<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=8" accessDate="2026-09-27T16:53:58+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>8</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="10284" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10262">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/da4263a3df02b33fca326173ee6fed2a.pdf</src>
        <authentication>7d9010161160cab4c470687038a853b1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122293">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6413</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122294">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122295">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122296">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122297">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122298">
                <text>Lustro tauromachii (wybrane fragmenty)/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122299">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.172-173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122300">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122301">
                <text>Ochab, Maryna (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122302">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122303">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122304">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122305">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122306">
                <text>M I C H E L LEI RI S

śne falowanie tłumu; podział areny na dwie części, nie­
równo skąpane w słonecznym blasku: stronę „cienia”
i stronę „słońca”. Ale równolegle do tego pojęcia pięk­
na niejednolitego, niby napięta do granic wytrzymało­
ści nić czy stygnąca lawa, wolno dopatrzyć się w walce
byków jedności przeciwieństw, figury wyraźnie odręb­
nej od zwykłego połączenia kontrastów.

Lustro tauromachii
Wybrane fragmenty

***

W

ięc: matador wyprostowany, stopy idealnie
zestawione, przykute do ziemi strachem, że
upadnie na oczach publiczności, a zarazem
ściskającymi łydkę paskami, które maskuje pończocha
w kolorze różowych wymiocin i błyszczące pantofle.
Sztywność stojącego samotnie mężczyzny, sztywność
szpady. Z wolna rozkładana muleta zakrywa swą po­
wieką zbyt oczywistą łodygę, chimeryczną strugę biją­
cą ze stalowej źrenicy. Matador: Damokles, który ze
szpadą w ręku wziął swój los za rogi.
***

Tak jak Boga - według Mikołaja z Kuzy zbieżność
przeciwieństw (tj. skrzyżowanie, przecięcie linii, rozwi­
dlenie torów, rozdroże lub teren niezabudowany, gdzie
spotyka się każdy z każdym) - można było patafizycznie określić jako „punkt, w którym zero styka się z nie­
skończonością”, tak pewne szczególne węzły czy punk­
ty krytyczne wśród niezliczonych faktów, z których
składa się nasz świat, można by geometrycznie przed­
stawić jako miejsca, gdzie czujemy, że przylegamy do
świata i do samych siebie.

W obecnym stanie rzeczy (odznaczającym się wy­
jątkowym wprost niedostatkiem wszystkiego, co ma
związek ze świętem) instytucja taka jak corrida - któ­
ra pod wieloma względami rozwija się analogicznie do
schematu tragedii antycznej - nabiera szczególnej
wartości, wydaje się bowiem, że ona jedyna we współ­
czesnym świecie zachodnim potrafi odpowiedzieć na
potrzeby, jakie, spodziewać by się można, powinien za­
spokajać każdy spektakl, zarówno w ramach realnego
życia, jak i w umownych dekoracjach czy na nieza­
wodnym gruncie terenów ćwiczebnych.
***

W tauromachicznym zwrocie, tak samo jak w spółkowaniu, jest wspinaczka ku pełni (szarża byka), po­
tem paroksyzm (byk wpada z impetem w kapę, muska­
jąc rogiem brzuch mężczyzny przykutego stopami do

***

Walka byków jest niewątpliwie gwałtowną grą kon­
trastów, analogiczną do tej, na której zasadza się pięk­
no romantyczne, zgodnie z najszerzej przyjętą jego kon­
cepcją. Szpetota koni z wyprutymi flakami i zlanego
krwią byka (jakkolwiek jest to krew s z l a c h e t n a ,
krew zwierzęcia kastowego, którą można przeciwstawić
nikczemnej krwi końskiej, tak jak w religiach prymi­
tywnych uznaje się krew ofiarną i krew miesięczną za
radykalnie różne) kontrastuje z bogatymi strojami ak­
torów, wśród których mamy przeciwstawienie picadores
(ciężko opancerzeni giermkowie z ich żałosnymi szka­
pami) i eleganckich mężczyzn, stojących na własnych
nogach, przynajmniej gdy chodzi o matadores; temat
walki człowieka ze zwierzęciem i przewagi inteligencji
nad brutalną siłą; pojęcie wyjątkowo zdolnego osobni­
ka - w tym wypadku matadora - narażonego na kapry­

172

Francis Bacon, Study for bullfight no. 1, 1969, kolekcja
prywatna, Szwajcaria. Za: Bacon 1909-1992, Cercle d'Art,
Paris 1994.

�Michel Leins • LUSTRO TAUROMACHII. WYBRANE FRAGMENTY

ziemi), wreszcie rozdzielenie obu aktorów, rozszczepie­
nie po intymnym kontakcie, upadek, rozdarcie. Jeśli
byk odpowiada właściwie, a człowiek umie pracować,
jeśli obaj zapuszczają się w ruchliwy labirynt serii po­
wiązanych z sobą zwrotów (w czasie której przeciwni­
cy rozłączają się tylko po to, by za chwilę znów się po­
łączyć, jakby owinięci jeden w drugiego), ogarnia nas
upojenie, bardzo podobne do oszołomienia erotyczne­
go. Jak w akcie miłosnym przed ostatecznym kryzy­
sem, wstrzymujemy oddech w lęku, że to ustanie,
w zachwyceniu, że to jednak trwa. Powtarzające się
ruchy, tak samo jak w spółkowaniu, raz za razem po­
tęgują ekstazę: upajamy się z każdą chwilą coraz bar­
dziej, czując, że rozkosz wciąż rośnie, choć sekundę
wcześniej wydawało nam się, że osiągnęliśmy szczyt.
Jak przy prawdziwym zawrocie głowy - który może być
udręką albo rozkoszą, jak w snach o lataniu - mamy
poczucie z a g r o ż e n i a: ten ciąg prowokowanych
i unikanych w ostatniej chwili wypadków nie może
trwać bez końca... A przecież pesymistyczna prognoza
nie sprawdza się: człowiek nadal żyje, a byk nadal krą­
ży wokół niego, nadal go owija. Nagle czar pryska: po
tylu coraz bardziej rozdzierających pieszczotach part­
nerzy rozchodzą się, są sobie teraz obcy. I wtedy wybu­
cha owacja, która wieńczy całość niby ulga szczytowa­
nia; owację wolno tu określić jako „rozładowanie”
zarówno w potocznym, jak i w najbardziej trywialnym
sensie tego słowa: spadek potencjału nerwowego, po­
dobny do spadku gorączki, a zarazem wytrysk, w któ­
rym spermą są brawa.
***

Corrida, niczym akt ofiarowania, dąży do paroksy­
zmu: zabicia byka; dopiero potem może przyjść ulga,
jak po zawładnięciu przedmiotem pożądania w miłości
czy po śmierci bohatera w tragedii. W wypadku aktu
ofiarnego tym paroksyzmem czy maksymalnym napię­
ciem jest moment zabicia ofiary (zderzenie bóstwa

z krwią), po nim następują ryty odprężenia: desakralizacja, odprawienie boga, który nie zagraża nam już
bezpośrednio, gdyż dostał swoją dolę i może wrócić
tam, skąd przyszedł. Wcześniej mógł nam zaszkodzić,
ale teraz się udobruchał, aż do czasu, gdy zażąda nowej
daniny.

Wszystko zatem rozgrywa się w niebezpiecznej
okolicy progu cienkiego jak ostrze brzytwy, w wąskiej
strefie interferencji, w psychologicznym no man's land,
stanowiącym domenę sacrum par excellence: na grani,
gdzie wznosi się tabu (którego jedynym sensem jest za­
pobiec świętokradztwu, uniemożliwić profanację), na
granicy, względem której rzeczy - tracąc nieukierunkowany, amorficzny charakter tego, co świeckie - po­
laryzują się na lewe i prawe.
***

Wygnać śmierć albo ukryć ją za nie wiedzieć jaką
architekturą o ponadczasowej doskonałości: takim
starczym zajęciom oddaje się większość filozofów i macherów od religii. Wcielić śmierć w życie, sprawić, by
stała się w jakiś sposób rozkoszna (jak gest torera, któ­
ry łagodnie wciąga byka w fałdy kapy czy mulety); na
tym powinna polegać działalność budowniczych luster
- mam na myśli tych wszystkich, których najpilniej­
szym celem jest komponowanie owych faktów wydają­
cych się miejscami, gdzie czujemy, że przylegamy do
świata i do samych siebie, ponieważ dają nam one po­
czucie pełni, kryjącej w sobie własną mękę i własne
pośmiewisko.
Przełożyła Maryna Ochab
*

Fragmenty pochodzą z książki M. Leirisa Lustra tauromachii, Gdańsk, słowo/obraz terytoria, 1999.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10283" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10261">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eb8e8a0ce95d99af0167ff775dee206a.pdf</src>
        <authentication>3884ff8a87015dddba4f0a59ba5b4d94</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122279">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6414</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122280">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122281">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122282">
                <text>corrida</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122283">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122284">
                <text>Rafaelillo, 9 października, Nîmes/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122285">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122286">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122287">
                <text>Szerszeń, Tomasz (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122288">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122289">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122290">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122291">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122292">
                <text>M I C H E L LE I RI S

Rafaelillo,
9 października, Nîmes

icasso rysował i malował kiedyś cherlawych
młodzieńców. Ubrani niczym wypłowiałe arle­
kiny w ubogie trykoty upięte na spracowanym
ciele, czasem umieszczeni wysoko, na kulach, zajęci
czymś nieokreślonym, ci linoskoczkowie o wysmu­
kłych twarzach obdarzeni są ustami, których niepew­
na linia waha się między trwałością ekstazy i skurczem
cierpienia. W ten sposób którejś niedzieli, objawił mi
się młody Rafaelillo z Walencji.
Większość dzisiejszych walk tauromachicznych
wartych jest niewiele więcej niż puste ćwiczenie styli­
sty, ponad całą czystość pozy przedkładającego sztukę
- ze szkodą dla tragedii. Wraz z Rafaelillem corrida
odnajduje cały swój sens. Trzeba zobaczyć tego męż­
czyznę - drobnego, z poważną miną, poruszającego się
o włos od rogów, jak gdyby jakaś sekretne namagneso­
wanie podtrzymywało nieustannie jego ciało na nie­
uchwytny dystans od ostrza - by zrozumieć, czym
w rzeczywistości jest walka z bykiem.
Bez zbędnych ornamentów - tylko tyle, ile trzeba,
by odsłonić swą maestrię - bez fanfaronady, bez sztu­
czek teatralnych: Rafaelillo po prostu walczy. Ze sta­
rannością, z namiętnością i odwagą, nie uznając in­
nych podpisów [na całości swej pracy] jak zadraśnięcie
na swym stroju spowodowane zbytnim zbliżeniem się
do zwierzęcia lub jak prawa ręka skąpana we krwi, tuż
po wbiciu ostrza z całkowitą szczerością.
A więc, delikatny młodzieniec przypominający li­
noskoczków i innych przeklętych z pierwszych okre­
sów malarstwa Picassa, wątły młodzieniec - oczy ni­
czym ostrza noży, łagodny, objawiający kruchość
uśmiech - dający widzom lekcję wielkości: naprawdę
wartościowe jest jedynie to, co odbywa się bez oszu­
stwa, czego chcemy z całej woli i z całego serca, ujarz­
miając materię tak, jak powinno ujarzmiać się byka za­
raz przed decydującym pchnięciem.

P

Przełożył Tomasz Szerszeń

„Droga J. Piszę do Ciebie kilka godzin przed moją pierwszą
walką...” Tu list młodego toreadora staje się nieczytelny.
Czy zginął na swej pierwszej novilladzie? Gdzie odbyła się
pierwsza walka? Kim był młodzieniec? Kim była J.? Nigdy
się nie dowiemy. Pozostała pocztówka - dowód na
erotyczne związki pisania i tauromachii...

*

Od tłumacza: Tekst ten, relacja z corridy, która odbyła
się 9 października 1938 w Nîmes, ukazał się ostatecznie
w 1939 roku w „La Nouvelle Revue Francaise” (nr 304).
Przewidziana na 2 października, corrida ta została prze­
łożona o tydzień z powodu międzynarodowego kryzysu
związanego z porozumieniami monachijskimi. W walce
wzięło udział 6 byków i 3 toreadorów: Vicente Barrera,
Luis Gomez El Estudiante i Rafael Ponce Rafaelillo. R a­
fael Ponce Rafaelillo (1912-1972) pochodził z Walencji,
walczył po raz pierwszy na arenie w 1935 roku. Po woj­
nie kontynuował karierę w krajach Ameryki Łacińskiej.
Jego prosty, pozbawiony zbędnych ozdób styl był dla Michela Leirisa rodzajem objawienia. W liście do innego
znawcy corridy, André Castela, pisał: „Nigdy, w żadnym
dziele sztuki, nie znalazłem odpowiednika tego, co po­
czułem w Walencji oglądając walczącego Rafaelillo. (...)
Wiem, że w moim życiu nie będzie mi nigdy dane do­
świadczyć czegoś podobnego”. (sierpień 1938).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10282" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10260">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0524c769fdd83eafdc54798d249b09b3.pdf</src>
        <authentication>9f4d70d8d5b6c8b527aa459e95642159</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6411</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122266">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122267">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122268">
                <text>Giacometti, Alberto - rzeźba</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122269">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122270">
                <text>Alberto Giacometti / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122271">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.163-164</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122272">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122273">
                <text>Kędzierski, Marek (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122274">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122275">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122276">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122277">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122278">
                <text>MI CHEL LEIRIS

Ż

yjemy w okresie w każdej mierze bez polotu,
a fetyszyzm, który, podobnie jak w najdawniej­
szych czasach, leży u podstaw naszej ludzkiej eg­
zystencji, z rzadka jedynie ma okazję zadowolić się,
występując w niezamaskowanej postaci. I dlatego miłośnicy słabowitych fantomów (naszych imperaty­
wów moralnych, logicznych i społecznych) - czepiamy
się fetyszyzmu przekształconego, czyli imitacji tego,
który ożywia nas dogłębnie, i ów zły fetyszyzm pochła­
nia największą część naszej aktywności, nie zostawia­
jąc niemal miejsca na fetyszyzm autentyczny, jedyny,
którym naprawdę warto się zajmować, ponieważ jest
całkowicie siebie świadomy i z tego powodu nie ucie­
ka się do żadnego oszukiwania.
Pośród dzieł sztuki niewiele znajdziemy przedmio­
tów (obrazów czy rzeźb) zdolnych z grubsza choćby
sprostać podstawowym wymogom tego prawdziwego
fetyszyzmu, to znaczy miłości - rzeczywiście pełnej mi­
łości - nas samych, uzewnętrzniającej się pod twar­
dym pancerzem, zamykającym ją w obrębie rzeczy do­
tykalnej, umieszczonej, tak jak mebel, którym możemy
się posłużyć, w tej rozległej, obcej izbie, zwanej prze­
strzenią.
Przedmioty te, będące przecież tworami ludzkich
rąk, wydają się na ogół jeszcze bardziej nam obce niż
produkty natury, których stanowią zaledwie uległe,
a zarazem bardzo osłabione refleksy, niepozorne cienie
na granicy parodii, zbyt wątłe, by posłużyć nam za prze­
ciwny biegun wewnętrznego bieguna naszej miłości.
To dlatego, że nie są wewnętrznie spójne, że nie są
autonomiczne, dzieła sztuki w znakomitej większości
przeraźliwie nas nudzą, są nudniejsze niż deszcz, w su­
mie bowiem dzieli je od nas więcej niż od kropli wody
- bo piękne, ciekłe kulki wody przywodzą na myśl łzy,
przynajmniej swą formą, jeśli nie smakiem, a ta wilgot­
ność, ta płynność, ewokuje fale błogości, przepływają­
cej przez nasze członki, kiedy kochamy się, albo kiedy
poczujemy czyjś dotyk.
W chwili obecnej niewielu jest artystów, których
dzieło wymyka się tej okropnej nudzie. A w przeszło­
ści było ich jeszcze mniej. Wszakże wśród rzadkich
nam współczesnych, którzy dzięki szczególnemu daro­
wi nie podlegają tej regule, można wymienić Giacomettiego.
Są takie momenty, które można określić mianem
kryzysu, i tylko one są ważne w życiu. Chwile, kiedy
nagle to, co zewnętrzne, zaczyna zgadzać się z żądania­
mi wysyłanymi w jego stronę z naszego wnętrza, chwi­
le, w których świat na zewnątrz otwiera się po to, by
między nim a naszymi sercami zawiązała się nagle nić
porozumienia. Przywołuję w pamięci kilka tego rodza­
ju przeżyć - wszystkie odnoszą się do zdarzeń z pozoru
błahych, wypranych z wartości symbolicznej, tudzież,
jeśli chcecie - bezinteresownych: na rozświetlonej rue
Montmartre Murzynka z trupy Black Birds trzyma
obiema rękami bukiet zroszonych wodą róż, parowiec,

Alberto Giacometti

na pokład którego dopiero co wsiadłem, zwolna odda­
la się od nabrzeża, docierają do mnie strzępy jakichś
piosenek nuconych przypadkowo, w ruinach w Grecji
natykam się na jakiegoś dziwnego ptaka, który musiał
być chyba czymś w rodzaju olbrzymiej jaszczurki... Po­
ezja zrodzić się może tylko z takich kryzysów i tylko te
dzieła się liczą, które dostarczają ich ekwiwalentu.
Lubię rzeźbę Giacomettiego, ponieważ wszystko,
co on robi, wydaje się utrwalaniem takiego kryzysu
w kamieniu i odznacza się intensywnością nagłego in­
cydentu, błyskawicznie schwytanego i zastygłego
w bezruchu, kamieniem przydrożnym, który daje temu
świadectwo. Mimo to nie ma w tej rzeźbie niczego
martwego, wręcz przeciwnie, wszystko jest, jak
w prawdziwych fetyszach, którym można oddawać
hołd (prawdziwych, to znaczy tych, które są do nas po­
dobne i stanowią zobiektywizowaną formę naszego
pragnienia), żywe aż do przesytu, eksponujące powab
życia, mocno nasycone humorem, pięknym wyrazem
tej uczuciowej ambiwalencji - temu delikatnemu
sfinksowi wciąż dajemy strawę, zazwyczaj sekretnie,
w samym centrum istnienia.
Więc nie domagajcie się ode mnie jakiegoś wywo­
du o rzeźbie. Ja wolę dywagacje - ponieważ te piękne
przedmioty, które mogę zobaczyć i dotknąć, są zaczy­
nem tylu moich wspomnień...
Niektóre z jego rzeźb są puste jak szufelka albo jak
wydrążone owoce. Inne są pełne dziur, przez które
przechodzi powietrze, to poruszające struktury, usta­
wione między wnętrzem a światem zewnętrznym, sita
zżerane przez wiatr, ukryty wiatr, który wciąga nas
w olbrzymi czarny wir, w te minuty niesamowite, któ­
re wprowadzają nas w trans.
Giacometti urodził się 10 października 1901 r.
w Szwajcarii (w kantonie Gryzonia). Jest synem mala­
rza. Do czternastego roku życia przebywał w rodzin­
nym miasteczku, potem w 1915 roku rozpoczął naukę
w liceum, które po czterech latach rzucił, aby upra­
wiać malarstwo i rzeźbę, czemu już od wczesnych lat
chciał się oddać. Przez pół roku studiował w Ecole
d’Arts et Metiers w Genewie, ale nie przypadło mu to
do gustu. Cały rok 1921 spędził, podróżując po W ło­

163

�Michel Leiris

• ALBERTO GIACOMETTI

szech. Dziewięć miesięcy upłynęło mu w Rzymie.
W 1922 r. przyjechał po raz pierwszy do Paryża. Przez
trzy lata bywał tam od czasu do czasu, a od 1925 r. za­
mieszkał w Paryżu na stałe, z wyjątkiem dwóch, trzech
miesięcy w roku, które spędza w rodzinnych stronach.
Początkowo uczęszczał na Akademię, żeby pracować
według natury, ale od kilku lat pracuje sam.
Giacometti to zatem rzeźbiarz bardzo młody. Idio­
tyczne jest bawić się w przepowiadanie przyszłości, ileż
to razy prorocy nie różnili się od zwiastunów nieszczę­
ścia. Ale jak nie szczędzić pochwał na widok tych fi­
gur powstałych pod jego palcami, tak konkretnych,
tak oczywistych, absolutnych jak twory, które się wiel­
bi, skamieniałe w ulotną sól, ale bez cierpkości śniegu,
jak kurz opadający pod palcami tego, kto je poleruje ten nieuchwytny popiół dla pasjonatów powinien stać
się relikwią - i ta cudowna sól, którą tylu dawnych po­
szukiwaczy pragnęło wydobyć z łona ziemi, słoność fal

i gwiazd, które też mają własne przypływy, a wreszcie
sól łez, łez od śmiechu, łez z rozpaczy, czy łez w obłę­
dzie, łez lekkich i jakby złośliwych, łez dziwacznych,
karkołomnych, czy też ciężkich łez nasączonych solą
kośćca i zlodowaciałych szkieletów, wciąż te krople
wody, które padają niestrudzenie, czasem w niemej
skale istnień dowiercając się oślepiających źródeł,
zgęszczonych kropli wody, przypominających tę sól,
która zawsze będzie zaspokajała nasz głód, sól morską,
sól gorzką, sól łamiącej się falangi, sól zębów, sól po­
tów, sól spojrzeń... I w końcu kamienna uczta, potra­
wa z brązu, cudownie żywa, i na długi czas zdolna nas
pobudzać, podsycać nasz wielki głód.
Przełożył Marek Kędzierski
*Tekst pochodzi z „Documents” 4/1929

Alberto Giacometti Patrząca głowa, 1929. Alberto Giacometti-Stiftung.
Publikowane w „Documents” 4/1929. Za: „Kwartalnik Artystyczny” 2-3/2003.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10281" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10259">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9974cc2fd33286070f5306098c47bff0.pdf</src>
        <authentication>762c24d95b24b2174cac9102982f58af</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122252">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6409</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122253">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122254">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122255">
                <text>Bacon, Francis (1909-1992)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122256">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122257">
                <text>Francis Bacon, en face i z profilu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122258">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.139-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122259">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122260">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122261">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122262">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122263">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122264">
                <text>MI CHEL LEIRIS

Ich verlange in allem - Leben, Möglichkeit des Daseins, und
dann ist 's gut; wir haben dann nicht zu fragen, ob es schön, ob
es hässlich ist. Das Gefühl, dass, was geschaffensei, Leben habe,
stehe über diesen beiden und sei das einzige Kriterium in Kunst-

Francis Bacon:
en face i z profilu

sachen.

