<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=9" accessDate="2026-09-28T00:44:31+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>9</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="10128" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10106">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0badab8db13de5743a8d1f5aa9e724a6.pdf</src>
        <authentication>d6e1964e6e3aaa81e6123f9635a07ae4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120505">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3547</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120506">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120507">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3324</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120508">
                <text>Kwitlechy z Leżajska. Prośba i dziękczynienie w kultach chasydzkich i katolickich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120509">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.23-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120510">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120511">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120512">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120513">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120514">
                <text>Jacek Olędzki

KWITLECHY Z L E Ż A J S K A
P R O Ś B A I DZIĘKCZYNIENIE W KULTACH CHASYDZKICH I KATOLICKICH

M a t e i Lea c ó r k a Frydy
(prosi) szybkiego w y z d r o w i e n i a , b ł o g o s ł a w i e ń s t w a
i szczęścia tych których wykarmiła piersią
S a m u e l - C h a i m syn M a t l i Lei
(prosi) o z d r o w e c i a ł o i d u s z ę i z a p a ł w nauce
ś w i ę t e j Tory
B o r u c h A b r a m syn M a t l i Lei
(prosi) o z d r o w e c i a ł o i d u s z ę i z a p a ł w nauce
świętej Tory
Jak

niesie

wieść

1

gminna, ł a t w o

jest

rozpoznać

dziecko

ż y d o w s k i e i polskie j u ż w pieluszkach. Pierwsze kręci g ł o w ą ,
z d r a d z a j ą c p o w o ł a n i e d o z a j ę ć u m y s ł o w y c h , natomiast polskie
wymachuje r ą c z k a m i , u j a w n i a j ą c — ł a g o d n i e — p r z y s z ł e talenty
2

motoryczne. K o r e s p o n d u j ą z t y m rozpoznaniem oceny z a c h o w a ń
(emocji), pojawiające się w wielu p r z y s ł o w i a c h . Jak chłop zły,
jak Źyd zły, to śpiewa; a pan to chodzi i gwiżdże.
diabła

w uchu, chłop

bije;

T u d z i e ż inne: Pan ma

w sercu (w gardle), a Żyd

3

w stopach.

I tu

zbliżyliśmy się do istoty rzeczy, zlokalizowania cech w o l i t y w n y c h
w poszczególnych częściach ciała ludzkiego. Badaczki f o l k o r y s t k i

w r a ż e n i e , że nie interesują ich podobne d y r d y m a ł y . N a szczęście inne
zasadniczo zdanie mieli na ten temat Eliade l u b van der Leeuw.
Z a r ó w n o w n a j p o t ę ż n i e j s z y c h i tych najskromniejszych k u l t u r a c h
ś w i a t a w y s t ę p u j e c z ę s t o niezwykle wyraziste z r ó ż n i c o w a n i e d o t y c z ą ­
ce uznawanych i nie uznawanych o r g a n ó w czy części ciała ludzkiego,
j a k o siedliska w a ż n y c h cech osobowych. Wystarczy p o w i e d z i e ć , że
w dawnej kulturze C h i n s ą d z o n o , że n a j w a ż n i e j s z y m o ś r o d k i e m cech
osobowych c z ł o w i e k a jest w ą t r o b a , a ściślej m ó w i ą c sam woreczek
żółciowy, czyli ó w organ, k t ó r y w Europie d o s y ć niefrasobliwie
bywa usuwany przy lada s k a ż e n i u organizmu. D o dzisiaj język
chiński przechowuje z w r o t „ d u ż a w ą t r o b a " , da dan, o z n a c z a j ą c y
c z ł o w i e k a ś m i a ł e g o , o d w a ż n e g o , n i e z a l e ż n e g o . Natomiast „ m a ł a
w ą t r o b a " , to nasz t c h ó r z w znaczeniu charakterologicznym, czyli
człowiek bez serca (!), tak j a k notuje to j ę z y k francuski (sans c o e u r ) .
Zapewne istnieją k r a i n y , w k t ó r y c h w ł a ś n i e c a ł k i e m uboczne organy,
j a k ó w woreczek żółciowy, pięty, czy np. siedzenie, służyć m o g ą
symbolizacji w duchu stereotypu cech osobowych. Wszak t y l k o w
naszych s u b k u l t u r o w y c h zwrotach k r ó l u j ą epitety-etykiety, w r o ­
dzaju „ c z t e r y l i t e r y " , a t a k ż e h..., k..., p... i c i . . . . Wszelako chyba nie
ma k u l t u r y na świecie, k t ó r a w charakterystyce cech osobowych
wykluczałaby uczuciowość, tkliwość (serdeczność), poświęcenie itd.,
aby na koniec cech tych nie ł ą c z o n o w ł a ś n i e z sercem. Stereotypy
o s ą d ó w w relacjach s w ó j - o b c y , j a k w kawale p r z y t o c z o n y m na
p o c z ą t k u , p o z b a w i a j ą Ż y d ó w u c z u ć t k l i w y c h ( „ ż y d o w s k i e serce
zawsze zimne") na rzecz — oczywiście — k a l k u l a t y w n o ś c i , przebieg­
łości i wyrachowania.
6

7

Danuta Tomczyk-Baszkiewicz, Zofia M i t o s e k oraz etnolog W ł a d y s ­
ław Bartoszewski o d k r y l i w r ę c z n i e p r a w d o p o d o b n ą liczbę paraem i ó w i m i n i f a b u ł (świadczą o t y m trzy i czterocyfrowe sygnatury
N 1776, B 442) z w i ą z a n y c h ściśle z i n t e r e s u j ą c y m nas zagadnieniem.
Chłopa grzeją piersi a Żyda pięty

(B 162). Chłopu

w piersi,

Żydowi

w pięty a panu w uszy nigdy nie zimno (B 163). Pan ma ogień w uszach,
chłop w piersiach a Żyd w piętach
zawsze zimne (B 169).

(B 164). Psi nos i żydowskie

serce

4

W kulturze chrześcijańskiej n a t u r ę u c z u ć w o l i t y w n y c h (wolicjonalnych) o k r e ś l a serce. M o ż n a p o w i e d z i e ć , że t y l k o serce stanowi
siedlisko cech osobowych.

5

Czy w kulturze judaistycznej jest tak

samo? Czy m o ż e inaczej, tak aby r ó w n i e ż np. g ł o w a (rozum), brane
były pod u w a g ę ? Moje konsultacje z naszymi c z o ł o w y m i hebraistami
nie przyniosły w y s t a r c z a j ą c o

obiecujących

efektów.

Odniosłem

T r e ś ć kwitlechów ( p r ó ś b ) s t a n o w i ą c y c h przedmiot uwagi w ninie­
jszym zapisie obala c a ł k o w i c i e te k r z y w d z ą c e o s ą d y . O t o wybrane
p r o ś b y s p o ś r ó d ok. 70 k w i t l e c h ó w , p o c h o d z ą c y c h z ohelu (hebr. ohel,
namiot, t u grobowiec-kaplica) cadyka N o ' a m a Elimelecha w Leżajs­
k u . O t o Josef syn R i w k i A t i a , k t ó r y do L e ż a j s k a p r z y b y ł z A n t w e r ­
p i i , prosi o b ł o g o s ł a w i e ń s t w o i zdrowie (wyleczenie) nie t y l k o dla
siebie, lecz dla dziewięciu i n n y c h jeszcze o s ó b . O t o one: T o w a bat
( c ó r k a ) H i n d a M i l c h a , Joel Simcha, Icchak, R i w k a A t i l , Rea G i l a ,
M o s k ę Elieker, M i r i a m , J a k ó w E l i Jokel. Przybyli z U S A (z

23

�B r o o k l i n u ) D i n a c ó r k a Majanideli i Szmuel C h a i m Raw, syn A c h y ,

z ich m a r t w y c h c z ł o n k ó w (sic!), judaistycznych p r z e d m i o t ó w sakral­

p r o s z ą : ona o n a w r ó c e n i e na j u d a i z m , o n o b ł o g o s ł a w i e ń s t w o dla

nych, synagog, k i r k u t ó w oraz g r o b ó w w o g ó l e .

całej jego r o d z i n y . W y m i e n i o n y c h jest pięć i m i o n (Jechazkel Szargon

u z u p e ł n i a j ą bezcenne m a t e r i a ł y C h . Chajesa czy Iwana F r a n k o .

1 4

Poglądy autorów
1 5

M i m o jednak tych a u t o r y t a t y w n y c h stanowisk p o z o s t a n ę w

A c h , A w r a h a m M i n c h a s M a n e h , Johosza czyli Jezus M i r d a c h i
Elieazar, M i l c h a M a j n i d e l Chana i jej m ą ż C h a i m ) , przy trzech

swych r o z w a ż a n i a c h w y ł ą c z n i e przy p r ó b i e rozumienia aspektu

dopisek „ d l a całej jego r o d z i n y " , a przy d w ó c h ostatnich „ w s z y s t k i e ­

mirakularnego ohelu Elimelecha, grobie ż y d o w s k i m , z w i ą z a n y m

go najlepszgo dla całej rodziny we wszystkim, zapomnienia o tros­

z o s o b ą n i e p r z e c i ę t n ą , u z n a w a n ą przez c h a s y d ó w za świętobliwą czy

kach, powodzenia we wszystkich sprawach, p o m n o ż e n i a spokoju

nawet świętą. P o n a d t o — c o jest dla nas szalenie istotne — zachowa­

i licznych d o b r y c h d n i i l a t " . Podobnie p r z y b y ł y z M a r s y l i i Israel

ła się p a m i ę ć , że do c u d o t w ó r c z y c h z d o l n o ś c i Elimelecha o d w o ł y w a l i

Mosze syn Chany Brich prosi o zdrowe ciało i powodzenie we

się nawet n i e k t ó r z y katolicy, kiedy w ciężkich chwilach z a w i o d ł y ich

wszystkich poczynaniach dla siebie i najbliższych, dla Pajgi c ó r k i

wszelkie inne m o c e :

1 6

Frodeli, Chajma D o d a , syna Pajgi, i jej c ó r k i , Frodeli, a t a k ż e dla
Meira

Jechiela syna C h a n y Frodeli,

„ Z a c h o r o w a ł c h ł o p a k w d o m u mieszczańskim, umierający, ciężko

Sary Szefry, c ó r k i Pajgi,

chory, g o r ą c z k a . N o przyszedł do tego cadyka (ktoś z rodziny

i Benjamina, syna M e r i . B y w a j ą kwitlechy na k t ó r y c h (jak z r o d ó w

chorego). —Panie rabin, c h ł o p a k chory, m o ż e by pan uzdrowił. Pyta

A t i a , G a r i n a , Peszadil, Rachil oraz Jota i B i l ) wypisanych z o s t a ł o

się (rabin) j a k jest, co jest, j a k dawno? Z d e c y d o w a ł się, u b r a ł się

8

p o n a d d w a d z i e ś c i a i m i o n ! I rzecz charakterystyczna, samych t y l k o

i poszedł. Wszedł, r o z e b r a ł się. S t a n ą ł przy łożu boleści i patrzy — ten

i m i o n , bez o k r e ś l e n i a intencji.

c h ł o p a k otworzył oczy, (też) patrzy — o d w r ó c i ł się i wyszedł. N a drugi

W kontakcie z t a k ą p r a k t y k ą religijną spotykamy się z n a j w y ż s z ą
m i a r ą s o l i d a r n o ś c i , więzi serdecznej, j a k ą t y l k o chyba Ż y d z i zdolni

dzień c h ł o p a k wstał. Z d r o w y . — Sugestia — zapytuje siebie pan Józef
Depowski i odpowiada — no, jego rzecz, co mnie t a m . "

1 7

byli w y k s z t a ł c i ć w swej s p o ł e c z n o ś c i . Jest to ten n i e z w y k ł y rodzaj

D r u g i z zapisanych przez M a r i a n n ę Ignatowicz c u d ó w Elimele­

s o l i d a r n o ś c i , o k t ó r y m m ó w i ć potrafi t y l k o pisarz: „ Ż y d z i z l u d u ,

cha wydaje się o d s ł a n i a ć w pełni m e t o d ę p o s t ę p o w a n i a znakomitego

k t ó r z y , m i m o c a ł e g o k u l t u dla c a d y k ó w , żywią jednak n i e c h ę ć do

mędrca:

tych w y b r a ń c ó w w jedwabiach i aksamitach, w y c z u w a l i

krzy­

„ P r z y c h o d z i do Elimelecha ż o n a w p i ą t e k ... (powiada) nic nie

w d ę ( p o d k r . - J O ) w y r z ą d z o n ą j e d n e m u z ich grona (reb. K u n e m u

m a m na j u t r o j e ś ć . N i e wiem co to będzie. — R o b i ł a m u wyrzuty,

i jego nieszczęsnej c ó r c e — JO), to też c h ę t n i e zapraszali go wraz

scenę m u r o b i ł a . O n m ó w i : nic takiego strasznego nie ma, tam

5

z c ó r k ą i p o d e j m o w a l i suto i szczodrze." O t o o d r u c h w s p ó ł c z u c i a

(przecież) g ą s i o r chodzi za d o m e m . W y j d ź , on się nie będzie bronił,

i litości p r z e m i e n i a j ą c y swobodnie p o s t a w ę niechęci w szczególną

złapiesz go, zaniesiesz do rzezaka, będzie co jeść, będzie szabas. I tak

życzliwość, r o z r z u t n ą g o ś c i n n o ś ć . I n n i , najwięksi z p i s z ą c y c h u j m ą tę

z r o b i ł a . P o s z ł a , jest, g ę ś d u ż a . W s p a n i a ł a , t ł u s t a . Ł a p i e gęś — nic.

k w e s t i ę tak o t o : „ - w i d z i pan, j a z Ż y d a m i jestem za pan brat — tak

Niesie j ą — nic. N o i wszyscy (gęś) z j e d l i . "

18

mniej więcej w y g l ą d a ł a jego o d p o w i e d ź (Lechonia — JO) — i ze

Niestety nie ma relacji o dokonaniach Elimelecha, p o c h o d z ą c y c h

mnie spec o d ż y d o l o g i i , t a k i , że m ó g ł b y m t r a k t a t n a p i s a ć . C i co

o d samych c h a s y d ó w . Zapewne w i n n y m z u p e ł n i e świetle ukazywa­

Ż y d ó w nie z n a j ą , m y ś l ą że o n i s ą chytrzy, p r z e w r o t n i , wyrafinowani,

łyby one cadyka i jego cuda. Z drugiej jednak strony wczytując się

z i m n i — a dopiero trzeba n a p r a w d ę z n i m i b e c z k ę śledzi zjeść, żeby

w t c h n ą c e autentyzmem opisy chasydyzmu, takie jakie odnajdujemy

wiedzieć, że o n i są n a i w n i . A l e c a ł a rzecz w t y m , że to jest n a i w n o ś ć

w k s i ą ż k a c h Singersa, rodzi się natychmiastowe p o r ó w n a n i e święto­

doczepiona

bardziej

b l i w y c h c a d y k ó w z n i e k t ó r y m i postaciami b ł o g o s ł a w i o n y c h i świę­

romantyczni o d Szopena) doczepiony d o trzeźwości, o n i są u w a ż a

tych w katolicyzmie. O t ó ż tych pierwszych wydaje się charakteryzo­

pan, n a i w n i e n i e n a i w n i ( p o d k r . — JO) i romantycznie trzeź­

wać,

wi."

do c h y t r o ś c i a t a k ż e r o m a n t y z m (bo są

1 0

Kim

j a k o b y rzadko p o j a w i a j ą c a

się u drugich, p r z y z i e m n o ś ć

(historia z gęsią), ś w i a d o m a rezygnacja ze wzniosłości, wreszcie tak
b y ł cadyk Elimelech, k t ó r e m u z a w d z i ę c z a m y

fenomen

W i a d o m e są d o k ł a d n i e daty jego narodzin i śmierci, 1717—1787.

u d e r z a j ą c a prostota żelaznej argumentacji w udzielanych radach lub
teatralizacja w d o b r y m znaczeniu w d o p e ł n i a n y c h

w ę d r ó w k i d o jego g r o b u Ż y d ó w z najdalszych stron ś w i a t a ?
11

czynnościach

(wszedł, r o z e b r a ł się, s t a n ą ł , patrzy). Nieraz naturalnie tworzone

N i m p r z y b l i ż o n a zostanie C z y t e l n i k o w i oficjalna wiedza o d o k o n a ­

opozycje, skontrastowanie

niach ś w i ę t o b l i w e g o m ę ż a , w s p ó ł t w ó r c y chasydyzmu, w a r t o o d w o ­

p r z e c z ą c y c h ) w udzielanych radach oraz podobne skontrastowanie

ł a ć się d o przechowywanej o n i m p a m i ę c i w ś r ó d

w samym p o s t ę p o w a n i u , m o ż n a łączyć z g ł ę b o k i m

mieszkańców

sądów orzekających

(twierdzących i
poczuciem

L e ż a j s k a . Przed t y m jeszcze k r ó t k a informacja o t y m miasteczku,

h u m o r u , a więc ś w i a d o m i e c e l e b r o w a n ą z a b a w n o ś c i ą . Rabinackim

j a k i m b y ł o ono przed n i e s p e ł n a p ó ł wiekiem. Pod koniec okresu

czy chasydzkim m i s t r z o m s ł o w a , zdaje się, nigdy nie t o w a r z y s z y ł o

m i ę d z y w o j e n n e g o m i e s z k a ł o w n i m 4 tysiące P o l a k ó w i 4 tysiące

to, co z w y k l i ś m y o g ó l n i e o k r e ś l a ć j a k o ponure namaszczenie i ciężką

Ż y d ó w . Ponadto z a m i e s z k i w a ł a Leżajsk bliżej n i e o k r e ś l o n a liczba

p o w a g ę , ó w stan c z ę s t o n a w i e d z a j ą c y p r z y w ó d c ó w , fatalnych dyda­

Ukraińców, Rusinów (unitów, greko-katolików, prawosławnych),

k t y k ó w i w s p ó ł c z e s n y c h uzdrowicieli, e n e r g o t e r a p e u t ó w , mesmerys-

O r m i a n , K a r a i m ó w , C y g a n ó w i chyba T a t a r ó w . Leżajsk

tów i in.

słynie

zcudownego s a n k t u a r i u m Najświętszej M a r i i Panny w i m p o n u j ą c e j ,

Przedstawione uwagi, zaledwie z a r y s o w u j ą i to g r u b y m k o n t u ­

barokowej bazylice oo. B e r n a r d y n ó w — i z niezwykle skromnego

rem niezwykłe, nieprawdopodobnie barwne postaci c a d y k ó w . Przy

ohelu, nie m a j ą c e g o ż a d n y c h w a r t o ś c i stylowych. Ó w ohel o c a l a ł na

b r a k u lepszych ź r ó d e ł nieocenione o k a z u j ą się t u opisy Singersa:

miejscowym kirkucie, prawie d o s z c z ę t n i e zniszczonym. G r o b o w i e c

„ W r e s z c i e p o c z ę t o z w r a c a ć się do reb Borucha, owego „ b a b s k i e ­

opromienia k u l t c a d y k a - c u d o t w ó r c y Elimelecha. Przed w o j n ą mias­

go cadyka".

to p o s i a d a ł o zabytkowe synagogi, c e r k i e w k ę z 1831 r. i p r o ś w i t ę .

specjane amulety m a j ą c e p r z e m ó c z a r a z ę . S p r z e d a w a ł też w worecz­

Ż a d n a z tych b u d o w l i nie o c a l a ł a . N a t o m i a s t ohel Elimelecha

kach rozmaite suszone zioła. O d u r o k u m i a ł bursztyn, p o c h o d z ą c y

Reb

B o r u c h p r a c o w a ł c a ł y m i d n i a m i , wypisując

p r z e t r w a ł w o j n ę i jego ocalenie łączy miejscowa l u d n o ś ć z wydarze­

od cadyka z Kozienic ( w przypisie: u w a ż a n e g o za c u d o t w ó r c ę

niem c u d o w n y m :

w X V I I I w . — JO), k a w a ł k i osmolonego c u k r u z c z a s ó w pradziada,

„ W czasie wojny N i e m c y chcieli (ten g r ó b ) r o z k o p a ć , ale nic się
nie u d a ł o ; ten co z a c z ą ł k o p a ć — j a t a m nie wierzę, ale — d o z n a ł
przestrachu. Z a c z ą ł u c i e k a ć w lasy, w pola. Z w a r i o w a ł . "
„W

czasie w o j n y

trzech e s e s m a n ó w

grób

p r o r o k a , bo m ó w i o n o , że b y ł o n w z ł o t y m c a ł u n i e pochowany.
R o z k o p a l i g r ó b , ale dostali przestrachu, zlękli się czegoś, zaczęli
uciekać, a potem z w a r i o w a l i . "

opaski i c z a r o d z i e j s k ą oliwę z Safedu. Wszystkie jego c ó r k i (cztery,
niewidome — JO) p o m a g a ł y m u przy p a k o w a n i u ziół, nalewaniu

1 2

z a c z ę ł o niszczyć

sznury wilczych z ę b ó w , czarne „ d i a b e l s k i e paluszki", jedwabne

1 3

A l i n a C a ł a i W ł a d y s ł a w Bartoszewski niezwykle dociekliwie

o l i w y i szyciu opasek.
D o b ó ż n i c y w c i ą ż p r z y b i e g a ł y kobiety, o t w i e r a ł y

drzwiczki

świętych arek z r o d a ł a m i i o c h r y p ł y m i o d nieustannego p ł a c z u
g ł o s a m i w o ł a ł y do świętych z w o j ó w pergaminu: — Litości dla
mojego dziecka, z m i ł o w a n i a dla źrenicy mego oka!

umieszczają przekonania o c u d o w n y m przetwaniu ohelu Elimelecha

Z twarzami p r z e s ł o n i ę t y m i c h u s t k ą , u k r y w a j ą c się przed wzro­

w szerszych o wiele mniemaniach o nadprzyrodzonych, czy wprost

k i e m m ę ż c z y z n , s n u ł y się po b ó ż n i c a c h , p o d c h o d z i ł y do m o d l ą c y c h

diabelskich p r z y m i o t a c h samych Ż y d ó w , to z n ó w sił e m a n u j ą c y c h

i płakały:

24

�— Módlcie się, Ż y d z i , za Ł a j ę c ó r k ę C h a n y - D w o j r y ! O d m ó w c i e
psalmy z S y m c h ę Majera, syna F a j g i - H u d e l ! "

Ż y d z i . W t y m też duchu w y j a ś n i a n a jest geneza k w i t l e c h ó w w oficjal­
nych opracowaniach j u d a i s t y c z n y c h .

19

21

N i e k t ó r z y cadycy, c h r o n i ą c się w ś r ó d swych w y z n a w c ó w przed

I z n o w u nieodparcie nasuwa się potrzeba sięgnięcia do singerow-

przytłaczającą ich p o p u l a r n o ś c i ą , g o t o w i byli — w e d ł u g Singersa

skich o p i s ó w , aby p r z y w o ł a ć obraz religijnych p r a k t y k chasydzkich,

— nawet p r z e k l ą ć zbyt n a t r ę t n y c h :

w k t ó r y c h w a ż n ą , a nieraz z a s a d n i c z ą rolę o d g r y w a ł y niepozorne

„ A gdy k t ó r a ś bardziej n a t r ę t n a

(niewiasta) d o m a g a ł a

się

natychmiastowego b ł o g o s ł a w i e ń s t w a , cadyk nie cofał się nawet
przed p r z e k l e ń s t w e m .
— D o kroćset d i a b ł ó w ! — w y b u c h a ł . — C z e g ó ś c i e się mnie uczepiły.
Nie możecie p o j e c h a ć gdzie indziej? Wszak nie b r a k c a d y k ó w na
świecie."

20

karteluszki, c z ę s t o — z uwagi na p o t r z e b ę (ze strony wiernego)
zwielokratniania p r o ś b y i uczynienia ich l e k k i m i , tak aby u n i o s ł y się
w podrzucie d ł o n i ą do g ó r y , a n a s t ę p n i e ł a g o d n i e o p a d ł y — tak
m a ł e , że t r u d n o b y ł o skrybie w y p i s a ć na nich o d p o w i e d n i tekst:
„ D z i a ł o się to dwunastego

dnia m i e s i ą c a T a m u z , na

przypada rocznica śmierci starego cadyka nieszawskiego,

który
ojca

obecnego cadyka reb M e ł e c h a . Z j e c h a ł o się wielu w i e r n y c h . N a

Kwitlech znaczy d o s ł o w n i e karteczka. Wszystkie też przejrzane
w ohelu Elimelecha kwitlechy o k a z a ł y się najskromniejszymi karteluszkami, część nawet ś w i s t k a m i papieru n i e d o k ł a d n i e przedartego

cmentarzu, nad grobem cadyka, paliły się setki świec, a Ż y d z i rzucali
tysiące karteczek (z p r o ś b y m i o wstawiennictwo na t a m t y m świecie
— JO). Szamesi siedzieli przy stolikach, pisali k w i t k i i t a r g o w a l i się:

czy wydartego z zeszytu. O d n o s i ł e m w r a ż e n i e , że przybysze z najod­

— M i e d z i a k ó w nie w e z m ę , mniej o d k o r o n y nie w e z m ę — m o w y nie

leglejszych stron, j a k też chasydzi miejscowi, z n a j ą c y nasze realia,

ma!

w ostatniej c h w i l i zaopatrywali się w najbardziej d o s t ę p n y papier,

K o b i e t y w chustkach n a s u n i ę t y c h a ż na oczy stały na uboczu, nie

dzienniczek czy zeszyt w k r a t k ę . Nonszalancja albo nie p r z y w i ą z y ­

m a j ą c odwagi zbliżyć się do grobowca cadyka, gdzie b y ł o t y l u

wanie uwagi do spraw d r u g o r z ę d n y c h ? Inaczej zasadniczo, aniżeli

m ę ż c z y z n . I m s t a ć przystoi z daleka, j a k ż e b r a k o w i

w znanych m i p r a k t y k a c h w o t y w n y c h , przy k t ó r y c h

ogromnego

o j a ł m u ż n ę w drzwiach. Biedni c h ł o p c y sprzedawali z k o s z y k ó w

nieraz znaczenia n a b i e r a j ą w ł a ś n i e d r u g o r z ę d n e cechy przekazu,

świeczki, papier, a nawet placuszki i w ó d k ę . Ż y d z i b o w i e m p o p i j a j ą

przyjmując p o s t a ć k u n s z t o w n ą , nierzadko w s p a n i a ł ą artystycznie.

„ n a z d r o w i e " na c m e n t a r z u . "

błagającemu

22

W przypadku wielu w o t ó w m o ż e m y na pewno m ó w i ć , że obcujemy

P r z y p o m n i j m y co z n a c z ą s ł o w a , hebr. chasid „ p o b o ż n y , bogobo­

z dziełami sztuki. N a t o m i a s t nic takiego nie s p o s ó b w y p o w i e d z i e ć ,

j n y " , hebr. cadik „ s p r a w i e d l i w y " . Elimelech n a l e ż a ł do trzeciej j u ż

oglądając najstaranniejsze

generacji c h a s y d ó w . M a j ą c p o w o ł a n i e rabinackie m ó g ł w otoczeniu

nawet p o d w z g l ę d e m pisma kwitlechy.

W y s t ę p o w a ł b y t u j a k i ś p o g ł o s o s t r z e ż e ń i z a k a z ó w przed obrazowa­

przekupnych s z a m e s ó w ,

niem? Być m o ż e tak w ł a ś n i e . A l e nie n a l e ż y w y k l u c z y ć , że do tych

Josie

religijnych

wyznań

pisanych, p r z e n i k n ę ł y

bezpośrednie

wzorce

z p o k w i t o w a ń , p r a k t y k kupiecko — h a n d l o w y c h z j a k i c h korzystali

Kaleba,

takich j a k i c h poznajemy na stronicach

z n a j d o w a ć dostatecznie wiele z a c h ę t y , s z c z e g ó l n e g o

rodzaju b o d ź c ó w do rozwijania i doskonalenia oryginalnej, własnej
d o k t r y n y . Zaliczany jest do chasydzkich a s c e t ó w .

N i m osiadł

I I . 1. K w i t l e c h y w ohelu cadyka z Radomska. Fot. M o n i k a
Krajewska, i l . 2. M o n i k a Piwowarska, z c y k l u „ T r a w y " , frottage
z gwaszem

25

�w L e ż a j s k u , wraz z bratem Zusyamem z A n n o p o l a w ę d r o w a ł od wsi

zdrowego ciała duszy

d o wsi, zjednując sobie z w o l e n n i k ó w p o n a d k a h a ł a m i ( g m i n a m i

b ł o g o s ł a w i e ń s t w a szczęścia

ż y d o w s k i m i ) , przypisanymi do r a b i n ó w , uczonych t a l m u d y s t ó w ,
c z ę s t o g a r d z ą c y c h swymi amoracami (hebr. am ha-arec

„nieuk,

p r o s t a k " ) . Była t o kontynuacja p r a k t y k t w ó r c y chasydyzmu Baal
Szem T o w a . Pierwsze dwa s ł o w a t ł u m a c z o n e są j a k o c u d o t w ó r c a , co
jest r ó w n o z n a c z n e z p o j ę c i e m s ł a w n e g o c z ł o w i e k a , a w k o n t e k ś c i e
T o w , Pan

(lub „ p o s i a d a c z " ) dobrego imienia. W e d ł u g

Witolda

2 3

T y l o c h a , m o ż e to nawet z n a c z y ć „ d o b r y c u d o t w ó r c a " . I n i e w ą t p l i wie — ś w i a d c z ą o t y m dzieła cadyka — ideał ten

przyświecał

Pejaga Dejszel c ó r k a Brochy Rojzel
zdrowego ciała duszy
b ł o g o s ł a w i e ń s t w a szczęścia
Chanineja Joat c ó r k a Brochy
zdrowego ciała i duszy b ł o g o s ł a w i e ń s t w a
powodzenia w poczynaniach wszystkich
Rachil Brajandel c ó r k a H i n d y

Elimelechowi w s t o p n i o w y m doskonaleniu g ł o s z o n y c h nauk. W ę d ­

zdrowego ciała duszy

rując o d wsi do wsi, rozwijał właściwe rozumienie ascetyzmu. O t ó ż

spokoju i p r z y j e m n o ś c i

nie w y m a g a ł go o d innych! W y c h o d z i ł z z a ł o ż e n i a , że „ m u s i m y j e ś ć " .

błogosławieństwa

A więc nie m o ż n a w y k l u c z a ć tego istotnego faktu z egzegezy. Hebr.

szczęścia

24

dewekut, „ p r z y l g n i ę c i e , zgłębienie się w B o g u " , w y n i k a j ą c e z dewek u t nakazy d o t y c z ą c e p o w i n n o ś c i doskonalenia życia duchowego,
w e w n ę t r z n e g o , p o t r a f i ł g o d z i ć z w y m o g a m i materialnego bytowa­
nia. M ó w i ą c inaczej nie rozdzielał d w ó c h naczelnych kategorii

Ten pacierz m o ż n a by p r z e d ł u ż y ć do k i l k u stron i zawsze będzie
sią p o w t a r z a ł o — „ c i a ł o " przed „ d u s z ą " .
K a ż d ą halachę

( k a ż d e s f o r m u ł o w a n i e prawne w misznie) nieod­

egzystencjalnch, b y ć i m i e ć . W i ą z a ł o się z t y m przekonanie, że

parcie kojarzy się z K o r a n e m . W ó w c z a s kiedy czarni muzumanie

p o w i n n o ś c i ą baal szema, cadyka, a więc m ę ż a sprawiedliwego jest

uczyli mnie w j e d n y m z wielu swoich m e c z e t ó w

nie t y l k o piecza nad d u c h o w o ś c i ą powierzonych m u w y z n a w c ó w ,

liturgicznego śpiewu, p o ł ą c z o n e g o z t a ń c e m , l i , l i , l i i i lach. Wydawa­

lecz r ó w n i e ż zjednoczenie z ich powszednimi troskami. T a k i m i

ło m i się też, że p o z n a j ę prawa moralne, ostateczne. P o w s t a ł y one na

w ł a ś n i e , j a k i e o d k r y w a m y w leżajskich kwitlechach:

kontynencie s ą s i e d n i m .

w

Dakarze

Pod koniec życia Elimelech wycofał się z p o w i e n n o ś c i wobec
Barach N a t a n syn H i n d y zdrowego ciała

gminy leżajskiej. Poświęcił się r o z m y ś l a n i o m i kontemplacji absolu­

duszy p o s t ę p ó w w nauce T o r y

t u , s p o s o b i ą c się do śmierci nie w religijnej ekstazie, lecz w mistycz­

Periada Szefrinda c ó r k a H i n d y

n y m d o ś w i a d c z e n i u (hebr. dewekut

zdrowego ciała duszy b ł o g o s ł a w i e ń s t w a

w Bogu").

powodzenia we wszystkich sprawach

„przylgnięcie, zgłębienie się

N o ' a m Elimelech w p a m i ę c i m i e s z k a ń c ó w Leżajska z a c h o w a ł

A h e r e n C w i syn Jechebeli zdrowego ciała

m i a n o d o d a t k o w e , syna Eleazara L i p m a n a . D ł u g o po jego śmierci,

duszy b ł o g o s ł a w i e ń s t w a powodzenia

w t y m ż e miasteczku k o n t y n u o w a ł n a u k i Elimelecha rebe Meilech

w sprawach wszystkich

Weisblum.

Brocha Rojzel c ó r k a H i n d y

Sam

zaś Elimelech p o z o s t a w i ł dzieła takie, j a k

Va-Yikara,

zdrowego ciała duszy spokoju p r z y j e m n o ś c i

n a s t ę p n i e Shelah oraz Va- Yera. D o c z e k a ł się u c z n i ó w , w y z n a w c ó w

b ł o g o s ł a w i e ń s t w a wszystkim poczynaniom

na świecie, a t a k ż e paru o p r a c o w a ń , w ś r ó d k t ó r y c h zwraca u w a g ę ,

powodzenia

A . H . S. B . Michelson, Ohel Elimelekh,

Rachel D i n a c ó r k a Brachy Rojzel

Elimelekh

mi Lyzansk,

1914, czy B. Landau, R.

1963.

PRZYPISY
1

T ł u m a c z y ł a z jidisz pani dr A l i n a C a ł a .

2

R w i e się d o ł o p a t y — tak to b r z m i d o s ł o w n i e .

3

W . Bartoszewski, Kategoria

ludowej (na przykładzie

żydowskiej

miejscowej szkoły, Józefa Depowskiego, w 1975 r o k u pani M a r i a n ­
nie Ignatowicz.

,,swój — obcy" w polskiej
mniejszości

etnicznej),

kulturze
Warszawa

1 3

A . C a ł a , Wizerunek Żyda

w polskiej

kulturze ludowej, Instytut

Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, 1987, s. 136

Etnografii

1 4

U n i w e r s y t e t u Warszawskiego pod k i e r u n k i e m Pana prof, d r W i t o l ­

1 5

T a m ż e s. 143

da D y n o w s k i e g o .

1 6

W . Bartoszewiski, op. cit., s. 109. A l i n a C a ł a nie podziela tego

1980,

4

s. 81—82, 90; praca magisterska w Katedrze

D . T o m c z y k Baszkiewicz, „Zewnętrzne

komparatywne

nad przysłowiem

-macedońskich,

(w:) Ludowość

etnicznym

5

i stereotypy,

badania

1 7

Zapis M a r i a n n y Ignatowicz.

Fokłorystyczne.

1 8

Zapis M a r i a n n y Ignatowicz.

W r o c ł a w 1974;

op. cit.

O. H u g o l i n L a n k a m m e r O F M , Słownik

biblijny,

Katowice

1984, K s i ę g a r n i a Ś W . Jacka, s. 138
6

Wiadomość

zawdzięczam

stwierdzenia.

bułgarsko-

z terenów

dawniej i dziś. Studia

W r o c ł a w 1973; Z . M i t o s e k , Literatura
Bartoszewski,

i wewnętrzne"

T a m ż e , s. 135

1 9

Singers, op. cit., s. 166

2 0

T a m ż e , s. 232

2 1

W . T y l o c h , Judaizm,

K A W , Warszawa 1987, s. 248; „ C a d y k a

u t r z y m y w a l i jego zwolennicy, k t ó r z y odwiedzali go, aby o t r z y m a ć

pani H u

Pei

Fang. Z

chińską

o d niego rady lub specjalne zachwalane ś r o d k i pomocy (hebr.

k o n c e p c j ą uznawania w ą t r o b y j a k o siedliska u c z u ć w o l i t y w n y c h

segullot),

koresponduje znaczenie przyznawane n e r k o m w Starym Testamen­

powodzenie i t p . W zamian za to obdarzali go p i e n i ę d z m i (hebr.

cie. N e r k i — siedlisko r a d o ś c i (Prz 23, 15), w o l i i sumienia (Ps 16, 7;

pidjon

26,2), s m u t k u (Ps 73, 21), p o s p o ł u z sercem, duchowe w n ę t r z e

z k r ę g u swych z w o l e n n i k ó w oraz na utrzymywanie swego d o m u .

c z ł o w i e k a (Jr 11,20; 17, 10; 20, 12; A p 2, 23).

P r o w a d z i ł o to nieraz do tego, że n i e k t ó r z y gromadzili

7

G . van der Leeuw, Fenomenologia

8

Tłumaczyła Alina Cała.

9

Izrael Josne Singers, Josie Kalb, P I W , Warszawa 1961, s. 256

religii, Warszawa 1978

" w y k u p " ) , k t ó r e p r z e z n a c z a ł na wspieranie p o t r z e b u j ą c y c h
osobiste

bogactwa i żyli niezwykle z a m o ż n i e . W i ę k s z o ś ć jednak c a d y k ó w żyła
skromnie i w u b ó s t w i e z d o b y w a j ą c sobie uznanie w i e d z ą i świętobli-

1 0

W . Gombrowicz, Wspomnienia polskie,

1 1

Encyklopedia

1 2

W i a d o m o ś ć przekazana przez h i s t o r y k a L e ż a j s k a , d y r e k t o r a

Judaica,

o b e j m u j ą c e spisane na k a r t k a c h m a j ą c e z a p e w n i ć zdrowie,

Warszawa 1987, s. 166

Jerusalem 1972, v o l . 6, s. 661

wością".
2 2

Singers, op. cit., s. 217

2 3

T y l o c h , op. cit, s. 245

2 4

Przekład: Alina Cała.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10122" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10100">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/044f5bda19d866151a3e9d7730a00706.pdf</src>
        <authentication>476c1f0fa19ccc1bfc15837a3d5aca22</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120440">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3549</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120441">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120442">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3326</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120443">
                <text>Symbolika płaskorzeźb na cmentarzach żydowskich w Polsce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120444">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.45-59</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120445">
                <text>Krajewska, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120446">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120447">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120448">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120449">
                <text>II. 44. Orzeł jednogłowy na nagrobku kobiety. Tarnów

Monika Krajewska

SYMBOLIKA PŁASKORZEŹB NA CMENTARZACH ŻYDOWSKICH W POLSCE

1

„Na ziemiach naszych widzi się nieraz po
cmentarzach żydowskich przedziwne ka­
mienie grobowe, pomniki swoiście rzeźbio­
ne i karbowane długimi napisami, jakby
jakiś stronice księgi skalnej — a także
ozdobione rzeźbami symboli i obrazów.
Oprócz powikłanych linii i ornamentów, co
zda się rysują odbicie zawiłych dróg myśli
i tęsknot, spotyka się także rzeźby symboli
tradycyjnych. Czasem jakieś potężne kiście
winogron, czasem wieloramienne świeczni­
ki, to znów postacie jeleni i lwów. Ale także
gryfy i jednorogi — a niekiedy zrywający
się do lotu orzeł — zdobią te zapisane
stronice pomników. Jednak głównie same
napisy, poza treścią, już swą zewnętrzną
formą dają wyraz tym kamieniom.
Stąd taki kamień cmentarny wita cza­
sem przechodnia bardziej wymownym ob­
liczem niż niejedna twarz żyjącego człowie­
ka."
Stanisław Vincenz, Opowieść o żydows­
kim kamieniu

Sztuka nagrobków żydowskich, która rozwijała się przez wiele
wieków wszędzie tam, gdzie rozproszony był naród żydowski,
dostarcza nam niemało przykładów zapożyczeń ze sztuki lokalnej
otaczających narodów oraz wpływu stylów obowiązujących w sztu­
ce danej epoki. Było jednak coś, co zaważyło na niej trwale
i zdecydowało o jej odrębności: to zasady religii mojżeszowej
i wywodząca się z nich tradycja, strzeżona przez kolejne pokolenia.
Jednym z najważniejszych czynników był biblijny zakaz przedsta­
wiania postaci, ujęty w słowa: „Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej
czegokolwiek, co jest na niebie w górze i co jest na ziemi w dole,
i tego, co jest w wodzie pod ziemią" (Pwt 5:8; por. też Wj 20:4 i Pwt 4:
16—18) . Uproszczeniem czy zgoła fałszem byłoby twierdzenie, że
zakaz ten był traktowany dosłownie. Przeczą temu niezliczone
2

przejawy sztuki żydowskiej, od mozaik i malowideł w starożytnych
synagogach Azji Mniejszej, przez zdobione groteskami średniowie­
czne rękopisy, tarcze na Torę z postaciami Mojżesza i Aarona,
srebra szabasowe i paschalne z przedstawieniami scen biblijnych
i obyczajowych, po zachowaną jeszcze tu i ówdzie polichromię
polskich bóżnic, pełną realistycznych i fantastycznych zwierząt.
Zawsze jednak towarzyszyła temu świadomość zakazu; często też
dążność do jego — choćby częściowego — poszanowania. Tak
powstały różne iluminowane rękopisy, między innymi tzw. „ptasia
Hagada" z X I I I / X I V w., w której głowy ludzkie zastąpiono ptasimi.
W polichromii bóżnicy w Łańcucie gałęzie drzew zasłaniają twarze
w scenie ofiarowania Izaaka. Takich przykładów jest wiele. Było
i tak, że twarze postaci biblijnych i alegorycznych na sprzęcie
bóżniczym wgniatano, co Bałaban nazywał „obskurantyzmem
religijnym". Spory o to, co jest dozwolone, trwają od starożytności
po dziś dzień. Czerpią one argumenty z różnych interpretacji: dla
jednych zakaz skierowany był tylko przeciwko przedstawieniom
plastycznym, mogącym służyć bałwochwalstwu, inni zaś rozszerzali
go na każdą rzeźbę, a nawet wszelką sztukę figuratywną, ze
szczególną podejrzliwością traktując podobiznę twarzy ludzkiej.
Sztuka cmentarnych kamieni odzwierciedla te kontrowersje.
Diamant wspomina przypadek obrazobórstwa, który spowodował
„niewinny" nagrobek na cmentarzu w Białymstoku. Problem
dobrze obrazuje walka o rzeźby nagrobne na cmentarzu przy ulicy
Gęsiej w Warszawie opisana przez I . Schipera : „Zwycięstwo
odniesione przez asymilatorów w sprawie napisów nagrobkowych,
zachęciło niektórych z nich do uczynienia wyłomu również w spra­
wie rzeźbionych dekoracji na pomnikach. Wedle przepisów religij­
nych i ściśle obserwowanych przez ortodoksję zwyczajów mogły być
na nagrobkach umieszczane uświęcone tradycją dekoracje o moty­
wach zaczerpniętych ze świata zwierzęcego (lwy, jelenie, niedźwie­
dzie, owce, ptactwo itp.) i roślinnego (kosze z owocami, winne
grona, listowie etc.) oraz powtarzające się od wieków w żydowskiej
sztuce cmentarnej symbole, jak ręce błogosławiące, dzbanek lewi­
3

4

5

ci

�dzia w roli dobroczyńcy (Łowicz), lwa lejącego wodę z dzbana
— w roli lewity (Warszawa, Szydłowiec). Dalszym krokiem w tym
kierunku jest frapujące przedstawienie lwów z ludzkimi dłońmi i
zaciśniętymi na uchach dzbana (Lublin).
Jako sprytne ominięcie biblijnego zakazu można też potrakto­
wać przykład z Pragi, gdzie na nagrobku widać postać kobiety
z wyraźnie zaznaczonym tylko jednym uchem.
Tajemniczym wyjątkiem od tradycji omijania postaci ludzkiej
był nieistniejący już nagrobek Abrahama Hailperna, marszałka
sejmu żydowskiego, pochowanego w 1762 r. w Lublinie. Przedsta­
wiona tam naga postać z łukiem to według jednych Artemida
(Bałaban), według innych — starzec (Schiper).
Za odstępstwo od zasady uważa się też nagrobek zmarłego
w 1679 r. rabina Aarona Szymona Spiry na cmentarzu w Pradze: zza
epitafium „wychyla się" twarz brodatego mężczyzny w kapeluszu
—jest to portret rabina. Na nagrobkach z tego okresu występują też
postaci kobiet, i to niekiedy z odsłoniętymi piersiami i brzuchem!
Przypadki rzeźbienia postaci ludzkiej na tradycyjnych nagrob­
kach należą do wyjątków, zwłaszcza w Polsce. Liberalniej traktowa­
no zakaz „czynienia podobizny rzeźbionej" wśród Żydów sefarydyjskich. Dowodem tego jest słynny cmentarz Ouderkerk pod Amster­
damem, założony przez Żydów przybyłych z Portugalii w X V I I w. . I
Płaskorzeźby na nagrobkach przypominają bardziej dekorację
pałacową i kościelną niż nagrobki żydowskie stawiane w tym czasie
w Europie Wschodniej. Realistyczne płaskorzeźby przedstawiają
sceny biblijne i inne motywy zakorzenione w sztuce żydowskiej, ale
także herby rodowe i motywy rodem z epitafiów chrześcijańskich:
czaszki i piszczele, uskrzydloną klepsydrę, płaczące amorki. Bogact­
wo przedstawień biblijnych jest imponujące: Dawid grający na
harfie, Abraham gotów do ofiarowania Izaaka, Jakub śniący
drabinę z aniołami, królowa Saba w odwiedzinach u króla Salomo­
na, Mojżesz z tablicami Przymierza, Mordechaj na koniu, patriar- . 1
chowie... Szczytem odstępstwa od ascetycznego wątku w tradycji
żydowskiej jest podwójny nagrobek małżonków Samuela i Racheli
Teixeira. Nad epitafium żony widnieje scena z umierającą położni­
cą (biblijna Rachela umarła w połogu) i kilkunastoma osobami
zgromadzonymi wokół jej łoża, z których jedna pokazuje matce
niemowlę. Nad epitafium męża przedstawiony jest młody Samuel
w Przybytku, jako ilustracja sceny objawienia, opisanej w I Księdze
Samuela. Przed młodzieńcem stoi — rzecz zupełnie wyjątkowa nie
tylko na nagrobku, ale w ogóle w sztuce żydowskiej — Bóg w całej
swej postaci!
Na innym cmentarzu założonym przez Żydów przybyłych
z Portugalii — w Altonie pod Hamburgiem — uwieczniono takie
motywy jak Dawid w jaskini lwów, Jakub i drabina z aniołami,
Rachela pasąca trzodę (o wyglądzie kóz), Józef wśród braci, Mojżesz
wydobywający wodę ze skały i Ewa z wężem w raju. Może
najciekawsze jest przedstawienie mężczyzny, któremu dłoń z nieba
wkłada wieniec na głowę, a śmierć kładzie dłonie na ramionach.
Porównanie „liberalnej" tradycji sefardyjskiej z „surową" aszkenazyjską każe zastanowić się, czy zakaz pokazywania postaci
ludzkiej zubożył, czy też przeciwnie — wzbogacił sztukę kamieni
nagrobnych. Z pewnością był on bodźcem do szukania ciekawych
rozwiązań, opartych na aluzji i metaforze. Możliwe, że przyczynił się
do powstania bogatego zestawu motywów symbolicznych, które
stanowią o wartości tej sztuki. Symbole te wywodzą się z zasad religii
mojżeszowej, ze starożytnej historii Izraela, ze średniowiecznej
mistyki żydowskiej oraz z wierzeń i tradycji, które rozwinęły się
w krajach diaspory. Prawie zawsze rzeczywistość, do której nas
odsyłają, to świat religii żydowskiej. Ona też jest kluczem do ich
odczytania.
Spróbujmy przyjrzeć się motywom reliefów nagrobnych, spoty­
kanych na cmentarzach żydowskich w Polsce. Interesować nas będą
zwłaszcza te, które mają znaczenie symboliczne, poczynając od tych,
które odwołują się do osoby zmarłego, jego pochodzenia, funkcji
religijnej, cech indywidualnych, aż po bardziej ogólne i wieloznacz­
ne.
D ł o n i e w g e ś c i e b ł o g o s ł a w i e ń s t w a , stykające się
kciukami i palcami wskazującymi, o dwóch ostatnich palcach
odchylonych, oznaczają kapłanów — kohenów (hebr.: kohen,
;

II. 45. Orzeł dwugłowy, w „sercu", pośrodku, litery rozpoczynające
epitafium, nad nim korona; w roślinny ornament okalający inskryp­
cję wplecione sylwetki jeleni. Piotrków, pocz. X I X w.
tów, tarcza Dawida, świecznik siedmioramienny, gasnące świeca itp.
Nie były natomiast dopuszczalne dekoracje figuralne, przedstawia­
jące postać ludzką lub aniołów na podobieństwo człowiecze".
Walka ta, przynajmniej formalnie, skończyła się tym, że „na
nagrobkach — chociażby stały na ,grobach postępowych' — nie
wolno było w myśl regulaminu cmentarnego z 1913 r. ustawiać figur.
Zabronionym też było przyozdabianie nagrobków fotografiami
zmarłych lub symbolami sprzecznymi z żydowskimi pojęciami
religijnymi." Bodźcem do wydania tego zakazu były — jak przypu­
szcza Schiper — „przemycone odchylenia od tradycji". Jednym
z tych wyjątków, do dziś zachowanym na cmentarzu, jest zdobny
w rzeźby amorków nagrobek Bergsonów. Nie dopiął jednak celu M .
Fajans, który już w 1987 r. próbował postawić na grobie swojej żony
Pauliny okazały nagrobek z dekoracją figuralną. Projekt pomnika
przedstawiający m.in. anioła został początkowo przyjęty przez
Dozór cmentarza, jednak gdy sprawa oparła się o rabinat zezwole­
nie cofnięto i na gotowym już pomniku aniołka przekuto na
klepsydrę, zostawiając zresztą skrzydła.
Największy sprzeciw, posunięty nawet do niszczenia i usuwania,
wywołały w latach dwudziestych pełnoplastyczne rzeźby Abrahama
Ostrzegł, który „ośmielił się zaludnić cmentarz żydowski aniołami"
—jakkolwiek twarze ich były ukryte w dłoniach, w zgięciu ręki lub
osłonięte skrzydłami ( i i 4). W końcu jednak przyzwyczajono się do
rzeźb Ostrzegł. Te przejawy dążenia do nieskrępowanej wypowiedzi
artystycznej nie należą jednak do tradycji żydowskiej sztuki nagrob­
nej. Na tradycyjnych nagrobkach Żydów aszkenazyjskich, a więc
także i polskich, nie spotykamy prawie nigdy postaci ludzkiej.
Wśród tysięcy tradycyjnych macew o przebogatych motywach na
cmentarzu warszawskim autorka znalazła dotąd zaledwie cztery
płaskorzeźby przedstawiające postać ludzką, i to za każdym razem
odwróconą tyłem. W dwu przypadkach postać jak gdyby unosi się
ku niebu i jest uzupełnieniem popularnej sceny z trzodą owiec
u studni (il. 25). Kiedy indziej jest to rybak nad rzeką wyposażony
w sieć i koszyk , raz zaś postać na mostku — może też rybak a może
pasterz. Są to nagrobki z I połowy X I X w.
Różne były sposoby przedstawiania możliwie bogatych treści bez
użycia postaci ludzkiej. Typowym chwytem jest wyobrażenie pars
pro toto, tzn. ręki trzymającej dzban, pióro, księgę, świecę, nóż do
obrzezania, skarbonkę lub datek dobroczynny (il. 26—28, 33). Były
podobno nawet spory, ile ręki można pokazać; czasem część powyżej
dłoni ukryta jest w chmurach. Inny sposób to niejako zastąpienie
człowieka przez zwierzę. Mamy więc lwy trzymające w łapie otwartą
księgę lub zwój Tory (Szydłowiec, Warszawa), lwa wrzucającego
pieniądze do skarbonki (Przytyk, Żyrardów, Warszawa), niedźwie­
6

7

8

46

9

10

�otwartych książek lub grzbietach bywają wyryte tytuły modlitewni­
ków lub dzieł rabinicznych ,a na grobach uczonych można spotkać
księgi z tytułami ich dzieł (np. na nagrobku Jaakowa Meszulama
Zeewa Ornsteina we Lwowie uwieczniono 4 tomy jego pracy Jeszuot
Jaakow) .Motyw
księgi, zdobiący nieraz całe kwatery cmentarza,
jest wyrazem uczoności, spełniania religijnego nakazu studiowania
Tory i Talmudu, a więc cnót wysoko cenionych przez społeczność
żydowską (il. 1,11,29, 30,41, 58). Jego wszechobecność każe jednak
sądzić, że chodzi często o uczoność przypisywaną zmarłemu raczej
niż autentyczną.
Z w ó j T o r y , przedstawiany o wiele rzadziej niż księgi, tym
silniej akcentuje uczoność i pobożność. Twórca reliefu wyobrażał
albo zwój rozwinięty jak podczas czytania Tory w synagodze
(Kraków — nowy cmentarz, Łódź, Tomaszów Mazowiecki), albo
zwinięty na wałki (Mińsk Mazowiecki, Ożarów, Trzebinia, Skarżys­
ko, Warszawa), albo też zwinięty i umieszczony w otwartej świętej
szafie — tak, jak się go przechowuje w synagodze (Lesko, Ożarów,
Sieniawa, Tarnów). Wtedy zazwyczaj wyryta jest na nim gwiazda
Dawida sugerująca, że zwój przyodziany jest w tzw. sukienkę (il. 26,
29), tzn. używany do tego ozdobny, haftowany futerał. Oryginalne
ujęcia to zwój Tory na stole obok książek (Warszawa) lub w obję­
ciach lwa, który pełni tu funkcję strażnika prawa religijnego
(Warszawa, i l . 31), a także zwój w zestawieniu z jeleniem (Warsza­
wa). Ciekawe, że rodały można spotkać też na grobie kobiety
(Białystok), choć kobiety nie uczestniczyły w odczytywaniu ich
II. 46. Bociany lub czaple trzymające w dziobach węże — aluzja do
czasów mesjańskich; w dolnej części reliefu lwy i waza z kwiatami.
w synagodze.
Chrzanów 1827 (?)
K o r o n a symbolizuje Torę, a szerzej — znajomość dzieł
religijnych, uczoność i pobożność. Koronę spotyka się na nagrob­
kohanim), tzn. potomków arcykapłana Aarona, który to ród pełnił kach w całej Polsce. Użyta w tym znaczeniu bywa podpisana keter
służbę ofiarniczą w Przybytku podczas wędrówki Izraela po pustyni,
Tora — korona Tory. Cnoty zmarłego obrazuje korona z wyrytym
a potem w Świątyni Jerozolimskiej (patrz I I — I V Ks. Mojż.).
na niej napisem keter szem tow — korona dobrego imienia,
W diasporze nadal obowiązują ich pewne szczególne wymogi co do
w nawiązaniu do cytatu z Pirke Awot (Przypowieści Ojców) 4:17:
czystości rytualnej. Podczas niektórych modlitw w synagodze
„Są trzy korony: korona Tory, korona kapłaństwa i korona
wznoszą oni dłonie, by pobłogosławić zebranym \ i ten właśnie gest
królestwa, ale korona dobrego imienia jest ponad nimi". Oryginalna
jest uwieczniony na ich nagrobkach (il. 30).
macewa, na której znajdują się wszystkie trzy korony z wypisaną
M i s a i d z b a n przedstawiane są koło siebie, bądź też woda
powyższą sentencją zachowała się w Łodzi (il. 32). Jest to jedyny
z przechylonego dzbana leje się do misy; czasem dodana jest dłoń
znany autorce przykład z terenu Polski, ale takie same trzy korony,
trzymająca dzban, a rzadziej — także dłoń obmywana. Wszystko to
również podpisane choć ubożej przedstawione, można znaleźć na
oznacza, że pochowany tu mężczyzna był lewitą, tzn. potomkiem
nagrobku w Splicie.
rodu Lewiego, który to ród wraz z kohenami pełnił ceremonie
Korona z napisem keter kehuna — korona kapłaństwa występuje
ofiarnicze w starożytnym Izraelu (patrz I I — I V Ks. Mojż.). Do nich
rzadko i oczywiście wyłącznie na nagrobkach mężczyzn z rodu
należy m.in. obmywanie kohenom rąk przed błogosławieństwem,
kohenów, uzupełniając motyw błogosławiących dłoni (Lesko, War­
stąd przedstawienie tej czynności lub potrzebnych do niej przyborów
szawa, i l . 30).
na ich nagrobkach.
Korona może też nawiązywać do faktu, że zmarły był ceniony
Spośród symboli nagrobnych tylko te dwa mają jednoznaczny
jako głowa rodziny lub gminy, przez skojarzenie z wersetem:
sens: rozwarte dłonie rzeźbiono wyłącznie na grobach kohenów,
„Spadła korona z naszej głowy" (Lm 5:15—17). Dlatego zapewne
dzbany — wyłącznie na grobach lewitów. Oba pojawiają się często,
korona bywa przechylona, jakby spadająca (Warszawa).
w wielu rejonach występują na grobach wszystkich kohenów
Obraz korony jako metafora przywództwa duchowego może
i lewitów, a w okolicach ubogich w dekorację plastyczną są czasem
wywodzić się też ze słów proroka Izajasza: „ W owym dniu będzie
jedynymi motywami. Widnieją zresztą wśród najstarszych znaków
na nowożytnych macewach; w Pradze pojawiły się w I I połowie X V I
I I . 47. Ptak karmiący pisklęta — symbol troski macierzyńskiej;
w.
złamane świece, korona — na nagrobku matki i córki. Szydłowiec
1868 (tłum. — 16)
D ł o ń t r z y m a j ą c a g ę s i e p i ó r o , samo pióro, lub też pióro
i kałamarz — wszystko to może wskazywać, że zmarły był soferem,
tzn. kopistą świętych tekstów: rodałów Tory, mezuzy — pergamino­
wego zwitka z modlitwą, przytwierdzonego do framugi drzwi
i tefilim — podobnych zwitków umieszczonych w pudełeczku
przymocowywanym przez pobożnych mężczyzn do ramienia i czoła
podczas porannej modlitwy. Praca takiego kopisty ma charakter
religijny i wiąże się z autorytetem. Pojedyncze przykłady tych
rzadkich przedstawień można znaleźć na cmentarzu warszawskim
(il. 27). Motyw podobny do pióra, występujący np. w Radomsku,
może być raczej prymitywną wersją rośliny.
L a n c e t r y t u a l n y wskazuje, że zmarły był mohelem, tzn.
dokonywał obrzezania chłopców na znak przymierza z Bogiem.
Taki lancet przedstawiony jest m.in. na nagrobku, którego dolna
część ma formę podwójnego krzesła zwanego krzesłem proroka
Eliasza, używanego podczas tej ceremonii (Warszawa, i l . 2 6 ) .
K s i ę g i występują bardzo często i w różny sposób: pojedyncza
— zamknięta lub otwarta, niekiedy w dłoni, rząd ksiąg zwróconych
grzbietem do widza, całe szafy z książkami. Czasem na stronach
14

ls

1

16

12

13

47

�II. 48. Lew depczący węża, motyw nierzadki, tu — o oryginalnym ludowym rysunku. Żabno 1870 (?)

Pan Zastępów ozdobną koroną i wspaniałym diademem dla resztki
swojego ludu" (Iz. 29:5).
P u s z k a o f i a r n a , s k a r b o n k a — motyw ogromnie rozpo­
wszechniony — służy podkreśleniu hojności zmarłego, cnoty wyso­
ko cenionej w tradycji żydowskiej. W Talmudzie jest mowa o obo­
wiązku przeznaczania 1/10 swoich zarobków na cele dobroczynne;
jest tam też zawarta sentencja: „Świat opiera się na trzech filarach:
na Torze, na służbie (Bożej) i na dobrych uczynkach" (Pirke Awot
1:2). Cel dobroczynności może być sprecyzowany przez napis wyryty
na skarbonce, np. Cedaka szel Erec Izrael — datki na Palestynę,
dosłownie: na Ziemię Izraela (Warszawa). Innym wariantem tego
motywu jest dłoń wrzucająca pieniądze — czasem z wyrytymi
cyframi! — do skarbonki (m.in. Mińsk Mazowiecki, Starachowice
— il. 33, 40).
Na rozpowszechnienie tego motywu mógł też wpłynąć bliski
związek dobroczynności z obyczajami cmentarnymi. „Jałmużna
zbawia od śmierci" — woła się na pogrzebie przy zbieraniu datków,
co jest interpretowane jako zbawienie od śmierci duchowej. Tę
sentencję uwieczniano też na ścianie domu przedpogrzebowego
(Kraków, cmentarz przy ul. Miodowej). W przeddzień Dnia Pojed­
nania, kiedy tradycyjnie odwiedza się groby, rozdaje się na cmenta­
rzu biedakom d a t k i . Skarbonka może również oznaczać, że
zmarły był skarbnikiem lub trudnił się zbieraniem pieniędzy na cele
społeczne.
Ś w i e c z n i k i zdobią groby kobiet, ponieważ zapalanie i błogo­
sławienie świateł szabatu jest jedną z najważniejszych powinności
kobiety. Skupiska mnóstwa nagrobków z motywem świecznika,
rzucające się w oczy np. na cmentarzach w Łodzi i Szydłowcu,
pochodzą stąd, że tradycyjnie mężczyzn i kobiety grzebano osobno,
w różnych kwaterach cmentarza. Motyw tak często powtarzany
dawał okazję do różnorodności przedstawień: dwa, trzy lub cztery
osobne lichtarze oraz świeczniki wieloramienne, aż do dziewięciu
ramion włącznie. Piękne płaskorzeźby można znaleźć w Lesku:
świeczniki mają ramiona wielokrotnie przeplecione, jak warkocze
szabasowej chały (il. 41). W Bobowej wyryty jest świecznik jakby
spleciony z węży. Czasem ramiona u nasady przekształcają się
w ptaki (Żelechów) lub w fantastyczne stwory — ryby o lwich
głowach (Kazimierz nad Wisłą, Łowicz). Inne rzadkie ujęcia to
świecznik z podstawą w formie kotwicy (Warszawa), głów gryfów
(Żarki) lub z ramionami z liści dębu (Mszczonów).
18

19

48

Czasem świecznik ma postać m e n o r y — siedmioramiennej
lampy oliwnej o charakterystycznym, regularnym kształcie. Jako
jeden z kultowych przedmiotów w Przybytku i Świątyni Jerozolims­
kiej, jest ona szczegółowo opisana w Księdze Wyjścia, a w wizji
proroka Zachariasza urasta do rangi znaku (Za 4). Jako starożytny
symbol judaizmu menora jest wszechobecnym motywem sztuki
żydowskiej; występuje na mozaikach i reliefach synagog zbudowa­
nych w pierwszych wiekach n.e., w grobowcach Bet-Szearim w Gali­
lei, na żydowskich grobach w rzymskich katakumbach z tegoż
okresu i na zabytkowych cmentarzach w Pradze i Amsterdamie.
Świece w świecznikach są często złamane na znak przerwanego
życia. Nawiązuje do tego np. werset z epitafium słynnej Złotej Róży
we Lwowie: „I jakby świecznika ramiona złamane jego palniki
i kwiaty ozdobne" . Zupełnie wyjątkowe są bardziej wyszukane
metafory śmierci z motywem świec: orzeł przygniatający świece
szponami (Warszawa), czy też gryf, a może ptak gaszący świecę
dziobem (Radomsko, il. 40).
Skoro już mowa o świecach jako symbolu kobiety, warto dodać,
że w poszczególnych przypadkach twórcy nagrobków posunęli się
dalej w aluzji do szabasowego błogosławieństwa, przedstawiając
obok świec dłonie (Szydłowiec) lub nawet całą postać kobiety
— (na pomniku w Warszawie, odbiegającym od formy tradycyjnej
macewy).
Świecę czasem przedstawiano też na grobie mężczyzny, zwykle
koło otwartej księgi, by przywołać obraz pobożnego człowieka,
studiującego święte księgi do późnej nocy.
Raz tylko spotkała autorka obok świecznika wyobrażenie stołu
z dwiema szabasowymi chałami (Radomsko).
Przy rozważaniu symbolu świecy otwiera się perspektywa na
znacznie bardziej ogólną symbolikę światła. „Światło Pana jest
duszą człowieka" — mówią Przypowieści Salomona (20:27). Świat­
ło, jako symbol duszy ludzkiej, zapalane jest w synagodze przy
nazwisku zmarłego członka rodziny w rocznicę jego śmierci. Światło
świeci się w domu, w którym trwa żałoba. Świece lub lampki pali
się na nagrobkach, a w niektórych regionach, np. w Izraelu, groby
mają specjalnie przeznaczone do tego wgłębienia; czasem można je
też spotkać w Polsce. Lampa — jako ilustracja podanego wyżej
wersetu — została wyrzeźbiona na nagrobku sfotografowanym
przez Levy'ego w Horodyszczu.
W synagodze przy arce zawieszona jest zawsze lampa, stale
20

21

22

23

�płonąca i tak właśnie zwana; ner tamki — „Wieczne światło".
Symbolizuje ona wieczność prawd zawartych w Torze, której zwoje
umieszczone są w arce, ew. w świętej szafie. Taka lampa — jej
identyfikację ułatwia towarzyszący napis — widnieje na jednym
z nagrobków w Warszawie (I poł. X I X w.). Tu zapewne wieczne światło
jest alegorią nieśmiertelności duszy lub wiecznej pamięci o zmarłym.
Jest to jedyny znany autorce przykład zastosowania tego motywu.
Do metafor przemijania należy zapewne zaliczyć intrygujące,
rzadko spotykane wyobrażenie, którego głównym motywem są
świece w świecznikach; wyciągnięta ku nim dłoń ze świecą sugeruje
czynność zapalania nowej świecy od tych już płonących lub gasną­
cych (Łowicz, Żelechów, Starachowice). Możliwe, że chodzi tu
o przekazanie potomnym wiedzy, tradycji, czy wręcz samego życia?
G w i a z d a D a w i d a (po hebrajsku: Magen Dawid —Tarem
Dawida) to najczęstszy, obok menory, symbol judaizmu. W staro­
żytności heksagram używany był jako znak magiczny i ornament
przez Żydów i nie-Żydów, a w średniowieczu także przez chrześci­
jan. Dopiero w X V I I wieku zaczęto go uważać za symbol Izraela.
Pierwszy znany nagrobek z tym znakiem znajduje się na cmentarzu
w Pradze i pochodzi z 1592 roku; na innym, już XVII-wiecznym
nagrobku, wiąże się on z imieniem zmarłego — Dawid. W Polsce
figuruje on rzadko na tradycyjnych, małomiasteczkowych mace­
wach, za to częściej na XX-wiecznych pomnikach, głównie w dużych
miastach, jak Łódź czy Warszawa. Być może znamionuje on
wówczas już bardziej identyfikację narodową niż religijną.
T a b l i c e D e k a l o g u — motyw częsty w sztuce żydowskiej
jako znak przymierza z Bogiem zawartego na Synaju — na
nagrobkach w Polsce pojawia się zupełnie wyjątkowo (Warszawa,
Ożarów, Brzesko).
Z w i e r z ę t a i r o ś l i n y t o najbardziej rozpowszechnione i za­
razem najbardziej wieloznaczne motywy na macewach. Najczęściej
nie sposób stwierdzić z całą pewnością, czy pełnią rolę symbolu, czy
też zostały użyte jako uświęcone tradycją ornamenty.
Lew — najczęstszy chyba motyw na nagrobkach żydowskich
w Polsce — to znak pokolenia Judy, wywodzący się z błogosławieńs­
twa udzielonego przez Jakuba swym dwunastu synom, protoplas­
tom plemion Izraela: „Szczenię lwie, Juda (...) Czai się jak lew i lwica,
któż go spłoszy" (Rdz 49:9). Lew Judy jest zarazem symbolem ludu
2 4

Izraela, bo po zaniknięciu 10 plemion północnych to właśnie głównie
z plemienia Judy wywodzą swój rodowód późniejsi Żydzi.
Lew może „ilustrować" imię zmarłego: Jehuda — w związku
z powyższym błogosławieństwem, Lejb (w jidysz — lew) i Arie (po
hebrajsku — lew). Postać lwa widnieje na nagrobku słynnego
praskiego rabina Jehudy Lówa, według legendy — twórcy golema,
zmarłego w 1609 r. Tu lew nawiązuje i do imienia, i do nazwiska.
Jednak zbieżność z imieniem, wspominana przez wielu autorów,
w rzeczywistości potwierdza się dość rzadko (np. Warszawa il. 11).
W Biblii lew występuje jako uosobienie siły i potęgi, przyrównywa­
nej nawet do potęgi Stwórcy: „Gdy lew zaryczy, któż by się nie bał?
Gdy wszechmocny Pan każe, któż by nie prorokował?" (Am 3:8).
„Bądź potężny jak lew..." głosi znana sentencja talmudyczna, która
w całości brzmi: „Bądź silny jak lampart, lekki jak orzeł, rączy jak
jeleń, potężny jak lew, aby wypełnić wolę Twego Ojca w niebie"
(Pirke Awot 5:23). Była ona bardzo popularna wśród Żydów
polskich, o czym świadczy choćby dekoracja synagog (patrz s. 73,
74, 87). Znamienne są słowa Bileama o ludzie Izraela: „Oto lud! Jak
lwica powstaje, jak lew się podnosi!" (Lb 23:24). Rzeźby lwów
zdobiły Świątynię Jerozolimską i tron Salomona ( I I K n 9:18—19).
Potem były stałym motywem wszelkich dziedzin sztuki żydowskiej.
Inna rzecz, że umieszczany na nagrobkach motyw lwów, często
wspiętych na tylne łapy i podtrzymujących koronę, tarczę lub inny
emblemat, zdradza wzory ze sztuki nieżydowskiej. Takie zapożyczo­
ne lwy heraldyczne miały zapewne kojarzyć się z powagą i dostojeńs­
twem, i tym samym uświetniać imię zmarłego.
Lwy na macewach królują we wszystkich zakątkach Polski
i mają niezliczone odmiany. Są lwy realistyczne, o poprawnych
proporcjach, można by rzecz — „pałacowe" (il. 38), są lwy
stylizowane, o celowo i umiejętnie zmienionych proporcjach, są
wreszcie lwy niezdarne, wręcz pokraczne, o żałosnym wyrazie pyska
i figurze krowy, kota, jaszczura, czy też przypominające twarz
ludzką — takie, jakie potrafił wyrzeźbić ludowy kamieniarz w Luba­
czowie, Jarosławiu, Nowym Wiśniczu czy Radomsku (il. 11,35, 36,
37,48). Ich kształty, podobnie jak i innych zwierząt na nagrobkach,
przypominają często sztukę ludową, m.in. żydowską wycinankę.
Trzeba przyznać, że nawet w małych miejscowościach kamieniarze
często wykazywali dużo fantazji w „ustawianiu" swych lwów oraz

II. 49. Wąż zwinięty w koło — symbol nieskończoności, i zapewne też aluzja do oczekiwanych czasów mesjańskich.
Ponadto na relief składają się: uskrzydlona klepsydra, zawierająca w podstawie słowo „śmierć", lwy i waza z kwiatami.
Inskrypcja o oryginalnym kroju liter i reliefie raz wklęsłym, raz wypukłym. Warszawa 1829

49

�wieloma strzałami (Warszawa), a podobny motyw, choć z tylko
jedną strzałą, zawarł w swej pracy Levy. Innym wariantem jest
obraz „wystraszonego jelenia, ugodzonego może strzałą, skaczącego
przez załamujący się pod nim płot drewniany", zamieszczony
w pracy A. Maliniaka. Możliwe, że częściej od tych unikalnych
przykładów spotykane wizerunki skaczącego lub dramatycznie
wygiętego jelenia wywodzą się z tego metaforycznego przedstawie­
nia śmierci.
N i e d ź w i e d ź odpowiada imionom Ber (jidysz) i Dow (hebraj­
ski). Tak jest np. z niedźwiadkiem podpisanym „Beril" (zdrobnienie
od Ber) w Zduńskiej Woli, dwoma niedźwiedziami trzymającymi
łańcuch pod epitafium na macewie w Chrzanowie; taki przykład
znany jest ze starego cmentarza w Pradze. Lew i niedźwiedź
występują razem na nagrobku w Warszawie. Levy zamieścił w swej
pracy fotografię nagrobka z Brześcia Litewskiego, na którym
antytetycznie ustawione zwierzęta: wilk i niedźwiedź na łańcuchu,
ilustrują imiona zmarłego: Wolf Ber; ale identyczna para na jednym
z sąsiednich nagrobków wcale się z imieniem zmarłego nie łączy. Jest
to zapewne dowód na kopiowanie przyjętych już motywów bez
względu na ich treść. Autor książki o cmentarzach żydowskich
w Rumunii interpretuje przedstawienie dwu niedźwiedzi niosących
winne grono jako symbol bogactwa duchowego przysporzonego
ludowi Izraela przez uczonego — właśnie o imionach Dow Ber.
Wydaje się jednak, że ten sam motyw pojawiał się w tym rejonie
niezależnie od imienia zmarłego.
W i 1 k to w jidysz imię Wolf, a po hebrajsku — Zeew; może też
odnosić się do imienia Beniamin, jako emblemat pokolenia Beniami­
na pochodzący ze słów błogosławieństwa Jakuba: „Beniamin
— wilk drapieżny" (Rdz 49:27). Przykład ilustracji imienia Wolf
podany jest powyżej przy opisie niedźwiedzia; poza tym jednak wilk,
zresztą rzadki na nagrobkach w Polsce, występuje chyba bez
związku z osobą zmarłego.
O w c a , a częściej — t r z o d a o w i e c , to motyw bardzo
rozpowszechniony, choć nie we wszystkich okolicach. W nadawaniu
najróżniejszych form scenie z owcami u studni celowali twórcy
nagrobków warszawskich; pod ich dłutem biblijna w swej inspiracji
studnia przybierała kształt bardziej swojskiej studni z żurawiem lub
pompy (il. 42). Czasem trzodzie towarzyszy suka z ssącym szczenię­
ciem (il. 25).
Obraz owiec przywołuje na myśl wiele wątków z Biblii i tradycji
żydowskiej. Hebrajskie imię Rachel oznacza owcę; ponadto biblijny
patriarcha Jakub spotkał Rachelę pojącą owce u studni (Rdz
29:1-11), co mogło być inspiracją do przedstawienia owiec u studni,
lub nawet samej studni, jak to się stało na starym cmentarzu
ł ó d z k i m . Skojarzenie z innym biblijnym imieniem wykorzystał
twórca macewy w starej części cmentarza warszawskiego, rzeźbiąc
na grobie Mojżesza trzodę owiec podążających ku pompie (il. 15).
27

28

29

30

II. 50. Wąż Eskulapa na nagrobku rabina i lekarza Eliczera
Askenazego. Jeden z nagrobków zrekonstruowanych po wojnie na
cmentarzu Remu. Kraków 1585 (tłum. — 5)

zdobieniu ich grzyw i ogonów, mimo, że ich umiejętności techniczne
pozostawały często daleko w tyle za wyobraźnią.
Lwy — podobnie jak jelenie czy gryfy — pełnią różne funkcje
w stosunku do innych elementów kompozycji, i od tego również
może być uzależniona ich symbolika. Lew podtrzymujący „koronę
Tory", księgi, lub trzymający w objęciach zwoje Tory — to strażnik
praw religii mojżeszowej (il. 31). Powtarza się scena, w której lwy
otwierają aron-hakodesz (arkę, dosł. świętą szafę w synagodze)
z widocznymi wewnętrz zwojami Tory m.in. Lesko, Ożarów,
(Sieniawa il. 29). Lwy podtrzymują też różne inne elementy reliefu,
np. tarczę z literami PN ( T / l ) od słów „tu spoczywa". Poprawne
rzeźbiarsko lwy z wężami w paszczy zdobią nagrobki w Warszawie
i Łowiczu, zaś w Żabnie można znaleźć naiwną acz pełną wyrazu
płaskorzeźbę przedstawiającą lwa, który depcze węża. Lew czasem
„zastępuje" niepożądaną postać ludzką i trzyma w łapie dzban
lewitów (il- 38), skarbonkę, lub wrzuca do niej jałmużnę. W obręb
symboliki śmierci wprowadza nas przedstawienie lwa, opierającego
łapę o... nagrobek (Olkusz).
J e l e ń odpowiada imionom Hirsz (jidysz) i Cwi (hebrajski) (il. 22,
41) oraz imieniu Naftali, zgodnie ze słowami błogosławieństwa
Jakuba: „Naftali — smukła łania, rodzi ładne sarnięta" (Rdz
49:21). Hebrajskie imię Lea oznacza łanię. „Bądź ... rączy jak
jeleń" — mówi cytowana już sentencja z Talmudu (Pirke Awot 5:23).
Na jednym z warszawskich nagrobków lew i jeleń „podtrzymują"
koronę, a odpowiedni fragment powyższej sentencji: „silny jak lew,
rączy jak jeleń" — zawarty jest w epitafium (il. 35). Tę samą parę
zwierząt, ale tym razem flankujących szafę z księgami, przedstawio­
no na nagrobku w Łodzi dla zilustrowania imion zmarłego: Cwi
Jehuda. Najczęściej jednak nie widać związku między jeleniem
w reliefie a treścią epitafium. Jeleń, podobnie jak lew, pełni różne
funkcje w całości kompozycji, np. podtrzymuje wazę z kwiatami
(Sieniawa i l . 57), konwie lewitów (Chrzanów) lub towarzyszy
zwojowi Tory (Warszawa). W sztuce żydowskiej jeleń jest symbolem
dążenia ku Bogu, zgodnie ze słowami Psalmu 42:2 „Jak jeleń pragnie
wód płynących, tak dusza moja pragnie ciebie, B o ż e ! " Z symboli­
ką śmierci związany jest relief przedstawiający jelenia przeszytego
25

26

50

31

II. 51. Dwa przeplecione węże. Wieliczka

�w połowie dni moich" (Ps 102:8). Analogie do tego obrazu można
znaleźć poza Polską: Diamant w swej pracy o żydowskiej sztuce
ludowej przedstawia macewę z Czerniowców o niesłychanie złożonej
symbolice, gdzie obok innych motywów widać — według interpreta­
cji autora — martwego ptaka na dachu synagogi i małe ptaszki
— „zbłąkane duszyczki" — tulące się do jej okien. Na podstawie
fotografii reliefu można nieco ostrożniej stwierdzić, że przedstawia
on ptaka na dachu budynku i poniżej pisklęta.
O bólu osieroconych mówi spotykany na nagrobkach obraz
p i s k l ą t , rozglądających sią bezradnie za odlatującą matką, a licz­
ba piskląt może — wg. Levy'ego — odpowiadać liczbie pozostawio­
nych dzieci. Zgodne to jest z hebrajskim obyczajem językowym,
który o osieroconych mówi jako o „ptaszkach" lub „ g o ł ą b k a c h " .
Tak więc ptak zastępuje tu człowieka, co zresztą ze względu na
wspominany zakaz przedstawiania postaci ludzkiej miało już dawną
tradycję w sztuce żydowskiej, np. w iluminacji manuskryptów. Levy
podaje inne ciekawe przykłady zastosowania tego chwytu na
nagrobkach: ptak „zastępuje" kobietę w typowej sytuacji szabatowej — przed stołem z chałkami i świecami (Horodyszcze) lub przy
wrzucaniu datków do puszki (Warszawa). Najbardziej osobliwy
pomysł to przedstawienie nieboszczyka jako leżącego ptaka ...
w nakryciu głowy, bo zmarły był mężczyzną (Nowogródek).
Wizerunek ptaka może nawiązywać do żeńskich imion: żydows­
kiego Fajgel lub hebrajskiego Cipora, co znaczy właśnie „ptak".
Istnieje wiele możliwych interpretacji obecności ptaków w płas­
korzeźbie nagrobnej. W powyższych przykładach uosabia on zmar­
łego; śmierć — gdy gasi płomień świecy (il. 34). Może bywa też
symbolem opieki Stwórcy, wedle słów „Pan (...) piórami swymi
ciebie okryje, pod jego skrzydłami będziesz bezpieczny" z Psalmu 91,
odmawianego tuż po śmierci .
Artyści-kamieniarze z małych miasteczek nie zawsze posługiwali
się dłutem dość sprawnie, by można było rozróżnić poszczególne
gatunki ptaków. Czasem intencja twórcy jest jasna, choć efekt jest
daleki od perfekcji, kiedy indziej jego zamierzeń można się zaledwie
domyślać.
O r z e ł króluje w świecie ptaków także na nagrobkach żydows­
kich. Już w starożytności był popularny w dekoracji synagog
i grobowców (np. katakumby w Bet Guwrin w Galilei). W synago­
gach, na nagrobkach i na przedmiotach kultu rozpościera swe
opiekuńcze skrzydła nad koroną Tory, tablicami Przymierza, księ­
gami, świecznikami i zwierzętami. W Biblii jest tak wiele metafor
poetyckich odwołujących się do obrazu orła — uosabiającego takie
35

36

II. 52. Motyl — symbol wanitatywny. Warszawa 1860

i umieszczając — dla podkreślenia aluzji — napis „Mojżesz był
pasterzem trzody swoich braci", będący trawestacją wersetu biblij­
nego (Wj 3:1).
Nawiązanie do imienia to jednak wyjątek. Trzoda owiec — to
metafora żałoby po zmarłym, utraty przewodnika lub pozostania
bez opieki rodziny, jeśli jest to grób kobiety. Prawie zawsze owce
wychodzą z domu, w którym drzwi i okna stoją otworem jak w domu
żałoby—jest to opuszczone domostwo. Możliwe, że ten alegoryczny
obraz ma swe korzenie w wersetach biblijnych utrwalonych w wyob­
raźni i tradycji: „... aby zbór Pana nie był jak owce, które nie mają
pasterza" (Lb 27:17); „Widziałem całego Izraela rozproszonego po
górach jak owce, które nie mają pasterza" ( I K r i 22:17) lub
„Jagnięciem spłoszonym był Izrael" (Jr 50:17). Wszak o zmarłym
mówi się czasem w epitafium, że „pasł swoją świętą trzodę".
Jeszcze bliższy związek tej sceny ze śmiercią ukaże nam się wtedy,
gdy przypomnimy słowa psalmu recytowanego w domu żałoby:
„Jak owce zmierzają ku otchłani, śmierć ich pasterzem" (Ps 49:15).
W i e l b ł ą d y znane są autorce dotąd z jednego tylko nagrobka,
ale za to pełnią one istotną rolę w przedstawionej na nim scenie: trzy
wielbłądy, leżące pod drzewem skierowane są ku studni; w głębi
widać namiot — rzecz się wszak dzieje wśród ludu pasterskiego
— a z boku wyłania się ręka, czerpiąca dzbanem wodę dla
wielbłądów, pars pro toto postaci Rebeki, którą przy pojeniu
wielbłądów zastał Eleazar, wysłannik szukający żony dla Izaaka
(Rdz 24:15—22). Pod tym nagrobkiem na warszawskim cmentarzu
spoczywa Rebeka córka Symchy z Gniewoszowa, zmarła w 1835 r.
Trudno oprzeć się pokusie porównania tego nieporadnie wyryte­
go, ale wiernego ortodoksyjnym zasadom przedstawienia z nieporó­
wnywalnie bieglej wykonaną, ale daleką już od ducha judaizmu
płaskorzeźbą na grobie Rebeki, żony Samuela Lewi Ximenesa,
pochowanej na cmentarzu w Ouderkerk pod Amsterdamem w 1694
r.
W medalionie otoczonym przez płaczące amorki artysta
wyobraził Rebekę z dzbanem u studni, zwróconego ku niej posłańca
i kilka innych postaci, cztery wielbłądy, a w tle — mury miasta.
Postaci odziane w zwiewne szaty mają rysy i proporcje godne rzeźb
antycznych, a cała kompozycja, podobnie jak wiele innych na tym
cmentarzu, mogłaby zdobić wnętrze pałacu. To porównanie nagrob­
ków dwóch Rebek uzmysławia wspólnotę tradycji duchowej Żydów
żyjących w środowiskach o tak różnej od siebie kulturze.
P t a k i są jednym z najpowszechniejszych motywów na mace­
wach, zwłaszcza na grobach kobiet (il. 43). Źródła tych przedstawień
można szukać, jak zwykle, w metaforach biblijnych, a także
w późniejszych pismach, np. w średniowiecznej kabalistycznej
księdze Zohar, z której pochodzi chasydzkie wierzenie, że dusze
pobożnych — w postaci ptaków — siadają każdego ranka na
żywopłotach raju, śpiewając chwałę Pana. Ptak to alegoria duszy,
a ulatujący ptak — to uchodząca dusza. Pełne dramatyzmu są
unikalne reliefy, na których ptak podrywa się do lotu z dachu
pustego domu (Warszawa) lub z drzewa koło domu o otwartych
szeroko drzwiach (Szydłowiec, Warszawa). Ten obraz bólu i rozpa­
czy może być echem słów psalmu: „Nie śpię i jęczę jak ptak samotny
na dachu". Dalej psalmista woła: „Boże mój, nie zabieraj mnie
32

37

11. 53. Lcwiatan zwinięty w koło i trzymający w paszczy własny ogon
— polichromia na sklepieniu bimy w synagodze w Łańcucie. Motyw
ten często wykorzystywano w synagogach i do niego zapewne
nawiązują podobne płaskorzeźby nagrobne

3 3

34

51

�54

cechy jak potęgę, odwagę, miłość — że nie sposób stwierdzić, które
z nich stały się źródłem inspiracji dla twórców nagrobków. Wystar­
czającym powodem mogło być to, iż orzeł jest symbolem miłości
i opieki Boga nad ludem Izraela. Powiedziane jest przecież w pieśni
Mojżesza: „Jak orzeł pobudza do lotu swoje młode, unosi się nad
swymi pisklętami, rozpościera swoje skrzydła, bierze na nie młode
i niesie je na lotkach swoich, tak Pan sam jeden prowadził go (lud
Izraela — przyp. aut.) i nie było przy nim obcego Boga" (Pwt 32:11).
A w innej metaforze „Wy widzieliście, co uczyniłem Egipcjanom, jak
nosiłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do siebie" (Wj
19:4). Groźną potęgę Boga ucieleśnia orzeł w proroctwie Jeremiasza
0 upadku wrogów Izraela: „Oto jak orzeł nadlatuje, rzuca się na
zdobycz i rozpościera swoje skrzydła nad Moabem. Miasta są
zdobyte, a twierdze opanowane" i dalej: „Oto jak orzeł wzbije się
1 rzuci, i rozpostrze swoje skrzydła nad Bosrą; i będzie w owym dniu
serce bohaterów edomskich jak serce kobiety rodzącej" (Jr 48:40
—4\ i 49:22). W pieśni żałobnej Dawid sławi Saula i jego syna

Jonatana: „Saul i Jonatan, ukochani i przyjemni, (...) od orłów
szybsi, od lwów silniejsi" ( I I Sm 1:23). „Bądź lekki jak orzeł"
— mówi cytowana już znana sentancja z Przypowieści Ojców. Orzeł
to ptak, którego młodość się odnawia (Ps 103:5). Tak więc wyobra­
żenie orła może ewokować różne przymioty, nawet jeśli weźmiemy
pod uwagę tylko źródła z tradycji żydowskiej, do których przecież
nie ograniczali się autorzy nagrobkowych reliefów.
Cmentarne orły mają zróżnicowaną formę; ich wygląd bywa
zgodny z prawami natury albo wyobraźni, lub konwencji przyjętej
w godłach różnych państw i rodów. Czasami na nagrobkach (m. in.
w Warszawie, Piotrkowie, Tarnowie i Lublinie) oprócz licznych
i różnorodnych orłów jednogłowych pojawia się orzeł dwugłowy;
taki sam widnieje w gąszczu innych motywów na nagrobku w Piatra
Neamt w Rumunii (il. 44, 45). Autor książki o cmentarzach
żydowskich w Rumuni uważa to za przejaw asymilacji i lojalności
wobec władzy — monarchii austrowęgierskiej. Trudno potwier­
dzić bądź obalić ten pogląd; wydaje się jednak, że w Polsce motyw
38

II. 54. Macewa pary małżonków — przykład wyjątkowo bogatej kompozycji. W górnej części czaple trzymające koronę w dziobach, niżej
para gołąbków (ilustrująca małżonków), po bokach stwory fantastyczne będące połączeniem lwa i ryby; inne motywy to gwiazdy i winne
grona. W relief wkomponowany początek epitafium „Tu spoczywają". Chrzanów 1830; il. 55. Złamane drzewo — symbol żałoby, z owocami
oznaczającymi być może potomstwo zmarłej. Na domu pierwsze litery epitafium. Warszawa 1826; il. 56. Relief przedstawiający synagogę
w Kielcach, na nagrobku jej fundatora Mosze Menachema Pfefera. Warszawa 1919; il. 57. Rośliny o ludowym rysunku, po bokach jelenie,
w epitafium ozdobne liternictwo i dodatkowe ornamenty roślinne. Sieniawa 1858
55

�57

ten pojawia się także na nagrobkach osób, które trudno posądzić
0 tendencje asymilacyjne, a dobór jego jest przypadkowy. Prawdo­
podobnie działała tu zasada kopiowania wzorów kojarzących się
z dostojeństwem — godła monarchów. Za ornament pozbawiony
treści politycznych uznał go też Cieśla w swej pracy o nagrobkach
żydowskich we wschodniej Rzeczpospolitej. '
G o ł ą b jako biblijny symbol pokoju oznacza na nagrobkach
między innymi zgodę i miłość małżeńską. W Chrzanowie dwa
gołąbki zdobią wspólny grób pary małżonków, o których eiptafium
mówi, że „kochali się jak dwa gołąbki" (il. 54).
Gołąb z gałązką w dziobie może być odczytany jako wyraz
życzenia, by dusza zmarłego zaznała pokoju wiecznego. Gołąb jako
symbol pokoju ma oczywiście swój rodowód w Księdze Wyjścia;
powraca z gałązką oliwną do arki Noego na znak, że wody ustąpiły
1 Pan zawarł pokój z ludźmi.
P e l i k a n na żydowskich nagrobkach został zapewne przyjęty
ze sztuki chrześcijańskiej, a może z ludowych wierzeń o pelikanach
karmiących młode własną krwią, jako symbol rodzicielskiej troski
i poświęcenia. Obraz taki jest częsty na grobach kobiet w różnych
okolicach, zwłaszcza w Szydłowcu (il. 47). Gwoli ścisłości trzeba
dodać, że to scena z pisklętami sugeruje nam obecność pelikana,
bowiem w rzeczywistości reliefy te przedstawiają bliżej nie zidentyfi­
kowane ptaki o bardzo długiej i wygiętej szyi.
B o c i a n y trzymające w dziobach węże, a zarazem przez te węże
oplecione — to motyw frapujący i rzadki (il. 46). Takie pary zwierząt
można znaleźć na pojedynczych nagrobkach w Chrzanowie, War­
szawie, Krakowie (na cmentarzu Remu, ale tam przypominają one
raczej kaczki luźno oplecione przez węże), a jednego bociana
z wężem w Będzinie, Łowiczu i Wieliczce. Ten sam motyw występuje
w dekoracji synagog (m.in. w Łańcucie, Jabłonowie i Mohylewie),
a siągając wstecz — w iluminacji manuskryptów. Bocian to po
hebrajsku hasida — pobożna; cała scena jest alegorią rozkoszy
sprawiedliwych i pobożnych w czasach mesjańskich.
W ą ż , choć pojawia się na nagrobkach żydowskich w Polsce
raczej rzadko, występuje w wielu scenach i „rolach", których
znaczenie trudno jednoznacznie określić. Jest więc wąż w szponach
orła (Warszawa) czy wijący się wśród drzew w lesie (Brzesko,
3

40

Chrzanów), wąż w wazie z owocami (Warszawa), węże splecione
w kłąb (Wieliczka, i l . 54), wąż spełzający z drzewa ku innym
postaciom (Warszawa), wąż w paszczy lub łapach lwa (Warszawa,
Łowicz, Żabno, i l . 48); lew i węże występują też na rumuńskim
nagrobku w Gura Humorului. Spotykamy też opisane już węże
w dziobach bocianów. Istny „raj dla węży" to cmentarz w Wieliczce,
gdzie raz nawet koniec epitafium wkomponowany jest w dwa
splecione ze sobą węże. Na jednym reliefie w Warszawie ramiona
świecznika przechodzą w węże, z których lewy trzyma w paszczy
jabłko, a prawy złamaną świecę. Kusząca byłaby interpretacja tej
sceny jako aluzji do raju, w którym zgodnie z życzeniem wyrażonym
w wielu epitafiach (choć nie w tym) znaleźć się ma dusza po śmierci.
A może jest to metafora drogi człowieka od narodzin do zgonu lub
śmierci jako konsekwencji grzechu pierworodnego? Na innym
nagrobku, w Warszawie, relief przedstawia kaduceusz — uskrzydlo­
ną laskę Merkurego, na wzór antyczny. Ponieważ inskrypcja jest
zatarta, można jedynie zaryzykować przypuszczenie, iż zmarły był
kupcem. W zasadzie jednak zajęcie świeckie, podobnie jak bogact­
wo, nie znajdowały wyrazu w epitafiach ani w reliefach. Z rzadka
pojawia się tylko trzykrotnie wygięty wąż Eskulapa, m. in. na
nagrobku rabina a zarazem lekarza, Eliezara Askenazego, pocho­
wanego w 1585 r. na cmentarzu Remu w Krakowie (il. 50). Podobne
elementy występują często na nagrobkach w Pradze.
Wyjątkowy jest też nagrobek przedstawiający węża, który dusi
baranka, ale odbiega on od form tradycyjnych. Wyrzeźbił go na
cmentarzu warszawskim Abraham Ostrzega.
Jednym z najciekawszych — i bardzo rzadkich — motywów na
macewach jest w ą ż z w i n i ę t y w k o ł o i połykający własny ogon.
Czasem występuje on sam, częściej wkomponowana jest w niego
uskrzydlona klepsydra, co z kolei bywa częścią jeszcze bogatszego
reliefu (il. 49). Taki wąż to z jednej strony antyczny Uroburos
— symbol wieczności i nieśmiertelności (duszy?), z drugiej zaś
— transfiguracja mitycznego potwora morskiego Lewiatana, które­
go mięso — według Talmudu i ludowej tradycji — będą spożywać
sprawiedliwi na niebiańskiej uczcie po przyjściu Mesjasza: „W
owym dniu ukarze Pan swym twardym, wielkim i mocnym mieczem
Lewiatana, zwinnego węża, Lewiatana, węża skręconego, i zabije
53

�w Zelwie i Izabelinie — arcydziełach ludowej snycerki, dziś już nie
istniejących. Na nagrobku w Warszawie znalazła autorka jedyny
dotychczas wizerunek wołu lub barana z rybim ogonem — kolejny
przykład inwencji twórców macew.
Na fragmencie nagrobka w Lublinie widoczne jest intrygujące
zwierzę: jednorożec z rybim ogonem, trzymający przedmiot przypo­
minający moździerz.
Nawet w wypadku jednorożca, motywu pozornie zapożyczone­
go ze sztuki nieżydowskiej, można się doszukać symboliki odnoszą­
cej się do judaizmu: w starych tekstach jednorożec ilustruje doskona­
lenie duszy przez studia religijne.
Można się domyślać, że gryfy przeniknęły do sztuki żydowskiej
przez naśladownictwo wzorów sztuki ogólnoeuropejskiej, można też
szukać ich korzeni w kulturze asyryjskiej i babilońskiej, choć tak daleka
inspiracja wydaje się wątpliwa. Z pewnością bliskie one były wyobraźni
żydowskiej dzięki opisom fantastycznych bestii w wizjach proroków.
Aby rejestr zwierząt był możliwie pełny, należy wspomnieć
o tych, które — oprócz już wymienionych — służyły zobrazowaniu
nazwisk, a więc m y s z — Meisel, g ę ś — Gans, r y b a — Karpeles
lub Fisz, k o g u t — Kohout lub Hahn; l i s — Fuchs. Wszystkie te
przykłady pochodzą z cmentarza w Pradze; podobne, choć rzadziej,
można znaleźć w innych miastach czeskich, zaś Levy podaje
przykład z Warszawy, gdzie j e d n o r o ż e c — zamiast barana
— ilustruje nazwisko R o m .
Niektórzy autorzy łączą zwierzęta na nagrobkach z miesiąca­
mi, którym te zwierzęta odpowiadają w k o l e z o d i a k a l n y m ,
gdzie ryby — to miesiąc adar, baran — nisan, byk — ijar, lew — aw,
a koziorożec — tewet. Istotnie, znaki zodiaku odgrywają w żydows­
kiej ludowej tradycji i obyczajowości ważną rolę, były np. stałym
elementem polichronmii synagog, ale potwierdzenie świadomego ich
użycia na nagrobkach dla wyrażenia miesiąca śmierci wymagałoby
obszernych badań. Dotychczasowe, prowadzone przez autorkę nie
dają podstaw do takiego wniosku. Na zakończenie uwag o zwierzę­
tach trzeba jeszcze raz zastrzec, że współbrzmienie imion z nazwami
zwierząt i ptaków było rzadko wykorzystywane przez twórców
macew w Polsce, nie należy się więc sugerować tylko reliefami, gdy
nie znane jest epitafium.
Ś w i a t r o ś l i n w sztuce żydowskiej, w tym także na nagrob­
kach, reprezentują po pierwsze owoce Ziemi Świętej, które były
składane w ofierze w Świątyni i stosowane w obrzędach (np. oliwa,
lulaw i etrog), po drugie — rodzime drzewa i kwiaty, a po trzecie
— rozety, wici, girlandy, wieńce, wazony z kwiatami i kosze pełne
owoców, zaczerpnięte ze sztuki świeckiej otaczających narodów. Tu
znów stajemy przed pytaniem: ornament czy symbol? Wazy z kwia­
tami wydają się typowym ornamentem barokowym, można jednak
przypuszczać, że pod tą nieżydowską formą kryje się prastary
motyw Drzewa Życia, tak istotny w myśli żydowskiej. Ace chajim
— po hebrajsku: drzewa życia — to także nazwa wałków, na które
nawijany jest zwój Tory. W manuskryptach i haftach wałki te były
przedstawiane z wyrastającymi z nich roślinami, takimi, jak na
nagrobkach. Tora jest bowiem „drzewem życia dla tych, którzy się
jej uchwycili" (Przp 3:18). „Owocem sprawiedliwych jest drzewo
życia" według Przypowieści Salomona (11:30). Spod drzewa został
człowiek wygnany i pod drzewo — stojące w centrum raju — powró­
ci. Jest to więc symbol odpoczynku duszy zmarłego w ogrodzie
Eden, a zarazem nadziei mesjańskiej.
Z ł a m a n e d r z e w o jest najczęstszym symbolem wanitatywnym, spotykanym na cmentarzach żydowskich w całej Polsce (il. 55).
Wielu niuansów znaczeniowych w przedstawieniach złamanego
drzewa dopatrzył się Levy; według niego drzewo uginające się pod
ciężarem owoców jest metaforą owocnego życia, uschnięta gałąź
może natomiast oznaczać zmarłych bezpotomnie. Starannie prze­
myślaną aluzję zawiera obraz drzewa, którego koronę zdobi sześć
owoców, a siódmy leży na ziemi. To grób matki, która umarła
rodząc siódme dziecko. Kwitnąca gałązka, która odpada z drzewa
może być, według Levy'ego, inspirowana prz słowa proroka odno­
szące się do opieki Boga nad ludem Izraela: „... wezmę z wierzchołka
wysokiego cedru, z najwyższych jego gałązek delikatną różdżkę (...)
na wysokej izraelskiej górze ją zasadzę, i wypuści pędy i wyda
owoce" (Ez 17:22—23).
4 5

46

47

II. 58. Wiązanka z gałęzi palmy i innych roślin, zwana lula w (z lewej)
i owoc cytrusowy zwany etrog (z prawej) — rośliny używane
w święto Sukkot. Etrog przedstawiono w pojemniku, tak jak się go
przechowuje. Kazimierz nad Wisłą
smoka morskiego" (Iz 27:1). Do takiej interpretacji zwiniętego węża
na nagrobkach uprawnia autorkę jego podobieństwo do tak częs­
tych w synagogach przedstawień Lewiatana (np. Dąbrowa Tarnow­
ska, Łańcut, Sandomierz), gdzie zajmuje on zwykle poczesne miejsce
(il. 53).
R y b y na nagrobkach to najczęściej delfiny z głową w dół,
zazwyczaj flankujące inskrypcję i pełniące chyba tylko rolę orname­
ntu, zaczerpniętego z nieżydowskiej sztuki (np. Radomsko, Warsza­
wa). Warto dodać, że para delfinów stykających się ogonami na
podwójnym XVII-wiecznym nagrobku na cmentarzu Remu jest
dalekim echem motywu z ościeży Kaplicy Zygmuntowskiej w kated­
rze wawelskiej.
Znacznie oryginalniejszym motywem są trzy przeplecione ryby,
które pojawiają się już na XVI-wiecznym nagrobku w Krakowie,
a w ubiegłym stuleciu w Chrzanowie i Trzebini. Takie ryby były
elementem malarskiej dekoracji — par excellence ludowej — drew­
nianych synagog, m.in. bóżnicy w Chodorowie. Opisy nagrobków
rumuńskich wiążą ten motyw z miesiącem adar , ale w znanych
autorce przykładach z Polski, a także XVI-wiecznym nagrobku
z Pragi, nie ma zbieżności z miesiącem zgonu. Inny związek sugeruje
Eugeniusz Duda: pochowana pod wspomnianym nagrobkiem
w Krakowie zmarła w piątek, a ryby są symbolem szabatu, bo
pojawiają się na stole w piątkowy wieczór.
M o t y l , występujący wyjątkowo jako jedyny motyw w przyczó­
łku macewy, to zapewne znany z cmentarzy chrześcijańskich symbol
wanitatywny, oznaczający wędrówkę duszy i jej przeobleczenie się
w lepszą szatę: z gąsienicy (życie), przez poczwarkę (śmierć)
w motyla (życie wieczne) (il. 52).
Ze świata fauny można jeszcze sporadycznie spotkać na nagrob­
kach p a w i e , ł a b ę d z i e (m.in. Warszawa), p a p u g i (Przemyśl),
w i e w i ó r k i (Warszawa, Lublin), lamparty (Warszawa), k r ó l i k i
(Lublin), j a s z c z u r k i (Warszawa, Łowicz) a może także i jeszcze
inne zwierzęta, na które autorka się dotąd nie natknęła, jak np.
opisane przez Schipera skaczące ż a b k i na chasydzkim nagrobku
w Dubnie.
Do królestwa zwierząt wypada też chyba zliczyć s t w o r y
f a n t a s t y c z n e , które zadomowiły się na nagrobkach żydowskich
w całej Polsce. Są wśród nich klasyczne gryfy o ciele lwa, ptasich
skrzydłach, o różnych wariantach paszcz i ogonów, a także smoki,
bazyliszki, jednorożce oraz zadziwiające bestie o górnej części lwa,
a dolnej — ryby (Warszawa, Wieliczka, Chrzanów; i l . 54). Takie
rybo-lwy zdobiły drzwi szaf na zwoje Tory w bóżnicach, np.
42

43

44

54

48

49

50

�Poszukiwania na cmentarzach ujawniają coraz to nowe warianty
motywu złamanego drzewa. Oryginalny obraz to las z jednym
drzewem złamanym (Sokołów Małopolski). Bywa, że łamie je łapą
lew, uosobiający śmierć, lub gałąź porywa w dziobie drapieżny ptak.
Bardziej bezpośrednią metaforą tragedii jest dłoń z nożem, ścinająca
drzewo (na jednym z warszawskich nagrobków); epitafium potwier­
dza nasz domysł i mówi o „zamordowanym". Ciekawe, że częste na
cmentarzach żydowskich na Wyspach Karaibskich przedstawienia
drzewa zrąbanego siekierą trzymaną w dłoni nie oznaczają ponoć
zabójstwa, a jedynie życie przerwane w kwiecie wieku.
Jako sybol wanitatywny pojawiają się choć znacznie rzadziej niż
drzewa złamane kwiaty, które później, na pomnikach wychodzących
poza formę tradycyjnej macewy, stały się jednym z najchętniej
używanych motywów plastycznych — zwłaszcza na nagrobkach
w stylu secesyjnym.
Podobnie jak w przypadku zwierząt, kwiat może być plastyczną
ilustracją imienia lub nazwiska; na jednym z pierwszych znanych
średniowiecznych nagrobków mających w ogóle dekorację plastycz­
ną pojawia się kwiat jako odpowiednik imienia zmarłej — Blume
córki Jaakowa. Symbolikę śmierci i aluzję do nazwiska połączył
twórca macewy ze Słonimia rzeźbiąc złamaną różę na grobie
dziewczyny o nazwisku Rosenblum, zmarłej w kwiecie wieku.
Rośliny, wśród nich drzewa, to najczęściej rośliny „w ogóle", bez
specjalnych cech gatunkowych. Niekiedy chodzi jednak o szczegól­
ną roślinę, zwłaszcza w przypadku drzew i owoców Ziemi Świętej.
W i n n e g r o n o , w i n o r o ś l t o motyw powszechny w sztuce i ,
jak wiele tu wymienionych, obarczony symbolicznym znaczeniem
w chrześcijaństwie. W judaizmie i sztuce żydowskiej ma odrębną,
głęboką symbolikę, oznacza bowiem lud Izraela. Według słów
proroka „Winnicą Pana Zastępów jest dom izraelski, a mężowie
judzcy ulubioną jego latoroślą" (Iz 5:7). Psalmista przyrównuje
Izraela do winorośli, która zabrana z Egiptu zapuściła korzenie
i rozrosła się w Ziemi Obiecanej (Ps 80:9—17). Winne grono,
przyniesione przez Jozuego i Kaleba przed Mojżesza, to symbol
płodności tej ziemi (Lb 13:23). Może ono oznaczać na nagrobku,
oprócz przynależności do ludu Izraela, owocną pracę, bogactwo
duchowe, które uczony przynosi swemu narodowi. Na grobie
kobiety może być echem wersetu: „Żona twoja jak winorośl płodna
w zaciszu twego domostwa, synowie twoi jak gałązki oliwne dookoła
twego stołu" (Ps 128:3).
G a ł ą z k i w i n n e i o l i w n e mają też znaczenie mesjańskie,
obrazując „szczep Dawidowy" (Jr 23:5) i „różdżkę Jessego" (Iz
11:1), o których mówią prorocy.
Na cmentarzu w Pradze winne grono pojawia się w X V I w., gdy
nagrobki jeszcze bardzo rzadko mają dekorację plastyczną. Epita
fium słynnego filozofa i komentatora prawa rabinicznego, Mojżesza
Isserlesa, zwanego Remu, na cmentarzu w Krakowie, spowite jest
5 1

52

53

w rzeźbioną winorośl; tę bogato zdobioną płytę wystawiono temu
uczonemu prawdopodobnie w połowie X V I I I w. uważając wido­
cznie, że oryginalna XVI-wieczna macewa bez dekoracji plastycznej
(obecnie umieszczona na odwrotnej stronie) jest za skromna. Motyw
ten jest rozpowszechniony w całej Polsce; winne grono umieszczone
bywa zwykle w przyczółku, często w połączeniu z innymi motywami,
a pędy oplatają kolumny (il. 12, 54, 62).
O w o c g r a n a t u to jeden z 7 tradycyjnych owoców Ziemi
Obiecanej. Motyw ten zdobił kolumny Świątyni Salomona ( I K r i
7:18), szaty arcykapłana Aarona i inne akcesoria obrzędowe. Można
go odnaleźć na fryzie starożytnej synagogi w Kapernaum. Nazwę
granatów noszą ozdobne gałki nasadzane na drzewce zwojów Tory;
stąd zapewne owoce granatu mogą symbolizować Torę, mądrość
i uczoność. Trudno je zidentyfkować na nowszych nagrobkach, choć
niekiedy owoce przypominają granaty, za to na cmentarzu Remu ich
pełnoplastyczne rzeźby wieńczą po obu bokach XVII-wiecznych
nagrobek, co nasuwa skojarzenie z ubranym zwojem Tory.
P a l m a była ulubionym motywem żydowskim w starożytności,
uwiecznionym na monetach, mozaikach i rzeźbionych fryzach
synagog, katakumbach w Izraelu i w Rzymie. Na XVII-wiecznym
grobowcu żydowskim pod Amsterdamem gałęziom palmowym
towarzyszy werset „Sprawiedliwy wyrośnie jak palma" (Ps 92:13),
tymże wersetem podpisane jest drzewo wyrzeźbione na nagrobku
w Krakowie (nowy cmentarz), choć nie przypomina ono palmy.
Autorka wielokrotnie spotykała się z twierdzeniem, że palma na
nagrobku oznacza młodą dziewczynę; jednak nie potwierdzają tego
dotychczasowe badania i jeśli nawet taka korelacja występuje, nie
jest z pewnością silna. Poza tym na tradycyjnych macewach w Polsce
palma występuje rzadko, lub też trudno ją odróżnić od innych
drzew. Palma stała się za to jednym z ulubionych motywów na
XX-wiecznych grobowcach, zwłaszcza tych, którym artysta nadał
cechy „stylu biblijnego", tzn. starał się nawiązać do architektury,
historii a czasem i krajobrazu Izraela.
L u l a w (specjalnie owinięta gałązka palmowa) i e t r o g (owoc
cytrusowy) to atrybuty święta Sukkot, upamiętniającego wędrówkę
Żydów po pustyni. Były jednym z najczęstszych motywów na
mozaikach starożytnych synagog i na grobowcach, ale na nowożyt­
nych nagrobkach pojawiają się sporadycznie. Autorce znane są dwa
przykłady: z Kazimierza nad Wisłą, gdzie etrog przedstawiono
w otwartym pudełku (il. 58) i z Szydłowca, gdzie etrog spoczywa
w koszyku (naczynia na etrog mają różne formy). Z epitafium
wynika, że śmierć nie nastąpiła w czasie święta Sukkot, więc nie taki
fakt był motywem wprowadzenia etrogu. Co wiec symbolizuje?
Z rodzimych drzew, które możemy rozpoznać spotykamy d ą b
(m.in. Bieruń Stary), w i e r z b ę p ł a c z ą c ą (m.in. Oświęcim),
g r u s z ę (np. Warszawa; il. 55) i ś w i e r k i (Sokołów Małopolski):
z kwiatów — s ł o n e c z n i k (Łowicz; i l . 62), z owoców — m.in.
54

II. 59. Płaskorzeźba umieszczona w dole macewy przedstawiająca miasto za murami; do bramy w murze
prowadzi most, na rzece widać łodzie. Inskrypcja na wstędze nad miastem zawiera początek psalmu 137
..Nad rzekami Babilonu — tam siedzieliśmy i płakaliśmy na wspomnienie Syjonu". Warszawa, ok. 1820

55

�zabrakło zmarłego — to symbol śmierci i żałoby. Inspiracją dla
takiego obrazu mogła być też skarga proroka: „Śmierć wdarła się
przez nasze okna" (Jr 9:20).
R o z p a d a j ą c a s i ę b u d o w l a (Warszawa, Szydłowiec) jest
też zapewne symbolem śmierci.
D o m z napisem bet Lewi, spotykany na nagrobkach w Lesku, to
dowcip plastyczny, wykorzystujący wieloznaczności słowa — bet
bowiem to zarówno dom, jak i ród, dynastia, w tym przypadku ród
lewitów.
Trudno powiedzieć, czy wśród budynków na nagrobkach w Po­
lsce przedstawiano kiedykolwiek konkretny dom, w którym miesz­
kał zmarły — jak to miało miejsce we Frankfurcie i w Amsterda­
m i e . ^ to na reliefie jednego z pomników w Warszawie skrupulat­
nie odtworzono istniejącą zresztą do dziś, lecz przebudowaną
synagogę w Kielcach, ponieważ zmarły był jej fundatorem (il. 56).
We Wrocławiu jeden z grobowców (który jednak nie jest tradycyjną
macewą) zdobi płaskorzeźba okazałej kamienicy — banku braci
Aleksander; niestety inskrypcja została zniszczona.
P a n o r a m a m i a s t a widnieje na kilku nagrobkach w Warsza­
wie. Najciekawsza z nich wyryta została w dolnej części nagrobka,
a kluczem do niej jest umieszczony na wstędze znany werset z Psalmu
137: „Nad rzekami Babilonu — tam siedzieliśmy i płakaliśmy na
wspomnienie Syjonu" (il. 59). Co to za miasto? Może Babilon,
0 którym mowa w Psalmie, może Jerozolima — przedmiot tęsknoty,
może Warszawa — kolejne miasto diaspory? Urozmaicona i raczej
z fantazji wzięta architektura niczego nie wyjaśnia, ale rzeka, most
1 łódź na pierwszym planie kłócą się z realiami Jerozolimy. Możliwe,
że twórcę zainspirowały znakomite reliefy na sąsiednim grobowcu
Berka Sonnenberga, z których jeden ilustruje właśnie Psalm 137.
G r o b o w c e i inne miejsca pielgrzymek w Z i e m i
Ś w i ę t e j wyobrażone na nagrobkach odzwierciedlają duchowy
związek z Ziemią Izraela, w której wszak chciał spocząć każdy
pobożny Żyd. Tak więc budowla o charakterystycznej dla Izraela
architekturze, z napisem kewer Dawid— grób Dawida — zdobi nie
podpisaną macewę w Starachowicach; inna przypominająca wyglą­
dem tzw. grobowiec Racheli — macewę w Łodzi. Najciekawsza jest
kompozycja w Szydłowcu, gdzie twórca reliefu umieścił trzy biblijne
miejsca koło siebie. Dwa mniejsze to budynek podpisany „grób
Dawida" i mur z napisem „Ściana (Płaczu)"; środkowy, największy
budynek o kopulastym dachu stoi na skale i nie jest podpisany
— można przypuszczać, że to Świątynia Jerozolimska (il. 60). Na
innym nagrobku tamże widnieje budowla podpisana „wieża Dawi­
da", podobna do jerozolimskiego pierwowzoru. Autorzy tych
płaskorzeźb mogli wzorować się na popularnych sztychach i ilustra­
cjach w książkach, zwłaszcza w Hagadzie (modlitewniku na święto
Pesach). Takie motywy występują jednak niezwykle rzadko.
Cała powierzchnia macewy skomponowana jest w formie b r a ­
m y , p o r t a l u , co z jednaj strony zwraca uwagę na architekturę
nagrobka, z drugiej zaś — na jego symbolikę. Brama, uniwersalny
symbol przejścia ze świata ziemskiego do życia wiecznego, częsty
motyw w grobowcach antycznych i chrześcijańskich jest w judaizmie
obarczona szczególnie bogatym znaczeniem i wykorzystywana we
wszystkich dziedzinach obrzędowej sztuki. „Oto jest brama Pana,
którą wejdą sprawiedliwi" (Ps 118:20) — to werset często spotykany
w synagogach, a czasem — na bramie cmentarnej, jak np. w Sopocie.
K u skojarzeniu ze śmiercią kierują nas słowa Psalmisty do Boga:
„Ty, który mnie podnosisz z bram śmierci" (Ps. 9:14).
K o l u m n y flankujące inskrypcję, których twórcy dowolnie
krzyżowali wszelkie style, są też czymś więcej niż elementem
architektonicznym. Zgodnie z duchem judaizmu mogą nawiązywać
do kolumn Jachin i Boaz w Świątyni Salomona, opisanych w I Księ­
dze Królewskiej (7:15—22), a według niektórych mogą być nawet
echem słupów dymu i ognia, które prowadziły Żydów podczas
wędrówki po pustyni. Argumentem na rzecz tych porównań jest
fakt, że motyw portalu lub kolumn bywa często powtórzony już na
samym reliefie, a więc niezależnie od struktury nagrobka (np.
Mszczonów, Piotrków, Tomaszów Mazowiecki, Łowicz; il. 61).
Motyw bramy ma swoją jeszcze bardziej dosłowną wersję:
b r a m ę z a m k n i ę t ą na k ł ó d k ę , niekiedy nawet zaryglowaną
kilkoma zamkami — jakby dla podkreślenia nieodwołalności za5

56

II. 60. Płaskorzeźba przedstawiająca święte miejsca w Jerozolimie;
z prawej Ściana Płaczu, z lewej grób Dawida (oba podpisane);
w środku, jak się można domyślać, Świątynia przed zburzeniem lub
stojący obecnie na jej miejscu meczet. Za tą identyfikacją przemawia
znajdująca się w środku skała. Szydłowiec 1929; il. 61. Nagrobek, na
którym kolumny występują niezależnie od półkolumn ograniczają­
cych epitafium. Inne motywy to lwy, ptaki i korona. Łowić? 1864

g r u s z k ę (Starachowice). W wielu okolicach (np. Mikołów, Sienia­
wa, Łowicz, Bobowa, Tarnów, Lubaczów) spotyka się motywy
roślinne przypominające sztukę ludową — taką wszak była w wiel­
kim stopniu twórczość artystów-kamieniarzy — zbieżna zwłaszcza
z polską i żydowską wycinanką (il. 20, 57). Składa się na to naiwny,
płaski rysunek i symetryczna kompozycja, czasem przypominająca
leluję. Takie wrażenie robią też reliefy kwiatów w doniczkach
(Łowicz, Inowłódz) i koszykach (Mikołów) oraz pochodzące od
kwiatów rozety.
M o t y w y a r c h i t e k t o n i c z n e to następna grupa przedsta­
wień na macewach, rzadziej spotykana od większości motywów
wymienionych powyżej. Ich pochodzenie i racja bytu są często
niejasne, warto jednak odnotować je, choćby z próbą interpretacji.
P u s t y d o m o otwartych na oścież drzwiach i oknach jest
częstym motywem na cmentarzu warszawskim, ale gdzie indziej
spotyka się go bardzo rzadko. Najczęściej jest on elementem
opisanej już sceny z owcami podążającymi ku studni (il. 15), ale
czasem towarzyszy mu tylko złamane drzewo (il. 55), niekiedy ze
zrywającym się do lotu ptakiem. Pusty dom — domostwo, w którym
56

57

�mknięcia się życia doczesnego. Takie reliefy, spotykane dość często
na cmentarzu warszawskim, ale w wielu okolicach nieznane, umiesz­
czano przeważnie poniżej epitafium lub po odwrotnej stronie
nagrobka, gdzie mogły nawet zajmować całą powierzchnię płyty.
Ciekawą analogię stanowi nagrobek sefardyjski w Londynie, w któ­
rym wieko marmurowego sarkofagu ma formę uchylonych drzwi.
Wyobrażenia drzwi z zamkami, zasuwami i kluczami przetrwały
w katakumbach Bet-Szearim w Izraelu (od I I I w.n.e).
Spośród tysięcy powtarzających się motywów zdarza się czasem
wyłowić takie, które występują dosłownie raz lub kilka razy. Są one
tym bardziej godne uwagi, ponieważ były wybrane świadomie a nie
przez naśladownictwo istniejących wzorów. Do tej grupy należy
wiele z motywów już opisanych. A oto kilka innych.
58

O k r ę t może być ilustracją nazwiska Schiff, ale też symbolem
wanitatywnym, o czym świadczy złamany maszt, jak na przedsta­
wionej w pracy Levy'ego macewie ze Słonimia. Skąd okręt jako
metafora żalu? Odpowiedź daje zawarty w epitafium werset z Tre­
nów Jeremiasza (2:5); „I pomnożył (Pan) u córki Judzkiej smutek
i narzekanie", w którym ostatnie słowo może być dwojako odczyta­
ne: jako anija
lament, narzekanie
lub jako onija
okręt.
W tym przypadku twórca nagrobka pomysłowo wykorzystał grę
słów
Skojarzenia te mogą iść dalej: rzeka — to przepływ czasu, okręt
— życie, tonący okręt — śmierć. W porze Nowego Roku i Dnia
Pojednania — okresie zadumy nad życiem i śmiercią — jedna
z tradycyjnie wysyłanych form życzeń to „bilet na statek na rzekę
życia". Rozbite statki na wspomnianym już grobowcu Berka
Sonnenberga w Warszawie mają zapewne taką konotację.
I n s t r u m e n t y m u z y c z n e znane są autorce z trzech nagrob­
ków w Warszawie i jednego w Żelechowie; na tym ostatnim brak
niestety epitafium.
W warszawskich płaskorzeźbach hebrajskie inskrypcje dają
niezwykle ciekawe wyjaśnienie, świadczące o tym, jak twórczym
i wręcz „uczonym" dziełem może być nagrobek dzięki trawestacji
wersetów biblijnych. Płaskorzeźby ilustrują nie tylko wykorzystane
wersety, ale też imiona zmarłych: Dawida — gdyż biblijny król
5 9

Dawid grał na harfie, prorokini Miriam,
gdyż opisany jest jej
taniec z bębnem (o czym już pisałam w poprzednim artykule). Na
innym zaś warszawskim nagrobku obraz instrumentów muzycznych
odnosi się i do pochodzenia i do zawodu' zmarły był z rodu lewitów
(za czasów Świątyni lewici grali na instrumentach podczas obrzę­
dów) był też muzykiem Ten niezwykle rzadki w Polsce motyw na
grobie lewity był być może bardziej rozpowszechniony w innych
krajach W Polsce zaś instrumenty muzyczne były jednym z najpo­
pularniejszych elementów dekoracji synagog właśnie dla przypo­
mnienia roli lewitów w Świątyni
Trzeba tu dodać, że tradycja nie przekazała wyglądu biblijnych
instrumentów muzycznych; tłumaczenia ich nazw są różne i różne są
ich późniejsze przedstawienia plastyczne.
Szofar, czyli róg barani, w który dmie odprawiający modlitwy
w synagodze w święto Rosz Haszana (Nowy Rok), był częstym
motywem w starożytnych grobowcach żydowskich i synagogach.
Róg na nagrobku może oznaczać, że zmarły pełnił funkcje trębacza
noworocznego, co świadczy o jego prestiżu w życiu religijnym
gminy. Może też być symbolem ogólniejszym; dęcie w róg ma
oznajmić przyjście Mesjasza i zmartwychwstanie.
Na jednym z warszawskich nagrobków widoczna jest dłoń
wznosząca w górę róg, na innym — szofar oraz zwój Tory są
drugorzędnymi elementami reliefu, który w centrum ma nóż do
obrzezania (il. 26).
Do „nietypowych" przedmiotów uwiecznionych na nagrobku
należy kapelusz,odkryty przez Levy'ego w Białymstoku i będący
plastycznym uzmysłowieniem nazwiska H u t .
Wiemy już, że bardzo częste było na tradycyjnych nagrobkach
dostosowywanie reliefu do religijnych funkcji zmarłego. Wraz
z asymilacją i bardziej libralnym stosunkiem do nieżydowskich
wzorów pojawiły się na cmentarzach — ale tylko w dużych miastach
— takie atrybuty świeckich zawodów, zasług i zainteresowań, jak
paleta na grobie malarza, skrzypce na pomniku muzyka, proporce,
-

6 0

61

62

II. 62. Płaskorzeźba przedstawiająca m.in. strzałę, świecznik ze
złamaną świecą, skarbonkę z wpadającą doń monetą, ptaki i słone­
cznik; dookoła epitafium — winorośl. Łowicz 1880, il. 63. Nagrobek
chłopca, z reliefem przedstawiającym złamane drzewo i ołtarz
ofiarny. Warszawa 1861

wieńce i pochodnie jako oznaki zasług w różnych dziedzinach,
symbole masońskie, a wreszcie takie emblematy jak kotwica i koło
na grobie inicjatora żeglugi rzecznej na Wiśle. Na XX-wiecznych
grobach lekarzy powraca motyw węża Eskulapa, znany nam już
z XVI-wiecznego nagrobka w Krakowie. Wydaje się, że na interesu­
jących nas tradycyjnych żydowskich nagrobkach w Polsce atrybuty
zawodów świeckich nie występują (a może tylko nie przetrwały,
nawet w opisie?), inaczej niż w Pradze, gdzie n o ż y c e wyryte są na
grobie krawca, ł a ń c u c h — złotnika, l a n c e t — lekarza, m o ź ­
d z i e r z — aptekarza, s k r z y p c e — muzyka, k s i ą ż k a — introli­
gatora. Intrygującym dla autorki wyjątkiem jest macewa z począt­
ku X V I I w. na cmentarzu Remu w Krakowie: w przyczółku
przedstawione są rozwarte nożyce, a w epitafium mowa jest
o Icchaku synu Cwi, zwanym (?) Sznajd — tu następuje znak skrótu
słowa. Czy chodzi o nazwisko Sznajder (krawiec), czy o rzemiosło,
czy — o jedno i drugie?
Na marginesie warto wspomnieć o spotykanych w innych
krajach (Holandia, Włochy, Czechy, Austria) z n a k a c h h e r b o w y c h na grobach uszlachcbnych Żydów. Na cmentarzu w Wenecji
emblematy heraldyczne odnoszą się nie do herbu rodzinnego, ale do
63

57

�II. 64. Wąż „odgryzający" gałąź z drzewa. Warszawa; ił. 65. Jeleń przeszyty strzałami. Warszawa

godła miasta lub krainy, z której pochodzili osiedlenie w mieście
uchodźcy w Hiszpanii. Na nagrobkach we Frankfurcie i Wormacji
umieszczono emblematy domów, w których zmarli mieszkali.
Ale wróćmy do Polski, do jednego z najpowszechniejszych
wątków płaskorzeźb nagrobnych: wątku ś m i e r c i i ż a ł o b y .
Symbole wanitatywne, bądź „czyste", bądź wkomponowane w ob­
razy o jeszcze innym znaczeniu, przewijały się przez opisy bardzo
wielu omówionych tu przedstawień. Warto je wyodrębnić: złamane
lub ścinane drzewo, złamane lub zgaszone świece, świece gaszone
przez drapieżnego ptaka, stado owiec bez pasterza, jeleń ugodzony
strzałą, odlatujący ptak, pisklęta rozglądające sią za matką, zwiędły
kwiat, pusty dom, tonący okręt, rozpadająca się budowla, w pew­
nym sensie też brama i kłódka. Zasymilowały się też na macewach
takie motywy z nieżydowskiej sztuki nagrobnej, jak uskrzydlona
klepsydra, zwrócona w dół pochodnia, a wśród pomników wycho­
dzących poza tradycyjną formę — złamana kolumna i pełnoplastyczna rzeźba drzewa z uciętymi gałęziami. Ale są jeszcze inne, nie
wspomniane dotąd, oryginalne symbole śmierci: raz tylko napotka­
ny przez autorkę relief przedstawiający o ł t a r z o f i a r n y z p ł o n ą c y m o g n i e m n a grobie siedmioletniego chłopca (Warszawa; ił.
63) i „tautologiczną płaskorzeźbę", przedstawiającą . . . n a g r o b e k
(il. 41). W takiej kompozycji lew lub jeleń leży przed nagrobkiem
(Warszawa), podtrzymuje go łapą (Olkusz), a na kamieniu wyryte są
litery PN ( T / l ) , skrót od słów „tu spoczywa", rozpoczynających
każde epitafium. Jest i taka płaskorzeźba, na której mała pochylona
macewa jest wciśnięta między dom i ... księgi wielkości tego domu
(Warszawa).
Ornament czy symbol? Pytanie to, stawiane już w odniesieniu do
motywów roślinnych czy portalu, powraca znów przy dwóch
wyobrażeniach, które — o ile rzeczywiście niosą znaczenie — są
związane ze śmiercią. S t r z a ł y nie od razu rzucają się w oczy,
ponieważ są przeważnie wplecione w inne elementy płaskorzeźby.
64

65

W Radomsku strzała obiega łukiem kompozycję, na którą składają
się: dłoń wrzucająca datki do skarbonki, świecznik, ptak i gryfy;
wyżej jest korona, z której spływa draperia owinięta wokół owej
strzały (il. 40). W Łowiczu strzała godzi w słonecznik w wazonie;
poniżej niej jest świecznik i skarbonka, a powyżej — ptak (il. 62). Czy
ta strzała to śmierć, tak jak w scenach z ugodzonym strzałą jeleniem
i na istniejącym niegdyś w Lublinie reliefie wyobrażającym postać
z napiętym łukiem?
Z a s ł o n a — bardzo często pojawiająca się wśród elementów
reliefu — może mieć, jak w sztuce chrześcijańskiej, znaczenie równe
drzwiom śmierci ;czy jednak świadomi tego sensu byli kamieniarze
powielający ten motyw jak wiele innych ornamentów?
Arabeska lub plecionka obiegająca epitafium splata się czasem
w w ę z e ł (np. Sokołów Małopolski). Czy jest to czysty ornament,
czy może plastyczny odpowiednik zakończenia każdego epitafium,
sentencji: „Niech jego (jej) dusza będzie związana w węzeł życia",
skróconej zawsze do pięciu liter T N C B H (T/2) Do tej drugiej
interpretacji uprawniałby fakt, że węzeł ten jest czasem większy,
wyraźnie wyodrębniony, a więc — znaczący.
Nie łudźmy się, że na te pytania można znaleźć jednoznaczną
odpowiedź. Zapewne większość twórców nagrobków była nieświa­
doma pierwotnego znaczenia motywów, których używali, a znakom
wywodzącym się ze starożytności nadawano treść nową, bliższą
popularnym wyobrażeniom. Często — może najczęściej — kamie­
niarz wybierał ten czy inny motyw po prostu dlatego, że był
rozpowszechniony. Wielokrotne powielanie i pozbawione głębszego
uzasadnienia łączenie poszczególnych elementów płaskorzeźby wie­
ńczącej inskrypcję oderwało znak nagrobny od treści epitafium
i indywidualnych cech zmarłego. Lecz nawet taki znak pozostaje
symbolem—nawet niezależnie od zamysłu twórcy — bo przecież nie
powstał przypadkowo ale wyłonił się jako symboliczny obraz
noszący w sobie cząstkę żydowskiej wizji świata.
66

67

Fotografie i rysunki w tym artykule oraz na str. 60, 61 — Monika Krajewska

PRZYPISY
1

Przedstawiony materiał dotyczy w zasadzie terenu Polski
w obecnych granicach, głównie obszaru dawnego Królestwa Kong­
resowego, Galicji i Górnego Śląska, ponieważ tam znalazłam
najwięcej nagrobków o bogatej ikonografii. Do szczegółowej analizy
symboli i częstotliwości ich występowania posłużyły mi moje
fotografie ok. 900 nagrobków z dekoracją plastyczną, pochodzące
z ok. 100 cmentarzy. Brałam też pod uwagę fotografie z różnych
publikacji oraz archiwów publicznych i prywatnych, zwłaszcza ze
zbiorów p. Jana Jagielskiego. Dane z cmentarzy Czech, Litwy,
Ukrainy i Rumunii, a także Holandii i Włoch przytoczone są dla
porównania. Analizowane nagrobki w zdecydowanej większości
pochodzą z X V I I I i X I X w. Miejscowości podano w nawiasach
wtedy, gdy omawiany symbol jest rzadki lub wyjątkowy, ale nie
wtedy, kiedy symbol występuje na większości lub dużej części
badanych cmentarzy
Z pomoc i cenne uwagi krytyczne dziękuję Janowi Jagielskiemu,

58

Eugeniuszowi Dudzie, Andrzejowi Trzcińskiemu, Alinie Całej,
a przede wszystkim Stanisławowi Krajewskiemu, który jest ponadto
współautorem fotografii.
Dziękuję też wszystkim, którzy udostępnili mi swoje zbiory i nades­
łali publikacje zagraniczne.
Ten i inne cytaty biblijne wg tłumaczenia Brytyjskiego i Zagra­
nicznego Towarzystwa Biblijnego, Warszawa 1976. Skróty nazw
ksiąg biblijnych wg Biblii Tysiąclecia.
M . Bałaban, Zabytki historyczne Żydów w Polsce, Warszawa
1929
M . Diamant, Jüdische Volkskunst, Wiedeń 1938, przedruk w „Kunst und Stein", vol. 6—7, 1961—62
I . Schiper, Cmentarze żydowskie w Warszawie, Warszawa
1938
Nadrabin Warszawy, Ber Meisels wydał orzeczenie powołując
się na prawo religijne (Talmud, Awoda Zara 43; Jad Chazaka 3 § 10;
2

3

4

5

6

�Szulchan Aruch § 141), które „w żadnym razie nie dozwalają
wystawienia nagrobka w kształcie przez pana Fajansa pożądanym"
(Schiper, op. cit.)
W. Zambrzycki, Aniołowie o zamaskowanych twarzach, „Ty­
godnik ilustrowany" nr 46/1929. Por. też H . Faryna, P. Paszkiewicz,
Warszawskie cmentarze żydowskie, „Kronika Warszawy" nr 2/58,
1984, i M . Bałaban O żydowskiej sztuce cmentarnej słów kilka, (w:)
Abraham Ostrzega, pomniki i nagrobki, b.m., b.d.
Schiper wspomina o towarzyszącym rybakowi psie. Obecnie
psa nie widać na zatartej płaskorzeźbie lub, co mało prawdopodob­
ne, chodzi o inny nagrobek; I . Schiper, Sztuka plastyczna Żydów
w dawnej Rzeczypospolitej, (w:) Żydzi w Polsce Odrodzonej, praca
zbiorowa, t. I , Warszawa [1933—34]
O niekonwencjonalności tego nagrobka pisze m.in. E. Saltman, The Forbidden Image in Jewish Art, „Journal of Jewish A r t " ,
vol. 8, 1981
M . Grunwald, Portugiesengräber auf deutscher Erde, Ham­
burg 1902
Lb 6:24—26
O. Muneles, M . Vilimkova, Stary zidovsky hfbitov v Praze,
Praga 1955
M . Krajewska, Cmentarze żydowskie w Polsce; nagrobki
i epitafia, w niniejszym numerze.
Krajewska, op. cit.
L. Dobroszycki, B. Kirshenblatt-Gimblett, Image Before My
Eyes, New York 1977
Z. Efron, D . Kećkemet, Zidovsko groblje u Splitu, Split 1973
Tb 4:10-11, Przp 10:2 i 11:4
M . Lamm, The Jewish Way in Death and Mourning, New
York, 1969
R. Lilientalowa, Święta żydowskie w teraźniejszości i przeszło­
ści, Kraków 1914
M . Bałaban, Dzielnica żydowska. Jej dzieje i zabytki, Lwów 1909
Świece wraz z błogosławiącymi je dłońmi widnieją też na
nagrobkach w Falticeni i Piatra Neamt w Rumunii (L. Erdélyi, Régi
zsidó temetök müveszete, Bukareszt 1980)
M . Goldstein, K. Dresdner, Kultura i sztuka ludu żydowskiego
na ziemiach polskich, Lwów 1935
A. Levy, Jüdische Grabmalkunst in Osteuropa, Berlin 1923
Muneles, Vilimkova, op. cit.
Wg współczesnego tłumaczenia słowo cwi oznacza gazelę, ale
na malowidłach synagogalnych itp. temu słowu zawsze odpowiada
wizerunek jelenia.
F. Landsberger, The Origin of the Ritual Implements for the
Sabbath, (w:) Beauty in Holiness, b.m., 1970
Levy, op. cit.
A. Maliniak, Monumentica, (w:) Stary cmentarz żydowski
w Łodzi. Dzieje i zabytki, Łódź 1938
Takie jelenie znane są autorce m.in. z Sandomierza i Warsza­
wy, a pośrednio z Siret w Rumunii (C. Manca, Old Mosaic Funeral
Stelas in the North of Moldavia, „Revue Roumaine d'Histoire de
l'Art" t. X V I , 1979) i z Winnicy (obecnie ZSRR), skąd pochodzi
litografia odtwarzająca relief jelenia ( M . Malkin, Sz. Judowin,
Jidiszer Folksornamenten, Witebsk 1920, w jidysz).
Erdélyi, op. cit. (nagrobek z Siret), por. też Manca, op. cit.
0 niedźwiedziach inspirowanych zarówno tradycją żydowską jak
1 folklorem miejscowym por. też R. Wischnitzer, The Architecture of
the European Synagogue, Philadelphia 1964 i Towers of Spice,
Jerozolima 1982.
7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4
1 5

1 6
1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4
2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

Maliniak, op. cit.
J. D . Eisenstein, Mourner's Manual, New York 1929
L. A. Vega, Het Beth Haim van Ouderkerk, Amsterdam 1975.
Gminę amsterdamską utworzyli Żydzi sefardyjscy, uchodźcy z Po­
rtugalii, których kultura pod wieloma względami zatraciła tę
odrębność, którą pielęgnowali Żydzi aszkenazyjscy we wschodniej
Europie.
Levy, op. cit.
Diamant, op. cit.
Talmud Babiloński, traktat Pesachim 49 a (za A . Levy'm)
Eisenstein, op. cit.
Erdelyi, op. cit.
H . Cieśla, Ornament żydowskich kamieni nagrobnych i jego
symbolika (streszczenie referatu), „Sprawozdania Tow. Naukowego
we Lwowie", vol. X V , zesz. 3, 1939
Wischnitzer, op. cit.; R. Bernstein-Wischnitzer, Symbole und
Gestalten der Jüdischen Kunst, Berlin 1935; tejże, From my Archives,
„Journal of Jewish A r t " , vol 6, 1969
Por. M . Bałaban, Przewodnik po żydowskich zabytkach
Krakowa, Kraków 1935
K. Radwański, Odkrycie renesansowych i barokowych nagro­
bków żydowskich na cmentarzu R'emuh w Krakowie, „Biuletyn
Krakowski" t. I I , 1960
Manca, op. cit.
Schiper, Sztuka plastyczna u Żydów
op. cit.
Na ten nagrobek zwrócił mi uwagę p. Andrzej Trzciński,
który proponuje interpretację moździeża jako atrybutu aptekarza.
Bernstein-Wischnitzer, Symbole und Gestalten
op. cit.
Levy, op. cit.
m.in. Manca, op. cit.
O centralnie umieszczonym drzewie jako motywie „adoracji
drzewa życia" wspomina Cieśla, op. cit.
Levy, op. cit.
La Nacion. The Spanish and Portuguese Jews in the Carribean,
(katalog wystawy), Tel Aviv 1981
H . Küntzl, Symbolism in the Art of Jewish Tombstones in
Europe, referat na Kongresie Nauk Judaistycznych, Jerozolima 1985
Levy, op. cit.
Informacja o dacie postawienia nowej płyty uzyskana od p.
Eugeniusza Dudy
Vega, op. cit.
Autorka pomija opis tego wspaniałego grobowca, dzieła
Dawida Friedländera, jako wykraczającego poza ramy typowej
żydowskiej sztuki nagrobnej
To drugie porównanie zaryzykowała Manca, op. cit.
Maliniak, op. cit.
Levy, op. cit.
Manca. op. cit.
Maliniak, op. cit.
Levy, op. cit.
J. Herman, Staronowa synagoga a stary zidovsky hfbitov,
b.m., b.d. i inne prace o cmentarzu w Pradze.
The Ancient Jewish Cemetery of San Nicolo on the Lido in
Venice, Wenecja 1981
The Jewish Cemetery of Worms, Worms 1984; por. też M .
Brocke, Jüdische Friedhöfe. Ein Leitfaden, Duisburg 1986 (skrypt).
J. Białostocki, Symbole i obrazy, t. I , Warszawa 1982
Taki właśnie węzeł znajduje się pod epitafium na utrwalonym
na litografii nagrobku z Żytomierza (Malkin, Judowin, op. cit.)
3 2
3 3

3 4
3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6
4 7

4 8
4 9

5 0

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5
56

5 7

5 8

5 9

6 0
6 1

6 2

6 3

6 4

6 5

6 6

4 7

TABELA: L I T E R Y HEBRAJSKIE WYSTĘPUJĄCE W A R T Y K U Ł A C H

r

1

2

13

p

18

n

8

19
3

pa?

9

5t

g
r

L

IS"
10

1

ID

to

16

s
il

s

me

i

urna

11

łf

P "

Î1

»
N

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10121" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10099">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c5a15009815025daa39d7860186c9a87.pdf</src>
        <authentication>f317f5e49322256de6919f3d0327c035</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120430">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3550</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120431">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120432">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3327</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120433">
                <text>Przykłady epitafiów hebrajskich na cmentarzach żydowskich w Polsce południowo-wschodniej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120434">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.60-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120435">
                <text>Krajewski, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120436">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120437">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120438">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120439">
                <text>Stanisław Krajewski

PRZYKŁADY EPITAFIÓW HEBRAJSKICH
NA CMENTARZACH ŻYDOWSKICH W POLSCE

1. Najstarszy żydowski nagrobek w Polsce (przeniesiony ostatnio
na cmentarz), Wrocław, 1203 r.
Ten kamień jest pomnikiem
Na grobie pana Dawida
O słodkim głosie, syna
Sara Szaloma; odszedł
(...) 25-go
Dnia miesiąca aw w roku
cztery tysiące i osiemset
(i) sto sześćdziesiąt trzy od stworzenia świata
(Niech) jego dusza będzie związana w węzeł życia
W pierwszym wersecie trawestacja Rdz 31:51—52, w czwartym
— słowo „sar" oznacza władcę, dowódcę, księcia, być może
przeniośnie — uczonego
2. Najstarszy prawdopodobnie nagrobek żydowski w Polsce, który
przetrwał na swoim miejscu, Lublin, 1541 r. (il. 6)
Żałobą i trenem obudzę,
We łzach będę opiewał to, że
Tu jest pochowany gaon, nasz nauczyciel i rabin
Kopelman pan Jaakow lewita
To jego imię; a jego rozum i jego argument
Z nim, znawca mądrości wszystkich
Ksiąg a zwłaszcza sześciu
Porządków (Miszny). I kto krzewił Torę
Tak jak on? I kto będzie mógł opisać
jego chwałę? On, mistrz Tory,
Drogi kamień węgielny, którego
Imię jest zapisane na tronie mocarza
(Jakubowego). Jakub, mąż prawy, syn pana Jehudy
lewity, błogosławionej pamięci,
zmarł 23 siwan a pochowany został
w niedzielę 301 (roku) według małej rachuby.
W pierwszym wersecie trawestacja Psalmu 150:3, w przedostatnim
— gra słów w imieniu Jakub.
3. Jeden z najstarszych nagrobków na cmentarzu Remu w Krako­
wie na grobie babki sławnego rabina Mojżesza Isserlesa, zwanego
Remu, Kraków, 1552 r.

Tu pochowana jest kobieta, chlubą wszystkich jej uczynków była
wierność. Giteł, córka Mojżesza Auerbacha, ubogim oddała wszyst­
kie dni swoje, wstawała wcześnie do modlitwy i pochyliła się
w starość dobrą. Odeszła do wieczności 27 siwan 312 roku według
małej rachuby, pomiędzy sprawiedliwych w raju.
4. Nagrobek Mojżesza Isserlesa, zwanego Remu, słynnego talmudysty, filozofa i autora komentarzy rabinicznych—cmentarz Remu,
Kraków, 1572 r. (il. 7)
Światło Zachodu, największy gaon pokolenia, rabbi Mojżesz
Pasterz Izraela, w dniu 33 omer została odebrana
Cześć z Izraela, Mojżesz był pasterzem
Trzody Izraela, sprawiedliwość czynił, ustawy przedłożył.
Izraelowi i rozpowszechniał naukę (Torę) w Izraelu,
Pozostawił uczniów dla wielu tysięcy wśród Izraela,
Od Mojżesza do Mojżesza nie powstał nikt jak Mojżesz
W Izraelu, a oto nauka o ofiarach
I nauka o całopaleniu, którą Mojżesz przedłożył
Synom Izraela roku 332 według małej rachuby.
Słowo gaon" oznacza wyniesiony ponad innych rabinów autorytet
5. Nagrobek rabina Kairu i Krakowa, lekarza Eliezera Askenazego
na cmentarzu Remu, Kraków, 1585 r. (il. 50)
Tu spoczywa gaon rabbi Eliezer,
Syn lekarza Eliasza Askenazego, błogosławionej pamięci.
Opłakuję burzliwy los,
Który jest udziałem wszystkich ludzi
Me serce płacze w ukryciu,
Silny jesteś Boże, który koisz ból,
Miałem ja ojca jak wieniec złoty
I oto odszedł w roku 5346
Przetrwała tylko górna część nagrobka (cztery linijki powyższego
tłumaczenia), zaginął też sarkofag przylegający do tablicy od tyłu
i pokryty inskrypcjami.
6. Nagrobek Natana Nata Spiry, rektora krakowskiej jeszywy,
uczonego i mistyka, na cmentarzu Remu, Kraków, 1633 r.
Tu spoczywa
Mąż Boży, świątobliwy po swoich przodkach

66

II 66 Instrumenty muzyczne oraz dzban i misa lewitów na grobie muzyka z rodu lewitów. Warszawa; il. 67. Dłoń ścinająca drzewo na grobie
zamordowanego. Warszawa; il. 68. Przykłady kaligrafii. Warszawa, Mszczonów, Chęciny
60

�Odsłaniający ukryte tajniki
Ten — o którym powiadają, że mówił
Z nim prorok Eliasz, twarzą w twarz
Gaon, przełożony Bet Din (sądu rabinackiego), rektor uczelni
Nauczyciel nasz i rabin Natan Nata
Syn r. Salomona Spiry, błogosławionej pamięci,
Umarł we środę dnia 13 aw roku 5393
Niechaj dusza jego przyjęta zostanie w grono żyjących
7. Nagrobek Jaakowa syna Awrahama, Warszawa, 1821 r.
Tu spoczywa
Jaakow mąż prostolinijny i prawy
Odszedł w pokoju i zacności
Czyste i prawe jest jego dzieło, uczony
Pełen dobrych przymiotów
Nasz nauczyciel Jaakow, błogosławionej pamięci, syn uczonego
Sławnego przywódcy, naszego nauczyciela
Awrahama, oby jego światło świeciło nadal.ze świętej gminy
Opoczno,
Umarł w wigilię nowiu miesiąca szwat 581
Według małej rachuby. Niech jego dusza będzie związana
w węzeł życia.
8. Nagrobek Jehudy Lejba syna Azriela, Warszawa, 1822 r. (il. 11)
Napis na książce będącej częścią płaskorzeźby:
„A oto o Judzie; I rzekł: słuchaj, Panie, głosu Judy, i do ludu jego
przywiedź go; rękoma swymi za niego walcz, bądź mu pomocą
przeciwko gnębiecielom jego." (Cytat z Pwt. 33:7)
Właściwe epitafium:
Jehuda wzniósł się ku górze, ku górze
Chwała jego będzie przebywać w kraju życia
Dusza jego została uniesiona w chwale
Uczony, znakomity, bogobojny,
Odwracający się od zła, zmarły pan Jehuda
Lejb, syn zmarłego pana Azriela, błogosławionej pamięci,
Zmarł w niedzielę, 28 ijar roku
„A ty idź i spocznij, i wytrwaj
Do kresu dni (nadejścia Mesjasza)" według małej rachuby.
Niech jego dusza będzie związana w węzeł życia.
Suma wyróżnionych znaczkiem liter w podanej w cudzysłowie części
napisu w ostatnich dwu wersetach daje rok (5) 582.
9. Nagrobek Sary córki Zachariasza, Warszawa, 1826 r.
„I umarła Sara" i została pochowana
Tak jak wszędzie na ziemi; przez to
Zasmuci się każdy i przepełni się
Serce każdego z powodu odejścia kobiety
Poważanej i cnotliwej
W swych dobrych uczynkach
Aż do swojego końca(...)
Była i odeszła do miejsca
Swego pochodzenia, pani Sara
Córka naszego nauczyciela Zecharia, oby światło jego świeciło
nadal, umarła 4 tewet roku 587
Według małej rachuby. Niech jej dusza będzie związana w węzeł
życia.
W pierwszym wersecie cytat z Rdz. 23:2.
10. Nagrobek Berachiahu syna Jehudy Lejba, Warszawa, 1827 r.
(il.35)
Wszyscy przechodzący będą rozpaczali i opłakiwali
Śmierć męża bogobojnego,
Był „rączy jak jeleń i silny jak lew"
W wypełnianiu przykazań Stwórcy, mędrzec
Berachiahu Berach, syn naszego nauczyciela
Jehudy Lejba, błogosławionej pamięci, zmarł 16
Tewet roku 588 według małej rachuby.
Niech jego dusza będzie związana w węzeł życia.
W trzecim wersecie cytat z Talmudu (Awot 5:23)
11. Nagrobek Tuwiego syna Jechiela, Warszawa, 1829 r.
Mąż sędziwy, szacowny, o szlachetnym obliczu,
Pomnażał miłosierdzie przez swoje długie życie,
Mąż o czystych rękach i czystym sercu od młodości,

Przełamywał się chlebem z biednymi, jego dom otwarty był
szeroko,
Wspierał tych, którzy studiowali Torę; błogosławionej pamięci,
Szedł prostą drogą, czynił sprawiedliwość, imię jego sławne,
Senior i przywódca gminy, pasł swą świętą trzodę,
Ulubiony przez żywych a także umiłowany przez niebiosa,
Zasłużył by jego imię błogosławiły usta ludzi.
Niech jego dusza będzie związana w węzeł życia.(...)
Nasz nauczyciel pan Tuwie syn pana
Jechiela, błogosławionej pamięci, odszedł w czwartek 20 adara I roku 589 (...)
Epitafium jest rymowane. Adar I oznacza pierwszy miesiąc adar
w latach przestępnych.
12. Nagrobek Jaakowa Icchaka syna Jechaskela, Nowy Wiśnicz,
1811 r.
Tu
Jest pochowany uczony, pan Jaakow
Icchak, syn uczonego, pana Jechaskela
Błogosławionej pamięci, który zmarł i odszedł do świata
Prawdy, w czwartek 14 ijara
571 według małej rachuby. Niech jego dusza będzie związana
w węzeł życia.
W czwartym i piątym i piątym wierszu zwrot w języku aramejskim.
13. Podwójny nagrobek ojca i syna, Przytyk, 1822 r.
Prawa strona:
(... — brak pierwszego wiersza)
Człowiek, który kochał
Pana wielką miłością
Uczony i pobożny
Nasz nauczyciel pan Szmuel
Zajnwel, syn uczonego
Naszego nauczyciela Josefa Jehudy
Lejbusza, błogosławionej pamięci, zmarł
16 menachem aw
Lewa strona:
„i wyszedł Icchak
Na pole"
Opłakujemy pobożnego uczonego
Naszego nauczyciela pana
61

�Icchaka Zeliga
Syna uczonego, naszego nauczyciela
Szmuela Zajnwela,
Błogosławionej pamięci, zmarł 15 ijar
Wspólne dla obu stron
Roku 582 według małej rachuby. Niech ich dusze będą związane
w węzeł życia.
Na początku lewej części cytat z Rdz. 24:63
14. Nagrobek Beniamina Zeewa Wolfa syna Gamaliela, Bieruń
Stary, 1832 r. (il. 13)
Tu spoczywa pan rabin Beniamin Zeew Wolf
Syn rabina Gamaliela, błogosławionej pamięci, zmarł 8 tewet
Roku 593 według małej rachuby, naczelnik Bractwa
Pogrzebowego,
Spełniał uczynki pełne łaski i prawdy,
Mąż pełen cnót i szlachetnych zalet,
Szczodrobliwego serca, kroczył prostą drogą
Za swoich dni w prawości i wierze,
ile dobra uczynił, by
Dusze biednych i ubogich zostały przywrócone do życia.
Nasze oczy zalały się łzami nad tą stratą.
Nie ma dla mnie ucieczki i nie ma ratunku,
Płaczcie, płaczcie nad tym, który odszedł i nie wróci.
Niech jego dusza będzie związana w węzeł życia.
Epitafium zawiera akrostych utworzony z liter wyróżnionych wiel­
kością. W czwartym wierszu mowa o posługach wobec chorych
i zmarłych, w jedenastym i dwunastym — zwroty z Talmudu.
15. Nagrobek Symchy Hejmann, Pyskowice, 1846 r.
Tu spoczywa
Kobieta cnotliwa, miłosierna dla biedaków, a byli nędzarze
jej domownikami,
Pani Symcha, żona
Czcigodnego Chaima Hejmanna, oby jego światło nie gasło,
Zmarła w dobrej sławie
W czwartek 5 kislew 607 według małej rachuby.
Radość i zadowolenie umknęły a przyszło wzburzenie
Śmierć okrutna, źródło wszystkich westchnień,
Jej jad wylał się nagle jak ulewa na skoszoną trawę,
(...)
Niech jej dusza będzie związana w węzeł życia.
Ostatni czterowiersz (nie licząc końcowego wiersza) zawiera imię
zmarłej na początku, na końcu i w formie akrostychu.
16. Podwójny nagrobek matki i córki, Szydłowiec, 1868 r. (il. 51)
Wiersz wspólny dla obu stron:
Och, och! Lament nad śmiercią niewiasty i jej córki
Prawa strona:
Tu spoczywa
Płaczcie gorzkim głosem
Nad śmiercią drogiej niewiasty
Chwała jej jest jej wieńcem i koroną,
Światło jej duszy jest czyste,
K.
Cnotliwa i pobożna pani
*
Basza córka naszego nauczyciela pana Mordechaja
W
Zeewa kohena, zmarła dnia 9
Cheszwan roku 629 według małej rachuby.
Niech jej dusza będzie związana w węzeł życia.
Lewa strona:
Tu spoczywa
Zabrana do wysokości,
Niech twoja dusza promieniuje pokorą,
W miłych uczynkach
Odeszłaś na zawsze.
Cnotliwa dziewica, pani
Liba córka naszego nauczyciela pana Jom Tow
Lipmana, zmarła dnia 9
Cheszwan roku 629 według małej rachuby.
,
Niech jej dusza będzie związana w węzeł życia.
Po obu stronach pierwsze cztery wiersze po zwrocie „Tu spoczywa"
tworzą rymy.

17. Nagrobek Jechaskela Szragi, pierworodnego syna cadyka cha­
sydzkiego Chaima Halbersztama, Sieniawa, 1899 r.
Dzień ciemny i ponury, dzień chaosu przyszedł na nas,
Zaćmiło się słońce, kiedy został zabrany nasz gaon,
nasza potęga,
Tę wielką tragedię (dosł. pożogę) będzie opłakiwać cały
lud Izraela,
Jego świętość broniła nas, w jego cieniu
znajdowaliśmy schronienie, gorzko łkamy,
O biada nam, ponieśliśmy wielką stratę z powodu
naszych grzechów,
Do kogo się teraz zwrócimy? Kto zapełni lukę w ochronie
naszej Tory?
Nasza klęska jest jak morze, bo spadła korona z naszej głowy.
Nasz rabin, nasz pan, książę Tory, nasz mistrz i przewodnik,
Gaon i święty, jego służba i miłosierdzie w prawdzie
i prostocie,
Miłość ludu Izraela była jego koroną i ozdobą przez wszystkie
jego dni,
Rabin, gaon i święty, światło diaspory pan Jechaskel
Szraga, niech pamięć sprawiedliwego będzie błogosławiona,
przewodniczący sądu rabinackiego świętej gminy, syn rabina,
świętego gaona
Męża Bożego rabina Chaima, niech pamięć sprawiedliwego
będzie błogosławiona, przewodniczącego sędu rabinackiego
świętej gminy Nowego Sącza.
Zmarł 6 tewet 659 według małej rachuby.
Niech jego dusza będzie związana w węzeł życia.
Epitafium jest rymowane i zawiera akrostych utworzony z liter
wyróżnionych wielkością.
18. Nagrobek Mordechaja Zeliga, Białystok, zapewne pocz. X X w.
Tu spoczywa
Nieliczne i złe były dni twego życia,
Dużo cierpiałeś, ach, do twego rozstania (z nami),
Śmierć obwieściła wolność grobu,
Cześć twemu spoczynkowi, a twym synom — rozpacz.
Byłeś najdroższy w oczach mieszkańców miasta,
Pamięć zostawiłeś po sobie — lśni wspaniałością,
Przestrzegałeś prawości i zacności na drodze wiary,
Sprawiedliwość w twojej prawicy, a w lewej ręce — mądrość,
Twoja pamięć (będzie) najdroższa dla synów twojego narodu,
Z błogosławieństwem będą zawsze pamiętać twe imię.
Uczony, prawy i zacny, bogobojny, wykształcony (...)
Nasz nauczyciel pan Mordechaj Zelig syn Judy Cwi,
błogosławionej pamięci,
(zakończenie nieczytelne)
19. Nagrobek Sary Fiszler, Katowice, 1926 r.
Tu spoczywa
.'•. •
Kobieta czysta, cnotliwa, pani
Sara córka zmarłego uczonego, pobożnego pana
Awrahama, błogosławionej pamięci, Herciga,
pokój jego odpoczywaniu w Ziemi Świętej,
W mieście Cfat, oby było odbudowane i odnowione.
Żona zmarłego uczonego, pobożnego
,*
Jehudy, błogosławionej pamięci, Fiszlera
Z miasta Przemyśl,
Zmarła w nowiu miesiąca aw roku 686 według małej rachuby.
Niech jej dusza będzie związana w węzeł życia.
W powyższych tłumaczeniach miejsca nie dające się odczytać
zostały zaznaczone trzema kropkami w nawiasie. Liczne w oryginale
hebrajskim skróty zostały w tłumaczeniu rozwinięte. Sposób rozwi­
nięcia różni się nieco w tłumaczeniach zaczerpniętych z innych
źródeł; są to: tłum. 3 — wzięte od Eugeniusza Dudy (Remu—miasto
umarłych, „Kraków" nr 2, 1984), tłum. 4,5,6 — wzięte z książki
Ozjasza Mahlera (Przewodnika po zabytkach żydowskich Krakowa,
Kraków 1931), tłum. 16 — autorstwa Zbigniewa Targielskiego.
W pozostałych tłumaczeniach korzystałem z konsultacji między
innymi Adama Bieleckiego, Ofry Bruno, a najwięcej — Mortona
Halperna. Wszystkim im bardzo w tym miejscu dziękuję.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10120" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10098">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b251fb85f0e8a4473f4cbb5859033c14.pdf</src>
        <authentication>287dbbec81f37c1cdf68b424f0f9e518</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120421">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3543</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120422">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120423">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3320</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120424">
                <text>Od redakcji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120425">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120426">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120427">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120428">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120429">
                <text>OD REDAKCJI
Wśród zeszytów monograficznych „Polskiej Sztuki Ludowej" znalazły się zarówno takie, które
opisują kulturę poszczególnych regionów kraju, jak też i dotyczące różnych społeczności narodo­
wych, etnicznych, wyznaniowych, współżyjących w toku dziejów z ludnością polską wsi i miasteczek.
Szczególny oddźwięk wywołał wydany w 1985 r. (nr 3—4) zeszyt „łemkowski". Sądzę, że nie mniejsze
zainteresowanie powieniem wzbudzić ten właśnie — poświęcony kulturze Żydów polskich i jej
związkom z naszą kulturą ludową. Żydzi stanowili przecież przed wojną ponad 10% ludności
naszego kraju. Tworzyli zwartą społeczność, kultywującą własne obrzędy i obyczaje, własne treści
kulturowe. Na naszych ziemiach w obozach zagłady, zginęło ok. 6 milionów Żydów, z Polski
i z innych krajów europejskich. Obecnie zainteresowanie kulturą żydowską jest w Polsce duże, i co dla
nas ważne — także wśród etnografów. Ich dążenia do odtworzenia obrazu przeszłości, poparte
nauką języka hebrajskiego i jidisz utrudnione są jednak straszliwą dewastacją źródeł, śladów kultury
materialnej i duchowej. Redakcja pragnie tym numerem włączyć się w krąg instytucji i ludzi, którzy
usiłują zachować pamięć o kulturze, która przez setki lat współistniała z Polską we wsiach, miastach
i miasteczkach.
Idea takiego zeszytu nurtowała mnie od dawna, od końca lat pięćdziesiątych, ale wówczas, ledwie
w dziesięć lat po Holocauście nie było już kogo pytać, nie było jeszcze komu badać. Niech Pan jedzie
do Stanów! poradzono mi w Żydowskim Instytucie Historycznym. Interesowały ich inne problemy,
kultura przeważnie wydaje się działaczom mało ważna, dopiero czas wskazuje na jej znaczenie. Na
szczęście udało mi się zetknąć z dr Gizą Frenklową, etnografką wykształconą jeszcze przed wojną
w Polsce i znaną ze swych badań nad żydowską sztuką ludową. Rezultatem tych rozmów był między
innymi opublikowany w naszym piśmie Jej artykuł Wycinanka żydowska (1965 nr 3). Podjęła w nim
Frenklową sprawę poruszaną już przez polskich badaczy (m.in. Stefana Czarnowskiego) — genezy
naszej wycinanki i jej możliwych związków z żydowską. Gwoli prawdzie dodam, iż sama supozycja
takiego związku dotnęła niektórych czytelników, otrzymałem nawet kilka anonimów o podobnej
treści „Won Bejlesie do Izraela". Autorom nie mogło się pomieścić w głowie iż nie-Żyd mógł wpaść
na pomysł zamieszczenia artykułu o żydowskiej wycinance w piśmie poświęconym polskiej sztuce
ludowej.
Nim mogło dojść do opracowania obecnego zeszytu monograficznego upłynęło wiele lat. Trzeba
było rozszerzyć pole zainteresowań pisma, przyzwyczaić Czytelnika do innej optyki w patrzeniu na
zjawiska sztuki i kultury ludowej, i co najważniejsze, musiała się ukształtować grupa badaczy
(etnologów, historyków sztuki, socjologów), których kultura żydowska zaczęta interesować a nawet
fascynować. Wiązało się to z wieloma okolicznościami, w tym i reakcją wrażliwych, młodych ludzi na
istniejące obszary milczenia, problemy przemilczane a dramatyczne, jak chociażby los Mazurów,
Ślązaków, Cyganów, niszczenie śladów przeszłości, cerkiewek, cmentarzy ewangelickich, żydow­
skich.
W ciągu niewielu lat uformowała się w Polsce grupa badaczy kultury żydowskiej. Jednocześnie
w Izraelu — obok Gizy Frenklowej, zajęła się kulturą ludową Żydów polskich nasza koleżanka
z Instytutu Sztuki, etnografką, Olga Mulkiewicz, która w 1968 roku wraz z mężem historykiem
— Jakubem Goldbergiem opuściła kraj i zamieszkała w Izraelu. Tam szybko zdobyła sobie pozycję
w środowisku naukowym, związana zresztą także z Polską, m.in. z naszą redakcją. Jej oraz Monice
i Stanisławowi Krajewskim, Konstantemu Gebertowi, Kazimierzowi i Marii Piechotkom, Andrzejo­
wi Trzcińskiemu, Ewie Fryś-Pietraszkowej, Bogdanie Pilichowskiej, Maciejowi Krupie, zawdzięcza­
my przede wszystkim możliwość przygotowania tego numeru.
Jeszcze jedno — gdy go planowaliśmy nie było jeszcze mody na tematykę żydowską. Dziś moda ta
istnieje. Ktoś, komu zakomunikowałem o tym numerze potraktował mnie dowcipem: „Czy wie Pan,
co się obecnie nosi w Polsce? Żydów na rękach!" Nie, nie chciałbym, by w takim kontekście odebrano
wysiłek autorów i redakcji. Proszę więc traktować ten zeszyt jako zarys problemów, odpowiadający
obecnemu stanowi badań, jako skromny wkład w utrwalenie śladów kultury żydowskiej na naszych
ziemiach.
Byłbym szczęśliwy gdyby w najbliższych latach mogły się ukazać podobne zeszyty monograficzne
poświęcone kulturze białoruskiej, litewskiej, niemiecko i polsko-języcznej ludności Mazur i Śląska,
ziem straconych i odzyskanych. Kultura polska szczyciła się tym. iż wchłaniała różne wpływy
i inspiracje. Jej tożsamość wynikała nie z redukcji do „rdzenia", leczę z tworzenia stopu zjawisk
i wpływów, inspiracji. Biorąc — dawała, dając — brała. Dotyczy to także kultury naszego ludu i jego
sztuki.
Aleksander Jackowski

REDAKCJA: Zbigniew Benedyktowicz (z-ca red), Aleksander Jackowski (red.), Ewa Korulska,
Anna Kunczyńska-lracka, Sławomir Sikora (sekretarz redakcji)
R A D A REDAKCYJNA: Jerzy Bartmiński, Tadeusz Chrzanowski, Marcin Czerwiński, Ewa
Fryś-Pietraszkowa, Jan Krzysztof Makulski, Franciszek Midura. Jacek Olędzki, Mieczysław
Porębski, Roman Reinfuss, Czesław Robotycki, Zofia Sokolewicz, Ludwik Stomma,Roch Sulima
WSPÓŁPRACOWNICY REDAKCJI: Zofia Bisiak, Jan Świderski
REDAKTOR TECHNICZNY: Grażyna Miętus
TŁUMACZE: Piotr Paszkiewicz i Magdalena Iwińska (ang.), Lija Skalska-Miecik (ros.)
Adres Redakcji: Instytut Sztuki PAN, ul. Długa 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994,
tel. 31-32-71/4, wewn. 227

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10119" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10097">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fd2c3153d4ce412ed58d4baeaee90cbe.pdf</src>
        <authentication>90eaa9b5d3236d26af4b6f4af53de799</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120411">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3545</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120412">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120413">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3322</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120414">
                <text>"... by się pług nie złamał...". Uwagi o demonologii żydowskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120415">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.13-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120416">
                <text>Gebert, Konstanty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120417">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120418">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120419">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120420">
                <text>Konstanty Gebert

BY SIĘ PŁUG NIE ZŁAMAŁ."
UWAGI 0 DEMONOLOGII ŻYDOWSKIEJ

Judaizm jest monoteizmem konsekwentnym, w którym wszyst­
ko, w tym także i zło, pochodzi od samego Boga („Czyż zdarza się
w mieście nieszczęście, by Y H W H tego nie sprawił?" — Amos 3:6)'.
Nie oznacza to jednak, by Pan był uważany za bezpośredniego
sprawcę wszystkiego, co się dzieje w świecie: liczne jego twory także
wszak są obdarzone zdolnością do działania i realizowania celów.
Należą do nich również rozmaite rodzaje demonów, których Pan
używa dla swoich celów („Saula natomiast opuścił duch Y H W H ,
a opętał zły duch zesłany przez Y H W H " — I Sam. 16:14). I choć
ostateczna zależność od woli Boskiej wszystkich złych duchów
z Szatanem na czele (por. Księga Hioba) jest oczywista, to oczywistą
jest także ich znaczna autonomia i zajadłość w czynieniu zła.
Wiedza o demonach, ich obyczajach oraz sposobach radzenia
sobie z nimi towarzyszyć tedy będzie Żydom przez całą ich historię,
wzbogacana nieustannie przez zapożyczenia z demonologii ludów
ościennych. Mimo podejmowanych, zwłaszcza przez kabalistów,
usiłowań, nigdy wiedza ta nie została uformowana w spójny system
— stąd trudności z jej odtworzeniem. Zarazem jednak niezmienność
podstawowych źródeł (Biblia i Talmud, później także księgi kabalis­
tyczne), z których wywodzono wiedzę potoczną i praktyczną na
temat demonów, umożliwia dokonanie prezentacji podstaw żydows­
kiej demonologii w oparciu głównie o teksty pisane. Założenie takie
przyjęto w tej pracy.
Demonologia biblijna

Rozproszone po poszczególnych księgach Starego Testamentu
i niezbyt liczne wzmianki na temat demonów nie składają się na
pełny obraz zjawiska, zawierają wszelako pewne podstawowe
informacje, które powtarzać się będą w późniejszych źródłach. Tak
więc demony żyją na pustyni i w ruinach (Lev. 16:10; Iza. 13:21),
sprowadzają na ludzi chorobę (Ps. 91:5—6), dręczą (I Sam. 16:15)
i zwodzą ich (I Reg. 22:22). Nie uważa się jednak by miały cokolwiek
wspólnego z. duchami zmarłych, ani też by świat demonów podlegał
jakimś własnym prawom czy posiadał swoją strukturę. Brak też
-co zrozumiałe w świetle bardzo surowego i powtarzanego zakazu
oddawania się czarom (Ex. 22:17; Deut. 18:10- 12)
wzmianek
o sposobach zabezpieczania się przed demonami. Gcrshom Scholem uważa jednak, że niektóre zabiegi rytualne opisane w Piśmie
(dzwonki na szatach arcykapłana, dęcie w rogi, palenie kadzidła itp.)
mogły mieć taki charakter.
Wymieniane w Biblii demony podzielić można z grubsza na dwie
grupy. Do pierwszej należą obce bogi {szedim — por. Deut. 32:17)
oraz satyry (se'irim — por. Lev. 17:7): to ostatnie określenie
uważane jest także za pogardliwą nazwę tych pierwszych. Do drugiej
należą demony będące domyślną przyczyną określonych zjawisk.
Do tej kategorii należą już wspomniane złe duchy, które dręczyły
Saula i wprowadziły w błąd Achaba. a także zapewne wyliczone
przez Psalmistę plagi (zaraza — dewer — kroczy wraz z Reszefem,
bliskowschodnim bogiem dżumy
obok Y H W H w Hab. 3:5).
Również śmierć, jak się wydaje, bvwala personifikowana (np. Iza.
28:15).
Dwa demony biblijne znamy z imienia. Jednym jest Azazel (Lew.
16:8, nast.), dla którego przeznaczony był kozioł ofiarny. Jak podaje
Scholem , większość komentatorów uważała, iż imię to odnosi się
do miejsca, nie zaś do osoby, stąd też Azazel nie występuje w
późniejszych demonologiach. Drugim demonem znanym z imie­
2

3

nia jest natomiast Lilit (Iza. 34:14), o której prorok mówi jedynie, że
jej obecność w ruinach jest czymś gorszym jeszcze od przebywania
w nich „zdziczałych psów, hien i kozłów" (pod tą ostatnią nazwą
Izajasz — być może — rozumie «'irim). Imię tej demonicy
wcześniejsi badacze wywodzili do hebr. layla (noc); obecnie uważa
się raczej, iż pochodzi ono z sumeryjskiego lii (powietrze) (Scholem ), lub lutu (rozwiązłość — Cohen za Thompson ). Wszystkie te
etymologie odsyłają do istotnych cech, jakich Lilit nabierze w de­
monologiach późniejszych, w jakich odgrywać będzie jedną z głów­
nych ról.
4

5

Demonologia talmudyczna"
W odróżnieniu do Biblii, Talmud zawiera wielkie bogactwo
wiedzy demonologicznej, tak teoretycznej, jak i praktycznej. I choć
wiedza ta nadal nie jest ujęta w żaden spójny system, to sama
obfitość wzmianek na temat złych duchów i sposobów postępowa­
nia z nimi, jak również ranga autorów poruszających tę kwestię
dowodzi znaczenia, jakie do niej przywiązywano. Jest to jednak
prawdą prawie wyłącznie w stosunku do Talmudu Babilońskiego;
Talmud Jerozolimski bowiem zawiera bardzo niewiele materiału
demonologicznego. Różnica ta, świadcząca — jak się uważa — o
wpływie jaki naautorów Talmudu Babilońskiego wywarły wierzenia
mieszkańców Babilonii, powodowała wręcz nawet rozbieżności
w tłumaczeniu tekstów bibijnych. 1 tak, Telmud Babiloński podaje
(Git. 68 a), że niejasne terminy szidda i sziddot występujące
u Eklezjastesa (2:8), w Palestynie tłumaczono jako „wozy", w Babi­
lonii zaś jako „demony i demonice" „Gdyby oku ludzkiemu dana
była zdolność dostrzegania ich — czytamy w TB (Ber. 6 a) — nikt nie
mógłby przeżyć, z powodu złych duchów. Liczniejsze są od nas,
mawiał pewien rabin, i otaczają nas jak bruzdy wokół pola. Każdy
z nas, mawiał inny, ma ich tysiąc po lewicy i krocie po prawicy."
Opinię tę skontrastować można z poglądem palestyńskiego rabbi
Johannana, który twierdził (Num. R. 12:30), że mazzikim (złe
duchy), które władały światem, zniknęły po wzniesieniu przybytku
na pustyni.
Z powyższym istotnym zastrzeżeniem można jednak powiedzieć,
że wiara w demony byta w Talmudzie powszechna — tak bardzo, że
odnajdujemyją nawet w ustawodawstwie. I tak, ktoś kto ze strachu
przed demonami zapala lampę w szabat (Szab. 2, 5) lub przymuszo­
ny przez nie narusza w ten dzień zakaz podróżowania (Eruw. 4, 1),
nic będzie uważany za winnego. Istnieje również zakaz wzywania
demonów w szabat (Sanh. !0l). I choć sformułowania „Nikt nie
grzeszy, chyba że wstąpi weń zły duch" (Sot. 3 a) czy: „Trzy
przyczyny doprowadzają do wystąpienia przez człowieka przeciwko
woh jego Stwórcy oraz własnemu sumieniu: poganie, zły duch
i skrajna nędza" (Eruw. 41 b) rozumieć należy zapewne bardziej
literacko niż dosłownie, to i one wskazują na powszechność
przekonania o istnieniu demonów i ich sprawkach.
Różne panują w Talmudzie poglądy na temat pochodzenia
demonów. Według jednego z nich, który podejmie później księga
Zohar, złe duchy {mazzikim) stworzone zostały w wigilię szabatu
(Awot 5, 9). Bóg stworzył ich dusze, lecz ciał już nie zdążył, bo nastał
szabat (Gen. R. 7, 5). Powstały więc jako twory odcieleśnione, co
później okaże się brzemienne w konsekwencje. Inna interpretacja,
niesprzeczna z poprzednią, i także później podjęta przez kabalistów,
wywodzi demony z potomstwa jakie Adam oraz Ewa mieli z ducha­
mi, odpowiednio żeńskimi i męskimi, w okresie stu trzydziestu lat
13

�ich rozłąki po wygnanu z Edenu (Gen. R. 20, 11). Pogląd ten opiera
się na interpretacji ustępu z Genesis (5:3): „Gdy Adam mia) sto
trzydzieści lat, spłodził syna, podobnego do niego jak jego obraz".
„Należy z tego wywnioskować - czytamy w Talmudzie (Eruw. 18 b)
— że do owego momentu nie płodzi on synów, którzy byliby doń
podobni", a więc „płodził duchy, demony i diabły nocne" (ibid.).
Inny jeszcze pogląd głosi, że Bóg uczynił duchami dusze tych
spośród budowniczych wieży Babel, którzy przed jej zburzeniem
mówili: „Wstąpmy na nią, by toczyć wojnę (z Bogiem)" (Sanh. 109
a). Interpretacja ta stanowi podstawę późniejszych wierzeń, łączą­
cych świat demonów i świat zmarłych. Wreszcie, osobliwa koncepcja
tarnsformacyjna głosi, że „samiec hieny po siedmiu latach staje się
nietoperzem, nietoperz po siedmiu iatach wampirem, wampir po
siedmiu latach ostem, oset po siedmiu latach kolcem (lub być może,
wężem), kolec (lub wąż) po siedmiu latach staje się demonem" (B. k.
16 a), interpretacja ta, acz zdaje się być jakby prekursorem
kabalistycznej koncepcji gilgul (transmigracji dusz) nie wywarła
jednak, jak się wydaje, większego wpływu.
Swoistnym źródłem demonów była także, obecna już wcześniej
w Biblii, skłonność do personifikacji groźnych zjawisk naturalnych.
I tak. demon Ketew Meriri, „pokryty oczami, łuskami i kudłami,
z jednym okiem na sercu, śmierć przynoszący temu. kto go ujrzy"
(Lament. R. 1:3), to po prostu „złośliwa zaraza" z Deut. 32:24.
Demon ten, jak podają źródła midraszowe, był zwłaszcza aktywny
między 10 rano a 3 po południu, w okresie trzech tygodni miedzy 17
dniem miesięca Tammuz a 9 dniem miesiąca Aw. Trzynastowieczne
źródło podaje, że w Rzymie w tych godzinach i tygodniach nie
karano uczniów, bowiem ich wybryki przypisywano Ketew Meriri.
W godzinach południowych funkcję jego przejmował Ketew Jaszud
Zohoraim, skrzydlaty twórz kozimi rogami (Pes. 122 b), wywodzący
się z kolei z „moru, co niszczy w południe" (Ps. 91:6).
Traktat Chagiga (16 a) dostarcza nam dokładniejszej nieco
charakterystyki demonów. „Pod trzema względami — czytamy
przypominają anioły służące (Bogu), a pod trzema innymi
— istoty ludzkie. Jak te pierwsze, mają skrzydła, latają z jednego
końca świata na drugi i znają przyszłość. Jak ludzie jedzą i piją, są
płodne i umierają." Niektórzy powiadają (A. R. N . 37), że „mają one

zdolność zmieniania postaci i same widzą, będąc niewidzialnymi".
Owa niewidzialność demonów ogromnie, rzecz prosta, zwiększa
ich szkodliwość; człowiek nie jest jednak całkowicie wobec niej
bezbronny. „Ten, kto chce ujrzeć ślady ich kroków winien wziąć
przesiany popiół i rozsypać go wokół swego łóżka. Rano ujrzy coś
przypominającego odciski kogucich nóg" (Ber. 6 a). W tym samym
miejscu czytamy, że ujrzeć demony można za pomocą rurki żelaznej
zawierającej popiół pierworodnego czarnej kotki. W tradycji żydow­
skiej żelazo w ogóle jest dobrym środkiem zabezpieczającym przed
demonami, zaś zwyczaj posypywania podłogi wokół łóżka prosz­
kiem, by ujrzeć ślady demonich stóp, zachował się do niedawna.
Ulubionymi miejscami demonów pozostają w Talmudzie nadal
ruiny i pustynia, ale również miejsca nieczyste (latryny) oraz woda.
Talmud wymienia wśród sposobów zabezpieczenia się przed demo­
nami w latrynie chodzenie tam z jagniątkiem, odstraszanie demo­
nów grzechotaniem, a nawet zrobienie specjalnego okienka, przez
które można wsunąć rękę, by położyć dłoń na głowie znajdującego
się w latrynie (Ber. 62 a). Odrębne środki zapobiegawcze należało
przedsiębrać w związku z możliwą obecnością demonów w wodzie.
I tak, zabronione było wylewanie wody, która znajdowała się przez
noc w odkrytym pojemniku na drogę czy wokół domu, jak również
używanie jej do picia, mycia czy wyrabiania zaprawy (A. Z. 30 b).
Niebezpieczna zwłaszcza była noc środowa i sobotnia, wtedy
bowiem demonica Agrat, żona króla demonów Aszmedaja (Asmodeusza) grasuję z 18 krociami aniołów niszczycielskich. Ograniczenie
jej mocy do tylko tych dwóch nocy jest dziełem rabbi Haniny b.
Dosy, zaś rabbi Abbaje dodatkowo wygnał ją z terenów zamieszka­
łych; mimo to czai się ona nadal w zaułkach (Pes. 112 a). Jednym ze
sposobów zabezpieczenia się przed nią było obudzenie kogoś
i oznajmienie mu, że pragnie się wypić wody: tym samym czynność ta
stawała się jakby zbiorowa, co płoszy demony. Można je było też
odstraszyć hałasując Dokrvwa lub wrzucając coś do wody Picie noca
wody ze stawu lub rzeki jest zresztą zawsze niebezpieczne, bo czyha
tam demon ślepoty Szabriri. Przeciw niemu skutecznajest abrakada¬
bra' Szabriri Briri, Rin, Iri Ri, sprawiająca, iż ginie on tak jak jego
imię (ibid.)
Demony czają się w cieniu, unikając słońca: dlatego niebezpiecz-

�1

II. 2, W kurorcie, Krynica, lata trzydzieste

ne są wszelkie miejsca zacienione, w tym niektóre rodzaje drzew,
którym przypisane są określone gatunki i liczby demonów. Niezbęd­
na jest dokładna znajomość specyfiki poszczególnch drzew: pewien
uczony w piśmie, nie wiedząc, że w jarzębinie przebywa zawsze
sześćdziesiąt demonów, wypisał ściganemu przez nie człowiekowi
amulet chroniący przed jednym tylko demonem, i dopiero interwen­
cja innego uczonego uratowała sytuację (Pes. 111 b).
Nie tylko pewne miejsca są niebezpieczne; istnieją lakże katego­
rie osób szczególnie narażone na napaści ze strony złych duchów.
Należą tu inwalidzi, narzeczone i drużbowie weselni, a także,
zdaniem niektórych, położnice, żałobnicy i uczeni samotnie studiu­
jący nocą (Ber. 54 b). Tych ostatnich demony kuszą, by popełniali
czyny nieskromne. Jest więc oczywiste, że potrzebne są tu odpowied­
nie środki zaradcze.
Talmud, w ślad za Biblią, bardzo surowo traktuje oddawanie się
czarom i zabobonom. W traktacie Szabat (6) znajdujemy długie
wyliczenie czynności „zabobonnych"; zalicza się też do nich „licze­
nie kamyków i wrzucanie ich do wody", choć to ostatnie wskazane
jest, jak widzieliśmy, jako środek odstraszający demony wody.
Sprzeczność jest tu jednak jedynie pozorna, jak zobaczymy dalej.
„Nie wolno też - czytamy
całować trumny umarłego, by go
zobaczyć, lub poniechać tej czynności, by go nie zobaczyć; nie wolno
siadać na gałęzi, gdy się chce marzyć, ani zaniechać tego, gdy się chce
nie marzyć." Słowem — decyduje nie czyn, lecz intencja, co
najdobitniej wyrażone jest w zakończeniu cytowanego passusu:
„Zabobonem jest również, gdy kto powie: Nie siadaj mi na pługu, bo
rai robota źle pójdzie, ale nie jest zabobonem, gdy ktoś zakaże siadać
na pługu, by się pług nie złamał".
Ale skoro wierzono, że demony istnieją rzeczywiście, a obrona
przed nimi jest koniecznością, to podpada ona tym samym nie pod
kategorię „zabobonów", ale tego co jest czynione „by się pług nie
złamał". Stąd w Talmudzie mnogość przepisów praktycznych,
mających chronić człowieka przed działalnością demonów. Oprócz
wspomnianych uprzednio amuletów i abrakadabry, autorzy Talmu­
du proponują liczne zabiegi szczegółowe; znajdujemy także jednak
zaklęcie o treści ogólnej: „By wygnać demona, mów: 'Zdychaj, bądź
przeklęty, złamany i wygnany, synu błota, synu nieczystego, synu
gliny, podobny do Szamagaz, Mengaz i Istemaa' (lub: ...synu gliny,
* imię Morigo, Morifat i jego pieczęci; tekst niepewny)" (Szab.
67 a). W zaklęciu tym warto zwrócić uwagę na sformułowanie „syn
gliny": świadczy ono o postrzeganym podobieństwie między demo­
nami a ludźmi, jako że praojciec Adam także był powstał z gliny.
Jak dowiadujemy się z Talmudu, demony szczególnie zwabia
sytuacja, w której jakąś czynność wykonuje się parzystą ilość razy.
W takich wypadkach należy wprowadzić je w błąd, sugerując, że

ilość tych razy jest w rzeczywistości o jeden większa. Jeżeli ktoś. na
pr/yklad. wypił parzystą ilość szklanek, to winien po wyjściu
chwycić lewy kciuk prawą ręką i prawy lewą (ten gest magiczny
pojawia się też w innych passusach) i oświadczyć: „Ty i ja jesteśmy
trzej". Jeśli w odpowiedzi usłyszy się (z ust czyhającego demona):
„Ty i ja jesteśmy czterej", należy kontynuować, podwyższając liczbę
o jeden, aż do skutku. „Pewien człowiek - czytamy na zakończenie
omawianego passusu (Pes. 1 10 a) — doszedł tak aż do liczby 101;
wówczas demon pęki."
Nic jednak - jeśli chodzi o skuteczność w chronieniu przed
demonami — nie jest w stanie zastąpić modlitwy. Godne polecenia
zwłaszcza są tu dwa teksty: najważniejsza modlitwa żydowska S: 'ma
hrael („Dlaczego nakazano zmawiać Sr'rai wieczorem w domu?
Aby odgonić zle duchy" — p. Ber. 2 d). Drugim tekstem, którego
zalety w zwalczaniu demonów dobrze byty znane, jest Psalm 91,
zwłaszcza ustęp 1 9, zwany „pieśnią (chroniącą przed wpływem)
złych duchów" (p. Ber. 2 d). Psalm ten zawiera, jak pamiętamy,
wyliczenie licznych plag, później spersonifikowanych, przed którymi
wszelako chroni Boża ręka. Uważano, że „ułożył go Mojżesz
wstępując na górę Synaj, bowiem bał się złych duchów" (Num. R.
12, 3). Przed demonami zabezpiecza także posłuszeństwo przykaza­
niom: za każdą spełnioną miewę Bóg zsyła anioła strzegącego przed
złymi duchami (Tanhuma Miszpatim par. 19).
Ostateczną jednak ostoją jest oczywiście Bóg. twórca i pan
wszystkiego, w tym i demonów. W komentarzu do Deut. 28:10
(„Wtedy zobaczą wszystkie narody ziemi, że imię Y H W H zostało
wezwane nad wami, i będą się ciebie lękały") czytamy: „słowo
'wszystkie' zawiera w sobie nawet duchy, nawet demony" p. Ber.
9 a). Demony bowiem to po prostu jeszcze jeden naród ziemi,
podległy Bożym rozkazom i w końcu posłuszny Jego woli.
Król Salomon i A s z m e d a j '
Autorzy Talmudu wielokrotnie wspominają króla Salomona jako
wielkiego znawcę i pogromcę demonów (np. Ex.R. 30,16); utracił on
jednak później swą moc, gdy zgrzeszył (Pesikta 45 b). Opowieść
o tym, jak ujarzmił on księcia demonów Aszmedaja i zmusił go, by
służył, streszczona jest poniżej za Maase-Buch, zbiorem średniowie­
cznych legend i przypowieści, wydanym po raz pierwszy w Bazylei
w 1602 r. Zawarte w niej opowieści czerpią swobodnie, jak w tym
wypadku, z materiału talmudycznego, lub też zapożyczają treści
z legend i folkloru, głównie nimiecko-francuskiego. Maase-Buch
cieszyła się ogromną popularnością w całym świecie aszkenzyjskim,
w tym również i w Polsce.
Do budowy świątyni król Salomon potrzebował robaczka Szamir
15

�tnącego skały. Jedynie król demonów Aszmedaj wiedział, gdzie
robak ten się znajduje. Doradca Salomona, Benajasz, podstępem
zastąpił winem wodę w zapieczętowanej sadzawce demona. Aszme­
daj wrócił spragniony ze swej codziennej nauki Tory w niebiańskiej
jesziwie, napił się wina i zasnął. Wówczas Benajasz zarzucił mu na
szyję łańcuch z Imieniem Boga; Aszmedaj nie mógł go zerwać
i Benajasz poprowadził go do króla. Demon, czochrając się, powalał
drzewa: pewna wdowa ubłagała go, by nie ocierał się o jej chałupę.
Aszmedaj usłuchał, i wykręcił sobie stopę. Po drodze spotkali
błądzącego ślepca: Aszmedaj pomógł mu odnaleźć drogę, i wyjaśnił,
że czyni to, by zasłużyć sobie na nagrodę w niebie, gdyż człowiek ten
był wielkim świętym. Następnie przewidział rychłą śmierć spotkane­
go młodożeńca, co go zasmuciło, oraz człowieka zamawiającego
buty na siedem lat, co go rozśmieszyło. Spotkanemu pijakowi
pomógł odnaleźć drogę, by ten grzesznik mógł dostać swą doczesną
nagrodę. Wydrwił wreszcie poszukiwacza skarbów, który czarami
usiłował je odnaleźć, a sam stał na skarbie, z którego król Salomon
zbuduje świątynię.
Gdy dotarli wreszcze do pałacu, Salomon nie mógł ich przyjąć,
gdyż był pijany. Wreszcie stanęli przed jego obliczem i Aszmedaj
wytknął mu jego próżność śmiertelnika, lecz ten nakazał mu
dostarczyć Szamira. Demon odparł, że Szamira ma Strażnik Ocea­
nu, ale wyda go jedynie słonce, która jednak musi obiecać zwrot.
Benajasz, grożąc śmiercią piskląt, zmusił słonkę do przyniesienia
Szamira; spełniwszy to ptak zabił się, wiedząc, że nie będzie mógł
zwrócić robaka. Gdy świątynia została już zbudowana, król spytał
Aszmedaja, co też demony potrafią czynić lepiej niż ludzie. Ten
zażądał zdjęcia mu łańcucha oraz wręczenia królewskiego sygnetu,
by móc odpowiedzieć. Gdy tak się stało, Aszmedaj połknął króla
i wypluł go daleko; sam zaś zasiadł na tronie. Salomon zaś jako
żebrak wędrował po świecie, aż dotarł znów do Jerozolimy, powta­
rzając: „Ja, Kaznodzieja, królem byłem w Jerozolimie" (Koch.
1:12). Zwróciło to uwagę członków Sanherdrynu, którzy spytali
królową, kiedy ostatnio widziała króla. Odrzekła, iż legł z nią
poprzedniej nocy, stopy miał zasłonięte, chciał z nią żyć gdy miała
przypadłość, a nawet żyć z własną matką. Mędrcy zrozumieli, co się
stało, zwrócili Salomonowi łańcuch i sygnet, zaś Aszmedaj pierzchł
na kraj świata. Odtąd jednak Salomon nieustannie bał się Aszmeda­
ja i nocą „otaczało go sześćdziesięciu mężnych, spośród najmężniejszych Izraela" (Cant. 3:7).
Opowieść ta bardzo dobrze ilustruje charakterystyczne cechy
pewnej klasy demonów, zwanej przez kabalistów „demonami ży­
dowskimi", to jest takimi, które z własnej woli posłuszne są Bożemu
prawu i czczą nakazy jego Tory, a których królem jest właśnie
Aszmedaj. Demoniczność jego przejawia się w posiadaniu mocy
niedostępnych śmiertelnikom (jasnowidzenie, siła fizyczna) oraz
w ulegnięciu instynktom seksualnym w ich szczególnie nieakcepto­
wanej postaci. I choć ostatni ten element jest przyczyną jego upadku
i potępienia, to z tym jednym zastrzeżeniem porównianie między
Aszmedajem i Salomonem wypada zdecydowanie na korzyść tego
pierwszego. Podczas gdy król się upija, demon spędza czas na
studiowaniu Tory (i to w niebiańskiej jesziwie!), wino zaś pije jedynie
przez pomyłkę. Szlachetne postępowanie Aszmedaja wobec obcych
jaskrawo kontrastuje z niegodziwym wykorzystaniem słonki przez
królewskiego doradcę. Także i słynna mądrość Salomona ustępuje
przed wiedzą Aszmedaja (zdobycie Szamiru) i jego sprytem (zawład­
nięcie tronem), jak również jego stosunkiem do zarozumiałości
śmiertelników. Wydaje się, że Aszmedaj jest tu czymś w rodzaju
potężniejszego alter ego Salomona. Wszelkie jego przewagi niweczy
jednak fakt ulegnięcia podstępnym namiętnościom seksualnym.
Zgodne jest to z tradycyjną etyką żydowską, która w rozwiązłości
upatruje największe zagrożenie dla duszy i przestrzega nieustannie
przed uleganiem „złej skłonności" (jecer ha-ra): uogólnionej pokusie
ulegania własnym słabościom, która z czasem także nabierze cech
demonicznych.
Dodatkowo interesującym jest fakt, że Aszmedaj wykręca sobie
stopę przy pierwszym kontakcie z ludźmi, i to czyniąc dobry
uczynek. Wykręcone i szponiaste stopy (które później demon
zakrywać będzie przed wzrokiem królowej, gdyż one — i tylko one
— mogłyby zdradzić jego prawdziwą naturę) są bowiem charaktery­
16

stycznym znakiem rozpoznawczym demonów (por. też Zohar 3,
229 b). Wiąże się to zresztą z pewną odrazą, jaką wzbudzają stopy ,
jako część ciała najbardziej oddalona od najwyżej wartościowanej
głowy, a zarazem najbardziej stykająca się z brudem. Istnieje tu
także skojarzenie ze śmiercią: zmarłych podnosi się za palce u nóg,
a rozmawiając z nimi, także należy ich trzymać za te palce. Z tych
wszystkich powodów pobożny Żyd z reguły kładł się do łóżka
z okrytymi stopami, choć jego pobudki były zupełnie odmienne od
tych, które kierowały Aszmedajem.
8

Demonologia kabalistyczna

9

X

Dopiero w pracach kabalistów znajdujemy pierwsze systematyza­
cje demonologiczne, acz niedoskonałe i często wzajemnie sprzeczne.
Wiązało się to, z jednej strony, z różnorodnością koncepcji teorety­
cznych, z których korzystali kabaliści, a która po części wynikała
z rozproszenia i niespójności materiału talmudycznego służącego za
punkt wyjścia. Z drugiej strony, systemy kabalistyczne usiłowały
zintegrować i „zjudalizować" niezwykle liczne zapożyczenia z demo­
nologii obcych, zwłaszcza arabskich, lecz również chrześcijańskich.
Przykładowo, wymienia się czasami Bilara (lub: Bilada czy Bilida), ,
jako trzeciego następcę króla demonów Aszmedaja. Otóż Schol- I
l e m podaje, że jest to błędne oddanie imienia Beliar (belijjaal,
1
dosł. nicpoń), będącego (wywodzącym się z tradycji żydowskiej) f
jednym z imion Szatana, występujących w literaturze wczesnoj
-chrześcijańskiej. Powróciło ono do demonologii żydowskiej zapew- 'j
ne za pośrednictwem źródeł arabskich. Wielką liczbę tych ostatnich 1
cytuje Menahem Cijon z Kolonii, w swej pracy Cefunej Cijjoni &gt;
(Skarby Syjońskie; koniec czternastego wieku), łącząc je z klasyczny­
mi wyjątkami z Zoharu. Praca Cijona wywarła wielki wpływ na •
kabalistykę praktyczną w Niemczech i w Polsce i była wielokrotnie
\
cytowana.
1 0

Klasyczni kabaliści kastylijscy X I i X I I w., których prace
ukształtowały wielu późniejszych autorów, wywodzą demony z o¬
statniego szczebla Bożych emanacji „lewej strony" (sitra ahra)
odpowiadających, lecz ze znakiem ujemnym, drzewu 10 sefirot
strony prawej. Oznacza to włączenie demonów w całościową
kabalistyczną wizję świata, a w kabalistyce praktycznej możliwość
oddziaływania na nie poprzez zabiegi magiczne związane z wyższy­
mi, abstrakcyjnymi szczeblami potęg zła. Na poziomie opisowym
natomiast uważano zgodnie, że demony są dziedzictwem Samuela
i jego żony Lilit. O tej ostatniej źródła talmudyczne jeno napomykały
i dopiero demonologia kabalistyczna przyzna jej status nieomal
naczelny.
Księga Zohar, najważniejsze dzieło kabalistyki, powyższej konce­
pcji pochodzenia demonów nie odrzuca; domniemany autor Księgi,
Mosze de Leon, był zresztą jednym z najważniejszych członków
kastylijskiego kręgu kabalistycznego. Zohar uważa przy tym demo­
ny za narzędzie Bożej pedagogiki: „A jeśli sądzisz, że demony nie są
doskonaleniem świata, to mylisz się, Służą bowiem przecież dla
doskonalenia świata i karania winnych. 'Te' (t.j. złe) duchy łączą się
bowiem przeciw 'tamtym' (tj. dobrym), bo wszystko, co jest lewe,
łączy się z lewymi potęgami i tym sposobem dokonuje się odbudowa
;
i naprawa świata" (1, 47).
1
Na tym jednak nie koniec: Zohar powraca do podstawowej
|
talmudycznej koncepcji demonów jako tworów niedokończonych,
1
umiejscawiając ją wszelako w nowym kontekście i nasycając nowym 1
znaczeniem.
1
„Pójdź i patrz! W chwili, w której je (demony) stworzono, nastał
|
szabat, więc nie dokończono ich tworzenia i zostały duchami bez
]
ciał. I oto są one tworami, które nie umocniły się i nie zapuściły ' \
korzeni. Dlatego zaś, że nie zapuściły korzeni i są w sobie rozdarte
1
— nie mieszka w nich imię Boże. I boją się one imienia Bożego, a imię
J
Boże nie mieszka w istotach rozdartych.
I
Pójdź tutaj i patrz! Każdy człowiek, który się w sobie rozdarł, czyli
nie zostawia po sobie syna, gdy z tego świata odchodzi, nie łączy się
z imieniem Bożym. I nie wpuszczają go do przedsionka Bożego, gdyż
jest rozdarty i niedoskonały. I drzewo, które zostało z korzeniem

�z ziemi wyrwane, winno być po raz drugi zasadzone, gdyż imię Boże
święci się we wszystkich tworach i udoskonala je, a twory rozdarte
nie łączą się z nim wcale.
A teraz pójdź i patrz! Owe rozdarte istoty pochodzą od Najwy­
ższego, a równocześnie pochodzą od tego, co najniższe i dlatego nie
mogą się dostosować ani do najwyższego, ani do najniższego...
A wszystkie pochodzą od lewej mocy twórczej i kryją się przed
oczami synów ludzkich i stają do walki z nimi."
Ów wątek rozdarcia staje się odtąd kluczowy dla demonologii.
Odcieleśnione dusze usiłują się „zakorzenić" — używając słów
Zoharu, a dokonać tego mogą jedynie wiążąc się z ludźmi: tylko
bowiem spółkując z nimi mogą demony mieć potomstwo. W ten
sposób Zohar integruje jeszcze jedną talmudyczną koncepcję demonogenezy, w której wywodzono je ze związków cielesnych złych
duchów z prarodzicami rodzaju ludzkiego. Potomstwo z takich
związków też jednakże potrzebuje ludzi, by kontynuować swój ród;
stąd nieustanne zakusy demonów na męską i niewieścią cześć.
Nie tylko na tym zresztą zasadza się groźba, jaką dla ludzi
stanowią płody ich związków z demonami. Otóż nieprawi — w obu
sensach tego słowa — synowie ze związków z demonicami przycho­
dzić mogą na pogrzeby swych ojców, napastować swe „ziemskie"
rodzeństwo, a nawet żądać udziału w spadku. Aby zabezpieczyć się
przed tymi „niesfornymi synami" (banim szowaim), w niektórych
społecznościach żydowskich zabraniano synom odprowadzania
ciała ojca na cmentarz. Demony te, podobnie jak ich władcy, są
śmiertelne, ale niezwykle długowieczne.
Zohar uznaje także koncepcję przekształcania sią dusz grzeszni­
ków w demony (zwane mazzikim, w odróżnieniu od pozostałych
demonów zwanych szedim). Wreszcie, istnieją także „dobre", „ży­
dowskie" demony, których królem jest Aszmedaj. Kabalistyka
praktyczna ogromnie rozwinęła genealogię i taksonomię demonów,
wprowadzając m.in. podział na demony żydowskie, chrześcijańskie
i arabskie, czy też w zależności od przypisanych im napowietrznych
lub podziemnych światów, lub dni tygodnia czy pór roku. Źródła
chasydzkie podają, na przykład, że z demonem-księciem Polski
walczył słynny cadyk, Lewi Icchok z Berdyczowa, odstraszając go
wymawianymi po polsku słowami: „Ja ci pokażę!...", zaś inny
cadyk, Szmulke z Nikolsburga, opowiadał, że Zła Skłonność, czyli
personifikacja ludzkiej gotowości do ulegania pokusie, w podobny
sposób walczy z próbami i Polaków, i Żydów, którzy pragną wznieść
się na wyższy poziom duchowy. Ostatnią oryginalną pracą z zakresu
demonologii kabalistycznej było Sefer Kamaim (Księga Promieni)
Samsona z Ostropola, wydana w Żółkwi w 1709 r.
11

Lilit
Kabalistyczne wydobycie związku między demonami a seksual­
nością spowodowało ponowne zwrócenie uwagi na demonicę Lilit,
wspomnianą w Biblii z imienia, lecz w Talmudzie mało obecną.
Wiemy o niej z tego źródła właściwie jedynie, że jest „długowłosa"
(Eruw. 100 b). „Zabrania się mężczyźnie, by samotnie spał w domu;
tego, kto to uczyni, porwie L i l i t " — czytamy również w traktacie
Szabat (151 b). Tymczasem w Alfabecie Ben Siry znajdujemy
zredagowaną ostatecznie w wieku I X lub X opowieść o Lilit,
stwofzonej z gliny jak Adam, by być jego żoną; miało to miejsce
jeszcze pod stworzeniem Ewy. Lilit tymczasem, powołując się na
wspólne pochodzenie, zażądała od Adama uznania ich wzajemnej
równości. Nastąpiła kłótnia, po której Lilit uciekła, wymówiwszy
Imię Boże. Bóg wysłał w pogoń za nic trzech aniołów o imionach
Sanoi, Sansanoi i Samnaglof, i ci, posługując się imieniem Bożym,
sprowadzili ją z powrotem; pozostała już jednak demonicą. Imiona
tych aniołów wymieniano na amuletach mających chronić przed
Lilit; zawieszano je zwłaszcza w sypialniach.
Ze związku z Adamem Lilit miała, jak się wydaje, przynajmniej
jednego syna: był nim nienazwany z imienia duch, występjący
w jednej z opowieści Maase-Buch.&lt; W podzięce za wyzwolenie go
z zaklęcia, które przemieniło go było w żabę nauczył bohatera
opowieści języka zwierząt oraz wynagodził go bogactwem i wiedzą,
co pozwala domniemywać, że mimo fatalnego pochodzenia po
12

3

stronie matki, należał on do „żydowskich" demonów. Źródło to jest
wszelako niepewne, bo syn Lilit podał, iż został spłodzony podczas
stutrzydziestoletniej rozłąki swego ojca z Ewą, czyli już po wygnaniu
z raju — co sprzeczne jest ze źródłem wcześniejszym.
Jakkolwiek by nie było, to jedno dziecko nie zaspokoiło
demonicy. Pojawia się w marzeniach sennych mężczyzn, by ich
podniecić, a następnie skraść ich nasienie (być może to właśnie mieli
na względzie autorzy talmudycznego zakazu samotnego spania).
Sama jednak jest bezpłodna, co sprawia, że zwraca swą nienawiść
przeciwko prawowiernym małżonkom i ich potomstwu; stąd należa­
ło szczególnie chronić przed nią położnice, które turbowała i nowo­
rodki, które porywała. Zwłaszcza należało się wystrzegać jej podstę­
pów: dziecko, które śmieje się przez sen, należy obudzić klapsem, jest
bowiem możliwe, że Lilit uwodzi je zabawą.
Nieco zagadkowa jest sprawa jej bezpłodności. Technika pory­
wania nasienia używana była przez demony standardowo i z powo­
dzeniem; „plagi synów ludzkich", o których mowa w I I Sam. (7:14)
to właśnie, według Zoharu, w ten sposób powstałe demony;
dodatkowo wzmacniało to biblijny zakaz „upuszczania nasienia".
Być może nieskuteczność tej metody w wykonaniu arcydemonicy
wynika z faktu jej osobistej nieśmiertelności: Lilit żyć bowiem będzie
aż do Sądu Ostatecznego (Zohar 1:55 a). To zaś prawdopodobnie
wynika z osobliwości jej powstania — stworzona została z gliny tak
jak i Adam; jest ona więc na swój sposób „zakorzeniona". Przypo­
mina nieco Golema, twora lepionego przez mędrców z gliny
i obdarzonego życiem, a w każdym razie ruchem i rozumem.
Mimo nieustannych klęsk, Lilit nie ustawała w swych uwodzicie­
lskich poczynaniach, a siła jej uroku był zniewalająca. Według
jednego z późniejszych ź r ó d e ł istniało wszelako pewne zioło,
chroniące mężczyzn przed nią; jego nazwa, niestety, nie jest znana.
14

Zwyczaje i praktyki

15

Ogromna większość praktyk podejmowanych dla zabezpiecze­
nia się przed wpływem złych duchów wynikała z wiedzy demonologi­
cznej zawartej w omówionych źródłach i często polegała na prostym
reprodukowaniu technik tam opisanych. I tak, za skuteczny sposób
odstraszania złych duchów uchodziło eksponowanie żelaza w miejs­
cach zagrożonych, zwłaszcza w pokoju dziecinnym, gdzie umiesz­
czano czasami noże czy miecze (za szczególnie skuteczny uchodził
nóż służący do obrzezania). By nie dopuścić, szczególnie w noc
przesilenia, do zbrukania pojemników z wodą kroplami demonicz­
nej krwi (zwłaszcza menstruacyjnej krwi demonie), na pojemnikach
kładziono kawałki żelaza lub przedmioty wykonane z tego metalu.
Interpretowano to jednak w sposób już nie demonologiczny: otóż
w hebrajskim słowie „żelazo" {BaRCeL) zawarte są inicjały imion
czterech słynnych matek w Izraelu: Biły, Racheli, Cilpy i Lei, i to one
chronią, a nie samo żelazo.
Podobnej obróbce poddane zostały zwyczaje związane ze świat­
łem, które skutecznie odstrasza demony, twory ciemności. I tak,
zwyczaj niesienia przez każdego z drużbów w procesji weselnej
świecy, wiązano z gematryczną interpretacją Bożego nakazu: „Bądź­
cie płodni i rozmnażajcie się" (hebr. peru urewu). Wartość liczbowa
tego zwrotu wynosi mianowicie 500, czyli podwojoną wartość
liczbową słowa ner, oznaczającego po hebrajsku światło. Do
środków odstraszających zaliczano również hałas (w szofar dęto, na
przykład, „by oszukać szatana") oraz kolor biały.
Do powszechnie stosowanych zabiegów należało unikanie wy­
mawiania na głos dat i teminów, żeby nie przyciągać uwagi złych
duchów. Jeśli już trzeba było je wymówić, czyniono to z zastrzeże­
niami mającymi nadać im charakter nieobowiązujący. Podobny
charakter miały zabiegi związane z magią imion: imiona „groźne"
— niedźwiedź (Dow), lew (Arie) czy pszczoła (Debora) — chronić
miały ich nosicieli, zaś w razie potrzeby, na przykład w chorobie,
człowiek mógł imię zmienić, by złym mocom poplątać szyki.
Strategie te mają zresztą również swój talmudyczny rodowód.
Podobnie jak uprzednio w Babilonii, także i w Polsce Żydzi
przyjmowali od otaczającej ich ludności niektóre zwyczaje i poglądy
demonologiczne. Zborowski i Herzog, autorzy znakomitego stu­
dium o żydowskim miasteczku — sztetlu—ważną rolę przypisują tu
17

�chłopskim niańkom zatrudnianym w żydowskich domach, które
wnosiły ze sobą swój własny świat wierzeń. Sytuację sztetlu autorzy
ci podsumowują następująco:
„Legendy talmudyczne przyswoiły sobie wiele ze wschodnio-euro¬
pejskiego folkloru, a liczne żydowskie praktyki rytualne mają swoje
źródła w chłopskich świątecznych obchodach. Istnieje jednak też
sztetlowa populacja demonów, duchów i czarownic, odgrywają ca
większą rolę w życiu prostych (po polsku w tekście) niż ,lepszych'
Żydów. Prostacy dużo częściej niż ,lepsi' szukają porady u wróżki,
Żydówki bądź nie. Bardziej boją się czarownic, których tożsamość dla
nikogo nie jest jasna, a które mogą zamieniać się w co chcą i wyrządzać
poważne szkody tym, którzy im się nie podobają. Częściej wzdrygają ze
strachu przed rusałkami (po polsku w tekście) — pół-kobietami,
pół-rybami, które żyją w bagnach; jeśli po zmroku złapią nieostrożnego
wędrowca, to „załaskoczą go na śmierć". Różnica ta jest jednak jedynie
różnicą stopnia, a wiele przesądów jest wspólnych dla wszystkich."
16

Spośród klasycznych żydowskich autorytetów religijnych, jedy­
nie arcy-racjonalista Majmonides zwalczał wiarę w demony i złe]
duchy. Dla wszystkich innych, a zwłaszcza dla autorów Talmudu
i ksiąg Kabały, na których kształciły się pokolenia, demony były tak
samo elementem codzienności jak i inne twory Boże, i jak one
powołane zostały przez Stwórcę do spełnienia swej funkcji w świecie.
Wiedza religijna pozwalała na poznanie cech i zwyczajów demonów
i znalezienie skutecznych sposobów obrony przed nimi. Im bliżej je
poznawano, tym bardziej okazywało się, że różnica między nimi
a ludźmi jest często trudna do przeprowadzenia: niektórzy ludzie
posiadają cechy „demoniczne" (np. złe oko), demony zaś — ludzkie
(np. śmiertelność). Bardziej były jednym z „narodów ziemi" niż
mieszkańcami innego świata; walczono z nimi, lecz także współżyto.
W ten sposób, paradoksalnie, przywrócony został naturze, której
były częścią, pierwiastek duchowy, zrazu zanegowany przez radyka­
lny monoteizm.

PRZYPISY
1

Cytaty biblijne za Biblią Tysiąclecia, z niewielkimi modyfikacjami.
G. Scholem, Demonology, (w:) Encyclopedia Judaica, t. 5,
Jerusalem 1974, Ketar.
Tamże.
Tamże.
A . Cohen, Le Talmud, Paris 1983, Payot.
Przygotowane w dużym stopniu w oparciu o Scholem, op. cit.
i Cohen, op. cit.
Streszczenie za tekstem w J. Neugroschel (red.), Great Works
of Jewish Fantasy , London 1974, Pan Books.
Por. M . Zborowski i E. Herzog, Life is with People. The
Culture of the Shtetl, New York 1962, Schocken Books.
2

3

4

5

6

7

8

9

W dużym stopniu opieram się tu na: Scholem, op. cit.
Tamże.
Por. M . Buber, Tales of the Hassidim, New York 1978,
Schocken Books.
Por. G. Scholem, La Kabbale et sa symboliąue, Paris 1980,
Payot.
„Hanina i żaba", (w:) Neugroschel, op. cit.
Por. Buber, op. cit.
Przy opracowaniu korzystałem z D . Noy, Folklore (w:)
Encyclopedia Judaica, t. 5, Jerusalem 1974, Ketar oraz Zborowski
i Herzog, op. cit.
Zborowski i Herzog, op. cit., s. 150—151
1 0
1 1

1 2

1 3
1 4

1 5

1 6

II. 3. Chełm. Ulica zamieszkała przez Żydów

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10066" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10044">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/34d0945f3bdaacb3a08bb08ef4757754.pdf</src>
        <authentication>8ae1b7d64d14b5f34817c45671371074</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119691">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6455</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119692">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119693">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119694">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6028</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119696">
                <text>Leiris i etnografia/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119697">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.0-273</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119698">
                <text>Kaniowska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119699">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119700">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119701">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119702">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119703">
                <text>KATARZYNA KANIOWSKA

Leiris i etnografia

E

tnografia Michela Leirisa to etnografia szczegól­
nego rodzaju. Skupia się ona na opisie nieznane­
go odkrywanego w znanym. To etnografia „od­
wrócona” w tym sensie, że badany obiekt rzuca światło
na badanego; inność tego, co nieznane, staje się pretek­
stem do poznania siebie, rozpoznania własnej inności,
dostrzeżenia i opisania nieznanego w sobie. To etnogra­
fia, która zakłada, że poznanie jest przede wszystkim samopoznaniem czynionym poprzez opis, który charakte­
ryzując inność, ukazuje i odkrywa ją, ujawniając przez
to odrębność poznającego. Swoje fundamentalne cechy
etnografia ta wywodzi z surrealizmu. Bez większego tru­
du można odnaleźć w światopoglądzie surrealistów idee
uprawomocniające Leirisowską etnografię. W pierw­
szym Manifeście André Breton powiada:
„jeżeli nie ma w kiści dwóch podobnych winogron,
to dlaczego żądacie, abym opisał to grono przez jakieś
inne, przez wszystkie inne, abym je uczynił gronem ja­
dalnym? Nieustępliwa mania, która sprowadza niezna­
ne do znanego, do czegoś, co jest zaszufladkowane,
kołysze mózgi do snu. Analiza bierze górę nad uczucia­
mi” [Breton, za: Ważyk 1973: 61].
A dokonawszy krytyki poznania racjonalnego, od­
mawia rzeczywistości waloru pewności oczywistej i wy­
raża nadzieję, że:
„...człowiek jako badacz będzie mógł znacznie dalej
posunąć się w dociekaniach, upoważniony do czegoś
więcej, niż do pobieżnego oglądu rzeczywistości. Zanosi
się na to, że wyobraźnia odzyska swoje prawa. Jeżeli
w głębinach naszego umysłu kryją się dziwne siły, zdolne
do pomnażania sił na powierzchni albo do staczania z ni­
mi zwycięskiej walki, to jak najbardziej warto je schwy­
tać, przede wszystkim schwytać, aby potem, jeżeli zdoła­
my, poddać je kontroli naszego umysłu. Analitycy mogą
na tym tylko zyskać” [Breton, za: Ważyk 1973: 62].
Leiris, nadrealista i analityk badanej rzeczywistości
i samego siebie jednocześnie, realizuje surrealistyczny
projekt najdokładniej w L ’Afrique fantôme, w La Règle
du jeu i w Wieku męskim, najważniejszych swych tek­
stach, mieszających etnografię z literaturą. Zdecydo­
wanie, jest świadom tego, że etnografia „odwrócona”
wymaga takiej narracji, która łączy relację z opowiada­

niem, opis z refleksją, przedstawienie z emocją i grą
skojarzeń, ogląd zewnętrzny z oglądem wrażenia, od­
czucia. Narracja ta rodzi się z przemożnej chęci wyra­
żenia tego wszystkiego, co jej autorowi się przydarza.
W każdej z tych książek Leiris pisze przede wszystkim
o sobie. Poznawana rzeczywistość (obca, afrykańska
czy własna z dzieciństwa i młodości) jest zawsze lu­
strem, w którym i dzięki któremu widzi i poznaje sam
siebie. Etnograficzny opis służy odkryciu i zrozumieniu
siebie. Dostrzeżenie inności okazuje się warunkiem ko­
niecznym do tego, by dowiedzieć się, kim jestem.
Wiedza ta jednak nie wypływa ot tak, z etnograficz­
nego badania. Inność wszystkiego, co poza podmiotem
jest niezbędnym tłem autoportretu poznającego. Jest to,
jak sądzę, najistotniejsza cecha surrealistycznej antropo­
logii. Etnografia, na której się ona opiera, jest właściwie
podwojonym wysiłkiem opisania poznawanego; podwo­
jonym, bowiem splatają się w niej dwa opisy, dwa proce­
sy poznania. Etnografia przedmiotu łączy się z etnografią
podmiotu. Ale sprawa jest bardziej złożona. Rozróżnienie
podmiot/przedmiot ma, w moim przekonaniu, w surreali­
zmie swoisty sens. Relację tę surrealiści pojmują jako re­
lację przenikania, współegzystencji, jednakże zawsze pod­
miot jest w niej ważniejszy. Cliffordowskie „etnograficzne
Ja” w antropologii surrealistycznej nie oznacza jedynie
autora antropologicznej narracji. Tutaj stanowi punkt
wyjścia poznania i jednocześnie jego cel. Surrealizm cele­
bruje Ja, koncentruje się na podmiocie, czyni poznające­
go mistrzem ceremonii. Gdyby chcieć zewnętrznym, spo­
za surrealizmu wziętym językiem nazwać tę antropologię,
to pewnie można by ją nazwać antropologią autobiogra­
ficzną, ale z koniecznym dookreśleniem - autobiografia
oznacza tu dekonstrukcję autoportretu. Etnografia staje
się narzędziem niezbędnym zarówno do wykonania auto­
portretu, jak i do jego krytycznej analizy.
Etnografię tę można próbować charakteryzować
bliżej, wskazując niektóre jej cechy. Skróconą ich listę
podaje Leiris w przedmowie do Wieku męskiego:
„Zerwałem z nadrealizmem z rozmaitych powodów,
które za długo byłoby wyłuszczać (różnice poglądów,
pomieszane z kwestiami osobistymi). Prawda to jed­
nak, że pozostałem nim przesiąknięty. Podatność na
wszystko, co zdaje się nam dane, nie będąc poszukiwa­
nym (dane wewnętrznym dyktandem albo spotkaniem
przypadku); przypisywanie poetyckiej wartości snom
(gdzie zarazem upatrywałem bogactwo rewelacji, obja­
wień); zaufanie, którym obdarzyłem psychologię Freu­
da (uruchamia ona bowiem nader pociągający materiał
obrazowy, skądinąd zaś pozwala wspiąć się łatwo na
plan tragedii każdemu, kto uzna się za nowego Edypa);
wstręt do wszystkiego, co jest transpozycją albo roz­
myślnym układem, to znaczy kłamliwym kompromi­
sem między rzeczywistymi zdarzeniami a płodami czy­
stej wyobraźni; konieczność dopowiadania spraw do
końca, choćby brutalnie (zwłaszcza co do miłości, któ­
rą mieszczańska obłuda nazbyt łatwo ogranicza do wo­

270

�Katarzyna Kaniowska • LEIRIS I ETNOGRAFIA

dewilu, jeżeli wręcz nie spycha w sfery przeklęte i zaka­
zane). Takie były - niektóre przynajmniej - z potęż­
nych wskazań czy napięć nadrealizmu, jakie nadal
przeze mnie przebiegały: mocno nieraz zanieczyszczone
i nie wolne od sprzeczności...” [Leiris 1972: 13].
Wszystkie wymienione przez Leirisa elementy sur­
realizmu obecne są w etnografii, jaką uprawiał. I to
ostatnie warte jest zaznaczenia. Leiris nie postuluje, ale
realizuje projekt etnografii nowej, etnografii dokonują­
cej epistemologicznego zwrotu, rebelii w myśleniu.
„.surrealizm - jak pisał w Drugim Manifeście Breton
- do niczego nie dąży bardziej, jak do wywołania,
z punktu widzenia intelektualnego i moralnego, kryzy­
su św iadom ości.” [Breton, za: Ważyk 1873: 125].
Ale są jeszcze inne, nie mniej ważne dla całości ob­
razu Leirisowskiej etnografii kwestie. N a przykład to
wszystko, co określa sytuację poznawczą. Poznanie (to
prawdziwe poznanie?) dokonuje się wtedy, gdy inicjuje
je zaskoczenie, nieoczywistość, paradoks. W początko­
wym fragmencie Nadji Breton przekonuje o konieczno­
ści odczytywania dzieła poprzez osobowość i życie auto­
ra dzieła. Wspomina między innymi Chirico, który „po
to, żeby malować, musi być zaskoczony (zaskoczony ja­
ko pierwszy) przez pewne układy przedmiotów i cała za­
gadka objawień mieści się dla niego w tym słowie: zasko­
czony”, ale jednocześnie „dzieło, które w taki sposób się
rodziło, pozostawało «w ścisłym związku z tym, co pro­
wokowało jego narodziny»” [Breton 1993: 5]. W LAfrique fantôme Leiris wielokrotnie, zarówno w części doku­
mentującej badania wśród Dogonów, jak i w części
dotyczącej pobytu w Gondarze, mówi o szoku, zaskocze­
niu. Opis, który z tego się wywodzi, zawsze wskazuje
konkretny, nazwany ich powód. Odkrywany świat za­
skakuje i dlatego jest odkrywany. Ow element zaskocze­
nia wzmaga potrzebę poznania i uruchamia refleksję. Py­
tanie o to, co w badanej rzeczywistości jest obce,
zaskakujące, nieznane, łączy się z pytaniem - dlaczego?
Odpowiedź zaś rozpoczyna się od konstatacji własnej in­
ności. Nie towarzyszy jej zdumienie, zdziwienie. Nie ma
się co dziwić. Znajduję tylko dowody mojej inności.
Poznanie inności (ale tu chodzi o inność poznawane­
go obiektu) bywa inicjowane czymś jeszcze. Surrealistów
interesuje egzotyzm wszelkiego rodzaju tak jak i wszel­
kiego rodzaju cudowność. Obydwie te cechy mogą,
w przekonaniu nadrealistów, być przymiotami wcale
nieodległego świata. Przeciwnie, zadaniem surrealisty
jest odkrywanie niezwykłości tam, gdzie nikt inny jej nie
dostrzega. Niezwykłość rzeczy zwykłych jest założeniem
podstawowym surracjonalizmu, który według Bretona
„nieodzownie towarzyszy surrealizmowi”, ponieważ „fak­
tycznie rozum w dzisiejszych czasach o nic nie stara się
bardziej niż o nieustanne przyswajanie sobie czynnika ir­
racjonalnego” [Breton za: Ważyk 1973:163]. Leiris tak­
że uważał, że poszukiwanie merveilleux, tego nieuchwyt­
nego czegoś, co mityczne, mistyczne, tajemnicze było
jednym z głównych dążeń surrealistów. Odnalezienie i -

271

co ważniejsze - nazwanie, opisanie merveilleux sprawi, że
pokonana zostanie ograniczająca bariera racjonalności,
nastąpi przejście Alicji przez lustro. Ciekawe są tu u nad­
realistów dwa przekonania: cudowność jest wszędzie
(w świecie egzotycznie różnym od znanego, jak i w zna­
nym) oraz cudowność jest zmienna, inna w każdej epo­
ce, ale zawsze dociera do nas z trudem, „w niejasny spo­
sób wywiązuje się z jakiegoś ogólnego odkrycia, które
dociera do nas tylko w szczegółach” [Breton za: Ważyk
1973: 68]. Oba te przekonania ujawniają się Leirisowskiej etnografii. Sekretny język Dogonów, tajemniczy,
obcy Gondar czy nieuchwytna siła ducha zâr, władająca
tańczącymi w transie - to przejawy, świadectwa obecno­
ści Niezwykłego, które „dociera do nas tylko w szczegó­
łach”. Etnografia pozwala te szczegóły poznać, a tym sa­
mym przyczynia się ona do zrozumienia tego, że
w „porządku rzeczy” ukryte jest coś więcej. Etnografia
przestaje być opisem rzeczywistości, staje się także próbą
opisania nierzeczywistości, bez której ta pierwsza nie jest
pełna, nie jest zrozumiała.
Niezależnie jednak od tego, czy skupia swą uwagę
na rzeczywistym czy nierzeczywistym, etnografia Leirisa jest też szczególnym s p o s o b e m opisywania ba­
danego świata. Nie myślę tu jedynie o literackiej for­
mie etnograficznych narracji Leirisa, choć oczywiście
ona także odzwierciedla literackie kanony nadrealizmu. Specyficzne cechy tej etnografii łatwiej dostrzec,
gdy nie poprzestaniemy na jej językowej czy krytycz­
no-literackiej analizie. L ’Afrique fantôme czy wydany
później esej Sacrum w życiu codziennym zaświadczają
0 tym, że podstawą etnograficznego opisu czyni Leiris
obserwację i wrażenie; łączy zatem niejako dwie różne
percepcje. Połączenie to pozwala dokonywać oglądu
zarazem z zewnątrz i z wewnątrz. Obserwacja nie jest
ot po prostu przyglądaniem się. Louis Aragon w Wie­
śniaku paryskim, którą to książkę Leiris uznawał za jed­
ną z najważniejszych dzieł nadrealizmu i która jest li­
terackim „etnograficznym opisem” Paryża, pisał:
„Wiem: jeden z głównych zarzutów, jakie mi stawia­
ją, to ciągle ten dar obserwacji, na który musi dopiero kto
inny zwrócić uwagę, abym mógł go sobie uprzytomnić
1 trzymać go w ryzach. To prawda, nigdy nie uważałem
siebie za obserwatora. Lubię wystawiać się na wiatry
i deszcze: przypadek to moje całe doświadczenie. Nie
mam poczucia, że świat jest mi dany” [Aragon 1971:27].
Leiris łączy w jedno przypadkowe spojrzenie z doświad­
czeniem, spostrzeżenie z przeżyciem. Przypadek nie jest
czymś bez znaczenia - wzmaga siłę doznania, decyduje
0 „bezinteresownej grze myśli”. Przypadek nie oznacza
jednak braku kontroli nad obserwowanym i przeżywa­
nym. We wstępie do Wieku męskiego Leiris wyjaśnia wła­
sne zamierzenie, które odnieść można też i do L ’Afrique:
„ .s z ł o mi o to, aby skupić - w stanie niemalże suro­
wym - zespół zdarzeń i obrazów, których nie chciałem
wykorzystywać, pozwalając wyobraźni, aby je obrabiała
1rozpracowywała. Słowem, szło o zaprzeczenie powieści.

�Katarzyna Kaniowska • LEIRIS I ETNOGRAFIA

Odrzucić wszelkie zmyślenie i jako materiał przyjmować
tylko fakty prawdziwe (nie zaś prawdopodobne, jak
w klasycznej powieści), tylko te fakty i wszystkie te fak­
ty. Taka była reguła, którą sobie obrałem. (...) obnażyć
swoje serce, napisać o sobie książkę, gdzie troska o szcze­
rość byłaby posunięta tak daleko, że - pod zdaniami au­
tora - «papier marszczyłby się i zapalał za każdym do­
tknięciem pióra z ognia»” [Leiris1972: 12].
Tak jak Wiek męski miał być zaprzeczeniem powieści,
tak L ’Afrique jest zaprzeczeniem narracji etnograficznej.
Jest to swoisty dokument z podróży, zapis badanej rze­
czywistości wraz z jej „nierzeczywistym” wymiarem i za­
pis przeżyć, które obcowanie z tą rzeczywistością wyzwa­
lało. Leiris nazywał te książkę zbiorem codziennych
notatek, rodzajem pamiętnika i skłonny był przyznawać
jej raczej marginalne znaczenie; w żadnym razie nie my­
ślał o niej jako o pracy etnograficznej. Jednakże, nieza­
leżnie od intencji autora, L ’Afrique jest bezsprzecznie
przykładem tekstu etnografii „odwróconej”. Rzeczywi­
stym obiektem etnograficznym jest tu badacz. Etnogra­
ficzny opis badanego świata wydaje się mieć drugorzęd­
ne znaczenie. Inność, obcość, egzotyzm świata, z którym
badacz się styka, pojawiają się tutaj przede wszystkim ja­
ko siły wyzwalające autorefleksję, jako siły prowokujące
do stawiania fundamentalnych pytań sobie, a nie lu­
dziom czy rzeczom spotkanym w tym świecie. Ta etno­
grafia bierze się z kryzysu własnej tożsamości i z przeczu­
wanego kryzysu własnej kultury, a także z chęci ucieczki
od wszystkiego, co zań odpowiada. U jej początku jest
przypadek. W Wieku męskim Leiris tak pisze o powodach
swego etnograficznego przedsięwzięcia:
„Wydostawszy się z tych otchłani [skomplikowanych
przeżyć uczuciowych - K. K.] i poradziwszy się lekarza,
pomyślałem, że nie od rzeczy byłoby zakosztować trochę
twardszego i surowszego życia, którego mi najwyraźniej
brakowało. Skorzystałem więc ze sposobności, aby od­
być długą podróż: wyjechałem na dwa lata do Afryki ja­
ko uczestnik misji etnograficznej” [Leiris 1972: 168].
„Wróciłem w roku 1933, zabiwszy przynajmniej je­
den mit: mit podróży jako ucieczki. Później poddałem
się psychoanalizie tylko dwukrotnie, w tym raz - na
bardzo krótko. Czego się zwłaszcza nauczyłem? Otóż
tego, że w rozmaitych objawach - nawet najbardziej
na pierwszy rzut oka nieskładnych - człowiek odnaj­
duje się zawsze tożsamy z sobą samym; cokolwiek by
robił, wszystko sprowadza się do niewielkiej konstela­
cji pragnień, cech, zdarzeń itd., które - pod najróż­
niejszymi postaciami - powtarzają się automatycznie
nieskończenie często” [Leiris 1972: 169].
W wywiadzie udzielonym w 1988 roku dla „Current
Anthropology” zaś wspomina, że swą karierę antropolo­
ga zawdzięcza splotowi okoliczności. Kontakty towarzy­
skie i artystyczne spowodowały znajomość z Marcelem
Griaulem, Paulem Rivetem, Georges’em Rivière’m i A l­
fredem Métraux. Pierwszemu zawdzięczał udział w wy­
prawie Dakar - Dżibuti, ostatniemu - zainteresowania

badawcze. Ale w tych wspomnieniach również ujawnia
się motyw przypadku, poszukiwań inspirujących przeżyć
i intelektualnych podniet, które - zgodnie z kanonami
nadrealizmu - służyć by miały twórczości artystycznej.
Etnografia miała więc spełnić ten sam warunek,
o którym wspominał Claude Lévi-Strauss. W Smutku
tropików powiada on wprost: „Etnografia daje mi zado­
wolenie in te lek tu aln e .” [Lévi-Strauss 1964: 55].
W przypadku Leirisa jednak owo intelektualne zado­
wolenie nie bierze się z analizy badanej rzeczywistości,
erudycyjnych prób jej odczytywania i poszukiwania głę­
boko ukrytych jej sensów. Etnografia, jak wydaje się są­
dzić Leiris, może (nie musi) przynieść nadzieję na znale­
zienie jakiegoś sposobu relacji ze światem; relacji, która
by pomogła zrozumieć nie żaden porządek świata, ale je­
go nieporządek, zróżnicowanie i pomogła znaleźć rów­
nowagę pomiędzy obcymi, nieznanymi sobie, różnymi
elementami. Etnografię tak pojmowaną można by po­
strzegać jako realizację głównych postulatów powstałego
w roku 1924 (a więc w roku ogłoszenia pierwszego Ma­
nifestu) Centralnego Biura Badań Surrealistycznych.
Miało ono pracować na rzecz poznania wszystkiego, co
nieznane. Systematyczne gromadzenie dokumentacji
zjawisk wymykających się bądź w ogóle nieobjętych ra­
cjonalistycznym wyjaśnianiem, ich badanie i dogłębna
analiza, nastawione było na wypracowanie nowej episte­
mologii i zaowocować nową, nadracjonalną, a więc
prawdziwą, koncepcją świata i człowieka. W Kryzysie
przedmiotu Breton, powołując się na Hegla, stwierdzał:
„Wszystko, co rzeczywiste, jest rozumne, wszystko,
co rozumne, jest rzeczywiste,(...) czynnik rozumny
jest przy tym zmuszony do ciągłej reorganizacji po to,
aby się równocześnie umocnić i wzrosnąć” [Breton, za:
Ważyk 1973: 163], oraz, że:
„umysł w obecności przedmiotów pozostaje w sta­
nie czujności i żywego pobudzenia potrzebą własnego
rozwoju tylko wówczas, gdy pozostaje w nich jeszcze
coś tajemniczego, coś, co nie zostało jeszcze odsłonię­
te” [Breton, za: Janicka 1969: 179],
i bodaj najistotniejsze w odniesieniu do etnografii
Leirisa zdanie:
„Myśl naukowa i nowoczesna myśl artystyczna
przedstawiają pod tym względem taką samą strukturę:
rzeczywistość, zbyt długo mylona z jej danymi, obec­
nie dla jednej i dla drugiej myśli, rozpryśnięta na
wszystkie strony, zmienia się w konstelację możliwo­
ści i dąży do połączenia się z nią w jedno” [Breton, za:
Ważyk 1973: 163].
Patrząc przez pryzmat tych deklaracji programo­
wych nadrealizmu widzimy, w moim przekonaniu,
wyraźnie, jak dalece Leirisowski projekt etnografii
wpisuje się w ramy surracjonalnej refleksji wywodzą­
cej się z dostrzeżenia i docenienia ważności tego, co
nieznane. Świadomie używam tu określenia „surracjonalnej”, bowiem ma ono wskazać swoistość owej
refleksji. Zwrócona ku nieoczywistemu, odwrócona

272

�Katarzyna Kaniowska • LEIRIS I ETNOGRAFIA

od racjonalnego sposobu oglądu, wymaga ona też in­
nego rodzaju jej wyrażania. I tu pojawia się jeszcze in­
na, ogromnie ważna kwestia narracji; narracji, która
umożliwiałaby realizację oczekiwań, stawianych tak
rozumianej etnografii. Poszerzenie spektrum obiek­
tów etnograficznych, włączenie podmiotu w tę sferę,
nastawienie na penetrację inności i na chwytanie
ulotnych, niepoddających się jednoznacznym klasyfi­
kacjom obrazów, przeżyć, doświadczeń, dyktowało
konieczność znalezienia nowego środka wyrazu
w pisaniu etnografii. Mam wrażenie, że dla charakte­
rystyki tej narracji nie wystarczy ani wskazanie swo­
istego jej języka, ani wskazanie (jakże Geertzowskiego) mieszania gatunków. Poetycka uroda języka
i swoboda łączenia rozmaitych stylów i gatunków są
tylko koniecznym efektem ubocznym. Najważniejsze
jest tu to, że pisanie etnografii Leiris rozumie tak, jak
pojmuje je każdy surrealista. Pisanie jest formą wyra­
żania siebie. Etnografia jest formą wyrażania siebie.
Ciekawe, że zapytany o to wprost Leiris niechętnie
odnosi się do sugestii, by trafna była dla tego rodzaju
uprawiania dyscypliny nazwa „etnografia siebie”. Ko­
mentując tę kwestię, Leiris wypowiada rzecz w moim
przekonaniu najistotniejszą. Otóż element subiektyw­
ny musi być częścią etnograficznego opisu po to, by ten
ostatni był uprawomocniony; subiektywność jest wa­
runkiem koniecznym obiektywności. Zatem subiek­
tywny ogląd świata nie może, ale musi być obecny w et­
nografii; staje się niejako jej warunkiem. Sądzę, że to
właśnie jest istotą Leirisowskiej etnografii - wiara
w obiektywne poznanie, którego fundamentem jest po­
znające Ja. Ta podstawowa teza, wyrażona we wstępie
do L ’Afrique, brzmiąca - „to przez subiektywność (po­
suniętą do granic możliwości) możemy dojść do obiek­
tywności”, odzwierciedla głębokie związki tej etnografii
z nadrealizmem. Etnograficzne Ja inicjuje i organizuje
poznanie. W tym względzie nie ma różnicy pomiędzy
nadrealistycznymi narracjami. Etnografia i literatura
mają ten sam konfesyjny, osobisty ton. Tak jak w M a­
nifeście... lub w Wieśniaku paryskim czy Nadji, pisanie
ma być „mówieniem na głos”. Aby tak pisać:
„Wprowadź się w stan bierny, odbiorczy, jak dale­
ce stać cię na to będzie. (...) Powiedz sobie, że litera­
tura jest jedną z najsmętniejszych dróg, które prowa­
dzą do wszystkiego. Zacznij szybko pisać bez
ustalonego tematu, tak szybko, aby nic nie zachować
w pamięci i nie dopuścić do siebie pokusy odczytania
tego, coś dotąd napisał. Pierwsze zdania przyjdzie ła­
two, prawdą jest bowiem, że w każdej sekundzie jest
jakieś zdanie obce naszej myśli świadomej, domagają­
ce się ujawnienia.(...) Zdaj się na niewyczerpane źró­
dło podszeptu” [Breton, za: Ważyk 1973: 81],
ale jednocześnie pisanie takie ma na celu odkrycie
siebie, ujawnienie - także sobie - kim jestem:
„Najważniejsze, żeby uzdolnienia szczególne (...) nie
odwodziły mnie od poszukiwania jakiejś dyspozycji ogól­

nej, która byłaby mi właściwa, a która jednak nie została
mi dana. Wnikając we wszystkie swoje upodobania, w ży­
wo odczuwane powinowactwa, w urzeczenia, którym
podlegam, w zdarzenia, które mnie spotykają i które spo­
tykają tylko mnie, w mnóstwo zaobserwowanych u siebie
odruchów, doświadczanych jedynie przeze mnie emocji usiłuję dociec, od czego zależy, a przynajmniej na czym
polega moja odrębność w stosunku do innych ludzi. Czyż
nie uda mi się z podobną ścisłością, z jaką uzmysławiam
sobie tę swoją odrębność, objawić, co przyszedłem na tym
świecie czynić pośród wszystkich innych ludzi i jaka jest
moja wyłączna misja (...)” [Breton 1993: 4].
Leiris tak właśnie pisze etnografię. Widać to wyraź­
nie nie tylko w L ’Afrique fantôme, ale też w mniej zna­
nym cyklu La Règle du jeu i w niby-powieści Wiek męski.
Widać to w całej jego twórczości - etnografii, prozie,
poezji, eseistyce. Wszędzie znajdujemy to samo: subiek­
tywne spojrzenie na zaciekawiającą inność, na dostrze­
ganą we wszystkim zagadkę, na frapującą różnorodność
świata. Uprawomocniając subiektywność, etnograficz­
ny opis ma za swą podstawę „obserwację siebie i obser­
wację ludzi innych kultur” [Leiris 1988: 172]. Subiek­
tywność poznania pozwala też na swobodny,
spontaniczny (surrealiści powiedzieliby - wolny) jed­
nakże surracjonalny, a więc nie dowolny, ale świadomie
czyniony wysiłek na rzecz poznania. Opis ten jest frag­
mentaryczny. Wybiera on to, co najważniejsze dla pod­
miotu. Etnografia jest manipulowaniem szczegółami powiada Leiris - przekładaniem drobnych zapisów rze­
czywistości, notowaniem myśli, dokumentowaniem
świata na niezliczonej ilości fiszek. Istotą wszystkich
tych czynności nie jest żadna rekonstrukcja opisywane­
go. Wartością najważniejszą jest refleksja; autorefleksja
podmiotu. Tylko taka etnografia może dać zadowolenie
intelektualne koniecznie poszerzone o „niedefiniowalny współczynnik uczuciowy”. Leirisowska etnografia
podmiotu, ethnographie de soi-meme uzmysławia, jakie
możliwości stwarza antropologia, jeśli tylko zachcemy
poszerzyć przyjęte jej granice.
Bibliografia
Oprócz prac Michela Leirisa korzystałam z:
A Conversation with Michel Leiris, „Current Anthropology”, vol. 2,
n. 1, February 1988, s. 157-174
Louis Aragon, Wieśniak paryski, PIW, Warszawa 1971
André Breton, N adja, Oficyna Literacka Kraków 1993
André Breton, w: Adam Ważyk, Surrealizm. Antologia, Czytelnik,
Warszawa 1973 (Manifest surrealizmu, List do rektorów uniwersytetów
europejskich, Deklaracja Biura poszukiwań surrealistycznych, Drugi
manifest surrealizmu, Kryzys przedmiotu, Geneza i perspektywy arty­
styczne surrealizmu , Prolegomena do trzeciego manifestu surrealizmu
albo nie, Sytuacja surrealizmu między dwiema wojnami, Surrealizm
w swoich dziełach żywych)

James Clifford (red.), „A Special Section: New Translations of Mi­
chel Leiris”, SULFUR 1986, s. 4-125
Krystyna Janicka, Światopogląd surrealizmu, PWN, Warszawa 1969

273

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10065" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10043">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d0c84281754a18db6ca551f1bb99ca6b.pdf</src>
        <authentication>7f404d8d1b156ca83a38d29d38498107</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119677">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6456</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119678">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119679">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119680">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119681">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6029</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119682">
                <text>"Nie jesteś w błędzie mówiąc mi, że jestem jedynym surrealistą, który stał się etnografem"Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119683">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.274-276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119684">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119685">
                <text>Szerszeń, Tomasz (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119686">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119687">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119688">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119689">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119690">
                <text>J. J. - Jak doszedłeś do surrealizmu?
M. L. - Byłem bardzo związany z Massonem, który

„Nie jesteś w błędzie,
mówiąc mi, że jestem
jedynym surrealistą,
który stał się
etnografem.”
Z Michelem Leirisem rozmawiają
Jean Jamin i Sally Price*

Portret Michela Leirisa, 1967. Fot. Lutfi Ôzkôk.

Jean Jamin - Czy mieliście okazję rozmawiać o et­
nologii (w ścisłym tego słowa znaczeniu) w środowisku
surrealistycznym?
Michel Leiris - Niewiele. Nie, rozmawialiśmy
o tym, co orientalne, o Oriencie przez wielkie O,
Oriencie w sensie Rimbaudowskim: o tym, co nie jest
Zachodem. Najpierw Artaud, a potem reszta: obrzu­
caliśmy obelgami papieża, następnie złożyliśmy hołd
Dalaj-Lamie. To było trochę dziwaczne.
(...)
274

był wówczas moim mistrzem i który już wcześniej stał
się surrealistą. Jak spotkałem Massona? Nawiązałem
znajomość z paroma osobami, które następnie związa­
ły się z ruchem surrealistycznym. Po kolei: to był Ro­
land Tual (który jednak nigdy nie pisał), którego spo­
tkałem u Maxa Jacoba w Saint-Benoit-sur-Loire, gdy
ten zamknął się u Benedyktynów. Byłem już dość bli­
sko z Tualem, gdy zasugerował mi, że powinienem po­
znać jego przyjaciela André Massona, którego uzna­
wał za niezwykłego malarza. To wszystko miało
miejsce w 1922 roku i bardzo szybko zaprzyjaźniłem się
z Massonem. Ale jeśli chodzi o poezję, to Max Jacob
pozostawał moim mistrzem. Przesyłałem mu wiersze,
a on je poprawiał, a raczej stwierdzał, że są po prostu
złe. Nie mylił się. To był rodzaj terminowania - tak za­
czynałem. Jeśli chodzi o Massona - decydowało jego
malarstwo i osobowość. To był człowiek niezwykle wy­
kształcony, z szerokim spojrzeniem na wiele spraw.
Chodziłem popołudniami do jego pracowni, gdy pra­
cował. Rozmawialiśmy, zwłaszcza o książkach. Moty­
wował mnie do pracy. To była prawdziwa pracownia w pełnym tego słowa znaczeniu. Miró, który był wów­
czas sąsiadem Massona, również tam bywał.
J. J. - Więc to dzięki Massonowi stałeś się surrealistą?
M. L. - To prawda. On miał kiedyś wystawę w ga­
lerii Simon - tak się wówczas nazywała galeria Kahnweilera. Był tam Breton, którego oczarował obraz
Massona Quatre éléments. Poznali się. Następnie M as­
son przedstawił mnie Bretonowi. Znałem również
Limboura, który już wtedy był surrealistą - nigdy jed­
nak nie był ortodoksyjny i zdyscyplinowany - i dzięki
niemu spotkałem Desnosa. Już ci o tym chyba kiedyś
opowiadałem: któregoś popołudnia jadłem obiad
z Limbourem i, czysty przypadek, spotkaliśmy Desno­
sa, którego Limbour znał dość dobrze (wydaje mi się,
że studiowali przez chwilę razem). Desnos przekazał
nam wieści o dokonaniach eks-dadaistów i, następnie,
powiedział: „Będziemy wydawać pismo, które będzie
się nazywać «La Révolution Surréaliste»”... Następ­
nie, widywałem dość często Bretona w słynnej kawiar­
ni Cyrano. Byłem jednak o wiele bliżej z Aragonem,
który był bliższy „życiu” niż Breton (który odgrywał ro­
lę guru, podczas gdy z Aragonem włóczyliśmy się no­
cami po Montmartrze).
(...)
J. J. - W znanym fragmencie Wieku męskiego, pisa­
łeś o wpływie jazzu.
M. L. - To jasne, jazz był dla mnie bardzo ważny.
J. J. - Jazz był postrzegany jako muzyka egzotyczna?
M. L. - Dla mnie, był to egzotyzm wyrosły w sercu
amerykańskiej cywilizacji przemysłowej. Jazz przynale­
żał zarówno do niej, jak i do kultury afrykańskiej.
Sally Price - Jeśli dobrze zrozumiałam to, co Pan
pisze: widzi Pan w jazzie rodzaj opętania.

