkulturowego symbolizmu, ro­
dem z religioznawstwa ogólnego Mircei Eliadego.
W wierszu Jastruna nie chodzi ani o żywioł ognia, ani
0 symbolikę figur geometrycznych. Poeta stara się jedy­
nie oddać przeżycie wnikania barw w samą głębię zmy­
słów, co w warstwie obrazowej przekłada na mnożenie
paradoksów: „rozbieranie do ziarna źrenicy” i „kwadra­
turę koła”, zaś migotliwość przeplatających się kolorów
w „ogniowym kole”, czyli w rozświetlonej rozecie, opi­
suje jako współbrzmienie trzech dominujących barw,
„w trójcy jedynych”: „purpury gladiolusa”, błękitu i sre­
bra, odbieranych przez człowieka na przemian wspólnie
1 oddzielnie. Nie miejsce tu i czas, by wyjaśniać też, jak
apokaliptyczny obraz Jerozolimy Niebiańskiej mógł się
faktycznie przekładać na realną architekturę kościoła,
ale na pewno rozstrzygający w tym względzie nie był ani
kwadratowy plan budowli, ani absurdalna „kwadratura
koła” Jeana Hani (zachęcam do lektury kilku stron
w książce Stanisława Kobielusa Niebiańska Jerozolima.
Od sacrum modelu do sacrum miejsca, Warszawa 1989,
s. 94-105). Warto również dodać, że Czermińska - za

Jeanem Hani - przypisuje Honoriuszowi z Autun dzie­
ło Miroir de Monde [sic! - powinno być „du”] (s. 144).
W spuściźnie średniowiecznego pisarza takiej pozycji
nie ma. Jest on natomiast autorem m.in. De imagine
mundi (Patrologia latina, t. 172, 115-188) i Speculum ecclesiae (Patrologia latina, t. 172, 807-1108).
Małgorzata Czermińska napisała na początku swej
książki: „W niektórych wypadkach widać, że inspiracje
poetyckie nawiązują do obserwacji wzrokowych, zwią­
zanych z kształtami i rozmiarami budowli, w innych py­
tania o źródła i motywacje pewnych skojarzeń muszą pozo­
stać nierozstrzygnięte [podkreślenie - W. B.]” (s. 30-32).
Przyłożony przez Czermińską szablon badawczy jest wy­
posażony w zbyt duże oka, by pochwycić to, co najistot­
niejsze. Użycie żywiołów, bestii, kwiatów, lasu, gór, cia­
ła, wbrew przeświadczeniom Autorki, ma swe
historyczne źródła. To one decydują o zastosowanej
metaforyce czy retoryce opisu. Oczywiście, same w so­
bie sięgają głębiej, do miejsc „archetypicznych”, gdzie
rodzi się ludzki język i artystyczne obrazowanie. Nie
można jednak eksplorować podświadomości i wyobraź­
ni, przeskakując ponad ideami uchwytnymi i jasno wy­
artykułowanymi w konkretnych momentach historii.
Także „obserwacje wzrokowe” zawsze filtrowane są
przez kształtujący nas „system symboliczny” (by powo­
łać się na terminologię Ernsta Cassirera).
Książka Gotyk i pisarze wyrosła niewątpliwie z fa­
scynacji literackimi wizjami gotyckich kościołów.
Szkoda tylko, że podejmując temat leżący na styku kil­
ku dyscyplin naukowych (literaturoznawstwa, historii
sztuki, historii estetyki i historii idei), Autorka pozo­
stała przy konstatacjach wynikających prawie wyłącz­
nie z dziewiczego, a więc nietkniętego wiedzą historyczno-kulturową, odczytania tekstów literackich.

104

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11082" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11060">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5c93dc0cce6bbbab3ef367667f4faf94.pdf</src>
        <authentication>fc4ed66713479437060292994d574827</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132186">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6341</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132187">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132188">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132189">
                <text>literaturoznawstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132190">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5916</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132191">
                <text>Dan Brown, jego macho i problem prawdy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132192">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.121-122</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132193">
                <text>Bałus, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132194">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132195">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132196">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132197">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132198">
                <text>14_Balus.ps - 4/25/2007 2:13 PM

WOJCIECH BAŁUS

N

a temat niedorzeczności zawartych w Kodzie Le­
onarda da Vinci Dana Browna napisano już spo­
ro. Głos zabierali specjaliści, wypowiedziała się
nawet Rada Naukowa Episkopatu Polski. Dalsze wylicza­
nie bzdur, uproszczeń i przekręceń, w jakie obfituje ta
książka, jak i inna powieść Browna, Anioły i demony, opo­
wiadająca o przygodach tego samego bohatera, mija się
z celem. Warte uwagi wydają się natomiast środki użyte
przez pisarza do skonstruowania głównej postaci oraz wi­
zja nauk o kulturze, jaka przeziera z kart obu książek
(świadomie pomijam ekranizację Kodu jako ciężki bubel
zaprawiony nachalną ideologią).
Bohaterem Browna jest Robert Langdon, „profesor
ikonologii religijnej na Uniwersytecie Harvarda”, jak
dowiadujemy się na początku Aniołów i demonów. Już
samo miejsce zatrudnienia Langdona jest rekomendacją
jego osoby. Znakomity amerykański uniwersytet musi
być gwarancją pierwszorzędnych kwalifikacji swego pra­
cownika. I rzeczywiście: Langdon bez trudu, choć - jak
przystało na trzymający w napięciu thriller - nie zawsze
w mgnieniu oka, rozwiązuje najtrudniejsze zagadki z za­
kresu historii sztuki, dziejów religii, tajemnic symboliki
chrześcijańskiej, pogańskiej i tajnych stowarzyszeń. Ma
w małym palcu wiedzę o kulturze starożytnego W scho­
du, pogańskim antyku i chrześcijańskiej Europie.
W tym jednak, co mówi, jak interpretuje znaki daw­
nych i obecnych kultur, a także w tym, jak się zachowu­
je, znaleźć można szereg elementów co najmniej dziw­
nych, dla badacza kultury czasami śmiesznych, momen­
tami zaś irytujących.
W Aniołach i demonach Langdon wraz ze swą towa­
rzyszką śledztwa dociera do rzymskiego kościoła Santa
Maria del Popolo w poszukiwaniu kaplicy grobowej Chigich. Tam okazuje się, że grobowiec Aleksandra Chigi
znajdować się ma „w pomocniczej lewej apsydzie”. By
ustalić, o jakie miejsce chodzi, Langdon „niechętnie się
odwrócił (...). Terminologia stosowana w katedrach
[sic!] przypomina wskazówki sceniczne - jest zupełnie
niezgodna z intuicją. Stanął twarzą do głównego ołtarza.
Środek sceny. Potem wskazał kciukiem przez ramię do ty­
łu”. Choć zawód historyka sztuki uprawiam od dwudzie­
stu lat, a wcześniej jeszcze pięć lat studiowałem ten kieru­
nek, nie widziałem w tym czasie nigdy ani w Polsce, ani za
granicą, by ktokolwiek „z branży” wykonywał w kościele
podobne gesty. Śmieszne zabiegi Langdona mają jednak
swój bardzo konkretny cel: prezentują mianowicie posia­
daną przez bohatera wiedzę jako coś trudnego i niepojęte­
go dla zwykłego śmiertelnika: „Terminologia stosowana
w katedrach - powtórzmy fragment cytatu odnoszącego
się do świątyni niebędącej kościołem biskupim, a zatem
na pewno nie katedry! - jest zupełnie niezgodna z intuicją”.
Trzeba więc najpierw poznać skomplikowany aparat poję­
ciowy złożony z niezrozumiałych słów, a następnie na­
uczyć się abstrakcyjnych reguł jego stosowania, by wyzna­
czyć określone miejsce w kościele. Langdon dokonuje te­
go po mistrzowsku, wskazuje bowiem miejsce Kaplicy

Dan Brown, jego macho
i problem prawdy
Chigich bez pomocy wzroku. Jego skierowany „przez ra­
mię do tyłu” kciuk to symboliczny gest naukowego macho
z profesorską dezynwolturą okazującego swą klasę eksper­
ta najwyższej próby.
Wyposażony w takie umiejętności bohater nie ma żad­
nych kłopotów, by rozpoznać najdziwniejsze nawet rytu­
ały. W Kodzie Leonarda da Vinci to on zadaje Sophie pyta­
nia bezbłędnie opisujące oglądane przez nią ceremonie
tajnego stowarzyszenia. To, że trafia w czas, gdy obrzęd się
dokonał, to oczywiste. Ale Langdon wie z góry, że męż­
czyźni i kobiety byli ubrani na biało i czarno oraz że mieli
maski w kształcie ludzkich twarzy. W konsekwencji
stwierdza, że ceremonia, którą widziała Sophie, „nazywa
się hieros gamos (...). Ma ponad dwa tysiące lat. Kapłani
i kapłanki egipskie odprawiali ją regularnie, by uczcić ko­
biecą moc rozrodu, zdolność dawania życia”.
Każdy, kto zajmował się badaniem dziejów religii
i kultury, wie, że hierogamia to coś znacznie więcej niż
obrzęd egipski, że oznacza ona przede wszystkim boskie
zaślubiny, powtarzane następnie w rytualnych formach
przez ludzi. Takie rytuały nie mają jednolitej oprawy, bo
nigdy nie zostały skodyfikowane w jakiś zamknięty sys­
tem, i są znacznie starsze niż cywilizacja egipska i po­
wszechniejsze od niej. Prawdziwy badacz kultury i jej
symboliki nie mógłby więc, jak Langdon, pytać o stroje,
lecz o istotę dokonującego się obrzędu: faktycznie o czas
jego odbycia (bo moment przesilenia wiosennego jako
czas odrodzenia jest tu decydujący) oraz o jego fazy, czyli
wewnętrzną strukturę. To logika następstw rytuału decy­
duje bowiem o jego sensie. Dan Brown wkładając w usta
swego bohatera pytania, na które uzyskuje potwierdzają­
ce odpowiedzi, osiąga jednak bardzo jasny cel. Przydaje
wiedzy naukowego macho cechę absolutnej pewności.
Stąd już tylko krok do następnego składnika wiedzy
o kulturze w wydaniu Dana Browna - do jej całkowitej
jednoznaczności. Oglądając nagrobek w Capella Chigi,
Langdon dostrzegł w kopule „dwanaście znaków Zodia­
ku”, które od razu określił jako pogańskie. „Jednak naj­
większe wrażenie wywarły na nim dwie wielkie rzeźby z­
decydowanie dominujące w tym pomieszczeniu. Wpatry­
wał się w nie w niemym zdumieniu. To niemożliwe - po­
wtarzał sobie. To po prostu niemożliwe! Po obu stronach
kaplicy wznosiły się marmurowe piramidy (...). Langdon
nie mógł oderwać oczu od piramid. Co robią piramidy
w chrześcijańskiej kaplicy?". Profesor Harvardu wie, że Zo­
diak to wymysł pogański, podobnie jak piramidy. Relacja

121

�14_Balus.ps - 4/25/2007 2:13 PM

Wojciech Bałus • DAN BROWN, JEGO MACHO I PROBLEM PRAWDY

pomiędzy plastycznym znakiem a jego znaczeniem jest
dla tego „uczonego” całkowicie jednoznaczna. Podobnie
dzieje się w Kodzie Leonarda da Vinci z krzyżem równora­
miennym. Taki krzyż - zdaniem Langdona - „datował się
na dobre tysiąc pięćset lat przed Chrystusem” i nie miał
„żadnych związków z chrześcijańskim ukrzyżowaniem”.
„Ich budowa”, tłumaczył Sophie, „sprawia, że nie nadają
się do ukrzyżowania, a równowaga między elementem
pionowym a poziomym przekazuje informację o natural­
nej jedności pierwiastka męskiego i kobiecego”.
Całkowita jednoznaczność stworzonych przez ludzi
symboli jest fikcją, o czym wie każdy, kto zetknął się z wy­
tworami kultury. Krzyż chrześcijański jest także symbolem
kosmicznym i można na to przytaczać cały szereg tekstów
od średniowiecza poczynając. Nie ma też co dodawać, że
krzyż tak interpretowany przyjmował często postać rów­
noramiennego crux quadrata. Piramidy w chrześcijańskiej
kaplicy w żadnym wypadku nie powinny dziwić profesora
„ikonologii religijnej”, gdyż w nowożytnej Europie były
dość powszechnie uważane za symbol nieśmiertelności.
Te subtelności są jednak Brownowi obce. Konsekwentnie
buduje on obraz nauki o kulturze jako wiedzy całkowicie
pewnej i jednoznacznej. Odwołuje się w ten sposób do ste­
reotypów scjentyzmu, którego przedstawiciele widzieli
w nauce jedyną ostoję prawdy absolutnej: pewnej, bo do­
wodzonej w sposób niebudzący wątpliwości i jednoznacz­
nej, a więc wykluczającej wszelką możliwość wątpienia.
Tak skonstruowana wiedza staje się sprawnym narzę­
dziem w rękach akademickiego macho. Dzięki niej rozwią­
zuje on kryminalne zagadki w obu powieściach. Rola scjentyzmu u Browna na tym się jednak nie wyczerpuje. Dąże­
nie do jednoznaczności i całkowitej wyjaśnialności symbo­
liki pojawiło się w katolicyzmie w wieku XIX. W ówcze­
snych kompendiach ikonograficznych katalogowano pra­
widłowe i nieprawidłowe sposoby ukazywania Chrystusa,
Marii, świętych oraz wydarzeń ze Starego i Nowego Testa­
mentu. Z książek tych można się było np. dowiedzieć, że
„dopiero Albigensi zaczęli przedstawiać obydwie nogi”
ukrzyżowanego Chrystusa „jednym gwoździem przybite
i bez podpórki. Więc błędu tego dla samego jego źródła he­
retyckiego należy koniecznie unikać, tak samo jak umiesz­
czania rąk wysoko i pionowo do góry, bo to wynalazek Jansenistów, chcących przez to okazać, że Pan Jezus umarł za
małą cząstkę wybranych; gdy tymczasem ręce powinny być
równolegle umieszczone i rozwarte na oznaczenie, iż Chry­
stus umarł za wszystkich i pragnie zbawienia wszystkich”
(Ks. Antoni Brykczyński, Podręcznik praktyczny ikonografii
chrześcijańskiej). Takie podejście wiązało się z próbą unaukowienia badań historycznych i nadania im znamion wie­
dzy ścisłej. Wynikało jednocześnie z zamknięcia Kościoła
na otaczający świat. Katolicyzm ówczesny odcinał się od
inaczej myślących - od innowierców, heretyków, socjali­
stów i wolnomyślicieli. Ściśle odgradzano sztukę „chrześci­
jańską” od „pogańskiej”, starając się wymieść z kościołów
wszystko, co miało antyczny rodowód, od nagich postaci
poczynając, poprzez elementy stylowe architektury (np.

klasyczne porządki kolumnowe), a na piramidach kończąc.
Poszukiwanie własnej tradycji było poszukiwaniem jedynej
właściwiej prawdy.
Dan Brown też poszukuje jedynej właściwej prawdy prawdy odgrodzonej od katolickiej prawowierności i jej
przeciwstawnej. Jak już na to zwracano uwagę, przesłanie
Kodu Leonarda da Vinci ma wyraźnie ponowoczesną wymo­
wę, zakropioną ideologią Ery Wodnika. Langdon, odkry­
wając prawdziwy sens symboli i rytuałów, demaskuje rze­
kome wielowiekowe kłamstwo Kościoła katolickiego i do­
ciera do głębokiej „wiedzy” o Jezusie, Marii Magdalenie
i Świętym Graalu. Staje się w ten sposób kolejnym „mi­
strzem podejrzeń”, wskazującym, że wszystko to, co do­
strzegamy, na co dzień jest kamuflażem. Ponowocześni
myśliciele kontynuują ten sposób widzenia człowieka, włą­
czając jednak w obręb swych krytycznych analiz również
naukę. Dla Michaela Foucault wiedza równoznaczna była
z władzą, a więc instytucją społecznej opresji. Dan Brown
nie sięga oczywiście tak głęboko. Nauka jest dla niego nie­
kwestionowanym autorytetem. Stereotyp humanistyczne­
go scjentyzmu wprzęga on na służbę ponowoczesnych
bzdur parareligijnych, ekspercką sprawnością Langdona
uprawomocniając opowieści o małżeństwie Jezusa, Graalu
i Leonardzie da Vinci.
Swe drugie dno prawda ma także w Aniołach i demo­
nach. Otrucie papieża może być cienką aluzją do spekula­
cji bulwarowej prasy na temat przyczyn śmierci Jana Paw­
ła I. Pod koniec książki oczekujący na wynik konklawe lu­
dzie są świadkami „cudu”: najpierw niezwykłej światłości
pośród nocy, a następnie objawienia się kamerlinga na da­
chu bazyliki watykańskiej, choć wcześniej - za pośrednic­
twem telewizji - widać było, że wsiadał on do helikoptera.
Ten cud jest oczywiście nieprawdą: w powietrzu wybuchł
pojemnik z antymaterią, a kamerling skoczył z helikoptera
na spadochronie. Kościół katolicki tylko przypadkiem da­
je tłumom widowisko, które interpretują oni w katego­
riach wydarzenia nadprzyrodzonego.
Anioły i demony powstały w roku 2000. Świadomość, że
za parę lat faktycznie musi nastąpić konklawe, nie była za­
pewne Brownowi obca. Wydarzenia z kwietnia roku ubie­
głego całkowicie jednak sfalsyfikowały jego wizję. To, co
wówczas nastąpiło, nie miało żadnych znamion niezwykło­
ści. Oto umierał stary człowiek. W tym odejściu Papieża
nie było nic z manipulacji, nic z „drugiego dna”, nic rodzą­
cego jakiekolwiek podejrzenia. W całkowitej fizycznej bez­
radności Jana Pawła II objawiła się w całej swej prostocie
prawda o ludzkiej kondycji i o mocy wiary. I to ona właśnie
porwała miliony ludzi, każąc im wyjść na rzymski plac
Świętego Piotra, podążyć do kościołów lub godzinami pa­
trzeć na telewizyjne relacje z Watykanu. Nikt nie oczeki­
wał cudownych objawień czy świetlnych znaków. Okazało
się po prostu, że istnieją wydarzenia, których nie da się do
niczego innego zredukować, wyjaśnić takim lub innym
partykularnym interesem czy ideologią. Prawda zjawiła się
bezpośrednio - poza wszelkimi „kodami”, fałszywymi
„aniołami” i scjentystycznymi ekspertami.

122

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6125" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6105">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/63a74f38d31c5c1208aace739955effd.pdf</src>
        <authentication>8f965132f1021d60c7d69019adac8486</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73069">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2603</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73070">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73071">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2420</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73072">
                <text>Repertuar muzyczny w katolickich i prawosławnych wsiach rejonu lidzkiego i woronowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73073">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.198-202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73074">
                <text>Banasińska, Renata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73075">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73076">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73077">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73078">
                <text>Repertuar muzyczny w katolickich i prawosławnych
wsiach rejonu lidzkiego i woronowskiego
Renata Banasińska
Podczas wyjazdów do katolickich i prawosławnych wsi
rejonu lidzkiego i woronowskiego dokumentowałam zachowa­
ny tam folklor muzyczny. Niniejszy tekst jest pierwszą próbą
opisania i usystematyzowania zebranego materiału.
Skupiłam się głównie na badaniu muzyki wokalnej. Nie
znaczy to, iż całkowicie zrezygnowałam z zapisu repertuaru
instrumentalnego. Stanowi on jednak niewielką tylko część
zarejestrowanego materiału, dlatego nie będę się nim tutaj
zajmować. Różnorodność zapisanych pieśni zmusiła mnie do
dalszych ograniczeń. Zrezygnowałam z włączenia do opisu
pieśni religijnych, tzn. pieśni śpiewanych w kościele i cerkwi,
pod krzyżem w czasie nabożeństw majowych, czerwcowych
i październikowych, oraz pieśni związanych z czuwaniem przy
zmarłym. Ze względu na ich odrębny charakter, należałoby
poświęcić im osobne opracowanie. Będę zatem mówić o reper­
tuarze, związanym z obrzędami dorocznymi i rodzinnymi
(wesele) oraz o pieśniach, pozbawionych obrzędowego kontek­
stu wykonawczego.
W badaniach posługiwałam się własnym kwestionariuszem.
Pytania, jakie zadawałam swoim rozmówcom, podzieliłam na
grupy, dotyczące:
a) repertuaru, jego specyficznych określeń gatunkowych
i wykonawczych,
b) tradycji przekazu tego repertuaru,
c) jego oceny w oczach grupy własnej i sąsiedniej.
W wielu wydarzeniach muzycznych (m.in. czuwaniu przy
zmarłym i wielkanocnym kolędowaniu) mogłam brać bezpośre­
dni udział, nie tylko rejestrując na taśmie, ale i śpiewając razem
z hłykalnikami czy śpiewakami pogrzebowy mi.
Rozmowy o tradycji muzycznej prowadziłam w sześciu
wsiach:

Papiernia - wioska chłopska, katolicka,
Radziwoniszki - wioska chłopska, katolicko-prawosławna,
Feliksowo - wioska chłopska, prawosławna,
Powłoka - wioska chłopska, katolicka, litewskojęzyczna,
Rouby - okolica szlachecka, parafia wawiórska,
Surkonty - okolica szlachecka, parafia pielaska.
Podstawowe pytanie, na które szukałam odpowiedzi, prowa­
dząc badania, można sformułować następująco: czy w tym tak
zróżnicowanym świecie pogranicza religijnego, językowego
i społecznego da się zaobserwować jakieś prawidłowości
w doborze repertuaru muzycznego?
Zauważyłam, iż dobór ten jest wyraźnie uzależniony od
świadomości grupy - od jej obrazu własnego. Dużą rolę
odgrywa tu zwłaszcza podział społeczności lokalnych na
szlachtę i chłopów (zwanych muzykami):
Kiedyś na przykład tak było, że okolica i wioska, o tak, jak
u nas Surkonty i Pielasa. To już :.a polskim czasam z Surkontów
do pielaskiej dziewczynki chłopak nie chodził, a z naszej wioski
dziewczynka nie będzie rozmawiać z tym chłopcem. Bo za to, że
tam szlachta, a tu wioska. (JSPicl5)
Okolicy byli i wioski byli. Tak w okolicach po drugiemu,
a w wioskach po drugiemu też rozmawiali. (RBRoubl)
Analiza zarejestrowanego przeze mnie materiału muzycz­
nego wskazuje na odrębność repertuaru okolic szlacheckich
i wiosek mużyckich.

W Pieluńcach, w Pieluńcach. No, ale wszystko jedno pisali
i w historii polskiej, że Wielkie Księstwo Litewskie, na mapie.
Wielkie Księstwo Litewskie - od Bałtyckiego morza aż do Czar­
nego Morza zajmała Litwa. No, tych Krzyżaków, Niemców to
przecież pobiła Litwa. Potem Jadwiga przyłączyła się do Jagiełły
tego i zwalczyli Niemców.
A to prawda, że dadwiga Litwinów chrzciła?
Jadwiga, Jadwiga. A Polskę chrzciły Czechy. A potem Jadwiga
ochrzciła Litwinów. Tut niegdzie obrazik jest, jak chrzciła. Ksiądz
dał. A ten Jagiełło nieładny był taki.
To czemu ona za niego poszła ?
No, bardzo napadali Krzyżacy. Trzy rozbiory byli, a teraz
czwarty był rozbiór Polski. To chyba też uczyli się w szkole?
Tak, ale nas to uczą tylko polskiej historii.
No, to ja też z polskiej historii mówię. No i ona przyłączyła się do
Litwy. I Litwini ją obronili od Niemców. Bitwa pod Grunwaldem
była.
No tak, o tym słyszeliśmy. A ci surkontowscy Polacy to w domu
mówią po prostu czy po polsku?
żona: Po prostu.
Jedne po prostu, drugie po polsku. Ale oni bardzo umieją po
polsku.
żona: O, oni umieją po polsku. Oni, jak przyjedzie polski ksiądz,
co po polsku mówi, to oj, jak usłyszeli jedno słowo po polsku
czysto. To tak już im dobrze, jak kazanie ksiądz ma. My to znamy,
bo my razem żyjemy, to znamy.
No, to pewnie, że każdy swój język lubi.
A pani jaki język się najbardziej podoba?
żona: No, mnie polski, ja rozumiem lepiej po polsku, jak po

litewsku. Po litewsku ja słabo rozumiem. I mnie tak, jak tym
Surkontom: jak polski ksiądz, to mnie nadto dobrze. Wszystko
rozumiem.
A, tutaj to i po litewsku i po polsku słabo rozumią.
żona: A po litewsku, to tak, że jak po nauce, to ja nic nie
rozumiem. A tutaj, to ja książeczki polskie czytam, do kościoła
wszystko i do polskiej szkoły chodziła, no, to ja rozumiem
wszystko. A tam nie.
A w kościele pani po polsku się modli?
żona: Po polsku, kiedyż ja po litewsku nie umiem. I pacierze,
i wszystko, ja tak nauczona już.
Ona i tak, i tak nie umie.
Ale pan się modli po litewsku?
Ja tak, tak. Mnie lżej po litewsku czem po polsku.
żona;l książeczki jego po litewsku, wszystko. A moje książeczki
polskie. I ja wnuczki nauczyła też po polsku.
A wnuczki jakiej nacji?
Wnuczki, jak wam powiedzieć, mamusie Polki, a ojcowie moje
syny. Oni w Wilniu żyją, ale nie rozmawiają po litewsku. No, to
jednego zastawiła żona, że trzeba, żeby się uczył na litewski język,
bo pójdzie z roboty.
żona: U nas nie ma takich, co by po polsku, słabo. Mało kto
mówi. Można powiedzieć tak, że i nie ma.
To czym się różnią ci Polacy wioskowi od Litwinów?
Wioskowych to tutaj nie ma Polaków, tylko Białorusy.
/ oni piszą się Biełarusy?
Nie, oni piszą się Polaki.
żona: Polaków tutaj dużo jest.
To dlaczego oni piszą się Polacy?

198

1. Repertuar okolic szlacheckich
Szlachcic to ktoś, kto chodzi do kościoła i rozmawia po
polsku:
No, to oni lam toż samo szlachta - i po polsku, i w kościele.
(DZSurl)

�A to Polacy byli szlachta? - No, musi byli Polaki. (DZSurl)
W a ż n y m elementem tradycji muzycznej okolic szlacheckich
byi repertuar obrzędowy, związany głównie z Bożym Narodze­
niem, Wielkanocą i dożynkami. M o i rozmówcy pamiętają
jeszcze, popularny przed wojną, zwyczaj chodzenia w święto
Trzech Króli z gwiazdą i kolędowanie przebierańców, podczas
którego śpiewano polskie kolędy. Przebierano się za anioła,
diabła, śmierć, kozę. / każdy ma swoje: diabeł po diabelska,
anioł po anielsku (RBSurl). Istniała także tradycja organizowa­
nia w okresie Bożego Narodzenia przedstawień, zwanych
Herodami.
Zwyczaj wielkanocnego kolędowania istnieje do dzisiaj.
Hłykalniki, obchodząc chaty, śpiewają najpierw pieśń religijną,
a następnie pieśń świecką dla panny lub kawalera:
- Na Wielkanoc chodzili po domach. Śpiewali już te pieśni:
..Alleluja",,,Chrystus
zmartwychwstań jest". Wszystko kościel­
ne. Potem ,,Wino" śpiewali dla panienek.
- A dla gospodarza śpiewano
coś?
- Nie. Tylko „Wesoły nam dziś dzień
nastał".
- A dla kawalera?
- A dla kawalera też śpiewają. Po drugiemu. Też tak„ Winem
zielonym'' - inne słowa, ale też tak samo. (RBRoub 1)
Ważnym wydarzeniem, dziś już prawie całkowicie zapom­
nianym, były dożynki. W pamięci moich rozmówców zachował
się fragment pieśni dożynkowej Dożęli żytka aż do odłogu
z refrenem Plon żytka plon ze wszystkich stron.
W repertuarze szlachty nie ma pieśni, związanych z ob­
rzędem weselnym. Tak o tym mówią mieszkańcy okolic: U nas
nie śpiewają. To u szłachtów nie było. To tylko po wsiach. Za
stołem rozmaite pieśni, a przy błogosławieństwie
„Serdeczna
Matko" (RBRoubl). Łatwo zauważyć, iż w repertuarze ob­
rzędowym okolic szlacheckich widoczna jest dominacja pieśni
religijnych nad świeckimi.
Za szczególnie ciekawe uważam pieśni nowiniarskie, po­
wstałe w związku ze zdarzeniami, jakie rozegrały się w poblis­
kich wsiach i lasach w czasie I I wojny światowej: Szumi las
Piaskowski, Ach, Boże mój, Boże, czy Wesele w Powłoce. Ich
autorami byli anonimowi świadkowie wydarzeń.
Ważnym elementem repertuaru muzycznego szlachty są
pieśni ułańskie, np. Przybyli ułani pod okienko oraz pieśni
legionistów, np. O, mój rozmaiynie. Oprócz nich śpiewa się

popularne pieśni ludowe: Nie przytulaj mnie do siebie, Z tamtej
strony jeziora (wykonywane na melodię znaną we wschodniej
Polsce), czy W ciemnym lesie ptaszek śpiewa.
Dużą popularnością cieszą się piosenki, pochodzące z przed­
wojennych nagrań płytowych: Rebeka, Umówiłem się z nią na
dziewiątą. W okolicach szlacheckich za polskim czasem or­
ganizowano tzw. wieczorynki, na których bawiła się młodzież
szlachecka z pobliskich okolic: Bufet na miejscu
obficie
zaopatrzony. Tam wypitka, kto może, pije, kto może, je,
czekolada, tam cukierki różnego sortu. I była świetlica. Gramo­
fon był. (RBSur2) Orkiestra w składzie: skrzypce, bęben,
harmonia, bas oraz cymbały, grała oberki, mazury, polki,
fokstroty, kadryle i krakowiaki.
W okolicach chętnie śpiewano także piosenki z obiegowego
repertuaru polskiego, rozpowszechnianego w okresie między­
wojennym przez polskie radio i szkołę: Hej, tam pod lasem coś
błyszczy z dala, Szła dzieweczka do laseczka, Koło mego
ogródeczka. Do dzisiaj szlachta słucha polskiego radia, przej­
mując z niego wiele popularnych piosenek: Zloty
pierścionek,
Cicha woda brzegi rwie, Zielony mosteczek. W repertuarze
szlacheckim można też spotkać nieliczne przykłady ballad, пр.:
Świeć księżycu, świeć wysoko.
Swój polski repertuar szlachta czerpała i czerpie z tradycji
ustnej, przedwojennej szkoły, nagrań płytowych, polskiego
radia oraz śpiewników przywożonych z Polski: On wtedy
Z wojny przyjechał,
to poprzywoził
dużo tych tam takich
piosenek. Polskie wojenne, jak to kiedyś tam w armii służyli.
Swoją ręką prosto pisał. (RBRoub2)
Charakterystyczną cechą omawianej grupy jest rozszerzanie
tradycji lokalnej o nowy polski materiał, przenikający przez
radio lub kontakty z Polakami z Polski. W ten sposób szlachta
pragnie podkreślić swoją przynależność do kultury polskiej.
Zjawisko to potwierdzają opinie moich rozmówców, dotyczące
piosenek białoruskich, rosyjskich, ukraińskich czy litewskich.
Postrzegane są jako repertuar obcy; mówi się o nich z wyższoś­
cią: bredniuszki, proste takie, albo z niechęcią i dystansem:
nowomodne. My śpiewali po polsku tylko. Po rusku nie umieli
i nie umiemy teraz. (RBSur2). W rzeczywistości jednak niektóre
białoruskie, rosyjskie czy ukraińskie piosenki są im dobrze
znane, chociaż niechętnie się do tego przyznają.
Wiele pieśni, śpiewanych w wioskach po prostu, w okolicach

No, bo oni chcą tak.
To jak kto chce, to sobie nację wybiera?
żona: Jak kto chce. Jak była w domu - to Polska, a teraz wyszła
za mąż - i Litwinka.
A teraz ma pani zapisane w paszporcie „Litwinka"?
żona: Litwinka, ten mnie przepisał od razu. A jak w domu była,
była Polka.
A tak w sercu, to jak się pani liczy?
żona: No, ja po litewsku to nic nie umiem. To jaka ja Litwinka? Po
polsku z wami trochę umiem. A w wiosce, to słowo tak, słowo tak.
Ale w paszporcie Litwinka. Mnie on zapisał w paszporcie raz,
przewrócił wszystko.
A jak się pani liczy?
żona: Ja Polka, jakaż ja Litwinka? Pacierzy umiem po polsku,
wnuczki nauczyłam po polsku, dzieci nauczyłam po polsku, oni do
komunii, do spowiedzi wszystko po polsku. Jakaż ja Litwinka,
kiedy ja nie umiem po litewsku. Polka.
A wiara polska i litewska są takie same?
żona:Tak, takie same. Wiara polska i litewska to bez różnicy, nie
ma różnicy.
A tych Białorusów wiara to też taka sama?
żona: Taka sama. Już prawosławnych - nie. Już inna wiara.
Bardzo tamta wiara się różni?
żona: O, co tam. Ni różańca tam nie ma, ni szkaplerzy. U nas
Sakrament, a tam takie bułeczki dają.
A tutaj w wiosce nie ma ludzi czystej nacji?
A nie, nie. Tutaj prosty ludzie, ani on rozumie, co to jest nacja, co
to język, wszystko.
A co to jest nacja?

No, język.
A czysta nacja?
Tego tak nie mogę powiedzieć. To, musi, czy czysty Polak, czy
czysty Litwin?
/ kto to jest czysty Polak?
U nas? Nie, u nas nie. Tam tylkochata jestjedna. Oni byli Polacy
i jest Polacy. Surkonty też. Tam wszystkie Polaki. Jagiellońskie
osadnicy. Oni tylko po polsku.
A czyści Litwini?
Jest, oczywiście. O, uczyciele, co jest koło kościoła - to oni
z Litwy. I dzieci uczą po litewsku.
A ksiądz też czysty Litwin?
Litwin ksiądz, o.
A czysty Polak to musi być katolikiem?
Katolikiem, tylko katolik.
A Polak prawosławny jest?
Może gdzie jest i u Polaków.
A Polak - luter?
O, luter to co innego. U nich to i produkty inne. Ja słyszałem, że
oni psów jedzą, u nich przyjęto jest, że można.
A w Surkontach to polska szlachta mieszka?
Polska, polska. Ich Jagiełło tutaj posadził. Surkonty, potem tam
dalej jest Paszkiewiczy, Giesztowty. To szlachta, oni z Polski tutaj
poprzyjeżdżawszy.
A oni różnili się od tych wioskowych?
O, oni różnili się. Oni nie żenili się nikt. Ze starszych ludzi ani
jeden. Teraz to już żenią się, już pomieszało się.
żona: Kiedyś to zabawa zrobią, to tylko oni. Oni nie chcieli nas
tańcować. Nie było tej mowy.

199

�śpiewa się po polsku. Szlachta zachowuje ich melodię, a biało­
ruski tekst zastępuje polskim. Śpiewaki - hlykalniki, jak po
białorusku. Śpiewali już te pieśni: „Alleluja".
Potem „Wino"
śpiewali dla panienek. Nie: „Da winoż" - „Witaj winem
zielonym" one śpiewają. „Da winoż" to śpiewają pa hetych
wioskach. Pa prostu. To u Ruskich tak śpiewają i u te... proste
już te śpiewają, choć i Polaki, ale śpiewali „Da
winoż".
A roubowskie śpiewają „Witaj winem zielonym" (RBRoubl).
Mieszkańcy wiosek mużyckich, chcąc kolędować w okolicy,
musieli uczyć się piosenek wielkanocnych nie tylko po prostu,
ale i po polsku.
- A jak przychodzili ci z Papierni, to śpiewali po polsku czy
po prostu?
- Nie, po polsku „ Wesoły nam dziś dzień nastał". Tylko już,
jak winszują tak, winszują tam już w końcu, i jak tam już Matka
Boska chodziła i tego tam, a w końcu tego... winszuje ichmości,
a oni mówią: winszuje wachmości. (RBRoubl)
Mieszkańcy okolic, pytani o to, jakie piosenki najbardziej im
się podobają, odpowiadali: Polska, to mnie zdaje się ładna
(RBSurl). W ich wypowiedziach często powtarzało się sfor­
mułowanie nasze polskie piosenki (RBRoub2). Zatem piosenka
ładna, to według moich rozmówców - piosenka polsfTa.
Charakterystyczny dobór repertuaru muzycznego jest świa­
dectwem odrębności kulturowej szlachty od mieszkańców
wiosek chłopskich i zarazem pozwala jej tę odrębność wyrażać.
Jest to nie tylko poczucie przynależności do wyższego niż
chłopi stanu, lecz także polska tożsamość, związana z komplek­
sem szerszym niż „świat nacji i wiar" - z kulturą narodową.

Muzyki mówią o sobie: Z dawna tutaj mieszane ludzie żyją,
po połowie katolicy i prawosławni ( A E M y t 1). Wioski chłopskie
są miejscem wzajemnego przenikania się dwóch wyznań:
katolickiego i prawosławnego, oraz języków: białoruskiego,
rosyjskiego, polskiego i litewskiego.
Mieszkańcy wiosek na pytanie o to, jakie piosenki tutaj się
śpiewa, odpowiadali:
Jak kto umie, takie śpiewa. 1 polskie i ruskie, i litouskije.
Usielakije my śpiewali. (RBPow2)
Jak „Kasił Jaś koniuszy nu", to u radiu śpiewajuć. Wszelakie

tam, ukraińskie, no, wszystkie rozumiejemy, polskie,
ruskie,
białoruskie. (RBRadz4)
Wypowiedzi te znajdują swoje potwierdzenie w repertuarze
muzycznym muzyków. Jego podstawę stanowią pieśni ob­
rzędowe i liryka.
W świadomości moich rozmówców istnieje podział reper­
tuaru obrzędowego na prawosławny [ruski, białoruski) i katoli­
cki (polski).
Do repertuaru prawosławnego należą pieśni jurjewskie,
związane z pierwszym wypasem bydła na św. Jerzego (6 maja).
Dzień św. Jerzego obchodzony jest uroczyście tylko w cerkwi,
stąd brak tradycji tych śpiewów u katolików. Wiele lat przeżyli
i nie wiedzieli, kali to Jerzego bendzie. W naszym kościele nie
odbywajtsia i nie wiedzieli, a w tym roku dowiedzielisia - 23
kwietnia. (RBRadzl)
Z kolei u katolików istnieje zwyczaj całonocnego czuwania
przy zmarłym i śpiewania w tym czasie, przez specjalnie do tego
wybranych śpiewaków, pieśni pogrzebowych. U prawosław­
nych podczas analogicznego czuwania śpiewa się psalmy
i modlitwy cerkiewne.
W wioskach mużyckich współistnieją dwie tradycje: katolic­
ka i prawosławna. Członkowie obu tych nacji razem żyją
i razem pracują. Są sąsiadami, zawierają małżeństwa. Od
pokoleń obie tradycje przenikają się. Przykładem tego może być
wspólne kolędowanie na Wielkanoc czy też przejmowanie
przez prawosławnych zwyczaju śpiewania pieśni podczas czu­
wania przy zmarłym.
W 1994 roku braliśmy udział w wielkanocnym kolędowaniu
w czasie świąt prawosławnych. Organizatorami obchodzenia
domów byli katolicy. Później dowiedzieliśmy się, iż w czasie
świąt katolickich nie kolędowano:
- Dlaczego?
- Jakoś nie zorganizowali, i deszcz padał. W Wielka Sobota
chodzi/i do kościoła, do Białohruda. I mówili: może iść. I nikt nie
przyszedł. I tak astałosia. A na Ruskie Hela
zorganizowała
(RBRadz3). Wspólne kolędowanie katolików i prawosławnych
jest czymś tak naturalnym dla mieszkańców wiosek, że moje
pytanie: Kto chodził po domach? Katolicy do
katolików,
a prawosławni do prawosławnych?
było przyjmowane z pew­
nym zdziwieniem: Nie, ta sama grupa, razem chodzą, kto umie,
kto jenzyk liepszy ma. (RBRadzl)

A oni mówili coś na tych ludzi w wiosce?
żona: A jakże: chamy, barciaki. A jak wy myśleli?
A wioskowi na nich coś mówili?
żona: No, co my na nich możemy mówić? A oni nas: chamy,
barciaki.
Chamy to wzdragniesz się, a barciaki to nie. To oni sami nie
rozumią.
A dlaczego „barciaki"?
Tutaj, mówią, była puszcza. Tu gdzie Pielasa, to wielka była
puszcza. I potem ludzie niszczyli ta puszcza i się budowali. I tutaj
byli potężne takie sosny, że mówi, „borście" ich nazywali wtedy.
To jakoś, że z białoruskiego języka to pochodzi „borście". I ta
wioska... Tutaj trzy Pielasy jest, słychali? Jest stara Pielasa, nowa
Pielasa i barciańska Pielasa.
A wiadomo, kiedy Pielasa powstała?
Mój ojciec chrzczony jest w Pielasie, to on opowiadał. To
znaczy, że te Szumielewiczy, oni pochodząaż z Dziatława, aż zza
Lida. Tutaj oni przyjeżdżali do pracy piłować ten las, ta puszcza.
No, a ziemia przedawała się. I oni, znaczyć, tutaj zakupili.
I przyjechali tutaj żyć. A o naszej wsi nikt nie wie. To tutaj z jednym
Litwinem, uczonym, szedł on. Mówi: Skąd powstała ta nazwa
„Pieluńcy"? Znajesz, po polsku „zamek", a po litewsku „pilis".
A tutaj Pieluńcy. To znaczyć - kiedyś tutaj zamek stojał. Ale ja tam
nie wiem. Nie pamiętam i nikt nie mówił tego.
A ta szlachta surkontowska to była nacji polskiej?
Tak, to wszystko Polacy byli.
A była szlachta litewska albo białoruska?
Nie, nie, nie było. Ja nie wiem, szlachty litewskiej chyba nie ma.
Na pewno nie ma. Ja pamiętam, za polskim ja do szkoły chodził do

Pielasy z nimi, to oni w domu tylko po polsku rozmawiali. I jakoś
u nich już po drugiemu było. I odzienie u nich już nie takie. Takie
jakieś prościejsze odzienie nosili. Jakoś troszeczkę odliczali się.
/ oni z wioską się nie przyjaźnili?
O nie, żadnego z wioską do czynienia nie mieli. A już tam
z oddali, zza kilometrów dziesięć, oni już tam schodzili się, tak
i żenili się. Ale teraz już tak nie ma. Jakoś jak zaszli te Sawiety, tak
już porownowali. Teraz była ta sekretarsza z sielsowietu. To ona
mnie pytała się, kto ja po nacjonalności. Ona mnie Polakiem
zapisała. A wcześniej pisał się Litwinem, i to z dawnych. O, widzi,
jak robi się. Zapisała Polakiem, i wsio.
Dlaczego?
Ja nie wiem. Kiedy piszą, to oni pytają się, jakiej nacjonalności.
A ona i nie pytała się.
/ nie chciał pan tego zmienić?
Ja nie zmieniał, już mi nie trzeba. A dzieci w paszportach
zmieniali na Litwinów.
A żona co ma w paszporcie?
Ja pisał i żonę i siebie Litwinami. No ona i nie Polaczka, nie.
Ale przecież po litewsku nie mówi.
Umie ona po litewsku jeszcze lepiej jak ja. A mnie zdaje się, że
jak człowiek rozumny, to czy on Polak, czy on Ruski, to wszystko
należy do człowieka, jak jego rozum. Ojciec mój za Polski to
i bardzo dobrze rozmawiał po polsku. Rada gminna taka była. To
on był tej rady... jak to, po rusku: predsiedaciel.
Polskiej rady?
Tak, tak, polskiej.
Ale liczył się Litwin?
Litwin, Litwin. On już jednego trzymał się.

2. Repertuar wiosek m u ż y c k i c h

200

�Tradycja wielkanocnego obchodzenia domów jest bogata
i wciąż żywa. Wykonawcy potrafią zaprezentować dużą liczbę
wariantów tekstowych pieśni wielkanocnych do jednego, po­
wszechnego w tym rejonie typu melodii. Hłykalnicy śpiewają
najpierw pieśń religijną dla gospodarza, a następnie jeden z nich
recytuje orację (powinszowanie). Jeżeli w domu mieszka pa­
nienka lub kawaler, śpiewa się dla nich pieśń świecką Wino: Na
Wielkanoc chodzili na pierwszy dzień wieczorem. Razem i idziem.
U katolików polską śpiewano:,, Wesoły nam dziś dzień", a u Rus­
kich ,,Chrystos waskres". A dla panienek, to „Winoż, wino
zielano" (RBRadz3). Pieśni, śpiewane u katolików i u prawo­
sławnych, różniły się tylko językiem (u prawosławnych były
rosyjskie i białoruskie, a u katolików - polskie), melodia
pozostawała ta sama. Tak było w wypadku pieśni religijnej
Alleluja. Natomiast Wino wszędzie śpiewano po prostu.
Również dobrze w pamięci moich rozmówców zachowany
jest repertuar weselny. Pod względem tekstowym nawiązuje on
zarówno do tradycji polskiej, jak i białoruskiej (a w parafii
pielaskiej także i litewskiej). Przy pożegnaniu panny młodej
z domem może być wykonywana pieśń z polskim tekstem
Siondaj dziewczyna, siondaj kochana, śpiewana jednak na
melodię właściwą dla zachodniej Białorusi, lub też typowo
białoruska (tekst i melodia) Dzie b ja nie jechała, dzie by ja nie
szła. Gdy wyprawiają młodą do ślubu, śpiewa się W zielonym
gaiku w wersji znanej na Podlasiu. Pieśń dla sieroty Biała
sukienka, srebrny pas znana jest także w Polsce (między innymi
na Podlasiu i Mazowszu). Po białorusku śpiewana jest natomiast
Czerwona kalina, a biełyja
kwiecie.
Drugą ważną grupę utworów, obok obrzędowych, stanowi
liryka, głównie białoruska. Są to warianty pieśni, znanych
powszechnie na Białorusi: Tuman jaram, A u połi wierba, oraz
powszechnie znane nic tylko na Białorusi, ale i we wschodniej
Polsce piosenki typu Kasił Jaś kaniuszynu. Z repertuaru
polskiego możemy wymienić: Nie przytulaj mnie do siebie
(tekst i melodia znana też na Podlasiu), popularną balladę
Podolanka, czy pieśni liryczne Rano, rano, raniusieńko, rano
po rosie i W ogrodzie róża trojaka (śpiewana na melodię
Czerwona róża, biały kwiat).
Mogę zaryzykować stwierdzenie, iż o ile same teksty pieśni
znajdują potwierdzenie w repertuarze polskim, o tyle ich strona
muzyczna związana jest z tradycją zachodniej Białorusi. Podo-

Rozmowa w Pielduńcach (JCPielunl)
Kiedyś to było jedno toż same, córka moja uczyła się na
litewskim języku w Wilnie, a teraz w Lidzie żyje na Białorusi.
Wyszła za mąż za Polaka.
Ona teraz Polska jest czy Litwinka, jaka?
W paszporcie Litwinka, Litwinka i liczy się. Paszport Litwinka,
a rozmawia tak po białorusku, po polsku nie może gadać. Żona
moja też Litwinka, a ja Polak.
A córka?
Córka Litwinka, a syn Polak, ja nie wiem, ona jak się tam uczyła,
to trzeba było paszport wyrobić. To jak na litewskim języku uczyła
się i tak dali, uczyła się w Litwie, to i paszport taki. A syn uczył się
tutaj i już tak Polak został.
Czy często się Litwini i Polacy żenią?
Tak. U nas tutaj, jak w jednej religii i wsio tutaj ciągnie taka, jak to
powiedzieć, żyła... żyła ciągnie do Litwy tutaj, i to z dawnych lat.
Jak kiedyś, to mówią, że tutaj była, wszędzie tutaj to Litwa była.
Brześć Litewski, nazywają go tak. No potem, to jakoś tak rewolucja
przechodziła, przechodziła i... stało, jak Jagiełło z Wand..., z tej,
z Jadwigą ożenił się, i to już Polska, i od tego czasu więcej było
Polaków jak Litwinów, przecież i Litwini przechodzili na ten, na
Polskę. Teraz i tutaj, w tej wsi, ta wieś z dawnych litewska była,
więcej już Polaków w nacji. W nacji stoją Polak, w paszporcie,
a rozmawiają po białorusku i po litewsku, oj sami z sobą,
i w mieszkaniu po litewsku też rozmawiają, ale w nacji to Polak,
Polak. My po polski rozumieli lepiej jak po litewski. Litowski ciężki
język, a polski lżejszy, i wszyscy teraz młodzież po polsku, jak
ksiądz rozmawiał w kościele, już wszyscy oni rozumieją. Białoruski

bieństwo warstwy muzycznej do folkloru białoruskiego jest
wyraźne w stosowaniu manier wykonawczych, nawiązujących
do tradycji wschodniosłowiańskiej i litewskiej. Przykładem
tego jest wykonywanie pieśni na kilka głosów - Jadzia, Hela,
pomahaj (RBRadz2), Na głosy łatwiej (RBPapl). Inną manierą
wykonawczą jest apokopa (w Polsce znana tylko jako efekt
oddziaływania kultury litewskiej, białoruskiej i ukraińskiej),
a także specyficzny sposób śpiewania: to stulietnyje dawności,
pieśni z Biełarusi, i tak zaciahujuć śmieszna (RBRadz2).
Mieszkańcy wiosek katolickich na terenie, który badaliśmy,
dzielą się na litewskojęzycznych i nielitewskojęzycznych.
W parafii pielaskiej (Pielasa, Pieluńce, Powłoka, Leluszki,
Dubińcy) mieszkają tzw. Litowcy (Litwiaki, Litwiny). Wydaje
się, iż stanowią oni zwartą grupę, wyróżniającą się w sposób
szczególny spośród innych wsi mużyckich. Ich repertuar muzy­
czny jest wzbogacony o pieśni litewskie, znane w Dzukiji,
części Litwy graniczącej z Białorusią, пр.: Soldi gardi arielkała
[Słodka jest wódka], śpiewana na weselu lub w czasie wieczoru
panieńskiego), czy O kieno żali sodai [Czyje są te zielone sady].
Sami mieszkańcy Pielasy i otaczających j ą wiosek czują się
bardziej związani z tradycją lokalną niż litewską:
Prychodziat chłopcy, no to jakżeż budziesz śpiewać pa
litousku z saboju. To śpiewali takije, kab i jam rozumieli. O, jak.
(RBPowl)
Ipolskie i biełaruskie pośpiewaju, jakuju choczesz. To jakuju
teraz śpiewać, polsku czy biełarusku?
(RBPowl)
Moi rozmówcy określali pieśni jako polskie, białoruskie czy
litewskie na podstawie języka. W wielu wypadkach jedna
melodia miała kilka wariantów językowych. A pieśni ładne to
według nich te, które:
a) mają zrozumiały tekst (są śpiewane po polsku, białorusku
czy rosyjsku),
b) śpiewane są na dwa lub nawet trzy głosy,
c) są utrwalone w tradycji wioskowej.
Jak dwoje, troje, to już i głos każdego słychać, grupą, grupą
zawsze. Ot, nrawićsia. Od rodziców, od koleżanek na wiosce.
(RB Radzi)
Jak ja razumieju, to jany mnie charoszyje. Każda pieśń jest
maja, swaja, duszeunaja, zalubounaja i tym podobna. Taka
Żyźnienaja, nu jak skazać, od serca, od usiaho szczyraha, tak od
lubwi do starości. (RBRadz4)

to pochodzi od tego języka, tak, ot, po polsku kwiecień, a po
naszemu kwietka, rozwije się - po polsku, a po naszemu:
rozkwietła. Ja po litewsku, jak te we wsi rozmawiają, to rozumiem,
nie wszystko, ale rozumiem dużo czego, a jak już te po żmuńsku,
czysto po litewsku mówią, co przyjadą, mnie ciężko z nimi
rozgadać się. U nich cztery języki litewskie, ja nie wiem, jakie tam,
jakoni tam sami z sobązgadająsię, no oni sami z sobąnie zgadają
się. Litewcy z Litewcami nie zgadają się, nie rozumieją wszyst­
kiego... Różne są takie te języki, cztery, żmaciszki, żmuciszki, tak
jak u nas Litwini rozmawają. Żmaciszki ja nie ponimaju.
Żmaciszki to po żmudzku?
Da, da, po żmudzki. Ta wieś tutaj to Pieluńcy i tutaj Litwini
z dawnych lat. No Polacy, Polaków dużo jest, no oni wszystkie
rozumieją po litowsku. Po naszemu, po prostu oni tutaj roz­
mawiają, a z tym, z wileńskim, to im trudno zgadać się. Powłoka
Litwini, Podzitwa Litwini, Druściniki i wszystko, Dubińcy, Pielasa,
jeszcze tutaj, jak o, to w Dubińcach, to po polsku nikt nie będzie
gadać, chyba tylko kto od szkolnych lat, tak jak i ja, a tak to nikt nie
będzie gadać po polsku. Tak po białorusku, to wszystkie rozumie­
ją, wszystkie jak jeden. Ja w polskiej wiosce rodzony, tam wszyscy
Polacy - Wołdociszki, to z Druścinik na lewo, to Wołdociszki,
Dziesztowce. A Białorusy, to trzeba będzie iść za błoto na
Wawiórkę. Tam Białorusów jest, bo tutaj nie ma Białorusów, tylko
który w kołchoz przyjechawszy, to tak pare ludzi. A tak wszyscy
Polacy, który tutaj urodzony, to wszystko Polacy w ta strona.
Prawosławnych nie ma u nas. Białorusy, to tam. Ja nazwyam się
Białoruś, jak teraz, ale my szczyta... my liczym sami siebia
Polakami, który do kościoła, a prawosławny już do cerkwi. Tu u nas
takich, no wszystko jedno, które przyszedłszy do nas, czy

201

�3. Indywidualności muzyczne. Repertuar pani Jadwigi
Gabis
Pisząc o tradycji muzycznej okolic i wiosek rejonu lidzkiego
i woronowskiego, nie mogę pominąć wybitnej śpiewaczki, którą
spotkaliśmy w parafii wawiórskiej - pani Jadwigi Gabis.
Urodziła się ona, wyszła za mąż i mieszka w Papierni - katolic­
kiej wiosce chłopskiej. Jej repertuar muzyczny wykracza jednak
poza zakres pieśni śpiewanych przez chłopów. W repertuarze
pani Jadwigi są między innymi następujące ballady:
a) o zamianie dziewczyny w kalinę {Miała matula syna
adnaho) ,
b) o uwodzicielu licznych kochanek, który próbuje utopić
dziewczynę {Jaś koniki poił, Kasia wodę
brała) ,
c) o narzeczonym, który powraca do domu w chwili ślubu
ukochanej z innym {Góral żegna swon
góralkon) ,
d) o samobójczej śmierci dziewczyny, uwiedzionej przez
ukochanego, który potem również się topi {Oj, nie ma takiej
pięknej,
nadobnej) ",
e) o siostrze, która za namową kochanka truje brata {Podolanka) [tę balladę zarejestrowałam również w Radziwoniszkach].
Pani Jadwiga, na pytanie, skąd zna piosenki, które wykonuje,
odpowiada: Czy gdzie posłyszysz jak, a czy kto przyjdzie
pośpiewać i ty je posłyszysz. Pomyślałam, iż informacji o źród­
łach jej repertuaru należałoby szukać w historii jej życia. Pani
Jadwiga jest sierotą. Moja mamusia mnie dziesięć
miesięcy
zostawiła. A tatuś mnie zostawił, jeszcze osiem lat nie było.
siedem z połową. I tak, o, po ludziach (RBPap 1). Gdy skończyła
15 lat, poszła na służbę: pracowała w Radziwoniszkach,
w majątku państwa Jegodowskich, później w szkole w Białohrudzie, i wreszcie w majątku pana Klemowicza w Papierni.
Ponieważ była powszechnie lubiana i znana z dobrego głosu,
śpiewała na weselach i pogrzebach. W p ł y w na ponadprzeciętny
charakter jej repertuaru muzycznego miały zatem:
a) praca w majątkach, gdzie obracała się w środowisku służby'
dworskiej,
b) „ z a w o d o w e " śpiewanie na weselach i pogrzebach.
25

26

21

2

Pani Jadwiga śpiewa piosenki ze swojego zeszytu

23

Niniejszy tekst nie jest pełnym obrazem, a tylko próbą
ukazania wzajemnych zależności pomiędzy samoświadomością

mieszkańców okolic i wiosek a ich repertuarem muzycznym.
Zauważyłam, iż zależy on od stopnia izolacji poszczególnych
grup społecznych wobec siebie. Szlachta, jako grupa izolująca
się, o silnym poczuciu swojej odrębności, zachowała własną
tradycję, nawiązującą do polskiej kultury muzycznej z pierw­
szej połowy X I X wieku. Teraz już wszystko zrównało się. U nas
kiedyś z Papiernią to my nawet nie kolegowali, czy zabawa jaka,
czy jakie wesele, to jedne do jednych nie chodzili (RBRoubl).
Podtrzymywali oni tradycję polską, świadomi swoich związków
z polskim narodem. Stąd też odmienne kryteria doboru gatun­
ków muzycznych, kształtujących ich repertuar.
Muzyki, stanowiąc grupę otwartą, nie izolującą się, pod­
trzymują swój własny, lokalny repertuar i nie identyfikują się
przy tym z żadnym narodem (polskim, białoruskim czy litews­
kim). Stąd też chłopska tradycja muzyczna przesiąknięta jest
zarówno elementami białoruskimi, jak i polskimi, rosyjskimi
czy litewskimi.

przyjechawszy, to one na naszu wiaru przeszedłszy, na polska.
Białorusy u nas też do kościoła chodzą, cerkwi u nas nie ma, tych
soborów ruskich, to do kościoła idą. A Litewcy to samo, jak kościół
i religia, tak polska i litewska, na Boże Narodzenie, na Wielkanoc.
Zmartwychwstanie, wszystko tak samo, jak jedno obchodzi się
w jeden dzień, to samo święto litewskie i polskie. Z dawnych lat ja
Polak w nacji, tak w nacji ja jestem Polak i tak od małych lat, ojciec
mój był i dziadek, wszyscy Polacy. Nu jestem, nu my po białorusku
gadamy we wsi. Od narodzenia, i Polak w paszporcie, tylko żona
Litewska stąd, i w paszporcie, w Pielasie urodzona. U nas tut nie
było tego, że to Polak, a to Litwin, u nas wszystko jednakie,
i z dawnych lat tak było, i żenili się wszystko. I żyli my.
A Białorusy katoliki są?
A katoliki, to tylko teraz nas... atak, to katoliki, to wszystkie Polaki.
Raz do kościoła, w kościele chrzczony, ślub bierze, w kościele, to
Polak. A jak dzisiejszym czasem, ta Białoruś, co okazała się u nas,
jak kiedyś jej tu nie było tak, to my nie znali, co to za Białoruś, my nie
wiedzieli, nikt nie wiedział, co to jest za Białoruś. Prosty język mówili,
my jest wioskowe ludzie. Ateraz poznali, że my jesteśmy Białorusy.
Kiedyś to nie, to prosty język i byli Polacy. A Białorusy... Akuratny
Białoruś jest prawosławnej wiary.
A nieakuratny może być katolik, są Białorusy katoliki?
Ja jestem Białoruś teraz, w paszporcie, jak nas ta Białoruś
zaniawszy. Ja już sczytam się jakby Białoruski, chociaż ja
Poljakiem piszę się w paszporcie. No ja jestem nie prawosławny,
ja jestem religijny.
To pan się urodził Polak, a teraz stał się Białoruś?
No, zaniawszy teraz, a przecież i w Polsce jest Białorusy. I tam
u was Białorusy są. Świat mieszany już teraz.

Pan najpierw mówił, że jest Polak, a teraz, że Białoruś, jak to się
stało, że pan zmienił... ?
Ja! Ja przecież nie zmieniony.
To pan od urodzenia jest Białoruś, jak to jest?
Urodzony w Polskie ja, ja rodziłem się w Polskie.To była jeszcze
tu Polska. I choćby jej nie było tutaj, to mój ojciec Polak był
i dziadek Polak. Chociaż tutaj nie było tej Polski, ale wszystko
jedno Polakami pisali się.
Dlaczego się śmiali z polskiego języka?
No, przecież chamstwo jest, chamstwo jest wszędzie, więcej
chamstwa jak szlachectwa. Oni się śmiali. I teraz się śmieją. Jak
na przykład za mąż pójdzie do Ruskiego Polka i potem do dzieci
w domu po polsku mówi, to na nią „szlachcianka" wołają i potem
jej krowa na pastwisku też „szlachcianka", i wszystko „szlach­
cianki" i „szlachcianki". A po litewsku będzie gadać, to „barcian­
ka" i „barcianka".
A jak po prostu będzie mówić, to kto będzie?
A jak po prostu, to już nikt, bo to wszystkie tak gadają. Litwini
śmieją się z litewskiego języka.
A dlaczego?
A tak. Chociaż ja jestem nieuczony, bo tylko dwa kłasy
ukończyłem, aleja nie śmieję się z żadnego, i litewskiego, i innego.
Ja myślę, że człowiek, który umie na wszystkie języki, bardzo on
jest człowiek inteligentny, szlachetny, i każdego człowieka umie,
jak obrócić się koło niego. Jak nie rozumiesz, to jesteś przecież
durny człowiek. To ja chcę tak i tak rozumieć, i na litewski, i na
polski, i na ruski, i karelskiego troszkę rozumiem, fińskiego tego,
trzy miesiące tam pobył. Moja mama Litewka, ale u nas po litewsku
nikt nie rozmawia. Jak siostra do siostry przyjdzie kiedy w gościnę,

Podsumowanie

202

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6281" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6261">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a2506ba9f9268d8bb8372829a4703f4f.pdf</src>
        <authentication>46885be30efeeea692e1a94a96bb332c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74787">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5384</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74788">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74789">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74790">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74791">
                <text>Kolekcja nieidealna(4) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74792">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.1-2; s.171-178</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74793">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74794">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74795">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74796">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74797">
                <text>K

MAŁGORZATA B A R A N O W S K A

apitalną historyjkę opowiadał A n t o n i U n i e chowski. N a początku X X w i e k u p e w i e n k o n ­
sul carski w C h i n a c h z w i e l k i m u p o d o b a n i e m

Pocztówka i prawda

i znawstwem zbierał starą sztukę chińską. Znalazł nie­
zwykłą wazę, o której wiedział, że to rzecz " o d pary",

więc zaczął szukać.

Kolekcja nieidealna (4)

A n t y k w a r i u s z e chińscy wiele lat twierdzili, że już,
już są na tropie. Wreszcie wazę przynieśli. A l e , nie wia­
d o m o dlaczego, zachwycony k o n s u l upuścił ją, przej¬
mując z rąk antykwariusza.
Z największym zdziwieniem zobaczył, że a n t y k w a riusze nisko się kłaniając opuszczają jego d o m . Przez
dłuższy czas n i c o n i c h nie słychać. K o n s u l m a r t w i się,
że i tak będzie musiał zapłacić wielką sumę. Wysyła
więc posłańca, żeby się wywiedział, o co właściwie

stują pocztówkę przemysłową, by coś do niej dodać,

chodzi.

dokleić, albo są w y n i k i e m twórczości własnej nadaw¬

Wysłannik znajduje antykwariuszy, którzy cały czas

cy. Bywają też fotografią nadawcy, a nawet fotografią
uczuć nadawcy.

przepraszając twierdzą, że za żadne skarby na oczy się
już p a n u k o n s u l o w i nie pokażą. N i g d y nie pozbędą się

Kiedyś już właśnie w " K o n t e k s t a c h " opisywałam

poczucia wielkiego wstydu. Dlaczego? Wytłumaczyli

przykład " p r a w d y uczuć" na pocztówce. W i e l u lu¬

posłańcowi, że nie m o g l i przecież wiedzieć, że p a n

dziom wydaje się, że pocztówka rozumiana także jako

konsul jest tak nadzwyczajnym znawcą sztuki chiń¬

po p r o s t u fotografia może oddać ową prawdę. Niektó¬

skiej, że o d razu rozpoznawszy kopię ze wstrętem ci¬

rzy czując, że pocztówka wytworzyła język uczuć goto¬

snął nią o ziemię. Najwięksi mistrzowie t r u d z i l i się

w y c h , który miał za zadanie udawać uczucia niepo¬

przecież n a d tą kopią przez te wszystkie lata, kiedy p a n

wtarzalne, postanawiali dołożyć do jej p o w i e l a n y c h

konsul czekał na "odnalezienie" pary dla swojej wazy.

wzorów swoje własne. C o jakiś czas jednak natrafia się

Przekonani byli, że k o n s u l nie będzie w stanie odróż¬

na pocztówki w całym sensie tego słowa p r y w a t n e .

n i ć jej o d oryginału, a o n tylko spojrzał...

Oto

1

o w a l n a , na białym

tle fotografia mężczyzny

N i e w i a d o m o , kiedy spotkamy się z kopią. Co¬

w słomkowym kapeluszu z ciemną wstążką i ciemnej

dziennie. D z i w n i e myśleć o t y m w czasach megamaso-

marynarce na tle malowanego pejzażu atelier fotogra-

wości. Podwaja się, rozmnaża, powiela. Właściwie t e n

ficznego . Pod zdjęciem

p r o b l e m p o w i n i e n zniknąć. A l e nie. B y ć może nawet

atramentem: " D n i a 12 M a j a r. b., wyruszając na Grób

rośnie. Sygnatura r o b i się cenniejsza i bardziej jeszcze

H o e n e Wrońskiego zaszedłem do fotografii nadwor¬

wyjątkowa, niż była. Liczy się czas powstania. N a w e t

nej, pragnąc ująć pewną emocję, jaką przeżywałem.

2

(awers)

następujący

tekst

Przesyłając W a m , Niedościgła Jadwigo, te podobiznę

czas powielania. Przede wszystkim liczy się oryginał.
Oczywiście kolekcjonerzy oryginałów sztuki wyso¬

bardzo proszę o Waszą. Kiedyś obiecaliście w Warsza¬

kiej mogą się teraz uśmiechnąć, ale przecież dlatego,

wie - niechaj więc stanie się to teraz - Janek". Nieste­

że pocztówka jest masowo powielana i tania p r o b l e m

ty nie m a żadnego stempla a n i daty rocznej. Tyle że

" p r a w d y " , "oryginału" także dla pocztówki jest bardzo

podział na część korespondencyjną i adresową na re¬

ważny.

wersie dowodzi, że ta pocztówkowa fotografia zrobio¬
na została po r o k u 1904. Może była przesłana w koper¬

Ciekawe, że te kwestie cechuje w i e l k a różnorod¬
ność. Ja tutaj będę mówić wyłącznie o pocztówce foto­

cie, na co mogłyby wskazywać zgięcia, które jednak

graficznej i wcale nie o falsyfikatach w t y m rozumie¬

równie dobrze mogły powstać o d noszenia w p o r t f e l u

n i u , jakie wystąpiło w historyjce Uniechowskiego.

lub o d zbyt szczupłej r a m k i .

Chciałabym tylko zwrócić uwagę na fakt, że nie zawsze

Ó w młodzieniec nie mógł osobiście znać H o e n e -

to, co oglądamy jest t y m , co się n a m wydaje, że widzi¬

-Wrońskiego, który umarł w r o k u 1853. A l e jeszcze na

my. Ilustracja karty pocztowej ilustrowanej to kreacja.

początku w i e k u X X wcale nie brakowało żarliwych

I biada t e m u , k t o nie d o c e n i jej siły oddziaływania,

wielbicieli tego filozofa e p o k i r o m a n t y z m u , twórcy

możliwości użycia najdziwniejszych surowców, najbar¬

mesjanizmu i poszukiwacza A b s o l u t u . Sam w sobie

dziej niespodziewanych sposobów przedstawiania n p .

grób Hoene-Wrońskiego w N e u i l l y p o d Paryżem go¬

wydarzenia historycznego i k t o nie d o c e n i jej sztuczek.

dzien był oglądania, ponieważ na k a m i e n i u nagrob¬

D o p r o d u k c j i w i e l u z n i c h powoływane były całe, spe¬

n y m został umieszczony pełen nadziei napis po francu¬

cjalne teatrzyki. Niektóre są r e p r o d u k c j a m i skompli¬

sku: " A k t poszukiwania Prawdy świadczy o możliwości

k o w a n y c h reliefów, w y k o n y w a n y c h przez rzeźbiarzy

znalezienia jej", następnie trzy formuły matematyczne

wyłącznie w celu sfotografowania i rozpowszechniania

mające symbolizować mesjanizm i litery " A . M . D . G . "

na pocztówce. Poza masową produkcją spotyka się

( A d M a i o r e m D e i G l o r i a m ) , które filozof umieszczał

mnóstwo pocztówek p r y w a t n y c h , które albo wykorzy-

p o d każdym swoim dziełem; "Józef M a r i a H o e n e -

215

�Jacek Olędzki * C I C H O I G Ł O Ś N O

-Wroński urodzony w Poznaniu (Polska) 24 sierpnia

grafia w sepii m a na rewersie napis "Warszawa. - W a r ­

1778, zmarły w N e u i l l y 9 sierpnia 1853" .

schau. W j a z d księcia Leopolda bawarskiego do War­

3

Ciekawe wrażenie r o b i dzisiaj to świadectwo wiary

szawy. D e r Einzug des Prinzen L e o p o l d v o n Bayern.

w prawdę fotografii, w możliwość zarejestrowania sta­

Militärparade a m Sächsischen Platz". N a drugiej, ko­

n u uczuć, m o w y m i m i k i . Nas d a w n o już zepsuło no¬

lorowej na górze napis: "Einzug des General-Feldmar­

woczesne k i n o z w y o l b r z y m i o n y m krajobrazem twarzy

schall Prinzen L e o p o l d i n Warschau, am 9 A u g u s t

i ze zużyciem wszystkich możliwych uczuć, a także i c h

1915", na dole: " W j a z d Generała-Feldmarszałka Księ­

b r a k u . Możemy t u tylko zobaczyć młodzieńca ubrane­

cia Leopolda do Warszawy d . 9 Sierpnia 1915".

go j a k na ważną wizytę, z l e k k i m wytrzeszczem spowo­

To pocztówki rzeczywiście historyczne, wszystko

d o w a n y m dłuższym pozowaniem, w ciągu którego usi¬

jest na n i c h prawdziwe, feldmarszałek, oficerowie,

łował utrzymać stosowny do swych, zapewne wzburzo¬

prawdziwa jest data. Zresztą N i e m c y m i e l i zwyczaj

n y c h , uczuć wyraz twarzy.

produkować pocztówki o d c h w i l i wejścia do jakiejkol¬
tłumu

w i e k miejscowości w celach propagandowych i w celu

pocztówkowego spotkać. Czasami są to odfotografo-

udostępnienia swoim żołnierzom bardzo stosownych

wane własne rysunki. O t o rysunek: d w a sfinksy na co¬

widoków do przesłania do d o m u . Najczęściej były to

kołach, jako fontanny, wypuszczające wodę z pyska na

po p r o s t u użyte miejscowe, istniejące przed wojną

tle krajobrazu, chyba południowego. Przy n i c h jakaś

wzory z d o d a t k i e m napisów n i e m i e c k i c h . A tutaj au¬

postać rozpaczająca. N a d tą sceną napis:

tentyczny w i d o k z 9 sierpnia 1915 r o k u . To nie jest

Takie p r o d u k c j e p r y w a t n e łatwo wśród

specjalnie rzadka pocztówka, bo oczywiście nadruko¬
Któż mych żalów będzie posłem

w a n o tego mnóstwo, ale bardzo charakterystyczna.

W owe nocnych państw przestrzenie?

Wcale m n i e nie niepokoiła aż do czasu, kiedy w r o k u

Wiecznie Charon bije wiosłem,

2003 ukazała się książka H a n n y Sygietyńskiej

Lecz przewozi tylko cienie.

pan w czarnym niemodnym surducie
1850-1923),

(Antoni

w której ukazał się Pamiętnik

Stary

Sygietyński
1915

Roku

Z tyłu napis: " K o p j a z wizytówki, rysowanej tuszem

pióra A n t o n i e g o Sygietyńskiego. W n i m znalazł się

w czasie...- samotności w d o m u . (Zona ukochana i syn

opis uroczystości, z poniedziałku 9 sierpnia, zdobyty o d

starszy w - szpitalu), przy A l . 3-go M a j a N r 18, w r.

naocznego świadka, adwokata, Stanisława Patka, któ¬

1913. W - w a . M . L...(nieczytelne)". I o b o k świetny do¬

ry widział całą uroczystość z b i u r a Petersburskiego To¬

wód na wiarę w prawdziwość gwarantowaną przez fo¬

warzystwa Ubezpieczeń przez o k n o z ulicy Czystej. Już

tografię: "Autentyczność rysunku mego potwierdza

o d rana obejrzano strychy i p i w n i c e i zamknięto bra¬

odfotografowany podpis mój na cokole pierwszym" .

m y o k o l i c z n y c h k a m i e n i c . Po godzinie dziewiątej przy¬

4

Ciekawe, że adnotację o prawdziwości fotografii

było wojsko i ustawiło się w czworobok. Przybyła or¬

trafią się także na fotografiach, które wydają się nie

kiestra i c y w i l n i urzędnicy z odznakami Czerwonego

budzić najmniejszej wątpliwości, j a k na przykład na

Krzyża.

pocztówce ze zdjęciem dworca kolejowego w Pozna¬

" Z bezwzględna punktualnością, o godzinie zapo¬

n i u . N a rewersie n a d r u k : "Prawdziwa fotografia".

wiedzianej przedstawicielom miasta i Straży Obywa¬

N i e w i a d o m o j a k zakwalifikować fotografię, nieist¬

telskiej zjawił się o d strony ulicy Krolewskiej na czele

niejącego już dzisiaj Szpitala Ujazdowskiego w W a r ­

grupy jeźdźców k o n n y c h L e o p o l d ks. Bawarski. Ode¬

szawie, j a k najbardziej prawdziwą, która

zwała się muzyka. Przed Soborem Książę zatrzymał się

wyraźnie

sprzedawana była w wersji "czarno białej", powiedzmy

i z k o n i a przyjął r a p o r t wojskowy. Po c h w i l i wszyscy

"sepiowej"

jeźdźcy ustawili się w luźne szeregi, j a k gdyby dla uroz¬

(stempel n i e m i e c k i z 13 lutego

1917)

i w wersji p o k o l o r o w a n e j , na której n i z tego n i z owe¬

maicenia symetrji, czy też zadania kłamu zmechanizo¬

go na, sfotografowanych chyba bez liści, drzewach wy¬

w a n i u życia przez tresurę. Teraz jako signum temporis,

rosły zielone liście? N i e mówiąc o nagłym zabarwieniu

zaczął w a r t k o działać aparat fotograficzny, ustawiony

się nieba, na którym pojawiła się kształtna

na środku ulicy - w y l o t u o d strony o g r o d u Saskiego,

biała

a naprzeciw Soboru. [...]

c h m u r k a . Znikły gałęzie z lewej strony w i d o k u ale
drzewo z prawej strony stało się nie tylko zieleńsze, ale

Cała ceremonia była zimna, sztywna i tak k r o t k a ,

i wyższe niż na nie k o l o r o w y m obrazku.

iż wydawała się czemś zbyt małem, niedokończonem,

To prosty przykład różniących się "prawdziwych

n i e p r o p o r c j o n a l n e m w stosunku do parogodzinnych

widoków. Bywają i n n e jeszcze możliwości. Ja jednak

przygotowań. A l e to też nie o m o m e n t historyczny, a n i

chciałabym przywołać tylko d w a przykłady. Jeden

o nastrój c h w i l i chodziło t u reżyserowi parady wojsko¬

z pierwszej i jeden z drugiej w o j n y światowej.

w e j , lecz o zdjęcie fotograficzne sceny. że zaś przed

Otóż m a m dwie pocztówki - w sepii i k o l o r o w a n e j ,

aparatem m i g a w k o w y m nie trzeba pozować długo, nie

której podstawą jest to samo zdjęcie parady wojskowej

dziwna przeto, iż cała ceremonja odbyła się, j a k na ko¬

przed w i e l k i m soborem na p l a c u Saskim, dziś Piłsud¬

mendę, w m i g .

skiego w pierwszych d n i a c h po wejściu N i e m c ó w do

Cała grupa jeźdźców, na czele których przybył na

Warszawy w czasie pierwszej w o j n y światowej. Foto­

plac Saski książę L e o p o l d zaraz po d o k o n a n e m zdjęciu

216

�Jacek Olędzki * C I C H O I G Ł O Ś N O

zsiadła z k o n i . Wszyscy przesiedli się do automobilów,
oczekujących na n i c h już o d r a n a " .
5

I co to było? Oczywiście nie przegląd wojsk, a n i nie
parada. Sygietyński nazywa to "quasi zdarzeniem h i ­
storycznym". A l e zaangażowano do niego historyczne
postacie w autentycznym, "historycznym czasie". To
było działanie z g a t u n k u propagandowych, ale postaci
i czas historyczny były autentyczne.
I n n y przykład, powiedziałabym " w y b i t n y " , to pocz¬
tówka z pięknym zdjęciem słynnego fotografa powsta­
n i a warszawskiego, Sylwestra B r a u n a , p s e u d o n i m
Kris. To fotografia bardzo znana, na której widzimy
"ślub powstańczy". W i d a ć wyraźnie kobietę w jasnym
u b r a n i u i z b u k i e t e m białych kwiatów, z d w o m a męż¬
czyznami w powstańczym stroju, wszyscy uśmiechnię¬
ci. Przez lata wszyscy wiedzieli, że to zdjęcie powstań¬
czego ślubu. Tyle że sylwester B r a u n po w i e l u l a t a c h
spędzonych na emigracji w końcu zaczął przyjeżdżać
i wyjaśnił, na przykład, w w i e l u w y w i a d a c h r a d i o w y c h ,
że to wcale nie ślub. O n po prostu widząc dziewczynę
z k w i a t a m i , postanowił upozować ją z jakimś młodym
człowiekiem i zrobił t o . To było spotkanie na chwilę.
A przecież t u okoliczności były j a k najbardziej histo¬
ryczne i rzeczywiście było to zdjęcie z powstania. To
my, widzowie, dodaliśmy to, co się jakby samo narzu¬
cało. Stereotyp?
Bo na rewersie tej pocztówki n i c nie m a o ślubie.
Są tylko następujące pieczątki: "Warsaw I n s u r r e c t i o n
1944. Powstanie Warszawskie 1944" i jeszcze: " C o p y ryght by S. B r a u n . Warszawa 1945".
W t e n sposób dwie fotografie - na pocztówkach zmieniły miejsce w mojej świadomości. Czy można te
przesunięcia

rozpatrywać w k a t e g o r i i

problemów

prawdy u n i w e r s u m pocztówkowego? Myślę, że tak.
A l e pocztówka nie bez przyczyny należy do masowych
mediów, które często możemy podejrzewać o dość
"luźny stosunek do historycznej p r a w d y " .

Krystyna Uniechowska Uniechowski opowiada, czyli tajemnice
mafii antykwarskiej
Napis na grobie Hoene Wrońskiego wzięty został z książki S.
Dicksteina Hoene Wroński. Jego życie i prace, Paryż 1896
M . Baranowska Pocztówka masowa i fotografia uczuć, "Kontek­
sty" 1992 nr 3-4, tam też reprodukcja omawianej pocztówki.
Por. także M . Baranowska Posłaniec uczuć, Warszawa 2003,
s. 74-75, reprodukcja s. 75.
Por. M . Baranowska jak wyżej, s. 74-76, reprodukcja 76.
H . Sygietyńska Stary pan w czarnym, niemodnym surducie (Antoni
Sygietyński 1850-1923), Warszawa 2003. s. 90-92.

217

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6284" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6264">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9f1d1bf8e00b0f721dbbdb1dd584bf85.pdf</src>
        <authentication>4ace723c9a92d5224e7258daa71c9287</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5328</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74823">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74824">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74825">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4949</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74826">
                <text>O istocie słowa w obliczu choroby / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74827">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.102-113</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74828">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74829">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74830">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74831">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74832">
                <text>MARCIN

KAFAR

0 istocie Słowa
w obliczu choroby
Uwagi na marginesie lektury
Stanąć na nogi Olivera Sacksa
1 To jest wasze życie
Małgorzaty Baranowskiej
Choroba jest nocną półkulą życia, naszym bardziej uciążliwym
obywatelstwem. Od dnia narodzin każdy z nas posiada jakby
dwa paszporty - przynależy zarówno do świata zdrowych, jak
i do świata chorych. I choć wszyscy wolimy przyznawać się
tylko do lepszego z tych światów, prędzej czy później, chociażby
na krótko, musimy uznać również nasz związek i z tym drugim.
Su san Son tag

Metafora, „nowe słowo”
i literatura choroby
W drugiej połowie lat 70. Susan Sontag napisała
esej zatytułowany Illness as Metaphor (Choroba jako
metafora). Tekst ten, gdy spojrzymy na niego z per­
spektywy minionych kilkunastu lat, stanowi podwali­
ny pod wyraźnie już dziś zaznaczoną ścieżkę współcze­
snej humanistyki, związaną z badaniam i nad metaforyzacją choroby. Sontag zebrała w nim bogaty materiał
literacki oraz sięgnęła do tekstów kultury popularnej,
a także źródeł historycznych z ostatnich dwóch stule­
ci, aby prześledzić rolę metafor choroby w budowaniu
jej kulturowych obrazów i moralnych konsekwencji
utraty zdrowia. Punktem wyjścia rozważań amerykań­
skiej pisarki jest teza, iż choroby podlegają procesowi
metaforyzacji, w trakcie którego tracą wymiar czysto
biologiczny, stając się społeczno-kulturowymi konstruktami. Jako takie są nie tylko figurami retoryczny­
mi, ale nadto mają wartość głęboko poznawczą i silnie
wpływają na wiedzę o świecie.
Sontag, z diagnozą osoby chorej na raka, rozważa
konsekwencje uruchomienia metaforycznego dyskur­
su dotyczącego jej własnej choroby, stwierdzając: „Tak
długo, jak długo ta właśnie choroba traktowana bę­
dzie jako podły, niezwyciężony drapieżnik, a nie po
prostu jako choroba, większość ludzi cierpiących na
raka rzeczywiście będzie upadała na duchu, poznając
diagnozę. Rozwiązanie nie polega bynajmniej na tym,
by przestać mówić chorym na raka prawdę, lecz by

zmienić podejście do samej choroby, by dokonać jej
demistyfikacji”. [Sontag, 1999, s. 10-11] A utorka M e­
tafory realizuje swój postulat, szkicując społeczne wy­
obrażenia raka, kontrastując je z wyobrażeniami gruź­
licy, co pozwala, jej zdaniem, wyróżnić wzajemnie
przecinające i nakładające się na siebie linie m etafo­
rycznego porządku obu tych chorób.
Najbardziej charakterystyczna z nich, jak się wyda­
je, ukryta jest w warstwie językowej. Oxford English
Dictionary, na który powołuje się Sontag, odnotowuje
pierwsze użycie znaczenia słowa consumption na okre­
ślenie gruźlicy płuc już w 1398 r. (obecnie trzy podsta­
wowe znaczenia tego słowa w języku angielskim to:
konsumpcja, spożywanie oraz właśnie gruźlica). To sa­
mo źródło wskazuje wczesną (1528 r.) figuratywną de­
finicję raka jako czegoś, co „nadgryza, koroduje, nisz­
czy i z wolna, potajemnie konsumuje” [Sontag 1999,
s. 13]. Wspólny zespół metafor jeszcze stosunkowo
niedawno organizował kulturową przestrzeń wyobra­
żeń na tem at gruźlicy i raka. Obie te choroby były
„opisywane” jako „proces, w którym ciało poddane
jest konsumpcji” [Sontag 1999, s. 14], do czasu poja­
wienia się mniej więcej w połowie X IX w. wiedzy o p a­
tologii komórek i ustaleniu w 1882 r., że gruźlica ma
podłoże bakteriologiczne. O d tego momentu daje się
zauważyć rosnący z upływem lat rozbrat metaforyki
gruźlicy i raka. O ile mitologia tej pierwszej mieści się
w modelu romantycznym (gruźlica to choroba nam ięt­
ności, miłości i „wewnętrznego żaru” przedstawianych
jako dezintegracja oraz towarzysząca jej hiperaktywność przeplatana momentami bezczynności, co osta­
tecznie prowadzi do śmierci), o tyle wyobrażenia raka
umiejscawiają go w kręgu szkodliwych działań społe­
czeństwa industrialnego (rak to choroba „tłumionych
uczuć” i „obcych sił”, które podstępnie przenikają cia­
ło i ujawniają się np. jako guz czy narośl).
Pojawienie się w latach osiemdziesiątych A ID S da­
ło Susan Sontag możliwość dopisania suplementu do
Illness as Metaphor. W 1989 roku publikuje ona esej
A ID S and Its Metaphor, w którym odtwarza kulturowe
obrazy tej wówczas jeszcze całkiem nowej choroby.
A ID S oplatają metafory inwazji „obcego elementu”,
intruza podbijającego ciało przez osłabienie czy też
całkowite zniszczenie systemu odpornościowego orga­
nizmu. N a arenę wkraczają również różnego typu m e­
tafory nieczystości (co wiąże się ściśle ze stygmatyzacją
zapadających na tę chorobę) i, ubrane w nową szatę,
metafory plagi i zarazy, uruchamiane we wcześniej­
szych wiekach przy okazji ujawnienia się wielkich epi­
demii, takich choćby, jak cholera czy dżuma.
Jak wspomniałem wyżej, publikacje Susan Sontag
okazały się podatnym gruntem dla dalszych pogłębio­
nych badań nad metaforyzacją choroby, które prowa­
dzono przez ostatnie kilkanaście lat głównie w krajach
Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Wśród
szeregu prac wszechstronnie omawiających tę tematy­
kę1 znalazły się również studia, których autorzy odno­

102

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

także przedmiotem wnikliwych analiz innego przed­
stawiciela fenomenologii - Maurice Merleau-Ponty’ego, który za podstawę swych dociekań przyjął ka­
tegorię percepcji. Znaczenie problemu związków, jakie
tworzą się między świadomością a cielesną obecnością,
dostrzegli również polscy badacze. Barbara Skarga
w szkicu Metafizyka obecności a metafizyka śladu mówi
o ciele, że jest ono „ontologicznym źródłem obecno­
ści” , jest jakby „obecnością nieustanną” , a tym, co po­
woduje przerwanie absolutnej obecności, jest odkry­
w ająca ją świadomość, która wywołuje szczelinę w cza­
sie pełnej obecności. „Świat, który mnie otacza, może
się zmieniać, m ijają wydarzenia, m ijają spotkane rze­
czy i ludzie. Myślą mogę za nimi podążać, choć nie
mogę biegu ich zatrzymać. Cieleśnie jednak jestem tu
w obecności takich, a nie innych rzeczy, zjawisk, któ­
re na mnie działają, pobudzają, widzę je, słyszę, doty­
kam ich. To przez świadomość wdziera się odroczenie,
odwleczenie, opóźnienie, to świadomość powoduje
odsunięcie obecności, to przez nią rodzi się pęknięcie
w przeżywanym czasie” [Skarga, 2002, s. 51]. Trudno
jest jednak wyznaczyć granicę między cielesnym byto­
waniem a świadomością o nim, gdyż płaszczyzny te ści­
śle zazębiają się, czy wręcz przenikają się nawzajem,
prowadząc jakby nieustanny cichy dialog. Zdarzają się
często sytuacje, kiedy cielesność bierze bezwzględnie
górę nad świadomością, zmuszając ją do poddania się
m om entalności trwania tu i teraz. Takie chwile przy­
chodzą wraz ze skrajnymi stanam i odczuwania, takimi
jak np. wielka rozkosz czy ból.
„W ich obecności pogrążamy się bez reszty - mówi
Barbara Skarga. To, co obecne, staje się dla nas jedy­
ną rzeczywistością, a czas skupia się niemal w jednym
punkcie. «Sytuację wyjątkową - pisze Levinas w której zawsze przyszły ból staje się teraźniejszy,
w której osiągamy granicę świadomości, przynosi cier­
pienie zwane fizycznym. Ból wbija nas wtedy w byt»”
[Skarga, 2002, s. 52].
Kiedy ból łagodnieje lub całkiem odchodzi, na jego
miejsce ponownie wkracza świadomość, która często
objawia się na zewnątrz w postaci niosącego różnorakie
przesłania Słowa. „Nowe słowo” Virginii Woolf należy
właśnie do owych słów pierwszych, najbardziej istot­
nych, których doniosłość wyznaczana jest skrywaną
w nich zdolnością przekraczania na pozór nieprzekra­
czalnego, docierania do centrum, do źródła rzeczy leżą­
cych po tej „drugiej stronie” ; „nigdzie słowo tak wiele
nie znaczy, jak w tle świata «p r z e d s ł o w n e g o»,
w świecie przedpiśmiennym, a więc w rzeczywistości
«na granicy» słowa. - mówi Roch Sulima - Nigdzie nie
jest słowo tak wyraźne, tak «obce» światu (obce, bo
chciałoby ten świat w sobie zamknąć i zastąpić), jak
właśnie «na granicy» świata przedsłownego” [Sulima,
2001, s. 160].
M usimy jednak pam iętać, iż aby Słowo przemówi­
ło pełnią siebie, aby stało się brzemienne, nie wystar­
czy, że zostanie uświadomione czy też po prostu wypo­

szą się do kwestii inicjalnego momentu powstawania
metafor chorób oraz do roli, jaką odgrywa słowo jako
takie w obliczu stanów granicznych, chorobowych.
Problem ten wskazuje m.in. Deborah Lupton w synte­
tyzującej pracy pt. Medicine as Culture. Illness, Disease
and the Body in Western Society.
Brytyjska badaczka metaforę postrzega w duchu ję­
zykoznawstwa kognitywnego, przypisując jej rolę epistemologicznego narzędzia służącego konceptualizacji
świata i definiowaniu pojęć ujmujących rzeczywistość.
[Lupton, 2001, s. 55]. Tak rozumianą metaforę cechu­
je duży potencjał sensotwórczy, zasadzający się na skry­
wanym w niej naddatku znaczeniowym, dzięki które­
mu „przekracza [ona - M. A . K.] dosłowność, i w ten
sposób potrafi ujawnić to, co mogło być zakryte” [Skar­
ga, 2002, s. 76]. Tę jej cechę w wyrazisty sposób ujaw­
nia kontekst choroby. Odsłania on bowiem przed nami
obszary doświadczenia podmiotowego trudnego do
określenia przy użyciu potocznych słów, w ramach ich
podstawowych znaczeń. Zderzenie języka z doznaniami
skrajnymi, takimi jak ból i nieodłącznie z nim związane
cierpienie, obnaża lingwistyczne niedoskonałości, któ­
re może „nadrobić” właśnie metafora lub tak zwane
„nowe słowo” (jego funkcję pełni niekiedy także sama
metafora), o którym wspomina m.in. cytowana przez
Lupton Virginia Woolf w eseju On Being Ill.
„W angielskim, który tak swobodnie przedstawia
myśli H am leta i tragedię Leara - powiada Virginia
Woolf - nie m a żadnych słów opisujących drżenie czy
ból głowy. Kiedy zakochuje się zwykła uczennica ma
ona w zanadrzu Shakespeare’a czy Keatsa, gdy chce
wyrazić swe uczucia; ale pozwólmy spróbować cierpią­
cemu pacjentowi opisać doktorowi ból [sic] głowy,
a zobaczymy, jak język straci nagle swą moc. Nie znaj­
dziemy w nim nic gotowego. Pacjent będzie zmuszony
wykuwać słowa samodzielnie i, trzymając w jednym
ręku ból, a w drugim grudkę czystego dźwięku (jak,
być może, czynili kiedyś mieszkańcy wieży Babel), zde­
rzać je ze sobą do momentu, kiedy w końcu pojawi się
całkiem nowe słowo2 [podkr. - M. A . K .]” .
Angielska powieściopisarka, wypowiadając wyżej
przytoczone słowa, kieruje nas ku szerszemu proble­
mowi językowego wyrażania cielesnego doświadczenia
bycia w świecie albo, mówiąc językiem Georges’a Bataille’a, werbalizacji wewnętrznego doświadczenia.
Stąd bardzo blisko już do kwestii relacji, jaka zachodzi
między ciałem pojmowanym jako czysta forma egzy­
stencjalna a - sytuującą się już na innym poziomie świadomością tego ciała i związaną z nią refleksją nad
nim. W iadomo, iż problematyką tą zajmowała się filo­
zofia, w szczególności zaś fenomenologia. O ciele ży­
wym (Leib) pisał Husserl, przeciwstawiając je ciału
czującemu i odczuwalnemu (Körper). Dzięki temu
ostatniem u człowiek w pełni istnieje, czy lepiej powie­
dzieć: jest obecny w otaczającym go świecie, a tym, co
wyznacza granice tego świata, są zmysły. Ciało postrze­
gane w perspektywie jego kontaktów ze światem było
103

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

wiedziane. Powinno ono bowiem zostać posiane na
płodnym gruncie. Bodaj najbardziej żyzną (choć
z pewnością nie jedyną) ziemią dla Słowa jest oczywi­
ście literatura, gdzie Słowo kiełkuje, wzrasta i jak
drzewo rodzi owoce - objawia się jako poezja, myśl,
opowieść, narracja - pełniące funkcję nośników ukry­
tych znaczeń.
Czasam i zdarza się napotkać literaturę, która
w sposób bardziej lub mniej zamierzony przez jej au ­
torów staje się świadectwem ich życia. Słowa wów­
czas wypowiadane zyskują dodatkow ą wartość: uchy­
lają rąbka tajem nicy człowieka w plecionego w histo­
rię zdarzeń codzienności. Taka wyrażona literacko hi­
storia codzienności przypomina swoistą antropologię
„człow ieka w ew nętrznego” , an tropologię, której
przedmiotem poznania staje się włączony w dram at
w łasnego życia czujący i doświadczający podmiotosoba. W taki właśnie sposób przemawiają do mnie
dwa teksty, na podstawie których będę prowadził roz­
ważania w dalszej części mego szkicu. Chodzi o S ta­
nąć na nogi O livera Sacksa i To jest wasze życie M ał­
gorzaty Baranowskiej - książki powstałe na kanwie
osobistych przeżyć związanych z chorobą przewlekłą
(To jest wasze życie) i wypadkiem skutkującym kilku­
nastoletnim i zaburzeniami psycho-fizycznymi (Sta­
nąć na nogi). Obie wspomniane prace pokazują, jak
niezwykle istotną rolę odgrywa Słowo w kontekście
choroby. Słowa odnajdywane w postaci różnych figur
literackich i zabiegów pisarskich w twórczości angiel­
skiego neurologa i polskiej badaczki wyobraźni surre­
alistycznej stają się, zależnie od potrzeby, zarówno
środkiem heurystycznym (przyczyniają się m.in. do
budow ania wiedzy o chorobie), jak i terapeutycznym
czy katartycznym (dają np. możliwość ostatecznego
rozprawienia się z traumą, jak stało się to w przypad­
ku autora Stanąć na nogi, czy też, co pokazuje M ałgo­
rzata Baranowska, służą przełamywaniu udręki bole­
snej powszedniości). Uważna lektura Stanąć na nogi
i To jest wasze życie oraz innych tekstów, na różne
sposoby korespondujących z nimi, skłania także do
namysłu nad sam ą w artością „oddaw ania głosu” lite­
raturze tam, gdzie zachodzi potrzeba utrzymania lub
przywrócenia integralności cielesno-duchowej kon­
kretnego człowieka, zawieszanej lub często nawet
bezpowrotnie traconej w obliczu choroby. Literatura
miałaby tutaj, w moim przekonaniu, podw ójną wy­
mowę: po pierwsze, zalążek jej sensu rodziłby się już
w samym procesie pisania, jako działania chroniące­
go przed kompletnym rozpadem pod wpływem cho­
roby (rys ten jest niezwykle wyraźny w To jest wasze
życie), po drugie, przyjmowałaby na siebie rolę narzę­
dzia służącego kontem placji (realizującej się w czyta­
niu i rozmyślaniach) zmierzającej w kierunku odn a­
lezienia w niej np. autentycznego filara moralnego
czy źródła nadziei i prawdy. Przyjrzyjmy się bliżej tym
kwestiom, odnosząc się do treści wspomnianych wy­
żej lektur.

Droga ku „Nowemu Jeruzalem” ,
czyli jak odnaleźć siebie w Słowie
Życiowy dramat brytyjskiego neurologa Olivera
Sacksa zaczął się w 1974 r., kiedy to uległ on wypad­
kowi w górach Norwegii. W jego wyniku bardzo po­
ważnie uszkodził nerwy i mięśnie nogi, co zakończyło
się kilkutygodniowym pobytem w szpitalu, a następnie
długim okresem rehabilitacji. Przypadek choroby zo­
stał zdiagnozowany jako typowy, co umożliwiało leka­
rzom zastosowanie standardowych m etod leczenia.
Wszystko przebiegało sprawnie do momentu, kiedy to
doktor Oliver, w kilka dni po zabiegu chirurgicznego
łączenia naderwanych mięśni, zaczął miewać doznania
wyobcowania, odłączenia chorej nogi od reszty ciała.
Pozbawiona unerwienia kończyna wydawała mu się
obcym, wręcz nierzeczywistym przedmiotem. Próbując
opisać swój stan opiekującym się nim lekarzom, natra­
fiał na barierę całkowitego niezrozumienia z ich stro­
ny. Jego opowieści były jakby „wymazywane” ze świa­
dom ości medyków, traktujących je jak chorobliwe
urojenia pacjenta. Fizyczna niemoc Sacksa w połącze­
niu z rosnącym dyskomfortem psychicznym zaowoco­
wała ostatecznie rozpadem harmonijnego wizerunku
całego świata, by w kulminacyjnym momencie kryzysu
przerodzić się w odczuwanie totalnego z niego wyłą­
czenia. „Znalazłem się poza mapą, poza światem, poza
poznawalnym. Poza przestrzenią oraz czasem. N ic nie
mogło się już zdarzyć. Inteligencja, rozum, rozsądek
nic nie znaczyły. Straciłem wszystko, co dotąd dawało
mi oparcie, grunt pod stopami [...] zagłębiłem się
w mroczną noc duszy” [Sacks, 1996, s. 81] - wspomi­
na Sacks. W obcej przestrzeni zawodziły sprawdzone
po wielekroć reguły porządkowania rzeczywistości,
a innych, skutecznych, zabrakło. „D la duszy zagubio­
nej w ciemnościach, pośród długiej nocy, bezużytecz­
ne są mapy i umysł gotowy je wykreślać. N a nic też
zdać się mógł [...] umysł kartografa - «poczucie m ę­
skiej siły... zaradność... czujność i aktywność» [...]. Te
przymioty mogły stać się użyteczne później, ale
w obecnej chwili nie miałem ich na co spożytkować.
Mój stan pośród ciemnej nocy był stanem całkowitej
bierności, dominującej, całkowitej, wszechogarniają­
cej bierności, w której działanie - jakiekolwiek działa­
nie - byłoby bezużyteczne” [Sacks, 1996, s. 81-82].
Sacks znalazł się w miejscu, gdzie ciało zostało p o ­
rzucone na pastwę samego siebie, gdzie świadomość,
intencjonalność i refleksyjność podm iotu nagle zosta­
ła zatrzymana przez przygniatającą wagę czystego bytu.
Sytuacja taka trwała kilkanaście dni, aż do chwili gdy
wreszcie została przełamana dzięki Słowu, które - zro­
dzone dzięki niemal nadludzkiemu wysiłkowi woli okazało się kamieniem milowym na drodze Olivera
Sacksa ku wewnętrznej równowadze, a w pewnym
sensie wskazało i wyznaczyło też ścieżkę prowadzącą
do ponownej harmonii jego ciała ze światem. Cóż to
było za Słowo i jak się objawiło?

104

�M aran K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

nogi, która pomieściła w sobie problemy czysto scjentystyczne. Pozostała wszelako - sytuująca się niejako na
ich przeciwległym biegunie - kwestia Sacksa-człowieka,
jawiącego się jako cierpiący, wewnętrznie rozdarty czy
wręcz temporalnie zapomniany przez samego siebie
podmiot. Traktuje o tym rozdział drugi Stanąć na nogi,
zatytułowany Być pacjentem oraz trzeci (Otchłań), które
są opisem ukazującym proces uświadamiania sobie
przez Sacksa trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł; są opi­
sem samoistnie rodzącego się, na wskroś tragicznego,
wewnętrznego dialogu, prowadzącego do zyskania samowiedzy o własnej bezsilności, potęgowanej komplet­
nym brakiem zrozumienia ze strony całego personelu
medycznego: lekarzy, fizjoterapeutów, pielęgniarki.
„ - Doktorze Sacks! - Moje rozmyślania przerwało
zniecierpliwione wołanie siostry Sulu. - Myślałam, że
pan zasnął. Ręce mnie już bolą, a pan ani słowem się
nie odezwał. M acham tym gipsem na wszystkie strony.
N iech mi pan tylko nie mówi, że nic pan nie czuł.
Siostro Sulu, nie czułem kompletnie nic. Prawdę
powiedziawszy, czekałem, kiedy pani zacznie - odpar­
łem poważnie.
Szlachetna siostra Sulu pokręciła głową i ruszyła do
wyjścia, nie przestając kręcić głową w zdumieniu. Wy­
obraziłem sobie, co myśli: «Dzisiaj rano wydawał się ta­
ki miły, normalny, zdrowy na umyśle, a teraz zachowu­
je się dziwacznie». Byłaby jeszcze bardziej zaniepokojo­
na, gdyby wiedziała, co myślę, przeżywam, czuję. Słowo
«dziwacznie» uznałaby za zbyt słabe. W jej, w moim,
w jakimkolwiek języku trudno by znaleźć słowo

Obraz językowy, którym posłużył się Sacks pisząc
Stanąć na nogi, przybrał postać autobiografii, a więc
formy literackiej ufundowanej na, jak mówią znawcy
tematu, jednoczesnym „rozszczepieniu i podwojeniu
humanum". Człowiek podejm ujący się zadania pisania
0 sobie stawia się bowiem zawsze w roli kogoś, kto
zmuszony jest na czas jakiś stanąć z boku, opuścić sa­
mego siebie, aby stać się „pytaniem, problemem, nie­
wiadomą. Rozłamuje się wewnętrznie na istotę, która
poznaje i która zarazem stanowi dziedzinę przedmioto­
wą tego poznania [...]. W tapia się ona w ten sposób
w nieskończony proces samopoznania i autoidentyfikacji" [Kasperski, 2001, s. 17]. Piszący autobiografię
próbuje zawsze odpowiedzieć na pytanie: „Kim je­
stem?". Jest to pytanie fundamentalne, sięgające do
źródeł własnej tożsamości, dom agające się zarazem od­
powiedzi jasnych i czytelnych. W odniesieniu do bio­
graficznych dociekań autora A Leg to Stand On pyta­
nie „Kim jestem ?" zostaje dookreślone i brzmi: „Kim
byłem przed, w czasie trwania i kim jestem po przeby­
tej chorobie?". Gdy dodamy do niego pytania kolejne,
rodzące się w głowie Sacksa jako neurologa-naukowca
(„Czym jest stan alienacji części ciała ludzkiego?", „Ja­
kie procesy fizjologiczne decydują o pojawieniu się
syndromu fantomów?"), jak również filozofa i myśli­
ciela („Co leży u źródeł mego doświadczenia?", „Jaką
prawdę o życiu skrywa cierpienie?") itp., ukaże się
nam przed oczami różnorodność i wielowymiarowość
narastających przed nim trudności natury nie tylko
poznawczej, ale także subiektywnej (psychologicznej)
1 czysto egzystencjalnej, niosących ze sobą potrzebę
znalezienia środków zdolnych je rozpoznać i przekro­
czyć. Nie było to na pewno zadanie łatwe, o czym
świadczy m.in. okres jedenastu lat, jakie upłynęły od
wypadku do chwili opublikowania Stanąć na nogi.
W tym czasie - a wydaje się to bardzo symptomatycz­
ne - Sacks kompletnie zarzucił pisanie (które przed
zdarzeniami w Norwegii było jednym z jego ulubio­
nych zajęć), tłumacząc to w jednej z rozmów z czytel­
nikami tym, iż przeżywał wówczas „wielką udrękę po
przebytej chorobie", co uniemożliwiało mu jakąkol­
wiek pracę twórczą [www. talkcity. com, 5 grudnia
2000]. Zastąpiła ją zaś wyczerpująca praca z pacjenta­
mi, wynikiem której było wyróżnienie dużej grupy
osób doznających alienacji części ciała, żmudne trzy­
letnie poszukiwania biblioteczne, mające na celu usta­
lenie rzeczywistej wiedzy neurologicznej na tem at zja­
wisk fantomowych oraz prowadzenie inspirujących li­
stownych rozmów z wybitnym rosyjskim neuropsychologiem A leksandrem Romanowiczem Łurią - jedy­
nym, zdaniem Sacksa, specjalistą zdolnym w pełni zro­
zumieć i zająć rzeczowe stanowisko wobec dręczących
go wątpliwości.3
Wymienione wyżej czynniki, połączone ze sobą,
wpłynęły z pewnością w istotny sposób na poszerzenie
i ukierunkowanie wiedzy brytyjskiego badacza, stając
się zarazem zaczynem i podstawą tej warstwy Stanąć na

zdolne oddać niepojmowalny charakter m oich prze­
żyć [podkr. - M. A . K .]” [Sacks, 1996, s. 51-52].
Sacks odwoływał się w myślach do znanych sobie
teorii z zakresu neurologii i psychologii, z czego miało
wynikać o k r e ś l e n i e oraz z r o z u m i e n i e owych
„niepojmowalnych przeżyć”. Mnożenie w nieskończo­
ność coraz to nowych pojęć typu: atrofia i atonia mię­
śnia, „zakłócenie obrazu ciała”, „wewnętrzna am puta­
cja”, „zniszczenie fragmentu wewnętrznej fotografii
ciała”, utrata nogi jako „obiektu wewnętrznego”, „ja ­
ko symbolicznego i afektywnego «im ago»” owocowało
co prawda barwnym, ale w efekcie mało znaczącym
dla rozwiązania głównego problemu, pejzażem poję­
ciowym. Sięganie po sprawdzone, skonwencjonalizo­
wane, wręcz dogmatyczne filary klasycznej wiedzy m e­
dycznej załamywało się pod naciskiem doznań wykra­
czających daleko poza czystą fizjologię. Dotyczyły one
bowiem podstawowych zmian patologicznych nie sa­
mego ciała, lecz sposobów myślenia o nim; problem
doktora Olivera miał co prawda swój organiczny zaro­
dek, ale równie silnie, jeżeli nie bardziej, polegał na je­
go wewnętrznych ograniczeniach: niedoskonałej woli
i niepełnej (odmiennej) świadomości.
„To, że mięsień był porażony, «głuchy», że jego puls
zamarł, «serce» stanęło, że był, jednym słowem, m ar­
twy... nie miało prawie znaczenia wobec tego, co zaczy­
nałem dostrzegać dopiero teraz. Wszystkie wymienione
105

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

zjawiska, chociaż same w sobie okropne, były w grun­
cie rzeczy peryferyjnymi, miejscowymi objawami, które
nie dotyczyły istoty mojego jestestwa - m n i e - tak jak
tracenie liści czy gałęzi nie ma większego wpływu na ży­
cie, na soki żywotne i korzenie drzewa. Teraz zaczyna­
łem widzieć z przerażającą, tragiczną jasnością, że co­
kolwiek się stało, nie było wyłącznie miejscowe, peryfe­
ryjne, powierzchowne - straszna cisza, zapomnienie,
niezdolność przywoływania, przypominania sobie t o było coś radykalnego, zasadniczego, fundamental­
nego. Co zrazu sprawiało wrażenie zaledwie miejscowe­
go urazu, jawiło się teraz w zupełnie innym, napawają­
cym lękiem świetle, jako uraz pamięci, myślenia, wo­
li [...] [podkr. - M. A . K .]” [Sacks, 1996, s. 48].
Coraz bardziej uwidaczniający się niedobór środków
dyskursywnych zdolnych organizować zborny wizerunek
świata angielskiego badacza z każdym mijającym dniem
i godziną oddalał go od realności i powodował stopnio­
we zanurzanie się w „nierzeczywistej rzeczywistości” świecie wyobrażeń i wyobraźni, majaków i marzeń sen­
nych. Wielokrotnie przywoływane (szczególnie w roz­
dziale Być pacjentem) rozbudowane narracje opisujące
sny Olivera Sacksa, mieściły w sobie motywy zawierają­
ce istniejące na jawie rzeczy i postaci, wywołane z maga­
zynu pamięci fragmenty myśli, obrazy i zdarzenia, prze­
mieszane z elementami mitycznymi wyrwanymi z ade­
kwatnego dla nich kontekstu i umieszczanymi w no­
wych, czasem zaskakujących kompozycjach. Oto przy­
kładowy fragment jednej z szeregu takich opowieści:
„Usnąłem i ponownie zacząłem śnić. Byłem na
brzegu rzeki gęsto porośniętej olbrzymimi drzewami,
ich cienie kładły się na lekko pofalowanej wodzie. Wo­
kół panowała pełna wzniosłości, niemal dotykalna ci­
sza, która otulała mnie niczym płaszcz. Miałem przy so­
bie lornetkę i aparat fotograficzny. Chciałem wypatrzyć
nową, niezwykłą rybę; powiadano, że jest wspaniała,
chociaż niewielu ludzi ją widziało. M iała się nazywać
«Chim era». Przez jakiś czas czekałem cierpliwie w po­
bliżu jej kryjówki, potem zacząłem klaskać, gwizdać
i rzucać kamieniami, żeby sprowokować leniwą bestię.
Raptem dojrzałem ruch w wodzie, wir idący z nie­
wyobrażalnych głębin, olbrzymi lej, kipiel. M it powia­
da, że Chimera potrafiła połknąć rzekę jednym hau­
stem. W tej samej chwili m oja ciekawość przerodziła
się w przerażenie: zdałem sobie sprawę z dosłownej
prawdziwości mitu. Z kipieli wyłoniła się Chimera, wy­
płynęła z głębin w całym majestacie, mlecznobiała, po­
marszczona niczym Moby Dick, tyle że - nie do wiary
- z rogami na głowie i pyskiem wielkiego trawożernego zwierzęcia” [Sacks, 1996, ss. 40-41].
Czynnik onirycznych doznań, na który zwracam tu
uwagę, ważny jest przede wszystkim dlatego, że mieści
się on w kategoriach języka należącego do osobliwej
dziedziny - snu, jak dalej zobaczymy, być może jedynej
dziedziny, która dawała doktorowi Oliverowi szansę
na wydobycie się z chorobowej otchłani. Spróbujmy
uzasadnić tę tezę, odwołując się do ustaleń dotyczą­

cych kulturowych znaczeń snu, wyłożonych przez wy­
bitnego rosyjskiego semiotyka Jurija Łotmana.
Jeden z głównych przedstawicieli szkoły moskiewsko-tartuskiej w swej ostatniej, opracowanej4 na krót­
ko przed śmiercią książce, dokonał podsumowania
wszystkich najważniejszych, wypracowanych przez nie­
go w ciągu wielu lat naukowych dociekań, idei badań
nad kulturą. W jednym zaś z tematów podejmowanych
w Kulturze i eksplozji, bo o niej tu mowa, pojawia się
również interesujący nas najbardziej wątek snu.
Łotman postrzega sen jako osobną sferę aktywności
(pod)świadomości człowieka, zmieniającej na przestrze­
ni wieków swą pozycję i znaczenie w uniwersum kultu­
ry. Dla społeczności przedpiśmiennych, posługujących
się najprostszymi formami myślenia, płaszczyzna snów
i płaszczyzna jawy usytuowane były równolegle, a moż­
na nawet powiedzieć, że często dochodziło do ich wza­
jemnego nakładania i przenikania się. Co istotne,
w swej zarodkowej postaci przestrzeń snu była asemiotyczna w tym sensie, iż pomimo, że sen cechowały okre­
ślone znaczenia, to nie były one powszechnie ukonkret­
nione. Taka sytuacja trwała do czasu, gdy pojawiły się
złożone formy mitologiczne, co zaowocowało przenie­
sieniem dziedziny snu w obszar wpływu sacrum, gdzie
sen stał się niezbywalnym elementem spójnego systemu
symbolicznych warstw kultury. Jego realizacje znajduje­
my żywe do dziś choćby w technikach szamańskich, wy­
różniających skomplikowane układy kierowania i od­
czytywania znaczeń snów. Kolejnym progiem zaznacza­
jącym zmianę akcentów funkcjonalnych oniryczności
było, zdaniem Łotmana, wykrystalizowanie się języka
pisanego, czego wynikiem było zawłaszczenie przez po­
ezję pola, na którym wcześniej niepodzielnie panował
właśnie sen, choć nadal, co celnie dostrzega autor Kul­
tury i eksplozji, „związek natchnienia poetyckiego i mi­
stycznego widzenia sennego jest uniwersalnym zjawi­
skiem w wielu kulturach” [Łotman, 1999, s. 198].
Zasadniczą i jednocześnie kluczową dla naszych
rozważań jest Łotmanowska próba uchwycenia pod­
stawowych cech snu. D ają się one opisać za pom ocą
następujących właściwości:
1. Wielojęzyczność marzenia sennego; sen jest zło­
żeniem niejednorodnego, „mozaikowego” języka obra­
zu, dźwięku i słowa, które w procesie interpretacji, tj.
przekładu na język prymarny, uwalniany bywa ze swej
„nieokreśloności” i zyskuje na „komunikacyjności”.
Łotm an mówi, że sen jest swoistym lustrem semiotycznym kultury, co oznacza, iż może on być odczytany je ­
dynie w ściśle określonym kontekście językowym da­
nej kultury [Łotman, 1999, s. 197].
2. Nieokreśloność języka snu (można tutaj również
mówić, parafrazując myśl Umberto Eco, o swoistej dyspersyjności marzeń sennych); cecha ta wpływa na ogra­
niczenie potencjału „przekazywania stałych komunika­
tów”, ale z drugiej strony otwiera niemal nieograniczo­
ne możliwości „wytwarzania nowej informacji”. Rosyj­
ski semiotyk posuwa się nawet do stwierdzenia, że „sen

106

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

jest ojcem procesów semiotycznych” [Łotman, 1999, ss.
na jak ja, jak ja nie widziała już drzewa i wątpiła, czy
kiedykolwiek tam rosło. Czy to sprawa bomby dereal197-199], a więc nosi w sobie zdolność rodzenia no­
wych sensów kulturowych [Łotman, 1999, s. 199].
nej czy absurdalne fantazje zrodzone z naszych obaw?
3.
Indywidualność snu; oznacza to, że dram at m a­
Teraz brakowało części muru ogrodowego i bramy
rzenia sennego rozgrywa się na płaszczyźnie podm ioto­
wychodzącej na Exter Road. Czy rzeczywiście? Może
wej, która ograniczona jest podwójnie: przez zależność
nie było nigdy bramy prowadzącej na Exter Road, ani
od obiektywnych czynników zewnętrznych (społecz­
samej Exter Road? M o ż e n a l e w o n i g d y n i c
nych, kulturowych, językowych) wymuszających na
n i e b y ł o ? M oja matka, która stała teraz przede
człowieku w pewnym sensie uznanie za własne „odgór­
mną, też wydawała się p r z e d z i e l o n a w szczegól­
nych” schematów zachowań i sposobów myślenia
ny sposób. Kończyła się pośrodku - nie m iała lewej po­
(także rozumienia i interpretacji snu) oraz przez bagaż
łowy. A le... a le... skąd pewność, że miała kiedyś lewą
subiektywnych doświadczeń wyznaczających zakres
stronę. Czy samo określenie «lewa połowa» nie było
kompetencji danej jednostki. Sen jest językiem „dla
pozbawione sensu? Ogarnęło mnie przerażenie i m dło­
jednego człowieka” [Łotman, 1999, s. 200].
ści. Zbierało mi się na w y m io ty .
N agle drzwi się otworzyły i weszła siostra Sulu [ . ]
Wszystkie wymienione wyżej cechy są widoczne
i dają się rozpoznać w narracjach marzeń sennych
A n i mi w głowie było mówić siostrze Sulu, która
przedstawianych przez Olivera Sacksa. N arracje te są
dość miała wstrząsów, że ona też był przepołowiona
wielojęzyczne, dyspersyjne, a zarazem mocno zindywi­
i brakowało jej jednej połowy. [...]
dualizowane. Dram aturgia zdarzeń w nich zawarta
Myśli [ . ] przemknęły mi przez głowę, hemianopia
przebiegała w cyklu kilkudniowym (kiedy to jawa i sen
nie ustępowała, natom iast zaczęła mi świtać pewna
chwilami były zupełnie nierozróżnialne), a momentem
analogia: To samo dzieje się z nogą! Jak mogłem być
kulminacyjnym, wieńczącym bodaj najtrudniejszy do
takim głupcem? Cierpię na s k o t o m ę nogi! Zabu­
zniesienia dla doktora Olivera etap jego podróży w du­
rzenia w polu widzenia podobne są do tego, czego do­
świadczam w związku z nogą. Straciłem «pole» nogi,
chowe zaświaty, był sen (a właściwie mara senna),
w którym kluczową rolę odegrała wizja hemianopicztak jak kiedyś straciłem część pola widzenia.
na, czyli spowodowana migreną (Sacks cierpiał na nią
Poczułem ogrom n ą ulgę, gdy to zrozum iałem .
od dzieciństwa) połowiczność w polu widzenia. To
Reszta problemów i pytań pozostawała bez odpowie­
właśnie dzięki temu mało przyjemnemu doznaniu au­
dzi, w tym zasadnicza raczej kwestia, czy kiedykolwiek
tor Stanąć na nogi odkrył istnienie wizualnej analogii
wydobrzeję. Zyskałem jednak coś, n a czym m ogłem
„niepełnego obrazu”, wykonując tym samym pierwszy
się o p rz e ć.[...]
a zarazem, jak sądzę, najważniejszy krok w kierunku
Czułem się inną istotą, jakbym zmartwychwstał,
utrzymania się przy życiu. O to jak do tego doszło:
narodził się na nowo po nocy koszmarów i migreny.
„ [...] ponownie zapadłem w sen, głęboki sen bez
Co czyniło to odrodzenie jeszcze radośniejszym, to
marzeń sennych, który rano ustąpił miejsca niezwykłej
uczucie, że odzyskałem częściowo, przez analogię,
marze. Ta zrazu sprawiała wrażenie całkiem «konwenświadomość nogi. Nie m iała ona odniesień do fizjolo­
cjonalnego» koszmaru: prowadziliśmy wojnę, nie wia­
gii, ale wydobyłem się ze świata niepojmowalnego,
domo dokładnie z kim i o co. Oczywisty był tylko, wszy­
niewysłowionego - mogłem mówić o swoich odczu­
scy mu ulegali, strach, że wróg posiada broń definityw­
ciach [...]” [Sacks, 1996, s. 72-74].
ną, tak zwaną bombę derealną. Szeptano, że może ona
W świetle poczynionych uwag na tem at sfery onirycznej można wyprowadzić wniosek, iż wielojęzyczna
u c z y n i ć d z i u r ę w r z e c z y w i s t o ś c i . [...]
Podobnie jak wielu ludzi z mojego snu, którzy od­
dziedzina snu zdołała pom ieścić całość wysoko entroczuwali potrzebę przebywania na otwartej przestrzeni,
picznego a zarazem traumatycznego doświadczenia
stałem z rodziną w ogrodzie przy naszym domu. Świe­
Olivera Sacksa. N a tym podstawowym, źródłowym dla
ludzkiego myślenia poziomie dokonało się następnie
ciło słońce, wszystko było jak zwykle, gdyby nie niesa­
mowita cisza wokół. Raptem poczułem, że coś się wy­
to, czego nie były w stanie zapewnić brytyjskiemu ba­
darzyło, że coś zaczyna się dziać, chociaż nie miałem
daczowi nawet najbardziej wyszukane, najbliższe mu
intelektualnie analizy naukowe: udało się na powrót
pojęcia, co by to miało być. Uświadomiłem sobie, że
nasza grusza zniknęła. Rosła trochę na lewo od miej­
ukonkretnić, zorganizować, „wysłowić” wcześniejszą
sca, na które patrzyłem, i oto teraz nie było jej tam.
„nieokreśloność”, niepojmowalność przeżyć i towarzy­
szących im odczuć. Płaszczyzna marzeń sennych stała
Nie odwróciłem oczu, żeby się upewnić. Z jakichś
się polem, gdzie Sacks - dzięki mistycznemu oświece­
powodów nie przyszło mi do głowy, żeby to zrobić. Gru­
sza zniknęła, a z nią zniknęło miejsce, gdzie stała. Nie
niu - odnalazł i wypowiedział opisywane przez Virginię
miałem poczucia wakującego miejsca, po prostu nie
W oolf „nowe słowo” , które posłużyło mu do uchylenia
było go już. J u ż? Czy miałem pewność, że wcześniej
wrót bramy wychodzącej na dziedziniec zaklętego
zamku konceptualnej niemocy. N icią Ariadny prowa­
b y ł o ? Może nic nie brakowało? Może nigdy nie było
dzącą ku wyjściu z labiryntu „niewysłowionego świata”
tam gruszy? Może zawodziła mnie pamięć albo wy­
obraźnia? Zapytałem matkę, ale była tak samo strapio­
okazała się analogia skotomy, przekształcona w trakcie
107

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

późniejszych zabiegów budowania literackich obrazów
choroby w metaforę utraty pamięci.5
Słowo skotoma, choć bardzo ważne, nie było jed­
nak tym ostatecznym, w którym pokładam y bezgra­
niczną ufność i wiarę. Gdzież więc należało go szukać?
Gdzie szukał go sam Sacks?
Nie bez powodu użyłem wcześniej w kilku miej­
scach zwrotów takich jak: „podróż w duchowe zaświa­
ty”, „sen”, „pielgrzymka”, „labirynt” , „nić Ariadny” .
Chorobę doktora Olivera można bowiem spróbować
objaśnić w kategoriach antropologicznych jako swo­
istą podróż w mroczne zakamarki samego siebie. Jego
sen byłby tutaj odpowiednikiem rzeczywistej śmierci
(motyw ścisłego związku snu i śmierci jest m ocno za­
korzeniony w mitologii różnych ludów6), a wędrówka
naznaczona szeregiem pułapek, nierozpoznawalnych
obcych przestrzeni, błędnych dróg7 i mylnych wskazó­
wek prowadziłaby jednak ostatecznie do miejsca n aj­
ważniejszego - ku „Nowemu Jeruzalem” ; byłaby zatem
„podróżą do środka”, „duchowym ukierunkowaniem
bytu”, jak mówi Jean H ani [Hani, 1994, s. 101].
Wiemy, iż nadrzędnym celem pielgrzymowania jest
wewnętrzna odnowa, której adept doświadcza stopnio­
wo, krok po kroku pokonując kolejne przeszkody i otwie­
rając następujące po sobie bramy, jednocześnie żywiąc ci­
chą nadzieję, że podoła wszystkim stawianym przed nim
wyzwaniom. U kresu drogi najbardziej wytrwali mogą
oczekiwać upragnionej nagrody: życia wiecznego, ozdrowienia, przemiany osobowości, etc. W samym środku la­
biryntu, w „rajskim Ogrodzie Bezczasowej Jedności” Oli­
ver Sacks odnalazł... Słowo biblijne, a więc Słowo, przy
pomocy którego u początków życia Bóg stworzył świat:
„ [...] zrezygnowałem z metafizyków i mistyków, pozosta­
ła mi tylko Biblia, niemożliwa wiara [...]. Potajemnie, na
wpół sceptycznie, z wahaniem, z tęsknotą zwracałem się
do owego niewyobrażalnego «Ty»” [Sacks, 1996, s. 84].
W ten cudowny sposób przez obcowanie z sacrum doktor
Oliver na powrót zbliżył się do swego domu, który dawał
spokój ducha i nadzieję koniecznej zmiany:
„I tak trzeciego dnia w otchłani nastąpiła zmiana,
która w miejsce abominacji, napawającego niewyobra­
żalnym wstrętem piekła, przyniosła coś całkowicie od­
miennego, tajemniczego. N oc przestała być odpycha­
jąca i mroczna - promieniowała tajemnym pozazmysłowym światłem, napawała zadziwiającą, paradoksal­
ną radością” [Sacks, 1996, s. 82].
Tak oto zaczęło się urzeczywistniać ozdrowienie...

O potrzebie pisania codziennego
Małgorzaty Baranowskiej.
Wartość literatury w chorobie przewlekłej
N a pierwszej stronie To jest wasze życie natrafiamy
na kilka akapitów, które - umiejętnie odczytane - m o­
gą spełnić funkcję wskazówki-klucza do odczytania
całości pracy. Baranowska zaczyna tak oto:

„Chyba muszę napisać wstęp. Przede wszystkim,
żeby czytelnik wiedział, kim nie jestem. A więc nie je ­
stem ani psychologiem, ani lekarzem, socjologiem czy
alternatywnym terapeutą, ani filozofem, ani nauczy­
cielem. Nie mam żadnych formalnych uprawnień do­
radczych” [Baranowska, 1994, s. 5].
Gdy po skończonej lekturze książki wracamy do
przytoczonych wyżej zdań, pojawia się nieodparta po­
kusa zrewidowania lub chociażby dopisania do nich
własnego komentarza. Okazuje się bowiem, na co
słusznie zwrócił kiedyś uwagę Zbigniew Benedyktowicz,8
iż To jest wasze życie jest pracą interdyscyplinarną lub,
jak woleliby powiedzieć inni, transdyscyplinarną. Po­
dejmowane tematy oraz sposoby ich przedstawienia
świadczą o tym, że - wbrew temu, od czego Baranow­
ska dość przewrotnie odżegnuje się, określając zakres
kom petencji za pom ocą formuły „kim nie jestem ” autorka w trakcie tworzenia opowieści o swych życio­
wych doświadczeniach choroby stawała się po trosze:
psychologiem i terapeutą - kiedy wielokrotnie bardzo
umiejętnie przekonuje ludzi chorych do przełamywa­
nia słabości i wiary we własne siły; lekarzem (duszy?)
- gdy przepisuje nam recepty na „lepsze samopoczu­
cie” w postaci pogody ducha i otwartości wobec in­
nych; filozofem - snując rozważania o bycie, cielesno­
ści i wzniosłości cierpienia; zdolnym socjologiem - ry­
sując przestrzeń życia ludzi chorych za pom ocą kate­
gorii „plemienia otwartego” (myślę, że dociekliwi zna­
leźliby jeszcze więcej tropów bardzo poważnych teorii
socjologicznych, jakby od niechcenia, z potrzeby chwi­
li, umiejscawianych w To jest wasze życie); doradcą
i nauczycielem (a może po prostu pedagogiem) - gdy
wyraża opinie m.in. na tem at „życia czynnego”.
Jest jeszcze jedna dziedzina, którą M ałgorzata B a­
ranowska wyróżnia i uznaje za najbliższą sercu - jest
nią mianowicie dziedzina obcowania ze Słowem.
„Z dziedziny papierów uznawanych czasami za waż­
ne mam [...] doktorat z historii poezji (także z histo­
rii wyobraźni, tak, i to wyobraźni surrealistycznej).
Wspominam o tym, ponieważ uważam historię litera­
tury za część historii człowieka wewnętrznego. Szcze­
gólnie liryka - poezja będąca dom eną uczuć - wiąże
się z możliwością wypowiedzenia tego, co ukryte.
Wielu ludzi programowo omija poezję. Mogę dora­
dzić każdemu - nie uciekajcie od poezji! O na jest
zdolna wyrazić wasze najbardziej skomplikowane prze­
życia w sposób zarazem dokładny i symboliczny, prze­
nosząc przy tym płaską i żmudną problematykę co­
dzienności na inny poziom. N o tak. Już każdy rozumie,
co mnie obchodzi przede wszystkim. Uprawiam więc
historię literatury, krytykę literacką i sam ą poezję.
Żyję” [Baranowska, 1994, s. 5].
Zycie i literatura - literatura i życie, te dwie sfery
przenikają się nawzajem w znoju chorobowej codzien­
ności autorki, przenosząc ją ze świata zewnętrznego
chaosu w świat wewnętrznej harmonii. Dobrze oddaje
to opis jednego z wielu pobytów w szpitalu autorki To

108

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

jest wasze życie: „na dużych dawkach encortonu, nie
mogąc się ruszać z łóżka, zaczęłam pisać książkę, która
ukazała się potem jako Pamiętnik mistyczny. Robiłam
to po kawałeczku, o piątej rano, bo potem, jak wszyst­
kim wiadomo, nie ma w szpitalu ani sekundy spokoju.
Ale obmyślałam [podkr. M. A . K.] te kawałki cały
dzień poprzedni. W ten sposób mogłam nadać swoje­
mu życiu formę stanowiącą obronę przed zawłaszcze­
niem przez rozpad, dekompozycję rzeczywistości"9
[Baranowska, 1994, s. 124].
Pisanie Pamiętnika mistycznego zyskuje wymiar ka­
tharsis o określonym rytmie dopasowanym do porząd­
ku szpitalnego rygoru. Rytm pisania (a raczej rytm ob­
myślania tego, co się napisze) pozwala na codzienne
umocowywanie się wciąż od nowa w rzeczywistości,
pełne w niej trwanie pomimo fizycznej niemocy wy­
kluczającej z „normalnego" życia. Istotna jest tutaj sa­
ma, z pozoru błaha, czynność przelewania myśli na pa­
pier (u Baranowskiej wciąż dokonywana za pomocą
starych, dziś, w dobie wszechwładnych komputerów,
niemal zapomnianych narzędzi, jakim i są długopis
i pióro!), która nie ogranicza się do żmudnego kon­
struowania zdań z zachowaniem wszelkich niezbęd­
nych reguł lingwistycznej poprawności. Jest to raczej
rodzaj sztuki Słowa (uprawianej poprzez przepisywanie
gotowych, obmyślonych wcześniej fraz, akapitów, ob­
szernych fragmentów tekstów) rodzącej się na polu
gry, której reguły wyznacza spotkanie wyobraźni z pa­
mięcią, polegające na ewokowaniu śladów przeszłości,
„obrazów i widoków", a także przywoływaniu (przypo­
minaniu) fragmentów przeczytanych niegdyś książek,
by przekształcić te wszystkie drobiny minionego świa­
ta w nową mozaikę znaczeń.10
Wzory takiego tworzenia obrazu słownego z pa­
mięci i wyobraźni znajdujemy zarówno w stosunkowo
bliskiej nam czasowo poetyce „proustowskiej" (W po­
szukiwaniu straconego czasu), ale także bardziej odle­
głych technikach mnemotechnicznych (wykorzysty­
wanych np. w sztuce oratorskiej), gdzie ważne było
„odciskanie" w pamięci loci, „miejsca", służącego prze­
chowywaniu określonych stałych punktów przestrze­
ni, wyznaczających swoistą topografię w wyobraźni
wspomagającej słowo mówiącego. [Zaleski, 1996, s.
45]. N a fakt ten zwraca uwagę Frances A . Yates
w Sztuce pamięci, książce, której notabene Małgorzata
Baranowska poświęciła wiele ciepłych słów w To jest
wasze życie, i która - jak sama mówi - stała się dla niej
„wspaniałą inspiracją dla [...] wyobraźni i jednym
z ważnych początków przygody z pracą, z pamięcią"
[Baranowska, 1994, s. 126].
Pamięć Małgorzaty Baranowskiej jest z pewnością
pam ięcią czynną, organizującą zadania dla ściśle
współpracującej z nią myśli. M arek Zaleski w Formach
pamięci - także odwołując się do ustaleń poczynionych
przez Yatesa - powtarza za autorem Sztuki pamięci, iż
pam ięć czynna to „pam ięć widząca miejsca i zmagazy­
nowane w nich wyobrażenia w przenikliwej wewnętrz­

nej wizji, która nasuwa myśli i wyrażające je w mowie
słowa". [Yates, 1997, s. 150]. Zaleski odnajduje lite­
rackie tropy takich pamięciowych „widzących" wędró­
wek w czasie i przestrzeni m.in. u Prousta, Wordswortha, Chateaubrianda, ale także u Jerzego Waldorffa
(w jego autobiograficznej książce o dzieciństwie spę­
dzonym w Poznaniu11) i Józefa W ittlina (odbywające­
go wraz z czytelnikami nostalgiczną podróż po Lwo­
wie12). Autorzy ci, zauważa badacz, dzięki „żywej" pa­
mięci miejsc, zawiązują silne węzły własnej tożsamości
opartej na „porządku osobistej historii i geografii"
[Zaleski, 1996, s. 45]. Podobne motywy kształtowania
wiedzy (także, a może przede wszystkim wiedzy o so­
bie) przez odniesienie do określanych na różne sposo­
by miejsc bardzo łatwo znaleźć też u Małgorzaty Bara­
nowskiej. „Pojęcia, zadania, sceny można związać z re­
alnymi m iejscami lub z m iejscami wyobrażonymi,
umieścić w całościowym modelu, który pozwoli utrzy­
m ać w pam ięci to, co mogłoby się wymknąć w nie­
określony chaos" - stwierdza autorka Pamiętnika mi­
stycznego, a w prière d’insérer do tej książki dodaje:
„ [...] to pamiętnik mój i miasta. Całe życie nic inne­
go nie robię, tylko piszę za nie pamiętnik. Mój debiut
poetycki, tomik Miasto [...], m a nawet Dzielnice. Za­
mek w Pirenejach (drugi tom poetycki [...]) to także
miasto, bardziej może zwarte, z podziałem na Przestrze­
nie" [Baranowska, 1987].
Z artykułu Joanny Szczęsnej pt. Prywatna historia
miasta, poezji i choroby,13 będącego próbą naszkicowa­
nia portretu Małgorzaty Baranowskiej, dowiadujemy
się, że zanim specyfika życia bohaterki związała się „na
stałe" ze specyfiką jej choroby,14 była ona osobą bardzo
aktywną, co przejawiało się w tamtym czasie m.in. czę­
stymi i nieraz dalekimi podróżami po m iastach Polski
i Europy. Wędrówki wyrastające z poznawczej cieka­
wości bogactwa miejskiego świata owocowały poezją,
w której pobrzmiewają wyraźne dźwięki swoistej duszy
miejskiej autorki Zamku w Pirenejach - ślad ten wyraź­
ny jest w wielu jej wierszach.15 Podróż rzeczywista sta­
wała się w ten sposób jednocześnie podróżą intelektu­
alną, pobudzającą zmysł wrażliwości i dającą inspirację
do pracy twórczej, pracy ze Słowem.
Te geograficznie i kulturowo uwarunkowane eks­
ploracje zostały nagle przerwane przez ciężką chorobę,
która znacznie ograniczyła Małgorzacie Baranowskiej
możliwości poruszania się w ogóle, wykluczając prawie
kompletnie przemierzanie dalszych dystansów. A le p a­
radoksalnie koniec podróży w przestrzeni geograficz­
nej nie był końcem podróży w ogóle; stał się bowiem
początkiem wyprawy w głąb siebie, na drodze której
nie zabrakło także i starych miejsc, tyle że odkrytych
na nowo przy pomocy przywoływanych przez nas
wcześniej kategorii: Pamięci i Wyobraźni.
Wiemy, że specyficzna forma twórczości, wspartej
na wyobraźni, pamięci i słowie, zrodziła się z potrzeby
przekroczenia teraźniejszości, wypełnionej chwilą,
w której Małgorzata Baranowska napotykała rzeczywi­

109

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

stość rozchwianą, naznaczoną bólem i fizyczną niem o­
cą; „Skupianie się na kolejnym kawałku, planowanie,
układanie zdań na jutro pozwalało mi oderwać się od
dzisiaj" [Baranowska, 1994, s. 124] - podkreśla autor­
ka. N a pierwszy rzut oka tego rodzaju zabiegi powoły­
wania do życia tekstu pełniły funkcję terapeutyczną.
N ie negując jej, wskażmy jeszcze inne konsekwencje
zawarcia swoistego przymierza między Wyobraźnią,
Pamięcią i Słowem. Po zbrataniu stają się one m e­
dium, transgresyjnym narzędziem dotarcia do innego
świata. Jako takie służą wyjściu poza czysty akt twór­
czy, przemieszczeniu się w obszar, gdzie znika wszystko,
co m a naturę cząstkowego i zniszczalnego; zjednoczo­
ne: Wyobraźnia i Pamięć rodzą Słowo, zyskujące dzię­
ki nim moc kreacji rzeczywistości pełnej, pozbawionej
pęknięć i zarysowań, zyskującej, zaryzykujmy stwier­
dzenie, moc kreacji mitu. Dotykamy więc starej idei
Brunona Schulza, dla którego mit skrywa się właśnie
w Słowie, dzięki któremu człowiek odszukuje siebie
w uniwersalnym sensie. Pamiętamy, że autor Mityzacji
rzeczywistości diagnozował współczesny jemu status
Słowa jako elementu zdegradowanego, oderwanego
od pierwotnej głębi całościowego porządkowania
świata, czemu dają wyraz klasyczne mitologie. Także
i dziś - kto wie czy nie bardziej niż w czasach odkryć
Schulzowskich - Słowo pędzi żywot „poćwiartowane­
go ciała węża z legendy, którego kawałki szukają się
wzajemnie w ciem ności".16 [Schulz, 1989, s. 365]. Los
współczesnego Słowa podobny jest losowi zbłąkanego
wędrowca, poszukującego właściwej ścieżki prowadzą­
cej do ostatecznego celu, do „matecznika", mówiąc po
Schulzowsku. Cel ten bywa odnajdowany i czasowo
osiągany na polu poezji, „odpoznającej" sensy utraco­
ne. N a poezji ciąży odpowiedzialność za utrzymanie
fundamentów źródłowego obrazu świata.
Schulz, pokładając nadzieję w sztuce „regeneracji
pierwotnych mitów" (za jaką uznawał poezję), wyrażał
przekonanie, że „Umitycznienie świata nie jest zakoń­
czone" [Schulz, 1989, s. 367]. W poezji Małgorzaty
Baranowskiej - podobnie jak w każdej innej „dobrej"
poezji - idea autora Sklepów cynamonowych na powrót
zyskuje na aktualności. W przykładzie Pamiętnika mi­
stycznego, noszącego miejscami wyraźne znamiona
dyskursu poetyckiego, odnajdujemy przeczucia Bruno­
na Schulza, że poza mit tak naprawdę nigdy nie bę­
dziemy mogli wyjść. M itologia przechowana w tej
książce jest zatopiona w przestrzeni mojego małego
świata (świata, który mogę objąć pam ięcią), na który
składają się połączone ze sobą ulotne historie mojego
m iasta (Warszawy) i mojego doświadczenia, wsparte
przetransponowanymi motywami mitologii klasycz­
nych. A oto próbka języka, którym posługuje się Bara­
nowska: „Wtedy, kiedy nie pisałam, była w nocy wspa­
niała, antyczna burza. Pioruny waliły, niebo trzeszcza­
ło, wichura pędziła, ziemia drżała, wszystkie bezmózgie
autobusy, tramwaje i domy zminiaturyzowały się od ra­
zu, przestrzeń rozszerzyła się i ukazał się czas, czas Zeu­

sa Gromowładnego. W tedy przypomniałam sobie, jak
usłyszałam słowo nieśmiertelny, a dotyczyło ono bo­
gów starożytnych i przyszło do mnie już chyba długo
po słowie dusza. W ięc ci bogowie, w tym Zeus, który
objawił się z 29 na 30 maja 1980 roku, byli podobno
nieśmiertelni, a potem poginęli. Jak to tak mogło być,
jeśli nieśmiertelny miało znaczyć, że żyje i żyje, chyba
żyją jeszcze? Trudno ich było odróżnić od Boga. [...]
Podobali mi się, siedzieli na Olimpie i pili ambrozję ze
złotych pucharów, tylko Hefajstos, mój potajemny
ulubieniec, nie miał coś szczęścia. Poza tym robili so­
bie, zdaje się, wszystkie świństwa, jak ludzie, i z tego
były wojny i podstępy.
Oni, ci bogowie, bardzo utrudnili mi słowo nie­
śmiertelność. A le chyba w trakcie tej burzy im przeba­
czyłam, za to, że mi się ukazali, a właściwie za ukaza­
nie pustego teatrum. [...]
O, Zeusie! Dzięki! Jeszcze ci bogowie byli trudni
dlatego, że mieli podwójne imiona, greckie i rzym­
skie"... [Baranowska, 1987, s. 20-21].
Jeszcze ciekawszym niż Pamiętnik mistyczny przykła­
dem poruszania się przez Małgorzatę Baranowską po
ścieżce mitologicznej jest książka Warszawa. Miesiące, la­
ta, wieki (1997). Praca ta ułożona jest zgodnie z porząd­
kiem kalendarza i zawiera 12 rozdziałów odpowiadają­
cych odpowiednio 12 miesiącom roku kalendarzowego.
Rozdział I (Styczeń) zaczyna się od następujących słów:
„Mieszka się nie tylko w budynkach, ale i w pam ię­
ci, w tradycji, historii, kulturze. A w Warszawie jest to
ważniejsze niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Czasami trudno pojąć, że to miasto istnieje. Mój
cel, zachowując proporcje, podobny jest do zamysłu
tych, którzy je odbudowali. Kolejne miesiące niosą ze
sobą tyle widoków po to, by poświadczyły, przypo­
mniały życie, jakie się tu toczyło przed zniszczeniem
m iasta". [Baranowska, 1997, s. 9].
Dla osób znających biografię Małgorzaty Baranow­
skiej pojęcie „zniszczenie miasta" nasuwa skojarzenia
nie tylko odnoszące się do tragicznych momentów za­
znaczających się wyraźnie w historii Warszawy, ale ma
także wydźwięk osobisty - miasto Warszawa stało się
dla niej miejscem, które ogarniająca ją wszechmocna
siła choroby włączyła w odmienny rytm życia niż ten,
którym porusza się ona sama. To stąd, jak sądzę, bierze
się potrzeba uchwycenia tego, co „niecodzienne" w n a­
szej codzienności i wyznaczenia, ahistorycznego, mi­
tycznego u swych podstaw porządku zdarzeń, który na
powrót umożliwi spotkanie z miastem, da szansę kolej­
nej autentycznej przyjacielskiej pogawędki z nim. D la­
tego właśnie być może, gdy czyta się Warszawę, rzuca
się w oczy jakby brak wyraźnej chronologii (zastępuje
ją porządek kalendarza) i niespodziewane, zaskakujące
czasami zestawienie obok siebie postaci możnych wład­
ców z podwórkowymi bohaterami czy uczestnikami ży­
cia powszedniego; wychylają się ci wielcy i ci mali bo­
haterowie z tysięcy zdjęć, pocztówek (wydobywanych
także z bogatych zbiorów samej Małgorzaty Baranow­

110

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

C hojecki A . 1997, Mowa mowy. O języku współczesnej humanistyki,

skiej), obrazów i rysunków zapełniających karty tego
niezwykłego dzieła. Owe obrazy lub lepiej powiedzieć
za autorką - widoki Warszawy są elementami równie,
jeśli nie bardziej znaczącymi tu niż słowo. Tworzą one
jakby szereg odrębnych, ale harmonijnych w książko­
wej całości historii punktowych, składających się na
pejzaż prywatnej podróży Małgorzaty Baranowskiej
przez Miesiące, lata i wieki w głąb duszy jej ukochanego
miasta, widzianej oczyma Wyobraźni, Pamięci i Słowa.

W ydawnictwo słowo/obraz terytoria: G dańsk
C latts M. C, M utchler K .. M. 1987, A ID S and the Dangerous Other:
Metaphors of Sex and Deviance in the Representation of Disease, „M e­
dical A nthropology”, nr 10, ss. 105-14
1987

The F aber... 1989, The Faber Book of Fevers and Frets, D.
J. Enright (ed.), London: Faber and Faber

G eest S. van der, W hyte S. R. 1988, The Charm of Medicines: M eta­
phors and Metonyms, „M edical A nthropology Q uarterly”, nr 3 (4),
s. 345-67
H ani, J. 1994, Symbolika świątyni chrześcijańskiej, wydawnictwo

W tym miejscu kończę moją opowieść o istocie Sło­
wa (a jak pokazuje tekst, choć w mniejszym stopniu,
także istocie Pamięci i Wyobraźni) w obliczu choroby.
Można by oczywiście pójść dalej tropem zainicjowanym
w niniejszym artykule. Z pewnością ciekawe byłoby np.
bliższe porównanie twórczej wyobraźni Małgorzaty B a­
ranowskiej i Franca Magnaniego, „więźnia własnej pa­
mięci i wyobraźni” - jak określił go autor Antropologa na
Marsie w jednej ze swych neuroantropologicznych hi­
storii17 - W łocha tworzącego niezwykłe malarskie dzie­
ła, w których zamyka i utrwala nieistniejący już świat je­
go dziecięcej wioski Pontito. W tym kontekście szcze­
gólnej wymowy nabierają także zwierzenia samego Oli­
vera Sacksa, który w Stanąć na nogi i w innych swoich
tekstach18 odkrywa przed nami uzdrowicielską stronę
muzyki, nazywanej przez niego „ożywiającą i stwórczą
zasadą świata”, a wątek „ważności” sztuki w chorobie
jest obecny prawie w każdej z jego publikacji. Gdy do­
damy do nich inne literackie iluminacje, powstałe np.
pod wpływem tańca (jak stało się to w przypadku ame­
rykańskiego pisarza Paula Austera19) czy filmowe obra­
zy przedstawiające sztukę jako pewną alternatywę zachowaniową dla całej społeczności znajdującej się
w kulturowym stanie „przejścia” (film Orkiestra Marka
Hermana) oraz alternatywę dla pojedynczego, uwikła­
nego w życiowy dramat podmiotu (Tańcząc w ciemno­
ściach Larsa von Triera), to okaże się, że motyw sztuki
wykorzystywanej w sytuacji wewnętrznego kryzysu to­
warzyszącego praktycznie każdemu rodzajowi choroby
dałby się rozpoznać jako swoisty wzór symbolicznych
działań człowieka; także i ten problem wart jest z pew­
nością głębszego antropologicznego namysłu.

Z N A K : Kraków
Kasperski E. 2001, Autobiografia. Sytuacja I wyznaczniki formy, w: H.
G osk i A . Zieniewicz (red.), Autobiografizm —przemiany —formy znaczenia, Warszawa
Lupton D. 2001, Medicine as Culture. Illness, Disease and The Body
in Western Societies, Sage Publications: London - T h ou san d O aks N ew Delhi
Łotm an J. 1999, Kultura i eksplozja, Państwowy Instytut Wydawni­
czy: Warszawa
Pouchelle M .-C . 1989, The Body and Surgery in the Middle Ages, Po­
lity Press: Cambridge
Proust M. 1979, W poszukiwaniu straconego czasu, Państwowy Insty­
tut Wydawniczy: Warszawa
Sacks O . 1996, Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem,
Zysk i S-ka: Poznań
1997,

Stanąć na nogi, wydawnictwo Zysk i S-ka: Poznań

1998,

Mroczek: zapominanie i pomijanie w nauce, w: R. B. Silvers
(red.), O. Sacks, J. Miller, S. J. Gould, D. J. Kevles, R. C.
Lewontin, Ukryte teorie nauki, wydawnictwo ZN A K ,
Kraków, ss. 93-123

1999,

Antropolog na M arsie, wydawnictwo Zysk i S-ka: Poznań

Schulz B. 1988, Opowiadania. Wybór esejów i listów, Zakład N arod o­
wy im. O ssolińskich: W rocław -W arszaw a - Kraków - G dańsk Łódź
Seddon G. 1993, Imaging the Mind, „M eanjin”, nr 52 (1), ss. 183-94
Skarga B. 2001, Ślad i obecność, wydawnictwo N aukow e PW N:
Warszawa
Son tag S. 1999, Choroba jako metafora. A ID S i jego metafory, tł. Ja ­
rosław A nders, PIW: Warszawa
Stein H. F 1988, American Medicine as Culture, Westview: Colorado
Sulim a R. 2001, Głosy tradycji, W ydawnictwo D iG : Warszawa
Szczęsna J. 2001, Prywatna historia miasta, poezji i choroby, „Wysokie
O bcasy”, nr 27 (171), s. 6-14
Tokarczuk O. 1997, Logofilia, czyli pewien stan ducha. Kilka pośred­
nich odpowiedzi na pytanie, czy pisania można się nauczyć, w: M.
Sznajderm an (red.), Lekcja pisania, W ydawnictwo Czarne: Czarne,
s. 158-170
W aldorff J. 1989, Firdek, Państwowy Instytut Wydawniczy: Warszawa

BIBLIOGRAFIA

Wear A . 1989, Making Sense of Health and the Enviroment in Early

Baranow ska M. 1975, Miasto, Czytelnik: Warszawa
1976,

Modern England, w: A . W ear (ed.), Medicine in Society. Historical Es-

Zamek w Pirenejach, Państwowy Instytut Wydawniczy:

seys, Cambridge University Press: Cambridge, s. 119-48

W arszawa
1987,

Pamiętnik mistyczny, Czytelnik: Warszawa

1994,

To jest wasze życie. Być sobą w chorobie przewlekłej, Wy­

1997,

W ittlin J. 1963, Mój Lwów, w: Orfeusz w piekle X X wieku, Instytut
Literacki: Paryż

dawnictwo Z N A K : Kraków

Yates F A . 1977, Sztuka pamięci, Państwowy Instytut Wydawniczy:

Warszawa. Miesiące, lata, wieki, W ydawnictwo D olnoślą­

Warszawa

skie: Wrocław

Zaleski M. 1997, Formy pamięci, Instytut Badań Literackich: Warszawa

Benedyktowicz Z. 1997, Antropologia poza antropologią: To jest wasze
życie, „Polska Sztuka Ludow a. Konteksty”, nr 1 (228), s. 28-31

111

�Marcin Kafar ♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

Przypisy

Bogusław Żyłko w Słowie wstępnym do Kultury i eksplozji podkre­

1

Por. M. C. C latts, K. M. Mutchler, A ID S and the Dangerous

i formę jego ostatniej książki, zaznaczając jednocześnie, że swo­

śla ogromny wpływ zmiany sposobu pracy Łotm an a na treść

2

Other: Metaphors of Sex and Deviance in the Representation of Di­

isty woluntaryzm przebijający przez poszczególne jej rozdziały

sease (1989); S. van der G eest, S. R. Wyte, The Charm of Medi­

był mimowolny, a sam Łotm an był zawsze „przeciwnikiem takiej

cines: Metaphors and Metonyms (1989); H. F. Stein, American

narcystycznej humanistyki, która przesadnie eksponuje osobę

Medicine as Culture (1990); M .-C . Pouchelle, The Body and Sur­

badacza i jego grymaśne gusta kosztem merytorycznej analizy

gery in the Middle Ages (1990); A . Wear, Making Sense of Health

faktów " [Łotm an, 1999, s. 11]. N ie da się jednak zaprzeczyć, że

and the Enviroment in Early Modern England (1992); G. Seddon,

paradoksalnie to właśnie ów spowodowany ciężką chorobą „wo­

Imaging the Mind (1993).

luntaryzm" wyzwolił żywą, nieskrępow aną okowami naukowego

Korzystam z przedruku tekstu Virginii W oolf zamieszczonego

dydaktyzmu myśl Jurija Łotm ana, czyniąc ją być może tym sa­

w pracy D. J. Enright (ed.), The Faber Book of Fevers and Frets,

mym znacznie bardziej inspirującą i nośną pod względem inter­

1989, s. 19. Podaję za: D. Lupton, Medicine as Culture. Illness,

pretacyjnym.

Disease and The Body in Western Societies, 2001, s. 55
3

5

skotos - ciem ność, skotoma - zawrót głowy), a także „brak cze­

na jeszcze zanim doktor O liver opuścił szpital. Już w jednym

goś w danym m iejscu, puste m iejsce". Termin skotom a od dość

z pierwszych listów rosyjskiego neuropsychologa, będącego od­

daw na należy do nom enklatury okulistyki, gdzie służy określa­

powiedzią na list jego brytyjskiego kolegi, Łuria wyjaśniał, że je ­

niu mroczków, czyli chwilowych „dziur" w polu widzenia. Autor

go zdaniem przypadek Sacksa potwierdza nie tylko neurologicz­

Stanąć na nogi dość daleko odszedł w tej pracy od źródłowej se­

ne teorie, w świetle których organizm człowieka traktowany jest

mantyki pojęcia skotom a, przedkładając sens metaforyczny nad

jako system funkcji sterowanych ośrodkowo, ale rzuca nowe

dosłowny. Dzięki tem u m ógł wykorzystać skotom ę do budow a­

spojrzenie na zagadnienia zmian systemowych, jakim podlega

nia aż trzech wzajemnie nakładających się na siebie poziomów

ciało i umysł pod wpływem zaburzeń pracy nerwów obw odo­

Stanąć na nogi. Chodzi mianowicie o (i) warstwę narracyjną

wych. Jak dowiadujemy się ze Stanąć na nogi, wnioski wyprowa­

książki, gdzie pełni ona - co łatwo zauważyć naw et przy dość

dzone przez O livera Sack sa na podstawie jego własnych badań

pobieżnym zapoznaniu się z treścią Stanąć na nogi - funkcję

znacznie wykraczały poza pierwotne sugestie Łurii, kładąc pod­

swoistego węzła, spełniającego zadanie kategorii nadrzędnej,

waliny pod nowe obszary wiedzy. Sacks odsunął się od neurolo­

którą autor wykorzystuje w celu „gładkiego" oprowadzenia czy­

gii klasycznej mówiącej o funkcjach organizmu, nie wystarczyły

telnika po opisywanym świecie); (ii) warstwę argum entacji n a ­

mu także rejony wyznaczone przez neuropsychologię: „«O rg a­

ukowej wyjaśniającej „nieobecność" przez długie lata syndromu

nizm jest system em unitarnym », lecz czym jest system wobec re­

fantom ów na polu dyskursu neurologicznego (Sacks odnosi się

alnego, żywego «ja»? - pytał Sacks. - N europsychologia pow ia­

do tego wątku także w innym tekście; por. tegoż Mroczek: zapo­

da o «wewnętrznych obrazach», «schem atach», «program ach»

minanie i pomijanie w nauce (1998)); (iii) warstwę, w której au ­

itd., pacjenci n atom iast m ów ią o «doznaw aniu», «chęci»

tor wyróżnia tkankę metafizyczno-filozoficzną książki. Pojaw ia­

i «działaniu». N europsychologia jest nauką dynamiczną, ale n a­

jące się tu znaczenia wypływają z przekonania, że chorobę p o­

dal schem atyczną. Tymczasem żywe istoty przede wszystkim p o­

winniśmy traktow ać jako doświadczenie dotykające człowieka

siadają jaźń - i są wolne. N ie chodzi o to, by zaprzeczać syste­

będącego nierozdzielną całością fizyczno-duchową. M etafora

mom, ale o uznanie, że zakorzenione w jaźni nie ogarniają jej

skotom a służy uwypukleniu rozbicia tej całości w momencie,

w pełni.

gdy górę biorą czynniki chorobowe.

C elem neuropsychologii, tak jak psychologii klasycznej, jest

6

Przypomnijmy dla przykładu, że np. Gilgam esz zostaje pozba­

całkowity obiektywizm, stąd jej wielka siła i osiągnięcia. Jednak

wiony życia wiecznego podczas snu, kiedy to wąż kradnie mu

żywa istota, a szczególnie istota ludzka, a k t y w n a istota ludz­

krzew nieśm iertelności, a m itologia grecka jako braci przedsta­

ka - jest podm iotem , a nie przedmiotem. Tymczasem właśnie

wia parę hypnos (sen) i thanatos (śmierć).

podm iot, żywe «ja», ulega wykluczeniu. N europsychologia ma

4

Leksykalne znaczenie słowa skotom a to ciem ność, cień (z gr.

Korespondencja między Sacksem a Łurią została zapoczątkow a­

7

Motyw błądzenia i gubienia drogi w kontekście utraty zdolności

wiele osiągnięć, lecz wyklucza p s y c h e - doznające, aktywne

konceptualnego porządkowania rzeczywistości dobrze oddaje

«ja». [...]

fragm ent tekstu, w którym Sacks sięga po m etaforę „rozpływa­

Przekonaliśmy się już, że doświadczenia takie jak m oje są p o­

nia się we m gle". „Często myślałem o określeniu «rozpłynąć się

wszechne, a naw et uniwersalne [...] C o więcej, widzieliśmy też,

we m gle» - mówi Sacks - jako sformułowaniu absurdalnym,

że obiektywny i empiryczny charakter neurologii wyklucza pod­

a jednak tajemniczo znaczącym. Jakby strofując mnie za niedo­

miot, «ja». Jeśli chcem y uniknąć sprzeczności, im pasu, to m usi­

wiarstwo, m oja noga «rozpłynęła się we mgle» [...] Jeśli przepa­

my działać radykalnie. Czas przejść dalej. W latach dwudzie­

dła w luce, w przepaści, we «m gle», powinna wyłonić się z luki,

stych naszego wieku ukształtow ała się neurologia klasyczna -

przepaści, «m gły»; dziwnej, zdumiewającej tajem nicy jej od ej­

nie straci ona nigdy znaczenia. W latach pięćdziesiątych

ścia m ogła dorównać tylko tajem nica jej powrotu czy przywró­

ukształtow ała się neuropsychologia - i ona nie straci nigdy zna­

cenia [...] Czułem się zupełnie oszołomiony tymi myślami

czenia. Teraz potrzebujem y neurologii jaźni i tożsam ości”

o rozpływaniu się i odtwarzaniu. N iosło mnie w coraz głębsze

[Sacks, 1996, s. 156-157].

odmęty, bałem się myśleć, bałem się, że odm ęt mnie pochłonie"

Jako ciekaw ostkę związaną z ukazaniem się Kultury i eksplozji

[Sacks, 1996, ss. 62-63].

warto powiedzieć, iż powstaw ała ona w dość szczególnych oko­

8

licznościach. U źródeł osobliwego - znacznie różniącego się

Z. Benedyktowicz, Antropologia poza antropologią: To jest wasze
życie (1995), s. 28

w zakresie tematycznym i sposobie ujęcia problematyki od

9

O katartycznych funkcjach pisania jako czynności będącej spo­

wcześniejszych prac tego sam ego autora - charakteru tej książ­

sobem na przekroczenie progu szaleństwa świata traktuje jeden

ki leżała ciężka choroba Jurija Łotm ana, który w 1988 r. podczas

z utworów O lgi Tokarczuk. [Por. Tokarczuk, 1998, s. 158-168]

pobytu w N iem czech na stypendium H um boldta doznał poważ­

10

O prócz wskazanych przeze mnie w tekście prób interpretacyj­
nych, skierowanych na uchwycenie podstawowych sensów

nego wylewu krwi do mózgu, co skutkowało dysleksją i dysgrafią, a w efekcie uniemożliwiło mu „norm alną” pracę intelektu­

skrywanych w pisaniu przez M ałgorzatę Baranow ską literatury

alną i zmuszało rosyjskiego semiotyka do dyktowania tekstu.

codzienności, można się zastanawiać także nad wpływem idei

112

�Marcin K afar♦ O ISTOCIE SŁOWA W OBLICZU CHOROBY

i technik surrealnych (wiemy przecież, że są one bardzo dobrze

17

znane autorce To jest wasze życie) na sposób, w jaki uprawia ona

O. Sacks, Antropolog na Marsie (1999); por. tamże rozdz. Krajo­
braz jego marzeń.

swoją twórczość. Gdy czyta się Pamiętnik mistyczny, n a myśl

18

przychodzą np. surrealistyczne kolaże z cechującym je bogac­

Por. Sack s (1999) oraz tegoż: Mężczyzna, który pomylił swoją żo­
nę z kapeluszem (1996).

twem materii, ale jednocześnie zachow aną spójnością kompozy­

19

A uster wspomina w wywiadzie z m oim szwedzkim kolegą Pau­

cyjną, czy odw ołujące się do podświadom ości Bretonowskie

lem Vincentem , redaktorem jednego z pism pośw ięconych sztu­

próby „pisania autom atycznego”. S ta n ciężkiej choroby jest

ce, niezwykle zdarzenie, jakie stało się jego udziałem tuż przed

również jakże często stanem swoistej „nadrealnej św iadom ości”,

tym, jak zaczął pisać prozą. „Był taki okres w mym życiu, że

w której górę biorą, wspierane dodatkow o medykamentami,

wszystko po prostu

także interesujące surrealistów, sposoby kojarzeń o charakterze

otyczne. Byłem bez grosza, moje m ałżeństwo się rozpadło. D o­

się

waliło. I wszystko było bolesne i ch a­

halucynacyjnym.

tychczas pisałem tylko wiersze, uważałem bowiem, że w liryce

J. Waldorff, Firdek (1989). Podaję za: M. Zaleski, Formy pamięci

jestem dobry, w prozie zaś nie. A le w tym właśnie okresie nie

(1996), s. 45

pisałem w ogóle. N aw et wierszy! Pewnego wieczoru zadzwonił

12

J. W ittlin, Mój Lwów (1963). Podaję za: Zaleski, F orm y..., s. 46

do mnie przyjaciel i zaprosił mnie na otw artą próbę generalną

13

J. Szczęsna, Prywatna historia miasta, poezji i choroby (2002)

jakiejś grupy tanecznej na M anhattanie. Zmusiłem się, aby tam

14

M ałgorzata Baranowska, jak sam a wyjaśnia, cierpi na przewle­

pójść. I byłem oczarowany! «Uwięziony» tym, co tam zobaczy­

11

15

kłą chorobę o nazwie toczeń rumieniowaty układowy.

łem! Zobaczyłem, gdyż nie słyszeliśmy żadnej muzyki. W idzie­

N a dowód posiadania owej duszy miejskiej przez M ałgorzatę

liśmy tylko ciała w ruchu. C iała poruszające się. Było to cudow ­

Baranow ską przywołam w tym m iejscu wiersz Dajcie mi miasto

ne! A le później choreograf zaczął coś tłumaczyć, daw ać jakieś

zawarty w Przestrzeni i Błoniach w Zamku w Pirenejach. (1980)

instrukcje, dzielić się

swymi uwagami... I wszystkie jego słowa

były niewystarczające, były jakby... «klęską», jakim ś
D ajcie mi tylko m iasto

totalnym

«niepow odzeniem ». Tak to właśnie odczuwałem... C oś tam się

resztę zostawcie sobie

stało! W róciłem do dom u, usiadłem do stołu i zacząłem pisać...

nie jestem Eskim osem którem u śnieg i psy potrzebne

prozą! N azwałem to «coś» «W hite Spaces». W sobotę w nocy

ani nie jestem z roli której asfalt szkodzi

(po dw óch tygodniach pracy), około wpół do trzeciej rano,

ani nie jestem z lasów do których dziś tęsknię najzupełniej d a ­

skończyłem pisać, kilka zaś godzin później

rem nie prześwietlając ściany pragnieniem zieleni

Gdy ktoś dzwoni do ciebie w niedziele o wpół do ósmej rano, to

Owszem są ogrody i parki i krzewy

wiesz, że nie są to dobre wieści. Mój ojciec zmarł tej nocy. Po­

Brzegi autostrady liżą nędzne trawy

zostawił mi trochę pieniędzy. Niewiele, ale wystarczająco, abym

których nawet znam nazwy

m ógł przez pewien czas poświęcić się wyłącznie pisaniu. C ała ta

zadzwonił telefon.

ale nie zawsze nazwać znaczy stworzyć

sekw encja od dnia śmierci ojca prześladuje mnie, przychodzi do

więc nie w yrastają tam gdzie o nich mówić

mnie, od czasu do czasu się pojawia. Ta jego śmierć tej właśnie

Dręczy mnie zarzut przeciw Darwinowi

nocy, to m oje «narodzenie się» jako pisarza...” (fragment wy­

nie wiedział że człowiek pochodzi od m iasta

wiadu zatytułowanego „D econstructing Paul” został przeprowa­
dzony przez Paula V incenta 24 sierpnia 2002 r. w Sztokholm ie.

Por. także inne utwory, takie jak np. San Francisco, Drzwi, N ie­
borów czy Belgia z tom u Miasto (1975)

Wywiad odbywał się w j. angielskim, a tłum aczono go później
na szwedzki i (we fragm entach będących w posiadaniu autora
niniejszego tekstu) polski. Tłum . Paul Vincent; korekty pisow­

16

N a tem at „tułaczego” losu „słowa” we współczesnym języku pi­

ni polskiej dla potrzeb prezentowanego artykułu - M. A . K.)

sze, wychodząc z zupełnie innych przesłanek niż Schulz, A n ­
drzej C hojecki w znakomitej pracy Mowa mowy. O języku współ­
czesnej humanistyki (1997).

113

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6322" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6302">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a322dfae7983cb50101b4e72151a834.pdf</src>
        <authentication>ff1a31d406d7c108837bbe302b9d2777</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75339">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2377</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75340">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75341">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2205</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75342">
                <text>Pocztówka masowa i fotografia uczuć / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75343">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.29-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75344">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75345">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75346">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75347">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75348">
                <text>Pocztówka masowa i fotografia uczuć
Małgorzata Baranowska

Dzisiaj, p o d koniec wieku, l u d z k o ś ć zdobywa p r z y g n ę b i a ­
j ą c ą ś w i a d o m o ś ć n i e b e z p i e c z e ń s t w m a s o w o ś c i . Jednak na
p o c z ą t k u wieku k w i t ł a niewinna r a d o ś ć powielania. Po­
c z t ó w k a s t a n o w i ł a w s p a n i a ł y jego p r z y k ł a d . W sprawo­
zdaniu z kongresu towarzyst n a u k o w y c h w r o k u 1901,
w czasie k t ó r e g o zwiedzano w N a n c y z a k ł a d y p r o d u k u j ą c e
p o c z t ó w k i , m o ż e m y p r z e c z y t a ć : „ W a r s z t a t y zajmują co
najmniej tysiąc m e t r ó w k w a d r a t o w y c h i b y ł o cudownie
widzieć o s i e m n a ś c i e maszyn w y r z y g u j ą c y c h z całą m o c ą
elektryczności setki p o c z t ó w e k , aby ostatnio dojść do 100
000 dziennie."
W okresie rozwoju i ekspansji, czyli przed r o k i e m 1920
(data ta bywa przesuwana do 1925 l u b 1939 r o k u ) p o c z t ó w k a
m i a ł a pretensje do opisania całości świata. Jaki to m i a ł b y ć
świat? Przede wszystkim universum stereotypu. P o c z t ó w k a
j a k o n a r z ę d z i e porozumienia, j a k o ś w i a d e c t w o u c z u ć , znak
dawany jednemu c z ł o w i e k o w i przez drugiego m i a ł a dostar­
czać sztampy u c z u ć gotowych. Faktycznie u w a l n i a ł a kore­
spondenta o d rzeczywistego k o n t a k t u p r z e w i d u j ą c za niego
szereg sytuacji, w k t ó r y c h s p o ł e c z n a konwencja s k ł a n i a ł a go
do w y r a ż a n i a u c z u ć w formie korespondencji.
Po bliższym przyjrzeniu okazuje się, że nie jest to wcale
1

długi katalog: p o d r ó ż , zaloty, z a r ę c z y n y , ślub, narodziny
dziecka, święta religijne i świeckie, pobyt w wojsku, m o ż e
jeszcze p a r ę okazji. A jednak producenci p o c z t ó w e k wykazy­
wali n i e p r a w d o p o d o b n ą p o m y s ł o w o ś ć w wyszukiwaniu niu­
a n s ó w każdej sytuacji. Podsuwali też swym k l i e n t o m nowe
możliwości: dowcipy, ciekawostki, katastrofy.
Presja ś w i a t a p o c z t ó w k o w e g o , jego w z o r ó w , na potencjal­
nych n a b y w c ó w tych k a r t o n i k ó w b y ł a olbrzymia, p o n i e w a ż
m a s o w o ś ć p o c z t ó w k i nie da się właściwie z niczym p o r ó w ­
n a ć . O d k r y w a j ą c m e t o d ę łatwej multyplikacji d z i e w i ę t n a s t y
wiek p o z w o l i ł p o c z t ó w c e d o k o n a ć , n i e w y o b r a ż a l n e j dziś,
ekspansji i ustalić jej o b e c n o ś ć w życiu codziennym wieku
dwudziestego.
Producenci p o c z t ó w e k wymyślali nie t y l k o nowe okazje
do w y s y ł a n i a p o c z t ó w e k , nowe tematy czy całe i c h serie, ale
prześcigali się w użyciu j a k najciekawszych m a t e r i a ł ó w :
jedwabiu, w ł o s ó w , s k ó r y , futra, metalu, p i ó r , s ł o m k i . R o b i o ­
no na nich hafty, k o r o n k i , doprawiano t w a r z o m ruszające
się oczy, w ą s y , p a l t o m k o ł n i e r z e , k o t o m ogony i nie s p o s ó b
wyliczyć co jeszcze. W t y m zestereopizowanym świecie
p a n o w a ł o jednak wielkie bogactwo ś r o d k ó w .
Powielanie w n i e s k o ń c z o n o ś ć i zarazem r ó ż n o r o d n o ś ć ,
2

29

�I I . 3. K a b i n y n a p l a ż y w O s t e n d z i e , i l . 4. P o d r ó ż Z e p p e l i n e m p i e r w s z e j n i e m i e c k i e j linii

^ I
LiNDEWIESE

train D,*, i", w; l . ^ » • t К . 4."!, . . J "
*

katalog u c z u ć w w y d a n i u p o p u l a r n y m i p o m y s ł o w o ś ć ,
niespodziewane zestawienia i w y t a r t y do niemożliwości
b a n a ł i to wszystko jeszcze w obrazkach! Czy surrealiści,
wielbiciele kiczu i niespodzianki m o g l i przejść obok po­
c z t ó w e k obojętnie? O n i je n a p r a w d ę pierwsi docenili i zużyli
do w ł a s n y c h celów. Nie m o ż n a powiedzieć, że p o c z t ó w k a
z p o c z ą t k u wieku nie b y ł a doceniona. Surrealizm jednak
r o z p o c z ą ł teoretyczne o niej r o z m y ś l a n i a , w p r o w a d z a j ą c j ą
j e d n o c z e ś n i e j a k o przedmiot artystyczny, inspirację, ź r ó d ł o
surrealnej c u d o w n o ś c i d o swego w ł a s n e g o universum w y o b ­
raźni.
Paul E l u a r d , k t ó r y w czasopiśmie surrealistycznym „ M i ­
n o t a u r " w r o k u 1933 o p u b l i k o w a ł a r t y k u ł pt.
Najpiękniejsze
pocztówki,
sam je także zbierał i s e g r e g o w a ł w albumach
w e d ł u g bardzo skomplikowanego i poetyckiego zarazem
systemu. W u k ł a d z i e t y m pojedyncza p o c z t ó w k a nic nie

30

lotniczej

Ж

z n a c z y ł a , ale w p ł y w a ł a na sąsiednie i w c h o d z i ł a z n i m i
w poetyckie z w i ą z k i .
A l b u m z p o c z t ó w k a m i to p r z e b ó j p o c z ą t k u wieku, a E l u ­
ard p o d n i ó s ł go jedynie do w y ż y n sztuki. Nie m o ż n a jednak
nie w s p o m n i e ć , że a l b u m był rodzajem salonu p o c z t ó w k i
i s p o t y k a ł o się go bardzo często, z a r ó w n o j a k o z b i ó r d o ś ć
przypadkowy, j a k i w formie p r z e m y ś l a n e g o muzeum d o m o ­
wego.
E l u a r d oceniał, że w Europie w latach 1891—1914 m u s i a ł y
k u r s o w a ć miliardy p o c z t ó w e k , skoro same Niemcy p r o d u ­
k o w a ł y w e d ł u g niego 9 m i l i o n ó w miesięcznie. W ś r ó d nich
t y l k o nieliczne m o g ł y zwrócić u w a g ę .
Dlaczego przywołuję te liczby? By j a k najlepiej u ś w i a d o ­
m i ć m a s o w o ś ć zjawiska. A l e oto druga jego strona
— w y b ó r . Czy się jest Eluardem, czy nie, żeby p o c z t ó w k ę
k u p o w a ć , wysyłać albo z b i e r a ć trzeba d o k o n a ć prywatnego
3

4

�П. 5. „Zanardi Attilo i Vianello Eugeniusz, królowie beczki i drogi bitej, są w podróży do Wenecyi, począwszy od 20 czerwca 1909 r. Objazd
z beczką (...) na około świata potrwa lat 12."; ii. 6. Mistral - katastrofa w Marsylii. Zdjęcie trickowe

Effetdu

Mistral

a

Marseille.

w y b o r u ! Czasami dochodzi do tego, że klient, zazwyczaj
k u p u j ą c y gotowe wzory, postanawia z ł a m a ć dyktat produce­
nta i sam z r o b i ć p o c z t ó w k ę — swoją w ł a s n ą i przede
wszystkim r ó ż n ą o d tamtych m i l i a r d ó w . C z ę s t o fotograf
r o b i ą c o d b i t k ę o d razu wykonuje j ą j a k o p o c z t ó w k ę , uwzglę­
d n i a j ą c format, miejsce na adres i znaczek, z a z n a c z a j ą c je
odpowiednimi liniami.
Są dwie skrajne możliwości: p o c z t ó w k a
masowa
i p r y w a t n a (najczęściej w y k o n a n a w j e d n y m t y l k o egzem­
plarzu). T a niepozorna, prywatna p o c z t ó w k a — p o d w a r u n ­
kiem, że n a p r a w d ę z o s t a ł a w y s ł a n a p o c z t ą — d a ł a p o c z ą t e k
sztuce poczty, mail art, gałęzi sztuki porozumiewania się
i sztuki tout court. Ilustrowana karta pocztowa m a jednak
p e w n ą p r z e w a g ę nad przedmiotem sztuki poczty. Oczywiście
datowanie w e d ł u g stempla albo oryginalna korespondencja

m o ż e p o d n i e ś ć jej w a r t o ś ć , ale jej istnienie ani uroda nie
zależą bezwarunkowo o d m e d i u m poczty. N i e zapisana i nie
w y s ł a n a p o c z t ó w k a pozostaje s o b ą niezależnie od pierwo­
tnego przeznaczenia.
M e t o d y z w i ą z a n e z rozwojem fotografii p o z w a l a ł y re­
p r o d u k o w a ć i m n o ż y ć w n i e s k o ń c z o n o ś ć dowolne dzieła
sztuki, k t ó r e z o s t a ł y w c h ł a n i a n e w popularny obieg po­
cztowy i r e p r e z e n t o w a ł y nieograniczony skarbiec t e m a t ó w .
Z w ł a s z c z a malarstwo tzw. pompierskie b y ł o u k o c h a n y m
przedmiotem reprodukcji. A l e p o c z t ó w k a fotograficzna
m i a ł a większe ambicje. Fotografowie chcieli k r e o w a ć świat
z u p e ł n i e w ł a s n y , o d p o c z ą t k u do k o ń c a zaprojektowany
w atelier albo uchwycony j a k o rodzaj r e p o r t a ż u poza
pracownią.
U ż y w a n o przy t y m wszelkich m o ż l i w y c h w ó w c z a s do

31

1

�в КАР" СКЛЗКЛ0Н2&gt;ЛЦг,КДЗДК8ИР«ССК0Дг СКНПНДЛрЙ.ОМ? l i

Вгаъ VitstsuTj на. бы&amp;ръ рьгаий военный товъръ. Догоняет* его шалкь
кЪччура. гиетсшься т а п . ' " — „ Т о в а р у у иеяя н е м и о . п о п . ЕООЫЛЯА u y c n j u j "

I

—„Что

б'кдп. цкйзка.0 нгдщ&amp;каздкйи

РКССКОГИЗ

с к и п и д а р е . (N? 2)

„Что-жт,, говорить калаяъ, ложочь -rerj-fc?"-- _А шъ?"—„Cnoeofrb i
стведн т кобылки « о с п . , * я *ваяу. отескшп, с м ш и д а р м ъ смажу!"

12

�16

15

wykonania t r i c k ó w , collage'y, r e t u s z ó w , a rozrzut t e m a t ó w
był o l b r z y m i . W y m i e ń m y g ł ó w n e w ś r ó d n i c h , u w z g l ę d ­
niając to, że chodzi o p o c z t ó w k i , k t ó r y c h producenci ś w i a d o ­
mie projektowali je j a k o fotografie.
1. K r a j o b r a z , t a k ż e wszystkie tzw. z niemiecka
„ g r u s s " , czyli „ p o z d r o w i e n i a " .
2. D z i w a n a t u r y n i e o ż y w i o n e tzn. g ó r y o kształ­
cie p r z y p o m i n a j ą c y m twarze ludzkie, wybuchy w u l k a n ó w ,
gejzery i d z i w a n a t u r y — l u d z i e , olbrzymy, k a r ł y .
3. Z d o b y c z e t e c h n i k i , a więc przede wszystkim
kolej, w k a ż d y m m o ż l i w y m ujęciu wraz z dworcem i szynami,
tramwaj, zeppelin, aeroplan.
4. K a t a s t r o f y , a więc z n o w u kolej i np. powodzie.
5. T y p y r e g i o n a l n e i r ó ż n e g r u p y z a w o d o w e .
6. G w i a z d y teatru i filmu.
7. P o l i t y k a , w t y m np. propaganda Wielkiej W o j n y
1914 r o k u .
8. H i s t o r i a , w t y m p o c z t ó w k i patriotyczne np. z his­
t o r i i L e g i o n ó w , ale i takie, j a k a r a n ż o w a n e z u d z i a ł e m
a k t o r ó w sceny z życia Napoleona, fotografowane specjalnie
dla zreprodukowania na p o c z t ó w c e .
9. ETO t y k a .
10. Ś w i ę t a k o ś c i e l n e i ś w i e c k i e , z n i e o g r a n i c z o n ą
gamą tematów.
11. R e l i g i a , np. a r a n ż o w a n e i fotografowane sceny
z życia Chrystusa.
12. P o c z t ó w k i f a n t a s t y c z n e , łączące często foto­
grafię z i n n y m i technikami, np. do sfotografowanego krajob­
razu g ó r d o m a l o w y w a n o twarze.
W Polsce, z przyczyn, k t ó r y c h nie trzeba wyjaśniać,
szczególne miejsce zajmuje p o c z t ó w k a p a t r i o t y c z n a. W ś r ó d patriotycznych wielki osobny dział to p o c z t ó w k a
5

grottgerowska. Co więcej Grottgera m o ż n a n a z w a ć ojcem
patriotycznej p o c z t ó w k i polskiej, jeśli nie w o g ó l e polskiej
p o c z t ó w k i ilustrowanej. Idzie nie t y l k o o liczbę p o c z t ó w ­
k o w y c h reprodukcji jego dzieł, ale przede wszystkim o to, że
o n bardzo wcześnie z r o z u m i a ł siłę m u l t y p l i k a c j i .
Jeszcze przed wystawieniem (1863) Grottger zreprodukow a ł k a r t o n y z c y k l u Polonia, zagwarantowawszy sobie t y m
samym dochody z praw do reprodukcji. M i e c z y s ł a w P o r ę b ­
ski zwraca u w a g ę , że Grottger stał się w ten s p o s ó b
„ p r e k u r s o r e m w s p ó ł c z e s n y c h nam p r a k t y k multyplikacyjn y c h " , sugeruje też, iż technika rysunkowych k a r t o n ó w
z o s t a ł a specjalnie wybrana z m y ś l ą o r e p r o d u k c j i .
W k o ń c u lat sześćdziesiątych u b i e g ł e g o w i e k u poczta,
przede wszystkim niemiecka, zaczęła się z a s t a n a w i a ć nad
dopuszczeniem do obiegu k a r t y pocztowej, k t ó r a j a k pod­
nosili jej przeciwnicy, nie g w a r a n t o w a ł a tajemnicy korespon­
dencji. Jak często bywa ze świeżymi wynalazkami to wojna
(1870 r o k u ) przyspieszyła faktyczne wprowadzenie k a r t y
pocztowej w Niemczech i Francji, inne kraje bardzo szybko
dołączyły.
W y ś c i g m i ę d z y producentami zaczął się od razu, bo
przecież ten świat w y o b r a ż e ń popularnych istniał, fotografię
wynaleziono j u ż j a k i ś czas temu, r y s o w n i k ó w i p o m y s ł ó w nie
b r a k o w a ł o . R o z p o r z ą d z e n i e pocztowe o t w i e r a ł o niepraw­
dopodobne m o ż l i w o ś c i .
Fotografowie p r a c u j ą c y dla p r o d u c e n t ó w p o c z t ó w e k od
pierwszej chwili objawiali a m b i c j ę w y k o n y w a n i a r e p o r t a ż y
z miejsc i w y d a r z e ń ciekawych, rodzaju k r o n i k i
filmowej
— od zdjęć gdzieś z k o ń c a ś w i a t a i wielkiej p o w o d z i w P a r y ż u
(1910) do w y d a r z e ń d r o b n y c h i groteskowych.
O t o p r z y k ł a d wydarzenia pocztowego: na awersie w i d z i ­
my d w ó c h p a n ó w z b r ó d k a m i ubranych w strój sportowy,
6

33

�LV

��p c h a j ą c y c h wielką b e c z k ę , w k t ó r e j chyba toczy się ich
dobytek. P r z y g l ą d a się i m d w ó c h innych p a n ó w . Wszystko
na tle j a k i e g o ś ogrodzenia parkowego. N a rewersie d r u k o ­
w a n y napis, zajmujący c a ł ą część p r z e z n a c z o n ą do korespon­
dencji, w trzech j ę z y k a c h , rosyjskim, polskim i francuskim:
„ P o d r ó ż na o k o ł o ś w i a t a . Z a n a r d i A t t i l o i Vianello Euge­
niusz, k r ó l o w i e beczki i d r o g i bitej, są w p o d r ó ż y z Wenecyi,
p o c z ą w s z y od 20 Czerwca 1909. Objazd z b e c z k ą własnej
b u d o w y pieszo na o k o ł o ś w i a t a p o t r w a lat 12. D o t ą d o d b y l i
8390 k m . drogi w 13 m i e s i ą c a c h , zwiedziwszy P ó ł n o c n e
W ł o c h y , Szwajcaryę, Francyc, Angliję, Belgyę, H o l a n d y ę
i kraje niemieckie."
P r z y w o ł a j m y i n n ą p o c z t ó w k ę , bardziej dramatyczny ob­
raz k r o n i k i filmowej. N a awersie d r u k o w a n y napis oznajmia:
„ W A R S Z A W A , ulica M i o d o w a po w y b u c h u b o m b y , d . 19
M a j a 1905 г.". W i d a ć na niej d o m M i o d o w a 4, c u k i e r n i ę
Trojanowskiego, nieco z d e w a s t o w a n ą a l t a n k ę , przechod­
n i ó w stojących n a o k o ł o i p r z y g l ą d a j ą c y c h się zza ustawio­
nych barierek, k i l k u s t ó j k o w y c h i zapewne oficera policji. N a
rewersie miejsce wyłącznie na adres, napisy objaśniające, że
to p o c z t ó w k a , stempel f i r m y „ H I G H - L I F E " N o w y Świat 33
i napis o d r ę c z n y czarnym atramentem: „ N a b y t a w d z i e ń p o
w y b u c h u " . Nie m a p o w o d u nie wierzyć t y m s ł o w o m .
Jest to p a m i ą t k a niedoszłego zamachu na g e n e r a ł a - g u b e r natora. Zamachowiec w i d z ą c , że agenci policji z a m i e r z a j ą go
a r e s z t o w a ć z całej siły rzucił p a c z k ą z b o m b ą o ziemię,
zabijając siebie, a g e n t ó w i niszcząc częściowo lokal.
T a p o c z t ó w k a nosi z a r ó w n o charakter produkcji „ p u b ­
licznej", masowej, j a k i ślad k r o n i k i prywatnej. M o ż e
nabywca z n a j d o w a ł się w ś r ó d o g l ą d a j ą c y c h w y r z ą d z o n e
7

8

przez w y b u c h spustoszenia. D l a m o i c h r o z w a ż a ń istotne
wydaje się „ u p r y w a t n i e n i e " odbitej w wielu egzemplarzach
„ p u b l i c z n e j " fotografii. N i e z o s t a ł a nigdy w y s ł a n a . Z r e s z t ą
j u ż p o t y m zapisie nie m o g ł a z o s t a ć w y s ł a n a , bo w o w y m
czasie rewers był zarezerwowany wyłącznie dla adresu.
Tego rodzaju p o c z t ó w k i - p a m i ą t k i jakiejś szczególnej
p o d r ó ż y czy wydarzenia, podobnie j a k albumy przekazy­
wane rodzinie stawały się p r z e k a z e m p r y w a t n y m .
Z p r z e d m i o t u m a s o w e j p r o d u k c j i zmieniały się w ,
o wiele silniej o d d z i a ł u j ą c y na w y o b r a ź n i ę , p r z e d m i o t
niepowtarzalny.
P o c z t ó w k a w y t w o r z y ł a język u c z u ć g o t o w y c h , k t ó r y m i a ł
za zadanie u d a w a ć właśnie uczucia niepowtarzalne. Zdarza­
ło się jednak przekraczanie granic konwencji przez po­
szczególne realizacje prywatne. O t o jedna z nich: owalna na
b i a ł y m tle fotografia m ę ż c z y z n y w s ł o m k o w y m kapeluszu
z c i e m n ą w s t ą ż k ą i ciemnej marynarce na tle malowanego
pejzażu atelier fotograficznego. N a b i a ł y m tle p o d zdjęciem
(awers) n a s t ę p u j ą c y tekst atramentem: „ D n i a 12 M a j a r.b.,
w y r u s z a j ą c na G r ó b Hoene W r o ń s k i e g o z a s z e d ł e m do
fotografii nadwornej, p r a g n ą c ująć p e w n ą e m o c j ę , j a k ą
p r z e ż y w a ł e m . Przesyłając W a m , N i e d o ś c i g ł a Jadwigo, te
p o d o b n i z n ę bardzo p r o s z ę o W a s z ą . K i e d y ś obiecaliście
w Warszawie — niechaj więc stanie się to teraz — J a n e k " .
P o c z t ó w k a ta niestety nie jest opatrzona ż a d n y m stemplem
ani d a t ą r o c z n ą . Rewers p o z o s t a ł czysty.
M o ż n a t y l k o sądzić, że owe emocje m i a ł y miejsce mniej
więcej po r o k u 1907, b o wcześniej poczta nie a k c e p t o w a ł a
korespondencji na rewersie, a tutaj takie miejsce po lewej
stronie jest przygotowane. N i e w i a d o m o czy ta fotografia
9

10

II. 20. Z serii „Dola marynarza"

�w paszczy rekina. Jest to bodaj ostatnia dziedzina p o c z t ó w ­
k o w a , gdzie b e z p o ś r e d n i o o b j a w i a j ą się uczucia — roz­
bawienia d o r o s ł y c h i powagi dzieci. N i e w c h o d ź m y z r e s z t ą
w głębszą a n a l i z ę tych u c z u ć . M i m o trwającej j u ż e p o k i
zapisu video n a g ł a powaga o g a r n i a j ą c a c z ł o w i e k a wobec
o b i e k t y w u nie m i n ę ł a i z ostatnich j u ż m o ż e jarmarcznych
plansz w y g l ą d a j ą często twarze bardzo p o w a ż n e .
N i e p r a w d o p o d o b n a m a s o w o ś ć p o c z t ó w k i u s t ę p u j e dziś
przed obrazem nadawanym z satelity wprost do d o m ó w na
całej prawie planecie. Czy to p o c z t ó w k ę w y e l i m i n o w a ł o ?
S k ą d ż e . Teraz k r ą ż ą ich biliony. Z m i e n i ł się j e d n a k i starł jej
sens, styl, k t ó r y u s i ł o w a ł a n a r z u c a ć . J u ż niezmiernie d a w n o ,
bo w latach trzydziestych p o p a d ł a w r u t y n ę . D z i ś m i m o
m o ż l i w o ś c i znalezienia p o c z t ó w k i na m n ó s t w o t e m a t ó w nie
ma m o w y o ż a d n y m w m i a r ę s p ó j n y m w s p ó ł c z e s n y m n a m
j ę z y k u p o c z t ó w k o w y m czy t y m bardziej j a k i m ś m i t y c z n y m
universum. S p r a w ę r a t u j ą święta i p o d r ó ż e , ale i t u m a ł o k t o
się zastanawia, co wysyła. W y t a r ł a się sama idea p o c z t ó w k i ,
chyba że potraktujemy j ą j a k o m a s z y n ę do o s z c z ę d z a n i a
czasu, do korespondencji s k r ó t o w e j .
W ś r ó d p o w o d z i produkcji dzisiejszej z a n i k ł a i n d y w i d u a l ­
n o ś ć j a k ą p r e z e n t o w a ł a p o c z t ó w k a z p o c z ą t k u wieku ze
swym repertuarem u c z u ć i j e d n o c z e ś n i e reporterskim spoj­
rzeniem, z d y k t a t e m pewnego stylu, niezależnie o d tego czy
nazwiemy go kiczem, czy nie. Wydaje się, że — w ś r ó d
p o c z t ó w e k o b o j ę t n y c h , nic nie z n a c z ą c y c h i r o z m n a ż a j ą c y c h
się p o c z t ó w e k reklamowych — jedynie prywatna, p o c z t ó w ­
ka sensu i uczucia, ratuje s a m ą ideę ilustrowanej k a r t y
pocztowej z jej najlepszego okresu.

LA GRANDE CRUCIFIEE!!!
l£l

/ o s t a ł a przesłana przez k o g o ś , czy w kopercie na co mogły b_\
w s k a z y w a ć zgięcia, k t ó r e jednak r ó w n i e dobrze m o g ł y
p o w s t a ć o d zbyt szczupłej r a m k i , l u b o d noszenia w portfelu.
Zapewne ó w m ł o d z i e n i e c z p o c z t ó w k i nie z n a ł osobiście
H o e n e - W r o ń s k i e g o , k t ó r y u m a r ł w r o k u 1853 (został po­
chowany w N e u i l l y p o d P a r y ż e m ) . Prawdopodobnie b y l
j e d n y m z jego wielbicieli, j a k i c h na p o c z ą t k u w i e k u nie
brakowało.
Ta p o c z t ó w k a jest ś w i a d e c t w e m szczerej wiary mężczyzny
w s ł o m k o w y m kapeluszu w p r a w d ę fotografii, w m o ż l i w o ś ć
oddania stanu u c z u ć na p o c z t ó w c e , w porozumienie poprzez
fotograficzną p o c z t ó w k ę . F a k t ten nas, k t ó r y c h j u ż dawno
z e p s u ł o nowoczesne kino z jego w y o l b r z y m i o n y m krajob­
razem ludzkiej twarzy, m o ż e p r z y p r a w i ć o zdumienie. W k o ­
ń c u , jeśli się z dzisiejszego p u n k t u widzenia przyjrzymy tej
fotografii, widzimy m d ł e g o m ł o d z i e ń c a ubranego j a k na
w a ż n ą wizytę, z l e k k i m wytrzeszczem spowodowanym d ł u ż ­
szym pozowaniem, w c i ą g u k t ó r e g o u s i ł o w a ł u t r z y m a ć
stosowny wyraz twarzy.
C z ł o w i e k ten jednak nie t y l k o był m i e s z k a ń c e m masowej
w y o b r a ź n i , p o d p o w i a d a j ą c e j m u , że obraz u c z u ć m o ż n a
z c a ł ą p e w n o ś c i ą u c h w y c i ć na z n o r m a l i z o w a n y m k a r t o n i k u ,
ale i sam p r a g n ą ł t a k i obraz t w o r z y ć . N i e on jeden. Takie
produkcje prywatne ł a t w o w ś r ó d t ł u m u p o c z t ó w k o w e g o
s p o t k a ć . Czasami są to odfotografowane w ł a s n e rysunki,
rysunki z wierszami albo po prostu kupione „ p u b l i c z n e "
p o c z t ó w k i , w k t ó r y c h coś z o s t a ł o zmienione, dorysowane,
dolepione. W ł a ś n i e collage był i jest d o m e n ą p o c z t ó w e k
prywatnych.
D o tej grupy należy zaliczyć p e w n ą specjalność sztuki
jarmarcznej, mianowicie p o c z t ó w k i robione z fotografii
przy, lub raczej w planszy, bo się tam wsadza g ł o w ę , by się
u k a z a ć na tle niebotycznych g ó r , lecącego samolotu czy

, S 0 Y E Z TOUSfRERES!.
ш и к i r ii M K *»no*»u-Mł«J 1171

37

�PRZYPISY
1

A. Ripert, С. Frere, La carte postale, son histoire, sa fonction
sociale, Lyon 1983, s. 34—35
2

A. Kyrou, (w:) L'dge d'or de la carte postale, Paris 1966, s. 11,
podaje, że produkcja pocztówek w roku 1899 wyraziła się w na­
stępujących liczbach:
Niemcy — 50 min mieszkańców: 88 min kart pocztowych
Anglia — 38,5 min
„
: 14 min „
„
Belgia — 6,2 min
„
: 12 min „
„
Francja — 38 min
„
: 8 min „
„
Już w roku 1910 we Francji, która szybko wyprzedziła Niemcy,
wydrukowano 123 miliony pocztówek.
3

Por. A. Ripert, C. Frere, op. cit., rozdz. La carte postale
pr'etexte: La collection Paul Eluard.
Por. P. Eluard, Les plus belles cartes postałeś, „Minotaure"
1933, nr 3—4; przedr. tegoż Oeuwes completes, t. 2, Paris 1968, s. 837
Por. M. Baranowska, Pocztówka jako wyraz wyobraźni masowej
(w:) Problemy wiedzy o kulturze. Prace dedykowane Stefanowi
Żółkiewskiemu, pod red. A. Brodzkiej, M. Hopfinger i J. Lalewicza,
Wrocław 1986. Znajduje się tu klasyfikacja mniej szczegółowa i nie
uwzględniająca zależności od techniki wykonania pocztówki.
Por. M. Porębski, Styl wieku XIX (w:) tegoż, Interregnum.
Studia z historii sztuki polskiej XIX i XX w., Warszawa 1975
4

5

6

7

Pocztówka w posiadaniu autorki.
Pocztówka w posiadaniu autorki.
Por. M. Baranowska, Wyobraźnia pocztówki, „Wiedza i Życie"
1977, nr 12
Pocztówka w posiadaniu autorki.
8

9

1 0

38

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6423" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6403">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/62e5108fadbfafeb5a92fc9a1954934d.pdf</src>
        <authentication>6cfc94c16f149dd6e21e808960feabbb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3646</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76521">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76522">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3423</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76523">
                <text>Ukryta forma świata / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76524">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.21-23</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76525">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76526">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76527">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76528">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76529">
                <text>Ukryta forma świata
M a ł g o r z a t a Baranowska

Odwieczne marzenie - odmalować świat. Objąć go umysłem,
wyobraźnią, zmysłami. Cały świat pojąć i cały opowiedzieć,
oczywiście cały na raz, to podstawowe marzenie każdego
artysty - jakikolwiek program ujawnia on przed publicznością.
Henryk Waniek wcale tego nie ukrywa. Świadomie unika
zanurzenia się w dyskusjach warsztatowych. Naprawdę inte­
resuje go, jak sam twierdzi, nie sztuka, z dużej czy małej litery,
lecz obraz, świat namalowany, orbis pictus. Taki miała tytuł
wielka wystawa obrazów Wańka, prezentowana w Katowicach
w lutym i marcu tego roku, i taki - Orbis pictus - ma bardzo
piękna książka - album z tej wystawy, subsydiowana przez
Fundację Kultury i wydrukowana przez Fibak-Marquard Press
S.A. PZG Katowice.
Zostały tu oddane wszystkie wspaniałe, natchnione kolory
obrazów Wańka, jego nieba pogrążone w wiecznym zmierzchu
lub rozjaśnione kosmicznym porankiem, jego głębokie, północ­
ne zielenie, skały rozświetlone przez tajemnicze komety i roz­
grzewane podziemnymi źródłami, których tu przecież nie
widać. Na znakomitych reprodukcjach rozpoznajemy pagórki,
góry, jeziora, mosty łączące ziemię z wysokim niebem i świat
widzialny z niewidzialnym - tęcze gotyckie, tęcze mistyczne,
tęcze opasujące kształt tajemnego Universum.
W moim opisie znalazły się, być może, niebezpieczne cechy
landszaftu. Odkąd krajobraz romantyków i ich naśladowców
został uznany za krajobraz skompromitowany - zwany dziś
czasem landszaftem, właściwie nie wypada malować takich
zmierzchów ani poranków. Tylko że sztuka nie zna pojęcia „nie
wypada" i Waniek nie boi się tych skojarzeń. Wręcz przeciwnie.
Sam się przyznaje do swego niegdysiejszego (w latach sześć­
dziesiątych) powrotu do Gaspara Davida Friedricha, tego
romantycznego mistrza księżyców wydobywających z mroku
gotyckie ruiny, malarza zastygłych we mgle żaglowych okrę­
tów, które nie wiadomo, czy odpłyną, skoro od razu zostały
stworzone przez artystę jako statki-widma.
Friedrich (1774-1880) jest zadziwiającym portrecistą ludzi
odwróconych do nas tyłem. Wydaje się, że malarz stawał za
swymi modelami, by wraz z nimi patrzeć w dal, skąd mógłby się
pojawić, a może j u ż się pojawił - dla nas jednak ukryty - znak.
Patrząc na obrazy Friedricha czujemy, że tamci ludzie nie­
zmiennie tego znaku oczekują.
Żeby przedstawić tajemnicę w sztuce, artysta zmuszony jest
dać sygnał, że j ą w dziele sztuki ukrył. Friedrich czynił to
używając krajobrazów nocnych, zamglonych, rozległych, nie­
pokojących, wielkich, w których ludzie wydają się obser­
watorami kosmosu rządzącego się własnymi - niedostępnymi
dla człowieka - prawami wieczności i nieskończoności. Śred­
niowieczne ruiny, opuszczone krzyże na wzgórzach czy w śnie­
gu, wiszące nad krajobrazem ciężkie chmury, tęcze, drzewa,
które wydają się czuwać, wszystko wskazuje na ukrytą obec­
ność tajemnicy. I ona jest właściwą bohaterką twórczości
Friedricha.
Malarstwo W a ń k a wywodzi się właśnie z tej tradycji sztuki
symbolicznej, która, upraszczając, idzie od romantyzmu po­
przez symbolizm do surrealizmu. W pewnym sensie jest to
malarstwo surrealistyczne. Ale oczywiście pod warunkiem, że
zobaczy się w nim ów „surrealizm przez w i e k i " , do jakiego

chętnie przyznawali się surrealiści anektując na swego przodka
każdego w historii, kto miał wystarczająco dużo wyobraźni,
wystarczająco silne senne wizje lub wystarczającą wiedzę
tajemną. W tym sensie przodkiem ich był zarówno malarz
Hieronim Bosch (około 1450-1516), jak i Nicolas Flamel,
mający sławę alchemika (około 1330-1418), na którego się
powoływali.
M o ż e należałoby malarstwo W a ń k a wywieść z „symbolizmu
przez w i e k i " . W y d a w a ł o b y się, wydarto j u ż i porozrzucano na
wietrze karty z symbolicznej tajemnej księgi ludzkości, w której
od wieków pod szyfrem symboli doszukiwano się zapisanej
wyraźnymi znakami transcendencji. A jednak co jakiś czas
pojawiają się artyści z wielkim pietyzmem odnajdujący i usiłu­
jący scalić strzępy tamtej całości.
Malarstwo W a ń k a jest tak wyraźnie wyobraźniowe i fantas­
tyczne, że odczuwa to każdy, nawet ktoś nie stykający się na co
dzień ze sztuką. Niektórzy boją się tych obrazów, ponieważ
zauważają na nich wiele spotykanych od stuleci symboli, ale nie
umieją ich odczytać. Powtarza się tu Świątynia Salomona,
labirynt, spirala, alchemiczne retorty, szlachetne kamienie,
zastanawiające kryształy, napisy, cytaty w różnych starożyt­
nych językach i dziwnych afabetach.
Trzeba powiedzieć, że to, co w sztuce odczuwa się często jako
ducha wielkiej, wolnej wyobraźni, w istocie opiera się na
gromadzonym przez wieki repertuarze powieleń, stałych alego­
rii, powtarzających się symboli. Czy odbieramy to jako piękno
sztuki, czy tylko jako powtarzającą się literę alfabetu mistycz­
nego albo magicznego, zależy wyłącznie od talentu malarza.
Sztuka wyobraźniowa, fantastyczna - do jakiej należy też
twórczość W a ń k a - właściwa była i jest wszystkim znanym nam
okresom historii człowieka i zawsze walczyły w niej o lepsze
pomysły artystów z konwencjami. Sztuka przechodzi stale od
okresów bardziej skłaniających się ku myśleniu symbolicznemu
do okresów bardziej symboli pozbawionych.
T y m , którzy się boją malarstwa nasyconego symbolami, musi
się odpowiedzieć - tak, tego rodzaju sztuka wynikała zawsze
z wiedzy artystów o symbolach, ze znajomości języka wiedzy
tajemnej. To nie powinno jednak stanowić najmniejszego
powodu do zakłopotania. Oglądamy obrazy, na przykład Bos­
cha i Bruegla, bez tego poczucia zagubienia, mimo że oni
właśnie na każdym obrazie umieścili całą księgę do odczytania.
Dopiero gdy nasz współczesny odezwie się językiem sym­
bolicznym, wpadamy w popłoch, nie znając wszystkich od­
niesień.
Czy można zrozumieć, otworzyć całość świata zgubiwszy
klucze? Poprzez sztukę wiele rzeczy niemożliwych może stać
się możliwymi. Owe symbole na obrazach W a ń k a nie mają
przecież na celu przekazania precyzyjnego przepisu na uzys­
kanie kamienia filozoficznego, ale danie nam znaku, że tajem­
nica istnieje. Sztuka bowiem, żeby zostać tajemniczą, zmuszona
jest nas o tym powiadomić. A czy odczytymy jej wszystkie
znaczenia, to j u ż inna sprawa. Jeśli nawet nie - jakoś nie
martwimy się nie rozumiejąc do końca większości otaczających
nas zjawisk, co nie uniemożliwia nam ani życia, ani podziwiania
urody świata.
Waniek poszukuje pełni wyrazu symbolicznego. Dąży do

21

�przedstawienia „ w s z y s t k i e g o " . Jak to zrobić? To przecież
wchodzenie w boskie kompetencje. A jednak w twórczości
W a ń k a jest pewien obraz na kuli, który nosi tytuł „ W s z y s t k o " .
T a ś m a krajobrazu namalowana w kształcie pełzającej spirali,
zapełniająca całą kulę, tak właśnie została nazwana. Widzimy
od razu, że mamy do czynienia z obrazem Ziemi. Nie widzimy
części świata znanych z globusa, tylko jakiś łagodny górzysty
krajobraz opasujący kulę. M i m o że niebo i ziemia ciągną się
przez całość tej spiralnej panoramy, górna połowa kuli jest
bardziej niebieska - od nieba i od koloru nieba - dolna bardziej
ziemska. A więc malarz dokonał tu swej, można by powiedzieć,
filozoficznej syntezy ( „ W s z y s t k o " pokazane też zostało w maju
na wystawie malarstwa W a ń k a „Krajobrazy do śpiewania"
i rzeźby Wiktora Gajdy w czerwcu 1994 roku w Ars Polona
Gallery).
Henryk Waniek jest filozofem-malarzem lub malarzem filo­
zofującym. Maluje w zasadzie czyste idee. A l e w jakiej
materialności się one na jego obrazach objawiają! Maluje
Kosmos, nieskończoność, czas, wieczność. Oczywiście stale
i po wielokroć maluje Ziemię jako formę wieczności. „Pokole­
nie przychodzi i pokolenie odchodzi, a Ziemia trwa po wszyst­
kie czasy" (Eklezjastes 1,4).
Zwraca uwagę, że na jego obrazach nie ma ludzi. Gdyby, na
przykład, miał w swej spiralnej panoramie umieścić ludzi
- czym by oni się mogli okazać - mniej niż kropką? Nawet
pochód całej ludzkości zawarłby się w bardzo nikłym pochodziku wobec krajobrazu nieskończonego, wobec sił kos­
micznych w ciągłym ruchu. A to właśnie symbolizuje spirala,
obok nieskończoności także nieśmiertelność, zmartwychwsta­
nie. Wybierając za temat „ w s z y s t k o " i „cały czas" ma Waniek
trudności z malowaniem pojedynczych ludzi, tak szybko, na
skutek działania czasu linearnego, znikających. Poszczególne
realne istnienie, opatrzone imieniem, nazwiskiem, datą urodze­
nia i numerem butów, nie stanowi zazwyczaj zainteresowania
sztuki symbolicznej.
Mówiliśmy j u ż tu o obrazach Friedricha, gdzie występują
drobiazgowo odmalowani ludzie, a jednak nie odnosimy wraże­

nia, że w jakikolwiek sposób moglibyśmy wejść z nimi
w kontakt. Odwróceni od nas czekają na coś, zapatrzeni
w mistyczne okna świata w żadnym wypadku nie żyją po prostu.
Cała sztuka symboliczna nastawiona jest na porozumienie
„pośrednie", na uogólniony symbol, bez względu na to, czy
chodzi o sterylne, przezroczyste, kryształowe przestrzenie
Świątyni Salomona w malarstwie Wańka, czy mięsiste centaury
i syreny w malarstwie Bócklina, czy mgły, księżyce, gotyckie
ruiny Friedricha.
Waniek uporczywie powtarza tematy, mnoży wersje, jakby
sam żył w czasie spiralnym, jakby nic nie miało się nigdy
gwałtownie zakończyć. Jednym z takich jego ważnych, po­
wtarzających się tematów jest, opisana w Biblii, Świątynia
Salomona. Ta realna i zarazem symboliczna budowla nasycona
wielowiekową tradycją ciągle odciska swój ślad na wyobraźni
artystów.
Także wolnomularstwo powołuje się na tradycję świetnych
budowniczych tej świątyni. Waniek, wcale nie precyzując
swych intencji, często posługuje się tradycją malarstwa wolnomularskiego, jego symboli, tak jak elementami innych tradycji.
Kolumny nie istniejących budowli umieszczone w otwartej
przestrzeni, ale na dokładnie przedstawionych płaszczyznach
posadzki, próby odnalezienia doskonałości przestrzeni Świątyni
Salomona, w czym wyraża się dążenie do pradawnego ideału
i do samodoskonalenia, łączą go z tradycjami wolnomularskimi.
Waniek przecież od początku swego malarstwa szuka idealnej
formy symbolu i najczęściej okazuje się, że dochodzi do
kamieni szlachetnych, kryształów, fantastycznych budowli.
M o ż e jego wyobraźnia musiała się spotkać z wyobrażeniami
mitycznych murarzy, jakimi są masoni.
Dla W a ń k a nie jest ważne jakieś „ s z t y w n e " znaczenie
obrazu. Nie narzuca interpretacji, bo w końcu nie dąży do
malarstwa użytkowego w sensie ideologicznym, religijnym,
rytualnym, tylko do piękna wyrażającego pewną ukrytą prawdę.
W a ń k a przede wszystkim pociąga tajemnica, ukryta, księżyco­
wa strona Kosmosu i Świata. Sposób patrzenia tego malarza to
rodzaj kontemplacji zarówno formy przestrzeni, jak i świętych

Henryk Waniek, Siedmiopiętrowa Góra, olej, potno, deska, 49x56 cm, 1989

22

�tajemnic. Przecież i spirala, do której doszedł w swym obrazie
kulistym, może symbolicznie oznaczać kontemplację. Inte­
resuje go wszystko, co ezoteryczne i co bywa traktowane jako
miara Kosmosu.
Wydaje się, że podstawowym wzorem W a ń k a od dawna było
Nowe Jeruzalem z Apokalipsy świętego Jana, miasto boskie,
święte, niebieskie, idealne. Czciciel boskiej symetrii, jakim jest
ten malarz, musi żywić swą wyobraźnię opisem cudownego
miasta z wizji świętego Jana, miasta symbolicznego czasów
przyszłych, gdy nastąpi zjednoczenie człowieka z Bogiem.
„Zbudowane na planie kwadratu, jego mur jest z jaspisu,
opatrzony trzema bramami z każdej strony świata.
Te bramy to perły, a na bramach - dwunastu aniołów
i wypisane imiona,
które są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela. [...]
A mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu,
a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka.
A warstwy fundamentu pod murem Miasta
zdobne są wszelkie drogim kamieniem.
Warstwa pierwsza - jaspis,
druga - szafir,
trzecia - chalcedon,
czwarta - szmaragd,
piąta - sardoniks,
szósta - krwawnik,
siódma - chryzolit,
ósma - beryl,
dziewiąta - topaz,
dziesiąta - chryzopraz,
jedenasta - hiacynt,
dwunasta - ametyst (...)

[...]

I rynek Miasta to czyste złoto jak szkło przeroczyste".

Przez lata różne fragmenty ukrytego miasta - Nowego
Jeruzalem - pojawiają się w krajobrazach malarstwa Wańka. To
krajobrazy jeszcze ciągle przed nadejściem tego mistycznego
miasta, bo wtedy zniknąć mają słońce i księżyc, a wszystko ma
ogarnąć boska jasność. Zapewne wtedy samo malarstwo znik­
nie, ponieważ ono zasadza się na świetle słońca i na cieniu.
W każdym razie można przypuszczać, że, na przykład, te

niezliczone szlachetne kamienie na obrazach W a ń k a przynaj­
mniej w części pochodzą z tamtego miasta-wizji.
Kiedy się patrzy na obrazy W a ń k a , przypominają się, albo
sam malarz przypomina nam swymi tytułami, zapomniane
nazwy, jak harmonia świata czy muzyka sfer. Wracają skojarze­
nia, które nawet ci, co je poznali, porzucili dawno, gdzieś
u progu młodości, żeby zająć się pospolitą codziennością.
Waniek wcale nie omijał historii mieszającej się w nasze
życie i należy do tych dziwnych artystów mistycznych, którzy
czytają gazety, słuchają radia (to jeszcze pokolenie nietelewizyjne). Ale należy też do tych, którzy piszą całe życie tę samą
książkę czy malują ten sam obraz.
W dodatku przy tym odmalowywaniu Kosmosu stał się
Waniek niepostrzeżenie malarzem „ r e g i o n a l n y m " . Zachwyca­
jące, że Śląsk doczekał się swego mistycznego wyrazu i swego
duchowego piewcy. Dotąd podobne prądy wyobraźniowe,
mistyczne, romantyczne, modernistyczne w sztuce polskiej
skupiały się na Tatrach. Teraz wreszcie jeden malarz ukształ­
towany w duchowej atmosferze lat sześćdziesiątych naszego
wieku zwrócił się ku Sudetom, robiąc dla nich tyle, ile mógłby
wykonać cały ruch.
We wstępie do albumu Orbis pictus Waniek pisze: „Śląsk,
jego bezcenne peryferia, Sudety będące wyjątkowym rezer­
watem przestrzeni mistycznej, nasycenie tajemnicą, której
rozpoznanie wymagało czułych studiów i wreszcie nie dająca
się z niczym porównać unikalna historia tych terenów lek­
ceważonych przez stulecia przez rację stanu polskich monar­
chów - wszystko to było dla mnie żywą księgą inspirujących
postrzeżeń. (...) Zapuszczony, zostawiony samemu sobie Śląsk
był dla mnie idealną scenerią dla wielkiej, heraklitejskiej
syntezy filozoficznej. «Miasta upadają, lecz źródła trwają
wiecznie», jak to ujmuje chińska Księga Z m i a n " .
Miejsca same nie mówią, nie są w stanie wyrazić samych
siebie. Tereny nie wyrażone w kulturze nie istnieją w niej, żeby
nawet spływały po nich Niagary, wznosiły się na nich Himalaje
lub stały na nich Troja czy Dublin. Waniek stając się malarzem
pewnej prowincji wprowadził jej formę w formę świata.

H. Waniek, Ziemia, olej, płótno, deska 49x55 cm,

1989

23

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7560" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7539">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b67c2bc90e646523a83e2dd6e634ad3f.pdf</src>
        <authentication>1dc7e42e754a79401a259a1758afb3a0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90219">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6392</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90220">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90222">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90224">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90226">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90228">
                <text>Dusza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90230">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.35</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90233">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90235">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90237">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90239">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90241">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90242">
                <text>MICHEL LEIRIS

Michel Leiris

L’âge d’homme

Dusza

Pierwsze moje spotkanie z pojęciem nieskończono­
ści zawdzięczam puszce holenderskiego kakao, pod­
stawie mych śniadań. Jedną ze ścianek tej puszki zdo­
bił obrazek rumianej i apetycznej chłopki
w koronkowym czepcu, okazującej z uśmiechem takąż
puszkę, zdobną tymże obrazkiem i trzymaną w lewym
ręku. Doznawałem zawrotu głowy, wyobrażając sobie
nieskończony ciąg obrazków przedstawiających niezli­
czoną ilość razy wciąż tę samą Holenderkę, która
zmniejszając się coraz bardziej, ale - teoretycznie - ni­
gdy nie mogąc zniknąć, przyglądała mi się kpiąco, po­
kazując swą podobiznę na puszce kakao, takiej samej,
na jakiej była namalowana.
Nie jestem daleki od myśli, że w to pierwotne pojęcie
nieskończoności, nabyte w wieku lat około dziesięciu (?),
wmieszał się czynnik mętny nieco i podejrzany: było coś
oszałamiającego i wprost nieuchwytnego w tej młodej
Holenderce, powtarzanej w nieskończoność, jak pomno­
żone być mogą w nieskończoność frywolne igraszki, od­
bite przez przemyślnie ustawione lustra buduaru.

Okładka jednego z francuskich wydań Wieku męskiego.
Lucas Cranach Starszy Judyta i Holofernes,
Kunsthistorisches Museum, Wiedeń.

nie wzrasta, a wreszcie część masy oddziela się pod po­
stacią pierścienia, jak to miało miejsce z Saturnem.
To upodobnienie duszy do paluszka czy też do na­
leśnika na Gromniczną, również przekłutego przez
środek - polegało, jak mi się wydaje, na wierze w ist­
nienie substancji mej duszy, której nie umiałem sobie
wyobrazić inaczej niż jako ciała stałego, zbudowanego
jednak z czegoś niezbyt gęstego, o dość nieregularnym
kształcie - ciała zagnieżdżonego może w zachyłku
czaszki, ale lotnego i nie-ważkiego jak ptaszki (palu­
szek) lub nietoperze (naleśnik miękki i rozłożysty jak
skrzydła nietoperza, przewracany na patelni, w czerni
pieca, w gęstym dymie i sadzy, wydaje się niezdarnie
lecieć - tak jak polatują te przykre nocne ssaki).

Nieco później, gdy chodziłem już do szkoły i wie­
działem coś niecoś o kosmografii, miałem o duszy na­
stępujące wyobrażenie, o którym skądinąd wiedzia­
łem, że było czystą fantazją. Było ono niemniej
nierozerwalnie związane z myślą o tym pojęciu: prze­
kłute na wskroś długim drutem suche ciasteczko, ro­
dzaj paluszka, które się wtyka między pręty klatki, aby
służyło za pokarm ptaszkom.
Jest bardziej niż prawdopodobne, że obrazu tego
dostarczyło mi doświadczenie, podane w pierwszej
książce do geografii, które przytaczam tu tak, jak je za­
pamiętałem, nie troszcząc się zbytnio, czy cytuję do­
kładnie, czy nie. W plamę oliwy, wlanej do płynu,
wbijamy igłę i wprawiamy ją w szybki ruch obrotowy;
wciągnięta weń kropla, najpierw niemal kulista, pod­
dana działaniu siły odśrodkowej, ulega nieznacznemu
spłaszczeniu. Dzięki temu zjawisku możemy zrozu­
mieć, że to samo stało się z ziemią, która nie jest cał­
kiem kulista, ale nieco odkształcona, podobnie jak
kropla oliwy, pod działaniem obrotu wokół osi biegu­
nów. Gdy ruch obrotowy igły wzmaga się, odkształce-

za: Wiek męski, przeł. Teresa i Jan Błońscy, PIW War­
szawa 1972, s. 30-31

34

�MAŁGORZATA
BARANOWSKA

11 V 1980
Niedawno w pałacu prawdziwym - nie wiadomo,
czy pałace wystawiane na zwiedzanie przez turystów
można nazwać prawdziwymi - w pałacu w stylu fran­
cuskim, wersalskim, wymyślnie ogrodowym, letnim,
bourbońskim, w pałacu, który dopiero co opuściła py­
cha Franco, w pałacu w La Granja przeżyłam znowu
to olśnienie dziecinne nieskończonością lustra. W do­
datku to tylko sztuczka architekta. W długiej, ale zno­
wu niezbyt imponująco długiej, amfiladzie pokojów
drzwi zostały przybrane firankami, tyle. A jednak to te
firanki są najważniejsze, zostały tak podwiązane i uło­
żone, że tworzą tunel lustrzany, w dodatku mącąc zu­
pełnie nasze przyzwyczajenia. W lustrze wszystko za­
czyna się od nas i my przeważnie możemy zbliżyć się
tylko lub oddalić od tafli, jeśli nie jesteśmy Alicją, nie
wejdziemy w pociągające nas przestrzenie. A tutaj każdy pokój inny, bogaty, ubrany, zbiór zegarów, figur,
boazerii, kwiatów, waz, stołów, ach, i żyrandole, to
one rozświetlają nasze posuwanie się w oszałamiają­
cym zimnie - pałac to letni, więc nie ogrzewany
w mrozy zimowe, żyrandole dopiero prześwietlając
podwiązane w drzwiach firanki, dają im życie ułudy.
W lustrze na końcu i na początku spotykamy tylko
nas, a tu w pierwszym skrzydle pałacu, w pierwszym
ciągu ułudy wzroku spostrzegam nagle, że biała W e­
nus, którą widzieliśmy już od wejścia, zbliża się niepo­
kojąco i lądujemy u jej stóp, ale mimo że przecięła nie­
skończone perspektywy i skupiła je na swym pępku,
daje się ominąć. Dalej, zakręcając, wplątujemy się
w nowe dziwo, przekraczamy perspektywę.
„Zakręcając”, toż ja całe dzieciństwo, całe życie
marzyłam, żeby raz chociaż przekroczyć możliwość
i wejść, zakręcić w tunelu lustrzanym. Moja miłość do
obrazów Piranesiego i Eschera ma w tej tęsknocie nie­
wątpliwe źródło.
Zakręcić i sprawdzić, doznać, przeżyć. Niech się
wyjawi, czy to tunele tęczy, czy grząskie przestrzenie,
w które wciąga Król Olch. Niech się zdecyduje za za­
krętem, czy zwycięży nadzieja, a jeśli zobaczę czarne
słońce? Niech tak będzie, niech zobaczę, niech pozbę­
dę się niepewności życia, to jest nie zaspokajanej ni­
gdy tęsknoty poznania.
Król buduje sobie pałac z zakrętami w ułudnej
przestrzeni i w dodatku w głównym skrzydle per­
spektywa „zaczyna”? „kończy się”? lustrem, tak, ar­
chitekt na żołdzie króla Hiszpanii spełnił przed mym
urodzeniem moje najtajniejsze marzenie. I pomy­
śleć, że zrobione to było niby tylko, żeby nadążyć za
pychą władzy, żeby ułudnie powiększyć pałac, żeby
bardziej był podobny do Wersalu, do tej pustej,
strasznej i imponującej landary. Tak. Jak nie wersal­
ska sala lustrzana, to chociaż system firanek. A czy
dla architekta, może dla króla nawet, miały firanki
znaczenie tajemnicze, swoją alchemię przestrzeni?
Miały?

Dusza

14 V 1980
Toaletka, słoń, a teraz nawet kotek - przedmiot-mebel, przedmioty-zabawki. Najpierw odkrycie siebie-przedmiotu, potem odkrycie tajemnicy przedmiotu-nie-siebie. N a tym się zakończyło. Później nie
siebie do przedmiotów, lecz przedmioty do siebie
usiłowałam przyrównać. Opierały się, kanty miały,
nic nie mówiły, nawet lalka. Nie lubiłam jej specjal­
nie za niemość, za zimną twarz, ładna była i głupia,
lepiej było się bawić kafelkami, cegłami, kocami,
maszynką elektryczną, najtrudniej było dotknąć
karbidówki, chowali, wieszali wysoko, mury były
ciekawe, wióry, deski sosnowe, klocki, ale już nie
było toaletki, i słoń przecież był cudzy. Chyba wtedy
dowiedziałam się o duszy.
Odtąd wplątałam się w nieskończone wzloty,
upadki, rojenia, skoki, wchodzenia po zgęszczonych,
rosnących schodach złudnych perspektyw. Miałam
trzy lata i nie wiedziałam, co z nią począć. Nie dawał
mi spokoju dualizm, a w nim najbardziej posiadanie.
Jeśli ciało ma duszę, to czy dusza ma ciało? Od począt­
ku byłam przekonana o jej prymacie nad ciałem. Wy­
obraziłam sobie, że coś ulotnego, tajemniczego, do
którego trzeba było aż trzech lat, żeby to odkryć, całe­
go życia trzeba było, musi być ważne i pierwsze. W ła­
ściwie dusza była jeszcze tylko pojawiającym się, intry­
gującym pojęciem. Miałam ochotę jak najszybciej
pożreć je wszystkimi siłami intuicji i zmysłów, ale
opierało się.
za: Pamiętnik mistyczny, Gdańsk 1998, s. 8-10 i 13

35

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8230" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8210">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/33c4ed8c5eb228751f7973f4f15b93cc.pdf</src>
        <authentication>c5917306fb5fdb061a678f038af31d3d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98398">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2561</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98399">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98400">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2380</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98401">
                <text>Warszawa. Miesiące, lata, wieki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98402">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.149-151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98403">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98404">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98405">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98406">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98414">
                <text>Warszawa.
Miesiące, lata, wieki*

WAKbZAW*..

VARSOVIE.
Kue, dc

Msri.:ht1

Małgorzata Baranowska

I widzi jakichś jeźdźców w tumanach kurzawy,
I słyszy dźwięk mazurka i tłumu wołanie,
Dąbrowski z ziemi włoskiej wraca do Warszawy.
„Czy warto?" ... Odpowiedział: „Ach! śmieszne pytanie!"
Jan Lechoń, Przypowieść
15 stycznia 1940 roku Warszawa dostała list. Adresowany nie
do kogoś w mieście, ale „Do miasta stołecznego Warszawy",
pochodził od przebywającej na obczyźnie pisarki, Marii Kun­
cewiczowej, a wysłany był z Paryża:
„Nigdy nie byłaś dla swoich tak wielka w zygmuntowskiej
chwale, jak teraz jesteś wielka dla obcych w grozie twoich ruin.
Europejczycy nie znali ciebie za twoich dni powszednich. Nie
znali wdzięku' Krzywego Koła, Wąskich Dunajów, rozbrajają­
cej śmieszności drewniaków Grójeckiej i Grochowa, brzosk­
winiowych zachodów nad Mariensztatem, zapachu twoich
bzów nad parkami Powiśla, tych godzin zmierzchu, kiedy twoje
okna wyglądają jak krzyże na świetlanych chustach. Nie znali
zuchwałych gołębi z ulicy Wspólnej, wróbli oblepiających
pierzem i świergotem akacje twoich skwerów w czasie mrozu.
Nie znali twoich d z w o n ó w , twoich kolęd, lampek czerwono
mrugających przed figurami barokowych świętych, spiczastych
kamieniczek, wierzb i kaczeńców nad gliniankami, kóz na
podmiejskich wygonach i wielkich gwiazd nad Kopernikiem,
kiedy wychodzi się z teatru. Europejczycy nie znali twoich
obwarzanków. Ale w dniach twojej krwi i chwały świat poznał
twoje dumne serce. [...] Bohaterstwo Warszawy zaraziło naro­
dy. Czujesz chyba, Niezmożone Miasto, lęk Berlina przed Tobą.
Przed twoimi ranami, przed twoim głodem i przed twoją sławą.
Wiesz, że źli śmiertelnie boją się nieśmiertelnych."
- Do jakiej Warszawy było to pisane?
Mimo że to kilka miesięcy po kapitulacji Warszawy, mimo
strasznej, śnieżnej i mroźnej zimy czterdziestego roku, mimo
egzekucji Warszawa na różne sposoby przygotowuje się do
przetrwania i zwyciężenia okupanta. Przed kapitulacją „psycho­
logiczną" warszawiacy bronią się nadzieją, powtarzanymi
piosenkami, muzyką, nawet przepowiedniami. Właśnie wtedy
ukazuje się w wydaniu konspiracyjnym zbiorek: Losy Polski
przepowiedniach: Tęgoborskiej, Mickiewiczowskiej i Cz.
Czyńskiego. Oczywiście znajduje się w nim i urywek z M i c ­
kiewicza z / / / części Dziadów. Poeci zawsze towarzyszyli
historii tego miasta i ten, który w Warszawie nigdy nie był
w

~ M -

C

^

e

w

c

'

z

j

'

e

s

t

w

n

'

e

J

s

t

a

'

e

о

о

е

с

п

У -

Nieśmiertelność, o której mówi Kuncewiczowa, nie ograni­
cza się do chwały obrońców, przechowywana jest przez
edycję. Nawet tytuł pisma, w którym ukazał się list - „Polska
У) , na to wskazuje. Warszawa była najsilniejszym w EuroP'e ośrodkiem ruchu oporu i Berlin będzie się jej bał jeszcze
okrotnie,
najważniejszy dowód stanowi nieumotywoane żadną wojskową, wojenną koniecznością zrównanie
* ziemią imiasta po powstaniu warszawskim w 1944 roku.
к Kuna
cewiczowa pisze, że, jak wszyscy na obczyźnie, tęskni za
do к ° '
^ '
е т Warszawy, za czymś, co nie przenika
War °
'
ó
wojennych ani nie jest zrozumiałe dla nie
rad
! ^ - Autorka Dyliżansu
Warszawskiego i audycji
j Dzień powszedni państwa Kowalskich z daleka przeе

n

Г е Ш

m u m

z a w

l a

Z a

и

c a t

a

c

т

o

е с Г |

w

o w

w e

a

ment

- w * T £ y książki pod tym samym tytułem. Autorce i Wydawcy
awnictwom Dolnośląskim, dziękujemy za zgodę na przedruk.

Pocztówka ze zbioru dra Heinricha Racka
czuwała, że ulica warszawska znalazła dla okupacyjnych
realiów własne ironiczne nazwy, że broni się wytrwale. „Sposo­
b e m " przekładano ciężkie warunki i ważkie wydarzenia na
komentarze opatrzone dowcipami. „ S p o s o b e m " znajdowano
nowe zajęcia umożliwiające utrzymanie. „ S p o s o b e m " przera­
biano przedmioty, żeby je dostosować do ograniczonych moż­
liwości. Na przykład zaczęto używać rowerowej rikszy osobo­
wej, która zresztą z początku żenowała warszawiaków nie
przyzwyczajonych posługiwać się cudzym „ n o ż n y m " napę­
dem. Co innego samemu jeździć na rowerze, co innego dać się
wieźć. W styczniu roku 1941 ruszyło na miasto parę taksówek
z gazogeneratorami, podobno było też kilka taksówek z napę­
dem drzewnym. Ale cóż, to jednak przepełniony tramwaj
pozostał prawdziwą „ u l i c ą " , tutaj zachodziły zmiany języka, tu
puszczane były w ruch aktualne powiedzonka.
Życie dostosowywano do warunków wojny. Nikt nie przewi­
dywał, że historia Warszawy w drugiej wojnie śwatowej
skończy się marsjańskim, pustym - zamieszkałym jedynie przez
„robinsonów warszawskich" - krajobrazem ruin. Profesor
Wacław Borowy brał udział w zorganizowanej przez biblio­
tekarzy i muzealników akcji ratowania książek i dzieł sztuki,
pod czujnym okiem N i e m c ó w , zamierzających co cenniejsze
ocalałe zbiory wysłać do Rzeszy. Trzeciego grudnia 1944 roku
znalazł się w kamienicy Baryczków:
„ W pewnej chwili przerywamy pracę, żeby wyjść przez sień
domu i spojrzeć na Rynek Starego Miasta. Tak sobie mniej
więcej wyobrażałem góry Hoggaru na Saharze. Cały plac poryty
lejami od bomb, zasypany blachą z dachów, cegłą i miazgą
tynku. Najlepiej utrzymała się strona między Nowomiejską
a Krzywym Kołem: fasady wprawdzie poszczerbione i częś­
ciowo ścięte, ale wszystkie stoją; wnętrza zresztą wypalone,
dachy zmiecione, gruzy sypią się na ulicę. Świetny to jeszcze
stan wobec strony od Krzywego Koła do Celnej, na której nie ma
ani jednej fasady (dom przedostatni tylko wystercza j a k i m ś
wysokim dosyć kikutem). Między Dunajem a Zapieckiem
stosunkowo mocno się trzymają obydwie fasady Kamienicy
Książąt Mazowieckich, choć bardzo pokaleczone, w stanie też
jakim takim utrzymały się dwie fasady w środku (jedna

149

�z fragmentem łuku gotyckiego), obydwie zresztą szczerb pełne
i ścięte. Z Fukiera gruzy tylko. W głębi Świętojańskiej czer­
wieni się oskalpowana boczna ściana kościoła Jezuitów, za nią
majaczeje jedna z iglic Katedry, nad resztą Świętojańskiej (o ile
z oddali sądzić można) panuje przestwór powietrzny".
Nawet gdy przypominał Saharę, warszawiacy nie zamierzali
dobrowolnie opuścić tego krajobrazu, który nakładał i m się na
inny, dawniejszy, pełny, prawdziwy. Już w parę tygodni
później, w początku stycznia 1945 roku, nie czekając na
zakończenie działań wojennych, zaczęli powracać. Dlatego też
styczeń stał się tak ważnym miesiącem dla Warszawy.
Jakie jest to miasto, do którego odbudowania dążyło tylu
ludzi? Co się złożyło na jego życie?
Zaczęliśmy od daty, na której właściwie zakończymy akcję
tej książki ułożonej jak kalendarz, według miesięcy, a zawiera­
jącej szkic z życia Warszawy: od przeniesienia się tu króla
Zygmunta I I I Wazy w roku 1596 do roku 1945 - do powrotu
warszawiaków do zniszczonego miasta.
Dobrze by było objąć jednym rzutem oka te wszystkie lata
i zmiany, choćby w jednym, wybranym miesiącu, zobaczyć
ulice, budynki, nawarstwiające się tutaj zdarzenia. Skoro to
niemożliwe, korzystajmy z cudzych oczu, z dawno utrwalonych
widoków i opowieści.

Franciszek Salezy Jezierski w haśle Warszawa
(Niektóre
wyrazy porządkiem
abecadła zebrane, 1791) pisał:
„ W a r s z a w a - miasto stołeczne Księstwa Mazowieckiego
i miasto pomieszkania królów polskich; kiedy i od kogo
założone, ani pewności, ani wiadomości żadnej mieć nie można;
to miasto uważać należy dwojako: raz, ile jest miastem, drugi
raz zaś, ile dopiero nim ma być na potem; ile j u ż jest miastem
[...]"
Czy to nie dziwne? Jezierski ma wyjaśnić, co to Warszawa,
a mówi, że musi być ona rozumiana także jako przyszłe miasto.
Na razie - w końcu osiemnastego wieku - wydaje mu się ono
ciasne i młode. W stosunku do zasiedziałego i potężnego
Krakowa, który jeszcze długo zdaje się odpowiedniejszy na
siedzibę króla, rzeczywiście Warszawa może sprawiać takie
wrażenie. Autor Niektórych wyrazów... świetnie zdawał sobie
sprawę, że Warszawa jest w trakcie rozwoju, że to w pewnym
sensie miasto przyszłości. I co więcej, podobne wrażenie miało
się w jej dziejach wielokrotnie powtarzać.

Bolesław Prus, najwspanialszy jej kronikarz, przez ponad
trzydzieści lat piszący felietony warszawskie, ulegał oczywiście
również magii wyobrażania sobie pięknej przyszłości, co
znaczyło dla niego, pięknej Warszawy. Zwłaszcza początek
wieku był dobrą do tego chwilą, płot między polami wieków, jak
p i s a ł - r o k 1900. W „Kurierze Codziennym" z 14 stycznia 1900
roku przepowiadał, że miasto rozgęści się. Powstaną małe
miasteczka wśród ogrodów. Kształty d o m ó w miały być wzoro­
wane na grotach, skałach, muszlach, kryształach, kwiatach.
Sielankowe domy wymyślone przez Prusa okazały się j u ż
niebawem zwalistymi czynszówkami z ciemnymi podwórkami.

Nie dała sobie podgrymaszać!
Dlatego tyż może gdzieindziej są ładniejsze widoczki, lepsze
powietrze, wygodniej się żyje, ale j a pasjami lubię W a r s z a w ę " .

W każdym razie, jeśli nawet gdzie indziej bywa lepsze
powietrze, to powietrze Warszawy międzywojennej przesycone
jest zapachem bzu.
A polski bez jak pachniał w maju
W Alejach i w Ogrodzie Saskim,
W koszach na rogu i w tramwaju.
Gdy z Bielan wracał lud warszawski!
Julian Tuwim, Kwiaty polskie
Warszawa międzywojenna nurzała się w bzach. To kwiaty
maja, kwiaty miasta, kwiaty miłości.
Oto wiersz Antoniego Słonimskiego Żal:
Gdy cię spotkałem raz pierwszy
Mokre pachniały kasztany.
Zbyt długo mi w oczy patrzałaś ogromnie byłem zmieszany.
[...]