Georg Büchner, Lenz
„Ja żądam we wszystkim - życia, prawdopodobieństwa,
istnienia, wtedy - wszystko w porządku; nie ma już po co py­
tać, czy rzecz jest piękna czy brzydka. Poczucie, iż to, co się
stworzyło, naprawdę żyje własnym życiem, przeważa nad
tamtymi dwoma i stanowi jedyny sprawdzian w dziedzinie
sztuki”
Georg Büchner, Lenc (przeł. Kazimiera Iłłakowicz)

Orestes, chwilę po tym, jak z trudem zdołał uśmie­
rzyć gniew Erynii, Hamlet próbujący zebrać myśli po
konfrontacji z duchem, Don Juan nie większy super­
man niż jego tchórzliwy lokaj, ale napinający każdy
muskuł, nim zuchwale wystąpi przeciw Piekłu, na któ­
re skazał go Komendant, Maldoror, na poły anioł, na
poły orkusz, który chce zaczerpnąć oddechu po wygło­
szeniu bluźnierczej tyrady w Pieśniach, raz jowialny, raz
marzycielski Falstaff, mimo wszystkich ekscesów nie­
mal równie młodzieńczy jak wtedy, gdy był paziem
u księcia Norfolku - wielki gracz doskonale wyczuwa­
jący własną, naznaczoną tyloma wstrząsami epokę, po­
stać wyrafinowanie nowoczesna, zaskoczona przez nas
w absolutnie nieoczekiwanej chwili, kiedy nie bacząc
na godzinę, ma wszystko postawić na jedną kartę, czy
to w karty, czy w kości, czy w ruletkę... N a twarzy
Francisa Bacona, rumianej jak u jakiegoś osiemnasto­
wiecznego empirysty angielskiego, który filozofuje nad
kieliszkiem koniaku czy sherry, na tej twarzy bez śladu
zarostu, dziecięco pucołowatej, ale i steranej życiem,
zdaje się malować zdumienie, otwierające oczy, inteli­
gentny upór tudzież połączona z jakąś, czy ja wiem, se­
kretną wściekłością, subtelna rozpacz kogoś świado­
mego, iż w dzieciństwie najmniejsza rzecz potrafiła
wzbudzić w nim zachwyt.
Kosmyk włosów przekornie tnący czoło, linia, któ­
rej nie brak na żadnym z autoportretów, to jakby znak
tego, że w głowie Bacona nic nie dzieje się podług gnuśnych reguł jakiegoś z góry wyznaczonego planu, lecz
jest nieodmiennie konsekwencją zawieszenia, załama­
nia lub zakwestionowania. Czyżby owa niezgoda na
gotową konfekcję nie przejawiała się w nieco skrzy­
wionej, a w każdym razie nie całkiem pionowej pozy­
cji, w jakiej widzimy go na wielu fotografiach, która,
podobnie jak jego chód, niemal taneczny, może świad­
czyć o wstręcie do statecznej równowagi u tych, pod
stopami których nigdy nie usunęła się ziemia?
W porównaniu z niedbałym, lecz absolutnie niena­
gannym ubiorem tej postaci, której niepodobna rozwa­
żać w jednym tylko aspekcie i którą należałoby także rezygnując z wszelkiego romantyzmu - przedstawić jako

pracoholika, malującego od wczesnego rana, bez wzglę­
du na to, jak upłynęła mu noc, bezład panujący w jego
londyńskiej pracowni - istnej rupieciarni, z latami niesprzątaną podłogą - położonej w wymuskanej dzielnicy
mieszkaniowej, w jednym z tych mews [zaułków], gdzie
niegdyś mieściły się stajnie, każe myśleć, właśnie z powo­
du wielkiego rozgardiaszu, o względnej kreacji porządku,
który nastaje symbolicznie wraz z namalowaniem obra­
zu, a równocześnie stanowi - w oczach artysty, który
w pomieszczeniu, gdzie zazwyczaj sypia i zwykle też ma­
luje, nagromadził tyle rzeczy (przybory malarskie, poroz­
rzucane i niszczejące wszędzie fotografie etc.) - trójwy­
miarowy ekwiwalent słynnego muru Leonarda da Vinci,
tak wiele podsuwającego wyobraźni.
Czy głównym celem sztuki, zarówno tej, która zdaje
sprawę z istniejących rzeczy, jak i tej, która rozwija się
przede wszystkim jako gra wyobraźni, nie jest wybawić

139

Francis Bacon Michel Leiris. Za: Bacon 1909-1992,
Cercle d'Art, Paris 1994

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

nas od nieszczęścia, celem, który może osiągnąć w ten
sposób, że obok zwykłego świata powołuje do życia świat
ułożony podług kaprysu naszego umysłu, rządzący się
własnym porządkiem i odcinający się od nieprawdopo­
dobnego bałaganu otaczającej nas rzeczywistości? I czy
sztuki plastyczne, które wytwarzają wabiące oko obrazy,
obdarzone inną esencją niż niezliczone elementy świata
zewnętrznego, będące dla nas jakby punktami zaczepie­
nia, nie są powołane do tego, by dać nam coś na podo­
bieństwo ludzkich osad, wzniesionych przez cywilizację,
których uporządkowanie - obojętnie, jaki ma charakter
- trzyma w ryzach dzikość otoczenia? W ten sposób ar­
tysta - jeśli przyjąć, że jego działalność wykracza poza
prostą rozrywkę - może znaleźć dla siebie rację bytu
w samym istnieniu chaosu, w którym jesteśmy zanurze­
ni, zamieszania, pośród którego przyjdzie mu wypowie­
dzieć coś własnego, choćby niezbyt mocnym głosem (ale
autentycznie ludzkim, takim, który dotrze do nas i w odróżnieniu od wytworów sztuki czysto utylitarnej wzbudzi w nas echo). Czy znaczy to wszakże, iż Bacon,
którego trudno opisać w aspekcie zewnętrznym, ponie­
waż nie mieści się w żadnym sztywnym schemacie i nie
chce być niczym więcej niż malarzem i wyznawcą nie ty­
le sztuki, ile nieniosącej żadnego przesłania gry, miałby
mieć głos o brzmieniu mniej opierającym się definicji?
Jakby płótno żyło własnym życiem i stanowiło nową
rzeczywistość, a nie było zaledwie jej kopią, pośrednią
aluzją do niej albo przykładnie wyważonym wzorem
(czyli czymś bez jadu, jak czysty ornament), to, co na­
tychmiast się na nim dostrzega, i to, co narzuca się wi­
dzowi nie zapośredniczone, obojętnie z jakich elemen­
tów składa się obraz, także wtedy, gdy temat sytuuje go
na planie mitu, a nie codzienności i niezależnie od te­
go, czy naszą reakcją będzie aprobata czy sprzeciw, to
swego rodzaju realna obecność ożywiających takie dzie­
ła postaci, absolutnie nie zatrącająca o teologię. Dzięki
nim do nieuprzedzonego widza zaczyna przenikać pew­
na dotykalna rzeczywistość, z krwi i kości, nieobca te­
mu, czego w normalnym życiu doświadczyć on może
w akcie paroksyzmu, takim jak miłość fizyczna. Owa
realna obecność, przyodziana w niesamowitą wprost
niejednoznaczność i fascynujący połysk, daje się sma­
kować z całą zmysłowością, ale - jakkolwiek wyrafino­
wane byłyby środki malarskie - jest tak intensywna, że
ci, których odstręczają podobnie żrące efekty, widzą
w tym tylko szpetotę!
Dzieła Bacona nie tylko drażnią naskórek i zwraca­
ją na siebie uwagę samym elementem pikturalnym,
ich oddziaływanie idzie dużo dalej - zachodzą za skó­
rę, nie przestają nas sycić dobrą lub złą energią także
po upłynięciu tego w pewnym stopniu zawsze zdumie­
wającego momentu, kiedy obraz zaczyna docierać do
umysłu, co (rzecz jasna) świadczy o ich wyjątkowej
wartości. Czymże bowiem jest dzieło malarskie, nie­
zdolne do owładnięcia nami, które po dłuższym czasie
naszego z nim obcowania można niemal zredukować

do roli przypadku, przerywającego monotonię ściany,
na której zostało zawieszone? Tylko te dzieła istnieją
prawdziwie, te tylko osiągają pełnię realności, które
mają na nas trwały wpływ - do czego zresztą zdolne są
też rzeczy tak efemeryczne jak śpiew, gra aktora lub ta­
niec (bo to kwestia jakości, nie czasu przedstawienia)
- i które gruntownie odmienią cały nasz sposób póź­
niejszego odczuwania i myślenia, a nie tylko czymś nas
zafrapują, choćby i głęboko, nie zmieniając wszakże
niczego w naszych emocjonalnych reakcjach wobec
świata i nie pozwalając nam wyjść poza dyletantyzm.
N a większości swych obrazów, niezależnie od tego,
do której fazy jego twórczości należą, pominąwszy to,
co zjawia się tam wyłącznie jako akcesorium lub ele­
ment dekoracyjny - Bacon pokazuje figuracje żywych
postaci bądź rzeczy, ogólnie biorąc, banalnych, odzna­
czające się, przynajmniej z pozoru, pewną prawdziwo­
ścią wizerunku pozostającą w bezpośrednim związku
z doświadczeniami zdobytymi kanałem wrażeń lub,
w szerszym ujęciu, wrażliwości, takich jednakże, z któ­
rych jasno widać, że nie są one, jak fotografia, odbicia­
mi otaczającego świata, tylko rezultatem całkowicie
swobodnego zastosowania technicznych środków ma­
larstwa, przedstawieniami, których jednakowoż cha­
rakter fikcji malarskiej powoli się zaciera, dzięki czemu
istnieją one mocniej niż proste reprezentacje (stano­
wią, jak się wydaje, byty szczególnej kategorii, a nie
imitacje pozbawione własnego życia). Inaczej można
by to ująć w ten sposób, że istotnym celem Bacona jest
nie tyle namalowanie obrazu, traktowanego jako coś,
co warto obejrzeć, ile doprowadzenie do tego, by na
płótnie, branym za teatr działań wojennych, objawiły
się jakieś realności. W tym względzie artysta ten - któ­
ry nie mając próżnej ambicji bycia nowoczesnym, na­
leży niewątpliwie do drugiej połowy naszego wieku,
tak przez swój styl, jak i wprowadzane do gry elemen­
ty - odróżnia się nie tylko od surrealistów (którzy,
opętani na punkcie snu i wynalazków fantazmatycznej
natury, uczynili z obrazu ekran, na który rzutowane są
projekcje świata wyobraźni), ale i od kubistów (dla
których wartość obrazu, rozumianego jako radykalna
transformacja prawdziwego motywu bądź uważanego
za taki, polegała na silnym ustrukturyzowaniu kompo­
zycyjnym, wolnym od wszelkich sztuczek optycznych),
a także od ich wielkich poprzedników, impresjonistów
(dla których obraz był otwartym oknem lub dziurką od
klucza, obdarzającymi oko jakimś świetlistym lub przy­
słoniętym wycinkiem codziennej rzeczywistości).
Unikając niespokojnego oświetlenia (co skierowa­
łoby go w stronę ekspresjonizmu, on tymczasem kate­
gorycznie sprzeciwia się tej tendencji i jako realista
gardzący przesadną emfazą tak samo jak dramatyzo­
waniem czy satyrą usiłuje po prostu, niczego nie doda­
jąc, jak najwierniej przenieść na płótno swoje wraże­
nia), unikając również efektów wizualnych, tak
subtelnych, jak i jaskrawych (w stylu impresjonistów),

140

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

Bacon umieszcza na ogół to, co maluje, w ostrym
i równomiernym świetle elektrycznym, a jeśli w świe­
tle słonecznym, to bez niuansów związanych z meteo­
rologią. Wszystko odsłania się w jaskrawym świetle
południa - w szczytowym punkcie dnia i w godzinie
prawdy - bądź w świetle określanym w języku teatru
jako pełne reflektory. Czy nie można by z tego wnosić,
że na wszystkich swych płótnach ten człowiek o wielu
obliczach lubi grać w otwarte karty i bezzwłocznie, bez
staroświeckiej finezji gotów jest płacić natychmiast ży­
wą monetą? Jest nią owa „bezpośredniość”, którą Ba­
con sam dostrzega w niektórych swych pracach,
o czym mówi historykowi sztuki Davidowi Sylvestrowi
w jednej z wielogodzinnych rozmów nagranych na ta­
śmie, a następnie spisanych (jest ich dzisiaj siedem,
plus jedna nie wydana). Dyskutują, z takim zacięciem
starając się rozwiać wszelką wieloznaczność, że dialog
ten mógłby toczyć się w nieskończoność. Te przykła­
dowe dokumenty wykazują, jak mało zależy Baconowi
na kokieteryjnym maskowaniu natury swego dzieła
oraz że w parze z pozornym rozwichrzeniem idzie
u niego rzadko spotykana trzeźwość spojrzenia. Owa
„bezpośredniość”, chciałoby się rzec, polega nie tylko
na natychmiastowości uzyskanego efektu, lecz rów­
nież na chłodnym przypieraniu do muru, któremu bez­
litośnie poddany jest widz, zresztą (jak się wydaje) na
równi z autorem, który z takim samym zapamięta­
niem, z jakim zazwyczaj maluje, teraz bez ogródek i bez
owijania w bawełnę udziela odpowiedzi na przebiegłe
pytania upartego i zawziętego inkwizytora.
Przestrzeń, w której oddychamy, tutaj, i czas,
w którym, teraz, żyjemy - właśnie to znaleźć można,
z paroma wyjątkami, na płótnach Bacona, płótnach,
których celem, jak się wydaje, jest bezpośrednie wyra­
żenie czegoś bezpośredniego, płótnach, o których nie
wystarczy powiedzieć, że, ogólnie biorąc, są wolne od
egzotyki i archaizowania - odstępstwem od tej reguły
są tylko Krajobraz z nosorożcem z 1952 r. (na podsta­
wie fotografii pochodzącej z Afryki Równikowej, póź­
niej zniszczony, jak wiele innych obrazów Bacona),
Człowiek niosący dziecko (pamiątka długiego pobytu
w Tangerze w 1956 r.), seria Papieży (inspirowanych
w okresie 1949-52 słynnym Innocentym X Velazqueza)
tudzież do pewnego stopnia anachroniczne portrety
van Gogha (1957), spośród których parę, o nieco fo­
wistycznej fakturze, to prace niemal - choć nie w peł­
ni - nam współczesne. Między większością obrazów
Bacona - artysty, którego całkowitą oryginalność
w tym względzie chciałbym tu jeszcze raz podkreślić a człowiekiem, który na nie patrzy, bliskość jest w rze­
czy samej większa, niż gdyby ich temat nie narzucał
dystansu w przestrzeni lub czasie. Choć dzieła tego ty­
pu nie mają absolutnie charakteru trompe-l’oeil (ersatzu, który zresztą nie jest w stanie nikogo naprawdę wy­
wieść w pole), a ich autor gwarantuje, że są one
autentycznymi kreacjami, równie odległymi od abs­

trakcji, jak od tego, czemu przykleja pejoratywną ety­
kietę „ilustracji”, można powiedzieć, że oglądającemu
dają one poczucie, „jakby tam był”, a nawet, że na­
prawdę „tam jest ” (nie przed obrazem, tylko wewnątrz
niego), według formuły określającej pełne uczestnic­
two, idącej dalej niż formuła „to jest”, którą Roland
Barthes ukuł w odniesieniu do fotografii w swym nie­
wątpliwie światłym dziele, Światło obrazu [La Chambre
claire] dla oznaczenia, że czas przeszły został zastąpio­
ny teraźniejszym: według której „to było” wyraża, że
fotografia, której paradoksalnym powołaniem jest
funkcjonować nie tyle jako otwarta i pozbawiona dy­
stansu prezentacja jakiegoś zjawiska, ile dawać świa­
dectwo post factum, bo świadectwo musi być post fac­
tum, i autorytatywnie poświadczać, że coś istniało albo
się zdarzyło.
N a licznych płótnach Bacona, które wydają się z mojego subiektywnego, rzecz jasna, punktu widzenia
- najbardziej typowe, czyli należących do dojrzałego
okresu tego artysty, który, nie mając za sobą studiów
akademickich, wypracował swe rzemiosło jako samo­
uk, dosłownie własnymi rękami, rzeczy pokazane są
w miejscu przedstawionym (mniej więcej) w myśl tra­
dycyjnych reguł perspektywy i z tego względu są dla
nas wiarygodne. Całkiem z bliska, moglibyśmy je wziąć
za obiekty wielkości naturalnej, umieszczone na prze­
dłużeniu podłogi, na której stoimy, oglądając obraz.
Jakbyśmy przestali być jedynie widzami i mieli bezpo­
średnio do czynienia z przedstawionymi rzeczami. Na
tych płótnach - mających, owszem, swoją geometrię,
ale geometrię, którą można by nazwać peryferyjną
(dotyczącą jedynie przestrzeni otaczającej) nieodnoszącą się do samych figur, zbyt swobodnie potraktowa­
nych, aby można je było zredukować do prostych
struktur - ogólna konstrukcja całości odpowiada
mniej celom dekoratywnym, czy też stricte plastycz­
nym, niż nadrzędnym wymogom rozplanowania [na
obrazie], uscenicznienia i akcentowania [waloryzacji
znaczeniowej]. To z punktu widzenia powstającego
dzieła, natomiast z punktu widzenia oglądającego,
którego oko i umysł atakuje obraz - zdecydowanego
uobecniania. Zazwyczaj zamknięta i ciasna przestrzeń
obrazu - obszar, który nie wydaje się ani substytutem
naszego świata, ani modelem tegoż w pomniejszonej
skali, lecz jego repliką - jakby konstytuowała (nieza­
leżnie od tego, czy mamy do czynienia z jakimś mało
oryginalnym pokojem, czy bardziej rozległą przestrze­
nią na zewnątrz, zawsze banalną, zupełnie nic nam nie
mówiącą) rodzaj pudełka, w którym, w idealnej sytu­
acji, zostanie zawarty widz, fikcyjnie wprowadzony na
to miejsce, gdzie, rzekomo w jego skali, zostanie mu
coś pokazane - tym samym zaszczyca go Bacon rolą
mniej pasywną niż przykutego do fotela widza i podno­
si do rangi voyeura, na żywo uczestniczącego w czymś
w rodzaju sceny bez sprecyzowanej anegdoty, która
odsłania się na jego oczach - widz, schwytany w prze­

141

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

strzeni przeważnie zamkniętej w sobie, lecz otwartej
dla niego, skoro może tam przeniknąć w wyobraźni,
wszystkie użyte środki jakby go do tego zachęcały.
Jest to zatem - podobnie jak i nasz czas - nasza
przestrzeń. Oprócz tych obrazów, gdzie można się do­
szukać pewnych aspektów biografii artysty, który
przez jakiś czas był projektantem mebli, nim nagle
odezwało się w nim artystyczne powołanie (równie
nagle, jak w chłodnych strukturach jego obrazów od­
zywa się prawdziwe malarstwo), pewna liczba dzieł
Bacona została tak pomyślana, jakby miała zademon­
strować swoją aktualność. Nie tylko nowoczesne stro­
je postaci i meble (funkcjonalne bez wyjątku), ale
i inne akcesoria wzięte wprost z naszej epoki: elek­
tryczne żarówki i przełączniki, dywaniki, parasole,
maszynki do golenia, umywalki i sedesy, telefony,
aparaty fotograficzne, gazety z nieczytelnym tekstem
(które, podarte i pomięte na ziemi, sugerują zresztą
bałagan panujący w samym atelier artysty), niedopał­
ki papierosów (które, odnosząc się do bieżącej chwili,
jakby podkreślały charakterystyczny dla obrazu
aspekt wyrwania z prawdziwego życia, schwytania na
gorącym uczynku, joyce’owskiej epifanii), strzałki,
które wydają się pochodzić ze znaków drogowych al­
bo ze schematu działania zawartego w jakiejś instruk­
cji technicznej. A wszystko to oddane mniej w typo­
wo malarski sposób niż w stylu czysto informacyjnym
(bez estetyzacji wyprodukowanego przedmiotu, tak
jak to często praktykuje Fernand Léger, albo, z grub­
sza, Man Ray w swoich „rayogramach”). Podobnie
jak przestrzeń obrazu oddana jest nam, oglądającym,
jako nasza, wydaje się, że Francis Bacon wyraźnie sy­
gnalizuje - innymi środkami - że tego, co chce obda­
rzyć pozorem życia, nie można szukać - tak jak z de­
finicji wszelkiej rzeczy autentycznie żywej - w innym
czasie niż nasz teraźniejszy. Ubranie (banalnie współ­
czesne) albo nagość (absolutnie nieakademicka) po­
staci Bacona mogłyby, właśnie w tym momencie, na­
leżeć do autora albo do nas.
Owo malarstwo w dwojakim sensie bezpośrednie,
(bo działa bezpośrednio i niemal zawsze mówi o rze­
czach tu i teraz), nie niesie w dodatku żadnego prze­
kazu - co Francis Bacon kategorycznie stwierdza już
w jednej z pierwszych rozmów z Davidem Sylvestrem,
przy okazji stanowczo odrzucając przylepioną mu po­
chopnie etykietę ekspresjonisty. Czy to nie oczywiste,
że jego celem jest uprawiać malarstwo, że tak powiem,
bez najmniejszego dystansu? Sztuka tego typu tak sa­
mo jak wyklucza oddalenie w przestrzeni i czasie, nie
daje się pogodzić z dystansem innego typu, który moż­
na by nazwać dystansem refleksyjnym, charaktery­
stycznym dla utworów, których nie sposób w pełni
przyswoić od razu i bez znacznego wysiłku umysłowe­
go, ich podstawę stanowią bowiem aluzje, a ich od­
działywanie jest okrężnym procesem, często wymaga­
jącym dłuższej interpretacji, i daje się zauważyć

z pewnym opóźnieniem, co oczywiście osłabia bezpo­
średni efekt, nawet jeśli wzmaga rezonans.
Choć ani ze względu na strukturę, ani ikonografię
malarstwo Bacona nie ma w sobie wcale surowości, moż­
na w odniesieniu do niego użyć określenia „zubożenie”,
podkreślającego, do jakiego stopnia artysta nic sobie nie
robi z symboli tudzież czegokolwiek, co ma posmak folk­
loru czy zjawisk niecodziennych w zwykłym kontekście.
To zubożenie w gruncie rzeczy da się porównać do gry,
czego zresztą można oczekiwać u kogoś, kto nie zadowa­
la się byciem graczem w życiu (jest entuzjastą zwłaszcza
gier szybkich i opierających się na czystym przypadku, ta­
kich jak ruletka), ale i uważa, że w naszych czasach ma­
larstwo, pozbawione wszelkiej funkcji sakralizującej, mo­
że być już tylko grą (pogląd bezsprzecznie budzący
wątpliwości, nie bierze bowiem pod uwagę, że malarstwu
można jeszcze przypisać rolę wychowawczą, nawet jeśli
niefortunnie). Czyż sztuka, tak jak ją postrzega Bacon
(sztuka odarta z mistycyzmu, oczyszczona z całej otoczki
religijnej tudzież pozbawiona jakiegokolwiek wymiaru
moralnego, co niemal na jedno wychodzi, a przez to głę­
boko realistyczna, nawet w tych rzadkich wypadkach,
kiedy ten bywalec baru wielokrotnie uwiecznionej przez
niego na portretach już nieżyjącej Muriel Belcher, za­
miast oddawać na obrazie zewnętrzną rzeczywistość,
chce urzeczywistnić, ucieleśnić ponad wszelką wątpli­
wość coś czysto wewnętrznego, co istnieje tylko dla nie­
go) oraz gra - owa czynność sama w sobie niemająca uza­
sadnienia, którą jednakże można się na śmierć
pasjonować - nie stanowią obie czegoś z gruntu bezpo­
średniego, ważnego tylko w danej chwili (i nie przez
wzgląd na jakąś finalność, która ją później zweryfikuje),
znaczącego wyłącznie w obrębie własnej dziedziny?
Jeżeli, jak powiada Bacon, sztuka w naszych cza­
sach może być już tylko grą (koncepcja całkiem inna
niż sztuka dla sztuki, z uwagi na to, że nie sugeruje owej
szczególnej waloryzacji, która pod nieobecność sztuki
uświęcającej chciała uświęcić samą sztukę), to jakim
sposobem ten absolutny laik, niewierzący w jakąkol­
wiek transcendencję, wykracza poza czystą rozrywkę
w tej grze, która owładnęła nim jeszcze bardziej szaleń­
czo niż klasyczne gry hazardowe?
Odmiennie niż inny amator wielkiej gry, Picasso,
który wydaje się gustować w eksperymentach z najroz­
maitszymi sposobami wytwarzania znaczeń, a tym sa­
mym kwestionuje język pikturalny w ogóle, Bacon bliski w tym względzie swemu współczesnemu Giacomettiemu - jest raczej zwolennikiem jak najprecyzyj­
niejszej i najskuteczniejszej figuracji. Gra jest dla nie­
go nie tyle kwestią wymyślania znaków, ile przede
wszystkim starciem między artystą a znaczeniem, któ­
re chciałby on wytworzyć, walką, która (będąc inter­
akcją między przypadkowym charakterem tematu
a wyobrażeniem namalowanym przez zawierzającego
swym subiektywnym impulsom artystę) jest źródłem
owego postulowanego przez Bacona „napięcia”, nie­