�Michel Leins • ROZMAWIAJĄ JEAN JAMIN I SALLY PRICE

M. L. - Można tak powiedzieć. Rzeczywiście, wi­
działem wówczas w jazzie rodzaj transu, co zresztą nie
jest nieprawdą.
S. P. - Czy to postrzeganie jazzu zmieniło się, po
tym, jak zobaczył Pan trans w Afryce?
M. L. - Pisałem recenzję z filmu Kinga Vidora pt.
Hallelujah, w której ukazałem Czarnych jako ludzi
szczególnie podatnych na żywiołowe reakcje i na po­
padanie w stany transowe.
J. J. - Oczywiście, surrealiści musieli interesować
się jazzem.
M. L. - Breton nienawidził muzyki. Inni jednak
bardzo ją lubili.
J. J. - Czy fakt, że Breton nie lubił muzyki wystar­
czy, by wytłumaczyć niewielką ilość surrealistycznych
tekstów na temat muzyki? To prowadzi mnie do inne­
go pytania: istniała poezja surrealistyczna, surreali­
styczne malarstwo i rzeźba, ale nie było muzyki sur­
realistycznej...
M. L. - Muzyka surrealistyczna nie mogła istnieć.
By „zaistniał” surrealizm, potrzebny jest realizm - po­
trzebna jest rzeczywistość, którą można zmieniać,
przekształcać. Muzyka - nie pomniejszam jej, mówiąc
to - nie dotyczy rzeczywistości. To system, który nie
ma znaków - muzyka jest pozbawiona „znaczeń”. Mu­
zyczny surrealizm nie jest wyobrażalny. Surrealizm li­
teracki tak, ponieważ materią są słowa, malarski - tak,
ponieważ materią są obrazy... Tymczasem, na czym by
się opierał surrealizm muzyczny?
J. J. - A czy jazz nie ma w sobie czegoś surreali­
stycznego?
M. L. - Zdecydowanie nie. Choć możemy w pew­
nym sensie powiedzieć, że istnieje w jazzie pewien
aspekt, który odnajdujemy również w surrealizmie - to
improwizacja.
J. J. - Powróćmy na moment do idei egzotyzmu
w środowisku surrealistów. To przedziwne, że surreali­
ści poszukiwali go raczej poprzez myśl i sen niż poprzez
działanie. Inaczej mówiąc, nie stawali się etnografami.
M. L. - W rzeczywistości nie chodziło o egzotyzm
jako taki. To był raczej rodzaj wrogości skierowany
przeciwko rozpowszechnionym u nas sposobom myśle­
nia i bycia. Warto zauważyć, że istnieje aspekt specy­
ficznie paryski w surrealizmie. N a przykład Wieśniak
paryski Aragona, który, jak sądzę, pozostaje jedną
z wielkich książek surrealizmu, jest odpowiedzią na ro­
dzaj pragnienia, by odnaleźć to, co niesamowite, ele­
menty mityczne w samym sercu paryskiego życia, na
Wielkich Bulwarach, w Pasażu Opery... Taka jest, tro­
chę późniejsza, Nadja. W Nadji to, co niesamowite,
jest wyłącznie paryskie. Można jednak powiedzieć, że
surrealizm był w istocie uznaniem doniosłości tego, co
irracjonalne - niezależnie od miejsca. Nie jesteś w błę­
dzie, mówiąc mi, że jestem jedynym surrealistą, który
stał się etnografem. Jestem jedynym, który został et­
nografem zawodowym, ale trzeba pamiętać, że np.
275

Benjamin Péret wydał antologię mitów indiańskich,
pochodzących z Meksyku (Anthologie des mythes,
légendes et contes populaires d’Amérique, Paris 1960).
Z kolei jeden z najmłodszych, Vincent Bounoure, zo­
stał specjalistą od sztuki Oceanii itd.
J. J. - Ale to nie są profesjonalni etnografowie!
M. L. - To prawda.
S. P. - Ale nie robi Pan tak ostrego rozgraniczenia?
M. L. - W tym sensie, jestem prawdopodobnie je­
dynym, który poszedł tak daleko. Ale nie można abso­
lutnie powiedzieć, że byłem zupełnie sam. Tak samo
Breton. Marguerite Bonnet, która przygotowuje wyda­
nie pism Bretona w serii „Pléiade”, odnalazła zapiski,
które zrobił u Indian Hopi.
J. J. - Przypominasz sobie bez wątpienia, jedną
spośród deklaracji i manifestów surrealistycznych: to
była ulotka rozprowadzana w 1931 roku, zatytułowa­
na Czytajcie —Nie czytajcie. Otóż pomiędzy książkami,
których „nie należy czytać”, surrealiści umieścili Men­
talité primitive Lévy-Bruhla i prace Durkheima!
M. L. - Tak. Lévy-Bruhl był odkrywczy dla mnie,
ale nie dla innych surrealistów. Wydaje mi się, że dla
nich, a dla Bretona w szczególności, Durkheim i Lévy­
-Bruhl musieli być zbyt akademiccy.
(...)
J. J. - To raczej spotkanie dwóch kultur, a nie opo­
zycja dzicy - cywilizowani [kwestia ta odnosi się do pro­
blemu przemieszania kultur na Antylach - przyp.
tłum.]. Zaskakujące, że takie spotkanie nie sprawia, że
cechy charakterystyczne dwóch kultur giną w wyniku
przemieszania, ale tworzą rodzaj konstrukcji „książko­
wej”, w której wkład obu kultur pozostaje, w głębi nie­
zmieniony, a przynajmniej dający się rozpoznać. Weźmy
przykład jazzu: jeśli - na poziomie rytmu - ujawniają się
w nim korzenie afrykańskie, to w kulturze zachodniej
zostały one zapoznane, docenione i, w pewnym sensie,
„oswojone”. Jest na ten temat zdumiewająca anegdota,
którą opowiadał Schaeffner: w 1931 roku, podczas mi­
sji Dakar - Dżibuti, zauważa on, że miejscowy służący
nie przejawia żadnego zainteresowania jazzowymi frag­
mentami, które Schaeffner puszczał na przywiezionym
gramofonie. Z drugiej strony, często pogwizdywał Bole­
ro Ravela, które Schaeffner lubił również puszczać.
Schaeffner - autor jednej z pierwszych książek podkre­
ślających afrykańskie korzenie jazzu - był zdziwiony i,
w pewnym sensie, czuł się głęboko oszukany...
M. L. - Ale można też zauważyć, że Bolero Ravela
ma silnie zaznaczony rytm...
S. P. - Dużo się ostatnio pisze o wpływie etnogra­
fii na artystów, na Picassa...
M. L. - Picasso tak naprawdę nigdy nie intereso­
wał się etnografią! Owszem, doceniał i podziwiał pew­
ne afrykańskie przedmioty, ale jego zainteresowanie
było czysto estetyczne. Natomiast zupełnie go nie in­
teresowało to, co one mogą oznaczać, ich funkcja,
symboliczne znaczenie.

�Michel Leins • ROZMAWIAJĄ JEAN JAMIN I SALLY PRICE

S. P. - W 1929 roku napisał Pan w artykule Civili­
sation, że modernizm który dostrzegamy w Czarnej
Sztuce jest czystym przypadkiem. Od tego czasu wielu
zastanawiało się nad tą kwestią. Myśli Pan, że dziś wie­
my więcej na ten temat?
M. L. - Myślę że od pracy Jeana Laude (La peintu­
re française et l’Art nègre, Paris, 1968), mamy odpo­
wiedź, to znaczy, że nie należy przeceniać tego wpły­
wu. Sam nie mam wyrobionego zdania na ten temat.
Odnajdujemy oczywiście przykłady wpływu sztuki
afrykańskiej na sztukę zachodnią na początku wieku.
À propos: jest wielu intelektualistów afrykańskich czy
antylskich - znałem niektórych - którzy wyobrażają
sobie, że bez sztuki afrykańskiej nie byłoby kubizmu.
To kompletna nieprawda. Kubizm wywodzi się przede
wszystkim od Cézanne’a. Zresztą Picasso mógłby zro­
bić to, co zrobił bez „czarnej sztuki” i, podążając tro­
pem tego typu przybliżeń, powinno się pamiętać
o sztuce iberyjskiej, która go również mocno naznaczy­
ła (czego nigdy nie skrywał).
J. J. - Wracając do kwestii sztuki i pewnego rodza­
ju związków pomiędzy surrealizmem i etnografią - by­
łeś jednym z pierwszych, który zniósł podział na tak
zwaną „sztukę prymitywną”, autochtoniczną, odkry­
wając to, co w niej może być uniwersalnego. Myślę
zwłaszcza o tym, co napisałeś o Wilfredo Lamie.
M. L. - Tak, ale w tym wypadku muszę złożyć autokrytykę. Napisałem książkę o Lamie (niepublikowa­
na po francusku, wydana w Mediolanie): opowiadam
w niej o nim, kładąc nacisk na jego pochodzenie (oj­
ciec Chińczyk, osiadły na Kubie i ożeniony z Mulat­
ką), na rzeczywisty wpływ jego rodzinnego otoczenia i,
w szczególności, jego matki chrzestnej, która była
„czarownicą”, i z którą był zresztą bardzo blisko. Opo­
wiadam o tym malarzu w terminach etnograficznych:
nie piszę o nim tak, jak o innych artystach, w przypad­
ku których nie przywiązuję takiej wagi do faktu czy są
pochodzenia bretońskiego, baskijskiego czy jeszcze in­
nego.
J. J. - Podsumowując: nie mówisz o Lamie w taki
sposób, w jaki mówisz o Baconie.
M. L. - Właśnie tak. W przypadku Bacona, nigdy
bym nie zabawiał się w stwierdzenie, że był urodzony
w Irlandii, że miał ojca Anglika, który był hodowcą
koni wyścigowych. To, co mnie interesuje u Bacona,
to co jest jego wkładem w malarstwo, to - przywołu­
jąc mojego przyjaciela Davida Sylvestera, który z kolei
używa określenia samego Bacona mówiącego o Picas­
sie - brutalność faktu, the brutality of fact.
J. J. - Nie ma tam nic surrealistycznego?
M. L. - Dokładnie. N a skutek m.in. wpływu freu­
dowskiego, surrealizm pozostał bardzo symbolistyczny,
więc, w efekcie, idealistyczny.
(...)
S. P. - Czy możemy porozmawiać o roli psychoana­
lizy w Pańskiej twórczości?
276

M. L. - To nie dzięki psychoanalizie piszę. Pisałem
już wcześniej. Ale to dzięki niej po powrocie z misji
Dakar - Dżibuti byłem na tyle rozsądny, by zrobić dy­
plom i zająć się etnologią. Podczas mojego leczenia
pojawiła się możliwość wyjazdu - propozycja Griaule’a - na misję transafrykańską Dakar - Dżibuti, zaś
mój lekarz - Borel - bardzo zaangażował się i pomógł
mi podjąć tę decyzję. Wydaje mi się, że na początku
mej kuracji byłem w tak kiepskim stanie, że nigdy nie
miałbym na tyle odwagi, by po powrocie z Afryki zro­
bić dyplom - do tego stopnia, że nie mógłbym stać się
zawodowym etnologiem. Nie jestem wielkim zwolen­
nikiem psychoanalizy, ale wydaje mi się, że jest to bar­
dzo skuteczna terapia pod warunkiem, że jest dobrze
prowadzona i myślę, że dużo dzięki niej skorzystałem.
Podobnie Bataille, który był pacjentem Borela i pora­
dził mi, bym poszedł się z nim zobaczyć. Historie oka —
pierwsza opublikowana przez niego książka - została
napisana po psychoanalizie. Jeśli chodzi o sny: zawsze
miałem do nich podejście „surrealistyczne” - o wiele
bardziej niż „psychoanalityczne”. Interesuje mnie ob­
jawiająca się we śnie treść, a nie skryty sens. Z drugiej
strony to pewne, że takie pisma Freuda jak Psychopa­
tologia życia codziennego wpłynęły na mnie: lektura tej
książki pozostawiła we mnie zamiłowanie do drobnych
faktów, do których może być przypisane duże znacze­
nie. Poza tym, przykładałem zawsze o wiele większe
znaczenie do freudowskiej zasady „prymatu seksualno­
ści”, niż do marksistowskiej idei „prymatu ekonomii”.
Oczywiście, trzeba mieć się na baczności zawsze, gdy
patrzymy w przeszłość, ponieważ mamy nieznośną ten­
dencję, by wszystko racjonalizować: rzeczy, które były
niedopowiedziane, skryte, jawią się jako przemyślane,
oswojone. Zresztą wszystko, co wam powiedziałem,
jest dość ogólne i przybliżone, tym bardziej że napraw­
dę mówienie nie było nigdy moją mocną stroną!
Wybrał i przełożył Tomasz Szerszeń
*

Tytuł pochodzi od redakcji. Publikowana rozmowa jest
fragmentem wywiadu-rzeki, który ukazał się w „Gradhivie” i w „Current Anthropology” (przyp. red.).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10064" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10042">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9892009e637a679c1b14ab0d892cd34b.pdf</src>
        <authentication>d3d29753ea008f3e11cac5508d9072a3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119663">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6450</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119664">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119665">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119666">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119667">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6023</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119668">
                <text>Problem etnografii laickiej (entropologiczna dzika karta)/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119669">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119670">
                <text>Hollier, Denis</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119671">
                <text>Sikora, Sławomir (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119672">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119673">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119674">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119675">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119676">
                <text>DENIS HOLLIER

Problem
etnografii „laickiej”
[entropologiczna
dzika karta] *

N

a jaskrawożółtej okładce pisma „Documents”,
pod dużymi drukowanymi literami przypomi­
nającego transparent tytułu, kolumna czte­
rech epistemologicznych etykiet głosi: „Doctrines,
Archéologie, Beaux-Artes, Ethnographie” (Doktryny, Ar­
cheologia, Sztuki Piękne, Etnografia). Ta ostatnia dziedzi­
na była w owych czasach, i pozostaje do dziś, najbardziej
kontrowersyjna pośród nich. James Clifford we wpły­
wowym eseju, w którym ukuł wyrażenie „surrealizm et­
nograficzny”, nazwał ją dziką kartą na tej liście, i nie­
wątpliwie komponent antropologiczny w przygodzie
„Documents” odegra swoją rolę w przetasowaniu epistemologicznych i muzeograficznych kart, które miało
miejsce w późnych latach 20. i wczesnych 30. XX wie­
ku we Francji.1Jednak etnografia - w owym czasie dzie­
dzina źle zdefiniowana, rozciągająca się pomiędzy an­
tropologią fizyczną a europejskim folklorem - musiała
być nieustabilizowaną, nim stała się dziedziną intrygują­
cą. Jeśli dać wiarę dwóm fotografiom pomieszczeń ma­
gazynowych w Musée d’Ethnographie du Trocadéro
w Paryżu po brzegi wypełnionych naturalnej wielkości
woskowymi figurami nagich czarnych ciał nagromadzo­
nych, bezładnie po tym jak usunięto je z zaaranżowa­
nych scen życia pierwotnego, gdzie były pokazywane,
najpilniejszy problem, z jakim spotkała się dyscyplina,
wiązał się przede wszystkim z walką z kurzem, najmniej
ucywilizowaną rzeczą [the only wild thing] w tych po­
mieszczeniach. „Kurz” to tytuł hasła napisanego przez
Bataille’a do działu Słownik Krytyczny w „Documents”,
które towarzyszyło owym fotografiom; kończy się ono
ewokacją świata nieodwracalnie złożonego do snu pod
całunem „kurzu”, niczym kosmiczna Śpiąca Królewna.2 Pałac Trocadéro stał się pałacem entropii: brak
światła, ogrzewania, funduszy i personelu, brak kogo­
kolwiek, kto odkurzyłby okna, nie wspominając już
o bezładnej wystawie obiektów, które zostały zgroma­
dzone bez spójnego programu kolekcjonerskiego, na co
uskarżał się Georges Henri Rivière w tekście do pierw­
szego numeru „Documents”.3 W rzeczy samej, to wła­
śnie zadanie zorganizowania muzeum etnograficznego
bez kurzu stanęło przed nowo zaangażowanym zespo­
łem dyrektorskim w składzie Paula Riveta i Rivière’a.

Pomimo świeżych badań archiwalnych, które przy­
wróciły niemieckiemu historykowi sztuki Carlowi Ein­
steinowi, pracującemu jako wolny strzelec, centralną ro­
lę w założeniu i redagowaniem pisma „Documents”,
wiele spraw związanych z genezą czasopisma, jak rów­
nież składem i funkcjonowaniem słynnego heteroge­
nicznego zespołu redakcyjnego pozostało nieznane.4 Dla
Einsteina, który właśnie wyemigrował z Niemiec do
Francji (w maju 1928 roku) przedsięwzięcie to było
wspaniałą sposobnością by włączyć się w paryskie życie
kulturalne. I chociaż „Documents”, ze stronicami rekla­
mującymi galerie i domy wydawnicze w Berlinie, Lipsku,
Wiedniu i Zurychu, pod wieloma względami ma dziwny
wygląd niemieckiego pisma wydawanego po francusku,
Einstein wniósł wraz ze swoją osobą refleksję historii
sztuki na temat prymitywizmu, która była daleko bar­
dziej rozwinięta w jego kraju rodzinnym niż we Francji
(opublikuje więc między innymi takich antropologów,
jak Eckart von Sydow i Léo Frobenius, z których ten
ostatni był kuratorem niedawnego pokazu kopii rysun­
ków z prehistorycznej jaskini z Afryki Południowej
w Galerie Pleyel).5
Nie będąc sam prawdziwym antropologiem, Einste­
in, autor Negerplastik (1915), a także jeszcze ważniej­
szej pozycji Afrikanerplastik (1921), był bardziej upo­
ważniony, by zgłaszać pretensję do dziedziny etnografii,
niż którykolwiek inny spośród jego francuskich kole­
gów z redakcji „Documents” i, można dodać za Lilian
Meffre, że w piśmie był on autorytetem w kwestiach et­
nograficznych.6 Istnieje stopniowanie nawet w obrębie
tego co, parafrazując wyrażenie Zygmunta Freuda,
można by nazwać etnografią „laicką”, a Bataille, Leiris,
Schaeffner, czy nawet Rivière znajdowali się w dolnych
partiach tej skali. Chociaż po latach Michel Leiris stał
się profesjonalnym etnografem, byłoby działającym
wstecz anachronizmem, wyciąganie wniosku, że
w owym czasie był on już amatorem w tej dziedzinie.
Świadectwem bezceremonialności Leirisa może być
decyzja, o której napisał w dzienniku w maju 1929 ro­
ku, a którą podjął owego ranka (bez wątpienia w związ­
ku z obowiązkami pełnionymi w „Documents”) „podszkolić się nieco w problemach związanych z etno­
grafią i socjologią”.7 To samo z grubsza dotyczy André
Schaeffnera. Jedynym francuskim antropologiem prak­
tykiem w redakcji był Paul Rivet, który nie był jednak
ani afrykanistą, ani też nie interesował się szczególnie
sztuką. Jeśli idzie o Marcela Griaule’a, miał on dopiero
złożyć egzaminy i oficjalnie uzyskał dyplom już po po­
wrocie z Misji Dakar-Dżibuti w 1933 roku.
Czy można z tego przesunięcia środka ciężkości wy­
ciągnąć wniosek, że przypisanie pierwszeństwa w „Documents” Bataille’owi wiąże się z rewizją historii pisma
w świetle kryzysu ruchu surrealistycznego, który miał
miejsce w 1929 roku oraz gwałtownego ataku na Bataille’a ze strony André Bretona i jego przyjaciół
w Drugim Manifeście Surrealistycznym? Niezupełnie.

250

�Denis Hollier • PROBLEM ETNOGRAFII „LAICKIEJ” [ENTROPOLOGICZNA DZIKA KARTA]

Wydaje się bowiem, że Bataille był związany z pismem
od początkowych faz projektu, tj. od lata 1928 roku.
Wiązało się to jednak najpewniej nie tyle z uznaniem
dla jego znajomości surrealizmu (raczej mało znaczą­
cej, w każdym razie), lecz z erudycyjnym artykułem na
temat monet w Azji Środkowej, który właśnie opubli­
kował w „Aréthuse” (opatrzonym później przypisami
René Grousseta, kuratora w Musée Guimet, w „Docu­
ments”8), a także być może jego wkładem do zeszytu
„Cahiers de République des lettres” wydawanym przez
Alfreda Métraux w połączeniu z pokazem dawnej
sztuki amerykańskiej, której kuratorem w tym samym
roku w Musée des Artes Décoratifs był Rivière.
Einstein był znacząco starszy od Bataille’a oraz je­
go przyjaciół i, jak np. Daniel-Henry Kahnweiler, na­
leżał raczej do pokolenia kubistów niż surrealistów.
Nie ma jednak podstaw, by sądzić, iż był to wystarcza­
jący powód do twierdzenia, że relacja pomiędzy posta­
ciami zaangażowanymi w tym projekcie od samego po­
czątku były konfliktowe. Leiris, na przykład, był pod
całkiem dużym wrażeniem intelektualnej osobowości
Einsteina i jego pierwszy wkład w pismo „Documents”, w postaci recenzji z ostatniej książki historyka
sztuki Fritza Saxla, z pewnością zamówił Einstein, któ­
ry równocześnie negocjował tekst na podobny temat
z Saxlem.9 Ponadto Leiris (który w tym czasie czytał
tekst Alexandry David-Néel poświęcony tybetańskim
doświadczeniom duchowym10) bez najmniejszych za­
strzeżeń potrafił się odwoływać do takich pojęć, jak
„ćwiczenia ekstatyczne” czy „mistyczna anatomia”,
których Einstein użył w swoim artykule na temat
André Massona.11
Prawdą jest, że Einstein między jedną książką
a drugą przeszedł od niekontekstowego czytania afry­
kańskich artefaktów do takiego, które włącza w pew­
nym stopniu pośredniczącą rolę etnografii. Podczas
gdy w Negerplastik pisze: „Ujmiemy w nawias temat
i związane z nimi asocjacje kontekstowe”,12 o tyle
w Afrikanerplastik jednoznacznie wiąże współczesne
wyczerpanie się afrykańskiej twórczości formalnej
z kolonializmem. Kontaminacja wizualnymi wzorami
z Zachodu - jak twierdzi - zlikwidowała rzemiosło tra­
dycyjne. W tym znaczeniu, jego refleksja estetyczna
na temat sztuki afrykańskiej była w coraz to większym
stopniu dotknięta cieniem białych rzuconymi na nią
przez polityczny wymiar kolonializmu. Mogło być rów­
nież tak, że dwadzieścia lat mody spowodowało wy­
czerpanie formalnej energii twórczości prymitywnej,
by „przerwać ekonomię wizualną podmiotu zachodniego .13
Konflikt, który w końcu rozwinął się między Ein­
steinem i młodszym zespołem redakcyjnym i wydawni­
czym, który z miesiąca na miesiąc coraz bardziej gru­
pował się wokół Bataille’a, prawdopodobnie zrodził się
nie z wewnętrznych napięć wokół terminu „Etnogra­
fia”, lecz z dysjunkcji pomiędzy „Etnografią” a „Va­

251

riétés” (Rozmaitości), nową rubryką, która pojawiła się
w miejsce „Doctrines” na okładce czwartego zeszytu
pisma. Owa zamiana dokonała się po tym, jak Bataille,
Leiris, Schaeffner, Rivière, a być może również Marcel
Griaule, który właśnie powrócił ze swojej pierwszej
wyprawy do Etiopii, spędzili lato 1929 roku, oddając
się bezgranicznej negrofilii, urzeczeni nią równie moc­
no, jak to miało miejsce w odniesieniu do show Black
Birds Lew Leslie’ego w Moulin-Rouge.14 Z drugiej
strony, podejście Einsteina do kultur afrykańskich, co
jasno demonstrują tytuły jego dwóch książek, wiązało
się przede wszystkim z zainteresowaniem „sztukami
plastycznymi”, to znaczy z podejściem „apolińskim”
(koncentrowało się na tym, co dziś nazwalibyśmy sztu­
kami wizualnymi). Podejście owo nie było zapośredniczone broadwayowskim, ani nawet nowoorleańskim
niewyszukanym rewiowym nurtem „dionizyjskim”. By­
ła mu też całkowicie obca powojenna moda na jazz.
Nie ma w nim najmniejszego śladu skażenia afroamerykanizmem.
Podobnie jak Einstein grupa Bataille’a stopniowo
dystansowała się wobec prymitywizmu, niemniej wy­
nikało to bardziej z połączenia ignorancji z bezczelno­
ścią. Działo się tak na skutek dwóch wyraźnie przeciw­
stawnych ruchów. Pierwszy wiązał się z zatarciem
granicy pomiędzy tym, co prymitywne, a tym, co nieprymitywne, doceniając to, co zarówno etnografowie,
jak i krytycy sztuki odrzuciliby jako nieautentyczne.
Drugi zaś szedł w dokładnie przeciwnym kierunku,
maksymalnie potęgując różnicę pomiędzy tymi obsza­
rami, na przykład biorąc w nawias jakiekolwiek rozwa­
żania dotyczące estetyki jako takiej.
Pierwsza tendencja pojawia się, na przykład, w re­
cenzji Leirisa dotyczącej malarstwa sudańskiego (malijskiego) artysty Kalifala Sidibé, którego prace podró­
żowały w owym czasie po europejskich galeriach
(Paryż, Wiedeń, Berlin). Złożony charakter jego dzie­
ła - pisze Leiris - mógł prowadzić niektórych znawców
do negatywnej oceny:
„...ofiary, jak w tym przypadku, przesądu ‘czystości
stylu’, który wraz z ‘dojrzałym stylem’ staje się obsesją
wielu ludzi. Jeśli idzie o mnie, to kocham wszystko, co
ukazuje aspekt zmieszania, wszystko, co ma mieszaną
naturę, od pochodzących z czasów rzymskich sarkofa­
gów, z kobietami ozdobionymi pięknym makijażem
i namalowanymi jak najbardziej realistycznie, po
mieszkańców Ziemi Fuego noszących europejskie
spodnie, które znaleźli na rozbitych statkach, nie zapo­
minając po drodze o filozofii aleksandryjczyków i nie­
zrównanej elegancji Murzynek z Harlemu”.15
Można się zastanawiać, czy Einstein pochwaliłby
takie stwierdzenie. Jest bardziej prawdopodobne, że
dostrzegłby w takiej „nieautentycznej” wytwórczości
jeszcze jeden znak upadku kultur afrykańskich pod rzą­
dami kolonializmu, nad którym ubolewał już w Afrika­
nerplastik. Badacz twórczości Einsteina Klaus Kiefer

�Denis Hollier • PROBLEM ETNOGRAFII „LAICKIEJ” [ENTROPOLOGICZNA DZIKA KARTA]

zwrócił uwagę na coś w podobnym duchu w nawiąza­
niu do tłumaczenia jednego z mitów, które Einstein
zgromadził w antologii Afrikanische Legenden z 1925 ro­
ku. Opowiada on historię młodej pary, która pobrała
się wbrew życzeniom strażników tradycji w plemio­
nach, z których pochodzili. W pewnym punkcie owej
historii zdarzyło się, że mąż zabił zwierzę totemiczne
plemienia żony, byka, który pasł się na uprawianych
przez niego warzywach. Zdarzenie to zapoczątkowało
wagneriański dammerung, który zakończył się zbioro­
wym samobójstwem członków plemienia.
Einstein przełożył mit z wersji francuskiej, w której
mąż zabija byka ze strzelby. W swoim przekładzie za­
mienia on jednak strzelbę na bardziej tradycyjną dzi­
dę. Czy jest to twórczy przekład, czy też nabożna nega­
cja? Historia jest bajką skierowaną do młodych ludzi
i przestrzega ich przed wprowadzaniem zmian. Jest
jednak jasne, że dla Einsteina najgorsze przekroczenie
wiązało się nie z tym, co ujawnia treść - to znaczy, że
młoda para pobiera się wbrew zasadom pokrewieństwa
- lecz fakt, że małżonek dopuścił się zabicia byka za
pomocą nieafrykańskiej broni. Podobnie jak robak
w jabłku, Europa i współczesność skaziła już historię
od środka. „Czy katastrofa - pyta Kiefer - nie jest
konsekwencją użycia broni obcej typowemu kontek­
stowi cywilizacji afrykańskiej?”16 Afrykański system
odpornościowy musiał być już strasznie osłabiony, sko­
ro europejska broń palna została tak dyskretnie prze­
mycona, bez ich wiedzy w tradycyjnej legendzie. Dys­
kusja na temat takich ikonologicznych kwestii
w żadnym razie nie jest nieznacząca i Griaule podej­
muje tę sprawę ponownie w „Documents” - odwraca­
jąc jednak kategorie - w artykule poświęconym bęb­
nowi ludu Baoulé z kolekcji Musée d’Ethnographie,
w którego zdobieniu znajduje się mężczyzna niosący
strzelbę.17 Taki motyw, jak się wydaje, wywołał dysku­
sję pośród kuratorów dotyczącą reprezentatywności
obiektu - czy strzelba jest znakiem nieautentyczności,
który sprawia, że bęben nie jest wart, by stać się eks­
ponatem w muzeum. Griaule odpowiada, kwestionu­
jąc estetyczne tabu, zgodnie z którym „Czarny nie mo­
że używać egzotycznego obiektu - mam na myśli
europejskiego - nie deprecjonując samego siebie”.
Ale istnieje również odwrotne posunięcie, pragnie­
nie maksymalizacji odmienności. Jean Paulhan opisał,
nazywając je „złudzeniem badacza”, tendencją zmie­
rzającą zawsze do tego, by „traktować jako szczególnie
reprezentatywną dla języka tę cechę, która w trakcie
nabywania danego języka budzi największe zdziwienie
lub sprawia najwięcej kłopotów”.18 Podobnie etnograf
Alfred Métraux, bliski przyjaciel Bataille’a i kolega Riveta, zwrócił uwagę w późniejszym czasie na gorącą
heterofilię, która mieściła się w sednie profesjonal­
nych zainteresowań z lat 20. XX wieku:
„Ludność egzotyczna całkiem nagle pojawiła się,
by tak rzec, aby usprawiedliwić istnienie dążeń, któ­

rych nie można było wyrażać w naszej własnej cywili­
zacji... Czysto estetyczne zainteresowanie bardzo
wcześnie ustąpiło miejsca zadziwieniu w obliczu oso­
bliwych i nadzwyczajnych obyczajów, które oferowały
owe cyw ilizacje. W etnografii poszukiwaliśmy tego,
co malownicze i osobliwe”.19
W tym znaczeniu etnografia była łatwo utożsamia­
na z najwyższą formą tego, co Bataille wkrótce nazwie
heterologią. I powołanie się na to, jako rodzaj zaprze­
czenia, by przygotować czytelnika na najgorsze stanie
się zwykłą retoryczną cechą narracji podróżniczych:
„Nie jestem etnografem - pisze więc podróżnik
Henry de Monfreid - lecz gdybym nim był, opowie­
działbym o tym dziwnym zwyczaju praktykowanym
przez wszystkie rasy... działaniu, którego szczegóły,
choć wielce malownicze, są nie na miejscu w dziele
nieetnograficznym”.
Czy też:
„Czas nie został najlepiej wybrany na wykład na te­
mat etnografii, nie będę więc naciskał. Niemniej są­
dzę, że dostarczenie pewnych wyjaśnień na temat bar­
barzyńskiego zwyczaju stale odprawianego w całej tej
części Afryki może być pożyteczne”.20
Wyobraźnia etnograficzna przypomina tę charak­
terystyczną dla XIX-wiecznej powieści historycznej,
jak np. Salammbô (1862) Gustawa Flauberta, którą
marksistowski krytyk Georg Lukács otwarcie potępił
w książce z 1938 roku The Historical Novel za nieuza­
sadnione samozadowolenie z brutalności i okrucień­
stwa dla niego samego, wraz z krytyką sposobu, w jaki
powieściopisarze lat 30. XX wieku upajali się „opisami
okrutnych egzekucji i tortur”.21 Owo czasem ekstra­
waganckie wyolbrzymianie różnic, poczynając od naj­
bardziej irracjonalnych do najbardziej makabrycz­
nych, wydaje się sycić w większej części powszechną
wiarą w rychły triumf entropii okcydentalnej, jak gdy­
by trzeba było tak mocno wzmacniać odmienności
z uwagi na to, że są one na krawędzi zaniku. Etnogra­
fia jawi się jako zbawca heterogeniczności w tym sa­
mym momencie, gdy staje się jasne, że historycznym
losem różnic jest ich zatarcie. Fascynacja, jaką wzbu­
dziła egzotyczna obcość, była zakorzeniona nie w przy­
jemności wynikającej z odmienności jako takich, ile
z obawy o nie same, czy też, by skorzystać ze słów Ro­
landa Barthes’a, nie tyle z etnograficznego zaintereso­
wania pozytywnością studium, ile raczej wyczulenia na
to, co w Camera lucida nazwał on raną, punctum.22
W szóstym numerze „Documents” dwóm fotogra­
fiom łódki z wysp Hermit towarzyszy artykuł
A. Eichorna, który nosi niemal „panegiryczny” tytuł
The Death of the Tribe (Śmierć plemienia).23 Kurator
Muzeum Etnograficznego w Berlinie przedstawia
w nim łódkę, stanowiącą obecnie część jego kolekcji,
jako „reprezentatywny przykład kultury rasy, która
dziś niemal całkowicie zniknęła”. W ostatnim nume­
rze pisma francuski etnograf Maurice Leenhardt, po­

252

�Denis Hollier • PROBLEM ETNOGRAFII „LAICKIEJ” [ENTROPOLOGICZNA DZIKA KARTA]

czynił zaś komentarz w takim samym tonie na temat
zdjęć pewnego rytualnego tańca Mabunda, ludu który
zamieszkuje na granicy Angoli i Zambezi:
„Dziś taniec Makiszów umiera. Lecz misjonarz El­
lenberger zbadał go i opisał, zaś pewnego szczęśliwego
dnia jego koledze Boiteux udało się uchwycić jego
uczestników, których można oglądać na opublikowa­
nym tu obrazku. Dawne gesty afrykańskie, które pod­
legają procesowi zaniku na skutek rozległego kryzysu
związanego z przekształceniem Czarnego Kontynentu.
Zgromadzone tu dokumenty, które przywołują ów cie­
kawy obrzęd inicjacji, stworzą najbardziej zaskakujące
stronice historii dla pokoleń czarnych ludzi, którzy bę­
dą żyć za sto pięćdziesiąt lat”.24
Jak wnikliwie zauważył w owym czasie Vincent
Debaene: „Etnologię uważa się za archeologię poprzez
antycypację”.25 W Smutku tropików (1955) Claude
Lévi-Strauss ukuł słynny neologizm „entropologia” by
zasugerować, że rychły zanik jej przedmiotu był założy­
cielskim motywem antropologii.
Przełożył Sławomir Sikora
*

Tekst pochodzi z Undercover Surrealism , ed. D. Ades,
S. Baker, The MIT Press 2006.

Przypisy:
1 J. Clifford, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia,
literatura i sztuka, Wydawnictwo KR, Warszawa 2000,
s. 145. [Polskie tłumaczenie - „‘Ethnographie' znalazła się
nieco na wyrost” - odbiega nieco, jak sądzę, od jak zawsze
poszukującego i wyszukanego Cliffordowskiego oryginału:
„the wild card was ‘Ethnographie'.” Dzika karta (ang.
wildcard), termin oznaczający dopuszczenie do zawodów,
zwykle rangi mistrzowskiej, drużyny lub zawodnika niespełniającego formalnych warunków uczestnictwa. Prawo
to przysługuje zazwyczaj organizatorom rozgrywek. (Za:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzika_karta.) - dop. tłum.]
Zdanie to było już omawiane przez Jeana Jamina w L ’Eth­
nographie mode d’inemploi. De quelques rapports de l’ethno­
logie avec le malaise dans la civilization, w: J. Hainaud
i R. Kachr (red.), Le mal et la douler, s. 45-78

2 5, 1929
3 Musée d’Ethnographie du Trocadéro , „Documents” 1/1929
4 Najwcześniejszym fragmentem materiałów archiwal­
nych odnoszących się do „Documents” wydaje się być
list od Carla Einsteina do jego przyjaciela, kolekcjonera
sztuki Friedricha Rebera, w którym Einstein umieścił
potencjalne spisy treści pierwszych dziesięciu numerów
nienazwanego jeszcze pisma (K. H. Kieler, Die Ethnologisierung des kunstkritischen Diskurses - C arl Einstein’s Be­
itrag zu „Documents" , w: H. Gassner (red.), Elan vital
oder das Auge des Eros ). Conor Joyce datuje list na sier­
pień 1928. (C. Joyce, C arl Einstein in Documents and his
collaboration with Georges Bataille , Xlibris. com, 2003,

s. 222. Einstein przekazał [porozumiewał się w sprawie]
ten list Georges'owi Wildsteinowi, który, jak pisze, był
bardzo ujęty tym projektem (K. H. Kieler, op. cit., s. 93).
5 Janus Masks from the Cross-River (Cameroon), „Documents”
6/1930; L. Frobenius, Cave Drawing in Southern Rhodesia,

253

„Documents” 4/1930. Bataille napisał do „Documents” re­
cenzję z tego pokazu, jednak nie została ona opublikowana
(L ’Exposition Frobenius à la Galerie Pleyel, w: Oeuvres
complètes, II, s. 116-117).
6 L. Meffre, w: C. Einstein, L ’ethnologie de l’art modern, s. 10
7 M. Leiris, Journal (1922-1989) , s. 142
8 A Case of Regression Towards „Barbarian" Arts: The Kafristan Statuary „Documents” 2/1930
9 Notes on Two Microcosmic Figurek of the 14th and 15th
centuries, I, 1929, Fritz Saxl wysłał Einsteinowi esej M a­
krokosmos and Microkosmos, lecz z jakichś powodów nie
został on opublikowany w „Documents”. Zob. korespon­
dencję pomiędzy Carlem Einsteinem i Fritzem Saxlem
w C. Joyce, op. cit., s. 230-238
10 Leiris odwołuje się do Alexandry David-Néel, pierwszej
europejskiej kobiety, która dostała się do Lhassa, w swo­
im artykule do pisma, The „C aput Mortuum" or the A l­
chemist’s Wife, „Documents” 8/1930
11 C. Einstein używa tego wyrażenia w André Masson, an Eth­
nological Studiem 2/1929. Leiris cytuje to („training de l’exta­
se”) w maju 1929 w haśle do Journal (1922-1989) , s. 137
12 C. Einstein, Negro Sculptur (Negerplastik), przeł. S. Zeidler
i C. W. Haxthausen, „October”, 107, zima 2004, s. 125
13 S. Zeidler, Totality against a subject: C arl Einstein’s „N e­
gerplastik", „October”, 107, zima 2004, s. 38
14 W tym samym numerze Leiris przywołuje „Murzynkę
z trupy Black Birds trzymającą oburącz bukiet spowitych
mgłą róż” w swoim artykule na temat Giacomettiego; Ba­
taille podpisuje hasło na temat „Black Birds” w dziale
Słownik Krytyczny; Leiris ponownie pisze o nich obszer­
nie w haśle Civilisation do tej samej rubryki; André Schaeffner recenzuje show The „Lew Leslie’s Black Birds" at the
Moulin Rouge); a w kolumnie poświęconej jazzowi Geor­
ges Henri Rivière porównuje w recenzji jedno z nagrań do
„niezwykłego tańca Berry Brothers w rewii Black Birds”,
do listy tej trzeba dołączyć fotografię Black Birds na po­
kładzie liniowca France podczas przybycia do Le Havre
(4, 1929). Zob. P. Archer-Shaw, Negrophilia. Avant-garde
Paris and Black Culture in the 1920s , s. 147-152
15 Kalifala Sidibé Exhibition (Galerie Georges Bernheim), 6,
1929. Odnośnie trwałego upodobania Leirisa do takiego
synkretyzmu zob. Frêle bruit w L a Règle du jeu , s. 960
16 K. H. Kiefer, Fonction de l’art africain dans l’oeuvre de
Carl Einstein , w: Images de l’Africain de l’Antiquité au XXe
siècle, s. 157-159
17 Gunshot, „Documents” 1/1930
18 J. Paulhan, L a mentalité primitive et l’illusion des explora­
teurs, (1925), w: Oeuvres , vol. 2, Cercle du livre
précieux, 1966, s. 150
19 A. Métreux, Entretiens avec Alfred Métreux, „L'Homme”,
IV, 1964, s. 21
20 H. de Monfreid, Le Lépreux, s. 48, 145
21 G. Lukács, The Historical Novel, s. 193
22 R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, Wydaw­
nictwo KR, Warszawa 1996
23 „Documents” 6/1929
24 The Makishi Dance , „Documents” 8/1930. Odnośnie do
wyprawy Leenhardta do Górnego Zambezi zob. J. Clif­
ford, Person and Myth. Maurice Leenhardt In the Melanesa n World, s. 107-111
25 V. Debaene, Les deux livres l’ethnographe: l’ethnologie
française au XXe siècle entre science et littérature, s. 148

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10063" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10041">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8b83e4ea360b0fff6c2f88aa33edacc3.pdf</src>
        <authentication>e6eba4819791d72d0005b3acc60b34dd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119650">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6454</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119651">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119652">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119653">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119654">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6027</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119655">
                <text>Leiris i Nerval / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119656">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.268-269</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119657">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119658">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119659">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119660">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119661">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119662">
                <text>MAŁGORZATA
BARANOWSKA

Leiris i Nerval

D

ziś, po doświadczeniach surrealizmu, Nerval
często staje się bliższy XX wiekowi niż roman­
tyzmowi, zwłaszcza stosunkowo „trzeźwemu”
romantyzmowi francuskiemu. Sądy o Nervalu, jak
zwykle o literaturze i pisarzach, podlegają oddziaływa­
niu różnych metod, mód i szkół. W każdym razie
Apollinaire, a za nim surrealiści, wprowadzili Nervala
w wiek XX.
Jako osobowość fantomiczna Nerval pojawia się
często w twórczości Michela Leirisa. W Wieku męskim
pisze: „Chciałem najpierw zagrać rolę Rolli, potem
Hamleta, dzisiaj - Gerarda de Nerval. Jaką jutro? Co
dzień wdziewałem maski nie licujące z parszywą gębą
mieszczucha, którym jestem, moich bohaterów zaś na­
śladowałem w tym, co najłatwiejsze”.1 Leiris podaje, że
zdania te pochodzą z dziennika z 1924 roku (nie ma
powodu mu nie wierzyć), ale włącza je do książki, któ­
ra wyszła po raz pierwszy w roku 1938. Nerval nie od­
stępuje Leirisa, lecz raczej przesuwa się od czasu do
czasu w krajobrazie jego doznań. W roku 1925 Leiris
wiąże się bezpośrednio z grupą surrealistyczną, w któ­
rej oddziaływanie Nervala jest dość silne. Nie można
się już teraz dokładnie dowiedzieć, na skutek jakich
lektur, rozmyślań i rozmów czy z jakiego innego powo­
du pojawia się Nerval we śnie Leirisa opowiedzianym
w „La révolution surréaliste” w roku 1926. Widzi
w tym śnie plac, na którym wznosi się statua gipsowa,
oraz kogoś podobnego do widma Nervala, które uka­
zało mu się kiedyś w jego własnym pokoju.2 W ten
sposób Nerval jakby odgrywa w wyobraźni Leirisa ro­
lę, o której niewątpliwie za życia marzył, właśnie staje
się snem. W dodatku zresztą w opisanym śnie wystę­
puje w roli podwójnej, znajdujemy tu sen w śnie.
Nerval pojawia się cytowany przez Leirisa zarówno
w Wieku męskim,3 jak nawet w postaci motta do omó­
wienia hermetycznego traktatu XVI-wiecznego astro­
loga i geografa angielskiego, zatytułowanego Monas
Hieroglyphica.4 Dla Leirisa właściwie cała tajemna ga­
ma możliwości człowieka przejawiła się w osobowości
i dziele Nervala. Przy czym dzieło i osobowość należa­
łoby tu traktować jako tak dalece posuniętą jedność,
że w Wieku męskim znajdujemy następującą myśl:
268

„długo pragnąłem rozpłynąć się w świadomym i zamie­
rzonym obłędzie (takim, w jaki popadł - jak mi się
zdawało - Gerard de Nerval)”.5
Prawdziwy życiorys Nervala i jego życiorys z wybo­
ru jest najlepszym przykładem postawy, o której moż­
na z całą pewnością powiedzieć: postawa romantyczna
(oczywiście mając na uwadze ten rodzaj romantyzmu,
jaki pociągał surrealistów, ale pamiętając, że nawet
w odczuciu potocznym tak by się tę postawę określi­
ło). Zarówno wyzwanie losu, wybór sztuki, samotność,
brak domu, nieustająca wędrówka, poświęcanie się
naukom tajemnym, jak i współżycie z grupą bywającą
w salonach, organizowanie publiczności na premierze
Hernaniego Wiktora Hugo, nawet jego choroba nobi­
litowana przez romantyzm, wszystko to naznaczone
było tzw. duchem czasu czy duchem epoki.6 Piętno in­
ności stawało się w tym czasie modą, i żeby ta moda
mogła powstać, potrzeba było wielu niemożliwych do
przeniknięcia, samotnych wyobraźni. Oczywiście, sło­
wa „wyobraźnia” użyłam tu w sensie psychologicznym,
ale dla potrzeb moich rozważań o wyobraźni istotny
jest przede wszystkim stosunek artysty do wyobraźni.
W okresie kiedy mieszkał z kilkoma innymi nieco
cygańskimi artystami, Nerval zakupił sobie podobno
okazałe łoże, obok którego się układał na spoczynek.
Poeta twierdził - w łóżku tym sypia „moja wyobraź­
nia”. Sam pomysł wydaje się dzisiaj pomysłem przed­
miotu surrealistycznego, rozumianego jako „przedmiot
przeznaczony do funkcjonowania symbolicznego”.
Świadkowie tego czynu byli może przygotowani do
przyjęcia metafory w poezji, ale nie śniło im się, że
można metaforyzować życie. Zapewne po raz pierwszy
spotkali „przedmiot niepokojący i problematyczny”,
jak by go nazwał Breton.
Nervala otaczała znacznie większa ilość zaskakują­
cych przedmiotów i wydarzeń, bo też więcej niż inni
dostrzegał. Dla nas istotny jest może nie tyle sam fe­
nomen tego wielkiego poety i wielkiej osobowości,
chociaż tworzy on ważny rozdział historii poezji euro­
pejskiej, ile to, jak poeta swoją osobowość, a właściwie
swój życiorys kreuje w porządku tym samym, co sztu­
kę. Nerval prawie dokładnie wypełnia wszystkie po­
stulaty surrealistów, które oczywiście zostały ukształ­
towane między innymi pod jego wpływem.

*

Fragment z książki Surrealna wyobraźnia i poezja, W ar­
szawa 1984, s. 98-100

Przypisy
1
2
3
4

Leiris M. Wiek męski, przeł. T. i J. Błońscy, Warszawa
1972, s. 129
Leiris M. Rêves, „La révolution surréaliste” nr 7/1926, s. 8
Leiris cytuje za Nervalem z Les Illuminés Cazotte'a.
Wydaje mi się bowiem, że dla Nervala - podobnie jak
i dla adeptów „nauk tajemnych” - alchemia znajduje

�Małgorzata Baranowska • LEIRIS I NERVAL

swe narzędzie w czytaniu. „Alfabet magiczny, tajemniczy
hieroglif docierają do nas niepełne i sfałszowane bądź
przez upływ czasu, bądź przez tych, którzy są zaintereso­
wani w naszej ignorancji; odnajdźmy zagubioną literę
lub zatarty znak, ułóżmy na nowo gamę dysonansów
i w ten sposób nabierzmy siły w świecie duchów” (Leiris
M. La monade hieroglyphique de John Dee, traduit du la­
tin par Grillot de Givry, „La révolution surréaliste” nr 910/1927, s. 61). Por. także zdanie Bretona: „Być może
życie wymaga rozszyfrowania jak kryptogram” (Breton
A. Nadja, Paris 1964, s. 133). Najbardziej inspirujące

5
6

omówienie synkretyzmu religijno-filozoficzno-alchemicznego Nervala zawiera książka Richter J. Gérard de
Nerval et les doctrines ésotériques, Paris 1947. Tu m.in.
znajduje się wiele informacji o zainteresowaniach N e­
rvala doktryną i sektą Towiańskiego. Pozwala ona za­
uważyć podobieństwo między wyobraźniami Nervala
i mistycznego Słowackiego.
Leiris M. Wiek męski, s. 162
Por. Bizet R. La double vie de G. de Nerval, Paris 1928;
Raymond J. Nerval par lui-meme, Paris 1954; Béguin
A. Gérard de Nerval, Paris 1945

Michel Leiris, portret piórkiem André Massona.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10062" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10040">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8e8e8abd3750f96c3037ba9383c5fc60.pdf</src>
        <authentication>fa49508927f9b4d213f75d56c5c13a7a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119640">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3240</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119641">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119642">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3036</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119643">
                <text>Uczta pogrzebowa w zwyczajach i wierzeniach ludowych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119644">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.37-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119645">
                <text>Szromba-Rysowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119646">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119647">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119648">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119649">
                <text>Zofia Szromba-Rysowa

UCZTA

POGRZEBOWA

W

ZWYCZAJACH

I WIERZENIACH

LUDOWYCH

Przyjęło się w naszej k u l t u r z e , że uczta wieńczy ważno w y ­

U c z t a pogrzebowa n a w s i polskiej nazywana jest „pogrzebi-

darzenia w życiu człowieka, zaprasza się więc n a nią l u d z i , którym

n a m i " , „pochówkiem", „pogrzebem", „pogrzybkiem", „strawą",

najwięcej
Stypa,

zawdzięczamy i n a których n a m szczególnie zależy.

kończąca

uroczystości

pogrzebowe,

gromadziła

wokół

„obiadem", „cermem", „konsolacją", a w p r z y p a d k u pogrzebu
k a w a l e r a l u b p a n n y n a w e t „ostatnim weselem"
nieboszczyka".

żano, że w uczcie tej bierze także udział dusza zmarłego. Wierzo­

W

no, że „obfite ugoszczenie zebranych jest j a k b y n a k a r m i e n i e m

niencja związana jest z zachodnimi terenami k r a j u , a m i a n o w i c i e :

13

Na

l u b „weselem

wspólnego stołu k r e w n y c h i przyjaciół zmarłego. D a w n i e j uwa­

ogół nie używana jest nazwa

„stypa".

o s t a t n i c h l a t a c h dochodzi nowe określenie, którego prowe­

samego zmarłego ' , potrzebującego jeszcze po śmierci p o k a r m u .

„skórka", „przepijanie skórki", „wypitek za skórkę nieboszczy­

Źródła podają, że kiedyś duszy zmarłego rzucano ze stołu n a

ka".

ziemię nieco p o t r a w , później zastąpiono t e n zwyczaj

pozosta­

nańskiem, iż „ p o pogrzebie piją z w y k l e w karczmie aż do wieczo­

w i a n i e m jednego wolnego miejsca p r z y stole i kieliszka wódki.

r a , eo nazywają skórką (chleba?), którą k r e w n i zmarłego w y p r a ­

1

1

2

1 4

Już j e d n a k w X I X w-. Oskar K o l b e r g zanotował w Poz­

Chleb i wódka odgrywały istotną rolę w różnych m o m e n t a c h

wiają."

obrzędów poprzedzających pochówek. Stawiano je p r z y zmarłym

W y n i k i współczesnych badań etnograficznych wiążą tę nazwę

w czasie „pustych n o c y " , poprzedzających

z w y p i j a n i e m po pogrzebie

k r e w n i i sąsiedzi

pogrzeb,

w a n o chlebem i wódką, co czasem nazywano
o d zmarłego".

kiedy to

schodzili się n a m o d l i t w y . I c h również często­
„poczęstunkiem

15

Badacz t e n nie znajduje j e d n a k wyjaśnienia tego słowa.

(nieboszczyka)

określano

„tanią" lub „drogą".

a l k o h o l u , o d ilości którego skórkę
jako

„cienką"

Pewne analogie

16

l u b „grubą",
wykazuje

bądź

nazywanie

K o l b e r g podaje, że n i e k i e d y wlewano zmarłemu

biesiady „suchą", z małą ilością wódki. A l k o h o l bowiem i n t e ­

k i l k a k r o p e l wódki do u s t . P o k a r m dla zmarłego p r z y g o t o w y w a ­

gralnie związany jest z u c z t a m i , stanowiąc jej ważny, jeżeli nie

no także w wigilię Bożego Narodzenia i Zaduszek

najważniejszy składnik. Niegdyś a l k o h o l stanowił j e d y n y poczę­

3

4

5

oraz w rocz­

nicę śmierci i w określonym zwyczajowo d n i u , l i c z o n y m o d d a t y

stunek, którym raczono się w miejscowej karczmie. P i t o wówczas,

śmierci. Wierzono, że w te właśnie d n i z m a r l i przybywają w od­

wspominając zasługi zmarłego. Nierzadko mówiono p r z y t y m :

w i e d z i n y . W te d n i obowiązywało dawanie poczęstunku dziadom

„wieczny pokój daj m u P a n i e " , „wypijmy na jego s p o k ó j " .

p r o s z a l n y m mającym modlić się w i n t e n c j i zmarłego. D z i a d o m

Pocieszając się bowiem po stracie nie zaniedbywano

p r z y p i s y w a n o szczególną moc wypraszania zbawienia d l a grzesz­

zapijać k u pamięci n i e b o s z c z y k a " ,

nej duszy. I c h m o d l i t w a była pewnego rodzaju ekspiacją za.

i życiodajne właściwości a l k o h o l u . Wszystkie większe wydarzenia,

grzechy popełnione za życia, przez zmarłego. To w jego i m i e n i u

w t y m również śmierć, dawały okazję do w y p i c i a ;

r o d z i n a p o pogrzebie i w Dzień Zaduszny rozdawała u b o g i m chleb

i grób, j a k pisze W i t o l d K u l a — i m p l i k u j e nie t y l k o parafię, ale

l u b zapraszała i c h n a poczęstunek do d o m u .

i

bogatych

gospodarzy

można spotkać nawet

właśnie o b i a d y d l a dziadów.

6

W

testamentach

legaty

1 7

na takie

7

wierząc w

19

karczmę".

pokrzepiające
„kolebka

20

Powyższe u w a g i dające pogląd n a ideę biesiadowania po
śmierci uzupełnimy refleksjami ze współcześnie

D a w n e obyczaje i wierzenia przetrwały w formie r e l i k t o w e j ,

18

„dobrze

badań

terenowych

w

w y b r a n y c h wsiach

prowadzonych

Karpat

Polskich.

21

t r u d n o na i c h podstawie odtworzyć i c h p i e r w o t n y kształt. I t a k

Z j a w i s k i e m , które o d p o n a d d w u d z i e s t u l a t rysuje się z niezwykłą

n a przykład zakaz spożywania pokarmów w czasie przechodze­

ostrością na naszej w s i , jest gromadzenie się p r z y wspólnym —

gdzieniegdzie

suto zastawionym — stole z o k a z j i , n i e będących dotąd przed­

po I I w o j n i e światowej, k r y j e w sobie treści związane z wiarą

m i o t e m świętowania. D a w n e goszczenie się alkoholem w karczmie

w s z k o d l i w y wpływ nieboszczyka

było często jedyną formą wieńczenia takicłi wydarzeń r o d z i n n y c h ,

nia

konduktu

pogrzebowego, n o t o w a n y

jeszcze

na otoczenie.

8

S t y p a miała

chronić zebranych „ o d s z k o d l i w y c h wpływów śmierci".

9

Ucztę pogrzebową uważa się powszechnie za pożegnanie bie­

j a k chrzest czy pogrzeb. Z końcem l a t pięćdziesiątych powszech­
nie przerodziło sie- w ucztowanie w d o m u , w ostatnich l a t a c h w re­

siadników ze zmarłym, któremu w ten sposób oddawano cześć.

stauracji łub gospodzie (stypa). J a k o główny m o t y w zapraszania

M o t y w e m spraszania gości i podejmowania icli posiłkiem jest też

na

chęć okazania i m wdzięczności za pomoc w czasie choroby i po­

i ugoszczenia r o d z i n y oraz kolegów z p r a c y , zjeżdżających do wsi

grzebu, a zwłaszcza za niesienie t r u m n y n a cmentarz.

nieraz z dalekiej odległości. Mówi się. też o chęci

Jest więc

gościnę

po pogrzebie

wysuwa

się konieczność

spotkania
pocieszenia

s t y p a t r a k t o w a n a j a k o pewnego r o d z a j u rewanż. „Uczta, pogrze­

i złączenia się w bólu z rodziną zmarłego. W t y m kontekście

b o w a " już w swojej nazwie zawiera pewną ambiwalencję. Z jednej

rozpatrywać też można dążenie do ożywienia domostwa przez

s t r o n y biesiadnicy okazują s m u t e k i żal p o stracie bliskiej osoby,

urządzenie s t y p y w tej izbie, w której leżał zmarły, a b y w t e n

z d r u g i e j s y t u a c j a u c z t y jest sytuacją radości i święta. Toteż

sposób ją „rozweselić", „zadomowić" i „nadać ż y c i a " — j a k

zdarza się nieraz, że s t y p a przeradza się w pogodne

biesiado­

określają t o mieszkańcy Łącka w Beskidzie Sądeckim. Podobną

wanie zgodne z ideą rrczty j a k o t a k i e j . „Smutek i jedzenie n i e

funkcję m a spełnić p o d a w a n y wówczas a l k o h o l . J e d n a k łatwe do

dadzą się pogodzić — j a k pisze B a c h t i n — choć godzą się je­

przewidzenia s k u t k i jego nadużywania wywołują u w i e l u osób

dzenie i śmierć. U c z t a zawsze święci zwycięstwo, t k w i to w samej

kategoryczny sprzeciw wobec podawania na stypie wódki. Nie­

jej naturze... Biesiadny t r i u m f jest to t r i u m f życia n a d śmier­

którzy uważają za właściwe ograniczenie poczęstunku do symbo­

cią."

licznego, t y l k o jednego kieliszka.

10

Stąd więc t a k łatwe przechodzenie n a stypie ze s m u t k u

w wesołość, o c z y m wspomina, m . i n . K o l b e r g , pisząc o śpiewaniu
„rozpasanych p i o s e n e k "
„żałobnego".

12

11

a nawet tańczeniu przez wdowę tańca

Współcześnie t r u d n o uzyskać informacje o p o t r a w a c h , które
należało podać na uczcie pogrzebowej.
nowych prowadzonych

w Beskidzie

Materiały z badań tere­
Sądeckim rzucają

pewne

37

�światło, na archaiczną, znaną z l i t e r a t u r y , potrawę związaną ze

chroniącego od bólu zębów, sprzyjała

stypą i k u l t e m zmarłych. Była nią t z w . k a s z a .

zwyczaju.

22

W Łącku jeszcze

u t r z y m y w a n i u się tego

w okresie międzywojennym podawano d z i a d o m , zwoływanym p o

W y d a r z e n i a , z okazji których biesiadnicy gromadzą się p r z y

stypie do d o m u , bryję z żytniej l u b jęczmiennej mąki, gotowaną

wspólnym stole stanowią t e m a t prowadzonych rozmów. D o n i c h

na wodzie i zalaną kwaśnym m l e k i e m , zwaną właśnie „kaszą".

nawiązują wznoszone wów czas t o a s t y . Podczas s t y p y w c e n t r u m

Potrawa

t a uważana była za ubogie jedzenie, którego i n n y m

u w a g i stoi osoba zmarłego. Mówi się o jego zaletach, chorobie,

b i e s i a d n i k o m n a gościnie nie podawano. F a k t ten stoi w sprzecz­

ostatniej w o l i . D e k l a r u j e się przyjście z pomocą w gospodarstwie

ności ze z n a n y m z l i t e r a t u r y stwierdzeniem o p r z y g o t o w y w a n i u

i w y c h o w a n i u dzieci. W r a z z upływem godzin spędzonych p r z y

dla dziadów najlepszego

jedzenia, szczególnie lubianego przez

stole zmienia się nastrój i p r z e d m i o t rozmów. T a k oddaje t o w y ­

Wspomnianą „kasze" warzono niegdyś również, ale

powiedź m i e s z k a n k i Łącka: „na p o c o n t k u to placom, lamen-

stawiano ją na stole obok chleba i w o d y , w noc z pierwszego n a

t u j o m . . . b i a d a l i n a d n i m , ze po eo u m a r , jesce b y móg zyć, t a k o m

drugiego listopada, wierząc, że dusze zmarłych członków r o d z i n y

śmierć mioł... m y tys m u s i m y umrzeć... t a k sc t e n zol r o z b i j a l i .

zmarłego.

23

7

przyjdą wówczas w odwiedziny do swego d o m u . W e wsiach Beski­

A p o t y m to sie j u s p o p i l i i śmiali s i e . ' '

d u Żywieckiego jeszcze po I I wojnie światowej zdarzało się, iż

n a s t r o j u w d r u g i jest znamienne dla s t y p y . Jest ona b o w i e m ,

domownicy

j a k pisze K o m o r o w s k a ,

zostawiali dla nich n a stole chleb, nóż i masło.

Z B e s k i d u Sądeckiego pochodzą wiadomości, odnoszące się jednak

25

Przechodzenie z jednego

„świadomą pochwałą życia w obliczu

śmierci, s y m b o l e m i w y r a z e m w i a r y w jedność świata żywych

do ubiegłego w i e k u , o zwoływaniu w Dzień Zaduszny dziadów

i umarłych".

proszalnych n a śniadanie l u b o b i a d .

do refleksji n a d marnościami tego świata i koniecznością podzie­

2 4

S t a l i o n i p o d kościołem

26

W czasie s t y p y zebrani są n a ogól rzadko skłonni

l u b n a c m e n t a r z u oczekując n a zaproszenie. I m też rozdawano

lenia losu żegnanego członka r o d z i n y . N a ogól f a k t t e n przesłania

wówczas pszenne c h l e b k i , t z w . bochnacki. Zwyczaj t e n , związany

i m chęć życia, z w s z y s t k i m i kłopotami i trudnościami oraz prze­

j e d n a k już t y l k o z pogrzebem zamożnych gospodarzy, utrzymał

konanie o p r z e m i j a n i u nie t y l k o życia, ale i s m u t k u po stracie

się w Łącku do ostatniej w o j n y . Częstowanie chlebem i wódką

bliskiej osoby. D l a w i c i u mieszkańców współczesnej wsi jest to

osób schodzących się n a modlitwę w przeddzień pogrzebu, p r a k ­

jeszcze jedna okazja do wyrażenia solidarności , w ty m w y p a d k u

t y k o w a n o w B r e n n e j w Beskidzie Śląskim jeszcze po I I wojnie,

z pogrążony mi w żałobie członkami rodziny, która urządzając

27

r

r

tłumaczy się chęcią podziękowania za przybycie i odmówienie

stypę manifestuje obowiązujący

m o d l i t w , p r z y c z y m w i a r a w moc zjedzonego wówczas chleba

chowań.

dziś wzór zwyczajowych

za­

P R Z Y P I S Y

1

A . Fischer, Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego,

Lwów 1921,

s. 202
W . Szyszkowski, Pierwiastek łudoicy w poezji polskiej N.V
i XVI w.; tenże, Zwyczaje świąteczne i obrzędowe, „ L u d " , t. 20,
1918, s. 205
L . M a l i c k i , Materiały do kultury społecznej górali śląskich,
„Prace i Materiały E t n o g r a f i c z n e " , t . 0, 1947, s. 119
O. K o l b e r g . Dzieła wszystkie t . 1 1 , W. Кв.
Poznańskie,
cz. 3, Kraków 1877, s. 105
Również Święta Wielkanocne związane są z k u l t e m zmar­
łych, zob. m . i n . S. D w o r a k o w s k i , Zwyczaje ludowe na Podlasiu
nadnarwiariskim,
Białystok 1030, s. 3
2

3

4

5

t z w . „ B o ż y O b i a d " . Z o b . m . i n . Fischer, op. c i t . , s. 393;
O. K o l b e r g , Dzida wszystkie t . 10, W. Ks. Poznańskie, cz. 2,
Kraków 1870, s. 218
6

S. F l i z a k , Dziadowskie
obiady, „ L u d " , t . 35, 1937, s. 54
pisze: „ 1 k r o w a dziadom n a o b i a d " .
7

8

Fischer, op. c i t . . s. 321 n .

9

tamże, s. 392

M . B a c h t i n , Twórczość Franciszka
Rabelais'ego
średniowiecza i renesansu, Kraków 1975, s. 395
1 0

O. K o l b e r g ,
Kraków 1873, s. 9

a

kultura

Dzieła

wszystkie

t . 6, Krakowskie,

cz. 2,

O. K o l b e r g . Dzieła
Kraków 1887, s. 133

wszystkie

t . 20, Radomskie,

cz. 1,

1 1

1 2

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

Z o b . J . B u r s z t a , Zwyczaje i obrzędy pogrzebowe (w:) Kultura
ludowa Wielkopolski,
t . 3, Poznań 1967, s. 190; Fischer, op.
cit., s. 378; A . Jaworczak, Wieś Dąbrowski, pow. Łańcut.
Monografiu etnograficzna,
Lwów 1930, s. 82; W . Jostowa, Zwyczaje
pogrzebowe ludności polskiej Orawy, „Rocznik M u z e u m E t n o g r a ­
ficznego w K r a k o w i e " , R. 8 1983, s. 115; O. K o l b e r g , Dzieła
wszystkie t . 3, Kujawy, cz. 1, Kraków 1867, s. 250; t . 10, W. Ks.
Poznańskie, cz. 2, Kraków 1876, s. 7 9 ; t . 1 1 . W. Ks. Poznańskie,
cz. 3, Kraków 1877, s. 5 2 ; t . 16, Lubelskie, cz. 1, Kraków 1883,
1 3

s. 133; A . Szyfer, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia Mazurów i War­
miaków, O l s z t y n 1975, s. 95
Z o b . m . i n . B u r s z t a , op. c i t . , s. 9 0 ; Z. Jasiewicz, Rodzina
u^iejska na Ziemi
Lubuskiej,
Warszawa 1977, s. 5 2 ; Jostowa,
op. c i t . , s. 115; R. K u k i e r , Kaszubi Pytowscy. Zarys
monografii
etnograficznej,
G d y n i a 1968, s. 273
O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t . 10, op. c i t . , s. 222
Z o b . M a l i c k i , op. c i t . , s. 119; Jasiewicz, o p . c i t . , s. 52
Fischer, op. c i t . , s. 378
Z w r o t u ' t e g o używano n a stypie w Polkowicach na D o l n y m
Śląsku przed k i l k u l a t y o c z y m w s p o m i n a uczestniczka tej u c z t y ,
pochodząca z B e s k i d u Żywieckiego (materiały własne).
O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t . 16, op. c i t . , s. 113. Zob.
też A . B r u c k n e r , Starożytna bitwa. Ludy i bogi. Szkice
historyczne
i mitologiczne,
O l s z t y n 1979, s. 88
W . K u l a , Doświadczenia i nadzieje (w:) Alkohol w kul­
turze i obyczaju, Warszawa 1972, s. 164
B a d a n i a prowadzono w Beskidzie Sądeckim. Śląskim i Ży­
w i e c k i m . Zebrane materiały znajdują się w A r c h i w u m P r a c o w n i
Etnografii I H K M P A N w Krakowie.
Por. Fischer, op. c i t . , w . 316 i 317; J . P. D e k o w s k i , Z ba­
dań nad pożywieniem ludu łowickiego, Łódź 1968, s. 146; S. D w o ­
r a k o w s k i , Kultura, społeczna ludu wiejskiego na Mazowszu nad,
Narwią, Białystok 1964, s. 25
Fischer, op. c i t . , s. 203
Materiały terenowe z Łącka zebrane przez dr K . Kwaśniewicz, A r c h i w u m P r a c o w n i E t n o g r a f i i I H K M P A N w K r a ­
kowie, n r i n w . 1590
Materiały terenowo z Łącka zebrane przez d r A. Kowalską-Lewicką, A r c h i w u m P r a c o w n i E t n o g r a f i i I H K M P A N w K r a ­
kowie, n r i n w . 1595
J . Komorowska., ,,Zwyczajność domowa" w wielkim mieście
i jej związki ze strukturą rodziny (w:) Współczesne rodziny polskie
w świetle aktualnych badań, Poznań 1976, s. 111
Por. J . Chalasiński. Młode pokolenie chłopów. R z y m 1946,
t . 1, s. 64
2 4

2 5

2 6

2 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10061" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10039">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e92715d8bb7bdb9572167675ae894218.pdf</src>
        <authentication>315bee4e685750298af8aae7433925ea</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119631">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3234</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119632">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119633">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3030</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119634">
                <text>Spis treści rocznika XXXIX 1985; Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119635">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119636">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119637">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119638">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119639">
                <text>POLSKA

SZTUKA

LUDOWA

Rok X X X I X — 1985
Anacka-Łyjak

Maria, Z

drówki
Biskupski

k o l o n i i do O p o c z n a .

motymów",

Romuald, Malarstwo

na

Łemkowszczyżnie,

Brykowski

Ryszard,

skiej,

s.

Chmielewski

do d z i e j ó w

„wę­

Z

n r 1/2
ikonowe

od X V

do połowy

X V I I I wieku

s. 153

n r 3/4

rozważań

nad

architekturą

cerkwi

łemkow­

137

n r 3/4

Witold, Inspiracje

Chmielewski
Chmielarski

Przyczynek

s. 119

Witold,
Wacław,

plastyczne

Lucimiu,

s. 23

n r 1/2

B o b r o w n i k a c h Będzińskich

s. 59

n r 1/2

Przepowiednie

l u c i m s k i e , s.

Sztuka ludowa

w

Gołąb B a r b a r a , Późnobarokowy
bernardyńskim,

i działania

s.

obrazkowy

w

37

n r 1/2

moralitet w d a w n y m

karcerze

87

n r 1/2

Jackowski

Aleksander,

„Nikifor"

Andrzeja

B a n a c h a , s. 239

Jackowski

Aleksander,

Ryszarda

Hlebowicza

„Panorama

.

.

Obrony

.

.

n r 3/4

Wizny",

s. 49

n r 1/2

J a c k o w s k i A l e k s a n d e r , „ W s z y s t k o j e s t p i ę k n e , co m i się p o d o b a " . O
r o b a c h z g r o c h u , m a k u , ryżu i słomy M a r i i P i e l u s z c z a k ,
Jackowski

Aleksander,

Jarnuszkiewiczowa

Jadwiga,

wy­

s. 65 .

Notatki

o

.

r z e , s. 227
Kłosiewicz

n r 3/4

D a n u t a , Obrzęd

chu obrotowego,

sobótkowy.

Taniec

w

aspekcie

symboliki r u ­

s. 67

n r 1/2

K r o h A n t o n i , Ł e m k o w s z c z y z n a w w i e r s z a c h J e r z e g o H a r a s y m o w i c z a , s. 245
Kroh

n r 1/2

Nikifo­

Antoni, Problemy

współczesnej k u l t u r y

łemkowskiej

M u z e u m w Z y n d r a n o w e j , s. 131

n r 3/4

Leszczycki

Stanisław, F i z j o n o m i a p r z e d w o j e n n y c h w s i ł e m k o w s k i c h , s. 193

Leszczycki

Stanisław,

Niektóre

n r 3/4

na przykładzie

zagadnienia

antropogeograficzne

n r 3/4

Polskiej

O r a w y , s. 99

n r 1/2

Ł o p a t k i e w i c z T a d e u s z , Ośrodki k a m i e n i a r s t w a l u d o w e g o n a Ł e m k o w s z c z y ż ­
nie

Ś r o d k o w e j , s. 177

n r 3/4

O l ę d z k i J a c e k , Z n a k i i s t n i e n i a , s. 3
O lucimskim
Reinfuss

eksperymencie

(dyskusja),

Roman, M o i przyjaciele

Sadowski Wojciech,

s. 44

n r 1/2

Ł e m k o w i e , s. 211

n r 3/4

J a n Łabowski, r o l n i k

Szanter

Zofia, Cerkiew

Szanter

Zofia,

s.

n r 1/2

w

Przysłopiu

Osadnictwo

z południa

i m a l a r z , s. 217

n r 3/4

i j e j r e m o n t , s. 247

n r 3/4

w

Beskidzie

Niskim

i

Sądeckim.

187

n r 3/4

Wisłocki vSeweryn

A., I w a n J u r i j e w i c z R u s e n k o , s. 210

Wisłocki

A., P r z y c z y n e k

Seweryn

do b i o g r a f i i N i k i f o r a D r o w n i a k a

n r 3/4
zwa­

nego „ K r y n i c k i m " , s. 219

n r 3/4

W o ł o w s k i J a c e k , W ł o d z i m i e r z N a u 2 n i u k , s. 67
W S P O M N I E N I A
Jackowski
Kroh

Aleksander, Wacław

Antoni,

Wieruszewska

Wojciech
Maria,

(1897—1984),

s.

Oleksy
Prof,

122

P O Ś M I E R T N E

S u ł k o w s k i (1927—1985), s. 121 .

n r 1/2

(1903—1985), s. 123

n r 1/2

dr
.

n r 1/2

hab.

Kazimiera

Zawistowicz-Adamska,

.

n r 1/2
R O Ż N E

L e s i e ń - P l a c h e c k a K r y s t y n a , B i u l e t y n Z a p i s ó w F o l k l o r u I S P A N n r 2, s. 86
Summary
Резюме

of

articles

n r 1/2

n r 1/2, 3/4
n r 1/2, 3/4

�POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XL

•

1986

•

Nr

1-2

polska sztuka ludowa

W

R

O

ZAKŁAD

C

Ł

A

W

—

N A R O D O W Y

W

A

R

IMIENIA

S

Z

A

W

A

—

OSSOLIŃSKICH,

K

R

A

K

Ó

W

—

G D A Ń S K

W Y D A W N I C T W O POLSKIEJ

—

Ł Ó D Ź

AKADEMII

NAUK

�C O N T E N T S

Aleksander J a c k o w s k i

Several t r u i s m s a n d reflexions on death, folk culture, and

P h i l i p p e Aries
K o n s t a n t y Gebert

the way of considering its products
M a n i n the A r t i c l e o f D e a t h . . .
T o die before d e a t h

Jan Twardowski
Anna Kowalska-Lewicka
Krzysztof Renik
Zofia Szromba-Rysowa

W r i t t e n i n a note-book
F o l k images of death
Contacts w i t h the dead. F o l k images
F u n e r a l Feast i n F o l k Customs and B e l i e f

Tomasz Gajda
Jan Mitera
Wojciech Sadowski

F u n e r a l customs
A letter on funeral customs
Funerals i n the O r t h o d o x Church (on the example of the
Gorzów

39
45

Jacek K o l b u s z e w s k i
Sławomir Sikora
Krzysztof K u b i a k
Jacek K o l b u s z e w s k i
Tadeusz Piersiak
Stanisław B y l i n a
Olga Goldberg-Mulkiewiez
Ryszard T o m i c k i

Polish funeral H y m n s
C h u r c h y a r d . A n t h r o p h o l o g y of M e m o r y
Photographs o f ,,the deceased".
T o m b poems f r o m Polish cemetreiee
Baroque a r t of good d y i n g
Imago o f H e l l i n Medieval Poland ( X I V — X V )
. . .
Jewish m o u r n i n g a n d funeral ceremonies
The w a y to the a f t e r w o r l d . Some remarks a l o u t llio Aztec
eschatology
D y l i n g and d e a t h i n the t h o u g h t of the F a r E s t . . .

49
57
69
83
91
97
ЮЗ
109
115

Jacek

119

Jacek K r y g

.

.

.

.

.

3
9
17

.

21
23
31
37

. . . .

47

EEVIEWS

H a n n a Szewczyk

Kolbuszewski,

Wiersze

z cmentarza

O B I T U A E r NOTICE

Aleksander J a c k o w s k i

Józef Janos (1895—1985)

122

S u m m a r y of A r t i c l e s

.

Резюме

124
126

R E D A G U J E Z E S P Ó Ł : Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i e z , E w a Fryś-Pietraszkowa, A l e k s a n ­
der J a c k o w s k i (redaktor naczelny), E w a K o r u l s k a (sekretarz redakcji), A n n a K u n czyńska-Iracka, J a n K r z y s z t o f M a k u l s k i , J e r z y Łoziński, R o m a n R e i n f u s s
(z-ca
redaktora
naczelnego) oraz: Z o f i a B i s i a k , J a d w i g a Jar.nuszkiewiczowa, H a n n a
Szewczyk-Wierzbicka, Jan Swiderski.
Redaktor

Adres

t e c h n i c z n y — Grażyna Miętus. Tłumaczenia — P i o t r P a s z k i e w i c z ,
l e n a I w i ń s k a (ang.) i N a t a l i a Stasińska (ros.).

Redakcji:

I n s t y t u t S z t u k i P A N , u l . Długa 28, 00-950 W a r s z a w a ,
994, t e l . 31-32-71/4, w e w n . 227, 229.

Rękopisów n i e zamówionych

1

redakcja nie

zwraca.

Magda­

s k r . poczt.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10060" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10038">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ecbebbc366bb02ddb3d5d01df9da0f40.pdf</src>
        <authentication>c6e8421af11b55406996f19336645aeb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119621">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3235</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119622">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119623">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3031</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119624">
                <text>Kilka truizmów i refleksji na temat śmierci, kultury ludowej i sposobu patrzenia na jej wytwory / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119625">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.3-8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119626">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119627">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119628">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119629">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119630">
                <text>Aleksander Jackowski

KILKA T R U I Z M Ó W
KULTURY

Różno k u l t u r y

LUDOWEJ

I REFLEKSJI N A TEMAT Ś M I E R C I ,

I SPOSOBU

w różny sposób lozpnvw i a l y się z problematyką

PATRZENIA

i

N A JEJ W Y T W O R Y

tw órcom. Posługują się narzędziami, które wykształciła i c h
7

śmierci, m n i e j l u b bardziej eksponując j a w życiu społecznym,

d y s c y p l i n a , narzędziami ograniczonymi, choć w miarę p e w n y m i ,

czyniąc z niej wartość nadrzędni}, przywolywaną p r z y w i e l u

podczas g d y sfera ludowej w i z j i śmierci p o w i n n a była być badana

okazjach, l u b też spychając tę problematykę w sferę milczenia.

w zupełnie i n n y sposób. P o d m i o t e m badań byłby wówczas nie

Zależało to oczywiście od r e l i g i i , od światopoglądu, o d h i e r a r c h i i

twórca, n i o warsztat,

uznawanych wartości.

świadomość o d b i o r c y , wpływająca

Są k u l t u r y , wymienię t u przykładowo ludową, kulturę Me­
k s y k u , w których wyobrażenie śmierci towarzyszy

zwyczajom,

nie peregrynacjo

m o t y w u , w z o r u , ale

na wybór

w z o r u , n a jego

modyfikację. Należałoby jednak w t y m celu zogniskować zain­
teresowania

n a k u l t u r z e duchowej

a nie t y l k o m a t e r i a l n e j ,

obrzędom a nawet zabawom, nie mówiąc już o folklorze czy

działać zespołowo, w r a m a c h i n s t y t u t u etnologii (który- n i g d y

sztuce. Są inne. chociażby nasza, w której stosunek do śmierci

nie powstał) a n i e rozpraszać t e m a t y k i badawczej

jest m n i e j d e m o n s t r a c y j n y , chociaż i w n i e j znamię obocności

i n s t y t u c j a c h . Należałoby t a k dobierać kadrę naukową i kształ­

po różnych

eschatologicz­

tować p r o g r a m y , a b y móc wykorzystać doświadczenia i m e t o d y

j o j do „scenografii"

wykształcone przez socjo-lingwistów, socjologów, psychologów,

wiejskiego pogrzebu czy jasełkowych wizerunków śmierci byłoby

etnologów, zwłaszcza spod z n a k u Levi-Straussa, Bartliosa, Cail-

sporym

lois'a. Tymczasom

śmierci daje się wyraźnie dostrzec. P r o b l e m a t y k a
na jost oczywiście złożona i sprowadzenie
uproszczeniom.

Dlatogo

warto

zasygnalizować

różne

aspekty tej p r o b l e m a t y k i , i t o nie koniecznie bezpośrednio zwią­

w naszych badaniach p o w o j e n n y c h

wystę­

powała tendencja przeciwstawna, rezygnacja z całościowej w i z j i

zane z kulturą ludową, czasem t y l k o wskazać n a t o m a t y fascy­

k u l t u r y badanej g r u p y n a rzecz opisu poszczególnych dziedzin;

nujące badacza k u l t u r y u nie dość jeszcze zbadane i opracowane.

opisu, p r a w d a , coraz bardziej kompetentnego, ale też i zawę­

Dlaczego ?

żonego.

Oddzielnie

zajmowano

się

rzeźbą,

strojem,

pieśnią,

zainte­

obrzędem, magią. U t r u d n i a to dostrzeżenie całościowego obrazu

resowania etnografów a n i w końcu X I X , a n i w X X w i e k u . O j e j

k u l t u r y ludowej i n a palcach jednej ręki możnaby wyliczyć ba­

aspektach k u l t u r o w y c h pisano do niedawna niewiele i dopiero

daczy widzących zjawiska szerzej, w i c h w z a j e m n y m powiązaniu.

Problematyka

śmierci nie wywoływała

większego

l a t a siedemdziesiąte zaowocowały ważnymi p r a c a m i wprowadza­
jącymi tę problematykę w obręb refleksji

antropologicznej.

K i e d y m o w a o sztuce l u d o w e j trzeba jeszcze powiedzieć

1

o j e d n y m . W badaniach interesowano się nią z p o z y c j i zewnętrz­

Także w Polsce dopiero od k i l k u l a t datuje się wyraźne zainte­

nego obserwatora. Wpłynął n a t o f a k t o d k r y w a n i a poszczegól­

resowanie tematyką eschatologiczną, i t o zarówno wśród badaczy

n y c h dziedzin tej s z t u k i przez miłośników rekrutujących się

l i t e r a t u r y , j u k i etnografów, folklorystów, psychologów, h i s t o ­

z

ryków, filozofów.

K a ż d y dostrzegał t o , co go frapowało, co uznał za w a r t e opisu.

2

Ukazało się też k i l k a książek poświęconych

kręgu

inteligencji

m i e j s k i e j , artystów,

historyków

sztuki.

p r z y g o t o w a n i u do śmierci. Zdaje się, że można nawet, podobnie

T a k n p . M a t l a k o w s k i opisując b u d o w n i c t w o drewniane Podhala

j a k n a Zachodzio, mówić o „renesansie śmierci". J e d n a k m i m o

zapewne n i e zdawał sobie nawet

t o środki masowego przekazu nie podejmują szerzoj t e m a t y k i

z wiorzeń związanych z ogniskiom d o m o w y m , piecem, tragarzem.

eschatologicznej. J a k się wydaje społeczeństwo również nie wy­

N a pewno zetknął się z magią ciesielską, ale t o już go p r z y p i s a n i u

kazuje

książki n i e interesowało.

3

nią

zainteresowania,

wyjąwszy

t y l k o aspekt

nadziei,

z a w a r t y w znanoj ksiażee Moody'ogo Życie po życiu. Więcej u w a g i
poświęca

się cmentarzom,

jako miejscom

pamięci

narodowej

oraz konserwacji najbardziej reprezentacyjnych obiektów.

4

Ale

sprawy z s y m b o l i k i p r o g u ,

Sztukę ludową przeważnie opisywano

przez analogię do

s z t u k i w a r s t w e l i t a r n y c h . N i o wychodzono więc o d społeczności
wiejskiej,

lecz interesując

się tą społecznością

wyodrębniano

to już inna sprawa, wkraczająca w sferę p o l i t y k i . Współczesna

zjawiska, które zaliczano t y l k o w t e d y do „sztuki", k i e d y kores­

cywilizacja

pondowały z i n n y m i , u z n a w a n y m i za wartościowe

zachodnia,

nastawiona

na życie

doczesne,

coraz

bardziej w swoj istocie laicka, coraz bardziej tragiczna i pozba­
w i o n a nadziei u n i k a t e m a t y k i eschatologicznej.

O śmierci się

nie pisze, w miarę możności — nie myśli. Jeśli śmierć jest kresem
wszystkiego — liczyć się może t y l k o t o , co w pamięci i n n y c h
pozostanie po nas. I w t y m sensie śmierć wpływa n a nasze za­
chowania.

estetycznie.

Interesowano się t y m , co rezonowało ze świadomością badających,
co już u m i a n o dostrzec i zakwalifikować j a k o rzecz wartą odno­
towania.
H i s t o r i a „sztuki l u d o w e j " jest w istocie historią jej „od­
krywania", n a z y w a n i a

j e j . Z j a w i s k a b o w i e m istniały, ale

dopiero nazwane przez badacza „sztuką" zaczynały w t a k i m k o n ­
śmierć n i e była

tekście funkcjonować. Kryteriów szukano b o w i e m nie w k u l t u r z e

zjawiskiem p r z e m i l c z a n y m , s p y c h a n y m n a margines, otoczonym

badanej g r u p y , lecz ustalano je a r b i t r a l n i e , zgodnie z przyjętą

niechęcią i lękiem. W k u l t u r z e przenikniętej wiarą nieporównanie

koncepcją, n p . s t y l u

Tymczasem

w dawnej

k u l t u r z e ludowej

(Grabowski).

większą była rola i miejsce śmierci w codziennym życiu człowieka.

Oczywiście, czym bardzjej pogłębiały się więzi między wsią

Można sobie zadawać p y t a n i e , dlaczego w opracowaniach

a m i a s t e m , c z y m bardziej „ w i e ś " dążyła do przyjęcia wzorów

dotyczących k u l t u r y ludowej t a k niewiele mówi się n a t e n t e m a t .

miejskich a „ m i a s t o " interesowało się w y r o b a m i chłopskimi —

Dlaczego w opracowaniach s z t u k i ludowej ograniczano się do

t y m szybszy stawał się proces alienacji poszczególnych dziedzin

opisu przedmiotów, pomijając powołujące je do życia idee. A n i

t z w . s z t u k i l u d o w e j , o d r y w a n i a i c h o d k u l t u r o w e g o podłoża.

h i s t o r y c y s z t u k i , a n i etnografowie dokumentując n a g r o b k i czy

Następowało sprzężenie z w r o t n e , rzecz nazwana „ s z t u k ą " była

krzyże cmentarne nie wychodzą

już j a k o t a k a p r o d u k o w a n a , przyspieszając

poza

inwentaryzacyjny

opis

i próby przyporządkowania obiektów poszczególnym w a r s z t a t o m

proces

rozbijania

k u l t u r y l u d o w e j . M o l i e r o w s k i p a n J o u r d a i n nie t y l k o d o w i a d y -

�wał się, że mówi prozą, a b odtąd już wiedział, żo p o w i n i e n

nością, rodziną, własną kulturą, obyczajem.

mówić prozą. T a k weszliśmy

jednostka dojrzewała świadomie d o śmierci. Sprzyjał t e m u kie­

u* etap „Cepelii", co

pomijając

W

t y m modelu

wszelkie inne konsekwencjo waży również na sposobu- myślenia

runek wziostu u u t n r y t e t u

o sztuce l u d o w e j . T a przykład z inst»tiii&lt;-h miesięcy

si arszy, i у n i większy należało o!;az_\ w ae m u szacunek. W k u l t u r z e ,

- (•tnografku

ió.-d on wiaz /. wiekiem. Czym k t o

(z „Cepelii") opowiada w a u d y c j i radiowej o pisankach. Wspo­

przechowywanej

m i n a o m o t y w a c h zdobniczych, technikach, m a g i i , zabawach

s t o p n i u innowacyjności, bardziej

przede w s z y s t k i m pamięciowo, o n i e w i e l k i m

z p i s a n k a m i , „zapomina" t y l k o o t y m , k i e d y i dlaczego l a d je

olastyczność, śmiałość myśli i działań, o d w r o t n i e niż w m o d e l u

liczyło się doświadczenie niż

zdobił, k i e d y i dokąd nosił w koszyczku święcone. Głupota?

w spółczosny m , k i e d y t o dominująca, roli," odgrywa młodzież (por.

Oczywiście, alo jest w t y m coś więcej

M.

sposób mówienia i myśle­

nia o sztuce ludowej.

Mead ).
6

Trzecim c z y n n i k i e m wpływającym w poważny sposób n a

F a k t e m jest, że tendencje laieyzo\\nnia współczesnych w y ­
tworów imitujących sztukę l u d o w a (bo t a k w istocie nalożaloby
je nazwać) pomagają zapomnieć o t y m , co było i d e o w y m podło­
żem i k o n t e k s t e m a u t e n t y c z n e j s z t u k i , służącej przede w s z y s t k i m
własnej społeczności. D o dosernant yzacji tej s z t u k i w powszech­
n y m odbiorze p r z y c z y n i a się leż zwracanie uwagi przede wszyst­
k i m na wartości dekoracyjne,

estetyczne;.

W t a k i e j s y t u a c j i obowiązkiem czasopisma naukowego jest
t r o s k a o t o , a b y zjawiska a r t y s t y c z n e postrzogać w ich k u l t u r o ­
w y m kontekście. Stąd między i n n y m i , widoczne już od k i l k u l a t

stosunek do śmierci była wiara k a t o l i c k a , wiara w życie poza­
grobowe, w i a r a zapewne głębsza niż t o m a miejsce współcześnie,
wiara bez wahań (pamiętam radość mojej c i o t k i , żo wkrótce
umrze i połączy się zo s w y m mężem), a jeśli nawet podszyta łę­
k i e m , to przecież była to ciągle w i a r a w to, że po śmierci e o ś
jest, żo będzio jakaś f o r m a istnienia, że śmierć nie jest kresem
ostatecznym.
Śmierć była w t a k i m r o z u m i e n i u m o m e n t o m ostatniej próby.
Można było umrzeć w grzechu i być skazanym n a męki, ważno
więc było j a k się odchodzi, j a k p r z y g o t o w u j e do odejścia. D o
śmiorci się dojrzewało.

starania r o d a k c j i „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " o rozszerzenie kręgu
podejmowanej

tematyki

o antropologiczną refleksję nad k u l

turą, zwłaszcza nad t y m i jej obszarami, któro nazywa się kulturą,
duchową, społeczną, ai i у styczną. Stąd też próba podjęcia te­

Umierał człowiek, którego imię do dziś przejmuje grozą l u d z i

m a t y k i związanej

ze śmiercią, dostrzeżenia jej rzeczywistego

mogo p o k o l e n i a . Skończyło się k o n s y l i u m , do łóżka zbliżył się

w y m i a r u w życiu i działaniu l u d z i , w poglądach i zaebowaniach,

o r d y n a t o r k l i n i k i . Chory spojrzał na niego mądrymi, pięknymi

obrzędach, twórczości. D o p i e r o patrząc z t a k i e j p o r s p e k t y w y

oczami i uśmiochnął się. Może m i Pan powiedzieć prawdę dok­

ua sztukę ludową można dostrzec w j a k dużym s t o p n i u jest ona

torze, ponieważ j a n i o

formą einanacji k u l t u r y duchowej społeczności w i e j s k i e j , j a k silnio

To k o n i e c ! N i e boję się umioraó...

splatają się w n i e j : w i a r a , wiedza, ambicje grupowe i jednost­
kowe, praca i zabawa, p o t r z e b a wyróżnienia się i zostawienia,
śladu po sobio. Może zeszyt t e n pomoże, przez z a w a r t y w n i m

w i o r z ę, żeby coś było po śmierci.

Umierał spokojnie, sprawiedliwość ziemska obeszła się z n i m
łaskawie a w inną nie wierzył...

materiał i i m p u l s y zwrócić uwagę na w y m i a r i głębię przeżyć
duchowych ludu.
Różno śmiorci: s p r a w i e d l i w a , w d o m u , z s a k r a m e n t a m i ,

*

gromnicą, zgromadzoną rodziną. Śmierć grzesznika. Śmierć nie­
spodziewana.

Obecność p r o b l o m a t y k i śmiorci w k u l t u r z e , podobnie zresztą j a k

Inaczej reagujemy n a śmierć, która następuje po długim

jej obecność w życiu człowieka nie m u s i się manifostować bez­

życiu i na śmierć „niesprawiedliwą", zabiorającą n p . młodego

pośrednio. Jest i wpływa na różno działania, m i m o żo możemy jej

poetę czy a k t o r a , po którym wielo jeszcze można było oczekiwać.

nie dostrzegać rejestrując

Pamiętam roakcję n a śmierć Nardellego, Jedlewskioj, Morela,

t y l k o zewnętrzną siatkę, powiązań.

Zwrócę w t y m miejscu uwagę na. znamienny fragment opowia­

Wojaczka, Gałczyńskiego... I zdziwienie, k i e d y -

dania W i l l i a m a Goldinga. Mowa. w n i m o Szwajcarze ,,(...) który

chłopiec

jeszcze j a k o

- przeczytałem o śmiorci K i p l i n g a . J a k to? t o on jeszcze

t a k się przyzwyczaił do swój J u n g f r a u , żo przestał na nią patrzoć.

żył? Śmierć ,,za późno" — P e t a i n . B o h a t e r I w o j n y , t r a g i c z n y

A l o ona wciąż w y w i e r a na niego wpływ, gdyż joj p u n k t widzenia

starzec, który w i o r z y l , że kolaborując z w r o g i e m ocali Francję.

przeniknął go na stałe". J u n g f r a u — „góra k a m i e n i , r z u c o n y c h

Żył jeszcze po wojnie wiole l a t w więzieniu, o k r y t y niesławą.

j a k w żongloreo, b y zastygnąć w p o w i e t r z u i spojrzeć z w y s o k a " .

Żył za długo...

Otóż, rozwija swą myśl G o l d i n g „ N i k t , k t o żył (...)
góry k a m i e n i (...)
jej n i o b y ł o . "
W

obok tej

n i e byłby t y m s a m y m człowiekiem,

gdyby

5

k u l t u r z e ludowej n i e znajdziemy

wielu bezpośrodnich

śladów śmierci, alo nie jest możliwa r e k o n s t r u k c j a tej k u l t u r y
a n i mówienie o świadomości człowieka- I w . uwzględnienia f a k t u
„iż j e j p u n k t widzenia przeniknął go na stało."
W k u l t u r z e ludowej śmierć wpisana jest w t r z y kręgi l u d z k i c h
doświadczeń.

Różne śmiorci... Niezwykły

opis

umierania Iwana llicza

w „ M a l t ę " R i l k e g o ; samotność śmierci w B e r g m a n a „Krzykach
i s z e p t a c h " , o k r u t n a i piękna „Ballada o N a r a y a m i e " , opowieść
o miłości i śmierci w japońskim filmie a u t o r s t w a Y u i k i o M i s b i m a ,
Eros i Thanatos w „Brzezinie" W a j d y , śmierć na wojnie młodego
żołnierza biegnącego w pierwszy bój

Pierwszy, t o porządek p r z y r o d y , to c y k l życia, obumierania,
śmierci i odradzania się drzew, łąk, pól. Żyjąc w

symbiozie

—

w o p o w i a d a n i u L w a Tołstoja; dliiga, straszna śmierć dziedzica

- w f i l m i e Tarkowskiego,

sekwencja śmierci p t a k a w „Żywocie M a t e u s z a " Leszczyńskiego,
(ta

powieka

powoli

zakrywająca

oko!),

śmierć

linoskoczka

z przyrodą, obserwując ją codziennie, człowiek silniej odczuwa

w „ L a S t r a d a " Felliniego, zaskakująca europejczyku sekwencja

siebie j a k o cząstkę wszeclicalości. Przynależy do togo samego

radosnej u c z t y żałobników w „Mondo C o n e " Jacopottiego.

porządku, w którym życie i śmierć splecione są w jedno, śmierć
rodzi życie, życie p r o w a d z i k u śmierci.
Drugim

kręgiem jest świadomość społeczna,

T o zadziwiająco j a k wyraziście zachowały się w mojej pamię­
ci te właśnie sceny, że t a k je silnie przeżyłem i n a d a l wspominając

świadomość

togo, że jest się cząstką g r u p y , r o d z i n y , w s i , p a r a f i i ,

ojczyzny.

przeżywam.
Zresztą nie t y l k o te. P r z y p o m i n a m sobie doskonale „ s w o j e "

J e d n o s t k a wychowywała się i żyła w świadomości tego, iż są

śmiorci. Te pierwsze: k i e d y miałem 3 lata

sprawy nadrzędne: ziemia, rodzina, ojcowizna, ojczyzna. S i l n i e j ­

kanarka, (leżał n a w z n a k ze s z t y w n y m i nóżkami sterczącymi do

- widok martwego

sza r o l a t r a d y c j i w życiu człowieka mocniej wiązała go ze społecz­

góry)- Pamięć zarejestrowała

r

to t a k wyraziście, że widzę to

�i teraz, j a k na f o t o g r a f i i . Pochowałem go w ja,sno-zielonym p u ­

Właściwie cale życie pracuje się na i ę chwilę. N a tę oconę.

d e l k u o d w o d y utlenionej f i r m y L . Spiess i s y n , przewiązanym

Co powiedzą? Już w t e d y n i c się n i o da. w życiu naprawić. Osąd

na krzyż czarną wstążką. Później był nie t a k już bolesny pogrzeb

l u d z i — to też ślad, j a k i pozostawiamy po sobie, to też w y r o k .

m y s z k i , znalezionej w lesie. Pogrzob b a b c i , w o j n a , z sotek zabi­

*

t y c h jedna scena, której zapomnieć nie mogę, mój przyjaciel,
z którym rozstałem się przed godziną, z matą okrągłą dziurką
w środku czoła- W!n.ściwie nawet k r w j nie było.... Śmierci nie­

— śmierć j a k o wybawienie, od ciężaru życia, choroby.

potrzebne, możliwe do uniknięcia, najbardziej gorzkie

— śmierć j a k o ofiara, śmierć Jezusa.

z włas­

nego w y b o r u , kiedy wydaje się, że tak łatwo można było i m za­

— śmierć w imię wielkiej sprawy -— męczenników, Ojca Kolbego,

pobiec. Śmierci l u d z i , śinierc ' psów. ukochanego k o t a , to zdziwie­

K o r c z a k a , walczących za ojczyznę, i ginących z jej i m i o n i e m

nie, że w momencie odejścia zwierzę szuka samotności. Przez

na u s t a c h .

doświadczenie cudzych śmiorci oswajamy się z myślą o nieuchron­

śmierć do której się dojrzewa, dochodzi i śmierć przedwczesna,

ności własnego końca.

,,niesprawiedliwa".

1

Dojrzewamy.

*
N a pogrzebie mojego ojca, w u j trąca m n i e łokciem. ,,Wiesz,
to już 84 młodszy ode m n i e ! " Uniknąć- śmierci? N a j a k długo?

W n a s z e j współczesnej k u l t u r z e da się wyodrębnić cztery mode­
lowe postawy :
!. Śmierć jest końcem wszystkiego, trzeba więc cieszyć się ży­
ciem, żyć pełną, piiorsią, zdobywać, mieć. ( W t a k i m ujęciu życie
jest d o b r e m najwyższym.)

Oszukać śmierć. Marzenie o t y m , jakże częste w bajkach,
w folklorze. Oswoić śmierć, przygotować się do niej za życia.
N a c m e n t a r z u para staruszków siedzi obok siebie naprzeciw gro­
bowca. Złotymi l i t e r a m i wpisane ich i m i o n a , nazwisko. T y l k o
d.aty bra,kuje.
Tnni, opowiada się o t y m anegdoty, ale znam i f a k t y , śpią
w t r u m n i e . N a w s i , ale i w mieście n a wiele l a t przód spodziewaną
śmiercią szyto

sobie suknię do t r u m n y , szykowano

garnitur.

2. Śmierć jest końcem życia. Zostaje tydko pamięć o człowieku,
ślad jego działalności. Trzeba więc t a k żyć, t a k działać, a b y n a
tę pamięć zasłużyć.
3. Śmierć jest końcom jednostkowej

egzystencji,

ale

żyjemy

w p o t o m s t w i e , jesteśmy częścią r o d z i n y , społeczności, n a r o d u ,
kultury.
4. Śmierć jost t y l k o granicą między życiem doczesnym a wiecz­
n y m . A b y na życie wieczno zasłuży ć trzeba żyć godnie. Źyó d l a
r

śmierci. ( W t a k i m ujęciu śmierć jest ostatecznym

egzaminom,

a wartością najwyższą — życie wieczne).

*

W k u l t u r z e l u d o w e j , przenikniętej wiarą, dominował ten właś­

Czy ktoś prześledził proces dojrzewania myśli o śmierci w życiu
l u d z k i m , poczynając o d wyobrrżeń dziecięcych aż po u p r z y t o m ­
nienie sobie nieuchronności własnej śmierci?

nie o s t a t n i model.
Oczywiście, j a k t o przeważnie bywa, z m o d e l a m i są ono j a k
na,jba,rdziej słuszne, tyło tyłko, żo nie zawszo sprawdzają

się

w życiu. Dominują postawy mieszano, w których można j e d n a k
dopatrzeć się przewagi któregoś z modeli. Poza t y m w życiu
postawy mogą się. zmieniać.

K i e d y miałem 6—7 lat przerażała m n i e myśl o śmierci cieplnej

*

wszechświata. Dobrzo pamiętani ten strach, znacznie większy niż
na. myśl o mojej śmierci.

Cudowna moc w i a r y ! Życie ziemskie staje się etapem, przedsion­
k i e m do w iecznego. Czasem próby d l a chrześcijan, fazą oczyszcze­
nia, -

dla wierzących w reinkarnację. Trzeba godnie żyć, a b y

godnie umrzeć, aby zasłużyć na t o , co będzie, j a k zostaniemy
N i e lubiłem i nie lubię rozstań, rozłąki. W każdej jest ziarno
śmierci.

ocenieni. Śmierć w e r y f i k u j e nasze życie. Czy istnieje silniejszy
bodziec dla, życia- godziwego? Śmierć staje się nadzieją, skrzyw­
dzony, b i e d n y , poniżony Wiara, nadaje

t a m zostanie nagrodzony.

światu sens. Niesprawiedliwości, cierpienia

zdają się czemuś służyć. Wszystko jest zapisane, wszystko służy
Trzebiatów: stolarz, wyrabiający

t r u m n y , siedzi przed

swym

zakładem, przechodzą, ludzie. Ósemka, m r u c z y , d w u n a s t k a , znów

jakiemuś celowi, m y t y l k o o t y m nie w i e m y , ale wierzy my, że
r

niebo n i e jest t y l k o bezkresną otchłanią a śmierć kresem.

ósemka. Obsługa śmierci jest t a k i m s a m y m zawodem j a k i n n e :

*

ksiądz, lekarz, pielęgniarka, reanimator, nosiciel zwłok, p r a c o w n i k
k o s t n i c y , t r u m n i a r z , grabarz, kamieniarz, dozorca c m e n t a r n y .

Umysł ludzki porządkuje. Cala działalność człowieka da się
sprowadzić do tej r o l i porządkowania, c z y l i rozumienia, a co za
t y m idzie i nazyA\ anią,. Rozpaczliwa chęć uwierzonia, że przocioż
P a n i ! toż szkoda t a k i e dobre pantofle dawać. Zupełnie nowe,
L e p i e j t a k i e , z t o k t u r y . Wyglądają t a k samo, a tańsze.

istnieje porządok wszechświata, wieczna h a r m o n i a w której każda
istota, zwłaszcza człowiek m a swój sens. T a k a n a i w n a nadzieja,
że świat

*

jest czy mś na kształt w i e l k i e j układanki
r

„puzzle'',

w której każdy fragment do czegoś przylega i t w o r z y sensowną
konstrukcję, której nio r o z u m i e m y , t a k j a k częsteczka puzzlo

iSmiore na pokaz. N i e c h wiedzą, że się n i o żałowało pieniędzy.

nie rnoglabv zrozumieć, j a k i e miejsce zajmuje w całości i j a k t a

T r u m n a dębowa, z ozdobami, k o r o n k a . . . Nagrobek... N i e c h wie­

całość wygląda. Myśląc o kimś, kogo już nie m a , oceniamy go j a k ­

r

dzą... „Najlepiej jest, g d y jest t a k i j a k i n n e , m o d n y , ale jeszcze

b y od końca, od tego j a k i m się stał. Chronologia życia odwraca

piękniejszy, żeby widać, żo droższy..." O d w i e l u , w i e l u już l a t

się. w t a k i e j ocenie. T o nie Szawel dojrzowa do togo b y się stać św.

żegnając t y c h , co odeszli, m i m o woli myślę

Pawiem,

na m o i m pogrzebie?

a i l u ludzi będzie

chyba, przyjdzie, może zapłacze? Co k t o

powio n a d trumną? czy będą, m n i e żałowali?

lecz przez

Pawła, możemy

się cofnąć do początku.

Inaczej cóż b y nas obchodził Szawel, M a r i a Magdalena,

Ojciec

K o l b e , Janusz K o r c z a k . . .

5

�*

dzieje w i n n y m pomieszczeniu, reanimowana może wrócić. A l e
niechętnie, ponieważ zwolniona z ziemskiej powłoki już chciałaby

W k u l t u r z e ludowej idea śmierci obecna jest wszędzie. W i z e r u n e k

iść t a m , dokąd w z y w a ją światłość pojawiająca się w t u n e l u .

Ukrzyżowanego p r z y p o m i n a ! nieustannie, że właśnie przez mękę
i śmierć ludzkość została o d k u p i o n a z grzechu

Wspólczosny w a r i a n t

a r c h e t y p u duszy, śmierci związany

pierworodnego.

jest ze sztafażem pozornie n a u k o w y m . J a k w „listach z n i e b a "

K r z y ż zawsze p r z y w o d z i n a myśl śmierć. Jest j e j z n a k i e m . N a w e t

pojawiają się nazwiska, przykłady. Gdzieś w K a n a d z i e , A u s t r a l i i . . .

d l a niewierzących.

w y p o w i e d z i lekarzy, reanimacje, a p a r a t u r a i świadectwa reani­

K u l t u r y , w których nośnikiem t r a d y c j i jest pamięć, kodują

m o w a n y c h , cofniętych już z d r o g i .

w m i t a c h , legendach, folklorze — wiedzę o świecie, swoją intuicję
tej

Bosseler Moody'ego jest najbardziej optymistyczną książką

wiedzy.

naszych l a t . Boicio się śmierci? Macie t u d o w o d y , s e t k i wspom­

T ę wiedzę — pamięć trzeba nieustannie odnawiać, przez

n i e l i l u d z i , którzy nie chcieli wracać do życia, t a k i m już było

powtarzanie, rytuał, uczestnictwo. W książkach wystarczy g d y

dobrze.

w i a d o m o co i gdzie jest. W k u l t u r z e w y s o k i e j , nastawionej n a

*

specjalizację, kontynuację i rozwój wiedzy cala społeczność n i e
m u s i uczestniczyć w p o w t a r z a n i u t y c h samych treści.

Coraz trudniej- rozdzielić, co jest nauką, co intuicją, doświad­

*

czeniem

„wewnętrznym".

Granice

się

zacierają.

Lewitacja

istnieje? czy „dusza" w y c h o d z i z ciała? Czy wizje zapamiętane
Śmierć „ l u d o w a " jest oswojona, nie b r a k w niej elementów k a r ­

przez l u d z i , o których pisze d r M o o d y , były i c h złudzeniem,

nawału (w sensie B a c h t i n o w s k i m ) . Postać śmiorci w jasełkach,

a może doświadczeniem ? O c z y m wówczas miałyby świadczyć 7

w widowiskach obrzędowych jest groteskowa, b a w i — ale i b u d z i

Czy istnieje „przoczucie śmierci"? Czy są j e j z w i a s t u n y ? Można

lęk.

by

Jest sprawiedliwa. N i e t a k j a k w życiu. W w i d o w i s k a c h jasełko­

w k u l t u r z e l u d o w e j : wycie psów, h u k a n i e sowy, k u k a n i e kukułki,

w y c h karze złego H e r o d a , ścina m u głowę. W

dziwne zachowania, tajemniczo postacie pojawiające się n a dro­

opowieściach,

bajkach g r o m uderza z jasnego nieba i razi grzesznika. ( T a k też

napisać całą rozprawę n a t e n t e m a t .

Z w i a s t u n y śmierci

dze.

ginie B a l l a d y n a ) . T a „ l u d o w a " śmierć daje nadzieję, że niespra­

A przeczucie śmierci, które b u d z i w nocy matkę, g d y j e j

wiedliwości ziemskie zostaną ukarane, źli pójdą do piekła, skrzyw­

dziecku zagraża niebezpieczeństwo ? Tego już się nie kwestionuje,

dzeni i poniżeni do nieba. L u d o w a religijność zasadza się n a

m i m o iż wciąż n i e wyjaśniono

wierze w sprawiedliwość.

Wrażliwość telepatyczna zwierząt też nie jest niższa niż l u d z i ,

*

całkowicie zjawiska t e l e p a t i i .

zapewne wyższa. W y s t a r c z y przypomnieć doświadczenie, prze­
prowadzone

w Stanach Zjednoczonych

z królicą, której małe

wywieziono do A u s t r a l i i i t a m je w określonym czasie zabijano.

1

Współczesny „ l u d o w y " w a r i a n t nadziei, że po śmierci k l i n i c z n e j

Otóż okazało się, że encefalograf m a t k i wykazywał w t y c h m o ­

„dusza" w y c h o d z i z ciała, krąży, może n a w e t widzioć, co się

m e n t a c h gwałtowną zmianę.

�Może więc niezadługo można będzie napisać o zwiastunach

— F o r m y żałoby, nakazy i zakazy, s y m b o l i k a czynności.
— E l i k s i r y życia. W i a r a w osiągnięcie doskonałości, zapewnia­

śmierci w aspekcie nie t y l k o f o l k l o r y s t y c z n y m ?

jącej długotrwało życie

(Matuzalemowe).

— Topos przechytrzenia śmierci.
— Zwyczaje
T e m a t y , które mogłyby się znaleźć w t y m n u m e r z e :

— K o n w e n c j a mów n a d g r o b n y c h .

— Obecność s y m b o l i śmierci w życiu codziennym.
— Wyobrażenia śmierci, nieba, piekła, czyśćca —

—
w snach.

— Przeczucie śmierci.
ryngrafy,

Nekrologi.

— Wypominki.
— Model śmierci w l i t e r a t u r z e i sztuce r o m a n t y c z n e j , inspiracjo

— Ostrzeżenia.
— Amulety,

związane z pogrzebem. K o n w e n c j a zachowań, w y ­

powiedzi. Zróżnicowanie k u l t u r o w e .

ludowe i wtórny wpływ tego m o d e l u n a folklor 2 poł. X I X w .
przedmioty

i

słowa

zabezpieczające,

chroniące przed śmiercią.

— S y m b o l i k a b a r w związanych ze śmiercią w różnych okresach
i kulturach.

— Przywoływanie z zaświatów (np. s p i r y t y z m we wsiach

na

Śląsku Cieszyńskim).

— G r o b y i k u r h a n y żołnierzy, powstańców — w pamięci miejsco­
wej ludności.

— Z n a k i dawane żywym przez zmarłych.

— Śmierć władcy.

— Wierzenia w d u c h y pokutujące, straszące i sposoby i c h u w o l ­

— Cmentarz j a k o miejsce

nienia o d mąk. ( F o l k l o r — a także prób}' naukowego wyjaśnie­
n i a zjawiska n p . przez prof. Stefana

Manczarskiego).

— Wierzenia dotyczące cmentarz}', duchów zmarłych, dusz po­
kutujących n a ziemi, demonów, wilkołaków i t p .

pamięci narodowej

boliczno.
— Cmentarz j a k o tekst h i s t o r i i . Życie cmentarza o d założenia
po kasację.

— Śmierć pozorna. L e t a r g .

— Cmentarz j a k o tekst k u l t u r y . S t r a t y f i k a c j a cmentarzy. Miejsce

— Sobowtór.

„lepsze" i „gorsze", g r o b y dzieci.

— Ciało zmarłego w m a g i i .

— Cmentarz j a k o „ w i t r y n a " . Prestiżowa f u n k c j a

— R e k w i z y t y śmierci w m a g i i (up. sznur wisielca, pętla k a t a ) .

— Wieńce j a k o rodzaj s z t u k i l u d o w e j .

— R e l i k w i e . Cudy czynione za i c h sprawą.

— A t a w i z m y w dekoracji grobów ( s y m b o l i k a

— Modele śmierci „sprawiedliwego" i „grzesznika".

ozdrowienia.

— E l e m e n t y ludyczno w obchodzeniu świąt zmarłych

(dawniej

dzisiaj).

— „Boże G r o b y " w kościołach.

— Ostatnie słowa. Stereotyp zachowań, gestów.

— Śmierć w czasach k a t a k l i z m u ,

— Zachowania związane ze śmiercią i wyprowadzeniem

II.

choinki,

i

— Zabiegi zmierzające do przywrócenia z d r o w i a .

zegary, l u s t r a ,

ognia,

jadło).

— Śmierć bohatera. Legendy. Stereotypy.

nania,

nagrobków,

uroczystości pogrzebowych, wieńców i t p .

— Czaszka, kościotrup.

— Cudowne

i demonstracji

p a t r i o t y c z n y c h , p o l i t y c z n y c h . G r o b y bohaterów, g r o b y s y m ­

okna, gromnice).

Nocne

(pożeg­

czuwanie.

— Miejsce

w

społeczności

zarazy.

lokalnej

człowieka,

który

śmierć (myśliwy, rzeźnik, r a k a r z , k a t ) .

2. P o g r z e b m ł o d e g o m ę ż c z y z n y z C z e r l e j n k a , 1935 r . O r s z a k p o d c z a s p o g r z e b u k a w a l e r a
dziła d z i e w c z y n a mając u b o k u d w ó c h m ł o d y c h m ę ż c z y z n . F o t . nadesłał P. K u b i a k

prowa­

zadaje

�śmierć zwiorząt w świetle nakazów religii, e t y k i , (człowiek

Chłop. &gt;siигу. wznosi n o w y d o m , d l a dzieci, wnuków. Kiedyś

i zwierzę w rodzinie chłopskiej. 0 c z y m w o l i m y nie wiedzieć —

zostawiał po sobie

męka zwierząt rzoźnych, starych k o n i , „obozy zagłady"' - —

plony.

ziemię, zadbaną, przygotowana,

by rodzić

*

formy p t a c t w a , t r z o d y c h l j w n e j .
— M a n i p u l a t o r z y śmierci: czarownik, szaman, lekarz

(decydu­

jący, k i e d y przestaje reanimować, podtrzymywać p r z y życiu

Wspomniałem Lurkę. Cóż t o był za człowiek! W rzeźbach wyra­

pacjenta).

żał swoją wizję. „Dobroj N o w i n y " . Mówił w n i c h o B o g u , E w a n ­

_ Świadomość śmierci j a k o bodziec rozwoju, k u l t u r y . T o p o s y :
„zdążyć przed śmiercią", „pozostawić ślad po sobie",

„nie

umrę cały".

gelii. Uczył. Unaoczniał p r a w d y , któro uchodzą zazwyczaj uwa­
dze, n a w e t gorliwie wierzących. Iluż l u d z i , mówił m i , p a t r z y n a
k r u c y f i k s i wie, żo Chrystus umarł za n i c h . Ale o n i tego nie czują,
nie doceniają

tej straszliwej męki, k i e d y P a n Jezus woła do

Boga „Czemuś m n i e opuścił?" Więc wyrzeźbił mękę, t a k a b y
każdego przeszedł dreszcz zgrozy. Nie bał się pokazać cielesności
Zostawię coś po sobie... Żeby pamięć o m n i e pozostała. • Żeby
wiedzieli... rodzina, dzieci, w n u k i . Zostawić

coś co p r z e t r w a .

Pamiętnik życia. Rzeźbę. Obraz. D o m .
R y s z a r d K . b u d u j e sam jeden, z w i e l k i c h głazów wspaniały
d o m n a d W i g r a m i . Już b u d u j e 9 l a t . Wkrótce zacznie kłaść b e l k i
ścian. N i e miał w dzieciństwie d o m u . T e n m o m e n t odgrywa t u
rolę, alo i d r u g i — stwor7.yć samemu coś niezwykłego, co p o ­
zostanie. Trzeci t o — sprawdzić się, przekroczyć granicę własnych
możliwości.
Józef L u r k a , rzeźbiarz, jeden z najlepszych n i e t y l k o w ra­
m a c h s z t u k i ludowej.sprzedawał niechętnie, ważne było d l a niego,
b y zostawić p o sobie rzeźby. Władysław Chajec, w ostatnich l a t a c h
życia n i e cbcia.ł niczego sprzedawać. N i e c h t o zostanie po m n i e

tej męki, g r y m a s u bólu. Podobnie R o m a n Śledź,
mękę, śmierć.

S z t u k a kościelna n a ogół ilustruje t y l k o f a k t y z E w a n g e l i i ,
alo nie p r o w o k u j e do i c h osobistego przeżycia. Śmierć — u L u r k i ,
Śledzia, niektórych d a w n y c h świątkarzy — m a cały majestat
grozy. W sztuce współczesnej z n a m t y l k o jeden przykład równie
dramatycznego

Ileż t a k i c h w y p o w i e d z i ?

według

dział tę długą sekwencję śmierci, zakończoną nagłą ciszą i czernią
e k r a n u — która t r w a — k i l k a m i n u t ? kilkanaście sekund? —
t o n nio zapomni tej sceny.

*
S z t u k a sakralna wzbudza w nas myśli o życiu w i e c z n y m , trans­
cendencji. W t y m sensie każde dzieło sztuki sakralnej wiąże się

Dziesiątki... L e n a r t rzeźbi w dę­

b i n i e , to trwałe drewno, dłużej się zachowa.

„Pasja

gwoździ w żywe ciało, męki nie dającej się wytrzymać. K t o w i ­

L o k a r s t w a ? Panie, po co. J a już stary. Sprzedał m i dwie rzeźby,
tają, niech wiedzą j a k i b y l i c h dziadek.

ukazania O d k u p i e n i a . To f i l m

Sw. M a t e u s z a " Passoliniego. Drastyczność krzyżowania, w b i j a n i a

— mówił. Władysław Potoniec spokojnie zbliżał się do śmierci.
reszta m u s i zostać, powiedział, d l a wnuków. Niech mnie pamię­

najciekawszy

spośród żyjących rzeźbiarzy l u d o w y c h pokazujo z całą ekspresją

Inni

z eschatologią.

wybierają

*

orzech, H l e b o w i c z — b e t o n , bo dłużej będzie trwał.
Tworzą dzieła życia. J a k k t o u m i e i może. T a k i e , któro po
człowieku pozostaną. Jeden z nich — sam b u d u j e z głazów m o s t ,

Śmierć por.ostawia o t w a r t y m p y t a n i e — co jest poza nią? poza

n i e p r a w d o p o d o b n y , romański w s t y l u , i n n y r e m o n t u j e — s a m ! —

kresom życia j e d n o s t k i . Odpowiedzi nie m a . Jest t y l k o w i a r a

niszczejący pałac p o d Wałbrzychem.

w t o , żc jest i m i a f o r m a życia, albo w-iara,, żo n i e m a niczego

P R Z Y P I S Y

N p . P b . Aries, Essais
sur 1'histoire de la mort CII Occi­
dent iiu Moyen
Аде й nos jours,
Paris 1975 a zwłaszcza
jego dzieło L'homme
devant la mort, Paris 1977; E . M o r i n ,
L'liomme et la mort, Paris 1976; G. Gorer, Pornografia
śmierci,
„ T e k s t y " , 1979 n r 3; A . L . Strauss, Śmierć i
umieranie.
Postępowanie z człowiekiem umierającym, p o d r e d . L . Pearsona,
Warszawa 1973; A . Toynbee, Człowiek июЬес śmierci, Warszawa
1973
W y d a n o cytowano już prace Gorora, Straussa, Toynbee'go,
wyszła książka zbiorowa Sens choroby, sens śmierci, sens życia.
W y d . „ Z n a k " , Kraków 1985 (wydanie drugie, zmienione); T . K i e lanowskiego, Rozmyślania o przemijaniu,
Warszawa 1976; J . Kołbuszewskiego, Wiersze z cmentarza, W y d . P T L , W r o c l a w 19S5.
Badania n a d cmentarzem j a k o testem k u l t u r y podjęto w K a t e ­
drze E t n o l o g i i U W ( K . K u b i a k , S. Sikora), w K r a k o w i e t e m a t e m
1

2

l

pogrzebów zajął się w pracy magisterskiej J . Tomaszewski,
w Białymstoku -— E . Szczukajtys; w Warszawie przez r o k pro­
wadził s e m i n a r i u m n a t e m a t śmierci i f o r m jej upamiętnienia R. Sulima. Zeszyt poświęciły problematyce śmierci „Teksty'',
1979 n r 3 i t d . Patrz też t , 26 „Etnografii P o l s k i e j " 1982
J e d n y m z przejawów tego były p r o t e s t y przeciw budowie
H o s p i c j u m , D o m u U m i e r a n i a , n a j e d n y m z osiedli k r a k o w s k i c h .
3

Ważniejszo prace w y m i e n i a w c y t . książce J . Kolbuszewski,
p a t r z także przypisy do ar. J . Kolbuszowskiogo i S. Sikory
w t y m zeszycie „ P o l . Szt. L u d . "
4

W. Golding, Ruchomy cel, tłum. E . Pawełkiewicz. C y t . za
„Literatura na Świecio", 1984 n r 11, s. 15
5

M . A t . w l . Toit tm-tsć i kultura. Stulium
dyit-tum
pokoleniowijo,
P W N , Warszawą 1978, s. 102 i n .
6

między-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10059" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10037">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5dd7158111ff5ff7382c0e349e85cf7c.pdf</src>
        <authentication>4483ed5db84c9551872fa968c877f92a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119611">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3237</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119612">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119613">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3033</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119614">
                <text>Skonać przed śmiercią / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119615">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.17-20</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119616">
                <text>Gebert, Konstanty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119617">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119618">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119619">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119620">
                <text>Konstanty Gebert

S K O N A Ć PRZED Ś M I E R C I Ą

„ A n a cóż b y to nasza mądrość była, g d y b y p r z e d śmiercią
skonać nie uczyła?" — pytał Z o r i a n w Królu-Duchu.

t y l k o około ' 2 0 % zgonów należy do w y m i e n i o n y c h wyżej k a t e ­

Pytał re­

g o r i i . Ogromna większość l u d z i u m i e r a n a d a l z p o w o d u przewlek­

torycznie, rzecz j a s n a ; wątpić można czy mądrość nie zawierają­

łych chorób i — po p r o s t u — ze starości. U m i e r a n i o t a k i e nio

ca t a k i e j n a u k i znalazłaby uznanie w jego oczach. M y zaś dziś

znajduje j e d n a k p r a w i e wcale odbicia w sztuco masowej.

nie t y l k o nio w i e m y , j a k można uczyć się k o n a n i a , ałe n i e rozu­

W niodalekiej jeszcze przoszłości było inaczej. K a r t y X I X -

m i e m y toż, dlaczego konanie i śmierć t o nie t o samo. N i e u m i e m y

-wiccznycli powieści obfitują w sceny u m i e r a n i a l u d z i s t a r y c h ,

już konać; dokonać, dokończyć żywota; zwłaszcza zaś nie prag­

czy złożonych chorobą. Sądzę, że prawio całkowita nieobecność

n i e m y nawot, b y dokonanie t o miało być doskonale. Jest t y l k o

t a k i c h scen w l i t e r a t u r z e współczesnej nie jest kwostią

śmierć -— goły p r z e r y w n i k . Dlatego też skłonni jesteśmy p y t a n i e

p a d k u . Skoro nasza k u l t u r a nie może już śmierci usensownić,

bohatera

Słowackiego

przypisać

r o m a n t y c z n e m u uniesieniu

to m u s i ją uczynić przypadkową, niekonieczną. T y l k o

przy­
wtedy

pooty, a więc czemuś bądź niepoważnemu, bądź c h o r o b l i w e m u .

p y t a n i e o j e j sens samo nio będzie miało sensu. T y l k o w t e d y

T a k odtłumaczony p r a b l o m z n i k a z obszaru naszych zaintere­

przestanie być groźne. Śmierć t a k przedstawiona nie

sowań, pozostawiając co najwyżej

b y się do n i o j przygotować — skoro jost nagła. N i o u j a w n i a toż

osad n i e p o k o j u , który już

wymaga,

łatwo dajo się zagłuszyć. D o czasu — aż cudza śmierć, bądź

niczego o charakterze naszej egzystencji -

groźba śmierci własnej, nie przerwą naszej obojętności,

ją w o l a innego człowieka, a nie charakter naszoj i s t o t y . Wresz­

zaiste

godnej nieśmiertelnych.

skoro spowodowała

cie — śmierć t a k a niesie ze sobą paradoksalną otuchę.

Г о raz pierwszy uświadomiłem t o sobie g d y — j a k o młody

Cóż b o w i e m w y n i k a z i n f o r m a c j i , że p a n K o w a l s k i wpadł

psycholog — zajmowałem się psychoterapią psychoz. Myślenie

o 17.30 p o d t r a m w a j na rogu Alej i Nowogo Światu, ponosząc

i mówienie o śmiorci, lęk przed nią, jej wszechobecność, nale­

śmierć n a miejscu ? Otóż t o także — a możo przede w s z y s t k i m —

żały do stałego zestawu objawów m o i c h pacjentów i stanowiły

żo g d y b y znalazł się o n t a m minutę wczośniej czy minutę później,

jeden z ważnych wskaźników i c h odmienności, i c h „wariactwa"

g d y b y w ogóle tamtędy nie przochodził, bądź g d y b y t r a m w a j

— w sensie e t y m o l o g i c z n y m tego słowa. N i e pamiętam już j a k

jechał odrobinę szybciej l u b odrobinę wolniej

się nazywał młody chłopak, sehizofrenik, który n a m o j e p y t a ­

żyłby n a d a l . Jego śmierć jest p r z y p a d k i e m , a nio koniecznością.

n i e : „Dlaczogo t a k często myślisz o śmierci?", odparł: „ A dla­

A więc — o ilo u d a n a m się wystrzec przypadków, jesteśmy nie­

czego t y myślisz o niej t a k r z a d k o ? " Właśnie — dlaczego?

śmiertelni. T y m s a m y m znajduje potwierdzonie naszo i n t u i c y j n e

- to Kowalski

Żyjemy w obrębie k u l t u r y p o d wieloma względami bezpre­

przeświadczenie o własnej nieśmiertelności, oparte n a zaufaniu

cedensowej. Jedną z najbardziej niezwykłych j e j cech jest t o ,

do e m p i r i i . Doświadczenie b o w i e m uczy m n i e , że śmierć t o coś,

że n i e \v\ tworzyła ona własnej eschatologii a t a , którą odziedzi­

co zdarza się wyłącznio i n n y m : j a sam wszak jeszcze a n i r a z u

czyła, coraz gorzej przystajo do pozostałych k u l t u r y tej elemen­

nie umarłom...

T

tów. I n n y m i słowy — funkcjonują n a d a l podstawowe elementy
chrześcijańskiej

wizji

życia

pozagrobowego,

chrześcijańskich

rites de passage — locz i c h w y z n a w c y n i e mają już tej n i e w z r u ­
szonej pewności, że rytuały owe są właściwe, a w i z j a — p r a w d z i ­
wa. Treści religijne coraz m n i e j — zdawałoby się —

znajdują

odzwierciedlenia i potwierdzenia w ' i c h życiu. Dlaczego miałoby
być inaczej z i c h śmiercią?

listę

paradoksów

reagowania

n a śmierć.

długo

jeszcze

możnaby

ciągnąć.

było sobie p r a w o o b y w a t e l s t w a wo współczesnej refleksji n a d
kulturą: śmierć jest w naszej k u l t u r z e nieobecna — stłumiona
bądź z m i s t y f i k o w a n a — podobnie, j a k seks był nieobecny w dzie­
więtnastowiecznej k u l t u r z e mieszczańskiej. Nieobecność t a p r z y ­
biera postać ogromnej

Mało tego. Każda k u l t u r a , j a k t w i e r d z i francuski a n t r o p o l o g ,
L o u i s - V i n c e n t Thomas, jest sposobem

Ową

Potwiordzają ono przeświadczenie, któro o d pewnego czasu zdo­

trafia

się

zamaskowanej

przypadkowo.

Paradoksy,

przepaści, na którą na­
sprzeczności,

nerwowy

śmiech — oto reakcja człowieka który nagle w i d z i przepaść t a m ,

Nasza nie w y m y k a się spod tej prawidłowości i , choć j a w n i e

gdzie nie p o w i n n o być niczego. Możnaby się zastanawiać n a d t y m ,

śmierć jest w niej nieobecna, t o zawiera ona przecioż zbiór prze­

czy nie istnieje wspólny powód t a k szczególnego podejścia do

konań na t e m a t i s t o t y śmiorci, t y l e t y l k o , że wyrażony nie

spraw seksu i śmierci właśnie w naszym kręgu

wprost. A b y t o stwiordzić, w y s t a r c z y

Być może część p r z y c z y n leży w t y m , że doświadczenie sek­

przyjrzeć

się treściom

sualno i doświadczenie u m i e r a n i a ujawniają

k u l t u r y masowej w t y m zakresie.
Śmierć nie jest w k u l t u r z e masowej nioobecna t a k , j a k jest
ona nioobecna w naszych rozmowach i rozmyślaniach. Przeciw­
nie — s i a n o w i ona jeden z glównj-ch motywów p o p u l a r n e j po­
wieści czy f i l m u . Istnieją cało g a t u n k i — kryminały, t h r i l l e r y —
zbudowane wokół n i e j j a k o wątku głównego. T y l e

t y l k o , że

jest to śmierć szczególna, nagła i — najczęściej — spowodowana
czyimś a k t e m w o l i . Śmierć przedstawiona w różnych dziełach
k u l t u r y masowej

t o , przede w s z y s t k i m , m o r d e r s t w o , samobój­

stwo, śmierć w w y p a d k u l u b zawał serca. Z a w a l t e n spowodowany

kulturowym.

zasadniczą biolo-

giczność naszej i s t o t y , nasze zakorzenienie w N a t u r z e , nieusu­
walną autotoliczność f i z j o l o g i i . Zauważmy b o w i e m , żo wszelkio
inno przojawy naszej biologiczności — jedzenie, picie, oddycha­
nie, spanie, defekacja i t a k dalej dają się zinstrumentalizować
j a k o czynności niezbędno d l a sprawnego f u n k c j o n o w a n i a ciała,
j a k o w a r u n k i realizacji dalszych celów j a k i e człowiek — właści­
ciel ciała — sobie stawia. J e d y n i e śmierć i seks n i e dają się t a k
zredukować.
Idąc dalej t y m t r o p e m zauważmy, że cała złożona s t r u k t u r a

jest często czyimś działaniom, a więc także śmierć taką można

społecznych i n t e r a k c j i

interpretować j a k o efekt a k t u czyjejś w o l i . I n n e rodzaje śmierci

jest na zasadzie odroczenia nagrody. N i g d y p r a w i e nie jest t a k ,

w o m a w i a n y c h dziełach n i e występują p r a w i e wcale.

że nagrodę społeczną — niezależnie od tego, j a k a jest j o j postać —

Otóż, j a k w y n i k a ze s t a t y s t y k amerykańskich — a n i e m a
p o w o d u sądzić, żo dane polskie bardzo b y się o d n i c h różniły —

wewnątrz której

się obracamy

oparta

o t r z y m u j e się n a t y c h m i a s t p o w y k o n a n i u czynności, za którą
ona przysługuje. N i e p r z y p a d k o w o

t r e n i n g tolerancji n a odro-

17
I

�ćzenie n a g r o d y
eoojalizaeji
A
i

jest

jednym

z istotnycłi

elementów

procesu

dziecka.

tymczasem

niezmiernie p r z y

seks

oferuje

tym

gratyfikację

atrakcyjną...

A

natychmiastową

tymczasem

śmierć

wziął i u m a r ł ! " Z a w a r t a w t y m z d a n i u agresja czytelna jest nawet
g d y się n i e słyszy t o n u , w j a k i m było ono wypowiedziane.

No

ostrzega, że n a g r o d y odroczonej można się n i e doczekać... N i c

t a k , b o jeśli m e d y c y n a walczy ze śmiercią, t o człowiek umiera­

więc dziwnego, że t y m dwóm a n a r c h i s t o m k n e b l u j e się usta.

jący staje się... zdrajcą.

Pozostaje n a t o m i a s t do wyjaśnienia f a k t , że — j a k się wydaje —

Niewielu

zapewne lekarzy

zgodziłoby

się z

powyższym.

nie sposób stłumić o b u n a raz. W tłumiącej seks epoce wiktoriań­

A jednak — czymże jest terapeutyczna zażartość, z jaką u t r z y ­

skiej śmierć była wszechobecna.

Dziś — o d w r o t n i e . Mnożą się

m u j e się p r z y życiu l u d z i nieraz po k i l k u śmierciach k l i n i c z n y c h ,

najbardziej n a w e t dosłowne podręczniki ars a m a n d i ; daremnie

j a k n i e w y r a z e m osobistej r y w a l i z a c j i lekarza ze śmiercią, jego

j e d n a k byś szukał t r a k t a t u ars m o r i e n d i .
Zaś podręcznik t a k i wydaje

osobistej z nią w a l k i , w której w o l a pacjenta n i e l i c z y się już

się czymś niezbędnym. Póki

zupełnie ? Zresztą,

sprawę tę można

zanalizować

na

innym

żyjemy, unikając śmierci cudzej i n a w e t myśli o śmierci własnej,

przykładzie — wystarczy przyjrzeć się t e m u , j a k pacjenci u m i e ­

jesteśmy bezpieczni.

rający są — a raczej: n i e są — i n f o r m o w a n i o s w y m stanie.

K o n a n i e kogoś bliskiego, czy zapowiedź

naszego własnego krosu, rozbija jednak t o złudne poczucie i zo­

Także i t u n i e liczy się w o l a samego pacjenta, locz „interes te­

stawia nas bezradnych i przerażonych. Co począć wobec śmierci?

r a p i i " , r o z p a t r y w a n y niezależnie o d n i e j .

J a k się zachować ?

Z badań w y n i k a dość jednoznacznie, że większość pacjentów

N i e u s u w a l n y t r a g i z m śmierci pogłębia d o d a t k o w o f a k t , że

chce móc uzyskać wiarygodną informację o s w y m stanie — jeśli

j e d n o s t k a zostaje z niej w dużym s t o p n i u wywłaszczona. U m i e ­

tego zapragną. W polskiej m e d y c y n i e obowiązuje wszelako zasa­

r a m y najczęściej w s z p i t a l u — w miejscu które nie jest nasze,

da, że pacjenta umierającego wolno informować o jego stanie

i do którego reguł m u s i m y się dostosować. S z p i t a l narzuca n a m

t y l k o w p r z y p a d k a c h wyjątkowych, w pozostałych zaś należy

swój sposób postępowania — b a ! — nawet pozbawia nas wiedzy

uchylać się o d odpowiedzi l u b wręcz kłamać. Co więcej — często

0 t y m , czy śmierć już jest b l i s k a . Otaczają nas ludzie, którzy

k r y t y k u j e się, bezwzględnie j a k o b y obowiązującą n a Zachodzie

szamoczą się między swą rozpaczą a lękiem, między próbą doroś-

zasadę i n f o r m o w a n i a w s z y s t k i c h i w każdej s y t u a c j i , za j e j b r u ­

nięcia do wymogów dokonującego się a k t u , a skłonnością do

talność i antyhumanistyczność.

ucieczki w kłamstwo, chroniące i c h bardziej niż nas. Wreszcie —

Takie postawienie sprawy — albo informować należy wszyst­

umieranie dokonuje się poza k o n t e k s t e m społecznym; t o ostatnie

k i c h , albo nikogo — jest po p r o s t u n i e p o r o z u m i e n i e m . Pacjent

wydarzenie w życiu człowioka pozbawione jest społecznie war­

m a prawo wiedzieć, j a k i jest jego stan, ale m a także p r a w o n i e

tościowanych odniesień. P r z y j r z y j m y

się konsekwencjom

tego

s t a n u rzeczy.
„Medycyna

wiedzieć — i t y l k o o n w i n i e n t u decydować. G d y lekarz podej­
m u j e tę decyzję za niego, t y m s a m y m t r a k t u j e sprawę jego u m i e ­

walczy

ze śmiercią" —

t o hasło

wyraża istotę dominującej n a d a l ideologii medycznej.

najpełniej
Faktycz­

r a n i a j a k o mieszczącą się w obszarze s w y c h k o m p e t e n c j i , j a k o
zagadnienie

czysto medyczne,

techniczne. Zaprzeczony

zostaje

n i e jest t a k , że począwszy o d przełomu połowy ubiegłego w i e k u ,

t y m s a m y m w y m i a r psychologiczny,

n a u k i medyczne kroczą o d sukcesu do sukcesu w dzieło leczenia

f i z y c z n y u m i e r a n i a . Znów jest t y l k o śmierć. N i e m a konania.

1 profilaktyki

większości chorób; s t a t y s t y c z n a długość

wydłużyła się znacznie;

wreszcie

u z n a w a n y c h za nieuleczalne

życia

— szereg stanów uprzednio

obecnie

n i e nastręcza

społeczny, b a ! —

Śmierć jest w r o g i e m lekarza, pacjent zaś — j e d y n i e

meta­

terenem

ich bitwy...

większych

W y d a j e się rzeczą oczywistą, że t r a k t o w a n i e pacjenta j a k o

trudności t e r a p e u t y c z n y c h . I choć te sukcesy w walce z chorobą

osoby w y m a g a , b y t o j e m u pozostawić decyzję, czy i k i e d y m a

są imponujące, t o nie zmienia t o podstawowego

się o n dowiedzieć p r a w d y o s w y m stanie. Jest t o możliwe j e d n a k

jako przeciwnik, musi

f a k t u : śmierć,
zwy­

jedynie w t e d y , g d y między lekarzem a pacjentem wytworzą się

cięstwo. Lekarze wyznający ideologię w a l k i ze śmiercią skazują

stosunki oparte n a zaufaniu i szacunku. Jeżeli j o d n a k pacjent

się n a serię n i e u s t a n n y c h klęsk.

nieuchronnie odnieść ostateczne

jest świadkiem — j a k t o się często zdarza — j a k n a jego szpitalnej

N a t y m j e d n a k n i e koniec. S y t u a c j a pacjenta umierającego

sali umierają i n n i pacjenci, którym lekarz mówił wszak, że w y ­

staje się, w kontekście „walki m e d y c y n y ze śmiercią", mocno

zdrowieją — t o o t a k i c h stosunkach n i e m a m o w y . Przeciwnie —

II.

18
i

dwuznaczna. Jakże często zdarzyło m i się słyszeć z ust lekarzy
t a k i e sformułowanie: „ J a go d w a razy reanimowałem, a o n m i

1. N a d trumną s t o i najbliższa r o d z i n a . G r a b i e , w o j . k r a k o w s k i e , 1931 r .
F o t . w y k . f o t o g r a f K a r a ś z N i e p o ł o m i c , nadesłała Stanisława W i l k

�I

pacjent t r a c i zaufanie do swojego lekarza i pozostaje

sam ze

postrzegane

j a k o wiarygodne przez m i l i o n y czytelników c z y l i

s w o i m lękiem. Jego tragiczna bezradność wobec własnego umie­

że spełniają niezwykle istotną rolę, której t r a d y c y j n e eschato­

r a n i a zyskuje jeszcze jeden w y m i a r .

logie nie są już w stanie spełnić w świecie, w którym sankcja

W środowisku s z p i t a l n y m nio sposób uniknąć komunikatów
n a t e m a t zbliżającej się śmierci — t y l e t y l k o , że k o m u n i k a t y
te są maskowane. T a k więc, nagły wzrost czy spadek zaintereso­
w a n i a ze s t r o n y porsonolu często jost konsekwencją

prognozy

jego zgonu w niedalekiej przyszłości. W o b u p r z y p a d k a c h m a m y

n a u k i zastąpiła, w dużym s t o p n i u , sankcję objawienia. Fenomen
Moody'ego stosuje się do p r a w a wyłożonego przez C G . J u n g a w
jego t r a k t a c i e o U F O — ludzie niegdyś w i d z i e l i n a niebie anioły
a teraz — obce s t a t k i kosmiczne. Potrzeba pozostaje
n i o n a ; jej zaspokojenie

niezmie­

zaś przybierać może różne f o r m y .

do czynienia z odreagowaniem przez personel swej bezradności,

Większość pacjentów t e r m i n a l n y c h nie wie j e d n a k n a d a l

czy t o przez nadmierną aktywność (zwłaszcza charakterystyczną

n i c o M o o d y m , zaś księdza wzywać nie chce, gdyż oznaczałoby

d l a personelu niższego, i g d y pacjent był l u b i a n y ) , czy t o przez

t o przyznanie, że śmierć rzeczywiście jest tuż. I n n y c h rozmówców

bierność —

zaś właściwie nie mają; pozostaje więc jedynie samotna w a l k a .

typową d l a lekarzy, przegrywających

swą walkę

ze śmiercią. T e n o s t a t n i sposób zachowania się b y w a często i n ­
I n n y m zbiorem sygnałów są informacje, podpowiadano przez
współpacjentów. I n f o r m a c j o te mogą być — i najczęściej są —
zupełnie fałszywe, w s y t u a c j i j e d n a k g d y pacjent odcięty jest
przez swego lekarza o d źródła i n f o r m a c j i w i a r y g o d n y c h , odgry­
wają pewną rolę. Wreszcie, wskaźnikiem b y w a t u zachowanie się
odwiedzających pacjenta jego najbliższych. W polskiej p r a k t y c e
medycznej przyjęte jest i n f o r m o w a n i e r o d z i n y o stanie chorego,
z równoczesnym zakazem i n f o r m o w a n i a go o t y m — d l a jego
dobra. O w a niewypowiedziana wiedza ciąży n a d odwiedzającymi,
sprawia, że zaczynają o n i unikać rozmów n a t e m a t jego s t a n u
l u b — przeciwnie — ujawniają nieoczekiwany o p t y m i z m . Pacjent
odczuwa zmianę, lecz n i e jost w stanie dowiedzieć się o j o j p r z y ­
czynia. W i e t y l k o , żo k o n t a k t z n i m staje się d l a najbliższych
trudniejszy.
pacjent, są więc różnorodne i niepewne. W s z y s t k i e j e d n a k wiążą
się z osłabieniem jego k o n t a k t u z i n n y m i ludźmi, z u t r u d n i e n i e m
k o m u n i k a c j i . Pacjent nie wie, j a k a jest tego p r z y c z y n a — choć
może, w b r e w sobie, domyślać się j e j . T o , czego doświadcza n a
poziomio społecznym, zbliżone jost do odrzucenia. N a poziomie
—

bezradność. N a poziomie

metafizycznym

wreszcie — niopowność i lęk. E m o c j a m i t y m i n i e m a się on z re­
guły z k i m dzielić — d l a większości jego p o t e n c j a l n y c h rozmów­
ców są one równio zagrażająco. Ze swą niewypowiedzianą śmiercią
pacjent pozostaje

więc sam.

N i e p o w i n n a więc dziwić ogromna popularność książek
R a y m u n d a Moody'ego, który w Życiu po życiu i
Heflcksjach
o życiu po życiu przedstawił eschatologię obdarzoną sankcją
naukową. N i o m a sensu, w t y m miejscu, dyskutować n a t e m a t
naukowej wiarygodności prac Moody'ego. W y s t a r c z y , że są

tę zawdzięczamy w

dużym

s t o p n i u p i o n i e r s k i m p r a c o m E l i s a b e t h Kubler-Ross. F a k t , że
psychologia zaczęła badać śmierć wzbudza j e d n a k a m b i w a l e n t n e
uczucia. Z jednej b o w i e m s t r o n y jest t o w y r a z e m zainteresowania
psychologii p o d s t a w o w y m i p r o b l e m a m i l u d z k i e j k o n d y c j i , nie­
zależnie o d — w t y m w y p a d k u o g r o m n y c h — trudności meto­
dologicznych, j a k i e wzbudza i c h badanie. Z drugiej j e d n a k nie
sposób n i e zauważyć, że t y m s a m y m umieranie staje się domeną
k o l e j n y c h speejalistów, po lekarzach i przedsiębiorcach pogrze­
b o w y c h . N i e w y k l u c z o n y m wydaje

się t a k i rozwój

wypadków

który s p r a w i , że n a t e m a t śmiorci n i e będzie można wypowiadać
się nie posiadając solidnego zaplecza naukowego, zaś samo zja­
wisko uznawane będzie za szczególny rodzaj stresu, budzącego
reakcje psychologiczne. Już b o w i e m wygłasza się, na zjazdach
t o w a r z y s t w p s y c h i a t r y c z n y c h , referaty n a t e m a t
żałoby, już w z y w a

Sygnały, j a k i o w związku ze s w o i m u m i e r a n i e m odbiera

psychologicznym

W psychologii w i a d o m o już trochę o psychologicznej d y n a ­
mice procesu u m i e r a n i a . Wiedzę

t e r p r e t o w a n y przez pacjentów j a k o odrzucenie.

umierających

Psychopatologii

się psychiatrów, b y m o d y f i k o w a l i

w k i e r u n k u pożądanym przoz

reakcje

i c h lokarzy. T o j

ostatniej sprawie poświęcimy poniżej nieco u w a g i .
E l i s a b e t h Kubler-Ross jest autorką znanej koncepcji w myśl
której

większość

umierających

przechodzi

przez

kolejne,

wyraźnie różniące się między sobą stadia r e a k c j i psychologicz­
n y c h , o d m o m e n t u dowiedzenia

się, w t e n czy i n n y sposób,

o t y m , że niebawem umrę — aż p o zgon. Stadia te, t o k o l e j n o :
zaprzeczenie, agresja, targowanie się, rezygnacja

i akceptacja.

W a r t o pamiętać, że występują one w sposób c z y t e l n y j e d y n i e
u osób, które nie doświadczają ostrego chronicznego bólu, bądź
u których ból t e n jest p o d skuteczną kontrolą farmakologiczną.
W a r t o także zauważyć, że u poszczególnych osób kolejność sta­
diów może być różna, niektóre stadia mogą nie wystąpić wcale,
bądź też występować p o k i l k a razy. B a d a n i a k l i n i c z n e j e d n a k
świadczą o t y m , że model t e n jest o d p o w i e d n i w z n a k o m i t e j
większości przypadków.

I I . 2. P o g r z e b A n d r z e j a Wąsika, 1940 r . F o t . nadesłała Elżbieta F i l i p e k z L u b l i n a

19

�N i e będziemy t u przedstawiać treści poszczególnych stadiów.

t u r y , m i m o l i c z n y c h i różnorodnych zafałszowali, j a k i m i konanie,

Książki Kubler-Ross znane są w Polsce, i do n i c h odsyłam Czy­

i śmierć zostały poddane. Ocalała w ,,ludowej t a n a t o p s y c h o l o g i i "

t e l n i k a . W a r t o jodnak zastanowić się n a d k i l k o m a szczegółowymi

Moody'ogo,

t r a k t o w a n e j t u j a k o przykład pewnej

sprawami.

kulturowoj;

ocalała także w samej

W y d a j e się, że opisana przez amerykańską lekarkę d y n a m i k a
— o d zaprzeczania
akceptację

prawdziwości i n f o r m a c j i o zagrożeniu, po

samego zagrożenia —

jest c h a r a k t e r y s t y c z n a nie

możliwości

naturze u m i e r a n i a , stwa­

rzającej szansę na dokonanio żywota w zgodzie ze sobą i światem.
Jednakże, choćby nawet zniknęły opisane powyżej

przeszkody

i b a r i e r y , t o szansa t a pozostałaby szansą t y l k o , a równic byłaby

t y l k o d l a u m i e r a n i a , lecz generalnie d l a w s z y s t k i c h procesów go­

daleką o d spełnienia. J a k k o l w i e k b y t o b o w i e m dziwacznio n i e

dzenia się z nieuchronną stratą. Potwierdzają to badania n a d

brzmiało, u m i e r a m y zawsze komuś. B y konanie miało sens, t o n

ludźmi tracącymi w z r o k , a także niektóre kazuistyczne dane n a

ktoś m u s i pozostać z n a m i w nieobojętnym dialogu.

t e m a t zachowania się przyszłych samobójców przed p l a n o w a n y m

Naturalnym

targnięciem się n a własne życie. Więcej — w p o d o b n y sposób

r o d z i n a , przyjaciele.

zdajemy

X I X - w i e c z n e j powieści. Jakże często n a j e j k a r t a c h można było

się reagować n a stratę psychologiczną czy społoczną.

Opisane przez Kubler-Ross stadia znakomicie oddają

przebieg

„rozmówcą"

umierającego

byli

jego

bliscy,

Znów pragnę się odwołać do przykładu

spotkać scenę u m i e r a n i a jakiegoś godnego starca, głowy r o d u .

godzenia się z utratą czyjejś miłości. Ów w y m i a r ogólności sta­

Leżał

n o w i d o d a t k o w e potwierdzenie wartości tego m o d e l u .

w napięciu na jogo słowa. Napięcie t o zaś wynikało nie t y l k o

Z drugiej s t r o n y , w a r t o zauważyć żo, m i m o pewnej różno­

na swym

łożu

otoczony

najbliższymi,

wyczekującymi

z tego, że umierający mógł rozdysponować swój majątek między

rodności i c h występowania u różnych l u d z i , stadia w tej k o l e j ­

zgromadzonych. Jogo podstaw'a leżała głębiej, w — być może

ności, w j a k i e j opisała je badaczka, wynikają z siebie w sposób

nie w pełni uświadamianej — stracie, jaką ponosiła cała grupa.

logiczny i kolejno się warunkują. T a k więc można się spodziewać,

Razom

że w-ystąpienie

całe jogo życiowo doświadczenie, s u m m a wiedzy,

s t a d i u m akceptacji

możliwe

jest

dopiero

po

z t y m starcem umierało przecież, ginęło

bezpowrotnie
przekonań,

w y c z e r p a n i u się m o t y w a c j i do agresji czy rezygnacji ze stadiów

mądrości zgromadzonych

i doskonalonych przez dziesięciolecia

wcześniejszych. Jeżeli t a k jest, to wszelka interwencja w psycho­

życia w świecie, który przecież był zasadniczo t a k i sam j a k świat

logiczne funkcjonowanie umierającego byłaby niewskazana.

t y c h , którzy pozostawali p r z y życiu. T a bezcenna wiedza ginęła;

się inaczej. P s y c h i a t r a — k o n s u l t a n t

słowa, j a k i e starzec wypowiadał n a łożu śmierci miały być jej

jodnego z w i e l k i c h warszawskich s z p i t a l i opowiadał m i , że do

podsumowaniem i przez t o były podwójnio cenne i ważne. Takżo

l u d z i umierających jest w z y w a n y z reguły po t o , b y n a życzenie

i d l a umierającego, sądzić można, oczekiwanio to było znaczące.

Tymczasem

dzieje

ich l e k a r z y farmakologicznie osłabiać i c h agresję bądź w y d o b y ­

Oto jego śmierć n i o była już j o d n o s t k o w y m i p r z y p a d k o w y m

wać i c h z rezygnacji. W o b u w y p a d k a c h m a m y do czynienia

przerwaniem ciągu b a n a l n y c h zdarzeń. Nabierała w y m i a r u ogół-

z k o n f l i k t e m między interesami personolu a p a c j e n t a : w t y m

nogo, stawała się w y d a r z e n i o m i s t o t n y m d l a i n n y c h l u d z i . Świa­

d r u g i m j e d n a k m a m y do czynionia ze szczególnym lekeeważoniem

domość t a k a , j a k sądzę, ułatwiała akceptację śmiorci i ułatwiała

p r a w tego ostatniego. Jeśli b o w i e m agresywność pacjenta jest

uczonio się k o n a n i a .

zapewno poważnym u t r u d n i e n i e m w życiu oddziału i , być może,
powinna

dla ogólnego

d o b r a być spacyfikowana,

to

pacjent

w fazie rezygnacji n i e w a d z i n i k o m u . Przeciwnie — jest b i o r n y ,
obojętny, w y c o f a n y z otaczającego go świata. Lekarze są zdania,
żo pacjent t a k i utracił wolę w a l k i z chorobą i nie współpracuje
w t e r a p i i ; jest t o zapewne p r a w d a . I s t o t n e jest j e d n a k p r z y c z y n a ,
dla której t a k się dzieje.

Opisałem wcześniej liczne b a r i e r y k o m u n i k a c y j n e , pojawia­
jące się dziś między umierającym a pozostającymi p r z y życiu.
Zapewne nie n a j m n i o j ważną z n i c h jest t o , że s y t u a c j a t a k a
j a k t a , zapewne dziś n i o mogłaby mieć miejsce. I mniejsza już,
że w y m a g a ona sceny, n a której umierający byłby głównym pod­
m i o t e m , a n i e j e d n y m z przedmiotów, j a k dzieje się to n a szpital­
nej sali. Ważniejsze jest, że t r u d n o sobie wyobrazić, co u m i e r a ­

G d y zacząłem pracować j a k o psycholog w s z p i t a l u ogólnym,

jący dziadek miałby dziś do powiodzenia swemu dorosłemu w n u ­

jedną z m o i c h pacjentek była sześćdziesięcioletnia prawie kobieta,

k o w i . J a k i o treści miałby m u przokazać, b y obaj m i o l i pewność,

umierająca

że są one znaczące? Jaką wiedzę objawić, skoro jest t o wiedza

z p o w o d u nieuleczalnego

n o w o t w o r u , i świadoma

swego stanu. Skierował m n i o do nioj j e j lekarz

prowadzący,

uskarżając się n a jej apatię i bierność. N a moje

z innego, umierającego świata ? Umierający s t a r y człowiek jest

nieporadne

sam ze s w y m przeświadczeniem, że bagaż doświadczeń całego

próby nawiązania z nią k o n t a k t u i poprawienia j e j n a s t r o j u ,

jogo życia jego w n u k o w i jest niepotrzebny, skoro świat, w którym

odpowiedziała nieoczekiwanie p y t a n i e m :

żyje w n u k , jest t a k i n n y o d dziadkowogo świata. S t a r y człowiek

— Czy umarł p a n u kiedyś ktoś b l i s k i ?

umrze nie wiodząc, że jest w błędzie, a g d y w n u k o d k r y j e to

— Tak... — odpowiedziałem

samo, toż będzie już za późno.

zaskoczony

— I co p a n w t o d y czuł? — pytała d a l e j
— No... s m u t e k , żal, ból, byłem otępiały,
— No

zobojętniały...

w i d z i p a n . T a k p a n zareagował n a śmierć

jednej

osoby. A m n i e u m i e r a cały świat. C h y b a m a m prawo być s m u t n a ?
Sprawa t a wydaje się kluczowa. B y możliwą była akceptacja
własnego odejścia, b y można było skonać przed śmiercią, trzeba
b y umierający rozluźnił i zerwał więzy, łączące go ze światem
żywych. Niegdyś n a to właśnie nastawione były wszystkie r y ­
tuały przejścia związane z u m i e r a n i e m . I c h celem było ułatwienie

Gdzież więc wasza mądrość ? — spytałby Z o r i a n .
W H o s p i c j u m p o d wezwaniom Św. K r z y s z t o f a p o d L o n d y ­
n e m , n a ścianie w i s i obraz, n a m a l o w a n y przez jednogo z pacjen­
tów n a krótko przed śmiercią. Przedstawia spokojne, l e k k o f a l u ­
jące morze. N a p i e r w s z y m planie widać kawałek brzegu a w głębi,
p r a w i e n a l i n i i h o r y z o n t u , odpływającą coraz dałej małą

łódkę

z biabym żaglem. N a pokładzie samotna postać l u d z k a spogląda
k u otwartemu morzu.

świat.

T e n sam pacjent, w k i l k a d n i p o przyjęciu go do H o s p i c j u m ,

p r z y t r z y m u j e umiorającogo w świecie żywych,

które jest ośrodkiem t e r a p i i chronicznego bólu, narysował był

j e d y n y m j a k i istnieje. Stąd rozpaczliwa, z góry skazana n a klęskę

r y s u n e k , przedstawiający człowieka z powykręcanymi członkami,

odejścia umiorającogo
Dziś wszystko

na t a m t e m , lepszy

i ważniejszy

w a l k a , jaką i m każe się ze śmiercią toczyć. Stąd i c h samotność —

wgniecionego

bo n i k t n i e chce słyszeć i c h rozpaczy. Stąd i c h odrzucenie — bo

łóżka. Jego ręce w m o d l i t e w n y m geście wyciągają się w stronę

podejrzewa się, i słusznie, że mogą chcieć przejść n a stronę wroga

ogromnej s t r z y k a w k i ze środkiem przeciwbólowym.

— śmierci.
T a k więc wydaje

przytłaczającą

siłą w materac swego

szpitalnego

Jeżeli będziemy u m i e l i przejść drogę o d tego r y s u n k u do
się, że „mądrość, która przed śmiercią

skonać b y uczyła" n i e została całkowicie w y p a r t a z naszej k u l ­

tego obrazu, i jeżeli będziemy m i e l i d l a kogo obraz t a k i nama­
lować — w t e d y będziemy u m i o l i odpowiodzieć Z o r i a n o w i .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10051" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10029">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e4e581c653acbf1d812a619379072715.pdf</src>
        <authentication>75d9ef7b3406d98df711ac010a887f95</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119528">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2900</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119529">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119530">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2704</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119531">
                <text>Etnolog w podróży (3). Ludzie tajgi, ludzie rena, ludzie... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002, t.56,  z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119532">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.60-67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119533">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119534">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119535">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119536">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119537">
                <text>E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
JERZY&#13;
&#13;
S.&#13;
&#13;
an Nuur, ku granicy z Rosją, a ściśle z południowosyberyjską Tuwą. Ta ziemia nosiła niegdyś nazwę Kraju&#13;
Urianchajskiego. Była obszarem rywalizacji Rosji&#13;
i Chin na tym odcinku ich wielkiej gry o hegemonię&#13;
w Azji, gdzie szło o przeciągnięcie Mongolii z osi azja­&#13;
tyckiej na europejską. Granice nigdy nie były tu jasne&#13;
— stąd m.in. wzięła się wielość mylących nazw, nada­&#13;
wanym mieszkańcom leśno-stepowego pogranicza&#13;
przez Mongołów, Rosjan i Chińczyków: Urianchaj,&#13;
Sojot, Tuwa (w miejscowej wymowie Tucha), Ujgur,&#13;
Caatan. Właśnie pod tą ostatnią, mongolską nazwą,&#13;
oznaczającą „ludzi rena", są dziś najlepiej znani, choć&#13;
sami przyjmują ją niechętnie. Caatanowie nie są bo­&#13;
wiem ludem mongolskim, lecz tureckim: to rodowici&#13;
Tuwijczycy, którzy ze swej ojczyzny uciekli do Mongo­&#13;
lii całkiem niedawno, bo dopiero przed półwiekiem.&#13;
&#13;
(3)&#13;
&#13;
WASILEWSKI&#13;
&#13;
Etnolog w podróży&#13;
Ludzie tajgi,&#13;
ludzie rena, ludzie...&#13;
&#13;
i.&#13;
„... W szamańskiej jurcie panuje mrok. Jakaś skulona&#13;
postać - może to żona, a może miody pomocnik szamana&#13;
— trzyma ponad stłumionymi płomieniami ogniska masyw­&#13;
ny krąg jego bębna. On sam siedzi nieco w głębi, za sobą&#13;
mając figurki bóstw domowego ołtarzyka. Oczy przy­&#13;
mknięte, (...) słychać ciche mruczenie modlitwy. Nagle&#13;
podnosi się, chwyta bęben, uderza weń na próbę - nie,&#13;
dźwięk nie jest jeszcze odpowiednio donośny, cały dzień&#13;
padał deszcz i skóra na obręczy zupełnie zwiłgotniała, trze­&#13;
ba ją długo suszyć. Siedzący po obu stronach obserwują go&#13;
w napięciu..."'.&#13;
Kiedy przed ćwierćwieczem tymi słowami zaczyna­&#13;
łem swoje studium szamanizmu, nie miałem nadziei, że&#13;
scenę taką zobaczę kiedyś na własne oczy. Za dużo&#13;
zmieniło się od czasów Feliksa Kona i innych autorów&#13;
z przełomu XIX i XX wieku, na relacjach których opie­&#13;
rałem swe opisy. W syberyjsko-mongolskim pasie tajgi&#13;
i stepu pojawił się system, który zmtótł albo zmodyfiko­&#13;
wał archaiczne sposoby bytowania, zamieniał szałasy,&#13;
namioty i jurty na drewniane baraki i domki, pasterzy&#13;
przerabiał na kolchoźników-traktorzystów, a szamanów&#13;
likwidował. Tymczasem na początku X X I wieku po­&#13;
wtarza się przed moimi oczami prastary obraz: szamań­&#13;
ski seans, odbywający się w ciasnym szałasie dla grupki&#13;
pasterzy. Szaman wygląda tak samo jak wtedy: ma&#13;
identyczny kostium, tak samo kiwa się i mruczy, po­&#13;
dobnie na początku jego córka dosusza nad ogniem bę­&#13;
ben - bo dzisiaj padało tak samo jak wtedy; nic dziw­&#13;
nego, Sajany Wschodnie to góry, w których stale pada.&#13;
Tuwijczycy-Caatanowie z północnej Mongolii zato­&#13;
czyli pełny krąg - powrócili do wypasu reniferów, do&#13;
życia w jurtach i szałasach, a także do szamanizmu.&#13;
Jesteśmy na obrzeżach Kotliny Darchackiej, która&#13;
zawsze nosiła miano krainy szamanów. Przepływa tu&#13;
rzeka Sziszchid, która dalej będzie się nazywać Jenisej&#13;
- to już prawie koniec świata, a my pojedziemy konno&#13;
jeszcze dalej, na północ od ostatniej stałej osady Cagai&#13;
&#13;
Mało kto pamięta, że do 1944 roku istniało takie&#13;
państwo jak Republika Tuwy — pseudoniepodległy bu­&#13;
for między ZSRR a Mongolią - będące poniekąd ob­&#13;
szarem interesów dwóch dalekowschodnich konku­&#13;
rentów, Chin i Japonii. Niepodległość to była zaiste&#13;
symboliczna - sprowadzała się do własnych znaczków&#13;
pocztowych (trójkąty i romby, przedstawiające paste­&#13;
rzy i dojarki przy owcach, krowach i wielbłądach).&#13;
Kiedy pod koniec wojny Stalin ostatecznie przyłączył&#13;
Tuwę do ZSRR, zaczął się głód i wcielenia do armii.&#13;
Pasterze ze znaczków zaczęli uciekać przez granicę,&#13;
a najłatwiej było to zrobić małym grupkom hodowców&#13;
reniferów, którzy już wcześniej penetrowali górskie po­&#13;
granicze.&#13;
Po paru latach przymusowych powrotów i powta­&#13;
rzanych ucieczek kilkuset Tuwijczykom pozwolono zo­&#13;
stać w Mongolii, w 1956 roku przyznano obywatel­&#13;
stwo, a później rozpoczęto politykę adaptacji, która&#13;
przerodziła się w akulturację czy wręcz asymilację. Ko­&#13;
czowniczych pasterzy osiedlono, część z nich przemie­&#13;
niono w rybaków i pracowników technicznych kombi­&#13;
natu rybnego, przy czym warto przypomnieć, że ani&#13;
oni, ani Mongołowie w zasadzie nie łowili i nie jedli&#13;
dotąd ryb.&#13;
Leśna kultura była czymś wstydliwym dla postępo­&#13;
wej władzy, a już szczególnym kamieniem obrazy był dla&#13;
niej pierwotny szamanizm. Pewnie dlatego niechętnie&#13;
pozwalano cudzoziemskim badaczom odwiedzać te&#13;
okolice, czego sami doświadczyliśmy, przyjeżdżając tu&#13;
z ekspedycją PAN przed ćwierćwieczem. Wygoniły nas&#13;
oskarżenia, że jesteśmy agentami wywiadu pracującymi&#13;
za japońskie pieniądze i podejrzliwość stróżów, widzą­&#13;
cych nas w nocy przy świecach - najwidoczniej w ukry­&#13;
ciu wywoływaliśmy szpiegowskie negatywy filmowe.&#13;
Wydarzenia lat 90. zmieniły nie do poznania men­&#13;
talność lokalnych decydentów. Ten przygraniczny ob­&#13;
szar otworzył się nie tylko dla badaczy i turystów, ale&#13;
dla wszystkich fortunnych i niefortunnych konsekwen­&#13;
cji przeobrażeń systemowych. Kombinat rybny naresz­&#13;
cie zbankrutował (skoro nikt nie jadł ryb), kołchoz re­&#13;
niferowy rozwiązano, zdążywszy przed prywatyzacją&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
�jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
�Jeny S.&#13;
&#13;
Wasilewski&#13;
&#13;
• E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
6. Sujaan w seansie szamańskim. Fot L e c h Mróz&#13;
7. N a wpół n i e w i d o m a C e n d wróży z 41 k a m i e n i .&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
8. Początek szamańskiego seansu. G a n d z o r i g przed&#13;
wyobrażeniami d u c h ó w opiekuńczych.&#13;
Fot. Jerzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
wyrżnąć więcej niż połowę stada, znikły środki na dofi­&#13;
nansowanie hodowli, na budowę domów i zagród, na&#13;
pomoc weterynaryjną, na szkolnictwo.&#13;
W tych warunkach zaczyna się nieuchronny regres&#13;
do tradycji jako jedynej możliwej formy przetrwania.&#13;
Do życia znów muszą wystarczyć kryte podziurawio­&#13;
nym brezentem szałasy, niewielkie - po 20-40 sztuk na&#13;
rodzinę - stada reniferów, skromne produkty tajgi ja­&#13;
ko dodatkowe źródło utrzymania. I ledwie zachowane&#13;
szczątki własnej kultury - tradycji, duchowości, sza­&#13;
manizmu.&#13;
&#13;
2.&#13;
W mroku szałasu, tuż przed północą, czekamy na&#13;
początek seansu. Niespełna 50-letni Gandzorig to naj­&#13;
młodszy wiekiem i stażem, ale i najaktywniejszy&#13;
z czwórki caatańskich szamanów. Powoli rozkłada&#13;
strój, buty z nogawicami, opaskę z czarnymi piórami.&#13;
Wszystko wygląda jak na dawnych rycinach, choć spo­&#13;
rządzone zostało dopiero przed trzema laty: rzeczy&#13;
przechowywane są we wnętrzu dużego, głębokiego&#13;
bębna (badacz nie może nie zauważyć z satysfakcją, że&#13;
to typ prawidłowo „południowosajański" wg klasyfika­&#13;
cji Prokofiewej), strój z przodu imituje zbroję (poziome&#13;
paski napierśnika), z tyłu obwieszony jest długimi&#13;
wstążkami, z wyróżniającym się grubym wężem. Asy­&#13;
stująca w całym seansie córka musi jeszcze poprzyszywać ostatnie żelazne przywieszki, które za każdym ra­&#13;
zem przed seansem trzeba z niewiadomych powodów&#13;
zamocować na nowo. Na honorowym miejscu, na­&#13;
przeciw wejścia, rozwiesza półmetrowy pas, obwieszo­&#13;
ny szmatkami i figurkami z materiału i skórek. To sza­&#13;
mańskie świętości - ongony. Przygotował je starszy&#13;
brat szamana Gost, sam do niedawna regularnie prak­&#13;
tykujący; spotkanie z tą znakomitością miejscowego&#13;
szamanizmu odłóżmy na później.&#13;
Dochodzi północ. Córka zapala świeczkę i ustawia&#13;
ja za zasłoną łóżka, co daje znakomity efekt scenogra­&#13;
ficzny. Zapada cisza, wszystkich ogarnia nastrój sku­&#13;
pienia. Oprócz nas jest para młodych małżonków, któ­&#13;
ra po cichu, w języku tuwijskim wyjaśnia powód swo­&#13;
jego przybycia - zgadujemy, że chodzi o ich bezdzietność. Teraz ja powinienem przedstawić nasze życzenie&#13;
- proszę, by udał się nam pobyt tu, byśmy pracowali&#13;
z powodzeniem i pomyślnie wrócili do domu. Czuję się&#13;
jak kolejny numer w długim szeregu europejskich ba­&#13;
daczy Syberii, podróżników, zesłańców, którzy tak sa­&#13;
mo wyrażoną motywacją musieli maskować czczą cie­&#13;
kawość, która przywiodła ich tam, gdzie odbędzie się&#13;
szamańskie misterium.&#13;
&#13;
renów. Oprócz mąki, ryżu, konserw i herbaty w ce­&#13;
głach są jeszcze podarunki: latarki, świece, liny do&#13;
wiązania renów, a przydałoby się też więcej lekarstw,&#13;
buty dla dzieci, brezent na pokrycie szałasów...&#13;
Jest październik, trzytysięczniki Sajanów na hory­&#13;
zoncie pokrył już śnieg, a temperatury — zwłaszcza no­&#13;
cą - są mocno ujemne. Konie płoszą się stąpając po&#13;
zlodzonych strumieniach, ale za to nie grzęzną&#13;
w „czarnej wodzie", która latem utrudnia poruszanie&#13;
się po tajdze. Z pokonywanych żmudnie przełęczy roz­&#13;
ciągają się widoki na zastygły, zamrożony pejzaż. A n i&#13;
śladu człowieka - kilometry pożółkłej modrzewiowej&#13;
tajgi, pokrywającej kopulaste szczyty i rozległe pustacie suchych, trawiastych dolin. Nawet meteoryt tun­&#13;
guski nie zrobiłby tu wrażenia.&#13;
Tajga ma jeszcze jeden kolor - czarny. To nie tylko&#13;
efekt naturalnego czernienia kory modrzewia, nazywa­&#13;
nego tu trafnie „czarnym drzewem". W wielu miej­&#13;
scach widać martwe pogorzeliska - ślady po lokalnych&#13;
pożarach od pioruna. Nasi przewodnicy wzorowo za­&#13;
bezpieczają pozostałości po ognisku, starannie okłada­&#13;
jąc je taflami lodu z zamarzniętego strumienia. Nic&#13;
dziwnego - do walki z pożarem jest tu tylko jeden śro­&#13;
dek: zamawia się interwencję człowieka, który posiada&#13;
magiczny kamień dzada, a jego wystawienie na powie­&#13;
trze sprowadza natychmiast deszcz. Szczególny to&#13;
przedmiot - pochodzi z żołądka jelenia, jest więc spetryfikowaną kulką zlizywanej sierści, zupełnie jak cza­&#13;
rodziejski kamień bezoar w średniowiecznej tradycji&#13;
europejskiej.&#13;
Skądinąd, za magiczną akcję przeciwpożarową pła­&#13;
cą łokalne władze.&#13;
Z rzadka napotykamy znaki ludzkiej obecności:&#13;
owon — sterta gałęzi z owiniętymi pasemkami włosów,&#13;
wyrwanych z grzywy konia albo rena i śladami drob­&#13;
nych ofiar dla duchów tych miejsc; chadag - niebieska&#13;
szarfa zawieszona na gałęzi na znak, że gdzieś w pobli­&#13;
żu zostały złożone na ziemi ludzkie zwłoki; końska&#13;
czaszka przybita do drzewa, by nadal rodziły się dobre&#13;
wierzchowce.&#13;
Tu i ówdzie widać, że niektóre szamanistyczne&#13;
praktyki i wierzenia trwają nadal. Mijamy drzewa sza­&#13;
mańskie, obwieszone wstążkami, przed które przycho­&#13;
dzą z ofiarą ci, którzy mieli szamana w rodzinie. Widzi­&#13;
my renifery z kolorowymi wstążkami u szyi: to zwierzę­&#13;
ta poświęcone, wyłączone z najcięższej eksploatacji,&#13;
których nie wołno dosiadać kobietom. Wstążki - takie&#13;
same jak te, które wiszą na honorowym miejscu w sza­&#13;
łasie, jako domowe świętości - są siedliskiem duchów&#13;
opiekuńczych rodziny, a reny są ich nosicielami.&#13;
Napotykamy na swej drodze samotnego jeźdźca&#13;
z niewielkim ładunkiem. Wygląda dziwnie, jakby prze­&#13;
nosił się tylko z częścią swego majątku. Wyjaśni się to,&#13;
kiedy dotrzemy do obozu, z którego wyjechał. Wszyscy&#13;
szykują się do jutrzejszych wspólnych przenosin na no­&#13;
we miejsce, w pobliże zimowych pastwisk. Dzień przekoczowania musi być astrologicznie pomyślny dla&#13;
&#13;
3.&#13;
W drogę po krainie Caatanów wyruszyliśmy&#13;
w osiem koni: nasza czwórka (po dwóch badaczy pol­&#13;
skich i mongolskich), dwóch przewodników i dwa ko­&#13;
nie juczne, obładowane jedzeniem dla nas i dla na­&#13;
szych gospodarzy, tak by nie zmuszać ich do zabijania&#13;
63&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
wszystkich - niełatwo go ustalić dla kilkunastu rodzin&#13;
tego obozu. Prawie to się udaje, ale dla jednej rodziny&#13;
jest to wciąż dzień niedobry. Pozostaje tylko rozwiąza­&#13;
nie magiczne: trzeba innego dnia upozorować wyjazd,&#13;
wysyłając przedstawiciela, a wtedy resztę rodziny moż­&#13;
na będzie niby nigdy nic przyłączyć do pozostałych.&#13;
Będziemy tu nocować. Jak zawsze gdy mieszkamy&#13;
w czyimś szałasie, nie wolno nam wrzucić do ognia ani&#13;
kawałka papieru - byłaby to obraza domowego ogni­&#13;
ska, powodująca u wszystkich wysypkę na twarzy. Mo­&#13;
żemy tylko bezradnie patrzeć, jak gospodynie wyrzuca­&#13;
ją na zewnątrz nasze czyste opakowania, które bez śla­&#13;
du spłonęłyby w ogniu. Tym przykrzejszy to widok, że&#13;
w tych surowych warunkach będą zaśmiecać tajgę&#13;
przez długie lata. Nieprzezwyciężalny konflikt postaw,&#13;
racji i wartości Wschodu i Zachodu - równie może&#13;
uzasadnionych, ale wzajemnie się wykluczających.&#13;
A gdy wreszcie kładziemy się spać, gospodarz zdej­&#13;
muje ze ściany ongony - wstążki, małe futerka, żelazne&#13;
przywieszki i figurki. Tłumaczy, że to dlatego, by duchy&#13;
nie męczyły nas nocą, powodując złe sny.&#13;
&#13;
4.&#13;
Gandzorig nakłada kostium, okurzając każdą jego&#13;
część tlącą się gałązką wonnej tui (arc) i samemu wdy­&#13;
chając dym. Próbuje bębna, najpierw cicho, spokoj­&#13;
nie, twarzą do ognia pośrodku, a potem - odwróciwszy&#13;
się tyłem do nas - zwraca się ku ongonom. Stojąc prze­&#13;
ważnie w tej pozycji będzie tańczył przez kilka godzin&#13;
seansu.&#13;
Po kilku - sześciu, ośmiu - wstępnych minutach za­&#13;
czynają się regularne uderzenia w bęben. Dwa rytmy&#13;
będą rozbrzmiewać praktycznie bez przerwy, na prze­&#13;
mian, w długich sekwencjach: szybkie serie jednostaj­&#13;
nych uderzeń, po 160-180 na minutę - typowy transowy&#13;
rytm szamański - oraz rytm parzysty: podwójne ude­&#13;
rzenia, naśladujące tętent konia. I tak niezmordowa­&#13;
nie przez ponad dwie godziny - kiedy ręka zmęczy się&#13;
uderzeniami w jednym rytmie, Gandzorig przechodzi&#13;
na drugie tempo. Nuci coś cicho, głosem zmienionym,&#13;
nienaturalnie płaczliwym. Słowa są nieczytelne, a on&#13;
sam nazajutrz nie będzie nam mógł ani chciał nic wy­&#13;
jaśnić. Czasem pokrzykuje, kuli się, zagarniającymi ru­&#13;
chami łapie coś do otwartego z jednej strony bębna.&#13;
Świszczy i chrapie, jakby leciał w powietrzu jako ptak&#13;
i rumak zarazem. Ten pozaziemski lot oddaje też bie­&#13;
giem w miejscu, dynamicznymi poruszeniami ciała,&#13;
skokami obunóż. Po kwadransie od wejścia w trans&#13;
przysiada na mniej niż minutę, a córka podaje mu faj­&#13;
kę. Podczas następnych króciutkich przerw, w takich&#13;
samych odstępach, łyknie herbaty albo zaciągnie się&#13;
papierosem.&#13;
&#13;
się i kręcąc szybko tułowiem w obie strony nie zacze­&#13;
pił długimi wstęgami o rurę komina. O n sam nie kon­&#13;
troluje swych ruchów, bo wstępuje w niego najwyższy&#13;
ongon, o którym wiadomo tylko to, że jest kobietą.&#13;
Jeden z widzów przywiązuje szamanowi do pleców&#13;
białą wstęgę - cha&amp;ag, dar mający zjednać życzliwość&#13;
ongona. Może teraz odbędzie się rozmowa z duchem,&#13;
z której wyniknie wróżba dla zgromadzonych? Nie,&#13;
Gandzorig rzadko odwołuje się do tego sposobu. Prze­&#13;
ważnie wróży z położenia rzuconej kołatki do bębna.&#13;
Rzuca ją każdemu ze zgromadzonych dwukrotnie: za&#13;
pierwszym razem trzeba ją złapać w dłonie i oddać,&#13;
mówiąc „wróżba!" (torog!) i kierując uchwyt w jego&#13;
stronę; za drugim - nie dotykając, złapać w podołek&#13;
ubioru, a on spojrzawszy na ułożenie pałki w dłuższych&#13;
słowach zapewnia o pomyślnym wyniku.&#13;
Ongon opuszcza ciało szamana, a jednocześnie koń­&#13;
czy się lot jego duszy. Obecni komentują, że teraz sza­&#13;
man „schodzi na ziemię". Powoli uspokaja się, sam&#13;
zdejmuje strój, choć mocno się przy tym zatacza. Jeden&#13;
z mężczyzn zrobi mu krótki masaż, a syn wyprowadza&#13;
go - rozebranego i rozgrzanego - na dwór, skąd wróci&#13;
po paru minutach zupełnie odświeżony. Mówi, że nie&#13;
chciał nas — cudzoziemców - męczyć zbyt długim sean­&#13;
sem, który może trwać pięć godzin. Kiedy odchodzimy&#13;
do swojego namiotu, jest prawie trzecia nad ranem.&#13;
&#13;
5.&#13;
Dzień w szałasie zaczyna się zawsze tak samo - od&#13;
przygotowania herbaty. Także i dziś budzi nas znajomy&#13;
stukot: gospodyni zdziera stalowym dłutem sprasowa­&#13;
ne na cegłę liście, trzymane w skórzanym worku, po­&#13;
tem rozbija je na proszek w drewnianej stępce. Roz­&#13;
grzewamy się nią, przemarznięci mimo ciepłych śpiwo­&#13;
rów i słuchamy, co mówią gospodarze: a to że dzieciom&#13;
było w nocy tak gorąco, że wyszły spać na zewnątrz, na&#13;
ziemi, a to że oni sami nigdy nie potrafiliby zasnąć&#13;
w łóżku, w izbie, w mieście. No i że trzeba zabierać się&#13;
do uboju.&#13;
Zabijanie renifera zaczyna się od uwiązania psów.&#13;
Mała, ledwie pięcioletnia Budzeń o wiecznie zdziwio­&#13;
nej twarzy i jej starszy brat przywiązują do drzew parę&#13;
kudłaczy, jeszcze pokrytych porannym szronem, żeby&#13;
nie przeszkadzały. Gospodarz odprowadził już wybraną&#13;
sztukę kilka metrów od stada. Ma ze sobą siekierę&#13;
i długi bagnet własnej roboty - nieforemny kawałek że­&#13;
laza w drewnianej pochwie. Posyła jeszcze córeczkę po&#13;
swój przyboczny nóż, ten z przywieszką z kła dzika, któ­&#13;
ry zawsze nosi u pasa, a teraz niby to przez zapomnie­&#13;
nie zostawił w szałasie. Kiedy mała z nim wróci, będzie&#13;
już po wszystkim. Uderzony obuchem topora w głowę&#13;
ren zwali się na ziemię, by dostać bagnetem w szyję głę­&#13;
bokie pchnięcie, skierowane w stronę serca. Leżąc na&#13;
boku kopie nogami, naciskany stopniowo od zadu&#13;
przez chłopaka, a ciemna, gęsta krew spływa do misy.&#13;
&#13;
Mija sporo ponad pół godziny niezmordowanego&#13;
tańca, szaman wyraźnie traci panowanie nad ruchami;&#13;
zaraz upadnie na plecy, ale siedzący nieopodal męż­&#13;
czyźni złapią go, ratując przed potłuczeniem o żelazo&#13;
piecyka. Teraz, trzeba szczególnie uważać, by miotając&#13;
&#13;
Mała patrzy, jak obaj mężczyźni rozrzynają skórę:&#13;
zaczynając od pęcin zdzierają ją, przecinają powłoki&#13;
64&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
brzuszne, wyrzucają napełniony żołądek, odcinają wą­&#13;
trobę i dają wszystkim zgromadzonym po kawałku cie­&#13;
płego, słodkawego i nieco twardego mięsa. Psy spokoj­&#13;
nie czekają na swoją porcję gorszych wnętrzności. Nie&#13;
minie pół godziny, a na belkach składziku leży podzie­&#13;
lone na części mięso całego renifera, a żebra i serce go­&#13;
tują się do szybkiego zjedzenia.&#13;
Decyzja o jego zabiciu nie przyszła łatwo. Stado nie&#13;
ma nawet 30 sztuk, ale żona gospodarza jest bardzo&#13;
słaba, miała niedawno poronienie, mięso powinno ją&#13;
wzmocnić. Na pytanie, kiedy ostatnio zabijał rena, go­&#13;
spodarz wybucha gniewem. O n rozumie, że zmniejsza­&#13;
nie mizernego stada prowadzi donikąd, ale przecież&#13;
muszą mieć co jeść.&#13;
&#13;
tugrików (prawie pięć dolarów), a do tego będzie tro­&#13;
chę mięsa. Kiedy spadnie taki śnieg, że nawet renifery&#13;
będą się zapadać po brzuch, założy prymitywne narty&#13;
własnej roboty - długie, szerokie i ciężkie modrzewio­&#13;
we deski z rzemieniami, do których spodów przylepił&#13;
świeżo zdartą skórę renifera.&#13;
To urodzeni ludzie tajgi, i właśnie takim mianem&#13;
- tajgynchyn - Caatanowie sami siebie nazywają naj­&#13;
chętniej.&#13;
Przed wyjazdem mieszkańcy obozu idą pożegnać się&#13;
ze świętą górą, której podziękują za pomyślnie spędzo­&#13;
ną tu jesień. Nam nie wolno uczestniczyć w tym krót­&#13;
kim obrzędzie, ale po powrocie pokażą nam dziwne ka­&#13;
myki, które stamtąd przynieśli. Gładkie, regularne,&#13;
okrągłe, z jasnobrązowymi słojami, leżą tam podobno&#13;
rozrzucone jakby w kamiennych misach. Góra lubi,&#13;
gdy się je ze sobą zabiera, ale trzeba zostawić jej coś&#13;
w zamian, choćby kawałek białego materiału. Ale&#13;
złym ludziom daje swe kamyki niechętnie — tylko te&#13;
najmniejsze.&#13;
&#13;
To jest pierwszy wielki problem tych ludzi, dylemat&#13;
- bić reny czy też nie bić. One stanowią podstawę ich&#13;
utrzymania i nieprzypadkowo zapisane jest to już&#13;
w mongolskiej nazwie grupy. Kilkusetosobowa spo­&#13;
łeczność caatańska ze swą specyficzną kulturą prze­&#13;
trwa pod warunkiem, że nie wybije do końca stada re­&#13;
niferów. Ich pogłowie od lat się zmniejsza, licząc obec­&#13;
nie ok. 700 sztuk, a brak świeżej krwi skazuje na chów&#13;
wsobny i wszystkie jego negatywne konsekwencje.&#13;
A na dodatek stada są osłabione rabunkowym ob­&#13;
cinaniem poroża. Odrastające corocznie rogi renifera&#13;
są wiosną jeszcze miękkie, bo obficie ukrwione, i w ta­&#13;
kim stanie - podobnie jak słynne panty syberyjskiego&#13;
jelenia plamistego - od wieków wykorzystywane&#13;
w chińskiej, a od niedawna także w europejskiej me­&#13;
dycynie. Z początkiem lata pojawiają się zatem w oko­&#13;
licy chińscy kupcy, którzy nie pogardzą też niedźwie­&#13;
dzimi skórami i niektórymi produktami tajgi, np. grzy­&#13;
bami, a w zamian dają pieniądze, szybko przekładające&#13;
się na wódkę. W tych warunkach pojawia się pokusa&#13;
ponownego ścinania rogów odrastających jesienią, co&#13;
wyjątkowo osłabia zwierzęta, prowadzi do zakażeń&#13;
i degeneracji poroża. W efekcie coraz więcej jest w sta­&#13;
dach takich zmarniałych sztuk - nasz Święty Mikołaj&#13;
wstydziłby się użyć ich w swoim zaprzęgu.&#13;
&#13;
My pojedziemy swoją drogą. Stromymi podejściami&#13;
osiągamy przełęcze tylko po to, by mozolnie sprowa­&#13;
dzać płoszące się konie na dół. Przemierzamy kotliny&#13;
zasłane skalnym rumoszem, miejsca tak dzikie i odlud­&#13;
ne, że jeśli gdzieś w Mongolii miałby żyć almas - tutej­&#13;
sza wersja yeti - to właśnie tutaj. Ale nasi gospodarze&#13;
- choć opowiadają legendy o ałmasie - to nie wierzą&#13;
w jego obecność. Bardziej boją się niedźwiedzia, który&#13;
potrafi być śmiertelnie niebezpieczny — zwłaszcza jeśli&#13;
lato nie obfitowało w jagody i mrówki, a on jest teraz&#13;
głodny i nie może zasnąć na zimę.&#13;
Słuchamy opowieści człowieka, któremu całą rodzinę&#13;
uśmiercił taki właśnie wygłodniały osobnik. Wróciwszy&#13;
z żoną do szałasu, gdzie zostawili małe dziecko pod opie­&#13;
ką babki, zastali pogryzione zwłoki obojga, rzucone wraz&#13;
ze sprzętami domowymi na środek szałasu, do ognia, tak&#13;
jakby niedźwiedź chciał wszystko spalić, zacierając ślady&#13;
swego napadu. Widząc to żona dostała ataku serca;&#13;
przeżyła go, ale nie wyszła z depresji, która po dwóch la­&#13;
tach cierpień doprowadziła ją do samobójstwa. Mężczy­&#13;
zna, który odtąd żyje samotnie, prosi nas na koniec spo­&#13;
tkania o wpisanie się do zeszytu, w którym gromadzi na­&#13;
zwiska wszystkich, którzy go odwiedzili.&#13;
Dopiero po dłuższym pobycie zdradzono nam, że&#13;
w powszechnym przekonaniu nieszczęście to musiał&#13;
spowodować jakiś czarny szaman z Tuwy, który z nie­&#13;
znanych powodów nasłał niedźwiedzia. Bo przecież&#13;
nie ma wytłumaczenia dla faktu, że zwierzę przeszło&#13;
obojętnie obok innych, bliższych szałasów i że dokona­&#13;
ło tak przemyślnej napaści.&#13;
&#13;
Wszyscy to niby rozumieją, ale tak jakoś się składa­&#13;
ło, że w każdej odwiedzanej grupie szałasów natrafiali­&#13;
śmy na świeże mięso, a na głowach reniferów widać&#13;
było krwawiące rany na miejscu rogów.&#13;
6.&#13;
Czy łaskawy Czytelnik pamięta tytułową postać sy­&#13;
beryjskiego myśliwego z filmu Akiry Kurosawy, czło­&#13;
wieka natury imieniem Dersu Uzała? Grał go Maksym&#13;
Bułduk, aktor właśnie z Tuwy - krainy pasterzy leżącej&#13;
trzy tysiące kilometrów na zachód od miejsca akcji.&#13;
Teraz już mnie nie dziwi, że z fenomenalną naturalno­&#13;
ścią wcielił się w postać człowieka tajgi.&#13;
Caatanowie są mistrzami polowania. Młodzian ze&#13;
strzelbą, który pogwizdując jedzie obok nas na renife­&#13;
rze, potrafi błyskawicznie zestrzelić siedzącą na gałęzi&#13;
popielicę i w trakcie jazdy ściągnąć z niej lśniące, czar­&#13;
ne futerko. Śmieje się, bo jest ono warte pięć tysięcy&#13;
&#13;
7.&#13;
Szczerze podziwiam dawnych badaczy, którym uda­&#13;
ło się zebrać tyle materiałów na temat ezoterycznego&#13;
szamanizmu. Umieli pokonać bariery obcości i dystans&#13;
nieufności, potrafili zrozumieć enigmatyczne symbole,&#13;
zrekonstruować panteon, nakreślić model świata.&#13;
65&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W P O D R Ó Ż Y&#13;
&#13;
Wśród Caatanów nie uda m i się tego zrobić. Tutejszy&#13;
szamanizm pozostanie dla mnie nieprzenikniony. Nie&#13;
umiem nawet odpowiedzieć na pytanie, na ile szama­&#13;
ni odmawiając odpowiedzi ukrywają to, co musi być&#13;
tabuizowane, na ile zaś dbają o aurę tajemniczości, tak&#13;
potrzebną z komercyjnego punktu widzenia, a do tego&#13;
maskują swoją niepełną znajomość tradycji.&#13;
Gandzorig nie pozwala się fotografować w czasie se­&#13;
ansu (i ogranicza do czterech liczbę zdjęć, które może­&#13;
my mu zrobić nazajutrz), nie chce rozmawiać o żad­&#13;
nych szczegółach kunsztu - o inicjacji, przebiegu na­&#13;
uki czy śpiewanych tekstach. Mówi, że te pieśni same&#13;
do niego przychodzą, że poza seansem wcale ich nie&#13;
zna. Trochę boi się gniewu duchów, a jeszcze bardziej&#13;
starszego brata, Gosta.&#13;
&#13;
wał ją jednego rena), zaczęła lekko uderzać weń pałką&#13;
i cicho nucić. Podrygiwała, obracała się raz i drugi, ryt­&#13;
micznie kręciła głową, tak że trzęsły się zasłaniające&#13;
twarz frędzle.&#13;
Ale wiek ma swoje prawa; Sujaan już nie wykonała&#13;
obrzędu w pełnej postaci. Skończyła szybko, kropiąc&#13;
herbatą przed szałasem i przez jego górny otwór - dla&#13;
okolicznych duchów.&#13;
Jej córka, dobroduszna niewidoma Cend, urządza&#13;
prawdziwy seans szamański tylko raz na kwartał, ale&#13;
chętnie powróży, czy uda się nam podróż powrotna.&#13;
Wróżbę odczytuje z 41 kamieni, które rozkłada kolej­&#13;
no na kupki - tak jak to robią wróżbici w całej Azji&#13;
Centralnej. Bierze je w dłonie i w modlitewnym geście&#13;
przykłada na długą chwilę do twarzy, potem po wielo­&#13;
kroć rozkłada je w kupki (w trzech rzędach, po trzy&#13;
kupki w każdym), zgarnia ponownie i znów układa.&#13;
Padają słowa przepowiedni: „wasze nogi są lekkie, po&#13;
drodze nie ma nic złego, osobisty los każdego z was jest&#13;
pomyślny", tyle że - jak na końcu wyczytuje - wraca­&#13;
jąc, powinniśmy unikać samotnej jurty, inaczej bo­&#13;
wiem czeka nas „mała przeszkoda". Jej syn, patrzący na&#13;
przebieg wróżby i układ kamieni, potwierdza tę prze­&#13;
strogę.&#13;
&#13;
Gost niedawno przestał być szamanem - podejrze­&#13;
wam, że stracił wiarę, widząc jak ten kunszt pospoli­&#13;
cieje. Jest surowy, małomówny. Jeszcze przed paroma&#13;
laty miał opinię „czarnego szamana" - takiego, który&#13;
potrafi zaszkodzić nieprzyjaciołom, u którego można&#13;
zamówić nawet śmiercionośny urok. „Ongon już do&#13;
niego nie przychodzi" - zdradza jego siostra. O n sam&#13;
nie chce o tym mówić; potępia szerzącą się wśród&#13;
Mongołów komercjalizację szamanizmu w wersji po­&#13;
pularnej. Po latach nielegalnego szamanienia, które&#13;
przypłacił więzieniem, ma za duży respekt wobec du­&#13;
chów, by brać do ręki bęben, skoro nie wierzy już&#13;
w skuteczność tego działania.&#13;
&#13;
A my, niebaczni wróżby, wstąpiliśmy w drodze po­&#13;
wrotnej na obiad do jakiejś samotnej jurty. I rzeczywi­&#13;
ście, w parę godzin później, tuż przed wjazdem do mia­&#13;
sta, nasz gazik zatrzymuje milicja. Wychodzi na jaw, że&#13;
kierowca jeździ bez prawa jazdy. Okazuje się też, że&#13;
gdybyśmy byli tu trochę wcześniej, oszczędzilibyśmy&#13;
sobie sporo kłopotów.&#13;
&#13;
Nestorką caatańskich szamanów jest 98-letnia Sujaan. Wprawdzie nadal jeszcze nawleka igłę bez okula­&#13;
rów, ale nie jest już w stanie - jak przed paroma laty odbywać kilkugodzinnych seansów szamańskich, wy­&#13;
magających ustawicznego tańczenia, ekstatycznych&#13;
podskoków, bicia w bęben, śpiewu i recytacji tekstów.&#13;
„Moja głowa już nic nie pamięta, zapomniałam wszyst­&#13;
kie modlitwy".&#13;
&#13;
Wróżby mogą być mniej lub bardziej przyziemne,&#13;
ale szamański seans nie ma - wbrew pozorom - cha­&#13;
rakteru wyłącznie usługowego. Ku mojemu zaskocze­&#13;
niu rysuje się taka oto prawidłowość, rządzącą prakty­&#13;
ką starych caatańskich szamanów. Żaden z nich nie&#13;
szamanił na zamówienie, lecz jedynie w ściśle określo­&#13;
nych dniach, kilka razy w roku. Nawet chorzy, przy­&#13;
chodzący po wyleczenie, musieli podobno czekać na&#13;
ów dzień - seans w ich intencji może się zresztą odbyć&#13;
pod ich nieobecność. Córka Gandzoriga w tajemnicy&#13;
przed ojcem objaśnia, że kiedy przychodzą do niego&#13;
duchy, to pytają, dlaczego je wzywał i mogą go ukarać&#13;
za przywoływanie ich z błahego powodu.&#13;
&#13;
Ale przed dwoma laty widok wiekowej Sujaan&#13;
w starym prawie jak ona sama kostiumie, przygotowu­&#13;
jącej się do szamańskiego seansu - to było dla mnie&#13;
spotkanie z innym światem. Czapka-pióropusz, długi&#13;
chałat z brzękadłami, nogawice z naszytymi wyobraże­&#13;
niami ptasich szponów, wielki bęben z zatartym wy­&#13;
obrażeniem n i to sylwetki ludzkiej, n i to drzewa - mu­&#13;
siały gdzieś w ukryciu przetrwać minione lata. Starowinka z pomocą synowej z czcią okadziła wszystkie&#13;
części kostiumu i bęben, a na ongony pryskała gałęzią&#13;
jałowca, zanurzoną w ofiarnej herbacie z mlekiem.&#13;
Z drewnianego pudelka wyjęła drumlę - żelazny i n strumencik, który po przyłożeniu do ust, szarpany za&#13;
języczek, wydaje cichy, wibrujący dźwięk. Głos instru­&#13;
mentu umożliwia duchom podróżowanie na dużą od­&#13;
ległość, kiedy więc przybył duch główny, „pan ongonów", można było odczytać wróżbę. Rzucona na zie­&#13;
mię drumla padła języczkiem do góry, i to nawet dwu­&#13;
krotnie. To był dobry znak.&#13;
&#13;
Wiadomości te przeczą mojemu dotychczasowemu&#13;
wyobrażeniu o szamanizmie jako praktyce interwen­&#13;
cyjnej, nastawionej na doraźną pomoc zgłaszającemu&#13;
się z potrzebą duchową, psychiczną czy niedyspozycją&#13;
fizyczną. Nie potrafię ich ostatecznie zweryfikować godzę się z myślą, że przy intensywnych badaniach&#13;
w małej społeczności, gdzie liczba rozmówców jest nie­&#13;
wielka i każdy przedstawia swój własny, powikłany los,&#13;
trudno o pewne, sprawdzone uogólnienia. Nie będzie&#13;
efektownych tez, diagnoz na temat trendów, łatwych&#13;
generalizacji. Cend, Gost, Sandżin, Bajaraa, Ganbat&#13;
i inni to konkretne osoby, prezentujące swoje indywi­&#13;
dualne doświadczenia, wiedzę i opinie, a także niewie-&#13;
&#13;
Szamanka wstała, wzięła do ręki duży bęben, zro­&#13;
biony dla niej, gdy jeszcze była młodą kobietą (koszto­&#13;
66&#13;
&#13;
l&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
dzę, zapomnienie i zwątpienie, które dokładają się tyl­&#13;
ko do moich pytań i wątpliwości.&#13;
8.&#13;
Ludzi tajgi nie jest wielu. Renifery hoduje w górach&#13;
niespełna 40 rodzin, kilkanaście przechodzi stopniowo&#13;
na pasterstwo w stylu mongolskim: schodzą do Kotli­&#13;
ny, gdzie zamiast chorowitych renów hodują odpor­&#13;
niejsze bydło i owce, przenoszą się z szałasów do cie­&#13;
płych, wojłokowych jurt. Młodzi biorą za żony mon­&#13;
golskie dziewczyny. Dopływ nowej krwi cieszy rodzi­&#13;
ców, ale prawda jest taka, że synowe tylko czekają, kie­&#13;
dy będą mogły wrócić z mężami do swoich.&#13;
Oglądamy zdjęcia z niedawnego wesela takiej mie­&#13;
szanej pary, jednocześnie prowadząc etnograficzny wy­&#13;
wiad. Odbywa się ono w szałasie, świeżo postawionym&#13;
dla pary młodej, ale ceremonie są żywcem wzięte&#13;
z mongolskiej jurty i generalnie zapożyczone z tamtej&#13;
kultury. Dziewczyna wjeżdża konno na biały wojłok,&#13;
rozścielony przed wejściem, gdzie matka męża wita ją&#13;
kropiąc mleko. Podstawowym daniem uczty jest mięso&#13;
baranie, którego konkretne porcje podawane są&#13;
w zgodzie z ceremonialnym kodem, określającym kto&#13;
co dostaje. Symboliczny sprawdzian dziewczyny pole­&#13;
ga na tym, że musi samodzielnie przygotować „herba­&#13;
tę panny młodej": rozpalić ogień, utłuc herbatę&#13;
w stępce, przyrządzić ją z mlekiem, masłem i solą,&#13;
a potem rozdać wszystkim gościom. W kulminującym&#13;
momencie dostaje do rąk sznur, który gwarantuje po­&#13;
myślność domostwa, stanowiąc „wodze jurty", a tu jest&#13;
sztucznie doczepiony do szałasu. I tak, krok po kroku,&#13;
dokonuje się proces, w którego efekcie Caatanowie&#13;
nie tylko mówią po mongolsku, ale też przechodzą na&#13;
mongolski język symboliczny.&#13;
I to jest drugi wielki problem Caatanów - zachowa­&#13;
nie odrębności językowej i własnej etnicznej tożsamo­&#13;
ści. Nie mając kontaktu z Tuwą, przechodzą powoli, na­&#13;
wet w gronie rodziny, na mongolski - język szkoły i ofi­&#13;
cjalnej komunikacji. Nie ma wśród nich elity, autoryte­&#13;
tów, liderów, którzy dbaliby o utrzymanie resztek trady­&#13;
cji i samoidentyfikacji. Słabnie świadomość etnicznej&#13;
odrębności. Wiedzą, że są Tuwijczykami, ale przecież&#13;
prawdziwi Tuwa są tam, za granicą; kiedy samych siebie&#13;
nazywają „ludźmi tajgi", to w ten sposób, bez używania&#13;
&#13;
nazw etnicznych, przeciwstawiają się wszystkim żyjącym&#13;
w Kotlinie „ludziom rzeki", golynchyn.&#13;
Pozrywały się związki z krewniakami w Tuwie. O d&#13;
dziesięciu lat nie ma kontaktów lokalnych, granica&#13;
jest szczelnie zamknięta. Zaprzestano akcji wymienia­&#13;
nia reniferów, ustał dopływ nowej krwi, a dotyczy to&#13;
tak samo zwierząt, jak ludzi. Górskie, przygraniczne&#13;
odludzia to nie są okolice bezpieczne. Zdarzają się wy­&#13;
prawy rabunkowe spoza kordonu - zdesperowani pokołchozowi pasterze, pozostawieni sami sobie, muszą&#13;
jakoś zdobywać konie i bydło. A parę lat temu mówi­&#13;
ło się po cichu (wtajemniczeni powoływali się nawet&#13;
na raporty amerykańskiego Departamentu Stanu), że&#13;
przez Tuwę idzie przemyt rosyjskiej broni do muzuł­&#13;
mańskich Ujgurów w chińskim Sinkiangu.&#13;
Mimo że reny wymagają pastwisk górskich, bo&#13;
w dolinach chorują, a do tego częściej padają łupem&#13;
wilków, tutejsze strategie przetrwania siłą rzeczy spro­&#13;
wadzają ludzi tajgi na dół. Coraz silniej będzie działać&#13;
obecność zachodnich turystów, docierających tu cza­&#13;
sem za sprawą biur podróży z Ułan-Bator, a nie wszy­&#13;
scy z nich mają czas na długą drogę w góry. Niekiedy&#13;
przybywa jakaś zagraniczna akcja charytatywna z żyw­&#13;
nością. Świat zaczyna rozumieć, że konieczna jest&#13;
choćby skromna pomoc, by ta mała grupka ludzi swą&#13;
odmiennością nadal wzbogacała paletę jego barw. Nie&#13;
trzeba przecież wiele - trochę mąki, by nie zabijali re­&#13;
nów, brezent na szałasy, by nie uciekali do jurt i drew­&#13;
nianych domków w osadach, weterynaryjne wsparcie&#13;
w odbudowie stada.&#13;
Może, paradoksalnie, to właśnie przybysze z ze­&#13;
wnątrz - badacze, podróżnicy, turyści - są ostatnią&#13;
szansą łudzi tajgi na zachowanie własnej kultury? Któż&#13;
inny przekona Caatanów, że opłaca się zachować nie­&#13;
które elementy dotychczasowego stylu życia — szałasy,&#13;
reny, szamanizm? I kto - działając w drugą stronę - za­&#13;
niesie w świat Zachodu komunikat, że skoro już mamy&#13;
taki kaprys, by zobaczyć ludzi idących ścieżką kultury&#13;
tak trudną i odmienną od naszej, to wszyscy powinni­&#13;
śmy ich w tym wesprzeć.&#13;
Przypisy&#13;
1&#13;
&#13;
J. S. Wasilewski, Podróże do piekieł&#13;
&#13;
riach, Warszawa 1979, s. 5&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
Rzecz o szamańskich miste­&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10050" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10028">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ac92c27e697d53fc0df7738e25781565.pdf</src>
        <authentication>baec19a7a48cf2c029e1d33250aecf1d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119518">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2897</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119519">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2701</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119521">
                <text>Jest to jakoby klejnot korony jego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119522">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.39-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119523">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119524">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119525">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119526">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119527">
                <text>I

to klejnot kunsztownie oprawiony. Wystawa Jacka
Sempolińskiego w Zachęcie jest ukoronowaniem je­
go dotychczasowej twórczości. Nie była pomyślana
jako pokaz retrospektywny, ale jako prezentacja dorob­
ku artysty w jego głównych węzłach i przekrojach, roz­
rzuconych chronologicznie, ze szczególnym uwzględnie­
niem rysunków i obrazów z ostatnich lat. Znalazły się
tam obiekty pozyskane ze zbiorów muzealnych i - co
ważniejsze - te wydobyte z pracowni i z domu, a więc
rzadko lub w ogóle nieoglądane. W sumie zgromadzono
siedemset prac, prawdziwe bogactwo, na nowo odkryte
„Skarby Sezamu". Przestrzenna aranżacja ekspozycji oszałamiająca i zrealizowana z wielkim rozmachem - sa­
ma w sobie jest imponującą instalacją, dziełem sztuki
wystawienniczej, ale ani nie przyćmiewa, ani nie przeja­
skrawia samych dzieł, lecz w pełnym blasku wydobywa
ich walory plastyczne i wewnętrzny sens, wytycza etapy
drogi. Pokryte obrazami powierzchnie ścian, stelaże,
ekrany, gabloty, kulisy tworzą osobliwą inscenizację te­
atru wyobraźni jednego malarza. W tym olśniewającym
spektaklu zawarty jest przemyślnie rozpisany scenariusz
twórczości Sempolińskiego, i to on jest najważniejszy.
Scenariusz niejako odwrócony. Jeśli bowiem przyjmie­
my Alfę i Omegę za punkty graniczne, metaforycznie
zamykające czas i przestrzeń, to tu, na trakcie wiodącym
przez sale Zachęty, relacje zostały odwrócone: Omega
stała się początkiem, Alfa zaś końcem tego traktu.
W pierwszej sali, imienia Narutowicza, uwagę widza
przykuwają od razu trzy ogromne, pionowe kadry płócien
malowanych w różnych latach (autoportrety i czaszki),
zwarte bloki obrazów wielobarwnych i monochromatycz­
nych, utrzymanych w tonacji ciemnych błękitów i fiole­
tów. Tam też, w prześwitach masywnych obramień, wiszą
wcześniejsze i późne płótna malowane obustronnie oraz
takie, które zostały podziurawione, rozszarpane przez ar­
tystę w momencie zmagania się z oporną materią i z sa­
mym sobą, w chwili furoru. Przy samym progu wita nas jak to się dzisiaj mówi - osobliwe „logo", symboliczny
znak, gmerk twórcy - milczący, obwiedziony prostym
konturem autoportret bez rysów, z prawą dłonią odci­
śniętą na pustej twarzy, podpisany „Ja". W Sali Matejkowskiej widza czeka wyjątkowe doznanie: oto wydaje
się, że wchodzi do wnętrza świątyni, do katedry z pnący­
mi się ku górze filarami zbudowanymi z obrazów. Na ścia­
nach przesuwają się podwójne rzędy rysunków: zlepy, sze­
regi, ciągi pięknych pejzaży z Janowca i ekspresyjnych fi­
gur rozłożonych też w gablotach przykrytych odblaskową
folią, która nieco spopiela ich barwy (ale skutecznie
chroni przed kurzem). W następnym pomieszczeniu
znajduje się znowu przyścienny blok obrazów i rysunków
oraz długa, ustawiona ukośnie rampa, po której „wędru­
ją" wirujące, koliste zjawy Schizofrenii. Centralna oś
kompozycyjna tej sali skonstruowana jest z luźno zacze­
pionych autoportretów i wizerunków innego człowieka,
malowanych na transparentnej, groszkowanej folii; te sil­
nie zdeformowane głowy chwieją się, poruszają w prze­
strzeni, przezroczyście nakładają na siebie, stając się jed-

WYDARZENIA

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Jest to jakoby
klejnot korony jego*
nym „podwójnym" portretem. Ideą takiej aranżacji było
stworzenie „rzeczywistości poza rzeczywistością", przywo­
łanie zjawisk z przeszłości organicznie związanej z teraź­
niejszością, sfery przepływu zdarzeń, na którą nakładają
się różne czasy, ponieważ to, co było, jest tak samo obec­
ne i ważne jak życie „tu i teraz". Jednak wizualny efekt te­
go fragmentu wystawy zdaje się aż nadto wysmakowany,
nazbyt błyskotliwie rozjarzony mieniącym się światłem,
przypominającym dekoracje świąteczne, jakie widuje się
w miastach np. przed Bożym Narodzeniem.
W przedostatniej sali rozmieszczono płótna Jacka
malowane w okresie jego dojrzałej młodości (między
1964 a 1970 rokiem), bardziej niż inne spokojne i po­
godne, emanujące wewnętrznym blaskiem, nasycone
ciepłym kolorem, obrazy jakby szczęśliwe, „zachwycone"
światem: jakieś łąki, rzeki, widoki ze Studzienicznej
i Mąchocic, studia światła i mroku, sylwety barokowego
kościoła wrośniętego w zbocze wąwozu, martwe natury
z brytfanną, koszem i jabłkami leżącymi na domowym
stole. Rzeczy widywane w dniu powszednim, drobiny
piękna wyłowione z potocznego bytowania. I wreszcie
w ostatniej, małej „niszy" znalazły miejsce obrazy wypeł­
nione ciszą wspomnień, odnalezione jak cienie dawnych
lat - dwie jeszcze nieśmiałe i „niewinne" martwe natury
z 1955 roku, jedna z dominantą fioletu, druga z kontra­
stami czerni, szarości i zieleni, eksponowane na wysta­
wach Arsenału w Warszawie i Berlinie. Ten debiut Sem­
polińskiego został tu skonfrontowany z późniejszymi
kompozycjami: błękitną, okaleczoną Mocą Przeznacze­
nia Verdiego (1977) i mrocznymi, nokturnowymi stu-

* Tytuł recenzji jesr cyratem z rozprawy Cypriana Norwida O Ju­
liuszu Sbwackim. Lekcja V I , z 1860 roku.
A me stesso. Wystawa malarstwa Jacka Sempolińskiego, kurator
Gabriela Swirek, projekt ekspozycji Violetta Damięcka i Żaneta Govenlock, Państwowa Galeria Sztuki Zachęta, 10 września-20 paź­
dziernika 2002.
Red. katalogu, Marzena Guzowska, proj. graf. Wojciech Freudenreich i Jan Bokiewicz.
Redakcja składa podziękowanie Działowi Dokumentacji Galerii
Zachęra za udosrępnienic fotografii z ekspozycji wystawy.
W grudniu wysrawa Jacka Sempolińskiego została orwarta
w Muzeum Narodowym w Poznaniu: A me stesso. Wystawa malar­
stwa Jacka Sempolińskiego, kuraror-Dyrektor M N w Poznaniu Woj­
ciech Suchocki. Proj. ekspozycji: Eugeniusz Matejko. Muzeum Na­
rodowe w Poznaniu, 1 grudnia 2002-12 stycznia 2003 [przyp. red.]

�Aleksandra Melbechowska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

diami Wisły płynącej nieopodal Męćmierza (1979,
1988, 1989). I tak to koło się zamyka.
Scenografia wystawy i strumienie świateł odkrywają
i wydobywają urodę, plastykę, kolor, niepowtarzalny
charakter i znaczenie dzieł Sempolińskiego. Ukośne
smugi blasku wyjawiają fakturę płócien, folii, papieru,
które „falują", mienią się, tracą plaskość, nabierają kon­
systencji żywej materii, uwiarygodniają bogactwo barw,
nerwowy dukt linii, wypukłość farby budującej formę.
Z różnych miejsc ekspozycji wyłaniają się obrazy podda­
ne siłom od nas potężniejszym: groby, czaszki, krucyfik­
sy, te dawniejsze tworzone od lat sześćdziesiątych i te
najnowsze, zwrócone ku człowiekowi, gwałtownie poru­
szone, porażające nasiloną ekspresją, naznaczone stygmatem „pierwotnego niepokoju". Czasem Jacek powra­
ca do starych obrazów, przekształca je, dopełnia lub po­
krywa nowymi kompozycjami, wzmacniając w ten spo­
sób dwoistość ich treści, podwójne znaczenia. Wśród
wielu znakomitych dzieł zdarza się czasem i taki obraz,
który wydaje się nieco „obsunięty" (a może celowo antyestetyczny?), jak owoc złych dni: matowy, głuchy
w kolorze, z „zaciętą" lub „niedomkniętą" formą wymy­
kającą się spod pędzla. Wszelako w tym wszystkim, co
Sempoliński maluje, tkwi paraboliczna wykładnia myśli
i doznań, która - jak mówił Norwid - wyraża „dramat
życia prawdę wyrabiający". Zwłaszcza w ostatnich pra­
cach objawia się wyraźnie to „spotkanie" z własną duszą,
ekstremalne napięcie, namiętne poszukiwanie universum,
które pozwala mu „Wypłynąć na głębię" (Łukasz, 5, 4).

ki właśnie Chrystus jest jego własnym, najbliższym Jezu­
sem, Bogiem wcielonym, który zstąpił na ziemię, stał się
człowiekiem i cierpiał jak człowiek.
W cyklach eksponowanych rysunków wybijają się
charakterystyczne dla ręki Sempolińskiego wibracje, paroksyzmy, pulsacje widoczne w sposobie prowadzenia kre­
ski oraz dwoistość lub wielokrotność przenikających się
plam i linii. W zwartych szeregach przesuwają się różne
motywy niczym ruchliwe kadry sekwencji filmowej, rozwi­
jają się długie wątki jak nić Ariadny prowadząca przez la­
birynt życia. Wszystkie te studia mogą być postrzegane ja­
ko jedność w wielości, bowiem niezależnie od ich tema­
tów i treści wyobrażone postacie scalają się najczęściej
w jedną syntetyczną figurę, w jeden, bardzo osobisty ar­
chetyp tworzony przez współczesnego malarza. Oprócz
świętych osób znajdują się tam nagie, jakby zetlałe istoty
widziane za grobu, oplecione giętką linią skręconą jak
zwoje śmiertelnego całunu, i enigmatyczne akty młodego
mężczyzny, sportowca, koszykarza (?) zwanego Dalekim
(Der Ferne), który biega, skacze, wiruje, obraca się wokół
własnej osi. W ten sposób w jednej ikonicznej przestrzeni
Eros spotyka się z Thanatosem. Na wiele z tych figur Ja­
cek nakłada jak kalkę zarys kształtu własnego ciała; sam
się w nich odkrywa, ujawnia. Każdy jego obraz, rysunek
(a także tekst) jest wysyłanym do nas sygnałem, wyzna­
niem, w którym powiada: „taki jestem, tyle mogę unieść
z mojego życia". Przyjaciele i bliscy znajomi znający silę
twórczą Jacka Sempolińskiego i jej wewnętrzne znaczenia,
powitali wystawę w Zachęcie ze zrozumieniem, entuzja­
zmem i zachwytem. Dla widzów mniej zorientowanych
ekspozycja ta jest konfrontacją z tym, czego nie znają
i o czym nie wiedzą; ci mogą poddać się jedynie własne­
mu wrażeniu, smakowi i wrażliwości, zaakceptować ją lub
nie. Wszelako artysta pozostawił odbiorcy wskazówkę: ty­
tułowe motto wystawy — a me stesso, które oznajmia: „je­
stem malarzem, tworzę, i czynię to dla samego siebie".

Łatwo zauważyć, że od niedawna w twórczości Sem­
polińskiego pojawiają się często tematy i treści kontrower­
syjne, prowokacyjne, być może dlatego, że uprawia on
malarstwo napełnione niepewnością, udręką, melancho­
lią, sztukę „doświadczenia ujemnego", której dawali świa­
dectwo również inni artyści i pisarze XX wieku. Obsesyj­
ne wątki zderzają się ze sobą, są sprzeczne, na przykład
kult ciała a zarazem wstręt, jaki odczuwa się do odstręcza­
jących cech fizyczności (o czym mówił w wywiadzie pra­
sowym we wrześniu tego roku). Jacek jest skłonny do
przekraczania granic, norm utrwalonych w tradycji, a na­
wet tabu. W jego ikonosferze wstyd zmaga się z bezwsty­
dem, tak jak w najdawniejszym objawionym źródle - bi­
blijnym podaniu o drzewie wiadomości dobrego i złego,
0 grzechu pierworodnym. Nagość jest wszechobecna (ale
bez epatującego dreszczyku czy trywialności); odsłonięty
jest człowiek, nawet natura bywa obnażona, sprowadzona
do jej pierwotnego stanu, podstawowej substancji Ziemi,
a nie przystrojona śliczną szatą roślinną, jaka ozdabia ty­
siące pejzaży malowanych w różnych epokach. W po­
szczególnych cyklach przykuwają uwagę czyjeś portrety
1 własne wizerunki, z których opada maska skrywająca
bezbronność człowieka, procesy starzenia, zmiany fizycz­
nej i psychicznej kondycji. Wszystko to jest odkryte, odna­
lezione po drugiej stronie lustra w twarzy sobowtóra. Ar­
tysta rozbiera świętego Jana, swego Anioła Stróża, rysuje
też — wbrew tradycji ikonograficznej - postać Ukrzyżowa­
nego w jego całkowitej cielesności, odartego z szat, bo ta­
40

W chaosie, zamęcie naszych czasów, w pogoni za
władzą, pieniądzem, konsumpcją, chęcią użycia, degra­
dują się myśli i uczucia, pryncypia stają się pustymi for­
mułami, powierzchownym odniesieniem do tego, co kie­
dyś nazywano wartościami. „Jak to przykro, że słowo
«wartości», którego używa się dziś tak chętnie nie tylko
w pisaniu o sztuce, ale i w całym polskim życiu społecz­
nym, jest słowem najbardziej sprostytuowanym i wytar­
tym [...]. Drugie słowo całkiem starte na proch: "tole­
rancja*. [Ludzie], którzy nie wierzą w to, co podają, że
wierzą [...], ciągle kogoś osądzają i odsądzają od czci
i wiary, a ci, którzy podają, że kochają sztukę, nieraz wca­
le jej nie zauważają" - pisała Małgorzata Baranowska
w piśmie „Pokaz" (2000, nr 30/31). Mówiąc o idei i ma­
terii, transcendencji i egzystencji, zwykło się przywoły­
wać platońskie kategorie Piękna, Dobra i Prawdy, poję­
cia znane od wieków, które, rzecz jasna, istnieją w świe­
cie ducha, ale powtarzane bezmyślnie, do znudzenia,
funkcjonują obecnie jak słowa-klucze (lub może lepiej:
wytrychy). Nadużywane, dziś już nieco zużyły się, zblakły, zwietrzały, weszły w obieg stereotypu, banalnego wy-

�Aleksandra Melbechowska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

Książka ta jest intelektualnym i duchowym autoportre­
tem artysty, malarza i myśliciela zarazem, a także swoistą
autokreacją. Autor obraca się w kręgu myślenia filozoficz­
nego, analizuje pojęcia bytu i losu, absolutu, imperatywu
twórczości (która jest otchłanią), daje wyraz swoim za­
chwytom dla autentycznego artyzmu, uczuciom smutku
i obrzydzenia do zgiełku i bezładu współczesnego życia,
komercji, pozorów, obłudy, standardów estetycznych, ta­
nich efektów i naśladownictwa, do dyktatu ideologii
i programów. Dużo pisze o własnym procesie twórczym
(który klarownie przylega do jego słowa).

jaśniania tego, co często na wyrost nazywamy wartościa­
mi. O znaczeniu platońskich pojęć w zderzeniu z rzeczy­
wistością przekornie i sarkastycznie pisała w jednym
z ostatnich wierszy Mądra Pani - Wisława Szymborska.
Z przyczyn niejasnych,
w okolicznościach nieznanych
Byt Idealny przestał sobie wystarczać.
Mógł przecież trwać i trwać bez końca,
ociosany z ciemności, wykuty z jasności,
w swoich sennych nad światem ogrodach.
Czemu, u licha, zaczął szukać wrażeń
w złym towarzystwie materii.

Jest rzeczą zadziwiającą, jak na przestrzeni 43 lat, od
1958 do 2001 roku, Sempoliński konsekwentnie utrzy­
Na co mu naśladowcy
muje jednolity ton i ten sam tok rozumowania i odczu­
niewydarzeni, pechowi,
wania, jak nie zmienia poglądów i prowadzi swój długi,
bez widoków na wieczność?
podzielony na cząstki wywód, czystą „kadencją linearną".
Od młodości do dziś. Jest malarzem pełnym zwątpień
Mądrość kulawa
z cierniem wbitym w piętę?
i wahań, a równocześnie człowiekiem rzadkiej stałości
Harmonia rozrywana
przekonań. Jedną z wyróżniających cech jego pisarstwa
przez wzburzone wody
jest trudna do przecenienia umiejętność stawiania naj­
Piękno
ważniejszych pytań dotyczących twórczości ludzkiej, jej
z niepowabnymi w środku jelitami
niezbywalnej „konieczności godzenia świata rzeczy i świa­
i Dobro
ta idei". Zadaje pytania, na które odpowiada, i takie, któ­
- po co z cieniem,
rych nie sposób wyjaśnić, gdyż - jak mówi Gombrowicz jeśli go wcześniej nie miało?
„nie ma takiego wyjaśnienia, które by nie było zaciemnie­
Musiał być jakiś powód,
niem"; niech więc pozostaną tajemnicą. Unika katego­
choćby i drobny z pozoru,
rycznych sądów, różne kwestie rozważa alternatywnie,
ale tego nie zdradzi nawet Prawda Naga
w „zawieszeniu", pozostawiając sobie i czytelnikowi mar­
zajęta przetrząsaniem
gines swobody, bo wszystko może być „tak albo tak". Za­
ziemskiej garderoby.
stanawia go myśl i bezmyślność sztuki, jej źródła, suwe­
[...]
renność, funkcje poznawcze, prawda i ułuda, zwycięstwa
Platon, czyli dlaczego z tomiku Chwila
i kryzysy, styk z rzeczywistością, „skłócona spoistość" zja­
wisk,
spojrzenie na krajobraz, relacje między poezją a ma­
Cóż więc pozostaje artyście, który chce być uczci­
larstwem,
a także dzieje koloryzmu, narodziny abstrakcji
wy? Może nie słuchać cudzych głosów, omijać obce
i
ułomności
ruchów awangardowych, od których się od­
tropy, zaufać swemu ego razem z jego „tajemniczym od­
cina.
Drąży
odwieczne
antynomie tworzenia, ich przyczy­
chyleniem", akceptować własną tożsamość, ujawniać
ny
i
okoliczności,
pyta,
czym dla artysty jest sztuka i czy
prawdę i utajoną energię, zdać się na siebie (chociaż to
wierzący
może
być
artystą.
Mówi o sprawach kariery i sła­
najtrudniejsze). Tak właśnie usiłuje postępować Jacek
wy,
postawie
odbiorców,
zadaniach
i znaczeniu krytyki.
Sempoliński: wydrążył w sobie źródło i z niego czerpie.
Jest
to
rozległy
repertuar.
Do
tego
dochodzą
analizy arty­
Nie ulega, jest „osobny", dokonuje samooczyszczenia
zmu
szczególnie
cenionych
mistrzów:
renesansowych,
w samotnym akcie twórczości, bo „sztuka naładowana
barokowych, dziewiętnastowiecznych i tych, którzy żyli
jest pierwiastkami samotności i samowystarczalności,
później.
Tradycję traktuje wybiórczo; niektóre jej wy­
znajduje swoje zadowolenie i swoją rację bytu w sobie
znaczniki
przyjmuje, inne odrzuca. Pilnie wpatruje się
samej" (Witold Gombrowicz, Dziennik J 953).
w cudze obrazy, docieka ich znaczeń i ocenia walory czy­
Osiem miesięcy przed inauguracją wystawy w Zachę­
sto plastyczne, bo sam jest poszukiwaczem formy.
cie ukazała się książka Sempolińskiego Władztwo i służba.
Cóż widzi oko malarza w obrazach Tycjana? Na jego
Tak więc rok ten nadszedł jak chwila spełnienia, zbierania
płótnach „barw przeważnie nie rozróżniamy. Są one przeplonu z tego, co zasiał. Pokaźny tom wydany staraniem
macerowane; dotknięcia pędzla, strugi farby tak skompli­
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, opracowany
kowane i tak nawarstwione na sobie, że tworzą, w miej­
przez Małgorzatę Kitowską-Łysiak, zawiera 89 tekstów pi­
sce układanki, jeden wspólny ton. Do tego stopnia, że
sanych na zamówienie (z wyjątkiem ostatniego artykułu
odnosimy czasem wrażenie, iż obrazy artysty malowane
Zwątpienie). Są to studia o sztuce dawnej i współczesnej,
są dwoma czy trzema zaledwie kolorami. Farba staje się
wspomnienia (w tym wiele o wystawie w Arsenale), obra­
zy odwiedzanych miast (Wenecji, Toledo, Amsterdamu), płynna, przelewa się z końca w koniec płótna, nie tworzy
przedmiotów, a sama za to staje się jakby przedmiotem.
wywiady z krytykami, wypowiedzi o sobie i innych: daw­
Czasem lekkim, czasem ciężkim, przejrzystym czy twar­
nych mistrzach, żyjących i zmarłych twórcach, znajomych
dym i masywnym [...]. W dziełach Tycjana z późnego
i przyjaciołach, którym zawsze oddaje sprawiedliwość.
7

41

�Aleksandra Melbeehowska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

okresu życia obcujemy z furią barwy, lecz jaki kolor nam
się narzuca głównie - trudno dociec. Artysta używa ma­
sy kolorów, lecz rozmazuje je i kontrastuje, tak iż zdają się
tchnieniem, a nie pigmentem". O wielkim mistrzu z A i x
Sempoliński pisze: „Cezanne wgłębiał się w samą zasadę
natury |i] katorżniczą pracą wygnał szczęście prostego
patrzenia z malarstwa". Przytacza też jego credo, że „teo­
retyzowanie o sztuce bez palety w ręce wiedzie na ma­
nowce" i cytuje słowa Józefa Czapskiego: „Kto ujrzał raz
z bliska wymęczoną plamę Cezanne'a, która jest samym
światłem i przestrzenią, ten zrozumie, czym w istocie jest
malarstwo". Tycjan i Cezanne - pisze dalej Sempoliński
- „są istotnymi nowatorami, przywracają sztuce jej uni­
wersalne znaczenie, usiłują zmieścić w jednym dziele często jest to dzieło całego życia - wszystko, co jest
w sztuce rozproszone, cały świat z jego pełnymi wymiara­
mi i prawami. Dzieło takie posiada tę harmonię i dosko­
nałość, dzięki której Tycjan i Cezanne mogą istnieć obok
siebie nie przegrodzeni historią, gromadzi w sobie takie
bogactwo elementów i stanowi takie źródło inspiracji, że
całe pokolenia artystów mogą je sobie przyswajać".
A Jean Dubuffet? Autor sądzi, że tego artystę wyróż­
niała zawsze świeżość wizji, lecz „ostatni rok pracy, rok
śmierci, zaowocował cudownymi, całkiem „prywatnymi"
obrazami pełnymi polotu i swobody. Zawsze poruszający
jest ów ostatni okres twórczości artysty - wtedy powstają
dzieła najbardziej wolne, głębokie, otwarte na nieskoń­
czoność. Zawsze tak się dzieje, ilekroć mamy do czynienia
z twórczością prawdziwą [...]. Dubuffet ostatnimi obraza­
mi sprawia radość przekraczania nie tylko własnego życia,
ale i pokonywania zatrutego powietrza sztuki". Sempoliń­
ski pisze o tym z całym przekonaniem, bowiem fascynuje
go syndrom starczej twórczości, owa potężna erupcja mi­
strzostwa późnych lat, przewyższająca nawet dotychczaso­
we osiągnięcia, nagłe wzniesienie się na szczyty, tajemni­
czy stygmat nadany wielu wybitnym twórcom u kresu
drogi. Na stronach omawianej książki przewijają się też
zamyślenia nad ingenium Fra Angelica, Masaccia, Ghirlandaia, Leonarda, Rafaela, Michała Anioła, Veronesego,
Tintoretta, El Greca, Goi, Velasqueza, Moneta, Renoira,
van Gogha, Picassa, Mondriana, van Doesburga, Wolsa,
Pollocka i wielu innych. Równocześnie Sempoliński mó­
wi o najnowszych trendach artystycznych, ich gwałtow­
nych przyspieszeniach i zawirowaniach. Sam będąc peda­
gogiem, z zainteresowaniem i zrozumieniem odnosi się do
sztuki „młodych gniewnych" (często kontrowersyjnej,
skandalizującej), jeśli tylko wynika ona z autentycznej pa­
sji, ma cechy innowacyjne lub wnosi coś istotnego do my­
ślenia o człowieku i życiu współczesnym.
Niespełna pół wieku temu Giuseppe Tomasi di Lampedusa napisał Wykłady o Stendhalu opublikowane nie­
dawno we fragmentach na łamach „Zeszytów Literac­
kich" (2002, nr 3), w tłumaczeniu Michała Bristigera.
Autor Lamparta poświęcił swój esej analizie stylu pisarza
— niezrównanej oszczędności środków w przekazywaniu
słowem ludzkich dramatów i namiętności. „Jego genial­
ne nadawanie lekkości, usuwanie wszystkiego, co nad­
42

mierne, jego «utrzymywanie się w temacie» graniczy nie­
mal z cudem. Znany jest powszechnie następujący przy­
kład. Kiedy Fabrycemu udaje się wreszcie, po niezliczo­
nych próbach i intrygach, wtargnąć do pokoju Klelii,
konsekwencje tego zwycięstwa są przedstawiane pięcio­
ma słowami: Aucune resistance ne fut opposee (Nie napo­
tkał oporu). Cudowna powściągliwość, osiągająca naj­
wyższy efekt artystyczny. Wyobraźcie sobie, jakie mgławi­
ce przymiotników puściłby tu w ruch Wiktor Hugo [...].
Styl tak suchy, że aż wydawać się może łatwy, jest odwrot­
nie, owocem pracowitych poszukiwań i nieustannego
trudu eliminacji; taki styl przede wszystkim wymaga
u swych podstaw niezwykłej obfitości idei [...], ponieważ
gdyby tu doszło do choćby minimalnego braku witalnej
materii, byłoby to od razu widoczne [...]. Stendhal napa­
wał się tedy swym własnym, doświadczeniem życiowym,
trawił je długo, wraz z należącymi doń zmysłowymi za­
chciankami, wraz z niezliczoną ilością anegdot, które mu
opowiadano i na które był tak lasy. Lecz rozkoszując się
nimi powtórnie, od razu poddawał je krytyce psycholo­
gicznej i estetycznej, traktowanej zawsze jako eliminowa­
nie; aż pozostawił tylko to, co esencjonalne [...]"•
Otóż Jacek Sempoliński tak posługuje się słowem,
jakby był późnym wnukiem, duchowym uczniem Stendhala. Stylistyka jego pięknych „miniatur" o sztuce jest
prosta, skupiona, zwięzła, lapidarna, a myśl formułowa­
na precyzyjnie, bez żadnego „przegadania" czy pseudoliterackiej kokieterii. Często wprowadza dygresje, ale
unika rozwlekłych dywagacji zacierających główny wą­
tek. Niekiedy nagle „ucina sprawę" pozostawiając ją za
zasłoną, w zawieszeniu; dąży do „esencji" w postrzega­
niu zjawisk i rozpoznawaniu idei, świadomie wybiera
treściwą i sugestywną „małomówność". Szczególnie lu­
bi i podziwia Stendhala, a sam władając piórem tak
wprawnie i rozważnie, może czuć się uprawniony do po­
winowactwa z powściągliwą frazą tego pisarza. Władz­
two i służba to książka bezcenna dla tych wszystkich,
których sztuka naprawdę obchodzi - „miłośników", ar­
tystów, a zwłaszcza dla młodzieży szukającej swych dróg.
Jak już było powiedziane, rok 2002 stał się dla Jac­
ka czasem szczególnym - porą przypływu.
W zabiegach l u d z k i c h jest przypływ i odpływ:
Pora przypływu stosownie schwytana
W i e d z i e do szczęścia; k t o o n ę opuszcza,
T e n podróż życia po m i e l i z n a c h z biedą
M u s i odbywać. Myśmy teraz właśnie
N a t a k wezbrane wypłynęli morze:
Trzeba n a m z f a l i przyjaznej korzystać,
Inaczej okręt nasz zginie.
W i l l i a m Szekspir, Julius?

Cezar

(przełożył Józef Paszkowski)

Człowiek przeznaczony jest do tego, by szedł na­
przód. Wierzymy, że Jacek Sempoliński nadal będzie
unosił się na fali przypływu jak młody mistrz surfingu,
lub - mówiąc bardziej metaforycznie - jak okręt płyną­
cy przez morze namiętności do Góry Ocalenia.

�Aleksandra Melbechouska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

�Aleksandra Me&amp;echouiska-Luty • ]EST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

7
4. Jacek Sempoliński, Ja, olej, węgiel, p ł ó t n o , 1999
5. Jacek Sempoliński, A u t o p o r t r e t / A . R . , a k r y l , folia, 1999
6. Jacek Sempoliński, Czaszka, olej, p ł ó t n o , 1990
7- Jacek Sempoliński, Z a m e k w J a n o w c u , pastel, papier,
2000

44

�Aleksandra Melbechowska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

8.

Jacek Sempoliński, D e r Ferne, pastel, papier, 2002

9.

Jacek Sempoliński, Ukrzyżowany u Św. A n n y Ferne, pastel, papier, 2001

10. Jacek Sempoliński, Zza g r o b u , pastel, papier, 2002
1 1 . Jacek Sempoliński, Zza g r o b u , pastel, papier, 2002. F o t . 4 - 1 1 Jerzy Sabara

45

�Aleksandra Melbechmka-Luty * JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

1 . O k ł a d k a książki A l k s a n d r a Jackowskiego

Polska Sztuka Ludowa,

Wydawnictwo Naukowe P W N .

P r o j . graf. M i c h a ł Piekarski
2. B o ż e n a Żółtowska i A l e k s a n d e r Jackowski, C e n t r u m S z t u k i Współczesnej w Warszawie, listopad 2002.
Fot. Sergo K u r u l i s z f i l i
3. A d a m Ferency, Bożena Żółtowska i A l e k s a n d e r Jackowski, M i c h a ł Jagiełło, Krzysztof Czyżewski, C e n t r u m S z t u k i
Współczesnej w Warszawie, listopad 2002. F o t . Sergo Kuruliszfili

46

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10049" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10027">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/64ec407f29f2fe9cef92d68bf2569f6b.pdf</src>
        <authentication>1e81741ef9f01fdf994d84b80219d48b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119508">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2896</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119509">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119510">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2700</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119511">
                <text>Starorzecze. Książę. Telefony. Zegar / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119512">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.33-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119513">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119514">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119515">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119516">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119517">
                <text>M

Książę
A N T O N I K R O H

inisterstwo Spraw Wewnętrznych Biuro „C"
Tajne! Informator o nielegalnych antypaństwo­
wych organizacjach i bandach zbrojnych działa­
jących w Polsce Ludowej w latach 1944-1956. Warszawa
1964- (Wznowienie: Wydawnictwo RETRO, Lublin
1993). W dziale Organizacje młodzieżowe (w tym klerykalne) wymienione są, pośród wielu innych, takie oto
sprzysiężenia: Bracia Atomy; Chór Walki z Komuni­
zmem; Eskadra Wyzwolicieli Ziemi Kieleckiej z Komu­
nizmu; Młoda Gwardia Przeciwko Komunizmowi;
Szajka Krajowa; Banda Czerwonego Byka; Kochaj Ry­
zyko; Mściwy Sęp; Tajna Organizacja Patyków; Tajna
Organizacja Wynalazców i Odkrywców. Obok podano
liczbę członków (od kilku do kilkudziesięciu), ich wiek
(12-16 lat), środowisko (najczęściej paczka szkolna,
podwórkowa, przyjaciele z rozwiązanej w 1949 roku
drużyny harcerskiej albo nawet zuchowej, ministran­
ci). Data powstania, data rozbicia, nazwiska, pseudo­
nimy, zastosowane środki.
Skóra cierpnie.

Starorzecze
Książę. Telefony. Zegar

Te ruiny to było nasze królestwo. Walały się tam
książki, połamane meble, kafelki o najwymyślniejszych
kształtach i kolorach, wspaniałych do gry w klasy. Kie­
dyś Zbyszek wygrzebał w gruzach pudło, wyściełane
granatowym aksamitem, pełne dziwnych szybek.
Oglądając pod światło, można było dojrzeć górskie
krajobrazy, jakieś tajemnicze zamki, panów w śmiesz­
nych mundurach z rogatymi czapkami, konie biorące
przeszkody, a nawet rozebrane kobiety. Wejście ma­
skował fortepian bez wieka i przednich nóg, przysypa­
ny śniegiem; można było siąść na teczce i zjechać niby
z górki po obnażonych strunach. Zjazd był wprawdzie
króciutki, ale za to wspaniale hałaśliwy. Aby dostać się
do piwnicy, należało przeczołgać się pod fortepianem,
dorosły nie był w stanie tego dokonać, ani nawet się
domyślić, że jest tu jakieś wejście.

I lekko się robi na sercu, że nie znalazła się na tej l i ­
ście Polska Partia Podziemna (PPP), która działała
w Warszawie na Bielanach w styczniu i lutym 1953 ro­
ku pod moim przywództwem.
Mężczyzna rośnie, krzepnie, poważnieje, jest
ogromnie spostrzegawczy, ma świetną pamięć, dużo
czyta, rozgląda się bystro po okolicy, chłonie i analizu­
je fakty, stawia zasadnicze kwestie, staje się odpowie­
dzialny za siebie i innych - aż nadchodzi dzień, w któ­
rym koniecznie, teraz, zaraz, natychmiast, musi doko­
nać czegoś wielkiego.

W krótkim, zwartym przemówieniu, starannie do­
bierając słowa, zarysowałem plan działania, a także ce­
le organizacji oraz jej strukturę. Ja miałem tytuł księ­
cia, Waldek i Marcin zostali hetmanami, Zbyszek
i Stasiek atamanami. (Uprzejmie dziękuję p. Henryko­
wi Sienkiewiczowi za inspirację). Zbyszek trochę sar­
kał. Obiecałem szybki awans, jeśli zasłuży.
Plan był jasny: rozrzucić ulotki, opanować Spół­
dzielnię Pracy „Metalowiec" na Słodowcu, aby miał
nam kto naprawiać zdobyczne samochody i broń, za­
jąć lotnisko na Chomiczówce, następnie Belweder,
stamtąd wydamy odezwę do narodu, a później się zo­
baczy.
Dysponowaliśmy gumową drukarenką, którą Sta­
siek dostał na Gwiazdkę. Mianowałem go więc atamanem-redaktorem. W niedzielę był z rodzicami na Tra­
sie W-Z, jeździli ruchomymi schodami, tato spotkał
kolegę i mruknął „Stalinie skurwysynie zabierz schody
oddaj świnie", kolega się ośmiał, mama fuknęła, żeby
byli cicho. To by się nadawało na ulotkę.

Ze mną było podobnie.
Niemało czynników złożyło się na powstanie Pol­
skiej Partii Podziemnej: lektura zakazanej książki Ka­
mienie na szaniec, piosenka O, mamo, otrzyj oczy,
Z uśmiechem do mnie mów, ta krew, co z piersi broczy, to
za nasz, za nasz Lwów, fotografia uśmiechniętego chło­
paczka w harcerskim mundurku, dźwigającego torbę
powstańczej poczty, przedwojenna powieść dla mło­
dzieży Zdzich szuka ojca o małym warszawiaku, który
podróżując z wielkimi przygodami przez Gdynię, Oslo
(gdzie wyciągnął ze stawu tonącego chłopca, przypad­
kiem królewicza), Laponię, wyrwał z łap bolszewickich
ukochanego tatusia; lecz bezpośrednim impulsem by­
ło opowiadanie w „Płomyczku", jak to nadwiślański
pastuszek z okolic Połańca uratował życie Tadeuszowi
Kościuszce, za co otrzymał pierścień z napisem „Oyczyzna - Obrońcy Swemu". Pierścień był za duży, zsu­
wał się z palca. - Nie myślałem, że i dzieci będę nim
nagradzać - powiedział wzruszony Naczelnik.

- Nie, „Precz ze Stalinem" lepsze, mniej literek.
- Ale tamto jest do wiersza, łatwiej zapamiętać.
- Nasza partia nie będzie używać brzydkich słów, to
niegodne Polaka. Co innego do kogoś na ulicy, co in­
nego na piśmie. Przecież jak rozrzucimy ulotki w szko­
le, to pierwszaki się dorwą.
- Papier jest, mamy zeszyty, każdy niech da po jed­
nym.

Pastuszek z czy tanki miał dziesięć lat, ja niecałe
dziesięć i pół, niepodobna było zwlekać.
Zebranie organizacyjne Polskiej Partii Podziemnej
odbyło się w piwnicy spalonego domu przy ulicy Ka­
sprowicza róg Babickiej.
33

�Antoni Kro/i • KSIĄŻĘ. TELEFONY. Z E G A R

- Nie ma na co czekać.
Zbyszek zwędził ojcu teatralną lornetkę, niezbędną
do obserwacji lotniska. Przyznałem mu stopień hetma­
na. Ojciec odkrył brak lornetki, ale Zbyszek nie wydał
nikogo. Może dlatego, że ojciec o nic nie pytał, tylko
nakrzyczał i lornetkę odebrał.
Mniej więcej wtedy wybuchła w naszej szkole moda
na miecze i szable, wpinane w klapy marynarek. Ta
moda, przyznaję z żalem, nie zrodziła się w szeregach
PPP choć wyrastała z tego samego ideowego pnia. Na
szpilkę nasadzało się dwa skrawki kolorowej izolacji,
ściągniętej zębami z kabla telefonicznego, to był
miecz. Zakrzywiona szpilka z plastikową klingą prze­
istaczała się w szablę. Wszyscy mężczyźni z młodszych
klas (może i ze starszych, nie umiem powiedzieć) mie­
li takie odznaki. Nauczyciele pieklili się, zabraniali,
odbierali, robiliśmy nowe, aż ni z tego, n i z owego mo­
da przeminęła.

lecz zjednoczenie Polski w 1918 roku, dowiedziałem
się znacznie później. Podobnie było z wielkim budyn­
kiem, który za moich czasów, zaopatrzony w wielką ta­
blicę, nosił dumną nazwę Dom Młodzieży im. Feliksa
Dzierżyńskiego; dopiero potem się dowiedziałem, że
był to słynny „Nasz Dom" Janusza Korczaka.
Sytuacja mnie przerosła. Chodziłem markotny, czu­
łem się jak w labiryncie. Nic mnie nie cieszyło. Starałem
się być jak najdłużej w domu, zaszywałem się w swój ulu­
biony kąt za szafą i popłakiwałem. Któregoś dnia zasną­
łem tam, zwinięty w kłębek; wyczerpany, sterany życiem.
Mama wróciła z pracy jak zwykle, czyli późnym wie­
czorem. Rozebrała mnie, położyła do łóżka.
Następnego dnia była niedziela. Mama kazała zmie­
rzyć temperaturę. Miałem kilka kresek więcej. Ku mo­
jemu zdumieniu i wielkiej radości nie wsadziła z po­
wrotem do łóżka, lecz zaproponowała wspólny spacer.
Świeciło słońce, mróz przyjemnie szczypał w policz­
ki. Zaraz za pętlą tramwajową, pośród rzadkiej sośniny,
wyłaniały się świeże mury, otoczone rusztowaniami.
- Nie wiesz synku, co tu budują?
- Szpital. Tutaj pracują ci, którzy walczyli o Polskę.
- Ze co?
- No, więźniowie. Więźniowie budują ten szpital.
Pilnują ich strażnicy z pepeszami i psami. Chłopaki
chodzą popatrzeć.
- A skąd wiesz, że oni walczyli o Polskę?
- No, jak to? A za co wsadzono by ich do więzienia?
- Może to kryminaliści.
- Co to znaczy kryminaliści?
- No, złodzieje, bandyci, rabusie...
- Za to też wsadzają do więzienia?
Spojrzała na mnie uważnie.
- Nie wiedziałeś o tym?
- Nie. Czytałem tylko o ludziach, którzy w więzie­
niach cierpieli za Polskę. Żołnierze walczą o wolność,
a jak nie polegną, to potem siedzą, a siepacze ich siepią. Jak się mówi, siepią czy siepają?
W Lasku Bielańskim było pustawo. Wtedy rosły
tam jeszcze kilkusetletnie dęby o wspaniale powykrę­
canych konarach, ale za to u wejścia nie było tablicy,
że to rezerwat, resztka Puszczy Mazowieckiej w środku
miasta, unikat na skalę europejską. Minęliśmy skocz­
nię narciarską, przyprószoną świeżym śniegiem. Prze­
szedł ksiądz w czarnej sutannie; machał rękami, wy­
glądał jak wielka wrona. Mama opowiadała o ptakach,
drzewach. Potem zeszło na niedźwiedzie, które śpią
przez całą zimę, ssąc łapę. Bardzo lubią miód.

Obsadzenie spółdzielni Metalowiec nie postępowa­
ło, atmosfera robiła się coraz bardziej paskudna. Doły
partyjne drwiły ze mnie, co absolutnie nie powinno
mieć miejsca. W dodatku Waldek uznał, że styczeń
jest najlepszy na powstanie, czego dowodzi nazwa po­
wstanie styczniowe. Nauczył nas kujawiaczka o drze­
wach w świętokrzyskim lesie, które z czułością witają
partyzantów. I tylko stare wiekowe modrzewie wiedzą,
czego żadne inne drzewo nie wie. Pamiętają bowiem
rok krwawych zamieci, sześćdziesiąty trzeci. Postawił
wniosek, by „sześćdziesiąty trzeci" zamienić na „pięć­
dziesiąty trzeci", a PPP będzie miała hymn. Tylko z po­
wstaniem trzeba się pospieszyć, bo do końca stycznia
zostało niewiele czasu.
Zwlekałem, nie mógł tego znieść, przyszedł do mnie
do domu na zasadniczą rozmowę. - Jak masz na imię,
miły kawalerze? - spytała Babcia. - Waldek. Ze też pa­
ni tak od razu poznała, że nie jestem żonaty. Babcia
była wyższa ponad takie impertynencje. Co ta głupia
Mniszkówna narobiła - mruknęła - teraz co drugi to
Waldek.
Nie miałem wyjścia - obiecałem, że zredaguję ma­
nifest, a u Mamy w biurze skombinuję tusz do stempli.
I oto stanąłem przed najtrudniejszym problemem:
jak sformułować cele i zadania? Nie chciałem narażać
kolegów na niebezpieczeństwo, póki nie nabędę głę­
bokiego przeświadczenia, że ulotka spełni swoje zada­
nie, to znaczy porwie tłumy. Prosta uczciwość wyma­
gała, by żądając od żołnierzy najwyższej ofiary, dać im
przekonującą, szlachetną ideologię.
Dni galopowały, doły partyjne sarkały coraz natar­
czywiej. Dowiedziałem się z poufnych źródeł, że Wal­
dek proponował zdegradować mnie do stopnia atamana, a księciem mianować kogoś odpowiedniejszego.
Moja partia stawała się przedmiotem kpin i złośliwo­
ści, różne plugawe przezwiska wykrzykiwano na mój
widok od ulicy Podczaszyńskiego aż po aleję Zjedno­
czenia. O tym, że nazwa tej ulicy nie upamiętniała
zjednoczenia PPR z PPS, co uważałem za oczywistość,

Staliśmy na skarpie, słuchając kościelnej sygnatur­
ki. Woda w Wiśle była granatowa, prawie czarna.
Spływała kra. Wrony krążyły, przysiadały na lodowych
brylach, płynęły, kiwając śmiesznie ogonami, by po
chwili poderwać się do lotu. Zrobiło mi się jakoś dziw­
nie miękko i ciepło, rozpłakałem się i zacząłem bezład­
nie opowiadać o Polskiej Partii Podziemnej, o strachu,
który siadł na mnie i nie chce odfrunąć, o tym, jak mi­
ło i trudno być księciem.
34

�Antoni Kroh * KSIĄŻĘ. TELEFONY. ZEGAR

Spojrzałem na Mamę i urwałem, bo była jakaś dziwna.
- Chodź - powiedziała - pokażę ci coś ciekawego.
Obejrzeliśmy grób Staszica, domek Wołodyjowskie­
go, bramę, o którą Zagłoba rozbił pustą flaszę.
- Wiesz, kto to był Stanisław Staszic?
- Wiem, był postępowy.
- No, dobrze. A więcej?
- Co więcej? To nie wystarczy?
Dała spokój Staszicowi i zaczęła mówić urywanymi
zdaniami.
- Widzisz, synku, dobry dowódca... no... czy wiesz,
dlaczego upadło powstanie styczniowe? A dlaczego
nie powiodło się listopadowe? Bo było nieprzemyśla­
ne. Musisz sobie zdać sprawę, że Polska Partia Pod­
ziemna nie ma szans na zwycięstwo, żadnych szans. Ja
ci niczego nie zabraniam, przecież jesteś duży i sam
musisz decydować; ale bądź nie tylko odważny, bądź
przede wszystkim mądry. Rozwiąż tę swoją partię. Zrób
to dla Polski.