/ tak się jakoś stało,
Że bez tak pachniał - jak bez,
I słowo ,,pachnieć'' pachniało,
I łzy były pełne łez.
Często ludzie mający niewiele do czynienia z poezją sądzą, że
poeci w swych wierszach umieszczają kwiaty jakiekolwiek,
żeby tylko wzmocnić nastrój. Owszem, wiadomo, róża, fiołek,
niezapominajka to kwiaty życzeń imieninowych, miłości, zalo­
tów, wierności. A jednak bzy w wierszach poetów warszaws­
kich pojawiają się nie znikąd, a właśnie z Warszawy. A kasz­
tany? One przecież też są dla tego miasta charakterystyczne.
Mówi się nawet: kasztany kwitną, najwyższa pora uczyć się do
matury. Na naukę j u ż wtedy za późno, ale kasztany z tego
powiedzenia są autentyczne. Nigdy by się tak nie mówiło,
gdyby nie było tu tych drzew.

Ciekawe, że dla Marii Dąbrowskiej kwiatami charaktery*
tycznymi dla Warszawy są fiołki i mimoza.
Trudno się powstrzymać od zdziwienia, że dla kogoś mimoza
mogła się stać symbolem miasta północy - Warszawy.
Miała widać Warszawa modę mimozy, którą kupowali ty
niektórzy i modę bzu prawdziwie dla wszystkich.

Wiosna w dawnej Warszawie wydaje się przesycona zapa­
chem kwiatów. Ale wszystkie pory roku odznaczają się bez­
ustannym gwarem.
*

Trudno, przynajmniej niektórym, zwiedzać pejzaże nieist­
niejące. Udajmy się więc raczej śladami rzeczywistych wjF
rowek. T y m razem podążymy za pewną pensjonarką, która
miała właśnie zdawać do szóstej klasy i po raz pierwsz)
w czerwcu 1904 roku przyjechała z Kalisza do Warszaw)
Piętnastoletnia uczennica nazywała się Maria Szumska. ZnaiJ.
j ą jako pisarkę Marię Dąbrowską. W Warszawie mojej
^°r\
wspomina tamte, pierwszy raz zobaczone ulice: ,,P *~!
gładkość i szerokość chodników, ulice wykładane drewni
kostką, która mnie zachwycała; czuję zapach tego drewnia
bruku polanego czerwcowym deszczem, słyszę, jak p°^
tętnią miękko niezliczone, jak mi się zdawało, kopyta ko
słyszę cichy szmer pojazdów na gumach. W porów
z Kaliszem dużo światła nie wiem j u ż jakich latam,
gazowych, podniecające wrażenie, gdy zapalono je, z ^ r L
jeszcze ściemniło, i gdy potem na chodnikach igrały P " ^
światłem cienie liści z drzew, którymi ulice, a w k a ż d y ^
Marszałkowska, były wysadzane. Ta gra świateł i cieni li"
na wieczornym trotuarze tak mi się złączyła z pierw oglądaną Warszawą, że gdziekolwiek to potem zobat'
zawsze stawała mi w oczach czerwcowa Warszawa
uszawa
1

m

anue

K i l k u pisarzy odpowiedziało na pytanie „Kalendarza War­
szawskiego" z roku 1948 - Dlaczego właśnie
Warszawa?.
Wiech zasłonił się panem Piecykiem, który charakter warszaw­
ski dobitnie uwydatnił:
„ O w s z e m , Kraków uważam i szanuję. Miasteczko nie za
duże, ale w swoim rodzaju odpowiedzialne. Wszelkie uroczys­
tości i odpusta narodowe najlepiej w Krakowie wychodzą, ale
w Warszawie, uważasz pan się żyje..."
Jedną z głównych przyczyn, za które, jak podał, kocha
Warszawę, było to, że sobie „ p o d g r y m a s z a ć " nie pozwala.
„Ani Krakowa, ani Poznania pod krytykie nie biorę, skarż mnie
Bóg, ale Warszawa zawsze pierwsza była o wiele się roz­
chodziło o to, żeby popęd nieprzyjacielom dać albo manto jem
spuścić. [...]

150

0

n

�piętnastu lat. Oszałamiała mnie ogromność i wysokość kamie­
nic, długość - nieskończona dla mnie - Marszałkowskiej ulicy,
jej liliowe przed zmierzchem perspektywy, błękitniejące głębie
przecznic, a na końcu znany mi z Prusa Ogród Saski z jego
mitologicznymi posągami, zapachem kwitnących akacji i wspa­
niałą fontanną, samotną w tej jedynej chyba na świecie stolicy
dotąd bez wodotrysków. Nawet «studzienne», głębokie war­
szawskie podwórza nie osądzane były przeze mnie jako brzyd­
kie czy ładne; stanowiły także po prostu cechę wielkiego miasta.
Niektóre, zwłaszcza w starych kamieniach, były obszerne
i słoneczne, a teraz latem rozlegało się na nich tyle odgłosów
gęstemu zaludnieniu właściwych. T u siekano mięso, a tam
rąbano drewka; gdzie indziej bito pianę, ówdzie ktoś grał na
fortepianie albo coś sobie śpiewał; płakało dziecko albo dziecko
się śmiało; jakieś kobiety przekrzykiwały się kłótliwie lub coś
gadały monotonnie. Tu najsilniej rozlegały się okrzyki, którymi
obwoływali swoje usługi albo towary wędrowni rzemieślnicy
i handlarze. Po społu z rzewną i śpiewną wrzawą ulicy,
dolatującą spoza wielkiej bramy, stanowiło to nie znaną mi
dotąd muzykę wielkiego miasta, zupełnie inną niż dzisiejsza
i dotąd dźwięczącą w moim uchu.
W takim to właśnie podwórzu przy Wspólnej ulicy za­
trzymałyśmy się z matką u moich stryjostwa Franciszkostwa
Szumskich. Tam, siedząc na małym balkoniku czwartego bodaj
piętra, patrzyłam w głąb podwórza, wdychałam jego specyficz­
ną «warszawską» woń i słuchałam, jak dźwięczy miasto,
a szczególnie czarowały mnie właśnie owe głosy wędrownych
rzemiosł i handlów, ulicznych muzykantów, ostrzycieli noży,
sprzedawców cytryn albo warzyw, piaskarzy, węglarzy (węgiel
drzewny do samowara), handełasów, sklejaczy porcelany i lut­
ników blachy. A każdy śpiewał innym tonem, inne sobie słowa
wymyślał, inną do każdych melodię, której nigdy nie zmylił.
Wtedy długo potem umiałam naśladować te wszystkie głosy;
budziły we mnie jakieś na wpół wesołe, na wpół nostalgiczne
uczucia."
Te różnorodne, głosy, a raczej krzyki i śpiewy ulic i podwórek
warszawskich, dla mieszkańców tak znane, że j u ż niezauważal­
ne, odzwierciedlały całą mozaikę typów domokrążców, drob­
nego handlu i rozrywki. Każdy reklamował się, jak umiał.
„Piaskuuu, białegooo, wiślanegooo, piaskuuu..." wołali piaskarze. Wiadomo, że każda gospodyni po wyszorowaniu do
białego kuchennej podłogi z desek posypywała j ą piaskiem.
Długo używano także spluwaczek z piaskiem ustawionych
w mieszkaniach. „Garnkii, garnkiii, drutuje, reperuje, gaamki..." krzyczeli druciarze. „Orzechy włoskie! Orzechy" - to
przybysze aż z Andrychowa, z Galicji, skąd przywozili wyborne
płótna, a przy tym, orzechy, których reklamę wzmacniali
grzechocząc nimi w wielkich siatkowych workach. Cebularze
obwieszeni warkoczami cebuli i czosnku handlowali i innymi
rzeczami: „Cebuli, czosnku, koszałki, sieci!" - w o ł a l i . Zaraz się
rozlegało: „Sklej-jam - szkło - porcel-janę - fajans!"
Nie trzeba było daleko udawać się po egzotykę. Przychodzili
Różnymi drobnymi przedmiotami Chińczycy i Tatarzy, i Araczasem, i oczywiście Rosjanie z lodami,
zawsze było tu dużo ruchu. Kiedyś bezczelni i wygadani
arnicy, którzy na zawołanie oświetlali drogę, posłańcy
e erani wielu bojów, mali gazeciarze. Tu i gazeta nie zawsze
У potrzebna. Wychodziło się na ulicę i wszystko się słyszało
* &lt;ych krzykach.
W l e

a

a

r

C U

W

s a

r a t u s z o w e

foczv
''
°'
''
J Towarzystwo Dob&gt;ch v v ' .
y ' wystawę kart pocztowych ilustrowaP°nad ^
'°
sześćdziesiąt tysięcy kart. Obejrzało je
no c ?
ś c i e tysięcy osób. Pokazano trzysta kart z włas|ц
Уг™ rysunkami lub autografami wybitnych osobistości,
także k j j " ' J
kartach pocztowych przysłały. Ogłoszono
anowi°t t* " J
y
- ..dobrą n a z w ę " . Nagrodę
Prus w• » ? У
y czasie, album do kart pocztowych.
k i e n n y . . ^ K 'kach
Tygodniowych w „Kurierze CoProsciej к ) k ^ 8 d n i a ironicznie napisał:
nierównie
*ysta an'-- •
P J
ubogich bez oglądania
' ' Ч kupić za 20 kopiejek bilet na wystawę bodajby
n

SC

o t

w o r z

s t a w

0

n o

s l e m n a

r

c z

0ге

1 1

s,

6

e n

rS

т о

(

SW

a

a

e c m o w

п

w

cn

o

w

2

0

r a z o w a

m

ron

ni

Z

ru

d

w

ад ге

a

Ć

k o

i e

e k

n

a

kart pocztowych, zapłacić za dorożkę 25 kopiejek, za rękawi­
czki rubla, za nowy kapelusz 10 rubli i tak dalej.
Zdaje mi się jednak, że do podobnej reformy obyczajów
mamy jeszcze kawał czasu. Kierownicy zaś wydziału dochodów
niestałych przy naszym Towarzystwie Dobroczynności będą
musieli zrobić niejedną setkę zabawnych i genialnych wynalaz­
ków, ażeby po długiej pracy i odtrąceniu kosztów obdarzyć kasę
Towarzystwa kilkoma tysiącami r u b l i " .
Publiczność zwabiła na wystawę wszechpotężna moda na
pocztówki, która się wtedy właśnie w Europie rozpowszechniła.
Pocztówka, tak młoda, że nie miała jeszcze swej stałej nazwy,
ledwie trzydzieści lat wcześniej wcale na pocztę nie wpusz­
czana, nagle stała się królową poczty, przedmiotem kolekcji
i skarbnicą popularnej wyobraźni. Sfotografowane lub naryso­
wane ważne wydarzenia, znane budowle, sławni ludzie i oczy­
wiście życzenia śwąteczne, a także pozdrowienia z uzdrowisk
zapełniały tysiące kartoników. Projektanci pocztówek przeja­
wiali nieprawdopodobną pomysłowość. Na pocztówkach fru­
wały kobiety motyle. Na pocztówkach góry miały ludzkie
głowy, koty ruszały oczami i ogonem ze sprężynki, damy miały
kołnierze z prawdziwego futerka, prawdziwe włosy i prawie
prawdziwe klejnoty ze szkiełka. W świecie pocztówkowym
nieraz nad miastem unosili się święci Mikołaje i listonosze, by
przesłać życzenia lub pozdrowienia, czasem torba listonosza
otwierała się i z niej wysuwała się cała harmonijka widoków
z miasta, którego nazwa widniała na otwieranej klapie torby.
I jak można było znaleźć nazwę dla tych różnorodnych
kartoników, mających wówczas j e d n ą stronę całą zastrzeżoną
tylko dla adresu, kartek, na których korespondencja widoczna
była dla każdego. W parodystycznym wykonaniu Prusa propo­
zycje nadesłane przez publiczność do „Kuriera Warszaws­
kiego" brzmiały:
Nalistek, Oszczędnica,
Kartocha, Dopiśnica,
Niedyskretka, Odsłonka,
Naguska, Oglądka,
Wyczytki przy Zawidkach,
Wreszcie - Łatki przy Gadkach...
Kilkadziesiąt było tych propozycji, wreszcie przyjęła się, jak
wiemy, nazwa pocztówka. Prus przedstawiał j ą jeszcze jako
niezbyt logiczną, bo mogłaby oznaczać także skrzynkę po­
cztową, znaczek albo urzędniczkę pocztową.
Jeszcze chwilę zatrzymalibyśmy się chętnie na warszawskiej
wystawie, zwłaszcza że dziś znów się zrobiły modne pocztówki
z przełomu wieków, ale pocztówki można spotkać na całym
świecie.

Jest coś w Warszawie nie tylko niepowtarzalnego, ale nie do
zniszczenia, coś odradzającego się, czego nie mają inne miasta,
pozbawione owego niezwykłego geniusza, ducha miejsca,
w jaki wierzyli starożytni. Duch wolności, a jednocześnie
bezgranicznego przywiązania do tego miasta, duch fantazji,
ruchu, duch odwagi i zaradności, walki i niefrasobliwości
zarazem, własny, nie do podrobienia duch języka, ostrych
powiedzeń, piosenek, dowcipu i liryzmu - mieszanina sprzecz­
nych często cech obdarza W a r s z a w ę charakterem, jakiego
próżno szukać gdzieś poza nią.
Często mówi się o Warszawie jako o Kartaginie. Ale to nie­
dobre porównanie. Kartagina nie miała sił podnieść się z ruin.
Jan Parandowski odpowiadając na ankietę „Kalendarza War­
szawskiego" z 1948 roku Dlaczego właśnie Warszawa pisał
o owej tajemniczej mocy: „Nie miał tej siły Babilon, Niniwa,
Kartagina, była ona w Rzymie, w Atenach. Gdy po zrzuceniu
niewoli tureckiej, rozważano, gdzie założyć stolicę niepodległej
Grecji, król Otton wskazał Ateny. W y d a w a ł o się to absurdem.
Ateny - to była garść lepianek, zamieszkałych przez nędzarzy,
pod ruinami Akropolu. Lecz król się uparł i zwyciężył. Ateny
bowiem, w swej pustce, były czymś więcej niż przestrzenią, na
której można rozplanować ulice i wystawić domy. Były hasłem,
zaklęciem magicznym, powołującym do życia geniusza tego
skrawka spiekłej ziemi.
Taki sam geniusz kształtuje losy Warszawy".

/57

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9916" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9894">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3974c1cdfa19cf28864529c274ff28bd.pdf</src>
        <authentication>f484cc254a012138d514d4134f97edd7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117968">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117969">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117970">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2760</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117971">
                <text>"To jest wasze życie" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117972">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.23-25</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117973">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117974">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117975">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117976">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117977">
                <text>9

To jest wasze życie '
Małgorzata Baranowska - Fragmenty
20 V 1980
Ty-siąc k-oni prze-pusz-cza-a-my, a jed-ne-go za-a-a-a-trzyma-a-a-myyy! Dziecko zna smak Losu, który zaraz zetnie
uciekającego na literę yyy, napawa się nim, tak jak i my to
robiliśmy, ćwiczyliśmy, przerabialiśmy, przebieraliśmy w kole­
gach z podwórka, w rodzeństwie, w gościach. Dzisiaj ból, który
ścigał nową cały dzień, a ona zaciskała szczęki, dognał j ą przez
sen wpędzając w wycie, które, co pół godziny, podniosło nam
włosy na głowie.
21 V 1980
Nowa na trzeźwo znowu panuje nad wyliczanką, to ona górą,
ona może wolność dać lub zabrać.
22 V 1980
Duszę także rozpoznaje się zmysłami, kiedy się dowiedzia­
łam, że może ona ma coś wspólnego ze światłem lub płomie­
niem, bałam się, czy aby tajemnica ta nie jest mocno cuchnąca.
Nabrałam podejrzeń w kontaktach z fascynującym mnie wtedy
karbidem, używanym do oświetlania mieszkań wypalonej War­
szawy.
23 V 1980
I wtedy nastąpiła iluminacja. Zobaczyłam jakiś obrazek,
reprodukcję, czego? Szukam go od lat, ale choć obejrzałam już
setki świętych Hubertów, tego nie mogę odnaleźć.
26 V 1980
To było trudno ukryć. Tak sądziłam. Byłam pewna, że
zarówno moje myśli, j a k i sny zaczęły świecić, że być może ktoś
zauważy, odkryje wszystkie moje tajemnice. Bo jeszcze właśnie
wtedy śnił mi się jedyny, przez całe życie do dzisiaj, pogodny
i kolorowy sen.
Poziomki tak pachniały, tylko wiecie, jak trudno coś we śnie
zjeść. Niestety, jak sen przyjemny, to pozbawiony całkowicie
fabuły. Nic się niby nie działo, aleja czułam, że coś nadzwyczaj
ważnego się stało. Niby nie wiedziałam co, niby bez wydarzenia
się działo, niby nie chciałam nowych tajemnic zakładać, niby
bałam się kłopotów z niezrozumiałością świata, a ciągnęło
mnie. I wiedziałam od razu, co się zdarzyło na sennej polanie.
Zobaczyłam równie dokładnie, jak w tej chwili widzę łóżko
z bloczkami do gimnastyki, które, na szczęście, nie są mi
potrzebne. Zobaczyłam, w kolorach, że wydzieliła się moja
Osoba, zobaczyłam się z boku z niedźwiedziem. Słyszałam
takie słowo, ale nie czułam się dotąd osobą, dopiero kiedy
zobaczyłam się z zewnątrz, doszłam do wniosku, że nią jestem.
Znowu tyle zachodu, jak to przemyśleć, i bałam się, że to przeze
mnie prześwieca. Ciało, dusza, osoba, było nad czym się
zastanawiać, niedźwiedź, jeleń, świecący słoń, otaczały mnie
same tajemnice i ja otaczałam tajemnice pieczołowitą troską.
Nie wiadomo, czy warto było robić tajemnicę, dorośli są tak
egocentryczni, że na pewno nie są w stanie widzieć, że
świeciłam. Ale sama tajemnica mocniejsza była ode mnie.
Dorośli są skrajnie egocentryczni i w dodatku myślą, że
wszystko rozgrywa się tylko między nimi. Ale j a j u ż wtedy
sprawdziłam, że historia ludzkości zaczyna się między dziećmi.
Dorośli to nawet malują, ale tego sami nie widzą. Podglądałam
w kościele, mówili sami, i myślą, że się nie rozumie. Przecież
ten mały, płaski chłopczyk, co ssał matkę, to dziecko było czy
nie? A ten drugi, ubrany w skórę, co później polewał go wodą,
też był dzieckiem. A te wszystkie dzieci, które zamordowano,
szukając tego, który ssał matkę?

4 VI1980
Dusza nieśmiertelna, a ciało nie, znowu ten podejrzany
dualizm, w dodatku coś mówili o ciele, że kiedyś się odnajdzie.
Ale które? Takie jak miał jeszcze T. niemowlak czy takie jak
moje - j u ż chodziło i mówiło - czy takie jak dorosłych? E! Nie
warto było się nad tym zastanawiać, bo ciało istniało, a dusza
jeszcze była tajemnicą. Jeszcze! I ciało, ta klucha, niby miało
istnieć bardzo? bardziej?
5 VI1980
Najpierw sądziłam, że to drzewa są nieśmiertelne, i to
podejrzenie mnie nie opuszcza, mimo wszystkich „racji".
Miałam drzewo, na którym sprawdzałam ciągle zarówno nie­
śmiertelność, jak nieskończoność, nieskończoność na liściach,
bo ta dwustuletnia topola miała ilość liści niepoliczalną, a że
naokoło były inne liście - mnie tyle do nieskończoności
wystarczało.
8 V I 1980
Nie mogę powiedzieć, żeby kiedykolwiek ta oś się we mnie
zachwiała, a jednak dużo później, mając j u ż pod trzydziestkę,
przeżyłam jedno z najsilniejszych wrażeń i zdumień poznaw­
czych mego życia, niewątpliwie związanych z Drzewem i od
razu odbitych na mojej osio-topoli, już wówczas uciętej. Było to
w Vincennes. Olbrzymia wystawa roślin. Nagle przy wschodnio
wyglądającym pawiloniku z małą sadzawką otoczoną przez...
uzbrojonych strażników zobaczyłam kilka doniczek, a w nich
mit, rósł sobie tam po prostu. To były te japońskie miniatury
drzew, miały od czterystu do sześciuset lat, może nawet jedno
miało osiemset, j u ż nie pamiętam. Pamiętam natomiast straszne
uczucie lodowatego zdumienia, czuję jeszcze, jak obciągam się
gęsią skórką i włosy mi się jeżą. Bo nagle znajduję się nad
olbrzymem niebotycznym i fascynująco starym, zwęźlonym,
korzeniastym, z korą narastającą od wielu pokoleń, z wykrotami
pod korzeniami, z olbrzymią ilością urągających mym zmysłom
szpilek, przecież widzę, że nawet one nie są młode, po kolorze
widzę czy po czym, nie wiem.
Całe moje jestestwo nicuje się w parę sekund, bo przecież
jestem nad nim, nad olbrzymem, i popełniam świętokradztwo,
patrząc okiem Boga. Nigdy, żaden obraz Salvadora Dali ani nic
innego, inaczej sztucznego chciałam powiedzieć, nie zrobiło na
mnie takiego wrażenia. Nie mogłam się z niego otrząsnąć,
wciągało mnie w wizje, w których robiłam się karzełkiem
zagubionym w niezmierzonych obszarach doniczki, a za chwilę
olbrzymem, który j e d n ą ręką mogło zniszczyć sześćset lat,
zniszczyć, byłam bliska przejścia na bałwochwalstwo, zapala­
łam przerażającą, przerażona miłością do tych drzewek.
9 VI1980
W tym samym jądrze fascynacji może najbardziej fas­
cynujące jest to, że owe drzewka nie są karłami, tylk miniatur­
kami olbrzymów. Nie, nie są karłami, nie mają nic nieproporc­
jonalnego w sobie, będąc wybrykiem sztuki ogrodniczej, za­
chowują godność właściwą znającym swe wysokie społeczne
miejsce starcom pięknym, spokojnym, ufającym w Przeznacze­
nie, które dało im miejsce w doniczce i stałą pielęgnację.
11 I I 1981
Ustaliły się ścisłe związki ziemi z niebem, tym samym nie
wiadomo, czy nie z duszą.

23

�12 I I 1981
Dopiero przy Jakubowej drabinie znów się zachwiało, nie
związek, ale odległość. Niby że anioły miały schodzić na dół,
ale po co, skoro mogły latać, nie musiały używać drabiny. Z n ó w
drabina między niebem i ziemią, jak długa, gdzie się zaczyna
i gdzie kończy. M o ż e one, te anioły, nie mogły się przebić przez
chmury na dół i B ó g Ojciec wypchał i m drabinę z chmury? Tak
by wyglądało na arrasach wawelskich, a wtedy, w Warszawie,
co trzeci przedmiot to drabina. Bo jak się dostać na rusztowanie,
do domu bez schodów, do gołębnika, do tynku świeżego, do
gzymsu, jeśli się kawka zapłacze w słupie, jeśli dzieci zalezą po
ułamkach d o m ó w gdzie nie trzeba, jak się dostać do miejsc na
obrazy w kościołach, do obrazów, do pożaru nawet też drabina,
i tak wszędzie.
Warszawa przypominała wieżę Babel z drabin i cegieł starych
i nowych. Jakby tak sen zaskoczył Jakuba tutaj, toby te anioły
otoczyły go rozsegregowaną przez drabiny ukośną chmurą,
byłyby też w piwnicach, suterenach, w jamach, w enklawach
wśród cegieł, wylądowałyby na stertach, kupach, zwaliskach,
konstrukcjach. Dzieci tutaj by się, zwłaszcza wtedy, zupełnie
nie krępowały. Jeszcze jedna drabina? Niebieska? Anielska?
T y m lepiej. Niewątpliwie by z niej skorzystały i ta napowietrzna
klatka drabin, częściowo i wewnętrzna ziemna, powiązałaby się
węzłami dzieci i aniołów.

A dusza, czy odnalazłaby się wśród tych klatek, polatywań,
wdrapywań, skoro miała się jakoś bez tego unosić, bez skrzydeł,
bez motorów, podobno sama? Brak wyraźnej granicy nieba,
zasłony ceglane nałożone na przestrzenie rozpościerające się
wolno przed mymi oczami, wszystko to oddalało mnie od
natrętnego brzęczenia dualizmu przez s w ą dziwną odpowiedniość. Budowle mają ciało i przestrzeń, przecież podpatrzyłam,
jak się ona wydostaje na zewnątrz, jak się nie daje ująć w siatkę,
nawet Jakubowa. Przezroczyste przestrzenie kamienic zapamię­
tanych w tym mieście wcześniej, na długo przed moim
urodzeniem, przez ludzi powracających, powróconych, obudo­
wywały się stale przez ceglane ciało, zaznaczając, niewidzialne
dla innych, a dla mnie naturalne, strefy.

No tak. Już każdy rozumie, co mnie obchodzi przede
wszystkim.
Żyję. Wszystkie inne organizmy żywe w przyrodzie także to
praktykują. One jednak nie pytają: jak żyć? A przecież prze­
chodzą różne kursy, na przykład: jak szczypać trawę, polować,
latać omijać niebezpieczeństwo.
Istnieją niebezpieczeństwa, których ani one, ani my, ludzie,
nie jesteśmy w stanie ominąć, i żadne kursy czy porady nic
w tym nie zmienią.
Kiedy już nas to spotka, nie sądzę, byśmy się bardzo różnili od
zwierzęcia w potrzasku.
Opis choroby i walki z nią, który stosuję na co dzień, nie ma
przeszłości ani przyszłości, tylko bardzo zwięzły konspekt
teraźniejszości. Całkowicie m i to wystarcza, aż nadto. Zresztą,
czy ktokolwiek zdrowy ciągle opowiada, jak żyje. Przeważnie
po prostu żyje. Opowiada jednak wydarzenia, ważniejsze fakty,
zmiany. A trzeba powiedzieć; że choroba ich dostarcza. Choro­
ba jest bardzo fabularna w znaczeniu takim, jak się pojęcie
fabuły najprościej rozumie - jako ciąg zdarzeń.
Stało się. Zachorowałam. Zachorowałem. Mój bliski za­
chorował. Większości ludzi narzuca się pytanie: „dlaczego
akurat mnie to spotyka?''
Czy popełniłem błąd? Czy to moja wina? Czy spada na mnie
kara Boska? Ale za co? Czy zrobiłem coś, co mi po prostu
bezpośrednio zaszkodziło? Czy j a w ogóle na coś przedtem
chorowałem? Czy ta choroba zdarzyła się j u ż w mojej rodzinie?
Takie szukanie m o ż e nas doprowadzić aż do Księgi Rodzaju,
ale nie da odpowiedzi na to, co dręczy. W tradycji judeochrześcijańskiej jedynymi ludźmi naprawdę zdrowymi byli Adam
i Ewa (do czasu popełnienia tamtego głównego błędu). W i ę c co?
Winić za chorobę grzech pierworodny?
Trzeba jednak powiedzieć, że wielu ludziom absolutnie
konieczne wydaje się jakieś bliższe wytłumaczenie. Mniej
biblijne. Wielka szkoda, bo akurat Biblia jest cudownym
i sprawdzonym źródłem pytań bez odpowiedzi i odpowiedzi,
nim się jeszcze zada pytanie.
Sama czuję się zaskoczona - jak j a nagle doszłam do pisania
takiej książki. Przyznaję, że się boję. Wprawdzie nikt się chyba
po niej nie spodziewa jakichś dokładnych przepisów na życie,
bo wszyscy wiedzą, że takie nie istnieją. Ale jednak muszę się
pokusić o parę, a może nawet wiele uogólnień mających pewne

cechy porad. To odpowiedzialność. W dodatku ta książka ma
stronę tak bardzo osobistą. A l e w końcu wiersz i wszystkie inne
publiczne wystąpienia zawsze zawierają w sobie pracę naszego
ja i m u s z ą je w dużej mierze odsłaniać. Trudno.
Dziwne, ale bycie sobą nie należy wcale do stanów jedno­
znacznie oczywistych. Wielu ludziom wydaje się na tym nie
zależeć i kiedy przychodzi jakaś poważniejsza życiowa próba,
nie są w stanie poczuć się jednostką osobną, wolną, niepo­
wtarzalną.
Wyraźnie uświadomione poczucie k i m się jest, będzie państ­
wu szczególnie potrzebne we współżyciu z chorobą przewlekłą,
z jej nudą, namolnością, nieustępliwością. Moją dewizą jest:
„nie będą m n ą rządzić jakieś chromosomy i jakieś bezrozumne
l e k i " - trzeba jednak przyznać, że one w dużej mierze rządzą.
Problem w tym, żeby zachować własne rozeznanie w świecie
i wolną wolę, nie dać się z d o m i n o w a ć czystej fizjologii choroby
i leczenia. Na przykład uznając ozdrowieńczą siłę leków
hormonalnych musimy znać i siłę niszczącą - próbować ją
opanować (nie rzucając oczywiście leczenia). A tego nie da się
zrobić inaczej niż sobą. T r z e b a t y l k o s i e b i e m i e ć .
Proszę państwa, j e s t e ś m y w o l n i . Nikt nie zmusza nas
do pogrążenia się w żałobie, bo zachorowaliśmy. Nikt nie
zmusza nas do pozostawania w samotności, bo zachorowaliśmy.
Nie m o ż e m y rozbić wszystkich strasznych ograniczeń przez
chorobę spowodowanych. Odwołajmy się jednak do naszej
duszy, uczuć, rozumu. T u muszę zacytować okrzyk Marysi Sz.
Pewnej nocy, kiedy nowa chora w ostrych bólach zawodziła:
„O, j a biedna, o, j a biedna" nagle w ciemnościach rozległ się
stanowczy głos Marysi: „Biedny to ino diabeł, bo duszy ni mo".
To zdanie j u ż wiele razy kazało m i się mozolnie drapać w górę.
Dusza, świadomość, rozum, uczucia zobowiązują do pozo­
stania człowiekiem. Choroba wcale ich nie odbiera. Oprócz
wyjątkowych w y p a d k ó w nie odbiera również możliwości na­
wiązywania kontaktów. Ludzie są wszędzie.
Ludzi życzliwych znalazłoby się znacznie więcej, niż jakikol­
wiek chory mógłby znieść. Tylko w stosunkach między ludźmi
krąży jakaś niedokładna informacja, jakiś niepotrzebny stereo­
typ.
Przede wszystkim postuluję powołanie (wynikające natural­
nie z sytuacji, a nie z nadania i przymusu) grup absolutnie
nieformalnych. Zwane są one przeze mnie - tylko dla ułatwienia

24

Dusza powoli i nieświadomie nabierała dla mnie charakteru
przestrzeni. Znikły dziecinne jej duszy łachotania mnie w gard­
le. Znikła obawa o jej tajemniczy związek z karbidem. Po­
czułam nagle, że podobnie jak kamienice nie są w stanie
obmurować powietrza, a są zdolne trwać, rosnąć, zmieniać się
tak i j a nie mam j u ż potrzeby bać się o tę przestrzeń, która
wyrasta poza mnie albo poza mną.
19 V 1980
Los taki, że lubi, jak się ucieka.
Pamiętnik mistyczny (fragmenty) „Czytelnik" 1987

�i skojarzenia z poprzednio omawianym systemem plemiennowymiennym - p l e m i o n a m i
otwartymi.
Nigdy nie wiadomo, gdzie naprawdę kończy się nasze plemię
otwarte i kiedy natkniemy się niespodziewanie na jego liczne
(oby liczne) gałęzie.
Członkowie plemienia otwartego nie mają żadnych cech
obowiązkowo wspólnych, oprócz może przyjaźni dla okreś­
lonego człowieka lub dla każdego spotkanego człowieka (tacy
ludzie istnieją, znam ich). Plemię otwarte nie ma żadnych
granic. Ktoś może nagle do niego dołączyć, odejść, wpaść na
chwilę. Może się ono utworzyć na odległość kontynentów
i wśród sąsiadów z jednej kamienicy.
Plemię otwarte ma skład zmienny ze skłonnością do powięk­
szania go. Określa się wobec ludzi spoza plemienia pozytywnie,
wyrażając natychmiastową gotowość przyjęcia każdego przyja­
znego obcego.
Plemię zamknięte odwrotnie. Określa się w stosunku do ludzi
spoza plemienia negatywnie - wszystkich uważając za obcych,
a więc wrogich, tym samym nie nadających się w żadnym
wypadku do przyjęcia do plemienia.
Członkowie plemienia otwartego, łatwo przyjmujący między
siebie obcych, charakteryzują się także większą łatwością
zarówno brania czegoś od innych, jak dawania innym. Bo życie
pełne nie polega na tym, że ktoś, kto tego potrzebuje, zostanie
obsłużony i tyle. Ono polega na wymianie, niezależnie czy toczy
się wśród prawdziwie zdrowych, zdecydowanie chorych, czy
ludzi w stanie pośrednim.
Nie ma stanu pod słońcem, który by tę wymianę mógł
przerwać. Dotyczy to przecież nawet całkowitej nieprzytomno­
ści. To, że ktoś jest chwilowo nieprzytomny, nie znaczy wcale,
iż na przykład przestał nagle kochać tego, kto przy nim właśnie
siedzi, czekając na polepszenie, a kogo kochał przed utratą
przytomności. Ta niezawiniona nieobecność miałaby zerwać
wymianę uczuć? Uczynić j ą jednostronną? Dlaczego?
Nie jestem w stanie pojąć zarozumiałości ruchliwych ludzi
w stosunku do Losu. Czy nie myślą o tym, że sami, nie
dochodząc nawet do następnej ulicy, m o g ą na skutek wypadku
lub choroby stać się kalekami na całe życie? „Nie, mnie to nie
spotka!" - myślą. Ale dlaczego? Doświadczenie uczy, że
możemy wszyscy przeżyć życie, wystarczająco ciężkie i bez
chorób, jeśli tylko jedni ludzie będą wspierać innych.
Chorzy umieją sobie świetnie wyobrazić zagrożenie. Znają
niespodzianki Losu. A jednak na przykład, instynktownie
mniemają, że nienazwane nie istnieje. Skoro tabu pojawiło się
chyba wraz z pojawieniem człowieka na ziemi i do dziś istnieje,
trzeba je może po prostu uznać za nieodłączną część życia
ludzkiego. Tabu stanowi zarówno część strachu i niewiedzy, jak
obrony, a także wiedzy, którą wiedzący ukrywa sam przed sobą.
J a k p o w i e d z i e ć - nie jest wyłącznie państwa prob­
lemem. Wiem, że nie zabrzmi to wcale pocieszająco, kiedy
powiem, że pierwszy ma z tym kłopot lekarz. Oznajmienie
poważnej diagnozy najpierw uderza w lekarza. Ta nieumiejęt­
ność wydaje się charakterystyczna dla naszej cywilizacji,
w której śmierć traktowana jest często jak kiedyś trąd. Umiera­
nie zbyt łatwo bywa wyrzucane poza nawias zwykłego życia, do
którego przecież przede wszystkim należy.
Ludzie boją się wielkich słów, a właściwie pojęć, które
w świadomości społecznej znalazły się tak wysoko, że mogą się
czasem wydać niedostępne. Do takich pojęć niezwykle waż­
nych dla życia i podstawowych dla naszych tutaj rozważań
należy: m i ł o ś ć , t w ó r c z o ś ć , a k t y w n o ś ć .
Miłość z pewnością daje od razu inny start w leczenie,
w życie po prostu. Miłość przecież jak najściślej łączy się
z instynkiem życia. Nie musicie wcale o tym rozmyślać, a ona
już działa. Jeśli ona istnieje, a państwo poświęcacie jej wiele
świadomej uwagi, tym lepiej. K a ż d y m o m e n t u w a g i
poświęcony miłości umacnia waszą obro­
nę.
C i e k a w o ś ć i m i ł o ś ć to ż y c i e .

Ś m i e r ć to nuda i b r a k u c z u ć .
Nuda i brak uczuć najbardziej zagrażają dzieciom, osobom
starym i ludziom przewlekle chorym. Zdrowi dorośli! Nie
lekceważcie tej wiadomości. Tamci naprawdę po trochu się od
tego zapadają. M o g ą po cichu umrzeć na waszych oczach, jeśli
tutaj na ziemi ich nie przytrzymacie.
Czy może być wypowiedź pełniejsza niż w twórczości? - Jest
to działalność naprawdę i jedynie ludzka. Pierwszy Wielki
T w ó r c a tchnąwszy w człowieka duszę dał mu również jakiś
okruch możliwości twórczych. Dar ten nie zawsze wydaje się
łatwy do wykorzystania, ale wbrew pozorom dostępny jest
każdemu. Jedynie człowiek obdarzony został wyobraźnią,
możliwością projektowania, planowania dalekiej przyszłości.
Aby t w o r z y ć , nie trzeba być
geniuszem
- trzeba być człowiekiem.
Działanie objawia się nie tylko wygrywaniem maratonów,
lecz czasem podniesieniem głowy. Ż y c i e t o d z i a ł a n i e ,
czy człowiek nadal jest pilotem odrzutowca, czy nigdy nim nie
był.
Niezależnie od tego, jak daleko posunęła się lub posunie
medycyna, niezależnie od tego, jak bardzo mądry jest akurat
wasz lekarz (ja mam pod tym względem wielkie szczęście),
musicie, państwo, o jednym zawsze i wszędzie pamiętać.
Naprawdę to wy sami odpowiadacie za swoje życie i zdrowie.
Lekarz ani nie przymusił was do zwrócenia się do niego, ani
różdżką was nie wykrył. Nawet najmądrzejszy lekarz nie
zdejmie z was odpowiedzialności.
To w a s z e życie. To w a s z a dusza i w a s z e ciało. To
wasze zdrowie.
Jako humanistka, a przede wszystkim jako człowiek, od­
czuwałam pewne braki w technice tłumaczenia pacjentom ich
realnej sytuacji.
Wydaje mi się, iż medycyna nowoczesna, kładąc nacisk na
naukowość i specjalizację, nie uwzględnia właściwie duszy
i osobowości ani lekarzy, ani chorych.
Powiecie, państwo, że choroba jest niewolą. W pewnym
sensie tak - kto o tym wie lepiej ode mnie, po tylu atakach
niedowładów i innych przykrych przygodach. Choroba na
pewno stwarza nieraz straszliwe ograniczenia. Ale chciałabym
się niezbyt uprzejmie i prosto z mostu zapytać: no to co? To już
mamy zapomnieć, że jesteśmy obdarzeni duszą i możliwością
myślenia?
Spotkałam kiedyś lupuskę, która ma domek, w domu piwnicę,
a w piwnicy wszystkie buteleczki po encortonie, jakie zużyła
w swoim życiu. Widziałam j ą tylko raz, zdaje się po dziesięciu
latach jej leczenia. Był tego podobno spory worek.
Ten worek przypomina m i jaszczura z powieści Balzaca
Jaszczur. Nie należy igrać ani z malejącym, ani z rosnącym
jaszczurem. B ó g przecież widzi nawet te buteleczki, o których
my sami zapomnieliśmy. A ludzie - czy należy ich straszyć
workiem buteleczek? Niech sobie żyją. M o ż e nigdy nie za­
chorują.
Rozumiem, że taki worek to rodzaj pamiętnika, namacalny
dowód tej codziennej pracy, j a k ą wkładamy w leczenie.
W każdą buteleczkę pakuje się dwadzieścia pastylek. Jak się
przemnoży buteleczki przez pastylki, wyjdzie droga życia.
Tak naprawdę jednak ludzie żyją nie mechanicznie i matema­
tycznie, tylko, jakby tu to nazwać, powiedzmy - ludzie żyją
mniej więcej. Posuwają się trochę po omacku. Nie znając
naprzód Losu, wyznaczają sobie kolejne ludzkie cele, starając
się utrzymać wobec życia w możliwie dobrej pozycji. Takie
rzeczy jak codzienne zażywanie czegoś robią zazwyczaj tylko
przymuszeni skrajnymi okolicznościami. Ludzie ze swym
ciałem i ze swoją duszą może są przewidywalni, ale w ogólnych
zarysach. Naprawdę są nieobliczalni i niepowtarzalni. To
właśnie jest piękne. Nie dadzą się zinterpretować wyłącznie
przez liczby i nawet, gdy policzymy wszystkie buteleczki
z tamtego worka, nie poznamy drogi życia jego posiadaczki.
To jest Wasze życie (fragmenty) „Znak" 1994

25

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10063" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10041">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8b83e4ea360b0fff6c2f88aa33edacc3.pdf</src>
        <authentication>e6eba4819791d72d0005b3acc60b34dd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119650">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6454</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119651">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119652">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119653">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119654">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6027</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119655">
                <text>Leiris i Nerval / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119656">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.268-269</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119657">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119658">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119659">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119660">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119661">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119662">
                <text>MAŁGORZATA
BARANOWSKA

Leiris i Nerval

D

ziś, po doświadczeniach surrealizmu, Nerval
często staje się bliższy XX wiekowi niż roman­
tyzmowi, zwłaszcza stosunkowo „trzeźwemu”
romantyzmowi francuskiemu. Sądy o Nervalu, jak
zwykle o literaturze i pisarzach, podlegają oddziaływa­
niu różnych metod, mód i szkół. W każdym razie
Apollinaire, a za nim surrealiści, wprowadzili Nervala
w wiek XX.
Jako osobowość fantomiczna Nerval pojawia się
często w twórczości Michela Leirisa. W Wieku męskim
pisze: „Chciałem najpierw zagrać rolę Rolli, potem
Hamleta, dzisiaj - Gerarda de Nerval. Jaką jutro? Co
dzień wdziewałem maski nie licujące z parszywą gębą
mieszczucha, którym jestem, moich bohaterów zaś na­
śladowałem w tym, co najłatwiejsze”.1 Leiris podaje, że
zdania te pochodzą z dziennika z 1924 roku (nie ma
powodu mu nie wierzyć), ale włącza je do książki, któ­
ra wyszła po raz pierwszy w roku 1938. Nerval nie od­
stępuje Leirisa, lecz raczej przesuwa się od czasu do
czasu w krajobrazie jego doznań. W roku 1925 Leiris
wiąże się bezpośrednio z grupą surrealistyczną, w któ­
rej oddziaływanie Nervala jest dość silne. Nie można
się już teraz dokładnie dowiedzieć, na skutek jakich
lektur, rozmyślań i rozmów czy z jakiego innego powo­
du pojawia się Nerval we śnie Leirisa opowiedzianym
w „La révolution surréaliste” w roku 1926. Widzi
w tym śnie plac, na którym wznosi się statua gipsowa,
oraz kogoś podobnego do widma Nervala, które uka­
zało mu się kiedyś w jego własnym pokoju.2 W ten
sposób Nerval jakby odgrywa w wyobraźni Leirisa ro­
lę, o której niewątpliwie za życia marzył, właśnie staje
się snem. W dodatku zresztą w opisanym śnie wystę­
puje w roli podwójnej, znajdujemy tu sen w śnie.
Nerval pojawia się cytowany przez Leirisa zarówno
w Wieku męskim,3 jak nawet w postaci motta do omó­
wienia hermetycznego traktatu XVI-wiecznego astro­
loga i geografa angielskiego, zatytułowanego Monas
Hieroglyphica.4 Dla Leirisa właściwie cała tajemna ga­
ma możliwości człowieka przejawiła się w osobowości
i dziele Nervala. Przy czym dzieło i osobowość należa­
łoby tu traktować jako tak dalece posuniętą jedność,
że w Wieku męskim znajdujemy następującą myśl:
268

„długo pragnąłem rozpłynąć się w świadomym i zamie­
rzonym obłędzie (takim, w jaki popadł - jak mi się
zdawało - Gerard de Nerval)”.5
Prawdziwy życiorys Nervala i jego życiorys z wybo­
ru jest najlepszym przykładem postawy, o której moż­
na z całą pewnością powiedzieć: postawa romantyczna
(oczywiście mając na uwadze ten rodzaj romantyzmu,
jaki pociągał surrealistów, ale pamiętając, że nawet
w odczuciu potocznym tak by się tę postawę określi­
ło). Zarówno wyzwanie losu, wybór sztuki, samotność,
brak domu, nieustająca wędrówka, poświęcanie się
naukom tajemnym, jak i współżycie z grupą bywającą
w salonach, organizowanie publiczności na premierze
Hernaniego Wiktora Hugo, nawet jego choroba nobi­
litowana przez romantyzm, wszystko to naznaczone
było tzw. duchem czasu czy duchem epoki.6 Piętno in­
ności stawało się w tym czasie modą, i żeby ta moda
mogła powstać, potrzeba było wielu niemożliwych do
przeniknięcia, samotnych wyobraźni. Oczywiście, sło­
wa „wyobraźnia” użyłam tu w sensie psychologicznym,
ale dla potrzeb moich rozważań o wyobraźni istotny
jest przede wszystkim stosunek artysty do wyobraźni.
W okresie kiedy mieszkał z kilkoma innymi nieco
cygańskimi artystami, Nerval zakupił sobie podobno
okazałe łoże, obok którego się układał na spoczynek.
Poeta twierdził - w łóżku tym sypia „moja wyobraź­
nia”. Sam pomysł wydaje się dzisiaj pomysłem przed­
miotu surrealistycznego, rozumianego jako „przedmiot
przeznaczony do funkcjonowania symbolicznego”.
Świadkowie tego czynu byli może przygotowani do
przyjęcia metafory w poezji, ale nie śniło im się, że
można metaforyzować życie. Zapewne po raz pierwszy
spotkali „przedmiot niepokojący i problematyczny”,
jak by go nazwał Breton.
Nervala otaczała znacznie większa ilość zaskakują­
cych przedmiotów i wydarzeń, bo też więcej niż inni
dostrzegał. Dla nas istotny jest może nie tyle sam fe­
nomen tego wielkiego poety i wielkiej osobowości,
chociaż tworzy on ważny rozdział historii poezji euro­
pejskiej, ile to, jak poeta swoją osobowość, a właściwie
swój życiorys kreuje w porządku tym samym, co sztu­
kę. Nerval prawie dokładnie wypełnia wszystkie po­
stulaty surrealistów, które oczywiście zostały ukształ­
towane między innymi pod jego wpływem.

*

Fragment z książki Surrealna wyobraźnia i poezja, W ar­
szawa 1984, s. 98-100

Przypisy
1
2
3
4

Leiris M. Wiek męski, przeł. T. i J. Błońscy, Warszawa
1972, s. 129
Leiris M. Rêves, „La révolution surréaliste” nr 7/1926, s. 8
Leiris cytuje za Nervalem z Les Illuminés Cazotte'a.
Wydaje mi się bowiem, że dla Nervala - podobnie jak
i dla adeptów „nauk tajemnych” - alchemia znajduje

�Małgorzata Baranowska • LEIRIS I NERVAL

swe narzędzie w czytaniu. „Alfabet magiczny, tajemniczy
hieroglif docierają do nas niepełne i sfałszowane bądź
przez upływ czasu, bądź przez tych, którzy są zaintereso­
wani w naszej ignorancji; odnajdźmy zagubioną literę
lub zatarty znak, ułóżmy na nowo gamę dysonansów
i w ten sposób nabierzmy siły w świecie duchów” (Leiris
M. La monade hieroglyphique de John Dee, traduit du la­
tin par Grillot de Givry, „La révolution surréaliste” nr 910/1927, s. 61). Por. także zdanie Bretona: „Być może
życie wymaga rozszyfrowania jak kryptogram” (Breton
A. Nadja, Paris 1964, s. 133). Najbardziej inspirujące

5
6

omówienie synkretyzmu religijno-filozoficzno-alchemicznego Nervala zawiera książka Richter J. Gérard de
Nerval et les doctrines ésotériques, Paris 1947. Tu m.in.
znajduje się wiele informacji o zainteresowaniach N e­
rvala doktryną i sektą Towiańskiego. Pozwala ona za­
uważyć podobieństwo między wyobraźniami Nervala
i mistycznego Słowackiego.
Leiris M. Wiek męski, s. 162
Por. Bizet R. La double vie de G. de Nerval, Paris 1928;
Raymond J. Nerval par lui-meme, Paris 1954; Béguin
A. Gérard de Nerval, Paris 1945

Michel Leiris, portret piórkiem André Massona.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10191" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10169">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c7b1ef222f156ba6ee88a6e0083d996.pdf</src>
        <authentication>4975df6322d744b78a27730c97cf84cc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121220">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2917</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121221">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2721</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121223">
                <text>Kolekcja nieidealna (2). Jestem tutaj / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121224">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.237-240</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121225">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121226">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121227">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121228">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121229">
                <text>P

ocztówka zawsze ma ambicje zastąpienia nas
we wszystkim, w czym tylko zdoła. I ten cel
przyświecał producentom pocztówek z przeło­
mu X I X i XX wieku. To właśnie dobrze się sprzeda­
wało.
Karta pocztowa ilustrowana nadzwyczajnie nada­
wała się do skrótowego przedstawiania każdej sytu­
acji, o której chcielibyśmy zawiadomić adresata. Po­
nieważ początkowo cały rewers zarezerwowany był
dla adresu, producenci kart ilustrowanych starali się
o to, by nadawca nie musiał nic, albo prawie nic, na
karcie pisać. Często na awersie wokół obrazka, lub
nawet w środku, zostawiano specjalne niewielkie
puste miejsce, na którym nadawca się tylko podpisy­
wał, lub przesyłał bardzo krótką wiadomość.
Jedną z najpowszechniejszych wiadomości na
pocztówce jest po prostu informacja: „jestem tutaj".
A mogę być wszędzie. Zwłaszcza na pocztówce. Naj­
bardziej wszystkim znane są tak zwane z niemiecka
„grusy". Przecież to uzdrowiska i hotele miały naj­
większy interes w tym, by rozpowszechniano ich siel­
ski wizerunek. W dodatku, by wysłać kartkę z po­
zdrowieniem z jakiejś miejscowości nie trzeba było
w niej dłużej przebywać, wystraczyło kupić na stacji.
Pocztówka, która nienawidzi niedomówień, bar­
dzo dokładnie usiłuje adresata zawiadomić, gdzie się

KOLEKCJA NIEIDEALNA

(2)

M A Ł G O R Z A T A
B A R A N O W S K A

Jestem tutaj

akurat nadawca znajduje. W swoim symbolicznym
języku na pewno wybierze coś najbardziej jedno­
znacznego, znanego, by nikt niczego nie pomylił. Je­
żeli na początku XX wieku chcielibyśmy zawiadomić
kogoś, że np. wyjeżdżamy właśnie z Paryża, wcale nie
musielibyśmy trudzić się pisaniem tej wiadomości.
Moglibyśmy kupić odpowiednią pocztówkę z goto­
wym nadrukiem: „Wyjeżdżam z Paryża. Przesyłam
wyrazy przyjaźni" i z zostawionym miejscem na pod-

Fotografia zrobiona na d a c h u katedry w M e d i o l a n i e z d r u k o w a n y m napisem: „Milano. I I D u o m o ( D e t t a g l i o ) "
i ze s t e m p l e m z p o z d r o w i e n i e m z d n i a 17 sierpnia 1908

237

�Małgorzata Baranowska • JESTEM TUTAJ

pis. A gdybyśmy chcieli udać się np. do Viviez, tam
dostalibyśmy pocztówkę z napisem „Przybywam do
Viviez i witam". Zeby nikt nie mial wątpliwości, że
chodzi tu o podróżowanie, widzimy na takich pocz­
tówkach pociąg, z którego wychyla się odpowiedni
podróżny (kobieta albo mężczyzna). Żebyśmy się m i ­
mo wszystko nie pomylili co do miejsca, skąd dosta­
jemy kartkę, pociąg gotów przejechać w Paryżu przez
środek placu Concorde. Czy może być jaśniej przed­
stawiona informacja: „jestem tutaj" albo „byłam t u ­
taj". W końcu pocztówka stworzona jest do przeka­
zywania takich wiadomości.
Producent przewidywał wszelkie możliwe sytuacje.
Co będzie, gdy marynarz zechce wysłać pocztówkę ze
swoim adresem (portem?). W końcu zresztą każdy,
każda może posłać kartkę z marynarzem. Kapitalne, że
rysownik tak się zapędził, iż nie tylko na pocztówce
umieścił statki, ale i samolot. A żeby było już napraw­
dę wszystko, statki są naraz parowcami i żaglowcami.
Naprawdę chodziło jedynie o adres, o to, gdzie nadaw­
ca przebywa, co nie wymagało żadnych konfabulacji.
Ale bez tego byłoby znacznie mniej ładnie.
Są miejsca, któte same w sobie mają coś cudow­
nego, tajemniczego i sławnego. Skoro większość l u ­
dzi podróżujących po Europie bez trudu rozpozna
charakterystyczną sylwetkę mediolańskiej katedry,
to dlaczego by się nie wdrapać na jej dach, nawet
będąc dużej tuszy i w ciężkim mieszczańskim ubra­
niu. Nie wystarczy tam być, dobrze jeszcze zdobyć
odpowiedni stempel z pozdrowieniem i z datą.
Pocztówka chętnie uwzględnia także miejsca,
w któtych znaleźliśmy się z powodu wyższej koniecz­
ności, zwłaszcza, jeśli są to wojenne okopy, pojazdy
pancerne, pola bitew. Gotowa jest także ukazać to
miejsce, do którego tęskni wędrowiec mimo woli.
Na pewnej pocztówce widzimy żołnierza stojącego
w zimowym krajobrazie a w chmurach rodzinę w cie­
płym kręgu światła. Drukowany podpis:
Samotny ja tu stoję,
przy was są myśli moje
[wielokropek
dopisany atramentem]
To kartka ze znaczkiem austriackim z dnia
8 1 1916 roku, adresowana do dwóch panien i pod­

238

I

pisana przez jakiegoś Bronisława, który na rewersie
zadaje pytanie: „«Gdzie myśli Wasze?» ośmiela się
zapytać szczerze życzliwy Bronisław".
Skrajnym przypadkiem zawiadomienia „jestem
tutaj", takiego w dodatku, którego „podmiot" nie
może sam się zająć przekazaniem nam stosownej
wiadomości, wydaje się pocztówkowe zawiadomie­
nie o narodzinach dziecka z miejscem na wpisanie
danych. „Jest tutaj - na świecie i teraz już nie może­
cie jego bytności tutaj pominąć" mówi pocztówka.
Motyw „jestem tutaj", to jeden z liczniejszych
motywów pocztówki, jeden z najprostszych, najbar­
dziej zrozumiałych i pewnych (?). Gdyby nie to, że
nawet ta prosta sytuacja może się okazać dziwnie
niepewna, umowna, zmistyfikowana. Oto fragment
z Wieśniaka paryskiego Louisa Aragona, rozdział Pa­
saż Opery. „Chciałem uzyskać wiadomość, czy istnie­
je jeszcze na jego terenie osobliwa instytucja, która
podejmowała się nadawania listów w którymkolwiek
punkcie globu i przesyłania ich na dowolny adres, co
pozwalało odbywać zmyśloną podróż, na Daleki
Wschód na przykład, nie opuszczając nawet na
chwilę dalekiego zachodu tajemnej przygody. Nie
sposób się dowiedzieć, dozorca nigdy nie słyszał
o czymś podobnym... Ale ostatecznie co może wie­
dzieć dozorca? Kto wie zresztą, czy nie minęło wię­
cej niż dwadzieścia lat od czasu, gdy Valery używał
takich podstępów" .
1

W wiele lat później okazało się, że Matlena Die­
trich pod koniec życia ukryta przed światem
w mieszkaniu w Paryżu, niedaleko Pól Elizejskich,
używała tego samego sposobu, by zmylić swych kore­
spondentów.
Oczywiście pocztówka znalazłaby sposób, żeby
wyrazić również taką sytuację. Ale jak, tego się już
nie dowiemy.

Przypisy
1

Louis Aragon, Wieśniak
Warszawa 1971, s. 24

Paryski, przel. Arrur Międzyrzecki,

�Małgorzata Baranowska • JESTEM TUTAJ

1

li'"'

f
'••

'

;

1

.iff

Fflharraooja

-it
2. Pocztówka z r o k u 1921
3. Pocztówka z miejscem na k o r e s p o n d e n c j ę na awersie
z r o k u 1900, wykorzystana jedynie dla daty i podpisu,
i w i d o c z n i e p o d a r o w n a j a k o prezencik, albo po prostu
zachowana na pamiątkę p o b y t u w A n n e c y . W i d a ć , że
ktoś t u podpisany przyjmował założenie, że pocztówka
„sama m ó w i "

7 /';.:''л;

4. Pocztówka z Żytomierza z r o k u

1903

5. N a pocztówce z Warszawy z r o k u 1902 n a d a w c z y m
dodała p o z d r o w i e n i e , najczęstszy na świecie tekst
użytkowników pocztówek
6. Pozdrowienia z Łobzowa z r o k u

1899

7. Pozdrowienia z Zaldzburga z r o k u

1902
7

239

�Małgorzata Baranowska • JESTEM TUTAJ

10

8. N a p i s głosi: „Wyjeżdżam z Paryża i przesyłam wyrazy przyjaźni".
Pocztówka z okresu po r o k u

1904

9. N a p i s : „ Przybywam d o V i v i e z i w i t a m " . Pocztówka z r o k u 1911
10. N a p i s : „Mój adres". W y d . J. Nozais, E d i t . 18, A v e n u e d u
C ó t e a u (Tenue B o u r c h a u d ) . N a n t e s . Niezapisana pocztówka
z o k r e s u po r o k u 1904.
11. A . Setkowicz p i n x . W y d a w n i c t w o S a l o n u M a l a r z y Polskich
w K r a k o w i e . Pocztówka z r o k u

1916

12. N a p i s na pocztówce: R... z żoną m a j ą przyjemność
poinformować o narodzinach i c h

240

Dnia

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10348" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10326">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/530751480e576e3b3cf8f68e5cac3b4c.pdf</src>
        <authentication>b1482d743c37b15381ff4e03d207f2ae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5309</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123110">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123111">
                <text>pamięć</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123112">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4931</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123113">
                <text>Kolekcja nieidealna (3) pamiętaj o mnie! / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123114">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.243-250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123115">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123116">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123117">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123118">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123119">
                <text>Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

�N

a pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma nic
prostszego, niż połączyć pocztówkę tematem pamięć. Pocztówka „ze swej natury” jest, często
ulotnym, dowodem pamięci i pamiątką. A jednak roz­
poznanie tematu zajęłoby być może wieczność. Bez na­
mysłu zakłada się, że kolekcja jest rodzajem źródła hi­
storycznego, obyczajowego. To oczywiście prawda. Nie
wyklucza to jednak faktu, że sprawa jest o wiele bardziej
skomplikowana. Trudno już dzisiaj poprzestać na kryte­
riach naiwnego neopozytywizmu, co bez namysłu czyni
większość opisywaczy kolekcji i wystaw pocztówek.
Nawet jeśli tego sobie nie uświadamiamy, poprzez
estetykę surrealizmu i ich zainteresowanie kiczem
i sztuką peryferyjną, jakby mimochodem, pocztówki
odegrały niebagatelną rolę w kształtowaniu się nowo­
czesnej antropologii i w dwudziestowiecznym pojmowa­
niu sztuki - w rozumieniu „nowości”, a także w rozu­
mieniu pojęcia kiczu jako czegoś, co nowości przeczy.
Cokolwiek przedstawia pocztówka i w jakimkolwiek
języku napisano na niej wiadomość, ducha karty pocz­
towej najlepiej oddaje zwrot PAMIĘTAJ O MNIE!
Może powinno się napisać: MYŚL O TO BIE. PA­
MIĘTAJ O MNIE. Bo pocztówka jest przede wszystkim
posłańcem uczuć, ambasadorem pamięci. A ponieważ
ona nie znosi niedomówień i chciałaby mieć gotowy
wzór na każdą okazję, więc często po prostu znajdujemy
na niej napis: pamiętaj o mnie, nie zapomnij mnie, po­
myśl o mnie, na przykład ułożone ze splecionych kwia­
tów, wśród których obowiązkowo niezapominajka.
Pocztówka chciałaby powiedzieć naraz wszystko
i zmieścić na małej powierzchni jak najwięcej symboli.
Oto nad napisem złotymi literami - pamiętaj o mnie bukiecik niezapominajek związany czerwoną wstążką,
na której zawieszono serduszko, krzyżyk i małą kotwicę.

4. N ie zapomnij mnie

243

K O L E K C JA N IE ID E A L N A

(3 )

MAŁGORZATA BARANOWSKA

Pamiętaj o mnie!

Czyli użyto symboli cnót najbardziej przez pocztówkę
uwielbianych: Wiary, Nadziei i Miłości. Na odwrocie
pisane o godzinie 10 wieczorem 29 marca 1918 roku:
N ie z słów się sk ład a m iło ści rozm ow a,
Starczy spojrzen ie za najczu lsze słowa,
M ó w i cz ęsto k ro ć w ięcej, niźli chcem y,
Je d e n jedyn y d ło n i u ścisk niem y.
Podpis - „Ten S a m ” i n ie cz y te ln a parafka.

Mówimy o uczuciach? Więc nie tylko miłość, cza­
sami nawet złość czy uraza skłania do wysłania pocz­
tówki z napisem: Nie zapomnij o mnie (oczywiście peł­
no tu niezapominajek). „List pisany dnia 5 marca 1920
rok. W pierwszych słowach mojego pisma donosze ci że
ty jesteś zadumna i straśnie się stawisz. I straśnie naro­
biłaś Nam wstydu do ciorta i trochę. Jak nie masz ży­
czenia z namy Rozmawiać. To trudno i więcej żebyś tak
Nierobiła nam Wstydu bo nie wiem Co by było z tobą”
(zachowałam oryginalną pisownię - MB).

�Niezmiernie często pojawia się na pocztówce mo­
tyw listu. Ten list, który wychylając się z obłoku zawie­
szonego nad rozmarzoną panienką trzyma w ręce ele­
gancki młodzieniec, albo ten, który trzyma piękna ko­
bieta w chmurce, zawsze znaczy: pamiętaj o mnie. N a­
wet bez chmurki będącej rodzajem komiksowego dym­
ka, oznaczającej myśli osoby, która się pod chmurką
znajduje, rozumiemy, że list oznacza przesyłane myśli
i uczucia, a także jest widomym znakiem pamięci.
Główny podział w rozumieniu przez współczesnych
nam kolekcjonerów ich własnych kolekcji ma począ­
tek w rozumieniu czasu. Jeżeli czas historyczny umie­
ścimy na osi pionowej, a współczesność na poziomej,
to większość kolekcjonerów będzie swą kolekcję
„umieszczać w pionie”. Zgodnie z przekonaniem, że
niezależnie od wyboru tematu zbioru pocztówka jest
rodzajem dokumentu epoki. Tego rodzaju postępowa­
nie wynika z ugruntowanej tradycji, która, w naszej
kulturze, jak układ dziesiętny, nie podlega dyskusji.
Pocztówka jest dokumentem szczególnym, przede
wszystkim dokumentem uczuć. Ale i te nie są wolne od
ulegania historii. Epoka odciska na nich swe piętno i nie­
244

ustannie zmienia język uczuć. Najczęściej pocztówka se­
gregowana jest za pomocą potocznych kryteriów logiki
historii pojmowanej zawsze jako przebiegającej w czasie
linearnym. A jednak można sobie wyobrazić sytuację za­
burzenia owego porządku. Jakaś linia czasu, która miała
się już kiedyś w swej linearnej rzeczywistości zakończyć,
nagle zostaje pociągnięta dalej i można by powiedzieć
„obok”, przez inny punkt na linii poziomej, niż przebiega­
łaby, gdyby szła swym naturalnym rozpędem.
Tego rodzaju przykład wykorzystania kolekcji pocz­
tówek do stworzenia serii spirali czasu, czy może pętli
czasu, stworzył w literaturze Romain Gary w książce L ę­
ki króla Salomona: „Szybko spostrzegłem, że mimo wszel­
kiego bogactwa pan Salomon jest sam na świecie. Naj­
częściej zastawałem go przy wielkim biurku filatelisty,
z lupą w oku, bardzo zadowolony oglądał znaczki, jak
prawdziwych przyjaciół, a także pocztówki, które docie­
rały do niego z przeszłości i z wszystkich stron świata.
Nie były zaadresowane do niego osobiście, bo niektóre
zostały wysłane w zeszłym wieku, kiedy pana Salomona
prawie nie było na świecie, ale na koniec trafiły do jego
domu. [...] Jedna przedstawiała młodą dziewczynę,

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

ubraną jak na początku naszych czasów, z czterema
chłopczykami w marynarskich ubrankach i słomko­
wych kapeluszach, ona mówiła kochanie, kochanie myśli­
my o tobie dzień i noc. Wracaj szybko i pamiętaj ubieraj się
ciepło i wkładaj twój flanelowy pas, twoja Maria. Najdziw­
niejsze jest to, że pan Salomon przeczytał tę pocztówkę,
a potem poszedł kupić sobie flanelowy pas.[...] Ta kart­
ka była z 1914 roku. [...] Nie wiedziałem, że pan Salo­
mon nie może ścierpieć zapomnienia, zapomnianych
ludzi, którzy żyli i kochali, i przeszli bez śladu, którzy by­
li kimś, a stali się niczym, pyłem, resztkami, tymi co są
«sprzed», bo teraz wiem, że tak ich nazywał”.1
„Pan Salomon znalazł u braci Dupin w pasażu Saint
Barthelemy pocztówkę z fotografią odaliski, mieli ta­
kie w Algerii, która była jeszcze francuska, a na od­
wrocie słowa miłości: nie mogę żyć bez Ciebie Ciebie mi
najbardziej brak na świecie będę w piątek o siódmej pod
zegarem na placu Blanche czekam na Ciebie z utęsknie­
niem twoja Fanny".2 Oczywiście pan Salomon szuka
odpowiedniego zegara, a przede wszystkim odpowied­
niej godziny. Znajduje konsjerżkę, która naprowadza
go na trop zegara, bo pamięta zegar i ulicę.
Pan Salomon miał 10 000 pocztówek, wszystkie
z tekstami silnie nacechowanymi uczuciowo, bo tylko
takie zamawiał u handlarzy pocztówkami, i obcował z ni­
mi jak z bliskimi. Bohater Gary’ego wprowadza „fabułę”
kolekcji do swojej teraźniejszości. Gary ma rację. Świet­
nie oddał on tu istotę ducha pocztówki, która przede

PARIS (IX ’).

—

wszystkim jest wehikułem uczuć. A że wszystko toczy się
w wyobraźni, także pasuje do świata pocztówki.
Kolekcjonowanie i odgrywanie uczuć zapomnia­
nych, pozostawionych na małych, kolorowych kartoni­
kach, zostało przez Gary’ego opisane jako skrajny prze­
jaw samotności. Ta samotność także została przedsta­
wiona oryginalnie. Pan Salomon mówi do pana Tonga,
tłumaczącego mu, że przecież nie znał tych ludzi z pocz­
tówek, którymi tak się przejmuje: „ - Pan nie potrafi zro­
zumieć. Pan stracił całą rodzinę w Kambodży. Pan ma
o kim myśleć. Ale ja nigdy nikogo nie straciłem. Wśród
tych sześciu milionów Żydów eksterminowanych za
Niemca nie miałem nikogo, choćby byle kuzyna. Nawet
moi rodzice nie zostali zabici. Zmarli przedwcześnie,
w pokoju i godności, przed Hitlerem. Mam osiemdzie­
siąt cztery lata i nikogo do opłakiwania. To straszne być
samotnym po stracie ukochanej istoty, ale jeszcze strasz­
niejsza jest samotność, jak się nigdy nikogo nie straciło.
No więc kiedy przeglądam ten album...”.3
Opłakiwanie utraty możliwości bezpośredniego
przeżycia tamtej straty pozwala Gary’emu opisać wcie­
lenie samotności po Zagładzie. Scenariusz żalu pisarz
zmienił w historię zbierania pocztówek, jeśli można to
nazwać zbieraniem pocztówek, a nie korespondencji,
albo może lepiej zbieraniem uczuć. W każdym razie
trudno tę kolekcje potraktować jak zwykłe, tradycyjne
muzeum. Niewątpliwie ta kolekcja należy do współ­
czesności jej właściciela, a nie do przechowywanej

Le Boulward Montmartre. — LL.

7
5. List w ręce postaci w chmurce nad główną postacią pocztówki oznacza „myślę o Tobie”, „pamiętam”
6. List w ręce może oznaczać zarówno nadejście poczty, jak i chęć wysłania owego listu
7. Kartka z Paryża z roku 1914 z charakterystycznym zegarem ulicznym. Pod podobny musiał się zapewne udać pan Salomon bohater po­
wieści Romain Gary’ego.

245

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

8. Nie wiadomo czy pan Salomon udał się i na spotkanie tych ludzi. Paryż w czasie powodzi (styczeń 1910). - Rue du B ac

skrzętnie przeszłości. Ale przecież zbiera pocztówki
dlatego, że nadawcy i odbiorcy należeli do przeszłości
i ich uczucia miały zostać zapomniane.
Strażnikiem i aktorem tych uczuć staje się stary, cał­
kowicie samotny Zyd. On staje się też wcieleniem pa­
mięci. Tylko jakiej? Tylko czyjej? Narratorowi opowieści
kraje się serce, kiedy nagle pojmuje, że pan Salomon zo­
stał „adoptowany” - na chwilę, bo przecież co chwilę
zmieniał obiekt swej kontemplacji - przez pewną rodzi­
nę bretońską z pocztówkowego zdjęcia z roku 1905.
To jakaś efemeryda pamięci, która wyłania ulotne
chwile, nie mogąc w żadnym razie objąć całości.
W pewnym sensie mamy tu też analizę samej kolekcji,
która zawsze będzie ułomna, jeśli nie jest kolekcją pa­
ru określonych, możliwych do zgromadzenia przedmio­
tów. Na pewno jednak nie może to dotyczyć ani zbioru
pocztówek, ani zbioru życiorysów czy wydarzeń z życio­
rysów nadawców i odbiorców 10 000 pocztówek.
Tutaj muszę wprowadzić rodzaj historycznego anek­
su do tematu „kolekcje pocztówek i pamięć”, jak rów­
nież do fabuły Lęków króla Salomona. W roku 1967
w „Stolicy” ukazał się tekst o znanym, świetnym zbiorze
pocztówek inżyniera Stanisława Rzeźniackiego, stano­
wiącym dzisiaj trzon zbioru Biblioteki Uniwersyteckiej
w Toruniu. Sam Rzeźniacki to postać bardzo ciekawa
- podróżnik mimo woli, bo jako obywatel Księstwa Po­
znańskiego przebywający w zaborze rosyjskim został po
wybuchu I wojny internowany i zesłany na Sybir. Jako
wygnaniec, a potem jako wędrowiec, także po Tybecie,
spędził w Azji osiemnaście lat. Wrócił do kraju w roku

1932. Już przed wojną miał wielką i cenną kolekcję,
z której 25 000 spłonęło w powstaniu warszawskim. To,
co dotarło do Torunia, to 60 000 pocztówek,4 chociaż
uważano za jego życia, że doszedł do większej ilości.
Zacytujmy bardzo charakterystyczny list tego na­
miętnego zbieracza, który uległ, jak to mawiano na po­
czątku dwudziestego wieku, „manji kartkowej”:
„W pocztówkach mam wszystko - pisze Rzeźniacki - na­
wet poezję i muzykę na pocztówkach; mam albumy ge­
niuszów z całego świata, a jaki ciekawy Watykan
z wszystkimi papieżami, wykopaliskami Pompei, Egiptu
i grobowcami, mumiami, piramidami, sfinksami, azjatyc­
kie pagody, meczety, minarety - jednym słowem, cały
świat na pocztówkach - istne muzeum w miniaturze”.5
W artykule Sto lat kartki pocztowej i 100 000 pocztó­
wek, w „Stolicy” z 1967, poświęconym właśnie kolekcji
inżyniera Rzeźniackiego, Antoni Trapiński pisze
o pierwszej w Warszawie wystawie pocztówek w roku
1900: „Wystąpiło 10 wydawców i około 30 kolekcjone­
rów modnego artykułu produkcji krajowej i zagranicz­
nej, który jako nowość bił wówczas rekord uznania i po­
wodzenia. Wystawiali pp. Kiesewetter i Semadeni z Lu­
blina, panna Rozalia Klopfert z Warszawy i p. Henry
z Petersburga (podobno od tego czasu datuje się naj­
większe muzeum w Związku Radzieckim, powstałe z ko­
lekcji prywatnej i liczące obecnie około miliona sztuk).
Próżno u nas szukać śladów po takich zbiorach i wy­
stawcach, jak pp. Ignacy R. Barabasz, Maksymilianowa
Baruch, Eustachy Goldfeder, L. i S. Kapłan, Halina Hochenlinger, Izydor Katz, Helena i Stefan Lewentalowie,

246

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

Jan Samuelson, Friede Rundo i Rzecznik z Warszawy.
[... ] Wymienione nazwiska jednak świadczyć mogą, dla­
czego p. Rzeźniacki pozostał na placu boju jedynym
w kraju stutysięcznikiem w swej dziedzinie”.6
W Europie Środkowej i Wschodniej nie trzeba na­
wet takiego akapitu komentować. Niech więc tylko
stanowi mikroskopijną pamiątkę tamtych ludzi i tam­
tych kolekcji także w moim tekście.
Niektórzy historycy żartem powiadają, że wszystko
ginie, tylko papier jest niezniszczalny. To się nie może
sprawdzić, zwłaszcza w mieście w osiemdziesięciu pro­
centach zburzonym i spalonym, jakim jest Warszawa.
A jednak czasami ma się takie złudne wrażenie i nagle
trafi się w antykwariacie na pocztówkę z okresu narzeczeństwa babci naszych bliskich znajomych, albo na
pocztówkę z wojny, albo w Paryżu natknie się na świe­
żutkie - z roku 1919 - wiadomości z Warszawy. Na
przykład jakiś podporucznik, Francuz, prosi rodziców,
żeby przysłali mu kepi i żeby pamiętali, że ma dużą gło­
wę. Pisze też, że w Warszawie jest piękna pogoda i pój­
dzie z kolegami na spacer. A wszystko na pocztówce
z kościołem Najświętszej Marii Panny.
Na pocztówkach zapisuje się pamięć miasta, co w wy­
padku Warszawy ma znaczenie nadzwyczajne. Nieistnie­
jące ulice. Nieistniejące kamienice. Gmachy przerobione

wiele razy. Gmachy odbudowane jako czysty kształt, jak
Pałac Jabłonowskich (kiedyś Ratusz), i nienapełnione
dawną treścią. Można powiedzieć, że większość Warsza­
wy podzieliła los globu ziemskiego umieszczonego na
gmachu Poczty Głównej przy placu Wareckim, którą za­
częto budować na początku roku 1900. Tego globu nie
znajdujemy już na pocztówce z lat trzydziestych, a po II
wojnie nie znajdujemy nawet gmachu.
Czasami natrafia się na coś, co zaskakuje nawet
kogoś, kto nieźle zna historię Warszawy, jak fotografia
minaretu warszawskiego z ogrodu księcia (stąd ulica
Książęca) podkomorzego wielkiego koronnego Kazi­
mierza Poniatowskiego, brata króla. Pocztówka zosta­
ła wydana przez Franciszka Karpowicza w Warszawie
w serii zdjęć ważnych miejsc miasta, na których zosta­
ło „podłożone” niebem koloru łososiowego lub różo­
wego zachodu słońca. Ukazuje się nam miasto odreal­
nione.7 W ten sposób budynki i drzewa utrzymane
w mocnym ciemnym tonie zyskują na plastyczności
i na tajemniczości jednocześnie. Mają coś wspólnego
z tym nawiązującym do symbolistycznych wizerunków
miast starożytnych, obrazem miasta wyludnionego,
statycznego, groźnego i mitycznego, który czasem uzy­
skiwany jest na pocztówkach za pomocą kolażu lub fo­
tografii wyolbrzymiającej niektóre jego fragmenty.

Wurazatru. Główna 1‘w-zta,

9.

Gmach Poczty Głównej w Warszawie na placu
Wareckim, przed rokiem 1914
10. Paryż nocą. Opera
11. Minaret w ogrodzie Na Książęcem, ok. 1905

247

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

Z pocztówki z minaretem wyłania się cień modne­
go osiemnastowiecznego ogrodu Na Książęcem, gdzie
minaret stanowił tylko jeden z elementów egzotyzmu.
Były tam też sztuczne groty, stawy z wyspami z praw­
dziwymi małpami i sztuczne kaskady. Chociaż dla nas
równie dziś egzotyczny wydaje się kształt przedwojen­
nej Katedry św. Jana z jej koronkowymi neogotyckimi
wieżyczkami. Nie mówiąc o zaskakującej pasiece, tak,
pasiece przy gimnazjum Batorego w Warszawie.
Jasne, że pocztówek, zwłaszcza tych zapisanych i wy­
słanych, nie należy szukać w miejscu, skąd pochodzą,
zwłaszcza w miejscu nawiedzanym przez wojny. Między
innymi dlatego pocztówki w Warszawie są tak drogie.
Ostatnio jednak, odkąd tak łatwo przekracza się granice,
wiele do Warszawy wróciło. Zostały przywiezione z Nie­
miec, Rosji i nawet z Francji, gdzie się zachowały. Cieka­
we, że wśród mód na tematy pocztówkowe zmieniają się
też mody na miejscowości. Wydaje mi się, że trzydzieści
lat temu więcej było ludzi zbierających pocztówki z ta­
kich miast jak Wiedeń, Paryż, Moskwa, Odessa, a teraz
muszą to być jakieś szczególne okazy. Ceny niesłychane
natomiast osiągają pocztówki z małych miejscowości.
Należy sądzić, że to jeden z wyznaczników naszych cza­
sów, czyli czasów poszukiwania korzeni. Czy stworzy się
przez to mit małych miejscowości? Całkiem możliwe.
W zeszłym roku (2002) prasa paryska podawała, że
na aukcjach pocztówek największe ceny osiągają pocz­
tówki z najmniejszych miejscowości i ogłosiła triumf
regionalizmu. Najbardziej dzisiaj poszukiwane są pocz­
tówki, na których uwieczniono codzienne czynności,
widoki ulic, uprawa roli. I nagle okazało się, że tak kie­
dyś we francuskich kolekcjach dominujące karty pocz­
towe specjalnie przez ilustratorów projektowane jako
pocztówki, i do tego jako karty fantastyczne, a raczej
może należałoby przetłumaczyć „fantazyjne”, tak, jak
to się nazywa w czasopiśmie „Listek”, ponieważ we
Francji istnieje osobny dział - cartes de fantaisie muszą
ustąpić pola kartom dla miłośników regionalizmu. Co
nie znaczy, że inne nie mają swoich amatorów, ale re­
gionalizm zapanował podobno w 95%. Podobny pro­
ces zaszedł w kolekcjonerstwie polskim. Tyle, że regio­
nalizm wyparł tutaj przede wszystkim tzw. malarstwo
i w pewnym stopniu także pocztówkę patriotyczną.
Tylko nieliczni kolekcjonerzy wybiorą oś poziomą.
Oczywiście przez to poszczególne egzemplarze nie prze­
staną być dokumentem epoki. Ale w niektórych kolek­
cjach nabiorą znaczenia współczesnego w stosunku do
czasów zbieracza. Tak robił Paul Elurad stosując cha­
rakterystyczną dla surrealistów praktykę, która polega­
ła na anachronicznym przypisywaniu dawnym dziełom
cech własnej poetyki. Oczywiście, jak i inni, powoły­
wali się surrealiści na artystycznych przodków, ale trak­
towali ich bardziej bezceremonialnie, chwilami bez ce­
regieli traktując ich jak własnych współczesnych. Jeśli
chodzi o pocztówki, Eluard sam pisał o pocztówkach
z ich złotego okresu, traktując je tradycyjnie jako ro­
dzaj dokumentu przeszłości. Ale w tym samym czasie,

w swoich albumach układał je na własny poetycki spo­
sób, tak żeby tworzyły tajemniczy, jego własny szyfr i, za
pomocą odpowiednich skojarzeń, rodzaj poematu.
Niektórzy czciciele kiczu, oczywiście to także po­
tomkowie surrealistów, traktują wszystkie przedmioty
kiczu jako po prostu własną współczesność. I w pew­
nym sensie czas historyczny jest dla nich ważniejszy
z powodu ceny antykwarycznej danego przedmiotu, bo
starszy bywa droższy, niż z powodu ich stosunku do ko­
lekcji. Czciciele kiczu są dziś najbardziej podobni do
dawnych zbieraczy i twórców muzeów osobliwości.
A kolekcje pocztówek, mimo że ich ceny są teraz rela­
tywnie wysokie, są najtańszymi zbiorami osobliwości.
Specjalny egzotyzm pocztówkowy, niekoniecznie
tożsamy z egzotyzmem w zbiorach Rzeźniackiego, często
jest mocno podejrzany z punktu widzenia dobrego sma­
ku. Ale to właśnie niewątpliwie pociąga nowoczesnych
zbieraczy pocztówkowego kiczu, czcicieli kampu, będą­
cego według opisu Susan Sontag „[8]... miłością do te­
go, co przesadne, co «się nie mieści» (off), do rzeczy-będących-tym-czym-nie-są). Najlepszym przykładem jest
secesja, najbardziej typowy i najbardziej rozwinięty styl
kampowy. Secesyjne przedmioty przemieniają coś w zu­
pełnie coś innego: instalacje oświetleniowe mają kształt
kwitnących roślin, salon w rzeczywistości jest grotą”.8
„[23] W naiwnym, czyli czystym kampie zasadniczym
elementem jest powaga; powaga, która zawodzi. Oczy­
wiście nie każdą chybioną powagę można odkupić mia­
nem kampu. Tylko taką, która jest właściwą mieszanka
przesady, fantazji, zapału i naiwności”.9 „[54] Kamp
twierdzi, że dobry smak nie jest po prostu dobrym sma­
kiem; że istnieje dobry smak złego smaku”.10
Oczywiście to tylko ułamek teorii kampu, ale za to
najlepiej pasujący do rozumienia kiczu „opromieniają­
cego” zbiory pocztówek. Najciekawsze jest, że w ogóle
powstała potrzeba utworzenia nowego w stosunku do
„kiczu” pojęcia z tej samej przecież dziedziny. Dowodzi
to, że mamy do czynienia z pojęciem zmieniającym się
i w naszej współczesności żywotnym.
Zdaję sobie sprawę, że tekst mój specjalnie napisa­
ny z myślą o pojęciu „pamięci” dotyka wielu nieroz­
wiązanych tu problemów. Ale wiele lat obcując z pocz­
tówkami i kolekcjami pocztówek, spotykam się z wiel­
ką liczbą kwestii nie tylko nigdy nie analizowanych,
ale i trudnych do rozwiązania.
Podam tu pewien podstępny przykład. Zarówno
zbieracze „naiwni”, jak i doświadczeni zwracają oczywi­
ście uwagę na udział pocztówki w obiegu pocztowym,
czyli oglądają stempel, daty listów, miejsca napisania
i nadania kartki, jeżeli można je na kartce odczytać.
Muszę tu opowiedzieć o pewnej instytucji, która
była wspominana i potraktowana bardzo poetycko
przez Louisa Aragona w Wieśniaku paryskim i o sposo­
bie zwodzenia prasy i wielbicieli przez Marlenę Die­
trich, co opisywałam w poprzednim odcinku.
Teraz cytat z artykułu Z[uzanny] R[abskiej] Z dzie­
jów pocztówki: „«Międzynarodowe Towarzystwo kart

248

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

W ARSZAW A,

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

pocztowych illustrowanych» rozsyłało na cztery strony
świata swoich agentów, którzy wysyłali «widokówki»
z wszystkich kątów ziemskiego globu do roznamiętnionych abonentów. Chodziło o to, aby kartka z widokiem
np. Kairu miała stempel Kairu”.11 Tylko filateliści mo­
gli wpaść na taki pomysł. Ponieważ sądzili oni, że zbie­
ranie pocztówek to coś jak zbieranie odciętych ko­
niuszków cygar. A taki stempel mógł zbieraczowi pocz­
tówek nagrodzić to, że zbiera śmieci, i wprowadzić go
w krąg ludzi zajmujących się sprawami poważnymi.
Dzisiejsi zbieracze kiczu włączający kicz do własnej
współczesności i bez żenady wielbiący stare pocztówki
tym bardziej, im bardziej są kiczowate, nie mają już
tamtych kłopotów z początku wieku. Ale i tak zbiera­
cze dalej hołdujący poczciwemu czasowi linearnemu
historii aż nazbyt tradycyjnej mają nad grzejącymi się
w promieniach kiczu miażdżącą przewagę.

Przypisy
1 R. Gary

(E. Ajar) Lęki króla Salomona, przeł. M. Braunstein, A.

Daniłowicz-Grudzińska, Warszawa 1982, s. 20-21

2
3
4

op. cit., s. 21
op. cit., s. 24-25
Por. J. Kotłowski Zbiór pocztówek w Bibliotece Uniwersyteckiej
w Toruniu, w: Aksjosemiotyka karty pocztowej, pod red. P. Bana­
sia, Wrocław 1992

5
6

A ntoni Trepiński Sto lat kartki pocztowej i 100 000 pocztówek,

7

Por. Grażyna Machel Idealny obraz miasta na karcie pocztowej, w:

Cytuję za J. Kotłowski Zbiór pocztówek...
„Stolica” 1967 nr 12-13
Aksjosemiotyka karty pocztowej

8

Susan Sontag Notatki o Kampie, przeł. Wanda Wertenstein, „Li­
teratura na Świecie” 1979, nr 9, s. 310

9
10
11
17. Symbole pamięci i szczęścia w nadmiarze

250

op. cit., s. 315
op. cit., s. 321
Z. R[abska] „Naokoło Świata” 1924, nr 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10615" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10593">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fbe6976fa41c84749ec4bc07787e8b66.pdf</src>
        <authentication>53505a848c0508a830f5c92936225215</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126503">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2513</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126504">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126505">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2333</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126506">
                <text>Kajety. Prywatna historia poezji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126507">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.16-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126508">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126509">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126510">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126511">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126512">
                <text>Kajety. Prywatna historia poezji
Małgorzata Baranowska
30 VII 1993
Patrzenie z punktu widzenia psa zaszło już dawno do pokoju
dziecinnego. A przecież Adolf Dygasiński pisząc Asa w końcu
ubiegłego wieku był jeszcze odkrywcą. Chciał opisywać klasy
najniższe. Czy można było znaleźć na drabinie społecznej kogoś
niższego niż psa? On się po prostu znajdował poniżej tej drabiny. Do
tego jest świadkiem i nieraz krzywdzonym uczestnikiem wydarzeń,
które ludzie starają się ukryć przed opinią publiczną.
Pies naturalistyczny to zupełnie inne zwierzę niż pies alegoryczny,
który służył literaturze już dawno.
2 VIII 1993
Na najniższym stopniu, koło psa, przez całe wieki znajduje się
przykucnięte dziecko. Właściwie ani żadnej osobnej duszy, ani tym
bardziej ważności nie miało.
Kochanowski jednak wielkim krokiem wyprzedziwszy literaturę,
nadał Urszulce ważność przynależną personom. Uczcił ją Trenami,
przy okazji uczynił poetką, bo jednak bez żadnych dorosłych
przymiotów do opiewania nie mógł jej do ważności wprowadzić.
3 VIII 1993
Do ważności, czyli do literatury, do poezji. Oto fragment Muzy
Kochanowskiego:
Nie raz Troja burzona: przed Hektorem siła
Mężnych było, którym śmierć przy ojczyźnie miła,
Ale wszyscy w milczeniu wiecznym, pogrążeni,
Że poety zacnego rymy przebaczeni.
Kogo poeta przeoczy, ten ugrzęźnie w niebycie. Kochanowski
wierzył w nieśmiertelność w poezji.

* Tytuł pochodzi od redakcji. Jest to fragment publikowanego przez
autorkę cyklu Prywatna historia poezji na łamach „Twórczości",który
drukujemy za: „Twórczość" 1995, nr 11, s. 123-127

Литок.

ą

U

4 VIII 1993
Andre Malraux Przemiana bogów. Nadprzyrodzone: Egipski rzeź.
biarz wierzył, że wyzwala spod władzy czasu swojego modela,
a Vermeer - swój obraz" (tłum. Eligia Bąkowska.)
II VIII 1993
Z tymi dziećmi nie jest tak prosto. Były dzieci królowie, dzieci
wojownicy, dzieci pracownicy. Jeszcze są - najwięcej dzieci robot­
ników.
Skoro Urszulka umarła mając trzydzieści miesięcy, mogła być już
nawet poetką - prawda? Urszulka na koturnie poezji weszła do
napuszonego gatunku - do trenów.
Odwrotny, odmładzający, proces zaszedł z Baczyńskim, który
zginął mając dwadzieścia trzy lata, więc już w wieku męskim,
prawda? Ci, co zostali, starzeli się, a on nie. Matka przeżyła poetę,
więc musiał pozostać dzieckiem, niedorostkiem. Legenda Baczyńs­
kiego odmładza go.
14 VIII 1993
Udało mi się pożyczyć kajety dziecka? pensjonarki? kajety
młodzieńcze? Powiedzmy od dwunastu, trzynastu lat do jakichś
szesnastu to już młodzież chyba. Trudno się dowiedzieć. W każdym
razie zostały zapełnione w Wilnie i przyjechały pociągiem „repat­
riacyjnym" w roku 1945. Matka pani profesor Janion, bo to kajety
prof. Janion, właśnie tej wiosny (1993) na Wielkanoc w Łodzi oddala
jej, żeby wzięła te zeszyty do siebie.
15 VIII 1993
Pierwszy kajet to notes w kratkę z dziurkowanymi kartkami do
zrywania (wysokość 21,5 cm, szerokość 13 cm), z wykończonym
metalem otworem do zawieszania. Ale wyraźnie nie był wieszany, bo
wisiałby w pionie, a zapisany został w poziomie. Ponadto wyraźnie
ktoś (właścicielka) dorobił mu indeks alfabetyczny, czyli wycia)
„schodki" z literami.
Cóż, jest to lista lektur zapisana pod literą według nazwisk autorów
Każda strona w tym notesie została ułożona w tabelkę: AUTOR.
TYTUŁ, STR„ AUTOR, TYTUŁ, STR.

•MMHH
ТУТ U-r.
TYTUŁ
AUTOR
i6TR.
A •»•« *\»". *b*fi 4 •} &lt;ДОЦ ftn*»»«jy«*fcw lUmt »' I ł wt'«
S\e*yivik* W * « J |
Y'** •*****•• "**

9. 1 W I
0-

if H H * m ^

Точу.****
9«k**A

i to*"-,
Л - ft jito*«»v
&lt;|1M|
Щ
•Щ

76

1

ii.

bu&lt;
1л

�Oto niektóre z książek autorów, których nazwisko zaczyna się na C.
niezbyt dużo pozycji. Na literę P byłoby 66. a tutaj tylko 49, ale i tak
weźmiemy tylko niektóre.
L. Czarska Nieznośna dziewczyna, [str.J 240
M. Cropker Tajemnicze klejnoty, 160
j O. Curwood Łowcy wilków. 200
g. Curie Maria Curie-Sklodowska. 450
X. Choiński Tiara i korona, 780
p. Chmielowski Historia literatury polskiej, 480
L. F. Celine Podróż do kresu nocy, 660
j . Conrad Nostromo, 330
C. A. Chant Cuda wszechświata.. 180
j . Czekanowski Człowiek w czasie. 270
д. Carrel Człowiek - istota nieznana. 270
R. Culder Narodziny przyszłości, 250
P. Choynowski Historia naiwna, 230
p. Choynowski Młodość, miłość awanstura.. 270
G. H. Chesterton Niedowiarstwo ks. Browna. 310
R. Czekańska-Heymanowa Maria Kalergis, 380
A. Czechow Nowele, 150
M. Choromański Zazdrość i medycyna, 315
Oczywiście i dalsze utwory Conrada: Sześć opowieści (310) Tajfun
(130). U kresu sił (190), Murzyn z załogi Narcyza (210), Lord Jim
(320). Między lądem a morzem (270), Korsarz (276), Fantazja
Mmcmra (210), W oczach Zachodu (rzadkie zjawisko w tym kajecie
-nie ma podanej liczby stron).
17 VIII 1993
Jaka szkoda, że zupełnie nie mogę się dowiedzieć, w jakich latach
ten spis został sporządzony. To normalna cecha dzieciństwa i młodo­
ści-czas wydaje się nieistotny, nieograniczony i wolno płynący. Nie
ma potrzeby wypisywać dal. Ciekawe, że potem można lego nie
pamiętać. Ale tak jest. Nie pamiętamy swego życia dzień po dniu.
W każdym razie pierwsze, środkowe i końcowe wpisy w po­
szczególnych literach różnią się pismem. Te początkowe są raczej
dziecinne.
18 VIII 1993
Może byłaby to jakaś po prostu wysepka profesorskiego dziecińst­
wa, gdyby nie fakt, że tych zanotowanych z liczbą stron książek jest
1039, tak, tysiąc trzydzieści dziewięć. I w dodatku często jakieś
większe całości nie są rozbite na poszczególne tomy, więc w tym
i Chłopi, i inne kolubryny zanotowane zostały jako jedna pozycja.
Proszę. Chłopi (pod R) - 1940 stron. Zresztą tutaj i Ziemia obiecana
-860 stron, Rok 17941-460 stron, Ave Patria - 330 stron. Krosnowa
i mat - 370 stron, Komedjantka - 485 stron. Przysięga - 190 stron,
Fermenty - 660 stron. Bunt - 200 stron. Co daje 5015 stron (pięć
tysięcy piętnaście stron) samego Reymonta.
19 VIII 1993
No i po co spytałam profesor Janion: co pamięta z Reymonta, tego
••dziecinnego" ?Twierdzi, że nic jej nie zostało. Tylko była pod takim
*'elkim jego wpływem, że napisała nowelkę. Przez całą jedną stronę
'°P z chłopem kłócili się o ziemię. A potem nastąpiło zakończenie,
które brzmiało: „I chycił go za orzydle".
Prot. Janion nie rosła więc na prozaika. Niewątpliwie jednak już
* dzieciństwie przejawiała siłę systematyczności. To się robi tak:
"kie się z mamusią do miejskiej biblioteki, zapisuje się, a potem już
№o rano pożycza się dwie książki i po południu także dwie. Bo
Przecież od zawsze tylko dwie pożyczają. W dodatku w mojej czytelni
elnicowej na siłę trzeba było wziąć np. poezję lub popularno­
naukową. A mieli taką złą poezję! Nawet jak sama już drukowałam
ersze, to nie raczyli mnie zwolnić z tej bzdury, bo by się im
^'ystyka socjalistyczna popsuła.
***' profesor każdemu by statystykę poprawiła. Jej notesik, kajet
[') tabelka jest po prostu katalogiem tamtej, nie istniejącej, biblioteki.
' 'e - trzeba dodać - zaopatrzonej.
" mojej czytelni żadnego chyba Gombrowicza nie było. W Wilnie
Joasie wojny prof. Janion czytała Ferdydurke (320 stron). Ciekawe.
i a l i nam Gojawiczyńską, jakby nie było innych pisarzy, a nie
tyscy przeczytał i do końca Dziewczęta z Nowolipek. W kajecie jest
cn

z|

W|

z

W r n a w

ł s

siedem jej książek, obok Gide'a, Celine'a, Gombrowicza, Ochorowicza, Słońskiego, Schulza, Wildea. Tych tez u mnie nie było.
Właściwie może to kajet z historii Wilna?
20 VIII 1993
I rzeczywiście. Spytałam. A to historia Wilna. Z powodu okupacji
(litewska, sowiecka, niemiecka, sowiecka) Wilna zlikwidowano
polskie stowarzyszenia. Biblioteka Związku Spółdzielni Mleczars­
kich i Jajczarskich (do której należała matka prof. Janion) oddała swój
zbiór pry watnej czytelni przy ulicy Tatarskiej. Za to dawni czytelnicy
biblioteki spółdzielczej mogli - w tej prywatnej bibliotece na
Tatarskiej, gdzie normalnie wykupywało się abonament - wypoży­
czać książki za darmo.
Prof. Janion natychmiast zaanektowała legitymację biblioteczną
swojej mamusi i jej przyjaciółki. Za pomocą tych dwóch legitymacji
udało się jej osiągnąć taki wynik.
21 VIII 1993
Ten spis świadczy o dziecinnym dążeniu do doskonałości. Na
akord.
22 VIII 1993
Ale jest tu i coś innego. Bardziej ogólnego. Bardziej historycznego.
Wszyscy znani mi starsi czytelnicy przeczytali masę książek właśnie
w okresie wojny. Jeżeli tylko mogli. Bo oczywiście wielu odcięło od
książek. Ale natrafia się ciągle na opisy bezcennych pojedynczych
egzemplarzy zaczytanych na zsyłce albo w wojsku brytyjskim, albo
gdziekolwiek na świecie.
Znałam osobę - Jadwigę Packiewiczównę (ur. 1900) - którą
koleżanki z obozu niemieckiego nazywały Człowiekiem, który był
Czwartkiem, ponieważ niezrównanie opowiadała Chestertona. Bo
i przekaz ustny literatury pisanej stał się wtedy skarbem.
23 VIII 1993
Czytanie nie tyle wiązało się z mającą jakoby dziś upaść Galaktyką
Gutenberga, ile raczej z planetą wolności i wspólnotą języka.
Odejściem od rzeczywistości wojny. Czytanie, narkotyczne czytanie
stwarzało wybór, pozór wolności.
24 VIII 1993
Oczywiście trafiali się i czytacze urodzeni, pożeracze książek od
zawsze i na zawsze, jak prof. Janion czy Jerzy Lisowski, który
zapewne do dziś boleje nad ..straconą" gwiazdką 1937 roku, kiedy
zamiast, jak co roku, „metra książek" dostał od rodziców skrzypce.
W każdym razie bolał jeszcze w latach siedemdziesiątych, kiedy
udzielał mi wywiadu dla Literatury na Świecie. I jeszcze wtedy żywo
pamiętał głód polskiej książki we Francji, w latach czterdziestych,
w schroniskach polskich, jakby jeszcze mu brakowało tamtych
niedostępnych tomów Przedwiośnia i Ogniem i mieczem (bo wtedy
mógł znaleźć tylko poszczególne tomy, zaczytane). Opowiadał, że:
„w archiwach jakiejś starej księgarni, która prowadziła sprzedaż
jeszcze dzieł Wielkiej Emigracji, znalazły się Pamiętniki Soplicy
w arkuszach. W schroniskach polskich wzbudziły prawdziwą ra­
dość".
26 VII/ 1993
Jak obliczaliśmy, w okresie moich studiów polonistycznych trzeba
było przeczytać 600 stron dziennie, żeby zaliczyć wszystkie lektury.
Ktoś powie, że to bez sensu liczyć na strony. Tyle tylko że tu się liczy
przede wszystkim czas. Mogą być genialni dwunastoletni matematy­
cy, ale nie ma dwunastoletnich genialnych humanistów. Żeby
wykształcić humanistę, trzeba dłuższego czasu.
27 VIII 1993
Do humanistyki zupełnie jak do matematyki konieczna jest
intuicja. Ale intuicja ma dojść do głosu dopiero w trzecim tysiącleciu.
Ciekawe, co robić do tego czasu. Wydaje się, że mnóstwo ludzi się nad
tym zastanawia. Na razie w Polsce postmodernizm ledwo raczkujący
zaraz się na szczęście skończy.
Postmodernizm to ludzkość w poczekalni do poczucia całości.

17

�28 VIII 1993
Zdobyć świadomość humanistyczna przy tak wielkiej (najczęściej
wtórnej) produkcji myśli i tak rozrośniętej informacji stało się dziś
sztuką.
29 VIII 1993
Dzieci noszą teraz dyskietki, a nie tomy. Notują w przestrzeni
niewidocznej.
30 VIII 1993
Przerażająca jest ta dzisiejsza supertechnika gry na fortepianie czy
skrzypcach. Japończycy opanowują rynek nie tylko instrumentów,
lecz i palców.
Rubinstein był niedokładny, także Paderewski chyba. Ale Rubin­
stein i Paderewski byli wielkimi muzykami, a nie doskonałymi
pianolami. Jak się słyszy, że przy dzisiejszej technice można na płycie
kompaktowej nagrać Dziewiątą symfonię po jednym dźwięku i wy­
jdzie bezbłędnie, lo brrr! Odechciewa się takiej sztuki.
Mimo że przy komputerze jeszcze siedzi człowiek, to zasadą staje
się, wyeliminowanie człowieczeństwa. Nie przyjmuję tłumaczenia,
że konserwatyści (czyli w tym wypadku ja) zawsze byli przeciw
postępowi technicznemu w sztuce i nie ma się czym przejmować.
Jest się czym przejmować! Beethoven nie słyszał i nie tworzył
muzyki po jednej nucie, tylko całymi Niagarami dźwięków.
7IX 1993
No tak. Pozostał jeszcze drugi kajet profesor Janion (licealistki
podziemnej wówczas). Jest to zeszyt w zieloną kratkę wysokości 20,5
cm, szerokości 16 cm, obdarty z (prawdopodobnie twardej) okładki.
Zostały szare kartki, które są dziś (pod nieobecność okładki)
okładkami. Z grzbietu wystają zardzewiałe druciki.
9IX 1993
W kajecie w całości miejsce w miejsce równo zapisanym, tym
pismem z kajetu-spisu, które wygląda na pismo dojrzalsze, znajdują
się wiersze w języku polskim, niemieckim i francuskim. Ostatnia
kartka pusta, może miał być spis treści, ale i lak by się nie zmieścił.
Ostatnie siedem stron wpisane czerwonym atramentem, inne niebies­
kim. Zeszyt ma 85 kartek.
Nie ma tu żadnych specjalnych wyróżnień, strony nie są numero­
wane, żadnych dat ani notatek na boku. Ale mając kilkanaście lat
wtedy, w czasie wojny, czy ktokolwiek mógłby się powstrzymać od
sentencji? Wątpię.
A więc na pustej pierwszej kratkowanej kartce widnieje tylko to:
La vie, s'en va, madame, la vie s'en va.
Helas! La vie non. mais nous, nous en allons.
10 IX 1993
Pierwszy wiersz w kajecie prof. Janion to Inwokacja Antoniego
Słonimskiego. Oto zwrotka z niego:
Jeśli Cię już nazwano słońcem, różą wonną.
Jeśli Cię porównano do dźwięczącej lutni.
Ja dla Ciebie, o Mario-Wiktorio Colonno,
Sięgnę wyżej i nazwę Cię smutniej!
Ostatni wpis to wiersz Leopolda Staffa Jesień w lesie. Oto on
w całości (w kajecie czerwonym atramentem):
Błądzę po lasu gęstwinie stubarwnej
I tonąc w liście więdnących palecie.
Czuję się w kręgu baśni starodawnej.
Od której bije trzytysiąclecie.
I na gałęziach, w których jesień kona.
Pośród agonii kolorów tysięcy.
Widzę złocisle włosy Absalona,
Jakem oglądał je w biblii dziecięcej.
12 IX 1993
Zaledwie po czterech i pół stronach Słonimskiego jest lo, co być
musi. W połowie piątej strony zaczyna się Quintus Horatius Flaccus
Carpe diem i Aequam memento w przekładzie J. Czubka i Exegi
monumentom w przekładzie J. Zawirowskiego.
A potem już Josef Weinheber (po niemiecku). Paul Fort (po

18

francusku), Rainer Maria Rilke (przekład Hulewicza), Friedrich
Hólderlin (po niemiecku). Joh. Gottfried Herder (niem.), Otto Arnold
(niem.).
I zanim się człowiek obejrzy, Julian Tuwim O słoniu bez pamięciBył sobie słoń
wielki jak słoń
zwał się ten słoń
Tomasz Trąbalski
Tak. W księdze wierszy, w której może jedną czwartą zajmują
przepisane po niemiecku wiersze Rilkego, puszy się Słoń Trąbalski
(który okazuje się miał kiedyś inny tyluł). I słusznie, bo tu rytm jak
słoń. Czyli poezja.
W każdym razie jesteśmy na dobrej drodze, na drodze każdego
kiedyś średnio wykształconego człowieka w Polsce. Znowu początek
w Horacym.
18 IX 1993
W kajecie prof. Janion jeden, filozoficzny, wiersz Mariana Piechala
pl. Mądrość /:ATXL za Tuwimem i przed Tuwimem. Potem Kazimierz
Wierzyński (z Wolności tragicznej), co zaznaczone w nawiasie
Oczywiście także te wiersze, których my długo nie praktykowaliśmy,
bo nie było skąd brać: Rok 1914, Listopad 1918, a gdzieś dalej
Piłsudski. Jest i Słonimski o śmierci Piłsudskiego, i Józef Piłsudski
Tuwima. Skamandrylów mnóstwo. Jerzy Liebert Pochwala róż
Władysław Broniewski. Jest nawet Artur M. Swinarski Droga,
ścieżka i rów, gdzie się pastwi nad Jehanną Wielopolską. Oczywiście
Iłłakowiczówna. M. Jasnorzewska, Jarosław Iwaszkiewicz, Rilke,
Rilke. Rilke, o A. Nieławiecka zaczyna się po grecku, nie będę
cytować, E. Korwin-Małaczewski, Zagórski, Emile Verhaeren (po
francusku), Cz. Miłosz, całymi stronami Miłosz z Trzech zim, J.
Vrchlicky (niem.). E. Hulewicz (sonet o Mozarcie). Wilhelm Raabe
(niem.). Erich Weinert (niem.), Mieczysław Braun, St. Baliński. Irena
Tuwim Rue Bagneux, Julian Przyboś 2 wiersze, Józef Wittlin,
Bolesław Leśmian. To już wszyscy poeci występujący w tym kajecie
(zapisałam imiona według zapisu w kajecie, czasem się różniły przy
różnyczh wierszach).
24 IX 1993
Zapytałam, bo bez wyróżnień trudno dociec, o który to właściwie
wiersz chodzi. Każdy ma przecież jakiś wiersz inicjujący w poezję.
Czy to polscy romantycy, których tu nie ma? Czy Rilke. który
wszystko zdominował? Okazało się, że nie. To Obłoki Miłosza:
Obłoki, straszne moje obłoki,
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,
chmury, obłoki białe i milczące,
patrzę na was o świcie oczami łez pełnymi
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
i okrucieństwo i ziarno pogardy
dla snu martwego splatają posłanie,
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy
i czuję wicher, co przeze mnie wieje
palący, suchy. O, jakże wy straszne
jesteście stróże świata, obłoki! Niech zasnę,
niech litościwa ogarnie mnie noc.
Więc jednak to była współczesność. Cały kajet jest bardzo
współczesny (wraz z Horacym i Rilkem oczywiście). Dzisiejsza prot
Janion uskarża się, że miała jako dziecko straszne trudności z dowie­
dzeniem się, jakie książki należy przeczytać (chyba jakie pierwszt
tysiąc). Podsłuchiwała dorosłych przychodzących do biblioteki'
patrzyła, co odnoszą. Inaczej bibliotekarka odsyłała ją do Curwood*
albo Montgomery.
W każdym razie szary kajet stanowi wspaniałą antologię. WygW"
na to, że prof. Janion już wtedy wykradła dorosłym tajemnicę - k °
przecież, jako wieczna, do nich nie należy - tajemnicę poezji,
t0

30 IX 1993
Może w młodości chce się tak bardzo posiąść tajemnice, a w sta' ''
ści odrzucić?
Mówią, że Bruckner, ten od słownika, na starość szedł
^
ogrodu z książką, którą czytał do obiadu. Kolejne kartki wyry
i wyrzucał za siebie. Do południa książkę miał już widocz
przeczytaną, bo przychodził do stołu z samą okładką.
1

n

n

0

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10735" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10713">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/91e26281182ab4c033cfae6c479ca2f7.pdf</src>
        <authentication>915ae775f29db97054901d68374ea2b3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127959">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2875</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127960">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127961">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2680</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127962">
                <text>Kolekcja nieidealna. Pocztówka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127963">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.200-206</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127964">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127965">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127966">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127967">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127968">
                <text>Baranowska * POCZTÓWKA

Małgorzata

obrażeniu

KOLEKCJA NIEIDEALNA

o idealnej,

zamkniętej

kolekcji.

Ale przyjemność lub nałóg zbierania
j e d n a k na n i e d o s t ę p n o ś c i tej

polega

całości.

Oczywiście można sobie wyobrazić, a nawet spotkać
kolekcjonera, który zakończył zbieranie danej

MAŁGORZATA B A R A N O W S K A

serii

i postanowił przenieść się na inną serię, albo po prostu
na i n n y rodzaj przedmiotów. Teoretycznie tylko, jeżeli
chodzi o pocztówki. Bo okaże się, że będzie jednak tyle

Pocztówka

odmianek tej samej pocztówki, w zależności o d tego
czy jest zapisana, czy nie, czy datowana, czy kolorowa­
na i jak, czy ta sama była wydana przez różnych wydaw­
ców. T r u d n o przewidzieć wszystkie możliwości. A l e by­
wają „kolekcjonerzy zdyscyplinowani", którzy stawiają
sobie jakieś tamy umożliwiające zamknięcie zbioru. By­
wają teoretycznie, jak sądzę, bo osobiście wśród zbiera­

Horror klasyfikacji i kolekcja idealna

czy pocztówek takiego nie spotkałam.
Kolekcja pocztówek t o „naturalny" k u l t u r o w y stan

Kiedy w pierwszej ćwierci w i e k u dwudziestego świat

t y c h przedmiotów - i c h formą jest o d razu kolekcja. Po

pocztówkowy wydawał się już nieco tracić na znacze­

pierwsze dlatego, że o d razu pocztówka pojęła siłę se-

n i u , rozpoczynała się epoka k i n a . 1 o n o przede wszyst­

ryjności. A właściwie ona jest po prostu „dzieckiem se-

k i m miało kiedyś zawłaszczyć umysły badaczy.

To

ryjności". To rozwój d r u k u , przemysł, powielanie, n o ­

w dużej mierze właśnie k i n o „przesłoniło" pocztówkę.

woczesne możliwości r e p r o d u k c j i w połączeniu z w y ­

Zwłaszcza że zrozumienie r o l i f i l m u pomaga uświado­

obraźnią, tęsknotą za podróżą, w połączeniu także

mić sobie, że o t o nowoczesność umieszcza nas (na ra­

z k u l t e m egzotyki i k u l t e m p r y w a t n y c h wspomnień, to

zie na zawsze), chcemy czy nie, w przestrzeni k u l t u r y

seryjność wytworzyły świat pocztówkowy.

masowej. Przy t y m można by powiedzieć, że k i n o wspi­

I teraz trzeba o d razu rozróżnić dwie podstawowe

nało się na szczyt wyobraźni masowej także za pomocą

kolekcje - jedna to kolekcja producenta, wyrażająca

pocztówki.

się w specjalizacji niektórych producentów w określo­

Powielane w nieskończoność portrety gwiazd i dra­

nej formie, n p . reprodukcje obrazów. To jest tzw. ma­

matyczne sceny z filmów nieporównanie bardziej roz­

larstwo - zbieracze używają określenia - „zbieram ma­

budzały wyobraźnię p o t e n c j a l n y c h widzów niż dzisiej­

larstwo" i nawet na wystawach pocztówek znajdujemy

sze reklamy. Odnosiły się do przestrzeni „zastrzeżonej",

taką nazwę działu. A przecież tematy w takiej k o l e k c j i

niereprodukowalnej, dla w i e l u całkowicie niedostęp­

t r u d n o zliczyć i łatwo może ona zostać częściami skla­

nej. A przecież już wcześniej, na przełomie wieków,

syfikowana jako należąca do k o l e k c j i o zupełnie i n n e j

udawało się wykreować gwiazdy sceny, baletu i piękna

nazwie. W k o l e k c j i producenta mogą się znaleźć takie
tematy jak w i d o k i okolicy. A l e nic nie stoi na prze­

jeszcze bardziej dla ogółu niedostępne.

szkodzie, by tworzył serie, jak n p . nieskończone ilości

Przy t y m wszechobecna pocztówka okazała się kop­
ciuszkiem badań nad kulturą masową. A

przecież

serii z k o b i e t a m i : piękności warszawskie, wielkie ak­

stwarza ona nieprawdopodobnie rozległe, i zupełnie

t o r k i , kobieta i moda, kobieta jako symbol miłości, na­

niewykorzystane, możliwości. T r u d n o jednak badać

dziei, wiary, symbol sztuk, m e l o d i i , uczuć.

„świat", chyba że chodziłoby o kosmologię. Wydaje m i

Oczywiście w epoce nowoczesnej seryjności zawsze

się, że właśnie paradoksalnie „nadmierna masowość"

wykorzystuje się specjalnie skomponowane serie, by sku­

i pewne nienasycenie wyobraźniowe zepchnęło ją z t o ­

sić nabywcę do kupienia kolejnego w serii przedmiotu.

r u badań.

W t y m pocztówka odznacza się wyjątkową już łatwością.

Świat pocztówkowy jest rodzajem nieskończenie

Bardzo często „kolekcja producenta"

mechanicznie

mnoży okazy wyłącznie poprzez zupełnie powierzchowne

licznej p o d względem zakresu i niepoliczalnej właści­
wie p o d względem eksponatów, k o l e k c j i . N a w e t jeśli

ujednolicenie wizualne. Bywają jednak serie bardzo pre­

rozumiemy, że określenie „nieskończony" jest w pew­

cyzyjnie i zaskakująco obmyślone. N a przykład, trzy nad­

n y m , matematycznym, sensie nadużyciem i że m a m y

zwyczajne serie z Napoleonem., który był jedną z najważ­

do czynienia z o b i e k t a m i policzalnymi, to nie ma wła­

niejszych figur pocztówkowych: dwie po dziesięć kart

ściwie sposobu, by t e n kosmos dzisiaj odtworzyć a n i

i jedna złożona z dwunastu. N a każdej z n i c h jest wy­

dokładnie zbadać. C o oczywiście nie znaczy, że nie na­

obrażona jakaś ważna scena z życia Napoleona, a wszyst­

leży próbować i takie próby są p o d e j m o w a n e .

kie razem układają się w wielką jego postać.

1

Nie

znaczy też, że i n n e zbiory przedmiotów nie ograniczo­

Bardzo niedługo po zalegalizowaniu przez pocztę

ne jakąś wyraźną, zaprojektowaną z góry serią, są do

otwartej karty pocztowej, na przełomie wieków X I X

k o ń c a policzalne. K o l e k c j o n o w a n i e

i X X zaczęła się największa m o d a na ilustrowaną kar­

ne

jest w dużej

mierze

na

ufundowa­

nadziei,

na w y ­

tę pocztową. Weszła ona w ramy już jakby specjalnie

200

�Małgorzata Baranowska

• POCZTÓWKA

�Maigonuta Baranowska • POCZTÓWKA

Francuska seria erotyczna. F o t o m o n t a ż z d o m a l o w a n y m tłem. N a awersie i n f o r m a c j a L. A r j a l e w , p h o t . O k . r. 1900.,
z k o l e k c j i Małgorzaty Baranowskiej (ostatnia pocztówka na stronie o b o k )

202

�Małgorzata Baranowska • POCZTÓWKA

Francuska seria erotyczna (ostatnia pocztówka z serii)
K a r t a specjalnie przesiana d o zbioru, o c z y m świadczy liścik: „ K o c h a n e j grzecznej i m i l u t k i e j L u c i posyła d o zbioru wraz
z c a ł u s e m tę kartę C i o c i a Rózia". F o t o m o n t a ż , k o l o r o w a n a , o k . 1900., z k o l e k c j i Małgorzaty Baranowskiej
„Cleo de M e r o d e " f o t o g r a f i a k o l o r o w a n a . N a k ł a d B c i . Rzepkowicz. Warszawa, o k . 1900., z k o l e k c j i Małgorzaty
Baranowskiej (awers i rewers)
„Król Z y g m u n t 111 Waza". N a rewersie napisy: W y d . G . U l r y c h - Warszawa. R e p r o d u k c j a w z b r o n i o n a . G e p . U . Freig. D .
D . K . D e u t s . Presseabt. W a r s c h a u , d . 2Д 1917. T. N r 4 0 8 1 . D r . N r 2. L i t . „Concordis" Warszawa. P O C Z T Ó W K A . ,
z k o l e k c j i Małgorzaty Baranowskiej

203

�Małgorzata Baranowska * POCZTÓWKA

Seria z N a p o l e o n e m w y d a n a we Francji z napisami rosyjskimi. N a rewersie napis „Made i n France". Fotografia k o l o r o w a n a ,
o k . r. 1905. Patrz też „Konteksty" 1992 n r 3/4, gdzie w a r t y k u l e M . B . Pocztówka masowa i fotogtafia uczuć r e p r o d u k o w a n a
francuska seria 12 pocztówek ze „składanym N a p o l e o n e m " z o k . 1905 г., z k o l e k c j i Małgorzaty Baranowskiej

204

�Małgorzata Baranowska • POCZTÓWKA

dla niej przygotowanej przestrzeni salonu, właściwie

pełnienia

o d razu jako kolekcja - kolekcja kolekcjonera. Raczej

w dwudziestoleciu międzywojennym. A więc nie ma­

może k o l e k c j o n e r k i , bo albumy z pocztówkami, j a k

my już przeważnie do czynienia z „albumem - przed­

wcześniej sztambuchy, były domeną kobiet.

m i o t e m codziennego użytku", t y l k o z a l b u m a m i ułożo­

Zresztą producenci mieli świadomie nawiązywać do
tradycji sztambuchowej. Zwłaszcza że karty pocztowe

początku

wieku

dwudziestego

albo

n y m i przez późniejszych kolekcjonerów.
Dzisiejsze kolekcje pocztówek nierzadko również

2

w wielu wypadkach wcale nie były wysyłane pocztą,

wyglądają jak dawne gabinety osobliwości.

ale stanowiły wręczaną osobiście pamiątkę z podróży al­

zbietaczy nie może się oprzeć ciekawości - co jeszcze

3

Wielu

bo prezent do kolekcji, na którym wypadało wpisać ży­

takiego można w pocztówce znaleźć? Trzeba by przy-

czenia l u b sentencje. A l b o przynajmniej się podpisać.

jąć, że te właśnie kolekcje obrazują najsilniejsze dąże­

Przykładem może być typowy prezencik pocztówko­

nie d o zbudowania jakiejś aż niemożliwej k o l e k c j i ide­

wy - ręcznie k o l o r o w a n a fotografia znanej piękności

alnej, która miałaby w p e w n y m sensie symbolizować

z przełomu X I X i X X w i e k u , Cleo de M e r o d e , której

„świat".

liczne w i z e r u n k i krążyły po Europie. W i d z i m y ją t u

Zasadą k o l e k c j i osobliwości jest niejednorodność

z rozpuszczonymi długimi włosami, wpattzoną w widza

obiektów i i c h niewspółmierność. I t u t a j następuje za­

swymi sławnymi w i e l k i m i ,

sadnicza

c i e m n y m i oczami. Pod

trudność określenia, czym właściwie

jest

spodem podpis, wskazujący, że t o naprawdę ona, na ja­

zbiór k a r t pocztowych. Nigdzie dotąd nie ttafiłam na

snym tle. Tutaj też niewielkie miejsce służy do k o r e ­

przekonującą definicję albo przynajmniej próbę ogar­

spondencji, bo o d w r o t n a strona przeznaczona, wyłącz­

nięcia całości p r o b l e m u .

nie

na

adres,

co

wskazuje,

że

to

pocztówka

Oczywiście dużo i j a k najbardziej mechanicznie roz­

prawdopodobnie sprzed r o k u 1904. Nakład Bci. Rzep-

wiązuje sama poczta, któta wprowadziła

kowicz, Warszawa. Spodziewalibyśmy się jakichś po­

normę. Tutaj nie może się spotkać, j a k w gabinecie

zdrowień czy wiadomości, ale nie: to cytat z Roman-

osobliwości, wielka kość dinozauta ze słoniem rzeźbio­

i M i c k i e w i c z a Miej serce i patrzaj

n y m w ziarnku g r o c h u . Tego p r o b l e m u w ogóle nie

tyczności

w serce!

stosowną

T a m , gdzie p o w i n i e n się znaleźć adres, znajduje się

ma. A więc może t o coś j a k zbióf znaczków poczto­

pięknym pismem napisana dedykacja:

wych? F a k t e m jest, że istnieją zbieracze statający się
nadać swym z b i o r o m charakter k o l e k c j i znaczków. A l e

„Droga Loluś!

nigdy nie widziałam, żeby się t a k i pomysł do k o ń c a

Przyjm, droga moja, tę bagatelkę o d szczerze Cię

udał. Po pierwsze, m i m o jakichś swoich cen pierwot­

kochającej

n y c h i antykwarycznych pocztówki nie mają nic z war­

Halki".

tości materialnej znaczka. Bo przecież znaczek może

Specjalne albumy, które zdobiły salony, stanowiły
przedmiot d u m y i służyły do rozpoczynania k u l t u t a l n e j
konwersacji, o d razu stworzone były d o k o l e k c j i .

być bez żadnych zmian o d razu p o t r a k t o w a n y j a k o l o ­
kata kapitału.
Całe miliardy z tych miliardów istniejących pocztó­
wek nie mają żadnej wartości materialnej, za to niezwy­

W każdym razie drugą podstawową kolekcją pocz­
tówki jest zbiór kolekcjonera. I c o k o l w i e k mielibyśmy

kle często mają wartość uczuciową. Jako takie tylko

do zarzucenia k o l e k c j i p r o d u c e n t a jako nazbyt już me­

w niezmiernie rzadkich przypadkach nabierają wartości

chanicznej i tylko bardzo rzadko odznaczającej się ja­

z wiekiem. Przeważnie tracą ją bezpowrotnie z chwilą

kimś naprawdę świadomym k o l e k c j o n e r s k i m w y b o ­

śmierci właściciela lub w następnym pokoleniu, które

r e m , t o w trakcie rozpoznawania k o l e k c j i p r y w a t n y c h

jeszcze je czasem przechowuje ze względu na sentyment

natrafiamy na problemy klasyfikacyjne nie do p o k o n a ­

do zmarłego. Oczywiście mówimy t u o kolekcjach często

nia. A przecież to w posiadaniu kolekcjonerów pry­

nawet jako kolekcje w ogóle niepostrzeganych. W każ­

w a t n y c h znajduje się większość zbiorów pocztówek.

d y m razie uczucia, jakie wzbudza pocztówka, zupełnie

M i m o że większość kolekcjonerów przyznaje się d o

nie odpowiadają uczuciom do znaczków pocztowych.

jednego lub k i l k u głównych tematów, zazwyczaj oka­

Możemy potraktować pocztówki j a k „tapetę", jako

zuje się, że nie są w stanie powsttzymać się przed włą­

papier listowy, chociaż na przełomie wieków, w złotym

czeniem do zbiorów pocztówki po prostu rzadkiej i cie­

okresie n i k t na te karty nie patrzył w t e n sposób i prze-

kawej. N i e bez znaczenia jest fakt, że m a m y t u do czy­

ważnie bardzo dokładnie je wybierano. W każdym ra­

nienia ze zbieractwem stale drożejącym, ze względu na

zie w w i e l k i c h zbiorach korespondencji w licznych

pewną modę i powiększającą się wiedzę o t y c h k a r t o ­

muzeach i w rękach p r y w a t n y c h pocztówka jako pocz­

n i k a c h , ale jednak ze zbieractwem nie tak kosztow­

tówka nie jest wyodtębniona.

n y m jak i n n e .

C o my właściwie zbietamy? W i z e r u n k i świata? A l e

Wczesne kolekcje pocztówek wyglądały często j a k

przecież nie idzie wyłącznie o w i d o k i . Pocztówka to ob­

dawne gabinety osobliwości, zwłaszcza że często zależ­

raz uczuć, idei, marzeń, odbicie sztuki epoki i m u z e u m

ne były o d prześcigających się w dostarczaniu cieka­

sztuki dawnej, alegoria, dowcip, ale i zbiór potworów

w y c h okazów przyjaciół i znajomych. Coraz rzadziej

ludzkich i zwierzęcych. Cała klasyfikacja sama zaczyna

można natrafić na albumy nie ruszane o d swego w y ­

m i m o c h o d e m przypominać m u z e u m osobliwości.

205

I

na

�Małgorzata Baranoiusl,ka • POCZTÓWKA

czyli

O n i byli pierwszymi, którzy zobaczyli w pocztówce

- powiedzmy — przykłady tego, co pocztówka może

Ja

sama zbieram „wyobraźnię" pocztówki,

prawdziwy potencjał p o e t y c k i , źródło wyobraźni maso­

wytworzyć, kreując własny świat. N a podstawie wła­

wej, egzotyzm życia codziennego, podobny d o egzoty -

snej i cudzych k o l e k c j i wytworzyłam sobie pogląd, co

zmu d a l e k i c h podróży i egzotycznych kultur. O n i też

p o w i n n o się przede wszystkim znaleźć w takiej ideal­

wprowadzili kolekcję pocztówek do repertuaru i c h k o ­

nej kolekcji wyobraźni pocztówkowej, zarówno jeśli

lekcji fundujących wyobraźnię - jak kolekcje snów, za­

idzie o pewne tendencje, jak i o k o n k r e t n e pocztówki.

p o m n i a n y c h artystów tajemniczych sztuk, p o m n i e j ­

A l e do tej k o n c e p c j i należą przecież przykłady z c u ­

szych mistyków, dzieł czarnego h u m o r u i i n n y c h zja­

dzych zbiorów czy przypadkiem obejrzane w a n t y k w a ­

wisk przez ogół pogardzanych l u b niezauważanych.

r i a t a c h i nie k u p i o n e .

Dzięki t e m u , że repertuar p r o p o n o w a n y c h przez surre­

O s t a t n i o widziałam pocztówkę, na której na czar­

alistów i d e a l n y c h k o l e k c j i wyobraźni został w końcu

n y m tle był narysowany biały, schematyczny portret

przez publiczność przyjęty i zaważył na poczuciu este­

Zygmunta I I I Wazy w owalu. N a czole króla znajdowa­

t y k i w i e k u X X , ilustrowana karta pocztowa zyskała

ła się biała kropka. Pod obrazkiem podpis nakazujący

należną sobie pozycję.

oglądającemu pocztówkę wpatrywanie się w ową k r o p ­
kę i liczenie przy t y m do czterdziestu dziewięciu, a po­
t e m przeniesienie wzroku na sufit. Pocztówka obiecy­

Przypisy
1

wała, że oglądający zobaczy ów wizerunek na suficie.

W Polsce taką ptóbą jest ptaca zbiorowa Aksjosemibtyka karty
pocztowej, pod red. P. Banasia, Wroclaw 1992. Tutaj też już we

N i e kupiłam tej pocztówki, ale włączyłam ją na­

wstępie Banaś za A . Byattem [Picture Postcards and The Publi­

tychmiast do swojej k o l e k c j i idealnej. Po pierwsze:

sher (1894-1919),

skolekcjonowałam ją czy nie? Ja uważam, że tak. A l e

Malvern 1978] podaje, że „Wedle szacunko­

wych obliczeń w A n g l i i w latach 1894-1914 było w obiegu ok.

rozumiem, że zdania mogą być podzielone. Po drugie:

20 miliardów kart! W Niemczech - tylko w jednym 1905 r. -

co właściwie było na pocztówce? Przecież dopiero

ok. 7 miliardów. Uwzględniając wszelkie okoliczności sprzyjają­

czynność przeniesienia złudzenia na sufit tworzyła peł­

ce zniszczeniu i rozproszeniu, przyjmuje się, że właśnie tylko 7 miliardów — zachowało się do naszych dni z tzw. złotego okre­

ną formą tej pocztówki. Po trzecie: jak ją sklasyfiko­

su katty pocztowej". Trudno uwierzyć, ale inne źródła podają, że

wać, gdyby się ją miało? D a ć ją do „Warszawy", bo

na przykład w roku 1899 w samych tylko Niemczech, które

Z y g m u n t z Kolumny, d o „historii Polski", do tzw. h u ­

miały wówczas 50 milionów mieszkańców, wydrukowano w ro­

m o r u , do „różne pomysły pocztówki", jak o g o n w y d r u ­

ku 1899 aż 80 milionów кап pocztowych. A . Kyrou Ldge d'or de

kowanego kota, będący prawdziwą metalową sprężyn­

la carte postale. Paris 1966. Trzeba też pamiętać o modzie

ką, a może „pocztówka zabawka"? ( W czasie między

i o tym, że poszczególne tiimy działały na terenie catej Europy.

złożeniem tego tekstu do d r u k u a korektą pocztówka

Być może nawet tych jeszcze nie wysianych pocztówek było
w Niemczech w roku 1899 więcej.

z Z y g m u n t e m I I I Wazą stała się jednak moją własno­
ścią, co dowodzi, że kolekcja to zjawisko „w r u c h u " ) .

2

Kolekcja idealna to kolekcja skrajnie subiektywna,
nia przez każdego zbiór, nawet gdy jest sam w sobie
cenny, służy jakiemuś celowi metaforycznemu. Jak to
J

pocztówki.

Najpiękniejsze

K i e d y k o l w i e k staramy się dociec, co to ta­

kiego ów świat pocztówkowy początku w i e k u , m u s i m y
trafić na surrealistów.

206

W książce Zbieracze osobliwości. Paryż. Wenecja. X V I - X V U l wiek

stawiają. Zwłaszcza rozdział Kultura ciekawości, z podrozdziałami
Pomniejszanie wszechświata

sam doskonale wiedział też, czym jest przemysł pocz­
n y m czasopiśmie „Minotaur" artykuł p t .

Zebrała i ułożyła Z. DR. Nakładem

K. Pomian niezwykle wnikliwie zanalizował nie tylko samo zja­

On

tówkowy, i w r o k u 1933 opublikował w surrealistycz­

na imieniny, urodziny itd. oraz toastów

i wierszy do pamiętników.

wisko gabinetów osobliwości, ale także obrazów, któte je przed­

zaskakujący, w jego własnym, może należałoby także
4

tówki i zbiór powinszowań

i drukiem E. Bartels Weisensee (Berlin) ok. 1910

ła w a l b u m a c h ułożona, w sposób dla i n n y c h zbieraczy
dodać surrealistycznym, p o e t y c k i m porządku.

i literacka

rów wpisów na pocztówki: 200 przepięknych wierszyków na pocz­

której widzialna podstawa, czyli możliwy do zobacze­

było w przypadku Paula Eluarda, którego kolekcja by­

J. Dunin Kartu pocztowa - perspektywa księgoznawcza

w: Aksjosemiotyka karty pocztowej... podaje przykład zbioru wzo­

i Pożądanie całości doskonale mogą

także obrazować sttukturę uniwersum pocztówkowego.
Ą

Kolekcja Eluatda - patrz A . Ripert, C. Frere, La carte postale,
son histoire, safonction sociale, Lyon 1983

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5899" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5879">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/294c0d4db93b46bac35fe246a78fbba9.pdf</src>
        <authentication>7a36b57d15db5aeba79beb99b20aa79a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70345">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2811</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70346">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70347">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2619</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70348">
                <text>Koniec etnologii czy koniec wieku etnologii - garść wróżb u progu nowego wieku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70349">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.96-105</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70350">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70351">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70352">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70353">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70354">
                <text>Koniec etnologii czy koniec wieku
etnologii - garść wróżb u progu
nowego wieku
J a n u s z Barański
Z pewnego punktu widzenia mijający wiek można by
uznać, obok paru innych charakterystycznych jego wyznacz­
ników, za wiek etnologii - i to w podwójnym sensie. Przeży­
ła ona bowiem wtedy i schyłek pewnego etapu swego rozwo­
ju, i swą świetność. To w tym wieku na dobre zanikły trady­
cyjne nieelitame kultury, którymi etnologia się karmiła, to
w tym wieku dopełnił się proces kształtowania się narodo­
wych tożsamości, dla którego etnologia była wspomagają­
cym narzędziem, to w tym wieku zakończył się okres trwają­
cego kilka stuleci kolonializmu, który dawał głównemu jej
nurtowi polityczną sankcję. Z drugiej strony, w tym wieku
okrzepła etnologia w dojrzałej i unikalnej formie, której pod­
stawy dał zresztą emigrant z Polski, Bronisław Malinowski.
Czy zniknięcie wspomnianych komponentów etnologii ozna­
cza kres możliwości wykorzystania unikalności jej perspek­
tywy - oto inaczej nieco sformułowany tytułowy problem.
1

Od Levy-Bruhla do Baudrillarda
W wydanym niedawno zbiorze klasyki postmodernizmu
znalazło się miejsce także dla Jeana Baudrillarda, krytyka
współczesnego społeczeństwa i kultury. Ponieważ całe dzie­
ło francuskiego badacza jest dogłębnie przeniknięte antropo­
logiczną wyobraźnią, mały ten przekład jest dla etnologa do­
brą okazją, by zaczerpnąć haust świeżej myśli z przesłania
mistrza. Już tylko ta jedna wypowiedź daje dowody owej wy­
obraźni, czego efektem są dwa teoretyczne koncepty, sięgają­
ce do samych trzewi antropologicznej wizji świata - choć
sam autor odżegnywałby się zapewne od takiej kwalifikacji.
Jeden z tych konceptów to właściwie główny nurt syste­
mu Baudrillarda, projekt hiperrzeczywistości, rzecz znana
szeroko i powszechnie komentowana. Cóż etnologicznego
w tej wizji człowieka i jego świata?
Otóż, w wymiarze metodologicznym jest to postawa owe­
go outsidera, składająca się na etnologiczny oręż, który każ­
dy rasowy etnolog dumnie prezentuje i co stanowi o jego wy­
jątkowości i odrębności. Zgoła wzorcowa Straussowska
„astronomiczna" perspektywa, która pozwala samemu myśli­
cielowi patrzeć na siebie i swą kulturę z maksymalną dozą
krytycyzmu. Tutaj zresztą dotrzymuje Baudrillard kroku nie­
którym postmodernistycznym antropologom, którzy umknęli
tekstualistycznej sieci, jak na przykład Paul Rabinów określa­
jący swą postawę jako kosmopolityczną. W wymiarze teore­
tycznym natomiast są to rozmaite odniesienia do wcześniej­
szych podejść, z którymi etnologia się identyfikuje, mimo że
pochodzą czasem z nieco innych dziedzin humanistyki i na­
uk społecznych. Można wręcz mówić o ich rozwinięciu, choć
2

3

96

Baudrillard nie nazbyt często przyznaje się do konkretnych
inspiracji. Bardziej mamy tu do czynienia z wypadkową
ogólnej ewolucji myśli XX wieku, która w najbardziej brze­
miennej formie okrzepła w postaci myśli postmodernistycz­
nej. Jak wiadomo, antropologia z jej ustaleniami, dotyczący­
mi głównie kryzysu przedstawiania, stała się jednym z inspi­
rujących impulsów tej idei i dostarczycielem argumentów dla
jej tez. Rozwinięcia jakich to antropologicznych podejść do­
patrzyć się można u Baudrillarda?
Autor przedstawia oto metaforę mapy i terytorium, znaną
zresztą przynajmniej od czasów szkoły General Semantics.
Tam mapa oznaczała język, terytorium - rzeczywistość, a na­
czelna teza mówiła oczywiście o językowym obrazie świata
i uzupełniała zbiór innych podobnych podejść, jak hipoteza
Sapira-Whorfa czy późniejszy kognitywizm. O ile jednak
w ujęciu Korzybskiego, twórcy szkoły, terytorium widziane
było dzięki mapie właśnie, Baudrillard powiada, że nie ma
już więcej podziału na mapę i terytorium, nie potrafimy już
ich nawet rozróżnić: nie chodzi już ani o mapę, ani o teryto­
rium. Coś zniknęło, mianowicie zasadnicza różnica między
tym, co przysparzało tyle uroku abstrakcji. Różnica odpowie­
dzialna za poezję mapy i urok terytorium, magię pojęcia
i czar rzeczywistości (...). Żadnego odtąd zwierciadła natury
i zjawisk, rzeczywistości i pojęcia. Oto rozpada się na na­
szych oczach podział na zmysłowe i racjonalne, rzeczywiste
i wyobrażone, konkret i abstrakcję, empirię i metafizykę, po­
zostaje tylko wszechogarniająca symulacja, rozkruszająca
fundament myśli europejskiej, po której pozostaje jedynie
bezład odłamków i wciskający się wszędzie pył. I Baudril­
lard, i inni przedstawiciele postmodernizmu spotykają się
z krytyką takiej oceny kondycji ponowoczesnej. Wydaje się
wszakże, że krytyka ta ma tylko ograniczone zastosowanie.
4

5

Nie wdając się w filozoficzne dywagacje z dziedziny logi­
ki i teorii poznania, można zauważyć, że podejście to nie jest
całkiem obce, jak się rzekło, etnologicznej tradycji teoretycz­
nej. Stwierdzenie bowiem końca dotychczasowych ontologicznych, poznawczych, logicznych, wreszcie semantycz­
nych wektorów myśli europejskiej, a więc także owej anali­
tyki wspomnianych powyżej binarnych opozycji racjonalno­
ści, przeto i końca dotychczasowej wizji kultury, przesuwa
nas niejako do czasów i terytoriów dosyć odległych. Oto bo­
wiem ów brak podziałów na abstrakcję-konkret, naukę-magię, pojęcie-znak itd. stwierdzano przede wszystkim w rejo­
nach odległych od kultury europejskiej, w tzw. niepiśmien­
nych kulturach pozaeuropejskich oraz kulturach nieełitarnych
warstw społeczeństw Starego Świata, do których zaliczano
powszechnie przede wszystkim kulturę ludową. Klasyk etno­
logii Lucien Levy-Bruhl, czyniąc z europejskich kanonów
6

�myśli miarę logiczności, zwykł mówić o logikach obcych jako prelogicznych, takich, co to nie znają, w Europie znanych
przynajmniej od czasów Stagiryty, kategorii pozwalających
odróżnić istotę od przypadłości, ideę od przedmiotu itd. Tam
to ogólne było równocześnie szczególnym, jednostkowe
zbiorowym, materialne duchowym, czego najlepszym dowo­
dem magia, owa protonauka, spójne narzędzie wyjaśniania
świata i panowania nad nim. Levy-Bruhl zastrzegał się
wszakże, że prelogiczny nie znaczy -jak to widzieliśmy - an­
alogiczny (daje istotnie szereg tego przykładów - przyp.
JB), nie uchroniło go to jednak od krytyki takiego postponu­
jącego podejścia wobec „dzikich". Synonimicznym określe­
niem tej prelogiczności była umysłowość mistyczna. W wy­
danych pośmiertnie pismach znajdujemy takie oto stwierdze­
nie: nie istnieje umysłowość pierwotna, którą dałoby się
odróżnić od innej poprzez dwie dla niej typowe cechy (mistyczność i prelogiczność). Istnieje natomiast umysłowość mi­
styczna, która jest bardziej obecna i łatwiej rozpoznawalna
pośród 'ludów pierwotnych' niż w naszych społeczeństwach,
jest jednak obecna w każdym ludzkim umyśle}
1

Wydaje się, że hiperrzeczywistość opisywana przez Baudrillarda to taka współczesna odmiana mistycznej partycypa­
cji, którą Levy-Bruhl widział głównie pośród wyznawców
magii deszczu i herosów założycielskich mitów, my możemy
wyśmienite jej przykłady wskazać w magii kina i postaciach
herosów komiksu. Nieszczęście Levy-Bruhla polegało tylko
na tym, że ze swą koncepcją i sposobem jej przedstawienia
niezbyt fortunnie pojawił się na rynku naukowych idei - za
wcześnie. Baudrillard przyszedł w sam czas, a jego myśl doj­
rzała wraz z dojrzewaniem epoki.
Drugi powód, dla którego uznać można Budrillarda za
kontynuatora etnologicznej myśli, to ontyczny status, jaki
przydaje on owej hiperrzeczywistości. Ponieważ jest ona sui
generis światem przedstawionym, pędzi ona żywot semiotyczny, coś na kształt mitu Barthesa, gdzie Baudrillardowska
symulacja to ów Barthesowski drugi łańcuch znaczenia.
I kiedy jeden mówi o kolejnych łańcuchach semiotycznych,
drugi powiada o szczeblach symulacji, np. o Disneylandzie
jako o symulacji trzeciego rodzaju: Disneyland istnieje po to,
by ukrywać, że Disneylandem jest cały „realny" kraj, cała
„realna" Ameryka} Roland Barthes nie zalicza się formal­
nie do klanu etnologów, zajmował się jednak materią stricte
etnologiczną, mitem, choć był to „mit współczesny". Wszela­
ko badacz ten wywarł tak wielki wpływ na zachodnią socjo­
logię kultury, zwłaszcza amerykańską, a także na polską et­
nologię, że również i z tych powodów wpisuje się w szeroko
rozumianą antropologiczną tradycję.
9

10

1

Przytoczone powyżej argumenty miały zaświadczyć
0 ważności myśli Baudrillarda dla etnologii, a więc i zachę­
cić etnologów do studiów nad nim. Jego prace wciąż są mało
znane w Polsce, zapewne dlatego przede wszystkim, że nie
ma właściwie przekładów jego pisarstwa, choć tłumaczone
jest ono systematycznie na angielski, co stwarza - rzecz jasna
- jakieś możliwości. A jest to prawdziwa skarbnica interpre­
tacji kultury współczesnej, zwłaszcza prace wcześniejsze,
w których badacz mierzy się z rzeczami tak zwyczajnymi
1 tak ważnymi zarazem, jak np. kultura materialna czy kultu­
ra konsumpcyjna.
Co innego jednak w wypowiedzi Baudrillarda jest na uży­
tek poniższych uwag najważniejsze. Najważniejsza bowiem
12

jest jego diagnoza kondycji etnologii, niezwykle krytyczna,
ale i niezwykle celna.

Etnologia i antyetnologia
Trzeba stwierdzić, że autor Le Systeme des objets pojmuje
zakres etnologii na sposób tradycyjny, a więc wąski, zbyt wą­
ski, by jego krytyczne argumenty mogły się odnieść do cało­
ści dyscypliny. Mianowicie etnologia to żywioł owych poszu­
kiwaczy kulturowych osobliwości i starożytności, którzy zwy­
kli jednak je dostrzegać dopiero w momencie ich śmierci. Co
więcej, stwierdza on, że ta śmierć jest etnologii do życia nie­
zbędnie potrzebna: Aby przeżyła etnologia, musi umrzeć jej
przedmiot} Innymi słowy, etnologia pojawia się wtedy do­
piero, kiedy ów „dziki" Indianin czy „prosty" chłop odsyłani
zostają do getta czy też zamknięci w rezerwacie - dosłownie
lub w przenośni. Dotyczyć to ma w szczególności etnologii
dziś, która już nie może wyruszać na eksplorację tych dzikich,
bo ich po prostu nie ma. Stwarza natomiast niejako swój
przedmiot, za cenę jednak jego uśmiercenia, to znaczy pozba­
wienia pierwotnej oryginalności i autentyczności. Oddzielenie
filipińskich Tasadajów od reszty świata kordonem sanitarnym
jest wyrazistym przykładem takiej właśnie świadomości etno­
logów o uśmiercających właściwościach ich samych: widzieli
już nieraz, Że w kontakcie z nimi tubylcy natychmiast się roz­
kładają jak mumia na świeżym powietrzu. Stwierdza przy
tym jednak Baudrillard, że właściwie diagnoza ta dotyczy nie
tylko etnologii: może cała nauka znajduje się na owym para­
doksalnym stoku, na który skazuje ją zanikanie jej przedmiotu
w akcie rozumienia} Etnologia byłaby więc przykładem
skrajnym uśmiercającej właściwości wszelkiego aktu pozna­
nia, bo najbardziej bolesnym, uśmierca się tu bowiem czło­
wieka, a nie zwierzęta czy związki nieorganiczne.
7.

14

5

Warto więc zwrócić uwagę, że etnologia nie po raz pierw­
szy wywoływana jest do tablicy, niczym łobuziak z ostatniej
ławki, który najwięcej rozrabia - po czym nic nie wie, i - co
gorsza - nie ma nic na swoją obronę. Kiedyś Leszek Kołakow­
ski okrzyknął ją najbardziej europejską z nauk, którą to cechę
ma zaszczyt reprezentować jakoby dlatego, że nigdzie indziej
jej nie wymyślono, tylko w Europie. Warto zadać przeto pyta­
nie, czy fizykę lub - na przykład - archeologię wymyślono po­
za Europą, np. w Japonii - oczywiście nie. W tym znaczeniu
nie ma czegoś takiego jak japońska fizyka czy etnologia. Są
one z gruntu europejskie, choć uprawia się je także i tam, i ro­
bią to Japończycy, choć zabarwione są one lokalnym kolory­
tem. W swych podstawach każda nauka polega przecież na
zbiorze działań, które poprzez obserwację, definiowanie, wnio­
skowanie etc. prowadzą do skonstruowania teorii wyrażonej
poprzez odpowiednio sprecyzowane pojęcia, których tworze­
nie również obwarowane jest pewnymi zasadami, podobnie jak
i uzasadnianie twierdzeń itd. itd. A wszystko to są pomysły eu­
ropejskie. Ponadto, stworzenie takiej konstrukcji nie byłoby
możliwe bez fundamentu dwuwartościowej logiki, która nie od
Konfucjusza pochodzi, ale od Arystotelesa. Etnologia tyleż sa­
mo jest europejska, co właśnie fizyka i archeologia, chemia
i historia sztuki, a przypisywanie jej jakiejś szczególnej wyjąt­
kowości w tym względzie sprawia, że jedni wynoszą ją do łask,
inni natomiast traktują z lekceważeniem. Dobrym przykładem
tego ostatniego podejścia jest właśnie opinia Baudrillarda,
16

97

�która - paradoksalnie - jest i trafna, i nietrafna. Jest ona bo­
wiem trafna w odniesieniu do części tylko etnologii, tej od
owych zbieraczy osobliwości i starożytności, nietrafna nato­
miast w odniesieniu do całej dyscypliny.
To drugie wzięło się z nieznajomości definicji, a więc i nie­
znajomości zakresu etnologii. Baudrillard zdaje się pojmować
etnologię tak, jak to przedstawiają zapewne wszystkie leksy­
kony świata: termin używany często równorzędnie i zamiennie
z etnografią, lub na oznaczenie nauki zajmującej się porównawczo-teoret. studiami nad kulturami gł. tzw. społeczeństw
niecywilizowanych. Wdzięczny leksykonowy skrót gł. jest tu
dobitnym wyrazem schizofreniczności takiej definicji. Cóż to
bowiem znaczy gł. tzw. społeczeństw niecywilizowanych: że
może po części także tych cywilizowanych; a jeśli tak, to w ja­
kim mianowicie zakresie? Coś więcej wiedzą na ten temat sa­
mi etnolodzy, jednak laik, sięgający po wiedzę do leksykonu,
oglądający popularnonaukowe filmy, czytający podróżniczą
literaturę itd., nie rejestruje już nawet tego gl. W potocznej
świadomości etnologia zajmuje się owymi społeczeństwami
niecywilizowanymi, obcymi ludami, tradycyjną kulturą ludo­
wą itd., co potwierdzi zapewne każdy etnolog z własnego za­
wodowego doświadczenia. Jak widać, sam Baudrillard pre­
zentuje taką właśnie wiedzę na temat zakresu etnologii. Na
czym polega więc trafność jego diagnozy?
11

Jest ona trafna właśnie w odniesieniu do tego wąskiego ro­
zumienia dyscypliny. Jeśli misją etnologii jest badanie i mumifikowanie wymierających form, to - istotnie - nie ma już cze­
go mumifikować. Tasadajowie byli bodaj ostatnimi - wszyscy
inni zostali już wcześniej skutecznie uśmierceni: są to po­
śmiertni Dzicy: zamrożeni, hibernowani, wysterylizowani, za­
głaskani na śmierć, zmienili się w referencyjne simulacra, sa­
ma nauka zaś przeobraziła się w czystą symulację. Rezerwa­
ty, skanseny, muzea, parki tematyczne to świat po etnologu, to
symulowana rzeczywistość, hiperrzeczywistość, która według
Baudrillarda rozciąga się jeszcze dalej, właściwie to jest wszę­
dzie. I na dobrą sprawę nie ma już samej etnologii, pozostała
tylko jej spadkobierczyni, antyetnologia, której zadaniem jest
szpikowanie wszystkiegofikcyjnymiróżnicami i fikcyjnymi Dzi­
kimi, aby ukryć przed nami, że cały nasz świat zdziczał, to zna­
czy, że spustoszyła go różnica i śmierć.™
ls

19

Dodajmy więc, że antyetnologia robi coś więcej jeszcze.
Antyetnologia mianowicie nie tylko mumifikuje to, co nie
zdążyło się rozpaść od ukąszenia etnologii, bo robi także coś
zgoła przeciwnego - klonuje. To nie uśmiercanie jest cechą
wyróżniającą etnologii, bo, jak sam Baudrillard przyznaje,
być może uśmiercają wszelkie nauki, a klonowanie właśnie.
Choć i tu nie jest ona samotna, dzieli bowiem tę umiejętność
przynajmniej z inżynierią genetyczną. Tak więc tam, gdzie te
rezerwaty czy skanseny, którymi mogą wszak być i całe re­
giony, zamieszkują żywi ludzie - tam miał miejsce udany za­
bieg rozmnożenia wegetatywnego za sprawą etnologów.
Tam gdzie urzędnik pospołu z kucharką i rolnikiem wdziewa­
ją raz na jakiś czas strój swego regionu, by pójść do kościo­
ła, spotkać się na deskach estrady, wystąpić w telewizji, pójść
na wesele - tam mamy ciągłość fenotypu. Tak przynajmniej
często wydaje się i zaludniającym te skanseny, i antyetnologom. Dochodzi i do tego, że antyetnolodzy badają jako pier­
wotne, oryginalne i autentyczne coś, co sklonowało poprze­
dnie pokolenie antyetnologów, miłośników folkloru czy eg­
zotyki, społeczników. Mechanizm to łatwo obserwowalny
21

22

9H

na rodzimej antyetnologicznej niwie: etnolodzy nieuchronnie
stają się w ten sposób działaczami i instruktorami kulturalny­
mi, a cała rzecz przypomina gonienie własnego ogona. Nie
znaczy to jednak, że etnolodzy takimi działaczami mają prze­
stać być - przeciwnie: czasami są oni najlepiej przygotowani
do takiej roli. Chodzi tylko o to, by znieść stan pomieszania
funkcji badacza i działacza, czemu sprzyja wspomniany me­
chanizm uśmiercania-klonowania. Jeśli etnolog nie jest po­
datny na zagrożenie rozdwojenia jaźni, może to być nawet ta
sama osoba.
O ile ma więc Baudrillard rację w odniesieniu do antyetnologii, że nie istnieje ona już jako nauka, lecz tylko jako pro­
jektor, w którego widmowym świetle żyjemy (my dodamy tu
jeszcze jej funkcję klonowania), to nie ma jej w odniesieniu
do etnologii „właściwej", czyli nauki o kulturze i kulturach umierający stanowią na szczęście zawsze znikomy procent
w stosunku do żywych. Jeśli nawet projekt hiperrzeczywistości ma zastosowanie i do tejże etnologii właściwej, to w zu­
pełnie inny sposób i w zupełnie innym wymiarze. Podobnie
zresztą jak i do innych dziedzin ludzkiej refleksji i ludzkiego
życia, bo w pewnym zakresie etnologia pędzi przecież taki
sam żywot jak historia sztuki, chemia i paleontologia, a obok
zakupów i wizyt w galeriach składa się na całą klasę ludzkich
form uprawiania życia.
23

Etnografia i antropologia
Można zatem zasadnie stwierdzić, że jedną z form upra­
wiania etnologii w Polsce jest antyetnologia właśnie, którą jak się rzekło - da się właściwie sprowadzić do funkcji dzia­
łalności kulturalnej, zwanej u nas folkloryzmem. Wprawdzie
jej główne ośrodki to muzea, skanseny, izby regionalne, ze­
społy folklorystyczne, kółka hafciarskie itd., „naucza" jej się
także i w ośrodkach akademickich. Występuje ona bodaj naj­
częściej pod emblematyczną nazwą tradycyjnej etnografii,
a jej adepci, zatrudniani w instytucjach typu muzeum etno­
graficzne, pouczają często, że etnografia to nauka o kulturze
ludowej. Nie wyczerpuje to na szczęście całego zakresu ro­
dzimej etnologii.
Jest bowiem i drugie pole aktywności etnologów. Na Za­
chodzie zwie się to krytyką kulturową, a uprawia sieją głów­
nie w ramach socjologii kultury i studiów kulturowych. Kry­
tykę kulturową interesuje szeroko rozumiana kultura współ­
czesna i jej przekrojowe, kontekstowe ujęcie. Spotyka się tu
więc literatura z filmem, kultura konsumpcyjna z teatrem, re­
klama z muzyką, media z kulturą materialną, plastyka z par­
kami tematycznymi itd. W refleksji krytyki kulturowej wy­
czuwa się ponadto przeświadczenie o ważności kultury ma­
sowej, kultury popularnej, której - de facto - w głównej mie­
rze ona dotyczy. Jest to przy tym podejście gruntownie empi­
ryczne, czego nie można powiedzieć o zainteresowaniach ro­
dzimej socjologii kultury. Ponadto, wspomniana przekrojowa
perspektywa zbliża ją do tradycji myśli etnologicznej, dla
której na codzienną strawę składały się tak różnorodne dzie­
dziny ludzkiego bytowania, że owo całościowe, „astrono­
miczne" widzenie człowieka i kultury etnolodzy mają (lub
powinni mieć) we krwi. W głównym bodaj periodyku pol­
skiej socjologii kultury, Kulturze i Społeczeństwie, tematyki
takiej jednak prawie nie ma, a jeśli już, są to raczej rozprawy
teoretyczne. Studia kulturowe, inny nurt krytyki kulturowej,
nie istnieje w Polsce jako odrębna dyscyplina.

�Tę lukę wypełnia za to ów drugi nurt etnologii, którego
emblematem jest antropologia współczesności. To właśnie
w ramach tej antropologii uprawia się taką właśnie krytykę
kulturową. Tematy - podobnie jak wyżej, choć odmienne
często ujęcia teoretyczne. W tym względzie zresztą uznać na­
leży jej znaczną oryginalność i niezależność. Dopracowała
się ona bowiem własnych koncepcji teoretycznych, choć rzecz jasna - nie bez wpływu z zewnątrz. Warto jednak
zwrócić uwagę na to, że na przykład inspiracje Bachtinowskie, Barthesowskie czy semiotyki tartuskiej pozwoliły na
podjęcie „współczesnych" tematów jeszcze zanim prace z te­
go kręgu zostały przyswojone na przykład w Ameryce - zre­
sztą nie przez etnologów, ale raczej socjologów. Główną
trybuną wypowiedzi tego nurtu jest od lat Polska Sztuka Lu­
dowa. „Konteksty", kwartalnik, który nie stroni przecież od
innej, również tej antyetnologicznej problematyki.
24

25

Mimo wielkich zasług dla rodzimej etnologii nurt ten
cierpi jednak na jedną, nie przezwyciężoną dotychczas sła­
bość. Większość prezentowanych w nim podejść ujmuje
wytwory kultury w ich autonomii, niejako statycznie, unie­
ruchomione, a nawet cokolwiek martwe. Tak jakbyśmy
mieli do czynienia ze swoistym fatum semiotycznej kate­
gorii „tekstu" w połączeniu z postmodernistycznym „czyta­
niem" kultury, co w efekcie daje projekt czytania tekstu
kultury przez badacza, tekstu, który jakby zakrzepł w zna­
czeniach wraz z wysychaniem drukarskiej farby czy jakie­
gokolwiek innego nośnika sensu. A tak nie jest. Kultury nie
da się sprowadzić do jednolitego tekstu, bo są tu także dy­
namiczne obrazy, wielogłos wypowiedzi jednostek i grup,
rozmaite kolorystyczne odcienie. Tymczasem wydaje się,
że mamy tu właśnie do czynienia z inną nieco odmianą
uśmiercania przedmiotu badań: analizowana tu reklama, l i ­
teratura, plastyka czy kino „nie żyją" w sensie społecznym.
Odnajduje się oczywiście rozmaite archetypy i wątki,
struktury i mity, nie wiadomo jaka jest jednak tych treści
recepcja. Czy i jak użytkownik jakiegoś wytworu mu ule­
ga, co o nim sądzi, jakie ma on dla niego znaczenie, jaka
jest hierarchia tych znaczeń. Obrazy filmowe, dzieła sztu­
ki, przedmioty materialne, a nawet sceniczne gesty zostają
tu przez badacza skutecznie skrępowane więzami orientacji
teoretycznej, unieruchomione, a przecież ich użytkownik,
człowiek, porusza się wciąż, i ciałem, i duchem: słucha
muzyki, ogląda reklamę, jeździ samochodem, odziewa się
i spożywa - użytkuje więc jakoś to wszystko i sam przypi­
suje temu jakieś znaczenia. Badacz zapomina tutaj, że
prócz kulturowej materii winien widzieć też i samego czło­
wieka, a raczej winien widzieć syntezę obojga, bo żaden
z tych członów nie może istnieć bez drugiego. Dotyczy to
także piszącego te słowa, któremu również nie udało się
wyjść poza taką statyczną perspektywę.
Krótko mówiąc, odczuwa się niemal kompletny brak „tra­
dycyjnych" etnograficznych narzędzi, które - wydaje się popadły w niełaskę: kwestionariusza, obserwacji czy audio­
wizualnych technik utrwalania źródeł. Także ich wywoływa­
nia. Odnosi się wrażenie, że wraz z porzuceniem zakresu za­
interesowań tradycyjnej etnografii zaniechano również i tra­
dycyjnych, choć świadczących o swoistości dyscypliny me­
tod pozyskiwania źródeł. To ten właśnie brak codziennego,
społecznego, praktycznego wymiaru dziedzin kultury cieszą­
cych się zainteresowaniem antropologii współczesności spra­

wia, że jej prace mają często impresyjny i intuicyjny charak­
ter, gdzie panoszą się rozmaite figury myśli, ideologie, war­
tościujące nastawienia. Zwłaszcza w odniesieniu do zjawisk
kultury masowej da się zaobserwować nieco redukcjonistyczne nastawienie, które trąci czasem postmarksowską perspek­
tywą, tą w wydaniu, jakże przecież zasłużonego dla badań
mass-kultury, Barthesa.
Chwalenie cudzego
Odrębny nurt, w ramach tego większego, to metodolo­
giczna krytyczna autorefleksja, która także zrodziła się z ro­
dzimych inspiracji, wszelako silnie podbudowana tzw. meto­
dologiami historycznymi. Trzeba przy tym stwierdzić, że
podobne prace na przykład amerykańskich antropologów
postmodernistycznych zaczęły ukazywać się na dobre dopie­
ro w drugiej połowie minionej dekady. Wprawdzie taki wpły­
wowy jej przedstawiciel jak James Clifford publikował już
w tym duchu w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, jed­
nak główne jego dzieło z tego zakresu ukazało się w roku
1988. Wspomnieć więc warto przynajmniej przełomowy
wręcz głos Robotyckiego i Węglarza, Chłop potęgą jest i ba­
sta, gdzie autorzy dokonali wzorcowej dekonstrukcji schema­
tów interpretacyjnych kultury ludowej, wykazując ich zmityzowany, figuratywny charakter.
26

27

Niestety jednak, niedługo potem przybiła do naszych sło­
wiańskich brzegów amerykańska postmodernistyczna fala,
która skutecznie stłumiła rodzimą, utrzymaną w podobnym
duchu refleksję. My natomiast zafundowaliśmy sobie kalifornizację naszej przaśnej, ale przecież własnej i oryginalnej et­
nologii: chodzimy wprawdzie po polskiej ziemi, ale głowy
mamy jakby zanurzone w wirtualnym smogu Los Angeles.
Co więcej, czytając niektóre prace polskich etnologów zain­
spirowane ustaleniami postmodernistycznej antropologii na
temat rozmaitych native people, odnosi się nieodparte wraże­
nie, że mamy oto do czynienia ze zjawiskiem pokrewnym
klonowaniu, zjawiskiem stanowiącym przy tym - paradoksal­
nie - samo jądro postmodernistycznej krytyki. Uprawiane
tam bowiem pisanie (czytanie etc.) kultury jawi się już nawet
nie jako tworzenie wirtualnej rzeczywistości, lecz zwyczajnej
fikcji, gdzie mocą osobliwej logiki podstawiania zamienia się
tylko miejscami Samoańczyka z Wielkopolaninem i tworzy
w ten sposób rodzimą postmodernistyczną antropologię. Im­
puls Węglarza-Robotyckiego nie został dostatecznie rozwi­
nięty, sam zaś Robotycki wziął później stronę Clifforda, ale
podjął też na szczęście i Baudrillardowskie inspiracje a więc jeszcze nic straconego.
Wydaje się więc, że mamy do czynienia z dwoma postmo­
dernistycznymi nurtami w łonie nauk społecznych, które mo­
głyby być dla polskiej etnologii interesujące i inspirujące.
Niech rzucone powyżej, nieco mimochodem, dwa nazwiska,
Clifforda i Baudrillarda, symbolizują te nurty.
Jest więc owa amerykańska antropologia postmoderni­
styczna, znana przede wszystkim dzięki publikowanym na ła­
mach „Kontekstów" kolejnym rozdziałom The Predicament
Clifforda, a ostatnio dzięki wydanej stosownej antologii te­
kstów. Nic w tym dziwnego, bo w sposób naturalny nieja­
ko, również z racji pokrewieństwa dyscyplin, nurt ten winien
być nam najbliższy. W końcu na całym świecie fizycy z jed­
nego kraju dzielą się myślą z fizykami z innego kraju, podob­
nie czynią historycy, farmaceuci i paleontolodzy. Świat się
28

99

�jednak zmienia, zmienia się też nauka i zdarza się, że do roz­
wikłania paleontologicznej zagadki potrzeba fizyka lub bio­
logowi bardziej przydatna okaże się rada chemika niż innego
biologa. To już bodaj książkowy przykład zjawiska interdy­
scyplinarności: wszak nikt nie kwestionuje istnienia takiej
odrębnej dyscypliny jak biochemia, choćby nie miała ona na­
wet formalnej reprezentacji w akademickiej strukturze. Dalej,
z nieco bliższych rejonów, taka anglojęzyczna nomenklatura
dyscyplin jak cognitive science, communication studies, cul­
tural studies (nazwa tłumaczona tutaj jako „studia kulturo­
we") nie ma bodaj odpowiedników w polskim nazewnictwie,
bo nie ma odnośnych kierunków akademickich. A te wła­
śnie kierunki w systemie nauki zachodniej to rezultat pogłę­
biającej się interdyscyplinarności, w której najcenniejsze jest
to, że porzuca się krępujący gorset tradycyjnych zakresów
poszczególnych dyscyplin, by umożliwić rozkwit nowych
dziedzin refleksji. Nie zawsze jest to jednak konieczne,
podobnie jak nie zawsze konieczne są zmiany w nazewnic­
twie. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, by nie trzymać
się sztywno utartych szlaków uświęconych tradycją, bo te
mogą oczywiście prowadzić na manowce. Podążanie więc za
drogowskazem z napisem antropologia może nie wystarczyć.
Same wyliczone powyżej dyscypliny są dobrym tego przy­
kładem. Ponadto, powstały one także między innymi z antro­
pologicznych inspiracji i - swoistym rykoszetem - bywają in­
spirujące dla samej antropologii. Nie potrzeba jednak sięgać
do przykładów z przyrodoznawstwa czy nie istniejących
u nas dyscyplin. Lepiej znanym przykładem jest historia. Et­
nologia staje się tutaj w ostatnich latach niezwykłym źródłem
inspiracji dla historyków, którzy sięgają po etnologiczne mo­
nografie, na których opierają swe studia nad rozmaitymi spo­
łecznościami historycznymi. Mamy więc i etnohistorię,
a słynne dzieło Le Roy Ladurie o średniowiecznej wiosce he­
retyków nie jest jedynym przykładem świadczącym o tym jak
płodna jest to inspiracja.

przykładem rodzimej wersji poststrukturalizmu, który nazy
wany bywał także orientacją strukturalno-semiotyczną, choć
niewiele już miał wspólnego ze strukturalizmem Straussów
skim. Zapewne właśnie owo poststrukturalistyczne konte
kstowe rozumienie kultury zaowocowało zmianą tytułu
wspomnianego wcześniej periodyku Polska Sztuka Ludowa
na „Konteksty" . Na uwagę zasługuje jednak nade wszystko
fakt, że polska myśl etnologiczna, choć pozostająca w znacz­
nej izolacji od reszty świata, wywodziła z wcześniejszych
nurtów konkluzje i postulaty zbieżne z tymi zachodnimi, o ty­
le przy tym wartościowe, że ilustrowane własnym materiałem
empirycznym. Ta zbieżność z podobnymi dekonstrukcyjnymi
przedsięwzięciami na Zachodzie jest potwierdzeniem jej traf­
ności, skoro niejako naturalnie, bez „podpierania się" obcymi
autorytetami, dążyła w tym samym kierunku. Istotna wszak­
że różnica w tych poststrukturalnie zorientowanych zaintere­
sowaniach kulturą współczesną pomiędzy myślą polską a za­
chodnią polegała na tym, że u nas wyrażali je etnolodzy, tam
- socjologowie.

Otóż wydaje się, że polskiej etnologii w większości pro­
blemów dalej do amerykańskiej antropologii niż do historii,
także dalej niż do socjologii kultury, studiów kulturowych
itd. Nie chodzi tu - rzecz jasna - o problemy metodologicz­
ne, bo te dzielimy z innymi antropologiami, podobnie jak
i z całą humanistyką. Chodzi o empiryczny zakres problema­
tyki. To prawda, że w czasach sprzed antyetnologii, w cza­
sach badania kultury chłopskiej, Boas czy Malinowski, bada­
jący „dzikich", mogli być i byli inspirujący dla badaczy „na­
szych dzikich", bliższych i dalszych, zwykle wszelako tych
słowiańskich. Dziś, gdy „nasi dzicy" wymarli lub pozostały
po nich co najwyżej tylko klony, doświadczenia Rice gangu
i innych z Maroka czy Meksyku naprawdę mają - oględnie
mówiąc - ograniczone dla nas znaczenie. Przykładanie zaś
maoryskiej miary do Krakowiaków byłoby po prostu śmie­
szne. Na szczęście nie dochodzi do tego zbyt często, a rodzi­
mi postmoderniści znajdują się na etapie komentowania usta­
leń amerykańskich kolegów. Wspomniane klony, jedyne „tu­
tejsze" odpowiedniki „tamtejszej" problematyki, dają się ba­
dać, ale z innych nieco pozycji.

Kapitalny przykład zastosowania rodzimej wersji przekła­
du kulturowego dał swego czasu Zbigniew Benedyktowicz.
Rzecz dotyczyła stereotypu, który, traktowany wcześniej pra­
wie wyłącznie w kategoriach etnicznego i społecznego dy­
stansu, uchwycony został tym razem w swej symboliczności.
Dopiero ten zabieg pozwolił wyjść poza typ wyjaśniania ro­
dem z klasycznego ewolucjonizmu i psychologizmu, posługu­
jącego się takimi określeniami opisania tego zjawiska jak au­
tomatyzm, przesada, uproszczenie etc. Skutkiem tego było
przeniesienie i kategorii stereotypu, i kategorii symbolu na zu­
pełnie nowy poziom abstrakcji, wskazanie zupełnie nowego
horyzontu interpretacyjnego, praktycznym zaś pożytkiem dla
dzieła międzykulturowego dialogu - dostarczenie lepszego
narzędzia rozumienia „obcości". Można więc powiedzieć, że
problem przekładu kulturowego, postawiony w tak dojrzały
teoretycznie i metodologicznie sposób, że mogą uczyć się ze
sposobu jego naświetlenia inni, pojawił się na naszej ziemi do­
brych parę lat przed postmodernistyczną falą. I znów, sam
wspomniany autor poddał się tej fali niedługo potem.

29

30

W tej konkretnej tematyce, postantyetnologicznej, prócz
wspomnianego wystąpienia Robotyckiego i Węglarza, wspo­
mnieć warto inny alians, tym razem Robotyckiego z Czają,
którzy odsłonili niegdyś mechanizm tworzenia zmistyfikowanej ludowości. Praca ta, jak i kilka innych, była zresztą
31

100

32

Należy wtedy stwierdzić, że sugestie amerykańskich kole­
gów płynące z badań na Bali czy w Meksyku mogą mieć tyl­
ko ograniczone zastosowanie do badań naszych folklory­
stycznych klonów czy dziedzin kultury nie sklonowanych.
Porównanie możliwe jest w każdym razie nie w tych teore­
tycznych i metodologicznych wymiarach, które skłonni są
wymieniać niektórzy polscy komentatorzy. Tak na przykład
problem przekładu kulturowego, najważniejszy bodaj, tak
eksponowany w tym podejściu, wydaje się kwestią zgoła
marginalną, a przynajmniej jest to po prostu problem innego
gatunku. Polscy etnolodzy bowiem, wybierając się na bada­
nia do Lasowiaków, skinheadów czy akwizytorów kosmety­
ków, pozostają wciąż w tej samej kulturze narodowej, prze­
mieszczają się tylko do jednego z jej symbiotycznych czło­
nów. Nie muszą poznawać zupełnie obcego języka, wiary, ja­
skrawo odmiennych obyczajów etc.

33

Jeśli chodzi natomiast o problematykę z zakresu krytyki
kulturowej, uprawianej w ramach antropologii współczesno­
ści, problem przekładu to głównie sztuka przekodowania, deszyfracji jakichś tekstów, rozumianych tutaj szeroko, semiotycznie. Podniecanie się więc filozoficzną różnią jest czymś
zgoła na wyrost.

�Etnologizacja poza etnologią
Wydaje się, że inspiracji innym nurtem postmodernistycz­
nym w humanistyce i naukach społecznych polska etnologia
dziś potrzebuje. Tym mianowicie reprezentowanym właśnie
przez - wydawałoby się tak nieprzychylnego etnologii - Bau­
drillarda, z jego krytyką współczesnego zachodniego społe­
czeństwa, ale także Pierra Bourdieu, z jego propozycjami
widzenia habitusu i stylów życia oraz logiki potoczności,
Michela Certeau czy klasyki Henri Lefebvre'a, z ich analiza­
mi życia codziennego - formalnie socjologiczny, dużo jed­
nak bliższy najnowszej tradycji polskiej etnologii, tej z ostat­
nich kilku dekad, przynajmniej jej „reformatorskiego" nur­
tu. Nie tylko z racji tematyki, którą jest kultura Zachodu,
a nie południowe wyspy, bo także przekrojowego podejścia,
nastawionego na wskazywanie pewnych kulturowych rudymentów, pierwocin, wręcz pierwotności, a więc czegoś zgoła
antropologicznego.
34

35

36

37

Dalej, brytyjskie środowisko socjologów kultury i bada­
czy z zakresu studiów kulturowych skupione wokół pisma
„Theory, Culture &amp; Society", z jego spiritus movens, Mike'em Feafherstonem, którego syntetyczne prace nawiązują
do najważniejszych kulturowych problemów współczesnego
świata: globalizmu i lokalizmu, estetyzacji i komodyfikacji,
tożsamości kulturowej i rytualizacji konsumpcji itd. Spośród
plejady innych badaczy tego środowiska warto wskazać przy­
najmniej na jednego - Michela Maffesoli, profesora Univer­
sity Rene Descartes, Paris V, ale również związanego
z ośrodkami brytyjskimi. Jego praca o nowoplemionach jest
klasycznym przykładem przejmowania przez inne dyscypliny
tematyki etnologicznej. Fakt, że nie chodzi o plemiona No­
wej Gwinei czy Madagaskaru, lecz nowe plemiona Europy religijne, konsumpcyjne, ekologiczne itd. Wszystko to zaczy­
na dotyczyć w coraz większym stopniu i kultury europejskie­
go Wschodu. Francuski badacz ubolewa, że w czasach glo­
balnej socjologii nie ma komu się zająć małymi grupami, ty­
mi z kawiarni, rogu ulicy, stadionu. Wspomniana praca prze­
nicowana jest rozmaitymi etnologicznymi inspiracjami,
a sam autor podkreśla wciąż, że interesuje go społeczno-antropologiczny wymiar zjawiska.
38

34

40

Przykład tego podejścia socjologa nie jest odosobniony,
zwłaszcza w postmodernistycznie zorientowanej socjologii,
gdzie podkreśla się postępujący schyłek wymiaru społeczne­
go na rzecz kulturowego we współczesnym świecie. Nie dzi­
wi więc ofensywa socjologów na kulturę właśnie, tradycyjny
przedmiot zainteresowania etnologii, czego wyrazem jest
znamienna wypowiedź Featherstone'a: Należałoby przypu­
szczać, że pojęcie społeczeństwa, tak ściśle związane z pań­
stwem narodowym, przestanie być głównym przedmiotem so­
cjologii.^ Istotnie, w jego pracach dominujące stało się poję­
cie kultury.
Warto sięgnąć wreszcie także i za Ocean, gdzie „kulturą
współczesną" również zajmują się głównie socjologowie. Czę­
sto i gęsto, a jakże, powołują się oni na klasyków etnologii,
która znów okazuje się inspirująca dla innych właśnie. Tutaj
także tłoczą się przykłady takich antropologicznie zorientowa­
nych peregrynacji socjologów, z których wymieńmy tylko Eri­
ca Rothenbuhlera monografię rytuału: od tego religijnego, po
telewizyjny. Kultura nie znosi bowiem próżni. Jeśli w cza­
sach po Turnerze etnologom nie w głowie już takie głupstwa
42

43

jak rytuał, bo mają teraz ważniejszą misję - „pisanie kultury",
co u nas oznacza często ni mniej, ni więcej tylko pisanie o cu­
dzym pisaniu o cudzej kulturze, to nic dziwnego, że w to miej­
sce wchodzi badacz z sąsiadującej dyscypliny. Widocznie do­
strzegł on to, co najważniejsze w postmodernistycznym pro­
jekcie: dowartościowanie kultur lokalnych i kultury popular­
nej, „mniejszych" tradycji i wszelkiej „obcości", odrzuconych
przez uniwersalistyczne aspiracje modernizmu. By pójść tym
śladem, nie wystarczy zaglądać przez ramię amerykańskim an­
tropologom na ich egzotyczne tematy. Jeśli już ktoś jednak
szczególnie łaknie egzotyki i wszelakiej wielokulturowości,
wystarczy wyjść na ulice dowolnego większego miasta, by zo­
baczyć „perski jarmark" żebrzących Cyganów, handlujących
Ormian, muzykujących Ukraińców. Doskonała to okazja do
zainicjowania badań na temat narastających w coraz mniej­
szym świecie problemów wielokulturowości.
Wydaje się więc, że etnologia cierpi również, i to w skali
globalnej, na jakąś trudno zrozumiałą obsesję samoograniczania się. Rzecz tę zauważono już dwie dekady temu. Miał mia­
nowicie wówczas miejsce proces, o którym pisał wspomniany
wcześniej Zbigniew Benedyktowicz: podczas gdy dokonuje
się etnologizacja innych nauk, nie podlega jej sama etnogra­
fia. W tej samej jednak wypowiedzi, odpowiedzi na ankietę
rozesłaną w połowie 1980 roku przez redakcję Polskiej Sztu­
ki Ludowej, dotyczącą między innymi kondycji etnologii,
podkreślał, że etnografia jest marginesową nauką bez gra­
nic, co obok innych tego typu deklaracji było oczywistym
przykładem marginalizacji na własne życzenie. Tymczasem
proces etnologizacji innych dyscyplin trwa w najlepsze, etno­
logia sama natomiast nie może zdobyć się na wysiłek zetnologizowania samej siebie. Niech omawiany dopiero Baudrillard
posłuży jako doskonały przykład etnologizacji myśli socjolo­
gicznej, choćby jemu samemu nie postało to w ogóle w gło­
wie, zwłaszcza po tym, co stwierdził o etnologii.
44

45

46

Trudno powiedzieć w jakim stopniu te i podobne poglądy
zaciążyły na późniejszej (to już dwie dekady!) kondycji etno­
logii. Autorowi przytoczonej wypowiedzi trzeba oddać spra­
wiedliwość: wagę tych kulturowych marginesów udowadnia
od lat, co owocuje przynajmniej rozwijaniem projektu inter­
dyscyplinarności w łonie humanistyki i nauk społecznych.
Niestety, niegdysiejszy projekt odnowy etnologii, która
zwać się miała antropologią kulturową, został po paru latach
podmyty przez wspomniany amerykański prąd i tak dyscypli­
na, zwana znów etnografią, zaczęła dryfować ku nieznanym
lądom - i nie jest to ani kraj nad Wisłą, ani wyspa Bali. Rów­
nie daleko do obu brzegów i równie są one zamazane. Może
i trochę tego, i trochę tego: jeden to nieco wyalienowana ze
społecznego kontekstu krytyka kulturowa, zwana antropolo­
gią współczesności, drugi - kibicowanie cudzym wyczynom,
plus Malinowski na osłodę.
47

Albowiem przeświadczenie o antropologii rozumianej na
sposób maussowski, jako swego rodzaju królowej nauk, sca­
lającej rozproszone wysiłki poszczególnych dyscyplin
nie
jest rozpowszechnione pośród etnologów. Zacytowane słowa
pochodzą od socjologa, a więc niejako „naturalnego" rywala
etnologii na niwie nauk społecznych. Wygłoszone w dodatku
w czas kryzysu tej dyscypliny bodaj tak głębokiego jak nigdy
wcześniej, w połowie lat 70., mogły być wówczas z powo­
dzeniem odczytane jako szyderstwo wobec rodzimej etnogra­
fii. Co więcej, mogły być jeszcze jednym dowodem zakusów
48

101

�wobec zakresu i metod antropologii, jakie sąsiadującym dys­
cyplinom skłonna była ona przypisywać, do której najszerszy
dostęp miała mieć ponoć tylko ona. Podejrzenia takie tym
bardziej mogły znaleźć podatny grunt, że atmosfera pewnego
schyłku, dla niektórych tylko odczuwanego, przez innych
w ogóle nie dostrzeganego, i do szczętu wyczerpany paradyg­
mat - wszystko to sprzyjało nastrojom frustracji i podejrzli­
wości. Młodzi badacze, usiłujący wprowadzić przynajmniej
nowe metody w badaniu starych treści, stawiali dopiero
pierwsze, choć pełne animuszu kroki. Warto jednak podkre­
ślić, że nawet ci młodzi nie zdołali w zakresie dyscypliny
zmienić wiele, choć czynili takie deklaracje, a nowe metody
- strukturalizm czy fenomenologia - zdawały się otwierać
także nowe możliwości, jeśli chodzi o tereny penetracji.
Niech za wymowny przykład pewnej teoretycznej niemocy
posłuży wymiana zdań na wykładzie, na którym aplikowano
strukturalną metodę do analizy polskiej kultury ludowej. Na
zadane przez słuchacza pytanie, czy można z użyciem tej me­
tody zanalizować obyczaj chodzenia w dżinsach, równie do­
bry do badania jak „chodzenie z kurkiem", wykładowca
odrzekł, że oczywiście tak. Lata mijają, a nikt takiej analizy
dotychczas nie sporządził. Owszem, robi się te i podobne rze­
czy, ale często przyczynkarsko, na marginesach właśnie, czę­
sto bez porządnego teoretycznego i metodologicznego przy­
gotowania. Wciąż w mocy pozostaje krytyka Jerzego Sławo­
mira Wasilewskiego, w której wytykał on naiwność, monomanię interpretacyjną, brak całościowego ujęcia różnych sfer
kultury, mnożenie hipotez ad hoc etc. w wielu etnologicznych rozprawach. ' Jeśli dodamy do tego swoiste „podbiera­
nie" cudzych metod badawczych do użytku w ramach stare­
go, antyetnologicznego paradygmatu, lub coś zgoła odwrot­
nego - wkraczanie na cudze tereny, nieprzemyślane często
i niedojrzałe, to nie powinien dziwić taki oto komentarz, że
„etnologia zajmuje się niekompetentnie tym, czym kompe­
tentnie zajmują się inni". Albowiem beztroski wszystkoizm
oznacza oczywiście poluzowanie metodologicznych i teore­
tycznych rygorów.
41

50

Powrót do źródeł?
Być może obraz ten jest nieco zbyt ponury. Strzec jednak
winniśmy się i trupiego odoru tego, co etnologia uśmierca,
czy ograniczania się tylko do sklonowanych działów kultury,
ale nie powinny nas też zwabić ponętne zapachy ciepłych
krajów, zresztą z drugiej ręki, via Kalifornia czy Houston, bo
na dotarcie w tamtejszy teren zwykle nas nie stać. Tematyka
realna dla Rice gangu, dla nas, pomijając kwestie teoretycz­
ne, jest głównie odległą egzotyką. A teoria bez empirii to już
nawet nie filozofia, która wychodzi przynajmniej od potocz­
nego doświadczenia, a więc od jakiejś empirii - to jest po
prostu zwyczajne bujanie w obłokach.
Cóż więc po etnologu w ten czas (marny)? Z opinii Jerze­
go Szackiego, życzliwego komentatora meandrów myśli etnologicznej, wynika, że najbardziej unikalne i wartościowe
są dla antropologii nieprześcignione do dzisiaj wzorce stu­
diów w terenie. ^ Istotnie, obraz etnografa-terenowca okrzepł
przez dziesiątki lat w coś na kształt stereotypu. Nawet pora­
dnik dla wybierających kierunek studiów przestrzegał swego
czasu tych o wątłym zdrowiu, by, wybierając się na etnogra­
fię, mieli na uwadze trudy, jakie parający się tym fachem miał
ponosić wykonując swą profesję. Chodziło oczywiście o ro­
5

102

dzime słoty i tropikalne monsuny. Co inngo jednak stanowi
przede wszystkim o misji terenowca. Terenowiec to przede
wszystkim przeciwieństwo gabinetowca, a dokładniej nieco:
ktoś, kto po prostu nie potrafi powiedzieć nic konkluzywnego, jeśli nie ma żadnych terenowych (empirycznych) danych.
Mimo że całe legiony badaczy uprawiają (z powodzeniem?)
naukę głównie w zaciszu swych gabinetów, terenowiec cier­
pi na obsesję posiadania danych empirycznych, bez których
nie jest w stanie sklecić najprostszej myśli. O zgrozo, co bar­
dziej przebojowi spośród terenowców uważają owe czysto
gabinetowe studia za bicie piany, które - twierdzą - tylko dla­
tego umykają często krytyce, że powtarzają dwadzieścia cu­
dzych myśli, a nie dwie - unikają przeto tym samym oskar­
żenia o plagiat.
Ale bycie terenowcem nie musi koniecznie oznaczać
przemierzania piasków Mazowsza czy amazońskiej dżungli,
musi natomiast koniecznie oznaczać wrażliwość na konkret,
szczegół, odrębność, wyjątkowość, detal opisywanej rzeczy­
wistości. Niech za przestrogę posłużą przeciwstawne przy­
kłady dwóch wielkich szkół w etnologii: ewolucjonizmu
i funkcjonalizmu. O ile pierwszy przeszedł już do annałów
historii nauki, drugi - wciąż inspiruje, choćby terenowymi
doświadczeniami właśnie, albo też au rebours: mankamenty
pracy terenowca inspirują do refleksji teoretycznych, co przy­
padło przecież w udziale samemu postmodernizmowi. Ta
wyróżniająca etnologię cecha (i kapitał) nie musi jednak po­
zostawać w udziale każdego bez wyjątku etnologa. Odnosi
się jednak wrażenie, że - wobec wyczerpywania się starego
paradygmatu - niektórzy badacze po prostu nie wiedzą, czym
się zająć. Żeglują wskutek tego gdzieś właśnie pomiędzy
Wielkopolską a wyspą Bali, nie decydując się na żaden teren.
52

Tymczasem wielu antropologów o postmodernistycznej
orientacji wskazuje potencjalną drogę rozwoju. Rzecz w tym
jednak, aby wyciągnąć z ich sugestii konstruktywne wnioski,
nie wystarczy bowiem poprzestać na komentowaniu tego, co
Clifford napisał o Margaret Mead a Geertz o Levi-Straussie.
Ten ostatni podsuwa przecież przykłady stosowania rozmai­
tych stworzonych przez siebie narzędzi również do analizy
zjawisk „kultury współczesnej", kultury Zachodu. Czy mu­
si być tak, że pomysły te „podkradają", rozwijają głównie
bracia socjologowie, jak na przykład David Chaney w jednej
ze swych ostatnich prac, gdzie - a jakże - koncepcja teatral­
ności Geertza stanowi teoretyczną oś rozważań na temat dramatyzacji życia społecznego. Paul Rabinów, wychodząc
z kolei od Foucault, wzywa: Musimy zantropologizować Za­
chód: pokazać, jak egzotyczne jest jego konstruowanie rze­
czywistości; położyć nacisk na te dziedziny, które z założenia
uważane są za najbardziej uniwersalne (łącznie z epistemolo­
gią i ekonomią); niech wydają się tak historycznie osobliwe,
jak to tylko możliwe; musimy wykazać, jak ich roszczenia do
prawdy powiązane są z praktykami społecznymi i tym samym
stały się faktycznymi siłami w świecie społecznym.
53

54

55

Jeśli chodzi więc o rodzimą działalność antropologizacyjną, wykazane już zostało wcześniej, że na etnologicznej niwie
podjęli taką swego czasu, niezależnie i autonomicznie w sto­
sunku do ustaleń obcych, rodzimi badacze: Robotycki, pó­
źniej Węglarz, Piątkowska, Libera. To właśnie ta antropołogizacja antropologii w wersji metaantropologicznej, to znaczy
antropologiczna refleksja na temat antropologii samej. Gorzej
z antropologizacją epistemologii czy ekonomii oraz innych

�dziedzin wiedzy. W przypadku tej pierwszej, jak również po­
zostałych działów filozofii, rodzaj takiego podejścia prezentu­
ją niektóre inicjatywy filozoficzne, w przypadku drugiej przynajmnie głosy na temat tzw. kultur organizacyjnych czy
stylów życia - w aspekcie ekonomicznym właśnie. Etnolo­
dzy nie ujawniają na tych polach jeszcze żadnej aktywności,
ale nie są gorsi pod tym względem od swych zachodnich ko­
legów: nie widać jeszcze odzewu na apel Rabinowa.
Tymczasem jednak antropologizacja Zachodu trwa już
w najlepsze od lat, przyszła ona jednak jakby tylnymi drzwia­
mi. To właśnie wspomniani wcześniej postmodernistyczni
socjologowie kultury, zwłaszcza francuscy, już od lat przy­
najmniej 70., opisując rzeczywistość społeczną w terminach
habitusu, a więc kategorii bliskiej osobowości wtórnej w an­
tropologii, czy hiperrzeczywistości, a więc kategorii bliskiej
porządkowi ideacyjnemu, tejże antropologizacji dokonują.
Dalej ekonomiści, zwłaszcza specjaliści od marketingu i managementu, coraz częściej powołujący się na socjokulturowe
mechanizmy kultury; mówi się wręcz o schyłku ekonomii na
rzecz kultury. Nie mówiąc już o filozoficznych fundatorach
postmodernizmu, z Rortym czy Foucault, tak inspirującymi
antropologów - i nic dziwnego. W gruncie rzeczy, przecież
same podstawy myśli rozważają oni w kategoriach stylów
myśli czy typów racjonalności, co przynajmniej od czasów
Levy-Bruhla stanowi jeden z głównych nurtów dociekań an­
tropologii. Jest tak jak twierdzi Rabinów, że metarefleksje na
temat kryzysu przedstawiania w piśmiennictwie etnograficz­
nym wskazują na odchodzenie od tematów koncentrujących
się na stosunkach z innymi kulturami, a wzmożenie (nietematyzowanych) zainteresowań tradycjami przedstawiania i metatradycjami metawyobrażeń w naszej kulturze - bez zna­
czącego jednak udziału samych etnologów.
56

57

58

59

№

cia; powstają nowe kulty i formy synkretyzmu religijnego;
czas wolny wraz z jego coraz bardziej wyszukanymi formami
wypiera czas pracy, który także coraz bardziej organizowany
bywa w zgodzie z wypracowaną kulturą organizacyjną; kon­
flikty etniczne bynajmniej nie wygasają, pojawiają się nato­
miast nowe, jak np. pomiędzy gangami młodzieżowymi; nad
wszystkim tym dominuje coraz bardziej kultura konsumpcyj­
na. Wszystko to jednak wydaje się w znacznym stopniu leżeć
odłogiem - na puste miejsca wchodzą inne dyscypliny, moc­
no zetnologizowane, bo też i bez tego nie poradziłyby sobie
z materią, do której trzeba wyjść z gabinetowego zacisza, tak
jak robiła to niegdyś etnologia. W mocy pozostaje wciąż oba­
wa sprzed lat dwudziestu, że podczas gdy dokonuje się etno­
logizacja innych nauk, nie podlega jej sama etnografia.
Tymczasem żaden prawodawca nie odwołał zadania etno­
logii, która ma wciąż badać i obyczaje, i wierzenia, i estety­
kę, i wyobrażenia, i sposoby urządzania domostw, i sposoby
gospodarowania, i kulturę materialną już nie jednego wyo­
drębnionego segmentu społecznego, jednej klasy, ale wszel­
kich klas i segmentów, których coraz więcej, coraz bardziej
zróżnicowanych, wytwarzających rozmaite sposoby na życie,
rozmaite kutury i subkultury. Nie w zastygłej rzeczywistości
XIX-wiecznej europejskiej wsi czy XX-wiecznego afrykań­
skiego plemienia, a w coraz szybciej zmieniającym się świe­
cie X X I wieku, świecie znikania starych wsi i starych ple­
mion, świecie, gdzie sformalizowany rytuał zastąpiony zosta­
je niesformalizowaną rytualnością zachowań, podział kultury
artystycznej na wysoką i niską zniesiony i zastąpiony rozma­
itymi ich mutacjami, również o równocześnie plebejskiej
i akademickiej proweniencji, gdzie wzory zastąpione zostają
modami i stylami, gdzie wraz z laicyzacją religii następuje
sakralizacja sfer niereligijnych, gdzie powstają nowe plemio­
na i nowe wartości itd. To jest ten zupełnie podstawowy ho­
ryzont etnologizacji etnologii. Nie tylko w wymiarze metaetnologicznym, a więc rozrachunku z własną teorią, ale o po­
ziom niżej: restytucja zakresu i metody etnologii w jej rudy­
mentarnym wymiarze, powrót do nich, do podstaw, gdzie
kultura (kultury) w jej aspekcie niezbywalności stanowi o za­
kresie, terenowe metody pozyskiwania źródeł natomiast sta­
nowią o metodzie.
61

Być może za wcześnie dla etnologii wkraczać na cudzy
teren z antropologizująca misją - często może to się zakoń­
czyć fiaskiem niekompetencji właśnie. Nie jest to jednak aż
tak konieczne dla jej „zdrowia" i rozwoju. Wszelako sama
antyetnologia (folkloryzm) czy antropologia współczesności
(krytyka kulturowa) nie zapewniają jej wystarczającego kon­
taktu z „żywą" kulturą. Kiedy Malinowski mówił o antropo­
logach, że to kronikarze współczesności, wiemy, że nie cho­
dziło mu wyłącznie o rejestrację zespołów folklorystycznych,
ani też wyłącznie o opis współczesnych antropologowi dzieł
sztuki. Wiemy, że chodziło mu o całość kultury, o której je­
den z ojców antropologii powiedział, że obejmuje wiedzę,
wierzenia, sztukę, prawo, moralność, zwyczaje i wszelkie in­
ne zdolności i nawyki nabyte przez człowieka jako członka
społeczeństwa. Inny zaś: zwyczaje, sposób życia, mowa, po­
dania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka
i tańce. Wydaje się, że wielu etnologom powrót do tych zna­
nych definicji potrzebny jest jak kubeł zimnej wody.
I Tylor, i Kolberg nie zdezaktualizowali się w zakresie ta­
kich rudymentów. Wraz z zanikiem ХГХ-wiecznego ludu za­
nikają wprawdzie „zwyczaje i obrzędy ludu nadrabskiego",
„kultura religijna ludu polskiego", „czas wolny i zabawa ludu
krakowskiego", ,Jconflikt pogranicza łemkowsko-pogórzańskiego" czy „pożywienie ludu wiejskiego", nie zanikają jed­
nak w ogóle zwyczaje i obrzędy, kultura religijna, konflikty
rozmaitych grup czy... pożywienie. Jak okiem sięgnąć, wszy­
stkie te rzeczy są, tylko inaczej: powstają nowe grupy
(sub)kulturowe; pojawiają się i znikają nowe mody i style ży­

62

W tym wszystkim należy porzucić dywagacje na temat fi­
lozoficznej różni, a skupić się raczej na kulturowej różnicy
i różnorodności, którymi była etnologia zawsze żywo zainte­
resowana. Stanowiło to wręcz podstawy jej odrębności jako
jednej z nauk o człowieku. Tak tedy postmodernistyczne ha­
sło „niech żyje różnica" to postulat z głębi etnologiczny - je­
śli rozwijany na poziomie empirii i teorii, a nie filozoficznych
konceptualizacji. I - jak się rzekło - nie jest on czymś dla et­
nologii kompletnie nowym, choć w szacie z końca X X wieku
może być niezwykle inspirujący.
Szeroko rozumiany obyczaj jest tu najlepszym przykła­
dem owej różnorodności pomiędzy kulturami, w ramach kul­
tur itd.., a jest to przecież sam rdzeń zainteresowań etnologii.
W czasach kiedy na wszelkie różnice jest tak wielkie „zapo­
trzebowanie", trudno sobie wyobrazić lepszą umysłową at­
mosferę sprzyjającą uprawianiu etnologii, ale etnologii na
miarę współczesności. Tym bardziej że rezygnacja z reguł
dyskursu uniwersalistycznego w filozofii, humanistyce i nau­
kach społecznych na rzecz partykularyzacyjnego sprzyja
i uprawianiu etnologii, i lepszemu rozumieniu problemów
63

103

�międzykulturowych o rozmaitym profilu. Albowiem olbrzy­
mie tempo ogólnoświatowego przepływu dóbr, informacji
i ludzi nie prowadzi wyłącznie do unifikacji kulturowej, ale
z równą siłą rodzi tendencje odwrotne (counter-tendencies).
Sprawiają one, że współczesne procesy globalizacji są raczej
„organizacją różnorodności" niż ekspansjąjednolitości. Pro­
wadzi to nie tyle do zaniku i redukcji, ile ujawnienia, a nawet
ożywienia specyficznych cech społeczności lokalnych, wzro­
stu znaczenia różnic kulturowych.
W efekcie otrzymujemy wizję rzeczywistości kulturowej ja­
ko wewnętrznie niejednorodnego zlepku heterogenicznych
praktyk, dyskursów, jako płynnej wielości „gier językowych ",
„światów przeżywanych",
„tradycji" etc. Jednocześnie
otwiera to nowe pole dla antropologii, której tradycyjną do­
meną było przekładanie wzajemne doświadczeń różnych
światów. (...) opowiedzenie się za strategią tłumacza, a prze­
ciw iluzji prawodawcy kroczącego po szczeblach poznania od
lokalnych, parafiańskich poglądów i praktyk do uniwersalnej
wiedzy pozwalającej na kontrolowanie rzeczywistości i pro­
jektowanie społeczeństwa, (...) tłumacza starającego się bu­
dować pomost pomiędzy różnymi tradycjami, systemami zna­
czeń w świecie, w którym wszyscy stają się czymś w rodzaju
„kulturowych hybryd". Być może więc rysuje się i nowa
perspektywa dla nowej applied anthropology.
M

65

Kultura w coraz większym stopniu przestaje być przy tym
sferą uświęcenia i tradycji, a w coraz większym staje się sfe­
rą rynku. Nie przypadkiem więc ustalenia etnologów cieszą
się takim zainteresowaniem ekonomistów czy polityków, co
stwarza możliwość nowej formuły jakiejś właśnie antropolo­
gii stosowanej. Na ten temat ma coś do powiedzenia oczywi­
ście socjolog: Zachowania i postawy rynkowe, podobnie jak
style życia, konsumpcji, czy dyscypliny pracowniczej, potrak­
towane jako zjawiska kulturowe w całej ich zmienności i uwa­
runkowaniu, przestały być postrzegane jako źródło organiza­
cyjnych dysfunkcji, ale obszar nowych, potencjalnych możli­
wości. W konsekwencji swoiste otwarcie, a nawet diagnoza

skali możliwej wielowariantowości działania stalą się ko­
niecznym elementem strategii każdej dużej organizacji.
Ponadto ujęcie kultury w aspekcie atrybutów społeczeń­
stwa otwartego i gospodarki rynkowej, a więc na miarę świa­
towych standardów, dawać może inne jeszcze profity. Może
okazać się bowiem pomocne w dziele prowadzenia określo­
nej polityki kulturalnej, może sprzyjać chronieniu pewnych
obszarów dziedzictwa kulturowego, z drugiej strony nato­
miast przyjmowaniu odważnie i bez kompleksów „nowego".
Polityki kulturalnej rozumianej nie jako wąski instruktaż ty­
pu folklorystycznego, ale coś więcej: w dobie wzmożonej
kulturowej komunikacji i wymiany, strategię jakiejś kulturo­
wej cohabitation, współdziałania na szczeblu regionów kul­
turowych czy kultury narodowej, coś w rodzaju „kulturowe­
go know how". Etnologia może także dostarczyć bezcennej
wiedzy w skali mikroetnologicznej, choćby na przykład na
temat tak bolesny i trudny jak przestępczość wśród nastolat­
ków. Etnolog czuje bowiem intuicyjnie, że takie zdarzenia jak
ostatnio masowy mord w Denver, ale i wiele innych podob­
nych, będących udziałem nastolatków właśnie, są nieodłącz­
nie związane z całym kompleksem zjawisk typowych dla
subkultury wieku nastoletniego, wraz ze związanym z tym
mechanizmem transgresji i identyfikacji.
66

61

68

Te i inne rzeczy będą jednak możliwe wtedy dopiero, kie­
dy etnologia zacznie dawać dowody zasadności swego istnie­
nia. Może wtedy, gdy z omawianych tutaj dwóch wiodących
nurtów, etnografii tradycyjnej i antropologii współczesności,
powstanie swoista synteza, powiedzmy - etnografia współ­
czesności, która połączy to, co najcenniejsze w tych dwóch
poprzednich - metodyczną solidność z twórczą wyobraźnią.
W innym bowiem przypadku na dobre ugruntuje się przeko­
nanie i pośród gremiów akademickich, i w potocznej świado­
mości, że nie ma ona już czego szukać we współczesnym
świecie, chyba że na cudzej służbie - jako dyscyplina pomoc­
nicza socjologii, ekonomii czy historii. Koniec wieku etnolo­
gii okaże się końcem jej samej.

PRZYPISY
1

Ta i podobne kwestie rozważane będą w odniesieniu do polskiej et­
nologii.
J. Baudrillard, Precesja symulakrów, w: R. Nycz (red.), Postmoder­
nizm. Antologia przekładów, Kraków 1997, s. 175-89
P. Rabinów, Wyobrażenia są faktami społecznymi: modernizm i po­
stmodernizm w antropologii, w: Amerykańska antropologia postmoder­
nistyczna, pod redakcją Michała Buchowskiego, Warszawa 1999, s. 118
Por. np. klasyczne dzieło Alfreda Korzybskiego, Science and Sani­
ty. An Introduction to Non-Aristotelian Systems and General Semantics,
Lakeville 1948
Baudrillard, op. cit., s. 176
Por. np. A. Szahaj, Jean Baudrillard - między rozpaczą a ironią,
„Kultura Współczesna" 1: 1993; Т. Chawziuk, Co nam mówi Jean Bau­
drillard, „Kultura Współczesna" 1: 1997, s. 27^t4
L . Levy-Bruhl, Czynności umysłowe w społeczeństwach pierwot­
nych, Warszawa 1992, s. 173
Tenże, The Notebooks on Primitive Mentality, Oxford 1975, s. 101
O magii w reklamie pisałem w artykule pt. Czy metafora może być
bajką?, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" 1: 1995, s. 32-39
Por. R. Barthes, Mit dzisiaj, przeł. Wanda Błońska, w: Mit i znak,
Warszawa 1970, s. 25-61
Baudrillard, op.cit., s. 188; o inspiracji Barthesem we wczesnych
pracach Baudrillarda zob. także: M. Gottdiener, Postmodern Semiotics:
Material Culture and the Forms of Postmodern Life, Oxford-Cambridge
1995, s. 39 i ns.
Le Systćme des objets, 1968; La Societi de consummation, ses mythes et structures, 1970,- angielskie tłumaczenia tych prac: The System of
Objects, trans. James Benedict, London 1996; The Consumer Society.
2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

104

Myths and Structures, London 1998
'
Baudrillard, op.cit., s. 182
Tamże.
Tamże.
L . Kołakowski, Szukanie barbarzyńcy. Złudzenia uniwersalizmu
kulturalnego w: Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, Lon­
dyn 1983, s. 11-24
hasło „etnologia": Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa
1973.
Baudrillard, op.cit., s. 183
Na temat parków tematycznych zob. np. M. Gottdiener, The Theming of America. Dreams, Visions and Commercial Spaces, BoulderOxford 1997
Baudrillard, op.cit., s. 184
Por. np. Aldousa Huxleya Nowy wspaniały świat, a w nim superrezerwat dla „dzikich", otoczony zasiekami nie do pokonania.
Zob. np. historię tańca zbójnickiego: A. Kroh, Na Podhalu, „Kon­
teksty" 1: 1995, s. 66-75
Obca antyetnologia także robi co może; niech za wzorcowy przy­
kład posłuży taki oto kadr z popularnonaukowego filmu o Buszmenach
z pustyni Kalahari, nakręconego przez parę australijskich antropologów:
oto, przybywszy do buszmeńskiej wioski samochodem Toyota, na
którym widnieją różne nalepki, w tym Coca-Coli (zapewne nazwy firm
sponsorujących wyprawę), badacze ci ubolewają nad tym, że Buszmeni
poddają się niszczącemu wpływowi obcej im kultury, co przejawia się
między innymi... piciem coca-coli.
Niektórzy wszakże przedstawiciele tego nurtu zwą się sami, po­
nownie, etnografami - wczes'niej byli antropologami; zmiana ta przyszła
1 3

14

15

16

17

18

19

2 0

21

2 2

2 3

2 4

�- zdaje się - wraz z amerykańską antropologią postmodernistyczną,
która zaczęta siebie nazywać wtas'nie etnografią; w kontekście tego na
szczególną uwagę zasługuje fakt zmiany w ostatniej dekadzie nazw In­
stytutów i Katedr Etnografii na Instytuty/Katedry Etnologii lub Etnologii
i Antropologii Kultury, co, wobec znikomych zmian w programie stu­
diów i zainteresowaniach badaczy, wydaje się świadczyć o istnieniu po­
ważnych problemów z samookreśleniem środowiska; pośrednim dowo­
dem tego niech będą czynione w tym tekście uwagi.
Por. np. tekst wywodzący się z takiej inspiracji Bachtina karnawa­
łowego „świata na opak", powstały w 1981 roku, choć opublikowany do­
piero w 1992: C. Robotycki. Folklor społecznych protestów, w: Etnogra­
fia wobec kultury współczesnej, Kraków 1992, s. 65-76
J. Clifford, The Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethno­
graphy, Literature, and Art, Cambridge and London 1988
C. Robotycki, S. Węglarz, Chłop potęgą jest i basta. O mityzacji
kultury ludowej w nauce, „Polska Sztuka Ludowa" 1-2: 1983, s. 3-8;
(por. np. J. Clifford, G.E. Marcus, Writing Culture. The Poetics and Po­
litics of Ethnography, London 1986, inne autokrytyczne dzieło amery­
kańskiej antropologii, które ukazało się trzy lata później); z nowszych
polskich reinterpretacji por. np. S. Węglarz, Chłopi jako „obcy". Prole­
gomena, w: W.J. Burszta i J. Damrosz, Pożegnanie paradygmatu? Etno­
logia wobec współczesności. Studia poświęcone pamięci Profesora Józe­
fa Burszty, Warszawa 1994, s. 78-101; Z. Libera, Lud ludoznawców: Kil­
ka rysów do opisania fizjognomii i postaci ludu naszego, czyli etnogra­
ficzna wycieczka po XIX wieku, w: A. Posern-Zieliński (red.). Etnologia
polska między ludoznawstwem a antropologią, Poznań 1995, s. 137-152;
K. Piątkowska, Kultura a ikonosfera, Etnologiczne studium wybranych
przykładów ze wsi współczesnej, Lódź 1994
2 5

2 6

2 7

28

Amerykańska antropologia postmodernistyczna, cyt. wyd.
Z wyjątkiem może communication studies, które występują cza­
sem jako „komunikowanie społeczne".
E. Le Roy Ladurie, Montaillou, wioska heretyków 1294-1372,
przeł. Ewa Dorota Żółkiewska, Warszawa 1988; więcej na temat etnologiczno-historycznych filiacji zob. np. E . Domańska, Historiografia czasu
postmodernizmu po postmodernizmie, „Łódzkie Studia Etnograficzne"
35: 1996, s. 111-128
D. Czaja, C. Robotycki, Rodzina wiejska na Podlasiu - według
tygodnika „Przyjaciółka",
„Polska Sztuka Ludowa" 3-4: 1986, s.
149-156
Por. Geertza nacisk kładziony na ową kulturową kontekstowość
(lokalność), Local Knowledge, New York 1983
Z. Benedyktowicz, Stereotyp - obraz - symbol. O możliwościach
nowego spojrzenia na stereotyp, w: „Prace Etnograficzne" 24: 1988, s.
7-33
Zob. przypis 10
Angielskie tłumaczenia jego prac to np. Distinction: A Social Cri­
tique of the Judgement of Taste, trans. Richard Nice. London 1984; Ou­
tline of a Theory of Practice, Trans. Richard Nice. Cambridge 1977
M. de Certeau, The Practice of Everyday Life, Berkeley 1984,- H.
Lefebvre. Critique of Everyday Life, London 1991
Pojawić się może w tym momencie uwaga, że zwłaszcza ostatni ze
wskazanych to badacz o marksowskiej orientacji (nie mylić z marksi­
stowską, która była podstawą totalitarnych reżimów); pamiętać jednak
należy, że marksowskim inspiracjom ulegało wielu, choćby tak popular­
ny i zasłużony dla etnologii polskiej Roland Barthes. na lekturze którego
wychowało się całe pokolenie etnologów; wpływy te zresztą widać, a co
więcej - ważne nurty postmodernizmu przyznają się do związków z my­
ślą Marksa (jak choćby sam Baudrillard).
Zob. np. jego najnowszą pracę Undoing Culture. Globalization,
Postmodernity and Identity, London 1997; por. także: Т. Miller and A.
McHoul. Popular Culture and Everyday Life. London 1998; S. Lash and
J. Urry. Economies of signs and Space. London 1993; P. Falk. The Con­
suming Body. London 1994 i wiele innych wydawanych głównie przez
wydawnictwo Sage.
M. Maffesoli, The Time of the Tribes. The Decline of Individualism
in Moss Society, trans. Don Smith, London 1996
Zob. np. przypisy 38, 39
M. Featherstone. Undoing Culture, op. cit., s. 82
Zob. np. wspomniane we wcześniejszych przypisach prace Marka
Gottdienera czy Andrew Warrnicka Promotional Culture. Advertising,
Ideology and Symbolic Expression, London 1991; por. także: S. Maasik
and J. Solomon (eds.). Signs of Life in the USA. Readings on Popular
Culture for Writers, Boston 1994
E.W. Rothenbuhler. Ritual Communication. From Everyday Co­
nversation to Mediated Ceremony, London 1998
Z. Benedyktowicz, Etnografia - etnologia - antropologia kultury
- ludoznawstwo. Czym są? Dokąd zmierzają? (Odpowiedzi na ankietę).
„Polska Sztuka Ludowa", nr 2: 1981, s. 71
Tamże, s. 70
2 9

31

1 2

5 3

, 4

3 5

3 6

3 7

5 8

19

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

Zjawisko to potwierdza także konstatacja Elżbiety Tarkowskiej, re­
daktora tomu Socjologia a antropologia. Stanowiska i kontrowersje,
Wrocław 1992, plonu konferencji zorganizowanej w maju 1989 roku
w Kazimierzu Dolnym, w którym autorka stwierdziła fakt istnienia etnografizacji socjologii: E . Tarkowska, Współczesna socjologia polska wo­
bec antropologii kulturowej, czyli perspektywy i ograniczenia antropolo­
gii Polski współczesnej, w: taże (red.), Socjologia a antropologia, cyt.
wyd., s. 16
4 7

Zob. Z. Benedyktowicz, С. Robotycki, L . Stomma, R. Tomicki,
J.S. Wasilewski, Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia,
inspiracje. Materiały do słownika, „Polska Sztuka Ludowa"
cz. I,
1:1980. s. 47-60; cz. II, 2: 1980, s. 117-125; cz. III, 1: 1981, s. 58-60
E . Tarkowska, Kategoria stylu życia a inspiracje antropologiczne,
w: A. Siciński (red.). Styl życia. Koncepcje i propozycje. Warszawa 1976,
s. 72
J.S. Wasilewski, Tabu, zakaz magiczny, nieczystość, „Etnografia
Polska", t. 31: 1987, z. l , s . 19-41
Nazwisko i adres znane autorowi.
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, t. 2, Warszawa 1983,
s. 729
Zob. J. Clifford, On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad and
Malinowski, w: tenże, The Predicament of Culture, cyt. wyd., s. 92-114
Zob. np. Ideology as a Cultural System, w: tegoż. The Interpreta­
tion of Cultures, op.cit., s. 193-233
D. Chaney, Fictions of Collective Life. Public Drama in Late Mo­
dern Culture, London-New York 1993
Rabinów, op. cit., s. 97
Zob. np. A. Pałubicka (red.), Kulturowe konteksty idei filozoficz­
nych, Poznań 1997
Zob. np. L . Zbiegień-Maciąg, Kultura w organizacji. Identyfikacja
kultur znanych firm. Warszawa 1999
Zob. np. M. Komor, Typologie eurokonsumentów na podstawie
charakterystyki stylów życia, „Marketing i Rynek" 12: 1997, s. 15-18
Zob. np. A. Fuat Firat and A. Venkatesh, Postmodernity: The Age
of Marketing, „International Journal of Research in Marketing" 10: 1993,
s. 227-249; B. Cova and C. Svanfeldt, Societal Innovations and the Po­
stmodern Aestheticization of Everyday Life, tamże, s. 297-310
Tamże. s. 110
Zob. np. prace pod redakcją antropologów, Daniela Millera, z ta­
kiej właśnie dziedziny etnografii współczesności, z zakresu kultury ma­
terialnej: Material Cultures: Why Some Things Matter, Chicago 1997
oraz Arjuna Appadurai, The Social Life of Things, Cambridge 1986;
w dziedzinie badań kultury materialnej bardziej płodna jest jednak socjo­
logia, choć - znów - głównie z inspiracji etnologicznych: zob. np. A.A.
Berger, Reading Matter. Multidisciplinary Perspectives on Material Cul­
ture, New Brunswick-London 1992, w której za pioniera badań kultury
materialnej uważa się Bronisława Malinowskiego (kula).
Zob. przykład takiego podejścia w socjologicznej formalnie pracy
Stephena Harolda Rigginsa Fieldwork in the Living Room, w której au­
tor realizuje zarówno postulat „autoetnografii". znany przecież również
/ deklaracji niektórych naszych badaczy - traktowania własnej kultury
w kategoriach obcości, jak i odwołuje się wprost do metod nazywanych
przez niego (i słusznie) etnograficznymi w tekście, który jest semiotyczną analizą współczesnego wnętrza mieszkalnego; praca zawarta w zbio­
rze pod redakcją tegoż autora gdzie otwierający artykuł jest autorstwa
Mary Douglas: The Socialness of Things. Essays on the Socio-Semiolics
of Objects, Berlin - New York 1994. s. 101-141
4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

Inna sprawa to nie zakończony bynajmniej spór, czy istotnie mamy
do czynienia z jakościową, a nie tylko ilościową zmianą, jak uważają nie­
którzy badacze, włącznie z obecnym tu Baudrillardem. który twierdzi, że
czegoś takiego jak postmodernizm po prostu nie ma. Paradoksalnie, to je­
mu między innymi przypisuje się szczególny wkład w rozwój myśli o tej
proweniencji. Nie jest on w tym przeświadczeniu odosobniony, bo nie­
rzadko spotyka się opinie, że postmodernizm to nie tyle krytyka czy ra­
dykalne odrzucenie modernizmu, co jego radykalne rozwinięcie.
L . Korporowicz, Osobowość i komunikacja w
społeczeństwie
transformacji. Warszawa 1996, s. 5
M. Kempny, Współczesna antropologia wobec zmiany społecznej.
w: E . Tarkowska. Antropologia wobec zmiany Warszawa 1995, s. 46-47
L . Korporowicz. op. cit., s. 26
Zob. np. K. Krzysztofek, Ekspansja kultury mediów a międzypokoleniowv przekaz kulturowy, w: J. Damrosz (red). Kultura polska w nowej
sytuacji historycznej. Warszawa 1998, s. 39-51
Propozycję wyjaśnienia przyczyn przemocy we współczesnym
świecie, również takiej jak w przypadku Denver, daje sam Baudrillard.
wywodząc rzecz z cech współczesnej kultury konsumpcyjnej społe­
czeństw Zachodu; argumentacja ta jest niezwykle etnologiczna z ducha
(choć z litery - socjologiczna), nie może ona jednak być tutaj omawiana
(zob. The Consumer Society, op. cit., s. 174 i ns.).
6 4

6 5

6 6

6 7

6 8

105

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6150" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6130">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b46373f39d7c962acc626e3a17b8a46b.pdf</src>
        <authentication>fb1f5838b2257a948f310a24f5824b08</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73330">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2844</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73331">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73332">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2651</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73333">
                <text>The Mystery of Man: between Art of Life and Absolute Truth=Malinowski i Witkacy: między sztuką życia a prawdą absolutną / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73334">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.398-417</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73335">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73336">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73337">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73338">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73339">
                <text>Janusz Barański

JANUSZ

• T H E MYSTERY O F MAN: BETWEEN A R T O F LIFE A N D A B S O L U T E T R U T H

exhibition contains a discernible invitation to
a discussion on a theme which contemporary philosophy,
the humanities and the social sciences find so highly
absorbing: what is the nature of the matter filling this
conceptual space, whete, if at all, lies the boundary
dividing the two spheres of creativity, and are there any
absolute criteria making it possible to tesolve the
question of the specificity of science and art? Are the two
creators truly exceptional from a perspective of questions
characteristic for the passing century?

B A R A Ń S K I

T h e Mystery of M a n :
between A r t of Life
and Absolute Truth

Indubitably, their works belong to those studies which
need to be te-read and interpreted anew. The question is:
for how long? It would seem that the cteator of
functionalism has already shared the fate of all the
classics, just as the successive etiquettes of a catastrophist
or existentialist were to lead to the discovery of cozy and
unquestioned pigeon holes for the authot of the
conception of Pure Form. Meanwhile, at the turn of the
century, Malinowski's unassuming Diary became one of
the witnesses of the prosecution in a trial concerning
anthropological validity as well as all varieties of
cognitive tepresentation, while some of Witkacy's novels
ate ptesented as evidence of his role as a social visionary.'
The above are only some of the cognitive, metaphysical,
social and aesthetic problems disclosed by an exegesis of
the writings. What is the reason for the renaissance of
the thoughts of the classics - in some instances,
a tenaissance that is permanent and unchanging for
centuties, as is the case in philosophy, while the thoughts
of othets are revived only within a certain epoch, which,
howevet, they form and compel to teflection? Let us
recall the most recent significant intetpretations of the
works by both masters, carried out by researchers distant
both geographically and from the viewpoint of the
generations they represent.

B

etween science and art - this subtitle of an
exhibition presenting creators who indubitably
have become part of a pantheon of leading
twentieth-century thinkers, fully teflects the dilemmas
faced both by them as well as many of their
contempotaries and generations of successors, who
inherited problems emergent in the space between finesse
and geometrique. Needless to add that a complete
discussion on these dilemmas cannot be accomplished in
a brief sketch which, in its capacity as a mete illustration
to the exhibition, is to focus predominantly on issues
concealed within it. Furthermore, in the case of Witkacy
in particular we ate dealing not solely with a variety of
views, frequently quite diffetent in reference to assorted
domains of his philosophy, but also with their evolution
in time. In other words, a comparison of philosophical
premises can be conducted mainly in the not all that
numerous "common fields" of delibetations. Here, the
expanse of the intetests pursed by Witkacy exceeds fat
beyond the range of Malinowski's interests, although he
too did not shy from topics both difficult and
suprathematical. Nevertheless, he cannot be by any
measure labelled a philosopher, which the authot of
Nowe formy (New Forms) unquestionably was.

1

2

It could appeal at first glance that the mentioned
domains of creativity are ascribed, on the one hand, to
Malinowski (science) and, on the other hand, to Witkacy
(art). Even the design of the catalogue, whose covet
depicts two closely adjoining faces, with the coldly
glimmering eyeglass of the anthropologist next to the
emotional gaze of the artist, seems to suggest a dual
perception of their mission. This image probably
supplements the univetsal belief about the gravity and
scientific reliability of one, and the eccentricity of the
other Nonetheless, the opinion that the intention of the
exhibition is to present two great men of science and art
contains such a dose of logical diplomacy that it may be
deciphered both in terms of conjunction and disjunction.
Despite the well-worn view about the inclination towards
ascribing what is scientific to the author of Argonauts of
the Western Pacific and the artistic to the author of
Nienasycenie (Insatiability), the very conception of the

398

When Clifford Geertz formulated his fully mature
opinions about cultural systems Maciej Soin was barely
learning how to utter first articulated sounds.
Nevertheless, almost at the same moment in history,
they both ptesented views temarkably concurrent in their
interptetations of the oeuvre of the two masters.
4

Geertz noted that during the 1920s ethnography
assumed an introspective character due to modernistic ideas
and certainly as part of a current of the entire antipositivistic bteakthrough, including a critique of
evolutionism conducted, after all, by Malinowski himself.
Here is a slightly longer fragment of a commentary to this
opinion, with Malinowski as the leading hero of the
research petspective:
'Malinowski's main way of going about this formidable
task was to project in his ethnographical writings two radically
anthithetical images of what he variously refers to (though,
like the morning star, the evening star, and Venus, they all
denote the same resplendent object) as the 'competent and
experienced ethnographer,' 'the modern anthropological

�Janusz Barański

• MALINOWSKI I WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

M

iędzy nauką a sztuką, podtytuł wystawy poświę­
conej twórcom, którzy bez wątpienia weszli do
panteonu czołowych myślicieli dwudziestego
wieku, oddaje w pełni miarę dylematów, z którymi przy­
szło mierzyć się im samym, ale i wielu ich współczesnym,
jak również pokoleniom następców, którzy dziedziczą pro­
blemy wyłaniające się w przestrzeni pomiędzy skrajno­
ściami finesse i geometriąue. Zbędne dodawać, że pełne
ukazanie tych dylematów nie jest możliwe w krótkim
szkicu, który - będąc tylko ilustracją do wystawy - ma
skupić się przede wszystkim na problemach w niej skry­
tych. Ponadto, zwłaszcza w przypadku Witkacego mamy
do czynienia nie tylko z bogactwem poglądów często
odmiennych w odniesieniu do różnych działów jego filo­
zofii, ale także ewoluujących w czasie. A więc porówna­
nie filozoficznych przesłanek ich dzieł może odbyć się
głównie na „wspólnych polach" ich dociekań, których nie
było przecież aż tak wiele. Tutaj rozległość zainteresowań
Witkacego przewyższa dalece zakres dziedziny, którą zaj­
mował się Malinowski, choć i on nie stronił od tematów
tyleż trudnych, co ponadczasowych. Nie można jednak
żadną miarą określić go mianem filozofa, którym - bez
wątpienia - był autor Nowych, form.
Zrazu wydawać by się mogło, że wymienione dziedzi­
ny twótczości przypisane zostają oto z jednej strony Mali­
nowskiemu, a więc nauka, z drugiej zaś Witkacemu sztuka. Nawet plastyczny zamysł katalogu, na którego
okładce widać dwa oblicza ściśle do siebie przylegające,
gdzie błyszczące zimnym refleksem szkiełko antropologa
sąsiaduje z pełnym czucia wzrokiem artysty, zdaje się su­
gerować dualne widzenie ich misji. Taki oto obraz dopeł­
nia zapewne potoczne mniemanie o powadze i naukowej
rzetelności jednego, zaś ekscentryczności drugiego. Wsze­
lako stwierdzenie, że ideą wystawy jest prezentacja dwu
wielkich postaci nauki i sztuki, zawiera taką dozę logicznej
dyplomacji, że da się czytać zarówno w terminach koniunkcji, jak i dysjunkcji. Wydaje się jednak, że mimo
utartego poglądu o wyłączności jednego z dwojga, a więc
skłonności do oddania tego, co naukowe - autorowi Ar­
gonautów, a tego, co artystyczne - twórcy Nienasycenia,
dopatrzyć się można w zamyśle wystawy zaproszenia do
dyskusji, tak przecież absorbującej współczesną filozofię,
humanistykę i nauki społeczne: jak wygląda materia wy­
pełniająca ową konceptualną przestrzeń między, gdzie jeśli w ogóle - przebiega granica dzieląca dwie sfery twót­
czości, czy istnieją absolutne kryteria, które pozwalają
rozstrzygać o swoistości nauki i sztuki? Czy w perspekty­
wie pytań, tak charakterystycznych dla mijającego wieku,
ci dwaj twórcy są aż tak wyjątkowi?
Dzieła obu należą niewątpliwie do tych, które doma­
gają się ponownych odczytań i interpretacji. Jak długo?
Wydawało się, że twórca funkcjonalizmu podzielił już los
wszelkich klasyków, podobnie podsumowujące etykietki,
kolejno - katastrofisty czy egzystencjalisty, miały dopro-

J A N U S Z

B A R A Ń S K I

Malinowski
i Witkacy:
między sztuką życia
a prawdą absolutną
wadzić do znalezienia przytulnych i niekwestionowanych
szufladek dla twórcy koncepcji Crystej Formy. Tymczasem
niepozorny Dziennik' Malinowskiego stał się u schyłku
wieku jednym ze świadków oskatżenia w procesie o pra­
womocność antropologicznej, jak i wszelkiej poznawczej
reprezentacji, zaś niektóre powieści Witkacego przedsta­
wiane bywają jako dowód jego społecznego wizjoner­
stwa.' A to tylko niektóre z problemów natury poznaw­
czej, metafizycznej, społecznej, estetycznej, które ujaw­
niają się z egzegezy ich dzieł. Co sprawia, że myśl klasy­
ków odradza się - niektórych w sposób permanentny, nie­
zmiennie od setek lat, czego bodaj najbardziej doświadcza
filozofia, innych choćby tylko na przestrzeni pewnej epo­
ki, ale formując ją i zmuszając do refleksji? Przywołajmy
tutaj bodaj ostatnie znaczące interpretacje dzieł obu mi­
strzów, odczytania autorstwa badaczy równo odległych
geograficznie, co pokoleniowo.
2

Kiedy Clifford Geertz wypowiadał już swe w pełni doj­
rzałe poglądy na temat systemów kulturowych, Maciej
Soin uczył się dopiero wypowiadania pierwszych artyku­
łowanych dźwięków. Obaj jednak niemal w tym samym
momencie historii myśli przedstawiają poglądy zastanawiająco zbieżne w swej interpretacji dzieła dwóch mi­
strzów. Dodajmy jednak, że każdy z nich wypowiada się
tylko na temat jednego z nich.
Nie bez związku z modernistycznymi ideami, a na
pewno na fali całego antypozytywistycznego przełomu,
włącznie z krytyką ewolucjonizmu, podjętą przecież
i przez samego Malinowskiego, w latach dwudziestych jak zauważa Geertz - etnografia przybrała charakter introspekcyjny. Przytoczmy dłuższy nieco fragment komentarza
do tego sformułowania, z Malinowskim jako czołowym
bohaterem tej badawczej perspektywy:
4

Główny sposób, w jaki Malinowski poradził sobie z tym
wielkim i niezwykłym zadaniem, łączy się z projekcją we wła­
sne pisarstwo etnograficzne dwu radykalnie a n t у t e t у с z n y c h (podkr. JB) obrazóui tego, do czego odwoływał się
w rozmaity sposób (chociaż podobnie jak gwiazda zaranna,
gwiazda wieczorna i Wenus denotują one tę samą rzecz) jako
„kompetentnego i doświadczonego etnografa", „nowoczesnego

399

�• T H E MYSTERY O F MAN: BETWEEN A R T O F LIFE A N D A B S O L U T E T R U T H

Janusz Barański

explorer,' the fully professional 'specialized fieldworker,'
the 'chronicler and spokesman of...
»savages«,

a few

awateness of one's own alien nature, a fact of the
consciousness irreducible to biology. This is the reason
why the young philosopher Maciej Soin proposed the
following synthesis of Witkacy's oeuvre:

and

thousand

practically naked.' On the one side the absolute

Cosmopolite, a figure of such enlarged capacities for
adaptabiUty and fellow feeling, for insinuating himself into

The basic outcome of an analysis of the theoretical

practically any situation, as to be able to see as savages see,

structure ofWitkiewkz's

think as savages think, speak as savages speak and on

a mechanism of objectivisation and relativisation, defining the

philosophy is the disclosure of

occasion even feel as they feel and believe as they believe. On

inner complications of his historiosophic, ontological and

the other, there is the Complete Investigator, a figure so

aesthetic reflections. In each of the domains with

ńgorously

Witkiewkz

objective, dispassionate, thorough, exact, and

whkh

dealt there recurs a similar antinomy (my

disciplined, so dedicated to wintry truth as to make Laplace

emphasis - J. B.) of the "objective" theory, Umiting cognitive

look self-indulgent. High Romance and High Science, seizing

and axiological claims, and the "subjective" theory, as if

immediacy with the zeal of a poet and abstracting from it with

corresponding more to the wishes or preferences of

the zeal of an anatomist, uneasily yoked.

5

(my emphasis - J.

Witkiewkz

and obstinately surmounting barriers placed by "objectivism"

B.)

We shall take a closer look at the antinomies
mentioned by both commentators - Geertz and Soin. A t
this stage, howevet, let us consider a slightly more general
presentation of creative personalities, a factor which
consequently affected also writings.