142

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

obecnego - i to całkiem naturalnie jego zdaniem w dziełach niefiguratywnych.
Pomijając parę wielkich kompozycji o bezsprzecz­
nie tragicznej randze, zazwyczaj w rzadkiej dziś formie
tryptyków, tudzież grupę malowideł, które, choć biorą
motywy z natury, nie obejmują człowieka (ptaki, wy­
jątkowo pejzaże, trawa, fontanna, wirujący piasek),
naczelnym tematem Bacona jest niewątpliwie żywa re­
alność ludzkiej istoty. Z tego punktu widzenia zna­
mienne, że w jego twórczości, dosyć przecież różno­
rodnej, nie ma martwej natury - może z wyjątkiem
Studium postaci (1945-46), które sprowadza się do
płaszcza złożonego obok kapelusza i sterty kwiatów,
tudzież półotwartej torby podróżnej ze środkowej czę­
ści tryptyku z 1967 r. inspirowanego, choć nie widać
tu oczywistego związku, „arystofanejskim melodrama­
tem” T. S. Eliota Sweeney Agonistes. Znamienne rów­
nież, iż nawet woda i piasek - wodotrysk albo wir pia­
skowy - w przedstawieniach Bacona wydają się
ożywione gwałtownym ruchem, który przydaje im po­
zoru życia, tego życia, które artysta, bez względu na to,
czy je odwzorowuje, czy wymyśla, chce przede wszyst­
kim wyrażać - mniej zainteresowany przekształcaniem
i odtwarzaniem form kryjących się pod rzeczywistym
lub wyimaginowanym motywem i ewentualnie nada­
waniem im znaczenia. Czyż zresztą, oprócz sposobu
przedstawienia postaci, sama struktura ogólna tych
obrazów, które w moim mniemaniu są najbardziej baconowskimi, nie każe nam myśleć o rytmie życia? Tak
jak przełomowe momenty życiowe (kiedy coś się za­
czyna burzyć) ucinają banalność dnia codziennego, tło
tych obrazów - podobne spokojnej wodzie - tu i ów­
dzie ustępuje ogniskom, w których spokój przechodzi
w burzę, partiom malowidła, które, w kontraście do
chłodu otaczającej scenerii, wydają się pęknięciami,
w których święty ogień malarza, tu już nie utemperowany, płonie w całkowitej wolności. Widząc Bacona,
jak sobie igra takim przeciwstawianiem - jasno usta­
nowionego porządku ujmującego w ramy nieporządek
- mamy prawo przyjąć, iż dokonał on stopniowo, ra­
czej przez intuicję artysty niż drogą logiki, odkrycia, że
aby przepływał prąd i powstawało coś podobnego ży­
ciu, niezbędna jest różnica potencjałów.
U Bacona zatem płótno ma partie gorące, gdzie
wszystko aż wrze, oraz odcinające się od nich partie
neutralne, gdzie nic się nie dzieje. Te pierwsze zaprze­
czają zdrowej mierze i można je porównać do tego, co
w jazzie określa się mianem breaks, wplecionych
w osnowę regularnych kadencji. W kategoriach kla­
sycznych są to sprzeciwiające się częściom spokojnym,
lub apollińskim, części gwałtowne, albo dionizyjskie.
Stanowiłyby one, by powołać się romantycznie na po­
etę płomienia i kryształu Stéphane’a Mallarmé, który
wychodząc od czarno-białych układów czcionki w typografii, na przykład tytułów gazet, nadał wysoce me­
tafizyczny wymiar grze absolutnego przypadku, obsza­

ry, w których kości rzucane są z gwałtownością hura­
ganu (to tu toczy się wielka gra), gdy tymczasem pozo­
stałe obszary to niewiele więcej niż „niezróżnicowana
neutralność otchłani” - służą tylko do zaznaczenia miej­
sca, gdzie obrazowo objawią się pewne obecności, po
to, by jakby zaprzeczyć oskarżycielskiej formule nico­
ści: nic prócz miejsca nie będzie miało miejsca. Owo miej­
sce w tym wypadku praktycznie nie istnieje, lecz po­
winno się je postrzegać jako miejsce (skoro obraz jest
esencjalnie sprawą bezpośredniej percepcji zmysłowej)
i z tego powodu należałoby je wyraźnie ustanowić,
choć samo raczej niewiele ma powodów do zaistnie­
nia, jego jedyną funkcją jest bowiem udzielenie gości­
ny osobie bądź osobom, które ożywiają obraz, jakby
było rodzajem abstrakcyjnego dodatku do przestrzeni
rzeczywistej, w której obraz jest wystawiony i w której
stoi widz, rodzajem continuum, dzięki któremu ogląda­
jący staje na twardym gruncie tam, gdzie w pobliżu za­
gęszczają się figury, przedstawione mu jako jego współ­
cześni, tak że przynajmniej do pewnego stopnia nie
może się z nimi nie utożsamiać.
Skoro, z jednej strony, malarstwo, uwolnione od
wszelkiej funkcji „reportażu” (jak powiadał Bacon),
przejętej przez fotografię, może swobodnie rozwijać
właściwe sobie tylko sposoby figuracji, i skoro, z dru­
giej, niemożliwe jest, żeby malarz figuratywny wzbudził
w nas wrażenie czegoś rzeczywistego, wytwarzając ko­
pię, w takim wypadku bowiem fałsz skacze nam od ra­
zu do oczu, musi ono pójść drogą inną niż transkryp­
cja quasi-fotograficzna. Oglądający będzie miał szansę
uwierzyć w proponowaną figurę tylko wtedy, kiedy no­
siła ona będzie żywe piętno (ręki) artysty (bez tego nie
zostanie nawiązany kontakt) i wtedy tylko, kiedy bę­
dzie tam pewna miara dystansowania, choć takie dy­
stansowanie, jeśli jest zbyt intensywne w dziełach
z natury realistycznych, jak u Bacona i jego słynnego
poprzednika, Picassa, może przyczynić się do nieporo­
zumienia polegającego na wyjaśnianiu ich zawartości
intencją ekspresjonistyczną, gdy tymczasem w takich
dziełach nie ma karykaturalnego akcentowania wła­
ściwego temu, co Bacon określa pejoratywnie mianem
„ilustracyjności”, tylko - trudniejsze i jednocześnie
bardziej radykalne, gruntowne przemodelowanie pla­
styczne. Za pomocą niemotywowanego intencją dra­
matyczną lub choćby po prostu estetyczną, zniekształ­
cania postaci Bacon, malując ją, chce przedstawić
rzeczywistość prawdziwą lub fikcyjną, co do której
widz oglądający na płótnie jej projekcję niemal natu­
ralnej wielkości nie będzie wątpił, że jest ona hic et
nunc, przedstawieniem wolnym od rutyny spostrzeżeń
- rutyny, z powodu której w powszedniej egzystencji
przestaje się (lub niemal) dostrzegać tę rzeczywistość a zamiast niej pragnie ukazać mu rzeczywistość „prze­
mieszczoną”, wymykającą się tępiącym przenikliwość
spojrzenia przyzwyczajeniom i odesłać go bezpośrednio
do naszej epoki i naszego środowiska - czyż ta jego

143

�Michel Lems • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

praktyka, bliska transmutacji, podobnie jak transmutacje nie jest wynikiem przypadkowości przeprowadza­
nych działań? Niejednokrotnie zniekształcenie jest
tak drastyczne, że entuzjasta Oscara Wilde’a mógłby
nieopatrznie doszukiwać się tu odwrócenia słynnej sy­
tuacji Doriana Graya, na którego portrecie uwidacz­
nia się wyłącznie to, co zżera jego samego, w ten spo­
sób chroniąc go przed poznaniem swego rzeczywistego
wyglądu, gdy tymczasem portrety Bacona mają w so­
bie coś z wyroczni - ich modele już z góry portretowa­
ne są jako stworzenia przeżarte rozpadem.
Owa enigmatyczna właściwość, niezależna od ja­
kiejkolwiek estetyki i opierająca się wszelkiej analizie,
Baconowska obecność - wbrew temu, co można by po­
myśleć - nie jest kwestią stylu: może jej nie posiadać
dzieło niesłychanie wyszukane, domagające się wnikli­
wej lektury i wielkiego zaangażowania od nas - posta­
ci w anonimowym tłumie (jakby ta obecność, która
konstytuuje życie obrazu, była teraźniejszością figury,
która powstaje w umyśle widza na podstawie elemen­
tarnych danych percepcji), natomiast może ona poja­
wić się w dziele niemal naturalistycznym, którego te­
mat nasuwa się nam bez najmniejszej trudności.
Co do dzieł Bacona, to - przynajmniej na tych ob­
razach, które uważam za najbardziej witalne, abstra­
hując od wszelkiego wartościowania - ich krańcowa
intensywność jest, jak mi się wydaje, rezultatem para­
doksalnego połączenia tych dwóch dróg: wyraźne
zniekształcenie postaci idzie tu w parze z dosyć naturalistycznym potraktowaniem ich otoczenia. Podobny
związek gorącego i chłodnego zdumiewa (bo tak bar­
dzo odbiega od tego, czego mielibyśmy prawo oczeki­
wać), i przyciągając ku sobie naszą uwagę, intensyfiku­
je wrażenie obecności. To zresztą tylko jeden z wielu
przykładów sprzecznych tendencji, których pełne jest
tak dzieło Bacona, jak jego życie - na jednym obrazie
współistnieją (będę się przy tym upierać) pokaźne par­
tie traktowane z wyraźną obojętnością (aplaty często
jako tło) oraz fragmenty należące do tego, co można
by nazwać pictura picturans, które, jak się wydaje, są
owocem wybuchu niepohamowanej energii, rozpasania tak głowy, jak ręki (figury). Okadrowanie względ­
nie geometryczne, którego na ogół przejrzysta struktu­
ra kontrastuje z czasami prawie niemożliwą do
zdefiniowania formą postaci, które, jak się wydaje,
jeszcze chwila, a stracą szkielet i przeobrażą się w dzi­
waczne wysięki-wycieki albo zawirowania fuzjonującej
materii. Zwłaszcza w portretach - z jednej strony wol­
ność, wynikająca z postanowienia, by nie ilustrować,
z drugiej ograniczenia wynikające z woli uzyskania do­
kładnego podobieństwa, na ile tylko pozwoli na to
owa kwadratura koła: oddać to, co o wyglądzie posta­
ci podpowiada artyście własna subiektywna i niemal
arbitralna intuicja, nie lekceważąc przy tym ogólnie
znanych cech, poświadczonych na fotografiach, które
w tym wypadku funkcjonują nie jako źródło inspiracji,

lecz środek kontroli (jak fotografie paszportowe, które
powinny być jak najmniej „artystyczne”, oczyszczone
ze wszystkiego, co mogłoby poddać ich dyktatowi wy­
obraźnię, odgrywające zatem rolę bariery, a nie katali­
zatora, którym były, na przykład, studia pozycji i ruchu
ciała na zdjęciach Muybridge’a z końca ubiegłego wie­
ku, podobnie jak fotografie medyczne przedstawiające
wnętrza ust, dokumenty, które często były dla Bacona
punktem wyjścia w jego pracy). Ponadto: absolutnie
laicki charakter jego sztuki, która chce być tylko grą
i jako sztuka realistyczna nadawać swym motywom
charakter wyłącznie realistyczny, gdy tymczasem, for­
malnie nie odsyłając wprost do malarstwa religijnego
(na przykład Baconowskie Ukrzyżowania, które zazwy­
czaj nie mają, ikonograficznie, związku ze śmiercią
Chrystusa, ale przedstawione są w tryptykach, tak jak­
by chodziło o jakiś wzniosły ceremoniał, wprawdzie już
wyzuty z treści, ale wciąż zachowujący swą rytualną
kompozycję. N a podobnej zasadzie Jamesowi Joyce’owi, niemal współczesnemu Bacona i niemal jego
rodakowi, plan starożytnej Odysei posłużył za model
do bardzo nowoczesnego Ulissesa), gdy tymczasem,
w moim mniemaniu, ta sztuka, zarazem przykładnie
skomponowana i wściekle spontaniczna, nie tylko
chętnie ucieka się do konfrontacji tradycji ze współ­
czesnością (stąd tyle razy wybitnie klasyczna forma
tryptyku, osaczającego w pewnym sensie widza, której
pomysł, jak Bacon sam mi kiedyś wyznał, nasunął mu
panoramiczny ekran w kinach), ale z powodu chłod­
nego kadrowania, które niejednokrotnie - takie mam
wrażenie - chce poskromić warzącą się w nim dziką
niemal przemoc, wydaje się charakteryzować rytualizmem przynajmniej na powierzchni, tak jak na zupeł­
nie odmiennym planie codziennego życia, zdyscypli­
nowany porządek według reguł dobrego brytyjskiego
wychowania - etykieta w związkach prywatnych - jest
u Bacona porządkiem czysto kurtuazyjnym, który
w żadnym wypadku nie wyklucza nieporządku, ani nie
przeobraża się w cenzurę popędów.
Zniekształcenie często tak poważne, że grozi roze­
rwaniem na kawałki, wystarczające na pewno, by
uznać, że hasło Andre Bretona: piękno albo będzie konwulsyjne, albo go w ogóle nie będzie, zostało tu podnie­
sione do rangi zasady obowiązującej absolutnie - za­
mach na formy naturalne, prowadzący do ich
wymazywania, a nawet całkowitego zatarcia - w każ­
dym razie poważne uszkodzenie, które widza może pe­
szy, żenuje, a nawet gorszy, wynika z tego, że pragnąc
pozwolić nam poczuć rzeczywistość, daną bądź zmyślo­
ną, którą w tym celu deformuje (a nie zaledwie ją opi­
suje), Bacon przypuszcza atak nie tylko na formę (tak
jak kubiści, którzy, śmiało zrywając z tradycyjnymi
środkami języka malarstwa, skupieni na samym kon­
turze, pomijali materialność przedmiotów), lecz rów­
nież na samą substancję motywu, a zwłaszcza ciała
modela, które oddawał z całą jego ciepłotą i w całej

144

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

jędrności, a więc eksponując to, co jest nieodłączne od
samego życia. To nagłe odejście Bacona od motywu
po to tylko, by powrócić doń w bardziej wymownej
formie, oznacza bez wątpienia zamach na to, co real­
ne, znacznie głębiej idący, i bardziej realny, niż gdyby
podważyć jedynie strukturę: deformację odbiera się
mocniej, kiedy motyw nie jest absolutnie odarty z materialności, tym bardziej że oddany jest jako coś zdecy­
dowanie aktualnego (a więc bliskiego nam) i że, ogól­
nie mówiąc, w potraktowaniu tła, a nawet zarysu całej
figury, respektuje się we względnie naturalistyczny
sposób perspektywę.
Ten malarz protagonistów, których - choć pozba­
wieni są wszelkiego wymiaru psychologicznego - za­
wsze przedstawia w całej substancjalności i okrywa, je­
śli to stosowne, ubraniem (a tym samym ukazuje ich
w egzystencji materialnej sensu stricto i w egzystencji
społecznej), Bacon sam jest w dosłownym sensie ma­
terialistą, czego można się zresztą spodziewać po kimś,
kto wyjaśniając własną koncepcję malowania, powo­
łuje się nie na swoją osobowość, tylko na „układ ner­
wowy”, demonstrując w ten sposób, że nie chce ucho­
dzić za idealistę nawet w doborze słów, i kto ponadto
nigdy nie stosuje w malarstwie rysunku, jakby uciekał
od jego abstrakcyjnej nierealności i wolał od razu na­
kładać kolor, pędzlem lub za pomocą innych technik,
aby wejść w bezpośredni kontakt z przedmiotem: mo­
delować na nowo nie tylko formy, lecz urabiać samą
materię pod postacią miękkiej kolorowej masy i in­
nych składników - podobna taktyka zapewne najle­
piej pasuje do tych, którzy, jak Bacon, chcą dotrzeć do
samego tufu, najgłębszej warstwy, a traktując to, co
widzą, z największą wolnością, nie tyle chce wyrazić
rzecz realną, czy to postrzeganą, czy wykoncypowaną,
w każdym razie tłumaczoną subiektywnie, ile - jeśli
można tak się wyrazić - realność rzeczy, samą jej egzy­
stencję, uchwyconą (jeśli to możliwe) ponad jej akcydensami, z której Bacon zachować chciał tylko ostrze,
tę gryzącą energię, którą zdołał przekazać tak dosad­
nie (równie wielki przypadek), jak - by wziąć dosłow­
nie patafizyczny humor Marcela Duchampa - ten, kto
potrafił izolować „ostrzeń”, rzekomo trzymany na za­
pas w nieużywanych żyletkach.
Rozłożyć na czynniki pierwsze tę rzecz, by zacho­
wać tylko jej nagą realność - Bacon zapewne do tego
właśnie dąży, a rzeczą tą, nawet jeśli jest ona tylko jed­
nym z elementów całego wyobrażenia zaprezentowa­
nego w powstającym dziele (to punkt wyjścia w pracy
ucieleśniania na płótnie pierwszego, poczętego w gło­
wie malarza, wyobrażenia, potem, w dalszej pracy, za­
stąpi je najczęściej zupełnie inne), nawet jeśli jest nią
coś na ogół realistycznego duchem, ale wyobrażone,
a nie jakiś motyw w miarę bezpośrednio zapożyczony
ze świata zewnętrznego, co tak naprawdę niemal nie
przydarza się Baconowi, artyście, który już nie robi po­
zowanych portretów, tylko maluje je z pamięci, poma­

gając sobie fotografiami, ponieważ, jak twierdzi, fizycz­
na obecność modela przeszkadza mu w tym, żeby jego
wizerunek poddać zamierzonym deformacjom (i może
też przeszkadza w ogóle, bo kontakt z żywą rzeczywi­
stością, którą miałby namalować, jest dla niego czymś
tak bulwersującym, że nie potrafi temu sprostać bez
pośrednictwa fotografii), deformacjom, na które
ośmiela się niejako z konieczności, gdyby nie one bo­
wiem, namalowane wyobrażenie byłoby tylko wybla­
kłą kopią, gdy tymczasem Bacon, żądny niezbywalnej
obecności, nie ukontentuje się ewokowaniem rzeczy
i osób rzeczywistych lub wyobrażonych, dla samego
wypełnienia nimi powierzchni obrazu, lecz upiera się
przy tym, by dać im, choćby w arbitralny sposób, pozy­
tywnie zaistnieć w wyznaczonej im fikcyjnej przestrze­
ni. Skoro prymat wiedzie nie idea, lecz wrażenie, bez­
pośrednie albo przekazane za pośrednictwem
fotografii, zaś pierwszym motorem jest przemożna
chęć uchwycenia rzeczywistości, wolno chyba powie­
dzieć, że Bacon, w porywie gniewu czy wzburzenia rzu­
ca się na rzeczywistość, którą tak bardzo pragnie od­
dać na obrazie, zaś ten szaleńczy ruch, w pewnym
sensie paniczny, stanowi afektywne przekroczenie gra­
nic, za sprawą którego na fakturę płótna przedostaje
się owa konsternacja, którą on sam jako artysta od­
czuwa, tak że to raczej nie tyle przez dystans mental­
ny, ile, że tak powiem, dystansowanie się emocjonalne
(tak mocne czasami, że gotowi bylibyśmy uwierzyć, że
artysta posunąłby się nawet do malowania ciał rozmy­
wających się, wręcz rozpuszczających) osiąga on tę
obecność, niemożliwą ani w kopii, ani w transkrypcji
czysto intelektualnej.
„Próba uchwycenia wyglądu wraz z całym zespołem
wrażeń, które ten właśnie wygląd we mnie wzbudza” tymi słowami zdefiniował Bacon, czym jest dla niego re­
alizm, w liście do mnie, napisanym po francusku z po­
mocą naszego wspólnego przyjaciela, choć Bacon na­
prawdę wspaniale włada tym językiem, mimo że wciąż
obawia się, że nie zna go na tyle, by wyrazić swe myśli
z całkowitą precyzją i bez najmniejszej obawy o to, że
zostanie źle zrozumiany w intensywnych dysputach, do
których, jak się wydaje, ma szczególne upodobanie.
„Być może realizm w swym najgłębszym wyrazie jest za­
wsze subiektywny”, dodaje w liście, nawiązując do na­
szych uprzednich rozmów na ten interesujący mnie
wówczas generalnie temat, rozmów, w czasie których
powiedział mi, że istnieją także „wewnętrzne rzeczywi­
stości” i że realizmu w sztuce nie powinno się zatem my­
lić z prostą chęcią przełożenia na przekonywający język
obiektywnie istniejących zjawisk.
Motyw, czy to odkryty, czy wyimaginowany - wzię­
ty z zewnątrz, czy znaleziony wewnątrz, wybrany w ja­
snym świetle, czy wyrwany z ciemności, po obróbce,
jakiej go poddał ów preparator, czy wytwórca - artysta
- powinien wywołać u odbiorcy uczucie, jakby ten sta­
nął nagle w obliczu jakiejś nowej realności, która ma

145

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

większą wagę niż samo wyobrażenie - na tym polega
dla mnie sens realizmu Francisa Bacona, realizmu
twórczego, którego wynikiem jest kreacja, a nie trans­
krypcja, podobnego na przykład do realizmu Picassa.
Realizm tego typu pragnie nie tyle figurować rzeczywi­
stość, ile ją konstytuować i może nawet tematycznie
wyjść poza granice podobieństwa, nie przybierając jed­
nakowoż idealistycznego zabarwienia. Krańcowy wy­
padek - pięknego przykładu dostarcza tu chwytający
wprost za gardło obraz z 1982 r., pomyślany początko­
wo jako środkowa część tryptyku, na którym męskie
ciało, zwarta masa mięsa, umieszczone na stole, które­
go cztery nogi tworzą jedną linię, zredukowane zosta­
ło do torsu bez ramion ani głowy, cynicznie opatrzone
w seks i zwieńczone u góry dwoma zwróconymi ku
niebu wzniesieniami w formie wydatnego zadu. N a te­
go zwartego w sobie idola składają się też - oprócz
odzianych w ciężkie pantofle stóp - dwie nogi, na pół
zasłonięte naudźcami i podobnymi do hokejowych
osłonami łydek, które unieruchamiają je na sposób
szyny chirurgicznej, a jednocześnie, przez rodzaj antyfrazy, silniej pozwalają je odczuć jako żywe członki.
W tym samym roku namalował Bacon kobiecy ekwi­
walent tego obrazu (tors bez głowy zwieńczony dwie­
ma piersiami, inspirowany rysunkiem Ingresa oraz
jeszcze jeden tors mężczyzny, bardzo rzeźbiarski, ale
nie sztywny, jako że figurowany w ruchu, co nawiasem
mówiąc, nie stanowi jedynej „futurystycznej” próby
Bacona, by oddać poruszające się ciało.
Płótna Bacona to nie „plasterki życia” w stylu pisa­
rzy, którzy mieli się za naturalistów - są stricte reali­
styczne, ale nie anegdotyczne, należą raczej do czegoś
w rodzaju flashes porównywalnych do epifanii Joyce’a.
Są tam rzeczy trywialne tak doskonale uchwycone
w swojej momentalności, że zaczynają emanować bul­
wersującą obecnością: Pies, który jakby na ślepo zdąża
w naszym kierunku (1952) albo idzie obok cienia swe­
go pana (Mężczyzna z psem 1953), chłopak o rozwia­
nych przez wiatr włosach, prujący na rowerze, jakby
rozcinał powietrze, którym oddychamy (George Dyer
na rowerze, 1966); kobieta na trotuarze, na którym,
jak się wydaje, i my stoimy, a w tle auto na jezdni (Isa­
bel Rawsthorne na ulicy w Soho, 1967), czy Leopold
Blum w postaci dwóch osób - mężczyźni siedzą obok
siebie w filcowych kapeluszach, jakby prowadzili kon­
wersację na zapewne banalne tematy, tak przedsta­
wieni, że gdybyśmy wytężyli słuch, moglibyśmy ich
usłyszeć (Dwie siedzące postaci, 1979).
Choć tematycznie płótna Bacona nie mają charak­
teru anegdotycznego, a w każdym razie ta namalowa­
na powierzchnia, nawet w tytule nigdy nie szukająca
sensacji, nie oddziaływa na nas z tego powodu, że ewokuje jakieś prawdziwe bądź przypuszczalne zdarzenie nie będzie to, przykładowo, akt homoseksualny lub,
jak w tryptyku z 1971 roku (gdzie można rozpoznać
obecnego na wielu obrazach George’a Dyera, który

umarł wówczas tragiczną śmiercią), człowiek, który
chce wejść na słabo oświetlone schody - można jed­
nak powiedzieć, że obraz tego rodzaju to przede
wszystkim miejsce, w którym coś się dzieje, albo coś się
zdarza, coś w rodzaju happeningu, który ostatecznie
służy do tego, by wyłoniła się owa obecność, do której
ciąży, jak się wydaje, każde z wymienionych tu dzieł
i bez której cała rzemieślnicza praca artysty okazałaby
się bezużyteczna. Jest to z reguły obecność ludzka,
choć czasami również obecność, że tak powiem, jakiejś
elementarnej cząstki natury pozbawionej czegokol­
wiek przypominającego duszę - może nią być trawia­
sta przestrzeń stanowiąca centralny motyw Krajobrazu
z 1978 r. (praktycznie biorąc, zredukowana do małej
próbki trawy, starannie wyodrębnionej, tak żeby po­
przez skoncentrowanie efekt transkrypcji miał większy
skutek), fontanna z 1979 r. (faktycznie namalowany
przy użyciu strumienia wody), wir piaskowy z 1981 r.
(przy wykorzystaniu tarcia lub proszkowania),
a w nowszych pracach - jak zwierzył mi się sam arty­
sta - woda z kranu. Jest to obecność, którą - tak jak
w wypadku ludzkiej obecności, będącej, jak się wyda­
je, głównym celem Bacona w różnych okresach twór­
czości, nigdy zresztą nieosiągniętym całkowicie - in­
tensyfikują, niejako okrężnymi drogami, rozmaite
zabiegi w swym charakterze obce ekspresjonizmowi,
stosowane na wielu obrazach (samodzielnych lub
w tryptykach) z lat 60. i 70.: cień przybierający bar­
dziej materialną formę kałuży, utworzonej przez płyny
wyciekające z postaci, tym samym uzyskującej większą
wagę; odbicie jako dodatek albo sobowtór o konsy­
stencji oryginału, którego realność podkreśla owa repetycja; pominięcie jednej części ciała, albo też od­
wrotnie, zaakcentowanie jej przez coś dodatkowego
(werystyczne domalowywanie szyn chirurgicznych lub
innych akcesoriów, których funkcją jest złagodzenie
fizycznego bólu, ale które naprawdę nie tylko go nie
ukrywają, lecz wręcz podkreślają); czasami też karko­
łomna, jeśli nie akrobatyczna pozycja ciała, o wyraźnie
zachwianej równowadze, może nawet o włos od upad­
ku, ciała, przez to, jak można by powiedzieć, bardziej
świadomego siebie i z tego powodu bardziej przekony­
wającego dla postronnego obserwatora; ewentualnie
też jakiś gest, tym bardziej frapujący, że wykonał go or­
gan inny niż do tego powołany (na przykład, mężczy­
zna obracający klucz w zamku stopą, główny temat
Malowidła z 1978 roku). Bacon, jak się wydaje, często­
kroć niezwykle okrężnymi drogami poszukuje w swej
pracy rzeczywistości od razu uchwytnej - lub, precyzyj­
niej mówiąc, konkretnego rezonatora, który natych­
miast daje widzowi poczucie bezpośredniego zetknięcia
z tym, co realne. Odbywa się to zawsze w skrajnym na­
pięciu, ponieważ właśnie przez czynną grę przeciwstaw­
nych sił - z jednej strony, impulsy realisty, z drugiej,
pragnienie totalnej wolności w transkrybowaniu - ina­
czej mówiąc, wychodząc poza romantyczne, czysto ze­