1 marca 1953. Wstałem, zjadłem śniadanie, dosta­
łem cztery plus z matmy, było zimno, Babcia śpiewała
przy pruciu swetra, poszłem spać. 2 marca 1953. Wsta­
łem, padał śnieg z deszczem, zapomniałem zeszytu
z polaka, pani powiedziała, że mam dziurawą głowę,
wróciłem do domu. Babcia mnie posłała po chleb, jak
wróciłem, to powiedziała, że mnie to tylko po śmierć
posłać. Zrobiła nam kolację, po kolacji czytała Potop,
prosiliśmy, żeby czytała dalej, ale nie czytała, poszłem
spać. 3 marca 1953. Nasza klasa idzie pojutrze do te­
atru na Królową Śniegu, a ja nie, bo przeczytałem w ga­
zecie, że Stalin ciężko chory.
Mama trochę zesztywniała.
- To znaczy, że... że ty uważasz... że nie wypada iść
do teatru, ponieważ Stalin jest ciężko chory?
Roześmiałem się.
- A skąd. Tylko że jak Stalin kipnie, to teatry poza­
mykają i dwa złote za bilet przepadną.
Sprawdziło się co do joty. Czemuż miałbym się nie
pochwalić, że ja jeden z całej klasy to przewidziałem.

Na pętli wsiedliśmy w piętnastkę, jechaliśmy do
śródmieścia, do cukierni.
- Czemu w każdym tramwaju jest napis „Nie pluć"?
Czy to znaczy, że wszyscy plują? Czy Mamusia nie plu­
je w tramwaju, bo tak jest napisane? Mamusiu, a jesz­
cze niedawno w tramwajach były skrzynki z gazetami,
„Sami bierzemy, sami płacimy", czemu je pozdejmowa­
no? Ludzie nie brali czy nie płacili?
Zjadłem dwa wielkie ciastka i obiecałem, że odłożę
konspirację na później.
W poniedziałek zwołałem odprawę. Powiedziałem
(jak mi Mama poradziła), że z Komendy Głównej przy­
szedł rozkaz demobilizacji. Mamy na pewien czas za­
niechać wszelkiej działalności. Zakonspirować się
i czekać na rozkazy, bez rozkazu nie wolno nawet kiw­
nąć palcem w bucie. Spocznij.
- Jak nie chcesz, to łaski bez, możesz do nas nie na­
leżeć - oświadczył Waldek. - Ale my będziemy wal­
czyć dalej.
- Jesteś w wojsku! - krzyknąłem. - Obowiązuje cię
posłuszeństwo! Jak nie, zostaniesz rozstrzelany.
- Mam to w nosie!
- Ale mordę ci przedtem skują i zrobią z nosa pę­
dzel. Nie wiesz, jak wyglądają sądy wojenne?
Nie pamiętam, czy akurat to poskutkowało, ale par­
tia przestała istnieć.
Straciłem jednak czterech najbliższych kolegów.
N i k t nie chciał się ze mną bawić. Byłem ośmieszony,
skompromitowany, beznadziejnie samotny.
- Niedługo wyjedziesz w góry. A teraz pisz pamiętnik.
Dostałem na ten cel obłędną kwotę, nie pamiętam
ile. Kupiłem przewspaniały pamiętnik, z grzbietem
przewleczonym wstążeczką i bukietem czerwonych róż
na okładce.
- N o jak, piszesz? - spytała po paru tygodniach.
- Piszę.
- A możesz m i pokazać?
- Proszę.

Telefony
Na początku okupacji firma telefoniczna z Berlina
otworzyła filię w Warszawie. Na założenie telefonu
czekało się kilka dni, kosztowało stosunkowo niewie­
le. Instalował, kto mógł. Niemcom chyba wtedy ro­
zum odebrało - przecież gdyby nie telefony, konspira­
cja z pewnością nie byłaby tak skuteczna. Firma zgar­
nęła furę pieniędzy, ale jednocześnie położyła ogrom­
ne zasługi dla polskiego państwa podziemnego. Wskaź­
nik aparatów telefonicznych w przeliczeniu na tysiąc
mieszkańców Warszawy w dniu wybuchu powstania
osiągnięto ponownie dopiero na początku lat siedem­
dziesiątych.
Mieliśmy w mieszkaniu telefon, więc żyję. Podobnie
jak wielu warszawiaków.
Mama opowiadała, jak latem czterdziestego drugie­
go roku, mniej więcej na miesiąc przed moim urodze­
niem, umówiła się z kimś na mieście. Już była
w drzwiach, kiedy ten ktoś zadzwonił żeby odłożyć spo­
tkanie, bo na rogu Chełmskiej i Czerniakowskiej śnie­
życa. Niech Mama nie wychodzi, bo się przeziębi. Śnie­
życa w środku lata, taki był język tamtych rozmów te­
lefonicznych. Mama odbierała wiadomości dla Stryja
Tadeusza, żeby wziął trzy najsolidniejsze rakiety oraz
tuzin piłek cytrynowych i w piątek o siódmej był na
kortach, albo że jest zaproszony na spływ kajakowy,
wiosła własne, zbiórka tam, gdzie zawsze, względnie że­
by upiekł czekoladowy tort z migdałami, dodając do
ciasta siedem deko rodzynków i dwanaście ziarenek
pieprzu. - Cóż za dziecinada, przecież to na kilometr
pachnie szyfrem! Jeszcze rozumiem tort z pieprzem, ale
jaki cymbał wymyślił te rakiety, przecież korty są nur
fur Deutsche! - irytowała się Mama. Tadeusz tłumaczył,
że nic na to nie poradzi - u nich w „Parasolu" panuje

35

�Antoni Kroh • KSIĄŻĘ. TELEFONY. ZEGAR

zabobon, że im głupsze albo śmieszniejsze hasło, tym le­
piej akcja się powiedzie. Zresztą to nie zabobon, tylko
najszczersza prawda, sprawdzona doświadczalnie.
W ciągu pierwszych kilkunastu lat Polski Ludowej
nie mieliśmy telefonu, ponie-waż nie mieliśmy samo­
dzielnego mieszkania.
Skoro tylko dostaliśmy nakaz na nowe mieszkanie,
Mama złożyła wniosek. Był to formularz, z którego wy­
nikało, że wnioskodawca chce rozmawiać z domu przez
telefon i gotów jest za to płacić. Czyli nic nie wynika­
ło. Ważniejsze były załączniki, zwane podkładkami,
dziś pogardliwie kwitami. One dawały odpowiedź na
pytanie, kim jest wnioskodawca. Mama zgromadziła,
co się dało: redakcja zapewniała, że musi się ze swoją
pracownicą we dnie i w nocy komunikować; lekarz że
babcia miewa ataki i niedobrze jest wzywać pogotowie
z ulicznego automatu, bo tymczasem może umrzeć.
Nawet Komenda Hufca Mokotów Zachód Związku
Harcerstwa Polskiego łgała w żywe oczy na całą stronę
A4, że bez telefonicznych kontaktów ze mną po prostu
nie da sobie rady, kończąc tradycyjnym: Czuwaj! In­
nych załączników nie pamiętam, ale było ich ogółem
kilkanaście. Odpowiedzieli stereotypowo, że zainstalu­
ją, jak będą mieli moce przerobowe, kable, aparaty
i numery, czyli najwcześniej za lat dziesięć. N o i dobrze
- nikt się przecież nie spodziewał, że od razu. Chodziło
jedynie o zajęcie miejsca w kolejce.

zarejestrowany na niego, miał obowiązek to zgłosić. Te­
lefon wyłączano i zabierano, całkowicie zgodnie z pra­
wem. Zona była bezsilna. Mogła złożyć podanie i cze­
kać od nowa, niekiedy kilkanaście lat. Czasem mąż ro­
bił żonie tę pożegnalną złośliwość, czasem nie.
Gdy abonent przenosił się do wieczności, rodzina
nie zgłaszała tego faktu w urzędzie, słusznie obawiając
się utraty telefonu. Warszawska książka telefoniczna
pełna była nazwisk osób zmarłych, które regularnie
płaciły rachunki. Ministerstwo Łączności świetnie
o tym wiedziało, a chcąc uporządkować kartotekę, co
jakiś czas ogłaszało tak zwaną amnestię telefoniczną.
Okazywało się, że trzydzieści, czterdzieści procent te­
lefonów mieszkaniowych wymagało aktualizacji da­
nych. Niektórzy bali się wychylić, nie ufali w szczerość
intencji ministerstwa. Mama figurowała w spisie abo­
nentów jako Zofia Krok, znajomi radzili jej siedzieć ci­
cho, bo przy tak dobrej okazji mogą zabrać telefon.
Ostatnia taka amnestia była w lipcu dziewięćdziesiąte­
go roku. Można było wtedy (za opłatą) przerejestrować aparat z poprzednika na siebie bez nieprzyjem­
nych konsekwencji.
Termin płatności rachunku wynosił siedem dni, za­
liczek nie przyjmowano, więc po sezonie urlopowym
następował sezon podań o ponowne przyłączenie tele­
fonu do sieci (oraz sezon felietonów gazetowych na
ten temat). Ale nie dotyczyło to ludzi wybitnych.
Przynajmniej niektórych. Na początku lat sześćdzie­
siątych pracowałem u pana Wańkowicza, który miał
powody sądzić, że jego telefon jest na podsłuchu. Ktoś
mu poradził, żeby przestał płacić rachunek. Jeśli na­
prawdę podsłuchują, telefonu nie wyłączą. Gdy się
z nim rozstawałem, był dłużny urzędowi telefonów
większą sumę, twardo nie płacił, a urząd znosił to
z anielską cierpliwością.

Telefon był wtedy dobrem bardziej upragnionym niż
samochód. Gazety zachodziły w głowę, komu jest po­
trzebniejszy: lekarzowi, profesorowi uniwersytetu, pu­
blicyście, a może zasłużonemu emerytowi? (Emeryci
dzielili się na zasłużonych i resztę.) Pewien pan się
przechwalał w towarzystwie, że zobaczył monterów na
swojej klatce schodowej, wyskoczył po pół litra, zapro­
sił i spytał przymilnie, czy nie mogliby przy okazji zało­
żyć również u niego? Odpowiedzieli, że owszem, ale
styki należy posmarować, żeby nie śniedziały. - Ależ
rozumiem, oczywiście, jestem na to przygotowany! Za­
instalowali na poczekaniu, następnego dnia zgodnie
z instrukcją poszedł do urzędu, wywołał panią Hanecz­
kę i uiścił. Pani Haneczka przełożyła wniosek z jedne­
go pudełka do drugiego. Pan potoczył dumnie wzro­
kiem, sprawdzając wrażenie, jakie uczynił, a gdy od­
szedł, ktoś ze słuchaczy westchnął: cóż za wodolejca...

Wyprowadzając się z Warszawy, zgłosiłem rezygnację
z telefonu. Dostałem zaświadczenie, że w nowym miej­
scu zamieszkania należy mi się poza kolejką. Tam obej­
rzeli dokument z wyraźnym zainteresowaniem, po czym
zafrasowali się stanem moich władz umysłowych. Drogi panie, tu nie Warszawa. Złóż pan podanie i cze­
kaj pan spokojnie. Złożyłem, z grubym plikiem załącz­
ników, między innymi z wydawnictwa Iskry (tłumaczy­
łem dla nich książkę). Urzędniczka przejrzała papiery,
zerknęła na mnie uważnie. - Naprawdę pracuje pan
w Iskrach? A może pan załatwić „Sztukę kochania"
Wisłockiej? - Mogę spróbować. Opowiadam o tym
znajomemu, a ten obrzuca mnie takim samym spojrze­
niem jak panienka z okienka i mówi: to załatw dwa eg­
zemplarze. Zona narzeka, że mnie ciągle nie ma w do­
mu, dam jej, niech choć sobie poczyta.

Osoba, której przydzielono telefon, nazywała się
urzędowo abonentem. Aparat i kabel w mieszkaniu był
własnością Urzędu. Aparatów w wolnym handlu nie
było. Podobnie wtyczek. Telefon był zamontowany na
stałe; abonent nie mógł go wyłączyć, jeśli np. przyszła
mu ochota porządnie się wyspać. Co jakiś czas przypo­
minano, że ogłoszenia prasowe: Zamienię mieszkanie,
superkomfort (to znaczy gaz, łazienka i kaloryfery), te­
lefon... są niezgodne z prawem, bo abonent opuszczają­
cy mieszkanie zobowiązany jest zgłosić ten fakt w urzę­
dzie telekomunikacyjnym; pozostawienie aparatu jest
wykroczeniem i podlega karze. Jeśli na przykład mąż po
rozwodzie wyprowadzał się z mieszkania, a telefon był

Mama mieszkała na Muranowie. Obok było przed­
szkole, które chciano rozbudować, więc zaproponowa­
no jej przeprowadzkę. Postawiła warunek: telefon. Ależ oczywiście! Załatwimy! Przenieśli Mamę na Mo­
kotów, obiecali telefon w ciągu miesiąca, czekała spo­
kojnie, a gdy miesiąc minął, okazało się, że termin też
36

�Antoni Kroh * KSIĄŻĘ. TELEFONY. ZEGAR

minął, za późno na pretensje i reklamacje. Urząd Tele­
fonów na Muranowie twierdził, że wszystkie papiery
przesłał na Mokotów, na Mokotowie powiedzieli, że
obietnice złożone przez Muranów ich nie wiążą, a tele­
fonu nie dadzą, bo nie mają. Ale trzeba trafu, zbliżały
się wybory. Usłuchałem rady przyjaciela, który młodość
spędził w radzieckim Lwowie i o komunizmie wiedział
więcej niż my, siadłem do maszyny i wystukałem pismo
do komisji wyborczej: Niedługo wszyscy pójdą głoso­
wać na kandydatów Frontu Jedności Narodu. W kraju
zapanuje radosna atmosfera. Ja niestety na wybory nie
pójdę, nie mogę cieszyć się wraz z całym społeczeń­
stwem, gdyż zostałam oszukana... po czym następował
opis sprawy. Na oryginale podrobiłem podpis Mamy,
kopię schowałem. Minęły trzy dni. Siedzimy z Mamą,
rozmawiamy, aż tu puk puk, komisja. Sumitują się od
progu, pytają, czy Mama łaskawie znajdzie czas, aby ju­
tro wpuścić monterów. Mama uprzejma, choć nieco
zdezorientowana. Komisja wychodzi, kłaniając się,
przepraszając za najście. Wyciągam pismo. Mama czy­
ta. Odkłada i mówi z podziwem:
- Ty idioto.

wtedy nie chodził. Pomyślałam, że go schowam i od­
dam pani dziedziczce, jak się kiedy, co daj Boże, spo­
tkamy, przecie my razem niejedno przeszły, pani dzie­
dziczka dla mnie jak rodzina, wiem, że to jedyna rzecz,
jaką pani miała, wychodząc za pana dziedzica, sama
pani dziedziczka kiedyś przy stole mówiła, że przyje­
chała do Serebryszcz w jednym paltocie i z ciotczynym
zegarem pod pachą. - Proszę, niech Hańdzia nie mó­
wi do mnie „pani dziedziczko". — Dziękuję, chwalić
Boga, nie narzekam. Mamy murowany dom, obejście,
elektryku, wodociąg, z indykami robota świątek i pią­
tek, nie było kiedy tego zegara odwozić, ale zawezwali
mnie tu do Warszawy po linii przodujących drobiarzy,
mają mi wręczać dyplom pochwalny, mówię do męża,
odwiedzę panią dziedziczkę, powspominamy dawne
dzieje. A co pan dziedzic, uchował się? Zdrowy?
A dzieci? Panicz Felcio podobnież na wojnie zginął?
A to kto, wnuczek? Czyj on? Panny Zosi? Boże, jaki
podobny! Przepraszam, trochę brudny, gołębie po nim
chodziły. Wypchałam go sianem jeszcze w Serebrysz­
czach, jak jechalimy na zachód, żeby nie dzwonił po
drodze. Pomyślałam, że i tak nic z niego nie będzie, to
wyniosłam na strych, nie był mi padchadziaszczy, bo
tej wiosny kupiłam nowe meble, a dla pani dziedziczki
to zawsze pamiątka.

Zegar
Gdy Babcia wychodziła za Dziadka Felicjana
w 1909 roku, Ciotka Bobińska z Piotrkowa dała jej ten
zegar na szczęście, bo sama dostała go w ślubnym pre­
zencie od swojej ciotki. Czyli zegar jest w naszej rodzi­
nie od ponad stu lat. Ciemnowiśniowa, profilowana
szafka, ozdobne mosiężne haczyki. Grube, nierówno
walcowane szkło, biała tarcza, na niej rzymskie cyfry,
pośrodku staroświeckie litery LE ROI a PARIS. Teraz
jest mój. Co jakiś czas reguluję według niego timer
w komputerze, który się spóźnia mniej więcej pół mi­
nuty na miesiąc, a stary zegar idzie dokładnie.

- To może następnym razem przywiezie mi Hańdzia
indyka? Tylko żeby był oskubany i wypatroszony. Czę­
sto są te zjazdy w Warszawie?
Mama wróciła z pracy późnym wieczorem. Obejrza­
ła zegar, uśmiechnęła się, wyjęła źdźbło zza tarczy.
- Ciekawe, czy to naprawdę serebryskie siano.
Przetarła szafkę, powiesiła zegar na haku, który
tkwił od poprzednich lokatorów.
Dostaliśmy nakaz na nowe mieszkanie. Mama za­
niosła zegar do naprawy, żeby go nie przewozić z inny­
mi rzeczami i odebrać już po przeprowadzce. Stary ze­
garmistrz rozrzewnił się.
- Chyba wszystko w nim dobre, tylko mechanizm
brudny. Sprężyna pęknięta, trzeba wymienić. Takiej
sprężyny, jak była przedtem, żeby nakręcać co dwa ty­
godnie, nie dorobię, nie mam z czego. Zgadza się pani,
żeby co tydzień? Jeszcze pochodzi, ale niech go pani
daje do czyszczenia mniej więcej co dziesięć lat, tylko
żeby to robił fachowiec. Bardzo panią proszę (tu poca­
łował mamę w rękę, przekrzywił głowę i zrobił słodką
minę z przedwojennych filmów), niechże go pani nie
oddaje do naprawy byle komu. Niechże się pani do­
brze nim opiekuje, jak dzieckiem, żeby nas wszystkich
przeżył. Dziękuję, że mi pani zaufała, dla mnie ta robo­
ta to święto.

Wisiał w Serebryszczach w stołowym. Gdy rodzinę
wyganiano, tykał sobie wesoło jak zwykle.
W parę lat po wojnie n i z tego, n i z owego odwie­
dziła nas w Warszawie Hańdzia, pokojówka. Jak nas
odnalazła, nie wiem. Wpadła, wrzasnęła „dzień do­
bry". Babcia, która właśnie kładła pasjansa, wzdrygnę­
ła się, uniosła ręce niczym Piotr Skarga na obrazie,
rozczapierzyła wyschnięte, powykręcane palce: Wszel­
ki duch Pana Boga chwali! Hańdzia usiadła z impe­
tem, krzyknęła, że nie będzie jeść ani pić (choć nikt
nie zdążył jej zaproponować), śpieszy się, wpadła tylko
na chwilkę. Mieszka na ziemiach odzyskanych, świet­
nie jej się powodzi, ma dobrego niepijącego męża i ho­
dowlę indyków. - A pani jak się miewa, pani dziedzicz­
ko. Jak pani astma? Toż niezdrowo tyle palić. - Proszę,
niech Hańdzia nie nazywa mnie panią dziedziczką. Kiedyś pani dziedziczka nie była taka nerwowa, ale
cóż, nie dziwota. - Niechże Hańdzia mówi ciszej. Przywiozłam zegar, może pani dziedziczce humor po­
prawi. Zdjęłam go ze ściany jak Niemcy uciekli, bol­
szewicy jeszcze nie weszli, a ludzie brali co popadło. Już

Babcia umarła, ktoś starym zwyczajem zatrzymał
zegar, tarczę zasłonił czarną chustką.
Parę lat później Zosia wyszła za mąż. W Warszawie
odbył się ślub, Piotr wrócił do Anglii, a Zosia złożyła
podanie o paszport emigracyjny. Musiała załączyć za­
świadczenie o wymeldowaniu, taki był wymóg. Na
paszport czekała parę miesięcy, na skutki wymeldowa-

7

37

�Antoni Kroh • KSIĄŻE. T E L E F O N . Z E G A R

nia niecałe dwa tygodnie; przyszło pisemko z kwate­
runku, że wedle norm zasiedlenia jeden pokój w na­
szym lokalu to pustostan, więc żebyśmy go w terminie
siedmiu dni opróżnili, bo na ten pokój, z używalnością
kuchni i łazienki, urząd wyda nakaz komuś innemu.
Podstawa prawna taka i taka. Poniżej rytualne strasze­
nie paragrafami, pieczątka, podpis. Okoliczność, że
Zosia wciąż z nami mieszkała, dla urzędu kwaterunko­
wego nie miała znaczenia.
Można było zapobiec kataklizmowi, składając poda­
nie o zamianę mieszkania na dwa mniejsze. Mama
przeniosła się do kawalerki na Muranów, ja do kawa­
lerki na Mokotów, Zosia wyjechała.
Wkrótce wyprowadziłem się z Warszawy.
Minął jakiś czas, wpadłem do Mamy, patrzę, zegar
stoi. Pchnąłem wahadło, idzie. Wpadłem następnym
razem, znowu stoi.
- Zepsuty?
- Nie, czemu? Zatrzymałam. Nie chcę, żeby się zu­
żywał. Zeby trybiki się nie wytarły, zanim będzie wisiał
u któregoś z twoich dzieci.
Żachnąłem się. Pchnąłem wahadło. Ruszył. Wysze­
dłem na miasto, wróciłem po godzinie. Stał.
Zabrałem go, gdy likwidowaliśmy mieszkanie zmar­
łej Mamy. Przy okazji starannie go obejrzałem. Mecha­
nizm był zakurzony, w szafce pełno drobnych dziurek.
Właściciel eleganckiego zakładu przy głównej ulicy
oglądał zegar z lekkim obrzydzeniem.
- Szmelc, nie warto naprawiać. Reperacja będzie
kosztować (cena), a zegar nie jest wart więcej, niż (ce­
na znacznie niższa od poprzedniej). Ostatecznie mogę
go kupić na części. No, dałbym za niego ewentualnie...
Bo ja wiem... (Poprzednio wymieniona cena plus dzie­
sięć procent, w sumie równowartość dwóch takich so­
bie obiadów).
Zaniosłem zegar sto metrów dalej, do innego zakła­
du. Ściany niemalowane od lat. Goła, zakurzona ża­
rówka zwisała na drucie z sufitu. Przytulna bida. Na
jednej ścianie emblemat klubu sportowego Czarni
Lwów i pożółkły wycinek z gazety, oprawiony w ramki.
Na drugiej Pan Jezus, kalendarz z panoramą Tatr, dy­
plom mistrzowski. Pudełka, pudełeczka, przegródki,
szufladki.
Starszy pan się rozpromienił. Stary zegar, a w tak
znakomitym stanie. Wyczyścić, nic więcej.
- Ile to będzie kosztować?
- Panie, ta co się pan boisz. Taż portek panu przez
głowę nie zdejmę.

38

No i dobrze. Tydzień nie minął, znajomi konserwa­
torzy wymordowali drewnojady, uzupełnili ubytki
w zdobieniach, pan zegarmistrz zrobił swoje. Powiesi­
łem zegar nad łóżkiem.
Nadszedł rok 1999, reforma służby zdrowia. Pięć
godzin, potem jeszcze cztery i jeszcze dwie spędziłem
w ZUS; trzeba było się dowiedzieć, jaka jest różnica
między artystą a twórcą i co to jest pozarolniczą dzia­
łalność gospodarcza, bo z notki w gazecie wynikało, że
akurat to uprawiam. Dostałem bezpłatną broszurkę
uświadamiającą. Mam smykałkę do języków obcych,
ale n i cholery nie mogłem zrozumieć. Ostatecznie wy­
czytałem, że miesiąc w miesiąc mam im zanosić czter­
dzieści procent moich zarobków, ale nie mniej niż.
Owo „nie mniej niż" znaczyło, po skrupulatnych obli­
czeniach, że ZUS ma prawo do stu dwudziestu, stu
trzydziestu procent moich ówczesnych apanaży. - Jak
nie, to sprawa sądowa i komornik - wyjaśniła urzęd­
niczka, wręczając mi drugą bezpłatną broszurkę uświa­
damiającą.
- W kasie chorych powiedziano co innego.
- W kasie chorych się nie znają.
Pewnie byłem opryskliwy, bo czekając przed okien­
kiem przeczytałem w gazecie list czytelniczki, która
pytała, czy komornik miał prawo wyjąć jej córeczce
z uszu złote kolczyki, prezent od sąsiadki z okazji
pierwszej komunii. I czy pomocnik komornika miał
prawo wystawić rachunek 120 zł za trzymanie dziecka,
które się wyrywało, a kolczyki wycenić na 90 zł, choć
kosztowały znacznie drożej. Redakcja wyjaśniła, że
owszem, miał takie prawo, lecz na wszelki wypadek
powinien wypowiedzieć się w tej sprawie Rzecznik
Praw Obywatelskich. Potem gazety pisały o przekrę­
tach z komputeryzacją ZUS, że nie wiadomo, gdzie się
podziało ileś tam milionów, prezes przysięgał w telewi­
zorze, że wszystko jest w najlepszym porządku, ale po
paru dniach nie był prezesem, przy czym jedni mówili
to, a drudzy sio. Miał zostać dyrektorem przedsiębior­
stwa Totalizator Sportowy, gazety dowcipkowały, że
niebawem państwo będzie musiało dopłacać do totka,
ale ostatecznie zaczepił się gdzie indziej.
Wpadłem w figlarny nastrój, bo wyobraziłem sobie
komornika, rozglądającego się po moim mieszkaniu.
Ale się nachapie! Jak to dobrze, że nie jestem chciwy
ani dziedzicznie obciążony. Trzeba będzie tylko wy­
nieść zegar. Ale chwilowo niech wisi, może i mnie
przeżyje.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10048" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10026">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a656f523942139dbb4fbc3a7720a968a.pdf</src>
        <authentication>2aac87b9d48d7122eb940fbf8bff80a7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119498">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2898</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119499">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119500">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2702</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119501">
                <text>Aleksandra Jackowskiego Polska Sztuka Ludowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119502">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.47-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119503">
                <text>Czyżewski, Krzysztof; Jagiełło, Michał; Żółtowska, Bożena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119504">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119505">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119506">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119507">
                <text>4 listopada bieżącego roku w Centrum Sztuki
Współczesnej w Warszawie miała miejsce pro­
mocja nowej książki Aleksandra Jackowskiego
Polska Sztuka Ludowa. Poniżej zamieszczamy
relację z tego spotkania. Wypowiedzi Bożeny
Żółtowskiej, Michała Jagiełły, Krzysztofa Czy­
żewskiego, Aleksandra Jackowskiego, przepla­
tane były fragmentami z książki Jackowskiego,
które odczytał Adam Ferency.

KRZYSZTOF

CZYŻEWSKI

MICHAŁ
BOŻENA

Michał Jagiełło: - M i l i Państwo, jesteśmy na spo­
tkaniu z pisarzem, mistrzem polskiego słowa. Spotyka­
my się okazji wydania książki, która jest dojrzałym
owocem co najmniej półwiecznego obcowania z tym,
co nazywamy sztuką ludową. Książka ukazała się dzię­
ki łaskawości Wydawnictwa Naukowego P W N i dla­
tego w imieniu Autora i wszystkich zebranych serdecz­
nie witam panią redaktor Bożenę Żółtowską.
Bożena Żółtowska: - Proszę Państwa, bardzo prze­
praszam za mój głos, ale właśnie zaczęłam chorować;
jednak nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności,
żeby tu przybyć, zobaczyć Państwa, ale tak naprawdę
to przede wszystkim Autora, bo to dla wydawnictwa
zaszczyt, kiedy spotyka taką osobowość. W życiu wy­
dawcy jest tak, że są tak zwane chwile rozmów z auto­
rem: jedne są bardzo długie, jedne są takie błyskawicz­
ne. Długie „chwile" to — godziny rozmów, ustaleń, dys­
kusji w bólach, kłótniach..., ale najpiękniejsze są
chwile prawdziwe, takie błyski - kiedy wydawca pod­
chodzi do autora, mówi jedno zdanie, autor mówi dru­
gie, i odbywa się coś w rodzaju iluminacji - wydawca
wie, że nie trzeba wielu słów, że ta książka będzie
świetna, choć ukaże się za rok, półtora, a może dwa.
I tak było właśnie w czasie mojego spotkania z prof.
Jackowskim. Powiedziałam jedno zdanie, a Profesor
powiedział drugie i ja już wiedziałam, że kupuję coś
wspaniałego i dzisiaj wobec Państwa bardzo serdecznie
Panu Profesorowi dziękuję.
- Dziękujemy bardzo.
Michał Jagiełło: - Książka ukazała się dzięki finan­
sowej pomocy Ministerstwa Kultury, nie bez osobiste­
go udziału obecnego tu na sali pana wiceministra Ma­
cieja Klimczaka. Dziękujemy bardzo i witamy z należ­
nym szacunkiem. Pomocy finansowej udzieliło też
ABB-Centrum I T - dziękujemy. Szczególne podzięko­
wanie należy się panu Michałowi Piekarskiemu za
opracowanie graficzne.

JAGIEŁŁO

ŻÓŁTOWSKA

Aleksandra
Jackowskiego
Polska Sztuka Ludowa

w żaden rodzaj chłopomaństwa, nawet go góralomania nie chwyciła. Wielkim walorem tej księgi jest to, że
już w słowie wstępnym odkrytym tekstem Autor mó­
wi: Nie poszukujemy jakiejś mitycznej rdzenności, bo
to nie ma sensu. Ale jeszcze mniej sensu ma wytyka­
nie, co w danym stroju, który dany region lub czasem
nawet cala Polska, z takich czy innych powodów uwa­
ża za kwintesencję polskości, jest „obcego".
Ważna jest harmonijnie złączona czy raczej orga­
nicznie zrośnięta całość, czyli pewien rodzaj „swojskości" powstały z elementów rodzimych i napływowych.
Ważne też, że na samym wstępie tej książki mamy
i Zyda, i Cygana - Roma. Jest to wręcz symboliczne,
bo w ten czytelny sposób Autor mówi nam o fascynu­
jących relacjach rozgrywających się w obszarze dawnej
kultury chłopskiej szeroko rozumianej. I na zakończe­
nie zasygnalizujmy związki Pana Aleksandra z periody­
kiem „Polska Sztuka Ludowa".
Trzeba podziękować nieprzypadkowemu przypad­
kowi, który spowodował, źe Pan Aleksander podjął się
kiedyś redagowania „Polskiej Sztuki Ludowej" i tak
głęboko wszedł w zagadnienie, nie od strony liczenia,
ile rąbków ma haft w halce czy w innych „wnętrzno­
ściach" damskiego stroju, tylko od strony egzystencjal­
nej i psychologii twórczej.
Krzysztof Czyżewski: - Proszę Państwa, ci, którzy
znają Aleksandra Jackowskiego, wiedzą o jego prze­
wrotnym, ironicznym charakterze. Uprzytamniam to
sobie teraz, rozważając, co też za zamysł mógł się kryć
w wyznaczeniu mnie jako tego człowieka, który ma
Państwu parę słów powiedzieć o książce Polska Sztuka
Ludowa. Pewnie pomyślał sobie, że szykuje się jakaś
wielka pompa z udziałem zacnego grona osób i trzeba
zrobić coś, żeby nie było tak profesjonalnie i doskona­
le, a zatem przydałby się jakiś amator, który wobec l u ­
dzi o wielkiej kompetencji przybyłych tutaj, odważy się
coś o tej książce i o jej autorze powiedzieć. Pociesza

Panie Profesorze, Panie Aleksandrze, Aleksandrze
Drogi, Świątku nasz najwspanialszy, który sam siebie
wyrzezałeś, sam siebie poniekąd stwotzyłeś, mądrą ob­
serwacją tego, co początkowo, jak rozumiem, było dla
Ciebie egzotyką, bo nie pochodzisz przecież z przaśnego ludu. Dodajmy, że Pan Aleksander bite pół wieku
jest głęboko zanurzony w fenomenie zwanym sztuką
ludową, a przecież - na szczęście nigdy nie popadł
47

�Aleksandra Jackowskiego POLSKA SZTUKA L U D O W A

mnie jedynie myśl, że w uszach nas obu słowo „ama­
tor" nie brzmi źle, że kryją się za nim bliskie nam obu
treści, stanowiące istotne odniesienie również do tej
pasji życiowej, jaką dla Aleksandra Jackowskiego stalą
się twórczość ludowa.
Przyznam się Państwu, że szukałem takiej ścieżki
dojścia do tej książki, która biegnie przez osobę jej au­
tora, jego los. Sam mnie do tego upoważnił, ucząc, że
każde dzieło jest nierozerwalnie związane z człowie­
kiem, który je tworzy, i właściwie to, co ciekawe, naj­
bardziej fascynujące, często kryje się w tym, kto za tym
dziełem stoi. Ta książka jest, między innymi, znakomi­
tym przewodnikiem ku ludziom, amatorom, których
losy i dzieła są tutaj opisane. Na jej kartach wizerunek
wyrzeźbionego lub namalowanego Chrystusa domyka
się w pełnię dopiero z wizerunkiem twórcy ludowego
nakreślonym przez Autora.
Otóż zastanawiałem się co sprawiło, że Aleksander
Jackowski, arystokrata i z pochodzenia, i z ducha, za­
kochany w kulturze wysokiej, do dzisiaj ceniący wła­
ściwie tylko arcydzieła, zajmował się przez tyle lat swo­
jego życia sztuką ludową, sztuką naiwną, Art Brut,
sztuką z pogranicza tego, co zawodowe i amatorskie,
sztuką z pogranicza tego, co zdrowe i nienormalne, co
przekracza (a tym samym poszerza) normy przyjęte
społecznie czy kulturowo, co ma odwagę wyrażać
emocję, czasami mocniej reagującą na kołysankę
i proste słowo, niż na to, co intelekt podsuwał jako
dzieło o doskonałej formie i złożoności. Może takim
momentem pierwszym było jego doświadczenie Sybe­
rii, na którą został zesłany w czasie wojny, jego „pierw­
sza męska przygoda". C i z Państwa, którzy znają książ­
kę biograficzną Aleksandra Jackowskiego pt. Na skró­
ty pamiętają niewątpliwie ten rozdział poświęcony Sy­
berii. Myślę, że rzadko kto w polskiej tradycji tak pisał
0 Syberii, to znaczy tak pięknie, z takim zauroczeniem
przyrodą, miejscem, ludźmi. Ow zesłaniec był już wte­
dy człowiekiem, jakim go znamy dzisiaj, znajdującym
w każdej sytuacji życiowej i w każdym czasie piękno
1 dobro. Odkrył tam dla siebie świat ludzi prostych, ży­
jących w harmonii z naturą, surowych, dających sobie
radę z trudnymi warunkami życia i z trudnym losem,
jaki ich spotkał. To wtedy ten polski „paniczyk" zdobył
inną perspektywę spojrzenia na życie, do której przyj­
dzie mu później powracać.
Może warto też wspomnieć jeszcze wcześniejsze wy­
darzenie, a mianowicie wystawę zorganizowaną
w 1937 roku przez Polski Instytut Propagandy o pol­
skiej sztuce ludowej, autorstwa Józefa Grabowskiego,
tego który był jego poprzednikiem jako redaktor „Pol­
skiej Sztuki Ludowej". Wystawa koncentrowała się
głównie na sztuce huculskiej, ale dla niego była od­
krywcza w tym sensie, że ujawniała bliskość ze sztuką
nowoczesną, która w swych awangardowych poszuki­
waniach czerpała przecież z żywiołu ludowości.
No a potem przyszedł czas powojenny, rok 1952,
kiedy - tak jak to już tutaj wspominano - został redak­
48

torem naczelnym pisma „Polska Sztuka Ludowa".
Zresztą stało się tak dlatego, że Józef Grabowski przy­
gotował właśnie znakomity, ważny dla samego Alek­
sandra Jackowskiego, numer poświęcony świątkom, za
co go zwolniono, bo nie mieściło się to w restrykcyj­
nych kanonach socrealizmu. Na szczęście nowemu re­
daktorowi udało się wywalczyć miejsce dla tematów
religijnych w piśmie i przynajmniej w tym względzie
kontynuować linię poprzednika. Wyobrażam sobie, że
w tamtym okresie był jeszcze nie do końca przekona­
ny, co ma robić, traktujący tę swoją nową posadę ra­
czej jako coś tymczasowego. Był przecież krytykiem
sztuki, pisał o sztuce nowoczesnej, o wystawie „Arse­
nał", pisał o teatrze, i to go chyba bardziej fascynowa­
ło w tamtym okresie. Z wykształcenia nie był etnogra­
fem, lecz socjologiem kultury, uczniem profesora
Ossowskiego, co sprawiło, że na zjawisko ludowości
patrzył inaczej niż badacze terenowi, pochłonięci jedy­
nie rejestrowaniem śladów ginących tradycji.
Był taki epizod w życiu Aleksandra Jackowskiego
wspólnej podróży z profesorem Romanem Reinfussem
przez Bieszczady, kiedy doświadczył ziemi spalonej
wojną na pograniczu polsko-ukraińskim, spustoszonej
akcją „Wisła", ziemi spalonych cerkwi i całych osad
ludzkich, niszczonych pięknych obiektów sztuki ludo­
wej. I kiedy teraz patrzę na taką fotografię autorstwa
Andrzeja Różyckiego zamieszczoną w książce i przed­
stawiającą bieszczadzką kapliczkę, no to nie jest to fo­
tografia, która miałaby pokazywać piękno sztuki ludo­
wej, prawda? To jest fotografia, która pokazuje piętno
historii, a więc pewien kontekst, myślę że duchem bli­
ski tego doświadczenia wędrówki przez Bieszczady
z wczesnych lat pięćdziesiątych. Zwracam uwagę, że
polska sztuka ludowa przedstawiana w tej książce ma
swój kontekst, zanurzona jest w pewnej rzeczywistości.
Nie bez powodu, myślę, pojawiają się też w niej na
przykład cytaty z książki Tadeusza Różewicza pt. Mat­
ka odchodzi, pokazujące bardzo surowe, dramatyczne,
tragiczne oblicze wsi, wsi zacofanej, głodnej, biednej.
Więc to nie jest książka-album do oglądania, z piękny­
mi ilustracjami sztuki ludowej. Taka jest również, ale
na tym nie poprzestaje. O d zawsze starał się poszerzyć
granice pojmowania kultury ludowej. Nas, młodszych
czytelników „Kontekstów", oswojonych ze spotyka­
niem na ich łamach postaci takich jak Grotowski,
Derrida czy Debuffet, zadziwić może fakt, że owo po­
szerzanie zaczęło się od wyprawy świeżo upieczonego
redaktora do Gliwic i przygotowania numeru poświę­
conego kulturze artystycznej górników. Rozumiał po­
trzebę dokumentowania kultury, która ginie, ale jed­
nocześnie interesowała go ta, która żyje, zmienia się
i rozwija.
Jeszcze jedno ważne spotkanie z tamtego okresu
warto wspomnieć, a mianowicie z Tadeuszem Sygietyńskim. W latach formowania się Mazowsza podróżo­
wali wspólnie po wioskach, szukając starych pieśni,
głównie po ziemi opoczyńskiej i Kurpiach. To spotka-

�Aleksandra Jackowskiego POLSKA SZTUKA

nie z tradycyjnym światem wsi było dla Aleksandra
Jackowskiego chyba podobnym doświadczeniem do
tego, jakie stało się udziałem Kandinskyego, który
w okresie po pierwszej wojnie światowej dostał polece­
nie wyjazdu do Guberni Nadwołżańskiej, żeby zdokumentować sztukę ludową. I nagle ten mieszczuch, wy­
chowany w Moskwie i dojrzewający w Monachium,
odkrył niezwykłe bogactwo, kunszt, artyzm sztuki l u ­
dowej, co w jakiś sposób też zaważyło na jego dalszej
twórczej drodze. Nie bez powodu Jackowski przywołu­
je ten przypadek Kandisky'ego w swojej ostatniej
książce, odnajdując w nim korespondencję do własnej
linii losu, kierującej go ku odkrywaniu wsi kurpiow­
skich jeszcze w dużej mierze zanurzonych w żywiole
kultury tradycyjnej.

WDOWA

turowe pogranicza, chodzi z zachwytem na wybitne
koncerty muzyki poważnej, czyta i ogląda wybitne
dzieła kultury wysokiej. I wcale nie ma w tym - jak za­
uważył na początku Michał Jagiełło - sprzeczności.
Natomiast coś się wydarzyło na jego drodze życiowej,
co kieruje jego ręką pisarza i co każe mu tworzyć ko­
lejne książki o kulturze ludowej z imperatywu, który
wyjawił w pierwszym zdaniu umieszczonym na skrzy­
dełku albumu pt. Sztuka zwana naiwną: „Poznałem
wielu niezwykłych ludzi. O nich właśnie piszę w tej
książce".
Oczywiście tę książkę, o której dzisiaj mówimy,
można przeczytać jako rzecz o polskiej sztuce ludowej
po prostu, napisaną może nie tak profesjonalnie, jak
by etnograf napisał (w tej kwestii autor uczciwie odsy­
ła czytelnika do monografii pt. Sztuka ludowa w Polsce
autorstwa Pokropka, Fryś-Pietraszkowej i Kunczyńskiej-Irackiej), za to napisaną pięknym, żywym, kolo­
rowym, poetyckim językiem, i ilustrowaną znakomicie
dobranymi fotografiami. Zupełnie jednak osobną ja­
kość stanowią wplecione tu i ówdzie wspaniałe portre­
ty ludzi. Ja myślę, proszę Państwa, że jesteśmy w ogóle
świadkami narodzenia się jakiejś osobnej, mistrzow­
skiej formy literackiej autorstwa Aleksandra Jackow­
skiego, którą śledzę poprzez kolejne numery „Polskiej
Sztuki Ludowej. Konteksty" (tam jest taki dział „Por­
trety", a osobno także teksty poświęcone tym, którzy
odeszli), którą odnajdywałem w książce Sztuka zwana
naiwną, no i oczywiście odnalazłem też w książce naj­
nowszej. Forma, o której mówię, to kunsztowny por­
tret osobowy i artystyczny twórcy, szkicowany lekko
i celnie, niby reką mistrza Kulisiewicza, zwięzły, kry­
tyczny, bez emfazy, acz czuły, z ironią, acz intymny,
władający erudycją tak, że nie przesłania prostoty opo­
wieści, a przede wszystkim ciepły bliskością drugiej
osoby. Znak firmowy Jackowskiego jest tu równie roz­
poznawalny jak firmy portretowej Witkacego.

Ale w dalszym ciągu to nie to było chyba najważ­
niejszym dotknięciem przez niego materii sztuki ludo­
wej. Te podróże z Sygietyńskim to były jeszcze wypra­
wy estety, który szukał starych pieśni i zachwycał się
pięknem tradycyjnych strojów, ujawniającym się naj­
bardziej w kościele, gdy kobiety rozsiadały się na drew­
nianych ławach, rozłożyste jak płatki kwiatów. Decy­
dujący moment, jak się domyślam, nadszedł nieco
później. Gdzieś w okolicach roku 1955 Aleksander
Jackowski dostaje list od swojej przyjaciółki Jadwigi
Jarnuszkiewiczowej z Krynicy, przebywającej tam na
urlopie, nawołujący, aby koniecznie tam przyjechał
i poznał Nikifora. Jedzie i spotyka wielkiego talentu
artystę naiwnego, ale przede wszystkim jest to spotka­
nie z człowiekiem, odkrycie świata sztuki poprzez los
człowieka i poznanie jego naturalnego środowiska.
I myślę, że ta ścieżka, która tym wyjazdem i spotka­
niem z Nikiforem została zainicjowana, może najbar­
dziej zaważyła na sposobie podejścia przez Aleksandra
Jackowskiego do tego, co jest tematem tej książki, czy­
li polskiej sztuki ludowej. Mam bowiem poczucie, że
wszystkie następne lata przynosiły coraz bardziej po­
głębiające się przyjaźnie z ludźmi, z twórcami ludowy­
mi, z ich światem, z ich losem wpisanym w pejzaż i h i ­
storię, i z ich dziełem zanurzonym w całości świata,
w którym żyli. Wydaje mi się, że poprzez doświadcze­
nie moich własnych wypraw na wieś ku ludziom, tych
odbywanych z Gardzienicami i później, potrafię zrozu­
mieć ten rodzaj przygody i zafascynowania, który się
wtedy Aleksandrowi Jackowskiemu wydarzył. Wiem,
że takie spotkania nie mogą być jednorazowe, jeżeli są
prawdziwe, że domagają się kontynuacji, pewnej wier­
ności, pracy włożonej w to, żeby je uwierzytelnić, żeby
dać im świadectwo. To nie jest to samo co zobaczenie
pięknej rzeźby w muzeum czy spektaklu w teatrze.
I tak sobie myślę, że ta jego praca w dziedzinie redago­
wania pisma „Polska Sztuka Ludowa", tworzenie ta­
kich książek jak ta ostatnio napisana, są efektem wła­
śnie tego wydarzenia w jego życiu. Bo ja wcale nie je­
stem przekonany, że sztuka ludowa to jest to, co este­
ta Aleksander Jackowski ceni najbardziej. Do dzisiaj,
równocześnie z podróżowaniem na wieś i na różne kul­

Można również tę książkę przeczytać jako głos w de­
bacie o kulturze w ogóle, o kondycji współczesnego
człowieka, jego tęsknotach i dążeniach. Aleksander
Jackowski dokonał w Polsce rzeczy niezwykłej, a mia­
nowicie wprowadził - był jednym z tych, którzy wpro­
wadzili - sztukę ludową do współczesnej refleksji
o kulturze, do współczesnej praktyki poszukiwań arty­
stycznych i kulturowych. Dopisując do tytułu pisma
„Polska Sztuka Ludowa" jego drugi człon „Konteksty",
niebywale rozszerzył granice obszaru swoich pasji.
Znakomicie wykorzystał szansę spojrzenia z innej per­
spektywy na świat współczesny, bo nie tylko świat wsi
oglądał przez ten pryzmat, także miasto, historię,
awangardowe trendy w sztuce, wielokulturowość, idee
filozoficzne i poszukiwania antropologiczne. Myślę, że
właśnie na skutek tego od lat podejmowanego wysiłku
inaczej dziś brzmi dla nas hasło „książka o polskiej
sztuce ludowej", a inaczej hasło „książka o polskiej
sztuce ludowej napisana przez Aleksandra Jackow­
skiego", że to już jest jakaś odrębna jakość, swoiście

49

�Aleksandra Jackowskiego POLSKA SZTUKA L U D O W A

zagospodarowany obszar inności. Fakt, że dzisiaj spo­
tykamy się w tak wielodyscyplinarnym, zróżnicowa­
nym gronie, że do dzisiaj „Konteksty" spotykają auto­
rów z tak różnych dziedzin i konfraterni, jest czymś
niebywałym, prawdziwym fenomenem, który się nam
współcześnie w Polsce wydarzył.
Ta książka nie jest opowieścią o kulturze, która nale­
ży do przeszłości, którą należy zdokumentować i za­
mknąć w jakimś skansenie przed wymarciem. Takie zja­
wisko Aleksander Jackowski oczywiście też rejestruje.
A jednocześnie wyczuwa pewien nurt podskórny, który
jest żywotny, powiązany czułkami z człowiekiem współ­
czesnym, jego tęsknotami i dążeniami. „Fascynowała
mnie - pisał w książce Na skróty - już nie sama uroda
ludowych rzeźb, błiska sztuce współczesnej, lecz pełnia
kultury, jej jednorodność, zdawać by się mogło, niczym
nie zakłócona. Pejzaż, w którym wieś czy zagroda stawa­
ły się jego dopełnieniem... Mowa, gwara, sposób ak­
centowania słów. Dopiero na tym tłe w pełni istniała pieśń, muzyka związana z obrzędowością, z czasem świę­
tym i czasem zabawy." Ktoś powie - to muzyka przeszło­
ści; ktoś inny - wyzwanie przyszłości, bo też czeka nas
w kulturze proces poszukiwania autentycznego miejsca,
nowego, całościowego dla naszego bytowania.
O tym wszystkim jest ta książka Aleksandra Jac­
kowskiego, „bogoroba", który życie strawił na poszuki­
waniu imienia Innego, i odnajdywał je nie tyle może
w obrazku na szkle zawieszonym nad drzwiami, ile
w samej twórczej pasji człowieka.
Michał Jagiełło: - Ta znakomita księga to taki bar­
dzo specjałny monolog dialogizowany. Odnoszę wraże­
nie, że Autor cały czas ze sobą rozmawia, czasem ze so­
bą dyskutuje. Z jednej strony mówi: - dawna sztuka
łudowa była emanacją chłopskiej kułtury. Ale za chwiłę, dopowiada: dawna chłopska kultura to był kosmos,
ale to nieprawda, że ten kosmos był nieprzenikliwy, bo
do tego świata z innych światów docierali nie tylko Ży­
dzi i Cyganie, ale czasem także na przykład druciarze,
Łemkowie czy Słowacy. I dałej: a to ludzie szli na piel­
grzymki, a to dwór oddziaływał, a to jarmark, a to sztu­
ka czy twórczość plebejska. Słowem dodatkową warto­
ścią tej prozy jest właśnie ten autorski dialog.
Jest to książka niesłychanie optymistyczna, że po
pierwsze ukazuje jak fantastyczny wymiar ma to, co
nazywamy umownie kulturą ludową. To jest książka
i historyczna, i współczesna zarazem. Książka formal­
nie rzecz biorąc o sztuce ludowej, ale faktycznie
o sprawach głębszych. Jest to książka z jednej strony
niezwykle pocieszająca, że oto człowiek ułomny, jak
naprzykład Wójciak - Herodek, sypiający gdzieś
w obórce, jest tak obdarowany talentem, i zarazem dla
człowieka średnio uzdolnionego jest to książka przera­
żająca, bo zadaje sobie pytanie, czy koniecznie trzeba
być innym, odmieńcem, schizofrenikiem, żeby być wy­
bitnym artystą? Słowem, można sobie zadawać bardzo
wiele bardzo trudnych pytań. Gospodarzu faktyczny,
nareszcie oddajemy C i głos.
50

Aleksander Jackowski: - Czy trzeba być schizofre­
nikiem, by stworzyć interesujące dzieła sztuki? Nie, ale
faktem jest, że izolacja psychiczna, którą przynosi cho­
roba, pozwala tworzyć inaczej, niż to można zobaczyć
dokoła, samodzielnie. Czasem bardzo ciekawie. Tak,
osobno, samodzielnie rzeźbią bądź malują ludzie z róż­
nych powodów oderwani od swego środowiska, zaczy­
nający tworzyć w dojrzałych latach, nie znający wzo­
rów lub niezdolni je powtórzyć. Właśnie to zjawisko
zainteresowało mnie, gdy zetknąłem się z rzeźbą ludo­
wą, gdy zetknąłem się z obrazami Nikifora, Ociepki.
Zauważyłem wówczas z niemałym zdumieniem, że fa­
scynujące dzieła sztuki powstają w dwóch krańcowych
sytuacjach - kiedy się nic nie wie i jest nieświadomym
narzędziem potrzeb twórczych, a także kiedy się świa­
domie rezygnuje ze swej wiedzy, by znaleźć swoją dro­
gę. Do tego momentu pasjonowała mnie sztuka „wiel­
ka", Rembrandt, Velasquez, Vermeer, Bosch, Manet ale później zaczęła interesować także sztuka zwana
nieprofesjonalną, ludową, samorodną. W niej obser­
wowałem wyraźny związek dzieła z biografią twórcy,
znacznie bardziej wyrazisty i bezpośredni niż w przy­
padku artystów kształconych.. Dałem temu wyraz
w książce Sztuka zwana naiwną, a także w obecnej
książce tam, gdzie zajmuję się pograniczem sztuki l u ­
dowej i art brut, а więc w malarstwie i rzeźbie. Zainte­
resowanie tym pograniczem było początkiem moich
zainteresowań sztuką ludową - i co istotne kulturą lu­
dową. Zjawisko to zainteresowało mnie już podczas
studiów socjologicznych, nieocenionych dla mnie
kontaktów z profesorem Stanisławem Ossowskim.
Później udało m i się zbliżyć do zagadnień wsi, badać
zjawisko kanonu w tak zwanej sztuce ludowej. Czter­
dzieści kilka lat redagowałem pismo „Połska Sztuka
Ludowa", jeździłem po wsiach, poznawałem muzea,
uczestniczyłem w organizacji konkursów, wystaw. Pisa­
łem o sztuce zwłaszcza ludowej i samorodnej. Dlatego
z radością przyjąłem propozycję Państwowego Wydaw­
nictwa Naukowego napisania książki o sztuce ludowej.
Ale oni oczekiwali pracy naukowej, ja przyjąłem kon­
wencję bliższą esejowi, i to nie tyłko dlatego, że chcia­
łem, by można ją było względnie przyjemnie czytać, ale
i ze świadomości złożoności samej materii, zmityzowanej, niejednorodnej. Już sama nazwa sugeruje różne
możliwości jej rozumienia. Fikcja i rzeczywistość. Poję­
cie tworzone przez miłośników swojszczyzny, etnogra­
fów, artystów. Zmienne, zależne także od świadomości
obserwatorów. Jak je opisać? Jak wyznaczyć granice
pojęcia. W istocie jedyna rozsądna definicja zakłada,
że sztuką łudową jest to, co ogół etnografów za nią
uważa, oczywiście w danym czasie. Umowne są człony
samej nazwy: polska czy w Polsce? A jeśli tak, to jakiej,
każdej? Sztuka? Co rozumiemy pod tym pojęciem. Lu­
dowa. Znów określenie niejasne, wieloznaczne.
Chciałoby się w tym miejscu powiedzieć: póki nie py­
tasz, wiem. Więc w tej książce starałem się nie zada­
wać zbyt wiełu pytań, choć mogą być bardzo interesu-

�Aleksandra Jackowskiego POLSKA S Z T U K A L U D O W A

ło, z tym że wojnę wolałbym z tego rejestru wykreślić.
Wszystko kształtowało moją osobowość. Kontakt
z kulturą ludową też dał mi bardzo dużo. Dał też po­
czucie skromności i świadomość tego, że ciekawy czło­
wiek to nie tylko taki człowiek, który ma skończony
uniwersytet. To tyle, a teraz proszę, jeżeli Państwo ma­
ją jakieś pytanie, to z chęcią odpowiem.

jące w książce o micie sztuki ludowej. Micie bardzo
ważnym zwłaszcza w pierwszych trzydziestych latach
ubiegłego wieku. Warto taką książkę napisać.
Chciałbym Państwu jeszcze o jednym powiedzieć,
o tym, co mnie niejako fizycznie zbliżyło do sytuacji
rolnika uzależnionego od losów natury, zbliżyło do łu­
dzi żyjących w oddali od miast, od cywilizacji. Było to
niezawinione przeze mnie spotkanie na dalekiej Sybe­
rii z niezwykłymi starcami - Ostjakami, z wolną jesz­
cze od ludzkiej ingerencji przyrodą. Miałem tam szczę­
ście zobaczyć w czasie 50-stopniowego mrozu jedno­
czesny widok trzech słońc, a także inne niepojęte dla
mnie zjawiska optyczne. I wielką zorzę polarną, ogar­
niającą całą kopułę nieba, wielobarwną, poruszającą
się jak krąg monstrualnej machiny teatralnej. Las...
samotność w przestrzeni groźnej i niezwykłej. Może
dziś jeszcze istnieje taka w Kanadzie, bo obawiam się
że Rosjanie wytrzebili już najpiękniejsze partie tajgi.
A w tej tajdze myśliwi, rybacy. Starzy, jako że młodych
wytępiono. I ci starcy, gdy nieumiejętnie zwalone drze­
wo zmiażdżyło mi kostkę u nogi, a gorączka zżerała or­
ganizm sprowadzili mi ukrywającego się w lasach sza­
mana. Jedenaście lat go ukrywali, ale mnie zawierzyli.
Uśpił mnie, złożył razem siedem części kostki, owinął
sadłem niedźwiedzim, łupkami i pokazał na palcach,
sześć tygodni i będziesz zdrów. Byłem. Chodzę normal­
nie. Ale lekarz w wojsku, do którego się później dosta­
łem, nie chciał uwierzyć, że miałem strzaskaną kostkę.
Dopiero pod rentgenem przekonał się, zaklął, zapytał,
kto mi składał, bo może jest w Europie jeden chirurg,
który tak by mógł zrobić. Odpowiedziałem - szaman.
No tak, powiedział ten już tysiące kości składał. Ale
dlaczego szamana sprowadzili starcy? Dlaczego nie ba­
li się tego zrobić? Chyba dlatego, że miałem do nich
szacunek, w odróżnieniu od Rosjan. Kobiety całowa­
łem w ręce. Wzbraniały się.

Andrzej Bieńkowski: - Mam może nie tyle pyta­
nie, ale historię, chyba doyczącą Ciebie, Aleksandrze,
która się dopiero parę lat temu zamknęła. Mianowi­
cie, nie wiedziałem o tym, że jeździłeś z Sygietyńskim
w Opoczyńskie. Dzisiaj się tego dowiedziałem. Otóż
w 95 roku pojechałem śladami wiejskich skrzypków,
i pojechałem do wsi Stok, gdzie żył słynny skrzypek
Bubka, miał pseudonim Sroka. Rozmawiałem z jego
rodziną, i opowieść była niezwykła. Mianowicie, że
przyjechał tam kiedyś pan Sygietyński z takimi innymi
panami, i „te inne pany" miały uroczne oczy. Ten Bub­
ka strasznie się spodobał Sygietyńskiemu, i Sygietyński
wziął go do Warszawy. Ale był tam inny pan - to jest
autentyczna proszę Państwa historia - który miał te
uroczne oczy i w czasie jego przesłuchania w Warsza­
wie, ktoś mu zadał urok. I ten Bubka stracił możliwość
gry. Wrócił potem do wsi Stok, cała kariera mu prze­
padła przez zawiść jednego pana, co miał uroczne oczy.
Aleksander Jackowski: - Obawiam się, że ten
skrzypek przesadził. Jeśli miałem uroczne oczy, to chy­
ba tylko wtedy, gdy mi się jakaś dziewczyna strasznie
podobała. Ale i tak nic z tego nie mogło wyniknąć, ja­
ko że moja córka, etnografka (ta, której dedykuję
książkę) zajmowała się na studiach urocznymi oczami,
ale przede wszystkim odczynianiem uroków.
Transkrypcja i opracowanie
Danuta Benedyktowicz

To byli wspaniali ludzie, którzy mieli własną kultu­
rę, głębokie przemyślenia, bo jak się jest samemu w le­
sie, w przyrodzie, to się inaczej człowiek kształtuje niż
wtedy kiedy jest w zgiełku. I to jest to, co mnie
w znacznym stopniu stworzyło. Dlatego jestem
wdzięczny losowi za wszystko, co mnie w życiu spotka­

51

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10046" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10024">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3176b7f2b10e028e0d47c1d84d95db83.pdf</src>
        <authentication>3bdb441234f9cf6c32aa2cb520f16c7e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119471">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2904</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119472">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119473">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2708</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119474">
                <text>Karnawały - święta, zabawy, widowiska / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119475">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.98-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119476">
                <text>Dudzik, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119477">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119478">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119479">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119480">
                <text>dopiero następującą po niej niedzielę Quadragesima.
Cztery dni dodano w Vłl wieku w miejsce wliczanych
wcześniej do ogólnego rachunku wielkopostnych nie­
dziel - by w ten sposób zachować przepisową liczbę
czterdziestu dni postu. W akcie opata Georgiusa ter­
min camelevare określałby więc wtorek poprzedzający
Popielec - bo dopiero w następnych wiekach mięso­
pust rozciągał się stopniowo, głównie z powodów go­
spodarczych, także na poprzedzające wtorek dni, aż do
Tłustego Czwartku włącznie. W kontekście kalenda­
rza liturgicznego można jeszcze wspomnieć o trzytygo­
dniowym „przedpościu", wprowadzonym przejściowo
w Kościele przez papieża Grzegorza I Wielkiego (ok.
540-604), a złagodzonym przez Innocentego I V
w 1248, w wyniku czego już przed Wielkim Postem,
a więc jeszcze w karnawale, obowiązywało wiernych
poniechanie potraw mięsnych. Camefevare oznaczało­
by więc wtedy nie tylko przygotowanie, wigilię postu,
ale już sam fakt aktywnego poszczenia.

KARNAWAŁY W K U L T U R Z E

WOJCIECH

DUDZIK

3

Karnawały - święta,
zabawy, widowiska

4

G

dyby świat, jaki jest, był najlepszym ze światów,
ludzie nie potrzebowaliby karnawału. Tak daw­
niej, jak i dzisiaj, świat jednak mało kogo zado­
wala (ł). Ludzie chcą go więc zmienić. Czasami im się to
udaje poprzez rewolucję. Jeśli nie chcą lub nie mogą
wzniecić rewolty, zmieniają świat „na niby", wywracając
go okresowo do góry nogami. Ich czynem jest karnawał.
Historia karnawału europejskiego zaczyna się naj­
pewniej w chrześcijańskim średniowieczu. Historia udo­
kumentowana - na pewno. Najstarsza wzmianka, jaką
dotąd udało się odnaleźć uczonym, pochodzi z roku 965
(a więc jeszcze sprzed chrztu Mieszka, kiedy w Polsce
mało kto w ogóle umiał pisać) z Włoch. Słowo „karna­
wał" wystąpiło w akcie wydanym przez opata Georgiusa
z Subacio (w Lacjum) na określenie terminu wypełnie­
nia powinności czynszowych, rozłożonych na trzy raty:
unum in Nativitatem Domini et alium in Camelewre
[podkr. W. D.], tertium in Sanctum Pascha. Musiała to już
być wówczas dobrze ugruntowana w kalendarzu data,
skoro występowała jako równoważna największym świę­
tom: Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Godna odnoto­
wania i zainteresowania jest w tym kontekście także ran­
ga świąteczna owego terminu. Samo słowo camelevare
jest w etymologicznym kształtowaniu się pojęcia „karna­
wał" formą niejako pośrednią i pochodzi od łacińskiego
carnekvamen (camem ievare) oraz camisprivium, co ozna­
cza usunięcie (z jadłospisu) mięsa. Karnawał to zatem
nic innego jak wigilia Wielkiego Postu, przygotowanie
do powszechnej wstrzemięźliwości, także cielesnej, bo
łacińskie caro to nie tylko „mięso", ale również „ciało".
Rymował na ten temat w Krakowie około roku 1622 warto wspomnieć na marginesie - autor Maszkar miesopustrrych., Stanisław Serafin Jagodyński:

Etymologia wydaje się jednoznaczna. Dalsze prze­
kształcenia - bez wchodzenia w filologiczne szczegóły
- przyniosły najpierw zmianę końcówki, z camelevare
na camelevale, a potem uproszczenie do camevale.
Z włoskiego termin trafił najpierw, w X V I wieku, do
Francji, a stamtąd do innych części Europy i innych ję­
zyków. W angielskim na przykład słowo carnival poja­
wiło się w 1550, w niemieckim (Kameval) w 1699 ro­
ku, w polskim bardzo wcześnie, bo już w połowie X V I
wieku, ale na zasadzie incydentalnego przytoczenia
włoskiego terminu - w znanej Komedyi o mięsopuście:
Po łacinie carnis p r i v i ,
Iż już nie j e ś ć , j e d n o ryby,
A po włosku karnawały,

1

C o się z mięsem pożegnały.

Później zaś, we właściwym spolszczeniu, dopiero
w końcu X V I I I wieku. We wszystkich językach istnia­
ły wcześniej, oczywiście, rodzime odpowiedniki łaciń­
skiego terminu wyjściowego - bo istniało przecież sa­
mo święto. Niemieckiego słowa Fastnacht , poświad­
czonego od początku X I I I wieku, używa się na przy­
kład w wielu rejonach południowo-zachodnich Nie­
miec i północnej Szwajcarii do dzisiaj, podobnie jak
we Francji careme-prenant. Najstarsza polska forma mięsopust - będąca słowotwórczo także łacińską kal­
ką - odeszła już w zapomnienie, ale synonimiczne za­
pusty (według Lindego „zapuszczać" = zaczynać post )
bywają jeszcze na wsi używane. Co ważne, mięsopust
występował w polszczyźnie od początku w takim sa­
mym, kalendarzowym znaczeniu, jak we Włoszech
(i w innych krajach). W dawnych księgach sądowych
i ziemskich zachowało się wiele wzmianek o terminie
spłaty długów „na mięsopusty"; najwcześniejsze po­
chodzą z drugiej dekady X V wieku. Była to więc
i w Polsce niewątpliwie ważna i wyrazista w cyklu rocz­
nym data.
6

7

W mięsopust mięso ludzkie nabarziej pustuje,
K i e d y się ciało z c i a ł e m łączyć usiłuje.

5

2

W X wieku - powracając do dokumentu z Subacio
- przedwielkanocny post ustalony był już w Kościele
(od dawna, bo od I V wieku) na 40 dni, a za jego po­
czątek uważano Środę Popielcową, a nie, jak dawniej,

8

98

�Wojciech Dudzik • KARNAWAŁY - ŚWIĘTA, ZABAWY, WIDOWISKA

�Wnjócch Dudzik • KARNAWAŁY - ŚWIĘTA, ZABAWY, WIDOWISKA

3. Postacie karnawału tyrolskiego w Imst ( A u s t r i a ) .
4. Karnawałowy „spływ" p o t o k i e m , tzw. B a c h - n a - F a h r e n ,
w S c h r a m b e r g u w górach S z w a r c w a l d u (płd.-zach.
Niemcy).
5. D o r o c z n e „odkurzanie masek" w Ś w i ę t o O b j a w i e n i a
Pańskiego, 6. stycznia. R o t t w e i l (płd.-zach. N i e m c y ) .

100

�Wojciech Dudzik • KARNAWAŁY - ŚWIĘTA, ZABAWY, WIDOWISKA,

Omawiane dotąd ślady - zarówno obce, jak i pol­
skie - dotyczą na razie jedynie czasu, lokalizacji kalen­
darzowej zapustnych świąt. By dowiedzieć się czego­
kolwiek o formie ich obchodów, trzeba sięgnąć do in­
nych źródeł, na przykład do średniowiecznych postyl­
li. Między innymi w Bibliotece Jagiellońskiej i w Bi­
bliotece oo. Paulinów na Jasnej Górze zachowało się
kilka kazań przeznaczonych na ostatnią niedzielę
przed Popielcem (czyli Dominica Quinquagesima), któ­
re można uznać za pierwsze - pośrednie - opisy karna­
wału w Polsce. Streszczenie jednego z takich „opi­
sów" - nie najwcześniejszego, ale dosyć rozbudowane­
go i ciekawego - nieznanego kaznodziei, z łacińskiej
homilii przepisanej w roku 1464 przez Piotra z Miłosłowia, przytaczam za Jerzym Wolnym:
9

W* prothema autor kazania przedstawia słuchaczom na­
strój, jaki panuje wśród ludzi w ostatnich dniach karnawału,
tuż przed Popielcem. Duchownym wypomina, że skracają
nabożeństwa; rzemieślnikom, że opuszczają warsztaty pracy
i w pożądliwościach swoich służą ciału i diabłu, a przez to
sprowadzają wielu ludzi do rozmaitych upadków. W tym cza­
sie diabeł-artysta usidla tysiącami pokus. Śpiew rozmaitych
pieśni, obżarstwo przy stole, grzeszne zabawy, którym towa­
rzyszą zabójstwa, kłótnie, pijaństwo, oto kalejdoskop wyda­
rzeń, które dzieją się na ułicach, w karczmach pod wodzą
diabła i jego sług, flecistów, cytrzystów, błaznów i śpiewaków.
W drugiej części kazania [...] autor przeprowadza porów­
nanie między zwyczajami kościelnymi przy sprowadzeniu re­
likwii świętego do nowego miejsca kultu a zwyczajami kar-

nawałowymi. W praktyce kościelnej najpierw ogłaszają imię
świętego, następnie fundują nowemu patronowi kościół,
konsekrują ku jego czci wzniesione ołtarze, malują obraz
i desygnują kapłanów, kantorów i kaznodziejów, aby w officjach liturgicznych śpiewali i czytali jego cuda. Podobnie się
dzieje w ostatnie dni karnawałowe na cześć bożka karnawa­
łu, Carnisprivium. Jego imię, Carnisprivium, oznacza utratę
życia wiecznego z powodu przyjemności cielesnych. Jego
świątynią jest każdy dom, w którym odbywają się uczty kar­
nawałowe; ołtarzem, na którym składają ofiary temu bożko­
wi, jest brzuch i ciało każdego człowieka, uczestniczącego
w zabawach karnawałowych; obrazem jest przewrotna ko­
bieta. Owa niewiasta ubrana w kolorowe szaty z koroną na
głowie i berłem w ręce siedzi na wozie, który ciągną cztery
lwy, oznaczające cztery słabości rozbawionych ludzi, miano­
wicie: niepamięć na Boga, niewdzięczność za dobrodziejstwa
boże, wzgardę dla przykazań bożych, pychę. Za przykładem
tej niewiasty mężczyźni przebierają się w kolorowe szaty nie­
wiast i odwrotnie. Owa niewiasta trzyma w ręce pawia. Ow
bóg Carnisprivium ma także własne sługi, kapłanów i lewi­
tów, są nimi błazny, fleciści, igrce itd. Cuda, które sprawia
ów bóg, są przeciwne cudom Chrystusa.
10

Opis zapustnych uciech jest tu jeszcze bardzo ogól­
ny i nie zlokalizowany geograficznie (istnieją jednak
również źródła odsyłające do konkretu historycznego,
np. statuty synodalne biskupa poznańskiego Andrzeja
Łaskarza z 1420 roku nakazują proboszczom, by napo­
minali mężczyzn, iż nie powinni przebierać się w szaty
niewieście ), zbliżony za to do innych europejskich
przekazów i wyobrażeń, ze znanym, o blisko sto lat
późniejszym, obrazem Bruegla włącznie. Nie miejsce
tu na dokładne studia historyczne i porównawcze.
Warto jednak zwrócić uwagę, że w cytowanym opisie
występują wszystkie najbardziej charakterystyczne ce­
chy karnawału: folgowanie sobie w jedzeniu i piciu,
tańce, muzyka, rozwiązłość seksualna (czyli zabawy),
pochody przebierańców przemierzające miasta, wy­
stawne uczty (czyli widowiska), mężczyźni przebierają­
cy się za niewiasty i odwrotnie, kolorowe szaty itp.
(czyli role), wreszcie zaś oddawanie czci - w przeno­
śnym, całościowym rozumieniu - bożkowi karnawału
(czyli święto). Jak wszędzie w Europie, także te pierw­
sze polskie źródła przynoszą opisy niejako a rebours:
przedstawiają zachowania postrzegane przez kazno­
dziejów jako negatywne i grzeszne (należy się więc ich
wystrzegać) albo zawierają zakazy wykonywania kar­
nawałowych praktyk (np. przebierania się). Ich kon­
tekst jest zatem kontekstem teologicznym. Nieprzy­
padkowo też pierwsze wizerunki błaznów (tj. sług boż­
ka Carnisprivium) znaleźć można nie gdzie indziej jak
w starych psałterzach - jako iluminacje inicjalne psal­
mu 53, zaczynającego się od słów Non est Deus:
11

Obsceniczny malunek na karnawałowym kostiumie
z Rottweil (płd.-zach. Niemcy), XIX wiek. Obecnie w zbiorach
Herrenkramersclier Fundus w Rottweil.
101

Mówi głupi w swoim sercu:
«Nie ma Boga».
Oni są zepsuci, ohydne rzeczy popełniają,
nie ma takiego, co dobrze czyni.
12

�Wojciech Dudzik * KARNAWAŁY - ŚWIĘTA, ZABAWY, WIDOWISKA

lendarz liturgiczny, bez którego karnawał w ogóle jest
nie do pomyślenia. W sposób najbardziej radykalny
i zwięzły rekapituluje te poglądy Dietz-Riidiger Moser
w swoich Jedenastu tezach o karnawale , czuję się więc
zwolniony z bardziej szczegółowego referowania tej
koncepcji. Nie jest też moim zamiarem relacjonowanie
dość burzliwych dyskusji religioznawców, etnografów
i folklorystów toczonych w Europie (szczególnie
w Niemczech i we Francji), głównie w latach osiem­
dziesiątych, na temat wiarygodności i zasadności tych
teorii. Chcę natomiast zwrócić uwagę na istnienie
wielu koncepcji dotyczących pochodzenia, kategorii
i form karnawału, o czym w Polsce ze względu na brak
tłumaczeń i poważniejszego jak dotąd zainteresowania
tematem na ogół się nie pamięta. Oprócz wymienio­
nych można przecież jeszcze przypomnieć dziewiętna­
stowieczne teorie, zbudowane na fundamentach Herderowskiej interpretacji pojęcia Voiksgeist i niemieckiej
mitologii braci Grimm, traktujące karnawał jako prze­
jaw ludowej magii agrarnej i wegetacyjnej czy współ­
czesne koncepcje karnawału jako pozostałości jakiejś
prehistorycznej religii, praktykowanej w całym świecie
indoeuropejskim lub inaczej - jako zespołu obrzędów
uświęcających powrót wiosny względnie wiosenne
uwolnienie dusz. Żywo dyskutowane w Niemczech
były też prace Hansa Mosera, sytuujące karnawał wy­
łącznie w kręgu świeckich świąt mieszczańskich oraz
teza Emmanuela Le Roy Ladurie'go o nierównościach
społeczno-ekonomicznych i związanych z nimi rebelianckich nastrojach ludu jako podłożu karnawału,
oparta na przykładzie francuskiego miasta Romans.
To tylko wybrane przykłady; pełniejszy przegląd naj­
ważniejszych stanowisk teoretycznych pióra szwajcar­
skiej autorki, Suzanne Chappaz-Wirthner publikuje­
my w tym zeszycie „Kontekstów".
15

16

Współczesna w a l u t a karnawałowa z R o t t e n b u r g a n a d
N e c k a r e m w płd.-zach. N i e m c z e c h . Z b i o r y W o j c i e c h a
Dudzika.

Można więc uznać - do czego zmierzał dotychcza­
sowy historyczny wywód - że podłoże pierwszych teo­
rii o pogańskim pochodzeniu karnawału jest podłożem
teologicznym.
Mówię o podłożu teologicznym, gdyż teorie łączące
genezę zwyczajów karnawałowych z czasami przed­
chrześcijańskimi, uznające za koronny argument for­
malne podobieństwa do np. rzymskich Satumaliów
czy Luperkaliów, oparte były na tym łatwo tłumaczą­
cym wszystko przeciwstawieniu: chrześcijańskiego do­
bra i pogańskiego zła. Pogański musiał być więc także
wartościowany negatywnie bożek karnawału, Carnisprivium, z cytowanego wyżej piętnastowiecznego ka­
zania, a tym samym cały karnawał i wszystkie jego ob­
rzędy - jako pozostałości dawnego, gorszego świata.
Ten rozpowszechniony pogląd dominuje po dzień
dzisiejszy - i chociaż teologiczny kontekst jego źródeł
uległ zatarciu, to tradycyjne, diachroniczne widzenie
historii ciągle go tatwo uzasadnia.
W ostatnim czasie coraz więcej stronników zyskuje
jednak teoria przeciwstawna: uznająca karnawał za
święto chrześcijańskie sensu stńcto. Kościół przez wieki
przyzwalał przecież - głoszą jej zwolennicy - na insce­
nizowanie diabelskiego świata karnawału, ba, sam
przejawiał aktywność w tych inscenizacjach , by zy­
skać lepszy punkt odniesienia dla swych nauk moral­
nych. Dopiero w ciągu X V wieku (z tego czasu pocho­
dzi większość zachowanych źródeł), w epoce napięć re­
ligijnych, które doprowadziły do rozłamu w Kościele,
problematyka świąt i zabaw stała się żywo dyskutowa­
na przez teologów, czego efektem było usztywnienie
negatywnego stanowiska wobec karnawału. Warto jed­
nak pamiętać, że Kościół katolicki tolerował cały czas,
również w następnych wiekach, zapustne rozrywki, na­
tomiast protestanci jednoznacznie je potępili i potępia­
ją do dnia dzisiejszego. W celu uzyskania bardziej
przekonujących dowodów zwolennicy teorii o chrześci­
jańskim pochodzeniu karnawału przeprowadzają do­
głębne analizy tych fragmentów Pisma Świętego, które
od wieków przeznaczane były na niedzielę zapustną,
powołują się na idee wyrażone w Państwie Bożym św.
Augustyna i , oczywiście, studiują wszechstronnie ka­
13

14

102

17

18

19

20

21

Tymczasem u nas karnawał bywa jak dotąd tradycyj­
nie przedmiotem zainteresowania etnografów, dostrze­
gających w nim przede wszystkim pogańskie przeżytki
i relikty magicznych praktyk wegetacyjnych (co wywo­
dzi się w pewnym sensie jeszcze z ideologii romantycz­
nej) , opisujących - wzorem Oskara Kolberga i Zygmun­
ta Glogera - współczesne pozostałości ginących coraz szyb­
ciej ludowych obrzędów karnawałowych , oraz pośred­
nio - od czasu opublikowania polskich przekładów Problemów poetyki Dostojewskiego (1970) i Twórczości Franciszka Rabelais'go... (1975) Michaiła Bachtina - literaturoznawców, zafascynowanych sformułowaną w tych
dziełach teorią karnawalizacji (a nie karnawału!). Po­
między etnografią i literaturoznawstwem istota karna­
wału gubi się zaś mniej więcej tak samo, jak pomiędzy
wspomnianymi wyżej dwoma nurtami europejskiej folk­
lorystyki, gdzie przerzucanie się cytatami z Biblii oraz
spory o podłożu teologiczno-liturgicznym przesłaniają
dawną i współczesną praktykę społeczną, więcej się
tam bowiem dyskutuje o tym, co miałoby się dziać
w głowach ludzi niż o tym, co rzeczywiście działo/dzieje
się - i dlaczego! - na ulicach i placach.
22

23

�Wojciech Dudzik • KARNAWAŁY - ŚWIĘTA, ZABAWY, WIDOWISKA

Etnografia, ze swoim wąskim, opisowym podej­
ściem, także nie umie zobaczyć w karnawale czegoś
więcej niż wiejskich obrzędów z cyklu dorocznego; zo­
rientowane „bachtinologicznie" literaturoznawstwo
traktuje z kolei pojęcie karnawału zbyt szeroko, jako
synonim każdego masowego święta spontanicznego,
zdeformalizowanego, radosnego, aktywnego współbycia ludzi ze sobą - używając przy tym zręcznego termi­
nu „świat na opak" najczęściej (choć nie zawsze zdając
sobie z tego sprawę) w ogólnym znaczeniu Turnerowskiej antystruktury , a nie tylko jako nazwy general­
nej zasady rządzącej karnawałowymi manifestacjami.
24

Refleksja nad karnawałem może być tymczasem po­
ważną refleksją nad społeczeństwem, które okresowo
inscenizuje swe zbiorowe zachowania, dowodząc w ten
sposób, że wszystko mogłoby się toczyć trochę inaczej.
Powinna też prowokować do stawiania pytań, w jaki
sposób to okresowe wywracanie „na opak" codzien­
nych zachowań oddziałuje na porządek społeczny
i świadomość uczestników wydarzeń. Interesujący ka­
talog takich pytań zestawił przywoływany powyżej
Norbert Schindler:
Czy r a d y k a l n a rzeczywistość karnawału, b ę d ą c a s w o i s t y m
„wentylem społecznym" l u b też rodzajem „rytuału r e b e l i i " ,
służy jedynie samostabilizacji porządku społecznego? Czy
wysuwające się n a pierwszy p l a n podważanie wszelkich h i e ­
r a r c h i i , które ta rzeczywistość preferuje, jest więc t y l k o radykalnością pozorną, uzyskanym ex negative d o w o d e m n a t o , że
świat t a k i , j a k i jest, jest w porządku? Czy może j e d n a k
w przeżytej u t o p i i „świata n a o p a k " tkwią również jakieś
u k r y w a n e i t ł u m i o n e n a co dzień doświadczenia, które są
możliwym p o t e n c j a ł e m z m i a n i które w Ś r o d ę Popielcową
b y n a j m n i e j nie przeminą? Jak ścisły jest związek karnawału
z rewoltą społeczną, ujawniający się w niektórych przypad­
k a c h z t a k uderzającą siłą i skąd ta potrzeba, b y o d czasu d o
czasu wszystko wywrócić d o góry nogami? J a k i m społecznym
i h i s t o r y c z n y m u w a r u n k o w a n i o m podporządkowane jest t o
okresowe p o f o l g o w a n i e potrzebie k o n t e s t a c j i i n a ile jest o n o
w stanie p o k o n a ć owe u w a r u n k o w a n i a i t y m s a m y m wznieść
się p o n a d piękny, ale złudny pozór karnawałowej w o l n o ś c i ?

25

Można do tego dołączyć następne: jakie konse­
kwencje dla życia społecznego w danym kraju ma
obecność bądź nieobecność idei i praktyk karnawału?
Czym tłumaczyć wzrastające w ostatnich latach na
świecie zainteresowanie czynnym praktykowaniem tra­
dycji karnawałowych (niedostrzegalne może w Polsce,
gdzie stopniowo wygasają ostatnie autentyczne obrzę­
dy, podtrzymywane gdzieniegdzie przez etnografów
i animatorów kultury lokalnej w formie przeglądów czy
konkursów , ale na przykład na terenach szwabsko-alemańskich w Niemczech stale rośnie liczba oddolnie
powoływanych stowarzyszeń karnawałowych, nawiązu­
jących do lokalnych tradycji i bardzo aktywnych w zorganizowany sposób - w ostatkowe dni na ulicach
niemal wszystkich katolickich, a czasami nawet i pro­
testanckich, miasteczek i wsi )? Czy niezmienność
26

27

103

i podobieństwo głównych motywów, form zachowań
i postaci karnawałowych, choć pod różnymi szeroko­
ściami geograficznymi wypełnianych różnymi treścia­
mi, należy tłumaczyć tylko wspólną genezą, czy uni­
wersalnością funkcji kulturowej karnawału? Czy owa
funkcja rzeczywiście przez wieki nie ulegała zmianie?
Może to tylko formy zastygły w przedziwny sposób,
a funkcje podlegały zmianie? Czy istnieje zależność po­
między stopniem zinstytucjonalizowania i sformalizo­
wania kultury a bogactwem i intensywnością karnawa­
łu? Dlaczego wreszcie współczesna Polska - choć prze­
cież nieprotestancka! - nie jest krajem karnawało­
wym? O tym, że nie zawsze tak było, przekonują nas
choćby dawne opisy literackie, w których wszakże
zwraca uwagę rozdzielność stanowa staropolskich kar­
nawałów: chłopi chodzili z kozą albo niedźwiedziem,
a w karczmie baby skakały na wysoki len, szlachta pę­
dziła od dworu do dworu kuligiem, arystokracja zaś
urządzała reduty i maskarady. Niezależnie od tych róż­
nic, w dzisiejszej Polsce karnawał ewidentnie - by tak
się wyrazić - „zdziecinniał" i został sprowadzony do to­
warzyskiej potańcówki przy pączkach...
Samo postawienie tych wszystkich pytań obrazuje
już wagę refleksji „karnawałologicznej" i konieczność
przekroczenia przez nią dotychczasowych ram teolo­
gicznych, etnograficznych czy literaturoznawczych.
W obliczu wymienionych kwestii drugorzędna staje
się genetyczna opozycja: pogańskie-chrześcijańskie.
Można by za to stworzyć rodzaj kontinuum świąt kar­
nawałowych od uroczystości ku czci egipskiej bogini
Izydy, poprzez greckie Dionizje, rzymskie Bachanalia,
Saturnalia i Luperkalia, średniowieczne Święta Głup­
ców, wreszcie zaś właściwe zapusty, po niektóre współ­
czesne święta skamawalizowane - pod warunkiem, że
powtarzają się regularnie w dorocznym cyklu i mają
strukturę święta, a nie po prostu masowej imprezy roz­
rywkowej - i badać je tymi samymi narzędziami, a wte­
dy mielibyśmy może szansę dowiedzieć się czegoś waż­
nego o nas i o naszej kulturze. Wydaje się, że w cało­
ściowym badaniu karnawału najbardziej przydatny
byłby aparat pojęciowy wywodzący się z teorii święta
(m.in. Durkheim, Eliade, Caillois), teorii zabawy
(m.in. Huizinga, Caillois, Schechner) i teorii wido­
wisk (m.in. Schechner, Turner). Ale tylko łącznie!
Karnawał jest bowiem zjawiskiem totalnym, wykra­
czającym poza granice każdej z nich. Człowiek karna­
wału - karnawałowicz - to przecież równocześnie ho­
mo festivus, homo ludens i homo theatralis. Trzeba więc
sięgnąć po nowe perspektywy, by uchwycić całą tę zło­
żoność - w zakresie działań, ich skutków społecznych
i funkcji kulturowych. Trzeba wyjść poza dotychczaso­
we ujęcia etnograficzne i folklorystyczne, by w przy­
szłości nie tylko stawiać nowe pytania, ale także pró­
bować na nie odpowiadać.
Nie sposób rozwijać tu szerzej przedstawionego po­
wyżej stanowiska. Autor tych słów ma zresztą zamiar

�Wojciech Dudzik • KARNAWAŁY -ŚWIĘTA, ZABAWY, WIDOWISKA

uczynić to w innym miejscu. Dość powiedzieć, że ten
punkt widzenia towarzyszy! powoływaniu w 1999 roku
w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszaw­
skiego konwersatorium pod nazwą „Karnawały w kul­
turze". Prezentowany obecnie w „Kontekstach" blok
materiałów, zebranych pod tym samym wspólnym ty­
tułem, jest próbą pierwszego podsumowania trzylet­
niej pracy seminaryjnej oraz wskazania przykładowych
- bo, rzecz jasna, nie wszystkich - problemów, jakie
zajmowały uwagę uczestników cotygodniowych spot­
kań. Większość publikowanych na dalszych stronach
tekstów została dobrana w ten sposób, by ukazywały
możliwie szerokie zjawiska na konkretnych przykła­
dach, by odnosiły się do funkcjonujących w nauce
ujęć teoretycznych oraz by - przede wszystkim - wyko­
rzystywały nowe perspektywy badawcze, mogące i n ­
spirować do dalszych studiów.

11

Zob. ibidem, s. 86, przyp. 38

12

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków
oryginalnych (Biblia Tysiąclecia), wyd. IV, Poznań-Warszawa 1989,
s. 616

13

Por. Jacques Heers, Święta głupców i karnawały,

przeł. Grażyna

Majcher, Warszawa 1995
14 w 1983

r o

J ; misja ewangelicka we Fryburgu Bryzgowijskim wy­
u

drukowała i rozkolportowała wśród mieszkańców dwieście tysięcy
ulotek z hasłem „Karneval - nein danke". Informację podaję za:
Dietz-Riidiger Moser, Ein Babylon der verkehrten Welt, liber Idee,
System und Gestaltung der Fastnachtsbrauche (w:) Fas(t)nocht in
Geschichte, Kunst und Literatur, hrsg. von Horst Sund, Konstanz
1984, s. 12
15

Zob. w tym numerze „Kontekstów".

16

Najważniejsze wypowiedzi w tej dyskusji zestawia Norbert Schin­
dler w swoim polemicznym artykule Kameval, Kirche und die verkehrte Welt. Zur Funktion der Lachkultur im 16. ]ahrhundert, „Jahrbuch fur Volkskunde" nr 7/1984

17

Por. np. Wilhelm Mannhardt, Wold- und Feldkulte (1875).

18

Pot. Claude Gaignebet, Le carnaval: essai de mythologie populaire,

19

Pot. Hans Moset, Stadtische Fasnacht des Mitteialters^ Tubingen

2 0

Pot. Emmanuel Le Roy Ladurie, Le Carnaval de Romans: de la

2 1

Jest to fragment książki Le Turc, le Fol et le Dragon, op. cit. Por. przyp. 1

Paris 1974
Przypisy
1

1967

Cyt. za: Suzanne Chappaz-Wirthnet, Le Turc, le Fol et le Dragon.
Figures du carnaval haut-valaisan, Ncuchatel-Paris

1995,

Przekład fragmentu pt. Z dziejów badań nad karnawałem

s. 4-

Chandeleur au Mercredi des Cendres 1579-1580, Paris 1979

w tym

zeszycie „Kontekstów".
2

2 2

Maszkary mięsopustne у powszechne... (w:) Karol Badecki, Literatu­
ra mieszczańska w Polsce w XVII wieku. Monografia bibliograficzna,

rańcach zapustnych na północno-zachodnim

i słowem wstępnym Aleksandra Brucknera, Lwów-Warszawa-Kra-

wyraz w praktykowaniu karnawałowych obrzędów.

przy okazji hipoteza wywodząca znaczenie polskiego słowa „za­
pust" z botaniki lasu nie wydaje się jednak przekonująca.
2 3

Por. Werner Mezger, Narrenidee und Fastnachtsbrauch: Studien zum

wicz i Edward Kasperski, Warszawa 1983. Osratnio ukazał się tak­

1991. W polskim przekładzie ukazał się fragment tej książki pt.

że wartościowy tom Teoria kamawalizacji. Konteksty i interpretacje,

Obyczaje karnawałowe i filozofia błazeństwa, przeł. Wojciech D u ­

pod red. Andrzeja Stoffa i Anny Skubaczewskiej-Pniewskiej, To­

dzik, „Dialog" nr 3/2001
Komedyja o mięsopuście

ruń 2000

(w:) Teatr polskiego renesatisu. Antologia,

2 4

oprać. Julian Lewański, Warszawa 1988, s. 111
6

Fasten = post, Nacht = noc, zatem Fastnacht to „noc przed po­

2 5

Norbert Schindler, Kameval, Kirche und die verkehrte Welt, op. cir.,

2 6

Np. Regionalny Przegląd Zespołów Przebierańców Zapustnych

s. 9-10

Por. Samuel Bogumił Linde, Słownik języka polskiego, wyd. III fotooffsetowe, t. V I , Warszawa 1951, s. 867

8

„Mazowieckie Zapusty" w Ciechanowskiem albo Kujawskie Za­

Por. Sfowntk staropolski, red. nacz. Stanisław Urbańczyk, t. IV,

pusty we Włocławku.

Wrocław-Warszawa-Kraków 1963-1965, s. 249 ('mięsopusty') oraz

2 7

t. XI, Kraków 1997, s. 176 ('zapust').
9

Według statystyk w latach siedemdziesiątych w południowo-zachodniej części Niemiec działało 350 stowarzyszeń (Narrenzunfte),

Zob. Jerzy Wolny, Materiały do historii wagantów w Polsce średnio­

w końcu lat osiemdziesiątych - ok. 600, a dzisiaj co najmniej 1200!

wiecznej, „Biuletyn Biblioteki Jagiellońskiej" R. XIX, nr 1-2/1969

Por. Werner Mezger, Dos grofle Buch der schwabisch-alemannischen

oraz Maria Kowalczykówna, Tańce i zabawy w świetle rękopisów śre­

Fasnet. Urspriinge, Entwicklungen und Erscheinungsformen organisier-

dniowiecznych Biblioteki Jagiellońskiej, „Biuletyn Biblioteki Jagiel­

ter Narretei in Sudwestdeutschland, Srurrgarr 1999, s. 42

lońskiej" R. XXXIV-XXXV, nr 1-2/1984-1985
10

Por. Victor Turner, The Ritual Process: Structure and Anti-structu­
re, New York 1969

stem", wigilia postu. Źródłosłów jest więc taki sam jak w łacinie.
7

Wybór i zesrawienie prac bachtinologicznych zgromadzono w to­
mie Bachtin. Dialog - język — literatura, red. Eugeniusz Czapleje-

Fordeben des Mitteialters in der europdischen Festkultur, Konsranz

5

Warszawa

badań i klasyczną europejską literarurę przedmioru. Posrawiona

Niedziela Quadragesima pozostała przy rym w świadomości wier­
nych jako tzw. stare zapusty, co do dzisiaj znajduje gdzieniegdzie

4

Mazowszu,

1999 z inreresującym rozdziałem wsrępnym przywołującym sran

ków 1925, s. 192
3

Z nowszych prac warto wymienić opartą na badaniach tereno­
wych książkę Tadeusza Baraniuka Prześmiewanie świata. O przebie­

Wg: Jerzy Wolny, op. cit., s. 84-85. Rękopis w Bibliotece oo. Pau­
linów w Częstochowie.

104

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10029" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10007">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9c6e78ec99985ce32c49edd7216b1eb5.pdf</src>
        <authentication>3a946317dbd331ce139ba1a50cfe415f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119278">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4631</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119279">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119280">
                <text>1974</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119281">
                <text>plastyka ludowa - okres PRL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119282">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119283">
                <text>Plastyka nieprofesjonalna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119284">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4, s.195-220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119285">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119286">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119287">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119288">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119289">
                <text>II

Aleksander

1. Maria Dalebora, T o r u ń . Czerwone pola,

olej.

Jackowski

PLASTYKA NIEPROFESJONALNA

Obserwujemy od lat rosnące zainteresowanie malar­
stwem „ n a i w n y m " , rzeźbą l u d o w ą , s z t u k ą dzieci — wszel­
kimi formami twórczości spontanicznej, niezawodowej.
Źródłem tych zainteresowań jest z a r ó w n o niedosyt, j a k i
budzi współczesna sztuka, j a k też i przekroczenie u t a r t y c h ,
tradycyjnych form — właśnie przez t ę s z t u k ę . Ale zjawisko,
które ogólnie określić m o ż n a jako sztuka nieprofesjonalna,
interesuje nas nie t y l k o od strony artystycznej. Jest ono
przecież przejawem a k t y w n o ś c i kulturowej r ó ż n y c h k r ę g ó w
społecznych, zjawiskiem liczącym się w k s z t a ł t o w a n i u po­
staw estetycznych, w a ż n y m przede wszystkim dla samego
twórcy, dla jego psychiki, dla p r a w i d ł o w y c h relacji m i ę d z y
nim a otoczeniem.
I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej , zorganizowane
w Szczecinie przez Centralny Ośrodek M e t o d y k i Upowszech­
niania K u l t u r y oraz P r a c o w n i ę P l a s t y k i Nieprofesjonalnej
Instytutu Sztuki P A N — przy współudziale wszystkich
Wojewódzkich D o m ó w K u l t u r y , dalo bogaty m a t e r i a ł do
obserwacji i p r z e m y ś l e ń .
Na t y m miejscu, w z w i ą z k u z Triennale, c h c i a ł b y m
zarysować k i l k a z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z miejscem i rolą
plastyki nieprofesjonalnej w naszej kulturze. Z a c z n ę od
sprawy ogólniejszej — od p r ó b y określenia sytuacji, w jakich
przejawiają się plastyczne dyspozycje człowieka.
Twórczość jest zjawiskiem bardziej powszechnym niż
to się zazwyczaj wydaje. Istnieje nawet w t y c h kulturach,
1

k t ó r e wykształciły o d r ę b n ą g r u p ę zawodowych twórców.
R o z w ó j cywilizacji i podział ról w społeczeństwie współ­
czesnym przyczynił się co prawda do zinstytucjonalizowania
zawodu plastyka, ale nie zniknęły dyspozycje i potrzeby
twórcze wśród dużej części społeczeństwa.
Jeszcze niedawno m o ż n a było obserwować u nas po­
wszechność uprawiania pewnych dziedzin sztuki w kulturze
ludowej. K a ż d y niemal człowiek był wówczas zarówno
t w ó r c ą , j a k i odbiorcą, choć, rzecz prosta, zawsze istniały
jednostki mniej lub bardziej uzdolnione.
Oczywiście rozwój i zasięg działań artystycznych zależy
od charakteru k u l t u r y , od szans, jakie stwarza ona czło­
wiekowi dla ujawnienia potencjalnie istniejących w n i m
dyspozycji plastycznych.
W warunkach: — gdy kupujemy meble, sprzęty, tka­
niny dekoracyjne, akcesoria w n ę t r z a , obrazy, reprodukcje,
konfekcję; — gdy wartości estetyczne chłoniemy przede
wszystkim biernie, jako widzowie teatralnych, kinowych
czy telewizyjnych p r z e d s t a w i e ń ; — gdy dzieła, sztuki oglą­
damy w muzeach, na reprodukcjach, na wystawach — pole
artystycznego działania na pewno jest bardziej ograniczone
niż np. w kulturze ludowej, ale przecież istnieje, tyle że
jest inne, że inaczej się ujawnia.
P r z y w y k l i ś m y jednak, m y ś l ą c o dyspozycjach artys­
tycznych i sposobie ich ujawniania się, b r a ć pod u w a g ę

195

��hMafoZ

a

ole?WoJrT^^f°r p^

W

~

^

'

7

~

'

Z

S ?f-

I

L

3

-

M

a

r

i

a

Lenczewska, Bielsko-Biała. Pochód

197

���II 11 Stanisław K a r u l a k , H r u b i e s z ó w . Obrona Częstochowy, olej. I I . 12. Franciszek Mścisz, Grodzisko Dolne, pow. Leżajsk.
Straż' Grobowa parafii
Grodziska
Dolnego, olej. I I . 13. W ł a d y s ł a w Rybkowski, P o z n a ń Dwaj starsi panowie,
olej.
II 14 Stanisław Dobiasz, Warszawa. Z c y k l u : „Wielkie postacie"—Stanisław Moniuszko, płaskorzeźba polichromowana.

200

�niemal wyłącznie malarstwo, rzeźbę, rysunek, znacznie j u ż
rzadziej rękodzieło artystyczne.
Przypatrzmy się u w a ż n i e naszemu życiu. Jak realizują
się istniejące uzdolnienia plastyczne, potrzeby t w ó r c z e ,
estetyczne ?
W okresie dzieciństwa i wczesnej młodości k a ż d e niemal
dziecko ma ochotę m a l o w a ć , r y s o w a ć , lepić. Malarstwo
dzieci jest ich formą poznania, oswojenia z o t a c z a j ą c y m
światem. Realizuje ono rozliczne potrzeby: a k t y w n o ś c i ,
zabawy, twórczej wypowiedzi. Twórczość plastyczna stanowi
nieświadomy wyraz psychiki młodego człowieka, t o t e ż dla
lekarza czy psychologa m o ż e o d g r y w a ć p o w a ż n ą rolę jako ma­
teriał dla diagnozy.
W wieku d o j r z a ł y m odbicie psychiki i przeżyć człowieka
jest w jego twórczości j u ż trudne do uchwycenia, choć znając
i życie i twórczość, m o ż n a nieraz znaleźć w y r a ź n e zbieżności.
Dyspozycje twórcze stają się przeważnie bardziej utajone
i czasem dopiero przypadek je ujawnia. ( P r z y k ł a d e m t w ó r ­
czość plastyczna ludzi, k t ó r z y zaczęli m a l o w a ć pod w p ł y w e m
przeżyć, b ą d ź w p ó ź n y m wieku). Niezależnie jednak od
tego czy dyspozycje te u j a w n i ą się w postaci najbardziej

zaawansowanej jako decyzje malowania lub rzeźbienia, prze­
jawiają się one w r ó ż n y c h sytuacjach. W y r ó ż n i a ł b y m t u
co najmniej sześć sfer, w k t ó r y c h w y r a ż a j ą się dyspozycje
twórcze ludzi dojrzałych (pomijam jako o d r ę b n e zagadnie­
nie w s p o m n i a n ą j u ż s z t u k ę dziecka). B ę d ą t o :
1 — potrzeba upiększania i dekorowania;
2 — a k t y w n a recepcja ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o ;
3 — wypowiedź plastyczna zależna od bodźców zewnętrz­
nych, „ z o b i e k t y w i z o w a n y c h " ;
4 — imitatorstwo, chęć sprawdzenia swych możliwości,
popisu;
5 — działanie wynikłe z potrzeb manualnych, mało świado­
mych ;
6 — twórczość plastyczna s t a n o w i ą c a mniej lub bardziej
ś w i a d o m y wyraz osobowości, w e w n ę t r z n y c h s t a n ó w
i przeżyć.
O m ó w m y p o k r ó t c e te g r u p y :
1 — potrzeba
u p i ę k s z a n i a . W y s t ę p u j e za­
r ó w n o w staraniu o własny wygląd, j a k i wygląd otoczenia,
mieszkania, pokoju, własnego k ą t a . W y m i e n i ę t u kompo­
nowanie swojej twarzy przez operowanie zarostem, fryzurą,

201

�o p r a w ą okularów, m a k i j a ż e m . Modelowanie swego w y g l ą d u
•—• chęć upodobnienia się do o k r e ś l o n y c h wzorców, znalezie­
nie własnego „ t y p u " , „ s t y l u " — t a k w wyglądzie twarzy,
j a k i sposobie ubierania się. W staraniu o w y g l ą d otoczenia
będzie to plastyczna a r a n ż a c j a mieszkania, częste, zwłaszcza
w ś r ó d młodzieży, komponowanie swego k ą t a czy pokoju
z r ó ż n y c h p r z e d m i o t ó w , staroci, p l a k a t ó w , fotosów.
Zamiłowanie do dekorowania przy większej wrażliwości
i wyrobieniu w y r a ż a się w potrzebie plastycznego organi­
zowania otoczenia, znajdowania estetycznych satysfakcji
w proporcjach, wzajemnym o d d z i a ł y w a n i u barw i k s z t a ł t ó w .
Postawa taka ujawnia się zwłaszcza u ludzi w r a ż l i w y c h na
współczesną sztukę, p r z e j m u j ą c y c h wzorce nowoczesnej
architektury w n ę t r z miejskich.
2 — a k t y w n a r e c e p c j a . I s t o t ą jest t u reago­
wanie plastyczne na świat, przejawiające się me w malowaniu
czy rzeźbieniu, ale w świadomej recepcji, w znajdowaniu
szczególnej satysfakcji z dostrzeżonego „ p i ę k n a " . Zachwyt
krajobrazem, uliczkami czy dzielnicami miast, nastrojem.
Kolekcjonowanie pocztówek, wycinanie ilustracji z czaso­
pism i przechowywanie ich, fotografowanie, k t ó r e zawiera
w sobie przecież t w ó r c z y element selekcji, wyboru tematu
i sposobu jego ujęcia. Jeszcze bliższe decyzji o charakterze
artystycznym jest kadrowanie gotowej o d b i t k i , zabiegi zmie­
rzające do uzyskania właściwego wyrazu zdjęcia, n a p i ę ć
walorowych, faktury, eliminacji szczegółu i t d .
Bywa, że zachwyt krajobrazem wywołuje chęć utrwale­
nia śladu tego przeżycia. Rysunek czy obraz — u ludzi

obdarzonych p e w n ą s p r a w n o ś c i ą t e c h n i c z n ą — jest w tej
sytuacji dokumentem tego momentu. I s t o t ą jego jest nie
troska o formę p l a s t y c z n ą , ale potrzeba przypomnienia,
ewokowania przeżycia. Rysunek jest t u t y m , czym slajd
z wakacji. Czasem dokument t a k i ma u p a m i ę t n i ć ważne
wydarzenie historyczne czy osobiste i ono jest dla autora
ważne, ono — czyli temat, a nie forma jego interpretacji.
Na Triennale p r z y k ł a d e m „ p a m i ą t k i " b y ł obraz ks. Gąsiorka
z Binczarowej, p r z e d s t a w i a j ą c y oberżę w Anvors, w której
zmarł v a n Gogh. Napis dodaje, że obraz p o w s t a ł w czasie
p o d r ó ż y ś l a d a m i v a n Gogha. P r z y k ł a d e m dokumentu waż­
nego wydarzenia z przeszłości b y ł a akwarela Mieczysława
Lewandowskiego z Proszowic, p r z e d s t a w i a j ą c a „ N a p a d
bandy U P A na szkołę w 1945 r . " i zaopatrzona komenta­
rzem: „ P r a w d z i w o zdarzenie. D n i a 12.11.1945 w Pohorylcach... napad bandy p o l i t . rabunkowej (ukrain.) na szkołę,
w k t ó r e j bandyci po zrabowaniu d o s z c z ę t n y m mieszkania
kier. szk. Lewandowskiego M . zamordowali w bestialski
sposób r o d z i n ę : teścia i teściową (oboje naucz.), żonę Lewan­
dowskiego i dziecko Zbigniewa l a t 12".
P r z y k ł a d ten należy j u ż zresztą do pogranicza z g r u p ą 3,
i s t o t ą k t ó r e j jest w y p o w i e d ź p l a s t y c z n a
inspi­
r o w a n a : n a t u r ą , dziełem sztuki, k o n w e n c j ą artystyczną.
Jest to grupa, k t ó r ą cechuje chęć wypowiedzi plastycznej
(malowania, rzeźbienia, rysowania) w sposób „zobiektywizo­
w a n y " , a więc o d t w a r z a j ą c y temat możliwie wiernie, zgodnie
z p r z y j ę t y m i r e g u ł a m i gry. N a szczeblu „ p r y m i t y w n y m "
— będzie to dążenie do odwzorowania p r z e d m i o t ó w zgodnie
ze swymi możliwościami (deformacja, uproszczenie, pominię-

I I . 15. Lambert Ł o g u t k o , Warszawa. Mazury

202

w marcu, olej.

�10

Anna B i n k u ń s k a , W r o c ł a w . I I . 16. Świat opery, olej. I I . 17. Przedwiośnie

I , olej.

�П. 18. Jerzy Srzednicki, Smolany, pow. Sejny. Obraz miasta z Rejtanem,

cie cech mniej istotnych czy t r u d n y c h w interpretacji, j a k
np. głębi, perspektywy), na szczeblu większej wiedzy i spraw­
n o ś c i — posłużenie się k o n w e n c j ą m a l a r s k ą , malowanie
„ p o d " jakiś wzór. Rzadka — choć oczywiście najbardziej
cenna i ciekawa — jest t u interpretacja własna, w y n i k ł a
z samodzielnego budowania swego „ w a r s z t a t u " , z wrażli­
wości, wyobraźni, z rozwijania w ł a s n y c h dyspozycji psycho­
fizycznych.
G r u p ę t ę charakteryzuje istnienie mniej lub bardziej
utajonych potrzeb l u b skłonności do wypowiedzi właśnie
plastycznej, nawet wtedy, gdy b o d ź c e m u j a w n i a j ą c y m te
skłonności jest sytuacja z e w n ę t r z n a . Zwrócenie się k u dzia­
łalności plastycznej wynika bowiem często nie z pobudek
ściśle artystycznych, nie z w e w n ę t r z n e j konieczności takiej
właśnie wypowiedzi, ale z tego, że u w a ż a się malowanie
ozy rzeźbienie za czynność p o ż y t e c z n ą , k o r z y s t n ą material­
nie, nobilitującą w środowisku (czy we w ł a s n y m mniemaniu),
realizującą szanowany przez siebie wzorzec z a c h o w a ń .
Efektem bodźca komercyjnego (choć niekiedy i prestiżo­
wego) jest ogromny wzrost liczby rzeźbiarzy „ l u d o w y c h "
uczestniczących w kiermaszach, imprezach regionalnych —
a przede wszystkim „ d o s t a w i a j ą c y c h " swe w y r o b y (towar?)
do Cepelii, Veritasu, Desy. D l a n i e k t ó r y c h t a nowa szansa
jest t y l k o źródłem chwilowego zarobku, s p r ó b o w a n i a łatwiej­
szego chleba — t y c h zaliczę do n a s t ę p n e j grupy. Są jednak
rzeźbiarze, k t ó r z y s t r u g a j ą swe f i g u r k i z coraz większą
pasją, k t ó r z y rzeźbiąc realizują swe upodobania, plastycz­
ne skłonności.
P r z y k ł a d e m uprawiania malarstwa (rzadziej rzeźby)
jako czynności nobilitującej, prestiżowej — są ludzie, k t ó r z y
chcą się w ten sposób wyróżnić w swym otoczeniu, w y r w a ć
z „pospolitości". Nierzadko wiąże się to z poczuciem de­
klasacji, z obniżeniem życiowego standardu. N p . starsze
panie z „ d o b r y c h r o d z i n " m a l u j ą c , chcą p o k a z a ć t y m sa­
m y m , że należą właściwie do kulturalnej elity, a ich w a r u n k i
życiowe są t y l k o przypadkowym zrządzeniem losu.
Maluje się, ponieważ m a l u j ą inni, ponieważ istnieją
bodźce zewnętrzne, a k t y w i z u j ą c e istniejąco dyspozycje.
Bodźcem t a k i m jest np. istnienie ruchu amatorskiego,
tworzenie się grup i k l u b ó w p l a s t y k ó w — a m a t o r ó w , w y ­
stawy, przeglądy, konkursy. Zwłaszcza w W o j e w ó d z k i m

204

olej.

D o m u K u l t u r y w Szczecinie, gdzie znakomicie organizowane
są wernisaże i spotkania z amatorami, m o ż n a dostrzec, jaką
o d g r y w a j ą rolę w życiu t y c h ludzi, p o d n o s z ą c ich prestiż
we w ł a s n y c h oczach i w opinii rodziny, środowiska.
Maluje się, aby wypełnić wolny czas, godziny samot­
ności, choć przy nieco innych uwarunkowaniach i impul­
sach ten sam człowiek m ó g ł b y u p r a w i a ć ogródek, zajmować
się działalnością f i l a n t r o p i j n ą czy pisać p a m i ę t n i k i .
Malarstwo jest więc dla omawianej grupy ludzi nie
koniecznością, a w y b r a n y m sposobom organizowania sobie
życia, zapełniania p u s t k i wolnego czasu, hobby. (Nie lekce­
w a ż m y tego!). B y w a rodzajem psychicznej protezy, gdy
zastępuje inne, wygasłe j u ż cele i formy życia — pracę
z a w o d o w ą , poświęcenie się rodzinie i t d . Dotyczy to zwłaszcza
ludzi w p o d e s z ł y m wieku, e m e r y t ó w , rencistów — a więc
liczną k a t e g o r i ę ludzi zajmująo5^cb się niezawodowo plastyką.
Ale — powtarzam — decyzja zajęcia się czynnościami
plastycznymi jest t u poparta zainteresowaniem, skłonnością
do wypowiedzi artystycznej.
Zaliczam więc do tej grupy ludzi, k t ó r z y mając dys­
pozycje, a nawet p o t r z e b ę wypowiedzi plastycznej, realizują
j ą pod w p ł y w e m s p r z y j a j ą c y c h okoliczności zewnętrznych,
w kształcie raczej konwencjonalnym, podpatrzonym, wy­
uczonym. Niekiedy wzorem jest t u kierunek artystyczny,
czasem styl określonego t w ó r c y . T a k więc na Triennale
widzieliśmy n a w i ą z a n i a do Leonarda, ale przede wszystkim
do v a n Gogha, Cezanne'a, Gauguina, Modiglianiego, z pol­
skich t w ó r c ó w — do Gielniaka, ale t e ż i do... Nikifora
czy K o ł a c z a .
r

Wzorce b y w a j ą środowiskowe, w podkrakowskiej wsi
Zielonki K a t a r z y n a Gaweł maluje infantylnie — ludowo
( i l . 6), a Bolesław K w i e c i e ń czy E d w a r d Daniel wyraźnie
n a w i ą z u j ą do stylu makat i o l e o d r u k ó w . Ale nawet wtedy,
gdy wzorem są złe, bazarowe m a l o w i d ł a i oleodruki, powstałe
w ich k r ę g u obrazy m o g ą mieć o wiele większe wartości,
co najlepiej w i d a ć było na p r z y k ł a d z i e Lamberta Łogutko
(il. 15) czy wspomnianego j u ż Daniela.
Szczególnym przypadkiem są w tej grupie malarze —
„ n a u c z y c i e l e " , k t ó r z y t w o r z ą , aby u t r w a l i ć , spopularyzować
dawne legendy, dawny obyczaj (np. Maria Lenczewska —
i l . 3).

�205

�П.

2 1

. E d m u n d M o n s i e l W o ż u o z y n . p o w . T o m a s z ó w L u b . Rysunek ołówkiem. I I . 22. J a n Nowak, Katowice. On, linoryt.

�Malowanie jest dla twórców trzeciej grupy formą działa­
nia, obserwacji, wyżycia swych p r a g n i e ń . Bazuje ono na
zastanych konwencjach, zrodzone z k u l t u r y , świadomości
istnienia wzorów, k t ó r e się adoruje. (Nie jest więc wypowie­
dzią wewnętrzną, i n s t y n k t o w n ą , s a m o r o d n ą ) .
Grupa 4 — i m i t a t o r s t w o ,
chęć
popisu,
okazania
s w e j s p r a w n o ś c i . Powodem działa­
nia nie są t u uzdolnienia plastyczne i dyspozycje manifestu­
jące się w potrzebie malowania czy rzeźbienia — a motywa­
cje pozaartystyczne.
W krańcowej, a więc „ m o d e l o w e j " postaci do grupy
tej zaliczałbym tych, k t ó r z y m a l u j ą , rzeźbią, u p r a w i a j ą
różne techniki graficzne — t y l k o po to, aby z y s k a ć uznanie
dla swej sprawności, głównie manualnej, dla swych umie­
jętności, uzdolnień. O ile w poprzedniej grupie często mówi­
liśmy o ludziach w podeszłym wieku, t u d o m i n u j ą ludzie
młodzi, uczniowie, studenci, inteligencja techniczna. B o d ź ­
ce mogą być różne — chęć sprawdzenia siebie, zaimpono­
wania kolegom, potrzeba humanistycznego dopełnienia,
czasem — tylko szansa zarobku.
W okresie gdy zachwiane są wszelkie kryteria ocen,
gdy obok mało zrozumianej dla ogółu sztuki abstrakcyjnej
kwitnie przewrotna moda na starocie, a nawet kicz — ot­
wiera się szansa dla ł a t w y c h i m i t a c j i „ s z t u k i " , pseudo
„ikon", przedmiotów u ż y t k o w y c h , breloczków i t p . W mias­
tach zachodniej Europy wszędzie widuje się m ł o d y c h ludzi
zarabiających na życie wyrobem i s p r z e d a ż ą widoczków,

ikon, wisiorków z drewna, d r u t u czy blachy. Sprzedają
swoje w y r o b y po prostu — na chodnikach, w korytarzach
metra, w p a s a ż a c h handlowych. U nas — h a n d l u j ą n i m i na
Starówce warszawskiej, w miastach o większym ruchu turys­
t y c z n y m . Czasem w y r a b i a j ą te przedmioty uczniowie plas­
tycznych liceów i wyższych uczelni, czasem uczniowie szkół
ogólnokształcących czy technicznych, po prostu, dla do­
datkowego zarobku. N i e k t ó r z y sprzedają swe wyroby do
Desy, Cepelii, sklepów p a m i ą t k a r s k i c h .
Jest to produkcja pełniąca rolę sztuki, zaspokajająca
niewyrobione gusty k u p u j ą c y c h . Imitacja sztuki u ż y t k o w e j ,
imitacja malarstwa, masowa produkcja tandety, amator­
szczyzna pieniąca się nie t y l k o na R y n k u Starego Miasta
i na murach warszawskiego Barbakanu •— ale co gorsza
we wzornictwie p r z e m y s ł o w y m , w produkcji p a m i ą t e k
(w tzw. rzemiośle artystycznym). Źródłem tej działalności
nie jest chęć w y ż y c i a się, malowania czy tworzenia przed­
m i o t ó w ł a d n y c h i u ż y t e c z n y c h , ale przede wszystkim —•
łatwość zarobku.
Tutaj też, w tej grupie, mieszczą się przeróżni spec­
jaliści od t a t u a ż u , różnego rodzaju ozdób i z n a k ó w infor­
macyjnych świadczących o przynależności do jakiejś grupy
rówieśniczej czy w inny sposób wyodrębnionej (hippisi,
grypsera).
Grupa 5 — obejmuje sferę
działań mało
uś­
w i a d o m i o n y c h , s p o n t a n i c z n y c h , niemal od­
ruchowych. P r z y k ł a d e m t a k i m jest domazywanie zabaw-

207

��П. 26. Krystyna Szefler „ T u k w a " , Warszawa. Rysunek tuszem. I I . 27. Jan K a r w o t , R y b n i k . Fatum, gwasz. I I . 28. Zygmunt
Kozioł „ Z y k o z " , N o w y Targ. Z e y k l u : „ R o d z i n a cłeoa" — Styry dziwki z Ludźmierza, jeden i drugi dziod, dwóh gazdów i je­
den pon potrzom na wos, drewno.

209

�210

�nych szozegółów na ilustracjach w pismach (niweczących
granina, r y s u n k i konferencyjne s t a n o w i ą bowiem p r ó g grupy
„istotę" zdjęcia, a więc dorysowywanie wąsów a k t o r k o m ,
• — k t ó r ą z k i l k u p o w o d ó w u w a ż a m za najciekawszą, naj­
dodawanie hippisowskich akcesoriów m ę ż o m stanu itp.),
ważniejszą.
bazgroly, gryzmoły — k t ó r e rysujemy często machinalnie
Grupa 6 — obejmuje t w ó r c z o ś ć , k t ó r a
jest
— w czasie czekania w kawiarni, na lekcjach, w y k ł a d a c h , w y r a z e m o s o b o w o ś c i , w e w n ę t r z n y c h s t a n ó w i prze­
żyć.
zobraniach i konferencjach. R y s u n k a m i t a k i m i zajmowali
się w ostatnich latach V i t t o r i n o Andreoli w pracy II linO ile wspomniane „ d z i a ł a n i a n i e ś w i a d o m e " p o t r a k t o w a ć
guaggio gráfico delia Follia (Verona 1969), a zwłaszcza Jean jako jeden z progów tej grupy, to d r u g i m —• będzie twór­
Vinchon, autor podstawowej pracy La magie du dessin.
czość zwana często „ e k s p r e s j ą p s y c h o p a t o l o g i c z n ą " . Po­
Du griffonage auiomatique au dessin therapeutique
(Brug
m i ę d z y t y m i s k r a j n y m i p r z y k ł a d a m i umieścić należy część
1959). Prace ich świadczą o t y m , że rysunek automatyczny
wypowiedzi plastycznej a m a t o r ó w , zwłaszcza malarstwo
może być wykorzystywany jako jedno ze źródeł poznania
i rzeźbę s p o n t a n i c z n ą , s a m o r o d n ą , o w y r a ź n y c h cechach
osobowości badanego.
osobowości t w ó r c z e j .
Grupa ta wydaje m i się bezwzględnie najciekawsza.
Działanie twórcze (pojęcie twórczości i n t e r p r e t u j ę oczy­
Z a r ó w n o dlatego, źe t u i t y l k o t u p o w s t a j ą zjawiska artys­
wiście w kategoriach psychologicznych a nie estetycznych,
tycznie interesujące, i to na r ó ż n y c h szczeblach rozwoju
artystycznych) — wynika z potrzeby manipulacji, koncen­
intelektualnego i artystycznego człowieka, j a k też i ze
tracji uwagi na czynności stanowiącej relaks. P r z y k ł a d e m
względu na w a g ę procesu twórczego dla samego autora.
— dłubanie w korze drzewnej ezy m i ę k k i m kamieniu —
Twórczość jest t u nie z a b a w ą , nie zajęciem, nie ubocznym
jako czynność wyraźnie relaksowa dla chirurga. Działanie
produktem zaintoresow ań, a sposobem życia, t r a n s m i s j ą
takie w swych pobudkach zbliża się do grupy 1 — w k t ó r e j
m i ę d z y osobowością człowieka a otoczeniem; w y n i k i e m
umieścimy robótki kobiece i t p . R ó ż n i c a jest t y l k o w m o t y ­
zarówno potrzeby wypowiedzi, określenia swej filozofii,
wacji. Gdy robótki (haftowanie, szydełkowanie) m a j ą na
indywidualnego stosunku do życia, ś w i a t a otaczającego —
celu przede wszystkim zdobienie w n ę t r z czy osoby, a więc
j a k i w e w n ę t r z n e j potrzeby wypowiedzi plastycznej. W i ą ­
robione są w intencji upiększenia otoczenia — należą do 1
że się z k u m u l a c j ą właśnie plastycznych dyspozycji artys­
grupy, jeśli natomiast w y n i k a j ą z potrzeby estetycznej
tycznych.
manipulacji — zaliczymy je do omawianej t u grupy.
T u , w tej grupie znajdują się zarówno ludzie, k t ó r y c h
Granica między t ą g r u p ą a n a s t ę p n ą jest p ł y n n a . Raczej
twórczość jest w y p o w i e d z i ą w e w n ę t r z n ą , formą sprawiedliilościowa — a nie jakościowa. D z i a ł a n i a n i e ś w i a d o m e , baz­
r

I I . 29. Bronisław Surowiak, Warszawa. Człowiek, tusz. I I . 30. Tadeusz K o ł e k , K r a k ó w . Sport, tusze kolorowe. I I . 31. Brunon
Podjaski, Bukowiec, pow. Jelenia Góra. Sanatorium Bukowiec opanowane przez diabla, olej.

211

�""IW: a 5

v: in 0 « n ? . •

Redlioh, Nowa H u t a . Para w salonie, col.

212

�I I . 36. Bronisław Makucki, Koszalin. Wnętrze Muzeum w Darłowie,

wośoi wymierzonej ś w i a t u , przestrogą, buntem, obsesją,
jak też i ci, którzy m a l u j ą świat z e w n ę t r z n y , ale p r z e ż y t y
osobiście, twórczo, samodzielnie, a nie pod w p ł y w e m za­
pożyczonych wzorów. O najwybitniejszych m o ż n a b y po­
wiedzieć, że są j a k gwiazdy świecące w ł a s n y m światłem,
a nie odbitym — j a k to ma miejsce u najlepszych z grupy
trzeciej. Znajdą się t u więc N i k i f o r , Monsiel (ił. 21) i Ociepka,
ale też i malarka k w i a t ó w Maria Wojtowicz (ił. 40), ogrodnik
Bazyli Albiczuk ( i l . 9), chirurg, prof. Jan Kossakowski
(il. 2); ludzie bez żadnego w y k s z t a ł c e n i a — i z n a u k o w y m i
tytułami; zupełnie samorodni — i podszkoleni, prowadzeni
przez instruktora. Ale —• trzeba t u d o d a ć •— t y l k o wtedy,
gdy pomoc instruktora-plastyka polega na rozwinięciu specy­
ficznych właściwości widzenia i odczuwania człowieka, na
poszanowaniu jego w y o b r a ź n i , a nawet techniki plastycznej
wypowiedzi.
Wyliczanio szczegółowe, kogo widzę w tej grupie nie
miałoby sensu, w i d a ć to zresztą z towarzyszącego arty­
kułowi zestawu ilustracji. Istotne jest dla mnie t y l k o wskaza­
nie na to, jak różne m o g ą b y ć osobowości, j a k różne środo­
wiska, zawody. Dozorca nocny W ł a d y s ł a w R y b k o w s k i ( i l .
13), lekarz — psychiatra H a l i n a D ą b r o w s k a , absolwentka
liceum ogólnokształcącego K r y s t y n a Szefler „ T u k w a " ( i l .
26), lakiernik W ł a d y s ł a w R z ą b , technik Grzegorz S t a ń c z y k ,
robotnik — poligraf Bronisław Surowiak ( i l . 29), górnicy—•
Jan Nowak ( i l . 22) czy E r w i n Sówka.
Niektórzy zostali j u ż przyjęci na podstawie prac do
Związku Polskich A r t y s t ó w P l a s t y k ó w , j a k np. Leokadia
Płonkowa (il. 38), Jan K a r w o t ( i l . 27), Maria Dalebora ( i l . 1).
Ci ostatni, mimo oficjalnego statusu artysty-plastyka, nadal

olej.

w y k o n u j ą swój pierwotny zawód. Dalebora jest prokura­
torem, K a r w o t — skrzypkiem w orkiestrze zespołu „ Ś l ą s k " .
Nazwiska te w y m i e n i a m t y l k o p r z y k ł a d o w o , wielu jest
ludzi, dla k t ó r y c h twórczość jest c z y m ś więcej niż r o z r y w k ą ,
z w y k ł y m hobby, niedzielnym malowaniem. A nawet, gdy
mowa o t y m niedzielnym malowaniu — istotne jest nie to,
k i e d y się ma w a r u n k i do pracy t w ó r c z e j , ale c z y m ona
jest dla człowieka, jakie zajmuje miejsce w hierarchi jego
potrzeb.
Dyspozycje twórcze s ą t u znacznie istotniejsze n i ż sam
talent. Talent jest bowiem umiejętnością w r o d z o n ą , łatwpścią realizacji — dyspozycje twórcze zaś p o t r z e b ą , skłonnoś­
cią. N i e należy więc u t o ż s a m i a ć talentu z potrzebami
twórczej wypowiedzi, choć przeważnie wiążą się ono ze
sobą. Zdarza się jednak, że silne potrzeby twórcze w y s t ę p u j ą
przy raczej miernych uzdolnieniach.
Nie ma danych, aby stwierdzić czy dyspozycje plastycz­
ne w i ą ż ą się ze stanem psychicznym człowieka. Prinzhorn
stwierdził, że w śród p a c j e n t ó w k l i n i k psychiatrycznych
t y l k o dwa procent maluje czy rzeźbi z własnej w o l i . Trudno
więc m ó w i ć t u o jakiejś w y r a ź n e j preferencji w o l i twórczej
u ludzi odbiegających od n o r m y zdrowia psychicznego
(zawsze zresztą hipotetycznej i zależnej od kontekstu —•
środowiska, społeczności). Można natomiast zaobserwować,
że w ś r ó d ludzi o z a k ł ó c o n y m stosunku do ś w i a t a z e w n ę t r z ­
nego w y s t ę p u j e często odcięcie się od ciśnienia opinii,
m ó d — i c a ł k o w i t a koncentracja na świecie w e w n ę t r z n y m .
Twórczość bywa wówczas ś r o d k i e m ujawnienia się osobo­
wości, jej ekspresją, wyrazem napięć i t y c h zakłóceń, k t ó r e
spowodowały c h o r o b ę — czyli aktem samoobrony organizmu,
r

213

�214

�4(1

„ucieczką w c h o r o b ę " . Nie trzeba chyba t ł u m a c z y ć , że w tej
sytuacji twórczość nosi często charakter indywidualnego
przekazu osobistej wizji. S t ą d zainteresowanie n i ą znakomi­
tego francuskiego malarza i teoretyka sztuki, Jeana Dubuffeta, który przywiązując szczególną w a g ę do twórczości nie
utomperowanej, nie obłaskawionej przez k u l t u r ę , m o d ę czy
konwencję — stworzył fundację i bogate muzeum , , L ' a r t
brut", na które złożyły się dzieła wybitnie interesujących
twórców samorodnych, niezależnych od oficjalnych wzorów.
Twórców, dla k t ó r y c h punktem wyjścia było nie stworzenie
„dzieła sztuki", lecz konieczność w e w n ę t r z n e j wypowiedzi,
ujścia dla gorejącej w y o b r a ź n i .
Dyspozycje twórcze i j a s k r a w o ś ć ich ujawniania się
w postaci „ s p o n t a n i c z n e j " zależą jednak nie t y l k o od psychi­
ki, alo i od czynników z e w n ę t r z n y c h , od ciśnienia środowiska,
stopnia zależności od wzorów, i co szczególnie istotno —
od sposobu kształcenia, prowadzenia amatora przez instru­
ktora — plastyka, ognisko i t p . Złe prowadzenie wiedzie do
przejmowania z z e w n ą t r z konwencji, k t ó r e się n a ś l a d u j e ,
do kenalizowania wypowiedzi osobistej w formach konwen­
cjonalnych.
Wiąże się z t y m w a ż n y problem — nieraz u t o ż s a m i a się
twórczość spontaniczną ze s z t u k ą n a i w n ą , „ i n n ą " , instynktywną. Zo swoistym p r y m i t y w i z m e m
wypowiedzi.
Jest to niesłuszne, choć oczywiście łatwiej b y ć „ s o b ą " ,
gdy się jest niezależnym od ciśnienia z e w n ę t r z n y c h wzorów,
gdy się jest debilem, k a l e k ą , izolowanym od otoczenia
głuchoniemotą czy ślepotą, gdy się żyje w leśnej głuszy,
w izolacji fizycznej lub psychicznej.
Nie zawsze jednak a u t e n t y c z n o ś ć p r z e ż y c i a i dyspo­
zycji twórczych w y r a ż a się w formie zupełnie nowej. B y w a ,

41

żo przyjmuje się model czyjejś sztuki jako sobie najbliższy.
Z n a k o m i t y m p r z y k ł a d o m jest t u dla mnie malarstwo górnika
Ewalda Gawlika ( i l . 45), k t ó r y nawiązuje do van Gogha nie
jako do malarskiej konwencji — ale jak do bliskiego sobie
wzorca artysty, człowieka, do jego postawy moralnej, dra­
m a t u życia, twórczości.
Sama „ o r y g i n a l n o ś ć " o niczym nie świadczy. Może b y ć
wręcz w y n i k i e m mody, wtedy „ o r y g i n a l n o ś ć " jest t y l k o
pozorna, z e w n ę t r z n a . Staje się sposobem, trickiem — nie
ma natomiast niczego wspólnego z rzeczywistą adekwat­
nością m i ę d z y twórczością a osobowością człowieka.
W ł a ś n i e w ś r ó d t y c h ludzi, dla k t ó r y c h sztuka jest
w e w n ę t r z n ą p o t r z e b ą , sposobem realizowania siebie, spoty­
ka się osobowości t w ó r c z e , prawdziwych a r t y s t ó w : Nikifora,
Felicję Głowacką, Jana Spychalskiego, Marię Daleborę,
Zygmunta Beksińskiego. „ N i o u c z o n y c h " , a w y b i t n y c h .
Nie k a ż d y jednak, k t o przejawia dyspozycje plastyczne
jest „ a r t y s t ą " i zasługuje od tej strony na nasze zaintereso­
wanie. Powiedzmy jasno, są to raczej w y j ą t k i , i jeśli na
I Triennale P l a s t y k i Nieprofesjonalnej znalazło się sporo
dzieł n a p r a w d ę interesujących i w a r t o ś c i o w y c h artystycznie,
to nie zapominajmy, iż zostały ono wybrane spośród wielu,
wielu t y s i ę c y o b r a z ó w i rzeźb n a d s y ł a n y c h w całym kraju
na p r z e g l ą d y plastyki amatorskiej. Wybrano je przecież
z przeszło 20.000 prac zgromadzonych na przeglądach woje­
wódzkich, a więc już po wstępnej selekcji, przy czym w Szcze­
cinie pokazano ok. 700 prac, a w Krakowie i Warszawie
ok. 300.
F a k t t a k ostrej selekcji absolutnie nie p o d w a ż a sensu
i rangi twórczości nieprofesjonalnej, szerokiego ruchu pla­
stycznego amatorstwa. Rzecz bowiem w t y m , że w odróż-

215

�I I . 42. Urszula Z a p a ł a - B u k s e , R a c i b ó r z . Portret,

olej. I I . 43. H e n r y k Wloczywoda, Bydgoszcz. Dziewczyna

nieniu od m i a r y ocen w sztuce zawodowej — w twórczości
nieprofesjonalnej w a r t o ś ć ściśle plastyczna jest t y l k o jed­
n y m z k r y t e r i ó w , i ś m i e m twierdzić — nie n a j w a ż n i e j s z y m .
B ą d ź m y sprawiedliwi. W nurcie nieuczonej sztuki
spotyka się dzieła świetne, urocze, urzekające autentyzmem,
siłą bezpośredniego przekazu osobowości artysty, spotyka się
obrazy i rzeźby dające widzowi wzruszenie, inspirujące
artystycznie — i dlatego I Triennale uznane zostało przez
szczecińską k r y t y k ę za ewenement. Ale nie dla artystycz­
nych wartości otacza się ruch amatorski zainteresowaniem
i p o m o c ą (zresztą niewielką). P r z e s ą d z a j ą o t y m inne czyn­
n i k i — natury ogólnokulturowej, społecznej, psychologicznej.

*
Przeprowadzony t u podział ma oczywiście sens t y l k o
orientacyjny. Określając sfery, w k t ó r y c h przejawiają się
uzdolnienia i dyspozycje plastyczne, posłużyłem się „ m o d e ­
l a m i " , k t ó r e , j a k to bywa zawsze przy budowaniu teoretycz­
nych konstrukcji, m a j ą t y l k o p r z y b l i ż o n ą w a r t o ś ć , uprasz­
czają złożone zjawisko psychologii twórczości i nie zawsze
d a d z ą się odpowiednio z a a p l i k o w a ć w praktyce, czasom
bowiem w y s t ę p u j ą motywacje, k t ó r e mieszczą się w paru
grupach lub na ich s t y k u . Nie chodziło t u jednak o to,
żeby poszufladkować ludzi, ale b y p o k a z a ć , że dyspozycje
plastyczne m o g ą się realizować na r ó ż n y c h p i ę t r a c h świado­
mości, inwencji i uzdolnień, i że przejawiają się one w róż­
nych sferach działania.
Modele te m a j ą znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy za­
stanawiamy się nad dyspozycjami t w ó r c z y m i ludzi, nad
ich inklinacjami. P o z w a l a j ą może t r o c h ę lepiej zrozumieć
zjawisko, k t ó r e nazwano twórczością (plastyką) nieprofes­
jonalną.

216

wiejska,

olej.

W y b ó r tego określenia nie b y ł przypadkowy, mimo
że nie jest to określenie ł a d n e . „ N i e p r o f e s j o n a l n y " jest
przeciwieństwem czegoś, co jest „profesjonalno", a więc
wyuczone, wykonyw ane fachowo, sprawnie zawodowo.
„ N i e p r o f e s j o n a l n y " oznacza więc t u tyle, co nie wyuczony,
nie t r a k t u j ą c y swej twórczości jako zawód, rzemiosło.
Mieści się więc w t y m określeniu k a ż d e działanie plas­
tyczne, k t ó r e p o w s t a ł o samorodnie, spontanicznie, bez okre­
ślonego t r y b u szkolenia niezbędnego dla uzyskania patentu
plastyka. A więc i twórczość wiejskich p r y m i t y w ó w (samo­
dzielnie k s z t a ł t u j ą c y c h swój warsztat artystyczny i formę
wypowiedzi) i t z w . naiwnych, i wszelkiego autoramentu
a m a t o r ó w , mniej czy bardziej podszkolonych, i wreszcie
a u t o d y d a k t ó w . Pojęcie „ n i e p r o f e s j o n a l n y " obejmuje więo
zarówno a n a l f a b e t ę , j a k i człowieka o dużej wiedzy i kultu­
rze, „ n a i w n e g o " i ś w i a d o m e g o .
Poza „ n i e p r o f e s j o n a l n y m i " s ą więc jedynie „profes­
j o n a l n i " . W sytuacji polskiej b ę d ą t o artyści-plastycy za­
wodowi, usankcjonowani p r z y n a l e ż n o ś c i ą do ZPAP lub
odpowiednim zaświadczeniem Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki.
B ę d ą t u t e ż t w ó r c y ludowi, rzemieślnicy, przejmujący warsz­
tatowe umiejętności i tradycyjne f o r m y ; zawodowo trudnią­
cy się określoną dziedziną wytwórczości artystycznej.
P o m i n i ę t o t e ż na Triennale malarstwo dzieci, które
jest zjawiskiem o d r ę b n y m . P o m i n i ę t o również te formy
plastycznej wypowiedzi, k t ó r e w zamierzeniu swym nie
m i a ł y pełnić roli „dzieła s z t u k i " , choć mogłyby być dla
widza interesujące nawet od strony artystycznoj, a więo
m a l u n k i na ś c i a n a c h d o m ó w i d o m k ó w campingowych
i w o g r ó d k a c h działkowych, kompozycje ogrodów, kącików
z k w i a t a m i przed oknem, b u k i e t y z suszu i sztucznych
k w i a t ó w , dekorację mieszkania, m a k i j a ż i „przyrządzanie"
siebie, r y s u n k i i r z e ź b y w piasku, lodzie, dorysowywanie
7

�•tejo 'пгогшрВ zvzfdj

•fs[0 'эо.птрпши

•eoiM.og.trg; 'ЧТ1^«0 P l ^ a

'S?

II

-jsiudrig ' c q f e ^ z g jfezsptreuj -ff -Ц

�4в

47

I I . 46. K a r o l Sorychta, Jelenia Góra. Moja matka też Gioconda, olej. I I . 47. Franciszek Szyłojko, Supraśl. Leda, olej.
(Kopia z reprodukcji obrazu Loonarda da Vinci).

r ó ż n y c h treści na fotografiach (zwłaszcza portretach), col-''
laże, rysunki „ k o n f e r e n c y j n e " , dekoracyjne pismo kali­
graficzne (kaligramy), t a t u a ż , zdobienie kulinarne (stołu,
potraw), para - a r t y s t y c z n ą twórczość fryzjerów i cukier­
ników, ręcznie malowane szyldy i reklamy, dekorację „ p o p artowską" samochodów i t d .
Szkoda m i , że na Triennale nie u d a ł o się p o k a z a ć
t y c h przejawów inwencji plastycznej, nawet w formie foto­
graficznego aneksu. Niestety — m a ł o co jest utrwalone,
po prostu n i k t się nie zajmuje d o k u m e n t a c j ą t y c h p r z e j a w ó w
ludzkiej a k t y w n o ś c i . A w opiece nad amatorami wciąż trzy­
mamy się dawnego schematu tworzenia „dzieł s z t u k i " .
Regulaminy większości p r z e g l ą d ó w powiatowych i woje­
wódzkich nawet zastrzegają, że przyjmowane b ę d ą jedynie
obrazy, rzeźby, grafika. N a ile słuszne jest to ograniczenie
pola oddziaływania i n s t r u k t o r ó w , plastyka? Nie wiem. Są­
dzę, że jest to jedno z p y t a ń , na k t ó r e trzeba będzie odpo­
wiedzieć w bliskim czasie.
Triennale ograniczało się więc do dyscyplin t r a d y c y j ­
nych. T y m bardziej, że przyświecała m u m y ś l konfrontacji
n u r t u niezawodowego z zawodowym. Pokazania różnic,
pokazania też tego, co ciekawe, wartościowe, a nawet inspiru­
jące. I d e ą wystawy było właśnie zderzenie r ó ż n y c h postaw
w plastyce nieprofesjonalnej. Zademonstrowanie zjawiska
w różnorodności form, „ c h a r a k t e r ó w pisma". I chyba to
przede wszystkim różniło Triennale od innych wystaw,
któro p o k a z y w a ł y t y l k o w y c i n k i zagadnienia — twórczość
ludową, naiwnych, a m a t o r ó w , grupy środowiskowe i zawo­
dowe.
Na pewno Triennale b y ł o b y dla wielu widzów, zwłaszsza zawodowych p l a s t y k ó w bardziej „ z a b a w n e " , gdyby
ograniczyło się t y l k o do prezentacji „ n a i w n y c h " . Ale prze­
cież nie o to chodziło. Po to właśnie p r z y j ę t o formułę szeroką
— plastyki nieprofesjonalnej — aby p o k a z a ć wszystko, co

218

w a r t o ś c i o w e na r ó ż n y c h szczeblach świadomości. Obok ludzi
naiwnych (z różnego zresztą powodu) są przecież też „auten­
t y c z n i " t w ó r c y wśród ludzi w y k s z t a ł c o n y c h . I c h wypowiedź
musi b y ć oczywiście inna, ponieważ inna jest ich osobowość,
k u l t u r a , psychika. Zachęcanie t a k i c h ludzi do „naiwności"
b y ł o b y nonsensem. Mogą p r z e j m o w a ć (i robią to czasem —
vide i l . 20) wzorzec stylowy „ n a i w n y c h " , podobnie jak wzo­
rzec „ n a i w n y c h " przyjęło wielu a m a t o r ó w jugosłowiańskich,
zachodnio-niemieckich czy francuskich, ale właśnie w tym
widzę uleganie modzie i co t u dużo mówić, bodźcom komer­
c y j n y m . Rzecz dotyczy zresztą i p l a s t y k ó w zawodowych,
nie wchodzę t u nawet w przyczyny, dla k t ó r y c h ktoś przyj­
muje konwencję „ n a i w n ą " — faktem jest, że wlaśnio w tej
„ k a t e g o r i i " zdobyli we Włoszech medale nasza Maria Anto
i Fantazos Ziembicki.
Naturalne jest, gdy twórczość jest adekwatna do po­
ziomu kulturalnego człowieka, do ś w i a d o m y c h jego ambicji.
T y l k o , że i m większa k u l t u r a , t y m trudniej o spontaniczność,
świeżość obserwacji i w y o b r a ź n i , swobodę i śmiałość twórcze­
go a k t u .
W y p a d a z a p y t a ć , co p o k a z a ł o Triennale, jakie może
n a s u w a ć wnioski ? C h c i a ł b y m t u powiedzieć o paru sprawach.
Wyselekcjonowano dzieła a r t y s t ó w nieuczonych mógł
b y ć w y b i t n i e interesujące artystycznie; wzbogacają obraz
sztuki naszego czasu o nowo odcienie. P r z y p o m n ę t u stwier­
dzenie Dubuffota i Rolanda Topora — że jedynie ciekaw^
jest twórczość, k t ó r e j źródła t k w i ą w zakamarkach ludzkiej
psychiki, k t ó r a ujawnia czy wręcz demaskuje to, co jest
autentycznym problemom czy nawet dramatom człowieka.
W sztuce, wśród zalewu prac poprawnych, pseudo-oryginalnych, a często wirtuozowskich formalnie — ważna jest nie
z e w n ę t r z n a ich p o w ł o k a , ale t o , co artysta ma innym na­
p r a w d ę do powiedzenia. Jest s m u t n ą p r a w d ą sztuki naszego
czasu, że coraz trudniej jest powiedzieć coś ważnego, a nawet

�&lt;

tylko nowego. Nie sądzę, aby „ n i e u o z e n i " mieli nam d u ż o
do powiedzenia o świecie. Ale m ó w i ą o sobie wtedy, gdy
w swej twórczości są tacy jacy są, właśnie przez brak wiedzy
zapożyczonej, wyuczonej, właśnie dlatego, żo u najciekaw­
szych z nich — forma, jak kokon, wysnuta jest z w e w n ą t r z ,
jost funkcją psychiki, w y o b r a ź n i , idei, obsesji.
Mówi się, a czasem t a k jest istotnie, że w sztuce „nieuładzonej", nieutemperowanoj przez k u l t u r ę — ujawnia się
prawda ludzka. A to się liczy, zwłaszcza w naszej epoce,
bardziej niż zręczność, efoktowność, p o p r a w n o ś ć .
Ale co jest n a p r a w d ę w a ż n e w tej twórczości niepro­
fesjonalnej ? Poziom? Forma? Czy m o ż e jej rola dla samego
malarza ?
Wspominałem, że k r y t e r i u m „ a r t y s t y c z n e " jest w moim
głębokim przekonaniu wcale nie najważniejsze w ocenie
s p o ł e c z n o j roli sztuki niezawodowej. T u właśnie w i d z ę
zasadniczą różnicę m i ę d z y stosunkiem do sztuki profesjo­
nalnej a nieprofesjonalnej.
Podstawowym bowiem k r y t e r i u m oceny zawodowego
artysty-plastyka jest jakość artystyczna jego dzioła. Nie
interesuje nas czym jest obraz dla niego samego, nie ob­
chodzą nas jogo w e w n ę t r z n e perypetie. Jest zawodowcom,
którego fach na t y m polega, że pokazuje swoje dzÍ3la
publiczności. Obraz czy r z e ź b a s t a j ą się częścią „ r y n k u " ,
patrzymy na nie jak na towar, j a k na przedmiot artystycz­
ny, który powinien n a m coś m ó w i ć , n a w i ą z a ć z n a m i
jakąś nić porozumienia.
Ale w twórczości niezawodowej k r y t e r i u m jakości arty­
stycznej jest t y l k o j e d n y m z k r y t e r i ó w i t o , jak j u ż po­
wiedziałem, nie n a j w a ż n i e j s z y m . W ó w c z a s gdy w plastyco zawodowej interesuje nas efekt, p r o d u k t , dzieło. S z t u ­
ka. W plastyce zaś nieprofesjonalnej n i e p o r ó w n a n i e waż­
niejsza jest s a m a t w ó r c z o ś ć , to czemu ona służy,
jaką pełni rolę dla samego t w ó r c y , dla środowiska. Dlatego,
aby wlaściwio ocenić społeczną rolę p l a s t y k i niezawodowej,
trzeba zdawać sobie s p r a w ę z tego:

Bywa, że człowiekowi zostaje w życiu t y l k o twórczość.
I szczęśliwy ten, k t o j ą wówczas ma, k t o może w niej w y ­
ł a d o w a ć swe kompleksy, frustracje, napięcia. Gdy znakomity
chirurg, na skutek porażenia, staje się kaleką, niezdolnym
m ó w i ć i pisać — malowanie staje się dla niego n o w ą treścią
życia. Ludzie m a l u j ą , r y s u j ą , rzeźbią — aby odnaleźć sens
egzystencji, aby z o b i e k t y w i z o w a ć swoje nieszczęście. Spot­
k a ł e m w Barczewie człowieka bez r ą k , k t ó r y m a l o w a ł pędz­
lem t r z y m a n y m w ustach. W Konstancinie dzieci o po­
r a ż o n y c h po Heine-Medina k o ń c z y n a c h rzeźbią w glinie
p a t y k i e m t r z y m a n y m palcami nogi lub w ustach. (Są radosne,
c h w a l ą się swymi k o t a m i , d i a b ł a m i , k r ó w k a m i ) . Maluje
niowidoma, Józefa Budzyn-Nowakowa, uprzednio modeluje
z p a p k i papierowej płaskorzeźbę, k t ó r ą n a s t ę p n i e pokrywa
farbami, maczając pędzel w odpowiednio ustawionych słoi­
kach. (Oczywiścio utrata wzroku n a s t ą p i ł a j u ż w wieku
d o j r z a ł y m — s t ą d pozostała p a m i ę ć p r z e d m i o t ó w i barw).
R z e ź b i niewidomy m a s a ż y s t a z Ciechocinka, przeważnie
f i g u r k i psa, portrety swojego psa, k t ó r e g o stale „ o g l ą d a "
r ę k a m i . Ludzie nagle rzuceni poza b u r t ę życia, pozbawieni
dotychczasowych zainteresowań, zajęć — znajdują w twór­
czości nowy sens życia. N i g d y nio z a p o m n ę dziewięćdziesięciokilkuletniego Alfreda Długosza, malarza-amatora z Gor­
l i c ; od czasu swej emerytury malował n a m i ę t n i e i z powagą,
a u m i e r a j ą c , z a ż ą d a ł b y m przyjechał do niego, chciał bo­
wiem dorobek swego życia o d d a ć do I n s t y t u t u Sztuki. B y ł
już nieprzytomny, ale gdy wszedłem do jego pokoiku
w domu dla przewlekle chorych — p o z n a ł mnie, uśmiechnął
się z t r u d e m i p o w i e d z i a ł : „ P a n i e , ja m i a ł e m piękne życie.
B y ł e m malarzem".

— czym jest ona dla higieny psychicznej autora;
— jaka jost jej rola w rozwoju k u l t u r a l n y m t w ó r c y ,
we wzbogaceniu jego osobowości;
— jak wpływa ona na środowisko.
Dopiero na końcu w y m i e n i ł b y m zdolność budzenia wzruszeń
i emocji artystycznych samym dziełem.

Ale nie m ó w m y o p r z j k ł a d a c h drastycznych, nie chciał­
b y m sugerować niechcąco, że zjawisko dotyczy niewielkiej
grupy ludzi. Z b a d a ń ankietowych, k t ó r e właśnie prowadzi­
m y w Pracowni P l a s t y k i Nieprofesjonalnej I n s t y t u t u Sztuki
P A N w y n i k a — że motywacja psychologiczna dominuje
zwłaszcza wśród ludzi w wiekii ś r e d n i m i dojrzałym. Napotyka
się j ą w większości ankiet ludzi, k t ó r z y zaczęli rzeźbić i malo­
w a ć w wieku emerytalnym.
D l a ludzi zajmujących się czynnie p l a s t y k ą twórczość
jest b o d ź c e m zainteresowań „ w i e l k ą " s z t u k ą . Badania pu­
bliczności odwiedzającej muzea sztuki w y k a z u j ą wśród zwie­
d z a j ą c y c h d u ż y odsetek a m a t o r ó w - p l a s t y k ó w . Większość
ma w domu książki o sztuce, reprodukcje, chodzi na wy­
stawy. Sam fakt malowania czy rzeźbienia wyróżnia jed­
n o s t k ę w środowisku, i to jest zjawisko nowo, ważne.
Oczywiście bardziej skomplikowana jest ocena roli plas­
t y k i niezawodowej w upowszechnianiu k u l t u r y , zwłaszcza
plastycznej. Czy jest to rola zawsze doda nia?

Problem funkcji jest absolutnie podstawowy. Bez
zrozumienia jego niemożliwa jest ani p r a w i d ł o w a ocena
zjawiska, ani polityka j a k ą n a l e ż y wobec niego stosować.
Triennale — widziano w oderwaniu od zarysowanej t u
hierarchii funkcji jest t y l k o c i e k a w o s t k ą , argumentem do­
wodzącym, żo przy bardzo dużej selekcji m o ż n a znaleźć
w nurcie twórczości nieprofesjonalnej interesujące osobo­
wości i wartościowe dzieła. Ale t o nie jest w y s t a r c z a j ą c y m
powodem, aby otaczać ten n u r t zainteresowaniem i opieką.
Jest nim natomiast rola społeczna i k u l t u r o w a tego n u r t u .
Higiena psychiczna.
Nie przypadkiem w y ­
mieniam t ę s p r a w ę na pierwszym miejscu. Jest n a j w a ż ­
niejsza. Nieprawda, że dotyczy znikomej liczby osób o zakłóconoj psychice. D o t y c z y milionów, jest więc powszechna
i — niestety — coraz bardziej widoczna. Niezależnie od
ustroju, jest to bowiem sprawa relacji p o m i ę d z y j e d n o s t k ą
a światom. Nasze środowisko bio-psychiczne jest niestety,
jak cała przyroda, podatne na „zanieczyszczenie". C y w i l i ­
zacja przemysłowa zakłóca r y t m życia, stawia organizm,
zwłaszcza psychikę przed „ p r z e c i ą ż e n i a m i " . H a ł a s , zanie­
czyszczenie powietrza, t r u d n o ś c i komunikacyjne —• wszystko
to wpływa na osłabienie odporności przez czynniki fizyczne,
zewnętrzne; przez wzrost nerwowości, n a p i ę ć , zmęczenie,
przez osłabionie naturalnych m e c h a n i z m ó w obronnych.
Sprzyja to pogłębianiu się stressów w y n i k ł y c h ze złego
układu s t o s u n k ó w m i ę d z y l u d z k i c h , osobistych d r a m a t ó w ,
załamania dotychczasowych m a r z e ń , złudzeń, nadziei.

Mogę takich p r z y k ł a d ó w p o d a ć d u ż o . I co — j a k mie­
r z y ć twórczość t y c h ludzi? W a r t o ś c i ą a r t y s t y c z n ą ? Zmarsz­
czyć brew i p o w i e d z i e ć : — tło jakieś t u martwe, a i kolory
nieciekawe — gdy obraz ten n a m a l o w a ł m ł o d y człowiek cier­
p i ą c y na zanik mięśni, a więc b e z w ł a d n y i bezbronny,
z trudem t r z y m a j ą c y ołówek w dłoni.
r

2

Zacznę od p o z y t y w ó w . Celowe jest w ogóle u ś w i a d a m i a ­
nie ludziom, że sztuka ma sens, że m o ż e b y ć p o t r z e b ą ,
d a w a ć satysfakcję. Dlatego ważno jest nawet samo w y s t ę ­
powanie w środowisku — ludzi czytających, słuchających
m u z y k i , t r a k t u j ą c y c h f i l m czy telewizję jako coś więcej niż
chwilową r o z r y w k ę , oglądających wystawy, malujących,
rzoźbiących. W a ż n e , ale wtedy gdy u ś w i a d a m i a istnienie
potrzeb „wyższego r z ę d u " , gdy jest c z y m ś więcej niż spo­
sobem zarobku, c h a ł t u r ą . T y l k o wtedy. Sens upowszechnia­
nia sztuki widzę bow iem nie w p o b i e ż n y m uczeniu stylów
historycznych, nie w t ł u m a c z e n i u idei, formy, konstrukcji,
nio w przekonywaniu, że Picasso jest wielkim malarzom,
ale w stwarzaniu innego — niż potoczny — systemu odnie­
sień, w tworzeniu w zorca życia, w k t ó r y m decyduje nie
pieniądz, nie kariera, a wartości bezinteresowne, ideowe,
7

7

219

�moralne. Doceniam l u d y c z n ą funkcję sztuki, doceniam sens
propagowania idei p i ę k n a na co dzień — c h o ć b y dlatego,
że łączy się niespodzianie blisko z pojęciem dobrej roboty,
rzetelności. Ale jeśli widzę głęboki sens sztuki w społeczeń­
stwie, to z innego powodu. Sztuka zaspokaja ( i budzi) t ę
sferę potrzeb, k t ó r ą z w y k l i ś m y łączyć z w i a r ą , religią. Czyni
ludzi lepszymi, bardziej w r a ż l i w y m i , o t w a r t y m i na życie,
problemy moralne, ideowe.
W i d z ę sens wystaw sztuki nieprofesjonalnej, gdyż uprzy­
t a m n i a j ą one, że twórczość nie jest s p r a w ą „ e l i t y " , nie
jest c z y m ś n i e d o s i ę ż n y m . P r z e ł a m u j ą one ostre bariery, za
ostre, dzielące dziś społeczeństwo na „ t w ó r c ó w " i „odbior­
c ó w " . W i d z ę sens, ponieważ plastyka a m a t o r ó w jest ł a t w i e j ­
sza w odbiorze, pozwala łatwiej p r z y j ą ć u m o w n o ś ć , bez
której nie ma przecież sztuki.
W i d z ę sens — ale t y l k o wystaw selekcjonowanych,
zwłaszcza środowiskowych, g d y ż t a m najlepiej spełniają
role, o k t ó r y c h mówiłem w y ż e j . Naturalnie pozytywna rola
wystaw a m a t o r ó w większa jest t a m , gdzie w y s t ę p u j ą one
na k u l t u r a l n y m ugorze, gdzie brak innych możliwości kon­
t a k t ó w z d o b r ą s z t u k ą — a mniejsza, gdy k o n k u r u j ą z w y ­
stawami zawodowych p l a s t y k ó w .
Bywa bowiem, że stają się rywalizacją złą, g d y ż oferują
prawie zawsze wartości łatwiejsze, wzruszenia — t a ń s z e .
A sztuka u ł a t w i o n a , nie w y m a g a j ą c a myślenia, nie b u d z ą c a
refleksji, nie rozwijająca świadomości widza — m o ż e b y ć
nawet hamulcem w rozwoju k u l t u r a l n y m człowieka.

G r o ź n a wydaje się fala komercjalizmu, wdzierająca się
do ruchu amatorskiego. Obwieszanie złymi, martwo po­
c z ę t y m i obrazami kawiarni, sprzedawanie ich w tychże
kawiarniach, a t a k ż e — co gorsze — na r ó ż n y c h oficjalnie
popieranych kiermaszach. Niepokoi nie fakt sprzodaży ja­
kichś lepszych czy nawet gorszych obrazów, ale niemal
oficjalne montowanie „ d r u g i e g o r y n k u " , stwarzanie bodź­
ców do komercjalizacji twórczości, z założenia przecież
amatorskiej, a więc bezinteresownej.
Popularyzacja sztuki słabej, pseudo-sztuki, w kraju,
gdzie amatorszczyzna wdziera się r ó ż n y m i szczelinami—
do wzornictwa przemysłowego, do p a m i ą t k a r s t w a , do rze­
m i o s ł — musi b u d z i ć n i e p o k ó j .
Konieczne jest więc p r z e m y ś l e n i e tego zagadnienia i wy­
eliminowanie niedobrych p r a k t y k . Jest to bodaj że naj­
bardziej pilna i w a ż n a sprawa w ś r ó d zarysowanych tu
problemów.
Twórczość nieprofesjonalna zajmuje w a ż n e miejsce wnaszej kulturze. Jest zjawiskiem rozwijającym się dynamicznie,
ciekawym i bynajmniej n i e ł a t w y m do sterowania. Toteż
dobrze, że w ślad za Triennale zostanie zorganizowane
sympozjum poświęcone problemom niezawodowej, amator­
skiej plastyki. Powinno ono p r z y n i e ś ć w efekcie nie tylko
d y s k u s j ę czy nawet wspólnie p r z e m y ś l i ne tezy, ale i znaleźć
wyraz w polityce kulturalnej Resortu K u l t u r y . Czas po
temu n a j w y ż s z y .

PRZYPISY

' I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej, Szczecin,
Wojowódzki D o m K u l t u r y , Zamek K s i ą ż ą t Pomorskich,
2—20.VI.1974 r. Koncepcja i w y b ó r prac z p r z e g l ą d ó w
wojewódzkich: Zofia Bisiakowa i Aleksander Jackowski
(komisarz wystawy). Katalog — opr. A . Jackowski.
W y b ó r prac z Triennale pokazano n a s t ę p n i e w K r a ­
kowskim D o m u K u l t u r y , Pał&amp;c p o d Baranami, 3 0 . V I —

25.VII.1974 r. oraz w P a ń s t w o w y m Muzoum Etnograficz­
n y m , Warszawa, 5.X—15.XI.1974r. W p l a k a c i o w g projektu
Krzysztofa Pęcińskiego wykorzystano obraz Ogród Bazylego
Albiczuka z D ą b r o w i c y D u ż e j , pow. Krasnystaw.
2 Por. W ł . Cichocki, Praca oświatowa w Muzeum Sztu­
ki w Lodzi [ w : ] Rocznik Muzeum Sztuki w Lodzi 1930—1962,
Łódź 1965," s. 161, 166.

F o t . ; E . K o z ł o w s k a — T o m c z y k — i l . 2 1 ; L . Sempoliński—il. 20; St. S t ę p n i e w s k i - i l . 12 ; J . Świderski—il. 1-11, 13-19, 22, 24-47;
W . W o l n y - i l . 23

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10028" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10006">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4a62e870baa132610b3646f0a102a45b.pdf</src>
        <authentication>1fe9b514aefb7b52e54fbe1967646686</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4714</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119266">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119267">
                <text>budownictwo ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119268">
                <text>Podkarpacie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119269">
                <text>tkactwo, kultura materialna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119270">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4376</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119271">
                <text>Chałupa tkacka z okolic Krosna/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119272">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.2; s.79-86</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119273">
                <text>Czajkowski, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119274">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119275">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119276">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119277">
                <text>Jerzy

Czajkowski

C H A Ł U P A

T K A C K A

Z

K R O S N A

O K O L I C

Szeroki pas P o g ó r z a w z d ł u ż c a ł e g o ł u k u K a r p a t
b y ł z dawien dawna bastionem domowego p r z e m y s ł u
t k a c k i e g o . W y r a ź n a przewaga t k a c t w a nad i n n y m i
p r z e m y s ł a m i w i e j s k i m i z a z n a c z a ł a się .także w nie­
k t ó r y c h okolicach na P o g ó r z u rzeszowskim. T k a c t w o
b y ł o t u rozpowszechniono r ó w n i e ż w miastach, w ś r ó d
k t ó r y c h 'szczególniejsze znaczenie m i a ł y : D ę b o w i e c ,
Gorlice, Ż m i g r ó d , Osiek, J a s ł o , Dębica, Biecz i Prze­
w o r s k . M n i e j s z ą r o l ę w p r o d u k c j i tkackiej o d g r y ­
w a ł o Krosno, choć i t u od r o k u 1501 i s t n i a ł cech
t k a c k i . Miasto to, l e ż ą c e p r z y g ł ó w n y m trakcie ł ą ­
czącym Polskę z Rusią i Węgrami, mniejszą wagę
p r z y w i ą z y w a ł o do p r o d u k c j i tkackiej, c z e r p i ą c w i ę k ­
sze zyski z Jh.9nd.l1j p ł ó t n e m t y m bardziej że m i a ł o
pod swoim bokiem k i l k a w s i , k t ó r y c h m i e s z k a ń c y od
bardzo dawna zaimowali sie t k a c t w e m na 'skale rarze
1

2

II. 1. Dom z 1770 r.,
Eugeniusz
Winiarski.

Korczyna.

pow.

Krosno.

Wł.

3

KrLhJnta
Wala T &lt; L h n r = L
Odrzvknń' T « k r J n i '
TTrnćoipnWri W v ? n p i TVi7rtp Twnnir7 i in * N i e w a t t i l i
a

HL, ^

^ l , r ^ Z ^ ^ r I ^ ^ ^ ^

Króle

z
, r i f /1Zi
-7 T i r
J^T™;£,
kancy Ł K " « z y n y ] od n a j a a ™ ^ z y c n j z a o w za m u j ą się t k a c t w e m i mimo u p a d k u tego r ę k o d z i e ł a znaj­
duje się t u 40S w a r s z t a t ó w i 316 krosien. P r ó c z tego
w n a j b l i ż s z e j okolicy jest 204 w a r s z t a t ó w i 408 k r o fZ'
f ^!
» K o f r a y o a w y r a b i a ł a tygodniowo
1000 szt. p ł ó t n a po 60 l o k a , a okolica po 500 sztuk... .
Owa zdecydowana przewaga t k a c t w a _ korczynskiego
nad p r o d u k c j ą okoliczną zaznacza się r ó w n i e ż w
c h w i l i obecnej, m i m o znacznego zaniku tego rze¬
miosła.
Przeprowadzone badania t e r e n o w e nad architek­
t u r ą l u d o w ą P o g ó r z a w y k a z a ł y , że w k i l k u z w y ż e j
j u ż wspomnianych w s i (Korczyna, K o m b o r n i a , Wola
Komborska, O d r z y k o ń ) istnieje silna w s p ó ł z a l e ż n o ś ć
m i ę d z y zawodowo t r a k t o w a n y m r z e m i o s ł e m t k a c k i m
a rozplanowaniem w n ę t r z a c h a ł u p y . W innych wsiach
s ą s i a d u j ą c y c h z K o r c z y n ą czy K o m b o r n i a , np. w
Iskrzyni, K r o ś c i e n k u t u b dalej p o ł o ż o n y m I w o n i c z u ,
uprawianie t k a c t w a nie w y w a r ł o w p ł y w u na w y g l ą d
z a r ó w n o w e w n ę t r z n y jak i z e w n ę t r z n y c h a ł u p y Podobnio jest w d z i e s i ą t k a c h innych w s i na P o g ó r z u
„ _ „ , . r , i v k t ó r y c h l u d n o ś ć w mnieiszvm l u b w i e k szym stopniu .trudniła się t k a c t w e m
Charakterystyczny dla c h a ł u p y tkackiej z okolic
Krosna, na k t ó r ą w dotychczasowej l i t e r a t u r z e etno­
graficznej nie z w r ó c o n o baczniejszej uwagi, jest c z ę ­
sto niezmiernie r o z w i n i ę t y plan c h a ł u p y , przy czym
n a l e ż y p o d k r e ś l i ć swoiste nazewnictwo, bowiem d r u g ą
izbę, zwykle m n i e j s z ą , zwano „ w a r s z t a t e m " ' . Do za­
gadnienia tego w r ó c i m y jeszcze w r o z w a ż a n i a c h k o ń ­
cowych.
C h a ł u p y z Korczyny, K o m b o r n i , W o l i Komborskiej
i Odrzykonia są warte uwagi, dlatego że zachowane
fi

W

]

s

a

m

9

7

r 7 P

n

t

t

1

obiekty stosunkowo często m a j ą ponad 100 lat, a w
k i l k u wypadkach sięgają l u b n a w e t p r z e k r a c z a j ą
okres d w u w i e k ó w . P o d o b i e ń s t w o , a nawet identycz­
ność r o z k ł a d u w n ę t r z c h a ł u p w tych czterech wsiach,
bez w z g l ę d u na ich w i e k , pozwala p r z y p u s z c z a ć , że
istnieje j a k i ś w s p ó l n y czynnik k s z t a ł t u j ą c y plan —
nazwijmy
ją skrótowo — korczyńskiej
chałupy,
k t ó r a w y s t ę p u j e w trzech zasadniczych odmianach,
a mianowicie: 1. na planie d w u t r a k t o w y m , 2. na pla­
nie p ó ł t o r a t r a k t u mieszkalnego, 3. na planie p ó ł ­
t o r a t r a k t u gospodarczego.
Stosunkowo najprostsza — nie b i o r ą c pod u w a g ę
t y p u biedniackiego (tabl. l/l) — jest c h a ł u p a na p l a ­
nie p ó ł t o r a t r a k t u gospodarczego (tabl. 1/3). Ma ona
dwie izby w amfiladzie, oddzielone s z e r o k ą sienią
od stajni i komory. T y p ten, powszechny w p ó ł n o c n e j
części pow. gorlickiego, n a l e ż y t u do r z a d k o ś c i . Po­
w s t a ł on najprawdopodobniej w ó w c z a s , gdy z k o m o ­
r y , k t ó r a z a j m o w a ł a całą szerokość c h a ł u p y po d r u ­
giej stronie sieni, wydzielono osobne pomieszczenie
dla b y d ł a trzymanego uprzednio w pierwszej ( d y m ­
nej) izbie Supozycja p o w y ż s z a nie z n a j d u j ą c a po¬
twierdzenia w omawianych wsiach •
te?o rfłrfysiu inr?vkładaich z terenu o n w £orlickio£o
t a r ^ w T k i ^ n f W T ł M P * * W . d v r 7 n n ś ć wvsteno '
wLa
„lunraUkł,, r J L r t n r ™ * / n
r,ÓW
nd
a

pytkackierPOTzedł tu inTądrogą
Jeśli przyjmiemy, że starszy (choć nie p i e r w o t n y )
podział c h a ł u p y z a s a d z a ł się na planie: izba — izba —
sień — komora, w ó w c z a s prawdopodobne stanie się
przypuszczenie, że po u s u n i ę c i u b y d ł a z pierwszej
izby do k o m o r y po drugiej .stronie sieni, wydzielono
z tej izby m a ł ą k o m ó r k ę z w e j ś c i e m z sieni. T y p ten
doskonale prezentuje c h a ł u p a z W o l i Komborskiej
z 1809 r. (tabl. 1/2) oraz z K o m b o r n i
z 1860 r.
(tabl. 1/5). O d m i a n ą jego jest w y d ł u ż e n i e k o m o r y aż
do ściany szczytowej, przez co skraca się r ó w n i e ż izbę
drugą
„ w a r s z t a t " . W a r i a n t ten w y s t ę p u j e z a r ó w n o
w planie p ó ł t o r a t r a k t o w y m (tabl I I / 5 ) j a k i d w u t r a k t o w y m (tabl I I / l ) przy czym niekiedy, zamiast
iednpi d ł u s i a i k n m o r v sa na t v m samvm mieiscu
dwie k r ó t s z e (tabl. 1/7, I I / 2 , 3) b ą d ź z a m f i l a d o w y m

79

�T

T
i

St

, W,

»

3

/

5 |i

'

Ko

r

1 Wr
i

i

u

-

^

j

—

„
Ko

i

—

i

St
Ko

4 —

B

|

n

) s v

s

&lt;(
5

/

Ko

f
|

L

J

Wy

X

U - i -

Tablica
u k ł a d e m d r z w i k o m ó r (tabl. II/3), toądź też z u p e ł n i e
niezależne od siebie (tabl. 1/7, II/2).
C h a ł u p a na planie d w u t r a k t o w y m w y s t ę p u j e w
d w u zasadniczo r ó ż n y c h odmianach. Pierwsza cha­
rakteryzuje się istnieniem d w u izb w
amfiladżie
(tabl. 1/4, 6, 7, 8, I I / l , 3), druga natomiast jest k l a ­
sycznym d w u t r a k t e m , m a j ą c y m po dwa r ó ż n e po­
mieszczenia po obu stronach sierli (tabl. II/4).
Odmiana druga, m i m o że jest reprezentowana
przez obiekt p o c h o d z ą c y z r o k u 1840 (tabl. II/4)
interesuje nas t y l k o marginesowo (ze w z g l ę d u na
nazewnictwo), gdyż pozostaje w sferze szerokiego za­
s ię gu .typowego planu dw.utraktowego, a w omawia­
nych wsiach (oprócz Odrzykonia) w y s t ę p o w a ł a rza­
dziej. Natomiast pierwsza odmiana jest t u powszech­
na. Powstanie jej m o ż n a by t ł u m a c z y ć w z a j e m n y m i
w p ł y w a m i o m ó w i o n e g o w y ż e j p ó ł t o r a t r a k t u gospo­
darczego i p ó ł t o r a k Lr a k t u mieszkalnego {por. tabl. 1/3
i 2 oraz t a b l . 1/5 i II/6), czego nie zmienia fakt istnie­
nia drobnych różnic, jak np. wydzielenie jednej ko­
m o r y obok izby (tabl. 1/4, 6), s k r ó c e n i e „ w a r s z t a t u "
na rzecz k o m o r y (tabl. II '3) oraz amfiladowy u k ł a d
k o m ó r w z d ł u ż części mieszkalnej (tabl. U/2, 3), lub
wre-szcie zaprojektowanie jednej d ł u g i e j k o m o r y za­
miast d w u k r ó t k i c h (tabl I I / l )
r

P o w y ż s z a p r ó b a genetycznego n a ś w i e t l e n i a rozwo­
j u c h a ł u p y tkackiej nie idzie w parze z m o ż l i w o ś c i ą
chronologicznego o k r e ś l e n i a powstania poszczególnych
odmian. Musiało się to stać dość dawno, jeśli zacho­
w a n y obiekt z poł. X V I I I w. (tabl. 1/6 oraz i i . 2) sta­
nowi już z w a r t ą i d o s k o n a l ą k o n s t r u k c j ę , k t ó r a prze­
t r w a ł a bez zmian w c h a ł u p a c h budowanych na t y m
planie jeszcze na p o c z ą t k u X X w.
Możliwe, że badania archiwalne pozwolą przy­
najmniej w części w y j a ś n i ć to zjawisko, chociaż do­

80

tychczasowe poszukiwania nie d a ł y p o ż ą d a n y c h
ników.

l
wy­

Opisywana t u c h a ł u p a t k a c k a b y ł a budowana
z drzewa j o d ł o w e g o ; w 2. poł. X I X w. często jeszcze
z hali o k r ą g ł y c h l u b przecinanych na pół, w cza­
sach nowszych z b i e r w i o n o przekroju p r o s t o k ą t n y m .
N a r o ż n i k i c h a ł u p y w i ą z a n o „ n a o b ł a p " . T y l k o nie­
liczne b u d y n k i m a j ą w ę g i e ł „na r y b i ogon", przy
czym najstarszy z. zanotowanych :w c h a ł u p a c h tego
t y p u pochodzi z 1846 r. C i ę t y jest on jednak dość nie­
zręcznie, co wskazuje być m o ż e na b r a k w p r a w y
cieśli meprzyzwyczajonego jeszcze ido tego rodzaju
zaciosów. Nieco częściej spotykamy węgieł „ n a r y b i
ogon* w c h a ł u p a c h budowanych pod koniec X I X
stulecia C e c h ą starych c h a ł u p k t ó r e z a c h o w a ł y się
do c h w i l i obecnej,
całości bielone zręby. C z ę ­
1

ściej jednak spotyka się b u d y n k i mieszkalne zapusz¬
czone rnoa na b r ą z o w o l u b czarno z Dobielonvmi
w ę g ł a m i i szparami m i ę d z y •poszczególnymi b i e r w l o nami ( i l 5)
Z r ą b c h a ł u p y n a k r y t y jest czterospadowym da­
chem, poszytym terasowato s ł o m ą ze wzmocnionymi
n a r o ż a m i " . Kalenica o b ł o ż o n a jest m i e r z w ą i p r z y ­
ciśnięta „ k o ź l i n a m i " . Dachy d o m ó w .nowszych (2. poł.
X I X w.) zaopatrzone s ą często w „ w i a t r a k " (ił, 6),
t j . duży, p r o s t o k ą t n y o t w ó r , przez k t ó r y wrzuca się
na strych s ł o m ę l u b siano " .
Dachy są z r e g u ł y 2 do 2,5 raza wyższe od w i ­
docznej części z r ę b u . Znaczna ich w y s o k o ś ć i o s t r o ś ć
spadu połaci dachowych nie jest jednak c e c h ą cha­
r a k t e r y s t y c z n ą c h a ł u p y tkackiej, g d y ż takie proporcje
są t u powszechne i to w bardzo szerokim zasięgu.
W konstrukcji dachowej typowe jest u k ł a d a n i e p ł a t w i w jednej l i n i i ze z r ę b e m .

�Tabitca 1
Legenda:

Wr • • warsztat, l — izba,
• komora, i' - • sień,

Ko
st
I

stajnia,
zim

W —

.S'

izba zimno.

1 — Korczyna-Zawiśle,
plan chałupy
(rekonstrukcja
stanu pierwotnego),
bud. w ¡846 T. Wl.
Maria
Cieplik.
Z — Wola Komborska,
plan chałupy
nr 9, bud. ok.
1800 r. (wym.: dl. Wr i I — 7,8 m, S — 3 m,
St — 3,8 m). Wl. Antoni
Długosz.
3 — Kom.bornia,
plan chałupy
bud. ok. 1820 r. Wl.
Franciszek
Kwalek.
4 — Wota Komborska,
plan zagrody nr 9 bud.
w
1829 r. (wym.: szer. B — 6,2 m, Ko — 1,7 m;
dł. Wr — 3,8 m, I — 4,5 m, S — 2,fi m, St —
3,3 m, B — 3,0 m). Wl. Władysław
Krzysik,
5 — Kombornia,
plan zagrody nr 166, bud. ok. 1860 r.
(wym.: szer. 5,5 m, dl. Wr — 2,5 m, I — 4.6 m,
S — 2,1 m, St — 3,5 ni, Ii — 3.0 m). Wl.
Halina
Surmacz.
6 — Korczyna-Zawiśle,
plan chałupy
nr 430,
bud.
w 1756 r., Ko i St zostały
zburzone
(wym.
zachowanej części: szer. 6,0 m i dł. 10,0 m).
Wl
Andrzej
Wilusz.
7 — Korczyna-Górna
Wieś,
plan chałupy
bud.
w
1770 T. (cześć gospodarcza
została obecnie
częś­
ciowo przerobiona).
WL Jakub
Urbanek.
S — Korczyna,
plan typowego domu tkacza wg
ma­
teriałów
inż.
Baruta.

II. 2, 3. Dom. z 1756 r. (całość i fragment),
pow, Krosno. Wl Andrzej
Wilusz.
3

"y'-

boisko.

Korczyna,

Charakterystyczne dla c h a ł u p y tkucklc-j jest u k ł a ­
danie p o w a ł y w izbic na wyżs/.yru poziomic aniżeli
w „ w a r s z t a c i e " . R ó ż n i c a w poziomie powal docho­
dząca w starych domach niejednokrotnie do pół me­
t r a jest rzeczą normalna, p o w s z e c h n ą d a w n i e j nie
t y l k o na t y m terenie. Wiąże się ona z k u m o ś r i ą cha­
łup, k t ó r e j u ż po I wojnie ś w i a t o w e j s p o t k a ć t u m o ż ­
na b y ł a bardzo rzadko, a sporadvcznie t r a f i a ł y sic
jeszcze oo r o k u 1955 Pierwsza izb-i w k t ó ^ e i kortc e n t r o w a ł o się życie m i e s z k a ń c ó w , b y ł a dymna. Po­
ziom r&gt;owałv bvł w n i c i w ^ ż s z r co p o z w r l ^ ł o n?
swobodniejsze, unoszeni tuchodzącego przei

J

v m T

,ij

niprwotnic

l f i v i d l ' n l o v v otwó^

w C'r t''
,

,

o J L r f ń « - » * W H uow-.lv »

D-uc'.

V

t o m u t r z y m a n a ciepta
s y t u a c j ę obserwujemy

MU ,m

w

l f t
f
n
sunku do komory czy u-/ sic ni .
n

izb"

wa s z a a

.o^n.e/. po dru

Z a S

oo"'"lc

'

a b n ,

, &gt;l..
'

! o n

nom0 l l

su-

( !

&gt;

C h a r a k t e r y s t y c z n ą roehą kurnych r h a ł u p były pol c n ł c b i e g n ą c e wzdłuż ś « p : &gt; d "afitem. Ilość ich
dochodziła czasem do «. jak nj&gt;. w c h a ł u p a A n d r / r
Wilusza z Korczyny Ijudow..!-.!.-] w 17M;
¡i'.. ?.Y.
parami obiogają one Uh", dnokoł.-.. nv-„ikif
.a,-.
było stosowanie p o j c d &gt; : u / y r h połcia bu-unącyc h A
- okół izby. T a k i u k ł a d m,i mio.wcp w c h a ł u p i e St. Wawrzykowicza z K o r a b o m i .
bmlow;.ticj
w
o-tMnim
ć w i e r ć w i e c z u X V I I I M - i l n i a ( i l . K Naia'o&gt;c;-l za­
k ł a d a n o 4 polonie, po 2 w ' d ł u ż
równolr-łych
7 linia kn1nnicv Pndnh^r, ,ak ws.-H.-ir noteni.- M i ^ v
ły do suszenia drew, a !akżc - ^ h i i a i y ! l a k - . .
w ogóle.
:

K o r c z y ń s k a tha«u|&gt;d u v . u a
wy­
g l ą d e m z e w n ę l r / . n y m od c h a ł u p wsi oko;U :nyc;i prze­
de wszystkim ilością okien, (o jest lU-luiaiius kuf.^-kw e n c j ą 2 izb w amfaaJzic; WHŻ&gt;.iit.-j&gt;z.ynł atol: f;.k-

�Legenda:

Wr — warsztat, I - izba,
iz — izdebka, Ko komoro,
S - sień, St — stajnia,
B - boisko.

1 — Kombornia,
(wym.: szer.
3,6 m, I —
3,9 m). Wł.
2 — Kombornia,
Stanisław

plan zagrody nr 3, bud. w 1834 r.
Wr ~ 5,6 m, Ko — 1,5 m; dl. W r —
5,0 m, S — 3,0 m , St — 4,5 m B —
Zofia KtapfcoWi.
plan chałupy
bud. w 1781 r. Wł.
Krzysik.

Kombornia
plan chałupy
ew. ok 1780 r
iel

6

a

tr0m

nr 134, bud. ok. 1800 r.,

? / , H T? u ici £,
r ° \ Vlan
zagrody
nr 411, bud. ok. 1840 r. Wł. Jan
Urbanek.
Kombornia,
plan chałupy nr 93, bvd. ok. 1850 r.
(wym.: szer. 7,0 m; dl Wr — 3,5 m, I — 4,8 m,
S — 2,7 m, St — 3,7 m). Wł. Wojciech
Preisner.
Odrzykoń,
plan chałupy
nr 199, bud. w 1874 r.,
komora dostawiona
później,
gdy pierwotną
ko­
morą zamieniono na izbę. Wl. Jan
Preisner.
Czarnorzeki,
typowy plan starych
zagród.
Korczyna,
plan chałupy
bud. w 1780 r. Wł. Ka­
rol W i n i a r s k i .
G

r a

W-

82
ZI

�tern jest funkcja drugiej izby, k t ó r a — j a k j u ż w y ż e j
wspomniano — jest miejscem pracy.
Stojące t u
warsztaty -tkackie (często po 2, nawet 3 w jednej izbie)
w y m a g a ł y odpowiedniego o ś w i e t l e n i a . Ś w i a t ł o dzienne,
p r z e n i k a j ą c e do „ w a r s z t a t u " , uzależnione jest od
usytuowania c h a ł u p y w stosunku do stron ś w i a t a .
Z obserwacji terenowej w y n i k a , ż e c h a ł u p y tkackie
m a j ą lokalizację f r o n t e m na p o ł u d n i e , b ą d ź też skie­
rowane są szczytem „ w a r s z t a t u " na p o ł u d n i e . A n a l i ­
za 40 o b i e k t ó w wykazuje, że z a r ó w n o w c h a ł u p a c h
najstarszych j a k i nowszych p r z e w a ż a 5 o k i e n z tego
2 w pierwszej izbie i 3 w drugiej. Na drugim miejscu
w zesta.wieniu jest 6 oki sn z tego ponownie
2
oierwszei izbie i a ż 4 w druffiei Jeśli w drusiei izbie
znaiduia sie 3 okna to 2 z nich sa w ścianie &lt;57C7Vfo
w e i trzecie zaś w W ł a d k u ™ * t u « w n i » r h J L v
a

frontom na n o ł u d m e
JndniP
wfiwr

hih

Crfv

' lL

nd

»«
ft t

?a*n(iii

rftumł**7ki™,«7W

„' ! , »
?

m

n»

™

I^TnnJ„HnLr "
!H 711 ,'
a

" rip n k n n , 7 , 1 * , « T i .
W

,v

, ™ 7 7 n
z

a

e

w

m

a

i

l

sobie j a k n a j w i ę k s z ą i l o i ć ś w i a t ł a
P
Nie l e k c e w a ż o n o jednak r ó w n i e ż ś w i a t ł a p ó ł n o c ­
nego, o czym ś w i a d c z y spory odsetek c h a ł u p z 4 o k ­
nami w „ w a r s z t a c i e " . W takich wypadkach umiesz­
czano 2 okna w ś c i a n i e szczytowej, 2 p o z o s t a ł e zaś
w ś c i a n a c h d ł u ż s z y c h c h a ł u p y . P o s t ę p o w a n i e podobne
przy 3 oknach w „ w a r s z t a c i e " b y ł o zjawiskiem w y ­
j ą t k o w y m (tabl. 1/3). Jeszcze dziś m o ż n a znaleźć cha­
ł u p y , w k t ó r y c h ilość okien w „ w a r s z t a c i e " odbiega
od p r z e c i ę t n e j liczby. N p . dwie stare c h a ł u p y tkackie
w Korczynie i W o l i K o m b o r s k i e j m a j ą w „ w a r s z t a c i e "
aż 7 okien, z tego 3 w ścianie szczytowej i po 2 w
ś c i a n a c h dłuższych. »
Zaopatrywanie w okno l u b okna ściany północnej
czy wschodniej m i a ł o prawdopodobnie sens szczegól­
nie w ó w c z a s , gdy w izbie b y ł y ustawione 2 lub 3
warsztaty tkackie. W i ę k s z a ilość okien w starych

c h a ł u p a c h b y ł a konieczna r ó w n i e ż ze w z g l ę d u na ich
w y m i a r y , k t ó r e w a h a ł y się w granicach 40X30 cm. »
I n t e r e s u j ą c y jest fakt, że w ł a ś n i e w najstarszych
zachowanych obiektach (budynek n r 430 w Korczynie
z 1756 r., budynek nr 410 w Korczynie z 1770 r.,
budynek K a r o l a Winiarskiego w Korczynie z 1730 r.)
„ w a r s z t a t " ma aż 4 okna. Prawdopodobnie szczegół
ten z w i ą z a n y jest z istnieniem w n i m k i l k u warszta­
t ó w , k t ó r e w X I X w . zaczęto r e d u k o w a ć , gdy nie b y ł o
j u ż tak szerokiego zbytu na s a m o d z i a ł o w e p ł ó t n a .
1 B

Inne szczegóły z w i ą z a n e z b u d o w ą c h a ł u p y (tip.
łączenie k r o k w i , k o n s t r u k c j a drzwi, odrzwi, okien itp.),
k t ó r e nie są typowe dla k o r c z y ń s k i e j c h a ł u p y tkac­
kiej, lecz są powszechne w szerszym p r o m i e n i u , nie
b ę d ą t u omawiane.
Z w r ó ć m y jeszcze u w a g ę
na zagadnienie, k t ó r e
t y l k o wspomniane zostało na p o c z ą t k u , a mianowicie
na n o m e n k l a t u r ę drugiego pomieszczenia mieszkalne­
go. Nazywanie go „ w a r s z t a t e m " p r z e t r w a ł o powszech­
nie do c h w i l i obecnej, m i m o ż e często w domu od
dawna nie m a już w a r s z t a t ó w t k a c k i c h , co w i ę c e j ,
w nowych domach dwuizbowych drugie pomieszczenie
nazywane jest „ w a r s z t a t e m " nawet w ó w c z a s , gdy jego
m i e s z k a ń c y nigdy b e z p o ś r e d n i o nie z e t k n ę l i się z t y m
n a r z ę d z i e m produkcji.
Zasięg nazwy „ w a r s z t a t " w y k r a c z a poza wsie: K o r ­
czyna, Komboraia, Wola Komborska i O d r z y k o ń ;
znajdujemy ją r ó w n i e ż w K r o ś c i e n k u W y ż n e m , Czarnorzekach i B i a ł o b r z e g a c h . " D l a K r o ś c i e n k a , k t ó r e
b y ł o pierwotnie o s a d ą czysto n i e m i e c k ą , charaktery­
styczny jest u k ł a d w n ę t r z pokazany na tabl. I I / 4 ,
a w i ę c nietypowy dla omawianej c h a ł u p y tkackiej.
M i m o to izba mniejsza b y w a t u nazywana „ w a r s z t a ­
tem". O k r e ś l e n i e to zostało t u przeniesione z Korczy­
ny i miesza się z terminem „ i z d e b k a " , powszechnie
spotykanym we wsiach l e ż ą c y c h na
p o ł u d n i e od
Krosna,

11. 4. Dom z 1846 r.,
Korczy­
na, pow. Krosno.
W i . Maria
Cieplik,
83

�7

Bardziej i n t e r e s u j ą c e jest przeniesienie tej nazwy
do Czarnorzek, wsi leżącej na obszarze zamieszka­
n y m przez tzw. Z a m i e s z a ń c ó w , t j . l u d n o ś ć m i e s z a n ą
p o l s k o - r u s k ą . W czasie b a d a ń znaleziono w tej w s i
tylko jedną chałupę z układem wnętrz odpowiadają­
cym planowi na tabl. 1/4, a j e d n o c z e ś n i e stwierdzo­
no, że t y p o w y m rozplanowaniem w n ę t r z a c h a ł u p y w
Czarnorzekach jest z w y k ł y d w u t r a k t (tabl. II/7) z izbą
i „ w a r s z t a t e m " po jednej stronie sieni oraz s t a j n i ą
i k o m o r ą po drugiej. Szeroka wjazdowa sień p e ł n i ł a
(i pełni) z b r a k u stodoły j e d n o c z e ś n i e f u n k c j ę boiska,
natomiast w Korczynie, K o m b o r n i i t d . oprócz b u ­
dynku mieszkalnego, ze s t a j n i ą pod jednym dachem,
w s k ł a d starej zagrody wchodziła
często stodoła
z dwoma „ p r z y c z ó ł k a m i " , t j . s ą s i e k a m i , czasem spich­
lerz z oborą.
18

18

Tych p a r ę uwag orientuje, że nie ma w ł a ś c i w i e
ż a d n e g o p o d o b i e ń s t w a między budownictwem K o r ­
czyny, K o m b o r n i i t d . a budownictwem Czarnorzek,
podobnie jak nie ma m i ę d z y n i m i analogii osadni­
czych, Czarnorzeki założone zostały później niż K o m ­
bornia (2. pol. X I V w.) czy Korczyna (koniec X I V w.)
i z całą p e w n o ś c i ą p r z e w a ż a ł t u p o c z ą t k o w o element
ruski (podobnie jak w innych wsiach „ Z a m i e s z a ń c ó w " ) ,
skoro w 1600 r. wybudowano t u cerkiew, a nie kościół.
B y ć może, że o d r ę b n o ś ć etniczna Czarnorzeczan j u ż
w ó w c z a s zaznaczała się w pełni w y k s z t a ł c o n y m d w u t r a k t o w y m planem zagrody
chałupy z sieniąboiskiem. M o ż n a w n i o s k o w a ć o t y m na tej podstawie,
że t y p ton (odnośnie do starych d o m ó w ) do dziś jost
oow^zfchtiv i i^dvnv fnalozY t u wvk3uczvć dom M a r i i
Kwolek
fcVórv
l L n n o w v / i a k również
u

m

nf

nv

„

P

hvł L n a Z

™

*

.

n

Jńwr-L

;»

„„

n

L

ZZjr™,&gt;

i

m

l

r

„

T „ L i

KnrU^

iThv

l -Z!;?
•„,
Jl
1 ^ 7 ^ ^ ™ » ™ ^
wiający jest w t y m wypadKu tylKo la-Kt
«°™j*°
zaniku w ł a s n e j nazwy na drugie pomieszczenie miesz­
kalne, co ewentualnie m o ż n a by t ł u m a c z y ć t y m ze
pierwotnie było ono c i e m n ą k o m o r ą M o r ą zamienio¬
no na miejsce pracy, czyli „ w a r s z t a t . P o c h o d z ą c a
t

c a

z Korczyny nazwa m o g ł a zostać uznana za „ s z l a c h e t ­
niejszą", gdyż Korczyna b y ł a w stosunku do Czar­
norzek miasteczkiem i p u n k t e m h a n d l o w y m " . Naz­
wa ta została p r z y j ę t a w Czarnorzekach z a r ó w n o
przez l u d n o ś ć polską, jak i r u s k ą (50°/»), m i m o że ci
ostatni nie zajmowali się tkactwem » .
R o z w a ż a n i a dotychczasowe w m a ł y m t y l k o stop­
niu n a ś w i e t l a j ą g e n e t y c z n ą s t r o n ę zagadnienia i to
t y l k o z technicznego p u n k t u widzenia, a nie histo­
rycznego, bez k t ó r e g o trudno jest r o z w i ą z a ć ten
problem. Niestety, brak danych ź r ó d ł o w y c h zmusza
do u ż y w a n i a t r y b u p o p u s z c z a j ą c e g o . N i e w ą t p l i w e
jest t y l k o , że teren, na k t ó r y m w y s t ę p u j e omawia­
na c h a ł u p a tkacka, b y ł bardzo silnio skolonizowany
przez o s a d n i k ó w niemieckich. W t y m samym mniej
w i ę c e j czasie, :za panowania Kazimierza Wielkiego,
p o w s t a j ą jako osady niemieckie K r o ś c i e n k o i K o m ­
bornia. W k r ó t c e w pobliżu K o m b o r n i wyrasta Wola
Komborska (1457 r.), a pod zamkiem o d r z y k o ń s k i m
(kamienieckim) wieś Eremberg, k t ó r a w 1446 r "wra­
ca TUŻ do swei pierwotnie Dolski&amp;i nazwy — Odrzv
k o ń * Kombornia nnezatkowo r ó w n i e ż m i a ł a n a z w ę
czysto niemiecka * Odnośnie « do K r o ś e i e n k a dn
skonałvm
świadeetwem
etnirmei
nr7vnale&gt;rinśri
osadników » l i t h l i ™ ń w
n r ^
7 a

7

niemieckimi'
T u też t k w i zagadka powstania o ś r o d k a tkackie­
go, a oo za t y m idzie i c h a ł u p y tkackiej z amfilad o w y m u k ł a d e m izb. M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , że w ł a ś n i e
k o r c z y ń s k a grupa osadnicza p r z y n i o s ł a ze sobą do­
s k o n a ł ą z n a j o m o ś ć tkactwa, gdyż pobliskie Krosno
ani w c z e ś n i e j , ani później nie o d g r y w a ł o w tej dzie­
dzinie d o m i n u j ą c e j r o l i . Ś w i a d e c t w o dobrej znajo­
mości tkactwa w ś r ó d niemieckich k o l o n i s t ó w daje
już w X V I w . M a r c i n Bielski pisząc:
ale że b y ł
l u d gruby, nie waleczny, o b r ó c o n o ie do roley, do
k r o w , bo sery dobrze czynią, zwłaszcza w Spiszu
y na P o d g ó r z u , drudzy też k ą d z i e l dobrze p r z ę d ą ,
y przetoż płócien z P o d g ó r z a u nas n a y w i ę c e y " .
M

II. 5. Dom z okresu
między
1780—1800
r.,
Komoornia,
pow. Krosno.
Wł.
Stanisław
Wawrzykowicz.

t

i

�S ł o w a te, p e ł n e p o c h w a ł y dla t k a c t w a na P o g ó r z u ,
m u s z ą odnosić się i do naszej Korczyny.
J e ś l i dostrzegamy w p ł y w elementu obcego na roz­
w ó j tkactwa, to nie stwierdzamy tego zjawiska w
odniesieniu do c h a ł u p y tkackiej. P r z e m a w i a j ą za t y m
fakty, że osadnicy niemieccy, k t ó r z y przez dość długi
okres czasu t w o r z y l i z w a r t ą g r u p ę społeczną (o czym
ś w i a d c z y u ż y w a n i e jeszcze w p o ł o w i e X V I w . nie­
mieckiego j ę z y k a ) , m i e l i czas na zakorzenienie w ł a s ­
nego s t y l u budownictwa, a nawet na narzucenie go
kmieciom polskim, co się jednak nie s t a ł o . W r ę c z
przeciwnie, koloniści p o l o n i z u j ą się w całej swej m a ­
sie, p r z y j m u j ą c miejscowe zwyczaje i tradycje.
Można p r z y p u s z c z a ć , że c h a ł u p y tkackie z wczes­
nego okresu pokolonizacyjnego p o s i a d a ł y t y l k o j e d n ą
izbę m i e s z k a l n ą , a r o z w ó j w e w n ę t r z n y c h a ł u p y w
k i e r u n k u w z d ł u ż n y m zaczął się od sztucznych prze­
działów poprzecznych izby, m a j ą c y c h na celu oddzie­
lenie p r a c u j ą c y c h tkaczy od b y d ł a s t o j ą c e g o w izbie
i — co w a ż n i e j s z e — od dymnego pieca. Przypusz­
czenie t a k i e potwierdzają, i s t n i e j ą c e dziś jeszcze cha­
łupy, dawniej dymne, w k t ó r y c h dokonano p o d z i a ł u
pierwotnie jednego pomieszczenia (izba, piekarnia)
na k u c h n i ę (izba) i i z d e b k ę . T a k i proces rozwojowy
m o ż n a często z a o b s e r w o w a ć we wsiach p o w i a t u gor­
lickiego, jasielskiego i tarnowskiego. W tak p o w s t a ł e j
c h a ł u p i e o d w u izbach m ó g ł n a s t ą p i ć dalszy r o z w ó j
w n ę t r z a , scharakteryzowany
początku.
Analogicznie do c h a ł u p y k o r c z y ń s k i e j ,
budynki
mieszkalne z dwiema izbami w u k ł a d z i e a m f i ł a d o w y m , w z d ł u ż k t ó r y c h biegnie komora, w y s t ę p u j ą
r ó w n i e ż n a Ł e m k o w s z c z y ź n i e gorlickiej (np. w i e ś
P ę t n a , M a ł a s t ó w , Ropica G ó r n a ) , a sporadycznie w
Sanocktem i Brzozowskiem (np. B l i z n o ) " . Co do wsi
Blizne m o ż n a p r z y p u s z c z a ć , że p o d o b i e ń s t w o w roz­
planowaniu w n ę t r z a jest w y n i k i e m bliskiego jej s ą ­
siedztwa z wsiami t k a c k i m i spod Krosna. W innych
jednak wsiach, a szczególnie u Ł e m k ó w gorlickich,
c h a ł u p y takie s ą w y t w o r e m miejscowym, chronolo­
gicznie p ó ź n i e j s z y m (2. pol. X I X w.), w y r o s ł y m na
gruncie ewolucji. W s k a z y w a ł o b y to, że r ó w n i e ż cha­
ł u p a k o r c z y ń s k a m o g ł a r o z w i n ą ć się samoistnie na
Kruncie rodzi m y m
bez u d z i a ł u w o ł v w ó w obcych
Dotvczv to szczLólnie ewentualnego
Niemk o l o n i s t ó w , k t ó r z y mogli p r z e n i e ś ć n i e k t ó r e

LTWU

C7f&gt;7ft?ółv i r c h i t p k t r i n i r 7 n p
,11

ze

twJnrvrh

tfarwh

, dvh
a

f i I p „ T

pozwairnrprzTp™

frm
Rrnk

L^Zfńi

9 i7"hv w
iPrtnak-

'Ymfilir^ipł
riarwrf.

dn

^rr^Zch

II. 6. Dom z 1810 r., Krościenko
Wł. Jan
Podkul.

Wyżne,

pou&gt;.

Krosno.

natomiast zwrócić u w a g ę , że np. stare c h a ł u p y t k a ­
czy ł u ż y c k i c h p o s i a d a ł y t y l k o j e d n ą i z b ę . Tak sa­
mo było na D o l n y m Ś l ą s k u , gdzie w jednej izbic
opatrzonej wieloma oknami s t a ł o .kilka w a r s z t a t ó w
tkackich .
Nomenklatura
architektoniczna
w
Korczynie,
K o m b o r n i i t d . jest w y r a ź n i e jednoznaczna; nazwy
w rodzaju „ p r z y c z ó ł e k " (sąsiek), „boisko", „ s p o d e k "
(podwalina), p o g r ó d k a " , „ d y m n i k " , „ p i ę t k a " (kołek
w b i t y w k r o k i e w pod p i e r w s z ą l i s t w ą ) , „ z a t y l n i k "
(szczyt przy domu dwuspadowym), „koźliny", „ k a l e ­
nica" lub
wierzb"
oosadzka" (nłaszczyzna pieca
chlebowego) , „ n a l e p a " , „ w i a t r a k " , „ z a w ó j " (zasu! S

2B

3U

(bant) SQ dość j n o c n v m do™
w o dcm że we wsiach p i e r w o t n i e niemieckich b u d o w ­
nictwo miało wszelkie cechy r o d z i m e .
R e a s u m u j ą c wszystko, co zostało t u powiedziano
na temat c h a ł u p y tkackiej z okolic Krosna, n a l e ż y
s t w i e r d z i ć , że wsie: Korczyna, K o m b o r n i a,
Wola
Komborska, O d r z y k o ń , zasiedlone kolonistami nie­
m i e c k i m i , r o z w i n ę ł y na s k a l ę z a w o d o w ą domowy
p r z e m y s ł t k a c k i , k t ó r y to czynnik z a w a ż y ł na k s z t a ł ­
t o w a n i u się w n ę t r z a c h a ł u p y z osobną izbą do p r a ­
cy z w a n ą powszechnie warsztatem" Nazwa ta prze­
n i k n ę ł a do k i l k u s ą s i e d n i c h wsi. O m ó w i o n y t y p cha­
ł u p y r o z w i n ą ł się na polskim terenie, o czym ś w i a d ­
czy z i r ó w n o nazewnictwo j a k i o ó l n e p o d o b i e ń s t w o
szczegółów technicznych na c a ł y m obszarze P o g ó r z a .
3l

ff

Warto

PRZYPISY
1

Por. Madurowicz j P o d r a ż a , Regiony
gospodar­
Małopolski
zachodniej
w
drugiej
polowie
w., K r a k ó w — W r o c ł a w 1958, s. 112.
Jw.
Wł. Sarna, Opis p o w i a t u krośnieńskiego,
Prze­
m y ś l 1898, s. 245.
Madurowicz i P o d r a ż a , op. cit., na s. 112 poda­
ją, że do n a j w a ż n i e j s z y c h w s i tkackich w w o j . rze­
szowskim n a l e ż ą : Libusza, Korczyna, Komborni a, S ę ­
kowa, Siary, Rzepiennik, Olszyny, Czechowice, L u b eza i Ryglice.
To samo znajdujemy r ó w n i e ż u Wł. Sarny, op.
cit., s. 355—356.

cze
XVIII
2

3

4

5

6

Szkic niniejszy oparto na m a t e r i a ł a c h a r c h i ­
w a l n y c h IS P A N w Krakowie, zebranych w czasie
b a d a ń w 1959 r.
' Br. Gustawowicz w szkicu O ludzie
Podduklańakim w ogólności,
a Iiooniczanach
w
szczególności,
L w ó w 1900, osobna odb. z „ L u d u " , t. V I , s. 19 p i ­
sze: „...w Iwoniczu p r a w i e k a ż d y gospodarz zna się
na tkactwie".
Brzmienie ludowe: warsztat, warstat, wasztat.
B r a k d o w o d ó w na o m a w i a n y m terenie o d n o ś ­
nie do podanej hipotezy jest całkowicie z r o z u m i a ł y ,
jeśli w e ź m i e m y pod u w a g ę s p o r a d y c z n o ś ć w y s t ę p o ­
wania tego Todzaju c h a ł u p y .
8

a

85

�w Por. J. Czajkowski, Zagroda wydłużona
typu
bielsko-hajnowskiego,
„ P o l s k a Sztuka Ludowa", 1961,
nr 3, s. 163, przyp. 9.
O t w ó r ten w terminologii ludowej omawianych
wsi b y w a nazywany r ó w n i e ż „ w y g l ą d e m " , „facja­
tom", „ f a c y j a t e m " . Geneza „ w i a t r a k u " łączy s i z po­
w a ł ą w sieni. W czasach k i e d y nie było tam p o w a ł y ,
s ł o m ę podawano przez sień. Z chwilą l i k w i d a c j i k u r ­
nych p i e c ó w i niestosowania m ł o c k i w sieni, zaczęto
t u kłaść p o w a ł ę . T y m s a m y m w i ę c n i e m o ż l i w e stało
się podawanie .słomy przez sień..
W c h a ł u p i e z 175e r. „ d y m n i k " jest w y c i ę t y
nad drzwiami do sieni. Pierwotnie nie b y ł o go w
ogóle. 'Należy p r z y p u s z c z a ć , że w y c i ę t o go dlatego,
by zapobiec zbyt częstemu, zwłaszcza w zimie, o t w i e ­
r a n i u d r z w i do sieni celem wypuszczenia dymu.
W y s o k o ś ć p o w a ł w poszczególnych c h a ł u p a c h
jest bardzo z r ó ż n i c o w a n a , np. w c h a ł u p i e z 1834 r.
dla W r — 2,3 m . I — 2,8 m , S — 3,0 m, St — 2,1 m ;
w c h a ł u p i e z 1850 r. dla W r — 2,4 m , I — 2,5 m ,
S — 2,7 m , St — 2,0 m ; w c h a ł u p i e z 1863 r. dla
W r — 2,3 m , I — 2,6 m , S — 2,8 m , St — 2,3 m ; w
c h a ł u p i e z 1860 r. dla W r — 2,55 .m, I — 2,55 m, S —
2,5 m, St — 1,9 m . We wszystkich przypadkach po­
w a ł ę w sieni z a k ł a d a n o p ó ź n i e j .
" W i a d o m o ś ć t ę p o d a ł doc. Fr. K o t u l a w refe­
racie T y p y c h a ł u p na Rzeszowszczyźnie,
wygłoszo­
n y m na Zjeździe P T L w Ł a ń c u c i e dn. 29.IX.1962 r.
" Np. w c h a ł u p i e Andrzeja Wilusza w Korczy­
nie, budowanej w 1756 r., okna szczytowe m a j ą w y ­
miar 44 X 37 cm oraz 4 3 X 3 9 cm, zaś w ś c i a n a c h
dłuższych 60 X 50 cm, ale wszystkie już p o w i ę k s z a ­
ne. W bardzo -starym domu Rozalii Szender w K o r ­
czynie — Podzamczu 2 okienka w „ w a r s z t a c i e " są
sześcioszybkowe i m a j ą w y m i a r 55 X 49 om, zaś
szczytowe jest jednoszybkowe o w y m i a r z e 34 X 30 cm.
W c h a ł u p i e K a r o l a Winiarskiego w Korczynie budo­
wanej w 1780 r. w ś c i a n a c h k r ó t s z y c h „ w a r s z t a t u "
b y ł y dawniej okienka na s z e r o k o ś ć belki, r z u c a j ą c e
snop ś w i a t ł a na osnowę, założoną na warsztacie
tkaekim.
» Do upadku r ę k o d z i e l n i c t w a p r z y c z y n i ł a się
znacznie konkurencja zagranicznych fabryk
(Słownik
Geograficzny
Królestwa
Polskiego
i innych
krajów
siotoia-ńskicK, t. I V , Warszawa 1883, s. 398, h a s ł o :
Korczyna).
« O d n o ś n i e do wsi Białobrzegi nie m o g ę nic po­
wiedzieć, gdyż nie prowadzono ,t"u b a d a ń , natomiast
Wł. Sarna (Opis p o w i a t u k r o ś n i e ń s k i e g o , op.
eit,
s. 71) pisze, że d r u g ą izbę n a z y w a j ą t u „ w a r s z t a t e m " .
L u d n o ś ć tutejsza nie z a j m o w a ł a się tkactwem, a g ł ó w ­
nie — poza u p r a w ą r o l i — m u l a r s t w e m i strycharstwem. W 1898 r. b y ł t u t y l k o 1 tkacz (s. 342).
" Jest to c h a ł u p a n a l e ż ą c a do M a r i i Kwolek, w y ­
budowana w 1888 r.
"&gt; W Czarnorzekach d a w n ą z a g r o d ę s t a n o w i ł t y l ­
ko 1 budynek, z konieczności w i ę c m ł ó c o n o w sieni.
» O d n o ś n i e do Korczyny nie u d a ł o się znaleźć
w i a d o m o ś c i czy p o s i a d a ł a ona prawa miejskie. A r c t
w Nowoczesnej
Encyklopedii Ilustrowanej, Warszawa
1938, s. 658, nazywa j ą miasteczkiem. To samo znaj­
dujemy w Wielkiej ilustrowanej
encyklopedii
po­
wszechnej, w y d . „Gutewberg", K r a k ó w (1930), t. X X
(uzupełniający). Wł. Sarna, op. c i t , na s. 2 pisze: „ w
powiecie k r o ś n i e ń s k i m leżą 3 miasta: Krosno, Dukla,
Korczyna i jedno miasteczko: Jedlicze". W innych
11

?

1 1

1 !

J

Fot. Jerzy

Czajkowski

miejscach nazywa ją miasteczkiem. Jako o miasteczku
podana jest o Korczynie w i a d o m o ś ć w
Słowniku
Geograficznym
(1883), s. 398, natomiast Encyklopedia
Powszechna,
w y d . Orgelbranda, Warszawa 1864, s. 485
w y m i e n i a j ą jako wieś. W dokumencie z 1628 t.
(Transakcja rozgraniczenia Korczyny z K r o ś c i e n k i e m ,
Teka Scfiineidra, n r 777, A r c h . P a ń s t w , na Wawelu)
r ó w n i e ż w y s t ę p u j e j a k o wieś. Jako w i e ś wymieniona
jest t a k ż e w w y d a n y m przed I I w o j n ą ś w i a t o w ą
Skorowidzu
Miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej
z oznaczeniem
terytorialnie
im
właściwych
władz
i urządzeń komunikacyjnych,
P r z e m y ś l [po 1931], s. 755.
B y ć m o ż e , że Korczyna zawdzięcza n a z w ę miasteczka
w y j ą t k o w o d u ż e j ilości m i e s z k a ń c ó w (kon. X I X
i pocz. X X w . — ok. 5000 m i e s z k a ń c ó w ) i uznaniu
jej przez s ą s i e d n i e wioski za p u n k t n a n d l o w y , do
czego n i e w ą t p l i w i e p r z y c z y n i ł się r o z k w i t tutejszego
tkactwa.
" W Czarnorzekach i s t n i a ł bardzo w y r a ź n y po­
dział pracy m i ę d z y l u d n o ś c i ą p o l s k ą i r u s k ą . Rusini
zajmowali się u p r a w ą l n u i jego p r z e r ó b k ą , natomiast
tkaniem t r u d n i l i się p r z e w a ż n i e Polacy. Rusini zaj­
m o w a l i się na s z e r o k ą s k a l ę — oprócz gospodarki
rolnej — d o m o w y m p r z e m y s ł e m d r z e w n y m . Po­
wszechnie też zajmowano s i ę t u o b r ó b k ą kamienia
(żarna, osełki itp.).
O d r z y k o ń pojawia się w i r ó d ł a o h z 1392 r.,
a w niemieckim brzmieniu w 1410 r. (por. A . Fast¬
nacht, Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340—1650,
W r o c ł a w 1962, s. 125).
P o c z ą t k o w o Kalbornya, Kalnborna, K a l m b o r nia, później Komborna, wreszcie K o m b o r n i a (Wł. Sar­
na, op. cit., s. 359—360; A. J a b ł o n o w s k i , Polska XVI w.
pod względem
geograficzno-statystycznym,
„Źródła
Dziejowe", t . X V I I I , cz. I , Warszawa 1902, s. 147.
"
Wł. Sarna, op. cit., s. 362.
« Niemiecka nazwa Korczyny b r z m i a ł a w 1410 r.
Kotkenhaw, a w 1419—1452 r. Kockenhaw
(por.
A . Fastnacht, op. cit., s. 127), ś r e d n i o w i e c z n e
zaś
brzmienie (Kotthczma, Kothczyna) z a c h o w a ł o się do
c h w i l i obecnej (Kotczyna). Jako Kotczyna w y s t ę p u j e
już w 1515 r. (A. J a b ł o n o w s k i , op. cit., s. 147), a na­
s t ę p n i e w c y t o w a n y m w y ż e j dokumencie z 1628 r.
i to z a r ó w n o w t e k ś c i e pisanym po polsku, j a k i po
ładnie.
„Kronika
Polska"
Marcina
Bielskiego,
Warsza­
wa 1829, K s i ę g a I , s. 142, Z b i ó r Pisarzów
Polskich,
cz. 4, tom X I .
» W e d ł u g m a t e r i a ł ó w archiwalnych Muzeum B u ­
d o w n i c t w a Ludowego w Sanoku. We wsi Blizne, pcw.
Brzozów, jest k i l k a c h a ł u p , w t y m jedna nawet
z 1820 r. o planie podobnym do przedstawionego na
Tabl. I I / 5 . B y ć może, że . ą one wzorowane na c h a ł u ­
pie k o r c z y ń s k i e j , w ż a d n y m w y p a d k u odwrotnie.
Eberhard Deutsehmann, Lausitzer
Holzbau¬
kunst, Bautzen 1959, s. 63.
Wg relacji mgr H . Bittner-Szewczykowej, k t ó r a
p r o w a d z i ł a badania nad tkactwem l u d o w y m na D o l ­
nym Śląsku.
° W Korczynie „ p o s a d z k ę " n a z y w a j ą
również
„watrą".
Istnieje wprawdzie
k i l k a nazw jak
„trom",
„szorc", „spichrz", „ t r a g a r z " , pochodzenia niemieckie­
go, ale są one rozpowszechnione na c a ł y m obszarze
P o g ó r z a , wobec czego m a j ą związek nie t y l k o z cha­
ł u p ą t k a c k ą z okolic Krosna.

— i i . 2—4; Jan Swiderski

2 1

2 3

S

2 8

2U

s

3 1

— U. 1, 5, 6. Rys. Jerzy

Czajkowski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10027" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10005">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2b5d1da5ffb5ff54eb33c8a7d7e24457.pdf</src>
        <authentication>b571c3ad2c331c4d88f9b8220fb2f44a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119255">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3640</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119256">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119257">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3417</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119258">
                <text>Czy słońce rodzi się 13 grudnia? - czyli rzecz o pewnej "polemice" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119259">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.77-79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119260">
                <text>Piątkowska, Krystyna ; Piątkowski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119261">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119262">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119263">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119264">
                <text>Czy słońce rodzi się 13 grudnia?
- czyli rzecz o pewnej „polemice"
Krystyna Piątkowska
Krzysztof Piątkowski

p-afia Polska" (1991, t. 35, z. 1) opublikowała w dziale
liki i dyskusje" tekst A. Lebeufa, M.S. Ziółkowskiego
I M . Sadowskiego pt. 13 Grudnia, czyli rzecz o Słońcu,
wdiowie i Ludwiku Stommie.
gólna to polemika, osobliwa dyskusja! Zdumiewa, że
' i Pisma, które wykazywało dotąd purystyczną wręcz
: o jednolitość gatunków tekstów naukowych, puszcza
będący składanką preliminariów astronomicznych,
. z fragmentami pracy Stommy (powiedzmy od razu:
nowanych przyjętym przez autorów modelem nauki) i ,
, wielu pomówień i insynuacji. Czyżby nie spodziewano
, Że w taki sposób podana treść, takie „ujawnione rewelacje"
llją pośród po wielokroć ciekawego grona naszych etnoniezastużoną sensację, niepotrzebnie obudzą pewne
nty...
, że sprawa dotyczy wybitnego polskiego etnologa
ka Stommy, profesora Ecole Pratique des Hautes Etudes
e), człowieka nietuzinkowego i uważanego jeszcze
I wyjazdem z Polski za „kontrowersyjnego". Notabene
y tekstu z właściwą sobie klasą odmawiają tytułu profesoStommie (ilu polskich etnologów miało swoje katedry
ptnomowanych światowych uniwersytetach?). Mało tego:
ają tytuł doktorski profesora Stommy, starając się na
j sposób zdyskredytować napisaną siedemnaście lat temu
iwę, a także próbują postawić w kącie Osoby, które tę
|p|przyjęły, zrecenzowały i pozytywnie oceniły (przyznajmy:
J i o b i ą tego jednak z tak brutalną otwartością, jaką wykazują
• Stosunku do L . Stommy). Czy można się dziwić, że zawany poziom „polemiki" wywołuje niezdrowe zainteru jednych, a niesmak u innych znawców polskiej
ii? Przyjmijmy, ż e ten pierwszy obszar należy do
l polskiego życia naukowego i zostawmy go folklorys... Spróbujmy natomiast powiedzieć o rozprawie Stommy
L CO każdy polski etnolog wiedzieć powinien, a nie każdy
! czy astronom wie.
tryminowana praca powstała w połowie lat siedemdziesiąkiedy to
przypomnijmy — w etnografii polskiej
t nadal tzw. historyczny socjologizm. Formacja ta,
owana w połowie lat pięćdziesiątych przez Kazimierza
wolskiego, istotę etnografii określała w perspektywie
teorii: rekonstrukcji historycznej i społecznej teorii
ności, opartych na materializmie historycznym. StraI badawcza nakierowana była na problem zmian kulturolirealizowana przeważnie w empirycznych opracowaniach
ifrcznych (monografie regionalne czy problemołtyczne). Dominowało zakresowe spojrzenie na przedbadan przez pryzmat tematyczno-problemowy. Anna
i-Pojnarowa określając tę formację pisała, że cechuje ją
, emocjonalne zaangażowanie, reagowanie na aktualne
By polityczne i społeczne, wynikające z sytuacji kraju,
1 izespołowość prac terenowych. Jest to główny — rzec
I—nurt jej inspiracji, wysuwający konkretne pytania pod
i obserwowanej i kształtowanej następnie rzeczywistości
«j kraju i jej historycznego uwarunkowania" (A.
I-Pojnarowa 1977: 17—18). Mieliśmy zatem do czynier l przykładem pozytywistycznej wizji ujednoliconej etnosięgającej tradycjami do X I X w., a wspartej zasadniczo
nymi dezyderatami historyzmu i socjologizmu,
1

w której to optyce następowało „zbliżenie postaw metodologicz­
nych" badaczy ( K . Piątkowski 1985).
Na takim tle intelektualnym powstały prace — na początku
lat 70. — Ryszarda Tomickiego (wersja książkowa: J.R. Tomic­
cy 1975) i — w połowie tej dekady — Ludwika Stommy
(Stomma 1981). M o ż n a powiedzieć, że przeciwstawiły się one
determinującemu paradygmatowi — proponując nowy. W na­
stępnych latach pojawiły się publikacje innych znakomitych
badaczy z tego pokolenia: Jerzego S. Wasilewskiego, Zbigniewa
Benedyktowicza czy Czesława Robotyckiego. Nastąpił w naszej
etnografii proces —jak to by określił Thomas K u h n — wymiany
paradygmatu nauki. Został on jeszcze wzmocniony wraz z nade­
jściem nowych pokoleń badaczy. Dziś polska etnologia charak­
teryzuje się pluralizmem metodologicznym, mieści się w dyskur­
sie nauki światowej. D u ż a w tym zasługa Ludwika Stommy.
Wystarczy spojrzeć na sytuację tej dyscypliny w Czecho-Słowacji czy, powiedzmy, w Słowenii — aby się przekonać, jakie
problemy badawcze i dydaktyczne ma dziś nauka, która była
dotąd peryferyjna, zamknięta na świat.
Humanistyka współczesna (etnologia także) uwikłana jest we
własny kontekst kulturowy. A zatem analiza etnologiczna musi
spełniać i taki podstawowy warunek: tłumaczenia kultury przez
kulturę — i to niezależnie od tego, czy badacz przyjmuje pozycję
zewnętrznego obserwatora swego przedmiotu b a d a ń (etic), czy
jego wewnętrznego interpretatora (emic). Naturalnie, etnologia
w swoim rozwoju ewoluuje, wymieniając teorie, metody interp­
retacji. Wielu naszych etnologów odeszło już od ideału wyjaś­
niania odwołującego się do praw nauki i np. zwróciło się ku
koncepcji konkretnego przypadku, ku koncepcji interpretacji
tegoż. Wszak dzisiejsza etnologia, jak nigdy dotąd, może
korzystać z wielu konwencji interpretacyjnych. I w takim
kontekście możemy powiedzieć, że postawa etnologa, to po­
stawa interpretatora; dodajmy od razu, iż zmiana kierunku
teorii pociąga za sobą także zmianę wyobrażenia, poprzez które
stara się ona wypowiedzieć (Geertz 1983).
Ale każda konwencja interpretacyjna ma swoje reguły, stawia
pytania i daje odpowiedzi tylko w obranej przez siebie optyce.
Stąd nie ma w takiej etnologii „czystych opisów", jedynie
obowiązujących sądów, etnolog nie jest niezależnym arbitrem,
ideologiem jakiejś „boskiej prawdy". Przeto nie ma również
obowiązkowych podręczników, dających jedyną wykładnię ja­
kiegoś przypadku, będących czymś w rodzaju instruktażu
etnograficznej mnemotechniki. Ot, differentia specifica humani­
styki!
Stąd dzieło Stommy nigdy nie było traktowane jako obowiąz­
kowy podręcznik, chociaż o jego drugiej książce Antropologia
kultury wsi polskiej XIX wieku (Stomma 1986) można powie­
dzieć, że weszła do kanonu polskiej literatury etnologicznej. Być
może dziś, zarówno Tomicki jak i Stomma, inaczej napisaliby
swe książki. Wszak każda praca humanistyczna zakotwiczona
jest we własnym kontekście kulturowym i intelektualnym, który,
jak mówiliśmy, się zmienia. Może ona służyć także jako
podstawa reinterpretacji dokonanej przez innych badaczy. Na
tym także polega urok humanistyki!
Książka Słońce rodzi się 13 grudnia napisana została z pozycji
strukturalistycznych i dotyczy struktury czasowo-przestrzennej
obrzędów w polskiej kulturze ludowej. Synchroniczna analiza
strukturalna powiązana tutaj została z określonym rozumie-

�niem historii (niewątpliwe inspiracje francuską szkołą „La
nouvelle histoire", gdzie dąży się do interpretacji „struktur
długiego trwania" w perspektywie historyczno-strukturalnej).
Karty publikacji wypełnia obszerna warstwa faktograficzna,
dotycząca polskiej kultury ludowej XIX i XX w„ autor korzysta
z bogatych źródeł etnograficznych, folklorystycznych i his­
torycznych. Jednocześnie, jak to u strukturalisty, wywód prowa­
dzony jest logicznie i elegancko. Warto dodać, że świetne pióro
Stommy wymyka się z zaułków żargonu naukowego i tautologii.
Książkę rozpoczynają etnograficzne opisy zwyczajów prak­
tykowanych w polskiej kulturze ludowej X I X w. w okresie
Bożego Narodzenia, jakby autor sugerował czytelnikowi, że ten
materiał domaga się współczesnej interpretacji. Następnie anali­
zie poddane zostały praktyki magiczne nazwane przez Stommę
„magią Alkmeny", przy czym działania wykluczające i włączają­
ce badacz nałożył na klasyczny schemat obrzędów przejścia
Arnolda Van Gennepa.
Pozwólmy sobie tutaj na dygresję i przypomnijmy, że przyjęta
w etnologii teoria rytuałów przejścia wskazuje, iż dotyczą one
przekraczania pewnych granic, pewnych barier kulturowych,
przechodzenia z jednego statusu społecznego w drugi. Oznaj­
miają zatem zmianę roli społecznej, jednocześnie same tę zmianę
przeprowadzając. Człowiek poddany rytuałowi zostaje sym­
bolicznie oddzielony od swej dawnej pozycji i roli, następnie po
przejściu przez fazę środkową, graniczną (gdzie znajduje się
w zawieszeniu między różnymi stanami), zostaje mu nadany
nowy status. Taka psychospołeczna interpretacja została roz­
budowana w brytyjskiej antropologii społecznej (tzw. szkoła
z Manchester) i przyjęta w etnologii jako standard interpretacyj­
ny. Nakładano na to teorię konfliktu społecznego związanego
np. ze sprzecznością między zasadą matrylinearną a więzią
rodzinną, czy podziałem ról między mężczyzną a kobietą, lub
różnymi osobami na tle władzy czy ekonomii. Warto tutaj
przywołać wybitnego badacza tej szkoły Victora Turnera, który
interesował się szczególnie kategorią graniczności w tego typu
rytuałach, którą rozszerzył i wyprowadził z niej teorię zmiany
społecznej. Moglibyśmy powiedzieć, że o ile w modelu Van
Gennepa przechodzenie ludzi przez trzy fazy obrzędu przejścia
powoduje zmiany w strukturze społecznej, o tyle w koncepcji
Turnera same fazy dotyczą przeobrażeń społecznych powodując
zmiany struktury.
Stomma spojrzał na ten schemat inaczej (to jeden z walorów
jego koncepcji). Skonstatował, że czas i przestrzeń w świadomo­
ści mitycznej w kulturach typu ludowego rozpada się na wiele
jakościowo różnych fragmentów. A zatem czas, przestrzeń
i wymiar teognozyjnokosmiczny — wyznaczają hierarchię by­
tów w tego typu kulturach, leżą więc u podstaw światopoglądu.
„Pozostając w jakimś określonym czasie czy specyficznej prze­
strzeni, znajduje się człowiek w swoistym s t a n i e , z trudem
porównywalnym do innych stanów, a narzucającym normy
i sposób patrzenia na świat" (s. 31). Analizując na bogatym
materiale czasy przejścia, przestrzenie graniczne i związane
z nimi demony, stwierdził Stomma zgodnie z obraną metodą
analizy, że strukturalnie zjawiska te są tożsame. Doprowadziło
go to do definicji obrzędu przejścia, któremu towarzyszą: „1.
praktyki magii Alkmeny + i —, 2. praktyki obrzędowo-magiczne na granicach, 3. pojawianie się demonów" (s. 43).
Widać wyraźnie, że ta koncepcja pozwala na wyjście w przypad­
ku obrzędów przejścia z „ograniczenia społecznego". Pozwala
także na abstrahowanie od anachronicznych „przymiotniko­
wych" określeń obrzędów (dorocznych, rodzinnych, itp.). Przy­
jęta metodologia umożliwia wreszcie postawienie podstawowe­
go dla tej pracy pytania: które obrzędy naprawdę organizowały
mityczny czas, odzwierciedlały zapomnianą ludową koncepcję
jego podziału?
W następnej części autor przedstawiając historię świąt, po­
ddał je analizie w kontekście przyjętej koncepcji. Stwierdził, że
17 spośród nich spełnia warunki obrzędu przejścia. Okazało się
przy tym, że wybór dokonany przez kulturę typu ludowego
niekoniecznie bywa adekwatny do hierarchii ważności świąt
chrześcijańskich ani do czasu i miejsca ich narodzin. Pojawia się
tutaj ślad praktyk przedchrześcijańskich, co Stomma wydoby­
wa, ukazując jednocześnie historyczne tło chrystianizacji.

Wreszcie przechodzi do ludowego kalendarza, stawiają!
że dni ludowych obrzędów przejścia są parami symetiB
względem zimowego i letniego przesilenia słonecznego. Stfl
się zrozumieć istotę ludowego sposobu myślenia o kalcnft
starając się jakby „wejść do głów" depozytariuszy kultunl
ludowego, Stomma wyraźnie zauważa różnicę między I
zmityzowanym postrzeganiem, a scjentystycznym badaj
astronomów. Pisze: „Nieporozumienie zaś na tym się zal
gdy astronomowie podają nam precyzyjny termin przeaB
opierają się na równie precyzyjnej, astromatematycznej p l
globu ziemskiego względem Słońca, zobiektywizowanej r l
wistości kosmicznej. My natomiast — ułomni nie wtajeiml
— możemy oglądać gołym okiem jedynie zjawiska spaczol
na skutek refrakcji astronomicznej, (...) paralaksy i innycH
zaburzeń. (...) Nie wdając się więc w szczegóły uznajmy,żel
innym współczesna astronomia, czym innym nasza niedosł
ła empiria, na innych one przesłankach bazują i siłą rzecryl
innych muszą dochodzić wniosków. Toteż co z perspdl
nowoczesnego obserwatorium astronomicznego wydajl
i jest, nieistotne, dla pierwotnego badacza stanowi Jp
bezcenną i jedyną" (s. 72). Etnolog nie może zatem, vm
uczonego astronoma, przykładać do ludowej praktyki I
wacji Słońca „szkiełka i oka" w celu wykazywania jej b i l
Wtedy „zlekceważylibyśmy całą poetykę pierwotnej wyobl
zlekceważylibyśmy mit, nie zauważając, iż rozegrał m
naszych oczach dramat walki nocy z dniem, ciemności z j l
ścią, śmierci z życiem..." (s. 74).
Aliści różni się etnolog od „ścisłego" astronoma! R ó l
punkt widzenia na rzeczywistość, różna w r a ż 1 i w o ś ć
serwowaniu nawet takich samych zjawisk. Eksponuje to I
ma, cytując tylko fragment obszernego opisu zachodu Sil
autorstwa Claude'a Levi-Straussa... No cóż, sztuka posil
nia świata, przeżywania go, sztuka niemal a r t y s t y c l
interpretacji zjawisk... niewiele to ma wspólnego z materii
nymi obliczeniami i precyzyjnymi (za pomocą technial
przyrządów) pomiarami... Każdy etnolog przecie wie, ż e l
kultury nie czerpały z nowoczesnej nauki, ale też nie uciekł
wyjaśniania nawet złożonych zjawisk, o ile te były konieel
uzasadnienia spójności ich wizji świata. A że tę z kolei I
minował mit, i że praktyki ludowe odrzucały te procedul
przekonania, które ten mit podważały... Każda kultura „pi
kowała" swoją wiedzę (i środki do jej osiągania), także I
astronomiczną adekwatną do zmityzowanej wizji świata. •
student etnologii słyszał o Trobriandczykach, których I
np. o rozmnażaniu się człowieka nie odpowiadała roi
„postrzeganej zmysłami rzeczywistości", i, powiedzmy, ,M
znanej" teorii biologicznej. Etnolodzy znają np. prace I
Guriewicza, w których opowiada on m.in. o tekstach u l
nych sprzecznych przecież „ze zmysłowo badanym" śwl
Przykłady można by mnożyć... Aby etnolog mógł sens I
zjawisk zrozumieć, musi zawsze odwołać się do kultury pol
jącej je.
*
Stomma może zatem wysnuć hipotezę, że „polska k l
ludowa dokonała spośród świąt chrześcijańskich dobonil
które zgodne były z przełomowymi, 'przejściowymi' mol
tami roku mierzonego i datowanego na podstawie l u l
obserwacji wschodów i zachodów Słońca na horyzoncil
77—78).
Podaje przy tym bogaty materiał etnograficzny i folki
tyczny, potwierdzający interpretację w kategoriach ludofl
„azymutowego kalendarza solarnego". Uzupełnia go wynl
współczesnych autorskich badań etnograficznych i ani
wych. Odwołuje się do europejskiego materiału porównawoi
(warto tu zwłaszcza sięgnąć po rosyjskie tomy z cyklu: „K.
darnyje obyczai i obriady w stranach zarubieżnoj Ewrop]!
I wreszcie odnajduje, jak twierdzi, we wsi Skordiówpl
służące do azymutowej obserwacji wschodów i zachodówB
ca. Przywołuje jednocześnie opinie informatorów z innycl
(Do „sprawy palików" jeszcze wrócimy w tym tekście!
rudymenty materialne są niewątpliwie „empirycznym uwiail
dnieniem" przedstawionej analizy, stąd zapewne taki na
położyli na ten fakt polemiści-materialiści (jednakowoż b l
rozumiejący prezentowaną analizę). Powiedzmy wprost: tal
M

�badacz taki archaizm znalazł czy nie, w żadnym wypadku nie
; decyduje o prawomocności strukturalistycznej analizy. Jak
[ Żartują strukturaliści: jeśli prawidłowa analiza struktury np.
f kompleksu wierzeń wykazuje, że ważnym jej elementem powi1 nien być krasnoludek, a nie znaleźliśmy na ten temat informacji
i w terenie, znaczy, że... wierzenia o nim zostały po prostu
f zapomniane. Ot, urok interpretacji — szukamy więc w innych
I źródłach, często pośrednich.
I W dalszej części książki przedstawione są spory o termin
i Wielkanocy i tzw. świąt ruchomych. Kreśląc historię tych świąt,
jednocześnie autor wychwytuje (co zgodne jest z jego koncepcją)
próby ich „zatrzymania" czy „odwrócenia" w kulturze typu
I" ludowego. Wreszcie przedstawia historię kalendarza, akcentując
i ciągle, że niektóre święta kościelne zaakceptowane zostały przez
i kulturę ludową na skutek ich zbieżności z określonymi, obseriwowalnymi zjawiskami astronomicznymi. Powiada, że wzajem­
ne dopasowanie się liturgicznego kalendarza świąt kościelnych
i ludowego cyklu obrzędów przejścia mogło nastąpić w Polsce
|dopiero po realnym wprowadzeniu porządku gregoriańskiego
f(XVI/XVII w.). A zatem znów ciekawa hipoteza do weryfikacji
przez historyków, mówiąca, że decydujące procesy chrystialinizacji polskiej kultury ludowej odbyły się na przełomie tych
[wieków.
[ Na koniec Stomma przeprowadza krytykę kierunku astralis|tycznego w mitoznawstwie, który odegrał pewną rolę w historii
f etnografii.
Tak w skrócie można streścić to, co autor tej bogatej
i intelektualnie i faktograficznie książki „miał na myśli". Książki,
której polemiści odmawiają rangi naukowej (ileż u nas pisze się
jotyginalnych, twórczych i autorskich rozpraw doktorskich?).
: Jak to jednak przełożyć na język krytyków, którym duch
ittnologicznego myślenia obcym jest, którzy okopali się na
pozycjach scjentystycznego modelu nauki i z o k o p ó w św. Trójcy
(Św. Trójca pozytywizmu: nauka = racjonalność = empiryzm)
Oie dostrzegają innego sposobu myślenia, przykładając własną
miarę do wszystkiego?
Można mówić o astronomii jako nauce, ale z punktu widzenia
Itnologa i jego przedmiotu badań — także o „kulturowej
fctronomii". Wkracza się wtedy w sferę kultury i ma się wówczas
do czynienia z sytuacją jakby kulturowego transponowania
Wiedzy astronomicznej. Mówiąc prostymi żołnierskimi słowami:
widzieć i wiedzieć a przekładać na teksty kultury — to dwie
lóżne sprawy.
Stąd też podstawowe założenia koncepcji Stommy,, jakie
mputują polemiści są źle odczytane, dlatego inkryminowana
koncepcja nie rozpada się jak domek z kart. Autorzy polemiki
Wpisują się znajomością wiedzy astronomicznej, godne to
©chwały, tylko że... te wywody biegną jakby obok istoty
terpretacji Stommy. Zupełnie niesmacznie brzmią w tym
mtekście uwagi związane z wybitnym astronomem Włodzi­
mierzem Zonem, wieloletnim przyjacielem domu Stommów...
*Iie widzimy sensu dyskutowania na takim poziomie.
Krytycy uważają, ż e koronnym argumentem dla potwierfcenia koncepcji Stommy były znalezione przez niego w Skorpowie paliki, czyli „odkrycie funkcjonującego jeszcze współ'nie na wsi polskiej systemu obserwacji azymutalnych SłońZarzucają zresztą Stommie fałszerstwo, co starają się na
IWÓj sposób uzasadnić. Nie zgadzamy się z tezą o „ k o r o n n y m
irgumeneie" i o „funkcjonowaniu jeszcze współcześnie": takich
Bpozycji Stomma nie stawia. Sprawa fałszerstwa natomiast
irzywołuje bardzo istotny dla współczesnej etnologii problem
:

!

E

C

reprezentacji tzw. b a d a ń empirycznych. Na ile prawomocne
i w jakim zakresie są reprezentatywne dane zebrane przez
badacza w terenie, ile przesądów ukształtowanych przez lata
praktyki terenowej etnograf musi dziś odrzucić? Swoista relacja
badacz — informator wywołuje dzisiaj poważne kwestie teorety­
czne, związane np. z tzw. etnograficznym brzuchomówstwem
(badacz jako medium), etnograficznym realizmem (badacz zna
przedstawiony świat z „pierwszej ręki"), czy własną stronniczoś­
cią etnografa (odpowiedzialność autorska za badania i ich
efekt). Te problemy, dawniej nie zauważane, znajdują teraz
wyraz w najważniejszych książkach antropologicznych (zob. np.
Geertz 1988, Clifford 1988).
Jeśli zaś chodzi o metodykę badań terenowych, praktykuje się
obecnie pogłębione, kierowane przez badacza rozmowy z infor­
matorem nagrywane na taśmę, wykorzystuje się aparat foto­
graficzny, kamerę wideo... Natomiast w okresie, kiedy badania
prowadził Stomma, wystarczał kwestionariusz bądź ankieta
i przysłowiowy notes z ołówkiem; potwierdzały t a k ą praktykę
organizowane wówczas dla studentów szkoleniowe Między­
uczelniane Obozy Etnograficzne.
Należy żałować, że Somma nie sfotografował swego znalezis­
ka, może okazałoby się wtedy, że nie są to przyrządy „funkc­
jonujące jeszcze współcześnie", a rudymenty systemu palików
(co byłoby dość oczywiste). A tak — jego krytycy udali się do
Skordiowa, przesłuchali sołtysa, obejrzeli plany wsi i zdewas­
towane już „miejsce akcji". Wreszcie pełni podejrzeń — od­
szukali 82-letniego informatora w drugim krańcu Polski. Został
on przesłuchany (rozmowę nagrano) i powiedział, że nie wie
o czym jego interlokutorzy mówią. Tak śledztwo nt. fałszerstwa
zostało zakończone. Trudno się oprzeć wrażeniu, że przypomi­
nało ono postępowanie prokuratorskie z ponurych czasów...
Jeden nieprzekonujący świadek (sołtys), jeden wiekowy infor­
mator, który nic nie pamięta (sądzimy zresztą, że rozmowa
spisana z taśmy byłaby świetnym materiałem do analizy dla
znawcy nt. braku wzajemnego zrozumienia w rozmowie, stawia­
nia pytań sugerujących odpowiedź itp.), wreszcie niewiarygodna
wizja lokalna. A jeśli ma być śledztwo, to trzeba zebrać cały
materiał dowodowy: Stomma wspomina o innych wsiach, gdzie
spotkał ś l a d y praktyk obserwacyjnych, żyją niewątpliwie inni
uczestnicy ekspedycji badawczej. Ale jeśli się występuje z wcześ­
niej przyjętą tezą, która spotyka się z życzliwym posłuchem.
Zdumiewać musi fakt, że w Katedrze Etnologii i Antropologii
Kultury U W nie można znaleźć śladu z badań prowadzonych
pod auspicjami tej placówki. Pewnie dlatego stosuje się tam teraz
hiperrzetelność archiwistyczną, księgując nawet kopię taśmy
z przesłuchania wiekowego informatora...
Polemiści utyskują, że Stomma nie chciał podjąć z nimi
rzeczowej dyskusji i doradzał im, aby pisali, co chcą. 0 ile znamy
profesora Stommę, to nie ma on misjonarskiego przekonania
o konieczności zjednywania do swoich racji ludzi, którzy — j a k
to się mówi — odbierają na innych falach, niźli on nadaje. Cóż,
taki temperament, taki dowcip...
Na koniec uwagi najsmutniejsze. Wiemy od profesora Stom­
my, że zmienił on tytuł leżącej w wydawnictwie książki po
wprowadzeniu stanu wojennego. Pamiętamy doskonale jakie
wrażenie na bywalcach księgarni tytuł ów robił w tym niecieka­
wym okresie: Słońce rodzi się 13 grudnia, św. Łucja p a t r o n k ą
ślepców... Był to czas — j a k pamiętamy — osobliwych „pole­
m i k " , szkalowań, insynuacji. Paradoksalna wydaje się sytuacja,
że po dziesięciu latach, autora kalamburu spotyka cień tamtych
praktyk. Czy Słońce rodzi się 13 grudnia?

PRZYPISY
1

Chcemy wyraźnie podkreślić, że motywy jakie nas skłoniły do napisania tego
tekstu miały charakter przede wszystkim moralny i merytoryczny.

BIBLIOGRAFIA
pfford J.
K88

The Predicament of Culture. Twentiethcenlury
Art. Harvard Univ. Press

Ethnography,

Literature

'^13

Local Knowledge- Furthers Essays in Interpretative Anthropology,
Works and Lives. Stanford Univ. Press
•Pojnarowa A.
Kultura ludowa i jej badacze. Mit i rzeczywistość,
Warszawa

and

New York

Piątkowski K .
1985 Problematyka
35—61.

teoretyczna

w powojennej etnografii polskiej.

„Lud", t. 65, s.

Stomma L .
1981 Słońce rodzi się 13 grudnia. Warszawa
1986 Antropologia kultury wsi polskiej XIX w.. Warszawa
Tomiccy J . R.
1975 Drzewo życia. Ludowa

wizja świata i człowieka.

Warszawa

79
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10019" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9997">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a0dd4a434cd42a8ac31dbfbba588952a.pdf</src>
        <authentication>721df98021f55d3e251896ee3a4d812a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119172">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4710</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119173">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119174">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119175">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4373</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119176">
                <text>Kronika/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119177">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.1, s.52-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119178">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119179">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119180">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119181">
                <text>K

R

O

N
za

Konferencje

i

zjazdy

Trzydzieste
ósme W a l n e
Zgro­
madzenie
Polskiego
Towarzystwa
Ludoznawczego,
połączone z sesją
n a u k o w ą , o d b y ł o się w O p o l u w
d n i a c h o d 8—10 l i s t o p a d a 1963. W
czasie s e s j i w y g ł o s z o n e zostały n a ­
stępujące r e f e r a t y : Rzut oka na za­
gadnienie
pochodzenia
Słowian
—
Tadeusz
Lehr-Spławiński;
Stan
i
potrzeby
badań ludoznawczych
na
Śląsku — I g n a c y K u ź n i e w s k i ; Odra
w pieśni ludowej
— Adolf Dygacz;
Przemiany
społeczno-kulturowe
w
dolnośląskiej
wsi Pracze,
pow.
Mi­
licz — J a n i n a P a w ł o w s k a ;
Procesy
integracyjne
w Opolskiem
w świet­
le etnografii
— m g r M a r i a Suboczowa. Wygłoszono również
kilka
komunikatów n a u k o w y c h .

Działalność

o k r e s

X -

I
Xli.

M u z . w L u b l i n i e rozstrzygnięty zo­
stał w e w r z e ś n i u u b . r o k u . Spośród
zgłoszonych d o k o n k u r s u p r a c 100
tkaczek przyjęto j a k o odpowiadają­
c e w a r u n k o m k o n k u r s u t k a n i n y 55
a u t o r e k , pochodzących z p o w i a t ó w .
Łuków,
Lubartów, Puławy,
Par­
czew, Włodawa, Radzyń i L u b l i n .
Przyznano
o g ó ł e m 18 nagród. 29
w r z e ś n i a o t w a r t a została w M u ­
zeum w Lublinie wystawa
zorga­
n i z o w a n a w o p a r c i u o materiały
u z y s k a n e n a k o n k u r s i e i uzupełnio­
na eksponatami z a b y t k o w y m i . Po­
k a z a n o r ó w n i e ż k o m p l e t n y zespół
narzędzi służących d o o b r ó b k i l n u
i wełny oraz w a r s z t a t t k a c k i . W y ­
dano katalog w y s t a w y
zawierają­
cy wstęp m g r Janusza Obtołowicza,
artykuł o t k a c t w i e l u b e l s k i m m g r
M a ł g o r z a t y M a t u s e k , spis e k s p o n a ­
tów
n a okładce
oraz
ilustracje
( L u b l i n 1963, s. 32, i l . 48).

muzeów
*

Sesja n a u k o w a z o k a z j i j u b i l e ­
uszu
75-lecia
istnienia
Muzeum
Wystawa malarstwa Marii Len­
Etnograficznego
w Warszawie
(o- czewskiej o t w a r t a była w paździer­
becnie K u l t u r y i S z t u k i L u d o w e j ) n i k u w Bielsku-Białej z o k a z j i 75odbyła się w d n i a c h 9 i 10 g r u d n i a l e c i a
urodzin malarki.
Pokazano
w W a r s z a w i e . S e s j a poświęcona b y ­ p o n a d 30 o b r a z ó w o t e m a t y c e z a ­
ła p r o b l e m o m m u z e a l n i c t w a e t n o ­ czerpniętej z życia g ó r a l i b e s k i d z ­
graficznego.
kich.

*

*

Zarządu Muzeów i O c h r o n y Z a ­
Konkurs wycinanek
powiatów:
b y t k ó w zorganizował w
Warszawie
G a r w o l i n , O t w o c k i Mińsk
Mazo­
w d n i u 11 g r u d n i a k o n f e r e n c j ę p o ­
wiecki
ogłoszony
we
wrześniu
święconą p r o b l e m a t y c e p a r k ó w e t ­
przez Wydz. K u l t . W R N w Warsza­
nograficznych. Referat
pt.
Zagad­
w i e oraz P D K w G a r w o l i n i e roz­
nienia
parków
etnograficznych
wy­
s t r z y g n i ę t y został w l i s t o p a d z i e . W
głosił p r o f . d r K s a w e r y P i w o c k i .
k o n k u r s i e w z i ę ł o udział 34 a u t o r ó w
( p r z e w a ż n i e k o b i e t ) , nadesłali o n i
*
850 w y c i n a n e k . O k o ł o 200 spośród
najlepszych prac pokazano na w y ­
pokonkursowej w
Domu
W M ł a w i e powstało z i n i c j a t y w y s t a w i e
T o w a r z y s t w a Z i e m i M ł a w s k i e j M u ­ K u l t u r y w G a r w o l i n i e . Uroczystość
zeum Ziemi
Z a w k r z e ń s k i e j . - M u ­ o t w a r c i a w y s t a w y połączona b y ł a
z e u m g r o m a d z i p a m i ą t k i h i s t o r y c z ­ ze z j a z d e m a u t o r ó w n a g r o d z o n y c h
n e dotyczące r e g i o n u o r a z e k s p o n a ­ p r a c i sesją p o p u l a r n o n a u k o w ą .
ty z zakresu sztuki ludowej. U r o ­
Scenariusz w y s t a w y przygotował
czyste o t w a r c i e nastąpiło w
d n i u m g r A n t o n i S l e d z i e w s k i , który o3 grudnia.
pracował również
katalog
zawie­
*

Muzeum
Regionalne
organizo­
w a n e jest
w
Lanckoronie
(pow.
Wadowice, w o j . Kraków) w jednej
z
zabytkowych
kamieniczek
na
rynku.
Towarzystwo
Przyjaciół
Lanckorony
posiada
już
zaczątki
zbiorów: z a b y t k i m a l a r s t w a l u d o ­
wego
oraz
modele
zabytkowych
chałup w y k o n a n e p r z e z m i e j s c o w ą
młodzież szkolną.