These two extreme attitudes wete viewed by the
coworkers and students of the author of Coral Gardens
and Their Magic according to the principle of mutual
exclusion; for instance, Frazer perceived Malinowski as
an aloof scientist, while Firth ascribed the ability of selfidentification with the natives.
Actually, we are dealing with an inner rift between
the requirements of scientific reliability conceived in the
positivistic manner, and the sheet "resistance of matter"
on the part of examined culture and its users, which
methodologically and theoretically did not succumb to
a uniform and exhaustive interpretation. True, such feats
could have been achieved by Frazer in the comfort of his
study, by suitably adapting data to an earlier accepted
thesis, but fieldwork dispersed doubts concerning the
possibility of determining an adequate level of
representation. This dilemma appeared with full fotce in
the aforementioned Diary, which Malinowski kept
parallel to studies conducted in the Trobriands: the
antinomy of the demand of an indubitable validity of
knowledge, and, on the othet hand, the process of its
attainment, brimming with fundamental doubts. This was
the reason why James Clifford described him as
a mercurial, trying out different voices, personoe' .
1

Furthermore, in the case of Malinowski, such an
introspective nature of ethnogtaphy was profoundly
connected with his personal style, in which writing
ethnography and the fashioned wholes of a self and of
a culture seem to be mutually reinforcing allegories of

We cannot underestimate those personality features
which became part of adult life, indicated, for example, by
Daniel Gerould, and in particular the fact that, in his
opinion, Privileged children, coddled "mother's boys," secretly
convinced of their own worth yet unsure of themselves in an

alien world. The apparently trivial statement about being
"mother's boys" is especially significant, and confirmed at
the very least in the confessions made by Malinowski, who
may be ascribed such a feature as if "with eyes shut", in
view of the fact that his father died when he was still
a child. The Diary contains confessions indicating a vivid
9

longing for the mother: "I/1 could keep in communication
with Mother 1 would not mind anything and my low spirits
would have no deep foundation,"

10

a sentiment which should

not come as a surprise once we recall that Malinowski's
mother accompanied him constantly during his European
journeys as well as during the first period of his studies and
wotk in London. Apparently, it is in this circumstance,
namely, the upbringing by his mother, that we should seek,
alongside othet inclinations, the reason for
Malinowski's difficulties with achieving a mature and
relatively balanced attitude towards women. He himself
offers numerous proof in assorted fragments of the Diary,
revealing the tortures inflicted by the beautiful and
whimsical Otolia Retinger , with whom he had an affair
in London prior to the depattute for the Trobriands, or
11

identity . In a word - we are dealing with creative activity
serving the process of personality integration, as classical
psychoanalysis would have put it.
7

admitting outright: I fondle tarts as God has ordained us to

do - a description of his experiences already on the
Trobriands. In the meantime, Malinowski went through
the turmoil of a relationship with Elsie Rosaline Mason, his
future wife; at the time when the two were seriously
considering the possibility of marriage, he was, according
to his daughter Helen Wayne, still engaged to Nina
Stirling in Adelaide and additionally flirted in
Melbourne." Much better known are Witkacy's
tumultuous relationships, including his engagement to
12

Thete are no doubts that this introspective feature
was also extremely characteristic for the moulding of
Witkacy's views. Suffice to mention the incessant games
he played with himself, not only with his embodimentsdoubles ot the faces made in his liter ary and plastic works,
but also the philosophical system created by him,
including a specific anthropology that came into being
within a constant discoutse with oneself and with the

400

�Janus? Barański • MALINOWSKI 1 WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

badacza antropologa", całkowicie profesjonalnego „wyspecja­ dotyczy jego literackiej i plastycznej działalności, ale tez
lizowanego badacza terenowego" oraz kronikarza i rzecznika sam stworzony przez niego system filozoficzny, w tym swo­
(...) kilku tysięcy praktycznie nagich 'dzikich'. „Z jednej stro­ ista antropologia, rodziły się w nieustannym dyskursie
ny mamy więc do czynienia z Absolutnym Kosmopolitą, po­
z samym sobą, z poczuciem obcości własnej - nieredukostacią o wyjątkowo rozwiniętych możliwościach adaptacyj­
walnym do biologii faktem świadomości. To sprawiło, że
nych oraz wspólnocie odczuć, która daje do zrozumienia, że
młody filozof Maciej Soin tak oto syntetyzująco ujmuje
praktycznie w każdej sytuacji może postrzegać tak samo, jak
dzieło Witkacego:
postrzegają tubylcy, myśleć tak samo, jak oni myślą, mówić
Zasadniczym wynikiem analizy struktury teoretycznej fi­
tak samo, jak oni mówią, a czasami nawet odczuwać tak sa­
lozofii Witkiewicza jest ujawnienie mechanizmu
obiekty­
mo, jak oni czują, oraz wierzyć tak jak oni wierzą. Z drugiej
wizacji
i relatywizacji,
określającego wewnętrzne
zaś Doskonałym Badaczem, postacią rygorystycznie obiek­
komplikacje jego rozważań historiozoficznych, ontologicznych
tywną, trzeźwą i beznamiętną, sumienna i bezkompromiso­
i estetycznych. W każdej z dziedzin, którymi zajmował się
wą, dokładną i zdyscypUnowaną, tak oddaną chłodnej praw­
Witkiewicz, powtarza się w gruncie rzeczy podobna anty­
dzie, że może się wydawać, iż w porównaniu z nim Laplace
nomia
(podkr. JB) teorii „obiektywnej", ograniczającej ro­
jest dla siebie pobłażliwy. Wysokiej Próby Romantyzm i Wy­
szczenia poznawcze i aksjologiczne, oraz teorii „subiektyw­
sokiej Próby Nauka, porywająca bezpośredniość łącząca się
nej", niejako bardziej odpowiadającej życzeniom czy też pre­
Z gorłiwością poety, a także abstrahująca od owej bezpośre­ ferencjom Witkiewicza i uporczywie przekraczającej bariery
dniości gorłiwość badacza anatomii - obie
niezręcz­
stawiane przez „obiektywizm".*
nie spięte
jarzmem
(podkr. JB).
Wspomnianym przez obu komentatorów - Geertza
Dodajmy więc, że te dwie skrajności postaw postrzega­
i Soina - antynomiom przyjdzie się jeszcze dokładniej
ne były przez współpracowników i uczniów autora Ogro­
przyjrzeć. Warto wszelako zatrzymać się na chwilę przy
dów koralowych na zasadzie wzajemnego wykluczania się:
nieco ogólniejszej wykładni osobowości twórczych oma­
na przykład Frazer widział w nim zdystansowanego nau­
wianych tu postaci, co miało w konsekwencji wpływ rów­
kowca, Firth natomiast przypisywał mu umiejętność utoż­
nież na ich dzieła.
samiania się z tubylcami.
Faktem nie do przecenienia są tu cechy charakteru,
5

W istocie było to wewnętrzne rozdarcie pomiędzy wy­
mogami naukowej rzetelności pojętej na pozytywistyczną
modłę, a „oporem materii", samej badanej kultury i jej
użytkowników, która, metodologicznie i teoretycznie, nie
poddawała się jednolitemu i wyczerpującemu ujęciu.
Owszem, takich wyczynów mógł jeszcze dokonywać Fra­
zer w zaciszu swego gabinetu, przykrawając odpowiednio
dane do z góry powziętej tezy, teren rozwiewał jednak
wątpliwości co do możliwości ustalenia adekwatnej pła­
szczyzny reprezentacji. Dylemat ten ujawnia się z całą
mocą we wspomnianym Dzienniku, który pisał Malinow­
ski równolegle z prowadzonymi na Trobriandach bada­
niami: antynomiczność wymogu niepowątpiewalnej pra­
womocności wiedzy, z drugiej zaś strony pełen zasadni­
czych wątpliwości proces dochodzenia do niej. To sprawi­
ło, że James Clifford określił go jako postać merkuryczną,
Żywą jak rtęć, próbującą przemawiać różnymi gbsami. Po­
nadto owa introspekcyjność etnografii była w przypadku
Malinowskiego głęboko połączona z jego osobistym stylem,
gdzie pisanie etnografii, ukształtowane całości „ja" i kultu­
ry, wydawały się wzajemnie wzmacniać alegorie tożsamości.'
Słowem, aktywność twórcza na usługach procesu integra­
cji osobowości, jak by to zapewne ujęła klasyczna psycho­
analiza.
6

Nie ma wątpliwości co do tego, że ów introspekcyjny
rys byl również bardzo charakterystyczny dla kształtowa­
nia się poglądów Witkacego. Dość wspomnieć tylko na
Początek nieustanną grę z samym sobą, którą prowadził
nie tylko ze swymi wcieleniami-sobowtórami czy minami, co

które wnoszą w dorosłość, a które wskazuje na przykład
Daniel Gerould, w szczególności to, że - jak powiada obaj są maminsynkami, obaj dobrze wiedzą, jakie są ich inte­
lektualne możliwości, choć o tym głośno nie mówią, obaj nie
czują się jeszcze całkowicie pewnie na obcym gruncie. Zwła­
szcza trywialna - wydawałoby się - konstatacja o „maminsynkowatości" obu nie jest bez znaczenia, a i znajdu­
je potwierdzenie przynajmniej w wyznaniach Malinow­
skiego, któtemu niejako „w ciemno" przypisać by można
taką cechę, zważywszy wczesne osierocenie przez ojca.
Oto, w Dzienniku znajdujemy wyznania wskazujące na sil­
ną tęsknotę za matką: gdybym mógł pozostać w komunikacyi z matką, nie dbałbym o nic i chandra moja nie miałaby
głębszego podkładu,' co nie powinno dziwić, jeśli przypo­
mnimy, że matka towarzyszyła nieustannie Broniowi w je­
go europejskich podróżach, tudzież pierwszym okresie
studiów i pracy w Londynie.
4

0

Wydaje się, że w okoliczności tej, mianowicie wycho­
wywania przez matkę, upatrywać należy, obok innych im­
plikacji, przyczynę kłopotów Malinowskiego w osiągnię­
ciu względnie zrównoważonego i dojrzałego stosunku wo­
bec kobiet. Sam daje tego zresztą liczne dowody w róż­
nych miejscach Dziennika, ujawniając autentyczne katu­
sze, jakich dostarczała mu piękna i chimeryczna Otolia
Retingerowa, z któtą romansował w Londynie przed wy­
jazdem na Trobriandy, czy stwierdzając bez ogródek: ma­
cam dziwki jak Pan Bóg przykazał' - co dotyczy już do­
świadczeń trobriandzkich. W międzyczasie zresztą przeży­
wał perypetie związku ze swą przyszłą żoną Elsie Rosaline

401

11

2

�Janusz Barański

• T H E MYSTERY OE MAN: BETWEEN A R T O F LIFE A N D A B S O L U T E T R U T H

Jadwiga Janczewska, whose suicide was the reason why the
shattered Staś was suggested to embark upon an
expedition together with Malinowski, an undertaking
which held great promise and ultimately proved fatal for
their friendship. After all, it was during the expedition that
the bonds which, deducing from the history of their
acquaintanceship and mutual feelings appeared to be so
intact, were finally severed. Once the stormy period of
youthful passionate affairs became part of the past, the
marriages of the two men appear to be slightly "contrived",
both the almost Victorian marriage of Malinowski and
Elsie and the slightly peculiar marriage of Witkacy and
Jadwiga Unrug, who for years continued to live apart.

role was played probably by Nietzsche , who in
Witkacy's life was in the air , according to Małgorzata
Szpakowska, and who was part of the instruction which
young Witkacy received from his father.
19

10

The most important factor which directly revealed
itself first in a passionate desite for realisation via an
emotional relationship and, finally, assumed the shape of
specific calculation, was, predominantly, a striving
towards individual fulfilment. For all practical reasons,
both these and other motifs in the biographies of our two
heroes indicate projects of self-fulfilment, realised
incessantly and more or less consistently. A t the same
time, such an inclination possessed all the features of an
obsession of sorts, and, upon occasions, was outright
comical. The Witkacy project included a discernible
awareness of conscious and programme-like self-irony,
although, as Roman Ingarden put it, Witkacy was rather
nonchalant, impertinently polite and with a considerable dose
of marked superiority and self-assurance.'* A t any rate, we
may speak about a certain consciously cultivated
theatrical behaviour of the two, which in the case of
Witkacy at times veered towards the cabaret.
Malinowski, on the other hand, approached his project
with dead seriousness, and, according to Adam Kuper,
built his own myth outright; a messianic self-portraits

Personal improvement and desired harmony were,
however, realised differently. In this respect, Malinowski
led a "double life". O n the one hand, a scientific study
recalls, as if casually, a self construed for public
presentation ': a cold, uncompromising and calculating
researcher, who cherished only the truth. O n the other
hand, the Diary portrays a man of extraordinary spiritual
strength and determination, indispensable for the
construction of the former image, but also a scholar
forced to choose between relative truths. Such an image
of the harmony of a researcher and his works is
composed only of the first stratum. This is not to say,
however, that Malinowski committed some sort of
falsehood. He was of the opinion that a scholar should
present the essence of an object and the law governing it,
while omitting the whole bulk of "afflictions". I mean the
interpretation which sees in the endless diversity of facts
general laws; which severs the essential from the irrelevant;
which classifies and orders phenomena, and puts them into
mutual relationship. Without such interpretation all scientific
work in the field must degenerate into pure 'collectioneering'
of data; at its best it may give odds and ends without inner
connection. Already this fragment discloses the message
of ontological and theory-cognitive realism, so
characteristic for positivism. References to these and
other philosophical premises are made by adherents of
the view according to which Malinowski was
a continuator of the proposals of so-called second
positivism (Mach, Avenarius), which he modified only
slightly. '

In the debate pertaining to the ptedominance of
supposed positivism or rather modernism (neoRomanticism) in the life and reflections of both our
heroes such a style of being is indicated as proof of the
supremacy of the modernistic world outlook. This, for
instance, is the opinion held by Jan Jerschina, who cites
arguments speaking in favour of the modernistic
intellectual formation of Malinowski, who in both friendly
and unfriendly recollections is always ascribed the features of
a person obstinately adhering to his right to full, free and
unfettered self-expression, which certainly must have annoyed
many people and produced tension. Was this not the style of
the modernists from Cracow and Zakopane, a style which
Malinowski realised in a way much more moderate than his
friends, enamoured of "shocking" their surrounding? It
seems superfluous to add that Witkacy was celebrated
precisely for shocking. In the case of Malinowski, such
a pose was additionally and inseparably associated with
a more general modernistic project of self-perfection. The
Diary tells us that its author waged a constant battle with
his weaknesses, both spiritual and physical. A certain

By way of contrast, the public image of Witkacy
consistently proclaimed the principle of openness,
starting with his correspondence with Bronio immediately
after the death of his fiancee, in which Stas' authentically
poured out his misery, an attitude that, admittedly,
Malinowski treated with sincere sympathy and
compassion. More, there is his determined penetration
of philosophical issues, either developed within the motif
of certain novels, such as Nowe formy w malarstwie (New
Forms in Paintings) or Niemyte dusze (Unwashed Souls),
or presented in the form of regular treatises, such as the
most important Pojęcia i twierdzenia implikowane przez
pojęcie istnienia (Concepts and Statements Implied by the
Concept of Existence), carried out right before the eyes
of frequently inimical critics (in his discussions with
Kotarbiński or Leszczyński Witkacy waged an eternal
philosophical war). Finally, we come across assorted
metamorphoses, including those embodiments-doubles and
faces made publicly and secretly or on the pages of an
inaccessible diary hiding the absence of hope for the
possibility of working.

15

11

18

1

11

2

402

24

21

16

�Janusz Barański

• MALINOWSKI I WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

Mason, z którą gdy już zaczęli rozważać możliwość małżeń­
stwa, Bronio byl ciągle zaręczony - jak donosi jego córka
Helen Wayne - z Niną Stirling w Adelajdzie, a co więcej miał także kilka innych flirtów w Melbourne.' Dużo bar­
dziej znane są burzliwe związki Witkacego, w tym narzeczeństwo z Jadwigą Janczewską, któtej samobójcza śmierć
sprawiła, że załamany Staś dał się namówić na wspólną
z Malinowskim wyprawę, tyleż obiecującą dla przyjaźni
obu, co dla niej zgubną. To przecież w czasie jej trwania
doszło do zerwania więzów, które, wnosząc z historii ich
znajomości i darzonych wzajem uczuć, wydawały się nie­
naruszalne. Kiedy natomiast minęła już burza ich mło­
dzieńczych, namiętnych romansów, w obu przypadkach
ostateczne ich związki małżeńskie jawią się jako cokol­
wiek „wydumane", zarówno niemal wiktoriańskie w swej
poprawności małżeństwo Malinowskiego z Elsie, jak i nie­
co dziwaczne, bo utrzymywane przecież przez lata w zało­
żonej rozłące, małżeństwo Witkacego z Jadwigą Unrug.
}

Rzecz najważniejsza wszelako, która pośrednio ujaw­
nia się w zrazu namiętnym pragnieniu realizacji poprzez
związek uczuciowy, by przyjąć w końcu kształt swoistego
w tym względzie wyrachowania, to nade wszystko dążenie
do spełnienia indywidualnego. W gruncie rzeczy bowiem
te i inne wątki biografii obu naszych bohaterów wskazują
przede wszystkim na realizowane nieustannie, bardziej
lub mniej konsekwentnie, projekty samospełnienia. Mia­
ło to przy tym charakter niejakiej obsesji, a i bywało cza­
sem komiczne. Przy czym w projekcie Witkacego da się
dostrzec obecność świadomej i programowej autoironii,
choć był też - jak to ujął Roman Ingarden - dość nonsza­
lancki, impertynencko uprzejmy, ze znaczną dozą zaznacza­
nej swej wyższości i robionej pewności siebie. W każdym ra­
zie, w obu przypadkach można mówić o pewnej świado­
mie uprawianej teatralności, przy czym u Witkacego przy­
bierało to czasem formę zgoła kabaretową. Malinowski
zaś podchodził do swojego projektu ze śmiertelną powa­
gą, wręcz budował - jak twierdzi Adam Kuper - mit sie­
bie samego, mesjanistyczny obraz własny.
14

15

16

W sporze, który dotyczy przewagi domniemanego po­
zytywizmu czy raczej modernizmu (neoromantyzmu)
w życiu i myśli obojga naszych bohaterów, taki właśnie
styl bycia wskazuje się jako jeden z dowodów na przewa­
gę raczej modernistycznego światopoglądu. Tak na przy­
kład uważa Jan Jerschina, gdy przytacza argumenty prze­
mawiające za modernistyczną formacją intelektualną
Malinowskiego, który we wspomnieniach łudzi przyjaznych
i nieprzyjaznych ma zawsze cechy człowieka, który uparcie
obstaje przy swym prawie do wyrażania siebie w pełni, do eks­
presji swobodnej i nieskrępowanej, co na pewno wielu raziło
jako styl bycia i powodowało napięcia. Czyż nie jest to styl
modernistów Krakowa i Zakopanego, styl, który Malinowski
realizował w sposób daleko bardziej umiarkowany niż jego
przyjaciele, tak rozmiłowani w epatowaniu otoczenia sobą?
To, że Witkacy z takiego epatowania słynął - zbędne do­
11

dawać. W przypadku Malinowskiego ta poza była ponad­
to nierozerwalnie związana z ogólniejszym modernistycz­
nym projektem samodoskonalenia się. Z Dziennika wiemy
na przykład, że wiódł on nieustanną walkę ze swymi „sła­
bościami", tymi duchowymi i fizycznymi. Jakieś znacze­
nie miała tu zapewne lektura Nietschego, co dotyczyło
zresztą i Witkacego, w którego życiu filozof ten wisiał
w powietrzu, jak to ujęła Małgorzata Szpakowska - obe­
cny już w młodzieńczych naukach pobieranych od ojca.
Osobowe doskonalenie się i upragniona harmonia re­
alizowane były wszelako przez obu w różny sposób. Mali­
nowski wiódł w tym zakresie niejako „podwójne życie".
Z jednej strony naukowe dzieło ujawnia, jakby mimocho­
dem, jego jaźń skonstruowaną - w celu publicznej prezen­
tacji:
chłodnego, bezkompromisowego, kalkulującego
badacza, któremu droga jest tylko prawda, która jest jed­
na. Z drugiej strony wszelako, mamy Dziennik, w którym
18

19

10

21

- owszem - widzimy człowieka o niezwykłej duchowej si­
le i determinacji, do skonstruowania owego pierwszego
obrazu niezbędnie koniecznych, ale i badacza, który musi
wybierać pomiędzy prawdami względnymi. Na ów obraz
harmonii uczonego i jego dzieła składa się tylko ta pierw­
sza warstwa. Nie znaczy to bynajmniej, że Malinowski do­
puszczał się tu jakiegoś fałszu. Sądził tylko, że badacz wi­
nien ukazać istotę ptzedmiotu i rządzące nim prawa, po­
mijając całą masę „przypadłości": Chodzi o interpretację,
która pozwala dostrzegać w nieskończonej różnorodności fak­
tów pewne prawa ogólne, która oddziela istotne od nieistotne­
go, która porządkuje i klasyfikuje zjawiska, ujmując je w po­
staci wzajemnych związków. Bez takiej interpretacji wszelkie
naukowe badania w terenie muszą przybrać zdegenerowaną
formę zwykłego „zbieractwa" danych, przedstawiając w naj­
lepszym razie zbiór przypadkowych i nie związanych ze sobą
szczegółów. Już w tym tylko fragmencie da się dostrzec
przesłanie ontologicznego i teoriopoznawczego realizmu,
tak charakterystyczne dla pozytywizmu. Na te i inne filo­
zoficzne przesłanki powołują się tzecznicy poglądu, we­
dług którego Malinowski był kontynuatorem propozycji
tzw. drugiego pozytywizmu (Mach, Avenatius), modyfi­
kując je tylko nieco. '
Inaczej w tym względzie rzecz przedstawia się z Witka­
cym, który, gdy chodzi o publiczny wizetunek, odwrotnie
- konsekwentnie wyznawał zasadę jawności, poczynając
od korespondencji z Broniem tuż po śmierci narzeczonej,
gdzie rzeczywiście Staś autentycznie wypłakuje swe nie­
szczęście, co - trzeba przyznać - spotyka się ze szczerym
zrozumieniem i współczuciem u Malinowskiego. Dalej,
jego usilne zgłębianie zagadnień filozoficznych, czy to roz­
wijanych wraz z wątkiem niektórych powieści, jak Nowe
formy w malarstwie czy Niemyte dusze, lub też prezentowa­
ne w postaci regularnych ttaktatów, jak na przykład najgłówniejszy z nich Pojęcia i twierdzenia implikowane przez
pojęcie Istnienia, co z kolei odbywało się na oczach często
nieprzychylnej krytyki (tutaj zresztą prowadził nieustanną

403

22

2

24

�Janusz Barański

• T H E MYSTERY O F MAN: BETWEEN A R T O F LIFE A N D A B S O L U T E T R U T H

Already during the lifetime of the authot of
Nienasycenie this openness, spontaneity and
unpredictability contrasted with the self-control and
secretiveness of Malinowski , producing considerable
difficulties for conducting a dialogue with him and
understanding his thoughts. Today too, the view that
there numerous Witkacys remains justified, and there is no
consent as regards the number and character of his
embodiments. Bypassing the slightly secondary questions
connected with the assorted qualifications ascribed to
Witkacy in reference to particular domains of the
thought cultivated by him - a half-baked ontologist, the
precursor of existentialism, a visionary historiosopher,
and, finally, our own Slavonic Heidegger, it appears that
in the most essential point of his thought he remained
extremely close to the philosophical premises of
Malinowski's functionalism. Possibly due to the impact of
empirio-criticism, to which the two men succumbed,
they shated a theory-cognitive and ontological realism
which, within the system devised by Witkacy, seems to
stem additionally from a "reform" of the Leibniz
monadology. Marek Rosiak, a critic of
Witkacy's monadism, claims that Witkacy rejected the
diffetentiation between phenomena and being, derived,
after all, from Plato and present in the ontology of
Leibniz, including the logically associated conception of
pre-statutory harmony. Such a supposition is confirmed
directlyby, for example, the charge which Witkacy
formulated against Kant, who, he maintained, by means
of his a priorism doubled reality, whose essence is
ontologically uniform. In this way, the author of "Ontohgia
Ogólna" (General Ontology) achieved a certain levelling of
reality, combining or even idenafying its consecutive and
subjective strata , argues Rosiak, explaining to a certain
extent the earlier cited observation made by Soin about
the coexistence in the Witkacy system of an objective
and subjective thesis. A t any rate, the "transparency" of
the world, achieved in this fashion, was to render possible
its valid cognition. More, Genera/ Ontology, the General
Science about Existence, with whose name I intend tore place
the term 'philosophy', applied in an unworthymanner ,
appears as empirical ontology, which begins with the facts
themselves, and whose structure and range are limited
only by the object of cognition. Witkacy defended this
opinion fervently, accusing philosophy, including
contemporary neopositivism and the Lvov-Warsaw
school, of minimalistic inclinations. The vision of perfect
philosophy was supplemented by a conviction about the
necessity of coordinating the ascertainments of the
particular sciences within its range, which, in
consequence, was to lead to the emetgence of anultimate
system of Absolute Truth. Both views, the one held by
Malinowski and the one expounded by Witkacy, are thus
"positive", since they presupposed the existence of an
absolute truth which demands being discovered,
27

28

29

30

31

32

31

34

35

36

717

although in the case of the author of functionalism we
may speak only about a certain section of that truth, the
truth of anthropology.
Apparently, the creator of General Ontology shared
with Malinowski empiricism and nominalism, next to
realism. In a polemic with Tadeusz Kotarbiński, he
presented with disarming sincerity hopes associated with
philosophy: I am concerned with a slight thing: the
concurrence of description and reality. Evidence of
attachment to empiria, the ability to notice the detail,
but also the composite nature of things and the entire
sensuality of examined reality is provided by the
photogtaphic technique employed by both men. Fot
Witkacy, it served the capturing of, at fitst glance, banal
situations, objects, himself and his friends in a monadic
Unity in Multiplicity , the tracking of the richness of their
appearances and embodiments, one is tempted to say their function. Malinowski did not register situations
banal in theit aesthetic primordiality - a seascape or the
celebrations of a religious festival. It would appeal that in
the case of the fitst authot the purpose of photogtaphy
was "to make art", while a certain cognitive act - the
ptesentation of the world and especially people, in their
multi-figural and multi-functional natute - was set into
motion as if only casually. The intention of the second
authot was to "make science", to depict some sott of an
indubitable truth, a faithful image; hete too, however, the
photographer did not liberate himself from an aesthetic
stand. It could be said that Malinowski's photographs let
out the cat which he tried to conceal in the bag of his
Diary . It is hete that we come across picturesque
descriptions of Nature or the admiration of feminine
beauty, which he could not allow himself to express in
a scientific dissertation. It seems that despite anient
attempts Malinowski was incapable of freeing himself
from modernistic aestheticism, with which he became
"imbued" earlier; in Witkacy' case, such a problem was
non existent, since the very cultivation of art, conceived
as Pure Form , led towards becoming familiar with the
Mystery of Existence and thus the very essence of being, its
necessary structural features.
is

39

It seems worth drawing attention to the fact that in
both instances the technique of photography as if
automatically resulted in participating observation.
Such a "participating" character of the process of
photographing was stressed by Stefan Okolowicz: His
photographs show some people who look as if hypnotised by
him, who yield to the mood and the situation he has created,
and who, when provoked, reveal perhaps their true self and let
"their soul come out". A significant part was played by
the inspiration provided by Witkacy's father, who became
acquainted with the benefits of photographic technique,
which, apart from capturing the registered object better
than painting, made possible, in his opinion, various
arrangements of mutual relations between objects. Having
40

41

42

404

�Janusz Barański

• MALINOWSKI I WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

wojnę o filozofię w dyskusji z Kotarbińskim czy Leszczyń­
skim). Wreszcie rozmaite przepoczwarzania się, włącznie
z owymi wcieleniami-sobowtórami i minami, podejmowany­
mi na forum publicznym, nie w ukryciu, nie na kartach
niedostępnego dla niepożądanego oka sztambucha, gdzie
ukrywa się brak nadziei w możność pracy.
Cała ta jawność, żywiołowość i nieprzewidywalność,
inaczej niż samokontrola i skrytość Malinowskiego, już
za życia autora Nienasycenia wzbudzała istotne trudności
w dialogu z nim i rozumieniu jego myśli. Także i dziś uza­
sadniony jest sąd, że nie tylko Witkacych ciągle jest wielu,
ale nie ma również zgody co do ilości i charakteru jego wcie­
leń. Pomijając poboczne nieco kwestie związane z przy­
pisywaniem Witkacemu różnych kwalifikacji w odniesie­
niu do poszczególnych działów uprawianej przez niego
myśli - a to niedouczonego ontologa, prekursora egzystencjalizmu,' wizjonera historiozofa," wreszcie naszego
własnego słowiańskiego Heideggera, wydaje się, że
w najistotniejszym punkcie swej myśli był niezwykle bliski
filozoficznym przesłankom funkcjonalizmu Malinowskie­
goByć może wskutek wpływu empiriokrytycyzmu, jakie­
mu obaj ulegli, łączy ich teoriopoznawczy i ontologiczny
realizm, który w systemie Witkacego wydaje się ponadto
wynikać z „reformy" monadologii Leibniza." Krytyk monadyzmu Witkacego Marek Rosiak twierdzi, że Witkacy
odrzucił - wywodzące się przecież od Platona - rozróżnie­
nie na zjawiskowość i byt, które obecne jest i w ontologii
Leibniza, w tym logicznie z nim związaną koncepcję har­
monii przedustawnej. Pośrednio takie domniemanie po­
twierdza na przykład zarzut, jaki Witkacy wysunął wobec
Kanta, który swym aprioryzmem miał - według niego zdublować rzeczywistość, która jest wszak w istocie
ontycznie jednolita. W ten sposób twórca Ontologii Ogólnej
dokonał pewnego spłaszczenia rzeczywistości, łącząc czy na­
wet utożsamiając ze sobą jej warstwy obiektywną i subiekty wruj' - stwierdza Rosiak, co wyjaśnia zapewne w jakimś
stopniu przytoczone wcześniej spostrzeżenie Soina
25

26

27

16

29

0

52

4

0 współistnieniu w systemie Witkacego teorii obiektywnej
1 teorii subiektywnej. W każdym razie uzyskana w ten spo­
sób „przejrzystość" świata umożliwić miała jego prawo­
mocne poznanie. Co więcej, Ogólna Ontologia, Ogólna
Nauka o Istnieniu, którym to mianem chciałbym zastąpić zu­
żyty w sposób niegodny termin „filozofia"^ - jak się wyraża
o swej nauce o bycie - jawi się jako ontologia empirycz­
na, która zaczyna od faktów samych, a jej struktura i za­
sięg ograniczone są tylko przez przedmiot poznania.'
Witkacy żarliwie bronił tego poglądu oskarżając filozofię
o minimalistyczne skłonności, nie wyłączając współcze­
snego mu neopozytywizmu i szkoły lwowsko-warszaw­
skiej. Wizję owej filozofii doskonałej dopełniało ponadto
przeświadczenie o konieczności uzgodnienia ustaleń nauk
szczegółowych w jej łonie, co miało w konsekwencji do­
prowadzić do powstania ostatecznego systemu Prawdy

Absolutnej. Oba poglądy, i Malinowskiego, i Witkacego,
są więc i w tym sensie „pozytywne", że zakładały istnienie
owej prawdy absolutnej, która domaga się odkrycia, choć
w przypadku twórcy funkcjonalizmu mówić można tylko
o pewnym tej prawdy wycinku, prawdy antropologii.
Jak widać więc, obok realizmu, łączy twórcę Ogólnej
Ontologii z Malinowskim również empiryzm i nominalizm.
Z rozbrajającą szczerością przedstawiał w polemice z Ta­
deuszem Kotarbińskim swoje w tym względzie nadzieje
wiązane z filozofią: chodzi tylko o małą rzecz: o zgodność
opisu z rzeczywistością. ' Dowodem przywiązania do empirii, z umiejętnością dostrzegania detalu, ale i złożoności
rzeczy i całej zmysłowo poznawalnej rzeczywistości, niech
będzie technika fotograficzna, która łączyła obu. Przy
czym, o ile Witkacemu służyła ona do chwytania banal­
nych z pozoru sytuacji, przedmiotów, siebie samego i przy­
jaciół w owej monadycznej Jedności w Wielości, tropienia
bogactwa ich wyglądów i wcieleń, chciałoby się wręcz po­
wiedzieć - f u n k c j i , Malinowski rejestrował sytuacje
niebanalne w swej estetycznej pierwotności - czy to był
morski krajobraz, czy obchody religijnego święta. Wyda­
wać by się mogło, że celem fotografii w przypadku pierw­
szego było „robienie sztuki", a mimochodem tylko nieja­
ko uruchamiał się także pewien akt poznawczy - ukaza­
nie świata, w tym zwłaszcza ludzi, w jego wielopostaciowości, w i e l o f u n k c y j n o ś c i . W przypadku drugiego
celem było „robienie nauki", która miała ukazać jakąś
niepowątpiewalną prawdę, wierny obraz, i tu - z kolei fotograf nie uwolnił się od postawy estetycznej. Można by
powiedzieć, że w fotografii Malinowskiego wychodzi to
„szydło", które usiłował skrzętnie ukryć w „worku" swego
Dziennika. To tu przecież znajdujemy malownicze opisy
przyrody czy zachwyty nad kobiecą urodą, na których
przedstawienie nie mógł przecież żadną miarą pozwolić
sobie w rozprawie naukowej. W istocie jest chyba jednak
tak, że Malinowskiemu nie udało się, mimo usilnych sta­
rań, uwolnić od modernistycznego estetyzmu, którym
„nasiąkł" wcześniej, w przypadku Witkacego zaś problem
taki nie istniał, ponieważ samo uprawianie sztuki, w rozu­
mieniu Czystej Formy, wiodło wszak do poznania Tajemni­
cy Istnienia, a więc samej istoty bytu, jego koniecznych ry­
sów strukturalnych.

6

405

17

1 6

39

Warto zwrócić jeszcze uwagę na fakt, że w obu przy­
padkach technika fotograficzna pociągała niejako auto­
matycznie o b s e r w a c j ę u c z e s t n i c z ą c ą . Na ta­
ki „uczestniczący" charakter procesu fotografowania
w przypadku Witkacego zwraca szczególną uwagą Stefan
Okołowicz: Na jego fotografiach niektóre osoby wyglądają
tak, jakby były przez niego zahipnotyzowane, uległe nastrojo­
wi i sytuacji, którą on wytworzył, a sprowokowane być może
odsłaniają prawdziwe oblicze i pozwalają „wyjść duszy na ze­
wnątrz".'* Nie bez znaczenia jest tu inspiracja ze strony
ojca, który zdążył był jeszcze poznać dobrodziejstwa tech­
niki fotograficzne], która, obok możliwości lepszego niż
40

1

�Janusz Barański • T H E MYSTERY O F MAN: BETWEEN A R T O F LIFE A N D A B S O L U T E T R U T H

seen the photographic experiments conducted by the son
one could add the multi-functional nature of these
objects. It is precisely in such multiplicity that one might
gtasp the unity of Particular Existence and thus of
particular individuals.

the conceptions proposed by Malinowski. One of its
prime features was the fact that it is precisely an
integrated system which, together with the ascertainment
of holism and contextualism, logically supplementing this
trait, became a turning point in the anthropological
theory of culture, a fact which inclined certain critics
towards ascertaining the outright revolutionary meaning
of Malinowski's work. It is difficult to resolve whether
mutual inspirations occurred, although in this case there
did take place an anti-positivistic view, opposing the
conviction that every whole can be fragmented. Quite
possibly, this is testified only by the fact that a certain
"intellectual spirit" revealed itself in both cases, which,
aftet all, grew and inspired themselves as regards various
issues and, in the innermost tecesses of the spirit,
competed.

We may speak about participating observation not
only in reference to Malinowski, the authot of this
method of fieldwork, who formulated its principles
explicitly, but also in reference to Witkacy, who, apart
from the mentioned "photographic research project"
pursued unique fieldwork studies, albeitnot there , as
a cteator of functionalism, but here - in Cracow or
Zakopane. Witkacy was known notonly for his active
social life, but also for assorted "research undertakings",
interviews or experiments carried out in its course, whose
charactet certainly brings to mind some sort of
sociological ot ethnological exploration. ' Did he learn
this from Malinowski, and did his visionary approach
perceive the usefulness of ethnographic qualitative
studies in his own socio-cultural milieu? Quite possibly
oneand the other. Only today, almost a hundred years
after the declarations made by the father of
functionalism, has research on contemporary culture, not
only on its primeval counterpart, reached for these
endeavouts. We could say, however, that Witkacy had
alteady "practised" .
4

Theoretical reference to this multi-functionality,
multiplicity of embodiments, etc. as well as Particular
Existence comprises the course of Witkacy's ontology and,
in particular, the above mentioned biological monadism.
The very concept of Existence borrowed from the life
outlook, and accepted by Witkacy as a point of departure
for his ontology (the existence of something rather than
of nothing), implies the conceit of a multiplicity of
Particular Existence. The notion of Existence, however
cannot be reduced to a collection of Particular Existences,
while Existence as a whole is their infinite otganisation.
In this fashion, despite the fact that each Particular
Existence, conceived as if from the inside, exists for itself
similarly to Leibniz's monads, viewed from the outside it
appears to be solely a component of Existence as
a whole. Furthermore, and conttary to the Leibniz
system, in which the monad is window-less,
Witkacy's monads affect each other In other words, this
moment of his system marked the antinomy mentioned
at the very outset, of whose existence he was aware and
which he put down to the Mystery of Existence.
44

45

Without delving into deliberations and analyses of
this concrete dilemma, tathet superfluous at this level of
generality, it seems worth focusing attention on the fact
that from the perspective of Entire Existence the world in
Witkacy's ontology appears to be an integrated whole within the Transcendent Unity of Existence, whose
characteristic feature is a union of Everything with
Everything.* Let us recall the ontical status of culture in

Just as important is the spirit of the epoch. After all,
the previously mentioned Mach and Avenarius as well as,
in the case of Malinowski - Wundt, and in the case of
Witkacy - Cornelius, not to mention the fathers of first
positivism exerted a considetable impact upon the
shaping of that spirit. This was, after all, a programme of
naturalism, nominalism and empiricism. Not by accident
did Witkacy describe his monadism as biological. Social
development - and society is composed of Particular
Existences - is ruled by laws enrooted in biology and
originating from elementary drives: hunger, fear and
eroticism; they too give rise to primary metaphysical
experience. Furthermore, not by chance did Malinowski
perceive the function of culture primarily in the
fulfilment of biological needs: metabolism, reproduction,
safety and health. Theit positivistic inspirations are
indicated by both men, even if these were their own
"improved" versions.
47

48

There is, however, another component of the
anthropology presented by the two authors which takes
into consideration the existence of cultural determinism,
alongside its biological counterpart. Malinowski indicated
the derivative needs of man, stemming from his social
character - production, codification of behaviour, the
organisation of joint activity as well as integrative
requirements due to the fact that man is outfitted with
culture; here we find knowledge, religion, morality and
art. Witkacy too believed that apart from its primary,
collective and biological core, associated via evolution
with the beginnings of social development, culture has
a symbolic dimension linked with religion, art and
philosophy. Cteative art in patticulat, whose crowning is
Pure Form, leads, by means of metaphysical experience,
towards contact with the Mystery of Existence, making it
possible to understand the above mentioned dualism of
Unity in Multiplicity (Multiplicity in Unity), the I and the
not-I, and to overcome it.
After all, this biological feature of Witkacy's ontology
and social philosophy cannot be reduced to vulgar

6

406

�Janus? Barański

• MALINOWSKI I WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

w przypadku malarstwa uchwycenia rejestrowanego
przedmiotu, umożliwiała - według niego - ujęcie
mnóstwa kombinacji wzajemnego stosunku rzeczy* Znając
późniejsze fotograficzne eksperymenty syna można by do­
powiedzieć, że tych rzeczy wielofunkcyjność. To w takiej
wielości da się właśnie uchwycić jedność Istnień Poszcze­
gólnych, poszczególnych więc jednostek.
A więc o obserwacji uczestniczącej można mówić nie
tylko w odniesieniu do twórcy tej metody badań tereno­
wych, Malinowskiego, który zasady jej sformułował wszak
explicite, ale także w odniesieniu do samego Witkacego,
który, prócz wspomnianego „fotograficznego projektu ba­
dawczego", uprawiał również swoiste badania terenowe.
Nie tam, jak twórca funkcjonalizmu, ale tutaj - w Krako­
wie czy Zakopanem. Nie tylko znany był bowiem z aktyw­
nego życia towarzyskiego, ale także z rozmaitych „przed­
sięwzięć badawczych", swoistych wywiadów czy ekspery­
mentów, podejmowanych w trakcie jego uprawiania,
których charakter mógł z całą pewnością przywodzić na
myśl jakąś socjologiczną czy etnologiczną eksplorację. '
Czy nauczył się tego od Malinowskiego, a - w swym wi­
zjonerstwie - dostrzegł przydatność etnograficznych ba­
dań jakościowych w jego własnym społeczno-kulturowym
milieu! Możliwe, że i jedno, i drugie. To dopiero dziś, nie­
mal sto lat od wystąpienia ojca funkcjonalizmu, sięga się
do nich właśnie w badaniach kultury współczesnej, a nie
tylko tej pierwotnej. Można by stwierdzić, że Witkacy
podejmował już pewne w tym względzie „wprawki".
1

4

Teoretycznym odniesieniem dla owej wielofunkcyjności, wielości wcieleń itd., także Istnień Poszczególnych, byl
sam rdzeń ontologii Witkacego, w szczególności zaga­
dnienie wspomnianego biologicznego monadyzmu. Otóż,
pojęcie Istnienia, wzięte z poglądu życiowego, przyjęte
przez Witkacego jako punkt wyjścia jego ontologii (raczej
istnieje coś niż nic), implikuje pojęcie wielości Istnień Po­
szczególnych. Pojęcia Istnienia nie da się jednak sprowadzić
do zbiorowiska Istnień Poszczególnych, całość Istnienia jest
natomiast nieskończoną ich organizacją. Tak więc, mi­
mo, że każde Istnienie Poszczególne, ujmowane niejako od
wewnątrz, istnieje samo dla siebie, niczym owe monady
Leibniza, oglądane z kolei od zewnątrz jawi się tylko jako
element składowy całości Istnienia. Przy czym, inaczej
niż to było w systemie Leibniza, w którym monada nie ma
okien, u Witkacego przeciwnie - monady oddziałują na
siebie nawzajem. Słowem, i w tym momencie jego syste­
mu zaznacza się owa wskazana na samym początku anty­
nomia, któtej istnienia miał zresztą świadomość, a którą
kładł na karb Tajemnicy Istnienia.
44

45

Nie wdając się w zbędne na tym poziomie ogólności
roztrząsania i rozbiory tego konkretnego dylematu,
zwrócić warto natomiast uwagę na fakt, że z perspektywy
Całości Istnienia świat w ontologii Witkacego przedstawia
się jako właśnie z i n t e g r o w a n a c a ł o ś ć - w Trans­
cendentnej Jedności Istnienia, której cechą jest związek

Wszystkiego ze Wszystkim,.* Przypomnijmy więc ontyczny
status kultury w koncepcji Malinowskiego. Jedną z głów­
nych jej cech jest to, iż jest ona właśnie zintegrowanym
systemem, co wraz ze stwierdzeniem - logicznie dopełnia­
jących tę cechę - holizmu i kontekstualizmu, stało się
punktem zwrotnym w antropologicznej teorii kultury, co
niektórych krytyków skłoniło przecież do skonstatowania
zgoła rewolucyjnego znaczenia dzieła Malinowskiego. Czy
miały tutaj miejsce wzajemne inspiracje - rzecz to trudna
do rozstrzygnięcia, choć był to w tym ptzypadku pogląd
antypozytywistyczny, sprzeciwiający się przekonaniu, że
każda całość da się bez reszty rozłożyć na części. Być mo­
że świadczy to tylko o tym, że pewien „intelektualny
duch" objawił się u obu, razem wszak wzrastających i i n ­
spirujących się w różnych zagadnieniach, w głębi duszy
także ze sobą rywalizujących.
Nie bez znaczenia jest tu wszakże i duch określonej
epoki. W końcu przywoływani przez obu Mach i Avenarius, w przypadku Malinowskiego dodatkowo Wundt,
a Witkacego - Cornelius, na ukształtowanie się tego du­
cha wpłynęli w znacznym zaktesie; nie wspominając już
o ojcach pierwszego pozytywizmu. A był to przecież pro­
gram natutalizmu, nominalizmu, empiryzmu. Nie przy­
padkiem Witkacy o swym monadyzmie mawiał biologicz­
ny. To przecież rozwojem społecznym, a na społeczeństwo
składają się wszak Istnienia Poszczególne, rządzą prawa za­
korzenione w biologii i wywodzące się z elementarnych
popędów: głodu, strachu, erotyzmu; z nich też wyrasta
pierwotne przeżycie metafizyczne. Nie przypadkiem
również Malinowski funkcję kultury postrzegał przede
wszystkim w zaspokajaniu potrzeb biologicznych: meta­
bolizmu, reprodukcji, bezpieczeństwa, zdrowia. Zresztą,
na pozytywistyczne inspiracje wskazują w tym zakresie
obaj, choćby były to ich własne, „ulepszone" wersje.
6

47

48

Jest wszakże i drugi człon antropologii obu twórców,
uwzględniający istnienie także determinizmu kulturowe­
go, obok tego biologicznego. Malinowski wskazywał więc
na istnienie potrzeb pochodnych człowieka, wynikają­
cych z jego społecznego charakteru - produkcji, kodyfika­
cji zachowań, organizacji wspólnego działania, oraz po­
trzeb integratywnych wynikających z tego, że jest on wy­
posażony w kulturę; tu mamy wiedzę, religię, moralność,
sztukę. Podobnie Witkacy sądził, że kultura, prócz swego
pierwotnego, zbiorowego, biologicznego jądra, wiązanego
zresztą ewolucyjnie z początkami rozwoju społecznego,
ma także swój wymiar symboliczny, związany z religią,
sztuką, filozofią. W szczególności twótczy akt, którego
zwieńczeniem jest Czysta Forma, wiedzie poprzez przeży­
cie metafizyczne do kontaktu z Tajemnicą Istnienia, co po­
zwala wówczas pojąć ów wspomniany dualizm Jedności
w Wielości (Wielości w Jedności), j a i n i e-j a, oraz prze­
zwyciężyć go.

407

Ów biologiczny rys ontologii i filozofii społecznej Wit­
kacego nie da się przecież sprowadzić do wulgarnego ma-

�Janusz Barański

• T H E MYSTERY O F MAN: BETWEEN A R T OF LIFE A N D A B S O L U T E T R U T H

materialism. It is merely a logical consequence of the
comptehension of Particular Existence, an individual
which at the very foundations of existential essence is
defined by means of biologism, although he temains
a dual, psychophysical being. In the system devised by
Witkiewkz, wrote Jan Leszczyński, the whole diversity of the
world of the self ultimately comes down to simple sensual
elements described by him, rather unhappily, as qualities.
They include predominantly colours, touches and sounds.*
Let us add that these qualities are composed primarily of
all inner feelings, and thus muscular, joint, etc., borderland
feelings -associated with the sense of touch, and outer
ones- representing the bodies of othet Partkular
Existences as well as their varieties in the fotm of
inanimate matter. In all these qualities the individual is
autonomous, and it is here that there comes to the fore
an essential diffetence between Witkacy's and
Malinowski's anthropology. The first stressed the
subjectivity of man, the primacy of the individual, and
the other - man's embroilment in the socio-cultural
context, the primacy of the group. Naturally, this
difference was brimming with consequences for the
understanding of att, which, in the first case, expressed
the autonomous natute of the individual, and in the
second instance - the means for the realisation of group
needs.
9

50

This ontological biologism of the system devised by
Witkacy rendered the anthropologies of both creators
concurrent as if only half way. The author of Coral
Gardens had no room for metaphyskal experiences , whose
existence in the system conceived by Witkacy is linked
not only with an extta-pragmatic comprehension of
culture in the narrower sense of the term (religion, art,
philosophy), but also with individual creativity or the
development of the petsonality, making possible extrarational contact with the Mystery of Existences the
attainment of the absolute - an encompassing of the
infinity of being between the elementary particle of
mattet and the universe. Hence the critique of
Malinowski's conception of religion - probably the best
recognised theme of their "dialogue".
According to Malinowski, religion and all associated
practices originated from a psychophysical need for
satisfying unfulfilled expectations as regards the forces of
nature or personality crises. Man refers to supernatural
forces whenever possessed knowledge proves to be
insufficient for the solution of a certain problem. Since
such problems tend to create assorted classes, religious
beliefs and practices become petrified within
a permanent form, providing uniform descriptions of the
wotld and procedures of solving difficulties by tesorting
to magic ot religious rituals. Andtzej Paluch noted that:
For Malinowski, religion stems from individual sources and
can be understood only by an analysis of the "individual
intellect". The acceptance of such a stand led Malinowski to
52

problems whkh he was not longer capable of resolving.
True, theit solution would call for the acceptance of
certain philosophical ptemises exceeding narrow
empiricism and naturalism, and creating numerous
problems with the retention of the entire uniform theory
of culture. O n the othet hand, this was not a source of
anxiety for Witkacy, for whom the dualism of biologism
and metaphyskal emotions did not constitute a problem, in
conttast to some of his commentators, such as the
aforementioned Maciej Soin. We have the impression
that to a certain degree Witkacy tackled
Malinowski's dilemma and solved it.
The assumption about the existence of such
inspitation seems to be justified considering that in this
particulat case there occurs a certain peculiat type of
a polemic between the authot of hliemyte dusze and the
professor from London. In a fragment of Metafizyka
dwugłowego cielęcia (The Metaphysics of a Two-headed
Calf) Witkacy declared, speaking as the chief of the
Aparura clan: My friend is dying. Accept him, oh great
golden frog Кара-Кара. The fact that we have been examined
by Malinowski, that cursed, Anglicised and untamed dreamer,
is meaningless. Totems are the truth regardless what scholars
write about them?
Already this brief fragment reveals two essential
features calling for furthet interpretation. In the first
place, we are astonished by the description of Malinowski
as a dreamer, especially if we confront it with the
commonly held image of the personalities of the two
adversaries. It is Witkacy who is perceived as a dreamer
and an eccentric. Malinowski was always seen as
a personification of the predictability and methodicalness
of a true scientist. We should not be led astray, however,
by the external emploi of both men and the popular
knowledge about their views. After all, we already realise
that they both created a more or less cohesive system of
knowledge: in one case, this was anthropological theory,
and in the other - philosophy. Nonetheless, from the
viewpoint of Witkacy, the striving of the authot of
functionalism to create an all-embracing theory,
especially the sort which in a programme-like manner
rejects all explanations contradictory to naturalism,
empiricism or pragmatism, is tantamount to dreaming. It
follows from Witkacy's earlier mentioned ontological
analytic that it is impossible to eject difficulties appearing
in such an interpretation without referring to solutions
that call for an outright different perspective, one in
which the unity of the whole of Existence must be
conciliated with the autonomy of Partkular Existence,
a petspective in which individual experience makes it
possible to overcome a feeling of strangeness, stemming
from this aporia, and leads to experiencing the Mystery of
Existence. This feat obviously remains beyond the grasp of
the scholar. In this sense, totems are the truth .albeit
a truth of a slightly different order than the one deduced

408

53

54

5

�J a n u s ; Barański' • MALINOWSKI I WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

terializmu. Jest on tylko logiczną konsekwencją pojmo­
wania Istnienia Poszczególnego, jednostki, która u samych
podstaw swej bytowej istotności jest przez ów biologizm
określona, choć jest przecież bytem dualnym, psychofi­
zycznym. W systemie Witkiewicza - napisał Jan Leszczyń­
ski - cala różnorodność świata jaźni sprowadza się ostatecz­
nie do prostych elementów zmysbwych, zwanych przez niego
(trochę niefortunnie) - jakościami. Są to przede wszystkim
barwy, dotyki, dźwięki.* Dodajmy więc, że na owe jakości
składają się wszelkie czucia ustrojowe wewnętrzne, a więc
mięśniowe, stawowe itd., graniczne - związane ze zmysłem
dotyku, zewnętrzne - reprezentujące ciała innych Istnień
Poszczególnych oraz ich drobnych odmian w postaci mate­
rii nieożywionej. W tym wszystkim jednostka jest
wszakże autonomiczna i tutaj ujawnia się istotna różnica
między antropologią Witkacego i Malinowskiego. Pierw­
szy podkreślał podmiotowość człowieka, prymat jednost­
ki, drugi - raczej uwikłanie go w społeczno-kulturowy
kontekst, prymat zbiorowości. Miało to oczywiście rów­
nież brzemienne konsekwencje dla rozumienia sztuki,
która w pierwszym przypadku byla wyrazem autonomiczności jednostki, w drugim zaś - środkiem realizacji zbio­
rowych potrzeb.
9

50

Ten ontologiczny biologizm sytemu Witkacego nieja­
ko tylko w połowie uczynił antropologie obu twórców
zbieżnymi. Nie ma u autora Ogrodów koralowych miejsca
na przeżycia metafizyczne, których istnienie w systemie
Witkacego wiąże się nie tylko z pozapragmatycznym rozu­
mieniem kultury w węższym sensie (religia, sztuka, filozo­
fia), ale także z indywidualną twórczością czy rozwojem
osobowości, co umożliwia pozaracjonalny kontakt z Taje­
mnicą Istnienia, osiągnięcie absolutu - ogarnięcie nie­
skończoności bytu rozciągniętego pomiędzy cząstkami
elementarnymi materii a wszechświatem. Stąd też kryty­
ka koncepcji religii Malinowskiego - temat ich „dialogu"
rozpoznany bodaj najlepiej.
51

Religia i wszystkie związane z nią praktyki wywodzą się
- według Malinowskiego - z psychofizycznej potrzeby
uczynienia zadość niezaspokojonym oczekiwaniom wobec
sił natury czy kryzysów osobowości. Człowiek odwołuje
się do nadprzyrodzonych mocy, gdy posiadana wiedza
okazuje się niewystarczająca dla rozwiązania jakiegoś pro­
blemu. A ponieważ problemy te mają tendencję do two­
rzenia pewnych klas, stąd też wierzenia i praktyki religij­
ne krzepną w trwałej formie, dostarczając ujednoliconych
opisów świata i procedur rozwiązywania takich trudności
poprzez magię czy religijny rytuał. Wptawdzie Andrzej
Paluch zauważa: Religia, według Malinowskiego, wyrasta
Z indywidualnych źródeł i zrozumiała być może tylko przez
analizę „indywidualnego umysłu". Przyjęcie takiego stanowi­
ska doprowadziło Malinowskiego do problemów, których nie
potrafił już rozwiązać.^ Istotnie, dla ich rozwiązania nie­
zbędne byłoby przyjęcie pewnych przesłanek filozoficz­
nych, któte wykraczałyby poza wąski empiryzm i natura­
52

lizm, co nastręczałoby zapewne problemów z utrzyma­
niem całej jego jednolitej teorii kultury. Nie bał się tego
natomiast Witkacy, dla którego dualizm biologizmu i uczuć
metafizycznych nie był problemem, choć stanowi pewien
problem dla jego komentatorów, takich jak przytaczany
wcześniej Maciej Soin. Odnosi się wręcz wrażenie, że
w jakimś stopniu Witkacy podjął dylemat Malinowskiego
i go rozwiązał.
Przypuszczenie o istnieniu takiej inspiracji wydaje się
0 tyle uzasadnione, że w tym przypadku istnieje osobliwy
rodzaj polemiki autora Niemytych dusz z londyńskim pro­
fesorem. We fragmencie Metafizyki dwugłowego cielęcia
stwierdza on ustami naczelnika klanu Aparura: Mój przy­
jaciel umiera. Weź go na swoje łono wielka, złocista żabo Ка­
ра-Кара. To nic, że zbadał nas Malinowski, ten przeklęty, anglizowany, nieposkromiony marzyciel. Totemy są prawdą.
Wszystko jedno, co piszą o nich uczeni.
Już choćby w tym krótkim fragmencie ujawniają się
dwa istotne rysy domagające się interpretacji. Po pierw­
sze, zrazu zaskakuje określenie Malinowskiego jako ma­
rzyciela, zwłaszcza gdy skonfrontujemy to z potocznym
wyobrażeniem o osobowości obu adwersarzy. Wszak to
Witkacy postrzegany jest jako taki marzyciel właśnie
1 odmieniec, Malinowski zaś był zawsze uosobieniem
przewidywalności i metodyczności człowieka nauki. Nie
powinno nas jednak zwieść zewnętrzne emploi obu mężów
i popularna wiedza na temat ich poglądów. Wiemy już
przecież, że obaj stworzyli bardziej lub mniej spójne syste­
my wiedzy: w jednym przypadku była to teoria antropolo­
giczna, w drugim - filozofia. Jednak z punktu widzenia
Witkacego, właśnie marzycielstwem jest dążenie twórcy
funkcjonalizmu do stworzenia wszystko wyjaśniającej te­
orii, zwłaszcza takiej, która programowo odrzuca wszelkie
wyjaśnienia sprzeczne z naturalizmem, empiryzmem czy
pragmatyzmem. Ze wspomnianej wcześniej ontologicznej
analityki Witkacego wynika bowiem, że pojawiających się
w takim ujęciu trudności nie sposób usunąć bez odwoła­
nia się do rozwiązań, które wymagają zgoła innej perspek­
tywy, tej, w której jedność całości Istnienia musi zostać
pogodzona z autonomią Istnienia Poszczególnego, perspek­
tywy, w której dopiero indywidualne przeżycie pozwala na
przezwyciężenie, wyłaniającego się z tej aporii, poczucia
obcości i prowadzi do doświadczenia Tajemnicy Istnienia.
To zaś w sposób oczywisty pozostaje nieuchwytne dla
„szkiełka i oka" badacza. W tym sensie totemy są prawdą,
ale prawdą innego nieco porządku niż ta wywodząca się
z reguły wyłączonego środka, prawdą dostarczającą po­
czucia nieredukowalnego sensu świata.^ Ta z głębi antro­
pologiczna konstatacja to antycypacja poglądu wypowie­
dzianego kilka dziesiątków lat później przez innego antro­
pologa, przywoływanego już tu krytyka Malinowskiego
Clifforda Geertza, który wskazał na konieczność uwzglę­
dnienia zupełnie innej perspektywy, jeśli chce się zrozu­
mieć i opisać fenomen religii. Należy ją mianowicie rozu-

409

я

55

�Janusz Barański • T H E MYSTERY O F MAN: BETWEEN A R T O F LIFE AND A B S O L U T E T R U T H

from the rule of the excluded centte, a ttuth which
provides a feeling of their reducible meaning of the
world. This profoundly anthropological ascertainment is
an anticipation of the view expressed several decades
later by another anthropologist, i . e. Clifford Geertz, the
earlier cited critic of Malinowski, who indicated the
necessity of taking into considetation an entirely different
petspective if one wishes to understand and describe the
phenomenon of teligion. Religion should be undetstood
in the categories not of that which is sensually real and
subjected to the survey of two-value logic, but of that
which is strangely real ' or, still differently, which,
according to certain representatives of the sociology of
knowledge, is subjectively real and thus true, although in
a sense different than the one proposed by Aristotelian or
positivistic canons.
56

5

Witkacy did not hatbout any illusions as regards the
sensibility of a naturalistic explanation of religion, but
seemed to demonstrate a certain naivete in teference to
the historical interpretation of the phenomena of religion
and culture. He was convinced that metaphysical feelings
were as if "natutally" expressed in the pre-critical, prephilosophical period in the history of culture. It was
togethet with the birth of philosophy, and thus the dying
off of the unity of faith and thought, the decline of
religion, that the Mystery of Existence ceased being
a "universally accessible good". It just so happened that
his friend, an anthropologist, was dealing with such
"mutual ancestors", as an evolutionist would put it, in
whose case the model of the primeval recognition of
metaphysical feelings was supposed to have been
preserved. Did contacts with cultural strangeness assist
Witkacy in understanding metaphysical difference and
strangeness, so essential for his ontology, or was he sorry
that he was not given an oppottunity to experience them
due to his resignation from continuing the expedition
with Malinowski - these questions will probably
remained unanswered.
58

A t any rate, the earlier indicated striving of both men
towards their personal fulfilment and harmony was, in
this case, expressed by means of a projection into the
supposed lost state of man's original harmony as
a species. We remember that Witkacy too aimed at
discovering such harmony in his philosophical system. It
became obvious, howevet, that it is not so easy to
reconstruct this supposed pre-discoursive harmony
within a philosophical discourse. This is not to say that
Malinowski was capable of attaining such harmony,
whose projection would have been the tational reality of
need and function.
In this light, there becomes distinct yet anothet
difference in relation to the pursuit of science: eithet
detailed science such an anthropology (Malinowski) or
philosophy (Witkacy). Witkiewicz believed, wrote Bohdan
Michalski, that cognitive honesty requires constitutive

contradictions of being, from which he himself, unfortunately,
was not free, to be always interpreted as a problem. In the
opinion of Witkiewkz, the sole honest method of the
philosopher was first to tum all contradictions of being into
problems, and then to become aware of their eventual
unresolvability and to express this convktion, without
concealing the antinomy of being or eliminating it by means of
an act of purely verbal negation, as in heretofore philosophy.
If Michalski's interpretation is apt, then describing
Witkacy as the fitst Polish modernist would be
concurrent with the consecutive labels customarily given
to him. In reference to exceptional intellects, such labels,
howevet, grow worn and impose anothet perception. It
remains indubitable that Malinowski ejected the
autonomous nature of the "anthropological being", and
outright "ousted" it, for example, in his Dairy , while
Witkacy demonstrated it " i n bright daylight".
59

When Małgorzata Szpakowska expressed het surprise,
asking how it was possible fot Witkacy-the writer to have
been an existentialist while Witkacy-the philosopher was
already a positivist , then, omitting the actual adequacy
of these labels, they could be ascribed also to Malinowski,
who in his Diary let loose his existential temperament.
We remember how Geertz stressed the co-existence in
Malinowski's thought of both High Romance and High
Science. Let us go even further. When Krzysztof Pomian
wrote that who knows whether he [Witkacy] was not the
only philosopher of our times to have experienced the
contradiction of the two tendencies (existentialism and
positivism - J. B.) of twentkth-century thought as a personal
tragedy, he is echoed by Clifford Geertz who argued:
"To place the reach of your sensibility - rather than, say,
that of your analytical powers of your social code - at the
centet of yout ethnogtaphy, is to pose for yourself
a distinctive sort of text - building problem: rendering
your account credible through tendering your person
so." '
60

61

61

6

This spiritual and intellectual rent could be to
a certain extent blamed on the intellectual atmosphere in
which both men lived and, in particular grew up. Jan
Jerschina claims that at the beginning of the century,
during Malinowski's, and this means also
Witkacy's formative years, the ethos of the Polish
intelligentsia was an amalgamate of positivistk and
modernistk thought. * There is no exaggeration, therefore,
in the declaration that the modernistic ideas of cultutal
plutalism and relativism made it possible to overcome the
evolutionistic conception of the development of culture,
including European culture, which crowned this process.
This was, aftet all, one of the milestones of both
Malinowski's conceptions and the whole of subsequent
anthropology. Similat postulates, albeit referring only to
the individual, influenced the formulation of the
individual outer world dichotomy, crucial for Witkacy,
with all of its consequences for his philosophy, including
6

65

410

�Janusz Barański

• MALINOWSKI I WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

mieć w kategoriach nie tego, co zmysłowo rzeczywiste
i poddające się oglądowi dwuwartościowej logiki, ale te­
go, co osobliwie rzeczywiste, lub inaczej jeszcze, co - jak
ujęli to niektórzy przedstawiciele socjologii wiedzy - su­
biektywnie rzeczywiste, a więc prawdziwe, tyle że w i n ­
nym sensie, niż podpowiadają to arystotelesowskie czy
pozytywistyczne kanony.
Witkacy wprawdzie nie mial złudzeń, jeśli chodzi
o sensowność naturalistycznego wyjaśnienia religii, zda­
wał się jednak wykazywać pewną naiwność w odniesieniu
do fenomenu religii i kultury w ujęciu historycznym. Oto
przeświadczony był o tym, że uczucia metafizyczne znaj­
dowały niejako „naturalny" wyraz w przedkrytycznym
okresie historii kultury, okresie przedfilozoficznym. To
wraz z narodzinami filozofii, a więc wraz z obumarciem
jedności wiary i myślenia, wraz z upadkiem religii, Taje­
mnica Istnienia przestała być „ogólnie dostępnym do­
brem". Tak się składało, że jego przyjaciel antropolog
zajmował się takimi — jak by to ujął ewolucjonista -„na­
szymi współczesnymi przodkami", gdzie ów wzorzec pier­
wotnego poznawania uczuć metafizycznych miał się za­
chować. Czy obcowanie z kulturową innością pomogłoby
Witkacemu w zrozumieniu metafizycznej inności i obco­
ści, tak istotnych dla jego ontologii, czy żałował, że nie
dane mu było tego doznać wskutek zaniechania kontynu­
acji wyprawy z Malinowskim - to pytania, na które nie
ma zapewne odpowiedzi.
W każdym razie, wskazane wcześniej dążenie obu do
ich osobistego spełnienia i harmonii wyraziło się w tym
ptzypadku projekcją w domniemany utracony stan pier­
wotnej harmonii człowieka jako gatunku. Jak wiemy, do
wykrycia takiej harmonii dążył także Witkacy w swym sy­
stemie filozoficznym. Okazało się jednak, że ową domnie­
maną przeddyskursywną harmonię nie tak łatwo zrekonsttuować w ramach filozoficznego dyskursu. Nie znaczy to
przecież, że taką harmonię, której projekcją byłaby racjo­
nalna rzeczywistość potrzeby i funkcji, udało się osiągnąć
Malinowskiemu.
W tym świetle ujawnia się jeszcze jedna różnica w sto­
sunku do uprawiania nauki: czy to będzie dyscyplina
szczegółowa, antropologia, jak w przypadku Malinowskie­
go, czy filozofia - u Witkacego. Witkiewicz uważał - napi­
sał Bohdan Michalski, iż uczciwość poznawcza wymaga te­
go, aby konstytutywne sprzeczności bytu, od których nie jest
on, niestety, wolny, ujmować zawsze jako problem. Oto zdaniem Witkiewicza —jedyna uczciwa metoda postępowania
filozofa - najpierw wszelkie sprzeczności bytu sproblematyzować, następnie przekonać się ewentualnie o ich nierozwiązalności, obowiązkowo dać temu wyraz, a nie, jak to miało miej­
sce w fiłozofii, ukryć antynomiczność bytu czy też usunąć ją
aktem czysto werbalnej negacji. Jeśli interpretacja M i ­
chalskiego jest trafna, nazwanie Witkacego pierwszym
polskim postmodernistą byłoby w zgodzie ze zwyczajem
przypinania mu kolejnych etykietek. Te jednak w odnie­
51

58

59

sieniu do umysłów wyjątkowych, wycierają się z czasem
i zmuszają do innego spojrzenia. Niewątpliwe jest wszak­
że to, że Malinowski ową antynomiczność „bytu antropo­
logicznego" usuwał, można by powiedzieć „wypierał" - na
przykład w Dzienniku, Witkacy obnosił się ze swoją
„w blasku dnia".
Kiedy Małgorzata Szpakowska wyraża zdziwienie: jak
to możliwe, że Witkacy-pisarz to egzystencjalista, zaś Witkacy-filozof jest już pozytywistą, to, pomijając - jak się
rzekło - rzeczywistą adekwatność takich etykietek, moż­
na by przypisać je także i Malinowskiemu, który w Dzien­
niku puszczał wodze egzystencjalnego temperamentu.
Przypomnijmy, że Geertz podkreślał współistnienie w my­
śli Malinowskiego zarazem - jak to określił - Wysokiej
Próby Romantyzmu, jak i Wysokiej Próby Nauki. Pójdźmy
dalej. Gdy Krzysztof Pomian pisze o Witkacym, że kto wie,
czy nie jako jedyny filozof naszego czasu przeżył on sprzecz­
ność dwóch tendencji (egzystencjalizmu i pozytywizmu przyp. JB) dwudziestowiecznego myślenia jako dramat osobi­
sty, to wtóruje mu Clifford Geertz, piszący o Malinow­
skim: Umieścić w centrum etnografii raczej bogactwo własnej
wrażliwości - a nie, powiedzmy, moc analizy czy kod społecz­
ny - to postawić przed sobą szczegółny rodzaj problemu zwią­
zanego z budową tekstu: uwiarygodnić własną opowieść po­
przez uczynienie wiarygodnym samego siebie.
60

61

62

63

To duchowe i intelektualne rozdarcie da się zapewne
w znacznym stopniu położyć na karb intelektualnej atmo­
sfery, w której przyszło obu żyć, a w szczególności wzra­
stać. Jan Jerschina utrzymuje, że dla okresu formowania
się Malinowskiego, co oznacza - także dla Witkacego,
etos inteligencji polskiej początku wieku był amalgamatem
idei pozytywistycznych i modernistycznych. Nie ma więc
przesady w stwierdzeniu, że modernistyczne idee plurali­
zmu i relatywizmu kulturowego umożliwiły przezwycięże­
nie ewolucjonistycznej koncepcji rozwoju kultur, z kultu­
rą europejską ten proces zwieńczającą. To przecież jeden
ze slupów milowych koncepcji Malinowskiego i całej
późniejszej antropologii. Podobne postulaty, tylko od­
niesione do jednostki, wpłynęły na sformułowanie klu­
czowej dla Witkacego dychotomii jednostka-świat ze­
wnętrzny, z wszystkimi tego skutkami dla jego filozofii,
w tym estetyki. Z drugiej strony, pozytywistyczne idee,
w takim stopniu, w jakim je podjęli, wykorzystali w spo­
sób, który mógłby być zgoła postrzegany jako tych idei
wzbogacenie; być może za sprawą „modernistycznego du­
cha" właśnie. Pierwszy stworzył jednolitą, choć nie sztyw­
ną teorię dyscypliny szczegółowej, drugi - system filozo­
ficzny, który te idee dowartościował humanistyczną per­
spektywą. Obaj w jakimś sensie byli pozytywistami „z lite­
ry", „z ducha" zaś - modernistami czy może lepiej - neoromantykami, choć trzeba przyznać, że tej „litery" więcej
było u Malinowskiego, „ducha" zaś u Witkacego. To jeśli
chodzi o stworzone przez nich systemy wiedzy.

411

64

65

W odniesieniu natomiast do ich światopoglądów, ro-

�Janusz Barański

• T H E MYSTERY O F MAN: BETWEEN A R T O F LIFE AND A B S O L U T E T R U T H

aesthetics. O n the other hand, positivistic ideas, to the
extent that they were undertaken, were utilised in
a manner which could be perceived as their outright
enhancement, possibly due to the "modernistic spirit".
The first created a uniform although by no means a rigid
theory of detailed discipline, and the other a philosophical system which added value to these ideas
by means of a humanistic perspective. Both, in a certain
sense, were positivists ex definitione while remaining
modernists or, better, neo-Romanticists exspirito, although
it must be admitted that there was more of the "letter" in
the case of Malinowski and more of the "spirit" in
Witkacy. So much for the systems of knowledge created
by both men.
As regards their world outlooks, comprehended in
a narrower sense, one might hazard the view that the two
men remained positivists. We are inclined towards such
a conclusion by their opinions concerning the future of
the world and mankind. In Niemyte dusze Witkacy
ultimately expressed hope for an end to the social
torments of man, and in Freedom and Civilisation '
Malinowski drew an image of a future international
order. Such a feat could not be achieved, however,
without the realisation of some form of social or cultural
elitism, which appears to be a positivistic conceit. In the
perspective of the social philosophy of the first of the two
thinkers, this pertains to the relation between
outstanding individuals and the rest of society, and in the
perspective of the anthropology of the second thinker to the relation between enlightened European culture
and the societies outside it. Quite possibly, the
connection between Witkacy's ttagic death and his
pessimistic historiosophy should be regarded as
a stereotype stemming from the etiquette of
a "catastrophist", which, to some degree, was adequate
for his earlier works. Just as likely, he was simply less
fortunate, having found himself within the direct tange
of the steamroller of history, and wished to avoid a fate
which he already feared when asking Bronio for
potassium cyanide in case he were to be roasted alive by
the savages. This "solution", taken into consideration
prior to leaving for a joint expedition, was applied
a quarter of a century later, in the face of other "savages"
encroaching from the east, not quite so distant as the
Trobriands.
66

6

from the last years of their lives, and thus from a period
of intellectual maturity, show that an exchange of their
works was somewhat of an act of courtesy, if not the
expression of constant rivalry - intentionally oriented
information about their own accomplishments. What else
do the wotds of one of the last letters by Malinowski
express if not sarcasm and irony: Although now my
attention has abandoned the lofty problems of philosophy,
I have read your dissertation and from that moment on I have
shrunk to the size of a monad. In other words, I have
accepted your system of cosmic monadology We already
had an opportunity to detect similar causticity in
reference to the Anglicised, untamed dreamer . It is quite
likely that this mutual sarcasm was, to a certain degree,
the outcome of an awareness of an "intellectual heresy"
which, secretly, they noticed in each other. Quite
possibly, the two men perceived each other as dissenters
from some sort of a primeval faith in which they both
grew up. To the very end, they probably remained aware
of the nature of this faith; hence the antinomous nature
of their thoughts. Apparently, the intellect was overcome
by ever-present youthful emotion, which itself usually
remains ambivalent, and whose consequence made
balanced discussion impossible. It is just as difficult to
conduct a discussion about both thinkers unless one
resigns from the stereotypes of the eccentric artist and
the stolid scholar. This appears to be the perspective
indicated by an analysis of the "creed" observed both by
Malinowski and Witkacy.
6 9

Translated by Aleksandra

Notes
1

412

В. Malinowski, A

Diary in the Strict Sense of the Term ,

New

York 1967
See, e. g. C . Geertz, "I-Witnessing. Malinowski's Children",
in

Works and Lives. The Anthropologist as an Author, Stanford

Univ. Press; J. Clifford, " O n Ethnographical Self-Fashioning:
C o n r a d and Malinowski", in:

The Predicament of Culture,

Harvard University Press 1988; in particular references to

66

Do the above remarks introduce something new to
out knowledge about the two creative personalities?
Perhaps they do nothing of the sott as regards each of the
two men separately, although they could contribute
something to the courses of their thoughts, especially at
common meeting points. This task is rendered
additionally difficult by the fact that although both
conducted discussions with contemporary representatives
of fields of interest to them, they never engaged in such
an exchange of opinions with each other. Scarce letters

Rodzińska-Chojnowska

works by the author of functionalism contained in
statements found in: Writing Culture. The Poetics and Politics

of Ethnography , ed.
London
'

by James Clifford and George Marcuse,

1986

J. A . Majcherek,

Hisumozofia S. I. Witkiewicza na tle "nędzy

historycyzmu" (The historiosophy of S. I . Witkiewicz against
the backdrop of "the misery of historicism"), in: W. Maciąg
(ed.), Beznadziejność i nadzieja. W kręgu myśli Stanisława
Ignacego Witkiewicza (Hopelessness and Hope. Within the
Range of the Thought of Stanisław Ignacy Witkiewicz),

4

Kraków

1988

M . Soin,

Fibzofia Stanisława Ignacego Witkiewicza

Philosophy of Stanisław Ignacy Witkiewicz), Wroclaw
5

Geertz, op. cit., p. 79

6

Clifford, op.cit., p. 97

7

Ibid., p. 104

(The
1995

�Janusz Barański

• MALINOWSKI I WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

zumianych w sensie węższym, można by wręcz zaryzyko­
wać stwierdzenie, że obaj pozostali pozytywistami. Do ta­
kiego wniosku skłaniają ich poglądy na temat przyszłości
świata i człowieka. I Witkacy w Niemytych duszach wy­
raża w końcu nadzieję na koniec społecznych udręk czło­
wieka, Malinowski zaś w Freedom and Civilisation rozta­
cza obraz przyszłego międzynarodowego ładu. Nie może
się to wszak stać bez realizacji jakiejś formy społecznego
czy kulturowego elitaryzmu, co także jest pozytywistycz­
nym pomysłem. W perspektywie filozofii społecznej
pierwszego dotyczy to relacji wybitne jednostki-teszta
społeczeństwa, w perspektywie antropologii drugiego relacji oświecona kultura europejska-społeczeństwa spo­
za niej. Być może więc i wiązanie tragicznej śmierci Wit­
kacego z jego pesymistyczną historiozofią należy uznać za
stereotyp, wyrosły z etykietki „katastrofisty", która była
w jakimś stopniu adekwatna w odniesieniu do jego wcze­
śniejszych dzieł. Być może miał on jednak po prostu mniej
szczęścia: znalazł się w bezpośrednim zasięgu walca histo­
rii i chciał uniknąć losu, którego obawiał się niegdyś, pro­
sząc Bronia o cyjanek potasu na wypadek pieczenia żyw­
cem przez dzikich. * „Rozwiązanie" brane pod uwagę przed
wyjazdem na wspólną wyprawę zostało zastosowane
ćwietć wieku później w obliczu innych „dzikich", tych,
którzy - nie czekając - sami nadciągali ze wschodu, nie
tak odległego wprawdzie jak Trobriandy.
66

67

wzrastali. Jakiej - tego bodaj sami do końca nie byli świa­
domi, stąd też i owa wskazywana antynomiczność ich my­
śli. Wydaje się, że intelekt przemogło tu obecne do końca
młodzieńcze uczucie, które samo w sobie jest zwykle am­
biwalentne, stąd też i niemożność wyważonej dyskusji.
Równie trudno o taką dyskusję o nich samych, jeśli nie
odsłoni się stereotypów krążących wokół obrazu artysty
ekscentryka z jednej strony, z drugiej zaś - statecznego
naukowca. W każdym razie taką perspektywę zdaje się su­
gerować analiza owej „wiary" Malinowskiego i Witkace­
goPrzypisy
'

B. Malinowski, A Diary in

New

Zob. пр. C . Geertz, Zaświadczające Ja. Dzieci Malinowskiego,
Dzieło i życie. Antropolog jako au­
tor, Warszawa 2000; J. Clifford, O etnograficznej autokreacji:
Conrad i Malinowski, przeł. Maciej Krupa, „Konteksty" 3-4:

2

przel. Sławomir Sikora, w:

1992, s. 10-18; w szczególności odniesienia do dzieła twórcy
funkcjonalizmu w wypowiedziach zamieszczonych w pracy
pod redakcją Jamesa Clifforda i George'a Marcusa, Writing

6

Czy powyższe uwagi wnoszą coś nowego do wiedzy
o tych dwóch osobowościach twórczych? Być może nic,
jeśli chodzi o każdego z osobna, być może jednak co nie­
co, jeśli chodzi o koleje ich myśli, przynajmniej w miej­
scach, w których się spotykali. Rzecz jest o tyle uttudniona, że o ile obaj wiedli merytoryczne dyskusje ze współ­
czesnymi sobie przedstawicielami intetesujących ich dzie­
dzin, między sobą takiej wymiany poglądów nie prowadzi­
li. Z lektury nielicznych listów z ostatnich lat ich życia,
a więc z okresu pełnej intelektualnej dojrzałości, wynika,
że przekazywanie sobie nawzajem własnych prac miało
charakter cokolwiek kurtuazyjny, o ile nie było wręcz wy­
razem ciągłej między nimi rywalizacji - intencjonalnie zo­
rientowanym informowaniem o własnych dokonaniach.
Co innego bowiem przebija, by sięgnąć do pierwszego
z brzegu przykładu, ze słów jednego z ostatnich listów
Malinowskiego, jak nie sarkazm i ironia: Chociaż teraz
moja uwaga odbkgla od wzniosłych problemów filozofii, prze­
czytałem Twoją rozprawkę i od tej chwili skurczyłem się do
rozmiarów monady. Innymi słowy, przyjąłem Twój system
monadologii kosmkznej. Przykład podobnej uszczypliwo­
ści - z kolei - wobec owego anglizowanego, nkposkromionego marzyckła mieliśmy już okazję poznać wcześniej. I to
mniej więcej tyle, tylko tyle. Być może ten wzajemny sar­
kazm w jakimś stopniu wziął się z poczucia swoistej „inte­
lektualnej hetezji", której - w skrytości - dopatrywali się
u siebie nawzajem. Być może patrzyli na siebie trochę jak
na odszczepieńców jakiejś pierwotnej wiary, z którą razem

the Strict Sense of the Term,

York 1967

Culture. The Poetics and Politics of Ethnography, L o n d o n 1986
J . A . Majcherek, Historiozofią S.I. Witkiewicza na tle „nędzy historycyzmu", w: W. Maciąg (red.), Beznadziejność i nadzieja.
W kręgu myśli Stanisława Ignacego Witkiewicza, Kraków 1988
M . Soin, Filozofia Stanisława łgitacego Witkiewicza, Wrocław

5

4

1995
Geertz, op. cit., s. 112-113

I

Clifford, op. cit., s. 11

6

Tamże, s. 13
M . Soin,

8

Filozofia Stanisława Ignacego Witkiewicza,

Wrocław

1995, s. 176-77
D . Gerould, Podróż

9

69

413

skie,
1 0

Witkacego do tropików: itinerarium cejloń­

„Konteksty" 3-4: 1998, s. 190

B. Malinowski, Dzienniki 1914-1918, „Konteksty" 1-2: 1999,
s. 206; te i inne fragmenty Dziennika w opracowaniu Graży­
ny Kubicy-Heller.

I I

Zob. np. Dziennik 1914, „Konteksty" 3-4: 1998, s. 202 i ns.

12

Dziennik w ścislem znaczeniu tego wyrazu, „Konteksty" 3:
1999, s. 104

1

Wpływ kobiet na życie i dzieło Broni­
sława Malinowskiego, „Konteksty" 1-2: 1997, s. 156
R. Ingarden, Wspomnienie o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu,
w: Stanisław Ignacy Witkiewicz. Człowiek i twórca, księga pa­

' H . Wayne (Malinowska),

1 4

miątkowa pod red. T. Kotarbińskiego i J . E . Płomieńskiego,
Warszawa 1957, s. 169
15

Tak oto pisano o wykładzie Witkacego n a zjeździe Towarzy­
stwa Filozoficznego w Krakowie w 1936 roku: Jego odczyt
o krzyczącym tytule „O ontologicznej beznadziejności hgiki pseu­
donaukowego monizmu" /przytaczam tu skrót tytułu zajmujące­
go trzy wiersze/ zebrał najpoważniejszych profesorów uniwersy­
teckich żadnych emocji niezwykbści. Mieli tego pod dostatkiem.
P. Witkiewicz ukazał się oczom publiczności w jasnopiaskowym
garniturze, żółtozielonej koszuli i czerwonym krawacie, z ogrom­
nymi czarnymi okularami w rogowej oprawie. Mówił o „odprobkmieniu świata" przez barwną logikę matematyczne- O „odtajemniczeniu przyrody" przez pozytywistów, o „systemach bezpl-

�Janusz Barański

M . Soin,

8

• T H E MYSTERY OF MAN: BETWEEN A R T OF LIFE AND A B S O L U T E T R U T H

Filozofia Stanisława lgnacegoWitkiewicza,

symbolism; or whether it naturally lapsed out of the

op. cit., pp.

anteroom. If none of these events, or shall we rather call

176-77
9

1 0

D.Gerould, "Witkacy's Journey to the Tropics and Itinerary

them hypotheses, holds good or took place, could you be so

in Ceylon", see this volume.

good as to bring it in a brown paper parcel or by some other

B.Malinowski, Diary in

the Strict Sense of the Term,

11

See, e. g. "Dziennik 1914"

concealed mode of ttansport to London and advise me in

trans. N .

Guterman, Stanford University Press, Stanford 1967,

a post card where I could reclaim it? I am very sorry that my

p. 41.

(Diary 1914), Konteksty 3-4:

absentmindedness, which is a characteristic of high

1998,

202 sqq
I couldn't keep my paws off the girls in A Diary of..., p. 132

intelligence, has exposed you to all the inconvenience

H.Wayne (Malinowska), "Bronisław Malinowski: T h e

"I am going to the School of Economics to give a lecture

Influence O f Various Women O n His Life A n d Works (The

and unless my memory is as bad and my intelligence as good

impact of women on the life and works of Bronisław

as yours, I will leave your hat with the porter at the School

Malinowski)", Journal of the Anthropological Society of Oxford,

of Economics, telling him to give it to you on demand", ibid.,

p.

12

"

vol.15, no.3
1 4

incidental to the event"; ibid., p. 36-37; Russell teplied:

p. 37

(1984)

R. Ingarden, "Wspomnienie o Stanisławie Ignacym

17

Malinowskiego" (Modernism and the personality of

Witkiewiczu" ( A reminiscence about Stanisław Ignacy

Stanisław IgnacyWitkiewicz- Człowiek i twórca,
księga pamiątkowa pod red. T. Kotarbińskiego i J. E.

15

Jerschina, "Modernizm a osobowość Bronisława

Witkiewicz), in:

Bronisław Malinowski), in: G . Kubica, J. M u c h a (ed.),

Płomieńskiego (Stanisław Ignacy Witkiewicz. M a n

Author, a Commemorative Book edited by T Kotarbiński

Miedzy dwoma światami. Bronisław Malinowski.Materiały
Z międzynarodowej sesji naukowej upamiętniającej stulecie
urodzin Bronisława Malinowskiego (Between Two Worlds

and J. E . Płomieński), Warszawa 1957,

Bronisław Malinowski. Material from an International

p.

and

169

Here is a description of Witkacy's lecture given in 1936

-

Scientific Conference Commemorating the Hundredth

at

Birthday of Bronisław Malinowski), Kraków 1985,

a convention held by the Philosophical Society in Cracow:

p.

158

His paper, glaringly entitled "On the ontological hopelessness of See, e. g. Generally a need for "la vita nuova". Resolution = to
enter a regime leading there. Main emphasis on inner work:
the logic of pseudo-scientific monism" (it is only a shortened
Control over associations (inner purity). Philosophical serenity
version of the title which fills three lines!), gathered the most
and calmness. Ruthlessness (...) being liked and making an
outstanding university professors who craved for the emotion of
extraordinariness. They got their fill of it. M r Witkiewicz showed impression (...) Morning: 2 hours of studying 3 hours of
gymnastics, etc.,etc., Dzienniki 1908-1913 (Diaryl980-1913),
himself to the public wearing a sandy-coloured suit, a yellow"Konteksty" 1: 1998, p. 99
green shin, a red tie and huge black hom-rimmed glasses. He
spoke about "deproblemizing the world" by colourful
It is a different matter whether and to what degree
mathematical logic, about "demysterizing nature" by positivists, Malinowski was inspired by Nietzsche and his relativistic
about "sexless systems" construed by logicians and rationalists. conception of culture.
And when the listeners were already dazed by the speaker's floridM . Szpakowska, Światopogląd Stanisława Ignacego Witkiewicza
style and by his incredibly colourful appearance he, in the middle (The World Outlook of Stanisław Ignacy Witkiewicz),
of some ornate phrase, to increase effect, produced a brightly red Wrocław 1976, p. 153
handkerchief, and in the solemn silence of the attentive and full
Geertz, op.cit., p. 89
audience - blew his nose. It goes without saying that after this B. Malinowski, Magie, Science and Religion, New York 1955,
lecture the speaker became the hero of the day and the darling of p. 237.
the congress. 1 noticed that on the next day - as he obviously
' Cf. e. g. the opinion exptessed by Andrzej Flis, "Filozofia
resented commonness - this eminent man of letters appeared in krakowska początku X X wieku i kształtowanie sie poglądów
a cream-coloured shirt and a green tie, and thus saved his honour naukowych Malinowskiego" (Cracow philosophy at the
beginning of the twentieth century and the formation of the
of the unique artist and philosopher, N . Lubnicki, Fdozofowie
1 8

19

2 0

2 1

22

2

jeszcze nie znaleźli syntezy (The philosopher shave still not

scientific views of Malinowski), in: G . Kubica, J. Mucha,
(ed.), Między

discovered synthesis), "Głos Poranny", Lódz, 4 October

1936; cited after: S. Okołowicz, Przeciw nicości (Against

2 4

nothingness), in: E . Franczak, S. Okołowicz, Przeciw nicości.

(Letters to Bronisław Malinowski) , introduction by Edward

Fotografie Stanisława Ignacego Witkiewicza

C . Martinek, Warszawa 1981

(Against

Nothingness. Photographs by Stanisław Ignacy Witkiewicz),
Kraków 1986,

2 5

Witkacy's "social stagings" was outright innocent.
A . Kuper,

Anthropołogists and Anthropobgy. The British Schooi

1922-72, Penguin Books, New York 1973,

p. 23; Kuper

quoted by the way a lettet by Malinowski addressed to
Bertrand Russell, concerning a misplaced hat: " O n

the

occasion of my visit to your school I left my only ptesentable
brown hat in your anteroom. I wonder whether since then it
has had the privilege of enclosing the only brains in England

Okołowicz, op. cit.,

which I ungrudgingly regard as better than mine; or whether
it has been utilized in some of the juvenile experimentations

26

in physics, technology, dramatic art, or prehistoric

2

414

T h e art of photography especially favoured this type of selfexpressive experiments: The presence of a camera at excursions
or parties stimulated funny scenes at suitable moments, with the
use of casual props, such as a bunch of hemp to put on as
a moustache, a shin pulled over one's head to affect a ghost,
a stone, spectacles, a walking-stick etc. We know some titles of the
scenes enacted by Witkacy, such as: Professor Pulverston, The
best smile of Lord Fitzpurat the yacht-race at Southampton,
Uncle from California, Tovarisch Peresmerdlov looking at the
execution of mensheviks, or The great impersonator of the Great
Moghul, Stanley Ignatio Witkacy, in a scene: Trial of botchers , S.

pp. 29-30; let us settle for a report from

a "philosophical spectacle", which in comparison with

16

dwoma światami....
Bronisława Malinowskiego

See S. I. Witkiewicz, Listy do

'

p.33

Dzienniki 1914-1918 ."Konteksty" 1-2: 1999, p. 205
T h e independence and even cynicism of Bronio in contrast

�Janusz Barański •

MALINOWSKI I WITKACY:

MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A P R A W D Ą

ABSOLUTNĄ

ciourych" konstruowanych przez logików i racjonalistów. A gdy go, w: G . Kubica, J. M u c h a , (red.), Między dwoma światami...
słuchacze byli już dostatecznie odurzeni barwnym stylem i bajecz­Zob. S.I. Witkiewicz, Listy do Bronisława Malinowskiego,
nie kolorowym wyglądem prelegenta, ten dla dopingowania efek­ wstępem opatrzył Edward C . Martinek, Warszawa 1981
tu wyjął w środku jakiegoś kwiecistego zdania jaskrawoognistą
W szczególności sztuka fotograficzna sprzyjała, jak to po­
chustkę i w uroczystej ciszy pobożnie zasłuchanego, wypełnione­ wszechnie wiadomo, tego rodzaju autoekspresyjnym ekspery­
go po brzegi audytorium - wytarł sobie nos. Zbyteczne chyba do­ mentom: Obecność aparatu na wycieczkach czy spotkaniach to­
dawać, że po tym odczycie prelegent stał się bohaterem dnia i be- warzyskich prowokowała do stwarzania w odpowiednich mo­
niaminkiem zjazdu. Zdążyłem zauważyć, że następnego dnia mentach zabawnych scen, a wystarczały do tego przypadkowe re­
nie chcąc widocznie stać się codziennością, nawet w tej niezwy­ kwizyty: konopne pakuły, żeby przyprawić kilku osobom wąsy,
kłej formie - znakomity ten literat przyszedł w kremowej koszuli naciągnięta koszula na głowę, aby udawać ducha, kamień, oku­
Z zielonym krawatem, ratując w ten sposób honor niepowtarzal­ lary, laska itp. Znane są niektóre tytuły inscenizowanych przez
nego artysty i filozofa; N . Łubnicki, Filozofowie jeszcze nie zna­ Witkacego scen: Profesor Pulverston, Najlepszy uśmiech Lorda
leźli syntezy, „Głos Poranny", Łódź, 4 X 1936; cyt. za: S. O k o ­
Fitzpur na regatach w Southampton, Wujcio z Kalifornii, Towałowicz, Przeciw nicości, w: E . Franczak, S. Okołowicz, Przeciw
riszcz Pieriesmierdlow patrzący na egzekucję mienszewików czy
nicości. Fotografie Stanisława Ignacego Witkiewicza, Kraków Wielki odtwórca Wielkiego Mogola Stanley Ignatio Witkacy
1986, s. 29-30; poprzestańmy tutaj tylko na doniesieniu
w scenie: Sąd nad partaczami, Okolowicz, op.cit., s. 33
z „przedstawienia filozoficznego", które w porównaniu z „to­
Dzienniki 1914-1918, „Konteksty" 1-2: 1999, s. 205
2 4

2 5

26

warzyskimi inscenizacjami" Witkacego jest czymś zgoła nie­

2

'

winnym.

Niezależność, a nawet cynizm Bronia w odróżnieniu od uczu­
ciowości Stasia zauważył już za ich młodzieńczych lat Stani­

A . Kuper, Miedzy

charyzmą i rutyną. Antropologia brytyjska

1922-1982, przeł. Katarzyna Kaniowska, Łódź 1987,

sław Witkiewicz, postrzegając to nawet jako pewne zagroże­

natury uczuciowej i dającej się wyprowadzić z pa­
nowania nad sobą, i podkglej wpływom, S. Witkiewicz, Listy do
syna, opr. Bożena Danek-Wojnowska i A n n a Micińska, War­
nie syna i jego

s. 20;

Kuper cytuje na przykład list Malinowskiego do Bertranda
Russela w sprawie pozostawionego kapelusza: Przy okazji wi­

zyty w twojej szkole zostawiłem w przedpokoju swój jedyny przy­ szawa 1969, s. 281
zwoity brązowy kapelusz. Ciekaw jestem zatem, czy nie dostąpił Soin, op. cit., s. 11
odtąd przywileju przykrywania jedynego rozumu w Anglii, który T. Kotarbiński, Filozofia S.I. Witkiewicza, w: Stanisław Ignacy
bez cienia zawiści uważam za lepszy niż mój wiosny lub czy nie Witkiewicz- Człowiek i twórca...
został wykorzystany do jakichś doświadczeń fizycznych, techno­ R . Ingarden, Wspomnienie...
logicznych, sztuki dramatycznej czy prehistorycznego symboli­ J. Majcherek, Historiozofią...
zmu, lub czy nie uległ gdzieś zaprzepaszczeniu poza przedpoko­' M . Szpakowska, Witkiewiczowska teoria kultury, „Dialog" 10/
jem. Jeśli żadne z tych zdarzeń - nazwijmy je raczej hipotezami - 1968, s. 128
nie miało miejsca, czy byłbyś tak dobry, by włożyć go do brązo­ " Zob. пр. M . Rosiak, „Biologiczny monadyzm" S.I. Witkiewicza
wej papierowej torby lub zapakować w jakiś inny sekretny spsób, jako próba poprawienia monadologii Leibniza, w: W Maciąg
stosowany w Londynie, i poradzić mi w kartce pocztowej, gdzie (red.), Beznadziejność...
mógłbym go odebrać? Bardzo mi przykro, że moje roztargnienie, tamże, s. 63
charakterystyczne dla wysokiej inteligencji, naraża cię na wszyst­ S.I. Witkiewicz, Pisma filozoficzne i estetyczne, t. 3, Warszawa
kie te uboczne niedogodności owego zdarzenia; Russel odpowia­
1977, s. 415
da m.in.: Wybieram się do School of Economics na wykład ...
Zob. np. Z. Zalewski, Witkiewicza przygoda z metafizyką, w:
i jeśli tylko moja pamięć nie będzie tak zJa, a inteligencja tak wy­ Maciąg (red.), op. cit., s. 53
soka, jak twoja - zostawię kapelusz u portiera; tamże, s. 35.
Zob. np. S.I. Witkiewicz, Pisma
t. 4, s. 381
J. Jerschina, Modernizm a osobowość Bronisława Malinowskie­
S.I. Witkiewicz, Pisma.. ,t. 3, s. 296
go, w: G . Kubica, J. M u c h a (red.), Między dwoma światami J. Leszczyński, Filozof metafizycznego niepokoju, w: Stanisław
Bronisław Malinowski. Materiały z międzynarodowej sesji nau­ Ignacy Witkiewicz- Człowiek i twórca, op. cit., s. 113
kowej upamiętniającej stulecie urodzin Bronisława Malinowskie­ Zob. uwagi na ten temat Terence'a Wrighta, Antropolog jako
go, Kraków 1985, s. 158
artysta: fotografie Malinowskiego z Trobrtandów, przeł. Sławo­
8

2 9

, 0

5 1

2

1 4

1 5

, 6

1 7

18

, 9

4 0

mir Sikora, „Konteksty" 1-2: 1997, s. 184

Zob. пр.: Og[ó!nieJ Potrzeba „la vita пиош". Postanowienie =

wejść w regime prowadzący tam. Gfdwny nacisk na pracy wewnjętrznejj; Panowanie nad kojarzeniami) (czystość wewnętrz­
na). Filozoficzna] pogoda i spokój. Bezwzględność (...) podoba­
nie się i imponowanie (...) Rano 2 godziny nauki, 3 godziny
gimnjastyki) Ltd., itd.; Dzienniki 1908-1913, „Konteksty" 1:

4 1

Okołowicz, op. cit., s. 17

4 2

S. Witkiewicz, Dziwny człowiek, Lwów 1903, s. 59-61; cyt. za:

4 1

1998, s. 99
Osobna kwestia to czy i w jakim stopniu Malinowski zainspi­
rowany został przez Nietschego jego relatywistyczną koncep­
cją kultury.
M . Szpakowska,

Światopogląd Stanisława Ignacego Witkiewi­

cza, Wrocław 1976, s. 153
Geertz, op. cit., s. 126
B. Malinowski, Dzielą, t. 7; przeł. Barbara Leś i Dorota Praszałowicz, Warszawa 1990, s. 253-54

Zob. np. pogląd Andrzeja Flisa, Filozofia krakowska początku

X X wieku i kształtowanie się poglądów naukowych Malinowskie­

4 4

415

Okolowicz, op. cit., s. 13
R o m a n Jasiński tak na przykład wspomina pewną towarzyską

około dziesią­
tej wieczór; do jedenastej zebrało się około dwudziestu osób, najfantastyczniej dobranych. Nikt o nikim nic nie wiedział, a gospo­
darze - najmniej; wszystko to łaziło po mieszkaniu, częściowo za­
lane, a częściowo, jak na przykład ja, nie rozumiejąc dobrze swej
roli w tym wszystkim. Witkacy niezmordowanie się uwijał pośród
zebranych, bral na bok to gospodarzy, to bardziej spłoszonych go­
ści, coś tłumaczył, perswadował i montował ten dziwaczny wie­
czór, jak gdyby żywcem wyjęty z któregoś opowiadania Bruno
Schulza; R. Jasiński, Witkacy, w: Stanisław Ignacy Witkiewicz
Człowiek i twórca, op. cit., s. 311
imprezę z „Witkacym-terenowcem": Przyszliśmy

S.I. Witkiewicz, Pisma..., t. 3, s. 563

�Janusz Barański

• T H E MYSTERY O F MAN: BETWEEN A R T O F LIFE A N D ABSOLUTE T R U T H

Neoplatonian term reflects the essence of the union of

to the emotional nature of Staś was noticed already while

"everything with everything".

they were young by Stanisław Witkiewicz, who even
perceived this as a certain threat for his son and the

4 7

See M . Szpakowska, "Witkiewiczowska teoria kultury," p. 122

latter's sentimental nature, inclined to lose self-control and

4 8

See, e.g. B. Malinowski, "Culture", in:

Encyclopedia of the

Social Sciences, v. 4, New York 1931

easily swayed, S.Witkiewicz, Listy do syna (Letters to the
Son), ed. by Bożena Danek-Wojnowska and A n n a Micińska,

4 9

J. Leszczyński, op. cit., p. 96; in the case of Witkacy the fact

the self is corporeal

Warszawa 1969, p. 281

that

2 8

Soin, op. cit., p. 11

apart from photographic portraits also in his paintings where

2 9

T. Kotarbiński, "Filozofia St. I. Witkiewicza" (The Philosophy
of S. I. Witkiewicz), in:

these

Stanisław Ignacy Witkiewicz- Człowiek

M . Szpakowska, "Witkiewiczowska teoria kultury" ( T h e
theory of culture according to Witkiewicz), Dialog 10:

"

See S. I. Witkiewicz,

5 1

M . Szpakowska, "Witkiewiczowska teoria kultury," p. 122

52

See. e.g. B. Malinowski, Magic, Science and Religion, op. cit.,
especially the title chapter

1968,
5 3

A . Paluch, op.cit., p. 100

See, e. g. M . Rosiak, '"Biologiczny monadyzm' S. I.

5 4

A closer examination of Malinowski's views indicated that

Witkiewicza jako próba poprawienia monadologii Leibniza"

he tackled similar problems incessantly, and that he was

(The "biological monadism" of S. I. Witkiewicz as an

never free from the temptation of reaching for some form of
"metaphysical" explanations, of transcending the "positivistic

Beznadziejność...

3 4

Ibid., p. 63

3 5

S. I. Witkiewicz,

fetters"; this holds true, for example, for his extremely
valuable remarks on the nature of the language, which

Pisma filozoficzne i estetyczne

anticipated the later theory of the acts of speech proposed by

(Philosophical

Austin; see

See, e. g. Z. Zalewski, "Witkiewicza przygoda z metafizyką"

problem of meaning in primeval languages), in: A . Paluch,

(Witkiewicz's adventure with metaphysics), in: Maciąg (ed.),

op. cit.; in anthropology, these linguistic inspirations were
subsequently developed by such scholars as Stanley Tambiah

See, e. g. S. I. Witkiewicz,

Pisma

or Anette Weiner; "metaphysical dissatisfaction" is

vol. 4, p. 381

3 8

S. I. Witkiewicz, Pisma ...,vol. 3, p. 296

3 9

J. Leszczyński, "Filozof metafizycznego niepokoju"

confirmed from a slightly different," private" side also by the

Diary.

( A philosopher of metaphysical anguish), in: Stanisław Ignacy

5 5

Witkiewicz- Człowiek i twórca , op. cit., p. 113

S. I. Witkiewicz, Metajizyka dwugłowego cielęcia. Tropikalnoaustralijska sztuka w trzech aktach (The Metaphysics of

See comments by Terence Wright, " T h e Anthropologist as

a Two-headed Calf. A Tropical-Australian Play in T h r e e

Artist. Malinowski's Trobriand Photographs", European

A c t s ) , in: Dramaty (Dramas), vol. 1; ed. and introduction by

Imagery and Colonial History in die Pacific. T. Van Meijl and R

Konstanty Puzyna, Watszawa 1972,p. 553

Van Grijp (eds.) Nijmegen Studies in Developement and

See, e. g. idem, Pisma, vol. 3, p. 83

Cultural Change,

1994

5 7

C . Geertz, Religion as a Cultural System, in: Interpretation
of Cultures, Basic Books 1973

4 1

S. Okolowicz, op. cit., p. 17

4 2

St. Witkiewicz, Dziwny człowiek ( A Strange M a n ) , Lwów

5 8

1903, pp. 59-61; cited after: S. Okolowicz, op. cit., p. 13
4 3

Problem znaczenia w językach pierwotnych (The

and Aesthetic Works),vol. 3, Warszawa 1977, p. 415

op. cit., p. 53

4 0

vol. 3, p. 566

p. 128

Maciąg (ed.),

3 7

Pisma

5 0

attempt at correcting the Leibniz monadology), in: W

3 6

are disclosed by means of

and literary oeuvre appears to be thoroughly "sensual".

R.Ingarden, "Wspomnienie ..."

" J. Majcherek, Historiozofia ...
, 2

recesses of the soul

a technique of using colour or chiaroscuro; his whole plastic

i twórca ...
3 0

(ibid., op.cit., p. 102) is discernible,

S. I. Witkiewicz,

Pożegnanie jesieni

(Farewell to A u t u m n ) ,

Warszawa 1927, pp.296-97

B. Michalski, Filozofia ontologicznego pluralizmu S. I.
We arrived at about ten at night; up
Witkiewicza (The philosophy of the ontological pluralism of
to eleven o'clock some twenty persons had gathered, a most
S. I. Witkiewicz), in: S. I. Witkiewicz, Pisma , vol. 4, pp. 437fantastic selection. We were all strangers and the hosts did not
38
know anyone; the guests, some drunk, or, as in my own case,
M . Szpakowska, "Witkiewiczowska teoria kultury," p. 128
ignorant of their role, circulated around the flat. Witkacy tirelessly
Maciej Soin put the autonomous nature of the Witkacy
bustled about, taking aside either the hosts or some of the more system down to the employment of two models in the
perplexed guests, explaining something arguing and assembling solution of the raised issues; unfortunately, there is not
this curious soiree as if straight out of one of the novels fry Bruno
enough place for a detailed discussion of its interpretations.
Schulz, R. Jasiński, "Witkacy," in: Stanisław Ignacy WitkiewiczK . Pomian, op.cit., p. 206
Człowiek i twórca , op.cit., p. 311
C . Geertz, "I-witnessing...", op. cit., p. 78-79
R o m a n Jasiński recalled a certain social gathering with
"Witkacy-the fieldworker":

6 0

6 1

6 2

6 5

4 4

S. I. Witkiewicz, Pisma..., vol. 3, p. 563

6 4

Jerschina, op.cit., p. 148

4 5

See, e. g. the interpretation proposed by Krzysztof Pomian,

6 5

Ibid., p. 153

Człowiek

pośród rzeczy. Szkice hiswrycznofilozoficzne

(Man

6 6

among Things. Historical-philosophical Sketches), Warszawa
1973, p. 202
4 6

S. I. Witkiewicz, Pisma..., vol. 3, p. 439; it is worth drawing

Warszawa 1979
6 7

attention to the fact that in the tradition of Durkheiminspired sociology, especially the version proposed by Mauss,

S.I. Witkiewicz, Niemyte dusze (Unwashed souls), in:
Narkotyki. Niemyte dusze (Narcotics. Unwashed Souls),
В. Malinowski,

Freedom and Civilisation , New

York 1944

S. I. Witkiewicz, Listy do Bronisława Malinowskiego , p. 62
6 9

magic is treated as a type of a sympathy for all things; this

416

Ibid., p. 122

�Janusz Barański

4 5

4 6

• MALINOWSKI I WITKACY: MIĘDZY SZTUKĄ ŻYCIA A PRAWDĄ ABSOLUTNĄ

Zob. np. interpretację Krzysztofa Pomiana, Człowiek pośród

pologii te językowe inspiracje rozwinęli później tacy badacze,

rzeczy- Szkice history cznofilozoficzne,

jak Stanley Tambiah czy Anette Weiner; to „metafizyczne

Warszawa 1973, s. 202

niezaspokojenie" z innej nieco, „prywatnej" strony, potwier­

S.I. Witkiewicz, Pisma..., t. 3, s. 439; warto zwrócić tu uwagę

dza istnienie takich pokus także i sam Dziennik.

na fakt, że w tradycji durkheimowskiej socjologii, zwłaszcza
ten neoplatoński termin m a oddać istotę owego związku

S.I. Witkiewicz, Metafizyka dwugłowego cielęcia. Tropikalnoaustralijska sztuka w trzech aktach, w: Dramaty, t. 1; opr.

„wszystkiego ze wszystkim".

i wstępem poprzedził Konstanty Puzyna, Warszawa 1972, s.

Maussa, magię traktuje się jako rodzaj sympatii wszech rzeczy;

47

Zob. M . Szpakowska, Witkiewiczowska teoria kultury, s. 122

4 8

Zob. np. B. Malinowski, Kultura, przeł. Andrzej Waligórski,
w: A . Paluch, Malinowski, Warszawa 1983

4 9

Leszczyński, op. cit., s. 96; Ze jaźń

5 5

553
5 0

5 7

jest cielesna

(tamże, op.

cit., s. 102) u Witkacego, widać, prócz portretów fotograficz­

5 8

nych, także w jego portretach malarskich, gdzie owe tajniki

5 9

duszy

styczna, i literacka wydaje się n a wskroś „zmysłowa".

C . Geertz, Religia jako system kulturowy, w: E . Mokrzycki, Ra­
cjonalność i styl myśknia, Warszawa 1990, s. 502
S.I. Witkiewicz, Pożegnanie jesieni, Warszawa 1927, s. 296-97
B. Michalski, Filozofia ontologicznego pluralizmu S.I. Witkiewi­

cza, w: S . I . Witkiewicz, Pisma, t. 4, s. 437-38

ujawniają się poprzez techniki posługiwania się kolo­

rem czy światłocieniem; cała zresztą jego twórczość i pla­

Zob. np. tenże, Pisma, t. 3, s. 83

6 0

M . Szpakowska, Witkiewiczowska teoria kultury, s. 128

6 1

Maciej Soin tę antynomiczność systemu Witkacego kładzie

5 0

Zob. S.I. Witkiewicz, Pisma..., t. 3, s. 566

na karb posługiwania się dwoma modelami w rozwiązywaniu

51

M . Szpakowska, Witkiewiczowska teoria kultury, s. 122

podnoszonych zagadnień; nie ma tu już niestety miejsca na

5 2

Zob. np. B. Malinowski, Dzieła, t. 7, Warszawa 1990; w szcze­
gólności rozdział Magia,

5 5

, 4

nauka i religia.

A . Paluch, op. cit, s. 100.

szczegółowe omawianie jego interpretacji.
6 2

K . Pomian, op. cit., s. 206.

6 i

C . Geertz, Dzieło i życie, s. 111-12

6 4

Jerschina, op. cit., s. 148

z podobnymi problemami borykał się o n nieustannie, że nie

6 5

Tamże, s. 153

opuszczała go pokusa sięgnięcia po jakąś formę wyjaśnień

6 6

Lektura

poglądów

Malinowskiego

wskazuje n a to, że

S.I. Witkiewicz,

Niemyte dusze,

w:

Narkotyki. Niemyte dusze,

Warszawa 1979

„metafizycznych", wyjścia poza „pozytywistyczne okowy"; do­
tyczy to n a przykład niezwykle cennych uwag na temat natu­

6 7

B. Malinowski, Freedom and Civilisation, N e w York 1944

ry języka, jego sytuacyjności, co było antycypacją późniejszej

6 8

S.I. Witkiewicz, Listy do

6 9

Tamże, s. 122

teorii aktów mowy Austina; zob. Problem

kach

znaczenia w języ­

pierwotnych, w: A . Paluch, op. cit.; na gruncie antro­

417

Bronisława Malinowskiego,

s. 62

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6690" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6670">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/137099579775f60285365eb7e3cb8187.pdf</src>
        <authentication>5cedce829e9538c39c6b70f4b1161dda</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79723">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2928</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79724">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2732</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79726">
                <text>O heurystycznej wykładni dwóch teorii etnologicznych. Dekonstrukcja "sprawy slonia" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79727">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1, s.18-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79728">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79729">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79730">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79731">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79732">
                <text>Janusz Barański

O HEURYSTYCZNEJ WYKŁADNI DWÓCH TEORII ETNOLOGICZNYCH
(DEKONSTRUKCJA „SPRAWY SŁONIA")

Esprit

de finesse

i esprit

de géométrique

p r z e c i w s t a w i ł nie­

p o j ę c i o w ą , bez której fizyka obejść by się nie m o g ł a . Dla P o p p e r a

gdyś Pascal, usiłując wskazać różnice w s p o s o b a c h d o c h o d z e n i a

metafizyka i — p o c h o d n a l u b p i e r w o t n a w o b e c niej, w zależności

d o p r a w d y : dzięki u m i e j ę t n o ś c i b e z p o ś r e d n i e g o , p r z e d p o j ę c i o -

o d p u n k t u w i d z e n i a — określona teoria poznania pełnią rolę

w e g o i n i e s f o r m a l i z o w a n e g o jej spostrzegania l u b o d k r y w a n i a jej

h e u r y s t y c z n ą : t w o r z ą szkic, ramy teorii.

z

użyciem

formalno-logicznego

i

Tak w i ę c u ś w i a d o m i e n i e tej f u n d a m e n t a l n e j k w e s t i i p o z w o l i ­

matematyczno-ekspery-

m e n t a l n e g o zaplecza. S a m r o z p r a w i a ł z a r ó w n o o n a m i ę t n o ś c i a c h

ł o dostrzec przyczynę z n a n e g o sporu pomiędzy

miłości, jak i o hydrostatyce.

klasyczną i m a t e m a t y k ą intuicjonistyczną. O t o pierwsza,

Pascal

nie b y ł

osamotniony.

Niemalże w s p ó ł c z e s n y m u Leibniz k o m e n t o w a ł boski zamysł

matematyką
wy­

c h o d z ą c o d platońskiej metafizyki, t w i e r d z i , że o b i e k t y m a t e m a t y ­

u s t a n o w i o n e j w p r z ó d h a r m o n i i i w y m y ś l a ł rachunek c a ł k o w y .

ki ( n p . liczby c a ł k o w i t e ) istnieją niezależnie o d p o d m i o t u p o ­

Inny myśliciel t e g o p r z e j ś c i o w e g o okresu — p o m i ę d z y o d r o d z e ­

znającego. I n t u i c j o n i z m p r z e c i w n i e : są one k o n s t r u k c j a m i u m y s ­

niem a o ś w i e c e n i e m — N e w t o n , c h o ć g ł ó w n i e zajęty b y ł b u d o w ą

ł o w y m i p o d m i o t u . Przekładając tę opozycję na p r o b l e m a t y k ę

n o w o ż y t n e j fizyki, nie poprzestał na zasadach d y n a m i k i : o d k r y c i a

teorii p o z n a n i a , różnica zdań w y g l ą d a ł a b y następująco. P l a t o -

s w e u s i ł o w a ł uzasadnić w y k ł a d n i ą metafizyczną, której p o d s t a w ą

nizm: p r a w d a istnieje niezależnie, o d w i e c z n i e i może b y ć u d o w o ­

miał być znany f i z y k o - t e o l o g i c z n y d o w ó d na istnienie B o g a .

d n i o n a , i n t u i c j o n i z m : nie ma p r a w d , które nie zostały u d o w o d ­

Wszyscy w y m i e n i e n i myśliciele należeli jeszcze d o g r o n a t y c h ,

n i o n e , p r a w d a jest t y m s a m y m c o jej d o w ó d , c o jej k o n s t r u k c j a .

którzy znali całą d o t y c h c z a s o w ą w i e d z ę , a nade w s z y s t k o mieli

Czy ustalenia Poppera dotyczące heurystycznej roli metafizyki

ś w i a d o m o ś ć p o d s t a w f i l o z o f i c z n y c h , na k t ó r y c h s w e k o n c e p c j e

w b u d o w a n i u teorii n a u k o w y c h m o g ą mieć jakieś znaczenie dla

b u d o w a l i . Ich w y s t ą p i e n i a zaliczają się j e d n a k d o o s t a t n i c h ,

e t n o l o g a ? M a j ą z a p e w n e znaczenie teoretyczne: p o z w a l a j ą lepiej

w k t ó r y c h u m y s ł o w a finesse

zgodnie współżyje z przyrodoznaw-

czym talentem.

zrozumieć o g ó l n e p o d s t a w y określonej teorii. Czy mają j e d n a k
jakieś znaczenie praktyczne? Na p e w n o m o g ą przyczynić się d o

D e f i n i t y w n y rozbrat p o m i ę d z y filozofią a o d r y w a j ą c y m i się o d

złagodzenia s p o r ó w , jakie toczą się p o m i ę d z y p r z e d s t a w i c i e l a m i

niej s t o p n i o w o dziedzinami w i e d z y nastąpił d o p i e r o w XIX w i e k u ,

r ó ż n y c h t e o r i i , s p o r ó w , w k t ó r y c h ścierające się racje w y p o w i a ­

u w i e ń c z o n y o d m ó w i e n i e m tej pierwszej racji b y t u w d o t y c h ­

dane są częstokroć w językach o n i e w s p ó ł m i e r n y m , r ó ż n o r o d n i e

c z a s o w y m kształcie przez n e o p o z y t y w i z m . W e d ł u g

Carnapa,

z d e f i n i o w a n y m systemie p o j ę c i o w y m i z użyciem w y k l u c z a j ą ­

przedstawiciela skrajnego skrzydła Koła W i e d e ń s k i e g o , rola jej

c y c h się w z a j e m z b i o r ó w t w i e r d z e ń . Czy przeniesienie d y s k u r s u

miała ograniczyć się d o analizy języka n a u k i , eksplikacji pojęć

na p o z i o m idei o g ó l n y c h p o z w o l i na dojście d o j e d n o - j e d n o -

w

system

z n a c z n y c h w n i o s k ó w ? Przeciwnie: może u n a o c z n i ć z w i ę k s z ą

p o j ę c i o w y , o d p o w i a d a j ą c y o k r e ś l o n y m i — trzeba p o w i e d z i e ć

jeszcze siłą, jak o d l e g ł e są o d siebie rejony penetracji p o s z c z e g ó l ­

nauce s t o s o w a n y c h , uściślania ich i w ł ą c z a n i a w

— bardzo o s t r y m r y g o r o m . Te s z c z e g ó ł o w e k w e s t i e nie były

n y c h t e o r i i , p o z b a w i ć złudzeń c o d o m o ż l i w o ś c i

wszakże zawieszone w p r ó ż n i . Z w i ą z a n e były ze w s p o m n i a n ą

t w ó r c z e g o aliansu.
O opozycji

krytyką metafizyki, jej statusu i p r a w o m o c n o ś c i , metafizyki, której

—

swego

rodzaju —

finesse

i

zaistnienia
géométrique

Carnap o d m a w i a ł w s z e l k i c h p r a w n a u k o w o ś c i , umieszczając ją

w

polskiej e t n o l o g i i pisze S t a n i s ł a w W ę g l a r z w artykule

p o ś r ó d religii i poezji. W y s t ą p i e n i e t o w y w o ł a ł o krytykę l o g i c z ­

nologiczne

n e g o e m p i r y z m u i skrajnego s c e p t y c y z m u koła W i e d e ń s k i e g o , ale

d o t y c z y d w ó c h orientacji m e t o d o l o g i c z n y c h w b a d a n i a c h k u l ­

i rewizję d o t y c h c z a s o w y c h p o g l ą d ó w na tradycyjną p r o b l e m a t y ­

tury: f e n o m e n o l o g i c z n o - h e r m e n e u t y c z n e j i s t r u k t u r a l n o - s e m i o -

kę filozoficzną. Pośród t y c h , którzy tę rewizję p o d j ę l i , był także

t y c z n e j . A u t o r o m a w i a o b i e p o s t a w y b a d a w c z e , określając j e

Karl P o p p e r — j e g o p o g l ą d w k w e s t i i statusu tradycyjnej d z i e d z i ­

o d p o w i e d n i o jako postawę „etnografa portrecisty" i „etnografa

ny filozofii będzie p u n k t e m w y j ś c i a p o n i ż s z y c h r o z w a ż a ń .

k a r y k a t u r z y s t y " — w aspekcie p r o b l e m a t y k i f i l o z o f i i nauki i o g ó l ­

i etnograficzne

rozumienie

kategorii

1

'kultura" .

Et-

Rzecz

Popper, w y w o d z ą c y się zresztą z n e o p o z y t y w i z m u , przyjął

nej m e t o d o l o g i i — p o w o ł u j ą c się na ustalenia t z w . m e t o d o l o g i i

j e g o kryterium demarkacji, d o k o n u j ą c e p o d z i a ł u na metafizykę

historycznej ( K u h n , Feyerabend) i l o g i k i ( t w i e r d z e n i a G o d ł a ) .

i naukę.

Nie g o d z i ł się j e d n a k z p o g l ą d e m , iż

przedstawiająca tezy o g ó l n e i —
spełniająca e m p i r y s t y c z n e g o

w

metafizyka,

związku z tym —

k r y t e r i u m sensu, jest

nie

dziedziną

P r z y p o r z ą d k o w u j e dalej o b i e orientacje d w o m i d e a ł o m p o s t ę p o ­
w a n i a b a d a w c z e g o s f o r m u ł o w a n y m s w e g o czasu przez W i n d e l b a n d a . Orientacja f e n o m e n o l o g i c z n o - h e r m e n e u t y c z n a

miałaby

j a ł o w ą p o z n a w c z o . Wszakże i nauki przyrodnicze t w o r z ą prawa

realizować — w g autora — p o s t u l a t y i d i o g r a f i z m u : opis, n a ­

na p o d s t a w i e zdań e m p i r y c z n y c h , ale r ó w n o c z e ś n i e o g ó l n y c h .

s t a w i e n i e na k o n k r e t , p r o g r a m o w a a n t y s y s t e m o w o ś ć , niechęć d o

Zdania te nie są zatem p o d a t n e na w e r y f i k a c j ę , a w i ę c , jeśli

f o r m u ł o w a n i a o g ó l n y c h p r a w . Orientacja s t r u k t u r a l n o - s e m i o t y -

trzymać się n e o p o z y t y w i s t y c z n e g o kryterium s p r a w d z a l n o ś c i , są

czna p r z e c i w n i e , ma charakter n o m o l o g i c z n y : z a m i ł o w a n i e d o

r ó w n i e ż p o z b a w i o n e sensu, p o d o b n i e jak tezy metafizyki. Zarzut

ujmowania systemowego, poszukiwanie trwałych prawidłowo­

b e z s e n s o w n o ś c i zdań o g ó l n y c h metafizyki, t z n . n i e m o ż n o ś c i ich

ści, b u d o w a n i e m o d e l i . S a m autor, z w o l e n n i k p l u r a l i z m u e p i -

empirycznej w e r y f i k a c j i , n i e m o ż n o ś c i ich o c e n y w kategoriach

s t e m o l o g i c z n e g o Feyerabenda, p r o p o n u j e „ p o s t a w ę p a r a d o k s a l ­

p r a w d y i fałszu, w r a c a d o s a m e g o n e o p o z y t y w i z m u i uderza

n ą " polegającą na „ r ó w n o c z e s n e j afirmacji p r z e c i w i e ń s t w , bez­

w j e g o k o r o n n ą tezę, iż t o w ł a ś n i e nauki e m p i r y c z n e j a k o j e d y n e

p o ś r e d n i m zderzeniu d w ó c h s t r o n sprzeczności — w s p ó ł w y s -

spełniają o w o empirystyczne k r y t e r i u m sensu.

t ę p u j ą c y c h i r e l a t y w i z u j ą c y c h się w z a j e m n i e — p o m i ę d z y k t ó r y m i

Konsekwentne

przyjęcie t e g o kryterium r ó w n o z n a c z n e b y ł o b y zatem ze z g o d ą na
p o g l ą d skrajnego s c e p t y c y z m u . Zasługą Poppera w o b e c t e g o
d y l e m a t u jest k o n s t r u k t y w n y

wniosek,

iż sens ma

również

nie może być m e d i a c j i . "

2

G ł o s w tej s p r a w i e zabiera r ó w n i e ż Dariusz Czaja w artykule
Spór

o model

etnologicznej

3

interpretacji .

Rezygnując z roz­

metafizyka, c h o ć nieco inny i mniej precyzyjny o d t r a d y c y j n i e

b u d o w a n e g o t e o r e t y c z n e g o o d n i e s i e n i a , rzecz przenosi na p o ­

rozumianej science.

z i o m k o n k r e t u , w t y m w y p a d k u znaczenia pojęć, k t ó r y m i o b i e

Metafizyka t w o r z y b o w i e m p o d s t a w y p r o ­

g r a m ó w b a d a w c z y c h , pełni rolę „ r u s z t o w a n i a " dla

dyscyplin

orientacje m e t o d o l o g i c z n e się p o s ł u g u j ą . C h o d z i

mianowicie

s z c z e g ó ł o w y c h i k o n k r e t n y c h t e o r i i , także w n a u k a c h p r z y r o d ­

o pojęcia: m i t u , k u l t u r y , z n a k u - s y m b o l u . W p r z y p a d k u ostatniej

niczych. Wszakże takie pojęcia fizyki jak masa czy siła nie należą

pary pojęć różnice są b o d a j najbardziej uderzające.

d o t z w . bazy e m p i r y c z n e j , składają się j e d n a k o w o ż na siatkę

18

„ S t o s o w n i e d o t a k i c h rozróżnień, interpretacja s e m i o l o g i c z n a

�(strukturalna, s e m l o t y c z n a ) badać będzie u s y t u o w a n i e

znaku

tezy, te m i a n o w i c i e , które m ó w i ą o naturze świata i naturze

w systemie, o d c z y t y w a ć w a r t o ś ć , jaką przyjmuje w k o n k r e t n y m

p o z n a n i a , u m o ż l i w i a j ą bezpośrednie p o r ó w n a n i e g o z m e t o d o l o ­

języku, kodzie, kontekście, r o z w i j a ć przede w s z y s t k i m analizy

g i c z n y m , ale i f i l o z o f i c z n y m zarazem w y k ł a d e m przedstawiciela

paradygmatu i s y n t a k t y k i , g d y interpretacja s y m b o l i c z n a

teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j .

(her-

meneutyczna, f e n o m e n o l o g i c z n a ) p o g ł ę b i a ć będzie s y m b o l w y ­

Jeśli c h o d z i

o tę ostatnią, interesujące nas
zostały

wprost

we

zagadnienia

dobywając j e g o w i e l o w a r t o ś c i o w o ś ć , odsłaniać j e g o sens w y k o ­

sformułowane

wspomnianym

rzystując figurę rozumienia s y m b o l u przez s y m b o i , poszerzać j e g o

i c h o ć autor prócz z n a n y c h t w ó r c ó w f e n o m e n o l o g i i p r z y w o ł u j e

programie,

znaczenie przez o d n o s z e n i e d o d a l e k i c h k o n t e k s t ó w , nie ż y w i ą c

jeszcze Św. A u g u s t y n a , Kierkegaarda czy J u n g a , t o zasadniczy

nadziei na c a ł k o w i t e i ostateczne j e g o w y j a ś n i e n i e " * — pisze

zrąb f i l o z o f i c z n y t e g o k i e r u n k u zostaje z a c h o w a n y .

autor.

t o w i c z n a w i ą z u j e tutaj d o pierwszej, o d m i e n n e j o d późniejszego

Benedyk-

Tak w p r z y p a d k u z n a k u - s y m b o l u , jak i w p o z o s t a ł y c h przy­

idealistycznego p o g l ą d u , fazy r o z w o j u Husserla, d o okresu b u d o ­

kładach a n a l i z o w a n y c h pojęć, uderza ich różnica z n a c z e n i o w a .

w a n i a f i l o z o f i i b e z z a ł o ż e n i o w e j — apriorycznej „ n a u k i p i e r w ­

W interpretacji s e m i o l o g i c z n e j znaczeniem jest — o g ó l n i e rzecz

s z e j " . P o n i e w a ż rzecz — jak już wcześniej w s p o m n i a n o — jest

ujmując — ich f u n k c j a k o m u n i k a c y j n a , w interpretacji s y m b o l i c z ­

p o w s z e c h n i e znana, p r z y p o m n i j m y zatem, dla potrzeb zamierzo­

nej — funkcja egzystencjalna. A u t o r , w

przeciwieństwie

do

poprzedniego d y s k u t a n t a , nie p r o p o n u j e jakiejś f o r m y „ a n a r c h i z ­
mu m e t o d o l o g i c z n e g o "

(Feyerabend s w ą koncepcję

anarchizmem e p i s t e m o l o g i c z n y m — anything

goes)

nazwał

jako pana­

n e g o p o r ó w n a n i a , t y l k o najistotniejsze c e c h y k i e r u n k u , p r z y w o ­
łując s t o s o w n e w y p o w i e d z i autora.
N i g d y nie był k w e s t i o n o w a n y o b i e k t y w i z m

ceum na p r z e d s t a w i o n e m e t o d o l o g i c z n e d y l e m a t y . Przeciwnie: ta

d a l e k o r o z w i n ą ł o n p o m y s ł y s w o j e g o nauczyciela

różnorodność p o s t a w b a d a w c z y c h jest conditio

T w i e r d z i ł m i a n o w i c i e , iż p o d m i o t ma w ł a d z ę

sine

qua

non

teoriopoz-

n a w c z y f i l o z o f i i s t w o r z o n e j przez Husserla. Pod t y m w z g l ę d e m
Brentano.

bezpośredniego

o d b i o r u świata w o b e c n i e g o z e w n ę t r z n e g o . Kontakt z przed­

istnienia h u m a n i s t y k i .
D o d a j m y w i ę c , że z nieco o d m i e n n y m i , j e d n a k o w o ż r ó w n i e

m i o t e m nie jest o g r a n i c z o n y li t y l k o d o iluzorycznych wrażeń

istotnymi d y l e m a t a m i borykają się n a u k i przyrodnicze, m a t e m a t y ­

z m y s ł o w y c h czy j a k i c h ś struktur u m y s ł u , które m i a ł y b y zapośred-

ka, filozofia. Z w y k l e mają o n e początek w k o n c e p t u a l i z o w a n y m

niczać obraz ś w i a t a . Przeciwnie: t o w ł a ś n i e umysł — ze w z g l ę d u

In-der-Welt-

na s w ą i n t e n c j o n a l n o ś ć — s p r a w i a , że p o d m i o t w c h o d z i w bez­

przynoszącym szereg f u n d a m e n t a l n y c h p y t a ń i p o d n i e c a ­

pośredni k o n t a k t z p r z e d m i o t e m s a m y m , z j e g o istotą. Poznanie

jących z a d z i w i e ń . Na użytek p o n i ż s z y c h r o z w a ż a ń będą t u istotne

tak r o z u m i a n e jest r ó w n o c z e ś n i e b i e r n y m aktem u m y s ł u , jest

pytania najbardziej o g ó l n e , f u n d u j ą c e p r o b l e m y metafizyki — p y ­

szczególnie r o z u m i a n y m o p i s e m t y l k o t e g o , c o się ukazuje. Tak

tania o naturę rzeczywistości i s p o s ó b jej istnienia oraz pytania

w p i e r w s z y c h z d a n i a c h s w e g o p r o g r a m u pisze o t y m autor:

przez filozofię p o t o c z n y m d o ś w i a d c z e n i u , o w y m
-Sein,

o źródła i granice p o z n a n i a , a zatem poruszające k w e s t i e t e o r i o -

„ S a m o s ł o w o ' o p i s ' dość rzadko s p o t y k a n e jest w pracach

poznawcze, w s z e l a k o n i e r o z e r w a l n i e z w i ą z a n e z refleksją nad

f e n o m e n o l o g ó w . Znacznie częściej m a m y t u d o czynienia z t a k i m i

bytem. Powraca w i ę c p o s t u l a t Poppera t r a k t o w a n i a metafizyki

s ł o w a m i jak 'prezentacja', 'ukazanie', ' u j a w n i e n i e ' , odsłanianie'.

jako heurystycznej w y k ł a d n i , „ r u s z t o w a n i a " , na k t ó r y m w s p i e r a

W t y m znaczeniu język f e n o m e n o l o g ó w z n a j d u j e m y znacznie

się teoria, metafizyki j a k o s k ł a d o w e j

bliżej t e g o , c o zawiera się w g r e c k i m ź r ó d ł o s ł o w i e

owej

tacit

know/edge

milcząco towarzyszącej b a d a c z o w i .
W polskiej e t n o l o g i i dojrzały kształt — z d w ó c h w s p o m n i a ­

phainein

= ś w i e c i ć , przyświecać, w y d o b y ć na ś w i a t ł o , u j a w n i ć ,

phaino-

meinon

nawet

=

t o , c o się ukazuje. M o ż n a

by t u m ó w i ć

nych orientacji — o s i ą g n ę ł y teoria f e n o m e n o l o g i c z n a i teoria

o s z c z e g ó l n y m akcencie p o ł o ż o n y m na t o , c o się (samoistnie)

strukturalistyczna. Użycie t e r m i n u teoria w y d a j e się uzasadnione,

pokazuje."

ponieważ przedstawiciele o b u k o n c e p c j i d o k o n a l i ustalenia p o d ­
s t a w o w y c h tez m e t o d o l o g i c z n y c h , s f o r m u ł o w a l i charakterysty­

7

Mistrz m e t o d y f e n o m e n o l o g i c z n e j w b a d a n i a c h religii — Eliade — rzecz u j m u j e następująco:

czne pojęcia i zbiory t w i e r d z e ń t y p o w y c h dla każdej z n i c h ,

„ H e r m e n e u t y k a jest p o s z u k i w a n i e m znaczenia lub znaczeń,

wreszcie dali przykłady z a s t o s o w a n i a c a ł e g o t e g o i n s t r u m e n ­

które dana idea czy z j a w i s k o religijne posiadały w czasie. M o ż n a

tarium d o e m p i r i i . W s z y s t k o t o skłania d o w n i o s k u , że o b i e

z a j m o w a ć się historią r ó ż n y c h f o r m ekspresji religijnej, lecz

orientacje t r a k t o w a ć można j a k o dojrzały w y r a z p e w n y c h p o s t a w

hermeneutyka oznacza dążenie coraz głębiej d o znaczenia t y c h

b a d a w c z y c h . Różny jest n a t o m i a s t s t o p i e ń

ekspresji."

samoświadomości

filozoficznej. W p r z y p a d k u teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j rzecz ta była
o tyle u ł a t w i o n a , iż jej antenaci

p o d a l i s w e g o czasu

pełną

wykładnię świata.

F e n o m e n o l o g - h e r m e n e u t a nie poprzestaje tedy t y l k o na czas o w o - p r z e s t r z e n n y c h p r z e j a w a c h zjawisk religijnych jako

ich

p e w n e j s k o ń c z o n e j f o r m i e i m g ł a w i c y ekspresji w granicach tej

Właśnie t ę , d e k l a r o w a n ą często nie w p r o s t , filzoficzną s a m o ­
świadomość

8

chcielibyśmy

użyć j a k o materiał

interpretacyjny

w poniższych r o z w a ż a n i a c h , m a j ą c y c h na celu w s k a z a n i e o w e g o

f o r m y się w y r a ż a j ą c y c h . Usiłuje je przekroczyć, u c h w y c i ć w s p ó l ­
ny sens r ó ż n o r o d n i e m a n i f e s t u j ą c y c h się znaczeń.

Podobnie

określenia prezentacji, u j a w n i e n i a , odsłaniania sugerują m o ż ­

heurystycznego zaplecza o m a w i a n y c h t e o r i i . W t y m celu zostaną

l i w o ś ć dotarcia d o g ł ę b s z y c h w a r s t w rzeczy, d o rzeczywistości

wykorzystane d w a — s w e g o rodzaju — manifesty o g ł o s z o n e

samej w sobie, sugerują z d o l n o ś ć p o d m i o t u d o transcendencji

przez c z o ł o w y c h p r z e d s t a w i c i e l i o b u t e o r i i , m i a n o w i c i e artykuł

siebie i p o k o n y w a n i a p o d m i o t o w y c h i p r z e d m i o t o w y c h o g r a n i ­

Zbigniewa B e n e d y k t o w i c z a O niektórych

czeń.

dy fenomenologicznej
6

turą

w studiach

zastosowaniach

nad religią,

i artykuł L u d w i k a S t o m m y Z zapisków

symbolem
etnologa*.

meto­
i kul­
O d ich

K o n s e k w e n c j ą takiej o t o p o d s t a w y jest a p r i o r y z m f e n o ­
m e n o l o g i i , jakże j e d n a k o d m i e n n y o d t e g o

wcześniejszego,

ogłoszenia minęła już p r a w i e cała dekada, a te i i n n e w y s t ą p i e n i a

k a n t o w s k i e g o . Sądy a priori nie są b o w i e m w y p o w i e d z i a m i , które

obu badaczy przyczyniły się d o p e w n e g o o ż y w i e n i a ś r o d o w i s k a ,

charakteryzują się w y ł ą c z n i e p o w s z e c h n o ś c i ą i koniecznością

zwłaszcza j e g o młodszej części; j e d n a k w s p o m n i a n e teksty nie

z a d e k r e t o w a n ą f o r m a m i z m y s ł o w o ś c i i kategoriami apriorycz­

doczekały się żadnej egzegezy, w y j ą w s z y kilka

polemicznych

uwag, które w y g ł o s i ł S t o m m a w e w s p o m n i a n y m artykule w s t o ­

n y m i . Sądy te —

w

ujęciu f e n o m e n o l o g i i — zdają sprawę

z p r a w d z i w y c h s t a n ó w rzeczy, f a k t ó w , p r a w , przekraczają d o ­

sunku d o p r o g r a m u p r z e d s t a w i o n e g o d w a lata w c z e ś n i e j przez

m n i e m a n e f o r m y i kategorie, mające j a k o b y n a d a w a ć rzeczywis­

Benedyktowicza.

tości określony t y l k o kształt. Są w y n i k i e m zastosowania e t a p ó w
wskazanego

redukcji f e n o m e n o l o g i c z n e j : zawieszenia w s z e l k i c h tez nie za­

artykułu może s p o t k a ć się z zarzutem, że przecież jej p r z e d ­

g w a r a n t o w a n y c h przez zawartość a k t ó w czystej ś w i a d o m o ś c i ;

W przypadku teorii strukturalistycznej w y b ó r

stawiciel w kilku i n n y c h tekstach p o d a j e s z c z e g ó ł o w o zasady

„ w z i ę c i a w n a w i a s " , nie w y z n a c z o n y c h przez przedmiot i s p o s ó b

metody s t r u k t u r a l n e j , a zatem d l a c z e g o t e n bardzo osobisty,

j e g o u k a z y w a n i a się, n a s t a w i e ń i presupozycji. Z a r ó w n o j e d n o ­

w formie listu p r z e d s t a w i o n y , zbiór przemyśleń autora ma mieć

s t k o w e p r z e d m i o t y , jak i p r a w d y o g ó l n e m o g ą przedstawiać się

większą w a g ę , niż s y s t e m a t y c z n y w y k ł a d o r e g u ł a c h analizy np.

z i s t o t n o ś c i o w ą naocznością, niezależnie o d d a n y c h d o ś w i a d ­

„magii d z i s i a j " ? O t ó ż d l a t e g o , że g ł o s z o n e w t y m eseju o g ó l n e

czenia. Z taką o t o naocznością u c h w y t u j e m y związek pomiędzy

19

�istotą p r z e d m i o t u b a r w n e g o a istotą p r z e d m i o t u rozciągłego: nie

n a z w a n y m (...). N a z y w a n i e i u s t a n a w i a n i e relacji m i ę d z y n a ­

trzeba d o t e g o ani d a n y c h z m y s ł o w y c h , ani a n a l i t y c z n y c h zabie­

z w a n y m , t o nic i n n e g o jak r o z k a w a ł k o w y w a n i e c i ą g ł e g o , u s t a t y -

g ó w na p o j ę c i a c h b a r w n o ś c i i rozciągłości. Sądy a priori p o d m i o t

cznianie d y n a m i c z n e g o , dzielenie n i e p o d z i e l n e g o ,

w y p o w i a d a ć może dzięki intuicji — b e z p o ś r e d n i e m u i o c z y w i s ­

nieopisywalnego. O w o ż 'poznawanie świata', włączanie go do

t e m u u j m o w a n i u p r z e d m i o t u . Przy c z y m o w a „zasada z a s a d "

k u l t u r y jest w i ę c w s w o j e j istocie aktem par excellence k r e a t y w ­

( n i e m o ż l i w e jest żadne r o z u m o w a n i e p ó k i intuicja nie dostarczy

n y m . Jest o d l e g ł y m o d realizmu s t w a r z a n i e m ś w i a t a c a ł k o w i c i e

opisywanie

d o niego przesłanek) nie jest w y ł ą c z n i e k w e s t i ą przyjęcia s t o s o w ­

na n o w o . Nie jest p o z n a w a n i e m w sensie zbliżania się d o jądra

nej p o s t a w y b a d a w c z e j . Pisze o t y m autor:

t a j e m n i c y , ale p o w o ł y w a n i e m d o życia, k o d y f i k o w a n i e m i p o ­

„ Z tej refleksji, że intuicja nie jest czymś zależnym w y ł ą c z n i e o d

r z ą d k o w a n i e m n a z w a ń . Ś w i a t jest być może t a k i m , j a k i m jest; ale

c z ł o w i e k a , ale także o d p r z e d m i o t u p o z n a n i a , który

na p e w n o nie jest t a k i m , j a k i m jest g d z i e k o l w i e k i k i e d y k o l w i e k

ujawnia

z siebie coś d o tej pory nie spostrzeganego — niezależnie, czy

przedstawiony."

12

przedmiotem t y m będzie B ó g , jak u Św. A u g u s t y n a , czy też treści

P o g l ą d , iż ' p o z n a w a n i e ś w i a t a ' jest aktem par excellence

należące d o n i e ś w i a d o m e j części życia p s y c h i c z n e g o , jak u J u n ­

k r e a t y w n y m jest bardzo j a s n y m p o s t a w i e n i e m p e w n e j tezy f i l o ­

ga — l u b jak dla nas, j a k i k o l w i e k p r z e d m i o t k u l t u r y , z j a w i s k o

zoficznej, m i a n o w i c i e tezy s u b i e k t y w i z m u

religijne, s y m b o l , w y s n u ć można zasadę łączącą wszystkie o d ­

czego, która g ł o s i , że p o d m i o t może poznać j e d y n i e s w e w r a ż e ­

miany f e n o m e n o l o g i i , a m i a n o w i c i e , postulat p o w r o t u d o pier­

nia, w y o b r a ż e n i a lub k o n s t r u k t y m y ś l o w e , nie jest zaś z d o l n y d o

teoriopoznaw-

w o t n e g o , b e z p o ś r e d n i e g o d o ś w i a d c z e n i a . U Husserla w y r a z i ł o

poznania rzeczywistości w z g l ę d e m niego z e w n ę t r z n e j . Nie jest t o

się t o w haśle 'z p o w r o t e m d o rzeczy!', u Heideggera — 'z

j e d n a k s u b i e k t y w i z m w wersji i m m a n e n t n e j ( p o d m i o t p o z n a j e

powrotem do ź r ó d e ł ! ' "

9

t y l k o s w e w ł a s n e przeżycia p s y c h i c z n e ) , lecz w w e r s j i t r a n s c e n ­

Parafrazując s ł y n n e zdanie Ricoeura można by p o w i e d z i e ć :

dentalnej: subiektywizm ponadempirycznego p o d m i o t u , który

rzeczy dają d o myślenia. Rzeczy ukazują się w treściach a k t u

poznaje t y l k o s w e k o n s t r u k t y m y ś l o w e , mające p o n a d t o c h a r a k ­

i n t u i c y j n e g o j a k o p r a w d z i w e , istniejące niezależnie o d zaistnienia

ter p o w s z e c h n y i i n t e r s u b i e k t y w n y , s k o n w e n c j o n a l i z o w a n y i p o ­

tego aktu.

dzielany przez w s p ó ł u c z e s t n i k ó w procesu p o z n a w c z e g o .

Husserl o d m o m e n t u ogłoszenia Logische

Untersuchungen,

Oto

inna w y p o w i e d ź :

w y s t ą p i e n i a p r z e c i w k o p s y c h o l o g i z m o w i w logice, stanął na

„ D o m e n ą a n t r o p o l o g a jest — jak w i e m y — ó w akt t w ó r c z y

silnym gruncie realizmu metafizycznego. T w i e r d z i ł , iż t o , czego

ś w i a d o m o ś c i z b i o r o w e j p o k o l e ń , który z w y k l i ś m y n a z y w a ć k u l ­

doznajemy w akcie ś w i a d o m o ś c i , jest p r a w d z i w e i jest r ó w n i e ż

turą. Ó w s k o d y f i k o w a n y m i t rzeczywistości, który

realne. Przede w s z y s t k i m realne jest t o , c o e m p i r y c z n e ,

co

n a z y w a ć kulturą. M i t zaś ze s w e j natury jest d o w o l n y , j e d n o ­

z m y s ł o w e — rzeczy, przysługujące im w ł a s n o ś c i i s t o s u n k i . Co

s t k o w y , w z g l ę d n y . D o p i e r o c h i m e r y c z n a akceptacja s p o ł e c z n a

i n n e g o jednak d e c y d u j e o t y m , że jest t o

w c i e l a g o w poczet s a m o p r z e z s i ę z r o z u m i a ł o ś c i . "

esencjalistycz-

n a o d m i a n a realizmu, t o m i a n o w i c i e , iż w ł a ś c i w ą
filozofii jest natura „ p r z e d m i o t ó w

i d e a l n y c h " (idee

zwykliśmy

13

dziedziną

Dostrzegamy w i ę c tutaj i n t e r s u b i e k t y w n y charakter p r o c e s u

ogólne),

poznawczego — „tak twórczy świadomości zbiorowej", i jego

natura i s t o t o w o ś c i i i s t o t o w y c h s t a n ó w rzeczy. T y c h „ p r z e d ­

charakter o b i e k t y w i z u j ą c y — „ a k c e p t a c j a s p o ł e c z n a " .

rozumieć

U w a ż n y czytelnik p r z e d s t a w i o n e j w y p o w i e d z i może w y s t ą p i ć

w sensie p l a t o ń s k i m : idei o g ó l n e j nie można s p r o w a d z i ć d o w i e l u

z zarzutem, że p r z y p i s y w a n i e t a k i c h o t o p o g l ą d ó w jest n a d ­

miotów

idealnych"

(irrealnych)

nie należy j e d n a k

numerycznie r ó ż n y c h p r z e d m i o t ó w , ani nie jest ona ich częścią

u ż y c i e m , p o n i e w a ż m o w a jest o p o z n a w a n i u ś w i a t a w sensie

w s p ó l n ą ; jest ona transcendentna w o b e c w s z e l k i c h s u b i e k t y w ­

t w o r z e n i a k u l t u r y , a nie o p o z n a w a n i u przez p o j e d y n c z y p o d m i o t

od

na w ł a s n y c o d z i e n n y j e g o użytek czy o p o z n a n i u stricte n a u k o ­

w s z e l k i c h czasowoprzestrzennych określeń. Idee o g ó l n e nie są

w y m . P r z y p o m n i e ć zatem należy, że w z o r e m j ę z y k o z n a w s t w a

ani e m p i r y c z n y m i generalizacjami, ani eksplikacjami pojęć, nie­

s t r u k t u r a l n e g o , p r z y j m u j ą c e g o prymat langue

mniej są p r a w d z i w e i „ n a p r a w d ę istnieją":

n i e u ś w i a d a m i a n y c h reguł j ę z y k o w y c h nad i n d y w i d u a l n y m i w y ­

n y c h przeżyć i p s y c h i c z n y c h treści; jest b y t e m w o l n y m

„ f e n o m e n o l o g o m (...) p r z y p i s y w a ć by należało jakiś s z c z e g ó ­

powiedziami,

etnologia

strukturalna

nad parole,

uznaje

prymat

pierwszeństwo

lny rodzaj realizmu, jakiś t y p hiperrealizmu, gdzie zza p o w ł o k i

— w sensie l o g i c z n y m — n i e u ś w i a d a m i a n e j działalności u m y s ł u

realistycznego obrazu prześwieca ś w i a t ł o t e g o , c o

w o b e c p o g l ą d ó w i p o c z y n a ń j e d n o s t k i . S a m Lévi-Strauss ma

ponadin-

dywidualne i ponadczasowe, lub tego, co w obrazowym zjawisku
typowe"

1 0

nadzieję na t o , iż — przy z a s t o s o w a n i u m e t o d y
—

— pisze autor.

„rzekoma

'świadomość

zbiorowa'

strukturalnej

okazałaby się

bowiem

Taką ideą o g ó l n ą w f e n o m e n o l o g i c z n y c h b a d a n i a c h religii

w y s t ę p u j ą c y m na p o z i o m i e i n d y w i d u a l n y c h myśli i z a c h o w a ń

jest np. hierofania — coś, c o o b j a w i a s a c r u m , c o jest w t y m sensie

przejawem p e w n y c h czasowych uszczegółowień powszechnych

irrealne, że w ł a ś n i e p o n a d i n d y w i d u a l n e i p o n a d c z a s o w e . O innej

p r a w , które rządzą n i e u ś w i a d a m i a n ą działalnością u m y s ł u . "

idei o g ó l n e j pisze Eliade, kiedy e k s p o n u j e p o s t a w ę b a d a w c z ą

N a t o m i a s t w k w e s t i i p o z n a n i a n a u k o w e g o francuski

t y p o w ą dla j e g o — można by rzec — eidentycznej h e r m e n e u t y k i :

1 4

etnolog

pisze tak o t o :

„ H e m e n e u t y k a jest t w ó r c z a p o d i n n y m w z g l ę d e m : odsłania

„ L o g i k a myślenia m i t y c z n e g o w y d a j e się n a m r ó w n i e w y m a g a j ą ­

p e w n e w a r t o ś c i , które nie są w i d o c z n e na p o z i o m i e b e z p o ś r e d ­

ca c o ta, na której opiera się myślenie p o z y t y w n e , i w istocie m a ł o

niego d o ś w i a d c z e n i a . W e ź m y przykład d r z e w a k o s m i c z n e g o czy

o d niej różna. A l b o w i e m różnica bierze się nie tyle z jakości

t o z obszaru I n d o n e z j i , Syberii czy M e z o p o t a m i i . Istnieją p e w n e

operacji u m y s ł o w y c h , ile z charakteru rzeczy k t ó r y c h d o t y c z ą te

cechy w s p ó l n e t y m trzem s y s t e m o m s y m b o l i c z n y m , lecz o c z y w i ­

operacje (...). Być m o ż e , iż o d k r y j e m y p e w n e g o d n i a , że ta sama

ście p o k r e w i e ń s t w o t o nie będzie u c h w y t n e dla

mieszkańca

każdej z t y c h kultur. Praca hermeneuty odsłania ukryte znaczenie
s y m b o l i oraz ich n i e p r z e r w a n y r o z w ó j . "

logika działa w m y ś l e n i u m i t y c z n y m i w m y ś l e n i u n a u k o w y m i że
c z ł o w i e k zawsze myślał r ó w n i e d o b r z e . "

1 5

W polskiej e t n o l o g i i p r z y k ł a d e m z a s t o s o w a n i a reguł d e m i t y -

1 1

Tą ideą o g ó l n ą jest t u t a j d r z e w o k o s m i c z n e , ideą

ukytą

zacji p e w n y c h zasad poznania n a u k o w e g o jest analiza R o b o t y c -

w p o s z c z e g ó l n y c h konkretyzacjach, bytującą j e d n a k o w o ż realnie

k i e g o i W ę g l a r z a , demityzacji n i e k t ó r y c h ustaleń samej e t n o l o g i i ,

i d o m a g a j ą c ą się w y d o b y c i a poprzez akt syntetyzacji r ó ż n o r o d ­

ż y w i ą c e j się częstokroć z i d e o l o g i z o w a n y m i z a k s j o l o g i z o w a n y m

n y c h jej p r z e j a w ó w , t a j e m n i c ą , której o d s ł o n i e n i e jest m o ż l i w e .
S p r ó b u j m y teraz rozważyć — w interesującym nas aspekcie

myśleniem o l u d o w o ś c i .

1 6

Analiza ta nie ukazuje

wprawdzie

„ g ł ę b i n o w y c h " reguł n i e u ś w i a d a m i a n e j infrastruktury, k t ó r y m i

— teorię strukturalistyczną w polskiej e t n o l o g i i . O t o w y p o w i e d ź

p r z e d s t a w i e n i w niej badacze m i e l i b y się p o s ł u g i w a ć , u j a w n i a

jej przedstawiciela:

t y l k o p e w n e f i g u r y myślenia o l u d o w o ś c i , daje w s z e l a k o a s u m p t

„Kultura — powiadają ewolucjoniści

(a i m p l i c i t e

również

do poszukiwań o w y c h fundamentalnych logiczno-matematycz-

i f u n k c j o n a l i ś c i ) — j e s t w y n i k i e m p o z n a w a n i a i o s w a j a n i a natury

n y c h w r ę c z struktur, k o n s t y t u u j ą c y c h aprioryczny element w s z e l ­

przez c z ł o w i e k a . Na c z y m j e d n a k polega ludzkie p o z n a w a n i e

kiego poznania.

jakimikolwiek

O t o następna k w e s t i a — w ł a ś n i e ó w a p r i o r y c z n y c h a r a ­

i n n y m i działaniami, na n a z y w a n i u i u s t a n a w i a n i u relacji m i ę d z y

kter p o z n a n i a , o d m i e n n y j e d n a k o d t e g o , który głosił Husserl, nie

i oswajanie

20

natury?

Przede w s z y s t k i m , przed

�odniesiony b o w i e m d o p r z e d m i o t u a d o p o d m i o t u p o z n a n i a .

— n i e m o ż l i w a : m o m e n t jej u k o n s t y t u o w a n i a , jeśli w o g ó l e jest d o

„ Ś w i a t jest być może t a k i m , j a k i m jest; ale na p e w n o nie jest

p o m y ś l e n i a , b y ł b y r ó w n o c z e ś n i e k o ń c e m wszelkiej e t n o l o g i i . Na

takim, jakim jest g d z i e k o l w i e k i k i e d y k o l w i e k

przedstawiony"

c o i n n e g o c h c i e l i b y ś m y j e d n a k z w r ó c i ć baczniejszą u w a g ę . O t o

— pisze autor. Rzecz jest z w i ą z a n a ze w s k a z a n y m s u b i e k t y w i z ­

ani na krok nie m o ż e m y zbliżyć się d o o w e g o „ j ą d r a t a j e m n i c y " .

mem strukturalizmu. M a m y o t o d u a l i s t y c z n y p o d z i a ł na ś w i a t

C h o ć p o t e n c j a l n y c h relacji z a w a r t y c h w d a n y m systemie czy

i jego wyobrażenia, ś w i a t — jak by p o w i e d z i a ł kantysta — rzeczy

w zakresie m o ż l i w y c h p r z e d s t a w i e ń ś w i a t a jest m n o g o ś ć , w s z e ­

samych w sobie i ś w i a t naszych j e g o p r z e d s t a w i e ń . Ten a g n o s -

lako ilość ich permutacji jest o g r a n i c z o n a . W t ó r u j e t e m u sam

tycyzm w o b e c

Lévi-Strauss, g d y pisze:

obiektywnie

istniejącego ś w i a t a jest

funkcją

apriorycznego charakteru p o z n a n i a .

„ C z ł o w i e k o d s a m y c h p o c z ą t k ó w d y s p o n u j e całokształtem

Hipoteza S a p i r a - W h o r f a , badania W i t t g e n s t e i n a i j e g o teza

t e g o , c o znaczące, i jest bardzo z a k ł o p o t a n y , g d y ma przydzielić je

atomizmu l o g i c z n e g o ( „ G r a n i c e m o j e g o języka oznaczają granice

t e m u , c o znaczone, a c o jest m u d a n e j a k o bodziec, c h o ć nie staje

mojego ś w i a t a " ) , wreszcie ustalenia de Saussure'a w s k a z u j ą na

się dzięki t e m u znane. M i ę d z y t y m i d w o m a b i e g u n a m i zawsze

język właśnie jako g ł ó w n ą kategorię percepcji r z e c z y w i s t o ś c i ,

w y s t ę p u j e n i e o d p o w i e d n i o ś ć , którą przezwyciężyć m ó g ł b y t y l k o

wyznaczającą jej kres, ale i czyniącą tę percepcję w
możliwą. Foucault d o d a t u jeszcze episteme

ogóle

— sposób ujmowa­

rozsądek b o s k i , a która bierze się z istnienia n a d w y ż k i t e g o , c o
znaczące, w

p o r ó w n a n i u z tymi elementami znaczonymi, do

nia świata w ł a ś c i w y dla danej e p o k i , zaś Lacan — przedstawiciel

k t ó r y c h może o n o b y ć d o s t o s o w a n e . W

strukturalizmu w psychoanalizie — rzecz p o p r o w a d z i k o n s e k ­

zrozumienia świata c z ł o w i e k d y s p o n u j e w i ę c zawsze n a d w y ż k ą

s w y m dążeniu

do

wentnie d o końca: o g ł o s i „ ś m i e r ć c z ł o w i e k a " , k t ó r y s w e d o ­

znaczenia."

20

O d w o ł u j ą c się d o analogii s ą d ó w a n a l i t y c z n y c h można by

mniemane istnienie zawdzięczać może t y l k o istnieniu języka.
Nieco bardziej p o w ś c i ą g l i w y okazał się Cassirer, c h o ć o b e c n o ś ć

p o w i e d z i e ć , że w orzeczeniu ( n i e s k o ń c z o n y zbiór z n a c z o n y c h )

apriorycznych kategorii przypisał r ó w n i e ż sztuce, m i t o w i , nauce.

w y p o w i a d a n e jest t y l k o t o , c o zawarte jest w p o d m i o c i e ( s k o ń ­

Nie p o z b a w i o n e są zatem p o d s t a w a n a l o g i e c z y n i o n e p o m i ę d z y

c z o n y zbiór z n a c z ą c y c h ) , a zatem w s z e l k i e przedstawienia świata

formami s y m b o l i c z n y m i n e o k a n t y s t y ze szkoły marburskiej a s t r u ­

są n i c z y m n i e s k o ń c z o n a i m p r o w i z a c j a na wszystkie

kturami Lśvi-Straussa, c h o ć b y n a w e t te ostatnie t r a k t o w a ć j a k o

t e m a t y — z u ż y c i e m s k o ń c z o n e j liczby d ź w i ę k ó w . D o c h o d z i m y

— w znacznym s t o p n i u w y a b s t r a h o w a n e — m o d e l e r z e c z y w i s t o ­

w

ści k u l t u r o w e j . "

k t ó r y m i jest już t y l k o tajemniczy, n i e o p i s y w a l n y , n i e m o ż l i w y d o

W bardziej s z c z e g ó ł o w y m w y m i a r z e niegdysiejsze a p r i o r y c z ­
ne formy czasu i przestrzeni, p r z y c z y n o w o ś c i i substancji zostały
zastąpione przez binaryzm i relacjonizm, które — w myśl s t r u k ­

możliwe

p e w n y m m o m e n c i e d o o w y c h s ł u p ó w g r a n i c z n y c h , poza

pojęcia ś w i a t .
Na p o d s t a w i e d o t y c h c z a s o w y c h

ustaleń, c h o ć —

trzeba

przyznać — nie w y c z e r p u j ą c y c h p r z e d s t a w i o n e g o zagadnienia,

turalizmu — f u n d u j ą działanie l u d z k i e g o u m y s ł u . T o w a r z y s z y

rzecz w y m a g a ł a b y b o w i e m bardziej g r u n t o w n y c h b a d a ń , nasuwa

temu określona ś w i a d o m o ś ć m e t o d o l o g i c z n a : „ W szczególności

się w n i o s e k , że o m a w i a n a teoria strukturalistyczna ma s w ó j

strukturalizm można określić historycznie j a k o przejście o d ś w i a ­

r o d o w ó d w tradycji filozoficznej z w a n e j k r y t y c z n ą , w skład

domości s y m b o l i c z n e j

do świadomości

paradygmatycznej"

18

której w c h o d z i Kantyzm i o b i e szkoły n e o k a n t y z m u .

21

Bliższa jest

— pisze Barthes. W ł a ś n i e f o r m a l n e relacje p o m i ę d z y znakami,

n a w e t p r a w o w i e r n e m u K a n t y z m o w i niż n p . szkole marburskiej,

a w w a r s t w i e kategorii p o z n a w c z y c h w s p o m n i a n y

binaryzm

c h o ć b y z p o w o d u o d w o ł a ń d o m e t a f i z y c z n e g o realizmu (trzeba

i relacjonizm, t o o w e f o r m y nadające rzeczywistości określony

przy t y m o d d a ć s p r a w i e d l i w o ś ć f i l o z o f o w i z Królewca i p r z y p o m ­

kształt, a zarazem s ł u p y g r a n i c z n e w y z n a c z a j ą c e kres poznania.

nieć, że b r o n i ł się o n przed p r z y p i s y w a n i e m j e g o s y s t e m o w i

Strukturalizm stwierdza ich nieprzekraczalność. D o s t ę p n e jest

jakiejkolwiek metafizyki).

tylko to, c o u k o n s t y t u o w a n e przez p o d m i o t o w ą strukturę, c h o ć
„chimeryczne" to jednak „samoprzezsięzrozumiałe".

Wprawdzie fenomenologia i neokantyzm wystąpiły swego

Szukamy

czasu przeciw p s y c h o l o g i z m o w i i p o z y t y w i z m o w i filozofii d r u ­

więc o w y c h kategorii samoprzezsięzrozumiałości. Beznadziejne

giej p o ł o w y XIX w i e k u , w t y m p r z e c i w k o naturalistycznej teorii

jest b o w i e m u s i ł o w a n i e znalezienia p r a w d z i w e g o sensu, istoty

k u l t u r y , nie m o g ł o t o rzecz jasna d o p r o w a d z i ć d o zasypania

rzeczywistości. M o ż l i w y d o ustalenia jest t e n t y l k o sens, jaki

przepaści, jaka dzieliła o b i e szkoły i jaka dzieli r ó w n i e ż różne

— mocą a p r i o r y c z n y c h zasad — nadaje rzeczywistości z b i o r o w a

orientacje d y s c y p l i n s z c z e g ó ł o w y c h , w t y m w e t n o l o g i i . Każda

świadomość.

b o w i e m teoria n a w i ą z u j e — ś w i a d o m i e bądź n i e ś w i a d o m i e — d o

W w y p o w i e d z i a c h , iż p o z n a w a n i e ś w i a t a „ n i e jest p o z n a w a ­

p e w n e j filozoficznej tradycji. Każdy badacz — jeśli zostanie d o

niem w sensie zbliżania się d o jądra t a j e m n i c y " , lub: „ Ś w i a t jest

t e g o „ z m u s z o n y " — uzasadnia s w o j ą k o n c e p c j ę o d w o ł u j ą c się

być może t a k i m , j a k i m jest...", zawarta jest i m p l i c i t e teza realizmu

d o , mniej l u b bardziej arbitralnie przyjętych, t w i e r d z e ń natury

metafizycznego. Nie k w e s t i o n u j e się b o w i e m istnienia tej t a j e m ­

o g ó l n e j . A n a l i z o w a n e teorie okazały się teoriami a n t a g o n i s t y c z -

nicy, istnienia ś w i a t a rzeczy s a m y c h w s o b i e , ś w i a t a o b i e k t y w ­

n y m i : na „ z a d a n e " pytania d o t y c z ą c e p o d s t a w o w y c h

nego. Jest t o szczególna, f e n o m e n a l i s t y c z n a

odmiana

f i l o z o f i c z n y c h udzieliły p r z e c i w s t a w n y c h o d p o w i e d z i . I tak, jeśli

realizmu: c h o ć ó w ś w i a t o b i e k t y w n y istnieje, jest o n t r a n s c e n ­

c h o d z i o naturę rzeczywistości, w t y m tej określonej granicami

dentny w o b e c p o d m i o t u i w s z e l k i c h a k t ó w ś w i a d o m o ś c i . D o ­

d y s c y p l i n y , j e d n a deklaruje s w ó j esencjalizm, druga — f e n o m e k w e s t i i źródeł

poznania

kwestii

świadczamy t y l k o sferę zjawisk k o n s t y t u o w a n y c h przez nasze

nalizm. W

własne u m y s ł o w e s t r u k t u r y , kategorie, pojęcia. N a z y w a m y , usta­

aprioryzmem, wszelako

nawiamy relacje, r o z k a w a ł k o w u j e m y , ustatyczniamy, o p i s u j e m y

w p r z y p a d k u teorii f e n o m e n o l o g i c z n e j jest o n o d n i e s i o n y d o

coś, co w

krańcowo

o b i e o p o w i a d a j ą się za
różnymi jego

odmianami:

dynamiczne,

p r z e d m i o t u , w p r z y p a d k u teorii strukturalistycznej — d o p o d ­

niepodzielne, n i e o p i s y w a l n e . Ó w c z y n n y akt u m y s ł u ( w t y m t e g o

m i o t u poznania. Wreszcie w sporze o granice poznania rysuje się

zbiorowego) nie t y l k o czyni w s z e l k i e p o z n a n i e m o ż l i w y m : jest na

opozycja o b i e k t y w i z m u

równi przyczyną i s k u t k i e m n i e m o ż n o ś c i dotarcia d o

O s o b n a kwestia t o s z c z e g ó ł o w e rozważenie implikacji m e t o d o l o ­

swej

istocie jest b y ć

może ciągłe,

„jądra

tajemnicy". O t o c o pisze S t o m m a :
„Tablice M e n d e l e j e w a k u l t u r y zawierają wszakże m n o g o ś ć

i subiektywizmu

teoriopoznawczego.

g i c z n y c h t a k i c h o t o f i l o z o f i c z n y c h r o z w i ą z a ń . Problem ten o m ó ­
w i ł w s t ę p n i e Czaja w e w s p o m n i a n y m artykule, dając o d p o w i e d ź

relacji p o t e n c j a l n y c h . Relacji, które m o g ą nie z n a j d o w a ć z o b i e k ­

n e g a t y w n ą w s p r a w i e m o ż l i w o ś c i ścisłej w s p ó ł p r a c y i r ó w n o ­

t y w i z o w a n y c h społecznie manifestacji, są j e d n a k — c h o ć b y j a k o

czesnego w y k o r z y s t y w a n i a

antytezy j e g o reguł — i m p l i c i t e z a w a r t e w systemie. Kultura rzuca

teorii. Istotniej tak a m b i t n y p r o g r a m w y d a j e się przedsięwzięciem

dyrektyw

metodologicznych

obu

swój cień — cień uczuć, marzeń, k o s z m a r ó w i t ę s k n o t . Etnologia

nie d o p r z e p r o w a d z e n i a . Z g o d a może być utrzymana d o p ó t y ,

marzeń t o w ł a ś c i w i e a n t y e t n o l o g i a , g d y ż związana byłaby ściśle

d o p ó k i każda z teorii penetruje sfery kultury, ku k t ó r y m , mocą

z ludzkim p r a g n i e n i e m zrzucenia t e g o n i e w y g o d n e g o g o r s e t u ,

tradycji b a d a w c z e j i p o s i a d a n y c h narzędzi, skłania się w sposób

jakim stawać się musi u s p o ł e c z n i o n y , a w i ę c już o b o w i ą z u j ą c y

„naturalny". W k o ń c o w y m fragmencie omawianego

fałszywy ś w i a t k u l t u r y , . . "

1 9

Istotnie, „ e t n o l o g i a m a r z e ń " jest — w myśl s t r u k t u r a l i z m u

artykułu

S t o m m y ma j e d n a k miejsce starcie na terenie — w y d a w a ł o b y się
— neutralnym.

21

�Oto Benedyktowicz w s w o i m programie omawia antymetaforyczny charakter o p i s u f e n o m e n o l o g i c z n e g o i przytacza f r a g m e n t

M i a ł o tu miejsce p e w n e n i e p o r o z u m i e n i e .
Po pierwsze: Poincare w y c h o d z i z pozycji k o n w e n c j o n a l i z m u

w y p o w i e d z i Eliadego, p o d o b n o j e d y n e j , w której tenże sięgnął

i usiłuje z d y s k r e d y t o w a ć

jednakże d o metafory — znanej m e t a f o r y słonia. Przedstawiciel

Eliadego zasady, stosując z ł o ś l i w i e sofizmat t z w . w i e l o z n a c z n o ­

prawomocność

wspomnianej

przez

strukturalizmu w y p o w i e d ź tę p o d d a j e krytyce. By j e d n a k m ó c tej

ści potencjalnej. P o g l ą d e m , iż „skala t w o r z y z j a w i s k o " m o ż n a

krytyce dobrze się przyjrzeć p r z e d s t a w m y jeszcze raz s t a n o w i s k o

b o w i e m o p e r o w a ć d o w o l n i e , jeśli t y l k o w y r w i e się g o z k o n t e k s ­

Eliadego:

t u . Tak w i ę c m i k r o s k o p t r a k t o w a n y j a k o ta skala w y k a ż e , że takie

„ N o w o c z e s n a nauka z r e h a b i l i t o w a ł a zasadę, która w X I X w .
została m o c n o p o d w a ż o n a

na skutek pomieszania

z j a w i s k o z o o l o g i c z n e jak słoń jest o r g a n i z m e m

wielokomór­

pewnych

k o w y m , ale w y k a ż e też, że takie z j a w i s k o religijne jak o b r z ę d jest

pojęć, a która g ł o s i , że 'skala t w o r z y z j a w i s k o ' . Henryk Poincare

r ó w n i e ż o r g a n i z m e m w i e l o k o m ó r k o w y m — jeśli p o d d a ć b a d a ­

z a p y t y w a ł nie bez i r o n i i , czy przyrodnik, który bada słonia j e d y n i e

niom mikroskopowym jednego z jego uczestników, a choćby

przez m i k r o s k o p , może s t w i e r d z i ć , że dostatecznie poznał naturę

n a w e t w s z y s t k i c h . Nie m i k r o s k o p należy b o w i e m t r a k t o w a ć j a k o

t e g o zwierzęcia? M i k r o s k o p o d k r y w a strukturę i m e c h a n i z m

narzędzie określania skali zjawiska. T a k i m narzędziem d o s t ę p n y m

k o m ó r e k , które są i d e n t y c z n e dla w s z y s t k i c h o r g a n i z m ó w w i e l o ­

p r a w i e k a ż d e m u , r o z p o c z y n a j ą c y m proces p o z n a w c z y , jest w z r o k

k o m ó r k o w y c h . S ł o ń jest n i e w ą t p l i w i e o r g a n i z m e m w i e l o k o m ó r ­

w ł a ś n i e , który niekoniecznie należy uznać za przeżytek i o d ł o ż y ć

k o w y m . A l e czy t y l k o t y m ? w

skali m i k r o s k o p u

można

by

na półkę z n i e u ż y t e c z n y m i rupieciami. T o o d w z r o k u zaczyna się

zastanawiać się nad o d p o w i e d z i ą . W skali w z r o k u l u d z k i e g o ,

droga określania c o jest zjawiskiem z o o l o g i c z n y m , a c o

który przynajmniej dostrzega w s ł o n i u z j a w i s k o z o o l o g i c z n e , nie

r e l i g i j n y m . Nie oznacza t o b y n a j m n i e j , że w z r o k jest tą skalą. Skalą

ma już miejsca na w ą t p l i w o ś c i . P o d o b n i e z j a w i s k o religijne ukaże

jest z o o l o g i c z n y l u b religijny charakter zjawiska. S ł o ń nie ma b y ć

się nam j a k o takie t y l k o w ó w c z a s , g d y będzie rozumiane w e d ł u g

t e d y badany w skali s ł o n i o w e j , a w skali z o o l o g i c z n e j , p o d o b n i e

w ł a s n y c h w a r u n k ó w istnienia, czyli w ó w c z a s , g d y będzie badane
w skali r e l i g i j n e j . "

np.

obrzęd ma być b a d a n y w skali religijnej. Eliade m ó w i tyle i t y l k o
tyle. Nie porusza w o g ó l e k w e s t i i badania słonia w skali religijnej,

22

S t o m m a z a c y t o w a ł tę w y p o w i e d ź pomijając pierwsze zdanie

c o — jak w i a d o m o — także się zdarza, i p o d o b n e rzeczy zdarzały

i f r a g m e n t o s t a t n i e g o , a m i a n o w i c i e : „...gdy będzie r o z u m i a n e

się także s a m e m u Eliademu. S ł o w e m , w w y p o w i e d z i j e g o z a w a r ­

w e d ł u g w ł a s n y c h w a r u n k ó w istnienia, czyli w ó w c z a s . . . " , c o

t y jest i m p l i c i t e p o s t u l a t s t o s o w a n e j t e m a t y c z n e j redukcji i m e t o ­

w s p o s ó b istotny umniejsza k l a r o w n o ś ć w y p o w i e d z i Eliadego,

d y c z n e j abstrakcji, z a b i e g ó w , na które składa się r ó w n i e ż w y ­

a następnie d o p r z y t o c z o n e g o c y t a t u u s t o s u n k o w a ł się w s p o s ó b

znaczanie o w e j skali.

następujący:

Po d r u g i e : Eliade nie u ż y w a określenia „ j a k o t a k i e " w ż a d n y m

„ T a k , t o b y ł b y klucz d o f u r t k i w i o d ą c e j poza ograniczenia

m e t a f i z y c z n y m sensie. M ó w i ą c o „ z j a w i s k u r e l i g i j n y m j a k o t a ­

d y s c y p l i n y . T o b y ł o b y panaceum... Niestety — w y p o w i e d ź Elia­

k i m " m ó w i ani m n i e j , ani w i ę c e j , t y l k o o z j a w i s k u r e l i g i j n y m j a k o

d e g o zawiera niedopuszczalne nadużycia. Jeżeli b o w i e m z j a w i s ­

r e l i g i j n y m w ł a ś n i e ( „ g d y będzie r o z u m i a n e w e d ł u g w ł a s n y c h

ko religijne badane ma być w skali religijnej, t o i o d p o w i e d n i o

w a r u n k ó w i s t n i e n i a " ) . Cała zresztą przytoczona w y p o w i e d ź jest

słoń badany być w i n i e n w skali s ł o n i o w e j , a skala

w y p o w i e d z i ą raczej m e t o d o l o g a , niż metafizyka.

wzroku

l u d z k i e g o jest t u ni p r i c z o m . Po d r u g i e : cóż t o znaczy ' j a k o taki'?

Ergo: Pretensje, że f e n o m e n o l o g o w i e c h c ą badać słonia „ j a k o

Słoń j a k i m jest każdy w i d z i ? Zaiste nie d a n e jest c z ł o w i e k o w i

t a k i e g o " należy k i e r o w a ć d o Husserla, Schelera czy Ingardena,

zgłębić słonia w s ł o n i o w e j skali. D l a t e g o też usiłując g o poznać

a nie d o

stara się przykładać skale różne: m i k r o s k o p u , s w o j e g o w z r o k u ,

dziedziną s w y c h b a d a ń w kategoriach eidos, a w kategoriach

Eliadego czy B e n e d y k t o w i c z a . Ci nie zajmują

się

lunety w której słonie małe jak m r ó w k i , k r ó l e s t w a zwierząt ...

sacrum. Zresztą t e n o s t a t n i , uprzedzając m o ż l i w e , p o d o b n e d o

T w i e r d z e n i e zaś, że ' t y l k o ' j e d n a z t y c h skal ukaże n a m słonia

w y ż e j p r z e d s t a w i o n y c h , zarzuty, pisze w p e w n y m miejscu o m a ­

w j e g o n i e b y w a ł e j j a k o t a k o ś c i ( M i c k i e w i c z j a k o t a k i , a jak nie

wianego tu artykułu:

taki, t o jaki i d l a c z e g o ) bardziej niż n i e b e z p i e c z n y m totalitaryz­
m e m m e t o d o l o g i c z n y m , jest po prostu o d w i e c z n y m

ludzkim

złudzeniem docierania d o jądra t a j e m n i c y . S ł o ń nie jest ani
z w i n n y , ani niezgrabny, ani szary, ani p ł o w y , ani p o t u l n y i p o ­
słuszny, ani dziki i z ł o ś l i w y . J a k o t a k o ś ć słonia jest nie t y l k o

„ H u s s e r l w y r ó ż n i ł szereg e t a p ó w i t y p ó w redukcji f e n o m e n o ­
l o g i c z n y c h . B y ł o b y niedorzeczne, a i c h y b a n i e m o ż l i w e , p o ­
s z u k i w a ć w tekstach Otta czy Eliadego ich o d z w i e r c i e d l e n i a . "

24

Istotnie, j a k o t a k o ś ć słonia nie s t a n o w i p r z e d m i o t u zainte­
resowań etnologa. Żadna jakotakość.

n i e o p i s y w a l n a ; nie s t a n o w i r ó w n i e ż p r z e d m i o t u z a i n t e r e s o w a ń
e t n o l o g a . Żadna j a k o t a k o ś ć . "

2 3

PRZYPISY

1

S. Węglarz, Etnologiczne
i etnograficzne
rozumienie
kate­
gorii „kultura".
Szkicantymetodologiczny,
„ P o l s k a Sztuka L u d o ­
w a " 1 9 8 7 , nr 1—4
Tamże, s. 1 5 4
D. Czaja, Spór o model etnologicznej
interpretacji,
„Prace
E t n o g r a f i c z n e " , 1 9 9 0 z. 27
Tamże, s. 21
Z. B e n e d y k t o w i c z , O niektórych
zastosowaniach
metody
fenomenologicznej
w studiach nad religią, symbolem
i kulturą,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I V , 1 9 8 0 , z. 2
L. S t o m m a , Z zapisków
etnologa.
(List L u d w i k a S t o m m y
w y s ł a n y z Paryża d o Redakcji a o p a t r z o n y t y t u ł e m : Słoń a sprawa
etnologii),
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , 1 9 8 2 , nr 1—4
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . c i t , s. 10
M . Eliade, Doświadczenie
labiryntu, „ P o l s k a Sztuka L u d o ­
w a " , 1 9 8 8 , nr 3, s. 1 6 7
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . cit., s. 13
Tamże, s. 3 2
M . Eliade, o p . cit.
L. S t o m m a , o p . cit., s. 71
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

22

1 3

Tamże.
C. Lévi-Strauss, Antropologia
strukturalna.
Warszawa
1 9 7 0 , s. 1 2 8
Tamże, s. 3 1 3
Cz. R o b o t y c k i , S. W ę g l a r z Chłop potęgą jest i basta,
O mityzacji kultury ludowej w nauce, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " ,
1 9 8 3 , nr 1—2
J . Niżnik, Wokół formalno-struktura/nej
koncepcji
mitu. E.
Cassirer i C. Lévi-Strauss,
„ C z ł o w i e k i Ś w i a t o p o g l ą d " , 1 9 7 2 , nr 5
R. Barthes, Mit i znak. W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 2 6 7
L. S t o m m a , o p . cit., s. 7 2
C. Lévi-Strauss, Wprowadzenie
do twórczości
Marcela
Maussa,
s. LV, ( w : ) M . M a u s s , Socjologia
i
antropologia.
Warszawa 1973
Por. sugestię D. Czaji w artykule Dylematy błazna, „ P o l s k a
Sztuka L u d o w a " , 1 9 8 8 , nr 4 , s. 2 1 7
M . Eliade, Traktat o historii religii. W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 1
L. S t o m m a , o p . cit., s. 7 3
Z. B e n e d y k t o w i c z , o p . cit., s. 31
1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9647" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9625">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f0c59d5a33fe88a633f49877cd40515f.pdf</src>
        <authentication>8ccbcefc69a9e125d72c684218159ebe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114820">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3686</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114821">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3463</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114823">
                <text>Epos historyczno-ideologiczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114824">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.94-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114825">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114826">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114827">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114828">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114829">
                <text>Epos historyczno-ideologiczny
Gazetowa historia w służbie stanu wojennego
Janusz Barański
Clifford Geertz stwierdził, że etnografia ma pośród nauk
szczególny status. Zajmując się tak rozległą dziedziną jaką jest
kultura, nie może liczyć na stworzenie - jak to określił
- Ogólnej Teorii Interpretacji Kultury. Oczywiście taki trud
można by podjąć i niektórzy to robili, z tych teorii był jednak
niewielki pożytek (1973, s. 26). Można więc postrzegać
kulturę jako folklor i kolekcjonować jego zabytki, można też
skupić się na wyszukiwaniu jej cech, by je następnie poddawać
systematyzacji, można określać jej instytucje, by dokonywać
ich klasyfikacji, można wreszcie widzieć w niej wyłącznie
struktury, które będą poddawać się manipulacji (tamże, s. 29).
W każdym wypadku będzie to popadanie w tzw. błąd
kategorialny, przed którym przestrzegał Gilbert Ryle: uogól­
nianie „ponad" poszczególnymi przypadkami (across cases).
Uogólnianie ma się natomiast odbywać „pomiędzy nimi",
„wewnątrz nich" (within them) (tamże, s. 26). W wypowiedzi
Geertza znajdujemy podobną uwagę skierowaną na ową
konkretność indywidualnego i kulturowego znaczenia wszel­
kich symbolicznych przedstawień, o której pisał Cassirer, oraz
nieodłączność aktu interpretacji, na co wskazywał Gould, czy
wreszcie na kontekst sytuacji, którego ważność podkreślał
Malinowski.
Semiotyczne pojęcie kultury, takie bowiem propaguje
Geertz, jest „sporne z natury", „istotnościowo powątpiewalne" (essentialy contestable) (tamże, s. 29), a to dlatego, że jego
przedmiot - symbol - jest zmienny. Szczególnym celem
interpretacyjnej antropologii jest więc nie „dochodzenie do
zgody", a „doskonalenie sporu". „Analiza kulturowa" jest
z natury niepełna, co więcej, ta niepełność wzrasta wraz
z zagłębianiem się w przedmiot badania. W tym znaczeniu
etnografia to taka dziwna dyscyplina, której najbardziej trafne
stwierdzenia są najbardziej „miałkie" (tremendously based)
(tamże).
W tym znaczeniu poniższe rozważania potwierdzić mogą
pogląd Geertza o permanentnej niepełności etnograficznej
analizy. Z drugiej strony, są one tyleż próbą interpretacji
danego tematu, co ilustracją, na tymże temacie, pewnej zasady
interpretacji. W tym sensie artykuł ten nie pretenduje do
wyczerpania tytułowego problemu. Również prasa, jako mate­
riał empiryczny, potraktowana została wybiórczo, choć - są­
dzimy -jest to wybór reprezentatywny. Wybraliśmy mianowi­
cie trzy pisma codzienne: „Rzeczpospolitą" (Rz, dziennik
rządowy), „Trybunę Ludu" (TL, dziennik PZPR) i „Żołnierza
Wolności" (ŻW, dziennik MON). Z racji swojego zasięgu
i politycznej rangi - w przypadku dwu pierwszych tytułów,
tudzież roli wojska, zwłaszcza w pierwszych latach dekady
- w przypadku tytułu ostatniego, wszystkie pisma, obok radia
i telewizji, odgrywały decydującą rolę w formowaniu obowią­
zującej rządzących i rządzonych politycznej wykładni.
13 grudnia 198! uznać można za początek minionej dekady.
Dokonała się wówczas jakościowa zmiana, która sprawiła, że

94

nowomowa z roku 82 bliższa była w swych typowych cechach
tej z roku np. 85, niż nowomowy z roku 81. Stało się tak za
sprawą istotnej cezury, mianowicie wprowadzenia stanu
wojennego. Dodajmy jeszcze istnienie znaczących różnic
w interesującej nas materii pomiędzy okresami „przedsierpniowym" a „pogrudniowym", choć, formalnie rzecz biorąc,
była to wciąż ta sama dekada. Trzeba równocześnie zauwa­
żyć, że nowomowa końca dekady ponownie, w obliczu tempa
politycznych przemian, zmieniła się znacznie w porównaniu
z tą z okresu pierwszych kilku lat po 13 grudnia.
Sam moment wprowadzenia stanu wojennego należy uznać
za pewien inicjalny akt. Zawieszenie działalności większości
organizacji (związków zawodowych, stowarzyszeń i in.)
odbywało się równocześnie z restytucją rangi i roli państwa.
Był to kolejny poważny krok w odchodzeniu od elementów
doktrynalnych marksizmu-leninizmu, a w ciągu pierwszego
roku stanu wojennego ich powrót odbywał się powoli i nigdy
już nie uzyskały one znaczenia sprzed sierpnia '80czy nawet
grudnia '81. Michał Głowiński, status rządzącej partii na
początku tej dekady określił mianem „ctatolatrii" (1992, s.
52). Partia komunistyczna ustąpiła państwu część swych
funkcji i prerogatyw, „chroniąc" się tymczasem za jego
instytucjami. W praktyce chodziło o instytucje wojska i poli­
cji, w państwowotwórczej retoryce mowa była wszelako
o instytucjach: parlamentu, rządu, rady państwa, ora/, o na­
wiązaniu do tradycji historycznych.
Niektórzy obserwatorzy wskazywali na ogólniejsze zjawis­
ko, mianowicie: proces „faszyzacji" systemu politycznego
w całym komunistycznym bloku (por. Kaltenbrunner 1987. s.
407). Proces ten polegał na wchłanianiu elementów tradycji
narodowej, a nawet propagowaniu postaw nacjonalistycznych,
militaryzmie, pewnych cechach kultu wodza czy juwenilizmie
(por. tamże, s. 39). Jeśli chodzi o tę ostatnią, w Polsce
utworzone zostało nawet ministerstwo do spraw młodzieży,
z Aleksandrem Kwaśniewskim jako szefem tego resortu.
Znany jest pogląd Arnolda Toynbee, że komunizm to
system, w którym nacjonalistyczne idee znalazły doskonalą
inkubatornię. Z procesem faszyzacji związana była kulminacja, i schyłek równocześnie, doktrynalnego elementu realizo­
wanego wszakże przez cały okres powojenny, mianowicie
formuły - „narodowy w formie, socjalistyczny w treści" - we
wszelkiego rodzaju propagandowych poczynaniach. Wpisy­
wał się on w nowy nieco kształt propagandy minionej dekady.
„Jej powołaniem jest spełnienie roli handlarza-pośrednika;
partia-państwo jako mocodawca stawia propagandę przed
niewykonalnym, na pierwszy rzut oka, zadaniem upłynnienia
ideologii, na którą nie ma zbytu" - pisał Paweł Kuczyński
(1987, s. 92). Propaganda, jak nigdy dotąd, zmuszona była
wykorzystywać wszystko, co było „pod ręką", co dotyczyło
również jej własnego językowego uposażenia. „Zaczął się
swoisty dramat językowy, w którym nie tylko stawką, ale

�i narzędziem była właśnie mowa. Dramat ów to walka
0 symbole i walka na symbole" (Głowiński 1990. s. 129).
Niema! równocześnie z wprowadzeniem stanu wojennego
sięgnięto po owe symbole. Nic chcemy wyczerpać ich listy,
zamierzamy natomiast na kilku przykładach zilustrować
mechanizm ich „obróbki", mechanizm mityzacji: „wędrówki"
elementów opisu świata pomiędzy różnymi kosmologiami,
różnymi poziomami znaczenia (abstrakcji), zwykle z równo­
czesną zmianą kodu. Rok 1982 jest pod względem tej
symboliki wyjątkowy, ponieważ władza komunistyczna z nie­
spotykaną dotychczas intensywnością zaczęła wprowadzać do
politycznej wykładni wspomniany element „narodowy w for­
mie". Odbywało się to jednak z równoczesnym usztyw­
nieniem polityki bieżącej. Był to rok, w którym odwoływano
się po raz pierwszy do pewnych elementów historycznej
1 narodowej tradycji, jeszcze do niedawna marginalizowanych
lub nawet zwalczanych. W tym też roku te odwołania były
bodaj najbardziej „żarliwe", jeśli chodzi o całą dekadę lat
osiemdziesiątych. Dlatego też uznaliśmy, że materiał źródło­
wy pochodzący z tego roku będzie wystarczającą ilustracją
przedstawionej w poniższym artykule tezy.
O jednym z takich symboli, który pojawił się niedługo po
wprowadzeniu stanu wojennego donosiła w trzecim numerze
reaktywowana „Rzeczpospolita":
17 bm, w rocznicę wyzwolenia Warszawy, zgodnie
Z zaleceniem przewodniczącego Rady Ocalenia Narodo­
wego, min. Obrony Narodowej gen. armii Wojciecha
Jaruzelskiego, żołnierze Kompanii Reprezentacyjnej
Wojska Polskiego wystąpią podczas uroczystej zmiany
warty w tradycyjnych czapkach-rogatywkach (Rz 3).
Tej informacji towarzyszył historyczny komentarz:
Krakuska dołączyła w drugiej kolejności historycznej od
czasu kosynierskich przewag pod rozkazami Kościuszki.
Wcześniej zaś, powstała z rozpowszechnionego już
w XVII wieku kroju czapek, zjawiła się jako znak
wojowników czworogranna „ konfederatka " zrzeszonych
w Konfederacji Barskiej (,..). Szli piechotą i walczyli
konno pod Napoleonem, już ze znakami Orła, rodacy
w rogatych czapkach, a brawura kawalerii nadała wręcz
„modzie wojskowej" Europy ten fason nakrycia głowy
jako strój najbardziej zawadiackich (...). Upadło Księst­
wo warszawskie, wszakże rogatywki (dla konnych zwłasz­
cza formacji) ostały się w Królestwie Polskim, potem
Powstaniu Listopadowym, Styczniowym... (tamże).
Jest także komentarz polityczny:
W rocznicę wyzwolenia, do uroczystej zmiany warty przy
Grobie Nieznanego Żołnierza na Placu Zwycięstwa
w Warszawie, stanie Kompania Reprezentacyjna Wojska
Polskiego, znów po latach w historycznych „rogatyw­
kach". Powrót tego polskiego, wojskowego nakrycia
głowy, powrót do pięknych tradycji żołnierskich, właśnie
w tym dniu i w tym mieście - ma większe niż tylko
symboliczne znaczenie (tamże).
Oczywiście trywialny sens miałoby skonstatowanie legitymizacyjnej funkcji tych poczynań, podobnie jak to, że stan
wojenny wprowadzono w celu utrzymania istniejącego wów­
czas systemu politycznego. Takie wnioski o charakterze
publicystycznym znaleźć jednak można w niektórych pracach

z dziedziny politologii czy socjologii, dotyczących podobnej,
jak rozważana w tym artykule, problematyki. Przyjęcie
natomiast antropologicznej perspektywy teoretycznej, spoj­
rzenie z punktu widzenia „astronoma nauk społecznych", jak
powiedział Lévi-Strauss (1970, s. 483)- pozwoli - być może
- twórczo sproblematyzować tę kwestię. Ta astronomiczna
perspektywa głosi konieczność przyjęcia systemu kultury
jako tła, które należy uwzględnić, jeśli chce się zrozumieć
znaczenie poszczególnych wytworów; w tym również ideo­
logii, propagandy, nowomowy.
Rocznica wyzwolenia Warszawy była pierwszą okazją
pozwalającą na rzucenie swoistego „historycznego mostu",
dokonania istotnego dla rządzących propagandowego porów­
nania. Jest to jedna z konstytutywnych cech mechanizmu
każdej kultury: samoobjaśnianie z użyciem systemów analo­
gii. Zwracał na to uwagę Lévi-Strauss, gdy pisał, że mit jako
historyczna opowieść o przeszłości służy objaśnianiu teraź­
niejszości, że „diachronia, w pewnym sensie opanowana,
współpracuje z synchronią" (1969, s. 355), że „obrzędy
historyczne przenoszą przeszłość do teraźniejszości" (tamże,
s. 356). Wzrost znaczenia tej historycznej obrzędowości jest
w roku 82 bardzo wyraźny, z równoczesnym zmniejszeniem
roli obrzędowości ideologicznej.
Wspomniana uroczysta zmiana warty pokazana została,
w każdym z rozważanych dzienników, na zdjęciu przed­
stawiającym żołnierski szereg w rogatywkach na głowach, co
- na ówczesne czasy - było obrazem raczej niezwykłym. Był
to bowiem jeden z pierwszych sygnałów przyjęcia przez
rządzących, niektórych odrzucanych dotychczas treści histo­
rycznej i narodowej tradycji. Historycznej symbolice, wypeł­
niającej cały „roczny cykl obrzędowy", przyjdzie się dokład­
niej przyjrzeć. W tym miejscu chcemy zwrócić uwagę na
jeszcze jeden element, podobny w swojej formie i funkcji do
wspomnianego powyżej, zamykający ten rok obrzędowy.
Podobna uroczysta zmiana warty miała miejsce w końcu roku
- 29 Xl - w rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego:
Z okazji „Dnia Podchorążego" przy Grobie Nieznanego
Żołnierza odbyła się w poniedziałek uroczysta zmiana
warty. Żołnierze wystąpili w mundurach historycznych
z okresu Powstania Listopadowego (TL 284).
1 w tym przypadku zdjęcie przedstawiające grenadierów
gwardii, zamieszczone w rocznicę niepodległościowego zry­
wu, w organie partii komunistycznej (w pozostałych dzien­
nikach również), ma istotnie większe niż tylko symboliczne
znaczenie, jak to sugerował komentarz polityczny:
Warty te są widomym symbolem łączącym dzisiejszych
podchorążych szkół ludowego Wojska Polskiego z ich
bohaterskimi poprzednikami, wyrazem uznania dla bo­
haterów Nocy Listopadowej, za ich wierną służbę Oj­
czyźnie, męstwo w walce, odwagę, ofiarność, zdolność
do poświęceń dla kraju i narodu (TL 282).
Rogatywka czy mundur grenadiera spełniają tutaj pewną
polityczną misję. Poprzez metaforyczne odniesienie do idei
patriotycznego czynu, podejmują zadanie metonimii, ustana­
wiając pewną łączność pomiędzy tą ideą, ucieleśnioną w in­
surekcjach i powstaniach doby niewoli, a wojskiem polskim
doby stanu wojennego. Ten historyczny most jest więc
również mostem semantycznym: ideowa misja konfederatów
barskich czy dyktatorów Powstania Styczniowego jest toż-

95

�sama z misją dyktatorów stanu wojennego. Zamieszczone
w dziennikach zdjęcia uznać należy za ikony konotujące
łączność z patriotyczną tradycją. Stan wojenny i jego adhe­
renci mają zostać „wmodelowani" w większą historyczną
i znaczącą strukturę.
Symboliczna misja rogatywki (w rozumieniu semantycz­
nym, w odróżnieniu od tego publicystycznego, użytego
w przytoczonym komentarzu) jako pewnej kulturowej meta­
fory, możliwa jest zatem do zrozumienia, idąc tropem
Richardsa-Wheelwrighta-Ricoeura (por. Barański 1995),
w bardzo długim zdaniu wypowiadanym przez dwa stulecia
i z uwzględnieniem pewnej poetyki powtarzalności. To ona
jest częścią poetyki mitologizowania, która stawanie się,
istnienie, trwanie traktuje jako całość, wieczny cykl zdarzeń,
a nie izolowane sekwencje, działania etc. (por. Cassirer 1953,
s. 111).
Władimir Toporów napisał w eseju O kosmologicznych
źródłach wczesnohisłorycznych opisów: „Substancjalnie jeden
i ten sam element opisu historycznego może być nosicielem
różnych znaczeń, aż do przeciwstawnych włącznie, i odwrot­
nie - różne elementy mogą przekazywać jedno i to samo
znaczenie" (1977, s. 105). Rogatywka-symbol, część munduru
wojskowego również w okresie międzywojennym, wycofana
w 1950 roku, stała się z dnia na dzień mocą historycznosymbolicznego reservatio mentalis, posłańcem okresu wcześ­
niejszego. Jurij Łotman napisał kiedyś, że „symbol aktywnie
koreluje z kontekstem kulturowym, transformuje się pod jego
wpływem i sam go transformuje. Jego inwariantna istota
realizuje się w wariantach" (1988, s. 151). W naszym
wariancie symbol stał się operatorem zrastania - jak by
powiedział Cassirer - różnych politycznych działań, tych
XIX-wiedznych i tych ze schyłku wieku XX, zrastania jako
immanentnej cechy mito-logiki (por. Barański 1996, s. 39).
Wszelkie mitotwórstwo jest zresztą - według Marburczyka
-pierwotne wobec historii, która jest wobec mitu drugorzędna
i pochodna (1953, s. 5; por. Barthes 1984, s. 234).
W tym historycznym dorocznym cyklu obrzędowym do
łask wróciły rocznice Powstania Warszawskiego i Odrodzenia
Polski. Oto typowy tekst towarzyszący relacjom z obchodów
rocznicy Powstania:
Na barykadach stolicy walczyli żołnierze Armii Krajo­
wej, Armii Ludowej, a nawet Batalionów Chłopskich
z oddziałów przybyłych z okręgu warszawskiego, har­
cerze i członkowie Związku Walki Młodych, robotnicy,
inteligenci, komuniści, duchowni. Wszyscy oni, nie żału­
jąc krwi i życia, myśleli o jednym - o Polsce wolnej,
sprawiedliwej i niepodległej. Ta jedność na gruncie
nadrzędnych racji socjalistycznego państwa jest nam
i dzisiaj potrzebna nade wszystko (z wystąpienia prezesa
warszawskiego oddziału ZBOWiD, TL 181).
Jeśli chodzi o 64 rocznicę Odrodzenia Polski, we wszyst­
kich dziennikach, ku pierwszemu zrazu zaskoczeniu, najdłuż­
sze notatki poświęcono obchodom święta w jednym z prowin­
cjonalnych miast:
Uroczystości z ceremoniałem wojskowym odbyły się
w centrum Lublina. Na płycie Grobu Nieznanego Żoł­
nierza, a także pod Pomnikiem Wdzięczności Żołnierzom
Radzieckim i Pomnikiem Konstytucji 3 Maja, przy któ­
rych żołnierze LWP zaciągnęli warty honorowe, złożono
wieńce i wiązanki kwiatów (TL 269).

96

Towarzyszyły temu komentarze w rodzaju przytoczonego
poniżej:
Pamiętamy o wszystkich uwarunkowaniach odrodzenia
po latach niewoli naszej niepodległości, o znaczeniu dla
tego faktu Rewolucji Październikowej i uznania przez
młode państwo radzieckie prawa do samostanowienia
naszego narodu. Gdyby nie było drugiej niepodległości,
nie byłoby też Polski Ludowej w 1944 r. Te refleksje
historyczne są niezbędne dla wszystkich, zwłaszcza dla
młodego pokolenia, aby zrozumieć jaką cenę płaciliśmy
w przeszłości za swą niepodległość oraz pojąć ogrom
ostatnich zagrożeń dla bytu narodowego ze strony
wrogów socjalizmu Polski, rzeczników destrukcji
go państwa, siewców anarchii (TL 267).
Dydaktyczne zadanie tych refleksji historycznych nie
budzi wątpliwości. Oto, poczynając od pierwszego komen­
tarza, zwróćmy uwagę na fakt, że z dziewięciu wymienionych
podmiotów (formacji zbrojnych, grup społecznych) biorą­
cych udział w Powstaniu, tylko trzy przynależą semantycznie
do konkurencyjnego webec ruchu komunistycznego Rządu
Londyńskiego i Delegatury Rządu na Kraj - organizatorów
Powstania. Powtórzmy - chodzi o kryterium semantyczne, to
znaczy przynależność poszczególnych terminów - wskazują­
cych te podmioty - do słownictwa, którym propaganda
posługiwała się opisując społeczne zaplecze ideologii. Te trzy
terminy to Armia Krajowa, duchowni i inteligenci, z tym że
w przypadku tego ostatniego można mówić o częściowej
przynależności również do tegoż zaplecza. Byłaby ona cał­
kowita, gdyby napisano o inteligencji pracującej. Ten termin
mieści się bowiem w polu semantycznym nazw kojarzonych
z leksykalnym zbiorem opisującym ową społeczną bazę
ideologii. Teraz już „konotaty wny skok" do ostatniego zdania,
sformułowanego tak właśnie, jak to uczyniono, jest już tylko
dziecinną igraszką. Jeśli bowiem dwie trzecie uczestników
Powstania Warszawskiego to naturalna baza socjalistycznych
idei, powstańcze postawy winny być wzorcem dla tych, dla
których droga jest sprawa budowy socjalizmu.
Przechodząc dalej do obchodów rocznicy Odrodzenia
Polski zauważamy podobny rozkład znaczeń. I w tym
przypadku chodzi o przydanie stosownych semantycznoaksjologicznych walorów, które pozwolą to historyczne
zdarzenie umieścić w granicach ideologicznej wykładni.
Wytłumaczenie dlaczego tego dnia uczczono pamięć żoł­
nierzy radzieckich znajdujemy w komentarzu, który wskazuje
na znaczenie powstania państwa radzieckiego dla niepodleg­
łości Polski. Wymienienie jednym tchem - przy tej okazji
- obok siebie: Grób Nieznanego Żołnierza - Pomnik Wdzięcz­
ności Żołnierzom Radzieckim - Pomnik Konstytucji 3 Maja
wzmacnia wskazaną powyżej wymowę, poprzez umiesz­
czenie tych nośników pewnych idei w jednym szeregu
syntagmatycznym. Ten termin wydaje się jak najbardziej
uzasadniony. Notatka prasowa jest skrótowym opisem pewnej
sekwencji politycznego rytuału, który ma - jak każdy rytuał
- odniesienie w określonej mitycznej opowieści. W naszym
przypadku tą opowieścią jest pewien „epos historycznoideologiczny", nigdzie wszelako nie przedstawiony w kom­
pletnej wersji i możliwy do rekonstrukcji tylko na podstawie
szczątków i fragmentów. W tym eposie kolejne historyczne
epizody są wzajemnymi metaforycznymi transformacjami.
Stworzenie syntagmatycznego łańcucha np. Konstytucja

�3 Maja - Rewolucja Październikowa - Odrodzenie Polski
- Manifest Lipcowy pozwala dalej, czyniąc zadość wymogom
ideologicznej wykładni, ustanowić stosowne paradygmatyczno-retoryczne asocjacje (por. Leach 1989, s. 41), gdzie
związek predykacji przekształca się w związek substytucji.
Tym sposobem znaczenie Rewolucji Październikowej czy
Manifestu Lipcowego dla sprawy niepodległości Polski staje
się przynajmniej równe znaczeniu np. Konstytucji 3 Maja,
a może i większe.
Wreszcie, pozostając przy przykładzie lubelskich obcho­
dów rocznicy Odrodzenia Polski, pamiętać należy, że to
w Lublinie właśnie powstał 7 listopada 1918 Tymczasowy
Rząd Ludowy Republiki Polskiej pod przewodnictwem Da­
szyńskiego. Istniał on zresztą tylko kilka dni, aż do przybycia
Piłsudskiego, któremu oddał się wówczas do dyspozycji.
W skład rządu lubelskiego wchodzili nie tylko przedstawiciele
socjalistów, ale również ludowców i piłsudczyków. Wydaje
się jednak, że „języczkiem u wagi", który sprawił, że historii
tego rządu poświęcono najwięcej miejsca w prasowych
komentarzach w tę rocznicę, był ów przymiotnik ludowy. To
właśnie ta „ludowość" jest „przyczółkiem" pozwalającym
zbudować bezpieczny ideologicznie, semantyczny most po­
między marskistowską historiografią a potrzebą uwzględ­
nienia istotnego propagandowo wymogu obecności owego
elementu „narodowego w formie". Takich przyczółków wciąż
poszukiwano: konotatywnie spetryfikowanych terminów
określających historyczne zdarzenia, formacje, postawy etc.
Ponadto, z tym miastem właśnie wiąże się historia PKWN
i Manifestu Lipcowego, a zatem, w perspektywie historycznoideologicznego eposu, jeden z istotnych epizodów, który
kreowany był przez propagandę jako główny „akt założyciel­
ski" powojennego państwa.
Powyższe mityzacyjne zabiegi mają jednak pewną ogól­
niejszą podstawę. Już na podanych przykładach-cytatach
z prasy widać, że pierwszy ich plan to owe „przyczółki".
Gdzieś daleko w tle majaczy Rząd Londyński, Marszalek
Piłsudski, nie mówiąc już o tym, że pewnych faktów histo­
rycznych w ogóle się nie przytacza: niedeklaratywnego
stosunku Rosji Radzieckiej do kwestii niepodległości Polski,
zaniechania udzielenia pomocy Powstaniu Warszawskiemu
i in. Nawet takie językowe zabiegi jak w ostatnim komentarzu
- Gdyby nie było drugiej niepodległości, nie byłoby też Polski
Ludowej w 1944 r. - miały czynić zadość wymaganiom
wprzód ustanowionej wykładni ideologii. Istnieje bowiem
podejrzenie, że w powyższym przykładzie usunięto w ostat­
niej chwili słowo Rzeczpospolita, by na jego miejsce dać
słowo niepodległość. Istotnie, zdanie „Gdyby nie było drugiej
Rzeczpospolitej, nie byłoby też Polski Ludowej w 1944 r."
żadną miarą nie zmieściłoby się w ideologicznym obramowa­
niu, wręcz by je rozsadzało.
Wielu teoretyków nowomowy wskazywało na jej dwie
stylistyczne cechy, mianowicie skłonność do hiperbolizacji
(powiększanie) i eufemizacji (pomniejszanie) (por. np. Gło­
wiński 1990, s. 15). Wydaje się, że zabiegi takie mają miejsce
również w przypadku rozważanego eposu historyczno-ideologicznego. W jego narracji ma bowiem miejsce z jednej
strony semantyczne i aksjologiczne nadwartościowanie (po­
większenie) pewnych historycznych zdarzeń, z drugiej strony
- niedowartościowanie, marginalizacja (pomniejszenie) in­
nych zdarzeń. By ponownie nie komentować przytoczonych
wcześniej przykładów, spójrzmy na kilka innych.

Mało zgrabne językowo, żeby nie powiedzieć pokraczne,
określenie „druga niepodległość" spełnia swoją funkcję po­
mniejszania. Dużo bardziej poetyckie są takie h i s t o ­
r y c z n e e u f e m i z m y jak np. powstańcza epopea,
określenie będące inną nazwą Powstania Warszawskiego (Rz
170) czy wrześniowa epopea - inna nazwa wojny obronnej
1939 r. (Rz 196). Znajdujemy przy tym takie oto komentarze:
Ludzie w różnym wieku o różnych poglądach nie pytają
o sens walki. Przyświecała nam jedna idea — walka
zbrojna z okupantem (z wypowiedzi uczestnika Po­
wstania. TL 171).
(...) do końca, z godnością naród wypełniał swe pat­
riotyczne zadania. Nawet wtedy, gdy najwyżsi dostojnicy
państwowi opuszczali już kraj uciekając przez most
zaleszczycki (Rz 197).
Te i podobne retoryczne konstrukcje konotują co następuje:
Oto rzeczywistym podmiotem tych historycznych wydarzeń
jest lud, naród. Delegatura Rządu na Kraj czy rząd polski
wrześniowej doby to tylko instytucjonalne efemerydy, prys­
kające w obliczu zagrożenia jak bańka mydlana, nie mające
rzeczywistego społecznego oparcia. Czyż inaczej jak epopeą
nazwać można zbrojny wysiłek narodu, bez odpowiedniego
rządowego i państwowego wsparcia, narodu, który musiał
płacić za tego tzw. rządu i tzw. państwa decyzje? Realne
podstawy tego wysiłku mają więc wyłącznie moralny i pat­
riotyczny charakter, hołd należy się narodowi, a wzgarda
decydentom. Otrzymujemy zatem i h i s t o r y c z n e h i ­
p e r b o l e : rząd Daszyńskiego w listopadzie 1918, naród
polski we wrześniu 1939, Armia Ludowa w Powstaniu
Warszawskim itd. Ponieważ w tym historiozoficznym sys­
temie naczyń połączonych pomniejszenie w jednym miejscu
wywołuje powiększenie w innym i vice versa.
„Cechą myślenia mitycznego - tak jak bricolage'u w pła­
szczyźnie praktyki - jest to, że wypracowuje zespoły
o pewnej strukturze na podstawie resztek i szczątków
zdarzeń, nie zaś bezpośrednio przy pomocy, innych
zespołów o własnej strukturze. Odds and ends, powie­
działby Anglik; inaczej: okruchy i kawałki, skamieniali
świadkowie dziejów" - napisał Lévi-Strauss (1969, s. 38).
Rozważany w tym rozdziale epos historyczno-ideologiczny jest - według nas - odmianą mitotwórstwa typu bricolage.
Pozwolimy sobie na przytoczenie jeszcze jednego obszernego
fragmentu wypowiedzi Lévi-Straussa:
„Przede wszystkim jednak owe okruchy i resztki mają
ten charakter szczątkowy jedynie w oczach historii, która
je wytworzyła, nie posiadają go z punktu widzenia
logiki, której służą. Niejednorodnymi nazwać je można
tylko w odniesieniu do treści; pod względem formy
bowiem istnieje między nimi analogia, którą pozwolił
określić przykład bricolage'u. Analogia ta polega na
wcieleniu w samą formę pewnej dawki treści, równej
w przybliżeniu dla wszystkich. Obrazy znaczące mitu,
materiały bricoleura, to elementy, które można zdefinio­
wać na podstawie dwojakiego rodzaju kryterium: służyły
już one jako słowa należące do mowy, którą refleksja
mityczna 'rozbiera' na wzór bricoleura przechowującego
tryby rozebranego budzika; i mogą jemu posłużyć w tym
samym zastosowaniu lub w innym, byle je choćby trochę
oddalić od ich pierwotnej funkcji" (tamże, s. 56-57).

97

��Nasze szczątki, przyczółki, historyczne hiperbole, histo­
ryczne eufemizmy to dawne znaczone-zdarzenia, grupy ludzi,
idee itd. - które w powyższym eposie stały się na powrót
znaczącymi. W rękach bricoleura-propagandysty poddane
zostają semantycznej konwersji, znaczą one wówczas co
innego: nieprzemijalność socjalistycznych idei i krótkowzro­
czność przedwojennego rządu, polskość partyjnych działaczy
i obcość rządu emigracyjnego, waleczność żołnierzy Armii
Ludowej i nieodpowiedzialność przywódców Powstania itd.
Te historyczno-retoryczne powiększenia i pomniejszenia są,
poprzez tworzone semantyczne przyczółki (miejsca wspólne)
i zrywane mosty, równoczesnym łączeniem i rozdzielaniem,
godzeniem sprzeczności lub ich ustanawianiem. Metajęzykowość wskazanych transformacji, czasem zawoalowanych, jest
typową cechą procesu mityzacji.

Jak sugerowano powyżej, mechanizm ten jest zakorzenio­
ny w pozaczasowym charakterze myśli nieoswojonej (na tę jej
cechę wskazywał Lévi-Strauss, 1969, s. 394) i w typie
świadomości, którą Aron Guriewicz określił jako „świado­
mość ludową". Jest ona „niefrasobliwa w stosunku tak do
chronologii, jak i geografii, i z łatwością przenosi wydarzenia
z jednej epoki do drugiej oraz z jednej miejscowości do
drugiej" (1987, s. 84). Guriewicz miał na myśli świadomość
ludową doby średniowiecza, świadomość która nie była
przecież izolowana od całości ówczesnej kultury. Przypo­
mnijmy więc określenia Bergera, opisujące rzeczywistość
społeczną krajów tzw. realnego socjalizmu: ustrój neośredniowieczny czy społeczno-feudalny, czy nawet zbliżony do
wspólnoty pierwotnej(1976, s. 13). Ustalenia zarówno Guricwicza, jak i Bergera okazują się ważne gdy rozważa się

W celu uzupełnienia dotychczasowego wywodu przed­
stawimy przykład historycznej hiperboli, której treść w prze­
ciwstawnej ideologicznie analogii ukazana zostałaby w formie
eufemizmu:

0 nowomowie, w tym wypadku o jej historiozoficznych
aspiracjach. Przedstawmy teraz przykład główny historyczno-ideologicznej twórczości pierwszego roku stanu wojen­
nego.
Akcja tego spektaklu (wydaje się, że jest to uzasadnione
określenie) miała miejsce w pierwszych dniach maja 82,
dokładnie 1—4 maja. Ten historyczno-ideologiczny dramat
poprzedzony został - odpowiednio - pewnymi elementami
osobliwego historyczno-ideologicznego kostiumu. Były to
zatem owe rogatywki, była propozycja posła Przymanowskiego przywrócenia orłu korony, było wreszcie wprowadze­
nie-podczas marcowej sesji sejmu - Trybunału Konstytucyj­
nego i Trybunału Stanu, które porównywano do Straży Prawa
powołanej przez Konstytucję 3 Maja. W trakcie tego spektak­
lu zarówno jego aktorzy, jak i towarzyszący chór, wypowia­
dali się używając historyczno-ideologicznego metakodu, cze­
go przykłady mieliśmy już w przytoczonych wcześniej
tekstach. Wreszcie w dniach 3 i 4 maja zebrał się Sejm,
którego program obrad przewidywał tematykę bliską tej
podjętej przez Sejm Wielki: kwestia realizacji porozumienia
narodowego oraz polityka państwa w dziedzinie nauki i kul­
tury (Rz 93). Towarzyszyły temu odpowiednie obrzędy:

Gdy więc z perspektywy 56 lat dokonujemy oceny
przewrotu majowego i studiujemy jego następstwa, do­
strzegamy nie tylko związek tego wydarzenia z klęską
wrześniową I939r. Wiele nauk i doświadczeń z tamtego
okresu rysuje się dziś, być może jeszcze ostrzej, gdy
patrzymy przez pryzmat szesnastu przedgrudniowych
miesięcy, kiedy ekstremistyczne i antysocjalistyczne
sity w naszym kraju także czyniły próby obalenia legalnej
demokratycznej władzy przy szerokim wykorzystaniu
demagogicznych haseł, które jakże podobne są do haseł
używanych w maju ¡926 r. Nie jest zatem przypadkiem, że ekstremiści spod znaku KPN tak szeroko szer­
mowali legendą Józefa Piłsudskiego i usiłowali zaszcze­
pić kult dla osoby marszałka jako męża opatrznoś­
ciowego i jako wzór do naśladowania. Czynili jednocześ­
nie wszystko, aby tylko te „prawdy" docierały do
społeczeństwa, które godziły we władzę ludową, ustrój
socjalistyczny i sojusze z ZSRR oraz innymi krajami
naszej wspólnoty obronnej. Ten spisek nie mógł liczyć na
sukces. (ŻW 110).
Oto jeszcze jedna próbka tego jak mit tłumaczy istniejący
porządek w kategoriach historycznych.
Znawca nowomowy w Polsce lat siedemdziesiątych - Jerzy
Bralczyk - podkreślał, że w tamtym okresie bardzo widoczna
była tendencja do „neutralizacji opozycji czasowych" (1987,
s. 202), zabiegu mającego wykazywać jedność przeszłości,
teraźniejszości i przyszłości, trwałość pewnych stanów. Tego
typu językowe zabiegi nie są już tak częste w rozważanym
w tej pracy okresie, pojawiają się jednak tu i ówdzie
sformułowania w rodzaju:
Rząd nigdy nie odstąpi od linii porozumienia i socjalis­
tycznej odnowy (z posiedzenia rządu, ŻW210).
Wyzwoliciele Polski, ludzie radzieccy w Krakowie,
w nadwiślańskich wsiach i miastach byli, są i będą zawsze
serdecznie witani (ŻW 15).
Bralczyk napisał: „Ukazuje się oczywiście trwałość pewnych
stanów, ich niezależność od czasu, ale także powiązania
między różnymi momentami historycznymi" (tamże, s. 203).
Nie wskazał jednakowoż mechanizmu tych powiązań, który
usiłujemy zrekonstruować w niniejszym rozdziale.

100

Głównym akcentem bogatego programu obchodów 191
rocznicy uchwalenia przez Sejm Czteroletni Konstytucji
3 Maja jest uroczystość wciągnięcia flagi na maszt Wieży
Zygmuntowskiej Zamku Królewskiego w Warszawie (...).
Przybywają przedstawiciele najwyższych władz partyj­
nych i państwowych, stronnictw politycznych: I sekretarz
KC PZPR, prezes Rady Ministrów,
przewodniczący
Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego - gen. armii...;
tu litania dostojników w kolejności ważności (ŻW 104).
Samo posiedzenie Sejmu miało charakter wyłącznie okoli­
cznościowy, dało jednak asumpt do stosownych wystąpień
1 komentarzy:
Nie jest przypadkiem, że Sejm PRL właśnie w 191
rocznicę przyjęcia słynnej „ Ustawy Rządowej" - owocu
uporczywych, wręcz heroicznych zmagań stronnictwa
reform jednego z najbardziej postępowych demokratycz­
nych dokumentów ówczesnego świata - skupi uwagę na
tych wszystkich poczynaniach i dążeniach patriotycz­
nych i obywatelskich społeczeństwa, które mają na
względzie dobro Ojczyzny, potrzebę przywracania nor­
malnych warunków funkcjonowania państwa, gospoda
rki, życia społecznego oraz kontynuację dzieła socjalis­
tycznej odnowy. Nie jest przypadkiem albowiem ludowa

�Polska nawiązuje do światłych, demokratycznych warto­
ści i tradycji, do wszystkiego, co nas kształtowało przez
dziesięciolecia, co jest naszym rodowodem i dowodem
tożsamości narodowej. Historia jest obecna w teraźniej­
szości (Rz 93).
Realizacja idei Sejmu Czteroletniego pozostała przez
dziesięciolecia li tylko postulatem. Historyczną jednak
szansę przyobleczenia ich we współcześnie realne kształ­
ty stwarza nam nasze socjalistyczne państwo (z przemó­
wienia przewodnicącego CK SD, T L 105).
Wagę obecności historii w teraźniejszości podkreśla! rów­
nież poscl Przymanowski na sejmowej trybunie, o czym
donosiła „Rzeczpospolita":
Przypomniał jak przed 190 laty w Petersburgu polscy
magnaci podpisali konfederację, ogłoszoną w pierwszym
miasteczku przygranicznym, która przeszła do historii
jako Targowica, jako obraz dawnej anarchii, dawnych
form. Czasy się zmieniają - stwierdził - ośrodki reakcji
przenoszą się do innych miejsc. Targowiczanie dzisiaj to
pan Giedroyć, pan Najder, Kuroń i Michnik, Ośrodki
wzywające do anarchii, do demontażu tak jak wówczas
tak i dzisiaj znajdują się za granicą (Rz 95).
„Trybuna Ludu" również podjęta ten wątek, w osnowie
stosownych ideologicznych treści, gdy pisała o opozycji:
Gotowi dla poróżnienia i skłócenia narodu wykorzystać
każdą nadarzającą się okazję, próbują niekiedy nawet
przeciwstawić dwie sąsiadujące z sobą w kalendarzu
daty: i i 3 maja. Nie trzeba być tymczasem szczególnym
znawcą dziejów ojczystych, aby orientować się jak
bliskoznaczna jest tych świąt wymowa. Ze są one sym­
bolami na tym samym szlaku historycznym walki o nie­
podległość i sprawiedliwość społeczną. Nawiązaniem do
wielkiej rocznicy trzeciomajowej są rozpoczynające się
dzisiaj obrady Sejmu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Sejmu, który wypowie się w sprawach o ogromnym
znaczeniu, związanych z wysuniętą przez Polską Zjed­
noczoną Partię Robotniczą ideą porozumienia narodo­
wego (TL 103).
Wszystkie dzienniki podkreślały z naciskiem w jakich
okolicznościach odbywały się obrady tak ważnego dziejowo
posiedzenia Sejmu:
W chwili, kiedy Sejm PRL debatuje nad dalsząnormalizacją życia w kraju, grupy młodzieży dały się sprowokować
politycznym inspiracjom krajowych ugrupowań antyso­
cjalistycznych i ośrodków zagranicznej dywersji, od
dawna skierowanych na wywołanie niepokojów społecz­
nych (ŻW 104).
(...) wyszły
ułicę żywioły, które poprzednio i obecnie
odpowiadały na nią niezmiennie polityką konfrontacji
(Rz 95).

1984, s. 15) winien dostrzec materię poddającą się jego
refleksji. A jest to cecha propagandy, wskazana w jednym
z poradników dla propagandysty, której główną funkcje
określili autorzy jako „integracyjno-dczintegracyjną". Narzę­
dziami natomiast lej propagandy są nic tylko prasa, radio,
telewizja, teatr, film, muzyka etc, ale i literatura naukowa, co
bez żenady podkreślano w podręczniku pt. Rola propagandy
w kształtowaniu świadomości historycznej (tamże). Ta integracyjna-dezintegracyjność (dezintegracyjna-integracyjność)
ma w sobie coś z działania magicznego, którego cechy
przypisywał już Ernst Cassirer, w klasycznej pracy The Myth
of the State, działaniu nowoczesnego polityka. Ten ma
bowiem w sobie coś zarówno z homo magus jak i homofaber,
magika i wytwórcy, artysty:
„Jest kapłanem nowej, zupełnie irracjonalnej i tajem­
niczej religii. Ale gdy musi tej religii bronić i ją
propagować postępuje bardzo melodycznie. Niczego nie
pozostawia przypadkowi; każdy krok jest dobrze przy­
gotowany i przemyślany. Oto jest ta dziwna kombinacja,
która jest jedną z najbardziej uderzających cech naszych
mitów politycznych" (1946, s. 282).
Filozof podkreśla! również, że owe mity nie wzrastają
spontanicznie i nie są wykwitem bujnej wyobraźni:
„To dzieła sztuki wytwarzane przez bardzo wprawnych
i przebiegłych artystów, charakterystyczne dla XX-go
wieku, wieku techniki, w tym również dla swoistej
techniki tworzenia mitów politycznych. Powstają one
w tym samym celu i w nawiązaniu do tych samych metod
jak jakakolwiek inna nowoczesna broń - jak karabiny
maszynowe i samoloty" (tamże).
Wspomniany poradnik wydany został czterdzieści lat po
napisaniu przez Cassirera książki o plilycznych mitach i ich
tworzeniu. Jego istnienie, jak i wielu innych, których obszer­
ny wykaz można znaleźć w katalogu rzeczowym każdej
biblioteki pod hasłem „propaganda", dowodzi trafności spo­
strzeżeń Cassirera na temat mitów politycznych, które są nie
tylko przejawem różnych światopoglądów, ale i wymagają
często metodycznej obróbki. Mitów, których racjonalnoirracjonalna, pragmaiyczno-dogmatyczna, rclatywistycznoabsolutystyczna ambiwalencja jest typową cechą jakiegoś
nadrzędnego genus proximum.
Skoro tak wiele miejsca poświęciliśmy 3-majowemu spek­
taklowi anno domini 1982, chcielibyśmy wskazać na jeszcze
jeden, właśnie „naukowy" jego komponent. Wypowiedź,
którą przytoczymy, jest autorstwa profesora historii. Ukazała
się ona w „Rzeczpospolitej" w kilka dni po obchodach
majowych świąt:

n a

Można bez przesady powiedzieć, że przytoczony materiał
jest oczywistym przykładem manipulacji, jaką ówczesne
ośrodki władzy - via media - uprawiały. Na pewnym
poziomie ogólności i teoretycy pozostający na usługach
propagandy, i badacze dokonujący jej deszyfracji zgodni
powinni być co do jej charakteru. Każdy etnograf, gdy usłyszy
o działalności, która polega na „właściwym łączeniu faktów
z różnych dziedzin w nowe całości" (Wojtkowiak, Piontek

I

W świadomości historycznej - deformacja, zaniedbania,
instrumentalne podejście do przeszłości,
płynność
i koniunkturalizm ocen i sądów dają o sobie znać ze
szczególnym natężeniem. Doszło więc do swoistej kata­
strofy umysłowej: oto znaczna część młodych Polaków
(ale także tych nie tak już młodych) pozbawiona została
elementarnej wiedzy o przeszłości własnego narodu
i państwa. Cóż za paradoks! Dzieje się tak w kraju nader
uwrażliwionym na przeszłość. Ale natura nie znosi
próżni. Tam gdzie nie był obecny mądry historyk,
nauczyciel, publicysta z uczciwą pomocą naukową'

101

�- wkradały się półprawdy lub rzekomo-prawdy o tajem­
nicach przeszłości, zwłaszcza najbliższej (Rz 99).
Zdanie pierwsze można by, przy odrobinie dobrej woli,
zinterpretować jako krytyczną wypowiedź o dzienniku, na
łamach którego zagościła, tudzież o wszystkich, którzy wyka­
zują manipulatorskie zapędy. Jednak już w przypadku zdania
następnego nie ma wątpliwości, że profesor mówiąc o znacz­
nej części młodych Polaków miał na myśli również tych,
którzy toczyli, w pierwszych rocznicowych dniach maja,
ciężkie walki z siłami porządkowymi. Miał także zapewne na
myśli całą młodzież kontestującą ówczesny polityczny stan
rzeczy. Czy ci nie tak już młodzi to dojrzali działacze opozycji,
inspiratorzy"! - nie wiadomo. Dalej, należy podejrzewać, że
mądrym historykiem jest sam profesor, który oferuje uczciwą
„pomoc naukową" i który, dyskontując niektóre półprawdy,
może zapewne wskazać prawd inne połowy. Jeśli uwzględ­
nimy późniejsze przystąpienie profesora do rządu, wydaje się,
że w przytoczonej wypowiedzi rzeczywiście ma na myśli
własną osobę. Jeśli więc nasze uwagi są trafne należy uznać,
że profesor nie pił jednak do „Rzeczpospolitej", a raczej do
tych, którzy znajdowali się po drugiej stronie barykady.
W innym przypadku zresztą redakcja nie napisałaby o nim:
Znany z błyskotliwej erudycji i talentów popularyzatorskich
prof. Aleksander Krawczuk przypomniał niedawno kilka
prawd tak oczywistych i prostych, że aż— zapomnianych
(tamże).
Wróćmy teraz do przytoczonych wcześniej tekstów, które
domagają się interpretacji. Mamy zatem sformułowania w ro­
dzaju:
Nie jest przypadkiem, że Sejm PRL właśnie w 191
rocznicę przyjęcia słynnej „Ustawy Rządowej" - owocu
uporczywych, wręcz heroicznych zmagań stronnictwa
reform..."; (...) ludowa Polska nawiązuje do światłych,
demokratycznych wartości i tradycji; Nawiązaniem do
wielkiej rocznicy trzeciomajowej są rozpoczynające się
dzisiaj obrady Sejmu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Stworzona została tym sposobem, nie wypowiedziana
wszakże explicite, strukturalna metafora (analogia), w której
jedną stronę tworzy metonimiczny związek stronnictwa re­
form i Konstytucji 3 Maja, drugą natomiast podobny związek
Sejmu, PZPR, rządu, słowem władzy PRL i programu poli­
tycznego doby stanu wojennego:
stronnictwo reform : Konstytucja 3 Maja :: władza PRL : stan
wojenny
Mamy równocześnie sformułowania w rodzaju:
Historia jest obecna w teraźniejszości; (...) 1 i 3 maja. Nie
trzeba być tymczasem szczególnym znawcą dziejów oj­
czystych, aby orientować się jak bliskoznaczna jest tych
świąt wymowa. Że są one symbolami na tym samym
szlaku historycznym; (...) szansę przyobleczenia ich we
współczesne realne kształty stwarza nam nasze socjalis­
tyczne państwo.
Dzięki użyciu tych sformułowań powyższa analogia prze­
kształca się, na mocy reguł korelacji i inwersji, w analogię
następującą:
Konstytucja 3 Maja : stan wojenny :: stronnictwo reform
: władza PRL

102

w której poprzednie związki metaforyczne ulegają przekształ­
ceniu w związki metonimiczne. Wskazane bowiem wydarze­
nia historyczne przedstawia się jako epizody tego samego
historyczno-ideologicznego eposu, są one zatem częściami
tego samego syntagmatycznego łańcucha.
Mamy dalej sformułowania:
(...) skupi uwagę na tych wszystkich poczynaniach
i dążeniach patriotycznych i obywatelskich społeczeńst­
wa, które mają na względzie dobro Ojczyzny (•••); (•••)
nawiązuje do światłych demokratycznych wartości i tra­
dycji, do wszystkiego, co nas kształtowało przez dziesię­
ciolecia, co jest naszym rodowodem i dowodem tożsamo­
ści narodowej.
Mówią one o wartościach, które można by określić jako racja
stanu lub patriotyzm. To one pozwalają teraz na ponowne
przekształcenie metonimii w metafory, tym razem metafory
tekstualne, gdzie Konstytucja 3 Maja będzie ekwiwalentem
stanu wojennego i vice versa, na mocy podzielanej wspólnej
cechy - racji stanu, patriotyzmu. Podobnie w przypadku
ekwiwalencji: stronnictwo reform - władza PRL (por. Croc­
ker 1977, s. 58).
Z drugiej strony mamy sformułowania w rodzaju:
Targowiczanie dzisiaj to pan Giedroyć, pan Najder,
Kuroń i Michnik. Ośrodki wzywające do anarchii, do
demontażu jak wówczas tak i dzisiaj znajdują się za
granicą itd.
To one, wykorzystując podobne środki przekształceń, jak
w przykładzie wskazanym powyżej, doprowadzają z kolei do
stworzenia takich oto ekwiwalencji: Targowica = opozycja
w PRL i rosyjscy poplecznicy = zagraniczne ośrodki. Metafo­
rycznym miejscem wspólnym jest w tym przypadku postawa
polityczna, którą możemy określić jako zdrada. Oczywiście
wyróżnione tu figury, na mocy podstawowej opozycji racja
stanu - zdrada, wchodzą w stosowne relacje korelacji i opozy­
cji. Nie będziemy jednakże tego wątku rozwijać; byłoby to :
niepotrzebne powtarzanie wielokrotnie już stosowanych wcze- ,
śniej przez strukturalistów procedur analitycznych.
Zwróćmy jeszcze tylko uwagę na fakt, że przytoczone
teksty i opisy zdarzeń można interpretować również jako
skutek użycia pewnych klisz, które nazwiemy: mitologem
Konstytucji 3 Maja i mitologem Targowicy, podsuwających
wskazane powyżej reguły metaopisu zdarzeń mających miej­
sce w owych pierwszych dniach maja 82. Uzyskujemy
wskutek lego obrazy w rodzaju: obradujący o porozumieniu
narodowym Sejm i równoczesne demonstracje uliczne. Podo­
bnie jak przed 191 laty...
Powyższa interpretacja wskazuje, dla analitycznych po­
trzeb, pewien ciąg transformacji metaforyczno-metonimicznych. W rzeczywistości jednak ma tu miejsce zjawisko, które
Anna Palubicka określiła jako: „logika syntetycznego wspólwystępowania" (1984, s. 48). Proces symbolizacji (prze­
chodzenia do kolejnego łańcucha semiologicznego, (por.
Barthes 1970, s. 32), ma bowiem charakter niejako „momen­
talny", co jest typowe dla myśli mitycznej, w odróżnieniu od
„dialektycznego ruchu myśli" w dyskursie teoretycznym
(Cassirer 1953, s. 73). Myśl mityczna zadowala się mianowi­
cie wyróżnieniem początku i końca procesu (por. tamże, s.
54), np. to, co zapoczątkowała Konstytucja 3 Maja, kończy
władza doby stany wojennego itd. „Koniec zawarty jest

�w początku; początek implikuje koniec" - napisał Edmund
Leach komentując myśl wielkiego francuskiego kolegi (1989,
s. 54). Tak tworzone konceptualne uniwersum jest również
wyróżnikiem działań o charakterze magicznym. Jeśli wskaza­
ne związki analogii (metafory) i związki następstwa-przyległości (metonimii) przejawiają się tutaj w transformacjach
terminów i obrazów, mających swoje przedmiotowe od­
niesienie w obiektach i zdarzeniach - historycznych i współ­
czesnych, to zabiegi te mają niewątpliwie charakter per­
swazyjny. I w tym znaczeniu dążą one do osiągnięcia waloru
magiczności: związki sympatyczne (metaforyczne) mają, już
w momencie ich ustanowienia, stać się związkami kontagialnymi (metonimicznymi) i vice versa. Takie ujęcie wszelkich
działań i treści mito-magicznych i perswazyjnych, jak powy­
żej, pozwala zrozumieć, dlaczego istnieje wskazywana przez
badaczy równoczesność zabiegów magii sympatycznej i magii
konlagialnej (Patubicka 1984, s. 44).
Brak wymiaru głębokości, na który wskazywał Cassirer,
można stwierdzić zatem również w konstrukcji przedstawio­
nego powyżej eposu historyczno-ideologicznego. Zorkiestrowane epizody i figuratywna ewokacja stanowią mechaniz­
my owej maszyny do niszczenia czasu, jak mawiał o micie
Lévi-Strauss. Historyczno-ideologiczna obrzędowość roku 82
nawiązywała w swej formie do koncepcji historii jako wiecz­
nego powrotu. Można rozumieć to również dosłownie: po­
wracały usuwane wcześniej w niepamięć zdarzenia, choć
w nowym, ideologicznym kostiumie. Zaryzykować można
stwierdzenie, że społeczeństwa tzw. realnego socjalizmu
dzieliły z tzw. społeczeństwami zimnymi stosunek do historii,
z tym wszelako zastrzeżeniem, że w przypadku tych pierw­
szych chodzi dokładnie o historię podawaną do wierzenia,
a nie tę, w którą rzeczywiście wierzono. Z drugiej strony, nie
można powiedzieć, że owa historia podawana do wierzenia
padała wyłącznie na jałowy grunt.
Niejednokrotnie zwracano uwagę na fakt, że w państwach
totalitarnych historię wciąż pisano od nowa. Najlepszą chyba
literacką ilustracją tej praktyki jest dzieło Orwella; sam autor
ukuł powiedzenie: „prawomyślność to bezświadomość"! Po­
kuśmy się o podjęcie pewnej sylogistycznej gry i dopowiedz­
my, że Henri Bergson wprowadził inne sformułowanie, znane
z jego filozofii witalizmu, mianowicie: „świadomość to
pamięć". Na koniec weźmy stwierdzenie Cassirera: „mit to
brak osobowości". Jest oczywiste, że wymienieni autorzy nie
użyli terminów „świadomość" czy „osobowość" w ich psy­
chologicznym znaczeniu. Orwellowi w Roku 1984 chodziło
o pewną „bezświadomość" zbiorową pośród mas, którymi
łatwiej wówczas rządzić. Również Bergson w swojej Ewolucji
twórczej mówiąc o „świadomości" miał na myśli raczej coś
w rodzaju Diltheyowskicgo „ducha", który funduje świat
kultury. Według Cassirera natomiast obecność mitu ogranicza
sferę prywatności i indywidualności, tym samym i osobowości
- w sensie autonomii nie tylko jednostek, ale i systemów
myśli. Słowem, mit dławi krytycyzm. Jeśli zatem, kontynu­
ując tę sylogistyczną grę, zgodzimy się, że państwa totalitarne
ograniczały prywatność, zwalczały krytycyzm, promowały
natomiast zbiorowe formy życia społecznego (por. Klemperer
1983), w tym - konsekwentnie - zbiorową odpowiedzialność,
to w tym dziele walka z pamięcią również miała prowadzić do
pożądanego celu: bezświadomości czyli prawomyślności.
Przedstawiony powyżej epos historyczno-ideologiczny jest
przykładem takiego oddziaływania na pamięć. Efektem dos­

konałym byłoby jej całkowite zniesienie w sensie jej diachroniczności, zachowanie natomiast takiej tytko - jak
wskazana powyżej - pewnej „pamięci synchronicznej".
„Czas mityczny jest bezczasowy" - takiego paradoksalnego
określenia użył Cassirer, i chyba dobrze oddaje ono roz­
ważaną problematykę.
Niech potwierdzeniem naszych intuicji będzie wypowiedź
z końca minionej dekady autora występującego pod pseudo­
nimem Josef K.:
„W Europie Środkowej nie istnieje ciągłość historii. Ta
ulega wciąż rozpadowi, epoka i człowiek nie mają czasu
na osiągnięcie pełnej dojrzałości. Nie jest to wyłącznie
sprawa ingerencji zewnętrznych naruszających histo­
ryczną całość, ponieważ także wewnątrz zachodzi pro­
ces entropii, powolny rozpad świadomości historycznej,
erozja niespiesznej rzeczywistości. Materia historyczna
ulega korozji wewnętrznej i zewnętrznej" (1989, s. 73).
Historia est magistra vitae - można by i w przypadku
rozważanego powyżej problemu skonstatować jego ważność
z tegoż właśnie ogólnego punktu widzenia. Tak tłumaczy
niezbędność swojej pracy każdy historyk, jeśli pominiemy
zwykłą ciekawość, od której nie jest wolny nikt. Nie jest
bowiem pewne, iż problem nowomowy zniknął wraz ze
zniknięciem ideologii, którą nowomowa wyrażała, że łacińs­
ką maksymę należy traktować - ot, jako ogólnikową zasłonę
dymną na użytek tych, dla których niezrozumiały jest powód
zajmowania się jakimś historycznym niebytem. Rzeczona
materia - słowo publiczne, jeśli potraktować je bardziej
ogólnie, jest - jak świat światem - problemem nieprzemijalnym, Już Filon z Aleksandrii porównywał ówczesnych
polityków do kangurów, brzuchomówców i czarowników,
i nie byli to bynajmniej politycy rodem z awangardy klasy
robotniczej. Język polityki cieszy się również nieustannym
zainteresowaniem zachodniej nauki, pewne tylko zjawiska
językowe były typowe dla nowomowy, pewne natomiast
dzieliła ona z mową publiczną w ogóle. W szczególności
przedstawione powyżej przykłady mitologizacji historii to
tylko niewielka część składająca się na proceder uprawiany
zawsze i wszędzie (por. np. Tarkowska 1992). Wreszcie, na
poziomie ogólnych modi myśli i kosmologicznych zasad
objaśniania świata dzieliła nowomowa swe konceptualne
podstawy z systemami kulturowymi nader egzotycznymi.
Problem jest zatem ponadczasowy -kwestią odrębnych analiz
byłoby wyodrębnienie symbolicznych konstrukcji języko­
wych, zideologizowanych i tych uniwersalnych, obecnych
w każdym systemie politycznym. Wszędzie i zawsze jednak
symboliczne słowo funduje polityczną władzę i polityczną
iluzję (Edelman 1977, s. 155).
Chcemy przytoczyć jeden tylko przykład z ostatniej doby
pokazujący, że symbolu jako politycznej broni używa się bez
względu na okres historyczny czy system polityczny. Oto
fragment komentarza do rocznicy powstania w Getcie War­
szawskim:
Zwyciężyli syjoniści z getta, którzy bronili prawa Żydów
do własnego państwa w Palestynie - i dziś tylko łajdak
kwestionuje prawa państwa izraelskiego do suweren­
nego bytu (...). Spoglądając na los Ormian w Górnym
Karabachu czy Muzułmanów w Bośni odczuwamy nagle
z bólem, że tamta historia nie została zakończona. ZMÓW
trwa „czyszczenie etniczne" (Gazeta Wyborcza 90,93r).

103

�Nie będziemy wdawać się w podobnie drobiazgową analizę
tej wypowiedzi, jak czyniliśmy to wcześniej, choć niewątp­
liwie jest w tych paru zdaniach więcej treści niż się na
pierwszy rzut oka wydaje. Wypowiedzi redaktora naczelnego
Gazety, którego - o ironio - piętnował niegdyś, jak widzieliś­
my wcześniej, poseł Przymanowski. Zauważmy tylko, że
ustanowiono tutaj metaforyczną ekwiwalencję Żydów, Or­
mian, Muzułmanów i - domyślnie - odpowiednio: hitlerow­
ców, azerbejdżańskich nacjonalistów i serbskich szowinistów.
Do tak spiętej historyczną klamrą i entymematycznie ustano­
wionej paradygmatycznej struktury „wrzucono" - jakby mi­
mochodem -państwo Żydowskie w Palestynie, metonimicznie
obecne w tekście - oczywiście - obok syjonistów z getta. Nie
mówi się jednak o Palestyńczykach w Palestynie, ponieważ
byłoby to nachalne sugerowanie w tym semantycznym kon­
tekście ich ekwiwalencji z hitlerowcami, etc. Albowiem
retoryka nie kodvfikuie takich relacii zaskoczenia które
przeciwstawiają sie wszystkim systemom oczekiwań zawar­
tym w kodzie lub w psychice słuchaczy" (Eco 1972 's 129)
dażv iedvnie do teeo bv ich wiedze przebudować tylko
częściowo" Słuchacze wiedza wszakże o palestyńskich obo
zach uchodźców osadnictwie na tzw terenach okunowa
ntch J ^ r i i b ^ ^ ó ^
nolityków że Palestyn
czy^ZVs3en^
czczenie

^iS^x

n

^^^^^Stl^,

n T t r / w a T tiki amhirie rlT ednak w i e l k i e rmhlirzne
słowo t
™
Zwie" t r i m i e ó w
^ ^ « 0 ^

„skib" 0969,^400™
straussowsKi
" Robin Horton zauważył, że w przeciwieństwie do po­
wstających i odchodzących teorii w całej historii europejskiej
myśli, świat zdrowego rozsądku zmienił się bardzo niewiele
(1993, s. 207). To w nim zakorzenione są wszelkie formy
porządkowania rzeczywistości, kosmologie, które - paradok­
salnie - o ile zdołają przekroczyć „Rubikon krytycyzmu",

stają się nawet systemami filozoficznymi. Z drugiej jednak
strony, ma miejsce szybkie zużywanie się współczesnych
mitów, ale równocześnie skuteczniej się one rozpowszech­
niają Porfles 1973, s. 58). Tym bardziej, że w świecie
współczesnym, zdominowanym przez zainteresowania opa­
nowaniem świata codziennego, wiedza, która wykracza poza
wąską specjalizację jej posiadacza, jest na ogół wiedzą ad
hoc, przypadkową i niejasną. „Kryteria adekwatności, reguły
proceduralne, strategie osiągania pożądanych celów są trafne
tylko w tym stopniu, w jakim muszą być trafne" - napisali
w kontekście tego problemu Zimmerman i Pollner (1989, s.
352). Europejczyk bywa wówczas często bardziej podatny na
różne formy perswazji niż afrykański tubylec. Granice krytyczności i magiczności są bowiem płynne, uwarunkowane
zarówno podmiotowo iak i przedmiotowo zarówno okolicz­
nościami społecznymi, jak indywidualnymi.
Mit nie umyka przed niczym, co wydaje się skazane na brak
odpowiedzi, co więcej, aspiruje do wszechwiedzy, chce stać
się zbiorem tautologii. Albowiem odpowiada na bezwzględne
i nie znoszące sprzeciwu wyzwanie nie tylko objaśniania
świata, ale również ustanawiania społecznych kompromisów,
seksualnych norm, psychologicznych kuracji itd. (por. Gould
1981, s. 183). Bywa złowieszczy, jeśli pozostaje na usługach
polityki, lecz sprzyja również osiąganiu jej szlachetnych
celów, jakie także się zdarzają. Uznać go należy za pewien
teoretyczny i historyczny konstrukt (por. Barański 1995),
choć jako kategoria metodologiczna jest przydatny do opisu
zjawisk kultury, czego próbkę mieliśmy powyżej. Można go
traktować trochę jak hasło wywoławcze odsyłające do bar­
dziej fundamentalnych ziawisk- mityczności performatywności rytualności figura ywności maeiczności stereotypowości składających sie na rozmaite kosmologie partycypacji
Tropienie tych ziawisk to trochę działalność na kształt
Barthesowskieeo Postulatu- Skoro mit kradnie iezyk czemu
nie ukraść mitu?" (1970 's. 55).