146

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

wnętrzne zestawienie kontrastów, artysta ma najwięk­
szą szansę osiągnięcia swego celu, którym jest: pozwo­
lić, by ta bulwersująca obecność ukazała się nam z ca­
łą „brutalnością faktu” (określenie rozmówcy Bacona,
Davida Sylvestra) i urzekała tym szczególnym życiem,
które powstaje pod spojrzeniem artysty.
Czy jednak do tego, żeby w naszych oczach tę dwu­
wymiarową figurę naniesioną na płótno - choć wiemy,
że jest ona sztuczna (niezależna od biologii, będąca
produktem ludzkiej pomysłowości) - obdarzyć tak po­
rywającym życiem, wystarczy, że nie będzie ona pasyw­
ną kopią jakiejś rzeczywistości, tylko oryginalnym od­
tworzeniem tejże przez wyobraźnię, i że powie nam
o czymś bardzo nam bliskim w przestrzeni i czasie? N a­
wet jeśli Bacon nie był świadomy tej niewystarczalności, pozostaje faktem, że przy komponowaniu i realiza­
cji swych płócien - chyba spontanicznie, raczej
w wirze pracy niż z premedytacją - nie wzbraniał do­
stępu pierwiastkowi irracjonalnemu, a pewne logiczne
zwichnięcie przydawało im jeszcze dodatkowo życia.
Nie tylko liczył zawsze bardzo na to, co w rozmowie
z Davidem Sylvestrem nazywa „wypadkiem” (rozlanie
się farby przy malowaniu pędzlem lub szczotką, fałszy­
wy ruch ręki, czy jakiekolwiek inne mimowolne odda­
lenie się od pierwotnego planu), nie przestawał też
spekulować o umyślnym odwoływaniu się do przypad­
ku (przypadkowy wynik bezpośredniego kładzenia ko­
loru lub tarcia szmatą miał przynajmniej zaletę ograni­
czania ilustracyjnego charakteru danego obrazu,
a może nawet umożliwiał zmianę kursu), często też bez
żadnego uzasadnienia tematycznego włączał do obra­
zu ten lub inny szczegół, o którym można sądzić, że nawet jeśli wprowadzony został ze względu na jakiś
wymóg malarski, wymóg ten był na tyle luźny, że arty­
sta mógł postępować z wielką arbitralnością. W ten
sposób wymknąwszy się normom idealnym, dzieło mo­
że być otwarcie naznaczone tego samego rodzaju przy­
padkowością, jaka cechuje wszystko, co na tym świecie obdarzone zostało życiem. Rozmaite okręgi, pełne
albo nakreślone przerywaną linią koła, elipsy albo pla­
my o nie foremnym kształcie, rozrzucone po całym
płótnie, jak się wydaje, bez ładu i składu, strzałki, któ­
re nie tylko przyciągają wzrok, ale kierują go w okre­
śloną stronę, i może jeszcze długie pasma białej farby
sugerujące nagły wylew albo uderzenie biczem wszystkie te środki dodatkowo akcentują, w tym sen­
sie, że - pozbawione znaczenia, będąc czystymi sygna­
łami - wprowadzają w pewnej mierze elementy kapry­
su lub nieporządku (samowoli albo wykroczenia) do
względnego porządku całości znaczącej, która bez tej
domieszki szaleństwa byłaby kompozycją zapewne cie­
kawą, atrakcyjną, może i fascynującą, ale nie tą wibru­
jącą życiem rzeczą, którą jest przy całej swej funda­
mentalnej niepewności.
Tchnąć życie w postać - lub postaci - zamiast na­
ginać się do organicznych imperatywów konstrukcji

(to byłoby zwrotem ku dekoracyjności), dać jej samej
decydować o tym, co pokaże się na obrazie - oto we­
dług mnie jedna z żelaznych reguł Bacona, podpowie­
dzianych, jak można przypuszczać, przez instynkt. Wy­
jaśniłoby to na przykład, dlaczego zdarza mu się
wtłoczyć całkowicie, lub niemal, taką figurę - jakby
odlaną na nowo, choćby całkowicie wykrzywioną, ale
unikając dosłownej rekonstrukcji - w coś w rodzaju
węższej ramy wewnątrz ogólnej ramy obrazu, w kon­
strukcję geometryczną czysto linearną, bez funkcji
przedstawiającej, ramy, która jednocześnie gra rolę
pośrednika między figurą a rzeczywistą ramą - sugeru­
jąc porcję przestrzeni, w której ma znaleźć się postać oraz tworzy klatkę, widoczną zaledwie w zarysie,
w której de facto zamyka się figurę, tak jakby, dla uzy­
skania maksimum siły, trzeba było odgrodzić, w opra­
wę włożyć, zawrzeć wewnątrz tę tak spontanicznie
i z takim zacięciem namalowaną część obrazu. Innym
prostym i skutecznym sposobem wyodrębnienia posta­
ci, również w celu intensyfikacji, jest dla Bacona po­
kazanie jej na tle ekranu.
Bacon, jak się wydaje, często dokonuje zabiegu izo­
lowania dla emfazy pewnej partii obrazu bądź odrywa­
nia jej od reszty, raz precyzyjnie ją sytuując na płótnie
dzięki iluzji konstrukcji geometrycznej, innym razem
malując tło, które pozwala ją wyróżnić, i nie waha się
wynieść jej do rangi show-gwiazdy: to część najbardziej
witalna ze względów tematycznych, wobec której pozo­
stałe partie pełnią funkcję scenografii, zaledwie wyzna­
czającej miejsce akcji. Prawdopodobnie z tym samym
zamiarem umyślnie powiększa Bacon wysokość figur,
albo za pomocą cokołu, zresztą niewielkich rozmiarów,
pod meblem, na którym siedzi lub leży portretowana
osoba, albo nawet odrywając je od podłogi (tak jak
w tryptyku z 1970 r., na którym trzy figury kobiece
sterczą jak na żerdzi na czymś w rodzaju długiej zakrzy­
wionej belki przechodzącej przez wszystkie trzy obrazy,
bądź na innym tryptyku z tego samego roku, w którym
po lewej i prawej stronie widzimy mężczyznę na siedzi­
sku z umocowaniem, które mogłoby być czymś w ro­
dzaju huśtawki). Trzeba odnotować - stwierdzając sam
fakt bez wnikania w przyczyny, których trzeba by się
doszukiwać na głębszym, znaczącym poziomie - że
w swoich wypowiedziach Bacon wykazuje szczególne
zainteresowanie podwyższaniem figur, przynajmniej
(jak nie omieszkał dodać) wtedy, kiedy są nimi postaci
ludzkie. Wspomina, na przykład, że był pod wielkim
wrażeniem - ze świeckiego punktu widzenia, jako
spektaklu - fotografii papieża w sedia gestatoria, uno­
szonego przez tłum podczas intronizacji. Przyznaje rów­
nież, że w temacie ukrzyżowania najbardziej frapujący
dla niego jest nie dramat religijny, którego protagonistą jest boski męczennik, lecz - pominąwszy aspekt
rzeźniczy obiektywnie zawarty w tym zdarzeniu - pozy­
cja przestrzenna podwyższonego Chrystusa na Krzyżu.
Sztuka Bacona, niewątpliwie realizowana w kreacjach

147

�Michel Lems • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

malarskich obcych wszelkiej wierze religijnej, o któ­
rych on sam mówi, że nie niosą żadnego przesłania, jest
zbyt laicka i pozytywistyczna, by w jej kontekście ryzy­
kować użycie słowa sacré. Ale czy nie jest prawdą, że ta
sztuka, którą uważa on, podobnie jak w ogóle sztukę
naszych czasów, w zasadzie za nic innego niż grę,
i z której czerpie niezłe profity, czego zresztą wcale nie
ukrywa, wręcz przeciwnie, z humorem podkreśla (taka
autodeprecjacja w pewnej mierze nawiązuje do nihili­
zmu dadaistów i kwestionowania nie tylko tradycyjnej
estetyki, lecz samej podstawy sztuki w ogóle, a przez to
i postawy „artysty”), wydaje często dzieła, które można
by bez aberracji uważać za obdarzone aurą sacré, rzecz
jasna nie z powodu ich treści, ponieważ idzie tu o —
jeszcze raz podkreślałem - dzieło głęboko realistyczne,
o sztukę bez aluzji, w której to, co jest dane, jest dane
bez wskazywania na coś wybiegającego poza to, co
przedstawiono, ponieważ jednak każde z dzieł, o któ­
rych mowa, jak się wydaje, rządzi się prawami walory­
zującymi pewne elementy, które będą się wydawać tym
bardziej nasycone życiem, im bardziej oddalą się od ba­
nalności tego, co świeckie (nietuzinkowe, wyrwane
z codzienności, postawione, w sensie dosłownym lub
przenośnym, na cokole, za pomocą różnych zabiegów
podkreślających to, czego może dokonać malarstwo
tam, gdzie, jakby za sprawą szczęśliwego przypadku,
rozszalał się malarski demon). Do celu tego wiodą róż­
ne drogi, można go osiągnąć przez wyizolowanie figur,
tak jakby mimo prozaicznego charakteru były one nie­
tykalnymi idolami; można przez niejednoznaczność fi­
gur, które nie mając związku z ekspresjonizmem, często
są do tego stopnia zniekształcone, że wywołują uczucie
podobne do stanu ekstazy i niepokoju, określanego
mianem horror sacrum, doznawanego najostrzej wtedy,
kiedy, w momencie przełomu, którego źródła mogą być
krańcowo różne, wydaje się, że weszliśmy w osobisty
kontakt z naraz odsłaniającą się nam rzeczywistością;
czasami przez częściowy brouillage figur, który umyślnie
przydaje im aury tajemniczości, nie zacierając przy tym
w niczym ich realistycznego charakteru; przez uroczy­
sty wydźwięk ogólnej kompozycji obrazu, zwłaszcza
w tryptykach, wyzbyty jednakowoż wszelkiej pretensji
do pompy, i z tego powodu jeszcze bardziej rażący;
przez zaznaczenie na obrazach - podobnie jak w malar­
stwie minionych wieków, na których nabożnie figurują
donatorzy - obecności figur pobocznych, a czasem po­
bocznych figur drugiego stopnia (że tak powiem po­
bocznych spośród pobocznych), które wydają się mieć,
jak oficjanci lub kapłani służebni, miejsce ceremonial­
nie przyznane im w hierarchii tudzież grać rolę pewne­
go rodzaju gwardii honorowej wobec głównej postaci,
tym samym obdarzonej większym prestiżem czy władzą
- podobnie jak przydarza się Baconowi (wciąż w celu
zintensyfikowania obecności głównych figur) wzmoc­
nić efekt przez umieszczenie obrazu wewnątrz obrazu,
tak jak męskie wizerunki w formie popiersia, które są

tylko portretami... Czy nie mamy podstaw, by uznać, że
celem wszystkich tych zabiegów jest przydanie owej
jednej konkretnej cechy każdemu dziełu, w którym zo­
stały one zastosowane, pozwalającej schwytać widza
w sidła swoistej liturgii in blanco, nie odsyłającej do
żadnej transcendencji i istniejącej tylko dla samej sie­
bie, która tym mocniej porusza, że nieskażona jest żad­
nym ukrytym znaczeniem?
Będąc realistą, ponieważ - nawet wtedy, kiedy nie
wzbrania wstępu temu, co nieprawdopodobne, swój
ostateczny cel upatruje w wyrażaniu życia (tego, któ­
rym żyjemy i które czujemy, my - istnienia w ciągłym
ruchu) i w wytworzeniu dzieła manifestującego tę
obecność, którą jest promieniowanie samego życia,
w percepcji nieprzesłoniętej najmniejszą mgiełką inte­
lektualnego dystansu - realistą autentycznym, acz
wrogim anegdocie, która nawet wtedy, gdy jest poważ­
na, nigdy nie przeniknie pod zewnętrzną otoczkę rze­
czywistości, Francis Bacon wystrzegał się przeciążania
swoich płócien elementem stricte dramatycznym, in­
nymi słowy: nie chciał intrygi, której intelektualne
zrozumienie oddala od celu i umniejsza zmysłowy
efekt dzieła, i jeśli w ogóle uciekał się do scenariusza,
to był on zredukowany do minimum, nie ostawało się
niemal nic (najbardziej artykułowanym był zapewne
ten ze środkowej części tryptyku Ukrzyżowanie z 1965
roku, gdzie mężczyznę, którego ledwie widać, z wyjąt­
kiem trójbarwnej kokardy, molestuje ktoś z opaską ze
swastyką na ramieniu - nawiasem mówiąc jest to
szczegół, któremu autor nie przypisuje wymowy histo­
rycznej, uzasadniając go po prostu potrzebą koloru
w tej partii malowidła, i wyjaśniając, że pomysł opaski
podsunęła mu stara gazetowa fotografia Hitlera w oto­
czeniu nazistów). Niemniej pozostaje faktem, że zbyt
pasjonując się życiem, by odrzucić chociażby jego od­
powiednik w śmierci implikujący brak stałości, Bacon
w kilku przypadkach dopuścił może nie tyle dramat zbyt bliski gazetowych sensacji i nazbyt zdający się na
narrację - ile tragedię, formę, która - nie popadając
w sentymentalizm - trafia u niego na tę część wrażli­
wości, którą intryguje „zapach śmierci” , kojarzony
z miejscami, gdzie wystawiane jest rzeźnicze mięso.
Nie tylko różne wersje Ukrzyżowań, odarte z odniesień
do Wydarzenia z Ewangelii, są naznaczone stygmatem
krwi (maltretowanego ciała), natomiast wczesny tryp­
tyk Trzy studia postaci na podstawie Ukrzyżowania
(1944) oparty jest na temacie wziętym z jednego z naj­
posępniejszych epizodów mitologii greckiej, zemście
Erynii, również inny, znacznie nowszy (1981) został
wyraźnie zainspirowany Oresteją Ajschylosa. Choć
kompozycja ta nosi bez wątpienia rysy tragiczne, jest
przecież wolna od wszelkiego patosu i pozbawiona ja­
kiegokolwiek elementu teatralnego: w tym prostym
i bezpośrednim dziele liczą się przede wszystkim zwar­
tość ogólnej struktury oraz marmurowa niewzruszoność przedstawionych postaci, a więc jakości doskona­

148

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

le odpowiadające samej naturze tragedii, która
(w przeciwieństwie do dramatu, gdzie bohaterowie
działają poruszani uczuciem i reagują na bieg zdarzeń)
przedstawia protagonistów wyciosanych z jednego ka­
mienia, marionetki w rękach surowej powinności lub
fatalizmów. Tu również, całkowicie unikając anegdo­
ty, Bacon manifestuje postawę głębokiego realisty, na­
wet wtedy, gdy zwraca się ku mitowi: to, co nam po­
kazuje, to tylko bycie tu, epifaniczne, coś zbyt gęstego,
byśmy mogli się od tego odciąć. Podobnie w tryptyku
z 1976 roku, a więc o kilka lat wcześniejszym od inspi­
rowanego Oresteją, którego centralnym motywem jest
figura - nie zawaham się jej określić mianem prome­
tejskiej - mężczyzny z głową podziobaną i zmasakro­
waną przez drapieżnego ptaka z rozpostartymi skrzy­
dłami, drapieżnika tej samej proweniencji jak mniej
majestatyczny ptak u stóp rozprutego zwierza (praw­
dopodobnie świni) w Padlinie i drapieżnym ptaku
z 1980 roku, innej pracy Bacona, którą trudno byłoby
zinterpretować w kategoriach jakiejś historii, choćby
tylko z grubsza, ale która za sprawą monumentalnej
pozycji i barwy zawieszonego wysoko mięsa osiąga tra­
gizm sceny ofiarnej. Trzeba tu również wymienić obraz
z 1969 roku zatytułowany Corridas - jego prawdziwość
tym bardziej zadziwia, że nie wyszedł spod pędzla ja­
kiegoś aficionado - w którym Bacon podjął, w duchu
realizmu, temat uważany przez wielu z nas za jedno
z nowoczesnych wcieleń tragedii antycznej.
Pod szkłem, które według Bacona pomaga „spłasz­
czyć” materialne nierówności powierzchni obrazu, ale
którego rolą - jak podejrzewam - jest także utemperować nieco wojujący realizm artysty, ewentualnie też
dodać nieco uroczystego lśnienia tym przedstawie­
niom osób zazwyczaj uchwyconych na gorąco, jak się
wydaje, w erotycznym starciu, albo w najbanalniej­
szych sytuacjach czy to snu, czy jawy, jeśli nie wręcz
przy spełnianiu niższych potrzeb życiowych, albo roz­
szerzyć na całość obrazu (łącznie z płaskim tłem) i sfi­
nalizować dzięki niemal dosłownemu zamknięciu pro­
ces wyodrębniania, oddzielania od neutralności
codziennego życia, co osiąga się, jeśli idzie o pewne je­
go cechy, rozmaitymi drogami, płótna Francisa Baco­
na, zarazem niespokojne i opanowane, dają temu, kto
patrzy na nie jako całość i chce uchwycić je w pełnym
bogactwie, uderzający wizerunek tego wyjątkowego
artysty naszej epoki w całej jego złożoności, złożono­
ści, którą miałem nadzieję wyraźnie zredukować, pa­
trząc na niego przez pryzmat jego dzieła. Ta nadzieja
okazała się chyba jednak płonna - portretowanie sztu­
ki Bacona, nawet z pomocą jego pouczających dysku­
sji z Davidem Sylvestrem, okazuje się w końcu niemal
tak usiane przeszkodami, jak byłoby namalowanie je­
go portretu, i nie lepiej go zresztą wyjaśnia (raczej
upraszcza). Moja porażka byłaby przeto gwarantowa­
na, gdyby nie to, że po pospiesznym przeglądzie, abso­
lutnie pozbawionym ambicji doszukania się jakiegoś

symbolicznego podłoża u Bacona, mimo wszystko
w bardzo ogólny sposób mogłem wskazać na ważność
i rangę jego dzieła.
Choć sam artysta twierdzi, że nie ma dla nas żadne­
go przekazu, z mojego osobistego doświadczenia wyni­
ka, że jego dzieła wydatnie pomagają nam odczuć to,
czym jest dla kogoś pozbawionego iluzji sam fakt egzy­
stencji. Odczucie nasze będzie tym bardziej przenikliwe,
że to właśnie w naszej teraźniejszości, jasno wypunkto­
wanej wieloma szczegółami, obraz objawia całą swoja
obecność, jako obraz i jako źródło wyobrażeń, które w dziełach aktualnych, tak ze względu na działanie, ja­
kie mają one na nas, jak ich aktualność chronologiczną
- nie mają innej racji bytu niż niemal raniąca obecność.
I jeszcze poza tym, czyż tego rodzaju sztuka, gdzie w każ­
dym niemal wyobrażeniu występują suwerennie połą­
czone piękno i jego negacja, nie odzwierciedla podwój­
nej natury momentów, które tak sobie cenimy jako
chwile najbardziej specyficznie ludzkie, kiedy to - zafa­
scynowani i uwiedzeni aż do zawrotu głowy - mamy
wrażenie, że dotykamy bezpośrednio samej rzeczywisto­
ści, że wreszcie żyjemy własnym życiem, jednocześnie
czując, że w naszą radość wkrada się dziwny dysonans:
niepokój wywoływany przez tę instancję bezwzględnie
wrogą, śmierć, którą w najskrytszych warstwach nasze­
go jestestwa nieodmiennie demaskuje refleksja pragną­
ca objąć całość życia. To właśnie z powodu tej zasadni­
czej ambiwalencji Francis Bacon, artysta hiperwrażliwy
i bardzo żądny rzeczywistości, traktuje rzeczywistość po­
woływaną do życia na obrazie tak, jak inni mogliby
traktować rzecz świętą: różnymi sposobami chce ją
umieścić w cudzysłowie albo w egzerdze jak cudowną
rzecz, której niejednoznaczny charakter (na pół zakli­
nanie, na pół groźba) prowokuje nas tak do stłumienia,
jak i egzaltacji.
Wypowiadając się o płótnach Bacona, których za­
korzenienie w nowoczesności wybiega daleko poza
chwytliwe szczegóły na powierzchni, David Sylvester
używa słowa relevance [związek z rzeczą, posiadanie
znaczenia dla sprawy], przypisując im cechę pojawiania
się „akurat w porę”, robienia lub mówienia czegoś
w najwłaściwszym momencie. Te obrazy bez podwój nego dna, w których nie należy doszukiwać się czego­
kolwiek poza tym, co na nich widzimy, ponieważ autor,
malując, nie chce mieć na myśli niczego innego niż to,
co maluje, i krótko ucina wszelki komentarz natury
światopoglądowej, obrazy, które znaczą tylko miejsca
pojawiania się czystych, żywych obecności, nie odsyła­
jących do niczego poza sobą, pod nieobecność sensu a zatem będąc nonsensem - wydają się, w swojej pora­
żającej nagości tego akurat momentu (nieodwołującej
się ani do tego, ani do tamtego świata i niewmieszanej
w cokolwiek, co ma zabarwienie literackie) przedsta­
wieniami adekwatnymi do nicości naszej sytuacji na
ziemi, gdzie - ulotne istnienia - jesteśmy bytami bar­
dziej niż inne zdolnymi zaledwie do błyskotliwego i bez­

149

�Michel Leiris • FRANCIS BACON: EN FACE I Z PROFILU

użytecznego upojenia. Krótko mówiąc, bytami odpo­
wiadającymi chyba współczesnej wersji stanu ducha,
który ongiś nazywało się mal du siècle: z naszym żarli­
wym poczuciem obecności otwartej na wszystkie uroki
świata, niezbyt dla nas życzliwego, połączonym z lodo­
watą pewnością, że, bezsilni, tylko tym jesteśmy. I do
tego jeszcze, na śmiesznie krótki czas.
N a wzór Samuela Becketta, którego rzekomo po­
zbawione tajemnicy zdania wzniecają marzenia o dys­
kretnych emanacjach z żarzącego się torfu, Francis Ba­
con - bez napuszonej retoryki ani odwoływania się do
mitologii, w sposób wzbudzający naszą ekscytację cel­
nością i wigorem sformułowań, tam gdzie powinna nas
przygniatać milcząca, twarda prawda, wyraża to, czym
jest właściwa kondycja ludzka (kondycja człowieka po­
zbawionego trwałego raju, którą dostrzeże dzisiaj każ­
dy, kto potrafi uczciwie przyjrzeć się sobie) i z tego
względu mamy prawo opatrzyć go etykietą realisty, bez
względu na to, jak silny będzie - na poziomie mniej co­
dziennym - tragiczny komponent tej twórczości, poja­
wiający się często podskórnie, a ewokowany explicite
przez Bacona w tryptyku na kanwie Orestei, aluzjach
do Erynii (albo brutalnie, jak w Trzech studiach postaci

na podstawie Ukrzyżowania, albo rykoszetem, jak
w wolnej parafrazie plastycznej poematu Sweeney Ago­
nistes, w którym, w epigrafie wziętym z Choeforów, Ore­
stes mówi o swych prześladowczyniach). Jeżeli naj­
trwalszym osiągnięciem artysty takiego jak Bacon,
płynącym z jego prób bezpośredniej reprezentacji, jest
natychmiastowe uzmysłowienie u zafascynowanych
widzów dziwności, jeżeli nie absurdalności samego ich
istnienia (przypadkowego, na które nie ma odpowiedzi,
choć wiecznie się pyta) ten artysta może - unikając
wszelkiego patosu - jedynie pokazać przerażająco czar­
ną odwrotną stronę błyszczącego medalu. Autentyczna
ekspresja człowieka Zachodu naszych czasów, dorobek
Francisa Bacona - człowieka, który wspaniale wyjaśnił,
kim jest i jaki pożytek płynie z mówienia o, po nietzscheańsku nazwanej, „radosnej rozpaczy” (exhilarating
despair) - nie może nie odzwierciedlać, mimo iż artysta
zawsze się tak wzbraniał przez pouczaniem i perorowa­
niem, konsternacji trapiącej kogoś, komu przyszło żyć
w tej epoce horroru upudrowanego cudami piękności
i przyglądać się jej z przytomnością umysłu.
Przełożył Marek Kędzierski

Francis Bacon i Michel Leiris, 1970. Za: „Magazine Littéraire” nr 302/1992.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10280" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10258">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9b799c3ed6d4541c507ceb54926cdcb7.pdf</src>
        <authentication>5d020388bec60b8426abd708dd7a29aa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122239">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6410</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122240">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122241">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122242">
                <text>Bacon, Francis (1909-1992)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122243">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122244">
                <text>Francis Bacon: ślady katastrofy/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122245">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.153-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122246">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122247">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122248">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122249">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122250">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122251">
                <text>DARIUSZ CZAJA

„W życiu prywatnym, swoje zamiłowanie do ruin karmi
regularnymi wyprawami do kasyna w Monte Carlo. Odpo­
wiednio dozowane katastrofy są w jego przypadku, jak wi­
dać, zarówno skrzywieniem zawodowym, jak i prywatnym
upodobaniem”.