K o n k u r s współczesnego t k a c t w a
ludowego w o j . lubelskiego zorgani­
zowany przez Wydz. K u l t . W R N i
52

K

A

1963
stawa
posiada
katalog
wydany
przez Wydz.
Kult.
W R N , oprać,
przez Krystynę Trzeciak.
Zawiera
wstęp, spis eksponatów, i l . (Szczecin
1963, k . n l b . 16)

*
21 p a ź d z i e r n i k a o d b y ł się w K o ­
szalinie d r u g i k o l e j n y przegląd w y ­
robów l u d o w y c h i pamiątkarstwa
w o j . koszalińskiego,
zorganizowany
przez Wydz. K u l t . W R N i D o m K u l ­
t u r y . I m p r e z a zawiodła
oczekiwa­
n i a , z a r ó w n o p o d w z g l ę d e m ilości
uczestników, j a k i p o z i o m u n a d e s ­
łanych p r a c . P o k a z z a k w a l i f i k o w a ­
n y c h p r z e z k o m i s j ę nagród
prac
przewidziany
jest
w
pierwszym
k w a r t a l e 1964 r .

*
W konkursie sztuki ludowej pow.
Łuków (woj. lubelskie) wzięło u dział 46 t w ó r c ó w l u d o w y c h . W y k o ­
n a l i o n i 157 p r a c z z a k r e s u t k a c t w a ,
ceramiki, pisankarstwa i
rzeźby.
Wyróżniającym
się
uczestnikom
k o n k u r s u p r z y z n a n o o g ó ł e m 31 n a ­
gród. Znaczna
część
eksponatów
z a k u p i o n a została d l a M u z e u m R e ­
gionalnego w Łukowie, które było
j e d n y m z organizatorów w y s t a w y .
Eksponaty
konkursowe
pokazane
były na w y s t a w i e
zorganizowanej
w P D K . O t w a r c i e w y s t a w y połączo­
n e b y ł o ze z j a z d e m t w ó r c ó w l u d o ­
wych
i sesją
popularnonaukową,
zorganizowaną przez I n s t y t u t S z t u ­
ki PAN.

»

Konkurs na tradycyjne k o w a l ­
stwo ludowe o charakterze a r t y ­
s t y c z n y m ogłoszony n a t e r e n i e w o j .
k i e l e c k i e g o n a p o c z ą t k u 1963 r . r o z ­
s t r z y g n i ę t y został w g r u d n i u t e g o ż
r o k u . Był o n poprzedzony b a d a n i a ­
m i t e r e n o w y m i i rozdziałem
sty­
p e n d i ó w d l a uczestników. O r g a n i ­
zatorami
konkursu
byli:
Wydz.
K u l t . W R N p r z y współudziale k i e ­
rający w s t ę p , spis a u t o r ó w w y c i ­ l e c k i e j I z b y R z e m i e ś l n i c z e j . U c z e s t ­
nanek oraz
ilustracje
( W a r s z a w a niczyło w n i m 45 k o w a l i ( m i s t r z ó w
cechowych
i
kowali
wiejskich).
1963, składanka, i l . 5).
Przyznano
o g ó ł e m o k . 20 nagród.
Najwartościowsze e k s p o n a t y z a k u ­
*
p i o n e zostały p r z e z M u z e u m K u l t u ­
ry i Sztuki Ludowej w Warszawie (
W y s t a w a sztuki l u d o w e j i p l a ­ oraz M u z e u m w Kielcach. Wystawę &gt;
styki
amatorskiej
w o j . szczeciń­ p o k o n k u r s o w a o t w a r t o w g r u d n i u
s k i e g o o t w a r t a była w l i s t o p a d z i e w D o m u K u l t u r y , a z o k a z j i j e j
n a Z a m k u w S z c z e c i n i e z i n i c j a t y ­ o t w a r c i a o d b y ł się z j a z d u c z e s t n i ­
w y t a m t e j s z e g o W D K . N a w y s t a w i e czących w k o n k u r s i e k o w a l i . W y ­
zgromadzono
p o n a d 100 e k s p o n a ­ s t a w a będzie p o k a z a n a w r ó ż n y c h
tów. W dziale s z t u k i l u d o w e j p o k a ­ m i a s t a c h w o j . kieleckiego.
zano t k a n i n y , w y r o b y k o r o n k a r s k i e ,
m a t y słomiane i r z e ź b ę . Z o k a z j i
Katalog wystawy ' zawiera art.
o t w a r c i a w y s t a w y o d b y ł się z j a z d w s t ę p n e , m . i n . R o m a n a R e i n f u s s a
twórców
ludowych i
plastyków- i Piotra Gana, noty
biograficzne
amatorów.
Wyróżniającym
się n a g r o d z o n y c h k o w a l i , spis e k s p o n a ­
t w ó r c o m p r z y z n a n o n a g r o d y . W y - t ó w , i l . ( K i e l c e 1963, s. 72, i l . 36).

�W y s t a w ę współczesnej t w ó r c z o ­
ści l u d o w e j W i e l k o p o l s k i o t w a r t o w
g r u d n i u w poznańskim Pałacu K u l ­
t u r y . W y s t a w a o p r a c o w a n a została
w y n i k u kilkuletniej pracy b a ­
dawczej w terenie, p r o w a d z o n e j z
inicjatywy
Wydz.
Kult.
WRN
i
Muz. K u l t u r y i Sztuki L u d o w e j w
Poznaniu. Pokazano n a wystawie
157 e k s p o n a t ó w z z a k r e s u r z e ź b y ,
haftu,
garncarstwa,
zdobnictwa
wnętrza, p i e r n i k a r s t w a o r a z i n s t r u ­
menty muzyczne. Do najbardziej i n ­
teresujących n a l e ż a ł y h a f t y b i a ł e z
Goliny p o d Jarocinem i Liskowa
(pow. Kalisz), kozły i m a z a n k i T o ­
masza Ś l i w y z Chróśnicy ( p o w . N o ­
w y Tomyśl) i p i e r n i k i Kazimierza
Pijanowskiego
z Mieściska
(pow.
Wągrowiec).

k o w i . Ponadto przyznano 9 trzecich
nagród i 45 w y r ó ż n i e ń .

*

ponowana kolejno w k i l k u miastach
wojewódzkich,
otwarta
była
w
grudniu w Toruniu.

w

Wystawa sztuki ludowej powia­
t u Łańcut ( w o j . Rzeszów) o t w a r t a
była w Ł a ń c u c i e w g r u d n i u . O r g a ­
nizatorami
wystawy
byli:
Wydz.
K u l t . P R N oraz Prac. Badania P l a ­
styki L u d . Inst. Sztuki P A N w K r a ­
kowie.
W y s t a w a miała c h a r a k t e r
retrospektywny, eksponaty pokaza­
ne n a n i e j zostały w y b r a n e drogą
k o n k u r s u , a p o zakończeniu w y s t a ­
w y przeszły n a własność o r g a n i z o ­
w a n e g o w Łańcucie M u z e u m R e ­
gionalnego. N a w y s t a w i e reprezen­
towane były takie dziedziny twór­
czości j a k : rzeźba, c e r a m i k a , strój,
haft,
tkactwo, kowalstwo,
ciasto
Z okazji w y s t a w y zorganizowany obrzędowe oraz r e k o n s t r u k c j a w n ę ­
został
zjazd
twórców
l u d o w y c h t r z a c h a t y łańcuckiej.
W i e l k o p o l s k i , p o ł ą c z o n y z sesją p o ­
p u l a r n o n a u k o w ą , p o ś w i ę c o n ą sztuce
*
l u d o w e j , przeglądem f i l m ó w e t n o ­
graficznych oraz u r o c z y s t y m rozda­
W Muzeum Miejskim w Tarno­
niem
nagród
wyróżniającym
się
twórcom l u d o w y m . K a t a l o g w y s t a ­ w i e o t w a r t a była w g r u d n i u w y ­
wy, w y d a n y przez Wydz.
K u l t u r y s t a w a m a l a r s t w a n a szkle H e l e n y
W R N , o p r a c o w a n y został p r z e z S t a ­ R o j - C i a p t a k o w e j z Z a k o p a n e g o .
nisława Błaszczyka, z a w i e r a a r t y ­
*
kuły
wstępne
do
poszczególnych
działów, spis e k s p o n a t ó w , ił.
nań 1963, 'k. n l b . 14, i l . 10).

(Poz­

*
Wystawa
p t . 75 lat
Muzeum
Etnograficznego
w Warszawie
eks­
p o n o w a n a była w salach M u z e u m
Narodowego w terminie od grudnia
1963 d o p o ł o w y l u t e g o 1964 r . C e ­
l e m w y s t a w y było pokazanie miesz­
kańcom s t o l i c y m a ł o n a o g ó ł z n a ­
n y c h , ze w z g l ę d u n a b r a k
stałej
ekspozycji, zbiorów e t n o g r a f i c z n y c h
M u z e u m . W y b r a n o cenne i n a j w a r ­
tościowsze p l a s t y c z n i e e k s p o n a t y z a ­
równo l u d o w e j sztuki polskiej, j a k
też
i pozaeuropejskiej.
Wystawę
p r z y g o t o w a ł zespół p o d k i e r . d o c .
dr J . Grabowskiego. Katalog w y ­
s t a w y zawiera obszerny wstęp za­
rysowujący
dzieje
Muzeum
pióra
prof. dr K. Piwockiego — dyrektora
M u z e u m oraz 8 i l u s t r a c j i
(Warsza­
w a 1963, k . n l b . 13, M u z e u m K u l t u ­
ry i Sztuki L u d o w e j w Warszawie).
*

Tradycyjny
konkurs
szopek
o r g a n i z o w a n y corocznie przez M u ­
z e u m H i s t o r y c z n e o d b y ł się w K r a ­
k o w i e 14 g r u d n i a . W k o n k u r s i e u czestniczyło 84 s z o p k a r z y ,
którzy
w y k o n a l i 100 p r a c . D w i e
równo­
rzędne p i e r w s z e n a g r o d y p r z y z n a ł o
j u r y Wacławowi M o r y s o w i i Z b i g ­
n i e w o w i Grzechowi, cztery drugie:
Zbigniewowi Grabarskiemu, Stani­
sławowi Paczyńskiemu, Zdzisławo­
w i D u d z i k o w i i J a n o w i Jędrszczy-

Kujawsko-Pomorskie
Towarzy­
s t w o K u l t u r a l n e zorganizowało w y ­
stawę węgierskiej twórczości l u d o ­
w e j , którą p o k a z a n o n a j e s i e n i w
szeregu j e d n o s t e k w o j s k o w y c h
okręgu p o m o r s k i e g o .
Różne

Opieka Ministerstwa K u l t u r y i
Sztuki nad rozwojem sztuki ludo­
w e j w y r a ż a ł a się w r o k u u b i e g ł y m ,
podobnie j a k w latach poprzednich,
p r z e d e w s z y s t k i m pomocą f i n a n s o ­
wą i merytoryczną w
organizacji
w y s t a w , konkursów s z t u k i l u d o w e j
itp. imprez,
oraz
przyznawaniem
stypendiów
wyróżniającym
się
twórcom i z a k u p e m eksponatów d l a
muzeów c e n t r a l n y c h i t e r e n o w y c h .
O g ó ł e m p r z e k a z a n o w 1963 r . n a
koszty organizacji w y s t a w i k o n ­
k u r s ó w 555 870 zł. F u n d u s z t e n w y ­
k o r z y s t a n o d o o r g a n i z a c j i o k o ł o 50
r ó ż n y c h i m p r e z . P r z y z n a n o 171 n a ­
g r ó d n a łączną sumę 145100 zł. W
ciągu r o k u 1963 o t r z y m y w a ł o s t y ­
p e n d i a 125 t w ó r c ó w l u d o w y c h , n a
W T c z e w i e o t w a r t a była w g r u d ­ k t ó r e w y d a t k o w a n o 130 200 zł. Z a ­
n i u w y s t a w a t r a d y c y j n y c h s p r z ę ­ k u p i o n o 896 e k s p o n a t ó w d l a 12 m u ­
t ó w i s z t u k i l u d o w e j P o w i ś l a i K o - z e ó w za sumę 269 506 zł.
ciewa, zorganizowana
przez W D K
We
wszystkich
ważniejszych
w
Gdańsku. E k s p o n a t y
w y s t a w y konferencjach, zjazdach i k o m i s j a c h
p r z e k a z a n o d o M u z e u m w Gdańsku. w e r y f i k a c y j n y c h
czy sądach k o n ­
k u r s o w y c h b r a l i udział p r a c o w n i c y
*
Zespołu d o S p r a w P l a s t y k i L u d o ­
wej M K i S .
K o n k u r s n a pamiątki a r t y s t y c z ­
ne w o j . k r a k o w s k i e g o r o z s t r z y g n i ę ­
t y został w K r a k o w i e w
grudniu.
Działalność C P L i A n a p o l u o p i e ­
K o n k u r s organizowała
k r a k o w s k a k i n a d twórczością l u d o w ą k o n c e n ­
CPLiA w
porozumieniu z
W y d z . t r o w a ł a się p r z e d e w s z y s t k i m w o ­
K u l t . W R N . N a d e s ł a n o 500 p r a c kół a k c j i w y s t a w i k o n k u r s ó w s z t u ­
w y k o n a n y c h p r z e z 46 a u t o r ó w z k i l u d o w e j i p a m i ą t k a r s t w a r e g i o ­
różnych powiatów województwa, z nalnego. Także w i m p r e z a c h o r g a ­
wyjątkiem Podhala.
nizowanych przez inne instytucje
uczestniczyły t e r e n o w e
spółdzielnie
*
C P L i A , a część n a g r ó d p r z y z n a w a ­
nych przy okazji tych imprez po­
K o n k u r s p a m i ą t k a r s k i r o z s t r z y g ­ chodziła z f u n d u s z ó w C P L i A . C e ­
ludowej
nięto w g r u d n i u także w Gdańsku. p e l i o w s k i e p o k a z y s z t u k i
P r a c e t w ó r c ó w l u d o w y c h s t a n o w i ł y o d b y ł y się z o k a z j i m i ę d z y n a r o d o ­
t u z d e c y d o w a n ą mniejszość, d o b a r ­ w y c h t a r g ó w w P o z n a n i u , w B r u k ­
d z i e j interesujących należały w y r o ­ s e l i o r a z w e F l o r e n c j i .
b y ze słomy, w y k o n a n e w D z i a ł d o ­
Opieka socjalna n a d twórcami l u ­
wie. K o n k u r s zorganizowany
był d o w y m i r e a l i z o w a n a była w f o r m i e
przez C P L i A , reprezentowani
b y l i doraźnej p o m o c y d l a p o s z c z e g ó l n y c h
t w ó r c y z pięciu w o j e w ó d z t w
P o l ­ t w ó r c ó w , podjęto t e ż s t a r a n i a o
s k i północnej (gdańskiego, b y d g o ­ p r z y z n a n i e ubezpieczeń społecznych
s k i e g o , olsztyńskiego, koszalińskiego 100 zasłużonym t w ó r c o m l u d o w y m
i szczecińskiego).
w podeszłym w i e k u .
K a d z i d ł o n a K u r p i a c h zostało
*
włączone do p r o g r a m u zwiedzania
zagranicz­
Wystawa
Afryka
nieznana
a Polski przez turystów
Członkowie
kadzidlańskiej
bliska,
z o r g a n i z o w a n a w 1962 r . w n y c h .
o p a r c i u o z b i o r y M u z . K u l t . i S z t u ­ spółdzielni d e m o n s t r o w a l i k i l k u g r u ­
k i L u d o w e j w W a r s z a w i e i M u z . p o m K u b a ń c z y k ó w swą sztukę, tańce
E t n o g r a f i c z n e g o w K r a k o w i e i e k s ­ i pieśni.

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10018" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9996">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/72a27f73d03678af136b39207265f0e3.pdf</src>
        <authentication>fdc539f570462d6137ce6ca602d1ce86</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119162">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3634</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119163">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119164">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3411</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119165">
                <text>Izolaty (O spopielaniu świetlanej przyszłości) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119166">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.39-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119167">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119168">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119169">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119170">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119171">
                <text>Izolaty (O spopielaniu świetlanej przyszłości)
Jacek Olędzki

Perypatetykując przed zajęciami ze sztuki społeczeństw
plemiennych w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturo­
wej UW, potrącany przez przechodniów, zastanawiałem się,
co też nieszczęsnym słuchaczom powiedzieć. Jak banały
0 swobodzie, dowolności przekazu, niekonwencjonalności,
niezależności i odosobnieniu (izolaty) wyrazić, nie wywołu­
jąc obligatoryjnego zainteresowania. To, że na wyspach
Samoa, Tonga, Salomona, Admiralicji, Tubuai, Markizach,
nie mówiąc już o Nowej Irlandii i Wyspie Wielkanocnej,
kształtowała się odrębność (chociaż też przecież jakby
przyporządkowana podobnemu sposobowi samookreślenia)
jest oczywistością zbyt przykrą, aby się do niej odwoływać.
I tak się nieźle zdarzyło, że moje rozterki ustąpiły przed
zdumieniem i zachwytem. Oto kiedy doczłapałem do Galerii
Brama zauważyłem coś nierealnego. Nie manewrowano
Ogromniastymi czy mniejszymi płótnami, owymi wciąż dla
mnie zagadkowymi formami istnienia. Wszak każde w blejtram oprawione płótno, obraz, nie jest malaturą na desce,
skale, naczyniu albo szafie. Jest tym czym jest. Ontycznie
czymś niesłychanie trywialnym. Zaś przez swą zwodniczą
manifestację jakże zjawiskiem tragicznym, krańcowym. N i ­
gdy bezkresnym. Niekiedy więc rzeczą piękną lub nawet
przepiękną. Wzruszającą, lub nie.
I oto w krzątaninie Galerii nic z przenoszenia, dźwigania,
rozstawiania lub rozwieszania. Zasadniczo inny nastrój:
ustawianie nic nie ważącej konstrukcji, zabawnej, lecz wyma­
gającej niebywałej ogłady, myśli i wyobraźni.
Odwołałem zajęcia, pomyślałem trzeba poczekać, aż rzecz
będzie gotowa i poprosić studentów do Galerii. Na pokaz
dzienny przyszło ich troje, na zasadniczy wieczorny (poza
limitem) jeden. Tomek Kuberczyk (obecnie w Izraelu), który
autodydaktycznie nauczył się jidisz.
W ciemny wieczór zaduszkowy szóstego roku stanu
wojennego, w Galerii Brama w Warszawie, Anatol Karoó,
z zawodu sufler w Teatrze Powszechnym (nie karany), miał
swój pokaz podpalania Pomnika V Międzynarodówki.
Pięć
1 głównych członów monumentu wysokości ok. 1,7 m, zlepiomego ze zwykłych sobie zapałek, tak Autor objaśniał:
'Wybuch rewolucyjnych dążeń, kręte drogi rewolucji, kult
jednostki (pojedyncza zapałka pod nawisem), pokonane
błędy-odchylenia-wypaczenia, wyjście na prostą drogę do
świetlanej przyszłości.
Karoń zaplanował, że podpalenie nastąpi od podstawy
i ogień przeniesie się w górę, tak aby świetlana przyszłość
rozgorzała całą swą promienistością.
Pomnik stał na czarnym kubusie pośrodku sali. Personel
Galerii początkowo całkiem słusznie się obawiał, że może
zapalić się od rozgorzałej świetlanej przyszłości strop i wtedy
ratuj się kto może... Ale po dokładniejszym przyjrzeniu się
temu osobliwemu dziełu, dostrzegli przewężenie (uczynione
izapewne nieodpowiedzialnie przez Artystę), przewężenie
'rozpoczynające kręte drogi rewolucji i z ulgą odetchnęli,
'sądząc, że runie misterna budowla nim ogień dojdzie do
świetlanej przyszłości. Pewność wzrosła, kiedy się okazało,
że nikt nie ma na sali niczego do podpalenia. Że sam artysta,
pracujący w zapałkach, zapomniał (?!) wziąć pudełka z niejzbędną draską. Lecz personel się przeliczył. Nie wziął pod

uwagę obecności nałogowego
palacza i w dodatku wracają­
cego z cmentarza (Zaduszki).
Podałem artyście pudełko,
a on mógł wręczyć je od razu
przycupniętemu przed Pomni­
kiem

V

Międzynarodówki

chłopczykowi-drobince.
Wszyscy dorośli dostojnie sta­
li. Domyślili się też, że drobin­
ka (Mateusz) siedzi tam sobie
w mroku, prawie ciemnicy (is­
krzyły się tylko oczy), ufna,
urzeczona, bo oto ojciec
w swej mądrości i dorbroci
ulepił chyba z całych tysięcy
drewienek to cacko, zamiast
zabraniać bezwzględnie dziec­
ku bawienia się zapałkami.
W ciemnej całkiem sali,
przy ponurym, wymarłym
o tej szóstej po południu Kra­
kowskim Przedmieściu, roz­
świetliła się błyskawicznie cala
misterna konstrukcja. Zajaś­
niało pod stropem ku przera­
żeniu Personelu. Ale oto zale­
dwie na chwilę, bo świetlista
przyszłość potoczyła się na
podłogę.
Jak powiedziała artystka,
Monika Piwowarska-Kulisa
- tliła się ta przyszłość długo,
przypominając do złudzenia
K O R O N Ę CIERNIOWĄ! Żałuję, że nie widziałem już tego
zjawiska. Wyszedłem na papierosa do przylegającej bramy
(stąd, Czytelniku, nazwa Galerii). Wyszedłem nie tylko
zapalić fajkę, lecz aby pozbierać myśli.
Uświadomiłem bowiem sobie, że w tej Galerii przed laty
Andrzej Goryński miał znakomitą wystawę ZGNIOTY.
Przeprowadził dowód, że nie to jest monumentalne, co
ogromniaste, lecz to, co drobne ale rozumne. Unaocznił ten
sąd widzowi przykładem zgrabnie ściśniętego w garści ciasta,
a lepiej jeszcze... sera. Chodzi o fakturę. Na świecie takie
monumentalne rzeźby (do zjadania) wyrabiają Monogołowie. Goryński wyeksponował zgniotka w dobrze widocznym
miejscu sali, obok zaś na ścianie jego powiększenie na zdjęciu
przy zdjęciu tej samej wielkości pomnika ,,ku czci" pewnie
Żemły - może Kulona albo Łodzianów, jakich setki brukają
naszą świętą, polską ziemię.
Dzięki też Anatolowi Karoniowi odżyło wspomnienie
ważnego artystycznie zdarzenia, jakie się rozegrało po
drugiej stronie ulicy, w podziemiach kościoła św. Krzyża.
Wielu artystów zamyśliło się nad mordem ks. Jerzego
Popiełuszki. Zamyślenie - najczystsze formalnie i bodaj
najostrzej artykułujące problem, wyraził - mym zdaniem
- Jerzy Kalina. Oto wniósł do kościoła stosy... prasowanej

39

�1

�roń, rzeźby z zapałek: ił. 1. Pomnik
narodówki; il. 2. Otero; ił. 3. Siedzeku; il. 4. Ro&amp;zczepienie osobowości
tym teatrze dra Hesse; i l . 5. Martin
dźwigający pustkę; il. 6. Modlitwa;
emnica ZEN; il. 8. Bez tytułu; II. 9.
; il. 10. Siwa tańczący; i l . 11. Ujeżtny z dzieckiem; il. 12. Ość w gardle;
'•weł Leszczyński i Anatol Karoń tańmuzyki Antoniego Braxtona

Fot.: Jan Świderski, il. 1-5, 7, 9-14

41

�przez kombajny słomy w ogromniaste kostki. Ułożył z tego
piramidę. Każdemu kojarzącą się z kłamstwem. A więc
z postacią zła, jak śmierć najboleśniejszą. Dopełnił swoje
myśli, kontrastującymi z bryłą piramidy, nie widocznymi
prawie wcale czterema nićmi, wybiegającymi z obramowania
posypanego piaskiem, a zbiegającymi się w stożek... W pira­
midę. Ci, którzy nici nie dostrzegli, a tym bardziej nie
rozumieli ich sensu, objaśniał - jak zawsze z całą swą
poczciwością - kłamstwo rodzi się już w piaskownicy. Jest
w nas wpisane od urodzenia. Jest cechą naszej boskiej
natury. Ponadto, miłuj wrogi swoje... Bowiem w obrzezku
piaskownicy ze szkieł i figurynek policjantów (językiem
zabaw dzieci) ukazał Włocławską Zaporę Wodną.
Kiedy zapalono światło zapytałem Karonia, czy oglądał
dzieło Goryńskiego i Kaliny. Z rozbrajającą szczerością
odpowiedział - nie, i tym samym ujawnił swą wzruszającą
naiwność, a więc uczciwość. Przygotowując pokaz swoich
prac chadzał z niezbyt wielkim blejtramem obciągniętym
płótnem. Miał go przytroczony do wytartej torby. Blejtram
jednak dosyć rozmyślnie przywiązany do tej torby, luźno
się dyndał. Będę - powiedział mi - tak długo go nosił, aż
się sam namaluje... Dodać można przybrudzi, pozbiera
wszelkie ślady z przypadkowej rzeczywistości, jak chociaż­
by zachlapania wywołane przez rozwydrzonych kierowców
aut.

Pies, czyli 365 dni z życia

artysty - to tytuł tego

obrazu.
Pokaz nie ograniczał się do Pomnika. Otaczała go, pod
ścianami pomalowanymi na czarno, ekspozycja 80 rzeźb
z zapałek, eksponowanych w szeregu obok siebie, na jednej
wysokości, a umieszczonych w specjalnie skonstruowanych
osłonach z kartonu, również czarnego. „Przeć. 48" - to
nazwa pokazu. Jak wiadomo pudełka z zapałkami mają
nieraz taką informację. Ale to, co oglądaliśmy nie było
PRZECIĘTNE. I wybierając tytuł wystawy „Przeć. 48",
artysta zawiadamiał uczciwie zwiedzającego, że chodzi o za­
pałki. Ale również skorzystał z pewnej artystycznej przewrot­
ności. Jawnie komunikował swym dziełem, że nie chce być
przeciętny, że posiada świadomość własnej oryginalności,
niepowtarzalności. Bo też kto będzie umiał tak jak ja
rozgryzać i rozdzielać paznokciami zapałki?!
W istocie, proszę się przyjrzeć formom, zarówno jednym
- tym pozornie najprostszym - jak również tym najbardziej
złożonym. Tym, w których zawsze jedna zapałka jest roz­
szczepiana paznokciami. Każda z uzyskanych form pozwala
artyście na artykułowanie myśli, zapewne stanów emoc­
jonalnych i ostatecznie... propozycji w nazwaniu, w nazwie.
Formy znacznie bardziej rozbudowane skłaniają wręcz do
narracji, formy prostsze do pojęć, symboli. Zachodzi tu
niezwykle rzadko spotykana u artystów w jednym czasie
42

dokonująca się łączność, przenikanie wyobraźni - jak wiadyi
mo - nazywanej syntagmatyczną czy paradygmatyczirti
Między tym, co pozornie banalne, a tym, co baśnicm i
osobiste.
:g
Artysta uzyskał zupełne prawo do tytułowania swyrti
dzieł. Jeśli zapałkę z oderwanym słojem, nieco tylko posii
winiętym, nazywa SZTANDAROWOŚĆ, ma ku temuol
tylko racje...
/t
W procesie swych aktów tworzenia wypowie: PAWfy
LESZCZYŃSKI I A N A T O L K A R O Ń TAŃCZĄCY i (
muzyki ANTONIEGO BRAXTONA (il. 8). To jest »aj
znanie i przekonanie. Przekonanie do tego, co czyni, do tepi
co stworzył. Najlepiej jednak posłuchać samego artystę: n
„Rzeźby te zrodziły się niejako mimochodem z przykrepi
natręctwa, rozdłubywania tego i owego. I zrodziły sięjakrri
statystycznie, na zasadzie prawa wielkich liczb, z paru tysitu
rozdłubanych musiało w końcu przez czysty przypadej
powstać kilka interesujących kształtów. Należało je jedyif
wyłapać, zauważyć i ponazywać. Nie przypadkowo jednn
zrobione są z materiału tak lichego i pospolitego. Interesit
wała mnie sama potencja, sama możliwość. Tkwi ona o!
wszystkim co istnieje. Interesowała mnie koncepcja u
odwołująca się do pośrednictwa materiału. Chciałem dok '
nać rzeczy niemożliwej, zrobić coś z niczego. Zapałka a
może niezupełnie nic, ale prawie nic. Materiał jest i&lt;
zredukowany do minimum, prawie do zera. Te rzeźbyss
właściwie sama zrealizowana możliwość, prawie czysta i m
sublimowana. W gruncie rzeczy każda najmniejsza drobili:
materii wypełniona jest nieskończoną ilością tkwiącjtf
w niej imanentnie możliwości. Od nas zależy, które z %
uczynimy istniejącymi, a które pozostaną na zawsze w sfeifr
potencji.
a
W moich rzeźbach zawarta jest pewna mała prowokacry
Prowokacją jest to, że te rozdłubane zapałki, te śmiets
wyrzucane przez innych do popielniczek, poważnie nazi
wam dziełami sztuki, rzeźbami i wystawiam je w poważnya
galeriach jako moją poważną twórczość. Niby jest
oczywiste, bo przecież jest to moja jak najbardziej poważa;
twórczość, ale okazuje się, że funkcjonuje nadal jeszo
stereotyp, według którego prawdziwa rzeźba powinna mic
odpowiednią wielkość, odpowiednią trwałość, odpowiedo
materiał. Prawdziwa rzeźba w ogóle powinna być odpowie*
nia. Nazwanie czegoś tak małego i tak nędznego i taki
wszech miar nieodpowiedniego rzeźbą albo dziełem sztiii
jest nadużyciem, jest uzurpacją. Do tego dochodzi jeszcz
pewien - powiedzmy - ekwilibrystyczny charakter tyt
rzeźb. Nasuwają one skojarzenia z hobbystami, sklejającyic
okręty z zapałek, czy rzeźbiącymi w ziarnku maku. Jednaka
ilość i różnorodność form uzyskiwanych z jednej zapafh
1

�podziela mego osądu i mówi poważnie, odpowiedzialnie:
„trzeba zrozumieć tych, co od dawna - zbyt już długo
- oczekują takich świadectw pamięci. Zresztą zobaczymy,
jak to będzie wyglądało po ostatecznym zmontowaniu".
- Oj, będzie wyglądało przez lata i będę musiał na to patrzeć
codziennie. Ponieważ rozmowa toczyła się w historycznym
dniu dla narodu, Wyborów '89, czwartego czerwca, wieczo­
rem podczas chlapy na dworze, uległem przez chwilę
(tylko przez chwilę) argumentacji autora Pomnika V Między­
narodówki,
który to pomnik sam artysta ceremonialnie
spalił.
Karoń rozpoczął swą twórczość tworzenia rzeźb z zapałek
w 1984 roku, kiedy - jak powiada - ofiarował pierwszą
rzeźbę-zapałkę żonie. Zapałka ma dla artysty znaczenie
symbolu, czegoś co może nazwać niczym, czegoś zbędnego
i zarazem nieodzownego. Niezbędnego? To drewienko
- konstatuje z całym przekonaniem - nie stanowi tego
W hołdzie wszystkim rozstrzelanym).
Wreszcie ten mój
samego czym w działaniach artystycznych jest chociażby
przyczynek do pomnikowatości może wyrażać się w formie trawa, włókna wszelkie, liść, ziarno, owoc, czy właśnie
wieloznacznej, jak wieloznaczny jest problem pustki w filo­ drewno. Zapałka jest dlań przez swą krzynę fosforu produk­
zofii Martina Heideggera (Martin Heidegger
dźwigający tem cywilizacji, jednym z jej rozlicznych elementów. Nie
pustkę).
stanowi więc części natury, chociaż - co jest szalenie istotne
Tematyka moich rzeźb ma też w pewnym sensie charakter - korzysta z niej z tą swobodą jak ci, którym zawdzięczamy
pasożytniczy. Pasożytuje na kulturze, wykorzystując ją; nie zdumiewającą rozumność spożytkowywania wszelkich do­
mogąc bez niej istnieć. Dlatego też często tytuł jakiejś rzeźby stępnych tworzyw i substancji pochodzących ze świata
jest niezrozumiały, jeśli nie zna się odnośnika. Na przykład przyrody. Poprzez swobodne sięgnięcie do powszechnie
rzeźba Duch Salvadora Dali służący jako stół powstała
dostępnego surowca, łączy się Karoń z tymi, którzy wy­
z inspiracji obrazem tegoż artysty zatytułowanym Duch Ver czarowywali dzieło ze słomy, łupin, ziaren, wydmuszek itd.
Meera służący jako stół. Aby zrozumieć rzeźbę Paweł
Zapałka przez posiadanie główki z fosforu zyskuje znacze­
Leszczyński i Anatol Karoń tańczący do muzyki
Antoniego
nie (jest naznaczona przez tę główkę) sensem jaki posiada
Braxtona trzeba znać tę muzykę i wiedzieć jak trudno do niej dynamit, czy zwykły niedopałek w pobliżu lasu w czasie
zatańczyć. Rzeźba Rozszczepianie się osobowości w magicz­
suszy. Jest zapałka podwójnie znacząca, jako owo nic i nie
nym teatrze dr. Hessego funkcjonuje jedynie w kontekście nic. Poprzez szczególną strukturę analogizuje się ze źdźbłem
książki tego autora Wilk stepowy. Eureka odnosi się do i może przez to artykułować heideggerowską nicość, znikorzeźby Jeana Tinguely. Gdy rozum śpi budzą się upiory mość, aż po pustkę. Lecz jako źdźbło, może także kojarzyć
nawiązuje oczywiście do Goi".
się z myślącą trzciną Pascala.
Nie można więc odmówić Anatolowi Karoniowi posiada­
Pierwszą swą rzeźbę z zapałki ofiarował Karoń żonie,
nia rzadkiej umiejętności swobodnego poruszania się po której twarz zalęknioną i zarazem ufną poznaję z osobliwego
, rozległych i różnorodnych obszarach sztuki, zawsze wyraft- Biletu miesięcznego, konceptualnej realizacji artysty. W rea­
i nowanej, spowitej magią, apelującej do naszych najbardziej lizacji tej każdy szczegół dokumentu-biletu, łącznie z piecząt­
i rozwiniętych intelektualnie zdolności - myślenia, lecz rów- ką przybitą do fotografii osoby w okularach w oprawie
I nież tkliwego emocjonalnie odczuwania. I może dlatego drucianej i ostrzyżonej „na zapałkę",, wykonał ręcznie!
: duch naszego artysty ulega nieraz zwodniczości właśnie
Rzeźbę pierwszą zmiotła z powierzchni stolika teściowa,
tmagii, tej chociażby jaka w postaci patriotycznej gości sądząc, że usuwa śmieć. I tak przepadła pierwsza rzeźba
i w pomnikach. Powiada mi - burząc moją z artystą komitywę Karonia.
Ęt „najlepszy warszawski pomnik, to na Starówce, Małego
Jak zrodził się pomysł rzeźbienia z wykorzystaniem zapa­
t powstańca ". A kiedy pokazuję Karoniowi w moim odczuciu łek? Jak wiadomo nie znamy (przynajmniej mnie nie jest
5 bardzo złe rzeźby powstańców Kućmy, oczekujące przy znany) przypadku takiego sposobu - jaki stosuje Karoń
i Świętojerskiej ustawienia na betonowych cokołach, nie - wykorzystania zapałek w działaniach artystycznych. Wiewydaje się niewiarygodna. Można powiedzieć, że to wielka
sztuka zrobić takie rzeźby, ale określenie 'wielka sztuka' jest
tu użyte w znaczeniu - powiedzmy - cyrkowym. I to od razu
degraduje te rzeźby w oczach niektórych ludzi. Uznając je za
i sztuczkę-magiczkę, nadającą się w najlepszym przypadku do
księgi rekordów Guinessa. A przecież cała idea tych rzeźb
i polega na tym, aby traktować je jako poważne dzieła sztuki.
Wtedy dopiero ma sens ich skala i materiał z jakiego są
wykonane.
Choć może się wydać to paradoksalne moje rzeźby
najbliższe są... pomnikom. Są przyczynkiem do problemu
pomnikowatości, jako szczególnego rodzaju sztuki nadętej.
Przyczynek ten może przybrać formę ironiczną jak w Po­
mniku wszystkim architektom, konstrukcji, która sprawia
wrażenie jakby miała za chwilę runąć, albo formę całkiem
inną: intymnego, osobistego hołdu, oddanego jakiejś osobie
czy idei bez cienia jakiejkolwiek ironii (Jan Paweł II,

43

�my o kolażach z wykorzystaniem zapałek, czy o budowaniu
w butelkach statków, albo Męki Pańskiej i wówczas artyści
ucinając główkę zapałce używają jej do zbudowania swych
niezwykłych konstrukcji.
- Jestem nerwowy i od dawna (rok urodzenia artysty 1957)
próbowałem zająć się czymś, gryząc coś w zębach. - Co?
zapytuję. - Cokolwiek.
Mama Anatola Karonia uzupełni tę wypowiedź wiadomo­
ścią o tym, że nasz artysta mając 5 lat (1962 r.) namalował
udatnie swoją wizję (replikę) Słoneczników
Van Gogha.
A zatem Anatol Karoń reprezentuje sobą ów przypadek
przyspieszonego niebywale rozwoju osobowości, przede
wszystkim w kategoriach postrzegania i wizualizacji. Rozu­
mienia sensu postrzeganej rzeczywistości na poziomie pojęciowo-plastycznej, potrzebie o niej wypowiedzi. Właśnie
potrzebie, a więc wręcz naturalnemu dążeniu i ostatecznie
nakazowi. Jednakże - co wydaje się oczywistością - w za­
kresie naocznych, nie zaś słuchowych czy wokalno-tanecz­
nych albo słownych form ekspresji. Trudno się dziwić
i zarazem nie zastanawiać się nad cechami granic kondycji.
Tej naszej kształtowanej w wymiarach niewielkich pomiesz­
czeń (mieszkań) i ściśniętych szans rozwoju. Wyciszanych aż
po głębię myśli i prawdziwych uczuć.
Okazuje się, że nawet w takich, albo właśnie takich,
warunkach zrodzić się może zjawisko artystyczne bez prece­
densu.
Pierwsze działanie rzeźbiarskie Karonia (podarowanie
żonie rzeźbki z zapałki) znalazło podatny grunt dla swego
dalszego rozwoju, kiedy artysta został suflerem w jednym
z najlepszych teatrów polskich, w Teatrze Powszechnym.
Gdyby został suflerem w teatrze trzeciorzędnym, w którym
rzeczywiście nic się nie dzieje i należy pogrążyć się bez reszty
w roli podpowiadacza zawodowego, nie mielibyśmy zjawis­
ka artystycznego, zzapałczanej twórczości, której miano
Karoń.
Karoń posiada w sobie, na przemian, to wiele skupienia,
aż po surową zastygłość twarzy (chociażby kiedy modeluje
rozdzieloną już zapałkę), to wcale nie mniej pogody, ożywie­
nia, którego użycza nie tylko twarzy, lecz całemu ciału. Oto
jeden z sympatyczniejszych przykładów. Z powodu mego
powątpiewania w sensowność praktyk buddyjskich w kraju
chrześcijańskim, włącza od razu do tych moich wątpliwości
opowieść o zdarzeniu jakiego sam doświadczył. - Właśnie
rozpoczynam swoją wieczorną medytację. Usiadłem w pozy­
cji lotosu i wygłaszam znaną sentencję, mającą pomóc
oczyścić swe ja: K i m jestem? Powtarzam trzykrotnie. Ale
domyślam się, że za drzwiami czatuje sąsiadka, szalona
schizofreniczka, oskarżająca mnie, iż prąd ją przeszywa,
kiedy wkładam klucz do dziurki. No i odpowiadam, zgodnie
z praktyką Zen: Nie wiem, nie wiem, nie wiem. I wtedy
PRZ
1

Wystawy indywidualne: 1985, „Ucho Mozarta", Galeria N ;
1986, „Przeć. 48 Zap.", Galeria Brama; 1988 razem z Martą
Klubowicz-Różycką, „Poezje", Galeria Rzeźby (1988, „Jazz, Wy­
stawa malarstwa", Jazz Jamboree 88). Udział w wystawach zbioro­
wych: 1985, „Witkacy 85", Warszawa, Lębork, Koszalin, Piła; 1987,

44

rozlega się wrzask na korytarzu. Ty przeklęty sk...synie,l
wiesz?!
Mówiąc o tym zdarzeniu Karoń uśmiecha się z lekka, i
koniec radośnie i podskakuje na ławce w parku plof
szpaki i kosy.
Taka właśnie pogoda ducha, aż po niezłe wyczucie zjl
i dowcipu, przenika całą twórczość zapałczarską. Możmf
samo powiedzieć o konceptualnych pomysłach Karci

(Samoistnie malujący się obraz przez 365 dni. Prosty przym
służący czekaniu, wystawiony na Arsenale 88, Bilet miem
ny, Obraz
wieloautorowy).

Pragnę na koniec ujawnić Czytelnikowi i samemu Artyt
swoje najszczersze intencje wprowadzenia tego tekstu!
PSL, pisma - jakby tam nie było hołdującego sza
nieelitarnej. A przecież każdy postrzega, że zapałki Karol
to sama elitarność! Otóż główną przyczyną było to, o ca
wspomniałem na wstępie, niezależność artysty wyrażaj
się w tym, że potrafi mówić przekonywująco o fascynacji
swego środowiska, pokolenia, o fascynacjach własnych pi
wykorzystaniu niekonwencjonalnych środków. I włal
owe środki, materia zapałek nadaje sztuce Karonia wari
niezależności, absolutnej oryginalności. Twórczości tej!
można w żadnym przypadku łączyć z pojęciem amatorl
(sztuki amatorskiej) i nieprofesjonalności (sztuki nieproj
jonalnej). Ale można łączyć ją z pojęciem nieoficjalni
(sztuką nieoficjalną), jak też... rzeźby pomnikowej nowi
czasów, w których odkrywa się prastare, archetypie!
- najgłębsze i najsensowniejsze - rozumienie PAMIlf
POTRZEBY P A M I Ę T A N I A I UPAMIĘTNIENIA. I
domo zaś, że kultury pierwotne, w tym również ni
chłopska, stanowią niewyobrażalną i nieweryfikowalnąl
le w kategoriach dzieła plastycznego (użyjmy tego niej
fortunnego słowa) skarbnicę pomysłów wypowiedzi ait
tycznej, przyporządkowanej owej tak istotnej potrzl
ontologicznej, reagowania na to, czym jest rozumienie czJ
dychotomia przemijania i trwania. Wypowiedź ta cza!
jest ulotną, żywą i doraźną, aniżeli posągową, na zawl
Korzysta zatem z nąjdostępniejszych, najzwyklejszych I
rzyw - niekoniecznie trwałych, kosztownych itd. Ocieraj
o repertuar gestów, nie stroni od rytów mających 1
dramaturgiczny, obrzędowy. Tak się dzieje, kiedy PrzepJ
kę stroją żniwiarze i również wówczas, kiedy (w opolski
Śpiące Lwy z cementu ostentacyjnie zostają ustawionej
słupach bramy, prowadzącej do zagrody.
.

Pisane między I maja a 4 czerwca 1989 roi
„kiedy złoty środek podchodził zgagę do suo]
nia" (z wiersza Marty Klubowicz-Różycn
który poetka odczytała w TVP po ogłoszą
wyników Wyborów).
i
PISY

„Studium czerwieni", Galeria Brama; 1987, „Człowiek Nal
Galeria Brama; 1987, „Wystawa pokonkursowa na rysunek]
Andriolego", Nałęczów, Lublin; 1987, „Sztuka jako wolnej
Koszalin; 1987, „Wystawa pokonkursowa", „Tematy muzw
w malarstwie", Tarnów, Sandomierz; 1988, Arsenał 88, Warszd

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10008" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9986">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c744c5bde87604b06c6936fd75e0442f.pdf</src>
        <authentication>7a79d26fc4494468d8642f1a9a106bfa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119064">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3642</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119065">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119066">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3419</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119067">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119068">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119069">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119070">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119071">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119072">
                <text>P

o

l

t

KI
A

N I

R O P O

•

C I A .

u

k

;

L

u

d

o

w

a

T Y

K U L T U R Y

^'.j i

a

E T N O G R A F I A

?

z

ł

S Z T U K A

( 3 0 0 0 0 zł)

M A Ł G O R Z A T A BARANOWSKA ZBIGNIEW B E N E D Y K T O W I C Z JADWIGA
B O C H E Ń S K A ANNA BEATA B O H D Z S E W I C Z D A R I U S Z CZAJA MARIUSZ
C Z U S A J W O J C I E C H DUDZIK ANETA G Ó R N I C K A - B O R A T Y Ń S K A
ALEKSANDER J A C K O W S K I MAGDALENA J A W O R S K A W I E S Ł A W J U S Z C Z A K
EWA K L E K O T LESZEK. K O L A N K I E W I C Z IWONA K U R Z P A W E Ł M A C I E J K O
A N D R Z E J MENCWEL W O J C I E C H MICHERA Z B I G N I E W O S I Ń S K I

P A W E Ł RODAK TERESA R U T K O W S K A ROBERT S A N K O W S K ! S Ł A W O M I R
S I K O R A LUDWIK STOMMA R O C H SULIMA M A Ł G O R Z A T A S Z P A K O W S K A
JOANNA TOKARSKA-BAKIR

�SPIS TREŚCI
Wiesław Juszczak

O Antropologii i symbolu

*

O Antropologii i symbolu. Rozmowa

*

*

3
5

Ludwik Stomma

„Trzeba odjechać..."

20

Małgorzata Baranowska

Ukryta forma świata

21

Sławomir Sikora

Rosencrantz i Guildenstern nie żyją, czyli jak być. Shakespeare, ant­
ropologia i Toma Stopparda gra w teatr

24

Ewa Klekot

Dwie strony tej samej monety

30

Aleksander Jackowski

Katedra Kultury polskiej

33

Andrzej Mencwel

Wyobraźnia antropologiczna

34

Małgorzata Szpakowska

Lem i trzy ewolucje

39

*

Jak rozumieć „Ziemi U r l o "

48

*

*

Roch Sulima

Józef Tkaczuk i inni, czyli o imionach widywanych na murach. Przy­
czynek do etnografii miasta

52

Grotowski wobec gnozy

65

Leszek Kolankicwicz

Aktorstwo w teatrze Grotowskiego

72

Wojciech Dudzik

O teatrze alternatywnym

74

Jadwiga Bocheńska

„Nieobojętna sztuka" i nie obojętny widz

76

Mariusz Czubaj

Teledyskowy obraz świata

78

Raporty

Gardzienicc

86

Zbigniew Osiński

studentów:

Holstebro

88

Scheersberg

91

Sejny

92

Graffiti na murach Warszawy 1989-1990

94

Paweł Rodak

Wyobrażenia społeczne a nauki humanistyczne

95

Mariusz Czubaj

Elitarność jako wyobrażenie społeczne

98

Paweł Maciejko

Rytm

Iwona Kurz

Pop-mitologie

100

Robert Sankowski

Kino, telewizja i co dalej?

101

Aneta Górnicka-Boratyńska

Zrozumieć egzystencję

102

Anna Beata Bohdziewicz
Recenzje

Streszczenia
Noty

o

mitów

99

artykułów

103

autorach

Na

okładce:

Na

stronie

104

Graffiti. Fot.: Anna Beata Bohdziewicz
t y t u ł o w e j : Henryk Waniek, Tcmplum Salomonis I V , fragment, olej/płótno,

© COPYRIGHT B Y „ K O N T E K S T Y "
Przedruk tekstów wzgl. większych fragmentów tylko za zgodą redakcji

Numer dotowany przez
Ministerstwo Kultury i Sztuki
oraz
Wydział Polonistyki UW

1989

�POLSKA SZTUKA LUDOWA

KONTEKSTY

ANTROPOLOGIA

KULTURY

ETNOGRAFIA

SZTUKA

nr 2-1995

INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK

�CONTENTS
Wiesław Juszczak

On Anthropology and Symbol

*

Conversation on Anthropology and Symbol

*

*

3
5

Ludwik Stomma

"One Ought to Leave..."

20

Małgorzata Baranowska

The Hidden Form o f the World

21

Sławomir Sikora

Rosencrantz and Guildenstern Are Dead, or H o w to Exist. Shakespeare,
Anthropology and Tom Stoppard's Theatrical Game

24

Ewa Klekot

T w o Sides o f the Same Coin

30

Aleksander Jackowski

Katedra Kultury polskiej. The Chair o f Polish Culture

33

Andrzej Mencweł

The Anthropological Imagination

34

Małgorzata Szpakowska

Lem and Three Evolutions

39

*

How Are We to Understand „T h e Land o f U l r o "

48

*

*

Roch Sulima

Józef Tkaczuk and Others, or About Names on the Walls. A Contribution

Zbigniew Osiński

Grotowski and Gnosis

65

Leszek Kolankiewicz

Acting in the Grotowski Theatre

72

to Urban Ethnography

52

Wojciech Dudzik

_

On the Alternative Theatre

74

Jadwiga Bocheńska

'

„Engaged A r t " and the Engaged Viwer

76

Mariusz Czubaj

The World as Seen in the Video Clip

78

Magdalena Jaworska

„Polesie"

81

Graffiti

94

Paweł Rodak

Social Concepts and the Humanities

95

Mariusz Czubaj

Elitism as a Social Conception

98

Paweł Maciejko

The Rhythm o f Myths

Iwona Kurz

Pop-mythologies

100

Robert Sankowski

The Cinema, Telewision and What Now?

101

Aneta Górnicka-Boratyńska

To Understand Existence

102

Students Reports

86

Anna Beata Bohdziewicz
Reviews

Summary
About

Redagują:

the

of Articles

103

Authors

104

Zbigniew Benedyktowicz, Aleksander Jackowski,
oraz Sławomir Sikora (sekretarz redakcji), Danuta Benedyktowicz, L u d w i k Stomma

Doradzają

i

współpracują:

Jerzy Bartmiński, Ewa Fryś-Pietraszkowa, Antoni Kroh, Jacek Olędzki,
Czesław Robotycki, Roch Sulima, Zofia Bisiak
Tłumaczenia:
Aleksandra Rodzińska
Projekt

okładki

i strony

tytułowej:

Jacek Królak
Redaktor

99

techniczny:
Krzysztof Nalewajko

Adres redakcji: Instytut Sztuki P A N , u l . Długa 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994 teł. 31-32-71/4 wew. 243

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10007" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9985">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3af187559d8ec7b641c569d75bd7f635.pdf</src>
        <authentication>90ccc3902d4cad5158db2cd2e4852f18</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119051">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119052">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119053">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119054">
                <text>wizualność - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119055">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5827</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119056">
                <text>Kompleks Edichny (Bestia wizualna) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119057">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1, s.47-67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119058">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119059">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119060">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119061">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119062">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119063">
                <text>047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

WOJCIECH MICHERA

nteresuje mnie tu pewien uporczywie od XIV w.
powracający wariant biblijnej sceny Kuszenia,
przedstawiający szatana w hybrydycznej postaci
węża z głową człowieka; dokładniej zaś - z głową
młodej dziewczyny (virgineum vultus habens, jak mó­
wią średniowieczne teksty), stanowiącą najczęściej
wierną kopię oblicza stojącej naprzeciwko Ewy. M o­
tyw ten pojawia się najpierw, począwszy od XII w.,
w komentarzach egzegetycznych (Petrus Comestor,
Historia scholastica), następnie zaś przejmują go dra­
maty liturgiczne oraz sztuki plastyczne. W XV-XVII
wieku jest już w malarstwie i rzeźbie tak popularny,
że Giorgio Vasari na przykład, opisujący w swoich
Żywotach najsławniejszych malarzy fresk dekorujący
sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej, wyraża wprawdzie
zachwyt kunsztem malarskim Michała Anioła, ale
zachowuje szokujący nas dzisiaj spokój, jeśli idzie
o treść dzieła: „Z kolei - pisze - widać Adama, który
skuszony przez postać pół węża, pół kobiety odbiera
w owym jabłku swój i nasz los zgonu, i widać jak on
i Ewa wygnani są z raju.”1 Wiek później John Milton
w Raju utraconym (skomponowanym - jak się uważa
- pod dużym wpływem praktyki malarskiej i emblematycznej)2 czuje się nawet w obowiązku zaznaczyć,
że szatan wyruszający na spotkanie z Ewą to: Meer
serpent in appearance - „tylko wąż z wyglądu” (9,
413).3 Począwszy od końca XVII w. maniera ta, choć
nie znika zupełnie, staje się znacznie rzadsza (od wę­
ża alegorycznego bardziej interesuje badaczy wąż
poddający się klasyfikacji zoologicznej).
Literatura naukowa, dotycząca tej osobliwej ma­
niery malarskiej i literackiej, nie jest duża (jeśli nie li­
czyć okazjonalnych uwag typu: „stara tradycja malar­
ska”), składa się na nią bowiem kilka zaledwie prac.
Dzięki jednak takim badaczom, jak John K. Bonnell
(1917), John M. Steadman (1957), John B. Friedman
(1966) i Henry Ansgar Kelly (1971), wskazane zosta­
ły wszystkie jak się wydaje istotne źródła.4 Osobne
miejsce na tej liście zajmuje artykuł Nony Flores
(1996), która poddała subtelnej analizie ikonograficz­
nej kilka wybranych przykładów rzeźbiarskich i ma­
larskich, w ścisłym powiązaniu z tekstami literackimi.5 Są to przykłady, „które przedstawiają węża z gło­
wą kobiety w sposób podkreślający grzechy przypisy­
wane Ewie w [biblijnej scenie] Upadku - przede
wszystkim pożądliwość, wyniosłość, oszustwo - i przez
wieki stanowiące podstawę antyfeministycznego moralizatorstwa.”6 Flores omawia pewne warianty i zna­
czące szczegóły przedstawienia (łatwo je przeoczyć,
gdy zadowalamy się jego ogólną klasyfikacją), dzięki
którym ten figuratywny dyskurs teologiczno-moralny
ukazuje grzech i kuszenie jako: lubieżność, zwodnicze
piękno, wizualne złudzenie, manipulację słowną czyli te wszystkie właściwości, które dyskurs antyfeministyczny kojarzy z kobietą. Przy okazji Flores
przedstawia też krótko trzy analogiczne postacie zwie-

I

Kompleks Echidny
(Bestia wizualna)
Zaprawdę, materia nie ma nawet owego „jest”
—gdyby je zaś miała, to by miała tutaj coś z dobra
—lecz jej „jest” tylko brzmi jednako,
tak iż naprawdę znaczy tyle, co „nie jest”.
(Plotyn)
Trurl i Klapaucjusz byli uczniami wielkiego
Kerebrona Emtadraty, który w Wyższej Szkole
Neantycznej wykładał przez czterdzieści lat Ogólną
Teorię Smoków. Jak wiadomo, smoków nie ma.
(Stanisław Lem)
Kobieta nie istnieje.
(Jacques Lacan)

rzęce - żmiję (poza kontekstem rajskim), skorpiona
(opatrywanego niekiedy kobieca twarzą) i syreny które z wężem rajskim „dzielą łudzącą fizyczną dwukształtność”, a w konsekwencji także wiele innych
istotnych cech.
*
Nie jest moim celem uzupełnianie dotychczaso­
wych ustaleń, dotyczących bezpośrednich źródeł hi­
storycznych. Nie zajmuję się też interpretacją ikono­
graficzną interesującego mnie motywu. Zarazem jed­
nak - będzie tu mowa i o „źródłach”, i o „znaczeniu”,
ale w szerszym kontekście, wyprzedzającym niejako
analizę poszczególnych przykładów. Chciałbym mia­
nowicie pokazać zależność omawianej sceny od pew­
nej tradycji antycznej; nie mam jednak na myśli pro­
stej transmisji określonego „symbolu”, czy „hieroglifu”
- wizualnego lub literackiego - gotowego, kompletne­
go i autonomicznego. Interesuje mnie raczej kształtu­
jąca się u schyłku starożytności struktura konceptual­
na, uzasadniająca włączenie figury sfeminizowanego
węża w dyskurs na temat pochodzenia zła; dyskurs,
którego nie rozpoczęła przecież dopiero średniowiecz­
na egzegeza biblijna.
Ponieważ temat jest więcej niż obszerny, a także
składa się nań bardzo wiele kuszących wątków po­
bocznych, zamierzam konsekwentnie trzymać się jed­
nego śladu, choć jest on zawiły, wężowy; śladu, jaki
w tym toczącym się przez wieki namyśle nad istotą zła
odcisnęły dwie bardzo znane, „ponadczasowe” posta­
cie kobiece.

47

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Michał Anioł, Grzech pierworodny, 1508-12 (Kaplica Sykstyńska, Rzym)
www.christusrex.org
Po obudzeniu szukał Herakles koni po całym kraju i przybył

(I)

wreszcie do zalesionej krainy, zwanej Hylaja. Tam znalazł w grocie
wężową dziewicę, niby Echidnę dwukształtną (miksoparthenon tina

Pierwszą z tych figur „długiego trwania” można za
Hezjodem nazwać „Echidną”. W Theogonii (295-308
i n.) jest potworem - na wpół dziewczyną, piękną
i młodą, na wpół ogromnym wężem - mieszkającym
w podziemnej grocie, z dala od ludzi i bogów: groźnym,
gwałtownym i monstrualnie płodnym.7 Trzeba tu za­
znaczyć, że greckie słowo ekhidna to po prostu „żmija”
i w bardzo wielu tekstach pojawia się w znaczeniu nie
mającym nic wspólnego z postacią Hezjoda. Czy jed­
nak tak jest istotnie? Wydaje się, że dwukształtna
Ekhidna bardzo silnie wpłynęła na grecką wyobraźnię,
rzucając swój mniej lub bardziej wyraźny cień na wie­
le pozornie naturalistycznych opisów, a tym bardziej
na obelżywe epitety.8 Ekhidna o pięknym obliczu (kalon prosopon) - zrodzona przez Phanesa - pojawia się
w orfickich spekulacjach kosmogonicznych;9 trafia
także - bez wątpienia już wzorowana na Hezjodowej do Dziejów Herodota.
Tutaj - nie zmieniając morfologii ciała ani cha­
rakteru swej siedziby - traci nieco z podkreślanej
w Theogonii brutalności, zyskując w zamian cechy
erotycznej, sprytnej kusicielki.10 Herodot nawiązuje
w swoim tekście do historii, która w Theogonii poja­
wia się bezpośrednio przed fragmentem poświęconym
Echidnie (287-294): mowa jest tam o Heraklesie,
który wyprawiwszy się na zachód, za Ocean, zabija
trójgłowego Geryona, by zdobyć jego słynne stado
krów.11 W racając stamtąd - już wedle Dziejów - H e­
rakles trafia do krainy nazwanej potem Scytią, gdzie
zasypia; gdy zaś śpi - ktoś kradnie jego konie:

Echidnan difuea), która powyżej pośladka była kobietą, poniżej zaś
wężem. Zdziwiony jej widokiem zapytał, czy widziała gdzie jego błą­
kające się konie, na co ona odpowiedziała, że je posiada i nie
wprzód mu zwróci, aż się z nią prześpi. To też Herakles za taką ce­
nę uczynił.12

Opowieść ta - podobnie jak całe dzieło Herodota
- była w starożytności bardzo popularna i jej echa
można odnaleźć zarówno w sztuce,13 jak i literaturze nawiązywali do niej m.in. Diodor Sycylijski (w I w.
przed Chr.) i Dion z Prusy, zwany Chryzostomem (w
I/II w po Chr.).14 Mnie jednak przede wszystkim inte­
resuje wzmianka, jaka się pojawiła w „heretyckiej”

Frankish Psalter 1279 (Biblioteka Katedralna Esztergom)
www.wga.hu

48

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

doktrynie Justyna, gnostyka żyjącego w 11/111 wieku po
Chr., streszczonej w Refutatio omnium haeresium św.
Hipolita Rzymskiego.15 Dzięki niej wkraczamy w czas
i środowisko intelektualne późnego antyku.

Oto więc Elohim i na wpół wężowa Edem, porów­
nana do Herodotowej Echidny20 - dwie boskie, od­
wieczne zasady świata, które „wzajemna namiętność
połączyła w małżeńskim łożu miłości”.21 Ten hieros gamos sprowadza następnie na świat 24 aniołów, spośród
których 12 przypomina ojca, 12 zaś matkę - to ich
miała Biblia alegorycznie przedstawić jako drzewa raj­
skie (zgodnie ze słowami Mojżesza: „Bóg zasadził na
Wschodzie ogród Eden”, Gen. 2.8). Dlatego też jeden
z aniołów Ojca, Baruch, tożsamy jest z Drzewem Ży­
cia, natomiast Naas (po hebr. „wąż”), z dwunastki
przypominającej matkę, to Drzewo Wiadomości D o­
brego i Złego. Później powstają ludzie, ukształtowani
z najszlachetniejszej ziemi ogrodu rajskiego, i relacja
łącząca parę Elohim— Edem przenosi się na parę A da­
m— Ewa. Kobieta staje się w ten sposób ludzkim odbi­
ciem wężowo-kobiecej prazasady - „obrazem i przykła­
dem, oraz na wieki już pieczęcią Edem” (V.21.10).
Ponieważ Elohim odchodzi następnie do nieba, za­
siadając tam u boku Dobra, Edem - porzucona i sfru­
strowana - zamienia się w siłę destrukcyjną.22 N aj­
pierw sama przyozdabia się, starając - bezskutecznie wzbudzić pożądanie w Elohimie i skłonić go do powro­
tu. „Potem poleciła Babel, którą jest Wenus [utożsa­
miona też z Omfale z mitologicznego cyklu Heraklesa
- WM], by ta skłaniała mężczyzn do cudzołóstwa.” Po­
tężną moc otrzymał Naas, mający mścić się na wszyst­
kich mężczyznach, noszących w sobie ducha Elohima.
Wówczas Elohim wysyła Barucha, który stojąc pośród
aniołów Edem (czyli alegorycznie: wśród drzew raj­
skich) zakazał jedzenia „owoców” z Drzewa Wiadomo­
ści (którym był Naas). „Naas jednak popełnił grzech,
gdyż udał się do Ewy, oszukał ją i zdeprawował, gwał­
cąc prawo. Ale poszedł również do Adama i miał z nim
stosunek niezgodny z naturą; a to jest także podłością,
z której powstało cudzołóstwo i sodomia.”

*

(Justyn)
W II-IV w. nie istnieje już żywa łączność z nauką
fundatorów głównych szkół filozoficznych i uwaga
skupia się przede wszystkim na piśmiennym dziedzic­
twie uznanych nauczycieli, takich jak Platon, Arysto­
teles, Chryzyp. Poszukiwanie prawdy przybiera postać
„dobrowolnego eklektyzmu”,16 polega na czytaniu
i komentowaniu dawnych tekstów. Ponadto na prak­
tykę filozoficzną w istotny sposób wpływa żywo rozwi­
jająca się teologia. Za jej sprawą filozofia nabiera bar­
dziej medytacyjno-mistycznego charakteru, teologia
zaś korzysta z metod i pojęć wypracowanych przez fi­
lozofię, co pozwala poddawać wnikliwej lekturze
święte teksty.17 W tych okolicznościach podejmowa­
ne są próby uzgodnienia tradycji biblijnej z grecką fi­
lozofią. Trzy też najważniejsze nurty intelektualne
późnego antyku - gnostycym, neoplatonizm i chrze­
ścijaństwo - choć doktrynalnie i instytucjonalnie
z zapałem się zwalczają, w znacznej mierze podzielają
repertuar pytań i tematów.18 Ich wzajemny wpływ do­
konuje się również - co jest tu nie mniej istotne - na
poziomie retoryki, w wyborze wykorzystywanych ob­
razów czy metafor.
Z licznych zatem dzieł Justyna znamy, właśnie dzię­
ki Hipolitowi, tylko jedno, ale najważniejsze - Baruch.
Zawiera ono synkretyczną doktrynę kosmogoniczną,
stanowiącą syntezę wątków greckich, biblijnych i chrze­
ścijańskich (być może, jak sugeruje Robert Grant, Ju­
styn wykorzystał w niej stary mit Ferekydesa).19 Jest to
w pewnym sensie alegoryczna interpretacja księgi Ro­
dzaju, wykorzystująca ‘akcesoria’ - motywy, postacie zaczerpnięte z mitologii greckiej (Herakles na przykład
staje się tu „nie obrzezanym prorokiem”).
Zgodnie z doktryną Justyna świat zawdzięcza swe
istnienie trzem uniwersalnym zasadom, niestworzo­
nym i wiecznym. Pierwszą, męską, jest Dobro, miesz­
kające w niebie i posiadające „zdolność przewidywa­
nia”. Dwie następne zasady zdolności tej są pozbawio­
ne: Elohim, Ojciec wszystkich rzeczy, i Edem (Eden) zasada żeńska, późniejsze źródło zła na świecie. Otóż
według Hipolita (który najpierw streścił właściwy frag­
ment z Herodota) właśnie owa Edem:

*
Oto mamy więc scenę kuszenia w jednym z jej gnostyckich wariantów: pierwsza kobieta staje przed wężem-kusicielem, reprezentującym na wpół wężowe,
utożsamione z grecką Echidną bóstwo kobiece, które­
go zresztą Ewa jest „obrazem, przykładem i pieczęcią”.
Czy to nie z tej heretyckiej teologii wykluła się później­
sza koncepcja egzegetyczna oraz konwencja malarska?
Otóż - mimo, że pomysł wydaje się kuszący - raczej
nie; w każdym razie - nie wprost. Jeśli przywołuję tu
doktrynę Justyna, to nie po to, by stwierdzić, że właśnie
ona była inspiracją średniowiecznych teologów i arty­
stów, że istnieje między nimi jakaś bezpośrednia zależ­
ność. (Tym bardziej, że Refutatio Hipolita pozostawało
w zapomnieniu od późnej starożytności aż po rok 1842,
kiedy to Minoides Mynas odnalazł w jednym z grec­
kich rękopisów na górze Atos większy fragment tego
dzieła, zrazu przypisanego zresztą Orygenesowi).23

Żeńska [zasada], nie mająca zdolności przewidywania, ulegają­
ca namiętnościom, o dwóch umysłach (dignomos) i podwójnym cie­
le (disomon), pod każdym względem odpowiada dziewczynie z opo­
wieści Herodota: aż do podbrzusza dziewica (parthenos), poniżej żmija (ekhidna), jak powiada Justyn. Dziewczyna ta zwie się Edem
albo Izrael. (V. 21. 3-4; PG 16, pod imieniem Orygenesa)

49

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Co nie znaczy, że bimorficzna figura kojarzona z Echidną jest tu bez znaczenia. Jednak od prostej i bezpośred­
niej zależności genetycznej odległych czasowo tekstów,
między którymi miałaby dokonać się transmisja tego
gotowego „hieroglifu”, ważniejsze są relacje synchro­
niczne, „syntaktyczne”: znaczenie owej szczególnej po­
staci kobiecej jest funkcją jej „orkiestracji”, czyli sposo­
bu, w jaki wplata się ona w serię obrazów, przedsta­
wień, kategorii określonego dyskursu. Jest raczej „ele­
mentem znaczącym” , podporządkowanym logice i re­
toryce intelektualnego „modelu do składania”, niż
opatrzonym stabilnym znaczeniem i samowystarczal­
nym „symbolem”.
Mówiąc zaś dokładniej, owym modelem, lub
„kompleksem”, w który uwikłana jest „Echidna”, jest
filozoficzno-teologiczny dyskurs dotyczący „zła”, „ma­
terii” i „niebytu”.

ria, quam vocant hylen, pisze św. Ambroży, Exam. 1.1).
Mamy więc dwa greckie terminy (khora, hyle), które
należą do dwóch odmiennych ujęć filozoficznych,
w sensie filozoficznym zatem nie można ich traktować
jako synonimów.27 Historycznie jednak rzecz biorąc,
w filozofii postplatońskiej khora bardzo często była
właśnie z hyle utożsamiana - już przez samego Arysto­
telesa,28 potem w średnim platonizmie,29 dla Plotyna
zaś i innych neoplatoników, a także Ojców Kościoła,
identyfikacja ta była oczywistością.
W czasach Justyna i Hipolita (który z pracami Ary­
stotelesa był dobrze zaznajomiony: Ref. I.20) termino­
logia ta w każdym razie stanowi już potoczne wyposa­
żenie intelektualne, a spekulacje dotyczące ‘materii’
(hyle) to stały składnik refleksji zarówno filozoficznej,
jak i teologicznej.30 Jest to także trop, który ma nas
doprowadzić do drugiej z anonsowanych wcześniej
wężowych kobiet.

*

*
Jeżeli Justyn przyrównuje prazasadę Edem do
Echidny Herodota, to być może - choć to jedynie spe­
kulacja - nie tylko ze względu na jej bimorficzną ana­
tomię i wybujały seksualizm, ale także miejsce zamiesz­
kania, określone jako lesista kraina o nazwie Hylaia.
Hyle, las (słowo oznaczające także drzewo, drewno,
budulec; łac. silva), to typowy krajobraz mitologiczny,
wyobrażenie środowiska „pierwotnego”, „dzikiego”,
oddalonego od siedzib ludzkich, przez dzikich też jedy­
nie ludzi zamieszkiwanego; kategoria funkcjonująca
w kontekście kosmogonicznym (por. „puszcza” - za­
chodni odpowiednik „pustyni”).24 Platon (Fileb 54 bc) używa słowa hyle w znaczeniu budulca do produkcji
statku - co stanowi metaforę stanu genesis (“powsta­
wania”) - nie czyniąc z niego jednak kategorii filozo­
ficznej. W późniejszych tekstach religijno-filozoficznych, pod wpływem nie tylko tradycji mitologicznej,
ale i Arystotelesa (o czym za chwilę), słowem hyle za­
stępuje się niekiedy „chaos”, kategorię oznaczającą
pierwotną, nieuformowaną jeszcze postać świata
(Chaos, quem Graeci hylen, nos silvam vocamus..., pisze
w IV w. po Chr. Chalcydiusz, Comm. in Tim. II, 123).
Sam chaos - wcześniej pojmowany raczej jako życio­
dajna Matka - w pismach gnostyckich otrzymuje ko­
notację zdecydowanie negatywną i zostaje utożsamio­
ny z materią (łac. materia, od: mater, matka).25 Należy
dodać, że u Platona kategorią, która - mając wy­
dźwięk kosmogoniczny - bliska była łacińskiego poję­
cia „materii” (i - przy licznych zastrzeżeniach - także
chaosu), nie jest hyle, lecz opisana w Timaiosie khora
(określana tam m.in. jako „żywicielka”).26 Arystoteles
jednak - w kwestii materii pozostający z Platonem
w sporze - formułując swoją koncepcję hyle-morfizmu, używa właśnie słowa hyle, które dzięki temu
wchodzi na stałe do słownictwa filozoficznego (i na ła­
cinę tłumaczone jest nie jako silva, ale materia: Mate-

(Plotyn)
O ile dla gnostyków „materia” istnieje jako jedna
z odwiecznych prazasad,31 to w Enneadach jej etiologię
określa radykalny monizm Plotyna: materia powstaje
w procesie postępującej degradacji ontologicznej.32
W doktrynie trzech pierwszych bytów każdy kolejny
(bo nie pierwszy, rzecz jasna) jest emanacją wcześniej­
szego i w stosunku do niego zubożeniem: jest „naśla­
dowcą” (mimetes) i „obrazem” (eikon kai mimema), bo
„płód nie może być możniejszy” od rodzica (V.1)33
Z Jednego (hen) zatem, z jego nadmiaru, rodzi się
Umysł (nous), z Umysłu zaś Dusza (psyche); a raczej za
każdym razem rodzi się „coś”, co staje się Umysłem
i Duszą zwróciwszy wzrok (epistrophe) ku temu, z cze­
go pochodzi. Dusza „tedy nabiera światła, kiedy dąży
do tego, co przed nią [co ją poprzedza], bo napotyka
byt [czyli Umysł, Nous]”. Co jednak dzieje się z Duszą,
„kiedy opada w to, co po niej”? Otóż „po niej” jest „jej
obraz” (eidolon): „I jest to nieokreślone (to aoriston)
widmo (obraz, eidolon) ciemne zupełnie, albowiem
całkowicie brak mu rozumu i umysłu i daleko odbiega
od bytu” (III.9.3). Tym więc, co następuje po Duszy,
jej obrazem, jest materia, czyli „nie-byt”.34
Nie należy oczywiście zapominać, że materia nie
jest „ciałem”. Ciało (soma) powstaje wówczas, gdy ma­
teria (hyle) opatrzona zostanie stosowną „formą”
(eidos), czy „kształtem” (morfe).35 Sama materia jest
zatem „bezkształtem” (amorfia), jest „bezforemna”
(aneideon), „wolna od wszelkich jakości” (VI.9.7).
„Zaprawdę - pisze Plotyn - materia nie ma nawet
owego „jest” [...] lecz jej „jest” tylko brzmi jednako,
tak iż naprawdę znaczy tyle, co „nie jest”” (I.8.5).
*

50

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Bracia Limbourg, Ogród rajski (fragment), 1415 (Chantilly, Musée Condé)
www.christusrex.org
Plotyn - podobnie jak jego poprzednicy okresu
zwanego średnim platonizmem, a także jego nauczy­
ciel Ammoniusz Sakkas36 - usiłował harmonizować
Platona i Arystotelesa. Również paradoks Plotynowej
materii-niebytu ma swoje źródło w Sofiście Platona
i Fizyce Arystotelesa.
Najodleglejszym jednak punktem odniesienia roz­
ważań na temat niebytu - zarówno dla Platona, jak
i Arystotelesa - jest traktat Parmenidesa O przyrodzie
(Peri tou physeos) z VI/V w. przed Chr. Otóż Parmeni­
des pisze, że są tylko dwie możliwe drogi poznania,
mianowicie: „że jest (eotin), i [wówczas] jest niemożli­
we, żeby nie było (ouk eoti mh einai)” (2.3); albo też:
„że nie jest (ouk eotin) i [wówczas] jest konieczne, że­
by nie było (cpeWn eoti mh elnai)” (2.5).37 Błąd śmier­
telników, zdaniem Eleaty, polega na tym, że stwierdza­
ją oni istnienie „nie-bytów”, zaprzeczając w ten sposób
ustalonej wcześniej formalnej opozycji. We fragm. 7.1
czytamy więc: „Dlatego nigdy nie da się udowodnić, że
nie ma tego, co jest”.
Twierdzenie Parmenidesa krytykuje w Sofiście Pla­
ton. Musi to zrobić, ponieważ usiłuje wykazać, że cechą
charakterystyczną „sofisty” (którego zamierza zdefinio­
wać, by odróżnić od „polityka” oraz „filozofa”) jest jego
pozorna, fałszywa, zaledwie „mniemana” wiedza.38
Tymczasem konstrukcja logiczna Parmenidesa, na któ­
rej opiera się argumentacja przypisywana samemu sofi­
ście, wyklucza możliwość istnienia takiej wiedzy: zda­
nia fałszywe musiałyby albo stwierdzać nieistnienie by­
tu, albo istnienie niebytu. Ponadto, jak pisał Parmeni­
des, niebytu „nie można ani poznać, ani zrozumieć”

(2.5-8). Stąd sofistyczne twierdzenie (zdaniem Platona
błędne), że twierdzenie błędne nie może istnieć.
Gość z Elei zatem (porte-parole Platona w Sofiście)
stara się wybrnąć z kłopotu przez wykazanie, że możliwe
jest „pozorne istnienie”.39 W tym celu rozważa roboczo

Jacopo della Quercia, Kuszenie, 1425-1438
(San Petronio, Bolonia),
www.wga.hu

51

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

kwestię z dziedziny sztuk plastycznych: „umiejętności
wykonywania podobizn”, „wyglądu” i „imitacji”, czyli
obrazu i reprezentacji. W efekcie, udowodniwszy moż­
liwość istnienia ‘fałszywego wyglądu’, stwierdza też, że
- wbrew Parmenidesowi - ‘nie-byt’ (jednak) jakoś
‘jest’. Ale ów nie-byt (to me on) nie jest zwykłym, ba­
nalnym ‘nieistnieniem’, niebytem absolutnym (237b:
to medamos on). Tym razem chodzi o pewien aspekt
samego istnienia - jedną z pięciu wyróżnionych w So­
fiście kategorii ontologicznych, mających udział w by­
cie, mianowicie o „różność” (przeciwstawioną „tożsa­
mości”); mówiąc dokładniej: chodzi o - jak pisze Pla­
ton (258de) - „tę część natury ‘różności’, która prze­
ciwstawia się bytowi każdej (hekastou) rzeczy: właśnie
to rzeczywiście jest nie-bytem”.
A zatem nie jest tak, jak się przyjmuje (przez nie­
potrzebne wprowadzenie poprawki) w większości wy­
dań Sofisty i opartych na nich tłumaczeń - na przykład
Witwickiego, który pisze tutaj: „każdą [hekaston]
cząstkę przeciwstawioną bytowi nazywamy niebytem”.
Jest wprost przeciwnie - chodzi nie o „każdą”, ale tyl­
ko „pewną”, „określoną” część natury różności, tę
mianowicie, która przeciwstawia się właśnie bytowi
każdej - hekastou - bez wyjątku rzeczy, stając się w ten
sposób nie-bytem; są bowiem też inne części natury
„różności”, które przeciwstawiając się np. pięknu,
wielkości albo sprawiedliwości, stają się nie-pięknem,
nie-wielkością, nie-sprawiedliwością.40
(Dodajmy, że ta Platońska „neantologia”, opisująca
ów istniejący jednak jakoś nie-byt, jest - w najbardziej
podstawowym sensie - warunkiem możliwości zarów­
no reprezentacji figuralnej, przeciwstawionej orygina­
łowi, jak i najszerzej rozumianej literatury jako fikcji.)41

Niezbędnych jest zatem kilka słów o Arystotelesie.
Pisząc o niebycie (Fizyka I 9, 192 a), na swój sposób
podejmuje on spór z Parmenidesem - stwierdza, że
‘niebyt’ jest dwojaki: akcydentalny i istotny. Pierw­
szym jest ‘materia’ (hyle), będąca „w pewnym sensie
niemal substancją”; drugim zaś - ‘brak’ (steresis, ra­
czej: ‘pozbawienie’, łac. privatio), nie będące substan­
cją „w ogóle w żadnym sensie”. Materia jest więc na­
znaczona brakiem - brakiem formy (morfe) - i to czy­
ni ją rodzajem niebytu. Arystoteles stwierdza jednak
dalej, że ów brak (formy w materii) wzbudza też ‘pożą­
danie’ (właśnie owej brakującej formy). Pisze zatem:
„Tym, co pożąda formy, jest materia; a pożąda jej tak,
jak osobnik żeński męskiego (thely arrenos), a brzydo­
ta - piękna (aiskhron kaloy)” (tłum. K. Leśniak).44
Czytamy następnie, że materia, jako niebyt akcyden­
talny, któremu brakuje formy - ginie, skoro tylko po­
żądaną formę otrzyma. Tak samo jak ginie brzydota,
gdy tylko otrzyma brakujące i pożądane piękno.
Porównania te budzą jednak istotne pytanie (po­
stawi je później Plotyn): jak to jest z pożądającą męż­
czyzny kobietą? Czy zaspokojona - też ginie (jak brzy­
dota, i jak materia)? W odpowiednim miejscu do tej
sprawy wrócimy.
*
Zdaniem Plotyna materia jest obrazem Duszy. Sa­
ma Dusza też jest obrazem - Umysłu (tak jak ten Jednego), ale dzięki gestowi epistrophe zyskuje ona
udział w bycie. „Dusza jako taka musi być podobna do
wzroku, a umysł być dla niej widzialnym przedmiotem
i musi dalej być „nieokreślona”, dopóki nie „ujrzy”, ale
z natury uzdolniona do umysłowego widzenia”
(III.9.5). Tymczasem materia, można by powiedzieć w przeciwieństwie do Duszy - nie ma zdolności widze­
nia: jest ślepa, nie ma mocy twórczej i nie może zwró­
cić się ku bytowi, który ją zrodził - jest całkowicie
wtórna, wyłącznie receptywna, i dlatego nigdy nie
przestaje być tylko martwym obrazem. Ale skoro tak skoro materia pozostaje zawsze zupełną nieokreślono­
ścią (to aoriston) i nieskończonością (apeiria), pozba­
wionym formy (aneideon) nie-istnieniem, którego ce­
chą konstytutywną jest amorfia (nie jest ani ruchem,
ani spoczynkiem, nie jest ani pojedyncza, ani mnoga,
ani mała, ani duża; a jednocześnie jest tym wszystkim
na raz, gdyż pozwala, by i małe, i duże się zjawiło)45 skoro tak, to jak w ogóle jest możliwe jej poznanie?
N a pytanie to Plotyn odpowiada w traktacie
0 dwóch materiach, cytując poświęcone khorze słowa
Platona z Timaiosa: „materia daje się ująć nieprawym
(vó9q ) rozumowaniem” (por. Tim. 52b, 2-3). Zasadą
poznawczą musi być w tym wypadku „nieokreśloność,
bo jeśli „podobne podobnym”, to i „nieokreślone nie­
określonym”” (II.4.10).
Wyobrażać sobie materię, to tworzyć obraz obrazu.46
1 jeżeli materia sama, jako obraz bez formy, pozostaje

*
Do tego konkretnie fragmentu Sofisty nawiązuje
Plotyn w traktacie O dwóch materiach (II.4.16), pisząc:
„Czy zatem materia jest tożsama także z różnością?
Ależ nie (e ou)! Chyba tylko z tą cząstką różności, ja­
ka się przeciwstawia bytom we właściwym znaczeniu,
a mianowicie formom (logoi)42”. W porównaniu z tek­
stem Sofisty Plotyn dokonuje tu istotnej modyfikacji,
pozwalającej odnieść nakreśloną tam definicję nie­
bytu do materii (o której u Platona mowy nie było):
tym, czemu się teraz nie-byt przeciwstawia, nie jest już
„byt każdej rzeczy”, ale „właściwy byt”, utożsamiony
z Arystotelesowską „formą”. Dzięki temu „nie-byt Plotyna okazuje się nie tylko nie-bytem, ale i nie-pięknem, nie-sprawiedliwością, nie-wielkością”,43 czyli
wszelką negacją. Stąd dalsze słowa rozpoczętego wyżej
fragmentu z Plotyna: „Dlatego właśnie będąc czymś
tego rodzaju, (materia) jest «niebytem», i jest tożsama
z pozbawieniem (steresis)”. W ten sposób Plotyn prze­
chodzi od Platońskiego nie-bytu ‘różności’ do Arysto­
telesowego nie-bytu jako ‘pozbawienia’.

52

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

czystą nieokreślonością i potencjalnością, to i obraz tego
obrazu musi brak właściwości zachować - musi figuro­
wać defigurację, za pomocą operacji intelektualnej, pole­
gającej na oddzieleniu ‘formy’ (eidos) od ‘myśli’ (dianoia)
(VI.6.3). Można powiedzieć, że w tym „bękarcim” (a
przymiotnik nothos znaczy też: „nieautentyczny”) proce­
derze poznawczym nie liczy się skuteczne uchwycenie
wzrokiem określonej treści obrazu (byłaby nią przecież
„materia”, a ta pozostaje do końca nieokreślona, nieprzedstawialna, pozazmysłowa [met’anaisthesias - Tim.
52b]), ile sama „obrazowość”; coś, co nie jest możliwe do
zobaczenia normalnym, „prawym” spojrzeniem, nie jest
bowiem „czymś” (tym lub tamtym), lecz istnieje wyłącz­
nie w owej nie-prawości, nie-autentyczności, nie-tożsamości, której nie można zredukować (“wyprostować”) do
żadnego prawowitego „porządku symbolicznego”.47
Poszukując stosownej reprezentacji dla materii, bę­
dącej samym obrazem (bez treści), Plotyn wybiera więc
obrazy o charakterze niejako autoreferencyjnym, zda­
jące sprawę z ich (choć zawsze tylko względnego - ob­
razy te jednak mają swoje granice) zamknięcia w samozwrotnej, „bez-foremnej” obrazowości. Chodzi o poka­
zanie, że materia - zgodnie z nauką Arystotelesa - nie
jest przeciwieństwem czegokolwiek; że jej natura jest
absolutnie od wszystkiego odmienna, odrębna, i że
choć wszystko w sobie zawiera (wszelkie sprzeczności
i przeciwieństwa), sama niczego nie doznaje, nic na nią
- ani ona na nic - nie oddziałuje (zob. III.6.10).
Wśród obrazów mogących - w jakiejś mierze sprostać tej funkcji, Plotyn wymienia na przykład
wosk, który pod wpływem odcisku nie ponosi żadnego
uszczerbku, a także „linię” - nie zmieniającą się wcale
pod wpływem nałożonej nań barwy (III.6.9). Najczę­
ściej jednak posługuje się obrazem lustra (katoptron).
Plotyn wygrywa całą ambiwalencję tego instrumentu,
podkreślając w nim cechy, które upodabniają go do
materii: (i) tworzy złudzenia; (ii) jest niezbędne, by
obraz mógł powstać; (iii) nie zmienia się pod wpływem
obrazów, które odbija; ale jednak (iv) zaciemnia przyj­
mowane nieustannie światło - jak materia zaciemnia
światło duszy, bowiem „materia jest cieniem”.48
Pojawiają się także postacie mitologiczne, w istot­
ny sposób kojarzone z lustrem, jak Dionizos (IV.3.12),
a zwłaszcza Narcyz: ofiara własnego, samozwrotnego
spojrzenia, który zakochany w nie prowadzącej nigdzie
obrazowości, sam niejako w cień się zamienia (I.6.8).49
Wielokrotnie też Plotyn przywołuje w roli obrazu ma­
terii - również „nieprawą”, „niestosowną”, „pozakategorialną” - postać kobiecą; jest nią Penia z opowieści
Platona o narodzinach Erosa.

biesiadowali bogowie, a pospołu z bogami biesiadował
Dostatni [Poros, dosł.: przejście, przeprawa, sposób,
spryt, dochód, zapas, dostatek - WM], syn Przemyśl­
nej [Metis - bogini sprytnej mądrości]. Gdy spożyli
wieczerzę, przyszła po prośbie Bieda [Penia], jako że
sutą odprawiano ucztę, i czekała u drzwi”. Wtedy zda­
rzyło się, że Poros, odurzony wypitym nektarem, wy­
szedł do ogrodu Zeusa i tam usnął, a z okazji tej sko­
rzystała Penia - „legła u jego boku i podniosła się brze­
mienna Erosem”. Dlatego Eros, „jako syn Dostatniego
i Biedy, los rodziców dzieli. [...] Po matce stałym jest
sąsiadem braku; a w ślady ojca podążając, zasadza się
na pięknych i dobrych” (Biesiada 203; tłum. Edward
Zwolski).
Przypowieść Platona interpretowano chętnie
i przed Plotynem, i po nim. Plutarch na przykład przedstawiciel średniego platonizmu - w O Izydzie
i Ozyrysie widzi w niej alegorię kosmogoniczną (gdzie
Eros oznacza stworzony Kosmos - tak jak w opowieści
Fajdrosa z tejże Biesiady): „Dostatek to przecież nic in­
nego jak to, co jako pierwsze zostało ukochane, upra­
gnione, doskonałe i samowystarczalne. Platon nazywa
materię imieniem Biedy, która sama z siebie pragnie
i dąży do dobra, napełnia się nim, wiecznie pragnie
i w nim uczestniczy”.50
Jak więc powiedziałem, w Enneadach postać spryt­
nej i chutliwej Biedy z Platona powraca wielokrotnie.
W traktacie O Erosie (III.5) czytamy na przykład, że
Poros (w tłumaczeniu Krokiewicza: „Spryt”), to
Umysł, „forma”, Bieda zaś - to materia, „ponieważ
właśnie materii brakuje wszystkiego”. I to z niej, z tej
nieokreślonej żądzy, żądzę i nienasycenie ma dajmonion Eros, będący „żądłem nienasyconym”. Pożądanie
- im większe - jest tym bardziej „materialne” (hylikos).
Także w O niedoznawaniu bytów niecielesnych Plo­
tyn pisze najpierw, że materia jest jak zwierciadło, nie­
zbędne dla powstających w nim obrazów, tak bardzo
jednak od nich „różne”, że odbite - pozostają bez żad­
nej zmiany. Zwierciadło musi użyczać siedliska formie,
która jednak nie przychodzi z własnej woli - materia
musi ją „swoją obecnością i zuchwalstwem i jakby że­
braniną oraz biedą swoją jakby gwałtem „zdobyć” i doznać „zawodu nie zdobycia” , ażeby jej bieda trwała
i ażeby wciąż żebrała. Bo skoro powstała raz na zawsze
w głębi, mit (Platona) przedstawia materię jako żebraczkę, dając przez to do zrozumienia, że nie ma [ona]
dobra z natury. A żebrze żebrak nie o to, co posiada
szafarz, lecz zadowala się tym, co dostanie” (111.6.14).
O biedzie (lub Biedzie) oraz problemie zła mowa
też w traktacie O dwóch materiach. To właśnie tam
Plotyn podejmuje kwestię problematycznej analogii
między materią i „tym, co żeńskie” - opisanej przez
Arystotelesa w Fizyce. Czy zatem (powróćmy do po­
stawionego wcześniej pytania) ginie materia-brak,
po otrzymaniu brakującej formy, której pożądała?
Arystoteles twierdzi, że właśnie jako brak - ginie.

*
Zgodnie z opowiadaniem mądrej Diotymy, zrefero­
wanym przez Sokratesa podczas biesiady u Agathona,
którą opisał Platon - „Kiedy narodziła się Afrodita,

53

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

terii’ (hyle) jest tylko jak przyodziewek narzucony na
żebraka dla ukrycia jego nędzy, albo jak „przystrojony
trup” (nekrdn kekosmemenon) (Enn. II.IV.5).
Materia nie ginie, tak jak nigdy nie ginie kobieta (z
przykładu Arystotelesa, do którego tu wprost nawią­
zuje Plotyn) - nawet zaspokojona, nadal (niestety)
pozostaje kobietą: „I nie ginie to, co żeńskie (thely),
lecz jeszcze bardziej żeńszczeje (mallon thelynetai), to
znaczy jest jeszcze bardziej tym, czym jest” (II.IV.16).
Jest to kluczowe miejsce w Plotyńskiej koncepcji zła
- jako materii-niebytu, przypominającej „nieprawą”,
pożądliwą, kobietę, istniejącą wyłącznie jako „brak”.
Pyta bowiem następnie Plotyn: „Czy więc pozostaje
złem materia mając udział dobra?” I odpowiada, czyniąc
oczywistą aluzję do opowieści Platona: „Tak, z powodu
potrzeby, bo przecież nie posiadała! [...] co [zaś] nie po­
siada niczego, bo cierpi biedę (penia), a raczej jest Bie­
dą (penia), to musi być złe (ananke kakon einai).52
*

(Orygenes)
Opowieść Diotymy, interpretowana alegorycznie,
to temat często powracający w pismach neoplatońskich, zarówno starożytnych jak i renesansowych.53
Jest to ponadto ślad prowadzący do dzieł „platonizujących” Ojców Kościoła, mianowicie Orygenesa i Euze­
biusza, którzy - co wydaje się tu nadzwyczaj interesu­
jące - zestawili historię narodzin Erosa z faktami opi­
sanymi w trzecim rozdziale księgi Rodzaju.
Orygenes (185-254) i Plotyn (204-269) studiowali platonizm u tego samego nauczyciela, Ammoniusza Saccasa. I na­
wet jeśli istotnie Orygenes, którego wspomina Porfiriusz
w swojej Vita Phtini jako osobę zaprzyjaźnioną z mistrzem,54
nie jest tym Orygenesem (taką identyfikację wyklucza raczej
chronologia: Orygenes był starszy od Plotyna), to nie ulega
wątpliwości (choćby w świetle świadectwa Euzebiusza, Histo­
ria Kościelna, VI), że Orygenesa chrześcijańskiego oraz Ploty­
na łączyła istotna więź intelektualna.55 Co do Euzebiusza
z Cezarei (ok. 260-339) - wiernego kontynuatora tradycji
Orygenesa, autora m.in. dzieł apologetycznych, będących od­
powiedzią na inwektywę Przeciw chrześcijanom wspomniane­
go Porfiriusza (232-303) - to oczywiste, że filozofię Plotyna
znał bardzo dobrze (choć pisma jego czytał raczej w zaginio­
nym dzisiaj wydaniu Eustochiusza, a nie Porfiriusza). Autorzy
ci poruszali się zatem w tym samym środowisku intelektual­
nym, doskonale znając i współdzieląc będące w obiegu inte­
lektualnym pojęcia, kategorie, metafory, formuły retoryczne;
uczestnicząc w procesie - być może w ich epoce najważniej­
szym - integracji doktryny chrześcijańskiej z platonizmem.56
Przeciw Celsusowi (Kata Kelsou) Orygenesa, w któ­
rym znajduje się interesujący nas fragment, powstało
w latach 245-248 (czyli na kilka lat zanim Plotyn zaczął
spisywać swoją doktrynę). Jest to niezwykle erudycyjna
polemika z greckim filozofem Kelsusem, który kilkadzie­
siąt lat wcześniej, w dziele Słowo prawdy (Alethes logos),

Masolino da Panicale, Kuszenie, 1426
(Kaplica Brancacci, Florencja)
www.abcgallery.com
Czy w takim razie ginie również „osobnik żeński”, za­
spokoiwszy swój brak formy, czyli brak „osobnika mę­
skiego”? Nie ma podstaw by wątpić, że Arystoteles tak
właśnie uważa.51
Dla obu więc filozofów materia jest ‘nie-bytem’,
‘brakiem’, przeciwstawionym wszelkim ‘formom’. Jed­
nak w tym samym fragmencie (II.4.16), w którym korzystając z Arystotelesowych pojęć - Plotyn mody­
fikuje Platońską koncepcję nie-bytu z Sofisty, teraz
z kolei poprawia Arystotelesa, posługując się obrazem
z Platońskiej Biesiady: w niezgodzie z autorem Fizyki
twierdzi, że materia nigdy się nie zmienia i nigdy nie
ginie. Zawsze pozostaje niespełniona, niezaspokojona,
nigdy nie przestaje być brakiem, ciemnością i absolut­
nym nieokreśleniem. Tego ‘braku’ nie likwiduje nawet
dołączenie do niej ‘formy’. ‘Forma’ (morphe) dla ‘ma­

54

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

sób na parę biblijną (Adam-Ewa). Oto grecka Penia
w realiach biblijnego raju okazuje się wężem! Gdzie
podziała się więc Ewa? Można by oczywiście uznać, że
razem z mężczyzną kryje się w ogólnej kategorii „czło­
wiek” (anthropos) - zgodnie jak się wydaje z sugestią
Orygenesa, który pisze kilka zdań dalej: „«Adam»
w języku hebrajskim oznacza człowieka” , oraz: „to, co
Mojżesz mówi o Adamie, odnosi się do natury ludz­
kiej” (IV.40). Jednak wersja Euzebiusza wyklucza taką
interpretację: najpierw pisze on o ‘człowieku’ (anthro­
pos), ale przeciwstawia go ‘kobiecie’ (gyne), następnie
zaś, na określenie biblijnego pierwowzoru Porosa, uży­
wa jednoznacznego pojęcia ‘pierwszy mężczyzna’ (pro­
tos aner). W strukturze tej kobieta zajmuje więc pozy­
cję niejednoznaczną, ambiwalentną, pośrednią - mię­
dzy człowiekiem a wężem; z pewnego punktu widzenia
- bliższą nawet tego drugiego. Sam wąż bowiem - co
trzeba podkreślić - ulega tu radykalnej feminizacji.
Relacja między Adamem i Ewą, w egzegezie Orygenesa i Euzebiusza, to nie jest już typowy, mitologiczny
hieros gamos, o prostej, symetrycznej strukturze, służą­
cej (jak sądzi wielu badaczy) wyrażeniu idei życiodajnej
płodności. Ale owo „nieistnienie” Ewy (czy też - w in­
nym aspekcie - feminizacja węża) nie jest pozbawione
znaczenia; tyle że chodzi o „znaczenie” perwersyjne, po­
żądliwe, opaczne, które ujawnia się jedynie w łudzeniu,
dzięki owej nieprawej gramatyce „zła”, definiowanego
w kosmogonicznych spekulacjach epoki jako niebyt-materia. „Brak” kobiety wydaje się właściwym jej spo­
sobem istnienia - ona jest, ale niewłaściwie, jako „brak”,
czyli Bieda; sama Bieda przywołana jest tu zatem (by
domknąć krąg) pro serpente deceptionem, zamiast wężo­
wego oszustwa. Wąż bowiem, to (podobny w charakte­
rze do lustra) opaczny instrument jej prezentacji, po­
zwalający owo kobiece nieistnienie zobaczyć.

poddał zjadliwej krytyce Biblię i chrześcijan.57 Kelsus
wychodzi z założenia, że to, co nowe (a nowe jest chrze­
ścijaństwo), nie może być prawdziwe: pisze o „odwiecz­
nej nauce” (arkhaios logos), którą zdaje się utożsamiać
z tytułowym „słowem prawdziwym” (zob. C C 1.14).
Orygenes odpowiada podkreślając starożytność narodu
żydowskiego (1.14) i Mojżesza (4.11), oraz wynikające
z tego pierwszeństwo Biblii wobec pism greckich (np.
0 kluczowym dla Platona dualizmie świata idealnego
1 zmysłowego czytamy jego zdaniem już u Mojżesza, zob.
7.31).58 Stwierdza też, że tak jak Kelsus wyśmiewa Bi­
blię, tak też bardzo łatwo można by wyśmiać grecką mi­
tologię, a nawet teksty filozoficzne, jeśli odczytywać je
dosłownie. Lepiej jednak w obu wypadkach starać się
(„jak przystoi filozofom”) wydobywać spod „alegorycznej
zasłony” duchowy sens każdego z tekstów.
Przykładem takiego działania jest także wykpiona
wcześniej przez Kelsusa biblijna opowieść o wężu raj­
skim, którą Orygenes zestawia z alegorią Platońską.
Po streszczeniu zarzutów Kelsusa, przytoczeniu obszer­
nego cytatu z Platona, pisze dalej tak:
Czytelnicy tego fragmentu [...] nie będą się mogli oprzeć podzi­
wowi nad tym, jak [Platon] posługując się mitem potrafił skryć zna­
ne sobie wielkie nauki przed pospólstwem, a jednocześnie odpowied­
nio odkrył je tym, którzy umieją w micie odkryć prawdziwą myśl au­
tora. Przytoczyłem ten mit wymyślony przez Platona albowiem ogród
Zeusa, o którym wspomina, wydaje się odpowiadać rajowi Bożemu,
Bieda (Penia) wężowi (ophis), a Dostatek (Poros), na który Bieda
urządziła zasadzkę, człowiekowi (anthropos) usidlonemu przez węża.59

Bardzo podobną interpretację, ale uzupełnioną
0 pewne szczegóły, znajdujemy w późniejszej o kilka­
dziesiąt lat Preparatio Evangelica Euzebiusza z Cezarei:
Zgodnie z pewnymi niewypowiedzianymi opowieściami (kata ti­

*

nas aporretous logous), Mojżesz donosił, że na początku, gdy stwarza­
ny był świat, istniał pewien raj Boga, i opisał człowieka oszukanego

Sprawa nie jest oczywiście zupełnie prosta. Mimo
ogromnego, wręcz decydującego wpływu (neo)platonizmu na rozwój doktryny chrześcijańskiej, a także istot­
nej zależności Orygenesa i Euzebiusza od Platona
i czerpiącej z niego greckiej filozofii, pojęć używanych
przez obie tradycje nie można mechanicznie utożsa­
miać. Przykładem takiej niezgodności jest właśnie kwe­
stia unde malum?, „skąd wzięło się zło?”, oraz związany
z tym odmienny stosunek do materii. Otóż chrześcijań­
stwo w żaden sposób nie mogło zaakceptować neoplatońskiego utożsamienia jej ze złem. Ponieważ - uważa­
li chrześcijanie - materia nie jest odwieczna, musiała
być stworzona przez Boga,60 nic zaś, co stworzył Bóg,
nie może być złe. Jak pisze jednak Clive Staples Lewis:
„choć chrześcijanie byli logicznie zobowiązani uznać
w materii dobro, nauka ta nie bardzo im smakowała”.61
Pogląd o materii jako przyczynie zła odrzuca więc tak­
że Orygenes, wskazując raczej na decydujące znaczenie

tam przez kobietę (ton anthropon epatesthai dia tes gynaikos) za namo­
wą węża (pros tou opheos). Jawnie te same niemal słowa powtórzył
Platon w swojej alegorii w Biesiadzie: zamiast raju opisał ogród Zeu­
sa; zamiast węża i jego oszustw (apates) - Biedę (Penian) z jej intry­
gą; zamiast pierwszego mężczyzny (protou andros), którego poczęła
jak swego syna Boża mądrość (metis) i opatrzność - Dostatek (Poron), będącego synem Mądrości (Metidos); zamiast mówić: „kiedy
świat (kosmos) został stworzony”, mówi - „gdy narodziła się Afrody­
ta” alegoryzując świat jako piękno (12,11).

Co wynika z tych zestawień? Nie dziwi w nich to,
że narodziny Afrodyty stają się alegorią stworzenia
świata (jako kosmicznego piękna), zaś ogród Zeusa ogrodu rajskiego; można nawet przyjąć utożsamienie
bogini Metis, matki Porosa, z mądrością Bożą. Zaska­
kujące są inne identyfikacje personalne: w interpreta­
cji Orygenesa i Euzebiusza grecka para (ojciec Poros
1 matka Penia) nie przekłada się bowiem w prosty spo-

55

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

indywidualnego wyboru (“wolna wola każdego czło­
wieka jest przyczyną jego indywidualnego zła” - C C
IV.66; por. III.42). Zarazem jednak za najistotniejszą
w charakterystyce zła uważa on jego negatywność zło jest bowiem „brakiem dobra” (O zasadach II.9.2).
Należy podkreślić, że formuła ta ma twarde, metafi­
zyczne znaczenie: użyte w niej pojęcie „braku”, czy ra­
czej „pozbawienia” (gr.: steresis; łac. privatio), nadaje
złu charakter „niebytu” ; zwłaszcza, że „dobro” utożsa­
miane jest z Bogiem, czyli „Tym, który jest”.62
Taka teologia zła (mocująca się z fundamentalną
sprzecznością między wszechmocą i dobrocią Boga
Stwórcy z jednej strony, oraz istnieniem grzechu
z drugiej) jest w tradycji chrześcijańskiej konsekwent­
nie podtrzymywana również po Orygenesie. Według
Ojców Kapadockich na przykład, pozostających pod
dużym wpływem Plotyna i Orygenesa, zło jest nieby­
tem (to me on); ale nie tym niebytem, absolutnym,
z którego Bóg stworzył świat: zło wprawdzie nie ma
własnej substancji, jest istnieniem pozbawionym ży­
cia, ale nie można przecież zaprzeczyć - pisze Św. Ba­
zyli w Hexameronie (II.4) - że z pewnością istnieje.63
Dla św. Grzegorza z Nyssy realne istnienie (to ontos
on) jest w sobie dobre, to zaś, co „poza dobrem” - nie
w pełni istnieje. Natura zła polega nie na tym, że jest
czymś, ale na tym, że nie jest dobrem: „Zło i dobro są
przeciwieństwami w taki sam sposób, jak nie-byt jest
odróżniany jako przeciwieństwo bytu” (Homilia
0 Eklezjastesie V, 406). Zło-niebyt jest jak ślepota. Po­
zbawione odrębnej tożsamości przypomina muły, nie
potrafiące spłodzić swoich własnych potomków (De
anima).64 Także Dionizy Areopagita - by wspomnieć
jeszcze tego z greckich teologów-neoplatoników, któ­
ry najsilniej oddziałał na średniowieczny Zachód - pi­
sze, że zło „przybiera nęcące zabarwienie (...) jednak
ono jest tylko ułudą (...) jest niedostatkiem (prywacją), ułomnością, słabością, nieporządkiem, wadą,
ułudą; jest bez piękności, bez życia, bez rozumu, bez
racji, niedoskonałe (...) bezpłodne, bez życia, bezsil­
ne, nieporządne, pełne sprzeczności, niepewności,
ciemności, nie ma substancji i jest niczym z tego, co
istnieje” (O imionach Bożych IV.32).65

1173), słynnego teologa związanego z paryską katedrą
Notre-Dame. W tym popularnym przez całe Średnio­
wiecze kompendium wiedzy biblijnej czytamy:
Ponieważ Lucyfer obawiał się, że mężczyzna może go przejrzeć,
naszedł kobietę, mającą mniej rozsądku i bardziej skłonną do grze­
chu, i zrobił to przez węża; gdyż wąż wówczas wznosił się jak czło­
wiek, poniżyło go bowiem [dopiero] przekleństwo, i aż po nasze cza­
sy, jak podają, fares kroczy uniesiony. Wybrał także jakiś r o d z a j
w ę ż o w y , jak powiada Beda, m a j ą c y t w a r z d z i e w i c y , g d y ż
p o d o b n e ws p i e r a p o d o b n e , i p o b u d z i ł do m ó w i e n i a
j ę z y k j e g o , nic nie rozumiejącego, [mówiąc przezeń] tak jak mó­
wi przez ogarniętych szałem lub opętanych”.66

W następnym stuleciu opinię Comestora powtarza
dominikanin Wincenty z Beauvais (ok. 1190-1264)
oraz dwóch teologów franciszkańskich - Aleksander
z Hales (zm. 1245; działający na uniwersytecie w Pa­
ryżu, łączący w swym nauczaniu filozofię augustyńską
ze zdobywającym wówczas popularność arystotelizmem, a także koncepcjami neoplatoników) oraz jego
najwybitniejszy student (w Paryżu, w latach 1243-45),
św. Bonawentura. Jeszcze później o rajskim wężu z gło­
wą kobiety będą pisać m.in. Hugh de St. Cher, Guido
de Columnis, autorzy utworów Speculum Humanae Salvationis, Piers Plowman.
Trudno zakładać, że bezpośrednią inspiracją dla
Comestora lub Aleksandra z Hales był Orygenes lub
Euzebiusz. Sądzę jednak, że nie jest bez znaczenia po­
tencjał owej (neo)platonizującej gramatyki konceptu­
alnej, odziedziczonej po późnym antyku, a w tym wy­
padku wzmacnianej raczej niż zastępowanej przez hylemorfizm Arystotelesowski, przywrócony w końcu
XII i w XIII w., głównie w środowisku zakonów żebra­
czych, dzięki odkryciu i tłumaczeniom pism Arystote­
lesa, wśród których były też Libri naturales, zawierają­
ce informacje na temat m.in. różnicy seksualnej, em­
briologii, monstrualności, itd.67 Ponadto wśród zja­
wisk, które w środowisku intelektualnym epoki sprzy­
jały wspomnianej „gramatyce”, wypada choćby zasy­
gnalizować jeszcze dwa: „bestiariusze” (jako odmienny
w stosunku do Arystotelesowskiego naturalizmu nurt
literatury na temat potworności, także kobiecej)68
oraz zadziwiająco pogańskie, platonizujące, mitologiczno-filozoficzne dzieło Bernarda Silvestris Cosmographia, z pocz. XII w.69

*
Feminizacja rajskiego węża to zatem szczególna
kwalifikacja zła. Zło zdiagnozowane jako kobiece przy­
ciąga do siebie takie pojęcia, jak: różnica, łudzenie,
pożądanie, pokusa; staje się kuszącym (intelektualnie
1 seksualnie) i zdradliwym „niebytem” słowa i obrazu.

*
Jak się wydaje, postać węża z głową dziewczyny
(używano też określenia dracontopedes, „smokonogi” miał to być gatunek wielkich węży o twarzy dziewicy,
facies virgineas habentes, jak pisze Vincent de Beauva­
is) wpisuje się u wspomnianych autorów w dwa przede
wszystkim zagadnienia teologiczne (a także - z metakrytycznego punktu widzenia - antropologiczne): „ję­
zyka” i „podobieństwa”.

II
Najstarszy średniowieczny ślad rajskiego węża
z głową kobiety, ślad pisany, pojawia się w połowie
XII w., w Historia scholastica Piotra Comestora (zm.

56

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

poza praktyczny kontekst realizacji teatralnej. Jej
ślad odnajdujemy jeszcze na przykład w Raju utraco­
nym: John Milton z wyraźnym kłopotem pisze o sza­
tanie (mającym tu, jak wspominałem, postać zwykłe­
go węża), który: „Językiem własnym węża lub też mo­
że / Ów przymusiwszy do wydania głosu / Tak swe
kuszenie podstępne rozpoczął”.72
Ludzka twarz pozwala rozwiązać anatomiczny pro­
blem artykułowanej mowy węża. Pozostaje kwestia,
w j a k im języku wąż przemówił do Ewy. Czy w tym
samym - jedynym zresztą - w którym Adam na co
dzień zwracał się do swojej żony? Trzeba by wtedy
jednak przyjąć, że Adamowa lingua humana dopuszcza
możliwość kłamstwa. Tymczasem język sprzed Upad­
ku - z założenia w sposób doskonały przylegając do
rzeczywistości - nie pozostawiał miejsca dla żadnej
ambiwalencji, niejasności, niedopowiedzenia, dla nę­
cącego ornamentu. Dlatego dramatyczny akt szatań­
skiego kuszenia nie mógł polegać na beznamiętnym
jedynie zakomunikowaniu wywrotowej treści; diabel­
skie verba deceptoria oznaczają p r ze m i a n ę (zepsu­
cie) samego języka: pokusa otwiera w nim przestrzeń
retorycznego suplementu; tworzy emocjonalny roz­
stęp, rozziew, różnicę - między słowem a rzeczą;
szczelinę, w którą niczym wąż wsuwa się kłamstwo
i złudzenie.73
To retoryczne przekształcenie języka - fakt, że sta­
je się on zdradliwie perswazyjny (chciałoby się tu sko­
rzystać z popularnego francuskiego określenia: langue
de vipère) - jest właśnie powodem, że ludzkie organum
mówiącego węża musi być obliczem (a w części i resz­
tą ciała - z włosami, ramionami, piersiami)74 ponętnej
kobiety; obliczem budzącym pożądanie, lecz jednocze­
śnie - pozorującym fałszywie niewinność dziewicy
(vultus virgineus). Jeśli wąż mówił - mowa jego miała
naturę kobiety.75

Łukasz Cranach Starszy, Kuszenie, 1522
www.threemonkeysonline.com

(Słowo)
Zagadnienie pierwsze, dotyczące rajskiej lingwisty­
ki, rozpada się na dwa dopełniające się problemy.
(a) Pierwszym jest domniemana lingua humana,
pierwotny język prarodziców, jakim posługiwać się
miał Adam, wtedy na przykład, gdy opatrywał nazwa­
mi żyjące w raju zwierzęta - język „naturalny” (a nie
sztuczny, konwencjonalny), który zachowując bezpo­
średni związek z rzeczami nie oddala od prawdy - wol­
ny jest od błędu i wszelkiej dwuznaczności. Czy był to
język hebrajski, jak uważał na przykład Izydor z Sewilii (VII w.), podobnie jak kilka wieków później Dante?
Pozostawmy tę kwestię, zaznaczając tylko, że rozważa­
nia na ten temat (przypominające treść Platonowego
Kritiasa) stanowią istotną część refleksji nad kondycją
ludzką, której źródłową formą była właśnie rajska eg­
zystencja prarodziców.70
(b) Drugi z problemów dotyczy komunikacji mię­
dzy szatanem a kobietą. Pytanie brzmi: czy wąż ku­
szący Ewę zwracał się do niej w ludzkim języku? Czy
naprawdę do niej mówił (a nie syczał po swojemu,
znajdując zrozumienie dzięki szczególnej sym-patii ze
strony kobiety)? Jeśli tak, to zagadnienie to rozpatry­
wać należy w trzech aspektach: „anatomicznym”,
„lingwistycznym” i „retorycznym”. Po pierwsze więc,
jak pisał Beda Venerabilis, „węże same z siebie mó­
wić nie mogą”, zatem szatanowi potrzebny był sto­
sowny organ (organum per quod articulatum sonum
emitteret).71 Co ciekawe, John Bonnel (autor wspo­
minanej już pracy z roku 1917) sugerował, że figura
węża z ludzką twarzą spopularyzowała się dzięki śre­
dniowiecznym dramatom liturgicznym, ułatwiała
w nich bowiem aktorski dialog między wężem i Ewą.
Jak widać jednak, niedogodność dotycząca porozu­
mienia między tymi postaciami wykracza zasadniczo

*

(Ciało)
Drugie zagadnienie (jest to w istocie inny aspekt
tego samego zagadnienia, mianowicie - „reprezenta­
cji”) wiąże się z kwestią „podobieństwa”. Przypomnij­
my słowa Piotra Comestora: „Wybrał [Lucyfer] także
jakiś rodzaj wężowy, jak powiada Beda, mający twarz
dziewicy, gdyż p o d o b n e w s p i e r a p o d o b n e ,
i pobudził do mówienia język jego”. Czy za sformuło­
waniem tym kryje się wyłącznie chęć zdefiniowania
i zdegradowania kobiety jako istoty bliskiej szatanowi?
Sprawa jest bez wątpienia bardziej złożona, zwłaszcza
w świetle słów Aleksandra z Hales: „Wąż ów bowiem,
jak mówi Beda, oblicze miał dziewicy, ab y p r z e z
p o d o b n e ł atwiej zwiódł, p o d o b i e ń s t w o
j e s t b o w i e m m a t k ą k ł a m s t w a (similitudo
enim mater est falsitatis).”76 Wypada zapytać, o jakim
podobieństwie jest tu mowa.

57

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Rafael, Grzech pierworodny (fragment), 1518 (Palazzi Pontifici, Watykan)
www.bowdoin.edu
„prowadzi” (referre) w ogóle! Ona „zwodzi” - zawo­
dząc jako „medium”. I o tym przede wszystkim mówi
powtarzane przez wszystkich wspominanych autorów
sformułowanie „podobne wspiera podobne”: oznacza
ono narcystyczne, zwierciadlane zamknięcie w samej
obrazowości, która - zamiast prowadzić ku temu, co
naprawdę istnieje - produkuje kuszącą złudę (powie­
dzielibyśmy dzisiaj - używając spopularyzowanego
przez Baudrillarda łacińskiego słowa - „symulakr”; al­
bo słowa greckiego - „fazma”, które z większą nieco
odpowiedzialnością wprowadził w obieg refleksji nad
obrazem Georges Didi-Huberman80).
Warto może w tym miejscu podkreślić też dwu­
znaczność pojęcia „oblicze”, vultus, używanego konse­
kwentnie na określenie owej charakterystycznej
„ozdoby” zwieńczającej wężowe ciało. Otóż słowem
tym - robili tak Grecy, Rzymianie, a także ludzie Sredniowiecza - określano nie tylko twarz, twarz przed­
stawianą na obrazie, ale i sam przedstawiający ją ob­
raz. Najczęściej chodziło o oblicza/wizerunki Chrystu­
sa i świętych.81 Jednak przedmiotem refleksji moralnej
była też zawsze twarz kobiety: poddawana zabiegom
kosmetycznym, zwiększającym atrakcyjność seksualną
(odpowiednik retorycznej perswazji w domenie języ­
ka), sama stawała się nieprawym „obrazem”, a także
„obrazą” moralności, polegającą na odstąpieniu od re­
alnego piękna danego przez Boga.82 Czy zatem i po­
dwojony virgineus vultus szatana i Ewy nie wpisuje tej
sceny w teologiczną refleksję nad podobieństwem
i obrazem?

Najkrócej rzecz ujmując (problem bowiem zdecy­
dowanie wykracza poza zakres tego artykułu) - z pew­
nością nie chodzi tu o „obraz i podobieństwo” (imago et
similitudo Dei) z księgi Rodzaju 1,26-27, pozwalające
widzieć w człowieku „ikonę” Boga, prawdziwą Jego re­
prezentację. Jest to oczywiście podstawowy argument
wszystkich obrońców świętych obrazów - np. św. Jana
Damasceńskiego - w ich walce z ikonoklastami.77 Kult
obrazów jest możliwy, ponieważ „cześć oddawana obra­
zowi odnosi się do prototypu” (Ad prototypum referre
honorem adorationis) - to zdanie św. Bazylego (De spiritu sancto), przytoczone w VIII w. przez Jana Damasceń­
skiego w De fide orthodoxa, przetłumaczone w XII w.
powraca w tekstach bardzo wielu teologów, najpierw
Alberta Wielkiego, a potem także Aleksandra z Hales
i Bonawentury.78 W teologii średniowiecznej „podo­
bieństwo” jest pojęciem używanym również w opisie re­
lacji między osobami Ojca i Syna w Trójcy Świętej,
czyli między źródłowym „modelem” i jego prawdziwym
„obrazem”. W tym znaczeniu - jak pisał Hilary z Po­
itiers, apologeta z IV w., w tej sprawie główny autory­
tet dla scholastyków - podobieństwo (similitudo) jest
w stosunku do obrazowanej rzeczy „tożsame i nieodróż­
nialne” (unita et indiscreta).79
Obok więc podobieństwa doskonałego, „natural­
nego”, które - jako unitas, indiscretio - nie zależy od ja­
kiejkolwiek konwencji, istnieje inne: zwodzące, wpro­
wadzające w błąd (decipere), nazwane przez Aleksan­
dra mater falsitatis (po łacinie similitudo jest rodzaju
żeńskiego). Nie prowadzi ono (ona) - „beznamiętnie”
(indifferens) - ku prawdzie prototypu. Dokąd prowadzi
zatem? Otóż - i na tym polega jej grzeszność - nie

*

58

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

potrzebuje reprezentacji boskości i jej ucieleśnionej
formy. Obraz, o którym mówi księga Rodzaju oczywi­
ście nie jest zły; rzecz jednak w tym, że - na skutek
Upadku - jest on już nieobecny. Celem praktyki du­
chowej, pojmowanej jako poszukiwanie najwyższej
prawdy, powinien być więc ten jedynie prawdziwy „ob­
raz”, jakim jest czysty „umysł” (gr. nous) - uwolniony
od cielesnych obrazów, niepokojów serca (anxietas cordis), oczyszczony z tego wszystkiego, co pisarze ci okre­
ślali jako pogańskie, retoryczne, ozdobne, cielesne,
seksualne, kuszące, reprodukcyjne, reprezentacyjne,
materialne, kobiece - co naprawdę nie istnieje, a istnie­
je jako złudzenie podsuwane przez demona.84
Nie twierdzę oczywiście, że sformułowanie użyte
w Sumie Aleksandra - similitudo mater est falsitatis - na­
wiązuje wprost do późnoantycznych kontrowersji (moż­
na by się posłużyć innym przykładem nieufności wobec
obrazu, choćby tradycją karolińską i Libri carolini); są­
dzę jedynie, że jest ono rozpięte na podobnej struk­
turze logicznej, funkcjonującej także w XII-Xin w.
Strukturze, którą ujawnia na pozór absurdalne pyta­
nie: jeśli mianowicie „podobieństwo jest matką kłam­
stwa”, jakie pojęcie dałoby się w tym kontekście metaforyzować w znaczeniu - „matka prawdy”, mater veritatis? Otóż odpowiedź brzmieć powinna chyba tak:
metafizyczna „prawda” w ogóle nie ma matki! Obywa
się bez niej, bowiem - zgodnie z tą platonizującą logi­
ką - jako „tożsamość” wyłączona jest z wszelkiego pro­
cesu reprezentacji i reprodukcji.85

Rafael, Adam i Ewa (fragment), 1509-1511
(Watykan)
www.artxchangenetwork.com
Dotykamy tu jednej z najważniejszych chyba cech
myśli chrześcijańskiej, polegającej na swoistym napię­
ciu (i dynamicznym współistnieniu) między dwiema
tradycjami, dwiema postawami konceptualnymi wo­
bec obrazu: fundamentalnym ‘ikonizmem’ i równie
fundamentalnym ‘ikonoklazmem’. Tej dwoistości nieredukowalnego dylematu - nie można sprowadzać
do jednej, określonej sytuacji historycznej, tej lub in­
nej obrazoburczej wojny, bez względu na jej teologicz­
ne rozstrzygnięcia (w tym sensie słowa Leonida
Uspienskiego, który pisze: „Z doktrynalnego punktu
widzenia obrazoburstwo jest zjawiskiem złożonym i ja­
ko herezja jeszcze nie do końca poznanym”, uznać
trzeba za, wprawdzie wykazujący poznawczą otwar­
tość, ale jednak głos zwycięskiej partii).83 Ikonoklazm
istotnie przyjmuje wiele postaci; w interesującym nas
tu kontekście najbardziej stosownym jednak przykła­
dem wydają mi się kontrowersje orygenesowskie,
a zwłaszcza ów nurt ikonoklastyczny, naznaczony
przez neoplatonizm, którego apogeum tworzy w IV/V
w. (zatem długo już po śmierci samego Orygenesa)
ascetyczna doktryna takich pisarzy chrześcijańskich,
jak Ewagriusz Pontyjski, Jan Kassjan lub Nil z Ancyry
(któremu zresztą później przypisano autorstwo wielu
pism Ewagriusza, oskarżonego o orygenizm i potępio­
nego przez Kościół).
Otóż charakterystyczne dla tej post-orygenesowskiej myśli jest odrzucenie konieczności „antropomorfizmu” w praktyce duchowej, czyli odrzucenie po­
trzeby wspierania się w modlitwie obrazem i podobień­
stwem (w tym wypadku są to synonimy). Modlitwa nie

*

(Mizogynizm)
Feminizacja węża-kusiciela jest niewątpliwie ja­
skrawym przykładem antyfeminizmu. Wspominał
o nim już w 1917 r. John Bonnel, ale dzięki dokonanej
w ostatnich czasach nowej konceptualizacji płci - ja­
ko kategorii konstruowanej kulturowo (gender) w nowszych pracach ten właśnie aspekt omawianej tu
sceny coraz częściej jest dostrzegany i podkreślany.
Ciekawie, lub po prostu zwyczajnie, robi to Nona Flo­
res (zob. wyżej); niekiedy jednak nowy sposób mówie­
nia o kobiecie nazbyt łatwo pozwala - zresztą nie tyl­
ko w dziedzinie sztuki - zredukować złożoną sytuację
kulturową do prostej konstatacji o charakterze po­
znawczego gadżetu, mianowicie do stwierdzenia, że
w kulturze przejawia się „patriarchat” (“system władzy
dominacji mężczyzn nad kobietami, będący - za po­
średnictwem swoich instytucji społecznych, ekono­
micznych i politycznych [czyli także sztuki - WM] źródłem opresji kobiet”).86
Przykładem takiego interpretacyjnego uproszcze­
nia może być stwierdzenie Chiary Frugoni, która
w tekście poświęconym przedstawieniom kobiety w sztu­
ce średniowiecznej napisała: „Fakt, że wąż otrzymywał
twarz kobiecą, wskazuje że grzech był doświadczany

59

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

tłumaczonego zazwyczaj jako „żebro” (łac. costa) z którego miała powstać Ewa - ale oznaczającego rów­
nież „bok” (latus).91 Ta dwuznaczność językowa prze­
kładała się na konceptualną i pozwalała odróżnić męż­
czyznę - jako ‘formę’ (lub ‘umysł’, ‘duszę’) - od po­
wstałej z jego boku (latus) kobiety-materii (Gen.
2.21). Kobiety powstałej w geście bezpośrednio nastę­
pującym - i niejako do niego analogicznym - po lin­
gwistycznym akcie nadania nazwy żywym stworzeniom
w raju (Gen. 2.20). „Stworzenie kobiety jest synoni­
mem stworzenia metafory” - pisze R. Howard Bloch;
a także: „Perwersyjność Ewy jest ‘boczna’: jako ta, któ­
ra wyszła z boku Adama, z jego latus, zachowuje ona
status translacji, translatio, transferu, metafory, tro­
pu.”92 „Niebezpieczeństwo jakie stwarza kobieta,
zgodnie z tym odczytaniem zjawiska mizogynii, jest
niebezpieczeństwem samej literatury”.
Ontologiczny jej status przypomina więc status
‘słów’ bądź ‘obrazów’, zaś w sferze poznawczej (zgodnie
z tezą sformułowana jeszcze przez Filona z Aleksandrii)
przypomina zmysły, stając się synonimem iluzji. Kobie­
ta, jako kopia mężczyzny, jest j e g o zdolnością tworze­
nia reprezentacji, w słowie i w obrazie. Jak zauważa
Bloch, z tej konstrukcji konceptualnej wynika paradoks
dyskursu mizogynistycznego: (1) kobieta jest sztucznie,
fałszywie wytworzonym kuszącym pięknem - ciała i sło­
wa; (2) kobieta jest synonimem zmysłów. Zatem - po­
żądliwe spojrzenie mężczyzny na kuszące piękno kobie­
ty jest w istocie spojrzeniem „kobiecym”. Nie ma czegoś
takiego, jak „męskie” spojrzenie i pożądliwość.
Ta paradoksalna konstatacja pozostaje w ciekawej
zgodności (o czym Bloch nie wspomina) ze stwierdze­
niem Jacquesa Lacana, że kobieta „jest symptomem
mężczyzny”, ergo - „nie istnieje”. Teza ta - uchodząca
za skrajnie antyfeministyczną - wymagałaby oczywiście
subtelniejszego przedstawienia, powiedzmy więc tylko,
że - według Lacana - kobieta, jako symptom mężczy­
zny, nie istnieje poza relacją z nim; co nie znaczy, że jest
jedynie biernym elementem, przeciwstawionym mę­
skiej aktywności. Przeciwnie - to ona właśnie jest samą
tą aktywnością; mężczyzna istnieje więc wyłącznie po­
przez tę eksternalizację, w symptomie. Jak pisze Slavoj
Zizek, „mężczyzna dosłownie ex-zystuje: jego całe ist­
nienie leży „na zewnątrz”, w kobiecie”.93
Kobiecość zatem jest w Średniowieczu znakiem rela­
cji zmysłowej, grzesznej mediatyzacji - mediatyzacji, któ­
ra jest grzeszna ze swej istoty. W tej sytuacji mizogynizm
jawi się jako pragnienie, dążenie do osiągnięcia poznania
idealnego, bez-grzesznego, bez-pośredniego - również
metaforyzowanego jako kobiecość, ale idealizowana
w postaci stanu dziewiczego. Zagadnienie zaś dziewiczo­
ści, a przede wszystkim jej kresu, przywraca w pismach
egzegetów problem okoliczności życia i pożycia prarodziców w raju, problem upadku i pochodzenia zła. 94

Marc Chagall, Adam i Ewa, 1960
www.bwa.olsztyn.pl

i przedstawiany z czysto męskiego punktu widzenia.”87
O bezradności interpretacyjnej włoskiej badaczki, wy­
nikającej z uproszczonego rozumienia mizogynizmu,
świadczą jej słowa (nawet jeśli, a nawet tym bardziej,
że ironiczne): „Jest tu jednak pewna niekonsekwen­
cja: czyż dla Ewy nie byłaby bardziej pociągająca twarz
jakiegoś młodego mężczyzny niż młodej dziewczyny?”.
Jakkolwiek słusznie przywołany tu zostaje kontekst
erotycznego pożądania, to wręcz niestosowna jest pró­
ba jego psychologicznej racjonalizacji. Niewiele zrozu­
miemy z interesującej nas sceny, jeśli mizogynizm
traktować będziemy wyłącznie, czy nawet przede
wszystkim jako postawę psychologiczną - męską nie­
chęć do kobiet, irracjonalną, niezrozumiałą i odrażają­
cą88 - a nie jedną z fundamentalnych kategorii kultu­
ry, uwikłaną w najróżniejsze dyskursy danej epoki
(medyczny, teologiczny, astrologiczny, etyczny, poli­
tyczny, prawny, literacki, itd.). Jest to zjawisko wykra­
czające poza postawę społeczną mężczyzn, bowiem
uczestniczą w nim także kobiety.89
*
Średniowieczni komentatorzy księgi Rodzaju
utrzymywali, że pełne istnienie przysługuje jedynie
mężczyźnie, kobieta zaś jest wobec niego wtórna, sta­
nowiąc niejako „suplement”.90 Pogląd ten ujawniają
na przykład rozważania dotyczące dwuznaczności he­
brajskiego słowa zela (a także starofrancuskiego: cote),

60

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Reprezentacja Grzechu Pierworodnego - w wa­
riancie ze sfeminizowanym wężem - pokazuje ów
grzech jako „grzech reprezentacji”: malarstwo (tak jak
i literatura) nie było potrzebne/możliwe przed upad­
kiem, bez kobiety. Dyskurs ten - zarówno w wersji pi­
sanej jak i malowanej - jest paradoksalny: chodzi
przecież o grzech, bez którego nie byłoby możliwe na­
malowanie nawet obrazu o Grzechu Pierworodnym.
Jest to tragiczny, choć nieunikniony, a nawet, jak są­
dzę, fundamentalny aspekt tego upadłego świata.95

11

12

13
14

Przypisy
1

Giorgio Vasari, Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i ar­
chitektów, przeł. Karol Estreicher, Warszawa 1990, s. 467
2 Cf. Ann Torday Gulden, Temptation in Paradise Lost Is Art „ni­
ce”? Art and Artifice at the Outset of Temptation in Paradise Lost,
„Milton Quarterly” 34.1/2000, s. 17-24. Zob. też Roland Mu­
shat Frye, Milton’s Imagery and the Visual Arts: Iconographic Tra­
dition in the Epic Poems, Princeton 1978.
3 W tłumaczeniu Słomczyńskiego: „postać węża zwykłego przy­
brawszy” (9.525).
4 John K. Bonnell, The Serpent with a Human Head in art and in
Mystery Play, „American Journal of Archaeology, 21.3/1917, s.
255-291. John M. Steadman, „Sin” and the Serpent of Genesis
3 „Paradise Lost”, II 650-53, „Modern Philology”, 54, 4/1957, s.
217-220. John B. Friedman, Eurydice, Heurodis, and the Noon­
-Day Demon, „Speculum” 41.1/1966, s. 25. Zob. też tego same­
go autora: Antichrist and the Iconography of Dante’s Geryon, „Jo­
urnal of the Warburg and Courtauld Institutes”, 35/1972, s 115
(Friedman sugeruje - przy okazji niejako, omawiając inne za­
gadnienie - że postać węża rajskiego z ludzką głową pojawiła się
w tekstach egzegetycznych pod wpływem komentarzy rabinicznych). Henry Ansgar Kelly, The Metamorphoses of the Eden Ser­
pent During the Middle Ages and Renaissance, „Viator” 2 (1971),
s 301-28. Nie udało mi się niestety dotrzeć do starszej literatu­
ry: Hugo Schmerber, Die Schlange des Paradies, Strassburg
1905; Alice Kemp-Welch, The Woman-headed Serpent in Art,
„The Nineteenth Century and After” 52 /1902, 983-91.
5 Nona C. Flores, „Effigies amicitiae... veritas inimicitiae”: Antifemi­
nism in the Iconography of the Woman-headed Serpent in Medieval
and Renaissance Art and Literature, w: N. Flores (red.), Animals
in the Middle Ages: A Book of Essays, New York 1996, s. 167-195
6 Ibid. s. 169
7 Zob. też Apollodoros, Bibl. 2,4. Fragment Theogonii poświęcony
Echidnie należy do części określanej jako ‘katalog potworów’
(270-336). Monstra tam opisane reprezentują chaotyczny aspekt
formującego się świata, który wymaga zdecydowanej, porządku­
jącej interwencji Zeusa. Zob. Jenny Strauss Clay, The generation
of monsters in Hesiod, „Classical Philology” 88/1993, s. 105-116
8 Jednym z przykładów jest nazwanie Klitajmestry przez Orestesa
„straszną żmiją”, deine ekhidne, w Ofiarnicach Ajschylosa, 241.
Przykładem pozornie naturalistycznego opisu jest De dipsadibus
Lukiana (zob. dalej, przyp. 14); ale także scena z Dz. Ap. 28, 1-8.
9 Fragm. orf. 58; cyt. przez Atenagorasa, Apologia 20.
10 Monica Visintin pisze: L ’Echidna de Esiodo non è una seduttrice
(s. 209). Za znak kuszenia uznać można jedynie konwencjonal­
ne określenie „dziewczyna o skrzących się oczach” - wzrok bo­
wiem w kulturze greckiej był podstawowym nośnikiem kobiecej
pokusy erotycznej (Di Echidna, e di altre femmine anguiformi,
„Metis” 12, 1997, s. 205-221, cyt. s. 209). Zob. też Françoise
Frontisi-Ducroux, Oko, wzrok, spojrzenie — kilka greckich wy­

15

16
17

18

61

obrażeń, „Konteksty” 3/2005, s. 5-11; Mauro Menichetti, Lu­
stro, odbicie i świat Dionizosa, „Konteksty” 3/2005, s. 12-21
N a temat wyprawy Heraklesa, zob. Colette Jourdain-Annequin, Héraclès aux portes du soir. Mythe et histoire, Paris 1989. Po­
stać trójgłowego, wężowego Geryona powraca - za pośrednic­
twem Wergiliusza - w ikonografii średniowiecznej jako Anti­
christus mysticus - zob. Friedman, Antichrist... dz. cyt. (przyp. 4).
Herodot, Dzieje, IV, 9 (przeł. Seweryn Hammer). W ten sposób
Scytowie - dla Greków wzorcowy przykład „obcych” - zostają nie­
jako utożsamieni z monstrualnym potomstwem Echidny Hezjoda.
Zob. np. Guitty Azarpay Laws, A Herodotean Echo in Pompeian
Art?, „American Journal of Archaeology” 65,1/1961, s. 31-35
N a temat „Echidny” Herodota u Diodora i Diona, zob. Monica
Visintin, dz. cyt. Nawiązująca do Herodota 5. mowa Diona od­
nosi się do tzw. „Mitu libijskiego”, stanowiąc z kolei (obok
rzymskiego Lukana, Pharsalia 9) ważne źródło dla Lukiana, pi­
szącego w De dipsadibus o wężach pustyni libijskiej (zob. Lukian,
Dialogi, T. III, tł. W. Mayda, Wrocław 1966, s. 304-306).
Wśród nich na uwagę zasługuje zwłaszcza wąż dipsas, którego
ukąszenie wywołuje śmierć z rozpalenia i pragnienia. Rzeczow­
nik dipsa, „pragnienie”, a zwłaszcza czasownik dipsao, ma w ję­
zyku greckim znaczenie także przenośne. O tym, że ‘pragnienie’
wywoływała także żmija-echidna, świadczy zwrot, który pojawia
się w Antologii palatyńskiej VII, 172: dipsas echidna. U Lukiana
postać niebezpiecznej, hybrydycznej kobiety pojawia się też
w Prawdziwej historii (zob. Lukian, Dialogi, T. I, tł. K. Bogucki,
Wrocław 1960, s. 8-38). Zob. też A. Georgiadou i D. Larmour,
Lucians Vine-women (VH 1,6-9) and Dio’s Libyan Women
(Orat. 5): Variations on Theme, „Mnemosyne”, 1, 2/1997, s.
205-09; Matthew Leigh, Lucan and the Libyan Tale, „The Jour­
nal of Roman Studies” 90/2000, s. 95-109. W tym kontekście
historycznym (mian. drugiej sofistyki) warto wspomnieć o fantomatycznym potworze-żmii, przyjmującej postać rozerotyzowanej kobiety, łudzącej mężczyzn i czyhającej na ich ciała, o któ­
rej pisze Filostrat w Żywocie Apoloniosa z Tyany (IV.25). Z ko­
nieczności wątek ten - podobnie jak całą tematykę legendar­
nych potworów o kobieco-wężowych kształtach, np. Meluzyny
- pozostawiam tu bez rozwinięcia.
Tytuł grecki: Katapason haireseon elenchos; dzieło powstałe mię­
dzy rokiem 222 a 235. Sam Hipolit to postać w istocie wielce
enigmatyczna (był jeden czy kilku?); zob. J. A. Cerrato, Hippolytus between East and West. The Commentaries and the Prove­
nance of the Corpus. Oxford 2002. Zob. też Henryk Pietras, Po­
śmiertna kariera św. Hipolita, „Vox Patrum” 17/1997, z. 32-33, s.
61-75; Berthold Altaner, Patrologia. Życie, pisma i nauka Ojców
Kościoła, przeł. P. Pachciarek, Warszawa 1990, s. 248-254.
Justyna gnostyka nie należy oczywiście mylić z św. Justynem Mę­
czennikiem, platonizującym pisarzem chrześcijańskim z II w..
Jean-François Pradeau, L ’imitation du principe. Plotin et la parti­
cipation, Paris 2003, s. 19
Brian Stock, Reading, Ethics, and the Literary Imagination, „New
Literary History”, 34/2003, s. 1-17. Zob. też Garth Fowden,
The Pagan Holy Man in Late Antique Society, „Journal of Helle­
nic Studies” 102/1982, s. 33-59
Dla przykładu, Plotyn potępia gnostyków (Enneada II.9), ale jak
pisze Joseph Katz:...it is amazing that almost all of the ideas that
Plotinus finds objectionable in the Gnostics have been asserted by
himself too in one form or another. The polemic against the Gno­
stics, consequently, turns out to reveal a vital tension in Plotinus’ own
system, rather than a mere external differentiation of his doctrines
from others. (Plotinus and the Gnostics, „Journal of the History of
Ideas” 15,2/1954, s. 289). Literatura jest ogromna. Z nowszych
prac, zob. np.: Ruth Majercik, The Existence-Life-Intellect Triad
in Gnosticism and Neoplatonism, „Classical Quarterly” 42,2/1992,
s. 475-488 [wzajemny wpływ gnostycyzmu i neoplatonizmu

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

19

20

21
22
23
24

25

26

27

28

29

post-plotyńskiego]; Henri Crouzel, Origène et Plotin. Compara­
isons doctrinales, Paris 1992; Paul Aubin, Plotin et le christiani­
sme: triade plotinienne et Trinité chrétienne, Paris 1992. G. Quispel, Origen and the Valentinian Gnosis, „Vigiliae Christianae”
28, 1/1974, s. 29-42. Bentley Layton, The Significance of Basilides in Ancient Christian Thought, „Representations” 28/1989, s.
135-151. Birger A. Pearson, Early Christianity and Gnosticism
in the History of Religion, „Studia Theologica” 55/2001,
s. 81-106
Robert M. Grant, Gnosis Revisited, „Church History”, 23,1/1954,
s. 36-45. Chodzi o Ferekydesa z Syros, żyjącego w VI w. pisarza
orfickiego, autora dzieła teologicznego, z którego zachował się
tylko początkowy fragment oraz wzmianki u późniejszych auto­
rów. Próba rekonstrukcji: M. West, Three Presocratic Cosmolo­
gies, „Classical Quarterly” 13,2/1963, s. 154-76 (Ferekydes: s.
157-72). Zob. też. G. S. Kirk, J. E. Raven, M. Schofield, Filozo­
fia przedsokratejska, przeł. Jacek Lang, Warszawa Poznań 1999, s.
64-83. Krytyka poglądu Granta: R. van der Broek, The Shape od
Edem According to Justin the Gnostic, „Vigiliae Christianae”
27/1973, s. 35-45. Zob. też Michael Allen Williams, Rethinking
‘Gnosticism’: Argument for Dismantling a Dubious Category, Prin­
ceton 1996 (rozdz. 1). Wpływ na Justyna mogły mieć też wspo­
mniane wcześniej orfickie spekulacje kosmogoniczne.
Robert M. Grant uważa, że przywołanie sceny z Herodota jest
raczej erudycyjnym popisem samego Hipolita i nie pochodzi
z oryginalnego dzieła Justyna (dz. cyt. s. 37). Zdaniem jednak
Buckleya: Hyppolytos’s own voice does not seriously disturb the ac­
count ((Transcendence and Sexuality in „The Book Baruch", „Hi­
story of Religions”, 24,4/1985, s. 328). Oprócz Herodota, któ­
rego wskazuje sam Hipolit, rozważane są inne możliwe źródła
tej szczególnej wizualizacji Edem: Ernst Haenchen podkreśla
wątek astrologiczny (Hipolit w 5,13.8 pisze o dwucielesnych, di­
soma, znakach zodiaku, wymieniając wśród nich, co oczywiste,
Bliźnięta, Strzelca i Ryby, ale także - Pannę); R. van der Broek
(dz. cyt.; za nim też przytaczam pogląd Haenchena) sugeruje
(moim zdaniem, mało przekonująco), że inspiracją Justyna była
popularna w Egipcie hellenistycznym Isis-Thermoutis. Dla po­
ruszanej tu sprawy kwestia ta ma w istocie drugorzędne znacze­
nie: zupełnie wystarczającą okolicznością jest pojawienie się
Echidny w opisie Hipolita.
Cf. Jarun Jacobsen Buckley, dz. cyt.
Por. G. C. Stead, The Valentinian Myth of Sophia, „Journal of
Theological Studies”, 20,1/1969, s. 96
Zob. przyp. 15.
Zob. np. Denise Fourgous, Les Dryopes: peuple sauvage ou divin?,
„Metis” 4, n. 1, 1989, s. 5-32. Zob. także W. Michera, Śmierć
Jasia i Małgosi, „Konteksty” nr 3-4, 1994, s. 85-89
N a temat pojęcia chaosu w filozofii starożytnej i w średniowiecz­
nej, zob. Hélène Merle, „Sic dissolutum est Chaos" Monographie
sur le mythe et la notion de Chaos, héritage de l’Antiquité au Moy­
en Age, dans L ’art des confins. Mélanges offerts à Maurice de Gandillac, A. Cazenave et J.-F. Lyotard (red.), Paris 1985, 365-386.
Zob. Luc Brisson, A quelles condotions peut-on parler de „matière"
dans le ‘Timée’ de Platon?, „Revue de Métaphysique et de Mora­
le” 1/2003, s. 5
For the identification of t lą with the cwpa, there is no basis in the
Timaeus —pisze John Sallis, Chorology. On Beginning in Plato’s
‘Timaeus’, Bloomington and Indianapolis, 1999, s. 152
W Fizyce (209b) krytykuje Platona za domniemane utożsamie­
nie materii (hyle) z miejscem (khora). Zob. też O powstawaniu
i niszczeniu, 329a. Por. M. L. Gill, Aristotle on substance. The Pa­
radox of Unity, Princeton 1989, s. 26-31
Plutarch, O tworzeniu duszy w Timaiosie (1024c): „Materią (hy­
le) jest to, co on (Platon) nazywa khora". Zob. na ten temat Sallis, s. 151-154

30

31

32

33
34

35

Dotyczy to oczywiście nie tylko doktryn gnostyckich, ale i chrze­
ścijańskich komentarzy do 1. rozdz. księgi Rodzaju, noszących za­
zwyczaj nazwę Hexameron. Zachodnim przykładem jest Hexameron św. Ambrożego, którego pierwsze zdanie jest zresztą streszcze­
niem kosmologii Platona (zob. J.C.M. van Winden OFM, St. Am­
brose’s Interpretation of the Concept of Matter, „Vigiliae Christia­
nae” 16, 3-4/1962, s. 205-15), na Wschodzie zaś - św. Bazylego
(zob. John F. Callahan, Greek Philosophy and the Cappadocian Co­
smology, „Dumbarton Oaks Papers”, 12/1958, s. 29-57). Dyskurs
filozoficzny przenikał też do teorii literatury i retoryki, opisującej
język w terminach i metaforach wyrażających podobną konstruk­
cję konceptualną. Termin ‘silva/hyle’ miał więc w Rzymie wyspe­
cjalizowane znaczenie w sferze literackiej - jako „temat-materia”,
opracowywany następnie przez autora. Zob. David Petrain, Hylas
and Silva: Etymological Wordplay in Propertius 1.20, „Harvard Stu­
dies in Classical Philology” 100/2000, s. 412
W micie walentyniańskim jednak (który przedstawia Hipolit
w VI księdze Ref.) Mądrość (Sophia) - będąca ostatnią emanacją Nous - określona jest jako „stwórca materii” (demiourgos ...
tes hyles, VI, 32,9), co zdaje się poświadczać obecność koncep­
cji stworzenia materii na kilkadziesiąt lat przed Plotynem.
Zwraca na to uwagę Denis O ’Brien, Théodicée plotinienne, théod­
icée gnostique, Leiden 1993, s. 21
Zob. John M. Rist, Monism: Plotinus and Some Predecessors,
„Harvard Studies in Classical Philology”, 69/1965, s. 329-44.
Zob. też Pradeau, dz. cyt. 135-8
Wszystkie cytaty z Plotyna podaję w tłumaczeniu Adama Krokiewicza, niekiedy je nieco zmieniając.
Czy materia stanowi integralną część tej kosmogonicznej „pro­
cesji”, wyznaczając jej kres? Czy zatem zrodziła ją Psyche, w niej
ostatecznie wyczerpując siłę twórczą? Czy też materia wcale nie
została stworzona, bo istniała już wcześniej (tym zaś, co stworzy­
ła Psyche, jest „ciało”, skutek przyjęcia przez materię formy)?
Toczy się oto spór wśród znawców Plotyna, w którym bardziej
przekonujące wydają się argumenty, jakie przedstawił Denis
O ’Brien, zwolennik „emanacji integralnej” (zwolennikiem po­
glądu przeciwnego są np. H.-R. Schwyzer i J.-M. Narbonne).
Zob. D. O ’Brien, Plotinus on the Origin of Matter. An exercise in
interpretation of the Enneads, Bibliopolos 1991; tenże, Théodicée
plotinienne..., wyd. cyt.
„Materia jest niecielesna, ponieważ ciało jest od niej późniejsze
i złożone i ponieważ ciało sprawia właśnie ona razem z innym

składnikiem” (II.6.7).
Zob. Pradeau, dz. cyt.; John Dillon, Plotinus at Work on Plato­
nism, „Greece &amp; Rome” 34,2/1992, s. 189-204.
37 N a temat tego fragmentu Parmenidesa (i błędnych jego tłuma­
czeń), zob Denis O ’Brien, Théories de la proposition dans ‘Sophi­
ste’ de Platon, w: Théories de la phrase et de la proposition de Pla­
ton à Averroès, Ph. Büttgen, S. Dieblet i M. Rashed (red.), Pa­
ryż 1999, s. 21-41 (Parmenides: s. 21-26).
38 Cf. Jean-François Mattéi, L ’Etranger et le Simulacre, Paryż 1983;
tenże, L ’ordre du monde, Paryż 1989; zob. też: Edward N. Lee,
Plato on Negation and Not-Being in the Sophist, „Philosophical
Review” 81,3/1972; Richard C. Marback, Rethinking Plato’s Le­
gacy: Neoplatonic Readings of Plato’s ‘Sophist’, „Rhetoric Review”
36

39

40

13,1/1994.
„Bo jak się trzeba wyrazić, żeby przyznać istnienie fałszywym
zdaniom albo fałszywym sądom i nie popaść w tym wyrażeniu
w sprzeczność?”, Sof. 236e, tłum. W. Witwicki.
Streszczam tu - i dalej - argumenty Denisa O ’Briena (La ma­
tière chez Plotin: son origine, sa nature, „Phronesis” 44-1/1999, s.
45-71). Na temat 5 ontologicznych klas wyróżnionych w Sofi­
ście (byt, spoczynek, ruch, identyczne, różne), zob. Jean­
-François Mattéi, L ’ordre du monde (rozdz. I: La symphonie de
l’être), s. 25-47

62

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

41

42

43
44
45

46

47

48
49
50

51

Pojęcie neantyki (lub neantologii) pojawia się w Cyberiadzie
Stanisława Lema (Wyprawa trzecia, czyli smoki prawdopodobień­
stwa), i to w zaskakującym powiązaniu z postacią Echidny. Nie­
zwykła ta koincydencja zasługuje jednak na osobny komentarz
(zob. O weterologii Stanisława Lema, w przygotowaniu). Na te­
mat Platońskiej koncepcji obrazu, zob.: Gilles Deleuze, Logique
du sens, Paris 1969 (rozdz. Simulacre et philosophie antique,
292-324; tłum. pol.: Platon i pozór, przeł. K. Matuszewski,
„Principia” 1988, s. 59-74); Jean-Pierre Vernant, Figuration et
image, „Métis” 5/1990; Monique Canto, Acts of Fake: The Icon
in Platonic Thought, „Representation” 10/1985; M.L. Desclos,
Idoles, icônes et phantasmes dans les dialogues de Platon, „Revue
de Métaphysique et de Morale” 3/2000, s. 301-327
Krokiewicz tłumaczy spermatikoi logoi jako „wątki rozumne”
(pojęcie zaadaptowane z doktryny stoickiej w znaczeniu form
kształtujących w materii indywidualne ciała, ale przekształcone
zgodnie z nauką Arystotelesa - zob. A. Krokiewicz, Wstęp, w:
Plotyn, Enneady, Warszawa 2000, s. 60, przyp. 21); w przekła­
dzie francuskim Narbonne’a mamy: des raisons; Denis O ’Brien,
na którego wywodzie konsekwentnie się tu opieram, dokonuje
pewnej redukcji, pisząc w tym miejscu po prostu: les formes.
O ’Brien, s. 60
Relację idea-materia Arystoteles porównuje też do zapłodnienia sa­
micy przez samca - w ramach krytyki poglądu Platona, Met. 988a.
Frédéric Fauquier, La matière comme miroir: pertinence et limites
d’une image selon Plotin et Proclus, „Revue de Métaphysique et
de Morale” 1/2003, s. 70
Tamże, s. 71. N a temat obrazu wizualnego i portretu u Plotyna,
zob.: M. J. Edwards, A Portrait of Plotinus, „Classical Quarterly”
43, 2/1993, s. 480-490; Raoul Mortley, Visage et image chez Plo­
tin, w: La connaissance de soi. Études sur le traité 49 de Plotin,
(ed.) Monique Dixsaut, Paris 2002, p. 157-170; Marback, dz.
cyt. (epistrophe: s. 37-38).
Jak się wydaje, za pomocą podobnej „a-logiki” Lacan definiuje,
wzbudzający pożądanie, objet petit ‘a ’. Jak pisze Slavoj Zizek:
„Obiekt ‘a’ zawsze, z definicji, jest postrzegany w sposób znie­
kształcony, ponieważ poza tym zniekształceniem, ‘sam w sobie’
nie istnieje, jako że jest tylko i wyłącznie ucieleśnieniem, mate­
rializacją samego zniekształcenia” (Patrząc z ukosa, Warszawa
2003, tłum J. Margański, s. 27). N a temat Objet petit ‘a ’ pisze
w tym numerze „Kontekstów” Jaś Elsner. Z innej perspektywy
(“różni”) o „nieprawej” logice (logosie) khory Platońskiej pisze
Jacques Derrida, Xwpa / Chora, tłum. Maria Gołębiewska,
Warszawa 1999, zob. zwł. s. 34. Zob. też John Sallis, dz. cyt.
Zob. Fauquier, dz. cyt., s. 79
Zob. Mortley, dz. cyt., s. 167-170
Plutarch, O Izydzie i Ozyrysie, 57d-e, przeł. Anna Pawlaczyk,
Poznań 2003, s. 71. Zob. też Daniel Richter, Plutarch on Isis and
Osiris: Text, Cult, and Cultural Appropriation, „Transactions of
the American Philological Association” 131/2001, s. 191-216
Przypuszczenie, że zaspokojona kobieta „ginie”, wydaje się
w pierwszej chwili zupełnie absurdalne. Tymczasem „nie-istnienie” kobiety nie jest wcale w pismach Arystotelesa czymś
wyjątkowym. Jako ta, która właściwie nie istnieje (nie istnieje
właściwie, lub też: istnieje nie-właściwie) jest istotnym ele­
mentem zarówno jego dyskursu społecznego (Polityka, ks. I),
jak i biologicznego (O rodzeniu się zwierząt, ks. IV). W pierw­
szym wypadku: osobna tożsamość kobiety (możliwość odróż­
nienia jej od niewolników bądź zwierząt) jest całkowicie zależ­
na od formującej mocy porządku obywatelskiego (zob. Micha­
el Davis, Cannibalism and Nature, „Metis” IV:1/1989, s. 33­
50). W drugim zaś: samo przyjście na świat kobiety zamiast
mężczyzny jest wedle Arystotelesa szczególnym przejawem „po­
tworności” w procesie reprodukcyjnym (którego kobieta jest
wszakże nieusuwalnym elementem), potworności definiowanej

52
53

54
55

56

57

58

59
60

61

63

tu jako logiczna „niekategorialność”, brak zgodności z pierwo­
wzorem - ojcem/formą, będącej efektem słabości formującej si­
ły męskiego nasienia (utożsamianego z formą). Arystoteles
zmaga się tu w istocie z następującą sprzecznością: (1) hyle-morficzny dualizm charakteryzuje wszystkie byty, bez względu
na płeć; (2) dualizm „materia-forma” odpowiada dualizmowi
płci (zasada męska = forma, zasada żeńska = materia jako
substrat formy). Zob. Françoise Collin, Evelyne Pisier, Eleni
Varikas, Les femmes de Platon à Derrida. Anthologie critique, Pa­
ris 2000 (wprowadzenie do tekstów Arystotelesa). Ogólne
wprowadzenie: Giulia Sissa, Philosophies du genre. Platon, Ari­
stote et la différence des sexes, w: Pauline Schmitt Pantel (ed.),
Histoire des femmes en Occident (I: L ’Antiquité), Paris 1991, s.
65-99. Pomijam tu wiążący się z tym zagadnieniem topos, ma­
jący sporą literaturę, który można zatytułować: „Wyobraźnia
macierzyńska a monstrualność”.
Krokiewicz tłumaczy tu penia jako „nędza”, co zaciera dość jaw­
ną aluzję do imienia Platońskiej Biedy.
Zob. Marback, dz. cyt.; Teresa Chevrolet, LEros de Diotime
comme mythe intertextuel: lectures néo-platoniciennes d’un passage
du ‘Banquet’, „Bibliothèque d’Humanisme et Renaissance”,
51,2/1989, s. 311-330
Porfiriusz, O życiu Plotyna i układzie jego ksiąg, 3, cf. 14.
„Porfirios [...] oszczerstwa miotał na egzegetów, a zwłaszcza na
Origenesa. Powiada, że go znał w jego latach mlodzieńczych
(...). Raz oskarża Origenesa, że jest chrześcijaninem, gdzie in­
dziej znowu opisuje jego powodzenie w naukach filozoficznych”
(Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna, przeł. A. Lisiecki, Po­
znań 1924, s. 272). Zob. Henri Crouzel, Origène et Plotin. Com­
paraisons doctrinales, Paryż 1992. Crouzel omawia też (s. 10 i n.)
kwestię tożsamości Orygenesa u Porfiriusza, omawiając różne
stanowiska i literaturę zagadnienia.
Zagadnienie wpływu platonizmu na doktrynę chrześcijańską
przedstawia C. J. De Vogel, Platonism and Christanity: A Mere
Antagonism or a Profound Common Ground?, „Vigiliae Christianae” 39, 1/1985, s. 1-62. Zob też Paul Kalligas, Traces of Longi­
nus Library in Eusebius Praeparatio Evangelica, „Classical Q u­
arterly” 51.2/2001, pp. 584-598
Zob. Louis H. Feldman, Origen’s „Contra Celsum” and Josephus’
„Contra Apionem”: The Issue of Jewish Origins, „Vigiliae Christianae” 44, 2/1990, s. 105-135
Pogląd, że źródłem filozofii greckiej były pisma hebrajskie, wy­
rażał już Filon Aleksandryjski. Jednym z pierwszych podzielają­
cych to przekonanie chrześcijan jest w II w. Justyn Męczennik
(Apol. I.59-60). Wielu pisarzy chrześcijańskich - Klemens, Eu­
zebiusz, Teodoret - powtarzało też chętnie słowa Numeniosa
(filozofa okresu średniego platonizmu): „Kim jest właściwie Pla­
ton, jak nie Mojżeszem, który przemawia po attycku” (Klemens
Aleksandryjski, Kobierce, I.XXII.150, tłum. J. Niemirska-Pliszczyńska). Sam Orygenes podziela ten pogląd, choć wypowiada
się z pewną powściągliwością (zob. CC. IV.39). Św. Augustyn
w Państwie Bożym (VIII, rozdz. 9) przedstawia opinię nieco bar­
dziej zniuansowaną historycznie. Ale jeszcze w XII w. Piotr Comestor oskarżał Platona o zafałszowanie Pisma (hunc locum ma­
le intellixi Plato...; 1057A), tradycyjnie wierząc (zgodnie z Orygenesem, wbrew opinii Augustyna), że filozof zapoznał się księ­
gami Mojżeszowymi podczas pobytu w Egipcie.
Orygenes, Przeciw Celsusowi, 4.39, tł. Stanisław Kalinkowski,
Warszawa 1986, s. 210
Pogańską koncepcję kosmogoniczną, wyprowadzającą świat
z chaosu-materii, krytykuje np. Laktancjusz (Divinae Institutio­
n s ) , św. Ambroży (Hexameron I,1), a także św. Augustyn (np.
w De Genesi ad litteram I, 2-3).
C. S. Lewis, Odrzucony obraz, przeł. W. Ostrowski, Kraków
1995, s. 58

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

62

63
64
65

66

67

68

69

70

71

72

Zob. Crouzel, dz. cyt., s. 436 n., por. też s. 410, 421, 430. Wg
Crouzela zło Orygenesa, definiowane jako, przesyt (koros) do­
brem, odraza do niego, upodabnia się do grzechu akedii, o któ­
rym pisali ojcowie pustyni.
John F. Callahan, dz. cyt. (przyp. 30), s. 51
Alden A. Mosshammer, Non-Being and Evil in Gregory of Nys­
sa, „Vigiliae Christianae” 44, 2/1990, s. 136-67
Pseudo-Dionizy Areopagita, O imionach Bożych, przeł. E. Buł­
hak, Lublin 1995. Zob. John H. Gay, Four Medieval Views of
Creation, „Harvard Theological Review”, 56, 4/1963, s. 243­
273 (Dionizy: 253-258, zło: 255).
Elegit etiam quoddam genus serpentis, ut ait Beda, virgineum vultus
habens, quia similia similibus applaudunt, et movit ad loquendum
linguam eius, tamen nescientes sicut et per fanaticos et energumenos
loquitur, nescientes (Patrol. Lat. CXCVIII, 1072).
Najpopularniejsze w XIII w. było tłumaczenie (z arabskiego)
Michaela Scota, pochodzące sprzed 1220, oraz o kilkadziesiąt
lat późniejsze Wilhelma z Moerbecke (z greckiego); zob. Carlos
Steel, Animaux de la Bible et animaux d’Aristote, w: Aristotle’s
Animals in the Middle Ages and Renaissance, C. Steel, G. Gul­
dentops, P. Beullens (red.), Leuven 1999, s. 11-30. Wcześniej
jednak tłumaczył Arystotelesa, jeszcze w XII w., i to z greckie­
go, Dawid z Dinant. Ten uczony medyk rozważał w swoim ko­
mentarzu zatytułowanym Quaternuli (potępionym następnie
przez Uniwersytet Paryski w 1210) złożone relacje między ma­
terią (hyle), umysłem (mens) i Bogiem (Deus), dochodząc do
swoiście panteistycznych wniosków. Pisał m.in: „Jeśli światem
jest sam Bóg, który jednak pozostaje niedostępny dla zmysłów
(preter se ipsum perceptible sensui), jak mówili Platon, Zenon,
Sokrates i wielu innych, materia świata jest samym Bogiem,
a forma, która przybywa do materii, jest niczym innym, jak Bo­
giem, który sam siebie czyni zmysłowym (forma vero adveniens
yle nil aliud quam id, quod facit Deus sensibile se ipsum). Za: Tri­
stan Dagron, David de Dinant. Sur le fragment &lt;Hyle, Mens,
D eus&gt; des ‘Quaternuli’, „Revue de Métaphysique et de Morale”
4/2003, s. 424-25. Zob. David de Dinant, Quaternulorum frag­
menta, wyd. M. Kurdziałek, „Studia Mediewistyczne”, 3/1963.
Porównanie tych dwóch nurtów: Michael Camille, Bestiary or
Biology? Aristotle’s Animals in Oxford, Merton College, MS 271, w:
Aristotle’s Animals... wyd. cyt., s. 355-396. Przykładem połącze­
nia dwóch tradycji literackich - dydaktyki miłosnej i dziedzictwa
Physiologosa - jest Li bestiaires damours Ryszarda z Fournival;
zob. Bruno Roy, La belle e(s)t la bete. Aspects du bestiaire féminin
au moyen âge, „Études françaises” 10,3/1974, s. 319-334
Przezwisko Bernarda (Silvestris) nie jest przypadkowe i stanowi
aluzję do stanu ‘materii’ jako bezkształtnego chaosu (silva,
w najradykalniejszej postaci otrzymuje u niego nazwę hyle), pożądajacej ‘formy'. Krótka prezentacja w: Ernst Robert Curtius,
Literatura europejska i łacińskie średniowiecze, przeł. A. Borowski,
Kraków 2005, s. 117-122. zob. Peter Dronke, Bernard Silvestris,
Natura, and Personification, „Journal of the Warburg and Courtauld Institutes” 43/1980, s. 16-31. Ponadto, o relacji między
mitem a teoretycznym dyskursem filozoficznym w XII w. oraz
formach, w jakich mogły wyrażać się pogańskie pojęcia filozo­
ficzne, zob. Brian Stock, Myth and Science in the Twelfth Centu­
ry: A Study of Bernard Sylvester, Princeton 1972.
Zob. David S. Katz, The Language of Adam in Seventeenth-Cent­
ury England, w: History and Imagination, H. Lloyd-Jones, V. Pe­
arl i B. Worden (red.), s. 132-145 (tam dalsza literatura, zob.
zwł. przypis nr 2).
Quaestiones super Genesim P.L. XCIII, 276. Przypuszcza się, że
ten właśnie tekst był powodem, że Petrus Comestor i późniejsi
autorzy piszący o wężu z głową dziewczyny wskazywali Bedę ja­
ko swe źródło.
Tłum. M. Słomczyńskiego 673-675; oryg.: 528-530.

73

74

75

76

77

78
79

80

81
82

64

Ten dia-belski rozstęp ujawnia już sama złożona (composita) kon­
strukcja kusiciela: wprawdzie węża rajskiego najczęściej po pro­
stu utożsamia się z szatanem, niekiedy jednak bywa przedstawia­
ny jako zaledwie diabelskie narzędzie, „powłoka” lub przebranie.
Piotr Comestor porównuje tę sytuację do „opętania”, podobnie
jak później John Milton (“Diabeł przez paszczę wszedł i jego
zmysły / Zwierzęce w sercu i głowie przechwycił”, 9.187-90;
Słomczyński: 9.239-241). Ten diabelsko-wężowy dualizm ma
jednak długą historię: wąż określany jako „naczynie” szatana czyli istnienie receptywne, pozbawione własnej tożsamości, jak
kobieta - pojawia się już w literaturze apokryficznej (Apokalipsa
Mojżesza), a także w Adversus haereses Ireneusza z Lyonu (II w.).
U tego ostatniego spostrzeżenie to powraca za każdym razem,
gdy mowa jest o związku między apostazją, „odpadnięciem” upa­
dłych aniołów, i upadkiem człowieka. Zob. D.R. Schultz, The
Origin of Sinn in Irenaeus and Jewish Pseudepigraphical Literature,
„Vigiliae Christianae” 32, 3/ 1978, s. 161-190
Wincenty z Beauvais podkreśla, że diabolus pokazał Ewie ludz­
ką twarz, przebiegle skrywając za drzewem wężową część ciała:
faciem ei tantum ostendit, et reliquam partem corporis arborum
frondibus occultavit (Speculum naturale, XX, rozdz. 33). Warian­
ty ikonograficzne fragmentarycznej feminizacji wężowego ciała:
Flores, dz. cyt.
Warto tu przypomnieć, że w teorii retoryki - począwszy od an­
tycznej, „cycerońskiej”, po klasycyzm - nadmierna zdobność
stylu była feminizowana i porównywana do kobiecego makija­
żu. Podkreślano zarazem (np. Pseudo-Longinus, O wzniosłości,
XVII, 1-2), że najbardziej skuteczną figurą retoryczną - najlep­
szą pułapką - jest ta, o której istnieniu zapominamy. Zob.
Jacqueline Lichtenstein, Making Up Representation: The Risk of
Feminity, „Representations” 20/1987; id. La couleur éloquente.
Rhétorique et peinture à l’âge classique, Paryż 1999 (zwł. rozdział
Farder, s. 201-211). O feminizacji obiektu retorycznego pisze
Jaś Elsner, Patrzeć i mówić: ekfraza w ujęciu psychoanalitycznym
(w tym numerze „Kontekstów”). „Nieprzyzwoitość” praktyk
perswazyjnych: zob. W. Michera, ‘Sex, drugs and rock’n’roll’ - ja ­
ko triada uniwersalnych wartości perswazyjnych, w: Sztuka per­
swazji, R. Garpiel i K. Leszczyńska (red), Kraków 2004, s. 13-26
Serpens enim ille sicut dicit beda, vultum habuit virgineum. ut per
simile facilius deciperet. similitudo enim mater est falsitatis (Summa
Theologiae, 119). Ściśle mówiąc Summa jest dziełem nie Alek­
sandra, lecz jego uczniów, którzy zebrali w niej fragmenty pism
mistrza.
Zob. Gerhart B. Ladner, The Concept of the Image in the Greek
Fathers and the Byzantine Iconoclastic Controversy, „Dumbarton
Oaks Papers” 7/1953, s. 1-34; Gilbert Dagron, Holy Images and
Likeness, „Dumbarton Oaks Papers” 45/1991, s. 23-33
Zob. Jean Wirth, L ’image à l’époque romane, Paris 1999, s. 41-44
Hilary, De Synodis, 13 (PL 10, 490). Zob. Jean Wirth, Structure
et fonction de l’image chez saint Thomas d’Aquin, „Cahiers du
Léopard d’O r”, 5/1996: L ’image. Fonctions et usages des images
dans l’Occident médiéval, Jérôme Baschet et Jean-Claude
Schmitt (red.), s. 39-57
Georges Didi-Huberman, Le paradoxe du phasme, w tegoż: Phasmes. Essais sur l’apparition, Paris 1998 (“Nie ma już tu modelu
i jego kopii: jest kopia, która pożera swój model”, s. 18).
Zob. Jean Wirth, L ’image..., s. 43-44. Słynny przykład, sięgający
XI w.: Volto santo z Lukki.
O metaforyzowaniu malarstwa (a zwłaszcza koloru) jako kobie­
ty i jej makijażu pisze Lichtenstein (zob. przyp. 75). W Średnio­
wieczu malarstwo określano często jako „cudzołóstwo”, koja­
rząc moechari z mechanicus (za: Lichtenstein, La couleur..., s.
266). Kilka średniowiecznych przykładów dotyczących potępie­
nia kobiecego makijażu przedstawia R. Pernoud, Kobieta w cza­
sach katedr, przeł. I. Badowska, Warszawa 1990, s. 93

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

83
84

85

86
87

Leonid Uspienski, Teologia ikony, przeł. M. Żurowska, Poznań
1993, s. 88
E. Clark, The Origenist Controversy. The Cultural Construction of
an Early Christian Debate, Princeton 1992 (zwł. rozdz. 2: Image
and Images: Evagrius Ponticus and the Anthropomorphite Contro­
versy, s. 43-84); zob. też Mary Carruthers, Machina memorialis.
Méditation, rhétorique et fabrication des images au Moyen Age,
z ang. przeł. F. Durand-Bogaert, Paris 2002.
Nie ma tu miejsca, by choćby krótko przedstawić, więc tylko sy­
gnalizuję daleko idącą współzależność obu odwołujących się do
pojęcia reprodukcji dyskursów - biologicznego i artystycznego.
Zob. przyp. 51.
Maggie Humm, Słownik teorii feminizmu, Warszawa 1993, s. 158
Chiara Frugoni, The Imagined Woman, w: A History of Woman
in the West, T. II: Silences of the Middle Ages, Christiane Klapisch-Zuber (red. tomu), G. Duby i M. Perrot (red. nacz.), H a­

91

Zajmował się tym na przykład Nicolas de Lyre (1270-1340) normandzki franciszkanin. egzegeta i teolog znający język he­
brajski; cf. Maaike van der Lugr, Pourquoi Dieu a-t-il créé la fem­
me? Différence sexuelle et théologie médiévale, w: Eve et Pandora,
Jean-Claude Schmitt (red.) Paryż 2001, s. 97. Przy okazji warto
zauważyć, że Nicolas de Lyre odniósł się też do kwestii wyglądu
rajskiego węża (w Expositiones librorum Testamenti Veteris ac N o­
vi): „Mówią niektórzy, że ów wąż miał pełne powabu oblicze
dziewicy. Jednak pogląd ten nie znajduje żadnego potwierdze­
nia w Piśmie”, Aliqui tamen dicunt quod ille serpens habebat fa­
ciem gratiosam &amp; virgineam. sed hoc de sriptura nullam habet autoritatem.
92 Bloch, s. 11 Nieco dalej autor ten pisze: „Ten związek między
derywatywną naturą kobiecości i reprezentacją figuralną tłuma­
czy, dlaczego wielcy pisarze mizogynistyczni pierwszych wieków
chrześcijaństwa - Paweł, Tertulian, Jan Chryzostom, Filon,
Hieronim - tak obsesyjnie powracali do relacji między kobietą
a ozdobą, dlaczego byli tak zafascynowani nakryciami, klejnota­
mi, make-upem, uczesaniem i kolorem włosów - krótko, tym
wszystkim, co ma związek z kosmetyką”.
93 Slavoj Zizek, Rossellini: Woman as Symptom of Man, „October”
54/1990, s. 21
94 Cf. R. Howard Bloch, Chaucer’s Maiden’s Head: „The Physi­
cian’s Tale” and the Poetics of Virginity, „Representations”

rvard 1994, s. 343
Przykładem takiej upraszczającej, „nazbyt etycznej” postawy,
może być książka Davida D. Gilmora Mizoginia, czyli męska cho­
roba (przeł. J. Margański, Kraków 2003), w której pisze on:
„przez «mizoginię» będę rozumiał irracjonalny strach przed ko­
bietami bądź nienawiść do nich, przybierającą w danym społe­
czeństwie namacalny kształt. Mizoginia to uczucie wrogości
w stosunku do płci żeńskiej, «odraza bądź wstręt» w stosunku
do kobiet jako niezróżnicowanej kategorii społecznej”.
89 R. Howard Bloch, Medieval Mizogyny, „Representations”
20/1987, s. 8. Tu i dalej idę za sformułowaną przez tego autora
koncepcją średniowiecznego mizogynizmu.
90 Feministyczną i narratologiczną interpretację tekstu biblijnego
w kwestii wtórności i niekompletności kobiety przedstawia
Mieke Bal, Sexuality, Sinn and Sorrow: The Emergence of the Fe­
male Character (A Reading of Genesis 1-3), „Poetics Today”, 6,
1-2/1985, s. 21-42
88

28/1989, s. 113-134
95 Jest to zmieniona i poszerzona wersja artykułu Kobieta—wąż.
O feminizacji zła, który ukazał się w książce Kobiety i religie, pod
red. Katarzyny Leszczyńskiej i Agnieszki Kościańskej, Kraków
2006, s. 537-554. Niektóre z zagadnień przedstawiłem też w re­
feracie De la féminisation du mal, na konferencji Réception et
représentation de l’Antiquité, Université de Lille, 28-30 września
2005.

65

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Foto:Stéphanie Cuvilliez

66

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Foto:Stéphanie Cuvilliez

67

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10006" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9984">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d2279468a1dbc0a16de444f939fb127c.pdf</src>
        <authentication>3fc498a170fd357617ff79c8892dbaae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119036">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6249</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119037">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119038">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119039">
                <text>antropologia ciała</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119040">
                <text>Pastrana, Julia (1834-1860)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119041">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5826</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119042">
                <text>Kobieta-Małpa, Kobieta-Niedźwiedź / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="119043">
                <text>historia spojrzenia na Julię Pastranę</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119044">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1, s.40-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119045">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119046">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119047">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119048">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119049">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119050">
                <text>040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A NNA WIECZORKIEWICZ

chciał w niej mieć jednocześnie osobliwość i pannę
służącą. Nie traktował jej dobrze i po pewnym czasie
Julia zdecydowała się wrócić do swoich. W drodze wy­
patrzył ją jednak pewien Amerykanin znający się na
branży rozrywkowej i namówił do wyjazdu do Stanów
Zjednoczonych. Powiózł ją tam w grudniu 1845 roku.
Julię wciągnęły tryby machiny show-biznesu, zasi­
lanej bynajmniej nie tylko przez niskie żądze sensacji
i rozrywki, tak typowe dla gawiedzi. Efektywny napęd
dawało też to, co rodziło się w ramach dyskursu aka­
demickiego. W istocie oba te obszary - rozrywkowy
i akademicki - wzajemnie się zasilały. Spojrzenia ba­
daczy kierujące się na owłosione kobiece ciało szuka­
ły bowiem sensu nie tylko w domenie ściśle naukowej.
Historia Julii pozwala na różne sposoby rozważać na­
turę spojrzenia kierującego się na tych, których natu­
ra obdarzyła ciałami wykraczającymi poza normę.
Prześledźmy dalsze losy Indianki, zastanawiając się
nad tym, dlaczego potoczyły się one właśnie tak. Spy­
tajmy też: w jaki sposób skonstruowana jest ta kultu­
rowa machina, która obróciła jej ciało w obiekt o wa­
lorach spektakularnych.
W Nowym Jorku Julia zrazu przybrała półniedźwiedzią naturę - na Brodwayu pokazano ją jako „Niezwy­
kłą hybrydę, kobietę-niedźwiedzia” (Marvellous Hybrid
or Bear Woman). Pewien znawca, doktor Alexander
B. Mott, po zbadaniu okazu orzekł jednak, że w isto­
cie mamy tu do czynienia z hybrydycznym połącze­
niem człowieka i orangutana.
Małpy, zwłaszcza człekokształtne, wydawały się
ówczesnej publiczności ciekawe i zabawne, ale wie­
dziano o nich stosunkowo niewiele. Niejasna była róż­
nica między szympansami, pawianami, orangutanami,
gorylami. Afrykańskiego goryla nauka odkryła zresztą
dopiero w roku 1847. Wypchany okaz pokazano po
raz pierwszy w Europie na wystawie w Londynie w ro­
ku 1861. Pytanie o to, jaka jest relacja między nim
a nami w wielkim łańcuchu bytu, wydawało się fascy­
nujące. Opublikowanie przez Karola Darwina dzieła
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego,
czyli o przeżywaniu doskonalszych ras w walce o byt w ro­
ku 1859, a potem w 1871 pracy o pochodzeniu czło­
wieka, ożywiło to zainteresowanie. Nic więc dziwnego,
że postać kobiety-małpy zdawała się tak intrygująca.
Julia odwiedziła kilka amerykańskich miast.
W Cleveland profesor Brainder zajmujący się medycy­
ną obejrzał pod mikroskopem jej włosy i stwierdził, że
nie należą do przedstawiciela rasy czarnej - chodzi tu
o oddzielny gatunek. Świadectwa medyczne jego oraz
doktora Motta włączono do ekspozycyjnego instru­
mentarium.
Wszędzie, gdzie się pojawiała, jej przybycie stawało
się sensacją o charakterze rozrywkowym i naukowym
jednocześnie. W Baltimore zabrano ją na bal wojsko­
wych, gdzie panowie żądni niezwykłych wrażeń mogli
zaprosić ją do tańca. W Bostonie interesowali się nią

Kobieta-małpa,
kobieta-niedzwiedz
Historia spojrzenia
na Julię Pastranę

N

a ilustracji zamieszczonej w niemieckiej gaze­
cie „Gartenlaube” w roku 1857 widać małpi
profil wyłaniający się z dekoltu falbaniastej
sukni: wysunięta szczęka, grube wargi, wały nadoczodołowe nad wąskimi oczkami, płaski, szeroki nos.
Bródka, bujne baki i krzaczaste brwi kontrastują z mi­
sternie upiętymi włosami, ozdobionymi wielką kokar­
dą. To Julia Pastrana - Indianka urodzona w Meksy­
ku w okolicach Sierra Madre w roku 1834. Nadmier­
ne owłosienie i rozrośnięta, wysunięta do przodu
szczęka nadawały jej osobliwy wygląd. Niektórym
przypominała małpę, inni uważali, że jest podobna do
niedźwiedzia. Portretowano ją w tanecznych pozach,
w falbaniastych sukniach. Niekiedy w ręku trzymała
kwiatek, czasem smętnie spoglądała w dal. Jej fryzura
zawsze była staranna i bardzo kobieca; o reszcie twarzy
nie można tego powiedzieć.
Ilustracja z „Gartenlaube” pochodzi z czasów, gdy
jej imię było znane, jakkolwiek kariera nie osiągnęła
jeszcze szczytu. Chodzi oczywiście o ten rodzaj kariery,
jaki dostępny był istotom mieszczącym się w kategorii
nondescript, nie poddającym się regułom klasyfikacji,
wykraczającym poza definicje płci, rasy czy gatunku o występy w pokazach osobliwości.
Opowiadano o niej niezwykłe rzeczy - fabuły zmie­
niały się zależnie od inwencji autora i od tego, dla ja­
kiej publiczności je przeznaczano. Jak podawała jedna
z jarmarcznych broszur, w dzieciństwie opiekowała się
nią pewna Indianka, którą ziomkowie przez sześć lat
uważali za zaginioną. Kiedy w końcu ją odnaleźli, mia­
ła przy sobie dwuletnią dziewczynkę o dziwnym wyglą­
dzie. Całe ciało małej pokryte było czarnym miękkim
włosem, a jej twarzyczka zdawała się mieć małpie rysy.
To właśnie była Julia. To imię nadano jej w przytułku,
gdzie naprawdę się wychowała.
Broszury ciągnęły jednak wątek indiańskiej opie­
kunki - a ta jakoby twierdziła, że została pojmana
przez wrogie plemię, które więziło ją w jaskini na od­
ludziu zamieszkiwanym jedynie przez zwierzęta - mał­
py i niedźwiedzie. Twierdziła, że nie jest matką dziec­
ka, ale kochała je jak swoje. Po jej śmierci dziewczyn­
kę wysłano do pobliskiego miasteczka, gdzie przejęła
nad nią kuratelę rodzina Pedro Sancheza. Sanchez

40

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

pi wygląd” niekoniecznie prowadzić musiał do konklu­
zji dotyczącej małpio-ludzkiego pokrewieństwa.
Dla Darwina Julia to bynajmniej nie brakujące
ogniwo, ale kobieta o szczególnych cechach: „Julia Pa­
strana, tancerka hiszpańska, była niezwykłą kobietą,
lecz miała włosy na czole i gęstą męską bodę. Sfotogra­
fowano ją, a po śmierci jej wypchaną skórę pokazywa­
no jako okaz. Interesujący jest dla nas fakt, że w gór­
nej i dolnej szczęce miała anormalną, podwójną liczbę
zębów w jednym rzędzie; dr Purland sporządził odlew
jej szczęk z zębami. Wskutek takiej obfitości zębów
usta kobiety były wysunięte naprzód, a cała jej twarz
była podobna do twarzy goryla”. (Darwin 1959: 304)
Darwin pisał to przy okazji omawiania zmienności ko­
relacyjnej. Przytoczył inne znane mu przypadki, po
czym wyciągnął wnioski dotyczące zmienności korela­
cyjnej: „Tego rodzaju wypadki oraz istnienie bezwło­
sych psów przywodzą na myśl z wielką siłą fakt, że dwa
rzędy ssaków, mianowicie szczerbaki i walenie, posia­
dające arcynormalną powłokę skórną, mają równocze­
śnie jak najbardziej anormalne uzębienie, a mianowi­
cie zbyt małą bądź zbyt dużą liczbę zębów”. (Darwin
1959: 304)
Podobnie jak inni naukowcy, Darwin zbiera infor­
macje, wymienia się nimi z kolegami po fachu, ogląda
modele, odlewy, fotografie. W tworzonym przez niego
dyskursie Julia to postać drugorzędna, jeden z wielu
podobnych przypadków. Badacz rozważa te jej cechy,
które mogą przyczynić się do wyjaśnienia interesują­
cych go kwestii. Zwraca zatem szczególną uwagę na
stan uzębienia i zastanawia się, na ile jego anormalność związana jest z nietypowym owłosieniem. Łączy
w jedną kategorię nadmiar włosów i ich brak. Rozwa­
ża przy tym kwestię dziedziczności. Czasem wtrąci
ubarwiającą narrację uwagę o tym, że trzeba było prze­
kupstwa, by ktoś poślubił owłosioną Birmankę, ale to,
co go naprawdę zajmuje, to liczenie, mierzenie, po­
równywanie, zestawianie.1 Widowiskowość Julii, ro­
syjskich wieśniaków, czy birmańskiej dziewczyny nie
ma tu takiego znaczenia. Ludzie ci mogą być interesu­
jący, podobnie jak ciekawe są bezwłose psy i szczerbaki, ale to, co naprawdę fascynujące, to układ zależno­
ści i korelacji, w które można wpisać te istoty. Uwaga
badacza zatrzyma się więc na chwilę na „hiszpańskiej
tancerce”, by potem wznieść się tam, skąd roztaczać
się będzie szersza perspektywa.
Naukowcy działali w imię ogólnie szanowanych in­
stytucji, takich jak akademia, towarzystwo naukowe
czy szpital. Umieli formułować opinie, aby zbić ewen­
tualne zarzuty niemoralności, nieobyczajności, profa­
nacji, bezduszności. Natomiast w obszarze rozrywki
ciekawość łatwo stawała się podejrzana pod względem
moralno-obyczajowym. Dlatego w Berlinie władze wy­
raziły obiekcje co do stosowności wystawienia na wi­
dok publiczny kobiety-małpy. Lent zapewnił wówczas,
że nie chodzi tu o nic zdrożnego: Julia będzie tylko

członkowie Towarzystwa Historii Naturalnej. Samuel
Kneeland Jr specjalizujący się w anatomii porównaw­
czej oświadczył wówczas, że jest ona osobą całkowicie
ludzką, kobietą posiadającą wszystkie typowe dla swej
płci cechy. Reklamowe broszury zapewniały jednak, że
to hybryda o półzwierzęcej naturze; czasem dodawały
też, że wszyscy członkowie plemienia, z którego pocho­
dziła, byli owłosieni jak niedźwiedzie czy orangutany.
Kiedy w czerwcu 1857 pojechała do Londynu, jej
nowym impresario został Teodor Lent. Człowiek ten
wywarł ogromny wpływ na jej losy - nie tylko zresztą
doczesne, ale i pośmiertne. Ogłoszenia, jakie Lent da­
wał w gazetach, eksponowały kobieco-małpią hybrydyczność Julii, sugerując jednak, że dominuje natura
kobieca. Rys kobiecości pozwalał podkreślać to, co
zdawało się opozycyjnym biegunem zwierzęcej dziko­
ści. Julia jawiła się jako osoba subtelna i inteligentna.
Od Indian różniła się nie tylko wyglądem, ale charak­
terem i umiejętnościami. Jak pisano, opanowała an­
gielski i hiszpański, była biegła w pracach kobiecych,
takich jak: szycie, gotowanie, pranie i prasowanie.
Uwielbiała podróżować, cieszyła się dobrym zdrowiem
i zawsze chętnie uczyła się nowych rzeczy. Rozwodzo­
no się nad jej ujmującym charakterem i bystrością.
Całość ubarwiano historią o tajemniczym pochodze­
niu i pierwszych latach życia spędzonych na odludziu.
W czasie pokazów Julia śpiewała angielskie i hisz­
pańskie piosenki, tańczyła, a po pokazie konwersowa­
ła z publicznością, której nie tylko wolno było zadawać
jej pytania, ale i dotknąć bujnej brody lub pogładzić po
owłosionych policzkach.
Była niemal taka jak inni ludzie; więcej nawet umiejętnościami językowymi, gracją, zamiłowaniem
do tańca i śpiewu górowała nad wieloma kobietami;
ale z drugiej strony byłą też trochę jak mężczyzna (bo
niby skąd u niej broda?), trochę zaś jak zwierzę, ze swą
czaszką, która, jak orzekł Brytyjski znawca przyrody
Francis Buckland, jest w typie czaszek orangutanich
(ale nie jest całkowicie orangutania).
Nazywano ją kobietą-małpą, kobietą-niedźwiedziem - i nie wiadomo, czy została nią dlatego, że wy­
chowała się niemal razem ze zwierzętami, czy dlatego,
że Meksykanie zdeformowali jej czaszkę, czy też po
prostu dlatego, że taka była jej ludzko-zwierzęca natu­
ra. Istota jej bytu oscylowała gdzieś na pograniczach wyznaczana przez owe „prawie”, „niemal” i „trochę” i to właśnie czyniło ją ciekawą.
Julia przyciągała uwagę lekarzy i przyrodników.
Oglądali ją i opisywali, zwracając uwagę na szczegóły
sprawiające, że twarz zdawała się orangutania, a figura
kobieca. Naukowcy władali dyskursem, który pozwa­
lał w bezpieczny i prawomocny sposób interesować się
naturą owłosionej kobiety. N a ciekawości osnuwało
się badanie, wnikanie, rozumienie. Z tego punktu wi­
dzenia Julia stawała się okazem, który nurt dyskusji
naukowych wprowadzał w obszar wiedzy. Tutaj „mał­

41

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

śpiewać i tańczyć. W Lipsku poszerzył jednak jej ak­
torskie kompetencje i kazał wystąpić w sztuce o głu­
pim mleczarzu zakochanym w kobiecie noszącej welon
- ta, ku uciesze publiczności, uchylała woal, gdy zalot­
nika nie było w pobliżu. Przedstawienie uznano nie
tylko za nieprzyzwoite, ale i niebezpieczne. Lekarze
twierdzili, że ciężarne kobiety widząc coś takiego ła­
two mogą poronić lub urodzić dziecko podobne do kobiety-małpy.
Skandal stanowił pożywkę dla ciekawości szero­
kich kręgów publiczności. Tygodnik „Gartenlaube”
opublikował obszerny wywiad z Julią. Opowiadała ona
0 swych podróżach, o licznych propozycjach małżeń­
skich, które odrzuciła, gdyż konkurenci nie byli wy­
starczająco majętni - to dobry chwyt rynkowy mogący
zwabić bogatych admiratorów.
Julia okazała się na tyle zyskowną inwestycją, że
konkurencja starała się ją podkupić. Przemyślny Lent
związał się zatem ze swym okazem węzłem małżeńskim
1 kontynuował objazd, udając się do Wiednia. W cią­
gu dnia Julia nie opuszczała mieszkania - inaczej jej
widok mógłby spowszednieć. Za to wieczorami, zawoalowana, pod kuratelą męża wychodziła z domu, by
oglądać pokazy dawane przez innych. Wówczas wta­
piała się w cyrkową publiczność, a przypisana jej rola
osobliwości ludzkiej ulegała zawieszeniu.
Następne na trasie były Niemcy, po których Lentowie krążyli razem z grupą woltyżerów - Julia mogła
nauczyć się paru sztuk, którymi urozmaicała pokazy
tańca, śpiewu, gry na gitarze i organkach. Natomiast
w roku 1858 plakat oznajmiający: Miss Julia Pastrana
z Meksyku występuje w cyrku Ślęzaka pojawił się na uli­
cach Warszawy. Szlak wiódł dalej na wschód, do M o­
skwy. Tutaj jednak pojawiły się komplikacje innego
rodzaju. Wprawdzie pokazy odniosły sukces, ale Julia
była w ciąży, a budowa jej ciała pozwalała spodziewać
się komplikacji. Lekarze zastanawiali się, na ile wąskie
biodra ciężarnej utrudnią poród. Obawy nie były bez­
podstawne. Chłopiec, który przyszedł na świat, dzie­
dzicząc po matce jej nietypowe cechy, żył niecałe dwie
doby. Julia zmarła pięć dni po porodzie (w prasie bul­
warowej pisano, że „serce jej pękło”).
Lent i tym razem nie przepuścił możliwości zarob­
ku. Odsprzedał zwłoki profesorowi z moskiewskiego
uniwersytetu anatomicznego - ten zmierzył je, zważył,
po czym zajął się konserwacją, wstrzykując specjalny
preparat zatrzymujący rozkład. Z niemowlęciem nie
było problemów, ale u Julii iniekcje trzeba było powta­
rzać przez kilka miesięcy. Efekt końcowy był świetny.
Wtedy znów pobudzony został nerw przedsiębior­
czości Lenta - Julia wyglądała niemal jak żywa, co po­
zwalało sądzić, że da się ciągnąć z niej zyski. Udało mu
się jakoś odzyskać zmumifikowaną małżonkę i potom­
ka (powiadano, że zapłacił profesorowi balsamiście su­
mę przewyższającą tę, za którą ich odsprzedał. Pomoc­
ny mógł też być akt ślubu poświadczony przez konsula

amerykańskiego.). Władze rosyjskie zakazały mu jed­
nak urządzania pokazów, więc udał się do Londynu.
Tam w roku 1863 otworzył ekspozycję zatytułowa­
ną Embalmed Female Nonderscript. Można ją było obej­
rzeć za cenę nieco niższą niż ta, której żądano przy po­
kazach żywej osobliwości. Julia miała na sobie strój ro­
syjskiej tancerki; obok niej w marynarskim ubranku
stało niemowlę. Jak pisał jeden z naocznych świadków:
„Twarz była wspaniała; dokładnie taka jak nad­
zwyczaj udany portret woskowy, ale nie była uformo­
wana z wosku. Stwierdziłem, że to była prawdziwa skó­
ra, spreparowana w jakiś cudowny sposób. (...) Nie by­
ło w tej figurze nic odstręczającego ani przykrego,
i trudno wyobrazić sobie, że owa mumia jest napraw­
dę istotą ludzką, a nie sztucznym modelem” (podkr.
aut.) (Cyt. za: Altick 1978: 267.) Godna podziwu by­
ła nie tylko Julia, ale i kunszt, dzięki któremu zdołano
zachować jej szczątki. Dziennikarz jednej z londyń­
skich gazet uważał za stosowne poinformowanie czy­
telników: „Ten nowoczesny, nie znany dotychczas
sposób balsamowania, przebadali w krytyczny sposób
wybitni londyńscy naukowcy, uznając go za niezwykle
udany, najwspanialszy ze wszystkich znanych przykła­
dów balsamowania”. (»Illustrated London News» 29
marca 1862: 316. Cyt. za: Altick 1978: 267)
Możemy oburzać się na optymizm poznawczy
uwłaczający godności zmarłej istoty ludzkiej. Warto
jednak spytać, co się pod nim kryje. Może nie chodzi
jedynie o to, by pokazać dziw ku uciesze tłumu i wzbo­
gaceniu właściciela. To prawda, publiczność lubi się
ekscytować, a widok człowieka - żywego czy martwe­
go - wzbudza szczególnie silne emocje. Widok ten ini­
cjuje grę pomiędzy współodczuwaniem a samorozpoznaniem się w konfrontacji z tym, co od nas różne. Za­
balsamowana Julia nie jest żywa i nie jest woskowym
modelem - jest jednak prawie jak żywa i niemal jak
z wosku. Jest martwa, ale nie jest rozkładającym się
trupem - pozostała prawie taka jak za życia.
Kiedy za życia wystawiano ją na pokaz, zacierano
kategorialne podziały tożsamości między tym co ko­
biece i co męskie, co dzikie i co cywilizowane, ludzkie
i zwierzęce; teraz opisując okaz, można było jeszcze
wymieniać miejscami martwotę i żywość. Historia
zmarłej, zabalsamowanej Julii i jej żywego, przedsię­
biorczego małżonka to opowieść o zakorzenionej
w kulturze fascynacji ciałem, które przekracza reguły
ludzkiej cielesności. Lent, organizując pokazy Julii,
tworzy tę opowieść, ale nie jest jej jedynym autorem.
Współtworzą ją ci wszyscy, którzy chcą widzieć i wie­
dzieć, których intryguje pytanie: co się dzieje, gdy na­
ruszy się granicę między kobietą a mężczyzną, między
człowiekiem a nie-człowiekiem, rozumnym a bezrozumnym, dzikim a cywilizowanym, żywym a martwym.
Pośmiertne losy Julii były równie niespokojne jak jej
życie - i tak samo wiele mówią nam o ambiwalentnym
stosunku do granicznych ciał.

42

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

Lent (razem ze swoją zabalsamowaną żoną) przyłą­
czył się do wędrownego muzeum anatomicznego. Kie­
dy zawitał do Karlsbadu, doszły go wieści o brodatej
kobiecie ukrywanej przez rodzinę - była to świetna
okazja do zdobycia następczyni Julii. Udało mu się
spotkać z rodzicami kobiety i rozpocząć starania o zdo­
bycie jej ręki. Ojciec panny wymógł na nim jednak
obietnicę: pokazy za pieniądze są wykluczone. Lentowi łatwo przyszło dać słowo, jeszcze łatwiej go nie do­
trzymać. Powiózł małżonkę w podróż po Europie, kon­
fiskując jej oczywiście przybory go golenia. Nadał jej
także nową tożsamość: Zenora Pastrana miała być sio­
strą Julii. Nie cofał się też przed rozsiewaniem plotek,
że Julia i Zenora to ta sama osoba. Przez całe dziesię­
ciolecie miał dochodowe kontrakty z różnymi cyrka­
mi; zdarzały się i zaproszenia na prywatne pokazy dla
rodów panujących. Zrazu Lent jeździł z obiema żona­
mi - żywą i martwą. Potem tę martwą musiał zostawić
- widocznie nie podobało się to Zenorze. Julię wynaję­
to wówczas wiedeńskiemu Prauscher Volskmuseum.
W latach 80. XIX wieku Lent zapragnął położyć
kres wędrówkom i osiadł w Petersburgu, by prowadzić
niewielkie muzeum figur woskowych. Wkrótce jednak
popadł w szaleństwo - kiedy zaczął tańczyć na ulicy,
drzeć banknoty i papiery giełdowe i topić je w Newie,
jasne stało się, że trzeba go osadzić w zakładzie dla sła­
bujących na umyśle. Pozostał tam do końca życia. Ze­
nora wkrótce potem wyjechała z Rosji do Mona­
chium. Po drodze zabrała z Wiednia mumię swej po­
przedniczki i jej dziecka - należały do niej podobnie
jak reszta majątku Lenta. Pokazała je w monachijskim
towarzystwie antropologicznym.
Zenora chciała pewnie znormalnieć, położyć kres
plotkom, że ona i Julia są tą samą osobą, i wycofać się
na dobre z branży widowiskowej. Osiadła w Dreźnie,
gdzie poślubiła znacznie młodszego od niej mężczyznę.
Mumie przekazała na wystawę antropologiczną w Mo­
nachium, gdzie eksponowano je na różnych pokazach,
by w roku 1895 odsprzedać. W ciągu następnego
ćwierćwiecza okazy te kilkakrotnie zmieniały właści­
cieli, aż w roku 1921 trafiły w ręce Norwega Hakona
Jaegera Lunda, dbającego o urozmaicenie w organizo­
wanych przez siebie pokazach. Lund oferował widzom
różne rozrywki. Można było u niego na przykład obej­
rzeć woskowe figury przedstawiające sławnych ludzi,
spróbować szczęścia na loterii, wysłuchać wykładu
w „Muzeum Higieny i Anatomii”. W tym gabinecie
osobliwości obok preparatów monstrów zakonserwo­
wanych w słojach i woskowych odlewów chorobowo
zmienionych narządów ciała znaleźli schronienie Julia
i jej syn.
W roku 1943 w czasie okupacji Norwegii Niemcy
chcieli skonfiskować eksponaty, ale synowi Lunda
Hansowi udało się skłonić władze do zmiany decyzji.
Zorganizował wówczas długą objazdową wystawę.
W jednym z trzech wagonów wypełnionych modelami

i preparatami podróżowała zmumifikowana Julia.
Wciąż nosiła strój rosyjskiej tancerki, ale była już nie­
co podniszczona - trochę wyliniała, nie miała już swo­
jej dawnej brody, znikła gdzieś jej biżuteria; jej syn
utracił owłosienie oraz marynarskie ubranko. Mimo
wszystko oboje przyciągali uwagę. Niepokoili i intrygo­
wali, gdy wpatrywali się w ciekawskich z ozdobnej lek­
tyki, stanowiącej część ekspozycji. Podróż zakończyła
się w roku 1953 w Linkopong w Szwecji, gdzie Hâkon
Jaeger Lund umieścił podupadły już nieco gabinet
horroru.
Po śmierci Hâkona Jaeger Lunda jego syn przejął
interes, znacznie mniej lukratywny niż dawniej.
Wkrótce pojawiła się jednak nadzieja na korzystne
ożywienie. W roku 1969 pewien bogaty Amerykanin,
dowiedziawszy się o mumiach trzymanych gdzieś
w Skandynawii, zapragnął je kupić. Hans Jaeger Lund
uznał ofertę tysiąca dolarów za zbyt niską. Ociągał się
ze sprzedażą, tłumacząc, że sam chce zabrać prepara­
ty w objazd. Mimochodem rzucił też myśl o planach
meksykańskiego rządu, który chce wykupić mumie,
by umieścić je w specjalnym mauzoleum. Historia Ju ­
lii znów trafiła do gazet. Rozwodzono się nad całą
sprawą, włączając w to refleksje moralne, dotyczące
publicznego pokazywania zwłok. Podobne obiekcje
miały niektóre organizacje religijne. Amerykanin
próbował negocjować cenę, Lund wahał się, a w mię­
dzyczasie urządzał ekspozycje w Szwecji i Norwegii.
Sprawę jednak zbyt przeciągnął - amerykański kolek­
cjoner doznał udaru i oferta 5 tysięcy dolarów zdezak­
tualizowała się.
W roku 1971 mumie nadal pokazywano w Norwe­
gii i w Danii. Udały się też za ocean - podróżowały po
Stanach Zjednoczonych w gablocie z nietłukącego się
szkła w wielkim cyrkowym wozie. Wprawdzie w kilku
stanach kazano zamknąć wystawę ze względu na jej
niemoralny charakter, mimo to tournée okazało się ko­
rzystne finansowo. Kiedy Lund chciał kontynuować to
przedsięwzięcie w Norwegii, spotkał się z publicznym
sprzeciwem. Zaprotestowały władze kościelne. Biskup
Oslo stwierdził, że mumie należy pochować, by spoczy­
wały w spokoju. Lund bez trudu znalazł na to odpo­
wiedź: skoro Kościołowi tak zależy na spokoju zmumi­
fikowanych szczątków, niech zajmie się mumiami egip­
skimi; następnie wysłał Julię na tournée po Szwecji.
Upalne lato 1973 to czas ostatniego triumfu sce­
nicznego Pastrany. Kobieta-małpa w ozdobnej lektyce
z synkiem stojącym obok niej na piedestale, zamknię­
ci w wielkiej gablocie przyciągali uwagę w miastecz­
kach szwedzkiej prowincji. Ogłoszenia oznajmiające
ich przybycie podejmowały wciąż ten sam wątek ludzko-zwierzęcej hybrydyczności. Szybko jednak dały
o sobie znać nastroje nieprzychylne tego rodzaju
przedsięwzięciom. W miasteczku Hudiksvall wystoso­
wano do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych petycję
domagającą się wydania ogólnego zakazu urządzania

43

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

takich spektakli. Julia musiała wrócić do Norwegii, ale
i tu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zakazało jej
wystawiania. Trafiła zatem do parku rozrywki pod
Oslo, ale eksponowanie jej nie wchodziło już w grę.
Syn Hansa Jaegera Lunda, który stał się kolejnym wła­
ścicielem, nieszczególnie się o nią troszczył. W roku
1976 ktoś włamał się do pomieszczeń, gdzie ją prze­
chowywano i dokonał wielu szkód. Podarto suknię Ju­
lii, dziecko zrzucono z piedestału, odłamując mu rękę
i szczękę. Trzy lata późnej nastąpiło kolejne włamanie
- wówczas Julia zaginęła i trudno było przypuszczać, że
zachowa się cokolwiek z jej szczątków. Znaleziona zo­
stała przypadkiem dzięki dzieciom z przedmieść Oslo,
które na wysypisku natknęły się na zmumifikowaną
rękę. Zawiadomiono policję, a ta odnalazła resztki Ju­
lii w wozie porzuconym nieopodal, po czym przekaza­
ła ją Instytutowi Medycyny Sądowej w Oslo.

„Pozbawiony języka i energii życiowej, wciągnięty
w proces rozkładu, trup jest przedmiotem trwogi i od­
razy, ale także szacunku, miłości, nienawiści. N a ile
jest już jednak rzeczą, a na ile jeszcze osobą?” - pisał
Louis-Vincent Thomas w książce poświęconej kultu­
rowemu stosunkowi do martwego ciała (Thomas
1991: 100). Martwą Julię można wprowadzić w prze­
strzeń rozrywki, jeśli nie będzie trupem-osobą.
Historię zabalsamowanej Julii da się opisać jako
negocjacje dotyczące tego, czy jej trup ma być osobą,
czy rzeczą, odpadem, surowcem czy towarem (na takie
trzy tryby uprzedmiotowiania trupa - na czynienie
z niego odpadku, surowca lub towaru - wskazywał
Thomas).3 Status trupa-rzeczy i trupa-osoby negocju­
je się wówczas, gdy rozważa się możliwość pochówku.
Głos w dyskusji pozwala wyrazić szersze kwestie świa­
topoglądowe. Ten motyw wchodzi w grę także wtedy,
gdy zakazuje się wystawiania mumii na widok publicz­
ny. Jest przedmiotem handlu, ocenianym ze względu
na zyski, które da się z niej ciągnąć. Kiedy ją kradną
i porzucają, na jakiś czas staje się odpadem. Thomas
pisał: „Widok zmarłego skłania do cofnięcia się, kon­
takt z nim powoduje strach. Do fizycznego manipulo­
wania trupem można więc przystąpić dopiero wtedy,
gdy sprowadzi się go do przedmiotu i usunie fantazma­
ty, jakie wywołuje jego wyobrażenie”. (Thomas
1991:106) Niemniej jednak mumia będzie bardziej in­
teresująca, gdy motyw trupa-osoby włączy się do gry
na innym poziomie i niejako wtórnie.
Julia będzie fascynująca, o ile negocjacje pozostaną
w toku. Potwierdzą bowiem graniczny charakter jej
ciała, ewokującego sens przekraczania fundamental­
nych dla kultury kategorii płci i gatunku, dzikości
i ucywilizowania, życia i śmierci.
N a fotografii wykonanej w 1970 roku w Malmo
w Szwecji widzimy kobietę ubraną w haftowany strój.
Stoi z nogą wysuniętą do przodu, jakby chciała posta­
wić krok; rękę wsparła na biodrze, głowę odwróciła
lekko w bok, jakby czegoś wypatrywała. Obok niej na
postumencie w postawie na baczność ustawiono
dziecko, prawie nagie - ma jedynie przepasane biodra
i buciki z cholewkami. (Bondeson 1999: 238)
Dziecko na fotografii zdecydowanie nie jest nowo­
rodkiem - wygląda na 2-3 lata. Daje to asumpt do
snucia kolejnych sensacyjnych narracji. N a stronach
internetowych znajdujemy jeszcze jeden wariant bio­
grafii Julii Pastrany: może chciała ona być kimś innym
niż kobietą-małpą, może zapragnęła żyć jak normalni
ludzie. Ogłoszono zatem śmierć jej i dziecka, a rosyj­
ski profesor wykonał model, który pokazywano jako
mumię. W pierwszych relacjach dotyczących ekspo­
zycji zabalsamowanej Julii nie ma mowy o dziecku widocznie ten falsyfikat dorobiono później. Mumia
wygląda podejrzanie - o czym piszą także Glyseth
i Touverud: „Twierdzono, że Julię zabalsamowano,
ale jej obecny stan wskazuje na to, że w którymś

***

Losy Julii - zarówno żywej, jak i martwej - można
potraktować jako historię egzemplaryczną, mówiącą
wiele o naturze spojrzenia kierującego się na ciała,
które zdają się „obce”, „dziwne”, „nienormalne”, a mi­
mo to łącze między nimi a cielesną naturą patrzącego
nie ulega wątpliwości. Jest to też opowieść o tym, w ja­
ki sposób przebiega kulturowe organizowanie spekta­
kli wykorzystujących dziwne ciała, a także o znaczeniu
nośnych, ale nieustannie modyfikowanych narracji,
bez których nie obędzie się wówczas, gdy ciało ma zy­
skać walor atrakcyjności. Jak widzieliśmy, tworząc sce­
niczną osobowość Julii, wykorzystywano wątki przygo­
dowe, romansowe i kryminalne, fantastykę, horror,
ale i dyskurs akademicki. Owłosiona kobieta żyła
w przestrzeniach granicznych, między jarmarczną roz­
rywką, gdzie jako istota hybrydyczna wpisywała się
w kategorię dziwolągów, a obszarem nauki, otwartym
na retoryczne działanie dyskursów anatomii, antropo­
logii, medycyny, historii naturalnej. Jej wizerunki po­
jawiały się w pracach antropologicznych i na kartkach
sprzedawanych jako pamiątki, a przeznaczonych do
mieszczańskich albumów. To miejsce uzyskała nie tyl­
ko na mocy swej kondycji fizycznej (dzisiaj określanej
jako patologia, hirsutyzm czyli nadmiernie owłosienie
i gingival hyperplasia, czyli przerost dziąseł), ale i dzięki
sposobom, w jaki wówczas społecznie regulowano sto­
sunek do dziwnych ciał (między innymi dzięki instytu­
cjom takim, jak pokazy osobliwości).
Po śmierci, tak jak i za życia, Julia Pastrana była
przedmiotem szczególnego zainteresowania w dwóch
obszarach: nauki i rozrywki - jakkolwiek różniły się
one od siebie w swych celach i procedurach, to w tym
wypadku wzajemnie się zasilały. Doszedł wówczas jesz­
cze motyw fantastycznego zachowania ciała, ale pro­
blemem stały się kwestie związane z tym, co należy
czynić z martwym ciałem, a czego robić nie wolno.2

44

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

fabułę, która da się potem zmienić na inną... Jak pisał
François Jacob w książce o grze możliwości: „Całe ży­
cie ludzkie, czy dotyczy to grupy czy jednostek, bierze
udział w ciągłym dialogu między tym, co mogłoby być,
a tym, co już jest. Mieszanina wiary, wiedzy i wyobraź­
ni tworzy przekształcający się nieustannie obraz tego,
co możliwe. Z tym właśnie obrazem porównujemy na­
sze pragnienia i nasze obawy. To, co w nim jest możli­
we, kształtuje nasze zachowanie i działanie. W pew­
nym sensie wiele działań ludzkich, takich jak sztuka,
nauka, technika czy polityka, jest tylko szczególnym
sposobem postępowania, każde za pomocą własnych
reguł: jest grą możliwości”. (Jacob 1987: 14)

momencie przynajmniej częściowo wypchano ją weł­
ną drzewną albo że wywatowano wypukłości tam,
gdzie anatomia doznała największych szkód. Czy Julię
zabalsamowano, a potem częściowo wypchano? W ja­
ki sposób zabalsamowane ciało uzyskało taką sztyw­
ność, że można je było eksponować bez widocznych
wsporników, tak jak działo się to od początków po­
śmiertnej kariery Julii, przynajmniej od roku 1862?
To znak, że wiele tajemnic otaczających Julię czeka
na wyjaśnienie”. (Glyseth, Touverud 2004: przyp.
6 rozdz. 6).
Czyżby cała jej pośmiertna historia była dramatycz­
nym przedstawieniem z fałszywymi aktorami i fabułą,
pisaną na zamówienie społeczne?
Czy ponad to pytanie nie należy przedłożyć innej
kwestii: dlaczego kultura w taki sposób opracowuje
wątki dotyczące cielesności granicznej i nie do końca
wyjaśnialnej? Dlaczego nieustannie pożąda ciał, wokół
których da się osnuwać pewne narracje? Historia Julii
(nieważne, czy prawdziwej czy nie) obrazuje społeczne
poszukiwanie obiektów, które mogą być użyte do two­
rzenia i odgrywania pewnych żywotnych kulturowo
narracji. Pokazuje też, do czego mogą prowadzić różne
praktyki wykorzystywania ciał, które okazały się po­
datne na implantacje owych narracji.
Scena, na której pojawiają się osobliwości takie jak
Julia, to przestrzeń ambiwalentna - kusi, przyciąga
i fascynuje, ale zarazem odpycha, wzbudza chęć posta­
wienia bariery między „ja” widza a światem form zabu­
rzonych i nieregularnych. Ci, którzy są odmienni
w sposób zauważalny - potwory ludzkie, monstra stanowią drwinę z pewnego porządku. Z przedziwnej
fascynacji taką odmiennością zrodziły się obrazy istot
cyklopicznych, gnomicznych. Zbiorowa wyobraźnia
powołała do życia centaury, minotaury, sfinksy, syre­
ny... Mitologiczne potwory często pojawiają się po to,
by ludzie musieli je pokonać. Wskazują też na jakiś in­
ny tryb istnienia niż ten, który odczuwamy jako co­
dzienną egzystencję; mówią o mocach, nad którymi
trudno zapanować. Wyobrażenia stworów mających
ciała w jakiś sposób podobne do ludzkich, a jednak
nie-ludzkie, odnoszą się do kwestii tożsamości indywi­
dualnej i zbiorowej, jednostkowego i kulturowego ist­
nienia. Rodzą się z pytań o to, co już nie jest ludzkie,
tylko nie-ludzkie, ponad-ludzkie, potworne...
Pytanie o granice stawiane jest w różnych obsza­
rach kultury - sfera publicznych pokazów to tylko je­
den z nich. Tutaj jednak szczególnie wyraźnie widać
sposób, w jaki kultura eksploruje sfery graniczne, wy­
korzystując do tego celu prawdziwe ciała: niech to co
ludzko-zwierzęce i ludzko-dzikie zmieni się w kobieco-męskie, niech potem przejdzie w żywo-trupie. Jeśli
będzie to zbyt drażniące, zbyt wątpliwe pod względem
moralnym, da się przedstawić ową graniczność jako
problem naukowy - problem, który można zmienić
w zagadkę; w zagadkę, z której można wysnuć fabułę;

Cytowana literatura
Altick, R.D. (1978) The Shows of London Cambridge Mass and Lon­
don, The Belknap Press of Harvard Univerity Press.
Bogdan, R. (1990) Freak Show. Presenting Human Odities for Amu­
sement and Profit Chicago and London, The University of Chicago
Press.
Bondeson, J. (1999) A Cabinet of Medical Curiosities New YorkLondon, W.W. Norton&amp;Company.
Darwin (1959) Zmienność zwierząt i roślin w stanie udomowienia (w:)
Dzieła wybrane t. III cz. II Warszawa, Państwowe Wydawnictwo
Rolnicze i Leśne.
Glyseth, Ch.H., Touverud, L. O (2004) The Tragic Story of the Vic­
torian Ape Woman Stroud UK, Sutton Publishing Ltd.
Jacob, F. (1987) Gra możliwości Warszawa, PIW.
Thomas, L.-V. (1991) Trup. Od biologii do antropologii Łódź, Wy­
dawnictwo Łódzkie.

Przypisy
1

45

„Pan Crawfurd widział na dworze burmeńskim mężczyznę
w wieku lat trzydziestu, którego całe ciało z wyjątkiem dłoni
i stóp pokryte było prostym, jedwabistym włosem, dochodzą­
cym na ramionach i wzdłuż kręgosłupa do pięciu cali długości.
Po urodzeniu włosy miał tylko na uszach. Dojrzałość płciową
osiągnął dopiero w wieku dwudziestu lat i wtedy także stracił
mleczne zęby, po czym wyrosło mu w górnej szczęce pięć stałych
zębów, mianowicie cztery siekacze i jeden kieł, w dolnej zaś
cztery siekacze: wszystkie zęby były małe. Człowiek ten miał có­
rę, która urodziła się z włosami wewnątrz muszli usznych,
wkrótce jednak włosy pokryły całe jej ciało. Kiedy kapitan Yule
odwiedził dwór, dziewczyna była już dorosła, a wyglądała dziw­
nie, bo nawet jej nos był gęsto pokryty miękkim włosem. Po­
dobnie jak ojciec miała tylko siekacze. Królowi udało się z tru­
dem przekupić mężczyznę, który ją poślubił. Z jej dwojga dzieci
czternastomiesięcznemu chłopcu wyrosły włosy w uszach, a po­
nadto wąsy i broda. Dziwna ta właściwość dziedziczyła się w cią­
gu trzech pokoleń, z tym że dziadek i matka nie mieli zębów
trzonowych. Nie wiadomo tylko, czy i dziecko będzie miało bra­
ki w uzębieniu.
Podobny wypadek zdarzył się niedawno w Rosji, a mianowicie
pięćdziesięcioletni mężczyzna oraz jego syn mieli twarze pokry­
te włosami. Dr Alex. Brandt przysłał mi opis tego wypadku wraz
z okazami niezmiernie cienkich włosów z policzka. Mężczyzna
ma braki w uzębieniu, gdyż posiada tylko cztery siekacze w szczę­
ce dolnej, a dwa w górnej. Jego syn w wieku około trzech lat ma
tylko cztery dolne siekacze. Jest to, jak stwierdza w swym liście
dr Brandt, niewątpliwie spowodowane zahamowaniem rozwoju
włosów i zębów. Widzimy więc, że te zahamowania muszą być

�040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz •

2

KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

niezależne od zwykłych warunków egzystencji, ponieważ wa­
runki życia wieśniaka rosyjskiego i tubylca z Burmy są jak naj­
bardziej różne”. (Darwin 303-304)
W roku 1996 ze strony duchowieństwa dochodziły głosy doma­
gające się, by zwłoki spalić lub pochować w katedrze w Oslo
zgodnie z ceremoniałem pogrzebowym. Motyw brakującego
ogniwa czy kobiety-małpy zdezaktualizował się i przestał w jaki­
kolwiek praktyczny sposób odnosić się do Julii. Wiadomo, że
była osobą ludzką i stosownie do tego należy traktować jej po­
śmiertne szczątki. Niech zatem nie będzie trupem-rzeczą.

3

Zob. także: „Uprzedmiotowienie trupa to odebranie mu wszel­
kiej wartości przypominającej istotę, jaką był. W optyce czysto
realistycznej poprzestać można jedynie na zjawisku biologicz­
nym, jakie reprezentuje; można także, nadal uznając w mar­
twym ciele atrybuty osoby, negować ją dla potwierdzenia swej
mocy, rozmyślnie traktując ją jako rzecz celem powtórnego za­
bicia.” (Thomas 1991: 100)

Masolino da Panicale, Kuszenie, 1426
(Kaplica Brancacci, Florencja)
www.abcgallery.com

46

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10005" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9983">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0afb70dbca9aa58791233f661003e8ca.pdf</src>
        <authentication>934a0eabdeb792495699c11d2230292d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119024">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6244</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119025">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119026">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119027">
                <text>PSL Konteksty - czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119028">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5821</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119029">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119030">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1, s.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119031">
                <text>Konteksty PSL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119032">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119033">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119034">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119035">
                <text>001 spis tresci 1_06.ps - 5/29/2006 4:38 PM

Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
♦ ANTROPOLOGIA KULTURY F ETNOGRAFIA F SZTUKAf
2006 rok LX nr 1 (272). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 15 zł
INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK, STOWARZYSZENIE LIBER PRO ARTE

s p i s

t r e ś c i

W o jc iec h M ic h er a Obraz - ciało - obraz ....................................................... 2
F r a n ç o is L iss a r r a g u e , A la in S c h n a pp Malarstwo Greków czy Grecja malarzy?
przełożył Wojciech Michera ..............................................3
C YNTHIA K l e st in e c Vesalius i kultura druku: publiczna sekcja zwłok
jako rytuał intymny
przełożyła Katarzyna Przyłuska ........................................15
J ONATHAN S im o n Technologia widzialna i niewidzialna. Anatom, ciało
i publiczność. Honoré Fragonard i Gunther von Hagens
przełożyła Katarzyna Przyłuska ........................................25
A n n a W ieczorkiew icz Kobieta-Małpa, Kobieta-Niedźwiedź.
Historia spojrzenia na Julię Pastranę ............................. 40
W OJCIECH M ic h er a Kompleks Echidny (Bestia wizualna).............................. 47
J AŚ E LSNER Patrzeć i mówić: ekfraza w ujęciu psychoanalitycznym
przełożył Wojciech Michera ............................................ 68
K a t a r z y n a M u r a w sk a -Mu t h e siu s Praca dowcipu rysunkowego
przełożyła Katarzyna Przyłuska ........................................82
Ł UKASZ Za r e m ba Wenecja - Kinszasa. Niewidzialne miasta ................... 89
A l e k s a n d r a M e l b e c h o w sk a -Lu ty Harmonia mundi. Kilka refleksji o obrazowaniu
Stanisława Fijałkowskiego ...............................................100
Ya n n is PAPADOPOULOS Dzikie zwierzęta - teatr - bogowie
przełożyła Iwona Kurz ..................................................... 110
S ZYMON W r ó be l Czarowanie reprezentacji.................................................119
ZBIGNIEW O siń sk i Dzieło Jerzego Grotowskiego jako przedmiot badań ..132
K a t a r z y n a B a r a ń s k a Dom - droga do Supraśla ...............................................158
Noty o autorach................................................................ 171
Summaries ......................................................................... 172
Contents..............................................................................177

1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10002" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9980">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/06c999524ba5c430b9f825e32734c3d6.pdf</src>
        <authentication>0d17180fd901b3dad67505f0b0391e04</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118986">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3602</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118987">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118988">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3379</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118989">
                <text>Opuszczone ołtarze zamieszkują demony / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118990">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.4-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118991">
                <text>Tokarska-Bakir, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118992">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118993">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118994">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118995">
                <text>Opuszczone ołtarze
zamieszkują demony
Joanna Tokarska-Bakir

Coz więc mamy robić?
Przemyśleć wszystko od początku
Czesław Miłosz, Ogród nauk

1. Przypowieść
W Martwej naturze z wędzidłem Zbigniew Herbert opowia­
da historię chińskiego cesarza Szy Hunag-ti. „ O t ó ż , ów cesarz
kazał otoczyć p a ń s t w o grubym murem, aby odgrodzić się od
tego, co inne, i spalił wszystkie księgi, aby nie słuchać
napominającego głosu przeszłości. Pod k a r ą śmierci zabronił
uprawiania wszelkich sztuk. (Ich całkowita bezużyteczność
ujawniła się z całą jaskrawością w obliczu tak ważnych z a d a ń
państwowych, jak budowanie twierdzy lub ścinanie głów
b u n t o w n i k ó w ) . Tedy poeci, malarze i muzycy ukrywali się
w górach i zagubionych klasztorach; wiedli życie banitów
tropionych przez sforę donosicieli. Na placach płonęły stosy
o b r a z ó w , wachlarzy, p o s ą g ó w , wzorzystych tkanin, przed­
m i o t ó w zbytku lub takich które m o ż n a było uznać za ładne
Dzieci kobiety mężczyźni chodzili w jednakowych strojach
w kolorze DODiohi Cesarz wvdał nawet woine kwiatom ich
polu kuzuł zasypać kamieniami Specjalny dekret stanowił że
0 zachodzie słońca wszyscy mają przebywać w domach,
szczelnie zasłaniać okna czarnymi zasłonami, bowiem - sam
wiesz - jakie szaleńcze obrazy potrafi m a l o w a ć wiatr, obłoki
1 światło zachodu.
Cesarz cenił tylko wiedzę i uczonych obsypywał zaszczytami
i złotem. Astronomowie przynosili mu co dzień wiadomości
o odkryciu prawdziwej lub urojonej gwiazdy, której służalczo
nadawano imię cesarza tak, że w k r ó t c e cały nieboskłon roił się
od świetlistych p u n k c i k ó w Szy Huang-ti I , Szy Huang-ti I I .
Szy Huang-ti I I I i tak dalej. Matematycy trudzili się nad
wynajdywaniem nowych systemów liczbowych, skompliko­
wanych r ó w n a ń , niewyobrażalnych figur geometrycznych,
wiedząc dobrze, że ich prace są jałowe i nikomu nie przyniosą
pożytku. Przyrodnicy obiecywali, że wyhodują drzewo, które­
go korona tkwi w ziemi a korzenie sięgają nieba, a także ziarno
pszenicy wielkie jak pięść
Na koniec cesarz z a p r a g n ą ł nieśmiertelności. Lekarze doko­
nywali okrutnych doświadczeń na ludziach i zwierzętach, aby
zdobyć tajemnicę wiecznego serca, wiecznej w ą t r o b y , wiecz­
nych płuc.
Ów cesarz, jak się często zdarza ludziom czynu, pragnął
odmienić oblicze nieba i ziemi, aby imię jego na zawsze
zapisało się w pamięci przyszłych pokoleń. Nie rozumiał, że
życie zwykłego wieśniaka, szewca czy handlarza warzyw jest
znacznie bardziej godne szacunku i podziwu - on sam
natomiast staje się bezkrwistą literą, symbolem pośród wielu
powtarzających się symboli szaleństwa i gwałtu.
Jak na tyle zbrodni, jak na tyle spustoszeń, jakie uczynił
w umysłach i duszach ludzi, śmierć miał okrutnie b a n a l n ą .
Udławił się gronem winnej latorośli. Aby s p r z ą t n ą ć go z po­
wierzchni ziemi, natura nie wysiliła się ani na orkan, ani na
potop."'
Działo się to w Chinach, w trzecim wieku przed naszą erą.
Historię tę Herbert umieszcza w ciekawym kontekście: czyni
ją wyjątkiem z listu wielkiego Johannesa Yermeera do A n ­
4

toniego van Leeuwenhoeka. przyrodnika, jednego z wynalaz­
ców mikroskopu. Przyjaciel ów p o k a z a ł Vermeerowi skłębio­
ny świat kropli wody w mikroskopowym powiększeniu,
śledząc bacznie konsternację tego, który w o d ę miał d o t ą d za
materię „ s z k l a n n i e " czystą, niezmąconą. Niewątpliwie pod
wpływem esprit d'escalier Vermeer pisze do niego pośpieszny,
nerwowy list: „Pojąłem, co chciałeś przez to wyrazić: że my,
artyści, utrwalamy pozory, życie cieni, kłamliwą powierzchnię
świata, a nie mamy odwagi ni zdolności dotrzeć do istoty
rzeczy. Jesteśmy, by tak rzec, rzemieślnikami pracującymi
w materii złudy, gdy Ty i Tobie podobni - jesteście mistrzami
prawdy."
Opowieść o szalonym cesarzu zostaje przywołana w tym
właśnie momencie. „ O t ó ż obawiam się - pisze dalej Vermeer
że Ty i Tobie podobni wyruszacie na niebezpieczną wyprawę,
k t ó r a przynieść m o ż e ludzkości nie tylko korzyści, ale także
wielkie, nie dające się naprawić szkody. Czy nie zauważyłeś, że
im bardziej środki, narzędzia obserwacji d o s k o n a l ą się, tym
bardziej cele stają się odległe i nieuchwytne. Z k a ż d y m nowym
odkryciem otwiera się nowa otchłań. Jesteśmy coraz bardziej
samotni w tajemniczej pustce wszechświata." Potem mowa jest
o dobrych intencjach, k t ó r e dziś pobłażliwie nazwalibyśmy
„ o ś w i e c e n i o w y m i " ; padają ważkie pytania: czym motywuje się
pragnienie wyprowadzenia ludzi z labiryntu przypadku i zabo­
bonu, czy wiadomo, w czym pomaga wiedza pewna i jasna,
albo j a k ą ulgę przynosi zastąpienie słowa O p a t r z n o ś ć słowem
konieczność.
„Zarzucisz mi pewnie - pisze w zakończeniu listu Vermeer
- że nasza sztuka nie rozwiązuje żadnej zagadki przyrody.
Naszym zadaniem nie jest rozwiązywanie zagadek, ale uświa­
domienie ich sobie, pochylenie głowy przed nimi, a także
przygotowanie oczu na nieustający zachwyt i zdziwienie. (...)
Narzędzia, j a k i m i posługujemy się są istotnie prymitywne - kij
z przytwierdzoną na końcu k ę p k ą szczeciny, p r o s t o k ą t n a
deska, pigmenty i oleje - i nie zmieniły się one od stuleci,
podobnie jak ciało i natura ludzka. Jeśli dobrze rozumiem
moje zadanie, polega ono na godzeniu człowieka z otaczającą
go rzeczywistością, dlatego j a i moi bracia cechowi po­
wtarzamy nieskończoną ilość razy niebo i o b ł o k i , portrety
miast i ludzi - cały ten kramarski kosmos, bo w nim tylko
czujemy się bezpieczni i szczęśliwi."
2. Spór
Inspiracją dla tego tekstu były wykłady i rozmowy z wybit­
nym polskim socjologiem pracującym w Leeds, Zygmuntem
Baumanem, który odwiedził Polskę w marcu 1993 roku.
Spotkanie to u n a o c z n i ł o m i , jak palącą s p r a w ą jest przemyś­
lenie sytuacji, w jakiej się dziś znaleźliśmy. Przełom post­
modernistyczny jest faktem. Zmiany geopolityczne, związane
z upadkiem komunizmu, usunęły ostatnie filary struktury
świata nowoczesnego, zaś „usunięcie siatki o d ł o n i ł o w n ę t r z e " ,
jak powiada Bauman. Rozpad biegunów obnażył kryzys pola.
Zakwestionowane zostały wszystkie wielkie narracje ery no­
wożytnej: „dialektyka Ducha, hermeneutyka znaczenia, wy-

�zwalanie się podmiotu myślącego lub działającego, tworzenie
bogactw" ,a wraz z nimi Postęp, Historia. Sens. Uniwersalizm
i Prawda. Znikają „wielcy bohaterowie, wielkie niebezpieczeń­
stwa, wielkie cele" , k o ń c z ą się wielkie teorie, ze sceny
chyłkiem schodzi „intelektualista".
Wielu m o ż e to dziwić, a jednak jest faktem: „przedstawienie
p o w o d ó w , dla których tak się stało, należy do spraw, o których
zakłada się, że są znane, chociaż nigdy nie zostały wyjaśnione
ani przedyskutowane."* Przełom postmodernistyczny odbył
się więc z zachowaniem wszystkich reguł rewolucji opisanych
przez Thomasa Kuhna: jest nawróceniem. Zostały przeform u ł o w a n e zadania nauki - porozumienie, konsensus, prze­
stają być celem. Celem staje się spór, sytuacja gdy „konflikt
między dwiema (co najmniej) stronami nie m o ż e zostać
sprawiedliwie rozsądzony z powodu braku reguły, k t ó r ą
dałoby się z a s t o s o w a ć do obu interpretacji" . Regułą staje się
permanentny spór. „Interesując się zjawiskami nierozstrzygalnymi, granicami ścisłej kontroli, kwantami, konfliktami zwią­
zanymi z niepełną informacją, katastrofami, pragmatycznymi
paradoksami, nauka p o n o w o ż y t n a (postmodernistyczna)
tworzy teorię swej własnej ewolucji j a k o procesu nieciągłego,
katastroficznego, nieprostowalnego i paradoksalnego. Zmie­
nia ona sens słowa »wiedza« i m ó w i . w j a k i s p o s ó b ta zmiana
może nastąpić. Zamiast poznania, dostarcza tego, co niepoznane, i sugeruje taki wzorzec uprawomocnienia, który nie ma
nic wspólnego z największą skutecznością, ale nawiązuje do
istnienia różnicy, rozumianej j a k o paralogia."*
Co dzieje się w tej sytuacji z przedmiotem b a d a ń ant­
ropologii kultury, k t ó r a p o n i e k ą d żyje z łagodzenia sporów?
W odróżnieniu od np. Karla Poppcra, ufającego w możliwość
krytycznej debaty nad założeniami d w ó c h obcych sobie ob­
razów świata i w szansę wzajemnego porozumienia, osiągane­
go przez różne kultury, tradycje i okresy historyczne, cytowani
powyżej prorocy postmodernizmu d o k o n u j ą jego dosłownej
likwidacji. I tak, Lyotard twierdzi, że „ n a w e t w obrębie
ograniczonej w s p ó l n o t y językowej i kulturalnej wypowiedze­
nie dowolnego zdania m o ż e się stać okazją do sporu, to znaczy
nierozstrzygalnej różnicy stanowisk, k t ó r ą p r z e d y s k u t o w a ć
i uregulować m o ż n a tylko pod warunkiem wymyślenia jakie­
goś wspólnego, na razie nie istniejącego »języka«. M ó w i ć
należy ¡117 nie tvle o niewspółmierności różnych językom
i kultur, co wręcz o niewspółmierności zdań (...) w obrębie tego
samego j ę z y k a . " W miejsce zwykłych sentymentalnych, idyl­
licznych koncepcji komunikacji j a k o procesu służącego poro­
zumieniu, pojawia się atomizacja, dezintegracja, językowy
i kulturalny chaos. M ó w i ą c językiem hermeneutyki, niezdol­
ność do rozmowy osiąga swoje apogeum. Na wieży Babel
następuje apokalipsa.
Wobec zagrożenia wielką niejasnością nazw, pomieszania
pojęć, uchylenia z a k a z ó w i najświętszych reguł, m o ż n a za­
chowywać się na dwa sposoby: albo tkwić z boku, licząc na to,
że zlekceważenie huraganu zwiększy szansę przeżycia, i znowu
wszystko będzie jak dawniej, albo z a a n g a ż o w a ć s i ę po którejś
ze stron sporu o „nowoczesny modernizm" , sporu o m i n i o n ą
nowoczesność.
Ci, którzy znają Księgę przemian , przypominają sobie być
może heksagram X V I I I , Naprawianie zniszczeń. Lekcja tego
heksagramu, „ n a p r a w i a to, co zniszczył jego ojciec", w zro­
zumiałym dla Europejczyka języku oznacza po prostu „ s y n o ­
wski stosunek do tradycji" (Goethe), branie odpowiedzialno­
ści za całość dziedzictwa, także za popełnione przez p r z o d k ó w
winy. Debata nad modernizmem wydaje się nieuchronna
właśnie dlatego, że jest to rozsądne. Jednak najważniejszy, bo
moralny p o w ó d , skłaniający do tej dyskusji, został wyar­
tykułowany przez Zygmunta Baumana: w naszej nowoczesnej,
racjonalistycznej społeczności, na wysokim szczeblu rozwoju
naszej cywilizacji, u szczytu d o k o n a ń ludzkiej kultury pojawił
2

3

5

7

8

9

10

się Holocaust. „ U z n a n i e s p r a w c ó w Holocaustu za odchylenie,
anomalię naszej cywilizacji, a nie za jej prawowity produkt
- odrażający, lecz zgodny z jej logiką - nie tylko daje moralny
komfort samooczyszczenia."
„Jest także o z n a k ą niebez­
piecznej i potencjalnie samobójczej g ł u p o t y . " Zdanie: „ i m
bardziej «tamci» są godni potępienia, t y m mniej p o w o d ó w do
niepokoju mamy « m y » " , ś w i e t n i e znane etnografom z prak­
tyki zawodowej, warto też czasem wziąć do siebie. W i n ą ,
0 której t u mowa, jest coś, co (czyniąc p o d w ó j n ą aluzję do
znanego określenia Czesława M i ł o s z a * i dyskusji nad post­
modernizmem) m o ż n a by nazwać modernistycznym
ukąsze­
niem. Rozpoznanie go w sobie w kategoriach winy oznacza
konieczność konfrontacji z atakiem, k t ó r y postmodernizm
przypuszcza na rozum, prawdę, rację, porozumienie, uniwer­
salność natury ludzkiej, czystość intencji poznawczych, na
samo j ą d r o racji bytu antropologii kultury i innych humanis­
tycznych dyscyplin.
D u ż o łatwiej oczywiście powiedzieć - a czyni tak wielu
farbowanych p o s t m o d e r n i s t ó w - że (jak za Heglem i Kojevem
twierdzi Francis Fukuyama) historia już dawno się skończyła,
1 może co najwyżej p o w t ó r n i e się zacząć, a zatem nie obciąża
nas ż a d n a odpowiedzialność za Rozum i jego winy, za
nowoczesność i jej wypaczenia. M o ż n a też powiedzieć - j a k
czyni to wielu współczesnych integrystów, mimowolnych
p o s t m o d e r n i s t ó w a rebours, że właśnie się przed chwilą
poprawiliśmy, że nasze „ w a r t o ś c i " g w a r a n t u j ą , że j u ż nigdy
więcej... Złudzenia te, składające się na całość, k t ó r ą p r ó b n i e
nazwałem zjawiskiem superalienacji , rozwiewa lektura No­
woczesności i zagłady.
Jest jednak także druga strona medalu. Postmodernizm
(rozumiany tu w kształcie zbliżonym do p o g l ą d ó w J.-F.
Lyotarda), w swym n a m i ę t n y m proteście przeciw rozumowi
i jego uproszczeniom stosuje bardzo modernistyczną stylis­
tykę. Zachodzi podejrzenie, czy nie czerpie on z korzeni tej
samej rośliny, którą stara się w y k a r c z o w a ć . Dlatego w ar­
tykule tym chciałbym przyjrzeć się krytycznie obu stronom
konfliktu, najpierw modernizmowi, potem zaś modernistycz­
nym uwikłaniom postmodernizmu.
11

1 2

13

1

1 s

16

3. Archetyp modernizmu
Zanim wdamy się w n i e u n i k n i o n ą d e b a t ę nad jego statusem,
zanalizujmy opowieść o chińskim cesarzu, traktując ją j a k o
stosunkowo pełny, bo spointowany przez czas, przekaz za­
c h o w a ń modernistycznych z I I I wieku przed Chrystusem.
Tak więc, po pierwsze, ó w chiński cesarz mial dość typowe
maniery władców ( „ k a z a ł otoczyć p a ń s t w o grubym murem,
aby odgrodzić się od tego, co inne"), ale w swym pragnieniu
odróżnienia się od p o p r z e d n i k ó w ( „ p r a g n ą ł odmienić oblicze
nieba i ziemi", „spalił wszystkie księgi, aby nie słyszeć
napominającego głosu przeszłości") p o s u n ą ł się do granic
dziwactwa: w p r o w a d z a j ą c własny kalendarz z a i n a u g u r o w a ł
nową erę, wybrał liczbę-wzorzec (szóstkę!), regulującą wszyst­
kie miary w państwie (w t y m także liczbę koni w zaprzęgu
i wysokość czapek urzędników), przetopił b r o ń całego cesarst­
wa. D o rangi cnoty podniósł p o r z ą d e k i regularność („wszyst­
ko miało być rozstrzygane zgodnie z Prawem i Sprawiedliwoś­
cią, a nie w oparciu o D o b r o ć czy D o b r o c z y n n o ś ć " ) . Nade
wszystko ceniąc Rozum i Rację oczyścił życie kraju ze
zbytecznych, a rozpraszających umysł e l e m e n t ó w („zabronił
uprawiania wszelkich sztuk", „płonęły stosy o b r a z ó w , wach­
larzy, p o s ą g ó w , wzorzystych tkanin, p r z e d m i o t ó w zbytku lub
takich, które m o ż n a było u z n a ć za ł a d n e " , „ w y d a ł nawet
wojnę kwiatom; ich pola kazał zasypać kamieniami", „chodzi­
li w jednakowych strojach w kolorze p o p i o ł u " , „ o zachodzie
słońca wszyscy mają p r z e b y w a ć w domach, szczelnie zasłaniać
okna czarnymi z a s ł o n a m i " ) : w szczególności tępił p o e t ó w .
17

5

�malarzy, m u z y k ó w , „cenił tylko wiedzę i uczonych obsypywał
zaszczytami i z ł o t e m " . W ś r ó d faworytów wymienia się astro­
n o m ó w m a t e m a t y k ó w p r z y r o d n i k ó w Z czasów cesarza Szy
wany przeciw „reakcyjnym

S

"

.

S

K

i

S

aoistom_

ü

É

e

jej chwałę

Czemu!nie kOTtroWać jej biegu i nie wykorzystać?
Na pory roku patrzycie z szacunkiem i uległością,
Czemu nie reagować na nie działaniem stosownym do pory?
Opieracie sie na rzeczach i podziwiacie je,
Czemu ich me przekształcać w oparem o własne zdolność.?