B I B L I O G R A F I A
Barański, J.
1995 Mityczność, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", nr 3^1
1996 Kosmologie, „Prace Etnograficzne", z. 34
Barthes, R.
1970 Mil i znak. Warszawa.
1984 Dyskurs historii, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 225-236
Berger, P. L .
1976 Mit socjalistyczny (tytuł polskiego tłumaczenia), „The Public
Interest", nr 44, w pracy zbiorowej bez daty i miejsca wydania.
Bralczyk, J.
1987 O języku polskiej propagandy politycznej lat
siedemdziesiątych,
Uppsala.
Cassirer, E.
1946 The Myth of the State, New Haven.
1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Crocker, J.C.
1977 The Social Functions of Rhetorical Forms, in: J. D. Sapir, J. C.
Crocker (eds.), The Social Use of Metophor. Essays on the
Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Dorfles, G.
1973
Człowiek zwielokrotniony. Warszawa.
Eco, U .
1972 Pejzaż semiotyczny. Warszawa.
Edelman, M .
1977 Political Language. Word That Succeed and Policies That Fail,
New York.
Geertz, C.
1973 The Interpretation of Cultures, New York.
Głowiński, M .
1990 Nowomowa po polsku, Warszawa.
1992 Pierwsze miesiące, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", nr 1, s.
49-60.
Gould, E.
1981 Mythical Intentions in Modem Literature, Princeton University Press.
Guriewicz, A.
1987 Problemy średniowiecznej
kultury ludowej. Warszawa.

104

Horton, R.
1993 Patterns of Thought in Africa and the West: Essays on Magic,
Religion and Science, Camabridge.
Josef, K.
1989 Europa Środkowa: anegdota i historia, „Res Publico", nr 4, s.
69S0
Kaltenbrunner, G.K.
1987 Późny komunizm jako neofaszyzm, „Arka", nr 19, s. 37-43
Klemperer, V.
1983 LTL Notatnik filologa,
Kraków-Wrocław.
Kuczyński, P.
1987 Prawie chałwa. Fikcja, pozór i milczenie w propagandzie państwa
komunistycznego, „Aneks", nr 45, s. 92-106
Leach, E.
1989 Kultura i komunikowanie. Logika powiązań symbolicznych. Wpro­
wadzenie do analizy strukturalnej w antropologii społecznej, w: E.
Leach, A. J. Greimas, Rytuał i narracja, Warszawa.
Levi-Strauss, C.
1969 Myśl nieoswojona, Warszawa.
1970 Antropologia strukturalna, Warszawa.
Łotman, J.
1988 Symbol w systemie kultury, „Polska Sztuka Ludowa", nr 3,
s. 151-54
Pałubicka, A.
1984 Przedteoretyczne postaci historyzmu, Warszawa-Poznań.
Tarkowska, E.
1992 Czas w życiu Polaków. Wyniki badań, hipoatezy, impresje,
Warszawa.
Toporów, W.
1977 O kosmologicznych źródłach wczesnohistorycznych opisów, w:
E. Janus, M . R. Mayenowa (red.), Semiotyka kultury, Warszawa.
Wojtowiak, S. - Piontek, J.
1984 Rola propagandy w kształtowaniu świadomości historycznej, Łódź.
Zimmerman, D. H. - Pollner, M .
1980 Świat codzienny jako zjawisko, w: Z. Krasnodębski (red.), Feno­
menologia i socjologia. Zbiór tekstów, Warszawa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9709" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9687">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/874940dd87652d2465be4506d1ad844a.pdf</src>
        <authentication>075bb65eb22682a6ea85fcf07e7056e6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115479">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6238</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115480">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115481">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115482">
                <text>ponowoczesność</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115483">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115484">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5817</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115485">
                <text>Antropologia, między przed- a ponowoczesnością - garść wróżb na nowy wiek/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115486">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005, t.59 z.4, s.130-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115487">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115488">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115489">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115490">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115491">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115492">
                <text>�JANUSZ BARAŃSKI

Antropologia,
między przed- a ponowoczesnością - garść
wróżb na nowy wiek

oniższy tekst można potraktować jako kontynuację
rozważań sprzed kilku lat, które - choć wypowiedź
tamtejsza miała raczej charakter odczyniania uro­
ków niż głoszenia przepowiedni - nosiły złowieszczy tytuł
Koniec etnologii (Barański 1999). W gruncie rzeczy nie
miałem wówczas wątpliwości co do możliwości dalszego
rozwoju dyscypliny, chciałem jedynie podzielić się uwa­
gami na temat dominujących tendencji w rodzimej an­
tropologii, która zdawała się nie dostrzegać nowych tere­
nów czekających na odkrycie. Miałem jednak świado­
mość tego, że metodyczna eksploracja tych terenów, o ile
nie zdaje się na ślepy traf, musi posługiwać się jakimś
ogólnym planem i wykorzystywać odpowiednie środki,
a więc - sięgając po język nauki - posługiwać się jakąś
teorią i metodą. To daje pewną szansę na sukces odkry­
cia i spenetrowania nowego lądu - w innym przypadku
pozostaje tylko jałowe dreptanie w miejscu.
Przypomnę jedynie, że odwołując się do istniejących
w antropologii polskiej dwóch paradygmatów, które
określiłem jako etnografię tradycyjną i antropologią
współczesności, wskazałem na ich niedostatki: w jednym
przypadku po stronie teorii, w drugim zaś - praktyki, i za­
proponowałem formułę pośrednią - etnografię współcze­
sności. Samo to określenie jest wprawdzie kolejnym em­
blematem, który niekoniecznie musi prowadzić do jakiejś
istotnej zmiany - nie słowa przecież się liczą, lecz czyny.
Przyznaję więc przy tym uczciwie, że sam nie mogę służyć
za najlepszy przykład uprawiania tak pojętej antropologii,
z wyjątkiem - być może - niedokończonego projektu ba­
dań stylów życia młodzieży akademickiej (Barański 2001:
133-56). Ów skromny przyczynek nie mógł jednak zapo­
biec dalszemu przesuwaniu rodzimej wersji tej dyscypliny
wiedzy raczej na pozycje krytyki kulturowej niż jakiejś
zreformowanej postaci antropologii kulturowej, choć od­
bywa się to przy równoczesnym zmniejszaniu się wpły­
wów tradycyjnej etnografii. Ten ostatni fakt nie może
być - rzecz jasna - żadną pociechą, chodzi bowiem o to,
by etnografię jednak uprawiać.

P

*
Wypada zatem zacząć od rzeczy podstawowej przypomnienia, czym właściwie antropologia się zaj­

muje. Chciałbym sięgnąć tutaj po najcelniejszą chyba
intuicję dotyczącą zakresu przedmiotowego antropo­
logii, pogląd badacza, który w ostatnich dekadach do­
konał w tym względzie bodaj najwięcej. Chodzi
0 określenie Clifforda Geertza - „nieformalnej logiki
prawdziwego życia” (Geertz 2003: 47), które zdaje się
wyczerpywać dwa punkty graniczne/logiczne określa­
jące zakres penetracji antropologii.
Wydaje się, że pierwszy człon - nieformalną logikę można odnieść do zbioru zagadnień bliskich wyobraże­
niom zbiorowym Durkheima, strukturom mentalnym
Levi-Straussa czy - najczęściej dziś proponowanego
przez badaczy zajmujących się tą problematyką pojęcia racjonalności; prawdziwe życie natomiast przywodzi na
myśl - znów Durkheimowskie - życie na serio, Wittgensteinowskie formy życia czy Schutzowskie światy życia.
Geertz czerpie po trosze ze wszystkich tych inspiracji
1 z jeszcze innych, których wymienianie tutaj nie jest
niezbędne. Najważniejsze wszakże jest to, że dwa te
określenia wyczerpują również znaczenie antropologicz­
ne kultury, która - jak należy rozumieć - jest prawdzi­
wym życiem człowieka uprawianym według pewnych za­
sad, pewnej logiki; prawdziwym, czyli samoświadomym,
w odróżnieniu od życia przyrody, oraz kierowanym my­
ślą, której - znów - świat natury nie posiadł. Słowem,
mamy tutaj dosyć rozpowszechnione rozumienie zakre­
su zainteresowań antropologii - kulturę rozumianą jako
sposób życia człowieka. Nie jest to żadne novum w histo­
rii dyscypliny, choć trzeba dodać, że Geertza interesuje
głównie symboliczna warstwa owego sposobu życia
i w tym zakresie wprowadził swe własne pomysły, na
których omawianie nie ma tutaj niestety miejsca.1
Mamy więc rozumienie kultury, świata życia człowie­
ka, ludzkiej codzienności - w jej niezbywalności i pierwotności zarazem, co jest przecież domeną działania an­
tropologii (w odróżnieniu od socjologii kultury, studiów
kulturowych, psychologii kulturowej itd.). Poniższe
uwagi podążać będą w ślad za tymi wektorami/ogranicznikami z uwagą skierowaną na fakt, że w żywej kulturze
takie rozgraniczenie na jej - nazwijmy dla uproszczenia
- formę i treść - nie występuje; logika i życie stanowią
jedno, tworzą syntezę. Tak zarysowany, „statyczny” wy­
miar przedmiotu zainteresowania antropologii składać
się będzie na synchroniczny wymiar zagadnienia.
Ludzka codzienność, antropologicznie rozumiana
kultura, nie jest jednak dziedziną pozbawioną wymiaru
historycznego, diachronii. Zawsze ludzie mieli jakieś sys­
temy rodzinne, wartości, wierzenia, sposoby utrzymywa­
nia się przy życiu itd. - pomimo mijających epok, które
różnie zresztą określano. Tutaj, chcąc umieścić tę histo­
ryczną perspektywę w strukturze pojęciowej zrozumiałej
dla współczesnego czytelnika, odwoływał się będę do bo­
daj najbardziej dziś rozpowszechnionego rozróżnienia na:
przednowoczesność, nowoczesność i ponowoczesność terminy opisujące kolejne epoki w dziejach kultury i my­
śli człowieka. Oprócz wspomnianej powszechności po­

130

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

sługiwania się tym podziałem, istnieje pewien szczególny
powód, który nakazał mi sięgnięcie po to rozróżnienie.
Otóż, jeśli przyjmiemy chwilowo zasadność wspomnianej
periodyzacji, istnieje tendencja do przypisywania mo­
mentom przekraczania granic tych kolejnych etapów
cech Weberowskiego odczarowania świata (zob. np. Bu­
chowski 2004). Przyjęło się przy tym uważać, że tradycyj­
nie pojęty zakres antropologii - modelowo ujęte kultury
pozaeuropejskie i ludowe kultury Europy - to świat
sprzed nowoczesności, sprzed odczarowania. Skoro tak,
to rzecznicy pojawiania się kolejnych okresów - od
przednowoczesności, przez nowoczesność, do ponowoczesności - mogą, jak sądzą, zasadnie domniemywać
o zanikaniu przedmiotu zainteresowań antropologii.
Poniższe rozważania mają na celu wykazanie błęd­
ności tego rozumowania, co może doprowadzić do po­
jawienia się poważnej rysy w tak pojętym, cokolwiek
ewolucyjnym trójpodziale dziejów. Będę chciał zatem
wykazać, że periodyzacja ta ma bardzo względny i pro­
wizoryczny charakter. Niczym - podobne w duchu Riesmanowskie rozróżnienie na: sterowność tradycyj­
ną, wewnątrzsterowność i zewnątrzsterowność, kształ­
tujące tzw. charakter społeczny (Riesman 1996), mo­
że służyć tylko jako model pewnych okresów w histo­
rii kultury, dominujących tendencji, które wszak nie
eliminują tych mniej obserwowalnych. Innymi słowy,
że - na przykład - cechy charakterystyczne dla nowo­
czesności da się wskazać w przednowoczesności, czego
przykładem niech będą elementy myśli technicznej,
znane nawet budowniczym wiszących kładek lub też,
że cechy przednowoczesności dostrzec można w nowo­
czesności i - co więcej - w ponowoczesności; by się­
gnąć do tradycyjnego, choć coraz mniej adekwatnego
słownika z repertuaru antropologii - że „prymitywne
istnieje we współczesnym” (Robotycki 1992: 108).
Posługiwanie się takimi pojęciami, jak prymityw­
ny, czy choćby mniej rażącym - pierwotny - stanowi
zresztą osobny problem, który uzmysławia nam ko­
nieczność wypracowania nowego zbioru pojęć opisu
ludzkich sposobów życia. Pozwoliłoby to na wyjście
poza takie rozróżnienia i podobne, które - co gorsza wprowadzają wartościowanie rodem z XIX-wiecznego
pozytywizmu. Wiąże się to zresztą z głównym problem
antropologii - problemem przekładu kulturowego.
Geertzowskie pojęcia nieformalnej logiki i prawdzi­
wego życia pozwalają chwilowo uniknąć błędu kategorialnego, wszelako ich zawartość znaczeniowa wy­
czerpuje raczej wymagania filozofii niż antropologii.
Problem wspomnianej adekwatności słownika współ­
czesnej antropologii wskazać można w dziele, które jest trzeba to przyznać - wyrazem dochowania wierności ro­
dzimej tradycji etnograficznej, a równocześnie przykła­
dem otwarcia się na ustalenia epistemologii i filozofii na­
uki ostatniej doby. Joanna Tokarska-Bakir - do przykła­
du jej dzieła chcę tutaj sięgnąć - gdy pisze w jednej
z ostatnich prac, że „ontologia archaiczna wydaje się ele­

mentem ludzkiej świadomości, nie zaś etapem tej świa­
domości” (Tokarska-Bakir 2000: 377), z jednej strony
słusznie odcina się od poglądu głoszącego doskonalący
się rozwój wiedzy, z drugiej jednak posługuje się pojęciem
archaiczności, które jest wszak wytworem myśli pozyty­
wistycznej, od której autorka się dystansuje. Nie umniej­
sza to bynajmniej trafności sformułowanej przez autorkę
tezy, czyniąc ją jednak mniej bezkompromisową w roz­
prawie ze strażnikami wartościowania różnych form świa­
domości i postaci kultury. Jeśli chodzi o zakres przedmio­
towy tematyki interesującej Tokarską-Bakir, autorka ta
porusza się po rejonach znanych antropologii od dawna,
w rozważanym przypadku - zajmuje się tzw. kulturą reli­
gijną. Nie ma wprawdzie tutaj miejsca na referowanie tej
pracy, warto jednak podkreślić, że wprowadza pewne no­
we jakości zarówno po stronie teorii, jak i metody.
Pokrótce tylko, wskazana praca jest bardzo dobrym
przykładem zastosowania nowej na gruncie polskiej
antropologii metody do starej problematyki. Posługu­
jąc się Gadamerowską kategorią nierozróżnialności,
autorka tropi ontologię archaiczną rozproszoną nieja­
ko w różnych przejawach wiary religijnej. Lektura pra­
cy nasuwa jednak pytanie o potrzebę poszukiwania
owej ontologii archaicznej - na razie pozostańmy przy
tym określeniu - w życiu codziennym, kulturze popu­
larnej, plastyce, filmie, literaturze, prasie, reklamie,
modzie, chorobie, polityce, konsumpcji itd., słowem w innych przejawach sposobów życia? Są to rzeczy
wciąż czekające na badania antropologiczne - autorka
napomyka jedynie o możliwości takich eksploracji.
Pozostając jeszcze przez chwilę przy dylematach ter­
minologicznych, jeśli byśmy uznali zasadność posługi­
wania się pojęciem archaiczności, to pozostaje jednak
nie całkiem oczywista kwestia skupienia się wyłącznie
na porządku ontologii (życie Geertza), przy równocze­
snym wyłączeniu porządku epistemologii (logika Geertza), a dokładniej - racjonalności, w rozumieniu raczej
nadawania pewnego porządku rzeczywistości niż jedy­
nie jego przyjmowania. Sama Tokarska-Bakir zdaje się
wkraczać również w ten wymiar zagadnienia, gdy pisze:
„Obcować z mitem to nie tyle analizować i rozumieć, ile
ulegając sile opowieści, poddając się jej rytmowi, pół-tworzyć ją, pół-powtarzać” (Tokarska-Bakir: 392).
Wskazuje tutaj wprawdzie tylko na narrację mityczną,
rzecz odnosi się wszak do wszelkich postaci praktyk kul­
turowych. Coś zupełnie innego jest tutaj jednak waż­
niejsze, mianowicie owa synteza życia i logiki, powtarza­
nia i tworzenia, ontologii i epistemologii.
Moje uwagi zacznę od tej drugiej, od logiki ze sformu­
łowania Geertza, czyli - ogólniej rzecz ujmując - racjo­
nalności, by później przejść do życia, czyli pewnego zbio­
ru treści i praktyk kulturowych, którymi antropologia
winna się zainteresować. Uwagi poniższe nie mają przy
tym charakteru wyczerpującego, są jedynie wskazaniem
interesujących - z punktu widzenia teorii i metody antro­
pologii - rejonów badań, zarówno jeśli chodzi o ową lo­

131

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

gikę kulturową - racjonalność, która wprowadza struk­
turę w pewną treść, jak i o treść kulturową - życie samo,
które w myśl tej logiki jest kształtowane. Mimo nierozłączności tych dwóch komponentów ludzkich sposobów
życia, dla większej przejrzystości wywodu zmuszony będę
do traktowania ich do pewnego stopnia oddzielnie.
*
Pokrótce tylko warto przypomnieć, że problematy­
ka racjonalności ma już swoją historię zapoczątkowa­
ną przez Maxa Webera, a podjętą na gruncie filozofii
nauki w latach 60. XX wieku i sporu, który w polskiej
recepcji problemu znany jest bodaj najbardziej z wy­
stąpień Petera Wincha (1992) i Robina Hortona
(1992). Obaj ci badacze reprezentują skrajnie od­
mienne rozumienie racjonalności - odpowiednio opowiadają się za podejściem relatywistycznym i esencjalistycznym w tym zakresie.2
Najkrócej rzecz ujmując, pierwszy autor głosi wie­
lość form racjonalności, sposobów myślenia i ich rów­
noprawność - kulturowo zrelatywizowanych i będących
czymś na kształt Wittgensteinowskich form życia czy
gier językowych. Drugi opowiada się za jednolitością
form poznania, dopatrując się w pozornej różnorodno­
ści - umieszczającej na antypodach np. myśl afrykańską
i naukę zachodnią - istnienia tej samej struktury teorii
wyjaśniającej. Tokarska-Bakir przyznając, iż po złudze­
niach nowoczesności „wyszło na jaw, że ‘empiria’ i ‘ide­
ologia’ to, z grubsza rzecz biorąc, pseudonimy wiedzy
i wiary, których nierozdzielność została współcześnie
wielokrotnie wykazana” (Tokarska-Bakir 2000: 92),
zdaje się ciążyć ku pierwszemu rozwiązaniu. W myśl te­
go podejścia wszelkie formy racjonalności, i te nauko­
we, i te potoczne, silnie kulturowo spetryfikowane, ja­
wią się jako rodzaj gier, dyskursów - w znaczeniu nada­
nym tym określeniom przez Michela Foucault.
Problem racjonalności przedstawia się tutaj jako
teoretyczne zagadnienie antropologii, którego przece­
nić nie sposób, ponieważ w jego perspektywie uchwycić
możemy różne sposoby kulturowego ujmowania świata
i życia w nim. Fakt ten eksponował w ostatnich deka­
dach w szczególności Stanley Jeyaraja Tambiah (1990),
który sięgając po dzieło Levy-Bruhla, Jamesa, Schütza by wymienić tylko najbardziej znaczące postaci w histo­
rii refleksji na ten temat - podjął próbę rozstrzygnięcia
wspomnianego sporu i przedstawił pogląd o różnych
sposobach ujmowania i porządkowania świata. Propo­
zycję jego warto tutaj przypomnieć, choć nie jest ona
wolna od pewnych słabości (zob. np. zastrzeżenia Bu­
chowskiego 2004), stanowi jednak pewien krok na­
przód w rozumieniu zagadnienia racjonalności.
Otóż - ogólnie rzecz ujmując - w wielości orienta­
cji wobec rzeczywistości (logik, subuniwersów, świa­
tów życia) Tambiah wskazuje dwa nastawienia, racjo­
nalności skrajne, które określa - odpowiednio - jako:
przyczynowość i partycypację. Postaci tych dwóch lo­

gik uzupełniają się nawzajem, a ich natężenie różni się
pomiędzy jednostkami i grupami w łonie tej samej kul­
tury oraz pomiędzy odmiennymi kulturami ujętymi ja­
ko twory o charakterze zbiorowym.
A zatem, przyczynowość reprezentowana jest przez
kategorie, zasady i metodologię nauk przyrodniczych
oraz myśl logiczno-matematyczną. Nastawienie nauko­
we to pewien rodzaj dystansu, metodycznej neutralno­
ści i traktowania przedmiotu oglądu w kategoriach abs­
trakcyjnych. Zwłaszcza w naukach przyrodniczych na­
cisk kładzie się tu na analizę zjawisk w kategoriach przy­
czyny i skutku, przy postępującym podziale przedmiotu
badań na coraz mniejsze jego klasy, czego skutkiem jest
oczywista atomizacja informacji (Tambiah 1990: 105).
N a antypodach przyczynowości znajduje się partycypa­
cja - Tambiah nie ukrywa tutaj faktu zapożyczenia te­
go terminu od samego Lévy-Bruhla, choć nie do niego
sięga po przykłady, przypisując mu niejasność ujęcia te­
go przypadku racjonalności. Dużo lepiej istotę partycy­
pacji ujmuje - według Tambiaha - Maurice Leenhardt
(1982), który zasłużył się wieloletnimi badaniami
w Melanezji, do których Tambiah się odwołuje:
„Leenhardt postrzegał życie w Melanezji jako dyna­
miczny splot natury, społeczeństwa, mitu i techniki, wi­
dział również wioskę melanezyjską jako centrum ota­
czającego ją krajobrazu mitycznego, gdzie góry, skały,
drzewa i zwierzęta traktowano jako bliskie, obdarzone
ponadto mocą boga-przodka oraz totemicznym życiem.
Takie naturalne istoty i zjawiska traktowano jako od­
rębne tchnienia życia. Krajobraz był pośrednikiem mię­
dzy światami niewidzialnym i widzialnym, przestrzenią
‘żywego mitu’, a życie każdej grupy przebiegało według
wskazań jej totemów i przodków wszechobecnych
w otoczeniu człowieka. Pojęcie partycypacji rozumiał
Leenhardt w odczuciu związku jaźni z osobą i ze zjawi­
skami krajobrazu mitycznego; w istocie, partycypacja
stwarzała związek człowieka z tym, co immanentne
i/lub transcendentne” (Tambiah 1990: 106).
Tambiah zauważa, iż te Leenhardta opisy geografii
mitycznych można zilustrować licznymi innymi przy­
kładami etnografii rozmaitych ludów. Przytacza tedy
stosowne cytaty z pracy Vincenta Crapanzano (1980)
o kulcie świętych w Maroku, w której autor przedsta­
wia na przykład wiarę wiernych w obcowanie ze świę­
tym w poświęconym mu sanktuarium, czy pracę Dia­
ny Eck (1981) o geografii sakralnej Indii, w której au­
torka podkreśla z kolei wiarę wyznawców hinduizmu
w świętość całego obszaru Indii.
Są to klasyczne przykłady kultur (lub takich szczegól­
nych dziedzin, jak kultura religijna), które zawsze pozo­
stawały w zakresie zainteresowania antropologii. Nadprzyrodzoność wskazanych zjawisk to właśnie cecha
świata - by posłużyć się określeniem Webera - sprzed od­
czarowania i podobnych przykładów przytoczyć można
jeszcze wiele: Trobriandy Malinowskiego, gdzie zwykłe

132

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

praktyki ekonomiczne nie mogły obyć się bez nieustan­
nie podejmowanych zabiegów rytualno-magicznych, wy­
rastających wprost z lokalnej mitologii (zob. np. 2003);
północny zachód Ameryki Maussa, gdzie rzeczy, od
odzieży po całe domostwa, miały moc „mówienia”, po­
nieważ proces ich tworzenia i użytkowania nie odbywał
się bez udziału bogów i przodków (stąd społeczna i ko­
smologiczna siła potlaczu - rytualnego rozdawnictwa,
a nawet niszczenia rzeczy; Mauss 1973); polska wieś we­
dług Znanieckiego, gdzie wiara w ożywienie całej natury
prowadziła do solidarności człowieka i świata, wzajemnie
zależnych poprzez rodzaj mistycznego związku (Thomas,
Znaniecki 1976); katolicyzm ludowy Tokarskiej-Bakir,
nierozróżniający postaci świętego i jego przedstawienia,
tego co nadzmysłowe i zmysłowe - podobnie jak w przy­
padku owego Marokańczyka Crapanzano... Znamienne,
że Eck ten rodzaj postawy określa - w odniesieniu do jej
przedmiotu badań - jako „sakramentalną ontologię na­
turalną” (Tambiah 1990: 107), potwierdza zatem intu­
icje pojęciowe Tokarskiej-Bakir - przynajmniej w zakre­
sie interesującej je obie kultury religijnej.
Są to klasyczne przypadki zjawisk ze świata sprzed
Weberowskiego odczarowania - pełnego mistycyzmu,
nadzmysłowości, syntezy zjawisk z różnych porządków
usankcjonowanych przez myśl nowoczesną, a wcze­
śniej nieistniejących (na przykład rozróżnienia na:
kulturą wysoką i niską, naukę i wiedzę codzienną, sa­
crum i profanum, publiczne i prywatne, sztukę i rze­
miosło, elity i masy itd.). Wszelako, czy partycypacja
to immanentny składnik porządkowania światów je­
dynie sprzed odczarowania, które odbyło się - według
Webera - wraz z procesami modernizacji, racjonaliza­
cji i biurokratyzacji społeczeństw? Z tych i innych
przykładów znanych antropologom i religioznawcom
wynika, że owemu odczarowaniu nie poddaje się kul­
tura religijna, lecz czy jedynie ta sfera ludzkiego życia?
Tambiah wskazuje przykłady, które mają unaocz­
nić, czym jest partycypacja dzisiaj lub też, gdzie należy
jej szukać poza kulturą religijną. Otóż, przypadki party­
cypacji mają miejsce również wtedy, gdy na przykład
współcześni Amerykanie, młodzi i starzy, masowo opo­
wiadają się za ochroną natury - ze strachu przed zagła­
dą nuklearną i odpadami przemysłowymi; gdy poeci ro­
mantyczni, Wordsworth, Coleridge i Shelley opiewają
piękno związku człowieka i przyrody; gdy pomniki bo­
haterów narodowych, na przykład Lincolna czy Jeffer­
sona, lub cmentarze, jak Arlington Cemetery, lub też
pola bitew, jak Gettysburg, służą za miejsca narodo­
wych świętości. We wszystkich tych przypadkach
Tambiah dostrzega przejawy partycypacji - rodzaju
niesformalizowanego, nieurzeczowionego nastawienia,
które jest określeniem służącym opisowi tych szczegól­
nych logicznych relacji pomiędzy ludźmi, przestrzenią,
naturą i światem rzeczy (Tambiah 1990: 108).
Jeśli tę intuicję badacza uznamy za trafną, z łatwością
znajdziemy podobne przykłady w każdym miejscu na zie­

mi, ale i inne: związki między rodzicami i dziećmi, które
każą - zwłaszcza matkom - znieść każdą przykrość zada­
ną przez dziecko, między kochankami, które przywodzą
do zbrodni lub szaleństwa, czy tworzenia wielkich dzieł,
między członkami bliższej i dalszej rodziny, które każą
udzielić pomocy krewnemu; siłę, którą wierni czerpią
z uczestnictwa w nabożeństwie religijnym lub synowie
z zachęcającego poklepania po plecach przez ojców; uza­
sadnienie politycznych decyzji całych narodów, sankcjo­
nowanych przez czyny ich bohaterów; poczucie dorosło­
ści osiemnastolatka, któremu wolno publicznie pić alko­
hol; pewność siebie kobiety, która właśnie przywdziała
najmodniejszą z sukienek; poczucie więzi z rodem i jego
historią poprzez noszony od pokoleń sygnet; założenie
czarnego ubrania na znak żałoby lub ubrania białego jak to ma miejsce w Indiach - kraju pochodzenia Tambiaha. Wszędzie mamy przy tym do czynienia z kulturo­
wo zróżnicowanymi formami ekspresji, co jest charakte­
rystyczne dla porządku partycypacji - zmienności posta­
ci miłości rodzicielskiej, solidarności rodowej, mody czy
żalu wyrażanego z powodu śmierci bliskich.
Tambiah zauważa, że partycypacja ma miejsce
wówczas, gdy osoby, grupy, miejsca, rzeczy, zjawiska
naturalne pozostają w związku styczności, bezpośred­
niości, podzielanego pokrewieństwa (Tambiah 1990:
107), co - trzeba przyznać - przywodzi na myśl istotę
magii. Badacz dodaje, że „w języku semiotyki ludzie
z jednej strony, a miejsca, przedmioty i zjawiska natu­
ralne - z drugiej, przedstawiają się jako wzajemne ‘ikoniczne’ reprezentacje oraz ‘indeksykalne’ przeniesienia
energii i atrybutów” (Tambiah 1990). Joanna Tokarska-Bakir określiłaby to zapewne - przynajmniej w od­
niesieniu do religijności ludowej - jako przejaw skleje­
nia signans i signatum, przedstawiającego i przedsta­
wionego (Tokarska-Bakir 2000: 21).
Widać tedy z powyższej charakterystyki, że logika
partycypacji wykazuje - co podkreśla Tambiah - ce­
chy magicznej współobecności, performatywności ak­
tów mowy i opowieści mitycznych, działania rytualne­
go i ekspresywnego, które znajduje podzielane rozu­
mienie, nacisk na zmysłowe i afektywne formy komu­
nikacji oraz język emocji, solidarności, holizmu, cią­
głości przestrzeni i czasu, gdzie jednostka jest wytwo­
rem świata i jego częścią - co ma dać w efekcie poczu­
cie kosmicznej jedności. Dyskurs przyczynowości na­
tomiast należałoby charakteryzować w kategoriach
dystansu, neutralności, eksperymentu, gdzie jednost­
ka przeciwstawiona jest światu i posługuje się językiem
bodźca i reakcji oraz działaniem nastawionym na tech­
niczną skuteczność, kosmos zaś podlega procesowi
atomizacji i fragmentacji (Tambiah 1990: 109).
Warto mieć jednak świadomość tego, że wprawdzie
partycypacja i przyczynowość mogą wydawać się nasta­
wieniami wobec świata różnymi i przeciwstawnymi,
mają jednak i część wspólną, którą jest zmysłowy apa­
rat poznawczy, na którym nabudowują się symboliczne

133

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

formy komunikacji i ekspresji. Z drugiej strony podkre­
ślić należy istotny fakt, że partycypacja i przyczynowość
są postaciami racjonalności - jak już wcześniej stwier­
dzono - idealnymi, w praktyce bowiem nie są wolne od
elementów przeciwstawnych ich cechom konstytutyw­
nym; innymi słowy są to - by znów sięgnąć do termi­
nologii Webera - typy idealne pewnych dwóch sposo­
bów ujmowania rzeczywistości. Można wszakże poku­
sić się o wskazanie najbliższych przypadków tak rozu­
mianych skrajności: religię i naukę. Niemniej praktyka
kulturowa każdego społeczeństwa ufundowana jest na
obu tych porządkach rzeczywistości, uzupełniających
się nawzajem, które uobecniają się w zależności od
kontekstu, systemu wiedzy, wnioskowania czy retoryki
oraz sposobów reagowania emocjonalnego.
Argument Tambiaha wydaje się trafny, w każdym
bowiem społeczeństwie istnieją jakieś religie i związane
z nimi systemy wartości, ceremonie, symbole itd. Tra­
dycje różnego rodzaju - te wielkie i małe - które każą
w budowli sprzed setek lat poszukiwać źródeł zbioro­
wych tożsamości, podobnie zresztą jak w zastawie sto­
łowej przekazywanej z pokolenia na pokolenie; życie
rodzinne z poszczególnymi systemami pokrewieństwa,
uroczystościami (śluby, urodziny itd.), relacjami wza­
jemności; zbiorowości o charakterze subkulturowym
z silną dozą solidarności grupowej czy ideologii; środo­
wiska zawodowe z ich specyficznymi kulturami organi­
zacyjnymi; mody szczycące się względną swobodą, lecz
równocześnie z aspiracjami do hegemonii; formy
uczestnictwa ze świata fanów, dla których uwielbianie
idola jest niczym uczestnictwo w jego aura itd. - to, je­
śli chodzi o partycypację. Po stronie zaś przyczynowości mamy: eksperymenty naukowe, plany ekonomicz­
ne, dysputy akademickie, diagnozy lekarskie (chodzi
oczywiście o medycynę klasyczną, nie tę np. holistycz­
ną, którą należałoby umieścić w porządku partycypacji,
a może raczej jest ona przypadkiem granicznym) itd.
W tym względzie - zauważa badacz - istnieją również
różnice stosowania tych dyskursów w różnych kultu­
rach, nie ma wszak społeczeństwa, którego racjonal­
ność można by sprowadzić wyłącznie do jednej ze
wskazanych tu postaci (Tambiah 1990: 108-109).
Tambiah nie kładzie jednak wystarczającego nacisku
na jeszcze jedną kwestię, mianowicie iż w każdym z wy­
mienionych przykładów, które reprezentują zresztą jedy­
nie znikomy fragment praktyk człowieka, w których
obie racjonalności się ujawniają, możemy zwykle do­
strzec element z porządku przeciwstawnego. Innymi sło­
wy, i w praktykach z porządku partycypacji (nawet
w przypadku religii) znajdziemy elementy swoistego ma­
ke-believe, z drugiej zaś strony, przyczynowość nie jest po­
zbawiona elementu partycypacji, jak w przypadku wielu
odkryć naukowych, które ufundowane są na intuicji ra­
czej niż na logice argumentu, nie wspominając już o tym,
że sama teoria i metoda są w nauce czymś arbitralnym,
a więc narażonym wciąż - i słusznie - na zarzut pocho­

dzenia z przeciwnej strony - partycypacji właśnie.
W gruncie rzeczy bowiem mamy do czynienia z ciągło­
ścią postaci owych dyskursów, gdzie wspomniana medy­
cyna holistyczna plasowałaby się być może pomiędzy po­
stacią klasyczną i alternatywną sposobów leczenia ludzi.
W tym rozumieniu tyleż logiki przyczynowości, co logiki
partycypacji da się zauważyć na przykład: w retoryce po­
litycznej (fakty vs interpretacje), motywacjach przyna­
leżności grupowych (potrzeba wsparcia vs wiara w jej
wartości), modzie (potrzeba wyróżnienia się vs poddanie
się obowiązującemu kanonowi), w stosunku wobec dóbr
materialnych (użyteczność np. samochodu vs jego symboliczność w aspekcie prestiżu społecznego).
Znawcy historii myśli antropologicznej zauważą za­
pewne, że propozycje Tambiaha nie są czymś absolut­
nie nowym w potraktowaniu racjonalności rozumianej
jako sposób ujęcia rzeczywistości, porządkowania jej
i rozumienia. Dość przywołać jedną z najbardziej zna­
czących wypowiedzi odnoszących się do tego zagad­
nienia, mianowicie samego Claude’a Lévi-Straussa:
„Otóż w każdej perspektywie nienaukowej (a żadne
społeczeństwo nie może uważać, że jest od niej wolne)
myśl patologiczna i myśl normalna nie wykluczają się,
lecz dopełniają. W obliczu świata, który pragnie zrozu­
mieć, ale którego mechanizmów nie może opanować,
myśl normalna pyta nieustannie o sens te rzeczy, które
odmawiają odsłonięcia go; natomiast myśl określona
jako patologiczna przepełniona jest uczuciowymi od­
dźwiękami i interpretacjami, w które gotowa jest wy­
posażyć nie zaspokajającą jej rzeczywistość. Dla jednej
istnieje coś, co nie daje się sprawdzić doświadczalnie,
tzn. pusty wymóg; dla drugiej - istnieją doświadczenia
bezprzedmiotowe, tzn. czysty zasób. Korzystając z języ­
ka lingwistów, powiemy, że myśl naturalna stale cierpi
na deficyt tego, co znaczone, gdy tzw. myśl patologicz­
na (a przynajmniej pewne jej objawy) dysponuje nad­
miarem tego, co znaczące” (Lévi-Strauss 1970: 256).
Jeśli przymkniemy oko na częste w przypadku
strukturalizmu sformułowania o silnie pozytywistycz­
nym nacechowaniu, jak: myśl normalna vs myśl pato­
logiczna (przyczynowość vs partycypacja), stwierdzimy
bez wątpienia wspólność intuicji, które dzieli - między
Lévi-Straussem a Tambiahem - kilka dziesiątków lat
myśli antropologicznej; do wspomnianego „nadmiaru
tego, co znaczące” przyjdzie się jeszcze odwoływać.
Sięgnijmy po jeszcze inne przybliżenie istoty tej sfe­
ry ludzkich sposobów życia, która wymyka się analizie
w kategoriach dwuwartościowej logiki, reguł wynika­
nia itd. Mianowicie, od pewnego czasu obecna jest
w polskiej literaturze przedmiotu koncepcja kultury ty­
pu magicznego, powstała zapewne nie bez odniesienia
do toczącego się przynajmniej od czasów Lévy-Bruhla
sporu na temat wspomnianej wcześniej dychotomiczności (lub wielości) racjonalności. Michał Buchowski,
współtwórca tej koncepcji, pisząc o magii, zauważył, że
„redukcja magii do komunikacji jest niemożliwa -

134

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

przede wszystkim ze względu na syntetyczny charakter
myślenia magicznego, łączącego sensy przedmiotowe
(praktyczno-użytkowe), komunikacyjne (komunikacyjno-semantyczne) i światopoglądowe regulowanych
przez siebie czynności” (Buchowski 1986: 106).
Wszelako posługiwanie się tutaj pojęciem kultury
przywodzi jednak na myśl pewien ograniczony etnicznie
(Polacy, Lasowiacy, Afroamerykanie, Bororo itd.) lub
typologicznie (chłopi, politycy, hiphopowcy, nauczycie­
le akademiccy itd.) zespół praktyk, wartości, wytworów
itd. charakterystycznych dla danej grupy. Tymczasem
niewielka zmiana terminologiczna - np. racjonalność
typu magicznego - pozwala na zerwanie z krępującą tra­
dycją antropologiczną wypowiadania się na temat po­
szczególnych kultur, ułatwia natomiast postawienie
znaku równości między praktykami kulturowymi Bororo, hiphopowców i nauczycieli akademickich; rzecz ja­
sna z uwzględnieniem osobliwości wszystkich tych prak­
tyk - przy podjętym równocześnie wysiłku wskazania ja­
kości wspólnych. Okazać się może wówczas, że np. spo­
sób ubierania się - gdy uwzględnimy wspomniane wy­
miary: praktyczno-użytkowy (np. ochrona), komunika­
cyjny (np. informacja o miejscu w hierarchii społecznej
lub aspirowania do zajęcia tegoż), światopoglądowy
(np. wyznawane wartości estetyczne) - wykazywać bę­
dzie zbliżone funkcje bez względu na szerokość geogra­
ficzną, rasę, przynależność etniczną czy typologiczną.
Ów zabieg terminologiczny pozwoliłby nam również
na wyzwolenie się z pewnych nawyków myślowych: że
oto kultury typu magicznego reprezentują jedynie Boro­
ro, a może jeszcze - na przykład - Lasowiacy; a może nie,
może tylko kultura religijna Lasowiaków da się ująć za
pomocą tej formuły? Co w takim razie z hiphopowcami
czy nauczycielami akademickimi, co z ich religijnością,
itd.? Niewątpliwie można przecież stwierdzić symboliczność stroju Bororo (np. określony zestaw papuzich piór),
hiphopowców (np. czapka bejsbolówka noszona w okre­
ślony sposób) i nauczycieli akademickich (np. wycią­
gnięty sweter czy jasne spodnie - ten drugi przypadek,
amerykański, coraz bardziej rozpowszechnia się w środo­
wisku rodzimym). Jeśli przyjmiemy tedy, że każda symboliczność zawiera - z racji społecznie nacechowanej re­
toryki - element magiczności, wówczas tę magiczność
dostrzec będzie można w papuzich piórach Bororo i w ja­
snych spodniach akademika. Magiczność, czyli - jak by
powiedział Kenneth Burke - sztukę retoryczną uprawia­
ną z pomocą słów, rzeczy, zachowań. W tym rozumieniu
rolą magii nie jest oddziaływanie na naturę, lecz na in­
nego człowieka, na zbiorowość - kształtowanie ludzkich
postaw i zachowań (Burke 1969: 43).
Stąd - wydaje się - posługiwanie się pojęciem ra­
cjonalności typu magicznego daje lepsze widoki ba­
dawcze niż pojęcie kultury typu magicznego.3 Samo
pojęcie kultury sprzyja wprowadzaniu pewnego myślo­
wego mechanizmu unieruchamiającego - również
w granicach wyznaczanych kryteriami etnicznymi czy

typologicznymi. Dochodzą do tego pewne stare przesą­
dy z porządku nowoczesności, jak rozróżnienie na magię-religię czy magię-naukę i mamy oto najczęściej za­
pewne formułowany wniosek, że magię mają Bororo,
nie mogą jej natomiast mieć nauczyciele akademiccy oni mają naukę, a czasem religię. A zatem nimi antro­
pologia zajmować się nie może - stąd bierze się owo
dreptanie w miejscu, o którym była mowa na początku.
Pozostając jeszcze przez chwilę przy przykładzie
stroju, może on mieć tak przemożną magiczno-retoryczną siłę, co głównie odnosi się do mody, że każe na przykład - nosząc w zimne wiosenne lub jesienne
dni kusą bluzkę, wystawiać (już lub jeszcze - po lub
przed okresem zimowych chłodów) nagie brzuchy na
doskwierające zimno. Okazuje się, że względy techniczno-użytkowe zgoła tu nie występują, dając miejsce
tym komunikacyjnym i światopoglądowym:
„W kulturze typu magicznego, tak jak to postulują
symboliści antropologiczni, sfera techniczna i sfera sym­
boliczna są przemieszane, integralnie splecione. Oby­
dwie sfery tworzyć nawet mogą syntetyczny monolit
(...). Zgodnie z wierzeniami magicznymi, działania sym­
boliczne mają podobny status, co działania techniczne.
Przy budowie domu, akty symboliczne, np. zaklęcia i ge­
sty rytualne, mają taki sam wpływ na efekt końcowy, ja­
kim ma być nośna i dobra chałupa, co akty techniczne.
Dobór belek i ich umocowanie są równie istotne, co akt
złożenia kamienia węgielnego, zawieszenie wiechy i po­
święcenie wodą” (Buchowski 2004: 208)
Żaden antropolog nie zakwestionuje trafności przy­
porządkowania przykładu podanych tutaj działań sym­
bolicznych do zbioru praktyk magicznych. Dlaczego
jednak nie dostrzega się magiczności sposobu ubierania
się? Trzeba to zapewne położyć na karb wspomnianych
przesądów i nawyków myślowych, co prowadzi do bra­
ku badań antropologicznych w tym zakresie, a więc
i braku powodów wysuwania jakichkolwiek tez na te­
mat sposobów ubierania się, które - przecież, jako ży­
wo - jest czynnością kulturową interesującą wszak
dawniejszych badaczy, np. znawców strojów ludowych.
Gdybyśmy sparafrazowali wypowiedź Buchowskie­
go, to druga jej część - by nie wchodzić w niepotrzeb­
ne dłużyzny - mogłaby brzmieć: w przypadku ubierania
się, działania symboliczne i rytualne, np. założenie gar­
nituru określonego fasonu i ceny, krawata o określo­
nym wzorze, koszuli o określonym kolorze z kołnierzy­
kiem określonego kroju, sposób noszenia takiego ubio­
ru (np. zapinanie-odpinanie guzików w pewnych oko­
licznościach, zdejmowanie-zakładanie marynarki w innych), mają większy efekt końcowy niż akty tech­
niczne, na przykład - ochrona. Zdarza się bowiem, że
ochrona w ogóle nie jest tutaj żadnym efektem końco­
wym, np. ochrona przed duszną atmosferą bankietu,
na którym mężczyźni nie mogą zdjąć marynarki, pod­
czas gdy kobiety - odwrotnie - winny odsłaniać gołe
ramiona; podobnie owa wspomniana wcześniej bluzka

135

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

- wydaje się - jedynie służy odsłanianiu brzucha...
W tym ostatnim przypadku można by pokusić się o ro­
boczą hipotezę, że magiczna rola bluzki wyraża się
w syntezie funkcji erotycznej i estetycznej, co zauważył
już dawno temu pionier badań symboliki stroju ludo­
wego Piotr Bogatyriew (1979: 202-203). Ma ona rów­
nież - jak każda moda, zwłaszcza kobieca - coś ze striptizu, gry odsłaniania i zakrywania, co rozważał przecież
w kategoriach mitotwórstwa, racjonalności partycypa­
cji,4 tutaj można by powiedzieć - racjonalności typu
magicznego, sam Roland Barthes (1970: 74-77).
Mimo możliwego zastrzeżenia wobec proponowa­
nego przez Tambiaha rozumienia racjonalności, do­
wodzi on bez wątpienia tego, że nie ma mowy o utrzy­
maniu dawniejszego podziału - by rozpocząć od
stwierdzenia Tokarskiej-Bakir - na empirię i ideolo­
gię, dalej - wiedzę i wiarę, to, co wysokie i niskie
w kulturze, indywidualne i zbiorowe, centralne i pery­
feryjne, elitarne i nieelitarne, logiczne i prelogiczne,
referencyjne i emotywne, racjonalne i irracjonalne w odniesieniu do wszelkich praktyk człowieka.
Dotyczy to również „praktyki naukowej”, i to wła­
śnie w odniesieniu do niej można by stwierdzić trzecie jak sugeruje Buchowski (2004: 158) - odczarowanie
świata: „’rytuały nauki’ satysfakcjonujące nasze potrze­
by praktyczne, mogą być wykonywane bez sakralnego
wierzenia, że są one w jakiś wyjątkowy sposób obiek­
tywne i zbliżone do prawdy o świecie. Wystarczy utrzy­
mywać, ze nauka to użyteczna metoda, służąca realiza­
cji naszych pragnień w określonych aspektach życia,
podobnie jak inne ceremonie zaspokajają nasze potrze­
by w dziedzinie stosunków społecznych” (Buchowski
2004). W tym rozumieniu nauka, w odniesieniu do mo­
delu przyczynowość-partycypacja, to postać racjonalno­
ści sytuująca się po stronie pierwszego z członów tej dy­
chotomii, choć - przypomnijmy - owe dychotomiczne
ujęcia porządkowania rzeczywistości to jedynie modele
idealne typów racjonalności przebiegających w poprzek
tych i innych uznanych dotychczas podziałów. Trzeba
przy tym przypomnieć, że i sam Weber uznał ostatecz­
nie subiektywny charakter wszelkich form racjonalno­
ści, które są - według niego - podminowane emocjo­
nalnym nastawieniem, intuicją, a nawet charyzmą.
Konstatacja Webera nie dała wszak natychmiasto­
wego efektu przejścia na relatywistyczne pozycje śro­
dowisk kontestujących projekt nowoczesności, choć
postaci ponowoczesności avant la lettre można upatry­
wać w awangardowych ruchach artystycznych już
w latach 20. minionego wieku (Featherstone 1991:
38). Dopiero schyłek wieku przyniósł zdecydowanie
odmienne ujęcia charakteru i prawomocności wszel­
kiej wiedzy (w tym tej naukowej) i wszelkiej racjonal­
ności, rozumianych jako językowa lub pragmatyczna
gra jedynie, której reguły są w dodatku ustanawiane
przez poszczególne dyskursy - naukowe, potoczne, ar­
tystyczne itd.

Nie wdając się jednak w rozważania na temat zasad­
ności i proporcji podziałów z porządku przednowoczesność-nowoczesność-ponowoczesność, należy stwierdzić,
że mylą się niektórzy teoretycy, twierdząc, że oto ponowoczesność przyniosła ostateczne odczarowanie świata
(zob. np. Lyotard 1997), że ponowoczesne małe opowie­
ści, w odróżnieniu od tych wielkich - nowoczesnych, po­
zbawione są sankcji metafizycznej. Naiwnością wydaje
się wiara, że owej sankcji nie ma w łonie dyskursów na­
ukowych (już samo ponowoczesne założenie o prowizo­
ryczności i umowności wszelkiej wiedzy jest przesłanką
metafizyczną), a tym bardziej w odniesieniu do małych
opowieści pozanaukowych (ideologie, ruchy narodowe,
tradycje, nurty artystyczne, ruchy społeczne, style życia,
mody itd.). Istotnie, w miejsce owych esencjalistycznych
wielkich opowieści nauki pojawiają się antyesencjalistyczne małe opowieści tejże, programowo odżegnującej
się od absolutystycznych roszczeń (inna sprawa, czy nie
jest to właśnie rodzaj pobożnego życzenia), lecz także ma­
łe opowieści spoza nauki, składające się - jak zawsze - na
gmach ludzkiej codzienności, gmach antropologicznie
rozumianej kultury, które przecież przesłankę metafizycz­
ną mają wpisaną w swoją istotę.
I tutaj - okazuje się - w świecie ponowoczesnym
można zaobserwować powrót przednowoczesności,
w szczególności fragmentację i hybrydyzację na rozma­
itych płaszczyznach sposobów życia ludzi, upodabnia­
jącą w dużym stopniu współczesny krajobraz kulturo­
wy do tego sprzed nowoczesności. Zadając pytanie: na
czym to upodabnianie się ma polegać, wkraczamy tym
samym w zakres znaczeniowy owego Geertzowskiego
prawdziwego życia.
*
Sięgnijmy najpierw do spostrzeżeń, które eksponują
społeczny wymiar wspomnianego podobieństwa. Weź­
my choćby pogląd socjologa francuskiego Michela Maffesoli (1996) o istnieniu tzw. ponowoczesnych plemion,
współczesnych formacji społecznych skali mikro, któ­
rych przykłady wskazać można w takich układach spo­
łecznych, jak: zespoły pracownicze (por. pojęcie kultury
organizacyjnej), kluby sportowe (wraz z grupami fanów),
bywalcy określonych kawiarni, organizacje hobbystów,
partie polityczne (zwłaszcza na szczeblu lokalnym), po­
moc sąsiedzka (chodzi o jej zorganizowane formy, znane
np. w krajach anglosaskich pod nazwą Neighbourhood
Watch), grupy nacisku rozmaitego autoramentu, mniej­
szości seksualne, subkultury młodzieżowe itd., których
członkowie podzielają wspólny styl życia czy gusty. Cen­
tra owego współczesnego plemiennego życia to wielkie
miasta, w których biznesmeni pospołu z graficiarzami,
nauczycielami akademickimi, hiphopowcami itd. skła­
dają się na społeczny i estetyczny krajobraz społeczeń­
stwa masowego. Przymiotnik „ponowoczesne” oddać ma
nowy charakter tych formacji społecznych, powstałych
mianowicie na gruzach rozsypującego się porządku no­

136

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

woczesności, dla której typowym wyznacznikiem było
względnie zhomogenizowane społeczeństwo konsump­
cyjne, podległe jednej z wielkich opowieści - ideologii
sukcesu finansowego i konsumeryzmu, w których na
przykład Robert Merton (1982) upatrywał wzoru kultu­
ry amerykańskiej połowy XX wieku, co można by zapew­
ne ekstrapolować na całość kultury Zachodu.
Wprawdzie francuski socjolog zaproponowany ter­
min traktuje raczej przenośnie niż dosłownie, odżegnu­
jąc się od jakichkolwiek analogii wskazanych formacji
społecznych z plemionami klasycznej antropologii, jego
argumentacja nieodmiennie przywodzi na myśl cechy
Tönniesowskiej Gemeinschaft czy Durkheimowskiej
świadomości zbiorowej. Oto bowiem członek owego
współczesnego tribus to - w odróżnieniu od członko­
stwa, funkcyjności i kontraktowości zbiorowości nowo­
czesnych - nie jest już jednostką, ale osobą, nie pełni
funkcji, lecz odgrywa rolę, nie łączy go z grupą umowa,
lecz więzy emocjonalne (Maffesoli 1996: 6).5 To sprzy­
ja postrzeganiu owych osób w związkach ze sobą i ze
światem w kategoriach solidarności i organiczności, sło­
wem - chciałoby się powiedzieć - holizmu kosmologicz­
nego, typowego właśnie dla plemion dawniejszej antro­
pologii. Maffesoli stwierdza ponadto, że ta wskazana
emocjonalność i bezpośredniość postaw i stosunków
wewnątrzgrupowych prowadzi do pomieszania tego, co
obiektywne i subiektywne, a co autor określa jako
transsubiektywne. Jest to uznanie prawomocności spo­
łecznie stworzonej rzeczywistości, podmiotowe ujęcie
plemienia i tworzonej przez niego wiedzy jako bytu sui
generis, gdzie subiektywne doznania i znaczenia stają się
obiektywnymi faktami społecznymi i tworzą świat intersubiektywny (por. Berger, Luckmann 1983).6
Czyż nie jest to cecha rzeczywistości kulturowej
ufundowanej na racjonalności określanej przez Tambiaha jako partycypacja, gdzie wiedza kulturowa wywodzi
się z podzielanego rozumienia, podszyta jest emocjami
i poczuciem solidarności, jej fortunność zaś zagwaranto­
wana jest performatywnością wypowiedzi i zachowań,
a uczestniczące w niej osoby stają się tym sposobem wy­
tworami świata i jego nierozdzielnymi częściami? Nie bę­
dzie chyba przesady w stwierdzeniu, że mamy tu także do
czynienia z postacią owej nierozróżnialności, którą Joan­
na Tokarska-Bakir interpretuje jako „unicestwienie zna­
ku jako znaku” - zlanie się w jedno rzeczy, reprezentacji
i pojęcia (Tokarska-Bakir 2000: 40).
Magiczną współobecność i nierozróżnialność wszyst­
kiego, co w świecie się znajduje, wskazuje również Maffesoli, zauważając, że w jego tribus nie obowiązują rozróż­
nienia na duszę i ciało, umysł i materię, wyobraźnię
i ekonomię, ideologię i produkcję itd., do których przy­
wykliśmy, podążając za takimi oto taksonomiami „re­
dukcjonizmu pozytywistycznego” (Maffesoli 1996: 14).
W wymiarze społecznym podkreśla się tutaj wspólnoto­
wy charakter uczestnictwa, podzielanie wartości i kon­
takt bezpośredni, znaczenie zachowań rytualnych i oby­

czaju, który autor rozumie w kategoriach syndromu ety­
ki i estetyki.7 Działania symboliczne odgrywają w tym
społecznym millieu rolę szczególną, a obyczaj jest w życiu
codziennym tym, czym rytuał w życiu religijnym - środ­
kiem łagodzenia, oswajania tajemniczych, wzbudzają­
cych obawę, a czasem grozę sił (Maffesoli 1996: 21).
Autor nie wprost potwierdza wyrażoną powyżej in­
tuicję o partycypacyjnym charakterze kosmologii tri­
bus, zauważając, że „wszystkie te rzeczy dowodzą istnie­
nia wrażliwości kolektywnej, która ma niewiele wspól­
nego z dominacją kategorii polityczno-ekonomicznych
nowoczesności. Wrażliwość ta nie jest już integralną
częścią finalistycznej, teleologicznie zorientowanej ra­
cjonalności (Zweckrationalität Webera), lecz doświad­
cza się jej raczej w czasie teraźniejszym - wpisaną
w określoną przestrzeń: hic et nunc (Maffesoli 1996:
23). Dalej jednak stwierdza, że znajdujemy tu wyrażo­
ną wprost lub nie wprost wizję organicznego powiąza­
nia rozmaitych elementów kosmosu, bliskiego ducho­
wi religijnemu i lokalizmowi terytorialnemu (Maffesoli
1996: 40), gdzie wszakże święty patron zastąpiony zo­
stał przez guru, rodzinna wioska przez dzielnicę wiel­
kiego miasta, a tajne stowarzyszenia przez kibiców pił­
karskich czy modne sekty. Dodać należałoby tutaj, że
nie zawsze w tym przypadku niezbędna jest obecność
jakiegoś guru, z którym możliwe jest obcowanie w kon­
takcie bezpośrednim (np. przywódcy grupy kibiców, li­
dera klasowego, przywódcy sekty itd.), albowiem
w skali kultury masowej - w skali społeczeństwa maso­
wego, a nie nowoplemienia - wskazuje się na wzrasta­
jącą rolę tzw. nowych pośredników kulturowych (Bo­
urdieu 1984), którzy służą za wyrocznię w sprawach
kultury codziennej i sposobów życia: dziennikarzy, me­
dialnie aktywnych intelektualistów, gwiazdy filmowe
itd. Element autorytetu, tak ważny w kulturach przednowoczesnych, nie znika zatem w naszych czasach,
przemieszcza się tylko - w tym drugim przypadku w sferę relacji zapośredniczonych zwykle przez media.
Owemu „plemiennemu rozdrobnieniu”, podważa­
jącemu wielkie narracje nowoczesności, sprzyjają od
początku media: stacje radiowe prezentują nurty mu­
zyki kojarzone z rozmaitymi subkulturami; telewizje
kablowe podważają telewizyjny mainstream wielkich
stacji, adresując swoje programy do mniejszych grup
odbiorców; prasa różnicuje się w swej ofercie ze wzglę­
du na płeć, wiek, zawód, zainteresowania itd. (zob. np.
Scott 1993: 259). Wszystko to wzmaga proces skupia­
nia się mediów na życiu codziennym, sięgania po ob­
razy codzienności kosztem wielkich dzieł tzw. kultury
wysokiej, a wraz z odrodzeniem oralności i wizualności
jako głównych mediów komunikowania (radio, tele­
wizja, internet w miejsce dawniejszego słowa druko­
wanego) wzmacnia to porządek bliski owej Gemein­
schaft, „kultury tradycyjnej” - jak ją wprost określa
Maffesoli (1996: 26). Co więcej, mamy oto do czynie­
nia z nowym wcieleniem starej postaci dyskursu pu­

137

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

blicznego w rozumieniu mitycznych lub mitycznopochodnych tekstów obecnych w przestrzeni kulturowej,
których opowiadanie, odtwarzanie, reaktualizowanie
służyło niegdyś podtrzymywaniu spójności kulturowej.
W miejsce dawniejszych historii o mitycznych zdarze­
niach i bohaterach kulturowych wkraczają z całą mo­
cą zdarzenia i bohaterowie współcześni, gdzie - jak za­
uważa Maffesoli - „wydarzenie o znaczeniu politycz­
nym lub całkiem zwyczajne, życie gwiazdy lub lokalne­
go guru, może przyjąć mityczne proporcje” (Maffesoli
1996). Ów mityczny wymiar - dodaje - przebiega jak­
by w poprzek całości życia społecznego.
Przypomina to cokolwiek Barthes’owskie pojęcie
„mityczności”, która ma być współczesnym wcieleniem
dawniejszych mitów-opowieści. Jak pisze francuski
„mitolog”, mit jest dziś „nieciągły, już nie ujawnia się
w wielkich opowieściach, lecz w samym ‘dyskursie’;
jest raczej frazeologią, zbiorem zdań (stereotypów); mit
zniknął, lecz pozostała - bardziej podstępna - mityczność” (Barthes 1985: 63). W świetle poczynionych
wcześniej ustaleń na temat racjonalności typu magicz­
nego, można by dodać do tej wypowiedzi jej parafrazę:
magia jest dziś nieciągła, już nie ujawnia się w konkret­
nych praktykach, lecz w samym „dyskursie”; jest raczej
retoryką, zbiorem zachowań (stereotypów); magia
zniknęła, lecz pozostała - bardziej podstępna - magiczność.8 Ta i inne cechy kultury współczesnej przywodzą
i Michela Maffesoli do konstatacji, że jesteśmy oto
świadkami ponownego „zaczarowania świata”.
Wprawdzie plemiona współczesne wyposażone zo­
stały w wyrafinowaną technikę, mają jednak w sobie
coś barbarzyńskiego i ożywiającego zarazem (Maffesoli
1996: 28). Maffesoli twierdzi, że inwazje barbarzyńców
miały w dziejach rozmaitych kultur charakter odnowicielski. Były to rewolty, które pociągały częstokroć zu­
pełne odwrócenie wcześniejszego porządku, czego nie­
wątpliwym przykładem są rewolucje doby nowożytnej.
Trzeba zatem zauważyć, że w rozumieniu antropolo­
gicznym konflikty takie stanowiły zawsze część wiecz­
notrwałego - wydaje się - motywu kulturowego: trans­
gresji, protestu, karnawałowego i liminalnego nadmia­
ru. To właśnie ludowa tradycja karnawałów i świąt - od
greckich bachanaliów przez polskie zapusty, po karna­
wał w Rio - dostarczała dawniej i dziś narzędzi symbo­
licznej inwersji i przekraczania przyjętych powszechnie
norm, ustanawiania owego opisanego przez Bachtina
„świata na opak”, wraz z groteskową wulgarnością,
przyjemnościami cielesnymi, nadmiernym jedzeniem
i piciem oraz promiskuityzmem seksualnym, dowarto­
ściowaniem - jak to określa Bachtin (1975) - „dołów
materialno-cielesnych”. Ta liminalność to cecha rytu­
ału, który wszak służy stanowieniu nowych jakości spo­
łeczno-kulturowych i - można bez przesady stwierdzić pełni funkcję kosmogoniczną, stwarzania nowego-starego lub nowego-nowego porządku. Typowym czasem
takiej świątecznej inwersji był czas przesileń astrono­

micznych. Typowym zaś miejscem był zawsze targ, na
którym spotykali się ludzie i rzeczy z różnych stron świa­
ta, choćby to był świat najbliższej okolicy, gdzie przyby­
wali rozmaici kuglarze, włóczędzy i dziady proszalne,
gdzie odbywał się handel i publiczne debaty, słowem było to miejsce o transgresyjnym charakterze.
Mike Featherstone zauważa, że miejscem takiej
świeckiej odświętności są dziś: centrum handlowe, ku­
rort, centrum rozrywki, park tematyczny, gdzie - jak
w restauracjach, pubach, dyskotekach - bywalec tych
miejsc, współczesny flâneur, oddać się może praktykom
„kontrolowanego braku kontroli” (zob. Featherstone
1991: 22-23). Wskazuje również wprost na trwanie ele­
mentów przednowoczesnej tradycji karnawałowej, choć
przemieszczonej w sferę mediów, reklamy czy centrów
handlowych. Do tych uwag dodajmy jeszcze fakt istnie­
nia szczególnych okresów, którym można ową karnawałowość, liminalność przypisać - w szczególności week­
end czy wakacje, z Veblenowską (1998) „konsumpcją
na pokaz” i ekspozycją Bachtinowskich „dołów materialno-cielesnych”. Najważniejsze bodaj jest jednak to,
że prześmiewczość, zmyślenia, pamflety, piosenki oraz
inne powszechne formy zabawy słowem, a nawet fana­
beria opinii publicznej dostarczają kryteriów oceny wła­
dzy (Maffesoli 1996: 51), składają się na ów „barbarzyń­
ski” wymiar tych treści kulturowych, które - jak by po­
wiedział Bachtin - przychodzą niejako z dołu.
Postawa taka wykracza wszak poza omawianą przez
Michela Maffesoli plemienność i fakt ten podkreślał już
Jurgen Habermas, wprowadzając rozróżnienie na system
i świat życia. W myśl tego kryterium, pierwszy to instru­
mentalne działanie po stronie systemu polityczno-admi­
nistracyjnego i ekonomicznego, który usiłuje zdomino­
wać i doprowadzić do rozkładu ten drugi - wyzwalający
potencjał świata życia codziennego (Habermas 1981; za:
Featherstone 1997: 56). Potencjał ten jest jednak narzę­
dziem dostępnym każdemu i wyrastającym z poczucia
wspólnoty, solidarności, podzielanego uczestnictwa
i wywodzi się z niewypowiedzianej wprost wiary w moc
działania i słowa, chciałoby się powiedzieć - magiczną
moc. Jest to sprzeciw wobec narzuconych wielkich pro­
jektów nowoczesności, państwa, zhomogenizowanego
społeczeństwa czy rynku ekonomicznego. Maffesoli
twierdzi wręcz, że są to akty konspiracji przeciw wielkim
opowieściom i instytucjom państwa, działania, które
przejawiają się również w postaci współczesnej maski:
sposobu ubierania się, tatuażu czy nawet fryzury, a które
umieszczają jednostkę w granicach oddziaływania tribus.
Jest to „partycypacja, w mistycznym znaczeniu tego sło­
wa, w większej całości” (Maffesoli 1996: 91), choć jest
to całość - jak wiemy - o skali mikrospołecznej, ograni­
czająca równocześnie wymiar podmiotowości.
Wszelako, nowoplemienność różni się od klasycz­
nej plemienności płynnością, rozproszeniem, nawet
okazjonalnością (Maffesoli 1996: 76), w sumie - moż­
na by ją niemal utożsamić z codziennością, niesforma-

138

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

lizowanym theatrum mundi. Badacz stwierdza w końcu,
iż cechy nowoplemienności wykazują również zbioro­
wości o skali masowej. Okazuje się mianowicie, że gra­
nica między grupami nowoplemiennymi a społeczeń­
stwem masowym jest płynna. To drugie również
uczestniczy - na przykład dzięki pośrednictwu mediów
- w rytuałach o masowej skali: imprezach sportowych,
zakupach, festynach, turystyce itd. (Maffesoli 1996:
98). W sumie mamy do czynienia ze swoistym nie­
ustannym ruchem wahadłowym między plemieniem
a społeczeństwem masowym,9 wymiennością masy-plemienia (Maffesoli 1996: 127), gdzie obie te postaci ży­
cia społecznego są wzajemnymi biegunami, pomiędzy
którymi przemieszczają się jednostki. Trzeba bowiem
pamiętać, że plemiona współczesne nie określają przy­
należności raz na zawsze. Można zresztą należeć do
nich częściowo lub tylko na zasadzie porównawczej
grupy odniesienia - fanów sportu, miłośników określo­
nej muzyki, użytkowników jakiejś jednej marki samo­
chodu (zob. znane powszechnie przypadki użytkowni­
ków Volkswagena Garbusa czy Forda Mustanga).
Do wspomnianego wcześniej pojęcia maski Maffesoli dorzuca jeszcze pojęcie rytuału, który stoi na straży
tożsamości grupy (Maffesoli 1996: 93), co prowadzi
w konsekwencji do rozwoju rozmaitych postaci identy­
fikacji symbolicznych. Wskazuje przy tym na jeszcze
jedną cechę kultury, która - wydaje się - składa się
również na racjonalność z porządku partycypacji i sta­
nowi o ontologicznej trwałości symbolizacji, mianowi­
cie - dionizyjskość. Istotnym atrybutem tej tradycji jest
- jak to określa - ex-stasis tej jakości, wyjście poza sie­
bie, co jest równocześnie elementem składowym proce­
su identyfikacji. Osoba identyfikuje się mianowicie
z tym a tym miejscem, totemem, kamieniem, ponieważ
łączą ją one z długim szeregiem przodków (Maffesoli
1996: 136). Rzecz jasna, w odniesieniu do współczesnej
kultury Zachodu nie chodzi o symboliczną identyfikację
znaną antropologii z klasycznych przypadków totemi­
zmu czy kultu przodków, lecz - twierdzi autor - o pew­
ne ekstatyczne formy zachowań związanych z muzyką,
seksem, sportem, konsumpcją itd. (tamże). Warto jed­
nak zauważyć, że z łatwością możemy znaleźć współcze­
sne analogie również z tymi pierwotnymi postaciami ex-tasis, na przykład ze swoistym kultem dziedziczonych
po przodkach przedmiotów, grobów idoli muzyki roz­
rywkowej czy miejsc narodowych tryumfów lub żałoby
- jak w przytoczonym wcześniej przykładzie Tambiaha.
Formuła Michela Maffesoli - „dialektyka masy-plemienia” - okazuje się pomocna w przedstawieniu kra­
jobrazu charakterystycznego dla współczesnej kultury.
Autor dokonuje bowiem w istocie rzeczy restytucji po­
jęcia globalnej wioski, zużytego cokolwiek w obiegu
potocznym i zubożonego przez żargon dziennikarski.
Twierdzi mianowicie, iż jesteśmy obecnie mieszkańca­
mi „mnogości wiosek”, które zachodzą na siebie, jak
również nawzajem się sobie przeciwstawiają. Ich tere­

nem nie są bynajmniej zapomniane rejony na peryfe­
riach, lecz same centra ludzkiego habitatu - wielkie
miasta. Stąd zastrzeżenie badacza, że posługuje się po­
jęciem wioski, podobnie zresztą jak plemienia, w zna­
czeniu metaforycznym, heurystycznym. Wprawdzie tu
i ówdzie można czasem wskazać rzeczywiste terytorium
takiej wioski (dzielnica, stadion, szkoła, centrum han­
dlowe itd.), chodzi jednak bardziej o terytorium sym­
boliczne, cosa mentale, które nie jest mniej realne od
tego przestrzennie określonego. W tym rozumieniu
owe symboliczne terytoria składają się - jak się zdarza
- z przestrzeni wirtualnego świata multimediów - za­
mieszkiwane przez plemiona internautów, kibiców
sportowych, fanów muzyki itd. (Maffesoli 1996: 139).
Nie przeszkadza temu przy tym fakt coraz bardziej roz­
powszechnionego życia samotnego, skoro potrzebę
wspólnoty zaspokoić można na przykład via internet,
która - czy to w postaci plemienia, czy społeczeństwa
masowego - daje wrażenie uczestnictwa, solidarności,
podzielania wartości i norm, motywacji i celów.
Ten rodzaj więzi to cecha zbiorowości pozostają­
cych zawsze w zasięgu zainteresowania klasycznej an­
tropologii: obcych i rodzimych „dzikich” - pozaeuro­
pejskich plemion i europejskich tzw. kultur ludowych.
Maffesoli nie waha się mówić tutaj o ponowoczesnym
powrocie „wartości archaicznych” (Maffesoli 1996:
148) - w jakże szerszym wymiarze niż uczyniła to przy­
wołana wcześniej Joanna Tokarska-Bakir. Pojęcie ar­
chaiczności wciąż okazuje się zatem interpretacyjnie
atrakcyjne, mimo jego wartościujących znaczeń; po­
dobnie zresztą jak pojęcia plemienia czy wioski.
Intuicje Michela Maffesoli znajdują uzupełnienie
w poglądach amerykańskiego badacza, Teda Polhemusa. Podobnie - w duchu Habermasa - kładzie on nacisk
na ową konspiracyjność nowoplemiennych i masowych
sposobów bycia w świecie - sprzeciw wobec dominują­
cego projektu nowoczesności. Już hipisi za nic mieli no­
woczesność z jej postępem, zmianą, ekspresją osobistą,
optymizmem, a głosili - odwrotnie - to, co przednowoczesne: przynależność, lojalność i tożsamość grupową.
Była to po części reakcja na dojmujący wpływ projektu
nowoczesności, wyrażająca się w potrzebie przynależno­
ści grupowej, klasowej, regionalnej, etnicznej, religijnej
czy nawet narodowej, które zostały podważone przez no­
woczesność z jej zmianą, sekularyzacją, ekspansją klasy
średniej, indywidualnym rozwojem (Polhemus 1996:
43). Jednak po erze subkultur przyszedł czas na - jak to
określa Polhemus - styletribes, plemiona stylowe czy ryn­
kowe, które - jak u Michela Maffesoli - mogą doskona­
le funkcjonować w sieciach globalnej wioski - bez ko­
nieczności kontaktu bezpośredniego ich członków (Po­
lhemus 1996: 40). Albowiem zjawisko - które określa
badacz jako consumer-based styletribing (plemienność
oparta na stylu konsumpcyjnym) (Polhemus 1996: 45)
- rozwija się dzięki przemożnej kulturotwórczej roli me­
diów, umożliwiających członkostwo w danym plemieniu

139

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

rynkowym poprzez praktykowanie określonego stylu ży­
cia - hiphopowca czy nauczyciela akademickiego - sty­
lu, który dostarcza repertuar strojów, sposobów spędza­
nia wolnego czasu, rodzajów lektury, diety itd.
Wszelako ta dynamika stylowo-plemienna to zja­
wisko charakterystyczne w szczególności dla środo­
wisk młodzieży, czego - ponownie - przykłady wska­
zać może w swym repertuarze badań klasyczna antro­
pologia. Okres adolescencji i wczesnej dojrzałości to
przejście od dzieciństwa do dorosłości, które zawsze
obwarowane było nie tylko stosownymi rytuałami ini­
cjacji, lecz czasem nawet przynależnością do odrębnej
sformalizowanej grupy. Obecnie jednak w miejsce sta­
rych stylów subkulturowych (hipisi, punki, modsi itd.)
powstają nowe (hardcore, techno, cyberpunk itd.),
choć stare bywają odnawiane, mieszane z innymi,
przekształcane, tworząc podstawę nowych mikrostylów - jak powiada Polhemus (1996: 48). Dodać przy
tym należy, że nowe style funkcjonują czasem tylko
w formie cząstkowej i rozproszonej - o ile dawniej by­
ła muzyka hipisów i byli hipisi, dziś jest muzyka tech­
no, lecz nie ma „technos” (Polhemus 1996: 50).
Innym terminem opisującym rozważane tu zjawiska
kultury współczesnej, a znajdujące pewne analogie
w ustaleniach klasycznej antropologii na temat przednowoczesności, świata sprzed odczarowania, posługuje
się brytyjski badacz John Urry. Otóż - według niego reakcją na homogenizujący projekt nowoczesności są
tzw. nowe wspólnoty, które w szczególności różnią się
od tych tradycyjnych swobodą wyboru i członkostwa
(Urry 1995: 220). Zalicza do nich wspólnoty mieszka­
niowe, organizacje fanów, komuny, organizacje kobie­
ce, działkowiczów,10 wędkarzy, miłośników gier fabu­
larnych, grupy ekologiczne, sekty religijne itd. Wraz ze
Scottem Lashem w innym miejscu określa je jako „posttradycyjne Gemeinschaften”, które różni od dawniej­
szych wspólnot nie tylko możliwość względnie swobod­
nego wyboru przynależności do danej wspólnoty, lecz
często członkostwo w wielu z nich; słowem - ludzie nie
rodzą się w tych wspólnotach, lecz do nich wstępują na
jakimś etapie życia (Lash, Urry 1994: 50).
Jakkolwiek te najświeższego chowu układy społecz­
ne byśmy nazwali, ważne jest również to, że ta plemienność, wspólnotowość łączy się nierozdzielnie ze zjawi­
skami, które myśl nowoczesna przypisuje dziedzinie
wyodrębnionej ekonomii, a której należy poświęcić tu­
taj chwilę uwagi. W końcu tradycja antropologii każe
uwzględnić również i ten - sztucznie cokolwiek wyab­
strahowany przez myśl nowoczesną - dział kultury.
Otóż, mamy - po pierwsze, jak wspomniano - do
czynienia z postępującym rozdrobnieniem stylów, wize­
runków, mód, co w pewnym stopniu wiąże się z segmen­
tacją rynku ekonomicznego - zarówno po stronie kon­
sumpcji, jak i produkcji. W pierwszym przypadku chodzi
o niszowy charakter konsumpcji, która nie dotyczy już
niegdysiejszego everymana, typowego wytworu boomu

ekonomicznego lat 50., który w myśl Keynesowskich
koncepcji społeczno-ekonomicznych miał dzielić ten
sam styl życia z pozostałymi członkami społeczeństwa,
lecz o owych wędkarzy, miłośników kolarstwa górskiego,
fanów Iron Maiden, nauczycieli akademickich, wegetarian itd. W drugim przypadku chodzi o tzw. kultury or­
ganizacyjne, zespół swoistych dla danej organizacji (fir­
my, biura projektowego, uczelni, sieci handlowej, insty­
tucji kulturalnej itd.) praktyk, wartości, celów, obycza­
jów, symboli itd., którymi te organizacje się cechują.
W szczególności w tym drugim przypadku mamy do
czynienia z dobrym przykładem powrotu pierwotnego
znaczenia ekonomii - w równym stopniu pełniącej
funkcje społeczne, ideowe, symboliczne itd., co gospo­
darcze. To tutaj merkantylne cele bywają zastępowane
wartościami formułowanymi na przykład w postaci mi­
sji firmy, gdzie pracownik nie jest jedynie funkcjonariu­
szem, lecz raczej przypomina odgrywającego określoną
rolę społeczną członka Cooleyowskiej grupy pierwotnej.
Przykład pochodzi od sposobów organizacji i funkcjo­
nowania firm japońskich, formuły podobne zadomawia­
ją się jednak w organizacjach o rozmaitym profilu
i funkcjonujących w różnym otoczeniu etnicznym czy
narodowym. Ważne jest wszakże to, iż oprócz rachunku
ekonomicznego, jak w przypadku firm biznesowych, or­
ganizacja przykłada wagę również do więzi między pra­
cownikami czy ich spraw osobistych, kwestii lojalności
czy stosunku wobec wyznaczonych wartości, a w nie­
których przypadkach pracuje się nad stworzeniem wize­
runku typowego pracownika firmy - Mr. Company który ma być syntezą panującej w firmie atmosfery (zob.
np. Zbiegień-Maciąg 1999: 44). Co więcej, tworzą się
zbiory charakterystycznych symboli (architektura, wy­
posażenie biur, ubiór itd.), rytuały (witania się, przyj­
mowania do pracy, spędzania przerw w pracy itd.), war­
tości (wykształcenie, morale, firma jako rodzina itd.),
a nawet mity - które Lidia Zbiegień-Maciąg określa ja­
ko anegdoty, opowieści o firmie - mające przy tym cha­
rakter socjalizujący (Zbiegień-Maciąg: 44-50).
Są to - ogólnie rzecz ujmując - cechy ekonomii, któ­
rą Pierre Bourdieu określa jako archaiczną (znów mamy
przypadek terminologii z repertuaru dawniejszej antro­
pologii), ekonomii społeczeństw przednowoczesnych,
które posiadają ją „w sobie”, a nie „dla siebie” (Bourdieu
1993: 171). Można by sparafrazować określenie Cooleya
i stwierdzić, że ekonomia pełni tutaj nie funkcję, lecz ro­
lę i dotyczyłoby to nie tylko samej firmy, lecz także po
części jej otoczenia w zakresie jej wpływów nie tylko biz­
nesowych, lecz także kulturowych, jak na przykład two­
rzenia określonego stylu życia związanego z marką (zob.
np. swoistą walkę na style producentów strojów sporto­
wych, kosmetyków itd. - Adidas i Nike - grupującą
również użytkowników produktów tych firm). Owa eks­
pansja w rejony pozaekonomiczne jest przypadkiem zja­
wiska, o którym Bourdieu powiada, że działalność eko­
nomiczna pozbawiona jest możliwości eksplicytnego

140

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

określenia swych własnych granic, na które jest nakiero­
wana, co skutkuje zwiększającym się naciskiem na
aspekt symboliczny działań i stosunków produkcji,
a więc - innymi słowy - traktowania ekonomii nie tylko
w kategoriach kalkulacji, konkurencji, produkcji itd.
(Bourdieu 1993: 171-72). Nic zatem dziwnego, że poję­
cia kultury organizacyjnej czy marketingu kulturowego
stają się niezbędnymi elementami analiz rynkowych, bo
wyrażają ogólną tendencję wzrostu znaczenia czynników
pozaekonomicznych w samej ekonomii.
Wydaje się, że mamy tutaj do czynienia ze swoistym
nawrotem (kulturowego) koła dziejów do stanu sprzed
nowoczesności i dotyczy to także skali makroekono­
micznej. Antropologom znane jest mianowicie dosko­
nale zjawisko pierwotnej wymiany dóbr, jak choćby
w przypadku bodaj najlepiej zbadanym, trobriandzkiej
kula, opisanej przez Malinowskiego (Malinowski
1981), a później zreinterpretowanej przez Maussa (Ma­
uss 1973). Odbywała się ona wraz z opowiadaniem mi­
tycznych historii, utrwalaniem starych więzi społecz­
nych i zadzierzganiem nowych, praktykami religijnymi
i rytuałami społecznymi. Było to zjawisko całościowe,
jak określa je Mauss, którego rozpatrywanie w katego­
riach kredytu, kupna czy sprzedaży, jedynie w aspekcie
ekonomicznym, byłoby scjentocentrycznym - jak by to
określił Buchowski - europejskim nadużyciem. Nie­
mniej ekonomiczny aspekt był w owej wymianie obec­
ny, jak w wielu innych poprzez wieki ludzkiej kultury,
stanowił jednak integralną część pewnej nierozróżnialnej w praktyce kulturowej, syntetycznej całości.
Nie jest to przypadek jedyny takiego ekonomicznego
- by posłużyć się określeniem Maussa - całościowego
faktu społecznego, znany historykom gospodarczym
i antropologom. Arjun Appadurai zalicza do tej klasy oprócz kula - także potlacz, środkowoazjatycką buzkashi
czy nawet zachodnie formy sprzedaży terminowej.
W tym ostatnim przypadku pierwowzorem byłaby - we­
dług Appadurai - XIX-wieczna amerykańska giełda zbo­
żowa, którą łączy z poprzednimi przypadkami pewien
wspólny mianownik określany tutaj jako „gra” („gospo­
darka gry”) (Appadurai 1986: 50). Otóż we wszystkich
tych przypadkach - jak również w przypadku współcze­
snej ekonomii liberalnej Zachodu, której istotą jest kon­
kurencja - mamy do czynienia z projektowaną grą roz­
maitych zmiennych, nie tylko ściśle ekonomicznych,
lecz także kulturowych. Appadurai tę wewnątrzekonomiczną dynamikę określa jako mitologię obrotu, mając
na uwadze nie tylko obrót kapitałowy, który jest tylko
jednym z wielu zmiennych owej mitologii:
„Mitologia obrotu, która leży u podstaw rynku to­
warowego (jak również giełdy), to mitologia pogłoski
pomieszana z innymi bardziej wiarygodnymi informa­
cjami: na temat rezerw towarowych, przepisów rządo­
wych, tendencji okresowych, wyborów konsumenc­
kich, relacji pomiędzy poszczególnymi rynkami (włącza­
jąc zasłyszane zamierzenia i motywacje innych graczy

rynkowych) itd. (...) Strukturalną podstawą tej mitolo­
gii obrotu towarowego jest niekończąca się gra z fluktu­
acjami cenowymi, poszukiwanie formuły, która wyczer­
pałaby niewyczerpalny w istocie zbiór zmiennych, które
określają ceny, co w odniesieniu do towarów ma cha­
rakter czysto informacyjny i semiotyczny, całkowicie od­
dzielony od konsumpcji. Irracjonalna potrzeba kontroli
rynku poprzez produkt, sprzeczne ze zdrowym rozsąd­
kiem poszukiwanie magicznych formuł, które pozwoli­
łyby przewidzieć zmiany cen, kontrolowana zbiorowa
histeria, wszystko to jest wynikiem całkowitego prze­
kształcenia towarów w znaki, które są same w sobie
zdolne do wytworzenia zysku, jeśli tylko poddane zosta­
ną odpowiedniej manipulacji” (Appadurai, 1986: 51).
Nic zatem dziwnego, że to znaki produktu zastępują
jego samego, czego najlepszym przykładem jest reklama
te znaki wytwarzająca. Już nie określone buty, samo­
chody, szkoły, partie itd. są ważne, ale reprezentujące je
marki, naznaczone określonym wartościowaniem,
wciągające w konsekwencji w określony styl życia,
z którym wiążą się inni ludzie, określone miejsca, czasy,
itd. Nawet pieniądz, ów synonim kalkulacji ekonomicz­
nej, zastąpiony zostaje kawałkiem kolorowego, równo
przyciętego plastiku. Warto zatem zwrócić uwagę na
istotny „genealogiczny” fakt, że reklamy były pierwotnie
czytane w publicznych miejscach, jak gospody czy ka­
wiarnie, a - jak zauważa Linda Scott - „dla większości
ludzi handel i widowisko były przez długi czas równie
obecne jak poezja i filozofia” (Scott 1993: 261).
Ogólnie rzecz ujmując, nie sposób wręcz wypowia­
dać się na tematy dotyczące współczesnej ekonomii bez
uwzględnienia jej aspektu kulturowego, bez uwzględnie­
nia jej wielofunkcyjności. Co więcej jednak, mimocho­
dem niejako pojawia się przy tej okazji argument podno­
szony coraz częściej, odnoszący się do wspomnianego
dualistycznego postrzegania ludzkich kultur, sposobów
życia, tym razem w aspekcie działalności ekonomicznej.
Zauważa się mianowicie, że zbyt często podkreślano nieekonomiczność gospodarek „pierwotnych”, niezachodnich, kalkulacyjność natomiast gospodarek zachodnich
(zob. np. Appadurai 1986: 12). Podobnie jak w przypad­
ku racjonalności, gdzie należy mówić o pewnym continu­
um magiczności-naukowości, partycypacji-przyczynowości itd., z czym wiąże się stopień syntetyczności, nierozróżnialności - w myśl terminologii Tokarskiej-Bakir określonych praktyk, podobnie i tutaj stopień uwikłania
ekonomii - w rozumieniu rachunku zysków i strat
w działalności gospodarczej - w kontekst kulturowy po­
rządku pozagospodarczego będzie zmienny. Ważne
wszakże jest to, że niewolne od takiego wpływu są nawet
takie wizytówki współczesnej gospodarki, jak wielkie
giełdy światowe czy korporacje międzynarodowe, które
zresztą zatrudniają antropologów dla lepszego rozpozna­
nia rynków czy odpowiedniego niszowego sprofilowania
produktu, również pod względem potrzeb z pozoru dru­
gorzędnych, jak na przykład estetyka - dajmy na to - sa­

141

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

mochodu, jego „wizerunek”, grupa docelowa, do której
jest adresowany itd., słowem - ów semiotyczny wymiar,
na który wskazywał Appadurai.11
Mike Featherstone, sięgając do badań klasyków tej
problematyki (np. Douglas i Isherwood (1980), Bour­
dieu (1984)), uogólnia ten mechanizm w odniesieniu
do dóbr konsumpcyjnych współczesnego Zachodu,
wskazując, że posiadają one symbolikę dwojakiego ro­
dzaju: tę bardziej oczywistą, symbolikę designu czy
kampanii reklamowej, lecz także symbolikę o dużo
starszej genezie - symbolikę różnicowania stylów ży­
cia, a więc także społeczno-kulturowych podziałów na klasę, wiek, zawód, płeć itd.
W tym drugim przypadku, bardziej interesującym
badacza kultury, można wskazać trzy główne funkcje
owej symbolizacji. Po pierwsze, zyskiwanie prestiżu po­
przez wysoką wartość wymienną przedmiotów, jak by­
ło to w udziale dawniejszej arystokracji, która - by
utrzymać swą pozycję polityczną - musiała żyć na od­
powiednim poziomie zamożności (dziś można by to
odnieść do ludzi biznesu, polityki, mass mediów czy
nawet zwykłego keep up with the Johnses w relacjach są­
siedzkich); dzięki temu towary (domy, samochody,
stroje itd.) zyskują wartość symboliczną. Po drugie,
gdy dobra stają się „bezcenne”, jak choćby w przypad­
ku prezentów lub przedmiotów dziedziczonych, które
stają się inkarnacją stosunków z bliskimi, niewycenialnych w kategoriach wartości wymiennej. Wreszcie do­
bra nabywane ze względu na ich szczególną wartość
symboliczną, często rytualną, jak motocykle Harley-Davidson młodych mężczyzn identyfikujących się ze
stylem życia rockersów, limuzyny obiecujących
lub/i ambitnych biznesmenów czy... służba nowobo­
gackich (por. Featherstone 1991: 16). Dobra te okre­
śla się czasem terminem dóbr pozycyjnych, czyli wy­
znaczających miejsce zajmowane w hierarchii społecz­
nej, niekiedy także w strukturze własnej grupy (Hirsch
1976). Czy jest to obrazek bardzo odległy od znanych
antropologom opisów prestiżu i pozycji społecznej za­
leżnych od ilości posiadanych niewolników czy ziemi?
Skoro syntetyzującą racjonalność typu magicznego
można odnieść do sfery ekonomii, dziedziny niekojarzącej się na ogół z jakąkolwiek magicznością, warto zwrócić
uwagę na jeszcze jedną rzecz, która wywodzi się wprost
z nauki klasyków antropologii. Gdy mowa o współczesnej
kulturze konsumpcyjnej, wskazuje się często na analogię
niektórych jej cech ze wspomnianym wcześniej potlaczem, rytualnym rozdawnictwem lub nawet niszczeniem
dóbr materialnych, praktykowanym swego czasu przez
Indian północno-zachodniego wybrzeża Ameryki Pół­
nocnej. Wprawdzie analogia taka rozumiana jest zwykle
jedynie przenośnie - nadmierna konsumpcja społe­
czeństw współczesnego Zachodu jawi się jako bezcelowe
marnotrawstwo, podobnie jak ów potlacz (zob. np. Bau­
drillard 1998). Chodzi jednak o to, że i potlacz - bez
względu na interpretację, którą byśmy przyjęli12 - jest

również zjawiskiem monokulturowym i wielofunkcyj­
nym, co Marcel Mauss, bodaj najbardziej wnikliwy ba­
dacz tego fenomenu przedstawił następująco:
„Wszystko się łączy i stapia; rzeczy mają osobo­
wość, a osobowości są niejako trwałymi rzeczami kla­
nu. Tytuły, talizmany, wyroby z miedzi i duchy wo­
dzów są homonimiczne i synonimiczne, mają tę samą
naturę i funkcję. Krążenie darów towarzyszy krążeniu
mężczyzn, kobiet i dzieci, festynów, obrzędów, uroczy­
stości i tańców, a nawet żartów i obelg. Jest to w isto­
cie jedno zjawisko” (Mauss 1973: 276).
W tym rozumieniu, takim „jednym zjawiskiem” jawi
się również i współczesna wymiana-handel - kultura
konsumpcyjna, w której rachunek ekonomiczny, war­
tość użytkowa czy wymienna towaru itd. są równie waż­
ne, jak marka, a więc wizerunek, a więc styl życia,
a więc stosunki z innymi, pozycja społeczna, prestiż itd.,
słowem - równie ważne jak jego wartość symboliczna.
Tak rozumiana wartość symboliczna zawierać musi
element rytuału w ściśle antropologicznym rozumieniu
tego pojęcia, co wynika z genetycznej wspólnoty sym­
bolu i rytuału, zakorzenionej w syntetycznej racjonal­
ności typu magicznego. Język potoczny zna mianowicie
określenie „rytualnej konsumpcji”, kryje się jednak za
nim pewna głębsza treść. Michel Maffesoli wiąże mia­
nowicie konsumpcję na pokaz z rytuałami orgiastycznymi, które - dawniej i współcześnie - łączą się nade
wszystko z ciałem: wspólne celebrowanie picia, jedze­
nia, tańca, muzyki, sportu itd. Zachowania te stają się
spoiwem w relacjach międzyludzkich i są wyrazem po­
trzeby więzi w życiu codziennym (Maffesoli 1997: 31).
Wydaje się przy tym, że praktyki takie miały miejsce
zawsze, że prometejska droga racjonalizacji i Weberowskie odczarowanie świata nie usunęły na dobre dionizyjskiej widowiskowości i wspólnotowości. Ta dwoistość
sposobów życia wykazuje również pewną czasoprze­
strzenną waloryzację: wytężona samorealizacja jedno­
stek w ciągu tygodnia pracy, jednostek nawzajem rywa­
lizujących i przemierzających wytyczone szlaki w poje­
dynkę - tu panuje Prometeusz; weekend zaś - na przy­
kład - to czas Dionizosa, czas wspólnego biesiadowania,
zabawy, często współczesnych rytuałów inicjacji mło­
dzieży, wprzęgających alkohol czy narkotyki (odpowied­
niki dawniejszych halucynogenów) w obecny w każdym
społeczeństwie rytm przekraczania progów wiekowych.
Z kolei podobna waloryzacja przestrzeni każe - odpo­
wiednio - cechę prometejskości przypisać na przykład
miejscu pracy czy nauki, dionizyjskości - miejscu spę­
dzania urlopu, zawodów sportowych, mityngów poli­
tycznych, koncertów muzycznych, świąt lokalnych, ro­
dzinnych, narodowych, a także miejsc konsumpcji.
Niewątpliwe jest - twierdzi Maffesoli - że owa dionizyjska warstwa naszego sposobu życia, świata sprzed
odczarowania - jak by chciał Weber, czy świata party­
cypacji - jak by chciał Tambiah, to wyraz przeciwsta­
wienia się duchowi powagi, indywidualizmu, produk-

142

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

tywizmu - tak typowemu dla nowoczesności - nawrót
logiki plemienności, która możliwa jest pośród jedno­
stek połączonych wspólnotą, nawet jeśli będzie to
wspólnota globalnego społeczeństwa masowego. Fran­
cuski socjolog podejrzewa nawet, że mamy być może
do czynienia z usprawiedliwionym odwetem wartości
Południa na tych przynależnych Północy. To z Połu­
dnia wywodzą się takie kulty jak menadyzm, tarantyzm, różne formy bachanaliów, które służyły nie tylko
cementowaniu wspólnoty, lecz również terapii grupo­
wej. Znów, rozmaite formy grupowego uczestnictwa
w życiu zbiorowym - od grup samopomocowych, po­
przez sekty religijne po koncerty rockowe - to współ­
czesne postaci tamtych kultów (Maffesoli 1997: 34).
Konsumpcja wszakże to nie tylko (i nie tyle) - jak
widać z powyższego - sprawa ekonomii, lecz całego
kontekstu kulturowego, w tym - jednostkowego uczest­
nictwa we wszelkich praktykach kulturowych, z czym
wiążą się sposoby komunikowania i ekspresji. Temu po­
święcimy teraz chwilę uwagi.
Można bez obawy stwierdzić, że w przytoczonych
przykładach mamy do czynienia z całościowymi - jak
by powiedział Mauss - formami praktyk kulturowych.
Owej całościowości sprzyja również postępująca zmia­
na sposobów ekspresji dających się zaobserwować
w publicznej przestrzeni komunikowania. Walter Ong
wykazuje w swym znanym dziele znaczenie historycz­
nego momentu zastąpienia pismem oralnych form ko­
munikowania. Otóż, wraz ze zwiększaniem się znacze­
nia czytania, zwłaszcza w samotności, zmniejsza się ro­
la słuchania, obecności fizycznej, kontekstu czy gestu
- w ich wzajemnym uwikłaniu i swoistej syntezie. Co
więcej, zmniejsza się rola zbiorowości, która stanowiła
nieodłączny komponent przekazu przednowoczesnego
komunikowania się, zwiększa natomiast rola jednostki
oraz procesu kształtowania samoświadomości kosztem
świadomości zbiorowej (Ong 1982). Tymczasem
obecnie mamy do czynienia z procesem odwrotnym,
a przynajmniej jego współobecnością - przesunięciem
od pisma i czytania, typowych dla okresu nowoczesno­
ści, w kierunku oralności i przedstawień ikonicznych.
Te natomiast formy ekspresji sprzyjają sięganiu po es­
tetykę syntezy, w której głos, pismo, kontekst społecz­
ny nawzajem się uzasadniają, domagają się uchwyce­
nia ich znaczenia w inherentnej całościowości.
N a przykład: reklama, zawierająca w sobie element
marketingu; koncert rockowy, który jest równocze­
snym przeżyciem wspólnotowym i widowiskiem te­
atralnym; reality-show - rodzaj współczesnego wieco­
wania via media; centrum handlowe - współczesny
plac targowy, który jest również miejscem rozrywki,
spotkań, spędzania wolnego czasu itd., przestają być
uchwytne w kategoriach nowoczesnych podziałów na
estetykę i funkcję. Ekonomia splata się tu z życiem
społecznym, edukacją kulturową i niegdysiejszymi es­
tetykami obrazu, dźwięku, słowa. Stąd wrażenie cha­

osu, tymczasem wydaje się, że jest to jednak bardzo
zwarta synteza kulturowa, bliska tym przednowoczesnym, niedająca się wszakże ująć w kategoriach wyłą­
czających się funkcji, albowiem ich kontekstowość
stanowi o ich kulturowej racji bytu i znaczeniu.
W szczególności mass media wykazują taką cechę:
nie są ani literackie, ani oralne, choć są tym równocze­
śnie i jeszcze czymś więcej - zauważa Linda Scott
(1993: 271). Dźwięki, obrazy i słowa, którymi media się
posługują, podlegają pewnej wspólnej nierozróżnialnej
gramatyce. Po pierwsze, następuje zerwanie z linearnością tekstu, co oznacza równoczesność odbioru dźwię­
ków, słów, obrazów, gestów - jak na przykład w przy­
padku wideoklipu. Estetyka ta sprawia wrażenie fragmentacji i chaosu, jeśli byśmy chcieli pojęcia całościowości czy uporządkowania zdefiniować w kategoriach
linearności. Po drugie, media rzucają wyzwanie podzia­
łom estetycznym z porządku nowoczesności - na muzy­
kę, literaturę, plastykę. Szczególnie w mediach popular­
nych, będących jednym z pasów transmisyjnych co­
dzienności, granice pomiędzy tymi działami ulegają za­
tarciu - wizualne miesza się z muzycznym i werbalnym.
Myli się więc Scott Lash, gdy przeciwstawia - na
przykład - modernistyczne kino narracji postmoderni­
stycznemu kinu spektaklu (Lash 1998: 493). N a ogół
i w tym drugim przypadku ma miejsce narracja, tyle że
skondensowana, domagająca się dekonstrukcji. Taka
narracja - w myśl koncepcji Paula Ricoeura - może
przyjąć postać symbolu, jak można to wskazać w przy­
padku mitu, który jest - w istocie - rodzajem symbolu
„w formie opowieści artykułującej się w czasie i w prze­
strzeni, które nie dadzą się przyporządkować czasom
i przestrzeniom znanym z historii i geografii wedle wy­
mogów metody krytycznej; na przykład ‘wygnanie’ jest
pierwotnym symbolem ludzkiego wyobcowania, lecz
historia wypędzenia Adama i Ewy z Raju jest mityczną
opowieścią drugiego stopnia, wprowadzającą osoby,
czas, miejsce, bajeczne epizody” (Ricoeur 1985: 65).
Równie mityczną opowieścią wydaje się zatem narracja
westernu, romansu filmowego czy filmu akcji, czasem
znacznie zredukowana, a w reklamie - częsta narracja
bajkowa („bajeczna” - jak by powiedział Ricoeur) by­
wa zwyczajnym sloganem (zob. np. Baranski 2001: 93).
Tymczasem, dotychczasowa teoria i krytyka nie posia­
dają narzędzi uchwycenia takich zsyntetyzowanych
form, co więcej - wykazują nawet pewną niechęć wo­
bec nich. Prowadzi to w konsekwencji do elitarystycznego nastawienia wobec tzw. kultury popularnej, czy
odbiegających od kanonu narracyjności dzieł tzw. kul­
tury wysokiej. Prowadzi to dalej do - wspomnianego
wcześniej - konfliktu pomiędzy elitami i masami, choć
wydaje się on coraz bardziej zanikać, zacierając to roz­
różnienie. W sumie jednak i w tym wymiarze mamy
chyba do czynienia ze wzrostem cech owej plemienności: „zamianą kultury wizualnej słowa drukowanego na
‘totalną’ kulturę techniki elektronicznej; możemy mó­

143

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

wić o powrocie do oralnej, plemiennej kultury” (Has­
san 1987: 20; cyt. za: Scott 1993: 272).
Świat nowoplemion, tych o skali subkulturowej, jak
również tych o skali masowej, nie ma już wzorów kul­
turowych, które klasycy amerykańskiej antropologii
odnosili do dawniejszych plemion i narodów. W świecie nowoplemion dominują mianowicie style życia. Po­
jęcie to rozumiane jako zbiór gustów, zapatrywań, rze­
czy, sposobów zachowania charakterystycznych dla
grup, lecz także jednostek, jest na tyle szerokie, że wy­
czerpuje również znamiona rozważanego tutaj synkretyzmu kulturowego ufundowanego przez racjonalność
typu magicznego, racjonalność partycypacji. Pojęcie to
pojawiło się wraz z innym - pojęciem kultury kon­
sumpcyjnej i z nią jest na ogół kojarzone. Tę natomiast
wyróżnia nabywanie dóbr materialnych, które stają się
głównym ośrodkiem zainteresowania badaczy stylów
życia, idących w ślad klasycznych tez Veblena na temat
„konsumpcji na pokaz”. Okazuje się jednak, że dobra
te nie mają jedynie wartości wymiennej i instrumental­
nej, jak ów strój w przypadku mody, lecz są wehikuła­
mi znaczeń i kryjących się za nimi ideałów dotyczących
tego, jak żyć. Wszelako styl życia to nie tylko moda,
ponieważ - jak zauważa Mike Featherstone - „jednost­
ka posługując się kulturą konsumpcyjną ma świado­
mość tego, że mówi nie tylko za pomocą swojego stro­
ju, lecz swojego domu, mebli, ozdób, samochodu oraz
innych form, które mają zostać odczytane i sklasyfiko­
wane w kategoriach obecności lub nieobecności gustu”
(Featherstone 1991: 86). W każdym razie te dwa wy­
miary - instrumentalny i ekspresyjny - należy trakto­
wać łącznie, albowiem pozostają one w stanie swoiste­
go balansu, który podtrzymuje kultura konsumpcyjna.
Balans ów wykazuje przy tym cechy syntezy tych
dwóch (lub więcej) funkcji, tak charakterystycznej
wszak dla racjonalności typu magicznego.
Przy okazji uwag na temat stylu życia warto zauważyć
również wspomniany już fakt, dosyć powszechnie pod­
noszony przez teoretyków współczesnych społeczeństw
Zachodu, mianowicie zacierania podziałów na kulturę
wysoką-niską, elitarną-popularną itd. Co więcej, zani­
kać zdaje się również podział pomiędzy potocznym rozu­
mieniem kultury w znaczeniu sztuki, wykształcenia, oby­
cia itd. a rozumieniem antropologicznym - jako sposobu
życia (Featherstone 1991: 95). Z jednej strony pozwoli­
ło to na przykład Pierre’owi Bourdieu zastosować kate­
gorię stylu życia do analiz kultury w ramach tradycyj­
nych podziałów na klasy społeczne czy środowiska zawo­
dowe, gdzie uwaga badacza skupiona była zarówno na
praktykach tzw. kultury wysokiej (muzea, koncerty, lite­
ratura itd.), jak i kultury w antropologicznym ujęciu
(pożywienie, ubrania, samochody, prasa, hobby, czas
wolny itd.) (Bourdieu 1984). Z drugiej, zanikanie wspo­
mnianego podziału umożliwiło dalsze przesunięcie uwa­
gi z tak rozumianej kategorii stylu życia, czyli względnie
trwałego zbioru dyspozycji, gustów, praktyk, które od­

dzielają od siebie poszczególne grupy, w kierunku styli­
zacji życia, w której koherencja i zamkniętość stylów
grupowych zastąpiona zostaje jednostkowym poszuki­
waniem określonych wizerunków i form ekspresji.
Jest i następna logiczna konsekwencja zarówno
wspomnianego mechanizmu zacierania się tego, co
określane dawniej jako wysokie w kulturze, z tym, co
w niej popularne, jak również przesunięcia w kierun­
ku działań sprawczych jednostek. Mianowicie owa sty­
lizacja życia prowadzi w konsekwencji do pewnej
„sztuki życia”, nowego sposobu życia, w którym „dan­
dysi najnowszej i bardziej demokratycznej cyganerii
przemierzają drogi przebyte już przez sztukę awangar­
dową, przekraczając granicę między muzeum i kulturą
masową - przenoszą grę z galerii sztuki na modne pa­
saże uliczne” (Del Sapio 1988: 206-7; cyt. za: Feather­
stone 1991: 101). Do tej grupy, przekraczającej grani­
ce między sztuką a codziennością, zalicza się - znów głównie młodzież (choć tendencja ta nie omija innych
grup wieku) - spadkobierców tradycyjnych subkultur,
trwających już nie w postaci jednoznacznie określo­
nych struktur symbolicznych, lecz jakby ideowego
i symbolicznego zasobnika jedynie dla nowych, kola­
żowych form - zarazem - indywidualności, plemienności i masowości (por. np. Muggleton 2004).
Jest to zresztą jedna tylko ze stron medalu: podej­
ście do życia jak do sztuki, spuścizna po ruchu zwanym
estetyzmem, który wyrażał przecież pewne istotne ten­
dencje ogólnokulturowe - w antropologicznym zna­
czeniu tego pojęcia. Drugą będzie pojmowanie sztuki
jako życia, co zwłaszcza znalazło początek w sztuce
amerykańskiej u tzw. action painters, „malarzy działają­
cych”, jak Jackson Pollock czy Willem de Koonig.
Krytyk tego nurtu w sztuce, Harold Rosenberg, już
w latach 50. XX wieku zauważył, że:
„Malarzom amerykańskim, jednemu po drugim,
płótno zaczyna jawić się raczej jako arena działania,
niż jako przestrzeń, w której mieliby reprodukować,
analizować, odtwarzać czy ‘wyrażać’ rzeczywisty lub
wyimaginowany przedmiot. Płótno ma przedstawiać
zdarzenie, a nie obraz. [...] Temu też podporządkowa­
na została estetyka. Zapomnieć można o formie, kolo­
rze, kompozycji, rysunku. Liczy się zawsze to, co obja­
wia akt” (Bell 1998: 160).
Warto więc zauważyć, że proces ten wciąż ma
miejsce, że kolejne pokolenia twórców (konceptu­
alizm, popart, informel itd.) po obu stronach Atlanty­
ku, i nie tylko, konsekwentnie rozwijają ten projekt
„sztuki jako życia”. Fakt ten o tyle ma znaczenie
w świetle zainteresowań antropologii, że znajdujemy
tu analogie z tradycyjną sztuką przednowoczesną, od
sztuki średniowiecznej (jak katedra gotycka w ujęciu
Panofsky’ego, ówczesna biblia pauperum), po sztukę lu­
dową XX wieku. W każdym przypadku chodzi o silne
zespolenie sztuki z całością sposobu życia - religią,
zwyczajem, moralnością, jak również o jej wielofunk-

144

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

cyjność wykraczającą dalece poza zaspokajanie po­
trzeb estetycznych.
Lecz to właśnie w odniesieniu do ponowoczesnego
stylu, stylizacji, sztuki życia badacze współcześni wska­
zują zacieranie się granic - w szczególności - etyki i es­
tetyki, których syndromem ma być - jak zauważył przy­
taczany wcześniej Maffesoli - obyczaj. Nie trzeba chyba
dowodzić, że i to pojęcie przywodzi na myśl sam rdzeń
zainteresowań antropologii. Mike Featherstone wiąże ponownie - to zjawisko z kulturą konsumpcyjną, której
cechą jest estetyzacja życia codziennego, czyli - nieco
upraszczając - owa sztuka życia (Featherstone 1991:
126). Określenie to odnosi się - w jego ujęciu - do me­
chanizmu przydawania wartościowania etycznego te­
mu, co jest nośnikiem wartości estetycznej. Widać tu­
taj echo pewnego stereotypowego stosunku wobec rze­
czywistości, a konkretnie - stereotypów pojęciowych,
które pięknu przypisują dobro, a brzydocie - zło (stąd
pięknych ludzi częściej postrzega się jako dobrych,
brzydkich zaś jako złych). Jak w przypadku każdego ste­
reotypu, estetyzacja to kolejny przykład zacierania roz­
różnień, do których przywykliśmy, a równocześnie przy­
padek pewnej wielogłosowości, w której ujawnia się
symboliczny i ikoniczny charakter stereotypu (Benedyktowicz 2000). Estetyzacja przy tym - jak i stereotyp
- może obyć się bez uporządkowanej narracji. Jest raczej
zbiorem obrazów, które dostarczają równocześnie do­
znań satysfakcji lub dezaprobaty, odpowiednio w przypadku dobrze zaprojektowanego wizerunku, na
który składają się wspomniane stroje, sposoby porusza­
nia się, gestykulacji, wypowiadania, mieszkania itd. lub
w przypadku gustu, który takiej satysfakcji nie daje.
Richard Schusterman tę nierozróżnialność sfer ety­
ki i estetyki określa jako „etykę smaku”, podkreślając
zarazem, że nie chodzi tu o symbolizowanie etyki przez
estetykę, jak poucza długa tradycja filozoficzna od Pla­
tona po Kanta, lecz że to co estetyczne jest konstytu­
tywną częścią etyki (Schusterman 1998: 317). Wydaje
się wszakże wysoce wątpliwe, by te kryteria - w ich filo­
zoficznym znaczeniu i genezie - składały się na repertu­
ar praktyk codzienności. Raczej jest tak, jak w klasycz­
nym dla antropologów przykładzie wielofunkcyjności
kultury przednowoczesnej w ujęciu Włodzimierza Pawluczuka (1968): ładne przycięcie snopów zboża, ładne
ich ułożenie w stogu itd. jest równocześnie czynnością
moralnie pożądaną. Podobnie jak współcześnie „odjaz­
dowa fryzura” czy „wypasiona fura” - w istocie o ich
pięknie czy dobru się nie stwierdza. Narrację spełniają
gesty, zachowania, spojrzenia i słowa, a wszystko to wy­
stępuje w syntetycznym związku nierozdzielności, nierozróżnialności - również na etykę i estetykę.
A przecież taką syntezę, w rozumieniu niewyodrębnienia oddzielnych sfer ludzkiego sposobu życia, jak
etyka, estetyka, ekonomia, religia itd., uważa się za wio­
dącą cechę rzeczywistości przednowoczesnej, którą
traktuje się często jako wzorzec kulturowej „pierwotno-

ści”, „archaiczności”, itd. - z uwzględnieniem wszyst­
kich podnoszonych już wcześniej zastrzeżeń dotyczą­
cych tych terminów. Określano ją także mianem monokulturowości, w rozumieniu nierozdzielności po­
szczególnych praktyk i wytworów kulturowych, a zatem
także ich wielofunkcyjności (por. np. Pawluczuk 1968).
Taką monokulturowość i wielofunkcyjność zarazem
dostrzec można również w zakresie omawianych tutaj
postaci uczestnictwa w kulturze z porządku racjonalno­
ści typu magicznego: w nowoplemionach Michela Maffesoli, plemionach rynkowych Polhemusa, nowych
wspólnotach Urry’ego czy w dziedzinach przebiegają­
cych ponad tymi ponowoczesnymi podziałami społecz­
nymi, jak wspomniana moda. Ona to jawi się jako inte­
resujący przypadek syntezy funkcji praktycznej, etycz­
nej, estetycznej i jej istota wypełnia się jedynie w takim
złożeniu. Stąd „dobrze” ubrana osoba jest niczym „do­
brze” wykonana praca na roli, jak w przykładach Pawluczuka, gdzie czynnościom technicznym towarzyszą
równie ważne czynności symboliczne (np. stosowne ob­
rzędy żniwne, estetyka równo przyciętych snopów,
wspólnotowy charakter prac żniwnych), rozróżnialne
tylko dla analitycznego oka badacza. W konkretnej
praktyce kulturowej stanowią natomiast nierozróżnialną całość, skutkiem czego nieodbycie jakiegoś obrzędu
może wpłynąć - na przykład - na przyszłe plony, podob­
nie jak nieubranie się w bluzkę określonego kroju, ko­
loru czy fasonu może wywołać drwinę, a może nawet co gorsza - słabe widoki na obiecującą znajomość.
Nie sposób bodaj wyczerpać tych i innych przednowoczesnych odniesień, albowiem - jak się rzekło - wy­
korzystywana tutaj periodyzacja przednowoczesności-nowoczesności-ponowoczesności okazuje się w istocie
modelem jedynie epok historycznych i/lub umysło­
wych. To, co przednowoczesne, co z porządku racjonal­
ności partycypacji i życia „całościowego”, co interesują­
ce szczególnie dla antropologii, trwa z pewnymi zmiana­
mi, ukazując wciąż nowe oblicza. Warto wskazać tutaj
jeszcze ogólnie na kulturę społeczeństwa masowego,
tzw. kulturę popularną, która wykazuje cechy bliskie
kulturze przednowoczesnej. Jedną z nich jest na przy­
kład tendencja do przekształcania czasu w serie powta­
rzalnych „teraz”. Mike Featherstone za osobliwą co­
dzienną tego ilustrację uważa praktykę towarzyszącą
oglądaniu telewizji, tzw. skakanie po kanałach, co w połączeniu z ikonicznym charakterem podawanej in­
formacji - sprzyja percepcji raczej z porządku pewnych
bezczasowych sekwencji zdarzeń niż linearnej narracji,
co ma natomiast miejsce w przypadku tekstu czytanego
(Featherstone 1991: 5). Podobnie wskazywana wcze­
śniej tendencja do parodii, pastiszu, ironii w kulturze
współczesnej (zarówno w tej - jeśliby ktoś upierał się
przy tym podziale - wysokiej, jak i popularnej) jest wy­
razem renesansu powtarzalności - tematów, motywów,
stylów, swoistej bezczasowości czy kołowości doświad­
czania świata, znanej doskonale czytelnikom dzieł Mir-

145

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

cei Eliadego. Wreszcie wspomniana także obecność
w kulturze popularnej elementów przednowoczesnej
tradycji karnawałowej, co objawia się nie tylko w przy­
padku obrazów i tematów propagowanych przez media,
reklamę, kino, lecz także w niektórych przejawach kul­
tury konsumpcyjnej: w centrach handlowych, znanych
miejscach wypoczynku, na stadionach sportowych. Li­
stę przykładów ilustrujących te cechy - choć funkcjo­
nujących w znacznym rozproszeniu - można by mnożyć,
porządkując przy tym w sposób uchwytny dla dyskursu
nauki, dyskursu przyczynowości.
Wszystkie wzmiankowane tutaj zjawiska to w znacz­
nym stopniu przykłady reakcji na projekt nowoczesno­
ści, która wprowadziła uporządkowane zróżnicowanie
pomiędzy kulturą wysoką i niską, nauką i wiedzą co­
dzienną, sacrum i profanum, publicznym i prywatnym,
sztuką i rzemiosłem, elitami i masami. Russel Belk
i Wendy Bryce, badacze i teoretycy rynku ekonomicz­
nego, wypowiadający się z dużym zacięciem antropolo­
gicznym, twierdzą, że ponowoczesność to antyelitarystyczny ruch, który delegitymizuje wszystkie te podziały
i zaciera granice (Belk, Bryce 1993: 278). Telewizja, ra­
dio, film, internet, telefonia komórkowa pozwalają nam
ponownie doświadczać przednowoczesnej syntetyczności, oralności i ikoniczności kultury. W szczególności
wizualność odgrywa tutaj wyjątkową rolę, na co zwraca
uwagę jeden z bardziej wnikliwych teoretyków współ­
czesnej kultury Daniell Bell: „Dziś dominuje ‘perspek­
tywa wizualna’. Dźwięk i obraz, zwłaszcza ten drugi, or­
ganizują estetykę i panują nad publicznością. W społe­
czeństwie masowym nie może dziać się inaczej” (Bell
1998: 142). Dodajmy: nie tylko masowym, lecz także
globalnym i żyjącym w globalnej wiosce.
Wydaje się, że antropologia nie musi podchodzić do
tego ostatniego terminu tylko metaforycznie. Nie ma
już wprawdzie dawniejszych wiosek, których izolacja te­
rytorialna była często równoznaczna z izolacją kulturo­
wą, plemienną. Nie oznacza to jednak zaniku plemienności, której nowe postaci wskazują Maffesoli czy Polhemus, jest to już jednak plemienność innego typu hybrydyczna, przekraczająca podziały etniczne czy na­
rodowe, ba - swoista plemienność społeczeństwa maso­
wego. Stąd - raz jeszcze - rola antropologii, której do­
robku i tradycji badań takich właśnie całości kulturo­
wych nie sposób przecenić, zsyntetyzowanych i nierozdzielnych, składających się na „głębinową” warstwę
kultury, zakrytą jedynie powierzchnią powierzchowne­
go często, metodycznego i skalkulowanego, słowem nowoczesnego życia jednostek, pozornie tylko ufundo­
wanego jedynie na racjonalności przyczynowości.
Trudno chyba o lepszy przykład metodycznego ob­
cowania z tą warstwą, jak „opis gęsty” Clifforda Geertza: „Tym, wobec czego etnograf staje - oprócz sytu­
acji, kiedy (co oczywiście musi robić) oddaje się bar­
dziej automatycznym i rutynowym obowiązkom zbie­
rania danych - jest mnogość złożonych struktur poję­

ciowych, spośród których wiele nakłada się na inne
lub też są z nimi w ścisłym powiązaniu, a które są jed­
nocześnie dziwne, nieregularne i niejasne; co do któ­
rych musi on najpierw znaleźć sposób, by je pojąć,
a następnie przedstawić” (Geertz 2003: 40-41).
Poświęćmy teraz chwilę uwagi zagadnieniu wzbu­
dzającemu liczne kontrowersje w polskiej literaturze
antropologicznej, które nie doczekało się jeszcze jakie­
goś przekonującego rozwiązania, a jest najbardziej bo­
daj podatne na techniki interpretacyjne proponowane
przez Geertza. Chodzi mianowicie o formułę interpre­
tacyjną ujmującą zjawiska współczesnej kultury,
zwłaszcza kultury popularnej, w kategoriach sakralności lub quasi-sakralności, formułę, która spotyka się
z pewną krytyką (zob. np. Kowalski 2004). Zagadnie­
nie to okazuje się o tyle ważne, iż badacze je podnoszą­
cy niejako intuicyjnie wyczuwają obecność jakości
świata przednowoczesnego, świata sprzed odczarowa­
nia w kulturze współczesnej.
N a ogół badacze posługujący się formułą - nazwijmy
to - „sacrum dzisiaj” nie wskazują jej genezy teoretycz­
nej. W historii myśli społecznej znana jest wszakże teza
Durkheima, że wszystko podlega sakralizacji, jeśli tylko
służy utrwaleniu społecznego wymiaru życia człowieka,
teza, która wynika z ogólniejszego przeświadczenia
o społeczeństwie jako swoistej inkarnacji bóstwa. Nowo­
czesność - twierdzi Durkheim - wraz z jego procesami
modernizacji, sekularyzacji, odczarowania, nie będzie
prowadzić do stanu anomii pod warunkiem pojawienia
się wytworów i - w szczególności rytualnych - praktyk,
które przejmą funkcje odnośnych wytworów i praktyk
religii instytucjonalnych. Pogląd ten bodaj najlepiej po­
twierdziła historia XX-wiecznych totalitaryzmów, które
zyskały status takich właśnie świeckich religii.
Być może przypisywanie statusu sakralności pew­
nym sferom kultury jest niekiedy nieuprawnione, nie
ma jednak wątpliwości co do tego, że niektóre z nich
dzielą ze sferą sacrum element tajemnicy, niezwykłości,
symboliczności, rytualności, pełniąc równocześnie
funkcję narzędzi kształtowania tożsamości jednostko­
wych i zbiorowych.13 Sam Mircea Eliade, który całe ży­
cie zajmował się badaniem sacrum, zauważył, że wręcz
- jak to określił - „sacrum jest zakamuflowane w profa­
num". Dodał przy tym: „Ale prawdziwym problemem mam nadzieję, że ktoś się nim zajmie - jest odszyfrowa­
nie obecności sacrum w zdesakralizowanym świecie (Elia­
de 1992: 149). Eliade spotyka się więc tutaj z Durkheimem, a paradoks „sacrum w zdesakralizowanym świecie” jest tylko dowodem na wyczerpanie się Eliadowskiej formuły interpretacyjnej. Nikt przy tym z rodzi­
mych badaczy nie zajął się jeszcze gruntownie jego roz­
wiązaniem. Może w takim razie racjonalność partycy­
pacji, racjonalność typu magicznego - w rozumieniu
Geertzowskiej nieformalnej logiki - i ontologia party­
cypacji, ontologia typu magicznego - w rozumieniu
prawdziwego życia - mogłyby spełnić taką funkcję?

146

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

W jakimś wszakże zakresie aporię tę usiłuje prze­
zwyciężyć Featherstone, który utrzymuje, że owa wspomniana wcześniej - wielofunkcyjność wytworów
i zachowań oznacza również coś więcej niż tylko utylitarność, instrumentalność. Utrzymuje, że wskazywa­
na znakowość - na przykład - kultury konsumpcyjnej
nie da się wyjaśnić jedynie w kategoriach profanum.
Cytuje tutaj wypowiedź jednego z bardziej wpływo­
wych współczesnych kontynuatorów myśli Durkheima, mianowicie Jeffreya Alexandra, iż „symbole spo­
łeczne podobne są sakralnym w tym, że posiadają moc
i przekonują; konflikt pomiędzy wartościami społecz­
nymi podobny jest do konfliktu pomiędzy sacrum
i profanum lub też sakralnością czystą i skalaną;
uczestnictwo polityczne podobne jest do uczestnic­
twa rytualnego w tym, że wytwarza spójność wartości
i zaangażowanie w ich realizację” (Alexander 1988:
189; cyt. za: Featherstone 1991: 121). Nie oznacza to
wszakże, iż symbole społeczne są zharmonizowane
i zintegrowane, mogą bowiem podlegać kontestacji
i konkurencji innych symboli (np. symbole wszechpolaków a symbole postkomunistów). Zabawa w pubie,
uczestnictwo w koncercie rockowym, obecność w ob­
chodach święta narodowego itd. to sytuacje, w któ­
rych zwykłość codzienności przechodzi w niezwykłość
święta, w których zachowania rytualne (choćby owa
rytualność miała charakter rozmyty) wprowadzają au­
rę sakralności - sakralności ideałów, osób, zdarzeń,
miejsc.
Jednostka w świecie nowoczesnym, w układach
Durkheimowskiej solidarności organicznej, pełniła
określone funkcje w ramach stosunków o względnej
stabilności - w pracy, partii, stowarzyszeniu. Osoba
(Maussowska persona) w świecie (przed) ponowoczesnym odgrywa role - zarówno w pracy, jak i w ramach
różnych plemion, do których bardziej lub mniej nale­
ży - tych, w których uprawia się jogging, jeździ „garbu­
sami” czy chodzi w nike’ach, a komunikacja między
członkami może również odbywać się via media czy in­
ternet. Jeśli sięgnąć po Tambiaha kryterium uczest­
nictwa w świecie, funkcjonalność i celowość pierw­
szych ufundowana wydaje się na zasadach racjonalno­
ści przyczynowości, zaś performatywność (ze względu
na odgrywanie roli) i emotywność drugich - na racjo­
nalności partycypacji. Nic dziwnego zatem, że Michel
Maffesoli przypisuje swojemu tribus cechy religijności
typowej dla solidarności mechanicznej, a tutaj rozu­
mianej w jej etymologicznym wymiarze: religare —łą­
czenia (Maffesoli 1996: 77). Wydaje się, że Maffesoli
nie ma na myśli ani religijności w rozumieniu wiary
i kultu, ani też - społecznego wymiaru zjawiska, gdy
odnosi to do „swoistej mistycznej logiki depersonaliza­
cji” (Maffesoli 1996: 79), którą dostrzec możemy
w związkach przyjaźni, podzielanych poglądach poli­
tycznych, stosunkach rodzinnych, modach, stylach ży­
cia - ufundowanych na spontaniczności motywacji

w dochodzeniu do bardziej lub mniej ugruntowanych
tożsamości. Pojęcia „partycypacji w mistycznym zna­
czeniu tego słowa” , czy „mistycznej logiki depersonali­
zacji” przywodzą na myśl - i słusznie - mistyczną par­
tycypację Lévy-Bruhla, jak również partycypację
Tambiaha.
*
Claude Lévi-Strauss, jeden z bardziej wnikliwych
badaczy racjonalności typu magicznego, zauważył, że
„myśl patologiczna” (inaczej - magiczna, mityczna)
wykazuje nadmiar znaczenia, odwrotnie niż myśl na­
ukowa, która wciąż boryka się z jego niedoborem
(Lévi-Strauss 1970: 256). Intrygujące wydaje się to, że
również jeden z bardziej wnikliwych obserwatorów
kultury Zachodu, Jean Baudrillard, w podobnych ka­
tegoriach opisuje świat współczesny go otaczający, tak
szczelnie opakowany znakami, że wręcz niewidoczny
w swej niezapośredniczonej istocie i hiperrealny:
„Chodzi o podstawienie w miejsce rzeczywistości zna­
ków rzeczywistości, to znaczy o operację, gdzie zamiast
realnego procesu na pierwszy plan wysuwa się jego
operacyjny sobowtór, homeostatyczna maszyna znakotwórcza” - wyjaśnia francuski socjolog (Baudrillard
1997: 176). O ile w świecie nowoczesnym mieliśmy
jeszcze do czynienia z - jak to przenośnie rzecz ujmu­
je - mapą i terytorium (porządek denotacji, w termi­
nologii Barthesa), to w świecie ponowoczesnym mapa
zastąpiła terytorium (porządek konotacji) i tym sposo­
bem rzeczywistość znikła z naszego pola widzenia, zo­
stawiając nam jedynie znaki wzajem się do siebie od­
noszące.
Obraz ten wydaje się przesadzony: nie ma wątpli­
wości, że posługując się słowem „drzewo” mogę wciąż,
choć zapewne w sposób niepełny, przekazać komuni­
kat, za którym podążając ktoś inny zwróci wzrok w kie­
runku szumiącego opodal na wietrze obiektu o charak­
terystycznym owalnym lub podłużnym kształcie w ko­
lorach zieleni i szarości. Baudrillard ma natomiast ra­
cję, jeśli zawęzimy ów proces symulacji do konotacyjnej sfery znaczenia. Posługując się terminologią Baudrillarda można jednak powiedzieć, że zawsze była, jest
i będzie jakaś hiperrealność - świat przedstawiony ze
znaków, na którym wznosi się gmach kultury.
W świetle tego chyba niepodważalnego faktu tym
bardziej godne uwagi staje się znane spostrzeżenie jed­
nego z czołowych teoretyków ponowoczesności, Fre­
derica Jamesona, że mamy oto do czynienia z „niesły­
chaną ekspansją kultury w sferze społecznej do tego
stopnia, że o wszystkim co społeczne, należałoby mó­
wić raczej - ‘kulturowe’” (Jamesom 1984: 85-7; cyt.
za: Featherstone 1991: 8; zob. także Bell 1998: 25).
Choć od czasu, gdy badacz ów przedstawił to proroc­
two, minęły wprawdzie już dwie dekady, słowa jego
wydają się jeszcze bardziej aktualne. Myli się zatem

147

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

Daniel Bell, gdy wyraża swój niepokój na temat kultu­
ry współczesnej:
„Nasi przodkowie mieli religię, która zapewniała
im zakorzenienie zgoła niezależnie od tego, jak bar­
dzo mogli wątpić. Wykorzeniona jednostka może być
jedynie kulturalnym [czytaj: kulturowym - przyp.
Autora] tułaczem pozbawionym domu, do którego
można powrócić. Pytanie zatem brzmi: czy kultura
potrafi odzyskać spójność - spójność doświadczenia,
jakie przynosi, a nie tylko jego formy” (Bell 1998:
155).
Nie ma obawy: kultura, a człowiek wraz z nią, nie
może istnieć bez doświadczenia, to zaś zawsze będzie
w udziale tyleż narodów, hobbystów, płci, profesji,
grup wieku, subkultur, wyznań religijnych itd., co jed­
nostek, które przeżywają, myślą, interpretują, dokonu­
ją wyborów określonego sposobu życia.
W świetle poczynionych powyżej uwag oczywiste
wydaje się, że na co dzień obcujemy ze zjawiskami
poddającymi się interpretacji antropologicznej, że po­
kłady tego, co „archaiczne”, „nieoswojone”, „pierwot­
ne” w kulturze niezmiennie składają się na - jak to
określił Geertz - prawdziwe życie, ukształtowane po­
nadto przez znaną antropologom nieformalną logikę logikę codzienności, partycypacji. Wszelako, uzupeł­
niają one jedynie inne spostrzeżenia, czynione tu i ów­
dzie na ten temat, poszerzając nieco „orientację w te­
renie”, po którym porusza się antropologia. W szcze­
gólności podejście i narzędzia antropologii symbolicz­
nej i interpretatywnej wydają się tutaj szczególnie
przydatne - wobec narastającego braku dystansu ba­
dacza i badanej kultury. Dzieje się tak za sprawą doj­
mującego wpływu światowej „pankultury”, w której
zasięgu wszyscy pozostajemy, z drugiej zaś strony - po­
stępującego rozdrobnienia na dotąd nieznane postsubkultury czy hybrydy kulturowe, co jednak również od­
bywa się na naszych oczach i nas dotyczy. Nie potrze­
ba jednak koniecznie zmieniać zakresu czy metod an­
tropologii, by móc ją wciąż uprawiać, choć pilną po­
trzebą wydaje się praca nad językiem dyscypliny. Poję­
cia nieformalnej logiki i prawdziwego życia mogą speł­
nić funkcję heurystycznych narzędzi w pracy nad tym
językiem, jak również w przeformułowaniu filozofii
dyscypliny.
Uwagi powyższe nie są również czymś absolutnie
nowym w historii refleksji nad znaczeniem antropolo­
gii w zmieniającym się świecie, refleksji uprawianej
pośrednio przez badaczy spoza dyscypliny, którzy nie­
raz wskazywali na siłę narzędzi interpretacyjnych dla
niej istotnych, niewykorzystanych wszak wystarczają­
co w odniesieniu do wszelkich kultur, nie tylko tych
„prymitywnych” czy „ludowych”, lecz także kultury sa­
mego badacza. Pozostając w kręgu inspiracji Levy-Bruhlowskich - naznaczonych przekonaniem o obec­
ności racjonalności partycypacji, racjonalności typu
magicznego, fundujących ludzkie sposoby życia - war­

to przytoczyć już dawno temu wypowiedzianą opinię
badacza języka i literatury Tzvetana Todorova:
„Dokładniej, jako że trudno jest zanegować całko­
wicie symbol, oświadcza się, że my - dorośli i normal­
ni ludzie współczesnego Zachodu - wolni jesteśmy od
słabości związanych z myślą symboliczną i że istnieje
ona tylko u i n n y c h: zwierząt, dzieci, wariatów, dzi­
kich, przodków, którzy znali tylko ją. Wynika stąd cie­
kawa sytuacja: przez wieki ludzie opisywali swoje sym­
bole, ale twierdząc, że opisują znaki innych. Można by
sądzić, że czujna cenzura pozwalała mówić o symboliczności jedynie wtedy, gdy używano imion zapoży­
czonych, takich jak ‘szaleństwo’, ‘dzieciństwo’, ‘dzicy’,
‘prehistoria’. Tabu terytorialne (dzicy), czasowe (isto­
ty człekokształtne) lub ideologiczne (wariaci) nie po­
zwala na przyjęcie symboliczności w naszym życiu,
a szczególnie w naszym języku. Otóż opisy znaku dzi­
kiego są dzikimi opisami symbolu” (Todorov 1990:
59-60).
Nasza myśl jest oto równie dzika jak myśl „dzikich”
- zauważa badacz, przykład zaś owych przodków,
strażników symbolu, których tropią kolejne pokolenia
adeptów antropologii - w zapadłych wioskach Europy
czy Amazonii - zdaje się szczególnie wymowny i wciąż
bliski praktyce badawczej. Todorov stwierdza tedy, iż
„trzeba przyzwyczaić się zauważać w naszej własnej
myśli metody niejako prymitywne” (tamże: 60). Kręci­
my się więc wciąż - niestety? - w zaklętym kręgu po­
jęć archaiczności, plemienności, prymitywności, które
Tambiah chciał ująć w zreformowaną cokolwiek for­
mułę post-Lévy-Bruhlowskiej partycypacji.
Wszystko to świadczy wszak o jednym: że świat wy­
daje się wciąż zaczarowany - tak w czasach przed W e­
berem, jak i w czasach ponowoczesnych - choć odcza­
rowywanie przytrafia się coraz nowszym dziedzinom,
jak ostatnio nowoczesnej nauce, której obiektywistyczne zapędy podważyły metodologie historyczne
i cały nurt myśli ponowoczesnej. Równocześnie jed­
nak ma miejsce proces odwrotny - ponownych i kolej­
nych zaczarowań, które przebiegają - podobnie jak
fundująca je racjonalność partycypacji, racjonalność
typu magicznego - w poprzek podziałów dziedzin spo­
sobów życia człowieka: od stereotypów etnicznych,
poprzez religię, politykę, modę, medialny obraz świata
itd., kultywowane przy tym przez rozmaite nowoplemiona, zanurzone wszak w pozornie wewnętrznie niezróżnicowanym społeczeństwie masowym, po naukę
samą, której poszczególne dziedziny i teorie ufundo­
wane są na - zawsze jakoś - metafizycznie waloryzo­
wanych przesłankach, sympatiach i antypatiach śro­
dowiskowych, ambicjach czy autorytetach. Albowiem
świat nigdy nie został w pełni odczarowany - wraz
z przyjściem kapitalizmu, racjonalizmu oświeceniowe­
go, nowoczesności - a może dzieje się wręcz coś od­
wrotnego - staje się on coraz bardziej zaczarowany.
W przypadku tej dialektyki odczarowania-zaczarowa-

148

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB NA NOWY WIEK

nia można mówić jedynie o proporcjach, tendencjach,
kierunkach, których nie sposób przypisać jednoznacz­
nie ani epokom, ani dziedzinom ludzkiego życia. Jeśli
nawet przyjąć wąskie kryterium wyznaczania zakresu
antropologii - świata zaczarowanego, to - wydaje się dziś ma ona szczególnie dużo do zrobienia.
Literatura
Alexander J. C. (1988) Culture and Political Crisis: Watergate and
Durkheimian Sociology, w: tenże (red.), Durkheimian Sociology:
Cultural Studies, Cambridge: Cambridge University Press.
Appadurai A. (1986) Introduction: Commodities and the Politics of
Value, w: tenże (red.) The Social Life of Things: Commodities in
Cultural Perspective, Cambridge University Press, s. 3-63
Bachtin M. (1975) Twórczość Franciszka Rabelaise’a a ludowa kultu­
ra średniowoecza i renesansu, przeł. A. i A. Goreniowie, Kraków:
Barański J. (1999) Koniec etnologii czy koniec wieku etnologii. Garść
wróżb u progu nowego wieku, „Konteksty” 4, s. 96-105
- (2001) Socjotechnika, między magią a analogią. Szkice o masowej per­
swazji w PRL-u i III RP, Kraków: Wydawnictwo UJ.
Barthes R. (1970) Mitologie codzienne, w: tenże, Mit dzisiaj, przeł.
Jan Błoński, Warszawa: PIW, s. 62-92.
- (1985) Retoryka obrazu, „Pamiętnik Literacki” 3, s. 289-302.
Baudrillard J. (1997 [1981]) Precesja symulakrów, w: R. Nycz (red.),
Postmodernizm. Antologia przekładów, przeł. Tadeusz Komen­
dant, Kraków: Wydawnictwo Baran i Suszczyński, s. 175-89.
- (1998 [1970]) The Consumer Society. Myths &amp;Structures, Lon­
don: Sage.
Belk R. W., Bryce W. (1993) Christmas Shopping Scenes: From Mo­
dern Miracle to Postmodern Mall, „International Journal of Rese­
arch in Marketing” 10, s. 277-96
Bell D. (1998 [1976]) Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, przeł. Ste­
fan Amsterdamski, Warszawa: PWN.
Benedyktowicz Z. (2000) Portrety „obcego”. Od stereotypu do symbo­
lu, Kraków: Wydawnictwo UJ.
Berger P., Luckmann T. (1983) Społeczne tworzenie rzeczywistości,
przeł. Józef Niżnik, Warszawa: PIW.
Bogatyriew P. (1979) Funkcje stroju ludowego na obszarze morawsko-słowackim, w: tenże, Semiotyka kultury ludowej, przeł. Z. Saloni,
s. 163-262, Warszawa: PIW.
Bourdieu P. (1984 [1979]) Distinction. A Social Critique of the Judge­
ment of Taste, przeł. Richard Nice, London: Routledge.
- (1993 [1972]) Outline of a Theory of Practice, przeł. Richard Nice,
Cambridge University Press.
Buchowski M. (1986) Magia. Jej funkcje i struktura, Poznań: Wy­
dawnictwo UAM.
- (2004) Zrozumieć Innego. Antropologia racjonalności, Kraków:
Wydawnictwo UJ.
Burke K. (1969) A Rhetoric of Motives, Berkeley.
Crapanzano V. (1980) Tuhami. Portrait of aMoroccan, University of
Chicago Press.
Del Sapio M. (1988) The Question is Whether You Make Words Me­
an so Many Different Things: Notes on Art and Metropolitan Lan­
guages, „Cultural Studies” 2
Douglas M., Isherwood B. (1980) The World of Goods, Harmondsworth: Penguin.
Eck D. (1981) India’s Tirthas: ‘Crossings’ in Sacred Geography, „History of Religions” 4
Eliade M. (1992 [1978]) Próba labiryntu. Rozmowy z Claude-Henri
Rocquetem, przeł. Krzysztof Środa, Warszawa: Sen.
Featherstone M. (1991) Consumer Culture and Postmodernism, Lon­
don: Sage.
- (1997) Undoing Culture. Globalization, Postmodernism and Identi­
ty, London: Sage.

Geertz C. (2003 [1973]) Opis gęsty —w stronę interpretatywnej teorii
kultury, przeł. Sławomir Sikora, w: M. Kempny, E. Nowicka
(red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, Warsza­
wa: PWN.
Habermas J. (1981) Theorie des Kommunikativen Handels, Frankfurt
am Main: Suhrkamp.
Hassan I. (1987) The Postmodern Turn: Essays in Postmodern Theory
and Culture, Columbus: Ohio State University Press.
Hirsch F. (1976) The Social Limits to Growth, Camridge, Mass.: Har­
vard University Press.
Horton R. (1992[1967]) Tradycyjna myśl afrykańska a nauka za­
chodnia, przeł. Katarzyna Zonn-Pasternak, w: E. Mokrzycki
(red.) Racjonalność i styl myślenia, Warszawa: Wydawnictwo
IFiS PAN, s. 396-453
Jameson F. (1984) Postmodernism or the Cultural Logic of Late Capi­
talism, „New Left Review” 146.
Kowalski P. (2004) Popkultura i humaniści. Daleki od kompletności re­
manent spraw, poglądów i mistyfikacji, Kraków: Wydawnictwo UJ.
Lash S. (1998) Postmodernizm jako system oznaczania, w: R. Nycz
(red.) Odkrywanie modernizmu. Przekłady i komentarze, Kraków:
Universitas.
Lash S., Urry J. (1994) Economies of Signs and Space, London: Sage.
Leenhardt M. (1982) Do Kamo: Person and Myth in the Melanesian
World, Berkeley: University of California Press.
Lyotard J. F. (1997 [1979]) Kondycja ponowoczesna, Warszawa:
Aletheia.
Maffesoli M. (1996 [1988]) The Time of the Tribes. The Decline of
Individualism in Mass Society, przeł. Don Smith, London: Sage.
- (1997) The Return of Dionysus, w: P. Sulkunen i in. (red.), Con­
structing the New Consumer Society, New York: St. Mar­
tin’s Press, s. 21-37.
Malinowski B. (1981) Argonauci Zachodniego Pacyfiku. Relacje o po­
czynaniach i przygodach krajowców z Nowej Gwinei, w: tenże,
Dzieła, t. 3, przeł. Barbara Olszewska-Dyoniziak i Sławoj Szynkiewicz, Warszawa: PWN.
(2003) Tubylcy Mailu oraz inne szkice o kulturze Australii i wysp Pa­
cyfiku, w: tenże: Dzieła, t. 12, przeł. Janusz Barański i Antoni
Bydłoń, Warszawa: PWN.
Mauss M. (1973) Socjologia i antropologia, przeł. Marcin Król,
Krzysztof Pomian i Jerzy Szacki, Warszawa: PWN.
McCracken G. (1990) Culture and Consumption. New Approaches to
the Symbolic Character of Consumer Goods and Activities, Blo­
omington: Indiana University Press.
Merton R. K. (1982 [1949]) Teoria socjologiczna i struktura społecz­
na, przeł. Ewa Morawska i Jerzy Wertenstein-Zuławski, W ar­
szawa: PWN.
Muggleton D. (2004) Wewnątrz subkultury. Ponowoczesne znaczenie
stylu, przeł. Agata Sadza, Kraków: Wydawnictwo UJ.
Ong W. (1982) Orality and Literacy: The Technologizing of the Word,
New York: Methuen
Pawluczuk W. (1968) Światopogląd jednostki w okresie rozpadu trady­
cyjnej społeczności terytorialnej, „Studia Socjologiczne” 3-4,
s. 243-66
Polhemus T. (1996) Style Surfing. What to Wear in the 3rd Millenium,
New York: Thames &amp; Hudson.
Ricoeur P. (1985) „Symbol daje do myślenia”, w: tenże, Egzystencja
i hermeneutyka. Rozprawy o metodzie, przeł. Stanisław Cicho­
wicz, Warszawa: Pax, s. 58-75
Riesman D. (1996 [1950]) Samotny tłum, przeł. Jan Strzelecki, W ar­
szawa: Muza.
Robotycki C. (1992) Etnografia wobec kultury współczesnej, Kraków:
Wydawnictwo UJ.
Rothenbuhler E. W. (2003 [1998]) Komunikacja rytualna. Od roz­
mowy codziennej do ceremonii medialnej, przeł. Janusz Barański,
Kraków: Wydawnictwo UJ.

149

�Janusz Barański • ANTROPOLOGIA, MIĘDZY PRZED- A PONOWOCZESNOŚCIĄ - GARŚĆ WRÓŻB N A NOWY WIEK

Scott L. M. (1993) Spectacular Vernacular: Literacy and Commercial
Culture in the Postmodern Age, „International Journal of Rese­
arch in Marketing” 10, s. 251-75
Shusterman R. (1998) Sztuka życia a etyka postmodernistyczna, w:
tenże, Estetyka pragmatyczna. Żywe piękno i refleksja nad sztuką,
przeł. A dam Chmielewski, Wrocław: Wydawnictwo UW,
s. 314-51
Simmel G. (1957) Fashion, „The American Journal of Sociology” 6,
s. 541-58
Sulima R. (2000) Antropologia codzienności, Kraków: Wydawnictwo
UJ.
Tambiah S. J. (1990) Magic, Science, Religion, and the Scope of Ratio­
nality, Cambridge University Press.
Thomas W., Znaniecki F. (1976) Chłop polski w Europie i Ameryce,
t. 1, Organizacja grupy pierwotnej, przeł. Maryla Metelska, War­
szawa: LSW.
Todorov T. (1990 [1972]) Wstęp do symboliki, w: M. Głowiński
(red.), Symbole i symbolika, Warszawa: Czytelnik, s. 30-97
Tokarska-Bakir J. (2000) Obraz osobliwy. Hermeneutyczna lektura
źródeł etnograficznych (Wielkie opowieści), Kraków: Universitas.
Urry J. (1995) Consuming Places, London: Routledge.
Veblen T. (1998 [1899]) Teoria klasy próżniaczej, przeł. Janina
Frentzel-Zagórska, Warszawa: Muza.
Winch P. (1992 [1964]) Rozumienie społeczeństwa pierwotnego,
przeł. Tadeusz Szawiel, w: E. Mokrzycki (red.), Racjonalność
a styl myślenia, Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN, s. 242-95.
Wolska D., Brocki M. (2003) (red.) Clifford Geertz - lokalna lektu­
ra, Kraków 2003: Wydawnictwo UJ.
Zbiegień-Maciąg L. (1999) Kultura w organizacji. Identyfikacja kultur
znanych firm, Warszawa: PWN.

Przypisy
1
2

3

4

Więcej i bardziej wyczerpująco na temat antropologii Geertza
zob.: Wolska, Brocki 2003
Najnowszą pracą polską omawiająca problematykę racjonalno­
ści jest Zrozumieć Innego Michała Buchowskiego (2004), w któ­
rej autor prezentuje również ustalenia własne w tym względzie
i podkreśla ważność problematyki racjonalności w praktyce ba­
dawczej całości nauk społecznych i humanistycznych.
Podobnie rzecz przedstawia się z pojęciem kultury typu ludowe­
go, którym konsekwentnie posługuje się Tokarska-Bakir, doko­
nując przeto aktu samoograniczenia na własne życzenie. Wy­
obraźmy sobie mianowicie badanie kultury religijnej nauczycie­
li akademickich, którym także przytrafia się - wbrew silnym
tendencjom poprawności politycznej - uprawiać jakąś wiarę re­
ligijną, wykazującą również cechy religijności ludowej - że
w analizach tejże wiary aplikuje się pojęcie kultury typu ludo­
wego, jako pojęcie ze zbioru kategorii niezbędnych do uprawia­
nia tak rozumianej antropologii religii.
N a temat relacji mitotwórstwa i racjonalności partycypacji zob.
Barański 2001: 17-40

5

Warto przypomnieć w tym miejscu klasyczne ustalenia Maussa
na temat ewolucji pojęcia osoby w historii kultury, od - naj­
ogólniej rzecz biorąc - jej niesamoistności w czasach przednowoczesnych po osiągnięcie względnej niezależności i podmioto­
wości jednostki w ostatnich wiekach (zwłaszcza po wystąpieniu
Kartezjusza, choć proces „wyzwalania się” jednostki z władzy
zbiorowości trwał już przynajmniej od czasów rzymskich)
(Mauss 1973; rozdział „Pojęcie osoby”); w przypadku zjawiska
omawianego przez Michela Maffesoli mamy do czynienia z pro­
cesem odwrotnym - zmniejszania się niesamoistności jednostki.
6 Rozumowanie takie znane jest także w psychologii już od cza­
sów Jeana Piageta, który w operacjach symbolicznych dopatry­
wał się transdukcji (w opozycji do indukcji i dedukcji) określa­
nej jako „inferencja nieregulowana (niekonieczna), ponieważ
odnosi się do schematów pozostających w pół drogi pomiędzy
indywidualnością i ogólnością” (cyt. za: Todorov 1990: 62).
7 Warto zwrócić uwagę na to, że Maffesoli odwołuje się tutaj
głównie do pojęcia obyczaju, sięga jednak i po pojęcie habitusu.
Posługuje się nim w znaczeniu tego terminu nadanym mu przez
Pierre’a Bourdieu (1984), a mianowicie - jako operatora aktu­
alizacji ogólniejszych standardów działań symbolicznych.
8 Por. analogiczne pojęcie rytualności, które sformułowałem
w posłowiu do pracy Erica Rothenbuhlera (2003).
9 Cechą tego stanu jest współczesna horror vacui, która przejawia
się także poprzez nieustanną obecność muzyki - w centrach
handlowych, na plażach, nawet w miejscach pracy, gwar przy­
pominający śródziemnomorskie czy wschodnie miasta (Maffe­
soli 1996: 99) lub powtarzalność fraz muzycznych w klasycznym
rytuale.
10 Zob. kapitalne studium wspólnoty rodzimych działkowiczów
autorstwa Rocha Sulimy (2000: 13-36).
11 Taka „etnografia rynku” nie jest bynajmniej wynalazkiem ostat­
nich lat. Grant McCracken, jeden z pierwszych antropologów
badających zagadnienia współczesnego rynku ekonomicznego,
przypomina, że - jak powiada - „etnografowie rynku”, w istocie
- niektórzy ówcześni kapitaliści, działali już w bardzo dynamicz­
nie zmieniającej się rzeczywistości kulturowej XVIII wieku - re­
wolucji przemysłowej oraz głębokich zmian politycznych i spo­
łecznych. To wówczas na przykład moda na dobre zadomowiła
się jako regulator stosunków społecznych w swej pierwotnej for­
mie naśladownictwa warstw wyższych przez warstwy niższe,
a obserwacja tej dynamiki pozwalała nawet na jej stymulację,
dostarczając narzędzi dla ówczesnego raczkującego marketingu
(McCracken 1990: 18; Simmel 1957).
12 Warto porównać przynajmniej dwie przeciwstawne interpreta­
cje tej praktyki, np. Maussa (1973: 257-77) i Harrisa (1985:
109-129).
13 Zob. np. pracę Erica Rothenbuhlera (2003), który w takim wła­
śnie Durkheimowskim duchu dowodzi rytualnej funkcji zjawisk
kultury współczesnej - od mediów, przez święta narodowe po
zwyczaje wzajemnego obcowania ludzi.

150

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9748" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9726">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f4ca052173aaceb7d208e2188ab000bf.pdf</src>
        <authentication>e262bffab22692d12698d6f2bfb1df54</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115917">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2763</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115918">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115919">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2573</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115920">
                <text>"Pluralis non maiestaticus", czyli ludzie jak rzeczy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115921">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.154-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115922">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115923">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115924">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115925">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115926">
                <text>Pluralis non

maiestaticus,

czyli ludzie jak rzeczy
Janusz B a r a ń s k i
Tytułowy pluralis to językowy chwyt, który - wydawało­
by się - odszedł na dobre z naszego publicznego języka wraz
z upadkiem minionego ustroju. Jeszcze nie tak dawno na na­
szą codzienną gazetową strawę składały się wypowiedzi,
w których również za pomocą tego zabiegu objaśniano, w ja­
kich czasach przyszło nam żyć:
Nadszedł czas Kuroniów, Blumsztajnów,
Michników
i całej reszty („Żołnierz Wolności" 36/ 82); Ci wszyscy wasser-Polacy, owi Najderowie, Brandysowie, Wirpszowie, Ko­
łakowscy, owi usiłujący ogłupić innych i siebie Lipscy, ci re­
prezentanci i agenci obcej nam sprawy („Żołnierz Wolności"
109/85).... A więc: czy zniknęli oni wraz z rewolucją 89 ro­
ku, wraz z grobową ciszą, która zapadła nad nieodżałowanym
„Żołnierzem Wolności" czy „Trybuną Ludu"?
Naiwni sądzą, że tak, że wraz z wolnym rynkiem i prawo­
rządnością wszyscy zaczęli posługiwać się i prawym języ­
kiem - porzucając ten spodlony. Tymczasem w Rzeczypo­
spolitej Anno Domini 98 nie należą bynajmniej do rzadkości
wypowiedzi, wszelako mniej ostentacyjne, czasem mocno
zawoalowane, które z powodzeniem mogą jednak sprostać
tym sprzed lat kilkunastu i kilkudziesięciu. Choć częściej sły­
chać je na rozmaitych wiecach, pojawiają się jednak i w pra­
sie, przy czym gama tytułów nie jest tu wcale wąska.
Weźmy więc na początek ogólnopolskie dzienniki i za­
cznijmy od gazety, od której - z przyczyn tak logicznych, jak
i historycznych - wypadałoby zacząć:
Osobiście wolę, aby mnie traktowano jako przestępcę
przeciwko Niesiołowskim i Krzaklewskim niż miano by mnie
uważać za moralnego czyścioszka w łączności z nimi („Try­
buna" 65/98).
A teraz rzućmy okiem na barykadę, która wznosi się na
przeciwnym końcu:
Teraz wiesza (prezydent daje odznaczenia - przyp. JB)
Wiatrom i nie Wiatrom to Kuroniom i całej tej spółce („Nasz
Dziennik" 50/98).
Odmiana zawoalowana tego przypadku pojawia się w in­
nym dzienniku o ogólnokrajowym zasięgu - i być taka za­
pewne musi:
w Polsce zawsze się znajdzie jakiś ks. Jankowski, Wrzodak
czy ks. Rydzyk, który przy sporym społecznym aplauzie pol­
skiemu ministrowi czy byłemu dysydentowi przypomni, skąd
się wywodzi („Gazeta Wyborcza" 85/98).
Istotnie, taka być musi: nie Jankowscy, Wrzodaki, Rydzy­
ki - to uwłaczałoby gazecie ludzi światłych; ale choćby ów
jakiś wystarczy za wszystkich Jankowskich, Wrzodaków
domyślnie jest ich przecież wielu.
Mamy wreszcie ogólnopolskie tygodniki:
WybGaz ma na myśli taką niezależność, której główną ce­
chą jest stadność, niezależność Michników, Szczypiorskich
czy innych Zagozd („Gazeta Polska" 1/98);
Być może panów Grabków jest więcej i te wspaniałe re­
zultaty naszej gospodarki nie są zasługą polityków („Wiado­
mości Kulturalne" 8/98).
W wypowiedzi ostatniej istnieje zapewne świadome na­
wiązanie do literackich „panów Pasków" czy „panów Radzi­
154

wiłłów", w kontekście gazetowej semantyki odnieść ten przy­
padek można jednak tylko do omawianego tu szczególnego
użycia pluralisu. To zaś nakazuje powstrzymanie się i tutaj
przed podaniem nazwiska autora znanego z nienagannych
manier, który - prócz pisania - zajmuje się polityką, w tym
piastowaniem wysokich państwowych stanowisk.
Czy jest to dobitny znak powierzchowności zmian (co na
języku, to i w głowie, to i w życiu publicznym), czy też wy­
raz trwałości pewnych językowych nawyków to - na użytek
tego szkicu - sprawa drugorzędna. Zapewne wchodzi w grę
i jedno, i drugie. Ważna natomiast, bo - jak to mamy
nadzieję wykazać - zaskakująco egzotyczna wydaje się we­
wnętrzna struktura tego retorycznego w istocie chwytu,
ontyczny status desygnatu, do którego pluralis odsyła, zna­
czenia jaki ów zabieg ewokuje. Spójrzmy jednak najpierw
na to zjawisko od strony motywów psychologicznych,
których można by się w nim dopatrzyć. Psychologia spo­
łeczna skłonna byłaby pomieścić to zjawisko z jednej stro­
ny w ramach rozległego procesu atrybucji, z drugiej zaś pro­
cesu generalizacji.
Ludzie mają zawsze silną potrzebę posiadania spójnej wi­
zji świata, w tym spójnego obrazu innych, nie wyłączając lu­
dzi polityki. Obraz taki uzyskuje się przypisując pewne cechy
osobie, ale w sposób swoiście uporządkowany: w zgodzie
z przyjętą na temat tej osoby oceną. Charakterystyczne oka­
zuje się, że wyobrażenia te są niewspółmiernie bogate i spój­
ne w porównaniu z niewielką ilością informacji (por. Domachowski, s. 63). Ma tu więc miejsce nadwyżka znaczenia
w stosunku do danych opisowych i faktualnych. Powstają
w ten sposób prywatne teorie osobowości, które pozwalają
wnioskować o czyimś zachowaniu niejako na pniu, np. że
ktoś postąpił tak i tak, bo jest interesowny lub zgoła odwrot­
nie - bo jest bezinteresowny. Okazuje się bowiem, że iden­
tycznie zachowującym się osobom przypinamy zupełnie
przeciwstawne etykietki.
Rzecz tę sprowadzić można do początkowych kategory­
zacji ludzkich osobowości, które determinują następnie po­
strzeganie i interpretację zachowań poszczególnych osób.
Ktoś raz oceniony źle, bardziej skazany jest na negatywne
ocenę we wszelkich późniejszych poczynaniach, niż ten,
kto w pewnej „sytuacji rozpoznania" wypadł dobrze. Pierw­
sze wrażenie staje się centralne, wszystkie pozostałe nato­
miast - peryferyjne i zdeterminowane tym centralnym wła­
śnie. Co więcej, jak pisze rzecznik takiego rozumienia rze­
czywistości wykreowanej: „Połączenia między poszczegól­
nymi cechami oraz istnienie wymiarów (czy cech) central­
nych i peryferyjnych powodują, że dysponujemy pewnymi
'wzorcami', do których dopasowujemy ludzi. Do każdego
takiego wzorca (kategorii) może należeć wielu ludzi. Może­
my też posiadać takie kategorie, do których w danym mo­
mencie nie należą żadne konkretne osoby. Są to gotowe
wzorce czekające na swe obiekty, a niewypełnione tylko
dlatego, że z nikim takim jeszcze się nie zetknęliśmy. Istota
tego problemu polega jednak na tym, że jeśli już kogoś do
którejś z naszych kategorii zakwalifikujemy, to niejako

�'z dobrodziejstwem inwentarza' osobie tej zostaną przypi­
sane wszystkie cechy do tej kategorii należące" (Domachowski, s. 67-68). Mamy więc ów drugi krok zwieńczają­
cy konstrukcję figury retorycznej z rzędu Michników i pa­
nów Grabków, generalizację, która pozwala już wreszcie
odpowiednie szufladkowanie ludzi świata polityki.
Skoro stwierdza się w procesie atrybucji jakąś' nadwyżkę
znaczenia, badacz kultury symbolicznej wietrzy natychmiast
trop, który jest również i dla niego przeznaczony. Nie na dar­
mo tacy wytrawni łowcy znaczeń jak Levi-Strauss czy Barthes
uczą, że mit to właśnie nadwyżka znaczenia. Ten zaś jest
głównym odniesieniem dla całego gmachu kultury. Jeśli nato­
miast gmach ten wznosi się także z użyciem języka, który roz­
dziela atrybuty, partykularyzuje i generalizuje partycypantów
jakiegoś społecznego procesu, to mamy wówczas do czynie­
nia z funkcją języka, którą Bronisław Malinowski określił ja­
ko magiczną. Spróbujmy więc uzupełnić rozumienie procesu
atrybucji narzędziami krytyki kulturowej, która w tym przy­
padku sięgnąć winna również do ustaleń etnologów w bada­
niach nad językiem. Wszelki wynik tych procesów krzepnie
wszak w postaci kulturowo i językowo udrapowanych obra­
zów, idei, wartości, którymi opatruje się jednostki i grupy.
Pluralis intryguje nie od dziś, zainteresowanie nim sięga
przynajmniej do Marca 68, kiedy to komunistyczna propa­
ganda szczególnie intensywnie eksploatowała tę figurę.
W jednym z pierwszych tekstów na ten temat Jan Nowicki
zauważył, że nazwisko użyte w liczbie mnogiej staje się no­
sicielem pewnych ogólnych cech, staje się symbolem. Po­
przez użycie tej formy uzyskuje się taką oto charakterystykę
osoby: „On tym a tym jest = to jest w nim ważne = on się ca­
ły do tego sprowadza. Zachodzi utożsamienie: cecha = istota
rzeczy = całość rzeczy" (Nowicki, 1972, s. 109).
Mircea Eliade w swym Dzienniku emigranta, w którym
również roztrząsał podobne językowe ciekawostki charakte­
rystyczne dla języka komunistycznej propagandy, określe­
niom w rodzaju trockista czy agent imperializmu przypisał
walor archetypiczności - cechę dalece wykraczającą poza
jednostkową osobowość (Eliade, 1990, s. 224). W rzeczywi­
stości polskiej lat dziewięćdziesiątych niewielu już ma poję­
cie, kto to agent imperializmu, rzesza czytelników tygodnika
„Nie" wie jednak, kto to np. solidaruchy, AWueSiaki, eSmani,
Uwole czy radiomaryjce. Niewielu wie, kto to trockiści, wia­
domo jednak, kto to buzkowcy, o których pisze felietonista z charakterystycznym dla tego pisma wdziękiem:
w średniowieczu, epoce tak ulubionej przez ZChN i buzkowców, w przewodnikach dla kapłanów wyliczano cztery za­
wody podejrzane, bo żyjące z zarabiania pieniędzy bez pro­
dukcji: zapaśnik, najemnik, kupiec i prostytutka („Nie" 2/98).
Czy wskazywani Michnikowie i Krzaklewscy to jakieś
określone jednostki, czy fantomy? Nowicki stwierdził, że ję­
zykowe twory tego typu „są jakby wpół drogi pomiędzy imie­
niem własnym i nazwą ogólną" (tamże). Buzkowcy natomiast
to - wydaje się - znamienny przykład wykorzystania imienia
własnego w tworzeniu nazwy pospolitej, a desygnat tej na­
zwy status „wpół drogi" osiąga podążając - piórem felietoni­
sty - z innego kierunku: od nazwy ogólnej do imienia wła­
snego. Jak możliwe są tego rodzaju zabiegi?
Nowicki zwracając uwagę na utożsamienie „cecha = isto­
ta rzeczy = całość rzeczy" nie wspominał, że rzecz ta znana
jest od dawna etnografom i charakterystyczna dla tzw. myśli
mitycznej, która nie zna świata abstrakcji, a tylko świat imion
własnych i konkretu. Rozważane tutaj konstrukty to również
mieszkańcy tego świata, znaki, które pełnią rolę pośredników
pomiędzy konkretem i ogółem, obrazem i pojęciem, elemen­
tem zmysłowym i kontemplacyjnym (por. Levi-Strauss 1969,
s. 32). Wchodzą one w skład operatorów reorganizacji pew­

nego politycznego światoobrazu, są okami semantycznych
sieci zarzucanych po całym tym retorycznym uniwersum.
Z racji swego wyłącznie oznakowego charakteru należą
do dziedziny konotacyjnych słowników, a więc uznać je tak­
że można za narzędzia tworzenia politycznych stereotypów.
Jako ogniwo pośrednie pomiędzy obrazem i pojęciem dzielą
one formalny charakter również z tym drugim. „Pojęcia ma­
ją służyć eksplanacji teoretycznej określonej sfery rzeczywi­
stości ujętej w teorię, stereotypy zaś quasi-eksplanacji frag­
mentów rzeczywistości ujętej w ogólnej doktrynie ideolo­
gicznej" - napisał jeden z badaczy stereotypu (Buczkowski
1986, s. 12). Chciałyby być systemem pojęć, ale muszą pozo­
stać tylko systemem znaków - systemem pojęć uwięzionych
w obrazach, np. obrazach znanych postaci polityki. Słowa te
mogą na trwałe oderwać się od rzeczy, nie stają się jednak
przez to pojęciami (por. Thom 1990, s. 114).
Mechanizm ten jest typowy dla logiki nastawienia znanej
od czasów Levy-Bruhla i Cassirera, a zwanego partycypacją.
Cassirer pisał, że w myśl tej logiki całości nie dzieli się na czę­
ści, część zawiera bowiem wszystkie cechy całości (Cassirer,
1953, s. 49-50). I odwrotnie: rodzaj nie funkcjonuje jako lo­
giczna determinanta gatunków czy przedmiotów indywidual­
nych, lecz jest bezpośrednio obecny w tym co szczegółowe
(tamże, s. 64), nie ma więc i możliwości, i potrzeby wyodręb­
niania klasy pojęć. Dla partycypacji, która ujmuje rzeczywi­
stość w jednym, pojedynczym planie, atrybut równa się isto­
cie przedmiotu (tamże, s. 65). Podczas gdy klasa logiczna, po­
sługując się określoną uniwersalną zasadą, chce oddzielić to,
co szczegółowe, od tego, co ogólne, partycypacja wiąże wszy­
stkie szczegóły w jedności pewnego wyobrażenia, jedności
mitycznej figury; może to być figura Michników lub figura
buzkowców. Wszelkie części, jednostki, atrybuty, gatunki zo­
stają związane, a rozróżnienia zniesione (tamże, s. 69).
Nie istnieje zatem podział na istotę i przypadłości czy gru­
pę i jednostki. Termin Michnikowie może zostać użyty jako
nazwa gatunku, buzkowiec natomiast może być nazwą okre­
ślonego osobnika. Nazwy będące zwykle ostatnim szczeblem
denotacji w sematycznej funkcji języka, w jego funkcji ma­
gicznej stają się w powyższym przypadku szczeblem pierw­
szym. Ich nazwiska użyte w pluralisie denotują pewien archetypiczny, zbiorowy typ osobowości wcielanej przez opo­
zycję, konotują natomiast wiele właściwości przypisywanych
politycznym wrogom - od żydowskiego pochodzenia, po­
przez prywatę, po nieudacznictwo w rozmaitych dziedzinach
życia publicznego. Wszystko to z zachowaniem oczywiście
odpowiednich proporcji w zależności od tego, gdzie znajduje
się trybuna, z której opatruje się takimi etykietkami. Pozosta­
jąc w połowie drogi pomiędzy imieniem własnym a nazwą
ogólną, pełnią one funkcję operatorów organizacji określone­
go politycznie obrazu rzeczywistości społecznej.
Warto w tym miejscu przypomnieć pogląd Malinowskie­
go na temat pewnego aspektu magii słowa, mianowicie wiary
w tożsamość nazwy i nazywanego obiektu, imienia i osoby to
imię noszącej, z czego wywodzi się istnienie sprawczej mocy
słowa. Tak rozumiana zasada partycypacji, jeśli istotnie jest
obecna w rozważanym tutaj przypadku specjalnego użycia
nazwisk ludzi świata polityki, jest zapewne znacznie zawoalowana. Przypomnijmy więc, że w klasycznych przykładach
przytaczanych przez etnologów imię, wcielając cechy danej
osoby, może stać się przedmiotem magicznych działań,
podobnie jak powszechnie znane zabiegi na wizerunkach
osób, przedmiotach doń należących czy wreszcie ich włosach
lub paznokciach. Jeśli imię traktowane jest jako integralna
część jego posiadacza, to wówczas nie dziwi przekonanie, jak
to znane u Algonkinów, że o osobie o tym samym imieniu
mówi się - „On jest innym mną" (Cassirer 1946, s. 84). Przy155

�kładem ze Starego Świata niech będzie formalna kategoria
prawa rzymskiego - „legalna osoba", która może mieć rów­
nież „legalne imię", do posiadania którego nie miał natomiast
prawa niewolnik (tamże, s. 50). Imię jest nie tylko znakiem
jedynos'ci i wyjątkowości osoby, ale osobę tę ustanawia. Nie­
przypadkowo również obrzęd chrzcin ma miejsce z równo­
czesnym nadaniem imienia, obrzęd, który włącza jednostkę
do społeczności wiernych; dla tej społeczności osoba staje się
upostaciowana dopiero z nadaniem jej imienia. Zatem: jeśli
nie ma imienia, nie ma też osoby. Czy z takim nastawieniem
nie jest też związane powiedzenie znane z minionych dekad:
„nie ma dokumentu, a więc nie ma człowieka"?
Jeśli zatem imię zyskuje tak dużą rangę i jest substancjal­
nie tożsame z jego nosicielem, oddziałując na nie można rów­
nież wpłynąć na osobę. Znane są zabiegi magiczne polegają­
ce np. na krzyknięciu imienia nad parzonymi ziołami, dzięki
czemu jego właściciel miał ulec uzdrowieniu, wdmuchiwaniu
imienia do oczyszczającego naparu (por. Skompski 1976, s.
146-47) czy spalaniu kartki z napisanym imieniem, co miało
z kolei zaszkodzić jego nosicielowi (Horton 1993, s. 224).
W niektórych kulturach praktykuje się zwyczaj ukrywania
prawdziwego imienia - jest ono imieniem tajnym. Ma to
ustrzec jego właściciela przed zakusami wrogów, którzy po­
znając jego imię posiedliby tym samym kontrolę nad samą
osobą i zyskali jej moc. „Tknąć imię to tknąć samą osobę czy
istotę, do której to imię należy. Znaczy to zaatakować ją, za­
dać gwałt jej osobowości ..." - napisał o podobnych zabie­
gach Lucien Levy-Bruhl (Levy-Bruhl, 1992, s. 74).
Wskazana reguła językowej petryfikacji nazwisk, współ­
czesnej językowej magii, służy więc również depersonaliza­
cji określonych osób, marginalizacji ich indywidualnych
cech, zamiany ich w maski, swoiste figury woskowe opatrzo­
ne odpowiednimi ogólnymi podpisami - Michnikowie, buzkowcy czy spółka Czarnecko-Balcerowiczowska, jak to ujęto
we fragmencie smakowitej wypowiedzi o oryginalnej poety­
ce we wspomnianym już wcześniej piśmie:
„kasta czarnuchów'-sukmaniarzy" i czarno-podobnych sa­
telitów pod przewodem „słońca" Akcji Wyborczej Szarańczy
- Krzaklewskiego. „Słońce" AWS ze spółką Czarnecko-Bal­
cerowiczowska („Nie" 7/98).
Osiąga się równocześnie głęboko kulturowy efekt ustano­
wienia czegoś na kształt politycznych klanów, które na ze­
wnętrz reprezentują skonwencjonalizowane maski. Potwier­
dzałoby to trwałość owej magicznej logiki, w zgodzie z którą
część stanowi równocześnie całość i wyraża jej istotę. Tutaj
oznaczałoby to również rozumienie osoby jako maski, która
służy rytualnemu przedstawieniu kogoś jeszcze, np. członków
całego klanu - rzecz powszechna niegdyś pośród licznych sy­
stemów totemistycznych, a w historii kultury kręgu śródziem­
nomorskiego przezwyciężona - jak utrzymuje Marcel Mauss
(Mauss, 1973, s. 513) - dopiero w okresie początków Rzymu.
Jak widać - nie do końca. Słowa kasta czy spółka, jak w przy­
toczonych powyżej przykładach, których reprezentantami
mają być Krzaklewscy czy buzkowcy, zdają się sugerować
trwałość i ponadczasowość tej logiki, tego sposobu konstruo­
wania społecznego światoobrazu. Niech pośrednim potwier­
dzeniem ważności tych masek w przedstawianiu świata poli­
tyki będzie popularność takiego plastycznego środka wyrazu,
jakim jest karykatura, czy tzw. szopka polityczna, na scenie
której te maski-karykatury zostają „ożywione".
Umberto Eco w swoich rozważaniach na temat teatru po­
dał przykład osobliwego przedstawienia. Oto na zebraniu Ar­
mii Zbawienia szacownym matronom sponsorującym działal­
ność organizacji pokazany zostaje pijak: obdarty osobnik
z czerwonym nosem. Wygląda tak, jak pijak właśnie wyglą­
dać „powinien". Można go uznać za znak wszystkich pija­
156

ków, choć jest on przecież równocześnie autonomiczną oso­
bą (Eco, 1977, s. 110). W tej określonej scenerii (obramowa­
niu, jak by powiedział Goffman 1984, s. 363 i ns.) pełni on
z jednej strony rolę znaku naturalnego, podobnie jak ślad sto­
py czy dym unoszący się ponad wzgórzem, z drugiej nato­
miast - znaku konwencjonalnego: jego czerwony nos repre­
zentuje wszystkie żałosne następstwa nieumiarkowania w pi­
ciu (Eco, s. 112). Czyż zatem taldm znakiem zwalczanej opo­
zycji (notabene - aktualnie u władzy) nie są Michnikowie czy
buzkowcy, zarazem znakiem obcych interesów, np. żydow­
skich albo komunistycznych - znów w zależności od punktu
siedzenia - lub choćby zwykłej politycznej nieudolności? Ja­
ko „obiekty" znaczące są politycy znani pod nazwiskami
Michnik i Buzek zarówno naturalni, jak i konwencjonalni.
Dotykamy tutaj jądra wszelkiego mitotwórstwa, mityczności, rytualności, słowem - właśnie nastawienia o cechach
partycypacji. Mianowicie tego, co Roland Barthes określał
obrazowo jako mechanizm przekształcania historii w naturę
(Barthes, 1970, s. 48), możliwość dowolnego transferu na li­
nii fakty-znaczenia, natura-kultura, ustanawiania naturalnym
tego, co stworzone, a czasem nawet stworzonym tego, co na­
turalne. W wydanym ostatnio zbiorze esejów wspomniany
już Umberto Eco wskazuje na te mechanizmy jako istotny
komponent ludzkiej kreatywności. W swej amerykańskiej
Podróży do hiperrealności jako przykład pierwszego z nich
podaje muzea, zwłaszcza niezliczone gabinety figur wosko­
wych, w których „wszystko jest znakiem, lecz pragnie ucho­
dzić za rzeczywistość" (Eco, 1996, s. 67). Przykładem dru­
giego natomiast są morskie miasta czy sztuczne dżungle,
w których zwierzęta eksponuje się w ich naturalnym otocze­
niu, w których jednak „wszystko jest rzeczywistością, lecz
pragnie uchodzić za znak" (tamże) - ideologia „nieskażonej
przyrody", „przyjaznych zwierząt" itd.
Jest to wszakże odwieczna ludzka postawa: pragnienie,
„by pokonać opozycję między naturą a kulturą i ująć je obie
jako całość" (Levi-Strauss 1969, s. 193). Michnikowie i buz­
kowcy to obiekty, które realizują wspomniane wyżej pragnie­
nie: należą zarówno do porządku natury, jak i kultury. Słowa,
które zostają najpierw „skradzione", by następnie zostać
„zwrócone" - jak by powiedział Barthes, w istocie jednak by­
tujące gdzieś pośrodku. Słowa tyleż skuteczne w dziele
kształtowania pewnych przedstawień zbiorowych, co emanu­
jące znaczeniami, które oddać mają „istotę" archetypu Szczypiorskich i Krzaklewskich.
Językowy rytualizm wykazuje tutaj podobne cechy kon­
stytutywne co tradycyjny rytuał, którym zajmują się z powo­
dzeniem (?) etnografowie. Ten natomiast, jak zauważył Stan­
ley Jeyaraja Tambiah, składa się z uporządkowanych ciągów
słów i aktów, których treść i struktura mają charakter sforma­
lizowany (skonwencjonalizowany), wypowiedzi cechuje stereotypowość (twardość), kondensacja i powtarzalność. Akt
rytualny jest aktem performatywnym w potrójnym znacze­
niu: Austinowskim, gdy mówienie czegoś jest również robie­
niem czegoś, rozumianym jako konwencjonalny akt; w zna­
czeniu cakiem odmiennym, mianowicie odgrywanego przed­
stawienia, poprzez które uczestnicy doznają intensywnych
wrażeń; wreszcie w znaczeniu obecności znaków naturalnych
(indeksów - w rozumieniu Peirce'a, Tambiah 1985, s. 128),
jak np. znak pasowania na rycerza jest indeksem tej czynno­
ści czy przywdzianie czepca pannie młodej jest indeksem
wprowadzenia do grupy mężatek.
Ideowi i polityczni liderzy znani pod nazwiskami Michnik
i Buzek mają zatem odpowiednie konwencjonalne znaczenie
związane z ideologicznym planem treści, jak również mają
stać się indeksem pewnej grupy społecznej, mianowicie opo­
zycyjnej - w stosunku do opcji reprezentowanych przez okre-

�ślone tytuły prasowe - koalicji politycznej. Michnikowie
i buzkowcy to wynik tego rytualno-werbalnego przedstawie­
nia, znaki, które stały się operatorami organizacji obrazu po­
litycznej i społecznej sceny, dramatis personae w pewnym
politycznym teatrze. Rzecz to znów stara jak świat. Jeśli
w logice partycypacji realność imienia, podobnie jak realność
portretu, są tego samego rzędu co realność pierwowzoru (por.
Levy-Bruhl 1992, s. 75), to i - mocą totum ex parte - wszy­
stko co z tym imieniem się kojarzy ma zostać przeniesione na
pozostałych członków klanu.
Przedstawiony tu językowy zabieg ma jeszcze jeden, istot­
ny z punktu widzenia etnologii, aspekt. Pluralis składa się na
pewien językowy obraz świata, w którego projekcie zawiera
się wspomniana wcześniej typizacja społeczno-politycznej
rzeczywistości. Etnologom rzecz ta najlepiej znana jest bodaj
z problematyki etnicznej i kulturowej identyfikacji, gdzie
przeciwstawienie „swoi-obcy" stanowi oś kreowania grupo­
wej tożsamości i grupowej solidarności. Przy czym, co istot­
ne, owa tożsamość osiągana była głównie poprzez wskazanie
odmienności obcych: ich ślepoty, niemoty, ułomności, głupo­
ty, w odróżnieniu od - niekoniecznie wskazywanej explicite
- doskonałości i mądrości własnej grupy. Określenia „poli­
tycznych obcych" - S-mani, czarnuchy-sukmaniarze czy radiomaryjce dzielą semantyczne pole z głuchoniemcami, psim
narodem czy śleporodem, określeniami „etnicznych obcych"
- by wskazać tylko kilka z nazw przytaczanych przez Jana
Stanisława Bystronia (s. 323).
Warto zwrócić przy tym uwagę na obelżywość choćby
tych przytoczonych dosyć wyrywkowo określeń. O ile
w przypadku „wiekowych" epitetów zapisanych przez By­
stronia mamy do czynienia z fizycznym niedorozwojem czy
zwierzęcym pochodzeniem, które mają natychmiast przywo­
dzić złe skojarzenia, w przypadku określeń opcji światopo­
glądowych, politycznych i społecznych rzecz jest nieco bar­
dziej złożona. Tutaj negatywne skojarzenia są nierozłącznie
związane z samym językowym kodem i jego leksyką, gdzie
S-mani mają kojarzyć się z SS-manami, a czarnuchy-sukmaniarze z łachmaniarzami. W obu kategoriach nazw „obcych"
mamy jednak naruszenie pewnych językowych tabu, to zaś
ma być źródłem mocy takiego słowa. Tabu bowiem to rzecz
rodem z sacrum, a sacrum jest mocą samą.
Widać więc, że rzecz ta nie wyczerpuje się wyłącznie
w świecie politycznej hiperrealności, jak chcieliby zapewne
niektórzy ponowocześni krytycy kultury, że nie jest to wy­

łącznie idealna rzeczywistość stworzona przez media, którą
karmią nas codzień pospołu z propagandystami poszczegól­
nych politycznych opcji. Albowiem nazwanie i opisanie in­
nych, z równoczesnym opatrzeniem stosownymi atrybutami
o silnym aksjologicznym nacechowaniu, jest przede wszyst­
kim wyrazem potrzeby porządkowania społeczno-politycznej
rzeczywistości i jednocześnie narzędziem wprowadzania ta­
kiego porządku. Za semantyczną zasłoną kryją się konkretne
jednostki, wartości, idee.
W odpowiedzi na pytanie: o ile człowiek jest podmiotem,
świadomie działającą jednostką uposażoną w zbiór pewnych
niezależnych poglądów, o ile natomiast przedmiotem, świat
polityki kreowany w prasie zdaje się ukazywać pewną dowistość jego aktorów. Stworzeni tu Michnikowie czy buzkowcy
wykazują przy tym znamiona hiperrealności, bo nie tylko
można ich reprodukować w nieskończoność, lecz - choć to
tylko kopie - dalece przewyższają oryginał proporcjami, ko­
lorystyką, jakością materiału. I co ważniejsze: poprzez swą
ikoniczność ujawniają znaczenia w swej kondensacji i wyra­
zistości niemożliwe do „wydobycia" inną drogą. Ich pierwo­
wzory zostały - z pomocą odpowiedniej językowej magii najpierw odpersonifikowane, by okrzepnąć następnie w po­
staci pewnych osobowości zbiorowych, masek o wyraźnych
rysach i kształcie, którymi można obdarzyć wielu.
Wraz z końcem „ery ideologów" nie zaniknął wcale pewien
sposób postrzegania świata, w tym politycznego przeciwnika.
Maska (choć w tym przypadku być może bardziej adekwatnym
określeniem byłaby Gombrowiczowska „gęba") jest bowiem
od zarania ludzkiej kultury operatorem zarazem społecznej
transgresji i konfliktu, a jej swoista polityczna prefiguracja mo­
że służyć dziełu stanowienia politycznych podziałów i stereo­
typów. Koniec wieku ideologii zbiegł się natomiast z nadcho­
dzącą „erą imagologii", gdzie - obok innych ikonicznych form
znanej już wszystkim „biegunki obrazów" - będzie zapewne
maska, w tym i w innych wydaniach, jeszcze bardziej cenio­
nym wyznacznikiem orientacji w świecie. A więc nie słowo,
a obraz opisywał będzie świat. W naszym przypadku byłaby to
jakaś udoskonalona wersja politycznej szopki, w której nie­
wprawne oko raz widzieć będzie teatr kukiełkowy, raz sejmo­
wą mównicę. Trochę jak w przypadku zdarzenia, którego
świadkiem był autor Podróży do hiperrealności, kiedy to
w jednym z ghost towns, miast-muzeów, pewien turysta wyra­
ził swoje zakłopotanie, bo nie wiedzał czy siedzące w ławach
szkolnych dzieci są prawdziwe czy sztuczne.

BIBLIOGRAFIA:
Barthes, R.
1970
Mit dzisiaj, przeł. W. Błońska, w: Mit i znak, Warszawa.
Buczkowski, P.
1986
Ideologiczna funkcja stereotypów anarchii, „Kontakt", nr 3.
Bystroń, J.S.
1980
Termaty, które mi odradzano. Warszawa.
Cassirer, E .
1946
Language and Myth, New York &amp; London.
J953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Oomachowski, W.
1998 Przewodnik po psychologii społecznej. Warszawa.
Ьсо, U.
"77

Semiotics of Theatrical Performance, „The Drama Review", vol.
21, s. 107-117.
96 Podróż do hiperrealnos'ci, przel. J. Ugniewska, w: Semiologia życia codziennego. Warszawa,
bhade, M.
•WO

Religia, literatura i komunizm. Dziennik emigranta, przeł. A. Zagajewski, Londyn.
Goffrnan, E .
1 9 8

4

Horton, R.
1993
Patterns of Thought in Africa and the West: Essays on Magic, Re­
ligion and Science, Cambridge.
Levi-Strauss, C.
1969
Myśl nieoswojona, przeł. A. Zajączkowski, Warszawa.
Levy-Bruhl, L.
1992
Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych, przeł.
B. Szwarcman-Czarnota, Warszawa.
Mauss, M.
1973
Pojęcie osoby, przeł. M. Król, w: Socjologia i antropologia, War­
szawa.
Nowicki, J.
1972
Mówi Warszawa, „Kultura", z. X.
Skorupski, J.
1976
Symbol and Theory, Cambridge.
Tambiah, S.J.
1985
Culture, Thought and Social Action. An Anthropological Per­
spective, Cambridge &amp; London.
Thorn, F.
1990
Drewniany język. Warszawa.

Pierwotne ramy interpretacji, przeł. M. Ziółkowski, w: E . Mo­
krzycki (red.), Kryzys i schizma, t. 1, Warszawa.

157

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9918" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9896">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/01266286a46b2bff0c44b4aa63221a0d.pdf</src>
        <authentication>6ee7222cf6802193e6692ef91d08090a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117988">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117989">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117990">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2762</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117991">
                <text>Czy metafora może być bajką? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117992">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.32-39</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117993">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117994">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117995">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117996">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117997">
                <text>Czy metafora może być bajką?
Janusz Barański

Giambattista Vico, piewca wiary i czucia w dobie kultu
rozumu - Oświecenia, tak oto pisał dwa i pół wieku temu
0 interesującym nas tropie:
„ Z logiki poetyckiej wynikają wszystkie podstawowe tropy,
z których najjaśniejszym, a przez to samo najbardziej potrzeb­
nym i najczęściej używanym jest matafora; jest również
najbardziej podziwiana, ponieważ dzięki metafizyce, poprzed­
nio tu rozważanej, użycza rzeczom nieożywionym uczuć
1 namiętności. Pierwsi bowiem poeci nadali przedmiotom byt
substancji ożywionych, zdolnych do tego wszystkiego, do czego
sami byli zdolni, to znaczy do uczuć i namiętności i w ten sposób
stworzyli baśnie. Tak więc k a ż d ą m e t a f o r ę
można
u w a ż a ć z a k r ó t k ą b a j k ę " (Vico 1966, s. 186; podkr.
— J.B.).
Nie mylą się ci, którzy stwierdzą, że ostatnie, kluczowe
zdanie nie wynika banajmniej z poprzednich z apodyktyczną
rzeczywistością. Nie m o ż n a - z drugiej strony - przypisać
filozofowi uprawiania logiki, którą uważał on skądinąd za
powszechną w twórczym dziele owych „pierwszych p o e t ó w " ,
logiki opartej na analogii i oboczności. Jeśli bowiem metafora
była w powszechnym użyciu przy tworzeniu bajek, nie prowa­
dzi to przecież do wniosku, że m o ż n a j ą do bajki sprowadzić.
A jednak to utożsamienie metafory i bajki należy rozumieć
nader przenośnie, żeby nie powiedzieć - metaforycznie właśnie,
zdaje się sugerować autor w komentarzu. Oto bowiem - twierdzi
filozof - dzięki metaforze, która „użycza rzeczom nieożywio­
nym uczuć i n a m i ę t n o ś c i " , powstaje świat bajki pełen „gwiz­
d u " wiatru, „ s z e m r a n i a " morskich fal, ukrytych wodnych
i skalnych „ ż y ł " , „ u ś m i e c h u " nieba, ożywionego wina - „krwi
winorośli" (tamże, s. 187). Takie wyjaśnienie owej metafizyki
uczucia i wyobraźni należy przyjąć z dobrą wiarą, choć drażni
kontrast pomiędzy bezwzględną kwantyfikacją zastosowaną
w formule, a niejasną eksplikacją. Zachęca to wręcz do
sproblematyzowania tak sTormułowanej definicji metafory.
Materiał podsuwa „retoryka naszych c z a s ó w " - jak powiada
Gui Bousiepe (1985, s. 303) - reklama.
Spójrzmy zatem na taki choćby slogan: „Kodak - złodziej
k o l o r ó w " . To predykatywne określenie zbudowane według
zasady klasycznej analogii, której do dziś obowiązującą regułę
podał Arystoteles, wywodzi się z układu korelacji i inwersji
o postaci:
Kodak : kolory: .-złodziej : rabowanie dobra
Treść sloganu zyskuje s w ą formę wskutek zestawienia obu
członów korelacji, gdzie ich składowe pozostają w relacji
metonimicznej przyległości, zestawienia osiągniętego wyłącz­
nie za pomocą stosowanej wizualnej retoryki obrazu. Kolory są
tutaj zatem dobrem zdobytym w sposób w najwyższym stopniu
nietypowy - poprzez kradzież. Czy to wszystko, co można
o rzeczonym sloganie i jego fabularnym przedstawieniu powie­
dzieć? Jeśli uznalibyśmy go za wyjątkowo oryginalną metaforę,
coś na kształt odkrycia nowego, śmiałego tropu, wówczas
moglibyśmy uznać go za wytwór wyłącznie indywidualnej
fantazji. Jest tu jednak coś, co nasuwa podejrzenie istnienia
związku z pewnym, pozornie być może odległym gatunkiem
folkloru.
Włodzimierz Propp w swoim dziele o bajce pośród jej X X X I
funkcji na miejscu X I X umieszcza: „Likwidacja początkowej

32

szkody lub braku'' - „Poprzez tę funkcję opowieść sięga swego
apogeum". G ł ó w n y m sposobem likwidacji owego początkowe­
go niedostatku jest „Porwanie obiektu poszukiwań przemocą
lub sprytem" (Propp 1976, s. 105). Autor wymienia jeszcze
kilka innych sposobów, których skutkiem jest zdobycie po­
szukiwanego obiektu, np. czarodziejskiego pierścienia, utraco­
nego wzroku, złotorogiego jelenia itd. (tamże, s. 106-109).
Niech punktem wyjścia poniższych rozważań będzie uznanie
metafory „Kodak - złodziej k o l o r ó w " za taką bajkę magiczną
w pigułce, gdzie trzech sympatycznych chłopców wykrada paru
odrażającym postaciom (podkreślone to zostaje poprzez od­
powiednie do sytuacji ich przedstawienie) przedmiot pożądania
- kolor. Historyjce tej nie szkodzi j u ż fakt, że chłopcy zostali
ujęci przez policję: początkowy brak został usunięty.
Przykład jednego reklamowego sloganu nie może być oczy­
wiście dowodem na to, że fabuła bajki magicznej jest metatekstem wszelkich reklamowych ewokacji. Każdy adresat reklamy
- „pani d o m u " , „prawdziwy m ę ż c z y z n a " czy „doświadczony
hodowca" - stwierdzi, że to tylko bardziej lub mniej udane
chwyty stylistyczne, które nie m u s z ą mieć nic wspólnego
z jakością zachwalanego proszku, płynu po goleniu czy karmy
dla kocinki. Nie jest to jednak tylko sprawa stylu, swoistej
poetyki, lecz mito-poetyki, ponieważ wiele reklamowych
przedstawień ukazuje fabułę bajki magicznej, a większość
„ociera s i ę " o zbiór typowych dla tego gatunku mitycznorytualnych odniesień.
Włodzimnierz Propp wyodrębnił - jak się rzekło - XXXI
funkcji bajki magicznej. Byłoby tyleż niemożliwe co i bez­
zasadne usiłowanie wykazania, że istnieje transpozycja wszystkich z nich w przedstawieniach reklamowych. W sposób
zmniejszający możliwość pomyłki do minimum można wyka­
zać obecność tylko pięciu z nich, jednak tych, które są kluczowe
dla fabuły bajki. Jeśli jednak czas reklamowy nie przekraczi
kilku sekund, co zdarza się bardzo często, wówczas możni '
wyodrębnić tylko dwie - otwierającą i zamykającą tę bajkowi J
mikro-fabulację lub tylko j e d n ą - ostatnią. Są to zatem na- '
stępujące funkcje:
1

(1) „VIII. Antagonista wyrządza krzywdę lub szkodę człon
k o w i rodziny. Określenie: s z k o d z e n i e " (tamże,
s. 74).
„Jednakże bynajmniej nie wszystkie bajki rozpoczynają się od
wyrządzenia szkody. Istnieją inne początki bajek, często nadają­
ce taki sam kierunek rozwojowi wydarzeń jak w bajkach
rozpoczynających się od funkcji szkodzenia. Przyglądając się
baczniej temu zjawisku m o ż e m y zaobserwować, że w bajkach
tych momentem wyjściowym jest sytuacja braku czegoś"
(tamże, s. 78-79).
(2) „ X I V . Bohater wchodzi w posiadanie magicznego środka,
Określenie: p r z e k a z a n i e , o t r z y m a n i e mag i c z n e g o ś r o d k a (...).
Jako środki magiczne m o g ą służyć:
1. Zwierzęta: koń, orzeł i inne.
2. Przedmioty, z których wyłaniają się magiczni pomocnicy.
np. krzesiwo z koniem lub pierścień z junakami.
3. Przedmioty o magicznej właściwości, jak np. kije, gęśle czj
k u l e " (tamże, s. 92).
(3) „ X V I . Bohater i jego antagonista przystępują do bezpo-

1

'
I
c

t

*
v

2

F
&gt;
1

F

a
s
s

�średniej walki. Określenie: w a l k a " (tamże, s.
103).
(4) „XIX. Likwidacja początkowej szkody lub braku. Określe­
nie: l i k w i d a c j a n i e s z c z ę ś c i a l u b b r a k u
(...).
Dana funcja tworzy parę z wyrządzeniem szkody lub z nie­
szczęściem występującym w zawiązaniu. Poprzez tę funkcję
opowieść sięga swego apogeum" (tamże, s. 105).
(5) „XXXI. Bohater zawiera małżeństwo i zostaje carem.
Określenie: w e s e l e " (tamże, s. 120).
„Czasami zamiast ręki królewny bohater otrzymuje kompensatę
pieniężną lub nagrodę w innej formie" (tamże, s. 121).
Tak oto przygotowani przez słynnego folklorystę możemy
przystąpić do przeglądu reklam. Jest to zbiór siedemdziesięciu
reklam telewizyjnych, dotyczących różnych produktów, w jed­
nym tylko przypadku produktu tego samego, choć przed' stawionego przez dwie różne reklamy. Rejestracja reklam miała
miejsce w przeciągu kilku tygodni w porze największej oglądal­
ności telewizji. Z tego zbioru około jedna trzecia to: reklamy,
które mają kompletną strukturę inwariantu bądź są niekomplet­
ne jeśli chodzi o funkcje „ ś r o d k o w e " , następnie te, które mają
tylko funkcje "otwarcia" i „ z a m k n i ę c i a " i na koniec najlicz­
niejsze - te, które mają wyłącznie funkcję ostatnią, którą Propp
określił jako „ w e s e l e " . Funkcja ta jest jednak w naszym
przypadku chyba nadzwyczaj ważna, skoro pojawia się nawet
w reklamie środków do utrzymania czystości... toalety. Zacznij­
my jednak od reklam, które wprawdzie nie kończą się ślubem, są
jednak dość kompletne jeśli chodzi o pozostałe funkcje. Fabuła
ich niemal zupełnie pokrywa się z zaproponowanym tu zreduko­
wanym inwariantem, ponadto środki wyrazu nie pozostawiają
wątpliwości co do konotacji poszczególnych sekwencji.
Colgate Tartar Control
Na powierzchni gigantycznych zębów robotnicy, noszący stoso­
wne uniformy i używający odpowiednich narzędzi, (1) wznoszą
kamienny mur; wtem (2) pojawia się olbrzymia pasta do zębów
w opakowaniu, zawieszona jak wahadło, i niczym taran (3)
rozprasza robotników; dzieła zwycięstwa dopełniają strugi
wody i zgłębnik dentystyczny, które usuwają resztki zło­
wrogiego muru i odsłaniają do końca (4) czyste zęby.
SC Johnson
Muszlę klozetową beztrosko okupuje (1) silna grupa zarazków,
ukrywając się w „najbardziej niedostępnym miejscu"; kiedy
jednak (2) nadlatuje kaczor na dwupłatowcu wyposażonym
w pokładowy karabin maszynowy zarazki tracą rezon i pisk­
liwymi głosami, tudzież trzęsieniem się, dają wyraz strachu;
i mają rację: kaczor (3) wybija wszystkie celnymi seriami,
doprowadzając (4) muszlę klozetową do połysku; „Dziękujemy
ci SC Johnson" - słyszymy z ust chóru zadowolonych, choć nie
pokazanych, pań domu.
W jednej z następnych reklam notujemy j u ż brak funkcji
drugiej: nie ukazany został mianowicie moment przybycia
bohatera mającego usunąć szkodę.
Old Spice Sensitive
Golący się młodzian doznaje przykrego wrażenia pieczenia
wskutek dokonanego zabiegu kosmetycznego, co ukazane
zostało przez (1) płomień ogarniający jego szyję; jednak strugi
płynu (3) gaszą ogień przynosząc (4) ulgę podrażnionemu ciału;
„Po co się męczyć - Old Spice Sensitive zgasi płomień na twej
twarzy" głosi slogan, i j u ż wyłącznie przy pomocy wizualnych
środków firma zachęca do stosowania jeszcze innych jej
produktów, prezentujących się rzędem w morskiej fali.
W następnej reklamie brak wprawdzie funkcji trzeciej,
a ściślej symbolicznego przedstawiania walki - usuwania
szkody, mamy natomiast kolejną personifikację włączającego
się do akcji środka.

Cillit
(1) „Ależ tu brudno" - zauważa z przerażeniem pani domu
otwierając drzwi domku działkowego, w którym kuchnia jest
wielkości małej sali tanecznej, a podłoga wyłożona nieco
zmatowiałymi rzeczywiście kafelkami; pani domu słyszy - za­
skoczona - jakiś zbliżający się głos: „Tutaj może pomóc tylko
Cillit, spróbuj t y l k o " ; to mówi - nazwijmy j ą - (2) mała
czarodziejka, nadlatująca właśnie na butelce firmowego płynu;
dzięki jego zastosowaniu kafelki podłogi (4) błyszczą już
nieskazitelnie.
Mamy wreszcie inną kategorię. Tutaj pani domu sama stała
się bohaterką bajki zakończonej happy endem - trwałym
związkiem-w-dziele-utrzymania-czystości.
Sunlicht
Mówi pani domu: „ D a w n o , dawno temu żyła sobie księżniczka,
która musiała p o z m y w a ć górę (1) brudnych naczyń. I (2)
zawołała przyjaciela Sunlichta: mój przyjacielu, proszę pomóż
m i " ; „ T o t y jesteś tą księżniczką, mamo!" - zgaduje córka pani
domu; „Ale tylko (5) z tym czarodziejem" - zgadza się
z uśmiechem pani domu, zanurzając talerz w pachnącej pianie.
Związek bohaterki z osobą płci odmiennej - czarodziejem
Sunlichtem - ma tu zatem charakter przenośny w czystej
postaci. Potraktuję tę reklamę jako stopień pośredni pomiędzy
reklamami seksualnie nienacechowanymi a seksualnie nacecho­
wanymi. Użycie terminu „ s e k s u a l n y " podyktowane jest tym, że
w przedstawionych poniżej reklamach mamy do czynienia
z bardzo różnymi odmianami owej funkcji ostatniej - mitologemu wesela. M o ż e to być istotnie ślub, częściej jednak
chodzi o romans, randkę czy choćby tylko powodzenie u przed­
stawicieli płci odmiennej. Tak tedy następna reklama ilustruje
nie tylko uzdrowienie, ale i rzeczone „ w e s e l e " .
Clearasil
Tomek i Jacek mają (1) pryszcze; Tomek używa mydła, Jacek
- żelu Clearasil (na dole ekranu widzimy napis: „nr 1 na
ś w i e c i e " ) ; dalej widać Tomka i jego pryszcze pulsujące bólem
i otoczone przez autora reklamy obwódkami; Jacek natomiast
po zastosowaniu żelu ukazuje (4) gładką twarz; „Tomek chodzi
w kasku na głowie, Jacek (5) chodzi z Karoliną'' - komentuje
narrator.
Tak oto doszliśmy do grupy reklam najliczniej reprezen­
towanych w naszej „ b a j k o w e j ' ' klasie, które można by uznać za
przykład wariantu najuboższego, choć z pewnego punktu
widzenia bardzo istotnego. Prawie wyłącznie jedyną funkcją
wyrażoną - chciałoby się rzec - expressis signis jest tu owo
„ w e s e l e " w różnych jego odmianach. Przyjrzyjmy się kilku
przykładom.
Tchibo
(5) Młoda para stąpająca po schodach świątyni, wokół radosne
twarze, tłum ich cały, falujący w rytm falowania przesypującej
się kawy pokazywanej przemiennie z obrazem ślubu; sypiące
się ziarna kawy i ziarna ryżu, którymi rzuca w kierunku
nowożeńców śmiejąca się dziewczynka; chwile czułych spoj­
rzeń panny młodej i starszego pana popijających z filiżanek
gorący płyn; „Dajesz innym to, co w życiu najlepsze, kiedy
jesteś radosny, zakochany, s z c z ę ś l i w y " - puentuje te wzrusza­
jące obrazy slogan.
Stimorol
W pustynnym i ekscytującym krajobrazie Arizony lub New
Mexico widzimy młodzieńca na motocyklu w stylu HarleyDavidson ściganego przez policyjny wóz; młodzieniec za­
trzymuje się, z oczywistą obojętnością pozwala się obszukać
policjantowi, opierając się na masce wozu w sposób przewidzia­
ny wymogami sytuacji, przepisów i dramatycznego zacięcia
autorów reklamy; jest czysty: policjant znajduje tylko paczkę
gumy; okazuje się, że jest to natomiast wyzwanie dla drugiego
funkcjonariusza, którym jest atrakcyjna dziewczyna; do rzuco-

33

�nych jej przez kolegę dokumentów młodzieńca wkłada kartkę
z numerem telefonu i nazwiskiem - Johnson i zapewnia
wymownym spojrzeniem, że (5) wspólna chwila będzie słodka.
Palmolive
W malowniczej scenerii tym razem jakiegoś północnego kraju,
gdzie sąsiedztwo stromych zboczy i morza przypomina fiord,
dwie osoby - matka i kilkuletnia córka - oczekują przybicia
promu do długiego drewnianego molo; mężczyzną, który prom
opuszcza, okazuje się mąż i ojciec - wraca (5) na łono rodziny;
wita się czule z żoną i córką, a ze szczególnym upodobaniem
zanurza swe dłonie w niewątpliwie puszystych i lśniących
włosach pań swego serca; ,,Palmolive to naturalne p i ę k n o "
- zdają się krzyczeć nadmorskie skały; w przyboju morskiej fali
stoją na brzegu dwie butelki szamponu.
Elseve
„Piękno według mnie to przede wszystkim piękne włosy siła protein, energia witamin, połysk j o j o b y " - zachwala
z przekonaniem kosmetyki do pielęgnacji włosów młoda dama,
wcierając perlisty płyn w swe długie, ciemne włosy; widzimy j ą
za chwilę w biurze, w otoczeniu samych mężczyzn, słuchają­
cych jej z zapartym tchem i wpatrujących się w nią z za­
chwytem; jest świadoma swej atrakcyjności: z równą nonszalacją wygłasza istotne racje, jak odgarnia pukle włosów; wie, że
(5) ma szalone powodzenie.
Domestos
„Nawet gdy wszystko wydaje się czyste, groźne zarazki mogą
się czaić tam, gdzie wzrok nie sięga; ale teraz mamy nowy
środek - Domestos"; w tym oto lakonicznym stylu producent
zachwala środek czystości i demonstruje jego zastosowanie
w łazience rękoma młodej pani domu; ta opuszczają zamykając
drzwi, ale unosi stamtąd (5) małe dziecko na rękach całując je
czule w zbliżeniu kamery.
We wszystkich przedstawionych przypadkach każda z sek­
wencji kończy się ślubem (Tchibo) lub prefiguracją owego
mitologemu „ w e s e l a ' ' pozostającą do funkcji wzorcowej w metonimicznym pokrewieństwie. Mamy zatem zapowiedź randki
(Stimorol), obrazy rodziny (Palmolive), powodzenia (Elseve),
wreszcie macierzyństwa (Domestos). Przykład ostatniej ze
zbioru tych reklam jest szczególnie intrygujący. Oto by uczynić
zadość „ b a j k o w y m " oczekiwaniom odbiorcy reklamy, jej
autorzy nadają obrazowi fabułę z rozwijającym się łańcuchem
symbolizacji opartych na zasadzie opozycji i korelacji:
Domestos : Brak Domestosa :: czystość : brud :: doskonałe
macierzyństwo
: niedoskonałe
macierzyństwo.
Wskutek takiego oto zabiegu, przy pomocy szczególnego
higieniczno-prokreacyjnego meta-kodu, ustanowiono symboli­
czną ekwiwalencję środka czystości i macierzyństwa. Szczęś­
liwą matką będzie ta, która używa Domestosa. Ta natomiast,
która go nie używa może dobrodziejstwa macierzyństwa w ogó­
le nie zaznać. Końcowy obraz można zresztą osobno potrak­
tować jako ikonogram konotujący szereg pozytywnych przeko­
nań na temat rodziny i macierzyństwa.
Odczytanie podobnych symbolicznych argumentacji, mają­
cych przekonać klienta do kupienia danego produktu, jest j u ż
teraz rzeczą prostą, choćby na przykład w reklamie poprzedniej
- Elseve, gdzie - zapożyczając się u Umberta Eco (1972, s.
245^16) - możemy wskazać taką oto entymematyczną serię:
Każda pani chce mieć powodzenie - mycie włosów szamponem
Elseve daje powodzenie - kto myje włosy szamponem Elseve,
ten będzie miał powodzenie. Przy czym wnioskowanie to może
być „ n i e z a w o d n e " , jeśli na mocy milczącej antonomazji
przedstawioną w reklamie panią interpretuje się jako „każdą
p a n i ą " . Chwyt ten stosowany jest we wszystkich reklamach
„ w e s e l n y c h " , co z łatwością można sprawdzić, aplikując
powyższą zasadę deszyfracji do pozostałych przykładów, jak
również w wielu obrazach, w których ta funkcja nie występuje.

34

Statystyka naszego skromnego zestawienia wskazuje, że doty
funkcja „ w e s e l a " jest elementem najbardziej konsekwentnie „Ko
pojawiającym się w rozważanych tu dwudziestu trzech baj- staw
kowych fabulacjach. Jest ona nieobecna tylko w czterech zapa
przypadkach, choć - j a k sam Propp stwierdza - „czasem szcz
zamiast ręki królewny bohater otrzymuje kompensatę pieniężną dran
lub nagrodę w innej formie", o czym nieco szerzej w dalszej zdot
części. D o d a ć wypada tylko, że jeśli zgodzimy się z poglądem, ków
iż obrzęd weselny to ekwiwalent rozwiniętej bajki magicznej rzec
(Mieletinski 1981, s. 329), w której małżeństwo jest ostatecz- adpc
nym celem rozwoju całej akcji, to będzie to jeszcze jeden i ek
argument przemawiający za postawioną tu hipotezą.
w zi
Oto pełna lista wyranych reklam o fabule i/lub zakończeniu z dr
bajki magicznej:
odpc
pos
(4) Likwi­
(2) Otrzy­
(1)
a
(3)
(5)
dacja
manie
Szko­
Walka
Wesele (Po
dzenie
szkody
środka
em
pow
Camay
przy
Elseve
potr
Sunlicht
ku
i
Clearasil
(Ca
Fuji Super
Tchibo 1
Tchibo 2
Domestos
Colgate Tar­
tar Control
Wrigley
Spermint
Stimorol
Lenor
Mars
Margaret
Astor
SC Johnson
Impuls
Old Spice
Sensitive
Head &amp;
Shoulders
Palmolive
Renault Clio
Sunsilk
Cillit
Bounty

prze

W powyższym zestawieniu uwzględnione zostały tylko te i obi
funkcje, których obecność zaznaczona została w odpowiedni P(
figuratywny sposób, jak w analizowanych przykładach. Stosów- nasz
ne figury pojawiają się oczywiście także w pozostałych przypa- odds
dkach: „ m o l e k u ł y " protein wnikające we włosy (Sunsilk), świę
mikroskopijne buciki, jak dla niemowlęcia, które wręcza przeje, s. 1:
ta młoda dama swemu mężowi (Tchibo 2) czy cała sekwencji ewol
reklamy kosmetyków znanej firmy, w której stworzone topicznt kraii
pole przywołuje historię brzydkiego kaczątka przemienionego logi;
w pięknego łabędzia (Margaret Astor). Nie wystarcza nam znali
zatem sama czysto referencyjna konstatacja w rodzaju „Tutaj Ti
pomóc może tylko C i l l i t " . Za kryterium uznania danego się c
sekwensu jako bajkowej funkcji przyjęliśmy bowiem użycie słyn:
stosownego obrazu lub słowa, pozostających w tropicznej char
relacji do tejże funkcji. Ta bowiem specyficzna poetyka jes klan
nieodzownym elementem tej „bajki naszych czasów".
kę, :
W r ó ć m y teraz do formy pierwotnej, od której zaczęliśmy li reki;
rozważania, sloganu. Takie oto figuraty wne równoważniki zdai sam;
typu: „Bounty - smak raju", „Lenor - miłość od pierwszej! kow

�dotyku", „Kawa Sati - szczęśliwe c h w i l e " czy wreszcie
„Kodak - złodziej k o l o r ó w " to j u ż tylko streszczenia przed­
stawianych bajek, których pełnej treści odbiorca nie musi
zapamiętywać. Napięcie semantyczne pomiędzy członami tych
szczególnych zawołań wypełnione zostało bowiem pierwotnie
dramatyczną czy wzruszającą historią o odkrywaniu, walce,
zdobywaniu. Dzięki ciągłej obecności tych „rodowych okrzy­
ków" w tekstach reklamy znawcy tej współczesnej poezji, która
rzeczywiście zawitała pod strzechy, na hasło Renault Clio
odpowiedzą niechybnie „prosto z raju", a nie „zmysłowe
i ekstrawaganckie' '. Mechanizm ten został ukazany explicite
w znanej reklamie: wykład w uniwersyteckiej auli; wyrwany
z drzemki student na słowa „Pollena 2000" bez wahania
odpowiada - „Ociec p r a ć ! " . Zresztą często, jak już wiemy,
poszczególne składowe opowieści mają charakter domyślny,
a slogan jest taką właśnie pełną znaczeń i treści kapsułką.
(Ponadto autorzy reklam skracają nieraz stopniowo długość ich
emisji nie tylko z finansowych, ale także psychotechnicznych
powodów wskazanych powyżej). Rzecz to wszakże znana
przynajmniej od czasów Ernsta Cassirera, że istnieje pewna
potrzeba wyjaśniania, która zadowala się wyróżnieniem począt­
ku i końca procesu. Chodzi o głód wyjaśniania typu mitycznego
(Cassirer 1953, s. 54).

Na początku tej części rozważań przypomnijmy fundamen­
talną zasadę, dotyczącą również problematyki reklamy, że
„bajka - mit - rytuał stanowią trzy wierzchołki trójkąta
połączone ze sobą związkami odpowiedzialności. Bajka rela­
cjonuje (choć w sposób przekształcony) przebieg rytuału, który
odbywa się według scenariusza dostarczanego przez mit, stąd
też wynika uzależnienie bajki od m i t u " (Wasilewski 1979, s.
218). Northrop Frye, jeden z badaczy literatury podążający
szlakiem wytyczonym przez Vico, wskazuje na kolejny słup
milowy, który będzie wyznaczał sposób rozważania obecnej tu
problematyki. „ Ś w i a t m i t u j e s t ś w i a t e m
to­
t a l n e j m e t a f o r y " (podkr. JB) - napisał w aktualnym
do dziś dziele Anatomy of Criticism (1957, s. 136). Ten
przedstawiciel krytyki mitograficznej dzieli pogląd wielu in­
nych orędowników łączenia badań nad mitem i literaturą: od
Potiebni i Maxa Mullera po współczesnych mu Bachtina czy
Maud Bodkin. Postulat badania literatury w ramach tradycji
mitologicznych i z uwzględnieniem logiki mitotwórstwa jest
w naszym wąskim zakresie szczególnie odporny na zarzuty
ignorowania historyczno-społecznego kontekstu dzieła i bio­
grafii autora. Wymogi konwencji gatunku pozwalają bowiem na
niewielką inwencję własną w tworzeniu reklamowych tekstów
i obrazów, co już wstępnie zostało wykazane.
Podążając tropem poszukiwań Frye'a zwróćmy uwagę, że
nasze „ready made expressions" mieszczą się w zakresie
oddziaływania obrazów i gatunków z rodzaju „mitu apoteozy,
świętych zaślubin, odwiedzin w raju" (Mieletinski 1981,
s. 138). Niezwykłe nagromadzenie obrazowych i słownych
ewokacji opisujących zwycięstwo nad niedoskonałością, rajskie
krainy czy spełnienie w miłości, to oczywista poetyka mitologizowania, której najbliższe analogie można by zapewne
znaleźć w klasycznych utworach poezji arkadyjskiej.
Tak tedy przytoczony j u ż wcześniej slogan kawy Sati pojawia
się oczywiście w większej całości, w której dramatis persona,
słynna niegdyś aktorka, występuje w podwójnym poniekąd
charakterze. Z jednej bowiem strony jest odtwórczynią re­
klamowej roli, w której wspomina siebie jako małą dziewczyn­
kę, z drugiej natomiast wywołuje niewątpliwie u odbiorców
reklamy, na przykład pań domu, nostalgiczne wspomnienie ich
samych jako dziewczynek, obdarzonych w czasie podwór­
kowych zabaw pogardzaną wówczas rolą psa Szarika. Pani

domu wzięta zostaje zatem w krzyżowy ogień perswazji: Pola
Raksa, postać rodem z odległej epoki, wprawia w drżenie
indywidualne biografie i epatuje tchnącymi niezwykłością
zwierzeniami. " N i g d y nie zapomnę tych wspaniałych chwil
kiedy ojciec wracał z dalekich p o d r ó ż y " ; dziewczynka zagląda
do zdobionej metalowymi okuciami drewnianej skrzynki z napi­
sem „ S a t i " ; „Ojciec mówił, że kryje w sobie wszystkie
tajemnice A r a b i i " - wspomina aktorka. Umberto Eco takie oto
konotacje przypisałby tej sugestywnej wypowiedzi: „Baśnie
z tysiąca i jednej nocy, egzotyka, tajemniczość, magia, haszysz,
senne rozleniwienie, przypowieści kalifów, dźwięki wschod­
nich instrumentów, słowem: podróż - archetyp" (Eco 1973, s.
68-69). W taką podróż do cudownych rajskich krain zaprszają
również reklamy: Bounty - wyspy szczęśliwe na morzach
południowych, Wrigley Spermint - plaże Florydy lub Kalifor­
nii, czy Renault Clio, gdzie współcześni Adam i Ewa zostają
skuszeni do wzięcia auta, a nie złowrogiego jabłka. Tu został
odwrócony znany porządek - rajski „ o w o c " staje się źródłem
radości i spełnienia, jak przystało na ideologię kultury an­
algetyków.
W tym symbolicznym modelu świata osiąga się rajską
kondycję i rajski czas, co uosabia również poprzez swą
polimorficzność Proppowski mitologem „ w e s e l a " bądź owa
„kompensata pieniężna lub nagroda w innej formie" - bogact­
wo, światowość, powodzenie. Wydaje się, że nie ma racji Gillo
Dorfles, który powiada, iż reklama: „Dzieli na kapsułki,
kropelki, puszki, nadając określone wyróżniki, czyli przede
wszystkim zamieniając w towar wszelki produkt natury, od­
kryty lub stworzony przez człowieka w sposób przypadkowy"
(Dorfles 1973, s. 235). Rzecz jest chyba jednak bardziej złożona
i nie da się sprowadzić do takiego jednostronnego eksploaracyjnego aspektu. Afirmacja szczególnej utopii rajskiego „stanu
naturalnego' ' jest tak silna, czego dowodem szereg powyższych
przykładów, że skłania do poszukania innego wyjaśnienia.
Spójrzmy najpierw na charakterystyczną cechę wielu reklam,
mianowicie tendencję do zaznaczania od jak dawna istnieje
firma, o ile - rzecz jasna - istnieje dłużej niż kilka dziesiątków
lat. Dowiadujemy się więc, że „ P Z U - rok zał. 1803",
a wiecznotrwałość firmy zobrazowano dodatkowo zmiennymi
konturami Polski (w tym Księstwa Warszawskiego i Królestwa
Polskiego), z niejaką - chciałoby się rzec - nerwowością
przemieszczającej się po mapie Europy Środkowej w ciągu tych
niemalże dwustu lat, w odróżnieniu od nienaruszonego PZU.
Mamy także „Wedel - od 1851 r . " , który przestał już być
napiętnowany tymczasowością 22 lipca. Jeszcze inaczej do
odległych czasów nawiązuje Pollena 2000: przy pomocy histo­
rycznej kodyfikacji usiłuje nadać sobie owąż historyczność,
a robi to - trzeba przyznać - z dużym rozmachem i ponadto
poczuciem autoironii. Wreszcie skromny Proszek E, gdzie autor
reklamy podejmuje próbę intensyfikacji historii tego środka
czystości, sięgając - podobnie jak w przypadku PZU - do figury
wiecznotrwałości i zestawia jego niezmienne walory ze zmiana­
mi mody, muzyki itd, właśnie w ciągu ostatnich kilku dziesiąt­
ków lat. Zabieg jest na tyle udany, iż stylizowana na lata 70.
scena prania „ d z w o n ó w " wygląda w czarno-białym kadrze tak
odlegle, że - jako żywo - w pierwszej chwili skłonni bylibyśmy
jej realizację przypisać braciom Lumière.
Ta kolejna odmiana poetyki mitologizowania to nie tylko
- jak się rzekło - figury trwałości, ale i odwieczności.
W perspektywie ściśle historycznej ta odwieczność jest wpraw­
dzie mocno - naciągana, jednak szczególna stylizacja obrazu
i słowa może z powodzeniem doprowadzić odbiorcę reklamy,
np. panią domu, do uznania, iż czasy Księstwa Warszawskiego,
nie mówiąc j u ż o czasach Kiemliczów, to niemalże owe
mityczne praczasy. Dodajmy, że j e d n ą z cech mitu jest wszakże
wyjaśnianie istoty przedmiotów poprzez wskazanie ich począt-

35

�ków, czasu pratworzenia. Punkt dojścia jest więc również
punktem wyjścia: firma nie tylko wiedzie do osiągnięcia
arkadyjskiej pełni, ale i pochodzenie jej produktów należy
szukać w ogrodzie Edenu.
Aczasowość to jedna z cech rajskiej kondycji. W powyższych
przykładach nie tylko firma-demiurg odziana zostaje w szatę
odwieczności, ale i same produkty są tak trwałe, że można je
uznać za znaki tego, co niezmienne w świecie zmienności.
W przywołanej j u ż wcześniej reklamie kawy Sati narratorka
obejmuje klamrą wspomnień okres od czasu dzieciństwa do
starości; przypominając sobie czas ojcowskich podróży, j u ż
jako starsza pani w fotelu, przy kominku, może - podnosząc
filiżankę do ust - stwierdzić z przekonaniem: „ H m , zapach,
smak wciąż ten sam". Inny obraz to reklama Renault 19,
w której pojazd ten staje się niemalże inkarnacją trwałości
i niezmienności. Oto jego właściciel podjeżdża - w kolejnych
ujęciach - pod urzęd stanu cywilnego z kolejnymi partnerkami;
w każdym przypadku towarzyszy temu komentarz: „Karol kilka
lat p ó ź n i e j " ; widać zarówno oznaki starzenia się Karola, jak
i panie jego serca wydają się coraz bardziej dojrzałe; ale nie
wóz: „Nowy Renault 19 - nowy na wiele l a t " . Symboliczna
niezmienność jest tu w sposób ukryty wzmocniona poprzez
kolejne związki małżeńskie, które kojarzą się zwykle ze
zmianami pokoleniowymi idącymi j u ż w setki lat.
Rajska rzeczywistość to również harmonia w rozumieniu
braku podziałów na to, co naturalne i to, co społeczne, to, co
wytworzone i to, co otrzymane. M i t , ta - parafrazując określenie
Lévi-Straussa - maszyna do niszczenia sprzeczności, dąży
wciąż do odtworzenia owej doskonałości: każe jednym mówić,
że są arami, innym natomiast wierzyć, że ich życie zależy od
konstelacji ciał niebieskich. Kronikarzem podobnych poszuki­
wań, i to wieńczonych powodzeniem, jest reklama. Opisuje ona
bowiem wysiłki przezwyciężenia dychotomii natury i kultury
zarówno poprzez „naturalizację działań ludzkich", jak i „uczłowieczenie praw natury" (Lévi-Strauss 1969, s. 332).
Oto w myśl pierwszej zasady następuje transfer atrybutów
świata natury do świata ludzkich wytworów. Zwolenniczka
szamponu Ultra Doux mówi: „Moje włosy potrzebują r o ś l i n " ;
chrupki Balsen są „z darów natury" ; dzięki stosowaniu proszku
Persil woda staje się „miękka jak deszczówka' ' ; krem Kamille
to „naturalna uzdrawiająca moc rumianku". Naturalistyczna
ewokacja tego ostatniego wzmożona zostaje jeszcze sensualistycznym obrazem kwiatów rumianku zanurzających się w kre­
mie. Identyczną wizualną figurę zastosowano w przypadku
jogurtu Danone: świeże owoce wpadają do gęstego białego
płynu.
Uczłowieczenie praw natury to z kolei przypisanie cech
ludzkich właściwościom produktów, które poprzez te prawa
realizują swe funkcje. Szczoteczka do zębów Aquafresh tak
doskonale wypełnia prawa mechaniki, że mówi się o niej
- „najsprytniejsza wśród szczoteczek"; kotom natura każe
miauczeć, jednak „koty Whiskas doskonale wiedzą czego chcą
i mają swoje sposoby żeby ci o tym p o w i e d z i e ć " ; Fiat Tempra
to „silna o s o b o w o ś ć " , Persilowi „możesz z a u f a ć " , a „Toster
grill firmy Tefal to jedyny toster, który potrafi dobrze opiekać' '.
Nic więc dziwnego w tym, że zwracamy się czasem do
produktów słowami apostrofy: „Drogie Orno" czy „Dziękuje­
my ci SC Johnson".
Istotnie, niełatwo przezwyciężyć tę etiologiczną schizof­
renię. Claude Lévi-Strauss tak oto pisał o systemach kastowym
i totemicznym również przenikniętych totalizmem myśli nieoswojonej: „należy uznać w systemie gatunków przyrodniczych
i w systemie przedmiotów wytwarzanych dwa zespoły pośred­
niczące, którymi człowiek się posługuje, by pokonać opozycję
między naturą a kulturą i ująć je obie jako c a ł o ś ć " (tamże, s.
193). Podobnie wypowiadał się wcześniej Cassirer, według

którego istnieje fundamentalna potrzeba człowieka do zjed
noczenia się z naturą, uwolnienia się od kulturowych ograni
czeń, rozpłynięcia się w nurtach uniwersalnego życia, wchłonie
cia przez całość natury (Cassirer 1953, s. 188-89).
,
Jeden z produktów, ukazany w obrazie rozważanego t i
gatunku, zbliżył się do ideału w stopniu niemal d o s k o n a ł y n
Oto widzimy dwie sceny: jedna rozgrywa się w pustynny^,
krajobrazie, druga w górskiej grocie; łączy je obiekt, k t ó r e g
niezwykłe stwarzanie odbywa się równocześnie w obu miejs
each; na pustyni, w miejscu uderzenia pioruna, pojawia sign
karoseria pojazdu, natomiast w grocie z zasłony iskier wyłanigj,
się rama konstrukcyjna z pomieszczonym w niej silnikiem; ob_
zespoły zaczynają się przemieszczać po dwóch dzikich, pustyt_
nych drogach, które łączą się w pewnym miejscu, doprowadza
jąc także do złączenia się w j e d n ą część stworzonego pojazdu; t
„Ford Mondeo - piękno i wewnętrzna s i ł a " . Oto na naszyć fc
oczach dokonuje się prawdziwy akt kreacji, stwórcze działani
zapładniającej niebiańskiej mocy (piorun) i ziemskiego l o i j
(grota). Mondeo zrodzony z tego kosmicznego związku j e
kompletnym wcieleniem żywiołów natury: piękna ziemi i sil j niebios.
j
Mamy tedy zupełnie n o w ą j a k o ś ć . Firma przeprowadź m
konsekwentnie ideę status naturae integrae tylko na poziom pQ
jakościowo odmiennym i doskonalszym, na poziomie n o w i j
naturalności, która jest dziełem człowieka. Nie ma j u ż podział
na man-made i nature-made; jest man-made-nature. Natu
- niezróżnicowany byt - zostaje przetworzona przez człowiei p ,
i uszlachetniona w twórczym wysiłku dążenia do ukonstytui ^
wania owego „bytu nie warunkowego".
Reklama przyczynia się do powstania takiego oto ogólnej
i symbolicznie nacechowanego obrazu: współcześni szamai
w białych kitlach dokonują najpierw dezintegracji owoców
natury (od roślinnych alkaloidów i nieorganicznych kwasów f - j ^
aromatyczne węglowodory i zonalne kryształy), pokazując g
w formie łańcuchów, pierścieni i kul oniemiałej widowni, byj „
następnie zreintegrować w jakościowo doskonałą formę. „Kult j
c z k i " protein czy lipolazy w dziełach tej naszej Gebrauchskuit
to niczym owe zakrwawione kulki pierza, które czarownic ^
z Północno-Zachodniego W y b r z e ż a wypluwają po „wyssaniu y
ich - jako wcielenia choroby - z ciał chorych (Levi-Straui j ,
1970, s. 249). Warto m o ż e w t y m miejscu przypomnieć, i
„pierwszymi ogłoszeniami, które zaczęły się pojawiać reguła ]
nie w prasie amerykańskiej (w połowie X I X wieku) byt g j
reklamy patentowanych i , jak twierdzili producenci, cudowi j
skutecznych środków medycznych" (Spitzer 1980, s. 381). (j j
Strategia reklamy końca X X wieku ma bardziej totalizująi ^
- podobnie jak myśl nieoswojona - charakter. Cudowne są m . ,
tylko środki lecznicze; cudowność i niezwykłość to atrybut _
przynależne wszystkiemu, co wydostało się z ogranicz! p
niegdysiejszej natury lub niegdysiejszej kultury. Express pjc
verbis wyrażona niedoskonałość „zwykłego proszku" c; tyf]
„zwykłej karmy'' pozwala na relacyjne ustanowienie niezwyl
łości. „ N o w y Ajax to istny c u d " , Cliff jest „doskonały", karu ^
Pedigree Pal jest „ k o m p l e t n a " . Niezwykłość właściwości p« j j
duktów ukazana może być ponadto poprzez użycie stosowne ^
oksymoronu: czystość naczyń uzyskaną przy pomocy Kop Uli p
„widać i s ł y c h a ć " , natomiast producent kawy Jacobs pj ¿ 0 $
klienta - „Czy widzisz ten aromat?". Trzeba wszelako prz ,
znać, że jeśli ma się możliwość sulfonowania lub przepraw p
dzania procesu alkilowania, co oferują nowoczesne technolog:
|
i uzyskiwania wskutek tego związków heterocyklicznych o pi
cio- czy sześcioczłonowych pierścieniach, to zapewnia |
o właściwościach produktów przytoczone powyżej nie powił
\
budzić podejrzeń. Tylko producenci soków spod znaku kacze ję ,
Donalda deklarują otwarcie, mając zapewne na uwadze równi
j
dekonspirację konkurencji: „Donald Duck - my nie poprawi
m

sa

r z

s e

m]

mi

za

u

s

m&lt;

es

o n

e

s

U(

m

c

n a l

S

w

n

e

n

t e n

0

t

r

w

s z a

c

c

z

u

r a

za

r

o

z

u

0 T

rz

1

w a

rz

w

c o r

Z

w

a

z

o

s

�my natury!".
Reklama - podobnie do mitu - jako ta „ m o w a " , która mówi
samą siebie" (Vergote 1968, s. 1269), opisuje zatem świat
rzeczy nadnaturalnych. Określenie to, według Richarda Cha­
se^, innego obecnego w tych rozważaniach literaturoznawcymitografa, może być synonimem znanego polinezyjskiego
terminu mana, który oznacza wszystko to, co ma bezosobową
magiczną moc i jest dlatego wyjątkowo silne, skuteczne i groźne
zarazem (Chase 1966, s. 70). Nadnaturalne produkty kultury
analgetyków mogą tylko wzbudzać grozę regularnością z j a k ą
głosi się ich magiczną moc: Dixan to „czysta s i ł a " , Pan Proper
-„siłai delikatność", Kamili to „uzdrawiająca m o c " , Elseve
-„dobroczynna moc", wreszcie Orion wyróżnia się „gigan­
tyczną skutecznością", natomiast Kop Ultra jest oczywiście
„ultraskuteczny". „Mana jest par exellence siłą, prawdziwą
skutecznością rzeczy, która nie niweczy, ale wzmacnia jej
mechaniczne działanie. Ona sprawia, że sieć jest pełna, że dom
jest solidny, że czółno dobrze się trzyma na morzu. Na polu jest
ona urodzajnością, w medycynie tym, co uzdrawia lub zabija''
-pisze Marcel Mauss (1973, s. 150-51). Moc mana pojmowana
jest jako jądro rzeczywistości, które pragnie się osiągnąć
(Wheelwright 1954, s. 179), które zapewni dostatek, zdrowie,
powodzenie. O ile - rzecz jasna - nabędzie się dobra, których
udziałem jest partycypacja w wyliczanych przez reklamę
mocach, jakich doznać może wówczas także nabywca. Taka
natomiast postawa jest nadzwyczaj ważna, ponieważ „pozycja
społeczna jednostek jest bezpośrednio uzależniona od ważności
ich mana" (Mauss 1973, s. 147).