Francis Bacon:
ślady katastrofy

(Sam Hunter, Francis Bacon: anatomia grozy1)

1.
Nie jest wcale pewne, czy to my, świadomie i in­
tencjonalnie, wybieramy obrazy, które idą później
z nami przez życie, czy to raczej obrazy wybierają nas.
Kiedyś obstawiałem pierwszą opcję, teraz bliższa praw­
dy wydaje mi się druga. Zwykle dzieje się to z zaskocze­
nia. I to zazwyczaj wtedy, kiedy jest się najmniej przy­
gotowanym. To jest doznanie fizycznej natury. Nagle
czujesz, że ktoś ciągnie cię za rękaw. I każe patrzyć.
Może więcej: wlepiać wzrok w to, co namalowane.
Tak wpada się w obraz. Tak zostaje się przez obraz
schwytanym.
To było kilkanaście lat temu, w weneckiej kolekcji
Peggy Guggenheim, tym osobliwym magazynie este­
tycznej martwoty, który - z nielicznymi wyjątkami
(Brancusi!) - staje się na naszych oczach smutną ru­
pieciarnią XX-wiecznych „-izmów”. Pośród tych zale­
gających gęsto ściany epitafiów niegdysiejszych awan­
gard, nagle - olśnienie. To szympans wychylał się
z płaskiego, tępo malowanego, nieznośnie malinowego
tła. Siedział na spadającej ukośnie w dół skrzyni i pa­
trzył w przestrzeń. A ja patrzyłem na niego. Tego ro­
dzaju doświadczenie da się opisać jedynie za pomocą
kulawych porównań: zawłaszczenie, poczucie bycia
wciąganym w przestrzeń płótna, jakieś hipnotyczne
odrętwienie. I dziwny, racjonalnie słabo wytłumaczalny, niepokój podszyty grozą. Okazało się, że to obraz
Francisa Bacona Study of Chimpanzee (1957). To był
mój pierwszy, by tak rzec, żywy Bacon. Nie, z całą
pewnością nie to, że mi się podobał. Ale była w nim ja­
kaś wewnętrzna wibracja. Był poruszający. Wrzynał
się w mózg. I w tym zawłaszczeniu - bo słowa takie jak
„podobanie się” czy „zachwyt” miałyby w tym przypad­
ku posmak jawnej perwersji - trwam do dziś. A nie
wiedziałem jeszcze wtedy, co mnie czeka.
Później były albumy, liczne reprodukcje. A wiele
lat po wspomnianym zdarzeniu, w Zachęcie, trzy wiel­
kie płótna Second Version of Triptych 1944 (1988)
z Tate Gallery - Bacona powrót do początków, do
wstrząsającego tryptyku z roku 1944, od którego jego
dzieło nabrało rozpędu, zyskując wyraźną autorską sy­
gnaturę. Złote ramy, przegrody ze szkła, czasem odbi­
jające postać widza, wpisujące go tym samym w obraz.
Coś niby widzę, rozpoznaję kształty, wzrok ślizga się po
zwierzoczłekoupiornych figurach, ale nic nie rozu­
miem. Odrętwienie. Po wyjściu zapamiętam tylko in­
tensywnie nasycone burgundowe tła, nie-ludzkiego
stwora o długiej szyi i to poczucie ciemnej, nienazwa­
nej siły, która wyziera z tych trzech obrazów. Coś, co

boli, obezwładnia. To poczucie jest tak przemożne, że
nie da się go niczym znieczulić, ani literackimi asocja­
cjami, ani komentarzem ikonograficznym, ani innymi
analgetykami...
Jeśli wierzyć wypowiedziom spektatorów, jeśli
wczytać się w pozostawione przez nich zapisy, to ze­
tknięcie z malarstwem Bacona rzadko bywa letnią
przygodą. Pośród malarzy XX wieku chyba tylko po
spotkaniu z jego obrazami tak często pojawiają się
w wypowiedziach oglądających określenia w rodzaju:
siła, moc, energia, napięcie. Istotnie: to eskalacja róż­
nego rodzaju napięć, ale zawsze o potężnej sile rażenia.
Emocje w stanie najwyższego wrzenia. Ale i coś jesz­
cze: wyraźnie ciemna tonacja w beznadziejnych pró­
bach odpowiedzi na pytanie: „o czym to jest?”. Niepo-

153

Francis Bacon, trzecie skrzydło Drugiej Wersji Tryptychu,
1944, Tate Gallery. Londyn. Za: Francis Bacon, Centre
Georges Pompidou, Paris 1996.

�Dariusz Czaja • FRANCIS BACON: ŚLADY KATASTROFY

kój i niepewność. Te dwa określenia chyba najbardziej
adekwatnie oddają aurę pierwszego spotkania z malar­
stwem Bacona.

2.
Bacon i zło. Temat, wbrew pozorom, wcale nie
prosty. Nie dlatego, że o malarstwie Bacona nic nie
napisano. Przeciwnie: dlatego, że napisano tak wiele.
By wspomnieć tylko, z ważniejszych publikacji, mono­
grafie Johna Russela,2 Wielanda Schmieda,3 Gilles’a
Deleuze’a,4 czy jedną z ostatnich dużych rozpraw mu
poświęconych, ważną książkę Ernsta van Alphena.5
Wszędzie tam, w kontekście omawiania płócien mala­
rza, tak czy inaczej widziany problem Baconowskich
ciemności się pojawia. Warto przy tym zauważyć: kie­
dy pytamy o malarskie realizacje zła w sztuce
XX-wiecznej Bacon niejako z urzędu zostaje obsadzo­
ny w roli tego, który w tym temacie nie ma sobie rów­
nych. Ale co to bliżej znaczy: zło w malarstwie Baco­
na? Jakie zło? Jak rozumiane? Jak pokazane? Jaka jest
tu rola artysty jako twórcy owych przedstawień? Jak
realnie owe wizerunki działają?
Po lekturze licznych studiów nad Baconem można
bez trudu zauważyć, że z latami ustalił się - co konsta­
tuję bez emocji, czysto opisowo - pewien w miarę wy­
raźny kanon interpretacyjny obrazów Bacona zawiera­
jący obowiązkowy zestaw wyrażeń próbujących opisać
jego malarskie przestrzenie. Bardzo łatwo go zrekon­
struować. Słownik krytyczny obfitował w zasadzie we
wszelkiego rodzaju określenia odnoszące się do do­
świadczeń negatywnie nacechowanych. Mówiono więc
o obecnych w malarstwie Bacona: samotności, braku
porozumienia, pustce, rozpaczy, utracie ja, cierpieniu,
bólu, okrucieństwie, przemocy,6 itp., itd... Tę listę
można niemal dowolnie wydłużać, pamiętając, by uży­
wać określeń z minusowego końca skali wartości.
Poza tym sam Bacon relatywnie dużo i chętnie mó­
wił o swojej twórczości. Świadczą o tym opublikowane
rozmowy z Michelem Archimbaudem, Michaelem
Peppiattem, i zwłaszcza z Davidem Sylvestrem. Oczy­
wiście, autorefleksyjne uwagi Bacona to teksty szcze­
gólnej natury. Pozostające w ogromnej mierze w orbi­
cie pojęć i wyrażeń technicznej natury. Dobrze znana
jest jego niechęć do komentowania, „wyjaśniania”
znaczenia własnych obrazów. Obraz ma działać sam,
bez retorycznych protez, zresztą gdyby dało się precy­
zyjnie oddać słowami znaczenie obrazu, on sam byłby
już niepotrzebny. Poza tym, Bacon zawsze mówi tylko
tyle, ile uważa za stosowne, zważając przy tym, do ko­
go mówi. Znany jest fakt, że w rozmowach z krytyka­
mi angielskimi malarz poruszał przede wszystkim kwe­
stie technicznej natury, wobec krytyków francuskich
odgrywał rolę intelektualisty wpadającego nierzadko
w ton filozoficznych rozważań. Przypominając te glos­
sy Bacona do jego twórczości, chcę zwrócić uwagę na
fakt, jak bardzo interpretacje malarza - rola książki

Brutality of Fact,7 zapisu rozmów malarza z Sylyestrem,
jest tu nie do przecenienia - zaciążyły na omówieniach
krytyków. Bacon, podobny w tym do Gombrowicza,
przez lata pierwszego gombrowiczologa, przez długi
czas był pierwszym i najbardziej autorytatywnym baconologiem. Zdania malarza opisujące własne obrazy
(znana fraza z tekstów krytycznych: „jak Bacon powie­
dział w rozmowach z Sylyestrem”) często funkcjono­
wały jako ostateczne, najbardziej kompetentne egzegezy i w zasadzie kończyły dyskusję.
Te wszystkie okoliczności sprawiają, że temat zda­
je się w dużej mierze wyeksploatowany. Zarówno przez
interpretacje krytyczne, jak i odautorskie wypowiedzi
malarza. Wiedza o jego dziele porusza się od lat utar­
tymi koleinami. Jeśli tak, to może trzeba - choćby ze
względów higienicznych - odwrócić analityczny ce­
lownik w nieco inną stronę. Innymi słowy: proponuję
zmianę języka opisu obrazów Bacona. Zdaje mi się, że
aby zstąpić do głębi jego przedstawień, trzeba odejść
zarówno od rozważań w kategoriach czysto historyczno-es te tycznych (geneza, nurty, wpływy, zapożycze­
nia, prekursorstwo, elementy biograficzne itp.), które
dominują w analizach historyków sztuki, jak i porzucić
czysto techniczny język opisu, którego tak świetnym
i fachowym eksponentem był sam malarz. Od razu
uspokajam, nie chodzi w żadnym wypadku o skreśle­
nie wielu wzbogacających i interesujących komentarzy
jego twórczości (z autokomentarzami Bacona włącz­
nie), ale o chwilowe wzięcie ich w nawias. Idzie mi też
o to, by odejść na moment od zobiektywizowanego
dyskursu, od trybu analitycznego na rzecz uwag o luź­
niejszym nieco rygorze metodologicznym, stwierdzeń
niemających za sobą długiej ścieżki dowodowej ani
naukowego stempla. Niewykluczone, że iw tych intu­
icyjnych błyskach kryje się coś interesującego i po­
znawczo pożywnego.

3

.

Trudno ukrywać, że wypowiedzi, które przytaczam
dalej w solidnych fragmentach, były dla mnie - po lek­
turach uczonych analiz obrazów Bacona - doświadcze­
niem odświeżającym. Głównie dlatego, że w całkiem
inny sposób i innym językiem mówią o tym malarstwie.
Wszystkie są, niemal ostentacyjnie, subiektywnością
podszyte. Tu zawsze mówi się o obrazach, zdając spra­
wę z tego, co stało się między „moim” spojrzeniem
a konkretnym płótnem. Wszystkie też, przy wszystkich
widocznych różnicach, mają jedną cechę wspólną:
mocno koncentrują się na próbie wypowiedzenia tego,
czym jest, na czym polega, jak nazwać ów zło-wieszczy
aspekt sztuki Bacona. Co też charakterystyczne: wcho­
dzą od razu w meritum sprawy, atakując problem bez
dłuższych najazdów i faz przygotowawczych. I co cieka­
we są to głosy, może z jednym wyjątkiem, które najwy­
raźniej nic o sobie nie wiedzą. Tak się przy tym, cał­
kiem zresztą niezamierzenie składa, że są to bez

154

�Dariusz Czaja • FRANCIS BACON: ŚLADY KATASTROFY

wyjątku głosy polskich komentatorów. Czy tworzą one
zasadniczy zrąb polskiego dyskursu o Baconie, trudno
mi orzekać. Przejdźmy zatem do prezentacji.
W Dzienniku pisanym nocą Gustawa Herlinga-Grudzińskiego znaleźć można ciekawy zapis pod datą
9 marca 1977 roku. Autor, wspominając wielką retro­
spektywę Bacona w Grand Palais z roku 1971, którą
miał okazję widzieć, pisze na gorąco kilka zdań po
obejrzeniu wystawy nowych jego płócien w galerii Ber­
narda. Zastanawiając się nad kluczem do twórczości
Bacona, wspomina nazwisko Michela Leirisa8 (francu­
skiego etnologa i przyjaciela Bacona), autora przed­
mowy do katalogu. Punktując i podkreślając co cel­
niejsze jego stwierdzenia odnoszące się do poetyki
malarstwa Bacona, finalnie jednak odnotowuje:
„A jednak, jak bywa czasem u wnikliwych i subtel­
nych krytyków, wywód przechodzi obok Bacona, nie
dociera do jego malarskiego „jądra ciemności”. Co
przykuwa z taką niezwykłą, magnetyczną prawie siłą
w tym wizerunku mężczyzny skręcającego się nad
muszlą umywalni, nad stołem, na schodach, w tym
mięsistym nagromadzeniu studiów portretowych i au­
toportretów o poharatanych twarzach i rozpłatanych
rękach i nogach? Nie znam we współczesnym malar­
stwie równie potężnej i równie fizycznej wizji samotno­
ści człowieka rzuconego w świat, rozpiętego na samym
swoim istnieniu, umęczonego nim, zgubionego w pu­
stce rzeczywistości. Leiris każe pamiętać o baconowskim temacie Ukrzyżowania, w tym przelotnym nieste­
ty punkcie jego przedmowa powinna zacząć się na
dobre. Nie jest bynajmniej dziwne to, że patrząc na
obrazy Bacona, myślałem o czarnej perle pinakoteki
neapolitańskiej: o Ukrzyżowaniu Masaccia, w którym
głowa Chrystusa wyrasta z torsu, jakby przetrącono
mu kręgosłup”.9
Początkowy fragment powiela w jakimś stopniu ka­
non interpretacyjny malarstwa Bacona, ale już tam,
gdzie mowa o „rzuceniu w świat” (pojęcie jakże bliskie
Heideggerowskiemu Geworfenheit „wrzuceniu w świat”),
mamy coś wyraźnie nowego. To osamotnienie wsparte
na umęczonym fizycznie jestestwie ma wyraźny rys gnostyczny. A te wszystkie cierpiące, umęczone postaci
z obrazów Bacona tajemniczo łączą się z Ukrzyżowa­
niem. Tym samym Herling, co warto podkreślić, unie­
ważnia eksplikacje samego Bacona, który wspominał
o temacie Ukrzyżowania niemal wyłącznie w aspekcie
formalnym. A w każdym razie przesuwa je nieco na
boczny tor rozważań.
Spójrzmy do kolejnego tekstu, świadectwa spotka­
nia z Baconem. Oto krótka notka z dziennika Wojcie­
cha Karpińskiego z jego podróży po Ameryce. To lapi­
darny, ale niezwykle cenny dla nas zapis. Autor
odnotowuje niemal na gorąco swoje wrażenia z wizyty
w Yale Center for British Art:
„Na Trzech studiach do portretu Luciena Freuda
twarz ulega wynaturzeniu. Oko wyolbrzymione, usta

przesunięte, deformacja nie picassowska, bez porów­
nania bardziej realistyczna i okrutna. Wychodzi skry­
ta zmaza każdego człowieka, coś co budzi strach: tak
być może, tak jest. Twarze zniekształcone, pogrucho­
tane kości. Ukrzyżowanie bez odkupiającej mocy. Sta­
łym motywem obrazów Bacona jest może nie tyle
grzech pierworodny, co pierworodna skaza, obecna na
twarzy i w osobowości współczesnego człowieka. To są
portrety dwudziestego wieku. Ludzie zatrzaśnięci
w szklanych klatkach, schwytani w grę luster. A do te­
go wirtuozeria plastyczna taka, jak dzisiaj jest potrzeb­
na, po szoku fotografii i abstrakcji, gdy plama barwna
musi nie tylko odtwarzać, ale i stwarzać świat” .10
Karpiński, choć w nieco innych sformułowaniach,
powtarza zasadnicze intuicje Herlinga. Tu również mo­
wa o jakiejś bliżej niedookreślonej obcej przestrzeni,
miejscu wydziedziczenia. Karpiński wspomina też
o Ukrzyżowaniu, ale podkreśla, że - inaczej niż
w chrześcijańskim pierwowzorze - w jego „świeckiej”
wersji brak siły odkupicielskiej. Ta ofiara jakby była po
nic. Jest absurdalna. Również, idąc pod prąd wypowie­
dzi Bacona, który deformacje twarzy i ciał na swoich
płótnach usprawiedliwiał wyłącznie względami formal­
nymi („rozbicie” twarzy było próbą nieilustracyjnego
oddania podobieństwa), Karpiński włącza je w porzą­
dek lektury egzystencjalnej. I co najważniejsze: zaryso­
wuje tu jakieś prolegomena do antropologii Bacona.
Antropologii esencjalnej ułomności. A w samych uży­
tych w tekście pojęciach „skazy” czy „zmazy” można by
widzieć (przypominając analizy Paula Ricoeura tych
pojęć z Symboliki zła) sugestię jakiegoś fundamentalne­
go „genetycznego” skażenia ciążącego na człowieku.
„Tak być może jest, tak jest”.
Jednym z najbardziej wnikliwie piszących u nas
0 Baconie i, co paradoksalne, bodaj najmniej znanym,
jest pisarz i scenarzysta Witold Zalewski. W eseju D a­
lej niż inni zostawił niezwykle wnikliwe, świetne języ­
kowo świadectwo inicjacji w malarstwo Bacona. Tu
również powraca wspomniany na wstępie wątek in­
tensywności doznania w pierwszym kontakcie z jego
obrazami. Ale dla nas istotniejszy jest przenikliwy opis
tego, co na obrazie:
„Istotnie, nie ma piękna w tym malarstwie. A prze­
cież stoję przed Crucifixion i przed portretami papieży
do głębi przejęty. Co to jest?
Pierwszego swojego Bacona zobaczyłem w Museum
of Modern Art w Nowym Jorku. Martwa natura
w rzeźni: rozpięta na rusztowaniu tusza odartego ze
skóry wołu, rembrandtowski motyw, odcienie czerni
1mroczna czerwień, odblask padający z zewnątrz. Wbi­
ło mnie w ziemię. Patrzyłem w przedsionek piekła,
emanowało stamtąd obce, widmowe światło. Nie była
to literatura. Przeżycie, którego wtedy doznałem, sięga­
ło znacznie głębiej niż poruszenie, nawet ów radosny
chichot w duszy na widok najpiękniejszego Cezanne’a czy Vermeera. Czułem, że jest tu tajemnica, do-

155

�Francis Bacon, Trzy studia postaci na podstawie Ukrzyżowania, 1944, Tate Gallery, Londyn.
Za: Francis Bacon, Centre Georges Pompidou, Paris 1996.

�Dariusz Czaja • FRANCIS BACON: ŚLADY KATASTROFY

okoła znajdowało się tyle arcydzieł, wystarczyło obrócić
wzrok i chłonąć skarby nagromadzonych zbiorów. Ale
tu stałem oko w oko z istotnością. Ten jeden obraz zo­
stał namalowany dla mnie. Tak to odczuwałem”.11
To co było ledwie zasugerowane u Herlinga i Kar­
pińskiego, tu jest nazwane wprost i po imieniu. Nie ma
żadnych niedomówień i wątpliwości. Zalewski opisuje
płótno Bacona jako przestrzeń infernalną. Jako miej­
sce dziania się jakiejś niejasnej akcji, ale o wyraźnie
demonicznym charakterze. Jako zejście do piekieł. Po
raz kolejny podkreślam zaskakująco użytą w opisie
chrześcijańską topikę, w odniesieniu do malarza w ża­
den sposób nieidentyfikującego się z tradycją chrześci­
jańską, by nie powiedzieć: wręcz przeciwnie. Ta rze­
czywistość przeraża. Ta „brzydota” - cudzysłów jest
absolutnie konieczny - ma dziwną moc przyciągania.12
Te potworności poddane są wysublimowanej malar­
sko formie. I to jest prawdziwy paradoks. Właśnie ten
podwójny, antynomiczny aspekt obrazów Bacona zda­
je się być jego znakiem firmowym. Ta okoliczność nie
uszła oczywiście uwadze Emila Ciorana, który w swo­
ich Zeszytach odnotowywał z zabójczą aforystyczną
celnością: „Wystawa Francisa Bacona. Ponure jak
diabli i przepyszne”.13 I, co szczególnie dla nas istotne,
wywody Zalewskiego, zarówno w cytowanym wcze­
śniej fragmencie, jak i w innych, tu pominiętych, wy­
raźnie prowadzą do konstatacji, że to malarstwo prze­
kracza w jakiś niejasny sposób poziom estetyczny.
Sugeruje, jakby w tym malarstwie zdeponowana była
jakaś istotna, choć niedyskursywnie wyłożona, „wie­
dza” o naszej kondycji. Antropologia językiem malar­
skim uczyniona.

4.
Jednym z najważniejszych głosów w rekonstruowa­
nym tu polilogu na temat malarstwa Bacona, jest głos
malarza i teologa - Jerzego Nowosielskiego. Powiem
bez zwyczajowej asekuracji: ze znanych mi wypowiedzi
o obrazach Bacona to głos najbardziej przenikliwy. I,
w moim przekonaniu, najistotniejszy. Toteż powyższe
wypowiedzi, choć bez wątpienia mają swoją wartość
jako osobne obserwacje, można również potraktować
jako wstęp do prezentacji paru dłuższych wypowiedzi
malarza. Tym bardziej że wspólna im wydaje się funda­
mentalna perspektywa widzenia malarstwa Bacona.
Już sam fakt głębokiego zainteresowania przez N o­
wosielskiego Baconem może wydać się co najmniej
dziwny. Zdawałoby się, że na tak zwany zdrowy rozum
wszystko powinno ich dzielić. Z jednej strony - malarz
ikon, świętych (do użytku liturgicznego) i „świeckich”.
Z drugiej: malarz mocno nieświętych obrazów. Z jed­
nej strony wierzący artysta, nieukrywający przynależ­
ności do świata chrześcijańskiego, jego prawosławne­
go skrzydła, z drugiej, malarz ostentacyjnie obnoszący
się ze swoim ateizmem. Fiercely atheist, zaciekły ate­
ista, jak napisano o nim w jednej z monografii. A jed­

nak. Nowosielski kilka razy z niezwykłą estymą wyra­
żał się o tym malarstwie. Podobny w tym zresztą do
Balthusa, którego podziw dla Bacona jest znany (do
samego malarstwa podchodził z rezerwą), mimo że
trudno o większy kontrast między znieruchomiałą ci­
szą obrazów samotnika z Rossiniere i zwielokrotnio­
nym krzykiem obrazów Bacona.14 Wielkość przyciąga
wielkość.
W trzech przynajmniej wywiadach wypowiadał się
Nowosielski o malarstwie Bacona, dając skondenso­
waną egzegezę jego sztuki. To wypowiedzi utrzymane
w podobnym tonie i z podobną argumentacją. Widać,
że miał to doskonale przemyślane i domyślane. Tu nie
może być mowy o przypadku.
N a pytanie Zbigniewa Podgórca o pozytywną arty­
stycznie manifestację zła w sztuce Nowosielski mówi:
„Zacznę od Goi, w którego późnych malowidłach
forma malarska istotnie uczestniczy, choć raczej oka­
zyjnie, w naocznym pokazywaniu samego zła. Jednakże
nie jest ona jeszcze pozbawiona elementów duchowo
pozytywnych. Goya dopiero zbliża się do tego, co ob­
serwujemy u Bacona. Poza tym wydaje mi się, wszędzie
tam, gdzie Goya w swoich przedstawieniach ciąży
w stronę minusowej rzeczywistości, by znów zastoso­
wać wartościowanie duchowe, jego forma malarska za­
czyna się jakby rozwadniać, traci swoja siłę. Podejrze­
wam, że gdyby jego realizacje poszły dalej w tym
kierunku, to przestałyby być prawdziwą sztuką, a tego
nie można powiedzieć o Baconie. To jest absolutnie
doskonałe unaocznienie zła. To niejako potwierdzenie
w sztuce intuicji manichejskich. Zło, które w taki spo­
sób manifestuje się za pośrednictwem formy artystycz­
nej, zdaje się posiadać substancjalne, osobowe istnie­
nie. Albowiem jedynie posiadając substancjalny byt,
zło zdolne jest nasycić formę artystyczną. Taka niepo­
kojąca rzeczywistość artystyczna zaistniała dopiero
w naszych czasach, sztuce dawnej obce były tego rodza­
ju doświadczenia. Zło ucieleśniło się w sztuce dopiero
w realizacjach Bacona. Wydaje mi się, że fakt, iż zaist­
niała taka możliwość, stanowi znamię czasów ostatecz­
nych. Zło w sztuce Bacona jest tak nieskończenie groź­
ne właśnie dlatego, że zdaje się posiadać byt
substancjalny. Obrazy Ukrzyżowań Bacona wydobywa­
ją z aktu ukrzyżowania aspekt infernalny niemający
żadnego zakorzenienia w metafizycznym przezwycięże­
niu zła. Ukazują to, co można nazwać złem absolut­
nym. I to jest mistrzowsko zrealizowane. I dlatego jest
takie groźne. To jest coś, co może napawać już tylko lę­
kiem. Ale musimy się bać, stoimy przecież w obliczu
Sądu Ostatecznego. Całkiem poważnie uważam, ze sy­
tuacja, w której zaistniała możliwość osobowego poja­
wienia się zła w sztuce, po prostu nosi znamiona nadej­
ścia czasów Antychrysta. (...) Nie twierdzę, ze Bacon
ma coś wspólnego z Antychrystem, chodzi mi jedynie
o to, że w jego sztuce zło przejawia się osobowo. (...) To
znaczy, że widzimy jego oblicze”.15