S u ™ p ™ ^ w ™ S ^ r ^ 2 ' nich pożytku?
Dlatego też twierdzę: negować człowieka i spekulować o Naturze
Znaczy: nie rozumieć, na czym polega wszechświat.-*
W imaginarium cesarza Szy Huang-ti moglibyśmy uloko­
wać wszystkie diabelskie atrybuty XX-wiecznego moderniz­
mu: palenie książek, upraszczanie kultur, upraszczanie alfa­
b e t ó w " , upraszczanie c h a r a k t e r ó w . o d w r a c a n i e biegu rzek,
rozpalanie sztucznych słońc, wysiedlanie całych n a r o d ó w ,
Holocaust i kambodżariskie pola śmierci, wielką symplifikację
życia, p o d p o r z ą d k o w a n e g o wyraźnym racjonalnym celom,
humanizmracjonalizm ogarnięty poczuciem misji, edukujący
p r z e z p r a c ę i śmierć kochający ludzkość ale ż a d n e g o pojedyńczeco człowieka
W poszukiwaniu idei przewodniej tej ematwaninie win

współczesnej „technice m o t o r ó w " . Nie pozwala ona, by
rzeczy, k t ó r e wytwarza, stawały się s o b ą , a nie tylko
od-tworzeniem czegoś innego. Nie wydobywa bytu, lecz
stawia m u warunki: żąda od przyrody energii, k t ó r ą chce
zmieniać i m a g a z y n o w a ć . Technika tradycyjna, nienowoczes­
na, jest inna: „ c h ł o p nie wyzywa gleby", spław drewna nie
przymusza rzeki do niczego Nie zmienia krajobrazu most ani
wiatrak. Przekształca go jednak przemocą siłownia, zmechani­
zowany przemysł spożywczy i technika j ą d r o w a . Dla Heideg­
gera technika a prócz niej sprowadzona do rangi przedmiotu
kultura i przyroda są spełnieniem metafizyki w o l i która
organizuje! obrachowuje samą siebie" " w fazie jej planetar­
nego zapanowania" Taka technika w niespotykanym stopniu
zakrywa przed człowiekiem p r a w d ę bycia ponieważ ujmując
przyrodę jako przedmiot człowiek już nigdzie nie spotyka
dziś siebie tzn swej i s t o t y " * W technice nie są groźne jej
wytwory iako takie ale nieposkromiona wola a raczej samo-wola k t ó r a ie ożywia T y m co śmiercionośne nie jest
b ^ t a atomowa ( ) iako taki oto specSny^mechanizm do
2

20

se., jedności, całosc. posuwa s.ę do przemocy, która jest
„ p r ó b ą restauracji jedności sensu
. Levina* twierdz, ze tej
ulubionej zabawy nauczyła Europejczyków filozofia grecka,
zjej koncepcją jednorodnego świata, myślenia systemowego,
uchylającego r ó ż n o r o d n o ś ć rzeczy wskutek ich partycypacn
w bycie i z zasadą .dentycznosc.. „ U k a z u j ą c e się w wojnie
obhcze bytu utrwala s.ę w pojęc.u całości (totalite), k t ó r e
dominuje nad filozofią z a c h o d n i ą " " - pisze Lćyinas.
Totalizm jest z pewnością nieodłącznie związany z letalną
skazą modernizmu, jest jednak kategorią przede wszystkim
formalną, my zaś poszukujemy takiego symptomu, który
odsłoniłby „esencjalny" trop modern.zmu. Za jego oścień
m o ż e uchodzić raczej zdeprawowana, wynaturzona technika
w kształcie opisywanym przez Martina Heideggera. Ł a t w o
wyliczyć najważniejsze jej przejawy: „ n a u k ę , poszukującą w tej
chwili głównie władzy; p a ń s t w o totalitarne (nawet gdy nie jes
nim jawnie)- zakrycie acrunr «wyniszczenie z.emi i zatracenie
przez człowieka jego istoty» (Wstęp do metafizyki)'"-* Poglądy
H e i d e i e r a na t e c h n . k • e w o l u o w a ł y od czasu przedstawienia
" h we
H938) o d c h o d z ą c ód określeń formalnych (techn ka iako
nstrument środek do « l u T k í
e S S n v Í S L n i e

kiego pojmowania techne występującej często razem z epistenw, Heidegger ujmuje technikę jako szeroko r o z u m i a n ą
wiedzę p r a k t y c z n ą , znajomość przyczyn , zasad rzeczy. Do jej
zrozumienia wiele wnosi arys otelejskie rozróżnienie architektonon-che,rotekton(Metafizyka
98 l b ) . tego, który zna zasadę
(arche) . jest swtadom istoty praktyk,, i k o g o ś , kto jest
rzem.esln.kiem, „pracuje ręcznie", „ n . e w.edząc, co czyni, tak
jak płonący o g i e ń " " . Dlatego techne jest nie tylko wytwarza­
niem czy też odtwarzaniem „ b y t ó w " , ale także odsłanianiem
„ b y t u " . Nawiązując do terminologii rozwijanej przez Gadamera, m o ż n a by powiedzieć, że jest czymś więcej niż kopiowa­
n i e m - jest reprezentowaniem, wydobywaniem idei. Takie
rozumienie techniki niewidoczne jest jednak zupełnie we
26

6

Gromadząc S e

przynSTi

^icrim^oSTSfa

Cczłowiekiem
Śd sz^zSZym^ " Czy w
2

u a S S S ^ t a moderLr cznego satrapy z I I I wieku p n.e ?
Dla Heideggera uprzedmiotowienie świata, widoczne we
współczesnej nauce i technice, jest sprzężone z indywidualiz­
mem i subiektywizmem nowoczesności. „ I m mianowicie szer­
szy jest zakres dyspozycyjności podbitego świata, i m obiek­
tywniejszy pojawia się obiekt - tym subiektywniej, tzn.
natrętniej wywyższa się subiectum, tym bardziej niepowstrzy­
manie obserwacja świata i nauka (die Lehre) o świecie
przekształcają się w n a u k ę o człowieku, w a n t r o p o l o g i ę . " N a
ironię zakrawa, że tę najbardziej subiektywną, bo do pozycji
kartezjańskiego podmiotu przykrojoną wiedzę (mowa tu
0 antropologii w sensie metafizycznym, o antopocentrycznej
wiedzy uprzedmiotowiającej, nie zaś o antropologii kultury),
od p o c z ą t k u nauki nowoczesnej nazywano „ o b i e k t y w n ą " .
Najpotężniejszym przesądem poznawczym jest, jak powiada
Gadamer, iluzja wolności od przesądów.
Człowiek - król zwierząt, środek świata, miara wszech­
rzeczy, wynalazca i użytkownik języka, cóż w t y m złego? Jest
to złe, o ile złem jest nie-wiedza, zakrycie prawdy, i błądzenie
w jego wyniku. Taka sytuacja może pochlebiać ludzkiej
próżności Jednak „ z a g r a ż a człowiekowi śmiercią jego istoty",
nie m ó w i ą c o t y m , czym zagraża roślinom, zwierzętom
1 m i n e r a ł o m . Świat, w k t ó r y m p o d s t a w ą pewności jest czło­
wiek jako podmiot, rozstrzygający, co jest, a co nie jest bytem,
zostaje zagrożony ludzkim woluntaryzmem, „bezwzględnoś­
cią nagiego chcenia w sensie rozmyślnego samorealizowania
się we wszystkim". Człowiek opanowuje świat w złudzeniu, że
jest panem bytu. Zamiast p o d d a ć sie prawdzie, zaczyna
p o d d a w a ć p r a w d ę sobie, czyniąc z niej środek rozszerzenia
swej władzy nad b y t e m , " Prawda staje się instrumentem
panowania M ą d r o ś ć rozłącza się z inteligencją tą „imitacją
ducha maskującą jego brak" (Wstęp do metafizyki), i ob­
umiera Dlatego antropocentryzm który wypisuje sobie na
sztandarach hasła humanizmu, zawsze unieszczęśUwia kon­
kretnych empirycznych l u d z i Współczesne postmodernis­
tyczne pomieszanie języków podobnie jak jego p r a w z ó r na
Wieży Babel, przychodzi jako kara za o w ą hybrS.
y

3 0

32

4. Postmodernizm modernizmem podszyty
„Najbardziej nawet radykalna kontestacja filozofii zmuszo­
na jest w fatalny (...) sposób przyjąć formę, logikę, oraz
immanentne postulaty p o d w a ż a n e g o przez nią dyskursu filo-

�•

33

zoficznego" - pisze Jacques Bouveresse. C h c ą c u n i k n ą ć
powtórzenia i utrwalenia zwalczanych przez siebie grzechów,
postmoderniści uciekają się zatem często do techniki dobrze
znanej azjatyckim filozofom, do techniki łącznej negacji, czy
też binegacji: ani to, ani to. T o wrażenie kompulsywnego
unikania ryzyka, wiążącego się z posiadaniem p o g l ą d ó w ,
pogłębia się, gdy usiłują u n i k n ą ć krytykowanego przez siebie
antropocentryzmu. Foucault powiedział kiedyś, że chciałby
pisać tak. jakby nie miał t w a r z y . Dystans do kultury własnej
generacji, odmowa identyfikacji z j a k ą k o l w i e k historyczną
wspólnotą, zakaz zapożyczania pojęć opisowych z charak­
terystyki, j a k ą opisywanej rzeczywistości nadaliby sami jej
uczestnicy - wszystko są to symptomy modernistycznego
ukąszenia. W chwilę po wykazaniu, że każde pojęcie prawdy,
wiarygodności, p r a w o m o c n o ś c i , obiektywności zawiera w so­
bie z konieczności pierwiastek antropocentryczny, w k t ó r y m
nie ma nic niestosownego, bo prawda, obiektywność i wiary­
godność całkowicie go pozbawione są nonsensem, postmoder­
nizm natychmiast dystansuje się do swego odkrycia. Naj­
wyraźniej go nie unosi, przerysowuje, aż w k o ń c u mu za­
przecza. Zrozumienie dziejowości rozumienia, uwikłania
w przesądy swego czasu i miejsca jest wielkim, nie k o ń c z ą c y m
się wyzwaniem, z k t ó r e g o trudno wyjść zwycięsko, z za­
chowaniem twarzy i dobrego o sobie mniemania. Zamiast
mozolić się nad zasadami i bez końca tłumaczyć z n a d u ż y ć ,
o ileż łatwiej ogłosić bezzasadność wszelkich roszczeń. Tyle, że
całkowity dystans do własnej jaźni jest t a k ą s a m ą niewolą jak
psychiczna niewolność. całkowity brak dystansu do własnej
jaźni. Wpadamy w p u ł a p k ę , o p i s a n ą w paradoksie przez
Reinera Wiehla: „wielu ludzi nie może zmienić swego życia, bo
nie może przyjąć swej własnej istoty, i nie może przyjąć swej
własnej istoty, bo nie może zmienić swego ż y c i a . " Absolutny
relatywizm to bezruch, sztywność, łudząco podobna do kostyczności antyrelatywizmu. Nie jest to prawdopodobnie przy­
padek, że pisma Michela Foucault i niektórych innych postmodernistów tak często p r z y p o m i n a j ą styl filozofów anality­
cznych. Czarnowidztwo poznawcze dzisiejszych postmodernistów było wcześniej triumfalizmem rozumu naukowego.
Nieobecność p o d m i o t u jeszcze bardziej niż w strukturalizmie unaocznia się w koncepcji języka autonomicznego, języka
bez koniecznego znaczenia , języka-kłącza, z k t ó r e g o bulwy
na wszystkie strony wyrastają różne lokalnie rozbłyskujące
sensy. Metafora kartezjańskiego drzewa filozofii, w której
przez wiele lat odzwierciedlała się n o w o ż y t n a idea osiadłej
racjonalnej myśli, zostaje z a s t ą p i o n a metaforami z obszaru
stepu i t r a w .
Podobne zmiany nastąpiły w sferze ludzkich z a c h o w a ń . Jak
powiada Zygmunt Bauman, postać pielgrzyma, weberowski
znak ducha protestantyzmu, została z a s t ą p i o n a trzema znacz­
nie mniej podniosłymi figurami: koczownika, a gdy się okaza­
ło, że i jego drogi są niewspółmiernie regularne do chaosu
świata, włóczęgi i t u r y s t y . P o c z ą t k o w o opozycja istnieje
pomiędzy pielgrzymem, człowiekiem podążającym do z góry
określonego celu, który nadaje sens k a ż d e m u stadium jego
życia, i koczownikiem, k r ą ż ą c y m po kole czasu. W związku
z zaniknięciem regularności „ p r z e m i a n sezonowych", para ta
została wyparta przez figury włóczęgi i turysty. Włóczęga
wędruje bez ustalonej trasy, przemierzając przestrzeń po­
zbawioną jakiejkolwiek semiotycznej struktury. Konstruuje
trasę ad hoc, nie wie jak d ł u g o będzie w drodze, gdzie
przypadnie ani jak d ł u g o potrwa następny postój. Trasa nie
zależy od niego, tylko od okoliczności. T y m , co utrzymuje go
* ruchu, jest rozczarowanie i nadzieja: „ d o przodu p o c i ą g a n y
Przez nadzieję n i e s p r a w d z o n ą , od tyłu popychany przez
nadzieję niespełnioną". W o l n o ś ć włóczęgi jest wolnością kra­
dzioną. Inaczej turysta, k t ó r y m o ż e sobie tę wolność kupić.
Porusza się on po przestrzeni ustrukturyzowanej przez innych
34

35

36

31

38

39

40

turystów. Jest to przestrzeń sztuczna i kiczowata, ukształ­
towana według uproszczonej wizji z bedekera. Świat funkc­
jonuje w niej j a k o dostarczyciel w r a ż e ń , niewyczerpywalne
zagłębie przyjemności. Z a p ł a t a gwarantuje turyście nieograni­
czone prawa, z prawem do moralnej ślepoty włącznie, zdej­
muje z niego wszelką o d p o w i e d z i a l n o ś ć . N a wielkich wakac­
jach żyje się w wakacyjnym, k a r n a w a ł o w y m tempie, świat jest
„ r z a d k i " nieciągły wybiorczo konsumowany całkowicie
uległy Turysta ma prawo i g n o r o w a ć tubylcze znaczenia
Z tubylcami porozumiewa się w s p o s ó b zrytualizowany Jest
blisko ludzi, a jednocześnie nieskończenie od nich daleko."
W tei wizii nie ma mieisca na światłocień lei istotę stanowi
wszechogarniające wyobcowZie.
'
5. Jak możliwa jest tubylczość?
Wraz z tym pytaniem docieramy do terytorium, na k t ó r y m
rozstrzyga się istota sporu modernizmu z jego radykalnym
następcą. Umberto Eco w znanym Poslowiu do Imienia róży
interpretuje postmodernizm j a k o p e w n ą d u c h o w ą formę,
„ m o m e t " czy też punkt przegięcia, od k t ó r e g o rozpoczyna się
schyłek każdego okresu kulturowego. Czy w naszej ponowoczesnej epoce, k t ó r a straciła n a i w n o ś ć i r o z p o z n a ł a siebie
sama
m o ż n a odzyskać utracona niewinność wyiść Doza
cytat metajęzykowa grę m a s k a r a d ę ' ' Czy świat tubylczy
zamknięty jest przed nami'na głucho'' Są to pytania k t ó r e jak
żadne inne powinny dziś o b c h o d z i ć etnografa.
'
41

Oznaczają one nic innego j a k tylko pilną o d p o w i e d ź na
pytania kolejne: o „ d o m " , o „ z a - d o m o w i e n i e " , o „ s w o j s k o ś ć "
i o „przyswojenie", o „ o b c o ś ć " i o „ w y - o b c o w a n i e " . Jeśli
modernizm, zgodnie ze swoją n a z w ą (a i zgodnie ze swoją
p r a k t y k ą ) , jest p r ó b ą powiedzenia czegoś nowego, to wysiłkiem
odpowiedzi na te wszystkie pytania będzie kierować intencja
z gruntu odmienna: chodzić m i będzie o powiedzenie czegoś
bardzo stareeo. do czeao wszakże właśnie no to aby rióiść
dalej. t r z e b a V r a z powrócić.
'
Naszym przewodnikiem po tym starym terytorium będzie
spór Levinasa z Heideggerem o istotę miejsca, zamieszkiwania
i wykorzystania, spór zaciekły i podszyty resentymentem.
a jednocześnie dobroczynny, bo pogłębiający problematyczność wszystkich naszych p y t a ń . Obaj filozofowie pełni są
sprzeczności. Pięknie mówi Levinas: „zamieszkiwanie nie
umieszcza sie w świecie obiektywnym lecz świat obiektywny
umieszcza się w pewnym stosunku do mojego zamieszkiwa­
n i a " ' Jednoczesne jednak przyjmując kartezjańskie pojęcie
przestrzeni i świata (jako res extenla rozciągłości)
filozof
popada w n a t u r a l i z m gdy interpretuje Miejsce jako miejsce
w świecie obiektywnym Wrośnięcie w pejzaż przywiązanie
do Miehca
b e z l o ó r e e o ' świat straciłby znaczenie i ledwie
m ó d b v śmieć ó w
4

43

^«SL^SmJSrt

1961 S a s
n!e m ó e 7 o r z e w i d z i e ć nosTmodernizmu
cały i e s o a r t y k u l I ł a T z n l e

byćmożliwy si^orS

toteż

w s ^

CU

Czy rzeczywiście Heidegger dal p o d s t a w ę do takiej interp­
retacji swojej koncepcji miejsca, skoro p o d s t a w o w ą cechą
zamieszkiwania, cechą tworzącą miejsce, jest jego zdaniem
postawa nietechniczna, nieuprzedmiotowiające chronienie
czegoś, otaczanie opieką, „ p o z o s t a w i a n i e czegoś w jego is­
tocie"? „ R a t u j ą c Ziemię, nie w ł a d a m y nią, nie p o d p o r z ą d 7

�kowujemy jej sobie
od władania i p o d p o r z ą d k o w y w a n i a
sobie tylko krok do bezgranicznego wyzysku" - pisze w Budo­
wać, mieszkać, myśleć* . Dopiero nauczywszy się
mieszkać,
człowiek będzie miał miejsce, nie odwrotnie. Sądzę, że interp­
retowanie miejsca w duchu naturalistyczno-kartezjańskim,
jest interpretacją w duchu Się, która sama siebie uchyla: można
bowiem mieszkać w jednym miejscu cale życie i nigdy go nie
za-mieszkać, można też całe życie być w drodze, wszędzie będąc
u siebie. Warto rozważyć tę kwestię w odniesieniu do figur
włóczęgi i turysty.
Kolejny spór dotyczy zadomowienia i wyobcowania. „ P o ­
gaństwo - pisze Lévinas - to duch lokalny: nacjonalizm od
strony tego, co okrutne i bezlitosne, a więc bezpośrednie
naiwne i nieświadome. Drzewo rośnie i zagarnia dla siebie
wszystkie soki ziemi. L u d z k o ś ć zakorzeniona, posiadająca
Boga wewnętrznie wraz z sokami, które d o c h o d z ą do niej z jej
ziemi, jest ludzkością lasem, ludzkością przedludzką. Nie
należy d a ć się zwieść pokojowi lasów." „Wszelkie słowo jest
wykorzenieniem. Wszelka rozumna instytucja jest wykorze­
nieniem. Powstanie rzeczywistego społeczeństwa jest wykorze­
nieniem - kresem egzystencji, w której «u siebie» jest ab­
solutem, w której wszystko pochodzi od wewnątrz. P o g a ń s t w o
to zakorzenienie, niemal w znaczeniu etymologicznym. Poja­
wienie się Pisma nie jest p o d p o r z ą d k o w a n i e m ducha literze,
lecz zastąpieniem rodzimego gruntu l i t e r ą . "
I znowu spór filozofów dotyczyć będzie każdego słowa.
Światu dojrzalej, świadomej siebie religii Pisma, Lévinas
przeciwstawia p o g a ń s t w o „ o węźlastych korzeniach", pojmu­
j ą c je j a k o naiwność i nieświadomość, nieokrzesaną i niepiś­
mienną. Zacznijmy od końca: dlaczego wszelkie słowo jest
wykorzenieniem? Czy „być u siebie" znaczy tylko: być
bezwiednie, „tak jak płonący ogień", by przywołać w tym
miejscu cytowane wcześniej arystotelejskie rozróżnienie architekton-cheirotekion? Czyż nie mieszka się w języku? Wspo­
mnijmy Sto lat samotności, co stało się z mieszkańcami domu
w Macondo, gdy zaczęli z a p o m i n a ć nazw p r z e d m i o t ó w ? Jak
widać, różne rozumienia domu, zamieszkiwania i wyobcowa­
nia skrywają diametralnie różne podejścia do języka i czasu,
rozbieżne ontologie i mity stwórcze.
Hermeneuci (oprócz Heideggera mam tu na myśli przede
wszystkim H . - G . Gadamera), głosząc język j a k o „ d o m bycia",
stwierdzają, że mówienie nie przychodzi po stworzeniu *, ale,
0 ile jest nazywaniem „ i s t o t n y m " , czyli „ w ł a ś c i w y m " " p r z y ­
daje rzeczom bytu, wydobywa ich istotę, pozwala, by stalr się
sobą. Jeśli uznajemy, że to właśnie język uczynił człowieka
człowiekiem, k r ó t k o m ó w i ą c , jeśli akceptujemy językowy
przełom, j a k i d o k o n a ł się w filozofii zachodniej, zadomowie­
nie nie będzie nam się kojarzyć z nieświadomym i ciemnym,
„ p o g a ń s k i m " trwaniem w milczeniu, ale właśnie z „pełnią
mowy". Pojawia się jednak warunek: tak j a k świat jest
światem wtedy i tylko wtedy, gdy staje się w języku, tak samo
język jest językiem wtedy i tylko wtedy, gdy przedstawia się
w nim świat. (Jest w tym nakaz przedstawieniowości, istotny,
bo zwalczany przez p o s t m o d e r n i s t ó w ) . ' Warunkiem prawdy
jest by język był Mitte, medium, dzięki k t ó r e g o dwie należące
do siebie rzeczywistości, myślenie i bycie, a także człowiek
1 świat, m o g ą się r o z p o z n a w a ć . Tak więc właściwe słowo nas
oswaja, zadomawia, podczas gdy słowo niewłaściwe, nieauten­
tyczne - odbiera nam siebie, wpycha nas w wyobcowanie.
Powiedzieliśmy j u ż o różnicy p o g l ą d ó w na temat obcości
wewnętrznej. A co z zewnętrzną'' K i m jest obcy i j a k możliwe
jest z nim porozumienie? O d p o w i e d ź Lévinasa jest heteronomicznym nakazem przedkładania T y ponad Ja, nieoczekiwaniem wzajemności, „etyką, wyprzedzającą ontologie".
Trzeba wszakże p a m i ę t a ć , że ó w heteronomiczny tryb moral­
ny wyrasta w twardych realiach religii Przymierza, w której
obcym (mam tu na myśli etnologiczne, nie Lévinasowskie
6

47

48

4

52

znaczenie tego słowa) jest niesprawiedliwy , ten, który łamie
Prawo: przeciw niemu „trzeba sprawiedliwości, to znaczy
p o r ó w n a n i a , koegzystencji, współczesności, zebrania, porząd­
k u , tematyzacji, (...) współobecności na stopie równości, jakby
przed s ą d e m " . Ta religijna perspektywa, jakkolwiek zro­
zumiała, nie wróży dobrze wzajemnemu zrozumieniu ludzi,
n a r o d ó w i kultur. Religie, szczególnie monoteistyczne, nie­
chętnie idą na kompromis. Wie o tym sam Levinas, gdy
rozważa pytania, czy na gruncie prawdy religii tolerancja jest
rzeczą p o ż ą d a n ą .
53

5 4

D u ż o lepiej rysują się hermeneutyczne widoki na spotkanie
z obcością. Gadamerowskie z ducha twierdzenie, że obcość
drugiego jest nieprzezwyciężalna tylko wówczas, gdy nie
znając sami siebie, wszelką obcość przypisujemy wyłącznie
obcym, jest wezwaniem do problematyzowania swojskości po
to. by wzbogacić się obcością, której uczyniliśmy miejsce
w szczelinach domu. Z powodu istnienia w czasie i ludzkiej
„ s k o ń c z o n o ś c i " (poznawczej i innej) dom człowieka jest
ruchomy, jest ciągle w drodze. Człowiek bytuje w świecie na
m o d ł ę syna marnotrawnego, wciąż odchodzi i powraca.
P o w r ó t syna marnotrawnego nie jest jednak cofnięciem się do
punktu wyjścia, ale raczej zadomowieniem się w obcości, k t ó r a
niepostrzeżenie stalą się domem: „ O d k r y w a m y wówczas, że
ruch, który wydawał się wygnaniem, w rzeczywistości był
powrotem zaś to co w chwili wyjściu wyduwciło się domem
było tylko stacją w p o d r ó ż y " Wbrew obawom zazdrosnych
b o g ó w w konfrontacji z tym co obce człowiek nie traci wcale
własnej tożsamości (o ile nie była to tożsamość fałszywa) nie
staje się kimś innym ale raczej bardziej s o b ą
5 5

5&lt;i

P o r ó w n a n i e optyki Levinasa i h e r m e n e u t ó w poucza, iż:
tubylczość, rozumiana j a k o autentyczne, wciąż na nowo
tracone i odzyskiwane zadomowienie, istnieje tylko w drugim
z tych światów, w rzeczywistości, k t ó r a nie jest dana. lecz
za-dana, to znaczy n i e d o m k n i ę t a w swej tożsamości, otwarta i .
na interpretację, i co ważne, do swego pełnego bytu niezbędnie
potrzebująca człowieka. Tubylczość, podobnie jak miejsce, nie
jest więc pojęciem naturalnym, lecz kulturowym, kulturowo
uzyskiwanym i traconym, jak' dziedzictwo, k t ó r e g o się nie
pielęgnuje lub język, którego się nie ćwiczy. Gruntem naszego
zakorzenienia są przesądy epoki historycznej do której należy­
my. Wszyscy je mamy, jednak nie wszyscy godzimy się z tym.
Ucieczka od p r z e s ą d ó w to znak rozpoznH wczv modern izmów.

5

5

8

6. Ostrzeżenie przed superalienacją. Konkluzja
Postmodernistyczna odmowa uczestnictwa we wszystkich
wielkich metanarracjach współczesności („dialektyka Ducha,
hermeneutyka znaczenia, wyzwalanie się podmiotu myślącego
lub działającego, tworzenie bogactw"), odrzucanie identyfika­
cji z wszelką w s p ó l n o t ą k u l t u r o w ą lub historyczną. „Proteuszowe p r z e k l e ń s t w o " , nie zdoła oczyścić ponowoczesności
z modernistycznej skazy. Ten, kto, j a k niegdyś Nietzsche,
sądzi, że „należy a b s t r a h o w a ć od własnej osoby, bo istnieje
wiele h o r y z o n t ó w , w których należy umieć się przemieszczać,
ten w gruncie rzeczy nie ma ż a d n e g o horyzontu h i s t o r y c z n e g o *
i nie jest w stanie osiągnąć p r a w d y " . J a k m ó w i ł a m wcześniej,
właśnie to dążenie postmodernizmu do prześcignięcia i po* 1
rzucenia własnego poznawczego cienia u w a ż a m za symptom
ukrytego w nhn modernizmu, posługującego się podobnie
a n o n i m o w ą , abstrahującą od egzystencji koncepcją prawdy
(po Heideggerze nadal uniwersyteckie katedry wypełnione są '
profesorów-fachowców którzy własną egzystencję zo- j
stawiają przed w y k ł a d e m w kącie j a k zmoczony parasol" )Prowadzi ona do podobnych zniszczeń jak te które wynikają
z anonimowej o d w r ó c o n e j od świata techniki- Z każdym
nowym odkryciem otwiera sie nowa otchłań Jesteśmy
coraz
bardziej samotni w tajemniczej pustce wszechświata."
Tak więc zastosowanie kategorii zadomowienia - wyobS7

58

�cowania do k r y t y k i zjawiska p o n ó w o c z e s n o ś c i jest programo­
wym anachronizmem. Wynika

on z przekonania, że,

po

p i e r w s z e, nie wolno się d a ć zwieść pozorom n a d ś w i a d o m o ­
ści postmodernizmu; stanowczo o b s t a w a ł a b y m przy tezie, że
zdanie „ n a s z a wiedza jest większa od naszej samowiedzy",
prawdziwe jest też w odniesieniu do niego. P o
zastosowanie

wspomnianej

kategorii wynika

z

drugie
nieufności

wobec postulatu, by p o n o w o c z e s n o ś ć t r a k t o w a ć j a k o zjawisko
całkowicie a u t o n o m i c z n e .

53

Istnieją bowiem uzasadnione po­

wody do obaw, że w swym dochodzeniu

sprawiedliwości,

w ż ą d a n i u z r ó w n a n i a wszystkich t y p ó w dyskursu, postmoder­
nizm

ustanawia

nowy

ukrvty

typ

przemocy:

wymusza

an-archię ( k t ó r a wszakże też jest o k r e ś l o n ą arche,

J e d n ą z nich jest w s p ó ł c z e s n a eksplozja nacjonalizmu
i religijnego fundamentalizmu. Bez kategorii wyobcowania
wydaje się ona całkowicie niezrozumiała Jak powiada Erhard
K ä s t n e r , opuszczone o ł t a r z e zamieszkiwane są przez demony.
Oto szkic sytuacji: sfrustrowani „ n a u k o w y m ś w i a t o p o g l ą ­
d e m " n o w o c z e s n o ś c i , światem bez Boga i bez sensu, ludzie tak
d ł u g o znoszą wyobcowanie póki modernizm z jego instytuc­
j a m i przymusu trzyma się mocno Po upadku n o w o c z e s n o ś c i
zaś w obliczu natarcia postmodernistycznego chaosu zaczyna­
j ą o r g a n i z o w a ć s a m o o b r o n ę Sytuacje pogarsza wycofujące sie
ze swoich funkcji współczesne p a ń s t w o k t ó r e pozostawia po
sobie
d
o
t
k
h
w
a
^
^
^
^
S
^

zasadą),

całkowicie o b o j ę t n ą wobec wszystkich tych m a ł y c h historii,
jakie opowiadają

sobie z w y k l i ludzie, należący do

tego

samego co i on społeczeństwa. Uporczywe zainteresowanie,
jakie wciąż żywią o n i dla rzeczy tak «przestrzałych» j a k z w y k ł a
rozmowa, konsensus, s o l i d a r n o ś ć czy harmonia, musi koniec
końców z o s t a ć uznana za o z n a k ę tego, że ulegli
cji."

mistyfika­

6 0

Potrzeba zadomowienia, rozumienia o t a c z a j ą c e g o

świata

nie jest wszakże przejściowym kaprysem historii. Ludzie z niej
nie zrezygnują, prędzej zrezygnują z postmodernizmu. W star­
ciu rozumu praktycznego z teoretycznym zawsze o p o w i e d z ą
się po stronie

tego

pierwszego.

Ignorowanie tej prawdy

z reguły prowadzi do g r o ź n y c h konsekwencji.

N a d c h o d z i nowi b a r b a r z y ń c y , p r z y n o s z ą c ze s o b ą wielką
symplifikację, z a p o w i e d ź nowego modernizmu. Trzeba zająć
się światem, zanim oni wyjaśnią go ze szczętem. Trzeba
o d z y s k a ć u t r a c o n ą tubylczość, zanim, zmieniona nie do
poznania, zostanie przymusowo doprowadzona do miejsca.
k t ó r e jej i nam w y z n a c z ą .

PRZYPISY

l Zbigniew Herbert, List. z tomu: Marwa natura z wędzidłem. Wroclaw
1993, s. 166-7
Jean-François Lyotard. La condition postmoderne. Rapport sur le
savoir. Paris 1979. s. 7. Tłumaczenie fragmentu ukazało się w „Literatu­
rze na Świecie" 1988, nr 8-9, s. 280-300, w przekładzie A . Taborskiej.
'Tamże.
'Jacques Bouveresse, Racjonalność i cynizm. „Literatura na Świecie",
1988, nr 8-9. s. 342-386, przeł. M . Kowalska.
Jean-François Lyotard, U Différend. Paris 1983, s. 9
Tegoż, La condition postmoderne, op. cit., s. 97
J. Bouveresse. Racjonalność i cynizm, op. cit., 366
• Chodzi wszakże o zaangażowanie, nie zaś o modniarstwo lub
o agresywną defensywność, którą opisuje Jacques Derrida, mówiąc
0 złych stróżach humanistyki, którzy traktują np. dekonstruktywizm
jako zagrożenie, „nigdy nie podjąwszy próby zrozumienia historii
1 systemu norm, specyficznych dla swojej instytucji, ani deontologii
własnego zawodu. Nie pragną oni wiedzieć, jak od początku X I X wieku
pod czujnym spojrzeniem rozumu tworzyła się ich dyscyplina, szczegól­
nie w swej nowoczesnej (...) postaci. Zasada rozumu może dawać
obskuranckie i nihilistvczne skutki. Można jc widzieć tu i tam, w Europie
i w Ameryce, wśród tych którzy przekonani sa że bronią filozofii
literatury i nauk humanistycznych przed nowym sposobem kwestiono­
wania ich racji bytu które icst w istocie nowym stosunkiem do iezyka
• e d y c j i , nową afirmacia nowym stylem brania na siebie odpowiedzial­
ności". Principle of Reason The Unhersitv in the Eves ofltS Pupih
-Diacritics", jesier,1983'. s. 15
'Tautologię tę, stosowaną tu dla odróżnienia od terminów z zakresu
nistoni sztuki, zastępować będzie zwykła „nowoczesność" (za Bauma­
nem) lub „modernizm".
T o właśnie nad nią medytował w Bambusowym Gaju Starszy Brat,
Jeden z mistrzów Józefa Knechta, bohatera Gry szklanych paciorków
Hermana Hessego. Traf chce. że rokowi 1993 patronuje właśnie heksagrąm XVIII.
Zygmunt Bauman. Nowoczesność i zagląda. Warszawa 1992, s. 15
Tamże, . 13
"Tamże, s. 15
'Esej Biesy, z tomu: Ogrtidnauk, Lublin 1991, s. 118. Wiara w prawa
rozwojowe, pisał Miłosz, sprawia, że umysł zachowuje się jak zając, który
" "osie znalazł się w zasięgu świateł nadjeżdżającego samochodu: nie
mozc juz z niej ^-JŚĆ
[k
|
ę po oświetlonej
elektorami szosie.
or. Joanna Tokarska-Bakir. Tożsamość etnografa, nie publikowa­
li maszynopis referatu na seminarium prof. Aldony Jawłowskiej
kwietniu 1992. Powrócę do tego w dalszej części artykułu.
1

3

8

7

1 0

s

a

m

p

o

z

e

l y

0

D l c c

n

a

w

a s n ą

z g U D

1 0

Idąc za modną metaforą Deleuze'a i Guattariego należałoby
powiedzieć: z nieznanego kłącza wyrasta zarówno modernizm, jak i jego
postmodernistyczna krytyka. Gilles Deleuze, Felix Guattari, Klacze,
przeł. B. Banasiak, „Colloquia Communia", 1988, nr 1-3, s. 221-237
Marcel Granel, Cywilizacja chińska, Warszawa 1973, s. 47
Za: Joseph Needham, Science and Civilisation in China, t. 2, Oxford
1956, s. 28
" Z a s t ę p o w a n i e alfabetu mongolskiego czy wietnamskiego i arabs­
kiego (w Turcji) łacińskim, zaś arabskiego w Azerbejdżanie - cyrylicą,
umotywowane chęcią niesienia oświaty w lud. odcięło od źródeł tradycji
miliony ludzi, którzy od tej pory nie mogą odczytać nawet nagrobków
swoich przodków.
Będzie to nie tylko osławione pranie mózgów, ale także maszyny
edukacyjne komunizmu i faszyzmu, znakomicie ujęte w ironicznym
skrócie wspomnień Szymona Perela Europa. Europa, które stały się
podstawą znanego filmu Agnieszki Holland.
Józef Tischner, Myślenie według wartości. Kraków 1982, s. 171
"Emmanuel Lévinas, Totalité et infini. L a Haye 1961, s. X
" Michel Haar, Ambiwalentna obecność Nietzschego w pismach
Heideggera, „Ogród. Kwartalnik", 1992, nr I , s. 101, przeł. R. Lis.
" M a r t i n Heidegger, Pytanie o technikę, (w:) tegoż. Budować, miesz­
kać, myśleć, oprać. K . Michalski, Warszawa 1977, s. 231
" T e n wątek na marginesie Heideggera i arystotelejskiej Metafizyki
bardzo ciekawie rozwija Jacques Derrida, w cytowanym wyżej tekście
Principle of Reason: The University in the Eyes of Its Pupils, op.cit., s. 18
" K o p i a też jest re-prezentacją, tyle że nie wykorzystującą kryjącej się
w niej możliwości przyrostu bytu, możliwości, by rzecz „stalą się sobą",
a nie tylko odtworzeniem czego innego.
Budować, mieszkać, myśleć, op.cit.. s. 294
Tamże, s. 246
" T a m ż e , s. 195, podkreślenie moje J T B .
" T a m ż e , s. 146
J . Tischner, Myślenie według wartości, op.cit., s. 122. Jak bardzo
zaciążył nad tym myśleniem Hegel z poglądem, że świadomość rodzi się
tylko przez czyn, że kontemplacyjne odczucie podmiotu nie ujawnia
podmiotu, ale przedmiot.
" O tym braku szacunku les philosophes dla empirycznych mężczyzn
i kobiet pisze Zygmunt Bauman w swym artykule Moralne obowiązki,
etyczne zasady, który ukaże się w jednym ? najbliższych numerów
„Etyki".
" J . Bouveresse, Racjonalność i cynizm, op.cit., s. 351
» Za: Richard Rorty, Habermas i Lyotard o postmodernizmie, w:
Postmodernizm-kultura wyczerpania?, oprać. M. Giżycki, Warszawa
1988, s. 80
1 7

1 8

2 0

2 1

2 7

2 8

3 1

9

�3 5

Reiner Wiehl. Cierpienie człowieku związane z brakiem wewnętrznej
wolności, nie publikowany referat na seminarium prof. K . Mauri na
w grudniu 1991
Por. Iris Murdoch, Against Dryness, za: R. Rorty. Habermas
i Lyotard o postmodernizmie, op.cit., s. 80
" „Myśliciel postmodernistyczny uważa za całkowicie oczywisty
- c h o c i a ż w żadnej mierzenie wynika to z przełomu językowego, jaki miał
miejsce w filozofiach zachodnich i na który powołuje się Lyotard
- pogląd, według którego język, wyzwolony z wszelkiego rodzaju
zależności od użytkownika, stanowi jedyną liczącą się rzeczywistość, jaką
należałoby mieć od tej pory na uwadze." Jacques Bouveresse, Raejonainość i cynizm, op.cit., s. 377
" G i l l e s Deleuze, Felix Guattari, op.cit., s. 225
"Bogdan Baran, Postmodernizm, Kraków 1992, s. 179
Źródłem mojej wiedzy jest wykład Zygmunta Baumana, Wzory
koczownika, włóczęgi i turysty, wygłoszony w Sali Okrągłego Stołu P A Ń
w marcu 1993
« Bogdana Barana komentarz do pomysłu Umberto Eco (Dopiski na
marginesie «Imienia róiy», (w:) Imię róży. Warszawa 1991, prze!. A.
Szymanowski), że „postmodernizm jest uniwersalną jakością każdej
epoki, jej ironicznym metajęzykiem", podchodzi z jego pracy pl.
Posmodernizm, op.cit., s. 164
Emmanuel Lévinas, Totalité et infini, op.cit., s. 125
« Ludwig Binswanger, Wspólbycie Mnie i Ciebie, (w:) Filozofia
dialogu, oprać. Bogdan Baran, s. 187: „Codzienne obcowanie ludzi, ich
mała i wielka polityka owładnięte są pewnym jednoznacznym im­
peratywem i działaniami na rzecz jego sprecyzowania, uregulowania
i zorganizowania. Imperatyw ten to: «ôte-toi que m'y mette». Pytając
o modus przestrzenności, w którym możliwy jest (...) ó w imperatyw (...)
zwracamy się od razu ku modusowi rozciągłości, ku txtensio w sensie
karlezjańskim. (...) Takie ujecie przestrzeni i świata wypływa - jak lo
pokazał Heidegger (Sein und Zeit, § 22-24) - z jednostronnej obserwacji
na bycie jako na stałą obecność."
** Emmanuel Lévinas, Heidegger. Gagarin i my, (w:) Trudna wolność.
Eseje o judaizmie. Gdynia 1991, przeł. A. Kuryś, s. 248
Tamże.
•"Tamże, s. 322
Trudna wolność, op.cit., s. 145
C a ł k o w i c i e pomijam tu autonomiczność medium pisma, przyjmuję
za Gadamerem stanowisko logocentryczne. Pismo jest słabszą reprezen­
tacją mowy.
Całkowicie inaczej myśli Emmanuel Lévinas. Du Sacré au Saint.
Paris 1977, s. 136: „Ten świat nie jest zatem tym, co człowiek mógłby
zaprojektować lub chcieć (...), on nie wyszedł ze stwórczej wolności
człowieka. Człowiek wkroczył w świat już całkowicie uczyniony."
3 6

4 0

4 2

4 s

4 7

48

4 5

s

° Eigemlich - 'właściwy', zgodnie z intencją krytyczną, dostrzegalną
wewnątrz słowa, tłumaczone było przez Krzysztofa Michalskiego jako
•autentyczny*. Bogdan Baran stosuje terminologię literalną, 'właściwy
- niewłaściwy', por. tegoż, Saga Heideggera, Kraków 1990, s. 55nn.
Rozróżnienie to. zarzucone przez Heideggera po Sein und Zeit. jest
bardzo przydatne w interpretacji pojęć z okresu Budować,
mieszkać,
myśleć, m.in. właściwego (autentycznego) i niewłaściwego (nieautentycz­
nego) bycia techniki, etc. Tamże, s. 135
" Z punktu widzenia hermeneutyki tendencja do autonomizacji języka
w postmodernizmie (dużo o niej pisze Baran, Postmodernizm, op.cit.) jest
tvm samym co jego instrumentalizacja. Jak pisze Palmer, myśleć tak
o języku to pozwolić, by ogon merdał psem. Richard E . Palmer,
Hermeneutics. Interpretation Theory in Schleiermacher, Diithey, Heideg­
ger and Gademer, Evanslon 1969, s. 204
" O ile w Trudnej wolności Lévinas pisał „Mesjasz to Ja, być Ja to być
Mesjaszem" (op.cit., s. 93), o tyle w Dieu qui vienne à Vidée stwierdza, że
istnieją wyjątki: „Mój opór zaczyna się, kiedy zło, które mi czyni (drugi)
jest czynione trzeciemu, który jest także moim bliźnim (...). Ja jest
prześladowane i jest ono odpowiedzialne za prześladowanie, którego
doznaje. Lecz «na szczęście» nie jest ono samo; są trzeci, a nie można
dopuścić do tego, aby prześladowano trzecich". Za: M . Jądraszewski,
Wobec Innego. Relacje między podmiotowe wfilozfii Emmanuela Lévinesa,
Poznań 1990. s. 265
"Autrement
quélre ou au-delà de l'essence, za: M . Jçdraszewski,
Wobec Innego, op.cit., s. 264
Religia i tolerancja, (w:) tegoż, Trudna wolność, op. cit., s. 180-183
Joel C . Weinsheimer, GadamerS Hermeneutics: A Reading of
"Truth and Method", New Haven 1985, s. 70
" T a m ż e . Por. Joanna Tokarska-Bakir, Hermeneutyka Gadamerowska
w etnograficznym badaniu obcości, „Polska Sztuka Ludowa", nr 1:1992,
s. 3-4
"Andrzej Bronk, Rozumienie, język, dzieje. Filozoficzna hermeneutyka
H.-G. Gadamera. Lublin 1988, s. 260
K . Michalski, Heidegger, [wstęp do:] M . Heidegger, Budować,
mieszkać, myśleć, op.cit. s. 10
Zbliżone, choć nie tak radykalnym językiem wyrażone żądania
znajdują się w artykule Zygmunta Baumana, Socjologia i ponowożytność,
(w:) Racjonalność współczesności. Między filozofią a socjologią, oprać. H .
Kozakiewicz, E . Mokrzycki, M.J. Siemek, Warszawa 1992, s. 27-29
J. Bouveresse, Racjonalność i cynizm, op.cit., s. 364
Nawiązuję tu do cytowanego już wykładu Zygmunta Baumana,
Wzory koczownika, włóczęgi , turysty.
" Por. J. Tokarska-Bakir, op.cit.
"Zygmunt Bauman, Wzory koczownika.... op.cit.
i Ą

! S

5 6

5 9

6 0

6 1

Charakterystyczne zdobienia n a d o k i e n n i k ó w w domu polskim we wsi Skorbudany. Fot. L . M r ó z .

10

I
J
Î

,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10001" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9979">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a11ca039cdf3fbacadfbca965efa34a5.pdf</src>
        <authentication>89e8cf2ad226ac1ee6a229ed46c9ce7e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118977">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5273</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118978">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118979">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4895</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118980">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118981">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118982">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118983">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118984">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118985">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
♦ ANTROPOLOGIA KULTURY ♦ ETNOGRAFIA ♦ SZTUKA
2003 rok LVII nr 1-2 (260-261). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 24 zł
IN S T Y T U T SZ TU K I P O LSKIEJ A K A D EM II N AUK , FU N D A C JA K ULTURY

S P I S
W ik to r Zbo ro w ski
H anna F aryna Paszkiewicz
Zbigniew B enedyktow icz

T R E Ś C I

P ożegn an ie....................................................................................................

5

„Być bogatym jak Forsyth...” ..................................................................6
Mapa pamięci

............................................................................................14

DARIUSZ C zaja
MARIA POPRZĘCKA

Paradoksy pamięci. Parę wątpliwości zamiast wstępu ................18
Obraz pod pow iekam i...............................................................................20

J ulia H artw ig

Piękne s io stry .............................................................................................. 32
Nagana

GEORGES STEINER

.........................................................................................................33

Gramatyki tworzenia, przeł. Jerzy Łoziński .....................................34
PAMIĘTAĆ CZY ZAPOMINAĆ?

PAUL R ico eur

Nadużycia pamięci naturalnej: pamięć powstrzymana, pamięć
manipulowana, pamięć narzucona, przeł. W ojciech Bońkowski . .4 1

Y o sef H ayim Y erushalm i

Znaczenie w historii, pam ięć i pisanie historii.
Podstawy biblijne i rabiniczne. przeł. Dariusz Czaja .................. 55

IVAN G. M arcus Magia pokarmów i gesty mnemoniczne, przeł. Amelia Franas . . 68
MAŁGORZATA N ałęcka Przeklęte błogosławieństwo. N obilitacja zap o m n ien ia................83
BOHDAN K o s

Pam ięć i czasoprzestrzeń w poszukiwaniu całości.
Kilka uwag o renesansowym teatrze pamięci i słodyczach

WOJCIECH M ic h e ra

kosmologii .................................................................................................... 88
Obliviscere. O pokusie zapomnienia i dylematach reprezentacji . . 90

JACEK Ziemek

M em ento. Pamiętacie? To obejrzyjcie................................................... 98

RUTH GRUBER

Miasta bez Żydów, przeł. Agnieszka N ow akow ska..................... 105
PAMIĘĆ PRYW ATNA

M arcin ŚWIETLICKI

Mój p am iętniczku ....................................................................................117

A nna B olecka Pam ięć i dzieciństwo ............................................................................ 118
ANTONI K roh Starorzecze. Krzyżyk z mosiężnej blachy, Piesek Puk, Maszyny
do p isa n ia ....................................................................................................121
AMELIA F ranas
JOANNA Zdanow ska
STEFANIE PETER
GERDIEN VERSCHOOR

Egzekucje i ekspozycje p a m ię c i..........................................................129
Kozetka Bargelda, czyli o tym, jak się pisze w id z a ..................... 133
Kogel mogel - „polską magdalenką”?, przeł. Maciej Bańkowski . . 137
Kartki z pamiętnika. Polskie rem iniscencje, przeł. Ella Osuch,
D orota van den Bercken

JAN GONDOWICZ

.................................................................... 139

Pałac p a m ię c i............................................................................................146
WENECJA I PAMIĘĆ

L ew ŁOSIEW
WOJCIECH B ońkowski

W enecja Josifa Brodskiego, przeł. Dymitr R om anow ski...........149
Dwanaście świń przegląda się w lustrze. O legendzie weneckiej . .156

1

�SPIS TREŚCI

DARIUSZ C zaja

W drodze do W enecji. Podróże imaginacyjne ............................. 161

EWA MALEC

M it W enecji. Fabrykowanie p a m ię c i............................................... 174

B ohdan K o s Wiersze
M ałgorzata D ziewulska ,

....................................................................................................... 181

PIOTR KŁOCZOWSKI Rozmowa z pamięci: N ie chciałbym zbyt d o p o w ia d a ć................... 183
JULIAN T uwim
H anna B altyn
P io tr S ommer

Kwiaty Polskie (fragment)
Szuflandia
Latem

.................................................................. 193

.................................................................................................. 194

..........................................................................................................208

A . MELBECHOWSKA-LUTY Pomniki - „figury” zwodniczej p a m ię c i........................................... 209
MONIKA RUDAŚ-GRODZKA Słowiańszczyzna. Pamięć i zapomnienie w wykładach paryskich
Adam a M ickiewicza i pow ieściach Józefa Ignacego
Kraszewskiego ......................................................................................... 217
MARIA JANION Niesamowita Słowiańszczyzna .......................................................... 225
M ichał O to ro w sk i Pamięć spiskowców ................................................................................236
MAŁGORZATA B aranow ska Kolekcja nieidealna (3) Pamiętaj o m n i e ! ......................................243
D anuta KUZNICKA Gombrowicz Grzegorzewskiego...........................................................251
C zesŁ aw R zońca

Zbysław Maciejewski (1946-1999) ................................................... 267

STANISŁAW T abisz

Rozmowa ze Zbysławem M aciejew skim ...........................................277
Noty o Autorach .................................................................................... 287
Summary of A r tic le s ...............................................................................291
Contents no 1-2; 3-4/2003 .................................................................. 298

W NASTĘPNYM NUMERZE (NR 3-4):

M ikoŁaj G umilow
Anna Beata B ohdziewicz
Ryszard Kapuściński

F ranklin R. A nkersmith
Kerwin Lee Klein

Pamięć, przeł. Jan Gondowicz
Zdjęcia odzyskane
O Pamięci i jej zagrożeniach (z Ryszardem Kapuścińskim rozmawiają
Zbigniew Benedyktowicz i Dariusz Czaja)
Szlachetne odłączenie się od przeszłości lub jak być/stać się tym kim się już
nie jest
O pojawieniu się pamięci w dyskursie historycznym.

COLLOQUIA ETHNOLOGICA
PAMIĘĆ JAKO KATEGORIA KULTUROW A I POZNAWCZA
Katarzyna Kaniowska
C zesŁaw Robotycki
Dariusz C zaja
Zbigniew B enedyktowicz
W aldemar Kuligowski
SŁ awomir S ikora
Marcin B rocki
Magda S ztandara
Marcin Kafar
Daniel V ogel
Dipesh C hakrabarty
Peter Martyn
Jo Harper
T omasz S ikora
Ewelina Pawlus

Pamięć i antropologia
Pamięć indywidualna etnografa jako źródło i dowód
Czarna Skrzynka. O idei pamięci absolutnej
Przestrzenie pamięci. Księga pamięci - przyczynek amerykański
Historia, literatura i teraźniejszość oraz inne formy zapominania
Pamięć: przestrzeń, w której zdarzenia się powtarzają
Semioza pamięci w etnografii
Fotografia etnograficzna, etnograficzność fotografii
Oliver Sacks —od metafory utraty pamięci do neuroantropologii
Przeszłość Indii czy przeszłość Europy?
Postkolonialność a podstęp historii: Kto wypowiada się
w imieniu Indii? Przeł. Daniel Vogel
Powrót do Indii
Which Blair Project? Pamięć jako narzędzie legitymizacji politycznej: przy­
kład „Nowej Partii Pracy”
Inicjacja Bwiti
Żywioły sprzężone

2

�SPIS TREŚCI

Jacek O lędzki
J erzy S. W asilewski
Piotr S zacki
Iwona Ś więch

Pamiętniki poetyckie pustyni...
Etnolog w podróży (4) Kto komu mówi bounjour? Próba antropologii
zachowań zdawkowych
„Pamiętać”
Skrzynia
PAMIĘĆ GRECJI

S tephanie W est
Jean Pierre V ernant
David Lachterman
W ojciech M ichera
W łODZIMIERZ LENGAUER
Zbigniew Benedyktowicz, Dariusz C zaja
Mariusz Dobkowski, B ohdan Kos
W iesIaw J uszczak, WłODZIMIERZ Lengauer
W ojciech M ichera, Henryk Paprocki
R obert Pawlik, CzEsłAW Robotycki
W łODZIMIERZ S tANIEWSKI
Lech S okóŁ
A ndrzej DąBROwsKi, J an Hartman,
W iesŁaw J uszczak, Ireneusz Kania,
o. J an Andrzej KłoczowsKi (op),
E lżbieta Paczkowska-Łagowska,
M ieczysIaw Porębski,
Lech T rzcionkowski,
C ezary W odziński

W iesŁaw J uszczak

K rystyna Zwolińska
T omasz W it S zerszeń
Andrzej Pieńkos
Kataryzna GÓRSKA
Zbigniew O siński
Mateusz B raun

Aristeas u Herodota, przeł. Wiesław Juszczak
Mityczne aspekty pamięci, przeł.
Noos i Nostos: Odyseja i początki greckiej filozofii, przeł.
Lathesthai. O pokusie zapomnienia

O Realności bogów - rozmowa o książce Wiesława Juszczaka
„Pani na żurawiach”
Wielka podróż do źródeł Głos w dyskusji o Realności Bogów
„Nie wszystko jest stracone...” Fragmenty dyskusji z promocji książki
Realność bogów Wiesława Juszczaka w Krakowskim „Bunkrze Sztuki”
Kraków, 29 maja 2003

Język mitu
WiesŁaw Juszczak Jubileuszowa Karta
Nowosielski
Miasto i fotografia
„Siedziba sztuki" Johanna Michaela Bossarda - totalne miejsce
tworzenia
Rozmowa z Małgorzatą Baranowską Ja tak naprawdę zbieram ducha
pocztówki
Osterwa i Reduta w notatnikach Limanowskiego
Prawdziwy mit, albo jak Karol Wojtyła został papieżem

RECENZJE
JACEK OLĘDZKI
BARBARA MAJOR
MARIA POPRZĘCKA
J. KRZYSZTOF LENARTOWICZ
BOGUSłAW JĘDRUSZCZAK

Cichogłośno
Inspiracje pasyjne Renaty Rogozińskiej
Inspiracje........
Architektura trwogi
Pamięć Ojca

3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9999" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9977">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a92e121b8b9ef3f9f3de86a0669047a2.pdf</src>
        <authentication>f12d84b2d2d7a6fb07d96e86c10c70a2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118955">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3596</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118956">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118957">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118958">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3373</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118959">
                <text>Sen - brat śmierci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118960">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.110-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118961">
                <text>Pokropek, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118962">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118963">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118964">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118965">
                <text>1

Sen - brat śmierci
Agnieszka Pokropek

Śmierć j a k o opuszczenie ciała przez d u s z ę , przeniesienie
się na „tamten ś w i a t " , bywa w r ó ż n o r a k i s p o s ó b kojarzona
ze snem. W Biblii, w Księdze Jeremiasza, we fragmencie,
w k t ó r y m Bóg p o p r z y s i ę g a odwet za zburzenie Jerozolimy,
w odniesieniu d o przyszłej zagłady B a b i l o ń c z y k ó w użyte jest
określenie: „ Z a s n ą wiecznym snem, by się j u ż nie przebu­
d z i ć " (Jr 5 1 , 39). Wiara w sen z m a r ł y c h obecna jest
w średniowiecznych legendach, czy też w sztuce sepulkralnej.
Philippe Aries za Jakubem de V o r á g i n e podaje p r z y k ł a d
legendy o 7 śpiących z Efezu, zgodnie z k t ó r ą B ó g , by
Doanebić h e r e t y k ó w obudził 7 m ę c z e n n i k ó w spoczywają­
cych w grocie kilkaset lat W e d ł u g słów legendy- święci
powstali i pozdrowili się przekonani ze p r z e s p a l i ' t y l k o
jedna noc" (Aries 1989 s 37) W inskrypcjach nagrobnych
ak podaje Aries- często c z y t a m y śpi spoczywa - hic
pausa, hic reauiesch hic dormit \ V (Aries 1989 s 36)
W a r t o również zwrócić u w a g ę na ikonografie sztuki sepulk­
ralne! - na przedstawienie z m a r ł y c h na nagrobkach i sark o f S a c h C ^ ^ ^ o ^ ^ ^ ^
^ ^ á ^ s
klęczących postaci spotykamy c z ę s t o p r z e d sta wiciela zmar
r y ^ ^ w n o z y c ü leżach

w uśnienh^

Sen

hyl

'^^S^T^¡^^Z\

w r n b o l e m Z^^^^
n i e T e n m r i o í ^

Tsen

^ S á e r á - U l S

14, 2 3 ^

^

określenie.

" Zacznijmy od znanej i powtarzanej na wsi opowieści
0 Zaśnięciu i W n i e b o w s t ą p i e n i u M a t k i Boskiej. W opowia­
daniu t y m śmierć M a r y i jest wydarzeniem szczególnym. Nie
d o ś ć , że M a t k a Boska zostaje wzięta do nieba z d u s z ą
1 ciałem, w dodatku nie tyle umiera, co właśnie zasypia.
Przytoczmy fragment wypowiedzi jednej z informatorek:
„ O n a nie u m a r ł a , ona była zasnewszy. M n i e tak opowiadali
i j a z pisania czytała, że to M a t k a Boska w zaśnięciu b y ł a "
(1). Zaśnięcie M a r i i , j a k o forma przeniesienia się na „ t a m t e n
ś w i a t " , jest uznane za lepszą, łagodniejszą formę umierania.
D o podobnego wniosku dochodzimy również p o r ó w n u j ą c
ikonografię śmierci z w y k ł e g o człowieka i zaśnięcia M a t k i
Boskiei O t o bowiem w ś r e d n i o w i e c z n y c h w y o b r a ż e n i a c h
u c h o d z ą c ą z ust duszę człowieka zabierają b ą d ź a n i o ł o w i e ,
b ą d ź też szatani, duszę M a t k i Boskiej natomiast przyjmuje
sam Chrystus.
M a t k a Boska została w związku z tym obdarzona w trady­
cyjnych wierzeniach funkcją patronki dobrej śmierci, opie­
kunki dusz. W dniu Wniebowzięcia dobrze jest u m i e r a ć , bo
j a k m ó w i ą : „ T o ż wtedy M a t k a Boska d o nieba idzie. T o też
dobrze u m i e r a ć , bo to j u ż M a t k a Boska ta dusza bierze d o
nieba" (2). R ó w n i e ż inne święta M a t k i Boskiej, w t y m sobota
- dzień Maryjny, to potencjalne daty szczęśliwej śmierci.
Świadczy o t y m w y p o w i e d ź : „ S o b o t a t o jest szczęśliwa
śmierć. Ż e M a t k a Boska w niedzielę dusze prowadzi d o
nieba"(3). Maryja lituje się nad grzesznymi duszami. M ó w i
o t y m fragment śpiewanej na wiejskich pogrzebach pieśni
Wyszła
wyszła dusza z ciałaDobre stali zaśpiewali
a grzesznicy zapłakali. M a t k a usłyszała, d o Jezusa z a w o ł a ł a :

110

O m ó j Jezu, m ó j kochany, ulituj się nad duszami" ( i
Najświętsza Panna wyprowadza r ó w n i e ż dusze z czyśćca
Przytoczmy fragment jednej z r o z m ó w : „ A m i się też śniło
taka dolina, r ó w n i n a taka wielka. 1 na tej r ó w n i n i e bardzo
d u ż o o s ó b stało [...]. Słyszę - j a k a ś niewiasta stanęła na moje
ramiona z tylu. [...] I ona nachyla się i bierze po jednym
z nich. I daje w y ż e j " . Na pytanie o znaczenie tego snu
informatorka odpowiada: „ N o czyściec. Zatrzymanych tam
b y ł o ludzi. 1 to M a t k a Boska była co ich w y c i ą g a ł a " (4),
W a r t o t a k ż e z a u w a ż y ć , że przy k o n a j ą c y m człowieku stawia
sie gromnice świecona właśnie w święto maryjne (2 lutego na
Ofiarowanie M a t k i Boskiej), z m a r ł e m u z a ś kładzie się do
poduszki ziele świecone w dniu W n i e b o w z i ę c i a Najświętsza
Marii Panny
G d y człowiek umrze to te kwiaty trawy
kladnie się do trumny pod głowę Dla'tego z m a r ł e g o \ 11
już z dawna to Bo to znaczy jeszcze jak b y ł a m m a k
w dziectwie ksiądz o p o w i a d a ł że jak M a t k a Boska wsteS
w a ł a do nieba [...] 1 tam, gdzie ona leżała, gdzie była zmarłszy
w t y m miejscu byli k w i a t y " (5). D o M a t k i Boskiej
kierowane są również p r o ś b y o szczęśliwy zgon. Przykładem
tego jest modiitewka Sen Maiki Boskiej, odmawiana zwykle
• na co w a r t o zwrócić u w a g ę przed snem. P r o ś b a o spokoj­
ny sen występuje łącznie z p r o ś b ą o lekkie skonanie.
W z a k o ń c z e n i u tekstu modlitewki czytamy: „ s a m BÓG miły,
p o k ą d my żywe, zbaw nas czuwających a strzeż nas zasypia­
j ą c y c h , a b y ś m y czuwali, przez Chrystusa wieczny pokój

�powiedział, że zmartwychwstanie jak ten kogut z p ó ł m i s k a
wstanie i zaśpiewa, aż tu kogut z miski hop! i zaśpiewał.
A Judasz wtedy chodu i uciekł" (11). Zatem kogut, k t ó r e g o
pianie budzi zwykle ze snu, zapowiada jednocześnie zmart­
wychwstanie Chrystusa, powstanie z martwych.
O z w i ą z k u snu i śmierci świadczy r ó w n i e ż fakt, ż e
w tradycyjnych wierzeniach oba te stany interpretowane są
j a k o opuszczenie ciała przez duszę: „[...] M ó w i ą , że człowiek
jak umiera, to dusza wychodzi. D o 40 d n i dusza jeszcze nie
odchodzi tam nic. U nas msza po 30 dniach bywa. Wtedy j u ż
dusza idzie do swego miejsca, tam gdzie ona j u ż będzie [ . . , ] "
(10). Podobnie m ó w i się o śnie: „ P a n i zaśnie - wyjdzie dusza.
T y l k o śni pani, a dusza idzie gdzie to w świat. Jak człowiek
śpi, to dusza wychodzi i człowiek śni to. A potem odetchnie
sie i znowu żvie T o wychodzi dusza a później wróci sie
nazad i człowiek wstaje" (12). Inna r o z m ó w c z y n i stwierdza
N o tak opowiadali że kiedy człowiek zasypia że to dusza
opuska że to k a ż d a dusza wychodzi - t y l k o nie odchodzi
z d o m u " (13). Między snem a śmiercią nie ma zatem
wvraźnei srranicy C z ę s t o n o d k r e ś l a sie w r ę c z śmiertelny
charakter snu- Legenda laka test że ,ak c z ł o l i e k śot to iuz

DółmartwT^^n«T^h^^^S^oZ
śmiertelność t y l k o pierwszej fazie H H » T X ] K * r w ^ y
S
- martwy sen. Człowiek jak śpi i on m a r t w y , i on, bywa.
z m a r t w y m i rozmawia [...] a drugi sen to j u ż nie. pierwszy sen
to godzina j a k z a ś n i e s z " (15).

otrzymali, przy zgonie życia by przvbyta Najświętsza Maryja
na godzinę śmierci ze swoim Synem Panem Jezusem i z J ó z e ­
fem, wszystkimi a n i o ł a m i , żeby zawsze była z n a m i " (5).
Podobne w ą t k i znajdziemy w tekstach modlitewek zapisa­
nych przez F. K o t u l ę na terenie Rzeszowszczyzny. Teksty te.
odmawiane przed zaśnięciem, k o ń c z o n e są f o r m u ł ą w rodza­
ju: „Czego Cię p o ż ą d a m miły Panie? Ż e b y ś m i d a ł szczęśliwe
spanie od p ó l n o c k a do ś w i t a n i a . Jezu m ó j p r z y b ą d ź do
skonania!" ( K o t u l a 1976. s. 112).
Na p o k r e w i e ń s t w o snu'i śmierci m o ż e w s k a z y w a ć również
powszechny zwyczaj budzenia śpiących w czasie czyjegoś
konania. W e d ł u g słów i n f o r m a t o r k i należy b u d z i ć śpiących,
-bo jak śpią, a człowiek umiera, to wtedy oni b ę d ą mieli taka
śpiączka. I idąc on będzie s p a ć [...] Bo ten, k t ó r y śpi, to potem
nieszczęśliwy całe życie. Będzie s p a ć i s p a ć " (7). Inny
rozmówca stwierdza, że czyni się tak „[...] żeby ten, co śpi. nie
był taki ociężały" (8). Podobnym znaczeniem nacechowany
jest także zwyczaj budzenia pszczół DO śmierci gospodarza-1 pszczoły obudzaja żeby ożyli żeby nie byli m a r t w e " (9)
Według innej wersji należy także o b u d z i ć wszystkie zwierzęta
domowe: Ż y w i o ł k a czy pszczółki jakie jest to trzeba
Pobudzić [ 1 N o żeby nie z m a r ł , Żeby nie było upadku
skaciny" (10).
, Budzenie ze snu j a k o p o w r ó t do życia, zrywanie więzów
Wierci, obecne jest w symbolice chrześcijańskiej. D . Forstpowołując się na interpretację koguta j a k o Chrystusa
- budziciela dusz, z a w a r t ą w hymnie l a u d e s ó w w t o r k o w y c h ,
zauważa że sen jest symbolem śmierci i grzesznego uśpienia,
* którego budzi nas Chrystus - ptak zwiastujący światło
orstner 1990, s. 235). Na p o d o b n ą s y m b o l i k ę natrafiamy
* udowej opowieści o Judaszu: Kiedy Chrystus był na
L g o c i e . Judasz przyszedł wtenczas do domu i ż o n a p o d a ł a
J e ś ć . Podała jemu jeść kure z a r ą b a ł a że to pieluch On je
Poczęła na niego narzekać- Ty. taki człowiek był, ludzi
^"bu podejmował, dlaczegoś ty go wydał! A on: Tak O n też
&lt;h

mu

W tym miejscu warto o d w o ł a ć się do demonologii. M o t y w
opuszczania ciała przez duszę oraz w ę d r ó w e k duszy pojawia
się w opisie upiora. W e d ł u g informacji podanych przez
Kolberga, upiory „ s ą to ludzie mający w sobie d w ó c h
d u c h ó w : dobrego i z ł e g o " ( K o l b e r g 1967. s. 270). Jedna
z dusz, czy też jedno serce upiora, wędruje po jego śmierci
(Kolberg 1974, s. 31). Inny natomiast demon, zmora, j a k o
moment swojego działania często ś m i e r c i o n o ś n e g o , wybiera
sen. W e d ł u g jednego z r o z m ó w c ó w zmora to c o ś takiego że
na człowieka we śnie nachodzi ciężar taki c o ś jego jakby
dusi d ł a w i " (16) Poza t y m w przypadku zmory t a k ż e mamy
do czynienia z opuszczeniem ciała przez dusze M o s z y ń s k i
podaje że zmory to przedzierzgaiace się w ' p r z e d m i o t lub
zwierzę dusze ludzi, k t ó r y c h ciało tymczasem leży u ś p i o n e we
własnej chacie.
Sen i śmierć są r ó w n i e ż f o r m a m i k o n t a k t u z „ t a m t y m
ś w i a t e m " . Po śmierci dusza przenosi się na „ t a m t e n ś w i a t " ,
podlega S ą d o w i B o ż e m u , kierowana jest na p o t ę p i e n i e do
piekła, b ą d ź na oczyszczenie d o czyśćca lub też do nieba
W innych wersjach dusze czekają w o t c h ł a n i aż do chwili
S ą d u Ostatecznego. Zwykle u w a ż a się, że przed pójściem
w zaświaty dusza przebywa jeszcze j a k i ś czas przy d o m u :
„[...] póki pójdzie tam na S ą d Boży, ona w swoim otoczeniu
tam przy d o m u , w d o m u k r ą ż y " (1). Jedna z r o z m ó w c z y ń
w ten s p o s ó b opisuje p o ś m i e r t n e dzieje duszy: „ N o to po
śmierci p r o w a d z ą d u s z ę , w j e d n y m miejscu widzi ona p o k ó j ,
gdzie m o d l ą się, a w d r u g i m gra muzyka, t a ń c z ą tam,
i prowadzi anioł, czy tam k t o , i m ó w i : Gdzie chcesz? A on
patrzy się: tu m o d l ą się, a tam t a ń c z ą , s k a c z ą . Tutaj lepiej, tu,
gdzie t a ń c z ą . A anioł: Tu? N o to do smoły go!" (17). W czasie
snu człowiek również wędruje po z a ś w i a t a c h , ale w nieco
innej formie: „ J a k człowiek śpi, to dusza wychodzi i człowiek
śni t o " (12).
W tym miejscu n a l e ż a ł o b y w s p o m n i e ć o zjawisku p o ś r e d ­
nim między snem a śmiercią, a mianowicie o tzw. letargu,
nazywanym na wsi t a k ż e „ z a c h w y c e n i e m " . Powszechne są
opowieści o ludziach, którzy b ę d ą c j a k i ś czas w letargu,
p o w r a c a j ą do życia i o p o w i a d a j ą swoje, otoczone a u r ą
tajemnicy, przygody na „ t a m t y m świecie": „[...] czasem
człowiek jest w letargu. Ż e dusza spaceruje. U nas był taki

111

�stary człowiek [...]. O n z a p a d ł w letarg. Trzy d n i on nie
p a m i ę t a ł nic. W y g l ą d a ł tak j a k nieboszczyk. 1 byliby go j u ż
pochowali, ale czekali trzy d n i . Tymczasem okazuje się, że on
wziął i o b u d z i ł się. [...] I on widział takie c o ś , że c h o d z i ł t a m
i p r o w a d z a ł go tam j a k i ś m ę ż c z y z n a " (18). N i e k t ó r z y
„ w ę d r u j ą c y " po z a ś w i a t a c h w letargu o p o w i a d a j ą d o k ł a d n i e
swoie przygody - p r z e k a z u j ą otrzymane w ó w c z a s przepo­
wiednie Dowiadujemy się na p r z y k ł a d o człowieku k t ó r y
z a p a d ł w letarg z polecenia" M a t k i Boskiej P r z y n i ó s ł on
z z a ś w i a t ó w tajemnice ale- [ 1 wszystko mu potem było
pozwolono p o w i e d z i e ć , a trzy rzeczy [nie w o l n o - A . P . ]
Hwie t v l k n mrlznnei matce a trzecia w o s ó l e n i k o m u f 1
A i Dowiedzieli mu tam że ożeni sie ze starsza kobieta o d
s i e b i e i : ż w teie umraJ M I tak D o t e r r b y ł o r C " (13)
snem a ś m S d ą
*
o c i e r a n i a s.ę granicy m . ę a z y
P

K o l e j n y m aspektem z w i ą z k u tych d w u s t a n ó w jest ich
stosunek do innej rzeczywistości czasowej, do czasu za­
ś w i a t ó w . Czas „ t a m t e g o ś w i a t a " płynie inaczej niż czas
ziemski: „ J e d e n o p o w i a d a ł , że był na t a m t y m świecie trzy
d n i . A t o było trzysta l a t " (19). Znana jest o p o w i e ś ć
0 człowieku, k t ó r y zaprosił na swoje wesele l u d z k ą kostecz­
kę, po czym zjawił się u niego nieznajomy, tajemniczy gość
1 o d w z a j e m n i ł m u się zaproszeniem do siebie. Kiedy j u ż pan
m ł o d y , zażywszy gościny, chciał p o w r ó c i ć do d o m u , o k a z a ł o
się, że z a s t a ł z u p e ł n i e inny świat. Podczas jego p o b y t u
w z a ś w i a t a c h na ziemi m i n ę ł o kilkaset lat. M ó w i się bowiem,
że „ t u dzień to tam tysiąc l a t " (1). Czas „ t a m t e g o ś w i a t a " to
bezruch, bezczas. W e d ł u g Jerzego S. Wasilewskiego, ten stan
symbolizują r ó ż n o r o d n e formy o b r z ę d o w e g o „ u n i e r u c h o ­
m i a n i a " , jak na p r z y k ł a d zwyczaj zatrzymywania zegara
Drży u m i e r a j ą c y m Jak Disze Wasilewski- Bezruch to bezczas a zatem śmierć" (1989 s 265) Sen również m o ż e b y ć
rozpatrywany w k o n t e k ś c i e k o n t a k t u z innym czasem.
W

tvm iednik

nrzvnadku na nlan nierws7v wvsuwa sie

w r ó ż e b n y i wizjonerski charakter snu k t ó r y p r z e n o s z ą c
człowieka w ¡ ^ 1 ^ * 1 8 1 0 « czasowa doTtarcS
S rnaciic^przyszłości Przeoow ad^wydarzeniaożyciaczłowie
^
śmierĆ zama^

noiawTa S S ^ ^ r r S 3 f ^ T n v 3 T i * « E
1
W d n i u sw
/Z^TK^^^fnL^S
nSn£ » r i knpnz-iśni
Ttefnll n«* « S S » 3 8 "
RAwnlp
n 7 ™

, 1

J l l

nf, Z ! w
ń ™ o ś ć

zl ™ v r z 3 v m
1 1 , T »

wrAż^mi

tiTlZJ^nZ

ez. Jezel ł o z k o p i ę k n e sn.sz p o s ł a n e to niedobrze A jezel.
takie n i e ł a d n e - to dobrze (21). Sen bardzo c z ę s t o wrozy
rychłą smierc: „ C z a s a m i sen m o ż n a p r z y ś n i e , bywa tak. Jak
juz m ą z m i a ł u m r z e ć to j a trzy razy stuła ze on ode mnie
o d s z e d ł w ta strona, gdzie cmentarz (22). Sen j a k o wizja
przyszłość, pojawia s.ę r ó w n i e ż we wspomnianej j u z m o d l.tewce o sme M a t k i Bosk.ej. Tresc tego tekstu dotyczy wizji,
j a k ą miała M a t k a Boska „ z a s n e w s z y na G ó r z e Ol.wnej .
Przyśniła ona bowiem m ę k ę swego Syna. M o w . ą o t y m słowa
modhtewkr. „ Z a s n e w s z y była Panna Maryja na g ó r z e Bet­

lejem. Przyszedł do niej miły Pan Jezus i z a p y t a ł : M a t k o moja
miła, czy śpisz, czy o czym myślisz? Zasnewszy b y ł a m , mój
Synku, ale we śnie w i d z i a ł a m sen straszliwy, gdy Cię
w O g r ó j c u pojmano, poprowadzono z w i ą z a n e g o do Kaj.
fasza, do Heroda poprowadzono, a ręce, nogi rozbite, krew
płynie j a k woda i ciecze j a k moje łzy p a d a ł y . R z e k ł Syn miły
że to jest sen sprawiedliwy" (6).
K o l e j n ą c e c h ą u p o d a b n i a j ą c ą sen do śmierci jest kontakt
ze z m a r ł y m i . Przed śmiercią zmarli p r z y c h o d z ą do domu
u m i e r a j ą c e g o człowieka, aby go z a b r a ć na „ t a m t e n ś w i a t "
do siebie. C z ę s t o p o w t a r z a ł y się wypowiedzi t y p u : „ N o , jak
j u ż człowiek p r ę d k o ma u m r z e ć , p r z y c h o d z ą zmarłszy z rr&gt;
dżiny. P r z y c h o d z ą i m ó w i ą : I d ź m y ! " (1). Inny zaś rozmówca
stwierdza: „ J a słyszałem, że staruszek t a k i , co za niedługo już
z m a r ł s z y , m ó w i : Chyba j u ż koniec, b ę d ę u m i e r a ć . Oni
m ó w i ą : Dlaczego? J u ż p r z y c h o d z i ł a moja mama i wołała
mnie: C h o d ź do mnie, c h o d ź ! T o j u ż czas p r z y s z e d ł " (14)
Z m a r l i p r z y c h o d z ą r ó w n i e ż we śnie. Pojawiają się, aby
p o p r o s i ć o pomoc w postaci m o d l i t w y czy zakupionej mszy
p o k a z u j ą się też dusze p o t ę p i o n e , na p r z y k ł a d wisielcy
Kiedy człowiek śpi, „ w t y m momencie m o ż e r o z m a w i a ć a
z m a r ł y m i " (14). „ N o m ó w i ą tak: Że j a k d u ż o ś n i się, znaczy
że czegoś potrzebuje. T o trzeba m o d l i ć się, na m s z ę świętą
d a w a ć , żeby ta dusza była spokojna i zadowolona" (5).
U k a z u j ą się r ó w n i e ż bliscy zmarli, służący r a d ą i pomocą
żyjącym krewnym. Jedna z r o z m ó w c z y ń o p o w i a d a ł a o swej
nieżyjącej matce, k t ó r a we śnie d a w a ł a jej rady i polecenia:
„ M i mamusia przez długi czas p r z e d s k a z y w a ł a " (5). Zmarli
r e w a n ż u j ą się p o m o c ą za p a m i ę ć i m o d l i t w ę : „ J a k idziesz
i msza zakupisz, i zapłacisz, i ludzi p o m o d l ą się. tam obiad
[...] t o m ó w i ą , że duszy bardzo l e k k o i wtedy j u ż dla tego
d o m u będzie c o ś k o l w i e k dobrze z tego ś w i a t a " (10).
Z a r ó w n o poprzez sen, j a k i śmierć możliwy jest kontakt
z osobami nadprzyrodzonymi. T o właśnie po śmierci, jak
opowiada pogrzebowa pieśń Wyszła, wyszła dusza z ciała,
dusza spotyka Pana Boga, Św. Piotra s t r z e g ą c e g o bram raju,
anioły, Św. M i c h a ł a , M a t k ę B o s k ą . Osoby nadprzyrodzone
m o g ą u k a z a ć się t a k ż e we śnie. W tekstach r o z m ó w często
pojawiają się opisy w ę d r ó w e k w czasie snu po zaświatach: po
piekle l u b czyśćcu, gdzie zwykle „ z w i e d z a j ą c e g o " oprowa­
dza a n i o ł . Pan Jezus lub inna istota nadprzyrodzona.
Przytoczmy j e d n ą z wypowiedzi: „ P i e k ł o to j a we śnie
widziała [...]. Jakim sposobem j a j u ż do piekła, to j a me wiem,
t y l k o że dziewczynka mnie s p o t k a ł a m a l u t k a , dziewczynki
w białej sukience i r ó ż o w ą w s t ą ż e c z k ą przepasawszy %
mnie za liewa r ę k a wzięła i szedła do p i e k ł a . " Na pytanie kun
była ta dziewczynka, r o z m ó w c z y n i odpowiada: „ N o anioł.
A n i o ł mnie p r o w a d z i ł " (19). We śnie m o ż e się również
objawić M a t k a Boska czy też u k a z a ć się diabeł.
Skojarzenie snu ze śmiercią występuje zatem w tradycyj-1
nych wierzeniach w wielu aspektach. Z a r ó w n o poprze
śmierć, j a k i sen nawiązuje sie kontakt v „ t a m t y m światem'
ze z m a r ł y m i , z istotami nadprzyrodzonymi, z inną rzeczywis­
tością c z a s o w ą . Sen jest r ó w n i e ż łagodniejszą, pokrewi*
formą śmierci. Wszystko to sprawia, ze m o ż e m y mów*
o płynnej granicy m i ę d z y t y m i d w o m a stanami.

L I T E R A T U R A

Aries P.
19X9

Człowiek

i śmierć.

Warszawa

Forstner D .
1990

Świat symboliki chrześcijańskiej.

ml™Iliada

Wrocław

^lowskie-Rzeszowskie,
ław

112

Warszawa

(w:) Dzieła

wszystkie, , 48, Wroc¬

1974 Sanockie-Krośnieńskie,
(w:) Dzieła wszystkie, t. 49. Wroctt* |
Kopaliński W .
1985 Słownik mitów i tradycji kultury. Warszawa
Kotula F .
1976 Znaki przeszłości.
Warszawa
Smoleń W.
1987 Ilustracje świat kościelnych w sztuce. Lublin
Wasilewski J.S.
1989
Tabu a paradygmaty etnologii. Warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9997" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9975">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d9541ae3d790a63a670fad1cdd3728f6.pdf</src>
        <authentication>0cb851201b9d847f4374f60fcf28dc68</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118929">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3594</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118930">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118931">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3371</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118932">
                <text>Zagłada światów. Między mitologią lokalną a Biblią / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118933">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.96-106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118934">
                <text>Zowczak, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118935">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118936">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118937">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118938">
                <text>1

Zagłada światów
1
Między mitologią lokalną a Biblią
Magdalena Zowczak

M a t e r i a ł y z L i t w y s t a n o w i ą szczególnie ciekawy z b i ó r
ź r ó d e ł do analizy myślenia magicznego i jego z w i ą z k ó w
z religijnością. System byłego Z w i ą z k u Radzieckiego o p i e r a ł
się na p a ń s t w o w e j pseudoreligii. sakralizującej władzę partii.
Pozornie paradoksalne zakonserwowanie na tych terenach
magicznego sposobu myślenia b y ć m o ż e należałoby t ł u m a ­
czyć raczej jego p o k r e w i e ń s t w e m , czy też k o h e r e n c j ą wobec
zasad radzieckiego p o r z ą d k u , niż w e w n ę t r z n y m protestem
ludzi, z a c h o w u j ą c y c h w czułej p a m i ę c i archaiczne wierzenia.
Niejednokrotnie bowiem to, co dla t e r e n ó w Polski p o ś w i a d ­
c z a j ą XIX-wieczne czasopisma etnograficzne, m o ż n a usły­
szeć na Litwie na własne uszy, a p t l y odrobinie szczęścia
nawet niekiedy uzupełnić (sytuacja ta stwarza szanse wzaje­
mnej weryfikacji źródeł). Przez wiele lat z a c h o w a ń magicz­
nych nie h a m o w a ł a na L i t w i e religia: ograniczenie do
m i n i m u m działalności Kościoła, d o t k n i ę t e g o p o d o b n y m
n i e d o w ł a d e m , jak większość instytucji publicznych (zwłasz­
cza szkolnictwa i służby zdrowia), przyczyniło się do swobo­
dy interpretacji spraw z w i ą z a n y c h z wiarą i Pismem
Śmętym
(Zowczak 1991) oraz n i e ś w i a d o m e g o łączenia ich czy uzgad­
niania z lokalna tradycją: z podaniami, zwyczajami, t l b o
ogólniej - z n o r m a m i . Powstają w ten s p o s ó b zadziwiające
nieraz kontaminacje, k t ó r e n a p a w a ł y o d r a z ą większość
XIX-wiecznych badaczy j a k o teksty „ z e p s u t e " Istotnie są
one nieraz bardzo odległe od kanonu i z trudem dają s i ę
p o d p o r z ą d k o w a ć folklorystycznym klasyfikacjom w ą t k ó w !
chyba że potnie sieje na k a w a ł k i . Rzecz jednak w t y m , że
z n a c z ą c e są połączenia owych w ą t k ó w , jak r ó w n i e ż cały
kontekst takich zbitek, k t ó r e wbrew klasyfikacjom u k ł a d a j ą
siew nowe, sensowne całości. W zepsuciu t y m jest bowiem
metoda, skoro owe opowieści p r z y p o m i n a j ą apokryfy judeoc h r z e ś c i ariskie, a t a k ż e midraszowe legendy żydowskiezapewne jedne i drugie mogły mieć bezpośredni w p ł y w na
t w ó r c z o ś ć l u d o w ą (w pewnym sensie w p ł y w y były o b o p ó l ­
ne) M i m o wszystko ich znaczenie c h y b . jednak nie m o g ł o
przewyższać o d d z i a ł y w a n i a Pisma Ś Jętego w wersji kanoni­
cznej (chodzi tu o okres o d p o ł o w y X I X - g o wieku do chwili
obecnej) A zatem, j a k się zdaje, zbieżności między o p o w i e ś ­
ciami biblijnymi wszystkich trzech r o d z a j ó w byłyby niekiedy
w y r a z e m Oraw, o b o w i ą z u j ą c y c h w ludowej egzegezie

Bubli

tę zaś p o j m o w a ć m o ż n a j a k o swoisty p r z e k ł a d dostosowany
do potrzeb i realiów kultury l u d o w e W tej sytuacji ryzykowne jest orzekanie o genezie pomys­
łów interpretacyjnych. W i a d o m o na p r z y k ł a d , że w kulturze
ludowej Słowiańszczyzny rozpowszechnione jest w y o b r a ż e ­
nie dziejów, w e d ł u g k t ó r e g o ludzie stopniowo się „ w y r a d z a ­
j ą " , degenerują w trzech kolejnych e p o k a c h , z w a n y c h niekie­
dy czasami Ojca, Syna i Ducha Świętego. Czy warto jednak
łączyć ten p o m y s ł (jak to czyni T o m i c k i w syntetycznym
opisie religijności ludowej, 1981, s. 42) z teologią J o a c h i m a
z Fiore, o p a t a kalabryjskiego, z m a r ł e g o w 1202 roku? W obu
przypadkach mamy do czynienia z p o d p o r z ą d k o w a n i e m
trzech o k r e s ó w dziejów Trójcy Św., ale waloryzacja jest
odwrotna (zgodnie z myślą tego cysterskiego zakonnika
epoka O j c a o d p o w i a d a ł a czasom Starego Testamentu, zaś za
czasów Ducha Św. m i a ł o na ziemi z a p a n o w a ć K r ó l e s t w o
B o ż e ) . Z drugiej strony rozpowszechniona w kulturach
indoeuropejskich idea podziału dziejów ludzkości na trzy
okresy b y w a rozpatrywana j a k o oczywista projekcja pod­
stawowych (przynajmniej dla tych kultur) kategorii czasu:

96

p r z e s z ł o ś c i , t e r a ź n i e j s z o ś c i i p r z y s z ł o ś c i , r ó ż n i e z r e s z t ą war¬
t o ś c i o w a n y c h , n p . wiek z ł o t a , b r ą z u i ż e l e z a . A l g i r d a s J
G r e i m a s p i s a o podobnej k o n c e p c j i historii w mitologa
litewskiej j a k o sukcesji trzech ras: d a w n y c h o l b r z y m ó w
z a s t ą p i l i obecni ludzie, k t ó r z y z kolei u s t ą p i ą rasie k a r ł ó w ci
b ę d ą tak mali ż e w d z i e w i ę c i u będą z a r z y n a l i koguta
N a r o d z i n y i ś m i e r ć obecnej l u d z k o ś c i mitologia litewska
wiąże w ^
Sonem i dżuma

N a s z a r a s a p o j a w i ł a się: na z

m

Z

Solowe z A a K ^ ^
mas ? 9 8 5 s
^
kataklizmu

mków
S

o

G r e S

m

S

J

S

a

uznawszy

SLSt

iZ

szybko^^^TIM^

zaczęła si:
P ^ V « y ł d aj
B o g u , iz nie z d o ł a u d ź w i g n ą ć tak wielkiego u ę z a r u . Bog
w y s ł u c h a ł jej s k a r g i z e s ł a ł p o t o p . G d y l u d z k o ś ć znów
r o z r o d z i się p o n a d m i a r ę Z i e m t a p o n o w n a p o p r o s i Boga,
byjej u l ż y ł , a w ó w c z a s ześle on d ż u m ę ( t a m ż e , s. 185). Ten
s a m p r o b l e m bardziej p o m y s ł o w o r o z w i ą z u j ą legendy żydo­
w s k i e : B o g u s p o k a j a Z i e m i ę , d r ż ą c ą ze s t r a c h u . ,z me da rady
w y k a r m . c p o t o m s t w a A d a m a , z a p e w n i e n i e m o swej pornoc y C z a s zostaje podzielony: B o g troszczy się o noc, zsyłając
c z ł o w i e k o w i o ż y w c z y son , o d p o c z y n e k , / a s Z . e m i a żywi
ludzi z a dnia ( G i n z b e r g 1909, s. 6 4 - 6 5 ) .
P o l s k i e m a t e r i a ł y nie r ó ż n i ą s i ę od l i t e w s k i c h z wyjątkiem
p r z e w i d y w a n e j d ż u m y (w Krakowskiem
K o l b e r g a można
z n a l e ź ć w z m i a n k ę , iz o l b r z y m i w v e u b i c n i zostali powietrzem
m o r o w y m ; 1962 s. 10). Z a m i a s t mej p r z e w i d y w a n y jest
raczej cały zestaw r ó ż n o r o d n y c h klęsk k a t a k l i z m ó w które
b ę d ą ^ n a s t ę p o w a ł y jedne p V d r u g i c h p o d o b n i e Tak w SybiM
tr?ech n a r o d ó w " są,
w tekstach n e w s k i c h
ogromni
jak
^

rodobne S ^ nawet takie same j S
Dawniejsi
ludrie• Boua o f c ? " byB

z ziemi kości- żyTponad d S e l
M T d w a ? nół metS chleby ^^TcSS£mi

k

5
olewTmi i

^ a d b r a ł a ś eTch w i e l k a ^
D u c h a Iwie L o " i u h
no R o « i D u c h i " 7 ^ ia m ł S
w S J h S S h c h l e h o w y c h tak i a k m m l Z v w S

U d z i e l a 190 i

s 2

1

4)

„ M i l ż y n y (wielkoludy, z lit. mirzinas - M . Z . ) wielkie i sil* &lt;
dawniej były, pójdzie do lasu, największe drzewo, sosnę. "* !
grzbiecie przyniesie. A mówi: C o tam za robak po polu łazi'' 1 &amp; I
rękę wziął człowieka z koniem. T o jak ten świat zamykał sięA wyszła kobieta, matka czy żona, mówi: Jak my pomrzemy: W
laki świat będzie. A pośle nas będą krasnoludki, że będz*
dwunastu człowieka jednego koguta kroić. Na but powiedzą: Co ^
to za wieża? - jak gdzie zostanie but nasz. Drugi swiai powsUK*--|
WSybiliipisało: jeśli naród poprawi sic. to kilka lat jeszczebędfl*'

�Mur Kościoła,

I będzie to naród bardzo mądry, pyszny" (1).
W e d ł u g n i e k t ó r y c h wypowiedzi koniec ś w i a t a powtarza
sie co trzy t y s i ą c e lat ( s t ą d r ó ż n e „ ś w i a t y " ) , a l b o t e ż
w dziejach l u d z k o ś c i b y ł y j u ż trzy p o t o p y , z k t ó r y c h n a j ­
straszniejszy b y ł ostatni, i d e n t y f i k o w a n y z b i b l i j n y m : „ c o
zniszczyło s i ę w s z y s t k o , to b y ł ten p o t o p trzeci. I w t e d y P a n
Bóg p o k a z a ł n a niebie t ę c z ę , ż e o n a jest, to j u ż w i ę c e j nie
będzie k a r a ł p o t o p e m " (6).
A zatem k a t a k l i z m y o d d z i e l a j ą nie t y l k o r ó ż n e „ n a r o d y " ,
lecz i o d r ę b n e ś w i a t y , k t ó r e , j a k s i ę zdaje, p r z e d s t a w i a j ą
kolejne stadia c y k l i c z n e g o p r o c e s u , analogiczne- » d o z m i e n ­
nych p ó r r o k u . P o d p o r z ą d k o w a n i e s t a d i ó w T r ó j c y Ś w .
nadaje temu p r o c e s o w i c h a r a k t e r linearny. Jeśli j e d n a k
pominiemy tę c h r z e ś c i j a ń s k ą i n t e r p r e t a c j ę , n a d a l p o z o s t a n i e
problem z m n i e j s z a n i a s i ę l u d z i , n i e m a l j e d n o g ł o ś n i e p o d ­
kreślany r ó w n i e ż w e w s p ó ł c z e s n y c h w y p o w i e d z i a c h . Z a t e m
o w ą c y k l i c z n o ś ć trzeba by b y ł o p r z e d s t a w i ć nie p r z y p o m o c y
okręgu, lecz raczej spirali, k t ó r e j z w o j e c o r a z b a r d z i e j s i ę
zacieśniają. T o t e ż teksty m ó w i ą o „ s k r a c a n i u s i ę " c z a s u
podobnie j a k l u d z k i e g o ż y c i a (tak t e ż i n t e r p r e t o w a n y jes
słynny zwrot z Sybilii,\ż
„zima zimę gonić będzie").
„Ludzie po stworzeniu żyli ponad setkę, to na pewno byli
zdrowi, Abraham żył sto sześćdziesiąt dwa lata chyba, mądrzejsi
byli, bo takie budowle jak z dawnych lat, to dzisiaj nikt na to
głowy nie ma. Bo lak było przepowiedziane: naród będzie słabszv.
Takie proroctwa były. trzy książki spisane Michaldy. Będą
skrócone dni, będzie skrócone życie ludzkie. 1 rzeczywiście dzisiaj
tak jest, że człowiek nigdy n i e m a czasu, żeby zrobić wszystko" (7).
„Pan B ó g skrócił lata nasze (...) A dawniej, czy my wiemy
dobrze (...] no jest rok [...] ale czy to jest prawdziwie, to nikt nie
może tego zbadać, bo są krótsze dni, krótsze miesiące i krótsza
cala era [...] Ludzie [...] zostali skróceni na swoim życiu. A przez
» ? Przez wybryki" (8).
Polskie teksty o d p o w i a d a j ą tezie G r e i m a s a , iż z m n i e j ­
szanie się ludzi i s k r a c a n i e s i ę c z a s u l u d z k i e g o ż y c i a jest
*oistym r o z w i ą z a n i e m p r o b l e m u w z r a s t a n i a h c z b y l u d n o $
która w i n n y m p r z y p a d k u nie m o g ł a b y s i ę w y ż y w i ć
* r ó d m a t e r i a ł ó w K o l b e r g a z K r a k o w s k i e g o z n a j d u j ą się
&lt;*sty osnute w o k ó ł w ą t k ó w b i b l i j n y c h : c h o c i a ż l i t e r a c k o
^ g ł a d z o n e i z a p e w n e o c e n z u r o w a n e ; s t a n o w i ą w zestawiem n y m i ź r ó d ł a m i p r z y c z y n e k do biblii ludowej. W nich
* snie m o ż n a znaleźć b e z p o ś r e d n i o w y r a ż o n ą p r z y c z y n ę
g r a d a c j i ludzi.
s

w

,a

r ° w y g n a n i u z r a j u i z m n i e j s z e n i u k ł o s ó w ludzie cierpieli
s o d , n a s t a ł w i ę c z w y c z a j , ż e gdy s y n s i ę ż e n i ł , o j c a swego

Dotnuva

z a k o p y w a ł ż y w c e m w ziemi. K i e d y j e d n a k z a r z u c o n o
s p o s ó b ograniczania populacji:

ten

„Pan B ó g na niebie zmiłował się nad ludem i poczęły być większe
urodzaje, ród zaś ludzki nieco przydrobnil. Z o l b r z y m ó w nienasy­
conych rodzili się coraz mniejsi mieszkańcy ziemscy, ale też i bieg
długiego życia u k r ó c o n y m z o s t a ł " (Kolberg 1962, s. 9)
Biblijna historia potopu, c z ę s t o ł ą c z o n a przez naszych
r o z m ó w c ó w z upadkiem S o d o m y i G o m o r y , ł a t w o przeplata
się r ó w n i e ż z l o k a l n y m i p o d a n i a m i , t r a f i a j ą c n a p o d a t n y
grunt w postaci w i e r z e ń o z a t o p i o n y c h b ą d ź z a p a d ł y c h
w z i e m i ę k o ś c i o ł a c h , k a r c z m a c h , d o m a c h czy w s i a c h o r a z
ludziach w k a m i e ń z a k l ę t y c h . A s y m i l a c j a w ą t k ó w biblijnych
w t r a d y c j i lokalnej z o s t a n i e tu z a p r e z e n t o w a n a na p r z y ­
kładzie o p o w i e ś c i o zagładzie ś w i a t ó w . Potop czy p o ż o g a
m a j ą w n i c h znaczenie c e z u r y m i ę d z y r ó ż n y m i e p o k a m i
a c z a s po k a t a k l i z m i e o z n a c z a d l a z . e m i c z y s t o ś ć p i e r w s z y c h
dni stworzenia, t o t e ż p o j a w i a j ą się w ó w c z a s symbole z w i ą z a ­
ne z k o s m o g o n i ą .
„Przed potopem ludzie byli mocno grzeszni, jak m o ż n a równać
dziś" (9), „barbarzyńcy bardzo wielkie. Nie wierzyli ni w Boga. ni
w nic, żyli jak b y d ł o jakie" (6). „Był naród j u ż taki mądry, że Pan
B ó g nie mógł k o m a n d o w a ć . O n jedna rodzina wybrał Noego,
wtedy ludzie żyli po dziewięćset trzydzieści lat, on b u d o w a ł karabl
sto dwadzieścia lat, na trzy piąlry i powiedział jemu Pan Bóg:
Zbierzesz wszystka żywiola do pary, jakie jest tylko do tego
karabla, a ja len naród wykasuję generalnym potopem. T o Noe
budował sto dwadzieścia lat karabl ten i za k a ż d y m uderzeniem
młota nawracał ludzi: Ludzie nawróćcie się, bo zginiecie, a z niego
wyśmiewali się. za nic go mieli" (10). R ó w n i e ż według tradycji
żydowskiej Bóg w swym miłosierdziu p o z w o l i ł Noemu przez sto
dwadzieścia lat n a p o m i n a ć zepsute pokolenie i ostrzegać je przed
nadchodzącą karą, dokładnie ją opisując, lecz w y ś m i e w a n o go
(Ginzberg 1909, s. 152).
„Strasznie rozbalowane byli. Nie słuchali Pana Boga, tańcowali
dzień i noc [zupełnie jak w o p o w i e ś c i a c h o zapadłej karczmie
- M . Z . ) . Deszcz już padał dzień i noc, a oni jeszcze na drugim
piętrze byli i jeszcze tańcowali. Już woda zajmuje ten pięter, a oni
jeszcze tańcują" ( I I ) . „[...] który miał d u ż o pieniędzy, to i sam topi
się w wodzie, a jeszcze koszyczek pieniędzy o, tak podnosi, a który
hultaj leniwy, to leży sobie w wodzie, j u ż nic m u " (12).
„Jeden bogaty byl brat, drugi biedny. Ten biedny to nasuszył
chleba, a bogaty zabrał worek złota. Wlazł wysoko gdzieś tam
i jak głodny, to wyjmie z plecaka suchara, zamoczy, do wody
posmokcze i żyje, a ten drugi złota nie zje, a deszcz lat czterdzieści
dni i czterdzieści nocy. I poleciał do wody razem z tym złotem.

97

�A głód to jeszcze gorszy niż potop" (13).
Pomimo zepsucia ludzi świat przed z a g ł a d ą miał cechy
rajskie. P a n o w a ł w nim o g ó l n y dostatek, nawet kamienie
rosły, a kłosy z b o ż a , żyta i jęczmienia, o k r y w a ł y łodygi do
samej ziemi. W e d ł u g innych wersji „ k ł o s kiedyś był ci
w skomble takie - na jednej pałce d o o k o ł a kilka k ł o s ó w "
(16); wyrastały ich trzy. cztery, a nawet siedemdziesiąt (14.
15). Ó w wielokrotny kłos nasuwa skojarzenia z d r a b i n ą
Jakubowa (por. K u b i a k 1981, s. 1 1 4 - 1 1 6 ) . Jerzy Wasilew­
ski traktuje wielki kłos j a k o altomorf drzewa kosmicznego,
k t ó r e g o likwidacja powoduje przerwanie łączności między
ludźmi a niebiosami i oznacza moment upadku (1989.
s 188)
Wizja rajskiego życia przed potopem zgodna jest z duchem
legend ż y d o w s k i c h , w e d ł u g k t ó r y c h ludzie nie znali w ó w c z a s
trudu ani troski i wskutek niezwykłego powodzenia stawali
się coraz bardziej zuchwali. Jeden siew przynosił i m ż n i w o na
czterdzieści lat. zaś dzięki sztuce magii potrafili z m u s i ć nawet
słońce i księżyc, by i m służyły (Ginzberg 1909, s. 152). Jest to
zresztą zgodne z w i d o c z n ą i we współczesnych tekstach
tendencją do p o d k r e ś l a n i a , że n a p r a w d ę dobrze m o ż e się
wieść t y l k o drennemu, złemu c z ł o w i e k o w i , p o n i e w a ż pomaga
m u diabeł. B ó g zaś zsyła swoim u l u b i e ń c o m krzyżyki.
Wrednv człowiek nie choruie I 1 iemu czort oomaea Boeatemu
czort i w kaszTztoU narób

a biednemu w zarierkt nasra Ale

5^SSM32.

Tzcze^wY SdzTc no nerw
szczęśliwy będzie, no nerw nie wytrzymuje (3 ).
N a Laudzie d i a b ł a zastępuje ajczwaras (li . auvaras), demon
s p o r z ą c y , o k t ó r y m powiada się dosadn.e, .z bogatemu
narobi do kaszy ś m i e t a n ą , a biednemu g ó w n e m (49).
U t r a t ę obfitych k ł o s ó w (najbardziej rozpowszechniona
wersja opowiadania), wiąże się zazwyczaj z brakiem szacun­
k u dla chleba. B e z p o ś r e d n i ą p r z y c z y n ą gniewu b o ż e g o ma
być użycie przez b a b ę blinów do „ p o d t a r c i a dziecku d u p y "
b ą d ź wykorzystanie naręczy k ł o s ó w j a k o mioteł; często
zdarzenie wzbogaca się b e z p o ś r e d n i ą o b r a z ą Pana Boga lub
Pana Jezusa, k t ó r y w tych szczęśliwych czasach chodził
w ż e b r a c z y m przebraniu po ziemi: zostaje więc obdarzony
s p o s t p o n o w a n ą blina albo odprawiony z k w i t k i e m przez
skąpą gospodynię.
„My żyjemy na koci i psich doli. Pan Jezus chodził i przyszedł
do kobiety, a ona bliny piekła. Pan Jezus mówi. żeby dała jeść
i ona dala Panu Jezusu brudny placek. Pan Jezus rozgniewał się.
a dawniej było zboże od ziemi. Pan Jezus wziął bicz, poszedł
w pole i tym biczem pościnał je do ziemi, a psy i koty zaczęli jęczeć
i tylko został jeden kłosek na ich dolę i my żyjem tym. To teraz
mówią, że trzeba kota nakamuć [...]. bo my na sobaczej , kocej
dolizyjem"(l7).
W tekście widoczne jest skojarzenie kary boskiej z biblij­
nym w y p ę d z e n i e m p r z e k u p n i ó w ze świątyni jerozolimskiej
( M t 2 1 , 12; M k 11, 15), a d o k ł a d n i e j zapewne z j a k i m ś
obrazem, p r z e d s t a w i a j ą c y m gniewnego Chrystusa, k t ó r y
ściga p r z e k u p n i ó w ze sznurem w uniesionej do uderzenia
ręce.
Opowiadania z L i t w y d o k ł a d n i e opisują zmniejszenie
k ł o s ó w , wyjaśniając o b e c n o ś ć kolanek na ł o d y d z e z b o ż a .
O t o wersja legendy z 1883 r o k u . zapisana i p r z e t ł u m a c z o n a
z j ę z y k a litewskiego przez Mieczysława D o w o j n ę Sylwestrowicza, k t ó r a wyraziście potwierdza tezę o kłosie-drzewie
kosmicznym:
„O kochaniu psa który sobie robiąc dobrze i ludziom zrobił
dobrze.
G d y ludzie byli bogatsi i nie wiedzieli, co to jest moje a co
twoje, orali złotemi narogami i złote szaty nosili.Mieszkali
z blizka od siebie w zgodzie. Gniewali się jednak na Boga. że
i m czegoś nie dostaje, że nie mają słomy i k u l i ( s ł o m i a n y c h
zwojów w y m ł ó c o n y c h ) z żyta. K ł o s żytni był potenczas a ż po
korzenie od wierzchu długi, p o k r y t y ziarnem, bez łodygi
(słomy). Wtedy to B ó g chodził po ziemi. Z m ó w i w s z y się
rolnicy prosili Pana Boga, aby kłos był k r ó t s z y m . Bóg, c h c ą c
im d o g o d z i ć , zrobił tak. j a k oni prosili. B ó g pochyliwszy
łodygę żyta, czyli ó w tak długi kłos żytni smorgal ziarno

98

1

w g ó r ę z d o ł u i pytał, z a t r z y m u j ą c rękę: Czy j u ż dosyć )
Rolnik o d p o w i e d z i a ł , że jeszcze trzeba. I p o z o s t a ł na tynj
miejscu znak na żytniej słomie, gdzie Bóg z a t r z y m a ł rękę
s m o r g a j ą c kłos. [Jest to miejsce na słomie, gdzie wychodzą
z ł o d y g Uście - M D S 1 . Gdy po raz drugi s m o r g a ł i z n o w j
proszono, s m o r g a ł B ó g po raz trzeci z gniewem, aby zupełnie"
kłos z e s t n o r g a ó Wtedy to pies uchwycił koniec zboża
. o g a r n ą ł swoim pyskiem i w ten s p o s ó b Bóg zagniewany Z
m ó g ł zniszczyć całego kłosa g d y ż pies uprosił go gdyby mu
ÏÏfa»*^Dffi
to ludzie gdy u p u * ą pierwszy c h Ï Ï
kęs tego chleba rzucają pod
stół a potem
s ^

iSS^ûS^S^m
[ ])-( S j r

s 57)

( z

-

d D o D o n

, s t n i e j e

a

o

t

ą

a

J

Podobnie w ' j e d n y m z zapisanych współcześnie tekstów
ludzie przeklinali wielkie kłosy z p o w o d u uciążliwych żniw
ciężko b y ł o ż ą ć (18; zbliżona wersja u Afanasjewa, 1990 !
s. 14).
P o w r ó ć m y jeszcze na chwilę do sprawy kolanek na
ł o d y d z e z b o ż a , ś l a d ó w bożej ręki. Zatem przed opisanym i
wydarzeniem łodygi z b o ż a były ich pozbawione, gładkie ;
podobnie j a k łodygi fasoli czy bobu, k t ó r e właśnie z teeo'
Powodu umożliwiają w mitach k o m u n i k a c j ę z zaświatami
(Wasilewski 1989, s 1 9 6 - 197; por. też: „ d a w n i e j ludzie jak
chcieli do nieba to sadzili ten b ó b i po t y m bobie lazły i do
nieba się d o s t a w a ł y [ ] dzieciakom mówili" do nieba pój.
dziesz DO bobie" (20) N i e k t ó r e teksty zawierają inna.
c h o c i a ż r ó w n o w a ż n ą interpretację' kolanka są to lady w
zesmorganwh"
k ł o s ó w ile kolanek
w
( 19) k t ó r e dzięk e m u upoaaoma
upodabnia się
się do
b a b i todydzżyta
ny
ao
1

Przemiana kłosów bardzo często ł ą c z o n a jest z potopem
j a k o jej b e z p o ś r e d n i ą p r z y c z y n ą . W ó w c z a s zamiast „smorg a j ą c e j " boskiej dłoni niszczy kłosy woda. Interpretacja,
w e d ł u g której Pan Bóg zostawił tyle kłosa, ile pies w gardło I
zmieści, bywa harmonijnie p o ł ą c z o n a z biblijnym potopem. I
„Przez siedem lat budowali korabl i oni zapomnieli chleba i piał
wyleciał i złapał w pysk kłosy i dlatego u nas psia dola. żyjenj
z psiej doli" (21 ). „Zawsze się daie psu chleba kawałek, bo tyle*
pies chwycił, to tyle kłosa zostało [...]. laka jest psia paszczy*
dłużyna" (22).
W większości t e k s t ó w z L i t w y ocalenie zawdzięczamy psu |
i kotu, k t ó r e przewidując k a t a s t r o f ę wypraszają jęcząc
. żebrzec zmtan^ boskiej decyzji. Przekonanie o wicszczycb
w ł a s n o ś c i a c h tych zwierząt trwa do dziś, toteż z ich za­
chowania często w r ó ż y sie o przyszłości (np kiedy pies wyje
z pyskiem uniesionym w górę właśnie lak jak p o d e à
niszczenia kłosów zapowiada to głód p o ż a r albo wojnę;
z opuszczonym w dół lub k o p i ą c jamę - śmierć Hospodara;
myjący^™17^rpowiada g o ś c n t p T A nomew ^ psu. i koc*
K%stary p ^
ludzi mam sta y wobec
tvch
z n,-mi chlebem I
ludzkie!doTii bowiem w kłosach m ê m â ( 2 3 )

^^n^^^kàSSr%

„Za to nie można nigdy ni psa. ni kom obi/ać. ho mv n a ichniej I
doli zostali się" (18).
Na Litwie p r z e t r w a ł a p a m i ę ć o zwyczajowym częstowaniu
psa chlebem p o ś w i a d c z o n y m dla X V I I wieku Ludwk
A d a m Jucewicz cytuje fragment litewskojęzycznego okól­
nika biskupa ż m u d z k i e g o Piotra Tarczewskie^io z 1649 roku
we w ł a s n y m t ł u m a c z e n i u :
„Porzućcie wszystkie swoje pogańskie uroczystości [...] » «*
bardziej porzućcie wspominki psów, pracowiivch. albowiem je*»!
obraza Boga. (...) Jest u was pogański zwyczaj; wy jedząc pien**|
i ostatni kęs dajecie psu, wierząc, iż to przyniesie korzyść*
domu. O Boże nasz! jacyż słudzy twoi! Nie. to nic iwoi słudzY.»|
służalcy diabła [...]". Od siebie zaś Jucewicz dodaje: „ZasirzeaBB
tego ze wszechmiar najłagodniejszego Pasterza, pilnują sie id*
siaj na Żmudzi. Uprzedzenie jednak"/ czasów pogańskich j e J ^ J
nie ustało, z tą jednak różnicą, iż ludzie dorośli nic rzuc#
pierwszego i ostatniego kęsa z ust swoich dla psa, lecz
czynić dzieciom którzy (sic') ieszcze d o K o m u n i i sw nie p * I
stępowali" ( 1 8 4 6 , s. 1 1 8 - 1 2 0 )
W s p ó ł c z e s n e m a t e r i a ł y p o ś w i a d c z a j ą t r w a ł o ś ć tego

tM

�^ j u ; za zasługi psa „jak chleb pieką, gospodyni dzieżę
S k r o b i e i dla psa malutki chlebek też upieką. M a m l
mówiła, że to psia dola" (5).
Na terenie Polski opowieści o kłosach przybierają po­
p c h n i e odmienną wersję (zdecydowanie rzadką na Lit¬
S S t o M a t k a Boska chwyta w ostatniej chwili za koniec
unsa ratując ludzi od śmierci głodowej. T r u d n o ostatecznie
K z y g n i ć , czy jest to wyraz późniejszej tradycji religijnej.
! ' k t ó r e j aktywna rola zwierząt stanowi anachron zm
rwsz?stkiedobrodzieX

ludzi j u ż po wygnaniu z raju (28); akcent pada często na winę
kobiety: p o d k r e ś l a się, że to baba w y w o ł a ł a boży gniew i z jej
powodu kłosy są m a ł e (38); ż o n a Noego bywa nazywana
Ewą (39) podobnie j a k w rosyjskiej legendzie zapisanej przez
Afanasjewa ( L u ź n y 1988, s. 204); c) A d a m i Ewa są jedynymi
ludźmi k t ó r z y ocaleli z p o t o p u . p i e r w s z y m i l u d ź m i oczysz­
czonego świata (29)
2. Noe, j a k o pierwszy człowiek nowego ś w i a t a , podobnie
jak A d a m występuje wymiennie z Bogiem (16).
( D o Lota i jego żony p o w r ó c i m y później).

« 1 ^ do s S f i K
3 2
r o z k a z a n i e t S d n o bedŻie w X m a S ć fakt ze
^.fstacirkomniarz^ ^t2Sk7S5^«v1Sl£
^ I L n r o s i ^ ^ k l e Boea (Pana Jezusa) bv osławił
X

la. A.: ..To opowiadali tak, że jak Adam zgrzeszył, to jeden
kłos tylko pozostał. [...] A tak było [...] B.: O d komla. Wiele on
rósł, to wszystko było k ł o s . N i e b y ł o s ł o m y , a klos. Ja mam
książkę, w książce pisze. Jak A d a m , jak E w a zgrzeszyła. Ale [w
przeciwnym wypadku - M . Z . ] też b y ł o b y źle. Jeżeli byłaby E w a
nie zgrzeszywszy, byliby ludzie nieumierające. Ale nie oralib, nie
kosilib. Nic nie robiliby. C : Ale czy to prawda, czy nic? Ja
słyszałem - tylko ten kłos został się dla kota. jeden" (27);

T

V

1

1K8
n o ^
w 7 n / L teren^^^^
Kossak-Szczuckie^Bycmoze^
psia dola czy -^obacza dola_ jest oderwaną od kontekstu
frazą której używamy w sposób mechaniczny, nieświadom,
eeo głębszego znaczenia.
Kot. druga postać zwierzęca w naszej historii (ocalony
Wos jest też nazywany dolą kocią czy „kociaczą"). pełni
funkcję bohatera także w arce Noego którą ocali od
zatonęcia. Kiedy stworzona przez d i a b ł a mysz zaczęła
wygryzać dziurę w dnie. Pan Bóg lub Noe stworzyli z chustki
kota (albo litewska bogini Ł a j m a - czy M a t k a Boska
- Rękawiczki^
w T r ^ r a c ^
n o d ' ż r n K a ^ ^ k m t u T ^ t S
^ ' ¿ 0 ^ kotkę
K z a z r e k - ^
r ę k o m a
ktfkotke X
nie nóTdzie m u r e k I n i e btdzie m u fie
d W y M 7 'lan iaka ż^wioła
ffi^Sfrek^Lo
e

Ł ? J
ona stworzona przez boginię Ł a j m ę dla
ubog»e, wieśniaczki, której d o m trapiła plaga myszy „ D z i s
gdy juz mało pomału wyobrażenia pogansk.e znikać za­
czynają lud zwykle kotkę me rękawiczką Ł a j m y , lecz
rękawiczką N . Panny M a r y i nazywa (1846, s. 124).
Ponieważ jednak k o t , zwłaszcza czarny, jest znany jedno­
cześnie jako diabelskie stworzenie (por. np. zwyczaj zrzuca­
nia kota w garnku z muru kościelnego w Wielki Czwartek
jako .judaszowej duszy"; 26), niektóre teksty wydają się
u m ą c z y ć tę amb.walencję: oto diabeł w postaci myszy
ścigany przez kota, wlazł m u w oczy, dlatego też czarny ko
PO siedmiu latach zamienia się w diabła ( G u s t a w i c z 1 8 8 1 s
138; 1901, s 131 W e d ł u g
a Ł
alce

mają kozły w oczach p o t e ż w i e r z e ń a żydowskie Tż

^ h t o d i L z a LiHent
^
"odeł p o S T h t e S c h duJza fest w
oddechu?

1 , T E W S K , C T L

D

U

S

Ł

1

J

E S T

W

^

S E R Ł U

k

-

K

n

R

W

I

?

L

U

uh
H

Wyraźne powiązanie historii kłosów z potopem skłania do
"mieszczenia jej w cyklu opowieści o zagładzie. Zgodnie
'mechanizmem charakterystycznym dla reinterpretacji
"MII. jej strukturalnie zbliżone wątki (por. Leach 1969)
"Władają się na siebie, łącząc występujące w nich zdarzenia
Postacie. I tak do kontaminowanych w biblii ludowej
OBtoni grzechów A d a m a . Noego i Lota (Zowczak 1992)
gaikowe szczegóły dołączane są właśnie z historii znisz&lt;*ia kłosów. Dla'udokumentowania tego spostrzeżenia
^ s t a w i m y tu przegląd najbardziej wyrazistych kontami1

7

N

'• o e i jego żona są utożsamiani z A d a m e m i E w ą .
° | o p 1 utrata obfitości zboża spowodowane zostały: a)
- e c h e m pierworodnym (27) b ą d ź b) grzechami pierwszych
r

b. ..Jak Pan B ó g [...] strącił Adama i E w ę na ziemię, oni j u ż byli
takie stęsknione, przeżywali, że ich Pan B ó g ukarał. T o wtedy Pan
Bóg im dał z b o ż e . Dal im troszeczkę p r a c o w a ć [...]. D a l im chleb
i te kłosy byli do samej ziemi. Ale oni zrobili się też niedobre.
Pobyli tutaj na ziemi, zaczęli też różnie, nie słuchać boskiego
przykazania. T o Pan B ó g im z d e j m o w a ł [kłosy - M . Z . ] , ale byli
koty, psy. Koty i psy zaczęli prosić Boga, ż e b y Pan B ó g zostawił.
A czym oni będą żywić się? Jak ludziom nie będzie, to i im nie
będzie" (28);
c. „ P a n B ó g mówił, jak zrobić [arkę - M . Z . ] , rozporządzał.
W arce kto tam, Adam i Ewa była i po parze zwierzątek" (29);
potop był za ludzkie grzechy, „ P a n B ó g wszystko potopił, zostawił
tylko ptaszka i d w ó c h ludzi. [...] Musi to A d a m i E w a . Pan Bóg
zrobił Arkę i ich dał do arki i ptaszka: wróbelka i kukułkę i jeszcze
jakieś, ale nie p a m i ę t a m . A potem cały świat zatopił. I wyginęli
wszystkie ludzie. A po potopie zrobiła się nowa era, to ten świat
nasz. I m ó w i ą teraz, że jak ludzie będą dobre, to jeszcze przeżyją,
jeszcze z dziesięć lat. ale jak takie zle jak teraz, to j u ż za rok albo
dwa to koniec świata będzie" (30).

Fakt, że cytowane t u kontaminacje nie są przypadkowe,
lecz wyrażają o k r e ś l o n ą z a s a d ę , p o t w i e r d z a j ą niezależne
reinterpretacje w ą t k ó w biblijnych, p o w s t a ł e w odmiennych
warunkach k u l t u r o w y c h . W wielu ź r ó d ł a c h średniowiecz­
nych ż o n a Noego nosi imię Ewa (Stichel 1979, s. 7 9 - 8 0 ) ;
w tradycji gnostyckiej nazywa się Norea czy Orea, tak samo
j a k c ó r k a Ewy (zarazem ż o n a Seta). Oznacza to związek
Noego z c ó r k ą Ewy b ą d ź - z n i ą s a m ą ( t a m ż e , s. 55. 61). We
wszystkich tych tradycjach miara ludzkiego życia od p o c z ą t ­
ku dziejów była - zgodnie z Genezis - zupełnie odmienna
od obecnej, co nie ujmuje oczywiście nic z symboliki tych
p o m y s ł ó w . Zasada, z k t ó r ą mamy t u d o czynienia, opiera się
na d w ó c h założeniach: Noe i jego ż o n a są pierwszymi (w
n o w y m świecie) l u d ź m i , a zatem p a r ą bliźniaczą w stosunku
do A d a m a i Ewy; grzech, k t ó r y popełniają pierwsi ludzie,
stanowi w n o w y m świecie grzech pierworodny, z a ś w jego
scenariuszu Ewa i (N)Orea o d g r y w a j ą a n a l o g i c z n ą rolę.
Niewątpliwie z a m i ł o w a n i e do geanalogicznego wyjaśniania
dziejów cechuje wszystkie wzmiankowane tu tradycje.
Historia potopu bywa we współczesnych opowiadaniach
z L i t w y ł ą c z o n a z podaniami l o k a l n y m i , a zwłaszcza z opo­
wieścią o zapadłej wsi czy gospodarstwie (w klasyfikacji
K r z y ż a n o w s k i e g o T . 960 B). O t o zanotowana współcześnie
wersja owego podania o karze za z b r o d n i ę po 100 (sic!)
latach:
„ C h ł o p i e c jeden zabił c z ł o w i e k a , poszedł do dziewczyny żenić
się i [powiedział jej - M . Z . ] że on zabił. Dziewczyna mówi: Nie
pójdę, bo ty człowieka zabił. A polem ona poszła do księdza,
a ksiądz m ó w i , że m o ż n a iść, ale niech on pójdzie o dwunastej na
to miejsce, gdzie zabił c z ł o w i e k a i niech p o s ł u c h a , jaki tak g ł o s
odezwie się. I on poszedł i słucha: B o ż e . ujmijsia za mnie.
- Ujmam się. c h o ć za sto lat. ale ujmam się. G l o s taki. Przyszedł,
dziewczynie tłumaczy, ona myśli: Sto lat - c z y j a będę żyć? Oni
99

�ożenili się, żyli bardzo dobrze, wsio szło. daże jajko nie przepadło.
K o l ę d o w a ł kiedyś ksiądz i na to wielka burza nadeszła, deszcz,
musiał on n o c o w a ć u tego człowieka. Jego w nocy ktoś budzi:
Zabieraj wszystko, jedź stąd, bo zginiesz. M ó w i furmanu: C o ś to
trzeba wyjeżdżać. Stuka c o ś w okno, mówi: Zabieraj wszystko,
targa go: Jedź, bo zginiesz. Tylko założył konia, podjechali m o ż e
półtora kilometra, tylko słyszy trzask i huk. Ale z a p o m n i a ł na
stole swojej książki z modlitwami, wrócili się - tam tylko jezioro
w tym miejscu i stolik, i książka pływa. T a rodzina cała zginąwszy,
żywioła też. Stolik podpływa do brzegu, ksiądz tylko książka wziął
i stolik poszedł skroś ziemi. I ująlsia za sto lat, i ona, i jego praca,
wszystko p o s z ł o skroś ziemi" (32).

P o d o b n ą wersję z P o n i e w i e ż a cytuje K a r ł o w i c z (1888, s.
10); dodaje ona czy zmienia t y l k o szczegóły: bohater zabija
rywala do ręki dziewczyny, znakiem z a p o w i a d a j ą c y m za­
gładę jest stłuczone przez bohatera jajko, zaś k s i ą d z pozos­
tawia na stole brewiarz i stulę. Podanie to p r z y c z y n i ł o się do
p r z e k s z t a ł c e n i a biblijnej historii potopu:
..Przed potopem u Noego ksiądz, n o c o w a ł i jak wyszedł, to
Ewangelię zostawił, i ona polem nie zatonęła, tylko pływała. I ta
rodzina też się uratowała, była uszczęśliwiona przez Pana Boga"

(33);
„ M ó w i l i dziadek, mamusia, że szedł Pan B ó g drogą i zaszedł
gdzie kto dal jeść. i jemu nie dała gospodyni. I on zrobił lam potop,
a sam wyszedł z lego domu i zostawił książkę na stole. Z a p o m n i a ł
i poszedł, a potem przypomina, że nie ma książki u niego. - A kto
to. Pan Bóg ety Pan Jezus! - No. jak u nas. Boh. Boh. no Bóg. No
to on wrócił się, ale już tu potopa była. I ta książka przyszła do
brzegu, a ten stolik poleciał w potop. A psy i koty uciekali na jakieś
wyspy. Tak opowiadali. Wylecieli na wyspy i tak jęczeli z głodu.
A Pan Jezus słyszał, Pan B ó g słyszał, że to tak ta j u ż żyw ioła jęczy.
No to on szedł jakimś ci polem, a kłos kiedyś ci był - skomble
takie, mówili. Na jednej pałce tak kłosy, kłosy byli. - To znaczy,
kilka kłosów, CZY od samej ziemi? - O d samej ziemi to j a nie m o g ę .
No ale tak nie jeden klos, d o o k o ł a byli kilka kłosów, T o tak jak
oni piszczeli na tej wyspie z głodu, to oni odprosili i tak
opowiadali: teraz my z sabaczej i kaciaczej doli żyjem [...). Przez
ich my mamy teraz chleba. Jak psy uciekali na wyspy i z g ł o d u
piszczeli, to Pan B ó g szedł poza łące tam, gdzie nie było już potopu
i ręką wziął tak mach! mietlicę i mówił: Oto dla was ja zostawiam

chleba! Ile ręką wziął, a te kłosy przepadli. A na tej mietlicy jede,
kłos został się. I z tego poszedł świat, że chleba psy i koty
wyjęczeli" (16)
Słowo „ p o t o p a " u ż y w a n e jest na Wileńszczyźnie jako
określenie wszelkiej powodzi. Zapewne p r z y c z y n i ł o się to do
prezentowanych tu s k o j a r z e ń . O t o podanie o zatapiania
wioski, n a miejscu której p o w s t a ł o jezioro w K o r w i u koło
Mejszagoły (podanie p o ł ą c z o n o z w ą t k i e m kary po latach):

1

lo7inrv i Kaima Ir, nrl Rnoa K n l n Meisraonłu iest iataó tuli

wioka S i P ) No szedławTelka burza
m e K
kladJ nr/yiechal Nie pr ed burzą i lam przyjechał ksiądz dó *
woski
l
l
^
^
^
S
^
^
^
^
A
^
^
meTczyźn i k o b S y ^
7ak tfbu za cała wioska potopili sie jak poszli spać i wszystt
potopiło sie 1 ksiądz tam zanocował ze swoim Lhrystian™
S S a n jego ntbudził i oni wówczas jeszcze wyjechali"
S
wioski Odjechali jakiś kawałek drogi zapomnieli książka 5
ksiądz modli się. Ksiądz z zachryslianem mówi. że wracajmy 2
pa ta książka. No i zachrystianin jego posłuchał i wrócił, a
tam 4
bvło żadnej wioski ni śladu, tylko stalą wielka jeziora, ona i dziaui
stoi, ta jeziora. Korwie. Korwieńska jeziora, tam ta wioska zala«
jest. A tak nazwana, bo ta burza była. to ludzie jak słyszeli jak om
huczała, mówili, że to krowa ryczy. Ksiądz jak tam wrócił na ta
miejsce, patrzy, wioski nie ma ani śladu, a po tej jeziorze prym
stolik, na stoliku jego. księdza książka, przypłynęła do brzegu,
ksiądz zabrał swoja książka, a stolik faje i jego nie ma" (34).
W e d ł u c orzekazów z sameeo K o r w i a i okolic w dużti
wiosce k t ó r T n i e S ^
obecnego ,ezioS
u pewne g o s p o d y n i wyrosła trzema- kiedy kobieta i
w v S
z a S r w y r i y W a ć woda (35) jezioro przelało £
VV^szkmerS
narodowoć Tmów? - l i
k a r w k - ia c e b k l i c z T M
k r o w a X S l i ? krowa - M z T Tak n a z w a ł M a
S 2
- M Z I K o r w i e " ?36 3 7 ) W e d ł u 7 i n n e 7 wersji k ed
kobtófkrzYkM£•
Stoi k o r w i a ^ w ó d a z a T r z y m a K
H 5 ł Było to L dwa tyiace tóttemu' ieszcze m z e d S r o d J
niem Chrystusa (35)
W podaniu tym odbija się wierzenie, iż na początku
świata, albo po biblijnym potopie (co oznacza mniej więcej to
samo), woda „ c h o d z i ł a " , przemieszczała się swobodni
z miejsca na miejsce, a z a t r z y m y w a ł a sic. kiedy k t o ś j ą nazw*
po imieniu. „ W o d y szedli pośle p o i o p u i odgadywali id
nazwy. Jak odgadli, to s t a n ę ł o . Pulinia jezioro się nazywa, be
ptaki odgadli i wołali: puli, puli! T o w Glinciszkad
w m a j ą t k u " (4)
Z a u w a ż m y na marginesie, że we w s p ó ł c z e s n y c h źródłaci
m o ż n a o d n a l e ź ć również ślady innych wierzeń, k t ó r e wska­
zują na swoiste uosobienie wody, albo inaczej - traktowani!
jej jak żywej istoty. Jezioro m o ż e więc z a n i k n ą ć z powodu
zapomnienia przez ludzi jego nazwy (41). Niedaleko S u f l
wy była jeziora, ale iej nie p o d o b a ł o się. bojej nazwali Ślepi!
Jeziorak. Dlatego ona z a r a s t a ł a , z a r a s t a ł a i z r o b i ł a się jak
oko [wielkości stołu - D.S., J . D . ] " (40). Jeziora nazywa*!
b o ż e ń k i o c z k i " dlatego nie w o l n o ich zanieczyszcza
('sikać 42)- t ł u m a c z y to w z m i a n k ę ze gdy ludzie spuszczał:
wody z jeziora ślepli (43) zgodnie ze starotestamento*!
z a s a d ą zachowania analog i między winą i k a r ą Do dfll
woda z ' k r y n i c y nazywana jest ż y w ą " (R Lilientalo*,
pisała o podobnych wierzeniach u Ż y d ó w nie wolno wod)
b eżacei S e c z y s z c z a ć
np m o c z do niej puszczać co W
ov^^S^iikA»ini
jej p r z e k l i n a ć , couchod*
z a grzech"; 1930 s 4)
Kiedy ziemia wyschła i n a s t a ł nowy swiai po potopie, Bói,
p o ł o ż y ł swój łuk n a o b ł o k i n a znak przymierza z ziemią (G*
9, 1 2 - 1 7 ) . W polskiej tradycji ludowej tęcza jest węże*|
k t ó r y wypija w o d ę , aby ją potem w y p u ś c i ć w postaci deszcz
(w m i t o l o g i i litewskiej tęcza to wprawdzie pas bogini Ł a j #
lecz t a k ż e pije wodę- Greimas 1985, s. 183). T o t e ż k o l e W
w y p a d k ó w zmienia się: właśnie tec/v przypisuje się osusz**
w ó d po potopie, wypiła ona wody potopu (44); stąd *
1

-IŁ*'*-"'

Św. Kazimierz (Irgm. krzyża misyjnego). Varena

100

�zapewne p r z e k o n a n i e , i ż jest „ w s z e c h m o c n a , ze d r u g i r a z
potopu nie b ę d z i e , t y l k o o g i e ń " (45).
„Tęcz zbiera w o d ę z morza i daje w o d ę , deszcz, po całym, komu
trzeba" (16): gadali, „żeby łam nie słać, gdzie ona jest, że ona
czasem m o ż e człowieka spić. Ż e wypije" (46; por. kto się do niej
zbliży, temu krew wypije z żył albo do chmur go zabierze; Matyas
1893, s. 114). W Korwiu zaś m ó w i ą , że „tęcza jest od jeziora do
jeziora i widać, jak ona w o d ę nabiera, patrzeć rano w kierunku
wody, to czasem j ą m o ż n a zobaczyć, od nas jezioro jest trzy
kilometry, to pije w o d ę przez tęczę" (35). Tęcza „ t o taki smok. pije
wode z jednej rzeki i wpuszcza do drugiej" (47); „ssie w o d ę gdzieś
Tam z oceanu, z morza i tam przepływa do drugiego i odbija ię
w tęczy. Tak sobie niegdyś tłumaczyli, że na przykład pokazała się
na niebie leczą, że już jakby wchłonęła deszcz i pije w o d ę na
l y k ł a d z Morza Czarnego i przez te obłoki idzie do Bałtyku [ ]
K
w dołku gdzieś były na drodze T o matka mówiła- T o z tęczy
spadło. Pan B ó g tak daje" (48).
Historia k o t k i s t w o r z o n e j d l a o c a l e n i a a r k i N o e g o s t a n o w i
tylko jeden z w i e l u w ą t k ó w e t i o l o g i c z n y c h o s n u t y c h w o k ó ł
potopu, k t ó r y w p r o w a d z a s y t u a c j ę a n a l o g i c z n ą do s t w o r z e ­
nia ś w i a t a . N a s t ę p u j e w i ę c p o w t ó r z e n i e b ą d ź p r z e t w o r z e n i e
m o t y w ó w p o c z ą t k o w y c h : p o w s t a j ą nowe zwierzęta albo
dawne u z y s k u j ą n o w e w ł a ś c i w o ś c i , z a ś N o e - A d a m , a c z a s e m
sam B ó g , w y p u s z c z a j ą c j e z a r k i b ł o g o s ł a w i i m l u b o r z e k a ,
czyni m a j ą s i ę ż y w i ć
Jedna z o p o w i a s t e k e t i o l o g i c z n y c h o z w i e r z ę t a c h w a r c e ,
zarejestrowana w s p ó ł c z e ś n i e n a L a u d z i e , o k a z a ł a s i ę b a r d z o
podobna do historii s p o d K o w n a , z a m i e s z c z o n e j w „ W i ś l e "
z 1900 r o k u (s. 4 8 5 ) , p o d a n e j w w y g ł a d z o n e j wersji przez
Jadwigą P e t r o w o w ą z R y m s z e w i c z ó w , k t ó r a z a o p a t r z y ł a j ą
notatką: „ z ust l u d u polskiego".
„[Noe] wszystkich zwierząt i ptaków po parze brał, żeby nie
zginęły. I myszka przedrapała łódź i na pewno ta łódź potonęłaby,
ale wąż zobaczył i ogon wsunął do tej dziury, żeby woda nie szła
dalej i potem, kiedy potop skończył się, wypuszczał Noe wszyst­
kich po parze i każdemu powiedział Pan B ó g . czym będą żywili się.
A wąż nie podpezł, dlatego, że był ogon do tej dziury wsunięty, to
pyta się dlaczego. - Dlatego, że mam ogon wsunięty do tej dziury,
trzyma łódź. T o w nagrodę dla niego powiedzieli: C o ty chciałbyś
jeść, jakie pożywienie? Nagroda taka tobie będzie za to, że
uratowałeś wszystkich. O n nie wie co, w ó w c z a s komar, malutkie
stworzonko. O n chciał usłużyć, że czyja smaczniejsza krew, to
stworzenie będzie p o ż y w i e n i e m węża. On teraz na k a ż d e g o siada,
wiadomo jak i komar, i krew k o s z t o w a ł i usiadł na człowieka
i wiadomo, najsmaczniejsza krew człowieka, i on leciał powie­
dzieć. Jaskółka zapytała jego. jaka najsmaczniejsza. M ó w i do
mego: Pokaż język! Komar pokazał język, jaskółka wyciągnęła
język, jemu urwała. K o m a r przyleciał do węża. ale bez języka nie
może mówić, tylko tak: bzzz, bzzz, bzzz, brzęczy. W ą ż zagniewał
* bardzo na j a s k ó ł k ę i chciał j a s k ó ł k ę zjeść, ale jaskółka uciekła
'tylko on zdążył ją ukąsić i wykąsić ogon w taki trójkąt" (49).
. Podobne o p o w i e ś c i s ą r o z p o w s z e c h n i o n e w tradycji c h r z e ­
ścijańskiej. K i e d y N o e z a w o ł a ł na w i d o k w r a c a j ą c e j z g a ł ą z ­
ką w d z i k i e g o ł ę b i c y : „Benedicier,
j e g o o k r z y k p o d z i a ł a ł na
diabła ukrytego we w n ę t r z u a r k i j a k e g z o r c y z m y ; u c i e k ł
*owczas przez d n o a r k i , a ż m i j a z a t k a ł a d z i u r ę o g o n e m
IReau 1957, s. 106). R ó « '

wariancie m a c e d o ń s k i m
*eza zastępuje żmija, k t ó r a zaczopowawszy ogonem dziurę
*azę go sobie o d c i ą ć i w n a g r o d ę ż ą d a p t a s z k ó w z g ó r n e g o
Pokładu; Noe jednak każe jej jeść górskie myszy (por. wersję
'kotem), t w d z ą c . że źle z r o z u m i a ł jej p r o ś b ę ( W r o c ł a w s k i
*S5, s. 485 - 486). Jako o b r o ń c a arki występuje też w wers¬
jach polskich ż a b a ( G a w e ł e k 1910, s. 81); w n a g r o d ę za swe
P° ięcenie nie r o z k ł a d a się ona po śmierci. Podobna
msioria jest o d p o w i e d z i ą na pytanie: „ C e m u ż a b a we wodzie
PrzS
"
y
' &gt;s z y s t k i c h tych
Sn \
y
d n i e n i a z tą s a m ą fabułą. Istnieje
w a a k jeszcze jeden t y p w ą t k ó w etiologicznych z w i ą z a n y c h
Potopem, gdzie stworzenie z j a k i e g o ś p o w o d u pozostaje
Wt
Powoduje to np. śmierć samca j e d n o r o ż c a , k t ó r y
b o c z y ł z arki (Kolberg 1962, s. 11) b ą d ź został z niej

wyrzucony przez Noego za to, że b ó d ł inne zwierzęta
(Gustawicz 1881, s. 133), a t a k ż e z a g ł a d ę innych n i e o k r e ś ­
lonych zwierząt: „ p r z e d potopem takie z w i e r z ę t a były wiel­
kie, że z góry na g ó r ę s k a k a ł y (podobnie do w i e l k o l u d ó w
Boga Ojca - M . Z . ) . N o e chciał z a b r a ć je do a r k i , ale one nie
chciały się s c h o w a ć , że się same o c h r o n i ą i nie o c h r o n i ł y s i ę "
(78). D o tych w ą t k ó w należą też opowiadania o ptakach,
wysyłanych przez Noego na zwiady; są to k r u k , k u k u ł k a
i gołąb.
K r u k jest niefortunnym p o s ł a ń c e m : nie spełnia powierzo­
nego m u zadania, p o n i e w a ż na widok pływającej padliny
przystępuje do uczty, za co zostaje przeklęty (staje się czarny,
podobnie jak Cham: 50. 28). Jest to w ą t e k d o ś ć rozpowszech­
niony, nieobecny w chrześcijańskiej Biblii, pochodzi z Septuaginn- (Szyjewski 1991. s. 74). R ó w n i e ż jednak w oficjalnej
symbolice chrześcijańskiej k r u k reprezentuje grzesznika po­
za K o ś c i o ł e m , czyli a r k ą ( L u r k e r 1989, s. 100 101).
W e d ł u g tradycji żydowskiej Noe przeklął k r u k a , k t ó r y nie
chciał wypełnić jego polecenia i w d o d a t k u p o m a w i a ł Noego,
że ten chce go wysłać na p e w n ą śmierć, aby mieć k r u c z ą ż o n ę
na swe usługi. ( „ O b y twe usta, k t ó r e wyrzekły zło przeciw
mnie, były przeklęte i oby twoje stosunki z ż o n ą o d b y w a ł y się
t y l k o przez nie" - rzekł Noe, a wszystkie zwierzęta w arce
odrzekły: „ A m e n " . T o t e ż samica k r u k a z a p ł a d n i a n a jestwyłącznie jego śliną; Ginzberg 1909, s. 38 - 39. Por. podobne
wierzenia H u c u ł ó w o głuszcach: „ s a m i c a d z i o b a ć ma ślinę,
k t ó r ą kogut t o k u j ą c się opienia i w ten s p o s ó b ma się
z a p ł a d n i a ć " ; Schnaider 1901, s. 270).
Niefortunnym p o s ł a ń c e m jest t a k ż e samiec k u k u ł k i ; utopii
się on j a k j e d n o r o ż e c (Hradecka 1902, s. 65). Jednak
j e d n o r o ż c e z tego powodu wyginęły albo samica do dziś
b ł ą k a się samotnie, tymczasem k u k u ł k a radzi sobie inaczej.
„ N i e ma swojego gospodarza, ot i kogut jej potopcze, co
b ą d ź , ona m ę ż a nie ma i gniazda, jajka podrzuca" (51);
paruje się z dudkiem (Majewski 1898. s. 389); „ p o r z o sie
z inksymi p t o k a m i . nawet z w r o n k i e m (samcem wrony) [...]
K u k u c k i trza z a b i j a ć " (Hradecka 1903, s. 6 5 - 6 6 ) . Ż e
p o g l ą d y takie były niegdyś powszechne, świadczy fakt, iż
w języku staropolskim „ k u k u ł k a " znaczyła t a k ż e nierząd-

l e r

sw

m

n

d

k

a

k

a

;

a

?

(

M

a

l

a

s

l 8 9 3

s

1 0 8

W

e

w

L

c

h

m

a

m

d

0

3

a

r

Krzyż z figurą M B w Skansenie. Rumszyszki

101

�nicę (Sławski 1 9 6 6 - 1 9 6 9 , s. 335), stąd p o s z ł o p o r z e k a d ł o :
nocna k u k u ł k a zawsze d z i e n n ą przekuka (Nowa
księga
przysłów...,
1970, w. 244).
I n n ą , powszechnie p o d a w a n ą p r z y c z y n ą b e z d o m n o ś c i
k u k u ł k i jest epizod z ucieczki do Egiptu, analogiczny do
w ą t k u Ż y d a wiecznego tułacza: kiedy M a t k a Boska z Dzie­
ciątkiem schroniła się pod drzewem, k u k u ł k a zaczęła nad nią
k u k a ć , c h c ą c z d r a d z i ć jej k r y j ó w k ę . M a t k a Boska przeklęła
j ą : „ Z a to nigdy nie będziesz miała gniazda w ł a s n e g o " (52).
K r u k a i k u k u ł k ę , występujące czasem wymiennie w teks­
tach o potopie, łączą jeszcze inne p o d o b i e ń s t w a . Są zwias­
tunami nieszczęścia i śmierci; k r u k woła: „ t r u p , t r u p ! " (por.
K r z y ż a n o w s k i 1963, s. 72), k u k u ł k a z a ś „ k u k u j e " na biedę,
niedolę, upadek żywioły, a k o ł o d o m u - na l u d z k ą śmierć.
„ W o t ona niedobra, chaliera, jak stanie k u k o w a t ' [...] tak:
cha, cha, cha i polietieła i musi za pięć d n i moja siestra
p o m i e r ł a [ . . . ] " (53). Oba ptaki podlegają metamorfozom.
K u k u ł k a (przemieniona w ptaka kobieta, k t ó r a zabiła m ę ż a .
b ą d ź dziewczyna, co chciała n a s t r a s z y ć Pana Jezusa lub
M a t k ę B o s k ą , albo po prostu k u k a j ą c a „ w złą g o d z i n ę " ;
Gustawicz 1881, s. 143; Majewski 1898 s. 4 0 2 ^ 0 3 r i e r w s z e
t a k ż e w ź r ó d ł a c h współczesnych) co r o k u o o k r e ś l o n y m
czasie „ o b r a c a się w korszuna" (jastrzębia). „ O n a kłosem
zadławi się przed Janem, j a k kłos j u ż w y p ł y w a . Ona kukuje
póki kłosa j ę c z m i e n n e g o nie widzi, a potem zadławi s ę
i w korszuna się przemienia. Potem j u ż zostaje się korszunem" ( 1 ; podobnie Gustawicz, t a m ż e . s. 144)
P

„To od św. Piotra ona karszunem, a na drugi rok z karszuna
przewraca się w kukułkę. - Dlaczego na Św. Piotra' - Bo skończył
się jej czas kukować (por. w jesieni kukułka nie kuka. tylko się
śmieje; Gustawicz, tamże - M.Z.). Ona ma czas do Św. Piotra. Po
Św. Piętrze zszedł jej czas, że ona już nie kukuje. To wtedy ona
napada [...] na kur i zabiwa kur, drze i wszystko. U niej pazury
wielkie i chwyci kure. i poleci w pole" (54; według jednej z wersji
podanych przez Gustawicza, zamienia się ona kolejno w krogulca,
jastrzębia i orła).
P r z e ł o m o w y dla tego osobliwego ptaka dzień św. Piotra
u p a m i ę t n i a jeszcze jeden występek.
„Św. Piotr szedł i nogi go rozbolały i skradł konia. Spotyka Pan
Bóg Piotra i pyta się go: Skąd wziąłeś konia? - Kupiłem. Pan Bóg
mówi: Pokaż świadków. A tam była kukułka i wrona. Kukułka
mówi: Kupił, kupił. A Pan Bóg cały czas wie, że Piotr skradł. Pyta
się wrony. - Kradł, kradł. I przywołał wronę i mówi: Możesz cały
rok krzyczeć, a kukułka będzie kukować do Św. Piotra" (55)
Nasuwa się t u wniosek, że s o l i d a r n o ś ć zazuli wobcc
świętego w y n i k a ć m o ż e ze skojarzenia podobnych przywar:
oboje k ł a m c y , oboje zdrajcy... (por. Wieczorek 1992, s.
45 47).
K r u k stworzony został przez d i a b ł a , czemu zawdzięcza
swą b a r w ę ; bywa z n i m u t o ż s a m i a n y (56). Jego m ł o d e , j a k
głosi Oekonomika
Haura, są jednak „ z natury na razie
białase, gdy się z swojego wylęgną owocu (jaja), a tak ich
m a t k i , dla tej odmiany, j a k o b y za w y r o d k i m a j ą c , zaniedbywają, w s t y d z ą c się za nie do dziewięciu d n i , nie k a r m i ą ich
ani ż a d n ą rzeczą nie posilają, t y l k o się na ten czas z p r o w i dencji Boskiej muszkami a r o s ą s a m ą o p a t r u j ą , gdy z a ś
poczynają czernieć, w dziesiątym dniu, natenczas ledwie i m
k r u k francuskich do gniazda nie nosi p a s z t e t ó w , przy innych
rozmaitych p r o w i a n t a c h " (cyt. za Majewskim 1900, s. 37).
Podobne wierzenie f u n k c j o n o w a ł o w ś r ó d Ż y d ó w : k m ki
po urodzeniu są białe przez trzy d n i , a ich rodzice nie troszczą
się w ó w c z a s o nie; kurczęta żywią się więc larwami z włas­
nych o d c h o d ó w , d o p ó k i ich p i ó r a nie zczernieją (Ginzberg
1909, s. 38 39). W ten s p o s ó b obraz k r u k a j a k o ptaka
nieczystego staje się nie mniej wyrazisty i dosadny niż
w epizodzie z czasów potopu. I z n ó w znajdujemy t u a n a l o g i ę
w dossier k u k u ł k i , k t ó r a nie znosi jajek, lecz je „ w y ż y g u j e "
(Ciszewski 1887, s. 43).
Związek tych d w ó c h p t a k ó w , k t ó r e , jak j u ż z o s t a ł o
powiedziane, m o g ą w y s t ę p o w a ć wymiennie w o p o w i e ś c i a c h
o potopie, pełniąc n e g a t y w n o - k o m i c z n ą funkcję nieczystego

102

stworzenia (trickstera), ma zapewne za p o d s t a w ę ich pasoży.
tniczy (choć w innych dziedzinach) tryb życia. Predestynuj,
je on do r o l i istot z pogranicza ś w i a t ó w (czy epok), które
p r z e n o s z ą stare grzechy w n o w ą , o c z y s z c z o n ą rzeczywistość
K r u k . znany w mitologiach c a ł e g o ś w i a t a ze swych mediacyj^
nych właściwości, posiada zatem w naszym folklorze od.
powiednik w postaci k u k u ł k i (por. Stomma 1986,
136-137), w y r a ź n i e kojarzonej - zapewne z tego samego i
p o w o d u ze Św. Piotrem. Trzeba tu z a u w a ż y ć , że w wierzS
niach litewskich wizerunek k u k u ł k i jest znacznie bardziei
pochlebny U w a ż a n a jest ona za p r z e m i e n i o n ą dziewczyn? I
o p ł a k u j ą c ą śmierć brata a lud czci ją i szanuje" r a d z ą c S
jej w w a ż n y c h sprawach (Jucewicz 1846 s 4 8 ^ 9 ) - nawe
nazwa jednego z wiosennych miesięcy' od niej właśm
pochodzi (maj lit geguzè
geguźis od gegùtè
kukulS
Podobnie p™ze o t y m ptaku M o s z y ń s k . przyłączając
W^t
mapołudniowoS
s

!

1967 ? 543)

optatciwania z m a r ł e g o

(Moszyńsk,

K r u k a i k u k u ł k ę cechuje charakterystyczna dla dawnego \
świata z n a j o m o ś ć przyszłości (niegdyś i ludzie znali godzinę j
swej śmierci, lecz Bóg o d e b r a ł i m tę wiedzę, bo pod koniec I
życia nie c h c i a ł o się i m p r a c o w a ć ) . Tak jak k u k u ł k a jest I
c z a r o w n i c ą i wie, co się dzieje na świecie, tak i kruk jest
p o s t a c i ą czarownika. Jego nadnaturalna wiedza wiąże się 3
zapewne ze znanym i przesadzonym w kulturze ludowej
faktem jego długowieczności (żyje trzysta lat, 32).
^
W kalendarzu o b r z ę d o w y m na Litwie kruk pojawia się
w z w i ą z k u z tzw. Czystym Czwartkiem w W i e l k i m Tygodniu
(na Białorusi „ C z y s t y c z e ć w i e r " w e d ł u g C. Pietkiewicza
1932, s. 2, k t ó r y jednak nie tłumaczy tej nazwy). Wierzy się,
że tego dnia woda bieżąca, albo jeszcze lepiej
źródlana,
„ k r y n i c z n a " , ma c u d o w n ą moc i kto się w niej umyje, będzie 1
czysty i zdrowy przez cały rok: wolny od p a r c h ó w , liszajowi
i wszelkich c h o r ó b (57). W Czysty Czwartek myto niegdyś'
r ó w n i e ż sprzęty, garnki' a nawet szorowano konie (w Polsce,
takich cudownych własności woda nabiera w Wielki Piątek),
Jeden jednak warunek musi być spełniony, by rytualne
oczyszczenie było skuteczne- m y ć sie należy do dnia przy
ciemniach" „ p ó k i kruk swoje dzieci nie umyje" (58)
„ K r u k do wschodu słońca myje się. A jak j u ż ja pomyję się
po wschodzie słońca, to j a b ę d ę czarna. Trzeba do wschodu
s ł o ń c a " (27). Zwyczaj ten t ł u m a c z ą r o z m ó w c y kościelnym
r y t u a ł e m umywania n ó g . k t ó r e g o w z ó r opisuje przeznaczona
na ten dzień Ewangelia (i.. 1.3). albo te/ t v m . że kiedy
żołnierze prowadzili pojmanego Chrystusa ' przez rzekf
zawadził o k a m i e ń i u p a d ł do wody, kalecząc sobie broft!
Szczegół ten obecny jest w polskich" pieśniach pasyjnych od
średniowiecza Stefan Czarnowski w s p o m i n a ł w opisie Kai
warii Wejherowskiej obraz przedstawiający
pławienie"
Jezusa w Hebronie niczym podejrzanego o czary zape**
b y ł o to p o d s t a w i e n i e tej właśnie sceny (Czarnowski 19*
s. 39).
„[...] żydostwo jcEO modlącego sic w/ięli i meczy li. l a m dorz*
prowadzili i lam po tej rzece. Sami po moście s/li. a jego rz*
kazali prowadzić [...]" (9).
J e d n o c z e ś n i e istnieje przekonanie, że w Wielki CzwarW*
od p o ł u d n i a m y ć się me wolno. ..bo Panu Jc/.usowi oc5j
zalejesz" (59), nie w o l n o też j u ż robie świątecznych porząd­
k ó w , a zwłaszcza w y m i a t a ć pajęczyn, ho „ P a n JezusJÇJ
w ciemnicy i się m u oczy z a p r ó s z y " (1 powszech*rj
Podobne zakazy poświadczają "wzmianki w źródłach ś * ł |
niowiecznvch- w t v m dniu nie n u t o naczyń no wieczfl*!
(pozostawiano resztki dla u b o ż ą t ) nie należało tez wówc*
k a p a ć sie ani m y ć głowy (dla uczczenia pojmania Chryste
w ogrójcu- Bruckner 190- s 4 6 &lt; l &gt; T i k z e \ I X - w W * f
literatura etnograficzna mówi o zakazach prac domo***
(Wasilewski 1989, 's. 217 -218).
A zatem wschód słońca w ten dzień

byłby

�współczesnych ź r ó d e ł z L i t w y - g r a n i c ą między czasem,
kiedy należy d o k o n a ć oczyszczenia w wodzie o cudownych
właściwościach, w tzw. „żywej wodzie", a czasem zakazu
ycia i s p r z ą t a n i a . K r u k , j a k o posiadacz demonicznej
wiedzy, zna też miejsca, gdzie m o ż n a znaleźć „ ż v w ą w o d ę " ;
jest to popularny m o t y w bajkowy (por. np. Majewski 1900, s.
36-37); k ą p i ą c się w niej czy k ą p i ą c swe dzieci zapewnia sobie
lub dzieciom d ł u g o w i e c z n o ś ć , ale zarazem powoduje zanik
cudownych właściwości wody, p o n i e w a ż jest stworzeniem
nieczystym (tak j a k w y k ą p a n i e psa w c u d o w n y m ź r ó d l e
powoduje u t r a t ę jego mocy uzdrawiającej).
Czwartek jest w o g ó l e dniem w a r t o ś c i o w a n y m ambiwa­
lentnie w tygodniu s ł o w i a ń s k i m : zarazem czysty, szczęśliwy
i nieczysty, nieszczęśliwy (por. Uspienski 1993, s. 83-86),
wymarzony dzień dla magii. W e d ł u g w s p ó ł c z e s n y c h materia­
łów urodzeni w czwartek b ę d ą mieli z d o l n o ś c i do handlu lub
będą złodziejami. S k ą d i n ą d w i a d o m o , że k t o zje m i ę s o
kruka, będzie złodziejem (Majewski 1900, s. 38; Nowa księga
przysłów w t ó r u j e : k r u k z rodu złodziej). A zatem ptak ten nie
bez przyczyny k ą p i e się w W i e l k i Czwartek, kiedy ambiwalencja czwartkowa zostaje zwielokrotniona. N a ł o ż e n i e
&lt;ie archaicznych i chrześcijańskich wierzeń jest w t y m
przypadku ewidentne.
Na marginesie m o ż n a z a u w a ż y ć uniwersalny charakter
wierzeń d o t y c z ą c y c h kruka; przedstawione tu informacje
z Litwy w znacznym stopniu p o k r y w a j ą się z przytaczanymi
przez Ryszarda Tomickiego cechami przypisywanymi k r u ­
kowi w mitach mongolskich, gdzie występuje on j a k o
niefortunny boski p o s ł a n i e c , nosiciel wody życia, k t ó r y
rozlał ją na drzewa iglaste. W e d ł u g tychże m i t ó w ma on
dostęp do wody życia, co więcej: „ z araszanu. żeby woda
miała moc, należy b r a ć rankiem, zanim napije się 'z niego
kruk dlatego, że k r u k przylatuje pić rano. Od tego otrzymuje
on nieśmiertelność" ( T o m i c k i 1980. s. 92; jest to cytat z pracv
G.N. Potanina wydanej w 1883 r o k u w Petersburgu).
Kruk jest wreszcie p r z e c i w i e ń s t w e m b ł o g o s ł a w i o n e j gołę­
bicy, posłusznie wypełniającej p o w i e r z o n ą jej przez Noego
misję. Obraz bezkresu w ó d i d w ó c h przeciwstawnych sobie
ptaków w y r a ż a t a k ż e s y m b o l i k ę p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k ą , przy­
pominając wierzenia o p o c z ą t k u ś w i a t a (por. T o m i c k i 1976.
s. 55). I tak dla tych wierzeń znajdujemy odpowiednik we
współczesnych m a t e r i a ł a c h z L i t w y . Opowiadano.
ffl

„że Pan Bóg jak świat stwarzał, to tu wszędzie woda była. To
wtedy szatan bvł czarny, a Pan Bóg biały, takie eołebie. I tak tedy
zanurzy siędo wody [...] i wyniesie kawałek ziemi z wody. I lak jest
teraz - świat na wodach. To Pan Bóg, sam Pan Bóg wyciągnął
z wody ten kawałeczek ziemi. A ten czarny chciał zwalić Pana
Boga, on się bral / Panem Bogiem Bóg chciał swoje a on swoje
Żeby to na jego było" (60).
Symbole te p o w r a c a j ą w czasie granicznym, oddzielają­
cym różne epoki - światy. Po potopie
..gołąb Doleciał w ii-Hn;i Omnc kruk w liruoa oi\/\e

IMI-, II Pan

Bóg pozwolił miasta budowTć" (61) K,edv Chrystus umierał na
krzyżu, „gołębie latali gołębie grzech niszczyć" Oni ochraniali
Pana Jezusa, żeby wrony, kruki nic dziobali" (29).
Kruk jest w historii p o t o p u znakiem trwałości zła. M i a ł o
° zginąć wraz z urzesznikami. abv Noe. człowiek światła,
rozpoczął nowe życie na ziemi oczyszczonej z b r u d u , c h o r ó b
zagfcd*
S
zwierząt miały ulec

0 D

11

N

a

W

C

t

s

z

k

o

d

l

i

w

e

a t u n k i

...Była arka zbudowana i każdego zwierza tam było nabrano do
*J arki. A co niepotrzebne, to Pan Bóg wziął do worka [...] le
»dziny i jakie tam co niepotrzebne i powiedział dla kobiety iść
"\°P'C. A ona nic poniosła do rzeki topić, nie utopiła, ale
wTi^'*
'
y
powyłaziło i powylatało z tego
(63)
° d z i i zbiera za to. W bociana zamieniła się"
W

o

r

k

a

B w c l a n

w s z

c h

s t k o

W n i e k t ó r y c h wersjach tej opowieści ciekawa baba nazy­
wana była E w ą (Zowczak 1992, s. 36), o Ewie z a ś , sym­
bolizującej grzech, m ó w i się, że zginęła dopiero w czasie
p o t o p u , pobodnie, j a k w e d ł u g legend ż y d o w s k i c h K a i n
(Mi/y...
1980, s. 607).
„Ewa to była do potopu, to Ewa wtedy zniszczona, a przecież
przez Ewę to wszystko poszło: ona zgrzeszyła, nie słuchała Pana
Boga, żeby jej tam jakiego drzewa nie ruchać" (62).
Zło nie ginie jednak wraz z grzesznikami, lecz przenika do
nowego, oczyszczonego ś w i a t a , aby z n ó w stopniowo n i m
z a w ł a d n ą ć . T o t e ż o b r z ę d y s y m b o l i z u j ą c e w a l k ę ze złem są
zwykle drastyczne. N p . w czasie tzw. palenia Judasza k u k ł a
była rokrocznie wieszana, zrzucana z wysoka, bita, rozszar­
pywana, palona i nieraz w d o d a t k u topiona (podobnie
niegdyś u Ż y d ó w k u k ł a Hamana; Lilientalowa 1919, s.
56 — 58; o paleniu Judasza por. Gieryszewska 1992). W i a d o ­
mo, że wielcy grzesznicy, np, czarownicy nie tonęli- na
Litwie wierzono że kiedy spalili się na stosie p o z o s t a w a ł y
głowy , ż o ł ą d k i , k t ó r e po zgaszeniu ognia ruszały się jeszcze
przez dwa dni
Odważniejsi przebijali brzuch szlagą lub
k ł o d ą a o d g ł o s w y d a w a ł tak. jak ze strzelby G d y przebili
czaszkę znaleźli w niej ś n i e g " - z a k o p a n e w y d o b y w a ł y się na
p o w i e r z c h n i ę a ż a d n e zw.erzęta ich me ruszały ( D o w o j n a
S y l w e s t r o w i e 1894 s 4 6 8 - 4 6 9 - por podanie o staroście
unickim k t ó r e g o zwłoki w y m i c a l a z i e m T t a r n ż e s 5 2 - 53;
K r z y ż a n o w s k i T 760A- Ziemia ^ ™ z w o k i grzesznika)
Podobnie nie m o ż n a s p a h ć E ażki c z a m d z i S i f i k t ó r a ma
czarne kartki z
b i a l ^ S x a ^ ^ ^ ^ z m £ Z T a
rzeczy ksiądz o d m a w i a j ą c specialne^modlitwy b e d z L o c U
d S
k a r t k ę po k a r t c e i w r z u c a ł T o ognia
W n i e k t ó r y c h wariantach legend o potopie Ewa. u t o ż ­
samiana z ż o n ą Noego, jest nosicielką zła: to dzięki niej
d i a b e ł przenosi się do nowego ś w i a t a . Szczególnie obrazowo
opowiada o t y m legenda O Noem sprawiedliwym ze zbioru
Afanasjewa (polskie t ł u m a c z e n i e R. Ł u ż n y 1988, s. 2 0 4 ¬
205):
„Diabeł zaś zwrócił się do Ewy: &lt;A jak ja z tobą dostanę się do
arki?) - &lt;Nie wiem.) - &lt; Rozzuj lewą nogę, a potem spojrzyj na
mnie przez nogi. I nie wchodź do arki. aż zacznie się potop, aż
woda zacznie wszystko zalewać. Wtedy Noe na ciebie zacznie
wołać: Właź tu wreszcie, przeklętnico, bo się utopisz! Kiedy tylko
nazwie cię przeklętą, wtedy i ja będę mógł wejść z tobą.
A wcześniej nie wchodź.) Ewa spojrzała na diabła przez nogi. Noe
zawołał: &lt;Właź tu do nas; właźże szybko, przeklęta!) Jak tylko to
powiedział, diabeł smyk! na korab i już płynie sobie ze wszyst­
kimi".
Jak j u ż w s p o m i n a ł a m , część w s p ó ł c z e s n y c h wypowiedzi
o b c i ą ż a grzechem p i e r w o r o d n y m w y ł ą c z n i e k o b i e t ę . Taka
interpretacja Genezis posiada bogate analogie w tradycji
żydowskiej, gdzie A d a m bywał przedstawiany j a k o człowiek
światła, k t ó r y nigdy nie utracił swej czystości, p o n i e w a ż
w o g ó l e nie zgrzeszył (jednym z jego siedmiu wcieleń miał być
właśnie Noe); w y o b r a ż e n i e to p r z e t r w a ł o w j u d e o c h r z e ś cijaństwie i w gnozie (Stichel 1979, s. 93). I tak Vitae Adae et
Evae p o d k r e ś l a w y ł ą c z n o ś ć winy Ewy; Księga Henocha nie
m ó w i o upadku A d a m a , zaś d i a b e ł zbliża się t y l k o do Ewy:
W Pierwszym Liście Św. Pawia do Tymoteusza czytamy: „1
me A d a m został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popad­
ła w p r z e s t ę p s t w o " (2, 14); św. P a w ł o w i w t ó r u j e z a ś polskie
przysłowie: „ N i e święty A d a m krzyw t y l k o święta E w a "
(Nowa kstęga przysłów..
1970. t. 1. s. 7)
O d r ę b n ą f o r m ą przeniesienia zła do nowego świata,
p o p u l a r n ą w legendach ż y d o w s k i c h , jest z ł a m a n i e zakazu
odbywania w arce s t o s u n k ó w seksualnych; zakaz ten jest
oczywisty w granicznej sytuacji przejścia m i ę d z y dwoma
ś w i a t a m i , będącej stanem p o d o b n y m do śmierci (na pytanie,
jak z a c h o w y w a ł y się zwierzęta w arce, p a d ł a o d p o w i e d ź :
„ t a k , j a k b y spali, odpoczywali"; 5). O d p o w i e d z i a l n o ś c i ą za
to wykroczenie obarczany jest oczywiście Cham (stąd czarna

103

�s k ó r a jego p o t o m k ó w ) a l b o k r u k ( p o d o b n a s a n k c j a ) lub pies
( G i n z b e r g 1909, s. 166). W e w s p ó ł c z e s n y c h ź r ó d ł a c h b r a k
t a k i c h i n f o r m a c j i ; o d n o t u j m y tu j e d n a k kolejne p o w t ó r z e n i e ,
u zarania nowego ś w i a t a , grzechu pierworodnego w jego
t r a d y c y j n e j ( ż y d o w s k i e j , ale i p o l s k i e j ) interpretacji (por.
K o c j a n 1992).
O g n i s t a z a g ł a d a , k t ó r e j u l e g ł y w e d ł u g Biblii
Sodoma
i G o m o r a , w z e b r a n y c h przez nas m a t e r i a ł a c h c z ę s t o b y w a
kontaminowana z potopem. Podobnie j a k w miejscach
z a p a d ł y c h p o d z i e m i ę k o ś c i o ł ó w , k a r c z e m czy w i o s e k m i a ł y
p o w s t a ć j e z i o r a , p o w s z e c h n i e m ó w i s i ę o t y m , iż na miejscu
Sodomy i G o m o r y p o w s t a ł o M o r z e M a r t w e ; a zatem o g i e ń
i w o d a p o ł ą c z y ł y s i ę w dziele z n i s z c z e n i a .
,.[...] dawno to już było takie miasto Sodoma i Gomora, to [Pan
B ó g - M . Z . ] potopem zatopił, a w tym mieście to tylko jeden
człowiek szczęśliwy był, że on spał ze swoją rodziną i jemu przez
sen przyśniło się - z a p o m n i a ł a m , jak on nazywał się, czy on
Michał, czy jak - że wstawaj, zabieraj się z całą rodziną i idź stąd.
ten człowiek siadł i pomyślał sobie, że to sen. Położył się, jego
drugi raz obudził: - Wstawaj i zabieraj się, i idź. A trzeci raz jak
tachnął jego: Prędzej, bo zginiesz z całą rodziną! Wziął całą swoją
rodzinę i odszedł, odszedł trochę, odwrócił się i zobaczył, że całe to
miasto nic nie było tvlko iedna woda Stolik ieden t&gt;łvł a na tvm
stoliku książka święta Ona chyba z ieeo domu była A Pan B ó e
nowiedział wtedy że ia iuż wiecei karać notoDem me bede ale
siarczystym ogniem" (64).
H i s t o r i e biblijne p r z e p l a t a j ą s i ę tu z w ą t k i e m o k a r z e po
latach; t r z y k r o t n e budzenie przez g ł o s p o c h o d z ą c y o d B o g a .
popularne w o p o w i e ś c i a c h o zdarzeniach cudownych, przy­
p o m i n a p o w o ł a n i e S a m u e l a ( S m 1, 3).
..Pan B ó g stworzył świat, a potem poszła rozpusta i zeslal
potop, to było po Sodomie i Gomorze. I powiedział do Noego:
- Zbuduj arkę. I teraz tam, gdzie byl potop, tam gdzie była
Sodoma i Gomora, jest slonc morze. I potem Pan B ó g ukazał tęczę
na znak, że już nie będzie potopu" (25).
J e d n y m z w a ż n i e j s z y c h , stale p o w t a r z a j ą c y c h s i ę m o t y ­
w ó w t a k i c h o p o w i a d a ń , jest m a r t w o t a p r z e k l ę t e g o m i e j s c a ,
podobnie j a k w przypadku z a p a d ł y c h karczem. N a p o c z ą t k u
świata:
„ziemia taka płaska była. od wschodu do zachodu było wszystko
widać, była równina, ale potem jak la Sodoma i G o m o r a była taka
przeklęta, to poszli ludzie do morza, zrobiło się Morze Martwe
i teraz brzeżki nie obrośnięte trawą. Tak śmierdzi ta woda. woda
zielona, zielona, brzegi - tam nawet robaczek nie prowadzi
się" (67).
„ T a m ludzie już tak żyli, że nie uważali matki ani siostry, nawet
ze zwierzętami, takie rozpustne byli. A Pan B ó g strasznie takiej
nicczystoty nie lubi [...] [Aniołowie - M . Z . ] powiedzieli Lotowi:
Nie pospieszyłeś się wcześniej, to teraz pójdziesz i nie odwracaj się.
bo ta sama kara ciebie spotka, nawet nie spojrzyj do miasta.
Patrzą, a tu taka czarna chmura idzie i jęczy [por. polop w Korwiu
- M . Z . ) , przestraszyli się i polecieli za Abrahamem. Lecieli,
lecieli, ale zaciekawiła się żona, mówi - jak tu zobaczyć. Więc ona
pochyliła się i dawaj, trzewik sznurować [w innej wersji - „żeby
pończoszki sobie p o p r a w i ć " - M . Z . ] , a tutaj s p o g l ą d a , no a jak
zobaczyła, to się w słup soli zamieniła. A kara laka była na
S o d o m ę i G o m o r ę . Nadeszła ta chmura i począł siarczysty deszcz
padać, no i wszystko się siarką oblało, no i w y b u c h ł o - wszystko
zapaliło się, a potem było w o d ą zalane. D o dziś dzień tam morze
jest i to takie przezwanie ma Martwe, tam ni ż a d n e g o żuczka nie
ma w wodzie" (68).
Ż o n a L o t a jest k o l e j n y m w c i e l e n i e m E w y i ( N ) O r e i ;
p o d o b n i e j a k jej p o p r z e d n i c z k i d o p u s z c z a s i ę g r z e c h u na
granicy ś w i a t ó w , c h o c i a ż w p r z e c i w i e ń s t w i e do nich
- n a t y c h m i a s t ginie. D o d a j m y n a marginesie e g z o t y c z n y
p r z y c z y n e k d o o p i s y w a n y c h tu s y m b o l i c z n y c h z w i ą z k ó w
p o s t a c i , p o d k r e ś l a n y c h niekiedy g e n e a l o g i ą . O t o w Koranie
ż o n y N o e g o i L o t a s ą w y m i e n i a n e r a z e m , j a k o w z ó r negaty­
wny:
„Obie były pod władzą Naszych d w ó c h sług,

104

spośród Naszych sług sprawiedliwych,
lecz one zdradziły ich.
I oni nic nie mogli dla nich uczynić
wobec Boga.
I powiedziano im:
&lt;Wejdźcie do ognia obie
wraz z tymi, którzy tam w c h o d z ą ! ) " ( L X V I I , 10).
T r a d y c j a i s l a m u nadaje o b u k o b i e t o m to s a m o imię
W a h e l a , i c z y n i z n i c h p r e f i g u r a c j ę z ł y c h kobiet, przeciw!
s t a w i a n y c h w i e r z ą c y m : ż o n i e f a r a o n a , k t ó r a p r z y j ę ł a religie
m o j ż e s z o w ą w y s t a w i a j ą c s i ę na gniew m ę ż a , o r a z Marii
matce J e z u s a ( L X V I I , 1 1 - 12; por. Stichel 1979, s. 84), która
wszakże i chrześcijanie nazywają n o w ą E w ą .
N a s t ę p n y typ k o n t a m i n a c j i c h a r a k t e r y s t y c z n y c h d l a na¬
s z y c h r o z m ó w c ó w w i ą ż e s i ę z k l ą t w ą . W ich opowiadaniach
ż o n a L o t a r ó w n i e c z ę s t o p r z e m i e n i a s i ę w s ł u p soli, jak
w k a m i e ń . W i a d o m o , ż e p r z e k l e ń s t w o : „ o b y ś s i ę w kamień
o b r ó c i ł " , c z y t e ż : " o b y ś s k a m i e n i a ł " , jest j e d n y m z n a j s t r a s *
liwszych, z w ł a s z c z a wypowiedziane
p r z e z r o d z i c ó w do
dzieci.
„ K i e d y ś mówili, że jest przekleństwo, że bywa taka minuta, a
klęska wpada do człowieka, że w dobie jest jedna minuta taka
kiepska, jeżeli w ta minuta c o ś powiesz na kogo i jemu to i będzie
i przeklnie się" (69). „ M o ż n a było przekląć, zrobić tak u
c z ł o w i e k u , że on się stanie takim jakby slupem" (70).
L i c z n e n a L i t w i e g ł a z y , o k t ó r y c h k r ą ż y ł y takie legendy,
p r z y c z y n i a j ą s i ę do lokalnej interpretacji b i b l i j n y c h przypo­
wieści
„Pan B ó g spalił dwa miasta [...], Sodoma i Gomora,
tylko jeden głaz, znaczy ta kobieta - jak ona odwróciła się i stała
się tym g ł a z e m " (41).
„[...1 Sodoma i G o m o r a to też było strasznie dlatego, że był taki
bardzo ogień wielki. I spaliło się lam. I L o l był. I była żona tego
Lota. I ojciec tego Lota, mądry człowiek, w y p r o w a d z a ł swoją
rodzinę z tego miasta, żeby się nie spaliła. A ona odwróciła się.
A on powiedział, że nie wolno zobaczyć, co się lam będzie działo.
A ona odwróciła się i teraz stoi kamieniem. Ona chciała zobaczyć,
co tam będzie i nie posłuchała. I po dzisiejszy dzień ona
kamieniem" (6).
„ C u d o w n e miejsce było tam pod Lidą. Mówili, że jak kiedy!
tam była polopa, to wtedy taka stara kobieta z krową, ona stałaII
tym kamieniu. Pan B ó g jej powiedział: Nie idź, nie rusz tego
niczego, niechaj sobie jęk, pisk będzie, a ty idź. Ale ona nie mogli
wytrzymać. Zaczął jek, pisk, lam gdzie ludzie topili sic, jak potopi
była Ona odwróciła sie ona stała kamieniem - to i krówka byk
i ona, i dziecko - ona stała już na tym kamieniu. Kamień jut
zarośnięty" (71).
W e w s z y s t k i c h c y t o w a n y c h tu p r z y p a d k a c h l o k a l n y ś
o p o w i a d a ń o k a t a k l i z m a c h k l ą t w a d o s t a r c z a interpretacji
p r z y c z y n y z a g ł a d y , t o t e ż nieustannie splata s i ę i łączy
z k o n k u r e n c y j n y m t ł u m a c z e n i e m jej j a k o k a r y b o ż e j B
grzechy. K l ą t w a w i ą ż e s i ę z t a k i m typem r e l i g i j n o ś c i , którego
p o d s t a w ę s t a n o w i m a g i a i gdzie k a r ę b o ż ą identyfikuje « j
c z ę s t o z p r y w a t n ą z e m s t ą ; w y p o w i e d z i a n a w odpowiednia)
momencie m o ż e d o t k n ą ć k a ż d e g o , m o ż e też b y ć całkowk*'
p r z y p a d k o w a , j e ś l i w ł a ś c i w ą t e c h n i k ą p o s ł u ż y s i ę k t o ś bam y ś l n y , r o z t a r g n i o n y c z y nie w p e ł n i w t a j e m n i c z o n y . M e c ł *
niczny charakter, przypisywany d z i a ł a n i o m s z k o d z ą c y *
oddaje d o b r z e opis J u c e w i c z a : „ c i , k t ó r z y c h c ą zost*
c z a r o w n i k a m i k l n ą ludzi i r o z m a i t e b y d l ę t a , a j a k tytt»
p o s k u t k u j ą j e g o k l ą t w y a l b o z ł e ż y c z e n i a , ' u w a ż a c h w i l ę kie*
p r z e k l i n a ł i t ę kiedy s i ę p r z e k l e ń s t w o s p e ł n i ł o . W d z i e ń w*
pogodny n a z n a c z a sobie ten m o m e n t c e n i e n i ,akiegokor**
s t a ł e g o p r z e d m i o t u i tego fatalnego m o m e n l u u ż y w a o d *
przez c a ł e ż y c i e na s z k o d ę s w o i c h z n a i o m y c h i 'sąsiadó*
1846, s. 159) T r z e b a tu d o d a ć , ze na L i t w i e d o ś ć powszecb*
s ą p r a k t y k i magiczne, w y k o r z y s t u j ą c e n a j w i ę k s z e ś w i ę t a
n a l e ż y d o nich np. z w y c z a j d a w a n i a ofiary pieniężnej *
M a t k i Boskiej O s t r o b r a m s k i e j , aby ś c i ą g n ą ć karę na doku*
Uwego s ą s i a d a . T r a k t u j e s i ę taki zabieg j a k o swoisty s ą d : * *

�•
bowiem ów sąsiad obwiniany jest niesprawiedliwie, wówczas
ofiarodawca ściągnie karę na siebie samego, zgodnie z przy­
słowiem: „kto kogo klnie, to w niego lgnie".
Popularne opowieści o zapadłych kościołach, dzwonach,
miastach czy karczmach dostarczają obfitych argumentów
rzecz tezy o przypadkowości niektórych kataklizmów,
spowodowanych nierozważnym przekleństwem. Seweryn
Udziela, przytaczając piętnaście takich opowiadań z okolic
Wieliczki i Podgórza (1899, s. 2 2 0 - 2 3 5 ) . uznał za ich główne
źródło biblijne historie o Sodomie i Gomorze oraz o po­
chłonięciu przez ziemię Dathana i Abirona (Księga lic^b 16
J i 3 1 - 3 3 ; znajomość tego fragmentu wśród c h ł o p ó w
wydaje się mało prawdopodobna) Interpretował je przy tym
S o w i c i e jednoznacznie jako traktujące o karze za grzechy
Zauważył wprawdzie iż w czterech opowiadaniach brak
Sieikolwiekwzmianki o złych czy grzesznych ludziach
domyślał się jednak ich obecności skoro znalazły sie w tych
S c o w o ś c a c h kobiety które przeklęły kościół i klątwa
E
s p o w o d o w a ł y pogrzebanie go wraz z ludźmi w cze uś
S J h Semi" (tamże s * 3 0 ) O czvm wiec mówią zanotowane
n a

nrzezUd^
o ^ f r z e z 7 g r z e c h v c h o ć jedno z nich
z k S h u i k o S

S

tofforłikio

można n ^
S a i a c y c " ^
z a r Ó w n o ^

Zh

co s^e zanadaia t c S i Z t ^ S r w ^ r S S

na

zwierzchni Szczętu
weZBktóre okob,m
B

wn^einrzekK
z g o d n a życzeniem n ^ - k S c ,

Obv
nie-SfeńTwłasnfe

l)kOSdO \ i
Przypomina się tu podobne zdarzenie, choć z zupełnie inną
bohaterką. Matka Boska (czasem Pan Bóg, Pan Jezus)
„zbiła" sobie palec o kamień (zwykle używa się tego właśnie
określenia) i przeklęła go: „ O b y ś więcej nie urósł". Odtąd
kamienie przestały rosnąć. Trzeba zauważyć, że w tej bardzo
zresztą popularne] historyjce chodzi właśnie o karę i zemstę
zarazem, fodczas gdy nieszczęsny kościół (ze wszystkimi,
których domyślamy się w środku) wydaje się przypadkową
ofiarą bezmyślnej klątwy.
'
„Jak Matka Boska szla ze swoim Dzieciątkiem, no to uderzyła
się o ten kamień. Ale oni. le kamienie, rosły. Ale ona się uderzyła,
bo tak sterczał do góry. i ona [...] len kamień przeklęła, żeby
skamieniał. No i on tak zakamicniał, że już teraz nie rośnie" 172).
Nawiasem mówiąc, czyż nie przypomina sie tu powiedze­
nie używane wobec dzieci przez rozzłoszczonych rodziców-nie mądrz się. bo nie urośniesz"- Interesujące są zbitki
słowne: kamień zakamieniał czy też Pan Bóu kamień
-obrócił na kamień" Wydaje się że pozwalają one lepiej
s z u m i e ć określenie' zaklął w żywy kamień" (podobnie
- „ w żywy pień") Opinia co do natury kamieni jest bowiem
*śród naszych r o z m ó w c ó w (zarówno na Litwie jak w Po•**) podzielona N i e na darmo .edna z na.bardzie popular­
ach zagadek ludowych zapytuje co r o ś n i e b e z Ł r z e n i co
^ r n i e bez kwiateczki'" O d p o w i e d ź b m ?
feuStóiMD«• Kamienie rosną podobnie do drzew (' iak drzewa siali sie
°śli, póki ich M a t K o s k a ^ r z e k e'a"- 3 - n erzybów
" ° ś n i e , a jak ,ego n o r u c h a s z t o ^ e s t a i e " ' 5) zmTenia a
o r y , a nawe.^krwawią j e 1 , i s a " a k k S
r

ol

, i l

* i c często spotykaTste ODOWiadania o
»ku w a l n y m ) zakutej 3
7
^
^

wadźbie"

^

(or^
lub

.1 U nas lo Hn Dvmic7Kt iuHar In r„Au.i, if tr\ ^V(1TI

Ipl..

™

"ke panny młodej.
' - I Tam pod lasem k a m i ™ t - m ó w i ż ^ ' k l e t i a k i ś dawnie
«yJankiel.

J e d e n I S ^ K

mniejszy, a dlaczego zaklęte, no j a nie wiem. I jeszcze tam gdzie to
lieży taki wielki, wielki kamień, no to tam zaklęta swadźba. to
sprawiedliwie. - Kio zaklął? - Mamusia córkę, matka tak m o ż e
zakląć córkę. Matka przeklinała, żeby oni nie dojechali,
&lt; - Żeby ty - m ó w i - kamieniem obróciła s i ę ) i wszystka
swadźba obróciła się kamieniem. [...] - Czy można b lo spowodo­
wać, żeby sialu się człowiekiem'
- Nie, j u ż nie m o ż n a , za to
rodzicom nie można przeklinać dzieci. Bardzo wielki grzech, jeżeli
matka przeklnie" (25).
„Kiedyś jechała dziewczyna do ślubu i jak raz była p o ł o w a
drogi. Ona skoczyła z wozu i przy drodze stanęła kamieniem. Jak
byli welon i suknia biała, to kamień, to była prawda, to moja
babcia opowiadała. T o d u ż o ludzi jeździło, jak żywa stoi. Matka
swoje dziecko przeklięła i lo lak bywa. Bo matka nie chciała, żeby
ona za jego szedła" (74).
„ - Czy kamienie rosły? - A kto ich wie? Mówili, że kiedv
wielkich kamieniów byio i pod tymi kamieniami zaklięte tam
swadźba, czy lam co. Kogo nie chce, to poklnie i kamieniem
stanie. T o tam w liesie dalieko taki kamień wielki. O n już do ziemi
prawie zliazłszy. I chcieli porąbać na p o d m u r ó w k ę - dom stawili.
I już zaczął rwać jego i poszedł do chatv. I położył się spać
i przyśnił: Nic ruszcie lego kamienia, tutaj swadźba zakliniona. O,
żenią się. Nie chce ojciec i matka. Poklięli i s w a d ź b a obróciła się
kamieniem" (75)
v

Wspomniana j u ż historia o Matce Boskiej, k t ó r a przeklęła
kamienie, została w jednej z r o z m ó w w charakterystyczny
dla Wileńszczyzny s p o s ó b skojarzona z wizerunkiem M a t k i
Boskiej Szydłowskiej. S z y d ł o w o , l i t . Siluva. jest j e d n y m
z najważniejszych o ś r o d k ó w p ą t n i c z y c h na Ż m u d z i , znanym
z cudownego obrazu M a t k i Boskiej, koronowanego w 1786
r o k u i projektowanej przez Antoniego Wiwulskiego kaplicy
(Sawicka 1991, s. 35; N o w a k o w s k i 1902, s. 6 5 4 - 6 5 6 ) .
Mieszkanka podwileńskich Pogir p o k a z a ł a mi wiszący na
ścianie obraz ( „ p o świekrowej, k t ó r a u m a r ł a czterdzieści lat
temu") przedstawiający M a t k ę B o s k ą S z y d ł o w s k ą z Dziecią­
tkiem na rękach, u n o s z ą c ą się nad kamieniem, na k t ó r y m
widnieje odcisk jej stopy. „ K i e d y ś kamienie były miękkie
i rosły - k o m e n t o w a ł a r o z m ó w c z y n i - M a t k a Boska j a k
szła. noga jej w p a d ł a do kamienia i ślad został. 1 p o w i e d z i a ł a ,
żeby większy nie wyrósł i był twardy. O d tego czasu kamienie
nie r o s n ą " (76); przedstawienia świętych ponad odciśniętymi
ś l a d a m i ich s t ó p częste są na ikonach b i a ł o r u s k . c h ) . Reinterpretacja w ą t k u charakteryzuje s p o s ó b myślenia związany
z typem religijności o d ż e g n u j ą c y m się od magii. Dopasowa­
na do niego historia nic traktuje j u ż o klątwie, c h o c i a ż nadal
ma charakter etiologiczny: jej sens został jednak zatarty.
R o z m ó w c z y n i o d w o ł a ł a się zarazem do legendy o cudownej
Matce Boskiej Szydłowskiej t ł u m a c z ą c , że o b j a w i ł a się ona
..dla pastuszka" na kamieniu, p o z o s t a w i a j ą c na nim ślad
stopy (historia ta znana jest powszechnie na Laudzie w po­
staci, w jakiej ją spisał ks. L u d w i k Jucewicz 1842, s. 1 4 - 2 3 ) .
Takie harmomjne połączenie znanego w ą t k u z legendą
lokalną i obrazem daje w y o b r a ż e n i e o sposobie funkc­
jonowania tradycji, wykorzystującej k a ż d e tworzywo, jeśli
tylko zawiera j a k ą ś uprzywilejowaną przez nią s y m b o l i k ę .
Wizje zagłady należałoby uzupełnić p r z e g l ą d e m t e k s t ó w
d o t y c z ą c y c h k o ń c a naszego świata. M a on n a s t ą p i ć , w e d ł u g
powszechnego mniemania, z okazji kolejnego millenium,
w r o k u d w u t y s i ę c z n y m . D o t y c z ą c e go informacje zasługują
jednak na o s o b n ą analizę. O d n o t u j m y zatem t y l k o kilka
f r a g m e n t ó w wypowiedzi, k t ó r y c h symbolika nawiązuje do
o p i s ó w minionych k a t a k l i z m ó w . A zatem ziemia, pofał­
dowana wskutek biblijnego potopu, p o w r ó c i ć ma do pierwo­
tnego stanu:
„będzie się ziemia równała, kto będzie wyszedłszy, nie będzie
p o z n a w a ć miejscu ani [móc - M . Z . ] wrócić do domu" (77). „ T a
wszystka ziemia, cały ten świat na osi takiej kreci się [...] przecież
wszystka ta ziemia leży na wodzie, to przewróci się" (62). „Ludzie
nie będą wiedzieć na razie. Będą ptaszki palić i [...] będą krzyczeć
ptaszki. I potem będą już budynki palić i wtedy j u ż cały świat

105

�zacznie palić się. I oczyści się - będzie tak jak szkło. Taki świat
będzie czysty jak szkło. Oczyści się. Bo przez te wszystkie laty,
przez te tysięcy lat, jest zmazany grzechami. I musi się przepalić to
wszystko" (60).
J e d n a k z g o d n i e z k o n c e p c j ą n a s t ę p u j ą c y c h po sobie
ś w i a t ó w , k o n i e c naszego ś w i a t a b ę d z i e p o p r z e d z a ł p o c z ą t e k
n a s t ę p n e g o : „ b ę d ą n o w e ludzie s p u s z c z o n e " .
„ P o głodzie i wojnie nikt nie zostanie, powietrze będzie zatrute.
[...] K t o te pozbiera trupy, a to żesz gnój, ż y w o t n e g o nic nie będzie,
ryba m o ż e gdzie tam, jeżeli wody będą zatrute. [...] Wtedy
przejdzie niemało lat i nie będzie szkodliwe aż to oczyści się samo
przez siebie, przegnije wszystko i nie będzie szkodliwe dla
powietrza. A B ó g jak jest na niebie, ześle drugi świat i drugich
ludzi. T o przewiduje się tak, że jakoby będą drugie ludzie

spuszczone na ten świat. - Jacy oni będą? - Prawdopodobnie
z kosmosu przyjdą, jakoby oni niższe ludzie, głowy większe I
a ciężko ich zrozumieć, jakaś ich jest gdzieś ziemia. - Czy oni bęai
sprawiedliwi?-Kto
ich wie, ale prawdopodobnie technika większa
niż nasza C z y to prawda, że na miesiącu są ludzie? Jeszcze to
niejasne nikomu, a gwiazdy na niebie [...]" (9).
W s p o m n i a n e na p o c z ą t k u l o k a l n e u w a r u n k o w a n i a kul­
tury w s i n a L i t w i e u m o ż l i w i a j ą n i e k i e d y , j a k s i ę zdaje
o k r e ś l e n i e z a s a d interpretacji w ą t k ó w b i b l i j n y c h . M o ż n a j
c h y b a u z n a ć z a w y r a z l u d o w e j teologii, k t ó r a p e w n e prr&gt;
bierny r o z w i ą z u j e a n a l o g i c z n i e w o d m i e n n y c h tradycjach
religijnych, o d w o ł u j ą c y c h s i ę d o B i b l i i . T a n i e ś m i a ł a łupoteza jest j e d n a k zaledwie p u n k t e m w y j ś c i a d o dalszej analizy
ź r ó d e ł p r o w a d z o n e j r ó w n o l e g l e z p o s z u k i w a n i a m i w literatu­
rze d o t y c z ą c e j i n n y c h t r a d y c j i .
e

L I T E R A T U R A
Afanasjev A N .
1990 Narodnvje russkije legendy. Novosybirsk
Bruckner A.
1902 Literatura religijna w Polsce średniowiecznej,
t. 1: Kazania.
Warszawa
Ciszewski S.
1887 Lud rolniczo-górniczy
okolic Stawkowa w pow. olkuskim.
„ Z W A K " t. I I
Czarnowski S.
1958 Kultura religijna wiejskiego ludu polskiego, [w:] Kultura, War­
szawa, s. 8 0 - 9 9
Dowojna Sylweslrowicz M .
1894 Podania imujdzkie. Warszawa, 1. 1 - 2
b.d.
Rękopisy w Centralnym Państwowym Archiwum Historycznym
w Wilnie. Fond 1135.'Opis 10. Teki'Jana Karłowicza, Wileńskie
Tow. Miłośników Nauk
Gawełek F .
1910 Przesądy, zabobony, środki lecznicze i wiara ludu w Radłowie.
w pow. Brzeskim. „ M A A E " , t. 11, s. 48 - 106
Gieryszewska K .
1992 Interpretacja postaci Judasza, „Polska Sztuuka Ludowa", R. 46,
nr 2, s. 3 9 - 4 2
Ginzbcrg L .
1909 The Legends of the Jews. Philadelphia, t. 1
Greimas A.J.
1985 Des dieux et des hommes. Paris
Gustawicz B.
1881 Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe w dziedzinie przyrody.
„ZWAK", t. 5, s. 102-185
1901 O ludzie piHlduklańskim w ogólności, a o twoniczanach w szczegól­
ności. „Lud" t. 7. s. 128-146
Hradecka S.
1903 Przyczynki do wierzeń ludu z Wierzbanowy. pow. Wieliczka.
„Lud" t. 9, s. 6 4 - 6 8
Jucewicz L . A .
1842 Wspomnienia o Żmudzi.... Wilno
1846 Litwa pod względem starożytnych zabytków, obyczajów i zwycza­
jów,^™
Kalćda A.. Kalćdiene B.. Niedżwiecka M.
1991 Lieluviu. -lenku kalbą odynas. Vilnius
Karłowicz J .
1888 Podania i bajki ludowe zebrane na Litwie. , . Z W A K " . t . 12, s. 1 - 5 9
Klinger W.
1931 Doroczne święta ludowe a tradycje grecko-rz ymskie. Kraków.
Kolberg O.
1962 Krakowskie, t. 7, Warszawa
Koran
1986 Koran. prze), i komentarzem opatrzył L . Bielawski. Warszawa
Krzyżanowski J .
1962-63 Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, Wroc­
law, t. 1 - 2 .
Kubiak L , Kubiak K .
1981 Chleb w tradycji ludowej. Warszawa
Leach E .
1969 Genesis as Myth. London.
Lilientalowa R.
1904 Wierzenia, przesądy ipraktyki ludu żydowskiego. „Wisła" l. 18, s.
105-112
1919 Swifta żydowskie
w przeszłości
i teraźniejszości.
Kraków,
cz. 3
1930 Kult wody u starożytnych
Hebrajczyków
i szczątki tego kultu
u współczesnego ludu żydowskiego. Warszawa
Lurker M .
1989 Słownik obrazów i symboli biblijnych. Poznań
Majewski E .
1898 Kukułka w mowie, pieśni i pojęciach ludu naszego. ..Wisła" t. 12, s.
385-402
1900 Rodzina kruków w mowie, pojęciach i praktykach ludu polskiego.
„Wisła" l. 14, s. 2 8 - 4 1

106

Matyas K .
1893 Nasze sioło. Studjum etnograficzne. „Wisła", t. 7, s. 97 - 155.
Mify
1980 MifY narodov mira. Moskva, t. 1
Moszyński K .
1967 Kultura ludowa Słowian. Warszawa, t. 2, cz. 1
[Nowakowski], Wacław z Sulgostowa. ksiądz
1902 O cudownych obrazach w Polsce Przenajświętszej
Kraków

Matki

Nowa księga przysłów
1969-70 Nowa księga przysłów
i wyrażeń
przysłowiowych
skich. Warszawa, t. 1 - 4
Łużny R.
1988 Opowieść o niewidzialn ym grodzie Kilieżu. Z legend i podań darnie
Rusi. Wyb. i tłum. R. Łużny, Warszawa
Petrowowa J .
1900 Mysz. żmija, komar i jaskółka. „Wisła" t. 14, s. 485-486.
Pietkiewicz C .
1932 Wielkanoc na Białorusi, odb. z „Ziemi" nr 3
Pismo Święte
1984 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z jp
ków oryginalnych. Poznań
Réau L .
1957 Iconographie de Tart chrétien. Paris, t. 2
Sawicka E .
1991 Powrót Trzech Krzyży. ..Lithuania", nr l , s. 2 8 - 3 6
Schnaidcr J .
1901 7. kraju Hucidów. „Lud" t. 7. s. 259 - 272
Sławski F .
1966 - 69 Słownik, etymologiczny języka polskiego. Kraków, t. 3
Slichel R.
1979 Die Namen Noes, seines Bruders und Frau. Gôttingen
Stomma L .
1986 Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku. Warszawa
Szyjewski A.
1991 Symbolika kruka. Między mitem a rzeczywistością.
Kraków
Świątek 'J.
1893 Lud nadrabski. Kraków
Tomicki R.
1976 Słowiański mit kosmogoniczny. „Etnografia Polska", l. 20 nr 1,1
47-98
1980 Ludowe mity o stworzeniu człowieka. 7. badań nad unkretyztM
mitologicznym w Europie Wschodniej i Południowej oraz wĄ
Potnoïnej. ..1 tnografia Polska", i 24, z. 2, s 49 I I S
1981 Religijność ludowa, [w:) Etnografia Polski. Przemiany km
ludowej. Wrocław, t. 2
Udziela S.
1899 O miastach zapadłych, kościołach, dzwonach i karczmach. ,J
t. 5, s. 220-235
1901 Świat nadzmvstowv ludu krakowskiego mieszkającego na pra*&lt;
brzegu Wish. Warszawa (odb. z 1. „Wisły")
Uspienski 6.
1993 W kwestii symboliki czasu u Słowian cz\ste i mci zislc dnitygo*
[w:l Semiotyka dziejów Rosji. Ł ó d i . s. 8 3 - 8 8
Wasilewski J .
1989 Tabu a paradygmaty etnologii. Warszawa
Wieczorek A.
1992 Komizm świętego Piotra. „Polska Sztuka Ludowa". R. 46nr*»
45-47
Wrocławski K .
1985 O Bogu. jego sługach i diabelskich sztuczkach. Setnik
Południowej Słowiańszczyzny,
wyb., przełożył, oprać. K&gt;
ławski. Warszawa
Zowczak M
1991 Kultura religijna polskiej wsi na Litwie. „Przegląd Wschód
z. 3, s. 527-555
1992 Dlaczego Cygan kradnie? Przyczyny zróżnicowania lud
biblii ludowej. ..Polska Sztuka Ludowa". R. 46,
s. 3 3 - 3 8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9986" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9964">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a71fe2f9b3cf2517d7751c6c493d2e02.pdf</src>
        <authentication>b816b0c1adcbe6431c5125dfb7da465d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118810">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3564</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118811">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118812">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118813">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3341</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118814">
                <text>Krakowskie zabawki odpustowe przedstawiające Żydów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118815">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.129-133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118816">
                <text>Pilichowska, Bogdana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118817">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118818">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118819">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118820">
                <text>Bogdana Pilichowska

KRAKOWSKIE ZABAWKI ODPUSTOWE PRZEDSTAWIAJĄCE ŻYDÓW

' S p o ś r ó d dziesiątków odpustów odbywających się w Krakowie
Pfttrwało do naszych czasów zaledwie kilka a wśród nich Emauso*&gt;.odbywający się w Poniedziałek Wielkanocny u podnóża kościo­
ła**. Salwatora i klasztoru Norbertanek na Zwierzyńcu i Rękawka,
odbywająca się następnego dnia na wzgórzu Lasota pod kościółJ ? 9 a ś w . Benedykta. Oba te odpusty cieszyły się zawsze ogromnym
Powodzeniem wśród krakowian, bywali na nich przedstawiciele
*ttystkich klas społecznych, przybywała ludność wiejska z bliższych
'dalszych okolic. Oba też, a zwłaszcza Emaus od wieków słynęły
zabawek, które sprzedawano w nie/liczonych kramach. Wśród
_ M zabawek od co najmniej I I poł. X I X w. pojawiały się figurki
^obrażające Żydów, a w latach dwudziestych X X w. zaczęto je też
u d a w a ć na maiącym miejsca 8 maja odpuście św. Stanisława na
*afce.*
Nie sposób podać dokładanej daty pierwszego pojawienia się
*** zabawek - Żydów. Informacje z pierwszej polowy X I X w.
1

zawarte w pamiętnikach i wspomnieniach mówią tylko bardzo
ogólnie o przedmiotach sprzedawanych na straganach. Na przykład
w diaruszu z r. 1836 znalazło się o Emausie takie zdanie: „Czasami
dla dywersji kupują od przekupek w kramach za parę groszy fujarkę,
harmonijkę, lub różaniec z białych i różowych okrągłych pierników,
które zastępują paciorki"', Również we wspomnieniach nieocenio­
nego krakowskiego kronikarza i historyka Ambrożego Grabows­
kiego dotyczących I poł. X I X w. Emaus został potraktowany po
. „Cały ten obchód kończy się na tern
pisze Grabows­
ki
zejdzie się tłum ludzi, znajomi połączą się w małe gromadki,
każdy stanie, przejdzie się po wzgórzu, otworzy gębę, przypatrzy się
snującym tłumom i tak jak przyszedł nie wiedzieć po co — z niczem
też powraca do domu."* Podobnie też było w przypadku odpustu na
Rękawce
Zawartość odpustowych kramów dopiero pod koniec X I X w.
zwróciła uwagę badaczy. Niestety zainteresowały ich tylko dwie
129

�taczki, wózki, grabie, sikawki, bryczki, kołyski, łóżka, bąki, p a j a c j S
lalki — nie brak też rzeczy do użytku kuchennego jak odcedzarkf'
rogalki, kropidła, walki do ciasta ilp. — dalej zobaczysz turkawfci.
żabki, baloniki, szafki, stoły, stołki, kanapki dla lalek, tu śmisefc-wzbudzają nieustannie kiwające się figurki potwornie brzydka
Żydów z pejsami, czytających niby jakiś pergamin żydowska
pismem zapisany, tam piłki do gumek przytwierdzone migają *
lylko, odskakując i wracając na powrót do rąk sprzedającego--tj"
wiatraczki papierowe szumią, kręcąc się nieustannie, ówdzie od uą
przekupnia rycząc i gwiżdżąc, wyskakuje aż do twarzy przechodzą,
cych jakiś wąż papierowy i zwija się nagle, jakby się ich gniew,
przestraszył. Żabki, kręcone na sznurku rzegoczą gumowe bańfci
i baloniki różnego kształtu nadęte i puszczone, gwiżdżą i piszczą
różnymi głosami...".
A oto pochodzący z tego samego roku fragment opisu kramó*
na Rękawce: „ N a innych kramach prócz rzeczy odpustowy^
wystawiono i zabawki jak strzelby, szable, bębny, gwizdki metalom,
trąbki blaszane, zegarki, piszczałki drewniane, trąbki papierowa
harmonijki, pugilaresy, szczyrkawki blaszane, baloniki kauczukom
do wydymania ze świstawką, lalki drewniane, porcelanowe i wosko­
we w różnych strojach. Największa ilość kramów zawiera dziecin*
zabawki drewniane, gliniane, metalowe. Wśród tych zaś p i e r w miejsce zajmują zabawki drewniane: małe wózki z konikami ponur
lowanymi na czerwono, skrzyneczki, toporki, siekierki, grabkC
taezki, łopatki, stolniczki, wałeczki, szczyrkawki, sikawki a n a w i
i większe wózki do wożenia małych dzieci. Tu wystawiono takit
w strojach narodowych Krakowiaków, Proszowiaków, Szkalm*
rzanów. Górali, Żydów z długimi brodami, trzymających w ręku
skrawek papieru z pismem hebrajskim, a poruszających się jak prq
modlitwie za lekkim potrąceniem, różne gatunki zwierząt a szczegółnie ptaki różnie zabarwione. Nie zapomniano także o meblach dli
lalek, tj. krzesełkach, stołkach, kanapkach, szafeczkach. umywat
kach, łóżeczkach i kołyskach. Pośród tych są i wyroby piłeczkowe.
Z zabawek glinianych rozłożono bądź w kramach bądź na ńem'
miseczki, garnuszki, dzbanuszki, skarbonki, gwizdki w kształcę
zwierząt, dzwonki i to na jednych kramach tylko wypalane be
polewy, na innych z polewą zwykłą a na innych jeszcze wyroby te
bvłv wykonane /. eustem i opatrzone piękna polewa różnobarwna
Między tymi wyrobami są i figurki żywo zabarwione przedstawiająCC' szlachcica, krakowiaka górala', Żyda i kobiety w strojach
narodowych Z wyrobów blaszanych wystawiono naiwiccei naczri
kuchennych jako zabawek dla dziewcząt.6

spośród sprzedawanych lam zabawek, mianowicie drewniane siekie­
rki i gliniane dzwonki, w których dopatrywano się związków
z obrzędowością pogańską. O stosunku do pozostałych zabawek
dobrze świadczy opis Emausu zawarty w pracy Stanisława Cerchy
opisującej lata sześćdziesiąte X I X w.: „przed kościołem mnóstwo
kramów z zabawkami, w które zaopatrywali się kleparzanic dla
dzieci. Na tym odpuście zjawiały się raz do roku siekierki drewniane
i dzwonki gliniane. (...). Oprócz nich sprzedawano pierniki w różnej
formie, przede wszystkim w kształcie serca i koronek, z gałek
różnokolorowych z piernika, drewniane wózki z parą koni, grzecho­
tki i t d . " I to wszystko, co z tego „mnóstwa kramów z zabawkami"
Cercha wymienił.
Pierwsze szczegółowe opisy odpustów Rękawki i Emausu pocho­
dzą dopiero z r. 1905 i najprawdopodobniej do ich powstania
przyczynił się Seweryn Udziela, pełniący wówczas funkcję inspekto­
ra szkolnego ale już od dawna żywo zajmujący się etnografią. Na
jego inspirację wskazywałby fakt, iż relacje te znalazły się w archi­
wum Muzeum Etnograficznego w Krakowie w tece z jego notatka­
mi. Dla interesującego nas zagadnienia mają one szczególną war­
tość, gdyż umieszczają figurki Żydów w szerokim kontekście innych
zabawek. Oto Emaus w relacji Antoniego Moksteina: „Ledwie
przestąpisz most na Rudawie. już wita cię gwar. hałas i granie trąbek
papierowych, piszczałek, organków, harmonijek, katarynek, świsl
gwizdków, kogutków i wzajemne nawoływania się. Śmiechy i żarty
młodzieży mieszają się z głosem przekupniów, wychwalających
swoje zabawki i dewocjonalia, pomarańcze, figi, orzechy, cukierki,
pierniki, różańce piernikowe i inne rzeczy, którcmi obładowane są
kramy i stoły wzdłuż całej długiej ulicy zwanej Półwsiem Zwierzynie­
ckim ustawione. Tu wabią oczy piękne figurki krakowiaków
i krakowianek, Łobzowian i Łobzowianek, przystrojonych w stroje
narodowe postaci ryb. psów, papug kanarków kaczek itp wyro­
bionych z gliny i żywemi barwami pomalowanych przez domorosłe­
go majstra z Zakrzówka; tam zaciekawiają cię sprzęty i zabawki
zPodgórza, a więc łopaty chlebowe, topory, siekierki, kilofy, oskardy.
f

130

Tadeusz Seweryn cofnął najdalej
jak dotąd — historię
zabawek przedstawiających Żydów. W pracy Polskie zabawia
ludowe podaje bardzo ścisłą informację: Mikołaj Wilczyński 2
Zwierzyńca przyniósł na Emaus w roku 1874 aż trzy kopy figurek
Żydów (mial wówczas kilkanaście lal). Z zawodu był murarzem
a zabawkarstwo pozostało do śmierci (zmarł 1925 r.) jego główny*
zajęciem w okresie martwego sezonu. W latach osiemdziesiąty*
zaczął robić figurki Żydów Karol Birowicz z Przegorzał koto
Krakowa. Znany był również jako wykonawca ozdobnych ram do
obrazów. Rzeźbki siwych dlugobrodych Żydów na sprężynkach
sprzedawał na Emausie jeszc/e w 1938 r. Czy byli to prekursora
nowego typu zabawek czy też kontynuowali istniejące tradycja
Bardziej prawdopodobna wydaje się możliwość druga. Dokładna!?
informacji uzyskana przez Seweryna wskazywałaby, że kontaktc**
się on z obu twórcami. Można też sądzić, że gdyby Wilczyński jat*
pierwszy zaczął robić ten typ zabawki to Seweryn na pewno by o t j *
wspomniał. Poza tym ilość przygotowanego na odpust towU^
trzy kopy — świadczy, że producent mial świadomość istniejajC
go zapotrzebowania na taki wytwór. Tak więc można przyjat
z dużym prawdopodobieństwem, że w latach siedemdziesiąty*
i wcześniej drewniane figurki Żydów byty towarem masowo sprzeda­
wanym na odpuście Emausowym a także i na Rękawce, na ktftf"
z reguły udawali się wszyscy z towarem nie sprzedanym poprzednia .
go dnia pod kościołem Św. Salwatora.
§
Najstarsze okazy ligurek, pochodzące z końca X I X w. i z przeto**
wieków znajdują się obecnie w Muzeum Etnograficznym w K l f
kowie. dokąd zostały przekazane ze zbiorów Muzeum Przemysłowe­
go i Muzeum Narodowego, co wraz z późniejszymi zakuparf
1

�f

prowadzonymi systematycznie przez Muzeum Etnograficzne stwo­
r o pokaźną i zróżnicowaną pod względem formy kolekcję
(powiększyły ją dary Seweryna Udzieli, Franciszka Gawełka, dr.
J^ina i innych), Największa ilość zabawek - Żydów pochodzi
okresu międzywojennego. Ich twórcami było kilku wybitnych
jabawkarzy, a więc wspomniani już Wilczyński i Birowicz, Jan
^puszek ze Zwierzyńca, Jan Oprocha, Mateusz Dańszczyk i wielu
innych. Władysław Krygowski w swoich wspomnieniach o dawnym
Rakowie dał bardzo piękny i sugestywny obraz straganów z figur­
kami Żydów na Etnausowym odpuście: „ N a stołach stały różnej
wielkości figury starych Żydów o przeróżnych wyrazach twarzy,
gestach i strojach. Bywały tam postacie o dwudziestu paru centymet­
rach wysokości, lecz niektóre sięgały prawie trzech czwartych metra.
Surowo ociosane, w czarnych lśniących chałatach, z lisimi czapami
ua głowie, jarmułkami lub niewielkimi myckami. Włosy ich były
czarne lub rude, oczy chytre i wystraszone, dostojne lub zamyślorc.
Czasem jakiś groźny błysk lub przerażenie. Ręce trzymały księgę lub
żydowskim pismem zadrukowaną gazetę. Nikt z kupujących nie
wiedział co głosiło owo tajemnicze pismo błogosławieństwa czy
przekleństwa; złorzeczenie czy dobre życzenia. Wszystkie figurki
umierały sie na sprężynkach Wprawiały one w ruch postacie które
kiwały się lekko do przodu, jakby oddawały pokłon uniżony lub
modlitewny. Cały ten świat Żydów, kiwających się pod Norbertan­
kami, przemawiał do mnie plastyką i kolorem".
r 0 W

t

9

Jakie treści przekazywały owe zabawki, czy celem ich było tylko
rozśmieszenie widza i ośmieszenie Żyda? „Czy rodziły się z wyobraź­
ni podsycanej miłością czy nienawiścią, czy tylko z nieokreślonej
potrzeby uwolnienia w sobie więźnia wyobraźni?" — pyta w cytowa­
nej pracy Krygowski. Na pytania te nie może być jednoznacznej
odpowiedzi, zbyt zróżnicowany byl Świat zarówno twórców jak
i odbiorców tych zabawek. Jedni widzieli w nich „potwornie
brzydkich Żydów z pejsami" podczas gdy u innych budziły one
rozlegle skojarzenia: „(...) poprzez moich przyjaciół malarzy - pisze
dalej w swoich wspomnieniach z lat dwudziestych Krygowski
. dotarła do mnie fantastyka Chagalla i w niej umieszczaliśmy
Żydów z Emausu. Próbowaliśmy rozpoznać jacy to ludzie. Jeden
wyróżniał się filuternym wyrazem twarzy. Spod jarmufki rozkręcały
się pejsy jak dwa walki loków, a źrenice wyraziście czarne, wyskaki­
wały / podłużnych białek. Ostry nos zaginał się szpicem ku wąsom,
które prawa ręka jakby gładziła. Czarny chałat, w który byl ubrany,
opromieniało od tylu słońce, obwodząc kontury postaci jakimś
żółtym światłem.
10

• Patrz!
powiedział ktoś — to jest żółty rabin Chagalla."
Tematyczna różnorodność tych zabawek były bardzo duża. Jak
pisał w 1924 r. Kazimierz Witkiewicz: „pomysłowość i fantazja
twórców (...) wprowadza co roku odmiany w ujęciu postaci. (...)
W wyszukiwaniu nowości prześcigają się murarze zwierzynieccy aby
w ten sposób kupujących bardziej zainteresować mogły figurki
pomysłem i wykonaniem."" Seweryn dodaje, że „co roku bywały
inne, gdyż ich wytwórcy czerpiąc tematy z otaczającego ich życia lub
zwyczajów ludowych, starali się coraz to nowe pomysły wprowadzać
wżycie. Fantazja zaś podsuwała im odpowiednie formy, ale zawsze
proste i dowcipne. Jakiś garncarz zobaczył gdzieś kiedyś żydowskie­
go handlarza jadącego na krowie, jakiegoś skrzypka, który ni stąd ni
zowąd, przyplątał się do lajkonikowego orszaku „malaskotów"
i spostrzeżenie 1o próbował wyrazić w glinie."'
Mimo całej różnorodności da się jednakowoż wyodrębnić kilka
grup tematycznych. Są więc Żydzi w starannie zaznaczonym slroju
bez żadnych dodatkowych akcesoriów. Ich powstaniu towarzyszyły
(e same intencje co powstaniu figurek przedstawiających inne grupy
Odróżniające się strojem. Intencje twórcy znalazły odbicie w cytowa­
nych już opisach, w których autorzy wymieniają obok siebie:
* strojach narodowych Krakowiaków, Proszowiaków, Szkalmierzanów. Górali, Żydów z długimi brodami" — przy wyliczaniu
zabawek drewnianych i podobnie przy okazji zabawek glinianych:
&gt;,figurkt żywo zabarwione przedstawiające szlachcica. Krakowiaka,
Górala, Żyda i kobiety w strojach narodowych".
2

Drugą grupę tematyczną tworzyły figurki M ą c e odbiciem
Popularnego wśród Żydów zawodu muzykanta. Specjalizował się
w ich wykonywaniu Jan Łapuszek /e Zwierzyńca, ur. w 1874 r. „Już

od 16-ego roku życia - pisze Seweryn — wybijał się wśród
zabawkarzy krakowskich jako wytwórca figurek muzykantów żydo­
wskich, z których dało się złożyć całą orkiestrę. Kontrastował on
chudą figurę brodatego basisty z grubą basetlą, a czerń żupicy z bielą
sutej brody czerwienią b a s ó w . "
W jego ślady poszli inni zabawkarze tworząc figurki grające na
harfie, skrzypcach, cymbałach itp. Oto przykład opisu Żyda z harfą
z karty katalogowej Muzeum Etnograficznego w Krakowie: „Stoi
na drewnianej podstawce pomalowanej na zielono. Twarz płaska
z wydatnym nosem, pomalowana na kolor różowy, wfosy. brwi,
wąsy i broda — czarne. Usta czerwone, oc/y niebieskie z czarnymi
źrenicami. Po bokach długie proste pejsy wykonane z dwu patycz­
ków. Na głowie kapelusz wysoki o walcowatej główce z szerokim
rondem. Ręce przybite gwoździami. Ubrany w długi czarny chałat.
W rękach trzyma harfę pomalowaną na czerwono ze strunami
wykonanymi z cienkich sznurków przybitych do harfy wystającymi
gwoździami. Nogi osadzone na sprężynce." W opisie innego
muzykanta
skrzypka, stojącego również na zielonej podstawce
czytamy, że jest „malowany czarną farbą, jedynie z twarzą i rękami
żółtymi. Na głowie czarny, wysoki, twardy kapelusz. W lewej ręce
trzyma skrzypce, w prawej smyk. Instrument malowany na kolor
żółty. Strój przybrany futrem." Muzykanci żydowscy umieszczani
też byli wśród innych postaci. O jednej z takich zabawek pisze
Seweryn: „Jest to czereda pociesznych figurek umocowanych na
drewnianym krążku obracającym się na czopie: góral z ciupagą,
podmiejski harmonista, Żyd z dużą lirą oraz dziadek stwobrody
przypominający św Mikołaja tub dziadka z szopki ( ) 1 alki te
towarzyszą osadzonemi w środku osiołkowi, na którym jedzie Żyd
brodą w cylindrze na głowie Nie jesl to parodia osiołka
obwożonego dawniej w Niedzielę Palmową ani też Lajkonika, lecz
po prostu ludowy /.espól komediantów. (...) Ten „Lajosiołek"
13

14

15

131

�czarne pejsy. Na głowach czarne cylindry. Tułowie i buty potrakto­
wane płasko. Obie postacie identyczne." Były też huśtawki zjedna
tylko postacią: „Żyd wystrugany z drzewa pomalowanego na
czarno, w czarnej futrzanej czapce na głowie, z czarnym futrem przy
kołnierzu i przodach chałata. Twarz różowa, broda, wąsy i pejsy
czarne. Stoi na małej, czarnej, prostokątnej deseczce. Huśtawka
składa się z dwu belek pomalowanych na pomarańczowo i niebiesko
z pomarańczowymi ukośnymi prążkami. Belki w niektórych miejs­
cach ozdobnie wycięte. Podstawka prostokątna pomalowana na
kolor ciemno—zielony z pomarańczowymi smugami i kropkami."
Nogi stojącego na deseczce Żyda były zrobione ze sprężynek co
potęgowało komizm postaci. Dodać należy, że na odpustach
sprzedawano identyczne huśtawki, na których zamiast Żyda umiesz­
czano inne figurki, np. policjanta i przekupkę, dwie przekupki,
małpę itp.
Podobnie jak Żydzi na huśtawce wyraźny wydźwięk komiczny
posiadają również zabawki przedstawiające Żyda uciekającego
przed psem. Oto opis jednej z nich: „Ustawiony jest na drewnianej,
prostokątnej podstawce, pomalowanej na kolor zielony. Twarz
płaska z wydatnym nosem, pomalowana na kolor różowy, włosy,
brwi, wąsy i broda czarne, usta czerwone, oczy niebieskie z czarnymi
źrenicami. Po bokach długie proste pejsy wykonane z dwu patycz­
ków. Głowa przybita gwoździem do szyi. Na głowie wąski kapelusz
0 walcowatej główce z szerokim rondem. Ręce przybite gwoźdźmi
do barków. W prawej ręce trzyma laskę wystruganą z patyka.
Ubrany w długi czarny chałat przybrany z przodu i przy kołnierzu
ciemno - popielatym futrem. Nogi osadzone na sprężynkach.
Z tyłu za Żydem pies wystrugany z drzewa, pomalowany na biało
z czarnymi łatkami. Ogon wykonany z drutu. Umocowany jest na
sprężynce."
W foklórze słownym i w obrzędzie często łączono postać Żyda
1 postać diabła. O relacjach jakie w wyobrażeniach ludu zachodziły

mm

19

20

21

w cylindrze jako herszt przebierańców noworocznych to osobliwość
Krakowa."
Najczęściej jednak przedstawiano Żydów trzymających w rękach
książkę lub kartę papieru zapisane pismem hebrajskim. Określano te
figurki jako Żydów modlących się, śpiewających lub czytających.
Wszystkie one przy lekkim poruszeniu kiwały się, dzięki sprężyn­
kom, z których były zrobione nogi. Zabawka ta niewątpliwie wiąże
się z jednej strony z funkcjonującym dawniej szeroko stereotypem
Żyda — „ u c z o n e g o " a jednocześnie jest wyrazem fascynacji
odmienną formą modlenia się. Charakterystyczne ruchy towarzy­
szące modlitwie znalazły również odzwierciedlenie w licznych przy­
słowiach: „Kiwa się jak Żyd na szabasie", „Kiwa się jak Żyd nad
pacierzem", „Kiwa się jak Żyd nad Talmudem", „Kiwały się jak
Żydzi w bóżnicy". Znamienne, że „kiwaniem" obdarzono więk­
szość zabawek przedstawiających Żydów, także część Żydów — mu­
zykantów, Żydów z psem, z ptakiem itd. Czasami efekt ten bywał
wzmocniony dzięki osadzeniu na sprężynce także i głowy. Żydzi
w tej grupie zabawek przedstawiani byli bądź w strojach codzien­
nych, długich czarnych chałatach bądź w stroju modlitewnym
— owinięci w długie białe szale. Czasami na podstawce umieszczano
obok postaci Żyda inne jeszcze przedmioty: stolik, na którym leży
książka, płotek lub słupek z siedzącym na nim kogutem. Kogut
bywał też umieszczany na prawej wyciągniętej ręce, podczas gdy
lewa, opuszczona, trzymała książkę.
Do zabawek, których wyraźnym celem jest wywołanie u widza
efektu komicznego należą wyobrażenia Żydów na huśtawce. Oto
opis takiej huśtawki z karty katalogowej: „ N a prostokątnej podsta­
wce zielonej, zdobionej białymi i czerwonymi kreskami umieszczony
słupek o wysokości 10 cm., na nim za pomocą sprężynki osadzona
pozioma huśtawka w kolorze zielonym. Na przeciwległych końcach
huśtawki widoczne dwie postacie Żydów. Żydki zwrócone do siebie,
siedzą okrakiem z nogami wyprostowanymi, spuszczonymi. Czarną
farbą zaznaczone chałaty przybrane wokół szyi i na przodzie
brązowym futerkiem. Twarze pociągłe malowane w kolorze cielis­
tym. Długa czarna broda zakończona w szpic, odstające długie
16

17

18

132

i

�4r

u

między diabłem a Żydem świadczą też przysłowia: „Gdy diabeł nie
może Żyd mu dopomoże", „Gdzie diabeł łeb wsadzi , tam się Żyd
wkinie", „Jak nie ma wady bez diabła tak nie ma biedy bez Żyda",
„Myślał, że ujął Żyda za nogi, a on chwycił diabła za rogi", „Żyda
tylko diabeł oszuka". Temat diabła i Żyda znalazł również odbicie
w zabawce odpustowej. Dwa najbardziej popularne ujęcia to diabeł
wiozący Żyda na taczkach i diabeł niosący Żyda w worku na
plecach. Sięgnijmy znowu do opisów z katalogu Muzeum Etnografi­
cznego: „Diabeł wiozący Żyda na taczkach ustawiony na prostokąt­
nej podstawce koloru brązowego. Diabeł ustawiony jest na sprężyn­
kach, ubrany w brązowe spodnie i czarny tużurek z białym
szamerowaniem. Głowę ma ruchomą, umieszczoną na sprężynce,
twarz różową, włosy czarne, język wystawiony na zewnątrz, rogi
i ogon z drutu, ogon oklejony papierem. Pcha przed sobą taczki
pomalowane na biało z ukośnymi brązowymi paskami po bokach.
Na taczkach siedzi Żyd ubrany na czarno z długą drewnianą brodą,
22

w kapeluszu z szerokim rondem, ręce płaskie przybite do boków,
twarz pomalowana na różowo, wąsy i włosy czarne." 1 drugi typ
omawianej zabawki: „Diabeł z różkami na głowie, ubrany w czerwo­
ny kaftan i zielone spodenki oraz czarne buty trzyma w ręku widły.
Na plecach niesie czarno malowaną „durkę", w której siedzi Żyd
z ukręconą g ł o w ą . "
23

24

Po I I wojnie światowej figurki Żydów na wiele lat zniknęły
z krakowskich odpustów. Pojawiły się na powrót na Emausie w 1977
r. dzięki wspólnej inicjatywie Muzeum Historycznego miasta Kra­
kowa i Spółdzielczemu Zrzeszeniu Wytwórców Rękodzieła Ludo­
wego i Artystycznego „Millenium", które zorganizowały konkurs
na zabawkę emausową. Z figurkami Żydów wystąpił wówczas
Zdzisław Dudzik. Od tamtego roku są one obecne na każdym
Emausie i cieszą się ogromnym powodzeniem głównie wśród
prywatnych kolekcjonerów.
25

PRZYPISY
1

O historii tych odpustów pisali: E. Duda, Krakowskie odpusty
wielkanocne, „Krzysztofory" nr 6, Kraków 1979, s. 88—95 i B.
Pilichowska, Emaus i Rękawka - dwa krakowskie zwyczaje, „ M ó -

1 0

Tamże, s. 274
"Witkiewicz, op.cit., s. 28
Seweryn, op. cit. s. 32
• Tamże, ś. 32
M E K , nr inwentarza 27626
M E K , nr inwentarza 105
" Seweryn, op. cit., s. 45
&gt; O. Goldberg - Mulkiewicz, Postać Żyda w polskiej rzeźbie
ludowej, „Polska Sztuka Ludowa", R. X X X I V , 1980, nr 3 - ^ ł
Nowa Księga przysłów polskich, Warszawa 1972, t. I I I , s. 981
M E K , nr inwentarza 27635
M E K , nr inwentarza 27709
M E K , nr inwentarza 27625
Nowa księga przysłów polskich, t. I I I , s. 980, 988, 989
M E K , nr inwentarza 27638
M E K , nr inwentarza 1804
Duda, op. cit., s. 93
1 2

3

1 4
1 5

1980, s. 89
* A. Grabowski, Wspomnienia, Kraków 1909, t. I , s. 258
S. Cercha, Kleparz. Przedmieście Krakowa przed 50 laty,
Kraków 1914, s. 40
Archiwum Muzeum Etnograficznego w Krakowie (dalej w
skrócie M E K ) , 324/III.
Tamże.
T. Seweryn, Polskie zabawki ludowe, Warszawa 1960, s. 92
W. Krygowski, W moim Krakowie nad wczorajszą Wisłą,
Kraków 1980, s. 272—273
5

6

7
8

9

7

1 8

1 9

2 0
2 1

2 2

2 3

2 4
2 5

Zabawki z Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Fot. Jacek Kubiena

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9983" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9961">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b4658ceb9b1b04a2eafb5faadfd237a5.pdf</src>
        <authentication>8828aa01262825c95a0375f7edf9bc58</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118779">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3445</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118780">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118781">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3229</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118782">
                <text>Ludowy pomnik legionisty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118783">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4, s.151-152</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118784">
                <text>Maleta, Alicja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118785">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118786">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118787">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118788">
                <text>Alicja M a ł e t a

LUDOWY

N a g m i n n y m placu, p o ś r o d k u niewielkiej

wsi Tonią

POMNIK

położonej

LEGIONISTY

w l a t a c h 1914—1920. F i g u r a ż o ł n i e r z a w y k o n a n a jest p o p r a w n i e

nad Wisłą (gmina Bolesław, województwo Tarnów) stoi pomnik

w e d ł u g w z o r ó w realistycznego

polskiego l e g i o n i s t y . F i g u r a umieszczona jest na cokole z ł o ż o n y m

p e r s o n i f i k a c j ą c n ó t ż o ł n i e r s k i c h , co z o s t a ł o zawarte w postawie,

k s z t a ł t o w a n i a . Wydaje się b y ć

z k i l k u zróżnicowanych kamiennych bloków. Żołnierz ten ubrany

wyrazie

w m u n d u r p o l o w y , l e w ą r ę k ę wspiera na k a r a b i n i e t r z y m a n y m

s p o s ó b p i e r w o w z o r u , c h o ć w o g ó l n e j f o r m i e n a w i ą z u j e do niego.

t u ż p r z y nodze, w p r a w e j , nieco z g i ę t e j d z i e r ż y p a l m ę m ę c z e ń ­

P o s t a ć ż o ł n i e r z a z T o n i u j ę t a jest statycznie. C e c h ę t ę p o d k r e ś l a

s t w a . Za p o s t a c i ą w z n o s i s i ę s m u k ł y k r z y ż z Chrystusem U k r z y ­

jeszcze s z t y w n y u k ł a d r ą k a t r z y m a n a w r ę k u p a l m a , a t r y b u t

ż o w a n y m . F i g u r a ż o ł n i e r z a p e ł n a jest n a i w n e g o u r o k u wskazu­

ś w i ę t y c h m ę c z e n n i k ó w , p r z y w o d z i na m y ś l ś w . J a n a N e p o m u ­

j ą c e g o , ż e t w ó r c ą jej n i e b y ł profesjonalny w y k o n a w c a . T a b l i c e

cena, k t ó r e g o

na cokole p o d a j ą nazwiska s t ą d p o c h o d z ą c y c h ż o ł n i e r z y p o l e g ł y c h

Wyraz

w

walkach z lat

1914—1920.

P o m n i k jest

zadbany,

twarzy. Pomnik

Kamysza

wyobrażenia

twarzy figury

tak

Kamysza

nio n a ś l a d u j e

często występują
jest

zupełnie

w wierny

nad

Wisłą.

przypadkowy,

świeżo

w c z y m n i e odbiega ona od i n n y c h r z e ź b l u d o w y c h . Ż o ł n i e r z

o d m a l o w a n y f a r b ą o l e j n ą . M o c n a z i e l e ń m u n d u r u oraz i n t e n ­

z O t f i n o w a p r z e d s t a w i o n y z o s t a ł w swobodniejszej pozie, u jego

s y w n i e r ó ż o w a karnacja c i a ł a z daleka p r z y c i ą g a j ą oko w i d z a .

s t ó p , nieco od t y ł u , a u t o r u m i e ś c i ł polskiego o r ł a z rozpostar­

podobnych,

t y m i s k r z y d ł a m i . B y ć m o ż e b y ł t o t e m a t z b y t t r u d n y dla K a ­

nie z a z n a c z y ł na n i m swojego nazwiska. W ś w i a d o m o ś c i miesz­

mysza, a m o ż e c h c i a ł t u p o d k r e ś l i ć w ł a s n ą i n w e n c j ę w opraco­

kańców

waniu

Wykonawca

tego

wsi zatarły

pomnika, jak wielu

jemu

s i ę j u ż s z c z e g ó ł y d o t y c z ą c e jego

osoby.

tematu.

Zamiast

tego

elementu

w y k u ł pod

gzymsem

M ó w i o n o , że p o m n i k z o s t a ł p r z y w i e z i o n y „ z z a W i s ł y " i m g l i ś c i e

c o k o ł u d u ż y emblemat orderu V i r t u t i M i l i t a r i . Odmiennie w y ­

p r z y p o m i n a n o sobie u r o c z y s t o ś c i t o w a r z y s z ą c e jego o d s ł o n i ę c i u .

konane s ą t e ż k r z y ż e o k t ó r e w s p i e r a j ą s i ę f i g u r y o b u ż o ł n i e r z y .

Jeden t y l k o z r o z m ó w c ó w , k t ó r e m u t a m t e u r o c z y s t o ś c i
c z y ł y s i ę z p e w n y m w y d a r z e n i e m z ż y c i a osobistego

połą­

zapamiętał,

K r z y ż K a m y s z a , skromniejszy w formie, m a na
r a m i o n bardzo

ogólnie p o t r a k t o w a n ą

sylwetę

skrzyżowaniu

Ukrzyżowanego,

że m i a ł y one miejsce w 1930 г., a r z e ź b i a r z n a z y w a ł s i ę K a m y s z

podczas g d y na pierwowzorze umieszczona jest w t y m miejscu

i m i e s z k a ł w B r z o s t k o w i e , po d r u g i e j stronie W i s ł y . D o d a ł , że

p l a k i e t a z p ł a s k o r z e ź b ą g ł o w y Chrystusa w cierniowej koronie,

wieś, zamawiając

ten p o m n i k „ z a p a t r z y ł a

s i ę " na

wcześniej

a sam k r z y ż jest masywniejszy i w i ę k s z y c h r o z m i a r ó w . Przede

w y k o n a n y , a z n a j d u j ą c y s i ę w O t f i n o w i e ( i l . 2). S t o i o n w p o b l i ż u

wszystkim wyróżnia rzeźbę z Toni ogólny

miejscowego

p o z w a l a j ą c y j ą z a l i c z y ć do d z i e ł z k r ę g u s z t u k i l u d o w e j .

kościoła.

Nosi

sygnowanie

znanego

warsztatu

1

wyraz

plastyczny

k a m i e n i a r s k i e g o : „ F . A d a m e k , F . Samek w B o c h n i " . J a k g ł o s i

Nasuwa s i ę refleksja, że obie wsie w y s t a w i ł y p o m n i k i

napis, jest to „ F u n d a c j e , s t a r a n i e m k o ł a m ł o d z i e ż y w O t f i n o w i e

m i a r ę swoich m o ż l i w o ś c i . D u ż y O t f i n ó w z a m ó w i ł go w m i e j s k i m

za b y t n o ś c i K s . Pr. Podolskiego, k r . s z k o ł y W ł . S e d ł a k a , M . C . ,

warsztacie, n a t o m i a s t

C M . S a l e t n i k a R . P . 1929". N a t a b l i c a c h u p a m i ę t n i e n i s ą polegli

wiejskiego r z e ź b i a r z a .

na

n i e w i e l k a T o n i ą z w r ó c i ł a s i ę z t y m do

151

�K i m b y ł t w ó r c a p o m n i k a z T o n i 1 M i e s z k a j ą c a w B r z o s t k o w i e p o z o s t a ł fragment p r z e d s t a w i a j ą c y Boga Ojca w y c h y l a j ą c e g o
sporo jeszcze o n i m p a m i ę t a . W ł a d y s ł a w K a m y s z u r o ­ s i ę z c h m u r . J e d y n ą w c a ł o ś c i z a c h o w a n ą do d z i ś d r e w n i a n ą
d z i ł s i ę w niedaleko o d B r z o s t k o w a p o ł o ż o n e j T r z e b i c y , p r a w d o ­ r z e ź b ą jest konwencjonalnie u j ę t a f i g u r a M a t k i B o s k i e j Niepo­
rodzina

2

p o d o b n i e w r o k u 1872. W B r z o s t k o w i e o s i a d ł na

gospodarstwie

k a l a n i e P o c z ę t e j , a k a m i e n n ą — legionista z T o n i .

ż o n y l i c z ą c y m 12 m o r g ó w . J e d n a k ż e praca na r o l i nie bardzo
go p o c i ą g a ł a . W o l a ł w y k o n y w a ć r o b o t y stolarskie, m u r a r s k i e ,
k o ł o d z i e j s k i e , c h o ć nie u e z y l s i ę ż a d n e g o z t y c h z a w o d ó w . Po­
dobno s k o n s t r u o w a ł nawet zegar i organy, ale n i e s t e t y n i c b l i ż e j
nie w i a d o m o na t e n t e m a t . J a k wspomina r o d z i n a : „ M i a ł wszyst­
kie talenty". R z e ź b i ł głównie dla własnej przyjemności

wyko­

r z y s t u j ą c j a k o surowiec z a r ó w n o drewno j a k i k a m i e ń . Z r z e ź b
kamiennych rodzina
sowanego"

i

zapamiętała

Ukrzyżowanego.

tylko

,,Pana Jezusa. Zafra­

Jedynym

konkretnym

zamó­

w i e n i e m b y ł ó w legionista. R z o ź b ę t ę w y k o n a ł K a m y s z na miejscu
w B r z o s t k o w i e , a g o t o w ą p r z e w i ó z ł do T o n i W i e l k i e j , gdzie t e ż
z o s t a ł a w r o k u 1930 u s t a w i o n a i u r o c z y ś c i e o d s ł o n i ę t a . Za su­
rowiec p o s ł u ż y ł t u „ b i a ł y k a m i e ń " — m i ę k k i w a p i e ń — w y ­
d o b y w a n y w ó w c z a s w rejonie K i k o w a o d l e g ł e g o 13 k m od B r z o ­
stkowa

(do

dziś

eksploatowany).

Kamysz

b y ł też

n i e z n a n y c h b l i ż e j r o b ó t , zapewne o charakterze

Z u p e ł n i e o d m i e n n ą f o r m ę prezentuje p o m n i k ż o ł n i e r z y legio­
n o w y c h z n a j d u j ą c y c h s i ę w Samocicach, a w y s t a w i o n y „ s t a r a ­
n i e m k o ł a m ł o d z i e ż y p o l s k i e j " znacznie w c z e ś n i e j od poprzednich,
bo w 1923 r o k u ( i l . 3). B r y l a s k ł a d a s i ę z trzech coraz t o w ę ż s z y c h
kamiennych bloków, z k t ó r y c h najwyżej
z każdej

strony

płaskorzeźbiono

krzyże

umieszczony

posiada

zakończone

kulami,

ś r o d k o w y z a ś , najsmuklejszy i p ó ł o k r ą g ł o u swej g ó r y zaciosany,
m a na. jednej ze ś c i a n r y t u j ę t e g o z p r o f i l u ż o ł n i e r z a

grającego

na t r ą b c e . R y t t e n b y ł b y p r a w i e n i e w i d o c z n y g d y b y nie p o l i ­
c h r o m i a w y d o b y w a j ą c a go z t ł a . N a t a b l i c a c h w i d n i e j ą nazwiska
ż o ł n i e r z y , k t ó r z y z g i n ę l i w d z i a ł a n i a c h w o j e n n y c h z ł a t 1914—20.
U p o d s t a w y p o m n i k a zaznaczone s ą i n i c j a ł y

„B.Ru.A.Tarnów"

m o g ą c e w s k a z y w a ć na warsztat k a m i e n i a r s k i .

autorem

O m ó w i o n e p o k r ó t c e p o m n i k i ż o ł n i e r z y l o g i o n o w y c h powsta­

nagrobkowym

ło, j a k w y n i k a z n a p i s ó w f u n d a c y j n y c h , z i n i c j a t y w y w i d a ć p r ę ż ­

na c m e n t a r z u w Ostrowcach oraz f i g u r do k o ś c i o ł a w P i a s k u

nie d z i a ł a j ą c y c h

koło Buska. Rzeźbiarz z m a r ł w Brzostkowie w roku

pewne n i e s ą j e d y n y m i w tej o k o l i c y . Pierwsza w o j n a ś w i a t o w a

1933.

w w y m i e n i o n y c h wsiach k ó ł m ł o d z i e ż y ,

za­

Sporo jogo prac z n a j d o w a ł o s i ę w s w o i m czasie w r o d z i n n y m

p r z y n i o s ł a z a g ł a d ę i s t n i e ń l u d z k i c h na s k a l ę w c z e ś n i e j n i e spo­

domu, k t ó r y służył m u też jako warsztat. Niestety, rodzina W ł a ­

t y k a n ą . Czasy p o k o j o w o z r o d z i ł y refleksję n a d t y m i t r a g i c z n y m i

dysława
dopuściła

Kamysza, niedoceniając
do

rozproszenia

lub

tej s t r o n y jego
zniszczenia

działalności

większości

T a k i los s p o t k a ł d r e w n i a n ą f i g u r ę „ C a r a M i k o ł a j a "

rzeźb.

wzorowaną

wydarzeniami i potrzebę upamiętnienia ludzi, którzy
w

nioli

śmierć.

P o m n i k i żołnierzy

stanowią

r z e ź b i a r s k i e o tematyce ś w i e c k i e j , k t ó r o z n a l a z ł y swe
krajobrazie

wiejskim

obok

ponieśli

nieliczne

zadomowionych

tu

prace
miejsce

na p o p u l a r n y m k i e d y ś u j ę c i u p o r t r e t o w y m tej p o s t a c i — w m u n ­

w

durze, z s z a b l ą . P o d o b n y los spotka! t r z y p ł a s k o r z e ź b y w f o r m i e

i f i g u r p r z y d r o ż n y c h . Zdarza s i ę , że w y k a z u j ą z t y m i o s t a t n i m i

kapliczek

o b r a z ó w , k t ó r e K a m y s z p o d a r o w a ł c ó r c e w posagu. B y ł y d u ż e g o

znaczne p o d o b i e ń s t w o formalne, j a k c h o ć b y d z i e ł o W ł a d y s ł a w a

f o r m a t u i dlatego do d o m u w z i ę ł a t y l k o j e d n ą , z k t ó r e j obecnie

Kamysza.

P R Z Y P I S Y
1

R . Roinfuss, Wpływ
na ludową rzeźbę w kamieniu.
s. 67—76

rzemieślniczej
produkcji
dewocyjnej
„ P o l . Szt. L u d . " R . 33, 1979 n r 2,

2

I n f o r m a t o r k i : M a r i a Pisarczyk, ur. w 1901 г., zam. w P o d ­
lesiu p r z y s i ó ł k u B r z o s t k o w a , c ó r k a W ł a d y s ł a w a K a m y s z a oraz
K a t a r z y n a K a m y s z , ur. w 1904 г., zam. w B r z o s t k o w i e , synowa
rzeźbiarza

П . 1. P o m n i k L e g i o n i s t y , r z e ź b i a r z K a m y s z , w . T o n i ą ; i l . 2. P o m n i k l e g i o n i s t y w O t f i n o w i e , warsztat I&lt;\ S a m k a ; i l . 3, 4.
P o m n i k l e g i o n i s t y w Samocicach

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9982" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9960">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6520a4ad5323bcd25fa2cace0e91626f.pdf</src>
        <authentication>491827f10d0cd18ccdcdd17839d81f99</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118769">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3444</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118770">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118771">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3228</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118772">
                <text>pomniki ludu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118773">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4, s.131-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118774">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118775">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118776">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118777">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118778">
                <text>Aleksander Jackowski

POMNIKI

LUDU

W ś r ó d m o ż l i w y c h k l a s y f i k a c j i p o m n i k ó w jedna wydaje się
w kontekście podjętego
trująca

t e m a t u s z c z e g ó l n i e p r z y d a t n a , rozpa­

relacje m i ę d z y w ł a d z ą a l u d e m . P o m n i k b ę d z i e

interesował

nas

jako

zjawisko

przynależne,

sferze

więc

ideologii,

związane z określoną wizją świata, p a ń s t w a , tradycji,

historii.

Najdawniejsze znane n a m p o m n i k i m i a ł y na celu u t r w a l e n i e
i u ś w i e t n i e n i e p o t ę g i w ł a d z y , oddanie czci b o g o m i m o n a r c h o m .
P r z y c z y n i a ł y się w i ę c do f o r m o w a n i a w ś w i a d o m o ś c i

społecznej

obrazu d z i e j ó w w i d z i a n y c h z p o z y c j i w ł a d c ó w , h i e r a r c h ó w , m o ż ­
nych

i majętnych.

Rzymskie

arki

triumfu,

p o s ą g i k r ó l ó w , w o d z ó w czy

n y c h czy o a k t u a l n y c h jest ś w i a d e c t w e m czasu w k t ó r y m powsta­

r z ą d k u książęcego, królewskiego, państwowego. Takie

je, p r z y j ę t e g o

i

p u n k t u widzenia, założeń ideowych,

stosunków

społecznych, u k ł a d u sił.

kondotierów

pomniki

N i e z a l e ż n i e b o w i e m od tego czy m ó w i on o wydarzeniach daw­

d a w n i e j i obecnie, skoro p o w s t a w a ł y

utrwalały
czy

bóstw,

wizję

po­

pomniki

powstają

wbrew

i n t e n c j o m s p o ł e c z e ń s t w a , by m u n a r z u c i ć obce t r e ś c i , a n a w e t

A ł e t e r a ź n i e j s z o ś ć nie

tylko powołuje

do

życia

pomniki,

lecz i w e r y f i k a c j e znaczenia j u ż i s t n i e j ą c y c h , s p r a w i a ż e t r o ś c i

z n i e w o l i ć d e m o n s t r a c j ą s i ł y i p o g a r d y dla o p i n i i publicznej
wolno n a z w a ć p o m n i k a m i

—

władzy.

n i e g d y ś ż y w e , a nawet b u l w e r s u j ą c e , m o g ą ulec z a t a r c i u , u s t ę ­
pując

miejsca

nowym,

niezamierzonym

pierwotnie.

Pomnik,

k t ó r y m i a l u t w i e r d z a ć w ł a d z ę k r ó l e w s k ą staje się w ó w c z a s

pa­

Skoro j e d n a k s p o ł e c z e ń s t w o , a p r z y n a j m n i e j znaczna jego
c z ę ś ć , akceptuje t r e ś c i zawarte w p o m n i k u , nawet gdy powstaje

m i ą t k ą n a r o d o w ą , d z i e ł e m s z t u k i , o d b i e r a n y m j u ż t y ł k o w kate­

on

goriach estotycznych. T a p r z e m i a n a f u n k c j i i z n a c z e ń nie zmienia

staje się w ł a s n o ś c i ą s p o ł e c z e ń s t w a , d o b r e m p u b l i c z n y m . P r z y k ł a ­

całkowicie

z inicjatywy

i środków

oficjalnych

instytucji,

j e d n a k f a k t u , iż w c h w i l i p o w s t a n i a p o m n i k w y r a ż a o k r e ś l o n ą

dem m o g ą t u b y ć zbudowane u nas po w o j n i e p o m n i k i m a r t y r o ­

i d e o l o g i ę , o k r e ś l o n y system w a r t o ś c i .

logii,

jak

Treblinka,

Majdanek,

Kadogoszcz

czy

Oświęcim.

131

�132
I

�a ż po czasy dzisiejsze.

W latach

z a b o r ó w m i a ł y te

pomniki

w y d ź w i ę k przede w s z y s t k i m p a t r i o t y c z n y , w y o s t r z o n y sytuacja,
w k t ó r e j skoro n i e m o ż n a b y ł o w p r o s t m ó w i ć o sprawach

na­

r o d u , p r z y c h o d z i ł o c z y n i ć to p o ś r e d n i o . Dedykacja. „ M i k o ł a j o w i
Kopernikowi — wdzięczni Rodacy"

nie b y ł a czczym

S p o ł e c z e ń s t w o f u n d o w a ł o ze swych s k ł a d e k p o m n i k i
Księcia Józefa

Poniatowskiego,

frazesem.

Mickiewicza,

Chopina, K o ś c i u s z k i .

Toczono

p u b l i c z n e spory o i c h f o r m ę , miejsce wzniesienia, a na.wet o s o b ę
r z e ź b i a r z a . N i e m n i e j b y ł y to p o m n i k i w mniejszej czy w i ę k s z e j
mierze o f i c j a l n e

(że p o s ł u ż ę s i ę s f o r m u ł o w a n i e m

Jarnuszkiewiczowej).

„Oficjalne"

7, zachowaniem
komitetów

odpowiednich

budowy,

uzgodnione

w
form
z

Jadwigi

t y m sensie, że
powołania
czynnikami

powstałe

społecznych
administracji

p u b l i c z n e j , zrealizowane przez wyspecjalizowane p r z e d s i ę b i o r s t w a ,
zaprojektowane

przez profesjonalnych

artystów,

poddane

fa­

chowej k r y t y c e a r t y s t y c z n e j .
A p o m n i k i
Różnicę

tę można

akceptuje,

ludu?

C z y m s i ę r ó ż n i ą od s p o ł e c z n y c h ?

wyrazić

w jednym zdaniu:

społeczeństwo

podczas g d y l u d sam wznosi swe p o m n i k i .

Istotne

jest w t y c h p o m n i k a c h z a r ó w n o co i dlaczego s i ę w z n o s i , j a k t e ż —
jfcto t o c z y n i , w j a k i m t r y b i e ( o f i c j a l n y m

czy

nieoficjalnym),

w j a k i e j p o s t a c i i dla k o g o .
Skoro p r z y j m i e m y , iż k a ż d y p o m n i k m i e ś c i s i ę w c y k l u
m y ś l e n i a o p r z e s z ł o ś c i , pierwsza i p o d s t a w o w a r ó ż n i c a
pomnikami władzy a ludu

ujawnia się w punkcie

między

widzenia.

P o m n i k i l u d u p r z e d s t a w i a j ą h i s t o r i ę (ozy r z e c z y w i s t o ś ć ) z pers­
p e k t y w y ocen i o d c z u ć mas s p o ł e c z n y c h , w p r z e s z ł o ś c i c h ł o p s k i c h ,
współcześnie

także

robotniczych (choć oczywiście

nie

tylko).

P o w s t a j ą one n i e po t o , aby f o r s o w a ć o k r e ś l o n ą w i z j ę h i s t o r i i ,
ale a b y o d d a ć s p r a w i e d l i w o ś ć w y d a r z e n i o m , c z y n o m i l u d z i o m —
w a ż n y m w ś w i a d o m o ś c i powszechnej, a p r z y n a j m n i e j znacznej
5

6
Oczywiście

im

władza

bliższa

jest

autentycznym

dążeniom

s p o ł e c z e ń s t w a t y m bardziej zaciera s i ę granica m i ę d z y p o m n i k i e m
władzy a społeczeństwa.
P o m n i k i — co w a r t o p o d k r e ś l i ć — m o g ą t e ż w p e w n y c h
sytuacjach

pełnić

świadomie

rolę legitymizatora

grupy

s i ę do o d c z u ć d u ż e j

postulowaną

przez

fundatorów

r z ą d z ą c e j , w ł a ś n i e przez o d w o ł a n i e

części n a r o d u .

Taką

sytuację

mogliśmy

o b s e r w o w a ć w Polsce b e z p o ś r e d n i o po wojnie, k i e d y t o w ł a d z a
podjęła decyzję niezwłocznej odbudowy wielu z a b y t k ó w kultury,
w t y m k o ś c i o ł ó w i z a m k ó w . Zdecydowano s i ę w ó w c z a s na rekon­
strukcję

wielu zniszczonych

w czasie w o j n y

zabytków, mimo

że i c h p i e r w o t n a w y m o w a znaczeniowa daleka b y ł a od p r z y j ę t y c h
z a ł o ż e ń ideologicznych. I s t o t n a jednak b y ł a ich nowa symbolika.,
odrodzenia ze zgliszcz, n a w i ą z a n i a do t r a d y c j i p r z e s z ł o ś c i . D o ­
konało się w t y c h pomnikach przesunięcie emitowanych treści
i s k o j a r z e ń . D z i ę k i i emu n p . K o l u m n a Z y g m u n t a , o n g i ś w y r a z
królewskiej władzy, stalą się symbolem ciągłości życia

miasta,

n i e z b ę d n y m elementem jego p e j z a ż u , z a k o t w i c z o n y m w p a m i ę c i ,
i k o n o g r a f i i , l i t e r a t u r z e . Decyzja o d b u d o w y warszawskich p o m ­
n i k ó w (podobnie j a k S t a r ó w k i czy k o ś c i o ł ó w G d a ń s k a i W r o c ­
ł a w i a ) miała, u p r a w o m o c n i ć w o p i n i i s p o ł e c z e ń s t w a n o w ą w ł a d z ę ,
świadczyć

o jej z w i ą z k u

z na.rodom, jego k u l t u r ą ,

historią.

B y ł to wice z p u n k t u w i d z e n i a s o c j o t e c h n i k i w ł a d z y

1

zabieg

tego rodzaju co zachowa.nio s y m b o l i narodowej t o ż s a m o ś c i —
h y m n u , f l a g i b i a ł o - c z e r w o n e j , w wojsku o r z e ł k a czy r o g a t y w k i .
Akceptacja

powszechna jest

nikiem p o m n i k ó w

najbardzioj

s p o ł о с z n у e h.

2

istotnym

wyróż­

Jest j e d n a k r ó ż n i c a

( z a u w a ż a l n a co p r a w d a t y l k o przez w s p ó ł c z e s n y c h ) m i ę d z y t y m
co dane przez w ł a d z ę a t y m eo zbudowane w s p ó l n y m w y s i ł k i e m .
T a k i e w ł a ś n i e s ą p o m n i k i , p o w s t a ł e zo zbiorowej w o l i s p o ł e ­
czeństwa,

zbudowane

ze

składek

publicznych,

dyskutowane

w prasie i r ó ż n y c h o b y w a t e l s k i c h k o m i t e t a c h . W i e l e t a k i c h p o m ­
n i k ó w p o w s t a ł o u nas p o c z y n a j ą c od s c h y ł k u u b i e g ł e g o stulecia

133

�c z ę ś c i s p o ł e c z e ń s t w a . P o w s t a j ą w t e d y g d y odczuwana
upamiętniania

nie jest

realizowana

przez

czynniki

potrzeba
oficjalne.

Z tego p o w o d u m o ż n a p o w i e d z i e ć , żą s ą t o p o m n i k i s p r a w i e d l i ­

tencji

straconych,

drzewa,

zmarłych,

zasłużonych.

jak w innym kręgu kulturowym

t y w y l u d u , g r u p s p o ł e c z n y c h czy l o k a l n y c h .

lumny. Wnosiły

wiejscy,

chłopscy

rzeźbiarze,

amatorzy:

r o b o t n i c y , technicy,

w i ę c n i e z a w o d o w i r z e ź b i a r z e , p o w i ą z a n i z k r ę g i e m e l i t y spo­
ł e c z e ń s t w a czy i n s t y t u c j a m i w ł a d z y . W z n o s i s i ę te

święte
na w y ­

o b r a ź n i ę w i d z a s w ą n i e z w y k ł o ś c i ą i m o n u m e n t a l i z m e m , podobnie

w o ś c i , w y p e ł n i a j ą c e l u k i w obrazie historii, w i d z i a n e j z perspek­
P o m n i k i te t w o r z y l u d , p r o j e k t u j ą je i w y k o n u j ą r z e m i e ś l n i c y

Natomiast

k u r h a n y , g ł a z y , anomalie p r z y r o d y d z i a ł a ł y

element

— o b e l i s k i , p i r a m i d y czy k o ­

n i e z w y k ł o ś c i przez

swą

imponującą

formę i trwałość (która chociaż nam może się w y d a ć wątpliwa,
w p o c z u c i u czasu z a k o r z e n i o n y m w dawnej k u l t u r z e c h ł o p s k i e j
b y ł a zapewne n i e p o r ó w n y w a l n i e silniej

odczuwana).

pomniki

W X X w i e k u , z w ł a s z c z a w jego pierwszej p o ł o w i e , wzno­

z r e g u ł y samorzutnie, poza i n s t y t u c j a m i z a j m u j ą c y m i s i ę o p i ­

szono p o m n i k i , a b y u c z c i ć w y d a r z e n i a i osoby z a s ł u ż o n e dla

niowaniem, zatwierdzaniem i budowaniem p o m n i k ó w .

n a r o d u , k o ś c i o ł a , m i e j s c o w o ś c i , p a r a f i i , a nawet b y u p a m i ę t n i ć

w ramach obiegu k u l t u r y nieoficjalnej,

niepisanej.

Powstają
Znamienne

fakty

uznane za s z c z e g ó l n i e w a ż n e przez f u n d a t o r a . P o m n i k i

jest dla t y c h p o m n i k ó w operowanie f o r m ą c z y t e l n ą , jednoznacznie

o symbolice religijnej — k r z y ż e ,

odbieraną

prób

p a m i ą t k ę z d a r z e ń i o s ó b s z c z e g ó l n i e z a s ł u ż o n y c h dla P a ń s t w a ,

plastycznych.

k o ś c i o ł a , p a r a f i i , fundatora, na miejscach w a l k , k a ź n i , t a m gdzie

przez

widzów,

b r a k wszelkich p o s z u k i w a ń

o d n o w y s y m b o l i k i , szukania n o w y c h r o z w i ą z a ń

i

kapliczki

stawiano na

Przeciwnie, widoczne jest w n i c h d ą ż e n i e do p o w t a r z a n i a f o r m

z n a j d o w a ł y s i ę g r o b y p o w s t a ń c ó w 1863 r .

i symboli, które w świadomości odbiorców zrosły się z pojęciem

wano, aby u t r w a l i ć p a m i ę ć w y d a r z e ń

p o m n i k a . N i e istnieje w i ę c p r o b l e m c z y t e l n o ś c i k o n c e p c j i , roz-

dowego, ofiar s t r a j k ó w i p a c y f i k a c j i

d ź w i ę k u m i ę d z y t w ó r c ą a o d b i o r c ą skoro d.ochodzi do i d e n t y f i ­

W c z e ś n i e j — bo w 2 p o l . X I X w . , o b e l i s k i wznoszono

k a c j i r ó l : i n i c j a t o r a , fundatora, autora, w y k o n a w c y , o d b i o r c y .

na

pamiątkę

zniesienia

6

Obeliski

dotyczących

fundo­

ruchu lu­

( w latach trzydziestych).?

pańszczyzny

i serwitutów.

8

także

Wielkie

B i o r ą c t o p o d u w a g ę m o ż e m y u z n a ć za ludowe t a k i e p o m n i k i ,

głazy

k t ó r e wznosi l u d a b y w y r a z i ć b l i s k i e m u t r e ś c i , k t ó r y c h t w ó r c a

p e ł n i ł y p o d o b n ą r o l ę do o b e l i s k ó w . U p a m i ę t n i a ł y r o c z n i c ę , f a k t

jest zarazem f u n d a t o r e m i w y k o n a w c ą , c z ł o n k i e m

odzyskania

ъ którą się identyfikuje

zbiorowości

w uczuciach, m y ś l a c h i upodobaniach

estetycznych.

a pomnikiem ludowym.

wszystkim

monument,

rzeźba

Ten

pierwszy to

umieszczona

na

przede

postumencie.

9

i t p . Zdarzało

s i ę t e ż , że

okrętu.

Znane

są również

pomniki-rzeźby

n a ś l a d u j ą c e stereotyp oficjalnego p o m n i k a .

m i ę d z y f u n k c j o n u j ą c y m w naszej p a m i ę c i stereotypem p o m n i k a
oficjalnego

niepodległości

budując

t a k i p o m n i k w y k o r z y s t y w a n o miejscowy a t r y b u t , n p . k o t w i o ę ,
śrubę

W t y m miejscu n a l e ż y p o w i e d z i e ć o jeszcze jednej r ó ż n i c y

l u b m o n u m e n t y budowane z k a m i e n i czy b r y ł w ę g l a

na

cokole,

1 0

P o m n i k i ludowe m i a ł y s w y c h i n i c j a t o r ó w , b y l i n i m i m . i n .
k s i ę ż a , nauczyciele, d z i a ł a c z e s p o ł e c z n i , z w i ą z k o w i . M i a ł y l i d e r ó w
b u d o w y . M o ż n a n a w e t w ramach t y c h p o m n i k ó w p r z e p r o w a d z i ć

R z e ź b a — dodajmy — k t ó r a usamodzielniła się i wyzwoliła od

k l a s y f i k a c j ę , w k t ó r e j n a j e d n y m k o ń c u z n a j d ą s i ę właśnie

podstawowej

0 widocznej osobie i n i c j a t o r a ( k t ó r y p o c i ą g a

symboliki

kultowej.