Retoryka reklamy, ten system analogii międzykontekstowych, nie omija kontekstów społecznych, odciskając swoje
piętno na ideach, obyczajach, wartościach, słowem - na
światopoglądzie całych grup. Czerpie również z tradycji tych
grup, dość wspomnieć historyczno-literacką kodyfikację Pol­
leny 2000. Inscenizowana psychodrama porusza również egzystencjonalno-symboliczne doświadczenie jednostek, którym
obiecuje wstęp do klubu pięknych, młodych i bogatych. Przy
tym wtajemniczanie to ma cechy inicjacyjnego rytuału, ek­
wiwalentu mitu sporządzonego według mitycznego scenariu­
sza.
Przypomnijmy zatem, że postaci pojawiające się w większo­
ści reklam przyjmują wartość antonomastyczną, są uosobieniem
członków wymienionego powyżej klubu, a przynajmniej znaj­
dują się w procesie stawania się nimi (por. Eco 1972, s. 248).
Wówczas następujące konatywne wypowiedzi w formie: impe­
ratywu - „Podaruj sobie odrobinę luksusu" (Fa), konstatacji
- „Dajesz innym to, co w życiu najlepsze" (Tchibo) czy
zapowiedzi - „Nowy szampon nadający puszystość odkryje
piękno twoich w ł o s ó w " (Sunsilk), obejmują dużym kwantyfikatorem obie strony szklanego ekranu i m o c ą totum ex parte
rozdzielają towarzyszące produktom atrybuty pomiędzy wszys­
tkich partycypantów. Dzięki swej persfazyjności te samofundujące się wypowiedzi mogą uczynić z zalecanego produktu
kontagialny łącznik z nadnaturalnym światem ukazywanym
przez reklamę. Czyż nierzadko dostrzegamy zmianę u osób
dosiadających nowego auta czy choćby używających renomo­
wanych kosmetyków? W tak zwanych kulturach tradycyjnych
przejście z jednej kondycji społecznej do innej idzie zwykle
w parze z uzyskaniem nowej duszy (Cassirer 1953, s. 165).
Odbywa się to zwykle w sposób usankcjonowany rytualną
konwencją.
Wróćmy w tym miejscu ponownie do sloganu, zjawiska
językowego wydawałoby się nieskomplikowanego, a jednak
ważnego i wciąż obecnego w tych rozważaniach. Określony j u ż
został mianem „bajki w p i g u ł c e " i zwrócono uwagę na

automatyzm, z jakim się go używa i percypuje. Tę bajkowość
sloganu w zgoła odmiennej źródłowej i teoretycznej perspek­
tywie dostrzega Olivier Reboul, gdy pisze, że slogan ignorując
podziały na język mówiony i pisany, poezję i prozę itd. cofa nas
ku „bardzo dawnemu stadium języka - stadium przysłów,
porzekadeł, refrenów, kiedy to, co mówione, co pisane, wiersz
i proza, stanowiły j e d n o ś ć " (Reboul 1980, s. 312). Badacz
dodaje ponadto, że „slogan nigdy nie jest czytany, jest widziany;
nie jest słuchany, jest s ł y s z a n y " . Podobny automatyzm ma
również miejsce, gdy slogan wykrzykuje tłum: „Wiadomo, że
tłum nie myśli i że wygasza myślenie u wszystkich istot, które
się nań składają" (tamże, s. 318). Oto, kontynuując nasze
rozważania w perspektywie rytualno-mitycznych odniesień,
chcemy wykazać, że slogan, mieszcząc się w owym trójkącie
b a j k a - m i t - r y t u a ł , pełni r o l ę j ę z y k o w e g o ekwiwalentu rytuału.
A zatem: m e t a f o r a j e s t
rytuałem.
Niewątpliwie, pewną cechą archaizującą reklamowych sloga­
nów jest równolegle werbalne i wizualne ich występowanie
- bywają wypowiadane i napisane równocześnie. Oto dychoto­
mia pisma i mowy ma zostać tu zniesiona: mowa ma udzielić
pismu szczyptę osobowości tego, kto j ą wygłasza. Pismo ma
tym samym uzyskać samoistną moc niczym tajemna formuła
magii, mająca siłę sprawczą po jej zapisaniu. Nawet tak długie
slogany, jak: „Twój kot kupowałby Whiskas", „Dzieci także
wiedzą co jest dla nich dobre' ' ( M i l k y Way) czy „Zdrowe włosy
są tak piękne i l ś n i ą c e " (Panténe Pro-V) towarzyszą swym
werbalnym odpowiednikom, a ich zadaniem jest odciśnięcie się
w plastycznym tworzywie indywidualnej i zbiorowej wyobra­
źni.
Wyobraźmy sobie zatem młodziana (młodą damę) w kręgu
świadków i uczestników ceremonii (zabiegi wprowadzające do
stowarzyszenia wojowników, grupy mężatek etc). Współplemieńcy krążą dokoła bohatera obrzędu, intonują przewidziane
pieśni, wznoszą stosowne okrzyki i czynią odpowiednie gesty.
Mistrz (mistrzyni) ceremonii robi młodzianowi usankcjonowa­
ny tradycją tatuaż, przywdziewa młodej damie czepiec, etc.
Daje się słyszeć rytm wypowiadanych zaklęć, mających słowem
wspomóc zabiegi przeniesienia w stan odmiennej społecznej
jakości, czasem monotonny akompaniament bębnów, basetli,
etc.
Przypomnijmy teraz taki choćby obraz. Telewizyjny ikon
denotuje młodziana oddającego się kąpieli pod prysznicem.
Komunikat słowny denotuje żel pod prysznic: „Oto Cliff po raz
pierwszy; ten Cliff jest nowy, jest doskonały; gdy pieni się na
skórze czujesz orzeźwiający chłód; bierzesz więcej, orzeźwia
jeszcze bardziej; i wtedy czujesz go, czujesz chłód morza".
Teraz pojawia się drugi ikon: młodzieniec skacze z wysokiego
klifu w bijące o skały fale. Współdziałanie obu ikonów
i komentarza wiodą do takiej konotacji. Analogia metaforyczna
(metafora zewnętrzna).
młodzian pod prysznicem : żel : : młodzian na klifie : morze
przekształca się dzięki całościowej obrazowej syntagmie w metonimiczne utożsamienie
Żel : morze : : młodzian pod prysznicem : młodzian na klifie
Oba związki dopełnienia są istotne. Z pierwszego związku
slogan - ,,Cliff to orzeźwiający chłód spienionego morza"
- czyni na powrót metaforę, ale wewnętrzną, w której żel dzieli
z morzem wspólną cechę (por. Crocker 1977, s. 558). Z drugiego
związku - figurę identyczną, w której młodzian pod prysznicem
ma coś w sobie z młodziana na klifie, co więcej, ma też
w udziale tó, czego jego odpowiednik doznaje - przygoda,
wyspy południowe, spienione fale. Na mocy wyrażonych
expressis verbis antonomastycznych zwrotów - „czujesz orzeź­
wiający chłód, bierzesz więcej, orzeźwia jeszcze bardziej"
- w pole tego topicznego oddziaływania dostaje się też młodzian
przed telewizorem. Nie ma tu wprawdzie owego monotonnego

37

�rytmu, dudnienia bębnów, choć jest zaklęcie, dzięki któremu
łatwiej zanurzyć się w inny świat. Wystarczy jeszcze tylko udać
się do najbliższej drogerii, odkręcić kurek i . . .
Wiele reklam opiera się jednak na wspomnianej rytmiczności
wypowiadanych fraz i sloganów, z zastosowaniem odpowied­
niego tła muzycznego. „Stu- Stu-, Stu-, Stu-, Stu-, Studio Life:
L ' O r e a l " - słyszymy z ust tańczącej grupy młodych ludzi
0 dziwnych fryzurach utrwalonych żelem do włosów; „Boom-,
Boom-, Boomer - super guma'' - intonują dzieci przyglądające
się niejakiemu Boomerowi, który rozciąga się tak, że staje się
większy od diabelskiego młyna w wesołym miasteczku; wresz­
cie niepozorne - „Mentos to świeżość, Mentos to oddech,
Mentos to siła, bo Mentos pełnią życia jest!"; ten zmultiplikowany slogan również wykazuje cechy rytualnych powtó­
rzeń.
Tak pisał o rytuale Ernesto de Martino:
„Otóż już sam tylko jego charakter powtarzalny, cykliczny,
przewidziany w swoim przebiegu, wprowadza u sprawców
1 uczestników stan polegający na ograniczeniu poczucia czujno­
ści i jest warunkiem sprzyjającym kontaktowi ze sferą nie­
świadomości. Ten aspekt aktywnej dehistoryfikacji obecności
indywidualnej występuje w rytuale tak dobitnie, że często
technika ograniczenia świadomości działa sama przez się, nie
mając koniecznie odpowiedników mitycznych; należy tu wy­
znaczenie jakiegoś punktu olśniewającego i oślepiającego,
monotonne powtarzanie słów lub zgłosek, dźwięk bębna lub
jakakolwiek inna postać zewnętrznej aprobaty techniki mistycz­
nej wszystkich czasów i wszelkich możliwych zakątków globu
ziemskiego" (1959, s. 154). W naszym przypadku należy raczej
mówić o aparaturze techniki audiowizualnej, choć niewątpliwie
mamy do czynienia z „ograniczeniem ś w i a d o m o ś c i " : według
statystyk, sprzedaż reklamowanego produktu wzrasta o kilka­
dziesiąt procent.
Na zjawisko powtarzania słów, wersów, strof w folklorze
zwraca uwagę Jerzy Bartmiński (1983, s. 260) upatrując w tym
potrzebę rytualnego zatrzymania czasu. Jest to konstytutywna
cecha mitu i zjawisk z nim związanych, co j u ż na rozważanych
tu przykładach reklamowanego folkloru wykazywaliśmy. Co
więcej, rytm, powtórzenie, rym, aliteracja uchodzą za cechy
wypowiedzi magicznej (Weiner 1983, s. 703). Pora więc
przyjrzeć się z tej perspektywy bohaterowi niniejszych roz­
ważań - sloganowi.
„To nie wizja, to V i z i r " - recytuje tę frazę menadżer firmy
demonstrujący skuteczność sprawdzanego właśnie środka
- i czyni równocześnie gest wskazania pudełka z proszkiem.
W magii słowa i działania zwykle pokrywają się, stanowi to o jej
performatywnym charakterze. „Sądy magiczne zawsze poprze­
dzają doświadczenie magiczne, są to przepisy obrzędów czy też
łańcuchy wyobrażeń. Doświadczenia są przeprowadzane tylko
po to, by je potwierdzić: niemal nigdy ich nie osłabiają'' - pisze
Marcel Mauss (1973, s. 169). Wspomniany menadżer zadaje
więc najpierw pytanie: „Czy to możliwe aby pranie było jeszcze
bielsze niż po użyciu zwykłych p r o s z k ó w ? ' ' . Następnie związa­
na na supeł chusteczka zostaje włożona do kieszeni koszuli, ta
zaś do pralki - wydaje się, że to wystarczający próg trudności
dla testowanego proszku. Jak łatwo się domyślić odwrotna
kolejność czynności ma miejsce po zakończeniu prania - chus­
teczka okazuje się biała. I tutaj dopiero następuje owa ekspresywno-impresywna fraza przytoczona na początku.
Identyczny w swej performatywnej strukturze jest test płynu
do zmywania naczyń. Po zapewnieniu, że „ N o w y Kop Ultra
zmywa każde naczynie do ultra czysta", następuje demonstra­
cja zmywania rękoma pani domu i oczywista konstatacja
połączona z prezentacją: „Doskonale czyste, co w i d a ć . . . " (tu
błysk gładkiej powierzchni talerza) „...i s ł y c h a ć " (odgłos pisku
spod palca pani domu pocierającej tymże po tejże powierzchni).

38

Wreszcie działanie odżywki Slim Fast zaprezentowane zostaje -|
ukazaniem szczupłych postaci, co również widać i słychać: „Ja, j
Patrick Warwick w y p r ó b o w a ł e m . . . " , „Ja, Isabelle Silverstone
wypróbowałam i zobaczcie!".
Nasz początkowy „Kodak - złodziej k o l o r ó w " , wiele innych
sloganów, które przewijały się w tych rozważaniach czy takie, t
które tu jeszcze nie zagościły: „ F a - uczucie delikatnej y
ś w i e ż o ś c i " , „ C a m a y - ekscytujący powiew P a r y ż a " , „ Z Wartą s
bez obaw!" to sui generis zaklęcia. Nie można i m bowiem n
przypisać cech zdań w sensie logicznym: nie spełniają wymo- n
gów budowy zdania, a więc nie orzekają o prawdzie lub fałszu, p
Eksploatują natomiast figuratywne użycie języka, i na mocy k
- wskazanych wcześniej - metaforyczno-metonimicznych prze- p
kształceń (podobieństwo - przyległość) dokonują werbalnie r&lt;
i mentalnie przemieszczeń atrybutów (por. Tambiah 1973, s n
189). Ich nieasertoryczność wyraża się w zacieraniu granic) n
pomiędzy tym, co jest, a co być powinno. „Prawdziwy slogan to k
taki, który nie daje przeciwnikowi szansy repliki, który wy
klucza możliwość jakiejkolwiek odpowiedzi, jakiegokolwiek o;
dialogu i stawia przed alternatywą - milczeć albo powtarzać go
Taka jest jego podstawowa funkcja 'fatyczna': nie tylko
ściągnąć uwagę, ale kończyć komunikację na niej samej
uniemożliwić jakąkolwiek interferencję" (Reboul 1980, s. 309)
Olivier Reboul zauważa, że slogan ma tylko postać syntagmj '
(tamże, s. 307) i ma na myśli oczywiście slogan werbalny '
Wydaje się jednak, że m o ż e m y uznać istnienie również slogan
wizualnego, a zatem nie tylko ó w Schlagwort, ale i Schlagbili
Wobec tak rozumianej syntagmy nie można stosować klasycz b ,
nych kryteriów prawdziwości, jak i wobec mitu, co niejedno 19
krotnie było podnoszone przez teoretyków. Istnieje taka
w micie podobne pomieszanie i intensyfikacja kodów, rozlej Cs
łość konotacyjnych słowników, swoista „ m o m e n t a l n o ś ć " myśl | £
mitycznej odmienna od „dialektycznego ruchu m y ś l i " w dys C i
19
kursie teoretycznym. Ś w i a d o m o ś ć mityczna „żyje bezpośred
nim wrażeniem, które przyjmuje bez porównywania z czymkol q
wiek innym; dla świadomości mitycznej wrażenie nie je! \y
bynajmniej czymś względnym, jest czymś absolutnym; wraże­
nie nie jest prawdziwe dzięki czemuś innemu i nie zależy oi
czegoś innego jako swego warunku; wręcz przeciwnie: przeja Dc
wia się i potwierdza poprzez prostą intensywność swej obecno ^
ści, poprzez nieodpartą siłę, dzięki której zakorzenia sjf Eci
w ś w i a d o m o ś c i " - te słowa Cassirera (1953, s. 73-74) ni 19'
Frj
straciły bynajmniej na aktualności. To właśnie ta świadomoS j ,
uruchamiana zostaje w obcowaniu ze sloganem, który jawi si q
jako jej izomorficzny odpowiednik. Co więcej, uruchamiau 19$
zostaje w obcowaniu z całą reklamową słowno-obrazowi Hu
syntagmą, w której ogłoszone podobieństwo staje się wyrazei 19f
identyczności istoty w myśl prawa „jedności elementów relacj Le\
196
w myśli mitycznej" (tamte, s. 64).
Lè^
Autorzy reklam nie poprzestają na wskazanych powyżej
197
technikach perswazji pożywiających się fundamentalną ponad
historyczną potrzebą mitu. Jeszcze j e d n ą cechą, którą reklam
z tymże mitem dzieli jest bowiem nieusuwalna nadwyżk
znaczenia czy inaczej - niedobór denotacji. Pojawiają się wij
postaci realne: Dusty Fleming - „stylista o międzynarodowi
s ł a w i e " (Sunsilk), Connie Selecca - „amerykańska aktorl
(Pantene Pro-V) czy wspomniana j u ż wcześniej para szc;
liwych kuracjuszy z otyłości. Aron Guriewicz zauważa w pi
o kulturze ludowej średniowiecza: „Zwyczajową i najbardzi
przekonywającą podstawową prawdziwości informacyjni
faktu w tej epoce było powoływanie się na naocznego świat
na kogoś, kto zaświadczał o tym lub na przedmiot, z któi
związane było dane wydarzenie" (Guriewicz 1987, s. 335).
ponadhistoryczna potrzeba mitu nie jest więc stwierdzeniem
wyrost: trzeba było w średniowieczu, trzeba także i ta
potrząsać niedowiarkami, którzy są zawsze i którzy skloi
t

u

�podejmować, czy aby pokazywany i m świat nie jest światem
jednorożców i syren.

Pora na małą autointerpretację. Rzecz jest oczywiście nie aż
tak prosta i jednoznaczna jak tu pokazano. Tych niedowiarków
jest wielu, prawdę mówiąc jest n i m prawie każdy. Przed­
stawiona powyżej analiza reklamy może zostać uznana co
najwyżej za nominalny model problemu. Ale też prawdopodob­
nie inna być nie może, nieuleczalnie chora na wszelkie, znane
przynajmniej od czasu kopenhaskiej interpretacji mechaniki
kwantowej, przypadłości. Jest bowiem tak, że reklamowa
prakseologia podpowiada wciąż o konieczności włączenia
różnych dyskursów, potrzebie ich dialogu i wzajemnej przemienności. Dyskurs bajkowo-mityczno-rytualny jest tylko jed­
nym z wielu, zredukowany i wyabstrahowany z rozważanej ku
kulturowej materii.
Pomimo tych zastrzeżeń w mocy pozostaje pogląd, iż reklama
oferuje udział w opowiadanej przez siebie bajce: ona to

„relacjonuje przebieg rytuału, który odbywa się według scena­
riusza dostarczanego przez m i t " . Spotyka się wprawdzie
z częstym przymrużaniem oka, które jest jednak stopniowane,
wprost proporcjonalne do „poziomu nasycenia", jaki obraz
reklamowy osiągnął. Producent, który chce uzyskać sukces
musi wciąż przed groźbą pełnego nasycenia uciekać. Bajkowa
akcja trwa wszakże nieustannie: wielu z tych, którzy biorą w niej
udział, może wygrać brylant, zagraniczną wycieczkę, a nawet
samochód. Johan Huizinga, powołując się na ustalenia etnolo­
gów, zauważa istotną cechę typową dla rytuału i magii:
„Obojętne, czy jest się czarownikiem, czy zaczarowanym - jest
się zarazem i wiedzącym i oszukanym" (Huizinga 1985, s. 43).
Tak też jest w obcowaniu z reklamowym słowem: stosunek do
niego zawiera pewien element make-believe również dlatego,
ponieważ powstaje ono na mocy reguły mitotwórstwa. Przy­
czyna, która kazała wygłosić słowo reklamowe, „jest doskonale
jasna, ale została natychmiast przemieszczona w naturę: nie
zostanie więc odczytana jako interesowna pobudka lecz rac­
jonalny p o w ó d " (Barthes 1970, s. 48-49).

BIBLIOGRAFIA
Barthes, R.

de Martino, E.

1970 Mit i znak. Eseje, Warszawa

1959 Mit, religioznawstwo i kultura nowoczesna, „Zeszyty teoretycz-

Bartmiński, J.
1983 O rytualnej funkcji powtórzenia

w folklorze.

Przyczynek do

poetyki sacrum, (w:) J. Gotfryd, M . Jasińska-Wojtkowska, S.
Sawicki (red.), Sacrum w literaturze, Lublin
Bousiepe, G.
1985 Retoiyka wizualno-werbalna, „Pamiętnik Literacki", z. 3, s.
303-309
Cassirer, E.

no-polityczne", nr 9 (64), s. 143-160
Mauss, M .
1973 Socjologia i antropologia. Warszawa

Micletinski, E.
1981

Poetyka mitu. Warszawa

Propp, W.

1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven

1976 Morfologia bajki, Warszawa

Chase, R.

Reboul, O.

1966 Notes on the Study of Myth, in: John B. Vickery (ed.), Myth and
Literature. Contemporary Theory and Practice, Lincoln

1980 Kiedy słowo jest bronią, (w:) M . Głowiński (red.), Język i społe­

Crocker, J. Christopher

czeństwo,
Spitzer, L .

1977 The Social Functions ofThetorical Forma, in: J. David Sapir and
J. Christopher Crocker, The Social Use of Metaphor. Essays on the

1980 Amerykańska reklama jako sztuka popularna, (w:) M . Głowiński
(red.), Język i społeczeństwo,
op. cit.

Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press
Dorfles, G.
1973 Człowiek zwielokrotniony, Warszawa

Eco, U.

Tambiah, S.J.
1973 Form and Meaning of Magical Acts: A Point of View, in: R.

Horton and R. Finnegan (ed.), Modes of Thought. Essays on
Thinking in Western and Non-Western Societies, London

1972 Pejzaż semiotyczny, Warszawa

Vergote, A.

Frye, N.

1968 Mit, wierzenie wyalienowane i wiara teologiczna, „Znak" nr 172

1957 Anatomy of Criticism, Princeton

Vico, G.

Guriewicz, A.
1987 Problemy średniowiecznej

Warszawa

kultury ludowej. Warszawa

Huizinga, J.
1985 Homo ludens. Zabawa jako źródło

1966 Nauka nowa, Warszawa

Wasilewski, J.S.
kultury, Warszawa

1979 Podróże

do piekieł.

Rzecz o szamańskich

misteriach, Warszawa

Lévi-Strauss, C.

Weiner, Annette B.

1969 Myśl nieoswojona, Warszawa

1983 From Words to Objects to Magic: Hard Words and the Boun­
daries of Social Interaction, „Man", vol. 18, s. 690-709

Lévi-Strauss, C.
1970 Antropologia strukturalna, Warszawa

Wheelwright, P.
1964 The Burning Fountain, Indiana University Press

39

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10619" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10597">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/019db362b4737919c342771decd7b2b1.pdf</src>
        <authentication>2d011271e4fdd6e3c86e33d3c735f7bf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126542">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2516</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126543">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126544">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2336</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126545">
                <text>Mityczność / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126546">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.34-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126547">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126548">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126549">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126550">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126551">
                <text>Mityczność
Janusz Barański

Mityzacja, proces tworzenia wtórnych sensów i jeden z me­
chanizmów partycypacji kulturowej, pozostaje w centrum
zainteresowania etnografii rozumianej jako ogólna refleksja nad
kulturą. Ta natomiast, jeśli pojmować jej pojęcie w kategoriach
wszelkich ludzkich wytworów, obejmuje swym zakresem rów­
nież język w rozmaitych jego przejawach, tych codziennych
i tych odświętnych, pospolitych i niezwykłych. Podążając
tropem znanej definicji mitu. że ten jest niczym innym jak tylko
słowem, chcemy wskazać pewną konstytutywną cechę tegoż,
słowa, tytułową mityczność, od której nie ma zaiste ucieczki.
Notabene, świadomość tego faktu uspokoi może tych, którzy
gorączkowo poszukują dla etnografii jakiegoś „nowego parady­
gmatu" w miejsce znikających chałup i orki w zagony. Trzeba
jednak zaznaczyć, że kwestia ta nic sprowadza się wyłącznie do
rzeczonego słowa, bo li tylko w nim cała kultura wyczerpać się
może. Pozostańmy przy języku: on jest głównym fundatorem
reguł nadawania sensu, a antypody mythos-logos rozstrzygają
0 tym ile w nim czucia, a ile rozumu.
Bodaj najbardziej na rodzaju klasyfikacji języka ze względu
na jego użycie zaciążyła propozycja Ogdena i Richardsa,
w której głosili oni istnienie z jednej strony języka nauki, gdzie
słowa oznaczają związki sprawdzalne w stosunku do rzeczywis­
tości zewnętrznej, z drugiej strony natomiast emotywne i ewokujące użycie języka, gdzie słowa stają się znakami emocji
1 nastawień; język laki jest typowy np. dla poezji (1956). Roman
Jakobson poszerzył później ten podział na sześć funkcji języka
(poznawcza, emotywna. konatywna, fatyczna, poetycka, meta­
językowa) jednak pośród nich najważniejsza to funkcja po­
znawcza, nastawiona na oznaczanie, i funkcja emotywna.
nastawiona na adresata i zawierająca komponent emocjonalny
wypowiedzi (1989, s. 82-88). Samuel Ichijć Hayakawa, przed­
stawiciel szkoły General Semantics, wskazywał na istnienie
z jednej strony języka sprawozdawczego, informacyjnego,
który ma charakter instrumentalny, z drugiej natomiast języka
afektywnego. którego cechy to głośność wypowiedzi, intonacja,
rytm (1965, s. 82-83). By nie mnożyć bytów ponad konieczną
potrzebę poprzestańmy zatem na dodaniu jeszcze Saussure'a,
Barthes'a, Todorova, Spcrbera, którzy dostrzegli w języku
podobne dychotomiczne funkcje.
Dystynkcje takie pojawiły się także w pracach politologów.
Murray Edelman, czołowy przedstawiciel orientacji symbolistycznej, rozwijał te koncepcje w swoich pracach o symbolu
w polityce i w politycznym języku.
W pracy Politics as Symbolic Action z 1971 roku odwołał się
do jednej z koncepcji w teorii informacji, w której dokonano
podobnego - jak w przypadku funkcji języka - podziału na
„informację semantyczną'' i „informację estetyczną'' .Ta pierw­
sza ma charakter logiczny w sensie statystycznej akceptowalności i zyskuje wskutek tego obowiązującą uniwersalność; jest
równocześnie związana z działaniem i ma charakter utylitarny.
Drugi typ informacji jest emocjonalnie nacechowany, bywa
przypadowy i wyrywkowy, osadzony w symbolice i normach
danej grupy czy kultury (s. 35). Edelman zwrócił równocześnie
uwagę na fakt, że oba typy informacji są zwykle obecne
w każdym komunikacie, z zachowaniem odpowiednich propor­
cji, czy jest to twierdzenie logiki, czy wyborczy slogan.
Wyodrębnienie ich jest natomiast dziełem procedury analitycz­
nej (s. 41).

34

W innej pracy rozważania jego biegną jakby po \щ
Malinowskiego stwierdził bowiem, że język jest zawsze częścią
sytuacji społecznej, nie jest niezależnym instrumentem, narzę.
dziem tylko opisu; język, myśl, działanie określają się wzajemnie (1977, s. 58). Wprowadził tutaj rozróżnienie - za języko­
znawcą Bazy lem Bernsteinem - na „język formalny" z jednej
strony i „język publiczny" z drugiej, dodając jednak, że żaden
z nich nie jest wolny od tejże sytuacji społecznej i są to tylko
znów pewne skrajności. W pierwszym przypadku mamy do
czynienia ze stwierdzaniem faktów lub ich możliwości, z rela­
cjami logicznymi, czasowymi i przestrzennymi, z postulatem
alternatywnych konceptualizacji doświadczenia, testowaniem
logicznych i ("aktualnych tez, słowem - z eksperymentowaniem
na strukturach poznawczych; skrajnym przykładem jest tu
sformalizowany język matematyki (s. 104). Język publiczny
spełnia czasem tak rozumiane formalne rygory, gdy mowa
o politycznych procesach w terminach pojęć abstrahujących
konkretne przypadki, częściej jednak uwikłany jest w najbliższy
kontekst sytuacyjny (kampanie wyborcze, debaty parlamentar­
ne etc.) i wtedy dominują w nim krótkie zdania o nietypowej
składni, częste powtórzenia, niewiele kwalifikacji. Wypowiedzi
cechują się „eksplicy tną niekompletnością'' - manifestowaniem
zrozumienia pomiędzy m ó w c ą a słuchaczami („implicytne
zrozumienie"). Język wykazuje wówczas walor konstytuowa­
nia i jego użycie sprzyja tym samym utrwalaniu pewnego
publicznego status quo - czy to w skali pewnej grupy nim się
posługującej, czy też w skali państwa (s. 105-110). Samo
używanie języka w takiej funkcji uznać więc można za formę
politycznej akcji - stwierdził Edelman w innej pracy (1985.
s. 197).
Chcielibyśmy w tym miejscu poświęcić nieco więcej uwagi
poglądom badacza, wywodzącego się ze szkoły New Cricicism
- Phi lipa Wheel wrighta, który zaproponował jeszcze inne
rozróżnienie, reinterpretując równocześnie klasyczny podział,
zastosowany również w referowanych powyżej pracach Edel­
mana, na funkcję referencyjną (poznawczą) i funkcję emotyw­
na. Przede wszystkim Wheelwright odrzucił ten podział w do­
tychczasowym jego kształcie nadanym mu przez - jak II
określił - „semantyczny pozytywizm", głoszący dominację
funkcji emotywnej w języku, którym posługuje się intuicja
filozoficzna, poezja, wreszcie wiara religijna i który moŻW
- j a k utrzymywano - postrzegać tylko w kategoriach afektywności i konatywności (1964, s. 45). Nowy kształt zyskało*
podział poprzez połączenie go z innym - wprowadzonym prztf
badacza - mianowicie z podziałem na ,.expressive language'
( „ d e p t h - l a n g u a g e " ) i „ s t e n o - l a n g u a g c " (s. 3-4). Przytaczam)
oryginalne określenia, choć można zapewne przełożyć J'
- odpowiednio - np. na język ekspresji i język logiki. Wiailfi"'
natomiast, że domeną depth-language jest religia, mit, рое )
natomiast nauka posługuje się tym drugim rodzajem - stW
language. Rozróżnienie to ma jednak, jak to bywa Vv
I
w takich przypadkach, charakter modelowy, w rzeczywisto*
bowiem oba języki (funkcje) przenikają się wzajemnie -za­
chowaniem wszakże odpowiednich proporcji. A zatem i Zuży
ciem steno-language nie sposób ująć bytu ab initio: zawstf
obecny jest komponent stylu i zwyczaju językowego, któryś
7

korzeni szukać należy w depth-language (s. 6). Steno-lang
to język honorujący prawa logiki klasycznej - identyczno*

1

�^sprzeczności, wyłączonego środka, racji dostatecznej, a poś­
miał tej logiki można - według Wheelwrighta - oddać słowami
- nie m o ż e " ; to również język podejmowania decyzji.
jCpth-kinguage wymienionym logicznym procedurom się nie
noddaje. jest translogiczny, mogą być w nim elementy paradok­
salne i j e jeżykiem symboli, których treści nigdy do końca nie
wyczerpuje, w przeciwieństwie do języka nauki, którego uniwefsum semantycznych możliwości jest ograniczone; postulat
logiki tego języka określił autor formułą „może - nie m u s i "
.53-54).
Autor dotknął tutaj kwestii tzw. modalnośei - logicznej
charakterystyki wypowiedzi pod względem sposobu, w jaki
awierdzają to, co stwierdzają. Użycie bowiem słów „ m u s i "
i może" nawiązuje do znanego w logice tradycyjnej rozróż­
nienia na modalność de re, gdy orzeka się jednoznacznie
konieczność przysługiwania lub nieprzysługiwania cechy
przedmiotowi, i modalność de dieto, gdzie orzeka się zarówno
tonieczność, jak i możliwość.
Wheelwright dokonał następnie zestawienia swojego po­
działu z. podziałem referencyjność-emotywność i ustanowił dla
tych dystynkcji pewien wspólny mianownik nazwany przez
niego „typami m o w y " (Modes of Discourse). Stało się to
możliwe po stwierdzeniu, iż przeciwstawienie referencyjnośćemotywność jest błędne, zauważyć można natomiast dwa inne:
referencyjność (R) - niereferencyjność (non-R) i emotywność
(E) - nieemotywność (non-E). Wheelwright przedstawił ten
konstrukt w postaci następującego schematu:
s t

(s

Typy Mowy
R
ekspresyjna
poetycka

dosłowna
logiczna
non-E

wykrzyknikowa

atyczna
non-R

Wskutek tej szczególnej fuzji dwóch ujęć funkcji języka
utrzymujemy takie oto typy mowy:
R,non-E:
język przedmiotowy używany w funkcji refere­
ncyjnej oraz język naukowy w tym sformalizo­
wany język logiki.
^on-R, non-E: mowa fatyczna - „Dzień dobry" etc.
Vm-R, E:
mowa w y k r z y k n i k o w a - „ C h o l e r a ! " e t c „ gdzie
w odróżnieniu od mowy fatycznej zwroty
odnoszą się do zaistniałych zdarzeń,
mowa ekspresyjna, język, który jest zarówno
referencyjny jak i emotywny, ale nie poprzez
przypadkowy związek - np. „Pali s i ę ! " , tylko
ze względu na sens bardziej fundamentalny,
gdzie funkcja referencyjna, właściwe znacze­
nie, bierze przynajmniej część swej zasadniczej
postaci z emotywności języka i zmienia się
wraz ze zmianami tegoż (s. 56); jest to język
religii, mitu, metafizyki, poezji,
heelwright wskazał zatem dwa typy referencyjności - nietywną i emotywną - o tożsamym walorze prawomocności.
! * n ą analogią do wyróżnionych tu dwóch typów referenйР ^- J
P°gl4d
- niemieckiej filozofii życia, w szczei Georga Mischa, który rozróżnił dwa typy mowy:
J r * duskursywną" i „ m o w ę e w o k u j ą c ą " . Podobnie jak
1Ц r i g h t przypisał obu formę referencyjności, przy czym ta
l=a nie rządzi się prawami logiki klasycznej, natomiast ją
e

0

e s l

0 s c

e

elw

l z w

poprzedza: tam gdzie kończy się logika ewokacji zaczyna się
kanon logiki arystotelesowskiej, choć odbywa się to w sposób
stopniowy. Staje się tak wskutek procesu odrywania się znacze­
nia od słowa, konstytuowania pojęć, wreszcie symboli logiki
i nauk szczegółowych, np. symboli chemicznych. Nauka wyabstrahowuje znaczenia z języka naturalnego, który jest wielo­
znaczny i uwikłany w kontekst ludzkich spraw. Woda w mowie
dyskursywnej, w nauce, to wzór chemiczny, w mowie ewokującej natomiast może być wodą rytualnych oczyszczeń, wodą
- praelementem, wodą wciągającą w otchłań etc. U podstaw
pierwszej stoi tradycja logiki arystotelesowskiej, tradycja orze­
kania wartości logicznej zdań oznajmujących, druga natomiast
uwzględnia również swoistą logikę życzenia czy rozkazywania.
Pierwsza umieszcza w pełni to, co domniemane, w tym, co
wypowiedziane, w drugiej - np. wiara religijna - domniemane
nie mieści się w tym, co wypowiedziane. W mowie ewokującej
sens rozwija się w trakcie wypowiadania, znaczenie jest właśnie
ewokowane, wywoływane niejako, co łatwo zauważyć choćby
w dziełach literatury wymagających przecież interpretacji,
gdzie również to, co domniemane, jest nie do końca wypowiada­
ne. Konstytuujące się w tej mowie znaczenie bywa w swej
pierwotności związane z mimiką, gestem, ujawnia się wtedy
zależność duszy i ciała, znika ich rozdział, np. gdy ktoś daje
wyraz swego gniewu, żalu, prośbie etc.
Z punktu widzenia aspektu mito-magicznego kultury na
podobne dychotomiczne funkcje języka wskazywali etnologo­
wie. M o c ą tradycji badawczej skupiali się na tymże aspekcie
podkreślając specjalny status języka towarzyszącego zabiegom
magicznym, rytuałom, całej sferze sakralnej i nadnaturalnej.
Cassirer pisał o istnieniu „funkcji semantycznej" i „funkcji
m a g i c z n e j " j ę z y k a , deskryptownej i kreatywnej, wzajemnie się
przenikających (por. 1946a, s. 282-83; 1953, s. 165-66).
Ponadto ta „ m o w a magiczna" jest swego rodzaju wspólną
częścią, którą dzieli język z mitem, jest pozostałością nie­
gdysiejszej jedności mitu, języka i sztuki (Cassirer I946b,
s. 97-98). Filozof twierdził bowiem, że te trzy formy symbolicz­
ne wyodrębniły się z pierwotnej „mentalnej j e d n o ś c i " w wyniku
wewnętrznego napięcia pomiędzy przedstawieniami subiek­
tywnych wrażeń, a potrzebą skończonych obiektywnych form
i obrazów (por. kaniowskie kategorie) (tamże, s. 88). „Słowo
i magiczna mowa, podobnie jak magiczne wyobrażenie, są
integralną częścią magicznego ś w i a t o p o g l ą d u " - twierdził
Cassirer (1953, s. 40), a echa tego poglądu pojawiają się we
współczesnej refleksji na podobne tematy.
Bronisław Malinowski w Suplemencie do wspomnianej już
pracy Ogdena i Richardsa o języku zauważył:
„Sposób, w jaki pisząc te słowa stosuję go teraz, sposób,
w jaki musi go stosować autor książki, tekstu na papirusie
lub napisu wyciosanego w kamieniu, jest bardzo wy­
szukaną, pochodną funkcją języka. Przy tym sposobie
użycia język staje się skondensowanym odzwierciedle­
niem, rejestracją faktu lub myśli. W swoich pierwotnych
zastosowaniach funkcjonuje on natomiast jako ogniwo
łączące zgodną ludzką działalność, jako część ludzkiego
zachowania. Jest sposobem działania, a nie narzędziem
m y ś l i " (1981, s. 262).
Losy tej ważnej wypowiedzi, a zwłaszcza jej interpretacji,
bywały różne, również z powodu jej nieprecyzyjności, ogólno­
ści. Malinowski wyodrębnił także dychotomiczne: „mowę
w działaniu'' (speech in action) i „ m o w ę narracyjną'' (narrative
speech). Pierwsza obecna jest w rytualnych aktach magicznych,
także w zabiegach magicznych towarzyszących niektórym
czynnościom praktycznym i produkcyjnym, ale bywa również,
że przenika ten drugi rodzaj mowy np. podczas opowiadania,
rozważania zdarzeń w grupie, gdzie korelatem narracyjności są
poszczególne społeczne, umysłowe i emocjonalne nastawienia
(1956, s. 312). W takiej sytuacji narracja, opowiadanie stwarza
nowe więzi i uczucia poprzez emocjonalne oddziaływanie słów.

35

�W klasycznym przypadku „kontekstu sytuacji" mowa towarzy­
sząca działaniu zrozumiała jest tylko w połączeniu z tym
działaniem, we wskazanym natomiast przypadku u mowy
narracyjnej odwołanie do działania ma charakter tylko pośredni,
jednak referencyjna funkcja opowiadania jest tutaj wtórna
wobec funkcji społecznej i emotywnej (s. 313).
Do tych myśli, jak również ich interpretacji przyjdzie się
jeszcze odwoływać. Zwróćmy tylko uwagę, że te intencje
poprzedzały późniejsze wystąpienie Austina i jego teorię aktów
mowy. Można by nawet mówić o terminologicznych paralelach,
gdy Malinowski wskazywał na pewne językowe zjawiska,
europejskie i jemu współczesne, np. przysięga, w której zauwa­
żył zróżnicowanie jej „ m o c y " w zależności od tegoż kontekstu
sytuacji (s. 322). Austin mawiał o podobnych akiach mowy
używając określenia „mocy illokucyjnej" wypowiedzi. M a l i ­
nowski tych cennych pomysłów nie rozwinął - chciałoby się
powiedzieć - w pożądanym kierunku, który pozwoliłby na
rozwój tak zapoczątkowanej etnologicznej teorii języka (mo­
wy), choć w pewnym ograniczonym stopniu podjęła te pomysły
późniejsza tzw. etnografia mówienia. Przejął się natomiast
zanadto domniemaną stwórczą mocą słowa w magii, gdy
w rzeczywistości metaforyczna substytucyjność w magii Trob­
riandczyków. którą się zajmował, nie była przez nich po­
strzegana w kategoriach - z europejskiego punktu widzenia
- substancjalnej identyczności (por. Tambiah 1968, s. 198).
Ponadto, podobnie jak w rytuale, emotywne słowa mają jednak
zawsze swą strukturalną i referencyjną podstawę (por. tamże).
Czy zatem przeciwstawienie Wheelwrighta emotywność-nieemotywność języka implikuje dwa skrajne modelowo typy
referencyjności logicznie równorzędne, choć dotyczące bytów
o różnym statusie ontycznym? Podobnie jak w przypadku
przeciwstawienia partycypacja-przyczynowość dotyczącego ty­
pów kosmologii i w tej kwestii nie sposób wyjść poza
intelektualne i językowe uposażenie wpisane w te referencyjno­
ści i nastawienia. Innymi słowy, nie można przeprowadzić np.
postulatu Gódla i stworzyć stosownych środków wykraczają­
cych poza teorię, by z ich pomocą o niej orzekać. Leszek
Kołakowski przy okazji rozważania interesujących nas tutaj
funkcji języka również doszedł do takiego wniosku:
„Uznanie, że język przeznaczony specjalnie do wyrażenia
sfery sacrum nie może być przełożony bez zniekształceń na
język profanum nie sugeruje wcale, że ten ostatni (w
przeciwieństwie do pierwszego) jest naturalny, autentycz­
ny, obiektywny, opisowy, bezzatożeniowy, nadający się do
komunikowania prawdy. Po pierwsze, codzienna mowa
świecka obfituje w słowa, które są obciążone wartoś­
ciowaniem lub odnoszą się do nieweryfikowalnych fak­
tów, w szczególności do naszych stanów 'wewnętrznych'.
Dokładnie 'empiryczny' czy behawiorystyczny język ni­
gdy nie istniał, jest on sztucznym wymysłem filozofów
i p s y c h o l o g ó w " (1986a, s. 94).
Lakoniczne określenie Frederica Jamesona „the prison-house
of language" nie jest czymś nowym w historii refleksji nad
językiem. Zjawisko tzw. terroru słów dostrzegali j u ż Bacon,
Rousseau, Vico, współcześnie natomiast - by wymienić tylko
niektórych - Levi-Strauss, Starobinski, Derrida, wspomniane
już szkoły General Semantics i New Criticism. Jeśli chodzi
o tzw. zasadę relatywizmu językowego (hipoteza Sapira-Whorfa), której nie sposób pominąć w tych rozważaniach, chcielibyś­
my przytoczyć tylko wypowiedź jednego z polskich jej inter­
pretatorów. Anna Wierzbicka we wstępie do książki Sapira
Kultura, język, osobowość napisała:
„Tezę Sapira o 'względności językowej' i o wpływie
języka na myślenie i działanie jego użytkowników inter­
pretuje się niekiedy w duchu skrajnego determinizmu. Jest
to zupełne nieporozumienie. Ani Sapir, ani nawet Whorf
(mimo radykalności niektórych jego sformułowań) nie
twierdzili nigdy, że język określa świadomość. Przeciwnie,

36

Sapir uważał taki pogląd za naiwność. Potenejalnj
w każdym języku można wyrazić wszelkie treści; nie щ
takiej interpretacji doświadczenia, która byłaby nie &lt;j
pogodzenia z jakimkolwiek językiem. Ale jest istotna
różnica między tym, czego dany język 'nie uniemożliwia'
a tym, co dany język podsuwa, ułatwia i sugeruje. j
różnica między myślą potencjalną a myślą 'habitualną"'
(1987, s. 22).
Stąd więc w języku Hopi, wskutek braku podmiotownorzeczeniowej struktury zdań, łatwiej jest mówić o borsuku
kopiącym j a m ę czy goniącym za myszą, niż o „borsuku jak
t a k i m " , p o n i e w a ż tenże borsuk - z powodu językowego haht,
tus - istnieje dla Hopi przede wszystkim sytuacyjnie. Natomiasi
Trobriandczykom, wskutek braku rozróżnienia na obiekt i j „
atrybut, trudno jest oddzielić „ o g r o d n i k a " i „ d o b r o ć " : n i e mają
takich oddzielnych słów, mają natomiast jedno na określenie
ogrodnika, który nie może być ogrodnikiem złym (por. Burszta
1986, s. 54). „ O g r o d n i k " i „ d o b r o ć " stanowią zatem jedną
istotę, nie ma tu substancjalno-akcydentalnych rozróżnień - jak
by powiedział Cassirer. To jest również sprawa arystotelesowskiego kanonu, którego próżno szukać na Trobriandach w takiej
formie, do jakiej przywykł europejski badacz, posługujący się
językiem ukształtowanym w ciągłym wyzwaniu wobec pytań
w rodzaju: „co to jest rzecz?",,,co to jest cecha?", „co to jest
poznanie?", „jakie są warunki poznania?" etc. Kulturowy
dystans ułatwia dostrzeganie tych różnic pomiędzy językiem
„ n a s z y m " a „ i c h " , trudniej natomiast zastosować taką miarę
właśnie wobec tego naszego, indoeuropejskiego języka (czy to
będzie polski, angielski czy francuski), chcielibyśmy w tym
miejscu odwołać się do wspomnianych dwóch szkół, które ten
problem podjęły.
Czołowy przedstawiciel szkoły New Criticism, Kenneth
Burkę, kwestię j ę z y k o w e g o determinizmu podjął w sposób,
który z jednej strony strukturujący wpływ języka rozciąga na
wszelką językową działalność: od języka wiedzy do języki
poezji. Z drugiej natomiast wskazał na pewne cechy lej
działalności, które - wydaje się - łączą wszystkie języki.
Rozważmy - za B u r k ę ' m - takie oto zdanie: „Człowiek idzie
u l i c ą " . Jest to zaiste zdarzenie nadzwyczaj typowe dla kogoś,
kto siedzi przy biurku i spogląda przez okno szukając czegoś, co
mogłoby zostać przedstawione w postaci czysto opisowego
zdania. Burkę stwierdził natomiast, że to zdanie opisowe M
jest. Nie opisuje ono bowiem, czy człowiek jest wysoki, czy
niski, jak jest ubrany, czy jest stary, czy młody; nie wiemy czy
idzie powoli, czy szybko, czy może nawet kuleje albo podpiera
się laską; czy ulica jest szeroka, czy wąska, jaki ma KUI/j
chodnika, czy rosną wzdłuż niej drzewa, jakie są doim
wreszcie jaka to pora roku, dnia, jaka pogoda etc. Jest to więc
„zdanie-tytuł", które w sposób arbitralny opisuje różne sytua­
cje: „sytuację c z ł o w i e k a " , „sytuację chodzenia", „sytuacje
u l i c y " . Prócz tej cechy języka, mianowicie „tytułowania
(entitling) niewerbalnych sytuacji bynajmniej nie w kategorii*
słowo-rzecz, czyli denotacji (Burkę 1966. s. 361), drugą ceclH
jest jego „ s k r ó t o w o ś ć " : używanie słów-abstraklów w rodzaj
„ c z ł o w i e k " zamiast „stary (młody) etc. c z ł o w i e k " itd. Dial*
tyczne środki pozostające do dyspozycji tych językowy
mechanizmów to
- różnej długości werbalne wyrażenie sytuacji niewei
sumujące lub tytułujące tę sytuację;
- to wyrażenie może zostać skrócone, tak że jego czff*
oddawać całość, a więc krótsza część jest wówczas ty
tytułu;
- podobnie rzeczywisty obiekt może pełnić tę samą slkra«F
cą funkcję, np. przedmiot związany z jakąś osobą |
czymś więcej niż nim samym, staje się aspektem i
czy związany z sytuacją np. dom - może być skróten
sytuacji, która miała w nim miejsce - dobrej
z udziałem takich a takich osób itd.
e

а

0

e s (

0

e

0

11

1

|u

�, gdy wyrażenie zostaje zredukowane do fragmentu siebie
(słowa), a niewerbalną sytuację reprezentuje jej fragment,
pojawiają się wtedy warunki, w których taki „podsumowują­
cy obiekt"kojarzy się z „podsumowującym s ł o w e m " (tamże,
1.371).
0 ile więc w przypadku rozważanego przez Burke'a języka
Imielskiego można wskazać cechę generalizacji (tytułowanie,
gotowość), to w przypadku Hopi należałoby mówić o parkulacji (nie
oddzielnego, niesytuacyjnego terminu „borj j " ) . W każdym jednak przypadku znaczenie słów uzależ­
nione jest albo od sposobu postawienia problemu, albo od
kontekstu. Nie przypadkiem Burkę dziełu, w którym powyżej
orzedstawione kwestie referuje, nadał tytuł Language as Sym­
bolic Action- Bliski jest tutaj Malinowskiemu; obaj podzielali
pogląd o języku jako formie działania, Burkę poszedł jednak
Jalej i uniezależnił tę cechę od mniej lub bardziej dosłownie
rozumianych działań, a jakich mówił Malinowski. U Burke'a
.IUIO bowiem projektowanie i strukturowanie obrazu rzeczywi­
stości nie wymaga koniecznie stosownych czynności, gestów,
technik, jak to jest w przypadku np. rytuału czy niektórych
jziałań wytwórczych. O ile język opisu nic składa się wyłącznie
zterminów fizycznej miary, matematycznej funkcji, formalno•logicznego związku etc, o tyle zawsze jest wypadkową
kontekstu sytuacji, miejsca, jakie zajmuje w polu semantycz­
nym, będącym tego kontekstu znaczeniową realizacją (por.
Tokarski 1993, s. 355). Nie musi to być sytuacja rytualnego
tańca przy wtórze bębnów, może to być choćby sytuacja
spoglądania przez okno. Ponadto Burkę stwierdzeniami na
lemat natury owego j ę z y k o w e g o tytułowania i skracania,
ufundowanych na odniesieniach typu część-całość, które mogą
nawet symbolicznie wcielać się w konkretne obiekty, wskazy­
wał na źródłową mito-magiczność i emolywność k a ż d e g o
tezyka i ludzkich (kulturowych) nastawień. Bez względu na
iiięd/y-kulturowe podziały, a ze względu na podziały wewnątrz-kulturowe, nasycenie tą magicznością jest odwrotnie
proporcjonalne do nasycenia pytaniami o własną prawomoc­
ność.
Polski badacz - Walery Pisarek - wypowiadał się w podob­
nym duchu na temat perswazyjnego charakteru języka. Zauwa&lt;yl. że taki rodzaj oddziaływania na odbiorcę nie musi być
podejmowany przy pomocy explicite sformułowanych zwrotów
perswazyjnych, często wystarcza bowiem tylko odpowiednia
•elekcja informacji. Oto doniesienie o wypadku samochodo­
wym może być sformułowane np. „Samochód przejechał
przechodnia" albo „Przechodzień wpadł pod s a m o c h ó d " , albo
••Przechodzień padł ofiarą wypadku samochodowego" itp.
•Możliwości jest znacznie więcej - napisał Pisarek - ale i te trzy
wystarczą by wykazać, że pozornie neutralne relacje za każdym
'Нет co innego implikują. Pierwsza sugeruje raczej winę
serowcy, druga - winę przechodnia, trzecia składa odpowie­
dzialność na nieosobowe fatum. Rzeczywiście w oczach prze•todniów samochody na nich najeżdżają, w oczach kierowców
Przechodnie włażą pod k o ł a " (1976, s. 20-21). Ukon­
stytuowane zostały więc. w każdej z tych wypowiedzi, różne
azy jednego i tego samego czasoprzestrzennego wycinka
/"^ywistości, obrazy, które można by odnieść zarówno do
2*'.
których zdarzenie było widziane, jak i owych
•wień, w tym wypadku jednostkowych. Wiemy już, że takie
^wienia bywają również zbiorowe i to one właśnie poddają
najlepiej zewnętrznym procedurom wychwytywania i interL '
należy wszakże do zadań etnografii. Istotna jest tu
. ytuująca funkcja języka, owa pierwotna mito-magiczność,
j ę z y k o z n a w c y określają mianem emotywności czy perm

a

4 4

f

z

a C j l

c o

stawia, również język, jako zbiór skończonej ilości słów, jest
tylko taką mapą rzeczywistości. Podobnie jak mamy mapy
przedstawiające połączenia komunikacyjne, mapy synoptyczne,
stratygraficzne, surowców mineralnych etc, mamy także języ­
kowe mapy przedstawiające procesy ekonomiczne, ruchy cząs­
tek elemntarnych, miłosne uniesienia czy obrazy za oknem. Nie
możemy bowiem ująć jednoznacznie w słowa nieskończonej
ilości zjawisk zachodzących na poziomie mikroskopowym
niedostrzegalnym przez zmysły czy nieskończonej liczby poru­
szeń naszego ducha, wymykających się naszej introspekcji...
Jeden z kontynuatorów tej teorii, wspomniany wcześniej
Samuel Ichije Hayakawa, twierdził, że posługujemy się wyłącz­
nie takimi właśnie etykietkami wziętymi z różnych poziomów
abstrakcji i wszystko o czym m ó w i m y to abstrakcje (1965).
Wyobraźmy więc sobie taką drabinę abstrakcji w formie pytań
i odpowiedzi:
„ C o to jest w ą ż ? "
(1) „Zwierzę z rodziny g a d ó w " .
„ C o to jest z w i e r z ę ? "
(2) „Organizm ż y w y " .
„ C o to jest 'organizm'?"
(3) „Pewien układ biologiczny".
„Czy zatem człowiek to organizm żywy, z w i e r z ę ? " itd.
To tylko trzy ogólnikowo przyjęte szczeble, a już pojawia się
zagrożenie pomieszania pojęć, np. że człowiek jest zwierzę­
ciem. Jest nim oczywiście, ale pod pewnymi warunkami, które
często są pomijane, ponieważ uwzględnienie ich pociąga
konieczność żmudnego budowania sąsiadujących pięter abs­
trakcji, które następnie należy porównywać, selekcjonować,
uwzględniać różne metafizyczne przesłanki etc.
Rozważając rzeczy jakby „od d o ł u " abstrakcji mielibyśmy:
(1) węża poznawanego przez naukę (procesy fizyczne, bio­
chemiczne, motoryczne e t c ) , z użyciem stosownej apa­
ratury badawczej i z uwzględnieniem aktualnego stanu
wiedzy;
(2) węża jako obiekt potocznego doświadczenia, który nasz
system nerwowy wyselekcjonowuje z węża — procesu
(por. wyżej);
(3) słowo „ w ą ż " , które jest n a z w ą nadawaną obiektowi
z poprzedniego poziomu, które tym obiektem nie jest
i pomija szereg jego charakterystycznych cech;
(4) słowo „ w ą ż " , które wskazuje szereg cech charakterys­
tycznych pewnego zbioru obiektów: „ w ą ż , " , „ w ą ż , " . . .
, , w ą ż " , pomija jednak typowe cechy poszczególnych
obiektów;
(5) słowo „ w ą ż " , k t ó r e umieszcza powyższy zbiór w zbio­
rze szerszym nazwanym słowem „ g a d " itd.
Już mając wiedzę z (4) łatwo o pomieszanie poziomów
abstrakcji: zwykle jadowitego i niebezpiecznego węża „z
g ł o w y " ł ą c z y m y z innym zobaczonym na leśnej ścieżce: nazwa
i pełzające stworzenie stają się tym samym. Czasem po chwili
zauważamy, że to tylko np. niegroźny padalec, który zresztą nie
jest wężem. Tak ustanowiona „negatywna analogia" może się
jednakowoż utrwalić. Został tutaj pominięty ów wymiar głębo­
kości, zróżnicowanie na plan pierwszy i tło, o którym mówił
Cassirer, wymiar, który ujawnia się dopiero wtedy, gdy prze­
prowadzimy - jak wyżej - proces ustanawiania kolejnych
abstrakcji.
Mechanizm powyższy związany jest ze strukturą znaczenia
jednostek językowych. By pozostać przy przykładzie z „wę­
ż e m " zauważmy, że o denotacji tej nazwy (znaczeniu ekstensjonalnym, relacji nazwa-desygnat) można mówić wówczas,
gdy wskazujemy obiekt nazwany „ w ą ż , " lub „ w ą ż , " lub ... lub
„ w ą ż " . M a to jednak miejsce stosunkowo rzadko, zwykle
bowiem wypowiedzi mają równocześnie charakter zarówno
ekstensjonalny, jak i intensjonalny (konotacja). Zdarza się
również i tak, że mamy do czynienia wyłącznie ze znaczeniem
intensjonalnyin, np. w zdaniu: „Anioły patrzą w nocy na moje
n

n

zbliżonym duchu utrzymana jest argumentacja szkoły
»ykl
J założyciel Alfred Korzybski (1948)
4^ 'nawiać, że podobnie jak „mapa nie jest terytorium".
Р^У pomocy umownych znaków to terytorium przed­
;

S e m a m i c s

J c

37

�ł ó ż k o " . N i e znaczy to jednak, że anioły nie patrzą; o wyłącznej
intensjonalności znaczenia decyduje jednak to, że nie możemy
tego zmierzyć, sfotografować, dotknąć, zobaczyć itd. Słowem,
nie istnieją empiryczne procedury weryfikacji-falsyfikacji tej
wypowiedzi, które pogodziłyby potencjalnych dyskutantów, np.
mistyków i agnostyków. Takie procedury można natomiast
z całą pewnością zastosować wobec wypowiedzi o znaczeniu
wyłącznie ekstensjonalnym, np. ,,Ten pokój ma 5 m d ł u g o ś c i " .
Porozumienie jest tu pewne, choćby nie wiadomo jak wielkie
było pomieszanie dyskutantów w tymże pokoju zgromadzonych
(por. Hayakawa 1965, s. 59).
Z denotacją mamy zatem do czynienia wtedy, gdy nazwa
odnosi się do konkretnego obiektu lub klasy obiektów, konota­
cja natomiast to treść charakterystyczna nazwy, zbiór cech
wyróżniających obiektu, lub klasy obiektów. W przedstawionej
drabinie abstrakcji węża przynajmniej od poziomu (3) zaczyna
się proces konotowania, nadawania znaczenia intensjonalncgo
nazwie i wraz z kolejnymi szczeblami tak rozumianego „od­
dalania" się od obiektu, znaczenie ekstensjonalne ustępuje pod
naporem znaczenia intensjonalnego. Hayakawa zwrócił uwagę
na to, że istnieją dwa rodzaje konotacji: informacyjna i afektywna. Ta pierwsza to społecznie podzielane, nieosobistc znacze­
nia: „ w ą ż " - zwierzę z rodziny gadów, bywa jadowty itd. (por.
tamże, s. 83). Druga to auta osobistych odczuć, które otaczają
nazwę: „ w ą ż ' ' - np. jadowity, oślizgły, ale mogą to być odczucia
zupełnie przeciwstawne. Afeklywne konotacje mogą wszakże
służyć przydawaniu etykietek ludziom: „ w ą ż " , a jeszcze lepiej
- ,.żmija"czy np. „ k o c i a k " , „ s u k a " , „ m ł o t e k " e t c . (por. tamże,
s. 84-85). Słowo jest wówczas składnikiem przynajmniej
dwóch pól semantycznych, np. „ ż m i j a " — należy zarówno do
pola nazw zwierząt, jak i do pola ocenianych negatywnie
postaw. Hayakawa nie wspomniał tutaj o konotacjach kulturo­
wych: nazwa „ w ą ż " b y w a czasem zupełnie pozbawiona znacze­
nia ekstensjonalnego - wąż z Raju, egipski wąż Apophis,
aztecki wąż Quetzalcoatl etc. - i bliska jest takim obiektom jak
np. jednorożec, którego nazwa denotacji w ogóle nie ma.
By jednak pozostać przy zjawiskach bardziej współczesnych
niż starożytne mitologie posłużmy się przykładem, który podał
Hayakawa, znamiennym dla kraju, w którym przyszło mu
tworzyć - kulturowego i narodowościowego tygla. A zatem
takie np. zdanie jak „Pan Miller jest Ż y d e m " posiada niemal
nieograniczoną gamę afektywnych konotacji. Nieważne, że
panu Millerowi można przypisać tysiące abstrakcji np. „lewo­
r ę c z n y " , „ o j c i e c " , „amator golfa", „ h a n d l o w i e c " , „Bostończyk" itd. W a ż n e jest, że wiele z nich można odczytać
z natychmiastową afektywną konotacją, że ekstensjonalny pan
Miller „zrasta s i ę " natychmiast z intensjonalnym Żydem, który
jest w głowie i który bywa też w niepisanych zasadach
kulturowej identyfikacji. A więc jeśli pan Miller jest ortodok­
sem, to znaczy, że „nie chce się a s y m i l o w a ć " ; jeśli rezygnuje
z ortodoksyjności to znaczy, że „wszędzie się wpycha". Jeśli
odnosi sukcesy w biznesie, to znaczy, żc „jest sprytny",gdy
jest natomiast skromnym sklepikarzem, to znaczy, że „nie
ujawnia swych ciemnych i n t e r e s ó w " etc. (s. 204).
Doszliśmy więc do momentu kiedy konotacja utrwala się
w postaci stereotypu (np. „wąż - j a d o w i t y " , „ Ż y d - f a ł s z y w y " )
lub mitu (węże w rozlicznych religijno-mitycznych panteonach,
„Żydzi-mordercy Chrystusa", „ ż y d o - m a s o n e r i a " itp.). Jednak
próba ustalenia zasad wzajemnego wpływu w relacji: konotacje
afektywne-konotaeje kulturowe byłaby przedsięwzięciem po­
dobnym do przysłowiowego sporu o pierwszeństwo jajka i kury.
Chcemy natomiast wykazać, że cechy takiej oto emotywnokonotatywno-ewokującej referencyjności języka związane są
właśnie z owym mito-magicznym nastawieniem, partycypacją,
w odróżnieniu od przyczynowości i w odróżnieniu od referen­
cyjności nieemotywno-denotatywno-dyskursywnej. Takie bo­
wiem „ s k a k a n i e " po szczeblach tej drabiny abstrakcji, miesza­

38

nie porządków denotacji i konotacji, signifić i signifiant, g j ^
każdy ze szczebli jest odrębnym systemem znaczeniowym
niesprowadzalnym do systemów sąsiednich bez uwzględnienia
różnic zakresów pojęciowych, taki proces zrastania się naz
i rzeczy, istot i przypadłości, własności i przedmiotu, z dodai
kowym aksjologicznym korelatem, jest działalnością mit
logiczną, swoistą j ę z y k o w ą magią. W taki oto sposób powstają
wtórne systemy modelujące, zaprojektowane w granicach okre
słonych kosmologii, dające różne modele świata, obrazy, które
są symboliczne, ponieważ są konotowane (por. Barthes 19.85
s. 293).
Philip Wheelwright określił język emotywnej referencyjności, język mitu, religii, literatury, mianem języka diaforycznego
(1974, s. 158). Diafora to tautologiczny zwrot zbudowany
powtórzeniu słowa, skojarzonym ze zmianą jego znaczenia, np
„Żyd jest Ż y d e m " , „Biznes to biznes" itp. Każdy z nich
wygląda jak zwykłe zdanie, ale żaden zdaniem nie jest. Zwrot
len rzuca bowiem swoisty j ę z y k o w y most pomiędzy dwom
poziomami abstrakcji. Pierwsze słowo aktualizuje inne skład­
niki znaczeniowe niż drugie. Pierwszy „ b i z n e s " denutuje
rozważaną transakcję, drugi „ b i z n e s " wprowadza konotację
słowa: może to być np. „brudny biznes". Nie jest to zdanie
informacyjne a projektujący zwrot, który rozmowę kieruje
w kierunku zgodnym z konotacjami słowa (por. Hayakawa
1965, s. 220). W myśl zatem mito-logiki oba „biznesy" zrastają
się wchodząc następnie w ogół nastawień wobec świata,
w kosmologię jednostki czy grupy.
Hayakawa potwierdził pośrednio poczynione powyżej stwie­
rdzenia o fundamentalnej mito-magiczności języka gdy mówił
0 „intensjonalnej orientacji, n a s t a w i e n i u " (podkr. JB).
klóre ignoruje kontekst, ma skłonność do automatycznych
reakcji, miesza poziomy abstrakcji, przecenia podobieństwa
w przeciwieństwie do różnic (s. 279). Sam Korzybski nazwał
zresztą swoją teorię systemem niearystotelesowskim („nonAristotelian system"), przez co chciał wskazać na nadużycia
dwuwarlościowcj logiki w życiu codziennym; na przykład
w zdaniach „Miller jest albo sprytny, albo ukrywa swoje
interesy", „jeśli j a mam rację to wszyscy inni nie". „Żyd jesl
Ż y d e m " . Z n a n y j u ż nam ostatni zwrot wydaje się kalką prawa
tożsamości, a nim przecież nie jest i - co więcej - wymyka się
regułom formalno-logicznej oceny (por, tamże, s. 242). Jeśli
pamiętamy uwagi Cassirera na temat skłonności myśli mitycz­
nej do jednoznacznych, bezwarunkowych rozstrzygnięć i poró­
wnamy je ze spostrzeżeniami Korzybskiego, to przyjdzie
stwierdzić, że dla mitu nie ma zaiste granic, potrafi naw.:
wprząc do swojego dzieła oręż, którego zadaniem jest tego mim
unicestwienie. Prawo logiki formalnej może być bowiem
stosowane tylko w związku z innymi prawami tejże logik'
w innym wypadku pada ono łupem mitu, podobnie jak wiek
spopularyzowanych teorii naukowych czy systemów filozoficz­
nych. Erie Gould uznał mit raczej za „ekspandującą konteks­
tową strukturę" aniżeli coś w rodzaju powracającego motyw"
Nawet zdemaskowany odradza się on wciąż w innym miej*'
w

0

n a

a

1

11

1 w innym przebraniu (Gould 1981, s. 177).
Konkluzja Hayakawy jest pesymistyczna:
„Obraz rzeczywistości, który tworzymy w naszych umy
łach bez świadomości ciągłego abstrahowania nie ft
' m a p ą ' j a k i e g o k o l w i e k istniejącego 'terytorium
świat iluzji. W tym świecie nigdy-nigdy wszyscy Ży **
oszuści; wszyscy 'kapitaliści' to spasieni tyrani, p *drogie cygara i zgrzytający zębami na związki zawdc^W tym świecie także wszystkie węże są jadowite, w ?
kie wdowy i sieroty godne ubolewania, zawadzaj*
samochody należy pouczać kopaniem w dekiel, а к •
mówiący z obcym akcentem jest komunistycznym szr
g i c m " (s. 208).
^
Ernst Cassirer określał m o w ę mianem „odwiecznego
uau*
m i t u " ( I946b, s. 84). Gould, którego uznajemy za kontyt"
s

0

8

sz

�„wsi' Cassirera. stwierdził, ze „ m i t y c z n o ś ć " to nieprzezwycię/aina własność języka. Ta natomiast związana jest z niemożnoś­
cią wypełnienia semiologicznej przerwy pomiędzy słowem
aeczą, tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne (1981, s.
j4) na co wskazywał również Cassirer gdy mówił o napięciu
jedzy przedstawieniami subiektywnych wrażeń a potrzebą
kończonych obiektywnych form i obrazów. Centralne z. punktu
Rdzenia etnografii kulturowe zjawisko - mityzacja, proces
woistej wewnątrzkulturowej konotatywnej dialcktyki, ma swój
ł y k o w y fundament.
Aspektem wskazanej konotatywności języka jest jego figura­
tywność. Kenneth Burkę zauważył, że ukazany przez niego
nroces skrótowości języka, gdzie jeden element kontekstu
używany bywa jako reprezentacja całości, nie jest rzadkością.
Uzyskaną wskutek tego figurę retoryka nazywa synekdochą;
dzięki niej część ma zastępować całość (1966, s. 371).
Burkę określany przez niektórych z racji typu refleksji nad
językiem i literaturą mianem „ l o g o l o g a " (logologist) (Sapir,
Crocker 1977) słusznie zauważył, że tematyka zainteresowań
folklorystyki zderza się z problemami poetyki i retoryki.
Stwierdził dalej, że kwestią pojawienia się mitów w dziejach
powinna zajmować się folklorystyka i antropologia, studiowa­
niem natomiast motywów i struktury mitów jako form narracyj­
nych mających swój początek, środek i koniec - poetyka (Burkę
1966,s. 382). Nic jest to pomysł zupełnie nowy, nie wywodzi się
również z uznania immanentnej konotatywności języka, jako
senus proximum wobec zarówno jego mito-magiczności, jak
\ figuratywności. Te dwie cechy języka wydają się natomiast
dwiema stronami tego samego medalu. A zatem nie formalne
podobieństwo pomiędzy mitem i literaturą, magią i poezją jest
głównym wyróżnikiem ich analogiczności. Ta jest tylko wypa­
dkową „natury j ę z y k a " , w tej bowiem „ n a t u r z e " , w tym
mito-logicznym współczynniku zakorzenione są wspomniane
formy użycia słowa i formy symbolizacji, w tym
figuratywności
myślenia.
Pragniemy wykazać żc istnieje pewien wspólny fundament
dla wszelkiej sztuki słowa, że konotalywność myślenia jest
wypadkową konotatywności języka i vice versa. W szczególnoSciinteresują nas afekty wne i kulturowe odmiany konotatywnofei,czy będzie to słowo w rytuale inicjacji lub ludowym eposie,
czy słowo liryki lub - dajmy na lo - XIX-wieczncj prozy.
Zgodni jesteśmy tutaj z poglądem czołowego przedstawiciela
nurtu mitograficznego w literaturoznawstwie. Richarda Chase'a, który stwierdził, że „magia i literatura spotykają się
w micie" (1966, s. 73). Badacz ten nie usiłował rozstrzygać
o domniemanej pierwotności jednego z dwojga - mitu lub
mowy. Na prymat pierwszego wskazywali np. romantycy
(Herder, Schclling), drugiego natomiast - szkoła tzw. mitologii
Porównawczej (Max Muller, Adalbert Kuhn) (por. Cassirer
!946b. s. 85). Tego typu „ g e n e a l o g i c z n e " spory należą j u ż
* tym typie literaturoznawstwa do przeszłości, podobnie jak
pierwszeństwo rytuału lub mitu prowadzony swego czasu
etnograficzne szkoły rytualizmu i funkcjonalizmu (por.
Mieletynski 1981. s. 45-53).
Nie podążamy jednak tropem krytyki, którą Haskell M . Block
«lil mianem „literackiej antropologii" (1966, s. 135). Ta
'*?eła się, z inspiracji klasycznej antropologii brytyjskiej, od
" «pcji tzw. rytualistów (Harrison, Cook, Murray), którzy
Jaśnie w rytuale i w micie szukali podstaw poetyckiej
y°braźni (tamże, s. 130), szczytowym natomiast jej momenJ* M a tzw. krytyka archetypowa i wystąpienie jej głównego
Pffcdst awicicla Northropa Frye'a. Badacz ten nie wyszedł
*dnak poza formułę postrzegania literatury jako pewnego
m

tr

k

n

1

nu.

~ zbioru kulturowych zachowań (tamże, s. 135). Fryc
zrzucił nigdy poglądu, że Złotą Gałąź Frazera należy
przede wszystkim za studium z dziedziny krytyki
^ • k i e j , co zaciążyło na postrzeganiu literatury głównie ze
Sędu na obecność w niej archetypicznych obrazów, analogi­

ite

cznych od tych obecnych w micie i rytuale. Pośród ant­
ropologów miał wszakże sojusznika w Malinowskim, który
również uważał, że mit jest pierwowzorem literatury (por. 1958.
s. 517-18).
Przytoczone zdanie Chase'a ważne jest również ze względu
na stopień ogólności, z jakim mamy rozważać mito-poetyckie
filiacje. Pójdziemy tutaj śladem wyznaczonym przez wystąpie­
nie Giambattisty Vico, którego ustalenia są bliskie koncepcji
pierwotnej jedności form konceptualizacji rzeczywistości
-Cassirera, homogeniczności u m y s ł u - H o r t o n a czy tożsamości
logiki - Lćvi-Straussa. Swoją antyoświeceniową postawą ten
oświeceniowy myśliciel poprzedzał późniejsze antysejentystyczne i antyrelatywistyczne poglądy wymienionych badaczy.
Jego pogląd nie różnił się od poglądu oświecenia w do­
strzeganiu zmiany ludzkich instytucji, które począwszy od
pierwotnego stanu „ b e s t i o n e " , c z ł o w i e k a pierwotnego, osiągają
etap zwany cywilizacją. Jednakże zjawisko to - według Vico
- nie jest jakimś ruchem ad infinitum, a pewną wymiennością
procesów. „Niekiedy świat staje się znów barbarzyński, ponie­
waż w chwilach takich duch ogarnia i ożywia cały świat swą
niepowstrzymaną s i ł ą " - skomentował tę myśl etnolog i folk­
lorysta Giuseppe Cocchiara (1971, s. 125). Tak rozumia­
ny „ b e s t i o n e " jest wciąż w nas obecny. Vico dodał jednak, żc
„ b e s t i o n e " - chciałoby się rzec - pierwotny, nie rozróżniał
fantazji i rozumu, nie jest pewne czy myślenie w ogóle istniało
wówczas jako odrębny rodzaj konceptualizacji. M i t , myślenie,
poezja byty niewyodrębnionymi częściami postawy wobec
świata, co zresztą - według Vico - jest dla człowieka typowe:
„Umysł ludzki z natury swej znajduje upodobanie w unifikacji"
(1966. s. 104). Ta „metafizyka uczucia i w y o b r a ź n i " ( t a m ż e , s
167) jest pokrewna pierwszym systemom filozoficznym,
w szczególności niezwykle poetyckim ujęciom w poglądach
greckich filozofów przyrody (Tales, Anaksymandei, Anaksymenes). To oni, szukając w odwiecznych żywiołach - wodzie
czy powietrzu - owej archć, zasady i początku, sięgali jeszcze
do wyjaśnień typu mitycznego, które tłumaczą zjawisko po­
przez wskazanie jego genezy.
Na takim etapie rozwoju, tym razem poezji, umieścił Vico
milo-poezję Homera, który posługiwał się jeszcze naturalną
niejako metaforyeznością ówczesnego języka. Pogląd ten po­
twierdziła Olga Frcidenberg:
„Homer mógł powiedzieć'żelazne niebo', 'żelazne serce'
dlatego, że niebo, człowieka, serce człowieka reprezen­
towało w micie żelazo. Później jeden synonim, 'żelazne
serce', uzyskuje w myśleniu pojęciowym przenośny sens
'nieugiętego', 'srogiego' serca; jednakże 'żelazne niebo'
nadal pozostaje obrazem mitologicznym w jego sensie
dosłownym 'nieba z żelaza', i w archaicznym, przedpojęciowym eposie metaforą się nie staje" (1983, s. 331).
Tak rozumiana metafora, „forma obrazu w funkcji pojęcia"
- jak ją określiła folklorystka, nie jest jeszcze przenośnią
w rozumieniu typowym dla wyodrębnionej później poezji
klasycznej. Analogia antyczna „poszukuje całkowitej tożsamo­
ści semantycznej obydwu swych członów. A jest to możliwe
jedynie na gruncie obrazów mitologicznych" (tamże, s. 333).
Ale i krąg takich metafor musiał być zawężony do zjawisk
wypełniających mitologię - pogodowych, rolniczych, chtonicznych. „Kiedy Sofokles mówi 'bezowocna choroba', trzyma się
mitologicznych obrazów ' b e z p ł o d n o ś c i ' j a k o suszy, jako śmier­
ci, i 'choroby'jako złowróżbnej kobiety, niezdolnej do wydania
potomstwa" (tamże). Perswazyjność takich mito-poetyckich
analogii mogła być rzeczywiście doskonała, mniejsza jest
w przypadku poezji klasycznej, zupełnie umowna natomiast jest
analogia w nauce.
Automatyzm w podejściu do zjawisk kultury i do innych
kultur obcy był już Vico, a spośród myślicieli doby oświecenia
podobną postawę wykazywał chyba tylko Jan Jakub Rousseau,
którego Levi-Strauss uznał za pioniera nauk społecznych. Autor

39

�Nauki nowej głosił konieczność traktowania ludzkich instytucji
bez uprzedzeń i gotowych schematów, co dotyczy zarówno
ludów „ c y w i l i z o w a n y c h " , jak i „barbarzyńskich". Wszystkie
one mają bowiem jakąś religię, instytucję małżeństwa i wszyst­
kie grzebią zmarłych. Te trzy wyznaczniki są - podkreślał Vico
- dowodem na istnienie „wspólnego pierwiastka prawdy".
Ostrzegał równocześnie: „konieczne jest, aby wszystkie narody
zrozumiały, że jeśli wszędzie cywilizacja rozpoczęła się od
trzech zwyczajów, to należy przestrzegać ich jak najskrupuiatniej, aby świat nie popadł w stan zwierzęcy i nie stał się
ponownie wielką p u s z c z ą " (1966, s. 333). Jest tu zatem
i poczucie istnienia pewnych powszechników ducha ludzkiego,
i szacunek dla inności. „Taka jest natura rzeczy, że powstają one
w określonym czasie i w określonych warunkach! Ilekroć
pojawiają się takie określone warunki, powstają rzeczy takie,
a nie inne" (tamże. s. 147). Te słowa myśliciela winny być
maksymą każdej metodologicznej procedury.
Po znacznym osłabieniu oświeceniowego mechanistycznego
materializmu przyszedł czas kontynuatorów Vikianskicj myśli.
Ideolog romantyzmu - Fryderyk Schelling - na sto lat przed
Chase'm powiedział, że poezja i filozofia to odgałęzienia ze
wspólnego pnia - mitu. Pisał w swojej Philosophic
der
Mythologie:
„W mitologii nie mogła działać filozofia, szukająca postaci
dopiero w poezji, natomiast filozofia ta była sama w istocie
rzeczy równocześnie poezją; i odwrotnie: poezja, która
tworzyła postacie mitologii, nie była w służbie różnej od
siebie filozofii, lecz sama w swej istocie była również
działalnością tworzącą wiedzę, czyli filozofią. To ostatnie
zapewne sprawia, że w wyobrażeniach mitologicznych
prawda nie będzie jedynie przypadkiem, lecz pewnego
rodzaju k o n i e c z n o ś c i ą (podkr. JB); to pierwsze - że
poetyckość mitologii nie jest zewnętrznym dodatkiem,
lecz tym, co wewnętrznie istotne i dane przez samą m y ś l "
(cyt. za: Weimann 1969, s. 313).
Teorie mówiące o istnieniu jakiejś mito-poetyckiej epoki,
włączając Vikiańską i Schellingiańską. należą już zapewne do
przeszłości. Można je uznać za przejaw dążenia, typowego dla
każdej filozofii dziejów, do znalezienia w historii pewnej
linearnej logiki rozwoju. Współcześni tworzeniu tych koncepcji
„ d z i c y " czy tzw. warstwy niższe narodów europejskich byli.
w myśl zarówno idei romantycznych, jak i późniejszych
- ewolucjonistycznych, „ ś l a d e m " tej odległej epoki. Znalazły
się także dowody w postaci najstarszego piśmiennictwa filozofi­
cznego czy antycznego dramatu i liryki, które, wraz z obecnymi
jeszcze „ p r z e ż y t k a m i " w folklorze i tzw. kulturze ludowej,
doprowadziły do stworzenia obrazu tej mito-poetyckiej epoki.
Tymczasem przed Sokratesem świata nie zaludniali wyłącznie
proto-filozofowie i proto-poeci, a XIX-wieczni chłopi nie
zajmowali się wyłącznie świętowaniem, odczynianiem uroków
i śpiewaniem pieśni w czas żniwa. Świętowali, odczyniali uroki
i śpiewali także nie-chłopi. W najnowszej polskiej myśli
etnograficznej tradycje tych XIX-wiecznych idei są wciąż silne,
mimo wygłaszanych deklaracji o „zmianie paradygmatu",
mimo raz - podkreślania związków z różnymi -izmami, innym
natomiast razem - od tych -izmów się odżegnywania.
Wracając do Vico i wyznaczanych przez niego drogo­
wskazów, zatrzymujemy to. co w jego nauce trafne. To
mianowicie, że wciąż trwa proces dyferencjacji. wyodrębniania,
mutacji różnych nastawień, kosmologii, dyskursów, form twór­
czości, mających istotnie wspólne, choć wirtualne źródło.
Określamy je jako wirtualne, ponieważ trudno w jego wskaza­
niu osiągnąć więcej, niż. modelowy tylko zarys, i na pewno nie
było ono hegemonem jakiejś epoki. Nie wyjdziemy więc dalej,
niż powtórzenie za Cassirerem. że m i l . język, sztuka i wreszcie
nauka zakorzenione są we wspólnym symbolicznym i apriory­
cznym fundamencie, który jest - tym samym - ich uzasad­
nieniem. W każdej z tych dziedzin obecne są zatem elementy

40

pozostałych, w tym zwłaszcza język można uznać za szczegó]
medium pomiędzy magicznością i krytycznością, mitem i пац
ką, konotacją i denotacją. Natomiast o w ą mito-poetycką epob
„ b e s t i o n e " możemy potraktować jako pewną przenośnię, słu^
cą ukazaniu źródłowej jedności symbolicznych form.
I.G. Frank-Kamieniecki, współczesny Oldze Freidenbero
badacz mitu, który również dostrzegał oczywiste jego zwią^j
ze sprawami interesującymi poetykę, połączył te dwie sfery
wyjaśniając genezę metafory. W pierwszym tomie zbioru
Sowietskoje jazykoznanije z 1935 roku napisał, że metafora
poetycka i obraz mitologiczny są tymi samymi formami
poznania - konkretu poprzez konkret. Wniosek ten wywodził
z faktu wzajemnej inspiracji, j a k ą pomiędzy tymi dwiema
formami twórczości można dostrzec, zwłaszcza w przypadli
poezji starożytnej (por. wcześniejsze uwagi Freidenberg). ]\[j
znaczy to, że przynależność do wspólnej nierozczłonkowanej
„ideologii" (my powiedzielibyśmy - kosmologii) przesądza
o genetycznym pierwszeństwie mitu wobec twórczości poetyc­
kiej (za Faryno 1983, s. 321). Badacz napisał:
„Początkowo jednak obie dziedziny rozwijały się w ścis­
łym powiązaniu: poezja czerpie surowy materiał z mitu
mitologia zaś wykazuje pierwiastki twórczości poetyc­
kiej w procesie przeformowywania zapatrywań tradycyj­
nych. Dualizm fantastycznego i realistycznego poczucia
świata znajduje wyraz w micie nie w sprzeczności dwu
światopoglądów, lecz w przeciwstawieniu dwu przestrzen­
nie odgraniczonych światów, z których o b y d w a
uznaje się
za
r e a l n e " (podkr. JB) (cyt. za:
Faryno, s. 321-22).
Ernst Cassirer upatrywał w metaforze rodzaj łącznika pomię­
dzy językiem i mitem; na styku tych sfer właśnie powstaje
metafora. Zarówno mowa. jak i mit mają więc pierwotnie
metaforyczny charakter (1946b. s. 84-85; 1953. s. 141),
Marburczyk twierdził, że to. co wyraża poezja, nie jest ani
mitycznym słowem-obrazem bogów i demonów, ani nie jest tez
logiczną prawdą abstrakcyjnych uwarunkowań i związków
Świat poezji stoi z boku obu jako świat fantazji, ale jest takim
rodzajem fantazji, że królestwo czystego uczucia może znaleźć
w nim swój wyraz i osiągnąć pełne i k o n k r e t n e spełnie­
nie (1946b, s. 99). W tym znaczeniu metafora nie jest tylko
określeniem jakiejś kategorii w terminach innej kategorii, ale
sama jest przejawem powstania kategorii zupełnie nowej
(tamże, s. 88), a prawda poezji, podobnie jak prawda mitologii,
jest „pewnego rodzaju koniecznością" - jak by powiedział
Schelling. Jest to konieczność z punktu widzenia przyjętych
reguł i kontekstu sytuacji, na co wskazywał Malinowski, np
w rytuale czy magii. Nieobce jest to również literaturze, czy to
będzie poezja, czy proza, ponieważ chce ona uzyskać ontyczm
status mitu poprzez eksploatację samego języka, poprzez
stawanie się kulturowym dokumentem uzależnionym wc
języka, wreszcie poprzez próbę przemyślenia kwestii spotó*
nego kompromisu w kategoriach interpretacyjnego proces"
(Gould 1981, s. 129). Ten proces jest natomiast zawsze
koniecznym warunkiem zarówno mitu, jak i literatury (tam/
112). Słowo staje się słowem mitycznym lub poetyckim W
wtedy, gdy ma miejsce jego interpretacja, konstytuowani'
w jakimś konkretnym kształcie.
ne

e

1

1

Rzecz jasna ramy tej konkretności wyznaczane są P *'
jednostki lub gremia: od samotnic przeżywającego P ^ *
słowo, po zbiorowo celebrujących rytuał - sporządzony * ^
mitycznego scenariusza. W tym znaczeniu nie można rtw"
o „ ż y w y m " o d b i o r z e literatury czy o „ ż y w y m " micie. J^sM
to tylko bierny odbiór czy mechaniczne odtwarzanie. А г
kronika pewnych wypadków miłosnych pozostanie re
tylko pewnych faktów i nie stanie się - powiedzmy •
wypadków miłosnych Konwickiego, o ile nie zostanie |
czytelniczej interpretacji, pewnemu nastawieniu lub
nastawienia nie wywoła. Podobnie ceremonia przyj
0

eCI

�„eona akademickich czeladników zyskuje swą konkretność.
Syrnboliczno-egzystencjalne doznania obiektu tej inicjacji
-iązane są ze zmianą statusu zawodowego i społecznego.
2drugiej strony prawda tej ceremonii zyskuje wymiar niezbęd­
ności z racji pewnej konieczności kulturowej, w tym wypadku
^tu podejmowanego w pewnej zawodowej i środowiskowej
irrupie. będącego jednym z fundamentów tę grupę konstytu­
ujących- Powieść - tylko jako kronika - czy rytuał - tylko jako
zbiór przepisanych zachowań - jest wyłącznie pustą formą,
metajęzykowym odniesieniem dla społecznej rzeczywistości.
Literatura i mit tylko wtedy pełnią wobec rzeczywistości
sensotwórczą rolę, gdy ma miejsce „zdarzenie czytelnika-wtekście" lub „zdarzenie tekstu-w-czytelniku",jak to obrazowo
ujął Erie Gould (tamże, s. 130).
,.Mitopoetycka wyobraźnia' 'jest - według Goulda - nie tylko
źródłem mitu i literatury. M i t możemy bowiem odnaleźć
w każdym miejscu szlaku, którym człowiek podąża w inter­
pretacji swego miejsca na ziemi: w wartościach i ich negowaniu,
w alegorii i tautologii, w fantazji i w logice, archetypie
i metaforze etc. (tamże, s. 4-5). Przypomnijmy tylko o w ą
„tautologię", która wciela się w diaforę (Żyd jest Żydem) czy
ową „dysjunkcję", która wciela się w stereotyp („Miller jest
albo sprytny, albo ukrywa swoje interesy"). Dodajmy jeszcze,
że obecność mitu nawet w epistemologii i w logice dostrzegał
również Leszek Kołakowski (1986b).
Uznać zatem wypada mit za jeszcze jeden teoretyczny
konstrukt. Bo czyż mitem nazwać można np. obecność spetryftkowanych reguł logiki formalnej w tworzeniu stereotypów
-konotatywnych przedstawień w ramach procesu identyfikacji
kulturowej? Nie można nazwać również tego procesu mitologią,
choć zbiór takich i innych przedstawień może się złożyć na
pewien wytwór, który nazwalibyśmy - z pewnymi zastrzeżenia­
mi - mitologią narodową. Erie Gould wskazał taką właśnie
nadrzędną kategorię - mityczność. Mityczność, która tkwi
w języku, w semiologicznej luce pomiędzy zdarzeniem i zna­
czeniem, którą język usiłuje zapełnić. Jest ona źródłem metafory.symbolu, archetypu, sacrum. Gould nie ukrywał inspiracji ze
strony Rolanda Barthes'a, który napisał w 1971 roku: „mit
współczesny jest bowiem nieciągły, już nie ujawnia się w wiel­
kich opowieściach, lecz w samym 'dyskursie'; jest raczej
frazeologią, zbiorem zdań (stereotypów); mit zniknął, lecz
pozostała - bardziej podstępna - mityczność (le mythique)"
iBarthes 1971, cyt. za K u ź m a 1986, s. 63).
Oto kilka cennych uwag Erazma Kuźmy na temat tejże
mityczności:
„(...) uznaje się j ą za zjawisko językowe, a nie tylko
literackie, a więc staje się raczej pojęciem stylistycznym
niż genealogicznym; implikuje odprzedmiotowienie, abstrakcjonizację, współoznacza więc raczej strukturę niż
temat; nie jest skupieniem organizującym się w mit, ale
rozproszeniem podminowującym język i literaturę; nie jest
poznaniem czy prawdą, lecz raczej następstwem działania
umysłu nastawione na poznanie, które jest jednak nieosią­
galne" (1986, s. 63-64).
punktu widzenia etnografii należałoby mówić nie o „pojęstylistycznym" a o pojęciu mito-logicznym (jako przejawie
l**nego nastawienia, kosmologii); nie o „odprzedmiotowiaJ -abstrakcjonizaeji",a o mityzacji jako wewnątrzkulturowej
i^notatywności. Pozostałe wymienione przez Kuźmę okreś' dotyczą również zakresu i metod etnografii,
jitlip Wheelwright zapożyczając о М а х а Mullera określenie
ykalna metafora" zauważył, że nie sposób jej odróżnić od
'Ури czy obrazu religijnego. Konstytuuje się ona wówczas,
*v h ^
'Cdzykontekstowych analogii ogarnia całą kulturę,
1^ °dzi daleko poza swą rudymentarną formę - poza zdanie
(p
z - i może stać się kategorią np. religijnego dyskursu
• '^64, s. 101 i ns.). Przypomnijmy, że podobna interpreta­
zW

Clu

lu

a

е

r Z e

W,ers

0|

m

cja skłoniła М а х а Blacka do używania terminów „metafora"
i „ a r c h e t y p " wymiennie - w celu uniknięcia wyłącznych
skojarzeń z poezją (1962). Podejście Wheelwrighta jest równie
pokrewne poglądowi głoszonemu przez Richardsa, że metafora
to operacja dokonywana nie na słowach, a na myślach. Z tego
natomiast wynika, że nie ma pozakontekstowego trwałego
znaczenia słowa, z wyjątkiem może niektórych terminów
naukowych. Paul Ricoeur, idąc tropem takiej semantycznej
analizy metafory, również położył nacisk na jej kontekstualny
charakter: „choć rezultat semantyczny, który nazywamy meta­
forą, zamyka się w słowie, to przecież ma on swe źródło
w działaniu kontekstu, który doprowadza do wzajemnego
oddziaływania pól semantycznych kilku s ł ó w " (1989, s. 252).
Rzucane w ten sposób „semantyczne mosty" powodują, że
w metaforze istnieje napięcie pomiędzy heterogenicznymi
elementami, złączonymi w jedno wyobrażenie lub ekspresję. Te
elementy nie mogą wszelako stanowić tej samej logicznie klasy,
nie mogą być rozważane w kategoriach subsumpcji, ekskluzji
i inklusji (por. Wheelwright 1964, s. 97). Brak owej substancjalno-akcydentalnej głębi typowy dla mitotwórstwa widoczny jest
również w procesie tworzenia i w strukturze metafory: jest
jednowymiarowa i bezaspektowa. Dlatego to nazwana została
przez Jeana Cohena „zuchwalstwem semantycznym'' (za: Rico­
eur 1989, s. 130), ponieważ łączy różne, czasem bardzo odległe
dziedziny. Wheelwright zgodny był z Cassirerem i z własną
koncepcją emotywnej referencyjności, gdy uznał „myślenie
metaforą" za równoprawną metodę poznania, wychodząc od
kantowskiej zasady, że każda wiedza powstaje poprzez unifiku­
jący akt umysłu, który unieważnia w tym wypadku wszelką
heterogeniczność elementów. Tak dokonywane syntezy wyra­
żają nasze życiowe stosunki ze światem, które są wszakże
czymś realnym, światem pełnym paradoksów, dramatycznych
napięć i dwuznaczności (Wheelwright 1964, s. 96).
Wskazaliśmy wcześniej na istnienie analogii pomiędzy teorią
języka Malinowskiego a logologią Burke'a. Stanley Jeyaraja
Tambiah zauważył również podobieństwo ich koncepcji magii
i retoryki. Malinowski mógłby zostać zaliczony - według
Tambiaha - do tych, którzy antycypowali pewne cechy teorii
retoryki Burke'a, ten natomiast do tych, którzy są rzecznikami
przesunięcia określenia magii jako „złej nauki" (bad science) na
określenie jej jako „sztukę r e t o r y c z n ą " (rhetorical art). Magia
jest w tym również znaczeniu retoryką, ponieważ służy kształ­
towaniu ludzkich postaw i zachowań. Dlatego o ile można uznać
ją za błędne działanie techniczne, to jest jednak poprawnym
działaniem społecznym: działa raczej na uczestników, niż na
naturę (Burkę 1969, s. 43; Tambiah 1990, s. 82).
Porównanie poglądów Malinowskiego i Burke'a, tudzież
jeszcze kilku innych głosów na temat charakteru języka,
pozwoliło dostrzec źródłową konotaty wność, sytuacyjność i mi­
tyczność języka. Obaj wymienieni badacze „spotykają s i ę " - j a k
widać - ponownie przy okazji przedstawienia figuratywności
języka i w związku z wymienionymi powyżej innymi jego
cechami, gdzie każda z nich jest aspektem pozostałych, co
dotyczy także tej obecnie rozważanej. Burkę bliski był również
poglądom Cassirera jeśli chodzi o strukturę metafory, w tym
mianowicie sensie, że podkreślał nie tylko jej funkcję wskazy­
wania podobieństwa dwóch różnych dziedzin doświadczenia,
lecz raczej tworzenia pewnej nowej perspektywy, zakorzenionej
równocześnie w obu tych dziedzinach. W tym zakresie obaj byli
zwolennikami raczej „teorii n a p i ę c i a " , n i ż „teorii substytucji"
w refleksji nad metaforą (por. Ricoeur 1986, s. 66-75). Jest to
słuszne podejście jeśli zważymy, że w tym znaczeniu metafora
może mieć zarówno „ a l u z y j n y " , jak „iluzyjny" charakter,
w zależności od tego gdzie jest usytuowana na skali podobieństwo-kontrast. Może to być np. podobieństwo częściowe, co bywa
źródłem retorycznej siły metafory (Paine 1981, s. 188).

41

�Wskazanie takiego aluzyjno-iluzyjnego charakteru metafory,
jako formy analogii, pozwala na dalsze ugruntowanie poglądu
0 jej strukturalnym podobieństwie z zabiegami magicznymi.
A zatem podobnie jak metafora nie musi służyć ukazaniu
podobieństw, tak i tzw. magia sympatyczna nie jest ufundowana
na zasadzie „podobne wywołuje podobne" - w czym mylił się
Frazer. Evans-Pritchard w Witchcraft dał szereg przykładów
zabiegów magicznych, które zbudowane są na zasadzie - jak to
określił Tambiah - „analogii negatywnej" (1973, s. 214). Na
podobne zróżnicowanie cech zabiegów magicznych opartych na
zasadach styczności, podobieństwa i przeciwieństwa wskazy­
wał również Marcel Mauss (1973, s. 82). Zresztą - jak
podkreślał Tzvetan Todorov - w skład kanonu tzw. matrycy
tropicznej, ustalonego przynajmniej od czasu stoików, wchodzą
skojarzenia myślowe oparte nie tylko na stosunkach podobieńst­
wa i styczności, ale i przeciwieństwa (1991, s. 44).
Giambattista Vico, którego poglądom poświęciliśmy szcze­
gólną uwagę, był bodaj pierwszym, który sprzeciwił się zdecy­
dowanie przekonaniu o wyłącznie literackim rodowodzie meta­
fory (por. Ziomek 1990, s. 1164). Pogląd ten jest wciąż żywy
1 rozważany, nie ma także wątpliwości, że figuratywność jest
- o b o k cech wskazanych wcześniej - konstytutywną właściwoś­
cią języka (por. Lakoff. Johnson 1988).
Ustalenia te mają również niebagatelne znaczenie dla teorii
etnograficznej. Tak oto formalna relacja jaką wskazał Jakobson
pomiędzy wyszczególnionymi przez siebie operacjami języko­
wymi - metaforą i metonimią - a wskazanymi przez Frazera
typami magii - sympatyczną i kontagialną, wymaga umocowa­
nia na nieco zmodyfikowanych teoretycznych podstawach.
Wiele zrobił w tym dziele Levi-Staruss. aplikując kategorie
Jakobsona do swoich analiz mitów. Dzięki holistycznemu
ujęciu ukazał pewną umowność tych podziałów, dotyczących
z jednej strony dziedziny manipulacji słowami, z drugiej
natomiast - manipulacji przedmiotami. Na poziomie konotatywności, czy jest to indywidualna konotatywność afektywna, na
co wskazywał Hayakawa, czy kulturowa - w stereotypie, rytuale
etc, metaforyczność i sympatyczność, metonimiczność i kontagialność uznać można za synonimiczne określenia reguł
nadawania sensu. W tym świetle za teoretyczne fetysze uznać
należy z jednej strony pogląd o nieodwołalnej jedności myśli
i przedmiotu w myśli mito-magicznej, z drugiej natomiast
pogląd, że metafora tworzy ich jedność tylko do odwołania. Że
„człowiek pierwotny" nie dostrzegał różnicy pomiędzy zdarze­
niami i faktami, a własnymi o nich wyobrażeniami i że poeta
metaforyczne związki tworzy w pełni świadomie.
Wskazywaliśmy j u ż na pewne nadinterpretacje dotyczące
magicznej mocy słowa - będące udziałem Malinowskiego; nie
byli wolni od tego także Cassirer i Levy-Bruhl. Z drugiej strony
zwróciliśmy uwagę na swoistą emotywną i ewokującą realność
dzieła literackiego, o ile jego sensy konstytuują się w autorskim
i czytelniczym przeżyciu, w interpretacji.
Bywa jednak, że tak rozumiana interpretacja nie jest koniecz­
na, by wytwory sztuki słowa zostały zupełnie wchłonięte przez
język potoczny. M a to miejsce choćby w przypadku zjawiska
katachrezy, gdy metafora zapełnia leksykalne luki, wnosząc
nowe określenia w rodzaju „noga s t o ł o w a " czy „grzbiet
g ó r s k i " . Staje się tzw. metaforą martwą, przejętą przez język
i zwykle nie dostrzeganą j u ż w codziennym użyciu (por. Black
1962, s. 33). Czy znaczy to, że proces interpretacji uwewnętrznił
językowo metaforę tak dalece, że niegdysiejsze semantyczne
zuchwalstwo osiągnęło pełnię nasycenia i pędzi dalej podobny
żywot jak „ s t ó ł " czy „ g ó r y " ? C z y taki proces można również
uznać za przejaw ogólniejszej cechy języka, wskazywanej przez
Barthes'a i Goulde'a, mianowicie owej mityczności jako nie­
ustannego wysiłku zasypywania przepaści pomiędzy słowem
a rzeczą? We wskazanych przykładach tego wysiłku nie widać,
choć kiedyś miał on na pewno miejsce. Nie widać tutaj

42

semantycznego mostu, widać natomiast „udeptany grunt"
w miejscu, gdzie były kiedyś dwa oddzielone brzegi.
Inaczej jest w przypadku o m ó w i o n y c h afektycznych metafor
w rodzaju „ ż m i j a " czy „ k o c i a k " . Tutaj to napięcie pomiędzy
różnymi poziomami abstrakcji, skrzyżowanie pól semantyce
nych - chciałoby się powiedzieć - widać i czuć. Realność takich
metafor bywa, z mocy społecznych konwencji i kontekstów
przeżywana przez miliony. Co więcej, takie metafory w wizual­
nej wersji - np. telewizji - mają moc stwórczą. Potrafią
zaludniać świat, w zależności od aktualnych społecznych
konwencji i kontekstów, zastępami „ k o c i a k ó w " , a może nawet
redukować ilość „ ż m i j " .
„ D o m e n a retoryki to domena logomachii, wojny słów"
- napisał Gui Boisiepe (1985, s. 303). Istnieje niewątpliwie
wielka różnica pomiędzy słowami „ k o c i a k " i „suka",którymi
może być określona, przez dwie różne osoby, osoba trzecia
Christopher Croker, idąc tropem wyznaczonym przez Burke'a
ukuł trzeci termin „retoryczne t y t u ł o w a n i e " (rhetorical entit­
lement) na określenie takiego użycia języka. Wskazał ponadto
że ten rodzaj sztuki słowa służy zakorzenianiu się stereotypów
a „ p r a w d a " retoryki to swego rodzaju „prawda objawiona"
przedstawiona poprzez semantyczne zabiegi przekształcania
znaczeń, prawda serii społecznych kontekstów. W retoryce
namawia się do dostrzegania rzeczy w ich wzajemnych związ­
kach i rodzaj tych związków świadczyć ma o „naturze" rzeczy
(1977. s. 42). Retoryka angażuje zarówno aktywną intelektualną
uwagę, jak i emotywne nastawienie adresata, metafora i synekdocha mogą być równocześnie rzeczą i myśli, i uczucia (tamże,
s. 46).
Zauważmy więc, że tytułowanie jest operatorem nie tylko
różnych poziomów językowej abstrakcji, ale także operatorem
różnych rodzajów językowej figuratywności, wreszcie - na­
zwijmy to - figuratywności (konotatywności) kulturowej: mitu.
stereotypu, symbolu. Nazwy „ ż m i j a " i „ k o c i a k " mogą być
tytułami dwóch gatunków zwierząt, przy tym ta druga dotyczy
prawdopodobnie zwierzęcia młodego; nie mówią nic o maści,
wielkości, płci itd. Dalej mogą być tytułami dwóch osobników
płci żeńskiej pracujących np. jako sekretarki w naszym biurze.
Wreszcie - tytułem nadanym postaci obecnej w określonej
mitologii lub tytułem określającym cechy osobnika płci żeń­
skiej, który może się cieszyć powodzeniem u płci przeciwnej,
cechy podawane np. przez wybraną dziedzinę kultury masowej,
a dotyczące włosów, oczu, nóg, biustu itd. Seria społecznych
kontekstów, wraz z intelektualną uwagą i emotywnym na­
stawieniem, sprawiają, że obrazy o takich i podobnych tytułach
zyskują realność i referencyjność nie mniejszą od pierwszej
zasady termodynamiki. Powiedzenie Barthes'a, że „mit jest
s ł o w e m " należy rozumieć - jak widać - nadzwyczaj dosło­
wnie. Co więcej, prawdziwe wydaje się również stwierdzenie,
że słowo jest mitem.
Mamy nadzieję, że tak radykalna parafraza hasła Barthes a
nie jest nadużyciem. Widzieliśmy j u ż , jak niezwykle trudno
osiągnąć tę denotatywną „ p r z e j r z y s t o ś ć " , ó w prymarny poziom
znaczenia, jak łatwo natomiast popaść w proces symbolizacji
(por. Todorov 1984, s. 25), wyrażając sens wtórny wypowiedzi
gdzie nie ma j u ż relacji znaczący-znaczony, jest tylko jede"
element znaczony symbolizujący inny element znaczonyjest komponentem szerszego zjawiska znanego etnograf "'
mityzacji, która petryfikuje i konstytuuje znaczenia z uwzględ­
nieniem semantycznego pola całej wypowiedzi czy kulturo­
wego tekstu. Odmianą tego zjawiska jest z kolei myślenie tyl*
bricolage, opisane przez Levi-Straussa, obecne w mit*
systemach totemicznych czy magii. Jak zauważył Tzve^
Todorov, natura wzajemnych związków pomiędzy tymi d
typami nadawania znaczenia - prymarnym i wtórnym - J
stosunkowo mało poznana i staje się dopiero przedm "
badań. „Względnie najlepiej znana jest - napisał Tod"
0

10

�abstrakcyjna r ó ż n o r o d n o ś ć
związków, które łączą
jha sensy: retoryka klasyczna nadawała i m nazwy s y n e k
dochy, metafory, m e t o n i m i i ,
antyfray , h y p e r b o l i , l i t o t y . " (tamże, s. 25-26).
przypominając porównanie - metafora : metonimia :: magia
apatyczna: magia kontagialna, zwróciliśmy uwagę na pewną
owność tych podziałów. Nie chcemy przez to powiedzieć, że
ą one bezużyteczne, że wskazywane przez nie differentia
specifics nie mają odniesienia w symbolicznej materii. Chodzi
mianowicie o istnienie bardziej ogólnej podstawy, której
wskazanie może się okazać istotne dla teorii etnograficznej.
Cassirer mawiał, że myśl mityczna rządzi się zasadą pars pro
m i miał na uwadze - oczywiście - również szereg odmian tej
zasady, co zilustrował wieloma przykładami, głównie w tomie
trzecim Filozofii form symbolicznych. Użycie tej, znanej od
czasów sofistów, reguły, miało jeszcze u Cassirera piętno błędu
logicznego, choć sam autor nie miał takich intencji.
W dotychczasowych rozważaniach usiłowaliśmy wskazać
pewną wspólną - dla języka i sztuki słowa - zasadę nadawania
sensu rzeczywistości, bez względu na typ nastawienia wobec
niej, na typ kosmologii. Zasada pars pro toto jest wpisana
w każdą myśl i w każde użycie słowa. Występuje ona zarówno
w zawodnej indukcji enumeracyjnej, jak i w indukcji heurys­
tycznej, znanej pod nazwą epagoge, a przez Arystotelesa
uważanej za typ wnioskowania niezawodnego. Wiąże się ona ze
wskazanym przez Cassirera stosunkiem do owych substancjalno-akcydentalnych rozróżnień, których obecność decyduje
o tym, czy daną spekulację uznać można za myśl naukową, czy
za myśl mityczną. Wreszcie używa się jej dla zdefiniowania
jednego z tropów poetyckich - synekdochy.
z

rodzajem argumentacji, w którym używa się przesłanek praw­
dopodobnych i rozważa tylko część zakresu rozważanej seman­
tycznej dziedziny, argumentacji, która staje się „ p r a w d z i w a "
poprzez ukazanie swojego punktu widzenia jako jedynego
możliwego.
Autor Pejzażu semiotycznego
stwierdził, że retoryka to
problem semiotyczny, że retoryka i semantyka to dwie zależne
od siebie strony tego samego problemu (tamże, s. 311).
W innym miejscu napisał o „świecie retorycznym" jako
o świecie denotacyjnych kodów i konotacyjnych słowników,
poza którymi stoi nadrzędna jednostka - ideologia, która ten
„semiologiczny świat"organizuje (Eco 1972, s. 139). Przyjęcie
semiotycznej perspektywy retoryki jako denotatywno-konotatywnej gry w ramach określonych uzusów językowych pozwala
włączyć j ą w wykładnię formułowanej tutaj koncepcji konotaty­
wności kultury, jako przejawu różnych nastawień człowieka
wobec świata. Natomiast tak szeroko rozumiany termin „ideo­
logia" zawierałby się w zakresie terminu „ k o s m o l o g i a " .
Wnioskowanie entymematyczne odwołuje się do tzw. logiki
potocznej i do obiegowej wiedzy (por. Ziomek 1990, s. 31-32),
w tym do szerokiej gamy stereotypów i klisz. Do logiki
potocznej zalicza się również zasadę pars pro toto i wiele innych
jej pokrewnych, obecnych w micie i magii, jak „skutek jest
podobny do p r z y c z y n y " , „ p o d o b i e ń s t w a są bardziej konstytuty­
wne niż r ó ż n i c e " , „każda rzecz ma jakąś swoją i s t o t ę " itd. (por.
Hołówka, 1986, s. 146-49). Te i inne typ nastawienia z rodzaju
partycypacji, tworzone na mocy zasad tej „logiki rozmytej"
konstrukcje skojarzeń potocznych nie są czymś absolutnie
trwałym, każdorazowo wymagają procesu interpretacji. Woj­
ciech Tomasik zauważył, że takiego procesu wymaga użycie
Paul Ricoeur, powołując się na niektóre ustalenia psycholinkliszy. „Zakłada bowiem pewną hierarchię w obrębie skład­
giwstyki, napisał w swojej książce o metaforze, że pojedyncza
ników nazywanej sytuacji. Odrzucenie jednych jako nieistot­
umysłowa operacja odbywa się w kolejności synekdochanych, i wyeksponowanie innych, tych, które uznaje się za
metonimia-metafora (1986, s. 201). W podobnym duchu wypo­
relewantne, decydujące o swoistości danego stanu" (1984.
wiedzieli się retorycy z tzw. Grupy (J. z Liege, według których
s. 146). A zatem wskazana j u ż wcześniej interpretacja jako
synekdocha jest tropem nadrzędnym zarówno wobec metafory,
przejaw konkretności przeżycia podmiotu (osoby, grupy, naro­
jaki metonimii (Dubois, Edeline i in., 1970). A zatem - w myśl
du) w tej konotatywnej grze sensów i interpretacja jako przejaw
tej koncepcji - metafora powstaje wskutek kombinacji dwóch
konkretności przedmiotu - aktualnych znaczeń przypisywanych
synekdoch, zwykle najpierw na drodze partykularyzacji, póź­
np. idei ojczyzny, macierzyństwa, jest konstytutywnym elemen­
niej generalizacji. I tak, w przypadku naszego „ k o c i a k a "
tem kliszy, tej specyficznej słownej czy obrazowej skamieliny.
mielibyśmy najpierw partykularyzującą synekdochę, w myśl
Przedstawiony powyżej mechanizm entymematycznej ar­
której kot, postrzegany jest - poprzez związek metonimiczny
gumentacji i perswazji znany jest pod n a z w ą toposu (łac. locus
- jako część świata kobiet (część za całość). W ramach
communis - miejsce wspólne). Tomasik potraktował go jako
taksonomicznej klasyfikacji kotów mały kot jest „ k o c i a k i e m " ,
ponadjęzykowe zjawisko fundujące z jednej strony klisze,
co ustanawia analogię - k o t : kociak :: kobieta : wagina, w której z drugiej natomiast - stereotypy (1984, s. 135). Uważamy, że
dychotomia duże/małe łączy się z generalizującą synekdocha
w świetle poczynionych dotychczas ustaleń uznać możemy
(całość za część). Ta metonimiczna przyległość pozwala za­
topoi za jeszcze jeden korelat owej kulturowej konotatywności.
kpić waginę „ k o c i a k i e m " , p o p r z e z synekdochicznie podziela­
We wspólnym polu topicznym „ m a c i e r z y ń s t w a " znaleźć się
ne cechy rzeczy małych i puszystych, a przede wszystkim
mogą różne z tym związane idee, obrazy i wartości, w polu
wrażliwych na głaskanie (Crocker 1977, s. 51). W przypadku
„ojczyzny" - podobnie. M o g ą one być ponadto zmienne
Metonimii ma miejsce proces odwrotny: najpierw generalizacja,
historycznie, politycznie, obyczajowo etc. Bez przesady można
№niej partykularyzacja (por. Sapir 1977, s. 20; Todorov 1986,
stwierdzić, że stanowienie owych miejsc wspólnych jest rów­
s.241).
nież odmianą zasady łączenia rzeczy w myśli magicznej:
Umberto Eco stwierdził, że jeśli klasyczna retoryka uważała
„we wszystkich przypadkach, w których występuje abs­
?za sztukę przekonywania, to było to przekonywanie oparte
trakcyjne pojęcie magicznej styczności, skojarzeniom idei
s p o ł e c z n i e zorientowanym wynikaniu. Nie miało ono
towarzyszą przeniesienia uczuć, zjawiska abstrakcji i wy­
^ wspólnego z pierwszymi zasadami (formalno-logiczne
łączności uwagi, zjawiska ukierunkowania intencji. Za­
"Euły: identyczności, niesprzeczności, wyłączonego środka),
chodzą one w świadomości ale ulegają obiektywizacji na
z g I ę d n i a ł o zatem apodyktycznych sylogizmów. Podob­
tej samej zasadzie, co skojarzenia samych i d e i "
na jak dialektyka (w rozumieniu arystotelesowskim), retoryka
- napisał znawca magii Marcel Mauss (1973, s. 87).
tyczy tylko przystanek prawdopodobnych. Dialektyka stosuje
Powiedzmy więc na koniec, że wskazane dotychczas katego­
k zasady logicznego wynikania, gdy retoryka posługuje się
rie, za pomocą których można opisać typ pewnej kosmologii,
yniematami, sylogizmami, które nie tylko ograniczają się do
uznajemy za wzajemnie przekładalne, że arbitralność, magicz^ ' a n e k prawdopodobnych, ale używają ich w celu emocność, bezaspektowość, mityczność, bezaspektowość, mitycz­
ainego i pragmatycznego wpłynięcia na adresata (1977a, s.
ność, konotatywność, sterotypowość, figuratywność, entyme. ' Retoryka w tym rozumieniu jest jedną z najbardziej
matyczność, topiczność i być może kilka jeszcze innych
y c h form produkcji znaków - stwierdził Eco. Jest
określeń, są odmianą tego samego zjawiska nadawania sensu.

urn

s

n a r n

lo

Sl

na

nie Uw

n a

;

№ri

43

�BIBLIOGRAFIA
Barthes, R.
1971 Changer Iobjet tui тете, „Esprit",nr 4
1985 Retoryka obrazu. „Pamiętnik Literacki", z. 3, s. 289-302
Black, M.
1962 Models and Metaphors. Studies in Language and Philosophy,
Ithaca-New York.
Block, H.M.
1966 Cultural Anthropology and Contemporary Literary Criticism,
in: J.B. Vickery (ed.). Myth ami Literature Contemporary
Theory and Practice, Lincoln.
Bousiepe, G.
1985 Retoryka wizueilno-werbalna, „Pamiętnik Literacki", z. 3, s.
303-309
Burke, К.
1966 Language as Symbolic Action, Berkeley.
1969 A Rhetoric of Motives, Berkeley and Los Angeles.
Burszta, W.J.
1986 Język a kultura w myśli analogicznej, Wroclaw.
Cassirer, E.
1946a The Myth of the State, New Haven.
1946b Language and Myth, New York and London.
1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Chase, R.
1966 Notes on the Study of Myth, in: J.B. Vickery (ed), Myth and
Literature. Contemporary Theory and Practice, Lincoln.
Cocchiara, G.
1971 Dzieje folklorystyki w Europie, Warszawa.
Crocker, J.C.
1977 The Social Functions of Rhetorical Forms, in: J.D. Sapir, J.C.
Crocker (eds.), 77ic Social Use of Metaphor. Essays on the
Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Dubois. J. - Edeline, F. - Klinkenberg, J.M. ...
1970 Rhetorique generale par le Grupe p. Paris.
Eco, U.
1972 Pejzaż semiotyczny. Warszawa.
1977 A Theory of Semiotics. London.
Edelman, M.
1971 Politics as Symbolic Action. Mass Arousal and Quiscence,
Chacago.
1977 Political Language. Word That Succeed and Policies That Fail,
New York.
1985 The Symbolic Uses of Politics, Urbana and Chicago
Faryno, J.
1983 Wprowadzenie, w: O. Freidenberg, Metafora, „Pamiętnik
Literacki", z. 2
Frank-Kamieniecki, I.G.
1935 К woprosu o roz.witii poeticzeskoj mietafory, w: Sowietskoje
jazykoznanije, t. 1, Leningrad.
Freidenberg, O.
1983 Metafora, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 321^48
Gould, E.
1981 Mythical Intentions in Modern Literature, Princeton University
Press.
Hayakawa, S.I.
1965 Language in Thought and Action, London.
Hołówka, Т.
1986 Myślenie potoczne. Warszawa.
Jakobson,R.
1989 W poszukiwaniu istoty języka. Wybór pism, t. 2, Warszawa.
Kołakowski, L.
1986a Religia, Warszawa.
1986b Obecność mitu. Warszawa.
1988 Iluzje demitologizacji, „Res Publica",nr9
Korzybski, A.
1948 Science and Sanity. An Introduction to Non-Aristotelian Sys­
tems and General Semantics, Lakeville.

44

Kuźma. E.
1986 Kategoria mitu w badaniach literackich, „Pamiętnik Lite
cki",z. 4, s. 53-73
Lakoff, G. - Johnson, M .
1988 Metafory w naszym życiu, Warszawa.
Malinowski, B.
1956 The Problem of Meaning in Primitive Languages, Suppl
in: C K . Ogden, L.A. Richards, The Meaning of Meaning
London.
1958 Szkice z teorii kultury. Warszawa.
1981 Problem znaczenia w języku pierwotnym, w: A.K. Paluch
Malinowski, Warszawa.
Mauss, M .
1973 Socjologia i antropologia. Warszawa.
Mieletinski, E.
1981 Poetyka mitu, Warszawa.
Ogden, C K . - Richards, L.A.
1956 The Meaning of Meaning, London.
Paine, R.
1981 When Saying is Doing, in: R. Paine (ed), Politicallly Speaking
Cross-cultural Studies of Rhetoric, Philadelphia.
Pisarek, W.
1976 Język służy propagandzie, Kraków.
Ricoeur, P.
1986 The Rule of Metaphor. Multi-disciplinary Studies of tin
Creation of Meaning in Language, London.
1989 Język, tekit, interpretacja. Warszawa.
Sapir, J.D.
1977 The Anatomy of Metaphor, in: J.D. Sapir, J.C. Crocker, (edsл
The Social Use of Metaphor. Essays on the Anthropology of
Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Tambiah, S.J.
1968 The Magical Power of Words, „Man",vol. 3, s. 175-208
1973 Form and Meaning of Magical Acts: A Point of View, in: R
Horton. R. Finnegan (eds). Modes of Thought. Essays m
Thinking in Western and Non-Western Societies, London.
1990 Magic, Science, Religion and the Scope of Rationality, Cam«
ridge.
Todorov, T.
1984 Poetyka, Warszawa.
1986 Synekdochy, „Pamiętnik Literacki", z. 4, s. 235-47
1991 Wstęp do symboliki, w: M. Głowiński (red.), Symbole itp
botika. Warszawa.
Tokarski, R.
1993 Słownictwo jako interpretacja świata, w: J. Bartmiński (red!
Encyklopedia Kultury Polskiej, t. 2, Wrocław.
Tomasik, W.
1984 Socrealistyczne ..miejsca wspólne". „Pamiętnik Literacki".!
4, s. 129^49
Vico, G.
1966 Nauka nowa, Warszawa.
Weimann, R.
,
1969 Literaturoznawstwo a mitologia. Wstępne problemy W
metodologicznej, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 303-36
Wheelwright, P.
1964 The Burning Fountain. A Study in the Language ofSomboto*
Bloomington.
..
1974 The Semantic Approach to Myth, in: T A . Sebeok, D. Bw»(eds.), Myth. A Symposium, Bloomington and London.
Wierzbicka, A.
1978 Sapir a współczesne językoznawstwo, w: E. Sapir,
język, osobowość. Warszawa.
Ziomek, J.
1990 Retoryka opisowa, Wrocław.
ra

emeni

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9811" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9789">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ea1171919eb2a48bdc3ef65bf143c252.pdf</src>
        <authentication>d6ab3ba53722d679bbd6e2dad8eac202</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116721">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6494</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116722">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116723">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116724">
                <text>pamięć</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6067</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116726">
                <text>Zdobywanie różnicy - list pewnej historyczki o nieukierunkowaniu pamięci autobiograficznej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116727">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.2, s.133-141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116728">
                <text>Barba, Eugenio</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116729">
                <text>Kasia, Katarzyna (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116730">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116731">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116732">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116733">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116734">
                <text>EUGENIO

Droga M i r e l l o ,
Pytałaś m n i e ostatnio, jak się czuje ktoś, k t o bije

BARBA

właśnie r e k o r d długowieczności. W październiku 2004
O d i n Teatret skończył czterdzieści lat. Kuszące jest za­
trzymanie się na chwilę i spojrzenie, dokąd zaprowa­

Zdobywanie różnicy

dziły nas te wszystkie lata t e a t r u . I zastanowienie się
n a d własną historią. A l e refleksje n a d sobą samym
prowadzą zawsze wzdłuż przecinających się l i n i i . Podą­

List do pewnej historyczki
o nieukierunkowaniu pamięci
autobiograficznej

żają poprzez dywagacje i przypuszczenia, przywołując
stare idee i znane historie. M o g ą one uniknąć pragnie¬
nia wyważonego bilansu jedynie jako f o r m a instynk¬
t o w n y c h reakcji na czyjeś p y t a n i a . Także osobiste
stwierdzenia - tak j a k uczucia, o których mówił Stani­
sławski, kiedy ostrzegał aktorów przed wyrażaniem się
wprost - ujawniają się w postaci myśli oswojonych,
nawet jeśli zwodzimy sami siebie, wierząc, że nasza pa¬
mięć może n a d a ć i m formę. Refleksje, które n a m prze­
kazują, są reakcjami. Zależą o d działania prawdziwego
bądź wyobrażonego partnera, który p o w o d u j e , że re¬

K i e d y więc twierdził, że definicja „teatru wielokul¬

agujemy.

t u r o w e g o " pasuje jak ulał, nie mogłem się z n i m nie
zgodzić. Jednak równocześnie nie jestem w

stanie

przyznać m u racji.

Jedna reakcja i wiele pytań

Jaki jest sens długowieczności naszego teatru? Czy
to, że jest złożony z ludzi i dla ludzi o różnym pochodze¬

W t y m w y p a d k u miałem partnera i był o n prawdzi¬

n i u albo przynajmniej o różnych tradycjach kulturo¬

wy. Seria i s t o t n y c h i związanych z t e m a t e m pytań, za¬

w y c h i teatralnych? N i e wydaje m i się to takie ważne.

d a n y c h m i przez przyjaciela, skłoniła m n i e do ujrzenia

Interesuje m n i e coś innego: możliwość, że k o n t a k t z in¬

O d i n Teatret w z m i e n i o n y m świetle. Przyjaciel, I a n

n y m i światami staje się sposobem dotarcia do samego

W a t s o n , k i l k a lat t e m u przeprowadzał ze m n ą w y w i a d

siebie, do własnych korzeni, do świata, do którego się

do swojej książki o wielokulturowości i teatrze. Jego

przynależy. Zeby dać początek czemuś i n n e m u .

zdaniem h i s t o r i a O d i n

mogłaby

zostać

D l a m n i e , w h i s t o r i i O d i n Teatret, w ludziach, któ¬

wyrażona

w f o r m u l e doświadczenia i p r a k t y k i w i e l o k u l t u r o w e j .

rych

Dowodził tego, powołując się na k o n k r e t n e przykłady.

w naszych strategiach przetrwania, najbardziej intere¬

spotkaliśmy, w związkach,

które

zawarliśmy,

Mówił: „Jesteście teatrem stworzonym przez osoby

sujący jest aspekt odrzucenia i ucieczki. Długotrwałe

pochodzące z różnych krajów i kontynentów, posługu¬

i uparte chronienie naszej różnicy. Różnicy o d kogo?

jące się różnymi językami. Przez bardzo długie okresy

I o d czego?

osiedlaliście się w krajach oddalonych o d D a n i i . Wasze

Przyjaciel I a n W a t s o n był raczej zaskoczony niż

spektakle są często wielojęzyczne. Oprócz normalnego

rozczarowany m o i m o p o r e m . Zaczął m n i e wypytywać,

h a n d l u dziełami i p r o j e k t a m i teatralnymi praktykujecie

dlaczego jestem tak bardzo przeciwny rozpatrzeniu tej

także bartery, to znaczy wymieniacie wasze spektakle na

kwestii z szerszej perspektywy i czemu cały czas próbu¬

p r o d u k t y kulturalne grup, które was goszczą: zabawy,

ję odpowiadać na pytania przez pryzmat mojej auto¬

tańce, muzykę, pieśni, działania artystyczne i performa-

biografii. Czyżbym uciekał przed w y m o g a m i pracy in¬

tywne w odległych wioskach, szkołach, szpitalach, wię¬

telektualnej? Czyżbym odrzucał możliwość poszerze¬

zieniach czy d o m a c h kultury. Ukuliście przedziwny ter­

nia mojego sposobu widzenia? To prawda, nastawienie

m i n „transformances", żeby zaznaczyć, że wasze projek­

autobiograficzne często jest sposobem na uchylenie się

ty nie ograniczają się do „performances", lecz są dąże¬

o d odpowiedzialności.

n i e m do zmiany, c h o ć na chwilę, wyglądu jakiegoś mia¬

przez konieczność przeprowadzenia przedmiotowego

sta. Te projekty sprawiają, że miasta rozkwitają i że

bilansu? A może marzyłem o i n n y m celu?

Czyżbym czuł się

zagrożony

w formie reprezentacji, krzyżując się i zmuszając do in¬

K i e d y przyglądam się h i s t o r i i O d i n Teatret, zwłasz¬

terakcji, stają się widoczne różne kultury, które je za¬

cza teraz, kiedy w większości m a m y ją już za sobą, w i ¬

mieszkują, i c h różne składniki".

dzę coś zupełnie różnego o d krzyżowania się i dialogu
kultur. Widzę teatr jako miejsce paradoksalne, w któ¬

I dodawał jeszcze jedno potwierdzenie naszego wie¬
lokulturowego powołania: fakt, że przy O d i n i e powsta¬

r y m tworzenie wspólnego dzieła zakłada nie tylko oso¬

ła I S T A - I n t e r n a t i o n a l School of Theatre A n t h r o p o ¬

bowości różnorodne, lecz osobowości o k r u t n i e i ego¬

logy, która o d 1979 r o k u jednoczy podczas swych sesji

istycznie o d siebie oddalone, nie tylko z p o w o d u różni¬

aktorów, reżyserów, mistrzów teatru i badaczy z róż¬

cy kultur, ale również dlatego, że przeciwstawne są i c h

n y c h kontynentów, z teatrów W s c h o d u i Z a c h o d u .

cele, ideologie i wrażliwość.

133

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Pytania lana Watsona skłoniły m n i e do zapytania

samić się z historią, z m i t a m i , z tęsknotami i z ideała¬

siebie samego: jeżeli moje wybory nie wynikały z pra­

m i mojego k r a j u i mojego środowiska. Wybrałem spo¬

gnienia i dążenia do poszerzenia granic mojego obsza­

łeczną tożsamość emigranta, p r a c o w n i k a z Południa

r u kulturowego, to skąd się wzięły? Czego szukałem

w świecie całkiem na odwrót: w zimnej, luterańskiej

t a k zawzięcie przez tyle lat?

Norwegii. W

t y m p r o l e t a r i a c k i m świecie odkryłem

I w t e n sposób znowu stanąłem wobec konieczno­

walkę klas, skuteczność strajków i solidarności, lecz

ści ponownego mentalnego prześledzenia zmian, k t ó ­

także ksenofobię i rasizm. Byłem dago, byłem wop. To

re dobrze poznałem, szukając odpowiedzi. I znowu

są określenia nieprzetłumaczalne, ponieważ odnoszą

okazało się, że jestem zdezorientowany. By się zorien­

się do sytuacji bardzo odległych w czasie. We Wło¬

tować, potrzebowałem wyjątkowych sposobów, p o ­

szech emigranci, którzy z Południa przyjechali szukać

trzebowałem n o w y c h słów.

pracy na Północy, b y l i nazywani terroni. A l e ja, nawet
jeśli wyjechałbym z G a l l i p o l i , żeby pracować w Medio¬

A l e słowa nigdy nie są n o w e . T y m , co się zmienia,
jest światło, które je oświetla, cienie, które rzucają.

lanie czy Turynie i żeby zostać terrone, niósłbym ze so¬

Uzupełniające

teraz

bą znamiona mojego szlacheckiego pochodzenia. Na¬

w nadzwyczajny sposób ze sobą walczą, na gruncie zu¬

tomiast w N o r w e g i i m o j a emigracja była całkowita:

żytego t e r m i n u : różnica.

zostawiłem mój kraj, mój język, moją przeszłość i kla¬

się p r z e d t e m światło i cień,

Różnicy można doświadczać jako danej okoliczności,

sę społeczną. Musiałem nauczyć się mówić i myśleć po

która może generować cierpienie lub dumę. A l e wierzę,

norwesku, uważnie słuchając, by wychwycić podteksty

że różnica może być także p u n k t e m dojścia, trudną zdo¬

w słowach i zachowaniach ludzi dookoła m n i e . M o j a

byczą. Kiedy jesteśmy młodzi, czujemy się jak czarny

kondycja egzystencjalna uczyniła m n i e „innym", a ta

p u n k t w świecie, do którego nie należymy. Kiedy się sta¬

pozycja nie jest nigdy n e u t r a l n a . D l a niektórych Nor¬

rzejemy, okazuje się, że to właśnie przynależność jest czę¬

wegów stanowiła element negatywny, dla i n n y c h sama

sto t y m , co pozwala n a m żyć wewnątrz świata. Nauczy¬

w sobie była wartością. W t e d y t a m t a decyzja, nie zo¬
stała podjęta w pełni świadomie, ale teraz się jej nie

liśmy się, ile jest warta różnica, która wzbudza szacunek.

wstydzę: zostawić W ł o c h y , znaczyło odciąć swoje naj¬
głębsze korzenie, włoskie i szlacheckie, te które miały

Własna ziemia

i mogły m n i e chronić.
M o j e niebywale silne pragnienie, by wyrwać się
z włoskiego b a c k g r o u n d u nie przerodziło się w pragnie¬

K i e d y byłem dorastającym chłopcem, mieszkają¬

nie zostania N o r w e g i e m . Zdawałem sobie sprawę, że

c y m daleko na południu W ł o c h , wystarczyło, b y m po¬

„kulturowe korzenie" są synonimem ograniczenia, wy¬

j e c h a ł k i l k a kilometrów na północ, żebym czuł się cu¬

znaczonego horyzontu. Chciałem zerwać więzi, które

dzoziemcem, żebym czuł się „inny". W G a l l i p o l i , gdzie

ograniczały moją mentalną wolność, i zbliżyć się do

dorastałem, jako syn szlacheckiej rodziny, całkowicie

„inności" mrocznej i bez słów, znajdującej się wewnątrz

ignorowałem wszelkie przejawy k u l t u r y „popularnej".

mnie, w porównaniu z którą otaczająca m n i e k u l t u r a

W i e l e lat później, ze zdziwieniem, dowiedziałem się

okazywała się pełna przeszkód. N i e chciałem zostać za¬

z książek Ernesto D e M a r t i n o , że żyłem w kulturze ta-

korzeniony w jakimś narodzie, kulturze czy klasie.

r a n t y z m u : trans, muzyka i tańce, skonstruowane jako

Walczyłem o coś bardzo k o n k r e t n e g o , o t o , b y m

terapeutyczna i p e r f o r m a t y w n a ceremonia, której ist¬

mógł zapuścić korzenie w niebie, w k r a j u wartości bez

n i e n i a nawet nie podejrzewałem.

granic, gdzie prawdy byłyby o w o c e m k o n f l i k t u , a zara¬

Przez trzy lata uczyłem się w szkole wojskowej. Ma¬

zem osobistą zdobyczą.

j ą c osiemnaście lat, zniechęcony dyscypliną, uciekłem

Słyszę w sobie jeszcze echo tego doznania oświece¬

najdalej, jak się dało. W N o r w e g i i , jako emigrant, mu¬

nia, j a k b y m odziedziczył całą ziemię, wszystkie jej kra¬

siałem stawić czoło życiowemu p r o b l e m o w i w t o p i e n i a

je i wszystkie kultury, jej różnorodną przeszłość i nie¬

się w kontekst, w którym obyczaje, mentalność, rela¬

pewną przyszłość. Miałem osiemnaście lat. N i e wie¬

cje między płciami, hierarchia w pracy były dla m n i e

działem jeszcze, że otrzymanie spadku oznacza podda¬

p r a w d z i w y m i t r a u m a m i k u l t u r o w y m i . Musiałem prze-

nie go metamorfozie i że spadkobierca zawsze jest nie¬

formułować moje zachowania aż do samych korzeni.

wiernym.

Zmieniła się nawet m o j a świadomość historyczna.

W i e k pozwolił m i zrozumieć, że jeśli teatr jest od¬

U c z y l i m n i e , że w 1936 r o k u W ł o c h y zajęły Etiopię,

k r y c i e m , to bazuje o n o na zmartwychwstaniu przeszło¬

żeby zanieść cywilizację barbarzyńcom. Ileż razy m a t k a

ści, dokonującym się dzięki niepowtarzalnej, osobistej

powtarzała m i : kiedy przychodziłeś na świat, twój oj¬

barwie każdego z nas. A l e ta przeszłość nie była nazna¬

ciec był odważnym dowódcą na tej w o j n i e . A teraz,

czona przez jedną kulturę i jeden naród. Była symulta¬

N o r w e g o w i e i i c h książki, mówili m i o w o j n i e zagłady.

niczną współ obecnością wszystkich przeszłości.

Szok k u l t u r o w y uderzył w moją własną osobistą tożsa¬

To nie skrzyżowanie k u l t u r m n i e zafascynowało.

mość. I było wiele i n n y c h szoków.

N i g d y świadomie nie pragnąłem znaleźć się na t a k i m

Porzuciłem moje burżuazyjne środowisko i ciepłe,

skrzyżowaniu. Chciałem być „podróżnikiem Prędkości".

katolickie, południowe W ł o c h y , bo nie umiałem utoż134

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Są ludzie, którzy żyją w jakimś narodzie czy w jakiejś

i organizacji pracy. A l b o ze względu na potrzebę odda­

kulturze. Są też tacy, dla których t e r y t o r i u m , na któ¬

lenia się o d swojej własnej pierwotnej perspektywy,

r y m żyją, wyznacza i c h własne ciało. Są jednak podróż¬

potrzebę ucieczki o d własnej ziemi, własnych korzeni,

nicy, przemierzający Kraj Prędkości, przestrzeń i czas,

żeby stworzyć n o w y Heimat,

niemające n i c wspólnego z krajobrazem i p o r a m i r o k u

Mały świat: mikrokosmos i mikrospołeczność.

w

miejscu, przez które przejeżdżają.

wszystko w książce Teatr. Samotność,

Opisałem

rzemiosło,

to

W

d o m sztuki, i n n y świat.

t y m o s t a t n i m w y p a d k u naleganie na wymiar

w i e l o k u l t u r o w y wytwarza więcej zamieszania niż jasno­

bunt.

Można trwać w j e d n y m miejscu przez miesiące, na¬

ści. Tak naprawdę nie jest k o m p e t e n t n e . Koncentruje

wet lata i dalej być „podróżnikiem Prędkości", który

uwagę na zewnętrznej powłoce, nie na substancji.

przemierza tysiące lat i kilometrów razem z myślami

M o j a zawodowa biografia odpowiada d r u g i e m u

i reakcjami mężczyzn i kobiet, o d d a l o n y c h o d niego ze

przypadkowi. W ł a ś n i e dlatego, zastanawiając się n a d

względu na kolor i c h skóry czy historię. W Canoe z pa­

m o i m doświadczeniem wewnątrz mojego teatralnego

pieru. Traktacie o antropologii teatralnej miałem świado¬

Heimat,

mość,

dzykulturowości za przeszkodę, nie za pomoc, chociaż

że preekspresywna

analiza

nieeuropejskich

t e c h n i k p e r f o r m a t y w n y c h może łatwo przerodzić się
w

interpretację

„międzykulturową":

uznałem kategorie wielokulturowości i mię-

teatr mój nosi wielokulturową szatę.

mechaniczną

i dualistyczną, powielającą schemat W s c h ó d - Zachód

Podróże w stronę różnicy

ze wszystkimi jego bieżącymi odniesieniami politycz¬
nymi. W

tej książce stawałem po stronie „kultury

przejściowej". Wierzę, że europejscy Reformatorzy -

Zawsze można stosować perspektywę w i e l o k u l t u -

b u n t o w n i c y i heretycy, jak Stanisławski, M e y e r h o l d ,

rową, aby obserwować zjawiska teatralne, ale do uży¬

Craig, Copeau, A r t a u d i Brecht - b y l i twórcami t e a t r u

wania tej perspektywy trzeba się najpierw przyznać.

przejściowego. I c h życie i i c h dzieła zniszczyły wcze¬

N i c nie zabrania powiedzenia, że O d i n Teatret jest

śniejszy sposób oglądania i robienia spektakli, ustaliły

w i e l o k u l t u r o w y . Został stworzony w N o r w e g i i przez sa­

n o w y rodzaj relacji z widzem, pobudziły nową świado¬

mozwańczych aktorów, których reżyser włoskiego p o ­

mość i c h sztuki jako środka politycznego, etycznego

chodzenia przeżył swoją zawodową inicjację w Polsce.

i duchowego. Zaszczepiły wartość i znaczenie p o d nie-

Dzisiaj nasz teatr w H o l s t e b r o jest karawansera-

przenikalną skorupę naszego zawodu.

jem, który gości osoby i grupy z całego świata: Skandy-

To nastawienie m a swoje korzenie w stanie przej¬

nawów, W ł o c h ó w , Francuzów, Anglików, Hiszpanów,

ściowym, w odrzucaniu ducha czasu. N i e może zostać

Niemców, obywateli A m e r y k i Południowej i Północ¬

pasywnie przekazane następnemu p o k o l e n i u . Trzeba

nej, przybyszów z Japonii czy Sri L a n k i . Podróżujemy

wybrać bycie i c h spadkobiercami i zdobyć i c h dziedzic¬

i mieszkamy przez długie okresy w rozmaitych krajach.

two w s a m o t n y m wysiłku, który je przekształci i uczy¬

Nawiązaliśmy współpracę z a k t o r a m i i badaczami róż¬

n i naszym własnym.

n y c h narodowości. A l e wszystkich t y c h osób, kultur,

Powoli, odpowiadając I a n o w i W a t s o n o w i , zaczyna¬

tradycji, wszystkich t y c h obrazów, które widzieliśmy,

łem dostrzegać nie tylko mój wybór różnicy, lecz także

n a p o t k a n y c h przez nas spektakli i h i s t o r i i nie szukali¬

coś innego. Jak męczące jest to ciągłe odróżnianie się.

śmy po to, by się wzbogacić, ale ze względu na coś in¬

N o m a d z i z korzeniami, ale z korzeniami w niebie.

nego: aby pomogły n a m uciec. O d czego? O d naszej

Bohaterzy W i e l k i e j Reformy scen X X w i e k u , zmar¬

własnej kultury, o d tradycji teatralnych, w których się

l i , którzy na zawsze pozostają młodzi, roztrzaskali od¬

urodziliśmy. O d małych tradycji i pewności, które sa¬

wieczny m o d e l t e a t r u istniejący w Europie, stwarzając

m i ustaliliśmy.

miejsce dla pełnego nisz ekosystemu teatralnego, peł¬

Jeżeli patrzymy z bliska na naszą pracę i małe na¬

nego „małych nomadycznych t r a d y c j i " . Te „małe n o -

w y k i , na wartości, którym czujemy się zobowiązani do¬

madyczne tradycje", o u l o t n y c h t e c h n i k a c h , lecz po¬

trzymać wierności, na zmarłych żyjących w naszej pa¬

siadające silne i n d y w i d u a l n e motywacje, żyły krótko.

mięci, możemy odkryć niemożliwy do zdefiniowania

C h o ć podróżowały i ewoluowały, i c h wyjątkowe war¬

związek, pewną mentalność, dotyczącą jedynie pracy,

tości były zawłaszczane przez i n n y c h artystów, nieza¬

sprawiającą, że jesteśmy jakąś mikrokulturą, małym,

leżnie o d miejsca i początkowego k o n t e k s t u . Zdoby¬

odrębnym światem. Zawdzięczamy to wszystko powol¬

wane i zawłaszczane dziedzictwo zakłada oderwanie

n e m u zdobywaniu, a nie mieszaniu się i integracji kul¬

się o d własnych początków.

tur oraz tradycji.

N i e jest sam w sobie odkrywczy fakt, że osoby wy¬

„Mieć korzenie w niebie" wydaje się tylko pięknym

wodzące się z różnych tradycji jednoczą się. Interesu¬

porównaniem, pożytecznym z p u n k t u widzenia retory¬

jące jest natomiast pytanie, dlaczego tak się dzieje. Wy¬

k i . A l e kryje się za n i m rzeczywistość niespokojnego

daje m i się, że mogą istnieć d w a powody, całkowicie

życia, wybór ciągłej zmiany, który nie jest celem sam

przeciwstawne: albo dzieje się tak dlatego, że i c h róż¬

dla siebie, lecz próbuje zaprzeczyć naszej t e n d e n c j i do

ne k u l t u r o w e tożsamości jakoś się uzupełniają, w for¬
mie

zakorzenienia się. Kryje się za n i m niełatwy wybór nie¬

różnorodnych specjalizacji, w rodzaju podziału

stabilności. B y ć może wszystkie nasze najważniejsze
135

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

relacje, spotkania czy decyzje mogłyby zostać raz jesz­

t k a n i a między teatralną kulturą europejską i azjatycką.

cze opowiedziane w świetle tego ducha przygody bez

N i e istniała świadomość ważnej r o l i spektakli z i n n y c h

c h w i l i spoczynku.

kontynentów. T y m , co w t e d y budziło w Europie zain­

K i e d y patrzy się na własną przeszłość, często pró­

teresowanie, były przedstawienia Berliner Ensemble

buje się zapomnieć o niezliczonych zygzakach przy¬

B e r t o l t a Brechta, m i m M a r c e l M a r c e a u , który potrafił

p a d k u , o długich objazdach bez k i e r u n k u , do których

oczarować wielką publiczność nie używając tekstów,

zmuszają nas okoliczności. To nie są „poszukiwania"

posługując się jednie fizycznymi środkami wyrazu, oraz

czegoś, tylko objawy n i e p o k o j u , pragnienia przygody,

teksty

wrażenia, że gdzieś t a m czeka na nas szczęście. W i e l e

i Mrożka.

awangardy:

Ionesco,

Becketta,

Adamova

m o i c h nagłych i szalonych decyzji było o w o c a m i przy¬

A l e w książkach o d n o t o w a n o coś więcej. N a przy¬

p a d k u : spotkanie z kobietą, antypatia l u b sympatia

kład zainteresowanie M e y e r h o l d a , Eisensteina, D u l l i ¬

wobec jakiegoś mężczyzny. Teraz już w i e m - nie cho­

na, A r t a u d a , Claudela czy Brechta klasycznymi for¬

dziło o nauczenie się miłości, czy o ryzyko. Czerwony

m a m i t e a t r u azjatyckiego. To była wskazówka. N a w e t

szlak prowadził m n i e do mojego statusu emigranta,

o n i nie przeżyli doświadczenia t e a t r u azjatyckiego

wiecznego cudzoziemca. Przez t e n l a b i r y n t spotkań,

w praktyce. Z wyjątkiem Claudela, który mieszkał

k o n f r o n t a c j i i aspiracji popychała m n i e potrzeba obro¬

w C h i n a c h i w Japonii, żaden z w y m i e n i o n y c h przeze

n y mojej godności i nieprzynależności. Patrząc wstecz,

m n i e artystów nie widział aktorów azjatyckich w i c h

widzę jasno: doprowadziło m n i e to do odkrycia t e a t r u

własnych

jako wyspy niezależności. N i e do pojęcia. N i e zawsze

w kontekście europejskiego t e a t r u i europejskiej pu¬

do usprawiedliwienia. Zasadniczej.

bliczności. Jednak wizja A z j i była f u n d a m e n t a l n a dla

teatrach,

lecz jedynie podczas

tournée,

n i c h wszystkich.

Także teatr azjatycki miał dla m n i e przede wszyst¬
k i m przemożną siłę mirażu, który trzeba ścigać, ścież¬

Jako samouk miałem obsesję na p u n k c i e profesjo¬

k i , prowadzącej poza moje granice. N a początku był to

n a l i z m u . M i m o b r a k u doświadczenia, musiałem na¬

sposób przeskoczenia h o r y z o n t u k u l t u r y włoskiej. Za¬

uczać tych, którzy chcieli zostać m o i m i a k t o r a m i . Za¬

nurzyłem się w książkach o hinduizmie i buddyzmie.

cząłem o d ćwiczeń, które widziałem w teatrze G r o t o w ­

Zostałem marynarzem, aby zobaczyć miejsca, gdzie żył

skiego, kiedy byłem w O p o l u . C i spośród m o i c h kan¬

Ramakrishna. M o j a „Azja" to było k i l k a nazw miejsc,

dydatów na aktorów, którzy uczęszczali na kursy dla

zamieszkanych przez filozofów i eremitów. To był re¬

mimów albo balet, zostali „instruktorami" dla swoich

gion K r a j u Prędkości.

kolegów. A l e nie b y l i mistrzami. Okazali się początku¬

K i e d y zacząłem pracować w teatrze, ta wyśniona

jącymi. Nasza k u l t u r a teatralna była więc nie tyle mie¬

A z j a stała się dla m n i e najważniejszym przewodni¬

szana, czy synkretyczna, ile raczej przypominała misz-

k i e m . Przykładem na wpół o d k r y t y m , na wpół wymy¬

masz. Jak wydobyć porządną wiedzę z miszmaszu?

ślonym: ideą dynamiczną, która pomogła m i uwolnić
się z więzów samouctwa.

Szukałem książek, w których mógłbym

znaleźć

k o n k r e t n e przykłady i rady. Stanisławski,

Dullin

Pierwsze lata bycia samoukami, konieczność cią¬

i W a c h t a n g o w okazali się niezwykle pożyteczni. Stu¬

głego usprawiedliwiania w y b o r u pracy teatralnej oraz

diowaliśmy dokumentację pracy pedagogicznej i spek¬

poszukiwania źródeł, by ją ugruntować w środowisku,

t a k l i europejskich Reformatorów,

które było wobec nas obojętne, to m o i m zdaniem

ćwiczenia, mające zrekonstruować postawę aktorów.

c z y n n i k i determinujące historię O d i n Teatret. Wła¬

A p o t e m zrobiliśmy k o l e j n y k r o k , użyliśmy także zdjęć

śnie trudności i konieczność uciekania, bardziej niż

z t e a t r u k a b u k i i opery pekińskiej. Ożywiając nieru¬

żeby

opracować

idee i teorie, doprowadziły nas do nieoczekiwanych

chome obrazy, aktorzy razem ze m n ą tworzyli struktu¬

rozwiązań.

rę dynamiczną, kolejne „ćwiczenie", które dołączali¬

J e d n ą z t y c h konieczności - zasadniczą dla tech¬

śmy do naszego t r e n i n g u . N i e sądziliśmy oczywiście, że

nicznej i emocjonalnej tożsamości O d i n a - była emi¬

te ćwiczenia, nazywane przez nas chińskimi czy japoń¬

gracja z N o r w e g i i do D a n i i . N a s i norwescy aktorzy

skimi, mają naprawdę c o k o l w i e k wspólnego ze sposo¬

m i e l i trudności z p o r o z u m i e n i e m się z duńskimi widza¬

b e m , w j a k i grają chińscy czy japońscy aktorzy, ale to

m i w naszej nowej siedzibie w H o l s t e b r o . Stało się to

postępowanie nas stymulowało i niosło konsekwencje.

dla nas kwestią przetrwania. Musieliśmy zacząć two¬

A te konsekwencje były nasze. To samo działo się, gdy

rzyć spektakle, których dramaturgia nie byłaby oparta

zajmowaliśmy się głosami różnych śpiewaków, o d wło¬

wyłącznie na i n t e r p r e t a c j i tekstu i r o z u m i e n i u słów,

skiej opery po A r m s t r o n g a , o d chorałów gregoriań¬

lecz na bliskości i intymności, na akcjach l u b „atrak¬

skich po Y m a Sumac, o d improwizacji o p a r t y c h na

cjach" - j a k nazwałby je Eisenstein - mogących pobu¬

h i n d u s k i c h raga po myśliwskie pieśni Pigmejów, o d jo-

dzić percepcję widza na poziomie zmysłowym, wokal¬

r u r i (pieśń b u n r a k u ) po deklamację sycylijskich zmy¬

n y m i dynamicznym.

śleń. Powtarzaliśmy i c h intonacje, pomyłki i modula¬
cje głosów, podejmując wysiłek o d k r y w a n i a i ożywie¬

N i k t nie posługiwał się t e r m i n e m „wielokulturow o ś ć " p o d koniec lat 50., kiedy zacząłem interesować

nia na n o w o możliwości i k o l o r y t u ludzkiego głosu,

się teatrem. N i k t nie zajmował się zagadnieniem spo-

posiadanego o d urodzenia. Głosu, który tracimy, po-

136

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

nieważ wybieramy tylko dźwięki potrzebne do używa¬

Przełamali delikatne i cenne schematy, które wypra¬

nia języka, w którym dorastamy.

cowaliśmy sobie w O d i n i e . Nieraz w y p y c h a l i nas z na¬

N a szczęście nie byliśmy zbyt u z d o l n i o n y m i naśla¬

szego porządku.

d o w c a m i . Dzięki t e m u odkryliśmy nasze głosy.

Zdaję sobie sprawę, że obserwowane z zewnątrz, lo¬

Przez te pierwsze lata teatry azjatyckie jawiły m i się

sy O d i n Teatret mogą wydać się naznaczone dążeniem

niczym swego rodzaju teatralna A r k a d i a , i c h bohater¬

do zjednoczenia różnych k u l t u r teatralnych, do i c h

k i były silne, a w o j o w n i c y pełni łaski, sceny wypełnia¬

k o n f r o n t a c j i i odkrycia i c h komplementarności. A l e

ły fantastyczne ryczące zwierzęta, zacumowane łodzie,

gdy w s p o m i n a m moje młodzieńcze sny o teatrze azja¬

morza z błękitnej emalii, ciche szczyty gór... A wszyst¬

t y c k i m , kiedy myślę o m o i c h relacjach z Sanjuktą, czy

ko to ucieleśnione dzięki sztuce jednego aktora. M o ¬

z i n n y m i mistrzami, wydaje m i się, że co innego było

del, który chcieli stworzyć samoucy z O d i n Teatret, to

najważniejsze. Magiczny świat t e a t r u azjatyckiego był

zawodowa doskonałość. N i e szukaliśmy „autentyczno¬

dla m n i e liną, której się trzymałem i mogłem dzięki te¬

ści" mitycznego O r i e n t u z jego filozofią, skodyfikowa-

m u wychylić się poza oczywistość - nie tylko świata te¬

ną techniką i sugestywnymi obyczajami. D l a nas teatr

atralnego, do którego nie chciałem należeć, ale także

był pracą wobec polis, możliwością zajęcia pozycji i po¬

poza oczywistość naszych

dążania drogą odrzucenia. Z tej perspektywy teatry

wymyśliliśmy i czego nie mogliśmy porzucić, bo byli¬

zasad, tego wszystkiego, co

azjatyckie z pewnością nie były dla nas bardzo istotny¬

śmy zbyt b i e d n i , a może za bardzo przestraszeni. N a

m i modelami.

początku byliśmy „inni", ponieważ byliśmy młodzi i te¬

Tylko w 1973, dziesięć lat po konsolidacji O d i n Te-

atralnie niedoświadczeni, bo przyszliśmy na świat poza

atret, doświadczyliśmy t e a t r u japońskiego, dotykając

w i e l k i m i z a c h o d n i m i t r a d y c j a m i . Potem staliśmy się

nie tylko różnych stylów i spektakli, ale tego wszyst¬

„inni" z w y b o r u i z powołania.

kiego, co się za n i m i kryje. Oglądaliśmy pracę t a k i c h

I właśnie dlatego, dla m n i e , teatr nie może ograni¬

artystów j a k Sawamura Sojuro, Hisao i H i d e o Kanze.

czać się do spektaklu. M u s i przez cały czas szukać no¬

Dzięki p o m o c y Franka H o f f a zorganizowaliśmy w H o l -

w y c h sposobów karmienia własnej rewolucji. Bardzo

stebro seminarium, które w t a m t y c h czasach wydawa¬

szczególnego typu rewolucji, którą hamują nie tylko

ło się niemożliwe. Udało się n a m zebrać p o d t y m sa¬

idee, przekonania czy przyzwyczajenia i n n y c h ludzi, ale

m y m d a c h e m teatry k a b u k i , n o i aktorów ze współcze¬

także nasze własne bogactwa, przeświadczenia, drobne

snego t e a t r u S h u j i Terayama.

wygody, r u t y n a i wiedza, zamykające nas w więzieniu.
Już o d pierwszych d n i mojej działalności reżysera i pe¬

D w a lata później O d i n Teatret zorganizował semi¬
n a r i u m poświęcone t e a t r o w i tańca z Jawy i Bali. Dzię¬

dagoga byłem owładnięty dwiema myślami, na których

k i t e m u spotkałem I M a d e Pasek Tempo, mistrza z Ba¬

punkcie zresztą dalej m a m obsesję. Pytanie pierwsze

l i , który w 1980 r o k u znalazł się wśród założycieli I S T A

brzmi: dlaczego Stanisławski i M e y e r h o l d wymyślili

i współpracował ze m n ą aż do swojej śmierci w 1991

swoje „ćwiczenia" dla aktorów? Doświadczenie podpo¬

r o k u . Oprócz tego w 1977, podczas seminarium O d i n a

wiada m i , że aktor bezbłędnie wykonujący ćwiczenia,

poświęconego tańcowi i teatrowi h i n d u s k i e m u , spo¬

nie jest często w stanie zachować tej samej jakości na

tkałem młodą tancerkę Odissi Sanjuktę Panigrahi i jej

próbach czy w czasie przedstawienia. N i e m a żadnej

męża Ragunatha. To było jak spotkanie siostry: inteli¬

łączności między efektami t r e n i n g u a osiągnięciami

gentnej, pięknej, silnej, wrażliwej, odważnej i h o j n e j .

twórczymi. Po co w t a k i m razie ćwiczenia?

Głęboko ją pokochałem. Przypominają m i się liczne

Także drugie pytanie pojawiło się szybko, kiedy

pytania, które zadawaliśmy sobie nawzajem, nasze dłu¬

w I n d i a c h po raz pierwszy obejrzałem spektakl K a t h a -

gie rozmowy, noc, kiedy wszyscy i n n i poszli spać, jej do¬

kali. To było w 1963 r o k u . Mówiłem o t y m wiele razy:

kładne, ale sugestywne prezentacje i bardzo osobiste

nic nie wiedziałem o tego rodzaju teatrze, ponieważ nie

wyjaśnienia. Sanjukta była nie tylko jedną z założycie¬

było w t e d y a n i książek, a n i i n f o r m a c j i o K a t h a k a l i . N i e

lek I S T A , była jego bezdyskusyjną królową.

rozumiałem języka i nie był dla m n i e jasny k o d działań

Zbieranie funduszy na sesję I S T A wymaga ogrom¬

aktorów - tancerzy. Wiedziałem jedynie co nieco o hi¬

nego wysiłku, pisania i przepisywania nieskończonej

storiach, które prezentowano, i byłem zmieszany i c h

ilości podań, robienia i odrabiania kosztorysów, zaci¬

hałaśliwym i l u d o w y m kontekstem. A jednak w pew¬

skania zębów i niepoddawania się. Zmęczenie i mękę

n y c h m o m e n t a c h , a k t o r o w i udawało się przykuć moją

zawsze osładzała myśl, że oto raz jeszcze spotkam K a t -

uwagę, pobudzić moje zmysły, wciągnąć m n i e w swoje

suko A z u m ę ,

Ragunatha.

działania, jedno po d r u g i m . Jak m u się to udawało? Jak

I przede wszystkim Sanjuktę. N i g d y nie zaakceptuję

to się mogło zdarzyć? Jakie były aktywne składniki na¬

K a n i c h i Hanayagiego,

niesprawiedliwości jej przedwczesnej śmierci.

szej interakcji? Czy była to tylko kwestia t a l e n t u , łaski,
indywidualnego temperamentu? A może to miało coś

Indie, Japonia, B a l i - i c h k u l t u r a i tradycja to od¬

wspólnego z techniką? A jeżeli tak, to w j a k i sposób?

ległe krainy. A l e ludzie, którzy przez lata stali się kole¬
gami z pracy, są częścią mojego k r a j u . Przyniosły i c h

Te pytania, te dwie zagadki nie do rozwikłania, sta¬

do niego umiejętności, lecz także wymagania. Sprawi¬

ły się obsesjami i jeszcze teraz m n i e prześladują. Wy¬

l i , że we m n i e samym narodziła się n o w a ciekawość.

znaczyły d w a najważniejsze obszary m o i c h zawodo-

137

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

w y c h poszukiwań: obszar doskonalenia rzemiosła oraz

łem jego całkowicie przypadkowe początki, w okolicz¬

a n t r o p o l o g i i teatralnej (preekspresywne f u n d a m e n t y

nościach, kiedy O d i n nie mógł pokazać swoich doko¬

wydajności i siły aktora i tancerza). W dużej mierze

n a ń i nie był w stanie zaprezentować się poprzez dzia¬

wyznaczyły zatem także moje praktyczne wybory i ko¬

łanie artystyczne mieszkańcom małej włoskiej wioski,

lejne przemiany. Dzięki n i m powstała I S T A . Dzięki

w której mieszkaliśmy przez k i l k a miesięcy. N i e mogli¬

n i m wybrałem ludzi, którzy m n i e otaczają. Te poszuki¬

śmy powiedzieć: wystawimy spektakl. Powiedzieliśmy:

w a n i a określiły w a r u n k i mojej pracy.

spotkamy się. M y coś przyniesiemy, a wy, oczywiście,
zrobicie to samo. Tak odkryliśmy drogę „barteru" te¬
atralnego.

Ziemia niczyja

Potem i n n i podchwycili ten pomysł i używali go na
różne sposoby, zgodnie ze swoimi potrzebami, konteksta¬

D l a m n i e i dla m o i c h towarzyszy z O d i n a , stworze¬

m i i celami. Był stosowany przez grupy teatralne i ta¬

nie naszego t e a t r u nie różniło się o d stworzenia spek¬

neczne, przez psychologów i badaczy, przez duńską an-

t a k l u . Nasz pierwszy akt twórczy nie wyrósł z porząd¬

tropolożkę M e t t e B o v i n w jej pracach dotyczących Afry¬

k u i metody, z tego, co znamy, z jakiegoś wyobrażenia,

k i . Tak dzieje się zawsze, a przynajmniej p o w i n n o się

które by nas przekonywało albo upewniało, ale z pier¬

dziać z t y m i pomysłami czy działaniami, których wartość

w o t n e j , wciąż odnawianej nieregularności, połączonej

wykracza poza projekt osoby, która je wymyśliła.

z u p o r e m . G d y przyglądam się naszej przeszłości, wy¬

O d i n Teatret nie jest właścicielem idei b a r t e r u , na¬

daje m i się, że w t e n sposób stworzyliśmy także naszą

w e t jeśli barter jest czymś, co wywodzi się z naszej hi¬

artystyczną biografię: odrywając się o d porządku, tak¬

storii i naszej wizji świata. A l e nie czujemy się zuboże¬

że o d naszego porządku.

n i a n i pominięci, jeśli z tej m e t o d y korzysta jakaś gru¬
pa w I n d i a c h czy B o l i w i i .

K i e d y byliśmy jeszcze bardzo młodą grupą teatral¬

D l a nas barter nie jest spontanicznym b r a t a n i e m

ną i spędzaliśmy wiele czasu zamknięci w naszej siedzi¬
bie, pogrążeni w samotniczej pracy, zdarzało się, że py¬

się. W y m a g a w i e l u d n i , w niektórych w y p a d k a c h na¬

tano: j a k to możliwe, że żyjecie tak bardzo zamknięci

w e t t y g o d n i przygotowań. N i e jest wcale spotkaniem

w sobie, a za każdym razem, kiedy się pojawiacie, pre¬

ekspansywnym, rezultatem i m p e t u wzajemnej sympa¬
t i i . O p i e r a się na dobrze opracowanej polityce relacji,

zentujecie całkiem inną twarz?
Jest jedno zdjęcie O d i n Teatret, które wyjątkowo

i n t e r a k c j i i m a ściśle wyznaczone cele. K o n t a k t y , na¬

k o c h a m . Przedstawia głównie pejzaż - o t w a r t y i pusty.

wiązane przez nas z różnymi osobami czy stowarzysze¬

W rogu znajduje się mała grupka ludzi. Patrzą na ko¬

n i a m i , które z n a m i współpracują, są u k r y t y m moto¬

goś, stojąc w n i e m a l doskonałym kręgu, skupieni na

r e m danego wydarzenia oraz następnych wydarzeń. Są

odbywającym się w jego środku prawie n i e w i d o c z n y m

partyturą, p u n k t e m dojścia, u k r y t y m celem. K o n t a k t y

spektaklu. Bardziej niż d o k u m e n t , jest to dla m n i e ide¬

zawsze rodzą się z w y m i e r n y c h i nie tylko naszych „in¬

ogram, stworzony przez młodego Duńczyka Petera By-

teresów": lokalne k o n t a k t y muszą jasno zakładać kon¬

steda, który dziś jest bardzo znanym grafikiem. Przed¬

kretne korzyści wynikające z wymiany.

stawia t r u d n e okoliczności towarzyszące b a r t e r o w i

Te sytuacje mogą zatem na n o w o ożywić istniejące

w peruwiańskiej wiosce w A n d a c h . W wiosce brako¬

relacje oraz ustalić nowe, stworzyć nieprzewidywaną

wało koniecznej przestrzeni, dlatego wybraliśmy pole

wcześniej dynamikę, wydobyć na jaw możliwości, po¬

daleko o d zabudowań. M o m e n t spotkania i w y m i a n y

m ó c l o k a l n y m wspólnotom zjednoczyć się dzięki spo¬

stał się chwilą zawieszenia b r o n i , przerwą w czasie,

t k a n i u z przybyszami z zewnątrz. Może się też okazać,

a przestrzeń przekształciła się w ziemię niczyją. To wła¬

że ci przybysze, poprzez wydajność swojej zabawy,

śnie widać na zdjęciu: f o r m a kręgu sprawia, że t u b y l c y

w jednej c h w i l i pozbawiają swoich gości przesądów.

i przybysze są nie do odróżnienia. Wszyscy jesteśmy za¬

Sprawia n a m wielką przyjemność tworzenie mo¬

razem a k t o r a m i i n i e a k t o r a m i , uczestnikami i obser¬

m e n t u poza czasem, innego m o m e n t u . I jeszcze to oso¬

w a t o r a m i . Obraz daje poczucie zjednoczenia i integra¬

biste zaangażowanie organizatorów, c h ę ć poruszenia

cji, ale także samotności c e r e m o n i i zagubionej w nie¬

czegoś na i c h własnym t e r y t o r i u m . W y n i k a to z naszej

skończoności przyrody. Samotna postać w kręgu przy¬

potrzeby dawania życia n o w y m rozwiązaniom i rela¬

w o d z i m i na myśl m n i e samego w p o d o b n y c h sytu¬

c j o m , żeby nie popadać w stagnację. Cieszy nas to

acjach: jestem w środku, a jednak na zewnątrz.

w p o d o b n y sposób, jak te tygodnie, podczas których

To zdjęcie wzrusza m n i e nie tylko dlatego, lecz

odbywają się sesje I S T A - źródłem radości jest kosz¬

również z i n n y c h , n i e r a c j o n a l n y c h powodów, których

t o w n a u t o p i j n a zabawa, bankiet, w którym jako goście

nie da się wyrazić słowami. Mówi o smoku, który pil¬

uczestniczą mistrzowie starożytnych tradycji razem

nuje złota we m n i e . Prawie to samo dzieje się w t y m

z najmłodszymi i najmniej z n a n y m i spośród grup Trze¬

splocie p r a k t y k , strategii, wygód i przesądów, które na¬

ciego Teatru, n a u k o w c y pełni ciekawości i starzy przy¬

zywamy barterem.

jaciele, których k o c h a m .

Barter nie powstał dzięki i d e i albo poszukiwaniu

Sesja I S T A jest teatralną wioską, istniejącą przez

oryginalności przeze m n i e czy m o i c h kolegów. Opisa-

czternaście d n i , przez połowę tego czasu w rygory-

138

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

m i się to przede

Mógłbym podzielić książki na dwie kategorie: te,

wszystkim dlatego, że stwarza przestrzeń paradoksal¬

stycznym odosobnieniu. Podoba

które zawierają przede wszystkim i n f o r m a c j e sche­

nego spotkania.

matyczne, napisane w m a r n y m stylu, ale uderzające

Jest jednak coś jeszcze, coś delikatniejszego i nie-

m o c n o . Przykładem może być wiele spośród dzieł

przekładalnego na słowa. Mógłbym spróbować opisać

M e y e r h o l d a , które wywarły na m n i e duże wrażenie.

to tak: zapraszasz gości, którzy cię interesują, którzy

D o drugiej grupy zaliczyłbym książki zbudowane we¬

mają posłużyć c i za przewodników w różnych sytu¬

dług w y r a f i n o w a n e j i świadomej d r a m a t u r g i i scenicz¬

acjach. O n i muszą znaleźć wielkie sumy potrzebne na

nej,

przeprowadzenie sesji I S T A l u b p o w i n n i poinformo¬

słów, „rzeczywistości rzeczywistości", s y m u l t a n i c z n o -

wać cię o detalach, które albo cię dotkną, albo uderzą.

ści i zmysłowości, charakterystycznej dla s p e k t a k l u .

Zbierasz wokół siebie jeszcze raz t w o i c h aktorów, wiel¬

O d n o s i się to także do niektórych dzieł o h i s t o r i i te­

pozwalające

doświadczyć,

za

pośrednictwem

k i c h mistrzów, ludzi, dla których O d i n jest p u n k t e m

a t r u . N a przykład Il trucco e l'anima A n g e l o R i p e l l i -

odniesienia, i tych, którzy uwielbiają oglądać nasz te¬

no:

atr przy pracy. Lecz są też tacy, których musisz chociaż

w przestrzeni" i o t w i e r a d r z w i doświadczenia. Więzi,

na chwilę skłonić, by cię akceptowali, c h o ć nie są do

które łączą m n i e z niektórymi z n a w c a m i t e a t r u , są

tego zbyt skłonni. W k o ń c u zbierasz, na n e u t r a l n y m

reakcją na środowisko akademickie czy dziennikar¬

jego zaklinająca

siła p o r y w a n i c z y m

„poezja

gruncie, na ziemi niczyjej przyjaciół, sceptyków, prze¬

skie, które zatrzymuje się zawsze jedynie n a naskórku

ciwników, t y c h wszystkich, o d których jesteś uzależ¬

naszego zawodu i przez to zaciemnia obraz jego wła¬

n i o n y i tych, którzy oczekują, że znajdą t u coś dla sie¬

ściwej substancji: p o t , m e n s t r u a c y j n a krew, sperma

bie. Potem czekasz. Wcześniej czy później z jakiejś

k o n k r e t n y c h ludzi, w określonych

strony, z zewnątrz bądź z wewnątrz, o d t w o i c h akto¬

W i z j a akademicka m a skłonności do abstrakcji, redu¬

rów, o d przyjaciół, o d nieznajomego przechodnia, o d

kuje wszystko do nurtów, i d e i , wpływów, powodów

najmniej zaangażowanego młodzieńca, o d najbardziej

oraz jasnych i m i e r z a l n y c h efektów, zakrywając w t e n

wrogiego starca nadejdzie komentarz, gest, reakcja,

sposób podziemną, mglistą i materialną historię te¬

która będzie j a k sygnał. D z w o n e k , może niechciany,

atru.

okolicznościach.

który o z n a j m i nadejście c h w i l i , kiedy raz jeszcze po¬

Ja na początku nie odczuwałem potrzeby pisania.

rzucimy nasze małe przekonania, pewności, w któ¬

Zacząłem wcześnie, ale tylko dlatego, że chciałem za¬

rych, choćby na m o m e n t , szukamy zwykle wygody.

protestować przeciw niesprawiedliwości: ciszy, oskar¬
żeniom i dezinformacji dotyczącym pracy Grotowskie¬
go. Pisarstwo jest sposobem w a l k i z władcami informa¬

Hermafrodytyczna historia teatru

cji, t y m i , którzy komponują k r o n i k i swoich czasów
i dokumentują historię t e a t r u . Z upływem lat pisar¬
stwo stało się sposobem na to, by zostawić po sobie

W mojej pracy z a k t o r a m i reaguję, j a k w i e l u in¬

ślady, które przełamią uporządkowane schematy histo¬

n y c h reżyserów, na to, co „działa", co m i się wydaje

r i i . Traktuję to jako obowiązek: wydobywać zawikłane,

„żywe", „organiczne", co zawiera wibracje, które jawią

lecz dobrze określone i n t r y g i mrocznych sił, prowadzą¬

m i się jako ambiwalentne, hermafrodytyczne. Podwo¬

cych nas w naszym zawodzie.

jenia, jak sądzę, mogą rozszerzyć możliwe znaczenia

Czasem m a m wrażenie, że piszę dla mojego alter

sekwencji działań czy sceny. Szczególny proces pracy

ego, całkowicie różnego ode m n i e , które narodzi się za

łączący aktora i reżysera nie opiera się na teoriach, ale

sto lat i które poprzez teatr wścieknie się, by poruszyć

na w i e l u czynnikach, między i n n y m i na sugestiach re¬

nie tylko swój i n d y w i d u a l i z m , ale d o k o n a ć też procesu

żysera, na jego pragmatyzmie, i n w e n c j i , zdolności re¬

i n d y w i d u a c j i . Także to jest dla m n i e dziś teatrem:

agowania na bodźce materialne, na działania i błędy

możliwość r a t o w a n i a mojej tożsamości w kontekście

aktorów, na niezrozumienie, na przygodne zdarzenia,

społecznym, p o l i t y c z n y m i e k o n o m i c z n y m , to znaczy

na przypadek.

mojego i n d y w i d u a l i z m u , a równocześnie procesu oso¬

N a początku, większość mojej teatralnej wiedzy po¬

bistego dorastania, i n d y w i d u a c j i , dzięki wieloletniej

chodziła z książek. Miały dla m n i e ogromne znaczenie,

pracy z i n n y m i j e d n o s t k a m i .

ponieważ nauczyły m n i e przeczuwać, jak dbać o ambi-

Wydaje m i się, że ta transformacja doświadczenia

walencję. N i e opowiedziały m i o t y m : ale czytając je,

w świadomość i refleksję zaczęła się wraz z w i e l k i m i eu¬

zauważałem przebłyski czegoś, co należało do m n i e .

ropejskimi r e f o r m a t o r a m i teatru, aż do Grotowskiego.

Były wśród n i c h fascynujące biografie artystów, któ¬

To było coś więcej niż proste przekształcenie p r a k t y k i

re stały się moją gwiazdą polarną. A l e książki były też

w teorię. To był milczący przekaz czegoś zasadniczego.

użytecznymi narzędziami pracy, dzięki opisom tech¬

W i e l u bohaterów przemiany z początku X X w i e k u

nicznym, które raz przetrawione stawały się osobiste

nie było p r o f e s j o n a l i s t a m i . B y l i o u t s i d e r a m i l u b dyle­

i nadawały się do działania. L e k t u r a pozwalała m i

t a n t a m i , j a k A n t o i n e i Stanisławski. Niektórzy wy¬

wchłaniać tę wiedzę, możliwą do sformułowania na po¬

w o d z i l i się ze środowiska muzyków, j a k A p p i a czy Ja-

ziomie w e r b a l n y m i k o n c e p t u a l n y m , komplementarną

cques-Dalcroze. A l b o b y l i p o e t a m i , j a k M a l l a r m é ,

wobec wiedzy aktywnej, która żyje dzięki praktyce.
139

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Paul Fort, S t r i n d b e r g . N i e b y l i ograniczeni przez nor¬

A l e stało się jeszcze coś ważniejszego: w pełnym

m y l u b przyzwyczajenia, przez reguły i sposoby życia,

różnic społeczeństwie teatr stał się przestrzenią para¬

przez m e n t a l n e schematy czy przez ustalone r u t y n y

doksalną.

teatralnego świata. Tworzyli swoje własne małe n o -

Paradoks to nie jest dziwaczna opinia. To koherent¬

madyczne tradycje: n o w e sposoby myślenia i postę¬

na myśl, u której podstaw leżą zasady i n n e niż te, n a

powania,

których bazują rozprzestrzenione opinie i przeważają¬

n i g d y wcześniej

niewymyślone

techniki

i cele. Sposoby myślenia niepodzielane przez więk¬

ce teorie. Paradoks, nawet wówczas, gdy nie można go

szość, ciągle ulegające z m i a n o m . Sposoby myślenia,

po prostu odrzucić, nie przeważa:

które n i e mogły zostać przekazane, więc trzeba było

jest też zdobywany.

nie zdobywa, ale nie

znaleźć kanały, aby mogły n a d a l zarażać. Także dlate¬

O t y m myślę, kiedy mówię o teatrze jako o prze¬

go w i e l c y reżyserowie z początku X X w i e k u „wymyśli¬

strzeni paradoksalnej, znajdującej się w samym sercu

l i " teatralne pisarstwo.

własnej epoki, ale do niej nienależącej. To przestrzeń
możliwe

„święta", w sensie „oddzielona", w c e n t r u m sporów

przekazanie tego milczącego i i n t y m n e g o k o d u , który

i ciśnień bez rozwiązania, m i k r o k u l t u r a indywiduali¬

pomaga rozszyfrować i zrekonstruować racje i m o d a l -

stów owładniętych

Artyści umierają bezdzietni. N i e jest

potrzebą

tworzenia k o h e r e n c j i

ności artystycznej wyjątkowości. A l e każdy z nas re¬

między własnym wewnętrznym w u l k a n e m ,

żyserów wszystko, co m u s i wiedzieć, w i e o d Stani¬

p r y w a t n y m i zachowaniem scenicznym. Ta potrzeba

życiem

sławskiego, M e y e r h o l d a , B r e c h t a czy A r t a u d a . Wie¬

wciąż popycha nas d o robienia i zaprzestawania. Jeste¬

my, n a ile, w b r e w naszej w o l i , ucieleśniamy i c h dzie¬

śmy pogrążeni w świadomej iluzji nieprzerwanego ćwi¬

d z i c t w o . N a ile nasze życie, k r u c h o ś ć , pasje i ślepe

czenia, będącego inicjacją przed t y m pustym rytuałem

obawy są u w a r u n k o w a n e podążaniem za l u b odrzuce¬

spektaklem - który oczekuje, b y zostać nasyconym

n i e m t y c h powiewów w i a t r u i chmur, które nazywa¬

przez nierówne motywacje każdego, k t o go w i d z i i k t o

m y i c h „ m e t o d a m i " . Stały się częścią nas, b o życiory¬

go w y k o n u j e . To przestrzeń, która istnieje tylko t a k

sy mistrzów są przykładami wewnętrznej spójności,

długo, j a k długo t l i się w nas potrzeba o p o r u .

o p o r u , ciągłego zaczynania o d n o w a . S ą ideałami d o

O p o r u wobec czego? N i e żyjemy w czasach dyktatury.

prześcignięcia.

O p i e r a ć się t o znaczy nie d a ć się uwieść głosowi

Czasem zdarza m i się o czymś mówić w kontekście
„dziedzictwa". A l e m a m w t e d y n a myśli

szepczącemu w głębi każdego z nas: o t o t w o j a ziemia.

przede

T u możesz się zatrzymać.

wszystkim f o r m y zarażania c h o r o b a m i i wątpliwościa¬
m i . Rozprzestrzenianie

-

Myślę o h i s t o r i i w i e l k i c h mistrzów t e a t r u i widzę

się wirusów. Jak utrzymać

świetlisty meteor, który w y b u c h a - wirujący sztuczny

przy życiu wirusa, który w f o r m i e legend, książek, wy¬

ogień. J e d n ą z oszałamiających m i s t y f i k a c j i h i s t o r i i

obrażeń i wyborów może być przekazywany człowie¬

t e a t r u jest zdolność d o p r e z e n t o w a n i a się, j a k o eks¬

k o w i przez człowieka albo p o k o l e n i u przez p o k o l e n i e .

pozycja jednej t r a d y c j i , podczas gdy w rzeczywistości

Ja sam nie zostałem zarażony przez żadne wirusy po¬

m a m y d o czynienia z systemem słonecznym, złożo¬

chodzące z odległej i niezrozumiałej przeszłości, któ¬

n y m z p l a n e t i satelitów o różnych c y k l a c h i obro¬

re odrywałyby m n i e o d spraw teraźniejszych. W zagu¬

t a c h , temperaturze, faunie, florze i metafizyce. Dla¬

b i e n i u w a r s t w a p o warstwie zapalenie opanowywało

tego t a k ważne jest wyodrębnienie się, w y b r a n i e , d o

mój mózg, w k o ń c u gorączka zawładnęła całym orga¬

jakiej t r a d y c j i się należy. Tradycja, stworzona przez

n i z m e m . Jest tak, że zmarli się w nas osadzają j a k nie¬

ciebie w pierwszej osobie, oczyszczona z n a l o t u po¬

widzialne m i k r o b y . Powodują halucynacje i sprawia¬

b o c z n y c h bodźców. M a ł a „tradycja-w-życiu",

ją, że wierzymy w możliwość i s t n i e n i a i n n e g o porząd¬

jest t y l k o t w o j a , zbudowana n a podstawie spotkań,

k u p o d przekonującą postacią „metody". M e t o d y

biografii, książek, wydarzeń, anegdot, d e t a l i , które

która

w ciągłym r u c h u , zmieniającej się. Zamieszkują w nas

zyskują w y m i a r emblematyczny, a p r z y n a j m n i e j nada¬

j a k pasożyty, zachęcani absolutną i paradoksalną ko¬

ją, w sposób e w i d e n t n y i hermetyczny, sens tobie

herencją.

i t w o j e m u działaniu.

Reformatorzy dwudziestowiecznego t e a t r u , d o któ¬

Tę tradycję musisz sobie stworzyć dzięki własnym

r y c h ciągle p o w r a c a m , wyznaczają b i g bang t e a t r u ,

decyzjom. Jest o n a mapą idealnego t e r y t o r i u m , które¬

eksplozję tradycji, tworzenie małych nomadycznych

m u chcesz dochować wierności, zapuścić swoje zawo¬

tradycji wraz z i c h specyficznymi ideałami, zadaniami

dowe korzenie, wydobyć n a światło jego różnorodne

pedagogicznymi, zasadami gry aktorskiej, celami spo¬

warstwy geologiczne. To t w o j a droga, która zaprowa¬

łecznymi i estetycznymi, z i c h wyjątkową publiczno¬

dzi cię d o miejsc, gdzie nie będziesz musiał wszystkie¬

ścią. Po n i c h teatr przestał być k o n t y n e n t e m , stał się

go wystawiać n a pokaz, zaprowadzi cię do odnalezie¬

archipelagiem. I c h wysiłki koncentrowały się n a jed¬

nia p r a k t y k , które zmienią twoje czasy i otaczającą cię

n y m celu, poza fizyczną obecnością i c h spektakli: na

epokę. To poszukiwanie t w o i c h przodków, m a r t w y c h ,

wymiarze

z których wysysa się bycie-w-życiu pracy, będącej orga¬

artystycznym, d y d a k t y c z n y m ,

wewnętrz¬

n y m , politycznym, etycznym, r e w o l u c y j n y m ,

nihili-

n i c z n y m przedłużeniem genealogii w poszukiwaniu

stycznym, d u c h o w y m .

jeszcze nienarodzonych wnuków.

140

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Paradoksalna przestrzeń teatru

Jestem wyjątkowo zainteresowany tą nieprzezroczystą
przestrzenią teatru, która jest zawirowana, odległa o d

Razem z moją grupą O d i n Teatret podróżuję po

świateł i o d uwagi ekspertów czy tych, co wydają opinie.

świecie przez pół r o k u . Tylko przez niewielką część te¬

Ta sprzeczność skłania mnie do refleksji: teatry zaniedba¬

go czasu jesteśmy gośćmi bogatych i szanowanych te¬

ne, marginalne i niezgrabne są tymi, które poszukują war¬

atrów. Większość czasu spędzamy w przestrzeniach

tości i nowych znaczeń dla działania, będącego chwaleb¬

Trzeciego Teatru. Dokądkolwiek idę, znajduję środo¬

n y m reliktem modelu szybko zanikającego społeczeństwa.
Doświadczyłem teatru jako emigracji. Pozwolił m i do¬

wiska utworzone przez zmotywowane mniejszości, lu¬

trzeć do wnętrza wielu klas, kultur i społeczeństw. A tak¬

dzi szukających transcendencji poprzez teatr.
Słowo „transcendencja" może brzmieć filozoficznie

że do wnętrza wielu klas i kultur, które noszę w sobie.

lub religijnie. D l a m n i e jest czymś przeciwnym: czymś

Wartość teatru kryje się w jakości relacji tworzonych przez

całkowicie p o z b a w i o n y m doktryny. Czymś związanym

niego między jednostkami i między różnymi głosami

z zasadami skromnego i dokładnego postępowania rze¬

w środku jednej osoby. N i e wierzę we wzajemne rozumie¬

mieślników. Kojarzy m i się z pozorną

samotnością

nie. Wierzę w nieprzezwyciężalną niemożliwość porozu¬

anarchistycznych artystów, którzy walczyli o wolność

mienia między tymi, którzy razem działają. O w o c i c h ak¬

K a t a l o n i i (tych, których Hans Magnus Enzensberger

cji, owszem, może być wspólny. Wierzę w teatr jako „pu¬

spotkał na w y g n a n i u ) , ze sposobem, w j a k i p o t r a f i l i za¬

sty" rytuał, nie w znaczeniu czegoś błahego czy bez sensu,

chować godność i sens swojej r e w o l u c j i dzięki anoni¬

ale dlatego, że nie daje się o n podporządkować doktry¬

mowej sztuce.

n o m . T u ktokolwiek może jechać na własnej „różnicy",

Dzisiaj, w naszym w i e l o k u l t u r o w y m

może ją odkryć i wzmocnić, bez tłumienia różnic innych.

społeczeń¬

stwie, w porównaniu z czasami, kiedy r e n o m o w a n y te¬

Droga Mirello, dla Ciebie jako historyczki to wszystko

atr wydawał się j e d y n y m p u n k t e m odniesienia, jest

jest ważne, chociaż to już inna kwestia. Także na t y m

dużo t e a t r u „transcendentnego". M a m y do czynienia

przez wieki polegało życie teatralne. Jest dwuznacznym

z wielością f o r m spektaklu, wiele z n i c h rozwija się

i prereligijnym sposobem zachowania i zbierania różnic.

t a m , gdzie społeczne rany są najgłębsze, a mechanizmy

Zanim przeważy nakaz. Dzisiaj, wybór.

spychania na margines najsilniejsze: więzienia, szpita¬
Przełożyła Katarzyna

le, społeczności emigrantów.

Spotkanie kończące część sesji ISTA w Krzyżowej, fot. Francesco Galli

141

Kasia

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9812" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9790">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1546f6c6b8cbfdb9e96f3e616186674a.pdf</src>
        <authentication>03e09374ee32bcd6dc4d3011cf843936</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116735">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6493</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116736">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116737">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116738">
                <text>Odin Teatret</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116739">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6066</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116740">
                <text>Dzieci ciszy/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116741">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.2, s.128-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116742">
                <text>Barba, Eugenio</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116743">
                <text>Dworakowska, Zofia (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116744">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116745">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116746">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116747">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116748">
                <text>EUGENIO

BARBA

literą - aby odróżnić nieład jako stratę energii o d Nie¬
ładu jako w y b u c h u energii, który stawia nas twarzą
w twarz z nieznanym.
W m o i c h przedstawieniach zawsze dążyłem do wy¬

Dzieci Ciszy

wołania Nieładu w umyśle i zmysłach szczególnego wi¬
dza. Chciałbym wstrząsnąć jego n a w y k a m i przewidy¬
w a n i a i oceniania, doprowadzić go do emocjonalnego

Rozważania
o czterdziestoleciu O d i n Teatret

drżenia i wywołać zdumienie.
W i d z , o którym mówię, nie jest obcym, nie trzeba
go przekonywać a n i zdobywać. Przede wszystkim mó¬
wię t u o sobie. K t o k o l w i e k reżyseruje przedstawienie,
jest także jego widzem. Nieład (wielką literą) może

Tajemnemu ludowi — przyjaciołom

Odin

Teatret

być bronią l u b lekarstwem przeciwko nieładowi, który
zalewa nas, zarówno wewnątrz, j a k i na zewnątrz.
W i e m , że nie istnieje m e t o d a wywoływania Nieła¬
d u w w i d z u . Jednak wierzę, że mogę się do tego zbliżyć
poprzez szczególny rodzaj samodyscypliny. Oznacza to

M

porzucenie p o p r a w n y c h i rozsądnych sposobów rozwa¬
żania wartości, zasadności i celów naszej pracy. To jest

oje reakcje są często takie same j a k pięćdzie­

postawa, której n i k t nie może n a m narzucić a n i przy¬

siąt lat t e m u . „Popatrz na tego starszego czło­

znać.

w i e k a " - mówię sobie, obserwując mężczyznę

Wiąże się ona z wyzwoleniem i , tak j a k każde wy¬

koło czterdziestki. I zaraz śmieję się z siebie, zdając so¬

zwolenie, jest źródłem bólu.

bie sprawę, że o n m a tyle lat, co mój teatr i był dziec¬
k i e m , gdy ja już zacząłem myśleć, że moje najnowsze
przedstawienie będzie o s t a t n i m .

Polana

Chce m i się śmiać również wtedy, gdy O d i n Teatret
gra w n o w y m mieście i spotykamy młodych ludzi, k t ó ­

Polana znajduje się zaledwie k i l k a kilometrów za

rzy znają nas z książek. Myślą, że jesteśmy tylko roz¬

miastem. Przed c h a t ą zebrała się garstka mężczyzn

działem w h i s t o r i i teatru, więc nasze n i e n o r m a l n e

i kobiet. Należą do klasy z d o m i n o w a n y c h i wykorzy¬

trwanie zaburza i c h sposób rozumowania.

stanych w kolonialnej A f r y c e w połowie X X w i e k u .

Kości bolą, wzrok słabnie, a praca dwadzieścia go¬

Zgromadzenie jest tajne i zabronione. Wygląda to

dzin na dobę męczy o wiele bardziej niż kiedyś. M i m o

j a k spisek, ale n i m nie jest, bo karabiny, tak j a k w te¬

to, jakaś bezsensowna siła zdaje się utrzymywać przy

atrze, są nieprawdziwe. A l e to nie jest teatr. M i m o to

życiu moją potrzebę robienia teatru. W i e l e powodów

c i ludzie przebierają się i przemieniają się w postacie.

skłania m n i e do k o n t y n u o w a n i a pracy. I c h syntezę da

Porzucają swój codzienny sposób mówienia i chodze¬

się ująć w j e d n y m zdaniu: rzemiosło teatralne jest m o ­

nia i zachowują się inaczej. Udają. Czy to jest zabawa?
Traktują to poważnie. W p o t o c z n y m r o z u m i e n i u do¬

ją ojczyzną, a H o l s t e b r o - m o i m d o m e m .
I o t o jestem, świętuję czterdziestolecie mojego te¬

puszczają się wykroczenia i okrucieństwa. N a środku

atru, pracuję n a d przedstawieniem o Hansie Christia¬

polany, w dużym g a r n k u gotują psa, a p o t e m jedzą je¬

nie Andersenie i jego baśniach. M a m prawie siedem¬

go mięso, które stanowi dla n i c h przedmiot tabu.
Przemienieni ludzie są opętani, ale nie przez bogów

dziesiąt lat, więc ludzie uznają, że dziecinnieję.
Ja też chciałbym napisać baśń. Opowiadałaby ona

swojej przeszłości. Zamiast bóstw tradycyjnych obja¬

o dwóch braciach, dzieciach Ciszy, którzy podróżują

wiają się obecni mistrzowie: burmistrz miasta, szef po¬

po świecie, jeden jako cień drugiego. Robią wrażenie

l i c j i i damy europejskiej klasy wyższej w państwie ko¬
l o n i a l n y m . Przez k i l k a godzin Afrykańczycy nie są

chuliganów, a i c h i m i o n a m i są: Nieład i Błąd.

podporządkowani białym, którzy rządzą n i m i na co
dzień. Ucieleśniają i c h i przez opętanie przywłaszczają

Nieład

sobie na chwilę i c h życie i los.
Wydają się obłąkani i wyzbyci k o n t r o l i . Europej¬

W o s t a t n i c h latach, gdy mówię o rzemiośle teatral¬

czyk, który filmuje protagonistów rytuału, uważa i c h

n y m , coraz częściej używam słowa „Nieład", zdając so¬

j e d n a k za mistrzów i nazywa „szalonymi mistrzami":

bie sprawę, że rodzi to nieporozumienia. Nieład ma

używa dwóch rozbieżnych słów usiłujących zdefinio¬

dla m n i e d w a przeciwne znaczenia; r o z u m i e m go albo

wać Nieład.

jako b r a k l o g i k i i rygoru charakterystyczny dla bezsen¬

D o p o n o w n e g o obejrzenia kadrów f i l m u sprzed

sownych i chaotycznych prac; albo jako logikę i rygor,
które wywołują w w i d z u stan oszołomienia.

pięćdziesięciu lat ukazujących opętanych

Powinie­

ludzi

na

afrykańskiej polanie skłonił m n i e n i e d a w n o artykuł

n e m używać w t y m celu dwóch różnych słów. Zamiast

w gazecie. Podstęp wyobraźni i pamięci sprawił, że

tego posłużę się sztuczką ortograficzną - małą i wielką
128

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

w m o i c h myślach pojawiają się i n n i nieżyjący mistrzo­

N a wiadomość o śmierci Jeana Roucha, tego mi¬
strza Nieładu, zastanawiam się: czy jego szaleni mi¬

wie, drodzy m i i zawsze bliscy.

strzowie mówią też coś o m n i e , mojej historii, m o i c h
wymyślonych t e a t r a l n y c h przodkach? Jakie łańcuchy

Szaleni mistrzowie

m y chcemy zerwać?
N i e w i e m , j a k to wytłumaczyć, ale coś niewypo¬

W nocy ze środy 18 na czwartek 19 lutego 2004 r o ­

wiedzianego, prawie wstydliwego skłania m n i e do roz¬

k u zmarł w w y p a d k u samochodowym w Nigrze, sześć­

poznania k i l k u szalonych i opętanych mistrzów wśród

set kilometrów o d N i a m e j , Jean R o u c h . Był czołową

artystów t e a t r u z przeszłości.

postacią francuskiego k i n a , j e d n y m z ojców N o w e j Fa­
l i . Nazywano go le maître du Desordre, mistrzem Nieła­
d u . Pięćdziesiąt lat t e m u , na peryferiach A k r y , stolicy
Ghany, w t e d y k o l o n i i brytyjskiej, nakręcił Les

Cisza

maîtres

fous. Ten etnograficzny f i l m dokładnie pokazał jedną

G d y myślę o skrajności myśli przywódców teatral¬

z sytuacji, w której ciału i myślom ciągle boleśnie cią¬

nej r e w o l t y X X w i e k u , poczynając o d Stanisławskiego,

żyły łańcuchy, a męczarnie mieszały się z Nieładem

stają się o n i dla m n i e maîtres
W

w dążeniu do wyzwolenia.

fous.

atmosferze estetycznej,

technicznej i ekono¬

micznej odnowy, stawiali pytania, które były tak ab¬

F i l m R o u c h a dawał świadectwo innej racjonalno¬
ści, podziemnej i w y w r o t o w e j . Zafascynował Jeana

surdalne, że spotykali się z obojętnością i d r w i n a m i .

Geneta, który napisał Murzynów,

Żarzący się rdzeń t y c h pytań opakowany był w dobrze

wywarł wpływ na

Petera Brooka i jego przedstawienie Marat/Sade

sformułowane, fachowe teorie i dlatego uznano je za

Pete¬

ra Weissa oraz towarzyszył rozważaniom Jerzego Gro¬

a t a k i na sztukę t e a t r u , albo „utopie", n i e w i n n i e dając

towskiego o aktorze. W europejskich kręgach teatral¬

do zrozumienia, że nie trzeba traktować i c h poważnie.

n y c h krążyły anegdoty i legendy o oddziaływaniu Les

O t o niektóre z t y c h rdzeni:

maîtres fous. Coraz częściej dyskutowano w t e d y o po¬

- szukać życia w świecie papier-mâché;

dobieństwach i różnicach między teatrem i rytuałem.

- pozwolić prawdzie wpłynąć w świat pozorów;

Niektórzy artyści o d k r y w a l i podtekst, który dzisiaj jest

- osiągnąć szczerość

więcej niż oczywisty: teatr może być polaną w sercu

-

poprzez udawanie;

przekształcić t r e n i n g aktora (jednostki, która

cywilizowanego świata, miejscem uprzywilejowanym,

przedstawia i naśladuje

w którym wywoływany jest Nieład.

w ścieżkę prowadzącą do integralności

l u d z i różnych o d siebie)
N o w e g o Czło¬

wieka.

Przenieśmy się na chwilę do Moskwy, gdzie ulice są
białe o d l o d u . Jednego z pierwszych d n i stycznia 1889

Niektórzy mistrzowie skrajności d o d a w a l i szaleń¬

r o k u A n t o n i Czechow napisał długi list do bogatego

stwo do szaleństwa. N i e umiejąc zrozumieć, że te „uto¬

wydawcy i literata Alieksieja S. S u w o r i n a . Czytając

p i e " są nieosiągalne, zrealizowali je.

go, czuję t e n sam parzący smak cierpienia i zarozu¬

Wyobraźmy sobie dzisiaj artystę, który stara się

mialstwa, który pamiętam z afrykańskiej polany: pie¬

o grant M i n i s t e r s t w a K u l t u r y na badanie Prawdy po¬

kącą agonię wyzwolenia. Z surowym realizmem Cze¬

przez teatr. A l b o rektora szkoły teatralnej, który pisze

c h o w antycypuje napięcie i uniesienie

uczestników

w jej programie: uczymy t u aktorstwa w celu stworze¬

tamtej ceremonii, opisując człowieka, „który k r o p l a

nia N o w e g o Człowieka. A l b o reżysera, który wymaga

po k r o p l i wyciska z siebie n i e w o l n i k a " .

o d swoich aktorów biegłości w tańcu, który byłby od¬

T y m człowiekiem nie jest były n i e w o l n i k afrykański,

zwierciedleniem h a r m o n i i sfer niebieskich. U z n a n o by

ale w i e l k i i sławny pisarz rosyjski, syn chłopa pańszczyź¬

i c h za wariatów. Dlaczego więc historycy t e a t r u piszą

nianego. M i m o względnego k o m f o r t u , który go otacza,

0 Stanisławskim, Copeau i A p p i i tak, jakby i c h szalo¬

rozpoznaje w sobie rany po niewidzialnych łańcuchach.

ne pytania były szlachetnymi u t o p i a m i i o r y g i n a l n y m i

W i e l o k r o t n i e dostawał razy o d swojego ojca i nauczy¬

teoriami?

cieli, którzy uczyli go szacunku dla hierarchii, całowania

Dzisiaj w i c h p o z o r n y m szaleństwie można bez tru¬

rąk popów, naginania się do o p i n i i i n n y c h i okazywania

d u dostrzec sensowną reakcję na prądy epoki, która

głębokiej wdzięczności za każdy otrzymany o k r u c h . Wy¬

zagrażała i s t n i e n i u t e a t r u . W oszołomieniu,

rósł na młodzieńca, który dręczył zwierzęta i lubił obia¬

strzowie Nieładu w p r o w a d z i l i do t e a t r u swojego czasu,

dy z bogatymi k r e w n y m i ; stał się hipokrytą w stosunku

łatwo dziś rozpoznać wnikliwość, spójność i inteligen¬

które mi¬

cję. O d r z u c i l i stary porządek, wywrócili hierarchie,

do Boga i ludzi, bo był świadomy własnej nicości.
Czechow, który przyznaje się do zmagań z własny¬

d o k o n a l i sabotażu sprawdzonych k o n w e n c j i k o m u n i ¬

m i ł a ń c u c h a m i i poczuciem nicości, jest p r z e n i k l i w y m ,

kacyjnych między sceną i widownią, odcięli pępowinę

wrażliwym i a u t o i r o n i c z n y m pisarzem cywilizowanej

l i t e r a t u r y i płytkiego realizmu. B r u t a l n i e ogołocili te¬

Europy. Jego słowa są powściągliwe. A l e i c h opanowa­

atr i zredukowali go do jego esencji. Za uzasadnienie

nie k a r m i się t y m samym Nieładem, który odżywia

służył i m paradoks: tworzyli przedstawienia, które by¬

działania podczas afrykańskiej ceremonii, niepokojące

ły niewyobrażalne w swojej skrajności, oryginalności

i dla naszych oczu niepowściągliwe.

1 artystycznym w y r a f i n o w a n i u po to, aby zaprzeczyć, że
129

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

teatr jest tylko sztuką. Każdy z n i c h , s w o i m i słowami,

szy, która zakuwa nas w łańcuchy i zwiększa strach, ale

podkreślał, że powołaniem t e a t r u jest zerwanie intym¬

czujemy, że ona może nas poprowadzić j a k szalony

n y c h , zawodowych, etycznych, społecznych,

mistrz na afrykańskiej polanie.

religij¬

n y c h i k u l t u r o w y c h łańcuchów.

Samodyscyplina, która jest j e d n y m z warunków re¬

Przywykliśmy czytać historię t e a t r u współczesnego

alizowania Nieładu w m o i m umyśle jako widza, rodzi

o d k o ń c a . Zaczynamy nie o d żarzących się rdzeni py¬

się ze skrzepu ciszy. M a t a k swoistą naturę, że gdy od¬

tań i obsesji mistrzów Nieładu, ale o d sensu l u b poezji

czuwam pierwsze symptomy, nie rozpoznaję i c h . Dla¬

i c h w y d r u k o w a n y c h słów. I c h teksty mają t o n autory¬

tego żadna metoda nie może zaprowadzić do Nieładu.

tarny i przekonujący. A l e na p e w n o każdy z n i c h prze¬

S ą przedstawienia, gdzie aktorzy, reżyser i widzowie

żył wiele nocy pełnych samotności i strachu, podejrze¬

znają opowiadaną historię. Są przedstawienia, gdzie

wając, że w i a t r a k i , z którymi walczy, są niepokonany¬

aktorzy i reżyser ją znają, a widzowie nie. Po l a t a c h

m i olbrzymami.

c h c ę stworzyć t a k i rodzaj przedstawienia, na początku

Dzisiaj widzimy i c h sportretowanych na malowni¬

którego a n i ja, a n i aktorzy nie p o t r a f i m y wyobrazić so¬

czych fotografiach: o i n t e l i g e n t n y c h , dobrze odżywio¬

bie historii, którą opowiadamy. M u s i m y odkryć nie

n y c h i ironicznie spokojnych twarzach, j a k Stanisław¬

tylko jak, ale także co opowiadamy. Jedynie przedsta¬

ski; przywodzących na myśl żebrzących królów, jak A r ¬

wienie, które powołamy do życia, może

t a u d ; d u m n y c h i świadomych swojej intelektualnej

ukazać to, co chcieliśmy powiedzieć.

częściowo

wyższości, jak Craig; wiecznie zachmurzonych i wojow¬

W t e n sposób, zdając sobie sprawę z ryzyka, gubię

niczych, jak M e y e r h o l d . W żadnej z t y c h jasnych po¬

się i odnajduję się p o n o w n i e . Wykorzystuję dwie kon¬

staci nie da się odnaleźć niemożności zapomnienia czy

trastujące siły: z jednej strony, u f a m m o j e m u długiemu

zaakceptowania własnych niewidzialnych łańcuchów.

doświadczeniu zawodowemu, z drugiej próbuję unie¬

N i e domyślamy się, że i c h skuteczność wyrasta częścio¬

ważnić to doświadczenie, tworząc chaotyczne i uciąż¬

w o z wysiłku wyrwania się ze stanu bezsilnej ciszy.

liwe w a r u n k i pracy. C h c ę sparaliżować p e w n i k i mojej

Sztuka, która jest zdolna wywoływać stan

wiedzy, rozbroić manieryzm m o i c h odruchów i ponow­

oszołomie¬

pierwszy raz; ożywiając moje umiejętności

nia i w t e n sposób nas zmieniać, zawsze skrywa sferę ci¬

nie przeżyć

szy, która ją stworzyła. Myślę, że t e n rodzaj ciszy nie jest

w oszołomieniu wobec sytuacji, której nie kontroluję.

wyborem, ale stanem doświadczonym jako amputacja.

Takie przedsięwzięcie jest w y k o n a l n e tylko z a k t o r a m i

Ta cisza tworzy p o t w o r y : niską samoocenę, przemoc

O d i n Teatret, których silne osobowości były tempero¬

wobec siebie i i n n y c h , ponure lenistwo i bezowocny

wane podczas tego paradoksalnego poszukiwania: wie¬

gniew. Czasami jednak ta cisza odżywia Nieład.

my jak szukać,

ale jeszcze nie wiemy, czego szukamy.

Doświadczenie Nieładu nie dotyczy kategorii este¬

Muszę zrobić nowe przedstawienie. Pierwszy wysi¬

tycznych. Pojawia się, gdy n a d rzeczywistością bierze gó¬

łek polega na umiejętności stworzenia stanu zbiorowej

rę inna rzeczywistość:

w świecie geometrii płaskiej ciało

inkubacji, który zaczyna się o d „czarnych dziur". Mogą

stałe spada. Tak jak wtedy, gdy niespodziewanie, jak bły¬

to być dwa lub trzy różne teksty, jakieś zniewalające hi¬

skawica, śmierć uderza w ukochanego, albo gdy w ułam¬

storie, rozbieżne pytania albo sprzeczne tematy zesta¬

k u sekundy nasze zmysły rozpalają się i uświadamiamy

wione razem. A k t o r z y i ja pozwalamy t y m „czarnym

sobie, że jesteśmy zakochani. A l b o wtedy, gdy w Norwe¬

dziurom" oddziaływać na nas przez wywołanie strumie¬

gii pogardliwie nazywano mnie - świeżego emigranta -

nia pomysłów, wspomnień, duchów, skojarzeń, wyda¬

„makaroniarzem" i zatrzaskiwano przede mną drzwi.

rzeń biograficznych lub wymyślonych i faktów histo¬
rycznych. Poprzez improwizacje i świadomą kompozy¬

G d y Nieład uderza w nas, w życiu i w sztuce, bu¬
dzimy się nagle w świecie, którego już nie rozpoznaje¬

cję dajemy t e m u wewnętrznemu s t r u m i e n i o w i anato¬

m y i jeszcze nie wiemy, j a k się do niego przystosować.

mię - system nerwowy, dynamiczny i dźwięczny tempe¬
r a m e n t w formie działań fizycznych i w o k a l n y c h . Pod¬
czas prób p o d d a m y t e n materiał sceniczny maceracji,

Polana w zamęcie

wymieszaniu i destylacji, dopuszczając czasami, aby po¬
jawiły się sensoryczne, melodyczne, rytmiczne, skoja¬

K i e r u n k i artystyczne są zawsze i n d y w i d u a l n y m i

rzeniowe i intelektualne związki, których nie można

ścieżkami, które usiłują uciec o d zastanych mechani¬

było przewidzieć: coś, co na początku

zmów, tras i rozwiązań. Trzeba odkryć własną orga¬

zignorowaliśmy.

T e m u procesowi nieustannie zagrażają niepewność

niczność, która jest naszą „potrzebą". To, czy te ścież¬

i obawa. Mijają d n i i tygodnie, a m y czujemy się j a k

k i oddychają i utrzymują się przy życiu, zależy o d oso¬

rozbitkowie na m o r z u rozbieżnych propozycji, dziw¬

bistej samodyscypliny.

n y c h możliwości, niedorzecznych scen i kierunków:

Samodyscypliny nie da się pogodzić z dobrowol¬

zamęt.

n y m przestrzeganiem n o r m wymyślonych przez in¬

Posuwam się do przodu skokami, za p o m o c ą

skojarzeń,

n y c h . Powtarzam: polega ona na porzuceniu oczywi¬

niespójnych

wyborów,

nieporozumień

i przypadkowych ingerencji. Podejmuję decyzję, nie

stych i sensownych sposobów uznawania wartości, ce¬

wiedząc dlaczego, a moja i n t u i c j a często nie bierze

lów i m o t y w a c j i naszego rzemiosła. Oznacza także siłę

w t y m udziału. Prowadzą m n i e zmęczenie i upór.

umysłu potrzebną do oddania się tej wewnętrznej c i 130

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

Z czasem doszedłem do swoistej poufałości z m o i m

stycznym to n o r m a l n a praktyka. Ileż to razy przygoto¬

sposobem myślenia, c h w y t a n i a myśli, które przekła­

wując przedstawienie pogrążam się w zamęcie i odkry¬

d a m na słowa sobie i m o i m towarzyszom. O d r u c h o w o

w a m , że jestem na złej drodze. Zamęt i dezorientacja są

w i e m , które drogi prowadzą donikąd, a które, przeciw­

nieprzyjaciółmi, których trzeba pokochać.

nie, zaprowadzą m n i e do d o m u . Podążam

przeczu­

Uczono m n i e : życie jest snem. To nieprawda. Zycie

ciami. Przepowiadam d o m wiatrów, który po o m a c k u

jest baśnią. Jest światem czystej anarchii, gdzie ci, któ¬

budujemy.

rzy uparcie próbują zwyciężać, kierując się w walce

za

Ten sposób postępowania nie jest d o b r y m przykła¬

rozsądkiem, przegrywają. A ci, którzy zachowują się

d e m do naśladowania, szczególnie dla niedoświadczo¬

głupio, w zakończeniu odnajdują księżniczkę.

n y c h reżyserów, którzy mogą dać się zwieść przez

Świat baśni jest czystą anarchią, bo jest skoncen¬

szczęśliwy traf, przypadkowe odkrycia i nieoczekiwane

t r o w a n y na potrzebie zerwania łańcuchów. Baśń zrywa

rozwiązania, które pojawiają się podczas popełniania

kajdany, które skuwają opowieści ze światem, t a k i m

błędów i błąkania się, w trakcie pracowitego okresu

j a k i jest. Jednak ta wolność o k u p i o n a jest ryzykiem ar¬

prób.

bitralności. W ł a ś n i e dlatego baśnie są

K i e d y próbuję oprzeć się na bezpiecznych regu­

zamieszkane

przez potwory, cienie obdarzone a u t o n o m i c z n y m ży¬

łach, moja naiwność zostaje ukarana. Jeśli pogodzę się

ciem, kobiety i mężczyzn, którzy są półzwierzętami,

z koncepcją świata pozbawionego reguł, zapłacę za tą

mówiące t r u p y i żywe przedmioty, które myślą. To nie

naiwność niepowodzeniami, które są równie druzgo-

jest świat m i t u i wyobraźni. To jest świat zamętu. To

czące. Co znajduje się więc między regułami a i c h bra­

jest świat, który dzieci kochają, ale o n i c h nie kocha.

kiem? Między regułą a anarchią? Teoretycznie: n i c .

T a m dzieci masowo umierają, są obezwładnione i po¬

A l e p r a k t y k a uczy m n i e , że t a m jest coś, co jednocze¬

rzucone. Doświadczają nagiej rzeczywistości: niepoko¬

śnie łączy istotę reguły i istotę tego, co jest jej zaprze¬

j u i strachu przerywanych błyskami bezsensownej

czeniem.

sprawiedliwości.

To coś jest zazwyczaj nazywane błędem

Czego uczy m n i e czysta anarchia baśni?

i to o n po­

Jeśli zamęt zyskuje przewagę podczas prób, wszyst¬

maga m i wydostać się z zamętu. Rozpoznaję dwa r o ­
dzaje błędu: stały i płynny. Błąd stały może być zmie¬

ko staje się niewyraźne. Mgła uniemożliwia patrzenie

rzony, ukształtowany l u b zmodyfikowany, i traci w t e d y

w którąkolwiek stronę. A b y odzyskać orientację, usi¬

swoje właściwości: nieścisłość, nieporozumienie, nie¬

łuję skondensować t e n c h w i l o w y zamęt w błędy stałe,

dostatek i absurdalność. Może być przywrócony regu¬

które można poprawić i wykluczyć, przywracając sytu¬

le i zamieniony w ład.

acji ład.

Błąd płynny nie może być u c h w y c o n y a n i oszaco¬

Jednocześnie muszę wiedzieć, j a k rozpoznać błędy

wany. Jest j a k p l a m a w i l g o c i za ścianą. W y j a w i a coś, co

płynne, które przeniosą m n i e do miejsc, których sobie

przychodzi z daleka. Widzę, że dana scena jest „zła",

nie wyobrażałem. N i e chciałem t a m iść albo nie wie¬

ale jeśli jestem cierpliwy i nie robię natychmiast użyt¬

rzyłem, że jest to możliwe.

k u z mojej inteligencji, zdaję sobie sprawę, że tej sce¬

Gdyby rzeczywiście baśnie mogły uczyć, musiałbym

n y nie trzeba poprawiać, ale za nią podążyć. W ł a ś n i e

przyznać, że przede wszystkim udowadniają, że błąd

dlatego, że jest ona w tak oczywisty sposób zła, podej¬

może być błogosławieństwem. Głupota albo roztar¬

rzewam, że nie jest po prostu głupia, ale wskazuje

gnienie protagonisty, ktoś wzięty za kogoś innego,

boczną drogę, która prowadzi nie w i a d o m o dokąd.

przedłużający się sen, m a r t w a w r o n a , którą włożyłeś
do kieszeni, są często przesłankami i w a r u n k a m i nie¬

N a j t r u d n i e j jest opanować sztukę przylgnięcia do
błędu

zamiast natychmiastowego p o p r a w i a n i a

spodziewanego szczęśliwego zakończenia.

go,

Czy istnieje sztuka błędu? Teraz, po czterdziestu la¬

w t e d y można odkryć, gdzie nas t e n błąd przeniesie.
Ta zdobyta cicha wiedza jest pogrzebana we m n i e ,

tach z O d i n Teatret, jestem skłonny twierdzić, że są

w m o i m systemie n e r w o w y m , w mięśniu mojego serca.

błędy, które zwiększają zamęt i błędy, które wyzwalają.

N i e można jej nauczyć a n i przekazać jako metody, któ¬

Oczywiście wierzę w inspirację, n a t c h n i e n i e , głos mu¬

rą da się sformułować i zastosować. Każdy z nas, złapa¬

zy, ddimon, duende czy anioła stróża. A l e więcej wiary

ny w zamęcie, ślepnący i zbaczający ze szlaku, walący

m a m dla błędów, które wyzwalają, jeśli jestem na tyle

głową w swoją własną ciszę i samotność, musi wystawić

zręczny, aby je przewidzieć i podążyć za n i m i . To są

na szwank zawodową pewność i odgadnąć, gdzie otwo¬

znaki, które odrywają się o d ciszy. Pochodzą z tej czę¬
ści mojego wnętrza, którą ignoruję. Uważam je za

rzyć szczelinę swojemu szczególnemu Nieładowi.

przesłanie, które powierzył m i szalony mistrz.

Anarchia baśni i sztuka błędu

Materiał organiczny

Nieład niczego nie b u d u j e . Czasami jest wyjątkowo
nieprzyjemny, ale pomaga zerwać łańcuchy.

Wszystko to obejmuje całe ciało, nie tylko mięso

Uczono m n i e : kochaj swoich nieprzyjaciół. W życiu

i kości, ale mięśnie, nerwy i złożone relacje między or¬

codziennym jest to specjalność świętych. W życiu arty-

ganami, krążenie k r w i i zakończenia nerwowe. Ciało
131

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

przypomina myśl dokładnie dlatego, że jest organi-

Dzisiaj jest dla m n i e jasne, że: teatr stanowi cenne

z m e m - d u c h e m : ciałem-umysłem.

narzędzie, za p o m o c ą którego można dokonać podboju

Z tego p o w o d u materiał organiczny, który stwarza

t y c h obszarów świata, które wydawały się poza m o i m

teatr, wraz z p r o m i e n i o w a n i e m , które wydziela, był za¬

zasięgiem. Można się wedrzeć zarówno na nieznany te¬

wsze moją pasją. U w i e l b i a m pracować n a d t y m żywym

r e n wertykalnej czy duchowej rzeczywistości człowie¬

materiałem, po to, aby snuć ciche rozmowy z ludożer¬

ka, j a k i w przestrzeń horyzontalną relacji międzyludz¬

c a m i - widzami, którzy mają potrzebę pożerania swo¬

k i c h , kręgów społecznych, władzy i p o l i t y k i , właściwą

i m i zmysłami. Lubię za p o m o c ą tego materiału otwie¬

dla kleistej codzienności tego świata, który zamieszku¬

rać f u r t k i , które natychmiast się za m n ą zamkną, po¬

ję i do którego nie chcę należeć.

zwalając m i i m o i m a k t o r o m pozostać w przejściu.
Podczas mojego

Dzisiaj nadal jestem oczarowany f a k t e m , że teatr
od

dostarcza narzędzi, sposobów i alibi dla p o d b o j u obsza¬

czasu do czasu nieoczekiwane zderzenia z rzeczywisto¬

rów d w u w y m i a r o w e j geografii: t y c h , które są wokół

ścią teatralną, która zasiewała we m n i e oszołomienie.

m n i e i tych, wokół których ja jestem. Z jednej strony

Brechta/Gorkiego w Berliner Ensemble, długa

świat zewnętrzny z jego regułami, jego bezkresem, nie¬

Matka

t e r m i n o w a n i a przeżywałem

n o c kathakali w K e r a l i i Książę Niezłomny

Grotowskie¬

go pozostały nieusuwalnie wyryte w m o i m

zrozumiałymi i kuszącymi obszarami, złem i chaosem;

mózgu

z drugiej świat wewnętrzny z jego k o n t y n e n t a m i i oce¬

i szpiku.

anami, pofałdowaniami i żyznymi t a j e m n i c a m i .

Podobnie, niespodziewanie i m i m o w o l n i e doświad¬

Czym jest t r e n i n g m o i c h aktorów, jeśli nie mostem

czałem i ciągle doświadczam Nieładu w pracy z m o i m i

między t y m i d w o m a skrajnościami: w d a r c i e m się do

a k t o r a m i . O d samego początku niektóre f o r m y i c h

maszyny ciała i o t w a r c i e m na w y b u c h energii, który

działań fizycznych i w o k a l n y c h , nieustannie powtarza¬

rozrywa ograniczenia ciała?

ne i dopracowywane, przenosiły w inną rzeczywistość

Teatr może być rzemiosłem p o d b o j u , pływającą wy¬

istnienia.
Sam

spą sprzeciwu, polaną w sercu cywilizowanego świata.
byłem

tego

świadkiem:

gęstsze,

W

jaśniejsze

rzadkich i szczególnych przypadkach, teatr jest

i bardziej rozżarzone ciało niż nasze ciała, wynurza się

wzburzonym Nieładem, który wstrząsa m o i m i nawyka¬

w przestrzeni teatralnej z jakiegoś innego miejsca, któ¬

m i doświadczania przestrzeni i czasu i , przez oszoło¬

rego nie u m i e m wskazać. N i e zważając na dobry czy

mienie, zmusza m n i e do odkrycia innej części m n i e sa¬

zły smak, to ciało-w-życiu wdziera się, dzięki połącze¬

mego.

n i u przypadku i rzemiosła albo z p o w o d u nieprzewi¬
dzianego zdarzenia w obrębie dokładnie skonstruowa¬

Przełożyła

nego p l a n u .

132

Zofia

Dworakowska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11008" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10986">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b9b290831f0d1050267d629f5b608413.pdf</src>
        <authentication>c4ef7c4eff1800fed08823ed11d31d14</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131257">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2419</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131258">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131259">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2245</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131260">
                <text>Czterech widzów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131261">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.7-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131262">
                <text>Barba, Eugenio</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131263">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131264">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131265">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131266">
                <text>Czterech widzów
Eugenio Barba

Maturalne granice
Natura teatru jest efemeryczna. Jakie można wyciągnąć
konsekwencje z tego prawdziwego, chociaż banalnego stwier­
dzenia?
Można poddać się tej efemeryczności. Można też, odwrot­
nie przeciwstawić się transcendentalnej naturze teatru. Ta
opozycja odkrywa istotę teatru, stanowi próbę poszerzenia
granic teatru, odrzucając jego z dawna ustaloną rolę w kul­
turze. A zatem: kwestionować teatr - tworząc go. Trzeba
zdawać sobie sprawę z tego, jak to czynić w procesie pracy,
która musi być, poza wszystkim innym,,.dobrze wykonana".
'Znaczenie rewolty można ukazać, nie nazywając jej tak, po
prostu przy pomocy profesjonalnych technik i działań.
„Efemeryczny" znaczy „trwający tylko jeden dzień". Ale
także „zmieniający się z dnia na dzień". Pierwsze znaczenie
ewokuje obraz śmierci; drugie zaś wiecznie zmieniający się
nurt wody, charakteryzujący bycie-w-życiu.
Przedstawienie jest efemeryczne, a nie teatr. Teatr bowiem
budowany jest z tradycji, konwencji, instytucji, zwyczajów,
z tego wszystkiego, co wytrzymało próbę czasu. Znaczenie tej
próby czasu jest tak duże, że nieraz hamuje pojawienie się życia
i zastępuje je rutyną. Rutyna jest jeszcze jedną z naturalnych
granic teatru. Jednak walka z efemeryczną naturą teatru nie
może być sprowadzana do ochrony tradycji. Nie polega też na
wysiłkach, by zakonserwować kształt przedstawień. Zarówno
film - „elektryczne cienie", jak go nazwali Chińczycy, ani
„elektroniczne cienie" nie zagrażają teatrowi. Ale stwarzają
groźną pokusę. Film bowiem i elektronika urzeczywistniają to.
co było nie do pomyślenia aż do tego wieku: możność
zachowania, w istocie bez zmian, przedstawienia. W ten
sposób zaciemniają świadomość tego, iż istota teatralnego
przedstawienia opiera się czasowi nie przez zamrożenie w zapi­
sie, ale przez proces transformacji. Ostateczną granicą tej

transformacji jest indywidualna pamięć poszczególnych wi­
dzów.
Ta nasza część, k t ó r a żyje na wygnaniu
Co to znaczy pracować, mając na uwadze widzów a nie
publiczność? Publiczność warunkuje sukces lub porażkę,
możemy to ująć w wymiarze szerokości. Natomiast widzowie,
w swym indywidualnym przeżyciu determinują wymiar głębi
- ich odbiór przedstawienia ma korzenie w pamięci in­
dywidualnej. Jest to ta część naszej egzystencji, która żyje na
wygnaniu, której ani my sami nie chcemy zaakceptować, ani
też inni (inni w nas); której stanowczo nie doceniamy. Niektóre
przedstawienia zaczynają drążyć w tym racjonalnie, moralnie
czy emocjonalnie istniejącym obszarze wygnania, mimo tego,
iż widz ich nie przyjmuje. Często dlatego, że ich nie rozumie,
bądź nie wie jak się do nich ustosunkować. Pozostaje jednak
w dialogu z pamięcią, którą owe przedstawienia zasiały w jego
duszy. Mówię o tym niejako reżyser, ale na podstawie swych
doświadczeń widza.
Konieczność rozróżnienia pomiędzy publicznością a widza­
mi wynika ze zrozumienia nieuniknionego faktu: nawet gdyby
kilka czy wiele reakcji mogło być takich samych, powszech­
nych (reakcji „publiczności"), prawdziwa wspólnota percepcji
jest niemożliwa. Można mówić o bliskości postaw, ale wynika­
jących z różnych pozycji. To zróżnicowanie jest nie tylko
źródłem trudności, ale może też stanowić drogocenne źródło
teatralnej energii. Zamiast próbować konstruować przed­
stawienie jako organizm przemawiający do wszystkich wi­
dzów tym samym głosem, można je tak pomyśleć, by się
komponowało z wielu głosów mówiących razem, bez potrzeby
tego, by każdy głos mówił do wszystkich widzów.
Przez kilkanaście lat przedstawienia Odin Teatret zawierały
fragmenty (czasami całe sekwencje) kierowane do tych, okreś­

li. 1. Mister Peanut v. Anabasis. Peru 1978

�lonych widzów, którzy - czuliśmy to - są nam bliscy i do
których się bezpośrednio odwoływaliśmy. Nie oznacza to, że
sekwencje te czy fragmenty mogą nie docierać do innych
widzów. Mamy do czynienia z tworzeniem splotu wydarzeń,
które są spójne na poziomie preekspresyjnym, precyzyjne
w rytmie dramatycznym i „węzłach" obrazów, mogących
wpłynąć na wzrost uwagi każdego widza. Działanie czy
sekwencje „żywe" i nienudne dla większości widzów, choć
niezrozumiałe w swej intencji, muszą zawierać jasną i zasad­
niczą wartość przynajmniej dla jednego widza.
Słowo „widz" nie odnosi się tylko do tych, którzy zgroma­
dzili się na przedstawieniu. Aktorzy i reżyser są poniekąd także
widzami: są oni czynni w tworzeniu przedstawienia, jednakże
nie są panami jego znaczeń.
Powoływałem się na przypadek ekstremalny. Mamy rozleg­
łą gamę możliwości pomiędzy tym przypadkiem, a jego
biegunem przeciwnym, gdzie wszystko musi być równie zro­
zumiałe dla maksymalnej liczby ludzi. Kiedy się staje na
pozycji badacza tej rozległej skali, przekroczyć trzeba bariery
języka, podziałów społecznych i kulturowych; poziomów
wykształcenia, i to nie dlatego, że przedstawienie jest uniwer­
salne i stwierdza coś, co mogą przyjąć wszyscy, ale dlatego, że
w pewnych chwilach przemawia do każdego, w innych nato­
miast przemawia różnie do każdego z osobna. Przedstawienie
..tańczy" nie tylko na poziomie energetycznym, ale także
semantycznym. To tańczą jego z n a c z e n i a , czasami otwar­
cie, innym razem sekretnie i w ukryciu, otwarte na wolne
skojarzenia nielicznych widzów, podczas gdy dla innych jest to
dwuznaczne i nierozpoznawalne.
Prawdziwa trudność nie zawiera się w zagwarantowaniu
obecności wielorakich głosów, ale w ochronie organicznej
integralności przedstawienia. Musimy dysponować techniką,
chroniącą przed fragmentaryzacją lub degradacją przedsta­
wienia do roli przekazu zakodowanego, obojętnego i mart­
wego dla widzów nie posiadających klucza.
Umożliwienie widzowi rozszyfrowania opowiadanej historii
nie znaczy jeszcze, iż jest on zdolny do odkrycia „prawdziwego
znaczenia", stwarza jednak warunki pozwalające na zadanie
pytań o to znaczenie. Mamy tu do czynienia z odkrywaniem
„węzłów" historii, tych punktów, w których zawierają się
skrajności.
Są widzowie, dla których teatr jest niezbędny, właśnie
dlatego, że przedstawia im nie rozwiązania, ale „węzły".
Spektakl jest początkiem dłuższego doświadczenia. Jest uką­
szeniem skorpiona, które powoduje, że się tańczy.
Taniec nie ustaje, kiedy opuszcza się teatr. Estetyczna
wartość i kulturowa oryginalność przedstawienia czynią żądło
ostrym. Ale jego drogocenna trucizna pochodzi z innego
miejsca.

nie intelektualnej zróżnicować publiczność. Podobnie lojal.
ność w stosunku do aktorów nie oznacza dbałości o ich sukc
zainteresowania krytyków, jednomyślność środowiska
ralnego.
Reżyser nie jest ..opiekunem". Wielu uważa go za ek:
ta-koordynatora. Inni traktują go jako rzeczywistego autor;
przedstawienia. Dla mnie, jest to raczej osoba znająca
drobniejsze realia teatru, eksperymentująca nad sposoba
zmiany oczywistych połączeń pomiędzy działaniem i jeg
znaczeniem, akcją i reakcją, przyczyną i skutkiem, międ
aktorem i widzem. Moją pracę kojarzę z Rabelais'owsk
obrazem umierającego z głodu psa, który upiera się. żeby gr
kość w nadziei przegryzienia jej i odkrycia wewnątrz, w j
wnętrzu „istoty bycia psem" - „une substantifique mouelle"'
Ta „istota bycia psem" zakłada głód, upór i technikę.
Porozmawiajmy o technice. Można powiedzieć: „reż
jest pierwszym widzem". Albo „jego zadaniem jest sterowa
uwagą widza poprzez działania aktorskie". Lecz o jakim wid
mówimy? Technika istnieje tylko wtedy, kiedy reżyser
pracować nad de-komponowaniem możliwych zachov
widza w podstawowych sytuacjach.
Bez wstępnej de-kompozycji nie można podążać w
znaczonym kierunku. Nie ma elementów, które by mogły i
siebie wzajemnie oddziaływać. Nie jest się w stanie postępów
metodą prób i błędów: żadna kompozycja nie jest mozliv
Jest to oczywiste, kiedy dochodzi do pytania o pracę
„tworzywem" przedstawienia. Proces prowadzący do osti
cznej jedności - w którym nie można już rozróżnić pomięd
rozmaitymi poziomami i oddzielnymi fragmentami - zacz
się właściwie od dekompozycji poszczególnych element
(scen, sekwencji, minisekwencji) i od różnicowania pozion
(działań aktora, wzajemnych relacji, działań fizycznych i j
sowych, czasu i przestrzeni spektaklu, montażu wizualnej
i głosowego). Nie mniej oczywistą wydaje się koniecz
solidnego podejścia do spraw relacji między teatrem a wid
zapewniając wielkość głosów, które mogą do niego prz
wiać.
Kiedy reżyser zapewnia, że jest „pierwszym widzem" pr
stawienia, nie powinien utożsamiać się, w swej prywat!
tożsamości, z tym obrazem („pierwszego widza"), lecz tri
tować go w pracy jako pomocne narzędzie. Inaczej narażaj
na niebezpieczeństwo arbitralnych rozstrzygnięć. Bywa, |
świadom tego ryzyka, wybiera reżyser drugą skrajność. Ko:
struuje intelektualnie domniemany model widza, oparte
obrazie publiczności, którą lubi lub której się najbard

Technika reżysera jako widza
Ciągle „robię teatr", ponieważ mogę zwracać się do widzów
szukających konfrontacji z czymś, co zostawia widoczny ślad
w tej ich części, która żyje na wygnaniu.
Te słowa są tylko i wyłącznie słowami, jeśli nie zostają
skonkretyzowane w precyzyjnych wskazówkach dla prak­
tyków teatru.
Podczas pracy nad przedstawieniem musi być moment,
w którym reżyser przechodzi na drugą stronę i staje się
przedstawicielem widza. Musi być wobec niego tak samo
lojalny, jak i wobec aktorów. Lojalność wobec aktorów polega
w zasadzie na stworzeniu warunków pozwalających im wy­
kreować postać w przedstawieniu bez całkowitego poddania
się żądaniom widzów. Lojalność zaś wobec widza polega na
tym, że nie traktuje się go protekcjonalnie, jako jednego
z wielu, jako „część publiczności", ale konstruuje przed­
stawienie tak, jak gdyby było ono zrobione t y l k o d l a
n i e g o , żeby szepnęło mu coś osobiście.
Dla reżysera lojalność wobec widzów nie oznacza troski
o ich zainteresowanie, podniecanie, zabawianie czy rozrusza­
nie. Oznacza stosowanie właściwych technik, by w płaszczyź-

8

к
w
II. 2, 3. Fragmenty z wystawianej ponad 350 razy „Księgi
Fot. Tony d'Urso

�p

obawia. Taki zabieg nie pozwala mu dostrzec w widzu
konkretnego partnera, którego mógłby poważnie traktować.
Technika, w której reżyser utożsamia się z widzem polega na
alienacji i utożsamieniu. Wyobcowuje się bowiem nie tylko
w stosunku do publiczności, ale i do siebie samego. Kiedy
jednak następuje utożsamienie różnorodnych i konkretnych
doświadczeń widza z tym, co mu w swej różnorodności
i konkretności daje przedstawienie, dochodzi do sytuacji
bycia-w-życiu.
Jest to technika indywidualna, chociaż jej zasady mogą być
przekazywane i podzielane przez innych.
Niezbędne jest by przyjąć za punkt wyjścia reakcje co
najmniej trzech widzów i zdawać sobie sprawę z tego, jak może
wyglądać reakcja czwartego. Tych czterech „podstawowych
widzów" to:
- dziecko, postrzegające działania dosłownie;
- widz, który sądzi, że nie rozumie, ale wciąga się w „taniec",
wbrew sobie;
- alter ego reżysera;
- widz czwarty, przenikający sens przedstawienia tak. jakby
nie należało ono do świata efemerycznego i fikcyjnego.
W każdej chwili przedstawienie musi mieć sens w oczach
każdego z tych czterech widzów. Na tym właśnie polega
technika reżyserska w tym podstawowym zakresie pracy, by
wiedzieć jak utożsamić się najpierw z pierwszym, a później
i kolejnymi widzami, by umieć przewidzieć ich reakcje,
wyobrażać sobie śmiech czwartego widza. Zadaniem reżysera
jest też takie zharmonizowanie tych czterech widzów, by to, co
jednym wywołuje reakcję, nie blokowało kinestatycznych
czy umysłowych reakcji pozostałych.
W ten sposób reżyser ustala skalę, w ramach której przed­
stawienie może zapuszczać korzenie w pamięci rozmaitych
'dzów. Każdy konkretny widz może być pomyślany jako
osobowość, w której cechy czterech podstawowych widzów
*ymieszane są w różnych proporcjach.
••Dziecko postrzegające działania dosłownie" nie może być
"wiedzione przez metafory, aluzje, wyobrażenia symboliczne,
cytaty, abstrakcje, sugestywne teksty. Obserwuje to. co jest
Prezentowane, a nie to. co jest reprezentowane. Jeśli Hamlet
być albo nie być, „dosłowne dziecko" widzi samotnego
^ ? ' którv mówi długo, nie czvniac przy tvm niczego
mteresującego.
Drugi widz nie myśli o zrozumieniu sensu przedstawienia.
akt
° k ' y°brazić. że nie zna on języka, którym mówią
SDr ^' ' '
Р
. ] fabuły. A jednak i on zdaje sobie
Piec ^ ^ ° ' P
J
--dobrze wykonana", szczegóły
z ied - ' ' ° P
- jak w dziele mistrza-rzemieślnika
mieri
' У kultur, w których nie istniało rozróżnienie
' sztuką a rzemiosłem. Przede wszystkim pozwala sobie
•^УС się na preekspresyjny poziom przedstawienia, aktor­
w

w

z

zn

Zemy S

fZ

e w

а П

Z

n

z

Г 0 7

z

C

o t w

e

t e

e

0 2 П а

e

r

с п

е

r a c a

a

c

o

w

a

e s t

n

e

ski taniec energii, rytm, który kształtuje przestrzeń i czas akcji.
Poddaje się przedstawieniu kinestetycznie. Jest pobudzony,
ponieważ przedstawienie spowodowało, że „tańczy" w swoim
krześle.
Widz. będący „alter ego reżysera", jest szczegółowo poin­
formowany o zawartości przedstawienia, tekście i wydarze­
niach, do których się odnosi, wyborach dramaturgicznych,
historiach życia postaci. Przedstawienie jest dla niego ob­
szarem, na którym śledzi bliską i odległą przeszłość, ożywia
nowe konteksty i niespodziewane wzajemne zależności. Jego
sposób widzenia penetruje tę żywą archeologię, przechodząc
od warstw zewnętrznych do najgłębszych. Musi być w stanie
rozpoznać każdy fragment, każdy szczegół, każdą mikroakcję,
w ograniczonej sumie własnej wiedzy, nasyconej informacją,
lecz obdarzonej nową energią, pobudzającą niezwykłe skoja­
rzenia umysłowe. Wszystko to, co dzieje się tu i teraz na scenie,
musi wywołać rezonans, który jest natychmiast przekształcany
w dźwięk po raz pierwszy usłyszany.
Tylko w taki sposób trzeci widz może ustosunkować się do
tego. co niesie przedstawienie, przechodząc od rozpoznania do
wiedzy, od informacji o doświadczeniu do doświadczenia
tegoż doświadczenia. Musi być zdolny każdego wieczoru do
świeżej percepcji przedstawienia, bez uczucia nudy, jakby
wędrował w obszarze „rozszerzonego umysłu", który za
każdym razem wyłania na powierzchnię nowe pytania i który
go konfrontuje z zagadką, która go niepokoi.
Tacy widzowie nie są czystą abstrakcją, lecz personifikac­
jami, które reżyser musi obdarzyć konkretnymi twarzami
i nazwiskami. Nawet jeśli nie są oni rzeczywistymi postaciami,
reżyser musi mieć zdolność utożsamienia się z nimi. Są to
personae (maski. role), które przybiera on w swej psychice, aby
wyjść poza swą tożsamość i swoje indywidualne, prywatne
refleksje widza.
Reżyser koncentruje się najpierw na jednym, później na
innym z tych naszych „podstawowych widzów", splata i do­
straja ich reakcje w taki sam sposób, w jaki splatał i stroił
działania aktorów.
Czwarty widz jest prawie niemy (...). Widzi to. czego żaden
widz nie może naprawdę zobaczyć: haft wyszyty na koszuli
postaci, niekonieczny, ponieważ skryty pod marynarką, lecz
wyhaftowany z tą samą troską, co haft wykonany po to, by go
wszyscy widzieli, ale ważny dla aktora i reżysera. Widzi, co
aktor czyni ze swoją lewą ręką. kiedy prawą pokazuje publicz­
ności. Dostrzega „dobrze wykonaną" pracę nawet wtedy, gdy
jest skrywana i rozpoznaje, kiedy aktor wykonuje ją powodo­
wany koniecznością przeniknięcia poza obszar oczekiwań
jakiegokolwiek widza.
Czwarty widz jest współpracownikiem, pomagającym nam
zanegować teatr przez „robienie go".
Tłumaczenie z angielskiej wersji programu Tcilaboi, Odin
Teatret (1989)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6558" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6538">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c45e05af1f5ae02908cc28e526a246b8.pdf</src>
        <authentication>e36244afd226110e5010ea33b4ab2cc5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78085">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78086">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78087">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78088">
                <text>"Co się myśli, to się przyśni". O interpretacji obrazów w senniku ludowym / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78089">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.121-124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78090">
                <text>Bartmiński, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78091">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78092">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78093">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78094">
                <text>Jerzy Bartmiński

„ C O SIĘ MYŚLI TO SIĘ PRZYŚNI".
O INTERWENCJI OBRAZÓW W SENNIKU

LUDOWYM

,.(...) Sennik t r a k t u j ę j a k o okno, d a j ą c e b e z p o ś r e d n i w g l ą d

w pierwszej k o l e j n o ś c i przekazy ustne, p o ś w i a d c z o n e w i e l o m a

w p s y c h i k ę l u d z i s t a r o ż y t n y c h , p r o w a d z ę w i ę c badania ściśle

w a r i a n t a m i , i o d d z i e l a j ą c j e od p r z e k a z ó w d r u k o w a n y c h , zdecy­

naukowe

z pogranicza

historii kultury,

a t a k ż e f o l k l o r u i nawet

religii,

zabobonu,

Aleksander K r a w c z u k , Sennik

Artemidom,

1976, s. 51

„ J e ś l i w o ź m i e m y n a j p r y m i t y w n i e j s z e f o r m y m y ś l e n i a ludz­
kiego, j a k i e w y s t ę p u j ą w marzeniach sennych,
w

nich

ó w archaicznie

prymitywny

dowanie m n i e j p e w n y c h i w i a r y g o d n y c h . M u s i p o d d a ć
sennika w e r y f i k a c j i

psychoanalizy."

i

myślenia

przesuwania

ich

autentyczne

językowo

warianty,

6

ich

5

W y ł ą c z n i e na u s t n y m przekazie, u t r w a l o n y m na
i dobrze s p r a w d z o n y m

teksty

folkloru,

badając

c z ę s t o ś ć , z a s i ę g s p o ł e c z n y i geograficzny, f u n k c j e .

dostrzeżemy

mechanizm

kompleksowego: zespalania się, kondensacji

zapisując

t a k i e j j a k wszystkie inne t e k s t y

taśmach

oparte s ą n a s t ę p u j ą c e dalej u w a g i . C h c ę

w n i c h d o t k n ą ć jednego zasadniczego p r o b l e m u , n a l e ż ą c e g o do

się o b r a z ó w . Badanie u o g ó l n i e ń z a c h o d z ą c y c h w marzeniach

postulowanej

sennych pozwala (...) z r o z u m i e ć m y ś l e n i e p r y m i t y w n e i prze­

czy s ą — i owentualnie j a k i e s ą — r e g u ł y i n t e r p r e t a c j i s n ó w

k o n a ć s i ę , że u o g ó l n i e n i e w m y ś l e n i u niekoniecznio w y s t ę p u j e

w polskiej t r a d y c j i ludowej ? Czy w y k ł a d a n i e sensu o b r a z ó w jest

t y l k o w najbardzioj r o z w i n i ę t e j formie, t j . w formie p o j ę ć . "

przez A . K r a w c z u k a n o w o ż y t n e j

onejrokrytyki:

czysto u m o w n e , przekazywane j e d y n i e m o c ą t r a d y c j i i p o d t r z y ­

psychologiczne,

m y w a n o n a i w n ą w i a r ą , czy t e ż daje się w t y m zakrosie s t w i o r d z i ć

1966 ( w y d . p o l . 1971), s. 267—8

j a k i e ś ś l a d y w o w n ę t r z n e j m o t y w a c j i ? N a c z y m t o mechanizmy

L e w S. W y g o t s k i ,

Wybrane

prace

stanowił

m o t y w a c y j n o p o l o g a j ą ? I sprawa dla togo szkicu n a j w a ż n i e j s z a :

czysty okaz zabobonu w e t y m o l o g i c z n y m sensie tego s ł o w a (od

j a k owe mechanizmy m a j ą się do m e c h a n i z m ó w samego j ę z y k a ?