157

�Dariusz Czaja • FRANCIS BACON: ŚLADY KATASTROFY

Te uwagi palą, przepalają na wylot. Działają nie­
mal dokładnie tak, jak obrazy Bacona. Nie sposób od
nich uciec, trzeba się z nimi zmierzyć. Każde nieomal
zdanie z tej egzegezy malarstwa Bacona jest ważne.
Wrócimy do nich za chwilę.
W innym z kolei wywiadzie Nowosielski precyzuje:
„Bacon jest klasycznym przykładem tego, że sztuka
może być wyrazicielem obecności upadłego bytu w na­
szej świadomości. Jego malarstwo jest rzeczywiście sa­
tanistyczne, chociaż sam Bacon był bardzo dobrym
człowiekiem i to nie jego wina, że tak mu wyszło. To
był jego los - przypadło mu w udziale świadczenie o re­
alności zła w rzeczywistości empirycznej. (...) Bacon to
wspaniały malarz, świadek rzeczywistości infernalnej.
A XX wiek, było nie było, był najbardziej infernalny
w całej historii gatunku”.16
Nowosielski upiera się, że w obrazach Bacona nie
tyle obecny jest tragizm ludzkiej egzystencji - jak su­
geruje jego rozmówca - ile właśnie poziom infernalny
empirycznej rzeczywistości. Sztuka Bacona nie pozo­
stawia bowiem żadnej możliwości interpretacji w kie­
runku jakiejś nadziei, jakiejś pozytywnej wartości. To
jest studnia bez dna. Czerń absolutna. Pokazuje to
jeszcze dobitniej, zestawiając idące w podobnym zdawać by się mogło - kierunku malarskie realizacje
Ukrzyżowania Matthiasa Grünewalda i Bacona. Po­
wierzchownie rzecz ujmując, te wizje są sobie bliskie,
potrącają tę samą strunę tragicznego opuszczenia
i ciała ludzkiego w jego skrwawionej mięsności. U te­
go pierwszego jednak, mimo potężnego ładunku tragi­
zmu, przeziera jednak jakaś nadzieja, istnieje ten, jak
powiada malarz, „drugi pokład tajemniczego piękna”.
Niczego takiego nie odsłaniają Ukrzyżowania Bacona.
Tu są tylko krwawe strzępy z rzeźnickiego haka. Obra­
zy te są więc w najgłębszym tego słowa znaczeniu bez-nadziejne, nie pozostawiające żadnej nadziei. To jest
wizja ciemnego tunelu, albo lepiej: ciemnego, wsysają­
cego leja.
Nawiasem mówiąc, sądzę, że taka infernalna inter­
pretacja rzeczywistości obecna jest nie tylko w trypty­
kach odwołujących się literalnie do Ukrzyżowania, ale
także w niektórych portretach czy obrazach z cyklu
Heads. A nawet, tak to odbieram, w obrazach przed­
stawiających rzeczywistość fizyczną. N a przykład, ob­
raz Dune of Sand (1983, Collection Beyeler, Bâle) jest
jakąś wizją materii umęczonej. Ta wydma piaskowa
tworzyć by mogła część wielce ironicznego, ale z wy­
raźnie negatywnym nacechowaniem Piece of Waste
Land (1982, kolekcja prywatna), kawałka ziemi jało­
wej (oczywiste odniesienie do Eliota), jak zatytułowa­
ny jest inny z jego obrazów. Tak, bez wątpienia, to jest
świat po jakiejś katastrofie kosmicznej. Świat esencjalnej i nienaprawialnej ułomności. To jest perfekcyjnie,
a nade wszystko przekonująco zrealizowana ilustracja
chrześcijańskiej skądinąd intuicji: „świat cały w złym
leży” (1J 5,19).

Inaczej mówiąc: sugeruje Nowosielski, że ni mniej,
ni więcej, Bacon bezwiednie namalował oblicze dia­
bła. Ze pokazał, unaocznił, uobecnił w swoim dziele
zło substancjalne, osobowe. Zademonstrował, że nie
jest ono pustym znakiem, teologicznym anachroni­
zmem. A także i to, że sama postać jest czymś daleko
realniejszym i potężniejszym niż potoczna wizja oparta
na wizerunku z jasełek. A nie trzeba być chyba dzisiaj
fiercly atheist, żeby taka konstatacja wywołała odruch
zdziwienia, niepewności, a może nawet zażenowania.
Tak poważnie, kto z nas jeszcze wierzy w diabła? Kto
wierzy w jego osobową aktywność, skoro sami księża
mają z nim poważny kłopot. Jeśli się nie mylę, to we
współczesnej świadomości diabeł istnieje na granicy
nieistnienia. Ulotnił się w oparach racjonalizmów, tak
scjentystycznej, jak i teologicznej proweniencji. Ale to
chyba nie takie proste. Bliska jest mi w tej materii bły­
skotliwa uwaga Charles’a Baudelaire’a, że to właśnie:
przekonanie nas o swoim niebycie, jest największym
sukcesem diabła. Z kolei, któryś z kardynałów trzeźwo
zauważył, że pojmuje doskonale, że w wieku XX moż­
na nie wierzyć w Boga, ale żeby nie wierzyć dziś w dia­
bła, to już czysta herezja. W obrazach Bacona znalazł­
by całkiem wiarygodny materiał źródłowy.
N a czym polega osobliwość komentarza Nowosiel­
skiego w odniesieniu do malarstwa Bacona. Wydaje
się, że sprowadza się ona do kilku punktów.
Po pierwsze: zauważmy na początek, że proponuje
on radykalną zmianę słownika. Tam, gdzie inni mówią
o problemach związanych z figuracją, o dekompozycji
ciała, tradycji sztuki zachodniej itp., on z punktu od­
chodzi od problemów nie tylko technicznej natury, ale
rezygnuje także z prób umieszczenia malarstwa Baco­
na na jakiejś mapie sztuki współczesnej. Nowosielski
chce powiedzieć, że szczególnie Crucifixions Bacona
wypadają poza wszystko to, co w malarstwie XX-wiecznym zrobiono. Jest cząstką osobliwą, która nie jest
mierzalna za pomocą dostępnej nam aparatury pomia­
rowej. Więcej: że najczęściej używane instrumenta­
rium pojęciowe raczej zakrywa głęboki sens jego dzie­
ła, niż je wyświetla. Większość, najbardziej znanych,
interpretacji historyczno-sztucznych zatrzymuje się na
poziomie - trudno znaleźć dobre słowo - powiedzmy:
jakości estetycznych. A jeśli już próbuje jakichś egzegez w stronę znaczenia, zwykle mocno trzyma się zie­
mi. Tymczasem inność, ba, szaleństwo - oczywiście
w najlepszym z możliwych sensie słowa - Nowosiel­
skiego jako egzegety Bacona polega na tym, że stosuje
w opisie jego dzieła, tak dzisiaj demode „wartościowa­
nie duchowe”, wedle jego własnych słów.
Po drugie: Nowosielski, wbrew obowiązującemu do­
gmatowi o kryzysie reprezentacji, powiada wyraźnie, że
te obrazy są o czymś. Do czegoś się odnoszą, coś przed­
stawiają, coś obrazują. Coś, wreszcie, u o b e c n i a j ą.
Nie są tylko zasłoną, przegrodą, nie tylko oddalają nas
od „rzeczy”, ale przedstawiają je ad oculos, acz nie na

158

�Dariusz Czaja • FRANCIS BACON: ŚLADY KATASTROFY

sposób naiwnie mimetyczny. Jeszcze inaczej: powiada,
że przedstawienie nie zamyka się w sobie, ale kieruje
wzrok w stronę jakiejś, bliżej co prawda nieokreślonej,
ale mocno istniejącej rzeczywistości. W dodatku, rze­
czywistości o naturze duchowej. Żeby tak myśleć, trze­
ba mieć odpowiednią ontologię obrazu. Dla Nowosiel­
skiego obraz nie jest cieniem, platońskim widziadłem,
ale narzędziem prawdziwej, etymologicznie rozumianej
rewelacji. Nie skrywa, ale właśnie odsłania. Jest - pew­
nie nie dla wszystkich - instrumentem widzenia. Doty­
ka czegoś, co jest rzeczywiste.
Nowosielski stara się nas przekonać, że w malarstwie
Bacona ma miejsce jakiś rodzaj zgęszczenia, ześrodkowania mocno istniejącej rzeczywistości o minusowej cha­
rakterystyce. Że wchodząc w tę przestrzeń, wciągnięci
zostajemy w pewien ciemny wir. I przy ewentualnych
wątpliwościach wobec jego uwag nie sposób mu zarzu­
cić, że nie respektuje jakości czysto malarskich, że pomi­
ja „formę” obrazu, przechodząc gładko do „treści” przez
obraz sugerowanych. Przecież wielokrotnie podkreśla
Nowosielski - a zdanie kolegi po fachu ma swoją wymo­
wę - że mamy tu do czynienia z dziełem artystycznie wy­
bitnym, z realizacjami malarskimi najwyższej próby. Nie­
mniej, wyraźnie mówi on też o „zawartości” obrazów,
o ich funkcji u-obecniania, o dziwnej, paradoksalnej
emanacji rzeczywistej obecności z nich promieniującej.
Nawiasem mówiąc, jakże nędznie i tanio w tym kon­
tekście brzmią liczne ostatnio zapewnienia o inflacji ob­
razów. Że przytłaczają nas i raczej zaciemniają widzenie,
niż pomagają widzieć. Że już tylko podstawiają swoje ist­
nienie w miejsce rzeczywistości. Zetknięcie z najbardziej
przejmującymi obrazami Bacona mówi coś przeciwnego.
Potwierdza fizycznie nieomal tę moc płynącą z obrazów,
ową „potęgę wizerunków”, by przypomnieć tytuł świet­
nej książki Davida Freedberga.17 Obraz, dobry obraz,
wciąż ma w sobie ogromną siłę oddziaływania. I mówi,
na swój sposób, o czymś, co jest rzeczywiste.
Po trzecie: zło, które ma na myśli Nowosielski,
oglądając Bacona, ma wyraźne parametry metafizycz­
ne. Jest, jak widzieliśmy, żywą, realną, działającą siłą.
Przy czym, co niezwykle ważne, jest to zło niedające
się zrelatywizować historycznie, politycznie czy ideolo­
gicznie. To nie jest zło uwarunkowane. Przeciwnie: to
jest zło wpisane trwale w kondycję ludzką. To jest ta
skaza obecna stale, choć z różną intensywnością obec­
na w świecie empirycznym, o której powie w innym
miejscu Nowosielski, że jest konsekwencją dwóch
pierwotnych katastrof: upadku aniołów i grzechu pier­
worodnego. Mocno przy tym podkreśla substancjalizację i autonomizację zła. A to wyraźnie oddziela go od
koncepcji prywacyjnych, obecnych w chrześcijaństwie
od co najmniej św. Augustyna, wedle których zło jest
niczym innym jak prwatio boni, brakiem dobra.18 A za­
tem nie ma swojej, by tak rzec bytowej konsystencji,
egzystuje na granicy niebytu. Zrozumiałe, że takie po­
stawienie sprawy prowadzi go, rzecz jasna, na przedpo­

la manichejskiego myślenia. W czym, od razu powiem,
nie widzę niczego gorszącego. Przymiotnik manichejski rozumiany jest tu opisowo, nie jest ani inwektywą,
ani napomnieniem apostazji. Odnosi się do myślenia,
które akcentuje realną obecność zła w świecie.19
Po czwarte: jak widzieliśmy, Nowosielski całkiem
poważne utrzymuje, że obrazy Bacona to świadectwa
czasów ostatnich. Trzeba to dobrze rozumieć. N atu­
ralnie, nie jest Nowosielski nawiedzonym millenarystą
i nie sugeruje tym samym, że koniec świata nastąpi
w przyszłym tygodniu w piątek w porze lunchu, nie wy­
znacza dokładnej daty przepowiadanego końca. Mówi
jedynie o „czasach ostatnich”, a te w realnym wymia­
rze czasowym mogą trwać bardzo długo. Interesujące
jest samo uzasadnienie. Nowosielski, kierując się
chrześcijańską intuicją, mówi mniej więcej tyle: sama
m o ż l i w o ś ć zaistnienia tego typu wizerunków jak
Ukrzyżowania Bacona jest widomym znakiem eschato­
logicznym. To jest ten impuls w naszej świadomości
świadczący o realnej penetracji zła osobowego w na­
szym empirycznym świecie.
Nie wiemy, rzecz jasna, w zwyczajowo przyjętym
znaczeniu słowa „wiedzieć”, czy Nowosielski (podob­
nie jak i wcześniej cytowani autorzy) ma rację, czy do­
tyka sedna sprawy. Nie tylko dlatego, że jego enuncja­
cje to - przy twardych miarach logicznych - zaledwie
intuicje, domniemania, domysły czy hipotezy. Ale i ni­
gdy też nie dowiemy się na pewno, nie ma bowiem
miary, którą dałoby się zmierzyć stopień odległości je­
go wypowiedzi od domniemanej prawdy. Tu nie ma
i nie będzie dowodu, w normalnie przyjętym sensie
słowa. Poruszamy się zatem cały czas w przestrzeni try­
bu warunkowego, wewnątrz pewnego „a jeśli”. Nie ma
innej rady: trzeba zaufać swojemu oku, szkiełka nie
porzucając zupełnie.
A zatem, jeśli Nowosielski ma rację, jeśli Bacon na­
malował w istocie to, o czym on mówi, że namalował,
to dość powszechne sugestie o tak czy inaczej rozumia­
nej „negatywności” płócien Bacona nabierają nie tylko
głębi, ale zostają precyzyjnie nazwane i - co ciekawe nie mniej prowokacyjnie od samego prowokacyjnego
gestu malarza osadzone w chrześcijańskim słowniku,
a tym samym chrześcijańskiej duchowości. Trzeba
przyznać, ambarasująca to dosyć okoliczność.
Efektem zgody na taką operację interpretacyjną
jest możliwość rzucenia nowego światła na dobrze zna­
ne wypowiedzi Bacona w związku z genezą jego twór­
czości. Spójrzmy na jeden instruktywny przykład. Jak­
że nowego sensu - przy zastosowaniu spirytualnej
perspektywy czytania Bacona - nabiera poczyniona
przezeń w pewnym wywiadzie z Michaelem Peppiatem
uwaga dotycząca jego lektur. Czytana bez wspomnia­
nego kontekstu, brzmi co najwyżej jak erudycyjny
wtręt, jak informacja mogąca mieć co najwyżej zna­
czenie dla pociesznych wpływologów badających in­
spiracje literackie twórcy.

159

�Dariusz Czaja • FRANCIS BACON: ŚLADY KATASTROFY

Porównując ekspresje przemocy w życiu i w sztuce,
Bacon przywołuje w pewnym momencie rozmowy ten
sławny dwuwiersz: „I cóż za bestia której czas wreszcie
powraca,/ Pełznie w stronę Betlejem, by tam się naro­
dzić?” (W oryginale brzmi to znacznie lepiej: And what
rough beast its hour come round at last/ Slouches toward
Bethlehem to be born?).20 I tłumaczy rozmówcy, że ten
obraz jest silniejszy od przeciętnego obrazu wojennego
horroru. To, rzecz jasna, ostatnie dwie linijki z wiersza
innego Irlandczyka, Williama Butlera Yeatsa, poety na­
leżącego wraz z Ajschylosem, Szekspirem i Eliotem do
kręgu tych, którzy Baconowi byli całe życie najbliżsi.
Wiersz nosi tytuł Second Coming. Drugie przyjście. Kon­
tekst eschatologiczny tego profetycznego tekstu napisa­
nego w roku 1920 jest aż nazbyt jasny. Profetycznego
w podwójnym sensie: i w tym najbardziej narzucającym
się, najłatwiej może uchwytnym: cywilizacyjnym, ale też
i artystycznym. Czytając Drugie przyjście, mam miano­
wicie nieodparte wrażenie, że Yeats napisał Bacona. Ze
słowo opowiada tu o tym, co za czas jakiś zostanie
utrwalone farbą. Rozumiem przez to, rzecz jasna, pokre­
wieństwo wizji, a nie genetyczne zależności. Warto przy
tej okazji przytoczyć ten wiersz w całości, nie znam bo­
wiem innego tekstu, który byłby tak kongenialnym ko­
mentarzem do tego, co Bacon namalował:
„Kołując coraz szerszą spiralą,
Sokół przestaje słyszeć sokolnika;
Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze;
Czysta anarchia szaleje nad światem,
Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół
Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;
Najlepsi tracą wszelką wiarę, a w najgorszych
Kipi żarliwa i porywcza moc.
Tak, objawienie jakieś się przybliża;
Tak, Drugie Przyjście chyba się przybliża.
Drugie Przyjście! Zaledwie wyrzekłem te słowa,
Ogromny obraz rodem ze Spiritus Mundi
Wzrok mój poraża: gdzieś w piaskach pustyni
Kształt o lwim cielsku i człowieczej głowie,
Z okiem jak słońce pustym, bezlitosnym,
Dźwiga powolne łapy, a wokoło krążą
Pustynnych ptaków rozdrażnione cienie.
Znów mrok zapada; lecz teraz już wiem,
Ze dwadzieścia stuleci kamiennego snu
Rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca,
Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić?”21

Oczywiście, jest to utwór o semantyce tak pojemnej,
tak, można by rzec, rozgałęzionej, że jego znaczenie da
się konstruować na szereg sposobów. Zwłaszcza symbo­
liczne figury pojawiające się w drugiej części dają duże
pole do interpretacji (np. kim jest ta „bestia, której czas
powraca”?). Nie wchodząc w detale, sądzę, że w miarę

uchwytny jest kierunek myślenia Yeatsa, generalny sens
rysowanych tu z wizjonerską siłą obrazów. „Drugie przyj­
ście” odczytuję tedy przede wszystkim jako przenikliwą,
jasnowidzącą nieomal, diagnozę stanu świata zachod­
niego (resp. chrześcijańskiego) w jego XX-wiecznej edy­
cji. Świata pozbawionego miary, jakiejś fundamentalnej
zasady organizującej, z zagubionym centrum, świata roz­
bitego na kawałki i nieuchronnie spadającego w dół.
I utopionego w przemocy i krwi. Te konstatacje, nieste­
ty, brzmią nieznośnie płasko, a przecież siła wiersza Yeatsa tkwi w jego poetyckiej sile kondensacji, tak dalekiej
od jednoznacznego języka publicystki.
W tej poetyckiej wizji, tak znakomicie przylegającej
do płócien Bacona, dałoby się - gdyby poddać ją gruntowniejszej analizie - odnaleźć nawet szereg konkret­
nych motywów obecnych intensywnie w jego malar­
stwie. Ale nie w tym rzecz. Tu idzie mi przede wszystkim
o zdumiewające pokrewieństwo tego posępnego, escha­
tologicznego tonu, tak mocno dźwięczącego u obydwu
wielkich artystów. Wspólny zdaje się im też ów niedający się w żaden sposób przesłonić przejmujący obraz be­
stii, pod znakiem której żyjemy. Jakby koniec sprzymie­
rzał się tu z początkiem ery chrześcijańskiej (Betlejem!),
by domknąć ostatecznie koło czasu.
Wracając jeszcze do Nowosielskiego. Zgadzając się
generalnie z jego intuicjami odnośnie charakterystyki
płócien Bacona, mam jedną przy tym wątpliwość.
W jednym ze wspomnianych wywiadów malarz zosta­
je zapytany wprost, czy obrazy Bacona mogą prowa­
dzić do zła. Odpowiedź jego jest znamienna: „Oczywi­
ście, że do dobra. Poznać oblicze diabła, to dotknąć
samego dna absurdu metafizycznego, a z dna absurdu
można się odbić już tylko w kierunku dobra”.22 To nie
jest takie oczywiste. Zło bywa zaraźliwe. Zło nie tylko
przeraża, ale i fascynuje. Przykładów chyba aż nadto.
Ale tu idzie o coś jeszcze. Czy fakt wyświetlenia owej
genetycznej skazy natury ludzkiej i kolportowania jej
sam z siebie przyczynia dobra? To też wątpliwe. Od
„dna absurdu metafizycznego” można się odbić w kie­
runkach całkowicie przeciwnych.
Tak czy inaczej, bezwzględnie rację ma Ewa Bień­
kowska, jeszcze jedna z grupy komentatorów Bacona,
która w zakończeniu swojego studium o poetyce jego
obrazów pisze: „Przemawia do nas fenomenalna arty­
styczna jakość tych obrazów. Ale właśnie estetyczne
delektowanie się nimi, estetyczne smakowanie, jak
gdyby nic więcej się w tym malarstwie nie działo, było­
by umyślnym ograniczaniem spojrzenia. To malarstwo
zapisało coś nowego w historii formy i w historii euro­
pejskiego humanizmu. (...) To malarstwo ma przera­
żać. Po to było malowane”.23

5

.

Jest rzeczą jasną, że tego wszystkiego, o czym tu by­
ła mowa, można u Bacona nie widzieć. Można dostrze­
gać w nim, bliższego lub dalszego naszej wrażliwości

160

�Dariusz Czaja • FRANCIS BACON: ŚLADY KATASTROFY

Francis Bacon, Trzy studia postaci na podstawie Ukrzyżowania, 1944, Tate Gallery, Londyn 2 i 3.
Za: Francis Bacon, Centre Georges Pompidou, Paris 1996.

malarza. Można wpisać go w taki czy inny „-izm” (bo­
daj najczęściej w jego przypadku mowa jest o ekspresjonizmie), zidentyfikować z takim czy innym nurtem
estetycznym. Można rozpatrywać jego dzieło wyłącz­
nie w skali osiągnięć malarskich. I tym samym unie­
szkodliwić rozpoznania wcześniej przytoczone.
Gombrowicz, jak wiadomo, rozbrajał malarstwo
(którego nota bene nie rozumiał) przy pomocy papierosa.
My możemy być kulturalniejsi. Zawsze możemy przywo­
łać na pomoc Maurice’a Denisa, z jego elegancką man­
trą, że obraz to przede wszystkim płaska powierzchnia
pokryta kolorami w pewnym porządku. Po czym spojrzeć
na niebo gwiaździste nad sobą i prawo moralne w sobie
i dać sobie z tymi wszystkimi diabłami po prostu spokój.
Wszystko jednak wskazuje, że to dziecinna wersja egzorcyzmów. I wymiernych skutków raczej nie przyniesie.
Tak, to najprawdziwsza prawda, sztuka Bacona pogrążo­
na jest w ciemnościach. Bo też, jak każda wielka sztuka,
o ciemnościach w nas i wokół nas mówi. Teza, że
w ciemnościach niczego nie widać, jest zapewne praw­
dą, ale tylko w dziedzinie optyki. Sztuka Bacona upew­
nia o czymś całkowicie przeciwnym. „Dlaczego ciem­
ność? Dlaczego wciąż ta sama całkowita ciemność
w moich książkach?” - pyta znakomity pisarz austriacki
Thomas Bernhard, jeden z tych, których sztukę można
rozumieć jako przenikliwy detektor wielokształtnego zła
skrywającego się pod codziennymi maskami. I sobie od­
powiada: „W ciemności wszystko staje się wyraźne”.24
I to jest wyjątkowo jasna odpowiedź.