Tymczasem

większość p o m n i k ó w ludu identyfikuje

zdecydowana

za s o b ą

1

te,

grupę)

się z formą krzyża bądź

n a t o m i a s t na p r z e c i w l e g ł y m p o m n i k i „ a n o n i m o w e " c z y l i t a k i e ,

k a p l i c z k i . M o ż n a nawet p o w i e d z i e ć , że wiele z n i c h to po p r o s t u

k t ó r e p o w s t a w a ł y z p o t r z e b y p o m n i k a t a k powszechnej i oczy­

o b i e k t y k u l t u opatrzone s t o s o w n ą d e d y k a c j ą . N a d b u d o w a artys­

wistej., że jeśli nawet k t o ś pierwszy j ą s f o r m u ł o w a ł , n a t y c h m i a s t

t y c z n a jest w p o m n i k a c h l u d u w a r t o ś c i ą d r u g o r z ę d n ą , podczas

z a t a r ł o s i ę t o w p a m i ę c i g r u p y . K t o z g ó r n i k ó w pierwszy r z u c i ł

gdy

m y ś l zbudowania p o m n i k a u p a m i ę t n i a j ą c e g o o f i a r y

w

w pomnikach oficjalnych
dużym

recepcji.

odgrywa rolę

stopniu przesądzając

bardzo

o jego a k t u a l n e j

i

istotną,
przyszłej

3

katastrofy

(w Czechowicach-Dziedzicach) 1 K t o pierwszy odczul p o t r z e b ę
p o m n i k a p o l e g ł y c h s t o c z n i o w c ó w (w G d a ń s k u ) ? P o m n i k p o w -

T a r ó ż n i c a m i ę d z y p o m n i k i e m o f i c j a l n y m i ludowym sprawia,

szechnio oczekiwany m o ż e m i e ć l i d e r a b u d o w y , ale nie i n i c j a t o r a ,

że m y ś l ą c o p o m n i k u w kategoriach h i s t o r i i sztuki t r a c i s i ę

k t ó r y rzuca p r o p o z y c j ę , na co i n n i m ó w i ą „ n o t a k , r z e c z y w i ś c i e ,

z p o l a w i d z e n i a p o m n i k i l u d u . W i ą ż e s i ę to ta,kże ze sposobem

można by taki pomnik zbudować".

u j m o w a n i a i s t o t y p o m n i k a w encyklopediach i slowHikach ter­
minologicznych

sztuk

plastycznych.

Przytoczę

typową

taką

W

T

p o m n i k a c h l u d o w y c h „ bardzo

częste

jest

nawiązanie,

a nawet i d e n t y f i k a c j a z s y m b o l i k ą , k t ó r a s i ę w y w o d z i z r e l i g i i

d e f i n i c j ę : ,,P o m n i k , m o n u m e n t , dzieło r z e ź b i a r s k i e l u b arch.-

1 k u l t u z m a r ł y c h . W i ą ż e s i ę t o m . i n . z t y m , że w powszechnym

- r z e ź b i a r s k i e wzniesione dla u p a m i ę t n i e n i a osoby l u b zdarzenia

odczuciu b l i s k i e s ą sobie p o j ę c i a p o m n i k a i nagrobka. P r z y b l i -

historycznego, n a j c z ę ś c i e j w postaci p o s ą g u l u b g r u p y r z o ź b i a r s -

ż o n i u t y c h p o j ę ć s p r z y j a ł y losy n a r o d u , zabory, p o w s t a n i a , roz­

kiej,

siane po c a ł y m k r a j u ż o ł n i e r s k i e m o g i ł y .

także

kolumny, obelisku, budowli,

sztucznie

w z g ó r z a (kopiec) czy naturalnego g ł a z u . ( . . . ) "

usypanego

4

Jeszcze teraz w ś w i a d o m o ś c i l u d z i oba te p o j ę c i a n i e m a l - ż e

W y d a j e s i ę , że d e f i n i c j ę t a k ą n a l e ż a ł o b y r o z s z e r z y ć . Przede

się p o k r y w a j ą .

P i s z ą c t e n tekst p r z e p r o w a d z i ł e m

orientacyjną

w s z y s t k i m p o d k r e ś l i ć i s t o t ę zjawiska j a k i m jest p o m n i k . A jest

s o n d ę na c m e n t a r z u P o w ą z k o w s k i m w Warszawie. O k a z a ł o s i ę ,

nim w y z n a c z e n i e

przestrzeni

ż e 6 k a m i e n i a r z y i 15 o s ó b s p o ś r ó d 18 i n d a g o w a n y c h p r z y gro­

sie

przez

antropologicznym)

rowy
są

znak,

czytelne

k t ó r e g o
dla

sakralnej

trwały,
i n t e n c j a

danej

(w sen­

t r ó j w y m i a ­
i

s y m b o l i k a

s p o ł e c z n o ś c i

bach

nazywało

w potocznej

m o w i e n a g r o b k i •—• p o m n i k a m i .

P y t a n i o r ó ż n i c ę m i ę d z y t y m i p o j ę c i a m i dostrzegali je w mieiscu

(w dawnej

p o s t a w i e n i a ( „ N a g r o b e k s t o i t a m gdzie jest pochowanie, a p o m n i k

k u l t u r z e l u d o w e j sens znaczeniowy i t r e ś ć b y ł y u t r w a l o n e w prze­

na p l a c u , na g ó r c e . . . m o ż e b y ć w s z ę d z i e " ) , w osobie f u n d a t o r a

kazie p a m i ę c i o w y m ) . U j ę c i e t a k i e przesuwa akcent z m o n u m e n t u

( „ n a g r o b e k stawia r o d z i n a , a p o m n i k p a ń s t w o ... na p o m n i k

rzeźbiarsko-architoktonicznego

zbiera s i ę do puszek p i e n i ą d z e " ) . Cztery p y t a n e osoby z w r ó c i ł y

n a wszelkie ś w i a d o m e i celowe

w y d z i e l e n i e miejsca, n i e z a l e ż n i e
k r z y ż , kapliczka, figura,

o d tego, czy w y o d r ę b n i a

czy t e ż obelisk, g ł a z , stare

je

drzewo

lub usypany kopiec.
W

u w a g ę na r ó ż n i c ę w s k a l i , d z i e s i ę ć p o w i e d z i a ł o , iż p o m n i k stawia
s i ę t a m , gdzie z g i n ę ł o w i e l u l u d z i , l u b n a p a m i ą t k ę
w y d a r z o n i a . O c z y w i ś c i e sonda, przeprowadzona na

dawnej kulturze c h ł o p s k i e j , a z w ł a s z c z a jej warstwie

znanej n a m z p r z e k a z ó w p i s a n y c h i r y s u n k o w y c h , w y s t ę p o w a ł y
5

p o m n i k i - z n a k i k u l t u , a t a k ż e „ ś w i ę t e d r z e w a " , kopce, w i e l k i e

ważnego

cmentarzu,

nio jest w o l n a o d sugestii miejsca, n i e m n i e j wskazuje emocjo­
nalnie

odczuwaną

bliskość

obu pojęć.

Każdy

rzeźbiony

czy

wzniesiony w k s z t a ł c i e obelisku nagrobek n a z y w a s i ę p o m n i k i e m ,

g ł a z y n a r z u t o w e . U p a m i ę t n i a ł y miejsca k r w a w y c h b i t e w i miejsca

c h o ć n i e k a ż d y p o m n i k jest n a g r o b k i e m . Oba p o j ę c i a

s t r a c e ń (w 2 p o l . X I X w . ) . K a ż d y z t a k i c h p o m n i k ó w wyznacza

przede w s z y s t k i m t o , że nagrobek jest p r y w a t n y , podczas g d y

różni

p r z e s t r z e ń s a k r a l n ą , k u l t o w y , hierofaniczny k o n t e k s t , u w z n i o ś -

p o m n i k — p u b l i c z n y , wzniesiony z a r ó w n o w celu u p a m i ę t n i e n i a

l a j ą c y f a k t , k t ó r y chciano u c z c i ć i u p a m i ę t n i ć . T r e ś ć p r z e s ł a n i a

o s ó b , j a k t e ż i d e i , miejsc, c z y n ó w i w y d a r z e ń . N a g r o b e k znajduje

spotęgowana b y ł a wówczas symboliką religijną krzyża,

s i ę w zasadzie na grobie, n a t o m i a s t p o m n i k nie jest

figury

czy k a p l i c z k i ; s t a w a ł a s i ę j a k b y wezwaniem do m o d l i t w y w i n -

134

związany

z k o n k r e t n y m miejscem. M o ż e b y ć — n p . p o m n i k i w O ś w i ę c i m i u ,

�11.7. Tadeusz N i e w i a d o m s k i , 1964г., Głowa

na

polu b i t w y

pod

Grunwaldem, w G d a ń s k u ,

ale

nie

musi,

i t a k n p . p o m n i k Chopina s t a n ą ł w R i o de J a n e i r o , a s t a t u a

Chrystusa,

cykl

korektur programów
magało

się g e s t ó w

Martyrologia

nauczania, poczucie s p r a w i e d l i w o ś c i
uświęconych

tradycją,

pieniędzy w publicznych zbiórkach, mimo
Odczuwalny

powszechnie

więc

związek

obu

pojęć

tłumaczyć

nie

n a r a s t a j ą c y c h symp­

t o m ó w gospodarczej katastrofy. Psycholog p o w i e d z i a ł b y w

tym

wznie­

p r z y p a d k u o reakcji c a ł y c h g r u p s p o ł e c z e ń s t w a na u p o k o r z e n i a

w y d a r z e n i a i osoby w a ż n e

i k r z y w d y doznane w poprzednich etapach h i s t o r i i , o z b i o r o w y m

t a k l i c z n y c h w o s t a t n i c h 2 latach i n i c j a t y w

sienia p o m n i k ó w u p a m i ę t n i a j ą c y c h

do­

pomników.

I n i c j o w a n o je, wznoszono w p o ś p i e c h u , nie ż a ł o w a n o na

J a n a X X I I I we W r o c ł a w i u .

może fakt

a

pomniejszano

„ o d r e a g o w a n i u " p r z e s z ł o ś c i , ale zjawiska nie m o ż n a o g r a n i c z y ć

przedtem w oficjalnych w y k ł a d n i a c h h i s t o r i i . W i d z ę ten p r o b l e m

t y l k o do sfery emocjonalno-otycznoj czy p s y c h o l o g i i grup spo­

w d w ó c h aspektach: w r a ż l i w o ś c i moralnej i n a w y k ó w k u l t u r o w o -

ł e c z n y c h . M i a ł o ono

-estetycznych. P i e r w s z y aspekt n a z w a ł b y m

t y c z n y . Jedna decyzja, jeden wzorzec d z i a ł a n i a p o c i ą g a ł p r z y

w

świadomości

Antygony.

społeczeństwa

a

pomijane

czy

k o m p l e k s e m

Jest to p r z e ś w i a d c z e n i e , iż trzeba o d d a w a ć

l e ż n ą cześć w y d a r z e n i o m i l u d z i o m
a skoro z j a k i c h k o l w i e k

z a s ł u ż o n y m dla

b ą d ź p o w o d ó w p o w i n n o ś c i tej nie

p e ł n i o n o — w i n n i to c z y n i ć c i , k t ó r z y p r z e ż y l i —

na­

ojczyzny,
do­

świadkowie

swój w y r a ź n y podtekst i kontekst

poli­

t y m zp, s o b ą ł a ń c u c h n a s t ę p n y c h . Decyzja wzniesienia jednego
drugiego.

Nie

w y s t a r c z y ł zbiorczy s y m b o l — np. p o m n i k A r m i i K r a j o w e j

pomnika

sprzyjała

podjęciu

zamiaru

budowy

czy

P o w s t a n i a Warszawskiego. Ś w i a d k o w i e — sanitariusze chcieli

p o k o l e n i a . W i n n i to p r z y t y m c z y n i ć w formie uznawanej pow­

u c z c i ć sanitariuszy, k u r i e r z y — k u r i e r ó w , ż o ł n i e r z e b a t a l i o n u X — •

szechnie za najbardziej p r e s t i ż o w ą i w i d o m ą — s t a w i a j ą c p o m ­

p a m i ę ć swego b a t a l i o n u . B y ł o

n i k i . Nic

p o m n i k ó w , lecz n a g r o b k ó w .

wystarczyła

satysfakcja

w postaci słowa

pisanego,

to m y ś l e n i e j u ż

nie

kategorią

135

�I I . 8. Tadeusz N i e w i a d o m s k i , r z e ź b y z c y k l u

Martyrologia

Aspekt d r u g i , to p y t a n i e o f o r m u ł ę p o m n i k a . Ł a t w o zauwa­

Wyeliminowanie znaków w i ą ż ą c y c h się z kultem, a zwłaszcza

ż y ć , że podobnie j a k dawniejszo p o m n i k i l u d u , t a k ż e i te, p o w s t a ł o

k r z y ż a s p o w o d o w a ł o , że jego p o j a w i e n i e s i ę z a c z ę ł o m i e ć o k r e ś l o n y

czy inspirowano w okresie p o - s i e r p n i o w y m , o d w o ł u j ą się i to

kontekst treściowy

w r ę c z manifestacyjnie do s y m b o l i k i r e l i g i j n e j . S ą d z ę , że dzieje

oficjalnym.

się t a k z a r ó w n o ze w z g l ę d u na zakorzenione? w naszej k u l t u r z e

s y m b o l i k i religijnej w okresie s t r a j k u s t o c z n i o w c ó w i we wszyst­

poczucie z w i ą z k u m i ę d z y sferą k u l t u i p o m n i k a , j a k też i na s k u t e k

k i c h p ó ź n i e j s z y c h manifestacjach o charakterze p a t r i o t y c z n y m

reakcji przeciw p r o g r a m o w e m u — w okresie p o w o j e n n y m

—

i „ s o l i d a r n o ś c i o w y m " . K r z y ż stal się wówczas symbolem odnowy,

u s u w a n i u wszelkiej s y m b o l i k i religijnej z p o m n i k ó w i oficjalnych

nawet dla l u d z i , k t ó r z y w innej s y t u a c j i h i s t o r y c z n e j i p o l i t y c z n e j

manifestacji. Wznoszone w ó w c z a s p o m n i k i b y ł y w ostatecznej

wcale b y nie chcieli i d e n t y f i k o w a ć s i ę z k o ś c i o ł e m i p o s ł u g i w a ć

insta,ncji zatwierdzane przez w ł a d z ę . P o n i e w a ż z a ś d ą ż o n o do se­

symbolami wiary.

kularyzacji

ż y c i a publicznego, starano się, aby s y m b o l i k a r e l i ­
swój

n y c h i na teren w y z n a n i o w y c h cmentarzy. Ne.wet k r z y ż p r ó b o w a ­

kultowych

no z a s t ą p i ć elementem k r z y ż o - p o d o b n y m

M a t k i Boskiej,

gdzie

towarzysząc

krąg

działaniom

nie­

demonstracyjno o d w o ł y w a n i e s i ę

Symbole to, w ł ą c z o n o w p o l i t y c z n y

gijna z o s t a ł a z niego u s u n i ę t a , z e p c h n i ę t a do s a n k t u a r i ó w kościel­
w sytuacjach,

i uczuciowy,

S t ą d też tak

znaczeniowy, s t a j ą c

się

kontekst,

wyrazem

do

rozszerzyły

t r e ś c i nie

tylko

i estetycznych, ale i p a t r i o t y c z n y c h . K r z y ż ,

obraz

msza ś w i ę t a , masowo k o m u n i e w i e r n y c h

—

to

t r a d y c y j n i e s i ę p o j a w i a ł . T a k n p . w Warszawie, na P o w ą z k a c h -

nie t y l k o ś w i a d e c t w o p o b o ż n o ś c i , lecz i tego m o d e l u p o l s k o ś c i ,

W o j s k o w y e h , dekoracja ś c i e n n a D o m u

k t ó r y sięga, do powszechnie u z n a w a n y c h t r a d y c j i

różnego
na

rodzaju

elementy

pionowe

m y ś l znak k r z y ż a . R ó w n i e ż

rozstrzelanych przez o k u p a j i t a

na

Pogrzebowego

i poziomo,

zawiera

przywołujące

grobach ż o ł n i e r z y

umieszczono z n a k i

i ludzi

przeciwstawiając

się

przemilczaniu

wypaczeniom ideologii. Zresztą,

całych

narodowych,

obszarów

historii,

jak o t y m ś w i a d c z y

historia,

krzyżo-po-

w a l k a z k o ś c i o ł e m — czy to w okresie germanizacji W i e l k o p o l s k i ,

dobne, ale w swej z e w n ę t r z n e j w a r s t w i e asocjacyjnej o d w o ł u j ą c e

czy w l a t a c h o k u p a c j i h i t l e r o w s k i e j — t y l k o p o t ę g o w a ł o p a t r i o ­

s i ę do w y o b r a ż e n i a r ę k o j e ś c i wbitego w z i e m i ę miecza. N a t o m i a s t

tyczny kontekst symboliki

n a s t a w i a n y c h w c a ł y m k r a j u p o m n i k a c h m ę c z e ń s t w a widnieje

się w ó w c z a s w ś w i a d o m o ś c i powszechnej ze

wizerunek K r z y ż a

patriotycznych,

V i r t u t i M i l i t a r i . A w i ę c k r z y ż , ale

w domyśle, przesłonięty inną, patriotyczną

136

symboliką.

jakby

Kościół

—

religijnej.
z

obroną

Znaki

kultu

utożsamiły

znakami

tradycji

najwyższych

wartości

moralnych i narodowych. Dlatego też n a s t ą p i ł o , tak

szoku ące

;

�w i e l u zagranicznych o b s e r w a t o r ó w ,

o d w o ł y w a n i e się do

religii

w czasie s t r a j k u w stoczni czy niezwykła, reakcja s p o ł e c z e ń s t w a
na

(akie w y d a r z e n i a , j a k p r z y j a z d

do k r a j u

Papieża,, zamach

na jego ż y c i e , ś m i e r ć Prymasa. Mogło to d z i w i ć —

stwierdza

Janusz T a z b i r — nawet ,,(•..) z n a w c ó w h i s t o r i i I I Rzeczypospo­
litej,

świadomych

robotnicze.

(...)

laicyzacji

jaka

objęła, w ó w c z a s

Trzeba p o w i e d z i e ć

otwarcie,

środowiska

lata

powojenne

p r z y n i o s ł y u nas w y r a ź n o zahamowanie lub na%vet cofnięcie s i ę
p r o c e s ó w laicyzacji. W s y t u a c j i , gdy w p e w n y c h okresach ambona
była j e d y n ą t r y b u n ą niezawisłej wypowiedzi, a Kościół wystę­
p o w a ł W" r o l i g ł ó w n e g o s t r a ż n i k a n a r o d o w y c h t r a d y c j i znaczenie
tej i n s t y t u c j i nie m o g ł o m a l e ć , lecz przeciwnie — w z r a s t a ł o . "
N a s t ą p i ł o p r z y t y m rozszerzenie t r e ś c i , z k t ó r y m i

1 1

kojarzą

z koroną bliski pamięci żołnierzy Września i A r m i i
Zastanawiając

się

nad

faktem

występowania

Krajowoj.
po

zjawiska p o m n i k ó w l u d u a t a k ż e p r o f u z j i i n i c j a t y w
wych w ostatnich 2 l a t a c h

1 2

m o ż n a w s k a z a ć na

wojnie

pomniko­

kilka

towa­

r z y s z ą c y c h t e m u olcoliez-iości. Są to przode w s z y s t k i m :
— w r a ż l i w o ś ć „ h i s t o r y c z n a " sporej części s p o ł e c z e ń s t w a . P a m i ę ć
w o j n y , znaczenie j a k i e s i ę p r z y w i ą z u j e do t r a d y c j i
wych,

narodo­

niepodległościowych;

— ż y w o t n o ś ć p o s t a w r o m a n t y c z n y c h i to z a r ó w n o w ś r ó d i n t e l i ­
gencji j a k i r o b o t n i k ó w ;
— głęboko

rozbudzona

1 3

potrzeba

sprawiedliwości,

wywołana

m . i n . przez l i a i l a oraz idee s o c j a l i z m u ;

się z n a k i k u l t u . StrJy s i ę one w a r t o ś c i ą d o d a n ą , d z i ę k i

której

— znaczenie s y m b o l i p a t r i o t y c z n y c h , wyniesione z okresu roz­

symbole narodowo u z y s k a ł y i d e o l o g i c z n ą k o n k r e t y z a c j ę .

Barwy

b i o r ó w oraz h i t l e r o w s k i e j o k u p a c j i , ich rola w u m a c n i a n i u

narodowe, h y m n ,
ideowym

orzeł bie,ły f u n k c j o n u j ą

i e m o c j o n a l n y m w t e d y , gdy

w innym

występują

kontekście
„oficjalnie",

w i n n y m zaś w ó w c z a s , g d y towarzyszy i m znak k r z y ż a , obraz
ś w i ę t y czy p o r t r e t P a p i e ż a . O k r e ś l a j ą k r ą g o d n i e s i e ń i tradycje
historyczne.

Flagi

narodowe

przy

Grobach

Wielkanocnych

tożsamości narodu;
— wyczulenie

na

manipulacje

przemilczanie w a ż n y c h

symbolami

patriotycznymi,

obszarów dziejów,

znanych jeszcze

z autopsji znacznej c z ę ś c i s p o ł e c z e ń s t w a ;
— p r z e j m o w a n i e w procesie awansu k u l t u r o w e g o (po 1945

r.)

w kościele z n a c z ą co innego n i ż wieszane na, domach w d n i a c h

przez c h ł o p ó w i r o b o t n i k ó w w z o r ó w p o s t ę p o w a n i a uprzednio

ś w i a t p a ń s t w o w y c h . To same f l a g i zawieszane w czasie s t r a j k u

typowych

na W y b r z e ż u b y ł y w y r a z e m p r o t e s t u , w a l k i o g o d n o ś ć i spra­

robotnicze kolekcje dziel s z t u k i i c h ł o p s k i e m u z e a

wiedliwość. W

późniejszym

interesujące

-oinocjonalnym

argumentem propagandy, u ż y w a n y m

okresie s t a ł y s i ę w r ę c z

wizualnozarówno

przez w ł a d z ę j a k i jej adwersarzy. P o d o b n i e h y m n n a r o d o w y
m a i n n y k r ą g asocjacji w czasie o f i c j a l n y c h u r o c z y s t o ś c i a i n n y
gdy m u t o w a r z y s z y „ M i ę d z y n a r o d ó w k a " ozy choral „ B o ż e , coś
P o l s k ę " . D o i n n y c h t r a d y c j i o d w o ł u j e s i ę orzeł z k o r o n ą i bez
n i e j , nic tedy dziwnego, że w czasie r e w i n d y k a c j i t r a d y c j i p a t r i o ­
t y c z n y c h , p o m i j a n y c h c z ę s t o w p r z e s z ł o ś c i , poja,wia się

orzeł

d ł a w a r s t w o ś w i e c o n y c h . W y r a z e m togo są m . i n .
nas

nieoficjalne p o m n i k i

oraz ich

14

a tp,kże

namiastki;

— t r a k t o w a n i e p o m n i k ó w jako w y r a z u s p r a w i e d l i w o ś c i oddanej
f a k t o m i l u d z i o m z a s ł u ż o n y m dla O j c z y z n y , jako n a r o d o w y c h
nagrobków.
W

przeciwieństwie

do

tych

postaw i o c z e k i w a ń

władze

t r a k t o w a ł y p o m n i k i jako i n s t r u m e n t w y c h o w a n i a ideologicznego,
a co za t y m idzie p o d p o r z ą d k o w y w a ł y je a k t u a l n y m z a ł o ż e n i o m
politycznym.

P o m n i k i m i a ł y w y z n a c z a ć system w a r t o ś c i , obraz

I I . 9. Tadeusz N i e w i a d o m s k i , figura z c y k l u

Martyrologia

137

�IJ. 10. Tadeusz N i e w i a d o m s k i , Droga

h i s t o r i i — sugerowany s p o ł e c z e ń s t w u . N i e s t e t y b y ł on

często

krzyżowa,

K o d e ń , ok. 1965

r.

postacie, k t ó r e r z e ź b i a r z u z n a ł za s z c z e g ó l n i e w a ż n e : p i a s t o w s k i

r ó ż n y o d d o ś w i a d c z e ń l u d z i , od i c h p r z e ż y ć oraz i d e a ł ó w . M o ż n a

„woj",

p o w i e d z i e ć , że nie b y ł o b y p o m n i k ó w l u d u , g d y b y nie n a s t ę p o ­

m y k . " W o j b o w i e m w y w a l c z y ! granice dawnej P o l s k i , z a k o n n i k

w a ł o o d r y w a n i e s i ę w ł a d z y od s p o ł e c z e ń s t w a , g i ł y b y nie n a r o s ł o

szerzył w i a r ę , ż o ł n i e r z e radzieccy w y z w o l i l i k r a j spod o k u p a c j i ,

poczucie k r z y w d y

a na

wyrządzonej pamięci ludzi, którzy

walczyli

i g i n ę l i za s w ó j k r a j na w s z y s t k i c h f r o n t a c h ś w i a t a , w

Wojsku

P o l s k i m na Zachodzie, w A r m i i K r a j o w e j czy w Szarych Szere­
gach. Jak

w a ż n e b y ł y t o s p r a w y ś w i a d c z y f a k t , że gdy

s p o ł e c z e ń s t w o m o g ł o w y s u n ą ć swoje p o s t u l a t y —

tylko

znalazł

z a k o n n i k , ż o ł n i e r z A r m i i Czerwonej i K a z i m i e r z

elementarzu i p i ś m i e P r o m y k a c h ł o p i u c z y l i s i ę

i miłować

Pro­

czytać

kraj.

J e d n a k p r o g r a m i d e o w y p o m n i k a n i e z y s k a ł uznania miejsco­
w y c h n o t a b l i . „ S e k r e t a r z nie m ó g ł p r z y j e c h a ć na o t w a r c i e —

się

m ó w i ł K a m i ń s k i — bo to jest o chrzcie P o l s k i , bo jest zakon­

w ś r ó d n i c h dezyderat b u d o w y p o m n i k ó w , p r z e d t e m zakazanych.

n i k (.-•), a k s i ą d z tego nie c h c i a ł p o ś w i ę c i ć , bo z tej s t r o n y , z czer­

N i m to jednak n a s t ą p i ł o , p o m n i k i ludu m o g ł y się p o j a w i a ć t y l k o

w o n y m i g w i a z d a m i na h e ł m a c h to s ą ż o ł n i e r z e radzieccy, k t ó r z y

sporadycznie, p o k ą t n i e a c z ę s t o e g z y s t o w a ć j e d y n i e w postaci

p r z y s z l i do Oraczewa w czterdziestym p i ą t y m

n a m i a s t e k . U p a m i ę t n i a ł y one l u d z i , miejsca i zdarzenia, pole­
m i z o w a ł y z oficjalną w y k ł a d n i ą historii.

Idea
tradycji.

Jednym z przykładów takiej polemiki był spór o Millenium

ważne

kapliczki-pomnika
Z reguły

dla

mieściła

jednak p o m n i k i

społeczności,

się

w

roku."

1 6

ramach

ludowej

takie u p a m i ę t n i a ł y

podczas g d y

kapliczka

z

fakty

Oraczewa

w 1966 r. R o c z n i c ą o b c h o d z o n ą a k u r a t w okresie n a p i ę ć m i ę d z y

b y ł a w y r a z e m p r z e m y ś l e ń i decyzji t y l k o K a m i r i s k i e g o . O f i a r o w a ł

P a ń s t w e m a K o ś c i o ł e m . Propagowano j e d n o c z e ś n i e d w i e

j ą w s i , p e w n y s w y c h r a c j i , podobnie j a k d a w n i e j z c a ł y m prze­

cepcje o b c h o d ó w

tysiąclecia

Państwa

Polskiego —

kon­

partyjno-

konaniem krzewił w swym środowisku oświatę, uczył

dziejów

- p a ń s t w o w ą i k o ś c i e l n ą . Wersja oficjalna o d r y w a ł a w y d a r z e n i a

o j c z y s t y c h , z a c h ę c a ł do nowoczesnych m e t o d agrotechnicznych.

historyczne od f a k t u

P o p e ł n i ł jednak b ł ą d , s p o t y k a n y u d z i a ł a c z y n a w y k ł y c h „ n i e ś ć

Wersja k o ś c i e l n a

przyjęcia

właśnie ten

przez P o l s k ę
fakt

chrześcijaństwa.

akcentowała,

podkreślając

w l u d kaganek o ś w i a t y " — nie d o c e n i ł ś r o d o w i s k a . Ono z a ś nic

dniu

a p r o b o w a ł o p o m n i k a . W i e ś , o ile w ogóle a n g a ż o w a ł a s i ę w ob­

c e n t r a l n y c h u r o c z y s t o ś c i , w G n i e ź n i e , d o s z ł o nawet do s y t u a c j i

chody t y s i ą c l e c i a , w i d z i a ł a je w aspekcie p r z y j ę c i a przez P o l s k ę

wręcz humorystycznej. Na miasto w y r u s z y ł y dwa pochody

—

c h r z e ś c i j a ń s t w a , dlatego też nie a k c e p t o w a ł a h i s t o r i o z o f i i przed­

p a ń s t w o w y i k o ś c i e l n y . W k o ń c u z e t k n ę ł y s i ę ze s o b ą , s p l ą t a ł y ,

stawionej na ś c i a n a c h k a p l i c z k i . N i e m o g ł a t e ż z n a l e ź ć uznania

t a k że n i k t j u ż nie w i e d z i a ł z k i m idzie i p o d h a s ł e m jakiego

forma plastyczna d z i e ł a , p r y m i t y w n a r z e ź b a z drewna, niepo­

tysiącletnią

tradycję

katolicyzmu

w naszym

kraju.

W

M i l l e n i u m . W t y c h w ł a ś n i e m i e s i ą c a c h w w i e l u parafiach wznie­

radne r y s u n k i p o s t a c i . W y d a w a ł y s i ę anachroniczne w oczach

siono

l u d z i , dla k t ó r y c h p i ę k n e b y ł y f i g u r k i z porcelany czy

kilkumetrowe

krzyże

upamiętniające

rocznicę

Chrztu

gipsu,

Mieszka i D ą b r ó w k i , p o c z ą t e k c h r z e ś c i j a ń s k i e j P o l s k i . R o c z n i c ę

sentymentalne o b r a z k i dewocyjne. P o m n i k w Oraczcwie n a l e ż y

tę

więc t r a k t o w a ć jako fakt

postanowił

uczcić

również

Ignacy K a m i ń s k i

z

Oraczewa,

chłop r o z m i ł o w a n y w historii Polski i ziemi łęczyckiej, poseł

społecznej. Pod

wyjątkowy, pozbawiony

akceptacji

t y m w z g l ę d e m m o ż n a go p r z y r ó w n a ć do prac

na pierwszy sejm I I Rzeczypospolitej, o d k i l k u już l a t z a j m u j ą c y

a m a t o r ó w , w-yizolowanych ze ś r o d o w i s k a , t w o r z ą c y c h z i n s p i r a c j i

s i ę r z e ź b i e n i e m . P o d j ą ł d e c y z j ę zbudowania, w ł a s n e g o p o m n i k a

j a k i e j ś i n s t y t u c j i czy osoby, b ą d ź z w ł a s n e j p o t r z e b y . R ó ż n i go

k u czci M i l l e n i u m . Uprzedzono go, że n i a ina p r a w a tego r o b i ć ,

t y l k o jedno — k r ą g k u l t u r y , z k t ó r e j w y w o d z i s i ę a u t o r . K a ­

ż e t o co p o s t a w i zostanie zniszczone, a on sam

miński reprezentował

stanie przed

k o l e g i u m . K a m i ń s k i j e d n a k nie m y ś l a ł r e z y g n o w a ć . Skoro
b r o n i o n o m u w y s t a w i ć p o m n i k na w ł a s n e j z i e m i —

za­

zbudował

go na wodzie. N a ś r o d k u s t a w u . I p o m n i k z o s t a ł . . .
Jest to w istocie k a p l i c z k a ( i l . 2), na cokole k t ó r e j w i d n i e j ą

138

bowiem t y p

w warunkach tradycyjnej kultury

osobowości,

s z u k a ć d e t e r m i n a n t jego t w ó r c z o ś c i , a n a l o g i i do
formy samorodnych rzeźb

ukształtowany

c h ł o p s k i e j i w niej

należy

prymitywnej

wiejskich.

O ile j e d n a k d z i e ł o K a m i ń s k i e g o w i ą z a ć m o ż n a z t r a d y c j ą

�„ s z t u k i ludowej" to już ludowość innych p o m n i k ó w , p o w s t a ł y c h

w y m o r d o w a n i a całej p a r a f i i . B ł y s k a w i c z n a akcja wojsk

w o s t a t n i m ć w i e r ć w i e c z u w y n i k a z respektowania zbiorowej w o l i

l e ń c z y c h o c a l i ł a od z a g ł a d y m i e s z k a ń c ó w L i c h e n i a i o k o l i c y . "

środowiska

Jak

oraz

zachowania

warstwy

symboli

kulturowych,

t a k i c h j a k p o m n i k - k r z y ż , p o m n i k - k a p l i c z k a , obelisk, nagrobek,

Druga
l u d u p o w s t a ł y przede w s z y s t k i m po t o ,

u p a m i ę t n i ć w y d a r z e n i a w a ż n o dla miejscowej

aby

1 7

w i d a ć narzędziem Opatrzności stały się w t y m przypadku

o d d z i a ł y A r m i i Czerwonej.

kopiec.
Te p o m n i k i

wyzwo­

grupa

pomników

dziękczynnych

dotyczy

czynu

zbrojnego i m ę c z e ń s t w a n a r o d u w l a t a c h w o j n y . P o m n i k i

takie

m o ż n a s p o t k a ć w w i e l u m i e j s c o w o ś c i a c h , p r z e w a ż n i e na cmen­

społeczności:

— ponieważ wiązały się z t r a d y c j ą n a r o d o w ą i kościelną, pomi­

tarzach

wyznaniowych,

choć

bywają

również

i na

placach,

j a n ą l u b p o m n i e j s z a n ą przez s z k o ł y , ś r o d k i masowego prze­

w ó w c z a s j e d n a k i c h s y m b o l i k a i f o r m a poddane b y ł y ostrzejszej

kazu;

kontroli

—• p o n i e w a ż

upamiętniały

ważne fakty

i osoby z

niedawnej

instancji

administracyjnych,

a nawet n i s z c z e n i a .
Wrześniu

1939 r. na terenie P o l s k i u p a m i ę t n i a t r e ś c i z w i ą z a n e z wydarze­
n i a m i w o j n y i m a r t y r o l o g i ą lat o k u p a c j i . P r z y j m u j ą c
furikejonalno-treśeiowe

można

wśród

nich

wyróżnić

kryterium
pomniki:

d z i ę k c z y n n e i u p a m i ę t n i a j ą c e — l u d z i , miejsca i w y d a r z e n i a .
D z i ę k c z y n n e

o b e j m u j ą d w a aspekty —

to

miało

c h o d z i ł o do k o r o k t u r t r e ś c i n a p i s ó w , p r z e s u n i ę ć w inne miejsca

p r z e s z ł o ś c i , zachowane w ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j .
Zdecydowana w i ę k s z o ś ć p o m n i k ó w p o s t a w i o n y c h po

podobnio j a k

miejsce z p o m n i k a m i na cmentarzach k o m u n a l n y c h , gdzie do­

Pomniki
łeczną,

18

wdzięczności

odczuwaną

nie

zaspakajają

tylko

na

istotną

potrzebę

skutek tradycji

spo­

kulturowoj,

ale i p o l i t y k i w ł a d z . Z p e r s p e k t y w y czasu m o ż n a je t r a k t o w a ć
j a k o u z u p e ł n i e n i e sieci oficjalnie wznoszonych p o m n i k ó w w d z i ę c z ­
n o ś c i , w t y m i A r m i i Czerwonej, a w i ę c j a k o k o r e k t u r ę n i e z b ę d n ą

wdzięczności

z p u n k t u w i d z e n i a o d c z u ć n a r o d u . N a p o m n i k a c h t y c h umiesz­

B o g u i w d z i ę c z n o ś c i b o h a t e r o m , k t ó r z y oddali, swe ż y c i c o j c z y ź n i e .

czano o b o k d e d y k a c j i t a k ż e e m b l e m a t y p a t r i o t y c z n e , o d w o ł u j ą c e

Pierwszo m a j ą w istocie charakter w o t y w n y . Wznoszone w po­

s i ę do t r y d y c j i n a r o d o w e j .

d z i ę c e za s z c z ę ś l i w e ocalenie o d w o ł u j ą s i ę , podobnie j a k w przesz­

stawiano je na cmentarzach m o g ł y s i ę z n a l e ź ć r ó w n i e ż w mias­

ł o ś c i , do b e z p o ś r e d n i c h s y m b o l i k u l t u . Są to w i ę c k r z y ż e i kaplicz­

tach.

k i . F u n d a t o r a m i i c h a c z ę s t o w y k o n a w c a m i s ą ludzie p r z e ś w i a d ­

amatorzy-plastycy.

czeni o t y m , że i c h ocalenie b y ł o zdarzeniom c u d o w n y m .
W t e d y , gdy p o m n i k s t a w i a ł a z b i o r o w o ś ć , i n i c j a t y w a
c h o d z i ł a , w z n a n y c h m i p r z y k ł a d a c h , od proboszcza. T a k

np.

w latach okupacji),

wystawiono pomnik w Licheniu

niej.

jak

czytamy w książeczce o tamtejszym sanktuarium: ,,W styczniu

pomników

ich

P o m n i k i t a k i e , w ł a ś n i e dlatego, ż e
byli

przeważnie

kamieniarze

u p a m i ę t n i a j ą c y c h

można

lub

wy­

r ó ż n i ć t a k i o , k t ó r e d o t y c z ą miejsca- (np. w a l k , a k c j i p a r t y z a n c k i c h
osób

bowiem

Wykonawcami

Wśród
wy­

jeszcze w 1975 г., w 30 l a t po fakcie, k t ó r y uznano za c u d o w n y ,
k. Konina. Tam

2 0

19

pochodzących

wydarzeń

w a ż n y c h dla k r a j u

z danej m i e j s c o w o ś c i lub

czy

parafii,

zasłużonych

dla

P o m n i k i u p a m i ę t n i a j ą c e miejsca w a l k l u b ś m i e r c i b o h a t e r ó w

1945 r o k u N i e m c y z g r o m a d z i l i w i e l u m ę ż c z y z n i k a z a l i w y k o p a ć

kampanii wrześniowej, a zwłaszcza partyzantki A K

niedaleko k o ś c i o ł a o g r o m n y c h r o z m i a r ó w m o g i ł ę . B y ł j u ż rozkaz

w zdecydowanej w i ę k s z o ś c i t a m , gdzie m o ż n a je b y ł o w z n i e ś ć

powstały

I I . 11. A n d r z e j K w i a t k o w s k i , Stopnica k . L i m a n o w e j

239

�i u c h r o n i ć od zniszczenia. S t a w i a l i je przede w s z y s t k i m ś w i a d ­

osobę. Projektantami

k o w i e w y d a r z e ń , uczestnicy w a l k — aby

miejsce

profesjonalni j a k t e ż a m a t o r z y i t w ó r c y l u d o w i . T a k n p . w K a ­

broni.

r o l i n i e , gdzie p o w s t a ł Z e s p ó l „ M a z o w s z e " Teodozjusz B u t y n i e c ,

boju,
W

uczcić

określone

pamięć

poległych

upamiętnić

dowódców,

d n i , Z a d u s z k i , czy

towarzyszy

rocznicę boju

spotykają

się

tych

pomników

są

zarówno

rzeźbiarze

b y ł y szef p r a c o w n i k r a w i e c k i e j z r e a l i z o w a ł p h a s k o r z o ź b ę - p o m n i k

p r z y n i c h , z a p a l a j ą znicze, s k ł a d a j ą k w i a t y . T a k n p . j a k podaje

twórcy

Cezary C h l e b o w s k i : „ W

r ó w n i e ż na zlecenie W j ' d z i a l u K u l t u r y W R N w P o z n a n i u p o m n i k

możliwość

na

1957 r. gdy t y l k o o t w o r z y ł a s i ę t a k a

langiewiozowskim

Wykusie,

gdzie stal

namiot

Zespołu

Tadeusza

Sygietyńskiego.

Butyniec

wykonał

R e y m o n t a w d a w n y m jego m a j ą t k u — K o ł a c z k o w i e . O s t a t n i o

d o w ó d c y P o w s t a n i a Styczniowego, a po o s i e m d z i e s i ę c i u l a t a c h

z a ś K o l o Z S L w Markuszowie z a i n i c j o w a ł o

d o w ó d c y oddziału A K — „ P o n u r e g o " — wystawiono kapliczkę

p o e t y c h ł o p s k i e g o J a n a Pocka. J a k p o d a ł „ T y g o d n i k K u l t u r a l n y "

M a t k i Boskiej Bolesnej przepasanej w s t ę g ą V i r t u t i

Militari."

2 1

ma

on b y ć „ z a p r o j e k t o w a n y

budowę

i w y k o n a n y czynem

pomnika

chłopskim.

T a m p o z o s t a l i p r z y ż y c i u koledzy s p o t y k a j ą s i ę co r o k u , o pół­

W t y m celu S p o ł e c z n y K o m i t e t B u d o w y P o m n i k a p r z y g o t o w u j e

n o c y z 13 n a 14 czerwca, na apelu p o l e g ł y c h .

k o n k u r s na jego p r o j e k t , k t ó r y zostanie r o z p i s a n y w ś r ó d t w ó r c ó w

P o m n i k i t a k i e p o w s t a j ą nadal, w c i ą ż b o w i e m i s t n i e j ą emocjo­
nalne p o t r z e b y i c h wznoszenia, a o b r a c h u n k i z p r z e s z ł o ś c i ą nie
są jeszcze z a k o ń c z o n o .

2 2

O ile w i ę c w poprzednich grupach nie

s t a w i a się j u ż w zasadzie n o w y c h d o w o d ó w s p o ł e c z n e j w d z i ę c z ­
n o ś c i t o w tej i n a s t ę p n y c h m o ż n a się l i c z y ć z n o w y m i
w a m i , z t y m , że w s p r z y j a j ą c y c h

warunkach politycznych

b ę d z i e j u ż p o t r z e b y i c h s k r y w a n i a czy
Następną

grupę stanowią

inicjaty­
nie

kamuflowania.

pomniki

upamiętniające

ludowych-rzeźbiarzy.
funduszów
całego

Równocześnie

z dobrowolnych

składek

rozpoczęto
wśród

gromadzenio

mieszkaiiców

C z y n n i k s p o ł e c z n y o d g r y w a w o s t a t n i c l i l a t a c h coraz w a ż ­
n i e j s z ą r o l ę w c a ł o k s z t a ł c i e procesu b u d o w y p o m n i k a . Jeszcze
do n i e d a w n a nawet popiersia p a t r o n ó w s z k ó ł f u n d o w a ł y w ł a d z e .
Coraz częściej s ł y s z y s i ę j e d n a k o i n i c j a t y w a c h

ważno

wsi

kraju".

społecznych.

Tak np. uczniowski s a m o r z ą d Liceum Ogólnokształcącego

im.

wydarzenia w ż y c i u K r o j u , p a r a f i i , g m i n y . Są to k r z y ż e , rzadziej

Tomasza Zana w P r u s z k o w i e wraz z p e d a g o g a m i i s p o ł e c z n y m

k a p l i c z k i i o b e l i s k i fundowane przez parafio i budowane zazwyczaj

komitetem

przy kościele. P o w s t a j ą najczęściej z inspiracji władz duchownych,

p o m n i k swego p a t r o n a , p r z y c z y m l i c e a l i ś c i c h c i e l i b y „ w y k o n a ć

w z w i ą z k u z M i l l e n i u m , aby

go w ł a s n y m i r ę k a m i — j e ż e l i z n a j d ą s i ę a r c h i t e k c i i r z e ź b i a r z e ,

uczcić rocznicę założenia

zakonu

czy S a n k t u a r i u m . D o tej g r u p y m o ż n a r ó w n i e ż z a l i c z y ć p o m n i k i
budowane przez m i e j s c o w ą l u d n o ś ć z okazji wyzwolenia. Jeden
z takich m o n u m e n t ó w

z b u d o w a n y c h w okresie

międzywojen­

n y m w R o z e w i u r e p r o d u k u j ę na i l . 29.

wydarzenia

ważno

dla

nich

i

społeczeństwa.

60-lecia

szkoiy

postanowił

zbudować

k t ó r z y w y k o n a j ą n a d a j ą c y s i ę do tego p r o j e k t " .
Ale p o m n i k i — popiersia w i e l k i c h P o l a k ó w w z n o s i s i ę nie
t y l k o w s z k o ł a c h czy r o d z i n n y c h m i e j s c o w o ś c i a c h . P o w s t a j ą t a k ż e
w prywatnych

N o w y m zjawiskiem są p o m n i k i powstałe z woli r o b o t n i k ó w ,
upamiętniające

obchodów

posesjach. Prasa d o n i o s ł a

niedawno o

losach

p o m n i k a gen. Sikorskiego, k t ó r y u s u n i ę t o przed k i l k u n a s t u l a t y
z o g r ó d k a p r y w a t n e j w i l l i w Z a k o p a n e m . J e ż d ż ą c po k r a j u w i ­

P o m n i k i to p o j a w i ł y s i ę w zasadzie po s i e r p n i u 1980 r. j a k o

d z i a ł e m sporo t a k i c h , m n i e j czy bardziej sprawnie w y r z e ź b i o -

przejaw zbiorowej w o l i , r e a l i z u j ą c e j

nj'ch p o m n i k ó w o g r ó d k o w y c h . P r z e w a ż a ł y popiersia K o ś c i u s z k i

s i ę z a r ó w n o w symbolice

j a k i f o r m i e p o w s t a ł e g o d z i e ł a . S ą to p o m n i k i robotnicze, a nie

S ą to wszystko prace a m a t o r ó w , inspirowane j u ż nie p o m n i k a ­

dla r o b o t n i k ó w , p o m n i k i s p o ł e c z e ń s t w a , a nie dla s p o ł e c z e ń s t w a .

m i , ale i c h j a r m a r c z n ą r e p l i k ą — f i g u r k a m i z gipsu ( i l . 16).

N a s t ą p i ł o w n i c h z b l i ż e n i e (a n i e k i e d y w r ę c z i d e n t y f i k a c j a ) r ó l
i n i c j a t o r a , f u n d a t o r a , p r o j e k t a n t a , w y k o n a w c y , o d b i o r c y i adre­
sata.

23

Z a a n g a ż o w a n i e emocjonalne z b i o r o w o ś c i i nacisk o p i n i i

Domeną amatorów, z różnych środowisk społecznych, stały
s i ę r z e ź b y — „ w i z y t ó w k i " z a k ł a d ó w p r a c y . Jest i c h s e t k i . Są
l o k a l n e p o m n i k i , stawiane przez z a k ł a d y dla w ł a s n e j

to

chwały,

s p o ł e c z n e j p o w o d o w a ł y , że nawet w ó w c z a s , gdy

projektantom

pomnika

akceptowano

d ł a w y r a ź n e g o zaakcentowania swojej r o l i w miasteczku, r o l i

t y l k o w t e d y , k i e d y w p r o s t y i sugestywny s p o s ó b p r z e d s t a w i a ł o

mecenasa,, d z i ę k i k t ó r e m u l u d z i e m a j ą p r a c ę , a w ł a d z e a d m i n i ­

był

artysta

profesjonalny

dzieło

jogo

t r e ś c i i uczucia, j a k i e zdaniom o d b i o r c ó w p o w i n i e n w y r a ż a ć ów

stracyjno

p o m n i k . Z r e g u ł y , n i e z a l e ż n i e od togo, k t o jest a u t o r e m p o m y s ł u ,

projektują

fundusze

na

inwestycje komunalne. P o m n i k i

dostrzec m o ż n a i w anegdocie p o m n i k a i w zastosowanym ma­

n i e r o w i e . S ą t o — obok r z e ź b „ z n a k ó w g r a n i c z n y c h " jedyne

t e r i a l e czy symbolice z w i ą z e k z miejscom i d o m i n u j ą c y m charak­

p r ó b y n a w i ą z a n i a do k o n w e n c j i w s p ó ł c z e s n e j r z e ź b y . Pozwala

rzeźbiarze-ainatorzy,

dekoratorzy,

takie

technicy,

inży­

t e r e m p r a c y . T a k n p . w stoczni m o ż e to b y ć ż e l a z o i s y m b o l

na to m a t e r i a ł , c z ę s t o k o n s t r u k c j e metalowe, a s z c z e g ó l n i e t r e ś ć —

k o t w i c y , a w k o p a l n i w ę g i e l i skojarzenia nie t y l k o z jego w y ­

eksponowanie t w o r z y w a l u b t y p u p r o d u k c j i owego z a k ł a d u , co

d o b y w a n i e m ale

umożliwia

i poczuciem z a g r o ż e n i a . P o m n i k

postawiony

przez z a ł o g ę w Czechowicach-Dziedzicach, p o ś w i ę c o n y
tąpnięcia,

składa

się

z ogromnych

i w a l ą c y c h s i ę na s i e b i e .
Szczególno

miejsce

brył

węgla,

ofiarom

spiętrzonych

przyjęcie

naśladujących sztukę

rozwiązań

aluzyjnych,

dekoracyjnych,

abstrakcyjną.

Coraz c z ę ś c i e j m o ż n a s p o t k a ć w o s t a t n i m okrosie lokalne

24

r z e ź b y i p o m n i k i wznoszone przez a m a t o r ó w za p r z y z w o l e n i e m

w

omawianej

grupie

mają

pomniki

w ł a d z a nawet w r ę c z p o w s t a ł e na i c h z a m ó w i e n i e .

2 6

Mają

ono

1976. Specyfika ich w y ­

u p a m i ę t n i a ć rocznice ( n p . 30-lecie P R L ) a nawet postacie w y ­

raża się w t y m , iż:

b i t n y c h P o l a k ó w . N i e trzeba w y j a ś n i a ć , że s ą to n i e m a l zawsze

— p o w s t a ł y one na f a l i r e w i n d y k a c j i s p o ł e c z n y c h , z autentycz­

prace nieudolno, p r z e k r a c z a j ą c e m o ż l i w o ś c i d o m o r o s ł e g o a r t y s t y .

t r a g i c z n y c h w y d a r z e ń l a t 1956,

1970,

W i e l e z n i c h p o k a z y w a ł na slajdach W ł a d y s ł a w H a s i o r podczas

nej w o l i r o b o t n i k ó w ;
— u p a m i ę t n i a ł y miejsca w y p a d k ó w t u s z o w a n y c h , a nawet prze­

p r e l e k c j i o sztuce , , P o l s k i p o w i a t o w e j " . P o m n i k i te i r z e ź b y
fundowane z byle okazji w ł a t a c h 70-tych ś w i a d c z ą nie

milczanych ;

tylko

— p o w s t a w a ł y w toku w a l k i politycznej jako p o m n i k i protestu,

0 r o z r z u t n o ś c i ó w c z e s n y c h w ł a d z , ale i n i s k i e j k u l t u r z e plastycznej

w a ż n e nie t y l k o dla p o t o m n y c h , ale przede w s z y s t k i m

d e c y d e n t ó w , n i e z d o l n y c h nawet dostrzec n i e p o r a d n o ś c i w p r a c y

dla

w s p ó ł c z e s n y c h , o r g a n i z u j ą c e i k i e r u n k u j ą c e z b i o r o w e emocje;
— cechuje je s y m b o l i k a , o d w o ł u j ą c a
czuwanych skojarzeń

i omocji,

s i ę do powszechnie

łączenie

tematyki

od­

patrio­

tycznej z k u l t o w ą ( p o d o b n i e j a k i w i n n y c h manifestacjach
p a t r i o t y c z n y c h czy k o ś c i e l n y c h w t y m o k r e s i e ) .

25

S ą d z ę , że o d e g r a ł o w t y m r o l ę k i l k a

c z y n n i k ó w : p r z e ś w i a d c z e n i e , że a r t y s t a - p l a s t y k coś w y d z i w a o z y
1 w e ź m i e d u ż o p i e n i ę d z y nie w i a d o m o za co, podczas gdy p o m ­
n i k i a m a t o r ó w są czytelne, w i a d o m o o co w n i c h c h o d z i , o p e r u j ą

N a s t ę p n ą g r u p ę s t a n o w i ą p o m n i k i u p a m i ę t n i a j ą c e pisarzy,
przywódców,

a m a t o r a . Dlaczego j e d n a k zwracano s i ę do n i c h a nie do r z e ź ­
b i a r z y profesjonalnych?

uczonych — zbudowane w miejscach, gdzie się

27

z n a n ą s y m b o l i k ą , s t e r e o t y p a m i , a i c h a u t o r z y są t a ń s i ,

nie-

k ł o p o t l i w i , nie p o w o ł u j ą s i ę na cennik, nie m ó w i ą o w o l n o ś c i

urodzili, mieszkali łub działali. W y r a ż a j ą c hołd dodają

jedno­

t w ó r c z e j , nie o d w o ł u j ą s i ę do k o m i s j i a r t y s t y c z n y c h . Poza t y m

c z e ś n i e p r e s t i ż u m i e j s c o w o ś c i , b o w i e m splendor, k t ó r y

otacza

a m a t o r jest zawsze na miejscu, nieraz od niego w y c h o d z i p o m y s ł

b o h a t e r a spada t a k ż e na m i e j s c o w o ś ć z k t ó r ą się w i ą ż e jego

w y s t a w i e n i a p o m n i k a , a jost p r z e c i e ż p o ż ą d a n e „ a b y s w ó j c z c i ł

Ш

�swego", w y d a r z e n i a czy o s o b ę u p a m i ę t n i a ł t w ó r c a z tej samej

w s p ó l n e j s p r a w y . „ N i e po to d a ł m P a n i B ó g t a l e n t , a b y m go

m i e j s c o w o ś c i , g m i n y czy r e g i o n u .

m a r n o w a ł t y l k o na r z e ź b i e n i e p t a k ó w dla C e p e l i i "

powiedział

28

własnej

S t a n i s ł a w Z a g a j e w s k i , g d y o g l ą d a ł e m jego ceramiczne k o m p o ­

i n i c j a t y w y i za w ł a s n e p i e n i ą d z e , z w ł a s z c z a w t e d y g d y s ą w r a ż l i ­

zycje — p r o j e k t y p o m n i k ó w i o g r o m n y o ł t a r z z ł o ż o n y z b l i s k o

Jednak

amatorzy

realizują

pomniki

również

z

w i na l u d z k ą k r z y w d ę i n i e s p r a w i e d l i w o ś ć , wzniesienie p o m n i k a

280 c z ę ś c i . N i e inaczej m y ś l a ł B u t y n i e c , t w o r z ą c p o m n i k Sy-

wydaje i m s i ę absolutnie n i e z b ę d n e , nie w i d z ą z a ś n i k o g o , k t o

gietyńskiego.

b y go m ó g ł p o s t a w i ć . Zdarza s i ę , że c z y n i ą t o l u d z i e p o z b a w i e n i
artystycznych

aspiracji,

przeważnie

jednak

podejmują

myśl

R z e ź b i a r z , jeśli nie jest w y o b c o w a n y ze ś r o d o w i s k a i po­
dobnie j a k ono czuje i m y ś l i , m o ż e s i ę s t a ć w y r a z i c i e l e m zbio­

zrealizowania p o m n i k a r z e ź b i a r z e przekonani o s w y m talencie.

rowych

Czują

odczucia, nie w p e ł n i jeszcze u ś w i a d o m i o n o .

s i ę w ó w c z a s z o b l i g o w a n i do w y k o r z y s t a n i a go w i m i ę

oczekiwań,

a nawet

skonkretyzować* w swym

dziele

I I . 12, 13, 14. A m a t o r s k i e p r o j e k t y n a d e s ł a n e na k o n k u r s na p o m n i k B o h a t e r ó w W a r s z a w y rozpisany w 1958 r.

141

�I I . 15. Książę

Józef

Poniatowski,

wys. 38 c m , w y k . B o l e s ł a w Suska, B u d z i s k a , w o j . siedleckie; i i . 16.
jarmarczna f i g u r k a gipsowa

Tadeusz N i e w i a d o m s k i , uczestnik p o w s t a n i a warsza.wskiego,

Zorro,

t e m u uroczysta ceremonia, msza, w o m a w i a n y m p r z y p a d k u —

u w a ż a ł za s w ó j m o r a l n y o b o w i ą z e k u w i e c z n i ć m a r t y r o l o g i ę i czyn

czas, miejsce i t r e ś ć r z e ź b y r ó w n i e ż j ą w i ą z a ł y ze sferą k u l t u .

z b r o j n y n a r o d u . M o ż e nie o d c z u w a ł b y tej k o n i e c z n o ś c i g d y b y

E m o c j o n a l n o ś ć , na co z w r ó c i ł a u w a g ę M a r i a J a n i o n

p o m n i k i t a k i e p o w s t a ł y oficjalnie

po w y z w o l e n i u .

J e d n a k nie

Także wysoka temperatura

Pomnik

różne przejawy tradycyjnej k u l t u r y ludowej.

Narodu.

Ciężarówką

przywiózł

rzeźby

jest

w o g ó l e c h a r a k t e r y s t y c z n ą c e c h ą p o w s t a w a n i a nowego f o l k l o r u .

p o w s t a ł y . W y r z e ź b i ł w i ę c w 1965 r. w i e ł o f i g u r a l u ą k o m p o z y c j ę —
Martyrologii

3 0

aktu wspólnego przeżycia

cechuje

Obserwujemy j ą

z B i a ł e j Podlaskiej do W a r s z a w y , aby m o g l i jo o g l ą d a ć w ł a ś n i e

w k o ś c i e l n y c h n a b o ż e ń s t w a c h , procesjach, l i t a n i a c h , p i e ś n i a c h ,

m i e s z k a ń c y tego m i a s t a . F i g u r y p o s t a w i ł na p l a c u obok cmen­

w o b r z ę d a c h i zwyczajach, we wszelkiego rodzaju ceremoniach.

tarza W o j s k o w e g o na P o w ą z k a c h . A l e w ł a ś n i e tego d n i a z m a r ł

M o ż n a o c z a w i ś c i e w t r ą c i ć w t y m miejscu, że w y s o k a t e m ­

Aleksander Zawadzki i milicja k a z a ł a m u u s n ą ć r z e ź b y z trasy

peratura

pogrzebu. I s t o t n i e p r z e d s t a w i a ł } ' inne u j ę c i e h i s t o r i i n i ż oficjalnie

oficjalnego p o m n i k a . T a k b y ł o z w a r s z a w s k i m

p r z y j ę t e , a symboliczne f i g u r y o t a c z a ł y w i e l k ą g ł o w ę u m ę c z o n e g o

k r a k o w s k i m Grunwaldem,

Chrystusa. Po l i c z n y c h p e r y p e t i a c h u d a ł o s i ę p o m n i k p r z e n i e ś ć

n y c h przez w r o g a m o n u m e n t ó w .

na teren S A R P u , do ogrodu (ił. 8) gdzie b u d z i ł d u ż e zainte­

p r z y c z y m w z b i o r o w o ś c i d u ż e j , niejednorodnej, nawet

resowanie p u b l i c z n o ś c i .

nięcie p o m n i k a angażuje t y l k o część społeczności. Nie ma więc

Z g ł o w ą Chrystusa w i ą ż o s i ę w y d a r z e n i e , k t ó r e m i a ł o miejsce
w k r ó t c e p o t e m . W a r t o o n i m p o w i e d z i e ć , b o w i e m rzuca ś w i a t ł o

odsłonięciu
Mickiewiczem,

p o w r o t e m na swoje miejsce zniszczo­
N i e b y ł o t o jednak

tego c h a r a k t e r u , co w ś r o d o w i s k a c h

regułą,
odsło­

zwartych, jednorodnych

R ó ż n i c a w y s t ę p u j e t a k ż e w s t o s u n k u do t a k i c h cech p o m ­
n i k a j a k jego f o r m a ( n o w a t o r s t w o , u ż y t a s y m b o l i k a ) t r w a ł o ś ć

B y ł wieczór, wigilia Święta Zmarłych. P a d a ł
kuczliwy

towarzyszyć

i stabilnych.

na p s y c h o l o g i c z n y mechanizm p o d j ę c i a przoz r z e ź b i a r z a d e c y z j i
zrealizowania p o m n i k a .

emocjonalna m o g ł a r ó w n i e ż

deszcz. N i e w i a d o m s k i p r z e c h o d z i ł

d r o b n y , do­

k o ł o miejsca,

i o k a z a ł o ś ć . W ś w i a d o m o ś c i l u d o w e j , r e l i k t y k t ó r e j znajdujemy

na

jeszcze w szerokich k r ę g a c h s p o ł e c z n y c h , p o m n i k t r a k t o w a n y

k t ó r y m s t o i obecnie H o t e l „ F o r u m " . P o d fragmentom o c a l a ł e g o

jest przede w s z y s t k i m j a k o znak miejsca a f o r m a p l a s t y c z n a

m u r u , w miejscu gdzie h i t l e r o w c y rozstrzelali k i l k a d z i e s i ą t o s ó b ,

i symbolika potęgują

l e ż a ł y w i ą z a n k i k w i a t ó w , p a l i ł y s i ę znicze. N i k t s i ę jednak nie

w i ę c f o r m a w a r t o ś c i ą s a m ą w sobie, e s t e t y c z n ą , n i e jest d z i e ł e m ,

t y l k o jego s a k r a l n y charakter. N i e jest

z a t r z y m y w a ł , n i e m o d l i ł . W t e d y z d o c y d o w a ł s i ę . M i a ł jeszcze

k t ó r e m a o l ś n i ć w i d z a i ż y ć j a k b y poza n i m , w h i s t o r y c z n e j

klocek d r e w n a , w i ę c w y r z e ź b i ł w c i ą g u n o c y p ó ł m e t r o w ą g ł o w ę

przestrzeni. N i e jest też n i e z b ę d n ą i n f o r m a c j ą , g d y ż w s p o ł e c z ­

okupacyjnego Chrystusa, nieco t y l k o m n i e j s z ą o d tej z p o m n i k a

n o ś c i n a w y k ł e j do przekazu pokoleniowego p a m i ę ć f a k t u

( i l . 7) i p o s t a w i ł p o m i ę d z y z n i c z a m i . Od razu z a c z ę l i s i ę groma­

t a k s i l n a , iż nie w y m a g a k o m e n t a r z a s ł o w n e g o czy plastycznego.

dzić ludzie. N i e k t ó r z y klękali, k t o ś płakał. Zainteresowało

Realna, f i z y c z n a o b e c n o ś ć p o m n i k a , k t ó r y

to

p a t r o l m i l i c j i . R z e ź b ę zabrano. N i e w i a d o m s k i e g o r ó w n i e ż . . . D y ­

winien

jest

przetrwać

stulecia t a k ż e jest o wiele bardziej i s t o t n a w k u l t u r z e opartej

ż u r n y oficer w K o m i s a r i a c i e nie m ó g ł p o j ą ć po co t o z r o b i ł 1 K t o

na s ł o w i e p i s a n y m . D l a t e g o w ł a ś n i e o f i c j a l n y p o m n i k — skoro

m u k a z a ł ? Trzeba b y ł o i n t e r w e n i o w a ć , t ł u m a c z y ć , że postawienie

m i a ł u p a m i ę t n i a ć i m i ę w ł a d c y , wodza, w y b i t n e g o a r t y s t y

p o m n i k a nie b y ł o ż a d n ą d e m o n s t r a c j ą , ale l o g i c z n y m d z i a ł a n i o m

p o w s t a w a ł w m o ż l i w i e o d p o r n y m na d z i a ł a n i e czasu materiale —

człowieka

s p i ż u , bazalcie, ż e l a z i e , m a r m u r z e . N a t o m i a s t p o m n i k l u d o w y

wrażliwego

na c i e r p i e n i a n a r o d u ,

a p r z y t y m głę­

2

boko w i e r z ą c e g o . "
Poddajmy

—

b y ł p r z e w a ż n i e z drewna. N i e m u s i a ł go nawet z d o b i ć napis.

analizie

ten

właśnie

dostrzec d w i e i s t o t n e cechy p o m n i k ó w

przykład.
ludu

—

on

To co w y r a ż a ł m i a ł a p r z e c i e ż z a c h o w a ć p a m i ę ć z b i o r o w a od­

emocjonalno

n a w i a n a w przekazie p o k o l e n i o w y m . W t a k i e j s y t u a c j i z a ś w a ż n a

Pozwala

p o d ł o ż e d e c y z j i i c h wzniesienia, oraz w y s o k ą t e m p e r a t u r ę zbio­

była

rowego p r z e ż y c i a

sprzyjające utrwaleniu się wydarzenia w p a m i ę c i (wiadomo było

towarzyszącą

reakcji odbiorców,

w momencie p o j a w i e n i a s i ę p o m n i k a . P r z e w a ż n i e

142

zwłaszcza
towarzyszy

przede w s z y s t k i m emocja, i n t e n s y w n e

przeżycie

w j a k i e j i n t e n c j i powstaje k o p i e c , k r z y ż czy k a p l i c z k a ) .

treści,

�J9

20

Mikołaj
Kopernik,
p r o j e k t y konkursowe, 1973 г . : i l . 17. Drewno w y s . 38 c m , w y k . S t a n i s ł a w D u ż y ń s k i , Sierpc i l . 18. R z e ź b a ceram,.
wys. 41 cm, w y k . S t a n i s ł a w S e w e r y ń s k i , O d r o w ą ż , w o j . kieleckie. K o n k u r s Wielcy Polacy ich życie i dzieła, 1974 г . : i l . 19.
Pomnik
Słowackiego,
r z e ź b a eeram. w y k . S t a n i s ł a w S e w e r y ń s k i ; i l . 10. O. Kolbe, wys. 31 c m , w y k . W ł a d y s ł a w a A d r y a n o w a , K r u c h o w o , g m .
Trzemeszno, w o j . bydgoskie.

W r a c a m y t u do j u ż zasygnalizowanego

p r o b l e m u — war­

t o ś c i estetycznych p o m n i k a , czy i d ą c dalej — jego n o w a t o r s t w a .

m e n t a m i , j u ż z n a n y m i . Czy nie podobnie k s z t a ł t u j e s i ę n a p i ę c i e
naszej u w a g i , naszego zainteresowania?

P r o b l e m t e n trzeba w i d z i e ć w aspekcie relacji m i ę d z y t y m , co

Oba e l e m e n t y : tego, co znane i tego, co nowe m o g ą t e ż

t r w a ł e i „ o d w i e c z n e " a t y m , co nowe, a w i ę c w aspekcie o p o z y c j i :

w y s t ę p o w a ć w r e a k c j i na p o m n i k . P o d s t a w o w y jest p r z y t y m

znane — nieznane, oczekiwane — z a s k a k u j ą c e , zwyczajowe —

element pierwszy. K a ż d y p o m n i k , a b y b y ł w ł a ś c i w i e o d b i e r a n y

nowatorskie. J a k s i ę m a j ą te kategorie do percepcji p o m n i k ó w

z a r ó w n o w w a r s t w i e semantycznej j a k i estetycznej m u s i za­

przez s p o ł e c z n o ś ć

będzie

w i e r a ć cechy u m o ż l i w i a j ą c e jego rozpoznanie, zrozumienie sensu

prze­

jogo przekazu, i d e i , o d n i e s i e ń s y m b o l i c z n y c h . M u s i t w o r z y ć , j a k

co

to o k r e ś l i l i ś m y — „ p r z e s t r z e ń s a k r a l n ą " , a w i ę c m i e ć te cechy,

dla

tych

wiejską,

masową?

Może

przydatne

r o z w a ż a ń przypomnienie doświadczenia, k t ó r e

prowadził

psycholog

amerykański

Edward

J.

3 1

Murray ,

p r a w d a na grupie d z i e c i , nie m n i e j w n i o s k i jego p o k r y w a j ą s i ę

k t ó r e p o z w a l a j ą o d r ó ż n i ć go n p . o d a r c h i t e k t u r y , elementu

z m o i m i obserwacjami percepcji s z t u k i przez l u d n o ś ć

koracyjnego czy fenomenu p r z y r o d y . J e d n o c z e ś n i e j e d n a k , o b o k

Murray

u m i e ś c i ! na

wyłącznie

kilku

stolikach zabawki. N a

znane j u ż dobrze

uczestnikom

wiejską.

pierwszym

eksperymentu.

Na

togo co s t a n o w i e s e n c j ę jego „ p o m n i k o w o ś c i " , m o ż e m i e ć
cechę własną, wyróżniającą

konkretny pomnik spośród

de­
on

wielu

o s t a t n i m — c a ł k o w i c i e nieznane. D z i e c i w y b i e r a ł y zawsze s t o l i k

i n n y c h . Cecha t a jest znacznie bardziej w i d o c z n a w p o m n i k a c h

p o ś r e d n i . E l e m e n t n o w o ś c i z a o s t r z a ł u w a g ę i s a t y s f a k c j ę , ale b y ł

m i e j s k i c h , profesjonalnych, n i ż w p o m n i k a c h w i e j s k i c h ,

p r z y j m o w a n y t y l k o w t e d y dobrze, g d y w i ą z a ł s i ę z i n n y m i ele­

wych. Wynika

to z a r ó w n o z r ó ż n i c w charakterze

ludo­

twórczości

143

�2 1 . Dekoracja Grobu P a ń s k i e g o , K o ś c i ó ł OO. J e z u i t ó w , Warszawa, 1981 г . ; i l . 22. K o ś c i ó ł OO. J e z u i t ó w ,
I I . 23. G r ó b P a ń s k i , k o ś c i ó ł G a r n i z o n o w y , Warszawa 1981 r.

1977

�W ł a ś n i e dlatego w powszechnym odbiorze, z w ł a s z c z a p o m ­
ników

nieoficjalnych,

widoczno jest s k w a p l i w e

przejmowanie

g o t o w y c h , oswojonych j u ż przez w y o b r a ź n i ę w z o r ó w r o z w i ą z a ń .
P o m n i k r o d z i p o m n i k , p o n i e w a ż ludzie c h c ą , ż e b y nie

budził

ż a d n y c h w ą t p l i w o ś c i . Podobnie z a c h o w u j ą się z a m a w i a j ą c

na­

grobek u k a m i e n i a r z a . W zdecydowanej w i ę k s z o ś c i p r z y p a d k ó w
nie ż ą d a j ą niczego nowego, c h c i e l i b y t y l k o u z y s k a ć

nagrobek

p o d o b n y do i n n y c h , u z n a n y c h za dobre w oczach ś r o d o w i s k a ,
t y l e że w m i a r ę m o ż l i w o ś c i jeszcze bardziej o k a z a ł y .
Dlatego w ł a ś n i e cechy, k t ó r e k o n s t y t u u j ą p o j ę c i e p o m n i k a
w kulturze wykształconej m o g ą się ujawniać w pomniku

ludowym

znacznie s ł a b i e j , a w s z c z e g ó l n y c h p r z y p a d k a c h w ogóle nie w y ­
stępować. Mamy
można

nazwać

w ó w c z a s do
namiastką,

c z y n i e n i a ze z j a w i s k i e m ,
pomnika,

które

jogo f o r m ą

za­

stępczą.
Z a c z n i j m y od s y t u a c j i , w k t ó r e j forma zostaje z r e d u k o w a n a
do zera, pozostaje j o d y n i e m i e j s c e p e ł n i ą c e w d a n y m okresie
funkcje p o m n i k a . T a k i e miejsca, k t ó r e g o znaczenie s p o t ę g o w a n e
jest f a k t e m , iż nie m ó g ł na n i m s t a n ą ć rzeczywisty p o m n i k silniej
nawet a n g a ż u j e
się s t a ć

w

uczucia i w y o b r a ź n i ę l u d z i n i ż b y

przypadku

konwencjonalnego

to

mogło

monumentu.

Brak,

n a w e t z w y k ł e g o k r z y ż a , zrekompensowany jest w t y m p r z y p a d k u
przez s p o t ę g o w a n e p r z e ż y c i e zebranych, k t ó r z y t ł u m n i e odwie­
d z a j ą t a k i e miejsca, n p . w d z i e ń Zaduszek czy rocznice p a t r i o ­
tyczne. Z a s y p a n y jest w ó w c z a s w i ą z a n k a m i k w i a t ó w , rozjarzo­
n y s e t k a m i świec i z n i c z ó w , a w ś r ó d n i c h w i d n i e j ą szkolno tarczo,
z n a k i miast, papierowe c h o r ą g i e w k i . Podobnie d z i a ł a b r a k p o m ­
nika

na

grobie m a r s z a ł k a

Rydza-Śmigłego,

spirzyjający

nieo­

czekiwanej m i t o l o g i z a c j i tego tragicznego i niefortunnego wodza.
P r z y k ł a d ten wskazuje w y r a ź n i e na t o , że w s z c z e g ó l n y c h s y t u ­
acjach p o m n i k i e m m o ż e b y ć . . . jego manifestacyjna n i e o b e c n o ś ć .
R o z p a t r z m y z k o l e i s y t u a c j ę , w k t ó r e j r e d u k c j i ulega eleI I . 24. K o s o w i sn'. M a r c i n a . Warszawa, 1981 г.
I I . 25.

Grób

na

cmentarzu wojskowym
woj. tarnowskie

w

Szczepanowicach,

udowej i profesjonalnej j a k t e ż i z odmiennego k o n t e k s t u k u l ­
r

turowego i przestrzennego. W i e l e w skazuje na t o , że w m i e ś c i e
przeżycie

emocjonalne, związane, z p e r c e p c j ą

pomnika

wiąże

s i ę silniej z f o r m ą p l a s t y c z n ą n i ż t o m a miejsce n a w s i , gdzie
przede w s z y s t k i m w a ż n a jest w a r s t w a s y m b o l i c z n a , a

dzięki

t e m u i ranga jego t r e ś c i . Z w r ó ć m y t e ż u w a g ę na t o , iż w m i a s t a c h ,
z w ł a s z c z a d u ż y c h , k i e d y p o m n i k o d b i e r a n y jest w ś r ó d ,,szumu
i n f o r m a c y j n e g o " , j a k o jeden z l i c z n y c h , p o w s t a ł y c h w r ó ż n y c h
l a t a c h p o m n i k ó w efekt jogo „ i n n o ś c i " (nowatorstwa)

okazuje

s i ę w r ę c z konieczny, uzasadniony s y t u a c j ą p e r c o p e y j u ą . T r u d n o
sobio w y o b r a z i ć m i a s t o , w k t ó r y m b y s t a ł y t y l k o podobne p o m ­
n i k i , k i l k a k o l u m n Z y g m u n t a , f i g u r a la M i c k i e w i c z , k i l k a k o n ­
nych

posągów

Ks.

Józefa.

Odrębność

pomników

nie

tylko

u ł a t w i a ich d o s t r z e ż e n i e , ale i t w o r z y u r o d ę m i a s t a . Jest w ó w c z a s
w i ę k s z a szansa n a t o , iż p o m o i k o k a ż e s i ę w a r t o ś c i o w y m d z i e ł e m
sztuki.
N a t o m i a s t w k r ę g u k u l t u r y p o p u l a r n e j , c h ł o p s k i e j , na w s i ,
p o m n i k s t a n o w i przede w s z y s t k i m skonwencjonalizowany prze­
jaw funkcji sakralizująccj. Nie musi swą formą t ł u m a c z y ć k o m u
l u b czemu jest p o ś w i ę c o n y , p o n i e w a ż w m a ł y c h s p o ł e c z n o ś c i a c h
l o k a l n y c h k a ż d y o t y m wie. P a m i ę ć zbiorowa przechowuje sens
i przyczyno p o w s t a n i a p o m n i k a . W a ż n e jest w i ę c p r z y wzno­
szeniu nowego p o m n i k a o d w o ł a n i e s i ę do wzoru j u ż zakorzenio­
nego w z b i o r o w e j ś w i a d o m o ś c i . P o d o b n i e j a k

to

w folklorze i w o g ó l e w c a ł y m m o d e l u k u l t u r y

l u d o w e j , p.roees

ma

miejsce

t w ó r c z y realizuje s i ę poprzez n i e w i e l k i e p r z e k s z t a ł c e n i a podsta­
wowego w z o r u , w a r i a e y jność r o z w i ą z a ń a nie, j a k w ś r o d o w i s k a c h
e l i t y k u l t u r o w e j X X w . , przez zanegowanie f o r m j u ż i s t n i e j ą c y c h
i poszukiwania nowych. Słusznie tedy konstatuje Marian Grześczak, i ż : „ l u d wcale nie d ą ż y do o d k r y w c z e j perfekcji.
e l i t a r n o ś ć jest m u obca, a w i ę c i e l i t a r n o ś ć

sztuki."

Każda,

3 2

145

�cytowanie

pomnika

Poległych

Stoczniowców

treści, które on wyrażał ( i l .

w

Gdańsku

do

).

-i
O g l ą d a n o te G r o b y w stanie podobnego s k u p i e n i a i w z r u ­
szenia, j a k i t o w a r z y s z y ł u r o c z y s t o ś c i o m o d s ł o n i ę c i a p o m n i k ó w .
W

scenerii G r o b ó w p o j a w i a ł y s i ę z r e s z t ą w y r a ź n e

odwołania

do k o n w e n c j i p o m n i k o w e j , do z w r o t ó w s y m b o l i c z n y c h znanych
z r z e ź b i p l a k a t ó w , n p . r ę c e w y r a s t a j ą c e z z i e m i , r o z w a r t e czy
zaciśnięte w pięść, trzymające

bochen

chleba,

błogosławiące,

w y c i ą g n i ę t e w g e ś c i e b ł a g a n i a , m o d l i t w y . P o r ó w n u j ą c znane m i
w c z e ś n i e j s z e G r o b y i te z w i o s n y 1981 r. o d n o s z ę w r a ż e n i e , iż
nastąpiło

w nich

przesunięcie

akcentu

—• z t y p u

rozwiązań

scenograficznych n a c h a r a k t e r y s t y c z n y d l a p o m n i k ó w . Prawdo­
p o d o b n i e w p ł y n ę ł a n a t o w y j ą t k o w a i c h r o l a w t y m okresie.
Obserwując

te analogie

w a r t o z w r ó c i ć u w a g ę na

różnice

m i ę d z y charakterem d z i a ł a n i a dawnego i w s p ó ł c z e s n e g o p o m n i k a .
Już

sam

fakt

rozwoju

technik reprodukcyjnych

sposobie o d b i o r u p o m n i k a , p r z e j ś c i u o d o g l ą d u

zaważył

na

bezpośredniego

( k i e d y odczuwa s i ę w y j ą t k o w o ś ć p o m n i k a , k t ó r y jest t y l k o t u ,
w t y m m i e j s c u , na t l e k o n k r e t n e g o m i a s t a , placu) do percepcji
pomnika jako „ w i z e r u n k u " ,

j a k o d z i e ł a artystycznego,

które

s i ę zna i p a m i ę t a n i e z a l e ż n i e o d tego czy s i ę go w i d z i a ł o w rze­
c z y w i s t y m otoczeniu. N i e k a ż d y s t u d e n t A k a d e m i i S z t u k P i ę k ­
n y c h w Warszawie m o ż e sobie w y o b r a z i ć efekt j a k i w y w o ł u j e
oglądanie

posągu

Colleoniego

czy

Mojżesza

w

rzeczywistej

s y t u a c j i . K o n d o t i e r , k t ó r e g o k o p i ę codziennie o g l ą d a , s t o i nawet
na i n n e j w y s o k o ś c i , a w i ę c z m i e n i a s i ę k ą t patrzenia, h o r y z o n t
etc.

Znamy

Balzaca

( R o d i n a ) , ale m a m y

w pamięci

w s z y s t k i m r e p r o d u k c j ę . Zaciera s i ę ś w i a d o m o ś ć

przede

rzeczywistych

w y m i a r ó w d z i e ł a . (Zdarza s i ę , ż e w i d z ą c po raz p i e r w s z y o r y g i n a ł ,
p r z e d t e m znany z r e p r o d u k c j i o d c z u w a m y zaskoczenie, że jest
mniejszy czy w i ę k s z y , a n i e k i e d y w r ę c z go n i e

rozpoznajemy

w pierwszym momencie.)
Pomnik
formy

—

w

naszej

współczesnej

kulturze — ma

istnienia: jedną — rzeczywistą,

związaną z

d r u g ą — „ p o c z t ó w k o w ą " j a k o r e p r o d u k c j a konkretnego
Chopin

k a ż d y odpowie —

z n a m . A l e zna t y l k o jego zarys. D z i e ł o staje s i ę
Charakterystyczne
partyzant,

r z e ź b a Jerzego

dzieła.

z Ł a z i e n e k znany jest m i l i o n o m l u d z i w c a ł y m z a s i ę g u

I n t e r w i z j i . N a z a p y t a n i e — znasz tego Chopina,

П . 26. Mały

dwie

miejscem,

i ważne pomniki

egzystują

stereotypem.

nie t y l k o

jako

m o n u m e n t y , r z e ź b y , lecz t a k ż e w f o r m i e i l u s t r a c j i , m i n i a t u r y ,

Jarnuszkiewicza

t a n d e t n e j p a m i ą t k i . Jest t o z j a w i s k o , k t ó r e g o korzenie

sięgają

X V I I I w i e k u . N a b i u r k a c h i e t a ż e r k a c h w m i e s z c z a ń s k i c h do­
mach

stały

przecież

zminiaturyzowane

wizerunki

pomników

z b r ą z u i ż e l a z a , K o ś c i u s z k i , Napoleona, M i c k i e w i c z a . A l e w s p ó ł ­
cześnie

kultura

masowa

w

niepomierny

sposób

zwiększyła

z a s i ę g tej w ł a ś n i e , w t ó r n e j , f o r m y poznania p o m n i k a .
ment trwałości, zastąpiony jednorazowym przeżyciom, spotęgo­
w a n y m miejscem, n a s t r o j e m , s c e n e r i ą — G r o b y

Pańskie.

Druga

uwaga.

Emocjonalna

reakcja

na

pomnik

podlega

W m o m e n t a c h p r z e ł o m o w y c h dla k r a j u G r o b y te, w ł a ś n i e przez

z m i a n o m . Najsilniejsza jest w momencie o d s ł o n i ę c i a i w t e d y ,

s w ą s y m b o l i k ę i ł ą c z e n i e p r z e ż y c i a religijnego z t r e ś c i a m i p a t r i o ­

g d y p o m n i k zostaje na s k u t e k z a c h o d z ą c y c h w y d a r z e ń t r a k t o ­

t y c z n y m i s t a w a ł y s i ę n a m i a s t k ą p o m n i k ó w . Starsi m i e s z k a ń c y

w a n y j a k o ż y w y s y m b o l d ą ż e ń . T r w a ł o ś ć b r ą z u n i e gwarantuje

W a r s z a w y dobrze p a m i ę t a j ą G r o b y z l a t o k u p a c j i , z pierwszej

p r z e t r w a n i a w p a m i ę c i l u d z k i e j osoby i c z y n ó w bohatera. N a w e t

W i e l k a n o c y po p o w s t a n i u w a r s z a w s k i m . U t r w a l i ł je w fotogra­

p o m n i k b u d z ą c y emocje w p i e r w s z y m okresie, p ó ź n i e j staje s i ę

f i a c h S t a n i s ł a w Miedza-Tomaszewski, t w ó r c a najbardziej

t y l k o r z e ź b ą , t a k i m elementem m i a s t a do k t ó r e g o s i ę p r z y w y k a

przej­

m u j ą c y c h z t y c h G r o b ó w . . . W t y c h f o t o g r a f i a c h , nie jeden raz

i w k o ń c u t r a k t u j e go j a k o s k ł a d o w ą

j u ż p o k a z y w a n y c h na

miasta.

wystawach,

Groby

egzystują

na

tych

samych p r a w a c h co p o m n i k z innego m i a s t a , zachowany w naszej
pamięci,

reprodukowany

ua

G r o b y 1981 r. n a w i ą z u j ą c e
darzeń, niepokojów

ilustracjach.
bezpośrednio

Trudno

zapomnieć

do ó w c z e s n y c h

i n a d z i e i . D o k o ś c i o ł ó w na

część t o ż s a m o ś c i

tego

S p ó j r z m y teraz z tej p e r s p e k t y w y na f o r m y z a s t ę p c z e p o m ­
n i k a . D o s t r z e ż e m y , ż e reakcja na G r o b y jest w istocie podobna

wy­

do t e j , k t ó r a t o w a r z y s z y emocjonalnej fazie percepcji p o m n i k a .

warszawskiej

R ó ż n i c a , i t o zasadnicza, d o t y c z y t y l k o c z y n n i k a p o w t a r z a l n o ś c i .

S t a r ó w c e n i e m o ż n a s i ę b y ł o d o c i s n ą ć . K o l e j k a do J e z u i t ó w za­

P o m n i k jest i w k a ż d e j c h w i l i m o ż e m y do niego w r ó c i ć , nieogra­

czynała się przy świętej Annie.

niczona jest l i c z b a l u d z i , k t ó r z y go m o g ą o b e j r z e ć , d z i ś , j u t r o

Symbolika Grobów

związana

b y ł a t a k śeiślo z t r e ś c i a m i p a t r i o t y c z n y m i , że elementy sakralne

czy za k i l k a l a t . Egzystuje t e ż w ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n o j przez

s c h o d z i ł y nieraz w r ę c z na d r u g i p l a n . U s t ó p ogromnego p o m n i k a ,

fotografie, m i n i a t u r y , p a m i ą t k i z jego w i z e r u n k i e m . N a t o m i a s t

i m i t u j ą c e g o g d a ń s k i , leżała w z a w i c i u m a l e ń k a f i g u r a

Chrystusa.

Trzeba b y ł o dobrze s i ę p r z y g l ą d a ć , a b y j ą dostrzec. W s z ę d z i e
p r z e w a ż a ł y t r e ś c i narodowe. G r o b y s t a w a ł y s i ę r ó w n i e ż , a m o ż e
i

przede w s z y s t k i m , p o m n i k a m i . U p a m i ę t n i a ł y

miejsca

246

masowej

zagłady.

Nawiązywały,

przez

martyrologię,
bezpośrednio

Groby są wydarzeniem

jednorazowym

i funkcjonują

jedynie

w p a m i ę c i t y c h , k t ó r z y je w o k r e ś l o n y m czasie w i d z i e l i .
I n n ą n i ż G r o b y P a ń s k i e f o r m ą n a w i ą z a n i a do p o m n i k a s ą
w s p ó ł c z e s n e r z e ź b y l u d o w e . W p e w n y c h sytuacjach

m o ż n a je

n a w e t u z n a ć za n a m i a s t k ę p o m n i k ó w . R z e ź b a l u d o w a zawsze

�c z e r p a ł a ze s c h e m a t ó w i k o n o g r a f i c z n y c h i r o z w i ą z a ń k o m p o z y ­

Zorra

cyjnych,

z leningradzkiogo p o m n i k a Piotra

z tym

że d a w n i e j

(kiedy

powstawała

dla

własnego

— jak z a u w a ż y ł a J. Jarnuszkiewiczowa — w y w o d z i
Wielkiego)?

5

się

Wiele rzeźb l u ­

ś r o d o w i s k a ) s z u k a ł a oparcia we wzorach z a p o ż y c z o n y c h z k o ś ­

dowych przedstawiających

c i o ł ó w i kapliczek, n a t o m i a s t obecnie (oo n a j m n i e j od 25 lat)

bohatera, t o w istocie m a ł e p o m n i k i . W t y p o w y dla p o m n i k ó w

szuka ź r ó d e ł i n s p i r a c j i m . i n . t a k ż e i w p o m n i k a c h . W i ą ż e s i ę

sposób

to

proporcjo c a ł o ś c i , a n a w e t c o k ó ł .

z podjęciem

których

tematów

zachęcają

historycznych i patriotycznych,

rzeźbiarzy

symbolizacja

tematu,

Jest z r e s z t ą sytuacja, w k t ó r e j z a r ó w n o rzeczywiste p o m n i k i
j a k i ludowo m i n i a t u r y p o m n i k o w e z n a j d u j ą w s p ó l n y m i a n o w n i k .

Obok r o z w i ą z a ń

Jest n i ą o g l ą d a n i e jednj^ch i d r u g i c h na fotografiach. N i e lekce­

własnej

wyobraźni

np.

kompozycja,

na

na

tematyczne

jest

postać

W i e l k i c h P o l a k ó w , K o p e r n i k a , W o j s k o Polskie i jego t r a d y c j e .
opartych

konkursy

clo

traktowana

wydarzonia historyczne lub

częste

jest

w t a k i c h r z e ź b a c h o d w o ł a n i e s i ę do j u ż i s t n i e j ą c e g o w z o r u pom­

w a ż m y tego ź r ó d ł a i n f o r m a c j i . M i m o masowo r o z w i j a j ą c e j

n i k a , znanego z i l u s t r a c j i czy schematu ikonograficznego.

t u r y s t y k i w c i ą ż p o d s t a w o w y m ź r ó d ł e m naszej w i e d z y o r ó ż n y c h

Jest to z r o z u m i a ł e . R z e ź b i a r z e p o d e j m u j ą c n o w y dla siebie

się

p o m n i k a c h jest r e p r o d u k c j a , i l u s t r a c j a . P r z e d m i o t z a ś , o ile

t e m a t o p i e r a l i s i ę n a j c h ę t n i e j na j u ż i s t n i e j ą c y c h u j ę e i a c h p o m n i ­

nio jest w y s k a l o w a n y przez i n n y , t o w a r z y s z ą c y m u na

k ó w , a k i e d y b y ł o t o n i e m o ż l i w e — na schemacie „ b o h a t e r a na

percepowany jest zgodnie z jego p r o p o r c j a m i . Powoduje t o , iż

c o k o l e " l u b „ b o h a t e r a na k o n i u " . T y p o w e dla r z e ź b y

oglądając

zwłaszcza przedstawiającej

ludowej,

w y b i t n e postacie, jest d ą ż e n i e

i c h h i e r a t y z a c j i . W y w o d z i s i ę ono nio t y l k o z t r a d y c j i
chłopskioj

i niedostatku

wiedzy

warsztatowej

do

kultury

(nieznajomość

a n a t o m i i , t r u d n o ś ć w p r z e d s t a w i e n i u p o s t a c i w r u c h u ) , ale i ze
w z o r ó w , na k t ó r y c h s i ę o p i e r a j ą w s p ó ł c z e ś n i t w ó r c y .
u c z ą s i ę p r z e d s t a w i a ć te postacie w ł a ś n i e na

na

konkretny pomnik jak

i dzieło

ludowego

i l u s t r a c j a c h , o d b i e r a m y je w p o d o b n y

sposób.

To z a ś w epoce k u l t u r y w i z u a l n e j , opartej na t e c h n i k a c h repro­
d u k c y j n y c h , zaciera ostro granice m i ę d z y p o m n i k a m i a i c h l u ­
dowymi

Przecież

monumontalizującej

zarówno

rzeźbiarza

zdjęciu,

namiastkami.

W a r t o t e ż d o d a ć , że l u d o w e r z e ź b y — p o m n i k i
przeważnie

w związku

z konkursami, przy

czym

powstają
prawdopo­

k o n w e n c j i p o m n i k ó w ! M o ż n a t o b y ł o o b s e r w o w a ć na k o n k u r s a c h

d o b n y m i c h o d b i o r c ą s ą muzea e t n o g r a f i c z n e T a m , na w y s t a w a c h

t y p u „ K o p e r n i k w r z e ź b i e l u d o w e j " czy „ W i e l c y P o l a c y . . . " N a

l u b w s t a ł y c h zbiorach, o g l ą d a j ą j o t y s i ą c e l u d z i . M a j ą w i ę c te

p i e r w s z y m z n i c h p o j a w i ł o s i ę n p . sporo r z e ź b

rzeźby

b e z p o ś r e d n i o do p o m n i k ó w wielkiego
i Warszawie.

nawiązujących

astronoma — w

Toruniu

już

w intencji

twórcy

charakter p u b l i c z n y .

Niekiedy

p o w s t a j ą w r ę c z j a k o n a m i a s t k a p o m n i k a , spontaniczna i n a t y c h ­

33

m i a s t o w a reakcja na w a ż n e , d r a m a t y c z n e w y d a r z e n i a . T a k

K o n w e n c j a p o m n i k a z a u w a ż a l n a jest nawet w ó w c z a s , g d y

właśnie

stało

po

zabójstwie

prezydenta

Kennedy'ego,

się

któro

wielokrotnie

pokazywano w telewizji. Znam 7 t w ó r c ó w , k t ó r z y

p i e r w o w z o r u , i z m i e n i a je w e d ł u g swojej w o l i . T a k n p . B o l e s ł a w

przejęci

głębi

Suska r z e ź b i ą c na k o n k u r s „ W i e l c y P o l a c y . . . " ks. J ó z e f a

postać

twórca

nie

rozumio b ą d ź

niatowskiego

posłużył

się

nie

akceptuje

pewnych

thorwaldsenowskim

elementów
Po­
3

schematem. *

P o n i e w a ż jednak widok k s i ę c i a w „nocnej koszuli" w y d a ł
s i ę w s t r ę t n y , p r z y o d z i a ł go w s u r d u t , z a p i ę t y

pod

mu

szyję

na

tym

Prezydenta.

morderstwem

Wszyscy

niezwłocznie

przedstawiali

go

wyrzeźbili

hieratycznie,

w k o n w e n c j i p o m n i k o w e j . Jeden z n i c h — Z y g m u n t S k r ę t o w i c z —
p r z y j e c h a ł n a w e t do s t o l i c y z dalekiej w i o s k i w w o j . s z c z e c i ń s k i m ,
aby

ofiarować

r z e ź b ę Ambasadzie A m e r y k a ń s k i e j .

Impulsem

do p o w s t a n i a r z e ź b - p o m n i k ó w b y ł y r ó w n i e ż b e a t y f i k a c j a

g u z i k i ( i l . 15).
Źródłem

do

myślenia

stereotypem

pomnika

są

ilustracjo,

Ojca

K o l b e g o , w y b ó r P a p i e ż a - P o l a k a , zamach na Jego ż y c i e .

а z w ł a s z c z a r ó ż n e skonwencjonalizowano w z o r y f i g u r o k ,

typo­

P o m n i k o w o ś ć ujęcia polegała w tych rzeźbach zarówno

wych

gipsy

h i e r a t y z a c j i p o s t a c i i jej u w z n i o ś l e n i u , j a k t e ż na p o s ł u ż e n i u s i ę

(wzór

t y p o w y m i dla niej

dla

dawnych wnętrz

przedstawiające

np.

mieszczańskich,

Kościuszkę

ozy

joźdźca

jarmarczne
na

koniu

na

rekwizytami.

147

�mowy

wzór ikonograficzny

zaczęła

funkcjonować

wśród

tzw.

r z e ź b i a r z y l u d o w y c h i a m a t o r ó w (il.27,28). B y ł a p r z y t y m

tak

daleka o d głów-nego n u r t u t w ó r c z o ś c i z n a k o m i t e g o a r t y s t y , że
nawet poczta w y d a j ą c

znaczek z „ M a ł y m

P o w s t a ń c e m " przy­

p i s a ł a a u t o r s t w o i n n e m u r z e ź b i a r z o w i ! W i d y w a ł e m w pierwszych
l a t a c h po w y z w o l e n i u
biurku

ówczesnego

bowskiego, u E w y

Małego

Powstańca-

Ministra

u wielu ludzi, stał

Kultury

Szelburg-Zarębiny.

i

Sztuki

Ona

Stefana

też rzucając

myśl

stworzenia C e n t r u m Z d r o w i a D z i e c k a z a p r o p o n o w a ł a , aby
jego d z i e d z i ń c u s t a n ą ł Mały

Powstaniec

szony. W a r s z a w i a c y w i d z i e l i go

na
Dy­
na

odpowiednio p o w i ę k ­

z kolei jako pomnik,

który

p o w i n i e n s t a n ą ć n a S t a r ó w c e . Jeszcze w k w i e t n i u 1981 r . jeden
z c z y t e l n i k ó w „ Ż y c i a W a r s z a w y " z w r ó c i ł s i ę w tej sprawie do
r e d a k c j i . Odpowiedziano m u , że decyzja j u ż z a p a d ł a i p o m n i k
w k r ó t c e zostanie zrealizowany.
Z a i s t n i a ł a w i ę c s y t u a c j a k i e d y to m a l e ń k a f i g u r k a s t a l ą się
w świadomości ludzkiej pomnikiem, przy czym w przeciwieństwie
do

normalnego

toku

wydarzeń,

p o m n i k , a dopiero p ó ź n i e j

kiedy

to

najpierw

powstaje

jego z m i n i a t u r y z o w a n e

wizerunki,

t y m razem k o l e j n o ś ć s i ę o d w r ó c i ł a i m a ł a f i g u r k a

poprzedziła

pojawienie s i ę „ p r a w d z i w e g o " p o m n i k a .
K r ą g s i ę z a m k n ą ł . Ś l e d z ą c losy l u d o w y c h p o m n i k ó w dosz­
l i ś m y do s y t u a c j i , w k t ó r e j d z i e ł o profesjonalnego a r t y s t y s t a ł o
s i ę „ l u d o w e " , bezimienne — j a k p i e ś ń . S t a ł o s i ę t o
gdyż

właśnie

w . tej

rzeźbie

stworzył

możliwe,

Jarnuszkiewicz

prosty

i wzruszający symbol w a l k i i m ę s t w a narodu.
N o dobrze, z a p y t a j e d n a k c z y t e l n i k . A w i ę c ś w i ą t e k i r z e ź b a
amatora, p r z y j ę t a

g o r ą c o przez ś r o d o w i s k o , i d z i e ł o

artysty,

k t ó r e z d o b y ł o b e z i m i e n n o ś ć — s ą „ l u d o w o " ? A jeśli t a k ,
c z y m jest t a

l u d o w o ś ć , co o n i e j s t a n o w i ? O t ó ż

to

odpowiem,

p o j ę c i e l u d o w o ś c i z m i e n i a s i ę . Z m i e n i a je ż y c i e , d o ś w i a d c z e n i a ,
sytuacjo. M a w i ę c obeenie i n n y zakres znaczeniowy n i ż to m i a ł o
miejsce przed k i l k u d z i e s i ę c i u l a t y . W ó w c z a s , w l a t a c h jeszcze
tradycyjnej sztuki chłopskiej, m o ż n a było m ó w i ć o stylu, typowości, formalnym

pokrewieństwie

dzieł pochodzących

z tego

samego r e g i o n u , k r ę g u k u l t u r o w e g o . Obecnie j e d n a k l u d o w o ś ć —
w tym

i pomnika —

rozpatrywać

trzeba przede

w d w ó c h aspektach — osoby twórcy i tożsamości
nymi

И . 29. P o m n i k na R o z e w i u , k a m i e ń p o l n y

wszystkim

dzieła

z

powszech­

odczuciami.
Osoba t w ó r c y sprowadza s i ę j e d n a k , w s p ó ł c z e ś n i e t y l k o do

jednego ograniczenia — nie m o ż o n i m b y ć a r t y s t a profesjonalny,
i to — d o d a j m y — t a k i a r t y s t a , k t ó r y jest u k s z t a ł t o w a n y i t w o r z y
w

kręgu problematyki współczesnej sztuki, k u l t u r y

elitarnych.
S z c z e g ó l n y m p r z y p a d k i e m , k i e d y r z e ź b y j u ż w s a m y m za­

Twórcami

ludowych

pomników

mogą

środowisk
więc

r z e ź b i a r z e c h ł o p s c y , z w i ą z a n i jeszcze z t r a d y c j ą swej

być

dawnej

m i e r z e n i u m i a ł y b y ć p r o j e k t a m i p o m n i k a b y ł k o n k u r s na P o m n i k

kultury.

B o h a t e r ó w Warszawy (Zachęta,

ogromne

wiejscy i miejscy — a nawet w k o n k r e t n y c h d z i e ł a c h ( v i d e Jar­

zainteresowanie, a p o n i e w a ż m i a ł c h a r a k t e r o t w a r t y , znalazly

nuszkiewicz) czy całej l i n i i swej t w ó r c z o ś c i , a r t y ś c i profesjonalni,

s i ę na

kiedy są rzeczywiście bliscy

nim

także projekty

1965

г.). B u d z i ł on

amatorów

(ił.12—14).

Wszystkie

oparte o stereotypowo u j ę c i a , bogato w alegoryczne postacie.

M o g ą n i m i b y ć r z e ź b i a r z e s a m o r o d n i , a m a t o r z y —•

ciśnienia

wzorów

kulturze

środowiska

ludowej,

plastycznego

i

niezależni
presji

od

prądów

między

a r t y s t y c z n y c h okresu, w k t ó r y m d z i a ł a j ą — i k i e d y (to trzeba

pomnikiem a m i n i a t u r ą , o k t ó r y m warto wspomnieć w kontekście

koniecznie d o d a ć ) i c h d z i e ł o zostaje aprobowane i przyswojone

tych

przez m i e j s c o w ą s p o ł e c z n o ś ć . Z n a m w Polsce jeden t a k i p r z y k ł a d

Jest

jeszcze jeden

rozważań,

interesujący

jako że najpierw

przykład

powstała

relacji

rzeźba-miniatura,

a dopiero p o l a t a c h zdecydowano s i ę z r e a l i z o w a ć j ą w

wersji

Jest t o r z e ź b a p r z e d s t a w i a j ą c a
czyka w s p a d a j ą c y m

na

—• t w ó r c z o ś ć A d a m a R z ą s y ( v i d e jego Pieta
i l . na str.

powiększonej — jako pomnik.
małego powstańca,

oczy h e ł m i e , w za

dużych

chłop­
butach,

Oświęcimska

—

tyt.).

N a j w a ż n i e j s z y m jednak k r y t e r i u m l u d o w o ś c i wydaje m i się
obecnie i d e n t y f i k a c j a

dziełem,

Dlatego

jego

uważam

przesłaniem,

u p a d k u P o w s t a n i a Jerzy Jarnuszkiewicz i m a ł a f i g u r k a , odlewana

t a k i e p o m n i k i , k t ó r e w y r a ż a j ą t r e ś c i b l i s k i e masom s p o ł e c z n y m ,

walki

artystyczną.

z

symboliką,

w w i e l u egzemplarzach, s t a ł a s i ę s y m b o l e m n i e r ó w n e j

formą

odbiorcy

z rozpylaczem w r ę k u ( i l . 26). S t w o r z y ł j ą w k i l k a m i e s i ę c y po

za

ludowe

c z y n i ą t o zgodnie z ich m o ż l i w o ś c i a m i i n a w y k a m i percepcyjny-

c a ł e g o s p o ł e c z e ń s t w a z w r o g i e m . P o j a w i ł y s i ę jej r y s u n k i , n a ś ­

m i , zgodnie z i c h w y o b r a ż e n i a m i o t y m , j a k i p o w i n i e n

ladownictwa, świadome

pomnik.

148

i nieświadome

plagiaty. Jako

anoni­

być

�P R Z Y P I S Y
1

Decyzje o d b u d o w y p o m n i k ó w m i a ł y charakter s e l e k t y w n y ,
podobnie j a k n a w i ą z y w a n i e do s y m b o l i k i p a t r i o t y c z n e j . R z ą ­
d z i ł a n i m i zasada akceptowania t y l k o t y c h w a r t o ś c i , k t ó r e nie
m o g ł y k o l i d o w a ć z p r z y j ę t y m i zasadami i d e o w y m i i k t ó r e w pa­
m i ę c i s p o ł e c z n e j nie w y w o ł y w a ł y skojai-zeń uznanych w t a m t y m
okresie za n i e p o ż ą d a n e . N i e z a l e ż n i e od r ó ż n i c ideologicznych
dostrzegalnych w p o s z c z e g ó l n y c h etapach o d b u d o w y k r a j u
w s p ó l n a wydaje się idea o d c z y t y w a n i a p r z e s z ł o ś c i przez t e r a ź ­
n i e j s z o ś ć , r z u t o w a n i a wstecz a k t u a l n y c h s y m p a t i i czy a n t y p a t i i .
2

A n a l i z u j ą c relacje m i ę d z y p o m n i k a m i w ł a d z y a l u d u
obserwujemy szeroki k r ą g postaw. N a j e d n y m k r a ń c u m a m y
w i ę c p o m n i k i l u d u , s p o ł e c z e ń s t w a — na d r u g i m p o m n i k i budo­
wane bez s p o ł e c z n e g o poparcia, w celach propagandowo-ideol o g i c z n y c h . P o m i ę d z y n i m i m i e s z c z ą się spotykane najczęściej
f o r m y p o ś r e d n i e . T a k n p . u nas, po w o j n i e , m o ż n a w y r ó ż n i ć
pomniki:
— wzniesione przez l u d , l u b t e ż akceptowane p i z e z e ń g o r ą c o
ze w z g l ę d u na t r e ś ć i f o r m ę ;
— odbudowane przez w ł a d z e , g o r ą c o p r z y j ę t o przez s p o ł e c z e ń ­
stwo ;
— aprobowane w swej i d e i (np. u p a m i ę t n i a j ą c e ofiary w o j n y
i m a r t y r o l o g i ę , w y b i t n y c h P o l a k ó w ) , ale zrealizowane w t r y b i e
o f i c j a l n y m , bez u d z i a ł u s p o ł e c z e ń s t w a w wyborze s y m b o l i k i
i formy;
— oczekiwane z w i e l k i m z a a n g a ż o w a n i e m e m o c j o n a l n y m , ale
zrealizowane w postaci m o d y f i k u j ą c e j pierwotne z a ł o ż e n i a
ideowe, co nie p o z o s t a ł o bez w p ł y w u na p ó ź n i e j s z y o d b i ó r
p o m n i k a (np. przemiana i d e i P o m n i k a Powstania W a r ­
szawskiego w N i k e W a r s z a w s k ą ) ;
— aprobowano t y l k o przez ezęść s p o ł e c z e ń s t w a , w y w o ł u j ą c e
w ś r ó d i mej części reakcjo negatywne ze w z g l ę d u na demons­
t r a c y j n o p o m i j a n i e n p . c z y n u zbrojnego o d d z i a ł ó w W o j s k a
Polskiego w a l c z ą c y c h na froncie zachodnim i p o ł u d n i o w y m ,
A r m i i Krajowej i t p . ;
— p r z y j ę t o ze z r o z u m i e n i e m i n t e n c j i fundatora p o m n i k a ;
— p r z y j ę t o o b o j ę t n i e (np. p o m n i k i „ p r e s t i ż o w e " w ł a d z l o k a l п у з Ь , m i a s t , granic w o j e w ó d z t w , z a k ł a d ó w p r z e m y s ł o w y c h ) ;
— b u d z ą c e sprzeciw b ą d ź ze w z g l ę d u na s w ą f o r m ę p l a s t y c z n ą ,
bądź treść.
3

Z a s t a n a w i a j ą c ! się n a d s z a n s ą powstania p o m n i k a —
t w ó r c z e g o d z i e ł a s z t u k i , m o ż n a z a u w a ż y ć , iż wszystkie w s p ó ł ­
czesne realizacje i p r o j e k t y , uznane przez k r y t y k ę za w y b i t n e ,
p o w s t a w a ł y w ó w c z a s , g d y a r t y s t a p r o p o n o w a ł wizję, nie zmu­
szony do p o d ś w i a d o m y c h czy ś w i a d o m y c h k o m p r o m i s ó w . I n ­
n y m i s ł o w y , g d y o p i n i a z a l e ż a ł a od w ą s k i e g o k r ę g u e k s p e r t ó w
a c z y n n i k i d e c y d u j ą c e z a u f a ł y r z e ź b i a r z o w i , iż jego wizja nawet
b u d z ą c a p o c z ą t k o w o sprzeciw p u b l i c z n o ś c i ( n a w y k ł e j do innej
k o n w e n c j i p o m n i k a ) z b i e g i e m czasu zostanie przez n i ą zrozu­
m i a n a i akceptowana. Sytuacja t a k a w y s t ę p u j e z w ł a s z c z a w t e d y ,
g d y p o m n i k nie b u d z i szczególnie ż y w y c h emocji s p o ł e c z e ń s t w a ,
gdy nie jest p o d d a n y ostrej k o n f r o n t a c j i z w y o b r a ż e n i a m i
i postulatami odbiorców.
N a t o m i a s t t a m , gdzie p o m n i k w y w o ł u j e ż y w y o d d ź w i ę k
a k r ą g o s ó b d e c y d u j ą c y c h o wyborze p r o j e k t ó w (zwłaszcza
k o n k u r s o w y c h ) jest szeroki, p r z e p a d a j ą propozycje skrajne,
w t y m najbardziej t w ó r c z e , p r z e c h o d z ą zaś p r o j e k t y niekontrowersyjne, p r z e w a ż n i e konwencjonalne.
P o m n i k i l u d u , p o w s t a j ą c w ścisłej symbiozie b u d o w n i c z y c h
i ś r o d o w i s k a w y r a ż a j ą w istocie jego ś w i a d o m o ś ć e s t e t y c z n ą .
Cechuje je raczej k o n w e n c j o n a l n o ś ć s y m b o l i i f o r m y , odpowia­
d a j ą c a powszechnym w d a n y m czasie w y o b r a ż e n i o m na t e m a t
tego, j a k i m p o w i n i e n b y ć p o m n i k
4

Słownik
terminologiczny
sztuk pięknych,
K o z a k i e w i c z a , Warszawa 1969, s. 287
5

Por. R o m u l u s Vulcanesco, Kolumna
1979, s. 32 i n a s t ę p n e
6

pod red.
niebios,

Stefana

Warszawa

W i c i e k r z y ż y ufundowano po u p a d k u powstania stycz­
niowego. „ W z n i e s i o n o je na s a m o t n y c h m o g i ł a c h p o w s t a ń c ó w
p o l e g ł y c h w walce o w o l n o ś ć , s z c z e g ó l n i e w Polsce p ó ł n o c n e j " —
pisze Tadeusz Seweryn, Kapliczki
i krzyże przydrożne
w Polsce,
Warszawa 1958, s. 11. N i e k t ó r e z n i c h p r z e t r w a ł y do p o c z ą t k ó w
X X w . P r z y p o m i n a o t y m n p . zanotowana przez J ó z e f a Czaps­
kiego, w y p o w i e d ź znanego d z i a ł a c z a z Cleveland, k t ó r y w y ­
j e c h a ł z Polski w l a t a c h p o p r z e d z a j ą c y c h I w o j n ę : „ K i e d y szed­
ł e m k i e d y ś d r o g ą z ojcem (...) t o b y ł o jeszcze w Polsce, b y ł e m
m a ł y c h ł o p a k , s p y t a ł e m go co z n a c z ą dwa b i a ł e k a m i e n i e p r z y
k r z y ż u p r z y d r o ż n y m . P o w i e d z i a ł m i , że t u pochowano d w ó c h
p o w s t a ń c ó w , w t e d y p o s t a n o w i ł e m , że zawsze b ę d ę P o l a k i e m .
— Tej h i s t o r i i nie w y m y ś l i ł Ż e r o m s k i . To f a k t " — k o n k l u d u j e
Czapski (Tumult i widma, P a r y ż 1981, s. 93).
K r z y ż e stawiano w r o c z n i c ę n p . b i t w y pod R a c ł a w i c a m i ,
na 500 locie b i t w y p o d G r u n w a l d e m ( t y l k o na P o d t a t r z u : na
Galicowej Grapie w P o r o n i n i e , na Giewoncie, na R a n i s b o r k u ,

w Szaflarach). C h ł o p i po I wojnie w z n i o ś l i k r z y ż na p r z e ł ę c z y
k . C h y ż ó w k i , gdzie t o c z y ł y z w y c i ę s k ą b i t w ę o d d z i a ł y dowodzone
przez R y d z a - Ś m i g ł o g o . (Po w r z e ś n i u 1939 r. posadzono w o k ó ł
k r z y ż a g ę s t o k r z a k i , a b y go p r z e s ł o n i ć i u r a t o w a ć od zniszczenia
przez wroga. Po w y z w o l e n i u miejscowa m ł o d z i e ż p i e l ę g n u j e
k r z y ż , ostatnio zabetonowano jego fundament, pomalowano
s ł u p i r a m i o n a w u k o ś n i e b i e g n ą c e b i a ł o - c z e i w o n e pasy.) Z inicja­
t y w y p r o b o s z c z ó w fundowano k r z y ż e na p a m i ą t k ę M i s j i , piel­
g r z y m k i czy w y d a r z e ń w a ż n y c h dla p a r a f i i . P o w s t a w a ł y t e ż
k r z y ż e w k o n k r e t n y c h intencjach, n p . w Ś w i d n i k u k . Nowego
S ą c z a , z r a c j i z a k o ń c z e n i a procesu z dziedzicem.
K a p l i c z k i budowano na miejscach b i t e w , t a k ż e b y u p a m i ę t ­
n i ć w a ż n e wydarzenia w h i s t o r i i n a r o d u . Z d j ę c i e t a k i e j w ł a ś n i e
k a p l i c z k i o t r e ś c i p a t r i o t y c z n e j z L e ż a n k . Krosna, ( p o w s t a ł e j
w 1903 r . ) zamieszcza A n t o n i K r o h w k s i ą ż c e Rzeźba
ludowa
Karpat
Polskich,
W r o c ł a w 1979. Za p r z y z w o l e n i e m A u t o r a
r e p r o d u k u j ę fotografie p ł a s k o r z e ź b z tej k a p l i c z k i . P r a g n ę t e ż
g o r ą c o M u p o d z i ę k o w a ć za udzielono informacje, z k t ó r y c h k o ­
r z y s t a ł e m opracowując zarówno ten jak i dwa n a s t ę p n e przy­
pisyK a p l i c z k i budowano toż dla uczczenia p a m i ę c i o s ó b du­
c h o w n y c h , szczególnie ś w i ę t o b l i w y c h (np. k u czci „ S ł u g i B o ż e g o "
Paprzyckiego — w Podegrodziu k . Nowego S ą c z a ) , b ą d ź zasłu­
ż o n y c h dla w s i , r u c h u ludowego j a k n p . ks. S t o j a ł o w s k i . D z i a ­
ł a c z o w i t o m u wzniesiono z r e s z t ą k i l k a p o m n i k ó w w r ó ż n y c h
m i e j s c o w o ś c i a c h , m . i n . w S o k o ł o w i e k . Rzeszowa (wg szkicu
a r t . malarza Z y g m u n t a W i e r c i a k a ) , w J e ż o w e m , p o w . N i s k o
„ w d n . 7 . V I I . 1 9 1 2 r. (...) z d o b r o w o l n y c h s k ł a d e k u f u n d o w a l i
w i e r n i w ł o ś c i a n i e swemu w o d z o w i " , w 1913 r. — w Jaworznie
(d. ролу, chrzanowski) — r ó w n i e ż ze s k ł a d e k g ó r n i k ó w i r o b o t ­
n i k ó w . P o w y ż s z e dane, j a k t e ż fotografie p o m n i k ó w zawiera
Deklaracja
programowa
Związku
Ghrześcijańsko-Ludowego
śp.
Ks. Stanisława
Stojalowskiego,
K r a k ó w 1927. D z i ę k u j ę serdecznie
p . mgr L e s z k o w i P u d ł o w s k i e m u za z w r ó c e n i e m i u w a g i na t ę
pozycję.
7

N p . w M e l s z t y n i e , w o j . t a r n o w s k i e ; w K a s i n i e k . Mszany

Dolnej
8

N p . w Gostwicy i Świniarsku, woj. nowosądeckie

9

N p . w Rozewiu
N p . w O t f i n o w i e i we w s i T o n i ą . O p o m n i k a c h t y c h pisze
w t y m numerze p. A l i c j a M a ł e t a
1 0

1 1

Janusz T a z b i r , Czy naprawdę
relikty
„ K u l t u r a " n r 33(948) z d n i a 16.08.1981 r.

szlachetczyznyl,

1 2

T y l k o w c i ą g u 1981 r. w y n o t o w a ł e m z prasy p o s t u l a t y
zbudowania 24 p o m n i k ó w a, są to na pewno nie wszystkie inicja­
t y w y . W t y m ż e r o k u o d s ł o n i ę t o b ą d ź budowano co n a j m n i e j
15 p o m n i k ó w
1 3

Por. Ojczyzna, solidarność
i romantyzm, z M a r i ą J a n i o n
r o z m a w i a K r y s t y n a K u c z y ń s k a , „ C z a s " n r 15(324) z d n i a 12.04.
1981 r.
1 4

K o l e k c j ę p l a s t y k i nieprofesjonalnej g ó r n i k ó w m a n p .
B r o n i s ł a w K r a w c z u k z Zabrza. O izbach regionalnych i p r y ­
w a t n y c h muzeach c h ł o p s k i c h s z t u k i l u d o w e j p a t r z : M a r i a n
P o k r o p e k , Przewodnik
po izbach regionalnych
w Polsce, W a r ­
szawa 1980; E w a O ź m i n k o w s k a ( K o r u l s k a ) , Chciałem mieć dom
ładny...
(Julian
Brzozowski
i jego muzeum),
„ P o l . Szt. L u d . "
R . 3 1 , 1977 n r
3
Pseudonim l i t e r a c k i K o n r a d a P r ó s z y ń s k i e g o
(1851—
1908) autora i w y d a w c y t y g o d n i k a „ G a z e t a Ś w i ą t e c z n a "
1 5

1 6

W o j c i e c h Siemion, Ignacy Kamiński
Szt. L u d . " R . 19, 1975 n r 3, s. 189, 190

1883—1974,

„Pol.

1 7

K s . Eugeniusz M a k u l s k i , Historia
sanktuarium
w Li( w y d . w S a n k t u a r i u m , b.d.) s. 47
N a cmentarzach k o m u n a l n y c h p o m n i k i ideologicznie
obce „ k o r y g o w a n o " o p a t r u j ą c i n n ą d e d y k a c j ą , przesuwano na
m n i e j eksponowane miejsca, a nawet usuwano. N p . w Warszawie
p o m n i k O r l ą t L w o w s k i c h p i z e s u n i ę t o z g ł ó w n e j alei cmentarza
wojskowego w p o b l i ż e m o g i ł p o w s t a ń c ó w 1863 г., zmieniono na
n i m t a b l i c ę z t e k s t e m . Podobnie „ s k o r y g o w a n o " tablice na
Grobie Nieznanego Ż o ł n i e r z a . U s u n i ę t o w 1963 r. z P l a c u L i ­
tewskiego w L u b l i n i e p o m n i k K o n s t y t u c j i 3 M a j a , u f u n d o w a n y
w 1916 r. przez s p o ł e c z e ń s t w o (wrócił na swoje miejsce 3 maja
1981 r.)
cheniu

1 8

1 9

N p . w Paszynie k . Nowego S ą c z a wzniesiono na c m e n t a r z u
z i n i c j a t y w y ks. E d w a r d a N i t k i m o n u m e n t — g r ó b s y m b o l i c z n y
w y k o n a n y przez miejscowych r z e ź b i a r z y l u d o w y c h
2 0

T a k i w ł a ś n i e „ a m a t o r s k i " p o m n i k — s y m b o l i c z n y na­
grobek znajduje się w Warsza,wie na cmentarzu ewangelicko-augsburskim p r z y u l . M ł y n a r s k i e j
2 1

Blizny, z Cezarym C h l e b o w s k i m r o z m a w i a P a w e ł
czorkiewicz, „ K u l t u r a " , nr 31(946) z d n i a 2.08.1981 r.

Wie­

149

�2 2

Opracowując ten a r t y k u ł korzystałem z informacji m . i n .
p . mgr Z o f i i J a r e c k i e j , k t ó r a w s k a z a ł a m i jednego z d z i a ł a j ą c y c h
r z e ź b i a r z y w w o j . t a r n o w s k i m . D z i ę k u j ę Jej za pomoc, a t a k ż e
w s z y s t k i m m o i m respondentom. C y t u j ę fragmenty z o t r z y m a ­
n y c h od n i c h l i s t ó w :
„ K o ł o Z B O W i D p o d j ę ł o w 1978 r. u c h w a l ę b u d o w y p o m ­
n i k a 200 p o l e g ł y c h i p o m o r d o w a n y c h za. o j c z y z n ę w l a t a c h
1939—1945. Sprawa t r w a j u ż 3 r o k , ale n a p o t y k a na w y r a ź n y
sprzeciw ze s t r o n y w ł a d z . . . "
„ J e s t jeszcze na terenie naszej g m i n y 4 miejsca gdzie b y l i
m o r d o w a n i Polacy, n i c z y m nie oznaczone ( z w ł o k i z o s t a ł y po
w o j n i e ekshumowane i s p o c z y w a j ą na p o b l i s k i c h cmentarzach).
C h c i a ł e m te miejsca o z n a c z y ć , lecz n a p o t k a ł e m t r u d n o ś c i ze
s t r o n y w ł a d z , k t ó r e do w y d a n i a zezwolenia ż ą d a j ą d o k ł a d n y c h
d a n y c h k t o t a m z o s t a ł z a m o r d o w a n y , k i e d y , przez j a k ą p o l i c j ę ,
dlaczego i czy z a m o r d o w a n i nie b y l i p r z y p a d k i e m p r z e c i w n i k a m i
obecnego u s t r o j u — co jost d z i ś r z e c z ą n i e m o ż l i w ą do dowie­
dzenia — w i ę c p o s t a n o w i ł e m z n i e w i e l k ą g r u p ą k o l e g ó w miejsca
te u p a m i ę t n i ć po k r y j o m u , a n o n i m o w o . Sprawa t a jest w t o k u
realizacji".
Podobne informacje o t r z y m a ł e m z w o j . w o j . n o w o s ą d e c k i e g o ,
rzeszowskiego, lubelskiego, kieleckiego. C y t u j ę u r y w e k jednego
z l i s t ó w (z Woj. t a r n o w s k i e g o ) : „ W czasie ostatniej w o j n y wiole
d z i a ł o się w naszej g m i n i e , r u c h o p o r u b y ł bardzo dobrze zorga­
n i z o w a n y i te s p r a w y n a l e ż a ł o b y u p a m i ę t n i ć dla p r z y s z ł y c h
p o k o l e ń , ale j a k d o t ą d nie u d a ł o się tego z r o b i ć . S p o ł e c z e ń s t w o
jest za b u d o w ą , ale nie m a z b y t w i e l u c h ę t n y c h do pracy. N i o
m n i e j j e d n a k z z a m i a r u tego n i g d y nie zrezygnuje i jeśli jeszcze
t r o c h ę p o ż y j ę t o go w y k o n a m , a j e ż e l i nie, to w testamencie
p r z e k a ż ę dzieciom s w o i m t ę s p r a w ę , a w i e r z ę , że j ą w y k o n a j ą . "
W jednej m i e j s c o w o ś c i p o ł . P o l s k i d a w n y ż o ł n i e r z A . K .
w y r a b i a p ł y t y z cementu, opatrzone i n f o r m a c y j n y m napisem
i umieszcza je w lasach i na r o z d r o ż a c h , t a m gdzio toczono
w a l k i z w r o g i e m i g i n ę l i Polacy. Dlaczego to r o b i ' ! „ K t o ś m u s i —
o d p i s a ł , a Z B O W i D nie c h c i a ł " . W k ł a d a w t ę p r a c ę m a s ę w y ­
s i ł k u , p i e n i ą d z e z a o s z c z ę d z o n o ze skromnej u r z ę d n i c z e j pensji.
P o w o ł u j ę się na konstatacje J a d w i g i Jarnuszkiewiczowej
zawarte w referacie na s y m p o z j u m p o ś w i ę c o n y m p o m n i k o m
(Zielona G ó r a , w r z e s i e ń 1981). A u t o r c e z a w d z i ę c z a m wiele
i n s p i r u j ą c y c h m y ś l i , z k t ó r y c h k o r z y s t a ł e m p i s z ą c ten a r t y k u ł
Por. „ S o l i d a r n o ś ć " , n r 36, 1981
N p . w dekoracjach k o ś c i o ł ó w na p r z y j ę c i e w ę d r u j ą c e g o
obrazu M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j , w dekoracji d o m ó w ,
u l i c i p l a c ó w podczas w i z y t y w Polsce P a p i e ż a J a n a P a w ł a I I ,
a t a k ż e w scenografii G r o b ó w P a ń s k i c h w K o ś c i o ł a c h
T a k n p . w O t r ę b u s a c h pod W a r s z a w ą s t a n ą ł p o m n i k
z gazo-betonu, u p a m i ę t n i a j ą c y 30-lecio P R L a zarazem 500-lecio
Otrębus
2 3

2 4

2 5

2 6

2 1

Z r e g u ł y w p o m n i k a c h a m a t o r ó w w y s t ę p u j e stereoty­
powa s y m b o l i k a n p . : orzeł z r y w a j ą c y się do l o t u , r o z r y w a j ą c y
k a j d a n y ( ł a ń c u c h y ) . Polska w y o b r a ż a n a jest j a k o n i e w i a s t a ,
zawsze j a s n o w ł o s a , w k o s z u l i l u b j a k o a n i o ł w y c h o d z ą c y z ciem­
n i c y , r o z p y c h a j ą c y b l o k i skalne, k t ó r e m i a ł y go p r z y g n i e ś ć .
O s i ą g n i ę c i e m y ś l i l u d z k i e j przedstawiane jest j a k o t o r , k t ó r y m
pnie się w g ó r ę r a k i e t a ( p r z y p o m i n a s z y n y w „ w e s o ł y m mias­
t e c z k u " , po s t r o m i ź n i e k t ó r y c h pcha s i ę c i ę ż a r e k n a k ó ł k a c h ) ,
slogan „ S t ą d j e s t e ś m y , t u b ę d z i e m y " obrazuje M i e s z k o w y woj
s t o j ą c y hardo z w b i t y m w z i e m i ę mieczem.
Jeden z p r z y k ł a d ó w pokazuje i l . 1 1 , uzyskana d z i ę k i po­
m o c y p . A n t o n i e g o K r o h a . Jest to p o m n i k w S t o p n i c y k . L i m a ­
nowej z b u d o w a n y przez miejscowego amatora A n d r z e j a K w i a t ­
kowskiego. S y m b o l i k a s k a ł p r z y g n i a t a j ą c y c h z o b u s t r o n orla
nie w y m a g a k o m e n t a r z a .
P r z y k ł a d o m p o m n i k a n a ś l a d u j ą c e g o i n n y , już i s t n i e j ą c y ,
jest S a b a ł a (postawiony w d w ó c h z b l i ż o n y c h wersjach w Mszanie
i Rabce) w y k . przez Tomasza N a w i e ś n i a k a z O l s z ó w k i , na w z ó r
zakopiańskiego pomnika.
Por. A . J a c k o w s k i , Współczesna
rzeźba zwana
ludową,
„ P o l . Szt. L u d . " R . 30, 197C n r 3—4, s. 210; t e g o ż w s t ę p ka­
t a l o g u w y s t a w y : Stanisław
Zagajewski,
Paris 1974 (opr. i w y d .
przez M u z e u m K u j a w s k i e we W ł o c ł a w k u )
W r a ż l i w o ś ć Niewiadomskiego na m a r t y r o l o g i ę , cierpienie
i k r z y w d ę m o ż e m i e ć z w i ą z e k z jego o s o b i s t y m i p r z e ż y c i a m i .
J a k o 14 l e t n i c h ł o p i e c w a l c z y ł w p a r t y z a n t c e A K , po w y z w o l e n i u
p o z o s t a ł wraz z o d d z i a ł e m w p o d z i e m i u . Aresztowano go, ska­
zano na 15 l a t w i ę z i e n i a , z czego o d s i e d z i a ł w i ę c e j n i ż p o ł o w ę .
P ó ź n i e j z n o w u z o s t a ł skazany w procesach p o z n a ń s k i e g o czerwca
1956 r. W y u c z y ł się zawodu s z t u k a t o r a , p r a c o w a ł w s t o l a r n i ,
w Pracowniach Konserwacji Z a b y t k ó w . Szczególnie bliska m u
jest r z e ź b a m o n u m e n t a l n a , wielofigurowa kompozycja, tema­
t y c z n a — j a k wspomniana „ M a r t y r o l o g i a " , „ P o w s t a n i e W a r ­
szawskie" czy „ D r o g a K r z y ż o w a " z ł o ż o n a z 75 n a d n a t u r a l n e j
w i e l k o ś c i d r e w n i a n y c h f i g u r , ustawiona w K o d e n i u na w z g ó r z u
k . k l a s z t o r u ( i l . 10). P e r y p e t i e warszawskie, opisano w t e k ś c i e
znam z a u t o p s j i
M . J a n i o n , Ojczyzna,..,
op. c i t .
E d w a r d J . M u r r a y , Motivation
and emotion, N . Yersey
2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

M a r i a n G r z e ś c z a k , Moja
obsesja,
n r 142 z 20—21 czerwca 1981 r.

„Życie

Warszawy",

3 3

Por. Mikołaj
Kopernik
w rzeźbie ludowej, M u z e u m E t n o ­
graficzne w T o r u n i u , 1973 г.; A . J a c k o w s k i , Kopernik
w ludo­
wej rzeźbie, „ P o l . Szt. L u d . " R . 28, 1974 n r 1
3 4

A . J a c k o w s k i , Współczesna

rzeźba...,

op. c i t . , s.

221

3 5

J . Jarnuszkiewiczowa, głos w d y s k u s j i na t e m a t k i c z u ,
„ P o l . Szt. L u d . " R . 20, 1966 n r 3/4, s. 154

Fot.: St. Deptuszewski, il. ]; GieilińsK, U. 2; Cz. Knapik, il. 25, 30; A. Kroh, il. 3, 4; E . Kozlowska-Tomczyk: il. 7—9;. L . Pudłowski, il. 5, 6;
St. Sierciak, U. 11; M. Steioboni, il. 21—25; J . Świderski, il. 15—20, 26—28: K. Zakrzewska, il. ]2—14.

I I . 30. P o m n i k u p a m i ę t n i a j ą c y miejsce z b r o d n i h i t l e r o w s k i e j ,

I

Rychwald-Olszówka

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9972" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9950">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4c4ee04fee6c63da61f2f2729bcf38c9.pdf</src>
        <authentication>d46687711fb40da12e9263fbff7445a7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118641">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3443</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118642">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118643">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3227</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118644">
                <text>Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118645">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4, s.130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118646">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118647">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118648">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118649">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XXXVI

•

1981

•

Nr

3-4

polska sztuka ludowa

W

R

O

ZAKŁAD

C

Ł

A

W

N A R O D O W Y

-

W

A

IMIENIA

R

S

Z

A

W

A

OSSOLIŃSKICH,

-

K

R

A

K

WYDAWNICTWO

Ó

W

-

POLSKIEJ

G

D

A

AKADEMII

Ń

S

K

NAUK

�C O N T E N T S

Aleksander J a c k o w s k i

People's monuments

131

Alicja Maleta

F o l k m o n u m e n t o f a soldier

151

W a n d a Eisele

Easter t o m b s o f the war p e r i o d i n the W a r s a w church

Szymon Bojko
Zofia C i e ś l a - R e i n f u s s o w a

o f St. A n n

153

A r t i n u n p i c t u r e s q u o ijuarters

155

O n the pasture

163

Z o f i a Czerwosz

F o l k a r t i n the aesthetic education of c h i l d r e n and y o u t h

J e r z y Fiszer

The i n t e r i o r of a c o n t e m p o r a r y house i n the v i l l a g e M a ­
n i o w y N o w o . T h e s t r u c t u r e o f space d i v i s i o n a n d

the

pattern of interior furnishing

181

Ewa Fryś-Pietraszkowa

K u r p i e Zielone — the centro o f mass p r o d u c t i o n o f the

Bożena Kural

c o n t e m p o r a r y c o u n t r y house i n t e r i o r f u r n i s h i n g elements

Anna Kunczyńska-Iracka

Reflections after the e x h i b i t i o n o f the o l d folk sculpture

Anna Świątkowska
Marzanna R a i i i s k a

171

191

f r o m the s u b - T a t r a B a s i n

199

Corsages i n the Ł o w i c z costume

211

. . B i r d s c o m i n g t o me as i f I were St. F r a n c o i s . " P i o t r
K w i t a ' s Passions
Teodor

Ewa Fryś-Pietraszkowa

P o l i s h f o l k ceramics i n the possesion o f t h e L v o v a n d

from

Twaróg.

219

R o m a n Reinfuss

Sculptor,

wood-carver

and

painter

Limanowa

225

L e n i n g r a d museums

233

Antoni Kroh

F a t h e r E d w a r d N i t k a (1919—1982)

239

Franciszek K o t u l a

A few notes on the c o l l e c t i o n of the P a w l i k o w s k i s i n
Medyka

241

CHRONICAL IV—IX1981
SUMMARY OF ARTICLES
РЕЗЮМЕ

242
.

245
248

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9971" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9949">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/81d7d878610db4d5dcc007d20dde5e85.pdf</src>
        <authentication>a914a51cd77c4d0b625950a8bad17297</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118632">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3441</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118633">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118634">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3226</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118635">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118636">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.126-128</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118637">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118638">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118639">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118640">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

*

Р

Е

З

Ю

М

Е

SUMMARY OF A R T I C L E S

ETHNOGRAPHY.
ETHNOLOGY.
ANTHROPOLOGY
OF
CULTURE. FOLKLORE. WHAT ARE THEY AND
WHERE
DO T H E Y
LEAD?
(RESPONSES TO T H E
POLL).

The e d i t o r i a l staff of the „Polska S z t u k a L u d o w a " (Polish
F o l k A r t ) publishes t h e answers to the p o l l concerning b o t h t h e
subject of interests and methods employed i n ethnography a n d
e t h n o l o g y . T h e p o l l , send i n t h e m i d d l e o f 1980, consisted o f
three quostions:
1) W h a t i s e t h n o g r a p h y ? ( I t s p l a c e a m o n g o t h e r s c h o l a r l y
disciplines, aims, methods).
2) T h e r e s e a r c h i n f o l k a r t i s t i c c u l t u r e , a r t i n t h o m a i n , a n d i t s
place i n o t l m o g r a p h y .
3) W h a t a r e t h e f u t u r e p r o s p e c t s o f e t h n o g r a p h y 'i
T h e present issue c o n t a i n s t h e o p i n i o n s a n d o u t l o o k s o f A n n a
Kutrzeba-Pojnarowa,
Mieczysław
Porębski, Z b i g n i e w
Jasie­
wicz, Zofia Sokolewicz, Leszek Dzięgiel, Z b i g n i e w B e n e d y k t o wicz,
Tadeusz
C h r z a n o w s k i , K r y s t y n a Małkowska, L u d w i k
S t o m m a , a n d R y s z a r d T o m i c k i . These are preceded b y t h e re­
p r i n t e d article of Claude Levi-Strauss „ T h e Current Prospects
of E t h n o l o g y " .
T h e p o l l is b u t a c o n t i n u a t i o n o f t h e earlier i n i t i a t i v e s o f t h o
„Polska Sztuka L u d o w a " w h i c h a i m at presenting the current
s t a t e o f e t h n o g r a p h i c a l k n o w l e d g e i n P o l a n d , a s w e l l as f o r t h c o ­
m i n g n o w s c h o l a r l y t o n d e n c i o s close t o t h o u p d a t e d a c h i e v e m e n t s
of ethnography i n the w o r l d (publication of the D i c t i o n a r y of
A n t h r o p o l o g y of C u l t u r e , w r i t t e n b y y o u n g ethnographers w h o
w e r e i n s p i r e d b y s t r u c t u r a l i s m — J . S. W a s i l e w s k i , L . S t o m m a ,
I i . T o m i c k i , phenomenology — Z. B e n e d y k t o w i c z , a n d social
p s y c h o l o g y — C. R o b o t y e k i , L . M r ó z ) . D e s p i t e f e w e x c e p t i o n s
a n d contrary to tho expected opinions, tho confrontation botwoon
t h e p o s i t i v i s m a n d n e w e t h n o l o g y does n o t o c c u r . T h u s , i t m a y
s o i v e as a n o v i d o n c o o f o v e r c o m i n g t h o b a r r i e r b y P o l i s h e t h n o ­
graphers a n d of t b e i r acceptance of the methodologically new
f o r m u l a of tho discipline. F r o m a m o n g t h e peculiar features of
n e w P o l i s h e t h n o l o g y , d i f f e r e n t i a t i n g i t f r o m t h a t i n E n g l a n d or
F r a n c e , one m a y e n n u m e r a t e i t s v e r s a l i t y a n d t o n d o n c y t o w a r d s
studies o n m y t h a n d religion r a t h e r t h a n on sociology.
The
emphasis l a i d on symbolic a n d intellectual character of c u l t u r e
c a n b o v i e w e d , as a c o n t i n u a t i o n o f t h o a c h i e v e m e n t s o f P o l i s h
e t h n o g r a p h y , i a t e r r u p t e d b y t h e Second W o r l d W a r (Bystroń,
C i s z o w s k i ) , a s w e l l as t h e l i n k s w i t h t r a d i t i o n o f R u s s i a n s c h o l a r s ­
h i p (School of F o l k l o r e , F o r m a l i s t s , school of semiotics a t T a r t ) ,
a n d role of religion i n everyday lifo i n Poland. W o r t h recalling
is also t h e p o s t u l a t e t o c u l t i v a t e e t h n o l o g y o f m o d e r n i t y i n t h e
R . B a r t h e s — p r o p o s e d v i e w o f oneself as t h e o t h n o l o g y s u b j e c t .
I t i s t h e l e c t u r e " E t h n o l o g y o f a s t r i k o " d e l i v e r e d b y C. R o b o ­
t y c k i a t C r a c o w w h i c h m a y s e r v o as a n e x a m p l e o f t h o afore­
mentioned postulate. The w a y of presenting a scholarly reflexion
on the socio-political problems a n d evonts i n Poland was similar
t o t h a t o f o t h e r r e p r e s e n t a t i v e s o f r e l a t e d d i s c i p l i n e s , s u c h as
linguists, theoreticians of literature dealing w i t h the phenomena
of newspeek, psychologists a n d f i n a l l y sociologists intorostcd i n
mochanisms of m a n i p u l a t i o n of society by the consorship.
A m o n g the a t t e m p t s to specify tho discipline range there
w e r e o b s o r v e d t w o d i f f e r e n t t e n d e n c i e s . T h o first o n o baeos u p o n
t h e rosearch s u b j e c t , whereas t h e second t e n d e n c y refers t o t h e
w a y of t r e a t i n g the subject. A l l the more, there wore proposed
various typos of roflexion, b u t a m o n g tho answers there wore no
traces of a t t e m p t s a i m i n g a t d e f e n d i n g or p r o p o s i n g t h o c o n t i n u a ­
t i o n of functional, cultural—historical, ovolutionist, approach
t o t h o resoarch i n c u l t u r e . T h u s , one m a y come to conclusion,
t h a t one o f t h e a u t h o r s w a s r i g h t w h i l e w r i t i n g " E t h n o l o g y w i l l
never como b a c k to its p o s i t i v i s t f o r m u l a " .
A n n a
S z a ł a p a k ,
THE INTERIOR
OF A
HOUSE
AS T H E
SOURCE OF K N O W L E D G E
AESTHETICAL
O U T L O O K S OF ITS USERS.

VILLAGE
ON
THE

H a b i t a b l o space is n e v e r f u r n i s h e d a c c i d e n t a l l y , b u t is
arranged unconsciously in accordance to the principles of beauty,
c o m p o s i t i o n , a n d space
organisation. The
aforementioned

126

principles constitute a certain canon w h i c h , i n a definite perioe
o f t i m e , is o b l i g a t o r y for a g i v e n c o m m u n i t y . T h u s , on t h d
bases of s u c h a s s u m p t i o n s , one m a y t r e a t f o l k aesthetics w h i c h
reveals a w a y of f u r n i s h i n g a homo i n t e r i o r . T h e research i n
a e s t h e t i c o u t l o o k s w a s c a r r i e d o u t i n t h e v i l l a g e Czesław, n e a r
C r a c o w , i n 1979 a n d 1980. T h e m a j o r i t y o f t h e v i l l a g e i n h a b i ­
tants w o r k i n socialized economy and, a t the same t i m e , f a r m
s m a l l fields. T h e v i l l a g e i n c l u d e s n e w , a i r b r i c k , o n e - s t o r y h o u ­
ses. T h e h o u s e s , e a c h p o s s e s s i n g a r o o m y b a s o m e n t , h a v e b o e ń
b u i l t a c c o r d i n g t o one d e s i g n ; t h u s , t h e i r i n t e r i o r a n d e x t e r i o r
look similar. T h e y are decorated w i t h a covering of b r o k e n
p l a t e s a n d m i r r o r s , a n d o r n a m e n t s i m p r e s s e d o n a i r b r i c k s as
well. T h e houses, each w i t h a b a l c o n y , aro n o t plastered a n d are
t o p p e d b y flat roofs. A l l the more, one m a y observe a tendency
to m a x i m i z e t h e n u m b e r o f r o o m s , w h i c h o f t e n does n o t q u i t e
m e e t t h e f a m i l y needs.
T h e a n a l y s i s of aesthetical preferences, w h i c h are e x a m i n e d
b y m e a n s o f tests, reveals p r e d i l e c t i o n t o f u r n i s h t h e space
w i t h a g r e a t n u m b e r o f o b j e c t s a l w a y s set a l o n g a s y m m e t r i c a l
a x i s ; a n d o n l y the f u n c t i o n a l a n d k n o w n objects are accepted.
H o w e v e r , t h e objects w h i c h are m o d e r n a n d raise t h e preetige of
t h e i r o w n e r a r e r e g a r d e d as b e a u t i f u l . H e n c e , t h e t e n d e n c y t o
g a t h e r e v e n t h e n e e d l e s s p i e c e s o f f u r n i t u r e , e. g . , a f e w t e l e ­
v i s i o n sets i n t h e h o u s e . P o t t e d p l a n t s , p l a c e d o n t h e f l o o r a n d
f u r n i t u r e , as w e l l a s c r e e p e r s p r e v a i l a m o n g t h e o r n a m e n t s .
P l a s t i c d e c o r a t i o n s s u c h as i m i t a t i o n f r u i t s , flowers a n d w o o d d i k e finish, p l a s t i c c u r t a i n s a n d o t h e r s u b s t i t u t e m a t e r i a l s a r e
also v e r y p o p u l a r . R e l i g i o u s p i c t u r e s h a n g i n t h e b e d r o o m a n d
k i t c h e n , whereas „ d a u b s " a d o r n representative rooms. E v e n
post-cards, colourful w r a p p i n g s , charms, or plastic toys, exposed
o n a l l t h e f r e e s u r f a c e s o f w a l l a n d f u r n i t u r e , a r e u s e d as d e c o ­
ration.
The current w a y of decorating a n d furnishing a village
h o u s e h o m e is close t o t h e m o d e l o f a h o m e o w n e d b y a l o w e r m i d ­
d l e class f a m i l y . I t is c h a r a c t e r i s e d b y t h e c o e x i s t e n c e o f e l e m e n t s
t y p i c a l for various aesthetics, a c c u m u l a t i e n of details, a n d
t r i v i a l i t y . The examinations carried out lead to a conclusion t h a t
folk aesthotics has lost i t s u n i f o r m a n d definite character. T h e
village participates i n mass culture characterised b y u n i f i c a t i o n
of p a t t e r n s a n d t h e i r m u t a b i l i t y . T h e excess o f i n f o r m a t i o n a n d
i m m o d o r a t e t e m p o of changes (fashions) m a k e t h e village t r y
to "koep u p " w i t h m o d e r n times, thus causing the accumula­
t i o n of new a n d old aesthetic patterns.

J a r o s ł a w
K r z y s z t o f
W ó j c i k ,
SEUM" OF J A N BERNASIEWICZ
I N

"THE
SMALL
JAWORZNIA

MU­

J a n Bernasiewicz was b o r n i n 1908, i n J a w o r z n o (Kielce
v o i v o d s h i p ) , t o a sheep-farmer. H e b r e d sheep a n d f a r m e d
a s m a l l field a n d , w h a t i s m o r e , h e n e v o r l e f t h i s h o m e t o w n .
E v e r since 1975 he has m a d e a l i v i n g o f f t h e p e n s i o n he gets i n
r e t u r n for the l a n d t r a n s f e r r e d t o t h e State. H o w e v e r , he d i d
n o t dispose of the g a r d e n a n d stone house w h i c h he h a d b u i l t
35 years ago. H o a a d h i s w i f o l i v e t o g e t h e r i n t h i s s m a l l , ono-гоощ house. A l t h o u g h t h o p e n s i o n is r a t h o r s m a l l , B e r n a s i o w i c z
is s a t i s f i e d w i t h i t since ho does n o t h a v e t o f a r m t h o l a n d , a n d
can dovoto m o r o t i m e to his o w n interests. H e has been s c u l p t i n g
wooden
figures
w h i c h a d o r n h i s g a r d e n for a long t i m e ; t h e y
n u m b e r o v e r 3 0 0 0 n o w . S m a l l e r figures a r o p l a c e d o n t h e w o o d o n
shelves n a i l e d t o t h o house w a l l s . T h e y represent h i s n e i g h b o u r s ,
f r i e n d s , a l l e r g o r i c a l figures ( D e v i l , D e a t h ) , a s w e l l as h i s t o r i c a l
ones. I n h i s o w n w o r d s , B e r n a s i o w i c z s c u l p t u r e s i n o r d o r t o
" f u r n i s h history of P o l a n d " , discover a n d reveal the t r u t h
a b o u t c e r t a i n e v o n t s a n d h i s t o r i c a l p e r s o n a g e s . H i s figures a r e
to r e m a i n a trace of the past a n d aro to b e q u e a t h knowlodgo
a b o u t people a n d events t o f u t u r e generations. F o r o x a c t l y the
same reason, he settled d o w n t o w r i t e a d i a r y , n u m e r o u s frag­
m e n t s of w h i c h , along w i t h other statements of the sculptor,
are c i t e d b y t h o a u t h o r o f t h e a r t i c l e . B o r n a s i o w i c z is i n possession
of a s m a l l l i b r a r y w h i c h consists o f p o p u l a r pre-war dissertations
o n m a g i c , f o r t u n e - t o l l i n g , a n d horoscopos, for, f r o m
among
o c c u p a t i o n s a n d i n t e r e s t s , o n e m a y also e n n u m e r a t e c a r t o m a n c y .

�H e i s i n t e r e s t e d i n t h e f a t e o f t h e p e o p l e w h o c o m e t o seek h i s
advice a n d w a n t h i m t o tell their future. However, being afraid
of losing m u c h t i m e o n official duties, ha d i d n o t accept t h e
post of a village administrator. N o t w a n t i n g to p a r t w i t h his
figures,
h e n e v e r soils s c u l p t u r e s , t h u s r e g a r d i n g t h e m as sometiling
of great i m p o r t a n c e e n a b l i n g h i m t o h a n d d o w n traces
of h i s a c t i v i t y a n d personality t o f u t u r e generations. T h e ready-made
figures
are e q u i p p e d w i t h v a r i o u s accesories l i k e o l d
dresses, b i t s o f t a r p a p e r a n d s h e e t m e t a l , w i r e , e t c . t h a n k s t o
w h i c h h e c a n o b t a i n a d d i t i o n a l v i s u a l effects. I n 1979, B e r n a siowicz was a w a r d e d t h e J a n P o c k P r i z e w h i c h is g r a n t e d t o
eminent folk artists.

R y s z a r d
B r y k o w s k i ,
AT THE CENTENNIAL
OF
T H E FIRST POLISH
ETHNOGRAPHICAL
EXHIBITION
I N KOŁOMYJA.
T h e a r t i c l e is d e v o t e d t o t h e E t h n o g r a p h i c a l E x h i b i t i o n
of t h e P o k u c i e r e g i o n held i n Kołomyja i n 1880 a n d organised
b y t h e Czarnohorco branch o f the T a t r a Society. T h e e x h i b i t i o n
was carefully prepared a n d described b y t h e leading Polish

e t h n o g r a p h e r Oskar K o l b e r g , w h o closely collaborated w i t h t h e
e x h i b i t i o n p a t r o n , Count Włodzimierz D z i o d u s z y c k i (organisor
of t h e e t h n o g r a p h i c a l d e p a r t m e n t s a t t h e W o r l d F a i r i n V i e n n a
i n 1 8 7 5 , a n d P a r i s i n 1 8 7 6 ) . A l l t h e m o r e , i t w a s t h e first p u r o l y
ethnographical e x h i b i t i o n organised o n t h e territory of Poland.
T h e o r g a n i s o r s f o l l o w e d t h e first E u r o p e a n e x h i b i t i o n o f t h a t
typo held i n S t o c k h o l m i n 1872.
T h e a i m o f t h e e x h i b i t i o n was t o g a t h e r m a t e r i a l s f o r scho­
l a r l y research a n d , w h a t is m o r e , t o p o p u l a r i z e w o r k s o f f o l k
handicraft i n order to "increase t h e wealth o f t h e Pokucie re­
g i o n " . M o r e t h a n 1000 e x h i b i t s , w h i c h w e r e i m m e d i a t e l y i n ­
t e n d e d f o r sale, w e r e s h o w n i n a s p e c i a l l y c o n s t r u c t e d p a v i l l i o n .
F r o m a m o n g t h e e x h i b i t s one m a y ennumerate G y p s y , E a s t
C a r p a t h i a n ( H u c u l s k i ) , a n d A r m e n i a n ones: p o t t o r y , fabrics,
ornaments, various tools, musical i n s t r u m e n t s , weapons, a n d
r i t u a l objects.
T h e e x h i b i t i o n w a s e x t e n s i v o l y a d v e r t i s e d , as w o l l as b e s t o ­
w e d w i t h a r i c h s e t t i n g . I t also c a u s o d a c u l t u r a l s t i r , t h o b e s t
evidence of w h i c h was a v i s i t of E m p e r o r Franz Jozeph t o K o ­
łomyja, w h i c h a t t h a t t i m e belonged t o t h e A u s t r i a n state.
Moreover, t h e e x h i b i t i o n was t o s t a r t t h o second phase
of scholarly, economic, a n d t o u r i s t i c interest i n t h e E a s t Car­
p a t h i a n people
(Huculszczyzna).

РЕЗЮМЕ

ЭТНОГРАФИЯ.
ЭТНОЛОГИЯ.
КУЛЬТУРЫ. НАРОДОВЕДЕНИЕ.
ЮТСЯ,
К ЧЕМУ
СТРЕМЯТСЯ.
КЕТУ).

АНТРОПОЛОГИЯ
ЧЕМ ОНИ
ЯВЛЯ­
(ОТВЕТЫ НА
АН­

Рекакция „Польского народного искусства
(„Pol­
ska
Sztuka
Ludowa")
публикует
о т в е т ы на
анкету,
к а с а ю щ у ю с я предмета и методов, свойственных изу­
чению этнографии и этнологии. Анкета,
проведенная
в середине
1 9 8 0 г., с о д е р ж а л а т р и в о п р о с а :
1) Ч т о т а к о е э т н о г р а ф и я ( е е м е с т о с р е д и д р у г и х д и с ­
циплин, цель, методы);
2) К а к о е м е с т о з а н и м а е т в э т н о г р а ф и и
проблематика
исследований по вопросу х у д о ж е с т в е н н о й
культу­
р ы н а р о д а (в о с о б е н н о с т и в о б л а с т и и с к у с с т в а ) ?
3) К а к о в о б у д у щ е е э т н о г р а ф и ?
Номер содержит высказывания проф. проф. Збигнева Ясевича, А н н ы К у т ш е б ы - П о й н а р о в о й , Эдварда
Петрашка, Зофии Соколсвич, Мечислава
Порембского, доц. Д-ра Л е ш к а Д з е н г е л я , д - р , д - р З б и г н е в а Б е ­
недиктовича, Тадеуша Хшановского, Кристины
Малковской, Людвика Стоммы, Рышарда Томицкого. В ы ­
сказывания предваряет статья К. Леви-Страуса
„Ак­
туальные перспективы этнологии"
(перепечатка).
Анкета
является
продолжением
прежних иссле­
дований
журнала
„Польское
народное
искусство",
ц е л ь ю которых было представить актуальное состоя­
ние польской этнографии и н о в ы х исследовательских
тенденций, тесно связанных с новейшими
достиже­
ниями мировой этиологии. (Публикация „Словарь ан­
тропологии культуры",
подготовленный
группой мо­
лодых этнографов,
о п и р а ю щ и х с я на
структурализм
(Е. С. В а с и л е в с к и , Л . С т о м м а , Р. Т о м и ц к и ) , ф е н о м е н о ­
логию (3. Бенедиктович),
общественную
психологию
(Ц. Р о б о т ы ц к и , Л . М р у з ) .
Сверх ожидания сопоставление позитивизм — но­
в а я э т н о л о г и я , з а н е м н о г и м и и с к л ю ч е н и я м и , не р а з ­
р е ш а е т вопроса и не я в л я е т с я л и н и е й р а з д е л а . Это
может свидетельствовать
о том, что польские этно­
графы переступили барьер и согласились с новыми
методологическими формами упомянутой
дисциплины.
Специфическими чертами новой
польской этно­
логии являются всесторонность и связь с мифоведеliiiai и
религиоведением,
а не с социологией,
т.е.
совершенно иначе, чем в А н г л и и либо Франции. Упор,
д е л а е м ы й на с и м з о л и ч н о - и н т е л л е к т у а л ь н ы й х а р а к т е р
к у л ь т у р ы можно отметить, как продолжение
дости­
жений польской этнографии, приостановленных вслед­
ствие
потерь,
которые
д и с ц и п л и н а эта
понесла
во
время I I мировой войны а также в результате связи
с традициями
русской науки
(фольклорная
школа,

формалисты, семиотическая ш к о л а в Тарту) с одной
стороны, а с другой — ввиду р о л и религии в повсед­
невной жизни и культуре П о л ь ш и . Обращает
также
внимание
постулат изучения этнологии и современ­
ности в с т и л е Р. Бартеса, к о т о р ы й п р е д л а г а е т
рас­
сматривать себя, к а к предмет этнологии, как предмет
этнологического видения истории.
При попытках уточнить охват дисциплины можно
отметить две тенденции: исходить из предмета иссле­
дований и л и из т о ч к и
з р е н и я на
данный
предмет
изучения.
Предлагались многие виды
исследования,
порой совершенно р а з л и ч н ы е , но среди
поступивших
в ы с к а з ы в а н и й нет н и м а л е й ш е й
попытки
одобрять
и тем более п р е д л о ж е н и я продолжать ф у н к ц и о н а л ь ­
ный
подход
к исследованиям в
области
культуры,
поддерживать
культурно-исторический,
эволюциони­
стский подход. Н е у ж е л и п р а в один из авторов, к о т о ­
рый
писал
„этнология
уже
никогда
не
вернется
к своим позитивистским формам".

А н н а
Ш а л а п а к
—
ИНТЕРЬЕР
ДЕРЕВЕНСКОГО
Ж И Л И Щ А , К А К И С Т О Ч Н И К СВЕДЕНИЙ ОБ ЭСТЕ­
ТИЧЕСКИХ
В К У С А Х ЕГО О Б И Т А Т Е Л Е Й .
У с т р о й с т в о ж и л о й п л о щ а д и никогда не
является
с л у ч а й н ы м . Ее обитатели, пусть бессознательно, при­
держиваются канонов красоты, композиции и органи­
зации
пространства. Эти
принципы создают
своего
рода канон, обязывающий данную общественную груп­
пу в определенный период времени. На основе таких
предпосылок м о ж н о судить о народной эстетике, кото­
рая находит свое в ы р а ж е н и е в способе
устройства
жилища. Исследования эстетических вкусов проводи­
л и с ь в 1979 и
1980 гг. в п о д к р а к о в с к о й д е р е в н е Ч е с лав. Б о л ь ш и н с т в о ж и т е л е й Чеслава работает в о б щ е ­
ственных
предприятиях, возделывая в тоже
время
небольшие
полевые
участки.
В
основном
деревня
преимущественно
застроена
новыми
одноэтажными
домами из п у с т о т е л о г о к и р п и ч а . Д о м а эти, с н а б ж е н ­
ные б о л ь ш и м и погребами, строятся по одному ш а б л о ­
ну как внешнему так и внутреннему. О б л и ц о в к а до­
мов состоит из о с к о л к о в тарелок и зеркал, а т а к ж е
орнаментов, т и с н е н ы х по пустотелому кирпичу. Дома
под п л о с к и м и к р ы ш а м и н е о ш т у к а т у р е н ы и с н а б ж е н ы
балконами. Замечается стремление к максимализации
количества помещений, часто необоснованное
потреб­
ностями семейства.
Анализ
преобладающих эстетических вкусов ис­
с л е д у е м ы х при помощи тестов, указывает на склон­
ность к выполнению пространства большим количест-

127

�вом предметов р а с п о л а г а е м ы х всегда в д о л ь оси сим­
метрии. П о п у л я р н о с т ь ю п о л ь з у ю т с я ф у н к ц и о н а л ь н ы е
и знакомые предметы домашнего обихода. Красивыми
п р и з н а ю т те п р е д м е т ы , к о т о р ы е с ч и т а ю т с я с о в р е м е н ­
ными, а также такие, которые повышают обществен­
ный престиж владельца. Отсюда стремление собирать
излишние вещи, наприм. несколько телевизоров в од­
ном доме. Среди у к р а ш е н и й преобладают
комнатные
р а с т е н и я , р а с с т а в л я е м ы е на п о л к а х , на п о л у , а т а к ж е
вьющиеся. П р и о б р е л и популярность изделия из пласт­
массы, искусственные ф р у к т ы и цветы, древоподобные
облицовки,
пластмассовые
занавеси и
другие
заменители. Святые образа развешивают в спальнях
и кухнях, в парадных горницах преобладают „виды"
(пейзажи). Декоративному
оформлению служат
от­
к р ы т к и с видами, цветная упаковка,
пластмассовые
и г р у ш к и . И х э к с п о н и р у ю т на в с е х с в о б о д н ы х п л о с к о ­
стях стен и мебели.
Актуальный
способ
организации
пространства
и декорации деревенского ж и л и щ а напоминает преж­
ние м е л к о б у р ж у а з н ы е
образцы. Характерной чертой
такого рода
оформления
является совмещение
раз­
л и ч н ы х эстетических элементов, 'нагромождение дета­
лей, банальность. На основании исследований можно
сделать
вывод, что в настоящее время
народная
эстетика
утратила свой давний однородный и
кон­
к р е т н ы й характер. Д е р е в н я участвует в так наз. мас­
совой культуре, которая характеризуется унификацией
образцов и вместе с тем и х изменчивостью. Избыток
информации, слишком быстрые темпы
поступающих
перемен (моды) создают ситуацию, в которой деревня,
с т а р а я с ь „ п о с п е т ь " за с о в р е м е н н о с т ь ю , сочетает о б р а з ­
цы давней и новой эстетики.

Я р о с л а в
К ш и ш т о ф
В у й ци к
К И Й МУЗЕЙ" Я Н А БЕРНАСЕВИЧА В

—
„МАЛЕНЬ
ЯВОЖНЕ

Ян Беренасевич
родился в
1 9 0 8 г. в Я в о ж н е
(Келецкое воеводство) в семье овцевода. Он никогда
не покидал р о д н у ю деревню, разводил овец и обра­
батывал небольшой участок земли. С
1 9 7 5 г. Б е р н а ­
с е в и ч на пенсии, к о т о р у ю п о л у ч а е т взамен за з е м л ю ,
переданную государству. Его личной собственностью
остается сад и м а л е н ь к и й , в одну избу
каменный
д о м и к , п о с т р о е н н ы й и м 35 л е т н а з а д . Т а м о н и с ж е н о й
ж и в у т по сей день. П е н с и я Беренасевича невелика,
но он е ю у д о в л е т в о р е н , ибо е м у н е п р и х о д и т с я
те­
перь обрабатывать з е м л ю и у него б о л ь ш е свободного
времени. О н у ж е давно занимается резьбой по дереву.
Свои д е р е в я н н ы е ф и г у р ы он п о м е щ а е т у себя в саду
(их насчитывается с в ы ш е трехсот). Ф и г у р к и
помень­
ш е стоят на д е р е в я н н ы х п о л к а х из д о с о к , п р и к р е п ­
л е н н ы х к стене дома. Ф и г у р к и и з о б р а ж а ю т соседей,
знакомых,
аллегорические
персонажи
(смерть,
дья­
вол), исторические личности. Бернасевич
занимается
с к у л ь п т у р о й тогда, когда, по его словам, он ч у в с т в у е т
потребность „меблировать историю П о л ь ш и " , вскры­
вать и
правдиво отображать исторические события.
Его с к у л ь п т у р ы
д о л ж н ы свидетельствовать
о
про­
шлом, д о л ж н ы передать будущим поколениям сведе­

ния о л ю д я х и событиях. И з тех ж е побуждений Бер­
насевич пишет дневник, который автор статьи часто
питирует наряду с другими высказываниями с к у л ь п ­
тора. У Б е р н а с е в и ч а имеется н е б о л ь ш а я библиотека,
содержащая довоенные популярные труды, посвящен­
ные магии, ворожбе и гороскопам, т а к - к а к он зани­
мается гаданием
по картам. Е г о и н т е р е с у е т с у д ь б а
людей, которые приходят к нему посоветоваться, про­
сят погадать. О д н а к о , к о г д а Б е р н а с е в и ч а х о т е л и и з ­
брать сельским старостой
(солтысом), он
отказался,
опасаясь, что
ему не хватит времени
заниматься
скульптурой.
Своих
работ
он не
продает, ибо не
любит
расставаться с ними. О н и играют
д л я него
особо в а ж н у ю роль, я в л я я с ь свидетельством его ж и з ­
ненных
трудов. Готовые скульптуры
он
снабжает
различными
реквизитами,
оригинально
используя
с т а р у ю о д е ж д у , к у с к и т о л я , ж е с т и , п р о в о л о к и и т.д.,
и добивается таким образом дополнительного пласти­
ческого эффекта. В
1 9 7 9 г. Б е р н а с е в и ч п о л у ч и л н а ­
граду им. Яна Поцека, к о т о р у ю присуждают выда­
ющимся народным творцам.

Р ы ш а р д
Б р ы к о в с к и .
К
СТОЛЕТИИ
ПЕРВОЙ
ПОЛЬСКОЙ
ЭТНОГРАФИЧЕСКОЙ
ВЫСТАВКИ
В
К ОЛ ОМ Ы И
Статья посвящена Этнографической выставке П о кутья, состоявшейся в
1 8 8 0 г. в К о л о м ы и о р г а н и з о ­
ванной
Черногорским
отделением
Татжанского
об­
щества. В старательной подготовке Выставки прини­
мал также участе ведущий польский этнограф Оскар
Кольберг, который тесно сотрудничал с покровителем
Выставки,
графом
Владимиром Дзедушицким
(граф
был
организатором этнографических
отделений
на
всемирных выставках в Вене в
1 8 7 3 г. и в П а р и ж е
в 1878 г.). К о л о м ы й с к а я в ы с т а в к а б ы л а п е р в о й , с т р о г о
э т н о г р а ф и ч е с к о й в ы с т а в к о й на п о л ь с к и х з е м л я х . О б ­
р а з ц о м д л я ее о р г а н и з а т о р о в с л у ж и л а первая т а к о г о
рода европейская выставка, состоявшаяся в
1 8 7 2 г.
в Стокгольме.
Ц е л ь ю этого мероприятия б ы л о собрание материа­
лов для научных исследований, а также популяриза­
ция изделий народного
промысла,
для
повышения
уровня благосостояния жителей Покутья. В специаль­
но построенном п а в и л ь о н е б ы л о представлено с в ы ш е
1000 э к с п о н а т о в , п р е д н а з н а ч е н н ы х в т о ж е в р е м я н а
продажу. Экспонировались изделия
гуцулов,
цыган,
армян; ткани, наряды, украшения, керамика, разного
рода х о з я й с т в е н н ы е
принадлежности,
музыкальные
инструменты, оружие, предметы обрядового назначе­
ния.
Выставка была богато оформлена и сопровождена
широкой
рекламой,
являлась
крупным
культурным
событием того времени. Об этом свидетельствует факт
посещения
ее императором Ф р а н ц
Иосифом
(Колом ы я тогда н а х о д и л а с ь во владении А в с т р о - В е н г р и и ) .
К о л о м ы й с к а я выставка повысила интерес к Гуцулыцине и положила начало новой фазе исследо­
ваний с научной экономической и туристической точ­
ки зрения.

Fot. J . Kubiena

т
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9951" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9929">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0eed6121b29556045a08c1f3809cc248.pdf</src>
        <authentication>c4638b41252218e0e8c765d3df0eab0d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118332">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2747</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118333">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118334">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2557</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118335">
                <text>Nieistniejący film, nieistniejące miasto, nieistniejące życie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118336">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.62-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118337">
                <text>Cibor, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118338">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118339">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118340">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118341">
                <text>Nieistniejący film, nieistniejące
miasto, nieistniejące życie
Propedeutyka wędrówki poza słownik
Krzysztof Cibor

Opowiem wam film. Na pewno go nie widzieliście. Na
pewno go nie zobaczycie. Film o Wenecji.
Wenecja nie jest zwykłym miastem. Prawdopodobnie
większość miast jest niezwykła i o każdym można by powie­
dzieć wszystko, ale Wenecja nie jest zwykłym niezwykłym
miastem. Wenecja jest modelem niezwykłego miasta, jest najniezwyklejszym z miast, jest wszystkimi niezwykłymi miasta­
mi, o czym doskonale wiedział choćby Italo Calvino kiedy
w swym widmowym przewodniku Niewidzialne miasta powo­
ływał do życia wspomnienia Marco Polo. Wenecja jest mia­
stem na tyle niezwykłym, że jego niezwykłość rzuca się
w oczy nawet tym, którzy jej nigdy nie widzieli. Mało tego: ci,
którzy nigdy Wenecji nie widzieli, mogą mówić ojej niezwy­
kłości, a przeszkadzać im w tym mogą tylko ograniczenia ję­
zyka, który nie przywykł do mówienia o niezwykłościach.
Wenecja jest miastem niezwykłym, dlatego z pewnością
pierwsza scena filmu znaczy coś więcej niż początek podróży:
Zatłoczona kawiarnia. Przy stoliku na środku sali siedzi
kilkoro młodych ludzi. Rozmawiają ożywieni. Kawiarniany
gwar, kawiarniany dym. Wolna wędrówka papierosów, je­
szcze wolniejsza wędrówka szklanek. W pewnym momencie
jeden z rozmawiających, Brodaty, rzuca w przestrzeń:
- A może ktoś pojechałby ze mną do Wenecji?
- Wenecja? Świetny pomysł. Z chęcią się ruszę - odpo­
wiada drugi, zwany dalej Wawą.
Kiedy mówiłem o dwuznaczności tej sceny, nie miałem na
myśli stanów psychicznych, czy też intencji głównych boha­
terów. Stany te i intencje w istocie są trudne do określenia.
Nie wiemy, czy Brodaty mówi poważnie, a Wawa próbuje
przetestować jego konsekwencję, czy też ten pierwszy żartu­
je, a drugi nie poznaje się na żarcie. Nie wiemy i nigdy się te­
go nie dowiemy, ale też nie będziemy dociekać. W całym fil­
mie psychika głównych bohaterów jest najmniej interesująca.
Znaczeniowy naddatek leży gdzie indziej. Wenecja jest
miastem niezwykłym. To, że podczas głośnej i zbędnej ka­
wiarnianej rozmowy pada projekt podróży właśnie tam,
otwiera nam pole do interpretacji symbolicznych. Nasi boha­
terowie nie jadą na grzyby czy po używany aparat fotogra­
ficzny („dwa razy tańszy niż w kraju, bracie!"). Oto podczas
trywialnego zgiełku decydują się oni na wyprawę do jednego
z najbardziej mitycznych miejsc na naszym kontynencie. Że­
by wrażenie było jeszcze mocniejsze, decyzję tę podejmują
podczas jednego z bardziej mitycznych czasów: właśnie trwa
karnawał. Wawa i Brodaty postanowili wziąć udział w we­
neckim karnawale. Właściwie w tym miejscu film powinien
się skończyć. Planowana przez nich podróż należy do tych,
które odbywa się palcem po mapie. Oni jednak grają dalej.
W przeddzień wyjazdu nasi bohaterowie ostatecznie
upewniają się, że nie żartowali. Trwają zimowe ferie i pocią­
62

gi na południe są z pewnością zatłoczone, dlatego Wawa
i Brodaty umawiają się na Dworcu Wschodnim, na którym ła­
twiej będzie znaleźć wolne miejsce.
Następnego dnia, późnym popołudniem nasi bohaterowie
odnajdują się w zupełnie pustym pociągu do Bratysławy. Ich
przedział nie należy do najczystszych. Obok okna przylepiona
jest duża, zużyta guma do żucia.
Pociąg rusza. Wawa informuje Brodatego, że dostał we­
necki adres dalekiego znajomego, profesora Santa Croce.
Z pewnością będzie można zatrzymać się u niego. W charak­
terze gościńca Wawa zabrał typowy product of Poland: pół li­
tra żubrówki.
Nasi bohaterowie wyciągają Samochodowy Atlas Europy
i zaczynają planować optymalną marszrutę. Dojadą pocią­
giem do Bratysławy, potem przebiją się autostopem przez
Wiedeń, Klagenfurt i Villach, żeby wreszcie skierować się pro­
sto na południe i za dwa dni tryumfalnie przekroczyć most od­
dzielający Wenecję od reszty świata.
W scenie pierwszej w banał powszedniości wkraczał nie­
samowity plan. W scenach pociągowych mamy do czynienia
z procesem odwrotnym: oto romantyczna podróż zostaje
skażona pragmatyzmem: należy pojechać na odpowiedni
dworzec, należy zadbać o nocleg już teraz, należy ustalić tra­
sę. Ta zbyt szybka konwersja ma jednak pewien cień, a wła­
ściwie trzy cienie - dziwnie tajemnicze i napawające niepo­
kojem. Myślę tu o pustym pociągu, niezwykłym nazwisku
profesora i gumie do żucia, która dla naszych bohaterów mo­
że stać się tym, czym dla głównego bohatera Kosmosu Wi­
tolda Gombrowicza był powieszony patyk, czy niewidzialne
strzałki na suficie. Te trzy cienie są strzelbą Czechowa. Dzię­
ki ich odpowiedniemu ukazaniu doskonale wiemy, że w koń­
cu wystrzelą.
Z drugiej jednak strony nie ma nic dziwnego w żadnym
z „cieni". Całkiem normalne dla filmów drogi jest takie nada­
wanie specjalnego znaczenia zupełnie normalnym przedmio­
tom. Filmy drogi mogą istnieć tylko dzięki temu, że publicz­
ność zgodziła się oglądać zwykłych ludzi, zwykłe miejsca
i zwykłe wydarzenia tak, jakby było w nich coś szczególne­
go. Codzienność jest atrakcyjna i znacząca dzięki temu, że
została wybrana na element drogi. Określenie, którego uży­
łem, ów „cień" doskonale tu pasuje. Cień jest jednocześnie
czymś zupełnie zwykłym i niepokojącym, wytłumaczalnym
i dającym pole do popisu wybujałej wyobraźni. Przyjrzyjmy
się jeszcze takiemu dialogowi:
Granica Państwa. Jeszcze nawet nie Słowacja, gdyż po­
ciąg do Bratysławy jedzie przez Czechy. Noc, zima. Do
przedziału wchodzi celnik Sprawdza paszporty i pyta:
- Dokąd panowie jadą?
- Do Wenecji - odpowiada Wawa.

�W tej odpowiedzi nie ma właściwie nic nadzwyczajnego.
Powiem więcej - pozornie ta odpowiedź jest prawdziwa. Dla­
czego pozornie? Otóż jest noc, zima, granica dwóch północ­
nych państw, pociąg, którego pasażerowie jeżdżą do czeskich
czy słowackich kurortów. W tej sytuacji słowo „Wenecja"
brzmi egzotycznie. Dwóch młodych ludzi ubranych jak na
wieczorny spacer, wyposażonych w niewielkie plecaki
z pewnością sobie żartuje (nie wolno nam zapomnieć o gombrowiczowskiej gumie do żucia!). Z drugiej jednak strony,
Wenecja istnieje realnie i jest miastem, które należy odwie­
dzić, niekoniecznie przez pośrednictwo renomowanego biura
podróży. Być może nie są więc to żarty.
Jak już powiedziałem, nie interesuje mnie psychika boha­
terów. Film nie ukazywał tego w sposób, który pozwalałby na
prawdopodobne dedukcje. Nie wiemy, czy celnik uwierzył
Wawie. Nie wiemy nawet, czy Wawa wierzy sam sobie. Uży­
łem przed chwilą słowa „żart". Pewnie lepsze byłoby słowo
„zabawa" w takim rozumieniu, jakie nadał mu Huizinga. Za­
bawa nie jest prostym przeciwieństwem powagi: „w parze tej
oba terminy nie posiadają równej wartości. Zabawa jest pozy­
tywna, powaga - negatywna. Zawartość znaczeniowa powagi
zostaje wyczerpana przez negację zabawy... zabawa zaś jest
czymś swoistym" (Huizinga, 1985: 34).
W co bawi się Brodaty z Wawą? Jest to oczywiście zaba­
wa w film. Ta podróż tak jak film wciąga ich i angażuje, jed­
nak z drugiej strony nie potrafią patrzeć na nią bez pewnego
dystansu, który pozwala wyjść z kina. Problem, a może cała
atrakcyjność ich sytuacji polega na tym, że zabawa w film
(„symulacja drugiego stopnia"?) odbywa się w realnym cza­
sie, w realnych miejscach, bez możliwości zawieszenia, bez
możliwości powtórzenia ujęcia.
Bratysława. Bardzo chłodny, poniedziałkowy poranek.
Zawieszone nisko nad horyzontem z domów i fabryk słońce
nie potrafi ogrzać spieszących się do pracy ludzi. Wawa i Bro­
daty wysiadają z pociągu i idą na przystanek. Wsiądą do
pierwszego autobusu i odjadą.
Następna scena: trasa wylotowa w kierunku Wiednia.
Wciąż zimno, wciąż świt. Brodaty macha na przejeżdżające
samochody.
Następna scena: ktoś się zatrzymuje. Do samochodu
podbiega Wawa. Nasi bohaterowie opuszczają przedmieścia
Bratysławy.
Poranna wędrówka przez Bratysławę to kolejna scena za­
wieszona pomiędzy codziennością a niecodziennością, po­
między osiadłym byciem a wędrownym stawaniem się, po­
między miastem zwykłym a miastem najniezwyklejszym.
W Wenecji nie ma z pewnością fabryk, blokowisk, przed­
mieść, poranki są przyjemne, ludzie nie spieszą się do pracy.
W Wenecji nie ma poniedziałków.
Takie zawieszenie - spróbuję sformułować to jeszcze raz
- jest z kolei zawieszone pomiędzy poważną, zaangażowaną
walką, a beztroską zabawą bez celu:
Znowu granica. Tym razem słowacko-austriacka. Ruch
odbywa się bez przeszkód (wciąż jest poniedziałkowy pora­
nek.'). Austriacki celnik podchodzi do samochodu, którym ja­
dą nasi bohaterowie. Podstemplowanie paszportu kierowcy
jest formalnością, ale kiedy Wawa na pytanie celnika odpo­
wiada: „Wenezia, Italia", samochód musi zjechać na bok do
bardziej szczegółowej kontroli.
Jedynym podejrzanym, choć przecież w pełni legalnym
przedmiotem w bagażach naszych bohaterów jest pól litra
wódki: souvenir for profesor Santa Croce. Po chwili samo­
chód jedzie dalej.

Tu już niczego nie trzeba dodawać. Zabawa jest jawna: Nikt
na austriackiej granicy nie może znać profesora Santa Croce,
nikt nie da się nabrać na odległy cel. A jednak nasi bohatero­
wie zostają przepuszczeni, dostają stemple do paszportów. Je­
steśmy w stanie w to uwierzyć tylko dlatego, że zgadzamy się
na grę w fikcję filmu. Mało tego - zaczynamy kibicować nie­
realnym bohaterom. Podnieca nas subtelna rozgrywka wspo­
mnianych wcześniej dychotomii: jaką jeszcze niecodzienno­
ścią wtargnie Wawa z Brodatym w codzienność tubylców? Ja­
ką jeszcze zabawą będą oni drażnić swoje poważne plany?
„Subtelna rozgrywka dychotomii" doskonale pasuje do opi­
su wędrówki i można chyba przyjąć, że każdy film drogi opie­
ra się na podobnym schemacie. Wędrówka jest czymś amor­
ficznym, kapryśnym, przypadkowym, wybiera nieznane ścież­
ki, rozkoszuje się nieracjonalnością. Z drugiej jednak strony
musi ona sprostać pewnym praktycznym wymogom, musi wy­
bierać odpowiednie miejsca na nocleg, musi zadbać o poży­
wienie, musi wreszcie dokądś zmierzać. Racjonalność jest jej
wstrętna, ale niezbędna, przypadkowość miła, lecz zgubna.
Wjazd na autostradę, okolice Wiednia. Zimno, wiatr roz­
wiewa resztki leżącego na polach śniegu. Wawa i Brodaty ma­
chają na nieliczne przejeżdżające samochody.
Następna scena - taka sama i następna, i następna. Coraz
więcej złości i rezygnacji, coraz chłodniej. Wciąż wieje wiatr.
Nad głowami naszych bohaterów od czasu do czasu prze­
latuje samolot (gdzieś niedaleko jest lotnisko). Niektóre z tych
samolotów lecą być może do Wenecji.
W końcu Wawa i Brodaty wsiadają do samochodu jadące­
go do Wiednia. W środku - dwoje miłych staruszków, milczą­
cy kierowca i jego rozgadana żona. Kiedy dowie się, dokąd
jadą nasi bohaterowie, rozgada się jeszcze bardziej, pełna en­
tuzjazmu będzie opowiadać o cudach Wenecji.
Wawa nie zna niemieckiego, Brodaty posiada minimum
wiedzy Z tego języka. Wypowiedzi zachwyconej austriackiej
emerytki podawane są bez tłumaczenia.
Nowa, przypadkowa znajoma naszych bohaterów jest,
mogę chyba zaryzykowć taką interpretację, figurą widza, jest
naszym ambasadorem w tym filmie. Zachwyca się ona pomy­
słem podróży do Wenecji, zachwyca się Wenecją, zachwyca­
łaby się również trzygodzinnym oczekiwaniem Wawy i Bro­
datego, gdyby tylko chciała wiedzieć cokolwiek o tym ocze­
kiwaniu. Nam również podoba się niecodzienność ich wę­
drówki. Potrzebna nam ta bajka, gdy siedzimy w kinie dosko­
nale wpisanym w dzienny rozkład zajęć, potrzebne nam świę­
to, które odpokutują za nas filmowi bohaterowie.
Tymczasem codzienne problemy powoli zaczynają prze­
ważać nad niezwyczajnym uniesieniem, a brak dystansu nad
beztroską:
Przedmieścia Wiednia. Trasa wylotowa na Graz. Przy
wjeździe na nią stoi Brodaty z Wawą. Machają na samocho­
dy, ale nikt się nie zatrzymuje.
Następna scena: ta sama wylotówka. Brodaty trzyma
w ręku tekturę z napisem „ Venezia ". Samochody przejeżdża­
ją nie zatrzymując się.
Następna scena: zrezygnowani bohaterowie ruszają
w kierunku Wiednia. W tym momencie z wyciem syren zatrzy­
muje się kolo nich radiowóz. Sprawdzanie dokumentów, prze­
szukiwanie plecaków, pytania dotyczące celu podróży (odpo­
wiedź standardowa). W końcu informacja, że w tym miejscu
łapanie stopu jest zabronione. Wawa i Brodaty wiedzą już, że
jest to także niemożliwe. Idą na dworzec kolejowy.
Następna scena: marsz przez zaspane peryferie Wiednia.
Nic się nie zdarza.
63

�Następna scena: Wien Sudbahnhof. Wawa idzie do kasy
i pyta o bilet kolejowy do Wenecji. Pociąg odjeżdża za kilka­
dziesiąt minut, ale Brodaty i Wawa opuszczają dworzec, wsia­
dają do tramwaju.
Oto pociąg, który jedzie do Wenecji kilka godzin, zostaje
zignorowany. Być może nasi bohaterowie mają za mało pie­
niędzy, aby decydować się na ten środek transportu. Wolimy
jednak wierzyć, że rezygnują ze zbyt prostych rozwiązań.
Dalszy przebieg podróży potwierdzi obie hipotezy. Ale nie
wyprzedzajmy faktów. Na razie chcę mówić o powtarzalności.
Już około pięciu razy usłyszelis'my od Wawy, że celem
podróży jest Wenecja. Celnicy, kierowcy, kasjer na dworcu.
Przyzwyczailis'my się już do tych słów, nie brzmią one dla
nas tak egzotycznie, jak podczas pierwszej sceny. Zamieszka­
liśmy w tych słowach, tak jak zamieszkali w nich Wawa
i Brodaty (w istocie tylko one i butelka żubrówki dla profe­
sora Santa Croce są gwarancją jedynego pewnego noclegu
podczas ich podróży). Zmierzam jednak do czegoś innego. Te
same słowa, wypowiadane w podobny sposób, budzą różne
reakcje. Te kilka słów jest najprostszym probierzem emocji,
najłatwiejszym sposobem określenia sytuacji, w której znale­
źli się nasi bohaterowie.
Ta sama, wciąż powracająca kwestia przywodzi na myśl
pracę na planie filmowym: niekończące się duble, wyrwane
z kontekstu, najmniejsze atomy scen, przestają być częścią
większej całości, przestają być zrozumiałe tylko dla tych,
którzy widzą wszystko. Oto znaczenie fundowane jest na po­
wtarzalności, na niewidzialnej grze odcieni.
Dalsza wędrówka po peryferiach.
Następna scena: Brodaty i Wawa stoją przy innej wylotówce. Dużo samochodów. Nikt się nie zatrzymuje.
Następna scena: Brodaty i Wawa stoją przy kolejnej wylotówce. Jeden z nich trzyma w ręku tabliczkę z napisem
„Graz". Dużo samochodów, nikt się nie zatrzymuje.
Następna scena: pisk opon, jęk hamulców, zdenerwowane
klaksony. Z lewego pasa zjeżdża na pobocze brudny VW golf.
Następna scena: Brodaty i Wawa wysiadają z brudnego
golfa na podwiedeńskim parkingu. Samochód odjeżdża, nasi
bohaterowie stoją pod kolorowym budynkiem o niecodzien­
nych kształtach.
A tutaj inny rodzaj echa. Wydaje się (a to wrażenie będzie
jeszcze pogłębione), jakby ten film posługiwał się tylko kil­
koma najprostszymi elementami, których zestawianie
w odmiennych kontekstach produkuje sens. Wydaje się, jak­
by ten film skonstruowany był na zasadzie spirali. Wkroczy­
liśmy właśnie w etap, gdy spirala jest skręcana - każdy jej
obrót odbywa się na niższym poziomie: oto tramwaj zamiast
pociągu, oto ponowne błąkanie się po peryferiach (tym razem
z drugiej, jeszcze mniej atrakcyjnej strony miasta), oto zde­
sperowana tabliczka z napisem „Graz" w miejsce beztroskiej
tabliczki z napisem „Venezia".
Wreszcie stacja benzynowa, na której Wawa z Brodatym
spędzają kolejne bezczynne godziny. Budynek, w którym
mieszczą się motel i restauracja, odbiega znacznie od autostradowych norm. Jego fantazyjna, organiczna bryła wyłożo­
na kolorowymi szkiełkami i fragmentami glazury, zwieńczo­
na krzywym dachem porośniętym brzozowym zagajnikiem
jest z całą pewnością produktem pracowni Hundertwassera.
Dzieła owego niekonwencjonalnego twórcy, który z czynszo­
wej kamienicy potrafi zrobić bajkowy pałac, a ze spalarni
śmieci piernikową chatkę, urosły już dawno do rangi archi­
tektonicznej wizytówki współczesnego Wiednia. Codziennie
tysiące turystów zmęczonych imperialną czkawką Schónbru64

nu jedzie odetchnąć wśród baśniowo kolorowych krzywizn
przy Lówengasse. Nie słyszałem jednak, aby ktokolwiek
zwiedzał parking położony sześćdziesiąt kilometrów od cen­
trum w kierunku Klagenfurtu. Motel w Bad Fischau nie jest
zabytkiem. Spirala zatacza coraz mniej ambitne kółka.
Nasi bohaterowie spędzając trzy godziny na parkingu,
machając na obojętne samochody, mieli dość czasu, by przyj­
rzeć się budynkowi, który gonił ich tutaj aż z Wiednia. Nie
zrobili jednak tego. Nie przyjęli jałmużny, którą łaskawie ob­
darzyła ich Wielka Kultura. Już za kilkadziesiąt godzin we­
zmą wszystko, co jest do wzięcia, nie ma więc powodów an­
gażować się w nic nieznaczące drobnostki.
Nadciąga zmierzch. Brodaty i Wawa rezygnują z dalszego
czekania i wyruszają na poszukiwanie noclegu.
Następna scena: mrok i wycie psów.
Następna scena: niewielka stacja kolejowa w Bad Fi­
schau. Zawiadowca stacji informuje, że jest ona zamykana
o 22.30. Brodaty fatalną niemczyzną opowiada zawiadowcy
o podróży („ wir fahren nach Venedig "). Zawiadowca mówi,
Że w pobliskim miasteczku łatwiej będzie znaleźć nocleg. Kie­
dy Brodaty usiłuje kupić bilety do Wiener Neustadt, zawia­
dowca (umundurowany!) macha lekceważąco ręką i mówi, że
0 tej porze w pociągach nie ma kontrolerów.
Następna scena: Wiener Neustadt. Brodaty i Wawa śpią
w poczekalni.
Następna scena: człowiek o wyglądzie żołnierza Wehr­
machtu pokazując na zegarek, każe naszym bohaterom opu­
ścić poczekalnię. Jest 24.15. Na dworze mróz. Kolejarz mówi
coś jeszcze. Zaspany Brodaty nie rozumie od razu. Kolejarz
powtarza: „do otworzenia poczekalni możecie spać w pocią­
gu stojącym na bocznicy".
Następna scena: Brodaty i Wawa śpią w komfortowym, zu­
pełnie pustym pociągu.
W ten sposób wróciliśmy do pustego pociągu. Ten jest
czystszy, lepiej ogrzewany, spokojniejszy od tego pierwsze­
go. Ma tylko jedną wadę - nie jedzie. Od kiedy nasi bohate­
rowie zaczęli traktować poważnie swoją wyprawę, od kiedy
spirala zaczęła się zwijać, a racjonalność tryumfować nad
nieracjonalnością, podróż stała się piekłem ze wszystkimi je­
go niemożliwościami w konsekwencji.
Następnego dnia Wawa i Brodaty pobłądzą trochę po oko­
licach industrialnego Wiener Neustadt, a nie znalazłszy moż­
liwości wydostania się stamtąd autostopem, wrócą na dwo­
rzec i z wielu absurdalnych opcji wybiorą tę najbardziej ab­
surdalną - pojadą pociągiem na Węgry, a więc cofną się, roz­
poczną błądzenie. Jednak zanim tego dokonają, zapłacą je­
szcze jeden haracz rzeczywistości, która wciąż jest trochę
obrażona na to, że wędrówkę chcieli zmienić w wycieczkę:
Granica austriacko-węgierska. Przeszukiwanie plecaków,
standardowe odpowiedzi na standardowe pytania: Wenecja,
profesor Santa Croce, dokładne sprawdzanie paszportów.
Wreszcie celnik wręcza Brodatemu ankietę do wypełnienia.
W ankiecie znajdują się m.in. następujące polecenia: napisz
swoje nazwisko, datę i miejsce urodzenia oraz imię; pokaż ile
pieniędzy masz przy sobie; pokaż stronę czternastą swojego
paszportu; wśród wypisanych liczb podkreśl liczbę 49; nary­
suj dwa kola i prostokąt... Przy ostatnim poleceniu Wawa
1 Brodaty wybuchają śmiechem.
Mamy więc wreszcie spotkanie ze Sfinksem. Jest to oczy­
wiście Sfinks na opak (nasi bohaterowie cofają się!). Nie
dość, że jego pytaniom daleko do oryginalności i subtelności
pierwowzoru, to jeszcze zasadza się on na wychodzących,
a nie na wchodzących. Jakakolwiek próba racjonalizacji po-

�czynań celników prowadzi do jeszcze większego absurdu:
sprawdzali, czy Brodaty rzeczywiście jest Polakiem (a nie
kurdyjskim, peruwiańskim czy libijskim terrorystą)? Dlacze­
go jednak swój test przeprowadzali na Słowianinie, a nie na
Wawie, który jest ewidentnym pół-Azjatą? Odwrócony
Sfinks wpuszcza do odwróconego świata.
Rozpoczyna się podróż lokalnymi pociągami przez Wę­
gry. Oto Wawa i Brodaty siedzą w zatłoczonym przedziale
drugiej klasy. Wokół nich - jadący tylko kilka stacji, posługu­
jący się absolutnie nieczytelnym językiem tubylcy. Ciężko tu
nawet mówić o obcości. Nasi bohaterowie wydają się przybyszmi z kosmosu, Wenecja - odległą galaktyką. Dopiero z ta­
kiej perspektywy można doświadczyć całej niesamowitości
miasta, do którego Wawa i Brodaty właściwie nie zbliżyli się
przez cały dzień podróży. „Dopiero tutaj", ale z drugiej stro­
ny „już tutaj". Gdyby podróż odbywała się autobusem, albo,
co gorsza, samolotem, ceną za wygodę i pewność byłby za­
nik niezwykłości. Wenecja ograniczyłaby się do napisów na
dworcu, rachunków hotelowych i przepisowego spaceru po
San Marco. Dzięki szeregowi zmyślnie nieprzemyślanych de­
cyzji Wawa i Brodaty już teraz uczestniczą w weneckim kar­
nawale: dokładnie w momencie, gdy InterCity z Wiednia
wjeżdża na dworzec Santa Lucia, nasi bohaterowie siedzą
w barze na stacji o niewymawialnej nazwie:
Wieczór, dworzec kolejowy w Zalaegerszeg. W dworco­
wym barze siedzą Wawa i Brodaty. Dokoła nich anonimowi
Węgrzy prowadzą życie towarzyskie - piją, jedzą, rozmawia­
ją z barmanką, grają w jednorękiego bandytę. Wawa i Bro­
daty nad piwem rozmawiają o swoich licealnych przeszłos'ciach.
Następna scena: pociąg do Redics. W składzie o pojemno­
ści tramwaju, na drewnianych ławeczkach siedzi kilkanaście
zmęczonych osób. Za oknami ciemno. Brodaty wpatrzony w tę
ciemność, Wawa ogląda podłogę.
Następna scena: Stacja w Redics. Prawie zupełna ciem­
ność. Wawa i Brodaty ruszają w kierunku granicy węgiersko-sloweńskiej.
Następna scena: Wawa i Brodaty mijają sznur ciężarówek
oczekujących na odprawę.
Następna scena: Granica. Słoweński celnik dokładnie
ogląda bagaże naszych bohaterów. Kiedy już dowie się o ce­
lu podróży i profesorze Santa Croce, zapyta:
- A pik-pik macie?
Wawa z Brodatym niepewnie patrzą po sobie. Okazuje się,
Że pik-pik wraz z odpowiednim gestem sugerującym strzy­
kawkę oznacza w języku słoweńskich celników narkotyki. Na­
si bohaterowie wybuchają śmiechem. Celnik sugeruje, że bez
odpowiedniej ilości pieniędzy nie zostaną wpuszczeni do
Włoch.
Następna scena: Wawa i Brodaty stoją pod latarnią i ma­
chają na przejeżdżające samochody. Obok stoi radiowóz. Po
kilku minutach policjanci przywołują do siebie naszych boha­
terów i żądają okazania dokumentów. Mają wielkie trudności
z zapisaniem danych osobowych.
Karnawał trwa. Nie ma tu już mowy o wtargnięciu nieco­
dzienności w zwyczajność. Sytuacja z początku podróży ule­
gła bilateralizacji. Pasażerowie pociągu do Redics wyglądają
na wspólników Wawy i Brodatego. Ich niezrozumiały język
jest językiem na opak, karnawałowym językiem, który nie
służy komunikacji, lecz jedynie robieniu odpustowego hała­
su. Ich zwyczajne zachowanie i proste tobołki w pociągu do
Wenecji, ich wysiadanie z tego pociągu na stacji Nagylengel
jest wywrotowym żartem. Słoweński celnik używający dzie­

cinnego języka na określenie zjawisk wcale nie dziecinnych
też nie może być brany na poważnie. Tak samo policjanci,
którzy w nieruchomej scenie parodiują filmowe pościgi,
a później parodiują samych siebie, nie potrafiąc zapisać da­
nych osobowych Wawy i Brodatego.
Oczywiście uczestnikami tego karnawału są nie tylko co­
raz dziwniejsi tubylcy. To przecież my, przyzwyczajeni już
przez Wawę i Brodatego do niezwykłości, skłonni jesteśmy
zauważać święto tam, gdzie funkcjonariusz widzi codzienne
obowiązki spełniane raz lepiej, raz gorzej. Powiem może ina­
czej: nie tyle „zostaliśmy przyzwyczajeni do niezwykłości",
co odzwyczajono nas od zwykłości. Naturalny skutek ubocz­
ny wszelkich wędrówek zbliża je pod tym względem do
święta. Ciągłe zmienianie waluty, portrety z banknotów prze­
wijające się w tempie teledysku, zmiany tablic rejestracyj­
nych samochodów, które nie zatrzymują się dla naszych bo­
haterów, zmiany umundurowań policjantów, celników, kon­
duktorów, zmiany języków, w których umundurowani wypo­
wiadają swoje niezmienne kwestie, coraz to nowe stemple
kontroli granicznej... kalejdoskop, bezustanne naruszanie
równowagi.
Zmienność jest immanentną cechą podróży.
Lindava, miasteczko niedaleko granicy, noc. Wawa i Bro­
daty śpią na ławkach pod dworcem autobusowym.
Następna scena: wciąż noc, Wawa i Brodaty wsiadają do
autobusu kursowego do Lubiany. Kierowca żąda dużej kwoty
pieniędzy. Nie starcza miejscowej waluty, Wawa dopłaca
w markach niemieckich.
Następna scena: Dworzec w Lublanie, słoneczny, ciepły
poranek. Wawa pyta: „co teraz?". Brodaty odpowiada: „naj­
pierw będziemy przez dwie godziny błąkać się po mieście,
później przez następne dwie godziny będziemy szukać dobre­
go miejsca na wylotówce, przez następne trzy będziemy
próbowali złapać stop, a na końcu wrócimy na dworzec i po­
jedziemy pociągiem ". Nasi bohaterowie idą od razu na dwo­
rzec. Pociąg odjeżdża za kilka godzin. Można zwiedzić miasto.
Następne sceny: widoczki z Lubiany. Urokliwe kamieni­
ce, rzeka wijąca się elegancko przez zabytkową dzielnicę,
targ owocowy, uśmiechnięci ludzie, przedwczesny wybuch
wiosny.
Następna scena: peron dworcowy, Wawa i Brodaty idą do
pociągu. Nagle z jazgotem pasterskich dzwonków, na peron
położony kilkadziesiąt metrów od tego, na którym znajdują
się nasi bohaterowie, wpada grupa karnawałowych przebie­
rańców (w zgodzie ze wszystkimi etnograficznymi normami:
futra na lewą stronę, pomalowane na czarno twarze, paster­
skie akcesoria). Wawa bierze do ręki aparat fotograficzny,
chwilę się waha, po czym, nie zrobiwszy zdjęcia, wchodzi do
pociągu.
Brodaty i Wawa zbliżyli się do Wenecji na wyciągnięcie
ręki. Jest już słońce, woda, karnawał. Jest także bilet na po­
ciąg i są oni w tym pociągu. Wydaje się, że podróż została
odbyta. Pokonano odpowiednią ilość piętrzących się trudno­
ści, zdobyto odpowiednią ilość stempelków, odpowiednio
często powtarzano nazwę Miasta, odpowiednio często zanu­
rzano się w nieracjonalności. Na dobrą sprawę nasi bohatero­
wie powinni teraz zgubić swoje bilety, albo wręcz świadomie
pozbyć się ich w jakiś z premedytacją nieekonomiczny spo­
sób. Nie robią tego. Wsiadają do wygodnego, niemal zupeł­
nie pustego pociągu i zaczynają kontemplować coraz bardziej
śródziemnomorskie krajobrazy.
Kiedy na dworcu w Lublanie pojawiła się grupa karna­
wałowych przebierańców, mieliśmy nadzieję na brak happy
65

�endu. Nasi bohaterowie zatrzymali się nawet, aby obejrzeć
to niecodzienne zjawisko w jakże niecodziennej scenerii.
Nie tylko zresztą scenerii... Także czas był niezwyczajny.
Trzy minuty do odjazdu pociągu. Tak jakby ktoś' chciał za­
trzymać podróżnych, pokazać palcem: „to tu". Kolejny
symbol-niesymbol, kolejna gombrowiczowska anomalia.
Wawa wyciągnął nawet aparat fotograficzny, ale świadom
nieuchwytności chwili zrezygnował ze zdjęcia. Zresztą być
może zrezygnował z niego, gdyż znajdował się o kilka pe­
ronów za daleko od miejsca akcji, aby zdjęcie było udane.
Najbardziej jednak prawdopodobne jest to, że Wawa nie
zrobił zdjęcia, gdyż uznał, że nie wytrzymałoby ono konku­
rencji ze zdjęciami, które już za kilka godzin będzie mógł
robić w Wenecji...
Gwizd. Pociąg odjeżdża.
Za oknami góry, pola, wioski, błękitne niebo. Brodaty
mówi: „krajobrazy są coraz bar­
dziej śródziemnomorskie".
Następna
scena:
„pociąg
wjeżdża na stację Villa Opicina.
Włochy. Wchodzą celnicy.
"S
... zmiany umundurowali...
в
Celnicy podchodzą do Wawy
i Brodatego, pytają o cel podróży,
0 bagaż...
...zmiany
języków
,
| &lt; 1 6 079 8 Ю |
w których umundurowani wypo­
»6
wiadają swoje niezmienne kwe­
Nr
stie...
...o pieniądze...
I
...banknoty przewijające się
w tempie teledysku...
I
...w końcu celnicy każą Wawie
4
1 Brodatemu zabrać wszystko
z pociągu i prowadzą ich na po­
sterunek.
...kalejdoskop, bezustanne
I l i
naruszanie równowagi.

I!
h
i
1
1

3 0 - 0 2 - 9 8 0]

i 5

5 I!
Na dworcowym posterunku roi
się od policjantów.
Niektórzy
z nich noszą kurtki z napisem „polizia " wydrukowanym w lu­
strzanym odbiciu. Wawa i Brodaty muszą oddać paszporty,
następnie umundurowana kobieta o ostrych rysach twarzy
prowadzi ich do średniej wielkości celi oświetlonej mocno ja­
rzeniówką. W areszcie przebywa już dwóch innych mężczyzn
- zdziwiony Słowianin i zdenerwowany południowiec - obaj
wyłącznie włoskojęzyczni.
Następna scena: Wawa i Brodaty czytają, Słowianin sie­
dzi wpatrzony bezmyślnie w podłogę. Południowiec chodzi
po celi.
Następna scena: Wawa i Brodaty czytają, Słowianin siedzi
wpatrzony bezmyślnie w podłogę. Południowiec chodzi po ce­
li paląc papierosa.
Następna scena: Wawa i Brodaty czytają, Słowianin siedzi
wpatrzony bezmyślnie w podłogę. Południowiec chodzi po ce­
li paląc papierosa. Za ścianą słychać odjeżdżający pociąg.
Następna scena: blond policjantka o ostrych rysach wpa­
da do celi i krzyczy coś po włosku do Wawy i Brodatego, po­
kazując na tabliczkę informującą o zakazie palenia.
Następna scena: Wawa i Brodaty czytają, Słowianin siedzi
wpatrzony bezmyślnie w podłogę. Południowiec chodzi po ce­
li paląc papierosa. Wchodzi policjantka (wciąż ta sama), po­
kazuje na Brodatego. Każe mu iść ze sobą.

66

Następna scena: Korytarz. Policjantka pyta się Brodate­
go, czy ten mówi po włosku. Brodaty kiwa przecząco głową.
Policjantka zaczyna mówić dużo i ostro po włosku, wtrącając
czasem źle wymawiane angielskie słowa. Jej wypowiedź nie
jest tłumaczona. Później każe podpisać Brodatemu jakiś do­
kument.
Następna scena: Wawa i Brodaty prowadzeni są pod
eskortą do pociągu w kierunku Lubiany. Nasi bohaterowie
wsiadają do środka, policjantka oddaje im paszporty, pociąg
odjeżdża.
Wawa ogląda swój paszport. Na jednej ze stron widnieje
starannie przekreślony długopisem stempel włoskiej kontroli
granicznej.
I w ten sposób happy end nie odbył się. Nie będzie Wene­
cji, nie będzie karnawału, choć przecież tak naprawdę było
już i jedno, i drugie. Nie potrzeba być wyjątkowo wnikli­
wym, by przebraną za mężczyznę
kobietę, czy napisy wspak dopa­
sować do tej karnawałowej ukła­
danki, którą ukazywałem już
wcześniej. Także profesor Santa
Croce, o którym nasi bohaterowie
wspominali na tylu granicach, po­
jawił się wreszcie namacalnie,
choć przewrotnie w postaci
odmownego świeckiego krzyżyka
w ich paszportach.
Wszystkie te symbole, które
pojawiają się, znikają i pojawiają
ponownie w zmienionej formie,
dialogują ze sobą na coraz bar­
dziej niewyobrażalnych pła­
szczyznach, prowadzą nas coraz
to nowymi meandrami sensów,
a więc wszystkie te symbole,
którymi operował opowiedziany
przeze mnie film, mają jedną
wspólną cechę. Otóż na dobrą
sprawę nie są one wcale symbo­
lami. Każdy ze wspomnianych
przeze mnie obrazów daje się racjonalnie wyjaśnić i umie­
ścić w profanicznej rzeczywistości, która jest domeną utylitaryzmu, a nie symbolu. W związku z tym przywołajmy po­
nownie Gombrowicza:
„Jeszcze w związku z Kosmosem: z bezmiaru dziejących
się zjawisk wokół mnie, wyławiam jedno. Spostrzegam, na
przykład popielniczkę na moim stole (reszta przedmiotów na
stole usuwa się w niebyt).
Jeśli zdołam uzasadnić, dlaczego popielniczkę akurat za­
uważyłem ('chcę strząsnąć popiół z papierosa'), wszystko
jest w porządku.
Jeśli spostrzegłem popielniczkę przypadkowo, bez żadnej
intencji, i nie wracam do tego spostrzeżenia, też wszystko jak
trzeba.
Jeśli jednak, zauważywszy to zjawisko bez znaczenia, po­
wrócisz do niego po raz drugi... biada! Dlaczego znów ją za­
uważyłeś, jeśli bez znaczenia? Ach, więc jednak coś znaczy
dla ciebie, jeśli powróciłeś?... Oto, jak przez sam fakt, że
bezprawnie skupiłeś się na tym zjawisku o sekundę dłużej,
rzecz ta już zaczyna się wyróżniać, staje się znamienna...
Nie, nie (bronisz się) to zwykła popielniczka! - Zwykła? Dla­
czego bronisz się przed nią, jeśli zwykła?
Oto jak zjawisko staje się obsesją.

�Czy rzeczywistość z istoty swojej jest obsesjonalna? Wo­
bec tego, że światy nasze budujemy kojarząc zjawiska, nie
zdziwiłbym się, gdyby u prapoczątku czasów było skojarze­
nie dwukrotne. Ono wytycza kierunek w choasie i jest począt­
kiem ładu" (Gombrowicz 1988b: 204).
Patrzyliśmy o sekundę za długo na dziwne nazwisko we­
neckiego profesora, na pusty pociąg, na ludzi przebranych
w mundury i oto z bezmiaru zjawisk bez znaczenia (wszystko
nie może mieć znaczenia!) wyłania się sensowna całość - ko­
smos drogi. W innym miejscu w Dziennikach Gombrowicz
podaje receptę na swoją literaturę. Otóż po „wejściu w sferę
snu" należy zacząć pisać „pierwszą lepszą historię, jaka
przyjdzie do głowy". Z zapisanych 20 stron wyławia się „mo­
że kilka zdań, które wydają się podniecające. W oparciu o te
zdania pisze się kolejne 20 stron, aż z bezmiaru metafor za­
cznie wyłaniać się „szyfr właściwy", kosmos książki rządzą­
cy się swoją własną żelazną logiką. Na koniec Gombrowicz
daje następującą radę: .jednakże cała rzecz w tym, abyś, pod­
dając się w ten sposób biernie dziełu, pozwalając, aby stwa­
rzało się samo, nie przestał ani na chwilę nad nim panować
(...) W rezultacie: pomiędzy tobą a dziełem powstaje walka,
taka jak pomiędzy woźnicą a końmi, które go ponoszą"
(Gombrowicz 1988a: 124).
O podobnym niekontrolowano-kontrolowanym kłuciu się
sensu pisze Italo Calvino w odniesieniu do mitu: „może on
[bajarz plemienny] bez przeszkód dokonywać kombinacji
z jaguarami i tukanami [oraz innymi postaciami z puli ogra­
niczonej przez codzienne postrzeganie - K.C], tak długo, jak
jedna z tych niewinnych historyjek nie odsłoni raptownie
wstrząsającej tajemnicy: mitu, który powinien być ujawniony
w sekrecie, w świętym miejscu" (Calvino 1992: 99). Nieskrę­
powana zabawa mająca na celu wybadanie, „jak dalece słowa
daje się łączyć ze sobą", prowadzi do tego, że któraś kolejna
bajka odkrywa nam prawdę spoza dotychczasowego słowni­
ka, odsłania tajemnice bytu. Z bezmiaru możliwych opowie­
ści wyłania się kosmos niemożliwego mitu.
Na film, jako medium doskonale nadające się do neomitologizacji, zwracał uwagę nie tylko Jurij Łotman, ale to on na­
pisał słowa, które doskonale nadają się na zamknięcie tego
chyba już zbyt długiego cyklu cytatów: „nigdzie poza kinem
różne typy organizacji materiału od form krańcowo rodzajo­
wych, całkowicie pochłoniętych prawdopodobnym odtwarza­
niem bytu dnia dzisiejszego, po formę uogólnionej struktury
mitu, nie stapiają się tak organicznie, przezierając przez sie­
bie nawzajem" (Łotman, 1983: 6). W filmie, który opowie­
działem, przez codzienne zdarzenia, sceny rodzajowe prze­
ziera głębszy sens, zużyte gumy do żucia i umundurowane
kobiety stają się częściami symbolicznego kompleksu.
Z bezmiaru prawdopodobnych bytów dnia dzisiejszego
wyłania się nieprawdopodobny kosmos mistycznej wędrówki.
Film, to mówiłem na samym początku, balansuje między
codziennością i niecodziennością. Po kilku powyższych cyta­
tach to balansowanie nabiera nowego znaczenia. W „subtel­
nej rozgrywce dychotomii" odnajdujemy wędrówkę ku nie­
spodziewanym, zaskakującym sensom. Mamy więc już dwie
wędrówki. Podczas tej pierwszej, materialnej, nasi bohatero­
wie błądzili, odczuwali głód i zmęczenie, aż wreszcie, w Vil­
la Opicina, musieli skapitulować. Druga wędrówka, jasna
i spójna, zakończyła się tryumfalnie w mitycznej Wenecji. Je­
szcze raz przywołajmy Calvino: „oto najmłodszy syn zabłą­
dził w lesie. Widzi w oddali światło, wędruje, wędruje...
Baśń rozwija się zdanie po zdaniu. W jakim kierunku? Aż do
punktu, gdy coś niewypowiedzianego jeszcze, ledwie prze­

czuwanego, zjawi się nagle, chwyci i niby wiedźma-ludożerczyni rozszarpie na kawałki" (Calvino 1992: 98). Mamy więc
trzy wędrówki! Trzecia wędrówka jest opisem pierwszej do­
konanym w taki sposób, by przy całej fizyczności udało się
zachować mityczne głębie drugiej.
Może należy usystematyzować tę wyliczankę. Pierwsza
wędrówka to życie, domena jaguarów, tukanów i najmłod­
szych synów. Druga odbywa się w świecie sensów, możemy
ją przedsięwziąć tylko pośrednio, dzięki którejś z dwóch po­
zostałych. Trzecia wędrówka jest opisem pierwszej. Dzięki
niej bezmiar tukanów staje się opowieścią, w niej świat co­
dziennego postrzegania i świat niecodziennych znaczeń znaj­
dują wspólny punkt, w niej oba te odległe światy „przeziera­
ją przez siebie nawzajem".
Jak to się ma do opisywanego przeze mnie filmu? Gdzie
w tym przypadku szukać pierwszego członu triady? Mamy
pewien kompleks sensów, mamy opis wędrówki, ale nie ma­
my życia (jeśli nie liczyć otaczającego nas bezmiaru, który
oczywiście nie może być brany za wędrówkę w sensie do­
słownym). Może więc czas zrzucić jedną z masek i zdradzić
pewną tajemnicę. Otóż opisywany przeze mnie film nie ist­
nieje. To znaczy istnieje (właśnie zaczął istnieć, skoro dotar­
łeś, Czytelniku, aż do tego miejsca), nie istnieją wszakże żad­
ne jego fizyczne nośniki. Film, który opisałem, odbył się ja­
ko rzeczywista podróż w lutym 1998 roku. Wszystkie opisa­
ne powyżej wydarzenia miały miejsce kilka miesięcy temu,
ale do tej pory zaprzątają one myśli mnie oraz mojemu towa­
rzyszowi podróży. Pewien szczególny splot niekoniecznie
szczególnych obrazów, pewne „podwójne spostrzeżenia"
sprawiły, że najlepiej było mi opowiedzieć tę podróż jako
film o podróży.
Ostatnia scena. Po szeregu migawek z Lubiany, nocnych
pociągów i Budapesztu nadszedł czas na ostatnią scenę. Sturovo, stacja na węgiersko-słowackiej granicy. Nadjeżdża po­
ciąg z Budapesztu do Warszawy. Nasi bohaterowie wsiadają
do środka. Pociąg jest praktycznie pusty. Wybierają więc
pierwszy lepszy przedział. Ich przedział nie należy do najczy­
stszych. Obok okna przylepiona jest duża, zużyta guma do
żucia.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego użyłem filmowej
maski. Otóż część przygód, których doświadczyliśmy, nie
mieści się w szufladce z napisem „prawdopodobne formy by­
tu". To, co w fikcji kina wydaje się możliwe, nie musi być za­
akceptowane w opowieści o faktach. Postanowiłem zrezygno­
wać z praw własności do przeżycia, aby ocalić ważkość meta­
for, które przecież nie są moje, przychodzą bowiem z jakiegoś
„poza". Nie ja pierwszy tak postąpiłem: Śmierć w Wenecji jest
ważna dlatego, że jest fikcją, a przecież:
nic nie zostało
zmyślone: przechodzień spotkany koło cmentarza Północnego
w Monachium, ponury statek odpływający z Poli, sędziwy fircyk, podejrzany gondolier, Tadzio i jego rodzina, wyjazd,
który nie doszedł do skutku z powodu zamiany bagaży, chole­
ra, uczciwy urzędnik biura podróży, złośliwy śpiewak uliczny
i cokolwiek by jeszcze przytoczyć..." (Mann, 1971: 52).
Gdyby Tomasz Mann wspominał jedynie swoją podróż,
zapadłaby nam w głowie jej niesamowitość, ale nie doświad­
czylibyśmy tajemnicy, która zostałaby własnością jedynego
podróżnika. Dopiero wciągnięcie nas w wędrówkę, uczynie­
nie z nas wspólników, którzy na równi z pisarzem biorą
udział w interpretacyjnej przygodzie, sprawia, że tajemnica
staje się także naszym udziałem. Poza tym powieść czy film
(a nawet opis filmu) pozwala ustrukturyzować paradę ele­
mentów, nadać wydarzeniom rangę symboli. Poddając się
67

�biernie dziełu, nie przestawajmy nad nim panować! I wre­
szcie, czego najlepszym przykładem jest powieść Manna,
trzecia wędrówka daje nam szansę dotrzeć tam, gdzie wę­
drówka pierwsza przestałaby istnieć.
Żaden z bohaterów opisywanego przeze mnie filmu nie
zginął. Ani w filmie, ani w rzeczywistości. Być może urato­
wała ich/nas umundurowana blondynka o ostrych rysach, być
może śmierć czekała w Wenecji. Przekreślony stempel wło­
skiej kontroli granicznej uratował nie tylko Wawę i Brodate­
go. Uratował on również Wenecję, której z całą pewnością
najlepiej robi kontemplowanie z odległości. Mit najniezwyklejszego miasta nie starł się z ponurą rzeczywistością, wciąż
można wierzyć, że nie ma tam nieprzyjemnych poniedział­
ków ani ludzi spieszących się do pracy. Zmienność jest immanentną cechą podróży. Jej celem zaś jest to, co niezmien­
ne. Ten cel został osiągnięty i cała przygoda odpłynęła do
krainy sennych marzeń, w której nic już jej nie grozi. Zdublo­
wana guma do żucia sugeruje ostateczny powrót - nasi boha­
terowie zatoczyli koło, nic się nie wydarzyło.
Warto jednak podkreślić, że ów tajemniczy artefakt oble­
piał raz ścianę pociągu do Bratysławy, a za drugim razem od­
naleziono go w pociągu z Budapesztu. Nastąpiły niewidzial­
ne przesunięcia. To, co postrzegamy jako koło, jest w istocie
spiralą. To, co wydaje nam się starym porządkiem, jest
w istocie nowym chaosem: „...akcja polega na tym, że insy­
nuują się pewne kształty z początku embrionalne, stopniowo
coraz wyraźniejsze (...) i za każdym razem kształt zapada się
w chaos" (Gombrowicz, 1992: 64).
Tak jak Wenecja rozpłynęłaby się zaraz po wjeździe po­
ciągu na dworzec, tak film zniknąłby, gdyby udało mi się go
zinterpretować. Podejmowane przeze mnie próby mogą mnie
tylko zbliżyć do sedna, ale zawsze w ostatniej chwili zostaję
deportowany do kraju istniejących słowników. Metafora, mit,
film, podróż do Wenecji, czy wreszcie życie rozciągają się aż
po miejsca, do których nasz język nie sięga. Ta kryjówka oca­
la to, co najważniejsze, a nas zmusza do ciągłego ruchu, do
ciągłego balansowania na krawędzi.
Powiedziałem film, powiedziałem życie. Teraz powiem
o trzecim, najważniejszym powodzie, dla którego naszą
podróż opisałem właśnie w ten sposób. Ale najpierw - ostat­
ni cytat: „aktor sceniczny sam prezentuje publiczności swój
kunszt, natomiast kunszt aktora filmowego prezentowany jest
publiczności za pomocą aparatury. To ostatnie ma dwojakie
konsekwencje. Aparatura pokazująca publiczności grę aktora
filmowego nie ma powinności respektowania tej gry w jej to­
talności. Pod kierunkiem kamerzysty ustosunkowuje się do
niej na bieżąco (...), gra aktora zostaje poddana rozlicznym
testom optycznym (...). Druga konsekwencja polega na tym,
że aktor filmowy, ponieważ - w przeciwieństwie do aktora
scenicznego - nie on sam prezentuje publiczności swoją grę,

podczas występu nie może dopasowywać swojej gry do reak­
cji publiczności. Z tego względu publiczności zostaje narzu­
cona postawa oceniającego, nie obciążona jakimkolwiek oso­
bistym kontaktem z aktorem. Publiczność wczuwa się w ak­
tora wczuwając się w jego aparat" (Benjamin,1975: 79)
Tyle Benjamin. A ja zastanawiam się, dlaczego mająca
ponad dwa tysiąclecia metafora życia jako teatru nie znala­
zła konkurentki w postaci: „życie to cinema". Dlaczego ki­
no, które w krótkim czasie pokonało teatr w walce o władzę
nad zbiorowymi wyobrażeniami, do tej pory nie potrafi we­
drzeć się do tej najważniejszej, egzystencjalnej metafory?
Dlaczego Sofoklesowi, Szekspirowi, Goffmanowi i wielu
innym przeciwstawione jest tylko owo proste: „tak, jak
w kinie"?
Mówiąc „tak, jak w kinie", stwierdzamy pewną anoma­
lię, zauważamy, że wydarza się coś, co łatwiej nam zaak­
ceptować jako filmową fikcję niż część naszego realnego
życia. Metafora „teatralna" dotyczyła roli, człowiek miał tu
być aktorem, który odgrywa swoje kwestie na scenie świa­
ta. W filmie nie kreuje się roli. Tworząc film odgrywa się
pewne sceny w dość przypadkowej kolejności. Niektóre
z tych scen powtarza się wielokrotnie z niewielkimi zmiana­
mi. Ostateczny produkt jest przede wszystkim efektem pra­
cy montażysty, który z wielu kilometrów chaotycznej taśmy
tworzy znaczącą sekwencję. Gdyby metaforę „teatralną"
poszerzyć o metaforę „filmową", byłoby to poszerzenie in­
tegralnej kreacji o dezintegrującą reprodukcję, auratycznej
roli o przypadkowy montaż, cudownej totalności o testowa­
nie na bieżąco, znaczenia fundowanego na niepowtarzalno­
ści o znaczenie fundowane na powtarzalności, bezpośre­
dniego kontaktu z człowiekiem o kontakt z kulturową apa­
raturą.
Życie to cinema. Opowiedziałem wam film.
PS. Kolejną pointę do opowiedzianej przeze mnie historii
napisało Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej
w Nowym Sączu. Dwa miesiące po powrocie z podróży do­
stałem list od tejże instytucji. W liście tym wzywa mnie się
do zapłacenia mandatu za jazdę bez ważnego biletu „kursem
nr 243" w dniu 11.02.1998. Problem polega na tym, że tego
dnia znajdowałem się w drodze powrotnej z Lubiany do Bu­
dapesztu, w związku z czym nie mogłem jechać jednocześnie
z Krakowa do Krynicy Górskiej. Szybko zorientowałem się,
że gapowicz musiał posługiwać się którymś z moich wcze­
śniej zaginionych dokumentów. Po chwili jednak odrzuciłem
to wytłumaczenie, jako niezbyt atrakcyjne. Teraz już wiem,
że w połowie lutego byłem w Krynicy, a podróż do Wenecji
odbyłem tylko na ekranie. Gdzie jest ten ekran i czym on
jest? Na te pytania z pewnością nie odpowie mi ani PKS No­
wy Sącz, ani włoscy celnicy.

BIBLIOGRAFIA
Benjamin W.
1975 Dzieło sztuki w dobie
wytwórca, Poznart.
Calvino I.
1992 Kombinaloryka a mit
nr
Gombrowicz W.
1988a Dziennik 1953-1956,
Gombrowicz W.
1988b Dziennik 1961-1966,

68

reprodukcji technicznej, [w:] Twórca, jako

w sztuce opowiadania, „PSL Konteksty",

Kraków.
Kroków.

Gombrowicz W.
1992 Dziennik 1967-1969, Kraków.
Huizinga J.
1985 Homo ludens. Warszawa.
Łotman J.
1983 Semiotyka fdmu, Warszawa.
Mann T.
1971
O sobie, Warszawa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9949" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9927">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1297ea182195acfab197aa423c2b21fe.pdf</src>
        <authentication>7108a7a9bae7028bfd0a811973bbcab2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118313">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118314">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118315">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2945</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118316">
                <text>"I co nam z tego zostało". Glossa do rozmowy z Piotrem Skrzyneckim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118317">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.113-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118318">
                <text>Z. B., C. R.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118319">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118320">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118321">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118322">
                <text>„I CO NAM Z TEGO ZOSTAŁO"
GLOSSA DO ROZMOWY Z PIOTREM SKRZYNECKIM

Przedstawiony t u zapis t o f r a g m e n t r o z m o w y , jaką przepro­
wadziliśmy z P i o t r o m S k r z y n e c k i m p o d koniec m a j a 1987 r . Są

artystów

szczególnie

gorącą

owację

zgotowano

Andrzejowi

W a j d z i e . I g o r T r y b o w s k i , pełniący rolę gospodarza Pałacu S z t u k i ,

t o f r a g m e n t y większej całości i wymagają p e w n y c h wyjaśnień

wygłosił okolicznościowe przemówienie. Po c z y m goście tłumnio

i uzupełnień. „Całość" t o także ciąg wydarzeń, spotkań, okolicz­

r u s z y l i k u wejściu. W y s t a w a

ności w j a k i c h miała miejsce t a r o z m o w a . Umawialiśmy się n a

z t r u d e m mógł pomieścić ciągło napływające rzesze widzów. N a

to s p o t k a n i o dość długo, g d y t y l k o nadarzyła się okazja i P i o t r

w o l n y m s k r a w k u przestrzeni w pierwszej sali zaraz u wojścia

wrócił ze Szczawnicy okazało się, że czasu na rozmowę pozostało

trzy pary z K l u b u

niewiele. P i o t r zaaferowany

f o k s t r o t a , walca i t a n g o . Wioczorem odbył się r a u t w salonach

był p r z y g o t o w y w a n i e m

kolejnego

Tańca

została o t w a r t a . Pałac S z t u k i

Towarzyskiego

W D K odtańczyły

w y d a r z e n i a — w y s t a w y w Pałacu S z t u k i . B y ł t o o s t a t n i week-end

i n a dziedzińcu P i w n i c y , połączony z pokazem filmów o P i w n i c y ,

m a j a , tuż przed w i e l k i m świętom j a k i m była trzecia w i z y t a

oraz loterią fantową. 21 lipca miała miejsce joszczo j e d n a u r o ­

Papieża w Polsce. Pamiętam j a k P i o t r cieszył się z posiadanego

czystość —• r e c i t a l A n n y Szałapak w P i w n i c y p o d B a r a n a m i .

specjalnego

Dlatego

zaproszenia

n a uroczystą mszę św. n a W a w e l u .

zaprozentowano

rozmowy

z

Piotrem
tytułom

ważne t y l k o z d o w o d e m o s o b i s t y m , a P i o t r nio miał p r z y sobie

, , I co n a m z togo zostało?". Jesteśmy świadomi, żo f r a g m e n t y

d o w o d u tożsamości, więc służby porządkowe nio przepuściły

te w pewnej

go do K a t o d r y .

B y ć może, że atmosferę P i w n i c y i k l i m a t u w j a k i m ona jest

nasza odbywała się w piątek. Następnego d n i a

P i o t r prowadzić miał K a b a r e t , nie mogliśmy go męczyć z b y t

opatrzylibyśmy

t y m samym

Skrzyneckim

Rozmowa

chętnie

t u fragmonty

J a k się okazało później, n a W a w e l u nie był. Zaproszenie było

t y l k o mierze oddają atmosferę t y c h

wydarzeń.

odbierana przybliżą przodrukowano artykuły p o o t k i Agnieszki
Osieckiej i otnologa — L u d w i k a S t o m m y .

długo. P i o t r i t a k był już po części nieobecny, żył już wystawą,

Z.B.

i j a k wszyscy zbliżającą się wizytą J a n a Pawła I I . Spotkanie
z P i o t r e m miało przebieg niezwykły. Jechałem z W a r s z a w y pełen
n i e p o k o j u , nie zdążyliśmy wcześniej spotkać się z kolegami,
żoby porządnie przygotować i zestroić p y t a n i a . W i o d z i a l o m też,
żo nio będzie już na t o czasu. P i o t r życzył sobie, żebym spotkał
się z n i m wcześniej z a n i m siądziemy w P i w n i c y wszyscy r a z e m .
P i o t r o d początku do końca b y l reżyserem tego s p o t k a n i a i t e j
r o z m o w y . Miałom czokać n a P i o t r a w barze V i s a V i s o godz.
5 p o południu. Przyszedłem trochę wcześniej, chwilę po 5-tej
pojawił się P i o t r . Zamówiliśmy kawę i t a m rozpoczęła się roz­
m o w a . N i e miałem ze sobą kieszonkowego m a g n e t o f o n u , bo raz,
że nie wypadało, a d w a , żo umówiliśmy się z k o l e g a m i , że p r z y ­
niosą go do P i w n i c y i t a m dopiero zaczniemy nagrywać w y p o ­
w i e d z i P i o t r a . Byliśmy umówieni w P i w n i c y n a godz. 9 wieczór,
P i o t r j e d n a k postanowił zmienić t e n p l a n . Poprosił swojego
przyjaciela

rzeźbiarza, b y uprzedził

czekających

w

Piwnicy

Anię, Czesława i Z b y s z k a , że możemy się nieznacznie spóźnić.
M n i e zaś zaprosił n a kolację do swych przyjaciół. Po

drodze

kupił już nie b u k i e t a o g r o m n y stos róż d l a p a n i d o m u . W re­
zultacie nieprzewidziana k o l a c j a opóźniła nasze s p o t k a n i o o 2
g o d z i n y . Jakież było m o j e zdziwienie, g d y r o z m o w n y do t e j p o r y
P i o t r niecłiętnio i z o p o r a m i zaczął odpowiadać na pierwsze nasze
p y t a n i a . M i m o t y c h początkowych trudności r o z m o w a potoczyła
się w t e n sposób, żo w zasadzie p r e z e n t o w a n y t u j e j zapis jest
w i e r n y m o d t w o r z e n i e m tego, o c z y m rozmawialiśmy w P i w n i c y ,
a t y l k o w pewnej

mierze

został uzupełniony o wcześniejsze

i późniejszo w y p o w i e d z i P i o t r a . D o całości tego s p o t k a n i a b o w i e m

W y p o w i e d z i P i o t r a Skrzyneckiego o święcie i sposobie i s t nio k a b a r e t u „ P i w n i c a " kojarzą się z wieloma t e z a m i należącymi
do k a n o n u antropologicznego. P r z y p o m n i e n i e niektórych z n i c h
może być rekonstrukcją „piwnicznej o n t o l o g i i " , o któroj m i s t r z
P i o t r — j a k t o a r t y s t a — nio chce mówić, zbywając n a t a r ­
czywe p y t a n i a żartem l u b aneg;dotą. „ P i w n i c a " m a j e d n a k swoje
„drugie

k u l t u r o w o d n o " . Docioranie

w y s t a w y . Po c h w i l i poszliśmy kupować jabłka n a R y n k u K l e p a r s k i m , które później P i o t r położył n a słomie p o d choinką
w sali wypełnionej p r a c a m i i pamiątkami D y m n e g o . Byliśmy
świadkami j a k P i o t r usiłował targować się ze sprzedawcą, który
postawił w a r u n e k : j a k P a n , Panie P i o t r u s i u , sprzeda m i t a n i e j
b i l e t do K a b a r o t u , t o j a P a n u opuszczę na jabłkach. P i o t r opo­

„Dziś dopiero na naszych oczach, święto z a n i k a bądź też —.
jego postać o d m i e n i a się w sposób zasadniczy. Święto zawsze
najsilniejszą d l a siebie oporę znajdowało w s w o i m przeciwieństwie,
w mnóstwie niewiarygodnie nieraz ciężkich, bo zapołnionych
pracą p o n a d siły, nieraz zwyczajnych d n i ; święto było czymś
k o n i e c z n y m , niezbędnym; jeśli n i e nadawało w ogóle sonsu
l u d z k i e j egzystencji, t o ją rozświetlało i uszlachetniało... o d t o j
p o r y więc, k i e d y święto w dotychczasowej swojej formie bardzo
już oczywiście zaczęło gasnąć —• uczeni różnych d y s c y p l i n w y ­
r u s z y l i w gorączkową pogoń za świętem. Paradoksalnie — i m
bardziej t r a d y c y j n e święto gaśnie —• t y m więcej o n i m w i e m y ,
więcej jeszcze o n i m myślimy i s p e k u l u j o m y n a jego t e m a t "
(Marian Pilot)
,,W owej platońskiej i d e n t y f i k a c j i z a b a w y i świętości b y n a j ­
m n i e j świętość nio zostaje pomniejszona w s k u t e k tego, iż nazwana
zostaje zabawą, lecz zabawa podniosiona zostaje dzięki t o m u , iż
pojęcio t o uznaje się nawet w najwyższych rojonaeh ducha...
Człowiek może bawić się n a o w y m poziomie k i o d y zabawa wyraża
piękno i świętość..."
(Johan H u i z i n g a )

wiadał o w i g i l i a c h w P i w n i c y , n a których zawsze musiały być
jabłka. Po godzinie 17-tej nastąpiło uroczysto otwarcie w y s t a w y .
Otwarcie — jakiego n i o wyobrażam sobie w żadnym

innym

mioście. P i o t r stał z tubą n a stopniach u wejścia do Pałacu
S z t u k i i witał gości. P u n k t u a l n i e o 17-toj strażak odegrał hejnał
M a r i a c k i , t y m razem nie z wieży a przed wejściem do Pałacu
S z t u k i . Chór k r a k o w s k i e j Szkoły Muzycznej p o d d y r . Zbigniowa
C i u r a b y odśpiowal okolicznościową kantatę. Pośród w i t a n y c h

mimo

bądźmy ostrożni w formułowaniu k a t e g o r y c z n y c h osądów —•

Zastaliśmy P i o t r a

rano w Pałacu S z t u k i , gdzie trwały ostatnio prace p r z y montażu

„dna",

na różno sposoby.

należą również nasze r o z m o w y j a k i e miały miejsce w d n i u o t w a r ­
cia w y s t a w y , , I co n a m z tego zostało

do tego

oporów P i o t r a jest fascynującym zadaniem p o d e j m o w a n y m już

„Wszystko cokolwiek d o t y c z y s z t u k i n i e jest obce e t n o l o g o w i .
N i o może się o n t y m nie interesować, dlatego przede w s z y s t k i m ,
żo s z t u k a jest częścią k u l t u r y , alo możo także z bardzioj określo­
nego p o w o d u : s z t u k a jost w najwyższym s t o p n i u o w y m objęciom
władzy n a d naturą przez kulturę, a t e n właśnie t y p zjawisk s t u ­
diują

etnologowie..."
(Claude Levi-Strauss)

113

�,,To, żo t e a t r i święto щ ariragonistycziie, powiedział już

„Święto

nio poddaje

się

żadnej

utylitarnej

interpretacji

Rousseau w swej odpowiedzi D ' A l a m b f - r t o w i , podsuwając w t o n

(jako

sposób toma; do uic kończącej się refleksji, ki-óra i nas pożywia...

wszelkiej utylitaruości i p r a k t y c y z m u ; stanowa chwilowo wejście

odpoczynek,

odprężonio i t p . ) . Ono właśnie u w a l n i a od

Święto wygląda zupoluie inaczej, zakłada b o w i e m , że społeczeń­

w świat u t o p i j n y . Święta nio da się również sprowadzić do określo­

stwo l u b p r z y n a j m n i e j jakaś węższa wspólnota sama z siebie

nej organicznej treści ( n p . wydarzenia historycznego oznaczonego

czyni widowisko... Święto nie dzieli g r u p y looz w y w o l u j o wewnę­

przez dano święto) — wydziera się ono b o w i e m poza

t r z n y d y n a m i z m . . . k o l e k t y w n a substancja ożywia się i t w o r z y

wszelkiej ograniczonej treści. N i e da się też odorwać święta od

jedną całość, która się sobie przedstawia, sama siebie t e a t r a l i z u -

życia cielesnego, od życia z i e m i , p r z y r o d y , kosmosu. W czasio

je... Święto nie izoluje j e d n o s t k i , daje jednostce możliwość spo­

święta n a w e t i 'słońce gro n a niebie'. I s t n i e j e niejako odrębna

żywania społecznej substancji w w i e l k i m akcie spełnienia się

świąteczna

granico

pogoda..."

emocji i relacji. Jest wymianą usług, gestów, dóbr l u b słów.

(Michaił B a e h t i n )

Przyśpieszeniem relacji miedzy g r u p a m i i ludźmi. D a r o m wreszcie,
rywalizacją w d a w a n i u . . . "

(

J

e

a

n

Duvignaud)

„Panująca władza i panująca p r a w d a nie w i d z i siebie w zwier­
ciadle czasu, dlatego też nio w i d z i swego początku, granic i końca,

... „ N a w e t w najbardziej zdosakralizowanym spoleczeństwio
współczesnym większość

'niewierzących' n a d a l zachowujo

się

religijnie, chociaż nie zdaje sobie z tego sprawy. M a m y t u na
myśli nie t y l k o 'zabobony'

i ' t a b u ' wspólczosnego

nie w i d z i swej starej i śmiesznej t w a r z y , k o m i z m u swoich roszczeń
do

wioczności i nieodwołalności.

Więc przodstawiciole

władzy i starej p r a w d y z najpoważniejszą

starej

miną, w poważnej

człowieka,

t o n a c j i dogrywają swojo rolo wówczas, g d y widzowie o d d a w n a

które wszystkio mają magiczno-religijną strukturę. A l e człowiek

już się śmieją. N a d a l przomawiają poważnym, m a j e s t a t y c z n y m ,

współczesny, który uważa się za istoto nicreligijną, n a d a l za­

budzącym lęk, groźnym t o n e m władców l u b .apostołów 'wiecznych

chowujo duży zbiór z a k a m u f l o w a n y c h mitów i zdegenerowanych

p r a w d ' nie zauważając, że czas sprawił iż t o n ten s t a l się w i c h

rytuałów... O b c h o d y Nowego R o k u czy oblewanie nowego miesz­

ustach śmieszny, żo przekształcił starą władzę i starą prawdę

k a n i a , chociaż zeświecczono, umiał zachowują strukturę rytuału

w karnawałową zapustną kukłę, w śmieszno straszydło, któro I n d

odnowy.

zo śmiechem wdóczy po p l a c u . . . "

To

ximo

zjawisko można zaobsorw ow nć w zabawach

i przyjęciach... Można b y napisać cały t o i n n a t e m a t nutów
współczesnego

człowieka

i m i t o l o g i i z.o. amuflowanej

w

(Michaił B a e h t i n )

jego

u l u b i o n y c h książkach czy sztukach... N a w e t l e k t u r a posiada m i ­
tologiczną funkcję, nio t y l k o dlatego,

żo zastępuje

recytację

mitów w archaicznych społeczeństwach.,, lecz przede w s z y s t k i m
dlatego, że oddając się lekturze człowiek współczesny żywicuje
'ucieczkę z czasu' analogiczną do 'wyjścia z czasu' dokonywanego
przez m i t y . . . "

(Mircea

Eliade)

„ O d y śpiewam —• mówił I o n do Sokratesa — wychodzę z sie­

„... H u m o r jost przeciwieństwem patosu, jest t o t r i c k , za
pomocą którego wydarzenie ulega pomniejszeniu, t a k j a k byśmy
p a t r z y l i na nio przez odwróconą lnnotę... h u m o r z t r u d o m prze­
skakuje społeczno szczeble, jogo świat jost światom równości,
w t y m t k w i i s t o t a jogo ludowości i domokratyczności... wygląda
na t o j a k b y w i e l k i , wstrząsający śmiech h i s t o r i i brzmiał stało
od dołu..."
( K a r o l Capek)

b i e , płaczę, żeby i n n i płakali, boję się, żeby przyprawić o strach
słuchaczy. Lecz w głębi duszy w i o m dobrze, co robię, i w i e m
również, że później będę się śmiał, ponieważ uczciwie zarobilom
swojo pieniądze. K t ó ż więc jest a u t o r o m ' ! T e n , który płacze, czy

„ K o m i z m jost poczuciem absurdalności i wydajo się bardzioj
boznadziejny o d t r a g i z m u , k o m i z m nie daje wyjścia z s y t u a c j i . . . "
(Eugeno Ionesco)

t e n który się śmieje ? Któremu z nicłi przypisać w y k o n a n o dzieło 1
O d b i o r c a n a p o t y k a pierwszego z n i c h — zamaskowaną postać,
która g r a przowidzianą d l a niej rolę. I d z i e za nią, i t o p o w i n n o m u
wystarczyć. B o jeżeli n i e , jeżoli szuka drugiego z n i c h — a r t y s t y
w życiu p r y w a t n y m , a k t o r a p o s p e k t a k l u , rozczaruje się. Lecz

„Jeżeli świat stanął n a głowie, t y l k o fikając koziołki można
zająć

właściwą

pozycję...

jeśli wolność

staje

się

błazenadą,

błazenada staje się wolnością..."

być może w t e d y dopiero dano m u będzio poznać aż do końca

(Jan

pełny m e c h a n i z m wszolkioj twórczości..."
(Mieczysław Porębski)

Wybrał:

Kott)
CR.

P R Z Y P I S Y
Так pisał o t e j sesji J . Walc w a r t y k u l e Pieśń ujdzie cało
zamieszozonym w „ P o l i t y c e " z 2 0 . X I . 1970, n r 4 7 : „Jeżeli się n a d
t y m w s z y s t k i m poważnio zastanowić, wydaje się człowiekowi
niesamowite, żo jedną z istotniejszych uroczystości jubileuszo­
w y c h Piwniicy była sesja n a u k o w a zorganizowana w siedzibie
krakowskiego oddziału Polskiej A k a d e m i i N a u k p r z y uł. Sław­
k o w s k i e j , а w p r e z y d i u m zasiadali n i . i n . : prozes krakowskiego
oddziału P A N , p r o f . M a r i a n Mięso wieź, prezydent m . K r a k o w a
J e r z y Pękala, d y r e k t o r W y d a w n i c t w a Literackiego A n d r z e j
K u r z , doc. J a n Błoński i wreszcie A n d r z e j W a j d a , a prof. Wła­
dysław T a t a r k i e w i c z nio zdołał przybyć z Warszawy t y l k o zo
względu n a s t a n zdrowia, m i m o iż m i a l już g o t o w y referat i prze­
praszał zgromadzonych za zawód pięknym sążnistym telegramom.
N i c też dziwnego, że referaty na sesji wygłosili w y b i t n i k r a k o w s c y
uczeni r o z m a i t y c h specjalności podkreślając wa,go działalności
P i w n i c y w w i e l u aspektach. Prof. J u l i a n Aleksandrowicz rnówil
o j e j uzdrawiającym charakterze, prof. K a z i m i e r z K o w a l s k i
podkreślał rolę zabawy w procesie e w o l u c j i , zwracając, uwagę,
iż bodaj najistotniejszą różnicą, między człowiekiem a zwierzę­
ciem jest l u d z k a zdolność do zabawy rozciągająca się poza okres
dzieciństwa. Prof. K r y s t y n a Pisarkowa wskazywała, j a k prze­
łamując scliomaty naszego poznania opartogo n a poczuciu p o zaozasowości języka P i w n i c a t o poznanie pogłębia, jednocząc się
t y m s a m y m z nauką. Wspaniały referat socjologiczny wygłosił
p r o f . Stefan M o r a w s k i , o t r a d y c j i żartu w k r a k o w s k i m środowisku
profesorskim mówił p r o f . H e n r y k M a r k i e w i c z , a p r o f . Józef
M i t k o w s k i j a k o znawca dziojów zamierzchłych przypomniał,
1

114

j a k w l a t a c h 50-t.ych profesorska k o m i s j a ds. d y s c y p l i n y studiów
prowadziła zasadnicze dyskusjo zo studentem P i o t r o m Skrzy­
n e c k i m n u t e m a t p o t r z e b y s t u d i o w a n i a klasyków.
W zamykającym sesję roferacie doc. J a n Błoński nawiązał do
joj m o t t a , w y z n a n i a w i a r y p i w n i c z a n wziętego z Pascala: j e d y n a
rzecz, która nas pociesza w naszych n i e d o l a c h , t o r o z r y w k a —•
a wszelako t o jost największa z naszych n i e d o l i , ona głównie
przeszka,dza n a m myśleć o sobie i g u b i nas niepostrzeżenie. D o ­
cent Błoński stwierdził, że P i w n i c a biorąc żywy udział w swojej
współczesności i czerpiąc jednocześnie p o l n y m i garściami z h i s t o r i i
m u s i silą rzeczy łagodzić a n t y n o m i e łącząc coraz t o silniej niedolę
i pociechę.
Zauważył wreszcie Błoński, że najistotniejsza różnica między
Blaise Pascalem a P i o t r o m S k r z y n e c k i m jest t a k a , iż Pascal
n i g d y żadnej sesji n a u k o w e j nio zy/olał i na t y m —- a właściwie
n a szampanio p o d a n y m przez kolnorów o d W i e r z y n k a — n a j ­
bardziej k r a k o w s k a jaką można sobie wyobrazić uroczystość
została zakończona, choć t r u d n o t u mówić o j a k i m k o l w i e k za­
kończeniu, g d y jodna impreza g o n i drugą, g d y h i s t o r i a toczy się
nieprzerwanie".
Obszerną relację z t y c h obchodów zawarł M . Sienkiewicz
w rozmowie z J . Olczck-Ronikierową i P i o t r e m Skrzynockirn,
zob. M . Sienkiewicz, Zabawa w Jubileusz, rozmowa z J . Ołczak-Ronikierową i P. S k r z y n e c k i m , L i t e r a t u r a z 1 9 . X I I . 1 9 7 4 .
2

3

1974

M . Szybist, Jubileusz

Kraszewskiego,

Echo K r a k o w a , 2 0 . X I .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9948" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9926">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/71e3e73710710a8b2c624c2a2ccb3dd4.pdf</src>
        <authentication>9b8c6ee54b8f57b00ef0ff1f8656199d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118303">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118304">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118305">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2944</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118306">
                <text>O święcie i świętowaniu. Rozmowa z Piotrem Skrzyneckim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118307">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.107-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118308">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118309">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118310">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118311">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118312">
                <text>Zbigniew

Benedyktowicz

O ŚWIĘCIE I ŚWIĘTOWANIU, ROZMOWA Z PIOTREM SKRZYNECKIM
(Z U D Z I A Ł E M Z B I G N I E W A

FIJAKA,

CZESŁAWA

ROBOTYCKIEGO I A N N Y

Przygotowujemy

Z . B . Panio Piotrze, niech m i będzie w o l n o wyrazić nasz'a

SZAŁAPAK)

właśnie n u m e r pisma poświęcony

świętu

radość, że możemy gościć w Pańskiej P i w n i c y i że P a n przyjął

i świętowaniu. Nio wyobrażamy sobie tego t e m a t u bez Pana.

zaproszenie do tej r o z m o w y , i będzie gościem na naszych łamach.

Przez to 30 l a t tworzył P a n i stworzyd nie t y l k o niezwykle zja­

Niedawno P i w n i c a uczciła W i e l k i m B a l e m swoje 30docie. Przez

wisko a r t y s t y c z n e , alo stworzył P a n —• już sam, pojedynczo

to l a t a P a n i Artyści z P i w n i c y stworzyliście zjawisko u n i k a l n o ,

— u n i k a l n y s t y l bycia. Z w r a c a m y się zatem do Pana j a k o do

niepowtarzalno, niezwykło, wymykające

się wszolkim k l a s y f i ­

współinscenizatora

współorganizatora i — j a k t o o P a n u się

k a c j o m . Z g o d n i są co do togo a u t o r z y l i c z n y c h p u b l i k a c j i o P i w ­

mówi — do Spiritus

n i c y Jostościo — a P a n w szczególności „ ż y w ą legendą", uoso­

obcłiodów i uroczystości od r a z u z obcosowym p y t a n i o m : Panio

bieniem K r a k o w a . W a r s z a w i a k

Piotrze, c z y m jest święto, n a c z y m polega jego i s t o t a , czym jost

chętnie powiedziałby

miejscu, żo jest P a n F r a n c o m Fiszerem

Krakowa,

w tym
Francom

wedle Pana i d l a Pana świętowanie ?

Fiszerem w naszej współczesności. Jednocześnie wyrastacio da­
leko poza i p o n a d t e n Kraków. N i e c h więc Pana nio d z i w i , że po

P i o t r S. N i e , nie mogę odpowiedzieć na t o p y t a n i e n i c . J a
mogę t y l k o opowiedzieć P a n u o wystawie

teatrologach, l i t e r a t u r o z n a w c a c h , socjologach, filozofach, języko­
znawcach,

biologach, przedstawicielach

medycyny

—

nawią­

zuję t u do sosji n a u k o w o j , j a k a odbyła się z o k a z j i 20-lecia P i w n i c y

n a przykład...

A.S. ... Właśnio, Piotrze, co z tą wystawą, wszyscy są szalenie
zaniepokojeni, że wynosisz wszystko z P i w n i c y , że t u n i c nie
zostanie.

w 1976 r . w K r a k o w s k i m Oddzialo P A N , gdzie m . i n . o u z d r a ­

P i o t r S. N o t a k , oczywiście! B o wystawa nazywa się „Co n a m

1

wiającym charakterze P i w n i c y mówił Prof. J u l i a n Aleksandro­

movens t y c h wszystkich n i e z a p o m n i a n y c h

z tego zostało..."

wicz — intorosują się Panem teraz etnografowie. Jest P a n , możo

... Nie m o g j powiedzieć, bo wie P a n co, sprawa święta t o jest

P a n być, fascynującym o b i e k t o m , przepraszam, p o d m i o t e m dla

sprawa, bo j a w i e m — wszystkiego. J a mogę tyłko P a n u po-

wszelkich możliwych

badań p o d e j m o w a n y c h

przoz

historyka

k u l t u r y , d l a etnologa, zwłaszcza zaś dla t y c h etnologów, którzy
chcieliby się zajmować b a d a n i e m współczesnej k u l t u r y .
jeszcze bardziej uzasadnić t o nasze etnograficzne

wiodzić, żo za d w a tygodnio będzie w y s t a w a w Pałacu S z t u k i —•
niebywałe...