Sennik l u d o w y w o p i n i i o ś w i e c o n y c h w i e k u X V I I I

bobo — „ s t r a s z y d ł o " ) . D o „ z d r o ż n o ś c i pierwiastkowej e d u k a c y i "
zaliczył go a u t o r Mikołaja

Doświadczańskiego

przypadków,

wkła­

W m a t e r i a ł a c h b ę d ą c y c h p o d s t a w ą t y c h u w a g (a s ą one po­
7

dobne do w i e l u i n n y c h m a t e r i a ł ó w tego t y p u ) daje się s t w i e r d z i ć

d a j ą c b o h a t o r o w i w usta n a s t ę p u j ą c e s ł o w a o jego p r o w i n c j o n a l n o -

w y r a ź n y z w i ą z e k m i ę d z y obrazami sennymi a i c h i n t e r p r e t a c j ą

-odpustowym

w wykładni. Można t u mówić o motywacji,

środowisku:

„... jak

wieczorne

zwyczajnie o u p i o r a c h , czarownicach

rozmowy

i strachach,

tak

były
ranne

0 snach: j o d n a drugiej z k o b i e t o p o w i e d a ł a , co się j o j ś n i ł o : a z i c h

sposób

zasad. Zasad znanych nie t y l k o s e n n i k o w i . S ą t o :

t ł u m a c z e ń i w r ó ż e ń n a u c z y ł e m s i ę , iż g d y się k o m u o g i e ń ś n i ,

I.

gościa się w d o m s p o d z i e w a ć t r z e b a ; a g d y z ą b w y p a d n i e , zapewne

I I . Zasada s t y c z n o ś c i (metonimii)

natenczas k t o ś z k r e w n y c h u m r z e . "

która w

u d e r z a j ą c o regularny o d w o ł u j e się do o k r e ś l o n y c h olemontarnych
Zasada p e ł n e j t o ż s a m o ś c i obrazu (O) i w y k ł a d n i ( W )
O i W

I I I . Zasada p o d o b i e ń s t w a j ę z y k o w e g o O i W

1

D7. Zasada p o d o b i o ń s t w a t r e ś c i o w e g o O i W (symbolizmu)

D e z a p r o b a t ę o ś w i e c o n o g o a u t o r a dla sennika p o d t r z y m y w a l i

V . Zasada k o n t r a s t u O i W

jego p ó ź n i e j s i spadkobiercy ideowi z przekonaniem t y m w i ę k s z y m ,

V I . Zasada u o g ó l n i e n i a cech O i W .

i m bardziej fantastyczno i niewybrodno p o m y s ł y interpretacyjne
pomieszczali w s w y c h zbiorach a u t o r z y ( w y d a w c y ? ) s e n n i k ó w

Przyjrzyjmy

d r u k o w a n y c h . T o b o w i e m co m ł o d y M i k o ł a j p o z n a ł zo s ł y s z e n i a ,

dach.

s t a ł o się w p o ł o w i e w i e k u X I X powszechnie d o s t ę p n o w postaci

się i m po kolei nieco bliżoj na w y b r a n y c h p r z y k ł a ­

I . Zasada t o ż s a m o ś c i O i W jest najprostsza,

wręcz prymi­

godnej w i e k u p a r y i e l e k t r y c z n o ś c i , w postaci d r u k o w a n y c h bro­

t y w n a , ale t o ż stosowana ( u d o k u m e n t o w a n a ?) najrzadziej. W e

szur. A u t o r k a h a s ł a „ S e n n i k i " pomieszczonego w Słowniku
loru

folk­

ś n i e ukazuje się t o , co w n a j b l i ż s z y m czasie m a się z d a r z y ć na

Kapełuś,

jawie, ukazuje się w swojoj n a t u r a l n e j postaci. Zasada t o ż s a m o ś c i

„ i s t n y zalow d r u k ó w tego rodzaju, o monotonnio

m a zastosowanie do w ą s k i e g o k r ę g u t e m a t ó w : „ B r a t , siostra j a k

polskiego

konstatuje

pod rod. J. Krzyżanowskiego

p o w t a r z a j ą c y c h się t y t u ł a c h (Sennik
najwiarygndniejszy

egipski

persko-chaldejsko-arabski

i

arabski,

polski

Helena

z planetami,

Sennik

Sennik

egipski,

Sennik

2

i t d . ) " . Po n o b i l i t a c j i s n ó w j a k o m a ­
3

t e r i a ł u diagnoz p s y c h o l o g i c z n y c h i ź r ó d ł a inspiracji p o e t y c k i e j
w ostatnich dokadach w i e k u X X w r ó c i ł y zainteresowania

4

son-

8

sie p r z y ś n i t o t e ż w i ę c y p r z y j e d z i o " ( N i e ) . „ M i e j a k sie ojciec ś ń i ,
no t o p r z y j o d z i e " (Nie). „ P o g r z e b

j a k w i d a ć , żo c h u r ą g w i e ,

k s i ą d z idzio czy co, t o t r z a sie s p o d z i e w a ć p o g r z o b u "

(Wil).

„ J e d n y si z n ó w p r z y ś n i ł a trumna, i t y ż — m i a ł a to t r u m n y . Za
j a k i ś czas ш п а г

nikiem jako tekstom prognostycznym. R o z w ó j t y c h zainteresowań

jej syn i m i a ł a te t r u m n y " (Gór).

I I . Zasada m e t o n i m i i ,

t j . s t y c z n o ś c i przestrzennoj,

czasowej

walnie p o d s y c i ł a parapsychologia i neoastrologia. Jednak w k u l ­

l u b m y ś l o w e j m i ę d z y sonsem w y k ł a d a n y m a obrazem jest spo­

turzo masowej, nie z r y w a j ą c e j w i ę z ó w z t r a d y c j ą r a c j o n a l i s t y c z n ą ,

t y k a n a ezęściej. Przybiera różne

sennik

funkcjonuje raczej

na zasadzie k o m e r c y j n e j z jednej,

a ludycznoj z drugiej s t r o n y . M o ż n a to p o w i e d z i e ć n p . o
egipskim

Senniku

d r u k o w a n y m przez l u b e l s k ą „ K a m e n ę " w o d c i n k a c h

formy.

Obraz senny m o ż o z o s t a ć u z n a n y w stosunku do zdarzenia
przewidywanego na j a w i e za jego i s t o t n y r e k w i z y t

: „Obrącz­

k a j a k sie ś n i t o j u ż m ó w i o , że to j u ż b ę d z i e wesele, z a r ę c z y n y "

w r o k u 1974 ( „ E s k i m o s w ś n i e g a c h l a t e m — z m a r t w i e n i e " i t p . ) .

( K a w ) ; „ J a k p i e r ś c i o n e k sie ś n i t o p r ę d k i ś l u b " (Sta); „ C h o r ą g w i e

W s z y s t k o to s ą zjawiska i n t e r e s u j ą c e dla socjologów i h i s t o r y k ó w

czarne j a k sie ś n i o i k r z y ż t o d z i e ś p o g r z e b " ( K l i m ) ; za n а г z ę -

kultury.

d z i e n i e z b ę d n o do w y k o n a n i a j a k i o j ś c z y n n o ś c i : „ K o s a j a k sio

F o l k l o r y s t a , badacz ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j i j e j f o r m w y r a z u ,

ś n i t o m ó w i o , ż e ś m i e r ć dzieś b ę d z i e w r o d z i n i e " (Maz), „ P i e ­

p r z y s t ę p u j ą c do analizy sennika p o s t a w i p y t a n i e w s t ę p n e o t o , co

n i ą d z e j a k sie p r z y ś n i e , b ę d z i e j a k i ś w y d a t e k " ( H a ł ) , „ B u t y to

z tej bogatej d o k u m e n t a c j i jest a u t e n t y c z n y m zapisem w i e r z e ń

podróż"

1 wiedzy l u d o w o j , zbiorowej, u g r u n t o w a n e j , co z a ś t y l k o p o d a ż ą

M ó w i o , że dzieś t a k j a k b y w rudzinie b y ł w y p a d e k czy t r u m n a "

( P a t ) ; za m a t o r i a ł :

„ D e s k i nowe t o

niedobrze.

o b r o t n y c h t ł u m a c z y i w y d a w c ó w nie s t r o n i ą c y c h od p o m y s ł ó w

( K l i m ) ; za m i e j s o o

i n d y w i d u a l n y c h , a u t o r s k i c h , c h w y t l i w y c h ? Bez o b a w y p o p e ł n i e ­

t o bardzo z ł y sen. J a k o t w a r t y g r ó b t o ś m i e r ć w ś r ó d n a j b l i ż s z y o h "

p r z o w i d y w a n o j a k c j i : „ S o n o grobach

n i a b ł ę d u m o ż n a p o w i e d z i e ć , że jest i jedno i drugie. A skoro t a k ,

( R a f ) ; wreszcie, jeśli w ś n i e p o j a w i a się p o s t a ć l u d z k a ; za а к t o -

folklorysta

r a,

m u s i s i ę g n ą ć do ź r ó d o ł w i a r y g o d n y c h , w y d z i e l a j ą c

który

odegra

i s t o t n ą rolę w przewidywanym zdarzeniu:

m

�I

„ K s i ą d z t o ' w r ó ż b a n a pogrzeb" (Sem); „ J a k m i sie d o k t o r ś n i ,

Ustanawianie przoz sennik z w i ą z k ó w p o d o b i e ń s t w a

bazuje

to j u ż k t o ś z r o d z i n y zachoruje" ( R a f ) ; „ J a k sie uczniowi profosor

w y r a ź n i e n a konwoncjach semantycznych j ę z y k a , t j . na

ś n i , t o b ę d z i e p y t a n y . M n i e ilo razy się śnił j a k i ś nauczyciol, to

zospołach

zawsze b y ł a m p y t a n a "

j a k o szoroko rozumiane znaczonio s ł ó w . Sennik p o t w i e r d z a po­

(Raf).

J u ż p r z y sprawdzaniu zakresu d z i a ł a n i a zasady motonimicznej

coch c h a r a k t e r y s t y c z n y c h ,

któro

zostały

tych

utrwalono

toczne stereotypy i zarazom pozwala jo lopioj i s z c z e g ó ł o w i e j
1 0

w senniku pokazuje się j a k w a ż n e znaczonio m a u w z g l ę d n i o n i e

rozpoznawać .

t ł a k u l t u r o w e g o i całej t r a d y c j i h i s t o r y c z n e j . Boz tego p o w n y c h

z w i e r z ą t . Byk,

o c z y w i s t y c h p o w i ą z a ń m o ż n a po p r o s t u nio dostrzec. D o t y c z y

tylko

t o n p . b i a ł e g o p ł ó t n a : w w y k ł a d n i w s p ó l c z o s n o j : „ P ł ó t n o biolić —

równoczośnie

b l i s k a ś m i e r ć " ( K i j ) , „ T o m ó w i o j a k sio p ł ó t n o d u ż o ś n i , to k t o ś

N a z w y te k o n o t u j ą

umrze w r o d z i n i e " (Maz).

z d r o w i e ; s k ł o n n o ś ć do tarzania się w błocie i b r u d z i o ; p o d s t ę p n a

Dla objaśnionia

motywacji

toj w y k ł a d n i trzeba

przywołać

Widać

to

koń, świnia,

nazwami

zwierząt,

nazwami

szczególnie

dobrze

na

przykładzio

gad, wąż s ą w j ę z y k u l u d o w y m
któro

można

wyposażonymi

pokazać
w

palcem,

bogate

nie
alo

stereotypy.

cechy t a k i e , j a k b r u t a l n a siła,

męskość,

złośliwość. To stereotypowe s k ł a d n i k i semantyczne z jednej s t r o n y

i n f o r m a c j ę o s t a r y m z w y c z a j u chowania n i o b o s z c z y k ó w w gioz-

tłumaczą

ł a c h z b i a ł o g o p ł ó t n a , z n a u y m w Polsce joszczo w p o ł o w i e w i e k u

o d n o ś n y c h nazw w tekstach j ę z y k o w y c h , z drugioj z a ś — sposoby

X I X i o t y m , ż e biel, a nie c z e r ń b y ł a kolorom

żałobnym.

9

I I I . Zasada podobioristwa nazw j ę z y k o w y c h obrazu soimogo

metaforyczne

i niekiedy wręcz

alegoryczne

użycie

takiego a nie innogo i n t e r p r e t o w a n i a o d n o ś n y c h o b r a z ó w w sen­
n i k u l u d o w y m (Por). „ B y k rozjuszony j a k się ś n i to p r z y g o d y

i p o d k ł a d a n e g o p o d t e n obraz rzeczywistego p r z o d m i o t u czy zda­

miłosno" (Raf);

rzenia m a zakros stosowania n i e w i e l k i , ale jost w j a k i m ś sensio

„ K o n i o to c h ł o p c y , p a n n o m p r z e w a ż n i e j a k sio ś n i o , a m ę ż a t k o m

„ K o ń j a k p a i m i o sio śni to k a w a l e r "

(Nie);

dla sonnika ludowogo charakterystyczna. M o ż n a b o w i e m p r z y ­

toż j a k i e ś t o w a r z y s t w o m ę s k i e i to joszczo t a k i e ł a d n e k o n i e t o

p u s z c z a ć , ż e u j o j p o d ł o ż a loży archaiczna w i a r a w m a g i c z n ą

ł a d n o c h ł o p y " ( I w a ) ; „ Ś w i n i a j a k sio ś n i to m ó w i o , że z n o w u ż

w a r t o ś ć samej nazwy, k t ó r a to nazwa jost t r a k t o w a n a j a k o i n ­

p i j a k a zobaczy u ś w i n i o n e g o t a k i o g o " (Maz); „ G a d y , jaszczurki

t e g r a l n y a t r y b u t p r z e d m i o t u . N a l e ż ą c e t u p r z y k ł a d y (bić i przy­

j a k sie ś n i o , t o k t o ś b ę d z i o g r y ź ć , p o d s t ę p u s z u k a ć " ( K o s z ) ;

być, krew i krewny) m a j ą p o w t a r z a j ą c o się p o ś w i a d c z e n i a z ustnego

„ A w ą ż t o m ó w i ą , że t e ż niodobrzo bo t a k i k t o ś z ł y n a niego j a k

o b i e g u : „ J a k p a n i k o g o ś bije, o d p a n i coś się o d b i j e " ( K o s z ) ;

w ą ż , na togo c z ł o w i e k a "

„ B i ć k o g o ś , t o k t o ś sie p r z y b i j e , p r z y b ę d z i e s k ą d y ś "

(Maz).

(Kaw);

I d ą c konsekwentnie t ą d r o g ą d o c h o d z i m y do o d k r y c i a z w i ą z ­

„ J e ś l i pie b i t k a ś n i t o j u ż sio k t o ś p r z y b i j e t e ż " (Barn). „ J a k sie

k ó w m i ę d z y w y k ł a d n i ą o b r a z ó w w senniku a c a ł ą b o g a t ą sferą

k r e w ś n i , t o m ó w i o , że j a k i ś k r e w n y p r z y j d z i e , j a k i ś k u z y n

ludowych wierzeń i w y o b r a ż e ń mitologicznych. Badanie

p r z y j d z i e do d o m u " (Maz).

związków postulował K . Moszyński.

Wykładnia

obrazu m o ż e do f o r m j ę z y k o w y c h

nawiązywać

1 1

tych

Czysto w i e r z e n i o w y cha-

r a k t o r m a j ą n p . w y k ł a d n i e z n a c z o ń bociana i k u k u ł k i : „ B o c i a n

w s p o s ó b bardzioj z ł o ż o n y i r o z w i j a ć się w k i e r u n k u w s k a z a n y m

j a k sie p r z y ś n i , t o m ó w i o , że dziocko p r z y n i o s i e " (Maz);

przez metaforyczne u ż y c i e w y r a ż e ń . S p o t y k a m y n p . przekonanie,

k u k u ł k ę się s ł y s z y j a k k u k a l u b się j ą w i d z i , t o jest p o m y ś l n a

ż e „ D o i ć k r o w y t o jest w i e l k i z y s k " ( H a ł ) , (Raf), k t ó r e w y k o r z y ­

w r ó ż b a . A l e m ę ż c z y ź n i e j a k się ś n i , t o a l i m e n t a w r ó ż y "

stuje

kogoś,

W i a r a w t o , żo bocian przynosi dzieci, a k u k u ł k a przepowiada

w y k o r z y s t y w a ć k o g o ś , b y ć dla k o g o ś

i c h liczbę stanowi s k ł a d n i k s t e r e o t y p o w y w l u d o w y c h znaczeniach

znaczonie

potocznego z w r o t u frazeologicznego doić

być dla kogoś dojną

krową

ź r ó d ł e m z y s k ó w " . I n t e r p r e t a c j a p r a n i a — „ J a k sio ś n i , żo k t o ś

s ł ó w bocian i

kukułka-

„Jak
(Raf).

12

bielizno pierze t o k t o ś o b m a w i a " ( I w a ) . „ P r a n i e t o m ó w i o , ż y

Zgodnie z r e g u ł a m i j ę z y k o w y m i ustalonia p o d o b i o ń s t w cechy

k t o ś pierzo o t y m c z ł o w i o k u , o b m o w a m ó w i o " ( K l i m ) — opiera

p r z e d m i o t ó w i z d a r z e ń f i z y c z n y c h s ą bez p r z e s z k ó d u t o ż s a m i a n e

się na g r u n t o w n y m w powszechnym u ż y c i u p r z e n o ś n y m rozu­

z cechami p r z e d m i o t ó w i z d a r z o ń p s y c h i c z n y c h : „ J a k się ś n i ą

mienia z w r o t u prać brudy „ r o z t r z ą s a ć , w y c i ą g a ć na ś w i a t ł o dzien­

c u k i e r k i , t o j a k i e ś przelotne m i ł o s t k i , j a k a ś przelotna m i ł a zna­

ne s p r a w y d r a ż l i w a , p r z y k r o " . R ó w n i e ż zgodnie z sensem sfra-

j o m o ś ć " ( R a f ) ; „ K w i a t y to m i ł o ś ć " ( p i w ) ; „ B u r z a t o j a k a ś k ł ó t ­

zeologizowanych p o r ó w n a ń j ę z y k o w y c h zdrów

nia, czy co, j a k g r z m i " (Son).

jak

koń, zdrowy jak

jak ryba,

zdrów

dąb — o d n o ś n e p r z e d m i o t y s ą w senniku

V . Zasada k o n t r a s t u ( p r z e c i w i e ń s t w a ) p r z y t ł u m a c z e n i u s n ó w

t r a k t o w a n e j a k o zapowiedzi z d r o w i a : „ R y b y j a k się ś n i ą w w o ­

zdaje się w y n i k a ć z przokonania, żo w nieustannych obrotach

dzie t o z d r o w i e " (Nie), „ J a k sio konie śnio to dobrze, ezłowiok

losu k a ż d a j a k o ś ć m u s i u s t ą p i ć miojsca swojemu p r z e c i w i e ń s t w u .

z d r o w y " (Szum), „ D ę b y t o na z d r o w i e " ( N o w ) .

J e ś l i c o ś złego z d a r z y ł o się j u ż we ś n i e , nio zdarzy się n a jawie,

I V . Zasada p o d o b i e ń s t w a t r e ś c i o w o g o (symbolizmu) m a bez­

i o d w r o t n i e , m i ł y i p r z y j e m n y son o t w i e r a miejsce na j a w i e dla

sprzecznie r a n g ę n a j w y ż s z ą i zakros funkcjonowania najszerszy.

czegoś p r z y k r e g o . J o ś l i t o domniomauio jost s ł u s z n e z n a c z y ł o b y

Sennik jest k r ó l e s t w e m s y m b o l i k i , kojarzenia poprzez p o d o b i o ń ­

to zarazom, żo w l u d o w o j koncepcji rzoczywistośc.i sen i j a w a s ą

stwo p r z e d m i o t ó w w n a j r o z m a i t s z y m tego p o d o b i e ń s t w a rozu­

bliższe sobio niż w k u l t u r z o n i e l u d o w e j .

m i e n i u . Jest p o d t y m w z g l ę d e m analogiczny do

najstarszych

D o ś ć powszechne (i staro) jest przekonanie, ż e wosole we śnie

gatunków

obrzędowej.

zapowiada rzeczy s m u t n e : „ J a k wesołe sio ś n i , dzieś jodzio p a n n a

P o d o b i o ń s t w o k s z t a ł t u fasoli, grochu, j a g ó d — i łoz staje się

m ł o d a ubrana na b i a ł o , to gadajo, żo b ę d z i e pogrzob w rodzinie,

p o d s t a w ą i c h t r a k t o w a n i a w senniku j a k o zapowiedzi p ł a c z u :

s i n u t o k " (Maz); „ J a k sie ś n i wesele to t e ż b ę d z i e j a k i e ś „ w e s e l e "

folkloru:

mitu,

baśni,

zagadki, piośni

„ F a s o l ę ł u s k a ć t o z m a r t w i e n i e i ł z y " (Raf), „ Z i a r n k a g r o c h u t o

w d o m u , j a k a ś k ł ó t n i a , j a k i ś b a ł a g a n " (Sem); „ W e s e l e j a k sie ś n i

w i e m na pewno, ż e t o p ł a c z " (Raf), „ J a k j a g o d y czerwone sie

t o nie jest bardzo dobrze" (Soł).

ś n i o , t o p ł a c z . J a g o d y to sie p ł a c z e i j u ż " ( B a m ) .
Podobieństwo

polegające

na

„byciu wilgotnym,

Podobną
mokrym"

wykładnię

pozwala t r a k t o w a ć t a k ż e doszcz j a k o z a p o w i e d ź p ł a c z u : „ J a k sie

ność jakaś wielka"

deszcz ś n i , t o człowiek b ę d z i e p ł a k a ć "

(Raf).

Podobieństwo

(Maz).

b a r w y s t a n o w i pomost p o z w a l a j ą c y

przejść

od p r z e d m i o t u b i a ł e g o do l i s t u : „ B i a ł a p o ś c i e l czy b i a ł e j a k i e ś

otrzymują

inne

zdarzenia

radosne:

„ T a ń c o t o s m u t e k " ( Р о к ) . „ M i ł o ś ć — o, t o j u ż jest n i e p r z y j e m ­
( H a ł ) . „ P o c a ł u n e k t o fałsz, j a k a ś

zdrada"

„ P a n n a m ł o d a w welonie t o j a k i o ś wiolkio u t r a p i e n i e "

(Klim).
Odpowiednio o d w r o t n ą , t j . p o z y t y w n ą w y k ł a d n i ę
zdarzenia

smutne

i przedmioty z kręgu

otrzymują

obrusy t o j u ż list j a k i ś d o b r y " (Proch), „ G o ł ą b b i a ł y , bocian, bie­

nierzadko

lizna, poduszki b i a ł e t o list, t o w i a d o m o ś ć raczej d o b r a " ( K o z ) ,

„ P ł a c z t o uciecha" ( K a w ) ; „ P ł a c z no to r a d o ś ć " (Nie) „ C h o r o b a

śmierci:

„ G o ł ą b i gęsi, b i a ł e p i ó r a t o t e ż t a k samo, t o l i s t " ( I w a ) , „ J a k sie

t o nio jest z ł y son. T o znaczy j a k i o ś ocalenie o d s t r a t y "

śni b i a ł e p ł ó t n o t o bodzie l i s t " (Szaw), „ J a k sio ś n i na p r z y k ł a d

„ P o g r z e b to nic kiepskiego" (Kosz). „ J a k chodzi się po c m e n t a r z u

p r z e ś c i e r a d ł o b i a ł e , obrus, t o znaczy, żo dostanie sie list od k o g o ś .

po grobach to d o b r z e " (Kasz).

(Raf).

T o j u ż w i ę c y sprawdzone" (Nie). B i e l , j a k w i d a ć z n i e k t ó r y c h

W y k ł a d n i e złowieszcze z d a r z e ń radosnych — z weselem na

p r z y t o c z o n y c h p r z y k ł a d ó w , w n o s i r ó w n o c z e ś n i e d o d a t k o w ą ko­

czele — s ą u t r w a l o n e silniej i spotykane powszechniej. W y k ł a d n i e

notację pozytywną — ,.doVy, korzystny".

o p t y m i s t y c z n o z d a r z e ń s m u t n y c h s ą rzadszo. Te ostatnie czysto

122

�otrzymują wyjaśnienie

na zasadzie t o ż s a m o ś c i o w e j . Złe zapo­

wiada p r z e w a ż n i e z ł e . W senniku l u d o w y m
pretacje

przeważają

inter­

m y ś l e n i u i d z i a ł a n i u zasady t o ż s a m o ś c i , s t y c z n o ś c i ,

podobień­

stwa, k o n t r a s t u , u o g ó l n i e n i a .
N a k o n k r e t n o efekty zastosowania o k r e ś l o n y c h zasad w o d ­

pesymistyczne.

V I . Zasada u o g ó l n i e n i a , bardzo dla sennika znamienna, r ó ż n i

niesieniu do o k r e ś l o n y c h o b r a z ó w sonnych d o c y d u j ą c y w p ł y w m a

się o d w s z y s t k i c h d o t ą d o m ó w i o n y c h s w o i m u k i e r u n k o w a n i e m .

j ę z y k z jego c h a r a k t e r y s t y k a m i p r z e d m i o t ó w i z d a r z e ń u t r w a l o ­

0

poziomie

n y m i w postaci szeroko r o z u m i a n y c h z n a c z e ń słów. Z d w u po­

o g ó l n o ś c i (deski — t r u m n a , b i ć — p r z y b y ć , groch — ł z a , wesele —

p u l a r n y c h polskich p r z y s ł ó w na t o m a t s n u : „ S e n m a r a — B ó g

ile zasady wcześniejsze

działają

na

t y m samym

pogrzeb), o t y l e t a p r o w a d z i od czogoś bardziej konkretnego k u

w i a r a " i „ C o się m y ś l i , to się p r z y ś n i " (notowanego w Nowej

mniej konkretnemu lub zgoła abstrakcyjnemu, od okrośloności

przysłów

k u n i e o k r e ś l o n o ś c i : „ J a k z w i e r z ę t a dzikie się ś n i ą , o t , to jost

ś n i o " ) d u c h o w i ludowego somiika bliższe jest p r z y s ł o w i e drugie.

niedobrze, t o j u ż j a k i e ś n i e b e z p i e c z e ń s t w o "

(Hal).

polskich

księdze

pod n a d r z ę d n y m h a s ł o m „ C o na jawie, t o we

Sennik t e n nio t y l k o w y c h o d z i od o b r a z ó w najbardziej ele­

U o g ó l n i e n i e dokonuje się z w y k l e w p o w i ą z a n i u z i n n ą , nie­

m e n t a r n y c h p r o s t y c h , codziennych, ale t o ż w sposobie i c h o b j a ś ­

z w y k l e c h a r a k t e r y s t y c z n ą t e n d e n c j ą sennika do w a r t o ś c i o w a n i a

niania j a k o z n a k ó w prognostycznych idzio t o r e m u t r w a l o n y c h

kontrastowego

—

k o n o t a c j i j ę z y k o w y c h . K o n o t a c j e to u j a w n i a , rozwija, u w y r a ź n i a .

jako

W l u d o w y m p o j m o w a n i u ś w i a t a sen nie przeciwstawia się t e m u

w kategoriach „ d o b r y — z ł y " , „ k o r z y s t n y

n i e k o r z y s t n y " dla ś n i ą c e g o . T o co dobro jest o k r e ś l a n e

zdrowie, bogactwo, p i e n i ą d z e ; szczęścio, p o m y ś l n o ś ć , powodze­

co rzeczywiste, przeciwnie, w i ą ż e się z t y m ściśle. Bez takiego

n i e ; wesołe, r a d o ś ć , zadowolenie. T o co złe jest o k r e ś l a n o j a k o

przekonania

choroba, cierpienie, ś m i e r ć , pogrzeb; nieszczęście, k ł o p o t , niepo­

takiego g a t u n k u f o l k l o r u , j a k i m jest sennik. Czy przekonanie to

wodzenie, n i e b e z p i e c z e ń s t w o , s t r a t a ; k ł ó t n i a ,
smutek,

zmartwienie,

złe p r z e w a ż a j ą

nad

nieprzyjemność.

dobrymi.

obmowa,

Ilościowo

Korzonie t y c h

nie b y ł o b y

m o ż l i w e powstanio i funkcjonowanie

płacz,

jest zasadne? P y t a n i e to n a l e ż y do togo samego p o r z ą d k u co

prognostyki

p y t a n i o o to czy sny się s p r a w d z a j ą . P o r z ą d k u innego n i ż p r z y ­

wartościujących

j ę t y w t y m szkicu.

u o g ó l n i e ń t k w i ą w konotacjach, j a k i e s ł o w a m a j ą w j ę z y k u . T a k
więc „ N i e b o b ł ę k i t n e t a k i e , pogodne, t o r a d o ś ć i b ł o g o s ł a w i e ń ­
Informatorzy

s t w o " ( R a f ) ; „ J a k sie śnio t a k i e ogrodowe k w i a t k i , ł a d n e k w i a t k i
co t a k u ł o ż o n e , t o dobrze" ( K r z ) , „ J a b ł o ń z j a b ł k a m i to rozkosz,
wielka r a d o ś ć " (Raf) — a z drugiej s t r o n y : n p . „ W i e r z b a to j u ż

Bam

m ó w i o zawsze, że t o j u ż s m u t n a " (Nysz), „ B ł o t o t o j a k i e ś k ł o p o t y ,

t. 383 i 384

z m a r t w i e n i a " (Pat), „ J a k sie g ó w n o ś n i t o m ó w i o zawsze, żo

G ó r — G ó r a k J ó z e f a z Mircza, t . 149

straszna n i e p r z y j e m n o ś ć "

H a ł — H a ł a s Helena z W r o n o w i c , t . 385 i 389

Ogólnikową

(Maz).

charakterystykę

negatywną

(wykorzystującą

—

Bambuiska

Bronisława

z

Majdanu

Ruszowskiego

I w a — I w a n i c k a J a d w i g a z D z i o r ą ż n i , t . 386

p o d a n y w y ż e j z a s ó b o k r e ś l e ń ) o t r z y m u j ą w senniku l u b e l s k i m

K a w — K a w u l a Genowofa z W r o n o w i c , t . 383, 385 i 386

następujące

hasła: gnój,

robaki, m ę t n a

dziurawe

buty,

K i j — K i j a n k a E l ż b i o t a z L u b i e n i a , t . 248

chmirra, ulewa,

góry,

K l i m — K l i m s k a J a n i n a z D z i e r ą ż u i , t . 383 i 384

brud, dziury, doły,

woda, s t u d n i a ,

ciemna

kamienie i las, z a c h ó d s ł o ń c a , k r ę t a droga, u s c h ł e drzewo, stare

K o s z — Koszeluk M a r i a z L u b i e n i a , t . 221

g r z y b y , suchy chleb, czarna c h o r ą g i e w , ciemna chustka, o r k a ,

K o z - - K o z ł o w s k a K a t a r z y n a z P o l a n ó w k i , t . 383

spadanie w d ó ł , d ź w i g a n i o c i ę ż a r u ; kapusta,

owoce i j a g o d y ,

K r z — K r z y ś Agnieszka z Cycowa, t . 317

czarny k o t , chuda k r o w a , p ł a c z ą c e dziecko, stara baba, g o ł y

Maz — M a z u r M a r i a n n a z D ą b r ó w k i , t . 168

człowiek.

N i o —• N i e d ź w i e d ź Feliksa z W r o n o w i c , t . 385

Ogólną charakterystykę pozytywną (oddawaną wyrażeniami
z zestawionego w y ż e j s ł o w n i k a ) m a j ą h a s ł a n a s t ę p u j ą c e : s ł o ń c e

N o w — Nowosad Franciszka z W r o n o w i c , t . 384 i 385
Nysz — N y s z k o J a n i n a z Sosnowicy, t . 229

1 g w i a z d y , ś n i e g , czysta w o d a , k w i a t y , r o s n ą c e z b o ż e , zielona

P a t — Paterek A n t o n i n a z Orzechowa, t . 229

t r a w a , zielone drzewo, zielony d ą b ; choinka, brzoza,

P i w — P i w k o Helena z D ą b r o w y , t . 383 i 384

grzyby

prawdziwki, razowy chleb; gołąb, królik, k o ń ; złoto i monety,

Proch —

ś m i e j ą c e się dziecko, m ł o d a dziewczyna; jasna chustka, osoba

R a f — R a f a ł M a r i a z T a r n a w y , t . 384 i 386

z m a r ł a p o k a z u j ą c a się j a k o osoba ż y w a .

Sem — Semczuk Feliksa z K r y n i c , t . 383 i 384

P o d s u m u j m y . I n t e r p r e t a c j a z n a k ó w sennych c z y l i p r z y p i s y ­

P r ó c h n i a k M a r i a ze Starej W s i , t . 334

Sen —• Seniuk J a n i n a z R o g a t k i , t . 255

wanie obrazom w y k ł a d n i w senniku l u d o w y m w y k a z u j e daleko

Soł — S o ł t y s Teresa z Zemborzyc, t . 149

idące uporządkowanie pozwalające,

Sta •— Staszewska M a r i a z W y r y k , t . 220

o motywacji

j a k to z r o b i l i ś m y ,

w e w n ę t r z n e j . T o co z n a c z ą c e (signifiant)

mówić
i to co

Szaw — Szawara M a r i a z W r o n o w i c , t . 385

znaczone (signifió) p o z o s t a j ą w stosunku u c h w y t n e j z a l e ż n o ś c i .

Szm —• S z m i d t B r o n i s ł a w a z K r y n i c , t . 384 i 386

Z a l e ż n o ś c i ą t ą r z ą d z ą powszechnie

W i ł — W i l a n o w s k a Aniela z K r y n i c , t . 384 i 386

funkcjonujące

w mówieniu,

P R Z Y P I S Y
1

I . K r a s i c k i , Mikołaja Doświadczyńskiego
przypadki,
Wroeław
1950, B N , o p r a ć . B . G u b r y n o w i c z , s. 11
I I . K a p e l u ś , Senniki
( w : ) Słownik
folkloru
polskiego, p o d
r e d . J . K r z y ż a n o w s k i e g o , Warszawa 1965, s. 366—309
P o r . n p . E . F r o m m , Zapomniany język. Wstęp do rozumienia
snów, baśni i mitów, w s t ę p e m o p a t r z y ł K . T . T o e p l i t z , p r z o l .
J . M a r z ę c k i , W a r s z a w a 1972, gdzie znajduje się o m ó w i e n i e b a d a ń
p s y c h o l o g ó w n a d snem i jego s y m b o l i k ą .
2

3

4

P o w i ą z a n i o m literatury z wizjami sennymi poświęcony
z o s t a ł specjalny n u m e r „ T e k s t ó w " z 1973 r o k u , ó s m y z k o l e i ,
p o d w y m o w n y m t y t u ł e m „ S e n m a r a . . . " , dobrze o d d a j ą c y m
o n t o ł o g i ę snu literackiego. M a t e r i a ł y do i n s p i r u j ą c e g o w p ł y w u
snu na t w ó r c z o ś ć plastvczna zawiera „ P o l s k a Sztuka L u d o w a "
nr 1—2 z r o k u 1984
takie badania n a d sonnikiem l u d o w y m p o s t u l o w a ł K . M o ­
s z y ń s k i j u ż 50 ł a t t o m u (zob. jego Kultura
ludowa
Słowian,
5

123

�cz. I I , Kultura duchowa, z. 1, K r a k ó w 1934, s. 375—5)
K o r z y s t a m z maszynopisu 38-stronicowego opracowania
J . B a r t m i ń s k i o g o i G. B ą c z k o w s k i e j Materiały
do sennika ludowego p r z y j ę t e g o do d r u k u w t o m i e Etnolingwistyka
(wydaw­
n i c t w o U M C S ) . W okresie o d 1974 do 1984 nagrano n a t a ś m y
ludowo intorpretacje s n ó w o d 40 o s ó b z 28 w s i w regionie l u ­
b e l s k i m . Po d o k o n a n i u t r a n s k r y p c j i i o p r a c o w a n i u r e d a k c y j n y m
p o w s t a ł w ton s p o s ó b s ł o w n i k o b e j m u j ą c y dwio sotki h a s e ł po­
ś w i a d c z o n y c h o k . 700 c y t a t a m i . P u b l i k a c j a t a s t a n o w i p o c z ą t e k
bardziej s y s t e m a t y c z n y c h b a d a ń n a d sennikiem l u d o w y m , k t ó r y
z o s t a ł u z u a n y za j e d n o z p o d s t a w o w y c h ź r ó d e ł p r z y g o t o w y w a ­
nego w L u b l i n i e s ł o w n i k a otnoligwistycznego. Z n a c z n y w k ł a d
w prace zbierackie n a d sennikiom w n i o s ł a A . Semczuk j a k o
a u t o r k a p r a c y magisterskiej Semantyka sennika ludowego w y ­
konanej pod kior. doc. J . B a r t m i ń s k i o g o w 1980 r o k u .
Por. dane przytaczane przez K . M o s z y ń s k i e g o , op. c i t . ;
6

7

T . Seweryna w „ L u d z i o " t . X X X V I I I , s. 2 7 1 ; J . Adamowskiego
w a r t y k u l e Sennik ludowy Franciszki
Boryty ( „ B i u l e t y n I n f o r ­
m a c y j n y S T L " n r 30, 1985, s. 12) i z w ł a s z c z a w k s i ą ż k a c h A .
K r a w c z u k a , Sennik Artemidora, w y d . 2, Ossolineum 1976 i W i e r y
Sztabowej, Sen, W a r s z a w a 1976
Zob. rozwiązanie skrótów w zakończeniu.
Р о г . K . K w a ś n i e w i c z , Zwyczaje i obrzędy rodzinne ( w : )
Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej I I , p o d r o d . M .
Biornackiej i i n . Ossolineum 1981, s. 111
Por. Słownik
łudowych
stereotypów
językowych,
zeszyt
p r ó b n y , W r o c ł a w 1980
K . M o s z y ń s k i , o p . c i t . , s. 373—375
O k o r z y ś c i a c h , j a k i e w y n i k a j ą z p r z y j ę c i a rozszerzonej
koncopcji znaczenia zob. szerzej w a r t y k u l e J . B a r t m i n s k i e g o
i R . Tokarskiego p t . Językowy obraz świata a spójność tekstu ( w : )
Teoria tekstu, p o d red. T . D o b r z y ń s k i e j , Ossolineum 1986
8

9

1 0

1 1

1 г

�Kryslyna Szefler ( T u k w a )

JACEK

liii'

R y s u n e k К . Szefler

N a w e t nie w i e , żo pomaga. N i e t y l e t w ó r c y czy a r t y ś c i e , co
c z ł o w i e k o w i , k t ó r y boz Niego nie s t a ł b y się t y m , co znaczy: t y m ,
k i m jest.
Przez s z t u k ę , przoz uwagi pierwszych o d c z u ć i przez k r y t y k ę

r o b i i w t y m , co m ó w i . T a k w i ę c dla osoby zagubionej w sobie
i w świecie Jacek jest oparciem d l a ocen i o d n i e s i e ń .
Zawsze zabiegany i z a j ę t y p r a c ą , ale zawsze n a g ł o s c z ł o w i e k a
(i z w i e r z ę c i a ! ) o d k ł a d a j ą c y wszystko i p r z y b i e g a j ą c y d o s ł o w n i e ,

prac o p a r t ą na w i e d z y a r t y s t y c z n e j mobilizuje do n a j p o w a ż n i e j ­

nieraz

szego t r a k t o w a n i a siebie w t y m , co się r o b i i w t y m , j a k się r o b i .

p i ę t r o boz w i n d y , czy szpitala, czy do innego miasta.

wdrapywał

się zaniepokojony milczeniem n a

czwarto

Przoz swojo opowiadania i ż y c i e , po p o r ó w n a n i u do i n n y c h

P o t e m z n o w u usuwa się w c i e ń , ale zawsze s i ę znajdzie i po­

i w y c i ą g a n i e z czyjogoś opowiadania tego najistotniejszego dla

spieszy n a r o z m o w ę , n a p o m o c . T a k w sprawach t r u d n y c h ,

c z ł o w i o k a , k s z t a ł t u j e się j a k i ś t a j e m n i c z y z w i ą z e k o s ó b : swojej —•

u r z ę d o w y c h , j a k i w codziennych p o t r z e b a c h ; j a k z t ą f r o t e r k ą

cichej i nio n a r z u c a j ą c e j się i t e j drugiej — pewnej u w a ż n e g o

dla staruszek za c i ę ż k ą , a dla Niego, ż e b y p o s z u k a ć n a p r a w y

s ł u c h a n i a j e j i togo co m ó w i i tego co r o b i przez Niego, p r z y N i m .

i zawieźć, i odejść z k w i t k i e m , i wymyślić, j a k i m to załatwić —

T a k n a co dzień przostraszonej ś w i a t e m i jego p r a w a m i t u , p r z y

t o w ł a ś n i e Jacek.

i w J a c k u o d n a j d u j ą c e j jogo ( ś w i a t a ) k o ń c e z w i ą z a n e j a k o ś dobrze
— z g a d z a j ą c e się w c z ł o w i e k u p o s t a w ą i w a r t o ś c i a m i w t y m , eo

I

... , , i p a m i ę t a j , b ą d ź dobra dla M a m y , ona jest
k o c h a n a i bardzo d o b r a " . . .

naprawdę

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10865" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10843">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94aa25416f5c92cd852c9716694c1c5a.pdf</src>
        <authentication>66484ac6e5056271afb932e9a5d768e3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129553">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2277</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129554">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129555">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129556">
                <text>Ojczyzna w pieśniach i wierszach chłopskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129557">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.9-13</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129558">
                <text>Bartmiński, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129559">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129560">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129561">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129562">
                <text>Jerzy Bartmiński

O J C Z Y Z N A W PIEŚNIACH I W I E R S Z A C H CHŁOPSKICH
R o z w ó j pojęcia ojczyzny w polskiej kulturze l u d o w e j przebie­

e m b r i o n a l n e , r o d z i n n e znaczenie ojczyzny

ludzie

wychowani

gał inaczej niż w kulturze o g ó l n o n a r o d o w e j - c h o ć o c z y w i ś c i e

w kulturze w i e j s k i e j z a c h o w u j ą niekiedy bardzo d ł u g o : „ W m o j e j

vv p o w i ą z a n i u z nią. Był w y p a d k o w ą zapożyczeń, p r z e w a r t o ś ­

w i o s c e p o d K r a k o w e m - stwierdza w s p ó ł c z e s n y autor, profesor

c i o w a ń i w ł a s n y c h d o k o n a ń . Na l u d o w e dzieje ojczyzny

u n i w e r s y t e t u - d o m r o d z i n n y n a z y w a się ojczyzną. B y ł o t o dla

się b o w i e m recepcja działań p r o p a g a n d o w y c h

składa

patriotów

od

końca X V I I I w i e k u poczynając, znajdująca o d b i c i e w fascynacji
programem n a r o d o w y m w r ó ż n y c h j e g o w e r s j a c h p o l i t y c z n y c h

m n i e przez w i e l e lat j e d y n e znaczenie s ł o w a ojczyzna. Z n a c z y ł o
o n o d o m . Po prostu d o m . "

1 1

W d o k u m e n t a c j i hasła ojczyzna

zgromadzonej w krakowskiej

i samorzutne rodzenie się w ś r ó d c h ł o p ó w poczucia w s p ó l n o t y

p r a c o w n i s ł o w n i k a g w a r p o l s k i c h P A N , znaczenie „ o j c o w i z n y "

ponadregionalnej i p o n a d k l a s o w e j połączona z b u d o w a n i e m

i l o ś c i o w o z d e c y d o w a n i e przeważa nad znaczeniem „ o j c z y z n y

radykalnego p r o g r a m u r u c h u c h ł o p s k i e g o , i wreszcie dramatycz­

n a r o d o w e j " (które jest d o k u m e n t o w a n e ś l a d o w o ) - ale jest t o

ne d o c h o d z e n i e d o w ł a s n e j w e w n ę t r z n e j dojrzałości, oparte na

użycie w ł a ś n i e p o t o c z n e , c o d z i e n n e .

u g r u n t o w a n y c h w a r t o ś c i a c h tradycji k u l t u r o w e j . Przetwarzanie

1 2

Jeśli s i ę g n i e m y p o f o l k l o r p i e ś n i o w y , t j . l u d o w ą poezję ustną,

koncepcji n a r o d o w y c h w d u c h u c h ł o p s k i e g o systemu w a r t o ś c i

t o s t w i e r d z i m y , że ojczyzna

i religijno-ludowej waloryzacji świata i człowieka, doprowadziło

z d u m i e w a j ą c o rzadko. W d o k u m e n t a c j i

do u f o r m o w a n i a

d u j e m y ją w ż a r t o b l i w e j c h ł o p s k i e j piosence: Umar Maciek

umar,

daj mu

jego™

w ł a s n e g o w a r i a n t u pojęcia ojczyzny,

który

wobec j e d n y c h k o n c e p c j i e l i t a r n y c h s t a n o w i k o n t r p r o p o z y c j ę ,

Boże

niebo,

- „ o j c o w i z n a " p o j a w i a się w

a ja będę

Kolbergowskiej

mieszkał

niej
znaj­

na ojczyźnie

wobec i n n y c h - r o z w i n i ę c i e , d o p e ł n i e n i e . Nurt k u l t u r y l u d o w e j

i w weselnej p r z y ś p i e w c e : Podajcie

spotkał się z s i l n y m o s t a t n i o n u r t e m o g ó l n o n a r o d o w y m , „ m i ł o -

dwoje,

s z o w s k i m " , w szukaniu dla ojczyzny w y z n a c z n i k ó w b l i s k i c h ,

j e d y n e d w a p o ś w i a d c z e n i a na p o n a d d w a d z i e ś c i a tysięcy pieśni

1

w p o w r a c a n i u d o idei ojczyzny p r y w a t n e j i „ m a ł y c h o j c z y z n " .
Chcę w t y m szkicu o b s e r w o w a ć przemiany t y t u ł o w e g o pojęcia
na materiale t z w . t w ó r c z o ś c i l u d o w e j , t j . t r a d y c y j n y c h

pieśni

co ja sobie

podweselę

mi skrzypce,

za ojczyznę

zapisancych w c a ł y m „ L u d z i e " !

1 5

podajcie

swoje"

mi

- to bodaj

M o ż n a w r ę c z p o w i e d z i e ć , że

w tradycyjnej pieśni l u d o w e j ojczyzna

w znaczeniu „ o j c o w i z n y "

nie f u n k c j o n u j e .

l u d o w y c h , a także ( n a w e t przede w s z y s t k i m ) - pisanej poezji

F u n k c j o n u j e n a t o m i a s t w pieśniach ojczyzna

narodowa, ideo­

chłopskiej. Poezja ta w o s t a t n i m czasie w r a c a d o źródeł, d o

logiczna. W k r o c z y ł a t a m już w X I X w i e k u j a k o element u r o c z y s ­

swoich p o d s t a w o w y c h w a r t o ś c i . Ojczyzna t o j e d e n z p o d s t a w o ­

tego słownika patriotycznego i obywatelskiego, jako synomim

wych jej t e m a t ó w . Taki t y t u ł nosi n i e d a w n o w y d a n y z b i o r o w y

Polski w z y w a j ą c e j s w o j e dzieci d o w a l k i o n i e p o d l e g ł o ś ć . Jest

tom wierszy w s p ó ł c z e s n y c h a u t o r ó w c h ł o p s k i c h i -

licznie p o ś w i a d c z a n a w materiałach z a p i s y w a n y c h przez Kolber­

zdaniem

w y d a w c y - j e s t t o „najtrafniejsze u o g ó l n i e n i e i w s p ó l n y m i a n o w ­

ga o d p o ł o w y w i e k u , częsta też jest w pieśniach p ó ź n i e j s z y c h .

nik w y p o w i e d z i p o e t y c k i e j p o d s t a w o w e j części p o e t ó w l u d o ­

J e d n a k bliższe przyjrzenie się K o l b e r g o w s k i m z a p i s o m pokazuje,

J

w y c h " . Liczne - d a w n e i n o w e - wiersze z ojczyzną w t y t u l e

że nie są t o b y n a j m n i e j teksty czysto l u d o w e , lecz niemal bez

znajdujemy

w y j ą t k u teksty „ p r z y n i e s i o n e " : z w o j s k a

w

retrospektywnej

Antologii

3

1830-1980

J . S z c z a w i e j a , np. Połączenie

Lengowskiego, Uczmy
Nosala, Ziemia

się kochać

ojczysta

mojej

ludowej

z ojczyzną

ojczyznę

naszą

Michała
Wojciecha

J ó z e f a Ś w i d e r s k i e g o , Pożegnanie

czyzny Piotra Piecha, Ojczyste
W ojczyźnie

poezji

strony

Stanisława Palecznego,

S t a n i s ł a w a B u c z y ń s k i e g o , Kocham

Stefana C e b u l s k i e g o , Że ty jesteś

oj­

moją

ojczyzną

ojczyznę

J a n a Pocka.

Kościuszkowskiego,

z Legionów, z szeregów powstańczych:
Bartosie,

Bartosie,

nę nam zbawP*
My

Polaki,

ocalenie

nie traćmy nadziei. Bóg pobłogosławi,

nieboraki,

swą

krew

na plac
toczyć

stawać

będziem"

będziem.
-

Żegnam was, kraino żyzna i ty mi bądź zdrowa,
ojczyznę

od zguby

z latami p o p u l a r n o ś ć t e m a t y k i ojczyźnianej rośnie. Wiersze pt.

Byłeś, Polsko,

Ojczyzna ma w s w o i m d o r o b k u kilkudziesięciu p o e t ó w c h ł o p s ­

mnie płynie

Przechodziło o n o w czasie?
z rodziną i d o m e m j a k o w y z n a c z n i k a m i

Podstawowymi j e g o treści.

wolną

była, chętnie

siła, wszak

dom dziedziczony

zniosę

to dla ojczyzny™;

utworach traktowana

niech

narodowa

blizny,

niech

krwi

ze

itp.
ojczyzna jest w

tych

„ p o w i n n o ś c i o w o " , d o m a g a się ofiary,

n i e p o d l e g ł o ś c i o w o - p a t r i o t y c z n y przy t y m p o ułańsku splata się
t u z e r o t y c z n y m (Bo
takiemu

Historycznie p i e r w o t n e znaczenie s ł o w a ojczyzna
1

a proś Boga,

spełnienia p a t r i o t y c z n e g o o b o w i ą z k u , p o d j ę c i a w a l k i . W ą t e k

Przede w s z y s t k i m w kulturze l u d o w e j n i g d y nie została ze­
rwana w i ę ź ojczyzny

przez

zachowa'";

Zapożyczona z zewnątrz

Co składa się na l u d o w e pojęcie ojczyzny i jakie m e t a m o r f o z y

ojczyzny

w y d a w c ę j a k o pieśń „ k o ś c i u s z k o w s k a " ;

Podobny obraz dają liczne i n d y w i d u a l n e i z b i o r o w e publikacje,

kich'.

Za

kwalifikowana

takie jak Wieś tworząca*

czy Złote ziarna*. O d n o s i się wrażenie, że

ojczyz­

- to wariant znanego „krakowiaka Kościuszki";

po ojcu", „ojcowizna" -

-

które

„grunt
zaczęło

kochanka

kto

krew

ochoczy
30

nie żałuje

wianka ),

za ojczyznę

broczy,

o b r o n a kraju jest na

s p o s ó b r o m a n t y c z n y t r a k t o w a n a j a k o t y t u ł d o c h w a ł y (O
nie i o sławie

nuci

młodzież

2 1

po Warszawie... ' ),

ojczyź­

a sama śmierć

zamierać w polszczyźnie o g ó l n e j j u ż w w i e k u X V I , w kulturze

z b r o n i ą w ręku w

ludowej i j ę z y k u w s i b y ł o n i e z m i e n n i e ż y w e i w d u ż y m s t o p n i u

o c z y w i ś c i e ) jest ż o ł n i e r z o w i miła: Za ojczyznę

Pozostało aktualne d o dziś. Z n a c z e n i e t o m i a ł o silne z a k o t ­

koszą polegnę ,

wiczenie ż y c i o w e , b y ł o w r o ś n i ę t e w c o d z i e n n ą g w a r ę , p o t o c z n e

Ten u ł o ń s k o - r o m a n t y c z n y sztafaż, zachęcający d o w a l k i , silnie

*Vobrażenia, w n o r m y z w y c z a j o w e i p r a k t y k i . C h ł o p s k i e p o ­
rzekadło Cyja pańscyzna,

1

tego i ojcyzna

przyznawało prawo do

Dfuntu o j c o w s k i e g o t e m u , k t o o d r a b i a ł d w o r s k ą
Щяугпе

o d r ó ż n i a n o o d babizny:

powinność.

„ D w ó c h braci mieszkających

22

b o : na [...] grobie zejdą kwiatki

patosu

w trywialny kontekst przyśpiewkowy:

• ' A tj. mając t y l k o p o j e d n y m k o n i u , łączą je w parę dla o b o p ó l n e j

być ojczyźnie

mnie

zrodziła,
to

a kochance

wyssałem:
wiernym,
stałym.

" • " u c h o m e d z i e d z i c z n e " , o d r ó ż n i a n o o d mienia n a b y t e g o , czyli

Napijmy

się,

^upizny.*

napijmy

się

Na Kurpiach o m ł o d o ż e ń c a c h m ó w i o n o , że zamiesz-

*"И na ojczyźnie,
4 1 1

jeśli szli mieszkać u r o d z i c ó w m ł o d e g o , l u b jeśli

do r o d z i c ó w m ł o d e j , że o n ożenił

się do niej.™

Itp. T o

23

ojczyzny

Polka

czyli „ m i e n i e

z roz­

zapłaczą .

f o l k l o r nie cofa się przed w p r o w a d z e n i e m n o b l i w e j

z mlekiem

- ojcowiznę

i Polki

k o n t r a s t u j e ^ tragiczną t o n a c j ą X I X - w i e c z n e j a u t e n t y c z n e j l u d o ­

• " • d Raby etnograf - dla ł a t w i e j s z e g o o b r o b i e n i a roli ((sprzęgają
8

dziewczyny

i za ciebie

w e j pieśni o w o j n i e . R ó w n o c z e ś n i e nie a k c e p t u j ą c y

• s ą s i e d z t w i e , j e d e n «na ojcyźnie», d r u g i «na babiźnie» - n o t u j e

•'Otrzeby." Na innej zasadzie ojczyznę

o b r o n i e Polski (i u k o c h a n e j

kumo,
obie,

bo nam ta nie
gorzałecki

w

dadzą,
2

grobie. *

�D o k o n u j e się też prozaizacji p o d n i o s ł e g o s ł o w a w c i s k a j ą c je

Wyssałem

w ż a r t o b l i w y refren:

Więc „wszystkie

Porodzśla

Niemca

a Moskala

świnia,

a Polaka

koza,

porzĄdna
u

Ojczyźnie

siły jej składam

ojcz.izna

kochana}*

Choć my tacy, lecz
Dumni

z naszej

śpieszając d o j r z e w a n i e ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j w ś r o d o w i s k u

Co ojczyznę

c h ł o p s k i m , sprzyjała asymilacji n o w e g o pojęcia. N a s t ę p o w a ł o t o

I piosenki

mi p o s t a w

chłopów

w

broni,
w świat

Polskim p o u w ł a s z c z e n i u - pisze Helena B r o d o w s k a - mieli o n i
26

Potwierdzają tę o p i n i ę o p u b l i k o w a n e

w W a r s z a w i e w 1 9 1 2 r o k u Wspomnienia
z roku

1863,

chłopa

niowym.
C h ł o p s k i e m u w r a s t a n i u w e w s p ó l n o t ę n a r o d o w ą d ł u g o prze­
szkadzało p o c z u c i e k r z y w d y społecznej i k o n f l i k t y o p o d ł o ż u
k l a s o w y m . Zasadniczy d y l e m a t p a t r i o t y z m u c h ł o p s k i e g o : być
Polakami razem z klasą „ p a n ó w " czy też odrzucając szlacheckie
tradycje samodzielnie b u d o w a ć ojczyznę c h ł o p s k ą , przewija się
latami przez p r o g r a m o w e w y p o w i e d z i i osobiste w y n u r z e n i a .
Rozstrzygnięcie radykalne s f o r m u ł o w a n e o k o ł o p o ł o w y w i e k u
XIX ( „ O j c z y z n a nasza, t o jest L u d polski, zawsze była o d ł ą c z o n a
2 7

o d ojczyzny szlachty p o l s k i e j " ) przetrwało p o czasy
Leona K r u c z k o w s k i e g o ( 1 9 3 2 ) , Ojczyzny

Kordiana

Wandy Wasi­

lewskiej ( 1 9 3 5 ) by z a o w o c o w a ć p o j ę c i e m „ O j c z y z n y L u d o w e j "
w okresie f o r m o w a n i a PRL i wierszami t y p u Ojczyzny
Para-Hejki (Moja

Ojcyzna

o chłopskich

zgrubach

na

Józefa
2

gęb/e... *).

Koniec tradycji szlacheckiej d e k r e t o w a n o w poznańskiej przy­

... chłop

ni

bo w naszej

chłopka,

Umie oddać

krew

Ojczyźnie

czy

swoją

sochą.

i

serce

( M . K o z a c z k o w a , ur. 1 9 4 7 ) "
Etos ten jest zawsze t r a k t o w a n y j a k o w ł a s n a c h ł o p s k a tradycja,
nie podlegająca w

najmniejszym s t o p n i u

zakwestionowaniu.

J e g o s y m b o l e m jest przede w s z y s t k i m k o s a , narzędzie z a r ó w n o
w a l k i , jak pracy - z h i s t o r y c z n y m r o d o w o d e m sięgającym Rac­
ł a w i c i Kościuszki: gdy

w porannym

kawic,

Wtedy kosiarz, pieszczący

myśli:

o tej spod

niemowlę

Racławic.

Ojczyzny,

słońcu

klingę
[...]

a dla siebie

padnie

snop

na kosisku,

którą

kosie

ręce

kosiły

chłopskie

-przywoływały

błys­

O innej

lepszą dolę. ( J .

3 6

Z y c h , ur. 1 8 9 5 ) . Jest przy t y m w y r a ź n i e określana motywacja
i d e o w a tej p o s t a w y w a l k i : wyraża ją hasło nie tyle niepodległości,
c o w o l n o ś c i , łączące w sobie sens z a r ó w n o n a r o d o w y , jak
społeczny:
silnie wierzę, że to orlę nasze Powstanie

ze snu i wolność

zadnieje

э т

( W . Z a w a d a ur. 1 8 7 0 ) ;
będzie wolna Ojczyzna

/ wtedy będziesz szczęśliwa

( H . Waligóra,

3 8

ur. 1 9 2 9 ) ;

krew

parobka,

Twe płakały,

wzdychały

do Boga.

Broniely

wolności

3 9

Silami (K. Z a b o r o w s k a , ur. 1 8 8 2 ) ;

chłopska

przelana

za wolność

ojczyzny

(S. Klimas, ur.

1920)

ojczyźnie,

Ojczyzno!
a

już po

poniewierce.

traktorem

wszystkiemi
gospodarza

w

Orząc ziemię praojców

Dzieci

ś p i e w c e z lat siedemdziesiątych:
Nie trzeba się wstydzić

3 4

uroni.

powstańca

I g n a c e g o Drygasa, parobczańskiego syna, który

przedostał się z Prus, b y w a l c z y ć o Polskę w P o w s t a n i u S t y c z ­

i chama

( J a n t e k z Bugaja, ur. 1 8 7 4 )

dłoni

żywi

Królestwie

ś w i a d o m o ś ć p a n o w a n i a o b c y c h na ziemiach Polski, którą ś w i a t lejsi n a z y w a l i o j c z y z n ą . "

3 3

szczęśliwi,

chłopskiej

s t o p n i o w o na d ł u g o przed o d r o d z e n i e m się p o l s k i e g o p a ń s t w a .
podstawie znanych

ofierze"
( W . B r e o w i c z , ur. 1 9 0 2 )

dana

Sytuacja n i e w o l i n a r o d o w e j i k o n f l i k t ó w p o l i t y c z n y c h , przy­

„Na

spłacić...
w

dzewcz.ina,

dana ci jest

Poznaniaka,

nakaz: - Dług

ślachetczyźnie. .

bez

W rzeczywistości j e d n a k „ s z l a c h e t c z y z n a " nie t y l k o nie zginęła,
ale s t o p n i o w o przekazując s w ó j etos p a t r i o t y c z n y rodzącej się

Wolna

grozy

bata,

tysiąclecie

1

tyś! To nie złudzenie!
co przez

twarz

(Z. Kupisz, ur. 1 8 9 4 ) * ;

świśnie

( M . Burzyńska, ur. 1 9 1 7 )

-

otośmy

wolni

na

4 2

P u n k t w i d z e n i a o b r o ń c y s p r a w i a , że ojczyzna stale j a w i sie~

inteligencji, zaczęła f o r m o w a ć także c h ł o p s k i e pojęcie ojczyzny

c h ł o p s k i e m u poecie jako w a r t o ś ć zagrożona przez otaczających

- P o l s k i . Silnie o d d z i a ł y w a ł y - p o d k r e ś l a c y t o w a n a H. B r o d o w s k a

ją w r o g ó w : Pilnować

- takie c z y n n i k i , jak miłość d o ziemi o j c ó w , niechęć d o zaborcy,

Sięgną po ojców

religia, język, tradycja n a r o d o w a , o ś w i a t a zwłaszcza tajna, na

w s k i , ur. 1 9 0 7 , Ojczyzna) .

ziemiach r u s y f i k o w a n y c h i g e r m a n i z o w a n y c h .

30

Odrodzenie Pol­

ski i znaczący udział c h ł o p ó w w jej życiu p o l i t y c z n y m p r o w a d z i ł y

jak relikwii
43

Poszedłem

I bronić

moich spuściznę.

walczyć

Mojej

muszę, gdy ręce
Ojczyzny

A gdy Ojczyznę

czyja-

(S. Komonie-

palii wróg

przeklęty.

o Polskę nad Odrą ( W . B r e o w i c z ur. 1902) **,

itp.

d o utożsamienia p o w i n n o ś c i o w e g o etosu ojczyzny z p r z y j m o w a ­

D e f i n i t y w n ą p r a w d z i w o ś ć t y c h deklaracji s ł o w n y c h poświad­

niem o d p o w i e d z i a l n o ś c i za kraj. W i t o s o w ą k o n c e p c j ę ojczyzny

czył rzeczywiście m a s o w y udział c h ł o p ó w w partyzantce w okre­

j a k o p a ń s t w a należącego d o całego narodu poeta c h ł o p s k i uznaje

sie I! W o j n y Ś w i a t o w e j , kiedy - w e d l e s ł ó w K. Zaborowskiej

za realizację i n t e r e s ó w także s w o j e j w a r s t w y społecznej:

- Biedne

Wyszedłeś

z Wierzchosławic

tylko by chłopów

wiersze przyjmujące formę żołnierskiego m e l d u n k u : Rozkaz

mych

niony.

do drzwi

że za wolność
oddać

trzeba,

wszystkim
państwa

ojczyzny

pamiętać
jest

nawet

by bronić

własne

Ojczyzno!

spełniony)które

[...]

d o k o n a ń literackich: wiersze stają się e k w i w a l e n t e m literacki!*

przedłużają działanie rzeczywiste na tereflM

c z y n u p a t r i o t y c z n e g o , p o d o b n i e jak d o k u m e n t o w a n i e - poprzej

musicie,

zapis kronikarski, elegię, w s p o m n i e n i e - b o h a t e r s k i c h сгупбш—

cenie,

t y c h , c o w a l c z y l i o Polskę (por. wiersze: Kościuszko

życie

nego.

zatraceniem.

( W ł a d y s ł a w R u t k o w s k i , Wincenty

Witos)

31

Racławickie

duchy

W „ p o w i n n o ś c i o w ą " k o n c e p c j ę ojczyzny n a r o d o w e j został
j e d n o z n a c z n i e w p i s a n y o b o w i ą z e k służby i ofiary. Etos służby
ojczyźnie - o b r o ń c y , a z czasem także ż y w i c i e l a - s t a n o w i
w c h ł o p s k i c h w y p o w i e d z i a c h o ojczyźnie t r w a ł ą i niezmienną
k o n o t a c j ę i nadaje t y m w y p o w i e d z i o m w a l o r szlachetnej d y d a k ­
t y k i patriotycznej:

Jeszcze

Polski

się Ojczyźnie

S.

Cebulskiego,

J . M o d r z e j e w s k i e g o , Hel A. Piepera, Nad
S. K a p ł a n o w e j , Za drutami

Nie posiądzie

speł­

(F. Ł o j a s - K o ś l a , ur. 1 9 4 6 , wiersz RozkeĘ_.

przyznam,

w najwyższej

jej przed

[...]

zapuka,

was dla niej oszukam!"

chetnk-

Poetycką k o n s e k w e n c j ą o d d a n i a się w służbę ojczyźnie st,

ojczyzna

że nie wam, jej pierwszeństwo
przede

to

„Ilekroć

a gdy trza będzie,
O jednym

uzely, Ale dlo ojcyzny

do własnej

z całym narodem

że niepodległość

sławy,

ojczyzny.

to biedy

zawieść

/ rzekłeś swoim:
wiedzcie,

nie po strzępy

partyzanty

s/uze/y**.

S. Palec*-*
Westerplatte

grobem

partyzantt

4 7

0

F. Raka i t p . ) . D o t e g o g a t u n k u P * ^

u ż y t k o w e j należą apele i manifesty patriotyczne, z d o m i n o w a n e j
przez p o c z u c i e o b y w a t e l s k i e g o o b o w i ą z k u , o d k t ó r y c h roi sie "f***
w e w s z y s t k i c h trzech w y d a n i a c h Antologii

poezji

ludowej

JeeJffr

Szczawieja - j e d n a k jak się zdaje nie bez inspiracji i udzie*!**
redaktora, s p o ł e c z n e g o a k t y w i s t y . C h ł o p s k i p a t r i o t y z m zostaje t f r
przełożony na p r o g r a m p o l i t y c z n y ł a t w o w c h ł a n i a j ą c y aktualnfc.

obca nam
chłopska

и

kosa

и

treści p r o p a g a n d o w e , k t ó r y m nb. ś w i a d o m o ś ć „ t w ó r c ó w ' ^ * * *

ohyda.

w y c h " zawsze ulegała silniej niż ś w i a d o m o ś ć i n n y c h ś r o d o w * e r

przyda.
(F. Kuraś, ur. 1 8 7 1 )

3 2

społecznych.

*

�Jak w okresie w a l k i o Polskę za p o d s t a w o w y o b o w i ą z e k poeta
c h ł o p s k i uznaje ofiarę k r w i , tak w czasie p o k o j o w y m - g ł ó w n y m
hasłem staje się dla n i e g o p r a c a - praca dla ojczyzny: Idę
budować ojczyznę. Oto ja dąb. ( J . Ś w i d e r s k i , ur. 1 9 0 3 ) *"; Mej
ojczyzny postać nowa w treści życia, a nie słowach,
radość,
piękno twórczej pracy, która kraj mój wciąż bogaci, i tęczowy
pracy znak, i dni nowych nowy tad ( S . C h o j n o w s k i , ur. 1 9 2 6 ) ;
Ze syćkiemi wami sie dziełem, nomilejsi bracio rodocy, i zycem
pomocy boskiej w tyj spólnej pracy. Co jom konomy lo
ojcyzny
(A. F l o r e k - S k u p i e ń , ur. 1 9 0 2 ) .

W a r t o ś c i o w a n i e sakralne i a n i m i s t y c z n e ziemi s t a n o w i p o m o s t
w p r o w a d z a j ą c y ojczyznę w sferę l u d o w e g o k u l t u r e l i g i j n e g o ,
k u l t u maryjnego. A b y o d t w o r z y ć te l u d o w e d r o g i r o z w o j u pojęcia
ojczyzny zatrzymajmy się w i ę c przy t y m j e g o f u n d a m e n t a l n y m
w y z n a c z n i k u , j a k i m jest ziemia.
W c h ł o p s k i c h wierszach „ z i e m i a i ojczyzna p o j m o w a n e [są]

4 9

5 0

Na drodze t e g o n u r t u p o w i n n o ś c i o w e g o czai się j e d n a k
deklaratywizm p o l i t y c z n y : Moja ojczyzna
to zieleń i
czerwień
Pierwszego
Maja, i wielkie święto lipcowe - Manifest,
wolność
dla kraju (K. W i ś n i e w s k a , ur. 1 9 2 1 ) P o l s k o Ludowa,,
Ty
Kwitnąca Różo ( W . J a r e c k i , Wiersz o Ojczyźnie) ;
Dla
ciebie.
Ojczyzno, wioskem porzucił. Rodzeństwo,
ojca i matkę.... Do hut
poszedłem i do kopalni. By kraj nasz w przemysł wzrastał ( B .
Pietrak, Dla ciebie.
Ojczyzno)
- a także n i e b e z p i e c z e ń s t w o
akceptacji ograniczenia w ł a s n e j roli d o w ą s k i c h ram w y z n a c z o ­
nych „ c z ł o w i e k o w i w s i " przez oficjalną i d e o l o g i ę i rozminięcia
się z l u d o w ą hierarchią w a r t o ś c i , z nakazem „ b y c i a c z ł o w i e k i e m " .
Wiele wierszy t e m u n i e b e z p i e c z e ń s t w u ulega.
52

M

Wizerunek „ p o w i n n o ś c i o w y " ojczyzny p r o w a d z i w s p o s ó b
konieczny d o pytania o t o , c o ojczyzna ma w zamian d o dania
swoim o b r o ń c o m i s ł u g o m , d o p o s t a w i e n i a p r o b l e m u p r a w , d o
sprecyzowania o c z e k i w a ń i nadziei. Pytania te stają się o d
pewnego czasu stałym s k ł a d n i k i e m l u d o w y c h w y p o w i e d z i o o j ­
czyźnie. G o r z k i m r a c h u n k o m i p o c z u c i u n i e s p r a w i e d l i w o ś c i -Nie
dala Ojczyzna
mi szczęścia, pasanie
stada tylko znalem
(B.
Rosiński, ur. 1 9 2 6 ) " - t o w a r z y s z y postulat p e ł n e g o u c z e s t n i c t w a
we w s p ó l n o c i e historii i kultury, aspiracje bycia nie t y l k o t y m i , c o
„żywią i b r o n i ą " , ale p o p r o s t u p e ł n o p r a w n y m i o b y w a t e l a m i : Do
pojęcia ojczyzny
należy książka - pisał w okresie o k u p a c j i
a n o n i m o w y c h ł o p z Prus W s c h o d n i c h .
C h ł o p s k i e nadzieje
wobec idealnej ojczyzny zawierają się w s ł o w a c h t a k i c h , jak
radość i pokój ( W . J a r e c k i ) , zgoda i pokój (A. F l o r e k - S k u ­
pień) , radość, praca (S. C h o j n o w s k i ) , praca i prawa
(A.
F i l i p ) , przede w s z y s t k i m j e d n a k - jak p o w i e d z i a n o w y ż e j
- w o l n o ś ć (rozumiana w sensie s p o ł e c z n y m ) : W
ojczyźnie,
w której się najadłem bólu jak koń siana [...] muszę być - jak szary
derkacz na polnej miedzy - wolny i muszę mieć serce
radością
i szczęściem rozkwitłe - p o d s u m o w y w a ł u kresu XX-lecia m i ę ­
dzywojennego c h ł o p s k i e d o ś w i a d c z e n i a i nadzieje J a n Pocek
(Muszę być) "°.

M

n i e j e d n o k r o t n i e j a k o s y n o n i m y " (S. W e r e m c z u k ) ; Pocek „ m i ę ­
dzy k u l t e m ziemi a p o s t a w ą

[...]

znak

r ó w n o ś c i " (A. A l e k s a n d r o w i c z ) . O ojczyźnie m ó w i ą

patriotyczną

poeci

c h ł o p s c y u ż y w a j ą c metaforyki c h t o n i c z n e j : pachnie
kwitnie

łanem i lasem

Ojczyzno

- schedo)

65

5 5

M

59

Etos służby ojczyźnie nie przerodził się na g r u n c i e l u d o w y m
w „re'igię p a t r i o t y z m u " , jak się t o zdarzało w ś r o d o w i s k a c h
romantycznych b o j o w n i k ó w o Polskę. Nie t y l k o z p o w o d u
gorszej społecznej pozycji l u d o w e g o p o w s t a ń c a , szeregowca,
lecz i d l a t e g o , że w c h ł o p s k i m kościele miejsce na ołtarzu b y ł o
zajęte. Ojczyzna n a r o d o w a m o g ł a się t a m znaleźć t y l k o w p i s u j ą c
'ię w ś w i a t u z n a n y c h w a r t o ś c i r e l i g i j n y c h . O w s z e m , obser­
wujemy w poezji c h ł o p s k i e j t e n d e n c j ę d o sakralizacji ojczyzny,
jednak sakralizacja ta następuje zupełnie inną, s w o i s t ą d r o g ą :
prcez nawiązanie d o t r a d y c y j n e g o w a r t o ś c i o w a n i a ziemi j a k o
fundamentu c h ł o p s k i e g o ś w i a t a , miejsca pracy, źródła życia.
W n o w s z y c h wierszach c h ł o p s k i c h r o z w i j a n i u idei ojczyzny
towarzyszy r ó w n o l e g ł e w y a r t y k u ł o w a n i e archaicznego agrarneflo mitu ziemi; ziemi ś w i ę t e j , z i e m i - m a t k i . W tradycji l u d o w e j mit
'en znajdował w y r a z raczej p o z a s ł o w n y , poprzez w i e r z e n i a , ryty
' n o r m y z a c h o w a ń . Teraz jest g ł o s z o n y w p r o s t :
0 grudko

mojej

0 relikwio

orny,

zagon

uprawny,

w mojej

Bo te soki
Co dajesz
Иг" krew
1

dają mi

krew

łan, a w i ę c

pracy, dostarczycielka chleba. D o m i n u j ą c y t y p l u d o w e g o wiersza
o ojczyźnie - oparty na k o n w e n c j i „ k a t e c h i z m o w e j " , znanej z M .
K o n o p n i c k i e j (Co ojczyzna?)

czy A. O p p m a n a (Twoja

ojczyzna)

- zawiera obrazy miejsc s w o j s k i c h , k t ó r y c h i n t y m n y stosunek
z c z ł o w i e k i e m jest o p a r t y na w y s i ł k u , na ludzkiej pracy, dającej
poczucie pełnej h a r m o n i i z o t o c z e n i e m :
To jest

wieś moja - dalej, kościół

Oto południe

lipcowe:

zmęczeni

żniwiarze

z komina

dymu rozp/ot

Jest

niebiesko

sennym

z wiadra

zostawia...
nasze.

słodko

od kwitnących

brzęk się
zwie

Ta przestrzeń,

sobą

co widzisz

przed

jest!

lip,

niesie;

idzie od zżętego

Teraz już wiesz, jak to wszystko
- to moja ojczyzna

żurawia,

moje,

pszczeli

świeżego

[...]

gaszą:

w górze ślad

od pogody,

-

skrzypienie

pragnienie

twoje,

powietrzem

smak chleba

i cmentarz

przy chacie

Oto jest życie biblijne:

żyta...

się?

To nasza

Rzeczpospolita!
(F. Beciński, ur. 1 8 9 7 )

W tym modelu

utworu

cieszy

się
(w

opinii wielu t w ó r c ó w -

„ o j c z y ź n i a n e g o " , który

6 6

niesłabnącą p o p u l a r n o ś c i ą , s t a n o w i ą c s w o i s t ą społeczną
oczekiwaną)

legitymację

tożsamości

pisarza l u d o w e g o , o g r o m n ą rolę gra t o p o g r a f i a , w y l i c z a n i e i o p i ­
sanie s k ł a d n i k ó w

najbliższego otoczenia. Nie c h o d z i

jednak

wcale o wierność fotograficzną, doborem szczegółów

rządzi

zasada semiotyczna i f u n k c j o n a l n a . W obrazie ojczyzny p o j a w i a j ą
się p r z e d m i o t y - s y m b o l e , p r z e d m i o t y , które w o b e c c z ł o w i e k a
funkcjonują pozytywnie: zapewniają mu bezpieczeństwo i ciepło
( d o m ) , zaspokajają g ł ó d (zboża, pola, p r z y s ł o w i o w y
zagon),

dostarczają w r a ż e ń estetycznych

ojczysty

( k w i a t y , ptaki) i t d .

Integrują ś w i a t rzeczy ze ś w i a t e m ludzkich potrzeb i w a r t o ś c i .
Powstaje s ł o w n i k z n a k ó w , s y m b o l i , s t e r e o t y p ó w i m i t ó w k u l t u r o ­
w y c h , z b u d o w a n y z szeregów e k w i w a l e n t n y c h m o t y w ó w :
dzinny

zagon,

żniwiarze,
woń

pola

chleb

miodu,

i łąki, ziarno,
( p r z y r o d a ) ; lasy

( u k s z t a ł t o w a n i e t e r e n u ) ; ziemia
czyste,

wioska,

kłosy,

żyto,

(praca na r o l i ) , lipy, topole,

ptaki

dom rodzinny

i gaje,

polska,

pszenica,
kwiaty,

góry,

( m i e j s c a ) ; kościół,

pszczoły,

rzeki

kraj, region,

ro­
kosa,

i

jeziora

strony

cmentarz,

oj­
kości

( o b i e k t y i pamiątki k u l t u r y ) . D w a szeregi o szczególnej pozycji
t w o r z ą ojciec
zwyczaje,
ojczysty

i matka,

historia,

bracia,

sztandary,

dom, ojczysty

e m o c j o n a l n y c h : miłość,

dzieci,

bitwy...

wnuki...

oraz:

mowa,

Częstość najwyższą osiąga

zagon i Wisła. O s o b n o stoi szereg w y r a ż e ń
szczęście,

radość,

tęsknota,

ból i t d .

Do ojczyzny - „ z i e m i m o j e g o n a r o d u " ś w i a d o m o ś ć c h ł o p s k a

c o «swoje» -

niepojęta!

dłoni

w

oczach

czyć na «głos ziemi» w ł a s n e j , ale przecież celem j e g o p o c z y n a ń
jest w y z w o l e n i e c a ł e g o kraju. A w i ę c w y o b r a ż o n y m , i d e a l n y m

tętni.

terenem j e g o działań przestał być obszar ziemi, o której z n a j g ł ę b ­

Twoja.

szym przekonaniem m ó g ł d o t ą d p o w i e d z i e ć , że t o ziemia «moja»

żywotne.

l u b «nasza». Wszak «kraj» l u b «ojczyzna» t o z e t n i c z n e g o p u n k t u

obficie.
się we mnie

pisze badacz poezji o k u p a c y j n e j -

partyzanta o g r o m n i e się rozrasta, bohater idzie c o p r a w d a w a l ­

moja.

Ta krew, co we mnie
To przecież

niwa,

przestrzeń o s w o j o n a , bliska, przyjazna, ż y c i o d a j n a , miejsce

w y p r o w a d z a c h ł o p s k i e g o partyzanta z o j c o w i z n y w ś w i a t . „ T o ,

Jakaś siła nas razem łączy
Ty czujesz

( J . Król,

d o c h o d z i przez c z y n zbrojny okresu II w o j n y ś w i a t o w e j . W o j n a

ziemi,

święta!

Jak krew krąży

chlebem,

, jest chlebna

itp.

Ojczyzna t o grunt
-

ы

(Pocek, Musimy)

5 5

57

stawia

ю

w i d z e n i a teren nieznany m u i n a p r a w d ę o b c y . "

zmieniają

6 7

J a k o miejsce życia ziemia „ o j c z y s t a " jest w i ę c dla piszących

życie.
6 1

(Paulina H o ł y s z o w a , ur. 1 8 9 5 ) .

c h ł o p ó w przestrzenią rozszerzającą stale s w ó j h o r y z o n t . „ W i ę k -

11

�szość t y c h p o e t ó w jest zakochana w s w o j e j małej ojczyźnie i daje

na p o w i n n o ś c i ) s t a w i a c e c h y „ ż e ń s k i e " , „ m a c i e r z y ń s k i e " (oparte

t e m u w y r a z . Nie są t o j e d n a k poeci r e g i o n a l n i . Nie c h c ą b o w i e m

na bliskości, akceptacji i w s p ó ł o d c z u w a n i u ) .

ograniczać się d o przypisanego im z natury rzeczy f o l k l o r u . Są

Przypadający na lata osiemdziesiąte w y r a ź n y n a w r ó t poezji

lokalni na t y l e , na ile konieczne t o jest, żeby nie być n i j a k i m i .

c h ł o p s k i e j d o t r a d y c y j n e g o e t o s u , oznaczający „ n o w e przewar­

U t r w a l a j ą urodę s w o j s k i e g o krajobrazu, o k o l i c y , w i d z ą przecież

t o ś c i o w a n i a " " i o ż y w i e n i e z a i n t e r e s o w a ń ź r ó d ł a m i w ł a s n e j kul­

dalej i szerzej" - pisała recenzentka Antologii

Szczawieja, Barbara

tury i jej w a r t o ś c i przynosi w z m o c n i e n i e n u r t u a u t o n o m i c z n e g o ,

M i c h a ł o w s k a •*. J . A d a m o w s k i , k o m e n t u j ą c zebrane z r ę k o p i s ó w

rdzennie c h ł o p s k i e g o w m y ś l e n i u o ojczyźnie. Reprezentuje go

w y p o w i e d z i p o e t ó w z a m o j s k i c h , zauważa, że „ D l a c h ł o p a

oj­

w najczystszej postaci J a n Pocek, nie bez p o w o d u nazywany

- t o przede w s z y s t k i m ziemia, którą u p r a w i a . [...] w n a ­

„ k s i ę c i e m p o e t ó w c h ł o p s k i c h " . Pocek „ z a w i e s z a j a k b y wzór

czyzna

7

stępnej k o l e j n o ś c i poezja c h ł o p s k a p r z y w o ł u j e i b u d u j e pojęcie

myślenia o ojczyźnie u p o w s z e c h n i o n y przez lektury

„ o j c z y z n y r e g i o n a l n e j " , której zakres g e o g r a f i c z n y u w i d o c z n i o n y

i chama,

jest np. w tytulaturze n i e k t ó r y c h wierszy: Ziemia

(M.

w y c h cieszył się z n a c z n y m p o w o d z e n i e m , o d c h o d z i także o d jej

ziemia (A. Kotlińska) itp. I jest w r e s z ­

p o w o j e n n y c h rozmaitych ideologizacji. W y b i j a się na niezależ­

S i t a r c z y k ) , Hrubieszowska

Zamojska

cie w tej t w ó r c z o ś c i pojęcie ojczyzny rozumiane j a k o : kraj, n a r ó d ,

Kordiana

wzór, który w m i ę d z y w o j e n n y c h ś r o d o w i s k a c h w i c i o ­

ność, d e f i n i u j e pojęcie ojczyzny p o s w o j e m u . W wierszach poety

69

państwo, a więc ojczyzna-Polska."

z Kalenia treść s ł o w a ojczyzna

- w e d l e s ł ó w krytyka - „ n i e ma

i n n y c h w y r ó ż n i k ó w p o n a d te, które zawierają się w s ł o w a c h :
T o przyrastanie przestrzeni ojczystej nie osłabia j e d n a k pozycji

k o ł y s k a - d o m - t r u m n a - w i e c z n o ś ć . Nie ma t u m o w y o patriotyz­

c e n t r a l n e g o c z ł o n u , j a k i m jest d o m i najbliższa o k o l i c a . Z n a j ­

mie j a k o z a d a n i u , j a k o i d e o l o g i i . Jest natomiast ojczyzna jako

d u j e m y t u t ę samą zasadę k o n c e n t r y c z n o ś c i , która p o r z ą d ­

w i e c z n e t r w a n i e . Poeta j a k b y pragnął „ r o z t o p i ć " znaczenie tego

kuje przestrzenny w y m i a r ojczyzny na g r u n c i e

słowa w

świadomości

ś w i e c i e c a ł y m , który jest ostatecznie

równoważny

7 0

o g ó l n o n a r o d o w e j , a r ó w n o c z e ś n i e w c h ł o p s k i e j poezji „ o j c z y ź ­

„ c z t e r e m ś c i a n o m najprostszej o j c z y z n y "

n i a n e j " o b o w i ą z u j e zasada transferu w a r t o ś c i , ich przenoszenia

Pojęcie ojczyzny pojawia się w m o m e n t a c h zagrożenia, w momen­

z kręgu d o m o w e g o ( r o d z i n n e g o ) na kręgi dalsze - r e g i o n u , kraju.

tach p r z e ł o m o w y c h , w o b l i c z u narodzin i umierania. Jest ono

W

całokształtem w i d z i a l n e g o i o d c z u w a n e g o świata. Jej treść jest

ten sposób

pojęcie ojczyzny

(także n a r o d u ) ,

w y s o c e p o z y t y w n e charakterystyki „ e l e m e n t ó w

dziedziczy

pierwszych",

z m y s ł o w a , a nie i d e o l o g i c z n a . "

79

(Ojczyzna

i

chłop).

R ó w n o c z e ś n i e c h ł o p s k i poeta

d o m u i rodziny, w s i rodzinnej i społeczności s w o j a k ó w , krajan,

przemawia j a k o Polak, ś w i a d o m y w ł a s n e j tradycji narodowej,

z i o m k ó w . Wszystkie te składniki z a c h o w u j ą miejsce w p o j ę c i u

umiejący ją postrzegać na tle szerokim, p o n a d n a r o d o w y m :

ojczyzny n a r o d o w e j , k o n t r o l u j ą j e g o r o z w ó j i przekazują jej s w o j e
wartościowanie.

7 1

Ziemia t o nie t y l k o przestrzeń, t o także ż y w i o ł ,

namacalny

i bliski, jak p o w i e t r z e , w o d a , o g i e ń . Nosicielka t a j e m n i c y w i e c z n i e
o d r a d z a j ą c e g o się życia, j e g o początku i k o ń c a . Ź r ó d ł o - matka
w s z y s t k i e g o , c o żyje, i ta, która przyjmuje z p o w r o t e m d o s w e g o
w n ę t r z a ; ta, która leczy; która jest ż y w a jak c z ł o w i e k i w r a ż l i w a
moralnie: jęczy z b ó l u , drży i trzęsie się z g n i e w u , rozstępuje
i p o c h ł a n i a złych ludzi, w y r z u c a z w ł o k i grzesznych; miejsce

nie pisaliśmy

- jak żydzi -

biblii

nie bijaliśmy

- jak grecy

persów

w czterech

ścianach

przysięgliśmy
dlatego

najprostszej

wierność

dzisiaj

ze złotych

-

kosturem

mamy

białych

i - to co nic nie daje najwyżej

wierszom

coś w sobie

pszenic

ojczyzny

polom

jest

jabłoni
kochamy

w

dłoni
( J . Pocek,

spełniania się ł a d u świata. Ziemia ś w i ę t a , p r z e d m i o t czci.

Przysięgliśmy)"

U ś w i ę c e n i e pojęcia ojczyzny o d b y ł o się w m y ś l e n i u l u d o w y m

P o w r ó t ze świata d o siebie, odnalezienie w ł a s n e j wartości

poprzez w p i s a n i e jej w sakralną ( n a t u r a l n o - r e l i g i j n ą i chrześ­

i w o l n o ś c i , w i d z e n i e w p r z e d m i o t a c h bliskich ś w i a d k ó w historii

cijańską) k o n c e p c j ę ł a d u ś w i a t a , w grę p i e r w i a s t k ó w żeńskiego

dalekiej, k r a j o w e j i „ ś w i a t o w e j " , o d n a j d u j e m y też u pisarzy nurtu

i m ę s k i e g o , o p o z y c j ę ziemi i nieba, m a t k i i ojca, matki i syna.

wiejskiego:

C h ł o p s k a ojczyzna staje w z m i t o l o g i z o w a n y m szeregu po stronie
żeńskości, macierzyńskości, ziemskości, w opozycji d o t e g o c o
męskie, o j c o w s k i e . Ostatecznie znajduje s w ó j wyraz
w

kulcie

maryjnym,

religijny

tak charakterystycznym dla polskiej

k u l t u r y l u d o w e j . Kult B o g a r o d z i c y - p r z y p o m i n a ostatni t ł u m a c z

chyli się słońce
i zapada
już dotyka
rejtana

Księgi M ą d r o ś c i - był p o p r z e d z o n y w Europie przez najstarszą

nad wawelem

nad
głowy

stojącego

stodoły

ojczyzną-ojcowizną
mojego
u wrót

ojca
[...]

( J . Baran, Chyli się słońce

nad Wawelem

stodoły)"

religię (starszą niż indoeuropejska i n w a z j a ) , religię M a t k i - Z i e ­
mi.

7 2

Matecznik

W s p ó ł c z e ś n i l u d o w i poeci zwracając się d o ziemi

używają

f o r m u ł sakralnych, zaczerpniętych z m o d l i t w d o M a t k i Bożej:
Bądź pochwalona
nie z gwiazd
próchnicy
ziemi) ;

w ramiona

na nas głodu

Dolino

I pelnaś

[...] jestem

pełen

(S. B u c z y ń s k i , Wierzę

w

[...] nie strasz tak swego
kona. Niebo

Chleborodzicy

chleba

w miłości

/ radości

i słońca

n i k ó w » t o masa w y d a n a na żer i d e o l o g i o m , a zarazem gleba, na
której kiełkują tak ł a t w o najróżniejsze t o t a l i z m y . "

8 2

ziemię

Ogromnym

wieńcem
Moja

ty / skowronka
/ Matka

d o k t r y n y , i d e o l o g i e , s e z o n o w e k o n i u n k t u r y . Ludzie bez «matecz-

7S

przygrania

( W a n d a Czubernat, Moja Dolino

«pałubiczny», przez który przepływają s w o b o d n i e najróżniejsze

Modlitwa) ;

n

/ B/ogos/awionaś

ziemi
potęgę

z «matecznika», ten okrada się z «siebie», przybiera kształt

narodu.

(Ksenia P i r o g o w i c z ,

Chrystus

welo­
Ziemio,

( W ł a d y s ł a w S i t k o w s k i , Na dróg rozstaju) ;

Nowotarska

I surowa
ka)

gdzie

I dary składa

z ziół i pszenicy
gotem

tęsknotę

O ziemio pszeniczna,

Na dróg rozstaju,

w

( J . Pocek, Bądź pochwalona) ;

ciepła jak ręce matek,

śmierć,

Nie dopuszczaj

ziemio dziewico
13

złotych

pełna,

- na życie,
7t

- bądź pochwalona,

M . Pilota zawiera p o d o b n e przesłanie. Komentator

określa je następująco: „ Kto daje się w y p ę d z i ć z «małej ojczyzny*,

świer­

wśród

matek

Nowotars­

77

.

Takie broniące się przed nadmierną ideologizacją i upolitycz­
nieniem p o j m o w a n i e

ojczyzny jest w y n i k i e m

wewnętrzneflO

r o z w o j u k u l t u r y c h ł o p s k i e j , osiągania w ł a s n e j dojrzałości P°
d ł u g i m okresie h i s t o r y c z n y c h d o ś w i a d c z e ń . P o j m o w a n i e to zara­

W t y m m o m e n c i e ojczyzna zmienia na g r u n c i e l u d o w e j k u l t u r y

zem k o r e s p o n d u j e z t e n d e n c j a m i , które wyraziście z a r y s o w a ł y * ?

s w o j e oblicze, w y ż e j niż d o t y c h c z a s o w e c e c h y „ m ę s k i e " , „ o j ­

w literaturze n a r o d o w e j , w t w ó r c z o ś c i Czesława Miłosza, Stanis­

c o w s k i e " ( u t r w a l o n e w e t y m o l o g i i s ł o w a , oparte na o b o w i ą z k u ,

ł a w a Vincenza, J e r z e g o S t e m p o w s k i e g o .

12

�PRZYPISY

1

S. O s s o w s k i , Analiza socjologiczna
pojęcia ojczyzny,
„Myśl
W s p ó ł c z e s n a " 1 9 4 6 , nr 2; przedruk w : S. O s s o w s k i , O ojczyźnie
j narodzie. Warszawa 1 9 8 4 , s. 1 5 - 4 6
Ojczyzna. Antologia
współczesnej
poezji ludowej.
Wybór,
o p r a c o w a n i e , p o s ł o w i e i indeks S t a n i s ł a w W e r e m c z u k , L u b l i n
1987, s. 2 5 1 (dalej O A W P L ) .
III w y d a n i e w 1 9 8 5 r o k u , I - 1 9 6 7 , 1 1 - 1 9 7 2
* Т. I p o d red. A l i n y A l e k s a n d r o w i c z - L u b l i n 1 9 6 2 , t. I I - V I I p o d
red. Elżbiety i R o m a n a R o s i a k ó w - L u b l i n 1 9 6 6 - 1 9 8 3
* Złote ziarna. Antologia
współczesnej
poezji ludowej
ziemi
zamojskiej p o d red. J a n a A d a m o w s k i e g o , L u b l i n 1 9 8 6
• Pozostaje t o w z w i ą z k u z o r g a n i z o w a n i e m t e m a t y c z n y c h
konkursów i ankiet przez redakcje p i s m i organizacje społeczne.
Ankietę w ś r ó d p o e t ó w na t e m a t ojczyzny o g ł o s i ł y „ R e g i o n y " na
60-lecie odzyskania n i e p o d l e g ł o ś c i Polski ( 1 8 w y p o w i e d z i o p u ­
blikowano w nrze 4 z r o k u 1 9 7 8 ) ; w 1 9 8 8 r o k u k o n k u r s dla
l u d o w y c h p l a s t y k ó w pt. „ M o j a mała O j c z y z n a " o g ł o s i ł y : Z G
Stowarzyszenia T w ó r c ó w L u d o w y c h i NK Z S L .
Słownik gwar polskich J . Karłowicza (dalej SG P ) , 111,424; o d
Międzyrzeca.
„ M a t e r i a ł y A n t r o p o l o g i c z n o - A r c h e o l o g i c z n e i Etnograficz­
ne", (dalej M A A E ) , I I , cz. 2, 1 4 7 - 1 4 8
• Tamże, s. 1 9 4
0 . Kolberg, Dzieła wszystkie,
(dalej K o l b ) , t. 2 7 ,
Mazowsze
4,224
Tadeusz Styczeń, w : T. S t y c z e ń , E. Balawajder,
Jedynie
prawda wyzwala. Rozmowy
o Janie Pawle II, Roma 1 9 8 6 , s. 7 4
L u d o w a rzeczowość w w i d z e n i u świata przydaje niekiedy
wyrazowi ojczyzna jeszcze inne interesujące znaczenie, i n t e r p ­
retujące pojęcie w s p ó l n o t y ludzkiej poprzez w i ę ź b i o l o g i c z n ą ,
mianowicie znaczenie „ m ę s k i e g o narządu r o d n e g o " . W kartotece
słownika g w a r o w e g o w K r a k o w i e ma o n o d o k u m e n t a c j ę z W i e l ­
kopolski, o d Ś r e m u , O b o r n i k , W ą g r o w c a , Wrześni (zapisy A .
Tomaszewskiego).
Kolb t. 5 0 , Sanocko-Krośnieńskie
2, nr 541 (zapisy z lat ok.
1883-1884).
Kolb t. 1 2 , Poznańskie
4, 265 ( 1 8 7 9 ) .
Informacja z kartoteki s ł o w n i k a s t e r e o t y p ó w j ę z y k o w y c h
UMCS.
" Kolb t. 6, Krakowskie
2, nr 7 0 7 ( 1 8 7 3 ) .
" Kolb t. 4 1 , Mazowsze
6, nr 1 1 8 4 (zapis z lat 1 8 4 3 - 1 8 6 9 ) ;
tamże w a r i a n t p o d nr 1 1 8 5 ; też Kolb t. 3 9 Pomorze,
nr 2 1 5 ,
(1875).
Kolb t. 5 0 , Sanocko-Krośnieńskie
2, nr 6 1 3 (zapis z lat
1883-1885).
" Tamże, nr 6 0 9 (zapis z lat 1 8 8 3 - 1 8 8 5 ) .
Kolb t. 6, Krakowskie
2, nr 6 4 2 (zapis ok. roku 1 8 7 3 ) .
Kolb t. 5 0 , Sanocko-Krośnieńskie
2, nr 6 1 0 ( 1 8 8 3 - 1 8 8 5 ) .
Tamże, nr 6 1 3 ( 1 8 8 3 - 1 8 8 5 ) .
Tamże, nr 6 1 3
Kolb 4 6 , Kaliskie i Sieradzkie,
nr 5 5 2 (mat. z lat 1 8 4 3 - 1 8 8 6 ) .
Ł. Kamieński, Pieśni ludu pomorskiego
1936, nr 1 2 0 ;
podobny refren w pieśni w s p ó ł c z e s n e j zapisano w r o k u 1 9 5 1 ,
por. L. Bielawski i A. M i o d u c h o w s k a , Kaszuby, m p s , nr 6 1 9 B.
H. B r o d o w s k a , Chłopi o sobie i Polsce, W a r s z a w a 1 9 8 4 , s.
16
27 Lud
polski
na emigracji
1835-1846,
Jersey
1854,
s.4
38
OAWPL 70
Kolb t. 1 2 , Poznańskie 4 , nr 5 2 7
H. B r o d o w s k a , o p . cit., s. 13
OAWPL 209-211
Antologia poezji ludowej
1830-1980.
W y d . III p o p r a w i o n e ;
2

3

7

8

10

11

12

13

14

18

18

20

21

22

23

24

28

rozszerzone, opr. J a n S z c z a w i e j , W a r s z a w a 1 9 8 5 , s. 1 6 6 (dalej
APL).
APL 417
APL 186
APL 556
APL 300
A P L 162
O A W P L 69
OAWPL 227
APL 803
APL 275
OAWPL 224
APL 489
APL 421
APL 206
O A W P L 67
APL
APL 462
APL 846
» APL 444
' OAWPL 84
O A W P L 77
OAWPL 82
APL 857
J . Jastrzębski, Między apologia a negacją. Kultura
ludowa
w polemikach
1939-1948,
W a r s z a w a 1 9 8 7 , s. 1 3 0
O A W P L 77
APL 444
APL 846
OAWPL 225
J . Pocek, Poezje wybrane. W a r s z a w a 1 9 8 8 , s. 1 0 5
P. H o ł y s z o w a , O grudko mojej ziemi. W a r s z a w a 1 9 7 6 , s. 9
Posłowie d o : O A W P L 1 9 8 7 , s. 2 5 1
W e Wstępie d o : J . Pocek, Poezje. L u b l i n 1 9 8 0 , s. 4 2
OAWPL 232
O A W P L 81
A P L 341
J . Ś w i ę c h , Pieśń niepodległa.
Model poezji
konspiracyjnej
1939-1945.
Warszawa 1 9 8 2 , s. 2 7 6 - 2 7 7
Trza łapać nowe, „ P o l i t y k a " 1 9 6 8 , nr 2 9 ; cyt. za A P L 3 8
J . A d a m o w s k i , Posłowie d o : Złote ziarna. Antologia
współ­
czesnej poezji ludowej ziemi zamojskiej,
L u b l i n 1 9 8 5 , s. 3 0 9
J . B a r t m i ń s k i , Jak biegną drogi ojczyzny?,
„ E t h o s " nr 5,
1 9 8 9 , s. 1 6 8
Por. J . B a r t m i ń s k i , Niebo się wstydzi.
Wokół
ludowego
pojmowania
ładu świata, [ w : ] Kultura, literatura, folklor. Prace
o f i a r o w a n e P r o f e s o r o w i C z e s ł a w o w i H e r n a s o w i . Red. M . Graszewicz i J . K o l b u s z e w s k i , Warszawa 1 9 8 8 , s. 9 6 - 9 7
Cz. M i ł o s z , Przedmowa
d o : Księga Mądrości.
Tłumaczył
z greckiego i k o m e n t a r z e m opatrzył Cz. M i ł o s z , Paris 1 9 8 9 , s. 37
Poezje 1980, s. 8 0
O A W P L 231
Nad ołtarzem pól. Antologia
religijnej poezji ludowej
lubelszczyzny. W y b ó r i s ł o w o w s t ę p n e M . L e s i ó w , L u b l i n 1 9 8 6 , (dalej
NOP), 98
NOP 117
O A W P L 75
S. W e r e m c z u k w Posłowiu
O A W P L 251
R. S u l i m a , Po jasnej stronie świata. [ W s t ę p d o : ] J . Pocek,
Poezje wybrane, o p . cit., s. 1 6 - 1 8
J . Pocek, Poezje wybrane, s. 1 0 4
„ R e g i o n y " , 1 9 7 8 , nr 4 , s. 5
R. S u l i m a , Male ojczyzny, „ R e g i o n y " , 1 9 8 9 , nr 3, s. 1 0 4
3 3

3 4

3 5

ж

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 8

4 7

4 8

4 9

1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

8 9

6 0

6 1

62

6 3

8 4

6 5

6 6

6 7

68

6 9

7 0

7 1

7 2

73

7 4

75

7 6

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11077" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11055">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66ad1cfac85e0000f1ecde3d325b48eb.pdf</src>
        <authentication>0f1012a7ae1204c3f71726752c146ced</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132117">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6344</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132118">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132119">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132120">
                <text>etnolingwistyka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132121">
                <text>stereotypy ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132122">
                <text>symbole ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132123">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5919</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132124">
                <text>Słowmik stereotypów i symboli ludowych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132125">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.135</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132126">
                <text>Bartmiński, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132127">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132128">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132129">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132130">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132131">
                <text>18_Bartminski.ps - 4/25/2007 2:14 PM

JERZY B A R T M I Ń S K I

Słownik symboli
i stereotypów
ludowych
Niezmiennie zachowujemy wypracowaną na użytek
naszego Słownika swoistą metodologię opisu hasła, któ­
rą recenzenci uznali za rozwiązanie oryginalne i uda­
ne.2 Opiera się ona na koncepcji „definicji kogni­
tywnej” budowanej ze stereotypowych motywów
układanych w fasety, czyli zespoły jednorodne i spójne
semantycznie, odpowiadające na pytania o miejsce ha­
sła (przedmiotu) w systemie wewnętrznych relacji (ko­
lekcje, opozycje), o jego wygląd, pochodzenie, zacho­
wania,
zastosowania itd. Zasadą budowy haseł jest
5
J
4
6
6
w lubelskim Słowniku rozdzielenie eksplikacji i doku­
mentacji, przy czym w tej ostatniej konteksty są grupo­
B L A k LINT, centaumea cyanus l
wane wedle gatunków dających się odnaleźć w trady­
cyjnym folklorze. Celem tak budowanych haseł jest
radością przyjąłem propozycję Pana Doktora
rekonstrukcja poszczególnych fragmentów ludowego
Zbigniewa Benedyktowicza, by na gościnnych
obrazu świata, świata widzianego oczami nosiciela tra­
łamach „Polskiej Sztuki Ludowej - Kontek­
dycyjnej kultury ludowej.
stów”, publikować niektóre artykuły przygotowywane
do redagowanego w Lublinie Słownika stereotypów
Przypisy
i symboli ludowych.1
Od czasu wydania początkowych zeszytów Słownika
1 Por. Słownik stereotypów i symboli ludowych. Koncepcja całości
poświęconych ludowemu obrazowi kosmosu minęło już
i redakcja Jerzy Bartmiński, zastępca redaktora Stanisława Niekilka lat, w czasie których tryb pracy nad Słownikiem ra­
brzegowska. T. 1. Kosmos. [Cz.] 1. Niebo. Światła niebieskie.
Ogień. Kamienie. Lublin: Wydaw. U M CS 1996, 439 s. [Cz.] 2.
dykalnie się zmienił. Ponieważ nie udało się stworzyć
Ziemia. Woda. Podziemie. Lublin: Wyd. U M CS 1999, 481 s.
w uniwersytecie pracowni słownikowej, zespół redak­
2 Podkreślali to recenzenci po wydaniu 1. zeszytu Słownika: W ła­
cyjny (Urszula Majer-Baranowska, Małgorzata Mazurdysław Kupiszewski, Anna Tatarkiewicz, Marian Pilot, Jacek
kiewicz-Brzozowska, Joanna Szadura i Stanisława NieBanaszkiewicz, Roch Sulima w dyskusji opublikowanej przez
brzegowska) musiał przejść na podlegające rotacji etaty
„Regiony” 1997, nr 3, s. 2-11; Czesław Hernas, Krzysztof Wro­
dydaktyczne. Spowodowało to znaczne spowolnienie
cławski, Anna Dąbrowska, Jan Miodek, Jolanta Ługowska,
Roch Sulima, Iwona Smolka, Piotr Matywiecki w dyskusji opu­
prac nad Słownikiem, prac tych jednak nie przerwano.
blikowanej „Literaturze Ludowej” 1998 nr 6, s. 51-71; Barbara
Przygotowywane są - na marginesie zajęć dydaktycz­
Boniecka w „Twórczości Ludowej” 1997 nr 4, s. 43-45; pozy­
nych, teraz też częściowo z udziałem studentów uczest­
tywne oceny sformułowali badacze zagraniczni: Svetlana
ników studiów licencjackich, magisterskich i doktor­
M. Tolstaja (w piśmie „Ziwaja Starina”, Moskwa 1997, nr 4,
skich - hasła do kolejnych tomów. Najbliższy obejmie
s. 52-53), Aleksy Judin („Slavjanovedenie” 1998 nr 5 s. 98-100
meteorologię i metale, a następne będą dotyczyć ludo­
i „Narodoznavci Zositi” 1997 nr 6 s. 400-403) i Kasanovic Bog­
wego obrazu świata roślin i zwierząt.
dan („Slavistika” IV, Belgrad 2000, s. 277-278).

Z

135

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6156" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6136">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c7339658f72abde6bc3109279e33d0d.pdf</src>
        <authentication>00d545bca6d77cc5c1ad07f493d12049</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73388">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2853</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73389">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73390">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73391">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2658</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73392">
                <text>Czytaj, czytaj Homera... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73393">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73394">
                <text>Bartol, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73395">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73396">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73397">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73398">
                <text>Krystyna Bartol • CZYTA], CZYTAJ HOMERA..

Czytaj,

czytaj Homera choćby

razy

trzysta,

ANTYK - BIOGRAFIA I SZTUKA

Nowy - niby się w oczach przemienia co rana;
Rzecz pod miarę i wagę tak

obrachowana,

Ze aż strach! On największy

w świecie

algebrzysta!

KRYSTYNA

T

BARTOL

Czytaj, czytaj
Homera* • •

a żartobliwa z a c h ę t a , w y p o w i e d z i a n a przed
z górą stu laty przez Józefa B o h d a n a Zale­
skiego, n i e straciła n i c n a swojej a k t u a l n o ­

ści. W p r a w d z i e świadomość i s t n i e n i a w i e l k i c h p o ­
e m a t ó w H o m e r a w kręgu średnio oczytanego o d ­
b i o r c y jest powszechna,

a sakramentalne

zdanie

„U początków l i t e r a t u r y europejskiej stoją d w a arcypoematy, Iliada i Odyseja",

powtarzają d o znudzenia,

o

w tej czy i n n e j f o r m i e , autorzy podręczników i h i s t o ­

ficznego dyskursu b o h a t e r a . C e r r i spożytkowuje t u
strategie badawcze w y p r a c o w a n e przez współczesne

ców, a - przekazywane przez tradycję - stały się za­

teorie n a r r a t o l o g i c z n e , w y k o r z y s t y w a n e już z p o w o ­

c z y n e m kształtującym nasze postawy etyczne i este­

d z e n i e m w b a d a n i a c h n a d starogrecką epiką przez

tyczne gusty.

u c z o n y c h tej m i a r y с о I. de Jong, J. G r i f f i n i i n n i .

J e d n ą z przyczyn t a k płytkiej l e k t u r y jest z p e w n o ­

W y k a z u j e , że s e k u n d a m a n a r r a c j a , j a k ą jest p r z e d ­

ścią p r z e k o n a n i e , iż teksty H o m e r a są swego rodza­

s t a w i o n a przez Odyseusza n a dworze króla F e a k ó w

ich

opowieść o sobie s a m y m , jest — w w y m i a r z e a n t r o ­

twórcy realizuje się j e d y n i e w k o n t e k ś c i e macierzy­

p o l o g i c z n y m — paradygmatyczną e w o k a c j ą l u d z k i e ­

s t y m utworów, n a k t ó r e g o o d t w a r z a n i u k o n c e n t r o ­

go p o z n a n i a . C o w i ę c e j , u d o w a d n i a , że i n t r o s p e k -

wać p o w i n n i swoją uwagę i c h badacze.
d w u d z i e s t o l e c i e pokazało

jednak,

t y w n y c h a r a k t e r w y p o w i e d z i głównego b o h a t e r a p o ­

że

zostaje

możliwe, co więcej - k o n i e c z n e jest przełamanie te­

ny

r o z n a w s t w o m o d e l e p e r c e p c j i , k t ó r e p o z w o l i odsło­

się

osobową tożsamość

każdego

dyskurs,

choć

reprezentuje

tożsamość

już

ukształtowaną, pozwala jej zaistnieć w o b i e k t y w n y m

n i ć wielogłosowość i w i e l o i n t e n c y j n o ś ć o w y c h d a w ­

świecie. W t y m sensie H o m e r o w a narracja, z o g n i ­

n y c h tekstów i dostrzec w n i c h w y p o w i e d z i żywe,
znaczenie.

z kształtowaniem

człowieka. T a k więc autobiograficzny, r e t r o s p e k t y w ­

n a n o w e , w y p r a c o w a n e przez współczesne l i t e r a t u ­

swoje

związku

k o przypieczętowuje

merologów ( i w ogóle badaczy l i t e r a t u r y antycznej)

modyfikujące

w ścisłym

w n i m samoświadomości tego procesu, k t ó r a n i e j a ­

go skostniałego t r a d y c j o n a l i z m u i o t w a r c i e się h o -

nieustannie

postaci

w jego u c h w y c e n i u przyznając analizie a u t o b i o g r a ­

m o d e l i , k t ó r e zainspirowały k o l e j n e p o k o l e n i a twór­

Ostatnie

tej

aspekty tej osobowości, f u n d a m e n t a l n e znaczenie

motywów, wątków i k o m p o z y c y j n o - s t y l i s t y c z n y c h

h i s t o r y c z n y m , a a u t o r s k i zamysł

wyobrażeń

d o u c h w y c e n i a e l e m e n t u spajającego poszczególne

c h e m opowieści, co najwyżej do o d k r y w a n i a w n i c h

źródłem

żywotności

c h a r a k t e r o l o g i c z n ą wieloaspektowość O d y s a , dąży

s t a m i H o m e r a sprowadza się najczęściej d o n a i w n e j
fascynacji szczegółami f a b u l a r n y m i i e p i c k i m r o z m a ­

ju

przyczynę

w twórczości l i t e r a c k i e j w s z y s t k i c h e p o k . U k a z u j ą c

r y c z n o l i t e r a c k i c h kompendiów. O b c o w a n i e z t e k ­

s k o w a n a w soczewce świadomości (a właściwie sa­

Przy

moświadomości) głównego b o h a t e r a , ukazuje - n i ­

czym w b a d a n i a c h t y c h nie c h o d z i o podporządko­

czym Berkeleyowskie esse est percipi - ważność słowa

w a n i e l e k t u r y Iliada i Odysei lansowanej przez post­

w procesie kształtowania

modernistyczną antropologię w e r b a l n e j w i z j i świata,

się naszych

wyobrażeń

o świecie.

lecz raczej o o d c z y t y w a n i e - w d u c h u f e n o m e n o l o ­
gicznej t e o r i i k o n k r e t y z a c j i - treści i sensów zawar­

C e r r i zaprasza nas d o przeżycia n o w e j i n t e l e k t u ­

t y c h na poszczególnych p o z i o m a c h w y p o w i e d z i l i t e ­

alnej przygody z t e k s t e m H o m e r a . N a wędrówkę
z P o e t ą daje n a m d w i e p r z e w o d n i c z k i , swoją f i l o l o ­

rackiej.

giczną akrybię i g ł ę b o k ą erudycję, k t ó r e pozwolą d o ­

P r e z e n t o w a n y w t y m n u m e r z e artykuł G i o v a n -

strzec w s k r z y d l a t y c h słowach H o m e r a t o , co n i e ­

niego C e r r i e g o , w y b i t n e g o włoskiego f i l o l o g a k l a ­
sycznego,

znawcy greckiej

tłumacza Iliady,

literatury

gdyś może uszło naszej u w a g i . D a j m y się więc zapro­

archaicznej,

sić. W a r t o !

uczonego łączącego w swej n a u k o ­

wej działalności d o c i e k a n i a czysto l i t e r a c k i e z bada­
n i a m i n a d refleksją filozoficzną g r e c k i c h myślicieli,
jest n i e z w y k l e i n t e r e s u j ą c ą propozycją „odśrodko­
w e j " l e k t u r y t e k s t u Odysei. C e r r i szuka d e f i n i c j i oso­
b o w e j tożsamości Odyseusza, b o h a t e r a H o m e r o w e ­
go p o e m a t u , zadając

sobie j e d n o c z e ś n i e

pytanie

5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6258" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6238">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/05874dac9cc080c16b9499fe56725a69.pdf</src>
        <authentication>e3cb6450b509e971771c963764b04000</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74518">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6217</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74519">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74520">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74521">
                <text>wizualność - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74522">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5798</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74523">
                <text>Korespondencja sztuk / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74524">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.3, s.23-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74525">
                <text>Bartol, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74526">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74527">
                <text>IS PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74528">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74529">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74530">
                <text>03_bartol.ps - 2/14/2006 11:18 AM

KRYSTYNA BARTOL

S

ięgając do najwcześniejszych śladów przekona­
nia o związku poezji i malarstwa w refleksji nad
sztuką, nie sposób nie rozpocząć od Simonidesa
i jego słynnej maksymy: malarstwo to milcząca poezja,
poezja to mówiące malarstwo, z której Horacy uczynił
obowiązujący przez wieki diagnostyczno-aksjologiczny
dogmat (ut pictura poesis). Znana nam dzisiaj jedynie
z tradycji pośredniej (poprzez przekaz Plutarcha1) opi­
nia poety z Keos2 musiała być powszechnie znana i ak­
ceptowana w świecie greckim już za jego życia, skoro
wiemy, że po dwóch dziesiątkach lat, jakie upłynęły od
jego śmierci (zmarł w 467 roku p.n.e.), wypowiadanie
sądów odmiennych w stosunku do Simonidesowej
konstatacji, uznanej - jak można się domyślać - za au­
torytatywne rozstrzygnięcie kwestii wspólnoty sztuk,
dyskredytowało tego, kto ośmielił się je ujawnić. Ion
z Chios, poeta i zarazem autor ubarwionych anegdotą
dzieł historycznych oraz pamiętników o wizytach zna­
nych ludzi w swojej ojczyźnie, relacjonuje3 bowiem pe­
wien znamienny biesiadny epizod z udziałem Sofoklesa, jaki miał miejsce podczas uczty wydanej najpraw­
dopodobniej w roku 441 na Chios, gdy ten wielki tra­
gik gościł na wyspie podczas swej podróży na Lesbos,
dokąd udawał się, by objąć urząd stratega. Opowiada
mianowicie historię, jak ów wspaniały,4 brylujący
w gronie biesiadników dowcipem i umiejętnością flir­
towania artysta publicznie ośmiesza prowincjonalnego
bakałarza,5 który ośmiela się zanegować Simonidesowy ideał wspólnoty sztuk.
Interesujący dla naszych rozważań fragment tej
opowieści brzmi:

Korespondencja sztuk.
Simonides i inni

Nauczyciel, dyskredytując wartość malarskich
epitetów stosowanych przez dawnych arcymistrzów,
w tym samego Homera, potwierdza, że jest prostacz­
kiem, któremu wydaje się, że coś wie, gdy tymcza­
sem brak mu wiedzy podstawowej i oczywistej. Kon­
frontacja z błyskotliwym Sofoklesem, który jakby
mimochodem - między jednym a drugim aktem
swego brawurowego popisu sztuki uwodzenia9 z uśmiechem pobłażania wdaje się z nim w kpiarską
rozmowę,10 by jego kosztem zabawić siebie i zgro­
madzonych w sali współtowarzyszy, bezlitośnie ob­
naża ignorancję rozmówcy tragediopisarza i pokazu­
je naiwność rozumowania maluczkich,11 opartego
na ocenianiu poszczególnych elementów artystycz­
nej kreacji wyłącznie według kryteriów realistyczności przedstawienia.12
W przytaczanej przez Plutarcha maksymie, po­
wtarzanej dziś do znudzenia w większości prac po­
święconych korespondencji sztuk, Simonides za­
uważa podobieństwo sztuki słowa i sztuki figuralnej.
Zdaje się mówić: poezja i malarstwo to to samo. To,
co je różni, wyrażają antonimiczne kwalifikatory, ja­
kimi obie sztuki zostały opatrzone: milcząca (sioposa) i mówiące (lalousa). Można się oczywiście zasta­
nawiać nad użyciem przez poetę z Keos odczasownikowej formy słowa laleo na określenie specyfiki sztu­
ki poetyckiej, słowa oznaczającego nie tyle przekazy­
wanie treści za pomocą słów,13 ile gadatliwe zachowa­
nie, swobodną pogawędkę, niekiedy wręcz paplani­
nę, co każe nam dopatrywać się odrobiny subtelnej
ironii w całej tej konstatacji,14 nie zmienia to jednak
faktu, iż Simonidesowa definicja wspólnoty sztuk
precyzuje również specyfikę, odrębność każdej
z nich. W kierunku podkreślenia różnic pomiędzy
nimi idzie zresztą i Plutarch, który opatruje słowa Si­
monidesa następującym komentarzem15 (de glor.
Ath. 3, 346): „Malarze bowiem pokazują sprawy
w chwili, gdy one się dzieją, słowa opisują i opowia­
dają o tych, które już się zdarzyły”. Wynika to rzecz
jasna z odmiennej natury środków - tworzywa, ja­
kim dysponują artyści uprawiający poszczególne
dziedziny sztuki: malarze posługują się umieszczony­

[Sofokles]: Jakże pięknie wyraził się Frynichos,
mówiąc:
N a purpurowych licach lśni światło miłości.
N a to odezwał się Eretryjczyk albo Erytrejczyk,6
który był szkolnym nauczycielem: „Ty, Sofoklesie,
znasz się oczywiście na tworzeniu poezji. Jednakże Frynichos doprawdy nie wyraził się dobrze, nazywając po­
liczki pięknego chłopca purpurowymi. Jeżeli bowiem
malarz pokryłby policzki chłopca purpurową farbą, już
nie wydawałby się on urodziwy. Nie należy zaiste przy­
równywać tego, co piękne, do tego, co w sposób oczy­
wisty piękne nie jest”. Zaśmiał się w twarz Eretryjczykowi Sofokles i rzekł: „A więc nie podoba się tobie,
przybyszu, i ten Simonidesowy wiersz, przez Greków
uznawany za wielce udaną wypowiedź:
Z panny ust purpurowych toczyły się dźwięki, ani po­
eta, który mówi: «złotowłosego Apollona».7 Jeśli bowiem
malarz namalowałby włosy boga złote, a nie czarne, obraz
byłby gorszy. Ani też [nie podoba się tobie] ten, kto po­
sługuje się określeniem «różanopalca»,8 bo gdyby ktoś za­
nurzył palce w różowej farbie, stworzyłby dłonie farbiarki,
a nie pięknej kobiety”. Inni wybuchnęli śmiechem, a Eretryjczyk milczał oszołomiony takim przytykiem.

23

�03_bartol.ps - 2/14/2006 11:18 AM

Krystyna Bartol • KORESPONDENCJA SZTUK. SIMONIDES I INNI

mi na płaszczyźnie kształtami i figurami, poeci mają
do dyspozycji następujące po sobie dźwięki, z któ­
rych powstają wyrazy, zdania, całostki treściowe.16
T ak więc symultaniczność wyobrażeń plastycznych
została tu przeciwstawiona konsekutywności poetyc­
kiej kreacji.17 Innymi słowy - obie sztuki łączy iden­
tyczność operacji, jakie wykonują artyści, przedsta­
wiając jakiś przedmiot, dzieli zaś rodzaj tworzywa, na
którym operacje te są wykonywane.18
Związek między poezją i malarstwem w kulturze
starożytnej Hellady ukonkretniał się - zwłaszcza
w epoce archaicznej i klasycznej, kiedy to poezja była
w większości przypadków prezentowana ustnie - w ak­
cie wykonania utworu poetyckiego, który był arty­
stycznym przedsięwzięciem kierowanym zarówno ad
aures, jak i ad oculos ówczesnego odbiorcy. Towarzy­
szący śpiewnemu wykonaniu słów taniec staje się
w przypadku takiej performance elementem quasi-plastycznym, odpowiadającym sztuce figuralnej i podle­
gającym tym samym co ona zasadom funkcjonowania,
również w relacji ze słowem. Owa swoista identycz­
ność tanecznych póz, w których na moment zastygają
tancerze, i kształtów postaci przedstawianych graficz­
nie na obrazach upoważnia zresztą Plutarcha do od­
ważnego zmodyfikowania powtarzanej przez wieki
maksymy Simonidesa. Najpierw mianowicie stwier­
dza:19 „Gdy tancerze układają swe ciała na kształt
Apollona albo Pana albo jakiejś bachantki, upodab­
niają się do przedstawień plastycznych” (747 C) po to,
by za chwilę uogólnić (748 A): „jest rzeczą słuszną na­
zwać taniec milczącą poezją, a poezję dźwięczącym
tańcem”. Zainspirowany Simonidesową konstatacją
Plutarch rozwija myśl o podobieństwie przedstawień
figuralnych i werbalnych, wskazując przy tym na - dziś
powiedzielibyśmy - transsemiotyczny charakter20 rela­
cji zachodzących między nimi podczas prezentacji
utworów poetyckich z towarzyszeniem elementów
muzycznych i tanecznych. Elementy te nie stoją mia­
nowicie obok siebie, jak ma to miejsce w wypadku re­
lacji intersemiotycznych,21 lecz przenikają się nawza­
jem, tworząc znaczenie artystycznego tworu. Plutarch
mówi wręcz (748 A-B) o pełnej wspólnocie (koinonia
pasa) i wzajemnym współudziale (metheksis allelon)
sztuki figuralnej i werbalnej w tworzeniu znaczeń. Ja­
ko przykład urzeczywistniania się tego związku w spo­
sób doskonały podaje hyporchemat, gatunek poetyc­
ki, którego cechą charakterystyczną był, towarzyszący
melicznemu wykonaniu słów, wyrazisty taniec ilustru­
jący gestem i pozą przedstawianą słowami treść. Plu­
tarch stwierdza, iż obie sztuki w obrębie jednego utwo­
ru (hen ergon) dokonują tu naśladownictwa (mimesis)
poprzez kształty (dia ton schematon) i poprzez słowa
([dia] ton onomaton). Po wiekach Tadeusz Zieliński22
nazwie ów nierozerwalny związek poszczególnych ele­
mentów żywego widowiska trójjedyną choreą i uzna
go za jeden z najdoskonalszych przejawów duchowości

Hellenów, która z wielości różnorakich cząstek stwo­
rzyła harmonijną jedność idei.
Podobieństwo sposobu myślenia najdawniejszych
Greków o sztuce słowa i sztuce figuralnej przejawia się
również na poziomie ogólnych koncepcji dotyczących
natury obu tych dziedzin artystycznej działalności oraz
ich funkcji pragmatycznych względem odbiorcy. War­
to tu zwrócić uwagę, że istniejące w grece archaicznej
i klasycznej cztery określenia rzeźby, a więc przestrzen­
nego wizerunku figuralnego, wyrażały te same przeko­
nania i sądy o sztuce plastycznej, które da się odtwo­
rzyć na podstawie dostępnych nam dziś źródeł w od­
niesieniu do myślenia Greków tego okresu o poezji.
Idąc tropem wyznaczonym niegdyś przez T.G.L. Webste­
ra,23 który wskazał na zakodowaną w wyrazach okre­
ślających wytwory sztuki plastycznej obecność śladów
refleksji nad sztuką, dojść można do wniosku, iż takie
same pryncypia rządziły wyobrażeniami Hellenów na
temat wytworów sztuki plastycznej i artystycznej dzia­
łalności mistrzów słowa.24
Rzeczownik eikon, oznaczający podobiznę, wierny
wizerunek, eksponuje mianowicie zależność wytworu
artysty od modelu. Podobnie jak nazwa ogólna zographia, określająca sztukę malarską, i zographos - ma­
larz, podkreśla uzależnienie wytworu sztuki plastycz­
nej od wzoru, według którego został wykonany (zographia dosłownie znaczy „rysowanie tego, co istnie­
je”, „malowanie z natury”). Mimetyczny charakter
sztuki poetyckiej był również podstawą greckich
koncepcji teoretycznoliterackich, przy czym nie cho­
dziło tu - rzecz jasna - o wierne odzwierciedlanie
obiektywnie danej człowiekowi rzeczywistości, lecz
0 przekonujące przedstawianie w dziele literackim
sytuacji prawdopodobnych (choć często nieprawdzi­
wych), unaoczniających pewne zjawiska ogólne.
Z kolei termin ksoanon (dosłownie: kształt wydobyty
z drewna) podkreśla akt nadawania kształtu, określo­
nej formy produktowi artystycznemu. W odniesieniu
do sztuki słowa forma utworu, opracowanie jego
struktury, kompozycja dzieła, określana często sło­
wami morphe (kształt), kosmos (ład, porządek), taksis
(układ), była jedną z nadrzędnych kategorii odróż­
niających wypowiedź artystyczną od pozostałych ko­
munikatów językowych. Słowo agalma (dosłownie:
to, co sprawia radość), którym Grecy posługiwali się
również w odniesieniu do wizerunków plastycznych,
każe nam traktować dzieło sztuki jako źródło przy­
jemności, przeżyć estetycznych. Ten kontemplacyjny
aspekt kontaktu ze sztuką podkreślany jest również
przez greckich poetów: już w eposach Homera i Hezjoda pieśń określana jest jako miła (ephieron), przy­
jemna (himeroeis), a lirycy rozwinęli myśl o wdzięku
1 przyjemności dostarczanej odbiorcom przez poezję,
opatrując utwory poetyckie szeregiem epitetów jed­
noznacznie nawiązujących do przyjemności płynącej
z obcowania ze sztuką słowa. Nazwa kolossos wreszcie

24

�03_bartol.ps - 2/14/2006 11:18 AM

Krystyna Bartol • KORESPONDENCJA SZTUK. SIMONIDES I INNI

- budząca współcześnie skojarzenia związane z wiel­
kością25 - w swym pierwotnym znaczeniu najprawdo­
podobniej wyrażała ideę zastępowania czegoś czymś,
namiastkę całości. Mogła wyrażać przekonanie o ma­
gicznym związku wizerunku z modelem,26 konotując
tym samym obecność pierwiastka irracjonalnego
w akcie artystycznej kreacji. Pojmowanie poezji jako
daru boskiego, a poety jako natchnionego przez bó­
stwo wieszcza, który dzięki nadprzyrodzonej inspira­
cji zyskuje wiedzę i mądrość (sophia), a przez nie au­
torytet społeczny i rolę przewodnika dusz, sięga cza­
sów najdawniejszych i czyni z uprawianej przez niego
dziedziny sztuki zjawisko zajmujące szczególne miej­
sce w hierarchii ludzkich działań, niezależnie od te­
go, czy element boski w poetyckim tworzeniu pojmo­
wano jako interwencję z zewnątrz, czy też - jak czy­
nił to Arystoteles - dopatrywano się go w działalno­
ści ludzkiego rozumu (nous), który sam w sobie jest
daimonios, czyli przepełniony bóstwem.27
Przekonanie o wspólnocie obu dziedzin sztuki:
malarstwa i poezji, narzucało niekiedy Grekom cza­
sów archaicznych i klasycznych sposób formułowa­
nia myśli o sztuce słowa, przy czym nie wydaje się, by
w przypadku stosowania malarskich określeń w od­
niesieniu do poezji chodziło wyłącznie o zapożycze­
nie plastycznej terminologii dla unaocznienia pew­
nych literackich zjawisk;28 ważne było podkreślenie
głębokiego, strukturalnego związku sztuk, odwołują­
cego się do wspólnoty operacji dokonywanych w ob­
rębie właściwych im semiosfer. Przykładem takiego
leksykalnego sygnału, wyczulającego odbiorcę na
szukanie plastycznych konotacji i zmuszającego go
do przyjęcia ikonicznego sposobu patrzenia na po­
ezję, jest przymiotnik poikilos (dosłownie: wielo­
barwny, różnoraki, pstry), stosowany stosunkowo
często w opisie poetyckich dokonań. Słowo to,
w sztukach plastycznych określające kompleksowość
produktu artystycznego, zręczne połączenie różnora­
kich elementów,29 w odniesieniu do tworzywa słow­
nego oznaczało również łączenie rozmaitych ele­
mentów treści i wyrafinowaną kunsztowność jej
opracowania. Wydaje się, że jego zastosowanie jed­
nakże ma głębszy sens. Pokazuje mianowicie helleń­
ski sposób postrzegania świata jako szukanie jedno­
ści w wielości, jako dążenie do ogarnięcia całości
wszechświata, na którą składają się różnorakie
w swej naturze składniki, jako uzewnętrznienie do­
tąd uwewnętrznionych ludzkich doświadczeń po­
znawczych. Ta „międzyartystyczna komparatystyka”,30 jakiej dokonywali Grecy od zarania dziejów,
nie dowodzi więc jedynie, że traktowali oni malar­
stwo i poezję jako „sztuki siostrzane”, lecz pozwala
nam na wyciągnięcie wniosków natury antropolo­
gicznej.
Myśl o związku sztuki słowa i sztuki figuralnej, któ­
rej autorstwo od czasów najwcześniejszych przypisy­

wane było Simonidesowi, nie przestaje być łączone
z jego imieniem również u schyłku starożytności. Zna­
miennym tego dowodem jest wierszowany opis posągu
tego poety, znajdującego się w konstantynopolitań­
skim gimnazjonie, ułożony w VI wieku n.e. przez Christodorosa z egipskich Teb. Autor tego tekstu, jak się
wydaje, celowo odwołuje się w swej poetyckiej ekfrazie do Simonidesowej koncepcji korespondencji sztuk,
by przeprowadzić swoistą ocenę umiejętności artysty
rzeźbiarza. Mówi:31
....ni ty, Simonidzie,
nie uśpiłeś swej żądzy czułej, by pieśń tworzyć.
Wciąż tęsknisz za strunami, chociaż świętej liry
dłońmi nie trącasz. Winien, o, Simonidesie,
rzeźbiarz był z brązem zmieszać słodką pieśń; brąz
niemy sławiłby ciebie dźwiękiem, brzmiąc w takt two­
jej liry.
Przewrotne słowa Christodorosa z jednej strony
przeciwstawiają naturę obu sztuk (brąz niemy, brzmią­
ca lira), z drugiej łączą je: gdyby rzeźbiarz umiał je har­
monijnie zespolić, powstałoby dzieło doskonałe).
Milcząca poezja i mówiące malarstwo: zażyłość
i równoczesna odrębność sztuk tworzących tę parę,
dostrzeżona przed wiekami przez Simonidesa, była
więc zawsze i ciągle jeszcze jest źródłem dyskusji
i sporów, które - choć pewnie nieprędko przyniosą
definitywne rozwiązania - przyczyniają się do lepsze­
go zrozumienia obu sztuk i ich wzajemnych relacji.*
Poznań, czerwiec 2005

Waza z Apulii, ok. 350

25

�03_bartol.ps - 2/14/2006 11:18 AM

Krystyna Bartol • KORESPONDENCJA SZTUK. SIMONIDES I INNI

Przypisy:
1
2

3
4
5
6

7

8
9
10

11

12

13
14

15
16

O chwale Ateńczyków, 3, 346
Por. słynny esej F. Lessinga, Laocoon, z roku 1766, przedruk w:
Homer. Critical Assessments, ed. I. J. F. de Jong, vol. IV, Lon­
dyn- New York 1999. 301-316 (zwł. 301-302).
17 Por. T. Zieliński, Die Behandlung gleichzeitiger Handlungen im
antiken Epos, Philologus, Suppl. 8 (1899), 407-413, 432-441) angielskie tłumaczenie, The Treatment of Simultaneous Events in
Ancient Epic, w: Homer. Critical Assessments..., 317-327 (zwł.
317-321).
18 N a ten temat zob. S. Wysłouch, Literatura i obraz. Tereny struk­
turalnej wspólnoty sztuk, w: Intersemiotyczność. Literatura wobec
innych sztuk (i odwrotnie) pod red. S. Balbusa, A. Hejmeja, J.
Niedźwiedzia, Kraków 2004, 17-28
19 Wypowiedź tę wkłada w usta Ammoniosa, swego nauczyciela
filozofii, którego uczynił jednym z rozmówców w Zagadnieniach
biesiadnych.
20 N a temat natury związków transsemiotycznych i transmedialnych zob. E. Szczęsna, Wprowadzenie do poetyki intersemiotycznej, w: Intersemiotyczność..., 34-35
21 Por. eadem, 34
22 T. Zieliński, S. Srebrny, Literatura starożytnej Grecji epoki nie­
podległości, cz. 1, Warszawa-Kraków 1923
23 T.G.L. Webster, Theories of Art and Literature Down to 400
B.C., CQ 33 (1939) 166-177
24 Principia te w odniesieniu do literatury omawia W. Verdenius,
The Principles of Greek Literary Criticism, Mnemosyne 36 (1983)
14-59
25 Semantyczną ewolucję tego słowa od czasów wczesnoklasycznych po okres bizantyński przedstawiają E. Kosmetatou, N. Papalexandrou, Size Matters: Poseidippos and the Colossi, ZPE 143
(2003), 53-58. Udowadniają (54), że: „earlier authors used it
[kolossos] to refer to statues irrespective of size and material”.
26 Z Ajschylosowego Agamemnona (ww. 415-419) dowiadujemy
się, że po uprowadzeniu Heleny przez Parysa posągi w pałacu
w Sparcie (kołossoi eumprphoi), przypominające Menelaosowi
swą urodą małżonkę, wydawały mu się pozbawione wyrazu
(„patrzące pusto”) odkąd Helena była - cieleśnie i duchowo daleko. N a ten temat - zob. Kosmetatou, Papalexandrou, o.c.,
54-55
27 Verdenius, o.c., 46 nazywa Arystotelesowską teorię subiektyw­
ną koncepcją inspiracji.
28 Por. Wysłouch, o.c., 25
29 Zob. D. Müller, Handwerk und Sprache. Die sprachlichen Bilder
aus dem Bereich des Handwerkes in der griechischen Literatur bis
400 v. Chr., Meisenheim am Glan 1974, 14, H. Durbeck, Zur
charakteristik der griechischen Farbenbezeichnungen, Bonn 1977,
98, 187
30 Jak nazywa tego rodzaju badania S. Balbus, Interdyscyplinarność
—intersemiotyczność —komparatystyka, w: Intersemiotyczność..., 14.
31 AP. II ww. 45-50

O chwale Ateńczyków (de glor. Athen.) 3, 346 F.
Starożytni jednoznacznie łączyli ją z imieniem Simonidesa. Pa­
miętać jednak należy, że - choć mógł on być rzeczywiście auto­
rem tego zgrabnego sformułowania - wyraził w nim pogląd zna­
ny już przed nim, w jego czasach popularny i powszechnie ak­
ceptowany. Grecy bowiem lubili wskazywać jako wynalazcę
(heuretes) czegoś jednostkę, która upowszechniła bądź udosko­
naliła coś, co istniało już wcześniej.
Ap. Ath. XIII 603e-604d (= FGrHist. 392 F 6 = fr. 104 Leurini).
Określa go przymiotnikiem deksios, a więc świetny, dobry w tym,
co robi, odznaczający się mistrzostwem w jakiejś dziedzinie.
Ion nazywa go nauczycielem podstaw (dosłownie: liter) - grammaton didaskalos.
Niepewność co do tożsamości tego człowieka jest tu znamien­
na: Ion zdaje się mówić: nieważne, kim był - czy pochodził
z Eretrii na Eubei, czy też z miejscowości o nazwie Erytrai
(w Grecji istniało kilka miast o tej nazwie).
Sofokles może tu mieć na myśli sławnego Pindara, który w jed­
nej ze swoich ód na cześć zwycięzców sportowych (Ol. 6, 41)
posłużył się właśnie takim epitetem Apollona.
Chodzi tu oczywiście o Homera, który wielekroć nazywa Eos różanopalcą (rhododaktylos).
Sofokles uwodzi młodego chłopca, który pełni na uczcie obo­
wiązki podczaszego.
Przez moment wszak udaje, że przyjmuje punkt widzenia swego
interlokutora. Swoim zachowaniem przywodzi na myśl Sokrate­
sa i jego sposób prowadzenia dyskusji.
Przedstawienie przez Iona postaci nauczyciela gramatyki jako
pozbawionego fantazji indywiduum dało początek licznym an­
tycznym wyobrażeniom o przedstawicielach tego zawodu, jak
słusznie zauważyła Maria L. Gambato, w: Ateneo. I Deipnosofisti
(I dotti a banchetto). Prima traduzione italiana commentata su
progetto di Luciano Canfora, Vol. III, Roma 2001, 1554, która
uznaje cytowany tu tekst Iona za „la piu antica caratterizzazione letteraria.... di grammatico come pedante, contrapposto al
vero poeta e alla sua liberta nell’uso della lingua”.
Pamiętać należy, że realistyczny wizerunek w świadomości prze­
ciętnego greckiego odbiorcy uznawany był za dzieło zasługujące
na wysoką ocenę. Dowodów na takie kryteria oceny dzieł sztu­
ki dostarczają nam liczne teksty literackie; por. chociażby nowo
odkryte epigramy Posejdipposa na dzieła sztuki rzeźbiarskiej
(przekład i komentarz - zob. J. Danielewicz, Posejdippos. Epigra­
my, Warszawa 2004, 110-119). Znamienne są tu słowa poety
opisujące posąg Filetasa (ep. 63, 7-8: „Zda się, że wnet [przemó]wi - tak oddane rysy. / [Zyw]y, choć przecież z brązu jest
tylko ów starzec”
Por. LSJ s. v. laleo jako oppositum w stosunku do czasownika le­
go.
Podobnej do pozbawionej złych intencji ironii epikurejczyków,
którzy swoje filozoficzne dyskusje nazywali po prostu laliai, po­
gawędkami.

* Autorka artykułu jest beneficjentką Fundacji na rzecz Nauki Polskiej

26

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8245" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8225">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b227c852b4741f356f5e53bc2f7de146.pdf</src>
        <authentication>f045fee2c5376a04ade57fc8c4a6fe5d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3027</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98560">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98562">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2831</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98567">
                <text>Paideia poetów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98570">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.50-55</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98573">
                <text>Bartol, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98575">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98577">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98579">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98585">
                <text>Krnsljno Barwi * PA1DEIA POETÓW

KRYSTYNA

konany o wszechobecności bogów w otaczającym go
świecie, w naturalny sposób łączył ze sferą nadprzyro­
dzonych doświadczeń. Wiara w boską proweniencję
sztuki poetyckiej kazała mu dostrzegać w osobach po­
etów wychowanków niebiańskich opiekunów, uczniów
olimpijskich nauczycieli, którzy ziemskich wybrańców
czynią swoimi pośrednikami w przekazywaniu śmiertel­
nikom boskiej wiedzy i mądrości.

BARTOL

Paideia poetów

• * •

Teorie dotyczące boskiej inspiracji w poezji, będące
próbą określenia wzajemnych relacji pierwiastka bo­
skiego i ludzkiego, zaczęły się pojawiać w Grecji sto­
sunkowo późno, w epoce klasycznej wraz z działalno­
ścią Gorgiasza, Platona, Arystotelesa. Nie ma w tym
nic dziwnego. Grecka teoria w każdej dziedzinie była
bowiem wtórna w stosunku do praktyki. Grecy, jak
niegdyś trafnie powiedziano, znali odpowiedzi, zanim
nauczyli się stawiać pytania. Tak było również w od­
niesieniu do sztuki, która bujnie rozwijająca się w cza¬
sach archaicznych, swojej teorii doczekała się dopiero
w uczonych pismach intelektualistów epoki klasycznej.
Nie oznacza to jednak, że nic nie wiemy o tym, co naj­
dawniejsi Hellenowie sądzili na temat zawodu poety
i jego pozycji w ówczesnym świecie. Pochodząca z tych
czasów poezja, dochowana do dnia dzisiejszego w sta­
nie szczątkowym, przesiąknięta jest duchem
w którym wszystko, co wartościowe i cenne uważane
było za dar boski udzielany temu, kto nań zasłużył.
Umiejętność
poetyckiego
tworzenia uchodziła
w oczach ówczesnych ludzi epoki archaicznej za dowód
boskiego wyróżnienia. Co więcej widziano w niej
przejaw wyjątkowego związku człowieka i bóstwa (nie
be powodu Homer obdarza śpiewaków epitetem
boscy") Moment stawania sie ooeta rozumiano Hko
akt niemalże religijny chwile odkrycia w sobie boslie
BO nowołann wyobrażano sobie iako dostaoienie wta
iemniczenia w arkana wiedzv odsłanianej tylko
nvm otrzymanie znaku nem enia ooetyckiei służby bv'
lo dla Greków jak przejście p r z e H o ^ k inicjacji!
który zmienia dotychczasową egzystencję człowieka.
Znane nam dzięki różnym antycznym autorom sceny
poetyckiej inwestytury (tzw. Dkhterweihe)
wykazują
wszelkie znamiona misteryjno-inicjacyjnego rytu, który
w różnych swych odmianach na obszarze greckich
wpływów kulturowych wykazywał pewne cechy wspól­
ne wyznaczające zewnętrzne sposoby wyrażania religij­
nego przeżycia tworzących grupę jednostek.

Pytanie, jak to się dzieje, że jeden potrafi tworzyć
poruszające umysły i serca strofy zachwycające swym
pięknem, inny natomiast, nawet jeśliby bardzo chciał,
nie jest w stanie wykrzesać z siebie poetyckiego płomie­
nia, nurtowało Greków od zarania dziejów. Zjawisko
artystycznego tworzenia, zagadkowe, tajemnicze, ra­
cjonalnie niewytłumaczalne, ten religijny naród, prze­

W scenach poetyckiej inicjacji punktem wyjścia jest
zawsze spotkanie człowieka i bóstwa. Bezpośredni kon­
takt z bóstwem staje się dla człowieka momentem
zwrotnym w jego życiu, chwilą odkrycia w sobie twór­
czego impulsu. Hezjod relacjonuje w Teogonii (ww. 23¬
34) swoje spotkanie z Muzami u stóp Helikonu, w wy­
niku którego poeta porzuca zawód pasterza i rozpoczy­
na swą poetycką działalność. A u t o r tzw. inskrypcji

W

zasadzie nieprzetłumaczalny grecki termin
paideia, czy to w swym szerokim znaczeniu,
które moglibyśmy w przybliżeniu oddać
polskim wyrażeniem „kultura ogólna" , czy to w wą­
skim, pojmowanym jako nauczanie, wychowanie, za­
wsze bezpośrednio dotyczy indywidualnego człowieka.
Koncepcja helleńskiej paidei sytuuje wszelako jednost­
kę w świecie innych osób. 1 właśnie społeczna kontekstualizacja paideutycznych działań wyznacza istotę d u ­
chowego rozwoju każdej osoby: odnalezienie indywidu­
alnej tożsamości możliwe jest jedynie poprzez określe­
nie własnego miejsca w zbiorowości.

1

1

2

Ograniczenie na użytek niniejszego referatu zakresu
semantycznego wieloznacznego terminu paideia do
ściśle edukacyjnego, oznaczającego po prostu kształ­
cenie, wychowanie, kształtowanie, jest zawężeniem
celowym. Pozwoli ono jasno przedstawić zagadnienia
związane z pojmowaniem roli, jaką Grecy przypisywali
poetom - ludziom wyjątkowej, w ich opinii, profesji,
żyjących wśród, a jednak w pewien sposób obok nich.
Zawarte w tytule sformułowanie „paideia poetów" od­
zwierciedla typową dla Greka dwutorowość ujmowa­
nia zagadnienia, w którym osoba twórcy-artysty jest
z jednej strony obiektem kształcenia, z drugiej - pod­
miotem sprawczym procesu wychowania Dwoistość
ta jest z kolei naturalnym korelatem typowej dla
mieszkańca starożytnej Hellady dychotomii spojrzenia
na problematykę artystycznej twórczości. Przejawiała
się ona mianowicie w (1) podejmowaniu prób wyja­
śnienia samej natury zawodu poety i jego specyfiki wo­
bec innych przejawów ludzkiej działalności oraz w (2)
określaniu zadań artysty względem obcujących z ,ego
s z t u K ą oan.orcow. i*mijmy
się po K O i e i K a z u y m z wymienionycn tu aspeictow

50

4

7

5

�Krystyna Bunni • P A I P E I A POETÓW

Mnesiepesa opowiada o spotkaniu młodego Archilocha, przyszłego mistrza poezji jambicznej, z Muzami.
Jest ono zapowiedzią, że przeznaczeniem Archilocha
nie jest zajmowanie się hodowlą lub kupiectwem
(a w takich zawodach zdaje się go widzieć ojciec, któ­
ry wysyła go z krową na targ), lecz uprawianie poezji.
Podobne historie przekazują nam antyczni autorzy
i o innych artystach. Diogenes Laertios (1,109) powta­
rza historię Epimenidesa ( V I W I w. p.n.e.), który
w drodze na tatg zasnął na chwilę w grocie. Jego inicja­
cyjny, jak się okazało, sen trwał wiele lat, a Aletheid
i Dike, Prawda i Sprawiedliwość, które w n i m zobaczył,
kazały mu zająć się twórczością artystyczną. Pauzaniasz
(21,1) mówi z kolei o młodym Ajschylosie, który
w winnicy we śnie dostąpił spotkania z Dionizosem
i otrzymał od niego rozkaz pisania tragedii. Żywot Ezopa (V. Ae. G 6-7 p. 37-38 Perry) przedstawia podobną
opowieść w odniesieniu do tego bajkopisarza. W więk­
szości scen poetyckiej Dichterweihe pojawia się motyw
snu. Jest on niezwykle istotny w zrozumieniu symboli­
ki tych scen. Sen a więc s vve^jo rodzaju oderwanie się
od rzeczywistości stan hipnotycznej nieświadomości
pojawia sie w literaturze greckiej jako kontekst opisów
er fanii* będących przecież próba uiecia w słowa reli
giinei etebi zespolenia sie z bóstwem.' Usytuowanie ooi
svwanvch scen powołania na noete we śnie świadczy'
że nie są one jedynie fantastycznymi opowieściami!
bajkami snutymi dla oczarowania odbiorcy, w które on
może uwierzyć łub nie, lecz symboliczną projekcją m i ­
stycznych przeżyć wewnętrznych. W podobnych kate­
goriach należy odczytywać i inny element powtarzają­
cy się w scenach poetyckiej inwestytury, mianowicie
pozyskanie przez człowieka widocznego znaku arty­
stycznej misji. Archiloch otrzymuje lirę, Hezjod - ga­
łązkę mirtu, Pindar (ap. Paus. 9,23) znajduje na swoich
wargach plaster miodu. Wszystkie te atrybuty symboli­
zować mają poetyckie powołanie. Są widzialnym zna­
kiem niewidzialnego, inkarnacją duchowej przemiany,
ucieleśnieniem metafizycznych doświadczeń.
6

7

Autorzy antyczni moment przyjęcia przez poetów
boskiego wezwania przedstawiają często jako skoszto­
wanie napoju, którego patronem jest bóg. Epigramatycy opisują poetycką inicjację Hezjoda, wyobrażając so­
bie, że w chwili spożycia wody z poświęconego Muzom
i Pegazowi źródła Hypokrene spłynęło na niego poetyc­
kie natchnienie." Woda, żywioł łączony przez Greków
z nimfami - boginkami źródełek, które spokrewnione
były z M u z a m i , staje się więc symbolem obecności bo­
skiego pierwiastka w człowieku, zaczynem, z którego
odtąd kiełkować będzie ziarno poetyckiego kunsztu.
Także wino, napój w sposób szczególny związany z Dio­
nizosem, utożsamiany niekiedy z n i m samym, urasta
w jednym z utworów Archilocha (120 W . ) do rangi
symbolu poetyckiej inspiracji. Poeta z Paros deklaruje:
10

Umiem władcy Dionizosa
piękne pieśni - dytyramby
Intonować, kiedy wino
niczym piorun mnie porazi."
Za pomocą eleganckiej metafory wyraża się tu poeta
na temat stanu, w jakim się znajduje, tworząc swoje
ekstatyczne pieśni. Boską moc, jaką czuje w sobie,
i poddanie się sile wyższej, eksponuje czasownikiem
synkeraunoo (porazić piorunem), który przydaje wyjąt­
kowej ekspresji tej wizji natchnienia niespodziewanie
ogarniającego twórcę. W jej stworzeniu pewną rolę
odegrać mogły wyobrażenia pioruna Zeusa, którym bóg
niespodzianie i skutecznie poraża, kogo zechce. Spo­
żywanie wina i wody jako symbol inspiracji poetyckiej
staje się w epoce hellenistycznej motywem bardzo po­
pularnym. " Aleksandryjczycy uczynili go wręcz lite­
rackim toposem, przeciwstawiając żywiołową twór­
czość jednych poetów podniosłej i spokojnej poezji i n ­
nych twórców.
12

Religijno-misteryjne odniesienia motywu Dichter­
weihe musiały bardzo sugestywnie oddziaływać na wy­
obraźnię Greków, skoro nawet zwolennicy teorii racjo­
nalistycznych, sceptycznie patrzących na boską genezę
sztuki, przejmują jego najważniejsze cechy. Tworzą
w ten sposób rodzaj konwencjonalnego wysławiania się
na temat własnego kunsztu poetyckiego. Klasycznym
przykładem jest tu prolog z Aitiów Kallimacha, w któ­
rym spotkanie poety z Apollonem, dyktującym mu pra­
widła sztuki doskonałej, jest pozbawionym ładunku
emocjonalenego, erudycyjnym nawiązaniem do trady­
cyjnych wzorów literackich. Potrzebą podkreślenia m i ­
stycznego charakteru inicjacji poetyckiej tłumaczyć
chyba należy fakt, że twórcy traktujący swą artystyczną
profesję w kategoriach kultywowania tradycji ptzekazanej i m przez poprzedników, a więc uznający umiejęt­
ność tworzenia za naśladowanie sposobu komponowa­
nia słynnych przodków raczej aniżeli za dar boski, mozetknięcia się z twórczością ziemskiego mistrza
z dawnych epok przedstawiają w sposób przywodzący
na myśl sceny typowych Dichteru/ei/ie. Jako przykład
niech posłuży tu pierwszy anakreontyk, w którym po¬
e ca opisuje spotkanie we śnie z Anakreontem piewcą
wina miłości i poezji Sławny pieśniarz powołuje go na
przekazując mu oachnacy winem wieniec —
symbol biesiadnej mu-y - upoważnia BO do tworzenia
utworów utrzymanych w nastroiu zbliżonym do ieeo
własnych nieśni
Podobnie rzymski enik Enniusz oni
suje w A n L e s swe spotkanie we śnie z Homerem jako
moment otrzymania poetyckiego natchnienia.
Omawiane t u wyobrażenia Dichterweihe nie są by­
najmniej greckim ewenementem na tle innych kultur.
Jak wykazano , podobne opowieści odnaleźć można
w społecznościach australijskich i północnoamerykań16

51

�Knsona Bartni • PA IDEI A POETÓW

skich. Nawet w pismach Wielebnego Bedy (Hut Eccl.
I V 24) pobtzmiewa echo tych pogańskich legend.
Wszystko przemawia więc za tym, by poetycką paideię
pojmowaną jako wtajemniczenie śmiertelników w ar­
kana boskiej wiedzy traktować jako archetypiczny ele­
ment, w którym przejawia się religijność człowieka
znajdująca wyraz w każdym jego działaniu.
Osobnym zagadnieniem jest zakres wiedzy, która
w wyniku kontaktu z bóstwem staje się udziałem poety.
Sami Grecy wiedzę tę określali słowem sophia, mądrość
(zob. np. Sol. 13,52 W . ; Xenoph. 2 W . ) . W pierwszym
rzędzie rozumieli je jako znajomość spraw, które miały
się stać tematem utworu poetyckiego. Sophia nie ogra­
niczała sie jednak do umiejętności relacjonowania fak­
tów i przekazywania informacji. Była również umiejęt­
nością oceny tych faktów i ptzedstawiania ich rzeszom
odbiorców z uwzględnieniem moralnego przesłania, ja­
kie niosły. Ponadto sophui miała także wymiar estetyczno-kontemplacyjny: dzięki niej poeta wiedział, jak po­
ruszyć duszę odbiorcy, jak zachwycić go pięknym ukła­
dem słów i dźwięków .1 choć w czasach archaicznych
wszechobecne bóstwo uznawane było za niekwestiono­
17

wane źródło wiedzy prawdziwej, nie negowano możli­
wości inicjatywy samego poety w niektórych sprawach.
Przeciwnie, zakładano pewien stopień samodzielności
poety, rzec by można dawano mu w pewnym zakresie
wolną rękę. Femios z Odysei reprezentuje z pewnością
stanowisko samego Homera, gdy mówi o sobie, że po­
siada dar śpiewu od Muz, ale jest zarazem samoukiem
(22,347-348).
Wypowiedź ta pozornie tylko jest sprzeczna. W rze­
czywistości doskonale oddaje dwoistą naturę aktu
twórczego, w którym element irracjonalny splata się
z czysto techniczną umiejętnością komponowania
u t w o r u . " Wypowiedź Femiosa oznacza, że w pojęciu
Greka najbardziej zamierzchłych czasów znajomość te­
matu pieśni posiada poeta od bogów, ale to, jak śpiewa,
jest wypadkową jego własnego doświadczenia i biegło­
ści. Wolność poety polega więc nie na doborze tematu,
lecz na wyborze sposobu przekazywania go innym l u ­
dziom. Przekonuje konkluzja Verdeniusa , który
stwierdza, że w epoce Homera boska inspiracja i ludz­
ka inwencja traktowane były nie jako elementy wyklu­
czające się nawzajem, lecz jako dwa uzupełniające się
1

Dionizos pijany prowadzony pr:ez Ariadnę. Kyliks attycki (pocz. I V w . p.n.e.) L o n d y n , Bńtish M u s e u m

52

19

�KryscyM Bano! • PAIDEIA POETÓW

aspekty jednego procesu. Pamiętać jednak należy, że
boski impuls byl zawsze na pierwszym miejscu, on za­
początkowywał twórczą działalność, był natchnieniem
i uwalniał w człowieku ambicje technicznego doskona­
lenia swojej sztuki. T ę możliwość wyboru własnej dro­
gi dumnie deklarowali wielcy lirycy, np. Pindar, gdy
nazywa siebie pomocnikiem Muzy (Ol. 10,95). Swą bli­
skość z Muzą wyraził ten poeta w słowach (Ol. 3,4) Muza stoi obok mnie-twórcy. Współpracę z Muzą ujmu­
je zaś w ten sposób (fr. 168 M.):-ty
daj wyrocznię, a ja
wyjaśnię. W tej ostatniej wypowiedzi zawarta jest kwin­
tesencja poglądów Pindara na naturę twórczości po­
etyckiej: prawdziwa mądrość należy do bóstwa, poeta
jest jej tłumaczem, pośrednikiem przekazującym ją i n ­
nym. Świadomość własnego udziału w procesie twór­
czym nie przeszkadza jednak Pindarowi traktować bo­
skiej inspiracji jako warunku koniecznego do twotzenia. Mówi przecież (Pae. 7b, 18-20), iż ślepe są serca lu­
dzi, którry bez mieszkanek Helikonu /(...)/ szukają ścieżek
mądrości.

nakże wielkiego duchem, sprawującego niekwestiono­
wany rząd dusz, które bez pośtednictwa poety-wieszcza
nie mogłyby dostąpić nawet w minimalnym zakresie
boskiej mądrości.
•

•

•

Poeci, nauczeni mądrości, sami pragnęli uczyć. W t a ­
jemniczanie w arkana boskiej mądrości uznawali za
swój główny obowiązek. Przekazywanie jej innym l u ­
dziom nadawało sens ich działaniu, nabyta przez nich
sophia miała jakąkolwiek wartość dopiero wtedy, gdy
ptzynosiła ogólnospołeczny pożytek, to znaczy, gdy
znalazła oddźwięk w działaniach poszczególnych jed­
nostek tworzących mikro- i makrokosmosy związków
społecznych i więzi międzyludzkich. Powszechna uży­
teczność jako podstawowe kryterium oceny działalno­
ści poetyckiej w świecie archaicznym znajduje wyraz
w słowach Ksenofanesa (2,12-22 W . ) , który - przeciw­
stawiając się istniejącym w jego otoczeniu hierarchii
wartości - stwierdza:

Archaiczni Grecy często łączyli poetów z profetami
i kapłanami. Jedni i drudzy wykonywali swoją profesję
z woli bogów. Ich wiedza i umiejętności wypływały
z boskiego natchnienia. Związek poezji i magii ujawniał
się z kolei w przekazywanych z pokolenia na pokolenie
opowieściach o półmitycznych Śpiewakach, Orfeuszu,
Amfionie, Tamyrysie, którzy pięknem swojego śpiewu
oswajali dzikie bestie, zniewalali mocarzy i odwracali
naturalny porządek rzeczy. T o magiczne oczarowanie
będące skutkiem sztuki poetycko-muzycznej niezwykle
sugestywnie przedstawił Pindar (Pyth. 1):

.... bo lepszy od siły
mężów lubo też koni kunszt jest mojej poezji.
Zbyt nierozważny to zwyczaj, nie godzi się przecież
zupełnie
wyżej cenić cielesną siłę nad mądrość prawdziwą.
Choćby bowiem się znalazł ktoś biegły w walce na pięści
lub w pentadonu zmaganiach, albo zapaśnik wyborny /.../
praworządności bynajmniej w państwie ojczystym nie
wzmocni:
to dla państwa niewielkim staje się źródłem radości,
jeśli nad Pizu brzegami zwycięży ktoś walcząc w zawodach
jako że spichrze państwowe tym się zapełnić nie dadzą. '

20

Złota formingo, wspólna własności
Apolla i Muz fiołkowtosych.
Ciebie słucha krok ruszającego wesoło pochodu,
Twoim znakom poddają się śpiewacy
Gdy zaczniesz drgać i wstępu dawać tony
chórom przewodnie.
Ty błyskawicy grot gasisz wieczyście ognistej
A na berle Zeusa
zasypia skrzydła szybkolotne
Z obu stron w dół opuszczając orzeł,
król ptaków. Bo ty mu głowę krzywodziobą
okrywasz ciemną mgłą, powiek zasłoną słodką.
On zaś falistym we śnie chwieje grzbietem
Muzyki twojej więzion taktami.
I nawet Ares gwałtowny ostrza pocisków okrutnych
odrzuca i serce uroczystym raduje orszakiem.
I bogów serca mile muskają twe dźwięki
sztuką Apollona i Muz w fałdzistych szatach.

2

Tak więc nauki zawarte w wierszach poetów mogą
przyczynić się do szczęśliwej egzystencji całej społecz­
ności. Kwintesencją tego poglądu jest słynne zdanie
z Zab Arystofanesa (1009-10): czynimy lepszymi obywa­
teli. Nie mniej ważne od ogólnospołecznych wartości,
jakie niosło z sobą nauczanie poetów, były korzyści od­
noszone przez człowieka w wymiarze jednostkowym.
Gorzkie słowa Semonidesa (1,22-24 W . ) :
Gdybym znalazł posłuch,
Nikt z nas nie pragnąłby klęsk i w cierpienia
Przykre wpatrzony nie dręczyłby serca
24

można sparafrazować: „gdybyście słuchali poety, byli­
byście szczęśliwi". O n uświadomiłby bowiem ludziom
złudność ich nadziei, próżność podejmowanych wbrew
woli boskiej działań i daremność pragnień. O n i zaś, wy­
zbywszy się mrzonek i niespełnialnych ambicji, wiedli­
by spokojne życie w zgodzie z bogami i samymi sobą.

21

Z powyższych rozważań wyłania się więc portret artysty
natchnionego. Dodajmy tu - często materialnie ubo­
giego i uzależnionego od możnych tego świata , jed­
22

53

�Krystyna Bartol • PAIDEIA POETÓW

W Odysei Alkinoos przyrównuje Odysa do dobrego

Rolę nauczyciela-przewodnika, jaką pełnić mieli wo­
bec każdego człowieka poeci, dobitnie zdefiniował

śpiewaka (11, 367-368), podkreślając piękną formę

Arystofanes, który w Żabach każe Ajschylosowi wypo­
wiedzieć znamienne słowa (1054-56): dzieci mają na-

i sensowność jego słów. Słowo poetyckie ma więc nie­
jako podwójny wymiar. Z jednej strony uwodzi i ocza-

uczyciekt, który ich poucza, ludzie w sile wieku -

rowuje słuchaczy swoim pięknem, z drugiej - przekazu­
je prawdę, którą Muzy sankcjonują swoim autoryte­

poetów.

Paideię poetów należy więc rozumieć jako nauczanie

tem. Piękna wypowiedź musi więc być wypowiedzią

poprzez poezję. Dla nas, ludzi końca drugiego tysiącle­
cia, poezja dydaktyczna budzi, delikatnie rzecz ujmu­
jąc, negatywne konotacje. W opinii współczesnego
czytelnika poezja dydaktyczna zajmuje niewielkie i nie­
zbyt ważne miejsce w lirycznym rodzaju literackim. Jest

mądrą, a mądra wypowiedź jest wiarygodna i przynosi
słuchaczom wiele pożytku. I chociaż już Hezjod stwier¬
dzeniem, że Muzy umiejcj. mówić rzeczy nieprawdziwe
podobne do prawdy (Th. 27-28), sankcjonuje obec­
28

ność fikcji w dziele literackim, pojmuje ją jednak w ka­

ona, jak stwierdza H a r r i o t t , w najlepszym wypadku
nudna, w najgorszym pretensjonalna. Kojarzy się nam
25

tegoriach prawdopodobieństwa : opowiedziana histo­
ria może być zmyślona, ale by opowiedzenie jej spełni­
29

raczej z bezbarwnymi wersami, w których natrętnie po­
wracają nakazy albo zakazy moralne lub przekazywana

ło swój cel, musi posiadać znamiona prawdopodobień­
stwa (choć nie zdarzyła się ona naprawdę, to jednak

jest sucha wiedza o pewnych faktach - tyle że ubrana
w metrum i rytm. Pamiętać jednak należy, że w Grecji
archaicznej poezja była naturalnym, „normalnym"

mogłaby się zdarzyć)

środkiem wyrażania ważnych i wartych zapamiętania
treści. Nie była
dla przedstawiania i n ­

oszustem, gdyż twoje słowa mają wdzięk". Deklaracja
taka, którą Homer każe wygłosić jednemu ze swoich
bohaterów, pozwala nam lepiej zrozumieć oczekiwa­

dywidualnych przeżyć i emocji. Znamienne jest, że
wcześni filozofowie przedstawiali swoje teorie kosmolo­
giczne nosłueuiac sie właśnie mowa wiązana Poeta ar
chaiczny swa role nauczyciela ooimował w zunełnie i n '
ny snosób niż mv iestes'my skłonni dziś określać role

nia, jakie mieli odbiorcy poezji względem artystów,
których szanowali i podziwiali. Szukali o n i mianowicie
w i c h dziełach prawdy i wzorów do naśladowania, mo­
ralnego wsparcia i rozwiązania różnorakich dylema­
tów. Takie zapotrzebowanie ze strony odbiorców na­

noety dydaktyka W o nozycia wynikała z sytuacii ko

rzucało twórcom przyjęcie roli nauczyciela, a wyjście
naprzeciw postulatom odbiorców gwaranowało i m po­
wodzenie i sławę.

L n i k a r y i n e i iaka wytwarzała sie nomiedzy noeta nre
7

e n r iaryrn

s nie

nie

W Odysei Alkinoos mówi do Odyseusza: „nie jesteś

r ory a n i e dysnonuiarym

s i a n y m i T e k s t a m i odbiorcą jego dzieł.

Mielibyśmy jednak fałszywe wyobrażenie o modelu
poetyckiej komunikacji, gdybyśmy poszukiwanie wiedzy
przez archaicznych odbiorców dzieł literackich sprowa­
dzili do intelektualnej percepcji utworów, nastawionej
na czetpanie z poematów wiadomości, które mogą się

Dydaktyzm poezji, naturalna pochodna autorytetu
twótcy, wynikającego z wiary w jego boskie natchnie­
nie, zajmował ważne miejsce w epoce archaicznej.
Edukacyjny aspekt twórczości poetyckiej znajduje od­
zwierciedlenie już w eposach Homera. Przypomnijmy
tu słowa Syren (Od. 12,186nn.): Nikt bowiem tu nie
przepłynie na czarnym okręcie, póki z naszych ust nie po­
słyszy słodkiej pieśni. A kto się nią nacieszy, odjeżdża mą­
drzejszy. Obietnica Syren to wyrażona w zawoalowany sposób myśl poety, że on sam czyni swoich słucha­
czy mądrzejszymi. Jego poezja dostatcza przyjemności,
lecz daje także wskazówki. Znamienny jest t u związek
wartości estetycznych utworu i jego treści. Artyzm wy­
powiedzi zwiększał perswazyjną siłę utworu, to oczywi­
ste. Plutarch na przykład, nazywając ekshortacyjną
elegię Solona zatytułowaną Salamina wdzięcznie ułożo­
ną podkreśla że właśnie jej walory artystyczne zadecy­
dowały o wypełnieniu przez Solona zamierzonego celu,
mianowicie wzbudzenia w Ateńczykach bojowego d u ­
cha Autorytatywna natura poezji objawiała się rów­
nież w ODinii Greków w tvm że noezia genetycznie ła
czvła w sobie wartości estetyczne i etyczne Przesłaniu
moralnemu zawartemu w utworze towarzyszyć musiało
formalne niekno
Oznarza to że archaiczni
stawiali znak równości między prawdą a pięknem.

okazać użyteczne w powszednim życiu każdego człowie­
ka. Rację ma Verdenius , który twierdzi, że słuchacze
eposów Homera bardziej zainteresowani byli samą opo­
wieścią o gniewie Achillesa, jego zranionej dumie i mo­
ralnej przemianie, kolejnymi wędrówkami Odyseusza
przeżywającego fascynujące przygody, aniżeli byli nasta­
wieni na zdobywanie takich czy innych pragmatycz­
nych i n f o r m a c j i . Wiedza przekazywana i m przez
wieszczów przyswaj ana była przez nich niejako sponte
sua. Estetyczna kontemplacja dzieł literackich, zwłasz­
cza zaś zachwyt, jaki rodził sie w sercu odbiorcy dla
kunsztownie ułożonej opowieści aojda sprzyjał powsta­
waniu emocjonalnych reakcji na treści w niej przekazy­
wane Te z kolei przechodziły z biegiem czasu w obiekoslad i ocenę n a d s t a w i a n y c h w utworach DO
staw zachowań i stanów Racie ma W r
nazwalać
autora Iliady i Odysei wychowawca nodobnie iak nie
można odmówić słuszności stanowisku Havelocka ,
30

26

31

3

2

33

2 7

traktują jednakże edukacyjny aspekt oddziaływania po-

54

�Krystyna Bartol * PAIDEIA POETÓW

ezji na odbiorcę jako cel realizowany poniekąd w ode­
rwaniu od innych zadań, jakie stawiali sobie archaiczni
twórcy względem swoich słuchaczy. Wydaje się tymczasem, że paideię greckich poetów można właściwie zrozumieć jedynie w ścisłym powiązaniu z pozostałymi zadamami sztuki poetyckiej. Dydaktyczne aspiracje poetów
realizują się poprzez skłonienie odbiorcy do kontempla¬
cji treści przekazywanej w utworach literackich. Impul­
sem zaś do głębszego zastanowienia się nad zawartymi
w utworach wartościami pragmatycznymi (użytecznymi
w życiu) jest odczuwanie przyjemności płynącej z obco­
wania z pięknym słowem. Rozdzielenie obu aspektów,
estetycznego i dydaktycznego, jest tworem hellenistycznych teoretyków, którzy nie potrafili zaakceptować
pierwotnego, genetycznego połączenia przyjemności
i użyteczności. A związek ten był wszechobecny w świadomości archaicznego Greka, zarówno poety-nauczyciela jak i tłumu jego uczniów-słuchaczy.

;
:
J
I
(

&gt;
I

ge (Mass.)-London 1999, 16-25. Podzielone są zdania badaczy
co do tego, czy sam A r c h i l o c h wspominał w swoich utworach
to misteryjne przeżycie. M . Lefkowitz, The Lives of Greek Poets,
L o n d o n 1981, 27 uważa, iż autor inskrypcji Mnesiepesa za­
czerpnął opowieść o A r c h i l o c h o w e j Dichterweihe z poezji tego
jambografa. J. Fairweather, Traditional

''•
'

&gt;
!
I

and

czy literatury.
7

W przypadku Teogonii Hezjoda badacze nie są zgodni, czy opi­
sane przez poetę z A s k r y spotkanie z M u z a m i traktuje poeta
w kategoriach snu, czy jako rzeczywiste przeżycie. N a ten temat
- zob. Kambylis, op. cit., 55-59 i M . L . West, Hesiod. Theogony, O x f o r d 1988, 158-159

8

Por. Pfister, RE, Suppl. I V , szp. 277-279, s. v. Epiphanie.

9

A . P. 9,64;

1 0

N a ten temat - zob. Kambylis, op. cit., 38-46

1 1

11,24

Przekład J. Danielewicza, Liryka starożytnej

Grecji,

Warszawa-

-Poznań 1996, 161
1 2

Por, I I . 15,117.

n

Szczegółowo omówił go N . B. C r o w t h e r , Water and Wine as

1 4

Analizę tego u t w o r u przeprowadziłam w artykule T O N A N A -

Symbols of Inspiration,

Na zakończenie powróćmy raz jeszcze do wspomnia­
nych na początku mojego wystąpienia dwóch komplementarnych względem siebie wymiarów socjologiczne­
go fenomenu, jakim była grecka paideia - jednostkowe¬
go i ogólnospołecznego. Jako kwintesencję poglądów
dotyczących miejsca artystycznej działalności człowieka
w systemie ogólnej kultury zacytujmy w przekładzie dwa
dystychy ze zbioru Theognidea (ww. 769-772):

!

Inference

minar 4, 1983, 333, 336 uważa ją za wymysł późniejszych bada¬

34

;
'

Narrative,

Truth in Lives of Greek Poets, w : Papers of the Liverpool Latin Se­

„Mnemosyne" 32, 1979, 1-11.

K R E O N T A M I M O U . Einige Bemerkungen

zum Carmen

Ana-

creonteum [ w : ] „Antike u n d A b e n d l a n d " 39, 1993, 64-72.
1 5

1 6

N a ten temat - zob. Kambylis, op. cit., 191-204
Zob. Z. Ritoók, Dichterweihen,
breceniensis" 6, 1970,

1 7

„Acta Classica Universjtatis De-

17-25

M . G r i f f i t h , Contest and Contradiction

in Early Greek Poetry, w :

Cabinet of the Muses. Essays on Classical and Comparative

Lite­

rature in Honor of Thomas G. Rosenmeyer, eds. M . G r i f f i t h , D .
J. Mastronarde, A t l a n t a 1990, 188-189 nazywa te trzy katego­
rie mądrości „factual, moral, and aesthetic".

\
I

Nie wolno słudze Muz, co boskim jest wieszczem,
Strzec zazdrośnie zdobytej wszelakiej mądrości.
Trzeba, by chciał się nią dzielić z innymi.
Bo, gdy on sam jeden ją zna, jakiż pożytek z niej płynie ?

!

1 8

1 9

W . J. Verdenius, The

Principles

of Greek

Literary

Criticism,

„Mnemosyne" 36, 1983, 39
2 0

Wierzenia dotyczące działalności artystycznej mitycznych po­
etów omówił J. Platthy, The Mythical Poets of Greece, Washing­
ton D. C ,

Znaczenie tego t e r m i n u szczegółowo omawiają H . Koller, E N -

1

of Poetry, N o r t h

Carolina 1988, 13

Przypisy

!

Por. Lanata, op. cit, 14 oraz G . W a l s h , The Varieties of Enchant­
ment. Early Views of the Nature and Function

1985.

j

K U K L I O S P A I D E I A , G i o t t a 34, 1955, 174-189 i H . J. M e t t e ,

2 1

Przekład M . Brożka, Pindar. Ody zwycięskie,

!

E N K U K L I O S P A I D E I A , Gymnasium 67, 1960, 300-307 ( =

2 2

N a ten temat - zob. uwagi B. K . Gold, Literary Patronage in Gre­

•

Kleine Schriften, hrgs. A . M e t t e , B. Seidensticker, F r a n k f u r t

ece and Rome, Chapel H i l l - L o n d o n 1987, 16-17, która stwier­

•

am M a i n 1988, 120-127).

dza: „the bard occupied a rather unique position even from the

'j

Jak trafnie ujął W . Lengauer, O poezji u starożytnych.

1

\

ginesie antologii Jerzego Danielewicza,

Na

start. H e was supported by the court and therefore was depen­

mar-

dent o n m e n of position and power (...). A n d yet his skill was

„Literatura na świecie",

great enough so that he commanded respect and honour (...).

8-9,1996,411
,'

'

i

Teorie te zwięźle omówił D . A . Russell, Cńticism

in

H e was b o t h despised by men for his dependent social and eco­

Antiquity,

nomic position and honored by t h e m for his artistry".

London 1981, 69-83. Liczne uwagi na ten temat zawarte zosta2 5

Przekład W . A p p e l a , w : Danielewicz, op. cit., 474-475

cal Criticism, ed. G . A . Kenney, Cambridge 1989, passim.

2 4

Przekład J. Danielewicza, op. cit., 411

Antyczne testimonia na t e n temat zebrała i omówiła G . Lana¬

2 5

H a r r i o t t , op. cit., 106

2 6

Przekład J. Parandowskiego, w : Homer. Odyseja,

ly w The Cambridge History of Literary
'

4

!

ta, Poetka preplatonica,

\

etry and Criticism

Critiasm,

V o l . 1 : Classi¬

Firenze 1963. Zob. też R. H a r r i o t t , Po-

Związek prawdy i piękna omawia Verdenius, op. cit., 25-32.

2 8

N a temat interpretacji słów Hezjoda - zob. Walsh, op. cit., 22¬

Kal-

2 9

West, op. cit., 163 określa ten rodzaj wypowiedzi poetyckiej ja­

Odnaleziona na Paros w k u l t o w y m okręgu poświęconym A r -

5 0

Verdenius, op. cit., 34

chilochowi inskrypcja pochodzi z I I I w . p.n.e. Po raz pierwszy

"

została opublikowana przez N . M . Kondoleona,

5 2

des Dichterberufs

im frühen

Griechentum

bis zur

Zeit Pindars, Göttingen 1963

36

Szczegółową analizę tych scen przedstawił A . Kambylis, Die
Dichterweihe und ihre Symbolik. Untersuchungen

zu Hesiod,

ko „the sort of fiction that can be believed i n " .

Imachos, Properz u n d Ennius, Heidelberg 1965
6

Warszawa

1972, 191

before Plato, L o n d o n 1969 oraz H . Maehler,
2 7

Die Auffassung
5

Krakow 1987, 142.

Archaiologike

Badacz ten, ibidem, mówi o „an educational by-purpose".
W . Jaeger, Paideia, v o l . 1, Berlin-Leipzig 1934, 63

Ephemeris 1952, 32-95. Pełny tekst inskrypcji wraz z przekła­

"

E. Havelock, Preface to Plato, O x f o r d 1963.

dem angielskim znaleźć też można w D . E. Gerber, Greek lam­

3 4

Związek f u n k c j i estetycznych i pragmatycznych omawia Rus­
sell, op. cit., 92

bic Poetry Prom the Seventh to the Fifth Centuries BC, C a m b r i d ­

55

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11164" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11142">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1dd96821cb7b8f70d0fae8562e9c9631.pdf</src>
        <authentication>d97a67171beea126d0781688f2b4cb5e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3037</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133110">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133111">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133112">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2841</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133113">
                <text>Festiwal "Misteria, Inicjacje" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133114">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.142-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133115">
                <text>Bartol, Krystyna [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133116">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133117">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133118">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133119">
                <text>„ M I S T E R I A , I N I C J A C J E " - DYSKUSJA P A N E L O W A

Festiwal
„Misteria, Inicjacje"
Dyskusja panelowa
Krystyna Bartol, Jerzy
Danielewicz,
Jacek Dobrowolski, Ireneusz
Guszpit,
Wiesław Juszczak, Tomasz
Kubikowski,
Włodzimierz Lengauer, Czesław
Robotycki,
Richard Schechner, Włodzimierz
Staniewski,
Zbigniew Taranienko, Uch
Trzcionkwski

Z

apis dyskusji zamykającej Festiwal Misteria, Ini­
cjacje", która odbyła się 14 października 2000 r.
w sali im. St. Wyspiańskiego Państwowej Wyższej
Szkoły Teatralnej w Krakowie z udziałem: prof. Krystyny
Bartol, prof. Jerzego Danielewicza, Jacka Dobrowolskiego,
dr. Ireneusza Guszpita, prof. Wiesława Juszczaka, dr. To­
masza Kubikowskiego, prof Włodzimierza
Lengauera,
prof. Czesława Robotyckiego, prof. Richarda Schechnera,
dr. Zbigniewa Taranienki oraz dr. Lecha Trzcionkowskiego. Dyskusję prowadził Włodzimierz Staniewski. Poniższy
zapis stanowi wersję skróconą i przeredagowaną.
Spotkanie rozpoczęło się od wystąpienia prof R. Schech­
nera, które miało stanowić uzupełnienie jego wykładu
Z dnia poprzedniego. W jego trakcie Schechner podjął jed­
nak, niejako obok tematu głównego, kilka wątków, które
stały się punktem wyjścia do dalszej dyskusji. Te fragmen­
ty jego wystąpienia zamieszczono w zapisie.
R i c h a r d Schechner: Chciałbym powiedzieć kilka
słów o tej turystycznej wersji afrokubańskiego rytuału,
którą widzieliśmy wczoraj. T o jest dla mnie poważny
problem - rytuał wyrwany ze swego naturalnego kon­
tekstu. Jedno z najważniejszych pytań dotyczących te­
go przedstawienia brzmi: jak jest możliwe jego skutecz­
ne działanie wtedy, gdy jest on odprawiany na polskiej
wsi, w jakimś namiocie, wobec publiczności, która się
składa całkowicie z cudzoziemców. T o jest bardzo inte­
resujące zagadnienie - owa transpozycja doświadcze­
nia rytuału, btak jego naturalnego kontekstu.
I druga sprawa - wiedzą Państwo doskonale, że nie
po raz pierwszy mamy do czynienia z taką sytuacją, że
ktoś twierdzi, iż udało mu się ponownie odkryć Grecję.
Rola Grecji w kulturze zachodniej zawsze była olbrzy­
mia. Już wielu przed nami twierdziło, że odkryło staro­
żytną Grecję, my dzisiaj mówimy, że tamci się mylili, bo
to dopiero myśmy tego dokonali. A za pięćdziesiąt lat
przyjdą inni, spojrzą na nasze dokonania i powiedzą, że
byliśmy w błędzie, bo prawdziwą Grecję odkrywają do­

piero oni. T o przecież już starożytny Rzym odkrył an­
tyczną kulturę grecką i za jego pośrednictwem wywar­
ła ona olbrzymi wpływ na całą kulturę europejską.
Przypomnieć też trzeba wczesny renesans włoski, teatr
włoskich humanistów - o n i też twierdzili, że odkrywa­
ją dziedzictwo starożytnej Grecji. Z czasem ich odkry­
cia w dziedzinie tańca i pieśni stały się fundamentem
nowożytnej opery, ale początkowo ci ludzie, ci uczeni
byli przekonani, że odkryli prawdziwą starożytną Gre­
cję. Podobnie rzecz się ma w z Isadorą Duncan, która
starała się czerpać inspirację z waz greckich, z rzeźby
greckiej i także była przekonana, że prezentuje praw­
dziwy taniec antyczny. Powołując się na Greków staro­
żytnych mówiła, że należy uwolnić ciało, postulowała
taniec ekstatyczny. Te same idee przyświecały też Delcrozeowi i szkole Hellerau - oni również starali się po­
nownie odkryć Grecję. Chóry, które tworzyli oparte
być miały na wzorach greckich. Mówię o tym, by Pań­
stwu pokazać, że wiele już razy artyści byli w pełni prze­
konani, że udało i m się odkryć istotę starożytnej Gre­
cji, ale potem znów ktoś przychodził i mówił, że w rze­
czywistości Grecja była inna. Wydaje mi się, ze ci wszy'
scy ludzie tworzyli sobie taką Grecję, jaką sami chcieli
mieć, wybierali pewne elementy i tworzyli z nich to co
dla nich było najważniejsze Doceniam wszystko co ro­
bi Włodzimierz Staniewski i jego te \ * - ruchy ksztaltovvsnc n 3 podobieństwo wizerunków z waz i tak dalej
- ale wydaie mi się ~e t i k naprawdę nie możemy być
newni teao co na tych wazach widzimy Nam sie wy
daie że te Dostacie to tancerze ale może iest całkiem
inaczej. Może starożytni przedstawili w ten sposób k o
zunełnie
co
oczywiste
;

wcale bvć mo^e takie nie iest Wedłus mnie naiwi k '
s~a wart )ścia Grecii iest ro ze stanowi ,na w e l o m
dzaju otwartą księgę, któtą można czytać na wiele róznych sposobów Dotyczy to zwłaszcza ruchów i pieśni
Być może interpretacja literatury jest łatwiejsza, ale
w przypadku waz trudno już cokolwiek pewnego po­
wiedzieć. Ale ja nie krytykuję tego - ja staram się po­
wiedzieć tylko, że nie pierwszy raz mówimy o odkryciu
Grecji, o Grecji autentycznej.
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Dziękuję bardzo. D o za­
gadnień poruszonych przez profesora Schechnera wró­
cimy jeszcze z pewnością w dalszej części naszej dysku­
sji, teraz jednak, zgodnie ze wstępnym planem chciał­
bym prosić o dwa wystąpienia dotyczące istoty staro­
żytnych misteriów greckich. Pierwsze z nich, na temat
misteriów dionizyjskich wygłosi profesor Włodzimierz
Lengauer.
W ł o d z i m i e r z L e n g a u e r : Profesor Schechner
w swoim wystąpieniu wspomniał między innymi o dzie­
jach poszukiwania oblicza Grecji, o różnorodnych obli-

142

�I
„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czach Grecji. Jednym ze źródeł owych poszukiwań,
owych prób znalezienia prawdziwej Grecji była sztuka
Eurypidesa Bachantki, o któtej Goethe powiedział, że
należy do najwybitniejszych osiągnięć dramatu antycz­
nego w ogóle, a bez wątpienia jest najlepszą tragedią
Eurypidesa. O d tej właśnie tragedii chciałbym zacząć.
Zastanawiając się nad historią recepcji, czy nad h i ­
storią interpretacji Bachantek Eurypidesa, trzeba po­
wiedzieć, że szukano w tym dziele wielu różnych
prawd, wielu różnych znaczeń. Wydaje mi się, że jed­
nym z najważniejszych kluczy, czy motywów, które mo­
gą stać się podstawową kategorią interpretacyjną przy
lekturze tej sztuki jest kategoria, czy może raczej pro­
blem, mądrości. Problem mądrości, problem tego, co
to jest sophia, co to jest mądtość, kto jest mądry. Przy­
pomnę Państwu, że ten problem jest spuentowany
u Eurypidesa już pod koniec tragedii, kiedy posłaniec
przynosi do Teb Kadmosowi wiadomość o tym, co się
stało z Pentheusem. I tam w jego relacji pada bardzo
charakterystyczne, nie tylko dla tej sztuki i nie tylko
dla Eurypidesa, ale w ogóle dla Greków, stwierdzenie,
co to jest to sophronein To sophronein to właśnie być
mądrym". Więc, co to znaczy być mądrym, co to jest
mądtość ludzka. I może nie tylko sophronein, ale też
sebein, co znaczy czcić bogów, szanować bogów. Posła­
niec powiada, że najpiękniejszą rzeczą je to sophronein
koi sebein ta ton theon - „być mądrym i czcić rzeczy bo­
gów". Ale to nie jest tylko puenta, to nie jest zakończe­
nie sztuki. Stwierdzenie, że tragedia Pentheusa polega­
łaby na tym, że nie czcił bogów byłoby banalne.
Problematyka tego, co to jest sophia i co to jest so­
phronein pojawia się znacznie wcześniej. O d początku
zresztą pojawia się w tej wymianie zdań między Pen­
theusem a Dionizosem (dla uproszczenia, nie wcho­
dząc w interpretacje, k i m jest ten, kogo spotyka Pentheus, uważam go za Dionizosa, za jakąś postać Dioni­
zosa). Otóż już ptzy pierwszym spotkaniu Dionizosa
i Pentheusa mowa jest o tym, kogo uważać należy za
mądrego, k t o jest mądry. Za mądrego uważa się Pentheus. Pentheus dlatego właśnie nie przyjął kultu Dio­
nizosa i chce ptześladować czczące go kobiety, ponie­
waż we własnym mniemaniu reprezentuje pewną mą­
drość, mądrość w wąskim znaczeniu. T u właśnie soph­
ronein, bardziej jeszcze niż sophia, łączy się z innym po­
jęciem greckim, które również ma z mądrością coś
wspólnego, z pojęciem sophrosyne. A sophrosyne to jest,
uptaszczając, mądrość praktyczna. Sophrosyne polega
na cym, że zachowujemy umiar, że nasza mądrość pro¬
wadzi nas do umiaru, spokoju. T o właśnie reprezentu­
je Pentheus, lub raczej jest przekonany, że to właśnie
teptezentuje. Gdy pojawia się Dionizos, od razu po­
wiada on mniej więcej tak: „ty mnie nie rozumiesz, ale
nic w tym dziwnego, bo ja, ten obcy, jestem
któ¬
ry mówi rzeczy m^dre A ten leto mówi rzeczy mądre

uważany jest za głupca, za kogoś bezmyślnego przez te­
go, kto - ptzekład polski Jerzego Łanowskiego o ile do­
brze pamiętam, używa terminu „uczony" - czyli przez
kogoś, k t o sam nie jest uczony - amatheis. Można by
lepiej oddać ten użyty przez Dionizosa przymiotnik ja­
ko „nieuczony", „niewiedzący", bo to właściwie znaczy
amatheis - ktoś, kto się czegoś nie nauczył, nie ma ja­
kiejś wiedzy, wiedzy wyuczonej. I to właśnie zarzuca
Dionizos Pentheusowi.
Ta sprawa pojawia się zresztą wielokrotnie w sztuce,
potem także chór w kilku miejscach mówi, co to jest
mądrość, co to jest mądrość śmiertelnych. Z kolei Dio­
nizos potem raz jeszcze podkreślając, że Pentheus nie
wie, co mówi, powiada: „Nie wiesz nawet, k i m jesteś".
Na co Pentheus zdumiony, odpowiada, że on przecież
wie, kim jest - jest synem Echiona z Teb, synem Echiona i Agaue. I warto może sobie uświadomić, że w kon­
strukcji tej sztuki jest pewna symetryczność - dokład­
nie te same słowa, które padają w wierszu 507, kiedy
powiada Pentheus Dionizosowi „jestem Pentheusem,
synem Echiona i Agaue", dokładnie te same słowa po­
wtarza Pentheus, kiedy jest rozszarpywany przez ba­
chantki z własną matką na czele, z matką, która go nie
rozpoznaje I właśnie matce mówi on- ja jestem Pen­
theus, syn Echiona i Agaue". Te
słowa, które
wcześniej mówi do Dionizosa, wypowiada w chwili
swojej śmierci - on ciągle wie, że jest Pentheusem, ale
można by powiedzieć, że nic z tej wiedzy nie wynika.
O n wie że jest Pentheusem i to jest właściwie ptawda
ale Dionizos mu na to mówi nie wiesz kim jesteś"
Potem w trzecim stasimonie, w partii chóralnej pa­
dają kolejne ważne słowa dotyczące tego, co to jest to
sophon - „rzecz mądra", co to jest mądrość, powiedzmy.
W odpowiedzi na to pytanie padają w tym miejscu sło­
wa groźne, bo to jest zapowiedź tego, co spotka Pen­
theusa. Jest tam mowa o tym, co to jest mądrość i że
nie ma nic piękniejszego niż położyć ręce na głowie
wroga - to jest zapowiedź tego, że Pentheus zginie. T u ­
taj mądrość, którą reprezentuje chór bachantek lidyjskich, towarzyszek Dionizosa, prowadzić ma do zguby
Pentheusa.
Co wobec tego jest mądrością Pentheusa - tą nie­
dobrą mądrością, fałszywą, a co jest mądrością D i o n i ­
zosa? Można by powiedzieć, że obaj reprezentują pew­
ną tradycję. Bo to jest tylko taki zabieg sceniczny, że
Dionizos jest bogiem nowym. Eurypides dobrze wie, że
Dionizos już w tym momencie wcale taki nowy nie
jest. O n zresztą jest nowy i nienowy, bo on przybywa
wprawdzie z Lidii, ale pochodzi przecież z Teb. T o są
dwie różne tradycje. O tradycji Pentheusa, wedle któ­
rej Dionizos jest kimś obcym i wrogim, można by po­
wiedzieć, że jest to tradycja polis. Wskazuje na to k i l ­
ka miejsc w tekście, w których Eurypides czyni wyraź­
ne aluzje do współczesnych mu wydarzeń, do współ-

143

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czesnego obrazu życia w Atenach. Pentheus reprezen­

latorośli, ale przede wszystkim w ogóle życia i wegeta­

tuje przekonania typowe dla wyobrażeń, na temat te­
go, jaka powinna być polis grecka. Polis czyli, uprasz­
czając i używając terminu, z którym się sam nie zawsze

cji. Ale równocześnie - i to zaskakująca sytuacja - po­
wiada Herakht w jednym ze słynnych fragmentów, że
Dionizos i Hades to jedno. T o utożsamienie Dionizosa

zgadzam - miasto-państwo, wspólnota polityczna i re­
ligijna, która ma na celu zachowanie porządku, po­

z Hadesem pojawia się też w kilku innych wczesnych

rządku świata. Polis jest zgodna z porządkiem świata

wypowiedziach. Być może to stwierdzenie Heraklita
jest tylko jakimś zagadkowym skrótem myślowym lub

i może właśnie dlatego najlepiej jeden z ideałów polis
reprezentuje wyraz eukosmia - „dobry porządek".

metaforą, ale w podobny sposób miał się także wypo­
wiadać Aischylos. Co prawda t u jesteśmy w sytuacji

W polis powinien panować dobry porządek, należy za­
chowywać kult bogów, ale zgodny z tradycją, której

bardzo niedobrej - co często się zdarza w przypadku h i ­
storii literatury starożytnej - bo nie znamy tekstu
Aischylosa tylko fragment, który co gorsza nie jest cy­

nikt nie może naruszyć. T o właśnie reprezentuje Pen­
theus i to o n uważa za mądrość.

tatem a został przekazany w bardzo późnym leksykonie,
gdzie glosator powiada, że Aischylos miał nazywać

Dionizos tymczasem niesie z sobą coś, co istotnie
jest sptzeczne z porządkiem polis, który reprezentuje

Dionizosa Zagreusa Hadesem, albo synem Hadesa

Pentheus. Dionizos jest tego świadomy, proszę znów
zwrócić uwagę na pewne momenty w tej jego słynnej

czej. Można też przywołać inny tekst - pierwszy tekst,
w którym jest mowa o odpowiedniku, czy raczej duble­

rozmowie z Pentheusem, kiedy on powiada wyraźnie,
że reprezentuje rzeczy, które są arreta. Przekład polski

cie Dionizosa, drugim Dionizosie o imieniu Zagreus imieniu tajemniczym zdaniem niektórych trackiego

z braku lepszych terminów tłumaczy to po prostu jako

a w każdym razie niegreckiego pochodzenia. Ów tekst

„tajemnice". Arreta to rzeczy niewypowiedziane, takie,
których nie można powiedzieć, lub które są z natury

to znowu fragment - zacytowana w pewnym leksyko­
nie jedna linijka z niezachowanego poematu epickiego

swojej niewypowiedziane. T o właśnie reprezentuje
Dionizos. O tych niewypowiedzianych rzeczach mówi

z V I w. Alkrnaiorus. Otóż we fragmencie tym wezwany
jest Zagreus jako najwyższy z bogów razem z Ziemią,

on, że nie może ich poznać ktoś taki jak Pentheus -

Panią Ziemią, Potma Ge. T u mamy właśnie do czynie­

niewprowadzony. Wcześniej jest mowa o tym, że Dio­
nizos swoich czcicieli sam wprowadza w swoje obrzędy.

nia z sytuacją absolutnej sprzeczności Dionizosa z po­
rządkiem polis Dionizos wprawdzie wkracza do polis

T u nie pada słowo misteria, pada słowo „obrzęd" - telete, teletai w liczbie mnogiej. I pada także słowo „wpro­

zostaje w polis jest w niej przyjęty nie w postaci jakichś
obrzędów, które zwalcza Pentheus ale w postaci świąt,

wadzić" - eisbaino - „wejść" i „wprowadzić". Wobec te­

przynajmniej w A t e n a c h , gdzie w V w. najważniejszym

go Dionizos wprowadza w takie I ~ C i.
które si| uTfctci
Nie może ich oczywiście poznać Pentheus, który nie

swięrem poliadycznym są bez wątpienia Wielkie Dionizja. W i ę c Uionizos został przyjęty, ale właśnie jako bó­

chce być wprowadzony.

stwo życia, bóstwo wegetacji. Natomiast gdzieś pojawial się tez Dionizos który jest chyba bóstwem smietci,

1

Jakie to więc są rzeczy? Pentheus widzi je tylko jako
zachowania bachantek, a przecież to jest tylko zewnęttzna strona tych arreta, mimo że to, co one czynią
też należy do arreta - bo to są rzeczy niewypowiedzia­
ne, nienazywalne. A l e za rym kryje się jeszcze co wię­
cej, kryje się właśnie owa mądrość Dionizosa - boga,
który jest inny niż porządek poUs, a który coś sobą re­
prezentuje. Niesłychanie trudno byłoby powiedzieć
w stosunkowo krótkim czasie, co sobą Dionizos repre­
zentuje, ale warto zwrócić uwagę na ten jego aspekt,
który on z całą pewnością reprezentuje dla tych, którzy
wiedzą, że jest coś niewypowiedzialnego dla niewta­
jemniczonych, coś, W co trzeba być wprowadzonym.
Dla wielu różnorodnych i skomplikowanych nurtów
religii dionizyjskiej, bo czasem się mówi o wręcz od­
dzielnej religii dionizyjskiej, rzeczą charakterystyczną
jest to, że Dionizos łączy w sobie sprzeczności, łączy
rzeczy, które się wzajemnie wykluczają. Powszechne
przekonanie odnoszące się do tego Dionizosa, który
znany jest wszystkim Grekom w czasach Eurypidesa
głosi, że jest to bóg życia, bóg wegetacji - bóg winnej

a w każdym razie bóstwem chtonicznym. A łączenie
tych dwóch porządków, porządku olimpijskiego i chro­
nicznego, łączenie ich w tym samym kulcie i w tej sa­
mej postaci wydawałoby się chyba Grekom bardzo
sprzeczne z tym porządkiem z t y m wszystkim co eukosmia poleis i co eusebeia polis, czyli szacunkiem polis wo­
bec bogów by nazwali.

144

I tera ' inne poświadczenie spoza tekstów literac­
kich też ciągle kłopotliwe różnie inte, •pretowane O t o
z Olbii nad Morzem Czamynipochodzi l y zestaw fa¬
lo mówiących zabytków
wielkie i - z a c e ' m n i e i wiecei 4 5-5 na 3 5-3 cm ta'
blic-ki &gt; kość. zwterzecych na którvch sa wydranane
newne "nanisy Znalezion , ie na terenie ttrZ s czyli
okręgu świeteg o w Olbii Znaleziono ie w roku 1950
ale opublikowano no raz nierwszy na noczarku lar 70 '
wiec ze zna-znym o c e n i e n i e m i bez dobrze ud , k u '
menrowaneen stanu i mteisca z n a W e J a T a L * L a
-

c a

wanie m X
rMcnJZ

rr ,rhe , w
nl

nl\

ar

flj

W

n ni/aż \nw7

P°

n l e W a Z

Z

Opiera S ę

caiKOwicte n a paieograrn, na sposouie zapisu, na KSZułł*

�I
„MISTERIA. INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

cie liter. Datowanie jednak wedle tych kryteriów wska­

maczone. Chodzi o wiersze 860-861, gdzie Dionizos

zuje, że pochodzą one z wieku V , a zatem s ą mniej wię­

jest określony jako en telei theos. M o i m zdaniem po en

cej współczesne tekstowi Bachantek. Są to tabliczki

telei theos należy postawić przecinek i tłumaczyć to (do­

sporządzane przez orfików. Co do tego nie ma wątpli­

kładniej mówiąc tam jest pephyken en teki theos) - „bóg

wości, bo są one podpisywane właśnie w ten sposób -

z natury doskonały", „bóg z natury spełniony, skończo­

orfikoi, „orficy". Wyryte na nich teksty to właściwie ha­

ny". A dopiero dalej, w następnym wierszu, już po prze­

sła, słowa-klucze bios-thanatos-bios, najwyraźniej słowa

cinku, można czytać, że jest deinotatos - „straszny",

związane z obrzędowością czy mistetiami orfików. Jaką

„najstraszniejszy" - i jednocześnie anthropois epiotatos -

pełniły funkcje ttudno powiedzieć. Są to zapewne

„najżyczhwszy, najłagodniejszy dla ludzi." I tego wła­

przedmioty święte, tabliczki święte, używane, może

śnie dowiadują się wtajemniczeni w orfickie misteria

wręczane inicjowanym lub wypisywane przez osoby

Dionizosa, dowiadują się, co jest najżyczliwsze i najła­

wprowadzane w misteria orfickie. O misteriach tych

godniejsze dla ludzi - dowiadują się, że najłagodniejsza

wiadomo dzisiaj bardzo mało, właściwie tylko tyle, że je

i najlepsza, i najstraszniejsza dla ludzi jest śmierć - bios,

odbywano i chyba były połączone

który następuje po thanatos. I tyle tylko chciałem Pań­

z Dionizosem,

o czym świadczą i inne znaleziska, które tę formułę

stwu powiedzieć. Dziękuję za uwagę, (brawa sali).

bios-thanatos-bios rozwijają. Rozwijają ją między innymi
teksty na innych tabliczkach sporządzanych najczęściej
na złotym listku - złota tabliczka jest nieco mylącym
określeniem, bo to jest niewielka, kilkucentymetrowa,

W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Dziękujemy bardzo. Po­
proszę teraz Lecha Trzcionkowskiego.

bardzo cieniutka złota folia, którą można było zwinąć.
My tych „tabliczek" mamy dzisiaj sporo, pochodzą one
z różnych okolic świata greckiego - nie tylko z Gtecji
w znaczeniu geograficznym - pochodzą

7

południowej

miennie niż misteria dionizyjskie, są to misteria organi­
zowane przez polis, to znaczy przez wspólnotę obywa­

Italii z Macedonii Tesalii Krety także z Grecji właści
wej. Najstarsze z nich datowane są na początek I V lub
raczei koniec V w Z teeo właśnie okresu D o c h o d z i t e '
iedna z naislvnnieiszvch z

U c h T r z c i o n k o w s k i : Mówiąc o istocie misteriów
eleuzyńskich trzeba po pierwsze powiedzieć, że od­

d l u r i m tekstem

telską, czy też coś, co z dużym przybliżeniem można by
uznać za starożytną formę państwa. Są organizowane
w sanktuarium pozostającym pod opieką wspólnoty
obywatelskiej. Jednocześnie przystąpienie do tych m i ­

tabliczka z H.ononion odzie wyraźnie iest mowa że

steriów zależało od decyzji indywidualnej, co odróżnia­

zmarły, dusza zmarłego', po śmierci ma taki sam los'jak

ło je od innych świąt obywatelskich, państwowych,

inni bakchoi, inni wtajemniczeni w misteria dionizyj-

w których każdy, już z racji tego, że był obywatelem,

skie. Jeszcze dobitniej związek orfizmu z dionizyzmem

brał udział. W przypadku misteriów każdy mógł brać

wynika z dwu tabliczek z Tessalii, z Pelliny, gdzie jest

udział, ale nie był to obowiązek obywatelski, była to i n ­

mowa o tym, że oto Dionizos (dokładniej Bakchios, bo

dywidualna decyzja. T o jest pierwsza rzecz, która już

takiego imienia tam się używa), uwolnił duszę, uwol­

wprowadza nas w to, co można by nazwać poszukiwa­

nił teeo zmarłego Te tabliczki w literaturze nrzedmioM ' I ™ "
t ! ^
„ ^
.
,
,

niem istoty, esencji misteriów. Misterium jest to indy­

tu nazywano kiedyś paszportami śmierci, b o byiy prze­

rytualny.

n

J

n

m

i

m

i

r

r

widualne ptzejście przez pewien scenariusz obrzędowy,

znaczone dla zmarłych. Kładziono je zmarłym do gro­
bu po to, by zmarły nie zapomniał, dusza jego nie za­
pomniała tego tekstu, który jest na tabliczce zapisany
- to jest cała formuła o losie pośmiertnym duszy - by
dusza ten tekst przeczytała, wyrecytowała, powiedzia­
ła bogini Świata zmarłych Persefonie. I to jest właśnie,
myślę, najważniejszy element misteriów dionizyjskich,
orfickich misteriów dionizyjskich, który mamy dobrze
acz szczątkowo poświadczony dla okresu współczesne­
go już Eurypidesowi. Istotą owych misteriów jest prze­
kazanie wiedzy o nieśmiertelności duszy i może więcej
- przygotowanie do śmierci, przygotowanie do spotka­
nia z Persefona. A jest to możliwe właśnie dlatego, że
Dionizos, o którym Karl Kerenyi pisał, że jest to bó­
stwo i bóg wiecznego życia, jest tak naprawdę bogiem
życia i śmierci.
Być może tego dotyczą słowa z Bachantek, które
w polskim przekładzie są trochę niedokładnie przetłu­

Po drugie, żeby mówić o tym rytuale trzeba opisać
scenę i główne osoby świętego dramatu, czy świętych
działań (żeby przywołać etymologiczne znaczenie słowa
dramat - działanie). Otóż miejscem jest ziemia attycka, czyli ziemia należąca do obywateli polis Ateńczyków, Ateny. Dlaczego mówię „ziemia" - otóż dlatego,
że misteria eleuzyńskie rozgrywały się w kilku miej­
scach. W samym centrum polis Ateńczyków. czyli
w Atenach, w mieście Ateny, było sanktuarium po­
święcone Demeter i jej córce Korę. T o sanktuarium już
sanieli sw£| nazwtj przywoływało główne miejsc obrzę­
dów, bowiem nazywało się Eleuisinion,

czyli przybytek

eleuzyński, związany z Eleusis, czy z boginiami z Eleu­
sis. Drugim miejscem było sanktuarium Demeter i Ko­
rę, czyli córki, położone w mieście leżącym na samyni
krańcu, granicy przestrzeni obywatelskiej, w Eleusis.
Było to miasto o niezwykle starych tradycjach osadni-

145

�„MISTERIA. INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czych i , co jest nieoddzielne oczywiście, religijnych w starożytności tam, gdzie są ludzie, tam są i bogowie.
Sanktuarium tamtejsze wyrosło na miejscu pałacu
z epoki brązu, z epoki mykeńskiej, która później prze­
tworzyła się w epokę heroiczną. Ciągłość kultu jest po­
świadczona od bardzo wczesnego okresu archaicznego.
Z czasem, gdy polis poczuła się szczególnie odpowie­
dzialna za przebieg obrzędów odbywających się w Eleu­
sis, sanktuarium tamtejsze zaczęło przybierać coraz
bardziej monumentalną formę, która osiągnęła swoje
apogeum u szczytu potęgi państwa, chociaż później
Rzymianie dodali także kilka swoich budynków. M i m o
wszystkich tych zmian centralnym miejscem świątyni
w Eleusis pozostało Miejsce Wtajemniczeń - dziwna
budowla wzniesiona przez najznakomitszego atchitekta
starożytności Iktinosa. Rył to rodzaj olbrzymiej hali, za­
daszonej, w pewnym sensie odizolowanej od świata ze­
wnętrznego. W jej centrum wznosił się budynek zwany
Domem Królewskim - pomieszczenie, którego najważ­
niejszym elementem byty drzwi otwierające się na za*
mknie tą przestrzeń Tajemnicy od widzów dramatu sie­
dzących w Miejscu Wtajemniczeń.
-

Jeżeli chodzi o osoby tego dramatu, to oczywiście,
najważniejsze są dwie czczone w Eleusis boginie, cza­
sem po prostu tak właśnie nazywane - Dwie Boginie.
Pierwsza z nich to Demeter nazywana tez Matką, Me¬
ter. Co znaczy imię Demeter nie jesteśmy w stanie do­
kładnie powiedzieć. Starożytni De- interpretowali jako
„ziemia", a więc Matka Ziemia. Współcześni próbują
mówić, że raczej chodzi o Matkę Zboża - zostawię tę
kwestie otwartą. Druga z bogiń to córka Demeter, zwa­
na imieniem, które jest nieprzekładalne - Persefone,
czy Ferefatte według attyckiej tradycji, lub też imie­
niem określającym jej istotę - Kore - Córka. Te bogi­
nie właśnie królowały w sanktuarium w Eleusis. Są one
związane z mitem o porwaniu przez Hadesa, boga pod­
ziemia, córki - Kore, Persefony - i poszukiwaniu jej
przez zbolałą matkę. Rozwiązaniem tej opowieści m i ­
tycznej był powrót córki do matki, ale z zastrzeżeniem,
że musi ona pewną część roku spędzać w domu swego
boskiego małżonka, boga świata umarłych Hadesa.
Oczywiście to już nas wprowadza w atmosferę Eleusis,
a mianowicie w dwa związki, które są tutaj niezwykle
istotne - związek matki z córką i związek Dziewczyny
z mężczyzna Hadesem ktćiry Dorywa młoda dziewczy
ne ii c-vni ia gwałtem swoia nriłżonki A wiec relac a
mąż-żona i relacja matka-córka.
Chciałbym teraz powiedzieć kilka słów o tym, co się
działo w Atenach w czasie wielkich misteriów. Ale czy­
nię to z pewnym niepokojem, dlatego że mówię o rze­
czach, które nie powinny być wypowiedziane, o tym co
jest arreta, co jest nie do wypowiedzenia. Mówię z nie­
pokojem podwójnym - z jednej strony będę mówił
o rzeczach, które nie powinny być wypowiedziane, ale

z drugiej strony jako ktoś, kto z perspektywy teraźniej­
szości patrzy na te fragmenty starożytności, które nam
pozostały, od razu spostrzega, że starożytni tego, co nie
powinno być wypowiedziane, rzeczywiście nam nie po­
wiedzieli. Kilka słów na temat istoty misteriów eleuzyjskich powiedzieli nam pisarze chrześcijańscy, którzy
nie czuli się już zobowiązani do zachowania tajemnicy,
ale nie jest pewne, czy możemy ufać ich informacjom.
Pewne informacje przekazali nam też pisarze gnostyccy, którzy chcieli też dla swoich, gnostyckich celów
wskazać na wtajemniczenie w Eleusis. Wszystko to jed­
nak jest zbyt mało, żeby, odrzuciwszy drżenie religijne,
zrekonstruować samo misterium.
Otóż wszystko rozgrywało się teraz, to znaczy w tej
porze roku, pomiędzy 14 a 23 dniem miesiąca Broedromion, który z przybliżeniem odpowiada naszemu wrze­
śniowi i październikowi. N o , powiedzmy trochę prze­
szliśmy już tę porę, ale będę mówił tak, jakbyśmy świe­
żo ptzeszli drogę wtajemniczanych w misteria eleuzyńskie. C i , którzy byli wtajemniczani 2500 lat temu, mie­
li ten tydzień mistetiów i inicjacji batdzo, bardzo świe­
żo w pamięci. Otóż - pierwszego dnia, 14., efebowie a więc chłopcy, którzy pełnią służbę wojskową, co
w starożytności oznaczało, że przechodzą rodzaj inicja­
cji w życie dorosłe, w życie obywatelskie - przenoszą
w uroczystej procesji z Eleusis święte przedmioty. Jakie
to były przedmioty nie jestem w stanie powiedzieć starożytni też tego nam nie powiedzieli. Przedmioty te
przenoszono z Eleusis do Eleusinion w Atenach.
A więc Ateny w tym momencie stawały się centrum
sceny obrzędów, ale proszę zauważyć, że centrum to
miało bardzo silny związek z krańcem, z granicą, i że
misteria zaczynały się od procesji z granicy z sanktu¬
arium misteryjnego do sanktuarium poliadycznego, do
sanktuarium miejskiego. Następnego dnia keryh, he­
rold ogłaszał początek misteriów i składano ofiary. C i ,
którzy mieli być wprowadzani w misteria, zaczynali
działać dopiero nas tęp ne JĘO dnia który nazywał się Halademistai czyli do morza mistowie" do
jemniczani". W tym dniu ci, którzy mieli być mistami'
wtajemniczonymi brali na rece nrósieti i z tvmi zwie
rzetami które nóźniei stawały sie zwierzętami ofiarny'
mi szli 4o starem ateńskiepo n o m . Faler^nu Tam In
konywano obmycia zwierząt w wodzie morskiej - wta¬
jemniczani wchodzili ze zwierzętami do morza.
Ponieważ wspomniałem o mistach, czyli o wtajemni­
czanych, musze otworzyć nawias i powiedzieć o tym,
kto mógł być wtajemniczany, kto mógł, na mocy swo­
jej indywidualnej decyzji, przystąpić do misterium.
Otóż mogli to zrobić wszyscy ci, którzy mówili po hel­
leński! i nie byli splamieni zbrodnią, pod warunkiem że
odpowiednio wcześnie - wiosną, w miesiącu Anthesterion (kwietnym), na początku naszego marca - dostą­
pili wstępnego oczyszczenia, tak zwanych małych m i -

146

�I
„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

stenów, w sanktuarium M a t k i i Córki leżącym opodal
A t e n , w miejscu zwanym Agraj - Dzikie Pole. Zamy­
kam nawias.
.

Po tym oczyszczeniu w morzu, w tym długim rytuale,
który opisuję, następuje jakby dwudniowa przerwa.
Następne informacje, jakie posiadamy dotyczą bowiem
dopiero 19. dnia miesiąca Broedromion. W tym dniu
efebowie, kapłani i urzędnicy zanoszą z powrotem do
Eleusis święte przedmioty i w t y m momencie centrum
działań rytualnych przenosi się do Eleusis. Na razie
dzieje się to poprzez przedmioty, ale następnego dnia
ich śladem ruszają też mistowie. Idą oni do Eleusis
w procesji, na której czele stoi bóg Jakchos - bóg tań­
ca i okrzyków ekstatycznych (samo jego imię jest wy­
prowadzone z okrzyku ekstatycznego). Mijając most na
rzece Kefizos, która stanowi symboliczną granicę mię­
dzy miastem a terytorium bliższym Eleusis, uczestnicy
procesji są obrzucani obelgami i wyśmiewani przez
tłum zgromadzony wokół. Przechodząc pewne stacje,
o których nie będę mówił, dochodzą w końcu do miej¬
sca zwanego Studnią Pięknych Chórów, które znajdo­
wało się przy samym wejściu do sanktuarium w Eleusis.
T a m właśnie, sądzę, że pod wieczór, a później ptze^ ca¬
łą noc, odbywają się tańce, których zaczątek stanowiła
procesja A więc mamy do czynienia z dwoma zasadni­
czymi formami chorei greckiej czyli tej jedności tańca
śpiewu i muzyki - choreja procesyjną gdńe ruch jest li
niowy i choreą cykliczną edzie ruch odbywa sie DO
okreeu c i s n r a w i a ze w s D ó L t e D r z v s z ł v c h wtaiemn.
czanych zaczynają łączyć coraz ściślejsze więzy.

ału było niemożliwe. Otóż w związku z tym ci, którzy
wchodzą do miejsca wtajemniczeń po raz pierwszy ma­
ją prawdopodobnie zasłonięte oczy, są ślepi, są wpro­
wadzani - i tu znowu można przywołać to, co widzieli­
śmy w czasie ostatniego tygodnia - są wprowadzani
przez mistagogów, to znaczy tych, którzy wprowadzają
do misteriów, to znaczy tych, którzy byli już inicjowani
i uczą każdego właściwego gestu. T o jest fizyczna obec­
ność i fizyczny kontakt pomiędzy mistagogiem a mistą.
Najważniejsze wydarzenie misterium, właściwy dra­
mat, rozgrywał się w nocy. W tym momencie staję
przed największym kłopotem, ponieważ to, co tam wła­
ściwie się działo, cały scenariusz rytualny, jest właściwie
nie do opisania z powodów, o których mówiłem wcze­
śniej. Wiemy tylko, że tym, którzy przechodzili przez
epopteję coś pokazywano. Mówi się, że pokazywano
w milczeniu kłos zboża. Wiemy też, że dokonywano ja­
kichś czynności. C i , którzy mogli patrzeć, oglądali jakiś
dramat, prawdopodobnie rodzaj pantomimy rytualnej.
Znamy dwie formuły, któte wówczas wypowiadano.
Jedna mówi: „pościłem, piłem z kykeon (kykeon to praw­
dopodobnie rodzaj odurzającego napoju), zabrałem z ki¬
ste (ze skrzyni), pracowałem (czy działałem), włożyłem
do kakthos (do otwartego koszyka) i włożyłem z powro­
tem do kiste." Centralnym punktem tej formuły opisu­
jącej kolejne czynności mistów jest OWO „działałem",
czy „pracowałem". O jakie działania czy prace tu cho­
dzi? Sugeruje się, że było to mielenie moździerzem cze­
goś, co służyło do przygotowania kykeon.

Następnego dnia, pod wieczór wszyscy uczestnicy
misteriów wchodzą na teren sanktuarium. Przechodzą
koło Skały bez Radości, jakby można dosłownie przeło­
żyć jej nazwę, skały, która mitycznie jest związana ze
zdarzeniem bodaj najistotniejszym w tej drodze zbolałej
Matki w poszukiwaniu Córki, to znaczy z momentem,
kiedy matka juz nie jest w stanie dalej poszukiwać, sia­
da na skale i pogrąża się w smutku i tam zostanie zna­
leziona przez dziewczęta, które poszły po wodę. M i ¬
nąwszy Skałę bez Radości, mistowie podchodzą do
Miejsca Wtajemniczeń, wrzucają prosięta do dołów, do
megara, a następnie zaczynają wchodzić do sanktu­
arium. Zaczynają wchodzić, ale nie wszyscy tak samo.
Działo się tak dlatego, że pełne wtajemniczenie w m i ­
steria eleuzyjskie składało się z dwu stopni. Pierwszy,
z w a n y myesis, czyli wtajemniczenie, stąd słowo miste­
rium - łacina to tłumaczy jako initiatio, czyli jako wpro­
wadzenie, wtajemniczenie, wejście. Było to jak gdyby
wprowadzenie do obrzędów misteryjnych po raz pierw­
szy i dopiero przeszedłszy je można było w następnym
roku przystąpić do drugiego stopnia, który nazywał się
epopteja, to
ogląd, widok. Już s a ni a nstz w a w ska­
zuje 'e w pierwszym stopniu widok patrzenie było nie­
możliwe w każdym razie w pewnych momentach rytu­
147

Ale chociaż nie wiemy dokładnie, co działo się
w środku, wiemy, co otrzymywali ci, którzy przeszli te
wszystkie etapy wtajemniczenia. Otóż mogli uli! mieć
nad"ieję na szczęsne życie po śmierci Prawdopodob­
nie podobnie jak w misteriach Bakchów dionizyj
skich właśnie to jest istotna przyczyna dla której l u J-ie podejmowali decyzję o przystąpieniu do misteriów
Następnego dnia wszystko stawało się ogólnodo­
stępne, społeczne. Składano wielkie ofiary, w atmosfe­
rze ogólnego święta ofiary te spożywano i ostatniego
dnia, 23., wracano do A t e n .
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Dziękuję bardzo.
Chciałbym teraz zadać pytanie nawiązujące do tego
o czym mówił wcześniej profesor Schechner, a miano­
wicie - z czym mieliśmy do czynienia wczoraj w nocy,
w czasie obrzędu Santerii? (śmiech R. Schechnera). Ze­
spół z Kuby pokazał nam dwa widowiska: jedno, to
społeczne w hali „Sokoła" i drugie, do którego trzeba
być wprowadzonym i którego tajemnice nie powinny
być wypowiedziane. Chcę przypomnieć fragment
z Apulejusza, z Metamorfoz, którego używamy w na­
szym przedstawieniu, u jego końca. Brzmi on tak:
„Usłyszałeś tedy, ale chociażeś usłyszał, trzeba żebyś nie
rozumiał. Zobaczyłeś tedy, ale chociażeś zobaczył, trze-

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

ba żebyś nie rozumiał." Pojawia się też pytanie, z którą
ze sfer, z tą społeczną, o której mówiła Maria Reyna
przy okazji pokazu społeczności z Pueblo Taos. Mówi­
ła, przypomnę, że to co oni mogą zaprezentować, do
czego są upoważnieni przez starszych i przez swoją spo­
łeczność to są tak zwane widowiska społeczne, jak ktoś
tłumaczył „towarzyskie". A to czego nie mogą zapre­
zentować jest po drugiej stronie kurtyny i do tego trze­
ba być wprowadzonym. Więc z którą ze sfer należy wią­
zać powinność teatru dzisiaj - z tą społeczną, towarzy­
ską, czy z tą do której trzeba być wprowadzonym. Ri­
chard - proszę cię o zabranie głosu. Muszę jeszcze po­
wiedzieć, że wciąż nie wiem, czy stosunek Richarda do
tego co się wydarzyło wczoraj był krytyczny czy apologetyczny. Widziałem go wczoraj przejętego...
R i c h a r d Schechner: N o właśnie - w czasie wczo­
rajszego przedstawienia mieliśmy do czynienia z tym,
co pozwolono nam zobaczyć. Byłem tam wczoraj z mo­
ją żoną i poruszaliśmy się po całej przestrzeni, by móc
oglądać widowisko z różnych perspektyw. W pewnej
chwili znaleźliśmy się w pobliżu ołtarza, za którym, za
przykrywającą go zasłoną, coś się działo. Chciałem zo­
baczyć co, ale wtedy jeden z Kubańczyków powstrzy­
mał mnie i nie pozwolił m i tam zajrzeć. Dowodzi to, że
nie wszystko zostało nam pokazane, że pokazano nam
tylko to, co pokazane być mogło. I to jest strategia sto­
sowana przez wszystkich wtajemniczonych wobec
świeckich. Rzeczy prawdziwe świętych nie wolno oglą­
dać, są one przeznaczone tylko dla wtajemniczonych.
Z wczorajszym przedstawieniem wiąże się jeszcze
jedna ważna rzecz, o której muszę powiedzieć. Prezen­
tacja rytuału afrokubańskiego na polskiej wsi, przed
obcą publicznością jest zjawiskiem tego samego typu,
jak prezentacja tańców z Bali w Paryżu, tych tańców,
które stanowiły tak ważne odkrycie dla Artauda. Jak
Państwo wiecie, ten pokaz został przygotowany przez
władze kolonialne, a A r t a u d odczytał w n i m coś zupeł­
nie odmiennego, odczytał w n i m własne myśli. T a k i c h
sytuacji było wiele i przedtem, i potem. Trzeba więc za­
pytać, k i m jesteśmy wobec prezentacji, która miała
miejsce wczoraj? K t o jest kim, gdy rytuał kubański po­
kazywany jest w czasie festiwalu obcej publiczności. Je­
śli taka sytuacja się wydarzyła, to jej dopełnieniem po­
winna być autentyczna wymiana myśli oparta na zasa­
dzie równości. Bo inaczej zachowujemy się, jak koloni­
ści któtzv sa przekonani że Czarni maia tvlko ciała na
które można patrzeć a B iali są tymi którzy paitrzą 'ba
dają i analizują
'
Zet&gt;vśmv sie dobrze zrozumieli — sam czuie sie odno
wiedzialny za to o co oskarżam was i wszystkich nas'
Moia biała skóra jest c:ześcia mnie czesic i a m n
moia

„nr vwileirLna
7

nn vHa
7

Wtóra

cliedwLłem

n n lK-OioiiLdiizmie.
nlnnXrniI /
A il i, e \ZZ
aiemne
po
jesieni Lan
tego świadom
swiduoiii. W
wrzdjeniiic

stosunki między kulturami to sprawa niezwykle deli¬
katna. Gdybym ja organizował to spotkanie, nalegał­
bym, by Kubańczycy siedzieli tutaj, by mogli zracjona­
lizować, zanalizować swoje doświadczenie. Byłbym jak
najdalszy do zakładania, że działający przybyli z innych
stron prezentują swe ciała i swą wiarę, ale nie mają in­
telektu. Nie zakładałbym też, że i my nie mamy głębo­
kich przekonań, któte wyrażamy ciałem, ale sami ich
nie rozumiemy, nie potrafimy odczytać. Chciałbym
wiedzieć, co o n i myślą o naszym Kościele. Chciałbym,
by powiedzieli m i , co sądzą o moim żydostwie. Chcę]
prawdziwej wymiany zarówno na poziomie fizycznymi
jak i intelektualnym. Byłem pod wielkim wrażeniem f
tego, co widziałem wczorajszej nocy byłem tympotu-F
szony ale jednocześnie byłem bardzo mocno poiryto-[
wany wręcz rozsierdzony nierównościć| wymiany po
między oboma grupami, (brawa sali).
Włodzimierz Staniewski: Czasem emocje wypo­
wiedzi znaczą więcej niż sama jej treść. N i k t nie trak­
tuje naszych gości z Kuby jako ludzi, któtzy byliby
przedmiotem, o n i byli głównym podmiotem naszego
spotkania. Bardzo chciałem, żeby o n i byli tutaj dzisiaj.
Schechner
trzeba...

(krzyczy): N o właśnie! Właśnie tak,

gon
sunt
takii
tak
zwai
ną, 1
niejs
dza

ofiar
Staniewski (równocześnie): Przepraszam, Richatdi
ca, j
przepraszam cię bardzo... Chciałem, żeby dzisiaj tuby-p
mięc
l i . Robiliśmy nieprawdopodobne starania o to, ażefcf
tymi
przedłużyć i c h pobyt. Jeszcze do godziny siedemnaste);
jest t
wczoraj wydawało się, że zostaną dłużej. Niestety nie?
Ic
dało się tego ze względów organizacyjnych załatwić
korę
Trzeba wiedzieć, że wszystko, co wiązało się z ich poby­
nestc
tem, było realizowane ściśle według ich instruktażu,
co k i
Nie odbyło się nic, czego Santero i Ernesto nie życzyli­
wą i r
by sobie. M y byliśmy raczej uczniami instruowanymi
: a gh
i posługującymi, zakrystianami tej sytuacji.
Chcę też powiedzieć, że po t y m wydatzeniu ja, jat
również wielu innych, pomyślałem sobie, że na resztę
życia muszę się głęboko zastanowić, czy mogę być reży­
serem teatralnym, czy nie powinienem raczej zostać za
krystianem, posługującym ludziom odprawiającym ob­
rządki, związane ze swoją własną religią. I teraz proszę
zwrócić uwagę, że na koniec Ernesto wypowiedział do
syć ważne słowa, które mnie osobiście zaskoczyły, a 01
miał do ich wypowiedzenia prawo i miał mandat. Mia­
nowicie powiedział: tak wygląda nasza kultuta, jeste
ście dobrymi ludźmi, cieszę się, że mogliśmy pokazai
wam i odsłonić wam tajemnice i fragmenty naszej kul
tury. Jesteście dobrymi ludźmi. I myślę, że z tym błogo
sławieństwem powinniśmy pozostać. Aczkolwiek,.
A h a ! I zdecydowanie protestuję przeciwko identyfiko
waniu motywacji które skłoniły mnie do zaproszeni!

148

3ard2

książi
Ri
tę po
Istotr
rytuał
jest n
Ire
ję, bo
że pos
na wi(
działo
w pen
mentć

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA P A N E L O W A

aik
:h
i3-

:h
m
n,
:ę
ni
ni

li­

tej
lie
ić.
&gt;yZU.

'li»
mi
ak
ztę
zyza&gt;bszę
lo­
on
iatezać
ul¬
goko¬
nia

coleczności ze wsi Honduras jako postawie kolonial¬
nej. Cale moje życie, cale moje 23-24 lata pracy, to
1 posługiwanie kulturom ludowym. Wszystkie wyftawy które zrobiliśmy, zarówno do wsi we wschodniej
[południowej Polsce, jak również później wyprawy do
fołeczności tradycyjnych i plemiennych za granicą to
niebyło nic innego jak posługiwanie. W związku z t y m
K tylko nie utożsamiam się. ale gorąco, gwałtownie
ptotestuję przeciwko takiej identyfikacji. Myślę, że ma¬
m do czynienia z jakimś istotnym przełomem w stownku do kultur tradycyjnych. I nieprzypadkowo prókijemy szukać analogii między tym, z czego, uważamy,
wyrośliśmy, czyli kulturą śródziemnomorską a współceśnie żywymi kultutami tradycyjnymi. Chciałem też,
jfieli pozwolisz Richard - mam nadzieję, że ciągle jeiteśmy umówieni na kolację wieczorem - powiedzieć
etakie zdanie: my ludzie z miasta bardzo często trak­
tujemy ludzi ze wsi jako egzotycznych. Egzotyka, tak
iwany egzotycyzm, bym powiedział, przestał być kate­
gorią, która cokolwiek znaczy i która określa nasz stoanek.do zjawisk. To kiedyś było, dzisiaj nie ma czegoś
takiego. Dzisiaj szukamy wzajemności między tym, co
Bk zwanie wysokie i tak zwanie niskie. Między tak
waną kulturą niską, czy tak zwaną kulturą prymitywktóra czasami uszlachetnia nas bardziej niż najważ­
niejsze teksty, a tak zwaną kulturą wysoką, która zbrzyianas i postponuje bardziej niż najbardziej krwawe
To jest tak samo desperacka i rozpaczliwa pra­
ca, jak szukanie wzajemności i przerzucanie mostów
:ądzy północą a południem, miedzy biednymi a bogaimi, I to jest to, co próbujemy robić. T o jest misja i to
'pposłanie tego spotkania i tego projektu.
I chciałbym jeszcze powiedzieć, że mam głęboką po¬
L wobec tych ludzi, wobec społeczności, wobec Er­
nesto, wobec Santero, ponieważ o n i reprezentują coś,
to kiedyś Jacek Dobrowolski nazwał bardzo ładnie ży­
ta inteligencją, za którą stoi obszerna wiedza dotyczącagłębokich strun natury ludzkiej i wobec tego jestem
bardzo pokorny mimo, że pewnie przeczytałem więcej
książek niż oni.
:

Otóż ja sobie myślę tak, że człowiek ma wiele róż­
nych potrzeb. Jeżeli ma potrzebę rytu, idzie do kościo­
ła. Jeżeli ma potrzebę poznania tego, co było kiedyś, co
było przeszłe, najczęściej idzie do muzeum. Jeżeli ma
potrzebę nauki, idzie do szkoły. Takie potrzeby ma
również artysta. Jeżeli artysta ma potrzebę rytu, szuka
go w teatrze. Jeżeli chce poznać przeszłość, idzie do guślarza. Jeżeli ma potrzebę nauki, idzie do bajarza.
Teatr znaczy tyle, ile znaczy. Teatr jest do patrzenia,
do widzenia, do postrzegania. Natomiast ryt, najpro­
ściej mówiąc, nie wnikając w jakieś ustalenia o szcze­
gółowym charakterze, ryt to działanie. Zresztą była
0 tym mowa w dwóch bardzo pięknych wystąpieniach,
szczególnie w tym, które traktowało o misteriach eleuzyjskich. Trzeba działać.
Jest proszę Państwa takie zdanie, które ja powtarzam
dość często, wypowiedziane przez wielkiego twórcę
polskiego teatru, zmarłego wiele lat temu: „teatr stwo­
rzył Bóg dla tych, którym nie wystarcza Kościół". A n o
jeśli tak, to można by rzec, że tutaj nam się jakoś roz­
wiązuje ta sprawa rytu i teatru. Teatr to nie ryt, bo to
jest to miejsce inne, które Bóg stworzył.
Proszę Państwa, guślarz pośredniczy między ezoteryką a egzoteryką, zna dobrze obszar ziemi i nieba,
w którym jest. Ja posługuję się tutaj t y m określeniem
„obszar ziemi i nieba" za Staniewskim, który wielo­
krotnie bardzo pięknie o t y m mówił. Obszar tej ziemi
1 tego nieba, na którym jestem, guślarz zna i my o t y m
wiemy. Bajarz to jest ten, który bając, mówiąc otwie­
ra drzwi i do chaty wkracza rozgwieżdżone niebo,
które sprawia, że gwiazdy włączają się w narrację,
włączają się w tę opowieść. T a k właśnie pisze o t y m
Mickiewicz w Lekcji X V I i jeżeli myślę o bajarzu, to
myślę o n i m z perspektywy tej lekcji. Jest tutaj jesz¬
cze proszę Państwa pieśń. Pieśń, która, znowu posłu­
gując się słowami Wieszcza, co zresztą mieści się
w porządku naszych rozmów tutaj, jest arką przymie­
rza między dawnymi i nowymi czasy. A więc mamy
parę tych elementów.

Proszę Państwa - wczorajszy rytuał. T o jest tak,
przykro m i rzec... Ja mam tyle lat, ile mam i jeszcze n i ­
gdy nie odwiedziłem przybytku, który się nazywa peep¬
Richard Schechner: Uznaję tę postawę szacunku,
K pokorę, ale nie zmienia ona nierówności sytuacji. -show. Natomiast wczoraj czułem się tak, jakbym po­
Istotne pytanie brzmi bowiem, k i m jesteśmy oglądając szedł do peep-show. Niby wiem, jak to wygląda, ale
rytuał wyrwany ze swego naturalnego kontekstu, jaka niewiele z tego wynika dla mnie i jest m i trochę wstyd.
A n o właśnie, bo się pytam, czy to był teatr, czy to był
jest natura naszego patrzenia?
rytuał. Jeżeli to miał być teatr, to miałem prawo tam
być,
jeżeli był to był rytuał, to przykro m i , że odwiedzi­
Ireneusz Guszpit: Czy można, czy można? Dziękułem
peep-show.
I % bo na razie, proszę Państwa, odnoszę takie wrażenie,
Wiemy od dawna, że teatr nie jest życiem i wkracza­
\ ieposadzono nas tutaj, żebyście Państwo mogli patrzeć
nie
życia do teatm nie wychodzi teatrowi na zdrowie.
! nawięcej osób. Ja chciałbym się odnieść do tego, co się
N a pewno Państwo znacie tę piękną historię, kiedy
falo wczoraj, ale chciałbym się do tego odnieść
Konstanty Stanisławski pracował nad Potęgą ciemnoty
i perspektywie trochę szerszej, bo to był jeden z ele­
Lwa Tołstoja i jako dwoje ekspertów sprowadził sobie
mentów tego, co się dzieje tutaj przez parę d n i .