Przypisy
S. Hunter, Francis Bacon: anatomia grozy, „Kwartalnik
Artystyczny” nr 4: 2005, s. 73
2 J. Russel, Francis Bacon, London 1997 (edycja przejrza­
na i uaktualniona, pierwsze wydanie w 1971).
3 W. Schmied, Francis Bacon. Commitment and Conflict,
Munich-New York 1996 (oryginał niemiecki, 1985).
4 G. Deleuze, Logique de la sensation, Paris 1981
5 E. van Alphen, Francis Bacon and the Loss of Self, Lon­
don 1992
6 Por. np. L. Ficacci, Bacon 1909-1992, Koln 2003, s. 10
7 Por. D. Sylvester, Brutalność faktu. Rozmowy z Francisem
Baconem, przeł. M. Wasilewski, Warszawa 1997
8 Leiris jest autorem ważnego tekstu analitycznego: Fran­
cis Bacon, Full Face and in Profile, New York-London
1987, s. 11-47; tekst ten (korzystam z wersji angielskiej)
jest wprowadzeniem do jednego z lepszych albumów pre­
zentujących malarstwo Bacona.
9 G. Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą 1973-1979,
Warszawa 1990, s. 204
10 W. Karpiński, Amerykańskie cienie, Wrocław 1997, s. 180
11 W. Zalewski, Dalej niż inni, w: tegoż, Zwiadowcy światła,
Warszawa 1999, s. 15; w innym eseju z tego tomu (Bój­
ka na kije) pojawia się krótkie, acz bardzo interesujące
zestawienie malarstwa Goi i Bacona.
12 Nie zawsze, rzecz jasna. Bardzo pouczająca w tym wzglę­
dzie jest wypowiedź wybitnego religioznawcy Mircei Eliadego. W wywiadzie rzece z Claude-Henri Rocquetem tak
mówi on o obrazach Bacona: „Bardzo dobrze rozumiem,
dlaczego poszukiwał brzydoty jako przedmiotu twórczości.
Ale jednocześnie nie potrafię się na nią zgodzić właśnie
dlatego, że tak wiele widać jej wokół nas”, M. Eliade, Pró­
ba labiryntu. Rozmowy z Claude-Henri Rocquet, Warszawa

161

1

�Dariusz Czaja • FRANCIS BACON: ŚLADY KATASTROFY

1992, s. 181-182. Jest to wypowiedź kuriozalna, Eliade bo­
wiem nie rozróżnia najwyraźniej brzydoty jako elementu
rzeczywistości i „brzydoty” jako pewnej świadomie przyję­
tej estetyki. Z całą pewnością, to nie są te same poziomy.
A zważywszy na całkowicie nieimitacyjne ambicje sztuki
Bacona, ta uwaga wydaje się jeszcze bardziej chybiona.
13 W. Cioran, Zeszyty 1957-1972, przeł. I. Kania, Warsza­
wa 2004, s. 884
14 N a pytanie o stosunek do malarstwa Bacona, Balthus
odpowiedział: „Nie mogę szczerze powiedzieć, że je lu­
bię, ale interesuje mnie ono tak samo, jak interesuje
mnie Bacon. On kochał malarstwo, był prawdziwym ma­
larzem. Tak niewielu jest dzisiaj prawdziwych malarzy!”,
por. Balthus, Pod prąd. Rozmowy z Costanzem Costantinim, przeł. J. M. Kłoczowski, Warszawa 2004, s. 126
15 Z. Podgórzec, Mój Chrystus. Rozmowy z Jerzym Nowosiel­
skim, Białystok 1993, s. 11
16 Czy Bóg się wycofał? Rozmowa z J. Nowosielskim, w: Ob­
licza śmierci, red. J. Trzupek, Katowice 2001, s. 147
17 W tym kontekście nie od rzeczy będzie zacytować jeden
z wniosków tej książki: „Zamiast więc widzieć rozdziele­
nie na świat wizerunków i świat rzeczywisty, przyszedł
czas, by spojrzeć na obraz i rzeźbę bardziej jako na prze­
dłużenie tego, co nazywamy rzeczywistością - i na nowo
włączyć figurację i imitację do realnego świata, czy też
raczej w obszar naszego doświadczania rzeczywistości”,
D. Freedberg, Potęga wizerunków. Studia z historii i teorii
oddziaływania, przeł. E. Klekot, Kraków 2005, s. 444
18 N a negatywne duchowo konsekwencje takiego typu my­
ślenia zwracano uwagę wielokrotnie. Przypomnę tylko
dwie krótkie, ale za to niezwykle instruktywne, wypowie­
dzi w tej materii. We wspomnieniu biograficznym o swo­
im pierwszym spotkaniu ze złem pisze Ireneusz Kania:
„Opisywanie zła jako ‘braku dobra' było, moim zdaniem,
jedną z największych niedorzeczności kiedykolwiek wy­
myślonych przez człowieka i na długie stulecia wyprowa­
dziło filozoficzną refleksję o złu na manowce. Utożsamie­
nie dobro=byt zaindukować musiało symetryczną parę
zło=niebyt, nicość. A przecie gołym okiem widać, że zło
ma poniekąd w sobie więcej ‘realności' niż dobro; widać
choćby stąd, iż dobro można podrabiać, udawać, zła zaś nie: udając, że kogoś krzywdzę, krzywdzę go
n a p r a w d ę”, I. Kania, Moje pierwsze unde malum?, w:
tegoż, Ścieżka nocy, Kraków 2001, 329-330; z kolei, w za­
kończeniu swoich uwag o podejrzanej ezoteryce Georgija

19

20
21

22
23
24

Gurdżijewa Jerzy Prokopiuk celnie zauważa: „ze złem nie
należy walczyć. Zło trzeba przemieniać. Aby je przemie­
niać, trzeba najpierw uznać racje i sens jego istnienia. Po­
tem je poznać. (To kościelna mentalność średniowieczna
zachowała po dziś dzień animalną reakcję na zło - fight or
flight - zwalcza je lub przed nim ucieka.) Zło to nie tylko
malum, lecz także coś koniecznego - necessarium. (Bóg je
zaplanował - bo przecież nie wymknęło się spod Jego
kontroli? - i ma ono swe miejsce w ekonomii naszego ko­
smosu”, J. Prokopiuk, Co zrobić z Gurdżijewem?, „Kon­
teksty” nr 2: 2006, s. 164. Przypis ten w całości dedykuję
księdzu profesorowi Knapińskiemu na okoliczność jego
konferencyjnej wypowiedzi o Baconie.
Znamienne, że i twórczość cytowanego wcześniej Gusta­
wa Herlinga-Grudzińskiego, który w swoim pisaniu wie­
lokrotnie dawał wyraz przekonaniu o rosnącej, potężnie­
jącej sile zła w XX wieku, określano jako „manichejską”.
Jako pierwszy tego określenia użył Krzysztof Pomian we
wstępie do francuskiej edycji Dziennika pisanego nocą.
W rozmowie z Włodzimierzem Boleckim pisarz tak ko­
mentował specyfikę swoich późnych opowiadań: „Mia­
łeś rację mówiąc wcześniej, że temat zła pojawia się
w moich opowiadaniach już od dawna. Jednak ten cykl
opowiadań, o których teraz mówimy, pokazuje zło inne­
go typu, zło, które jest według mnie najmocniejszym do­
wodem na istnienie w świecie zła immanentnego. Immanentnego - to znaczy nie tego, o którym myślał św.
Augustyn mówiąc, że zło jest brakiem dobra. Lecz tego
zła, które po prostu istnieje per se”, por. G. Herlin-Grudziński, W. Bolecki, Rozmowy w Neapolu, Warszawa
2000, s. 117
Francis Bacon w rozmowach z Michaelom Peppiatem,
„Kwartalnik Artystyczny” 4: 2005, s. 39
W. B. Yeats, Drugie przyjście, tłum. S. Barańczak, w:
W. B. Yeats, Poezje wybrane, wybrał J. Żuławski, opraco­
wała E. Życieńska, wstęp W. Krajewska, Warszawa 1987,
s. 99
Czy Bóg się wycofał, s. 147
E. Bieńkowska, Ocalić niszcząc, zniszczyć ocalając,
„Znak” nr 12 (535): 1999, s. 107-108
Przepisuję te słowa z okładki książki T. Bernharda, Au­
tobiografie, przeł. S. Lisiecka, Kraków 1998; niestety, nie
udało mi się odnaleźć tego cytatu w książce, niewyklu­
czone, że pochodzi z innego źródła.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10279" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10257">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c740e3604b25112529d85caf6c846963.pdf</src>
        <authentication>8ecf1c7c3aaf42b1c7029074d6a48084</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6407</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122223">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122224">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122225">
                <text>zār - kult</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122226">
                <text>praktyki magiczno-religijne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122227">
                <text>widowiska obrzędowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122228">
                <text>opętanie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122229">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122230">
                <text>Teatr odgrywany i teatr przeżywany w kulcie zār / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122231">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.130-138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122232">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122233">
                <text>Pawelczyk, Joanna (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122234">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122235">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122236">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122237">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122238">
                <text>MICHEL LEIRIS

żar przesunął się, kosztem opisu sacrum, na „aspekt teatral­
ny”. Leiris często podkreślał, że inspirację zawdzięcza Alfre­
dowi Métraux (który jest autorem określenia komedia rytu­
alna. Zobacz: Alfred Métraux, La comédie rituelle dans la
possession w: «Diogène», nr 11/1955). Ponieważ publiko­
wany tekst jest zaledwie jednym rozdziałem z książki Leirisa
o zâr,1prezentujemy również, jako rodzaj komentarza, frag­
ment tekstu Jeana Jamina Zła wiara (Mauvaise foi), pochodzacy z jego wstępu do afrykańskich pism Leirisa:

Teatr odgrywany
i teatr przeżywany
w kulcie zâr

L

eiris badał kult zâr podczas misji Dakar - Dżibuti. Je­
go badania - trwające blisko pół roku - zostały prze­
prowadzone w okolicach Gondar w Etiopii. Wyniki
badań, w postaci paru artykułów, zostały opublikowane
w prasie specjalistycznej w latach 30., natomiast książka La
Possessions et ses aspects théâtraux chez les Ethiopiens
de Gondar ukazała się dopiero w 1958 roku. Prezentuje
w niej trochę inną niż w latach 30. koncepcję opętania: cię-

Opętany w transie. Misja Dakar-Dżibuti, 28 września
1932. Za: M. Leiris Miroir de l'Afrique, Gallimard 1996,
ed. Jean Jamin.

„Leiris nie przestawał balansować między interpretacją
opętania w terminach gry, mitycznego lub symbolicznego
przedstawiania zachowań, pragnień czy lęków czy też
w terminach stosunków międzyludzkich wewnątrz społecz­
ności «opętywanych» i jej stosunków z całą zbiorowością
(opętanie staje się tu środkiem do wyreżyserowania tych
stosunków, do zagrania ich przy zachowaniu względnej
bezkarności), a interpretacją w terminach autentyczności,
transcendencji sacrum, gdzie naprawdę zdarza się coś, co
nie przynależy do porządku komedii - nawet gdyby była
ona rytualna - i co przecież nie przynależy do porządku te­
go, co grane, udawane, lecz do tego, co doświadczone.
W pierwszym przypadku «garderoba osobowości» (wy­
rażenie Leirisa), którą daje nam opętanie przez duchy
zâr byłaby wyłącznie alegoryczna - byłaby projekcją,
w miejscu i czasie rytuału, zakorzenionych społecznie fru­
stracji; w drugim byłaby rzeczywiście przywdziewana i pro­
wadziłaby do obiektywnych zjawisk depersonalizacji, odreal­
nienia, podwojenia, a nawet więcej - do transformacji siebie.
Wydaje się, że Leiris, aby przekroczyć to, co w jego obserwa­
cjach odnosi się do niepewności zmysłów i zachowań, a co
z kolei prawdopodobnie odsyła do jego własnych wahań na
temat skutków podróży, w której podjął się uczestnictwa (czy
można zmienić skórę, zmieniając dekoracje?) nie znajduje
innych sposobów niż wprowadzenie rozróżnienia na «teatr
odgrywany» i «teatr przeżywany» («Teatr odgrywany» od­
syła do zdarzeń udawania, które Leiris mógł stwierdzić w te­
renie; co do «teatru przeżywania» to oznaczałby on przypad­
ki opętania, w których autentyczność jest niewątpliwa.
Przedstawiony w ten sposób podział jest schematyczny, by
nie powiedzieć upraszczający; tak jak metafora teatru była­
by niezdatna do oddania tego, co Leiris nazywa teatrem
przeżywanym, co odpowiada raczej wierze, która teoretycz­
nie nie jest grą, i której się nie odgrywa. Jednak odwołując się
do metafory teatru, czy to odgrywanego, czy przeżywanego,
Leiris ma być może na myśli mniej mechaniczną koncepcję
teatru i gry: koncepcję sartrowską), a w konsekwencji, zależ­
nie od dystansu społecznego adeptów do miejsc i do celebru­
jących kult, zakłada poziomy udawania czy autentyczności
w zjawisku opętania. Jak gdyby to, co formuje zbiorowość,
musiało się dzielić na manipulowanych i manipulujących, na
«opętywanych profesjonalnych», którzy odgrywaliby bycie
w transie, i na «opętywanych amatorów», którzy nie mieli­
by innego wyjścia niż wejść w trans naprawdę. (...) Jak za­
uważa krytyk literacki Claude Reichler w artykule po części
poświęconym sposobom opisu opętania u Leirisa, umiejsca­

130

�Michel Leiris • TEATR ODGRYWANY I TEATR PRZEŻYWANY W KULCIE ZAR

wia ono tubylców w sytuacji stałego ukrywania, zajętych od­
kłamywaniem poprzez ich wypowiedzi (które czy to «profe­
sjonalne» czy «amatorskie» zakładają obecność innego
mówcy niż oni sami, to znaczy zdr, które ich «dosiada»
i przemawia przez ich usta) celu tych wypowiedzi. N a po­
czątku była zła wiara. (...)
Owej «złej wierze», o której mówi Claude Reichler, bli­
sko do sformułowań Jean-Paula Sartre a z 1943 roku, któ­
ry sprowadza ją do podstawowej postawy bycia w świecie.
Wymusza ono, poprzez mniej więcej świadomą decyzję,
przynależność do niepewnych prawd, która to przynależność
zwalnia ze świadomego stawienia czoła kondycji ludzkiej.
Czy opętanie byłoby więc formą rytualnej reżyserii tego
«oszukiwania siebie», o którym mówi Sartre, a które byłoby
charakterystyczne dla złej wiary? (Jean-Paul Sartre, L’Etre
et le néant, Gallimard, Paris 1943, s. 87 i następne.) (...)
Leiris w prywatnych rozmowach przywiązywał wielką wagę
do Bytu i nicości, który przeczytał zaraz po jego ukazaniu
się w 1943 i którego rozdział o złej wierze wywarł na nim
duże wrażenie. Chętnie nawiązywał do przykładu kelnera,
którego zachowanie analizowane przez Sartre a przywodzi
na myśl zachowanie, jakie Leiris w 1958 przypisuje wielkiej
kapłance zdr Malkam Ayyahou, która wydaje się grać ze
swoim statusem opętanej, aby go urzeczywistnić. Być może
nawet rozróżnienie między «teatrem odgrywanym» a «te­
atrem przeżywanym», które wprowadził Leiris, i które ni­
gdzie nie występuje u Métraux, miałoby u swych źródeł sartrowską analizę zachowania w złej wierze. (...) Leirisowska
koncepcja teatru zbiega się z koncepcją Sartre’a, który —
w teorii w L’Imaginaire, a w praktyce w Muchach (z któ­
rych Leiris napisał jedną z pierwszych recenzji) —sprostowuje i poprawia paradoks o aktorze Diderota, sądząc że «to nie
postać urzeczywistnia (realizuje) się w aktorze, tylko aktor
‘odrzeczywistnia się w swojej postaci’» (Jean-Paul Sartre,
L’Imaginaire, Gallimard, Paris, s. 243). Wyraźnie odpo­
wiada to proponowanym przez Leirisa interpretacjom opęta­
nia jednostki przez ducha zdr: to nie zdr dosiada człowieka,
lecz to sam człowiek staje się wierzchowcem zdr. Denis Hollier w ten sposób komentuje sartrowską wersję paradoksu
o aktorze Diderota:
«Postać sartrowska zawsze marzy, aby zapomnieć o ak­
torze, który za nią mówi; [...] ma nadzieję, że uda jej się pew­
nego dnia przemówić bez dublera, przemówić w swoim wła­
snym imieniu, swoim własnym głosem, zrobić tak, aby jej
pierwsza osoba nie była stale podwajana przez brzuchomówczą hipokryzję, która ją gra i na niej pasożytuje.» (Denis Hollier, Les Dépossédés, Editions de Minuit, Paris 1993, s. 46).
Reasumując, uczynić tak, aby teatr odgrywany stał się
teatrem przeżywanym, bez porzucania przestrzeni scenicz­
nej. Protagonista sartrowski rozpoznaje się (odnajduje się)
w swojej niecierpliwości wobec aktora, któremu musi uży­
czać głosu i przywdziewać jego sylwetkę. To tu tkwi pro­
blem, mniej paradoksalny, niż się wydaje, który Leiris do­
strzega w opętaniu przez duchy zdr (...). Aktorzy i postaci,
opętywani przez zdr, odnajdują się pozbawieni autora. Jest
to teatr bez dramaturga. Bez tego sacrum, któremu Leiris

przyznawał jeszcze w 1934 prawo podpisu, prawo trans­
cendencji chociażby przez wzgląd na ofiarę, która parafo­
wała jego obecność i której Leiris, w swoich obserwacjach
zapisanych na żywo w 1932, przewidywał wagę i funkcję
ustanowienia relacji między światem ludzkim i światem du­
chów. To sacrum dziwnie znika z jego analiz w 1958, od
kiedy podkreśla on jedynie «aspekt widowiskowy». (Jean Ja ­
min w: M. Leiris Mirroir de l’Afrique, Gallimard 1996).
„Umiejętność wiary w te wszystkie kłamstwa” przede wszystkim taką zdolność przypisuje czarownicy
wielki historyk czasu romantyzmu, Michelet.
O
ile pośród zdarzeń z różnych porządków, jakie
mogłem obserwować żyjąc w bliskości z grupą bâla-zâr,
widziałem wiele odnoszących się do opętania, w któ­
rych szczerość głównego zainteresowanego raczej nie
może być poddana w wątpliwość, o tyle mogłem zaob­
serwować równie dużo takich, gdzie owa szczerość jest
kwestią sporną.
Pewna chora - Yasi Arag - cierpiąca na rozlanie
mazi stawowej, za każdym razem kiedy „robiła gum”
odczuwała dotkliwy ból i na pewno nie gestykulowała­
by w sposób tak dla niej bolesny, gdyby nie działała pod
wpływem głębokiej wiary w moc zâr. Inna klientka
Malkâm Ayyahu,2 prawdopodobnie mająca chore płu­
ca (niestety, jeszcze w trakcie moich poszukiwań do­
wiedziałem się o jej śmierci), również poddawała się
praktykom (transom, ablucjom itd.), które w jej stanie
na pewno były zbyt bolesne, by można było ją podejrze­
wać o jakiekolwiek odgrywanie komedii.3 Kiedy alaquâ
Enqo Bâhrey lęka się na widok Malkâm Ayyahu zaba­
wiającej się szczypaniem ludzi w sposób imitujący
Azzâj Deho, to jeśli zachodzi gra (zresztą niewinna), to
po stronie uzdrowicielki, po stronie adepta obawa nie
jest udawana, ukazuje ona, że adept jest mocno prze­
konany o szkodliwych konsekwencjach takiej imitacji.
Natomiast trudno jest uznać całkowitą szczerość
Malkâm Ayyahu, na przykład kiedy została opętana
przez Sânqit dokładnie w momencie serwowania piwa,
w którym owo zâr powinno przewodniczyć - co zresztą
przypomniała jej po cichu zaprzyjaźniona wspólniczka.
Nie mogąc oskarżyć jej wprost o oszustwo (wiedząc, że
atak opętania nie musi być specjalnie spontaniczny,
a często bywa wywołany właśnie dzięki środkom takim
jak śpiew, klaskanie i innym procedurom przywoław­
czym), możemy jednak być zaskoczeni regularnością
powodzenia opętania właśnie w okolicznościach wy­
magających objawienia się w niej (lub w którymś z jej
adeptów) danego ducha.
Fakt, że opętania nadarzają się w odpowiedniej
chwili i nadchodzą z pewnością w tym, a nie innym
momencie, jest trudny do zrozumienia bez minimum
pobłażania z naszej strony. Czy możemy odrzucić myśl
o fałszerstwie?
Co powiedzieć o przypadku, jakim jest przyjaciół­
ka Abieu gotowa za każdą cenę oszukiwać, śmiało ro­

131

�Michel Leiris • TEATR ODGRYWANY I TEATR PRZEŻYWANY W KULCIE ZAR

biąc guni charakterystyczne dla zdr, będąc pewna, że
w ten właśnie sposób zawładnie danym duchem? Jak
zauważyliśmy wcześniej, opętani często podejrzewają
się nawzajem o fałszerstwo. Aby podobne podejrzenie
powszechnie zaistniało wśród bdla-zdr, to znaczy
wśród ludzi dalekich od sceptycyzmu d priori, musi
być ono oparte albo na własnym doświadczeniu (ze
świadomością własnego „przymykania oka”), albo na
obserwacji przypadków, gdzie fałszerstwo było zbyt
widoczne, by dać się oszukać, niezależnie od respektu
dla tego, kto się prezentuje w przebraniu [dosł. pod
przykrywką] zdr.
Jeśli kłamstwo w materii zdr jest często denuncjowane zarówno przez wyznawców, jak i przez nienależących do tego kultu, to jednak dla wyznawcy wszystko
odbywa się tak, jakby jego wiara w autentyczność opę­
tania nie została poważnie naruszona, ani przez przy­
padki oszustwa, które mógł zauważyć u innych (biorąc
pod uwagę i ewentualne oszustwa, o które mógłby sam
się oskarżyć), ani przez przypadki „przymykania oka”,
których dostarcza mu własne doświadczenie, doznają­
cego opętania w pewnym sensie na zmówienie, przez
ducha odpowiedniego w danej sytuacji.
Adeptka Abieu zadeklarowała w przypływie na­
stroju: „Jeśli zdr istnieją, zamknijmy drzwi i okna, spal­
my cały dom i te wszystkie zdr!”, jej atak bezbożności
nie postąpił dalej, ukarana za swoje zuchwalstwo zo­
stała uderzona przez zdr (scenariusz, w który weszła)
i uczestniczyła, jak gdyby nigdy nic, w wieczornym
waddgd, jak iw innych zgromadzeniach, które miały
miejsce w następnych dniach.4
Tak samo, kiedy Asammanac oświadcza, że dankard (taniec wojenny) to dziecinada, ta krytyka nie
angażuje sedna jej wiary, gdyż czym prędzej dorzuca
ona, że nie chodzi jej o gurri, które robi się, będąc zdo­
minowanym.
Jeśli jest tak, że opętanie jest oszustwem, to wyda­
je się, że dla adeptów jest to oszustwo, w które całko­
wicie wierzą, akceptując je w całości, nawet jeśli nie
da się uchronić wszystkich jego aspektów przed pod­
ważeniem. Poza przypadkami, przy których byłoby
słuszne mówić o teatrze odgrywanym, ponieważ ewi­
dentnie przebija przez nie oszustwo, istnieją przypadki,
gdzie realność opętania jest niewątpliwa, i dla samego
opętanego, i dla wszystkich asystujących, i które są
odpowiednikiem tego, co nazwalibyśmy teatrem prze­
żywanym, inaczej mówiąc: on też może być teatrem
odgrywanym, ale z minimum sztuczności i bez żadnych
intencji narzucenia go widzowi.
Wydaje się, że opętanie przede wszystkim wtedy
wzbudza podejrzenia, gdy przybiera uwodzicielską formę
teatralną zdolną podburzyć wyobraźnię, a sporny cha­
rakter praktyk widowiskowych, takich jak taniec i gurri
opętanych, wydaje się nie umykać niektórym adeptom.
Nie tylko Asammanac darzy miernym szacunkiem ta­
niec zwany dankard, ale i inni praktykanci zdr, chwaląc

znanych im wielkich oświeconych [illuminés] zauważa­
ją, że u nich nie tańczy się wcale, lub prawie wcale.
I
tak Adânac zapewnia, że u alaqâ Haddis, z para­
fii Madhânê Alam w Gondarze, nie ma „ani klaskania
w ręce ani tańca” i dorzuca: „nawet się o tym nie my­
śli”5. Według tej samej informatorki „mało się tańczy
u fit-awrâri Saggâyê, tylko na Świętego Michała, na
Świętego Gabriela i na Naszego Ojca Apostoła”.6 Jest
również oczywiste, że niektóre wielkie zâr, liczące się
spośród bardziej poważanych nie warunkują gurri
u tych, których przychodzą opętać, a także nie otrzy­
mują „krwi” (inaczej mówiąc: nie otrzymują ofiar
zwierzęcych); tak to jest na przykład w przypadku
świętego Abby Yosêfa jak i Abby Quasqwesa. Z dru­
giej strony rozróżnienie to jest przez niekórych jasno
przeprowadzane między zbiorowymi praktykami illuminizmu muzułmańskiego a zgromadzeniami opęta­
nych, którzy mniej więcej naśladują te praktyki. Pe­
wien nawrócony na islam uzdrowiciel, alaquâ Alamu,
wyznaje, że śpiew i gurri zâr są tym, co odróżnia je od
czystego wadâgâ”.7
Uzdrowiciel chrześcijański - alaquâ Taganna z Fit
Mikâêl w Gondarze zaznacza, że u słynnego cudotwór­
cy z Tambên, Sheikha Mahammada Sayda zwanego
Abbâ Wâ, nie ma ani tańca (przynajmniej świeckie­
go), ani gurri: „on tylko otwiera hâdrâ8 Prorokowi”.
Można jednak bez wątpienia stwierdzić, [...] że
z punktu widzenia wielkich religii monoteistycznych
rozpowszechnionych w Etiopii (chrześcijaństwo monofizyckie,9 islam) kult zâr jest odbierany jako mocno
zabarwiony pogaństwem i magią, nawet przez niektó­
rych jego wyznawców.
Zauważalna jest silna tendencja do włączenia kul­
tu duchów w oficjalne nauczanie religii, zarówno
u wiernych muzułmanów, jak i chrześcijan, duchy ota­
czane największą czcią muszą należeć do jednego
z dwóch wielkich wyznań. Jednak ilość duchów i ich
więź z konkretnymi miejscami, jak i ich przywiązanie
do konkretnych osób sytuują się na poziomie zbyt nie­
jasnym wobec podstawowych dogmatów dwóch wiel­
kich monoteizmów, żeby nie podchodziły one z dy­
stansem do owego kultu.
U praktyków [dosł. techników] zâr można zaobser­
wować troskliwe pragnienie godnego zachowania róż­
nych ceremonii (w których nawet chwile odpoczynku
są częścią rytuału). Jest skądinąd oczywiste, że ataki
opętania z początku niezorganizowane muszą następ­
nie poddać się dosyć ścisłemu protokołowi; nawet je­
śli granice, zarazem teoretyczne i praktyczne, byłyby
w ten sposób narzucone na to, co mogłoby zrodzić się
z prostej gry, lub z czystego rozigrania.10
Osią tego systemu - poprzez metody szamanistyczne, których używa i bliskie magii cele, do których zmie­
rza - jest dwuznaczne zjawisko transu, w którym
wszystko dzieje się tak, jakby druga osobowość zastępo­
wała osobowość normalną.