Żeby

Z . F . T o też będzie święto...

zainteresowanie

P i o t r S. A święto... Co to jost święto? W gruncio rzeczy t o

P a n o m , posłużę się anegdotą. K i o d y jeszcze przed tą rozmową

są sprawy w głębi poważniojszo, j a k religia, j a k rytuały... N i o

wstąpiłem w Warszawie

mogę Panio, woźmy nabożeństwa majowo, które teraz odbywają

do sąsiadującego z n a m i w I n s t y t u c i e

S z t u k i Działu T e a t r u , żeby „zasięgnąć języka", żeby dowiedzieć

się po kościołach. Był P a n ? J a b y lem, widziałem — fantastyczno,

się czy ktoś zajinujo się Piwnicą, dowiedziałem się, że niestety

fantastyczne...

n i k t . . . P a n i , z którą rozmawiałem, w y b i t n a specjalistka w dziodzinio t e a t r u p o w i o d z i a l a :

C R . Pamiętam Piotrze, nie w i c i n czy T y sobio t o p r z y p o m i ­

bo m y się twórczością amatorów,

nasz, bo t o było już dość dawno, jakieś piętnaście l a t t o m u , j a k

czy t o a t r e m a m a t o r s k i m — t a k jakoś powiedziała — w zasadzie

rozmawialiśmy u takiego p l a s t y k a , o n m i a l pracownię n a Zwio-

nic z a j m u j e m y . "

rzyńcu, n a s t r y c h u t a k i m o k r o p n y m . Pamiętam j a k staliśmy t a m

Było to powiedziano z wielką życzliwością, po-

wiodziałbym nawet z p e w n y m zakłopotaniem, wcale nie „oconia-

i całą noc rozmawialiśmy. J a mówiłem o różnych

j ą c o " , t y l k o t a k po p r o s t u opisowo, i n f o r m a c y j n i e , żebym się nio

poznawania rzeczywistości, byłem w t e d y „taki mądry", młody,

rozczarował, jeśli b y gromadzona

dokumentacja

dość skąpa... T a k więc, pemiow.ż nasze

sposobach

okazała się

twierdzący, że otnologia jost mądra na wszystko, że wszystko

etnograficzno-etnolo-

n a m tłumaczy. Rozmawialiśmy o różnych sposobach istnienia

giczne pismo zajmuje się także twórczością amatorską, sztuką,

człowieka w świoi ie. I T y na te wszystkie moje w y w o d y mówiłeś,

która w y m y k a się w s z y s t k i m k l a s y f i k a c j o m , i która

znajduje

że nie potrzebna

się na l a k zwanych

gmachu

„Alo ostatecznie to wszystko jest poezja". Czy to miejsce decy­

„niższych"

piętrach

wielkiego

jest t a etnologia, że wszystko

jest

poezją:

S z t u k i , więc P a n zo swoją Piwnicą będzio w naszym piśmie na

dowało o sposobie Twojej argumentacji ? W r a c a m do tej s y t u a c j i ,

swoim miejscu.

bo ona bardzo m i utkwiła w pamięci. Bo w tej c h w i l i powiedziałeś
właściwio, że dla Ciebie wszystko jest świętem, żo święto ,,to jest

W 1974 r o k u po obchodach Jubileuszu k u czci

Kraszewskiego

(było t o odtworzenie, w 95-tą rocznicę uroczystości 50-lecia jogo

sprawa w s z y s t k i e g o " . Co decydowało w t e d y o Twojej

pisarstwa, j a k i e odbyły się w K r a k o w i e , a więc właściwie 145-lecie
pisarstwa Kraszewskiego ) Maciej
2

Szybist

t a k pisał w „Echu

wypowie­

d z i , czy to miejsce, czy Twoje przekonanie, czy T w o j a przekora ?
P i o t r S. Czy to sprawa miejsca? T a k , pamiętam tę pracownię,
to była bardzo p o e t y c k a pracownia, alo wiesz, j a dzisiaj nie

K r a k o w a " : Jeżeli Państwo zobaczycie pewnego pięknego dnia

powtórzyłbym już togo zdania. On m a inną pracownię w i n n y m

na błoniach k r a k o w s k i c h wielką defiladę i przeciągający przed

miejscu, i to co teraz r o b i , t o przepraszam, to jest galautoria...

trybuną t a b u n k a w a l e r y j s k i c h k o n i z ułanami na nich

obok

On

wtedy

kłamał swoją

pracownią, swoim sposobem

bycia.

ambasadorów obcych mocarstw i rzesze k r a k o w i a n za szpalerami

A ja — z a n i m spotkaliśmy się t u wszyscy razem — mówiłem już

p i e c h o t y to nie będzio to oznaczało, iż kręcą f i l m o czasach

Waszemu koledze, żo dla m n i e Piwnica to nie jest t y l k o sprawa

przedwojennych

miejsca, K r a k o w a i t d . , ale l u d z i , f a n t a s t y c z n y c h

i nio będzie to oznaczało, że

zwariowaliście

ludzi j a k i c h

i bierzecie udział zamiast Waszych ojców czy m a t e k w uroczys­

t u spotkałem, jacy t w o r z y l i i tworzą tę Piwnicę. J a nie mogę

tości sprowadzenia

teraz t u wymieniać w s z y s t k i c h , nie byłbym w stanie. Mówiłem

prochów Słowackiego na W a w e l . Będzie t o

po p r o s t u oznaczało, że P i o t r Skrzynecki i Piwnica, przeprowadza

P a n u o Wicśku D y m n y m , który nic był z K r a k o w a i t a jego

nową akcję z udziałem i p r z y pomocy władz m i e j s k i c h , straży

plobojskość, chlopskość drażniła wielu. O n nie zawszo b y l r o z u ­

pożamoj

m i a n y . Teraz, z p e r s p e k t y w y

wojska i L i g i Ochrony K r o j u . "

3

To b y l 1974 r o k ! Ten

tekst wyprzedza t o , co wydarzyło się sześć łat później —- Wjazd
Księcia Józefa Poniatowskiego

do K r a k o w a . Potem przyszły inne

czasu

widzę jeszcze

wyraźniej

ile j a . ile m u Piwnica zawdzięcza.. Л j a k on wspaniale rysował.
Może ta w y s t a w a

jest właśnie dla niego, żeby m u t o oddać.

rocznice, biegł czas, czas nabrzmiały od wydarzeń i t a k Piwnica

Chciałbym go jakoś uczcić na tej w y s t a w i e , poświęcić m u osobne

z biegiem d n i wkroczyła w swój wiek męski. Ale przejdźmy do

miejsce, osobną salę... A co jest świętom, co jost b a l e m , co jest

konkretów.

sytuacją? Takie zdarzenie, czy pamiętasz Bożenę Dobrzyńską...

107

�CR.

przyjściem

Z . B . Wszystko t o , o c z y m mówicie, t e n k o n t r a s t , t e n piękny

z Anią piwniczno szaloństwa n a K a n o n i c z e j .

strój, t a elegancja, heroizm t a k i e j p o s t a w y na przekór s y t u a c j i ,

T a k , oczywiście, właśnie przed

wspominaliśmy

Waszym

Bożena była doktorantką w InstyLucio Psychologii i mieszkała na

zasada

K a n o n i c z e j 14, to był D o m Młodego N a u k o w c a , w którym też

trochę t o , o c z y m mówił P a n , Panio P i o t r z e , jeszcze p r z e d tą

mieszkałem, w skrócie p o p u l a r n i e n a z y w a n y D e m o n . Możo w a r t o

rozmową, g d y była m o w a o k o n d y c j i A r t y s t y w ogóle, g d y mówił

t u d l a przyszłego c z y t e l n i k a dodać, że Bożena mieszkała n a

P a n też o wolności a r t y s t y wobec świata, wobec l u d z i , o t y m ,

parterze, i j a k się kończył p r o g r a m P i w n i c y , gdzioś k o l o 1-ej,

co określa także w powien sposób Pana kondycję, Pana nieco­

2-giej w n o c y , t o szło się na K a n o n i c z a do Dobrzyńskich, stukało

dzienny, niezwykły sposób życia i s t y l b y c i a .

w o k i o n k o i t a m p o t e m zabawa trwała d a l e j .

pozostania w i e r n y m sobie

do końca, p r z y p o m i n a m i

P i o t r S. N i e , t o jost co innego. Myśmy r o z m a w i a l i inaczej...

P i o t r S. Właśnie podczas jednej t a k i e j zabawy

poszliśmy

inaczej... J a Panu mówiłem coś innego. Wolność nie istnieje.

z Bożeną podziwiać powódź. B o w t e d y była powódź w K r a k o w i e .

J a P a n u powiedziałem, żo nie jestem związany z n i c z y m k o m p l e t ­

Zabawa trwała dalej, a m y niopostrzożonio w n o c y , n a d r a n o m

nie. A n i wobec spoleczoństwa, a n i wobec spraw „ l u d z k i c h " : a n i

wyszliśmy z Bożeną: I d z i e m y podziwiać powódź!

Pamiętam

d o m , a n i żona, a n i dzioci, a n i coś t a m . . . j a jestem s w o b o d n y ,

w t o d y ona założyła t a k i c u d o w n y kapolusz. O n a była r o m a n ­

Panie, bo m n i e te wszystkio s p r a w y nio obchodzą. J a p o d t y m

tyczną kobiotą — p o e t y c k a , piękna, d z i w n a . J a k myśmy cudownie

względem jestem kaleką, j a w i e m , żo jestem kaleką... ale jestem

w t e d y r o z m a w i a l i . Siodzioliśmy n a ławce n a d Wisłą, t o była

s w o b o d n y m kaleką.

piękna r o z m o w a . Z nią się cudownie rozmawiało, t a k się zaga­

Z . F . P i o t r z e , w j e d n y m z wywiadów powiedziałeś: „ G d y p o ­

daliśmy, że woda n a m p r a w i e stanęła do k o l a n . Z nią się cudownie

wstawała P i w n i c a , nie mieliśmy a n i mioszkari, a n i pieniędzy, a n i

rozmawiało... J a w t e d y uświadomiłem sobie cudowno pojęcie

żon, a n i mężów, a n i dzieci... L u d z i o b y l i niezałożni o d wszyst­

romantycznej kobioty...

kiego... A teraz każdy zarabia, m a swojo s p r a w y . J a należę do
Poniatowskiego,

t y c h n i e w i e l u co zostali n a zawsze..." Więc Zbyszek m a rację

O l b r y c h s k i b y l za księcia. P o p i . a ona była w orszaku, była w t a k i e j

C R . Pamiętasz, ona była wo Wjeździe Księcia

k i e d y mówi o T w o j e j wierności sobie i P i w n i c y , chociaż i T y

zielonkawej s u k n i .

też „masz rację" i jesteś k o n s e k w e n t n y , g d y mówisz, że wolność

P i o t r S. I po k i l k u l a t a c h j a jadę do R a b k i , k i o d y już w i e m ,
że ona u m i o r a . Szla w t e d y przez p a r k zachwycona, była cudownie

nio istnieje, bo dodawałoś: „ W i ę c jestem skazany n a Piwnicę.
Może t o moje

przeznaczenie... '
1

u b r a n a . I j a już w i e m , że ona w i e , że u m i e r a , i ona wie, że j a

Z . B . Może nie drążmy już tej k w e s t i i d a l e j , chociaż i m n i e

wiem... pamiętam ją, j a k idzie przez t e n p a r k do d z i s i a j ; w tej

się w y d a j e , że t o , co P a n t u powiedział przed chwilą, to bardzo

sytuaoji...

s u b i e k t y w n a ocena, i że z b y t łatwo w niej o d m a w i a P a n sobie

To

była

spacerzo, do końca.

108

romantyczna kobieta na romantycznym

tego, co postrzegane

jest przez w i e l u j a k o właśnie h e r o i c z n y

�do czegoś innego. P a n właśnie wrócił ze

w a h a m się, nio w i e m czy się n a to zgodzić, czy to poważne (śmiech)

C R . T a k , wszyscy w K r a k o w i o mówili — P i o t r jost w Szczaw­

wyjść na t a k i e j f i g u r c e . . a j a k P a n to w i d z i . . . przecież to może

wybór. Przejdźmy

... nie w i a d o m o , co mogą z człowieka zrobić... j a k człowiek może

Szczawnicy.
n i c y , P i o t r wyjechał bawić u wód do

być koszmarok... idzio P a n przez Sukiennice a t a m t y l u małych

Szczawnicy...

Z . B . Chciałbym więc zapytać się Pana, c z y m jest t a k i w y j a z d

Skrzyneckich na straganie... no nie w i e m , nie wiem... U w i o l b i a m

dla Pana —• i t u nie będzie już P a n mógł zaprzoozyć —• d l a Pana,

Kraków, u w i e l b i a m l u d z i , ale j a k każdy potrzebuję czasom być

który nie będąc związany z n i c z y m , co powszechne, który żyje

sam... Wyjechałem do Szczawnicy, gdzie też m a m wspaniałych

w

świąteczny

przyjaciół, którzy troszczą się o moje zdrowie. P a n w i e , j a k i e

i karnawałowy n i o m a l , a t a k jest P a n postrzegany przoz w i e l u —

toraz kołojki do lekarzy... T o przecież byłaby wielka niowdzięcz-

to przecież w związku z t y m i cochami m . i n . postawiono

ność, g d y b y m nio skorzysta! z tej o k a z j i , która m i się nadarzyła...

sposób niejiowszedni, niocodzionny, niozwykły,

Panu

propozycję wprowadzenia do sprzedaży, pośród pamiątek z K r a ­

Więc, jestem w tej Szczawnicy

k o w a , pańskiej f i g u r k i , którą można b y kupić w Sukionnicach,

do m n i e t r z y k u r a c j u s z k i , t r z y panie. J a już wcześniej zauważy­

i p o p a r u d n i a c h zgłaszają się

Pana, którego wizerunek pojawił się na „odpustowych" luster­

łem, żo m i się przyglądają, że t a k krążą, krążą coraz bliżej, aż

k a c h , sprzedawanych, losowanych czy wyznaczonych j a k o n a ­

wroszcie przychodzą do m n i o , p y t a m o co chodzi, a one mówią:

groda i r o z c h w y t y w a n y c h j a k t a l i z m a n , już nio pamiętam p r z y

W i o P a n , dowiedziałyśmy się, że P a n jost z K a b a r e t u . N i e c h

okazji jakiego t o b a l u zorganizowanego

p r z y którejś t o kolejnej

P a n n a m powie co m y m a m y zrobić, bo t u wszystko jost do

improzio, ozy rocznicy P i w n i c y . C z y m jost więc t a k i w y j a z d d l a

dziesiątej, j a k t u się zabawić, j a k się rozerwać?! N o , niechże n a m

Рапа, którego przyjaciele „porywają" taksówką do B u d a p e s z t u

P a n coś p o r a d z i , d r o g i Panie... N o , co j a mogę poradzić... co j a

i odwożą tążo taksówką do K r a k o w a , żeby P a n zdążył n a sobotę,

mogę poradzić...

n a swój k a b a r e t ( t a k przecież było p r z e d występom d l a e t n o ­

C R . A nio próbowałeś napisać i n s t r u k c j i „ d o rozorwania się" ?

grafów, k i e d y wszyscy zadawali sobio p y t a n i e : przyjedzie

P i o t r S. N o t a a a k ! Próbowałom, rozmawiałem przez t r z y go­

czy

nio przyjedzie, zdąży 1 —• N a pewno przyjedzie — pocieszano się

dziny p r z y butelce w i n a : j a k się rozerwać... I okanujo się, że

-— bez Niego przecież K a b a r e t nie może się odbyć. To rue byłby

Szalay,

t e n K a b a r e t , t o nie byłaby p r a w d z i w a P i w n i c a . I t a k też się

P i e n i n te spływy p o D u n a j c u . . .

stało. P a n zdążył, P a n b y l n a czas). C z y m jest więc t a k i w y j a z d
do Szczawnicy dla Pana, d l a którego wszystko jost poezją, każda
c h w i l a jost świętem, i n a w e t powódź jost s p e k t a k l e m g o d n y m
podziwu?

Czy jest skokiem w powszedniość i powszechność,

„wczasami", u r l o p o m , odpoczynkiem... o d święta? Czy możo
P a n coć powiedzioć n a m n a t e n t e m a t ?
P i o t r S. U w i e l b i a m Kraków... t a k , t o rzeczywiście p r a w d a
z tą figurką; p r o p o z y c j a

jost wciąż a k t u a l n a , ale, wio P a n ,

właściciel Szczawnicy,

bawił się cudownie... robił o d

C R . T o t y o d Szalaya zacząłeś, t a k ? . . .
P i o t r S. N o bo j a opowiadałem, j a k o n robił to f a j e r w e r k i , bo
się nudził, a jednocześnie wieczorom była feeria...
C R . A rano joszcze malował widoczki...
P i o t r S. B o nie w i e m , czy wiooio, Szalay z n a l B a u d c l a i r e ' a
i czytał Kwiaty

Zla, a pamiętacie koniec Preface... przeczytajcie,

p r z y p o m n i j c i e sobie... koniecznio... Największym grzechom jest,
j a k o n w y l i c z a wszystko —• i t o jest zabawno, i t o jest zapisane

109

�П. 3. P i o t r Skrzynecki, zawsze w kapeluszu, jest już legendarną postacią
F o t . Z. F i j a k

przez Szalaya
wylioza

— największym

grzechem

A wiata jost, j a k o n

P i o t r S. N o t a k ! J a siedzę t r z y godziny i o p o w i a d a m j a k

wszystko, wszystko, w s z y s t k o : m o n frero, m o n a m i

trzeba spędzić wieczór. J a o p o w i a d a m swoją sobotę, moją sobotę.

i t a k dalej, i t a k dalej, c'est e n n u i — to jest n u d a . I t e n Szalay,
wspaniały założyciel Szczawnicy postanowił: nic będę się nudzić.
I pomyślcie sobie, t e n Węgier jakiś przyjechał i , słuchajcie, nie
dość, że trysnęły to cudowne źródła —• nie źródła, c u d y - n i e w i d y . . .
t a m przyjeżdżał p r e z y d e n t Z y b l i k i e w i c z i wszyscy b a w i l i się t a m
j a k szatani... J a k j a zobaczyłem t a m to w t y c l i a r c h i w a c h , j a k
pokazała m i to t a k i e r o w n i c z k a , t o spisałem t o wszystko w ciągu
dnia... „ B o nudzić się wieczorem nie można" — t a k napisał,
słuchajcie..., i t o w m u z e u m przeczytałem i m a m to napisano,
słuchajcie... bo wieczorem nudzić się nie można (śmiech)... rano
trzeba... a nudzić się wieczorem nie można...

Z . B . Sobota w Kabarecie jost d l a Pana świętem?
P i o t r S. Panie, to b a l oszalały, z wściekłością, nienawiścią,
szaleństwem, z czułością, z miłością, t a k . . . fantastyczne.
C R . I T y t y m p a n i o m opowiadałeś swoją sobotę?
P i o t r S. N a t u r a l n i e , j a sobie zrobiłem, t o zróbcie sobie coś,
proszę bardzo, zróbcie t o sarno j u t r o . . . I one t a k rozbawione
wychodzą już po dziesiątej, że rzeczywiście t a k można żyć...
N o bo co j a mogłem innego zrobić... Przecież j a jestem naprawdę
zmęczony. Żebyście b y l i , żeby ktoś b y l na m o i m miejscu j u t r o
w Piwnicy...
A.S. N i e , rzeczywiście n i k t i n n y b y się tego nie podjął, Piotrze.

A.S. B a n o można? Nienawidzę się nudzić rano...
P i o t r S. T a k , t o wspaniały pomysł wspaniałego Józefa Szalaya,
bo rzeczywiście, wieczorom nudzić się nie można, bo p o p r o s t u ,
umówmy się, nudzić się to straszne nieszczęście, trzeba

wie­

czorem coś zrobić, zawsze...
A.S. Słyszałam, że t y l k o p o południu można być szczęśliwym...
P i o t r S. N i e , ale nudzić się wieczorem nie można... wierzcie
m i , j a k j a to p o w t a r z a m , j a naprawdę zaczynam mieć poczucie

P i o t r S. To jest t a k a harówka, żeby zrobić b a l , święto...
Z . F . A wiesz, Piotrze, że vein der Lecuw w rozdziale o święcie
w s p o m i n a piękną, legendę, która mówi, żo w d n i u szabatu n a w e t
potępieńcy odpoczywają w piekle o d swoich mąk ?
Z . B . N o właśnie, P a n mówi harówka — to jest to praca czy
odpoczynek w końcu, czy t o jost święto ?
P i o t r S. Czcić Boga to jest bardzo ciężko, a j a t a k się modlę,

myślałem o tej w y s t a w i e ,

to jest bardzo ciężko, bo j a muszę być t u t a j czysty, świadomie

uświadomiłem sobie j a k ludzio nudzą się okropnie wieczorem...

j a się modlę i t y m i p i o s e n k a m i , i tą cudowną twórczością t y c h

i j a k j a widzę te t r z y panie... P a n pytał, czym jest dla m n i e t a k i

l u d z i . Panic, naprawdę to jest m o j a m o d l i t w a . . .

charyzmy... I k i e d y w Szczawnicy

wyjazd... j a jestem szczęśliwy, bo j a chcę być sam, ale widzę że
trzeba coś zrobić, trzeba i m pomóc... Więc i m mówię, żo trzeba

P i o t r S. T o d o t y c z y l u d z i , a nie artystów.
C R . To masz podział n a l u d z i i artystów.

piosenki,

trzeba

mówić

wiersze,

trzeba

potańczyć,

Z . F . T o wszystko jednego wieczoru, naraz?

110

(...)

Z . B . Była już t u m o w a , żo ludzio nio umieją się toraz bawić...

śpiewać

trzeba się pokochać, trzeba się pokłócić... żeby było cudownie...

1

Krakowa.

P i o t r S. N o t a k ! Powiedziałem, żo m n i e ludzie nio obchodzą
k o m p l e t n i e , publiczność, nie publiczność...

�2 . F . N i o mów Piotrzo, kochasz przecież tę swoją publiczność,

C R . T o będą r o k w i z y t y 30-locia, t a k ?
P i o t r S. Co t y l k o m a m y . . . że będzie można zabawić t y c h l u d z i

kochasz ją, kochasz.
Z . B . Joździcio z Piwnicą —• t u z w r a c a m się i do A n i — dużo

n a m i s a m y m i . . . bo wie P a n co to jest święto, j a k P a n mówi

Holandia,

0 święcie... Święto... to jest b u n t woboc rzeczywistości absurdal­

Wiedeń. J a k a t a m jest publiczność, czy ludzie t a m lepiej umieją

n e j , która jest... a b s t r a k c y j n a , której się nio rozumie... z j e j

się bawić. — E l i a d e p o w i a d a , że d l a współczesnego człowieka

systemem

podróż jest j a k b y świętem. C z y m są d l a W a s te podróże... do

z j e j tytułomanią nie tytułomanią, której nie r o z u m i e m . . . święto

czegoś zupelnio innego ? J a k t o z t y m jest ?

jest t y m c u d o w n y m m o m e n t e m , w którym wszyscy się z tego

po

świocio: F r a n c j a ,

Niemcy,

A n g l i a , Szwajcaria,

P i o t r S. J a P a n u p o w i o m , co t o jest. T u są dwie s p r a w y .
Pierwsza t o — możemy zobaczyć inne wspaniałe m i a s t a , d l a m n i e
n a przykład t a k i m okazał się L o n d y n ; i w ogóle, że mogę stąd
wyjechać do innego, dużego, większego niż to m i a s t a , Paryża n a
przykład. A druga... t o , co m n i e najbardziej w t y m w s z y s t k i m
obchodzi i t o n a m się udało, fantastycznie n a m się udało, t o
tęsknota t y c h l u d z i — przocież ciągle Polaków — za swoją toż­
samością; c i ludzie tęsknią za k r a j e m , i o n i ją odnajdują, i t o jest
cudowne... cudowno p i o s o n k i i artyści, f a j n i artyści, a u t e n t y c z n i e

wyłączają. J a nie będę się powoływał n a żadne źródła, na t o , co
k t o powiedział... co napisał... t o m n i e nie obchodzi... j a sam to
odczuwam... w Wigilię... dlaczego W i g i l i a jest t a k a cudowna, bo
ludzio się odnajdują... w Wigilię jest t a k zawsze, t o jest cudowne...
to jest fantastyczna h i s t o r i a . J a sobie chodzę po mieście i widzę
t y c h b i e d n y c h , zabieganych l u d z i i w i e m , że za chwilę, za chwilę...
o n i poczują się w o l n i , swobodni, żałośni... J a k j a to widzę, j a
jestem przejęty t y m za każdym razem... że spotkają się ze sobą
na W i l i g i i . . . podzielą opłatkiem, a p o t e m parę d n i później lecą
1 tańczą sobie n a balu... fantastyczno, bo święto jest t y m c u ­

f a j n i artyści, bo t o są p r a w d z i w i artyści...
C.B. Jesteście rodzajom psychoanalitycznego zwierciadła d l a
t y c h l u d z i ? A o n i d l a Was...

downym

okresom

Narodzenie...

czasu, g d y wszyscy

się wyłączają...

W i g i l i a , j a naprawdę jestem

Boże

t y m przejęty

za

każdym razom...

P i o t r S. T o także...
A.S. D l a m n i e najciekawsze są s p o t k a n i a z t y m i ludźmi p o
występach, k i e d y przychodzą porozmawiać. Te s p o t k a n i a i te
r o z m o w y są naprawdę niezwykłe.
P i o t r S. B o w ogóle j e d y n e c o k o l w i e k , co m n i e wiąże n a j ­
bardziej, poza R y n k i e m nie R y n k i e m , p a t r i o t y z m e m nie p a t r i o ­
t y z m e m , t o te... t r z y , cztery piosenki... a przez t o p i o s e n k i ,
przez t y c h r o z m a i t y c h l u d z i , których spotkałom w P i w n i c y , j a
się przywiązałem do Ojczyzny,

wszystko jedno czy t o będzie

D y m n y nie D y m n y , czy wspomnionie D y m n o g o . . . czy t o będzie
Z y g m u n t K o n i e c z n y i jogo wspaniała m u z y k a . . . j a spotkałem t u
t y l u r o z m a i t y c h l u d z i . . . a reszta m n i e nic nie obchodzi... I c i
ludzio, którzy nas przyjmują t a m , t o — j a mówię szczerze, poważnio — toż przez te cztery pioseneczki... czy j a k E w a D e m a r ­
czyk jodzio do A m o r y k i i śpiewa Tomaszów... jesteśmy s a m i ,
Panie, k o m p l e t n i e sami...
CK.

władzy, społeczeństwem, którego się nie rozumie,

C R . T o , Piotrze, j a k T y robisz Wigilię, opłatek w P i w n i c y ,
czy j a j k o , t o prowokujesz

taką samotność u l u d z i , o j a k i e j

mówisz...
Z.B. Nie!
C R . ... czy t r a k t u j e s z t o j a k o spotkanie, j a k rodzinne spot­
kanie ?
P i o t r S. N a t u r a l n i e ! Ludzio muszą być razem przez chwilę,
muszą się spotkać, muszą się dotknąć... w rodzinie ino zawsze
to jest możliwe, nie zawsze t a k jest... są jeszcze i t a c y co nie mają
r o d z i n y . . . t o jest trochę inaczej. A dlaczego robię te bale, nie
bale, facecje, zabawy, w y s t a w y . . . p o t o , żoby się spotkać, bo j a
się przyglądam w t e d y i c h radości... j a wolę widzieć j a k ludzie są
szczęśliwi, j a k się cioszą, j a k się radują, niż patrzoć j a k się m o r ­
dują... biją, dlatogo, że j a p o p r o s t u wolę... J a wolę

Wjazd

księcia Poniatowskiego niż dwio g o d z i n y w V i s a V i s ( B a r k a w o w y
niedaleko Pałacu p o d B a r a n a m i , n a R y n k u w K r a k o w i e , gdzie

Ale t o , o c z y m mówisz, t o dola a r t y s t y , o której c i

artyści przez w i e k i opowiadają, że są s a m i .

atmosfery i publiczności — p r z y p . red.)... i to jost możliwe t y l k o

P i o t r S. N i e ! N i e p r a w d a ! ! ! Jesteśmy sami... t o jest świństwo!...
Jostośmy wysepką w m o r z u bestialstwa, szarzyzny,

n a stojąco można napić się wódki, słynny dla swej spocyficznej
w święcie, żo j a potrafię wejść do obcego d o m u w L i m a n o w e j ,

głupoty,

i j a t o zrobiłem... bo święto t o jest coś niezwykłego... i c i prze­

wysep­

rażeni ludzie mówią; „ W o j d ź P a n ! " —• i t o jost c u d o w n o ! T o

ką... bo k t o t o są artyści... Panie... artyści t o są nieśmiali ludzie...

jest święto... j a t a k zrobiłem w 59 r o k u , nio pojechałem do

N o t a k ! . . . Słuchaj, jeżoli M a r t a Meszaros, węgierska rożyserka,

Łodzi na Wigilię do m a m y , do b r a t a . . . chciałem być sam... wsia­

łajdactwa, c y n i z m u , n i e t o l e r a n c j i , przemocy... jestośmy

p r z y c h o d z i do m n i e i mówi m i : słucłiaj, t e n K a b a r e t , co widziałam

dłem w o s t a t n i a u t o b u s i pojechałem... i nie t o , żebym znał t y c h

wczoraj, jost niemożliwy a n i u nas w Budapeszcie, a n i gdzie

l u d z i wcześniej, nio... i mówię: chciałbym być z W a m i . J a do n i c h

indziej... Dlaczego j a się czopiam j e j , jego, jego, jego, jego, Ciebie,

zachodzę a o n i przerażeni mówią: Wejdź Pan... i t o jest święto...

Pana, j e j . Dlaczego j a d o t y k a m ciebie, ciebie, jego, j e j , dlaczego

Z . B . T o przecież jest t a k , j a k t u t a j w P i w n i c y , k i o d y P a n

A n i u , j a W a s d o t y k a m , dziękuję j a k schodzicie ze sceny, j a k

staje wieczorem p r z y m i k r o f o n i e i mówi do t y c h l u d z i : Szanowni

wchodzicie i g d y jest już po w s z y s t k i m , j a k z W a m i r o z m a w i a m . . .

Państwo... Szanowno Panio... Szanowni Panowie, c z y : M o i k o ­

bo dla m n i e t o jest święto, j a się t a k modlę...

c h a n i , witajcio... słuchajcie, słuchajcie...

Z . B . T o b r z m i bardzo poważnie, n a t o m i a s t gdy...

P i o t r S. T a k ! T o n i c z y m się nie różni... t o jest t o samo... j a

P i o t r S. T o jest wyspa... j e d y n e z a c z e p i e n i e .

o t y m pamiętam. B o jeżoli do m n i e p r z y c h o d z i facet, jakieś pół

Z . B . ... pamiętamy, żo jeszcze została zabawa... j a k k a b a r o t ,

r o k u t e m u i o n m i mówi, że o n już o d d a w n a nie mieszka w K r a ­
k o w i e , żo o n się wyniósł z K r a k o w a , alo żo ilekroć t u przyjeżdża

jak...
P i o t r S. To nio jost zabawa, t o jost r a t u n o k . . . r a t u n e k osta­

t o m u s i być w P i w n i c y , bo o n t r a k t u j e t o j a k mszę świętą, bo o n

teczny. Panio, z t y m K a b a r o t o m . . . z t a l o n t e m t y c h artystów,

po p r o s t u źle się czujo bez tego... i żo j a k raz n a tydzień m u s i iść

którymi jostom otoczony t o m y byśmy m o g l i robić t a m cudowne

do kościoła, t o t a k samo ilekroć t u jost, w K r a k o w i e , t o m u s i

rzoczy n a t y c h m i a s t . . . t o jest t a m do zrobionia n a t y c h m i a s t . . .

t u przyjść, bo o n inaczoj po t y m o d d y c h a i o n możo spokojnie

alo nie mielibyśmy ojczyzny, K r a k o w a , nio mielibyśmy tej c u ­

wracać t a m , gdzie jest teraz... t o przecież jest w t y m coś waż­

downej publiczności, która jest t u t a j , która nas rozumie, t y c h

nego

c u d o w n y c h l u d z i , którzy są z n a m i t u t a j , którzy przychodzą.,.

(...)

I j a w i e m , żo t o m n i e też jost potrzebno. J a jostem po p r o s t u

J a nio w i e m , co o t y m myśli A n i a , która t u t a j siedzi, c z y m t o

szczęśliwy j a k widzę j a k t u przychodzą wciąż n o w i ludzie, j a k

jest d l a n i e j . . . alo d l a m n i e w każdym bądź razie t o jest święto...

widzę, żo oi przychodzą, c i przychodzą, c i przychodzą —. j a

C z y m t o było d l a D y m n e g o

mówię o a r t y s t a c h , którzy chcą coś w P i w n i c y robić... j a jestom

— nie w i e m . . . m n i o się p o d o b a

miejsco, w którym jostom, alo g d y b y nie było soboty, P i w n i c y ,

szczęśliwy p o p r o s t u , że są; j e d n i zostają, j e d n i nie, t o nie ważne,

to nio wiern... może byłbym sklepikarzem w Paryżu, który

ale j a jestem szczęśliwy, żo są, cokolwiek b y z r o b i l i . . . dlatego

u w i e l b i a m . . . I teraz ta cudowna rzocz... że w Pałacu S z t u k i można

dla m n i e t o jest ważne, o c z y m już mówiłom; j a nie w i e m po co

zrobić taką facocję... taką zabawę... za d w a tygodnie...

i m to jest, dlaczego t o robią, dlaczego t u przychodzą, ale j a

111

�muszę i m podziękować g d y już p r o g r a m się skończył, g d y p u b ­

trzyłem n a kwitnące b z y , bo w t e d y właśnie w Szczawnicy kwitły

liczność w y c h o d z i , joszczo zatrzymać się z n i m i n a m o m e n t . . .

b z y , i zamachałem t a k ręką do gwiazd i zawołałem: „Cześć",

j a muszę i m podziękować, bo o n i z r o b i l i t o n wieczór... J a nie

A u g u s t y n k u k o c h a n y , Bóg Ci c h y b a wybaczy

w i e m j a k i m , ale m n i e t o jest potrzebne... dla m n i e t o jest n a j ­

tego, że nie żałujo... T o jost t a k genialne!

ważniejsza chwila... B o jeśli t a k przyjrzeć się w ogólo, to współ­
cześnie ludzie mają t a k mało czasu n a t o , są pogrążeni w codzien­
ności, a n a święto mają t a k mało czasu... B o jeśli wziąć czter­

tę noc!... Żałuje

C R . Czy t o , Piotrze, mogłoby być rodzajem m o t t a do Twoje­
go życia ?
P i o t r S. (...) B y ć może... Być może j a przetańczyłem

swojo

dzieści l a t życia człowieka, r o b o t a nie r o b o t a , to — t a m t o , to n a

życie niepotrzebnie...

bo j a proponowałem l u d z i o m t y l k o za­

święta w y p a d a tego ile? T r z y , pięć l a t z całego życia... M n i e się

bawę... Możo trzoba było robić co innego... sam nie w i e m co...
Z . F . A cóż, Piotrze, mógłbyś robić innego lopiej, za co ludzie

w y d a j e , że to trzeba jakoś odwrócić...
C R . Chciałbyś, Piotrze, pozbawić l u d z i codzienności?

b y l i b y c i t a k wdzięczni, j a k za t o co robisz ? A jeśli idzie o tanioc

P i o t r S. T a k ! Trzoba odwrócić porządek, bo święta — c z y l i

i św. A u g u s t y n a — to chociaż nio miało t u być n a z w i s k , v a n der

to co jost istotą życia —• ludzie robią o d czasu do czasu. A święto

Lcouw t w i e r d z i , żo w niobie tańczą. Napisał t a k i esej: Czy w niebie

p o w i n n o trwać cały tydzioń. Nie w i e m , może j a t a k mówię, b o

tańczą ?
Z . B . Znów w t y m , co P a n mówi, zabrzmiały t o n y poważne.

nie potrafię n i c innego, nic „ludzkiego" robić...
A.S. T a k , d l a P i o t r a „dzień p o w s z e d n i " w ogóle nie istnioje,
to jest p r a w d a : P i o t r nie możo żyć bez święta...
P i o t r S. I teraz sprawa t o j w y s t a w y . . . B o k t o m a dzisiaj n a
t o czas... N i k o g o t o nie obchodzi. Dzięki naszoj wystawio chcieliś­
m y t o jakoś odwrócić. B o s z t u k a musi być skandalem. Dlaczego
do tego samego Pałacu S z t u k i waliły tłumy n a Wyspiańskiego,
na Wyczółkowskiego, którzy t a m w y s t a w i a l i ? —• P r z y c h o d z i l i ,
bo t a m były skandale. N i e da r a d y , sztuka m u s i być skandalem.
I

t o będzie s k a n d a l , naprawdę, co m y t a m w y s t a w i m y . J a k

przyjdziecie

j u t r o , j a k zobaczycie co m y już t a m m a m y , t o

złapiecie się za głowę. To może już t y l e wystarczy o t y m święcie...
J a może Рапа i W a s rozczarowałem, że nie było nic z tego, cośmy
sobio obiecywali, ale j a spocjahiie wolałom powiedzioć t a k , nie
mówić nic o m o i m u k o c h a n y m E l i a d e m , nie powoływać się n a t o ,
co k t o powiedział, co Levi-Strauss, a co i n n i t a m jeszcze powiedzioli n a t o n t e m a t — pisarze, uczeni, artyści, poeci, a co So­
krates i t d . i t d . Wydawało m i się, że t a k będzie lepiej...
CR.

A skoro padły już nazwiska, t o przecież w a r t o

przypomnioć

motyw

pojawia

tancerza,

linoskoczka —• a r t y s t y , który

się

u K i e r k o g a a r d a — publiczność jest zauroczona, rozanielona j a k b y
zapomniała o t y m , żo ton. a r t y s t a r y z y k u j e przecież swe życie...
P i o t r S. T a k , t o w i e l k i t e m a t . A l e u K i e r k e g a a r d a

t o coś

więcej, w Bojażni i drżeniu..., t o s y m b o l , metafora losu ludzkiego,
a może na wot i więcej... T o n m o t y w
w Zaratustrze,

jest też u Nietzschego

t y l k o t o n i e jest t a k j a k P a n mówi. Publiczność

jest w p a t r z o n a w artystę, drży i b o i się, że on spadnio, żo umrze...
że jeszcze sekunda, jeszcze sekunda i już nas nie m a . . .
Z . B . T a k , rzeczywiście t o bardzo

charakterystyczne,

i tu

zgadzam się ze Z b y s z k i e m — g d y z k i m k o l w i e k się r o z m a w i a
o P a n u , j a k ludzie Pana wspominają, j a k wuełu żyje t y m co P a n
i m dał, t y m co P a n u zawdzięczają. T a k było w Warszawio, g d y
mówiłem, że będziemy z Panom rozmawiać, wielo osób zaczynało
o d : A pamiętam j a k Piotr,.., N i g d y nio zapomnę j a k P i o t r . . . T o
Pana przecież łapią nioraz za rękaw n a u l i c y , j a k teraz g d y szliś­
m y t u n a tę rozmowę, i zaczynają wspominać: Pamiętasz P i o ­

No oczywiście, Piotrze, przecież nie o t o chodziło...

Z . B . A l e powiedział P a n o św. A u g u s t y n i e coś pięknego,
czego nio wiedziałem, i jostom za t o P a n u bardzo wdzięczny.
A.S. Piotrze, co powiedziałeś Z b y s z k o w i o świętym A u g u s t y ­

trze... Takżo i Czesiek przecież zaraz n a początku —• Pamiętasz
Piotrzo

j a k . . . piętnaścio l a t t o m u rozmawialiśmy na s t r y c h u .

P i o t r S. T a k , ludzie dobrze m n i e wspominają, bo proponowałom i m t y l k o zabawę... A czy mógłbym robić coś innego... J a
zawsze byłem zafascynowany

nie ?

t y m , że „jestem"... B o co j a

l u d z i o m proponowałem, czy t o picio wódki p o d kasztanem,

Z . B . O św. A u g u s t y n i e %v Szczawnicy...
Wyznaniach

które jest rozkoszą, czytanie wierszy... czy rozmowę... Panie, j a

j a k o n p r o s i o przebaczenio za swojo grzochy: Boże, Bożo, Boże

w s w o i m życiu przeczytałem z m i l i o n wierszy... M n i e o b s y p y w a n o

przebacz m i , że byłem t a k i , żo t a k późno się nawrócilom, że t a k

wiorszami j a k k w i a t a m i . . . J a czuję się bardzo o b d a r o w a n y . D o

późno się ochrzciłem, że nie słuchałem m a t k i , że trwoniłem

dziś przychodzą do m n i e ludzie z wierszami, zapytać czy t o

P i o t r S. T a k , t o genialna h i s t o r i a . Pamiętacie w

czas n a zabawy i g r y , i n a -widowiska, że w tej K a r t a g i n i e ujęła

dobre. Pytają nieraz: „Panie, czy udało m i się t o dobrze

go e r o t y k a . . . że p o t o m studiował literaturę rzymską, grecką,

kazać słowami..." I t o jest d l a m n i e tajemnica... D l a m n i o i t o n

prze­

mitologię... że był r e t o r e m — p o co j a się t y m zajmowałem, po

K a b a r e t , i t o , co robię, i b a l t o t a j e m n i c a . D l a t e g o n i o ehciałom

co j a to studiowałem, po co j a t o wykładałem p o t o m u c z n i o m . . .

n a n i k o g o się powoływać, n a żadnych uczonych, oo o n i powio-

żałuję, żałuję, żałuję, żałuję — tego wszystkiego żałuję — wybacz

dzioli o święcie. B o święto też t a j e m n i c a . J a nie chcę t u niczego

m i , wybacz Bożo, Bożo, ale jednej rzeczy, której nio żałuję —

ze sobą mieszać, nie chcę zaciorać różnic, ale jądro tej s p r a w y

bo o n wszystkiego żalujo •—• wybacz m i : przetańczyłem kiodyś

jest t o samo. Święto jest tajemnicą. Proszę zauważyć, że Mojżosz

całą noc i tego nio żałuję... T a k św. A u g u s t y n pisze w

z B o g i e m r o z m a w i a l i przez 40 d n i i nocy i n i k t n i c o t y m nie w i o ,

Wyznaniach,

to jost niobywale, cudowne j a k o n żałuje, żo nio żałuje, wybacz

bo przoeież nio o t y m t y l k o co zawierają tablico X - c i u przykazań

m i to Bożo, wybacz... k a j a się, k a j a , kaja... p o jorostu. J a k j a to

— i t o jost Tajemnica. O c z y m o n i r o z m a w i a l i , bo przecież n i e

czytałem o trzeciej w nocy, n a d r a n e m w Szczawnicy...

o gwiazdach, nic o żywiołach t y l k o . . . O c z y m

t o za­

joszczo, o c z y m

cząłem się t a k strasznio śmiać, o t w o r z y l o m sobie okno , popa­

jeszcze, o c z y m jeszcze...?

P i o t r S k r z y n e c k i — u r o d z o n y 12 września 1930 r o k u ,
w Warszawio
M a t k a — Magdalena z Endolmanów
Ojciec — M a r i a n S k r z y n e c k i , dowódca 7 Pułku Ułanów p o d pa­
t r o n a t e m gen. Sosnkowskiego.
A b s o l w e n t Szkoły Instruktorów Teatrów Ochotniczych w Łodzi.
5 l a t H i s t o r i i S z t u k i n a Uniwersytecie Jagiellońskim w K r a k o w i e .
Były założyciel „Czerwonych kącików" w N o w o j H u c i o .
B y ł y k i e r o w n i k amatorskiego T o a t r u p r z y Wodociągach M i o j s k i c h
w Krakowie.
B y ł y recenzent p l a s t y c z n y Echa
Krakowa
Były k i e r o w n i k (wraz z Z y g m u n t e m K o n i e c z n y m ) t e a t r z y k u satyrycznogo p r z y K l i n i c e Psychiatrycznej w K r a k o w i e , założonego

n a prośbę p r o f . A n t o n i e g o Kępińskiego, j a k o j o d n a z f o r m t e r a p i i
dla pacjentów K l i n i k i .
Były k i e r o w n i k T e a t r z y k u Dzieci P i w n i c z n y c h p r z y
Piwnicy
pod
Baranami.
Były r e d a k t o r naczelny Echa Piwnicy,
w Echu
Krakowa
Współzałożyciel, konferansjer, spiritus movens Piwnicy
pod
Baranami.
Inscenizator Kółka Dramatycznego p r z y G i m n a z j u m Ogólno­
kształcącym n r 10 w K r a k o w i e .
W r o k u 1981 laureat N a g r o d y M i a s t a K r a k o w a , za wytrwale bu­
dzenie kulturalnego
Krakowa.
(Z foldoru opracowanego przez
Joannę R o n i k o r n a 30-lecie P i w n i c y )

112

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9947" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9925">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d2b9abc342bd835fd2fc8c2bbb762f70.pdf</src>
        <authentication>52b5420ac91bd1ccd78e8e2bd1a63c2e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118293">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118294">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118295">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2941</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118296">
                <text>Opłatki i ozdoby z opłatka w tradycji polskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118297">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.81-92</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118298">
                <text>Ogrodowska, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118299">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118300">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118301">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118302">
                <text>Barbara Ogrodowska

OPŁATKI I OZDOBY Z OPŁATKA W TRADYCJI POLSKIEJ

Są t r w a l e związano z tradycją polską, z przechodzącym z po­

w s z y s t k i c h zebranych, nawet służących i łamiąc go powtarzał:

kolenia n a pokolenie obyczajom r o d z i n n y m i d o m o w y m , zgodnie

bodaj byśmy n a przyszły r o k łamali go ze sobą."

3

z którym obchody świąteczne Bożego Narodzenia rozpoczynamy

przekaz

chłopskich,

od uroczystego

w X I X w., p r z e d s t a w i o n y m przez R e y m o n t a : „Boryna prze­

przełamania, podzielenia i spożycia opłatków,

znajdujemy

również; w

opisie

„Godów"

Podobny

z jodnoczesnym składaniem sobio życzeń wszelkiej pomyślności.

żegnał się, podzielił opłatek p o j e d l i go ze czcią, k i e b y ten chleb

Dotychczas są opłatki niezbędnymi, bardzo c h a r a k t e r y s t y c z n y m i

pański" .
4

akcosoriami t y c h Świąt i nie może i c h zabraknąć na stolach
przygotowanych

do

wspólnej

rodzinnej

wieczorzy

wigilijnej.

Ceremonia łamania opłatka g r o m a d z i bowiem co r o k u , w wieczór

Pod względem f o r m y i m a t e r i i są opłatki s u b s t y t u t e m chleba.
Uznać można zatem, że cały c y k l świąteczny Bożego Narodzenia
otwiera w Polsce s y m b o l i c z n y gest dzielenia się chlebem.

w i g i l i j n y , p r z y stole wszystkich domowników i bliskie i m osoby.

Obyczaj

t e n w y w o d z i się z rytuałów

5

starochrześcijańskich,

W zależności o d t r a d y c j i regionalnej i domowej kładziemy je n a

dzielenia i rozdawania chlebów o f i a r n y c h , dopełnianych podczas

środku stołu, n a obrusio zaścielanym joszcze niokiedy n a sianie,

misteriów r e l i g i j n y c h . Część niekonsekrowanych chlebów, nie­

na o z d o b n y m t a l e r z u , n a bochnie chleba, na małej wiązce siana,

w y k o r z y s t a n y c h w m i s t e r i a c h wymieniały pomiędzy sobą kościo­

na ziarnach zawiązanych w sorwetę, l u b obok nakryć każdego

ły, z a k o n y i b r a c t w a r e l i g i j n e ; rozdawano je także w i e r n y m , a b y

z domowników. Łamanio się opłatkiem wyraża — podobnio j a k

właśnie w okrosio Bożego Narodzonia, łamali je i spożywali n a

w przeszłości — więzi wzajomne, pojednanie, życzliwość. T a k i m i

znak

też i n t e n c j a m i nacechowany jest zwyczaj, coraz powszechniojszy

skiej .

b r a t e r s t w a i przynależności

do wspólnoty

chrześcijań­

6

w czasach o s t a t n i c h , j a k i m jost wkladanio kawałków opłatka do

W wiekach średnich, w E u r o p i e , we w s z y s t k i c h t y c h p r a k t y ­

listów i przesyłek świątecznych, n a znak łączności i serdecznoj

k a c h , używano początkowo n i e w i e l k i c h chlebów i płytek chle­

pamięci.

b o w y c h . Zakaz stosowania takiego pieczywa, zarówno w obrzę­

1

Źródła etnograficzne z X I X i X X w., m . i n . pisma Gołębiow­

dach kościelnych j a k i d o m o w y c h wydał K a r o l W i e l k i , cesarz

skiego, K o l b e r g a , Glogera i B y s t r o n i a , a także materiały zawarte

r z y m s k i i król Franków, rzecznik i krzewiciel i d e i

w w i e l u monografiach t e r e n o w y c h , artykułach

stwa, zapewne dlatego żo chleb używany był także w tępionych

tematycznych

i p r z y c z y n k a c h , wykazują że obyczaj dzielenia opłatków k u l t y ­

przez

w o w a n o w Polsce już w początkach X I X w . , a prawdopodobnie

p r a k t y k a c h pogańskich, obiatach poświęconych k u l t o w i bóstw,

także i wcześniej.

zmarłych

2

O jego powszechności, o zrośnięciu z naszą kulturą, świadczyć
mogą także zapisy l i t e r a c k i e . „Niecierpliwie czekano

pierwszej

władzę

kościelną

przodków

i świecką, o d p r a w i a n y c h

chrześcijań­

i w

innych

podobnych

potajemnie

uroczystościach

i p r a k t y k a c h m a g i c z n y c h . W czasach pokarolińskich, t j . o d połowy
IX

w., w świecio chrześcijańskim, głównie wśród chrześcijan

g w i a z d y , g d y t a zajaśniała zbiorali się goście i dzieci... rodzice

obrządku tacińskiogo, p o j a w i a się i n n y rodzaj pieczywa obrzędo­

w y c h o d z i l i z opłatkiem n a t a l e r z u — w s p o m i n a obyczaj t o n

wego — surogaty chlebów w f o r m i e zbliżonej do z n a n y c h n a m

Niemcewicz

dzisiaj opłatków. Sporządzano jo z mąki pszennej i czystej w o d y

— a każdy z obecnych biorąc opłatek obchodził

7

81

�Gwiazdy

i

pieczono

z opłatka,, z w o j . siedleckiego, w y k . : i l . 1—4. Józef Guwor, L i w , 1872; i l . 5. Czesława R o w i c k a , Górki G r u b a k i

w

metalowych

matrycach, z

wygrawerowanymi

wewnątrz s y m b o l a m i r e l i g i j n y m i , seonami z życia Chrystusa.,
m o t y w a m i roślinnymi, które odciskały się i b y t y widoczne n a
gotowych w y p i o k a c h .
W Polsce opłatki wyrabiano były najczęściej p r z y kościołach,

Gotowo opłatki, białe i b a r w n e , roznoszone były następnie
do domów p a r a f i a n , j a k o dar chrześcijański, zwany toż „kolędą",
przez księży, l u b organistów, którzy p r z y tej o k a z j i składali
s w y m p a r a f i a n o m życzenia świątoczno.
„Proboszcz i z pobłiższycb miejsc d u c h o w n i — napisał o zwy­

Matryce do ich w y p i e k u zwano

czaju t y m , n a początku X I X w . L . Gołębiowski — roznoszą po

u nas „żelazami", l u b „żelazkami", zdobione były również m o ­

domach pęk opłatków białych, żółtych i czerwonych, j a k p r z o d t o m

tywami

wyznaczonych

i teraz i inno k o l o r y przydają. N a ta,cy p r z y k r y t e j jo ofiarowują

okręgiem polach (kształt późniejszy, wycinanej z opłatka hostii),

i dostają za to nagrodę, a za perorę i życzenia podziękowanio" .

przoz t z w . „ludzi kościelnych".

8

r e l i g i j n y m i , umieszczanymi

często

w

morz,«dk,&gt; bywały też na nich w y r y i o nazwy p a r a f i i , inicjały
plebanów,

data

w y k o n a n i a m a t r y c y , czasami

rzemioślnika — k o w a l a .

82

takżo

inicjały

9

W Polsce opłatki i ceremonia i c h dzielenia, przed wieczerzą
wigilijną,

przyjęły

się początkowo

na dworach

szlacheckich.

Szybko j o d n a k rozpowszechniły się wśród i n n y c h stanów i n a

�znacznym obszarze k r a j u . W
uznać należy za zwyczaj

obwili oboonoj tamanio opłatka

ogólnopolski, chociaż joszcze w po­

czątkach obecnego w i o k u nio był o n znany „rolnikom i r y b a k o m
na P o m o r z u " a także na W a r m i i i M a z u r a c h .
10

Przypisywano też niegdyś opłatkom wielo niezwykłych właści­
wości, w t y m takżo magicznych. Sama icłi obecność w d o m u .
w okresie

Bożego Narodzenia

i także w okresie

miała zapewnić d o m o w n i k o m powodzonio,

późniejszym

spokój

i szczęście

w nadchodzącym r o k u . Miały też zapewniać dostatek, a przede
w s z y s t k i m obfitość chleba. Wierzono, że t e m u k t o opłatkiem się
lamio nie zabraknie chleba przez cały r o k i co więcej będzie mógł
chlobem t y m podzielić się z i n n y m i . W niektórych regionach,
głównie na południu Polski dzielono się o p l a t k i o m p o s m a r o w a n y m
m i o d e m ; niekiedy opln,tki z miodem spożyw.mo już wcześnie rano
i b y l to wówczas j e d y n y nosiłek dozwolony w d n i u w i g i l i i , przed
uroczystą wieczerzą ; zaś w okolicach Jarosławia, po opłatku
11

dzielono się jeszcze chlebom z w a n y m „osuchem", l u b ,, proskurą",
takżo z m i o d e m , a wszystko po t o , a b y w nadchodzącym r o k u
„życie było słodkie" i d o s t a t n i o .
stołu w r z u c o n y
zdrowie

12

Ułamek opłatka z wigilijnego

do s t u d n i miał oczyszczać

l u d z i o m i i c h trzodzie. Wierzono,

wodę,

zapewniać

żo jeśli zabłąkany

p r z y p o m n i sobie z k i r u opłatek łamał, szczęśliwie powróci do
domu.

1 3

Pomagały leż, opłatki w p r z o w i d y w a n i u przyszłości. Posługi­
w a n o się więc n i m i wo wróżbach, przodo w s z y s t k i m dotyczących
urodzaju.

W

czasie wieczerzy

w i g i l i j n e j podkładano

cząstki

opłatka p o d m i s k i z jedzeniem, jeśli przywierały do dna naczynia
wróżyło t o urodzaj n a roślinę (warzywo, zboże, owoc), z której
przyrządzona zestala znajdująca się w n i m p o t r a w a , j a k o że na
„ w i l i ę " , zwana

też „nośnikiem" spożywano

pokarmy

postne

i głownio roślinne, „ z tego co w p o l u , ogrodzio, sadzie i ł o s i e " ,
14

a więc z i e m n i a k i , groch, kapustę, różnogo r o d z a j u k l u s k i i pierogi,
g r z y b y , suszone owoce i t p . Wróżba t a jost dotychczas
i

powszeehnio

znana

stosowana, m . i n . przez Łachów Sądeckich za­

mieszkujących wieś Podegrodzie i wsie okoliczne
Sącz) oraz Pogórzan z okolic

,Światy" z opłatka, w y k . : i l . 6. A n n a K r z y s i a k , Choch­
ołów, w o j . nowosądeckie, 1974; i l . 7. Józefa Puc, Kożuchów,
w o j . rzoszowskio, 1967

(w w o j . N .

Grybowa .
1 5

N a wsi powszechny b y l także zwyczaj, w niektórych regionach
Polski

dotąd

jeszczo

zachowywany,

obdzielania

opłatkiem,

a takżo r e s z t k a m i p o t r a w z wieczerzy w i g i l i j n e j zwierząt gospo­
darskich, przodo w s z y s t k i m bydła i k o n i , a w nioktórych regio­
nach wszystkich zwierząt h o d o w l a n y c h i d o m o w y c h , w przoko16

n a n i u żo t a k wielkiego święta j a k i m jest Bożo Narodzonio dostąpić
w i n i e n takżo świat zwierzęcy. „Chrystus się w onej godzinie naro­
dził — tłumaczy zwyczaj ten gospodarz z Lipiec pod Łowiczom,
w i n t e r p r e t a c j i literackiej R e y m o n t a — to niech każde stworzenie
k r z e p i .się t y m chlobem ś w i ę t y m " .

17

Przypuszczać też można,

żo wyróżniono w ten sposób zwierzęta hodowlano ponieważ p r z y ­
nosiły one i przynoszą, l u d z i o m różne istotno pożytki. T y m b a r d z i o j
żo opłatek t r a k t o w a n o również jako środek leczniczy i substancję
magiczną,

mogącą

zachować

zwierzęta

w

dobrym

zdrowiu

i chronić je przed złym u r o k i e m . Właściwości t a k i e p r z y p i s y w a n o
t y m zwłaszcza opłatkom, w których zapieczone zostały zioła
święcone, głownio zaś ziele r u t y , która rzekomo

„podana n a

opłatku m a tę właściwość, żo bydło w czystości u t r z y m u j e " ,
1 8

t z n . c h r o n i jo przed c h o r o b a m i zakaźnymi, zapaleniem w y m i e n i a ,
zakażeniem po połogu i i n n y m i . Zwykło dla zwierząt przezna­
czone były opłatki określoneg &gt; k o l o r u . W Galicji n p . d l a bydła
wydzielony

bywał o p l a ' e k

żółty ponieważ

„żółto masło

dają

k r o w y , którym w pośniku dano żółty o p ł a t e k " , konie juatomiast
19

otrzymywały opłatki czerwono,

bo takio miały

najskuteczniej

chronić jo przed zołzami. Gdzie i n d z i e j , głównie па południu
Polski, ]lodawano zwierzętom opłatki w kolorze z i e l o n y m .
Wierzono

takżo pow'szeelmie,

2 0

że opłatkiem — - m i s t y c z n y m

chlebom — - dzielić się można z duszami zmarłych, które w wieczór
i noc wie-ńjną odwiedzać mają d o m y swych bliskich. Ze względu
na icłi domniemaną obecność w d o m o s t w a c h , w d n i u w i g i l i i n a ­
leżało zdmuchiwać zydle i ławy z a n i m się na nio usiadło, z najwięk­
szą t y l k o ostrożnością można było posługiwać się o s t r y m i narzę-

7

83

�Powszechno w Polseo występowanio opłatka i przokonanio
0 niezwykłych jog&gt; właściwościach, spowodowały, j a k mniemać
można, w y t w a r z a n i e ozdób świątecznych z tog_&gt; wlaśnio surowca,
ozdób które joszczo w pierwszych dziesięcioleciach X X - e g ) w . ,
stanowiły c h a r a k t e r y s t y c z n y przystrój wnętrz w okresie Bożego
Narodzenia. Pozostawiano jo w izbach takżo w okresie późniojszym, dopóki nio uległy zniszczeniu. W
miało przedłużać się owo dobroczynne

t e n sposób

bowiem

działanie opłatków d l a

d o m u , g &gt;spodarstwa i w s z y s t k i c h jego mieszkańców.
D o w y k o n y w a n i a ozdób z opłatka przystępowano wieczorem,
po skończonej wieczerzy, k i e d y obdzielono n i m i l u d z i i zwierzęta
1 z a n i m nadeszła pora wyjścia do kościoła na pasterkę. Resztek
pozostałych po wieczerzy opłatków nio wolno było b o w i e m w y ­
rzucać do odpadków, a n i pozostawać bez uszanowania. Ze względu
n a porę w y k o n y w a n i a opłatkowych ozdób zwano jo n i e k i e d y
„wilijkami". Tę nazwę nadawano głownio f o r m o m przestrzonnym,
chociaż częściej f o r m y to zwano

,,światami".

„ T e g &gt;ż wieczora robią świat z opłatków, t j . wycinają okrągłe
kawałki i tworzą z t o g ) kulę, a wieszają go albo u stragejrza, albo
nad o b r a z k a m i . Jeśli m u c h y go nio zjedzą będzie r o k u r o d z a j n y "
— t a k przedstawiony został proces w y k o n y w a n i a ozdób i deko­
r o w a n i a izby w opisie e t n o g r a f i c z n y m w s i Przobieczany, w p o w .
wielickim.

23

Zdarzało się także, że ozdoby z opłatka w y k o n y w a n o wcześ­
niej, bezpośrednio po wizycie księdza z „kolędą" i

zawczasu

dokorowano n i m i i z b y „ b i a ł o " i świetlice. Stąd też

zapowno

w nioktórych regionach, n p . na Podlasiu, ozdoby to zwano były
„kolędami".

24

T r u d n o jest dzisiaj ustalić dokładnio o d j a k dawna
z opłatka stosowane

ozdoby

były w Polsco, w dekoracji świątecznej

wnętrz. Prawdopodobnie pojawiły się one n a j p i o r w we dworach
8

szlacheckich, j a k samo opłatki i zwyczaj i c h dziolonia. T a k i n p .

„ Ś w i a t y " z opłatka, z w o j . nowosądeckiego, w y k . : i l . 8. L u d w i k a Głuc, Podegrodzie, 1983; i l . 9. J a n Świerczek, K a m i o n k a W i e l k a ,
1972

d z i a m i , t a k i m i j a k igły, nożyce, noże, nie należało rąbać d r e w n a ,
wylewać p o m y j przed próg i t p . , a b y nio potrącić, nio zranić, l u b
nie obrazić niewidzialnej d u s z y .
21

Pozostałością t y c h d a w n y c h wierzeń jest zachowany jeszcze
W w i e l u d o m a c h zwyczaj stawiania na stole w i g i l i j n y m d o d a t k o ­
wego talerza i składania n a n i m cząstki opłatka. P o e t y c k a wersja
tego zwyczaju zachowała się w u t w o r z e W . Pola, pisanego w l a t a c h
60-ych X I X w . , wkrótce po u p a d k u p o w s t a n i a

styczniowego:

„ A t r z y krzesła p o l s k i m strojem
Koło stołu stoją próżno
I

z opłatkiem każdy swojem

I d z i o do n i c h spłacać dłużne
I

pokłada n a t a l e r z u

Anielskiego chleba k r u c h y
B o w t y c h krzesłach siedzą d u c h y
X i k t nie p y t a o k i m mowa
Wszyscy wiodzą co się święci
I

d l a kogo serce chowa

Winną pamięć tej pamięci
Łzą się uczta

rozpoczyna

N i e m o liczy się drużyna
Zo s t r a t wszystkich z l a t ubiegłych
Z nieobecnych i p o l e g ł y c h "

22

O k r u c h opłatka, a w Polsce płd.-wschodniej i wschodniej także
chleb i r e s z t k i p o t r a w , pozostawiano na stole na całą noc, a b y
dusze zmarłych mogły spokojnie i bez przeszkód posilić się i po­
przez posiłek t o n , wraz
świątecznym.

84

z żywymi

uczestniczyć w

obrzędzie

�miejsce szczególne: po pierwsze — j a k o oryginalna polska ozdoba
t r a d y c y j n a wnętrza mieszkalnego, w okresie Bożogo Narodzenia,
nieznana poza naszym k r a j o m ; po drugie — zo względu na osobli­
w y surowiec

z którego jo w y k o n y w a n o . D e l i k a t n y i k r u c h y

opłatek dawał się łatwo barwić, a p r z y pewnej w p r a w i o można
w n i m było wycinać różne f o r m y zdobnicze,

które następnie

sklejano śliną (w t y m p r z y p a d k u stanowiła ślina doskonały,
niezastąpiony klej organiczny) w wyszukane, lekkie kompozycje
o pięknoj, subtelnej k o l o r y s t y c o ; po trzecio — zo względu n a
wielką rozmaitość f o r m zdobniczych.
M a m y wśród ozdób z opłatka niewiolkie w y c i n a n k i : krążki,
krzyżyki, g w i a z d k i , trójkąty i t p „ f o r m y , które możnaby określić
j a k o płaszczyznowe, ponieważ wycięto je o s t r y m narzędziem
(nożycami, nożykiem) w j e d n y m kawałku opłatka.

Wykorzy­

s t y w a n o je głównie w dekoracji podłaźniczek. T e c h n i k a w y k o n a ­
n i a i f o r m y t y c h wdaśnio ozdób są nioco zbliżone do X V I I i X V I I I wiecznych w y c i n a n e k p a p i o r o w y c h , zdobiących pieczęcie n a do­
kumentach miejskich .
2 8

M a m y też ażurowo, wiolobarwne kompozycje w formie rozot,
l u b gwiazd, wyklejano z w i e l u różnych i n a różne sposoby ukła­
d a n y c h elementów, uprzednio wyciętych z opłatka; kompozycje
te występujące w niezliczonej ilości o d m i a n , zarówno w zakresio
f o r m y j a k i k o l o r y s t y k i , znano były głownio w Polsce płn.-wschodniej,

przede

wszystkim

na P o d l a s i u ;

zdobiono

nimi

wyłącznie b e l k i powały, zawieszając je na niciach l n i a n y c h , łub
na włosach z końskiogo ogona l u b g r z y w y , po k i l k a l u b kilkanaście
sztuk, niorzadko n a caloj długości b e l k i .
Wśród ozdób z opłatka m a m y też f o r m y przestrzenne, nazy­
wano — j a k już wcześniej podano — „światami", l u b „wilijkami".
Według Seweryna inspiracjo dla t y c h właśnie f o r m stanowiła
sztuka kościelna, rzeźby i malowidła na których Chrystus t r z y m a
10

w dłoni kulę z zatkniętym krzyżom — mającą wyobrażać kulę

„ Ś w i a t y " z opłatka, z w o j . nowosądeckiego, w y k . : i l . 10, L u d w i k a Głuc; i l , 11, A n n a K r z y s i a k , 1974

opis i z b y czeladnej, we dworze szlacheckim n a Żmudzi, w X V I I w.
przedstawił Sienkiewicz, w s w y m eposio h i s t o r y o z n y m
„gdy

płomień

strzelił jaśnioj

widać

było

ciemne

Trylogia:
drewniane

ściany ogromnej izby z nadzwyczaj n i s k i m b e l k o w a n y m s u f i t e m .
U

belek wisiały n a niciach różnokolorowe g w i a z d k i uczyniono

z opłatków, kręcąco się w c i e p l e " . Za najstarszy j e d n a k przekaz
25

o ozdobach

z opłatka p r z y j m u j e się zwykło, za

Seworynem,

fragment p o e m a t u Słowackiogo „Horsztyński" (pierwsze wydanio
1835 г.), którego bohater p o w i a d a :

czuję drżąco l i s t k i chleba

w m o i c h dłoniach. J a k j a lubiłem niegdyś dzień Bożogo Narodzon i a ! W t y m s a m y m p o k o j u z opłatków kleiłem różnokolorowe
słońca, kołyski... j a k a świętość i wesołe napełniały m o j e
cinne
Na

dzie­

serce..." .
26

podstawie

źródeł i materiałów etnograficznych, m . i n .

c y t o w a n y c h już p i s m Golębiowskiogo, przypuszczać można, że
omawiano t u ozdoby, a wśród n i c h , „gwiazdeczki z wszelkiej
f a r b y opłatków, zawieszane u ścieli", występowały n a w s i , także
w domach chłopskich, już w pierwszej połowio X I X w . .
2 7

Uwagę zwraca

rozległy zasięg występowania t y c h ozdób.

Znano były b o w i e m n a teronio całej prawio Polski, z wyjątkiem
terenów północnych i północno-zachodnich, gdzie opłatki roz­
powszechniły się później niż w i n n y c h regionach.
Stosowa.no jo j a k o samodzielną ozdobę i wówczas wieszano je
na. belkach s t r o p o w y c h , zwykło w pobliżu ołtarzyka domowego,
p r z y obrazach z w i z e r u n k a m i świętych i nad stołem p r z y którym
spożywano wieczerzę wigilijną; służyły prócz tego do dekoracji
podłaźniczek i następnio pierwszych choinek, któro j a k w i a d o m o
pojawiły się na w s i dopiero w X X - y m w i e k u .
W polskiej twórczości l u d o w e j , w plastyce obrzędowej i t r a ­
d y c y j n y m zdobnictwie świątecznym, ozdoby z opłatka zajmują

85

�W y c i n a n k i z opłatka: Wyk. przez Ludwikę Głuo, ok. 1982; i l . 12. „Gwiazda"; i i . 13. „ K r ą ż o k "

W y c i n a n k i z opłatka w y k . przoz Ludwikę Gluc, ok. 1982: i l . 14. „ K w i a t " ; i l . 15. „ K r ą ż e k "

�16

W y c i n a n k i z opłatka w y k . przez Ludwikę Glue: i l . 16, 18. „ K r ą ż e k " ; i l . 17. „ K r ą ż e k " z Ukrzyżowanym

ziemską, a więc „świat*', j a k o przyjęty

ze świata

antycznego

s y m b o l panowania i w ł a d z y .
29

Pods! a w o w y m elementem k o n s t r u k c y j n y m „świa,tów" były

n i o k i e d y dwie, l u b t r z y opłatkowe k u l e , l u b inno bryły zbliżone
do k u l i , łączono w pionie uzyskując przoz to d o d a t k o w y

efekt

d o k o r a c y j n y . T a k więc i to f o r m y odznaczały się nio t y l k o wielką

wycinane z opłatka krążki, l u b i c h części, rzadziej k w a d r a t y , l u b

różnorodnością, ale także bardzo interosującym wyrazom plas­

prostokąty, które zlopiało się zwilżając ich brzegi śliną. „Pomiędzy

tycznym.

cztery ćwiartki sklejonego n a krzyż opłatka — pisze o k o n s t r u k c j i

chociaż znane były również w Polsce c e n t r a l n e j , a także, chociaż

światów J . P u r d y u a — wkłoja się mniejsze o d c i n k i wzbogacając

w m n i e j s z y m s t o p n i u w Polsce pln.-wschodnioj.

Występowały

one głownio

w

Polsce

południowej,

ich f o r m ę " . Z t y c h to właśnie ołemoiitów k o n s t r u o w a n o k u l o ,

„ Ś w i a t y " miały szorsze nieco, niż w y c i n a n k i różnej k o n s t r u k ­

elipsy, czasem walce i inno m u i e j , lula bardziej wymyślne bryły.

c j i , zastosowanie w zdobnictwie świątecznym. Dekorowano więc

N i e k i e d y układano i sklejano skomplikowano kompozycje z k i l k u ,

nimi,

u b k i l k u n a s t u brył, zwykłe mniejszych, łub większyoh półkul;

w pośrodku siostrzana b y w a wyrżnięty krzyż —• napisał o zdob-

30

podobnie

j a k w y c i n a n k a m i , b e l k i stropowe.

„Zwykle

87

�88

�nict.cie chat w i e j s k i c h w o k o l i c y Siewierza, Żarek i P i l i c y , M .
F e d o r o w s k i — i nazwiska stawających i odpowiednie napisy...
szczęść Boże mieszkańcom... p o i spodem zawioszony na nitco
świat w czas się obraca,, wskazując
z opłatków pozlepiane ścianki".
Kolorowy

co c h w i l a różnobarwne,

31

„duży świat" zawieszano

także n a d stołem, na

którym zastawiano „postnik" — wieczerzę wigilijną; ale prócz
tego bywały „ ś w i a t y " — o c z y m już w z m i a n k o w a n o — n a j o k a ­
zalszą

ozdobą, podłaźniczek,

a w późniejszym

okresie

takżo

drzewek świątocznyeh.
D o dekoracji choinok używano z w y k l e ma,łych

„światów"

k u l i s t y c h , któro n a Podlasiu zwane były „jabłuszkami" . W t y m
32

miejscu zaznaczyć należy, żo w tej części Polski „ ś w i a t y " p o j a ­
wiały się sporadycznie. D o dekoracji świątecznej wnętrz miesz­
kalnych

stosowano

t u przede

wszystkim

ażurowo

gwiazdy

z opłatka.
Po czwarte —• ze względu na, symbolikę i treść obrzędową.
Ozdoby

wykonywane

z opłatków przejmować miały

bowiem

wszystkie i c h dobroczynno właściwości. W e wnętrzach mieszkal­
n y c h umieszczano jo więc nie t y l k o dla icli walorów dekoracyj­
n y c h , ale przede w s z y s t k i m po t o a b y sprowadzały na d o m bło­
gosławieństwo boże, dostatok, spokój i a b y zapowniały mieszkań­
c o m szczęście, miłość wzajemną i harmonię. Dlatego toż starano
się a b y przetrwały t a m j a k najdłużej, najlepiej aż do następnej
wigilii.
W

l i t e r a t u r z e etnograficznej, która woole miejsca i u w a g i

poświęca s a m y m opłatkom i ich f u n k c j o m obrzędowym, zagad

83

�ао

�nionie ozdób opłatkowych traktowano jost marginesowo. B r a k u j e

Sienkiewicza, R e y m o n t a ) .

zwłaszcza opracowań s y n t e t y c z n y c h , a także materiałów i k o n o ­

u w a g i „ ś w i a t o m " opisując sposób i porę i c h w y k o n y w a n i a , i c h

g r a f i c z n y c h mogących w wyczerpujący sposób przedstawić' tę

piękno f o r m y , icłi usytuowanie we wnętrzu m i o s z k a l n y m .

niezwykłą, oryginalną dziedzinę plastyki obrzędowej. Dotychczas
najszerzej

zagadnienie t o potraktował T . Seweryn, w cytowanej

Najcenniejszym

zatem

Zwłaszcza R e y m o n t

poświęci! wielo

źródłom, d l a zainteresowanych

tą

gałęzią ludowej twórczości a r t y s t y c z n e j , są obecnie zbiory muzeal­

t u pracy o pająkach, światach i podlaźnikach. Jeden jej rozdział

no i różno f o r m y d o k u m e n t a c j i prowadzono przez muzea. T y m -

poświęcony został w całości „ ś w i a t o m " z opłatka, icłi pochodzeniu,

bardziej że ozdoby to mają już dziś c h a r a k t e r u n i k a l n y . Stosowane

historii, zasięgu występowania, a także technikom i

powszechnio w dekoracji światocznej mieszkań w X I X w., zaczęły

zdobniczym.

Nieco

więcej

miejsca

poświęci! toż

formom

„światom"

wychodzić z użycia w początkach XX-eg:&gt; w. W c h w i l i obocnoj,

J . F u r d y n a , pisząc o zdobnictwie wnętrz u Lasowiaków zamiesz­

k i l k a zalodwio

kujących Łorony położone w widłach Wisły i Sanu.

ozdoby t a k i o , według dawnogo

Poza t y m m a m y nieliczne t y l k o i krótkio w z m i a n k i o ozdobach

osób na terenie całej Polski, p o t r a f i wykonywać
w z o r u . W zasadzio przotrwały

więc już t y l k o w kolekcjach m u z o a l n y c h , a i t u t a j należą do

z opłatka, rozproszonych w d o d a t k u w różnych w y d a w n i c t w a c h ,

rzadkości, są b o w i e m materiałem bardzo t r u d n y m p o d względom

głównie czasopismach, nie za,wszo już dzisiaj k o m p l o t n y c h .

k o n s e r w a t o r s k i m . Z tego też względu nieczęsto oglądać jo można

P e w n y c h i n f o r m a c j i o ozdobach t y c h , icłi formach, icłi zna­
czeniu w z d o b n i c t w i e świątecznym i t r a d y c j i domowoj

dostarcza

n a m także l i t e r a t u r a piękna (np. cytowane t u dzieła Słowackiego

na

wystawach

sztuki ludowej,

chociaż

niowątpliwio

są one

świadectwom niezwyklogo k u n s z t u twórców l u d o w y c h , a takżo
wysokiej k u l t u r y artystycznej d a w n y c h mieszkańców w s i .

91

�Г II Z У l' I S Y

Рог. I . K u b i a k , I i . K u b i a k , Chleb w tradycji ludowej, W a r ­
szawa 1981, s. 25
Por. Ł. Gołębiowski, Lud polski, jego zwyczaje,
zabobony,
Warszawa 1830, głownio s. 318; O. K o l b e r g , Dzieła, Wrocław
1961—1973, głównie, t o m y . t . V Krakowskie s. 192, t . X I Wielkie
Ks. Poznańskie, s. 142, t . X V I Lubelskie s. 100—102, t . X X I I I
Kaliskie
s. 5 2 — 5 4 , t . X X I V , cz. 2 Mazowsze Polne, s. 7 1 — 7 2 ,
t . X X V I Mazowsze Leśne, s. 5 3 — 5 4 , t . X X V I I Mazowsze
Stare
(Mazury,
Kurpie)
s. 1 1 0 — 1 1 1 , t . X X X V Przemyskie,
s. 14—15,
t . X C I V Góry i Pogórze, s. 63, t . X C I X
Tarnowskie—rzeszowskie,
s. 6 2 ; Z. Gloger, Rok polski w życiu tradycji i pieśni, s. 25 i następ­
ne, s. 70 i następne; tenże, Święta Hożego Narodzenia w Radłowie
Galicyjskim,
„ W i s ł a " , t . I I , 1888, s. 8 1 5 — 8 1 7 ; J.Sb. Bystroń,
Etnografia
PoUki,
1947, s. 172
Podaję za J . S t . B y s t r o n i e m , Dzieje obyczajów w dawnej
Polsce, w X V I — X V I I I 'w., Warszawa 1976, t . I I s. 40
C y t . za W ł . R e y m o n t e m , Chłopi, W a r s z a w a 1948 t . I I ,
Z i m .., s. 88
Por. A . Zadrożyńska, Powtarza/; czas początku, Warszawa
1985, s. 53
T . Seweryn, Podłainiki, światy, pająki, Kraków 1930, s. 23
i następne.
A . B r u c k n e r , Mitologia
słowiańska i polska, Warszawa 1980,
s. 172; Encyklopedia
Powszednia
— Ultima
Thule, Warszawa
1933, hasło: Karol Wielki, s. 385 --386; T . Soworyn,
Podłainiki...,
op. c i t . , s. 23
Według określenia K o l b e r g a , podaję za A . Zadrożyńska,
Powtarzać czas..., op. c i t . , s. 52
C y t . za Ł. Gołębiowskim, Lud polski...,
op. c i t . , s. 318
P o r . B . Stelmachowska, Рок obrzędowy na Pomorzu, Toruń
1933, s. 4 8 ; M . Drabecka, B . Krzyżaniak, J . L i s a k o w s k i , Folklor
Warmii
i Mazur, W a r s z a w a 1978, s. 372
E . F r a n k o w s k i , Kalendarz
obrzędowy ludu polskiego,
War­
szawa 1928, s. 1 0 ; J . Ziemba, Niektóre zwyczaje podczas Bożego
Narodzenia
iv okolicy Dąbrowy Górniczej, „ W i s ł a " , t . I I , 1888,
s. 3 2 ; S. TJlanowska, Hoże Narodzenie
u górali zwanych Zagórza­
nami, „ W i s ł a " , t . I I , 1888, s. 9 9 ; J . K a n t o r , Zwyczaje
Świąt
Bożego Narodzenia
i Wielkiej
Nocy w okolicy Jarosławia, „Ma­
teriały antropologiczne,
archeologiczne i e t n o g r a f i c z n e " ,
t.
X I I I , 1914, s. 218
Podaje z a : J'. K a n t o r . Zwyczaje...,
op. c i t . , s. 218
I . K u b i a k , K . K u b i a k , Chleb..., op. c i t . , s. 28
E . F r a n k o w s k i , Ketłutdarz..., op. c i t . , s. 10
Badanie własno w w y b r a n y c h wsiach regionu sądeckiego,
1974—1976
E . M a j e w s k i , W . J a r e c k i , Bydło w pojęciach i praktykach
ludu polskiego,
„ W i s ł a " , t , X V I I , 1903, s. 158; O. K o l b e r g ,
Dzieła..., o p . c i t . , głównie t o m y : t . X W.Ks. Poznańskie, cz. 2,
s. 57, t . X X I I I Kaliskie,
s. 5 1 , t . X C I X
Sanocko-Krośnieńskie,
1

2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

s. 108; A . Chętnik, Kurpie,
Kraków 1924 (roz. Życie i obyczaj
Kurpiów — zwyczaje świąteczne, doroczne, domowe, i
rodzinne,
obrzędy, wierzenia i podania),
s. 7 9 — 8 0 ; A . Chmielińska, Księżacy, Kraków 1933, s. 1 0 8 - 1 1 0 ; S. D w o r a k o w s k i ,
Kultura
społeczna ludu wiejskiego na Mazowszu
nad Narwią, Białystok
1964, s. 3 2 — 3 3 ; B . Stelmachowska, Рок obrzędowy..., op. c i t .
s. 6 0 — 6 1 ; także badania własne w w y b r a n y c h wsiach regionu
sądeckiego, 1974—1976
W . R e y m o n t , Chłopi..., op. c i t . , s. 88
Za K s . W ł . S i a r k o w s k i m , Materiały do etnografii ludu pol­
skiego z okolic Pińczowa, „Zbiór wiadomości do A n t r o p o l o g i i
K r a j o w o j " , t . I X , 1885, s. 3 — 5 ; także E . Majewski, W . J a r o c k i ,
Bydło..., op. c i t . , s. 158
1 1
1 8

S. Udziela, Jjud polski w powiecie ropczyckim
w
Galicji,
..Zbiór Wiadomości do A n t r o p o l o g i i K r a j o w e j " , t . X I V , 1890'
s. 40
J . K a n t o r , Zwyczaje..., op. c i t . , 127; także badania, własne
w w y b r a n y c h wsiach regionu sądeckiego, 1974—1976
Ten aspekt obrzędowości Bożego Narodzenia przedstawiają
szerzej: W . K l i n g e r , Obrzędowość ludowa Bożego Narodzenia,
jej
początek i pierwotne znaczenie, Poznań 1926; K . Zawistowicz-Adamska, Momenty
zaduszkowe w obrzędowości Bożego Naro­
dzenia, Warszawa 1931, „Wiedza i Ż y c i e " n r 12
19

2 0

2 1

W . P o l . Pieśń o domu naszym (fragment),
L w ó w 1866, s. 66
C y t . za, S. Cerchą, Wieś Przebieczany
w pow. wiełiekirn,
opisał p o d względem e t n o g r a f i c z n y m S. Cercha,
Materiały
antropologiczne,
archeologiczne i etnograficzne,
t . I V , 1900, s. 122
Według relacji Cz. R o w i c k i e j , a u t o r k i ozdób z opłatka,
badanie terenowo P M E 1986, Węgrów, w o j . siedleckie
C y t . za H . Sienkiewiczem, Trylogia, cz. I I Potop, Warsza­
w a 1982, t . I , s. 14
Podaję za T . Sewerynem, Podłainiki...,
op. c i t . , s. 24
C y t . za Ł. Gołębiowskim, Lud polski...,
op. c i t . , s. 3 1 8 ;
por. także J . F u r d y n a , Zdobnictwo wnętrz u) chałupach wiejskich,
na terenie wideł Wisły i Sanu, „Polska Sztuka L u d o w a " , R .
X X V I I I , 1973, n r 3, s. 139 oraz cytowane wcześniej materiały
zamieszczone w czasopismach etnograficznych z X I X w .
T . Seweryn, Polskie wycinanki papierowe XVII
i XVIII
w.,
„Polska Sztuka L u d o w a " , Р.. X , 1956, n r 2, s. 67—103
T . Seweryn, Podłainiki, oj), c i t . , s. 23
C y t . za J . F u r d y n a , Zdobnictwo...,
op. c i t . , s. 13
C y t . za M . F e d o r o w s k i m , Lud z okołic Żarek,
Siewierza
i Pilicy,
Warszawa 1885, s. 10—14 (roz. I , Chaty, sprzęty, na­
czynia)
Materiały terenowe P M E 1986, Węgrów, w o j . Siedlce.
W y w i a d z Cz. Rowicką, a,utorką ozdób z opłatka n a wystawie
autorskiej Wycinanki
z opłatka Czesławy Rowickiej
— Węgrów,
grudzień 1986 r.
2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0
3 1

3 2

Fot.: Krzysztof Chojnacki, i l . 1—5, 7—10, 12—18, 26 (oraz repr. 20—21); L . Trojanowski, 11. 6, 1 1 ; Krzysztof Urbański, i l . 19, 27
Wszystkie reprodukowane o p i a t k i oraz zdjęcia archiwalne znajdują się w zbiorach Państowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9940" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9918">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0c7e387984f565885a2cffd26008e742.pdf</src>
        <authentication>de40e089834b4c3b1a5731343e143a0c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3149</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118223">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118224">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2949</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118225">
                <text>Poczet królów francuskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118226">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.127-131</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118227">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118228">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118229">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118230">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118231">
                <text>Ludwik Stomma

PIWNICA POD BARANAMI

T h i e r r y D u s s a r d — - d z i e n n i k a r z „ L e P o i n t " powiedział m i po

A p o t e m t a k już się działo, t a k wpływał „genius P e t r i " , żo po­

występie P i w n i c y p o d B a r a n a m i w p a r y s k i m B e a u b o u r g : —-

zostawali c i t y l k o , którzy p a s o w a l i do d z i w n e j , n a r k o t y c z n e j

„Myślę, że k t o tego nie widział, t e n nie zrozumie n i g d y t e j p r z e j ­

atmosfery P i w n i c y , którzy p o t r a f i l i dzielić j e j szaleństwa, j e j

mującej P o l s k i z j e j r o m a n t y z m e m i wulgarnością, śmiesznością

bezinteresowność i j e j — nie sposób zapomnieć —- wysokie w y ­

i t r a g i z m e m , patosem i przymrużeniem o k a . . . " Właściwie t r u d n o

magania a r t y s t y c z n e , narzucane przede w s z y s t k i m przez grono

c o k o l w i e k dorzucić do tej najkrótszej recenzji. Może t o t y l k o ,

świetnych kompozytorów z Z y g m u n t e m K o n i e c z n y m ,

iż P i w n i c a ową Polskę nie t y l k o u k a z u j e , ale również, w ważkiej

Kantym

mierze, współtworzy. T o przecież B a r a n y kreowały i ukształto­

Preisnerem n a czele.

wały Ewę D e m a r c z y k , Krystynę Zachwatowicz-Wajdową, K a ­

Pawluśkiewiczem,

Zbyszkiom

Rajom

i

Janem

Zbyszkiem

N a j n o w s z y p r o g r a m P i w n i c y jest, a jakże mogłoby być inaczej,

zimierza Wiśniaka, Wiesława D y m n e g o , A n d r z e j a

Zaryckiego,

mozaiką

Stanisława

Długosza...

w s w y m d y s t y n g o w a n y m wdzięku A n i a Szałapak z r e p e r t u a r e m

Radwana,

Zbigniewa

Paletę,

Leszka

Wyliczać można b y długo.

nastrojów,

stylów

i rodzajów.

Oto niepowtarzalna

l i r y c z n y c h piosenek drżących na ledwie słyszalnych półtonach;

W ciągu t r z y d z i e s t u l a t p r z y c h o d z i l i , odchodzili... Jakiż i n n y

oto H a l i n a W y r o d e k z głosem j a k d z w o n ; oto E w a W n u k z równą

t a k i o „utraty k r w i " , t a k i e pożegnania ?

łatwością i a k t o r s k i m k u n s z t o m śpiewająca piosenki o d p o e t y c k i c h

A P i w n i c a t r w a . Dzieje się t a k , w co w i e m aż uwierzyć t r u d n o ,

po pastiszowo-satyryczne; oto polityzujący b a r d Leszek W o j t o ­

za przyczyną jednej osoby •—• czarodzieja,

filozofa,

w i c z ; o t o n i e lękający się i n t e r p r e t a c y j n e j b r a w u r y , uosobienie

konferansjera, duszy k a b a r e t u ; krótko mówiąc za przyczyną

vis comica, Zbyszek R a j . . . N a równi z Szekspirem, czy B l o k i e m

P i o t r a Skrzyneckiego. K i m jest naprawdę P i o t r ? —• Zastanawia­

śpiewa się t u ( i j a k śpiewa!) u t w o r y poetów s t a l i n o w s k i c h , co

zespół wytrzymałby

reżysera,

łem się n a d t y m nieraz. D z i w n e jest w n i m b o w i o m m a t e r i i p o ­

dziwniejsze d o k u m e n t y państwowe... Obok piosenek — m i n i a t u r y

mieszanie: jest wzruszająca dobroć i złośliwość z upodobaniem

m i m i c z n e , sceniczne gagi J a c k a Wójcickiego, czy E w a Kolasiń-

do zawiłej i n t r y g i , jest b r a t łata i jest w i e l k i p a n , jest czerep

s k i e j . Obok... A l e s t o p ! Opowiadanie P i w n i c y nio m a n a j m n i e j ­

r u b a s z n y i s u r o w y nieraz, baczny obserwator l u d z i , jest l i r y k

szego sensu. W y d a w a n o już o niej książki, kręcono f i l m y . D a r e m n y

i jest przośmiewca, jost uosobienie K r a k o w a , a urodził się oczy­

trud.

wiście w Warszawie... Dopiero słowa Thierrego D u s s a r d , budują­

P i w n i c a t o znaczy być z P i o t r o m , być z Z y g m u n t e m , być

cego obraz P o l s k i n a znoszących się pozornie przeciwieństwach,

z Anią Szałapak i Ewą W n u k . . . Jest P i w n i c a chwilą ulotną. A l e

dały m i mały k l u c z do t a j e m n i c y . Zrozumiałem p r z y n a j m n i e j

takie przecież chwile najgłębiej i najszczęśliwiej w nas pozostają.

dlaczego można P i o t r a kochać l u b nieznosić, nie można j e d n a k

T o dzięki n i m , którzy wśród zamętu codziennych zajęć zapom­

za n i m n i e tęsknić.

nieliśmy możo o dziecinnej radości kolorów i światła, o d z y s k u j e m y

B y ć w P i w n i c y — bawić się, tworzyć, pić wódkę, to przede

nadzieję, że z n o w u i z n o w u stanie się ona n a s z y m udziałem.

w s z y s t k i m przebywać z P i o t r e m , odnaleźć w szarzyźnie kolorowe

Być może to co napisałem w y d a się n a z b y t i n t y m n e i senty­

p a c i o r k i , porzucić lęk. A któż b y nie chciał? N a każde zwolnione

m e n t a l n e . Proszę o wybaczenie, ale i zrozumienie. Toż nie byłem

miejsce

w P i w n i c y już o d miesiąca...

pojawiało się więc zawsze kandydatów co n i e m i a r a .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9939" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9917">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/41dac23061be21485ebe0bc91558f5c1.pdf</src>
        <authentication>2e00a50cb2c2a7a669f8930e2afd537a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118213">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118215">
                <text>Punk-Rock/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.117-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118217">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118219">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118221">
                <text>Ryszard Ciarka

PUNK - ROCK

P u n k w języku a n g i e l s k i m oznacza t y l e co śmieć, o d p a d k i ,

F a k t dostrzożenia i w y k o r z y s t a n i a nowej i niezależnej t e n ­

rzeczy m a r n e i odrzucone, zaś od połowy l a t siedemdziesiątych

d e n c j i w muzyco rock'owej nio wyhamował j o d n a k bardzo i n ­

także i nową falę młodzieżowoj k o n t r k u l t u r y .

Próżno b y doszu­

1

teresującego zjawiska j a k i m było masowe pojawionio się małych

kiwać się jednej p r z y c z y n y tego zjawiska. N a powno należałoby

niezalożnych

wymienić

przez grupę grających muzyków.

skostnienie

i

komercjalizację

poprzedniej,

hippie-

sowskiej k o n t e s t a c j i , większą aktywność l o k a l n y e h , s u b k u l t u r o wych

grup

młodzieży

wielkich miast

Zachodu

powodowaną

n a s t r o j a m i f r u s t r a c j i w s k u t e k bezrobocia i gospodarczoj recesji.
Czy wreszcie tę najbardzioj prozaiczną przyczynę — chęć oży­
w i e n i a r y n k u z b y t u przoz animatorów i dystrybutorów k u l t u r y
masowej,

zaszokowanie

konsumentów

kolejnym

wytwórni

płytowych, zakładanych

często

tylko

3

M o d a n a „zrób t o s a m " stała się w krótkim czasie hasłem
i stałym już elementem współczosnego r y n k u związanego z m u z y ­
ką r o c k ' o w a reprezontując w niedługim czasie wszystkie

style

i kierunki.
I n n y m , równie c i e k a w y m , m a s o w y m zjawiskiem o charakterze

skandalem,

„zrób t o s a m " , który należy t u wymienić, było pojawienie się

który z pewnością przyniesie z y s k i .
Jest j e d n a k f a k t e m , że r o k 1976 stał się początkiem u j a w n i e n i a

ogromnej

ilości

różnorodnych,

skich

zaprezentowała

„fanzine". Te male k i l k u s t r o n i c o w e kserokopiczne p i s m a zawie­

szerszej publiczności nową formę a r t y s t y c z n e j w y p o w i e d z i , nową

rały przeważnie informacjo o wydarzoniach związanych z r u c h e m

estetykę i ideologię w r a m a c h młodzieżowoj k o n t r k u l t u r y ; szo­

p u n k , o k o n c e r t a c h i organizowanych w y s t a w a c h . Tworzyły nie­

sceny

alternatywnej,

która

Początki wydawały się t y p o w o , b o w i e m już r o k później roklamę i promocję w i e l k i c h f i r m płytowych uzyskują najbardziej
Stranglers,

wydawnictw

prasowych

zwanych

zależny margines k r y t y k i związany z muzyką r o c k ' o w a . Powielały

kującą modę i agresywną muzykę — p u n k - r o c k .

znane zespoły (Sex Pistols,

małych

wykonywanych

i

klubach,

kolportowanych

własnoręcznie

przez kulturę masową W i e l k i e j B r y t a n i i , działającej już w m i e j ­

Clash), przynosząc p r o d u ­

m a n i f e s t y , krótkie u t w o r y l i t e r a c k i e i w y w i a d y .
„Sniffin

Glue — piszo D i c k Hebdige w słynnej książce

Sub­

of Style — pierwszy „fanzine" i jeden z t y c h ,

culture. The Meaning

c e n t o m i d y s t r y b u t o r o m ogromne z y s k i . N i e mniejsze chyba o d

który osiągnął największy

t y c h j a k i e z a r o b i l i n a nowej modzie właściciole salonów m o d y

r o d z a j u pozycję propagandową

proponując a w a n g a r d o w y image t a k d l a artystów j a k i d l a zwo­

głównej zasady p u n k o w e j f i l o z o f i i „zrób t o s a m " (do-it y o u r s e l f

lenników nowogo s t y l u b y c i a .

philosophy) — d i a g r a m przedstawiający t r z y pozycje p a k "w na

Punk

uderzał

mocno.

Agresywne

zachowanie

graniczące

rozgłos, zawiorał jedyną w

swoim

d l a s u b k u l t u r y —• n a t e m a t

g i t a r o w y m gryfie i napis n a górze: To j e d n a s t r u n a , a t u jeszcze

z brutalnością. Twarze z a g r a f k a m i wpiętymi w p o l i c z k i i uszy.

dwie, a teraz możosz już założyć swoją własną k a p e l ę . "

Skórzane k u r t k i z w y m a l o w a n y m e m b l e m a t e m ulubionego zespo­

krótko mówiąc, zespół, w którym nio będzie t a k bardzo ważny

łu l u b ze s t o s o w n y m hasłem mającym odzwierciedlić stosunek j o j

t e k s t w y k r z y k i w a n y pomiędzy rytmiczną pułsacją

właściciela do życia i całego otoczenia t y p u Zero

me.

a n i muzyczna w i r t u o z e r i a lecz sama aktywność, mieszcząca się

Głowy ostrzyżono w przedziwne f o r m y , kolorowe włosy, f r y z u r y

j e d n a k niezmiennie w k o n w e n c j i r o c k ' n ' r o l l ' a . Pisząc t u o k o n ­

l u b Kill

4

Czyli,

dźwięków,

przypominające przepisowo postrzyżonych rekrutów l u b u p i o r ­

w e n c j i m a m na myśli między i n n y m i t o , że m u z y k a r o c k ' o w a

ne postaci z filmów grozy l a t czterdziestych. Wszystko to miało

należy

napawać lękiem i t a k właśnie zostało

młodych, kontestujących

odczytane.

N o w a kreacja, szokujący s t y l b y c i a , d y n a m i c z n a
wykonywana

w k o n w e n c j i r o c k ' a t o zjawiska

muzyka

do

najbardziej

„tradycyjnych" sposobów
pokoleń już od p o n a d

wypowiedzi
30 l a t . N i e

sposób dziś jodnoznacznio określić samego zjawiska, j a k i m jest

przypisywane

t a m u z y k a z całą różnorodnością o d m i a n i stylów, r o z u m i a n a

każdomu n o w e m u , pojawiającemu się n a r y n k u k u l t u r y masowej

głównie j a k o m e d i u m , środek w y r a z u , ekspresji d l a r o z m a i t y c h

r u c h o w i k o n t e s t a c y j n e m u o d p o n a d 30 l a t . M u z y k a

rock'owa

młodzieżowych ideologii, stylów b y c i a , a r t y s t y c z n y c h manifestów.

jest przecież żywiołową formą ekspresji, spontaniczną, miejską,

Miejska,

elektryczną muzyką opartą o najprostszy s y n k o p o w y r y t m , w y ­

tkwią w t a k i c h źródłach j a k jazz, bluos, b u r a i m e n t o •—• w a f r y ­

wołującą n i e k i e d y w i e l k i e emocje.

kańskiej r y t m i c e

Oprócz j e d n a k zjawisk t y p o w y c h i już p o w i e l a n y c h , które
t r a d y c y j n i e już zasilają chłonny r y n e k masowej

rozrywki ta

nowa fala aktywności twórczej p r z y n o s i także i inne wstrząsy.
N i e wszystkie elementy tego nowego r u c h u mogły być t a k łatwo
i szybko zaadoptowane

bądź powielone. Wielo b o w i e m z n i c h

w y m i e r z o n y c h było wprost przeciw dotychczasowym

sposobom

konsumpcji sztuki w ramach dystrybucyjnej k u l t u r y

masowej.

„ R o k 1977 t o eksplozja p u n k - r o c k ' a . Zerwanio z dotychcza­
sowymi przyzwyczajeniami
muzyczny

elektryczna

muzyka,

i melodyce,

której
oraz

inspiracje

pośrednio w

bozpośrednie
europejskiej

muzyce klasycznej i w ciągle powracających fascynacjach muzyką
ludową w s z y s t k i c h o d m i a n i kontynentów.
Na

idoologie

i manifesty

poszczególnych

młodzieżowych,

k o n t e s t a c y j n y c h ruchów a r t y s t y c z n y c h związanych z muzyką
r o c k ' o w a , formułowane w t o k s t a c h piosenek i widoczne w a r t y s ­
t y c z n y m image także wpływały różnorodne inspiracje estetyczne,
t a k i e j a k r o m a n t y z m (new r o m a n t i c — s t y l p o p u l a r n y n a p o ­
czątku l a t osiemdziesiątych), surrealizm (początki zainteresowań

i schematami. D o tego czasu cały

tą formą a r t y s t y c z n e j ekspresji o d końca l a t 60-tyoh do dziś),

biznes s k o n c e n t r o w a n y był w rękach wielkicłi w y ­

dadaizm (neo-dada) oraz f u t u r y z m i d e k a d e n t y z m (jako charak­

twórni płyt, dyktujących m o d y i nowo muzyczno style. Nagle

terystyczne elementy p u n k - r o c k ' a . T e n aż n a d t o

pojawienie

postawiło

się obraz komplikują rozmaito n u r t y p o l i t y c z n e i modne prądy

k o n c e r n y płytowe w niezręcznej s y t u a c j i ; j a k zareagować na ten

religijne. Rzoe b y można, iż m a m y t u do czynionia z prawdzie

o d d o l n y r u c h , nie wymyślony przez n i c h ?

e k l e k t y c z n y m systemem

się

całej

armii

punk'owych

zespołów

Trzeba przyznać, iż reakcja była n a t y c h m i a s t o w a . Wietrząc

zapożyczeń, z t y p o w o

kulturą, potrzobującą wciąż n o w y c h

rozmazujący

wielkomiejską

i n s p i r a c j i , z ustawiczną,

d o b r y biznes i mając świetne rozpoznanie r y n k u , wytwórnio te

ciągle ponawianą próbą dostosowywania

szybko zaangażowały najbardziej obiecujące

ciągle zmieniających się realiów otaczającogo świata.

formacje."

2

środków w y r a z u do

117

�I

�P u n k - r o c k , w s w y m p o d s t a w o w y m przesianiu, s t a l się muzyką

M a m l a t 25 — i życie przełamano j a k p a t y k .

młodzieży, którą w w i e l u p u n k ' o w y c h manifestacjach i t o k s t a c h

Co spojrzę wstecz — o k r o p n a czarna p l a m a

piosenek określono m i a n o m n o w e j , o s t a t n i e j , straconej genoracji.

— co spojrzę przed się —• t w a r d y — z i m n y głaz.

Pokoleniem

Okręt mój, nie mając kompasu a n i steru, p l y n i o w nieznaną dał...

b u n t u przeciw k o m p u t e r o w e j c y w i l i z a c j i ,

bezrobo­

ciu, lęku przed coraz bardzioj prawdopodobną zagładą nuklearną.

A więc nioch się wypełni mia,ra mojej p u s t y n i !

P o d względem a r t y s t y c z n y m t a m u z y k a jost pierwszym świado­

ósma godz. czwarta j a k noc a dzioń, hey

niach do samych początków r o c k ' n ' r o l l ' a .
ujęciu

potocznym,

jako

zjawisko

masowo,

przowala się przoz e k r a n u k r y t y c h k a m e r

punk-rock

i pędzi pędzi śpiosząc niewiadomo gdzie

utożsamiany jost z p o j a w i e n i o m się nowej m u z y k i i nowoj m o d y

gdzie spojrzoó wszyscy wyglądają tale samo

w W . B r y t a n i i o d drugioj p o l o w y l a t siedemdziesiątych, ale samo
okroślenio w s t o s u n k u do muzyków r o c k ' o w y c h

7

A co z t y m tłumom n i o m y m ślepym szarym

mie r e t r o s p e k t y w n y m r u c h o m , siegają,eym w swych poszukiwa­
W

(...)

odpychając się o d b a r i e r y czasu i przestrzeni.

wykorzystano

8

było już wcześniej, u samych początków b u r z l i w i o rozwijającego

Już jesionią 1977 r o k u pojawią się w Polsce piorwszo g r u p y

siii r o c k ' n ' r o l l ' a . Między i n n y m i t y m właśnio m i a n o m określano

próbujące grać i propagować nową, muzykę, ideologię i n o w y

oalo rzesze młodych l u d z i , którzy u b r a n i i u f r y z o w a n i na wzór

sposób b y c i a — p u n k - r o c k .
Najciekawszą

swych f i l m o w y c h i m u z y c z n y c h i d o l i z końca l a t 50-tych —•
t a k i c h j a k James D e a n ( t e n z f i l m u Buntownik
M a r l o n B r a n d o (ten z f i l m u Dzikus),

bez

powodu),

B u d d y H o l l y , E l v i s Presley

postacią
Dzcdzej,

tych

nieśmiałych

warszawski poeta

początków

jest

i u l i c z n y śpiewak,

wykonujący najchętniej swo u t w o r y w r u c h l i w y c h p o d z i o m n y o h
przejściach. Śpiewał początkowo spokojne b a l l a d y akompaniując

— próbują kopiować i c h artystyczne dokonania.
W końcu l a t CO-tycli „odrzuceni" to przede w s z y s t k i m ci
wykonawcy

Wałek (Cyryl)

m u z y k i r o c k ' o w e j , którzy świadomie o d c i n a l i się

sobie na gitarze i h a r m o n i j c e u s t n e j , b y jesienią 1977 r o k u wziąć
udział w zorganizowałюj przez siebie a r t y s t y c z n e j

prowokacji

od głównego n u r t u ówczesnej k o n t e s t a c j i zaangażowanej p o l i ­

w k l u b i e s t u d e n c k i m H y b r y d y j a k o założyciel i w o k a l i s t a efe-

tycznie

morycznoj g r u p y grającej żywiołowy r o c k ' n ' r o l l .

(wojna

w W i o t n a m i o , demonstracjo

n a tle r a s o w y m ,
nowycli

T e k s t y piosonok Dzodzeja nio realizowały potocznych walo­

rozwiązań estetycznych (nawiązanie do surrealizmu, m i s t y c y z m ,

rów pootyckości, były najczęściej p o z b a w i o n y m r y m u i r y t m u

wyzwolenie

k o m u n i k a t o m , gwałtowną wypowiedzią, melorecytacją

niepokoje

studenckie)

czy

od n u r t u

poszukującego

duchowe poprzez n a r k o t y k i ) .

„Punk'owa scena wykrystalizowała się w A n g l i i w końcu l a t
70-tych alo j e j korzonio sięgają A m o r y k i Północnej. Już w końcu

czaną pomiędzy

Underground,

The Nem York

produkować n o w y rodzaj

Dolls

i Bamones

pulsacją

chropowatych,

Tłum n a u l i c a c h w a l i j a k wojsko

zaczynają

Dziewiętnaście jodnostek

m u z y k i r o c k o w e j , który świadomio

Czasu b l o k u

nawiązywał do s t y l u t a k zwanego ulicznego i do pesymistycznych

wschodniego

O t w i e r a oczy z a m y k a usta

wyobr.iżoń n a t e m a t przyszłości. M o n o l i t y c z n y r y t m , chropowate

I

brzmienie i związki z nowojorską sconą awangardową sytuował

G d y wowiiątrz turkoczą na każdym k r o k u

tę nową muzykę z dala od bardzioj o p t y m i s t y c z n y c h sposobów

N a każdyni r o g u — na każdej u l i c y

pojmowania

M i n i a p a r a t y nadawczo

госк'а".

świata

i

technicznej

ogłady

oficjalnego

nurtu

5

pędzi piędzi j a k strumień k r v i

odbiorcze

I sio!

Dla dalszej konsolidacji estetycznej ruchu nie jost bez znaczenia

K i e d y chcą zawszo nio

również t o , że m u z y k a młodzieżowa staje się pełnowartościowym

K i o d y chcę

środkiem w y r a z u d l a współczesnej s z t u k i awangardowej. B o w i e m

K i o d y chcę

amorykański o d p o w i e d n i k p u n k - r o c k ' a (znany t a m bardzioj j a k o

Kierły chcą- zawsze nie, n , o , " i , n , n , ' u e .

new wave) związany b y l ściślo z awangardową grupą twórców,
w której należałoby wymienić takie postacie, j a k A n d y W a r h o l ,
W a y n e C o u n t y , D a v i d B o w i e , którzy świadomio a d o p t o w a l i r o c k
i związano z t y m zjawiskiem możliwości a r t y s t y c z n o j k r o a c j i .
Natomiast

brytyjskio

zospoły

młodsze, słabiej zaznajomiono

punk-roek'owo,

zdecydowanie

z istniejącymi już k o n t a k t a m i

między muzyką r o c k ' o w a a sztuką awangardową

(szezogólnie

n u r t określony m i a n e m noo-dada utożsamiały się z młodą g».noraeją k u l t u r y robotniczej, trapioną p r o b l e m a m i t a k i m i , j a k bozrobocie, recosja, b r a k p e r s p o k t y w .
kręgach

kontaminaeja

miejskiej
tych

subkultury

T e k s t y spisywane były dużymi, d r u k o w a n y m i l i t e r a m i na k a r t ­
k a c h i układano n a podłodze, po to b y spolniać znakomicie rolę
ściągawki j a k i podkreślać ulotność, ehwulowość i n i e p o w t a r z a l ­
ność w y k o n y w a n y c h utworów j a k i całego zdarzenia.
D n i a 1 k w i o t n i a 1978 r . w w a r s z a w s k i m k l u b i e s t u d e n c k i m
„ R e m o n t " odbył się pierwszy w Polsce o f i c j a l n y k o n c o r t p u n k r o c k ' a , n a który zaproszono angielski zespół The Raincoats
dopołnienio, zorganizowanego w t y m s a m y m

jako

czasie, Między­

narodowego Spotkania Artystów „ I a m " , prezentujących awan­

młodzieżowej .

pewnym

6

okresio

Dopiero

performans. O d tego toż czasu k l u b R o m o n t organizował regu­
larne „poniedziałki m u z y c z n o " ,

podczas których

prezentowa­

niozależnych

na była z płyt nowa m u z y k a p u n k - r o c k i now w a v e . Dosyć szybko,

nurtów, o p a r t a o k a n o n żywiołowej m u z y k i rock'owej ukształ­

pojawią się też zespoły, które zaczynają grać w n o w y m s t y l u

towała, ostatecznie

dwóch, w

9

gardową sztukę „audio-vidoo", i zdarzenia parateatralne t y p u

Ideologia, system wartości, sposób bycia sytuowały jo w róż­
nych

wykrzy­
fałszywie

brzmiących dźwięków.

lat 00-tycłi i na początku 70-tych nowojorskie zespoły t a k i e j a k
Velvet

rytmiczną

p u n k j a k o ciekawy, a r t y s t y c z n i e a k t y w n y ,

młodzieżowy ruch k o n t e s t a c y j n y .

Skła,daty się nań po

trosze

i towarzyszące i r n g r u p y sympatyków, b y \vymienić t y l k o t o
najbardziej

znane,

rozpoczynające

swoją

działalność

sztuka p o p - a r t u , wpływy d e k a d e n t y z m u i dadaizniu przemieszano

przód końcem 1979 r. — Deadlock •/. Gdańska, Kryzys

w w y k r z y k i w a n y e h tekstach piosenek z p r o b l e m a m i życia co­

KSU

dziennego;

ciekawy w t y m czasie TtLT

at-iyMye.zno

głady zawarte

koneepc je i przeczucie

atomowej

w prostej r y i i n r . v . c i f i ) ; buntowniczo

za­

z U s t r z y k D o l n y c h , Brak
z

joszcze

z Warszawy,

z Łodzi i najbardziej

chyba

Warszawy.

artystyczne

Bez oficjalnych p r o m o c j i , licz r e k l a m y , t a k istotnej w maso­

m a n i f e s t y i anarchistyczne husk", wymierzono przeciw istniejącej

wej k o n s u m p c j i s z t u k i , zospoły to skupiają się wokół Klubów

sytuacji politycznej i społecznej.
W z o r y młodzieżowej s u b k u l t u r y rockowej mają
rozprzestrzeniania

Studenckich,
właściwość

się bez względu n a odJeglość, granico

obowiązujące systemy

czy

polityczne, choćby ze względu na, f i . k i ,

Miejskich

dnmacb. \Y iyrlt

Domów

Kabury

łub w

prywatnych

też miejoeach kształtuje -sio powielane później

modele zachowań i formy artystycznej manifestacji. R u c h k o n ­
soliduje się głownio w w у liku nieoflojalnego

obiegu i n f o r m a c j i ,

że głównym nośnikiem w y k r e o w a n y c h , n o w y c h sposobów b y c i a ,

w w y n i k u korzystania, z, , . t r a , d y c y j n y c i i sposobów' k o m u n i k a c y j ­

n o w y c h uico!o;j;ii, nowej mody bidzie miejska elektryczna m u z y ­

n y c h " t a k i c h j a k wspólne spot kanie, kmieci t , wspólne sluchauio

ko rokowa.

płyt, oraz dzięki niezależnym, niskonakładowym p i s m o m ksero-

119

�k o p i c z n y m t y p u „fazien" t a k i c h j a k „ P o s t " , „Szmata", „ K a n a ł " ,

G u r u (przezwisko — R.C.) puszczał płyty z Mistor H i t a . Nudę

„Turysta", „ O r g a n " .

próbował rozproszyć k o m p l e t n y ćwok, miejscowy

Występy zespołów p r z y j m o w a n e były przez

Krawczyk,

młodą, publicz­

który nie umiał nawet porządnie się przedstawić. Było trochę

ność ontuzjastycznie. W plebiscycie czytelników „Muzyki Mło­

zabawy, g d y przoraził się nakręcanego p t a k a , skaczącego w jego

d y c h " na najpopularniejszych wykonawców 1979 r o k u , w k a ­

kierunku.

t e g o r i i „talent rokujący największe n a d z i e j e "
zajmujo zespół Kryzys,

czwarte

miejsce

b y już w r o k u następnym zająć czołowe

(...)

W i d o w n i a w M D K składała się z punków, hipisów z Warsza­
w y , b r a m k a r z y — p i j a n y c h , bezmyślnych i agresywnych

oraz

miejsca w plebiscytach w i e l u p o p u l a r n y c h p i s m : t a k i c h j a k

Gitohipów. C i o s t a t n i t o t a c y co noszą długie włosy, lubią h a r d r o c k

„Panorama",

i śmierdzą, alo są podziargani (posia,dają z n a k i t a t u o w a n e

„Non

Stop",

„Na

Przełaj", „Świat

Młodych",

„Słowo Powszechne" m i m o , że z twórczością tej g r u p y można
było zapoznać się j o d y n i o n a k o n c e r t a c h l u b z kaset krążących
w n i e o f i c j a l n y m obiegu.

Jest już sprzęt, Kryzysi

wchodzą na seonę, A f a (przezwisko —

R.C.) ... A g a i n . . . I t ' s called... 1.2.X.U ( c z y t a j : ono, t w o , x , u :

„ W d n i a c h 8 — 1 0 . V I I I . 1980 — i n f o r m u j e n a bieżąco j o d n o stronicowy

—

R.C.) i lubią lutować (bić —• R.C.)

„fanzion" — odbył się w Kołobrzegu

(amfiteatr)

jest t o u d z i w n i o n a , bardzo p o p u l a r n a forma „odliczania" przed
każdym u t w o r e m , służąca często do wyznaczania t e m p a m e l o d i i

Pierwszy F e s t i w a l N o w o j F a l i (w Polsco). T r z y d n i wspaniałego

— R . C ) . Sala podryw'a się i faluje, powstaje k o s z m a r n y roz­

przożyeia, z n a k o m i t o j

atmosfery;

robionej

gardiasz: każdy tańczy gobba, p u n k i przewracają się i p o p y ­

przez nas i d l a nas (...)

Ci co t a m b y l i nio zapomną. C i którzy

chają, miejscowi n i o wiedzą co robić więc próbują się dostosować

trzy

dni muzyki

przegapili, n i o dojechali, mogą posłuchać kasety First
New

Wave.

F e s t i w a l był zorganizowany

Polish

f a t a l n i e . M u z y c y spali

do s y t u a c j i , b r a m k a r z e lutują każdego k t o i m się nawinie p o d
rękę. K a m i l n a p e r k u s j i przewraca

talerze

n a warszawskich

u p a k o w a n i j a k śledzie n i o m a l p o d gołym niebom. M i m o tego

hipisów i stara się trafić i c h pałkami, żeby było joszcze weseloj

organizatorom

Polandzi

(SZSP) nałożą się słowa u z n a n i a za

podjęcio

r y z y k a . D o Kołobrzegu zjechały wszystkie polskie kapele i załogi
— TILT,
Fomit,

KSU,
Psychodeliki

Deadlock,

Kryzys,

z Gary H a l l o m ,

Poverrocks,

Nocne

Szczury,

plują na Kryzys.

Zaraz po „Shitassie" b r a m k a r z , f i u t

w j a s n y m s w o t e r k u zgarnia J u r k a na k o r y t a r z i chce go lutować.
A f a z a t r z y m u j e zespól, k i l k u punków idzie n a pomoc. N a
szczęście jakiś trzeźwy b r a m k a r z ( t a k , bywają tacy) uratował

Рок..."

N i e m a l o d początku j e d y n y m ważnym miejscem

spotkań,

sytuację i odciągnął tego pierwszego. N a sali n a d a l szał. O k r z y k i

w y m i a n y i n f o r m a c j i , wzajemnego p o d p a t r y w a n i a się, prezen­

„gobba, gobba, h e y " . T u b y l c y zaczynają się orientować, co jest

t o w a n i a n o w i n e k dotyczących s t r o j u i wszelkich f o r m a r t y s t y c z n e j

grane.

eksprosji był k o n c o r t .

o k r z y k i : „ H e y ! " i wznosiły się w górę pałce w s y m b o l u V . P u n k i

Tym

niozwykłym

widowiskiem

rządzą

równie

niezwykłe

Chcieli

wykończyć

punków

psychicznio,

rozległy

zamiast i m przyłożyć wołali „ H a t e " (ang. nienawiść —

się

R.C.)

p r a w a . Publiczność składa się t u głównie z t a k z w a n y c h „ z a ł ó g "

i rzecz jasna k c i u k do dołu. Szkoda, że t y l k o V o x i K o l n o r (przo-

łub „kontygentów" c z y l i zwolenników grających „ k a p e l " c z y l i

zwiska — C R . ) b r a l i się do pięści.

zospolów. A często psujące się „wiosła" czyli g i t a r y l u b „ p i e c y k i "

W t y m szale można było i boz tego łatwo zaliczyć. (...)

Kry­

— wzmacniaczo — opóźniają z w y k l e sam k o n c e r t l u b powodują

zysi zagrali nowe n u m e r y — „Telewizja", „Disco G i r l " i inne.

długotrwało p r z e r w y między „numerami" c z y l i u t w o r a m i . W

Polandzi

trakcio w y k o n y w a n y c h „numerów" obowiązuje taniec „ p o - g o "

do wzmacniaczy. (...)

lub

popychanie

s a m " . K a z i k usiłował śpiewać, ale co można usłyszeć, g d y m i ­

najbliżej stojących) mogą w każdej c h w i l i zamienić się w „za­

k r o f o n nie działa, a S z m i t śpiewa co innego do dobrego m i k r o ­

d y m ę " czyli bijatykę przeszkadzającą t y m , którzy przyszli t y l k o

f o n u . Pietracho pracował za cały zospół, b o Pawoł p e r k u s i s t a ,

popatrzoć i posłuchać.

co jakiś czas wstawał, podnosił wywrócony sprzęt i siadał z n o w u ,

„gobba"

(rytmiczne

p o d s k o k i , potrącanie

i

K o n c e r t y są formą w y p o w i e d z i całej g r u p y , „ k a p e l " i „ z a ł ó g "

s p r y t n i e w y r z u c i l i Kryzysów zo sceny i podłączyli się
Polandzi

w y s t a r t o w a l i z „ N i e lubię siebie

a S z m i t usiłował grać a k o r d a m i n a basio. Jeszcze d w a kawałki

tworząc powion odrębny, n i e p o w t a r z a l n y k l i m a t , d l a którego

i Paweł się załamał. W d o d a t k u teraz Kryzysi

charakterystyczno

Polandzi

będzie

wspólno

skandowanio,

możliwość

p l u l i na Polandów.

m i e l i i t a k mocno n e r w y bo atmosfora stalą się nie­

wpływu „ w i d o w n i " na kształt i przebieg k o n c e r t u . Często toż t a

ciekawa. M i c k Neon (znany j a k o Guru) wyrzucił siłą S z m i t a ze

z b y t gorąca atmosfora panująca na koncercie kończyła się i n t e r ­

sceny i zaanonsował występ g r u p y Mono.

wencją służb porządkowych k l u b u — „bramkarzy",

wyłączo-

d a l i brakujące kawałki. W t y m czasio sytuacja punków na sali

publiczności

stała się niewesoła, bo na sali było już mało Kontyngentowców.

niem

a p a r a t u r y nagłaśniającej

l u b wtargnięciem

(...) Po Mono

Kryzysi

G i t o h i p y zaczęli bić naprawdę i zepchnęli nas w kąt sali. Po

na scenę.
Podczas występu „załoga" koncertującej

właśnie

„kapeli"

koncercie k i l k u hipisów i tubylców pytało muzyków o cel p u n k a

bierze bardziej a k t y w n y udział w tańcu, stara się, o ilo jest liczna,

i t a k i e różne rzeczy. Wreszcie jedon z hipisów zrozumiał wszystko.

a k t y w n i e wpłynąć n a przebieg zdarzeń t a k n a w i d o w n i j a k i n a

Powiedział: „ T o j a już nic nio r o z u m i e m " . Toraz Grodzisk jest

scenie. T w o r z y coś, co nazwać b y można k o m e n t a r z e m a d o k w a t -

d l a nas s p a l o n y " .

n y m do tego, co dzieje się właśnie n a scenie.
Ciekawie
z pierwszych

i bardzo

obrazowo

zdecydowały
Band

Oczywiście, najłatwiejszym

relacjonuje przebieg

jednego

p u n k - r o e k ' o w y c h koncertów w Polsce

„fazien"

„ S z m a t a " z października 1979 r . „ D o Grodziska
się

przyjechać

kapele

i nowa formacja Tajemniczego

Kryzys,

1 0

Mazowieckiego
Poland,

M i c k a Noona —

i najbardziej

rzucającym

się

w oczy rozróżnieniem n a „ k a p e l e " i t y c h , którzy p r z y s z l i t y l k o
popatrzeć i posłuchać jest strój. Bardzo c i o k a w y m i charakte­
r y s t y c z n y m zjawiskiem d l a każdego t y p u k o n t r k u l t u r o w e j m a ­

Oarage

nifestacji jost t o , że n a początku strój t a k i nie pełni r o l i u n i f o r m u

Mono.

jednoznacznie określającego przynależność do g r u p y i w więk­

Któregoś paździornikowego d n i a „porządni o b y w a t o l e " Grodziska

szym s t o p n i u jest improwizacją. I

zostali zbulworsowani w i d o k i e m k o l o r o w o i z fantazją ubranej

t a k często p i e r w s z y m s t r o j e m , a r t y s t y c z n y m imago prezentowa­

młodzieży, t a k niepodobnoj

do t a m t e j s z y c h bywalców b u d e k

n y m n a u l i c y l u b podczas k o n c e r t u b y l y n p . za dużo m a r y n a r k i ,

n a t e n dzioń w i e l k i k o n c e r t zwalił się

z szaf rodziców i ośmieszone: robotniczo w a c i a k i i berety z „an-

z piwom.
Na

zapowiedziany

za krótkie spodnie, pomięto plaszczo; stroje j a k g d y b y

K o n t y n g e n t W a r s z a w s k i , ale o godzinę za wcześnie, więo p u n k i
rozeszli się po mieście a b y zwiedzić sklepy monopolowo i wypić
p i w a . (...) Tymczasem w t a m t e j s z y m M D K m u z y c y dowiedzieli
się, że głupi h i p i s — organizator nio załatwił p e r k u s j i . N i g d y nie
wierz h i p i e j o w i ! 4 chłopaków pojechało do A n i n a p o sprzęt.
W y r o b i l i się w dwie godz. Przez t e n czas w Grodzisku panowała
zabójcza n u d a . M u z y c y brzdąkali n a g i t a r a c h , h i p i s i na p i a n i n i e ,

120

właśnie zo względu n a to

wyjęte

tenką"... Dopiero później wyzna.czyć możemy powion s t a n d a r d ,
który można określić j a k o : czarna skórzana k u r t k a ,

motalowe

ozdoby, obcisłe spodnio i ciężkie sznurowane za k o s t k u b u t y .
K o n c e r t j e d n a k to przede w s z y s t k i m f o r m a p r z e k a z u , k o m u ­
n i k a t u , który realizowany jest głównie poprzez t e k s t y w y k o n y ­
w a n y c h utworów
interpretacyjny.

i muzykę stanowiącą nieodłączny

olement

�Tl. 2. M u l t i Fanzine, M i x Over D u b c

W y k r e o w a n y świat k o n c e r t u , to miejsce, któro pozwala, n a
realizację postaw, manifestowanie odrębności psychicznej, socjo­

w świecie, być może p r o s t y m i n a i w n y m , alo w zostawieniu
z codziennością t a k bardzo nierzeczywistym ?

logicznej czy n a w e t k u l t u r o w e j . Jost o n w zasadzie jodyną formą

Jeżeli jost coś p o z y t y w n e g o

i sposobem działania d l a polskiego r u c h u kontestacyjnego i t y m

jeżoli jest coś co m a jakiś sens
coś co każdy wio

co zdecydowanie

odróżnia polską, kontrkulturę o d zachodniej.

T a nieznośna wręcz chęć bycia razem, wspólnego, masowego

czego każdy chce

uczestnictwa w b u d o w i e jakże k r u c h e j rzeczywistości, która trwa.

chcę zobaczyć to teraz

kilkadziesiąt m i n u t , a. czasem nawet k i l k a d n i powoduje,

chcę zobaczyć t o t u

tvlko

iż

t u możliwo są t a k i o niezwykłe zjawiska j a k F e s t i w a l

w Jarocinie. W i e l o d n i o w e , wspólne manifestowanie b y c i a razem

I t a k t u już nie m a nic do straconia
(...)

121

�M y służymy sobio
i w i e r z y m y w siebie
i żyjemy teraz
i żyjemy t u
I t a k t u już nio m a nie do stracenia
{Brygada

„Ambicja to t w o j a umarła r e l i g i a " — śpiewał zospół Kryzys.
„Wszyscy p o k u t u j e m y za t o że żyjomy" — skandował z publicz­
nością Sedes.

Kryzys)

„Młodzi ludzie —• napisał kiodyś M a r s h a l l M a c L u h a n — po­
zostający o d dziesięciu l a t p o d wpływem telowizji zupolnio n a ­
t u r a l n i e przojęli chęć do głębokiego zaangażowania, p r z y którym
wszystkie odlegle, wizualnio przodst.awiouo cole k u l t u r y tra,dycyjnej wydają się nie t y l k o nierealno, ale nieistotno i nio t j d k o
nieistotne, lecz wręcz anemiezno. M o z a i k o w y obraz t e l e w i z y j n y
dajo młodym totalne zaaug '„żowanio wo wszystko, co się dzieje
w d a n e j c h w i l i i co jest odbierano w s z y s t k i m i zmyślano.
Ta n o w a postawa młodych nio m a nic wspólnego z p r o g r a m e m
telewizji i wykształciłaby się nawet wówczas, g d y b y telowizja
nadawała wyłącznie pozycjo o najwyższej wartości k u l t u r a l n e j .
Z m i a n a postawy nastąpiłaby w każdym w y p a d k u , gdyż wywołuje
ją sam obraz t e l e w i z y j n y . (...)
Dziecko ery telewizyjnej nio umie patrzeć w przyszłość, gdyż
chco zaangażowania, nio do przyjęcia są d l a niego t a k w nauee
j a k i w życiu celo cząstkowe i sprowadzone do postaci w i z u a l ­
n e j . " To jakże interesująco stwierdzenie trafnie charakteryzuje
pewion proces niezauważalnych i nie zawsze ЬгалуеЬ p o d uwagę
z m i a n zachodzących w życiu c o d z i e n n y m . A l e idea bezczasowości, ciągłego toraz, p o j a w i a się także, jako element d o m i ­
nujący, w sztuco awangardowej. N a płótnach Jacksona Pollocka
i naśladowczej g r u p y action p a i n t i n g zachlapana powiorzclmia
przypadkową strukturą p l a m i l i n i i jest zapisem s t a n u a k t u a l n y c h
odczuć, ekspresji twórczej, a sain obraz t y l k o p r e t e k s t o m , w y ­
c i n k i e m w istocie niekończącej się aktywności. Nieco inaczej
ową ideę realizował A n d y W a r h o l i twórcy związani ze sztuką
p o p - a r t u biorąc jakiś p r z e d m i o t codzionnego użytku, zo świata
rzoczy codziennych, najbardziej banalno i opatrzone symbole,
j a k nagłówki r o k l a m gazetowych, kolorowo o p a k o w a n i a , fotosy
słynnych gwiazd k i n a . Przenosząc je n a płótno w sposób trądy cyjnio m a l a r s k i l u b motodą s i t o d r u k u u z y s k i w a l i efekt calkowicio
o d m i e n n y od tego j a k i t y m p r z e d m i o t o m wyznaczyła k u l t u r a
konsumpcyjna.
1 1

12

13

N a pewno t a f o r m a a r t y s t y c z n e j w y p o w i o d z i j e s ; wypadkową
wielu przooiwstawnych sobie kierunków' i zjawisk związanych
z życiem c o d z i e n n y m , z których j e d n y m może być n a w o t i tele­
w i z j a ; z drugiej j o d n a k s i r o n y jest ciekawą próbą syntezy,
świadectwem a nawet może diagnozą s t a n u k u l t u r y współczesnej.
Z podobną próbą s p o t y k a m y się także śledząc poczynania
omawianej t u aktywności twórozoj w r a m a c h r u c h u kontesta­
cyjnego. I t u równioż n a p o t y k a m y w tekstach piosenek oraz
w i c h a r t y k u l a c j i elementy charakterystyczno dla wspólczesnoj
k u l t u r y i n d u s t r i a l n o j ; t a k i e j a k j o d u o w y r a z o w y ezy jodnozdan i o w y slogan r e k l a m o w y , hasło propagandowo l u b o k r z y k
skandowany podczas ulicznej manifestacji.
P r z y k o n t e s t a c y j n y m negowaniu u z n a n y c h i preforowanych
wartości w k u l t u r z e masowej, w t y m i i n s t y t u c j i jaką jest tele­
wizja, system e d u k a c j i , etos p r a c y , r o d z i n y , uwarunkow'ania
p o l i t y c z n e , wielo tekstów i i n t e r p r e t a c j i nawiązuje bezpośrednio
do koiiiontowa,iiyeh w joj obrębie problemów. O/.ęsto więc. I I I
koncertach usłyszeć można o ygui&gt;i;y,-h s k u i k a e h wyścigu zbrojeń,
o proteście przociw p r z e r y w a n i u efaży, o problemie n a r k o m a n i i
ezy nawol o t r u d n y m życiu rolnika,.
-

Zespól A t a k podczas kone.eiiu wylcono.l utwór zotytulowa.ny
„Agresja", był to w zasadzie jeden wyraz-hasln p o w t a r z a m
w nieskończoność: ..agresja,, agresja, .agresja...". Dynamiczna
m u z y k a i sugostywnoś ' ha.Oa. wyt wnrzyły uanięce. którego
y d y n y m ja,k się zdawało, sensownym rozwiązaniom l„ ,!/.ie n w e l a
bvó t y l k o . . . . . z a d y m a " i w rozul'a.oio przeia-amo k o u e e i t o . Pan
sam zespół nawoązująe w jednej z piosenek do k a t a s t r o t y p o l skiego samolotu wykorzystał slog tu reklamowy РоЬкк-Ь L i n i i
L o t n i c z y c h : ..Lataj LOT-еш, L O T e m bliżej do., z i e m i . "
1 1

122

Kryzys, Kryzys,
Co się gapisz t y
Twoje pokolonie
Kryzys, Kryzys,

Kryzys, Kryzys
kretynie
ginio
Kryzys, Kryzys...
(Kryzys)

Sam tekst jednak, boz m u z y k i , staje się j a k b y m n i o j czytelny,
to znaczy p o z b a w i o n y i n t e r p r e t a c j i , niorny. T r u d n o b o w i o m osą­
dzić czy słowa śpiewanej piosonki ilustrując jakieś wydarzenie
l u b p r o b l e m , p o t r a k t o w a n o są żartobliwie czy z polną powagą.
Prosty" tekst u s z t y w n i o n y w swoj s t r u k t u r z o k o n i e c z n y m i r y m a m i ,
l u b obowiązującym hasłem-sloganein staje się k o m u n i k a t o m
bardzo n a i w n y m i dopiero w t r a k c i e i n t e r p r e t a c j i jost w p o l n i
czytelny.
Jeżeli p r o b l e m jakiś ma,sz — poczekaj do 1 9
Przyjaciół zaproś do d o m u toż — p r o g r a m rozwieje
two wątpliwości
D z i e n n i k T e l e w i z y j n y , D z i e n n i k Telowizyjny...
Telewizja r a t u j o cię o d intelektualnego u p a d k u
Musisz myśleć, chcosz czy n i e , t a k j a k każą ludzie
3 0

z ekranu
D z i e n n i k T e l e w i z y j n y , D z i e n n i k Telewizyjny...
(Kontrola

W.)

W wielu również tekstach sons przekazu b u d o w a n y jest n a za­
sadzie szokujących zestawień i właściwy k o m u n i k a t o d c z y t a n y
być może bardziej n a zasadzio skojarzeń niż dokładnej analizy
poszczególnych twiordzeń.
Przeczytałem Biblię
Potom Mein K a m p f
Przeczytałem M a r k s a
P o t e m Nitscho
I stwierdziłem żo to wszystko jest kłamstwo
System to w o j n y
System to śmierć.
Faszyzm t o system
Systom — N I E !
(Moskwa)
Najważniejsze oczywiście d l a każdego r u c h u kontestacyjnego
i dla każdej s u b k u l t u r y , n i e t y l k o młodziożowej, jost ukazanie
różnic dzielących d w a światy: N A S Z i I C H . M y jostośmy i n n i ,
m a m y swoją muzykę, swojo hasła, swój strój i swoje p r o b l e m y ,
swojo widzonio otaczającej rtas rzeczywistości. Odrębność t a
b u d o w a n a jost najczęściej na zasadzio opozycji, d l a której linią
podziału będzio próg szoku zownętrznych odbiorców k o m u n i k a t u ,
czyli reakcja n a m a n i f o s t o w a n y s t y l zachowania, modę i systom
wartości.
K r e o w a n i o t a k podzielonej rzeczywistości t y l k o formalnie jest
j e d n o l i t o , t o znaczy I C H świat będzio bezduszny, małostkowy
i zły, polon chaosu. N A S Z zaś... i t u niespodzianka, N A S Z E G O
nio m a wcale, dopiero się staje. T r w a o ile N A S Z A aktywność
p o f r a f i go wyki'oowa-ć. MASZ świat wymogą ciągłej aktywności,
ponieważ M Y nie m a m y przyszłości — ..... żyjomy teraz i żyjomy
t u " - - śpiewano, fh'ifq&lt;i'ia. K r y z y s . ,,.Vio m a przyszłoś'i nic ma
p o k o j u . . . " . Na.jnoUeoj zatem X V ^ Z świat eeatizuje się na, k o n eereio, w ej roju ^z.'kującym otoczenie, m i m o że po e/.czególno
elementy takiego u n i f o r m u są wyjęte właśnie z otaczającego
N A S świata, a, na, p r o d u k o w a n y ,,fa.nzier&lt;" na, jego szatę
т'.аГе zna składają się w y c i n k i z ogólnie dostępnych czasopism.
Xaszo. k u b u r a jest tero2
Nasza k u l t u r a jest t u
Popatrz ci sami ludzie przośladują nas od l a t

�i l . :{. M u l t i Fanzine, M i x Over D u b

O N I I MY

Ci sarni ludzie z b u d o w a l i ten świat
Świat m a m o n y . . .
(/мме'1
T o k s l y луу1;опуtvanyoh utworów w r o z m a i t y c h

wariantach

ukazują reia.ejc, zarówno tę p o d s t a w o - ą : M Y i O N I , j a k i .różno­

Jesteście świnie — chcecie spalić swój d o m
Jesteście świnie - ~ zostawiacie bałagan
Jesteście świnie — za.s!aniacio m i słońce

rodne j e j o d m i a n y . Może być to N A S Z E widzenie I C H świata,

Jesteście świnio — nic dajecie m i żyć

j a k i I C H wyobrażenia na t e m a t N A S Z E G O . Pamiętać jednak

Jesteście świnie —• bo nie chcecie rozjemcy

należy o bezwartościowym k o m e n t o w a n i u samegot e k s h r

Jesteście świnie —- bo w v chcecie go zabić

�11. 4. Załoga

Jcateńcio świnie

Gówno m n i e obchodzą waszo myśli i sny

- ja nie pójdę za w a m i

Szara rzeczywistość — wasza rzeczywistość nio

Jesteście świnie •— antagoniści

obchodzi

(Sedes)

mnie

Nie potrzebuję was — chcę bye sam
Zostawcie mnie — odczepcie się

Zostawcie m n i e •— odczepcie się

M a m to co m a m ~ - chcę czego ehoę

Gówno m n i e obchodzi co o m n i o myślicie

Zostawcie mnie —• odczepcie się

Odczepcie się — chcę mieć własne życio

Nie myślę t a k j a k w y —• jestem i n n y niż w y

(Dezerter)

�s u b k u l t u r , t a k społecznych j a k i e t n i c z n y c h działających w W i e l ­

М\ о Ю О Н
W d o m u w szkole n a u l i c y wszędzie żyją j a d o w i c i

k i e j B r y t a n i i : rockers, mods, skinheads,

śmieszni głupi mądrzy m a l i truciciele różnoj s k a l i

nowojorskiej a w a n g a r d y . Znaczy t o , że pojawiają się w obrębie

tedyboys, rudis, rasta oraz

lubią kaszę logu m i n y a n a co dzień kwaśne m i n y

t e j twórczej aktywności elemonty afrykańskioj, k a r a i b s k i e j l u b

o n i z b r o j n i armią czolgiom o n i m i e l i swoją wojnę

miojscow ej m u z y k i l u d o w e j , hasła anarchistyczne obok ideologii

mają szpiegów swego wroga mają wiarę w swego boga

R a s t a f a r i i . Powrót do wczesnych doświadczeń m u z y k i rockowej

mają grzocby i zasady oszczędności r a t y wkłady

obok a w a n g a r d o w y c h

śpią w k o l e j k a c h dyskutują stroją m i n y kopulują

n i o w y c h p r z y w y k o r z y s t a n i u najnowszej t e c h n i k i .

r

żyć n o r m a h i i o d l a nieli bzdura p i o r w o t n i a k i w l u d z k i c h
skórach

poszukiwań n o w y c h możliwości b r z m i e ­

Nie jest t o oczywiście zjawisko nowo, charakterystyczne je­
d y n i e d l a pojawiającej się k o n t r k u l t u r y . Nasze

d o m y — pisał

kręcą nosem za postępom tolerancję zwalcz ustępem

w 1957 r o k u E r n e s t V a n D e n H a g g — są dzisiaj

prą do p r z o d u walczą z życiom a k t o i n n y w potylicę

afrykańskimi m a s k a m i bogów, g o t y c k i m i k r u c y f i k s a m i , japoń­

(Śmierć
Ciągle krzyczysz

Kliniczna)

dziwaczne

szczopu.

Czy pochodzą ono z m i n i o n y c h , c y w i l i z a c j i — włączając w t o

swobodnie

zachodnią wyższą kulturę i kulturę ludową — czy zo współczesnej

N i o można umrzeć godnie

A f r y k i , czy wiszą n a ścianach, czy się jo nosi, ogląda, tańczy albo

Jestom już zmęczony m a m t a k dość

ich słucha — t a k i e f r a g m e n t y , choćby ciekawo czy pouczające,

To czasy zbrodniarzy

są j o d y n i e l u k r o m n a torcie k u l t u r y p o p u l a r n o j . Nie zmieniają j e j

Pucu i handlarzy

c h a r a k t e r u , alo wzmacniają j e j synkrotyczną bezstylowość.

Coraz więcej p u s t y c h t w a r z y

Kalejdoskopiczna różnorodność ułamków, wziętych ze wszyst­

Coraz ciaśniej jost n a plaży

k i c h n i o m a l k u l t u r świata, pomaga wyjałowić i zniszczyć każdą

M a m t a k dość
(Kryzys)
O N I o NAS

z n i c h , podobnie j a k b a i w y s p e k t r u m zlewają się w jednolitą
białość jeżeli tarczę obracamy dostatecznie

szybko.

Rzecz d z i w n a , jesteśmy d u m n i z tego, że mieszamy różnorodne

Jestem głupi m a m pierdolca

k u l t u r a l n o wzorco. L u b i m y fostiwalo, na których w y k o n u j e się

W u c h u k o l c z y k w d u p i e kolca

tańce ludowe

Jestem wTedny leń

(czy pieśni) w s z y s t k i c h narodów, j a k b y t o nie

pozbawiało tańców l u d o w y c h każdego N a r o d u tej treści, jaką mają

N i o chcę p r a c y w żadnym biurze

wzięte pojedynczo i nio sprowadzało i c h do rzędu i m p o r t o w a n y c h

N i o chcę chodzić w g a r n i t u r z e

с iekawostok."

Jeździć pędnym autobusom

14

T o j e d n a k , co zostało nazwane synkretyczną bozstylowością

I pracować p o d p r z y m u s o m

nie w y d a j e się w pełni tożsamo z e k l e k t y z m e m p u n k - r o c k ' o w e j

Jestem w r e d n y leń

k o n t r k u l t u r y . Dystrybueyjność s z t u k i zastąpiona będzie przecież

Jestem w i n n y m a m o t a t o

próbą nowoj aktywności, choćby tą o charakterze ,,zrób t o s a m " ,

Czy dostanę w mordę za t o

starającą się nie negować locz w o d m i e n n y sposób wykorzystać

Głos m a m jakiś zachrypnięty

t r a d y c y j n e media k u l t u r y m a s o w e j ; „Może k r z y k barbarzyński

Chyba jostem pierdolnięty

dzisiejszego p o k o l o n i a —

Jestem zwiorzę n i c nie czuję

pisał w końcu l a t 30-tych Juliusz

K l e i n e r — rażący ucho l u d z i k u l t u r y przedwojonnoj, jost w o ­

Uczę się i kultywuję

łaniem o wielką twórczość, która b y przekornponowała całe życie

N i c nio myślę nic nie robię
Bo m a m burdel w mojoj

s k i m i d r z e w o r y t a m i —• i wszystko t o jost nie m n i e j
niż c y l i n d e r n a głowie w o d z a

na mnie że c i ciasno jost

N i o można oddychać

udekorowane

zbiorowo i w dzieło s z t u k i zmieniła całą rzoczywistość."

glowio

15

N i o sposób j o d n a k przewidzioć czy t a spontaniczna próba

Jestem w r o d n y leń
(Dezerter)
P u n k - r o c k jest r u c h o m t y p o w o m i o j e k i m , w swej p i e r w o t n e j
formie pojawił się j a k o konsolidacja i uogólnienio mlodziożowych

tworzenia zamkniętych obiegów i n f o r m a c y j n y c h , o p a r t a często
na t r a d y c y j n y c h formacłi k o m u n i k a c j i , łączenia w całość różno­
r o d n y c h elementów i i n s p i r a c j i jost nietrwałym,
epizodem w r o z w o j u k u l t u r y masowej

przelotnym

czy nową nadzieją.

P R Z Y P I S Y

Zarówno określenie k o n t r k u l t u r a j a k i s u b k u l t u r a stosuje
t u bez rozróżnień m i m o , iż można n p . zjawisko s u b k u l t u r y od­
nieść do tego co lokalne, zamknięte, za,ś k o n t r k u l t u r y do tego
co ponadlokalne i o t w a r t o . D l a s u b k u l t u r y większe znaczenie
mają różnoiodne podziały społeczno, ekonomiczno i etniczne.
N a t o m i a s t k o n t r k u l t u r o w a a r t y s t y c z n a aktywność współczes­
n y c h ruchów k o n t e s t a c y j n y c h , j a k i m i były hippios i p u n k
w przeciwieństwie do l o k a l n y c h g r u p s u b k u l t u r o w y c h , j a k
uczniowie, r e k r u c i , więźniowie i t p . m a c h a r a k t e r bardzo u n i ­
wersalny, t a k w sensie geograficznym czy społecznym, e t n i c z n y m
i a r t y s t y c z n y m . R u c h t a k i sta jo się dość szybko powszechnym
sposobem b y c i a wśród różnorodnych g r u p społecznych, modą,
b u n t o m t a k społocznyni j a k i a r t y s t y c z n y m .
Przemysław Mroczek, Zrób to sam, N O N S T O P (dodatek
do „Tygodnika D e m o k r a t y c z n e g o " , czorwiec 1986 г.).
M o d a na małe i niezależne wytwórnie płyt (independent
labols m o v e m e n t ) spowodowała nawet z m i a n y u w i e l k i c h po­
tentatów, do tego stopnia, iż w d y s t r y b u c j i wiotkich f i r m fono­
1

2

3

graficznych ( t a k i c h j a k CBS, Polydor, W E A ) pojawiły się małe
oddziały imitujące s w y m i t a j e m n i c z y m i i f a n t a z y j n y m i n a z w a m i
niezależno w y d a w n i c t w a .
D i c k Hobdigo, Subculture:
The Meaning
of Style, M e t h u o n
a n d Co. N o w Y o r k 1979
Trie ia Н о ш у , Punk
and Avant-Garde
Art, „Journal o f
P o p u l a r C u l t u r e " , State U n i v e r s i t y Bowding Greon, N r 4 V o l . 17,
1984
Zwraca na t o uwagę Hebdigo w cytowanej książce, p o r .
szczególnie rozdział Boredom in Babylon, s. 27—29
Tadeusz Myciński, Mene — Mene — Thekel —
Upharisim...
Quasi una phantasia [ w : ] Pisma pośmiertne. Cykl pierwszy
Lu­
cyfer, wydanie z rękopisów p o d redakcją A r t u r a Górskiego
i Czesława L a t a w c a , Warszawa 1931, s. 49
i Zamieszczono t u d w a t e k s t y Dzedzeja pochodzą z p r y ­
w a t n y c h zbiorów Sławomira Gołaszowekiogo i za udostępnienie
ich serdecznie dziękuję.
M a r s h a l l M o L u h a n . Telewizja
i bojaźliwy olbrzym
[w:]
4

5

6

7

8

9

1 0

125

�Przekaźniki, czyli przedłużenie człowieka, Galaktyka
Gutenberga,
Poza punktem Zbiegu, przełożył z oryginału angielskiego K a r o l
J a k u b o w i c z , wstępem opatrzył K r z y s z t o f Teodor Toeplitz,
W A i F , Warszawa 1975.
p o r . A l i c j a Kępińska, Żywioł i mit; Żywioł i chaos jako
wartość w sztuce action pahding
w świetle badań nad strukturą
mitów i świadomością mityczną, W y d a w n i c t w o L i t e r a c k i e K r a ­
ków—Wrocław 1983
O różnorodności zainteresowań A n d y W a r l i o l ' a niecłi
zaświadczą d w a skrajne a jednocześnie najsłynniejsze przykłady;
płótno przedstawiające puszkę z u p y p o m i d o r o w e j f i n n y Cambell
1 2

1 3

Fotografie,

I

rcin-iMliiltcje

i folom

i f i l m w o l n y o d wszelkich zabiegów montazov.ych p t . E m p i r e ,
n a który składało się jedno, ośmiogodzinne, nieruchomo ujęcie
nowojorskiego E m p i r e State B u i l d i n g .
E r n s t v a n den H a a g , The Fabric of Society: an
Introduction
to the. Social Sciences, H a r c o u r t 1957, c y t . za: Kultura
Masowa,
opr. Czesław Miłosz, B i b l i o t e k a K u l t u r y , T o m X L I , I n s t y t u t
L i t e r a c k i , Paryż 1959, s. 88
Juliusz K l e i n e r , U wrót nowej estetyki [ w : ] W kręgu Mickie­
wicza i Goethego, Warszawa 1938, c y t . za Juliusz K l e i n e r , W
kręgu historii i teorii literatury, wybór i opracowanie A r t u r H u t n i kiowicz, Warszawa 1981, s. 098
1 4

1 5

OIOIŹH: \Yo.]Vi(vh АГаге1шо\уьк i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9930" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9908">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7f396dcac4fc14071f31a5e53f3005e3.pdf</src>
        <authentication>284fbdbcc4e277cf4d499f9a3d730796</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118107">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3216</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118108">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118110">
                <text>"Skuś baba na dziada". Przyczynek do powinności przemyśleń perypatetycznych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118111">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.142-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118112">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118113">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118114">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118115">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118116">
                <text>I

Jacek Olędzki

„SKUŚ BABA NA D Z I A D A "
PRZYCZYNEK D O POWINNOŚCI PRZEMYŚLEŃ PERYPATETYCZNYCH

W

bardzo

interesującej

lewskiego (Podróże

k s i ą ż c o Jerzego S ł a w o m i r a

do piekieł.

Bzecz

o szamańskich

Wasi­

misteriach,

wowego ź r ó d ł a , a zarazom — j a k w i a d o m o —• k o p a l n i w i a d o m o ś c i
0

naszych

archaizmach

kulturowych.

Indeks

dotyczący

gier

Warszawa 1979) znajduje się pewne s p o s t r z e ż e n i e , k t ó r e zainspi­

1 zabaw, s k ł a d a j ą c y się a ż z 12 h a s e ł nie u w z g l ę d n i a a n i g r y

r o w a ł o m n i e do napisania niniejszego t e k s t u . Oto co z a u w a ż y ł

in klasy, a n i w chłopka .

i zarazom — t e n niezwykle f r a p u j ą c y etnolog — z i n t e r p r e t o w a ł :

u s z c z e g ó ł o w i o n y c h , t a k i c h j a k A d a m a C h ę t n i k a , rzecz przodsta-

„ W s p o m n i e l i ś m y j u ż , iż z a r ó w n o d z i e c i ę c a

1

W monografiach regionalnych, najbardziej

literatura bajkowa,

w i a się i d e n t y c z n i e . Ogromna r o z m a i t o ś ć gier, a w ś r ó d nich ż a d n a

t a k t e ż gry i zabawy o p i e r a j ą się w znacznym s t o p n i u na archa­

nie p r z y p o m i n a „ s k a k a n i a p o m i ę d z y p i e k ł o m i n i o b o m " . Dlacze­

i c z n y m zapleczu w i c r z e n i o w o - r y t u a l n y m . A b y nie b y ć gołosłow­

go ? W y d a j e s i ę , żo jodno jest w y t ł u m a c z e n i e I n t e r e s u j ą c e nas g r y

3

n y m , p r z y t o c z m y r y z y k o w n y , lecz k u s z ą c y ze w z g l ę d u na symbo­

nio m a j ą , j a k dopuszcza Jerzy S ł a w o m i r Wasilewski „ a r e h a i c z n o -

likę w ę d r ó w k i

J.O.)

go zaplocza w i e r z e n i o w o - r y t u a l n e g o " . W i n n y c h częściach swej

p r z y k ł a d : gra w klasy. Czy skakanio p o m i ę d z y (ipieklom i a ((nio­

k s i ą ż k i a u t o r u ż y w a podobnie dosadnych i jednoznacznych o k r e ś ­

bom » nie jost p o g ł o s o m j a k i o j ś o b r z ę d o w e j p o d r ó ż y w te regiony ?

leń

Z w a ż m y , że skakanie na jednej nodze (podobnie j a k k u l a w o ś ć )

i t d . ) , w s k a z u j ą c t y m s a m y m na p r a s t a r ą m e t r y k ę sensu zjawisk

kojarzono jest powszoełinio z d i a b e l s k o ś c i ą , ze sferami p o d z i e m i .

w y ł o w i o n y c h z ocoanu k u l t u r y

w

z a ś w i a t y

Czy z r e s z t ą k r o ś l o n a t u k r o d ą
figura

( p o d k r e ś l e n i o moje

(podkr. J.O.)

« l u d a » nie p r z y p o m i n a c h o ć b y

(„transformacja

wzorów

pradawnych",

„wielowiekowych"

świata.

schematyczna

Stoję na stanowisku, że „ s k a k a n i e m i ę d z y pioklein a n i o b e m "

szamańskiogo

w grzo ic kłosy nie jost p o g ł o s e m archaicznych m i t ó w m ó w i ą c y c h

b ę b n a , o k s z t a ł c i e c z ł o w i e k a z m o n s t r u a l n ą g ł o w ą albo malowane­

uchwytu

0 w ę d r ó w c e w z a ś w i a t y . Ora w klasy ściśle się w i ą ż e z p e w n y m

go na

modolem e d u k a c j i podstawowej, k t ó r y to model j u ż w swojej

jogo powierzchni antropomorfieznego

drzewa

kosmicz­

1

nego?" .

istoeio

W y d a j e się, żo autor celowo m ó w i c z y m k r e ś l o n y jest ó w

zakłada

ćwiczenie

osobliwych,

nieraz

karkołomnych

u m i e j ę t n o ś c i , u m o ż l i w i a j ą c y c h pokonanio k o l e j n y c h w tej edu­

„ l u d " , a b y d o m y ś l n y c z y t e l n i k j u ż sam sobie d o p o w i e d z i a ł : acha,

kacji

k r e d ą . T a k ! B i o l u w i e l u l u d ó w oznacza ś m i e r ć . . .

w czasio samej g r y s t a n o w i ą odwzorowanie idei takiego rodzaju

etapów.

D i a g r a m y rysowane

na

ziemi,

reguły

przyjęto

W t e n s p o s ó b m o ż e m y wszystko w y j a ś n i a ć i o b j a ś n i a ć , nie

odukaeji. M o ż n a b y te g r y k ą ś l i w i e n a z w a ć odwzorowaniem staro-

w y k l u c z a j ą c sensu c h o c i a ż b y pierwszych drapaczy c h m u r i t y c h

świockioj s z k o ł y podstawowej, s t a r o ś w i e c k i c h m e t o d nauczania

o s t a t n i c h , najnowszych, w y s m u k ł y c h , ponad c z o r y s t o m o t r o w y c ł i .

1 w y c h o w y w a n i a dzioci.

Wszak s ą t o , po p r o s t u , nioantropomorfiezno drzowa kosmiczne,
„osio ł ą c z ą c o g ó r ę i d ó l " (czy r ó w n i o ż drzewa ż y c i a , j a k obsesyjnie
t y m t e r m i n o m p o s ł u g u j e s i ę w i e l u badaczy?).

Nie wiem,

czy

O d A r g e n t y n y (zaczynam
J u l i o Cortazara Grę w klasy),

od tego k r a j u

aby

uhonorować

poprzez E u r o p ę , część A z j i , a ż po

C h i n y w y s t ę p u j ą o d p o w i e d n i k i i n t e r e s u j ą c y c h nas gier. O d d r u -

P a ł a c K u l t u r y i N a u k i n a ł o ż y z a l i c z y ć do drzew k o s m i o z n y c h ,

gioj p o l o w y X I X w . rozwija się t e ż na świecio idea

na powno j e d n a k pierwszy, n a j w y ż s z y d o m w Polsco (obecnio

e d u k a c j i . W pierwszej k o l e j n o ś c i k o r z y s t a j ą z niej dzieci miejskie.

H o t e l „ W a r s z a w a " ) . N i e tez p o w o d u — z a u w a ż m y — n a z y w a ł

P ł y t y chodnikowe wprowadzono w t y m czasio, j a k o nawierzchnia

się „ P r u d e n t i a l " .

spocjalnycli p r z e j ś ć d l a pieszych, t o f a k t

P o w i e m o d r a z u : s w ó j szczery z a c h w y t dla s t r u k t u r a l i s t j c z n o -semiotycznych
czasio z

refleksją

anali?

kultury

symbolicznej

ł ą c z ę po

jakimś

k r y t y c z n ą , a ż po ś w i a d o m o ś ć f a k t u , że ułoglom

powszochnej

o j a k i m nie sposób

z a p o m i n a ć , z a s t a n a w i a j ą c się n a d g e n e z ą i rozwojem g r y , k t ó r e j
podstawą
( i l . 1—7).

jest
4

goometryczny

diagram

wyznaczony

na

ziemi

W Warszawie te m o d e r n i z u j ą c e miasto zabiegi p r z y ­

urzoezoniu m i s t r z o s t w o m s a m y m w sobio (niczym w kontakcie zo

p a d a j ą na konioc X I X i p o c z ą t e k X X w . W r ó ć m y j e d n a k do samej

s z t u k ą prestidigitatora), z k t ó r y m

s z k o ł y z t a m t y c h l a t . O t ó ż , j a k w i a d o m o , b y ł a i jest t o i n s t y ­

to urzoer.oniem badacz nic

w s p ó l n e g o m i o ć nio p o w i n i e n , lecz t r a c ą c ten status i zamie­

tucja kojarząca

n i a j ą c się w a r t y s t ę ( k a ż d y coś w sobie posiada z a r t y s t y ) , wielo

zwanycli u nas k l a s a m i , a w w i e l u krajach ś w i a t a , wzorom angiel­

m i e ć n a ł o ż y . P r o p o n u j ę zatom C z y t e l n i k o w i l e k t u r ę s p o s t r z e ż e ń

s k i m , p o k o j o m s z k o l n y m (schoolroom). Pomieszczonia to p o s i a d a j ą

w ł a s n y c h o grze w klasy i chłopka,

k t ó r y c h t o s p o s t r z e ż e ń nio

na drzwiach suohe oznaczenia cyfrowe, w E u r o p i e arabskie l u b

sposób powiązać z k t ó r ą ś głośną m o t o d ą b a d a w c z ą , strukturalis-

r z y m s k i e J a k daloj p r z e k o n a m y s i ę t e n d r o b n y szczegół nie po­

t y e z n o - s e m i o t y c z n ą , czy
Powtarzam,
Podróżom

fenomenologiczną.

zainteresowałem

do piekieł.

się k a ż d e m u ze s t o s o w n ą ilością

pomioszczeń

z o s t a ł zbagatelizowany w r y s u n k a c h dzieci.

2

się g r a m i d z i e c i ę c y m i

dzięki

P r z y z n a m , że w swej p o d ś w i a d o m o ś c i prze-

A zatom, gra w klasy to gra, k t ó r a nie p o j a w i ł a się na wiejskich
pastwiskach, czy t e ż wiejskich

b e z d r o ż a c h lecz w m i e ś c i e . Po­

c h o w y w a ł o m liczne obrazy s z t u k i dzieci (najświeższej d a t y , nie

j a w i ł a się stosunkowo p ó ź n o , w niedalekiej p r z e s z ł o ś c i . W Polsce

z c z a s ó w d z i e c i ń s t w a ) , s z t u k i o jakiej

wraz z rozwojem szkolnictwa, k o n t a k t ó w wsi z miastem

wspomina W a s i l e w s k i .

Obrazy le z a w d z i ę c z a m s k ł o n n o ś c i o m do sane.tnictwa,

perypate-

t y z m u i p o l o ż o n i u w o s t a t n i m ć w i e r ć w i e c z u mego d o m u

kolo

z r e j o n ó w miejskich do wiejskich.

Istniojo ogromna

trafiła

ilość w s i

w k r a j u , w k t ó r y c h dzioci przed d r u g ą w o j n ą ś w i a t o w ą n i o z n a ł y

O g r o d u K r a s i ń s k i c h . W Ogrodzie; t y m po zaasfaltowaniu ż w i r o ­

gry

wych

powstał

dzieciom, j a k o jedna z naj.'oztropniojszyeh r o z r y w e k . W ocze­

p r a w d z i w y raj dla b a z g r z ą c y c h po ziemi. Zazwyczaj — d o d a j m y

k i w a n i u na autobus po s k o ń c z o n y c h leki j ; . c h , g r a j ą przed p r z y ­

— d u ż y m paluchom nogi, а j a k nie palcem to p a t y k i o m . W m o i m

s t a n k i e m w klasy, czy chłopka

alejek, w czasach w i e l k i c h w Polsco d o k o n a ń ,

p a i k u stworzono m o ż l i w o ś c i swobodnego p o s ł u g i w a n i a się k r e d ą
(nawet k r e d k a m i ) , ale j a k sic o k a ż e , najwspanialsze
powstały

przy

użyciu

ułamka

z ziemi kamienia, a nawet

cegły,

jakiegoś

spróchniałego kijka, który

o asfalt pozostawia ś l a d b r u n a t n y , a nieraz
Przystępując

realizacjo

wygrzebanego
potarty

brunatno-żóltawy.

do w s t ę p n o g o rozeznania p r z e d m i o t u

naszych

z a i n t e r e s o w a ń z a j r z a ł e m do indeksu rzeczowego „ L u d u " , podsta­

142

w klasy. N a t o m i a s t

obocnie s ł u ż y c z ę s t o w t y c h

wsiach

( i l . 7).

B u ł g a r s k a gra w klasy ( k w a d r a t podzielony d w o m a p r z e k ą t ­
n y m i ) przechowuje p a m i ę ć s z k o ł y czteroklasowej ( i l . I a ) . K w a ­
d r a t u z u p e ł n i o n y z o s t a ł z czasem o dwa d o d a t k o w e pola i osobne
miojsco s t a r t u , co t y m s a m y m z n a c z y ł o , że w s z k o ł a c h b u ł g a r s k i c h
z w i ę k s z o n o ilość o l i o w i ą z u j ą c y c h l a t nauczania. D i a g r a m c h i ń skioj g i y w klasy, nazywanej

zajmowaniom pokoi

(być możo

jest t&lt;i n a w i ą z a n i e do a n g l o j ę z y c z n e j n o m e n k l a t u r y w c h i ń s k i c h

�I I . 1. D i a g r a m y g r y w klasy, a — z Sofii, b — L o n d y n u , с — P e k i n u (Tiao F a n d z : skakanie po p o k o j a c h )

szkolaeh), w swojej istoeio jost p r a w i o i d e n t y c z n y j a k nasze,

N o więc w l a ś n i o , c z y m jest t o n nasz, osobliwy diagram ? Czy

zbudowane z szościu t y l k o p ó l . G ó r n a

,,przypomnioniem — j a k piszo Wasilewski — c h o ć b y u c h w y t u

część w t y m c h i ń s k i m diagramio nio jest z a o k r ą g l o n a . S t ą d nie

s z a m a ń s k i e g o b ę b n a , o k s z t a ł c i e człowioka z m o n s t r u a l n ą g ł o w ą

k o j a r z y się od razu z f i g u r ą l u d z k ą ( i l . l c ) .

albo malowanego na jogo powierzchni antropomorficznogo drze­

n a j p r y m i t y w n i e j s z e chłopki

Gra
reguł

klasy to przomieszozanio

się graczy w e d ł u g

ustalonych

Podróży

do piekieł)

w a kosmicznego?" Raczej nio, l u b zdocydowanio n i e ! J e ś l i t a k

autor

to r ó w n i o ż „ ś w i ę t y c h 7 d u z i m i m o r d a m i " , j a k to c z ę s t o się zdarza

po powierzchni ziomi w granicach w y r a ź n i e

w figurach r z e ź b y clilopskioj, n a l e ż a ł o b y w ł ą c z y ć do pradawnego

(nio t y l k o s k a c z ą c na jednej nodzo, j a k sugeruje

miejsca

m i t u p o g a ń s k i e g o o w ę d r ó w c e w z a ś w i a t y , obsesyjnego zagadnie­

o r ó ż n y m znaczoniu w grze. B a d a n i a s o n d a ż o w e w y k a z a ł y , żo

nia e t n o l o g ó w n i e g d y ś d o s t r z e g a j ą c y c h w s z ę d z i e treści falliczne,

na toienio w s p ó l e z o s n e j P o l s k i , p o w t a r z a j ą się przemiennie dwa

drzowa ż y c i a , a obocnio esio kosmiczne i ponownio drzewa ż y c i a .

ustalonogo

diagramu,

mającego

wyodrębnione

swojo

d o s y ć zasadniczo r ó ż n i ą c e się w z o r y owego d i a g r a m u : pierwszy
w z ó r t o p r o s t o k ą t podzielony na sześć k w a d r a t ó w .

Nawot

najprostsze

zostawionio

samych

kwadratów,

jak

Łukowato

w diagramie c h i ń s k i m , m o ż e osobie z w y o b r a ź n i ą ł a t w o s k o j a r z y ć

p r z y l e g a j ą c o do pierwszogo k w a d r a t u ( I klasy) pole startowo nio-

się z f i g u r ą l u d z k ą . Wszak ó w zestaw posiada p o d s t a w ę (nogi)

k i e d y nazywane jest p i o k l o m . D r u g i w z ó r , t o k r ą g p r z y l o g a j ą c y

i z a k o ń c z o n i o (głowę). Pierwsze od d o ł u w y s t a j ą c e na b o k i k w a ­

do zospolu mniejszej l u b w i ę k s z e j ilości k w a d r a t ó w , k o m p o n o ­

d r a t y m o g ą t e ż u c h o d z i ć za r a m i o n a . P o l s k i d i a g r a m ,

w a n y c h t y l k o szeregowo, albo s z e r e g o w o - k r z y ż o w o ( i l . 3, 6). T e n

w p r o w a d z e n i u k r ę g u (owogo n i e g d y ś nieba, a t r u d n o ż o b y niebo

drugi

lub

b y ł o kanciaste) posiada zdecydowanie cechy

aby

D o d a m , żo forma w s p ó ł c z e s n y c h warszawskich chłopków

diagram

chłopem.

nazywany

jest

p r u w i o zawsze chłopkiem

M a t e r i a ł y z j a k i c h k o r z y s t a ł e m nie p o t w i e r d z i ł y

w grze w k l a s y korzystano z n a z w y lud, d o p .

luda.'

między najprymitywniejszą

Jest r z e c z ą szalenie c h a r a k t e r y s t y c z n ą , że w ostatnich latach
jakby zanikło
piekło,

niebo.

p r z y grach w klasy p o s ł u g i w a n i e się s ł o w a m i
Przed

kilkuna t u laty w

S p o t k a ć m o ż n a b y ł o chłopków

Ogrodzie

Krasińskich

z wypisanym na głowie słowom

niebo. Obecnie dzieci g r a j ą c e w chłopka

nie w i e d z ą , że takie po-

jęcio w tej grze c o ś znaczy. O g ó l n y sehomat g r y
a

nawet

bujnie

fię rozwija

pod

względom

przetrwał,

ikonograficznym,

z prymitywnych

dzięki

antropomorfiezno.
oscylujo

postacią rysunku

dziecięcego, o k r e ś l o n e g o m i a n e m g ł o w o n o g ó w ( i l . 2, 3), a gro­
t e s k o w y m p a j a c y k i e m ( i l . 4). Z d a r z a j ą się toż w elitarniojszych
dzielnicach chłopki

wioloramionno o monstrualnie w y d ł u ż o n y c h

t u ł o w i a c h , a nie monstrualnie p o w i ę k s z o n y c h g ł o w a c h . W s z y s t k o
w t y m diagramio p o m y ś l a n e z o s t a ł o t a k , a b y s k o m p l i k o w a ć g r ę
( i l . 2, 5). Podobnio działo s i ę — m o i m zdaniem — p r z y powsta­
waniu

formy

najprostszej,

skrzyżowania

czteroch

kwadratów

s k o m p l i k o w a n i a r e g u ł i gracji poruszania się po p o s z e z o g ó l n y c h

( u m o ż l i w i a ł o t o l ą d o w a n i e и p o d s k o k u na rozkraczonych nogach,

polach

a nawet podskolc, o b r ó t i takież, l ą d o w a n i e ) .

( i l . 7 ) . N a t o m i a s t z a n i k ł a zawarta w całości z a c h o w a ń

z w i ą z a n y c h z g r ą —• idea t r u d u , czy wprost m o z o ł u przoehodzenia

P r z y p r ó b i e w y j a ś n i a n i a a n t r o p o m o r f i z m u drugiego wzorca

z klasy do k l a s y , o d najtrudniojszej, czy najgorzoj wspominanej,

polskiej g r y w k l a s y b i o r ę

pierwszej — P I E K Ł A , po o s t a t n i ą — N I E B A . Wszak od c z a s ó w ,

czy k i l k u n a s t o l e t n i c h dzieci, c z ę s t o m a j ą c y c h w y o b r a ź n i ę plas­

k i e d y p o w s t a w a ł y g r y w klasy coś się w s z k o ł a c h z m i e n i ł o . Z m i e n i ł

t y c z n ą , t a k ą j a k ą dzisiaj s p o t y k a m y p r z e w a ż n i e u c a ł k i e m m a ­

pod

u w a g ę u d z i a ł w tej grze k i l k u

się s p o s ó b nauczania i t r a k t o w a n i a u c z n i ó w . Z a n i k ł y k a r y cielesne,

ł y c h dzioci ( n i e g d y ś m o g ł o to s t a n o w i ć r e g u ł ę ) . N a p i s a ł e m prze-

wymyślno

znaczenia

w a ż n i o , p o n i o w a ż spocjalnio prowadzone przez 5 l a t ć w i c z e n i a

ocon,

potępianie

szczególnio

w i n o w a j c y , czy demonizacja

t o ż niopomiornie

plastyczno z d z i e ć m i w M u r z y n o w i e w y k a z a ł y , ż e u n i e k t ó r y c h

o g ó l n y poziom u m y s ł o w y dzieci. S t ą d m i ę d z y i n n y m i m o j e za­

niedostatecznych.

Wzrósł

dzieci w tej w s i (chociaż bardzo nielicznych), w y o b r a ź n i a j a k ą

fascynowanie ż y w o t n o ś c i ą d o s y ć j u ż starej g r y , n i e z w y k ł o ś c i ą

z w y k l i ś m y ł ą c z y ć z obrazowaniem z w a n y m glowonogami, kon­

f o r m a l n ą . w y k r e ś l a n y c h z p a s j ą d i a g r a m ó w chłopka.

Czy nio jost

serwuje s i ę w postaci nieco przetworzonej znacznie d ł u ż e j n i ż

to wspaniale, żo z nastaniem w i o s n y p o j a w i a s i ę niezliczona ilość

u dzieci miejskich, b y w a żo do 9—11 r o k u ż y c i a a nie do 5—-7 r o k u

chłopków

ż y c i a , j a k zazwyczaj to się zdarza w ś r o d o w i s k a c h m i e j s k i c h .

w c e n t r u m samej Warszawy, nieopodal I S P A N , gdzio

m i e ś c i s i ę szanowna,

obchodząca

d o s t o j n y s w ó j jubileusz ro-

Z a t o m m o ż n a p r z y j ą ć , żo osoby w w i e k u z pierwszych klas dawnej

dakcja „ P o l s k i o j S z t u k i L u d o w o j " ? N a do niedawna zasypanych

s z k o ł y , k i e d y kroślily swojo t y l k o nioco zmieniono

ś n i e g i e m alejach, obok n i o u p r z ą t n i ę t y c h jeszcze z jesieni zwalisk

g r y w k l a s y (ciągło się ono z m i e n i a j ą ) , p o p e ł n i a ł y stale grzoch

liści i b r u d u , chłopki,

chłopki

i jeszcze raz

d ł u g o ś c i fi s t ó p i d ł u g i e a ż na 36 s t ó p .

chłopki.

Krótkie,

diagramy

„ g ł o w o n o g o w a t o ś c i " . Dostrzogam to r ó w n i e ż dzisiaj z c a ł ą w y ­
r a z i s t o ś c i ą , a n a l i z u j ą c d i a g r a m y chłopków

rysowano przoz dzieci

143

�z rodzin

już

miejskich,

tradycyjnie

miejskich,

inteligenckich

i

również

Jaki z tyłu

lecz niedawno p r z y b y ł y c h zo wsi do miasta, czy toż

dzieci miojskich

z dziolnic, a raczej d o m ó w „ u p o ś l e d z o n y c h " .

W a ż n i o j s z e j o d n a k jost t o , ż e klasy t o gra w ś r o d o w i s k a c h
miejskich

przedo w s z y s t k i m dziewczynok. W d u ż y c h czy

Ma numerek
W p i e r w s z y m i d r u g i m p r z y p a d k u podana liczba jest odliczana
i wyznacza o s o b ę r o z p o c z y n a j ą c ą g r ę . A l e t ę r y t u a ł i z a c j ę (sta­

tylko

wanie w k r ę g u , wskazywanie l u b d o t y k a n i o , czy kłucie palcem)

w i ę k s z y c h miastach c h ł o p c y я zasady p o g a r d z a j ą t ą d z i e w c z y r i s k ą

m o ż n a jeszcze bardziej u w z n i o ś l i ć . S ł u ż y t o m u w ó w c z a s w y l i c z a n ­

z a b a w ą . I w t y m miojscu niech ł a s k a w y Czytelnik zochce sam

k a p r z y k t ó r e j pada p y t a n i e nie o l i c z b ę locz o kolor. Osoba na

sobio d o p o w i e d z i e ć , j a k i e znaczenie ten f a k t m ó g ł m i e ć p r z y po-

k t ó r ą w y p a d ł o ostatnio s ł o w o , podaje kolor, lecz m u s i zarazem

jawioniu

w y l e g i t y m o w a ć się p r z o d m i o t e m o w s k a z a n y m

się i stosunkowo d ł u g i m j u ż t r w a n i u

diagramu

gry

w klasy p o d p o s t a c i ą o k r e ś l a n ą maskulinarnie (chłopek

lecz nie

W p a d ł a b o m b a do

baba, c h o c i a ż i babopodobna). W s k a k i w a n i e na chłopka,

skakanie

N a p i s a ł a na t a b l i c y

po n i m , rozkraczanie się nad n i m , spacerowanie p r z e z e ń z w y ­
myślną

galanterią,

wreszcio zeskakiwanio. S K U Ś

list

J a k i m k o l o r e m ona go p i s a ł a

NA

J a k o d y g r e s j ę p o t r a k t u j m y u w a g ę , żo w togo rodzaju w y l i c z a n ­

D Z I A D A , S K U Ś , S K U Ś , S K U Ś , t o t o w a r z y s z ą c o grze w w i o l u

k a c h u p a m i ę t n i a j ą c y c h w o j n ę , p o j a w i a się coś, co p r ó b o w a ł b y m

6

miejscach k r a j u osobliwe z a w o ł a n i e .

BABA

kolorzo:

piwnicy

D o p e ł n i a ono zrozumienio

sensu s z c z o g ó l n e g o r o d z a j u g r y w chłopka.

n a z w a ć surrealistycznym o s ł a b i e n i e m odczucia t r a g i z m u :

W y d a j e m i s i ę , żo pior-

N a u l i c y Reja

w o t n i o z a c h ę c a ł o do p o d n i e c a j ą c y c h w y o b r a ź n i ę z a c h o w a ń . Zapew­

Z ł a p a l i złodzieja

ne to za d u ż o powiedziane — p o d n i e c a ł o — m o ż e n a l e ż a ł o b y po­

A t o n złodzioj b y ł czarodziej

s z u k a ć innego, trafniejszogo o k r c ś l o n i a . W k a ż d y m razie z a w o ł a -

I powiodzial t a k : N i e m c y m a j ą

nio, p o d k r e ś l a m to jeszcze raz, p i e r w o t n i e z a c h ę c a ł o do g r y . A l o

A Polacy, cacy, oacy

w toj osobliwej z a c h ę c i e u k r y w a ł o się od p o c z ą t k u przewrotne od-

psy

I wychodzisz t y

wracanio u w a g i gracza od p r e c y z y j n o ś c i samych d z i a ł a ń zdocydo-

Podobnio rzecz się przedstawia jeśli chodzi o najnowsze t r a g i z m y

wanio m o t o r y c z n y c h (na p r z y k ł a d chodzenie z z a d a r t ą g ł o w ą , t a k

w świecie d o r o s ł y c h :

a b y nio w i d z ą c t r a f i ć w odpowiednie pole nie n a s t ę p u j ą c na l i n i ę ) .

D y l u , d y l u na

Z czasom t e ż skuś baba na dziada u z y s k a ł o sons c a ł k i o m niodopin-

P i o r d y k n ę ł o w Czornobylu

g u j ą c y , przeciwnie, s ł u ż ą c y z m y l o n i u . Dzisiaj zredukowane zo­

Raz

s t a ł o do s ł o w a skucha l u b kucha,

I wychodzisz t y

co znaczy p o m y ł k a , pomylonie

T

się w grzo. Z m \ l e n i u p a r t n e r a w grze s ł u ż ą inne jeszcze z a w o ł a n i a
i d z i a ł a n i a , o c z y m dowio się Czytelnik na k o ń c u mego w y p r a ­
cowania-

dwa

badylu

trzy

E w e n t u a l n i e : Promieniujosz t y !
S ą to w y l i o z a n k i , k t ó r e na w i o ś p r z e n i k n ę ł y z miasta, w p r z y ­
p a d k u M u r z y n o w a g ł ó w n i e z P ł o o k a , alo t a k ż e z W a r s z a w y .

A b y w p o l n i p r z e j ą ć się u r o d ą i sensom zamioszczonych obok

N a w i ę k s z ą u w a g ę z a s ł u g u j o w y l i c z a n k a , k t ó r e j t r o ś ć jost zdu­

w y k r e s ó w , p o w s t a ł y c h czy t o na w y j o ż d ż o n e j t r a k t o r a m i szosio,

m i e w a j ą c o „ d o j r z a ł a " , j a k b y j u ż z innego niż dziocięcy ś w i a t a :

n i g d y nie s p r z ą t a n e j , czy w s c h l u d n y m p a r k u , gdzio o b o w i ą z u j e

Na ulicy Kopernika

swoisty konwonans d y s t y n g o w a n y c h z a c h o w a ń ( „ r z u ć t o n p a t y k

S p o w i a d a ł a się M o n i k a

bo się p o b r u d z i s z " — m ó w i cicho t a t u ś w garniturzo do synoczka
j a k laleczka; „ K a r o l i n a , K a r o l i n a ,

P r o s z ę k s i ę d z a , j a nie k ł a m i ę

w y d z i o r a się m a t k a do c ó ­

W y j a d ł a m cukier m a m i o

reczki, k t ó r a o d e s z ł a na p i ę ć k r o k ó w , a na co t a t u ś , p r z e s t a ń
w r z e s z c z o ć , bo j a k

cię h u k n ę w b a n i ę " ) , n a ł o ż y

Jeszcze t r o c h ę się p o d u c z ę

spenetrować

I u k r a d n ę k s i ę d z u klucze

jeszcze o b r z o ż e g r y w klasy, j a k i m i s ą joj w a r i a n t y regionalne,
w t y m w y l i c z a n k i , p o p r z e d z a j ą c e g r ę , b ę d ą c o rodzajom rozgrzew­

P o c h o d z ą c a r ó w n i e ż z P ł o c k a w y l i c z a n k a , k t ó r ą za c h w i l ę zacy­

k i , lecz nie w znaczeniu z a c h o w a ń z a w o d n i k ó w s p o r t o w y c h , locz

t u j ę , przedstawia się j a k o j a w n e szyderstwo z t r e ś c i r e l i g i j n y c h ,

rozgrzewki

tajomniczego, lecz ś w i ę t e g o j ę z y k a ł a c i ń s k i e g o :

umyslowoj.

P r z y b y s z k a z W a r s z a w y na wakacjo do Siodloc szczyci się
swoją warszawskością i wyliczanką:

mija

K r e t ma

ryja

A lis nore

Entliczek, pętliczok
Czerwony stoliczek
Dzioci miojscowe nie p o z w a l a j ą warszawianco s k o ń c z y ć jej
p i s u . W y ś m i e w a j ą n a i w n o ś ć przedstawionej w y l i c z a n k i .
nują

K r a kre

po­

Propo­

b y z r o z u m i e ć sons tego szyderstwa n a l e ż y w y r e c y t o w a ć

wyli­

c z a n k ę boz rozdzielania p o s z c z e g ó l n y c h s ł ó w . A więc t a k :

'Kra-

kremijs',

'Kretmaryia',

'Alirnoro'.

b y ł y p r z o d m i o t e m licznych

swoją:

7

Profanacje

tego

prac J a n a S t a n i t ł a w a

rodzaju

Bystronia.

8

Eno, duo rabo

D z i ę k i n i m w i o m y , ż o wiele c'zisiaj n i e z r o z u m i a ł y c h s ł ó w w w y l i -

K o t wyp... żabę

c z a n k r c h , t a l ich, j a k ene, due,

Eno, duo resz

ł a c i ń s k i e raz, d w a i j e d y n y B ó g . I w t y m m i "jscu m j ż n a

K o t w y p . . . wosz

w ą t p l i w i o o d n a l o ź ć j a k i o ś starszo — n i ż d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e —

czy eus deus, to

zniekształcone
nio-

P o d a ł e m p r z y k ł a d najbardziej drastyczny j a k i znam, zdorzenia

zaplocze i n t e r e s u j ą c y c h nas zabaw. Sugeruje się z w i ą z k i z k u l t u r ą

się r ó ż n y c h w a r t o ś c i k u l t u r o w y c h

s t a r o p o l s k ą , s o w i z d r z a l s k ą , ciosem ucznia, ż a k a :

(zgodnie z t e o r i ą owolucjonis-

tyczną o zapożyczeniach, akulturacji

itd.).

E n o , due, r i k o , fako,
Torbo, borbo, ó s m ? smake

Zdarzonie z Siodloc to historia sprzed p ó l w i o k u . A l o r ó w n i o ż
dzisiaj w p o d o b n y m d u c h u r y w a l i z a c j i
w s z y s t k i m rywalizacja) k s z t a ł t u j ą

(gra w klasy

Eus Deus kosmateusz

t o przode

się k o n t a k t y dzioci

Baks

pocho­

d z ą c y c h z r ó ż n y c h ś r o d o w i s k . W M u r z y n o w i o k o ł o P ł o c k a prze­

Dzisiaj ta jawnie obrazoburcze w y l i c z a n k a nawet dla ś w i a t ł y c h

trwała wyliczanka:

o s ó b nic jest z r o z u m i a ł a . Nie dziwota w i ę c , że z w r ó c i ł a u w a g ę
Jodzio k a r e t a

nawet... p s y c h i a t r ó w . D z i ę k i t o m u dysponujomy

Dzwonek

na t e n t e m a t u w a g a m i samego A n t o n i e g o K ę p i ń s k i o g o . W swoj

dzwoni

Policz panno

g ł o ś n e j Schizofrenii

Tle k o n i

czanki w wersji k r a k o w s k i e j ,

podaje p r z y k ł a d

znakomitymi

naszej poprzedniej

wyli­

w k t ó r e j p i e r w o t n y sens calkiom

W y l i c z a n k o t ę u z u p e ł n i a w toj samej wsi worsja u w s p ó ł c z e ś n i o n a ,

z a n i k ł , c z y n i ą c j ą rzoczywiście dowodem istnienia „ r o z k o j a r z o -

k t ó r ą p o s ł u g u j ą się p r z o w a ż n i o c h ł o p c y :

nego s t y l u " w toj osobliwoj t w ó r c z o ś c i

144

litorackiej:

Jodzio rowerek

Ene,

due, r i k e , fake,

N a spacorok

Torba, borba, osme, smake,

��146

�Deus, deus, kosmakeus

n y c h . A ł e jest t o j a w n o ś ć pozorna. Najlepiej j ą w y r a ż a f a k t n a s t ę ­

i morele b a k f !

p u j ą c y . W Ogrodzie K r a s i ń s k i c h bez t r u d u , szczególnie z p o c z ą t ­
stwierdzając,

k i e m wiosny, n a t r a f i a m y n a ś l a d y g r y w postaci pozostawionych

że t a k a w y l i c z a n k a funkcjonuje w ś w i a d o m o ś c i dzieci na szczegól­

w alejkach w y k r e s ó w . A l e trzeba m i e ć p r a w d z i w e szczęście a b y

Antoni

Kępiński mial oczywiście w pełni rację

n y c h p r a w a c h , z b l i ż o n y c h do t y c h j a k i e t o w a r z y s z ą

chociażby

z o b a c z y ć m o m e n t powstawania chłopka

i s a m ą g r ę . N i e ulega n a j ­

nie

mniejszej w ą t p l i w o ś c i , że t u , w ś r o d k u Warszawy, dzieci s t r z e g ą

m o ż n a z a p o m i n a ć , że obok t y c h n i e z r o z u m i a ł y c h wyliczanek k o ­

swej pasji, w y s z u k u j ą c miojsca „ b e z l u d n e " i t a k i e j c h w i l i , k i e d y

rzystano

nie m a i n t r u z ó w . B y w a j u ż , ż e z r e z y g n u j ą z samoj g r y , poprze­

wypowiadaniu zupełnie niezrozumiałych

zaklęć. J e d n a k ż e

zawsze z t a k i c h , k t ó r y c h sens b y ł jasny, o c z y w i s t y

( p r z y k ł a d Spowiadała

się Monika).

A l o nie r e z y g n u j m y z u w a g

dociekliwego znawcy zagadnienia:

„Nasuwa

się s p o s t r z e ż e n i e ,

s t a j ą c na n a r y s o w a n i u tego, co w i c h ś w i a d o m o ś c i stanowi wspom­
nienie w s p ó l n e j

zabawy

z czasów wakacji,

w innej

zupełnio

że t a zabawa (wcześniej a u t o r m ó w i ł o pasji t w o r z e n i a przez jogo

sceuorii i z osobami z n a n y m i , p r z y j a z n y m i , t a k i m i s a m y m i j a k

nioktórych pacjentów

ono a nie to obco, k t ó r e się zaledwie dostrzega w otoczeniu. W

n o o l o g i z m ó w w p l a t a n y c h do m o w y po­

tocznej, p r z y p . J.O.) z r ę c z n y m i k o n s t r u k c j a m i s ł o w o t w ó r c z y m i ,

grze w klasy,

swoista i r o n i a i absurdalny h u m o r , spotykane u n i o k t ó r y c h cho-

w y l i c z a n k i , u a s t ę p u j o mocne zintegrowanie i j a k w k a ż d e j grze

ehorych,

c z y n n i k i s ł a b s z e j l u b silniejszej omocjonahiie r y w a l i z a c j i

pozwalają

wyodrębnić

w

«stylu

schizofatycznym»

s t y l « h e b o f r e n i c z n y » (Heb o — uosobionio wiocznoj m ł o d o ś c i ,
p r z y p . J.O.).

Ten

ostatni

własne
mogą

tej zabawie n a d a ć sons p o w a ż n y , p o g ł ę b i o n y do granic p o j ę t e j

się słowami

swoiście k o m u n i i . D o s t ą p i o n i o do niej w y m a g a t e ż o k r e ś l o n e j
p o s t a w y e m o e j o n a ł n o j , c h a r a k t e r u i u m i e j ę t n o ś c i , k t ó r o to cechy

bawienie

w o ś c i m o w y dzieci, n p . w y l i c z a n k i , k t ó r y c h t r e ś ć jost niezrozu­
m i a ł a , n a t o m i a s t s c a l a j ą je r y t m i r y m y " .
Z w i ę z ł a f o r m a , swobodne

się poprzez

«nursory rhymes », osobli­

przypomina

Rabelais'go, angielskie nonsonsowno

p o c z y n a j ą c o d zapoznawania

kojarzenie

nie k a ż d y posiada.

Najważniejsze,

że cech t y c h nie

potrafią

u j a w n i a ć d o r o ś l i . Zapewne k a ż d e l u b prawie k a ż d o z g r a j ą c y c h

9

słów, c h o c i a ż

p r z y p o r z ą d k o w a n y c h rymowi, a najważniejsze

zawsze

charakterystycz­

n e m u r y t m o w i , p o z w o l i ł a K ę p i ń s k i e m u z n a l o ź ć dla t a k i e j struk­
t u r y literackiej w y l i c z a n k i analogio nie t y l k o w t w ó r c z o ś c i R a ­
belais'go, w u t w o r a c h poezji „ n u r s e r y r h y m e s " , czy w tekstach

w klasy dziecko czujo t ę p r z e p a s t n ą r ó ż n i c ę , s t w a r z a j ą c ą o s o b l i w ą
s z a n s ę o d c i ę c i a s i ę . o d zgrodowskiogo ś w i a t a i odnalozienia c z e g o ś
z p r z y j a ź n i wo w s p ó l n o c i e r ó w i e ś n i c z e j ; w ś r ó d w y b r a ń c ó w , osob­
n i k ó w p r o s t o l i n i j n y c h , spontanicznych, szczerych i t d .
P ł a s k i k a m i e ń , k a m y k , u ł a m e k szyby, n a z y w a n y

sowizdrzalskich, lecz t a k ż e w programowej d z i a ł a l n o ś c i dada-

l u b plitką,

szkiełkiem

czy kafelek, t o n i e z b ę d n y p r z e d m i o t w grze. Osoba

i s t ó w i s u r r e a l i s t ó w . W y l i c z a n k a n o b i l i t o w a n a z o s t a ł a przoz w y ­

rozpoczynająca

w o ł a n i e t a k i c h nazwisk, j a k Gerard N e r v a l , F r y d e r y k H ó l d e r l i n ,

chłopkiem,

A n t o n i A r t a u d , czy James Joyce. K o n k l u z j a K ę p i ń s k i e g o spro­

t r a f i ć w piekło

wadza się do c h a r a k t e r y s t y k i m o w y osobniczej w j e j przejawach

i u t r a t ę k o l e j k i w grze. Z a l e ż n i e o d miojsca i s t r o n y k r a j u r e g u ł y

schizoidalnych.

g r y s ą m n i e j l u b bardziej skomplikowane, a s p o s ó b ich realizo­

Charakterystyka

ta,

korzystająca

z

ustaleń

grę, stojąc

przed w y r y s o w a n y m i klasami

lub

m u s i n i m c i s n ą ć w o k r e ś l o n e polo, u w a ż a j ą c a b y nio
czy n a linię. Uznaje s i ę t o za b ł ą d (skuchę,

kuchę)

M . Lorenza, wskazuje ż e m o w a t a k a s ł u ż y nie p o r o z u m i e w a n i u

wania

się z l u d ź m i , locz przeciwnie, o d c i ę c i u się o d otoczenia. W y d a j e

J e d n ą z najprostszych f o r m u ł s t o s u j ą dzieci z W ę g r o w a w Siod-

się, ż e K ę p i ń s k i

wnika

t u w sedno c z y n n i k ó w

sprawczych,

odpowiednio

wyszukany,

czy

całkiem

niowyszukany.

leckiem. W p r a w d z i e k o r z y s t a j ą z o b y d w u d i a g r a m ó w ,

chłopka

k s z t a ł t u j ą c y c h zjawiska w r o d z a j u naszej w y l i c z a n k i , l u d y s t y c z -

i klas,

nogo m e n t l o w a n i a .

t y l k o do jednego ć w i c z e n i a , skakania na jednej nodze z p r z e r w ą ,

Jeszcze bardziej

przekonywujące

okazują

się stwierdzenia

Lorenza i K ę p i ń s k i e g o , k i e d y p r z e d m i o t e m proponowanej analizy
staje się pewien rodzaj przekazu o charakterze

j e d n a k ż e w p o k o n y w a n i u i c h przestrzeni o g r a n i c z a j ą się

s t a n i ę c i a n a d w ó c h nogach, podskoku-obrocie i k o n t y n u o w a n i u
skakania,

kuśtykania.

1 2

plastycznym.

Samo skakanie na jednej nodze nie w s z ę d z i e w y g l ą d a t a k sa­

M a m t u na m y ś l i prawie nio r o z p o z n a n ą d z i e d z i n ę k o m p o n o w a n i a

m o . W W ę g r o w i e s k a c z ą c nie przesuwano k a m y k a w kolejne pola.

na ziemi, u k r y w a n y c h i o d s ł a n i a n y c h t y l k o dja wybranego p r z y ­

N a t o m i a s t w okolicach G ą b i n a czy Ł o m ż y t a k i zwyczaj n a l e ż a ł

jaciela sekretów,

do p o s p o l i t y c h w y m o g ó w g r y . W Z y w i e c k i e m , K i e l e c k i e m , Ł o m ­

środkowej

widoków,

klejnotów.

Zjawisko t o znane m i jest zo

P o l s k i . Oto s z e ś c i o l e t n i R o b e r t

w i d z i a n y przez

z M u r z y n o w a , nio

n i k o g o , w ogrodzie p o d s t o ł e m u k ł a d a ł

swój

ż y ń s k i e m i w okolicach G ą b i n a , P ł o c k a i w s a m y m P ł o c k u e k w i l i b r y s t y k a poruszauia się w wyznaczonych obrysem chłopka

lub

sekret. W y k o r z y s t y w a ł w abstrakcyjnej z u p e ł n i e dla nas k o m p o ­

kłas

z y c j i k a m y k i , u ł a m k i s z k ł a , s k o r u p y z m a l o w a n y c h n a c z y ń oraz

p o s z c z e g ó l n y c h p ó l {fruwanie

inne p r z e d m i o t y znaleziono n a d brzegiem W i s ł y . Całość starannio

z k a m y k i e m na g ł o w i e , n a r a m i e n i u i przedramieniu, poruszanie

p r z y k r y w a ł warstwa, p i a s k u . N i k o m u z r ó w i e ś n i k ó w , z k t ó r y m i

się na śłepaka,

u t r z y m y w a ł t y l k o konieczno k o n t a k t y , j a k t e ż n i k o m u z r o d z i n y ,

obskoczenie,

nawet babci, nie o d s ł a n i a ł swego sekretu.

Ceremonia o d s ł o n i ę c i a

n i e s p e ł n a m i n u t ę , ale m o g ł o się p r z e d ł u ż a ć — s z c z e g ó l n i e k i e d y

wymagała

całkowitego

k t o ś nie m i a ł szczęścia — w „ n i e s k o ń c z o n o ś ć " . Obskików

odnalezionia

osoby

godnej

zaufania.

W o ł a ł j ą do s t o ł u i o d g a r n i a ł p i a c h . Zaskoczenie widza o d b i e r a ł
z wyraźną satysfakcją.

1 0

W B i a ł o b r z e g a c h k o ł o Zegrza u k ł a d a ­

n i e m t a j e m n y c h k o m p o z y c j i , n a z y w a n y c h widokami,

widoczkami

z a j m u j ą się w y ł ą c z n i e d z i e w c z y n k i . R y t u a ł się p o w t a r z a . U j a w ­
nienia t a j e m n i c y widoczku
d o s t ę p u j o najbardziej

z a s ł o n i ę t e g o na ziemi w a r s t w ą p i a s k u

zaufana

koleżanka.

na r o z p o s t a r t y m liściu l u b p o z ł o t k a c h

Widoczki

u k ł a d a się

dopuszczała:

skakanie

żabką,

przeskakiwanie

a ł b ó latanie), chodzenie na

sztywnego

c z y l i z z a m k n i ę t y m i oczyma i inne. Jednorazowe
zwano

w

Łomżyńskiem

obskikiem,

mogło

trwać
fun­

dowano sobie k i l k a czy k i l k a n a ś c i e , a ł e r ó w n i e ż czy t o na u l i c y
N a b i e l a k a w Warszawie, czy w Ż y j o n i k o ł o R a j c z y , k i l k a d z i e s i ą t ,
a nawet p o w y ż e j s e t k i .
S p ó j r z m y wreszcie na t o , co w t y m t e k ś c i e jest dla m n i e n a j ­
w a ż n i e j s z e , na d i a g r a m y kłas

i chłopka,

j a k o z n a k i plastyczne,

tworzone z i n w e n c j ą , k t ó r e j cech f o r m a l n y c h z d e f i n i o w a ć , a t y m

słodyczy.

bardziej p o d r o b i ć nie s p o s ó b . M u s i m y z a d o w o l i ć się n i e d o k ł a d ­

W y s z u k i w a n e s ą specjalne s k o r u p k i z c z y t e l n y m w z o r k i e m , r ó ­

n y m i p r z e r y s a m i . P r ó b o w a ł e m s k o r z y s t a ć z p o m o c y nieocenione­

ż y c z k ą . Obok k w i a t ó w , k a m y k ó w i s z k i e ł e k s t a n o w i ą t w o r z y w o

go Wojciecha Marchlewskiogo, lecz p r ó b a nie do k o ń c a s i ę p o ­

tych kompozycji.

z opakowań

granicach

Całość, n i m zostanie p r z y k r y t a piaskiem, na­

k r y t a zostaje k o l o r o w y m i s z k ł a m i .

1 1

w i o d ł a . Rzecz p o ł o g a na t y m , ż e z w y k ł y przerys (kreska czarna

Krasińskich

na b i a ł y m tle) z n i e k s z t a ł c a i s t o t ę k o l o r y s t y c z n ą i w a l o r o w ą i n t e ­

klejnocikami.

r e s u j ą c y c h nas o b r y s ó w . P o n i e w a ż M a r c h l e w s k i znakomicie opa­

R ó w n i o ż z a j m u j ą się t y m t y l k o d z i e w c z y n k i . W a ż n y m t w o r z y ­

n o w a ł t e c h n i k ę drzeworytnicza, s ą d z i ł e m , ż e k o r z y s t a j ą c z j e j

ukryte

układanki

nazywane

W Ogrodzie

s ą klejnotami

czy

w e m o b o k k w i a t k ó w i ś z k i o l e k s ą metalowe, z ł o t a w e wąsy,

jakie

możliwości

uzyska

się bardziej

zbliżony

do

oryginału

efekt.

o d s t a j ą z k r a w ę d z i z a k r ę t e k od flaszek..

N i e s t e t y d r z e w o r y t pomaga o d d a ć i s t o t ę całości z n a k u , lecz jego

G r y w klasy od p o c z ą t k u do k o ń c a s ą c a ł k i e m j a w n e . Wszak
gra s i ę w nie demonstracyjnie na oczach i n n y c h , n a p o d w ó r k a c h ,
na p r z o j ś c i a c h - c h o d n i k a e h , w p a r k a c h i p r z y drogach publicz­

charakterystyczne

cięoia

zniekształcają

(utwardzają)

miękki,

swobodny biog k r e s k i . Z a c z n i j m y w i ę c o d tej w ł a ś n i e k r e s k i .
J e ś l i k r e ś l o n a jest na ziemi p a t y k i e m , czy k a n t e m k a m y k a ł u b

147

�ptitlci

uzyskuje z u p e ł n i e i n n y charakter, a n i ż e l i w ó w c z a s k i e d y

sobów

może

zostać

w y k o r z y s t a n y . Czy z w y k ł e

powstaje z r y s o w a n i a k a m i e n i e m , c e g ł ą czy wreszcie k i e d ą n a

skuś,

t w a r d y m p o d ł o ż u p ł y t y chodnikowej w z g l ę d n i e asfaltu.

lepiej s i ę r o z ś m i e s z a ł o " ) :

Łączy

skuś,

j e d n a k te r ó ż n i ą c e się sposoby p o w t a r z a j ą c a s i ę z a m a s z y s t o ś ć ,

S k u ś babko,

u t r w a l o n y ś l a d d z i a ł a n i a dokonywanego w p o ś p i e c h u , j a k t o s i ę
nieraz m ó w i —• z
I

nerwem.

D a m ci słodkie jabłko.
Z t e k s t e m t y m blisko koresponduje

t e ż , p r z y p a t r u j ą c się j a k prowadzone s ą kreski-linie,

do­

skandowanie

czy r o z ś m i e s z a n i e . . . M i a ł o je w y w o ł a ć najlepiej ( „ n a j ­

inny,

pochodzący

chyba

z Węgrowa:

strzegamy, ż e o p r ó c z p o w t a r z a j ą c e j się z a m a s z y s t o ś c i , d a j ą z n a ć

S k u ś babo d z i e c i ę ,

0 sobie dwie t e c h n i k i rysowania, zarazem j a k b y dwie p o s t a w y

W y r z u ć je n a ś m i e c i e .

t w ó r c z e . Pierwsza t o c h ę ć o d razu opanowania całości d i a g r a m u ,

W K a l w a r i i i G r ó j c u , w okolicach W a r s z a w y , z a c h o w a ł się o k r z y k ,

prowadzenie j a k n a j d ł u ż s z y c h , c i ą g ł y c h l i n i i . M o ż n a t a k i efekt

k t ó r y p r z e r o d z i ł się w o d r ę b n ą g r ę z p i ł k ą . M o ż n a p r z y p u s z c z a ć ,

u z y s k a ć w p r z y p a d k u zaznaczenia t u ł o w i a chłopka

c i ą g n ą c za

1 3

że ó w o k r z y k t o w a r z y s z y ł grze w klasy i p o w t a r z a n y po t r z y k r o ć ,

s o b ą p a t y k po ziemi, czy k r e d ę l u b u ł a m e k cegły po t w a r d e j po­

albo w i e l o k r o ć , m i a ł o d w r ó c i ć u w a g ę o d w y p e ł n i a n y c h

w i e r z c h n i asfaltu i c h o d n i k a . L i n i a rysowana t a k i m

gracza z a d a ń :

sposobem

n i g d y nie jest sucha, s z t y w n a . R ó ż n e jej n a t ę ż e n i e ,

falistość

Holi, holi,

1 nagłe załamania czynią j ą miękką, żywą. T ę samą

technikę

H o l i , holi,

przez

z d r a d z a j ą „ g ł o w y " w y k r e ś l a n e zaledwie d w o m a p o c i ą g n i ę c i a m i ,

Miasteczko się p o l i .

a nieraz c h y b a t y l k o j e d n y m . N a t o m i a s t d r u g a postawa, t o b u ­

W całej Polsce znane jest p r z y grach w k l a s y skandowanie

dowanie całości j a k b y z k l o c k ó w , rysowanie oddzielnie k w a d r a ­

masło, prasło, masło, prasło, masło, prasło... P R A S Ł O , P R A S Ł O ,

t ó w czy w y d ł u ż o n y c h p r o s t o k ą t ó w , s t a n o w i ą c y c h na koniec o d ­

PRASŁO.

powiednio ponumerowane

nie skleciło s i ę , c z y l i się nie u d a ł o . W czasie u b i j a n i a ś m i e t a n y

pola.

1 4

—

Słowo p r a s ł o — j a k się w y d a j e — znaczy rozlecieć się,

W t y c h s k o m p l i k o w a n y c h nieraz diagramach linie nie zawsze

w masielnicy (Deszczyk p a d a s ł o ń c e świeci, B a b a Jaga m a s ł o

się s t y k a j ą , t a m gdzie p o w i n n y się z e t k n ą ć . T o z n ó w nieoczekiwa­

kleci...), m o ż e się o k a z a ć , ż e c a ł a praca p o s z ł a na marne. Piana

nie p r z e c i n a j ą s i ę . I n n e z o s t a ł y u z u p e ł n i o n e d o d a t k o w y m i , bo

p r z y otworze w o k ó ł d r ą ż k a o k a z a ł a się t y l k o p i a n ą . M a s ł o się

przy

nie s k l e c i ł o .

rysowaniu przerwały

się. Wszystkie

te

w z b o g a c a j ą formalnie c a ł o ś ć z n a k u , j a k i m jest

niedokładności
chłopek.

P o z n a l i ś m y zatem n i e z ł y scenariusz t e a t r u - o b r z ę d u . K o r z y s ­

W Ogrodzie K r a s i ń s k i c h w Warszawie p r z y bogactwie roz­

t a n o w n i m z wyszukanej scenerii (na p r z e j ś c i u , na ś r o d k u j e z d n i ,

m a i t e j r o ś l i n n o ś c i , t w o r z ą c e j w c a ł o ś c i pewien m o n o t o n n y m o n o l i t ,

p r z y p ł o c i e i k o ł o f o n t a n n y ) , sugestywnego

u z u p e ł n i o n y j e d n o s t a j n o ś c i ą ciemnej p o w i e r z c h n i alejek, a stano­

plastycznego i cyrkowo-tanecznych d z i a ł a ń . Stroje s ą zawsze w y ­

w i ą c y c h p o s p o ł u ś w i a t p a r k u , pojawienie s i ę z c a ł k i e m innej rze­

szukane, n i g d y n i e d b a ł o . W s z y s t k o p r z y p o r z ą d k o w a n o

c z y w i s t o ś c i z n a k ó w , r o d z i o c z y w i ś c i e odczucie naruszenia ł a d u .

t o w n e j d r a m a t u r g i i . J u ż sam p r o l o g w w y l i c z a n k a c h u j a w n i a ł

Odczucie t o m o ż e n i e p o k o i ć do pierwszego deszczu, k t ó r y z m y j e

m o ż l i w o ś c i przebiegu a k c j i . O d p o c z ą t k u do k o ń c a nic nie b y ł o —

d o k u m e n t n i e b r u n a t n e m a l u n k i . P ó k i one s ą u d a j ę s i ę n a spacer

j e d n a k — w i a d o m e . Wszak t o gra. N i c z y m ż y c i e , c h o c i a ż ?

z radością. Odnajduję korzystną, kontrastującą sytuację w owym

Sama z a ś gra m o g ł a p r z e b i e g a ć w t a k i m

zderzeniu, k i e d y jeden rodzaj w a r t o ś c i w z m a c n i a znaczenie d r u ­

— tajemniczego k n u c i a , r o z b u d z a j ą c e g o l ę k ,

gich;

— wywoływania

g d y c a ł k o w i c i e pierzcha

nuda

drzemiąca w

sztucznym

pejzażu.

poprzez

kunsz­

nastroju:

paniczne

okrzyki

(holi,

holi, holi...),

Wreszcie
chłopka

przerażenia

niezwykle znaku

obok

— pobudzania do s k r y t y c h u c z u ć i o g ó l n e g o pomieszania (roz-

r y s u n e k psa. M a o n zaznaczone t o , co p r z e k r e ś l o n e zo­

podczas k t ó r e j ś

z przechadzek

kojarzenia) d w u z n a c z n y m i t e k s t a m i i i m p o d o b n y m zacho­

s t a ł o k i l k a k r o t n i e k r z y ż e m . P r z y i n n y c h chłopkach

zaskakuje

sam k r z y ż y k t !

— potęgowania

Czarny k r z y ż ,

skandując

O c z a r u j ę ciebie d z i ś !

skucha),

M a m y w i ę c j u ż p r z y b l i ż o n y obraz tego dziecięcego t e a t r u —•
o b r z ę d u . K t ó r e ś z dzieci p r ó b u j e p r z e j ś ć przez chłopka
n i a j ą c skuchy,

waniem),

Czary, m a r y ,

nie p o p e ł ­

z a ś inne pragnie — j a k t y l k o p o t r a f i — przeszko­

d z i ć i o d p r a w i a czary

mary.

I s t n i o j e potwierdzenie z

wioski

poczucia

trudności,

słowo-zaklęcie

demonizowania

(prasło,

— r o z ś m i e s z a n i a , c z y l i sposobienia

prasło...,

albo

zadania,
skueha,

do utraconia s a m o k o n t r o l i

w stopniu zupełnym.
M o ż e m y z a t e m p o w r ó c i ć do pochopnie k r y t y k o w a n e j tozy
Jerzego S ł a w o m i r a

Wasilewskiego. Zgadza

się wszystko.

Gra

M i c h n y k o ł o Stawisk w Ł o m ż y ń s k i e m , ż e t o z a k l ę c i e w y p o w i a d a n o

w klasy, s z c z e g ó l n i e w odmianie g r y w chłopka,

w i e l o k r o t n i e , a w y p o w i a d a j ą c a , p r z y k u c n ą w s z y obok w y r y s o w a ­

w i e „ a r c h a i c z n e zaplecze r y t u a l n e " . Czy w t y m e a k a p i ź m i e nio

nego d i a g r a m u k r e ś l i ł a do r y t m u ó w „ c z a r n y k r z y ż " . W wiosce

zawiera s i ę definicja p o w r o t u ? A m ó w i ą c inaczej, czy w t y m

tej znano inno jeszczo z a k l ę c i a i sposoby powodowania

m i l c z e n i u (po s k o ń c z o n e j grze) nie m a jej epilogu?

skuchy.

odsłoni niewątpli­

D l a t e g o , p r z e d r o z p o c z ę c i e m g r y , u m a w i a n o się k t ó r y z t y c h spo­

P R Z Y P I S Y
1

O p . c i t . , s. 225—226
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z w ł ą c z y ł m n i e do „ n i e ś w i a d o m y c h
f e n o m e n o l o g ó w " . Zgadzam s i ę , ż e n i e ś w i a d o m y . A l e czy feno­
menolog? J e ś l i b y ł b y m ś w i a d o m y , t o nie p o t r a f i ł b y m w g ó r a c h
s a j a ń s k i c h s f i l m o w a ć , u k r y w a j ą c e g o się w d o z w o l o n y m teatrze,
szamana. O n i z a ś u m i e l i (szamani) „ p o s k l e j a ć " n a w e t r o z b i t ą
przez ś c i n a n e drzewo na siedem części k o s t k ę .
W ś r ó d 102 gier d z i e c i ę c y c h n a terenie K u r p i o w s k i e j Puszczy
2

3

148

Zielonej nie m a do 1967 r o k u g r y w klasy. Por. A d a m C h ę t n i k
Życie puszczańskie
Kurpiów,
W a r s z a w a 1971, s. 78—92
W L o n d y n i e skakanie po p ł y t a c h c h o d n i k o w y c h datowane
jest n a koniec X I X w . Por. R o b e r t Craig Maclagan, The garna
diversions of argyłeshire,
L o n d o n 1901, s. 133—134
K o r z y s t a m z d a n y c h dostarczonych m i przez s t u d e n t k i
i s t u d e n t ó w : K a t e d r y Etnologii i Antropologii Kulturowej ora!
Z a k ł a d u Geografii Regionalnej i Z a k ł a d u D y d a k t y k i i K r a j o
4

s

�I I . 7. G r a w klasy przed przystankiem P K S k o ł o s z k o ł y , Czermno, gm. G ą b i n , 1986

znastwa TJW. Moim r o z m ó w c o m p r z e k a z u j ę w t y m miejscu po­
dziękowanie.
J a n K a r ł o w i c z , Słownik gwar polskich, K r a k ó w 1907, t. V ,
s. 165: Skusić = »zwieść «, d o ś w i a d c z y ć : » k ę s ś w i a t a p o z n a ł e m «.
J . K a r ł o w i c z , A d a m K r y ń s k i i W ł a d y s ł a w N i e d ź w i e d z k i , Słow­
nik..., Warszawa 1915, t. V I , s. 188—199; Skusić 1. skłonić do
czego, 2. d o ś w i a d c z y ć , p o p r ó b o w a ć , 3. z w i e ś ć , „ K i e j diabeł s.
nie m o ż e , to b a b ę p o ś l e , i baba skusi". W jednym i drugim słow­
niku nie m a „ s k u ś baba n a dziada". Słownik Staropolski, t. V I I I ,
z. 4 (51), Ossolineum 1980, s. 265, podaje takie znaczenia s k u s i ć :
1. d o ś w i a d c z y ć k o g o ś , p o d d a ć próbie, w y p r ó b o w a ć c o ś , sprawdzić.
2. w y d o s k o n a l i ć , w y ć w i c z y ć , w p r a w i ć się w c z y m ś . 3. przesłuchać
k o g o ś , w y p y t a ć . Słownik języka polskiego, P W N Warszawa 1981,
Т. I I I , s. 251:1. »kusząc skłonić do c z e g o ś ; p o c i ą g n ą ć , z w a b i ć *
2. &gt;yw j ę z y k u dzieci: p o m y l i ć się w n i e k t ó r y c h grach, z w ł a s z c z a
6

R y s . i fot.:

r.

w p i ł k ę «.
A j a nos t r ę ; 'Ajanostre'. Jest to dodatkowa fraza w tej
wyliczance, lecz p o c h o d z ą c e j ze S t a n i s ł a w o w a k o ł o Grodziska
Mazowieckiego. W i a d o m o ś ć t ę z a w d z i ę c z a m pani Sylwi Orawskiej.
J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń , Tematy, które mi odradzano, P I W
1980, s. 109—168. Ponadto, K r y s t y n a Pisarkowa, Wyliczanki
polskie, Ossolineum 1976, s. 26
Op. cit., s. 74—76
Z d a r z y ł o się to w 1981 roku.
W i a d o m o ś ć z a w d z i ę c z a m pani E w i e W i ś n i e w s k i e j .
W i a d o m o ś ć z a w d z i ę c z a m pani Barbarze Rogowskiej.
Przypomnienie pani H a n n y Szewczyk, za k t ó r e bardzo
serdecznie dziękuję.
W i a d o m o ś c i te z a w d z i ę c z a m panom: M a ć k o w i Sosnowskie­
m u oraz Ryszardowi Ciarce.
7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

W . Marchlewski, il. 5, 7; J . Olędzki, il. 1—4,

6

149

�Aleksander J a c k o w s k i z d y r .

Krzysztofem

M a k u l s k i m n a tle jednej zo ścian

w P a ń s t w o w y m Muzeum Etnograficznym w

Fot. Mirosław Krajewski

Warszetwie

Jego g a b i n e t u

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9929" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9907">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66bcf794243235b3dee824411e2d32aa.pdf</src>
        <authentication>6d580f3d211ab61a5716d9361b6e9a90</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118097">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3213</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118098">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118099">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118100">
                <text>..."Leć listeczku w drogę, bo ja iść nie mogę." Kilka uwag o wierszowanych listach miłosnych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118101">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.126-129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118102">
                <text>Kolbuszewski, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118103">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118104">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118105">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118106">
                <text>Jacek Kolbuszewski

LEĆ LISTECZKU W DROGĘ, BO JA IŚĆ NIE M O G Ę " .
KILKA U W A G O WIERSZOWANYCH

Bohater n o w e l i Feliksa G w i ż d ż ą Urlop

ze z b i o r u Obrazy

LISTACH

MIŁOSNYCH

na

w a n y c h ustoreotypizowane f o r m u ł y otwarcia t ę n i e z w y k ł ą w a ż n o ś ć

szkle (1926) o t r z y m a w s z y w r. 1917 s w ó j pierwszy po trzech latach

p o d k r e ś l a j ą nieraz z jeszcze w i ę k s z ą m o c ą . B y w a t a k , że a u t o r —

w o j o w a n i a w a u s t r i a c k i m m u n d u r z e u r l o p n i m d o t a r ł do c h a ł u p y

nadawca l i s t u — w r ę c z p o w o ł u j e się w n i c h na o t r z y m a n y magicz-

swoich o j c ó w w k t ó r o j ś z p o d t a t r z a ń s k i c h wiosek, z a s z e d ł do

n y , n i o z w y k ł y —• s y m b o l i c z n y , czasom nawet b o s k i znak,

k a r c z m y , b y s i ę n a p i ć w ó d k i , k i e d y z a ś się joj n a p i ł , p o c z u ł

k a z u j ą c y m u napisanie l i s t u :

w sobie o g r o m n ą siłę i zdjęła go c h ę ć , b y się z k i m s p r ó b o w a ć ,

„Przyleciał słowiczek

ale że nikogo na drodze a k u r a t nie b y ł o , przeto z a b r a ł się do

S i a d ł m i na stoliczek

s ł u p ó w telegraficznych i o b a l i ł ich siedem, co

Przyniósł m i nowinę,

przerwanie

łączności wywołało

alarm

spowodowawszy

w jednostce

wojskowej

na­

Że m a m p i s a ć do ciebie w d a l e k ą k r a i n ę

w p o b l i s k i m miasteczku. W k r ó t c e s p r a w c ę c a ł e g o zamieszania

A n i k u k u ł e c z k a t a k p i ę k n i e nie k u k a ,

u j ę t o , p r z e s ł u c h a n o , nie t a j ą c , ż e za t e n s a b o t a ż o c z e k i w a ć m o ż e

J a k moje serduszko do twojego p u k a

k a r y ś m i e r c i i z a m k n i ę t o . W celi T o m e k , ś w i a d o m swej s y t u a c j i ,

Siadam p r z y s t o l i k u

m y ś l a ł n a j w i ę c e j o J a d w i s i i „ p o s t a n o w i ł do niej n a p i s a ć . O s t a t n i

W swojem p o k o i k u

m o ż e list. C h o ć b y i p r z y s z ł a do niego, t o nie z d ą ż y p o w i o d z i o ć

Stolik się k o ł y s z e

jej wszystkiego...

A j a liścik p i s z ę ( . . . ) " ;

2

U s i a d ł na w y r k u , p o r w a ł zostawiony m u p o d s t ę p n i e

papier

i o ł ó w e k i z a c z ą ł z w o l n a u s t a w i a ć słowo obok s ł o w a . . .
Do stołu
papier

„ W i e l c e Szanowna P a n i ! ! !
P r z y l e c i a ł słowiczek siad na m ó j stoliczek i t a k ś p i e w a w y szpiewuje ze P a n i ode m n i e l i s t u oczekuje. Sziadam do s t o l i k a

siadam,

i t a k sobie m y ś l ę j a k b y go n a p i s a ć ż e b y b y ł o grzecznie i j a k

rozkładam.

I m i e n i e m M a r i i i Joj syna

b y go z ł o r z y ć ż e b y P a n i r ą c z k i c h c i a ł y go r o z ł o ż y ć , i usta prze­

w i t a m się z t o b ą , j e d y n a —

c z y t a ć i z P a n i ą p i ę k n i e się p r z y w i t a ć . ( . . . ) " ;

3

„ B ł a n k e n s e e 24.2.15

spośród tysięcy wybrana,
w y b r a n a i ukochana.

Najmilsza i n a j u k o c h a ń s z a

Z T o b ą się J a d w i ś

W pierwszych s ł o w a c h mego pisania:

witam,

Stefciu!

o t w o j e zdrowie p y t a m ,

W n i e d z i e l ę r a n i u t k o s ł o n e c z k o świeciło,

0 t w o j e zdrowie i powodzenie,

U s n ą ć m i nie d a ł o j e n o m i ę b u d z i ł o ,

moje t y , moje

B y ci liścik z a c z ą ć p i s a ć t a k do m n i e m ó w i ł o . ( . . . ) " * ;

pocieszenie...

Przez wszystkie g ó r y i g ó r p a g ó r k i ,

„ P a t t e n s e n dnia 2 marca

zielone ł ą k i i b i a ł e c h m u r k i ,

1915

Szanowna K a s i u !

przez k w i a t p a c h n ą c y , r ó ż ę c z e r w o n ą ,

W n i e d z i e l ę rano, n a d s a m y m p o r a n k i e m , p r z y s z e d ł do m n i e

leluję z ł o t ą w halach z ł o c o n ą ,

s t r ó ż a n i o ł ze z i e l o n y m w i a n k i e m i t a k m i p o w i e d z i a ł , b y m se

przez wszystkie noco, d n i i m i e s i ą c e ,

nie z a s p a ł a , żebym

1 przez to r o k i , w o j n ą

rano

krwawiące,

przez m i ł o ś ć , co się sama s p r a w i ł a ,

raniusieńko,

do ciebie, K a s i u , liścik n a p i s a ł a .
ubrałam

się b i e l u s i e ń k o ,

wzięłam

Wstałam
kawałek

p a p i e r u b i a ł e g o , zaczynam list p i s a ć do serduszka twego. ( . . . ) " * ;

p y t a m , c z y ś jeszcze t a , coś b y ł a .

„ K o h a n a Zośu

T o m e k g o r z a ł . R ę k a m u się t r z ę s ł a , l i t e r y wielkie,

poprzegibano

Przysed m i p o w i e d z i e ć sam Paniozus z nieba ze ci n a

ten

na r ó ż n o s t r o n y nio u m i a ł y się ł ą c z y ć w s ł o w a , k t ó r o k ł ę b i ł y się

liścik j u z o d p i s a ć trzeba. M i a ł a m ci n a p i s a ć n a listeczku r u ż e

w n i m i r o z ł a z i ł y p o d o ł ó w k i e m . (...) T o m e k nie p i s a ł z d a ń , jono

w i a t r m i liścik z e r w o ł piszom na papierze. B i o r ę się za p i ó r o

te i owo s ł o w a , s ł o w a konieczno i n a j w a ż a i o j s z o

(...)."

1

mocze w atramencie d y j a liścik pisze w i e c z o r n y m momencie.

G d y b y nowela G w i ż d ż ą o n i e f o r t u n n y m c.k. u r l o p n i k u do­

W i a t r h m ó r y rozgania m o j a g ł u w k a umenczona n a d l i s t e m sie

s t ą p i ł a reedycji na p r z y k ł a d w „ B i b l i o t e c e N a r o d o w o j " , komen­

s k ł a n i a . H o e i a ż g ł ó w k a umenczona i oczy się m r u ż ą h c i a ł a m ci

t a t o r t e k s t u zapowne nio o m i e s z k a ł b y z a z n a c z y ć , żo ó w l i s t , cłioć

n a p i s a ć k a r t e c z k ę n i e d u ż ą k a r t e c z k ę nie d u ż ą terograniastowom

nosi na sobie ś l a d y dyskrotnej literackiej stylizacji, posiada bardzo

ż e b y ś so w i o d z i a ł a zo tensknio za t o b o m . ( . . . ) " .

wiele z n a m i o n rzetelnego a u t e n t y k u i napisany z o s t a ł z d o b r ą

6

W t y c h f o r m u ł a c h o t w i e r a j ą c y c h pisanie, list j a w i się j a k o

Znajomością reguł rządzących ludową epistolografią. A u t o r dał

c z y n n o ś ć szczególnie p o d n i o s ł a i uroczysta nie t y l k o dlatego, ż e

t u nio t y l k o d o w ó d sporej w i e d z y psychologicznoj, ale w i d o m i o

jest s p o ł n i e n i e m magicznego j a k i e g o ś , n i e m a l

t a k ż e s p o ż y t k o w a ł j a k i e ś d o ś w i a d c z e n i a w ł a s n o c z ł o w i o k a pocho­

polecenia danego przez „ s ł o w i c z k a " i „ s ł o ń c e " , a n a w o t przoz

d z ą c e g o ze w s i , syna n i e z a m o ż n y c h g ó r a l i z O d r o w ą ż a n a Pod­

a n i o ł a s t r ó ż a i samego Pana Jezusa, ale t a k ż e dlatego, ż e jest t o

halu,

w

czasie wielkiej

wojny

żołnierza

legionów.

Wiodział,

nadprzyrodzonego

c z y n n o ś ć w s z c z e g ó l n y s p o s ó b r y t u a l i z o w a n a , co w i d a ć w j e d n y m

m u s i a ł w i e d z i e ć , j a k i e l i s t y i j a k g o r e j ą c pisali jogo f r o n t o w i

z przykładów

kolodzy. W i o d z i a ł t e ż , ż e ó w list s p r a w i a ć m o g ą c y na n i e w t a j e m ­

a u t o r k i l i s t u , wyborze „ p a p i o r u b i t ł e g o " — l u b t y l k o papieru

niczonym
zawiera

czytelniku wrażenie
„słowa

najważniejsze

d o s y ć ubogiego
i konieczne"!

w

informacje,

Solidna

wiedza

w

doborze

stroju

(„ubrałam

się

bielusieńko")

z r a c j i n i e m o ż n o ś c i pisania „ n a listeczku r u ż e " . H i e r o f a n i z a c j i
podlega t a k ż e pora pisania l i s t u , j a k ż e się t u b o w i e m mocno p o d ­

a u t o r a o k u l t u r z e ludowoj znajduje t u w y r a z t a k ż e w fakcio, żo

k r e ś l a , że list pisany jost w n i e d z i e l ę b ą d ź w „ w i e c z o r n y m m o ­

T o m o k s w ó j list pisze w a r e y w a ż n o j s y t u a c j i ż y c i o w e j . Zastoso­

mencie",

w a n a przez T o m k a f o r m u ł a o t w a r c i a , o p i s u j ą c a proces zabierania

k t ó r a w istocie rzeczy jest j e d y n y m czasem w o l n y m c i ę ż k o pra­

się do pisania

jest

pierwszym sygnałem

ważności

c h ę c i zaakcentowania

ważności

tej

pory,

owej

c u j ą c e g o c z ł o w i e k a ! Sens t y c h w a r t o ś c i u j ą c y c h z a b i e g ó w o d s ł a n i a ,

sytuacji i f a k t u . Znamienne jost, żo w l u d o w y c h listach wierszo­

z r e s z t ą n i e p r z y p a d k o w o , fragment drugiego z w y ż e j danych p r z y -

126

listu

jakby w

�k ł a d ó w , skierowanego do „ W i e l c e Szanownej P a n i " ( z w r o t ton

s p e ł n i e n i a jego estetycznych o c z e k i w a ń , j a k tego dowodzi frag­

podobnio j a k apostrofy do „ K o c h a n e j Z o s i " czy „ S z a n o w n e j K a s i "

m e n t jednego z l i s t ó w Genowefy K . z Podsarnia,

wprowadzone z o s t a ł y

j u ż do „ ś r o d k o w e j " — ściśle informacyjnej części l i s t u : ,,(...)

„ z z o w n ą t r z " , spoza k o n w e n c j i ludowej

przynależny

liet

i nie w i e m czy ci jesce t a k i e l i s t y p i s a ć cy c i fię podoba c y nie

u t r a f i ł w oczekiwania adresatki, b y b y ł p i ę k n y t a k ż e w swojej

bo nie w i e m cy ci sie bodobajo cy ci się nie z n u d z i ł o c y t a ć t a k i e

materialnej

l i s t y troho z wierszem bo j a k nie lubis t a k i e c z y t a ć t o cię bardzo

epistolografii):

autorka

postaci,

listu

daje

uzyskanej

wyraz pragnieniu, b y

przez

misterne,

wielokrotne

przepraszam

złożonie p a p i o r u .
O t ó ż sens i w a ż n o ś ć o w y c h magicznych z n a k ó w •— p o l e c e ń

1 1

zo c i t a k i e piszem j a k nie lubisz ( . „ ) " , W p r z y ­

t o c z o n y m p r z y k ł a d z i e m a m y do czynienia z w i e d z ą o k u l t u r o w e j

nadawcy

i n n o ś c i adresata, ale troska o w y p e ł n i e n i e o c z e k i w a ń odbiorcy

l i s t u , lecz na s z c z e g ó l n y m p o d k r e ś l e n i u w a ż n o ś c i osoby adresata

l i s t u p o j a w i a się t a k ż o i w t o d y , g d y n a l e ż y o n do tego samego

j a k o t a k w a ż n e j , ż e p a m i ę t a j ą , o niej s y m b o l i c z n y s ł o w i c z e k , s ł o ń ­

k r ę g u , co nadawca.

polega nie n a d o w a r t o ś c i o w y w a n i u osoby a u t o r a —

ce, A n i o ł S t r ó ż i n a w e t sam P a n Jozus. Co w i ę c e j , f o r m a ekspresji

I n n y m w a ż n y m olomentom f o r m u ł y o t w a r c i a l i s t u jest p o w i ­

u c z u ć p e ł n i t u rolę i d e n t y c z n ą m i a r y wielkości czy t o szacunku

tanie — ono b o w i e m oznacza rzeczywiste n a w i ą z a n i e k o n t a k t u

czy siły z w i ą z k u uczuciowego ł ą c z ą c e g o n a d a w c ę z adresatem.

m i ę d z y n a d a w c ą i adresatem. P o w i t a n i e t o u t r z y m a n e m o ż e b y ć

Znamiennie d o w o d z ą tego c z ę s t o p o j a w i a j ą c e się w t y c h

formu­

w bardzo r ó ż n y c h konwencjach, o d p e ł n e g o p a t o s u szacunku a ż

łach o t w a r c i a l i s t u elementy m o t a l i t e r a c k i o . F o r m u ł a o t w a r c i a

po ś w i a d o m ą l u d y c z n o ś ć . N i e m a ż e l a z n e j r e g u ł y w y z n a c z a j ą c e j

s ł u ż y zatom t a k ż e do jawnego okazania w i e l k o ś c i s t a r a ń w ł o ż o ­

miejsce p o w i t a n i a w s t r u k t u r z e l i s t u . T a m jednak, gdzie m a m y

nych w wykoneypowanio listu, t a k ż e wtody, gdy autor niepiś­

do czynienia z f o r m u ł ą r o z b u d o w a n ą , p o j a w i a się ono

m i e n n y k o r z y s t a ł z p o ś r e d n i c t w a osoby u m i e j ą c e j p i s a ć , j a k o t y m

ś r e d n i o po zasygnalizowaniu magicznego

ś w i a d c z y list zapewno j a k i o j ś dziewczyny p r z e b y w a j ą c e j sezono­

k o n i e c z n o ś ć napisania l i s t u i wprowadzenia refleksji

wo n a

tycznej. N a p r z y k ł a d :

robotach

robrych w Niomczeeh, d a t o w a n y

w

Zobten

( S o b ó t c e ) 1 marca 1915 r o k u :

znaku

S i a d ł na m ó j stoliczek

bo t y l k o sam P a n B ó g wie, j a k j a cię m i ł u j ę !

Przynosi m i nowinę

Zachodzi s ł o n e c z k o za coniajskim d w o r o m ,

Ż e m a m p i s a ć do ciebie w d a l e k ą k r a i n ę

p i s z ę j a ten liścik w n i e d z i e l ę wieczorem,

A n i k u k u ł e c z k a t a k p i ę k n i e nie k u k a

bo moje oczy t r z y nocy nie s p a ł y ,

J a k moje serduszko do twojego p u k a
7

t y l k o do ciebie, siostrzyczko, liścik u k ł a d a ł y . ( . . . ) " .
„ A u t o t e m a t y z n i " ludowogo l i s t u w y r a ż a te samo t r o s k i ,

Siadam p r z y s t o l i k u
które

W swojem p o k o i k u

b y ł y u d z i a ł o m w i e l k i c h p o o t ó w , g d y p r z e d m i o t e m i c h starania

Stolik się k o ł y s z o

b y ł o , a b y j ę z y k t o w y r a z i ł , co m y ś l i g ł o w a — z t ą w s z a k ż e (może)

A j a liścik p i s z ę

r ó ż n i c ą , iż nadawca ludowego l i s t u m a stale na uwadze skon­

P o d a j ę ci r ą c z k ę przoz wysokie drzewa

kretyzowanego personalnie adresata — k o n k r e t n y o b i e k t d z i a ł a ń

W i t a m się z t o b ą t a k j a k się w i t a ć trzeba

p e r s w a z y j n y c h , m a j ą c y c h go p r z e k o n a ć o a u t e n t y c z n o ś c i i sile

O j , t ę s k n o m i t ę s k n o , siostrzyczko za t o b ą

przekazywanych

Że się c a ł y roczek nie w i d z i a ł a m z t o b ą

tycznych

w

uczuć.

autotema-

„ P r z o l e o i a ł słowiczek

p i s z ę j a t e n liścik i sama d y k t u j ę ,

mu

bezpo­

zwiastującego

Funkcja

elementów

formule o t w a r c i a ludowego

polega na u j a w n i e n i u w i e l k o ś c i s t a r a ń

listu

autotema-

wierszowanego

włożonych w

napisanie

B o ż o m ó j , B o ż e m ó j , zbliżo tej c h w i l i
Ż e b y ś m y razem z t o b ą p o m ó w i l i ,

l i s t u oraz n a p o d k r e ś l e n i u o b i e k t y w n y c h p r z e s z k ó d s t o j ą c y c h n a

Ż e b y m j a się s t a ł p t a k i e m , te g ó r y p r z e l e c i a ł

zawadzie (oczy m r u ż ą c e s i ę ze z m ę c z e n i a , c z ę s t o k o ł y s z ą c y pię

A m o j e j siostrzyczce ,dobra noc' p o w i e d z i a ł

s t o l i k ) . Czasami (ale t o bodaj rzadziej) element

autotematyczny

Toraz się w i t a m z t o b ą

niejako wyznacza s k a l ę w a r t o ś c i estetycznej i emocjonalnej l i s t u ,

Jako r y b k i z w o d ą

j a k b y w c h ę c i w m ó w i e n i a adresatowi, ż e o t r z y m u j e l i s t p r a w d z i ­

N i e c h serca m y ś l e n i a k u m n i e oię z a w i o d ą

w i e p i ę k n y , z w y k l e j e d n a k zdarza s i ę t o w k o n t e k ś c i e — ściśle

P o z d r a w i a m cię siostro przez k w i a t k i na łąco,

z r e s z t ą z t a k i m a u t o t e m a t y c z n y m elomontem p o w i ą z a n y c h —•

P r z y j m i j t o pozdrowionio m o j o k o c h a j ą c e

deklaracji uczuciowych:

P o z d r a w i a m c i ę , siostro, przez kwiateczek r ó ż y

„(...) Zaświociło s ł o n e c z k o na w y s o k i m uiebio

A b y c i Pan B ó g dal zdrowia j a k najdłużej

P i s z ę j a t e n liścik, K o c h a n a K a s i u , do ciebie

P o z d r a w i a m c i ę , siostro przez t e n liścik k r ó t k i

P i s z ę j a t e n liścik, serduszko d y c h t u j o

A b y ś nio p i j a ł a z c h ł o p a k a m i w ó d k i

B o j a c i ę K a s i u n i u serdocznie

P o z d r a w i a m cię siostro przez p a c h n ą c e fiołki

miłuję

J a do ciebie K a s i u n i u p i s z ę n i p i ó r e m n i a t r a m e n t e m

B o j e s t e ś t a k ł a d n a j a k w niebio a n i c ł k i

T y l k o szczerym sercom j a k b y d y a m e n t e m

K o c h a n a siostrzycko, d o w i a d u j ę się o t w o j e m m i ł e m z d r o w i u

A n i s ł o w i c z o k t a k p i ę k n i e nie ś p i ó w a

i powodzeniu e t c . "

1 2

8

J a k się moje sorce do twego o d z y w a ( . . . ) " .
Najczęściej

ó w element

refleksji

autotomatycznej

Inny przykład — pochodzący z lat sześćdziesiątych:
pojawia s i ę

w z w i ą z k u czy t o z r z e c z y w i s t y m i o b a w a m i o s p o s ó b p r z y j ę c i a
l i s t u , czy t o s w o i s t y m „ u d a w a n i e m "

t a k i c h obaw, co z o d ­

biorcy listu czyni obiekt szczególnych zabiegów o

pozyskanie

jogo p r z y c h y l n o ś c i :

„ W i e l c e Szanowna

Pani!!!

P r z y l e c i a ł słowiczok siad na m ó j śtóliczok i t a k szpiewa w y szpiowujo ze P a n i odomnie l i s t u oczekuje. Sziadam do stolika
i t a k sobie m y ś l ę j a k b y go n a p i s a ć ż e b y b y ł o grzecznio i j a k

„ J u ż b y s t r a j u t r z o n k a w o s z ł a p o n a d m o j ą głowo

b y go z ł o r z y ć ż e b y P a n i r ą c z k i c h c i a ł y go r o z ł o ż y ć , i u s t a ргг.е-

ja z t o b ą , Kochana Manciu, zaczynam

c z y t a ć i z P a n i ą P i ę k n i e się p r z y w i t a ć . N i o w i t a m się r o n c z k o m

lecz nie w i e m j a k m a m

rozmowę

zaczynać

bo ronczka z a k r ó t k a t y l k o s ł o w i c z k a m i m o j a P a n i s ł o t k a . D n -

ż e b y cię w c z y m nio r o z g n i o w a ć

w i a d u j o m się o P a n i z d r o w i u oraz powodzeniu bo jośli chodzi

c h o ć b y m j a z loszczyny listeczek u r w a ł a

o m n i e to j a jestem zdrowa ( . . . ) "

t o b y m j a n a n i m p i s a ć nie u m i a ł a
lecz p i s z ę n a b i a ł y m

Nie ma jednak

papierze

wyraźnoj

l ł

normatywnej

reguły,

która

by

określała w rygorystyczny sposób kolejność poszozególnyoh t y c h
9

ż e c i ę , M a n c i u , k o c h a m szczerze ( . . . ) " .

e l e m e n t ó w f o r m u ł y o t w a r c i a , m o g ą się one w i ę c p o j a w i a ć w zu-

O b a w a p r z ó d „ g n i e w e m " adrosata l i s t u ( „ P i s z e j a t e n liścik nie

połnio n n y m uszorogowaniu: elemont p o w i t a n i a zaczyna j e d n a k

w i e m j a k z a c z y n a ć zeby cię w t y m liście s ł u w k i e m nie pognie­

l i s t bodaj t y l k o w t e d y , g d y jest on o p a t r z o n y apostroficznym

1 0

w a ć " ) w i ą ż e s i ę z r e s z t ą bodaj przede w s z y s t k i m z pragnieniem

n a g ł ó w k i e m , k o n k r e t y z u j ą c y m o s o b ę adresata:

127

�I

„Kohana

Zośu

Jak

przyjedziesz, l i s t k u , pod p r ó g , u p a d n i j

m e m u m ę ż u do n ó g i m ó w przez usta moje

Pierwsze s ł o w a mego pisania w y c i o n g a m ronczke do p r z y w i ­
tanie przez g ó r y i gajo ronczke ci podaje podaje bardzo n i e ś m i a ł o

Niech b ę d z i e p o c h w a l o n y Jezus Chrystus i spodziewam

bo nie w i e m czy c i się tego l i s t u c y t a ć bendzie h c i a ł o h c i a ł nie

eię, k o c h a n y m ę ż u , żo m n i e odpowiesz

h c i a ł o bo k i o d y m z a c z ę ł a p i s a ć t o się m i p i ó r o z ł a m a ł o ś w i a t ł o

Na wieki wieków

z g a s ł o m o j o m pisareckom do ł ó z e c k a t r z a s ł o . Pisze j a ten liścik

1 9

Amen" .

T a k ż e i t e n element w formule o t w a r c i a l i s t u m o ż e ulec p e w n e m u

serce m i się s m u c i j a k go t y nieprzyjmies gdzie się o n o b r ó c i .

r o z b u d o w a n i u , p o l e g a j ą c e m u czasem na swoistej „ f a b u l a r y z a c j i "

N i e piszo go p i ó r e m a n i a t r a m e n t e m ale j a go pisze z g ł o w y

losów l i s t u , raz zjadanego przez m y s z y , d r u g i raz upuszczonego

zdrowiu

do g ł ę b o k i e j w o d y przez niebacznogo g o ł ą b k a - p o s ł a ń c a . Zapewne

oraz powodzeniu bo jeżeli c i hodzi o m n i e t o j a jostem zdrowa

w tej obrazowej formie a u t o r z y l u d o w y c h l i s t ó w metaforycznie

dijamentem. Kohana Zośu dowiadujem

sio o t w o i m

u s k a r ż a l i się n a zjawiska i n a m dzisiaj znane, a w y n i k a j ą c e

(...)"'•.
„Kohana

ze

złego funkcjonowania p o c z t y . Wprowadzonie j e d n a k t a k i c h elo-

Zośu

D r ó g i o '-łowa mogo l i s t u nioch bendzio p o h w a l o n y

Który

s t w o r z y ł ś w i a t zielony k t ó r y s t w o r z y ł n m i o i ciebio Jezus H r y s t u s
co jest w niebie I M a r i a M a t k a jego k t ó r a godna s ł o w a togo.
K u s t o ł u siadam p i ó r o r o n k o m h w y t a m a s t o b o m Zosinko ser­
decznie się w i t a m . H o ć j a się nio w i t a m w ł a s n y m i r o n k a m i ale j a
się w i t a m w liścio l i t e r a m i

1 5

(,..)" .

W a ż n o ś ć elomontu p o w i t a n i a w formule otwarcia l i s t u polega

m e n t ó w bardziej b y ł o u z a l e ż n i o n e od autorskiej i n w e n c j i niż o d
sposobu d z i a ł a n i a p o c z t y . W p r o w a d z e n i e t a k i c l i e l e m e n t ó w , po­
dobnie j a k r o z b u d o w y w a n i e j e d n y c h p r z y r e d u k c j i l u b c a ł k o w i t y m
o m i n i ę c i u i n n y c h m o ż l i w e b y ł o d z i ę k i t o m u , żo f o r m u ł a otwiera­
j ą c a list nie m i a ł a c h a r a k t e r u n o r m a t y w n o g o i r y g o r y s t y c z n i o
skodyfikowanego, żo m i a ł a p o s t a ć s t r u k t u r y o t w a r t e j i nie b y ł a
limitowana

t a k ż e w sonsie o b j ę t o ś c i o w o - p r z o s t r z o n n y m .

L i s t l u d o w y m ó g ł — acz nie m u s i a ł — po owoj formule otwar­

w z n a c z n y m s t o p n i u i na t y m , iż jest ono — rzec b y się c h c i a ł o :
m a g i c z n ą —- f o r m ą p o k o n a n i a przestrzeni. Ś w i a d o m o ś ć z a ś w i o l -

cia z a w i e r a ć , nioraz bardzo s k ą p ą , część i n f o r m a c y j n ą (ściślo „ z a ­

k o ś c i toj przestrzeni rozdziolającoj

tyle

sadniczą"), z reguły pisaną prozą i z reguły w wyraźny sposób

elomentom k o n w e n c j o n a l n y m p o o t y k i l i s t u , ile w y z n a c z n i k i e m

o d d z i e l o n ą przez j a k i e ś w s k a ź n i k i delimitacyjne od części otwie­

jego l u d z k i o j , psychologicznej p r a w d z i w o ś c i . O d d a ł o n i e od blis­

r a j ą c e j (w j e d n y m z l i s t ó w jest t o na p r z y k ł a d zdanie: „ D o s y ć

k i c h i o d s t r o n r o d z i n n y c h na r ó w n i b o l i wielkiego p o e t ę i prostego

jóż b ę d z i e p i s a ć s ł o w a m i Trzeba o d m i e n i ć i n n y m i w i e r s z a m i " ,

bliskie

osoby jest nie

a po n i m n a s t ę p u j e pochwalenie Jezusa Chrystus

galicyjskiogo l e b o t n i k a sezonowogo:
„Kochana

w a ż n i e j s z y c h informacji).

Kasiu!

nastę­

p o w a ł a f o r m u ł a z a m k n i ę c i a , p o z d r o w i e ń i p o ż e g n a n i a , z n ó w wier­

W y s z e d ł e m na g ó r ę w y s o k ą
I

i g a r s t k a naj­

Po owej części informacyjnej

szowana, niejednokrotnie t a k ż o r o z b u d o w y w a n a , acz bardziej j u ż

chciałem widzieć krainę daleką,

z p u n k t u widzenia s t r u k t u r y t r e ś c i usterootypizowana, sprowa­

Lecz nic nio słyszę

d z a j ą c a się b o w i e m do l i c y t a c j i r y m o w a n y c h p o z d r o w i e ń , nioraz

1 6

t y l k o do ciebie, K a s i e n i u , p i s z ę ( , . . ) " .
Gest p o w i t a n i a j a k b y symbolicznie n e u t r a l i z o w a ł owo n o g ą t y w n e
d z i a ł a n i e przestrzeni — gost p o w i t a n i a „ p r z e z wysokie d r z e w a " ,
„ p r z e z g ó r y i gaje", g d y „ r ą c z k a " do jego w y k o n a n i a jest z b y t
k r ó t k a , nadajo s ł o w u i literze moc m a g i c z n ą . T o z a ś sprawia,
ż e list zaczyna b y ć t r a k t o w a n y j a k o b y t samoistny, j a k o symbo­

bardzo trafnie dostosowanych do s y t u a c j i adresata — t a k

na

p r z y k ł a d A n d r z e j L u d w i k o w s k i do K a t a r z y n y J a n i k m i o s z k a j ą c e j
p o d koniec r o k u 1914 w „ C . K . B a r a k a c h Galicyjskich

uciekiewi-

c z ó w " w o s t a t n i m z d a n i u l i s t u n a p i s a ł : „ J e s z c z e cie p o z d r a w i a m
przez k u p e k r z a k ó w . Ż e b y ś w y j o c h a ł a

najprędzej

z

baraków.

2 0

licznie personalny, a w i ę c obdarzony p e w n y m i cechami fizyczny­
m i , p o s ł a n i e c , m a j ą c y do p o k o n a n i a d ł u g ą , t r u d n ą , nioraz nie­
b e z p i e c z n ą a czasom p e ł n ą pokus d r o g ę . A u t o t e m a t y z m ludowego
l i s t u zyskuje -wskutek togo n o w y z u p o ł n i o sens i w y m i a r : f o r m u ł a

T w ó j K o c h a j ą o A n d r z e j Pa P a ! " . Najbardziej znamienne dla
owej f o r m u ł y z a m k n i ę c i a b y ł o w wierszowanych listach l u d o w y c h
wprowadzenie p o z d r o w i e ń przez p r z y w o ł y w a n i e r ó ż n y c h r o k w i z y t ó w , m o g ą c y c h m i e ć znaczenio magiczne:

skierowanych

„ J a cię pozdrawuje przez g a ł ą z k ę w i ś n i j a k m i nio odpiszosz

do samego l i s t u , j a k się m a po drodze s p r a w o w a ć , co r o b i ć i czego,

t o się m i h o ć p r z y ś n i . P o z d r a w ó j o m j a cio przoz g o ł o m b k i siwe

b r o ń B o ż e , nio r o b i ć . S t ą d w formule o t w a r c i a p o j a w i a j ą

się

ze b y ś m i a ł a dla m n i e serce l i t o ś c i w e . Teraz cie p o z d r a w i a m

n a w e t f o r m u ł y magiczne o b o k z w y c z a j n y c h p o n a g l e ń . Oto

od­

przez tysioncy r ó ż y ż e b y ś nie m i a ł a do m n i e ż a d n e j złej u r a z y .

robotników

Teraz cie przepraszam za mojo bazgranie bo b y ł list p i s a n y

o t w a r c i a bardzo c z ę s t o zawiera szorog w s k a z a ń

powiednie p r z y k ł a d y w y b r a n o z l i s t ó w galicyjskich

w i e c z ó r na kolanie. N a t y m k o ń c z ę swe pisanio Pa Pa

sezonowych z czasu pierwszej w o j n y ś w i a t o w e j :
„ N a wysokim dębie drobniutki

J a w i ą c się j a k o t r ó j d z i e l n a s t r u k t u r a list l u d o w y ,

I d ź ż e t y listeczku, gdzie jest m ó j syneczek,

1 7

Powiedz m u , d z i e ń d o b r y W o j t u s i u ode m n i e ( . , . ) " ;

nad

informacyjną

f u n k c j i ostetycznoj. M o ż n a

domi­
odnieść
upra­
formuł,

ilo i n w e n c j i w ł a s n e j , niowielo sobie m i e l i do przokazania, d ą ż y l i

i wody głębokie,

natomiast do o s i ą g n i ę c i a e f e k t u „ ł a d n o ś c i " l i s t u , n a w e t kosztem

przez d o ł y i lasy,
a ż e b y ś t a m nio z a b a w i ł bardzo d ł u g i o czasy;
i nio idź t a m gdzio w ó d k ę p i j a j ą ,

w części. I s t o t n i e list l u d o w y
autora znajdują

trafił,

nie sprawia w r a ż e n i a

przejawu

w n i m w y r a z na m i a r ę m o ż l i w o ś c i n a d a w c y .