149

�wieśniaka i wieśniaczkę, którzy mieli sprawdzać, jak
wygląda praca nad Potęgą ciemnoty, czy to jest zgodne
z tym, jak faktycznie wygląda wieś rosyjska w guberni
tulskiej. W pewnej chwili członkowie zespołu doszli do
wniosku, że owa wieśniaczka mogłaby zagrać małą
scenkę. Kiedy zaczęła grać jako naturszczyk, wtedy się
okazało, że i n n i aktorzy nie mają, co tam robić, że jej
prawda i wyrazistość jest tak mocna, że przeszkadza.
Więc postanowiono ją usunąć z pietwszego planu
i gdzieś tam ustawiono w tylnych rzędach. A l e jej śpiew
i wizerunek b y ł tak mocny, że nadal skupiała uwagę
wszystkich, postanowiono zatem zostawić tylko głos,
który biegł spoza kulis. Okazało się, że to również było
złe. Więc wreszcie postanowiono coś — i to jest piękna
puenta - otóż głos jej tylko płynął z taśmy. Okazuje się,
że żvcie musiało wviść z teatru bo jeżeli w n i m bvlo to
teatr się kończył. Piękna historia, bardzo piękna
o

p

o

,

wieść N o wiec właśnie - t a k jak teatru nie można la
c z v ć z żvriem nie można wnrnwadzać żvcia do teatru
rak

samo

mvśle

w teatrze

rvt nnimnwanv

tak

iak

hvłn t o w i d a ć n i e m a I I « ł - z i a w i a r i w i e m
o tym od wczoraj na pewno.
Jaki jest więc sens takich z w i ą z k ó w , takich złączeń,
które mają miejsce tutaj w trakcie tych naszych spo­
tkań. A n o sensem jest transformacja, czyli to twórcze
spożytkowanie wyprawy. Człowiek powinien wyprawiać
się, by odsłonić. Należy dokonać twórczej ttansformacji
tego, po co się wyprawiło. T o samo odnosi się do tej
twórczej wyprawy artystów w stronę rytu, wyprawy ar­
tystów w stronę bajarza, wyprawy artystów w stronę guślarza i w stronę pieśni. Dla mnie takim przykładem
bardzo pięknym na dokonanie takiej właśnie transfor­
macji są Metamorfozy, które od jakiegoś czasu prezentu­
je nam teatr „Gardzienice". T o jest właśnie przykład na
działanie, o którym mówię i które jest m i bliskie,
spójrzcie jednocześnie, że oni nie są w historii, o n i nie
w rycie oni nie sa w micie
)ni« ą we współczesno­
ści we w s D Ó ł c z e s n v m świecie ze wsDÓłczesnvm czło
wiekiem - ten człowiek to chyba bardzo mocno jest Po¬
lak mimo ^e także i Każdy — i są z tym tak mocno że ja
nie wiem czv można bvć bliżej Gardzienice" to przy¬
kład że możliwa jest taka droga, w której teatr szanuje
ryt i pozostaje w dalszym ciągu teatrem, czyli tym, co
„Bóg stworzył dla tych, którym nie wystarcza Kościół".
wr orai
7

Włodzimierz Staniewski: Ja jestem fundamen­
talnie na nie w stosunku do wypowiedzi doktora
Guszpita i ...
Ireneusz Guszpit: Ja się nawet cieszę, że tak jest.
Włodzimierz Staniewski: Ja bym bardzo prosił,
ażeby uważać na porównania i na używanie terminolo­
g i i szczególnie wtedy, kiedy terminy dotyczą zjawisk,

z którymi się nie miało do czynienia. N o więc Irku - je­
żeli nigdy nie byłeś w peep-show, to nie opowiadaj
0 peep-show. T o jest sprawa, która, jak wiesz bardzo
mnie mocno dotyka - taki rodzaj porównania, który
zbrudza tamto doświadczenie, ponieważ nie jest to do­
świadczenie sytuujące się w przestrzeniach klubów pla­
cu Pigalle. Wprost przeciwnie - mieliśmy do czynienia
z doświadczeniem o wyjątkowym poziomie moralności,
gdzie wszystko, co dotyczy podstawowych racji związa­
nych z etyką zostało uchronione i przekazane nam ja­
ko pewnego rodzaju przesłanie. Podczas kiedy w peep"
-show mamy do czynienia z deprecjacje! wartości etycz¬
nych, mamy do czynienia ze wszystkim, czym się brzy­
dzimy.
Ireneusz Guszpit: Ja nawet jestem rad, że my się
nie rozumiemy. Może tak musi być.
Włodzimierz Lengauer: Pozwolę sobie tylko przy¬
pomnieć banalną rzecz z mojej, oczywiście, dziedziny.
Mianowicie związki teatru i obrzędowości nie s ą wca­
le takie proste, a że istnieją nie ulega najmniejszej w ą t ­
pliwości. Geneza obrzędowa teatru starożytnego, te­
atru greckiego jest rzeczą na pewno wszystkim Pań­
stwu doskonale znaną. Znana jest Państwu zapewne
w postaci owej teorii, którą s i ę czasem nazywa teorią
Arystoteles-Wilamowitz, bo jej początkiem jest słynny
fragment Poetyki Arystotelesa, którego interpretację
rozwinął później jeden z najwybitniejszych filologów
nowożytnych U l r i c h v o n Wilamowitz-Moellendorf.
Teoria nie jest może do końca słuszna, dzisiaj bywa
często kwestionowana, ale to, że u podstaw nie tylko
tragedii jako gatunku, ale teattu właśnie leży obrzęd
dionizviski iest rzeczą niewątpliwa Co wiecei można
D o w i e d z i e ć że w oewnvm momencie wtedv kie dv te
a t r erecki nowstawał istniała svtua'cia trochę może
nodobna d o rei kroräsmv w c z o r a i obserwowali O t o
bowiem zdaniem p e w n e j bardzo wvbitneeo uczone
on
tworrv i e n W i % m o z l i w v r h t e o r i i w v i a s n i a i a r v r h
genezę obrzędową teatru greckiego, Waltera Burkerta, teatr, przedstawienie rytualne bierze s i ę z rytuału
ofiarnego. Następuje składanie ofiar przez wąski krąg
uczestników obrzędu - tego, co zabija oraz tych, co
stoją obok i wznoszą pieśń. Ta pieśń jest skonwencjo­
nalizowanym, zrytualizowanym krzykiem rozpaczy, że
oto zadaje s i ę śmierć, wobec tego jest i autentyczna,
1 trochę zagrana, ale przecież pozostaje w niej przede
wszystkim przeżycie ludzi biorących udział. Dopiero
gdzieś dalej jest ten inny krąg ludzi i z niego dopiero
potem powstaje theatron, czyli miejsce, skąd się patrzy.
Ale ci co patrzą - nawet w t e j koncepcji, która odno­
si się też do A t e n w V wieku, kiedy istnieje tekst lite­
racki, kiedy istnieje teatr - ci patrzący, ta publiczność,
k t ó r a patrzy, na tych którzy coś tam przedstawiają, coś

150

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Obrzęd Santería. Zespól Jagüey. Kraków 2000 „Misteria, Inicjacje".
Fot. Joanna Holcgreber

rzeczywiście czynią na t y m miejscu, które się nazywa­
ło orchestra - ci patrzący, ci którzy siedzą w theatron są
też uczestnikami obrzędu, bo cale przedstawienie te­
atralne, łącznie z obecnością publiczności jest auten­
tycznym obrzędem. I przypomnę, proszę m i wybaczyć,
rzecz już tak najbardziej banalną - widzi się w teatrze,
w tragedii antycznej czasem rzeczy okropne, rzeczy
straszne. I jest paradoksem tragedii, że oglądanie cier­
pienia ma przynieść przyjemność. A l e idzie przecież
o to, żeby ta przyjemność z oglądania cierpienia, prze¬
praszam z a banał, prowadziła do katharsis.
Tomasz K u b i k o w s k i : Kilka rzeczy m i się nasuwa.
Pierwsza: zawsze, kiedy słyszę, że teatr powstał z ob­
rzędu, zadaję sobie pytanie: a co musiało się stać po
drodze, żeby z obrzędu powstał teatr? Najkrócej to u j ­
mując - mam poczucie, że teatr, który się wyodrębnił
jako zjawisko w miarę (nie zawsze) autonomiczne,
wiodące pod swoją nazwą względnie niezależny byt
kulturowy - jest czymś pomiędzy, czymś na styku bar­
dzo różnych obszarów, z których tylko jednym (naj­
częściej i najchętniej podkreślanym, bo to tradycja
najwyższa) jest obrzęd religijny, czy też T T i i s t e r i u n i re¬
ligijne. Z równym przekonaniem można by chyba po­
wiedzieć, że teatr równie dobrze wywodzi się Z OSZU"
s t w a na t a r g u że równie dobrze wywodzi się ze stręczycielstwa, czy z kłamstw wszelkiego rodzaju, czy

z godowej albo i nie-godowej rywalizacji... można
rzec, że wiele tych sfer - jedne szlachetne, inne wsty­
dliwe, jedne zaliczane do godnego dziedzictwa inne
do kłopotliwego brzemienia - musiało się złożyć, żeby
powstał właśnie teatr: teatr w swojej cudownej anar­
chii, polimorficzności, nieprzewidywalności i przeko¬
rze, w jakich go znamy. Teatr się wymyka, obrzędowi
także - i przyznaję, że do takiego jego międzybytu je­
stem mocno przywiązany.
Druga rzecz - ja owszem, byłem w peep-show, panie
Irku, ale to m i zupełnie nie przypominało tego, czego
doświadczyłem wczoraj w nocy. I nie uwierało mnie
także to, o czym mówił profesor Schechner. Ja nie pró­
bowałem wprawdzie wejść za ołtarz, ale nie próbowa­
łem też tego nigdy w czasie mszy katolickiej i wcale nie
miałem wobec tego poczucia, że doświadczam z tej
mszy tylko tyle, ile m i wolno. Miałem poczucie, że par¬
tycypuję w pełni - tylko w roli, która jest dla mnie
przewidziane; że ten dramat, który się rozgrywa (bo to
jest niewątpliwie dramat), ma swoje wstępne ustalenia
dotyczące porządku przestrzennego, dynamiki grup
i zachowania jednostek, które w n i m uczestniczą - ze
istnieje tu po prostu pewna struktura której jestem
częścią i której nie oowinienem za bardzo zakłócać
o ile rzecz ma sie dooelnic w otóle A zatem nie musi
sie to wiązać z kontekstem kulturowym z obcością wo
bec jakiejś religii czy zakorzenieniem w niej. W noc-

151

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Obrzęd Santería. Zespół Jagüey. Kraków 2000 „Misteria, Inicjacje". Obrzęd Santería.
Fot. Joanna Holcgreber

nym obrzędzie uczestniczyłem oczywiście jako człowiek
obcy, który wprawdzie teoretycznie wie co nieco
o Santerii, ale z pewnością nie jest w żaden sposób
oswojony z tymi bogami. I w związku z tym, jednym
z naturalnych pytań, jakie się w głowie pojawiały, było
pytanie, które zadawał sobie wspomniany dzisiaj Kerenyi. O n się zastanawiał, co jawiło się starożytnym Gre­
kom jako Hermes? Ja nie potrafię oprzeć się pytaniu:
co jawiło się naszym wczorajszym gospodarzom jako
Ochum czy Obatalia? I to jest dla mnie pytanie wyj­
ściowe: mam poczucie, że zadając je, stawiam się wo­
bec obrzędu w uczciwej sytuacji wyjściowej.

lonialnymi tęsknotami i zaszłościami. Z drugiej jednak
strony jesteśmy w kraju, który pod koniec X V I I I wieku
został rozebrany na kolonie przez państwa, które wła­
snych kolonii zamorskich nie miały i tutaj szukały do­
datkowego terytorium. Nas w dużej mierze potrakto¬
wano jako „tubylców", pamięć o tym głęboko wrosła
w tutejszą kulturę i stała się nieodłącznym składnikiem
tutejszej świadomości, czy nawet tutejszych schizofre­
nii. Kiedy czytam dzisiejsze analizy kultur postkolonialnych, w wielu miejscach przypominają m i one polską
kulturę X I X wieku. O tym rozdwojeniu świadomości
warto chyba pamiętać.

Trzecia rzecz - bezpośrednio do profesora Schechnera, którego postkolonialne uwagi rozumiem. Będąc
akurat w miejscu, w którym Pan się dzisiaj znalazł, trze­
ba jednak chyba wziąć pod uwagę specyficzny czynnik
lokalny. Pewnie, jesteśmy tutaj białymi ludźmi i uczest­
niczymy w kulturze białego człowieka, łącznie z jej ko-

Czesław R o b o t y c k i : Przysłuchując się tej rozmo­
wie mam uwagę metodologiczną, wartą chyba podkre­
ślenia. Niektórzy badacze bardzo łatwo posługują się
w naszych rozważaniach analogią między rytuałem
greckim a kulturą współczesną, szczególnie między ry-

152

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

tuałami ludowymi a tradycjami greckimi. Pytanie czy
można ich szukać i dowolnie takich analogii używać
jest właśnie kwestią metodologiczną. T e n rodzaj postę­
powania to stara koncepcja, jeszcze ewolucjonistyczna.
Za metodologią porównywania stoi X I X - wieczna
myśl etnologiczna dzisiaj już anachroniczna. Współcze­
śnie, szczególnie strukturaliści i semiotycy, kiedy po­
szukują archaiki, czynią to w inny sposób. Śledzą mia­
nowicie transformacje i konteksty rytuałów, żeby do­
chodzić przede wszystkim do znaczeń, a nie do po­
wierzchownych analogii. T e n rygor postępowania jest
niezwykle ważny, ponieważ w założeniach ewolucjonistycznych przyjmowano jedność i stałość ludzkiej psy­
chiki bez względu na to, gdzie i kiedy rytuał na świecie
występował. W t y m typie rozumowania analogie moż­
na bvło stosować z przekonaniem że dotyczą one esen­
cji ludzkiego sposobu bycia w świecie. Ponieważ ten
wszędzie powinien być taki sam wiec nawet różnice
czasowe i geograficzne nie nrzeszkadzały analogiom
Tvmczasem kmvczne nurty myśli antropologiczne!

ciu. Udało m i się psim swędem dostać do kaplicy świę­
tych Piotra i Pawła, która w ciągu całego roku służy ja­
ko miejsce odprawiania mszy katolickich. Tej jedynej
nocy i tego jedynego poranka może wejść do kaplicy
kilka lub kilkanaście kobiet, które odprawiają rytuał.
Proszę zwrócić uwagę - w kaplicy katolickiej. Również
mogą być tam obecni niektórzy członkowie ich rodzin.
Pozostaje jedna jedyna osoba spośród gremium kościel­
nego. T o jest zakrystianin, który czyni posługę wobec
zdarzeń podobnych do tego, w którym uczestniczyliśmy
wczoraj. Są to zdarzenia, które odwołują się do stanów
transgresji, mamy tam do czynienia z owładnięciem,
mamy do czynienia z czymś, CO z medycznego punktu
widzenia nazwalibyśmy zarówno stanem epileptycznym,
jak i kataleptycznym, mamy do czynienia ze śpiewami,
z krzykami, z bieganiem wokoło ołtarza oraz z wbiega¬
niem poziomo do pewnej wysokości na. ściany przez sta
re kobiety. Mnie sie udało tak jak powiedziałem osim
swędem tam dostać Oczywiście możecie sobie Państwo
wyobrazić co sie dzieie z człowiekiem który iest podda

które skuniaia sie na nosznkiwaniach sensów i znaczeń

ny nresii rakich wrażeń

poszczególnych kultów, koncentrując swoje zaintere­
sowania przede wszystkim na aspekcie synchronicz­
nym. Spojrzenie synchroniczne jest bardzo ważne i do­
piero gdy je zastosujemy, rekonstrukcje archaicznych
kultut, bo takie przecież semiotycy też czynią, nabiera­
ją innego wymiaru i służą innym celom. Wątpliwości,
które się t u pojawiły w związku z pytaniem czy jesteśmy
w stanie zrozumieć, odczuć sposób widzenia i przeży­
wania świata charakterystyczny dla kultury archaicz­
nej, skłaniają mnie do odpowiedzi, że niestety nie, że
jest on dla nas niedostępny. Ciągle obracamy się w krę­
gu własnego doświadczenia, z którego nie możemy się
wyrwać. T o jest w antropologii problem, o którym nie­
zwykle dużo się mówi.

J e l o t y s i e n n y tłum

Richard Schechner: Skoro już mówimy o rytuale
i teattze. T o w Europie przyjęło się twierdzić, że teatr
powstał z rytuału. W Indiach na przykład jest całkiem
odwtotnie - tam najpierw jest teatr, który dopiero
w trakcie swego rozwoju nabiera cech rytuału. Cała ta
sprawa nie jest więc wcale taka prosta. Choć jeśli spoj­
rzeć na nią z nieco innego punktu widzenia, to może
stać się jasna. Zarówno rytuał jak i teatr są przecież w i ­
dowiskiem , tyle tylko, że widowisko to może pełnić
różne funkcje - kultowe lub teatralne.
1

Włodzimierz Staniewski: Granica między miste­
rium a teatrem, który ma funkcje przede wszystkim spo­
łeczne bywa granicą bardzo ażurową. Opowiem o jed­
nym wydarzeniu, którego doświadczyłem. Mianowicie
uczestniczyłem w rytuale tarantyzmu w Galatina d i
Lecce w Pulii, miałem wtedy dwadzieścia parę lat. Jed­
no z najbardziej porażających doświadczeń w moim ży­

Na zewnam rei kanlicy iesr

który d y s y żądza wdarcia sie do
7

środka. Tak właśnie - jak na każdym jarmarku, jak na
każdej fieście, jak na każdym festiwalu, jak na każdej
paradzie religijnej - tłum po prostu dyszy żądzą wdarcia
się do środka. Jest on otoczony i hamowany przez kor­
don policji, więc do kaplicy n i k t się nie może wedrzeć.
W pewnym momencie jedna z kobiet wpada w stan tak
granicznego owładnięcia, że nie wystarcza jej zamknię­
ta przestrzeń sakralna. Wówczas obecni posługujący te­
mu rytuałowi, czyli zakrystianin oraz rodzina tej kobie­
ty otwierają dźwierza kościoła i ona wybiega w stanie
owładnięcia na zewnątrz i odczynia coś, co już nie jest
rytuałem, nie należy do sakralnej, zamkniętej części
zdarzenia, ale staje się tylko i wyłącznie teatrem, ponie­
waż te kilka tysięcy ludzi patrzy na jej taniec, który jest
tańcem, twierdzi się, pająka. Później jest zabierana do
środka i znów cale doświadczenie przechodzi w sferę za­
krytą, hermetyczną, ezoteryczną. Mnie osobiście inte­
resują takie zjawiska, aczkolwiek ten Festiwal, zwróćcie
Państwo uwagę jak on jest skonstruowany — nie jest on
Festiwalem, który miałby w sposób doktrynerski propa*"
gować jeden typ zjawisk. Dzisiaj na przykład będziemy
uczestniczyć w koncercie, w którym pieśni starożytnej
Grecji śpiewać będzie jeden z najbardziej filharmonicz
nych chórów najbardziej znanych chórów który pod
przewodnictwem Anne Belis zaimuie sie rekonstrukcja
autentycznych reliktów i zabytków starożytnej Grec i
Mieliśmy również do czynienia z widowiskam kostiu
mowymi
należą

mi

do tei soołecznei sfery spełniaia
rei 7 o w i n n n ś H h L i e i J w L y s k i e
7

inne
^ Zltru

niż i a k i L w k

Ale^w
Rzecz, w
^ „ czym rzecz?
^
„ pewnym
. „ „ , ^pyta^
F

m u , Które w a r t o sooie m o ż e teraz zaaac i
się w d r u g i m c z ł o n i e t y t u ł u p r o j e k t u , k t ó r y z a p r o p o n o -

153

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

wałem - inicjacje. Rzecz w systemie wartości etycz­
nych. Jak należy tworzyć system wartości etycznych
również na terenie teatru? Czy powinien teatr posiadać
system wartości etycznych? I jeżeli tak, to czy nie powi­
nien czerpać z wartości etycznych, które zachowane są
w tradycjach misteriów, w tradycjach rytu? Ponieważ
jak wiemy teatr, który spełnia funkcje społeczne, który
spełnia funkcje towatzyskie, tych wartości etycznych
nie posiada. One są albo znieprawione, albo zdegrado­
wane. Pod względem etyki teatr, ten teatr towarzyski,
jest zupełnie czczy. I to jest kwestia, która mnie intere­
suje osobiście.
L e c h T r z c i o n k o w s k i : Chciałem zwrócić uwagę na
kilka drobnych punktów. Pierwszy problem, który był
tu już w różny sposób omawiany, to problem związku
pomiędzy rytuałem i teatrem problem przejścia od ry­
tuału dionizyjskiego, od składania ofiary krwawej do
teatru, to znaczy do pojawienia się widzów i do poja­
wienia się czegoś, co można nazwać sztuką teatralną.
Otóż tym punktem przełomowym jest przede wszyst­
kim pojawienie się imiennego poety, który pisze tekst,
jest twórcą i jest nauczycielem chóru. Chór zaczyna
śpiewać jego pieśń, a nie pieśń tradycyjną. I to jest to,
o czym chciałem mówić - nie tylko ciągłość tradycji ale
także przerwa w tej ciągłości, przerwa jaką jest poja­
wienie się twótcy Takie przerwy są dla kultury i dla
nas niezwykle istotne. T o jest problem tych wyłomów
w ciągłości tradycji Być może - jak ktoś powiedziałwynalezienie dru J e m aktora nrzez Aischvlosa iest nai
ważniejszym wynalazkiem ludzkości.
Dtugi problem dotyczy tego, co tutaj oglądaliśmy.
Mówiąc o tym, chciałbym użyć ogólnego schematu ko­
munikacji pomiędzy nadawcą i odbiorcą. Otóż sądzę,
że poszukiwanie nowych nadawców wynika z potrzeby
poszukiwania, czegoś nieznanego, co wykracza poza
nasze doświadczenie. Być może jest tak, jak jest w do­
brym małżeństwie, które sobie już wszystko powiedzia­
ło i wobec tego się znakomicie rozumie - język nadaw­
cy jest identyczny z językiem odbiorcy i w związku
z tym nie ma już nic ciekawego do powiedzenia. A więc
szukamy kogoś na zewnątrz. I teraz chodzi o to, k i m bę­
dzie ten ktoś - czy będzie to coś przelotnego, czy będzie
to nasza nowa miłość. Poruszano tutaj już problem
analogii i jej niewystarczalności. Jeżeli nie analogia, to
trwały, znaczący układ. I znalezienie tego trwałego
znaczącego układu w badaniu zewnętrznego wobec nas
tekstu jest chyba istota tych właściwych poszukiwań
teatru, poszukiwań nowego rytu dla teatru
Zbigniew T a r a n i e n k o : T o chyba oczywiste, że bez
dotykania najważniejszych rzeczy etycznych nigdy nie
było teattu. Jeżeli to zostało zagubione, to znaczy, że
coś się złego w teatrze stało. I w tej perspektywie wypo­

wiedź doktora Guszpita nie by\a zrozumiana-, porówna­
nie z oglądaniem peep-show dotyczyło zasad moral­
nych. Wczoraj byliśmy podglądaczami, n i k i m więcej.
Nie mogliśmy być uczestnikami, nawet jeżeli ktoś czy­
tał jedną książkę, nic nie wie o tamtej kulturze. Byli­
śmy też nimi, bo tak był skonstruowany rytuał: mogli­
śmy zobaczyć raczej plecy znajomych lub nieznajo­
mych. Można było pójść trzy kroki dalej i podskakiwać,
jak zrobiło parę kobiet, albo dać się tłumowi nosić.
Co to wczoraj było? Czy to był rytuał, czy - teatt?
I rytuał, i teatr, wszystko jest przecież pomieszane. Po­
lowa siedzących przy t y m stole może stworzyć teorią
rytuału, czy teatru, podzielić to na gatunki, pociąć pod
różnymi kątami: ze względu na stmkturę, dramatur­
gię, kulturę, jakąś moralną prawdę, związki z innymi
rzeczami, czy widowiska. T o są worki, które nie wiado¬
mo czemu służą. Zajmowałem się kiedyś genezą teatru
greckiego i teoriami genezy. Różne rzeczy tam można
znaleźć, ale jeden punkt jest ważny - teatr powstał,
kiedy rytuał przestawał być rytuałem - obrzęd uległ ześwieczczeniu. Zasadnicza intencja funkcjonowania te­
atru jest inna niż rytuału. Nie możemy dojść do bo­
gów, którzy są nam obcy, do wartości, które nie są na¬
sze. Nie możemy uczestniczyć w cudzym rytuale. Do­
pięto jak to wszystko weźmiemy w nawias zaczynamy
go oglądać, ale wtedy zaczynamy oglądać tylko teatr.
T a k i teatr wczoraj był, choć nie wiem do jakiego
stopnia to, co się działo w t y m obrzędzie było wyreży­
serowane, do jakiego prawdziwe. Jednak upadki ko­
biet, które oglądałem - upadały, a potem szybciutko
wstawały i wracały - nie były do końca opętaniem,
lecz robieniem opętania - grą aktorską. Czy jest w tym
coś złego? Myślę, że nie, oczywiście, że nie, ale zabija­
na kura była kurą, a gołąb gołębiem. Wydaje m i się, że
okrutne, rytualne zabawy z gołębiem nawet mniej
wrażliwe osoby przyprawiały o niechęć do tego wszyst­
kiego. I można mieć na to alergię.
Co my z tego możemy mieć? Możemy niewątpliwie
poznawać obcą kulturę. Nie możemy natomiast być
uczestnikami, chyba że ptzemontujemy sobie to, co ist­
nieje wewnątrz nas. Czy nam się to uda i czy jest po­
trzebne? T o pytanie. Wydaje m i się, że zupełnie niepo­
trzebne, że można żyć tak, jak się żyje w tej chwili. Co
by warto było zrobić? Uporządkować pojęcia. Sądzę, że
rytuały zwierzęce nie mają wiele wspólnego z rytuałami
typu msza katolicka, a także z różnego rodzaju rytuała­
m i społecznymi, na ptzykład z panelami, festiwalami,
czy sympozjami. I jeżeli to sobie troszkę uporządkuje­
my, powiemy, że teatr nie jest na przykład pokazywa­
niem Lunatyków Brocha - olbrzymiej prozy serią bar­
dzo pięknych obrazków - tylko czymś, co ma w sobie
konflikt i musi być czymś dramatycznym, możemy
w ten sposób coś wyjaśnić ewentualnie łatwiej sie ze
sobą nie zgodzić.

154

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Jeszcze jedna sprawa - zgubiliśmy tutaj coś po dro­
dze - mianowicie magię. Mówimy obrzęd, rytuał, ini­
cjacje - ale inicjacje to wychowanie, forma wychowa­
nia, taka szkółka niedzielna, archaiczny kurs dokształ­
cający, a misteria, to nauka religii. T o wszystko można
objąć w perspektywie dawnej nauki i już. A l e w t y m
wszystkim, i w teatrze, i w sztuce jest coś, co przypomi­
na opisy różnego rodzaju czynności magicznych doko¬
nywane przez tych przeklętych ewolucjonistów, którzy
do tej pory pokutują w umysłach bardzo wielu huma­
nistów. Stworzyli o n i różne teorie magii. Znaleziono
dwa szeregi nieprzyległych do siebie czynności, dwa
niewspółmierne ciągi - mówi się tam jakieś słowa,
a jest to zaklęcie magiczne, które ma spowodować coś
konkretnego. Zabija się jakąś kurę, po to żeby duch ja­
kiejś tam boeini w s t a D i ł akurat od nasa w dół albo od
i

s

iv

V

i

pasa w górę. A l b o trzeba zabić koguta, żeby to się sta­
ło. I tak mniej więcej wysiada maeia - w y k o n u j e sie i a
kieś czynności J U o w f c d a sie iakieś słowa i oczekuie
się określonego skutku.
Włodzimierz Staniewski: Ja myślę, że trochę banalizujesz.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Nie, opis magii jest właśnie
mniej więcej taki. T o nie s ą . . .
Włodzimierz Staniewski: Ja chcę tylko powie­
dzieć, że kury i koguty są dobierane według...
Zbigniew T a r a n i e n k o : Są różnego rodzaju przepisy,
a podręcznik czarnej magii, daje rzeczy niesłychane.
Mówię tu o niewspółmiemości dwóch szeregów, to zna­
czy słów, działań i oczekiwanego skutku. Ryty, to nie tyl­
ko modlitwy prawdziwe i prawdziwe ofiarowania czegoś.
Magia jest w tym, że za ofiarowanie ktoś chce czegoś
konkretnego, to znaczy - między aktem ofiarowania, ży­
czeniem i realizacją - nadzieję na spełnienie. Są takie
momenty w rytach, ofiatach, w teatrze, że magii nie ma,
ale jest bardzo dużo momentów, że jest. Nie mówiliśmy
o niej. W sztuce też jest, szczególnie w plastyce. W i e m
od malarzy, że w akcie malowania bardzo często i m się
coś takiego zdarza: nagle coś się zapętla, zamyka - i jest
akutat to czego oczekiwali. Może w teatrze też jest. Jest
to tównie ważne źródło wszystkiego, jak rytuał. Rzecz
ieszcze bardziej tajemnicza nieznana trudna do roznoznania kiedy ze względu ńa jakieś działania nie takie
jak planowaliśmy, coś jednak następuje
Włodzimierz Staniewski: Może powiesz o swoim
wczorajszym doświadczeniu osobistym. Widziałem, że
zostałeś dotknięty.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Nudziłem się okropnie.

Włodzimierz Staniewski: A l e widziałem, że zosta­
łeś dotknięty wczoraj.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Tak, oczywiście. Upodo­
bał mnie sobie ten szaman z pierwszej części. D w u ­
krotnie się do mnie zwracał. Stałem pod ścianą, żeby
oszczędzić oczy - reflektory raziły. Szaman dwukrot­
nie dotknął mnie zdejmując jakby „złą energię" - jeże­
l i się tak dotyka od szyi po ramiona, to ściąga się tą
energię. Miał rzeczywiście niebywałą siłę w rękach,
którą odczułem jako zenergetyzowanie. Może uważał,
że jestem pełen niepotrzebnego w t y m rytuale napię­
cia, że chętnie bym jednak wszedł w jego środek? Nie
było tak jednak.
Włodzimierz Staniewski: Bardzo przepraszam,
ale muszę interweniować, żeby w czasie tak ograni­
czonym. ..
Zbigniew Taranienko: Jeszcze dwa zdania. Santeria
trwały sześć godzin, było tam teatru na 45 minut, może
na pół godziny - świetnego. Po wcześniej zobaczonym
spektaklu „Gardzienic" pomyślałem, że następny wie­
czór, na który wszyscy tak bardzo czekają będzie gorszy,
że wszystko będzie to mniej interesujące niż teatr, który
robi Staniewski. Nie zawiodłem się. Mnie to nudziło,
chwilami było coś interesującego, a nie mogło wciągnąć,
bo ja w te bóstwa nie wierzę. Nie mogę wierzyć.
Włodzimierz Staniewski: Skoro się mówi o aler­
giach, to ja mam ochotę ogłosić początek końca post­
modernizmu. I zrobię to: ogłaszam początek końca
postmodernizmu. Teraz pan profesor Danielewicz pro­
sił o głos.
Jerzy Danielewicz: Chciałbym oderwać się na chwi­
lę od bieżącej dyskusji i wrócić do dzisiejszych wystąpień,
świetnych moim zdaniem, pana profesora Lengauera
i pana doktora Trzcionkowskiego, pewien aspekt rozwi­
jając. M o i m zdaniem profesor Lengauer dokonał bardzo
ciekawej interpretacji najbardziej dionizyjskiej tragedii,
interpretując ją pod kątem sophia - mądrości, identyfi­
kowanej z sophrosyne - umiarkowaniem, przestrzega­
niem porządku, ładu społecznego. A więc w kategoriach
dość na pierwszy rzut oka zaskakujących. Gdy się przyj­
rzeć temu pojęciu, to rzeczywiście Pentheus taki rodzaj
mądrości, czy też wiedzy reprezentuje. Jest to wiedza pottzebna w kierowaniu społeczeństwem, w zapewnieniu
mu ładu bezpieczeństwa Natomiast mądrość Dionizosa
należałoby rozumieć w trochę innych kategoriach. Tak
iak mądrość Pentheusa dotvczv ootzadku soołeczneeo
tak mądrość Dionizosa iest innego rodzaiu Dotycząca
norzadku misteriów czy nawet w newnych wyoadkach
przekraczania granic świata
'

155

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Spójrzmy na problem sophia z punktu widzenia
uczestników orgii dionizyjskich, ogarniętych stanem
ekstazy, stanem enthusiasmos. Dla nich ta wiedza jest
czymś innym, tak samo jak dla uczestników wtajemni­
czeń. Chciałem zwrócić uwagę, że w formułach misteryjnych powtarza się czasownik określający stan osią­
gnięcia wiedzy: oida - wiem. Otóż ten czasownik jest
w języku greckim związany etymologicznie z czasowni­
kiem eidon - zobaczyłem, a więc owa wiedza ma swoje
źródło w ujrzeniu czegoś. Spójrzmy na misteria eleuzyńskie, o których mówił doktor Trzcionkowski. Nie­
przypadkowo w terminologii określającej mistów znaj­
dujemy słowa odwołujące się do obserwacji wzrokowej:
mystes od myo myeo zamykać oczy, to ten, który pa­
trzeć jeszcze nie może, nie jest do patrzenia uprawnio¬
ny Ten, który może spoglądać, to epoptes — ten który
spogląda k u czemuś W formułach rytualnych - a są
autorzy którzy iednak ie zdradzaia na przykład Pindar
- powtarza się to słowo nie tylko w tej wersji.
Wiesław Juszczak: Jak wiadomo, istnieje taki frag­
ment Pindara, w którym wyraźnie mówi się o transmigracji dusz, związanej z darem uczynionym Persefonie,
z zapłatą uczynioną Persefonie. Być może - taka jest
moja teza - głównym celem inicjacji było wprowadze­
nie w świadomość odradzania się dusz. Myślę, że to
mogłoby być treścią zasadniczą misteriów eleuzyńskich
oraz orfickich. Chciałbym też, w związku z tym, o czym
mówił profesor Lengauer, wspomnieć, że pierwszy w l i ­
teraturze epitet Persefony występuje już u Homera,
gdzie jest ona nazywana Straszliwą. W t y m fragmencie
ona nie jest wcale córką Demeter - ona jest Boginią
Straszliwą, Panią Podziemi. W Eleusis, jako Kore wy­
stępuje w złagodzonej wetsji, w wersji, która nie wiado­
mo czy jest druga czy jest pierwsza Jeżeli chodzi o mi¬
steria eleuzyńskie, można by mówić, że nie wiadomo,
czy nie były one pierwotnie albo czv nie wywodziły się
z misteriów pierwotnie czysto rytualnych chtonicz
nych czy nie były wprowadzaniem w tajemnice śmier
ci tak iak wszystkie zeiścia wszystkie katabazy PO
czawszy od G i J a m e s z a nonrzez erinskie ksieri umar
łych i katabazy greckie 'takie iak Heraklesa Tezeusza
Orfeusza i tak dalej. T o o czym mówię nawiązuje oczy¬
wiście do znanej pracy Guntera Kunza na temat prób
wywiedzenia kultu Persefony z Malty, gdzie zresztą spę­
dziłem sporo czasu, żeby się przekonać, do jakiego
stopnia jest to wyspa misteriów - niezamieszkała wła­
ściwie, pozbawiona pochówków, gdzie się odbywały
wtajemniczenia, na które przypływano prawdopodob­
nie tratwami aż z Sycylii, czyli osiemdziesiąt kilome¬
trów, co na owe czasy było wielką wyprawą.
Jerzy Danielewicz: Ad vocem, dla poparcia tezy pa­
na profesora, chciałem przypomnieć, że Herakles przed

swoją katabazą przeszedł oczyszczenie w Agrai po za­
bójstwie Centaurów, i przeszedł wtajemniczenia wła­
śnie w Eleusis, co by tę tezę potwierdzało.
W i e s ł a w Juszczak: Z tym wiąże się moja, nieco dy­
letancka hipoteza, wynikająca raczej z podróży i z prze­
myśleń niż z wyuczonej wiedzy, to znaczy - mam wię­
cej książek niż przeczytałem. T o się zdarza często
(śmiech i oklaski sali). Ja uważam, że w Grecji, po­
wiedzmy już archaicznej, mamy do czynienia z odwró­
ceniem porządku - jajko jest wcześniejsze od kury, De­
meter jest córką Persefony, Demeter jest wyłoniona
z Persefony przez rozdzielenie i dlatego Demetet jest
boginią chtoniczną. A l e to są sprawy już szczegółowe,
do dyskusji w innym miejscu.
Natomiast jeśli idzie o dyskusję, która poszła w stro­
nę związków rytuału i teatru, chciałbym odnieść się po
pierwsze do tego, o czym mówił profesor Schechner, do
stosunku badacza do przedmiotu, do pytania, k i m je­
steśmy wobec tego, co oglądamy, do tego swego rodza­
j u zażenowania, kłopotów i jakichś innych tam spraw.
Ja mam na to bardzo proste rozwiązanie, które może
wynika z fałszywej skromności. Uważam, że uczony po­
winien starać się odwracać tradycyjną relację wobec
badanego przedmiotu. Podmiotem jest według mnie
przedmiot, który badamy - to o n rządzi nami, a nie my
nim. M y jesteśmy przedmiotem, a przedmiot badany
podmiotem, czyli czymś aktywnym, co na. nas działa
i czemu, my się musimy poddać.
T o jest jedna kwestia. Druga kwestia, to jest taka
króciutka tylko pretensja do pana doktora Kubikowskiego - uważam, że myśmy nigdy nie byli skolonizowa­
n i . Kolonizacja jest działaniem odnoszącym się do i n ­
nej kultury, a myśmy nigdy nie byli poza Europą, nawet
wtedy, gdy byliśmy pod obcymi rządami. Myśmy byli
podbici częściowo przez Europejczyków, częściowo
przez Azjatów. Natomiast nie przestaliśmy nigdy być
Europejczykami.
I wreszcie trzecia, podstawowa sprawa - to, o czym
dzisiaj była mowa bez przerwy, a mianowicie rytuał
i niemożność wybrnięcia z tego, co jest rytuałem a co
jest teatrem. Dla mnie sprawa jest absolutnie prosta
i oczywista, więc może upraszczam i to w sposób rady­
kalny. Jeżeli Państwo nie chcą słowa rytuał, niech Pań­
stwo wezmą sobie słowo sakrament. N a czym polega
sakrament? Polega na uczestnictwie. T o , co pan Kubikowski powiedział, że nie zagląda do zakrystii, to jest
oczywiste, ale pan uczestniczy, pan jest włączony.
A poza tym sakrament jest połączony z sacrum, aczkol­
wiek słowo sacrum jest dla mnie słowem przegranym,
tak samo jak słowo rytuał.
T y m , co powoduje moją absolutną furię jako histo­
ryka sztuki, historyka, po części, religii, historyka czy
uczestnika sztuki teatralnej jest słowo „odbiór", któte

156

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

i
A

WKtm

Studenci A k a d e m i i Praktyk Teatralnych. Zajęcia warsztatowe z i n s t r u k t o r e m Capoeira A n d r e Reisen (Brazylia), Gardzienice 2000. Fot.
Przemek Sieraczyński

zrobiło s t r a s z l i w ą karierę p o p r z e z s t r u k t u r a l i z m . Jest
to słowo, które u k a z u j e w i d z a jako kogoś b i e r n e g o
w o b e c akcji, którą o b s e r w u j e , c z y l i kogoś, k t o
nie
uczestniczy
tylko odbiera, t a k j a k d z i e c k o , które
otwiera b u z i ę i w t e d y w k ł a d a m u s i ę ł y ż k ę z k a s z k ą
i ono albo w y p l u j e , a l b o n i e . Słowo „odbiót" j e s t d l a
mnie s ł o w e m z a b ó j c z y m , jeśli i d z i e o k o n c e p c j ę k o n ­
t a k t u c z ł o w i e k a ze s z t u k ą , dlatego, że o z n a c z a ono, że
moja a k t y w n o ś ć d u c h o w a , c z y i n t e l e k t u a l n a , c z y j e d ­
n a i d t u g a , są l u b mogą b y ć w y ł ą c z o n e . Tutaj z a w s z e
posługuję

się

przykładem

interpretacji

muzycznej.

I t v l k n r a k w y o b r a ż a m s o b i e k o n t a k t ze s z t u k a tvtura w y k o n y w a n a nr ez dvrvaenta

n i a n i ste

7

ka
Ra

7

v 7 n i L L a

czy

spiewaKa

ptawaztwy
moim

zdaniem,

bie

mianowicie

dy

kiedy

Mogło

byc

ale n a s t ą p i ł

która w

Dionizosa

co

wystąpienia,

Lengauera.

profesora

pan

profesor

mówił

o orfizmie i związku

Otóż

z misteriami orfickimi.

na

kultu

w y d a j e m i się, że

m o ż e m y p o d e j r z e w a ć , iż i s t o t ą m i s t e r i ó w b y ł j e d n a k w y ­
miar

Pan

eschatologiczny.

profesor w s p o m i n a ł

o

zło­

tych listkach, które mogły m i e ć związek z misteriami
fików,

or­

że

skrzyń

są

pewną

wskazówką

dla

wtajemniczonych

w misteria, by po śmierci mogli przejść etap z życia ziem­

Kontakt

jeayny

skiego

kontakt
jest

związku

rytuałem, a

z

się

sakramentem
tozdział,

azieiem

azieiem.

z

tym

teatrem,

-

w

ostatnia
tym,

co

nas,

sztukę

stosunek

w

so­

sprawa
było

l eatr powstał

wte­

uczestnictwo

początku -

me

wiemy.

prawdopodobnie

było -

na

salę

i

widownię.

nieuczestnicze-

tutaj n a z y w a n e

rytuałem

o
z

do

niebiańskiego.

tabliczkach

Turioi,

się

czy

Pan

profesor w s p o m n i a ł

Pelieny. Mnie
interesujący,

Dionizosa,

funkcjonuje

jako

przypomniał

jeśli c h o d z i

o

bóstwo

sprawcze

do

w

postaci

mleka".

koziołka

Badacze

bardzo

odradzania

sądzą

i

też
listek

teriomor-

reinkarna

złotym listku widnieje mianowicie

Dionizosa

wskoczyłeś

się

który w tym aspekcie

jak niektórzy badacze nawet

ciLNatym
nek

z

bardzo

ficzną epifanię
dobrze

tutaj

bezpośrednie

rozerwanie

co było

Kazay z

autentycznie
musi ten

Czym to było na

tym,

swojego

wykładzie
tego,

jest

I w związku z tym powstała możliwość

ma,

końcu

w

wszystkim do

dwóch

to

skończyło

w-dramacie.

poruszonych

Przede

do

chciałabym nawiązać

iedvny

kwestia rozmc między

pokazywane:

spraw

trudem

niedopuszczalna.

konraWV d.iełem

jeżeli

w

K r y s t y n a B a r t o l : Ja

jest

iesr

zaangażowany,

wyzwolić,

zostać przy t y m słowie, k t ó r e m i t r o c h ę z

to

możliwy

i w istnienie

nar

żeby

przechodzi przez gardło -

napis

interpretują

wizeru
koziołku

to

orzed

stawienie bard.o s y m b o l W n i e w kateaoriarb odrod™
stawienie
n i a się

Druga

-

Darozo symDoncznie, w k a t e g o n a c n

umierania i zyskiwania ponownego

rzecz, k t ó r a m i się skojarzyła d o t y c z y t y c h

dzo c i e k a w y c h rozważań interpretacyjnych

157

oorooza-

życia

pana

bar­

profe-

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

sora na temat Bachantek. Właśnie ta antynomia: porzą­
dek polis - porządek misteriów, czyli tego, co irracjonal­
ne. Zastanawiam się, czy tą ogólną antynomią nie moż­
na wyjaśnić również poglądów Platona na literaturę, na
poezję. Chodzi m i o ten zdecydowanie negatywny sto­
sunek Platona do boskiego szalu, o te fragmenty, w któ­
rych Platon powiada, że poezja, muzyka porusza te stru­
ny duszy, które nigdy drgać nie powinny. I czy nie jest
to właśnie dalekie echo tego przeciwstawienia.
J a c e k Dobrowolski: Ważnym pytaniem, które tu
jeszcze nie padło, jest pytanie o to, czego szukamy
w misteriach i jakich bogów przyzywamy? Jest na pew­
no rzeczą niebezpieczną, jeżeli przyzywamy bogów nie­
bezpiecznych. Jeżeli szukamy tego, co nieśmiertelne,
jeżeli szukamy światła, to nie uda nam się tak łatwo do
niego dotrzeć, ponieważ wędrujemy przez naszą pod­
świadomość, która w większości tradycji przedstawia­
na jest w sposób piekielny. Zmagamy się z tymi potwo­
rami i w końcu powinniśmy - jak na to wskazują losy
różnych herosów, bohaterów - dotrzeć do celu podró­
ży, do tego, co nieśmiertelne. A l e czy zawsze nam się
udaje, czy musimy przyzywać niebezpieczne potęgi, za­
fascynowani nimi? Z jakimi uczuciami do tego pod­
chodzimy? Czy jesteśmy kolekcjonerami, którzy zbie­
rają każde doświadczenia bo nas interesuje jakieś eks
tremum czy interesuje nas moc czy interesują nas
krwawe ońarv czv też chcemv iak naiszvbciei czv mo
że iak naisorawniei przedostać sie przez te wszystkie
warstwy nanwrności i dotrzeć do repo co nieśmiertel
ne. Otóż w tej chwili na świecie bardzo modne są
wszelkiego rodzaju stany zmienionej świadomości
modne jest słowo szamanizm, i jest batdzo wielu na­
uczycieli rozmaitej jakości. A musimy zawsze pamię­
tać, że „po owocach poznacie i c h " . Trzeba zawsze py­
tać, jaka to jest wspólnota. Czy ta wspólnota, która
oferuje jakieś misterium jest rzeczywiście wspólnotą
braterską, przepełnioną miłością i otwartą? I musimy
pytać, k i m jesteśmy, gdy do tego przystępujemy. Czy
tylko ulegamy fascynacji, bo jesteśmy znudzeni naszym
codziennym życiem, czy szukamy mocnych wrażeń,
czy też rzeczywiście poszukujemy prawdy, rozumianej
jako lekarstwo?
R i c h a r d S c h e c h n e r : Niezależnie od tego, co sami
myślimy, musimy wszyscy przyznać, że Santeria od­
prawiana dla Polaków ma zupełnie inne znaczenie,
niż ten sam rytuał odprawiany w jego naturalnym śro­
dowisku. Ja uczestniczyłem w rytuale Santerii na K u ­
bie i proszę m i wierzyć, że znaczy on tam zupełnie coś
innego. T a m na przykład n i k t nie ukrywa sytuacji od­
prawiania rytuału. T u wywieziono nas za daleko za
miasto, w ściśle dobranym gronie, więc pojawił się też
taki aspekt jak chęć uniknięcia skandalu. Nie unik­

158

niemy też chyba tego, że pojawienie się takiego zjawi­
ska w t y m a nie innym miejscu zawsze będzie w jakimś
stopniu egzotyką.
Mówimy t u wiele o przekazywaniu rytualnej wiedzy,
o tradycji rytuału. A przecież prezentacja Santerii
w Polsce pokazuje wyraźnie, że rytuał nie jest czymś
stałym, że wciąż się zmienia, odnawia, nieustannie
ustanawia nowe związki. Jak się wobec takiego zjawi­
ska zachować? Jakie mamy prawo uznać, że jakaś for­
ma rytuału jest „właściwa", „czysta" a inne są „nieau­
tentyczne"? Myślę, że tego typu hierarchie są niepraw­
dziwe i bezwartościowe. To, co jest wartościowe, to
pełna i oparta na równości wymiana. M y zbyt często
chcemy czcić, imitować, zachowywać zmitologizowany, „autentyczny" rytuał, używając argumentów typu:
„bo tak jest od wieków". Wczoraj, mówiąc o ramlili
w mieście Ramnagar wspominałem o takich elemen­
tach które Lizria.vva.i~ie Scj. za bardzo stare a w rzeczywi¬
stości pojawiły się kilkadziesiąt lat temu. T o pokazuje,
jak nieprawdziwe jest przekonanie że coś jest auten¬
tyczne bo pochodzi sprzed wielu lat a coś i n n e m nie
autentyczne, bo wykorzystuje n o w o c z e s n e środki i narzedzia la nie wierze w tern tvpu hierarchie W ogóle
nie wierzę w hierarchie, ale w różnorodność. Przywiążujemy n a przykład wielkie znaczenie d o transu, a prze­
cież wielcy aktorzy Z-ichodu też grają w transie A co
zrobić z postulatem zachowywania tradycji zachowy­
wani?! ryTnałnw

w n h p r r a l c i r h 7i?iwisk i a k oWalecyanip

kohier
Afwce albo
srare nrzeriez
rradvcyi
KODiet w ruryce,
diuo, hardzo
oaruzo stare
przecie i trauycyj
ne

rvrnnlv

w r z a s i e k r r n / r h s k ł a d a ł o sie o f i a r v z l u d z i

N i e można zakładać

że w s z v s r k o

co h a r d z ,

r a r r iesr

i n ż z rracji
a r i i tego
t ę p o bDarcizo
ardzo w
artośYiowe n
ie m
o ż n n zawężać
zaweżar
juz
wartościowe,
nic
można
poia opserwacji t y i K o a o tego, co rzeicomo autentycz­
ne, wierzę w różnorodność, wierzę w potrzeoę intere­
sowania się tym, c o odmienne, c o nie powtarza niewol­
niczo wzoru, w zmienność, wierzę w proces historyczny
jalco prawdziwy przedmiot zainteresowania i oadania.

Włodzimierz i&gt;toniewski: N a zakończenie te, naszej:j długiej rozmowy chciałbym
cnciałbym przypomnieć pewne
wydarzenie. Kilkanaście lat temu organizowałem inne
sympozjum, w innym czasie - to byt jeszcze komunizm,
była żelazna kurtyna, żyliśmy w całkiem innej rzeczywi­
stości. Sympozjum to było zatytułowane „Przyroda sło­
wa w tradycjach teatralnych . Zaprosiłem na nie wyko­
nawców roli Hamleta z różnych krajów, z różnych kon­
tynentów. Był wśród nich między innymi aktor, który
grał Hamleta w spektaklu Ingmara Bergmana, był Jerzy
Radziwiłowicz, który próbował rolę Hamleta ze Swinarskim, byli wybitni wykonawcy tej roli z Norwegii,
z Japonii. Byłem nawet o krok od zaproszenia Smoktunowskiego. Wszyscy oni mówili o momencie transgre­
sji. A l e najciekawszą osobą był Joseph Chaikin, który
nie grał nigdy roli Hamleta, natomiast był wówczas cią-

�„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

gle jeszcze w fazie rekonwalescencji po bardzo ciężkim
wylewie. I on czytał swój bardzo piękny poemat, który
się nazywał Wojna w niebie . Czytał ten poemat czło­
wiek, który na skutek wylewu stracił mowę i odzyski­
wał ją czytając. Wszyscy mieliśmy poczucie, że mamy
do czynienia, inaczej się tego nie dało ująć - z miste­
rium, że mamy do czynienia z rolą, której nie możemy
już ujmować w kategoriach artystycznych, że mamy do
czynienia z sytuacją, w której magia nieustannie się
przeplata z teatrem, ponieważ był to występ publiczny.
Sposób, w jaki o n walczył ze swoim ograniczeniem wy­
mawiając słowa tak, jakby rzeźbił je z kamienia, był
obezwładniający. Mieliśmy do czynienia z teatrem, ale
mieliśmy jednocześnie do czynienia z misterium mortis.
Mówiono — to jest zwykłe szmaństwo, to nie jest teatr
- takie różne rzeczy
1

Ja przez te wszystkie lata zawsze miałem taką reflek­
sję, że moment graniczny, w którym misterium czy rytu­
ał łączy się z teatrem, to jest moment szczególnego ro­
dzaju wysiłku, szczególnego rodzaju trudu, trudu prze­
kroczenia swojego własnego ograniczenia, trudu prze­
kroczenia progu swoich własnych możliwości. I jest to
właściwe zarówno zjawisku rytuału (wczoraj mieliśmy
z tym do czynienia) jak i pewnym stanom w teatrze.
Bardzo m i przykro, że doszło do kontrowersji między
mną a doktorem Guszpitem i doktorem Taranienką,
którzy są zwolennikami naszego przedstawienia, ale
w trakcie procesu prób myśmy się zatrzymali w punk­
cie, który dopiero dla nas stawał się najbardziej ape­
tyczny, najbardziej pociągający i który kieruje nas k u
misteriom starożytnej Grecji i k u współcześnie żywym
tradycjom rdzennym, w których mamy do czynienia

k

159

z rytuałem. W odniesieniu do obu tych sfer doznaję te­
go stanu pokory, o którym już wspomniałem. Doznaję
go wtedy, kiedy mam do czynienia z niezwykle precy­
zyjnym przekazem wiedzy. Czyli w stosunku do na­
ukowców, którzy mnie instruują, tak jak profesor Danielewicz, dzięki któremu, między innymi, Metamorfo­
zy mogły powstać, którzy mnie instruują, jak pewien
materiał do którego sięgamy, materiał archaiczny, mo­
że a jak nie może być potraktowany i również wpadam
w stan pokory, kiedy mam do czynienia z Santero, któ­
ry mówi m i , jak fraza zaklęcia może być, a jak nie mo­
że być zaśpiewana.
Myślę, że do wielu kwestii, które poruszyliśmy pod­
czas tej dyskusji wielokrotnie jeszcze będziemy wracać,
bo są to sprawy ważne, bodaj, czy nie jedne z najważ­
niejszych w dzisiejszej kulturze i w dzisiejszym teatrze.
Bardzo dziękuję Państwu za to spotkanie i wszystkim
Państwu na widowni za uwagę i cierpliwość, z jaką ze­
chcieliście nas wysłuchać.
(oprać. Dańusz

Kosiński)

Schechner użył t u oczywiście angielskiego słowa

performance,

Przypisy
1

które ma nieco inne zabarwienie znaczeniowe niż polskie
„przedstawienie" czy „widowisko" odnosząc się raczej do samej
czynności, a nie do faktu obrazowania czego lub pokazywania
czegoś. N a tę istotną różnicę zwracał uwagę m . i n . Jerzy Gro­
towski (zob. J. Grotowski, Przemówienie

doctora honoris causa,

„Notatnik Teatralny" 192 n r 4, s. 24). Zwracam uwagę na tę
różnicę, ponieważ odwołanie do samej czynności pozwala swo­
bodnie obejmować t y m samym słowem i rytuał (ritual perfor­
mance) i teatr (theatrical performance).
2

O p u b l i k o w a n y w polskim tłumaczeniu Grzegorza Godlewskie­
go w „Dialogu" n r 6 z 1988 r.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11166" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11144">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/89c74f616add1af0b59606fbfb280607.pdf</src>
        <authentication>0521eec22efe1dcd3d1f2fc141e2fccd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133130">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3044</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133131">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133132">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2848</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133133">
                <text>Taniec z tradycją jak z wazą François / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133134">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.194-239</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133135">
                <text>Bartol, Krystyna [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133136">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133137">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133138">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133139">
                <text>T A N I E C Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ F R A N C O I S . R O Z M O W A O G A R D Z I E N I C A C H I M E T A M O R F O Z A C H

niu spektakli, i związany jest dłużej z dziejami „Gardzienic", zabrał głos pierwszy, prawda? A ci, którzy ze­
tknęli się raczej później i już na etapie gotowego spek­
taklu, np. Metamorfoz włączyli się w odpowiednim mo­
mencie. Taką miałbym propozycję.

Taniec z tradycją
jak z wazą Francois
Rozmowa o Gardzienicach
[Metamorfozach

Włodzimierz Lengauer: Cisza nie może się prze­
dłużać, bo taśma leci, więc...
Włodzimierz Staniewski: Wobec tego ja powiem
anegdotę na temat cichych taśm. Zdarzyło się przed la­
ty, w zimę stulecia. Za komunizmu śniegi były kopne.
Jak przysypywało drogi to trzeba było chodzić polami,
z pól bowiem śnieg wywiewał kontynentalny wiatt.
Owej zimy czekaliśmy chyba ze dwa tygodnie aż pojawi
się pług, który udrożni przejazd z Gardzienic do Piask.
Właśnie przyjechał Andre Gregory, który robił film

Krystyna Bartol, Anna
Wyka,
Zbigniew Benedyktowicz, Jerzy
Danielewicz,
Jacek Dobrowolski, Ireneusz
Guszpit,
Dariusz Kosiński, Tomasz
Kubikowski,
Wbdzimierz Lengauer, Czesław
Robotycki,
Tomasz Rodowicz, Maciej Rychły,
Włodzimierz Staniewski, Zbigniew
Taranienko,
Lech Trzcionkowski,
Magdalena
Bartnik,
Agata Zyglewska, Paweł Passini

Włodzimierz Staniewski: W i t a m szanownych go¬
ści. Cieszę się, że możemy kontynuować w Gardzieni­
cach debatę rozpoczętą w Krakowie. Odbywa się ona
przy okazji jutrzejszego spotkania noworocznego. Był­
bym bardzo rad, gdybyście wzięli Państwo udział
w Zgromadzeniu z lokalną społecznością. Moja rola na
tym się kończy. Przekazuję glos panu Zbigniewowi Benedyktowiczowi, który będzie to spotkanie prowadził.
Zbigniew Benedyktowicz: Dziękuję. Chciałbym
zaproponować, żeby nasza rozmowa ogniskowała się
wokół tych trzech punktów, pytań, wątków, z którymi
zwtóciliśmy się do Państwa wcześniej, a które szczegól­
nie są dla nas interesujące:
1.
2.

3.

Moje doświadczenia współpracy z „Gardzienicami."
O Metamorfozach - prosilibyśmy o wypowiedzi
na temat ostatniego spektaklu i towarzyszącej
mu eksplikacji, o tej drugiej części - „Zgroma­
dzeniu", które następowało po spektaklach.
Znaczenie i rola inicjacji i misteriów w kulturze
współczesnej.

0 nas. Miał świetną ekipę z „National Geographic".
John Heilpern, który napisał książkę o wyprawie
Brooka do A f r y k i był narratorem tego filmu i robił ze
mną wywiad. Siedzieliśmy w tzw. internacie, było gru­
bo poniżej zera, więc siedzieliśmy w kożuchach. Heil­
pern zadawał m i pytania, które same w sobie zawierały
odpowiedź. Mogłem odpowiedzieć „tak" lub „nie".
Mogłem milczeć. Chiquita i Andre Gregory popijali
whisky żeby nie zamarznąć. Ja milczałem. Pauzy się
przedłużały a ziąb dokuczał. Lee Harvey, akustyk
z „National Geographic", w tej coraz bardziej zagęsz"
czającej się ciszy podsuwał nam mikrofony pod nos.
Teraz i Heilpern milczał. I m my obaj coraz bardziej za"
padaliśmy się w milczenie, t y m natrętniej Lee podsu­
wał te mikrofony. Ja milczę, Heilpern milczy. Harvey
podsuwa mikrofon Heilpernowi, podsuwa mnie, pod­
suwa Heilpernowi, podsuwa mnie. N a to Heilpern mó­
w i : „Lee, po cholerę ty ten mikrofon podsuwasz?"
A Harvev na to' ła musze mieć te cisze w Nowvm lork u ! Ja muszę mieć tę ciszę!" I have to have this silen­
ce i n New Y o r k ! " Ciszę Dzikiego Wschodu
A n n a W y k a : M a m jedno pytanie. Jeśli pamiętamy
1 czy pamiętamy, kiedy, kto z nas był tutaj po raz pierw­
szy? Wtedy jeszcze tego salonu nie było.

Zaczynamy naszą rozmowę późnym wieczorem
i pewnie zdołamy teraz jedynie część z tych wątków po­
ruszyć, do innych powrócimy jutro. Nie ustalaliśmy t u ­
taj żadnego porządku, liczę na to, że te punkty są na ty­
le otwarte, że od każdego z nich możemy zacząć.
Jerzy Danielewicz: Niemniej jakiś porządek chro­
nologiczny został zaproponowany, a więc myślę, że by­
łoby sensownie, aby ktoś kto uczestniczył w powstawa­

Czesław Robotycki: Ja mogę odpowiedzieć na to.
Mogę odpowiedzieć tak: pamiętam, kiedy w Krakowie,
przyprowadzony został przez koleżankę do mnie do do­
mu Włodek, o którym powiedziała, że właśnie poszu­
kuje on miejsca na teatr. Staniewski zaproponował m i
abym pojechał z n i m jako etnograf znający okolicę, by
wybrać odpowiednie miejsce. Tak poznaliśmy się. Jeź­
dziliśmy po Południowej Małopolsce i szukaliśmy miej­
sca na Włodkowy teatr. Z wielu miejsc był bardzo nie­
zadowolony, dlatego zaprosił nawet do współpracy cy­
gańskiego eksperta i próbował zahaczyć się koło Sza-

194

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH
flar, gdzie jest osiedle cygańskie. Zawiódł się O n na Cy­
ganach spodziewając się, że będą to ludzie pełni auten­
tycznej ekspresji. Okazało się, że w kontaktach z inny­
mi grają oni przypisywane i m społecznie role ludzi
z marginesu pozostając w zgodzie z oczekiwaniami, ja­
kie wynikały z kontaktów ze światem zewnętrznym.
Nie przypuszczam, by udało się wam (twojej Włodku
grupie) przeniknąć pancerz podwójnej osobowości
zbiorowej, jaki od lat wyrobili sobie Cyganie.

Czesław Robotycki: T y m samym, jeżeli można żyć
teatrem, można żyć rytuałem. Kiedyś życie w zgodzie
z rytuałem było czymś normalnym (to takie powszech­
ne antropologiczne przekonanie), a teraz żyjemy
w wielce zróżnicowanych zbiorowościach, odgrywamy
wiele ról społecznych i całościowe spełnienie rytualne
jest niemożliwe. Stwierdzam tu fakty dość banalne, ale
one zahaczają o samą istotę tego, czego kiedyś szukał
w teatrze Włodek, gdy powstawały „Gardzienice".

Taki był początek naszej znajomości i takie ówcze­
sne Włodkowe peregrynacje po Polsce południowej,
które zakończyły się niepowodzeniem.

Włodzimierz Staniewski: Tak, tam było jednak
trochę inaczej, bo myśmy się na Cyganach nie zawiedli.

Włodzimierz Staniewski: N o , nie! Zasiedliliśmy się.
Czesław Robotycki: Nie osiedliliście się. Powie­
działeś wtedy, że jednak to nie jest, to czego szukasz.
A przyznam, że wtedy byłem pełen wątpliwości
i w trakcie naszych podróży cały czas prowadziliśmy
dyskusje. Ja byłem pełen wątpliwości co do formy, któ­
rą wymyślił sobie Włodek, a O n przekonywał mnie, że
są jeszcze takie miejsca, że muszą być jeszcze tacy l u ­
dzie i środowiska, w których O n będzie mógł zrealizo­
wać swoją ideę wyłuszczaną m i w czasie wspólnych
pierwszych poszukiwań.
Włodzimierz Staniewski: T o był „program wiejski".
Czesław Robotycki: Tak, to był początek. A ja Go
przez cały czas przekonywałem, że takich miejsc już nie
ma, że to już jest niemożliwe. I ten rodzaj sceptycyzmu
do dzisiaj gdzieś we mnie tkwi i uważam, że mógłby on
nawet przy naszych obecnych rozmowach wybuchać.
Pozostaje bowiem kwestia właśnie autentyczności ob­
rzędu, rytuału i teatru w naszym współczesnym świecie,
w którym nie ma miejsca na jednoimienne wzorce kul­
tury funkcjonujące kiedyś w społecznościach tradycyj­
nych a takich nasz pan dyrektor poszukiwał. Znalazł
coś bardzo ciekawego, co stało się później zaczynem ca"
lego ruchu, ale to już następna faza Jego działań i o tym
nie chcę mówić. Było rodzajem paradoksu poszukiwa­
nie autentyczności w kulturze ludowej lub w rozma­
itych środowiskach lokalnych, ponieważ one już wtedy
nie renrodukowałv idiomu kultury ludowei nie bvł on
iedvnvm w którym m o d y sie one snełniać Uczestnicy
ei kultury trafiali i ¿vii w różnych kreeach soołecznych
i w związku z tym musieli sie wytrenować w rozmairych
sposobach odgrywania ról społecznych. I to jest to, co
nas przecież także dotyka. Dlatego nieustannie w każ­
dej sytuacji powtarza się kwestia autentyczności, czego
poszukuje się w teatrze, czego poszukuje się w rytuale.
To są pytania ważne do dzisiaj...
Anna W y k a : I czego się poszukuje w życiu.

Czesław Robotycki: Ja odnosiłem wówczas wła­
śnie takie wrażenie.
Włodzimierz Staniewski: Nie zawiedliśmy się,
a nawet, te doświadczenia, które mieliśmy z Cyganami
przez pierwsze lata były dość istotne dla sposobu ujęcia
scenicznego, do ujęć scenicznych w pierwszych pró­
bach, przy pracy nad Rabelais i przy pracy nad Mickie­
wiczem. Jest tam natomiast ciekawy szczegół. Całe wa­
sze towarzystwo: Stomma, Robotycki, Benedyktowicz...
Zbigniew Benedyktowicz: Mnie tam nie było.
Włodzimierz Staniewski: Nie, ciebie nie było,
jednak...
Czesław Robotycki: Jak to nie było? W towarzy­
stwie był!
Włodzimierz Staniewski: W y mieliście taki ośro­
dek badawczy nad Bugiem. Jeździliście wtedy nad Bug.
M n i e to bardzo zainteresowało. Ja pochodziłem z za­
chodu, wychowany na zachodzie Polski, nie bardzo
zdawałem sobie sprawę czym ten wschód pachnie.
Drogowskaz w tę stronę trochę wyszedł od was. Te
pierwsze impulsy szły z rozmów na temat stanu i sytu­
acji kultury ludowej. I tu troszeczkę mam wrażenie, że
przeczysz sobie, bo tam ta wasza stacja badawcza była
ostatnią, zdaje się, redutą, ostatnim, zdaje się, miej­
scem, gdzie ten autentyzm istniał. I jeżeli jest to nie­
prawda, to znaczy, że wpuściliście mnie w maliny.
Czesław Robotycki: Powiem inaczej. M y nawza­
jem nie wpuściliśmy się w maliny, ponieważ każdy z nas
czegoś innego szukał. M y poszukiwaliśmy pewnego sta­
nu świadomości bez prób rekonstrukcji stanów archa­
icznych, po prostu stwierdzaliśmy stan taki, jaki on był.
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że na, tak zwanej,
„ścianie wschodniej" elementy światopoglądu tradycyj¬
nego przetrwały wyraźniej wśród współczesnych form
światopoglądowych. Ale, według mnie, nie istnieją one

195

��TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH
autonomicznie, lecz tworzą nową synkretyczną formę.
I ta synkretyczną kultura była przedmiotem naszych ba­
dań. Tu trzeba dodać słówko o rodzaju inspiracji lub za­
łożeniu, jakie czynią ci, którzy ruszają na poszukiwanie
kultury ludowej. Mają o n i z tyłu głowy takie założenie:
kultura ludowa - to autentyczne przeżycie świata. M y ­
ślę, że wtedy takie założenie C i przyświecało, jasne, że
z czasem Twoje poglądy ewoluowały, dojrzewały i dzi­
siaj precyzyjnie punktujesz swoje stanowisko. A ja jako
etnolog próbowałem Cię wtedy ostudzić w zapałach
twierdząc, że w kulturze ludowej, tak samo jak w in.nych, odbywa się też proces mimikry, gry pozorów i nie­
prawdy, ponieważ taka jest istota życia społecznego, po
prostu. I taki był chyba początek naszego spotkania.
Włodzimierz Lengauer: Obawiam się, że troszkę zo­
sta! zakłócony ten porządek rozmowy, ponieważ pytamy
właściwie pana Staniewskiego jaki był jego początek za­
miast mówić o tym, jaki był nasz początek spotkań
z „Gardzienicami". Co tym bardziej mnie wobec tego
ośmiela i wręcz prowokuje do dalszego odpytywania pa­
na Staniewskiego. Bo moje doświadczenia współpracy
z „Gardzienicami" są bardzo niedawne. Jestem chyba
najmłodszy z tego punktu widzenia. Dopiero dwa lata te­
mu spotkaliśmy się, a pretekstem do tego były Metamor­
foza rzecz jasna, wtedy już gotowe. I tu muszę powiedzieć
od razu z pewnć^ dozą kokieterii oraz nieszczerą skrom­
nością, zawsze powiadam o sobie, że jestem po prostu
prosty historyk. Reprezentuje dyscyplinę która sie kie¬
dyś nazywała Altertumsuiissenschaft. I to, co przed chwilą
pozwoliło panu na taki skok oto pojawiła się kwestia po
czątku, kwestia kultury ludowej, kwestia tego czego pan
szukał tu. To wobec tego jak to sie stało że teraz jest tu
rai aż czterech filologów klasycznych Jeśli i mnie do nich
można zaliczyć również to jak to sie stało że od kultury
ludowej do filologii klasycznej? Gdvbv pan to
właśnie
takiemu jdK
iak jd,
ia który
do tego
widsme komuś
KUIIIUS tdKiemu
Który nainóźniei
iidjpozmej uo
towarzystwa dołączył i jest tego ciekaw
Włodzimierz Staniewski: Stawiacie mnie pań­
stwo w trudnej sytuacji każąc tak u wstępu robić spo­
wiedź z dwudziestu czterech lat działalności. Proszę po­
zwolić mi spasować. T y m bardziej, że to by było wbrew
założeniom...
Włodzimierz Lengauer: Nie, nie!
Czesław R o b o t y c k i : A l e pytanie pana profesora
Lengauera jest tu bardzo ważne!
Włodzimierz Lengauer: Pan jest...
Anna W y k a : Mogę, mogę coś powiedzieć, bezczel­
nie? Absolutnie bezczelnie - T o oczywiste!

Czesław Robotycki: Rodzaj odbytej drogi?
A n n a W y k a : Że ta droga tak wyglądała. O d kultu­
ry ludowej do kultury antycznej. Nie mogła inaczej wy­
glądać. Tak myślę. N a szczęście...
Czesław Robotycki: Może pani profesor rozwinie
tę myśl, dlaczego to oczywiste?
Włodzimierz Lengauer: Dla mnie ona nie jest
właśnie taka oczywista, a rzeczywiście jest interesująca.
A n n a W y k a : A co może być początkiem dla ludzi
żyjących w tym skrawku Europy? Tak niedaleko od
Lwowa, tak niedaleko od Wilna...
Zbigniew T a r a n i e n k o : T o oczywiste. Staniewski
się ucywilizował...
C h ó r mieszany: (śmiech)
A n n a W y k a : Po prostu się dokopał do genów.
Włodzimierz Lengauer: Ja z kolei bym powiedział,
że m i się nigdy nie wydawała starożytność klasyczna tak
oczywistą przeszłością. T u bym miał dużo wątpliwości.
A n n a W y k a : Ja nie mam. Spacerując po Lwowie
nie mam cienia wątpliwości, skąd się wywodzimy. Eu­
ropa środkowo-wschodnia.
Włodzimierz Lengauer: N o tak, oczywiście.
A n n a W y k a : Właśnie. T a m architektura jest prze­
cież „podszyta" antykiem.
Włodzimierz Lengauer: T o akurat dotyczyć wte­
dy może każdego zakątka Europy, chyba jeszcze tak.
A l e nie jest dla mnie takie zupełnie oczywiste ani
związki teatru współczesnego z teatrem starożytnym,
ani w ogóle związki kultury współczesnej, naszych po­
trzeb kulturalnych z kulturą starożytną. Mnie na przy­
kład bardzo interesuje czego szukał pan Włodzimierz
Staniewski. T y m bardziej że, dość to jest banalne
i wszyscy z państwa zresztą i czytali i słyszeli podobne
wypowiedzi, z którymi nie raz się spotkałem. Ostatnio
słyszałem pewnego przyjaciela, którego zdanie bardzo
sobie cenię, który był na Metamorfozach, które widział
po raz pierwszy niedawno i był nieco zdziwiony, bo jak
powiada- T o nie ma nic wspólnego z tekstem Apulejusza". Przyjął także i mój punkt widzenia że to mniej
wiecei o to chodziło że nie musi mieć nic wspólnego
z tekstem Anuleiusza Ale przecież ten problem oczy
wiście istnieje co ze starożytności klasycznej z owych

197

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIEN1CACH I METAMORFOZACH

wątków klasycznych i dlaczego dzisiaj czerpiemy i jak

stopadzie po raz pierwszy. Przyjechałem tutaj, żeby po­

mamy do tego podchodzić? Nie jest dla mnie absolut­
nie oczywiste, że właśnie akurat nie tylko Metamorfoz

jechać na Wyprawę. I co się okazało, że na drzwiach tej
chaty, która stoi vis-à-vis wisiała kartka: „Ireczku drogi

ale pojawiające się tam inne odniesienia, to co w Me¬

spotykamy się pod Janowem koło lasku". Więc apidt' '

tamorfozach pan Staniewski odczytał, czego właśnie

ttzeba było przejść pieszo pięć kilometrów do Piask, po­
tem na coś się załapać, dojechać do Lublina - ja mó­

w tekście Apulejusza może wcale nie ma. Nie jest dla
skiej kultury ludowej, że to ma coś wspólnego z poszu­

wię takim zarsonowvm iezvkiem trochę żebv oddać
iak to było - co to znaczy o wtedy noiechać do łanowa

kiwaniami pana Staniewskiego sprzed lat i dlatego

Wysiadało sie a lanowem nrawda norem szło sie i»

mnie ta droga interesuje.

k a l n o l n a d r L Na rei nolnei H r o i e snntkałem

mnie wcale oczywiste, że to jest akurat przeszłość pol­

7

nikrZi

• h l

n

l

v

r

i

w

f We

r l

ÏL

\1 i '

A n n a W y k a : A jakby tak odjąć te przymiotniki?

na której jecnau m m którzy mniej więcej
jak,a,
me byli z zespołu... Zatem było to bardzo wczesne,

Włodzimierz Lengauer: T o znaczy które?

i w takim właśnie miejscu, pozna jesienią, jeżeli chcą bym na podstawie tej cos mowie, co by konstytuowało
tę drogę co charakteryzowałoby to, co stało się poz-

A n n a W y k a : „Polska" i „ludowa".
Włodzimierz Lengauer: Nie da się ich, moim zda­

mej, co dawało szansę na zastanowienie się, jak łączą
się te wątki: obrzęd, kultura, dotykanie rytuału, wy­

niem odjąć. Nie da się odjąć przymiotnika „polska" od
kultury polskiej. Jest coś takiego jak kultura polska. Je­
stem o tym głęboko przekonany.

dzieć, że pierwsze, co było charakterystyczne dla Gardzienic i dla tych, którzy chcieli przyjść do Gardzienic,

A n n a W y k a : Ostatnio bardzo w Warszawie kryty,
kowano, że Kongres Kultury Polskiej nazywał się K o n ­
gresem Kultury Polskiej, tak jakby nie było Uktaińców
i innych narodowości w naszym kraju o obywatelstwie
polskim. Sugerowano, że powinien był się nazywać
Kongres Kultury

Pohla.

Włodzimierz Lengauer: H m .

chodzenie poza życie codzienne. T o trzeba by powie­

to tak naprawdę trzeba było wziąć plecak na plecy i wy¬
ruszyć. Wyruszyć, iść, dojść gdzieś tam. T o jest cecha
pierwsza. Po drugie, trzeba było sobie zdać sprawę z te­
go, że szło się w miejsca, które tak na dobrą sprawę by­
ły pod każdym względem obce. Ja przypominam sobie
zgromadzenie wieczorne w tejże wiosce o wdzięcznej
nazwie Granna-Bubel [właść.: Bubel-Granna - przyp.
red 1 edzie wyraźnie istniała ta zasada która charaktervzuè słowo b a r t e r " - n i e ś ń za nieśń działanie za dzm
łanie
newnei ciiwui
chwili zwiucu
zwrócił się
sie ^espui
zesnół do mieszkań
ldiue. 1 w pewnej
r ó w wioski7nśniewnirie swoje
swoie pieśni.
nieśni " Naa co
r o 7ar7Pfn
cow
W I O S K I , zaśpiewajcie
ac ę

A n n a W y k a : Ja mam kłopot z przymiotnikiem
„polski". Po prostu. Za Gombrowiczem.
Włodzimierz Lengauer: Ja się zgadzam, że kłopot
pewno istnieje, ale jednak jestem na tyle konserwatyw­
ny, że wydaje m i się, że jest właśnie coś takiego jak k u l ­
tura polska i także jest coś takiego jak kultura ludowa.
Co do tego, wydaje m i się, że to powinniśmy na począt­
ku przynajmniej sobie założyć i takie rozróżnienie przy­
jąć. Oczywiście możemy mówić o tym czy istnieje k u l ­
tura w ogóle, tylko wydaje m i się, że do niczego to nie
prowadzi, że musimy sobie jakoś roboczo pewnych roz­
różnień dokonywać. Tak jak mówimy, że istnieje filo­
logia klasyczna jako dyscyplina i ten przymiotnik „kla­
syczny" jest wtedy niezbędny. Tak jak mówimy, że ist­
nieje starożytność klasyczna i on jest niezbędny, bo sta­
rożytność klasyczna różni się czymś od starożytności ja­
ko eooki w dzieiach Australii Syberii i paru innych
kontynentów i mieisc Nie widźe możliwości rezvmacii
z tych przymiotnikowi
Ireneusz Guszpit: Otóż patrząc na te etapy drogi,
proszę państwa, ja tutaj przyjechałem w 1978 roku w l i ­

śpiewać j a a ą wozy kolorowe . L.zemu „jadą wozy Ko­
lorowe . ano temu
jak później wyszło, kiedy juz poszismy na przyjęcie zrobione przez Koło Uospodyn
Wiejskich - ze kiedy działający w tej wiosce zespól Ko­
ła Gospodyń Wiejskich pojechał do Krasnystawu do
powiatu i zaśpiewał swo, repertuar czyli te chachłac
kie pieśni, okazało się, ze został zdyskwalifikowany za
zły repertuar. Więc śpiewano to, co było prawomyśhr
i co było „dobre". Po trzecie: odsłaniano coś, co wyda-;
wało się jasne, a tak naprawdę było absolutnie niejasna
i nieoczywiste. Czyli można by powiedzieć, że „Gardzie- ;
nice" uświadamiały tym, którzy pozostawali poza cen­
t r u m kultury oficjalnej, że ich kultura ma jeszcze jaki¬
kolwiek sens i jeszcze jest ktoś kogo to interesuje. Spra-j
wa kolejna, jeżeli byśmy chcieli mówić jeszcze na takinj
poziomie bardzo elementarnym. Otóż to, proszę Pań¬
stwa, że przychodziło się do ludzi. T o szalenie istotne,
kiedy wszyscy wiemy, że do Klubów „Ruchu", na wy­
stępy przyjeżdżały zespoły, estrady, autokar przyjeżdżał,
wysiadano z autokaru, odbywało się imprezę, itd....
A t u do wioski się szło. Praktycznie do wioski się szło,
to było parę kilometrów, paręnaście. Wszystko niosło
się na plecach i pchało się wózek. Zatem, ten człowiek!

198

;

�TANIEC ZTRADYCJĄ JAK ZW A Z Ą FRANCOIS. R O Z M O W A O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

widział, ci mieszkańcy poszczególnych wsi mieli nama­
calny dowód na to, że chciało się do nich przyjechać,
że dawało się z siebie coś aby do nich dotrzeć. I że nie
ptzyjeżdżało się w sposób taki oficjalny tylko dawało się
swój najprostszy wysiłek. I t o jest taka odsłona czwar­
ta. Sptawa piąta, o której należałoby powiedzieć to to,
że na początku „Gardzienic" był bardzo mocny rygor.
Rygor wszelkich działań i zespołu, i dla tak zwanych to­
warzyszących osób. T e n rygor brał się z kilku rzeczy.
Jak sądzę, trzeba było utrzymać dyscyplinę, by wytrzy­
mać to wszystko, na co człowiek się godził. Inaczej mó­
wiąc językiem elementarnym: biedny, od materialnej
strony pattząc, teatr przyjeżdżał w biedne terytorium.
To dokładnie było tak. Ja mogę sobie z rozrzewnieniem
przypominać, że jadło się chleb z białym serem i cebu­
la i dżem iako coś podstawowego Tvle może anegdoty
wstępnej zapamiętanej z pierwszej wyprawy.
W tych działaniach, wszystko co robił zespól było ta­
kim działaniem „mimo wszystko". T o znaczy, jeżeli na­
wet niosły te działania za sobą pewną metafizykę, to
w samych działaniach, w tym, co proponowano nie by­
ło tej metafizyki. Przypominam sobie na przykład jak
zapraszał Włodek do ćwiczeń porannych, do poranne­
go biegu. Otóż o n mówił tak: „Dajmy coś ciału." T o
było na takim poziomie, a nie: „A teraz jednoczmy się
tam, itd...." T e n kontekst był jasny. Kiedy było się
w rzeczywistości Polski, kultury polskiej, kultury Polski
- zgadzam się, że to sformułowanie jest lepsze. Należa­
łoby zapytać, jak ta działalność miała się w rzeczywisto­
ści kultury innej. Przypominam sobie jeden z wyjazdów
pierwszych, to była Francja. Kiedy byłem z „Gardzienicami" we Francji w 1979 roku w grudniu. Wędrowali­
śmy po Lotaryngii T o była taka dziwna zima bo cały
czas deszcz padał. I chciałbym powiedzieć o tym, jak
z jednej s trony ta rzeczywistość saktalizowała sie sama
D zez n L a d e k a ze strony drugiei iak orzyimowane to
L ł o n r z e z mieszkańców Otóż nrzynominam sobie iak
¡ L v

, wioski d o wiośld

sznsmy z W I O S K I eto

WIOSKI,

ra

l!Zl«m,

lasku w r v m l a s k u r o ś s i e i a d ł o
i

narW s t r o n i e
nbl

IZ

A

*ie w J i m

zatrzymaliśmy się w taKim

morrw r

T r r Z i M ^ r i

zesnół crał
W

7

s i

śniewał

T nLńomin.m
óh k 7 ' r

orne w tym
i omka u tanusza z O S O D , Które są
tutaj, stato się cos takiego, ze nastąpi! wybucn eksta­
tycznego tańca i śpiewu z tletem. Nie wiem, gdzieś t u ­
taj lomasz siedzi na pewno przypominasz sobie tę sy¬
tuację bardzo dobrze. 1 w tym deszczu przestało się
grać, i zaczęliśmy iść dalej, bo już nie było sensu chro­
nić się pod drzewami. Kiedy doszliśmy do wsi, zaczęły
bić dzwony i deszcz przestał padać. N o więc, biły dzwo­
ny, „Gardzienice" doszły, rzeczywiście przypadek czy­
sty, ale kiedy „Gardzienice" weszły do wioski roz­
brzmiały dzwony w kościele i przestał padać deszcz.
Przestał padać. Przyszliśmy do takiej małej salki, to by­
ła salka katechetyczna gdzie Włodek, widziałem to po
raz pierwszy, postępował w sposób niezwykły, mianowi­

cie podchodził do każdej z osób i dawał jej w szklance
jakiś biały płyn i pastylki. Zachowywał się jak ojciec.
Wszyscy mokrzy. Kiedy doszło do mnie i wziąłem do
ręki tę szklankę i przechyliłem, okazało się, że Włodek
każdego częstował dawką spirytusu, czystego spirytusu
i witaminą „C", żebyśmy się nie rozchorowali. I to była
jedyna sytuacja w „Gardzienicach" jaką przypominam
sobie, że oficjalnie można było pić alkohol, a nawet
trzeba było go pić. T o też jedna z cech bardzo ważnych.
Jakiś czas ta wędrówka nasza po Lotaryngii trwała,
przypominam sobie, że na koniec tej wyprawy przyje­
chała deleracia do nas na konferencie nrasowa i wreczyła taki oora
obraz zdjęcie
czy to
zdl
czyta
ojęc e nie pamiętam
p mięmm^czy
to, było
oy o, zoję
cie, czy to byia g r a t u j w kazaym razie to byi na ciem­
nym tle taki jakiś bardzo jasny rozmaz, i kiedy zespól
pytał co to jest, to ofiarodawcy rzekli. ,,/Y to właśnie je­
steście wy „A to właśnie jesteście wy

J?

J

e

d

n

o

c

z

e

s

n

l

e

'

f^^TT

'

stawmIem

Włodkowi to pytanie, które było dla mnie wtedy wazne - do jakiego stopnia należy tworzyć język, kształto­
wać język artystyczny, żeby był językiem, który byłby do
zrozumienia poza naturalną sytuacją, poza swym kon­
tekstem, poza swoim środowiskiem. T o bardzo istotne.
Kiedy jesteś na terytorium swoim mówisz tym języ­
kiem, który jest znany, jesteś akceptowany, te reguły
gry są jasne, natomiast gdy wchodzisz w inny kontekst,
to rodzi się inna sytuacja. Myślę, że cała ta sfera wy­
praw poza swoje naturalne środowisko uczyła tego ję­
zyka, który stawał się językiem sztuki. Sztuki odnoszą­
cej się do tego wszystkiego, co absolutnie elementarne
i podstawowe. Może jest to jedna z dróg na to dojście,
przejście od kultury ludowej i przez kulturę ludową, do
kultury antyku do starożytnej Grecji o które pytał pan
profesor Lengauer.
1

Włodzimierz S t a n i e w s k i : Panie profesorze, taki
rodzaj próby przerzucania mostu między kulturą, na­
zwijmy ją swojską, a antyczną kulturą wysoką jest
w Apulejuszu w Złotym Osie. Apulejusz jest t u dobrą
wykładnią. Nasze przedsięwzięcia, które nazywałem
„wyprawy" postrzegane były najpierw jako pewnego ro­
dzaju fenomen socjologiczny. Ja się bardzo zżymałem
kiedy pracownia profesora Andrzeja Sicińskiego W oso¬
bach między innymi obecnej tutaj profesor A n n y W y ­
k i i kilku innych naukowców, Aldony Jawłowskiej, zaj­
mowała się nami jako zjawiskiem socjologicznym.
A dlaczego się zżymałem? A n o dlatego, że tutaj już
u poczęcia stały idee odnoszone do kultury i sztuki te­
atru. Przetwarzanie kultury ludowej i szukanie w niej
nie tvlko oarąfiańskiei rdzenności nie tvlko lokalizmu
ale szukanie w niei echa zamierzchłych czasów Rdzeń'
ność i tutejszość odniesioną do archaiczności, do anty­
ku m a m v w każdym dziele literackim które bvło two
rzywem do powoływania utworów scenicznych. Takim

199

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANÇOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

był pierwszy Rabelais - Gargantua i Pantagruel, takimi
były Dziady guślarskie, takim był Żywot protopopa Äw
wakuma, takim Carmina Burana i takim, jakby najle­
piej wypełniającym te idee okazał się Apulejusz. A p u lejusz, u którego tożsamość rdzenna, tubylcza, ziemskość łączona jest z sytuacjami mitologicznymi. U nie­
go w szczególnie szczęśliwy sposób obie perspektywy się
dopełniają. Ta rdzenność i rodzajowość wiejskich
w końcu przypadków, które mamy rozpisane w Złotym
Ośle odpowiada - wypisz wymaluj - scenariuszom życia
codziennego dzisiejszej wsi. I to w wielu kulturach, nie
tylko w naszej kulturze. I dalej idąc, u Apulejusza ob­
rzędowość życia codziennego przeskakuje nagle do ob­
rzędowości mitycznej.
Można sobie zadać pytanie czy Wesele Wyspiańskie­
go jest scenariuszem na temat zachowań lokalnych,
czy też jest wspaniałą transpozycją myślenia mitolo­
gicznego.
Zbigniew Benedyktowicz: W nawiązaniu do py­
tania pana profesora Lengauera o tę drogę jaka prze­
mierzyły „Gardzienice" od kultury ludowej do staro­
żytnej Grecji. Widziałbym tutaj rzecz w t y m sensie
oczywistą, w jakim motyw ten pojawił się w wypowie­
dzi pana Guszpita. T o znaczy oczywisty moment an­
tropologiczny, czy etnograficzny, kiedy była t u mowa
o spotkaniu z obcością. Zafascynowanie kulturą ludotakże i sięgnięcie po przewodników etnograficz­
nych w swoich poszukiwaniach
o czym mówił pan
profesor Robotycki - w ogóle te wyprawy do kręgu
kultury ludowej, to było pewnym zetknięciem się z sy~
tuacją obcości. I można by zatem powiedzieć, że wła¬
śnie te wyprstwy musiały doprowadzić w końcu do ter'
ra i n c o m i t a iaka dla współczesnego człowieka jest
starożytność bo jednak jesteśmy pod t y m względem t u
lokalnie wviâlowieni przez czterdzieści lat takiej a nie
innei edukacji T o iest ziemia dziś znana przeważnie
sner alisrom 7reszta dla mnie iest to rvs snecvficznv
rharakrervstvrznv dla poszukiwań iakie sie nodeimu
iernrai w T a r d L n i r a r h " Rn t w i ś c i e można no
wiedzieć, że każdy artysta, człowiek teatru,'reżyser bio­
rąc na warsztat jakieś dzieło zwraca się do'specjalistów
od danej epoki, czyta krytyków literackich, opiera się
na jakiejś wiedzy naukowej. A l e wydaje m i się, że t u ­
taj jest to rys bardzo znamienny, szczególny. Spośród
wszystkich przymiotników jakimi określano, czy moż­
na by określać teatr „Gardzienice", uderzył mnie ten
użyty przez profesora Schechnera podczas dyskusji pa­
nelowej w Krakowie, a mianowicie, że jest to teatr
postmodernistyczny. Zapamiętałem to, bo było to ude­
rzające chyba nie tylko dla mnie. W odpowiedzi Staniewski ogłosił ze sceny koniec postmodernizmu. M o ­
że jeszcze wrócimy do tego wątku. W przeciwieństwie
do diagnozy Schechnera dla mnie „Gardzienice" to

nie teatr postmodernistyczny, także nie teatr antropo- I
logiczny, czy etnograficzny lecz teatr hermeneutyczny,
który potrzebuje pomocy znawców, naukowców, filo­
logów, w tym przypadku filologów klasycznych, histo­
ryków starożytności, żeby pokonać tę obcość i wejść
na tę współcześnie właśnie nieznaną, zapomnianą, czy
niezrozumiałą ziemię i znaleźć się w kręgu jej mowy.
I w rezultacie pokazywać, to, o czym pan profesor po­
wiedział. Że jest to odczytanie Apulejusza skierowane |
do współczesności. Nie jest to łekcja martwego języka.
Zresztą ta druga część jakby eksplikacji, to zgromadze­
nie po spektaklu, gdzie pokazuje się drogę dochodze­
nia do utworu, tworzy coś takiego, co już nie jest te­
atrem co nie jest czystymi studiami ale zdaje relację
ze studiowania, jest swego rodzaju studium przedmio­
t u . I jest tam też sporo elementów zabawy, w samej
prezentacji, w odsłanianiu warsztatu, w tej eksplikacji
zawarty jest finał spotkania z nieznaną, zapomnianą,
albo jeszcze niekiedy obcą, niezrozumiałą kulturą,}
przeniesienie jej, przełożenie na język współczesny, i
Przecież całe te partie „wykładu" Staniewskiego
o t y m - jak mówiąc językiem współczesnym - „globalistyczna" była sytuacja w starożytności, jak nie mamy!
do czynienia z jedną, czystą sytuacją kulturową w sta­
rożytności, że to są wątki wędrowne, że to są migracje
idei, krążenie wierzeń, tekstów, pokazują w jaki spój
sób ów przekład się dokonuje. Dlatego widzę tu wła­
śnie jedno z określeń dla tych działań podejmowa­
nych przez „Gardzienice" jako działanie hermeneutyczne. Jeżeli przypomnieć ten rys hermeneutyki,
o której mówi się, że kiedy, jakaś ttadycja, jakiś języki
zostaje zapomniany, niezrozumiały, pottzebuje odczy-f
tania, potrzebuje interpretacji, to wtedy pojawia się
hermeneuta. W t e d y sięga się do specjalistów, a tych,
na różnych etapach działalności „Gardzienic" było
przecież bardzo wielu.
Moje doświadczenia spotkania z „Gardzienicami",
jest też bardzo świeże. Mógłbym powiedzieć, że towa­
rzyszyłem „Gardzienicom" z oddali. Zaczęło się to od
tego numeru teatralnego „Kontekstów", przygotowy¬
wanego przez ówczesnego redaktora naczelnego Alek­
sandra Jackowskiego 1 Konteksty" 1-2/19911 gdzie
tylko c zytałem artykuły wtedy powsi ałe tutaj parnietam teksty pana Mariusza Gołaja Tomka Rodowicza
oraz relacje innyc h uczestr lików tefi o teatru założycie­
li nć źnieiszego teat ru Wegaity" Pogranicza" - Wa
cława Sohastka K r z y s z t o f o L ż V w s k L o Właściwie
doniero nierws™ r J n r r y i e r h a ł e r n tu Ho Gardzenie
J ^ I m roku A 1 P LII
ren rałv r.as słyszałem d
w zesziym roku. £ i e przez ten ca y czas s y a
koiegow antropologów o organizowanym przez. w a i
spotkaniacn, sesjach n a u k o w y m , jako nieoyto oka
by mógłbym wziąć w ruch udział, ciągle jednak Dyl toj
dla mnie przykład takiego teatru, który bardzo umiejętme sięgał do znawców i tacnowcow ^y swoicn poszli*

200

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

kiwaniach. Pamiętam wasz występ na Senatorskiej
w Warszawie, co się paradoksalnie kłóciło całkowicie
z tą ideą porzucenia miasta, cywilizacji, osadzenia się
tutaj, wędrowania po wsiach i zbierania od tych star­
szych osób, tekstów, pieśni, materiału do przedsta­
wień. A jednak przyjechaliście do Warszawy. Pamię­
tam, że przy Awwakumie współpracował z wami teolog
Michał Klinger, od którego, jak i od innych dowie­
działem się, że „jest to najważniejszy w ogóle teatr na
świecie". V(^e wspomnianym numerze „Kontekstów"
jest zamieszczony tekst Michała Klingera, relacja, ra­
port z waszej wyprawy do klasztoru św. Onufrego,
klasztoru prawosławnego w labłecznei nad Bugiem.
F

6

J

1

o

I mogłem to oglądać w nienaturalnych wnętrzach Pa­
łacu Prymasowskiego na Senatorskiej. Awwakum.
I to bvło dla mnie fascvnuiace to co tutai orzv okazji
Metamorfoz tvch SYrnDoziow'krakowskichi udziału
orzv budowaniu tego spektaklu filologów znalazło swói
I v w v r a z mianowicie że t e n r v s hermeneutvrznv
s i e L e do' ałehokirh studiów f i l o W i r z n v r k feolo
p i r m v r b rzv antronolocnrznvrh w s n n t k a n L h z dana

L
vria U
l L o w a bvł
I l e lu W
s ODecny.
obernv czy
Pzv to DbeC trauycją
Kulturową
Dyi stare
w aas

dzie Bizancjum i prawosławie w Awwakumie

czy to

będzie starożytność przy Metamorfozach, czy średniow eczne Carmma Burana - t u ieszcze iedńo wsnomnie
ni, snotkani, , mn.vkoloaiern nrof Mirb.łern Rristi
spotkania muzykologlem prot. Micnaiem M i s t i ­
ge em i udzmi teatru w Warszawie. Ula mnie zawsze
byt to taki znamienny rys, bo ja powiadam ze w każ­
dym działaniu artystycznym, teatralnym, takie studia
się odbywa. Ale pytanie: czy aż właśnie takie, tak głę­
bokie, żeby zwoływać i organizować sesje naukowe, ro­
bić przy tym sympozjony, festiwale, zapraszać znawców
ze świata w danej dziedzinie. T o wszystko jeszcze raz
świadczy, że to jest coś więcej niż teatr. Że to jest rze­
czywiście też ośrodek myśli hermeneutycznej.

i gdzie indziej, dokąd docierał teatr, przypomina trochę
frazerowskie poszukiwanie uniwersalnej formuły rytu­
ału, jak to czyniono w X I X wieku. Staniewski i jego
grupa trafiają do marginalnych kultur lub zbiorowości,
które rytuały na różne sposoby uprawiają. By nie pozo­
stawać jednak ewolucjonistami musimy przyjąć tezy
współczesnej antropologii, a ta powiada, że świat jest
dzisiaj zdesakralizowany, kultury zatraciły wiele z m i ­
tycznych i rytualnych wymiarów, w których były kiedyś
zatopione. Mówi się przecież o desemantyzacji rytuału
i coraz częstszym jego komercyjnym charakterze. Pro­
ces ten nie ominął nawet bardzo izolowanych, wyda­
wało by się, terenów. Turystyka i podróż (również ta
teatralna) to jeden z wymiarów globalizacji. Współcze­
sny przechodzień - turysta uczestniczy i "ównocześnie
w kilku różnych modelach cywilizacyjnych lub socjokulturowych I za każdym razem musi znaleźć regułę
nostenowania odnowiadaiaca svtuacii w którei aktual
nie sie znalazł Prawda iest że to uczestnictwo ma cha
rakter nowierżrhownv a l e t o znowu iest cecha wsnół
rzesnem swidtd
świata łmlhm,
stwierdzenia kKiy
rv'
czesnego
Kuuuiy. Te
l e banalne
udiidiue siwieiuzeuia
ją jednak za sobą ważne dla nas pytanie czy w proce¬
sie nowoczesnej komunikacji nie zaciera się warstwa
rytualna kultur, tak istotna dla prawdziwości relacji
międzyludzkich. W każdych poszukiwaniach odbywa­
jących się na pograniczu teatru i innych form komuni­
kowania przyjmuje się, że mito-poetycki sposób widze­
nia świata jest bardziej autentyczny z punktu widzenia
ekspresji osobowości. Odrzuca się tu socjologiczną me­
taforę „rola społeczna" jako fałszującą osobowość.
-

Zbigniew T a r a n i e n k o : Wcale nie jestem pewien,
czy nie jest zupełnie odwrotnie, to znaczy, czy to co pan
powiedział nie jest właśnie mitotwórczą interpretacją
naszej cywilizacji - kulturową i naukową. Może czymś

Czesław Robotycki: Trzeba zwrócić uwagę, że po­
wstaje pewien rodzaj nieporozumienia, gdy kulturę l u ­
dową rozumie się jako atrybut grupy społecznej. Jeżeli
natomiast potraktuje się ją jako rodzaj struktury świa­
domościowej, która organizuje percepcję świata, a któ­
rej mechanizmem podstawowym jest myślenie o cha­
rakterze mito-magicznym lub mitologiczno-rytualnym,
to można powiedzieć, że teatr „Gardzienice" świado­
mie lub instynktownie poszukiwał elementów tegoż
funkcjonującego jeszcze mitu i żywego rytuału. Nato­
miast ciągle ciekawą kwestią z punktu widzenia antro­
pologa jest to, co mnie w Teatrze gardzienickim zawsze
intrygowało Jest to teatr który działa w zgodzie z pew**
ną myślą etnologiczną. Zakłada ona wspólną ludzką
postawę wobec świata
właśnie rytualno - mitolo
giczna. Poszukiwanie elementów rytuałów poprzez
nrzetamvwanie svtuacii obcości nie tvlko w Polsce ale
również poprzez wyprawy dö Hucułów, Meksyku

201

423
O d lewej: Zbigniew Benedyktowicz, A n n a W y k a ,
Ireneusz Guszpit. Fot. Przemek Sieraczyński

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

innym były poszukiwania Staniewskiego i grupy m u to¬
warzyszącej, która rozrastała się i zmieniała. Niektóre
poszukiwania były właśnie etnograficzne i rejestracyjne
a część zespołu - dotąd istniejąca - szukała zupełnie
czegoś innego. Myślę, że to było poszukiwanie źródeł
i poszukiwanie prawdy przy widzeniu zafałszowania ca­
łej rzeczywistości. T o była droga Staniewskiego, jego
poszukiwanie źródeł, to działalność życiowo-artystyczna niewątpliwie...

wszystko, tego, co o „Gardzienicach" należy napisać,
nie napisano, tylko że coś tu jest zafałszowane, że moż­
na jeszcze grzebać się w tym głębiej i coś ważnego od­
naleźć. Włodek się zgodził na to, żeby przez parę mie­
sięcy męczyć go rozmowami. T o było trudne: zaczął
uciekać przede mną w różny sposób.

Czesław Robotycki: T o nie ma konfliktu, sporu

0 życiu, o czymś innym, o prywatnościach. Pewne rze­
czy zostały wyjaśnione. Wielokrotnie pisałem o teatrze

Pytania były zadawane wielokrotnie. Rozmowy się
odbywały czasami do piątej rano, niezależnie od tego,
że pora była jak najmniej stosowna. Ostatnio nawet
nie rozmawiamy o teatrze, bo nie ma potrzeby. Tylko

między nami!

1 moje zdanie na ten temat jest oczywiste. Dorzucę jed­
nak parę uwag. Uciążliwe odkrywanie tego, co jest
ewentualną prawdą, prawdziwym stosunkiem między
ludźmi, przy odczuwaniu wspólnoty jako czegoś bez¬
względnie koniecznego w czasie, kiedy jesteśmy między
ludźmi, buduje „Gardzienice" cały czas, nawet w tej
chwili. Bez tego ten teatr inaczej by wyglądał. Byłby ja­
kimś prywatnym eksperymentem, szaloną fantazją,
ostatecznie czymś mało wartościowym. T o wspólnoto­
we poszukiwanie dawnych źródeł jest jednak bardzo
szybko przekształcane ze względu na temperament Sta­
niewskiego. O n musi przetwarzać, przerabiać, wyciągać
z tego esencję, budować nową strukturę - taką, która
zostanie zaakceptowana w pełni jako dzieło artystycz­
ne. Właściwie - dąży do doskonałości w każdej realiza­
cji. I to jest piętno; jeżeli w tym wszystkim będzie jakiś
drobny błąd, surowa reakcja Staniewskiego jest nie¬
unikniona. Cel artystyczny tworzy ostatecznie Gcir*
dzienice" w każdym przypadku A czy jest to rytuał mi
sterium czy teatr? Czy iest to nanrawde ważne? To tu

Zbigniew T a r a n i e n k o : Natomiast nie było to
świadome poszukiwanie od samego początku tego, co
my dzisiaj nazywamy rytuałem czy misterium, tylko
wynikło gdzieś po drodze. Była to nawet ucieczka od
rytuału i droga k u życiu. Zabawa w poszukiwanie rytu­
ału i stworzenie tego rodzaju ceremonii była dokona­
na przez Grotowskiego wcześniej. Rytuał Apocalypsis
cum figuris, można było powtarzać w nieskończoność,
jako środek obrzędu, który narastał wokół sacrum. Po
tym były techniki szukania nowego związku z przyro­
dą, sprawdzane po to, żeby dalej konstruować jakieś
przedziwne rytuały. Jak spotkałem się z teatrem Sta­
niewskiego? Spotkałem się z teatrem Staniewskiego
poprzez informacje dawane m i przez sąsiada i studen­
ta jednocześnie Leszka Kolankiewicza, który odwie­
dzał mnie czasem jeszcze pod koniec lat siedemdzie­
siątych. Ale odrzucałem poszukiwania Grotowskiego,
to brzezinkowe udawanie odszukiwanie nie wiadomo
czego rekonstruowanie Nie miałem zaufania do po
szukiwań młodej grupy jakiejś kultury ludowej która
iesr r a k a sama a k k i , l n r a neludowa nasza mieiska
z tvmi wszystkim i wadami Przez lata nie oglądałem
Pardonie"

ale &lt; * W ś n o d r o d z e z o h a r z y ł e m

świetny

spektakl Awwakumu. Po latach dopiero, poszukując
śladów udanego poszukiwania teatralnego wykorzy­
stującego nowe źródła do książki, też po rozmowie
z Kolankiewiczem spotkałem się ze Staniewskim. Naj­
pierw w Teatrze Studio potem w „Gardzienicach".
Chodziliśmy dosyć dziwnie tutaj po drogach i po mie­
dzach, rozmowa odbywała się na spacerze. Obchodzi­
liśmy siebie wokół. Włodek wietrzył we mnie inteli­
genta z miasta, jakiegoś dziennikarza, który zacznie
znowu jakieś niepotrzebne historie pisać, ja w n i m j u rodiwego chłopomana, który nie wiadomo po co robi
wiejską kulturę. I tak to się wszystko zaczynało.
Po paru miesiącach okazało się jednak, że nie jesteśmy
tymi osobami za które braliśmy się na samym począt­
ku, ani „Gardzienice" nie Sc| W ogóle tym, za co się je
bierze. Coś mnie zaczęło inspirować, żeby bardziej ten
teatr poznać. Po przestudiowaniu całego archiwum
i artykułów, które tam były, stwierdziłem, że mimo

rai m o ż e n w h v r a d w e r s a r z a m i

a l e l e n i e i z o s t a w i ć r n sn

bie na drugą część
Włodzimierz Lengauer: Ja rezerwuję sobie też
prawo do powrotu do tego wątku, na który pan Staniewski udzielił m i już trochę odpowiedzi, który dalej
mnie interesuje całkiem przyziemnie - po prostu bar­
dzo zawodowo; ta sprawa co z kultury antycznej, co ze
starożytności dzisiaj i kto może jeszcze brać i jak bierze.
I tu bardzo dziękuję za tę odpowiedź, ja bym tylko
chciał powiedzieć zupełnie osobiście, że dzięki temu ja
się spotkałem z „Gardzienicami" i dzięki temu, że pan I
sięgnął do Apulejusza, wobec tego to był szczególnie
dla mnie osobiście ważny wątek. A l e właśnie wracając
do tego momentu mojego spotkania z „Gardzienica­
m i " który w t y m porządku chronologicznym miał sie
tu jako pierwszy pojawić, to chciałem powiedzieć to co
już kiedyś
jakiejś okazji mówiłem la zostałem po
raz pierwszy zaproszony do Gardzienic" z inicjatywy
redakcji Dialogu" bo tam planowano dyskusie o Me
tamorfLdch
lak tu Jechałem to wiedziałem trochę
o tym przedstawieniu ale właściwie niewiele Wtedzia-

202

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

i fem już wtedy to, że niektórzy moi koledzy twierdzą, że
nie ma to nic wspólnego z tekstem. I muszę powie­
dzieć, nie wiem czy to odpowiada intencjom pana, pa­
nie Włodzimierzu, ale kiedy oglądałem ten spektakl to
doszedłem do wniosku, że pan to odczytał znakomicie,
co więcej, że pan jest Apulejuszem, jeśli tak to można
powiedzieć.
Włodzimierz Staniewski: T o chciałem panu pod­
powiedzieć właśnie. Tyle, że raczej zoślonym Lucju­
szem.
Włodzimierz Lengauer: T o cieszę się bardzo, że
trafiłem, właśnie to było moje wrażenie, którego potem
może w dyskusji tak nie sformułowałem. Pan jest A p u ­
lejuszem.
Włodzimierz Staniewski: N o raczej Lucjuszem.
Włodzimierz Lengauer: N i e . Jeżeli Lucjusz jest
także troszkę Apulejuszem, to prawda. Jadąc na ten
spektakl myślałem o tekście głównie. T e n tekst mnie
intrygował od lat i intryguje dalej. T e n tekst jest bo­
wiem dziełem człowieka o niezmiernie subtelnym wy­
kształceniu i subtelnym umyśle, myśliciela, platonika.
I ten tekst mówi właśnie to, co by Pan mógł odpowie­
dzieć odpowiadając m i . O n mówi o tych rzeczach bar­
dzo ważnych, uniwersalnych i wielkich w sposób wyda­
wałoby się pozornie wulgarny, co zwłaszcza dobrze wy­
chodzi jeżeli czyta się po łacinie, bo przekład Jędrkiewicza nie jest może t u najbardziej trafiony. T o jest taka
łacina fascynująca, czasem zresztą wymagająca stu­
diów żeby ją dobrze zrozumieć łacina vulgaris w tym
właściwym sensie przymiotnika vulgaris z tego okresu
I to jest pewien zabieg ze strony Apulejusza, zabieg
świadomy. W sposób pozornie nawet nie prosty lecz
prostacki jeśli tak można powiedzieć celowo i świado
mie mówi o rzeczach wysokich i rzeczach subtelnych
bo nrzez to chce właśnie coś powiedzieć chce coś
skonfrontować T rllafecro właśniesrwierdziłem

jeTApm^rzem

stwierdziłem,

że nan

pan

Włodzimierz Staniewski: Jednak raczej Lucju­
szem. Bohaterem wymyślonym, który odbywa podróż
w nieznane.
Włodzimierz Lengauer: Przepraszam, ale właśnie
Apulejusz też tak sobie siebie wyobrażał.
Włodzimierz Staniewski: Taka jest interpretacja
postaci. Apulejusz był człowiekiem renesansu, jak by­
śmy dziś powiedzieli, człowiekiem, który należał do jed­
nych z najwybitniejszych postaci swojej epoki, człowie­
kiem nie tylko bardzo wysoko i w różnych dziedzinach

wykształconym, ale również swego rodzaju dandysem
tamtejszej epoki. Był ulubieńcem socjety i równocze­
śnie człowiekiem, który sprawował wysokie funkcje
społeczne. Był eksperymentatorem, narażającym się
prowincjonalnej elicie, ale równocześnie człowiekiem
niezwykłej urody, za którym kobiety szły jak w dym.
Żaden z tych opisów nie pasuje do mnie.
C h ó r mieszany: (śmiech)
Włodzimierz Staniewski: Był człowiekiem, które­
mu za życia stawiano popiersia, a jednocześnie prowo­
katorem, który prowokował z całą bezwzględnością
i z pewnym można powiedzieć cynizmem, czego też bym
sobie nie przypisywał. Był muzykiem, o czym nie pamię­
tamy i poetą. Ponad wszystko jednak był awanturni­
kiem i tutaj, gdyby szacowne gremium zechciało przypi­
sać m i tę cechę, to byłbym bardzo rad. Natomiast k i m
jest Lucjusz? Lucjusz jest podróżnikiem, jest kimś kto
robi wyprawy i kto jest człowiekiem nieposkromionej
ciekawości. Ta ciekawość pcha go do wędrówek. To
jest ktoś taki, kto później był w naszej literatutze Miko­
łajem Doświadczyńskim. Lucjusz odbywa podróż, spoty­
ka wieśniaków po drodze którzy opowiadają dziwaczne
p

&gt;

y

P

JH

historie, potem wdaje się w awanturę z dziwnymi kobie­
tami które prokurują mu sytuację rodem z Rabelais
w u l g a r nn aą i w
vch k
wvy n
p i s z w vy m a l u ji z tLyi.11,
KtLóUr iyycchn lniad dzisieiszei
U^IMCJSZCJ

wsi aż nadto. Nagle pojawia się coś, co Tomasz Mann
nazywał kulisami czasu. W tym jest jakieś pęknięcie
i pojawia się rzeczywistość oniryczna. Ta rzeczywistość
oniryczna powoli staje się rzeczywistością mityczną. To
jest obraz człowieka, który z powodu ciekawości dopro­
wadza do sytuacji ekstremalnej, granicznej. Do kulminanty, która jest momentem poczęcia mitu.
Co najbardziej interesujące, to nawet nie momenty
kulminacyjne u Apulejusza, np. zamiana w osła, tylko
że to wszystko prowadzi nas do obrzędu, do rytuału i do
misterium. X I Księga, to pęknięcie rzeczywistości pro­
zaicznej eezvstencii niższeeo rzędu to pękniecie pro¬
wadzi nas do sytuacji obrzędowej, dó misteriów i do mi-

l

rl2' i nSrili n r ^ L Wo

toloaii T taka wierze iest knlrura ludowa W kulturze

ludowej mamy do czynienia z takimi procesami, w któ­
rych struktury życia powszedniego struktury zjawisk
niższego rzędu w dziwny sposób nagle są przełamywane
i prowadzą nas do rzeczywistości wyższego tzędu do
rzeczywistości albo onuycznej, albę mitologicznej. I te­
raz tak, artysta ma do wyboru, albo potraktować ten
rodzaj wędrówki podobny wędrówce Apulejusza jako
materiał do interpretacji uwspółcześniającej literaturę
starożytną, autentyzujący ją i poprzez tą literaturę po­
zwalający interpretować „dzisiejszość". Albo sięgać do
tych sfer, które prowadzą nas do rzeczywistości mitolo­
gicznej. Ta konfrontacja dwóch światów zawsze była
dla mnie sprawą najważniejszą. Mitologia jaka nam jest

203

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANGOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

Siedzą od lewej: Krystyna Bartol, Jerzy Danielewicz, Czesław Robotycki, Włodzimierz Staniewski.
Fot. Przemek Sieraczyński

dana to mitologia starożytnej Grecji. I nawet jeśli mó­
wimy o naszej mitologii słowiańskiej, to tak czy inaczej
musimy w ostatecznym rozrachunku wylądować w m i ­
tologii śródziemnomorskiej.
Czesław Robotycki: Można ad vocem jedno słowo
tylko, jedno zdanie komentarza? Jednak jaki trzeba
mieć rodzaj świadomości metatekstowej, żeby to
wszystko robić i w ten sposób odczytywać. Dla mnie
dowodem na to jest język pojęć i kategorii kulturo­
wych, jakich użyłeś do opisu sytuacji Apulejusza. Mó­
wiłeś o człowieku renesansu, o Doświadczyńskim i i n ­
nych. A więc jednak to wszystko przez naszą metatekstową kulturę musi być przefiltrowane. Bo gdy mówi­
my, że droga naturalna powinna być pozbawiona metatekstowego języka, to jest to wielka złuda. Nie można
opisać świata za pomocą jednego języka. Opis to nie­
ustanny przekład.
Włodzimierz Staniewski: Może zdziwicie się Pań­
stwo jeżeli powiem, że u początku każdego naszego
spektaklu zawsze stoi książka, literatura. Zawsze stoi l i ­
teratura, zawsze stoi określone dzieło literackie. I cały
wysiłek sprowadza się do wpisania w to dzieło własnych
doświadczeń. Oczywiście można dzieło literackie inter­
pretować w teatrze, ale mój stosunek do sztuki, do rze­

czywistości jest taki jak stosunek Apulejusza. To zna­
czy, uważam, że artysta nie ma prawa, jeżeli mogę sobie
pozwolić na dogmatyczne stwietdzenie, nie ma prawa I
powoływać utwotu jeżeli nie przepuści go przez siebie.
Stąd te Wyprawy. Najpierw literatura - czytanie litera­
tury a potem doświadczenia - życiowe doświadczenia.
Krystyna Bartol: Chciałabym powrócić do tego
wątku, który pan doktor Benedyktowicz zaproponował
jako pierwszy punkt naszej dyskusji, naszej rozmowy.
Moje kontakty z „Gardzienicami". Państwo wypowia­
dają się obszernie na ten temat, wspominają, przypomi­
nają sobie pierwsze kontakty. Ja powiem bardzo krót­
ko, bo też te kontakty są bardzo krótkie. A l e na po- j
czątku chciałam sprostować wypowiedź pana profesora
Lengauera, który sobie przypisywał najkrótszy staż tych
kontaktów. Otóż ja się upomnę o własną osobę, jako że
po raz pierwszy dziś jestem w Gardzienicach. A jeśli
chodzi o pierwszy kontakt z „Gardzienicami", wiąże się
on z nazwiskiem Rychłego Macieja I bardzo żałuje że
oan Maciej Rychły gdzieś zniknął ale myślę że nie
miałby nic przeciwko temu gdvbvm orzypomniała te
pierwsze kontakty T o był kwiecień 1999 roku o ile
Pamiętam kiedy pan Maciej Rychły zadzwonił dómnie
z prośba o'mój przekład z greki na iezvk polski trakti
tu Pseudo-Plutarcha o muzyce. T o był właśnie okres

204

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

gdy pan Maciej pracował nad rekonstrukcją muzyki do
Metamorfoz. I ten pierwszy kontakt był taki: próbowa­
liśmy się umówić na jakiś termin i ja wyznaczam godzi­
nę i pamiętam (myślę że pan Maciej za złe m i tego nie
będzie miał, że to powiem), mówi: „Dlaczego pani się
chce umawiać na konkretną godzinę, to jest takie stre­
sujące." W końcu do spotkania doszło i moją pierwszą
myślą było: to interesujący ludzie, którzy podchodzą
tak inaczej do sprawy, w świecie terminów, których
trzeba dotrzymywać, mówi m i , że to takie stresujące.
Spotkaliśmy się, książkę przekazałam; potem był paź­
dziernik - Kraków i zobaczyłam, usłyszałam Metamor­
fozy. Można by zapytać, jakie wrażenie. Ja bym tu
chciała powiedzieć, panie Włodzimierzu, że to nie było
tylko wrażenie, to pewnego rodzaju porażenie, jakiego
słucHacz doznaje patrząc oglądajcie ten spektakl. A l e
na temat tej muzyczności, duchowości, czy ruchu m u zvczne2fo jaki generuje ta TTiLizvka w sensie i somatvcz
'
i duchowym oraz pewnej zbieżności która misie
od razu narzuca iako osobie czyfaiacei teksty greckie
mówiące właśnie na temat działania muzyki na ciało
i duszę. Jeśli państwo pozwolą to więcej powiedziała¬
bym o tym jutro.

demii Muzycznej. Dzięki istnieniu współczesnej trans­
krypcji nutowej udało m i się doprowadzić do urucho­
mienia akompaniamentu i śpiewu, ale już taniec oka­
zał się trudnością nie do pokonania. Oczywiście zwra­
całem się do wykładowców ze szkoły muzycznej, Wyż­
szej Szkoły Muzycznej wówczas chyba jeszcze. Nie po­
dejrzewam żeby, tzn. - nie śmiem podejrzewać, żeby
przyczyną był brak kwalifikacji, ale na pewno wiązało
się to za świadomością trudności przedsięwzięcia. M i ­
mo pomocy i zaangażowania kilkorga profesorów by­
łem skazany na zaprzestanie eksperymentu. Tymcza­
sem tutaj zobaczyłem to ożywione i to ożywione z dużą
dbałością, moim zdaniem, również o detale. W warsz­
tatach niestety nie w pełni uczestniczyłem, ale z tego
co czytałem wiem, że państwo przeszli bardzo szczegó­
łowe studia nad gestem zapisanym czy odmalowanym
w zabytkach antycznych. T o wszystko tutaj było widać
i nrzestałem sie wówczas dziwić że państwo siegaia DO
różnych autorów różnych soecialistów Tak samo zo
nentowałem sie ńa miejscu turni że książka o którei
istnieniu może parę osób w Polsce w ogóle wiedziało,
mianowicie Ancient Greek Musie Westa — jest tutaj
u Państwa w kilku egzemplarzach w księgozbiorze. Co
więcej, dokładnie przestudiowana, przetrawiona.

Jerzy D a n i e l e w i c z : Chciałbym również podjąć wą­
tek autobiograficzny, ale oczywiście w związku z „Gardzienicami" i z charakterystyką pewnego aspektu, któ­
ry dał się już wtedy zauważyć. Otóż niespodziewanie
otrzymałem zaproszenie do wystąpienia z wykładem
w Akademii gardzienickiej na początku 1998 roku.
I tak trochę intuicyjnie, byłem tam bowiem zaproszony
głównie jako autor Liryki starożytnej Grecji, wybrałem
temat Liryka grecka z perspektywy wykonawczej. Przyje­
chałem tutaj i już po pierwszych zdaniach zorientowa­
łem się, że odbiór tego mojego referatu jest zupełnie i n ­
ny niż w gremiach, przed którymi dotychczas występo­
wałem. Po prostu państwo przyjmowali moje wystąpie­
nie, jakby to powiedzieć, bardzo osobiście. Widać było
osobiste zaangażowanie, zaciekawienie różnymi aspek­
tami technicznymi. Nie zawsze byłem w stanie odpo¬
wiedzieć chociażby z braku materiału ale również
z własne niewiedzy na wszystkie pytania. Przestałem
sie dziwić temu zainteresowaniu i temu praktycznemu

Pomijam całą wizję artystyczną i zamysł reżyserski,
potraktowanie źródła literackiego. A l e już w tym jed­
nym wycinku widać Państwa niesłychanie rzetelne,
a równocześnie twórcze podejście.

nachyleniu « ł v t e m s a m e m d n i a w i e c z o r e m „irzałem

no raz n i e r w L wówczas
Lii

niezwykłei

Metamorfoz

n r a r v 'ożywienia

ParWwo d o k o '
mnzyti

crerkieT

A więc ożywienia i słowa, iigestu, i tańca, i ś p i e w
Czyli właściwie tego, co jest chyba jedną z najtrudniej­
szych rzeczy do uzyskania. Zrozumiałem, jaką strasznie
ttudną drogę państwo wtedy musieli mieć za sobą. Ja
miałem taki bardzo skromny epizod w Poznaniu, gdy
usiłowałam zainscenizować najlepiej zachowany doku­
ment muzyki greckiej, mianowicie Pean delficki Limeniosa, z pomocą studentów filologii klasycznej i A k a ­

A n n a W y k a : T o jest takie ad vocem, które miało
być ze dwadzieścia problemów wcześniej, ale ponieważ
tak gęsta już jest ta rozmowa, może troszeczkę zróbmy
ją na moment lżejszą. Po pierwsze kiedy pan Włodzi­
mierz Staniewski używa terminu artysta, to tutaj z ko­
lei ja bym bardzo lubiła jeden przymiotnik. Państwo
udowodnili, że jest on konieczny w tym przypadku. Nie
wystarczy powiedzieć: artysta. Włodek powiedział dwa
razy „artysta musi zdecydować tak, tak, tak". Nie, nie
artysta. Myślący artysta. T o jest pierwszy komentarz.
Drugi jest taki, że wtedy kiedy szanowny pan redaktor
przyszedł na Senatorską, to ja wtedy z niej uciekłam.
I to był chyba jedyny przypadek, kiedy „Gardzienice"
były w Warszawie, a ja nie byłam na ich spektaklu.
Przyszłam: wtedy Włodek usiłował zrobić przestrzeń
nadająca sie do /\.\vvoo}iMTi\ci z teso korytarza Pałacu
Prymasowskiego na Senatorskiej Mieszał takie czarne
olbrzymie płachty. Mnie to sie wydawało absolutnie
nie do zniesienia snekfakl w tych warunkach aczkol
wiek rozumiałam że nrzviał konwencie skoro sie nokazuje kulturę polską, pokazują się tak zwane najlepsze
polskie teatry w Warszawie podczas Spotkań Teatral­
nych, no to trzeba zrobić co się da, by pozostać sobą
w takich sztucznych warunkach przestrzennych. Dla­
czego to mówię? Bo jedna z najistotniejszych rzeczy zo-

205

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

stała już tu wcześniej powiedziana. Metoda pracy „Gardzienic", to jest M E T O D A , proszę Państwa, same du­
że litery. T o znaczy, że zazwyczaj, normalnie, trzeba by­
ło tutaj, do „Gardzienic", przyjechać, tak jak Irek po­
wiedział, trzeba było się pofatygować. Co nie wszystkim
ludziom się chciało. Tak zwanej „watszawce" na ogół
się nie chciało. Dopóki się nie stała grupa modna i sno­
bizmem warszawskim było znać spektakle „Gardzie­
nic", wszystko jedno czy się rozumiało cokolwiek z te­
go czy nie. N o tak. Bo to było i jest spotykanie się
z ludźmi, wymiana doświadczeń człowieka z człowie­
kiem, człowieka się uczenie. I zarówno trzeba było zro­
bić ten krok, zaryzykować i przyjechać tutaj, jak też
ktoś mógł pójść, tak jak ty mogłeś pójść czy ileś osób
mogło pójść na Wyprawę. Mnie t u nie było, jak poli­
czyłam, pięć lat; z powodów losowych niestety nie mo**
głam tutaj przyjechać. N o ale na szczęście mogłam sie
spotkać w takich umownych warunkach jak Centrum
Sztuki Współczesnej w Warszawie. T o jest bardzo waż
ne

wędrówka

wynrawa

Doznawanie nrzez wedrowa'

nie W
D i a W J n rprzeu
z e d idty
lary zostało
dosiad'
nie.
w „i^idiogu
zosidio onisane
opisane uoswiau

czenie Wyprawy przez pewnego młodego człowieka
Może jutro o tym opowiem, ponieważ to jest bardzo
specyficzne doświadczenie uczestnictwa w spektaklu
Awwakuma,
nie w gardzienickiej kaplicy, tylko
w klombie, gdzie tkwiłam. I może to był jeszcze ciekaw­
szy spektakl niż ten, który był w środku kaplicy, ponie­
waż mogłam się skoncentrować wyłącznie na głosach
i dźwiękach, czyli wsłuchiwać się w struktutę muzycz­
ną niż być rozpraszanym przez działania aktora. Jeszcze
jedną chciałam rzecz powiedzieć. Ja muszę się trochę
wytłumaczyć z tej dziecięcej chotoby socjologiczności.
Powiedziałabym, to jest taka dziecięca choroba zawodowości. Gdy człowiek startuje w zawodzie jakimś, to
stara się być właśnie taki: a to socjolog, a to ktoś tam.
Dzisiaj staram się w ogóle nie używać tego słowa, jeże­
li już to socjolog kultury. T o czego bym się bała jutro, to
żebyśmy się dzielili na dyscypliny. Takie niebezpieczeń¬
stwo zawisło, wydaje m i się, nad nami. Kiedy powie­
dzieliśmy że musimy postawić sobie jakieś granice
Oczywiście w każdej rozmowie wstennie mu.sim.v DO'*
stawić sobie jakieś granice. A l e akurat to jest takie
mieisce które świetnie pilnuje granic wtedy kiedy
t r z e L i c h pilnować A jeżeli robi sie jakieś sztuczne ba

wiedzmy, że chodzi o aktorstwo o r g a n i c z n e . Orga­
niczne tzn. takie, które przekracza dualizm duszy i cia­
ła. Termin: psychosomatyczny nie wydaje m i się wy­
starczający dla słownego zbadania tego, nad czym od
lat pracujecie.
Dariusz Kosiński: W tym szacownym gronie czuję
się trochę dziwnie - jak żółtodziób. To, co Państwo
mówicie o pierwszych latach „Gardzienic" jest dla
mnie już tylko legendą, niemal mitem. Ja tu po raz
pierwszy przyjechałem zaledwie trzy lata temu, ze spo­
rą świadomością tego, gdzie i po co jadę. Nie była to
Wyprawa w Nieznane, ale bardziej wycieczka do te-1
atru. Przyjechałem jako widz, ciekaw, jak to, co oglą­
dałem w innych warunkach, funkcjonuje w swoim na­
turalnym środowisku. I na tej pozycji widza w pewnym
sensie nadal pozostaję. Jestem cały czas człowiekiem
z zewnątrz, odczuwającym zarazem (żeby już sprawę
osobistych relacji do końca wyświetlić) OWO Z ZC'
wnątrz" jako rodzaj niespełnienia. Patrząc na „Gardzienice" odczuwam bowiem zawsze swoistą zazdrość i żal,
że nie dane m i było od początku uczestniczyć w czymś
tak istotnym i
szlachetnymA l e dyskomfort mojej obecności wśród Państwa
ma też inną nieco ptzyczynę. Otóż jestem w tym gro­
nie osobą dziwną także z racji swego zawodu i swej
pasji zarazem - ja bowiem zajmuję się historią teatru
i to teatru XIX-wiecznego, mieszczańskiego, który
uwielbiam.
Zbigniew Benedyktowicz: T o co pan tu robi?

Włodzimierz Staniewski: Ale, żeby ono było kom­
pletne to trzeba by powiedzieć psychosomatyczny.

Dariusz Kosiński: N o właśnie - co ja tu robię? Od­
powiedź wcale nie jest taka trudna - szukam żywego
teatru. I m lepiej poznaję teatr mieszczański - wciąż
przez wielu uważany za „normalną" (to znaczy stano-!
wiącą normę dla innych) formę teatru - tym wyraźniej
widzę, że był on tak ściśle związany z przekonaniami
i wartościami swego czasu, że jego istnienie poza nim
jest fikcją. Bardzo istotne funkcje społeczne, które te­
atr ten pełnił, przejęły inne dziedziny sztuki i rozrywki.
I teraz ważne pytanie - czy śmierć tego teatru „normal­
nego" oznacza śmierć teatru w ogóle? Dać na nie od­
powiedź może tylko spotkanie z teatrem żywym, to zna­
czy zaspakajającym prawdziwe, głębokie potrzeby ludz­
kie. Ja taki teatr znalazłem w Gardzienicach. Znała-!*
złem tu teatr który nie tworzy dzieł do kontemplacji
który żyje z dala od kultury Panteonu" który wynika'
z życia i w życie z powrotem wchodzi lest wiec zarazem
czymś wiecei niż rearr - iesr snosobem na nrzekrocze
nie, przeniesienie się.

A n n a W y k a : N o to już nie wdawajmy się, bardzo
proszę, bo to rzeczywiście jest długa, długa debata. Po­

Wiele Państwo t u mówili o pracy naukowej, wiedzy.I
Ja chciałbym natomiast powiedzieć, że dla mnie do¬
świadczenie spotkania z „Gardzienicami" jest czymś :u

nery ro iesr bardzo niedobrze I okronnie sie cieszę że
u s h L ł a m od f i l o l o g klasvrzneao n i e zawiodłam sie
n a f L l T k i l ! ™

n o k k i m nrófesorze „słyszałam

term^soma^

206

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

pełnie innym. W październiku, przed jednym z krakow­
skich spektakli Metamorfoz spotkałem znajomego i n ­
formatyka zaciągniętego na przedstawienie przez na­
rzeczoną, który pytał mnie z niejakim lękiem: „Słuchaj,
czy ja coś w ogóle zrozumiem?". Jego obawy były oba­
wami człowieka przyzwyczajonego do tego, że biorąc
udział w „wydarzeniu kulturalnym" powinien podej­
mować określony wysiłek umysłowy. Po przedstawie­
niu spojrzałem na niego i muszę powiedzieć, że chyba
po raz pierwszy w życiu widziałem kogoś w stanie tak
organicznego zachwytu. T o po prostu z niego promie­
niowało. I dla mnie to właśnie jest zasadnicze doświad­
czenie „Gardzienic".
Zbigniew Taranienko: Właśnie, późno i jutro moż­
na zapomnieć, a chcę powiedzieć coś jako adwersarz
koncepcji Włodka misterium i rytuału, który się tutaj
organicznie wplątał. Czy X I Księga Złotego Osła czyli
Metamorfoz musiała kończyć to dzieło? Można to było
zakończyć inaczej. Gdyby książka była napisana wcze­
śniej, deus ex machina pojawiłby się i wszystko szybko
rozwiązał, jak to robiono w teatrze greckim. Misterium
nie wynika z tego, iż całej sytuacji nie da się rozwiązać
inaczej. Można ją rozwiązywać na przykład poprzez
cud. Cud jest zupełnie czymś innym niż misterium. M i ­
sterium jest drogą do czegoś, co otwiera jakąś nową
perspektywę, a cud jest rezultatem działania sytuacji
oczywistej choć ponadnaturalnej — zastanej, gotowej
tradycji. Poprzez cud albo magię też rozwiązuje się wie­
le problemów w kulturze ludowej. W całości mniema­
nie że misterium wynika z akcii to lekkie nadużycie
interoretacyine Takie Doszukiwania zależą od różnicy
miedzy kultura statyczna i dynamiczna sa uwarunko
wane wtuacia kiedy rradycia iest i kiedy iakieiś trądy'
riisienoszukuie Tn, wybór czysto artystyczny a nie ko
n e r z n n ś ć W rżna Tak było n e w n i e w ńrzynadkń
Apulejusza, który był w sytuacji poszukującego, coś bu¬
dującego. Był wykształconym człowiekiem, a Afryka
była ważną prowincją wtedy w Cesarstwie. Jednak był
stamtąd, skądś czerpał. Może też magię od Numidów?
A misterium Izydy jest z A f r y k i , z Egiptu. W kulturze
ludowej, załatwia się to przy pomocy cudu, a nie miste­
rium.
Włodzimierz Staniewski: T o bardzo ciekawe spo­
strzeżenie. Tyle tylko, że o ile pamiętam, w starożytno­
ści, nawet do drugiego wieku, nawet trochę dalej
w ogóle nie istniało pojęcie cudu. T o „wymyślili"
chrześcijanie i to się bardzo długo cukrowało, to się
bardzo długo kształtowało.
Zbigniew T a r a n i e n k o : A l e analogicznym, wcze­
śniejszym rozwiązaniem - jak cud - był też deus ex ma­
china, który zjawiał się w końcu dramatu.

W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Tak. Oczyszczenie,
stworzenie sytuacji przejścia, transgresji mogło się od­
bywać tylko i wyłącznie przez misteria. Ja mówię o tym,
co jest w Apulejuszu i co ja próbowałem przyjąć jako
wskazówkę. Ostatnia scena Metamorfoz jest swego ro­
dzaju repliką X I Księgi z Apulejusza.
Tomasz K u b i k o w s k i : Dobrze, skoro na mnie ko­
lej, to wątek autobiograficzny jest następujący: ja po
raz pierwszy byłem tutaj dziesięć lat temu, chyba
w czerwcu. Wtedy Carmina Burana były bardzo świeżą
rzeczą, od niedawna pokazywaną publicznie. Awwakum, którego do tej pory nie widziałem, był pokazywa­
ny wraz z nimi, w pierwszej części wieczoru. Drugi raz
natomiast byłem t u dopiero jesienią 1997, kiedy po raz
pierwszy pokazywane były publicznie Metamorfozy. Tak
się więc składa, że z tymi trzema przedstawieniami
„Gardzienic" po raz pierwszy zetknąłem się właśnie t u ­
taj. Potem widziałem je jeszcze kilkakrotnie, w różnych
miejscach i coraz bardziej cieszyłem się z tego pierwsze­
go zetknięcia: do dzisiaj jestem przekonany, że Awwakum w tej ciasnej kaplicy i Carmina w sali na dole, z ko­
niem na początku - to wydarzenia, których nie da się
gdzie indziej w pełni powtórzyć. Wtedy, dziesięć lat te­
mu te przedstawienia wzbudziły mój czysty zachwyt
i pamięć o n i m zachowałem bardzo wyraźnie.
Natomiast o czym bardziej warto by pewnie powie­
dzieć, to o potrzebie dystansu, którą równocześnie po­
czułem. Czułem, że jakkolwiek to wspaniale, powinie­
nem zachować spojrzenie z zewnątrz, nie dać się wcią­
gnąć za mocno w tę orbitę. I znów, jeśli by w miarę
sprawnie próbować wyłożyć tego przyczyny, to były
chyba dwie, i o obydwu Państwo już napomykali.
Pierwsza, to wspomniane przez pana Taranienkę spoj­
rzenie „przez Grotowskiego". Tak się składa, że od
dziecka wychowałem się bardzo blisko Grotowskiego
i Laboratorium: można rzec, że to była dla mnie pierw­
sza zastana w życiu rzeczywistość teatralna. Wyrosłem
w tej surze 3. z kolei potem, kiedy jeździłem tam w wie­
ku nastoletnim, mogłem bardzo wyraźnie i bardzo,
w jakimś sensie, boleśnie obserwować przekwitanie teeo mieisca W roku 1981 kiedy byłem tam na stażu to
już sie naprawdę 'skończyło śmierć Antoniego łahoł
k o w s k i e J uświadomiła to'wszystkim dobitnie I te
z kolei doświadczenia wzmocniły mói naturalny przy
y
j
y y y
dojrzewaniu odruch Z jednej bowiem strony były to
doświadczenia formujące i wpływające na całe dalsze
życie: mogę z pełną jasnością powiedzieć, że się w życiu
zająłem teatrem przez Laboratorium właśnie. A l e
z drugiej strony - miało się ochotę od tego odejść, wy­
rosnąć z tego, w czym się od dziecka tkwiło i poszukać
czegoś innego, pójść jakoś dalej. W związku z tym czu­
łem dystans do pewnej aury, czy do wielu haseł, które
obracały się w powietrzu, do mówienia o źródłach,

207

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

o w s p ó l n o c i e , o t y m żeby b y ć j a k i m się jest c a ł y etc...

klu

m i a ł e m p o c z u c i e , że m o ż n a się t ę d t o g ą w j a k i ś

ślepy

m e l o d i e s ą siłą n a p ę d o w ą . I n s p i r u j ą r u c h i gest aktor­

d r u g a rzecz p r z e d dziesięciu l a t y , t o w s p o m n i a n a

i m p i e r w s z y m s k o j a r z e n i e m b y ł o : t o j e s t p r z e c i e ż t o sa­

przez

panią

wrażenie,

profesor

że

patrząc

Wykę
w

aura

stronę

siłę k ó ł z a m a c h o w y c h

i dalej:

„Muzyka,

ski". I otóż k i e d y przeczytałam t y c h k i l k a wyrażeń mo­

zaułek zapuścić. D a l e j je zresztą m a m .
A

posiada

snobizmu.

Miałem

„Gardzienic"

widzę

mo,

co

wyczytałam

z Gadary,

ostatnio

filozofa greckiego

w

tekście

z kręgu

Filodemosa

epikurejskiego,

przede w s z y s t k i m plecy wyznawców, którzy stoją m u ­

k t ó r y p o j m u j e m u z y k ę w sensie t a k i m b a r d z o ptzyjem-

r e m i w c i s n ą ć się między n i c h n i e sposób. Straszne p o l ­

nościowym,

skie k a p l i c z k a r s t w o . O d s t r ę c z a j ą c e .

działa

A

zatem zachwyt i potrzeba dystansu. Rozdwojenie.

h e d o n i s t y c z n y m , czy wręcz

wyznaje

przyjemnościowy

b y m powie­

aspekt

obcowania

z muzyką jako jedynie potrzebny i właściwie

jedynie

Z b i e g i e m l a t t o się u t a r ł o i o d p e w n e g o czasu b y w a m

możliwy. A l e w s w o i m traktacie o muzyce

t u znacznie

z a j m u j e się także p o g l ą d a m i , k t ó r e zwalcza, poglądami

częściej.

stoików

Zbigniew Benedyktowicz: P o n i e w a ż p o r a j e s t j u ż
p i ę t n a ś c i e p o pierwszej p r o p o n u j ę , żebyśmy się u m ó w i ­

które

sa z a d z i w i a j ą c o

zbieżne

z t y m czego

k w i n t e s e n c j ę m a m y ' w t e j k s i ą ż e c z c e p r o m o c y j n e j pły­
ty

I o t ó ż w y d a j e m i sie

że w a r t o b v Drzvtoczvć

iż n i e t y l k o o d c z u c i a a k t o r ó w t w ó r c ó w
•

kilka

t y c h słów z t r a k t a t u Filodemosa o muzyce by Jokazać

li j u t r o n a dziesiątą piętnaście.
•

Filodemos

r e ż y s e r a gar'

d z i e n i c k i e g o s p e k t a k l u są t a k i e j a k i e s ą N i e t y l k o oni

•

o d c z u w a j ą , iż t a m u z y k a , k t ó r ą t w o r z ą , o d t w a r z a j ą re­

Zbigniew Benedyktowicz:
Państwa

w drugim dniu

Chciałbym

powitać

naszego s p o t k a n i a i przypo­

m n i e ć sygnalizowane wczoraj zagadnienia. A m i a n o w i ­
cie wątpliwości, c o d o możliwości r e k o n s t r u o w a n i a t r a ­
dycji, czy w c h o d z e n i a w świat a n t y c z n y a l b o świat t a k
zwanej autentycznej k u l t u r y ludowej. Kwestia p o w r o t u
do źródeł. Z a c h ę c a ł b y m również P a ń s t w a d o p o d e j m o ­
wania wątków krytycznych.

Krystyna Bartol:

Wypowiadając

uwag na temat moich kontaktów,

wczoraj

kilka

niewielkich w su­

mie, z „ G a r d z i e n i c a m i " , i dzieląc się m o i m i wrażenia n a
temat oglądanego spektaklu

Metamorfoz

zapowiedzia­

ł a m , że c h c i a ł a b y m p o d z i e l i ć s i ę z p a ń s t w e m

kilkoma

refleksjami dotyczącymi tych r e k o n s t r u o w a n y c h melo­
dii,

śpiewów

które

m a m y okazję

wysłuchać

podczas

spektaklu. I chciałabym też nawiązać k r ó t k o d o p e w ­
n y c h t e k s t ó w a n t y c z n y c h , k t ó r e w y d a j ą m i się t u t a j za­
s k a k u j ą c o zbieżne z wizją muzyczności, j a k ą
towały

„Gardzienice"

d o p e w n y c h myśli,

zaprezen­

idei,

które

zdołałam wyczytać z t y c h antycznych tekstów. M i a n o ­
wicie w gardzienickim spektaklu
muzvlca czv leoiei
zasteouie

dyskurs słowny

metafizycznej
opowieści

muzvcznosc

wędrówce

Metamorfoz

dominuje

ta. m u . z v c z n . o s c

Muzyczność
bohaterów

która

towarzysząca
Apulejuszowej

M u z y k a i l u s t r u j e t ę o p o w i e ś ć ale jest r ó w -

nnrześnie w a r t o ś c i ą a u t o n o m i c z n a sama w s o b i e d z i e
Iri dźwiękom

wykreowanym

nrzez n a n a

Macieia

rhłeao i z r e a l Z y a n y m L e z twórców snektaklu
ClllCgO

1 ZlcdllZOWdliyill

piZcZ

chciałabym wyjść o d tego
do

LWUILUW

płyty k o m p a k t o w e j rejestrującej

Metamorfozy

przeczytałam

Rv'

la

dźwięk

dołączonej
spektaklu

d w a arcyciekawe

zamachowych
warunkuje

t a m u z y k a w p r a w i a w r u c h , t w o r z y gest,

takie

a

me

inne

zachowania

sceniczne.

U t o z p o z w o l ę s o b i e z a c y t o w a ć k i l k a t a k i c h b a r d z o zna­
m i e n n y c h z d a ń p r z y t a c z a n y c h przez F i l o d e m o s a ,
to

poglądy

stoika

Diogenesa

Synopy,

a są

który powiada

w t e n s p o s ó b : „ M e l o d i a z n a t u r y o d p o c z ą t k u , zawieta
w

sobie c o ś co w p r o w a d z a w r u c h ,

w

ruch

. Po grecku

kinetikon,

coś co

wprawia

t e n element ruchowy.

„ M e l o d i a j e s t c z y m ś c o z n a t u r y w p r a w i a w r u c h i po­
b u d z a d o d z i a ł a n i a . Z m e l o d i ą s p r a w a m a s i ę t a k samo
iak z o m i e m
ny

samo

że z n a t u r v iest zdol'

g d y ż Dosiada z a n a l a i a c a n a t u r ę

Tak

m e l o d i a z d o l n a iest d o w m a w i a n i a w r u c h

PHVŻ

° „Z

7

o którvm mówimv

do zanalania

natury

r

JL„
rzeczy

i„

J

n

posiaaa

, 7 element
ten

wnrawianl

element

wprawiam

w r u c h , w ł a ś n i e kmetikon . 1 d a l e j U i o g e n e s p o w i a d a z
ten

e l e m e n t n a t u r a l n e j r u c h i w o s c i , c z y j a k k o l w i e k to

n a z w i e m y , w m u z y c e , w m e l o d i i d z i a ł a n a o b i e stery
ludzkiej tożsamości
chciałaby

pewnie

n a ciało
ode mnie

działanie somatyczne
I te d w aaspekty
cielesnym

( t u p a n i profesor Wyka
usłyszeć

sformułowanie

) i d z i a ł a n i e n a d u c h a właśnie.

c i e l e s n y i d u c h o w y , r u c h w wymiarze

i ruch

w wymiarze duchowym,

t o t e dwa

n u r t y , d w i e s p r a w y , d o k t ó r y c h b a r d z o w y r a ź n i e powra­

j

c a j ą a u t o r z y a n t y c z n i i p o d k r e ś l a j ą , iż ó w e l e m e n t kme-1

tikon

j e s t t y m , c o w m u z y c e n a j w a r t o ś c i o w s z e , t y m co

s t a n o w i w ł a ś c i w i e o i s t o c i e n a s z e g o k o n t a k t u z muzy¬

opcK-ldRlu. Jd

iż w k s i ą ż e c z c e

k o n s t r u u j ą - j a k k o l w i e k t o n a z w i e m y p o s i a d a m o c kol

zdania,

ką,

o istocie naszej p e r c e p c j i m u z y k i . I daje

Diogenes

szereg p r z y k ł a d ó w , k t ó r e m y ś l ę , że w a r t o t u t a j króciut- I
ko

przypomnieć.

N a potwierdzenie

tego

cielesnego |

a s p e k t u r u c h u , w p r a w i a n i a w r u c h , p r z y t a c z a przykład,
mówiąc,

że w y s i ł k o w i f i z y c z n e m u żeglarzy,

żniwiarzy,

k t ó r e o d razu skojarzyły m i się z p e w n y m i m y ś l a m i p o d ­

t y c h którzy tłoczą w i n o i w i e l u i n n y c h , którzy wykonu­

j ę t y m i przez t e k s t y g r e c k i e . M i a n o w i c i e p r z e c z y t a ł a m

ją uciążliwe prace o d n i e p a m i ę t n y c h

w s ł o w i e w s t ę p n y m p a n a R o d o w i c z a , iż m u z y k a s p e k t a ­

niewykształconym,

208

nieobeznanym

czasów,

ludziom

z m u z y c z n y m i teo

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

riami towarzyszą melodie różnych instrumentów.
W wodowaniu statku na przykład przygrywa się na aulosie, gdyż melodie potrafią wprawić w ruch, rozumia­
ny czysto fizycznie właśnie, potrafią pobudzić do dzia­
łania. Choć przeciwnicy tej teorii twierdzą, że to nie
pobudzanie do działania, nie wprawianie w ruch tylko
przyjemność, którą odczuwają trudzący się i łatwiej i m
w jakiś sposób wykonywać te trudne zadania. A jeśli
chodzi o ruch duchowy, że tak powiem, to podkreśla
i Filodemos, i stoicy, że ten ruch duchowy jest może
jeszcze ważniejszy i podaje jeszcze jeden przykład. Do­
wodem takiego działania ma być historia jakiegoś ma­
larza, któremu udało się uchwycić podobieństwo mo­
dela w większym stopniu wtedy, gdy jego twórczej pra­
cy malowaniu towarzyszyła muzyka Ponieważ ta mu¬
zyka oddziaływała na jego duszę, zmieniała jego nastro*
ie Dozwalała mu na tvm poziomie duchowym bardziei
doskonale stworzyć dzieło A wiec melodie w ooini
ludzi antyku miały poruszać dusze niezależnie czy było
ro oceniane nnzvrvwnie czy negatywnie Platon nrze
prźecięż nnwiedział Muzyka jest niebezpieczna bo potrafi
Doruszvć te struny duszy rzłnwieka które nigdy drgać
nie powinny". T o zdanie powtarzają późniejsi teorety¬
cy bardzo często. Melodie wprawiają w ruch bardziej
aniżeli słowa, bo słowa - powiadali starożytni - są pro­
duktem rozumu. A muzyka i ruch, który ona powodu­
je jest alogos, jak to określano, nie podpada pod działa­
nie rozumu. Percepcja muzyki to poddawanie się r u ­
chowi, gest, który wywoływany jest poprzez melodię
należy do tej sfery nierozumowej, uznawanej przez nie-

•

Tomasz K u b i k o w s k i . Fot. Przemek Sieraczyński

których starożytnych za sferę doskonalszą w muzyce, to
co nazywano autofyest ajsthesis czyli postrzeganie natu­
ralne. 1 muzyka właśnie poprzez to postrzeganie natu­
ralne miała uruchamiać naturalne predyspozycje czło­
wieka. I te poglądy wydają m i się, jak powiedziałam, za­
skakująco zbieżne z państwa odczuciami - muzyka to
koło zamachowe, muzyka posiada moc przenoszenia,
muzyka posiada tę umiejętność, jeśli tak można powie­
dzieć, moc wprawiania w ruch. I po obejrzeniu Meta­
morfoz, po usłyszeniu tego, nazwę to, konglomeratu
melodii, konglomeratu nastrojów jakie zaprezentowa­
no muzyką w Metamorfozach, te nastroje, którym pod­
dają się i protagoniści spektaklu i myślę, że w nie
mniejszym stopniu również i odbiorcy tego przedsta­
wienia w moim przekonaniu dowodzą iż właśnie
Gardzienicom" w Metamorfozach udało się w sposób,
nie boie sie tu słowa kongenialny odtworzyć ducha tei
muzyki antyczne! muzyki starożytnej Grecii w wymia
rze transcendentalnym Nie chodzi tu o autentyzm pojmowanv rak
akademicku jako formalna wier
ność
iako
odtworzenie
uusc, ja
u historyczne
uisiu yc ie u
u i u e e cczy
y nróba
p uud odrwo
UUL
rżenia muzyki tamtych czasów muzyki którą odzysku¬
jemy z kamieni, z zapisów papirusowych. Ale właśnie
o tę kongenialność nastrojów, która w moim przekona­
niu po obejrzeniu spektaklu „Gardzienic" i po przypo­
mnieniu sobie tych wszystkich myśli starożytnych au­
torów wypowiadanych na temat kmetikon w muzyce,
na temat tego elementu ruchowego, wydaje m i się naj­
większą wartością, czy jedną z wartości spektaklu, jed­
nym z największych osiągnięć, które udało się uzyskać
właśnie w Metamorfozach to wejście w królestwo du­
cha, przemówienie tą muzyką na poziomie nie rozumu
tylko lecz tego co Filodemos nazwał by alogos A więc
nie spełniałam oczekiwań pana. doktora Benedyktowicza&gt; który zachęca do krytycznych uwag dzisiaj. Ale nie
mogłam się powstrzymać, by nie wypowiedzieć w tonie
jak najbardziej pochwalnym tych kilku uwag, bo wyda­
je m i się, że ta muzyka z punktu widzenia owej ducho­
wości, którą z sobą niesie, którą przekazuje i ewokuje,
jest tą prezentacją która najbardziej w moim przeko­
naniu współbrzmi ź tym duchem muzyki greckiej z tym
co odczuwali Grecy dwa tysiące lat temu. Nie będę rozwiiać wiecei iuż tego tematu bo każdy z państwa ma
bardzo dużo do Dowiedzenia chciałam tylko zasygnali
zować ten aspekt i tę wartość spektaklu Metamorfozy.
Jerzy D a n i e l e w i c z : Czy mogę w duchu oczekiwań
pana doktora, w nawiązaniu do wypowiedzi Koleżanki,
wypowiedzieć pewną uwagę krytyczną, dotyczącą spek­
taklu? Otó? ja również uznaję niezwykle istotną rolę
muzyki, strony muzycznej tego spektaklu jako „koła za­
machowego", jak panowie się wyrazili, i uznaję również
te uwagi, które Koleżanka tu wypowiedziała o jej dzia­
łaniu pozarozumowym na podświadomość odbiorcy.

209

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

cjach tanecznych wykonywanych bez zmiany miejsca,
Zakłada się, że na przykład w liryce chóralnej wykonu­
jąc strofę, chór przesuwał się w jedną stronę, w końcu
antystrofy wracał do swojego pierwotnego położenia
i w tym miejscu wykonywał epodę. A l e ponieważ tutaj
elementy bachiczne zostały wprowadzone, więc pewien!
naturalny, niekontrolowany ruch jest moim zdaniem
całkowicie dopuszczalny i pod tym względem nie od­
czuwałem jakiegokolwiek zakłócenia. Niekontrolowa­
ne, niekoordynowane ruchy są, powiedziałbym, wliczo-J
ne w stan transgresji.

I dlatego protestowałbym przeciwko jednemu zabiego­
wi reżyserskiemu, który w moim przekonaniu burzy
uzyskany efekt muzyczny. Mianowicie - ponieważ m u ­
zyka jest tutaj tworzywem przedstawienia na równi ze
słowem, a może jeszcze czymś więcej - nie uważam za
uzasadnione wyłączanie tej muzyki po to, by zakomu¬
nikować nam, tak zupełnie metatekstowo, nazwiska
autora utworu, epoki nawet, z której melodia jest za­
czerpnięta. Dla mnie było to zbyt nagłe przerwanie
owego oddziaływania. Nie wiem, czy to był jakiś świa­
domy
x\2i pewno świadomy - zabieg reżyserski, ale tę
informację można by było równie dobrze, moim zda­
niem, zawrzeć w jakimś wprowadzeniu lub w programie
spektaklu. W moim przekonaniu jest to element burzą­
cy harmonię tego przedstawienia.
Jacek Dobrowolski: Do wypowiedzi pani prof.
Bartol; jeśli chodzi o ten cytat z Diogenesa tyczący się
muzyki rozpalającej jak ogień, to ów ogień jest częścią
wizji orficko-pitagorejskiej (nie wiem, czy pan prof.
Lengauer się zgodzi). T o kosmiczny ogień w centrum
świata, poruszający gwiazdami i planetami i z tego r u ­
chu ciał niebieskich powstaje muzyka, wieczna muzy­
ka, muzyka sfer. Odwzorowaniem tej boskiej chorei jest
chorea ludzka. Pitagorejczycy i orficy uważali, że po¬
przez taką choreę możemy zbliżyć się do wyższej inteli­
gencji by móc wyrażać wieczne prawdy. T e n obraz ko­
ła zamachowego kiklos bardzo do chorei pasuje, mawia­
no zresztą o chorei gwiazd Orfeusza...
Natomiast co do zachęty Włodka, by nie tylko
chwalić, lecz krytykować, to chciałem zapytać... Jeśli
chodzi o ruch wirowy - chyba w chorei greckiej nie by­
ło obracania się wokół swojej osi, wirowania, tak jak
w sufizmie, chasydyzmie czy wielu innych kulturach.
Ten ruch w Złotym Osie w rytmie dytyrambicznym w f i ­
nale został chyba wzięty z brazylijskiej capoeiry. Jak roz­
mawiałem o tym z Grzegorzem Bralem to on mówił, że
to jest inspiracja stamtąd. Nie twierdzę, że to źle, broń
Boże, nie bój się Włodku. Przed przedstawieniem była
taka propozycja, tak on twierdził, takiego ruchu wła­
śnie z capoeiry. N o może to była tylko inspiracja. Nato­
miast jestem ciekaw co tutaj powiedzą nasi specjaliści
od antyku czy ten ruch wirowy który występuje na
Bałkanach w obrzędach perperudy na przykład wzywa­
nia św Eliasza iako bóstwa oiorunoweeo to czv u Gre
ków również wystenował? Nie uważam' że to źle że
wprowadza się rodzi się to spontanicznie A l e chćia
łbvm wiedzieć 'czy chorea grecka wspomina o takim ru
chu czv tvlko o ruchu tanecznym D O okresu A k u r a t ta
związana z okręgiem
Jerzy D a n i e l e w k z : Mówi się rzeczywiście o chorei
po okręgu, ale nie wokół osi własnej, lub o ruchu prze­
mieszczającym się w lewo, w prawo i wreszcie o ewolu­

L e c h T r z c i o n k o w s k i : Znaczy być może inspiracjąl
gardzienicką była waza z I V wieku - karnejska, gdzie
mamy przedstawienie dziewczyny z charakterystycz- j
nym nakryciem głowy, wykonującej prawdopodobnie
ten ruch wirowy, ponieważ suknia się układa w prze­
piękny okrąg. W i ę c być może to była inspiracja. Nie
wiem.
J a c e k Dobrowolski: A co z twierdzeniem, że b a j
chantki tańczyły wznosząc jednocześnie prawą rękę
i prawą nogę na przemian z lewą ręką i lewą nogą? czy
zetknął się pan doktor Trzcionkowski z takimi twier¬
dzeniami, że to tak powinno być? Gdzieś to czytałem,,
przepraszam, nie mogę w tej chwili zacytować źtódła. i
Włodzimierz Lengauer: Ja tutaj chciałem o rzeczy!
bardziej generalnej powiedzieć w nawiązaniu do tego
co moi znakomici koledzy już wspomnieli. Ale trzeba
sobie może do końca uświadomić, że tak naprawdę eh
reia grecka, to pierwsza taka rzecz, która wymaga pew­
nego namysłu, choreia grecka jest nam znana w strzę­
pach, w bardzo drobnym wymiarze, a tak naprawdę nie
jest znana. Znacznie więcej można powiedzieć nawet 1
o muzyce, z której też, przypomnę, mamy niesłychanie j
nędzne strzępy. Proszę sobie wyobrazić, że muzyka,
przynajmniej jeśli chodzi o kulturę klasyczną czyli okre­
su archaicznego i klasycznego jest zjawiskiem maso¬
wym. T o znaczy jest to twórczość masowa, bo oto nal
każde święto poeta, który jest zarazem kompozytorem,
pisze utwór łącznie z jego opracowaniem muzycznym,
A my mamy z tego, no w ogóle niewyobrażalnie mizer- m
ne fragmenty. A l e w szczególności, gdy idzie o najważ-j
niejszy element chorei, to znaczy taniec, wiemy o nim
batdzo mało. Mamy przekazane nazwy tańca, mamy
kilka informacji o jego wykonaniu, przy chociażby chó­
rach cyklicznych, właśnie chociażby to krążenie po
okręgu, ale nie wiemy dokładnie jak to ma wyglądać,
jak to było robione. A potem owe fragmenty przedstawren, o których Leszek t u wspomina i to jest właściwie
wszystko. I dlatego tez, wydaje m i się, ze w momencie!
gdy mówimy o możliwości nawiązania do^ pewnych ele­
mentów chorei, chorei antycznej, która obejmuje okres

210

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

od V I I I wieku przed naszą erą po schyłek starożytności,
to to są także zróżnicowane postawy i takie ogromne
możliwości raczej niewiadome, zwłaszcza kiedy wspo­
mnimy o tak zwanym tańcu bachicznym albo o zacho­
waniu się ludzi w niektórych obrzędach, o których tyl­
ko wiemy, że były. Jeżeli kierujemy się tylko inspiracją
pewnych elementów ze starożytności, to można tą dro­
gą pójść w bardzo różnym kierunku i różne rzeczy z te¬
' go próbować zrobić. T o jedna rzecz. I wtedy jeszcze ta
druga, w kuluarach - by tak rzec - wczoraj rozmawia­
łem z panią profesor i chciałbym przypomnieć i porów­
nać to, co „Gardzienice" zrobiły, czy pan Rychły z n i U '
zyką i to co robi znakomity skądinąd zespół Kerylos kie­
rowany przez panią Belis, znakomitą znawczynię muzy¬
ki starożytnej. I oto muszę powiedzieć, że w kuluarach
i byliśmy tego samego zdania, otóż wykonanie tego ze*"
społu jest płyta Ensemble Kerylos" na newno wszvst
kim państwu także dobrze znana) określając ie bardzo
po amatorsku, z punktu widzenia odbiorcy, jest nudne
To znaczy ono jest bardzo akademickie bardzo starań
ne niesłychanie statyczne.
statyczne T1 o co nokazały
Gardzieni'
pokazały „Uardzienice , dla mnie osobiście, jest bliższe antykowi, bliższe
starożytności, mimo, ze nie jest to akademicka rekon­
strukcja, bo właśnie mówiąc znow, ze tak powiem, języ­
kiem amatorskim, jest to bliskie duchowi starożytności.
To pokazuje to, czym muzyka starożytności istotnie by­
ła, pokazuje właśnie ten je, związek z dynamiką, poka­
zuje jej związek z przedstawieniem i to jest ten ważniej­
szy generalny problem, który wczoraj podejmowaliśmy,
a do którego ja uparcie wracam. Mianowicie co ze sta­
rożytności dzisiaj możemy czerpać i brać. I moim zda­
niem właśnie „Gardzienice , Metamorfozy i muzyka pa­
na Rychłego to właśnie wskazuje, co możemy brać. N a ­
gle się okazuje, że jest coś, co uczestniczy w naszej kul­
turze po prostu. I to jest wtedy ważne. I wtedy te pró­
by, te akademickie próby rekonstrukcji chom starożyt­
nej są właściwie czymś innym i one może nie prowadzą
do tego co pokazują „Gardzienice". A ważniejsze jest
oczywiście to co pokazuje pan Rychły i „Gardzienice".
Jerzy Danielewicz: Jeśli można, pragnę dopowie­
dzieć do słów kolegi kilka uwag. Otóż wydaje m i się, że
z pewnością mamy za mało materiału, by autorytatywnie
cokolwiek powiedzieć o kształcie tańca, ale istnieją pew­
ne ogtaniczenia, powiedziałbym, natury wręcz fizjolo­
gicznej, które zmuszają nas do przyjęcia pewnego sposo­
bu wykonania liryki chóralnej. Bo jeśli te same osoby by­
ły odpowiedzialne za taniec i śpiew i jeśli rola słowa by­
ła w tym spektaklu niezwykle ważna, to każde z nich
musiało być na tyle precyzyjnie wyartykułowane, by ca­
łe audytorium dokładnie odebrało pieśń czy nawet,
w wypadku dramatu antycznego, jeszcze większa widow­
nia. Musimy zatem założyć, że ruch nie mógł być zbyt
dynamiczny i nie wyobrażam sobie by przy jakimś zawi­

rowaniu można było na przykład cytować Pindata czy
Ajschylosa w sposób zrozumiały. Można było wirować
wykonując jakieś ekstatyczne okrzyki, wtedy obie rzeczy
dałyby się połączyć. A jedynie na przykład hyporchemat
pozwalał wyodrębniać grupę tancerzy i grupę śpiewa­
ków. A więc aspekt fizjologicznej wydolności organizmu
ludzkiego wskazywałby na pewne ograniczenia.
Włodzimierz Lengauer: Przepraszam bardzo, ale
mówisz wtedy o tym elemencie chorei widowiskowej
po prostu. T o jest to, co się pokazuje innym. Nato­
miast pojawia się jeszcze problem muzyki w obrzędach,
tańca bachicznego wykonywanego po prostu przez
uczestników.
Jerzy Danielewicz: Tak, tak. Wtedy oczywiście
jest więcej swobody i możliwości.
Włodzimierz Lengauer: Jeszcze co do porównania
muzyki zespołu Kerylos pani profesor Belis z wykona­
niem gardzienickim: to ta różnica widoczna jest w sto­
sunku do rytmu. Rytmy gardzienickie są bardzo pulsu­
jące i to nas wciąga. Natomiast ona się bała, wyraźnie
się bała tego żywiołu i tylko w jednym utworze, w tym
z anapestami, przedostatnim, jakoś to żywiej rytmicznie
wszystko przebiegało i nas poruszyło. M i m o niewątpli¬
we go piękna melodii, nie było to koło zamachowe, jak
W Gardzienicach, na pewno.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Nie powinienem się może
tetaz wypowiadać, ponieważ nie zostałem klasykiem
uczonym: gdzieś w 1963 stwierdziłem, że nie będę do
głębi studiował greki i łaciny, tylko zajmę się teatrem.
I z tej perspektywy: powiedziała pani Bartol, że w spek­
taklu mamy coś w rodzaju konglomeratu muzyki. Sło­
wo to pomniejsza wspaniałą recenzję z Metamorfoz,
mówiącą, że jest to kongenialne w wywoływaniu ducha
muzyki greckiej. Dla mnie konglomerat to zlepek,
a muzyka w spektaklu, to kompozycja artystyczna, któ­
ra ma swoją strukturę - i jest motywowana. Metamor¬
fozy były na samym początku nazywane „esejem te­
atralnym", który nie wydawał się teatrem. Na tym eta­
pie tylko tyle można było zrobić. W pewnym momen*"
cie zamieniły sie jednak w teatr pełen spektakl który
mnie zadziwił i zafascynował. Jest w n i m także i to co
już było tradycja Gardzienic" - i chyba musi być to
nrzerywanie fikcii" iluzii tego co mieszczański teatr
koniecznie chciał zrobić.' „Gardzienice" caty czas wal­
czą z iluzia w imie realności. Mówienie kto co czyje
jakie, po co, wprowadzenie prywatności, mówienie na
końcu koniec" rozrywanie tego wszystkiego należy
i do tradycji i ma pewne racje teatralne Patrząc z per¬
spektywy dzieła teatralnego chyba nie ma sensu pa­
trzeć jak na rekonstrukcję historyczną. Skąd się bierze

211

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

ruch wirowy? A n o , z „Gardzienic" się bierze, z chasydów się bierze, także z Grecji, ale współczesnej, bo to
idzie przez Konyę i Turków do Greków, oni też czasa­
mi jeszcze w kółko tańczą. A jakie są ruchy tych postderwiszów? N o różne. Trochę takie jak w Konyi, albo
troszkę inaczej się nogi stawia, żeby się kręcić, i co i n ­
nego ten ruch ma na celu. Czy był w Grecji? Może był,
może nie był. Raczej mógłby być. Czy Pindara można
śpiewać kręcąc się intensywnie? N a pewno się nie da,
bo wiersz jest za długi i czemu innemu to służyło, i czy
to możliwe było w Olimpii, przed świątynią Zeusa, tam
gdzie posągi zwycięzców rozmaitych tłoczyły się, stały
za ciasno. Chyba tam nie wypadało, żeby tak się zacho­
wywać jak... bachantki na stoku Akropolu, w tych
straszliwych krzakach, tak m i się wydaje. Mnie się wy­
daje że Metamofrozy to rzeczywiście wywoływanie du¬
cha muzyki greckiej przy czym - jednego z duchów
Tego ducha można by było nrzecież zuoełnie inaczei
skonstruować. Musiała być jakaś muzyka wojskowa
Termopile sa straszliwie wąskie do przejścia jednak
tam odI rzasu do rzasu Snartiari musieli ie zgrzewać
do walld żehv nrzerrwar I mrzadna muzyka woiskowa
powiedzmymacedońska - bo tam są równiny, musia­
ła być śpiewana w sposób marszowy, a nie w sposób wy­
łącznie taneczny. Można było skądś wywołać ducha
Sparty, albo Macedonii, to byłoby jeszcze dziwniejsze
i wcale niekoniecznie dionizyjskie. T e n duch Grecji,
który wywołał tutaj Włodzimierz Staniewski, Maciej
Rychły i całe „Gardnenice dziwnie nam odpowiada.
Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że żyjemy w t y m sa­
mym czasie, poszukujemy podobnych wartości, albo
chcemy się żywić i sprzeciwić czemuś, co istnieje
w obecnej cywilizacji. A może dlatego - i to jest uwa­
ga, która mnie zastanowiła i zdziwiła - ktoś, kto słu­
chał płyty z muzyką „Gardzienic", powiedział, że to tak
samo energetyzuje jak muzyka techno.

Zbigniew T a r a n i e n k o : A l e przenosi słowa.
Czesław Robotycki: T o treść słów. One się potem
zlewają, ale wydaje nam się, że wtedy muzyka jest tre­
ściowa. T a k i jest mechanizm.
Zbigniew T a r a n i e n k o : N o tak. A l e też można po­
wiedzieć, że treścią muzyki jest coś w rodzaju charakte­
ru emocji, którą przekazuje. Jeżeli przez nastrój czy
emocje, które odbieramy, przebijają pewne słowa, to
jest to coś, co w tej chwili ad hoc nazywam treścią mu­
zyki. I coś takiego niewątpliwie towarzyszy muzyce al­
bo muzyka towarzyszy słowom. Natomiast w „Gardzienicach" ta sytuacja słowno-muzyczna często jest prze­
ciwstawiona sytuacji scenicznej, konkretnej akcji, któ­
ra też coś wyraża. Mamy tutaj często dziwną kolizję...
Ciekawy jestem, jak państwo to odczytujecie z pozycji
odbiorcy-filologa. I także jestem ciekawy Włodku two­
ich uwag
Zbigniew Benedyktowicz: Jeśli można jeszcze
doktor Kosiński.

Dariusz Kosiński: Nieco wcześniej w tej dyskusji
pojawiło się sformułowanie „duch muzyki", odsyłające
do książki Nietzschego o narodzinach tragedii. Tak się
składa, że przeczytałem ją po doświadczeniu gardzienickich Metamorfoz i uderzyło mnie, jak bardzo to
przedstawienie wpisuje się w przywoływany przez Nie­
tzschego m i t (bo tego słowa trzeba t u chyba użyć) So­
kratesa uprawiającego muzykę i związane z n i m marze-

Dariusz Kosiński: Tak samo mówią moi studenci.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Studenci tez tak mówią?
Widocznie ta opinia kursuje w kręgach uniwersytec­
kich. Mówiła to doktorantka. M a m jeszcze jedną uwa­
gę krytyczną, a właściwie pytanie. Zawsze mnie dziwi
i zastanawia związek między znaczeniami słów, treścią
tego co jest śpiewane a sytuacją, która jest w spektaklu
pokazywana, a raczej rozrywanie tego związku, bo tak
jest w „Gatdzienicach". Budowanie czegoś na zasadzie
opozycji, nawet nie kontrapunktu. Takie konstrukty
zdarzały się i w Awwakumie i w Carmina Burana i Me­
tamorfozach. T o znaczy treść muzyki idzie przeciw sytu­
acji, która jest tutaj budowana.
Czesław Robotycki: Jaka tteść muzyki? Muzyka
jest asemantyczna.

212

pan

Czesław Robotycki. Fot. Przemek Sieraczyński

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

nie o pełni poznania, której dostąpienie jest niemożli­

nej iluzji, ale nie zmienia to faktu, że wiara w jej istnie­

we, jeśli ograniczyć się do wiedzy będącej owocem ro­

nie jest tak samo silna, jak sto lat temu. T ę wiarę w te­

zumowania, teorii. Dla Metamorfoz, ale i dla wcześniej­

atr chciałbym mocno podkreślić, ponieważ wydaje m i

szych przedstawień „Gardzienic", ten m i t wydaje się

się ona czymś szczególnym i w dzisiejszej

mieć ogromne znaczenie nie tylko dlatego, że wiedza

w ogóle, i w tym nurcie poszukiwań teatralnych, w któ­

naukowa jest t u wykorzystywana do stworzenia dzieła

rym zwykło się lokować „Gardzienice".

kulturze

sztuki, ale przede wszystkim dlatego, że wirowanie
w rytm muzyki staje się źródłem wiedzy. Można więc

Ireneusz Guszpit: Dotychczasowe wypowiedzi po­

powiedzieć, że właśnie w „Gardzienicach" Sokrates-

kazują bardzo wyraźnie jak można postrzegać „Gardzie­

-muzyk znalazł swój dom.

nice". Jedni widzą w „Gardzienicach" naukę, tak zna­

To jeden m i t , który chciałem przywołać. A l e jest

komite zderzenie wiedzy artystycznej i nauki. I n n i w i ­

jeszcze drugi, t y m razem teatralny - stworzony przez

dzą tylko spektakl, który jest dziełem attystycznym,

Antonina Artauda m i t teatru, nazywanego „teatrem

dziełem sztuki. I n n i oceniają „Gardzienice" z perspek­

okrucieństwa" - nazwa niezbyt szczęśliwa, wywołująca

tywy pewnej mody czy też odwoływania się do indywi­

liczne nieporozumienia. Pisząc o tym teatrze, A r t a u d

duum. I n n i znów zwracają uwagę na praktykowanie

rozsnuwa wizję spektaklu otaczającego widza, oddzia­

i Wyprawy, no tutaj ja w tym nurcie bym jakoś się mie­

łującego nań przy pomocy wszelkich dostępnych środ­

ścił. I to wszystko jest w „Gardzienicach": zarówno na­

ków, ale, co bardzo ważne, oddziałującego przede

sza wiedza, która jest wiedzą wynikającą z czasu i miej¬

wszystkim na zmysły, nie na intelekt. Kiedy niedawno

sca w którym myśmy z „Gardzienicami" się zeszli. Po­

czytałem fragmenty Manifestu teatru okrucieństwa

wiedziałbym - zresztą tak pisałem o tym w tekście Me­

swo­

im studentom, i c h reakcje były jednoznaczne - „tak, to

tamorfozy z osiem w tle, że w tym przedstawieniu przede

jest tak

wszystkim wyraźnie widzę doświadczenie wypraw w i -

jak w Metamorfozach".

Ptzypominam oba te mity, ponieważ w naszych
(i nie tylko w naszych) rozmowach o „Gardzienicach"
bardzo wiele mówi się o znakach, źródłach, o całym za­
pleczu wiedzy naukowej, jakby te spektakle były jaki­
miś traktatami czy labiryntami znaczeń. T o wszystko
jest oczywiście ważne, natomiast według mnie i Meta­
morfozy, i dzieła wcześniejsze oddziałują przede wszyst­
kim na zmysły, na ciało, nie na umysł. Potrzeba ogrom­
nej wiedzy, by tak silne działanie wywierać, ale, moim
zdaniem, do poddania się temu oddziaływaniu potrzeb­
na jest tylko gotowość, otwarcie się.
I jeszcze jedna uwaga dotycząca teatralności Meta­
morfoz- Jak Państwo zapewne pamiętacie, po pierw­
szych prezentacjach spektaklu mówiło się o n i m jako
o „eseju teatralnym", wiele uwagi poświęcając wygła­
szanym przez aktorów informacjom na temat poszcze­
gólnych pieśni. Były to swoiste momenty zatrzymania
napędzających cały spektakl „kół zamachowych". Mó­
wiło się nawet w t y m kontekście o „efekcie obcości",
o demaskowaniu iluzji. W obecnie prezentowanej wer­
sji spektaklu te sekwencje są jakby mniej wyraziste, ale
zachowały swój charakter. Jest to bardzo wyrazisty za­
bieg mający na celu przypomnienie widzowi, że nie jest
w jakimś iluzyjnym „gdzie indziej", ale wciąż znajduje
się w konktetnym

t u i teraz"

w teatrze W okresie

walki z iluzyjnym ze swej natury teatrem mieszczań­

dze w tvm ścianę wschodnia zgromadzenie z protago¬
nista zmieniającym się z pulsowaniem z wirowaniem
z tymi watkami poiawiaiacvmi sie i odćhodzacvmi T o
jest dokładnie ta sytuacja graniczna Jest m i bardzo bli
skie to zdanie Eliadego, który mówi że każda istota Ki
storyczna nosi w sobiemaczną część człowieczeństwa
sorzed historii Mvśle że to iest taki podstawowy punkt
wyjścia, który pokazuje jak artysta wraca. Jak wraca do
tego, co było na początku, wraca do tego, co było ele¬
mentarne, co było podstawową prawdą. Tutaj ten po­
wrót można sobie nazwać tóżnie. T o jednocześnie po­
kaźnie ile ma w sobie rei wrażliwości snrzed bisrorii
r

j

'

^

J

.

-

,Jzieni,"

r

iest n r L h n d z e n i e m

1 przychodzenie do uardzienic jest przychodzeniem
do takiego miejsca, do tej wiedzy sprzed historii, jest
przechodzeniem przez wies. T o jest opowieść o tym, jak
się styka sztuka z mitem, jak się artysta styka z mitem.
Dla mnie podstawowy ryt jest rytem, sztuka jest sztuką.
N a rytuał można patrzeć, to jest taka perspektywa ba­
dacza antropologa, albo można w n i m uczestniczyć, ale
wtedy już nie można mówić o sztuce. Kiedy się patrzy,
to mówi się o sztuce, kiedy się uczestniczy, to mówi się
o rytuale. „Gardzienice" tutaj wchodzą ze swoją orygi­
nalna propozycją. T o jest właśnie ta wyprawa w sttonę
tego wszystKiesfo co jest w nas wiedzą człowieka przed­
historycznego

skim zabiegi tego typu miały często na celu uiawnienie

Dariusz Kosiński: M a m wrażenie, że jest t u pew­

słabości teatru i J o znikomości wobec wielkich pro¬

ne nieporozumienie. Mówiąc o Metamorfozach

blemów rzeczywistości. W przypadku

tak automatycznie przechodzimy do rytuału. Tymcza­

Gardzienic"

jakoś

zdaia sie one wynikać - czegoś innego - z wiary w teatr

sem sprawa nie jest tak prosta. Pisał o tym między i n ­

w i e l własn7swoista sile T e i siły nie dostrzec sie

nymi Włodzimierz Staniewski w słowie wstępnym do

już jak w X I X wieku w możności stwarzania wiarygod

folderu, który towarzyszył Festiwalowi Misteria, Inicja-

213

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

cje, proponując swoją definicję wydarzeń, którym fe­
stiwal ów byl poświęcony. Otóż nie ma tam mowy
o rytuale, jest natomiast mowa o misterium, które jed­
nak jest czymś innym. Anglosasi używają bardzo moim
zdaniem wygodnego i trafnego określenia ritual perfor­
mance. O n o jest nieco paradoksalne, - „rytualne
przedstawienie" - ale dzięki tej paradoksalnosci odda­
je dobrze charakterystyczną cechę samego zjawiska,
a mianowicie jego dwustronność, dwutwarzowość,
0 której pisał Staniewski. Misterium w jednym swoim
wymiarze jest przeznaczone dla wtajemniczonych
1 wierzących, ale w drugim, równie ważnym, jest wido­
wiskiem do oglądania. W naszym myśleniu o tego t y ­
pu zjawiskach przejawia się często niebezpieczna, b o
zakłamująca rzeczywistość, skłonność do rozdzielania
tej dwoistości. Myślimy: albo t o jest rytuał i wówczas
jako niewierzący nie mam prawa go oglądać, albo jest
to dzieło sztuki i wówczas moja obecność, obecność
widza, jest dopuszczalna, ale to, co oglądam ma jedy­
nie wymiar artystyczny, a nie religijny. Jest to alterna­
tywa fałszywa - nie ma: „albo-albo", jest raczej „i-i",
i obrzęd, i widowisko.
Ireneusz Guszpit: Jest jeszcze Bóg... Sztuki, jeżeli
mówimy teraz językiem nienaukowym bardzo, ale kie­
dy pytamy, proszę Państwa, o religijny teatr i to jest
jedno z podstawowych pytań, które na poziomie ele­
mentarnym przekłada się na prostą tezę, że religijny te­
atr to jest taki, który za swój temat bierze jakiś te­
mat religijny. Natomiast drugie rozumienie mówi
o motywacji quasi-religijnej, która przyjmuje zespół
wartości, uzasadnień dla swojej działalności, zbliżo­
nych do tych, jakie są uzasadnieniem dla tego, który
wierzy w Pana Boga, czy Go wyznaje. I wtedy można b y
idąc dalej, poteoretyzować sobie, że wobec Boga trans­
cendentnego mamy Boga Sztuki i zapytać się czy spo­
tkanie tych postaw jest w ogóle możliwe. Historia te­
atru zna bardzo wiele przykładów takich prób, zresztą
można b y za Herbertem iść - „idź jak ci którzy szli
nrzed toba i zeineli w üiasku" bo tak ida ci co mvśla
że to sie da zrobić Że można obie te Dostawv Dogodzić
Z historii teatru można wiele takich przykładów dać
Ale można bv też soointować to w SDOSÓb innv i Dowiez-ue m o ż n a uy tez spuiiiiuwac I U
Ą\A
7

P

A

p

r n

spu

&lt;.: niwłv nie sranie Ro
P

nrzviac że istnieie -

RÓP

y

y

Sztuki — ieśli

zawsze żvcie doczesne tvl

^ i \ T r ^ ^ ü B i ^ n d e n t n y

zbawia „gdzieś

tam"'

Zbigniew T a r a n i e n k o : Pozwolę sobie na jedną
uwagę: jeżeli nie ustalimy słownictwa, znajdziemy się
za moment na ruchomych piaskach. Już powstały wąt­
pliwości co do rozumienia misterium, a w przerwie
przeprowadzaliśmy z p. Robotyckim rozmowę dotyczą­
cą znaczenia terminu rytuał, obrzęd, ryt. T o wszystko
można rozmaicie rozumieć, bo nasze europejskie ter­

miny są niedawno stworzone. Ireneusz Guszpit wymię- j
n i l Boga Sztuki, takich bogów też znamy wielu: i Dio- j
nizos i Apollo...
Czesław Robotycki: A d vocem metodologiczną I
uwagę. Istnieją takie kategorie - nie zdążyłem Panu
powiedzieć - w logice czy w nauce, która się nazywał
kategoriami rozmytymi i wtedy się mówi, że definiuje
się je przez użycie, nie zakłada się projektującej defini¬
cji, albo tej arystotelesowskiej takiej klasycznej, tylko
poprzez termin, który zaczyna funkcjonować w obrębie I
dyskusji, on wyznacza zakres, o którym mówimy. Dys­
kusja wyznacza zakres, o którym mówimy i może byj
trzeba tak postąpić, bo inaczej jak zaczniemy mówić [
o terminologicznych kwestiach to nie skończymy tej
dyskusji.
Jacek Dobrowolski: Jedna uwaga do tego co Pani
mówił, dla niektórych to, co jest rytuałem dla innych j'
może być przedstawieniem.
A n n a W y k a : Chcę się odnieść do bardzo wczesnej I
wypowiedzi pana Kosińskiego o świadomości artysty,!
o świadomości artystów. Powiedziałabym, że wyjątko-f
wo istotne jest tutaj, mówiąc językiem współczesnym,
właśnie tym „rozpadniętym" czyli analitycznym języ­
kiem, wskazać na świadomość etyczną. Oczywiście I
chodzi o tę, która jest obecna w pracy „Gardzienic",!
a niekoniecznie obecna w pracy innych grup attystycz-I
nych, ale wywodzących się z Zachodu, Europy Zachód-1
niej czy Stanów, czyli mających nieporównywalnie T
uboższe - to nie jest ocena, ale opis obiektywny - do-1
świadczenie egzystencjalne. D a m przykład, jak mi się
wydaje, bardzo wulgarny tzn. sukces Dekalogu Kieślow-I
skiego na Zachodzie jako Dekalogu właśnie! Przecież
to bardzo jest zabawne. W i ę c jeżeli artysta, artyści nie
mają w sobie świadomości etycznej to istotnie możel
doiść do svtuacii dwuznacznej Może doiść do svtuacii
oocMadactwa może doiść do svtuacii Domieszania o rządków wiai4 religii sztuki leżeli bv chciało sie takie
norzadkń.trzJmać Teraz do e r m i n o W i i no i wvmt
kowo n i e w J o d n e i svtuarii takiego człowieka
ki
nie jest członkiem zespołu i w jakiś sposób świadkuje
sytuacji wywołanej przez artystę. Teraz co do sytuacji
terminologicznej i a inaczei niż pan Ireneusz Guszpit
Nie
stetv Uważam
że w ,J
iNie nowiem
powiem niestety nowiem
powiem stety
u a a
chwili pracujemy dla bardzo specyficznego pisma,
w którym każda osoba, która zabiera tutaj głos odpo¬
wiedzialnie, proponuje jakieś swoje rozumienie i i n |
więcej rozumień rytuału czy misteriów w naszej rozmo­
wie będzie, t y m promieniowanie tego zeszytu „Kontek­
stów" będzie większe. N o i „Konteksty" przyzwyczaił?
nas już do tego, że się poruszają pomiędzy, ponad trady­
cyjnie zakreślanymi dyscyplinami, więc ja bym się tego

214

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANGOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

nie bala wcale, absolutnie. Wczoraj Zbigniew postawił
przed nami straszliwe zupełnie zadanie, używając jed­
nego słowa, którego bardzo nie lubię i staram się uży­
wać innego terminu. Przytoczył opinię Schechnera, ja­
koby „Gardzienice" były teatrem postmodernistycznym.
Ja bym powiedziała tak: czy działają w sytuacji ponowoczesnej, czy w jakiś sposób bóle, ale zarazem radości
sytuacji ponowoczesnej są i m w jakiś sposób bliskie, czy
są ich doświadczeniem? I tutaj bym była całkowicie dy­
daktyczna.
Chciałam bardzo silnie podkreślić, że zupełnie czymś
innym jest doświadczenie za Baumanem, „ponowoczesności" w wydaniu zachodnim czy amerykańskim, a zu­
pełnie coś innego oznacza tutaj ten styk tego, co naj­
starsze z tym, co najnowsze, bo ja tak rozumiem sytu­
ację „Gardzienic". Jeśliby wrócić do naszych relacji
o doświadczeniach w kontaktach z „Gardzienicami":
kiedyś „Nowa Wieś" ogłosiła konkurs, to był siedem­
dziesiąty któryś rok, i ja napisałam tekst: „Gdy stare na
powrót nowym się staje" - o tym, jak rozumiałam wte­
dy pracę „Gardzienic". Uważałam, że wygrałam ten
konkurs, taka byłam głupia. Ponieważ to, co o n i w t y m
czasie tobili, dokładnie szło na przekór, można powie­
dzieć - linii programowej „Nowej W s i " , tzn. to pismo
chciało, żeby rolnik był nowoczesny, żeby chłop przestał
być chłopem, a stał się rolnikiem, specjalizował się itp.,
itd. A tu oni takie rzeczy, staruszki jakieś wyciągają za
uszy, jakichś dziadków i mówią, że to jest bardzo waż­
ne i bardzo istotne. I potem w jakiejś innej formie ten
tekst włączyłam do większej rozprawy, doktotatu, ok.
dziesięć lat później czyli w 1984 roku. N o i jakby ta te­
za sprzed lat znowu się sprawdzała teraz, z tym, że wte­
dy jeszcze o żadnych takich świństwach jak „postmo-

dernizm" czy „ponowoczesność" nie było mowy. Jeszcze
nie krążyła ta terminologia, zwłaszcza w tak nieprecy­
zyjnym wydaniu, jak to się często dzieje teraz.
Zbigniew Benedyktowicz: Jeżeli można się wytłu­
maczyć, być może ja przywołałem jakiś nieistotny epi­
zod z tej krakowskiej dyskusji, ten epitet „postmoder­
nistyczny teatr", chodziło tutaj o problem stosunku do
tradycji. Ponieważ w tym spotkaniu po spektaklu,
w t y m „Zgromadzeniu", gdzie następuje eksplikacja za­
uważyłem, i bardzo m i to odpowiadało, zresztą i te
„przypisy" podczas spektaklu, zapowiadające - nie
wiem jak to nazwać - „didaskalia", informacje jaki
tekst będzie śpiewany, z którego wieku, m i nie prze¬
szkadzały, bo budowały właśnie pewien dystans,
a szczególnie w tej drugiej części, stanowiły pewną za­
bawę, pewną grę z tymi tekstami. T o nawet czasem tro­
chę przypominało sztuczki kuglarza. A teraz Państwu
puścimy slajd z wazą, oto gest, a teraz ruch, i zaśpiewa­
my. I Staniewski tak jak dyrygent, wywołujący na sce­
nę kolejnego aktora-insttument. A w trakcie
strój zabawa gry: zrobimy to pokażemy odtańczymy
Dokażemy iuż ten Jakby efekt Mogłohw to wszystko
zbliżać do tych niepokojów i pytań o stosunek do tra¬
dycji w postmodernizmie Bo to też jest pytanie Nlyślę
że ten kierunek, często może niesłusznie utożsamia
z jakąś taką dowolnością. Z taką żonglerką, która wy­
chodzi poza ten głębszy kontekst, a nawet właściwie
ten dystans jest już daleko posunięty, bo my „postmoderniści", dzieci krytyki i zwątpienia, dzieci „herme­
neutyki podejrzeń" jesteśmy już ponad tymi tekstami
i gramy czasem wbrew ich przesłaniu, dekonstruujemy,
wywracamy na nice. Zupełnie inne stanowisko niż przy
tej postawie rekonstrukcyjnej, należącej do tradycji
„hermenutyki rekonstrukcji", hermeneutyki amplifikacji, poszetzania sensu, gtomadzącej wiązki znaczeń
i sensów. Ja tutaj nie mam wątpliwości, i upietał bym
się, że „Gardzienice" to teatr, czy działanie hermeneutyczne, a nie postmodernistyczne, jak ocenił to prof.
Schechner, że tu jest ten stosunek do tradycji inny wy­
nikający właśnie z szacunku dla tekstu, tak jak dla te­
go obcego spotykanego w wędrówce.

A n n a W y k a : N a pewno nie arogancja wobec tek­
stu, czy szerzej - wobec tradycji jako takiej.

Siedzą od lewej: Krystyna Bartol, Jerzy Danielewicz.
Fot. Przemek Sieraczyński

Zbigniew Benedytowicz: Ale twórcy postmoder­
nistyczni są też częstokroć bardzo wykształceni i budu­
ją tę wyrafinowaną swoją twórczość z dużym zapleczem
wiedzy. Generalnie chodziło o stosunek do tradycji, te
elementy gry i też radości zaprezentowanej tutaj dru­
giej części, dla mnie są czymś istotnym, jakąś taką war­
tością, niech m i wybaczą obecni tu filologowie, że to
nie musi być z takim trudem i potem, jak to potocznie

215

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

sądzi się o studiach naukowych. Mnie bardzo to zain­
teresowało i podobało się, jak pan profesor Daniele­
wicz mówił, nie wiedziałem o tym, że takie próby doko­
nywane są w kręgu filologów. Mianowicie te próby re­
konstrukcji we współpracy z muzykami, odtworzenia
sytuacji artystycznej, bo jest taki stereptyp nauki, któ­
ra jest albo bardzo żmudna, albo nudna. Widać, że to
nie musi być tak wcale. Natomiast tu w formie tej eksplikacji jest przesianie, że z tej drogi również można
mieć radość, można mieć zadowolenie. T e n cały jakby
wykład, przypis, komentarz: „jak dochodziliśmy do na¬
szego przedstawienia" to dla mnie jest jeszcze jedna ta¬
ka manifestacja oochwałv życia nauki tei drogi wła­
śnie obcowania z tekstami. T o tylko żeby się wytłuma­
czyć z przywołania określenia Schechnera. Niepokoją­
ce dla mnie - ale to iest temat na inna rozmowę — że­
byśmy A n i u za bardzo też lokalnie tych zachodnich lu­
dzi nie dyskredytowali, bo są tam pewne czasem ten­
dencje, ale one są takie same, w ogóle we współczesnej
cywilizacji, których my teraz doświadczamy, i którym
nie tylko oni ulegają, wystarczy przecież chociażby zaj­
rzeć do listy, skąd ci goście na pierwszym panelu zaj­
mujący się światem antycznym pochodzą. Właśnie
stamtąd z tamtego świata, z USA, z „Zachodu". N o po­
wiedzmy ze świata... tych działań autentycznych, które
nie są - o czym mówił p. Dobrowolski - na sprzedaż,
i tutaj dotykamy zupełnie już innej rzeczy, innego pyta­
nia, czy nie obawiacie się Państwo, że „Gatdzienicom"
może grozić komercjalizacja. Bo w tej drugiej części
eksplikacji zauważyłem coś takiego, jest tam bardzo
duża dawka edukacyjna, że jednak Państwo jeżdżą
i trzeba tym berlińczykom młodym, albo tym Ameryka¬
nom albo tym młodym Polakom, podać to doświad¬
czenie w uproszczonej forrnie&gt; czy nie obawiacie się, ze
aby dotrzeć do tego widza trzeba to podać z pewnym
skrótem, spopularyzować?

Włodzimierz Staniewski: T u jest misja odwrotna
- pogłębić.
A n n a W y k a : Przepraszam, proszę o ad vocem. Jeśli
mówiłam o Zachodzie en bloc, to pamiętam takie spo­
tkanie z Miłoszem, jego pierwsze spotkanie w Polsce
w 1981 roku z młodzieżą polską w warszawskiej „Sto­
dole". I Miłosz powiedział wtedy, że jeśli porównuje
młodzież kalifornijską, amerykańską, angielską i polską
taką jaką spotkał, to niebo i ziemia. Jego zdaniem dla
narodzin jakichkolwiek tendencji k u duchowości pottzebna jest umiarkowana deprywacja. Ja tylko to mia­
łam na myśli, że jeżeli jesteś pozbawiony pewnego ele­
mentu deprywacji, jeżeli cierpienie jest nieobecne
w twoim życiu, to do pewnych rzeczy w egzystencji
z powodu wygody - nie możesz się dokopać. I za „Gar­
dzienice" ośmielę się powiedzieć, że komercjalizacja i m

nie grozi m.in. dlatego, że o n i zawsze najpierw ludziom
dokładają gdziekolwiek się pojawią i człowiek zaczyna
myśleć nad swoją marną egzystencją, czy nie mógłby jej
jakoś pogłębić? N p . co można zrobić z własnym ciałem,
duch ucieleśniony.
Włodzimierz Staniewski: Jeśli można, parę zdań..,
Parę luźnych uwag na temat kilku kwestii, które tutaj
zostały zasygnalizowane. Ja teraz, patrząc wstecz, wi-1
dzę, że jestem „tym który tłumaczy" i że staram się tłu¬
maczyć na język współczesny i na współczesny sposób
rozumienia dawne teksty. Jak rozumiem epokę, jak ro­
zumiem dawny sposób odczuwania człowieka i świata.
Najpierw jest Dzieło. Wiekopomne dzieła literackie są
dla mnie jak dar boży. D o tego jest dodana kropla, ma­
ły okruch własnej inwencji. Taką rolą jest chyba rola
„tego który tłumaczy". Czyli do tego dzieła dodaję tyl­
ko swoie małe zaklęcie. Dlatego też w interpretacji
każdego z przedstawień ja bym najchętniej wracał do!
utworu literackiego z którego Drzedstawienie wyszło
Gdvbvsmv rozmawiali o Metamorfozach to naichetniei
bvm nróbował dokonać analizy dzieła Aouleiusz i J\
trzeć iak dalece to co iest utworem scenicznym iest
swego rodzaju przełożeniem utworu literackiego. '
Parę zdań na temat tańca... W tym duchu został teil
wykreowany ruch sceniczny. T u nie ma dowolności. Ja I
chciałem puścić w ruch freski. Zadano tu wcześniej p y l
tanie na temat praktykowania ruchu obrotowego. Prof
szę bardzo... Jest krater z Taranto z V w. przed Chrystu-|
sem z figurą wirującej dziewczyny, na co wskazuje nie'
tylko układ nóg i rąk, ale uniesiona ruchem, w charak-I
terystyczny klosz, spódnica. Na wielu innych malowi­
dłach tańczących menad można dopatrzyć się ruchu ob­
rotowego na ptzykład „Menady oddające cześć DionM
zosowi" z terakoty z Muzeum Narodowego w Neapolu. 1
N a freskach z Villa Dei Misterii ramiona inicjowa-:
nych kobiet uniesione są jak w tańcu flamenco.
W jednym z tłumaczeń Safony prof. Danielewiczal
jest taki wers, że dźwięk aulosu mieszał się z trzaskiem!
kastanietów, czy - „zrywał się z trzaskiem kastanietów". T o ciekawe, że użył pan porównania do kastanie-1
tu. W oryginale nie może być słowa „kastaniety", botol
jest insttument hiszpański, nowożytny. Nie było więcl
takiego instrumentu. Były brzękadełka, dwie metalowe!
płytki przymocowane do palców. Pewnie takie, jakużfl
wane do dziś w krajach arabskich, nazywane tamsagaf
Mamy więc t u przykład inwencji tłumacza. Tej kropli
dodanej do Dzieła. A l e inwencji świetnej, bo otwieraj
jącej natychmiast całą sferę emocjonalnych i wizualf
nych doznań i skojarzeń, znakomicie oddających i Idi
mat wiersza, i energię, i temperaturę obrazu. Obrał
i zdarzenie są przywołane „jako żywe", jak i
w zwyczaju mówić. Użycie wiernie nazwy własne
zmroziłoby pewnie cały obraz i „umuzealniło" go.

216

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

Rzecz jednak w t y m , że instrument nazywany dziś
kastaniety nie tylko nie odbiega w swojej konstrukcji
od podobnych instrumentów używanych w starożyt­
nej Grecji, Egipcie, A z j i Mniejszej ale „jako żywo" je
ptzypomina. I nie byłoby trudno udowodnić, że w sta­
rożytności również używano dwóch małych, wklę­
słych deseczek, mocowanych na palcach; środkowym
i kciuku... Nie da się natomiast zrobić podobnego po­
równania między kitarą a gitarą, nie narażając się na
śmieszność.

cą, w której odbywa się obrzęd tłoczy się dziki tłum
i w tym dzikim tłumie dzieją się rzeczy zgoła nieprzy­
stojne. Kobieta, która ze mną przyjechała, opowiadała
jak to w ścisku mężczyźni dość bezceremonialnie nastawali na nią.
Zawarte wrota kaplicy otwierają się od czasu do cza­
su i paru ludzi usiłuje wedrzeć się do środka. W mo­
mencie, kiedy człowiek wdziera się do środka, wchodzi
w świat sacrum, wchodzi w świat zdarzeń, które odzie­

Wróćmy do ruchu obrotowego, w oparciu o który

rają z niego, oczyszczają go, zdzierają z niego to przy¬
branie uczestniczącego w biesiadzie, w karnawałowym

budowałem kulminacyjną scenę Metamorfoz.. Poddaje
się w wątpliwość stosowanie takiego ruchu w obrzę­

zgiełku. A przecież ten karnawał ma formę. T o jest też
formą obtzędową, tyle że socjalnego, a nie transgresyj-

dach i rytuałach w starożytności, ponieważ brak na to

nego charakteru. Jest rodzajem gry, społecznej gry,

materiału dowodowego. Ja twierdzę, że stosowano go,
bo nie mogło być inaczej. Za materiał poszlakowy, jeże­

w której dzieją się rzeczy wywołujące w nas skojarzenia
niskie, zmysłowe. I przychodzi ten moment kiedy uda­

li nie dowody, posłużyć mogą malowidła, o których
wcześniej wspomniałem.

je się wejść do kaplicy, czyli wchodzi się do pietwszego
kręgu i nagle to wszystko co jest w nas człowiekiem

Najmocniejszym jednakże argumentem pozostaje
dla mnie fakt wielkiego ładunku energii, siły witalnej,

społecznym zostaje odarte. Bierzemy udział w rycie.

tajemnicy jaki zawarty jest w t y m ruchu. Jak również
elegancji i immanentnej dyscypliny. T e n ruch jest
skończoną formą. Dlatego pewnie istnieje ciągle w ob­
rzędach ludowych i w niektórych religijnych prakty­
kach ekstatycznych.
Oczywiście „ten który tłumaczy" musi używać for­
muł, jakich używa się np. w poezji. Formuł porównania
„tak-jak", których pełno i u Mickiewicza i u Homera.
Czy kontemplując zatem malowidło przedstawiające
tańce menad wokół idola Dionizosa, tej z Neapolu jak
i tej z czary Makrona z muzeum w Berlinie możemy
mieć pewność, że one wykonują ruchy posuwiste czy
zachowują się „tak - jakby były w obrotach". Przy pró­
bie odczytania autor utworu scenicznego wejdzie
w spór z naukowcem. Tyle, że naukowiec nie da pełnej
gwarancji na to, że menady wykonują jedynie ruch po­
suwisty, podczas gdy autor tworu scenicznego powie:
widziałem t o w żywych jeszcze obrzędach tradycyj­
nych, pradawnej metryce. Przez to, co istniejące czy**
tłumaczę to, co już nieistniejące".
Teraz, jeżeli chodzi o interpretację obrzędu Sante­
ría... Jest zupełnie inna sytuacja widza uczestniczącego
w obtzędzie od sytuacji widza na przedstawieniu te­
atralnym. Jest to sytuacja człowieka, który musi starać
się o znalezienie się w pierwszym rzędzie. T e n , który
nie stara się o znalezienie w pierwszym rzędzie jest siłą
rzeczy uczestnikiem biesiady, której interpretacja zale­
ży od jego stanu wewnętrznego. Dla jednych uczestnic­
two w biesiadzie to jest popijawa, dla innych jest to ro­
dzaj uważnego, pokornego oczekiwania na wezwanie.
Chcę powiedzieć o jednym ze swoich doświadczeń,
o którym już wspominałem na spotkaniu w Krakowie.
Chodzi o obrzęd tarantyzmu odprawiany w Pulii, we
Włoszech. Otóż tam jest taka sytuacja, że przed kapli­

I tutaj jest pewien kłopot bo to Ywmasa wysiłku pe w**
nej determinacji, to wymaga ryzyka przekroczenia proc^ii tc^ wvm.aŁ?a też ryzyka bycia być może śmiesznym
bo mv stoiac w trzecim czwartym szeregu bronimy i a '
koś swojej pozycji społecznej. Bronimy swojego stano¬
wiska , swojej persony.
Ireneusz Guszpit: Muszę przerwać, bo z przykro­
ścią stwierdzam, że Włodek nie potrafi o t y m mówić
w kategoriach pozainsynuacyjnych, i z przykrością
muszę powiedzieć, że czuję się urażony tym, że nie
chce mnie zrozumieć. Czym jest przykład Włodka
z Pulii? Jest przykładem miejsca, w którym to się
dzieje zawsze. T o nie jest tak, że o n i przyjechali tutaj
i pokazali coś, co nie jest właściwe i m , tylko Włodek
pojechał do n i c h . T o jest ta ważna różnica.
Włodzimierz Staniewski: Ja chciałem tylko po­
wiedzieć, że sytuacja obrzędu związanego z tradycją i n ­
ną niż nasza, wymaga od nas dość zdeterminowanego
i ryzykownego kroku przekroczenia pewnego progu, po
to żebyśmy mogli zbliżyć się do istoty tego zjawiska.
Obrzęd Santeria jest czymś, co można traktować z du­
żą rezerwą ze względu na ofiary z krwi, ale na miły Bóg,
to jest obrzęd, który istnieje, jest to obrzęd, który jest
jednym z obrzędów ofiarnych, które mogą przypominać
nam świat dawnych misteriów. I teraz jest pytanie czy
traktujemy to jako byt niezaprzeczalny, mocno zako­
rzeniony, czy traktujemy to trochę jak kolonizatorzy,
i , 5 y i d z ą w tym humbug i chcieliby tych ludzi na­
wracać na, bardziej subtelne formy zachowań religij­
nych Ktoś kto nie iest dotknięty zaklęciem z wysoko¬
ści" zawszebedzie miał problem z każdeso rodzaju reli '
gia z k a ż d e j rodzaiu obrzędem łestem świecie orze
konany I r k u - i d a r u j że robię wycieczkę w twoją stro

217

t

r Z

w

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

nę - że źle byś się czul w Kalwarii Zebrzydowskiej, źle
byś się czul na Grabarce...
Ireneusz Guszpit: N o właśnie, byłem tam kilka­

teatr, objawiania Boga przez teatr, więc może zdanie,
które Pan przywołał miało dla niego inne znaczenie niż
dla Pana. O n przecież chciał stworzyć zakon działający
poprzez teatr.

krotnie...
Włodzimierz Staniewski:... i źle byś'się czuł w ob­
rzędzie tarantyzmu, już nie mówiąc o mistycznych ob­
rzędach islamu. Jest to ciągle kwestia tego czy religia
ma stanowić pewnego rodzaju narzędzie wyznawców
do walki z innymi wyznawcami czy też religia ma być,
poprzez swoje formy misteryjne, zwiastunem otwarcia,
przyzwolenia. Po to zaprosiłem te wszystkie zjawiska do
Krakowa, na żadnym gwałtu nie czyniąc. O wyjeździe
Santerii decyzję podjęła cała społeczność. T a m się od­
było parę narad, w trakcie których rozmawiali nie tyl­
ko starsi czy mają wyjechać, ale również pytano bóstw
i bóstwa dozwoliły. Ja myślę, że Misteria otwierają per­
spektywę wzajemnego zaufania i zrozumienia. Religie
często funkcjonowały jako narzędzie dezawuacji i n ­
nych wyznań. Najwyższy czas żeby formy misteryjne
formy obrzędowe były tym alefem ta szczeliną która
wprowadza nas w inne tajemnice i pozwala nam by
swoją tajemnicę czynić bliską tajemnicy innych wy¬
znawców.
Dariusz Kosiński: Misterium jest zjawiskiem para­
doksalnym, stojącym na pograniczu. Inaczej się w nie
wchodzi. Mnie się wydaje że to co „Gardzienice" robią
jest szalenie misteryjne.

Zbigniew T a r a n i e n k o : Czy to nie dylemat? Jeden
z ojców awangardy teatralnej współczesnej, bo tak
można powiedzieć o Szajnie, w rozmowie o młodym
człowieku, który wybiera drogę i chce wybierać między
zakonem a byciem reżyserem teatralnym powiedział, że
musi wybrać albo jedno, albo drugie. Jak ktoś wybiera
reżyserię teatralną, to jeszcze nie wie, więc pyta, i nic
to wspólnego z religią czy z Bogiem mieć nie może.
A ten, który wybiera zakon, to już wie - i koniec.
Gdzieś jest ważna granica.
Dariusz Kosiński: Ja bym na tak wyraziste posta­
wienie tej granicy nie przystał. Dotykamy tu zjawiska,
które nazwałbym religijnym poszukiwaniem poprzez
teatr. Mówić o n i m niezwykle trudno, bo twórcy,
zwłaszcza współcześni, bardzo rzadko mają odwagę
przyznać się do religijnego wymiaru ich pracy. Zamiast
tego używa się często szyfru mówiąc na przykład
0 energiach grubych i subtelnych. Więc poruszając te
problemy skazani jesteśmy zawsze na ryzyko i niepew­
ność. Wydaje m i się jednak, że warto postawić tezę, iż
w teatrze współczesnym, zwłaszcza polskim, istnieje
bardzo wyraźny i niezwykle ważny nurt poszukiwania
poprzez teatr wartości transcendentalnych.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Artystyczno-transcendentalnych, czy religijno-transcendentalnych?

Zbigniew T a r a n i e n k o : Przepraszam, że wchodzę,
ale czy to jest jedyne określenie misterium?

Dariusz Kosiński: Nie wydaje m i się, by ta różnica
miała jakieś znaczenie, jeśli w ogóle taki podział ma
sens tuż po końcu wieku, który tak radykalnie odrzucił
1 zanegował transcendentalne wartości artystyczne.

Dariusz Kosiński: Nie.
Ireneusz Guszpit: Można powiedzieć najprościej,
że to jest tajemnica. I mamy definicję, w której się
wszystko mieści.
Dariusz Kosiński: N o tak wszystko się mieści, więc
nic nie można powiedzieć.

Głos z sali: Myślę, że religia nie zakłada wiedzy, że
też jest poszukiwaniem, że nie jest czymś gotowym i da­
nym, ale zadanym i w niej jest również pytanie i nie­
pewność dokąd się idzie.

Ireneusz Guszpit: Może najbardziej tutaj istotne
jest to, że ta Wyprawa, bo ja jakoś przywiązany jestem
do tego słowa, zawsze jest twórczym transformułowaniem. Jestem bardzo przywiązany do takiego zdania,
które wypowiedział jeden z wielkich ludzi teatru: „te­
atr stworzył Bóg dla tych, którym nie wystarcza ko­
ściół".
Dariusz Kosiński: A l e świętej pamięci człowiek,
który to zdanie wypowiedział niemal całe swe życie po­
święcił urzeczywistnianiu idei docierania do Boga przez

218

A n n a W y k a : Bardzo jestem wdzięczna wszystkim, I
których mogłam posłuchać dzisiaj i wczoraj, tym bar- I
dziej, że tak się nieszczęśliwie złożyło, że nie uczestni- I
czyłam we wcześniejszych spotkaniach Państwa. I
Szczególnie chciałam podziękować, użyję tego terrnjj
nu, filologom klasycznym. Dlaczego? Dlatego, że coś I
takiego było w życiu Państwa indywidualnie, co sklo-1
niło Państwa do podjęcia tej a nie innej problematyki 1
zwłaszcza, i myślę że to nie jest wybór łatwy w dzisiej-1
szych czasach. Znam kilka osób młodych bardzo, któ-1
re z wielką pasją k u temu również się skłaniają. Mam §

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

nagranie z siedemnastoletnim chłopcem, kompletnie
mokrym, z gorączką, który uczestniczył w koncercie
„Moja i Twoja nadzieja" i podczas suszenia ciuchów
zaczęliśmy rozmawiać. O n m i nagle mówi, jest czwar­
ta nad ranem, o swoich studiach klasycznych, filolo­
gicznych, a ja słucham tego nie zdradzając własnej
nieśmiałej pasji i własnego nieuctwa, bo nigdy nie
miałam czasu żeby porządnie nauczyć się greki, przy­
najmniej filozoficznej greki starej. Ja sobie w ogóle nie
wyobrażam, jak można było tak okaleczyć edukację,
żeby nas pozbawić tego narzędzia ćwiczenia umysłu ja­
kim jest greka starożytna, z jej pojęciami, i jak strasz­
liwe rzeczy się stały z nauką w wieku X X i jak niezwy­
kle prymitywny stał się język współczesny. Iloma zda­
niami musimy oddawać dziś sens pojedynczych pojęć
greki starożytnej, filozoficznej na przykład. Właściwie
każde pojęcie, które odkrywałam było odkrywaniem
świata, trochę tak jakbym czytała Chandlera, dreszcze
po plecach: co też m i się odkryje z tej kombinacji liter.
Nie wiem, jak można było wywalić języki klasyczne
z edukacji, ja się załapałam na łacinę, na grekę już nie.
Na lektorat uniwersytecki przychodziły dwie osoby;
profesor uczył zarazem hebrajskiego i greki, potem,
umarł I potem w życiu człowiek jest już zbyt zajęty, le
śli pozwolą Państwo na taki metakomentarz i przepra
szam żenię indywidualnie tylko iako gruoe postaram
sie nósrrzegać Państwa to iesr niesamowite na co Pań
siwo zwrócili nwape w Met arabach
i co sami nrzeia'
wiacie jdKO
iako osobowości
Z'
osouowosci badawcze
uacidwcze, i osoby
osouy no
po prostu.
Tn iest ta niesłychana lekkość która wvdaie sie że
! W raka W i

rZ

rańrzarv Dionizos

f Z o f r a i z a r

jest taKa leciutKa tańczący uiomzos, n ozor tańczący
przeci wzięciem trucizny i o jest wtasme to nadzwy­
czajne połączenie. Ula r a m rrotesor dodam tyle, ze
ranie oczywiście nie chodziło o samą somę i żadnemu
teatrowi tego typu, żadnym artystom tego typu me
j chodziłoby o samą somę tylko zęby wtasme owe m m bra disiecta poznania jak m o w i Leszek Kołakowski,
nieszczęsnego X I X , X X wieku z powrotem do kupy
ztozyc. Cielesność ma mesc duchowość i nawzajem,
i mamy tak się wtasme czuć, jak się Państwo czują, odterając Metamorfozy i miec w sobie tak niesamowitą
I radosc, którą ma się obcując z kulturą antyczną, grecj ką. Dzisiaj w kuluarach rozmawialiśmy z Panem Profe­
sorem o cenie. Troszeczkę może w związku z ApulejuI szem. K t o to taką cenę zapłacił za ten wykwint, za tę
rafinadę - niewolnicy, mówił Pan Profesor, ja podsłu­
chiwałam z rogu stołu. A l e radość moja niezwykła, po­
nieważ kiedy pisałam kiedyś jedną taką małą książecz­
kę, to nawoływałam, za hermeneutykami niemiecki­
mi, do studiowania terminologii filozoficznej greckiej
i może by coś z tego dla współczesnego świata wynika­
ło w sensie myślowym. Chronienia świata, chronienia
sztuki, dzięki bardziej prawdziwemu, właściwszemu
postrzeganiu. Pojęcia są filtrem postrzegania.

Tomasz R o d o w i c z : Mogę coś wtrącić spoza stołu?
Chodzi o termin „koło zamachowe", który pojawia się
często w tej rozmowie. Chciałbym go doprecyzować
tak, jak go użyłem w tekście do naszej płyty z muzyką
grecką. T e n pomysł, właściwie odkrycie Maćka Ry­
chłego, bo trudno to nazwać pomysłem, żeby muzykę
antyczną odczytać rytmami nieparzystymi, nadało na­
szej interpretacji siłę i ruch koła zamachowego.
Nieparzystość rytmu, co słychać w całej muzyce bał­
kańskiej, powoduje, że koniec jednej frazy jest począt­
kiem następnej - nie ma zatrzymania, odpoczynku,
końca. Linearność przebiegu muzycznego zamienia się
w kolistość i kumulację energii. Słabe części frazy na­
pędzane są siłą mocnych. Kiedy Maciej nad tym grec­
k i m materiałem siedział, nie było to jeszcze takie oczy­
wiste. Wszystkie rekonstrukcje muzyki antycznej po­
sługiwały się „linearną" i statyczną interpretacją tej
muzyki. Obecny t u Lech Trzcionkowski pytany o to
mówił jednak, że do wielu utworów, nad którymi pra­
cowaliśmy, właściwym rnetrunij wyzn.aczon.ym przez
stopy metryczne samego tekstu jest rytm 5/8.
M a r t i n West w wydanej w 1992 Ancient Greek M u ­
sie tylko część zabytków muzycznych ptzedstawia w ryt­
mach nieparzystych, a w najnowszym opracowaniu wy­
bitnego muzykologa Johna Landelsa z 1999 w dziele
Musie in Ancient Greece and Rome, które podsumowu­
je stan badań nad antyczną muzyką, zdecydowana
większość przykładów jest już podawana w metrum
nieparzystym.
Czyli to, co cztery lata temu było prowokacją - czy­
tanie muzyki antycznej przez muzykę tradycyjną, ludo­
wą - dziś okazuje się faktem, jedną z żywych, realnych
możliwości jej czytania! Siła i energia tej muzyki mu­
siała być tworzona poprzez realizację wielkiej poezji
greckiej w złożonych nieparzystych rytmach.
Może to dotyczyć nie tylko poezji i dramatu. Maciej
Rychły opowiadał m i , że widział niedawno film o ja­
kimś małym państewku z centralnej A f r y k i , w którym
pokazywali paradę wojskową, gdzie żołnierze swój
marszobieg realizowali w rytmie nieparzystym. Zaprze­
czenie naszego wyobrażenia o wojskowym marszu ale
biła z tego jakaś moc kumulowania energii, a nie jej
wytracanie Proszę sobie wyobrazić taki bieg wojowni¬
ków greckich - te siłe która sie tworzy ze zmienności
akcentu, z przenoszenia ciężaru ciała po kilku krokach
z jednej nogi na druga lak długo można tak biec la
kie były snosoby uczenia takiej sztuki utrzymania
w iednym L i n i e i iednym rytmie kilkudziesięciu czy
kilkuset wojowników, przebiegających dziesiątki kilo¬
metrów?
7

Pracujemy w „Gardzienicach" nad nieparzystymi
rytmami od paru lat i wiemy, jakie energie one budują.
Przy nałożeniu na symetryczność naszego ciała „asyme­
trycznego" zmiennego akcentu w ruchu, tańcu czy

219

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

śpiewie tworzy się siła zamachu tego koła. T o tyle, co

wstrząsającego, ale mrocznego i ponurego Awwab-

chciałem dodać o tzw. kole zamachowym.

ma, cóż poradzę tak m i się zapisał w pamięci, nie
wiem czy i jak się to ma w stosunku do innych ptzed-

Jacek Dobrowolski: Ad vocem. Pod Maratonem

stawień, niesie właśnie radość. Jest to złożone odkty-

hoplici w ciężkim uzbrojeniu biegli kilka kilometrów

cie pamiętając o t y m elemencie misteryjnym, o tym

i walczyli.

przejściu w triadzie „życie - śmierć -życie", o czym też
na jesieni profesor Lengauer mówił, o tej triadzie 1

Włodzimierz Lengauer: Nie kilka, jeśli można

w strukturze misteriów bios-thanatos-bios. Mnie siej

sprostować, tylko znacznie więcej. T o jest właśnie

wydaje, że t u w Metamorfozach ten akcent jednaki

największy wyczyn wojowników maratońskich, a nie

jest położony na pochwale życia, która przechodził

bieg posłańca do A t e n , wymyślony chyba znacznie

przez wtajemniczenie w śmierć, ale jest pochwałą ży-JJ

później, bo Herodot nic o n i m nie wspomina. N a t o ­

cia. I dlatego dla mnie „Gardzienice" sytuują się na I

miast wyczynem jest przebiegnięcie armii hoplitów

drugim biegunie innego wielkiego odkrycia i wielkiej

ateńskich spod Maratonu do A t e n . Biegli w pełnym

go dokonania, w polskim, i światowym teatrze , jakimi

uzbrojeniu i zdążyli stanąć na brzegu w szyku, n i m flo­

był teatr Kantora nazywany powszechnie teattettil

ta perska opłynąwszy Attykę zagroziła miastu. A to

śmierci. T a m mimo ukojenia mimo szyderstwa walki I

jest odległość ponad 40 k m (tyle liczy droga dzisiejsza,

z pamięcią odpędzania zmarłych był to lament płacz!

nie wiemy dokładnie, jaką drogą biegli wówczas żoł­

nad zmarłymi

nierze ateńscy).

jakby ten drugi człon dialogu teatralnego

tragizmem życia i historii. Tuta iest I

istotny, odkrywający pochwałę życia
c a yi

A n n a W y k a : Czy mogę jeszcze pół zdania powie­

wtdje

bardzo!

radości życial
1

w

dzieć, moja matka była aktorką tego teatru - zakonu,

siła tego spektaklu Być może t u kryje się jedna zod-l

o którym t u wspominano,. dlatego wyjątkowe emocje

t^rwirioA^i

odczuwam w czasie naszej rozmowy.
Zbigniew Benedyktowicz:

K

Chodzi o „Redutę"

Osterwy.

nowskiego i Osterwy.

cr&gt;nf-\rl-a

radość t

|t n

snółr

I

s i c z t - a l H m 7Qrtiumfpm

D O rano c Kultury wspoic

snei C 7 ta ekstaza kultu I

ej,

y t

|

ry współczesnej to, co proponuje wersja wspoiczesn •

wa, być może to też wywoła inne głosy, i będziemy
mogli zmierzać do p u n k t u trzeciego. Chciałbym po­
wiedzieć rzecz znów być może oczywistą, ale skoro po­
jawiło się to już w wypowiedziach o sile z jaką oddzia­
łują Metamorfozy, że ten spektakl spotyka się z takim
odbiorem pełnym zachwytu, była t u mowa o informa¬
tyku i jego zachwycie, o t y m , że młodzi ludzie, studen­
ci mówią, że dużo tam jest z energii podobnej do m u ­
zyki techno i t d . , i t d . A więc ta żywość i aktualność, to
wydaje m i się, że rzecz, która także powracała

WCZO"

raj, to pewien element ekstatyczny, obecny podczas
tych pierwszych wiejskich wyprany gry w deszczu, t u ­
taj przywołanej. Myślę że wielka taka wartością od¬
krywaną i dochodzącą do głosu w Metamorfozach jest
tutaj radość Profesor Schechner nawet na t y m spo­
tkaniu iesiennvm w Krakowie powiedział że zobaczył
Grecie nasycona elementem

wtajemniczenia. W Metamorjozacn
się

zaczerpniętym

iakbv z'tradycii chasydzkie!" w którym właśnie obec
na iest ta eks atyczna radość I wvdaie m i sie że ten
tron iest dość ważny Proszę iak wiele znaczeń odczy
e n L i a techno i chasydzi' Dla mnie

ten' spektakl ' Gardzienic" w przeciwieństwie

do

ta traza kończąca!

rzeba abyś nie rozumiał... przeszedłem podro-l

zowaiem, doświadczyłem

Zbigniew B e n e d y k t o w i c z : Jeśli można dwa sło­

rań porównań

tn

jest radością płytką, złudną wypraną z tego gięDszego.

A n n a W y k a : Tak chodziło tutaj o „Redutę" Lima­

tutai

A\ci--7t±ar\

powieozi dlaczego to spotyKd się z tdKim zdciiwytcni|B

ma swoje potwierdzeń*!

zakorzenienie i ugruntowanie. 1 o
rozumiał

-

Współczesna

„trzeba abyś n&gt;e|

ma swoją głęboką moc

pocieszenia.!

k u l t u t a jeśli już oferuje radość,

I

przede wszystkim rozrywkę, ekstazę wielkich maso!
wych spektakli. I ta kultura masowa jest nie tylko, żel
kompletnie odmóżdżona, ale wyprana z tego doświad!
czenia mistetyjnego, czy inicjującego w śmieić.

I

Zbigniew T a r a n i e n k o : T o nie jest tylko radośl
Złotego osła - spójrzmy na Carmina Burana. A jedno!
cześnie Carmina to niestety okręt śmierci, a Mariusl
Gołaj w Złotym Ośle po wtajemniczeniu też raczej pla!
cze niż się śmieje. Radość „Gardzienic" jest dosyć pol
dejrzana. M i m o to istnieje aprobata życia po cierpię!
niu, mimo złego losu, mimo śmierci. I jest czymś, col
jest jednym z fundamentów „Gardzienic". Wczoraj!
mówiłem o źródłach w poszukiwaniu prawdy i dod
łem, że przy odrzucaniu czegoś, co się uznaje za praw
dę i pójściu dalej - nie znajdując jej, jednocześnie moi'
na odnajdywać sens. Coś takiego ciągnie Staniewskie
go k u nowym rzeczom - i z całym szacunkiem do tego
co można znaleźć w perspektywie wiedzy, nauki im
świecie, wcale nie na jakimś określonym terytorium
ale w ogóle na świecie możemy mieć radość, aprobatę
życia. Jej żywioł przenika spektakle „Gardzienic".

220

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANOOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

Ireneusz Guszpit: Patrząc na wszystkie przedsta­
wienia „Gatdzienic" to można powiedzieć, że mamy tu
do czynienia - znów używając takiego elementarnego
języka - z zaciętością na życie. W „Gardzienicach" we
wszystkim jest „zawziętość" na to życie, w związku
z czym nie odpuści się w żadnym aspekcie, w żadnej
cząstce życia. Czy to będzie tragizm, czy to będzie h u mot, czy to będzie sarkazm, czy to będzie miłość, czy to
będzie liryzm, cokolwiek by to nie było.
Jacek Dobrowolski: Myślę, że możemy już przejść
do ttzeciego punktu, - „znaczenie i rola inicjacji i m i ­
sterium w kulturze europejskiej".
Zbigniew Benedyktowicz: Ja chciałem jeszcze po­
prosić pana dra Kubikowskiego, który chciałby nawią­
zać do poprzednich wątków.
Tomasz K u b i k o w s k i : Do jednego wątku: frag­
mentaryczności. Otóż mam wrażenie, że jakkolwiek
i Awwakum i Carmina były budowane z małych etiud,
w Metamorfozach fragmentaryczność uwidoczniona jest
najwyraźniej: przez chropowatą fakturę całości i przez
tę „konferansjerkę", przeciw której pan profesor Danielewicz protestował, a którą ja sobie tutaj cenię. Dla
mnie nadaje to przedstawieniu wiarygodność. Dlacze­
go? Pewnie pierwsza odpowiedź będzie taka, że to, co
w ogóle wiemy o kulturze greckiej jest fragmentarycz­
ne i że to bardzo pociągający rys tej wiedzy. Mnie to
niebywale frapuje w Grecji, na której się nie znam głę­
boko, ale do której wciąż wra.cB.rn że mam tam same
ułomki. One otwierają pole dla wyobraźni, może je
wstawiać w wiele różnych światów i wielu światów się
w nich dopatrywać. Jak Słowacki wzdychał na temat
Króla Leara - Szekspirze Duchu zbudowałeś górę sto razy
większą od tej, którą Bóg postawił... boś ty ślepemu o prze­
paści prawił... tak jest z Grecją. Jesteśmy ślepi, z opo­
wieści ułomków widzimy niebotyczne góry i chętnie się
w nie oczyma duszy wpatrujemy. Powtarzam, ja przy­
najmniej z trudem mogę od nich te oczy oderwać.
I teraz co w Metamorfozach cenne, to uzyskany dzię­
ki tej chropowatości nieustanny tuch ludzi podróżują­
cych stąd w antyk i właśnie starających się antyk wy­
obrazić, czy zrozumieć; nie opuszczających swojej toż­
samości, a raczej nieustannie oscylujących między nią
a poszukiwaniem tego, co jest - tam. Nie można sobie
i innym wmawiać, że się w antyk przeskoczyło, że się tę
transcendentną rzeczywistość przeniknęło i przemawia
się w jej imieniu; że się wzrok odzyskało.
Dlatego moment wiarygodny następuje, kiedy Ma­
riusz Gołaj punktuje ekstatyczny rytm okrzykiem
„Pierdut!" Dlatego cenię sobie konferansjerkę, bo
uwiarygodnia. I dlatego boję się trochę o ten spektakl,
bo kiedy go pierwszy raz zobaczyłem to był rzeczywiście

esej teatralny, rzecz szkicowa i niedokończona. Potem
przez dwa lata ewoluował w skończone, porywające
przedstawienie. N o i właśnie: „koło zamachowe" w tym
spektaklu kręci się coraz szybciej, coraz on gładszy, co­
raz spójniej przebiega i czy nie doprowadzi to w końcu
do zamknięcia? Czy fragmenty nie zbiją się w całość
i nie przestanie pociągać to co między nimi? Jeśli tak
się stanie, to będzie punkt dojścia do neoklasycyzmu
w kolejnym wydaniu. Jak u humanistów odrodzenio­
wych, którzy z pełną świeżością odkryli antyk, studio­
wali antyk, rekonstruowali antyk, a potem to kostnia­
ło, ttaciło impet... Czy tak i tutaj będzie?
Jacek Dobrowolski: Ptzejdźmy do trzeciego punk­
tu. M y żyjemy w niezwykłej epoce. To niesamowite, że
możemy korzystać z tak wielorakich doświadczeń reli­
gijnych, ta mnogość inicjacji obecnie na rynku, szcze­
gólnie na rynku amerykańskim, wręcz przeraża. Jak by­
łem w 1970 roku w Londynie to był czas medytacji bud­
dyjskiej, były też najróżniejsze kościoły parachrześcijańskie, gnostyckie. Potem w 1980 byłem w Stanach i zu­
pełna mania na punkcie szamanizmu, widziałem ogło­
szenia: „Przyjdź z własną grzechotką, podróże do wyż­
szych i niższych światów, tyle i tyle kosztuje". Ttzeba
wiedzieć co jest co i trzeba umieć to odcedzać, w każ­
dym razie świadczy to o ogromnej tęsknocie. Z jednej
strony to jest tęsknota za doświadczeniem i poznaniem
głębszym niż potoczne ponieważ naszej kulturze jak
mówiliśmy-- brakuje tego wymiaru duchowego i eksta¬
tyczne 2 0 a z drugiej strony jest tęsknota za taką S WO*"
bodną nieokiełznana ekstatvcznościa z iednei stronv
tęsknota do nraw naiwvższvch wvdobvć z siebie nailen
szv akord a z d r n g i e i s t r o n v tęsknota za iakaś dzikością
za tvm

r ó archaiczne

to iest bardzo m o d n e

r a k o w i e zwyuarzeine
darzenie p
no K
k ad z vy w d
a łi o
ostatnie w K
ixrdKowie
u

I tak iak
misteria

i inicjacje Ja chciałem zestawić dwa spektakle przepra­
szam dwie inicjacje, pierwsza to inicjacja Wirujących
Derwiszów, niezwykle szlachetna i niezwykle harmonij­
na, nie będę wypowiadał się o głębi, bo to już jest pyta­
nie do tych, którzy brali udział, tych którzy powtarzali
to boskie imię w trakcie wirowania. Ten rodzaj ruchu,
bardzo harmonijnego, uspakajającego chciałem zesta­
wić, skontrastować z inną inicjacją, na którą wybrali­
śmy się za Kraków, inicjacją Santeria, kultu nawiedze­
nia, z Kuby pokrewnego woodu, gdzie miał zupełnie i n ­
ny charaktet, ten ruch był taki spazmatyczny, te bębny
wywołały energię o charakterze jakby wulkanicznym.
To, co m i się podobało w Santerii to kunszt taneczny
ludzi możemy tylko pozazdrościć Często zazdrościmy
czarnym tego fenomenalnego poczucia rytmu tego
o gr o mne go talentu oddania się rytmowi. To, co myśmy
zatracili w naszei kulturze Kiedvś bvlv u zarania chrze
ściiaństwa oróbv Dodtrzvmvwania starożvtnvch chorei
ale od czasów jak Św. Jan Chryzostom patriarcha Kon-

221

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIEN1CACH I METAMORFOZACH

stantynopola, powiedział, że tam gdzie jest taniec tam
jest i diabeł, to to się skończyło. T o był spór między teo­
logami dogmatycznymi a ekstatykami... T e n taniec
Santerii był niepokojący, ten taniec był niezwykle dyna­
miczny i był to jakby inny rodzaj ekstatyczności. Ja nie
byłem do końca, ponieważ nie lubię krwawych ofiar
i przeszkadzało m i zdecydowanie składanie ofiar z kur,
gęsi i z prof. Lengauerem podziękowaliśmy o północy.
Rozumiem, że to było potrzebne dla tej wspólnoty, ro­
zumiem, że to jest częścią ich rytuału, rozumiem, że ten
rytuał bardzo tam ich terapeutyzował, tam były jakieś
napięcia ogromne i ten prowadzący kapłan bardzo
zręcznie potrafił pogodzić ludzi, rozwiązać ich problemy,
kłopoty tym niemniej dla nas ofiara krwawa jest już
transgresją. Ja nie muszę cofać* się w tę dzikość mnie to
nie fascvnuie sa ludzie ktorvch to fascvnuie i D o w i n n i
sie zastanowić moim zdaniem dlaczeeo rozlew krwi tak
bardzo ich bierze i co to w nich wyzwala. Ja uważam, że
zdecydowanie
należyy zdawać
y
uawdc sobie
suu sDtawe
p
ę z tak zwanych misteriów wysokich i misteriów niskich Ktoś mo
żerni Dowiedzieć że orzecież Dionizos i t d N i e wiem
czy mam rację, ale te misteria wysokie dionizyjskie, jak
widzimy po freskach z Villa dei Misterii, tam już te
krwawe ofiary były zredukowane, to nie było to samo co
pierwotnie, gdzie się rozrywało żywego byka. Chociaż
w starożytności było tyle krwi, była taka fascynacja,
składano hetakomby. Ja myślałem, że to mamy za sobą,
że z krytyką krwawych ofiar wystąpił i Zoroaster, i Pita­
goras, i Budda, i Jezus. Ja osobiście tego nie potrzebuję.
Natomiast bogactwo form inicjacyjnych tanecznych

i nietanecznych jest tetaz tak duże i jest to tak dostęp¬
ne i ja się cieszę, że Staniewski sptowadził Santerię, na- \
tomiast nie uważam, żeby to był ten kierunek, którym
należałoby tak wszystkich inspirować, że następny nasz
krok to będzie składanie ofiar zwierząt. Nawiasem mó­
wiąc prowadzący ceremonie zalecił jednemu z tancerzy,
by po powrocie na Kubę złożył ofiarę z kozła. M a m na­
dzieję, że nie powstaną grupy, jak na razie tylko satani­
styczne grupy składają krwawą ofiarę, mam nadzieję, że
w tym kierunku to nie pójdzie. T e n rodzaj ekstatyczno-1
ści, który jest w Złotym Ośle uważam, że jest najwłaściw-'
szy, to wszystko co było t u powiedziane, ta wielka ra- '
dość, te organiczne, nieparzyste rytmy, ten organiczny I
ruch bez takiej przesady, w której my się kompletnie I
chcemy zatracić w konwulsyjności w przekraczaniu tćv '
bu, kiedy robimy komukolwiek krzywdę.
Dariusz K o s i ń s k i : Festiwal Misteria, Inicjacje byl |
oczywiście wydarzeniem szczególnym z kilku różnych
względów, m . i n . z takiego, że ujawnił o n pewną po¬
trzebę, równie silną co trudną do precyzyjnego określe­
nia. Kiedy po zakończeniu Festiwalu rozmawiałem j|
o n i m ze studentami pierwszego roku teatrologii, [
z pewny zdziwieniem usłyszałem, że większość z nich I
była zawiedziona. Gdy zacząłem dopytywać się o przy¬
czyny, okazało się, że najczęściej spodziewali się oni I
wtajemniczenia w coś, co będzie i c h prawdą. Oni I
wręcz oczekiwali, że coś się i m objawi. Stąd też wzięło I
się tak silne dążenie do tego, by pojechać na Wysoką, I
gdzie miał się wszak odbyć „autentyczny rytuał". W po- I

Siedzą od lewej: Włodzimierz Lengauer, Krystyna Bartol, Jerzy Danielewicz. Fot. Przemek Sieraczyński

222

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

wietrzu wisiało bardzo mocne przekonanie, że tam coś
się wydarzy, że wydarzy się coś takiego, co zmienia ży­
cie. Nie wydarzyło się i stąd pewnie rozczarowanie.
Jest też i tego rozczarowanie strona druga. Weźmy
przykład derwiszów. Pan Dobrowolski użył określenia
„szlachetna inicjacja", „szlachetne misterium". Zgoda,
ale tylko do momentu, w którym publiczność zaczyna
bić brawo, a ci odnawiający kontakt z bóstwem kapła­
ni kłaniają się i aż się prosi, by ktoś zawołał „bis!" Jeśli
to rzeczywiście, jak mówił przed pokazem szejk Kesova,
miało być „mistyczne arcydzieło", którego celem było
połączenie wirujących z Bogiem, to jaki sens miało za­
praszanie widzów?
Maciej Rychły: Sama motywacja takiego wyjazdu
jest ciekawa. Wyobraźmy sobie, że w Polsce zbiera się
grupa żarliwych katolików i zbierają formy żywej religij­
ności i pomyślą sobie, pokażemy światu jak to napraw­
dę w Polsce jest z tą katolicką wiarą, wysyłamy taką
ofertę i jeździmy po świecie pokazując na festiwalach
jaka jest ta żarliwość katolicka prawdziwa polska. Ja
myślę, że taka schizofrenia się nie pojawi, ale jeśli się
pojawi to nie pokaże prawdy. Jest pytanie zwrotne.
Czesław Robotycki: Rzeczywiście, z antropologicz­
nego punktu widzenia rzecz biorąc ma pan rację, ponie­
waż wszędzie tam, gdzie dla żywego zjawiska kultury po­
wstaje rama, którą tworzą scena i publiczność, tam ro­
dzi się konwencja i traci się istotny sens rytuału, bo ry­
tuał ma sens, on nie jest dla widza, jest dla uczestnika.
Dariusz Kosiński: Mamy więc niejako dwa aspek­
ty, dwie strony swoistego nieporozumienia - niewierzą­
cą publiczność oczekującą objawienia i wierzących
„czyniących", z niejasnych przyczyn zamieniających
swój rytuał w widowisko. Obie te postawy zaburzają
kruchą harmonię misterium, jako zjawiska o dwóch
twarzach. W przypadku pierwszym widzowie chcą do­
trzeć do dostępnej tylko wierzącym sfery wewnęttznej,
w drugim sprawujący ceremonię usiłują narzucić w i ­
dzom niewierzącym rolę wyznawców.
Zachowanie tej harmonii jest zależne od świadomo­
ści tego, który misterium przygotowuje i w tym sensie
odważę się powiedzieć, że jedynym misterium w czasie
Festiwalu Misteria, Inicjacje były gardzienickie Meta­
morfozy.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Dokładnie.
Ireneusz Guszpit: Otóż to z czym mieliśmy do czy­
nienia w krakowskiej sytuacji było to podglądanie ich
rytuałów. Można wyobrazić sobie sytuację antropologa,
który jedzie w miejsce, dla którego jest to właściwe. Je­
żeli to tam jest i ja tam jestem, i na to patrzę, to ja wte­

dy wiem, że ja profan postawiłem sam siebie i patrzę na
to jako oglądacz, jako obserwator czegoś, co jest ich
właściwością, i nie mam żadnych złudzeń, i pretensji.
Jest to sytuacja antropologa, sytuacja badacza. Nato­
miast jeżeli ja zapraszam do odczynienia obrzędu tutaj,
to towarzysząca temu konwencja teatralna wszystko
burzy, musi zburzyć.
Ja użyłem w Krakowie sformułowania, którego nie
użyję dzisiaj, chociaż nie wycofuję się z tego, tylko pro­
szę, by zwrócić uwagę na sytuację podglądania.
Dariusz Kosiński: Jeszcze... co do podglądania,
tam byli podglądacze - owszem oni stali pod oknami,
to była ochrona, ochroniarze... po raz pierwszy krąg
uczestników, ci którzy byli w środku nie byli podgląda­
czami, większość ludzi szła bardzo blisko czyniących
i próbowała być przy nich...
Ireneusz Guszpit: Jestem w sytuacji podglądacza.
T o nie znaczy, że ja się skrywam... I dlatego brakowało
m i rozmowy w Krakowie, żeby w końcu porozmawiać
0 tym, że najlepszym przykładem takiej swoistej rytualności były „Gardzienice", bo to one zaprosiły nas do te­
atru, a nie na obrzęd.
Włodzimierz Staniewski: N i k t z protagonistów
obrzędu ani uczestników nigdy nie ma o to żalu, wprost
przeciwnie, pewien moment zaciekawienia posunięte­
go do dość daleko idącej ingerencji osoby, która naj­
pierw jest widzem, później świadkiem, a później uczest­
nikiem, jest rzeczą pożądaną i oczekiwaną. Wierzcie mi
Państwo albo nie wierzcie, ale tak było w każdej sytu­
acji, w której ja uczestniczyłem, a uczestniczyłem
w wielu obrzędach. Oczywiście jest taki moment,
w którym widz-przybysz ustawiony w trzecim,
tym szeregu, próbuje dostąpić łaski bycia w pierwszym
szeregu i bywa tak, że prowadzący się na to nie zgadza,
1 że ta społeczność, która czynnie uczestniczy w obrzę­
dzie, wykonuje parę bardzo charakterystycznych ru­
chów, które są sygnałami na „nie". Wtedy się wie, że
trzeba pozostać w sytuacji widza. Obrzęd, misterium
ma to do siebie, że jest też teatrem i można w nim być
widzem. T o nie jest tylko i wyłącznie czynne uczestnic­
two. Równocześnie można być świadkiem i przychodzi
moment, kiedy można być uczestnikiem. Ta trzystop­
niowa formuła jest zagadnieniem, nad którym biedzę
się w swojej pracy. Szukam rozwiązań na utwór sce­
niczny, w którym ci, którzy są zaproszeni, mogą prze­
chodzić przez kolejne stadia, od widza, do świadka i do
czynnego' uczestnika.
A n n a W y k a : Postaram się najkrócej jak można;
myślę, że warto wrócić do tego bardzo istotnego pyta­
nia, które postawił Jacek o potrzebę krwi, o potrzebę

223

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

okrucieństwa, ja bym się tak okropnie nie gorszyła tym,
co tam prawdopodobnie mogło się wydarzyć i dopro­
wadzić do śmierci zwierząt. Dopóki w Polsce są niele­
galne hodowle psów ćwiczonych do hazardowych
walk, w których te psy okrutnie wychowywane, okrut­
nie się mordują i różni prymitywni ludzie robią na tym
wielkie pieniądze, tak więc to nie jest właściwość jakie­
goś tam ludu gdzieś, to jest również właściwość ludu
polskiego w specyficznym rozumieniu tego słowa. T o
jest pierwsze, drugie - widz podgląda, a świadek,
uczestnik - nie. W „Gardzienicach" czułam się podglą­
daczem raz jeden jedyny i prawdopodobnie było to we
mnie bardziej wtedy, kiedy była sesja o roli słowa w te­
atrze i Chajkin, powiem po naszemu - Czajkin, po wy­
lewie uczył się na nowo mówić. Ogromny tekst był
nam rozdany po to, żebyśmy byli świadkami, że on na­
prawdę próbuje mówić, ów właśnie, długi i trudny
tekst. Rzecz się działa w kościele i to był śmiertelny wy­
siłek człowieka, który na nowo uczy się mówić. Cier­
piałam z n i m strasznie i podziwiałam jego odwagę.
Włodzimierz Staniewski:... to był czysty problem...
A n n a W y k a : I to była tak straszliwa walka Chajkina z samym sobą, że moją pierwszą reakcją było
wyjść, natychmiast wyjść, ale sobie pomyślałam, jeże­
li on się zdecydował na robienie tego wobec świad­
ków, to znaczy on potrzebuje naszej pomocy. I cała
energia, która jest w nas dobra, powinna być skiero­
wana na to, żeby mu pomóc uczyć się na nowo. T o ty­
le do podglądacza. Teraz wprost mówię do Irka Guszpita - tak strasznie mnie zabolało jak ty powiedziałeś,
co powiedziałeś, ponieważ każdy z nas tutaj ma jakieś,
za przeproszeniem, formalne tytuły naukowe, za prze-*
proszeniem, tzw. pozycje z wyjątkiem ludzi najmłod­
szych, więc kiedy mówiłam, że „Gardzienice" dokła­
dają ludziom spotykając sie z n i m i lub gdy ludzie
przyjeżdżają tutaj po raz pietwszy, to właśnie coś ta^
kiego sie dzieje że tamte oficjalne pozycje społeczne
przestają być kompletnie ważne Za to człowiek zaczy
na sie zastanawiać nad ta hierarchia już bym nie pó
wiedziała miejskich wartości tylko w ogóle jak sam
żvie Kiedv Dtzvwiozłam tutaj moia siostrę australii
ską," która miała wtedy ok. 30 lat nikogo nie znała
i tylko słyszała śpiew, bo tak w dawnej chacie pierw­
szej, na początek, na przywitanie się śpiewało. I ona
m i mówi: ja nigdy w życiu nie spotkałam ludzi tak bli­
skich samorealizacji, użyła takiego terminu, jeszcze nie
rozmawiając z n i k i m z Was w ogóle, tylko odbietając
śpiew jako formę wypowiedzi Was jako poszczegól­
nych jednostek, już nawet nie artystów, tylko ludzi.
I to bywa tak szalenie udetzające i my nieśmiali Pola­
cy, kulturalni Polacy, jacyś tacy, no, straceńczy inte­
ligenci, hodujemy pewną nieśmiałość, hodujemy pew-

ną intymność, nie bardzo chcemy, żeby może ta inge­
rencja była taka ostra w to, k i m jesteśmy dziś.
A teraz: 20 lat temu - gość, widz - świadek - uczest­
nik. Oczywiście może być i dalszy etap: twórca czegoś
swojego. N a przykład praca Krzysia Czyżewskiego, pra­
ca Jasia Bernada, Piotra Borowskiego. C i ludzie stąd
wyszli, bez tego doświadczenia tych ludzi by nie było.
Trzeba o tym jasno powiedzieć. N a szczęście oni sami
w swojej pracy już dziś są dojrzali i odważają się do te­
go przyznać.

Wspomniałam o siedzeniu w klombie i obiecałam, że F
opowiem dzisiaj. T o siedzenie w klombie. Otóż było tak j
właśnie w czasie tej sesji „Rola słowa w teatrze", że ja
bardzo chciałam jeszcze raz zobaczyć Awwakuma i za-;
miast zrobić to bez pozwolenia, mówiliśmy wczoraj o ry-!
górze, poszłam do Włodka i zapytałam, czy ja mogę jesz- (
cze raz, a Włodek powiedział - nie. Jakie emocje wcho-|
dziły w grę! Jedliśmy wtedy w Lublinie w restautacji l
śniadanie, ja zaczęłam strasznie płakać, część zespołu
otoczyła mnie, odbyliśmy naradę roboczą, tak się złoży-'
ło, że akurat byli Australijczycy i oni mówią - my cię
przemycimy i o n i mnie przemycili do „Gardzienic".
Wszystkie przygotowania trwały w kaplicy, jeszcze było
tak dużo ludzi, że wyjęliście ramy okien na moje SZCZC'
ście i ja skulona żeby mnie nie było widać tak się
śmiertelnie bałam żebyś mnie nie zobaczył, tak się
śmiertelnie bałam że mnie wywalisz skulona w tym
klombie p r z e s ł u c h a ł a m d o ś w i t u A ^ a W Coś cu­
downego o drugiej części tego doświadczenia nie będę
mówić bo obiecałam że bede mówiła krótko ale póki
sie rzeczy toczvłv na dole a myśmy siedzieli na eóne
w srogu siana sie ukryłam żeby nie było mnie widać'
nagle jakiś wóz się zbliża, więc ja znowu przerażona po-'
twornie, że zostanę wykryta, kuń, wóz, facio siada kolo
mnie, zaczyna rozmawiać, ja mówię - nie - muszę mil­
czeć. I tak przesiedzieliśmy pół nocy, dopiero na śniada­
niu go poznałam - raczej wyczułam tam jego delikat­
ność. Dziś wielki mój przyjaciel Marek Tomza, wspania­
ły rzeźbiarz. Wtedy jego rolą było złożenie stołu „dolne­
go" i przewiezienie go furą z łęgów na górę. Ta przyjaźń
się tak narodziła. Ze wspólnego, wzajem uszanowanego,
milczenia, ciszy. Dziękuję ci Włodku bardzo.

L

Włodzimierz Staniewski: A n i u , jeśli pozwoliJ
dodam coś do tego. T o doświadczenie, jak również k i f l
ka podobnych doświadczeń skłoniło mnie do podjęcB
decyzji, że ja już nie będę ludziom mówił co im wolnB
oglądać, a czego nie. N i e c h warunki naturalne d e c y d j
ją o tym, kto powinien być widzem, kto gościem, M
uczestnikiem. I to jest podobna sytuacja jak z obrał
dem. Jest element libacji w wielu misteriach, jest e l l
ment zachowań niskich i marginalnych w wielu obrzM
dach, łącznie z mszc|. Są takie obrzeża, szczególnie pnfl
wielkich świętach gdzie jest element libacji i to jesttaB

224

�T A N I E C Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ F R A N C O I S . R O Z M O W A O G A R D Z I E N I C A C H I M E T A M O R F O Z A C H

Jasełka. Zgromadzenie noworoczne 2001 w Gardzienicach. Fot. Przemek Sieraczyński

225

��TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

��TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O OARDZIENICACH I METAMORFOZACH

stare jak stary jest obrzęd. Musimy mieć świadomość
stref po to, żeby wiedzieć jak się odnaleźć. W przeciw­
nym razie czujemy się sekowani, potraktowani w spo­
sób niewdzięczny, zdekomponowani. T e n strach przed
dekompozycją jest czymś z czym musimy sobie umieć
w takich sytuacjach radzić... Pewne zdarzenia, pewne
przypadki są immanentnie wpisane w obrzęd, i może
błąd popełnia scjentystyczny umysł, który chce je wa­
loryzować, nakładać na nie etyczną sztancę.
Tomasz R o d o w i c z : Chciałbym jeszcze wrócić do
wątku Santerii. Już w czasie dyskusji panelowej w A k a ­
demii Teatralnej w Krakowie mocno się zirytowałem,
ale nie było wtedy miejsca na zabranie głosu. Nosiłem
to w sobie dość długo, więc chciałbym parę słów po­
wiedzieć o znaczeniu tego doświadczenia.
Oczywiście, Jacku, że gdybyś chciał mnie posądzić,
że jestem zwolennikiem przelewu krwi, to byś m i zrobił
krzywdę. Każda śmierć każdego stworzenia jest dla
mnie bolesna, tym niemniej te rytuały się odbywają,
mamy na to wpływ czy nie. Z tego właśnie względu by­
ły słane do Kubańczyków pytania, czy może ich rytuał
się odbyć bez zabijania zwierząt, bo to jest zbyt dra­
styczne dla naszych oczu. Nie mógł się odbyć. Pertrak­
tacje dotyczyły wreszcie absolutnego minimum ofiary,
żeby stał się rytuał. T o były długie faksowe dyskusje mógłby lepiej o tym opowiedzieć Darek Kosiński.
Rytuał się odbył i żeby go poznać musiałem być jego
świadkiem, nie widzem, podkreślam - świadkiem. Za­
stanawiałem się, czy wytrzymam, gdy na moich oczach
będą zabijać zwierzęta, czy nie zwymiotuję, czy poko­
nam wewnętrzny sprzeciw? Myślę, że takie pytania każ­
dy sobie zadawał. Jednak pchała mnie potrzeba pozna­
nia rytuału, misterium, bo żyjemy w kręgu kultury i re­
ligii, w której zostaliśmy oddzieleni od tego, co trans­
cendentne przez pośredników. A t u nadarza się okazja
spotkania z grupą ludzi, którzy umieją nawiązywać
kontakt z tym, co nadzmyslowe. Znalem historię tej
grupy. Jose Iglesias, chyba cztery lata temu, gdy po raz
pierwszy przyjechał do „Gardzienic", opowiadał m i
o swoim spotkaniu z n i m i na Kubie. Wiedziałem, że
oficjalnie występują jako grupa taneczna „Conjunto
Folklórico jlaeuev"
w Guantanamo&gt;
s y Fprzyy uniwersytecie
y
ale należąi też do wspólnoty
religijnej
F
&amp; &gt; iodprawiającej
F
&gt;&lt;i iob¬
rzedv Santerii T o bvło iedno z waznieiszvch wydarzeń
wieéo kubańskiej podróży edv poznawał synkretyczne
rei I rozwiiaiace sie w wielkie, nrzestrzeni nowstałei
po zwalczanym przez Castro chrześcijaństwie
Czytamy dziesiątki książek na ten temat, analizuje­
my wiarygodność źródeł, dyskutujemy o początkach re­
ligii i teatru, a tu pojawia się możliwość, pierwszy raz
w Polsce, jeśli nie w Europie, że grupa z innego końca
świata podejmuje się odprawić cały skomplikowany ob­
rzęd Santerii. Spróbują przywołać do Dworu na Wyso­

kiej pod Krakowem swoje bóstwa, a my możemy to sa­
mi sprawdzić, zobaczyć, podejrzeć, może zauczestniczyć? I w t y m miejscu chciałbym nawiązać do tego, co
powiedziała A n i a Wyka. Oczywiście, są te cztery kręgi,
które trzeba przejść w poznawaniu tego typu wydatzenia. A l e wg. mnie w innej kolejności: jest podglądacz,
jest widz, jest świadek i jest uczestnik. T o są kręgi, któ­
re trzeba przejść kolejno żeby dojść do centrum wyda­
rzenia, do tego, co jest jego istotą. Szczególnie, jeśli jest
ono spoza własnej kultury. W zależności, z którego krę­
gu się to ogląda, taki jest charaktet doświadczenia
i możliwość opisu.
Ja przyjechałem z Krakowa w drugiej grupie, po na­
szych Metamorfozach, na drugą część wieczoru i musia­
łem przejść przez wszystkie te kręgi. Najtrudniej było
na początku. Zobaczyłem jakąś absurdalną sytuację: n i
to dyskoteka, n i to wiejska zabawa, wielki plastikowy
namiot, kolorowe reflektory. Kręcą się ochroniarze,
nie wiadomo, o co chodzi, nie wiadomo, kto tym kie­
ruje. Wchodzę, widzę tłum biegający, wirujący, ktoś
półpijany - po prostu zgroza. Pomyślałem sobie, że jest
jakaś totalna porażka, że nic się nie wydarzy, że nie da­
l i rady.
Wiedziałem, że muszę podejść jak najbliżej, wejść do
samego środka, żeby zobaczyć i cokolwiek z tego zrozu­
mieć. Zapytać siebie jako praktyka, czy jeśli mnie oszu­
kują, czy jestem w stanie to rozpoznać, czy nie? Czy na­
stępuje coś realnego i czym będę to rozpoznawać, to
rzeczywiste wydarzenie, albo jego brak? Oczywiście,
kiedy najpierw podglądałem, to też zobaczyłem peep¬
-show, niedobrego słowa użyłeś, Irku, nie ty byłeś jego
uczestnikiem, tylko ochroniarze, którzy zza plastikowej
szyby wydarzenie obserwowali. T o najgorszy obraz, jaki
śni m i się po nocach: czterech goryli za plastikowym
okienkiem, którzy podglądają, śmieją się i komentują.
Ja też miałem problem, przechodząc przez tę bandę
półpijanych ludzi, przelewających się z jednego do dru­
giego kąta. Jednak wchodząc później w środek zobaczy­
łem że sam kapłan iest już zupełnie pijany i chyba nie
panuje nad sytuacją.
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Choćby nawet się
ugryzł, chcę przypomnieć sytuację inicjacji mojej, prze­
praszam, że ci przerywam, w Żywocie Protopopa Awwakuma z tutaj obecnym weteranem naszych wspólnych
bojów T o m k i e m Rodowiczem, odbyliśmy kiedyś
szesnoastogodzinny rytuał, szesnastogodzinne semina­
rium z obrzędu prawosławnego, pojechaliśmy na Łemkowszczyznę zaprzyjaźnieni z księdzem, który w ciągu
tych szesnastu godzin - od wczesnych godzin popołu­
dniowych aż po wczesne godziny ranne następnego
dnia - odprawiał mszę w różnych cerkwiach, objeżdża­
jąc poszczególne świątynie. Pod koniec, ktoś mógłby
powiedzieć, że był już kompletnie pijany, ponieważ za

229

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

każdym razem musiał spełniać ofiarę, a częścią ofiary,
częścią aktu sakralnego jest przecież wino, już nie mó­
wiąc o tym, że pomiędzy odprawianą służbą wierni
i wyznawcy też chcieli go poczęstować. T o jest tylko
i wyłącznie kwestia werbalizacji sposobu widzenia
struktury obrzędu, struktury misterium, w której pew­
ne rzeczy są immanentnie wpisane, a nasza ocena
scjentystycznego umysłu, który chce waloryzować, na­
kładać do tego sztancę etyczną, być może popełnia błę­
dy. M y popełniamy błąd.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Ale przecież są też... walo­
ryzowane na bieżąco, istnieją różne wartości, z którymi
się przychodzi.
Tomasz Rodowicz: T o nie jest tak, że trzeba mieć
wiarę, nie miałem żadnej wiary. Byłem śmiertelnie cie­
kawy czy coś się wydarzy, czy oni to udźwigną i czy ja
to rozpoznam. Czy będę mógł pattzeć i widzieć wyraź­
nie, co się wydarzyło, z moją wiedzą na ten temat, z ta­
kim dystansem kulturowym, z całym bagażem uprze­
dzeń jak powiedziałby hermeneutyk.
Doszedłem wreszcie do tego kręgu, do granicy mię­
dzy świadkiem a uczestnikiem. C i , którzy odprawiali,
uczestnicy byli bardzo blisko, dotykali mnie, o mnie się
ocierali, wtedy dopięto miałem pewność własnej obec­
ności i wiedziałem, że jestem w stanie dokładnie zoba­
czyć, analizować, przyjmować doświadczenie. Nie mia­
łem żadnych nadzwyczajnych przeżyć, czyli nie udziela­
ły m i się żadne ich owładnięcia. Byłem analitycznie pa­
trzący, zafascynowany tym, co się dzieje, i z radością
widziałem, że umiem rozpoznawać i rozumieć to, co się
wydarza, częściowo przez oczywistość faktów, a czę­
ściowo przez to, że wiedziałem, co się dzieje.
Jako praktyka najbardziej mnie ciekawiło, jaki jest
scenariusz, kto tym rządzi, kto jakie podejmuje decyzje
i w którym momencie, kto prowadzi pieśni, kto muzy­
ków i jak oni się tymi folami wymieniają między sobą.
Tak na to pattzyłem, a później wyobrażałem sobie, pa­
nie profesorze, że to musi być mniej lub bardziej po­
krewne wszystkim misteriom i inicjacjom starogreckim. Musi być ten, kto kieruje i ten, kto wie; ten, k t o
podejmuje decyzje i ten, kto rozpoznaje prawdziwe lub
fałszywe owładnięcie i wkracza, interweniuje, kiedy
wymaga tego chwila. K t o przerywa ceremonię lub ją
rozpoczyna Tej osoby szukałem, tego koryfeusza we*
wnątrz. Była to statsza kobieta, pomocnica kapłana,
która przejęła prowadzenie, gdy ten legł z tyłu, za ołta­
rzem. Prowadziła niemal niezauważalnie, ale w sposób
przeraźliwie precyzyjny z niezwykłą inteligencją ostro*
ścia patrzenia i oceniania w jednym ułamku sekundy
wiedziała co robić Ona decydowała czy kobietę

;

k t ó

:

ra naele ńa nia wpadła ktoś popchnął czy dopada" ja
jakiś duch, czy ją zostawić w tym czy nie. Widziałem

jak to robi, po prostu fantastycznie potrafiła w ułamku
sekundy wyprowadzić ją z transu. Łapała ją za uszy
i naciskała taki bolesny punkt (czasem policjanci tak
wybudzają pijanych na ulicy), jednym szybkim ruchem,
naciskiem i szarpnięciem do dołu natychmiast budziła
tę osobę. Dlatego wydawało ci się to, Zbyszku, podej­
rzane, że ktoś, kto jest w pełnym transie, nagle wycho­
dzi na bok i zapala papierosa.
Mówię tu o poziomie własnego doświadczenia, zwra­
cam uwagę na fakt, jak wiele było wydarzeń czytel­
nych. Jeden moment, zupełnie niesamowity, utkwił m i
w pamięci. Włodek powiedział o swoim doświadczeniu
we Włoszech, tutaj było podobnie. Jest takie przejście,
granica, z której najlepiej się czyta, tam to było pogra­
nicze wysokiego i niskiego, tutaj sactum i profanum.
M a m t u na myśli rolę muzyków. Bębniści, jak wszyscy
muzycy we wszystkich rytuałach są najbardziej cynicz­
ni, choć precyzyjnie wykonują swoją robotę, ostenta­
cyjnie są na zewnątrz, gadają między sobą, piją, wycho­
dzą, gapią się. I c h nigdy nic nie bierze, o n i muszki do­
kładnie grać te rytmy, któte są i m zadane do grania i je
trzymają.
Włodzimierz Staniewski: Koncertem wykonywa­
nym z niezwykłą maestrią.
Tomasz Rodowicz: Oczywiście.
•Włodzimierz S t a n i e w s k i : Maestria musi być
utrzymana w przeciwnym razie cała struktuta pęka.
Tomasz Rodowicz: Stałem za tymi chłopakami,
kiedy coś między sobą mówili, na coś pokazywali, ja też
nagle zobaczyłem, że jest jakiś ruch, że pokazują sobie
jedną z Kubanek, która, trzyma się z boku, jest zdener­
wowana, coś jej nie pasuje i trzyma palce założone,
splecione wskazujący ze środkowym na obu dłoniach.
O n i coś tam jej dogadują, ona fuka i opędza się, jakby
się opierała. Główne wydarzenie dzieje się gdzieś w głę­
bi, a oni t u grają, dziewczyna jest coraz bardziej blada
i wściekła, oni jej przycinają, jeden drugiego szturcha,
wreszcie któryś krzyknął na prowadzącego i wskazał na
nią, ale ona uciekła. Po co trzymała palce? Trzymała,
żeby ją nie wzięło, broniła się rozpaczliwie, nie chciała,
może się wstydziła. Wyleciała na zewnątrz tego kręgu
pod ścianę, ale prowadzący za nią pobiegł, ściągnął ją
w sam środek iednvm ruchem wprowadził w obrót iuż
była owładnięta.
T o są drobiazgi, szczegóły, ale fascynujące o tyle, że
można było zobaczyć kto jest w pełni świadom tego, co
się dzieje, zna możliwości i potrzeby czasu w danym ak­
cie, danym miejscu. Było pełne porozumienie między
uczestnikami. Jak oni fantastycznie pieśń prowadzili, jak
ją podbijali, kiedy próbowała wygasnąć, kiedy traciła

230

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANOOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

moc. Zwróćmy też uwagę, jakie było ich reagowanie na
ludzi z zewnątrz: obojętność, tzn. życzliwa obojętność,
chociaż chwilami miałem wrażenie, że jesteśmy zbyt na­
trętni, łudzimy się, że granicę da się przekroczyć. Nie za­
uważyłem ani jednego momentu, by Kubańczycy patrzy­
li na efekty swojego działania, ani jakie robi to na nas
wrażenie. Nie szukali aplauzu ani akceptacji z naszej
strony. To my byliśmy przez nich akceptowani, ale rów­
nie dobrze mogło nas nie być. I dlatego i m wierzyłem.

go Pacyfiku, postulował i apelował do badaczy, by zni­
żyli się do poziomu ktajowca, jeżeli chcą go zrozumieć.
Uważał, że nie można inaczej rozpoznać kultury niż
przez uczestnictwo. A przy tym wiele jego działań prze­
czyło tej idei. Wiemy to z opublikowanych w latach 60.
dzienników Malinowskiego, tekstów bardzo osobistych
i zapewne nie przeznaczonych do szerokiej publikacji.
Prowadząc badania, często za cygara lub inne podarun­
k i , angażował mieszkańców wiosek do inscenizacji ob­
rzędów. Oglądając je i opisując nie miał sobie za złe
sposobu, w jaki je wywoływał i nie rozpatrywał delikat­
nych kwestii, k i m on sam jest w tej sytuacji: widzem,
uczestnikiem czy świadkiem. Zniżając się do poziomu
krajowca miał jednocześnie poczucie misji, że oto on
rozpoznaje istotę ludzkiej natury

Zbigniew T a r a n i e n k o : Tak było tylko w drugiej
części, w pierwszej sprawdzania efektów swojego dzia­
łania było znacznie więcej.
Włodzimierz Staniewski: N o bo w pierwszej są
gesty tak jak w każdym obrzędzie, zapraszania, są gesty
dzielenia się i objaśniania.
W szczególe może jednak siedzi bóstwo?...

Drugi problem, który trzeba tu przypomnieć, to po­
wszechne w antropologii przekonanie, że nie ma jedne­
go sposobu oglądu rzeczywistości. Idąc tropem książki
Jamesa Clifforda można wyróżnić co najmniej dwa spo­
soby zachowania się w terenie. Jeden, za wspomnianym
autorem, nazwijmy brytyjskim a drugi francuskim. Bry­
tyjska specjalność już od Malinowskiego polega na
tym, że oto, tak jak on, samotny antropolog udaje się
w teren do wybranej społeczności, uczestniczy w jej ży­
ciu i z ogromnymi kłopotami i z dużym wysiłkiem psy­
chicznym i fizycznym próbuje zrozumieć społeczność
i opisuje ją, raz uczestnicząc rzeczywiście w obrzędzie,
innym razem prowokując sytuacje, które chce rozpo¬
znać. Taka była prawda doświadczeń Malinowskiego.
W opublikowanych pracach na wątpliwości k i m był
on, jako antropolog, nie było miejsca. Takie były cza¬
sy Malinowski z pełnym przekonaniem stwierdzał, że
wie iak obrzęd masia lub inna czynność wvelada i oni
suiac dawał odpowiednia wykładnie Włodzimierz Sta'
niewski wymienił nam tu nrzed chwila elementy istot'
ne obrzędu, idąc niejako tropem Malinowskiego.

Zbigniew T a r a n i e n k o : Może jednak diabeł?
Czesław Robotycki: Chcę odejść od szczegółów
tego przedstawienia i powiedzieć pewną ogólniejszą
rzecz. Państwo często odwoływaliście się do doświad­
czenia antropologa w terenie. Stwierdzaliście, że cza­
sem to, co robicie jest podobne do postawy antropolo­
ga. Skoro postać antropologa w terenie tutaj się poja­
wiła, to przypomnę, że już w pierwszej wielkiej mono­
grafii Bronisław Malinowski, w Argonautach Zachodnie-

Znana jest też jednak inna szkoła prowadzenia ba­
dań nazwana przed chwilą francuską. Organizowane
przez nią afrykańskie wyprawy wybierały się w teten ca­
łym tłumem ludzi. Uczestniczyli w nich fotografowie,
rysownicy i inny personel pomocniczy. Czytając opis
takich badań cytowany przez Clifforda w jego pracy
„Kłopoty z kulturą" (omawia tam słynną wyprawę
w poprzek A f r y k i Michela Leirisa Dakar - Dżibutti),
możemy sobie wyobrazić całkowicie inne doświadcze­
nie antropologiczne.

Siedzą od lewej: Włodzimierz Staniewski, Zbigniew
Benedyktowicz, A n n a W y k a . Fot. Przemek Sieraczyński

Trzecia rzecz. Co z tego wynika. J. Clifford i my an­
tropologowie zastanawiamy się, która z tych metod, al­
bo może obydwie, rzeczywiście docierają do istoty ob­
rzędu. Pytamy też, jaka jest rola antropologa przy kre­
owaniu obrzędu, czy może antropologiczne uczestnic­
two nie wykrzywia jego istoty. Są to dzisiaj kwestie, nad
którymi zastanawiają się antropologowie, i co ważniej­
sze wielu z nich, weźmy za przykład Kirsten Hastrup,

231

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

stwierdzają, że wrażliwość artysty jest tu niezwykle
przydatna (Hastrup współpracowała z Eugenio Barbą).
Być może, czasami artysta lepiej niż antropolog może
zrozumieć tę rzeczywistość, bo się jej w pewien sposób
poddaje. A l e trzeba powiedzieć, że antropolog też po¬
winien być artystą, by móc przetłumaczyć rytuał, ma­
gię, w ogóle obcą kulturę. Analogia do roli tłumacza
jest tu idealna. Mówiono tu, że artysta jest tłumaczem.
Antropolog z samej swojej istoty też jest tłumaczem
Przekłada język jednej kultury na inny.

i przyznaję, że jest to czasem wygodna dla mnie pozy­
cja, poza tą rolą, poza tą barierą coś pewnie jest, ale to
już inna sprawa. Z punktu widzenia badacza jest dla
mnie niesłychanie fascynujące spotkanie z innością
i obcością, a potem dopiero pozostawiam już i także in­
nym do refleksji, czy badanie tego, co jest tak zupełnie
inne coś wnosi i co wnosi do rozumienia nas samych.
Wtedy właśnie przychodzi Włodzimierz Staniewski
i robi Metamorfozy, tyle na razie.

Chcę powiedzieć w konkluzji, że problemy, które
pojawiły się w dyskusji nad dziełem klasycznym są też
problemami dzisiejszych antropologów. Nie dają o n i
jednoznacznych odpowiedzi i raczej mnożą wątpliwości
i stawiają pytania o to, co stanie się z antropologią, gdy
będzie ona podważać przekonanie o możliwości prze­
kładu kulturowego. Przy takiej postawie znika potocz­
ne przeświadczenie, że potrafi ona wszystko, co dotyczy
świata kultury, zrozumieć i zinterpretować. Obecnie
sam badacz bardzo często wątpi i może czasem czegoś
nie rozumie i dlatego te kręgi wtajemniczenia, o któ­
rych mówiliście są dla niego również ważnym doświad­
czeniem.

Zbigniew T a r a n i e n k o : Chciałem zwrócić uwagę
na to, że postawy, punkty widzenia, a także cele ludzi,
którzy uczestniczą w rytuale z różnych względów, czy
cele, potrzeby i postawy społeczne, które mieliśmy roz­
patrzeć w pytaniu p. Zbigniewa, podanym nam wcze­
śniej, to zupełnie różne rzeczy i tematy. Zdaje się, że
wszystkie nasze spory są sporami postaw.

Druga kwestia, która się t u pojawia, jest ciekawa
metodologicznie i brzmi następująco: czy doświadcze­
nie antropologa i historyka jest podobne. Antropolog
obserwujący kulturę doświadcza obcości z t y m związa­
nej i celem badacza jest oswojenie innego i jego kultu­
ry. Czy starożytny Grek może być takim obcym dla h i ­
storyka, by ten poprzez studia nad starożytnością mógł
powiedzieć - to są moi Grecy, tak jak mówił Malinow­
ski - to są moi dzicy.
Włodzimierz Lengauer: Chciałbym podjąć ten
wątek, który zresztą wymagałby niesłychanego rozbu­
dowania i to tak z punktu widzenia wręcz historii na­
szej dyscypliny, jak i z punktu dzisiejszych doświad­
czeń. Z mojego własnego doświadczenia powiem, że za­
czynam wykład dla studentów z kultury antycznej za­
wsze od stwierdzenia, że neguję kwestie recepcji, podo­
bieństwa, genezy naszej kultury współczesnej, która ja­
koby się ze starożytnej wywodzi, powiadam, że dla mnie
właśnie najbardziej fascynująca w antyku jest obcość,
jest to, że jest to kultura w moim przekonaniu, jeśli
przez kulturę rozumiemy całość życia społecznego,
w tym antropologicznym właśnie rozumieniu, że jest to
kultura absolutnie całkowicie różna, obca, z którą nas
w uieciu eenetvcznvm łaczv ieśli nie nic to bardzo ma¬
ło. Także teraz to z punktu widzenia już nie tylko szkolara jakim jestem zawsze jestem obserwatorem no
i tuta przyznaje ia wcale nie poczułem sie urażony tym
r o mówił n Stań ewski ale mam nełne noczucie zeza
wsze iestem srhnwarw za moia rola nrofesora za moia
rolą badacza i całkowicie zresztą świadom jestem tego

Bardzo dobrze, że pan Robotycki przypomniał jak
różne można mieć postawy, uprawiając antropologię.
Chyba też można być w skórze profesora, świadka czy
widza, albo nawet kpiarza... Dlaczego nie? Człowiek
jest jak wiatr wolny i może stać z boku, nie będąc ani
podglądaczem, ani uczestnikiem. N i e musi się ptzecież mazać krwią w pierwszym rzędzie, jeśli nie lubi
czerwonego...
.-• .,
:

Włodzimierz Staniewski: T y jako histrion wystę­
pujesz czyli aktor, który komentuje...
Zbigniew T a r a n i e n k o : Można na przykład nie lu­
bić zapachu krwi, albo mieć alergię na kury, na pierze,
zupełnie zwyczajnie i wtedy reagować jakąkolwiek wła­
sną odtrutką, choćby papierosem. Można patrzeć też
na wszystko, jak badacz techniki. T o , co Tomek Rodo­
wicz mówi, było właśnie opisaniem Santerii, opisaniem
jako teatru... Myślę, że artyście wolno mówić, że ma
swojego boga, może go nawet zmieniać, wybierać, wol­
no też mu się jakoś zaangażować - i pewno mimo to zo­
stanie zbawiony - ale sądzę też, że ludziom, którzy są
ludźmi wierzącymi, pewnych rzeczy robić nie wolno.
Dlatego, że zaprzeczą sobie samym czy swojej wierze.
Jest to punkt niezwykle istotny, którego nie można nie
uwzględnić przy dyskusji o cudzych misteriach, czyli
w sytuacji bycia albo antropologiem, albo histrionem,
albo obserwatorem technik, albo jakimś obserwatorem
przypadkowym, który nie może określić swojej posta­
wy, lub nie chce. W Santerii - jak w teatrze - wybiera­
łem różne postawy. Zauważyłem też jakąś kompletnie
dyskotekowo tańczącą dziewczynę, obserwowałem ją
z równym zainteresowaniem, jak obrzęd i tańce Kubańczyków. Widziałem, że jedynie „szefowa" nie pila,

232

rindrzas arlv nili wirlznwie nrzestnirv

nhcerwatnr7v

podczas gdy pili widzowie, ucze tmcy obserwatorzy.
Kapłan tez się „doenergetyzował . A l e ta jego energia
słabo przepływała, i sądzę, że pierwsza część była nie-

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

udana wskutek „niedoenergetyzowania" uczestników
i widzów, którzy nie nabrali energii - nie mogli jej więc
oddać wykonawcom. Po pierwszej części, podczas spo­
tkania podjęli więc decyzję: „Robimy to sami, bez w i ­
dzów", wtedy dopiero nastąpiła obojętność, nie zwra­
canie uwagi na skutki realizacji. Nawet wtedy miałem
rozmowę z Włodkiem: „Jak wy nie pomożecie, nie bę­
dzie rytuału. T o się nie uda..." Zbyt wielu intelektuali­
stów z różnych krajów, dużo osób zimnych, oglądają­
cych z daleka, jeszcze zimniejszych ode mnie.
Do czego zmierzam: postawa artysty jest zupełnie i n ­
na niż postawa uczestnika.
Jeszcze słowo o inicjacji w kulturze współczesnej...
Myślę, że dla wielu staje się nią internet, na pewno da­
je poczucie wspólnoty i uczestnictwa w wiedzy. Dla i n ­
nych są to grupy przykościelne, na przykład Ruch Od¬
nowy w Duchu Świętym, czy ruch Taize. Tego jest d u ­
żo. Dla innych zadania wprowadzające w życie wypeł­
niają subkultury różnego rodzaju, które się odznaczają
tym, że się nosi w skórach, w dziurach albo w dresach,
ja tego nie rozróżniam. T o też są sposoby współczesnej
inicjacji. Dla innych mogą być to także egzotyczne po­
szukiwania czegoś, co było kiedyś rytuałami. Taka jest
współczesna kultuta. Może okazać się, że są to warto­
ści obce, że są one nie do przyjęcia, albo że można ro­
bić z tego jakiś własny ceremoniał.
Maciej Rychły: Ja mam pytanie i do filologów, i do
antropologów. Kiedyś gtałem w jednym zespole z M u ­
rzynem z Zairu i dzięki temu bywałem na murzyńskich
bibkach - jedyny biały - w centrum Poznania. Było to
w połowie lat siedemdziesiątych, kiedyś Masambuku tak się on nazywał - wrócił z Radomia i dopytywał się
usilnie, czy ktoś z Zairu już tam był? Odpowiedziałem
stanowczo, że nie (cóż z takim Masambuku począć?),
a wtedy on wziął swoich koleżków i oświadczył, że
wczoraj M A S A M B U K U O D K R Y Ł R A D O M !
To „odkrycie" uświadomiło m i wtedy, że odkrywca,
jeżeli nie jest przewrotny lub dowcipny, rości sobie pre­
tensje do panowania. „Odkrycie" wasalizuje „odkryte­
go". Czy opisywanie świata szło ręka w rękę z podbojem
i kolonizacją? Czy szkoły antropologiczne francuskie,
angielskie odpowiadały imperialnej, kolonizacyjnej idei?
Drugie pytanie do filologów - czy w starożytności ist­
niała „antropologia", wszak Grecy byli narodem panu­
jącym i organizowali inne ludy?
Czesław Robotycki: Postawa kolonialna, ja od ra­
zu może powiem, ze antropologowie anglosascy mają
potwornego kaca z powodu kolonializmu i oskarżają
swoją własną dyscyplinę o to, że służyła dominacji kul­
turowej i politycznej. Mają z tego powodu ogtomne po­
czucie winy. Zresztą mówił też o t y m w Krakowie p.
Schechner.

Maciej Rychły: Czy „starożytni" nas opisali? Zapa­
miętałem, nie wiem skąd, stwierdzenie, że „znaleziono
ludzi pochodzenia słowiańskiego i oni żadnego sprzętu
bojowego ani żelaza nie mają, grają sobie na piszczał­
kach i kitarach, nie znają też żelaznych trąb, bo l u ­
dziom o łagodnych sercach nie potrzebne są groźniej­
sze rodzaje muzyki". Jakoś tak brzmiała relacja antycz­
nego dziejopisa.
Czesław Robotycki: A l e mamy też źródła, które
mówią, że Mieszko miał fantastyczną drużynę, że miał
świetnie zorganizowanych rycerzy.
Jacek Dobrowolski: Mówisz o muzykach, których
przyprowadzono do bizantyjskiego cesarza, który zdziwił
się, że nie mieli żadnego żelaza przy sobie tylko gęśle.
Włodzimierz Lengauer: Chcę króciutko na to od­
powiedzieć, ale potem chcę nawiązać jeszcze do inne­
go tematu. Znów jest to bardzo ciekawy i złożony pro­
blem i nie tak łatwo udzielić prostej odpowiedzi. Grecy
z jednej strony mieli ogromne poczucie własnej tożsa­
mości i odrębności kultury, z drugiej strony, w gruncie
rzeczy od pewnego przynajmniej momentu, to co było
obce i inne przestało ich intetesować, w najlepszym ra­
zie, jeżeli już widzieli coś godnego zainteresowania, to
intetptetowali to wyłącznie w kategoriach własnej kul­
tury, co zresztą w stosunku do obrzędowości i religii wi­
dać najlepiej, począwszy od dzieła Herodota. Wszystkie
ludy obce, którymi on się intetesuje, jeśli zajmuje się
ich obrzędowością i religią, to one wietzą po prostu
w tych
y bogów
&amp; &gt;w których
y wierząt Grecy.
i- Można by pof
wiedzieć tak, że z jednej strony intetesuje Gteka w i n ­
nej kulturze i u innego ludu tylko to, co mu przypomi­
na siebie same 2 0 ale z drugiej strony można powie­
dzieć zupełnie inaczej i też u ego samego Herodota
można znaleźć ten ślad kiedy on przedstawia dokład­
nie innv lud czv inna kulturę a w szczególności kiedy
n r z e d J w i a n o k r e w r w c b n a m n o d o b n o Scvrów t o bar
L

i e . r i n r e L n a r e O n właśnie n a d s t a w i a i r b iakń

t a k i r ^ e r c i a d ł o ale to zwierciadło które odbija tak
że prawa strona jest lewą stroną, to co jego tam intere­
suje i to, co on tam dostrzega to wszystko jest inaczej
niż u Greków. Musi być inaczej, bo o n i są właśnie inni,
oni są tego zaprzeczeniem. Natomiast - rzecz także
charakterystyczna dla późniejszego zwłaszcza okresu,
kiedy oni się stają istotnie ludem, który podbił cały
prawie świat zamieszkały, oilcumene przynajmniej l u ­
dów cywilizowanych, w tym ludów wschodu - jest wła­
ściwie zadziwiające jak w bardzo niewielkim Grecy so­
bie zdawali sprawę z tej inności; a dlatego sobie zdawa­
li sprawę mało, że mało się tym intetesowali. Przy czym
najbardziej może uderzające jest to, że nawet kiedy już
istniał grecki przekład, no nie całej Biblii, ale Pięciok-

233

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

sięgu, to autorzy greccy tego nie czytali, chyba ich to
w ogóle nie interesowało, no niektórzy, mówię z pew­
nym uproszczeniem, coś o tym wiedzieli i to nawet bar­
dzo wcześnie, ale znów skoro to było inne to tak jakby
dla nich nie istniało, ich to nie interesowało, w najlep­
szym razie mieliby stosunek, który i u Herodota można
było odkryć, tego chłodnego obsetwatora, który na to
patrzy jak na coś zupełnie obcego i najwyżej dostrzega
w tym dowody i inności, i niższości. Tutaj wracam do
tego wątku wokół którego cały czas się obracamy, któ¬
ry jest sarn. w sobie pasjonujący. Zacznę od refleksji
stricte zawodowych, a skończę na bardzo osobistych, je­
śli Państwo pozwolą. Ta zawodowa wynika z tego, że
sobie ptzypominam, że z Leszkiem Trzcionkowskim,
nie pamiętam czy w Krakowie CZV Dt"ZV jakiejś okazji
seminaryjnej wymiany zdań zastanawialiśmy sie od
kiedy właściwie można mówić o teatrze greckim, te¬
atrze takim który niejako przypomina już teatr mesz
czański tzń teatr który noleJa na widowisku ludzie
nrzyrbńdza odadaia sa tylko widzami i tu iest'zawsze

jakiś tekst, coś się przedstawiało, zresztą samo rozpla­
nowanie przestrzeni w telesterionie jest bardzo ciekąwe, tam we wnętrzu znajdują się wszyscy uczestnicy mi­
sterium. W misteriach wszyscy brali udział jako ich
uczestnicy, ale w środku telesterionu znajdowała się
wydzielona kolumnami przestrzeń centralna (anakwron). Zapewne coś tam przedstawiano, odgrywano czy
pokazywano, nie wiemy co i nie wiemy, kto to czynił.
Z pewnością nie byli to aktorzy, a jeśli ich tak nazwie­
my, to musimy stwierdzić, że aktorzy są wykonawcami
świętych obrzędów. Z kolei wprowadzani w wyższy sto­
pień misteriów (epopteia) uczestnicy obrzędu stali lub
siedzieli na stopniach rozmieszczonych w układzie ta¬
rasowym wokół ścian budynku. Byli to więc tylko wi­
dzowie, ale tacy widzowie, których zadaniem było do- i
strzec tajemnicę widzowie którzy oglądając stawali się
wtajemniczonymi i pełnoprawnymi uczestnikami mi¬
steriów eleuzyńskich. Ich udział w świętym przedsta­
wieniu choć Dolegał tvlko na oglądaniu czynił z nich i
posiadaczy tajemnicy.
i
:

a d n y fragment
cytowany hardzo
uaruzo łiduiiy
n a g n i e m autora
auLuia do
uuscć nożnego
puzntgu

z I I I w o n e który tak to mniei
oto Ateńczycy przychodzą, pośniadawszy, po śniadaniu
i po piciu, czyli trochę podpici, przychodzą sobie do te­
atru, zasiadają i tam oglądają, jedząc i pijąc. Jest to
zresztą zachowanie, które do złudzenia przypomina
znane dobrze z literatury pięknej opisy zachowań pu­
bliczności w teatrze czy operze X I X w. kiedy ludzie
w loży prowadzą życie towarzyskie, do loży zaprasza się
na kolację, to, co się dzieje na scenie czasem się oglą­
da, czasem nie, to jest właśnie taki tylko widz, który
czasem się zainteresuje tym, co zobaczy i w wypadku
teatru antycznego nie jest wcale takie proste powie­
dzieć kiedy to się stało. Nie jest bowiem do końca
prawdą, że wtedy, gdy podstawowym elementem
ptzedstawienia stał się tekst literacki, ani że wtedy, gdy
aktorstwo stało się zawodem. Aktorzy bowiem są w te¬
atrze ateńskim zawsze uczestnikami obrzędu, podobnie
jak chóry czy to cykliczne czy tragiczne. Poeta pisze
tekst o znaczeniu religijnym, zawsze chodzi o jego
funkcje religijne a nie tylko estetyczne. Z kolei widzo¬
wie może coraz bardziej odbierają sztukę w kategoriach
estetycznych ale to znów byłoby rozgraniczenie nie
bo widz iest nie tylko widzem

słuszne
w

s

V

j

m

U

C

7

e

, J u

e

m

4

w

i

l

lecz nrzede

j wvkonywanePo obrze-

Jacek Dobrowolski: Wspomniał pan profesor, że
Grecy patrzyli z dystansem i chłodnym okiem na inne
kultury, ale z wyjątkiem egipskiej, bo właśnie misteria
egipskie i c h jednak interesowały, począwszy od Pitago­
rasa, który miał tam być i się uczyć, nie mówię już
o rozkwicie w hellenistycznej epoce. Egipt starożytny
był dla nich jakąś szczególną kulturą.
Włodzimierz Lengauer: Tak, ale to jest to właśnie
inne spojrzenie, o którym mówiłem, które się juz od
Herodota bierze, egiptolog czytając tekst Herodota,
drugą księgę o Egipcie i czytając o tym, co Herodot
uważa za misteria egipskie, współczesny egiptolog za­
nosi się śmiechem. T o jest charakterystyczne dla cze­
goś innego, on zobaczył to, co chciał, on był w Egipcie,
mało że był, rozmawiał z kapłanami, dokładnie się
o wszystko dowiadywał i zobaczył w t y m wyłącznie to
co go interesowało z punktu widzenia jego jako Greka.1
Tylko to. Myślę, że to jest pouczające, bo my czasami
też tak może...
Jacek Dobrowolski: A l e szacunek dla wiedzy ka-l
planów egipskich zdaje się był o Pitagorasie się mówi,
że zaczerpnął...

du W szczególności Dotem 'ooiawa sie następny pro
b l e r , ad n
T

id

ro nonatrzeć iuż n i e t y l k o nl s t r o n y t e a t r u
a f

cl

dionizlkim

a e mało nam

jako widowiska na święcie oiomzyjskim,
maio nam
ciąge znanycn misteriów eiuzynskicn i na to co się
działo w telestenonie we wnętrzu juz telestenonu
w meusis. Wiele wzmianek także literackich, ale
wszystkie aluzyjne i skąpe, wyraźnie sugerują ze tam
miata miejsce tez specjalna chorem, ze byt tekst do ktorego chociażby mnóstwo aluzji czynił r l a t o n . był więc

Włodzimierz L e n g a u e r : T o są zdaje się trochę!
legendy i w to trudno tak dokładniej wchodzić, ho to
wysoce niejasne, jakie były związki pitagoteizmu i in­
nych nauk, doktryn religijnych greckich z egipskimi,
czy wschodnimi. W dużej mierze obecna jest tu war¬
stwa legendarna, w której charakterystyczny jest mo­
że nie tyle szacunek do religii, co przekonanie podsta-l
wowe, które Herodot też prezentuje, że oto jestl

234

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANOOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

pierwszy l u d , najstarsza kultura, o n używa tego poję­
cia pierwszy l u d , który w ogóle miał k o n t a k t z boga­
mi, zaczął wierzyć w bogów. T o jest dla Herodota
charakterystyczne, kiedy powiada - oto Grecy bogów
sobie jakoś wymyślili czy znają bogów, od czasów H o ­
mera i Hezjoda, a Egipcjanie to byli pierwsi, a potem
jest długi wątek o kulturze greckiej, że rzeczywiście
Egipcjanie są najpobożniejszym ludem, ale co jest rze­
czą charakterystyczną, o n i widzą w t y m siebie, widzą
to co ich interesuje.
Jerzy D a n i e l e w i c z : Chciałbym się włączyć do
wcześniejszego głosu kolegi i zadać pytanie, czy począt­
kiem takiego odejścia tragedii greckiej od rytuału nie
byłoby jej agonistyczne traktowanie, bo to znamionuje
zwracanie szczególnej uwagi na aspekt zewnętrzny tego
rytuału. Skoro podlega jakiejś obiektywnej ocenie
z użyciem kryteriów ściśle teatralnych, to jest już to
odejście od idei rytuału przeżywanego wewnętrznie;
nikt by takiej postawy nie zajął np. w Eleusis. A skoro
to tutaj nastąpiło aczkolwiek przedstawienia teatralne
traktowano jako część święta, to jednakże nie były one
elementem ściśle sakralnym i ten proces wraz z odej­
ściem od tematyki dionizyjskiej, rozszerzaniem się na
różne objawy życia, w t y m i życia codziennego, coraz
wyraźniej następował.
Włodzimierz Lengauer: Myślę, że tak, że to waż­
ny element: teatr stawał się miejscem agonu obywatel­
skiego, tracił więc może swój pierwotny, ściśle religijny
charakter. A l e nie przywiązywałbym do tego wagi naj­
wyższej. Agon poetów wyrasta przecież z obrzędu, ich
twórczość tragiczna wiązała się więc jakoś, jeśli przyj­
miemy znaną ostatnio koncepcję obrzędowej genezy
tragedii jaką fomułuje Walter Burkert, z obrzędem
ofiarnym, ze złożeniem ofiary z kozła. A g o n wziął się
może z tego, do kogo ma należeć składany w ofierze ko­
zioł, czyli kto ma dokonać aktu ofiarnego i potem po­
dzielić mięso dostając zapewne najlepsze kąski. Tak
więc sam element agonistyczny wcale nie zaprzecza sa*
kralności a nawet przeciwnie towarzyszy iei czy ja
współtworzy. Natomiast w ciągu V w p n e istotnie
chyba ao^ori. ooetó\v ma już coraz mniejsze znaczenie sa"
krainę chodzi po prostu o zdobycie wyróżnienia
i o uznanie wsnółobywateli A g o n choretów staie sie
może bardziei jeszcze świecki i polityczny- pierwszym
s t a n i e n i e m nuhlicrnym m i o d e m Peryklesa była cho
ZiZpwrh
A k r h y L a Ale iednak uważam żerni'
mo wszystko tragedia i przedstawienie teatralne zacho¬
wują charaktet głęboko religijny jeszcze przez cały
Vwiekp.n.e.
Jerzy Danielewicz: Jest to chyba pojęcie stopnio­
walno

Włodzimierz Lengauer: Tak, oczywiście jest pro­
ces odchodzenia, dlatego ten moment, w którym mo­
glibyśmy powiedzieć, że to już teatt i widowisko, a nie
obrzęd jest nieuchwytny, bo to jest proces istotnie...
L e c h T r z c i o n k o w s k i : Jednak agon razem z proce­
sją był częścią tego co Grecy nazywali heorte, uroczysto­
ści religijnej podczas której dochodzi do złożenia ofia­
ry. A więc różnego rodzaju agony. Agony chórów ago¬
ny sportowe począwszy od Homera i pogrzebu Patroklesa, agon komediowy, pod koniec tragiczny. T o był
jeden z elementów święta.
Jerzy Danielewicz: Można na to tak spojtzeć, ale
pod koniec tego procesu dochodzimy do momentu,
gdy o decyzji przyznającej pierwszeństwo decydują już
wartości dalekie dość...
L e c h T r z c i o n k o w s k i : Pojęcie budowania nowej
polis, że zdecydowanie przez sędziów o tym, co jest lep­
sze a co jest gorsze, jest początkiem schodzenia natury
ludzkiej w te gorsze ciemniejsze obszary.
Włodzimierz Lengauer: N o właśnie to jest pewien
proces, agon zupełnie nie zaprzecza sakralności, nawet
agon poetów, a w każdym razie może wywodzi się z sa­
kralności, natomiast istotnie później jest on coraz bar­
dziej desekralizowany.
Zbigniew T a r a n i e n k o : M a m tu refleksję zupełnie
inną, refleksję o Grecji. Wszystko to łączy się ze sma­
kiem kultury: dialektyka, logika i myślenie filozoficzne
też idzie w ten sposób - równolegle do tej agoniczności. I dialektyka platońska i arystotelesowska, i rozwój
logiki to odpowiedniość agoniczności. W myśli greckiej
paralela jest wyraźna.
A n n a W y k a : Dwie sprawy. Jedna, to potrzeba ini­
cjacji i wszystkie wynaturzenia z tym związane. Głębo­
ko wierzę, że człowiek, jednostka ludzka taką potrzebę
ma. Wojciech Eichelberger napisał książkę o mężczy­
znach zdradzonych przez ojca, którą wywodzi od tezy,
że zanik inicjacyjnych rytuałów jest odpowiedzialny
przynajmniej za część problemów tożsamościowych
współczesnych mężczyzn. Druga - jeżeli być może ura­
ziłam czyjeś uczucia religijne tutaj, uczucia katolickie,
przy czym bardzo rozróżniam między katolicyzmem
a cHrześcijaństwem, to bardzo przepraszam, nie taka
była moja intencja. Zastanawialiśmy się kuluarowo czy
istnieje teatr misteryjny katolicki w Polsce. Ja twietdziłam że może chrześcijański ale to nie jest na teraz
Dlaczego taka ucieczka może w inną stronę tę taką
ośmieszana i taką której się Kościół boi w stronę New
Age młodzieży? Młodzi ludzie, któtzy mają potrzeby du-

235

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

chowe, w tym potrzebę inicjacji, no chociażby z tego
powodu, który przed chwileczką zosta! opisany jako
proces wcześniejszy historycznie. Zaprzeczenie mistycz­
nych źródeł chrześcijaństwa postąpiło właściwie w na­
szych czasach do tego stopnia, że wręcz skrywany i autocenzurowany przez część hierarchii jest mistycyzm
prof. dr. Karola Wojtyły - Jana Pawła I I , papieża. Chce
sie eo orzedstawiać iako innego rodzaiu katolika czv
rhrześciianina zanoznaiar te warstwę ePo osohv tak
iakłw Kośriół śie bał isrnty Tein tożsamości Tak iakhy
K n J i ó ł sie bał ze za nim nóida ,arvś młodzi Indzie i Z
się oai, ze za n i m pojaą jacyś mioozi mazie i cos
się wymknie spod kontroli
stanie się irracjonalne.
ak jakby w neokatechumenatach nie było totalizujących tendencji mimo pierwotnej intencji bardzo pięk­
nej. W niektórych grupach neokatechumenalnych
mówi się językami i tam tez pewnie jest taki człowiek,
który wprowadza i wyprowadza, tylko ze te polskie
dzieci, chłopcy i dziewczynki nie wiedzą, jak się można
ochtonić. I jeszcze na koniec. Ponieważ wielokrotnie
tutaj wracał problem postawy obserwacyjnej jako jako­
by właściwość antropologa, no to batdzo usilnie zaprze­
czam, czy jakoby właściwość naukowca jako takiego bardzo usilnie zaprzeczam. Świadczą o tym reprezento­
wane przez Pana Redaktora „Konteksty", gdzie inną
antropologię zgoła się przedstawia wtaz ze sztandaro­
wym nazwiskiem Hastrup, któta takiej kanibalistycznej
antropologii w swojej osobistej drodze zawodowej za­
przeczyła, nawet za cenę dorobienia się w p e w n y m c z a . "
sie diagnozy schizofreniczki. Ale to nie szkodzi, bo i tak
konsekwentnie doprowadziła do zmiany bardzo istot­
nej ona i ludzie nodobnie mvślacv w tvm akurat obsza
rze''myślenia i nraktyki humanistycznej T teraz r o sie
dzieiel Nie wiem Z Państwo zauważyli ale roraz tn
dzieje,
wiem czy ranstwo zauważyli, aie coraz to
słyszymy, ze jakieś plemię indian kie
jakiś lud wy­
syła swoich przedstawicieli do kolejnego muzeum etno­
graficznego w buropie po to, zeby sobie wziął swoj szkie­
let i pochował go jak należy, zeby ten przodek przestał
byc tzw. eksponatem i przestał słuzyc dobru tzw. nauki
w takim rozumieniu, w jakim tutaj się przymiotnikiem
odnaukowym posługiwał Włodzimierz Staniewsh mó­
wiąc: „nasz scjentystyczny umysł". Wiele wysiłku włoży­
łam, żeby się go pozbyć, no na pewno nie do końca, no
bo to jest jakiś kawałek naszej tożsamości europejskiej...
i że to jest być może nasza jedyna szansa przetrwania ja­
ko współczesnych (ponowoczesnych) podmiotów po­
znających; także w nauce i poprzez naukę.
Jacek Dobrowolski: Chciałbym jeszcze nawiązać
do wypowiedzi Tomka i Włodka. Rozróżnienie między
inicjacją wyższą i niższą to niekoniecznie cecha koloni­
zatorów, którzy mieliby prowadzić do bardziej subtel­
nych form. Reformatorzy religijni, którzy pojawili się
w historii ludzkości, odwodzili ludzi od krwawych ofiar
i zastępowane były symbolicznie, jak w chrześcijaństwie

i

lub w ogóle ich nie było. Również to nie tylko umysłi
scjentystyczny kategoryzuje inicjacje na wyższe i niższe.
A teraz co do Santerii, tam był ołtarz i na samej górze
była Matka Boża Łagodna, na dole była Yemanja, bogi­
ni oceanu, tak że ta Wielka Bogini rządziła tym ołta­
rzem, bóstwa męskie były jej podporządkowane. Pierw­
sze modlitwy to były Ojcze Nasz do Boga Ojca i potem
modlitwa do M a t k i Bożej, po c z y m nastąpiło przywoła­
nie duchów. Chciałem powiedzieć, że z punktu widze­
nia religii uniwersalistycznych takich jak buddyzm czy
chrześcijaństwo, przywoływanie duchów jest jakby niż­
szą formą od poznania Boga czy poznania istoty rzeczy,
wglądu, oświecenia i t d . Więc to nie jest kategoria
scjentystyczna ani jakichkolwiek kolonizatorów, tylko
pewnej głębi doświadczenia. N p . jak buddyzm rozwijał
się w Tybecie spotkał się t a m z r e l i g i e ! s z a m a n i s t y c z n ^
bon w której przyzywa się duchy przy każdej okaz
w celu uzdrawiania DiodnościowvmL i t d Buddyzm to
częściowo inkornorówał lecz newne rzeczy zostały za
bronione i taki był rozwói Trzeba sobie zdawać snrawe
z tePo że sa misteria wyższe i sa misteria niższe i miste

ria, w których rozlewa się krew kategoryzuje się jako te
niższej bez w z g l ę d u n a siłę ekspresji) m o C j itd.

Zbigniew Benedyktowicz: Krótka uwaga, Mieli­
śmy tu kilka przykładów opisu obrzędu Santerii i kilka
postaw. Przypomina m i to bardzo doświadczenie, któte
mamy często ze studentami etnografii. Otóż bardzo czę-1
sto mamy do czynienia z czymś takim wśród studentów,
którzy muszą jechać w teren i bardzo dużo jest osób,
które to odchorowują. Bardzo często nie są w stanie
przekroczyć, progu chaty, wejść, spokojnie porozma­
wiać. Idą na etnografię, potem są wysyłani na badania
etnograficzne, bardzo podobne reakcje jak niektórych
z Państwa, ten dystans bierze się też i z szacunku, z nie-1
możności przejścia tego progu. Dla etnografa byłoby to
bardzo ciekawe zebrać relacje od obserwatorów, uczest­
ników tamtej prezentacji, tamtego obrzędu. N p . Od
rozczarowanych studentów o których wspominał Pan
doktor Kosiński. Mamy bowiem już kilka tutaj opisów:
obrzęd Kubańczyków w tvm profesjonalnym zawodo
wym opisie z punktu widzenia aktora człowieka teatru
- opis p. Tomasza Rodowicza mamy z d u ż v m n o c z u
ciem humoru i dystansu a nawet kniny onis iakiePn do'
konał n Taranienko Myślę że L n o n l i a r wielością
i wielostronnością takiego zbiorowego op su zobaczyli
byśmy lepiej i ten obrzędi i jego
je
prezentację oraz to, w ,aki sposób doświadcza się tej obcości kulturowej, tej in­
ności; i w zasadzie byłaby to dla etnografa i antropolo¬
ga pasjonująca lektura.
Włodzimierz Lengauer: Jednym zdaniem chciał­
bym skomentować wypowiedź J. Dobrowolskiego, na I
chwileczkę wcielając się w rolę kpiarza, chciałbym po-1

236

�TANIEC 2 TRADYCJA JAK 2 WA2A F&amp;ANCOIS R07MOWA O GARDZIEKJICACH (

UCTAMORFOZACH

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

wiedzieć, że wypowiedź p. Jacka do głębi m i przypomi­
na traktat Porfiriusza o powstrzymywaniu się od spoży­
wania pokarmów mięsnych, Porfiriusz też tak mniej
więcej rozumował, że oto akt religijny, w którym speł­
niona jest ofiara krwawa, jest tym aktem jakby niższe­
go rzędu. A l e muszę tu powiedzieć potzucając już rolę
kpiarza, sam się z tym głęboko nie zgadzam. I wobec te¬
go w odpowiedzi na pana stwierdzenie pozwolę sobie
szerzej napisać o głębokim znaczeniu ofiary krwawej
w religii greckiej. T o nie da rady zaliczyć to do obtzędowości niższej.
A n n a W y k a : T o się lepiej rozumie jeśli zna się dy­
namikę jing Jang, albo książę Siddharta - playboy
w młodości, dandys, to zarazem święty Budda.
Jacek Dobrowolski: Zaraz, zaraz... Co ma playboy
do ofiary krwawej...
A n n a W y k a : M a dokładnie to, że musisz poznać
bieguny, żeby wybrać. Bieguny, czyli np. dobro/zło, l i ­
tość/współczucie itp.
Jacek Dobrowolski: N o dobrze, ale wybrał, prawda.
A n n a W y k a : Wybrał i ty też wybrałeś.
Jacek Dobrowolski: Wybrał, ale nie popierał tego.
A n n a W y k a : Nie chcesz ofiary krwawej, a ktoś i n ­
ny chce i ma do tego prawo. Niestety - z mego punktu
widzenia, mordu wartości i umysłowości, z którą bym
się identyfikowała.
Jacek Dobrowolski: Uważasz, że równoprawne?!
A n n a W y k a : Oczywiście, bo takie jest życie, o tym
wielokrotnie mówił Włodek, a podkreślał Tomek, to
jest życie, ten rytuał istnieje. Okrucieństwo zresztą nie
musi się przejawiać krwią.
Jacek Dobrowolski: Ludzie robią najróżniejsze
rzeczy, toczą wojny, kłamią, piją. T o nie można się tym
podpierać...
Zbigniew Benedyktowicz: Nasz czas dobiega już
końca... niedługo nastąpią przygotowania do spotkania
noworocznego...
A n n a W y k a : Panie Redaktotze! Zadał pan pyta­
nie: czego nie było w naszej rozmowie, no więc czego
m i brak, to relacja z tubylcami, relacja „Gardzienic"
z tubylcami gardzienickimi. Zaczęliśmy troszeczkę
z Tomkiem o tym mówić w kuluarach.

Maciej Rychły: Może opowiem o swoich „rela­
cjach", o swoim doświadczeniu nieprzeniknionej dla
mnie „mentalności tubylczej". Odwiedziłem kiedyś pa­
nią, która mieszkała w chacie obok „chałupy zgroma­
dzeń". Sprzedała właśnie całe gospodarstwo, sprzedała
ojcowiznę i wyprowadziła się do miasta, robiła ostatnie
porządki. Takie chwile to chwile jedyne, ptzełomowe,
czas podsumowań, refleksji. Właśnie dlatego ją odwie­
dziłem. Rozmawiamy długo, wypytywałem ją ile się dało,
ile mogłem, chciałem dowiedzieć kiedy wyjedzie itd. By­
ło rodzinnie i serdecznie, a kiedy zbierałem się do wy­
jścia, gospodyni stwierdziła: „Ale pan to ładnie mówi po
polsku." „Pani też mówi ładnie po polsku" - komple­
mentuję, a ona na to: „Ja? to przecież normalne." I tutaj
sie obruszyłem: A ja to niby co przecież ja się w Polsce
urodziłem!" A pani gospodyni zrobiła wielkie przerażone
oczy i krzyknęła: „To wy się już w Polsce rodzicie?!"
7

Kiedy opowiadam o t y m „gdzieś w Polsce" znajomi
myślą, że ta pani to jakaś paranoiczka, jakiś wyjątek.
Po latach „przepracowanych" tutaj widzę, że miejscowi
wytwarzają coraz to nowe fantazje z teatrem w roli
głównej, a potem aktywnie podtrzymują te psychotycz­
ne twierdzenia, twierdzenia, z którymi nie wahaliby się
pójść do sądu (oni wiedzą co to za jedni i po co tu przy-1
jeżdżają, co robią i o co i m naprawdę chodzi, a ty co,
nie udawaj żeś głupi i ślepy przecież to każdy wie a TY
tego nie wiesz?). Ta „zbiorowa paranojka" jest niezapisaną tradycją i określa relacje wielu łudzi ze wsi wobec
Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice".
A n n a W y k a : N a początku mówili jogi.
Magdalena B a r t n i k : W nawiązaniu do tego, w ja¬
k i sposób opisywał swoje doświadczenie rytuału pan
Taranienko, chciałabym powiedzieć, że takie wyda­
rzenie - nawet jeżeli jest niezrozumiale, nawet jeśli
budzi niechęć, sceptycyzm - wymaga od widza pewnej
kultury wobec tego, w czym uczestniczy, a więc rów­
nież wobec współoglądających. Można nie przyjmo­
wać tego, w czym się bierze udział, gdyż sposób obec­
ności, stopień zaangażowania jest indywidualnym wy­
borem każdego, nie jest narzucony. Jednakże zbyt
otwarte manifestowanie swojej niechęci, swego lek-]
ceważenia i krytykowanie wszystkiego, co się widzi
świadczy o braku szacunku nie tylko wobec samego
zdarzenia, ale przede wszystkim wobec współoglądających. Takie zachowanie utrudnia i n n y m osobom od-|
biór zdarzenia, jest niestosowną ingerencją z ze¬
wnątrz, przeszkadza.
Agata Zyglewska: Ja bym od razu dodała, że inna]
kwestia pana Taranienki wydała m i się niepokojąco
dziwna w ustach humanisty. W odpowiedzi na twier¬
dzenie pana Staniewskiego o konieczności bycia

238

�TANIEC Z TRADYCJĄ JAK Z WAZĄ FRANCOIS. ROZMOWA O GARDZIENICACH I METAMORFOZACH

w pierwszym rzędzie podczas rytuału, p. Taranienko za­
pytał: A co mnie tam miało pchać - pusta ciekawość?
Przecież ciekawość jest najważniejszym narzędziem na­
ukowca - a szczególnie humanisty.
Poza tym gdyby argument o przeniesieniu rytuału
miał coś negatywnie weryfikować, to żadna religia a szczególnie Santeria - nie zaistniałaby, bo ci bogowie,
mówiąc kolokwialnie, na każdy rytuał muszą lecieć
z Afryki. Więc skoro oni z A f r y k i mogą dolecieć na K u ­
bę, to oni też mogą dolecieć do Krakowa. Bogowie są po
prostu w tych, którzy odprawiają ten rytuał. I nie ma
znaczenia uczestnictwo sceptyków - to co się tam zoba­
czyło i czego się tam nie zobaczyło zależało w dużej mie¬
rze od tego jak się otwierało oczy. Gdybyśmy wszyscy
dostąpili tam jakiejś iluminacji to by tylko oznaczało, że
to jest hochsztaplerstwo, bo prawdziwa religia, rytuał,
misterium nie dopuszcza profanów, ot tak, trzeba
przejść drogę. Natomiast można też nie chcieć nic zoba­
czyć i to jest osobisty wybór ale w kontekście ro z mowy
o rolach społecznych, w których się występuje ten wy­
bór nie powinien być tak do końca swobodny.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Dwa słowa: pusta cieka­
wość we współczesnych czasach nie może być postawą
humanisty. Szybko prowadzi do odpodmiotowienia.
Już wiemy o tym dużo. I eksperymentowanie, i awanturnictwo, to skłonności bez których nie potrafilibyśmy
żyć. Ale mamy za sobą tradycję i historię. Bez ich za­
chowania stracimy własną - ludzką, choć też europej­
ską - tożsamość. Bądźmy ciekawi: - jak niewinne dzie­
ci poznawajmy - to też cecha naszej kultury. Ale
w sposób w pełni odpowiedzialny: przewidując następ­
stwa. To przecież głupia, naiwna ciekawość pcha UCZO'
nych do rzeczy, których nie można zaakceptować mo¬
ralnie, bo są groźne cywilizacyjnie. Klonowanie? Zabi­
janie? Zabijanie kury, ba, piętnastu kur, żeby wszedł
w nas kubański duch święty?! przeżywanie tego na se*
rio? Wvszlismv z teeo dwa tysiące lat temu. A l b o
ieszcze wcześniej: adwersarzy w różnym wieku zaprą
zamnatofet cmentarzysko oierworodnych do Karta'
riny miasta Anuleiusza - tam można nrzeżyć waee no
wstrzymania ofiary
Abrahama
-

Paweł Passini: Jeśli można, chciałbym nawiązać do
tego, o czym Państwo mówili wczoraj, a mianowicie
pracy „Gardzienic" w kontekście hermeneutyki. Po­
wiedział ktoś nawet, że jest to teatr hermeneutyczny.
Takie myślenie jest m i znacznie bliższe niż myślenie, że
jest to teatr antropologiczny. Dla obydwu ujęć wspólne
jest wszakże przeświadczenie, że teatr może funkcjono­
wać jako narzędzie umożliwiające rozumienie zjawisk,
które wykraczają poza jego obszar. I jest to narzędzie
skuteczne - mogę to powiedzieć z całą pewnością po
obejrzeniu Metamorfoz. Idąc krok dalej: sądzę, że moż­
liwość prowadzenia poszukiwań i posługiwania się tego
rodzaju narzędziem zobowiązuje.
Rozumiem, że może budzić wątpliwości antropolo­
ga przeniesienie rytuału w inne, obce środowisko kiedy staje się on teatrem. Jednakże jedynie wtedy ry­
tuał jest czymś do widzenia, i mimo, iż ta nowa sytu­
acja zdaje się ów rytuał jakoś fałszować, nie wolno jej
bagatelizować. Dosyć paradoksalnie, próbuję powie­
dzieć o czymś w rodzaju dyscypliny naukowca, który
ma możliwość operowania niezwykle skutecznym na­
rzędziem.
Włodzimierz Staniewski: Mamy tę historię z wa­
zą Francois z muzeum w Neapolu, uznaną - za najpięk­
niejszy, w całości zachowany, przykład ceramiki starogreckiej. Jest ten nocny strażnik, którego uroda wazy
olśniewa i odurza. Przesiaduje przed nią nocami, czuwa
i jak Pigmalion daje się nieść namiętnościom. Dotyka
tę wazę, obejmuje, muska jej malowidła opuszkami pal­
ców, dźwiga ją i obnosi. Przegląda się w odbiciach
szklanych gablot. Tańczy. Nie może tchnąć w nią ży­
cia, nie może mieć jej dla siebie, nie może też już znieść
jej urody, w której tak dotkliwie odbija się marność je­
go losu. Nie może uczynić wiecznymi chwil kradzione­
go szczęścia. Rzuca więc wazę Francois na podłogę.
Rozbija ją w drobny mak. Depcze.
Dodaję barw tej historii, żeby podkreślić jakim ryzy­
kiem jest taniec z tradycją.

239

(transkrypcja i opracowanie:
Danuta Benedyktowicz, Agnieszka Kirchner)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6054" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6034">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eb32a54066c2fe036cc3d89802f339d8.pdf</src>
        <authentication>82d48f904d5c30d698ab18a84af730a5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72213">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2092</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72215">
                <text>Ruda Dzurko - cygański artysta plastyk / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.59-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72217">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72219">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72221">
                <text>Adam Bartosz

RUDA DZURKO — CYGAŃSKI ARTYSTA PLASTYK

W tradycji cygańskiej twórczość plastyczna była nader uboga.
Kolorowe wozy — to wytwory stosunkowo późne i nie przez
samych Cyganów wykonywane. Do dziś przypadki uprawiania
twórczości plastycznej wśród Cyganów nie są częste, a twórców,
którzy tematyką nawiązują świadomie do cygańskiej historii i
kultury jest bardzo niewielu.
Rudolf Dzurko jest jednym z bardziej znanych artystów, który
zyskał sobie uznanie nie tylko w Czechosłowacji, gdzie mieszka,
ale i poza granicami kraju. Pochodzi z cygańskiej osady ze
Słowacji, gdzie urodził się 1 lipca 1941 r. Tutaj, w Pavlovicach
koło Preszowa, wychował się jako jeden z siedmiorga rodzeń­
stwa. Matka utrzymywała dom żebrząc po okolicznych wsiach,
ojciec wyplatał koszyki, czasem zarabiał muzykując. Rudolf mając
szesnaście lat ożenił się z Cyganką, miał z nią d w ó c h synów, po
czym opuścił ją i zamieszkał z białą kobietą. Ruda Dzurko, nie
mając żadnego wykształcenia, chcąc zarobić na utrzymanie
rodziny, zajmował się najprostszymi robotami. Plótł z ojcem
koszyki, był murarzem, szewcem, tokarzem, palaczem, rzeźnikiem, pracował przy wykopach ziemnych, zarabiał graniem. W
wieku trzydziestu kilku lat zainteresował się rzeźbieniem. Począt­
kowo w kamieniu (piaskowcu), potem w drewnie — rzeźbił
głowy i popiersie. Właściwy kierunek w twórczości znalazł nieco
później. W okolicy Usteku, gdzie mieszkał przez wiele lat, jest
wiele hut szkła, odpady szklane w rozmaitych kolorach można tu
bardzo łatwo pozyskać. Właśnie barwne okruchy szkła stały się
natchnieniem artystycznym Dzurki.

Technikę, jaką wykonuje swoje kompozycje, stworzył sam.
Tworzywem jest drobno tłuczone szkło, które dawniej miażdżył w
prasie na okruchy różnej wielkości od miału szklanego po drobiny
wielkości drobnych koralików. Obecnie udaje mu się pozyskać
z hut gotowe kruszywo o różnej gradacji. Używa też większych
fragmentów szklanej stłuczki. Te różnej grubości i rozmaitej
barwy okruchy komponuje w zarys odpowiedniego obrazu.
Podstawę obrazu stanowi gruba płyta szklana (dla wzmocnienia
skleja szyby podwójne) pokryta klejem (żywicą). Na nią nanosi
się najpierw odpowiedni rysunek ułatwiający potem wypełnianie
odłamkami szkła o odpowiedniej wielkości i kolorze. W efekcie
obraz nie jest zupełnie płaski, ale ma powierzchnię lekko sfałdowaną, chropowatą, z wypukłościami. Kiedy ma ostre kontury, jest
nieco podobny do mozaiki; kiedy indziej kontury rozpływają się
na skutek bardzo płynnego przechodzenia jednych kolorów
w inne, co uzyskuje się poprzez mieszanie okruszków szkła
o różnych kolorach w miejscu styku barw lub nakładanie warstw
tworzywa o różnej grubości. Niektóre obrazy wyglądają z daleka
jak grubo tkany gobelin. W takiej manierze utrzymane są ostatnie
jego prace.
Tematyka prac Ruda Dzurki obraca się głównie wokół refleksji
nad cygańską kulturą. Nawet jeśli są to tematycznie inne wątki
(Ukrzyżowania, Pieta), to bez trudności w rysunku przedstawio­
nych osób dopatrzeć się można postaci Cyganów i Cyganek.
Obrazy Dzurki, bardzo ciężkie (gruba szyba, czasem p o d w ó j ­
na), zamknięte są najczęściej białymi, drewnianymi ramami, które

59

�ostro wydzielają z przestrzeni ich intensywnie kolorowe powierz­
chnie. Powierzchnie te, aczkolwiek chropowate, są jednocześnie
połyskujące blaskiem szkła, tam zaś gdzie pokryto je najdrobniej­
szymi okruchami są całkiem matowe. Dla urozmaicenia płaszczy­
zny Ruda stosuje w rysunku większe pojedyncze fragmenty szkła,
a także gotowe koraliki lub rurki szklane w różnych kolorach.
Dzurko zaczynał od obrazów o wielkim formacie. Z czasem,
gdy jego twórczość poczęła interesować coraz szersze grono
odbiorców, wykonuje też obrazy tańsze, o mniejszym formacie. Z
dawniejszych prac w swoim obecnym praskim mieszkaniu ma
zaledwie kilka. Niektóre z nich od nowa skomponował kolorysty­
cznie. Na już gotowe powierzchnie obrazów naniósł w odpowie­
dnich miejscach klej i pokrył je od nowa drobniejszą tłuczką

szklaną. Przy tym zatarł pierwotną ostrość rysunku, uznając tę
nową formę za lepszą.
Dzurko powrócił również do rzeźby w drewnie. Jego prace
mają ogromny popyt, aczkolwiek ich poziom jest bardzo mizerny.
Popyt ten wynika z braku konkurencji na czeskim rynku sztuki
nieprofesjonalnej, gdzie tradycje rzeźby w drewnie są znikome. To
jednak malowane szklanymi okruchami obrazy sprawiły, że Ruda
Dzurko jest najwybitniejszym twórcą plastykiem wśród Cyganów
w Czechosłowacji i, obok zmarłego niedawno Janosa Balazsa z
Węgier, jednym z najlepszych artystów-samouków, jacy wyrośli w
tym środowisku. Jest on postacią bardzo interesującą nie tylko od
tej strony. Znany jest także jako narrator zajmujących opowieści,
bajek oraz znawca spuścizny ustnej swego narodu.

Fot. A. Bartosz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6434" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6414">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15b35bd8b51028a7ec47bb0d0f474387.pdf</src>
        <authentication>03791c84705ad1bdad7c3574f1ca93ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76626">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3504</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76627">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76628">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76629">
                <text>Parlamenter - barometr ludowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76630">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.111-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76631">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76632">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76633">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76634">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76635">
                <text>Adam Bartosz

PAŁAM ENTER -

Od

zamierzchłych c z a s ó w

obserwowano

BAROMETR LUDOWY

Jest

t o roślina

dość

pospolita, natomiast

jej

właś­

świat

przy­

r o d y , szukając w n i m i n f o r m a c j i o nadchodzących

zmia­

ciwości r e a g o w a n i a

roślin

znane w i n n y c h r e g i o n a c h . W p r z e k o n a n i u mieszkańców

nach pogody. Między i n n y m i
na

zmiany

wilgotności

odnotowano

powietrza

reakcję

sygnalizującą

bliskie

1

W

okolicy

się z ż y w y m
nia

pogody

zwanej
są

Ciężkowic

na podstawie
poza

zachowania

regionem

byście,

Jackowi

ctwem

osobliwości
ozdobnie

między

regionalnych)

oprawionych
do

Cepelii

pamiątek

Palamenter

nasionka

który

(poza

trudni

obecnie

regionu

się

trem

nazywa

s i e n i e ( i l . 3).

П. 1. Palamenter

się

W

zarówno

wykonywa­
to

z

roślina

roślinę,

jak i

nos­
z ro­

palamen­
jej n a ­

okolicy

Spotyka

iglica

się n a w e t

rośnie

wyłącznie

tych

p r e t o w a n i a tego f a k t u , wiążąc go z p r z e m a r s z e m

wojsk

napoleońskich, z k t ó r y m i

próby

w

inter­

miały n a s i o n a palamentra

wędrować na Pogórze.
leżące n a z i e m i

mo

przemieszczać

wkręcać

się w

konanie

o

należy

go

zakopie

się w

bardzo

a znalazłszy

w

Wierzy

otwartym

się n a

się,

zienia

—

prze­
że

ziemi,

nie
bo

natychmiast

glebie.

obszerną

palamentra

trawka"

także

naczyniu,

W Z b o r o w i e a c h , w s i położonej n i e opodal
zanotowano

się, s a ­

odległości, a
rozbudowane

palamentra.

zostawiać

atmosferycz­

p o t r a f i , skręcając

się n a n i e w i e l k i e

ziemię. Stąd

nigdy

wyskoczy,

reakcji na zmiany

nasionko

ruchliwości

za­

.

Dzięki d y n a m i c z n e j
ne

sam

bocianie

o k o l i c y Ciężkowic
samą

jedna

je

tarnowskiego.

to iglica pospolita, inaczej
2

zbiera­

i

racjonalnego

znane

Sprzedaje

jest

( E r o d i u m c i e n t a r i u m ) , n i s k a , owłosiona

dziny bodziszkowatych .

rośliny

kolekcjonerowi-hob-

palamentrów.
i

spotkałem

przepowiada­

ciężkowickie

dzięki

Wilczyńskiemu,

innymi

ciekawszych
ki

(woj. tarnowskie)

d o dziś l u d o w y m s p o s o b e m

t u p a l a m e n t r e m . Palamentry

obecnie

niem

Ciężkowic
stronach.

opady .

n a z m i a n y wilgotności n i e są c h y b a

relację

Ciężkowic,

sposobu

znale­

pośród i n n y c h t r a w . Otóż t a

„mądra

i n f o r m a t o r ( u r . 1899) —

niczym

j a k mówił

z l a t sześćdziesiątych, wy*k. J . W i l c z y ń s k i . I I . 2. Palamenter

na temat

współczesny,

wyk.

J.

Wilczyński

Ul

�na

skacze p o d w i a t r

bita
na

do deski
pogodę

trawki

w

w

Nie

czasie koszenia,

jest

ją

zgubić. T r a w k a

odgina

ale widział

ją

pewne,

(prawdopodobnie

tius) . Nazwa

w

tym wy­

Bruśniku, w s i o d l e g ł e j

Rajgras

t y m samym

używa

celu

— A r h e n a t h e r u m ela-

n i e jest t u stosowana

palamenter

3

owej

u innych na

czy c h o d z i

o iglicę, g d y ż w

o 10 k m , spotkałem się z u ż y c i e m w
owsika

dół,

n i e spotkał

pogodę.

całkowicie

również

przy­

się n a d e s z c z w

górę. I n f o r m a t o r n i g d y

o k n i e , wskazującą
padku

i łatwo

gwoździem

jej

się w

na jego

oznaczenie,

natomiast

odniesieniu

l u d z i : „taki

c h u l i g a n , 'co m u się robić n i e c h c e " ;

m ó w i się „ n i e bądź t a k i p a l a m e n t e r " g d y ktoś j e s t
przemądrzały. W t y m i p o d o b n y m
niem

można

palamenter

wsiach,

zarówno

znaczeniu

spotkać

się

t a m , g d z i e oznacza

wościach b a r o m e t r y c z n y c h ,

j a k też

do

także
zbyt

z określe­

w

okolicznych

roślinę

o

właści­

t a m , gdzie

zastoso­

w a n i e j e j i n a z w a n i e są z n a n e
W

innych wsiach

(Kipszna)

za w s k a z ó w k ę z m i a n p o g o d y

nasiona

nazywają

iglicy

służące

„wróż" l u b „pro­

rok".
T r a d y c y j n y palamenter
turowego

krążka,

Z(miana),

D(eszez),

spotkałem

jedynie

dalonych

od

widniały

B(urza);
w

kilku

centrum

one p r z y b i t e między
Dawniej

to n a s i o n k o p r z y b i t e do t e k ­

na którym

litery

obecnie
domach

położonych

przysiółkach

Ciężkowic.

posługiwano

barometryczne

się

nazywają

sposób określa się u ż y w a n e
budki

z

wychodzącą

(stąd n a z w a

takie
w

od­

Wiszą

oknami.

często

„na

Po­

palamentrem.

t w i e r d z a t o f a k t , iż s t a r s i l u d z i e w s z e l k i e g o
dzenia

P(ogoda),

barometry

typu
W

palamentrem.

dawniej
pogodę"

„pustelnik" używana

urzą­

(a n i e k i e d y
postacią

ten

i dziś)

pustelnika

dla t y c h budek).

Ro­

b i o n o j e w o k r e s i e I w o j n y i później, a za e l e m e n t
gujący
w

na zmiany

roztworze

wilgotności

służył

s o l i . I n n y palamenter

trowa,

napełniona

kniętą

w

do

Rurka

była z a n u r z o n a

szczelnie

połowy

sznurek

moczony

— t o b u t e l k a półli­

deszczową

zalakowany

rea­

korek

wodą, z
rurką

d o l n y m końcem w

wet­

szklaną.

wodzie.

„Jak

było s u c h o , t o w o d a w r u r c e opadała, a j a k szła b u r z a ,
to aż k i p i a ł o z r u r k i "
Barometry
które

można

specjalnie

(Ostrusza).

wykonywane
zakupić

w

opracowanych

roki"

już
—

w

latach

okrągłej

desce.

zwłaszcza

poza

dziej

nazywa,

Spostrzegłszy
własnym

interesującą

formę

są

drewnianych

zainteresowany

pięćdziesiątych

j a k je czasem

Wilczyńskiego,

zamontowane

plastycznie

s t a w k a c h { i l . 1). W i l c z y ń s k i
ślinką

przez Jacka

Cepelii,

robił

mocując
popyt

na

ciekawą r o ­
proste
te

i

wyrobu

jest

obecnie

palamentrów.

domek Palamenter,
И.

3.

Iglica

pospolita.

И. 4. Palamenter
1975

na

jedynym

i nastawił

kontynuatorem

bar­

się n a
ogro­

tradycji

S a m zyskał t y m s p o s o b e m
p o d którym jest powszechnie

na

wyroby,

produkcję l u d o w y c h barometrów. Iglicę h o d u j e w
dzie

„pro-

nasionko

środowiskiem, opracował
palamentra,

na
pod­

przy­
znany.

kartonie,
P R Z Y P I S Y

n i e różni się od i n n y c h t r a w n a łące. N i k t n i e w i e , j a k
wygląda.
zdarzy

Należy

się,

pierścień),

że

zatem
nagle

trzeba

uważać w
kosa

wziąć

się

czasie k o s z e n i a ;

rozpadnie

garść

i rzucić n a płynącą w o d ę . T r a w a

trawy

z

(zleci
tego

gdy

klin

i

miejsca

z w y k ł a spłynie z w o ­

dą, a t a j e d n a — s z u k a n a — prędko p o p ł y n i e p o d p r ą d .
Należy

ją s z y b k o

złapać i m o c n o

trzymać, bo

Fot.:

112

W.

upuszczo­

Dudziak,

K . M o s z y ń s k i , Kultura
ludowa
Słowian,
t . 2, cz. I ,
W a r s z a w a 1968, s. 57—58.
* Wielka
Encyklopedia
Powszechna,
t . 4, W a r s z a w a
1964.
Nasiona owsika w t y k a n o w o t w o r k i po d r e w n o j a d a c h w r a m a c h o k i e n n y c h , między s z y b a m i . D l a p e w ­
ności, n a j e d n y m o k n i e u m i e s z c z a n o p o k i l k a n a s i o n .
P o r . J a n K a r ł o w i c z , Słownik
gwar polskich,
t . 4,
K r a k ó w 1906,
1

s

4

i l , 1—3; r y s . A. B a r t o s z , i l . 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6702" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6682">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c9c8388328536a2b6bb379521bf9f658.pdf</src>
        <authentication>1e77dfddb97dbd672d696f5bc71f6be7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79844">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3227</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79845">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3024</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79847">
                <text>Słomiane figury Marcina Lorkiewicza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79848">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.208-212</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79849">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79850">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79851">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79852">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79853">
                <text>Adam Bartosz
I I . 1. Matka

Boska

SŁOMIANE FIGURY MARCINA LORKIEWICZA

W konkursio t w ó r c z o ś c i ludowoj o r g a n i z o w a n y m przez W o ­

się jeszcze 2 siostry. Wszyscy o n i p r a c u j ą na w s i . B r a c i a —

j e w ó d z k i O ś r o d e k K u l t u r y w Tarnowio w 1977 r . pierwsze miejsce

z wyjątkiom

z a j ą ł w y k o n a w c a „ s ł o m i a n y c h r z e ź b " — f i g u r e k plecionych ze

Marcinowi przypadło

jednego

—• oraz siostry, p o ż e n i l i

się wczośnio.

s ł o m y . W i t o zo starannie dobieranych b a r w ą pasm s ł o m y f i g u r k i

na o j c o w i ź n i e . B y ł bardzo p r a c o w i t y , o d dziecka p r z y z w y c z a j o n y

do k o ń c a m i e s z k a ć z r o d z i c a m i i p o z o s t a ć

z a c h w y c i ł y w ó w c z a s o g l ą d a j ą c y c h . I c h t w ó r c a na o t w a r c i u w y s t a ­

z a r ó w n o do c i ę ż k i c h r o b ó t , j a k t e ż do p o m o c y matce,

w y nie p o k a z a ł s i ę . Zainterosowanio jogo w y r o b a m i onieśmieliło

w y r ę c z a ł w dojeniu, g o t o w a n i u i i n n y c h d o m o w y c h

go do tego stopnia, że n i e c h ę t n i e w p u s z c z a ł do swego d o m u

Z m a t k ą t e ż — k t ó r a z m a r ł a w 1974 r . w w i e k u 76 ł a t — m i e s z k a ł

osoby zaintorosowane jogo p r a c a m i , k t ó r e b y ł y m u nieznane. T a

do k o ń c a . N a 2 h e k t a r o w y m gospodarstwie p o z o s t a ł wraz z bra­

nieśmiałość

t e m , r ó w n i e ż j a k M a r c i n kawalerem.

pozostała

Marcinowi

Loikiewiezowi

do

dziś,

otwarcie w y s t a w y s w y c h prac o r g a n i z o w a n ą w m u z o u m

na
tar­

n o w s k i m w 198.'! r. r ó w n i e ż nio p r z y s z e d ł , c h o ć mieszka w p o d farnowskioh W i e r z c h o s ł a w i c a c h i do m i a s t a udaje się p r z y n a j -

którą

pracach.

Jest zadowolony bardzo ze

swego ż y c i a „ w a r u n k i m a m bardzo dobre, bo nio m a m r o d z i n y ,
n i k t m i nie przeszkadza, r o b i ę co c h c ę , to jost bardzo

dobre."*

Po wojnio u k o ń c z y ł 7 klas, a po 2 l a t a c h p r z e r w y jeszozo

m n i o j raz w t y g o d n i u . W y s t a w ę o g l ą d a ł u k r a d k i o m w k i l k a d n i

8 k l a s ę . „ C h c i a ł e m b y ć k s i ę d z e m , ale — w p o l u r o b o t a , n a u k a

po o t w a r c i u . C h o ć d u m n y z zainteresowania

m n i e m ę c z y ł a , mamusia to m n i e n a w o t z a p i s a ł a na ł a c i n ę w 8

jogo p r a c ą ,

nie

p o t r a f i p u b ł i c z n i o się e k s p o n o w a ć , u k r y w a j ą c s w ą t w a r z w cioniu.

klasio, alem c h o d z i ł t y l k o coś m i e s i ą c , nie l u b i ł e m n a u k i , gra­

.lego prace pokazano na k i l k u w y s t a w a c h w p l a c ó w k a c h k u l t u ­

m a t y k a , historia, r a c h u n k i — t o m i nie s z ł o . L u b i a ł e m p r z y r o d ę ,

r a l n y c h T a r n o w a i na terenie w o j e w ó d z t w a , a ostatnio

(1985)

r y s u n k i , mamusia m y ś l a ł a , że t a ł a c i n a m i się p r z y d a , m o ż e b y m

na w y s t a w i e „ S z t u k a l u d o w a Polski p o ł u d n i o w e j " w Hanoworze.

i w y b r a ł się na k s i ę d z a , ale to b y ł a c i ę ż k a n a u k a w szkole".

T w ó r c a ma coraz w i ę k s z o poczucie w a r t o ś c i swych prac, w roz­

N i g d y t e ż nie c z y t a ł k s i ą ż e k , „ a co się b ę d ę m ę c z y ł , radio i tolo-

m o w a c h zo m n ą tego nio u k r y w a , czuje się t w ó r c ą ,

w i z j a wszystko m i p o w i e d z ą , j a n i g d y nic nie c z y t a ł e m i nie czy­

artystą,

g r o m a d z i — bardzo nieliczne — w z m i a n k i prasowe na

tomat

swej t w ó r c z o ś c i . A l e nie p o t r a f i się zgodzić na publiczne ukazanie
swoj postaci,

choć pierwotno zażenowanie towarzyszące

zain­

teresowaniu jego o s o b ą znacznie o s ł a b ł o .
M a r c i n L o r k i e w i c z mieszka w s ł y n n y c h

baśń,

Quo

vadis,

Znachora.
W

rozmowie r o b i j e d n a k

w r a ż e n i e bardzo

inteligentnego,

oczytanego c z ł o w i e k a , interesuje się r o z m a i t y m i zagadnieniami,
Wiorzchosławicach,

wsi rodzinnej W . W i t o s a . U r o d z i ł się t u t a j 12 listopada 1930 г.,
jako naunlodszy z 4 s y n ó w bogatych gospodarzy. Po n i m u r o d z i ł y

208

t a m " . Ze szkolnych l a t p a m i ę t a , żo c z y t a ł Starą

* Materiały w Archiwum Etnograficznym Muzeum Okręgo­
wego w T a r n o w i e .

�p o t r a f i d y s k u t o w a ć , p r z e d s t a w i a ć w ł a s n e stanowisko. P r z y t y m
posługuje

się bardzo

poprawnym

językiem,

wyzbytym

miejscowej g w a r y . Bardzo w n i k l i w i e ocenia p r o g r a m y
zyjne, poszczególnych

artystów

cech
telewi­

i w y k o n a w c ó w . Jest t o jego

podstawowe ź r ó d ł o wiedzy o świecie o d k i l k u n a s t u l a t .
Poza s ł u ż b ą w o j s k o w ą ( H e l , F r o m b o r k ) n i g d y n i e w y j e ż d ż a ł
poza region. B y w a ł t y l k o w K r a k o w i e — t a m w y b r a ł się by
z w i e d z i ć M u z e u m E t n o g i a f i c z n o , k i e d y u ś w i a d o m i ł sobie, ż e jego
działalność

określać

poczęto

twórczością

ludową.

Nigdy

nie

i n t e r e s o w a ł się p r a c a m i i n n y c h t w ó r c ó w , nie m i a ł o k a z j i i c h
s p o t y k a ć , choć k i l k a wystaw sztuki ludowej oglądnął w tarnow­
skim muzeum, instytucji, z k t ó r ą o d k i l k u lat ma stały kontakt.
K o s z y k i s ł o m i a n e n a chleb z a c z ą ł w y p l a t a ć k i l k a l a t w c z e ś n i e j
n i m jego prace t r a f i ł y n a k o n k u r s . W e w s i do f o r m o w a n i a chleba
u ż y w a się s ł o m i a n y c h k o s z y c z k ó w a w y r a b i a ł o j o t u t e j k i l k a o s ó b .
Kiedy

matce zniszczył

s i ę koszyczek

poprosiła

Marcina b y

s p r ó b o w a ł z r o b i ć n o w y . P r z y j r z a ł się „ s ł o m i a n c o " , k t ó r ą w y k o n a ł
c h ł o p z Szujca ( p r z y s i ó ł e k W i e r z c h o s ł a w i c ) . B y ł a t o s ł o m i a n k a
zszywana z pasm s ł o m i a n y c h o p l a t a n y c h ł y k i e m . I n n e koszyczki
splatane b y ł y c i e n k i m

k o r z e n i e m sosnowym. L o r k i e w i c z

użył

do o p l o t u sznurka i w t e n s p o s ó b w y p l a t a s ł o m i a n k i do d z i ś .
K i e d y o k a z a ł o s i ę , ż e w y k o n a n i e s ł o m i a n k i nie jest t r u d n e , roz­
p o c z ą ł i c h p r o d u k c j ę na większą skalę. Odbiorcami b y l i sąsiedzi,
a przez j a k i ś czas d o s t a r c z a ł w i ę k s z e i c h ilości h a n d l a r z o w i do
H a c z o w a . Z b y t n a k o s z y k i m a do d z i ś , g d y ż ludzie p i e k ą w ł a s n y
chleb w miejscowej p i e k a r n i i w t y c h s ł o m i a n k a c h w o ż ą ciasto
z domu.

I I . 2. Król

3

z szopki;

i l . 3. Aniołek
z szopki;
Zielna

ił. 4. Matka

Boska

�K i e d y z r o b i ! s ł o m i a n k ę i „ s i ę u d a ł a , z r o b i ł e m d r u g ą , jeszcze
lopszą. To m y ś l a ł e m t a k — j a k się u d a ł o s ł o m i a n k ę , to z r o b i ę
b e c z u ł k ę , j a k się u d a ł a b e c z u ł k a , to m o ż e z r o b i ę j a k i ś f l a k o n i k ,
i t a k coraz t o inne rzeczy r o b i ł e m . T o p o m y ś l a ł e m , że m o ż e da
się i c z ł o w i o k a z r o b i ć , i t a k z a c z ą ł e m to f i g u r k i ze s ł o m y p l e ś ć .
To b y ł o bardzo ł a d n e , to się k a ż d e m u p o d o b a " .
P i e r w s z ą f i g u r ą b y ł a Matka

Boska

Zielna,

cioła. P o t e m b y ł a szopka, Droga Krzyżowa,

w y k o n a n a do k o ś ­
i iime f i g u r y a t a k ż e

cale rozbudowane sceny.
W y k o n u j ą c p o d s t a w o w y splot L o r k i e w i c z p o s ł u g u j e się p i o r ś eieniem w y k o n a n y m z metalowej r u r k i . W z a l e ż n o ś c i od g r u b o ś c i
s ł o m i a n e g o pasma u ż y w a r u r o k r ó ż n o j g r u b o ś c i , o d 11 do 17 m m .
S z e r o k o ś ć p i e r ś c i o n i a w y n o s i 15—20 m m . P i e r ś c i e ń t a k i nasuwa
na ciasno u f o r m o w a n ą w i ą z k ę ź d ź b e ł ż y t n i c h i t u ż za p i e r ś c i e n i o m
o w i j a uformowano walcowato pasmo n i c i ą (sznurkiem) nawleczo­
ną

na

igłę.

T a k powstaje oplecione n i c i ą pasmo, z

formuje się k s z t a ł t gotowego w y r o b u . K s z t a ł t o w a n i o

którego
następuje

r ó w n o l e g l e z w i c i e m pasma. K a ż d y w y r ó b — koszyczek, f l a k o n ,
czy k o r p u s postaci, to forma u t w o r z o n a ze spiralnie w z n o s z ą c o g o
się pasma. P ł a s k i w y r ó b (koszyk, taca i t p . ) uzyskuje się spiralnie
zwijając

w płaszczyźnie

tworzący

się o p l o t s ł o m i a n y ,

jedno-

ozośnio za k a ż d y m o w i n i ę c i e m n i c i ą p r z y s z y w a j ą c igłą k o l e j n y
z w ó j do poprzodniego. R ó w n o c z o ś n i e formuje się p i o n o w y k s z t a ł t
w y r o b u . W y k o n u j ą c f o r m y w y s m u k l ę (korpus postaci, b e c z u ł k ę
i t p . ) po w y k o n a n i u p ł a s k i e g o dna kolejne zwoje pasm u k ł a d a
się spiralnie n a sobie p r z e w l e k a j ą c igłą z n i t k ą o p l a t a j ą c ą w y ż e j
f o r m o w a n y zwój poprzez n i t k ę z w o j u n i ż s z e g o . Powstaje w ten
s p o s ó b bardzo szczolno i mocna ś c i a n k a n p . naczynia.
Prace swo w y k o n u j e L o r k i e w i c z

ze s ł o m y ż y t n i e j :

„słomę

m u s z ę o m ł ó c i ć copem, bo w m ł o c k a r n i się niszczy s ł o m ę , pogniecie
się te ź d z i e b e l k a . J a k

potem obotnę kłosy, to z o s t a n ą

źdźbła

proste. To trzeba teraz o b s m y k a ć te ł u s k i ze ź d z i e b e ł , to r o b i ę
to na t a k i m grzebieniu j a k grabie z d r e w n i a n y m i z ę b a m i ,

tak

się to c z y ś c i , i to j u ż jest gotowa s ł o m a do r o b o t y . "
„ P a m i ę t a m , najbardziej p o d o b a ł a m i się s ł o m a j a k się w p o l u
r o b i ł o , s n o p k i się w i ą z a ł o . R o b i l i ś m y t a k i e o b r ą c z k i ze

słomy

na palce, i t a k się cieszyło, że t o takie p i ę k n e , z ł o t e ; t o się m y ś l a ł o ,
co z tego z r o b i ć ł a d n e g o , szkoda m i b y ł o tej s ł o m y , że t o t a k i e
p i ę k n e , t a k się b e z u ż y t e c z n i e niszczy •— g n ó j się z niej r o b i ,
a to t a k i e p i ę k n e " .
U b o l e w a n a d z l ą j a k o ś c i ą t e r a ź n i e j s z e j s ł o m y , k t ó r a nie
odpowiedniego

koloru.

„Dawniej

był

kolor

złocisty,

ma

czysty,

a teraz s ł o m a p l e ś n i e j e j a k t y l k o z b o ż e dojrzeje, czernieje. Chyba
to po nawozach. To b y ł p i ę k n y k o l o r , to b y ł y dalekie ł a t a , t o
kolor b y ł p i e l m y , c z y ś c i u t k i , a ż się b ł y s z c z a ł o " . N i e k t ó r e w y r o b y
maluje więc olojno, aby p o k r y ć to n i e d o s k o n a ł o ś c i s ł o m y .

Naj­

bardziej j o d n a k coni n a t u r a l n y k o l o r s ł o m y . L o r k i e w i c z na k o l o r
jost szczogólnie w r a ż l i w y , o g l ą d a j ą c ilustracje dzieł s z t u k i przede
wszystkim

zwraca u w a g ę n a

barwę, podkreśla

jej

znaczenie

w o d d z i a ł y w a n i u na odbiorcę. T o t e ż w y k o n u j ą c zwłaszcza drob­
niejsze p r z e d m i o t y bardzo starannie dobiera odcienie s ł o m y , dla
w y d o b y c i a n a j w ł a ś c i w s z e g o efektu. Ciekawe efekty kolorystyczne
o s i ą g a p r z y w y r o b a c h lub ich fragmentach nie plecionych, ale
w y k o n a n y c h ze ź d z i e b e ł s ł o m y p ł a s k o , l u ź n o u k ł a d a n y c h i m o ­
c o w a n y c h n a p ł a s k i m tle (na k a r t o n i e ) n i c i ą l u b k l e j e m . S ą to
r ó ż n e g o rodzaju r a m k i do f o t o g r a f i i
itp. Układa

i o b r a z k ó w , m a ł e szopki

w t e d y p ł a s z c z y z n y r ó ż n i ą c e się o d c i e n i a m i b a r w

i g r u b o ś c i ą ździoboł. Ź d z i e b e ł p r o s t y c h , nie plecionych u ż y w a
j a k o p o s z c z e g ó l n e elemonty f i g u r , co w zostawieniu ze

słomą

s p l a t a n ą dajo bardzo ciekawy efokt p l a s t y c z n y . W t a k i m p r z y ­
padku u ż y w a też ździebeł różnoj grubości traw. Wykonuje z nich
n p . włosy postaci, k o r o n y , n a c z ó l k a , ozdoby szat. W i ą z k a p r o s t y c h

I I . 5.
I I . 6. Papież
U.

210

7.

Fragment

jako

Krzyż
Dobry

wystawy, Muzeum
1983 r .

Pasterz
Okręgowe

w

Tarnowie,

�5

ifliinio

uformowana

słomiany&lt;*
ftwy
y
° e
'»
.
K o r p u s f i g u r y t w o r z y walec z w o ł a j
* różnej krzywizn*. W
w

s ! t f t t

rf

l

u

b

n

W

K

W

l

M

l

w

v

y

t w o r z y bufiaste
do cholew.
góry według
umocowana
słomy

h

c

1

g i Q

d

o

&lt;^*™£^

L
4

p

a

s

m

g ł ó w k a postaci. Bece t w o r z ą z a - у

Jyte

płaszczyznowo. Dłonie

^ [ ^ J ^ V

njasem z drew.ia w y k o n u j e
8

or

l

u

b

stopy

s a r f t e

e p

d

^haraktor postaci.

t

i i o j m a zilustro-

0

staj%™ P " walcowatego k o r p u s u , jesn
^

f

^ drewna.

F

t w ó r c y głowy rzeźbiono w lipo-

N a j w i ę c e j k ł o p o t u spr
_J
togo s i ę nie
m rue
tra i
Głowy
^pnyznaję,
d r e w nt o
i e :b y„vr
rzezp o^JJj^^
^
j e proste. zarysy
&lt;*агиу. C h ę t n i e p o w i e r z y ł b y ę
„ « ~ n a e z o n v m i elemen„ „ a t u ci ча r z e ź b i o n o p ł a s k o , z lodwo z a ™ »
?
j^D postać . 4
ń c uzyskuje Lorkiewicz prze/, ь о ю г ,
ftrtyst%

k

d

o

к д а 1
e n t u

m

o

Ц

i n J № I t l u

r r a 2 i B t o

i„i»c ie f a r b a m i p l a k a t o w y m i l u b olejno.
p l u j ą c je
, '
T rti-iriAwicz r ó w n i e ż drobne
Z drewna w y k o n u j e L o r k i e w i c z r o w u

i
,tv
element
n

J f t

f t m P 1

s p e ł n i a j ą c e w y p o s a ż e n i e postaci w ^ ^ ' ' ' ^ ^ " ^ ^ w i
l

i ^ y ż d ź w i g a n y przez Chrystusa, i t p . I '

1

0

Ł

^^.

y

w

p o d s t a w o w y surowiec, z k t ó r e g o
fragmenty
9fl

i o t

szat, o z d ó b , r e k w i z y t y , t o

m o

^
_

TO

u Z 1

ia

p o r n

blaszki, d r u t

jak t k a n i n a , b a r w n a n i ć i sznurek, в raw^ i s ^ ^ j ^ .
_

,

t , l k i o ł l

»ter«»lów,

e postacie o drobiazgi w y k o n a n e

dla

d„łoWać

^

zkę

p u s

t a k ż e gotowe d r o b n e ™ .
ma
k a d z i d ł o z p o z ł a c a n e j piasti^o-w j
v , l e r y n y (A/nłfcr*
„.elnia f u n k c j ę o d z i e ż y - s ą t o n a ogol Obsz
i
T
Królowie
s szopłU, w i e r z e rzymscy)- B a r w u j
^
- ' " d o obszycia t k a n i n y l u b w p r o s t b y w a naszywany na
' ° ) „ &gt; &lt; • do p o d k r e ś l e n i a k o n t u r ó w s t r o j u ,
korpusu słuzą&lt;- oo p o « ^
, ; k t ó r e postacio m a j ą
D l a wzbogacenia efektu wizualnego т е к и
r ^ g ^ i ,
dodatkowo malowane f r a g m e n t y s ł o m i a n e g o а ^
^
^
^
^
niekiedy p ł a s z c z y z n a k o r p u s u p o m a owana
y i m i t u j o t k a n i n ę szaty. ^ ^
i z głównie s ł o m i a n k i
Miejscowi m i e s z k a ń c y
^ ^ pjja c z ł o n k ó w rodziny z r o b i ł
na chleb, czasem r a m k ę c o ^ \ ^ ' y ,
^ b i e l i z n ę . Sprzedajo
on k i l k a m i a r e k n a z b o ż e ,
^
l a , znając
a

K

o

k

№

i

r

o

W

;

l

l k w l

0

B 0 S

б 1 Ш 5 У

я

T

fi

a

p a B

L o r k i e w

u

0

И

S Marcin Lorkiowicz przy pracy

r t

p

Q

Q №

s

te w y r o b y bardzo t a m o , „ z a
wartość w ł o ż o n e j w т о p r a c y. „ „ 1 ,
chętniej sznurka o d s n o p o w s ą z a w K
m

a

t

o

r

i

Л1

cioblem w skali k r a j u . )
W k^zość figuralnych

a

i

u

a

m

o k r e s

(Lorkiowicz u ż y w a n a j .
. stanowi
k t ó r e g o nabycie
»•
o
L o r k i e w i c z do
_
^

k o m p o z y c j i wyKonuje

Kościoła. S ą t o sceny
d ^ ^ ^
w t v m celu w y k o n a ł k i l k a szopek, d r o g ę к г л у ^ » ч . t- r
W t y m comw&gt;*.ui
_
,
, b r ó i n o wersjo Matni
Dobrego Pasterza z o w i e c z k a m i , 12 Aposwwu,
i zchoslaJjDsJtieJ. N i o k t ó i o z t y c h f i g u r p o z o s t a ł y w
" " ^ ^ p
aż
w i c k i m , inne po w y e k s p o n o w a n i u w r a c a j ą
j ów
zebrało się m u j u ż wiele t y c h f i g u r , a s ą one . i &gt;
.
forseciotnie 2 5—40 c m , n a j w y ż s z e - - p o n a d 1 m ) , j e
ludom
cienie dwuizbowego mieszkania jest z a p e ł n i o n e
' ^ ™
'
w

e r

o

h

r o l r f t

p

s

b

m

f

m

o

W

M

m

i

o

s

z

t

вд

aż po s u f i t . N a snafaeh i stole s t o j ą g ę s t o f i g u r y , t a

C

p

Q

sarn^

dłedze. N a d ł ó ż k i e m z b u d o w a n y jest pomost, в u z ą c y
^
sprzedaje
kowo p i ę t r o s k ł a d o w a n i a f i g u r . Drobniejszo
J ^ '
i
g d y poprzez w y s t a w y
pełnia j ą szafy i l e ż ą n a k l e p i e koud wczasu,
stodole — sprzei aj
c z f t 3 a r t t

przygodnym" o d w i e d z a j ą c y m ,

ręcznie ^
s n o p^ó w , о A &lt;? , —
: i _ r ł —l
. ц zimą- niemal d z i e ń w " ^ ^ .
przedmiotV
y ozdobne. Z b i c i a s ^
, j i sznurek, ten o s t a t n i n p .

,

p

o

Ч

a

)

postace,
g materiału,
z s t a l y c ł i z roz-

ftOW

к

k

k

ó

o

U

w

)

r

o

p r j

W

O

0

0

Wykorzystujo też
cinauyoh s n o p ó w w i ą z a n y c h w maszynowo
ł ó k n a sztucznego, w t e d y dzieli
s k r a w k i sznura plecionego z
Zimą
mieszkanie m i e s z c z ą c e się
splot n a cioiiszo радгпл
*
+ • Ir Л V liii o ł l L1 Mię coraz
' j :„Jn
dachem z częścią
częścią i n w o n t a r s k ą - 1
. .
„ ; r,,wtaciami ze złocistej s t o m y .
l t t

е

Г

О

T

т

v m

P

gęściej

nowymi

posLa.o

"

Fot
e.

większyc
etnografie т о .
l a t i s t o t n ą tresc
s t a n o w i ą od k i l k u n a s t u
Słomiane figurki
z młóconych
p
żniwach wybiera
ż y o i a Marcina l.orkiewn-za.•
!
o,™w.miie n r z y c o t o w u j e do

\

Bartosz, i l . 9 ; W . D
Duuddzziiaakk,, U . t , o

M o ź d z i e r z , i l . 2—4

2 И

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7946" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7926">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/188b1deac7b28f33e92d92502ae20241.pdf</src>
        <authentication>80b43eb34e6262964c2a094f18d93d6a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95008">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3405</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95010">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95012">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3192</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95014">
                <text>Spotkanie cyganologów na Węgrzech / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95016">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.156-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95018">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95020">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95022">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95024">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95027">
                <text>Adam Bartosz
SPOTKANIE CYGANOLOGÓW NA WĘGRZECH
W dniach 25—28 sierpnia 1980 r. o d b y ł o się w

Loanyfalu

spotkanie e y g a n o l o g ó w z 8 k r a j ó w europejskich. Inicjatorom

Lewarów

i Kołderaszy,

następnie

Cyganów

Polskich, a

naj­

bardziej pogardzanymi przez resztę są Cyganie K a r p a c c y . Z a ­

i gospodarzom spotkania byl znany z licznych publikacji na te­

chowali oni najmniej tradycyjnych e l e m e n t ó w kultury.

mat j ę z y k a c y g a ń s k i e g o — J ó z s e f Vekerdi, na co dzień kierujący

Mirella Karpati. W

działom wymiany zagranicznej Biblioteki Narodowej w

różnice m i ę d z y g r u p ą Sinti a R o m a m i ; ci pierwsi jednak często

Buda­

peszcie. B y ł o to na p ó ł oficjalne spotkanie, u c z e s t n i c z y ł y w nim

odczuciu e y g a n o l o g ó w istnieją

zasadnicze

na z e w n ą t r z m a n i f e s t u j ą s w ą w s p ó l n o t ę ż R o m a m i .

osoby b ę d ą c e w osobistym bądź listowym kontakcie z Vokerdim,

K a r i Huttunen. Cyganie z F i n l a n d i i , nie z n a j ą c y j ę z y k a romani,

a wzajemnie znające się czy to z publikacji,

czy t e ż b l i ż s z y c h

o d m a w i a j ą K e ł d e r a s z o m (którzy są niedawnymi przy-byszami na

k o n t a k t ó w na p ł a s z c z y ź n i e z a i n t e r e s o w a ń c y g a ń s k i c h . Rozmowy

te tereny) przynależności do w s p ó l n o t y c y g a ń s k i e j . W ostatnich

i dyskusje t iczyly się w uroczej scenerii letniskowej, malowniczej

latach jednak, pod w p ł y w e m coraz bliższych z nimi k o n t a k t ó w ,

m i e j s c o w o ś c i , w ogrodzie gospodarza spotkania; tu też, w starej

z d a j ą się z m i e n i a ć t ę o c e n ę . M ó w c a zastanawia się nad kryteria­

willi zostali zakwaterowani goście.

mi

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele rozmaitych pro­

określenia

grupy

cygańskiej;

wymienia

cechy

uważano

w Finlandii za „ t y p o w o c y g a ń s k i e " (muzyka, taniec). Dochodzi

fesji, k i e r u n k ó w , z a i n t e r e s o w a ń zawodowych, a więc etnografo­

do wniosku, żo m o ż n a by t ę g i u p ę określić przy pomocy w s p ó l ­

wie, socjologowie, j ę z y k o z n a w c y , historycy, redaktorzy czasopism

n y c h cech gospodarowania.

oyganologicznych, w y k ł a d o w c y

języków,

dziennikarze,

narze itp. D l a części z nich zjazd w Leanyfalu

misjo­

b y ł postojem

w letniej w ę d r ó w c e śladami c y g a ń s k i c h t a b o r ó w czy w poszuki­
waniu osad C y g a n ó w o s i a d ł y c h . W sumie dom pana Vokerdiogo
gościł w ciągu dnia 16 zaproszonych o s ó b . B y l i to: z Czechosło­
wacji — Milena Hubschmannova; z Finlandii — K a r i H u t t u non;

z

Francji —

Henriettę

D a v i d oraz A n d r ó

Barthelomy

wraz z dwoma klerykami; z Niemiec — Herman Arnold; z Polski
— A d a m Bartosz; z W ę g i e r — J ó z s o f Vekerdi, Elemór Varnagy,
Gyorgy M ś s z a i o s . Gaboi Grabócz oraz zaproszeni dla w y g ł o s z e n i a
tylko w y k ł a d u — Biilint Sarosi i Ferenc Herczog; z W ł o c h —•
Bruno Nicolini, Mirella K a r p a t i i Giulio

Soravia;

z Wielkiej

B r a t y n i i — D a v i d Smith.

otnocentryzmu,

hamuje

nasze

rozważania

od

curnpocentryzm,

c h c i e l i b y ś m y jasno określić granicę Rom—gadzio. Tymczasem
Cyganie nie m a j ą tego problemu, m a j ą ś w i a d o m o ś ć różnic, a są
one wielkie z a r ó w n o n a linii Rom—gadzio, jak też m i ę d z y od­
miennymi

grupami

Cyganów,

między

klanami

i

rodzinami.

N a s t ę p u j e jednak, podobnie jak na c a ł y m ś w i e c i e proces miesza­
nia się kultur, co prowadzi do powstania ś w i a d o m o ś c i w s p ó l n o t y ,
a co za t y m idzie, t a k ż e unifikuje ich kulturę.
David Smith. Istotnie, różnico m i ę d z y Cyganymi są d u ż e . Alo
różnica m i ę d z y gadziami a R o m a m i jest instytucjonalna, poza
t y m , żo istnieje obiektywnie. W Wielkiej B r y t a n i i ich koczownictwo jost zalegalizowane prawnie. Buduje się dla nich pola

Obrady zasadniczo o d b y ł y się w c i ą g u trzech dni

według

ustalonego p o r z ą d k u : d z i e ń pierwszy — kultura i j ę z y k , dzień
drugi — zagadnienia społeczne, dzień trzeci — problemy edukacji
i rodzinne.

biwakowe. Często inicjatorami są bogaci Cyganie i takie biwaki
są bardzo chętnie obierane przez C y g a n ó w na miejsce postoju.
Są bowiem usytuowane i urządzone z zachowaniem wszelkich
w y m o g ó w c y g a ń s k i e j m e n t a l n o ś c i . Obozowiska urządzone przez

Ponieważ

dyskusja

odbywała

się

w

bardzo

swobodnej

atmosferze, b y ł a spontaniczna i wielokierunkowa., trudno jest ją
zrelacjonować.

Przedstawię

więc

zasadnicze,

znaczące

tezy

i informacje.
Dzień

Herman Arnold. Nie m o ż e m y się w tej dyskusji w y z w o l i ć

lokalne w ł a d z e są omijane lub nawet celowo niszczone, jako
twory obce, nie zachęcające do postoju. S t ą d negatywny stereo­
typ Cygana utwierdza się w opinii g a d z i ó w . Około 00% ludności
koczowniczej obecnie biwakuje na swoich prywatnych biwakach,

pierwszy

reszta —• to biwaki p a ń s t w o w e .

— kultura i język.

Henriettę David. Zjawisko to podobnie przedstawia się we F r a n c j i.
Mirella Karpati. Mimo, żo istnieje mocne poczucie identyfikacji

Bardzo szanuje się tu wszelkie obozowiska urządzono z inicjaty­

z g r u p ą , to

wy szefów r o d ó w .

jodnak Występuje

ogromne zróżnicowanie

wśród

C y g a n ó w . Czy więc m o ż n a m ó w i ć w ogóle o kulturze C y g a n ó w

Mirella

jako kulturze w m i a r ę jednolitej ?

z kompensacji znanej i u innych s p o ł e c z e ń s t w na tym stopniu

Karpati.

Manifestacja

bogactwa

u

Cyganów

wynika

A n J r ć Barthelemy. Owszem, Cyganie i d e n t y f i k u j ą się, ale jest

rozwoju.

to identyfikacja negatywna, nie pozytywna. Nie

bowiem

Milena Hubschmannova. W y n i k a to przede wszystkim z braku

jednolitej kultury C y g a n ó w . Oni nie s t a w i a j ą się w opozycji

akceptacji przez otoczenie, m a n i f e s t u j ą więc to, co sq, w stanic

ma

Rom*—gadzio, ale w ł a ś n i e w opozycji do innych grup. J e s t prze­

zaprezentować

cież tak wiolo różnic j ę z y k o w y c h i obyczajowych. Nie identyfi­

przecież często analfabetami.

—• a

więc

bogactwo,

egzotyczny folklor.

Są

kują się z kulturą C y g a n ó w jako o g ó ł u , bo oni tej kultury w skali

Giulio

makro nio oceniają jako zjawisko pozytywne.

i j ę z y k , starają się d o s t o s o w a ć do otoczenia, i tuk np. publicznie

Н э г т а п Amalii. Nie jest więc m o ż l i w e podanie definicji R o m ó w .

u ż y w a j ą swego j ę z y k a (w K a l a b r i i ) tylko w sytuacjach szczegól­

Giulio Sorivia. Rozbicie dialektalne nie decyduje o braku w s p ó l ­

n y c h (w o b e c n o ś c i policji itp.).

noty kulturowej. Wszak w Italii do k o ń c a X I X w. m ó w i ł o się

Andre Barthelemy. N a l e ż y się z a s t a n o w i ć szczególnie nad dwoma

r ó ż n y m i j ę z y k a m i . Poczucie w s p ó l n o t y c y g a ń s k i e j n a s t ą p i ,

aspektami kultury c y g a ń s k i e j , a mianowicie: jakie

gdy

Soravia.

Chociaż

zachowują

swą

tradycyjną

kulturę

elementy

zaktywizuje się c y g a ń s k a inteligencja, czego z a c z ą t k i już obser­

kultury i gdzie, pozyskali oraz — jak zatracają elementy tradycyj -

wujemy.

nej kultury. M ó w c a przewiduje, że w k r ó t k i m czasie Cyganie

Adam Bartosz. Sytuacja w Polsce jest odmienna, g d y ż s p o ł e c z e ń ­

z a t r a c ą lub t e ż zatracili: tabu, wierzenia, j ę z y k . N a l e ż y

stwo nasze jest bardziej homogeniczne. Natomiast istnieją róż­

śledzić u w a ż n i e , jakie elementy z otoczenia przejmują w zamian.

nico m i ę d z y

Cyganami

wynikające

z

odmienności

dialektu,

obyczaju i historii. P o s z c z e g ó l n e szczepy c y g a ń s k i e różnią się
w powszechnie uznanej hierarchii.

I tak n a j w y ż e j ocenia się

Gyorgy Mćszaros.
w

Na

Węgrzech

gadziowie, k t ó r z y

związki m a ł ż e ń s k i e z Cyganami z o s t a j ą

dziś

wchodzą

„zromanizowani".

С,"£~.эЬ no'.omi:,!;!, p r z e j m u j ą c obce elementy nie filtrują kul­
tury g a d z i ó w , a raczej ją imitują. P r z e j m u j ą z kultury g a d z i ó w

* W relacji u ż y w a m zamiennie t e r m i n ó w Лот i Cygan.
T a k w ł a ś n i e , różnie, jedni konsekwentnie inni zamiennie, wypo­
wiadali się uczestnicy spotkania.

156

selektywnie to elementy, które są u w a ż a n e za negatywne
a więc alkoholizm i a g r e s y w n o ś ć .

—

�Kai'i Huttunen. W y n i k i b a d a ń n a d C y g a n a m i nie d o c i e r a j ą

do

nieb. W z w i ą z k u z t y m w F i n l a n d i i zamierza się ut\voi'z\ć specjal­
no p r o g r a m y w radio i T V p o ś w i ę c o n o Cy-gauoiu. Obecnie mieszka
ich w F i n l a n d i i okoli

0000.

łlalillt Sarosi. M u z y k a о у д н н а к а jost r ó ż n a w z n k ż a o ś e i ot!
o d b i o i e y , d l a k t ó r e g o Cygan gra. I t a k jo.sl inna m u z y k a dla.
W ę g r ó w , a i n n a dla swego c y g a ń s k i e g o ś r o d o w i s k a . W k a ż d y m
k r a j u m u z y k a c y g a ń s k a jest inna. P r a w d z i w o więc jest o k r e ś l e n i e
np. węgierska muzyka cygańska, r u m u ń s k a muzyka cygańska
ot e. Sy.czogólne t r u d n o ś c i s ą z o k r e ś l e n i e m cech c y g a ń s k i e j mu­
z y k i , bo przecież Cyganie na W ę g r z e c h bardzo p ó ź n o , w p o ł o w i c
X I X w. zajęli się m u z y k o w a n i e m . G r a j ą przy t y m melocii"
europejskie, uży-wają i n s t r u m e n t ó w europejskich (st. simkowo
n o w y c h ) ; i c h i n t e r p r e t a c j a zawiera e l e m e n t y wschodnie, alo
k t ó r e ? T a n i e u c h w y t n o ś ć w i n t e r p r e t a c j i , sposobie t r z y m a n i a
i n s t r u m e n t ó w — to s z c z e g ó l n a , c y g a ń s k a s p e c j a l n o ś ć . Cygan zna
g u s t y o d b i o r c ó w i w y c h o d z i i c h oczekiwaniom naprzeciw. Gra
t a k , j a k tego oczekujemy. N i o ma więc m u z y k i c y g a ń s k i e j .
Jest m u z y k a c y g a ń s k a danego k r a j u .
József Vekerdi. T a k sarno j a k f o l k l o r k a ż d e g o k r a j u się r ó ż n i ,
t a l i i f o l k l o r C y g a n ó w jest w k a ż d y m k r a j u r ó ż n y .
K a r i Huttunen. W F i n l a n d i i istnieje r ó w n i e ż bardzo w y r a ź n o
z r ó ż n i c o w a n i e m u z y k i granej dla C y g a n ó w i dla siebie. Bardzo
n i e c h ę t n i e o b c y m p r e z e n t u j ą swe oryginalne, c y g a ń s k i e p i e ś n i .
Bruno Nicolini. Jest wiolo g r u p c y g a ń s k i c h nio u p r a w i a j ą c y c h
muzyki, ale m u z y k a i taniec g r a j ą w i e l k ą i o l ę w ich psychice.
R e a g u j ą na n i ą spontanicznie, ekspresyjnie.
Mirella Karpati. N i c jost. to cecha t y l k o c y g a ń s k a . Podobnie na.
m u z y k ę r e a g u j ą i inne l u d y .
Dzioń

drugi

— problematyka społeczna.
7

Milena Hubschmannova. Proponuje, aby k a ż d y z u c z e s t n i k ó w
s p o t k a n i a p r z e d s t a w i ł łu-ótko s y t u a c j ę Cy-ganów i cyganologii
w swoim kraju.
M i r e l l a Karpati. Przedstawia d z i a ł a l n o ś ć Opora N o m a d i , g ł ó w n e j
organizacji z a j m u j ą c e j się p r o b l e m a t y k ą C y g a n ó w we. W ł o ­
szech.
Henriettę David. W c F r a n c j i istnieje specjalna u s t a w a r z ą d o w a
o b e j m u j ą c a w s z y s t k i c h k o c z o w n i k ó w , nie w y d z i e l a j ą c osobno
C y g a n ó w . I s t n i e j ą t u organizacje o z a s i ę g u europejskim, k t ó r e
z a j m u j ą się poznaniem C y g a n ó w i p o m o c ą dla nich. G ł ó w n a r o l a
t y c h organizacji t o :
— d o k u m e n t a c j a dotychczasowych prac i informacja o m c i i .
—• badanie o p i n i i o koczownikach,
— opracowanie p r o g r a m u zwalczania ich b i e d y .
I s t n i e j ą t e ż , dotowano przez p a ń s t w o , p r y w a t n e organizacje,
k t ó r o u r z ą d z a j ą obozowiska dla k o c z o w n i k ó w . Opracowano
w z w i ą z k u z t y m u s t a w ę o sposobie finansowania i u r z ą d z a n i a
obozowisk. Istnieje toż m i ę d z y m i n i s t e r i a l n y k o m i t e t do spraw
koczowników.
K a r i Huttunen. Cyganie w F i n l a n d i i z a j m o w a l i się t r a d y c y j n y m i
u s ł u g a m i d l a l u d n o ś c i rolniczej (kowalstwo, kastrowanie z w i e r z ą t
h o d o w l a n y c h , w e t e r y n a r i a , praca soz. n o w a w polu). S ą od d a w n a
osiadli, nie k o c z u j ą . W 1907 r. p. w s t a ł a organizacja, k t ó r a
m i a ł a na celu zbadanie i spopularyzowanie k u l t u r y c y g a ń s k i e j
w celu ich zasymilowania.
Adam Bartosz. W Polsce nie istnieje ż n d n r , organizacja zajn. u j ą e a
się Cyganami l u b badaniem ich k u l t u r y . Zajmuje się n i m i a d m i ­
nistracyjnie odpowiedni departament, p r z y Ministerstwie Spraw
W e w i i c t i z n y c h . N a t o m i a s t badania prowadzono są. na ogól
przez pojedynczych l u d z i zainteresowanych t ą p r o b l e m a t y k ą .
W latach ostatnich p o w s t a ł y j e d n a k dwa o ś r o d k i zainteresowali
cyganologicznych, oba z w i ą z a n o z etnografami. P r z y Uniwer­
sytecie W a r s z a w s k i m d z i a ł a Loch M r ó z , k t ó r y s k u p i ł grono stu­
d e n t ó w i r e a l i z u j ą w s p ó l n y p r - g r a m badawczy. D r u g i o ś r o d e k
t w o r z y się w Muzeum - O k r ę g o w y m w T a r n o w i e , gdzie p o w s t a ł
z a l ą ż e k kolekcji cygan- logicznej. O ś r o d e k ton dzial.i w kontakcie
z K a t e d r ą . E t r i o g i a u i Slowian l * J .

David Smith. W W i e l k i e j B r y t a n i i jest o k o ł o 60 000 k o c z o w n i k ó w
Z tego w i e l u m a s t a ł o mieszkania — k o c z u j ą sezonowo. D l a za­
c h ę c e n i a ich do osiedlenia so^ buduje się b i w a k i . I tak od 1970 r .
zbudowano 160 takich pól b i w a k o w y c h , dobrze u r z a d z o n v c l i .
Milena. Hubschmannova. W C z e c h o s ł o w a c j i mieszka około 300 000
R o m ó w . S ą t o : R o m o w i e s ł o w a c c y — s t a n o w i ą c y ok. 80%
całej p o p u l a c j i c y g a ń s k i e j i R o m o w i e w ę g i e r s c y — k t ó r z y stano­
w i ą o k . 10% l u d n o ś c i c y g a ń s k i e j . Obie to g r u p y s ą z d a w n a
o s i a d ł e . N a t o m i a s t R o m o w i e Olascy (Wlascy, Walascy, W o ł o s c y )
s t a n o w i ą ok. 5—10% i do 1959 r. b y l i k o c z o w n i k a m i . Ponadto
i s t n i e j ą bardzo m a ł o liczebnie grupy R o m ó w czeskich oraz
S i i i t i . S ą honiogcnicziiio e t n i c z n i . W czasie w o j n y z 8000 R o m ó w
czeskich o c a l a ł o tydko ok. 600 o s ó b . Reszta s t a ł a się o f i a r ą nie­
mieckich o b o z ó w . P r o b l e m e m jost ogromna ilość R o m ó w we
Wschodniej S ł o w a c j i , gdzie jost i c h o k o ł o 40% i do niedawna
b y l i bardzo zali żni oil l u d n o ś c i i-oiniozoj. Obecnie w i e l u i c h w y ­
e m i g r o w a ł o do Czech. S y m p t o m a t y c z n e ji st, żo o ile w Czechach
o k . 70% R o m ó w zamieszkuje w miastach, to na S ł o w a c j i o d w r o t ­
n i e : na wsi mieszka ok- 70% s p o ł e c z n o ś c i c y g a ń s k i e j .
Ferenc Herczeg. W ę g r y zamieszkuje ЗЛО ООО C y g a n ó w , co s t a n o w i
o k . 3,5% ludni ści. Z tej liczby о к . 1.4 000 żyje na bardzo n i s k i m
poziomie.
W lOłil r. w y d a n o a k t n o r m u j ą c y status C y g a n ó w i o k r e ś l a ­
j ą c y sposoby- ich asymilacji. P o w o ł a n o m i ę d z y m i n i s t e r i a l n y
k o m i t e t do spraw C y g a n ó w , k t ó r y k o o r d y n u j e p r a c ę w s z y s t k i c h
i n s t y t u c j i za.jmujący-ch się Cyganami. W i e l k i m p r o b l e m o m jest
a l k o h o l i z m C y g a n ó w , a n a l f a b e t y z m i p r z e s t ę p c z o ś ć . Szczególne
nad/.lejo w proc-sio a,sv inilaoji w i ą ż e się z i n t o ł i g e n e j ą c y g a ń s k ą .
Dzioń

t r z e c i — p r o b l e m y wychowawcze.

Elemer Varnagy. N a W ę g r z e c h m a m y 80 000 dzieci w w i e k u
s z k o l n y m . P r z y t y m do s z k o ł y u c z ę s z c z a 98% t y c h dzieci, z czego
t y l k o 30% k o ń c z y szkołę p o d s t a w o w ą . A ż 30% dzieci umieszczo­
no w s z k o ł a c h dla o p ó ź n i o n y c h w r o z w o j u . N a l e ż y p r o b l e m
c y g a ń s k i r o z p a t r z e ć nie j a k o n a r o d o w o ś c i o w y , a n i rasowy, a w y ­
ł ą c z n i e j a k o s p o ł e c z n y . J i s t to g r u p a u p o ś l e d z o n a socjalnie, nio
a k c e p t o w a n a przez s p o ł e c z e ń s t w o k r a j n .
Mirella Karpati. Cyganie muszą, sami d e c y d o w a ć o swej k u l t u r z e ;
czy c h c ą b y ć C y g a n a m i , czy c h c ą p r z e j ą ć k u l t u r ę otoczenia.
Andre Barthelemy. N i e jest to m o ć i i w e , g d y ż b ę d ą c p r z e d s t a w i ­
cielami w ł a s n e j k u l t u r y nie s ą w stanic d e c y d o w a ć ś w i a d o m i e
o t a k i m wyborze.
Elemer Varnagy. C y g a n ó w nie n a l e ż y a s y m i l o w a ć , ani t y m
bardziej p o d d a w a ć segregacji. N a l e ż y ich w y ł ą c z n i e i n t e g i o w a ó
/.o spi ileozni iścią w ę g i e r s k ą . Colom wy chowania ma b y ć likwidacja
n e g a t y w n y c h s p o ł e c z n i e k o m p o n e n t ó w ioh kultury- a ekspono­
wanie p o z y t y w n y c h (taniec, m u z y k a ) . T y l k o integracja m o ż e
s ł u ż y ć zachowaniu c y g a ń s k i e j k u l t u r y . W szkoło istnieje w i e l k i
odsiew c y g a ń s k i c h dzieci. 1 tak w pierwszych klasach jost 20%
c y g a ń s k i c h u c z n i ó w a w ó s m y c h t y l k o 6%.
Milena Hubschmannova. S y t u a c j a t a i l i c z b y z b l i ż o n o s ą do
w a r u n k ó w w Czechach. System odukaoji dzieci c y g a ń s k i c h josL
bardzo m a ł o e f e k t y w n y . Wręcz jost i m obcy-, i g n o r u j ą c y wai u n k i
otiiosocjalnc, ję-/.yk. ty-p a n d o p o l e g i a z n y .
Giulio Soravia. Sytuacja, w I t a l i i jest i d e n t y c z n a , i to nio t y l k o
w stosunku do C y g a n ó w . W szkoło uczy się języka, literackiego,
k t ó r y jest bardzo różny- od d i a l e k t ó w . R o z w a ż a się m o ż l i w o ś ć
u ż y w a n i a dial-.laiów w szkole, pozwolenia bycia d w u j ę z y c z n y m i .
Gabor O a b ó c z . B a d a j ą c z n a j o m o ś ć j ę z y k a c y g a ń s k i e g o u dzieci
s t w i e r d z i ł , że j ę z y k w ę g i e r s k i jest u nich bogatszy, r o b i ą w n i m
o wiole mniej b ł ę d ó w , niż p o s ł u g u j ą c się j ę z y k i e m c y g a ń s k i m .
B a d a n u b y ł y jednak o parto na bardzo malej p r ó b i e .
Henriettę David. W e F r a n c j i nio r a ; p r o g r a m u e d u k a c j i cyge.ńк к н л dzieci. SU su jo się więc r ó ż u " m e t o d y . W НКЧ0 i', o d b y ł a
sio, z u d z i a ł o m C y g a n ó w , k' nfereneja nauczycieli, k t ó r z y z a j m u ­
j ą się d z i e ć m i c y g a ń s k i m i .
Пал u l Smith. P y t a n i e o j u-a.-tiavaaio C y g a n ó w nic jest s ł u s z n e .
N a l e ż y p. stawać p y t a n i e — j a k a bodzie generacje. C y g a n ó w
w przyszłości '{ Odpowi* d ź jest prosta, — w y k s z t a ł c o n a !

157

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7954" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7934">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/83ef35f1a26ed92469b9e098b9f2688d.pdf</src>
        <authentication>06300e833e2d1740b4c8ee7f809f8134</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95082">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3407</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95084">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95086">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95088">
                <text>Program osiedlania ludności wędrownej w Irlandii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95091">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.158-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95093">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95095">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95097">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95099">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95101">
                <text>Adam Bartosz
PROGRAM OSIEDLANIA LUDNOŚCI WĘDROWNEJ W IRLANDII

W Irlandii podobnie zresztą j a k w Wielkiej B r y t a n i i , powo­
łano instytucje zajmujące się osiodłaniem k o c z o w n i k ó w i szerze­
niem o ś w i a t y wśród nich. W tym celu utworzono w 1961 r.
k o m i s j ę r z ą d o w ą , która m i a ł a za cel przedyskutowanie problemu
i zalecenie odpowiednich środków działania. K o m i s j a ta opraco­
w y w a ł a roczne sprawozdania ze swej działalności, ale od roku
1968 jej działalność została p o w a ż n i e ograniczona wskutek
n i e c h ę t n e g o stosunku w ł a d z lokalnych do k o c z o w n i k ó w .
W 1969 r. p o w s t a ł a Irlandzka R a d a d/s Osiedlenia Koczow­
n i k ó w (Irish Council of Itinerant Settlement) j e d n o c z ą c a pow­
stałe wcześniej na terenie kraju Komitety Osiedleńcze (Settle­
ments Committees). R a d a zatrudnia d w ó c h k o o r d y n a t o r ó w peł­
n i ą c y c h nadzór nad szkolnictwem i pracami o s i e d l e ń c z y m i .
Komitety działające w k a ż d y m hrabstwie z a t r u d n i a j ą specjal­
nych nauczycieli oraz p r a c o w n i k ó w z a j m u j ą c y c h się socjalizacją
k o c z o w n i k ó w , a zwłaszcza m ł o d z i e ż y .
W 1973 r. przeprowadzono w i z y t a c j ę wszystkich hrabstw,
aby s p r a w d z i ć , j a k przebiega proces osiedlania k o c z o w n i k ó w .
W y n i k i owej wizytacji opublikowano w niewielkiej broszurze
(Progress raport on the settlement of itinerant families in Ireland
during the last five years, by Joyce Sholdice, brak i . i m. w y d . ,
ss. 24). W i z y t a c j a objęła 26 hrabstw w Irlandii i 0 hrabstw
w Irlandii P ó ł n o c n e j , przy czym s y t u a c j ę w Irlandii P ł n . przed­
stawiono tylko pobieżnie.
Sytuacja k o c z o w n i k ó w przedstawia się rozmaicie w r ó ż n y c h
hrabstwach. W n i e k t ó r y c h ludność i w ł a d z e są do nich ustosun­
kowani bardzo niechętnie i p o s t ę p y w przystosowaniu do ż y c i a
osiadłego s ą tam niewielkie. W w i ę k s z o ś c i r e g i o n ó w napotykano
jednak na stosunkowo d u ż ą ż y c z l i w o ś ć ludności miejscowej
oraz bardzo energiczno poczynania w ł a d z lokalnych, z a p e w n i a j ą ­
cych koczownikom daleko idącą pomoc. Spotyka s i ę nieliczne,
ale coraz c z ę s t s z e m a ł ż e ń s t w a k o c z o w n i k ó w z partnerami osiad­
ł y m i , przy czym więcej jest m a ł ż e ń s t w z d z i e w c z ę t a m i koczow­
ników.
W zależności od prężności miejscowych K o m i t e t ó w Osiedleń­
czych urządza s i ę specjalne klasy dla m ł o d z i e ż y zdeprawowanej,
organizuje się wycieczki, zabawy, kolonie letnie itd.
R a p o r t u w z g l ę d n i a 3 kategorie o s i e d l e ń c z e : ludność osiedlo­
n ą w mieszkaniach standardowych, o s i e d l o n ą w barakach na
wydzielonych przez w ł a d z e lokalne miejscach, z a m i e s z k a ł ą na
stałe w trajlerach i wagonach w wydzielonych specjalnie miejscach
biwakowych. P o n i e w a ż nie ma w Irlandii ż a d n y c h p r z e p i s ó w
z a b r a n i a j ą c y c h koczowania, działacze R a d y u w a ż a j ą za wielki
sukoes zatrzymanie się k o c z o w n i k ó w n a stale, nawet, jeśli nadal
m i e s z k a j ą w domach n a kołach. Ustawodawstwo nakazuje nawet
u ł a t w i a n i e ż y c i a koczownikom, w y k l u c z a j ą c jakiekolwiek naciski
administracyjno czy policyjne zmierzające do osiedlenia ich.
O t y m , czy się osiedlą, czy nadal b ę d ą w ę d r o w a ć , koczownicy
d e c y d u j ą sami. A k t y w n o ś ć R a d y Osiedleńczej polega n a tym,
b y Wygodne, zaopatrzone w w o d ę i urządzenia sanitarne biwaki
u m i e ś c i ć m o ż l i w i e g ę s t o i w atrakcyjnych miejscach, by s t w o r z y ć
warunki skłaniające do przyjęcia osiadłego trybu ż y c i a . Że
istotnie działalność R a d y jest efektywna, ś w i a d c z ą liczby podano
w Raporcie. W c i ą g u 5 lat działalności R a d y na o s i a d ł y tryb ż y c i a

przeszła w Irlandii ponad p o ł o w a w ę d r u j ą c y c h rodzin (z ogólnej
liczby o k o ł o 1500 rodzin). Zamieszczona w broszurze tabela
podaje liczby rodzin o s i a d ł y c h w p o s z c z e g ó l n y c h hrabstwach.
Sumarycznie sytuacja w y g l ą d a n a s t ę p u j ą c o : z a m i e s z k a ł y c h
w mieszkaniach standardowych — 302 rodziny, w barakach —
230, n a wydzielonych biwakach w trajlerach i wagonach — 146
rodzin. 788 rodzin znalazło się poza wykazem, są to rodziny za­
mieszkało w namiotach, trajlerach, szałasach, w ę d r u j ą c e lub
mieszkające, w niedozwolonych miejscach i traktowane jako
koczownicy. Rodziny osiadłe liczą w sumie o k o ł o 8000 o s ó b .
Osobno omawiana jest sytuacja k o c z o w n i k ó w w Irlandii
P ł n . , gdzie żyjo 60—100 rodzin w ę d r u j ą c y c h . P o ł o ż e n i e tych grup
jest tu o wiele cięższe niż w Irlandii w z w i ą z k u z t r w a j ą c y m i od
lat walkami m i ę d z y piotestantami a katolikami i n i e c h ę t n y m
stosunkiem obu stron do k o c z o w n i k ó w . J a k m ó w i ł jeden z w ę ­
d r u j ą c y c h : „ K a t o l i c y i protestanci zgodni są tylko w jednym
przypadku —• w nienawiści do nas".
Przegląd sytuacji k o c z o w n i k ó w w p o s z c z e g ó l n y c h hrabst­
wach podsumowuje autor w kilkunastu punktach, w k t ó r y c h
postuluje dalszy kierunek działań z m i e r z a j ą c y c h do osiedlenia
wędrujących.
Proponuje, aby w dalszym ciągu s t o s o w a ć owe trzy stop­
niowe formy osiedlania. N a l e ż y więc b u d o w a ć wygodne, z a c h ę ­
cające do pozostania na stało biwaki, oraz z e s p o ł y b a r a k ó w ,
a w k o ń c u p r z y g o t o w a ć mieszkania w blokach, pośród o s i a d ł y c h
m i e s z k a ń c ó w . B i w a k i m u s z ą b y ć atrakcyjne i obszerne, aby za­
chęcić w i ę k s z ą ilość osób do zatrzymania się. Opierając się na
zaobserwowanych w n i e k t ó r y c h osiedlach wzorach autor propo­
nuje, aby baraki m i a ł y co najmniej po trzy sypialnie dla k a ż d e j
rodziny (dla r o d z i c ó w , c h ł o p c ó w i d z i e w c z ą t ) . Piec n a l e ż y s t a w i a ć
na środku izby, aby rodzina m o g ł a zasiąść w o k ó ł niego i powi­
nien b y ć n a paliwo stałe, aby koczownikom j a k najbardziej
p r z y p o m i n a ł otwarte ognisko. Nie n a l e ż y szklić drzwi, bo impul­
sywni m i e s z k a ń c y , a zwłaszcza ż y w i o ł o w o b a w i ą c e się dzieci
zaraz rozbiją szyby. Co najmniej ten sam standard m u s z ą m i e ć
mieszkania w blokach, by zachęcić ludzi do opuszczenia baraku
dla osiągnięcia w y ż s z e g o stopnia stabilizacji przestrzennej.
N a l e ż y te mieszkania w y p o s a ż a ć w s p r z ę t y sukcesywnie, w za­
leżności od tego, jak się m i e s z k a ń c y я nimi o b c h o d z ą . Starać się
e l i m i n o w a ć centralnie sytuowane piece. Z a b i e g a ć o izolowanie
o s i a d ł y c h od w ę d r o w n y c h towarzyszy, a i n t e g r o w a ć z s ą s i a d a m i .
Postuluje się p o w s z e c h n ą ż y c z l i w o ś ć i serdeczność nauczycieli,
urzędników i s ą s i a d ó w . Osiedlonych nie n a l e ż y karać za opuszcze­
nie mieszkania, aby nie zrazić ich do w ł a d z itd.
Zaprezentowany program osiedlania wędrującej ludności
Irlandii, bardzo kosztowny, z a k ł a d a j ą c y j a k najdalej p o s u n i ę t e
poszanowanie wolności osobistej k o c z o w n i k ó w , pełen delikatności
i zrozumienia, mimo wszystko robi wrażonio bardzo misternej
sieci, w k t ó r ą w p ę d z a się n i e ś w i a d o m e zastawionej p u ł a p k i
zwierzę. Trudno się tej refleksji oprzeć, mimo ś w i a d o m o ś c i
n i e u c h r o n n o ś c i tego procesu w świecie w s p ó ł c z e s n y m , mimo
p r z y k ł a d ó w z innych krajów, gdzie akcjo osiedlania C y g a n ó w
i innych w ę d r o w c ó w prowadzono brutalnie, aczkolwiek w m y ś l
tych s a m y c h U i a s e ł .

159

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9559" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9537">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/54f520dda33f5cdcccd75446dc999a70.pdf</src>
        <authentication>8971782db1d581ef9455d601863eab94</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113841">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113842">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2259</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113844">
                <text>Tarnowski koncert życzeń, czyli niedzielny spacer po moim mieście / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113845">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.76</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113846">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113847">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113848">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113849">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113850">
                <text>•лишились

и

^35

1

Tarnowski koncert życzeń,
czyli niedzielny spacer po moim mieście
2

1. Tarnów jest najbardziej katolickim miastem na świecie:
- W marcowych konsultacjach na temat dopuszczalności prze­
rywania ciąży 99,9% mieszkańców głosowało za karaniem
tego czynu, więzieniem;
- Tutaj notuje się najwięcej powołań kapłańskich;
- Tutaj najwięcej kapłanów katolickich przypada na 1 miesz­
kańca.
2. Zanotowano w Tarnowie w trzecią Niedzielę po Zmart­
wychwstaniu Pańskim.

76

3

3. Mieszka tu 3 (troje) Żydów i kilkudziesięciu Cyganów.
Żydzi są wyznawcami Starego Testamentu; Cyganie wyznają
ponadto Nowy Testament, podobnie jak pozostałe 99.9 /•
mieszkańców (Tarnów liczy ponad 120 000 mieszkańców).
Rumuni, a raczej Cyganie rumuńscy, są tu przelotnymi żeb­
rakami. Stanowią dla mieszkańców element korzystny - na ich
tle tarnowianie czują się znacznie bogatsi, czyściejsi. mądrzejsiAdam Bartosz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10939" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10917">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2d039b1c74a94f9e7786349b10e30991.pdf</src>
        <authentication>140e8c64040a83390556ce158eb0a670</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130426">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3402</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130427">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130428">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130429">
                <text>Desto - cygańska łaska; Grób Fryderyka Andrasza; Cyganie w mieście - obraz Zbysława Bieleckiego; / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130430">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130431">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130432">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130433">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130434">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130435">
                <text>Adam Bartosz
DESTO - CYGAŃSKA LASKA

B r o n i ą k o c z u j ą c y c h C y g a n ó w w Polsce była najczęściej
palka w y c i ę t a z twardego drewna, zwana desto. Desto z n a j d o w a ł o
się na p o d o r o ę d z i u w k a ż d y m c y g a ń s k i m wozie. W zależności
od u p o d o b a ń właściciela, desto było mniej lub bardziej starannie
obrobiono; czasom palka m i a ł a r z e m i e ń o b e j m u j ą c y rękę, chro­
niący desto przed wyrwaniem przez przeciwnika. Niekiedy wyko­
rzystywano naturalne zgrubienia konara, aby pałce n a d a ć formę
buła. wy.
Warto przy t y m w y j a ś n i ć , żo c y g a ń s k i e prawo zabrania
w bójce z Cyganem u ż y c i a żelaza (noża, siekiery itp.); w t y m
k o n t e k ś c i e powszechne użycie drewnianej palki obronnej staje s i ę
bardziej z r o z u m i a ł e .
1

Desto z n a j d u j ą c e s i ę w zbiorach Muzeum O k r ę g o w e g o
w Tarnowie w y r z e ź b i ł Z d z i s ł a w Fedorowicz, Cygan z a m i e s z k a ł y
obecnie w Olsztynie, n a l e ż ą c y do grupy Polska Borna. L&amp;ska
nie jost jego pierwszym d z i e ł e m , j e d n a k ż e rzeźbi on tylko spo­
radycznie, kiedy m a o c h o t ę ozdobie jakiś przedmiot d( mowego
u ż y t k u . Desto wyrzeźbił Federowicz z twardego drewna n a prośbę
swego krewniaka, Zbigniewa Bilickiego, propagatora kultury
c y g a ń s k i e j w społeczności g a d z i ó w . Bilicki ofiarował desto do
z b i o r ó w Muzeum wraz z innymi przedmiotami.
Desto m a 124 cm w y s o k o ś c i . Jest to rozszerzająca, się k u
górze, prosta laska, z a k o ń c z o n a rzeźbioną g ł o w ą w ą s a t e g o m ę ż ­
czyzny. L a s k a jest opalona nad ogniom w celu nada.nia jej pozoru
staiogo autentyku.
Choć jest to przedmiot w swym kształcie nietypowy (rzeźbio­
ne desto bardzo rzadko s p o t y k a ł o się u C y g a n ó w ) interesująco
wydaje się opublikowanie notatki n a ten temat zo w z g l ę d u na
fa.kt wielkiego u b ó s t w a sztuk plastycznych w ś r ó d C y g a n ó w .

1

J e r z y Ficowski, Cyganie
1965, s. 157 i n .

na polskich

drogach,

Kraków

Fot. autor

�Adam Bartosz
GRÓB FRYDERYKA ANDRASZA
N a cmentarzu Nowym w Tarnowio znajduje się, b u d z ą c y

drzwiczki, a w n ę t r z e grobowca służy za rodzaj kaplicy. Na, kracie

p o w s z e c h n ą ciekawość grobowiec znany jako „ c y g a ń s k i " . Jest

drzwiczek umieszczono napis R O M A (Cyganie). T i u m n a znajduje

on z tego w z g l ę d u jednym z p u n k t ó w orientacyjnych w plątaninie

się po lewej stronie, jest szczelnie obmurowana. N a utworzonym

ścieżek cmentarnych.

w ten s p o s ó b podeście ustawiono z a s z k l o n ą klepsydrę z nazwiskiem

W grobowcu tym spoczywa, z m a r ł y w 1974 r. F r y d e r y k

z m a r ł e g o , w o k ó ł niej u k ł a d a się kwiaty i świece. W e w n ą t r z , na

Andrasz, Cygan z grupy C y g a n ó w Karpackich. B y l on znanym

p o d ł o d z e znajduje się stolik, a na nim drewniana figurka Chrystu­

w mieście d z i a ł a c z e m s p o ł e c z n y m , pełnił też przez kilka

sa Frasobliwego, figurki a n i o ł k ó w , oraz kwiaty.

lat

funkcję prezesa Cygańskiego Stowarzyszenia K u l t u r a l n o - o ś w i a ­
towego, działającego w Tarnowie od 1963 r.
Grobowiec

ufundowała

ż o n a zmarłego. Nie różni się on

Grób jost bardzo zadbany, zawsze s p o t k a ć m o ż n a świeżo
kwiaty

i zapaloną wewnątrz

lampkę

naftową

lub

świeczkę.

zewnętrznie od innych, z k t ó r y m i sąsiaduje. O d m i e n n o ś ć „ c y ­

Jest to jedyny tego typu grób na tym cmentarzu, choć leży

g a ń s k i e g o " grobu polega na t y m , że w miejsce p ł y t y , zakrywającej

tu więcej z m a r ł y c h C y g a n ó w . Pochowani s ą jednak w standar­

w innych grobach szczelnie ich w n ę t r z a , wstawione s ą a ż u r o w e

towych grobach, niczym się nie w y r ó ż n i a j ą c y c h .

Fot. autor

CYGANIE W MIEŚCIE - OBRAZ ZBYSŁAWA BIELECKIEGO
W zbiorach Muzeum Okręgowego w Tarnowie znajduje się
obraz z a t y t u ł o w a n y Cyganie w mieście,

Mając

wysokie

umiejętności

muzyczne

został

zaangażowany

malowany przez Cygana

jako instruktor m u z y k i . Całe jego późniejsze ż y c i e , aż do 1972 г.,

z grupy Polska R o m a . Autor obrazu, Z b y s ł a w Bielecki urodził

kiedy to ze w z g l ę d u na. stan zdrowia (serca) pi zeszedł na rentę

się w Zaldikowie (woj. tarnobrzeskie) w 1933 r. T a m jego rodzina

inwalidzką, związane było z działalnością

miała stale mieszkanie zimowe.

w domach kultury w Tarnowie, a od 1967 r. w D ę b i c y . Przez

Z wędrownym

ż y c i e m taboru z w i ą z a n y

b y ł do wybuchu

kułturowo-oświatową

jakiś czas p r a c o w a ł w kinie. J a k o „ k a o w i e c " z a j m o w a ł się naj­

wojny. Zaraz na p o c z ą t k u wojny rodzina ( s i a d ł a na stałe w Z a ­

różniejszymi

klikowie. T a m , m i ę d z y ż y c z l i w y m i Cyganom l u d ź m i ,

starano

z e s p o ł y muzyczno i dramatyczne. P r ó b o w a ł t e ż m a l o w a ć . N a ­

Udało

m a l o w a ł olejno i temperami kilkanaście obrazów, któro trafiły

się przetrwać j a k najdłużej niemieckie, prześladowania.

pracami, m.in. w y k o n y w a ł

dekoracje,

prowadził

się to przez 3 lata. W 1942 r. Niemcy wywlekli C y g a n ó w z d o m ó w

do r ó ż n y c h rąk prywatnych. Od kilku łat przestał jednak w ogólo

i postawili przed lufami karabinów. Przód e g z e k u c j ą uratowało

malować.

się tylko kilka o s ó b , któro wcześniej z d o ł a ł y się. ukryć. Bielecki

Obraz Bieleckiego malowany jost olejno n a dosco formatu

wraz z kilkoma Cyga.nami udał się do Tarnowa, gdzie m i e s z k a ł a

6 9 , 5 x 1 0 0 cm. P o w s t a ł około roku 1960, podczas

część rodziny, dobrze przed Niemcami zakonspirowana. Biało,

P"o,o wr.ł w T;.:••:(-wie w Domu K u l t u r y .

cera, jasne w ł o s y ,

go

mało

podejrzanym

autor

„rasowo".

Obraz s k ł a d a się w y r a ź n i e z dwu części. Mniej więcej przez

D o c z e k a ł wyzwolenia. Po wojnie nio w i ó c i ł już do koczowniczego

środek obrazu horyzontalnie biegnie żelazna barierka, j a k gdyby

ż y c i a . R o z p o c z ą ł pracę w jednym z tarnowskich d o m ó w kultury.

dzieląca ś w i a t miasta od dolnego ś w i a t a natury. P o w y ż e j barierki

154

czyniły

gdy

�schematycznie zaznaczono spiętrzone b r y ł y m u r ó w , k o m i n ó w ,
s c h o d ó w . J a k twierdzi autor, z a c z e r p n ą ł ten wzór z jrkiejś re­
produkcji radzieckiego malarstwa z lat p&lt; wojennych.

ЛУ opozycji, j a k ż e w y r a ź n e j , pozostaje dolna scena. R y s u n e k
lokki, duża dbałość o s z c z e g ó ł y stroju, r y s ó w twarzy, zróżnico­
wanie g e s t ó w — wszystko to wskazuje na wielkie emocjonalne
z a a n g a ż o w a n i e autora, n a osobisty z w i ą z e k z p r z e d s t a w i o n ą tu

Fragment dolny obrazu, to malowana poprawnie w proporc­
jach i rysunku scena taborowa. Są tu dwie grupy C y g a n ó w .
Z prawej w r a c a j ą c e z miasta kobiety z dziećmi. Z h woj — w ó z
z końmi i Cyganka przy ognisku. Nad n i ą stoi Cygan zo skrzypoami.
O g l ą d a j ą c e m u obraz w y r a ź n i e rzuca się w oczy dysproporcja

sytuacją.
Obraz sprawia wrażenie n i e d o k o ń c z o n e g o , malowany mato­
wo, z d o m i n a c j ą czerwieni i szarości. Inno kolory p o j a w i a j ą się
jedynie w dolnej części, w scenie c y g a ń s k i e j .
K i e d y obraz z n a l a z ł się na wystawie, przyniesiony do Mu­
zeum przez wuja Bieleckiego, w autorze o d ż y ł y dawne t ę s k n o t y

w traktowaniu obu części. Miasto dominuje nad grupkami Cy­

do malowania. P o s t a n o w i ł s p r ó b o w a ć

g a n ó w , p r z y t ł a c z a ich b i y ł ą i k o l c e m . Jest przy tym potiakto-

że od dawna nosił się z zamiarom utrwalenia n i e k t ó r y c h , zapami"-

wane j a k n i e z r o z u m i a ł a masa figur geometrycznych,

tanyeh z młodości scen taborowych. Czy te pragnienia z o s t a n ą

nych w szczególe.ch; jest to ś w i a t

nieczytel­

zupełnie obcy malarzowi.

zrealizowano, przekonamy się.

Fot. W. Dudziak

jeszcze raz, t w i e r d z ą c ,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10940" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10918">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0dd583cf3c33b808f504d5627ba488ad.pdf</src>
        <authentication>1cd8f48a8d28bac44b05e676e179ad09</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130436">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130437">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130438">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3187</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130439">
                <text>Postać Cygana w obrzędach i plastyce ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130440">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.145-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130441">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130442">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130443">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130444">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130445">
                <text>Adam Bartosz

POSTAĆ CYGANA W OBRZĘDACH
I PLASTYCE LUDOWEJ

Cyganie, podobnie jak Ż y d z i , a t a k ż e przedstawiciele in­
nych nacji i grup etnograficznych, p o l e c a j ą c y c h się c h ł o p o m ze
swymi w ę d r o w n y m i u s ł u g a m i (Słowacy, Górale) trafiali z powodu
odrębności stroju, j ę z y k a i obyczaju do ludowych ś p i e w e k , bajek,
teatru ludowego. Cyganie p o j a w i a j ą s i ę w pracach ludowych rzeź­
biarzy i malarzy. W tej sferze t w ó r c z o ś c i ludowej jest to jednak
zjawisko nowe, b ę d ą c e wynikiem p o s z u k i w a ń t w ó r c ó w w świockioj
tematyce z w i ą z a n e j z t r a d y c y j n ą k u l t u r ą w s i .
1

P r z y j ą ć n a l e ż y , że z a w a r t o ś ć m a g a z y n ó w muzealnych od­
zwierciedla w przybliżeniu c z ę s t o t l i w o ś ć w y s t ę p o w a n i a zjawisk
w kulturze ludowej, ich trwanie w c i ą g u jakiegoś okresu, czy też
fakt zaistnienia w o k r e ś l o n y m momencie historycznym.
Dlatogo też sądzić m o ż n a , iż uwagi na temat postaci Cygana
w ludowym malarstwie i rzeźbie, oparte w y ł ą c z n i o na materiale
zgromadzonym w polskich muzeach, w s p o s ó b wierny ilustrują
r z e c z y w i s t o ś ć . W miarę p e ł n y m a t e r i a ł na ten temat zebrałem
drogą bardzo s z c z e g ó ł o w y c h kwerend w trakcie p r z y g o t o w a ń
do wystawy c y g a ń s k i e j . P r z y czym kwerendy w zbiorach pry­
watnych nie p i z y n i o s ł y ż a d n e g o rezultatu.
2

Odmiennie w y g l ą d a sprawa w zakresie o b r z ę d ó w . Sam fakt
występ&lt; twania w muzeum stroju przobicrańca — Cygana, czy t e ż
figurki Cygana z szopki nie jest dostatecznym w y j a ś n i e n i e m
o b e c n o ś c i t y c h postaci w kulturze ludowej. N i e z b ę d n y tu b y ł
w i ę c komentarz w oparciu o w ł a s n e badani i terenowe lub li­
teraturę.
T a k w pierwszym jak i drugim przypadku szczupłość ma­
teriału oraz c h ę ć skomentowania zjawiska na t y m , dalekim
od wyczerpania tematu, etapie s p r a w i ł y , że jest to zaledwie
pierwsza, w s t ę p n i e naszkicowana p r ó b a ukazania tego intere­
sującego problemu.
D l a potrzeb analizy zebrany m a t e r i a ł p o d z i e l i ł e m na trzy
grupy tematyczne, k t ó r e postaram s i ę kolejno s k o m e n t o w a ć :
1. Przebieranie się za C y g a n ó w ; 2. Postacie C y g a n ó w w szopce;
3. Cyganie jako temat w malarstwie i rzeźbie.
f
1. N a całej S ł o w i a ń s z c z y ź n i e przebieranie się za C y g a n ó w
jost powszechnie znane. Najczęściej zwyczaj ten z w i ą z a n y jest
z okresom k a r n a w a ł u , gdzie w ś r ó d p r z e b i e r a ń c ó w spotyka się
Cygana lub Cygankę albo obie te postacie razem. S ą to postacie
komiczno; z a c h o w u j ą się w s p o s ó b karykaturalny, parodiując
zachowania, gesty i m o w ę C y g a n ó w . Przebrani są „ p o c y g a ń s k u "
3

— w podarte, stare ł a c h m a n y ; twarze m a j ą poczerniono sadzam
lub zakryte maskami. Cyganka często ma na plecach lub w rę­
kach lalkę — dziecko. I c h „ c y g a ń s k i e " zachowanie polega na
tym, żo Cygan b ą d ź to stara się c o ś „ u k r a ś ć " , przy c z y m robi to
o c z y w i ś c i e w s p o s ó b demonstracyjny, to znowu demonstruje
podkuwanie konia — Cyganka w ó w c z a s „ r o z n i e c a " o g i e ń , wachlu­
jąc spódnicą stos drewnianych trzasek (gest podpatrzony u C y ­
g a n ó w ) . Poza tym Cyganka „ w r ó ż y " dziewczynom obecnym
w izbic. P r z y tym za C y g a n k ę przebiera się zawsze m ę ż c z y z n a .
4

Nie w c h o d z ą c w głębsze rozważania na temat funkcji tych
postaci w strukturze o b r z ę d u , p r z e d s t a w i ę kilka k o n t e k s t ó w ,
w jakich w y s t ę p u j ą postacie Cygana, ich w y g l ą d , zachowanie,
o t a k ż e — w jednym przypadku — próbkę j ę z y k a .
W Beskidzie Ż y w i e c k i m w grupie 32 przebierańców w y s t ę ­
puje aż 5 c y g a ń s k i c h postaci. Są to dwie p a r y Cyganów, przy czym
jedna z Cyganek trzyma na rękach „ d z i e c k o " (lalkę). Ponadto
w grupie znajduje się Cygan p r o w a d z ą c y dwa konie, co jest
znowu w y r a ź n y m n a w i ą z a n i e m do c y g a ń s k i e j profesji — handlo­
wania k o ń m i lub koniokradztwa. Cyganie w tej grupie m a j ą na
twarzach drewniane m a s k i .
5

P r z e b i e r a ń c y zwani Cyganami c h o d z ą również
Wielkanocnym. I tak w R a d ł o w i e (woj. tarnowskie)
„ ś m i g u r ś c i e " Cyganie przebrani w stare ł a c h m a n y , a
byli Żołnierz,
Żyd, Cygan i Cyganka,
Zwyczaj ten
w innych wsiach tego regionu.
6

w okresie
chodzili po
w ś r ó d nich
b y ł znany
7

Znani są t a k ż e p r z e b i e r a ń c y c y g a ń s c y z okresu S o b ó t e k .
N a Ł e m k o w s z o z y ź n i e z a ś spotykamy c h ł o p a k ó w przebianych za
C y g a n ó w , k t ó r z y o d w i e d z a j ą domy, gdzie w okresie przed B o ż y m
Narodzeniem d z i e w c z ę t a zbierają się na p r z ą d E T ^
Bardzo często Cyganie t o w a r z y s z ą o b r z ę d o w i weselnemu,
Występując w i ó ż n y o h jego fazach. N a j c z ę ś c i e j spotyka się Cy­
ganów s t o j ą c y c h przy „ b r a m i e " weselnej, tzn. z a g r a d z a j ą c y c h
m ł o d y m drogę do k o ś c i o ł a lub w czasie powrotu od ś l u b u . N a z y w a
się ich Cyganami, niekiedy Dziadami lub inaczej, a przebrani s ą ,
niezależnie od nazwy, w s t a r e - ł a c h m a n y , poskręcani p o w r ó s ł a m i ,
uczernieni na twarzy. W rzeszowskim c h ł o p c y są tylko przy­
brani p o w r ó s ł a m i i s ł o m ą , lub t e ż przebierają s i ę staranniej za
Cyganów.
9

C z ę s t y m motywem wesela jest podsuwanie m ł o d e m u w miej­
sce narzeczonej innej dziewczyny, brzydkiej, pokracznej. Zdarza

145

�na w y w ó d do kościoła. Czekali na n i ą przed k o ś c i o ł e m z drabi­
nami i taczkami, a za swobodne, przepuszczenie żądali okupu
w postaci w ó d k i " . W okolicy Hrubieszowa swaci przebrani za
C y g a n ó w chodzili po domach, prosili o dary, które potem prze­
znaczano na ucztę p o ż e g n a l n ą dla m ł o d e g o .

1 2

Podobnie j a k inne postacie zapustne, Cyganie

w e d ł u g tra­

dycji p r z y n i e ś ć m a j ą szczęście. Cygan — to c z ł o w i e k

ubogi,

a wszak „szczęście przyjąć biednego do domu". Ś p i e w a j ą więc
przebierańcy —

Cyganie:

J a k to ł a d n i e ,
K i e d y Cygan do domu wpadnie,
Albo się krowa ocioli,
Albo c o ś u k r a d n i e .

13

Ś p i e w k a zawiera c h a r a k t e r y s t y c z n ą d w o i s t o ś ć postaw w sto­
sunku do C y g a n ó w . Otóż przyniesie on powodzenie (ocieli się
krowa), albo też po prostu „ c o ś ukradnie".
N i e z r o z u m i a ł y j ę z y k C y g a n ó w znalazł odbicie w zapustnej
piosence przebierańców z S ą d e c c z y z n y :
Hore Cigan lapsa
S p r z e d a ł konia za pas,
A hacia za macia —•
Z o s t a ł Cygan w gaciach.
Dzia more,
1

N a chalos, na pilos i na potacinos *
Tekst piosenki jest m i e s z a n k ą s ł o w a c k o - p o l s k ą z dodatkami
cygańskimi i niby-cygańskimi.
Wielość
Cygana,

15

sytuacji, w jakich o b r z ę d o m towarzyszy

postać

w y s t ę p o w a n i e toj piostaci na d u ż y m terenie ś w i a d c z ą

o bardzo dawnym jej zaadaptowaniu do ludowego obrzędu.
się, że t ą d z i e w c z y n ą jest właśnie chłopak przebrany za starą

W n i e k t ó r y c h przypadkach p o s t a ć jest pierwotna w stosunku do

C y g a n k ę . Natomiast pannie m ł o d e j „ w r ó ż ą " przebrane za Cy­

nowszej j u ż postaci obrzędu.

ganki k o b i e t y .

10

Młoda s p o t y k a ł a się toż z Cyganami,

kiedy'szła

T a k np. grupy

przebierańców,

pośród k t ó r y c h Cygana w ogóle nio ma, b y w a j ą nazywane C y -

Jl. 1. Cyganie z grupy k o l ę d n i c z e j , okolice Limanowej, w ł . Muz. Parafialnego w Dobrej; il. 2. K o l ę d n i c y ,
J e d l i ń s k , woj. radomskie 1977 г.; i l . 3. „ C y g a n y ś m i g u ś n e " z. Bzezawy k. Bochni

146

�П. 4. „"Dziany", Zwoleń к. Ż y w e a

147

�6

16

g a n a m i , со ś w i a d c z y ł o b y о t y m , że n i e g d y ś p o s t a ć ta, czy t e ż

stereotyp Cygana z n i e d ź w i e d z i o m , już od wielu lat nieznany

postacie, w t y m właśnie obrzędzie b r a ł y udział. D z i ś t e ż zdarza

z autopsji, konsekwentnie bywa pokazywany we w s p ó ł c z e s n y c h

się, żo zapustny Cygan już tylko z nazwy p o s t a ć t ę przypomina.

szopkach na wsi, jest nadal stalą p o s t a c i ą niemal w k a ż d e j szopce

I tak np. w Ż y w i c c k i e m Cygan zapustny ubrany jost w kolorowy

ludowej. P r z y t y m postacie Cyganek

strój najbardziej podobny do westernowych

indiań­

podobne (kwiecisto stroje, chustka na g ł o w i e , korale), natomiast

dawnego

istnieją duże ł o ż n i c e w stroju lalek p r z e d s t a w i a j ą c y c h C y g a n ó w .

ubiorów

17

s k i c h . Jest to n i e w ą t p l i w i e efektom nieznajomości

są z r e g u ł y dość do siebie

stroju c y g a ń s k i e g o . Wszak w obrzędzie uczestniczą m ł o d z i chłop­

Są więc długowłosi i brodaci Cyganie

cy, urodzeni w czasie, gdy Cyganie tradycyjnie ubrani przestali

w y s t ę p u j ą w garniturach, czy też w czarnych c h a ł a t a c h , nie

w kapeluszach, inni z a ś

się na wsi p o k a z y w a ć . Stąd też i w innych wypadkach z „ c y g a ń ­

różniąc się wielo od Żydów

skiego" w y g l ą d u p o z o s t a ł y na ogól tylko usmolona twarz i podarte

kowych. Jest to w y r a ź n e odbicie rzecz,ywistości. Otóż tradycyjny

ubranie.

strój Cyganek

^

w t y m samym komplecie lalek szop­

jest lepiej zachowany, g d y ż słabo poddaje się

Charakterystyczne jest, że stereotyp przekazywany w tra­

w p ł y w o m uniformizacji, a także jest dość jednolity. Natomiast

dycji już drugiemu pokoleniu, nie z n a j ą c e m u tradycyjnych C y ­

ubiór m ę ż c z y z n u l e g a ł szybszym p r z e k s z t a ł c e n i o m , ł a t w i e j do-

g a n ó w w ę d r o w n y c h prezentuje się bardzo skromnie w p o r ó w n a n i u

stosowyw-ali się oni do powszechnie p a n u j ą c e g o sposobu ubiera­

np. z Ż y d e m , k t ó r e g o ż y w ą p o s t a ć osobiście zna już tylko naj­

nia s i ę .

starsze

pokolenie.

Wynika

18

to n i e w ą t p l i w i e

z dużo mniejszej

częstotliwości

k o n t a k t ó w z Cyganami niż z Ż y d a m i . Wszak we wsiach górskich
i podgórskich ludność c y g a ń s k a zamieszkuje po d z i ś . Z n a j o m o ś ć
jej kultury, j ę z y k a , obyczaju jest jednak i tu bardzo powierz­
chowna, sprowadzająca
pe! w y c h .

się do

zdawkowych

opinii stereoty­

1 9

2. Cyganie są bardzo popularnymi postaciami w y s t ę p u j ą c y ­

P o w s z e c h n o ś ć w y s t ę p o w a n i a postaci C y g a n ó w w obrzędacJe
ludowych jest uderzająca. Jest to p o s t a ć bardzo dawno utrwahc^J
20

w kulturze l u d o w e j , wielokrotnie w y s t ę p u j ą c a w cyklu świąt
dorocznych i w obrzędzie weselnym. W y s t ę p u j e na ogół w kon­
tekście z a b i e g ó w o p o m y ś l n o ś ć , urodzaj, pozyskanie przychyl­
ności natury. Moment ton szczególnie wzmacnia obecność n i e d ź ­
wiedzia ł ą c z o n e g o zawsze z tymi samymi intencjami.

występuje

J a k wiadomo, w kulturze ludowej p o d k r e ś l a się w a g ę ugosz­

z dzieckiem, a Cygan z n i e d ź w i e d z i e m , czasem z innym rekwizy­

czenia ubogich. A takimi właśnie byłi Cyganie. S t ą d ich obecność

mi w szopce. Jost to z reguły para c y g a ń s k a . Cyganka

tem (skrzypce, p a ł k a , patelnia). I c h stroje s ą niekiedy bardzo

we wszelkich o b r z ę d a c h , gdzie w y s t ę p u j e element daru za powin­

wiernie odtworzone, a nawet te współcześnie wykonane n a w i ą z u j ą

szowania.

do postaci Cyganów znanych sprzed lat kilkudziesięciu. T a k np.

ż y c z e n i a w czasie k o l ę d y .

148

W

niektórych

regionach
2 1

właśnie

Cyganie

składali

�Niewątpliwie,

życzliwo

przyjęcie

Cyganów

ma

związek

r ó w n i e ż z m a g i c z n y m i u m i e j ę t n o ś c i a m i rzeczywistych C y g a n ó w ,

k o l o r o m ; n i e w ą t p l i w i e sama k o l o r y s t y k a p ł a s z c z y z n y obrazu m a
w intencji autorki sygnalizować

temat.

k t ó r y c h t y m c h ę t n i e j p r z y j m o w a n o p o d dach, żo p o m o c n i b y w a l i

A u t o r z y p o z o s t a ł y c h o b r a z ó w s t a r a j ą się w s p o s ó b m o ż l i w i e

p r z y z a ż o g n y w a n i u n i e s z c z ę ś ć , w r ó ż ą c j e d n o c z e ś n i e powodzenie.

w i e r n y o d d a ć realia ż y c i a taborowego, o g r a n i c z a j ą c się j e d n a k

3. U b o g i jest w muzeach z b i ó r m a l a r s t w a i r z e ź b y o tej te-

i sconok (ognisko, konie, w o z y , t a ń c o , w r ó ż b a ) . D o g ł o s u d o s z e d ł

nii-tyco. M i m o d o k i a d n y c l i p o s z u k i w a ń u d a ł o się z n a l e ź ć zaledwie

w y r a ź n y stereotyp — jost to ś w i a t C y g a n ó w o g l ą d a n y c h z dale­

5 rzeźb przedstawiających Cyganów, 1 pleskorzeźbę i 8 obrazów.

k a , z d y s t a n s u ; świat, z k t ó r y m gadzie s p o t y k a się na o d l e g ł o ś ć ,

z r e g u ł y do k i l k u p o w t a r z a l n y c h , schematycznych

I z n ó w p o w t a r z a się w r z e ź b i e m o t y w Cygana z n i e d ź w i e ­
dziom s t o j ą c y m na t y l n y c h ł a p a c h , reminiscencja c h o d z ą c y c h po
wsiach, jeszcze w latach m i ę d z y w o j e n n y c h ,
wiedników.

2 2

cygańskich

niedź­

S ą t e ż Cyganki z umieszczonym w p ł a c h c i e na. ple­

cach d z i e c k i e m .

23

Jnne r z e ź b y nie b u d z ą w i ę k s z e g o

zaintereso­

w a n i a , g d y ż przedstawione posta.cio s k o j a r z y ć b y m o ż n a z j a k ą ­
k o l w i e k i n n ą o s o b ą , nio n o s z ą w s&lt; bio żadnych

coch, k t ó r e m o ż n a

b y w y o d r ę b n i ć j a k o c y g a ń s k i e . S t ą d zapewne w y r a ź n y , r z e ź b i o n y
napis na podstawie, w y j a ś n i a j ą c y t r e ś ć w i z e r u n k u .
I n t e r e s u j ą c o jost, żo nio n a t r a f i o n o
profesjonalnych

na. ż;;dną

rzeźbę

w zbiorach

o tematyce

artystów

cygańskiej,

co

szczególnie uderza w zestawieniu z m n o g o ś c i ą m a l a r s k i c h i gra­
ficznych p r z e d s t a w i e ń tego temo.tu.

szczegółów

k t ó r y uderza go o b c o ś c i ą i p e w n ą r o m a n t y d t ą . N i o boz znaczenia
jest f a k t ,

że a u t o r a m i prac o tematyce

c y g a ń s k i e j s ą ludzie

starsi i śre łniego pokolenia, a więc c i , k t ó r z y w i d y w a l i C y g a n ó w
w i d n y c h , p o d r ó ż u j ą c y c h , k o c z u j ą c y c h w p o b l i ż u osad. J a k ste­
r e o t y p o w a jost ta
Generalnie

znajomość,

traktując

o t y m przekonują

temat,

ich prace.

s t w i e r d z i ć m o ż n a , że m o t y w

c y g a ń s k i w ludowej r z e ź b i e i malarstwie p o j a w i ł się niedawno,
co w i ą ż o się z s a k r a l n y m do niedawna charakterem t e j dziedziny
t w ó r c z o ś c i wiejskiej. W s z y s t k i e znano prace p o w s t a ł y po w o j n i e ,
a z jednym wyjątkiem

— w o s t a t n i m dwudziestoleciu. O ile

w i ę c t e m a t Cygana w t w ó r c z o ś c i plastycznej jest w t ó r n i e zains­
p i r o w a n y , g ł ó w n i e z z e w n ą t r z (propozycjo t e m a t y k i k o n k u r s ó w ) ,
o t y ł o Cygan w o b r z ę d a c h wiejskich m a mocno u g r u n t o w a n ą po­
z y c j ę , jest mocno w t r a d y c j ę w r o ś n i ę t y i m i m o p r a w i e z u p e ł n e g o

W malarstwie a m -.torskim n a t o m i a s t w y r a ź n i e w y r ó ż n i a się

z n i k n i ę c i a z z a s i ę g u obserwacji w s p ó ł c z e s n e g o c h ł o p a , przewija

impresyjno-

się w o b r z ę d a c h w niewiele zmienionej postaci. T a m z a ś , gdzie

-dekoracyjny. T o n d r u g i w a t e k r e p r e z e n t u j ą obrazy olejne A n n y

w o b r z ę d z i e z a n i k ł a d b a ł o ś ć o odtworzenie dawnego s t r o j u cy­

dwa. ujęcia

temo.tu: n a r r a c y j n o - i l u s t r a c y j n y oraz

Bińkuńskioj

2 4

szczegółów

pectyoko

skiego ż y c i a .

—

barwno

scenki

ilustrujących

z Cyganami,
romantyczną

z

mnóstwem

wizję

cygań­

S ą ono n i e z w y k l e barwne, r u c h l i w e , k r z y c z ą c o

gańskiego przebierańca,

pozostała

tylko

nazwa

na

określenie

w y s t ę p u j ą c e j w m i s t e r i u m postaci. P o d k r e ś l a to jeszcze mocniej
f a k t silnego w r o ś n i ę c i a togo m o t y w u w k u l t u r ę l u d o w ą .

P R Z Y P I S Y
' | \ д \ O. Goldhorg-Mulkiewicz, Postać Żyda w polskiej rzeźbie
ludów,},
..Polska S z t u k ' . L u d o w a " , R . X X X I V 1980 n r 3—4,
s. 219—2-26
A . Bartos/,. Cyganie w kulturze •polskiej. Komentarz do
wystawy, T a r n ó w 1979,
2

3

K . M o s z y ń s k i , Kultura ludowa Słowian, t . I I , cz. 2, W a r ­
szawa 1968, s. 280—281
* I s t e b n a , w o j . bielskobialskie, 1969. m a t . w ł a s n e
M . R o m o w i c z , Folklor górali żywieckich.
Warszawa 1978,
s, 199—201
5

I I . 5. Maska Cygana, B e s k i d Ś l ą s k i , w ł . M u z . Etnograficzne w W a r s z a w i e ; i l . 6. O b r z ę d o w a maskii Cygana,
K o n i a k ó w , wł. M u z . G ó r n o ś l ą s k i e , B y t o m ; i l . 7. Franciszek P a l k a , Cyganka, d r e w n o , wł. M u z . O k r ę g , w
N o w y m S ą c z u ; i l . 8. W a c ł a w C z e r w i ń s k i , Cygan z niedźwiedziem,
drewno, w ł . M u z . A r c h , i E t n o g r . w Ł o d z i

149

i

�6

Ъ". Gawełck, Zwyczaje świąteczne
w Radłowie,
„Lud",
t. X I I I , s. 144
i
F. K r ć e k , Sobótka w Galicji, „ L u d " , t. I V , s. 321
J . Mądzik, Zwyczaje doroczne Łemków
(w:) Nad
rzeką
Ropą, praca zbiorowa, K r a k ó w 1965, s. 277
Rzeszowskie, 1978, mat. w ł a s n e
T . K a r w i c k a , Kułtura
ludowa ziemi dobrzyńskiej,
War­
szawa 1979, s. 169
A . W ó j c i k , Zwyczaje rodzinne Pogórzan (w:) Nad
rzeką...,
s. 242
S . J . Dobrowolski, Lud hrubieszowski, „ L u d " , t. I , s. 250
Okolica W i ś n i o w e j , woj. rzeszowskie, 1978, mat. w ł a s n e
Sucha Dolina, woj. n o w o s ą d e c k i e , 1970, mat. własno
Ostatnie dwa wierszo s ą w j ę z y k u c y g a ń s k i m . Znaczą
dosłownie:
Idź człowieku,
Nie zjadłoś, nie p o p i ł e ś , nie p o t a ń c z y ł e ś .
7

8

9

1 0

1 6

N p . P s t r ą g ó w k a , woj. rzeszowskie, 1978, mat. własno
Strój w działo etnograficznym Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu
Por. Goldberg-Mulkiewicz, op. cit.
A . J a k l i ń s k a - D u d a , Cyganie osiadłi w opinii górali spis­
kich, „ E t n o g r a f i a Polska", X X I I ; 1978 z. 2, s. 161—109
J . K i t o w i c z , Opis obyczajów,
Warszawa 1969, s. 537—
538
1 7

1 8

1 9

2 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

2 1

Por. J . Zborowski, Przyczynki
do zwyczajów
na Boże Na­
rodzenie na Podhalu, „ L u d " , t. X X X V , s. 98
R z e ź b a wykonana przez W . Czerwińskiego (w'asnosc
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi)
R z e ź b y W . Chajca (wl. Muzeum O k r ę g o w e g o w R z sz' wie)
i F . P a l k i (wł. Muzeum O k r ę g o w e g o w N o w y m Sączu)
2 2

2 3

2 4

Obrazy
Wrocławiu

Ił. 9. A n n a B i ń k u ń s k a , Niedziela w Leśnicy,

są

własnością

w ł . Muz. Etnograficzne w K r a k o w i e

Fot,: K. Chojnacki, il. 2; St. DcptuszewekJ, il. 4; W. Dudziak, ii. 3

150

Muzeum

Etnografii zi.cgo

we

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10942" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10920">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93d701b61e2a6590774f22006e6cfc0a.pdf</src>
        <authentication>e148f3ba23212b7cb705231ce40e44a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130457">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3397</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130458">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130459">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130460">
                <text>Cyganie ze zdjęć Ignacego Kriegera / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130461">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.127-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130462">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130463">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130464">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130465">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130466">
                <text>Adam Bartosz

CYGANIE ZE ZDJĘĆ IGNACEGO KRIEGERA
W Muzeum Historycznym miasta K r a k o w a znajduje się
liczący o k o ł o 9 000 szklanych klisz zbiór zwany archiwum K r i e gora, z a w i e r a j ą c y zdjęcia z lat 1860—1926. Zawiera on obszerną
d o k u m e n t a c j ę dawnego K r a k o w a z u w z g l ę d n i e n i e m architektury,
d z i e ł sztuki, a t a k ż e charakterystycznych postaci z krakowskiej
ulicy. Z n a j d u j ą s i ę tu m.in. zdjęcia C y g a n ó w K e ł d e r a s z ó w ,
sportretowanych zapewne w k o ń c u X I X w .
1

K e ł d e r a s z e , to przedstawiciele wielkiego szczepu c y g a ń s k i e ­
go, k t ó r z y po wielu wiekach niewolniczego pobytu w p a ń s t w a c h
M o ł d a w i i , W o ł o s z c z y z n y i Siedmiogrodu wyruszyli w latach
s z e ś ć d z i e s i ą t y c h ubiegłego wieku n a kolejną w ę d r ó w k ę do E u r o p y
Ś r o d k o w e j i dalej. Wraz z innym szczepem, Lowarami, zaludnili
niebawem drogi wielu p a ń s t w , w z b u d z a j ą c w s z ę d z i e n i e m a ł ą
sensację, zwracając n a siebie p o w s z e c h n ą u w a g ę egzotycziiyn,
strojem .
2

Cyganie spotretowani przez Kriegera to n i e w ą t p l i w i e K e ł ­
derasze, k t ó r z y dotarli na nasze tereny po przemierzeniu o b s z a r ó w
imperium carskiego, na co w s k a z y w a ł y b y szerokie, bufiaste
spodnie, wpuszczono do wysokich b u t ó w . Bowiem pierwsi K e ł ­
derasze, k t ó r z y pojawili się w Galicji i K r ó l e s t w i e b e z p o ś r e d n i o
z W ę g i e r i R u m u n i i , nosili stroje bardziej „ w ę g i e r s k i e " . Portre­
t u j ą c y ich w 1868 r. Wojciech Gerson t a k i d a ł komentarz do
swego r y s u n k u (il. 1):
3

„ C y g a n i e ci p o c h o d z ą z W ę g i e r , j a k to ich ubiór ś w i a d c z y .
Węgiorskie k o ł p a o z k i p i l ś n i o w e , spodnie obcisłe, naszywane,
buty długie. W ó j t nosi k r ó t k ą b e k i e s z ę o srebrnych guzach i l a s k ę
o srebrnej skuwce i gałce d ł u g i e j . U b i ó r c h ł o p c ó w jest t a k ż e

węgierski. S k ł a d a się z krótkiej koszuli o szerokich r ę k a w a c h
i h a j d a w a r ó w d ł u g i c h , a tak szerokich, ż e podobne s ą do s p ó d n i c y .
K o b i e t y z a m ę ż n e n o s z ą chustki n a g ł o w a c h , pojedynczo w tyle
w i ą z a n e , w warkocze z a ś m a j ą powplatane różne ś w i e c i d e ł k a ,
pieniądze srebrne, guzy szklane i porcelanowe, korale, naszyjniki
z talarów, a częstokroć i z ł o t y c h d u b l o n ó w " .
4

Opis ton zgodny jest z z a ł ą c z o n y m rysunkiem. W i d a ć t u
d o r o s ł y c h m ę ż c z y z n w o b c i s ł y c h , wyszywanych spodniach,
a t a k ż e m ł o d e g o c h ł o p a k a w charakterystycznych spodniach
o bardzo szerokich nogawkach . N i c w i d a ć jedynie na owym r y ­
sunku m ę ż c z y z n y w „ b e k i e s z y o srebrnych guzach", co wydaje
się oczywiste, jako że scena ukazuje kotlarzy przy pracy, w której
w ó j t z racji pozycji w taborze pewnie zazwyczaj nie u c z e s t n i c z y ł .
5

P o r ó w n u j ą c ten pierwszy wizerunek K e ł d e r a s z ó w z serią
zdjęć Kriegera z a u w a ż y ć m o ż n a niewielkie zmiany w ich stroju,
które to d o k o n a ł y się na przestrzeni k i l k u d z i e s i ą t k ó w lat, dzie­
l ą c y c h oba przedstawienia C y g a n ó w , b ą d ź t e ż s ą wynikiem in­
tensywnych w p ł y w ó w , co m i e ć m o ż e z w i ą z e k z odmiennymi
szlakami w ę d r ó w k i . B i o r ą c jednak pod u w a g ę fakt, że s ą to
K e ł d e r a s z e po prostu z innej grupy, oraz żo czas j a k i dzieli po­
wstanie r y s u n k u Gersona i fotografii Kriegera jest stosunkowo
niewielki (najwyżej różnica jednego pokolenia), stwierdzić n a l e ż y ,
żo o d m i e n n o ś c i w stroju d o t y c z ą zasadniczo s z c z e g ó ł ó w , pomi­
jając bufiaste spodnie w wizerunkach fotograficznych.
Podobnie j a k inne postacie zo z d j ę ć Kriegera, Cyganie sfo­
tografowani s ą na tle zwisającej tkaniny, upozowani w e d ł u g
ó w c z e s n e j mody fotograficznej. Krieger bowiem nie p o r t r e t o w a ł

127

�128

�swych modeli w naturalnym otoczeniu, ale zapraszał do swoj
pracowni.
Archiwum „ c y g a ń s k i e " Kricgera zawiera 11 n e g a t y w ó w
szklanych, na k t ó r y c h sportrotowano cale sylwetki 4 m ę ż c z y z n
i 2 kobiet. T a k więc n i e k t ó r e postacie p o w t a r z a j ą się (jedna
trzykrotnie, i l . 3—5), a różnice ujęć s ą w dwu przypadkach
ledwie widoczne. 9 zdjęć przedstawia pojedyncze postacie. N a
dwu z d j ę c i a c h s ą dwaj m ę ż c z y ź n i , ci sami, a ujęcia różnią się
zasadniczo t y m , że t ę s a m ą fajkę trzyma raz joden, raz drugi
z m ę ż c z y z n (il. 6, 7).
Material do analizy postaci portretowanych przez Kriegera
daje się w z b o g a c i ć o jeszcze jedno, bardzo interesujące zdjęcie,
k t ó r e g o negatywu nie udało się w archiwum odnaleźć, a które
znajduje się w zbiorach ikonograficznych Muzeum Etnograficz­
nego w Krakowie. Jest to n i e w ą t p l i w i e zdjęcie z tej samej serii,
przedstawia bowiem 2 postacie uprzednio fotografowane oraz
j e d n ą n o w ą (il. 2). F a k t ten oraz ustawienie postaci pozwala ponad
w s z e l k ą w ą t p l i w o ś ć p r z y p i s a ć Kriegerowi autorstwo zdjęcia.
Pewne jego s z c z e g ó ł y w s k a z y w a ć by m o g ł y , że nie z o s t a ł o ono
wykonane jednocześnie z poprzednio wymienionymi (o czym
niżej).
W sumie więc Krieger u w i e c z n i ł n a swych zdjęciach 7 K e ł ­
d e r a s z ó w , w t y m 2 kobiety. Jest to dziś niezwykle cenny doku­
ment, z w ł a s z c z a do analizy stroju C y g a n ó w .
W oparciu o przokaz Gersona (zarówno rysunek j a k i komen­
tarz) oraz p ó ź n i e j s z e opisy stroju K o t l a r z y w n i o s k u j ę , że są to
przedstawiciele bogatej warstwy C y g a n ó w , przy czym jeden
z nich, n a j w y ż e j trzydziestoletni m ę ż c z y z n a , pełni rolę p r z y w ó d c y
( w ó j t a ) . W skazuje na to laska, k t ó r ą trzyma na zdjęciu grupowym
(il. 2). N a t y m samym zdjęciu pokazany jest stary Cygan, bosy,

w szerokich, p ł ó c i e n n y c h spodniach i bez jakichkolwiek o z d ó b .
Znając zamiary Kriegera z dokumentowania m o ż l i w i e różnorod­
nych t y p ó w n a l e ż y w n i o s k o w a ć , że umieścił tu celowo dla kon­
trastu również i przedstawiciela ubogich C y g a n ó w . Najpewniej
b y ł on p o s t a c i ą w ł a ś n i e t y p o w ą , a ci bogato odziani m ę ż c z y ź n i
stanowili mniej liczną elitę. Może byli n a j b o g a t s z ą r o d z i n ą
w taborze ? Bez w ą t p i e n i a tak m o ż n a p o w i e d z i e ć o sportretowan y m wójcie. Sądząo po ilości srebrnych ( z ł o t y c h ) g u z i k ó w u kurtek,
lub ich braku, mamy tu prezentację szerokiego zróżnicowania
m a j ą t k o w e g o (społecznego) w łonie prawdopodobnie tego samego
taboru K e ł d e r a s z y .
N i e k t ó r e ze zdjęć Kriegera znane są z publikacji, ale p o n i e w a ż
na ogół j a k o ś ć repiodukcji w druku jest dość kiepska, d y s p o n u j ą c
ostrymi, p o w i ę k s z o n y m i odbitkami d o k o n a ł e m m o ż l i w i e szczegó­
łowej analizy (pod lupą) e l e m e n t ó w stroju sfotografowanych
Cyganów.
S z c z e g ó ł o w y opis stroju zacznę od mniej skomplikowanego
ubioru obu kobiet. Jedna z nich (il. I I ) znajduje się na obu zdję­
ciach. Ma n a g ł o w i e k w i e c i s t ą c h u s t ę , wiązaną z t y ł u , z opadają­
cymi na ramiona k o ń c a m i . Chusta wskazuje n a m ę ż a t k ę . B l u z k a
w i ą z a n a pod s z y j ą , z niskim, marszczonym k o ł n i e r z e m , z ą b k o ­
wanym, bardzo obszorna, marszczona. R ę k a w y nisko wszyte,
z szeroką, m a r s z c z o n ą kryzą' u n a d g a r s t k ó w . W z ó r bluzki —•
kratkowy. Bogato marszczona s p ó d n i c a , w i ą z a n a w pasie, o drob­
nym wzorze geometrycznym. N a przedzie fartuch z dwu r ó ż n y c h
k a w a ł k ó w m a t e r i a ł u , grubo ręcznie zeszytych. Cyganka jest bosa.
Druga kobieta (il. 9 — 1 0 ) sfotografowana raz w pozycji sto­
j ą c e j , oparta ręką o krzesło, na drugim zdjęciu siedzi na t y m
krześle. Kwiecista chusta zsunięta jest n a ramiona, końce zwią­
zane w w ę z e ł p o n i ż e j piersi. Z o d k r y t ą g ł o w ą c h o d z i ć m o g ł y

I I . 6, 7. „ S ą to spodnie z grubego materiału, bufiasto wpuszczone do szerokich b u t ó w . Na całej powierzchni bogate aplikacje s z e r o k ą
t a ś m ą m a t e r i a ł u (...) układające się wzorem wielokrotnych p ę t l i c "

129

I

�I I . 8. „ N a j b a r d z i e j r z u c a j ą c y m s i ę w oczy elementem stroju K e ł d e r a s z ó w są o c z y w i ś c i e ogromne guziki"; il. 9. , , Z o d k r y t ą g ł o w ą clio
dzić m o g ł y tylko panny"

tylko panny, ale na zdjęciu widzimy dojrzałą k o b i e t ę , niewątpli­
wie m ę ż a t k ę . Zsunęła więo c h u s t k ę tylko na c h w i l ę , pewnie na
p r o ś b ę fotografa, co wydaje s i ę na tyle i n t e r e s u j ą c e , że zwyczaj
oyganski surowo z a k a z y w a ł odkrywania g ł o w y m ę ż a t k o m przy
obcyoh. Fotografowana z g o d z i ł a się więc na pewno za przyzwo­
leniem m ę ż a , k t ó r y b y ł obecny przy zdjęoiu.
K o b i e t a odziana jest w b l u z k ę jasną z wzorem haftowanym,
o kroju t y m samym co u poprzedniej, tylko r ę k a w y są bardziej
suto marszczone, a k r y z a u n a d g a r s t k ó w obszyta k o r o n k ą . Pod
s z y j ą z a w i ą z a n a apaszka. S p ó d n i c a od p o ł o w y w y s o k o ś c i w dół
ozdobiona haftem dziurkowanym, tak samo fartuch. N a nogach
sznurowane trzewiki, sięgające nieco p o w y ż e j kostki. P o obu
stronach dziurek od s z n u r o w a d e ł rząd o z d ó b , na fotografii widocz­
n y c h jako białe plamki. Mogą to b y ć pompony, a m o ż e cekiny
(monety?).
Obie Cyganki m a j ą długie naszyjniki z wielkich monet,
m i ę d z y k t ó r y m i wplecione

s ą mniejsze. R ó w n i e ż w warkocze

wplecione s ą monety różnej wielkości, a t a k ż e guzy. Zupełnie
natomiast nie w i d a ć k o l c z y k ó w . Strój obu kobiet bardzo jest po­
dobny do u k ł a d u z rysunku Gersona.
Sfotografowani przez Kriegera m ę ż c z y ź n i ubrani są, z w y j ą t ­
kiem ubogo odzianego, starego Cygana ze zdjęcia grupowego
(il. 2) dość jednolicie, a różnice w y s t ę p u j ą g ł ó w n i e w ilości o z d ó b .
T o w a r z y s z ą t e ż im różne rekwizyty.
Przyjrzyjmy

się najpierw grupowej fotografii,

ukazującej

C y g a n ó w w najbardziej r ó ż n o r o d n y m odzieniu. Siedzący na kotle
Cygan u b i a n y jest w w y p u k ł y kapelusz z m a ł y m , lekko podwi­
n i ę t y m rondem. K o s z u l a w i ą z a n a pod s z y j ą , z g ł ę b o k i m rozcię­
ciem. TJ koszuli niewielki, marszczony kołnierz. Koszula z p r ą ż k o ­
wanego m a t e r i a ł u , skrojona tak samo jak bluzki kobiet, ale w nad­
garstkach r ę k a w y spięte w wąski mankiet, u k ł a d a j ą się bufiasto.
Spodnie i buty u tego Cygana są lepiej widoczne na innym zdjęciu
(il. 3, 6). S ą to spodnie z grubego m a t e r i a ł u , bufiasto wpuszczone

130

do szerokich b u t ó w . N a całej powierzchni bogata aplikacja sze­
roką t a ś m ą m a t e r i a ł u , we wszystkioh przypadkach układająca
się wzorem wielokrotnych pętlic, ś r o d k i e m i po bokach nogawki.
Po bokaoh pojedynczy (u innych p o d w ó j n y ) szeroki lampas
z z ą b k o w a n y m i brzegami. L a m p a s górą dochodzi do rozcięoia
kieszeni. Spodnie s i e d z ą c e g o na krześle Cygana (il. 8) m a j ą
drugi lampas z a c z y n a j ą c y się w p o ł o w i e ' w y s o k o ś c i nogawki,
a dalej b i e g n ą c y w poprzek przez p o ś l a d k i , j a k np. we w s p ó ł ­
czesnych portkach p o d h a l a ń s k i c h . Wszystkie spodnie, gdzie to
widoczne, m a j ą u k o ś n e kieszenie. Z przodu dwa przypory;
u w ó j t a (il. 3 — б ) o z ą b k o w a n y c h brzegach. Górą m a t e r i a ł spodni
z a g i ę t y i zszyty w tunel dla przeciągnięcia pasa. P a s s k ó r z a n y ,
z k l a m r ą w i d o c z n ą w lewym przecięciu przypora. W ó j t ma klamrę
szeroką, z reliefem w y p u k ł y m , p r z e d s t a w i a j ą c y m p o ś r o d k u p o s t a ć
l u d z k ą z uniesionymi do g ó r y r ę k a m i , a po jej bokach syme­
trycznie uniesione n a tylnych nogach konie.
B u t y wszystkioh K e ł d e r a s z ó w , z w y j ą t k i e m biedniej odzia­
nego Cygana (z i l . 6, 7) są wyszywane, przy czym motywem do­
m i n u j ą c y m jest serce. Górą but w y o i ę t y ozdobnie. Brzegi cholewy
oraz szew z boku wzmocnione pasem s k ó r y z z ą b k o w a n y m
krajem.
Najbardziej reprezentacyjnie ubrany jest o c z y w i ś c i e w ó j t ,
p o s t a ć w y s t ę p u j ą c a p o ś r o d k u fotografii grupowej oraz samotnie
na trzech innyoh z d j ę c i a c h (il. 3—5). Stoi on oparty p r a w ą
ręką na wysokiej lasce, l e w ą podtrzymuje długą fajkę t r z y m a n ą
w ustach.
N a wszystkich z d j ę c i a c h ma on k a m i z e l k ę w ł o ż o n ą na z n a n ą
już z opisu koszulę. Obie p o ł y kamizelki aplikowane s ą p ę t l i c a m i ,
tak jak spodnie. P r a w a pola obszyta dwoma r z ę d a m i p ł a s k i c h ,
d u ż y c h g u z i k ó w . Ze źródeł wiadomo, że b y ł y to guziki srebrne,
a czasem z ł o t e . Ze zdjęcia nie w i d a ć tego, a i źródła nie p o d a j ą ,
ale wydaje s i ę prawdopodobne, ż e s ą to monety. T y m bardziej,
że poza owymi p ł a s k i m i „ g u z i k a m i " ozdobie s ł u ż ą c y m i , kamizel-

�I I . 10, 11. „Obie Cyganki mają długie naszyjniki z wielkich monet, m i ę d z y które wplecione są mniejsze"

k a zaopatrzona jest w pięć wielkich w y p u k ł y c h g u z i k ó w , w y r a ź n i e
przeznaczonych do zapinania, co w i d a ć na innych
(и. o, 7).

zdjęciach

Bk

Po lewej stronio wisi ł a ń c u s z e k (od zegarka) zaczepiony
k ó ł k i e m u dziurki od guzika, drugi koniec chowa się w kioszeni
kamizelki. TJ ł a ń c u s z k a w i s z ą duże monety.
I n t e r e s u j ą c y jest jeszcze jeden s z c z e g ó ł ubioru w ó j t a , w y s t ę ­
p u j ą c y również u jego s i e d z ą c e g o towarzysza, tyle, że na innym
z d j ę c i u , gdzie jest on ubrany w k u r t k ę (il. 6, 7). Jest to chustka
jednym rogiem z a w i ą z a n a u tej samej dziurki co ł a ń c u c z e k ,
zwisająca ukosem poprzez brzuch i Włożona do kieszeni spodni,
ale tak. że jej k o ń c e luźno z w i s a j ą na z e w n ą t r z . TJ wymienionego
przed c h w i l ą Cygana chusta z frędzlami w ł o ż o n a jest do kieszeni
kurty. B y ł b y to p o d r ę c z n y schowek na p i e n i ą d z e , znany naszym
c h ł o p o m , tylko że t u demonstrowany na z e w n ą t r z , aczkolwiek
zabezpieczony p r z y w i ą z a n i e m przed e w e n t u a l n ą kradzieżą.
Inno postacie z fotografii Kriegera ubrane są w kurtki z rę­
kawami, z w y ł o ż o n y m k o ł n i e r z e m . R a z kurtka obszyta jest baran­
kiem (il. 6, 7) i aplikowana (fot. 6, 7, 8), innym razem zupełnie
skromna, bez o z d ó b . Aplikacje na kurtce p o w t a r z a j ą s i ę , j a k na
kamizelce — z przodu, a ponadto w y s t ę p u j ą u d o ł u r ę k a w ó w
(il. 6—8).
Najbardziej r z u c a j ą c y m się w oczy elementem stroju K e ł ­
d e r a s z ó w są o c z y w i ś c i e ogromno guziki, które d o c h o d z i ł y do
wielkości kurzych j a j , a s ł u ż y ł y okazaniu m a j ę t n o ś c i i zapewno
pozycji s p o ł e c z n e j . S i e d z ą c y n a krześle Cygan m a aż po trzy
rzędy- tych wielkich ozdobnych k r ą ż k ó w umieszczonych na obu
polach. Można p o l i c z y ć , że razem daje to 48 srebrnych lub zło­
tych g u z i k ó w . U innego tych g u z i k ó w jest tylko 4, ale s ą one
ogromnej wielkości, a k s z t a ł t m a j ą jajowaty.
Owo wielkie guziki, srebrne lub złote, przy kurtkach i kami­
zelkach s t a n o w i ł y typowy akcent w stroju K e ł d e r a s z ó w jeszcze
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m i to nie tylko n a terenie Polski.
Cyganologiczne pismo angielskie „ J o u r n a l of the G y p s y Lore

Society" z a m i e ś c i ł o k i l k a zdjęć K e ł d e r a s z ó w m i ę d z y innym
p o c h o d z ą c y c h z Polski (tzn. tu urodzonych), k t ó r z y n o s z ą przy
kurtkach w ł a ś n i e charakterystyczne guzy srebrne .
6

Wracając do charakterystyki stroju w ó j t a w s p o m n i e ć trzeba
o kapeluszu, k t ó r y jest nieco w y ż s z y niż u innych m ę ż c z y z n ,
a k r y z ę ma obrębioną skórą. Ze s k ó r y t e ż jest opaska na k a ­
peluszu, za k t ó r ą z a t k n i ę t o długie, bardzo puszyste pióro. N a
z d j ę c i a c h , gdzie w ó j t w y s t ę p u j e sam przy piórze jest jeszcze
z a t k n i ę t a ukwiecona g a ł ą z k a j a k i e g o ś krzewu, co nota bene
pozwala określić dość ściśle porę roku, kiedy zdjęcie b y ł o robione.
Mogło to b y ć g d z i e ś na przełomie maja i czerwca.
Trzeci kotlarz na zdjęciu zbiorowym, to najskromniej ubra­
ny, stary m ę ż c z y z n a . N a g ł o w i e kapelusz, j a k u innych, lecz
z m a ł y m rondom opuszczonym w d ó ł . Ubrany w j a s n ą koszulę
odmiennego nieco kroju — rozcięcie pod s z y j ą p ł y t k i e , a za­
pięcie na guziki; r ę k a w y w ą s k i e , s p i ę t e w mankietach. Koszula
częściowo wpuszczona w spodnio, bolcami na wierzchu. Spodnie
szerokie, p ł ó c i e n n e , ściągnięte w pasie sznurkiem. Na koszuli
s t r z ę p y kamizelki ze z w y k ł y m i guzikami.
P o z a ubiorem ze zdjęć o d c z y t a ć m o ż n a kilka r e k w i z y t ó w ,
o który ch j u ż w s p o m n i a ł e m . T a k w i ę c Cyganie ci p a l ą fajki
o d ł u g i c h , z a g i ę t y c h cybuchach, z kominkiem z a m k n i ę t y m
m e t a l o w ą p r z y k r y w k ą . B y ć m o ż e na wszystkich zdjęciach fi­
guruje ta sama fajka. Cygan s i e d z ą c y na kotle (il. ") trzyma w
ręku nieokorowany k i j . M o ż e jest to, z n a j d u j ą c a się zawsze pod
ręką desto —• laska służąca do obrony ? Cygan z innego zdjęcia
(il. 6, 7) t r z y m a w ręku bicz na d ł u g i m trzonku, również często
u ż y w a n y w celach obronnych.
r

N a ś r o d k o w y m palcu prawej ręki w ó j t a w i d a ć pici ścień
z oczkiem. Skromniejszy pierścień widoczny jest t e ż na m a ł y m
palcu innego Cygana (il. 7).
Najciekawszym n i e w ą t p l i w i e rekwizytem jest wysoka laska
w ó j t a . Oparta o p o d ł o g ę , s i ę g a m u po bark. Jest to lekko rozsze­
rzający się ku górze k i j , z a k o ń c z o n y w y s o k ą na około 4 szerokości

131

�dłoni, profilowaną g ł o w i c ą n a b i j a n ą ozdobnymi blaszkami.
P o n i ż e j , na drzewcu, widoozna metalowa skuwka. Opis bardzo
podobnej laski noszonej przez J a k u b a Znamierowskiego, c y g a ń ­
skiego króla z k o ń c a X V I I I w., podaje N a r b u t t . I d e n t y c z n ą
niemal l a s k ę trzyma w ó j t c y g a ń s k i z obrazu Tadeusza Popiela,,
reprodukowanego w książce Jerzego Ficowskiego . T a k a sama
laska znajduje się w rękaoh Matejasza K w i e k a „ w o d z a narodu
o y g a ń s k i e g o " uwiecznionego na zdjęciu z lat dwudziestych na­
szego stulecia, z n a j d u j ą c y m się w Archiwum Dokumentacji
Mechanicznej w Warszawie.
7

8

Wszyscy sfotografowani przez Kriegera K e ł d e r a s z e noszą
d ł u g i e , k ę d z i e r z a w e w ł o s y oraz nie golone zarosty.
Jeszcze k i l k a s ł ó w o samych fotografiach. J a k wspomniano,
seria zdjęć z zachowanymi negatywami robiona b y ł a zapewne

j e d n o c z e ś n i e . W innym czasie wykonano zdjęcie grupowe. Wska­
z y w a ł y b y na to różnice w n i e k t ó r y c h rekwizytach w ó j t a . Otóż
na tym ostatnim zdjęciu nosi 011 na palcu pierścień, którego brak
na poprzednich. Nie ma też na kapeluszu gałązki z kwiatami.
Ponadto p i z y p u s z c z a ć m o ż n a , że mając w c z e ś n i e j przy sobie
l a s k ę z o s t a ł b y z nią sfotografowany na innych zdjęciach.
N i e k t ó r e fotografie Kriegera wykorzystywane b y ł y już
w publikacjach, a także rozpowszechniane jako podkolorowane
zdjęcia w albumach. Znana jest też kolorowana p o c z t ó w k a
wykonana na podstawie wymienionego grupowego z d j ę c i a ,
rozpowszechniana przed 1918 r. Niewykluczone, że zdjęć t y c h
Krieger w y k o n a ł więcej a odbitki ( m o ż e też i klisze?) p o z o s t a j ą
dotychczas nieznane w j a k i m ś archiwum.

P R Z Y P I S Y

1

Ignacy Krieger (1820—1888) prowadził znany zakład
fotograficzny w Krakowie przy ul. Grodzkiej a n a s t ę p n i e przy
R y n k u . Po jego śmierci atelier objęli Natan i Amalia, dzieci
Ignacego. Zakład b y ł czynny do 1920 r. Janusz Andruszkiewicz,
Ignacy Krieger, fotograf dawnego Krakowa, „ M a g a z y n K u l t u ­
ralny", 1974 г., nr 3, s. 29—31
J e r z y Fioowski. Cyganie na polskich drogach, K r a k ó w
1966, rozdział Inwazja
Kełderaszów.
t a m ż e , s. 72

* Wojciech Gerson, Obozowisko cygańskie na Saskiej
Kępie
pod Warszawą.
„ T y g o d n i k Ilustrowany", nr 29 z dn. 18 V I I
1868 r.
Spodnie takie nosili Cyganie K a r p a c c y (osiadli) n a Spiszu
p ó ł n o c n y m jeszcze w okresie m i ę d z y w o j e n n y m .
s

6

2

3

132

7

8

Ficowski, t a m ż e , s. 72—73
t a m ż e , s. 43
t a m ż e , s. 162,

zob.

też przytoczony opis

W.

Gersona

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11196" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11174">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3622f68f8e19cd5b7ccf75ecdf75db78.pdf</src>
        <authentication>f7342d6c1366da94de4ef23e7c3bc26b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133454">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3359</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133455">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133456">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133457">
                <text>Wystawa malowanek Powiśla Dąbrowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133458">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.116-118</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133459">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133460">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133461">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133462">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133463">
                <text>Adam Bartosz

WYSTAWA MALOWANEK POWIŚLA

Ośrodek

ludowego

malarstwa

ściennego

na

Powiślu

b r o w s k i m jest j e d n y m z najciekawszych zjawisk w sztuce

Dą­

ludowej

naszego k r a j u . Z w i c i u w z g l ę d ó w zasługuje n a szczególną u w a g ę
i

pieczę;

z

wielu

względów

s t a ł się

tematem,

wokół

którego

ono

DĄBROWSKIEGO

rozrzucone

n a terenie

kilku

wsi, po kilka, po jednym

w s i , j e d n a k jest t o ślad rozległości z j a w i s k a p r z e d l a t y . A

dowód trwania zjawiska, jako żywego przejawu sztuki ludowej,
trwającego

bez p o d n i e t

z zewnątrz. Trwającego

z

narosło w i e l e m i t ó w , u p r o s z c z o n y c h sądów i pomyłek. P r z y c z y n ą

potrzeby

są g ł ó w n i e m a s s - m e d i a .

a r c h a i c z n e j , z a r ó w n o co d o t e c h n i k i , j a k t e ż f o r m y

do

Ale i etnografom

utrwalenia schematycznego

zdarza

się

i nieprawidłowego

przyczynić
obrazu

w i s k a . W y d a j e s i ę , żo a u t o r z y w y s t a w y w P a ń s t w o w y m
Etnograficznym

w

Warszawie

również za t y m s c h e m a t e m

(październik—listopad

p o s z l i , m i m o doskonałej

zja­

Muzeum

tematu.

tutejszego

łudu.

Zachowanego

w

wewnętrznej

postaci

niezwykle
zdobnictwa.

Zetknięcie z m a l o w a n y m i d o m a m i n a t a k dużym obszarze obala
d r u g i m i t — że m a l o w a n e jest t y l k o Z a l i p i e .

1982)

znajomości

Historię powstania
wiślu D ą b r o w s k i m

i rozwoju

bardzo

m a l a r s t w a ściennego n a

szczegółowo

przedstawiła

wiedza

wystawę, sprowadza

na temat

zjawiska,

któremu

się d o i n f o r m a c j i o m a l o w a n e j

poświęcono

wyczerpująco omówił t e n t e m a t a u t o r scenariusza

wsi —

t u w y s t a w y — Zdzisław Szewczyk, w k a t a l o g u w y s t a w y .

Za­

Geneza

W ó w c z a s obejmowało ono wiele w s i w widłach D u n a j c a i W i s ł y .

( i i n n i sztuką ludową z a i n t e r e s o w a n i )

nie mówiąc o turys­

t a c h , k t ó r z y bez specjalnego p r z e w o d n i k a c h c i e l i znaleźć w Z a ­
l i p i u ze d w i e , t r z y m a l o w a n e
w

chaty. Jest t o pierwszy

zetknięciu z Z a l i p i e m p r y s k a . B o w i e m

w tej rozrzuconej

n a okołc

m i t , który
200 domów,

wielodrożnicy zaledwie 27 — - t o d o m y

w a n e . A ż e n i e w s z y s t k i e są m a l o w a n e

z zewnątrz, n a

malo­

dodatek

jednak

pozna

się

malowano

domy

zalipiańskie

j a k i e ż z k o l e i z a s k o c z e n i e , k i o d y t r a f i się d o m a l o w a n y c h
poza Z a l i p i o m ! A

116

jest t y c h domów drugie t y l e .

1

ubiegłego

wieku.

t y m zasięgu notował je j a k o ż y w e l u b też n i e d a w n o

Z . S z e w o z y k w czasie badań p r o w a d z o n y c h
Malarstwo

to,

wykazujące

tendencje

tuż p o I I
do

zanikłe
wojnie.

zanikania

—

domów

Co p r a w d a

są

4

prze­

trwało dzięki m . i n . o r g a n i z o w a n y m o d 1948 r. k o n k u r s o m a n a w o t
r o z w i n ę ł o się d o n i e s p o t y k a n y c h w c z e ś n i e j r o z m i a r ó w . O s i ą g n i ę t o
też szczególnie w y s o k i p o z i o m

techniczny

i estetyczny.

Rozwi­

j a ł o się j e d n a k ( z r ó ż n y c h p o w o d ó w , o k t ó r y c h o b s z e r n i e

s k r y t e , z d a l a o d d r o g i , więo i znaleźć j e niełatwo.
Kiedy

W

końca

3

Duże rozczarowanie
fowie

sięga

Równie

zdobnictwa

etnogra­

na Powiślu

1

recenzowanej

l i p i u . Z a l i p i e — t o wieś m a l o w a n a . M a l o w a n e jest ( t y l k o ) Z a l i p i e .
przeżyli studenci e t n o g r a f i i , s a m i

domów

Po­

niedawno

Teresa Komornicka-Rościszewska w d w u p u b l i k a c j a c h .

Obiegowa

we

także

T. K o m o r n i c k a wc w s p o m n i a n y c h pracach)

wyłącznie w

i najbliższej o k o l i c y . N a pozostałym obszarze zanikło,
jednocześnie

uwadze

etnografów.

Niewątpliwym

pisze

Zalipiu

umykając
ponownym

�I I . 1 . Ś c i a n a s t a j n i , m a i . M a r i a M i s t e r k a , w . S a m o c i c e ; i l . 2 . P i e c , m a i . S t e f a n i a M i s i a c z e k , w . K l y ż ; i l . 3. P o w a l a w s i e n i ,
m a i . A n i e l a M a j k o , P o d l i p i e ; i l . 4 . Ściana s t a j n i , m a i . R o z a l i a T r e l a , N i w k i

�renomowanych

artystek

tradyoyjny,

szczególnie

nadal nowe

osoby,

zdobiły

swe

etnografa

które

dotąd

wnętrza

w

sposób

interesujący.

nie były

nader

Zgłaszają

znane

ze s w e j

się

twór­

czości.
Zdobnictwo
zjawiskiem

domów

jest

więc

ż y w y m , rozwijającym

na

Powiślu

Dąbrowskim

s i ę i —• n a d a l n i e d o

p o z n a n y m , j e ś l i c h o d z i o J€&gt;go i l o ś c i o w y w y m i a r . P o
wystawie

można

powiślańskie
motywów,

w

się

było

możliwie

spodziewać,
szerokim

że zaprezentuje

koncepcją w y s t a w y

że

ukaże

wachlarzu

malowany

region.

zdobnictwo

barw,

nazwisk,

Tymczasem

zaważył wieloletni schemat —

wano t u , j a k na i n n y c h prezentacjach

końca

warszawskiej

nad

wyekspono­

t e g o ośrodka, —• Z a l i p i e .

Co p r a w d a n i o w y ł ą c z n i e , ale przecież n a 22 s y l w e t k i m a l a r e k
(plus jeden mężczyzna —
lipia

(Helena

Nawrocka

J a n Szlosek) t a l k o 3 b y ł y spoza
i Rozalia

Zaród

z Kłyża

oraz

Za­

Geno­

w e f a K o c h a n e k z K o s i o r ó w k i —• p r z y s i ó ł k a B o l e s ł a w i e ) .
Również n a doborze ilustracji do k a t a l o g u (który w w a r s t w i e
tekstowej

jest

bardzo

dobrym

przewodnikiem

po

malowanym

Powiślu) zaciążyło Z a l i p i e . Spośród 22 zdjęć m a l o w a n y c h obiektów
n i o licząc p o o z t ó w e k i 3 m a l o w a n e k ze z b i o r ó w H i c k l a z 1 9 0 5 r .
t y l k o 2 są s p o z a Z a l i p i a ( K a n n a ) . N a w y s t a w i e z o s t a ł y
zasygnalizowane

najnowsze

(już

zaledwie

jednak kilku, kilkunastoletnie)

a d a p t a o j e m a l o w a n e k ściennych. Z p o w o d z e n i e m

u p r a w i a się t u

zdobnictwo k w i a t o w e o d p o w i e d n i m i f a r b a m i n a ceramice,
tkaninie, meblu itp. Nie

wdając

się w

estetyczne

a d a p t a c j i n i e można n i e zauważyć i c h ogromnego
oddziaływania
na

n a odbiorcę

z zewnątrz

w

szkło,

oceny

tych

zasięgu,

oraz

postaci

kupowanego

miejscu suweniru.
Tak

więc zawartość

wystawy

niezupełnie

do jej tytułu, który obiecywał pokazanie

była

adekwatna

malowanek z

Powiśla

D ą b r o w s k i e g o . S z k o d a , ż e t a k się s t a ł o , g d y ż p e w n i e n i e p r ę d k o
U.
w.

б. W n ę t r z e
nowego, murowanego
Otfinów, k w i a t y malowała A d e l a
ur. w Z a l i p i u

t o m a t z d o b n i c t w a powiślańskiego zechce wyeksponować m u z e u m

mieszkania,
Królikowska

o

zasięgu

ogólnopolskim.

Przy

okazji

omawiania

wystawy

malowanek

refleksja ogólniejsza. Otóż o d jakiegoś czasu
wego recenzowania

wystaw muzealnych, w t y m —

nawet

n a d ą ż y ć z i c h rejestracją, a p o n a d t o opóźnienia w d r u k u

nawet

udało

k w a r t a l n i k ó w są t a k d z i ś d u ż e , ż e n i e z a c h ę c a t o d o w y p o w i a d a n i a

się o d n a l e ź ć

nieoczekiwane

domów

domów,

efekty.

do

na

większym

obszarze

corocznego k o n k u r s u .

było

Dało

to

Co r o k u n i e m a l ( o d 1976 г.), n a s k u t e k

poszukiwań i r o z p r o p a g o w a n i a

i d e i k o n k u r s u dołączały

m a l a r k i , k t ó r e b ą d ź t o m a l o w a ł y p r z e d l a t y , bądź też

kolejne
malować

n i g d y n i e przestały, pozostając n i e z n a n e n a zewnątrz. I n t e r e s u ­
j ą c y m f a k t e m j e s t , że p o z a s t a r u s z k a m i , malują i młode

d l a s a m y c h w y s t a w , k t ó r e , z d a r z a się, traktują n a z b y t
chownie

dziew­

I

interesujący

żywotny,

młodzieży

jest

i

przyuczanie

opłacalne.
k o n k u r s y niewątpliwie

przy-

powierz­

temat.

Eksponując

ośrodek twórczości l u d o w e j t a k

t a k popularny, t a k bogaty

go w pełnym wymiarze.

O ile wcześniej o r g a n i z o w a n o

Warto

także h a f t y , w y c i n a n k i , w y r o b y

—

powinno

b y pokazać oprócz
bibułkowe

i ze

się

ukazać

malowanek

słomy.

o z y n i ł y się d o r o z w o j u z d o b n i c t w a w Z a l i p i u , t o k o n k u r s o r g a n i ­

k a t a l o g u m ó w i o t y c h dziedzinach twórczości — w y s t a w a

z o w a n y o d k i l k u l a t n a obszarzo większym zaktywizował

m n i e j . P o k a z a n o k i l k a bukietów, parę w y c i n a n e k , h a f t y

k t ó r e z a n i e c h a ł y t w ó r c z o ś c i . P r z y c z y n i ł się t a k ż e d o

malarki,

zaintereso­

w a n i a m a l a r s t w e m młodzieży, czego p r z y k ł a d e m może b y ć
Samocice

( g m . Bolesław), gdzie w 1982 r. malowało k i l k a

cząt s z k o l n y c h . Ujawniły

się t e ż s t a r s z o

malarki,

które

n a k o n k u r s n i e b y ł y zgłaszane, a które w bezpośredniej

się t o

jeszcze j e d n a u w a g a , a d r e s o w a n a już n i e bezpośrednio d o

jest

stopniu skomercjalizowana

dużo

ze s z k o d ą z a r ó w n o d l a k r y t y c z n e j i n f o r m a c j i n a u k o w e j , j a k t e ż

autorów w y s t a w y .

poważnym

bardzo

się o w y s t a w i e , k t ó r ą c z y t e l n i k d a w n o z a p o m n i a ł . D z i e j e

częta, co w Z a l i p i u n i o b u d z i z d z i w i e n i a , j a k o że t w ó r c z o ś ć t a
tu w

wiele,

etnograficz­

włączenie (po u p r z e d n i m s p e n e t r o w a n i u terenu) w s z y s t k i c h , j a k i e

zdobnictwa

i c h co p r a w d a

się

facho­

i trudno

odkryciem

n y c h . Jest

nasuwa

zaniechano

a u t o r k i . T o w s z y s t k o robiło j e d y n i e wrażenie a n e k s u i

Tekst

znacznie
jednej

aneksem

wieś

t y l k o było. A przecież n i e j e d n a m a l a r k a jest t u pierwszorzędną

dziew­

hafciarką. I wycinankarką. I bukieciarką. W s u m i e więc ośrodek

nigdy

bliskości

n a Powiślu Dąbrowskim czoka wciąż n a właściwie
nie w salach

wyeksponowa­

muzealnych.

PRZYPISY
W k o n k u r s i e w 1 9 8 2 r o k u u d z i a ł w z i ę ł o 5 5 o s ó b z 12 w s i ,
prezentując m a l a r s t w o w 49 d o m a c h . D o m y 6 osób, któro w t y m
r o k u nie przystąpiły d o k o n k u r s u , były również p o m a l o w a n e .
W s u m i e więc w t y m r o k u było n a Powiślu 55 m a l o w a n y c h
domów
1

2

Chata"

T e r e s a K o m o r n i c k a - R o ś c i s z e w s k a , Konkurs
na Powiślu
Dąbrowskim,
„ P o l . Szt. L u d . " ,

„Malowana
R . 1977

Tot.:

n r 2 , s. 9 5 — 1 0 6 ; t e j ż e , Zalipie.
Curyłowej,
Tarnów 1980
Zdzisław Szewczyk,
W a r s z a w a 1982
3

4

„Pol.

autor

Przewodnik

Malowanki

po
Powiśla

zagrodzie

Felicji

Dąbrowskiego,

Z d z i s ł a w S z e w c z y k , Konkurs
na malowanki
dafirowskie,
S z t . L u d . " . R . I I , 1 9 4 8 n r 1 1 — 1 2 , s. 4 2 — 4 6

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11483" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11461">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a6b3b8ee9ad20166f18012fb0cf0de6c.pdf</src>
        <authentication>d6fec41976b782da68f34c46fdbb45c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136801">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3406</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136802">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136803">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3193</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136804">
                <text>Działalność National Gypsy Education Council / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136805">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136806">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136807">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136808">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136809">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136810">
                <text>Adam Bartosz
DZIAŁALNOŚĆ NATIONAL GYPSY EDUCATION COUNCIL

N a terenie Wielkiej Brytanii Cyganie s t a n o w i ą specyficzną

N . G . E . C . jest organizacją p a t r o n u j ą c ą szkolnictwu

dzieci

grupę o cechach o d r ę b n y c h W stosunku do Cyganów z konty­

i d o r o s ł y c h , n a d a j ą c ą schemat pracy wszystkim s z k o ł o m , służącą

nentu. W obyczaju, a takżo w j ę z y k u społeczność t i z a c h o w a ł a

informacją i p o m o c ą naukowa. Г о pewnych

stosunkowo archaiczne elementy. P o s ł u g u j ą się dwoma odmia­

organizacyjnych N . G . E . C . jest dziś zrzeszeniem n i e z a l e ż n y c h grup

nami j ę z y k a : Englisch-Romani

— cygański z dużymi

naleciałoś­

ciami angielskiego lub Celtic Gammon (inaczej Shelta) — u ż y w a n y
przez C y g a n ó w irlandzkich, w k t ó r y m obok w p ł y w ó w

przekształceniach

i o d d z i a ł ó w w c h o d z ą c y c h w skład 3 R a d o b e j m u j ą c y c h w i ę k s z e
części k r a j u i m a j ą c y c h osobne siedziby.

języka

Statut

N.G.E.C.

powiada,

że: „celem

(organizacji)

angielskiego przechowało się sporo bardzo d a w n y c ł i f i r m pocho­

wzrost p o s t ę p u w edukacji C y g a n ó w i innych

dzenia

z a r ó w n o dzieci j a k i dorosłych". P r z y j ę t o n a s t ę p u j ą c e

celtyckiego.

Obok autentycznych

Cyganów drogami Wielkiej

Brytanii

wędruje sporo rozmaitych grup niecygańskiełi. W i ę k s z o ś ć z nich
Jednak przejęła c y g a ń s k i j ę z y k i obyczaje i często traktowani są
przez brytyjskie s p o ł e c z e ń s t w o jako Cyganio (Gypsies). Często
też wszystkich tamtejszych k o c z o w n i k ó w określa się w p ó l n y m
mianem

ludzi w ę d r u j ą c y c h

(Travellers).

Wszelkie

instytucjo

—• w procesie nauki u ż y w a się j ę z y k a romani, a w y k ł a d y popiera
się p r z y k ł a d a m i z historii i kultury C y g a n ó w ,
— nauka ma służyć wjaajaniu zasad ż y c i a w

społeczeństwie

w s p ó ł c z e s n y m , z a z n a j a m i a ć z o b o w i ą z k a m i i prawami oby­
watela kraju,
— Cyganie sprawują kontrolę nad pracą nauczycioli,

wszystkimi

— Cyganie p o n o s z ą część k o s z t ó w utrzymania szkół.

koczownikami.

Owych

Travellers

zasady

organizacji i nauczania:

interesujące się sprawami c y g a ń s k i m i z a j m u j ą się więc na ogól
współczesnymi

jest

koczowników,

około 30 t y s i ę c y (liczba bardzo

N . G . E . C . prowadzi instruktaż dla nauczycieli, poradnictwo,

n i e d o k ł a d n a ) przy c z y m pewna ich część osiedliła się, z a c h o w u j ą c

zaznajamia ich z c y g a ń s k ą kulturą. Organizuje się spotkania

jednak w zupełności t r a d y c y j n ą kulturę.

nauczycieli, regularną w y m i a n ę

jest na Wyspach B r y t y j s k i c h

Cyganów

lub przynajmniej zorganizowanych

doświadczeń

itd. W

1975 r.

osiedlenia

w ponad 30 s z k o ł a c h u c z y ł o 60 nauczycieli specjalnie przygoto­

dla nich odpo­

wanych do uczenia C y g a n ó w lub tylko zapoznanych z metodami

Pioiwsze poważniejszo działania zmierzające do

1951 r.

pracy wśród nich. Nauczyciele s ą obecnie o p ł a c a n i przez p a ń s t w o .

z inicjatywy c z ł o n k a parlamentu p o w s t a ł International Gypsy

N a u k ą o b j ę t o w 1975 r. o k o ł o 1100 dzieci, ale w dalszym ciągu

wiedniej

opieki p o d j ę t o w latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h .

W

Committee. Program działania K o m i t e t u zawierał się w trzech

M—4 t y s i ą c e dzieci k o c z o w n i k ó w nio uczęszcza do s z k o ł y lub

punktach i d o t y c z y ł

uczęszczają nieregularnie.

wszystkich w ę d r u j ą c y c h ,

przynależności etnicznej.

niezależnie

od

R ó w n o l e g l e do działalności w e w n ą t r z społeczności koczow­

Postulowano:

— utworzenie w k a ż d y m hrabstwie pól biwakowych d o s t ę p n y c h
wszystkim

n i k ó w N . G . E . C . prowadzi działalność pośród s p o ł e c z e ń s t w a bry­
tyjskiego

koczownikom,

mającą

na celu prezentację

kultury

koczowników,

— swobodny d i s t ę p do nauki, pracy i mieszkali,

ukazanie specyfiki ich o b y c z a j o w o ś c i i historii. D z i ę k i projekcjom

—• traktowanie k o c z o w n i k ó w na równi z ludnością osiadłą.

filmowym w s z k o ł a c h , telewizji, a r t y k u ł o m w prasie, spotkaniom

Przy udziale G y p s y Committee p o w s t a ł a w k o ń c u 1906 r.
Gypsy Council m a j ą c a na colu integrację k o c z o w n i k ó w i ułat­
wienie

im codziennego życia.

W zarządzie

Rady

Cygańskiej

zasiadają koczownicy, a czlonkowio B i d y posiadają karty przy­
należności do organizacji wraz z numerem telefonu c z ł o n k ó w

z w ł a d z a m i lokalnymi, N . G . E . C . w y p r a c o w a ł a nowy, sprzyjający
koczownikom klimat w s p o ł e c z e ń s t w i e . Czyni się t a k ż e staiania
o organizowanie odpowiednich pól campingowych dla koczowni­
k ó w . W okresie od 1970 r. do 1975 r. liczba ich wzrosła z 13 do
11S.
Organizacja dysponuje w ł a s n y m wydawnictwem

z a r z ą d u , z k t ó r y m i k o n t a k t u j ą się w potrzebie.
Z a czołiWo zadania G . C . przyjęła sprawę o ś w i a t y . D l a tyoh
celów w 1970 r. p o w o ł a n o National G y p s y E d u c a t i o n Council,

st.-.n

Publication)

publikującym

instrukcje

dla

(Romanę-

nauczycieli,

bibliografię prac o Cyganach, sprawozdania z działalności organi­

która zajęła się organizacją szkolnictwa w ę d r o w n e g o , a ściślej —

zacji, a t a k ż e podręczniki szkolno przystosowane t e m a t y k ą i po­

k o o r d y n a c j ą już i s t n i e j ą c y c h szkół w ę d r o w n y c h (caravan schools)

ziomom do potrzeb dzieci k o c z o w n i k ó w . Publikacje te drukuje

i powi^k^zmiem ich liczby. S z k o ł y w ę d r o w n e istniały w c z e ś n i e j ,

się zarówno po angielsku, j a k toż w j ę z y k u anglo-romani i w gam­

p r ó b y pr ,widzono już w roku 1934, a s y s t e m a t y c z n ą akcję o ś w i a ­

mon.

t o w ą z a i z ę t o w 1967 r. urządzając szkołę w obozie c y g a ń s k i m

N.G.E.C.

prowadzi

współpracę

i

wymianę

doświadczeń

rozlokowanym n i starym lot-iisku pod Londynem. B y ł y to po­

z innymi podobnymi

c z ą t k o w o szkoły sezonowo, prowadzono przoz nauczycieli ochot­

z ich inicjatywy o d b y ł sic w Londynie I Ś w i a t o w y

ników .

Cyganów.

158

organizacjami n a ś w i e c i e , a w 1971 r.
Kongres

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