I s t o t n i o t e ż funkcja estetyczna o d g r y w a w tworzonej przez t a k i

blisko,

list

t o u k ł o ń się nisko

sytuacji

komunikacyjnoj

rolę niezwykle

przez f a k t , iż swoiście n o b i l i t u j e

i stanij u progu,
p o c h w a l Pana B o g a : Nioch b ę d z i e o t o . "

jego semantycznej p o j e m n o ś c i . Ale s ą d t a k i p r a w d z i w y jost t y l k o
l i t e r a t u r y stosowanej, istotnio a r t y s t y c z n e , t w ó r c z e ambicje jogo

bo b y ś m i się opił,

1 8

„ W imię Ojca i Syna i D u c h a ś w i ę t e g o .

128

f o r m u ł y z a m k n i ę c i a , sprawia w r a ż e n i o t w o r u o w y r a ź n i e
nującej

wiali, w k ł a d a j ą c w nią tyleż znajomości odpowiednich

bez g ó r y wysokie

a gdy będziesz

składająoy

w r a ż e n i o , że ludzie, k t ó r z y tego rodzaju k o r o s p o n d e n c j ę

bo j a iść nie m o g ę ,

2 1

najczęściej bardzo m a ł e j , części informacyjnej oraz wierszowanej

A ż zajdziesz do W o j t u s i a w zielone ogrody.

to b y ś do mojej familio nie

Pa."

się z trzech c z ę ś c i : wierszowanej f o r m u ł y o t w a r c i a , w ł a ś c i w e j ,

T y l k o się u w i j a j przoz łączki i w o d y ,

„ L e ć listeczku, w d r o g ę ,

Konanie

K o h a n a Zosinko mocno ś c i s k a m i całóje cię Gienia Pa

listeczek,

istotną,

choćby

adresata t e k s t u jako w p e ł n i

z a s ł u g u j ą c e g o na owe autorskie w y s i ł k i t w ó r c z e .
Nieskodyfikowana a przecież

jawnie n o r m a t y w n a

estetyka

P o j e d ź l i s t u prosto do m ę ż a , sorca kochanego

f o l k l o r u stawia w i ę c l i s t o w i bardzo wysokie w y m a g a n i a i oczekuje

J e d ź l i s t k u , w d r o g ę , bo j a iść nie m o g ę

o d niego o z d o b n o ś c i , olegancji, u r o d y , e f e k t y w n o ś c i f o r m y . W l i ­

J e d ź , l i s t k u , przez g ó r y przoz lasj' przez

teraturze u ż y t k o w e j od l i s t u , t r a k t o w a n e g o j a k o gatunek litera­

śnieżne doliny i p r o s t ą drogą.

t u r y stosowanej, nie oczokuje się w a r t o ś c i estetycznych i jośli te

�•

pojawiają.

to

stanowią, swoistą

wartość

„nathlaną",

bez

' t ó w j pojawienia się list m o ż e j e d n a k spełnić doskonale swoje
" d a n i a . T-iet l u d o w y ,
^diz
ttI

w i d a ć z przeprowadzonych

m

oczekiwaniami. O z d o b n o ś ć , e f e k t o w n o ś ć , p i ę k n o

są

1

, ontologieznymi ceohanvi, z a ś pisanie l i s t u p r z y b i e r a p o s t a ć

' ^ c o s u t w ó r c z e g o , w y k o r z y s t u j ą c e g o istnienie f o r m u ł ,
V

wyżej

r z ą d z i sie i n n y m i p r a w a m i i s p o t y k a z i n n y m i w y m a g a -

'* i'oraz

f l l M

jak

umiojęt-

- wzbogaconych, poszerzonych i m o d y f i k o w a n y c h w zależności
j lotrzob. Oznacza t o k o n i e c z n o ś ć uznania l i s t u ludowego za

Die

s t r ó ż a n i o ł ze zielonym

тятю, r a n i u s i o ń k o , u b r a ł a m

tej l i t e r a t u r y l u d o w e j .

t o n list p i s z ę w e wielkiej potrzebie. M u s i a ł a b y ś t y b y ć serca
kamiennogo, ż e b y ś m i nie o d p i s a ł a liścika jodnego. P i s z ę j a

S t a d zaś w y n i k a w s p o s ó b oczywisty

C a ł y t y d z i e ń j a m po nocach nie s p a ł a , t y l k o m w c i ą ż o t o b i e
m y ś l a ł a i n a d e s z ł a chwila w k t ó r e j c i list k r e ś l ę , a ż m n i e g ł o w a
b o l i co j a so p o m y ś l ę . C h c i a ł a b y m n a p i s a ć p a r ę słów do ciebie,

komentarzem l i i y l k o anegdotycznym".

^ Z a r a z e m jednak z d u ż ą o s t r o ż n o ś c i ą t r a k t o w a ć trzoba pozornio
n i k ł e j -semantycznej p o j e m n o ś c i t a k u s l r u k l i s t ó w . Zdanie, że a u t o r z y togo r o d z a j u

listów

W i e l o sobie mieli do przekazania jest z g r u n t u biedne. L i s t
l' Iowy jest bowiem n a s t a w i o n y przede w s z y s t k i m na budowanie
t w i " ssków' uczuciowych i przekazywanie s y g n a ł ó w Awiadcząeycłi
" я ' | е z w i ą z k ó w uczuciowych, a zatem jego n a j w a ż n i e j s z y m
d&gt;iiiem jest budowanie odpowiedniej atmosfery

dopomóż mi Boże
i t

K t ó r y j e s t e ś w niobie, d o p o m ó ż m i , M a t k o ,

D u c h u ś w i ę t y , ż e b y b y l odemnie t e n liścik p r z y j ę t y . P i s z ę

'a t e n liścik K a s i u ń i u , de ciebie, b y ś se nie m y ś l a ł a , żo nie d b a m
«Гciebie P i s z ę j a ten liścik d r o b n y m i s ł o w a m i , n a d k a ż d ą l i t e r ą
bardzo w y s o k ą i t a k
sobie m y ś l ę * g ó r o m o j a

góro

z n i ż m i się b l i ż e j , t o s i ę m o i a

K o l e ż a n k a c h o ć jodua p r z y b l i ż y W e s z ł o m i s ł o n e c z k o na p o ś r o d L

' 'b'

t o mi

nocka zaszła liścik p i s a ć trzeba. J a d o swojej

K o l e ż a n k i trz-twi lirfcik pinzę K t ó r y j u i tftk dawno w m o i m f*rc\i
P

za-

3

я m u l o ń k i (tklv kwiat a f u n d o w d ł i t o mojo т у й U
K i e r u j ę , pisa-

emocjonalnej.

List t a k i nie e h i ż y do „ z a W w i a n i a s p r a w " , ale do n a w i ą z a n i a
k o n t a k t u uczuciowego i w y w o ł y w a n i a w z r u s z e ń , frzebu zatem
na jego s e m a n t y k ę s p o g l ą d a ć t a k . j a k się p a t r z y na znaczenia
Wiersza, nu znaczenia p i e ś n i

ten

liścik zo szczerej" m i ł o ś c i , ale se nie m y ś l i j , ż e t o z o b ł u d n o ś c i .

T ' t e - ' p o r v okazjonalnie t y l k o o g ł a s z a n y m i d r u k i e m i o p a f r y -

' jralizowaiiveh

kawałek

żatośliwie p ł a c z e . F i s z ę j a ten liścik, K o n i k n ó ż k ą grzebie, bo j a

" T w o ś ć prowadzenia systemai y c z u y c h b a d a ń n a d t y m i l i s t a m i ,
n'Vt

Wstałem

wzięłam

w i d z i a ł o . T i s z ę j a t o n liścik, r ę k a m i dygoce, b o moje sorduszko

%

i e

liścik n a p i s a ł a .

się bielusioriko,

m i p i s a ł o , serduszko p ł a k a ł o , że s i ę z t o b ą . K o c h a n a K a s i u , nio

'
ciekawych i w a ż n y c h p r z e j a w ó w literatury ludowej,
ioden
'"„"-.cza t a k ż e k o n i e c z n o ś ć w,.mwadzetiia go d o r ó ż n e g o rodzaju
° ^ t v c z n y c h i gatunkowych" s y s t e m a t y k f o l k l o r u , a w k a ż d y m
*

i t a k m i p o w i e d z i a ł , b y m ее

p a p i e r u b i a ł e g o , zaczynam list p i s a ć do serduszka t w e g o . P i ó r o

&gt;

32

wiankiem

nie z a s p a ł a , ż o b y m do ciebie, K a s i n ,

ludowej i t r z e b a się

wczytywać

'alej,
lubym dacj, ae
dzona. zamiast oi 1
nie ż a ł u j ę pióru.
""" '
"J"
°
b ę d z i e d o s y ć pisania a uoga,
J

;

w &gt;

..

1 0

t0

i .

t

) a i f t n ( |

j

j

р 1 а д с

a

p o c h w a l i ć Boga

p

i

i

e

Q

naj-

ków — s y m b o l i przestrzennych, r o ś l i n n y c h i favmicznyeb, a w ó w ­

w y ż s z e g o . Nioch B . P . J . C b .
' P i s z ę do cielne, K o c h a n a K a s i u ,

czas o k a ż e się. żo list t a k i przekazuje ogromnie wiele t r o ś n , k r y j e

m i l o m z d r o w i u i powodzeniu, bo j a , d z i ę k i B o g u , jestem z d r o w a ,

w sobie ogromno bogactwo z n a c z e ń na m i a r ę cc logo ludzkiego
w
życia, na m i a r ę u c z u ć i p r z e ż y ć n a j w i ę k s z y c h .
_
T u j u ż n a tego rodzaju a n a l i z ę b r a k ł o miejsca, m a j . y ji&gt;dna&lt;
ś w i a d o m o ś ć takiego sposobu istnienia ludowego l i s t u , p o j ą ć
m o ż n a g ł ę b o k ą t r a f n o ś ć k o m ej n t a r z a , jjaakkiim
m G w i ż d ż w swoj nowe i
o p a t r z y ł list biednego T o m k a , p i s z ą c , ż e ton w y b i e r a ! s ł o w a

a powodzouie moje d o ś ć dobre, p i s z ę c i , że u nas niema w i e l k i e j

w jego s y m b o l i k ę , r e k o n s t r u o w a ć znaczenia u ż y t y c h w n i m zna­

2 4

„konioezno i n a j w a ż n i e j s z e " .

,

, . .

,

Takich też słów k o n i e c z n y c h i n a j w a ż n i e j s z y c h u ż y w a ł a b ofania Świercz p i s z ą c z Pattensen kolo

Hannoveru do

swojej

przyjaciółki 2 m a r c a 1915 r o k u , p o ł o ż y w s z y n a kopercie dopisek:
„ C z o m a k u r a b i a ł e jajka niesie p o z d r a w i a m togo pana co t o n list
poniesie". Ten Ust Stefanii Świercz jest b o w i e m s w o i s t y m arcy­
dziełem l u d o w e j epistolografii

i w bardzo t r a f n y s p o s ó b i l u s t r u j e

te wszystkie p r a w i d ł o w o ś c i , o k t ó r y c h m o w a b y ł a w n i n i e j s z y m
szkicu:

i dowiaduję

się

twojom

w y b i e r a m y ś t e e h l o n g ę , w p o l u zaczęli m y w y b i e r a ć
w p o p i e l c o w ą ś r o d ę . P r o s z ę cię, kochana K a s i u , napisz m i k t ó r o ,
dziolohy p r z y j e c h a ł y z Prus i czy K ą ś a n k i i W i k t a

Juskówna

p r z y j e c h a ł y , t o m i napisz i k t ó r e c h ł o p a k i nie poszli do w o j s k a
i co robisz w d o m u i K ą ś a n k a Stefcia co r o b i t o m i opisz w s z y s t k o
i czy j u ż jest s p o k ó j i k l ó r e c h a ł u p y są z m a r n o w a n e . W i ę c e j c i
n i c m a m co p i s a ć , t y l k o m i odpisz zaraz, t o c i w d r u g i m liście co
więcej opiszę.
P o z d r a w i a m cię, K a s i u , przez b i a ł e f i r a n k i , ż e b y ś nio c h o d z i ł a
do innej k o l e ż a n k i . P o z d r a w i a m K ą ś a n k ę przoz zegar n a ś c i a n i o ,
o k t ó r y m sobie m y ś l i , niech się jej dostanie. P o z d r a w i a m t a t u s i a
twojego przez pszeniczny k w i a t u bo s ą ł a d n y wdowiec, s ł u ż y i m
c a ł y ś w i a t . P o z d r a w i a m Jasio przez g a ł ą z k ę c h r ó s t u , ż e b y sobie
w y b r a ł d z i e w c z y n ę do gustu. P o z d r a w i a m t y c h mniejszych przez
dziesięć t y s i ę c y , j a k m a ł o , t o jeszcze w i ę c e j . P r o s z ę cię odpisz

..Szaiiowm: K a s i n !
W niedziele m u o , i m d s a m y m p o r a n k i e m , p r z y s z e d ł do

rnnio

n i zaraz. Twoja" K o l e ż a n k a

Stefania

Świercz""

P R Z Y P I S Y
L i s t Gonowofy K o z a k do Z o f i i K o ł b u s z e w s k i e j , ok. 1960
' • • A b i o l i i , s. 11--13
, „
и I n t Genowefy K o z a k d o M a r i i Kolhuszewakioj, ok. 19h2
' * L i s t GonowofV K o z a k do Z o f i i K o ł b u s z e w s k i e j , o k . 1960
L i s t Genowefy K o z a k do Z o f i i K o ł b u s z e w s k i e j , o k . I 9 6 0
W h i c i e K a t a r z y n y Ż y w i o ł z A r n s h o f z r . 19U- do o s ó b blia.i,.
S m u t n o m i "jest. s m u t n o ehrzestnyojcze i w y chrzeatnom a t k o ' i K a s i u i R ó z i u za w a m i , ale c ó ż m a m r o b i ć , me m o g ę
b v ć z w a m i : przez g ó r v i gajo r ą c z k i w a m podaje i w i t a m s i ę
z w a m i j a k a n i o ł z a n i o ł e m p r z e d b o ż y m k o ś c i o ł e m " ; L L , s. 180
L L , s. 184
" I . L , s. 175
L L , s. 179
• A b i c h t , s. 7
* ° L L , s. 184
*' L i s t Genowefy K o z a k do Z o f i i Kolbuszowskiej, ok. 1900
" P o r . n p . W . Gusiow, Estetyka
folkloru,
W r o c l a w 1974,
1 1

1

К G w i ż d ż Ohm-J ,.„ sM,: Nowelo, P o z n a ń 1926, s. 3 8 — 3 9
'Mi Abicht'
- i * , , tirirhu
galitiachen ,Sai»»mrbeit*r,
rkps,
я ) ! - - I ' R u d o l f A h i c b t (185(1—1921), slawista i polonista,
nrofe -ur u n i w e r s y t e t u wo W r o c ł a w i u (od 1912), w czasie pierwszej
W i t , у ś w i t o w e j r - l n i ł o b o w i ą z k i cenzora i dla swoich c e l ó w ,
, . . . , . • „ ; , h a d i w z y . t i bodaj iezvkowiaweeycb. s p o r z ą d z i ł w y p i s y
z ! z v i i . i y ' l t ó w •zcremadz.V.e w zeszycie p o d w y ż e j w y m i ę .H..„Vm tVt,',l.iUi." I )atvj i » o z m v - w . i , - tego r ę k o p i s u skrót;. A b i c b t .
t'zi^e o w y c h l i s t ó w o g ł o s i ł e m p t . Listy chłopów polskich
«• notatn',kaeh"lłn&lt;Jt&gt;lfn Abichtd. „ L i t e r a t u r a L u d o w a " HI78, n r 4- •&lt;&gt;,
s. 171 -184 (dalei oznaczam s k r ó t e m Ł L ) . W pisowni w s z y s t k i c h
„.,,..,,„„.„.' y . v l i o w v n o łokcie tekstu p o d a n ą przez A b i c h t a .
'» L i s t Genowefy K o z a k z Podearnia do M a r i i KolbuMtewukiej
wo W r o c ł a w i u , ok. 1962; oi-yginal w m o i m posiadaniu - - i t u
t a k ż e zachowiino pisownia i i . t e r p u n k c j ę o r y g i n a ł u .
1

4

I . L . K . IN3
A h i c h t , s. 13
.
.... „ ,
" L i s t Gonow.'fy Kozak z Podsamift na Oraw .o do Z o l u I t o i busz..wMkii'(. olc. Р Ж » : o r y g i n a ł w m o i m posintlnnm.
L L , s'. 178
Abit-ht, s. ii
A b i c h t , s. 19
L i s t Genowefy K o z a k do Z o f i i Knlbus7.ew*kiej, ok. u e u
5

1
8

9

1 0

n Ł

1 5

k i l

1 0

1 8

g

Й

^Zob^rp
I - U i l " I X , s. 188—189; X , s. 40—33, 337—338;
X I V в - &gt; 7 6 ' ' X X I I I , S . 137—146; X X X I V , s. 294
«* Nawiasem m ó w i n c ca'a ta afera s k o ń c z y ł a się dla b o l i a t e r a
p o m y ś l n i e : z o s t a ł o d e s ł a n y do p u ł k u n jego w y c z y n p o k r y t y
został milczeniem...
- L L , я. 176—177
s

129

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9928" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9906">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1b72ecead7a5926ec0ed37814fae7b9d.pdf</src>
        <authentication>6a41dbe5d66925fec7e160025792f560</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118087">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118088">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118089">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3017</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118090">
                <text>Bratanki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118091">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.164-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118092">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118093">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118094">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118095">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118096">
                <text>Antoni Kroh

BRATANKI

Szwendam się po S ł o w a c j i , naiaioj l u b bardzioj systematycznie,

w i e d z i a ł w s p o s ó b wiolcc c h a r a k t e r y s t y c z n y : „ N i e b r o ń i c h , bo

od dwudziestu k i l k u l a t . Z j e ź d z i ł e m ton k r a j autostopom, rowo-

nie rozumiesz w c z y m rzecz. W y , Polacy, lubicie W ę g r ó w , bo ich

kilo­

nio znacio. N i e z a z n a l i ś c i e ich na w ł a s n e j s k ó r z e . " Tymczasem

m e t r ó w p i e c h o t ą . P a r ę r a z y w y j e ż d ż a ł e m t a m za p a ń s t w o w o pio-

rem,

t r o c k o na nartaoh, samocbotlami p r z y j a c i ó ł ,

sporo

k t o ś , c h c ą c z a ł a g o d z i ć n a s t r ó j , z a i n t o n o w a ł czardasza. Ś p i e w a l i ś ­

n i ą d z o — j a k o etnograf i j a k o t ł u m a c z ich prozy. M i a ł e m t a m

m y c h ó r e m , j a k to jest p r z y j ę t e w tamtejszych lokalach i z n o w u

znajomych z n a j r ó ż n i e j s z y c h k r ę g ó w . W czasach, g d y w y j a z d do

b y ł o dobrze. W ogóle S ł o w a c y bardzo p i ę k n i e ś p i e w a j ą . Czardasz

C z e c h o s ł o w a c j i n i e s t a n o w i ł takiogo p r o b l e m u j a k obecnie, b y ł e m

b y l , w przekonaniu gospodarzy, absolutnie s ł o w a c k i — alo t ę

d o ś ć o s ł u c h a n y z r ó ż n y m i s ł o w a c k i m i d i a l e k t a m i , a sam m ó w i ł e m

z ł o ś l i w ą u w a g ę z a c h o w a ł e m j u ż dla siebie.

na tyle biegle, że b r a l i m n i o za swojaka. S t a r a ł e m się w ó w c z a s

Potem s z l i ś m y n o c n ą B r a t y s ł a w ą , o d p r o w a d z a l i ś m y k o l e ż a n k i ,

p r o w o k o w a ć r o z m o w y na t e m a t y polskie, b y o g l ą d a ć m ó j k r a j

mieszkające w domu akademickim i m . A . Suworowa; odrobinkę

z b o k u , oczyma s ą s i a d ó w . Z takiej p e r s p e k t y w y w i d z i się nie­

w y p i l i ś m y , w i ę c s n u ł e m g ł o ś n e dywagacjo, j a k b y to b y ł o , g d y b y

k i e d y rzeczy z d u m i e w a j ą c o , a ż człowiek n i o w i o , czy ś m i a ć s i ę ,

nasz warszawski a k a d e m i k p r z y u l . L u d w i k a K i c k i e g o n a Pradze

ezy z ż y m a ć . TJczucio n i e p o r ó w n y w a l n e z n i c z y m .

t a k ż o b y l i m i e n i a Suworowa, ale k t o ś p o w i e d z i a ł m i z u p e ł n i o

G d y b y m teraz m ó g ł p o s t a w i ć na stole j a d ł a i n a p i t k i , k t ó r y m i
m n i o w c i ą g u t y c h dwudziestu p a r u lat na Słowacji
wj'dalbym

u c z t ę , nio g o r s z ą od niejednego

s ł u s z n i e , ż e b y m b y l cicłio.

ugoszczono,

g ó r a l s k i e g o wosola.

' l a k o t o , na swój p r y w a t n y u ż y t e k , p r z e s u n ą ł e m o kilkaset
k i l o m e t r ó w na p o ł u d n i e g r a n i c ę terenu, gdzio b y ł e m u

siebie

w domu.

Mój przyjaciel W ę g i e r , r ó w n i e ż humanista, z r e s z t ą c z ł o w i e k
wybitnie
królów

węgierskich;

Koszyce

to

koronacyjne

Kassa, B a r d i ó w

—

B a r t fa,

a cala S ł o w a c j a — t o dla niogo zwyczajnie g ó r n o W ę g r y . L e ż ą
Słowaków

t a m w grobach jego bliscy, s t o j ą t a m z a b y t k i — ś w i a d k o w i e jego

bardzo wiele na t e m a t W ę g r ó w . Same najgorsze rzeczy. N i e zna­

n a r o d o w y c h d z i e j ó w . Istnienie narodu s ł o w a c k i e g o jest f a k t o m ,

W

c i ą g u tego

calogo czasu n a s ł u c h a ł e m się od

lazł się, p r z y n a j m n i e j w m o i m t o w a r z y s t w i e , j a k i ś w s p ó ł c z e s n y

k t ó r y m ó j w ę g i e r s k i p r z y j a c i e l w zasadzie p r z y j ą ł

s ł o w a c k i Szwejk, k t ó r y s t w i e r d z i ł b y pojednawczo: „ n i e

m o ś c i , bo cóż m i a ł r o b i ć , ale stara się tej informacji raczej nio

każdy

Madziar w i n i e n t e m u , że M a d z i a r " ; n a t o m i a s t i owszem, raz po
złota

m y ś l sapera W o d i c z k i :

„krótko

m ó w i ą c , M a d z i a r z y to

h o ł o t a " . A jeżcłi k t ó r y ś W ę g i e r c z y m ś się w s ł a w i ł ,

zapewniano

do wiado­

rozpowszechniać.

raz, w n a j r ó ż n i e j s z y c h w a r i a n t a c h i kontokstach p r z e w i j a ł a się

Po 1918, g d y z a w a l i ł y się madziarskio d ą ż e n i a mocarstwowe,
a k r ó l e s t w o W ę g i e r z o s t a ł o drastycznie okrojono, t r a c ą c n i e m a l
dwie trzecie swego t e r y t o r i u m na rzecz C z e c h o s ł o w a c j i , R u m u n i i ,

m n i e , żo z p e w n o ś c i ą nie b y ł to W ę g i e r : P e t ó f i m i a ł s ł o w a c k i c h

J u g o s ł a w i i , a n a w o t Polski i A u s t r i i , dla n a r o d u

r o d z i c ó w , K o s s u t h s ł o w a c k i e nazwisko ( k o ś ń t to w gwarach po-

n a s t a ł y bardzo t r u d n e chwile. N a drzwiach m i e s z k a ń p o j a w i ł y się

ł u d n i o w o s l o w a c k i c h k a p ł o n — cóż za pole do w s p a n i a ł y c h k o n ­

porcelanowo

N i e ! N i g d y ! ) . W czasach stalinowskich wielo z nich w y t ł u e z o n o ,

— c h o r w a c k i i t d . I n t e r e s u j ą c o , że ludzie, k t ó r z y mnie o t y m prze­

wiele dla b e z p i e c z e ń s t w a pochowano, ale jeszcze n i e k i e d y m o ż n a

konywali

je z o b a c z y ć . Ł a t w o na t e n t e m a t d o w c i p k o w a ć , p a t r z ą c z b o k u ;

(również

historycy,

etnografowio,

literaci)

zawszo,

tabliczki

nietrudno

Rusinów,

Rumunów,

C h o r w a t ó w , S ł o w e ń c ó w , k t ó r z y z g o ł a nie p r a g n ę l i

węgierskiej

lepiej s ł y s z e ć . P r ó b o w a ł e m

opieki i starali się spod niej u w o l n i ć , a skoro i m się to wreszcie

ale

Słowaków,

N e m ! Soha!" ( N i e !

sili glos. Widocznie t o , co m ó w i l i , t a k i m się p o d o b a ł o , że chcieli
parę razy d y s k u t o w a ć ,

racje

„Nom!

ilekroć rozmowa zeszła na W ę g r ó w , o d r o b i n k ę za bardzo podno­
nawet

przedstawić

z napisem

węgiorskiego

c e p t ó w ! ) , H u n y a d y b y ł R u m u n e m , Teleki t o r ó d serbski, Z r i n y i

d a w a ł e m s p o k ó j . „ N i o rozumiesz, bo j e s t e ś P o l a k i e m " — m ó w i o n o

u d a ł o , p ł a k a l i zo szczęścia. M o ż n a t a k ż e w y k a z a ć (post f a c t u m ,

m i w t a k i c h p r z y p a d k a c h i ton argument m n i e p r z e k o n y w a ł , bo

naturalnie) n i e u c h r o n n o ś ć p r o c e s ó w h i s t o r y c z n y c h , k t ó r e dopro­

rzeczj-wiśeie nio r o z u m i a ł e m i r z e c z y w i ś c i e jestem P o l a k i e m .

w a d z i ł y do u p a d k u h i s t o r y c z n y c h W ę g i o r .

Na temat kultury

w ę g i e r s k i e j w i e m niewiole, s t y k a ł e m się

Co nie zmienia f a k t u ,

że w wiejskich

gospodacli o d

Tatr

z n i ą w y r y w k o w o , j ę z y k a niestety nie z n a m , w Budaposzeio b y ł e m

i p r z e ł ę c z TJżoeką po A d r i a t y k w c i ą ż jeszcze u s ł y s z e ć m o ż n a w ę ­

wszystkiego jedon raz. M i m o to na Słowacji nieustannie

gierskie p r z e k l e ń s t w a , a na cmentarzach o d c z y t y w a ć w ę g i e r s k i e

rzucały

m i się w oczy p r z e r ó ż n e węgiorskio śkuby — w k u l t u r z o ludowej,

n a g r o b k i . (Mniej więeej co trzeci W ę g i e r mieszka poza g r a n i c a m i

j ę z y k u , sztuce i s t u i n n y c h dziedzinach ż y c i a . G d y b y m więeej

p a ń s t w a w ę g i e r s k i e g o ) . W n i e k t ó r y c h okolicach, n p . na p o ł u d ­

w i e d z i a ł o W ę g r z e c h , z p e w n o ś c i ą d o s t r z e g ł b y m t y c h ś l a d ó w bez

niowej S ł o w a c j i , m n i e j s z o ś ć w ę g i e r s k a s t a n o w i a b s o l u t n ą w i ę k ­

p o r ó w n a n i a w i ę c e j . Jest to rzecz lutwo w y t l u m a c z a l n a : W ę g r z y

s z o ś ć , t a k ż e dzieci s ł o w a c k i o , c h c ą c b a w i ć się z r ó w i e ś n i k a m i ,

r z ą d z i l i S ł o w a c j ą przez

m u s z ą n a u c z y ć się po w ę g i e r s k u . Podobnie jest na

t y s i ą c l a t , nie r z ą d z ą dopiero od l a t

s i e d e m d z i e s i ę c i u , jasne w i ę c , że na Słowacji wielo k a m i e n i i w i o l u
ludzi

mówi

po

węgiersku,

choćby

nieświadomie

Siedmiogrodu, obocnio w granicach

znacznych
Rumunii.

albo

F a s c y n u j ą mnio zarówno odruchy Słowaków, k t ó r z y wbrew
o c z y w i s t y m f a k t o m w y p i e r a j ą się w ę g i e r s k i c h w p ł y w ó w na s w o j ą

t y m b a n a l n y m s p o s t r z o ż e n i c m ze S ł o w a k a m i , r ó w n i o ż (a m o ż o

k u l t u r ę i s t a r a j ą się, czasom w ż a ł o s n y s p o s ó b , z a c i e r a ć po nioj

przodo

ś l a d y , j a k o d r u c h y W ę g r ó w , k t ó r z y w c i ą ż się d z i w i ą , żo S ł o w a c y

wszystkim) z humanistami.

nawot

przestrzeniach

i w b r e w w ł a s n y m i n t e n c j o m . O t ó ż nic daj B o ż o podzielić się
G d y przed

laty,

siedząc,

w w i n i a r n i z g r u p ą m ł o d y c h b r a t y s ł a w s k i c h e t n o g r a f ó w zwiorzy-

d a j ą sobio j a k o ś boz nich r a d ę , a życie po 1918 r o k u toczy się

łom się m i m o c h o d e m , żo bardzo m i brakuje z n a j o m o ś c i j ę z y k a

dalej i r o d z ą się w c i ą ż nowo pokolenia. Ogromnie to ciekawe dla

w ę g i o r s k i o g o , z m r o z i ł e m eało t o w a r z y s t w o . „ A na co ci węgier­

Polaka, bo m o ż e p r z y j r z e ć się k a ż d e m u

s k i ? " „ B o człowiek p o w a ż n i o i n t e r e s u j ą c y się S ł o w a c j ą nie m o ż o

aberracji z osobna, p o n i e w a ż u nas o b y d w a te g a t u n k i w y s t ę p u j ą

nie z n a ć w ę g i o r s k i e g o . " M ó j s ą s i a d

r ó w n o c z e ś n i e : j e s t e ś m y „ S ł o w a k a m i " wobec N i e m c ó w i „ W ę g r a ­

lekko p r z y b l a d ł .

„Taras,

rodzajowi narodowoj

s o m ń r ! " (pieprzysz, oślo!) z a w o ł a ł w p a t r i o t y e z n o - a l k o h o l o w y m

m i " woboc U k r a i ń c ó w , B i a ł o r u s i n ó w i L i t w i n ó w . N i e trzoba się

uniesieniu. A skoro z a p y t a ł e m go n a j u p r z e j m i e j , czy w i e , ile

u

źródeł do d z i e j ó w S ł o w a c j i pisanych jost po w ę g i e r s k u ,

d o w o d z i ć z ogniem w o k u , żo na Ś l ą s k u nio m a absolutnie ż a d n y c h

164

I

i n t e l i g e n t n y , p a t r z y na te sprawy cokolwiek z innoj

s t r o n y . B r a t y s ł a w a t o dla niego Pozsony, miasto

odpo­

nas

wiele n a c h o d z i ć , a b y

spotkać człowieka, k t ó r y

będzie

�p o z o s t a ł o ś c i k u l t u r y n i e m i e c k i e j . N i o p o w i n n o się r ó w n i o ż u ż y w a ć

P a w ł a z Lowoczy, na p r z y k ł a d . O wiolo j o d n a k

słów t a k i c h j a k r y n o k albo szuflada, bo to g o r m a n i z m y . Ś w i o t n i o ,

gdy spojrzy się z b o k u , jost m y ś l e n i e k a t e g o r i a m i n a r o d o w y m i

t y l k o j a k m a m to z r o b i ć , skoro od czasu do czasu m u s z ę iść na

o p r z y r o d z i e : m a ł o co mnie t a k ś m i e s z y , j a k z w r o t y t y p u „ z ł o t a

r y n e k albo zajrzeć do szuflady * G d y o p o w i o d z i a ł o m k i e d y ś w t z w .

polska j e s i e ń " , „ p o l s k i k s i ę ż y c " , „ w l o s k i o n i e b o " , „ g e r m a ń s k i o

kulturalnym

d ę b 3 ' " ( m o g ą t e ż b y ć s ł o w i a ń s k i e albo litewskie), „ c z e s k i o l i p y " ,

t o w a r z y s t w i o a n e g d o t k ę o p r ó b i e śląskiej o r k i e s t r y

zabawniejsze,

g ó r n i c z e j ( K o l e d z y ! A e h t u n g ! T r u m p e t y do m u n t ó w ! Z a c z y n a m y ,

„ r o s y j s k i o b r z o z y " i t d . O f i a r ą tego dziwacznego przyrodniczego

ajns, cwaj, d r a j : Jeszczo Polska nie zginyylaa...) u s ł y s z a ł e m , że

nacjonalizmu p a d ł y m . i n . t a t r z a ń s k i e s z a r o t k i ; za c z a s ó w gali­

jest to h i s t o r y j k a co p r a w d a zabawna, ale m o ż e b y ć w y k o r z y s t a n a

cyjskich zrywano je masowo i przylepiano do k a r t e k z napisem

przez w r o g ó w , jest w i ę c szkodliwa i nie n a l e ż y jej p o w t a r z a ć . —

„ z polskich g ó r i polskich s k a ł p o l s k i g ó r a l dla nas r w a ł " , a b y

Dlaczogo ? — zawolalom n a i w n i e — przecież t a anegdota w y ­

k r z o p i ł y narodowego ducha. Cóż to m u s i a ł b y ć za dochodowy

chwala polski p a t r i o t y z m Ś l ą z a k ó w , a w p ł y w niemczyzny

interes!

na

g w a r ę ś l ą s k ą to f a k t bezsporny! N i e b ę d ę o p i s y w a ć , co m i na to
odpowiedziano, bo to bardzo

smutno.

To na zachodzie. A na wschodzie... P r z y k ł a d pierwszy z brzegu:
reporterka

znanego warszawskiego

Po 1918 r o k u , g d y E u r o p a wschodnia z o s t a ł a

poszatkowana

g ę s t ą siocią granic, s t a n ą ł t r a g i k o m i c z n y p r o b l e m , k t ó r y

tygodnika wybraV,

się na

. L i t w ę . Zawieziono j ą do wzorowego k o ł c h o z u , w k t ó r y m wszystko

nęka

nas do d z i s i a j : j a k r o z p a r c e l o w a ć m i ę d z y licznych a k ł ó t l i w y c h
spadkobierców

wspólny

majątek

Austro-Węgier,

kulturę ? Do

k t ó r e j n p . z n a r o d o w y c h l i t e r a t u r z a l i c z y ć Franza K a f k ę , praskie­

b y ł o zmechanizowane, a k r o w y o d z n a c z a ł y się r e k o r d o w ą mlecz­

go Ż y d a , p i s z ą c e g o po uiomiecku? A l b o J ó z e f a

n o ś c i ą , lecz d z i e n n i k a r k ę z a i n t e r e s o w a ł o przede w s z y s t k i m t o ,

p r z y k ł a d zagadnienia, k t ó r e g o niepodobna r o z w i ą z a ć , g d y ż jest

że

absurdalnio

przewodniczący

nazywał

się Billevicius,

więc

go

zaczęła

postawione.
raczej

Stawiano w ó w c z a s wielo

kategorycznych

Oto

podobnych

p r z e p y t y w a ć na o k o l i c z n o ś ć , czy nie jest a b y k r e w n y m O l e ń k i

zagadnień,

B i l l e w i o z ó w n y ? S p o j r z a ł t r o s z k ę spode ł b a i o d p o w i e d z i a ł

na

sprzecznych, a w s t r a s z l i w y m r e j w a c h u , j a k i w y b u c h n ą ł na stypie

wszelki w y p a d e k , że nie. Dalsza rozmowa na t e m a t osiągnięć koł­

po nioboszczeo A u s t r i i i w c i ą ż joszczo t r w a , n i k t j a k o ś nie d o r w a ł

chozu j a k o ś n i e z b y t się k l e i ł a .

a

Rotlia?

stwierdzeń

wzajemnie

się do g ł o s u , b y p o w i e d z i e ć , że k u l t u r a jost niepodzielna, z a ś

M y ś l ę , że g d y b y m dzisiaj w y b r a ł się rowerom od Huculszczyz-

dzielenie tego co niepodzielne grozi

schizofrenią.

Czy Slowaoy m a j ą c o p y r i g h t na Janosika? J e ż o l i t a k , to co

n y a ż do samych I n f l a n t , n o c u j ą c po s t o d o ł a c h i j e d z ą c po gospo­
(przedo

p o c z ą ć z Janosikiem p o l s k i m , czy s k o n f i s k o w a ć ? Czy k r a k o w s k i

w s z y s t k i m j ę z y k o w ą ) , u s ł y s z a ł b y m o P o l a k a c ł i w i ę c e j i gorzej,

a r t y s t a , k t ó r y m a l o w a ł b o d i a k i na stepie, s t a ł się przez to mala­

dach

i chałupach,

zachowując

maksymalną

mimikrę

niż n a s ł u c h a ł e m się na Słowacji o W ę g r a c h ; a g d y p i s n ą ł b y m

rzem u k r a i ń s k i m ? A jeśli do tego m i a ł c i o t k ę na Polesiu, k t ó r a

s ł ó w k i e m , żo Polacy ostatocznio coś tam- dobrego w k o ń c u uczy­

w chwilach uniesienia w o l a ł a „ s z c z o b tebo ł y c h o " ? (Nie. s ł y s z a ł e m ,

nili,

również

na

tamtych

teronach,

spotkałbym

się zapewne

b y k t o ś z a s t a n a w i a ł się n a d t y m , czy Aleksander

Giorymski,

m a l u j ą c S e k w a n ę , sfrancuzial).

z r e a k c j ą w r o d z a j u : taras, somar!
M y ś l ę r ó w n i e ż , żo p a t r z y ł b y m na m i j a n ą okolicę, nie m a j ą c

Żył w X I X w i e k u na M i ń s z c z y ź n i e o b y w a t e l ziemski, p a n

c h w i l i o d p o c z y n k u od'swojej p o l s k o ś c i : wszystko k o j a r z y ł o b y m i

W i n c e n t y Marcinkiewicz h e r b u D u n i n . P i s a ł po p o l s k u ( z r e s z t ą

się z l o k t u r a m i , k t ó r y m i n a s i ą k ł e m od d z i e c i ń s t w a j a k impregna­

nienadzwyozajnio) i po miejscowomu, m . i n . p r z e t ł u m a c z y ł

tem,

b i a ł o r u s k i „ P a n a Tadeusza". P r z e k ł a d t e n , w y d a n y w W i l n i e ,

n p . z Trylogią.,

wydarzeniami

z -opowieściami

historycznymi. L i t w o !

rodzinnymi,

z wielkimi

Ojczyzno m o j a ! —

jak

na

t ę p i o n y b y ł przez c a r s k ą p o l i c j ę zo s z c z e g ó l n ą z a c i e k ł o ś c i ą , po­

pisał p o l s k i p o o t a o B i a ł o r u s i . Moja r ó w n i e ż , c h o c i a ż n i g d y w ż y c i u

n i e w a ż zapisany

tam

alfabetu

używać

wielkiej psychicznej ojczyzny, w k t ó r e j t a k mocno t k w i ę , że m i to

Postawa

narodowa

u n i o m o ż l i w i a zwyczajno postrzeganie

b u d z ą w i ę k s z y c l i w ą t p l i w o ś c i : p r z e s i e d z i a ł się w w i ę z i e n i u

nio b y ł e m .

mam

intoresować

Ukraina, Białoruś,

osiągnięciami

Litwa

— regiony

mojej

r z e c z y w i s t o ś c i . J a k ż e się

kołchozu

znad

rzeki

skoro w i e m że Neris to W i l i j a , a W i l i j a to p r z e c i e ż

Neris,

„naszych

Możo b y ł o b y z u p e ł n i e inaczej, m o ż e w ł a ś n i e okazja popatrzenia
obecną

rzeczywistość

naszych

dawnych

kresów

będą

łacińskim

Białorusini,

i poglądy

a kwestia,

dopiero

się

którego

rozstrzygała.

polityczne Marcinkiewicza nie
za

rozprowadzanie w ś r ó d c h ł o p ó w ( w ó w c z a s na o g ó l n i e p i ś m i e n n y c h
z r e s z t ą ) ulotok w j ę z y k u

b i a ł o r u s k i m , pieanych alfabetem

ła­

c i ń s k i m , a g i t u j ą c y c h za Powstaniem S t y c z n i o w y m . Marcinkiowicz

s t r u m i e n i rodzica, dno m a złociste i niebieskie lica"?
na

by] alfabetom

oczyma

b y ł d u s z ą miejscowego ś r o d o w i s k a k u l t u r a l n e g o , p r z y j a ź n i ł się
między i n n y m i z Syrokomla i Moniuszką i b y ł t a k i m samym Biało­

ukraińskimi, b'a'oruskimi i litewskimi pozwoliłaby m i dojrzeć

rusinem j a k ci d w a j , to znaczy b y ł t a k samo B i a ł o r u s i n e m , j a k

rzoezy w ich n o w y m w y m i a r z e , z a s k a k u j ą c y m dla m n i e , a oczy­

K a z i m i e r z Przorwa-Totmajor Podhalaninem, J ó z e f K o r z e n i o w s k i

w i s t y m dla s ą s i a d ó w ? Z a ś zostawienie o b u t y c h w i z j i o d s ł o n i ł o b y

Hucułem, Adolf Dygasiński Pińczowianinem. Gdyby ktoś zapytał

nowe h o r y z o n t y poznawczo. G d y b y t a k p r z y j r z e ć się swojej pol­

pana Marcinkiewicza, k i m się bardziej czujo, B i a l o r u s o m czy

skiej duszy nic t y l k o od ś r o d k a , ale r ó w n i o ż z k i l k u

punktów

P o ł a k i o m , biedak nie p o j ą ł b y sensu takiego p y t a n i a i r o b i ł b y m i n ę

z e w n ę t r z n y c h -— cóż b y to b y ł a za niesamowita k w a d r o w i z j a !

jak

Z oczywistych w z g l ę d ó w u k r a i ń s k i , b i a ł o r u s k i i l i t e w s k i p u n k t

kochasz, m a m u s i ę czy tatusia ? W i n c e n t y D u n i n - M a r c i n k i e w i c z

dziocko, napastowane przez

g ł u p i o c i o t k i : kogo

bardziej

widzenia b y ł b y znacznie bardziej w z b o g a c a j ą c y

niż czeski; ze

zwany jost dzisiaj „ o j c e m l i t e r a t u r y bialoruskioj". Podobnie do

w s c h o d n i m i s ą s i a d a m i b y l i ś m y p r z e c i e ż o wiele mocniej zrośnięci

l i t e r a t u r y b i a ł o r u s k i e j zaliczany jest przez naszych wschodnich
s ą s i a d ó w S y r o k o m l a ; Moniuszko u w a ż a n y jost za k o m p o z y t o r a

i bardziej z a l e ź l i ś m y sobio za s k ó r ę .
G d y b y t a k z e s t a w i ć stosunek S ł o w a k ó w , S ł o w e ń c ó w , R u m u ­
n ó w , C h o r w a t ó w do w ę g i e r s k i e g o w k ł a d u w ich k u l t u r ę , P o l a k ó w
i C z e c h ó w — do niemieckiego w k ł a d u w ich k u l t u r ę , U k r a i ń c ó w ,

p o l s k o - b i a ł o r u s k i e g o , g d y ż niomalo c z e r p a ł z miejscowego

folk­

loru.
O t ó ż r ó ż n i c a m i ę d z y obecnym n a r o d o w y m statusem D u n i n -

B i a ł o r u s i n ó w i L i t w i n ó w — do polskiogo w k ł a d u w ich k u l t u r ę ,

-Marcinkiewicza a statusem Przerwy-Tetmajera

p o w s t a ł a b y rzocz dla naszej samowiedzy bardzo p o ż y t e c z n a , a dla

ich o d m i e n n y m s a m o o k r o ś l e n i u , lecz na t y m , że Podhalanie nie

p r z y s z ł y c h p o k o l e ń arcyzabawna, g d y ż m y ś l e n i e o k u l t u r z e w ka­

w y o d r ę b n i l i się w n a r ó d , z a ś B i a ł o r u s i n i t a k . N i k t nie nazwio

tegoriach n a r o d o w y c h , obecnie

jakże

często w naszym

kącie

nio polega

Tetmajera pisarzem p o l s k o - p o d h a l a ń s k i m , natomiast

E u r o p y , b ę d z i e zapewno k i e d y ś t r a k t o w a n e z t ą s a m ą ż y c z l i w ą

m o ż n a nazwać kompozytorem polsko-białoruskim

w y r o z u m i a ł o ś c i ą , z j a k ą m y dzisiaj odnosimy się do

muzyki

suporna-

na

Moniuszkę

(jośli

wpływ

bialoruskioj na jego t w ó r c z o ś ć jest u d o w o d n i o n y , nio

ukowogo zagadnionia d a w n y c h s t u l e c i : ilo a n i o ł ó w m i e ś c i się na

znam się na t y m , ale bardzo m o ż l i w e ) , g d y ż B i a ł o r u s i n i w c i ą g u

k o ń c u s z p i l k i ? D a w n a i niedawna historia r z ą d z i r ó w n i e ż naszym

X I X w i o k u s t a l i się o d r ę b n y m narodem w nowoczesnym rozumie­

poczuciem h u m o r u i po prostu nio m a m y d o ś ć siły, a m o ż o o d w a g i ,

n i u tego s ł o w a .

by z u ś m i e c h o m p o t r a k t o w a ć s p ó r w k w e s t i i p o ł s k o ś c i - n i o i u i e c kości

Wita

Stwosza

i

słowackości-węgierskości

jego

ucznia,

D z i w n e t o widowisko, g d y k t o ś fałszywie postawi p r o b l e m ,
a i n n i bez c h w i l i zastanowienia p r z y j m u j ą owo b ł ę d n e z a ł o ż e n i e

165

�i s t a r a j ą się j a k n a j m ą d r z o j , j a k najrzotolnioj r o z w i ą z a ć k w e s t i ę

z e s p ó l „ M a z o w s z e " ś p i e w a ł „ K u k u l o c z k ę " , a że p o c i ą g n ą ł za s o b ą

z n a t u r y swojej n i e r o z w i ą z y w a l n ą i b i e d z ą się s t r a s z l i w i e Jeszcze

k o l e g ó w , b y ł a z tego g r o m k a afera). Niwelacja p o d o b n y c h nastro­

dziwniejsze, gdy w i ę k s z a grupa ludzi z o c h o t ą p r z y j m u j e b ł ę d n e

j ó w w znacznym s t o p n i u n a s t ą p i ł a , g ł ó w n i e z p r z y c z y n y rewo­

z a ł o ż e n i e dlatego t y l k o , żo d o t y c z y ono ich n a r o d u i odsuwa na

l u c j i s p o ł e c z n e j , w y ł a n i a n i a się k o l e j n y c h p o k o l e ń

bok logikę, a b y p o p r a w i ć sobie samopoczucie. P r z y g l ą d a ł o m się

0 robotniezo-chlopskim rodowodzie i t d . , alo przocież c z t e r d z i e ś c i

z c i e k a w o ś c i ą , a i z l e k k i m rozbawieniem, g d y s ł o w a c c y przyjacielo

l a t to z b y t m a ł o , b y k w e s t i ę t ę calkowicio z e p c h n ą ć w p r z e s z ł o ś ć .

w bardzo p r y n c y p i a l n y s p o s ó b s t a w i a l i k w e s t i ę , na ile S ł o w a k i e m

Dawny

b y l L a s z l ó M o d n y a n s z k y , w y b i t n y malarz, p o t o m e k szlacheckiego

raz po raz daje o sobie z n a ć . J e s t e ś m y u w a r u n k o w a n i h i s t o r i ą

podział

r-a n a r o d y

„historyczne"

i

„niohistoryczno"

r o d u w ę g i e r s k i o g o znanego od ś r e d n i o w i e c z a , k t ó r y s p o r ą część

1 nie m a co tego f a k t u i g n o r o w a ć , t y l k o s p o j r z e ć na rzecz z pow-

ż y c i a s p ę d z i ł n a r o d z i n n y m Spiszu, m a l u j ą c tamtejszo

pojzażo

r.ego dystansu — t o znaczy n i e w y p i e r a ć się swoich u c z u ć i o d ­

i t y p y ludowo. Co m n i o przede w s z y s t k i m u b a w i ł o , to zapalczy-

r u c h ó w , ale d o d a ć do n i c h z d r o w y r o z s ą d e k i s z c z y p t ę poczucia

w o ś ć , k t ó r a d y s k u t a n t o m m y l i ł a się z p a t r i o t y z m e m , oraz oczy­

humoru.

w i s t a niekonsekwencja w p o g l ą d a c h : ci sami, k t ó r z y g o t o w i b y l i
u z n a ć Mednyanszkiego

za p ó ł - S l o w a k a , p o n i e w a ż m i e s z k a ł

na

Kwest &gt;a „ p s y c h i c z n e j o j c z y z n y " , aczkolwiek t r u d n a do zde­
finiowania,

przocież istnieje. M o j ą p s y c h i c z n ą o j c z y z n ą s ą nio

Spiszu i b y ł s ł a w n y m a r t y s t ą , norwowo zaprzeczali w ę g i e r s k i m

t y l k o tereny, na k t ó r y c h r o z g r y w a się Tryłogia,

w p ł y w o m na k u l t u r ę swojogo n a r o d u . Jasne, żo istnienie wiolkiego

i wiele i n n y c h ks.in.zek, k t ó r o wo i n n i e w r o s ł y , alo i S ł o w a c j a ;

Pan

Tadeusz

z i o m k a , c h o c i a ż W ę g r a , p o p r a w i a ł o i m samopoczucie, л p o n i e w a ż

parę

b y l i z niego d u m n i , w i ę c chcieli go j a k o ś o k i e ł z n a ć , d o s t o s o w a ć

p a t r z a ł e m na T a t r y z jednej s t r o n y i bardzo p r a g n ą ł e m z o b a c z y ć

lat

dzieciństwa

spędziłem

w

Bukowinie

Tatrzańskiej,

do swoich potrzob. Jedne f a k t y z ż y c i a Mednyanszkiego n a d a w a ł y

je z drugiej, alo nie b y ł o m i to w ó w c z a s dane. S ł o w a c j a

się do tego celu, inne nie. W i ę c t a p r z e r a ż a j ą c a ł a t w o ś ć , z j a k ą

dla

natychmiast

posortowano

fakty

na

przydatno

i

mnie tajemniczym przedłużeniom

Podhala,

była

romantyczną,

nieprzydatne

p r z e b o g a t ą k r a u i ą , i s t n i e j ą c ą g ł ó w n i e po t o , a b y nasi w s p a n i a l i

i w z a l e ż n o ś c i od tego p ó ź n i e j jo t r a k t o w a n o . T a k oto dzięki Sło­

z b ó j n i c y m i o l i gdzio r a b o w a ć . W s p o m i n a m dzisiaj z u ś m i e c h o m

w a k o m z o b a c z y ł e m k o m p l e k s y polskie, alo po raz pierwszy w ż y ­

to naiwno spojrzenie dziocka, ale t o m o ż o d z i ę k i n i o m u u k a z a ł o

ciu z dystansu, boz w s p ó ł u c z e s t n i c t w a .

się po latach k i l k a t o m ó w s ł o w a c k i e j p r o z y w m o i m p r z e k ł a d z i e .

Po m i e s i ą c u w r ó c i ł e m do P o l s k i : t r a f oh ciał, że a k u r a t w sam
Historiografia

używa

S ą d z ę , ż e m a m p r a w o n a z w a ć się przyjacielem S ł o w a k ó w i m i ­
ł o ś n i k i e m ich k u l t u r y , szczerze l u b i ę ich j ę z y k , a przocież ś m i e s z y

ś r o d o k s z a l e ń s t w a kopernikowskiego.
niekiedy t e r m i n ó w .

„Nerudy

histo­

m n i e nieustannie,

c ó ż na t o p o r a d z ę , g d y bohaterowie

kostiumowego, subtelni a r y s t o k r a c i z Pustelni

ostrożnością

Woroszycki

p r z y k ł a d , m ó w i ą do siebie po s ł o w a c k u ; r o b i to na m n i o w r a ż e n i e ,

zagadnienia

j a k g d y b y o r d y n a t M i c h o r o w s k i p r o w a d z i ł p r z y stolo k o n w e r s a c j ę

i

licznymi

zasti z e ż o n i a m i ,

w swej z n a k o m i t e j k s i ą ż c e Pod berłem

Henryk

Habsburgów,

„ N a r ó d historyczny" to taki, k t ó r y mial żywą

i d e ę p a ń s t w o w ą , historyczne prawo publiczne,

terytorium,

na­

rodowe symbolo — s ł o w e m t a k i , k t ó r y b y ł p o d m i o t e m h i s t o r i i

gwarą

Parmeńskiej

filmu

r y c z n o " i ,,niohistorycz.no". O k r e ś l o n i a te stosuje, zo z r o z u m i a ł ą

narodowościowe.

na

podhalańską.

Obecne r ó ż n i c e m i ę d z y d a w n y m i n a r o d a m i

„historycznymi"

a „ n i o h i s t o r y c z n y m i " to f a s c y n u j ą c y t e m a t badawczy, n i e k i e d y

p o l i t y c z n e j . N a r ó d „ n i e h i s t o r y c z n y " to n a r ó d bez t r a d y c j i p a ń ­

t r a g i k o m i c z n y , n i o k i e d y p a t e t y c z n y i groteskowy zarazem, zu­

stwowej lub z t r a d y c j ą t a k o d l e g ł ą , żo a ż l e g e n d a r n ą (np. W i e l k i e

p e ł n i e n i e t k n i ę t y przez e t a t o w y c h n a u k o w c ó w , mocno d r a ż l i w y

rzeczy­

i na ogół n i o c e n z u r a ł n y , c z y l i c o ś dla prawdziwego smakosza.

wistej siły p o l i t y c z n e j , n a r ó d boz wykrystalizowanego poczucia

D o p r a w d y t r u d n o orzoc, gdzio opracowanie takiego t o m a t u w y ­

t o ż s a m o ś c i , niezdolny do p r ó b sterowania w y d a r z e n i a m i na s w o j ą

w o ł a ł o b y ż y w s z e reakcjo — czy p o ś r ó d i n t e l o k t u a l n o j e l i t y naro­

korzyść.

du, k t ó r y joszczo sto p i ę ć d z i e s i ą t l a t t e m u b y ł w p o r ó w n a n i u

Morawy,

R u ś Kijowska),

Decydując

aktualnio

się na

znaczne

nie

stanowiący

uproszczenie

powiedzioć

m o ż n a , ż e w naszej części E u r o p y w pierwszoj p o ł o w i e X I X w i o k u

do s ą s i a d ó w pariasem,

istniał

ale proces ten nio z d ą ż y ł joszczo u c u k r o w a ć się w psychice zbio­

wyraźny

podział

na

narody

„historyczne"

(Niomcy,

a teraz ich „ d o ś c i g n ą ł i

prześcignął",

Polacy, W ę g r z y , Rosjanie) i „ n i o h i s t o r y c z n e " ( S ł o w a c y , R u s i n i ,

rowej, czy t e ż w narodzie, k t ó r y przed w i o k a m i s t a n o w i ł euro­

S ł o w e ń c y i i n n i ) . F o r m ę p o ś r e d n i ą m i ę d z y narodem

p e j s k ą p o t ę g ę , a obecnie t w o r z y niewielkie p a ń s t w o , z a ś z nio-

„historycz­

n y m " a „ n i o h i s t o r y c z n y m " przoz pewion czas stanowili

Czesi.

M n i e j w i ę c e j od czasu W i o s n y L u d ó w , z r ó ż n y m n a t ę ż e n i e m
i w r ó ż n y m tempie, n a r o d y „ n i o h i s t o r y c z n e " p r z e i s t a c z a ł y się
w „historyczno". W roku

1918 w i ę k s z o ś ć s p o ś r ó d n i c h

dobiła

się p a ń s t w o w o ś c i . W y t y c z e n i e n r ę d z y n i m i s p r a w i e d l i w y c h , nie­

carstwowości

pozostały

mu

tylko

wspomnienia

i ziomkowie

z obcym obywatelstwem ?
To w s p a n i a ł o , że jestem a k u r a t P o l a k i o m , g d y ż u nas kwestia
ta przedstawia

się n a j c i c k a w i e j ; s y n d r o m

bijącego

i bitego,

k o m p l e k s y niższości i w y ż s z o ś c i t a k misternie s p l o t ł y się ze s o b ą ,

p o d w a ż a l n y c h granic, u w z g l ę d n i a j ą c y c h racje gospodarcze, histo­

że t y l k o s t a n ą ć i p o d z i w i a ć . M a m y w s p a n i a ł o t r a d y c j e o b r o n y

ryczne i etnograficzne wszystkich zainteresowanych

p o l s k o ś e i przed z a b o r c ą i p o c h o d z ą c e z tej samej epoki t r a d y c j e

niemożliwo.

Terytoria

mieszące

stanowiły

stron b y ł o

regułę,

kryteria

1

historyczne n a j c z ę ś c i e j stał ." w s p r z e c z n o ś c i z e t n i c z n y m i .
dziło

Zro­

to liczne k o n f l i k t y , n i e w y g a s ł o w ludzkiej ś w i a d o m o ś c i po

zgoła odmienne. P r z y k ł a d pierwszy z brzegu — dzioci z W r z e ś n i ,
bite za t o , żo uparcie m o d l i ł y się po p o l s k u ; a iluż o b y w a t e l i
najjaśniejszej

Rzeczypospolitej

było bitych

za t o , że m o d l i l i

s ę n i l , po polsku? Dzieci r ó w n i e ż . . .

dziś dzioii.
Po I I w o j n i e ś w i a t o w e j p a ń s t w a E u r o p y ś r o d k o w e j i p o ł u d ­

W X I X w i e k u Polacy stanowili n a r ó d w y z y s k u j ą c y i w y z y s k i ­

niowo-wschodniej, k t ó r y c h wzajemne stosunki jeszcze przed k i l ­

w a n y j e d n o c z e ś n i e Co w i ę c e j , oba to aspekty znakomicie w s p ó ł ­

k o m a l a t y pchli! b y ł y spraw spornych, b u d z ą c y c h silne emocjo,

i s t n i a ł y w zbiorowej m o n t a l n o ś c i i n i k o g o to nio d z i w i ł o . F a k t ,

z o s t a ł y zintegrowano j e d n y m systemem

społeczno-politycznym

i gospodarczym. P o c i ą g n ę ł o t o za s o b ą k o n i e c z n o ś ć

unifikacji

żo p o l s k o ś ć b y ł a m i a ż d ż o n a , a nie d a ł a się z m i a ż d ż y ć , bo w jej
obronie

zdobywaliśmy

s i ę na

największe

ofiary,

znany

jest

ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j n a r o d ó w o o d m i e n n y c h , c z ę s t o sprzecz­

każdemu.

n y c h t r a d y c j a c h , m a j ą c y c h wobec siebie wciąż, n i e w y g a s ł o pre­

dziedziny — m i a n o w i c i e , ż e Polacy woboe U k r a i ń c ó w , B i a ł o r u ­

tensje.

Zabrano

się do tego z w i e l k ą e n e r g i ą , o b i e c u j ą c

Pozostaje

do stwiordzonia d r u g i

fakt

z tej

samej

sobie

s i n ó w i L i t w i n ó w b y l i narodem w y z y s k u j ą c y m . Niepodobna w y ­

z b y t wiele w z b y t k r ó t k i m czasie. ( N p . W ę g r o m u s i ł o w a n o prze­

m i e n i ć t u t a j w s z y s t k i c h p r z y c z y n , d l a k t ó r y c h t r u d n o jest n a m

b u d o w a ć ś w i a d o m o ś ć , głosząc w ś w i ą t e k i p i ą t e k , żo ich k u l t u r a

p r z y j ą ć ten f a k t do w i a d o m o ś c i ze w s z y s t k i m i tego konsekwencja­

b y ł a b y n i c z y m boz w p ł y w ó w s ł o w i a ń s k i c h . I r r a c j o n a l n e n a c i s k i

m i , ale jedno w y d a j e się p e w n o : d o p ó k i się z t ą k w e s t i ą psychicznie

wywołują

irracjonalne reakcje,

i tak m ó j węgierski przyjaciel

j a k o sztubak demonstracyjnie w y s z e d ł z k i n a , g d y na ekranio

1

inteligentów

nie u p o r a m y , s ł o w a „ L i t w o ! Ojczyzno m o j a ! " ,

wypowiadane

w obecnych w a r u n k a c h , b ę d ą b r z m i e ć o d r o b i n ę dziwnie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9927" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9905">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e80bbc7c3ce805a6ea62fb8ffd690525.pdf</src>
        <authentication>3cf4aedbee0ad3759409ec768b1d6612</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118077">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3217</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118078">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118079">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118080">
                <text>Etnologiczne i etnograficzne rozumienie kategorii "kultura". Szkic antymetodologiczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118081">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.151-154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118082">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118083">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118084">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118085">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118086">
                <text>Stanisław Węglarz

ETNOLOGICZNE I ETNOGRAFICZNE ROZUMIENIE KATEGORII „KULTURA"
SZKIC ANTYMETODOLOGICZNY

N a j o g ó l n i e j rzocz u j m u j ą c

w e d ł u g pozytywistycznego para­

d y g m a t u n a u k i : obdarzony a u t o n o m i ą

p o zn a w с zą —

R o f o r u j ą c wizję poznania w aktualnej refleksji

metanaukowoj

o d w o ł a m się do klasycznogo j u ż dziola T.S. K u h n a
rewolucji

badacz, p o s ł u g u j ą c się n s u k n w ą

poprzedza j u ż p r z y j ę c i e czegoś w rodzaju p a r a d y g m a t u " . Para­

m o t o d ą. k t ó r a stanowi

naukowych,

Struktura

t z n . n i e z a l e ż n y od swojej s y t u a c j i biograficznej w świoeio - —

w k t ó r y m autor piszo, żo „ s a m ą p e r c e p c j ę
8

rejestruje

d y g m a t — w znaczeniu opistemologiozirym — c z y l i s t r u k t u r a l i -

,,nagie" —• a więc oczywiste, c a ł k o w i c i e wiarygodno i nie obcią­

z u j ą c y zdarzenia wzorzec, jest w stosunku do obsorwacji u p r z e d n i

ucielośnienio

,,naturalnoj"

racjonalności

żone interpretacją — f a k t y
o d k r y c i a

ludzkiej,

oraz d r o g ą i n d u k c j i dochodzi do

p r a w . U z y s k i w a n a w ton s p o s ó b wiedza n a u k o w a

jest racjonalna, w p o l n i o b i e k t y w n a i uniwersalna, c z y l i bez­
dzisiejszej

jedynie

kakofonię

dźwięków

i b a r w g d y b y nie

ten

swoisty „ f i l t r i n t e l e k t u a l n y " , k t ó r y czyni o b s e r w a c j ę z r o z u m i a ł ą ,
s e n s o w n ą . K a ż d e p o s t r z o ż e n i e s k ł a d a się wice z nierozerwalnie

sprzecznie p r a w d z i w a .
W

i o k r e ś l a s p o s ó b percepcji zjawisk. Ж r u m i e ń d o ś w i a d c z o n i a sta­
nowiłby

nauce p o d w a ż o n o

k o n c e p c j ę a u t o n o m i i poz­
empi-

Percepcja nie jest o d b i o r o m „ c z y s t y c h " d a n y c h e m p i r y c z n y c h ,

pretensje

lecz k o n s t r u o w a n i o m f a k t u . Dlatego t e ż „ u c z o n y nie r o z p o r z ą d z a

nawczej p o d m i o t u , zanegoWii.no stanowisko radykalnego
r y z m u oraz — w konsekwencji — zakwestionowano

z w i ą z a n y c h ze s o b ą e l e m e n t ó w : d o ś w i a d c z a l n e g o i teoretycznego.

n a u k i do dostarczania wiedzy absolutnej, b o z w z g ł ę d n i e p r a w d z i -

jodnoznacznio

woj i c a ł k o w i c i e pewnej, o r z e c z y w i s t o ś c i i jej p r a w a c ł i . Zdecydo­

t o w a ć " . T y m s a m y m u p a d a j ą tezy t r a d y c y j n e j filozofii n a u k i

ustalonymi

faktami,

któro

mógłby

reintorpro-

w a ł y o t y m t r z y — j a k s ą d z ę — zasadnicze e l e m e n t y :

o „nagich faktach", „ c z y s t y m doświadczeniu", „języku proto­

1 o d k r y c i a d o t y c z ą c e ludzkiej percepcji;

k o l a r n y m " i t d . , a potwierdza się p o g l ą d Poppora o n i e m o ż n o ś c i

9

wydzielenia t e r m i n ó w obserwacyjnych i teoretycznych. W świotlo

2 w n i o s k i z metanaukowoj refleksji, a w t y m :
— k r y t y k a noopozytywistycznoj w i z j i n a u k i ,

przedstawionej

— k r y t y c z n a rointerpretacja danych h i s t o r i i n a u k i ;

okazuje się f a ł s z y w ą a n t y t e z ą , g d y ż ż a d o n badacz nie jest w stanie

3 w y n i k a j ą c a m . i n . z o s i ą g n i ę ć n a u k e t n o ł o g i c z n y c h —. r e l a t y ­
wizacja m o ż l i w o ś c i poznawczych c z ł o w i e k a (również

reprezen­

t a n t ó w nauki).

Fundamentalna
charakter

—

tooria"

teorii.

S p o ś r ó d filozofów n a u k i najdalej i d ą c e konsekwonoje z tego
twierdzenia, w y c i ą g n ą ł t w ó r c a koncepcji p l u r a l i z m u

epistemologicznego

oraz anarchizmu metodologicznego

—• P . K .

10

teza Gostaltpsychologie g ł o s z ą c a , iż m y ś l c n i o

postaciowy

„empiria

F o y e r a b e n d . N a w i ą z u j ą c do h i p o t e t y z m u Poppora i r o z w i j a j ą c

t o w a ł y n o w y rodzaj samowiedzy n a u k i obecnej doby.
ma

antynomia

p r z e d s t a w i ć f a k t ó w w o l n y c h od balastu
ostatniego

O m ó w i ę p o k r ó t c o owo t r z y g r u p y c z y n n i k ó w , k t ó r o u k s z t a ł ­

gnoseologii,

o z n a c z a ł a , żo l u d z k a poreopcja

polega na odbieraniu oddzielnych w r a ż e ń s k ł a d a j ą c y c h

nie

się na

pewne jego idee, p o d j ą ł

on połomikę z popporowską

o d k r y ć n a u k o w y c h " . Foyerabend

„logiką

poddał druzgocącej

krytyce

p o g l ą d y Poppera na t o m a t istnienia s t a ł y c h n o r m „ r a c j o n a l n e g o

p o s t r z o ż e n i o , lecz na uchwycenie postaci zjawisk, g d y ż „ p o z n a ­

krytycyzmu",

j e m y zjawiska o t y l e t y l k o , o ile u c h w y c i l i ś m y ich p o s t a ć ; inaczej

nauki

określających

oraz z a p e w n i a j ą c y c h

progresywny

charakter

ciągłość wiedzy z

rozwoju

poszczególnych

p o z o s t a j ą dla nas c h a o s e m ' . Byle to holistyczne ujęcie ludzkiego

e t a p ó w . W oparciu o w n i k l i w ą a n a l i z ę p o r ó w n a w c z ą k o l e j n y c h

poznania, opozycyjne wobec t r a d y c j i asocjacjonistycznej

wielkich

1

w psy­

teorii

fizycznych

Foycrahend

n i o p o r o w ii у w a 1 n e

zawszo jost nierozerwalnie z w i ą z a n a z i n t o r p r e t a e j ą ,

z n a c z e ń w y k o r z y s t y w a n y c h przez nie p o j ę ć ;

ponieważ

zo

stwierdził,

chologii. S t ą d p o z o s t a w a ł j u ż t y l k o k r o k do p o g l ą d u , że percepcja

względu

na

„ w r a ż e n i a z m y s ł o w o budowane s ą przez system n e r w o w y w t a k i

odpowiednich t w i e r d z e ń

s p o s ó b , żo automatycznie

p o j ę ć : wreszcie n i e w s p ó ł m i e r n o ś ć c a ł y c h

z a w i e r a j ą w sobie i n t e r p r o t a e j ę

tego,

2

co jost widziane, s ł y s z a n e czy o d c z u w a n o " . Nowoczesna

sformułowanych

iż s ą

one

niowspólmiornośe
niewspółmierność

przy pomocy takich
teorii, k t ó r y c h

twior-

psy­

dzenia te s ą s k ł a d n i k a m i . T a k i e n i e w s p ó ł m i e r n e teorie s ą e m p i -

chologia u w z g l ę d n i ł a t y m samym c z y n n ą rolę c z ł o w i e k a w procesie

piryeznio n i e p o r ó w n y w a l n e ze s o b ą , w konsekwencji czego nie

poznania w y k a z u j ą c , iż „ n i e jest b i e r n y m o d b i o r c ą b o d ź c ó w p ł y ­

można

n ą c y c h ze ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o ale w zupolnie k o n k r e t n y m sensie

konkurencyjnymi

zastosować eksperymontów

rozstrzygających

alternatywnio

wykorzystane m . i n . przez m e t o d o l o g ó w . W . W h e w e l l , w w y d a n e j

n a u k i j a k o stopniowego i systematycznego p o s t ę p u ,

w 1940 r o k u pracy Philosophy

tycznego p r z y b l i ż a n i a się do P r a w d y . R ó w n i e ż i n n i w s p ó ł c z e ś n i

Science,

powątpiewał

teorii

wyklucza

daną

dziedzinę

of Inductive

Niewspółmierność

pomiędzy

ujmującymi

t w o r z y on swój ś w i a t " . O d k r y c i a p s y c h o l o g ó w z o s t a ł y r y c h ł o

3

zjawisk.

teoriami,

model

asympto­

1 1

w istnienie t z w . nagich f a k t ó w w nauce, a K . R . Popper w p r o s t

filozofowie n a u k i — K u l m , Lakatos, T o u l m i n , P o l a n y i — o d ­

z a n e g o w a ł m o ż l i w o ś ć j ę z y k a czysto obserwacyjnego

w o ł u j ą c się do k o n k r e t n y c h p r z y k ł a d ó w z joj h i s t o r i i

4

iż

„zdania

protokolarne"

wszelka obserwacja
krytyka

(Neurath)

są

stwiordzając,

konwencjonalne;
5

z a l e ż n a jest o d t e o r i i . Nawiasem

empirystyoznoj koncepcji w i e d z y naukowej

że

mówiąc

— wodlo

k t ó r e j u m y s ł teoretyczny obcuje b e z p o ś r e d n i o ze z n i e w a l a j ą c y m i

żo w b r e w

dotychczasowym

mniemaniom,

nie

wykazali,

istnieją

jakioś

c z y n n i k i metodologiczne, k t ó r e g w a r a n t o w a ł y b y o d k r y c i e w a ż ­
nych praw, sformułowanie przełomowych teorii i t p .
J e ż e l i zgodzimy się z p o g l ą d o m , iż twórczość, n a u k o w a

jest

go f a k t a m i — s t a n o w i ł a n o v u m w refleksji n a u k o w e j , lecz na

„nioustannym

gruncie filozofii n o w o ś c i ą nie b y ł a . N a wszystko

co poprzodnicy uznali za najlepsze i najpownii jszo —. po t o , b y

charakter

założeń

tooretyczuycli zwracał

przonikający

już bowiem

uwagę

K a n t , j a k r ó w n i e ż p ó ź n i e j s i zwolennicy kantowskiogo k o n s t r u k ­
tywizmu.

6

poddawaniem

w wątpliwość

togo

wszystkiego,

samemu dojść do w ł a s n y c h i o c z y w i ś c i e lepszych (wo wdasnym
1 2

przekonaniu), pewniejszych p r a w d n a u k o w y c h " ,

to wówczas

T a k ż o i n n i m y ś l i c i e l e z p r z e ł o m u X I X i X X stulecia

m e t o d y naukowe b ę d ą c e ś w i a d o m y m w y p o s a ż e n i o m d z i a ł a l n o ś c i

' W h i t e h o a d , James, D o w e y , Bergson, Husserl), w p e w n y m sensie

naukowej s p r a w i ł y b y , żo w b a d a n y c h zjawiskach d o s t r z e g a ł o b y

'.aprzeczali i s t n i e n i u „ n a g i c h " f a k t ó w w s k a z u j ą c , że f a k t y
siadają zawsze w e w n ę t r z n y i z e w n ę t r z n y h o r y z o n t
jyjny.

7

po­

interpreta-

się t y l k o t o , co daje się u j ą ć z p o m o c ą t y c h m e t o d ; reszta po­
zostawałaby

w cieniu i zamiast

p o w i e l a ł o b y się j e d y n i e ustalenia

odkrywania nowych

prawd,

p o p r z e d n i k ó w . Wskazuje

to

152

�na w e w n ę t r z n ą

antynomiczność

nowożytnego

pojęcia

metody

n a u k o w e j : jeżoli z z a ł o ż e n i a jest ona b o w i e m sposobem na u z y s k i ­

t a k ą też n a l e ż y u z n a ć „ k u l t u r ę " — j e d n ą z c e n t r a l n y c h k a t e g o r i i
dyscyplin humanistycznych.

wanie w i e d z y n i e p o d w a ż a l n e j , t o nie m o ż o j e d n o c z e ś n i e u m o ż l i ­

Bogata i doskonale znana l i t e r a t u r a p r z e d m i o t u zwalnia m n e

w i a ć eksploracji o b s z a r ó w dotychczas niezbadanych i z a p e w n i a ć

z o b o w i ą z k u u d o w a d n i a n i a , że p o j ę c i e „ k u l t u r a " b y ł o — histo­

ich w y j a ś n i e n i e . W y m ó g ł ą c z n e g o s p e ł n i e n i a t y c h d w ó c h , w g r u n ­

r y c z n i e rzecz r o z p a t r u j ą c —• w y k o r z y s t y w a n o c z ę s t o j a k o n a r z ę ­

cie rzeczy sprzecznych p o s t u l a t ó w , m o ż n a p o r ó w n a ć z ż ą d a n i e m

dzie e t n o c e n t r y z m u . W y k a z a ł a

a b y c h o d z ą c ciągle po jednej i w c i ą ż tej samej ścieżce, d o c i e r a ć do

k o w s k a w s w y c h pracach

miejsc z u p e ł n i e n o w y c h i nieznanych. N i e c a ł k i e m bezzasadnie

Profesor

n a p i s a ł w i ę c P. Medewar, iż ,,nie istniejo nic takiego, j a k metoda

n i a " , w e d ł u g k t ó r e g o „ k u l t u r a jest to w z g l ę d n i e

n a u k o w a . N i e m a ż a d n e j procedury f o r m a l n e j , ż a d n e g o ustalonego

c a ł o ś ć o b e j m u j ą c a zachowania l u d z i p r z o b i e g a j ą c o w o d l u g w s p ó l ­

z b i o r u r e g u ł , za p o ś r e d n i c t w e m k t ó r y c h m o ż n a b y r o z w i ą z y w a ć

n y c h dla z b i o r o w o ś c i spolecznoj w z o r ó w w y k s z t a ł c o n y c h i p r z y ­

nowe p r o b l e m y l u b k t ó r o m o g ł y b y z a p e w n i ć p o p r a w n ą interpre­

K ł o s k o w s k a jest a u t o r k ą

2 0

M e t o d a p o j ę t a j a k o g o t o w y i uniworsalny wzorzec do n a ś l a ­
dowania jest b y ć m o ż e odpowiednia dla „ s t r a ż n i k ó w p r a w d y " ,
lecz na pewno nie jest do p r z y j ę c i a dla „ ś w i a d k ó w p r a w d y " —
1 4

naukowców .

A.

Kłos19

tomu

zagadnioniu .

„antropologicznego

określe­

zintegrowana

swajanych w t o k u i n t e r a k c j i oraz z a w i e r a j ą c a w y t w o r y t a k i c h
zachowań" .

13

tację danych w nowych dziedzinach" .

to d o b i t n i e c h o ć b y

poświęconych

Sądzi

ona,

że n a j i s t o t n i e j s z ą

właściwością

tak

zdefiniowanego p o j ę c i a k u l t u r y jost jego uniworsalistyczny cha­
rakter.

Przy

c z y m przez

określenie

„uniwersalizm"

rozumie

a u t o r k a c e c h ę p r z e c i w s t a w n ą stanowisku w a r t o ś c i u j ą c e m u c z y l i
2 1

oceniającemu .

Stanowisko

Kloskowskiej posłuży

m i jedynie

za pretekst do egzemplifikacji tezy, żo u źródol nawot najbardziej

N i e m n i e j k a ż d o badanie w y m a g a p r z y j ę c i a j a k i e g o ś p u n k t u
widzenia, t e o r i i p o z w a l a j ą c e j o d r ó ż n i ć t o , co w e d ł u g o k r e ś l o n y c h
k r y t e r i ó w jest i s t o t n e , od togo, co nio m a istotnego

znaczenia.

Trzeba j e d n a k ż e p a m i ę t a ć , iż na. w y b ó r t e o r i i k s z t a ł t u j ą c e j apcrc e p c j ę w p ł y w a j ą nie t y l k o c z y n n i k i racjonalne (metodologiczne),
lecz r ó w n i o ż pozaracjonalne: fizyczne, biologiczne, l i n g w i s t y c z n e ,
historyczne, s p o ł e c z n e , k u l t u r o w e . . . K a ż d a teoria osadzona jost
w warstwie sub teoretycznej, s t a n o w i ą c e j j e j

1 5

„infrastrukturę" .

sejontystycznie b r z m i ą c y c h doklaracji t k w i ą akcoptowano c h o ć
niouświadamiane wartości.
„ A n t r o p o l o g i c z n e o k r e ś l e n i e " n a l e ż y do d o m i n u j ą c e g o w socjo­
logii oraz i n n y c h naukach h u m a n i s t y c z n y c h t y p u definicji k u l ­
t u r y , p o d k r e ś l a j ą c y c h j e j s p o ł e c z n y charakter.

Szczególnie do-

b i t n i o a k c e n t o w a ł to S. Czarnowski p i s z ą c m . i n . :
„ K u l t u r a jest d o b r o m z b i o r o w y m i z b i o r o w y m d o r o b k i e m ,
owocem t w ó r c z e g o i p r z e t w ó r c z e g o w y s i ł k u nieliczonych p o k o ­

Stwierdzenie istnienia swoistej „ o p t y k i k u l t u r o w e j " nio jest

l e ń " . K u l t u r a to „całokształt zobiektywizowanych elementów

w naukach etnologicznych o c z y w i ś c i e n i c z y m n o w y m . E . Sapir

d o r o b k u spolecznogo..." ; „ W s z y s t k o w c z ł o w i e k u m a p o c z ą t e k

j u ż p o n a d p ó l w i o k u t e m u z w r ó c i ł u w a g ę , iż j ę z y k w n o s i w cha­

s p o ł e c z n y i s p o ł e c z n i e jest o k r e ś l o n e , poza t y m j o d y n i e , co w y n i k a

r a k t e r y s t y k ę r z e c z y w i s t o ś c i powne t r e ś c i teoretyczne, nio w y s t ę ­

b e z p o ś r e d n i o z jego u s t r o j u p s y c h o f i z y c z n e g o " ;

pujące w danych doświadczalnych-. Pisał on m . i n . :

„widzimy,

ś r o d o w i s k i e m , w k t ó r y m ludzie s ą , rzec m o ż n a , zatopioni i k a ż d y

s ł y s z y m y i w ogóle d o ś w i a d c z a m y t a k j a k d o ś w i a d c z a m y , w d u ż e j

m i ę d z y n i m i stosunek o k r e ś l o n y jest przoz k u l t u r ę danej zbio­

mierze dlatego, że zwyczaje j ę z y k o w e naszej s p o ł e c z n o ś c i prefe­

rowości" ;

16

r u j ą pewne w y b o r y i n t e r p r e t a c y j n e " .

23

24

2 5

k u l t u r a jost

i n d y w i d u a l n a t w ó r c z o ś ć jest s p o ł e c z n i e u w a r u n ­
2 6

k o w a n a i przebiega w społocznio u s t a l o n y c h f o r m a c h " .

U w i k ł a n i e badacza w k u l t u r z e nio ogranicza się z r e s z t ą jedynie
do z a l e ż n o ś c i o d s t r u k t u r j ę z y k o w y c h ,

2 2

albowiem w

procesie

P r z y j ę c i e metodologicznej zasady, wedle k t ó r e j k u l t u r a to
ponadorganiczna

i ponadindyw idualna c a ł o ś ć , jest ściśle skore­

socjalizacji otoczenie w p a j a k a ż d e m u c z ł o n k o w i s p o ł o c z o ń s t w a —

lowane

poprzez t y s i ą c e ś w i a d o m y c h i n i e ś w i a d o m y c h b o d ź c ó w — z ł o ż o n y

s z ą c e j , że podstawowe n o r m y i d y r e k t y w y m e t o d Jogiczne s ą

system

kryteriów

dotyczących

wyboru

oraz

oceny

z akceptacją

tezy n a t u r a l i z m u metodologicznego

gło­

wartości,

w s p ó l n e dla n a u k p r z y r o d n i c z y c h oraz d y s c y p l i n s p o ł e c z n o - h u -

m o t y w a c j i , c e n t r ó w z a i n t e r e s o w a ń i t d . , k t ó r e trzoba u z n a ć za

manistycznych. K u l t u r a w t y m ujęciu — n a z w ę j ą socjokulturą

nieusuwalne d e t e r m i n a t y

— to b y t ( l u b proces) sui generis, w k t ó r y m z a c h o d z ą systema­

poznania.

J a k o się r z e k ł o o d k r y c i a te p o d w a ż y ł y koncepcjo a u t o n o m i i
poznawczej

podmiotu,

uzasadniającoj

uzyskiwanie

wiodzy

tyczne

prawidłowości;

obdarzony

27

w p e ł n i o b i e k t y w n e j , w a ż n e j zawsze i w s z ę d z i e , n i e z a l e ż n i o o d

jednostek .

jego u s y t u o w a n i a m . i n . w świecio k u l t u r y .

-humaiiistycznych z socjokulturą

P o s t a w i ł o to p o d

znakiom z a p y t a n i a „ w y r ó ż n i o n y pod t y m w z g l ę d e m

charakter

n a u k i j a k o s z c z e g ó l n e g o rodzaju w i o d z y i szczególnej drogi do­

prawami

U t o ż s a m i a n i e przedmiotu b a d a ń nauk

dywidualizmem

oraz

społeczno-

ł ą c z y się z r e g u ł y z a n t y i n -

metodologicznym,

dokonania eksplanacyjnej
mości społocznej

1 7

chodzenia do p r a w d y " .

własnymi

f u n k c j o n u j ą c y n i e z a l e ż n i e od z a m i a r ó w czy w o l i p o s z c z e g ó l n y c h

który

przeczy

możliwości

r e d u k c j i zjawisk z zakresu

do zjawisk z zakresu

świado­

świadomości

indywi­

2 8

Obecnie k s z t a ł t u j e się n o w y rodzaj samowiedzy n a u k i : eksplikowanie — c z ę s t o g ł ę b o k o u k r y t y c h
założeń

dotyczących

n a u k i samej,

człowieka,

i nieuświadomionych

społeczeństwa,

świata

k t ó r e d e c y d u j ą o akceptacji o k r e ś l o n o g o

—
oraz

dualnej .
Podstawowymi n a r z ę d z i a m i analizy tak

pojmowanej

sfery

socjokultury s ą takie pojęcia j a k : wzór, norma, model, struktura,

ideału

system i t p . Celem i c h jest ujęcie t y c h zjawisk s p o ł e c z n o - k u l t u r o ­

n a u k i , w y b o r z e teorii n a u k o w y c h czy stanowisk poznawczych,

w y c h , k t ó r e c e c h u j ą się w y s o k i m stopniem r n w a r i a n t n o ś c i , sys-

jest dzisiaj o b o w i ą z k i e m n a u k o w c ó w .

temowości, powtarzalności,

1 8

O c z y w i ś c i e nio j e s t e ś m y w stanie u j a w n i ć i p o d d a ć k r y t y c e

t r w a ł o ś c i . . . Stwarza

to

możliwość

zastosowania m e t o d i l o ś c i o w y c h , n a d z i e j ę m a t e m a t y z a c j i ,

reali­

w s z y s t k i c h z a ł o ż e ń naszej w i e d z y , ale dociekania n a d u w a r u n ­

z a c j ę p o s t u l a t u ścisłości i t p . , a w i ę c spełnionio w a r u n k ó w n a u k o ­

k o w a n i a m i poznania p o w i n n y d o p r o w a d z i ć do o s i ą g n i ę c i a ele­

w o ś c i rozumianej j a k o p r z e d s i ę w z i ę c i e nomotetyczne.

m e n t u r e l a t y w i z m u wobec w ł a s n y c h p r z e k o n a ń .

wzięcie

I chyba

więcej o s i ą g n ą ć nie m o ż e m y , g d y ż nasza interpretacja

nic

świata

zawsze b ę d z i e l u d z k a , a n t r o p o m o r f i c z n a i m i t y c z n a . P r ó b y dezantropomorfizacji

nauki przypominają

wysiłki

barona

Mun-

nomotetyczne

czyli

nie

opisywanio

Przedsię­

osobliwości

locz

formułowanie praw.
Nomologiczny

ideał

Hempla-Poppera)

wyjaśniania

naukowego

(tzw.

z a k ł a d a , ż e wiedza n a u k o w a p o w i n n a

model
mieć

chausena, c i ą g n ą c e g o się za w ł a s n y harcap, a b y w y d o s t a ć się

charakter o g ó l n y . Jeden z a p o l o g e t ó w t a k i e j w i z j i n a u k i n a

z t r z ę s a w i s k a . Istnienie n i e m o ż l i w e g o do w y e l i m i n o w a n i a oraz

gruncie

zrelatywizowanego

k o n i e c z n o ś c i dokonania opisu k u l t u r y j a k i e j k o l w i e k g r u p y spo­

do

otoczenia

przyrodniczego

i

społeczno-

2 9

etnologii napisał

kiedyś,

żo badacz

„stojący

wobec

-kulturowego w s p ó ł c z y m i i k a humanistycznego, jest w a ż n ą c e c h ą

łecznej

charakterystyczną

istotne od d r u g o r z ę d n e g o , b y n a s t ę p n i e z a r y s o w a ć p a r o m a kres­

wszelkiego poznania.

Oznacza t o m . i n . , ż e

podobny

jest

karykaturzyście

muszącemu

oddzielić

kategorie poznania humanistycznego s ą z k o n i e c z n o ś c i r e l a t y w n e

kami

i w a r t o ś c i u j ą c e , a nie sensu s t r i c t o uniwersalistyczne i „ c z y s t o "

Dlatego też p o s t a w ę t a k ą o k r e ś l i ł e m m i a n e m „ e t n o l o g a - k a r y k a -

opisowe. W dalszej części a r t y k u ł u b ę d ę c h c i a ł w y k a z a ć , iż za

t u r z y s t y " . N a c z y m polega specyfika tej p o s t a w y ? P o s ł u g u j ą o

152

t o , co charakterystyczne,

zasadnicze,

najważniejsze"

3 0

�się w i z u a l n ą m e t a f o r y k ą m o ż n a o d p o w i o d z i o ć , żo na oryginalnej

czorpania

o p t y c e : „ o t n o l o g - k a r y k a t u r z y s t a " z w y k ł p a t r z o ć na k u l t u r ę —

model w y j a ś n i a n i a nomologicznego nie s p e ł n i a ł b y

wszolkich okoliczności

wyjaśnianego

stanu

j a k o p r z e d m i o t s w y c h b a d a ń — z daleka. Ostatecznym

rzoczy,

nakładanych

zadaniem

n a ń w a r u n k ó w , g d y ż p r a w a z definicji s ą t w i e r d z e n i a m i d o t y c z ą ­

h o ł d u j ą c e g o t a k i e j w i z j i n a u k i etnologa, jost poznanie i o s ą d z e n i e

c y m i w l a ś n i o klasy z d a r z e ń . N a o g r a n i c z o n o ś ć naturalistycznogo

c z ł o w i o k a z t a k o d l e g ł e g o p u n k t u widzenia, k t ó r y

i d e a ł u w i e d z y n a u k o w . ' j , u p a t r u j ą c e g o w d ą ż e n i u do o d k r y w a n i a

pozwalałby

u e z y n i ć t o w o d e r w a n i u o d cech u z n a n y c h t u za p r z y p a d k o w o ,
3 1

a u z a l e ż n i o n y c h od o k r e ś l o n e j „ o p t y k i k u l t u r o w e j " .

Abstra­

3 7

l u b konstruowania p r a w cel swego poznania — z w r a c a ł j u ż u w a g ę
m . i n . Hegol w s k a k u j ą c , że pojęcie p r a w a zawiera

wewnętrzną

h u j ą c j u ż o d tego, ż e realizacja takiego zadania z p e w n y c h za­

s p r z o c z n o ś ć : nio m o ż e w y r a ż a ć j e d n o c z e ś n i o powszochnoj

sadniczych w z g l ę d ó w , o k t ó r y c h w c z e ś n i e j b y ł a m o w a , jost co

n o ś c i i r ó ż n o r o d n e j k o n k r e t n o ś c i ; z y s k u j ą c na o g ó l n o ś c i , t r a c i na

najmniej w ą t p l i w a , n a l e ż y s t w i e r d z i ć , iż t a k i e widzonio przed­

konkretności .

m i o t u b a d a ń nie o b y w a się bez p o w n y c h k o s z t ó w .

Patrzenie

w y ł ą c z n i e z d u ż o g o dystansu powodujo n i o m o ż n o ś e d o s t r z o ż o n i a

ogól­

3 8

Postawa b a d a j ą c e g o w y ł ą c z n i e s o c j o k u l t u r ę

„etnologa-kary­

k a t u r z y s t y " jest s z c z o g ó l n y m p r z y p a d k i e m t r w a j ą c y c h od d w u ­

coch i n d y w i d u a l n y c h , k t ó r e n a d a j ą obrazowi b a r w y . A l b o w i e m

dziestu p i ę c i u w i e k ó w d ą ż e ń do zdobycia w i o d z y niekwestiono­

„ k r a j o b r a z b a r w n y z bliska staje się szary na horyzoncie. L u d z i e ,

w a n e j , pewnej i doskonalej o r z e c z y w i s t o ś c i i j o j p r a w a c h . Staro­

3 2

ż y t n y idoał epistome — w i o d z y z a w i e r a j ą c e j twierdzenia pewno

D ą ż o n i e za w s z e l k ą c e n ę do ścisłości, p o w a o ś c i , o b i e k t y w i z m u

o p r a w d a c h koniecznych i o g ó l n y c h , k t ó r e u m o ż l i w i a ł y b y doduk-

i t p . powoduje, ż e poznanie stajo się n a z b y t abstrakcyjne i sche­

cyjne wyprowadzonio n o w y c h t w i o r d z o ń

matyczne.

badań,

czy i s t o t ę rzeczy — o d n o w i o n y w n o w o ż y t n y m ideale wiedzy

k t ó r e g o zachowanie jest z koloi najistotniejszym celem „ o t n o -

n a u k o w e j , zakwestionowany z o s t a ł przoz o d k r y c i a samoj n a u k i .

grafów-portrecistów''.

P o d a m dwa p r z y k ł a d y z dy.so3'plin otoczonych a u r ą szczególnej

na k t ó r y c h p a t r z y się z daleka, s t a j ą się szarym

Traci ó w i n t y m n y

tłumom".

k o n t a k t z przedmiotom

O d w o ł u j ą c się do znanej m o t a f o r y Lovi-Straussa, o k r e ś l a j ą c e j
etnologię mianem astronomii nauk

spoloczao-humanistyeznyoh

33

tłumaczących

doskonałości.
W fizyce w s p ó ł c z e s n e j d a w n y , d e t e r m i n i s t y c z n y obraz przo-

m o ż n a rzec, iż ludzie ż y j ą nie t y l k o na planocio Ziemi łożącej

biogu w s z y s t k i c h zjawisk, z o s t a ł z a s t ą p i o n y obrazom

w

lecz

ministycznym.

pod

powności; prawa

Układzie

Słonecznym

pośród

i n n y c h ciał niebieskich,

t a k ż e na p e w n y m j e j s k r a w k u z n a j d u j ą c y m

się r ó w n i e ż

naturę

Pojęcio

prawdopodobieństwa

mająco

charaktor

niedetor-

wyparło

absolutny

i

pojęcie

nieodwołalny

c h m u r a m i . C h o ć b y z tej p r z y c z y n y t r u d n o się z g o d z i ć z p o g l ą d o m ,

z o s t a ł y z a s t ą p i o n o przez p r a w i d ł o w o ś c i

żo j e d y n i e wiedza „ a s t r o n o m i c z n a " jost dla c z ł o w i e k a

t y c z n y m i t d . T y m sposobom n a u k i przyrodnicze u t r a c i ł y n i m b

intoro-

39

o charakterze statys­

s u j ą c a ; zapewne nie m n i e j w a ż k i e p o w o d y m a o n do tego, a b y

doskonałości.

z a j m o w a ć się z j a w i s k a m i „ m e t e o r o l o g i c z n y m i " .

o g r a n i c z e ń m e t o d y dedukcyjnej u d o w a d n i a j ą c , żo w bogatszych

Uczestnictwo w ż y c i u s p o ł e c z n y m nio t y l k o u n i f i k u j e , u n i formizuje l u d z i oraz t y p i z u j e i c h zachowania, ale równioż w y z w a l a
t e n d e n c j ę do i n d y w i d u a l i z a c j i

jednostek l u d z k i c h . Człowiek nie

jest w y ł ą c z n i e b i e r n y m „ u ż y t k o w n i k i e m " k u l t u r y ,
j e j t w ó r c ą , nio t y l k o m y ś l i

lecz

alo i w y m y ś l a . . . J ę z y k

takżo

myślonia,

logika, o b r z ę d y i zwyczaje, m i t y i wierzenia i t d . , i t p . , boz w ą t p i e ­

W logico K . Godol W y k a z a ł istnicnio ważkie!]

systomaoh a k s j o m a t y c z n y c h z n a j d u j ą się zdania, k t ó r y c h praw­
dziwości n i o da się u d o w o d n i ć na gruncio p r z y j ę t y c h a k s j o m a t ó w
(twierdzenie o n i e z u p o ł n o ś c i ) . U d o w o d n i ł o n t a k ż o

twierdzenie

o n i e s p r z e c z n o ś c i o r z e k a j ą c o , iż nio m o ż n a w y k a z a ć n i e s p ó j n o ś c i
bogatszych s y s t e m ó w

dedukcyjnych.

40

Twierdzenia Godela u k a z u j ą w a ż n ą b a r i e r ę , k t ó r e j nie m o ż n a

n i a m a j ą charakter s p o ł e o z n y , ale zawsze naznaczone s ą p i ę t n e m

p r z o k r o c z y ć w procesie intelektualnego poznania

indywidualności, subiektywności,

J e d n ą z konsekwencji togo jest u ś w i a d o m i e n i e , żo zakres systemu

intymności. Jak

nie p o d l e g a j ą c e j

n a p i s a ł M . de U n a m u n o :

dyskursowi

„(...) jednostka

—

rzeczywistości.

p o j ę c i o w e g o danej t o o r i i — podobnio j a k wszelkich s y s t e m ó w

b ę d ą c a w pewnej mierze s p o ł e c z e ń s t w o m — i s p o ł e c z e ń s t w o —

f o r m a l n y c h — jest ograniczony t a k , iż pewne m o ż l i w e do sfor­

b ę d ą c e zarazem j e d n o s t k ą •— j a w i ą się p o ł ą c z o n e w jedno i za-

mułowania

p r o b l e m y p o z o s t a n ą poza jego z a s i ę g i e m .

p ł a d n i a j ą s i ę w z a j e m n i e . . . " . „ S p o ł e c z n e " oraz „ i n d y w i d u a l n e "

s ł o w y , wszystkie systemy teoretyczne, m e t o d y czy

w k u l t u r z e t o d w a bieguny, k t ó r e rozdzielić m o ż n a

poznaw cze

34

w celach a n a l i t y c z n y c h . P r z y p o m n ę

w t y m miejscu

jedynie
postulat

Sapira, m ó w i ą c y o t y m , iż „ w a r t o się z m u s i ć do spojrzenia

na

r

naznaczone s ą p i ę t n e m ograniczenia,

Innymi

stanowiska

cząstkowości,

f r a g m e n t a r y c z n o ś c i . W s z y s t k i e p r z e d s i ę w z i ę c i a teoretyczne

na­

znaczone s ą p e w n ą i d e a l i z a c j ą , m o d e l o m p r z e d s t a w i a j ą c y m , inter­

d o w o l n ą l u d z k ą c z y n n o ś ć z o b u p u n k t ó w widzenia, w a r t o się

pretującym lub wyjaśniającym

p r z e k o n a ć o jałowośoi takiej klasyfikacji

postępków,

w i s t o ś c i . K a ż d y z t y c h a s p e k t ó w zawiera p r a w d ę c h o c i a ż jest ona

znaczenio

w z g l ę d n a . W z w i ą z k u z t y m trzeba się z g o d z i ć z istnieniem wielu

która

zakłada,

ż e i c h jednostkowe

stanowi właściwość i m m a n e n t n ą " .

3 5

albo

ludzkich
spoloczno

Bez z n a j o m o ś c i

tego,

co

t y l k o n i e k t ó r e a s p e k t y rzeczy­

równoważnych systemów pojęciowych, w których można i należy

w k u l t u r z e — zobiektywizowane, s t a n o w i ą c e dorobek z b i o r o w y ,

a r t y k u ł o w a ć n a s z ą w i e d z ę o r z e c z y w i s t o ś c i (niozalożnio od tego,

z e w n ę t r z n e wobec jednostek, t r a d y c y j n e — nie m o ż n a z r o z u m i e ć

j a k i jest j e j status o n t y c z n y ) . W a ż n ą

tego, co w niej i n d y w i d u a l n e , niepowtarzalne. I vice versa: p e ł n o

d o b y — w y n i k a j ą c ą z u ś w i a d o m i e n i a sobie t y c ł i k w o s t i i — jest

4 1

zrozumienie k u l t u r y w y m a g a u w z g l ę d n i e n i a „ w y m i a r u antropo­

„bezdogmatyczność",

logicznego", s u b i e k t y w n o ś c i p r z e ż y t e g o d o ś w i a d c z e n i a ;

poglądów.

inwencji

„otwartość",

cechą nauki

sprzeciw

wobec

obocnoj

unifikacji

twórczej, oryginalności, a więc a s p e k t ó w heurystycznych

dzia­

łalności kulturowej; p r o b l e m ó w związanych z egzystencją

ludzi

cepcja p l u r a l i z m u epistomologicznogo Feyerabenda. P r z y p o m n ę

w k o n k r e t n e j r z e c z y w i s t o ś c i . Zagadnienia k o n s t y t u u j ą c e zakres

raz jeszcze, iż w y k a z a ł on dobitnie, żc wbrew zasadzie a u t o n o m i i

owej „ h u m a n i s t y c z n e j

i d i o k u l -

z a k ł a d a j ą c e j n i e z a l e ż n o ś ć f a k t ó w o d t o o r i i , „ n i e t y l k o opis k a ż d e g o

t u r y . Jej badanie leży w gestii „ e t n o g r a f a - p o r t r e c i s t y " , z pie­

p o s z c z o g ó l n e g o f a k t u z a l e ż y od j a k i e j ś t e o r i i " , locz „ i s t n i e j ą r ó w ­

t y z m e m p o d c h o d z ą c e g o do s z c z e g ó ł ó w . I d i o k u l t u r a nie m o ż e b y ć

nież f a k t y , k t ó r e m o g ą b y ć o d k r y t e t y l k o i w y ł ą c z n i e za p o m o c ą

36

m e t o o r o l o g i i " n a z w ę sforą

przedmiotem zainteresowań akceptującogo
nauki

„etnologa-karykaturzysty".

n o m o t o t y c z n y ideal

Wyjaśnienie

typu

nomolo-

gicznego t r a k t u j e b o w i e m zawsze w y j a ś n i a n y p r z y p a d e k
element

klasy z d a r z e ń

analogicznych

i dlatego

—• bo w y j a ś n i a ć nie m o ż e — i n d y w i d u a l n y c h cech

nie

jako

T e n s t a n ś w i a d o m o ś c i motodologicznej dobrze w y r a ż a

kon­

r

teorii a l t e r n a t y w n y c h w stosunku do t e j , k t ó r a podlega

spraw­

d z e n i u ; s t a j ą się ono n i e d o s t ę p n o , jeżeli t y l k o w y k l u c z y się takie
alternatywne

4 2

teorio" .

W

ujęciu

Feyerabenda

różnorodność

wyjaśnia

o p i n i i w nauce nie jest j e d y n i e w s t ę p n y m s t a d i u m wiedzy, k t ó r o

konkretnego

k i e d y ś w p r z y s z ł o ś c i zostanie z a s t ą p i o n o przez J e d n ą P r a w d z i w ą

zdarzenia, w y r ó ż n i a j ą c y c h go s p o ś r ó d j e m u p o d o b n y c h . W y j a ś ­

T e o r i ę , lecz m e t o d o l o g i c z n ą k o n i e c z n o ś c i ą .

nianie przez p r a w a p o m i j a z z a ł o ż e n i a specyficzne cechy danogo

r a l i z m s t a n o w i b o w i e m conditio sine qua non wszelkiej wiedzy

zjawiska

zgłaszającej

traktując

je j a k o

„nieistotne",

„naddane",

„irrole-

w a n t n e " . W t y m sensie „ n i e k o m p l e t n o ś ć " tego rodzaju w y j a ś ­
n i a n i a jest nie do u n i k n i ę c i a , a l b o w i e m w p r z y p a d k u p r ó b y w y -

43

Teoretyczny

pretensje do o b i e k t y w n o ś c i oraz jost

plu­

najbardziej

zgodny z h u m a n i s t y c z n y m p o g l ą d e m na ś w i a t .
Parafrazując

s ł o w a Lovi-Straussa m o ż n a p o w i e d z i e ć , iż na

153

�p e w n y c h otapuch b a d a ń n a u k o w y c h jest p o s t a w ą z d r o w ą u w a ż a ć ,

-hermeneutyczno s p e ł n i a j ą --• j a k j u ż w s p o m n i a ł e m — w a r u n k i

żo p r z y d a n y m stanie w i e d z y t y l k o jedna interpretacja m o ż o

przedstawiane a l t e r n a t y w n y m t e o r i o m , z p u n k t u widzenia zasad

w ł a ś c i w i e z d a w a ć s p r a w ę zo w s z y s t k i c h zjawisk p o d l e g a j ą c y c h

p l u r a l i z m u epistemologicznego. S ą one b o w i e m :

b a d a n i u . B ł ą d polega na rezygnacji z u s i ł o w a ń

1 niezgodne w dziedzinach, w k t ó r y c h się p o k r y w a j ą .

do p r z e z w y c i ę ż e n i a
Wracając

tego.

zmierzających

44

kładowo: strukturaliści wyjaśniają

do „ e t n o l o g a - k a r y k a t u r z y s t y "

— uznającego

za

(Przy­

t o , co znane przez t o , co

nieznane; c z y l i t o , co b e z p o ś r e d n i o dane t ł u m a c z ą t y m , co t y l k o

i s t o t n ą dla b a d a ń sferę s o c j o k u l t u r y , a k c e p t u j ą c e g o naturalis-

,,obsorwowalno", t z n . u k r y t e g ł ę b o k o p o d w a r s t w ą fenomenal­

t y c z n y ideal n a u k i i model w y j a ś n i a n i a nomologicznego — oraz

n ą . H e r m e n e u c i n a t o m i a s t s p r o w a d z a j ą , t o , co nieznane

„ o t n o g r a f a - p o r t r o c i s t y " — b a d a j ą c e g o i d i o k n l t u r ę i nie t r a k t u j ą ­

tego, eo znane, a w i ę c dane w d o ś w i a d c z e n i u b e z p o ś r e d n i m ) ;

cego n a u k i j a k o p r z e d s i ę w z i ę c i a nomototyeznego — m o g ę teraz

2 n i e w s p ó ł m i e r n e — o p e r u j ą systemami p o j ę c i o w y m i , k t ó r e s ą

s t w i e r d z i ć , żo s ą t o postaw3' r ó w n o w a ż n e p o d r ó ż n y m i w z g l ę d a m i ,

46

wzajemnie n i e r e d u k o w a l n e .

a w i ę c a l t e r n a t y w n e . Te dwa, s p o ś r ó d w i e l u m o ż l i w y c h p o d e j ś ć

W t y m u j ę c i u postawa zapatrzonego w y ł ą c z n i e w s o c j o k u l t u r ę

do badania k u l t u r y , c e c h u j ą się d i a m e t r a l n y m p r z e c i w i e ń s t w e m :

,, e t n o l o g a - k a r y k a t u r z y s t y "

jawi

l e ż ą c y c h u ich podstaw p r z e s ł a n e k t e o r e t y c z n y c h , w y z n a w a n y c h

swojogo

postawy

wizji

potwierdzają

n a u k i oraz samych koncepcji k u l t u r y

jako przedmiotu

do

zaprzeczenia
s i ę one

—

się j a k o

tlo konstytutywne

„etnografa - portrecisty":

wzajemnio i wzajomnio sobie

przeczą.

b a d a ń . E g z e m p l i f i k a e j ą o w y c h postaw w naukach etnologieznych

S ą d z ę , że ł ą c z n e stosowanie t y c h d w ó c h postaw p o z w o l i ł o b y n a

d n i a dzisiejszego s ą orientacje strukturahio-somiotyczna i fono-

uwydatnieni*! t r u d n o ś c i z w i ą z a n y c h z k a ż d ą z n i c h z

menologiczno-hermeneutyczna, rozumiano j a k o pewno całościowe

i j e d n o c z e ś n i e d o s t a r c z y ł o b y ś r o d k ó w do i c l i r o z w i ą z a n i a .

oraz w z g l ę d n i e s p ó j n e formacjo i n t e l e k t u a l n e .

osobna

O p o w i a d a m się w i ę c za stworzeniem w naukach etnologiez­

W k o n t e k ś c i e tego, co z o s t a ł o powiedziano, w i d a ć w y r a ź n i e ,

n y c h takiego p a r a d o g m a t u , dla k t ó r e g o charakterystyczna b y ł a b y

żo toczony n i e g d y ś na ł a m a c h czasopism etnograficznych s p ó r

postawa p a r a d o k s a l n a ,

p o m i ę d z y z w o l e n n i k a m i o b u t y c h postaw ( L . S t o m m ą i Z . Bone-

niacji

przeciwieństw;

p o l e g a j ą c a na r ó w n o c z e s n e j

bezpośrednim

zderzeniu

dwóch

afirstron

d y k t o w i c z o m ) , ze w z g l ę d u n a b r a k n i o z b ę d n e g o w t y m colu

s p r z e c z n o ś c i — w s p ó l w y s t ę p u j ą e y c h i r e l a t y w i z u j ą c y c h się wza­

consensus o m n i u m — m . i n . w s p ó l n i o a k c e p t o w a n y c h r e g u ł za­

jemnie — p o m i ę d z y k t ó r y m i nie m o ż e b y ć m e d i a c j i .

45

dowalającego

wyjaśniania

— jest

4 7

Najbardziej ś w i a d o m e stanowisko s a n k c j o n u j ą c e t ę p o s t a w ę

nicrozstrzygalny. Obydwie

m e t o d y s ą w równym s t o p n i u naukowo — o c z y w i ś c i e t y l k o w ra­

formułował

m a c h akceptowanego przez siebie i d e a ł u n a u k i — i empiryczno.

p o r s p o k t y w i z m u n a u k i ora.z dialogiczności m y ś ł o n i a .

równoczesnej

deprecjacji postawy k o n k u r e n c y j n e j , w y n i k a ć

wynika

m o ż e j e d y n i o z c z y n n i k ó w estetycznych, psychologicznych czy

i

uwzględnienia

ideologicznych, a nie stricte metodologicznych.

ności, k t ó r e u m y k a j ą

strukturalno-semiotyczne

oraz

fonomenologicznoI' R Z

I

W . T a t a r k i e w i c z , Historia filozofii, t . 1.11, Warszawa 1959,
s. 396
.1. B r o n o w s k i , Źródła wiedz// i wyobraźni.
Warszawa 1984,
в. 50
L . u r n B e r t a l a n f l y , Ogólna teoria systemów.
Podstawy,
rozwój, zastosowanie. Warszawa 1984, s. 231
z o b . : K . R . Popper, The Logie of Scientific Diseoci ry, L o n d o n
1959, s. 107 et passim ( w y d . p o l s k i e : Logika odkrycia na iikoirego.
Warszawa 1077)
z o b . : W . W h c w o l l , Philosophy aj Induetire Scicn-v. L o r d o n
1940, s. 39—49
* n p . E . Cassircr zdecydowaniu p r z e c i w s t a w i a ł s;ę tezie nol n i n a ł i s t y c z n e g o e m p i r y z m u , p r z y z n a j ą c e j piorwot.ność logiczną
w poznaniu elementarnym wrażeniom, k t ó r e jakoby miały b y ć
n a s t ę p n i e konstruowane w c a ł o ś ć .
p o r . : A . Sehutz, Potoczna i naukowa interpretacja ludzkiego
działania,
( w : ) Kryzys i schizma, 1, Antyscjcntystyczne
tendencje
w socjologii współczesnej,
W a r s z a w a 1984, s. 139 u .
T.S. K u l m , Struktura rewolucji naukowych. Warszawa 1968,
s. 137 i 129
t a m ż e , s. 137
z o b . : P . l v . Feyorabend, Jak być dobrym empirystaj, W a r ­
szawa 1979, t e g o ż , Again"/, Method, Outline of Anarchistic Theory
of Knowledge. L o n d o n 1975
per.: Fe\ r r a b e n d , Jak być..., s. 227 n .
\ V . Z o n n , Nauka a sztuka ( I I , Naiwny pitagureizm) ( w . )
W . Z o n n , A . F i n k e l s z t c i n , 0 nauce. Warszawa 1977, s. 1 0 1 ; p o r .
t a k ż e : B r o n o w s k i , Źródłu...,
s. 10(5 n .
P. Medewer, Tła; Suture of Knowledge, ( w : ) The, Encyklopedia
of Ignorance, Pergamon Press 1977, s. 15 ( c y t . za: J . Ż y c i ń s k i ,
Język i metoda, K r a k ó w 1983)
p o r . : B r o n o w s k i , Żródla....
s. 130
p o r . : A . W . Gouldner, Tcorel.yczicy kontekst socjologii ( w : )
Kryzys i. schizma, s. 112 n .
E . Sapir, Kultura, język, osobowość. W a r s z a w a 1978, s. 89
p o r , : S. A m s t e r d a m s k i , Między
historią a metodą.
Spory
o racjonalność
nauki, W a r s z a w a 1983, s. 92, 118 n .
t a m ż e . s. 26 n .
z o b . : A . K l o s k o w s k a , Kultura masowo. Krytyka, i obrona,
Warszawa 1980; t e j ż e , Z historii i socjologii kultury, Warszawa
1009; t e j ż e , Socjologia kultury. Warszawa 1984
K l o s k o w s k a , Kultura musowo..., s. 40
tamże
S. Czarnowski, Kultura
( w : ) Dzieła, i I . Warszawa 1956,
s. 13
a

3

4

5

7

8

9

1 0

I I

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

ją

również

koncepcje

Propozycja zajęcia postawy paradoksalnej w badaniach n a d
kulturą

Metody

alo w y r a ż a j ą

4 8

Opowiedzenie się po stronie k t ó r e g o ś ze stanowisk poznawczych,
przy

Feyorabend,

chęci

zo złożoności

zjawisk

społeczno-kulturowych

wielorakich a s p e k t ó w

ludzkiej

działal­

zdogmatyzowanym teoriom, absolutyzu­

j ą c y m swoje p a r t y k u l a r n e p e r s p e k t y w y .
P I S Y
2 3

t a m ż e , s. 20
t a m ż o , s. 15
t a m ż e , s. 14
t a m ż e , s. 23
nie ulega w ą t p l i w o ś c i , żo t a k i o p o j m o w a n i e k u l t u r y jest
wytworem określonych w a r u n k ó w społeczno -historycznych; por.:
A . W . Gouldner, Teoretyczny kontekst..., s. 123
p o r . : J . K m i t a , Szkice z teorii poznania naukowego, W a r ­
szawa 1976. s. 20 n .
p o r . : A m s t e r d a m s k i , Między
historią...,
e. 47 n .
L . S t o m m a , Determinanty polskiej kultury ludowej
XIX
wieku, „ P o l . Szt. L u d . " , R . X X X I I I , 1979 n r 3, s. 131
p o r . : C. Levi-Strauss, Smutek tropików,
Warszawa 1964,
s. 51
A . K ę p i ń s k i , Schizofrenia, Warszawa 1974, s. 49
z o b . : O. Levi-Strauss, Antropologia strukturalna, Warszawa
1970, s. 4S2 u . ; t e g o ż , W prowadzenie do twórczości
Marcela
Maussa, ( w : ) „U. Muuas, Socjologia i antropologia,
Warszawa
1973. s. L V I I
M . de U n a r u u n o , O poczuciu tragiczności
życia wśród ludzi
i wśród narodóie, K r a k ó w — W r o c ł a w 1984, s. 168
Sapir, К u Hura..., s. 149
p o r . : Levi-Strauss, Antropologia..., s. 465; t e g o ż , Wprowa­
dzenie..., s. X X X ; B . Suchodolski, Wstęp
( w : ) Levi-Strauss,
Antropologia....
s. 46 n .
p o r . : A m s t e r d a m s k i , Między historią...,
s. 47 n .
p o r . : G . W . Hegel, Fenomenologia ducha, Warszawa 1963,
s. 172 n .
p o r . : Ż y c i ń s k i , Język...,
s. 6 n .
t a m ż o , s. 212 n .
p o r . : v o n B e r t a l a n f f y , Ogólna..., s. 116 n .
Feyorabend, Jak być..., s. 41
t a m ż e , s. 25 п . , 47 п . , 108 п .
p o r . : Levi-Strauss, Antropologia...,
s. 154
zob.: Z . B e u e d y k t o w i c z , O niektórych zastosowaniach metody
fenomenologicznej
w studiach nad religią,
symbolem i
kulturą,
„ E t n o g r a f i a Polska", t . X X I V , z. 2, s. 9—47; L . S t o m m a , Magia
dzisiaj. Ituzicażaniu.
o metodzie, „ P o l . Szt. L u d . " , R . X X X I I ,
1978 nr 3—4, s. 136 n .
2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 8

4 3

4 4

4 5

4 6

4

z o b . : Feyerabond, Jak być...,

' p o r . : l v . P o m i a i i , Człowiek
s. 68, 81 u .
4 e

s. 133 n .

pośród

rzeczy, Warszawa 1973,

z o b . : W . B i b l e r , Myślenie
jako dialog, Warszawa
J . L i t w i n , Nieokreślenie
i człowiek, Warszawa 1976

1982;

�Czesław Robotycki

KLEJNOT I REKLAMA
1

Możliwości m e c h a n i z m ó w m i t y z u j ą c y c h d z i a ł a j ą c y c h w k u l ­

tego m o ż o

b y ć p l a k a t Tub

grafika

książkowa.

Równoczośnie

R o l a n d a Ba.rthes'a, nieograniczone.

jednak w i n n y c h j o j g a ł ę z i a c h k r ó l u j e u r z ę d o w o zatwierdzona

T o w a r z y s z ą c y m i t y z a c j i proces degradacji i przeniesienia z n a c z e ń

b y l e j a k o ś ć , zła k o m p o z y c j a , brudno k o l o r y , niski poziom w y k o ­

(Barthes'a słowo skradziono i z w r ó c o n o ) d o t y c z y ć m o ż e k a ż d e g o

nania i b r a k p o m y s ł ó w na opakowania, n a l e p k i , z n a k i firmowe,

turze masowej są, wodlug

elementu

kultury.

1

To

zuaue

tezy o d n o s z ę j u ż na

wstępie,

d r u k i reklamowe i t p . S t ą d m o ż e m a m y n o w ą „ g r a f i c z n ą " p o l s k ą

u p r z o d z a j ą c inno interpretacjo, do s z c z e g ó l n y c h z n a k ó w , k t ó r e

s p e c j a l n o ś ć : „ e t y k i e t ę z a s t ę p c z ą " oraz a m a t o r s k i kicz.

c z ę s t o w y k o r z y s t u j e się w r ó ż n y c h rodzajach g r a f i k i u ż y t k o w e j .

w y n i k a j ą c e z takiej s y t u a c j i nie są. s p r a w ą b ł a h ą . Granico togo

Wnioski

M y ś l ę o herbach w ich formie poprawnej heraldycznie lub w w y ­

co estetyczne s ą p ł y n n o . Nie b ę d z i e m y n i g d y p e w n i co

myślonej

k s z t a ł t u j e zbiorowy gust, galerie s z t u k i czy codziorme otoczenie

stylizacji.

Występują

r o z m a i t y c h w y r o b ó w , na

one

w

nieprzeliczonej

opakowaniach, e t y k i e t a c h ,

masie

szyldach

i formy

użytkowe.

lopioj

3

i w r e k l a m a c h . W bogatej, t a k zwanej europejskiej k u l t u r z e kon­

Polska z l i t e r y p r a w a i p r a k t y k i s p o ł e c z n e j jest p a ń s t w e m

sumpcyjnej dobra materialne są t ą sferą z e w n ę t r z n o ś c i , o k t ó r ą

e g a l i t a r n y m . J u ż k o n s t y t u c j a m a r c o w a (1921) pierwsza w odro­

p o d p r e s j ą m o d y stale się zabiega, b o w i e m posiadanie n o b i l i t u j e .

d z o n y m p a ń s t w i e w a r t y k u l e 96 s t a n o w i ł a , iż p a ń s t w o polskie nie

W sferze t a k i c h z a c h o w a ń herby na w i e l u p r z e d m i o t a c h z n a c z y ć

b ę d z i e u z n a w a ł o ż a d n y c ł i h e r b ó w , t y t u ł ó w i p r z y w i l e j ó w dzie­

m o g ą p o s t a w ę n a z y w a n ą w literaturzo fachowej „ m i e ć j a k o b y ć " .
P o r z u c a j ą c europejski w y m i a r zjawiska r o z o j r z y j m y się w o k ó ł

dzicznych.

siobio. Z mojej k r a k o w s k i e j p e r s p e k t y w y z a u w a ż y ł e m na p r z y k ł a d :

niem

wina owocowe, m a r k o w e nazwane Radwan

państwa

Lubicz.
Poraj,

Spotkalom
Nowina,

też

Dołęga.

restauracje

i Lcliwa,

sos p i k a n t n y

z zawołaniom

w

nazwie:

Polskie g o d ł a rodowe p o j a w i a j ą się też

w k o m p o z y c j a c h d r u k ó w r e k l a m o w y c h , na opakowaniach i na
naklejkach.

2

Wykorzystywanie

wzorców

rodzimej

heraldyki

to w skali polskioj s z t u k i i obyczaju sprawa marginesowa, p r o ­
p o n u j ę j e d n a k nie t r a c i ć jej z oczu i p r z y j r z e ć się z j a w i s k u

bliżej

Najnowsze

przekształcenia

egalitarystyczno,

które

d o k o n a ł y się formalnio i p r a k t y c z n i e po r o k u 1945 w r a z z nasta­
demokracji

ludowej,

stanowego. W i e l u

zlikwidowały
badaczy

ostatecznie

relikty

dostrzega j e d n a k

wciąż

pewien h i s t o r y c z n y fenomen, s t w i e r d z a j ą c , że w sferze obyczajo­
wej

wo

współczesnym

ludowym

państwie

przetrwały

pewne

w z o r y k u l t u r y s z ł a c h e c k i o j . S p o ł e c z n ą b a z ę ich istnienia t w o r z ą
dzisiaj przedstawiciele w s z y s t k i c h

środowisk

bez

względu

na

w a r s t w o w ą g e n e a l o g i ę . S ą to na t y l e w a ż n e części s k ł a d o w e p o l kiego othosu, żo ten etnologiczny f a k t c h ę t n i e e k s p o n u j ą i roz­

w k o n t e k ś c i e p e w n y c h osobliwości s t a ł e obecnych w naszej k u l ­

ważają

turze. D w i e z t y c h o s o b l i w o ś c i trzeba n a j k r ó c e j , c h o ć b y , o m ó w i ć ,

obyczaju i dzisiaj p r o b l e m m a bardzo b o g a t ą l i t e r a t u r ę . *

historycy,

historycy

literatury,

socjologowie,

znawcy

b o w i e m s ą one w a ż n e dla sygnalizowanego t u p r o b l e m u . Jedna

D o ł ą c z o n e t u p r z y k ł a d y i l u s t r u j e o b y d w i e o m ó w i o n e osobli­

d o t y c z y k u l t u r y plastycznej w naszym k r a j u , druga — t r a d y c j i .

w o ś c i . W p r z y p a d k u w i n a b i a ł e g o , owocowego, m a r k o w e g o ( i l . 3)

Grafika

użytkowa

w

niektórych

dziedzinach

reprezentuje

w Polsce bezspornie w y s o k i p o z i o m profesjonalny a p r z y k ł a d e m

s t y l i z o w a n y rysunek g ł o w y w h e ł m i e z p r z y ł b i c ą n a t l e sztandaru
w

białoozerwoną

szachownicę

jednoznacznie o d w o ł u j e

się

do

155

�3

rycersko-szlacheckiej t r a d y c j i . Całość w oryginale u t r z y m a n a jest

bliżej n i e o k r e ś l o n e g o „ w y r o b u w d a w n y m s t y l u " oraz

w t o n a c j i b i a l o - r ó ż o w e j i czerwonej z c z a r n y m l i t e r n i c t w e m .

r e k l a m u j ą c e g o warsztat u s ł u g o w y ( i l . 6 i 7) p o s ł u ż y l i się w k o m ­

Przepisu na p i k a n t n y sos p o l s k i o nazwie herbowego g o d ł a

afisza

Lubicz

p o z y c j i p o p r a w n y m i heraldycznie h e r b a m i p o l s k i m i . P o z o s t a ł e

nie z n a l a z ł e m a n i w k s i ą ż k a c h k u c h a r s k i c h warszawskiej L u c y n y

elementy k o m p o z y c j i t o r ó w n i e ż polska wspomniana o s o b l i w o ś ć .

Cwierciakiewiczowej

i w galicyjskiej M a r i i Monatowej a n i t e ż

N a o p a k o w a n i u jest n i ą rozmazany m o t y w k w i a t o w y n i e o k r e ś l o ­

w „ s t a r o p o l s k i e j k u c h n i " . E t y k i e t a skomponowana jest z b a r w

nej b a r w y „ r z u c o n y " na czarne t ł o . Afisz r e k l a m o w y jest d w u -

stosowanych w polskiej heraldyce: srebrnej, czerwonej i niebies-

b a r w n y . Czarny d r u k i rysunek umieszczono na j a s n o z i e l o n y m

skiej. W s t ę g a z n a z w ą sosu n a w i ą z u j e f o r m ą do w s t ą g z dewizami

p o d ł o ż u . T a k z w a n y „ s e l e d y n " t o b a r w a kanoniczna w Polsce,

h e r b o w y m i ( i l . 5). Technicznie lepiej dopracowana ś w i a d c z y j a k b y

j a k m o ż n a b y s ą d z i ć s p o g l ą d a j ą c na t y n k i i ś c i a n y w mieszkaniach,

o s w o i m polsko-zagranicznym zapleczu. A u t o r z y

k l a t k a c h schodowych, u r z ę d a c h i gabinetach.

opakowania

I I . 1. R e k l a m a p i w a z Niemiec Z a c h o d n i c h , z herbem k s i ą ż ę c y m ; i l . 2, 3. W z o r y zatwierdzone u r z ę d o w o
I I . 4. Opakowanie szwajcarskiej c z e k o l a d y ; i l . 5. P r o d u k t f i r m y polonijno-zagranicznej

'Scbokr

Maurtnus Ałpenrahm-Nue-Scho!«?iatJc,

156

�N o w o k o n t o k s t y , w k t ó r y c h u ż y t e z o s t a ł y herby l u b i c h n a z w y
nio n a w i ą z u j ą

do polskiej t r a d y c j i . W p r z e s z ł o ś c i sposoby

wania herbu b y ł y gwarantowane przywilejami
obwarowane p r a w o m . R o z w ó j

o d n a j d u j e m y we w s p ó ł c z e s n o ś c i , k i e d y m ó w i się o

inteligencji,

uży­

postawach l u b charakterze n a r o d o w y m P o l a k ó w . Z j a w i s k a te s ą

i rygorystycznie

d u ż o trwalsze n i ż prawno regulowania u s t a n a w i a j ą c e l u b z n o s z ą c e

i stosowanie w p r a k t y c e

odpo­

w i e d n i c h „ k o n s t y t u c j i " — j a k nazywano k i e d y ś postanowienia

przywileje

społeczne.

5

H e r b b y ł z n a k i e m t o ż s a m o ś c i . H e r b y polskio w s k a z y w a ł y na

sejmów — strzegących stanowych przywilejów i odrębności w y ­

z w i ą z k i rodowe. J e d n y m horbem p o s ł u g i w a ł o się n a w e t

tworzyły

dziąsiąt rodzin. M o t y w y godeł b y ł y w większości

z czasem b o g a t ą

obyczajowość,

hierarchię

wartości

i n o r m y — c z y l i t o , co n a z y w a się ethosem szlacheckim. H i s t o ­
r y c y nieraz p r ó b o w a l i z r e k o n s t r u o w a ć t e n ethos n a

kilka-

pochodzenia

6

r o d z i m e g o . T e n r o d o w y charakter h e r b ó w oraz s p o s ó b i c h u ż y c i a

podstawie

j a k i z a c h o w a ł się w sztuce (ozdoby architektoniczno, p o r t r o t y ,

odpowiednich ź r ó d o ł i l i t e r a t u r y . M i s t r z e m w t e j m a t e r i i b y ł

r z e ź b a , n a g r o b k i ) z d e c y d o w a ł y , ż e s t a ł y się one c z ą s t k ą h i s t o r i i .

J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń i w s p ó ł c z e ś n i e i d ą c y jego t r o p a m i Janusz

Ale s ą dziedzictwem szczególnym.

T a z b i r . A u t o r z y ci wskazali na c h a r a k t e r y s t y c z n y s p o ł e c z n y r y s

czesnym

kultury

szlacheckiej.

herby pozostały jako znaki, k t ó r y c h treść została

chodziło

o stale zabiegi szlachty b y z a c h o w a ć

w

społeczeństwie.

W

postawionej

Praktyka

t u kwestii

społeczna

heraldycznej
swoją

pozycję

weryfikowała

jednak

u s t a w o d a w s t w o . W relacjach m i ę d z y w a r s t w o w y c h , j a k w k a ż d y m

braku

znajomości

P r z y powszechnym

heraldyki

(szezegółowogo

współ­
kodu)

zapomniana.

Z a c h o w a ł y n a t o m i a s t p e w n ą f u n k c j ę oznaczania — s t a ł y się one
emblematami historii lub historycznośei.
R e k l a m a k o r z y s t a z p e w n y c h c h w y t ó w r e t o r y c z n y c h (meta­

s p o ł e c z e ń s t w i e , t a k ż o i w p o l s k i m , d o c h o d z i ł o p r z e c i e ż przez w i e k i

fora, m e t o n i m i a ) . Przekaz

do

m u s i m i e ć p o j ę c i o w o u c h w y t n e znaczenie — pisze jeden ze zna­

sytuacji konfliktowych

powstałych

na

różnym

tle —

od

reklamowy musi być

semantyczny,

gospodarki po w y z n a n i e . P o j a w i a ł y się n o w e w a r s t w y s p o ł e c z n e ,

nych autorów.

w z r a s t a ł o przechodzenie

etykieta) możo b y ć k a m u f l a ż e m , przesadą, m i m i k r ą .

l u d z i ze s t a n u do s t a n u . K a ż d a

sytuacja prawna strzegąca

barier s p o ł e c z n y c h r o d z i ł a

ich

to

obchodzenia.

Budziło

u s t a w o d a w c z ą , co p r o w a d z i ł o

kolejną

szlachecką

więc

sposoby

inicjatywę

do p o s t a n o w i e ń s p o ł e c z n i e

niere­

7

Reklamowy zewnętrzny

wystrój

(opakowanie,
8

Przykłady

polskiej g r a f i k i u ż y t k o w e j s t o s u j ą c e j h e r b y l u b ich n a z w y j a k o
elementy

kompozycyjne podlegają

t y m ogólnym

H i s t o r y c z n o ś ć polskiego h e r b u w ł ą c z o n a w szeregi

prawidłom.
semantyczne

a l i s t y c z n y c h a coraz bardziej s z c z e g ó ł o w y c h . P r a w o r e g u l o w a ł o

d e g r a d u j ą c e j k u l t u r y masowej ł a t w o o s i ą g a p o z i o m b a n a ł u w y ­

w i ę c n a w e t f o r m y u b i o r u , z a k a z y w a ł o szlachcie o k r e ś l o n y c h za­

r a ż o n y , na p r z y k ł a d , w j ę z y k u p o t o c z n y m n a z w ą

w o d ó w i c z y n n o ś c i (handel, r z e m i o s ł o ) , m ó w i ł o o utracie k l e j n o t u ,

Leliwa".

dziedziczeniu o b c y c h t y t u ł ó w i t d . Postanowienia t a k i e p r a k t y k a
życiowa

zamieniała

w s z c z e g ó ł obyczajowy, l i t e r a t u r ę ,

folklor

i n o r m y p o s t ę p o w a n i a , k t ó r o w specyficznych przetworzeniach

„ j a b c o k —•

P o z o s t a j ą c p r z y tej s k r o m n o j ilości p r z y k ł a d ó w , k t ó r o zgro­
m a d z i ł e m j a k o s y g n a ł zjawiska, u m y ś l n i o p o m i n ą ł e m

„importy'

— t o jest h e r b y i i c h stylizacje niepolskie z n a j d u j ą c e się na przed

11. 6. Opakowanio w y r o b u f i r m y r z e m i e ś l n i c z e j „ w d a w n y m s t y l u " ; i l . 7. P r y w a t n a , a m a t o r s k a r e k l a m a u s ł u g r z e m i e ś l n i c z y c h

&gt;Dohr/,e wiedzieć
[

by skor/yslu&lt; &lt;&lt;
• o"•"•&gt; "o i

siei ilp.

ttmph, кетчп

•

t * « w » e ~ - •*&gt;&lt;•»&lt;&gt;&lt;»

IJXTO,

О,-

, .

1

Л

&gt;&lt;тщЛ

W|W»kj« * " A r i e t o * wlavipck » po«wn»»r&lt;*&gt; «XI ll*«em,- «&gt;ub
РЯГМН'К* i piu.,.4jbie&lt;slw itjHl|№til»it||Ut» &gt;* toś««* *8(«!iKKh
SPECJALISTYCZNY Z A M AD USŁUO М ! Ш К А № 0 » У С Н

ADAM KAROL KOCZANOWSKI
u l ^ w U m i l w g t 4 (kdo KooMtiiritwjJ
JGtCSZENIA

W GODZINACH
i . . Z.

7Ш.П •

31-127
O D 10.00 D O 18.08

1 MO

157

�I

m i o t a c h p o c h o d z ą c y c h z t a k zwanego „ z a c h o d u " . T y c h jest t a k

w t y m w t ó r n y m u ż y c i u m o ż e też b y ć z n a c z ą c e w ś w i e t l e polskiej

wiele, ż e t r u d n o jo zliczyć. Ł a t w i e j

tradycji.

funkcję

też p r z y p i s a ć

im

oznaczania dobrogo g u s t u u ż y t k o w n i k a , l u b

wtórną
wysokiej

j a k o ś c i w y r o b u . T o , żo t a k niewiolo r o d z i m y c h h e r b ó w pozostaje

W s z y s t k i o te kwestie ledwo t u d o t k n i ę t e

wymagają

n a m y s ł u etnologa w s p ó ł c z e s n o ś c i , b ę d z i e w i ę c c z y m

zapełniać

n u m e r y „ S z t u k i L u d o w e j " — jeżeli redakcja p o z w o l i .

P R Z Y P I S Y
1

R o l a n d Barthes, Mit dzisiaj (w:) t e g o ż a u t o r a , Mit i znak —
w y b ó r e s e j ó w , Warszawa 1970, s. 30—49
J a k w i a d o m o w heraldyce polskiej o b o k znamienia wzroko­
wego (godła i k l e j n o t u ) w y s t ę p o w a ł r ó w n i e ż znak s ł u c h o w y - —
z a w o ł a n i e . Z o b . n p . Słownik
terminologiczny sztuk pięknych,
red.
Stofan K o z a k i e w i c z , Warszawa 1976, s. 174—177
Zobacz na ten t e m a t na p r z y k ł a d : P i o t r K r a k o w s k i , O sztuce
nowej i najnowszej,
Warszawa 1984; A l i c j a K u c z y ń s k a , Wzory
modne w życiu
codziennym,
Warszawa 1983; Reno K o e n i g ,
Potęga i urok mody, Warszawa 1979
* Janusz Tazbir, Kultura
szlachecka — struktura i wzorce oby­
czajowe, (w:) Narodziny
i rozwój nowoczesnej kultury
polskiej,
W r o c ł a w 1976, s. 9—36; t e n ż e , Kultura
szlachecka w
Polsce,
Warszawa 1978; Swojskość i cudzoziemszczyzna w dziejach
kultury
polskiej (pr. zb., red. Zofia Stofanowska) W a r s z a w a 1973;
Tradycje
szlacheckie w kulturze polskiej
(pr. zb., red. Z o f i a Stefanowska),
Warszawa 1976. Zobacz t e ż prace K a z i m i e r z a W y k i , J a r e m y
2

3

Pot.:

Maciszewskiego, Tadeusza Ł e p k o w s k i e g o ,
Bohdana Cywińskiego i wielu innych.

Jerzego

Jedlickiego,

5

Jan S t a n i s ł a w B y s t r o ń , Dzieje obyczajów
w dawnej
Polsce,
t . 1 i 2, Warszawa 1976; Janusz Tazbir, prace cytowane w y ż e j ;
J ó z e f C h a l a s i ń s k i , Społeczna
genealogia
inteligencji
polskiej,
Warszawa 1946. W a r t o w t y m miejscu p r z y p o m n i e ć t a k ż e z b i ó r
z n a k o m i t y c h e s e j ó w o g ł o s z o n y c h w t o m i e : Polaków portret
własny,
(red. Marok R o s t w o r o w s k i ) , K r a k ó w 1979, w y d a n y j a k o suple­
m e n t do w y s t a w y p o d t a k i m s a m y m t y t u ł e m .
6

D z i a ł o się t a k w p r z e c i w i e ń s t w i e do t r a d y c j i zachodnio­
europejskiej, gdzie k a ż d a rodzina m i a ł a s w ó j herb. Z o b . Gert
Oswald, Lexikon
der Heraldik,
L e i p z i g 1984, s. 310, h a s ł o : Połnische
Heraldik.
7

Giłlo Dordles, Człowiek
s. 242—243
8

t a m ż e , s. 284—287

Z. Pijak

zwielokrotniony,

Warszawa

1973,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9926" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9904">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8d2c929279e31f3ebb512bae88aa5dd2.pdf</src>
        <authentication>c4eb44e20b637cc4100056d0c95c9228</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118067">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3218</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118068">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118069">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3015</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118070">
                <text>Klejnot i reklama / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118071">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.155-158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118072">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118073">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118074">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118075">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118076">
                <text>Czesław Robotycki

KLEJNOT I REKLAMA
1

Możliwości m e c h a n i z m ó w m i t y z u j ą c y c h d z i a ł a j ą c y c h w k u l ­

tego m o ż o

b y ć p l a k a t Tub

grafika

książkowa.

Równoczośnie

R o l a n d a Ba.rthes'a, nieograniczone.

jednak w i n n y c h j o j g a ł ę z i a c h k r ó l u j e u r z ę d o w o zatwierdzona

T o w a r z y s z ą c y m i t y z a c j i proces degradacji i przeniesienia z n a c z e ń

b y l e j a k o ś ć , zła k o m p o z y c j a , brudno k o l o r y , niski poziom w y k o ­

(Barthes'a słowo skradziono i z w r ó c o n o ) d o t y c z y ć m o ż e k a ż d e g o

nania i b r a k p o m y s ł ó w na opakowania, n a l e p k i , z n a k i firmowe,

turze masowej są, wodlug

elementu

kultury.

1

To

zuaue

tezy o d n o s z ę j u ż na

wstępie,

d r u k i reklamowe i t p . S t ą d m o ż e m a m y n o w ą „ g r a f i c z n ą " p o l s k ą

u p r z o d z a j ą c inno interpretacjo, do s z c z e g ó l n y c h z n a k ó w , k t ó r e

s p e c j a l n o ś ć : „ e t y k i e t ę z a s t ę p c z ą " oraz a m a t o r s k i kicz.

c z ę s t o w y k o r z y s t u j e się w r ó ż n y c h rodzajach g r a f i k i u ż y t k o w e j .

w y n i k a j ą c e z takiej s y t u a c j i nie są. s p r a w ą b ł a h ą . Granico togo

Wnioski

M y ś l ę o herbach w ich formie poprawnej heraldycznie lub w w y ­

co estetyczne s ą p ł y n n o . Nie b ę d z i e m y n i g d y p e w n i co

myślonej

k s z t a ł t u j e zbiorowy gust, galerie s z t u k i czy codziorme otoczenie

stylizacji.

Występują

r o z m a i t y c h w y r o b ó w , na

one

w

nieprzeliczonej

opakowaniach, e t y k i e t a c h ,

masie

szyldach

i formy

użytkowe.

lopioj

3

i w r e k l a m a c h . W bogatej, t a k zwanej europejskiej k u l t u r z e kon­

Polska z l i t e r y p r a w a i p r a k t y k i s p o ł e c z n e j jest p a ń s t w e m

sumpcyjnej dobra materialne są t ą sferą z e w n ę t r z n o ś c i , o k t ó r ą

e g a l i t a r n y m . J u ż k o n s t y t u c j a m a r c o w a (1921) pierwsza w odro­

p o d p r e s j ą m o d y stale się zabiega, b o w i e m posiadanie n o b i l i t u j e .

d z o n y m p a ń s t w i e w a r t y k u l e 96 s t a n o w i ł a , iż p a ń s t w o polskie nie

W sferze t a k i c h z a c h o w a ń herby na w i e l u p r z e d m i o t a c h z n a c z y ć

b ę d z i e u z n a w a ł o ż a d n y c ł i h e r b ó w , t y t u ł ó w i p r z y w i l e j ó w dzie­

m o g ą p o s t a w ę n a z y w a n ą w literaturzo fachowej „ m i e ć j a k o b y ć " .
P o r z u c a j ą c europejski w y m i a r zjawiska r o z o j r z y j m y się w o k ó ł

dzicznych.

siobio. Z mojej k r a k o w s k i e j p e r s p e k t y w y z a u w a ż y ł e m na p r z y k ł a d :

niem

wina owocowe, m a r k o w e nazwane Radwan

państwa

Lubicz.
Poraj,

Spotkalom
Nowina,

też

Dołęga.

restauracje

i Lcliwa,

sos p i k a n t n y

z zawołaniom

w

nazwie:

Polskie g o d ł a rodowe p o j a w i a j ą się też

w k o m p o z y c j a c h d r u k ó w r e k l a m o w y c h , na opakowaniach i na
naklejkach.

2

Wykorzystywanie

wzorców

rodzimej

heraldyki

to w skali polskioj s z t u k i i obyczaju sprawa marginesowa, p r o ­
p o n u j ę j e d n a k nie t r a c i ć jej z oczu i p r z y j r z e ć się z j a w i s k u

bliżej

Najnowsze

przekształcenia

egalitarystyczno,

które

d o k o n a ł y się formalnio i p r a k t y c z n i e po r o k u 1945 w r a z z nasta­
demokracji

ludowej,

stanowego. W i e l u

zlikwidowały
badaczy

ostatecznie

relikty

dostrzega j e d n a k

wciąż

pewien h i s t o r y c z n y fenomen, s t w i e r d z a j ą c , że w sferze obyczajo­
wej

wo

współczesnym

ludowym

państwie

przetrwały

pewne

w z o r y k u l t u r y s z ł a c h e c k i o j . S p o ł e c z n ą b a z ę ich istnienia t w o r z ą
dzisiaj przedstawiciele w s z y s t k i c h

środowisk

bez

względu

na

w a r s t w o w ą g e n e a l o g i ę . S ą to na t y l e w a ż n e części s k ł a d o w e p o l kiego othosu, żo ten etnologiczny f a k t c h ę t n i e e k s p o n u j ą i roz­

w k o n t e k ś c i e p e w n y c h osobliwości s t a ł e obecnych w naszej k u l ­

ważają

turze. D w i e z t y c h o s o b l i w o ś c i trzeba n a j k r ó c e j , c h o ć b y , o m ó w i ć ,

obyczaju i dzisiaj p r o b l e m m a bardzo b o g a t ą l i t e r a t u r ę . *

historycy,

historycy

literatury,

socjologowie,

znawcy

b o w i e m s ą one w a ż n e dla sygnalizowanego t u p r o b l e m u . Jedna

D o ł ą c z o n e t u p r z y k ł a d y i l u s t r u j e o b y d w i e o m ó w i o n e osobli­

d o t y c z y k u l t u r y plastycznej w naszym k r a j u , druga — t r a d y c j i .

w o ś c i . W p r z y p a d k u w i n a b i a ł e g o , owocowego, m a r k o w e g o ( i l . 3)

Grafika

użytkowa

w

niektórych

dziedzinach

reprezentuje

w Polsce bezspornie w y s o k i p o z i o m profesjonalny a p r z y k ł a d e m

s t y l i z o w a n y rysunek g ł o w y w h e ł m i e z p r z y ł b i c ą n a t l e sztandaru
w

białoozerwoną

szachownicę

jednoznacznie o d w o ł u j e

się

do

155

�3

rycersko-szlacheckiej t r a d y c j i . Całość w oryginale u t r z y m a n a jest

bliżej n i e o k r e ś l o n e g o „ w y r o b u w d a w n y m s t y l u " oraz

w t o n a c j i b i a l o - r ó ż o w e j i czerwonej z c z a r n y m l i t e r n i c t w e m .

r e k l a m u j ą c e g o warsztat u s ł u g o w y ( i l . 6 i 7) p o s ł u ż y l i się w k o m ­

Przepisu na p i k a n t n y sos p o l s k i o nazwie herbowego g o d ł a

afisza

Lubicz

p o z y c j i p o p r a w n y m i heraldycznie h e r b a m i p o l s k i m i . P o z o s t a ł e

nie z n a l a z ł e m a n i w k s i ą ż k a c h k u c h a r s k i c h warszawskiej L u c y n y

elementy k o m p o z y c j i t o r ó w n i e ż polska wspomniana o s o b l i w o ś ć .

Cwierciakiewiczowej

i w galicyjskiej M a r i i Monatowej a n i t e ż

N a o p a k o w a n i u jest n i ą rozmazany m o t y w k w i a t o w y n i e o k r e ś l o ­

w „ s t a r o p o l s k i e j k u c h n i " . E t y k i e t a skomponowana jest z b a r w

nej b a r w y „ r z u c o n y " na czarne t ł o . Afisz r e k l a m o w y jest d w u -

stosowanych w polskiej heraldyce: srebrnej, czerwonej i niebies-

b a r w n y . Czarny d r u k i rysunek umieszczono na j a s n o z i e l o n y m

skiej. W s t ę g a z n a z w ą sosu n a w i ą z u j e f o r m ą do w s t ą g z dewizami

p o d ł o ż u . T a k z w a n y „ s e l e d y n " t o b a r w a kanoniczna w Polsce,

h e r b o w y m i ( i l . 5). Technicznie lepiej dopracowana ś w i a d c z y j a k b y

j a k m o ż n a b y s ą d z i ć s p o g l ą d a j ą c na t y n k i i ś c i a n y w mieszkaniach,

o s w o i m polsko-zagranicznym zapleczu. A u t o r z y

k l a t k a c h schodowych, u r z ę d a c h i gabinetach.

opakowania

I I . 1. R e k l a m a p i w a z Niemiec Z a c h o d n i c h , z herbem k s i ą ż ę c y m ; i l . 2, 3. W z o r y zatwierdzone u r z ę d o w o
I I . 4. Opakowanie szwajcarskiej c z e k o l a d y ; i l . 5. P r o d u k t f i r m y polonijno-zagranicznej

'Scbokr

Maurtnus Ałpenrahm-Nue-Scho!«?iatJc,

156

�N o w o k o n t o k s t y , w k t ó r y c h u ż y t e z o s t a ł y herby l u b i c h n a z w y
nio n a w i ą z u j ą

do polskiej t r a d y c j i . W p r z e s z ł o ś c i sposoby

wania herbu b y ł y gwarantowane przywilejami
obwarowane p r a w o m . R o z w ó j

o d n a j d u j e m y we w s p ó ł c z e s n o ś c i , k i e d y m ó w i się o

inteligencji,

uży­

postawach l u b charakterze n a r o d o w y m P o l a k ó w . Z j a w i s k a te s ą

i rygorystycznie

d u ż o trwalsze n i ż prawno regulowania u s t a n a w i a j ą c e l u b z n o s z ą c e

i stosowanie w p r a k t y c e

odpo­

w i e d n i c h „ k o n s t y t u c j i " — j a k nazywano k i e d y ś postanowienia

przywileje

społeczne.

5

H e r b b y ł z n a k i e m t o ż s a m o ś c i . H e r b y polskio w s k a z y w a ł y na

sejmów — strzegących stanowych przywilejów i odrębności w y ­

z w i ą z k i rodowe. J e d n y m horbem p o s ł u g i w a ł o się n a w e t

tworzyły

dziąsiąt rodzin. M o t y w y godeł b y ł y w większości

z czasem b o g a t ą

obyczajowość,

hierarchię

wartości

i n o r m y — c z y l i t o , co n a z y w a się ethosem szlacheckim. H i s t o ­
r y c y nieraz p r ó b o w a l i z r e k o n s t r u o w a ć t e n ethos n a

kilka-

pochodzenia

6

r o d z i m e g o . T e n r o d o w y charakter h e r b ó w oraz s p o s ó b i c h u ż y c i a

podstawie

j a k i z a c h o w a ł się w sztuce (ozdoby architektoniczno, p o r t r o t y ,

odpowiednich ź r ó d o ł i l i t e r a t u r y . M i s t r z e m w t e j m a t e r i i b y ł

r z e ź b a , n a g r o b k i ) z d e c y d o w a ł y , ż e s t a ł y się one c z ą s t k ą h i s t o r i i .

J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń i w s p ó ł c z e ś n i e i d ą c y jego t r o p a m i Janusz

Ale s ą dziedzictwem szczególnym.

T a z b i r . A u t o r z y ci wskazali na c h a r a k t e r y s t y c z n y s p o ł e c z n y r y s

czesnym

kultury

szlacheckiej.

herby pozostały jako znaki, k t ó r y c h treść została

chodziło

o stale zabiegi szlachty b y z a c h o w a ć

w

społeczeństwie.

W

postawionej

Praktyka

t u kwestii

społeczna

heraldycznej
swoją

pozycję

weryfikowała

jednak

u s t a w o d a w s t w o . W relacjach m i ę d z y w a r s t w o w y c h , j a k w k a ż d y m

braku

znajomości

P r z y powszechnym

heraldyki

(szezegółowogo

współ­
kodu)

zapomniana.

Z a c h o w a ł y n a t o m i a s t p e w n ą f u n k c j ę oznaczania — s t a ł y się one
emblematami historii lub historycznośei.
R e k l a m a k o r z y s t a z p e w n y c h c h w y t ó w r e t o r y c z n y c h (meta­

s p o ł e c z e ń s t w i e , t a k ż o i w p o l s k i m , d o c h o d z i ł o p r z e c i e ż przez w i e k i

fora, m e t o n i m i a ) . Przekaz

do

m u s i m i e ć p o j ę c i o w o u c h w y t n e znaczenie — pisze jeden ze zna­

sytuacji konfliktowych

powstałych

na

różnym

tle —

od

reklamowy musi być

semantyczny,

gospodarki po w y z n a n i e . P o j a w i a ł y się n o w e w a r s t w y s p o ł e c z n e ,

nych autorów.

w z r a s t a ł o przechodzenie

etykieta) możo b y ć k a m u f l a ż e m , przesadą, m i m i k r ą .

l u d z i ze s t a n u do s t a n u . K a ż d a

sytuacja prawna strzegąca

barier s p o ł e c z n y c h r o d z i ł a

ich

to

obchodzenia.

Budziło

u s t a w o d a w c z ą , co p r o w a d z i ł o

kolejną

szlachecką

więc

sposoby

inicjatywę

do p o s t a n o w i e ń s p o ł e c z n i e

niere­

7

Reklamowy zewnętrzny

wystrój

(opakowanie,
8

Przykłady

polskiej g r a f i k i u ż y t k o w e j s t o s u j ą c e j h e r b y l u b ich n a z w y j a k o
elementy

kompozycyjne podlegają

t y m ogólnym

H i s t o r y c z n o ś ć polskiego h e r b u w ł ą c z o n a w szeregi

prawidłom.
semantyczne

a l i s t y c z n y c h a coraz bardziej s z c z e g ó ł o w y c h . P r a w o r e g u l o w a ł o

d e g r a d u j ą c e j k u l t u r y masowej ł a t w o o s i ą g a p o z i o m b a n a ł u w y ­

w i ę c n a w e t f o r m y u b i o r u , z a k a z y w a ł o szlachcie o k r e ś l o n y c h za­

r a ż o n y , na p r z y k ł a d , w j ę z y k u p o t o c z n y m n a z w ą

w o d ó w i c z y n n o ś c i (handel, r z e m i o s ł o ) , m ó w i ł o o utracie k l e j n o t u ,

Leliwa".

dziedziczeniu o b c y c h t y t u ł ó w i t d . Postanowienia t a k i e p r a k t y k a
życiowa

zamieniała

w s z c z e g ó ł obyczajowy, l i t e r a t u r ę ,

folklor

i n o r m y p o s t ę p o w a n i a , k t ó r o w specyficznych przetworzeniach

„ j a b c o k —•

P o z o s t a j ą c p r z y tej s k r o m n o j ilości p r z y k ł a d ó w , k t ó r o zgro­
m a d z i ł e m j a k o s y g n a ł zjawiska, u m y ś l n i o p o m i n ą ł e m

„importy'

— t o jest h e r b y i i c h stylizacje niepolskie z n a j d u j ą c e się na przed

11. 6. Opakowanio w y r o b u f i r m y r z e m i e ś l n i c z e j „ w d a w n y m s t y l u " ; i l . 7. P r y w a t n a , a m a t o r s k a r e k l a m a u s ł u g r z e m i e ś l n i c z y c h

&gt;Dohr/,e wiedzieć
[

by skor/yslu&lt; &lt;&lt;
• o"•"•&gt; "o i

siei ilp.

ttmph, кетчп

•

t * « w » e ~ - •*&gt;&lt;•»&lt;&gt;&lt;»

IJXTO,

О,-

, .

1

Л

&gt;&lt;тщЛ

W|W»kj« * " A r i e t o * wlavipck » po«wn»»r&lt;*&gt; «XI ll*«em,- «&gt;ub
РЯГМН'К* i piu.,.4jbie&lt;slw itjHl|№til»it||Ut» &gt;* toś««* *8(«!iKKh
SPECJALISTYCZNY Z A M AD USŁUO М ! Ш К А № 0 » У С Н

ADAM KAROL KOCZANOWSKI
u l ^ w U m i l w g t 4 (kdo KooMtiiritwjJ
JGtCSZENIA

W GODZINACH
i . . Z.

7Ш.П •

31-127
O D 10.00 D O 18.08

1 MO

157

�I

m i o t a c h p o c h o d z ą c y c h z t a k zwanego „ z a c h o d u " . T y c h jest t a k

w t y m w t ó r n y m u ż y c i u m o ż e też b y ć z n a c z ą c e w ś w i e t l e polskiej

wiele, ż e t r u d n o jo zliczyć. Ł a t w i e j

tradycji.

funkcję

też p r z y p i s a ć

im

oznaczania dobrogo g u s t u u ż y t k o w n i k a , l u b

wtórną
wysokiej

j a k o ś c i w y r o b u . T o , żo t a k niewiolo r o d z i m y c h h e r b ó w pozostaje

W s z y s t k i o te kwestie ledwo t u d o t k n i ę t e

wymagają

n a m y s ł u etnologa w s p ó ł c z e s n o ś c i , b ę d z i e w i ę c c z y m

zapełniać

n u m e r y „ S z t u k i L u d o w e j " — jeżeli redakcja p o z w o l i .

P R Z Y P I S Y
1

R o l a n d Barthes, Mit dzisiaj (w:) t e g o ż a u t o r a , Mit i znak —
w y b ó r e s e j ó w , Warszawa 1970, s. 30—49
J a k w i a d o m o w heraldyce polskiej o b o k znamienia wzroko­
wego (godła i k l e j n o t u ) w y s t ę p o w a ł r ó w n i e ż znak s ł u c h o w y - —
z a w o ł a n i e . Z o b . n p . Słownik
terminologiczny sztuk pięknych,
red.
Stofan K o z a k i e w i c z , Warszawa 1976, s. 174—177
Zobacz na ten t e m a t na p r z y k ł a d : P i o t r K r a k o w s k i , O sztuce
nowej i najnowszej,
Warszawa 1984; A l i c j a K u c z y ń s k a , Wzory
modne w życiu
codziennym,
Warszawa 1983; Reno K o e n i g ,
Potęga i urok mody, Warszawa 1979
* Janusz Tazbir, Kultura
szlachecka — struktura i wzorce oby­
czajowe, (w:) Narodziny
i rozwój nowoczesnej kultury
polskiej,
W r o c ł a w 1976, s. 9—36; t e n ż e , Kultura
szlachecka w
Polsce,
Warszawa 1978; Swojskość i cudzoziemszczyzna w dziejach
kultury
polskiej (pr. zb., red. Zofia Stofanowska) W a r s z a w a 1973;
Tradycje
szlacheckie w kulturze polskiej
(pr. zb., red. Z o f i a Stefanowska),
Warszawa 1976. Zobacz t e ż prace K a z i m i e r z a W y k i , J a r e m y
2

3

Pot.:

Maciszewskiego, Tadeusza Ł e p k o w s k i e g o ,
Bohdana Cywińskiego i wielu innych.

Jerzego

Jedlickiego,

5

Jan S t a n i s ł a w B y s t r o ń , Dzieje obyczajów
w dawnej
Polsce,
t . 1 i 2, Warszawa 1976; Janusz Tazbir, prace cytowane w y ż e j ;
J ó z e f C h a l a s i ń s k i , Społeczna
genealogia
inteligencji
polskiej,
Warszawa 1946. W a r t o w t y m miejscu p r z y p o m n i e ć t a k ż e z b i ó r
z n a k o m i t y c h e s e j ó w o g ł o s z o n y c h w t o m i e : Polaków portret
własny,
(red. Marok R o s t w o r o w s k i ) , K r a k ó w 1979, w y d a n y j a k o suple­
m e n t do w y s t a w y p o d t a k i m s a m y m t y t u ł e m .
6

D z i a ł o się t a k w p r z e c i w i e ń s t w i e do t r a d y c j i zachodnio­
europejskiej, gdzie k a ż d a rodzina m i a ł a s w ó j herb. Z o b . Gert
Oswald, Lexikon
der Heraldik,
L e i p z i g 1984, s. 310, h a s ł o : Połnische
Heraldik.
7

Giłlo Dordles, Człowiek
s. 242—243
8

t a m ż e , s. 284—287

Z. Pijak

zwielokrotniony,

Warszawa

1973,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9925" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9903">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7bed130ec820fbf60e40dc7762eb525.pdf</src>
        <authentication>878b664f2acc477ab86b5686310da37d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118057">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3221</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118058">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118059">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3018</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118060">
                <text>Lew i Święty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118061">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.167-168</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118062">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118063">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118064">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118065">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118066">
                <text>I

Ludwik Stomma

LEW I ŚWIĘTY

zwanego

k a z a ć jego zdecydowanie. A w i n i o n jest k i j o m , wypowiedzenie

,,sprowadzonia K r z y ż a k ó w do P o l s k i " ) o b w o ł a n a zostaje w Pary­

W

marcu

1226

(a w i ę c d o k ł a d n i e w dniach l a k

w o j n y m a r c h e w k ą . B l a m a ż wojsk k r ó l e w s k i c h jost bez znaczenia,

ż u kolejna k r u c j a t a a u t y k a t a r s k a . „ L ' a p o s ( o l o f i l m a n d e r m i r o y

g d y ż chodzi — p o w t ó r z m y — o d e m o n s t r a c j ę

do Franco que, par D i o u , i l allast a Tlioulouso" — „ N a m i e s t n i k

a nio siły, k t ó r ą m o ż n a z ł a t w o ś c i ą w z m o c n i ć w razio p o t r z e b y .

1

zdecydowania,

C h r y s t u s o w y u p o w a ż n i ł k r ó l a F r a n c j i , b y w i m i ę B o ż e r u s z y ł na

T a k zwano „ k a p i t u l a c j e " Carcasorme, A l b i ot eonsortes nie s ą

T u l u z ą " . L u d w i k V I I I w y p o w i a d a wiec uroczyści© wojno wszyst­

n i o z y m i n n y m (historycy u w i e l b i a j ą eufemizmy i terminologiczne

kim,

heretyków.

igraszki), j a k r o z e j m o w y m i p o r t r a k t a c j a m i , na k t ó r y c h miasta te

W m i o s i ą c p ó ź n i e j a r m i a k r ó l e w s k a wyrusza z Bourges i m i n ą w s z y

którzy

wspioraliby,

ochraniali

lub

ukrywali

z r e s z t ą doskonale w y c h o d z ą . T u l u z a zostajo osamotniona i o d c i ę t a

L y o n kieruje się, brzegami R o d a n u , na p o ł u d n i e . Jest t o dziwna

od ś w i a t a . Caliors, A l b i i Carcasonne, a z drugiej s t r o n y Aragonia,

w o j n a , na k t ó r ą n i k t n a p r a w d ę nie m i a ł o c h o t y . Ryeerzo L u d w i k a

k t ó r a toż podejmuje p e r t r a k t a c j o z L u d w i k i o m V I I I ,

opanowawszy bez w a ł k i p a r ę pomniejszych miast u t y k a j ą , pod

wszystkie p r o w a d z ą c e do nioj drogi handlowe. Po cóż m i a ł b y

ryglują

m u r a m i A w i n i o n u , gdzie w ś r ó d n i e m r a w y c h s z t u r m ó w i hucznych

w i ę c k r ó l F r a n c j i w y k r w a w i a ć swoje o d d z i a ł y w walce z przeciw­

biesiad szybko m i j a c z t e r d z i e ś c i d n i koniecznych, ale i wystarcza­

n i k i e m politycznie,

j ą c y c h dla k r z y ż o w c ó w do uzyskania o d p u s t u z u p e ł n e g o . H r a b i a

skoro w y s t a r c z y ł o c z e k a ć w p a r y s k i c h wygodach na n i e u n i k n i o n ą

strategicznie i ekonomicznie w y k o ń c z o n y m ,

T h i b a u d ze s w o j ą d r u ż y n ą powraca do rodzinnej Szampanii. Nie

i r z e c z y w i s t ą t y m razem k a p i t u l a c j ę p r z e g r a n y c h . M y l i się w i ę c

m a dnia, aby pojedyncze p o c z t y nie w y m y k a ł y się z o b l ę ż n i c z e g o

Zbigniew

obozu. A l o w l a ś n i o w t y c h dniach r o z k ł a d u , gdy s ł a b o ś ć i zad»-

wyniszezonia k r a j u

c h ę c o n i o jego wojsk ukazuje się jaskrawo c a ł e m u ś w i a t u , p r z y j ­

że R a j m u n d

muje

Ludwik

VIII

jedne po

drugich

H o r b o r t p i s z ą c , iż „ t y l k o p e r s p e k t y w a kompletnego
i śmiortolne znużenie m o g ą

V I I , z w y c i ę z c a M a n t f o r t a i ten,

wytłumaczyć,

k t ó r y u g i ą ł się

kapitulacje

potężnych

przed k r ó l o m F r a n c j i ,

twierdz o d l e g ł y c h nieraz, j a k A l b i , czy Сагсаяоппо,

o kilkesot

z a w i e r a j ą c y w a r u n k i , j a k i e z w y k ł o się n a r z u c a ć sromotnie po­

podpisuje w r o k u 1228 t r a k t a t w M a u x ,
3

k i l o m e t r ó w o d areny w a l k i . Gdy wreszcie, w l i p c u , z a ł o g a A w i ­

konanemu przeciwnikowi."

nionu

T u l u z a ani z n u ż o n a , ani wyniszczona. U g i ą ł się R a j m u n d V I I

poddaje sie na w z g l ę d n i e h o n o r o w y c h w a r u n k a c h , k r ó l

zadowala

się

demonstracyjnym

przemarszem

przoz

Bćzicrs,

Carcasomio, Pamiers, Castcbuiudary „ o n p a i x sa'rs guerre fairo
jusques a quatro łieuz asses pres de T h o u l o u s e " — „ w
tejżo Tuluzie — g n i e ź d z i o horezji i g ł ó w n e m u colowi

wyprawy

L u d w i k V I I I nie p r ó b u j e nawot z a g r o z i ć , a pozostawiwszy część
o d d z i a ł ó w swemu k u z y n o w i Iml^ert de Beaujeu udaje się w d r o g ę
p o w r o t n ą do

Paryża.

przez L u d w i k a

niebieskim,

iż w y p o -

wiedzenio w o j n y jest samo w sobio dowodem n a j g l ę b s z o j p r z y ­

VIII.

N i e s t e t y , ten o s t a t n i nio d o c z e k a ł c h w i l i swojego

triumfu.

Z m a r ł w Montjiensier, podczas z w y c i ę s k i o g o p o w r o t u do stolicy.
Naoczny ś w i a d e k w y d a r z e ń — k a n o n i k do Puylaurens — dajo
nam

o s o b l i w ą p r z j - c z y n ę zgonu m o n a r c h y . Oto L u d w i k ,

który

od p o c z ą t k u k r u c j a t y nie spal z k o b i o t ą , z a p a ś ć m i a ł na d z i w n ą
chorobę

Leszek K o ł a k o w s k i stwierdza w Kluczu

1228 nie b y ł a to jeszcze

przed n i e u b ł a g a n ą l o g i k ą p o l i t y c z n ą n a r z u c o n ą o m a l bezkrwawo

pokoju,

boz toczenia w a l k , a ż na cztery w i o r s t y o d T u l u z y " . Ale w ł a ś n i e

W roku

spowodowaną

tą

wlaśnio

abstynencją.

Tłumaczenie

z a d z i w i a j ą c e w ustach e z ł o w i o k a K o ś c i o ł a , t ł u m a o z e n i o w p e ł n i
za

to

pasujące

do

charakteru króla, o k t ó r y m

powszoelmie

2

j a ź n i . N i e p o r u s z a m y się w aż t a k wysokich sforach ( K o ł a k o w s k i e ­
m u chodzi b o w i e m o w o j n ę w y p o w i e d z i a n ą przoz J e h o w ę k r ó l o w i
Salomonowi), by deklaracje m i h t a r n o p r z y b i e r a ł y dla nas

metafi­

zyczne a ż w y m i a r y . N i e s p o s ó b j e d n a k nie z a u w a ż y ć , żo r ó w n i e ż
w ziomskich Warunkach a k t ó w m a swojo specyficzno i bardzo
p r a k t y c z n e znaczenie. O t ó ż realne d z i a ł a n i a o r ę ż n e p o d j ę t e

bez

ich uprzedniej deklaracji m o g ą zawsze, i historia u d o w o d n i ł a to
n i e s k o ń c z o n ą ilość razy, z o s t a ć uznano za n i o b y ł o , bez

względu

na ilość ofiar, zniszczenia i p o ż o g i . — J a k a w o j n a ? — J a c y za­
b i c i ? Ś m i e c h u w a r t o ! To t y l k o n i e p o s ł u s z n a w a t a h a , nieporozu­
mienie, b r a k k o o r d y n a c j i . . .

N a t o n r a i t wypowiedzenie

wojny,

i nio m a najmniejszogo znaczenia, czy n a s t ę p u j ą po n i m , czy t e ż
nio (jak w p r z y p a d k u L u d w i k a V I I I i T u l u z y ) , j a k i e k o l w i e k dzia­
ł a n i a zaczepno, przenosi p r o b l e m na p ł a s z c z y z n ę p r a w n ą . Stan
w o j o n n y nio m o ż e b y ć p e r m a n e n t n y , j a k o żo l u d z k o ś ć (a p r z y ­

m ó w i o n o , iż „ b o n crestien estoit et t a n t comme i l fu en v i o ,
on no t r o u v o pas que i l oust oncques a fairo a femmo, fors a celle
que

i l p r i s t en

mariago" — „będąc

dobrym

chrześcijaninem,

przez cało życio nio m i a ł do czynienia z k o b i o t ą , z w y j ą t k i e m
t e j , k t ó r ą p o j ą ł za m a ł ż o n k ę " . P r ó c z j u r n o ś c i , wysoko cenionej
w owoj opoco, nio m ó g ł toż L u d w i k V I I I z a i m p o n o w a ć

swoim

p o d d a n y m p o s t u r ą — w z r o s t u niskiego, cherlaw}', bladej cery,
z p o d k r ą ż o n y m i oczyma... I oto t e m u w ł a ś n i e w ł a d c y — s k r o m n o m u , p o b o ż n e m u i s ł a b e g o zdrowia n a d a l i w s p ó ł c z e ś n i d u m n y
przydoraok „łe L i o n " — „ L o w " . Jest w t y m g ł ę b o k a m ą d r o ś ć ,
zrozumienie, iż p r a w d z i w i e l w i majestat o s i ą g a się przez pokazanie
p a z u r ó w w o d p o w i e d n i m miejscu i czasio, a nio przez n a z b y t
c h ę t n e nurzanie ich wo k r w i . Z a ś lwie spojrzonio jest zimno
i t w a r d e , lecz nie spopiola go r o z p a l a j ą c a n a m i ę t n o ś ć , a n i m ą c i
szaloństwo

fanatyzmu.

n a j m n i e j jej j u d o o - c h r z o ś c i j a ń s k a część) u m ó w i ł a się, b y za nor­
m a l n y i w ł a ś c i w y u w a ż a ć stan p o k o j u . W o j n a
m u s i w i ę c k i e d y ś , c h o ć b y i po stu

wypowiedziana

l a t a c h , ulec

zakońozoniu.

N i e s t e t y , nasza o p o w i o ś ć na t y m się nie k o ń c z y .
Po ś m i e r c i L u d w i k a V I I I L w a t r o n F r a n c j i o b j ą ł jego pier­

W t y m sonsie samo j u ż wypowiedzenie w o j n y jost wezwaniom

w o r o d n y syn

do r o z e j m u , c z y l i —- o d w r a c a j ą c s ł y n n e powiedzenio Clausewitza

w y r u s z a j ą z n ó w na poludnio. P o d ich o s ł o n ą o d b y w a się w upo­

—

jest

korzonej Tuluzio synod p o ś w i ę c o n y zwalczaniu k a t a r s k i o j herezji.

1226 staje się

ani o d w o ł a n i a . Uchwalone s t a t u t y p r z e w i d u j ą k a r a n i e niewiernych

nieuniknionym

przodłużoniem

wojny

wypowiedzianoj

dyplomacja.
Teraz dopiero przebieg dziwnej w o j n y r o k u
dla nas

L u d w i k I X Święty. W k r ó t c e wojska

francuskio

T y m razom nio m a wypowiodzenia w o j n y , nio m a p e r t r a k t a c j i ,

z r o z u m i a ł y . K r ó l , wezwawszy swych k m ą b n y c h wasali

z p o ł u d n i a do r o z m ó w (wypowiedzenie w o j n y w P a r y ż u ) , rusza pod

ś m i e r c i ą , pozbawienie mienia u k r y w a j ą c y c h
najsurowszymi

represjami

A w i n i o n , gdzio w b r e w w o l i m i e s z k a ń c ó w g r o d u , k t ó r z y —• j a k

d o n o s i c i e ł s t w a . W k r ó t c e (maj

podajo Nicolas do B r a y — od pierwszych c h w i l p r o p o n o w a l i

tury,

przeprowadza

otwarcie b r a m , dokonuje domonstracji m i l i t a r n e j

teraz

„propagatorami

mającej

wy­

się

wszystkim,

horetyków,

którzy

grożą

odmawialiby

1252) zalegalizowane z o s t a j ą t o r ­

zorganizowaną

grzesznej m i ł o ś c i "

obławę

na

trubadurów.

zwanych
Liczba

167

�historyka

browohiio o p u ś c i ć ) . K r ó l o w i o — L w y nio w i d z ą p o w o d ó w , b y

a l b i g e n s ó w — Napoleona P e y r a t — nawet m i l i o n a . Ś l e p y t e r r o r

z d o b y w a ć miasta, k t ó r o i t a k się p o d d a d z ą ; z a b i j a ć l u d z i , z k t ó r y c h

rodzi rozpaczliwy o p ó r , t e n z n ó w staje się pretekstom do spo­

m o ż n a u c z y n i ć p o d d a n y c h ; p a l i ć na stosie k o b i e t y , k t ó r e m o ż n a

tęgowania

z g w a ł c i ć l u b i n n y m na to p o z w o l i ć ; r u j n o w a ć budowlo, n a d a j ą c o

z a b i t y c h sięga sotek

tysięcy, a p o d ł u g zaslużonogo

okrucieństw.

16 marca

1244

w

ręco

królowskich

h u f c ó w dostajo się ś w i ę t y zamok k a t a r ó w M o n t s ó g u r . O d d a j m y

się do w y k o r z y s t a n i a . N a t o m i a s t

glos H o r b o r t o w i :

„ U p o d n ó ż a g ó r y na miejscu, k t ó r e nazywa

o d s y ł a do ideologii, do o k r e ś l o n e g o p o r z ą d k u m i t y c z n e g o . O zie­

samo j u ż p o j ę c i e

świętości

się d z i ś Cramatchs (od los c r ś m a t s — spaleni), ż o ł n i e r z e w z n o s z ą

m i ę , p o d d a n y c h , bogactwa, k o b i e t y m o ż n a się t a r g o w a ć , m o ż n a

p o t ę ż n y stos. O tej porze r o k u suchego drzewa jest m a ł o , więc

d o k o n y w a ć m a c h l o j e k l u b k o m p r o m i s ó w . M i t jest l u b go n i e m a .

zamiast rusztowania, przetykanego

M i t — j a k p o u c z a j ą m i s l r z o w i o ze s z k o ł y T a r t u — jest t e k s t e m

g a ł ę ź m i i p a l i , do k t ó r y c h

przywiązani bywali skazańcy, budują
wpędzają

zakutych

albigensów.

ota­

i j a k o t a k i pozostaje niepodzielny i j e d y n i o p r a w d z i w y . Gdzie­

zagrody

k o l w i e k więc lejo się k r e w n i e w i n n y c h i nie s t a w i a j ą c y c h o p o r u ,

zwycięzcy palisadę

c z a j ą c ą s p o r ę w a r s t w ę chrustu. D o tej m a k a b r y c z n e j
Źródła

podają

cyfrę

dwustu

gdzie p ł o n ą m ę c z e ń s k i e stosy, szukajcie m i t u . Szukajcie „ ś w i ę t y c h

o s ó b — kobiet i m ę ż c z y z n . P a l i s a d ę podpala się z czterech s t r o n .

spraw",

R a n n y c h i chorych wrzuca się do ś r o d k a . Ż a r jest t a k w i e l k i , żo

o j c ó w " . R o l a n d Barthos w a m się k ł a n i a .

ś w i a d k o w i e m u s z ą odejść" o d stosu. Ś p i e w y d u c h o w n y c h i k r z y k i
umierających

mieszają

się zo s o b ą .

(...) Ciężki, m d l ą c y

schodzi na d o l i n y i rozwiewa się po h i s t o r i i . "
Antropolog zadumany
pragmatyczna.

4

i świętego.

słusznego

światopoglądu",

„wiary

waszych

K o l u m n y a k t u a l n o ś c i w gazetach s ą w y s t a r c z a j ą c y m

argu­

m e n t o m dla otnologa, b y nie m u s i a ł t ł u m a c z y ć , że etnologia nio
jest a r e h o o l o g i ą k u l t u r y i że j e j o b i e k t nio zanika nawet w Mac

n a d k a r t a m i h i s t o r i i nie jest

czony t y m p o r ó w n a n i e m d z i a ł a ń Lwa

dym

„jedynie

zasko­

Natura

L o u h a n o w s k i c h elektronicznych wioskach. Z s y m p a t i ą i w z r u ­

jest

szeniem czyta t e ż etnolog dzieła swych wiołkich p o p r z e d n i k ó w ,

L e w , j a k o zwiorzę, zabija w i ę c , a b y się n a j o ś ć ,

k t ó r z y — j a k B r o n i s ł a w M a l i n o w s k i — w i e r z y l i w racjonalny

r o z s z e r z y ć swojo t e r y t o r i u m łowieckie ( k t ó r e o d d a ć m u m o ż n a

pragmatyzm

bez w a l k i ) , o d e b r a ć s a m i c ę ( k t ó r ą t a k ż e m o ż n a dla niogo do-

ś w i ę t y c h nadal r o ś n i e , l w y s ą z a ś g a t u n k i o m na wymarc i u .

kultury,

l w a nosili w herbie. Niestety

pogłowie

P R Z Y P I S Y
1

„ t a k zwanego", g d y ż chodzi w r z e c z y w i s t o ś c i o p r z y w i l e j
n a d a j ą c y w i o l k i m m i s t r z o m Z a k o n u na torenie Prus u p r a w n i e n i a
k s i ą ż ą t Rzeszy, n a d a n y przez F r y d e r y k a I I bez w o l i i wiodzy
K o n r a d a Mazowieckiego.

1

2

L . K o ł a k o w s k i , La ctef des ciea.v, Paris 1986, p . 97

3

Z . H o r b e r t , Barbarzyńco

4

t a m ż e , s.

244—245

w ogrodzie, Warszawa 1973, s. 216

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9924" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9902">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c039b1fd067ca2f9005aa163e899caf1.pdf</src>
        <authentication>392417ef9626b08fb9128cb7bf6c1d6f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118047">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118048">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118049">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3019</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118050">
                <text>Poza społeczeństwem - w pobliżu boskość. Orzyczynek do rozważań nad symboliką włosów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118051">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.169-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118052">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118053">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118054">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118055">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118056">
                <text>I I . 1. Ojcioc z p i ę c i o l e t n i m i s y n a m i

Ryszard Tomicki

POZA SPOŁECZEŃSTWEM - W POBLIŻU BOSKOSCI.
PRZYCZYNEK D O ROZWAŻAŃ N A D SYMBOLIKĄ W Ł O S Ó W

S y m b o l i k a w ł o s ó w jest zagadnieniem i n t r y g u j ą c y m
względu

na

powszechność

przypisywania włosom

w

tak

ze

ogóle,

a

dhiżanio,

modolowanio).

Niejednorodność

ludzkiego

owło'

sienią, ze w z g l ę d u na w y s t ę p o w a n i o u obu lub jodnoj t y l k o p i c i '

w ł o s o m r o s n ą c y m na głowie w szczególności, r ó ż n o r a k i c h zna­

czas p o j a w i a n i a się i t d . , s k ł o n i ł a go z kolei do

czeń w ż y c i u s p o ł o c z n y m , w o b r z ę d o w o ś c i , m i t o l o g i i , folklorze,

w istnienie jodnego ź r ó d ł a i jednakowej w y k ł a d n i

j a k r ó w n i e ż — a m o ż o n a w e t przodo w s r y s t k i m — z u w a g i na

s y m b o l i c z n y c h manifestacji

rzucającą

n i ę t a z o s t a ł a toza d o t y c z ą c a w y ł ą c z n i e w ł o s ó w r o s n ą c y c h

się w oczy p o w t a r z a l n o ś ć p o w n y c h z n a c z e ń w

róż­

n y c h epokach i w najbardziej o d d a l o n y c h od siobio miejscach

włosów. Na

tej

powątpiewania
różnorakich

podstawio

rozwi­

s t ę p u j ą od urodzenia, a p o n a d t o są „ b a r d z o odpowiednio

na globie z i e m s k i m .
J a k t r u d n o w s z a k ż e d o k o n a ć goneralizacji t y c h p o d o b i e ń s t w ,

na

głowio j a k o t y c h , k t ó r o s t a n o w i ą w s p ó l n ą c e c h ę o b u p i c i , w y ­
(tak

j a k i odzienie) do w y r a ż a n i a zmian czy r ó ż n i c w r y t u a l e
4

w statusio s p o ł e c z n y m " . H a l l p i k e

no ź r ó d ł o , w y k a z a ł a dyskusja t o c z ą c a się przoz l a t a w

z y c j i : w ł o s y k r ó t k i e / w ł o s y d ł u g i e oraz na istocie p r z e j ś c i a m i ę ­

wisku antropologów brytyjskich.

E . l i . Loach p u b l i k u j ą c a r t y k u ł Magical
tam

seksualistyczna w y k ł a d n i a

środo­

Zapoczątkował ją w
1

hair .

symboliki

1958

Zaprezentowana

włosów,

stwem,

o b c i ę c i e w ł o s ó w r ó w n a się k o n t r o l i s p o ł e c z n e j , p r z y c z y m

jako p o ż y t e c z n ą

p ł a s z c z y z n ę odniesienia dla

interpretacji

tropologicznych

wywołała

an­

po w i o l u latach nador o ż y w i o n ą

w s t o s u n k u do p r o p o z y c j i Loacha

krótkio

wczesnochrześcijańskich

D y s k u s j a , nie d a j ą c
kładni

symboliki

żadnej

ludzkich

intelektualistach,
ostatecznoj, uniworsalnoj,

w ł o s ó w , p r z y n i o s ł a wiolo

wy­

interesu­

w

społeczeństwie;

Mówił

zarówno

o

anaclioretach,

hippisach

to p r z y k ł a d y ,

indyjskich
jak

też

zachodnich

oraz ... europejskich

kobietach.

U ż y c i e o k r e ś l e n i a „ w j a k i m ś sensie" b y ł o faktycznie n i e z b ę d n o .
W

g r ę w c h o d z i ł o b o w i e m z jodnoj strony częściowo lub

jednak

motywowane

dokonywać

tu

rozbioru

poszczogólnych

n i e z b ę d n y , g d y b y m zuink&lt;rzai p o d j ą ć

stanowisk;

problematykę

i

o

k o w i t e o d s u n i ę c i e się od roguł r z ą d z ą c y c h ż y c i o m

on

jakimi

sannyasinach

jących spostrzeżeń i pomysłów interpretacyjnych. Nie chciałbym
byłby

fry­

H a l l p i k e w l a ś c i w i o nie s p r e c y z o w a ł , co oznacza „ b y ć poza

r r e t t w 1973 г., P. H o r s h m a n w 1974 г., R . F i r t h w 1975 r. i M .
2

bycio

s p o l o c z o ń s t w o m " . N i e p o z w a l a ł y m u na
się p o s ł u g i w a ł .

r. .

znamionują

zowanie s t a n o w i ć m o ż e niekiedy e k w i w a l e n t o b c i ę c i a .

i

reakcję.

włosy

Glos zabiorali k o l e j n o : C. R . H a l l p i k e w 1969 г., J . D . M . D e H o l m e s W i l l i a m s o n w 1979

brzmiała:

traktował

Loach

ogół k r y t y c z n ą

dzy t y m i d w o m a s y t u a c j a m i . Zasadnicza jego teza

opo­

d ł u g i e w ł o s y s ą znakiem b y c i a w j a k i m ś sensio poza s p o ł e c z e ń ­

wspiorana

przez intorprotaejo psychoanalityczne, k t ó r e

na

r.

s k o n c o n t r o w a ł się na

lub

u s t a l i ć ich w s p ó l n y m i a n o w n i k , w s k a z a ć ich owontualno w s p ó l -

różnymi

podleganie n i e k t ó r y m

czynnikami,
z tych

roguł

z

drugiej

cał­

społocznym,

natomiast

ze w z g l ę d u na

nie-

posiadane

od p o d s t a w . Alo j u ż sam f a k t , iż n i e m a l k a ż d y z w y m i e n i o n y c h

cechy, j a k to m i a ł o miojsco — zdaniem H a l l p i k e — w p r z y ­

autorów

p a d k u europejskich

oporował

„własnym"

materiałom

otnograficznym

kobiot

związanych

bardziej

a b y p o d w a ż y ć o g ó l n i e j s z e tozy p o p r z e d n i k ó w — z w y k l e z po­

domowym niż z funkcjonowaniem

wodzeniem —

i bardziej r z ą d z ą c y c h się emocjami niż m ę ż c z y ź n i .

o d s t r ę c z a od j a k i e j k o l w i e k

próby

mówienia

o

symbolico w ł o s ó w w ogóle, w s z ę d z i e i zawsze. O d s y ł a j ą c zatem
wszystkich zainteresowanych i bardziej
wanej

bibliografii,

sam

pragnę

odważnych

wybrać

do

cyto­

podejście przyczyn -

karskie i obarczono s p o r ą d o z ą s u b i e k t y w i z m u .
Subiektywizm

przejawia

zentowanej przez C. R .

się w

Hallpiko'a

j a k o najbardziej

zapre­

interesu­

j ą c e j i godnej dalszych d o c i e k a ń . H a l l p i k e , k t ó r y —• o ilo w i e m —
b y ł pierwszym k r y t y k i o m
Magical

3

hair ,

przyjął

przemyśleń

Leaelią wyłożonych

zdroworozsądkowy

w

gruncie

w

rzeczy

c z ę s t o z j e d n ą c e c h ą — z w i e r z ę c o ś c i ą . H a l l p i k e proponuje r ó w iness)

obfitemu owłosieniu

•— zwiorzęcości i przytacza serię p r z y k ł a d ó w

dzających

to asocjacjo. Z w i e r z ę c y towarzysze czarownic, w ł a ­

i k a n i b a l i z m u z p r z e d ł u d z k ą , p r z e d s p o l e c z n ą fazą ż y c i a w m i ­
tologii afrykańskich

L u g b a r a , wreszcio szereg p r z y k ł a d ó w za­

s n ą c y c h n a l u d z k i m cięło, u z n a ł żo swojo miejsce w r y t u a ł a c h

of folk

zawdzięczają

w

na

manipulacje

(skracanie,

wy-

{hair­

potwier­

dza a u a c h o r o t ó w n a d d z i k i m i bestiami, skojarzenie k o s m a t o ś c i

c z e r p n i ę t y c h z B i b l i i (z E z a w e m na czele) oraz z

podatności

całości

D ł u g i e wlosjr s ą zatem znakiem — bycia częściowo lub cał-

p u n k t w y j ś c i a . B i o r ą c p o d u w a g ę n a t u r a l n o cechy w ł o s ó w r o ­
one

ogniskiem

kowicio — poza s p o l o c z e ń s t w e m . S t a n ten k o j a r z o n y jost z a ś
nanio: bycie poza s p o l o c z o ń s t w e m

w y b o r z e koncepcji

z

społeczeństwa jako

literature

rozważaniach

Motif-index

J. S m i t h - T h o m p s o n a . D o d a ć trzeba, że
Hallpike'a

kilkakrotnie

powraca

choć

skojarzonie

169

�niejszych k o n t e k s t a c h i z w y r a ź n i e z w i ę k s z o n ą

częstotliwością

w tekstach, k t ó r o c h o ć spisywane r ę k ą Hiszpana oparte b y ł y
na

systematycznych

świadczy,

relacjach

żo w ł o s y m u s i a ł y

azteckich.

Już

sam

ton

stanowić przedmiot stałej

fakt
uwagi

Azteków.
Obraz j a k i w y ł a n i a się z t y c h

rozproszonych danych jost

zaiste n i o z w y k l y . G d y b y c h c i e ć s k o r z y s t a ć z o k r e ś l e n i a C. L ó v i Straussa, k t ó r y

nazwał

Azteków

ludem

8

maniakalnie

opę­

t a n y m przez k r e w i t o r t u r y , m o ż n a

by p o w i e d z i e ć , żo

t a k ż e o p ę t a n i na punkcie f r y z u r y . J a k

daleko m o ż e b y ć posu­

n i ę t e z r ó ż n i c o w a n i e fryzur

byli

w j e d n y m s p o ł e c z e ń s t w i e ? Teore-

t y e r . j o rzecz b i o r ą c nie m a ono granie, wszak w ł o s y są dosko­
nałym

obiektem

do

manipulacji.

Taka

nuta

pobrzmiowa

w

st w.cedzeniu l v . F i r t l i a , że ezłt.wiok jest i s t o t ą p o m y s ł o w ą z b i ­
jające, d u ż y s p o ł e c z n y k a p i t a ł z niewielkich ś r o d k ó w , j a k i e m u
dostarcza w ł a s n e

cia'o (miał

n a t u r a l n i e na

myśli

9

w ł o s ó w ) . G r a n i c y nio s p o s ó b u s t a l i ć a priori,

symbolikę

g d y ż jośli koa­

f i u r y s p e ł n i a j ą f u n k c j ę o m b l e m a t y c z n ą wobec p r z e d z i a ł ó w spo­
ł e c z n y c h , to s t o p i e ń ich z r ó ż n i c o w a n i a z a l e ż y o d togo, ile przod z i a l ó w jost w y r ó ż n i a n y c h w d a n y m s p o ł e c z e ń s t w i e i w

11. 2. M a t k a z pięcioletnią, c ó r k ą

sto­

s u n k u do i l u s p o ś r ó d nich r o l ę d y s t y n k c j i przyznaje się formie
uczesania. W p r z y p a d k u A z t e k ó w odnosi się w r a ż e n i e , ż e nie
było
długich

włosów

(użyć wypada

czy

też

obfitego

lego p o j ę c i a ,

owłosienia

gdy

mowa

zjawiskach j a k r u c h N a z a r e j c z y k ó w

o

zo sferą
tak

sacrum

odmiennych

z jednej s t r o n y , a m i t y ­

czni herosi oraz d i a b ł y , d u c h y i demony z drugiej),

to j o d n a k

5

ostatocznie w y m y k a się ono z jego pola w i d z e n i a .
T a k z grubsza s t r e ś c i ć m o ż n a t o k rozumowania t ' . R .

Hal-

wymiaru

uniwersalnego nio t w i e r d z i ł , że p r z y joj pomocy da się w y j a ś n i ć
k a ż d y p r z y p a d e k . G d y b y m y ś l a ł inaczej, p o p a d ł b y w sprzecz­
założeniami.

Dlaczego g o t ó w jestem u z n a ć t ę k o n c e p c j ę za

szczególnie

w a r t o ś c i o w ą ? O t ó ż s ą d z ę , że p o m i m o d o ś ć w y r a ź n y c h u p r o s z c z e ń
i pownoj j e d n o s t r o n n o ś c i (przcsocjologizowania), u w y p u k l a

ona

bardzo istotno elomeuty, k t ó r o o t w i e r a j ą d r o g ę — w ' j r o w mnie­
maniom

samego a u t o r a

nadawanych

przez

ludzi

mego przekonania jest
fakcie,
do

—

do

głębszych

włosom

koncepcja

Hallpiko'a

jakich

doszedłem

zajmując,

mitami

o

pokładów

takim.

bezsporny. Opioram

iż

azjatyckimi

jako

się

stworzeniu

znaczeń

Subioktywizm

jo w y ł ą c z n i e

koresponduje

na

z

ustaleniami

słowiańskimi

i północno-

6

ludzi ,

z w i ą z a n y c h z szeregiem w y r y w k o w y c h

oraz

ua i n t u i c j a c h

danych z i n n y c h k u l t u r ,

k t ó r y c h n&gt;o z n a m dostatecznie i n i g d y z p e w n o ś c i ą nie p o z n a m .
Nio jest t o podstawa w y s t a r c z a j ą c a aby c z u ć się p e w n y m swego.
Nio z a c h ę c a toż do ujęć g l o b a l n y c h . Dlatego, m a r k u j ą c jodynio
w t y m miejscu m ą w i a r ę w istnienie archetypowej
włosów,

chciałbym

skonfrontować

zasadniczo

m i ę d z y jednostkami, której

symboliki

tozy

brytyj­

nie

sygnali­

K i l k a p r z y k ł a d ó w , d o b r a n y c h p r z y p a d k o w o i obarczonych
wszystkimi

mankamentami

XVI-wiocznych

źródoł,

najlepioj

p r z y b l i ż y k o l o r y t s p o ł e c z e ń s t w a azteckiego:
K o b i e t a (w p r z e c i w i e ń s t w i e
f

Ipiko'a. D o d a j m y , iż nio n a d a w a ł on swej koncepcji

ność z własnymi w s t ę p n y m i

takiej r ó ż n i c y

z o w a ł a b y — z w y k l e oboli s t r o j u i o z d ó b — odmienna k o a f i u r a .

zaczesano i u p i ę o w o k ó ł
D z ie w с

do

mężczyzny): włosy

gładko

1 0

głowy ;

у n a (prawdopodobnio — j u ż nie dziocko, jeszczo

nie m ę ż a t k a ) : obcinano j o j w ł o s y z jednej s t r o n y głowj-, z dru­
1 1

giej p o z o s t a w i a j ą c

dlvgio ;

D •/, i o w с z у n a
dzeniach

przebywająca

żeńskich:

„jak

w

tylko

przy świątynnych

wstępowały,

zgroma­

natychmiast

je

1 2

strzyżono" ;
P r o s t у t u t к a (w p r z o c i w : e ń s t w i o do i n n y c h k o b i o t ) :
włosy spadają

l u ź n o , rozczesano przez ś r o d e k ,

„jej

podkręca

so­

1 3

bie k o ń e o w ł o s ó w " ; m a w zwyczaju „ r o z p u s z c z a ć w ł o s y
w e k s z o j u r o d y i czasom m i e ć p o ł o w ę rozpuszczonych, a
p o ł o w ę za uchom albo zarzuconych na

dla

drugą

ramię, i zaplatać

wło­

4

sy i p o d n o s i ć jo solve na c z u b k u g ł o w y n i c z y m r ó ż k i " ' ;
P a n o w i e , warsiwa

wyższa

(lud:

mężczyźni

z

ludu

nosili

w ł o s y podcie'e p o n i ż o j uszu.) w ł a d c y i c a ł a w a r s t w a w y ż s z a —
1 5

p o d c i ę t e r ó w n o z r a m i o n a m i „ n a znak w ł a d z y " ;
Władca:

podczas k o r o n a c j i „ s t r z y g l i (mii) w ł o s y n a

modłę

1 6

królewską" ;
M ł o d z i e ń c y

zgromadzeni p r z y

świątyni

Huitziłopochtli,

spełniający posługi k a p ł a ń s k i e : mioli wystrzyżono tonsury,

po

bokach w ł o s y s p a d a ł y do p o l o w y uszu, z t y l u g ł o w y k o s m y k
17

skiego antropologa z m a t e r i a ł o m e t n o g r a f i c z n y m nio w y k o r z y s t y ­
wanym dotąd

p.zoz badaczy s y m b o l i k i w ł o s ó w , c h o ć

mógłby

on s t a ć się k o r o n n y m a r g u m e n t o m w niejednej potyczce into-

szeroki na 4 palco o p a d a ł na plecy (czasem go z a p l a t a n o ) ;
M 1o d z ioń су
18

lektualnoj. Cel, j a k i m i p r z y ś w i e c a , jest p r o s t y i m i n i m a l i s t y czny —

d o p i s a ć glosę, do koncepcji H a l l p i k e ' a , w s k a z a ć

taką

m o ż l i w o ś ć jej z m o d y f i k o w a n i a , k t ó r a otwiera przed n i ą nowo
Material,
chodzi
i

z

który

częściowo

powstałych

po

będzio

podboju

dotyczy głównie Azteków

tu

przedstawiony,

Meksyku

po­

źródeł

pisanych

(w szorokim sensie tej

nazwy ).

7

Nio jest ani w y c z e r p u j ą c y , a n i z a d o w a l a j ą c y , j a k k a ż d y p r z y ­
padkowy

g ł a d k a j a k jicara

zbiór

d a n y c h etnograficznych. N i k t

w X V I wioku

świątyni

Huitziłopochtli,

z k ó ł k i e m o k r ą g ł y m j a k kaczan k u k u r y d z y " ;

w ł o s y bardzo k r ó t k o
Najbardzioj
drogi

perspektywy.

zgromadzeni p r z y

s p o l n i a j ą c y funkcjo pomocniczo: z w a n i clocuatecomame „ g ł o w a
19

o s t r z y ż o n o , na ś r o d k u g ł o w y t o n s u r a .

może przemawiający

prowadzącej

chłopców

do

do

objęcia

wyobraźni

jest

wyższych

stanowisk

w o j s k o w y c h i — co się z t y m w i ą z a ł o — u r z ę d ó w

opis

państwo­

2 0

wych :
C h ł o p c y do l a t 10: bardzo k r ó t k o o s t r z y ż o n i ;
C h ł o p c y od 10 r o k u
w ł o s ó w na k a r k u ;

ż y c i a : rozpoczynali zapuszezanio pasma

o h i s t o r i i i k u l t u r z e l u d ó w m e k s y k a ń s k i c h , nie zwracali szcze­

M ł o d z i e ń c y o d 15 r o k u ż y c i a , k t ó r z y zaczynali u c z e s t n i c z y ć
w w o j n a c h : z w a n i cuexpalchieacpol „ t o n , k t ó r y m a w ł o s y n a
karku";

gólnej

zdarzało

Mlodzionioc, k t ó r y w z i ą ł j e ń c a do s p ó ł k i z k i m ś : obcinano m u

się, że j a k i ś misjonarz d o s t r z e g ł , iż w ł o s y s t a n o w i ć m o g ą o b i e k t

w ł o s y z t y l u g ł o w y , p o z o s t a w i a j ą c j o d y n i o pasmo p r z y k r y w a ­

nic i n t e r e s o w a ł się s p o c j a ł n i e a z t e c k i m i w ł o s a m i . N a w e t ludzie,
którzy

z t a k i c h czy
u w a g i na

innych p o w o d ó w gromadzili

indiańskie

koafiury.

wiadomości

Czasem t y l k o

n a g a n n y c h p r a k t y k i w i e r z e ń . M i m o wszystko w ź r ó d ł a c h znaj-

j ą c e p r a w o u c h o ; fryzura p r z y n o s z ą c a zaszczyt;

dujo się z a s k a k u j ą c o

traktowa­

M ł o d z i e n i e c , k t ó r y po raz w t ó r y w z i ą ł j e ń c a niosamodzielnio:

najprzeróż­

m u s i a ł z a p u s z c z y ć drugie pasmo w ł o s ó w , po lewej stronie g ł o w y ,

d u ż o informacji

nia w ł o s ó w przoz I n d i a n . P o j a w i a j ą

270

o sposobach
się one

w w

�co u p o d o b n i a ł o go do d z i o w c z y n y ; f r y z u r a p r z y n o s z ą c a
Mlodzionioe,

który

iro

zdołał

wziąć

jońca:

wstyd;

pozostawiano m u

w ł o s y s p a d a j ą c e na k a r k i dodatkowo w y c i n a n o t o n s u r ę ; b y ł a
to

fryzura

przynosząca

h a ń b ę ; wyjście

z sytuacji

stanowiła

rezygnacja z k a r i e r y wojskowej i awansu społoeznego — w ó w c z a s
o b c i n a ł sobio w ł o s y s p a d a j ą c e na
N i c nio w i e m y

kark.

o zmianach f r y z u r y

lach hiorarchii w o j s k o w o j ,

na

kolejnych

szczob-

aż do m o m o n t u , gdy w o j o w n i k

samodzielnie 4 j e ń c ó w , k i o d y „ o b c i n a n o

ujął

m u włosy jak

kapi­

tanowi".
Najdzielniejsi

wojownicy

s t a w a l i się c z ł o n k a m i swogo

dzaju z a k o n ó w rycerskich. N a t y m poziomio f o r m y

ro­

uczesania

u z a l e ż n i o n o b y ł y d o d a t k o w o o d pochodzenia s p o ł e c z n e g o . O d r ę ­
b n y zakon t w o r z y l i w o j o w n i c y w y w o d z ą c y się z l u d u — znakiem
p r z y j ę c i a do niego b y ł o m . i n . p o d c i ę c i e w ł o s ó w p o w y ż e j uszu.
Lepiej urodzeni przechodzili przoz dwa

szczoblo zakonne: te-

quih.ua c h a r a k t e r y z o w a ł się czubem z w ł o s ó w zebranych na czu­
bku

g ł o w y , przeplecionych w s t ą ż k ą

do k t ó r e j

przymocowany

b y l p i ó r o p u s z ; z czuba s p a d a ł na plecy sznur z p o m p o n a m i
11. Я. -Matka z siedmioletni;; c ó r k ą

informującymi

o

liczbie

bohaterskich

l o n y " miał głowę wygoloną

czynów;

cuachic

„ogo­

nożem i pomalowaną w

połowie

na niebiesko, w polowio n a czerwono ł u b ż ó ł t o ; t y l k o z lewej
s t r o n y , nad uchom, pozostawiono m u k o s m y k g r u b o ś c i k c i u k a ,
2 1

przepleciony k o l o r o w ą
Nie

ma

taśmą .

potrzoby k o n t y n u o w a ć

azteckich k o a f i u r

można

tego wyliczania.

Katalog

b y znacznie p o w i ę k s z y ć , c h o ć wiele

z n i c h jest zaledwie sygnalizowanych w z m i a n k ą o

obcinaniu

w ł o s ó w w t a k i e j l u b innej s y t u a c j i . 0 n i e k t ó r y c h b ę d z i e jeszcze
mowa.

Teraz, k i o d y

otarliśmy

się

o

otnograficzny

w a r t o p o s t a w i ć p y t a n i o : w j a k i e j mierzo koncopcja

konkret,
Hallpiko'a

przystaje do naszych r e a l i ó w ?
M y ś l ę , że p o b i e ż n y nawet p r z e g l ą d
jących

w

spoleczeństwio

azteckim

form

uczesania

uzmysławia

istnio-

względność

kategorii „włosy k r ó t k i e " , „włosy długie". Wprawdzie

wśród

w y m i e n i o n y c h p r z y k ł a d ó w dalob}' się w y s z u k a ć t a k i e , k t ó r o od
biedy m o g ł y b y ilustrować zasadę „ i m krótszo włosy, t y m większa
k o n t r o l a s p o ł e c z n a " , lecz w y r a f i n o w a n i e f o r m n i e k t ó r y c h k o a f i u r
w ogólo u n i e m o ż l i w i ł o b y t a k ą ich i n t e r p r e t a c j ę . M o i m zdaniom,
f o r m u ł u j ą c s w ą t o o r i ę , H a ł l p i k o u l e g ł czarowi p o w i e r z c h o w n y c h
a n a l o g i i , co z n a l a z ł o w y r a z w p r ó b i e o b j ę c i a j e d n y m schematem
interpretacyjnym

zarówno

anachoretów,

jak

intelektualistów

i europejskie k o b i e t y . S t ą d wziął się nacisk n a „ d ł u g i e w ł o s y "
i obdarzanie k w a l i f i k a c j i „ b y c i e poza, s p o ł o c z o ń s t w e m " n i e z b ę d ­
n y m d o o k r e ś l e n i c m „ w j a k i m ś sensie". M a t e r i a ł aztecki, u k a z u j ą c
w i e l k i e z r ó ż n i c o w a n i e f o r m uczesania i r o z m a i t o ś c i s p o s o b ó w for­
m o w a n i a f r y z u r , pozwala w s z a k ż e s t w i e r d z i ć , że zasadniczo zna­
czenie m a nio t y l e d ł u g o ś ć w ł o s ó w , ile sama c z y n n o ś ć obcinania
w ł o s ó w i m o d e l o w a n i a ich w o d m i e n n y niż poprzednio s p o s ó b .
W ż a d n y m s p o ł e c z e ń s t w i e nio m a t a k i e j s y t u a c j i , żo abso­
l u t n i e wszystkie n o r m y i w z o r y d o t y c z ą k a ż d e j j o d n o s t k i

bez

w z g l ę d u na jej p l e ć , wiek, pozycjo, s p o ł e c z n ą , polnione w grupie
role. Ta banalna p r a w d a i m p l i k u j e dwa dalszo t r u i z m y : w ż a ­
d n y m s p o ł e c z e ń s t w i e nic m a jednej i j e d n a k o w e j dla w s z y s t k i c h
kontroli społecznej; w k a ż d y m społeczeństwie jednostka

znaj­

duje się w n i e u s t a n n y m r u c h u p r z e c h o d z ą c przoz r ó ż n o

sfery

i poziomy życia społecznego, k t ó r y m
dzaje

i formy

kontroli

Wśród Azteków
rakich

odpowiadają

różno

ro­

społecznej.

obcinanie w ł o s ó w i nadawanie i m

różno­

k s z t a ł t ó w stanowiło nieodłączną cechę społecznego

ist-

nionia. W ł a ś n i e s p o ł e c z n e g o , a więe takiogo, z k t ó r y m ł ą c z y się
k o n t r o l a s p o ł e c z n a . B y ł o c e c h ą istnionia dynamicznego, znakiem
przechodzenia

jodnostki

przez kolejne

społecznego, zmienności

ról pełnionych

b ę d z i e przesady jośli p o w i o m y ,

klasy
w

wioku,

awansu

trakcie ż y c i a .

żo obcinanie w ł o s ó w w

Nie

społe­

c z e ń s t w i e a z t e c k i m zdaje się b y ć w ogólo w y r ó ż n i k i e m

czło­

w i e c z e ń s t w a . Po raz pierwszy obcinano w ł o s y dziecku w k r ó t c e
po narodzeniu, gdy poddawano on b y ł o r y t u a l n e m u

obmyciu

kojarzonemu wprost z d r u g i m i , ale t y m razom j u ż o s t a t e c z n y m i
I I . 5. Cztornastolenia dziewczynka

narodzinami.

22

Dziecko

otrzymywało

wtedy

połne

„wypo-

171

�I I . 6. Nauczyciel k a r z ą c y k i l k u n a s t o l e t n i e g o c h ł o p c a

11. 7. Czternastoletni c h ł o p i e c ; i l . 8. M ł o d y m ę ż c z y z n a

s a ż e n i e a n i m i o z n o " w ł a ś c i w e c z ł o w i o k o w i " oraz i m i ę .
kosmyk

skrzętnie

chowano.

Г о raz

ostatni

człowiekowi z m a r ł e m u . Wprawdzie w t y m w y p a d k u
jemy

tylko

świadoctwom

nie m a p o w o d ó w

włosy

dysponu­

d o t y c z ą c y m warstw w y ż s z y c h ,

b y s ą d z i ć , żo l u d p o s t ę p o w a ł

więc zanim p r z y s t ą p i o n o

Obcięty

obcinano

inaczej.

do k r e m a c j i c i a ł a , z m a r ł e m u

i k t ó r e b y ł y przechowywano, umioszczano w skrzynco m a j ą c e w

środku

2

w y m a l o w a n o postacie d e m o n a " * . D o d a j m y

t u je­

szcze j e d n ą w a ż n ą i n f o r m a c j ę : „ A k i e d y k t ó r y ś (z p a n ó w

—

locz

K T ) u m i e r a ł , z w y k l i o n i m p o w i a d a ć , żo jost j u ż teotlcm, co zna­

Tak

czy, żo jest j u ż m a r t w y aby s t a ć się duchem l u b b o g i e m " .

obci­

nano z czubka g ł o w y k o s m y k , „ w k t ó r y m — j a k p o w i a d a l i —

2 5

M a m y zatem do czynienia z s y t u a c j ą d o ś ć j a s n ą .

Pierwsze

i ostatnie obcięcio w ł o s ó w t o s p o ł e c z n e n a r o d z i n y i s p o ł e c z n a

p o z o s t a w a ł a p a m i ę ć jego duszy oraz dnia jego narodzin i ś m i e r ­

ś m i e r ć c z ł o w i o k a . M i ę d z y j e d n y m i d r u g i m r y t u a ł e m k a ż d y wie­

c i ; w ł o s y te, razem z t a m t y m i , k t ó r e m u o b c i ę t o g d y się u r o d z i ł

l o k r o t n i e p o d d a w a n y j e s t p o s t r z y ż o n o m , zmienia f o r m ę uezosa-

172

�10

Tl. i). N o w o ż e ń c y ; i l . 10. Starzec

&lt;E&gt;

Tl. 11. D o j r z a ł y

mężczyzna

�nia, ale jost to j u ż t y l k o z n a k i o m z m i o n i a j ą e y c h się relacji po­
m i ę d z y j e d n o s t k ą a r e s z t ą g r u p y ; jest d y s t y n k c j ą

wownątrz-

sj'stemowa.
*

W s p o ł e c z e ń s t w i e a z t e c k i m znany b y ł jeszcze jeden, szcze­
g ó l n y s p o s ó b t r a k t o w a n i a w ł o s ó w , o k t ó r y m d o t ą d nio wspo­
m n i a ł e m a b y nie z a c i e m n i a ć d y s k u s j i z tozami H a l l p i k o ' a . T e n
sposób traktownia włosów stanowi odpowiednik hallpiko'owskich
„ w ł o s ó w d ł u g i c h " , a m ó w i ą c bardzioj precyzyjnie — jest l o ­
gicznym

przeciwieństwom

czynnościami
przypadek,
się

ze

w którym

sobą

oglądanym
prowincji

obcinania

wownątrzspolecznymi.

i

dysponujemy

relacjami

Hiszpanów,

to

będących

zarazem

wieloma,

jedyny

pokrywającymi

najwyraźniej

zjawiskiem: „ A następnie
(...) m i e l i bardzo

fryzowania,

Jest

zdumionych

p r z y b y l i papas

z

całej

d ł u g i e w ł o s y , t a k zmiorzwione, ż e

nio s p o s ó b icli r o z c z e s a ć bez obcięcia, i p e ł n o k r w i

spływającej

i m z uszu p o k ł u t y c h tego dnia w ofierze (...) m i e l i toż bardzo
d ł u g i e paznokcie
o w i papas

u p a l c ó w r ą k ; s ł y s z e l i ś m y j a k m ó w i o n o , żo

uważani

b y l i za z a k o n n i k ó w i ł u d z i ż y j ą c y c h

cno­

2 6

tliwie" .
Kim
sku

b y l i m e k s y k a ń s c y papce'i

„ p u p i o ż " . Papas

słuwo to p r z e s z ł o

in

Słowo papa

liczba m n o g a .

t o po h i s z p a ń ­

Ale w

rzeczywistości

(io .słownictwa p r z e b y w a j ą c y c h

w Meksyku

Uiszpa-.ów z języka nahnatl i było zniekształceniem

papahua

„ l e n , k t ó i y n i ; , d ł u g i e w!osy". Fonetyczna

zbieżność

hiszpań­

skiego papa

m i a ł a boz w ą t p i e ­

oraz n a l m a t l a ń s k i e g o papahua

nia s w ó j u d z i a ł w s z y b k i m upowszechnieniu się w ś r ó d k o n k w i s t a ­

I I . 13. K a p ł a n n i ż s z e j rangi (tlamacazqui)

d o r ó w , a n a s t ę p n i e k r o n i k a r z y , t e r m i n u papas w znaczeniu „ i n ­
d i a ń s c y k a p ł a n i (w o g ó l o ) " albo j a k o o k r e ś l e n i a w y ż s z y c h rang
w

hierarchii k a p ł a ń s k i e j .

hiszpańskimi,

a

nie

Używanie

indiaYiskimi,

go zgodnie

spowodowało

szanie; ź r ó d ł a pisane a ż r o j ą się od papas,
czy wszyscy o n i f a k t y c z n i e b y l i papahaague

z

kryteriami

sporo

zamie­

lecz nie m a p e w n o ś c i
(1 n i n . od

papahua).
Nic m a w ą t p l i w o ś c i t y l k o co do jednego — że w s p o ł e c z e ń s t w i e
a z t e c k i m i s t n i a ł a droga ż y c i o w a , d o s t ę p n a w y ł ą c z n i e d ł a m ę ­
żczyzn, k t ó r ą m o ż n a
Wlaśnio

nazwać

nieobcinanych,

włosów

papatłi

„drogą

gdyż

sama

nieobcinanych
nazwa

kapłanom
27

na

kapłańskich

o niezwykło

celu m a k s y m a l n ą

lecz o „ k u d ł y " w ł a ­

— n i g d y nic obcinane, nio podcinane,

nie czesane . D r o g a t a r o z p o c z y n a ł a
szkołach

włosów".

kapłańskich

— z a ś w i a d c z a , iż nie c h o d z i ł o t u o j a k i e ­

k o l w i e k d ł u g i e w ł o s y , bo te zwano tzontli,
ściwe t y l k o

tych

się w

ostrym

mającym

jednostki,

oderwanie

i podporządkowanie

wyłącznie

deindywidualizację

jej od ś w i a t a pozaklasztornego

przyświątynnyeh
reżymie

s ł u ż b i e bogom. W s t ą p i e n i e na t ę d r o g ę p o c i ą g a ł o za s o b ą cał­
kowitą

zmianę

istnienia".

powierzchowności,

Młodzieńcy

osobowości

rozpoczynający

oraz

„sposobu

karierę kapłańską

na­

t y c h m i a s t zapuszczali d ł u g i e w ł o s y , nie pielęgnując, ich w ż a ­
den s p o s ó b , i p o k r y w a l i sobie cało c i a ł o , w ł ą c z n i o z g ł o w ą i w ł o ­
sami, c z a r n y m s m a r o w i d ł e m , k t ó r e m u

p r z y p i s y w a n o nio zna­

ne n a m bliżej nadnaturalne w ł a ś c i w o ś c i . B y ł y to s t a ł e a t r y b u t y
papahuague.

Najprawdopodobniej

obcinania p a z n o k c i .
dzić,

że papahuaque

dzeniem,
z którym
ludzi.
Te

28

obowiązywał

Hiszpanio s k ł o n n i

byli

także

zakaz

ponadto

twier­

nie m y l i s i ę , co m o g ł o b y ć j e d y n i e z ł u ­

c h o ć w s p ó ł b r z m i z kompleksem z a c h o w a ń

żałobnych,

k o j a r z ą s i ę nieuchronnie liczne cechy tej k a t e g o r i i

2 9

zewnętrzne

żałobne

w o g ó l n e j s y t u a c j i papahuaque.

asocjacje,

znajdują

uzasadnienie

O t ó ż z p u n k t u widzenia s p o ł e ­

cznego b y l i oni m a r t w i . I to w d w o j a k i m

sensie. l ' o pierwsze

dlatego, iż p o d s t a w o w y m icli o b o w i ą z k i e m b y ł o d ą ż e n i e do m a ­
ksymalnej c z y s t o ś c i , co a u t o m a t y c z n i o w y k l u c z a ł o
Zakaz

utrzymywania kontaktów

fizycznych z

prokroaeję.

kobietą

miał

charakter b e z w z g l ę d n y , a jogo z ł a m a n i e p o c i ą g a ł o za s o b ą ś m i e r ć
nie t y l k o winnego, lecz t a k ż e jogo k r o w n y c h i w s z y s t k i c h , k t ó r z y
o w y s t ę p k u wiedzieli i m i l c z e l i . Nio jest b y ć m o ż e bez znaozo11. li&gt;. Stara kobc-la

174
1

nia f a k t , że p r z y ł a p a n e g o na o d s t ę p s t w i e od celibatu

papahua

�uśmiorcano potajomnio.
sio poza

30

J o ś l i ta kategoria

społeczeństwem,

s p o ł e c z n e j ; co n a j w y ż e j

nie p o w i n n i

ludzi

znajdowała

oni p o d l e g a ć

kontroli

ściej

widywali

podczas

długotrwałych

postów

i

umartwień

3 5

b y ł a „ g ł o w a z d ł u g i m i w ł o s a m i " . C h c ą c nie c h c ą c p r z y p o m i ­
n a j ą się w t y m momoncie czarownicy bar i u B o r o r ó w , stano­

boskiej.

U n i k a n i e j u ż nie t y l k o s t o s u n k ó w , alo wszolkieh k o n t a k t ó w

w i ą c y — j a k p i s a ł C. L ó v i - S t r a u s s — „ k a t e g o r i ę i s t o t ż y w y c h ,

czystości,

k t ó r e nie n a l e ż ą całkowicio a n i do ś w i a t a n a t u r y , a n i do ś w i a t a

k t ó r e j i d e a ł p o l e g a ł — j a k się wydaje — na zabiciu w sobie

s p o ł e c z e ń s t w a " , lecz p o ś r e d n i c z ą m i ę d z y n i m i ; oraz ś w i a t d u ­

z kobietami było jednym z warunków

dążonia

do

tomu

c h ó w , z k t ó r y m i bari s ą z w i ą z a n i — „ o w ł o s i o n y c h , z d z i u r a m i

dłu­

w g ł o w a c h (...) p o t w o r ó w p o w i e t r z n y c h , k t ó r o w y d z i e l a j ą deszcz

gotrwale posty, zmiana r y t m u snu i czuwania, a przede wszyst­

przez oczy, nozdrza l u b niozmiornio długio w ł o s y i paznokcie;

kim

jednonogich,

wszelkich

społeczno-biologicznych

s ł u ż y ł y ograniczenia

instynktów.

alimentacyjne,

Celowi

będące stelą normą,

niezwykle nasilonio p r a k t y k p o k u t n y c h p o l e g a j ą c y c h

na

kaleczeniu c i a ł a , o k t ó r y c h pewien tekst aztecki m ó w i : ,,Po to
w ł a ś n i e przepchniesz (trzcinowy p r ę t przoz j ę z y k — R T ) : nic

z d u ż y m i brzuchami i ciałami obsypanymi

pu­

36

chem j a k n i o t o p e r z o " .
Aztockich nieobcinanych w ł o s ó w nio da się jednak

sprowa­

t y l k o a b y się z a s ł u ż y ć , lecz ż e b y z r z u c i ć p r o c h , b r u d . U m o ­

dzić do uproszczonej

czysz p r ę t y w k r w i , przobijesz d u ł n ą część j ę z y k a , od drugiej

na m a n i p u l a c j e " . G d y b y t a k b y ł o , j a k i sens m i a ł o b y zapusz-

s t r o n y je wciśniosz... W ton s p o s ó b p o z b ę d z i e s z się swoich grze­

czanio c h o r y m dzieciom

3 1

formuły

„ w ł o s y z n a c z ą , bo s ą p o d a t n e

włosów

a

la

papahua

z

c h ó w , swoicli z ł y c h u c z y n k ó w , swoich w a d . . . " . W i e l u

papa-

że w y z d r o w i e j ą ? Dlaczego m i a n o b y p r z y p i s y w a ć

hiiaquc

sobio

włosów protoplastom

„aby

nie p o d d a ć

się j a k i e j ś

słabości, rozcinało

przez ś r o d e k m ę s k i e c z ł o n k i i c z y n i ł o t y s i ą c e rzeczy, ż o b y s t a ć
3 2

się i m p o t e n t a m i i nie u r a z i ć swoich b o g ó w " .
Papahuague

n i e m Tzornpachtli

b y l i m a r t w i w sensio s p o ł o c z n y m r ó w n i e ż dla­

tego, żo nio w y k o n y w a l i

ż a d n e j p r a c y w szerokim

tego s ł o w a

z a r z ą d z a n i e i wojowanie. K i e m o g l i

obejmującym

o n i polnie ż a d n e j

funkcji

chociaż

dostojnicy

niektóro

czynności

lata

był

papahua

państwowej

świeccy

mogli

wykonywać

kapłańskie. Jednak
miał

pozostając

możliwość

kapłanami

i

człowiek,

objęcia

znaczonia

wykonywali
który

wysokich

przez
stano­

dynastii p a n u j ą c e j

c z y ź n i e zwanemu Tzontecomatl

nadzieją,

nieobcinanie

w Tetzeoco —

męż­

— „ G ł o w a " oraz kobiecie imie­

— „ W ł o s y z t r a w y " , k t ó r z y mieli ciała

o d r a m i o n w g ó r ę , poruszali się

tylko

skokami niczym wróblo, pło­

d z i l i p o t o m s t w o , k i e d y m ę ż c z y z n a w s u w a ł j ę z y k w usta k o b i e t y ,
j e d l i surowo m i ę s o i mieszkali w jaskiniach?
rozumieć

fakt,

żo z a r ó w n o

Jak

nalożaloby

odlogli przodkowie A z t e k ó w ,

jak

zbieracko-łowieckie ludy z północnego Moksyku, kwalifikowane
j a k o b a r b a r z y ń c y , dzicy ludzio, nic p r a k t y k u j ą c y w ogólo ob­
cinania w ł o s ó w , o k r e ś l a n i b y l i w s p ó l n y m m i a n o m
zawierającym

stwa.

oznaczający takżo — jak już widzioliśmy — „ d u c h a " zmarłego,

Przedtem

wszakże

obcinano

nrn

w ł o s y i z m y w a n o z ciała p o k r y w a j ą c e
smarowidło.

ceremonialnie

długie

je d o t ą d s t a ł o czarne

człon

teoehiehimeca

wisk w hierarchii w ł a d z y , a t y m s a m y m p o w r o t u do s p o ł e c z e ń ­

teotl t ł u m a c z o n y z w y k ł o j a k o „ b ó g " ,

ale

a d o d a t k o w o n a d n a t u r a l n ą moc p o s i a d a n ą przoz r ó ż n o i s t o t y
nieludzkie ?

3 3

Z a s t r z e g ł e m się na w s t ę p i e , iż szkic ten b ę d z i o

wyłącznie

p r z y c z y n k i o m , glossą do pewnej koncepcji. Dlatogo nio p o d e j m ę
p r ó b y szukania odpowiodzi na p o w y ż s z o p y t a n i a .
T r o p wskazany przez C. R . H a l l p i k e o k a z a ł się więc praw­

Najprawdo­

podobniej w y m a g a ł o b y to b o w i e m w y j ś c i a poza m a t e r i a ł aztecki,

d z i w y w w y p a d k u A z t e k ó w . Opozycja: obcinanie w ł o s ó w — n i e -

spojrzenia n a s y m b o l i k ę w ł o s ó w w szerszej p o r s p o k t y w i o , u w ­

obcinanio w ł o s ó w

i człowie­

z g l ę d n i e n i a s k o j a r z e ń a n i m a l n y c l i wskazanych j u ż przez H a l l p i -

sensie, co

ke'a a zapewne r ó w n i e ż z d u m i e w a j ą c y c h analogii, j a k i e i s t n i e j ą

czeństwa.

wyznacza

Papahuague

potwierdzają

nie

świadectwa

granicę
byli

społeczeństwa

ludźmi w

mówiące,

ścisłym

iż u w a ż a n o

ich za

ś w i ę t y c h . W t y m o k r e ś l e n i u miości się z a r ó w n o s p o s ó b

ludzi
życia,

j a k i przokonanio, że s ł o w a „ c h c ę , ż o b y ś u m a r ł " w y p o w i e d z i a ­
34

no przoz k t ó r e g o ś z nich m a j ą moc z a b i j a n i a .
że w n a j o g ó h i i o j s z y m
pokonali
ludzkioj

planie papahuague

byli ludźmi,

bariery o d g r a n i c z a j ą c e z w y k ł e g o
sfory ś w i a t a . I c h b o z p o ś r e d n i e

W y daj o się,

człowieka
kontakty z

którzy

m i ę d z y d b a ł o ś c i ą o k a z y w a n ą przoz A z t e k ó w o b c i ę t y m

włosom

i paznokciom, w i a r ą I n k ó w w i c h ścisły z w i ą z o k zo z m a r t w y c h ­
wstaniem

37

i nieomal i d e n t y c z n y m p r z e ś w i a d c z e n i u n o t o w a n y m

w ś r ó d c h ł o p ó w z E u r o p y wschodniej. W y m a g a ł o b y w
postawienia p y t a n i a o a r c h e t y p o w ą s y m b o l i k ę w ł o s ó w

końcu
samych

o d poza-

w sobio (jak t o u c z y n i ł E . R . Leach s z u k a j ą c y i l u m i n a c j i w głę­

najświę-

b i n a c h ludzkiej p o d ś w i a d o m o ś c i ) , k t ó r a b y ć m o ż e s t w o r z y ł a b y

tszj-mi miojscami na ziemi, j a k i m i b y ł y pomioszczonia, w k t ó ­

podstawę

r y c h s t a ł y f i g u r y b ó s t w , o z n a c z a ł y t o samo co bycie w k o n t a k c i e

c z ą c y c h r ó ż n y c h p o z i o m ó w zjawiska — i n t e r p r e t a c j i p a r t y k u ­

z s a m y m i i s t o t a m i n a d n a t u r a l n y m i . I rzocz
Jodyna

znana m i w z m i a n k a m ó w i ą c a

charakterystyczna.

bardziej

konkretnie

o

k o m u n i k o w a n i u się z z a ś w i a t a m i powiada, iż t y m co n a j c z ę ­

do

pogodzonia

pozornio sprzecznych

l a r n y c h . A to j u ż s ą kwestio przed p o d j ę c i e m

— bo
których

doty­
warto

z a s t a n o w i ć się n a d s ł o w a m i , j a k i m i d i a b e ł p r z e m a w i a ł do E w y :
eritis

sicut dii — „ b ę d z i e c i e j a k o bogowie"...

I I . 14. W y k o n a w c y w y r o k ó w

sądowych

175

�II.

15. D o w ó d c a w o j s k o w y wysokiej rangi (ticociahuacatl)
z f r y z u r ą t y p o w ą dla tequiliaquaque — dzielnych

P R Z Y P I S Y

1

E . R . Leach, Magical hair, „ J o u r n a l o f the R o y a l A n t h r o p o ­
logical I n s t i t u t e o f Great B r i t a i n a n d I r e l a n d " , v o l . 88, 1958,
P a r t I I , s. 147—164
*C.R. H a l l p i k o , Social hair, „ M a n " , v o l . 4, 1909 N o 2, s.
256—264; J . D . M . D e r r e t t , Religious
hair, „ M a n " v o l . 8. 1973
N o 1, s. 100—103; P. H e r s h m a n , Hair, sex and dirt, „ M a n "
v o l . 9, 1974 N o 2, s. 274—298; R . F i r t h , Symbolic, public and
private, L o n d o n 1975; M . H o l m e s W i l l i a m s o n , Powhatan
hair,
„ M a n " v o l . 14; 1979 N o 3, s. 392—413
E . R . Leach z a j m o w a ł się w ł o s a m i j a k o p r z y k ł a d e m „ n i e ­
c z y s t o ś c i " t a k ż e w i n n y c h , p ó ź n i e j s z y c h pracach, z k t ó r y m i
d y s k u t u j e P. H e r s h m a n , op. c i t . , s. 292 n .
C R . H a l l p i k o , op. c i t . , s. 259
Por. t e ż : C R . H a l l p i k o , Some Problems in
Cross-cultural
Comparison
[ w : ] The Translation
of Culture.
Essays
to
E.E.
Evans-Pritchard,
ed. Т . О . B e i d o l m a n , L o n d o n 1971, s. 136.
Nadaje on t a m swoj koncepcji p o s t a ć : d ł u g i e w ł o s y / k r ó t k i e w ł o s y ;
natura/społeczeństwo; zwierzęcość/istota społeczna; wolność/
/kontrola.
R . T o m i c k i , Ludowe
mity o stworzeniu człowieka,
„Etno­
grafia P o l s k a " t . X X I V , 1980 z. 2, s. 49—119
A z t e k o w i e w ś c i s ł y m sonsie t o w y ł ą c z n i e m i o s z k a ń c y Tenocht i t l a n u i Tlatelololco. U ż y w a się j e d n a k toj n a z w y na o k r e ś l e n i e
wszystkich m i e s z k a ń c ó w t z w . i m p o r i u m azteckiego, na podobnej
zasadzio j a k m ó w i się czasem Rosjanio o m i e s z k a ń c a c h Z S R R lub
Anglicy o obywatelach Wielkiej B r y t a n i i . W y b i e r a m ten naganny
s k ą d i n ą d uzus aby nio k o m p l i k o w a ć t e k s t u m a ł o co k o m u m ó w i ą ­
c y m i n a z w a m i bardziej p o p r a w n y m i .
С Levi-Strauss, Smutek tropików,
Warszawa 1964, s. 360
R . F i r t h , op. c i t . , s. 298
A . de M o l i n a , Vocabulario
en lengua castellana у mexicana
у mexicana у castellana (1571), Mexico 1977, s. 22
' Ibidem
' T . M o t o l i n i a , Memoriales
e Historia
de los indios tle la
Nueva Европа,
M a d r i d 1970, s. 223
A . L ó p o z A u s t i n , Cve.rpo humano e ideologia. Las concepciones de los anliquos nahtias, Mexico 1984, t . I I , s. 276
B . do Sahagun, Historia
general de las cosas de
Nueva
Espana,
Mexico 1979, s. 562
D . D u r a n , Historia, de las Indias de Nueva Espana e Islas
de la Tierra Firme, Mexico 1967, t . I , s. 116
D . D u r a n , op. c i t . , t. I T , s. 475
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , s. 24
Czarka w y k o n a n a z t y k w y .
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , ś. 25
C a ł y p o n i ż s z y opis p o d a j ę za B . de Sahagim, op c i t . ,
s. 478—480
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , s. 114—115
A . M . Garibay K „ Códice Carolina,
„ E s t u d i o s de C u l t u r a
N ó h u a t l " v o l . V I I ; 1967, s. 10—11
N a j o g ó l n i e j m ó w i ą c , ehodzi t u o k i l k a „ d u s z " czy j a k m ó w i
A . Lópoz Austin „ b y t ó w animicznych", k t ó r y c h harmonijne
w s p ó ł i s t n i e n i e i w s p ó l d z i a a de u m o ż l i w i a ż y c i e c z ł o w i e k o w i ;
A . L ó p o z A u s t i n , op. c i t . , t . I , s. 231 i i n .
Т . M o t o l i n i a , op. c i t . , s. 131
B . de Sahagun, op. c i t . , s. 611
B . D i a z del Castillo, Historia
verdadera de la conquista
de la Nueva Espana,, M a d r i d 1975, s. 150
A . de M o l i n a , op. eit., s. 22, 79—80; A .Ma. Garibay K . ,
op. cit., s. 10, 12
O p r ó c z B . Diaza dcl Castillo (patrz p r z y p . 26) p o ś w i a d c z a
t o t a k ż o T . M o t o l i n i a , op. eit., s. 24
Z n a k i ż a ł o b y t o rozpuszczone w ł o s y , nie czesanie ich, nie
mycie t w a r z y , nic zmienianie u b r a n i a , p o w s t r z y m y w a n i e się
o d s t o s u n k ó w p ł c i o w y c h , s p o ż y w a n i e t y l k o jednego p o s i ł k u dzien­
nie. Z n a m i e n n y jest f a k t , iż podczas radosnego ś w i ę t o w a n i a
z w y c i ę s t w a na wojnie k a p ł a n i uczestniczyli w u r o c z y s t o ś c i a c h
m a j ą c w p l e c i o n ą we w ł o s y c z e r w o n ą n i ć , n a t o m i a s t podczas
o g ó l n e j ż a ł o b y , k i e d y i n n i p o w i n n i m a n i f e s t o w a ć odpowiednie
z n a k i , oni w y s t ę p o w a l i po p r o s t u ze s w y m i n a t u r a l n i e rozpusz­
c z o n y m i w ł o s a m i , D . D u r a n , op. c i t . , t . I I , s. 291
Historia
de los mexicanos por sus pinturas,
w:
Teogonia
e historia de los mexicanos.
Trcs opusculos
del siglo XVI,
od.
A .Ma. Garibay K . , Mexico 1979, s. 76
A . L ó p e z A u s t i n , op. c i t . , t . I , s. 439
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , s. 55
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , s. 68
G. Fernandez de O v i c d o , Sucesos у dialogo de la Nueva
Espana,
Mexico 1946, s. 28
T . M o t o l i n i a , op. c i t . , s. 38
С Levi-Strauss, op. c i t . , s. 216—217
P. D u v i o l s , La destrucción
de las religiones andinas
(Conguista у Colonia),
Mexico 1977, s. 79
3

4

5

6

7

8

9

1 0

1

2

1 3

1 4

1 5

1 0

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 3

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 0

F r y z u r y azteckie w g Codex Mcndoza, p o l . X V I w., rys. A n n a
Wiclochowska-Olszak

176
I

3 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9923" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9901">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e2e244b4ea4f45cf8a808e34e6f4d2a3.pdf</src>
        <authentication>1841e3fe41dc51eecafb281361828494</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118037">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2683</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118038">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118039">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2494</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118040">
                <text>Jacka Malczewskiego "Finis Poloniae", "Rewolucja 1905" czy wyznanie miłosne? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118041">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.8-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118042">
                <text>Grzybkowska, Teresa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118043">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118044">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118045">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118046">
                <text>z przybytkami laski i miłości. Przygotował grunt dla nowego
traktatu o namiętnościach, który czerpałby natchnienie
z prawdy tak oczywistej i tak bardzo zapoznanej przez na­
szych pięknoduchów: kochamy kobietę, ponieważ jest miła."
Była de Beauvoir miła i Sartre wybrał ją.
Rzecz intencjonalnie wyosobniona, mentalnie wyodręb­
niona ze swego fizycznego tła, sensualnie wyrwana ze swego
percepcyjnego otoczenia, potraktowana w sposób emocjonal­
ny lub estetyczny, a nie wyłącznie praktyczny lub epistemiczny zostaje zawieszona w swoim byciu-w-świecie i wyzwala
się z radykalnej absurdalności egzystencji, znamionującej
rzeczywistość, jak to głosi początkujący filozof w ostatnich
zdaniach Wyobrażenia z roku 1939: „W tym wypadku każdy
może w sobie skonstatować coś w rodzaju odwroiu od
przedmiotu konteplowanego, który prześlizguje się do nico­
ści. Gdyż od tego momentu już nie jest postrzegany; funkcjo­
nuje jako analogon samego siebie, a oznacza to, iż nierzeczy­

wiste wyobrażenie tego, czym jest, objawia się nam przez je­
go aktualną obecność. (...) Przedmiot podający się za taki, jak
gdyby był za samym sobą, staje się niedotykalny, jest poza
naszym zasięgiem; stąd ten bolesny brak zainteresowania
w stosunku do niego. W tym też sensie można powiedzieć:
niezwykła piękność tej kobiety zabija pożądanie, jakie się
względem niej odczuwa. Nie możemy się bowiem zaraz
umieścić w płaszczyźnie estetycznej, gdzie jawi się to nieza­
wisłe 'ona sama', które podziwiamy, i w płaszczyźnie urze­
czywistniającej fizycznego posiadania. By jej pożądać, trze­
ba zapomnieć, że jest piękna, gdyż pożądanie jest pogrąża­
niem się w sercu egzystencji, w tym, co ma ona najbardziej
przypadkowego i absurdalnego."
Te stwierdzenia „piękność tej kobiety zabija pożądanie",
„by ją pożądać, trzeba zapomnieć, że jest piękna", najlepiej
po wzięciu w nawias wiarygodności filozofa uważać s i ł ą
r z e c z y za własne.

JACEK MALCZEWSKI

Jacek Malczewski, Na jednej strunie. 1908

7

�99

Jacka Malczewskiego
Finis Poloniae", „Rewolucja 1905
czy wyznanie miłosne?
Teresa G r z y b k o w s k a

Jacek Malczewski prawie nigdy sam nie nadawał tytułów
swoim obrazom, czynili to przyjaciele oraz późniejsi interpretatorzy jego dzieł. Artysta zostawiał wszystkim wolną rę­
kę, nigdy niczego nie prostował. Jego postępowanie pozwala
wnioskować, że pilnie strzegł tajemnicy ich prawdziwego
przesłania. Pytany po wielekroć o znaczenie obrazów, odsy­
łał najczes'ciej rozmówcę do profesora Jana Bołoz-Antoniewicza, organizatora wystaw oraz autora katalogów. Ten histo­
ryk sztuki nadawał tytuły pojedynczym obrazom i całym ze­
społom. Podobnie nieco później czynił Jerzy Mycielski. Wy­
myślane przez tych uczonych tytuły narzucały pojęcia, które
mogły skrywać rzeczywistość.
W 1914 roku w Lusławicach w rozmowie z dziennika­
rzem S. Nowińskim artysta powiedział: „moje wizje to moje
życie... Najlepiej malować dla siebie i nikomu nie pokazy­
wać... pisz pan tak: Jacek jest zdrów, ma się dobrze i maluje
historyjki, których nikt nie rozumie. Artysta strzegł pilnie
istotnych treści swoich obrazów, nie chciał ujawniać ukry­

tych w nich uczuć będących tajemnicą jego życia. A to, że
malował uczucia, wiemy także z jego deklaracji złożonej
w liście do ojca pisanym z Paryża wiosną 1876 roku: „... swo­
je uczucia będę pokazywał publiczności". Tak więc obrazy
stawały się dobrem publicznym, ale przemilczane znaczenia
pozostawały nadal jego osobistą własnością.
Również obraz noszący dwie daty: przed sygnaturą 1905,
a po niej 1906, nie zyskał autorskiego komentarza. Znajdują­
ce się obecnie w warszawskich zbiorach prywatnych płótno
było fotografowane mniej więcej z czasem powstania. Foto­
grafię podpisano: Wśród drogi. W katalogu wystawy jubile­
uszowej w 1925 roku obraz zatytułowano Rewolucja 1905 ro­
ku. Jako Finis Poloniae zaś figurował na wystawie w 1977 ro­
ku w paryskim Grand Palais. W katalogu tej ekspozycji ro­
mantyzmu polskiego jej autor Marek Rostworowski dał pa­
triotyczną eksplikację obrazu. Zdaniem tego wybitnego orga­
nizatora wystaw płótno miało przedstawiać alegorię upadku,
odrodzonej rewolucją 1905 roku nadziei na odzyskanie przez

Jacek Malczewski, Portret hrabiego Aleksandra Wielopolskiego.

8

1903

�Jacek Malczewski. Finis Połoninę zwana też Rok 1905 (1906). czy też Apoteoza artysty i jego M«;v?

Polskę niepodległości. Zdaniem Rostworowskiego artysta
prowadzi ku wolnos'ci kobietę symbolizującą Polskę i białego
Pegaza. Ale ich marsz powstrzymują dwie kobiece harpie
personifikujące Prusy i Austrię, które niegdyś' - wspólnie
z Rosją - rozgrabiły Polskę. Tłem tej sceny jest rozległy pej­
zaż od Tatr po Morze Bałtyckie.
Już Agnieszka Ławniczakowa odnosiła się sceptycznie
do tej interpretacji. Ta zasłużona badaczka twórczości Mal­
czewskiego uznała, że nie ma powodu, by w dwóch nagich
harpiach widzieć symbole zaborczych państw, dostrzegła
w nich raczej figury libido-uwodzącej mocy zmysłów, rado­
ści i pokus życia, siły antagonistycznej wobec duchowego
posłannictwa artysty. Biały Pegaz może wyrażać inspirację
twórczą artysty płynącą z całej polskiej ziemi. Patronuje ca­
łości smutna Muza, a nie Polonia. W konkluzji Ławniczako­
wa uznała, że obraz wyraża „romantyczny konflikt wartości
ukazany w obrazie opozycji: życie prywatne-społeczne obo­
wiązki".
Sugestia tej patriotyczno-społecznej tradycyjnej interpre­
tacji była tak silna, że ulegając jej, zamieściłam obraz
w dziale Ojczyzna w moim Świecie obrazów Jacka Malczew­
skiego. Jednak ponowne, długie i dokładne przyjrzenie się
obrazowi, jego studiowanie zmusiło mnie do rewizji daw­
nych poglądów.
Wydarzenia roku 1905 na pewno oddziałały na wrażliwe­
go artystę. Jednak nie powstało w związku z tym żadne wy­
bitne dzieło. Natomiast właśnie wówczas Malczewski nama­
lował kilka najlepszych swoich płócien, w których główną
bohaterką była zmitologizowana postać Marii Balowej. Prze­
życia osobiste chyba tym razem zdominowały politykę, bo­
wiem przyglądając się interesującemu nas płótnu nie dostrze­
gamy w nim śladu jakichkolwiek patriotyczno-rewolucyjnych aluzji. Natomiast w tym wypadku polityczna interpreta­
cja sygnalizuje to, co Joseph Campbell nazywa patologią mi­

tu - wykorzystaniem sfery duchowej, jaką jest mit, do celów
politycznych. Obraz jest bliski kompozycyjnie powstałemu
trzy lata wcześniej Portretowi Aleksandra Wielopolskiego
z Muzeum Narodowego w Warszawie, nazwanego też w ra­
mach tej samej patologii „Hamletem Polskim".
Ostatnio Witold Dobrowolski przekonywająco udowodnił
dawną sugestię Kazimierza Wyki, określającego Wielopol­
skiego jako Heraklesa na rozstajnych drogach. Przyjaciel ar­
tysty stał się współczesnym Heraklesem-bohaterem mitologiczno-moralizatorskiej opowieści znanej z fragmentów Wo­
ra/ Polikleta z Kos zacytowanej przez Ksenofonta. Wielopol­
ski, jak niegdyś Herakles, stoi w rozległym pejzażu między
dwoma kobietami. Młodą, kuszącą rozkoszą Eudajmonią
i starszą, poważną Arete-Cnotą.
W obrazie z 1906 roku miejsce Wielopolskiego zajął sam
artysta. Stoi pośrodku rozległego pejzażu, też między dwoma
kobietami. Obie są piękne i młode. Malczewski przyciska le­
wą dłonią do piersi jakby własną głowę, bo nie jest to cza­
szka. Gest jednak jest teatralny: artysta jak Hamlet trzyma
ową głowę niczym czaszkę Yorika. Głowa ta została pokaza­
na z góry tak, że oglądamy lśniącą łysinę, starczący nos z roz­
dętymi chrapami. Drugą dłonią malarz trzyma za uzdę stoją­
cego tuż za nim Pegaza. Obok skrzydlatego konia melancho­
lijna Muza w wieńcu na głowie obejmuje czułym gestem łeb
narodzonego z krwi Meduzy zwierzęcia. Po obu bokach arty­
sty, na tle ogromnych skrzydeł Pegaza, stoją dwie ujęte do pa­
sa nagie kobiety. Po chwili orientujemy się, że obie są jedną
i tą samą osobą - zmultiplikowanym wizerunkiem Marii Ba­
lowej. Pióro we włosach upodabniają do wizerunku z 1905
roku, na którym została pokazana jako Chimera strzegąca Za­
trutej Studni. Wygięte niczym pręty barokowej kraty węże uj­
mują nagie piersi kobiety w mocne sploty. Gady tworzą orna­
ment zarówno na ciele kobiety, jak i w przestrzeni wokół niej.
Jeden z węży dotyka piersi artysty. Tak wyeksponowane wę9

�Jacek Malczewski. Rusałki. Opętany.

że stają się atrybutem kobiety. Oba wcielenia Marii Balowej
dominują nad artystą, który, niższy, został dosłownie zam­
knięty w uścisku ich ciał. Kobiety spod spuszczonych powiek
patrzą z góry na zadumanego malarza, ich twarze są łagode,
piękne, spokojne. Artysta ukazał siebie nie tyle jako zdomi­
nowanego przez kobietę, ile widzianego z jej perspektywy.
W małym skrawku pejzażu oglądamy kwintesencję ziemi:
niebo, wodę, góry.
Na tym obrazie więc Malczewski prowadzi przez świat
ukazany w sumie żywiołów Pegaza i Muzę. Przeciska się
z tymi towarzyszami przez swoistą Skyllę i Charybdę, ale
w przeciwieństwie do mitu nie grozi mu z ich strony niebez­
pieczeństwo. Maria Balowa, której podwojone ciało stwarza
specyficzną szczelinę, ukazana została jako piękna Chimera
lub równie piękna Meduza-matka Pegaza. W tym kontekście
można też zastanawiać się nad pozytywną interpretacją węży,
które były również atrybutami Asklepiosa-patrona sztuki le­
karskiej. Węże reprezentowałyby tu dynamikę życia. Wąż
zrzuca skórę, by się odrodzić, co symbolizuje samą istotę ży­
cia. Dotyk węża w sztuce greckiej oznaczał wyleczenie. Wąż
symbolizował więc energię wewnętrzną, przekształcanie ży­
cia. A wszak miłość nie tylko zmienia życie ale także leczy.
Kobiety, czy raczej Maria Balowa, zajmują najwięcej
miejsca w obrazie, podobnie jak na powstałym rok później
płótnie Chwila tworzenia. Harpia we śnie. I tu Balowa wy­
pełnia swoją postacią cały świat artysty. Stała się zarówno je­
go Eudajmonią, jak i Arete. W każdym razie te przeciwień­
stwa mają dla niego jedną twarz ukochanej kobiety.
Ta śmiała kompozycja zamknięta w ciasnym kadrze stło­
czonych postaci przypomina monumentalnym rozmachem
weneckie freski z XVIII wieku, zwłaszcza Tiepola. Efekt ten
wzmaga jasny, radosny koloryt i cienko, „freskowo" kładzio­
na farba. Sporo w tym obrazie innych nawiązań do malar­
stwa włoskiego, również XV i X V I wieku. Naga opleciona
wężami Maria Balowa dominująca w pejzażu na tle nieba
w oczywisty sposób narzuca skojarzenia ze znanym portre­
tem Simonetty Vespucci Pierra di Cosima z Chantilly. Wąż
układający się w delikatny biżuteryjny klejnot na ciele flo­
renckiej piękności oplata Balową stalowym splotem. Nato­
miast sama postać sławnej z urody modelki Malczewskiego,
charakterystyka jej ciała, a zwłaszcza włosów, falujących,
spiętych modą findesieclową, obfitych, ciężkich nad kar­
kiem, wywodzi się z tradycji jasnowłosych bogiń stworzo­
nych przez Tycjana, Tintoretta i Tiepola. Bohaterowie
10

1887

płócien Tintoretta posłużyli artyście za model własnej posta­
ci. Mężczyzn o czaszkach łysych, gładkich i lśniących zna­
my choćby z wiedeńskiej grupy Zuzanny i starców. Schemat
kompozycyjny - umieszczenie głównej postaci pośrodku
z adorantami po bokach - nawiązuje do najpopularniejszego
renesansowego tematu Sacra Conversazione spełnianej
w idealizowanym pejzażu. Schemat ten zastosował Mal­
czewski po raz pierwszy w portrecie Wielopolskiego jako
Heraklesa, a wykorzystywał potem wielokrotnie. Zwłaszcza
w autoportretach z nagimi kobietami, najsławniejszy z nich
powstał w 1916 roku. Z biegiem lat kobiety utraciły rysy
Marii Balowej, pozostając jednak nosicielkami erotycznej
życiodajnej energii, strzegły studni, z których artysta czerpał
wodę życia.
Obrazy Malczewskiego, jak wiele dzieł malarzy renesan­
sowych i barokowych pracujących dla dworów królewskich,
nie poddają się jednoznacznej interpretacji. Uniwersalny ję­
zyk mitologiczny pozwalał na skrywanie pod pretekstem ale­
gorii politycznych osobistych emocji władcy, a czasem same­
go artysty. Na zamku hradczańskim w Pradze na zlecenie ce­
sarza Rudolfa I I tworzono liczne apoteozy tego władcy.
Odzianego monarchę, najczęściej zakutego w zbroję, otacza­
ły nagie niewiasty personifikujące różne cnoty. Ich mitolo­
giczne imiona pozwalały na spełnienie ważnej roli w propa­
gandzie politycznej. „Patologia mitu", jak widać, ma długą
tradycję. Obrazy oficjalnie głoszące pochwałę męstwa i spra­
wiedliwości cesarza jednocześnie zadowalały jego erotyczne
gusta łagodną pornografią.
Wiele obrazów Malczewskiego nie różni się w swym istot­
nym przesłaniu od tych dzieł manierystycznych. Mitologiczne
postacie na wielu płótnach artysty służyły politycznej propa­
gandzie. Można jednak sądzić, że interesujący nas obraz jest
od niej wolny, można to płótno nazwać Apoteozą artysty i je­
go Muzy. Oglądamy tu obok samego malarza mitologiczne
personifikacje sztuki-Pegaza, Muzę-idealną służebnicę Apollina oraz współczesną kobietę-Muzę artysty-źródło bezpośre­
dniej inspiracji twórczej. To właśnie dzięki tej Muzie, objętej
szczególną opieką skrzydeł Pegaza-symbolu sztuki, dokonała
się w tym obrazie apoteoza artysty i jego Muzy. To dzięki Mu­
zie sztuka artysty osiągnęła doskonałą pełnię. Mitologia, która
spełniała w twórczości Malczewskiego fundamentalną rolę,
po raz kolejny okazała się inspiratorką jego sztuki. Mit bo­
wiem pozwolił artyście ponownie spojrzeć na życie jak na po­
ezję, w której sam uczestniczył.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