132

�Malkam Ayyahou, kapłanka zâr. Misja Dakar-Dżibuti, 1932. Za: M. Leiris Miroir de l'Afrique, Gallimard 1996, ed. Jean Jamin.

�Michel Leiris • TEATR ODGRYWANY I TEATR PRZEŻYWANY W KULCIE ZAR

Kult ten oparty głównie na technikach ekstatycz­
nych i mający na celu raczej zaspokojenie interesów
indywidualnych (uzdrawianie chorób, powodzenie
w interesach) niż dobro porządku ogólnego, ograni­
czony tylko do jednej klasy społecznej,11 ponadto pro­
wadzony przez specjalistów opłacanych bezpośrednio
i w sposób otwarty (prowadzący może zachować pozo­
ry, przyjmując opłatę w imieniu ducha, który go opętuje), oficjalnie potępiony, lecz powszechnie prakty­
kowany, którego zbiorowy charakter pozwala na
zakwalifikowanie go do religijnych, zamiast nazywać
go czystą magią, zawiera element zarazem dyskredytu­
jący, ale i pociągający - aspekty teatralne, silniejsze
niż w ceremoniach religii chrześcijańskiej i islamskiej.
W kulcie zdr widać interwencję - w osobach opę­
tanych, przyjmujących na siebie role - istot, które nie
są po prostu bytami mitycznymi czy legendarnymi, ale
zwyczajnie postaciami prezentującymi się przed zgro­
madzeniem, z charakterystycznym dla nich językiem,
dla większości z nich identyfikującym je wyznaczni­
kiem jest rodzaj dewizy - fukkard (zbioru stereotypo­
wych określeń przywołujących na myśl homeryckie
epitety12), z gestami, sposobem bycia i w wielu wypad­
kach strojem zgodnym z przypisywaną im naturą.
Wszystkie mają własne szczególne upodobania, a cza­
sami wręcz sceniczne wymagania co do oświetlenia.13
W sumie postaci te różnią się ledwie funkcją od tych,
które w formach najbardziej tradycyjnych wystawia na
scenie nasz teatr.
Między opętaniem, które można by nazwać auten­
tycznym (lub spontanicznym, albo sprowokowanym,
ale doświadczonym w sposób uczciwy, w perspektywie
magiczno-religijnej, gdzie trans nie zależy od żadnej
świadomej decyzji ze strony opętywanego [dosł. pa­
cjenta]), a tym, co na odwrót, nazwalibyśmy opęta­
niem nieautentycznym (rozmyślnie symulowanym, aby
zrobić spektakl i wywrzeć presję w celu uzyskania ko­
rzyści materialnej lub moralnej), istneje tak wiele opętań pośrednich, że granica jest praktycznie niemożliwa
do wyznaczenia. W wielu wypadkach opętanie służy za
alibi pozwalające opętanemu wypowiedzieć słowa lub
wykonać działania, od których powstrzymałby się za­
chowując swoją normalną osobowość. Czy ucieka się
on do tego alibi z premedytacją (w tym wypadku jego
opętanie, któremu sam ustalił scenariusz, byłoby ko­
medią) , czy ogranicza się do wykorzystania, mniej wię­
cej świadomie, sytuacji, której nie stworzył (w którym
to wypadku, mimo że jego uczciwość nie jest całkowi­
ta, byłoby jednak nierozsądne oskarżyć go o oszustwo)?
Z innej strony, czy pacjent, dla którego trans jest
przede wszystkim krokiem ku wyzdrowieniu i który wy­
konuje gesty tak uważnie, jakby poddawał się zalece­
niom lekarskim, nie działa z pewną dozą nieuczciwości,
nieosłabiającej w niczym faktu, że jego intencją byłoby
tylko odzyskanie zdrowia, a nie wywarcie wrażenia na
tych, którzy go oglądają? Jednak cel, do którego dąży

jest celem serio, przy którym dziwna byłaby idea gry.
Czy znacznie różni się ten przypadek - pod względem
autentyczności opętania - od tego, w którym dla pa­
cjenta trans jest przyjemnością i w którym (rzecz częsta
zwłaszcza u kobiet) pacjent od rana marzy (jak gdzie
indziej marzy się o balu) o waddgd, gdyż wie, że odnaj­
dzie w nim spełnienie?14 Niemniej jednak zarówno
w jednym, jak i w drugim przypadku opętanie jest spro­
wokowane i zdr, które wejdą w grę będą postaciami, na
których zależało nam, żeby się w nie wcielić, ponieważ
skłoniło nas do tego bądź uczciwe pragnienie wyzdro­
wienia, bądź myśl bardziej frywolna, o natychmiasto­
wych uciechach, które możemy uzyskać.
Wydaje się, że te pośrednie przypadki są bardzo
liczne, i musimy zacząć definiowanie opętania przez
zdr - przynajmniej tego, które praktykowało się pra­
wie otwarcie w Gondarze w latach 1932-33 - jako te­
atr przeżywany, a nie jako teatr odgrywany czy jako
wyraz zbiorowego szaleństwa.
Przeżywany przez aktora (który nie ma trudności
z - jak to się mówi - wejściem w skórę postaci, zachę­
conego przez atmosferę i przez swoją wiarę w istnienie
zdr, jako duchów ujawniających się poprzez opętanie),
ten szczególnego rodzaju teatr - nie mogący nigdy wy­
znać swojej teatralnej natury - jest przeżywany rów­
nież przez widza. W każdej chwili także on może zo­
stać opętany, a w każdym razie nie jest on nigdy
czystym obserwatorem, zważając, że nie tylko poprzez
klaskanie czy śpiew uczestniczy on w przywoływaniu
duchów, ale od momentu ich „zejścia” ma daleko idą­
cy interes w tym, by trzymać się na dystans od tych,
w których się one wcielają. Nawet jeśli nie przyjdzie
na niego kolej bycia opętanym i uczestniczy tylko dru­
goplanowo, w ten sposób zakwestionowany widz bie­
rze udział w wydarzeniu i przeżywa je wraz z protagonistami, zamiast być zwykłym, biernym świadkiem.
Dzięki uczestnictwu wszystkich, tej stałej osmozie
między aktorami i publicznością, tego typu przedsta­
wienia (chociaż przerywają zwykły bieg rzeczy) nie sy­
tuują się - jak to ma miejsce w wypadku przedstwień
czysto teatralnych - w sferze wyjątkowej, gdzie istoty,
które się w niej obracają, są odseparowane od innych
i w konsekwencji znajdują się na marginesie życia.
Chodziłoby w sumie o szczególne momenty, w których
samo życie zbiorowe przybiera formę teatru.
Uogólniając, można stwierdzić, że kult zdr na wsi
ma charakter rodzinny, który zaciera się w wielkich
aglomeracjach. W środowisku wiejskim to matka jest
postrzegana jako „naczynie” rodzinnych zdr. Składa
się tym duchom ofiary, przychodzą one wtedy, gdy
ktoś z grupy jest chory, jego taca do kawy przedstawia
materialne centrum kultu. Jeśli to alaqd lub inny spe­
cjalista podejmuje się prowadzić ceremonię, to jest on
praktycznie jak technik, którego wzywa się z zewnątrz.
W środowisku miejskim istnieją większe grupy,
z których każda tworzy rodzaj konfraterni, do której

134

�Michel Leiris • TEATR ODGRYWANY I TEATR PRZEŻYWANY W KULCIE ZAR

przyjęcie odbywa się na zasadach nie ograniczonych
tylko do więzów rodzinnych czy miejsca zamieszkania.
Każda z tych konfraterni, zwykle rywalizujących,
skoncentrowana jest wokól jednego profesjonalnego
opętanego, bdla-gandd lub „trzymającego gandd”, któ­
rego dom jest miejscem przechodnim, gdzie spotykają
się bardzo różni ludzie: domownicy, np. rodzice lub
służący szefa konfraterni; adepci (dawni chorzy, obda­
rzeni zdr i kontynuujący wizyty w hołdzie lub z własne­
go pragnienia zostania czarownikami; osoby o statusie
kadddm czy askar, przechodzące leczenie lub inicjacje,
dysponujące pełnią czasu dla służby zdr); klienci
i przychodzący regularnie (chorzy w trakcie terapii, lu­
dzie na konsultacje, osoby pobożne czczące zdr, by je
sobie zjednać, czarownicy lub wyznawcy z innych
bractw, amatorzy tańca i śpiewu, itd.). W ten sposób
dom szefa konfraterni staje się zarazem apteką, szpita­
lem, kościołem (jest to miejsce spotkań i odprawiania
większości rytów, miejsce zebrań), a dla wielu po pro­
stu miejscem rozrywki,15 ponadto spożywa się tam, jak
w kabarecie, napoje fermentowane, a zdarza się, że
spełnia on funkcję hotelu.16
Kiedy konfraternia skupia licznych członków wg
zasad szerszych niż więzy rodzinno-sąsiedzkie, kult
zdr - którego główni kapłani są w tym wypadku profe­
sjonalistami lub półprofesjonalistami, tworzącymi ro­
dzaj kleru wobec grupy wyznawców - staje się bardziej
komercjalny i przybiera formy bardziej widowiskowe.
Szef konfraterni nie tylko jest wynagradzany za kon­
sultacje i leczenie, których udziela, ale także dary przy­
noszone przez wiernych stanowią pokaźną część jego
domowego dochodu; są one ekwiwalentem płacy
w naturze, nie zapominając jednak o tym, że wielkich
awlyd charakteryzuje przepych i wystawność i są oni
dalecy od przywłaszczania sobie darów, które w więk­
szości spożywa się podczas prowadzonych przez nich
ceremonii i zebrań.17
Jeśli mała wiejska grupa ledwie może sobie pozwo­
lić na zorganizowanie wielkiego spektaklu, nie ma
w tym zresztą żadnej korzyści, to sytuacja szefa miej­
skiej konfraterni jest inna. Dysponuje on nie tylko
personelem i mniej ograniczonymi środkami, ale wzra­
sta popularność jego domu, kiedy spotkania, które się
u niego odbywają, przyciągają wielu ludzi i dają obraz
jego talentu. Zorganizowanie w swoim domu waddgd
gromadzącego dużą publiczność, gdzie śpiewy i tańce
są atrakcyjne, a ataki opętania impresjonujące, stano­
wi dla niego korzyść reklamową (przynajmniej
w oczach większości klienteli) na tyle, że istnieje po­
kusa uwydatniania aspektów estetycznych czy teatral­
nych rytuału, a nawet oszukiwania w celu uzyskania
pożądanej atmosfery.
Kolejnym czynnikiem fałszerstwa w kulcie zdr, jaki
praktykuje się w miastach, jest to, że przechodząc ze
środowiska wiejskiego w środowisko miejskie dotyczy
on dużo większej grupy wyznawców, a na dodatek bar­

dzo różnorodnej. Można w niej spotkać obok bardzo
uczciwych ludzi kobiety o reputacji prostytutki,18 lub co
najmniej kobiety rozwiązłe;19 dom uzdrowiciela jest
z definicji domem otwartym, ponieważ każdy ma prawo
przyjść na konsultację,20 gościnność jest w nim regułą;
zdarza się jednak podczas składania ofiar lub waddgd, że
przyjdą ludzie, których sam uzdrowiciel - ze względu na
zachowanie prestiżu - uważa za nieproszonych;21 nie­
które osoby są znane z pasożytniczego wałęsania się od
gandd do gandd, za główną motywację mając poszukiwa­
nie przygody i rozrywki. Jaka by nie była reakcja uzdro­
wiciela, regularna czy sporadyczna obecność podob­
nych osobników nie jest korzystna dla organizowania
spotkań w magiczno-religijnej aurze godności.
Choć spotkania i inne ceremonie kultu zdr są dale­
kie od posiadania funkcji czysto teatralnej, widzimy jed­
nak, że kult ten zawiera ziarno możliwego rozwoju
w kierunku teatru. Nie tylko jego wyznawcy są w trak­
cie leczenia uczeni transów, trochę jednak „teatral­
nych" - stylizowanych odpowiednio do charakteru po­
staci, którą się uosabia22 i wymagających recytacji tyrad
na wpół improwizowanych, którymi są dewizy fukkard
lub okolicznościowe wiersze o steretypowych sformuło­
waniach, ale też kult nadarza licznych okazji zaangażo­
wania się z większą lub mniejszą uczciwością w rodzaj
komedii, chociaż nie chodzi o specjalne odgrywanie ja­
kichś scenek, aby rozerwać publiczność.
Skądinąd czyż nie jest znaczące, że jedną z najwyraź­
niejszych cech ewolucji tego kultu (jeśli uznamy jego
formy wiejskie za archaiczne) jest często, jeśli nie zawsze,
wyolbrzymianie aspektów estetycznych? Przez tę trans­
formację, której konkretne warunki społeczne widzimy
jasno, tak że odwołanie jej jedynie do kryzysu wiary by­
łoby nadmiernym schematyzowaniem, przechodzimy
płynnie od teatru przeżywanego do teatru odgrywanego;
część poważna maleje w stosunku do aspektu frywolnego i obok tego, co w najgorszym wypadku było tylko po­
bożnym kłamstwem, pojawia się interesowny fałsz.
Wydaje się, że element teatru, lub szerzej - sztuki
dla sztuki, który przenika do takich rytuałów - nie jest
elementem nabytym - prostą konsekwencją - sofistyki,
ale że stanowi on coś bardziej fundamentalnego, czego
waga wzrasta, w miarę jak dopisują temu okoliczności.
Opętanie jest teatrem samo w sobie, ponieważ
obiektywnie odwołuje się do przedstawienia postaci
mitycznej lub legendarnej przez człowieka-aktora.
Muzyka i śpiew, za pomocą których przywołuje się du­
chy, są zarazem środkami służącymi do stworzenia od­
powiedniej atmosfery i wzniecenia entuzjazmu23 wśród
zgromadzonych. Co do tańców, to przypisuje się im
wartość terapeutyczną na tyle, o ile zdr znajduje w nim
spełnienie, poza tym same w sobie są spektaklem i roz­
rywką. Mamy więc do czynienia z typem rytuału,
w którym miejsce sztuki i gry okazuje się bardzo rozle­
głe i o którym można by powiedzieć, że jego manka­
menty stanowią dla niego źródło bogactwa estetyczne­

135

�Michel Leiris • TEATR ODGRYWANY I TEATR PRZEŻYWANY W KULCIE ZAR

go, przypisujemy je zwykle zaniedbaniom (skąd ko­
nieczność większej dbałości o szczegóły reżyserii) lub
niezadowoleniu kilku duchów, o których nie pomyśle­
liśmy (co uruchamia inwencję, pojawienie się nowych
postaci, a w konsekwencji zmierza ku różnorodności
przedstawianych charakterów, co skądinąd jest rodza­
jem wyzwania dla innych ceremonii).
Z punktu widzenia czysto medyczno-magicznego,
prawie nieograniczone możliwości wytłumaczenia nie­
powodzeń i ponawiania prób, które umożliwia ten sys­
tem, bez wątpienia ustanawiają sprzyjający czynnik dla
przetrwania tych metod leczniczych, które przecież tak
często okazują się nieskuteczne. Jednak poza tymi
sprzyjającymi ułatwieniami oferowanymi przez samą
treść systemu ważne jest zastanowienie się nad - po­
między wieloma czynnikami - pociechą duchową lub
przyjemnością, które z reguły wierni znajdują, uczęsz­
czając na spotkania. Nawet adeptki, jak Denqe
i Asammanac, które nie pozwalają krytykować
Malkam Ayyahu, a opisują ją jako kobietę interesow­
ną i zazdrosną o swoje przywileje, mówią jednak o tro­
sce, jaką otoczyła je, jak i innych chorych.24 Stosunki
prawie rodzinne łączą członków tej samej konfraterni
i wszyscy, którzy byli leczeni przez Malkam Ayyahu
zwykle nazywają ją naszą matką, kiedy mówią o niej po­
ufale, nie używając tytułu Abbate Cangare, mój ojcze
Cangar, według imienia jej wielkiego zdr. Adeptka
Abicu, często krytyczna i skora do żartów, widząc Abbę Jeroma notującego imiona zdr w karnecie, przeląkł­
szy się, że pisząc przywłaszczy je sobie, zadeklarowała:
„Zdr są jak mój ojciec i moja matka. Nie odbierajcie mi
ich mi ich poprzez papier! Umrę jeśli zdr odejdzie ode
mnie.”25 Widzieliśmy zresztą jaką fascynację wywołuje
waddgd wśród kobiet i taka deklaracja młodej wdowy
Alafac przywołuje na myśl fragment Czarownicy,
w którym Michelet zauważa, że „tańce były pokusą nie
do odparcia, która u Basków przyciągała cały kobiecy
świat, żony, córki, wdowy (te szczególnie licznie)”.26
To, że kobiety reprezentują większość personelu
konfraterni, biorąc pod uwagę szerszą perspektywę
uzdrowicieli i jeszcze inne fakty, możemy myśleć, że
zdr jest instytucją raczej kobiecą niż męską: to u Ewy,
tradycja upatruje korzeni zdr; w linii kobiecej ustano­
wione są ich genealogie i w umownym języku konfra­
terni termin Adam określa stworzenie ludzkie, które
jest gatunkiem odmiennym od gatunku duchów; bycie
opętanym jest zarazem rzadsze i gorzej widziene u męż­
czyzny niż u kobiety, i według kapłana Ayyala, brata
Malkam Ayyahu, mężczyzna, który „ma zdr” nie mógł­
by być członkiem stowarzyszenia skupionego wokół
świętego patrona, ani organizacji współpomocy
w uprawianiu roli, gdyż maiałby reputację awtdttd,
„niestałego, niespokojnego, włóczęgi”.27
Co do owej kobiecej większości, to trzeba zapamię­
tać, że praktyki związane z zdr stwarzają rodzaj nieza­
leżności (z racji okazji do wyjść, jakich dostarczają),

a co się tyczy samego transu, dają możliwość wywiera­
nia presji na otoczenie (porównywalnej do tego jakim
może być omdlenie lub atak nerwowy w naszym społe­
czeństwie); płeć męska nie ma w dziedzinie zâr więcej
przywilejów, co w ogólnie rozpatrywanym iluminizmie,28 kobiety znajdują w nim poświadczenie równo­
ści z mężczyznami (za pośrednictwem „istot”, dzięki
którym mogą społecznie odgrywać role męskie).
Mówiąc ogólnie, jest prawdopodobne, że jeśli teatr
jako taki posiada pewną wartość katharsis lub „oczysz­
czenia” pasji, namiętności (mniej szkodliwych od mo­
mentu kiedy zostały uzewnętrznione w akcji scenicz­
nej), to z tego punktu widzenia wartość jeszcze większą
musi mieć taki teatr, gdzie daleka od ugrzęźnięcia
w bierności lub od wyjścia z siebie dla czystej gry osoba
jest całkowicie zakwestionowana, oprócz tego, że może
ona w pewnej mierze stworzyć sobie sama sceny, któ­
rych staje się protagonistką.
Taki jest przypadek zebrań i ceremonii, które mają
miejsce dzięki kultowi zâr i wydaje się słuszna myśl, że
adept zyskuje dzięki nim pewną euforię, pozytywną ko­
rzyść, która może skłaniać go do przywiązania się do tych
praktyk, tak samo zniechęcających jak i ich rezultaty.
Wydaje się, że dotykamy tego, co stanowi wielką siłę
magii (wbrew zaprzeczeniom, jakich nieustannie wymie­
rza im doświadczenie) - elementów afektywnych, jakie
uruchamia, z ich materiałem mitycznym, z obrazami,
a także z częścią dramatu i spektaklu, które zawiera.
Przełożyła Joanna Pawelczyk
Przypisy
1

2

3

4

5
6
7
8

9

136

Czwarty rozdział książki Leirisa pt. Conscience et incon­
science chez les protagonistes des scènes de possession, pod
polskim tytułem Opętanie w kulcie zâr, ukazał się w tłum.
Moniki Mazurkiewicz w Dialogu 1988/2.
Kapłanka kultu zâr, którą Leiris poznał w trakcie wypra­
wy Dakar-Dżibuti. Często można ją spotkać na kartach
drugiej części dziennika wyprawy pt. Afrique fantôme.
Autorem określenia komedia rytualna jest Alfred
Métraux. Leiris często podkreślał, że jemu zawdzięcza
inspirację owego podejścia. Zobacz: Alfred Métraux, La
comédie rituelle dans la possession w: Diogène, nr 11, 1955
[przyp. tłum.].
To zdarzenie, które zaszło u Malkâm Ayyahu 23 paź­
dziernika 1932 po południu, opowiedziano mi i Abbie
Jérôme nocą podczas wâdâga.
236 C, fol. 8 v°.
Ibid., fol. 10 v°.
luarâ, czysty, 236 C, fol. 3.
Hâdrâ (arab.) «obecność, zebranie», seans litanii i tań­
ców ekstatycznych (E. Dermenghem, Le culte de saints
dans l’IslamMagrébin, Paryż, Gallimard, 1954, glossaire).
236 A, fol. 23.
Uznające, że w Chrystusie jest tylko jedna, boska natu­
ra, a natura ludzka zaraz po wcieleniu została przez bo­
ską wchłonięta. Monofizytyzm został odrzucony przez
papieźa Leona I i sóbor chalcedoński (541). Ustalenia
soboru chalcedońskiego zostały odrzucone w Egipcie,

�Michel Leiris • TEATR ODGRYWANY I TEATR PRZEŻYWANY W KULCIE ZAR

Etiopii i Armenii, co zapoczątkowało powstanie Kościo­
łów przedchalcedońskich [przyp. tłum.].
10 Abba Jérôme zauważa w jednej z pieśni zâr użycie słowa
azubâ, które przywoływałoby akcję zrzucenia z siebie
więzów, rozigrania.
11
Odnotujmy jednak, że niektóre zâr (na przykład Râhêlo)
przychodzą, by spowodować nie nieszczęścia indywidual­
ne, lecz klęski dotykające całą społeczność, jak epidemie
i choroby zwierząt hodowlanych. Kult im poświęcony do­
tyczy więc interesu ogółu.
12
Oto dla przykładu fragment fukkarâ Seyfu Cangar zano­
towanego 7 września 1932 wg relacji Malkâm Ayyahu
i Enqo Bâhrey (236 A, fol. 50 v°):
arbâ aqwâdâs
Obdarzający czterdziestu!
arbâ mallâs
Wynagradzający czerdziestu!
yârbâw mari
Przewodniku czterdziestu!
yârba sari
Organizatorze czterdziestu!
si nadâfi
Który rani tysiące!
si asnaddâfi
Który każesz zranić tysiące!
si garâfi
Który chłosta tysiące!
si asgarrâfi
Który każesz wychłostać tysiące!
Sayfu Cangar
Sayfu Cangar!
Yâwloc mâgar
Podporo awlyâ!
[...] genn tayyâqi
Inkwizytorze dżinów!
Bâhr talâqi
Który zanurza się w morzu!
Ya Râhêlo wandem Bracie Râhêlo!
Dwa mityczne epizody odnoszące się do Sayfu Cangar są
przywołane w tym tekście: pierwszy - jak przekraczając
Morze Czerwone, wracając z Jeruzalem w towarzystwie zâr,
które pobierały nauki wraz z nim i które wraz z nim tworzą
grupę „czterdziestu” stał się ich aqwâdâs dostarczając im
magicznie maqwâdasâ albo odpowiednich ofiar rytualnych;
drugi - jak oswobodził swoją siostrę Râhêlo, kórą porwał
i uprowadził do Białego Nilu pewien dżin (epizod, który na
pewno przywoła w swoim fukkarâ ten, kto celebruje jako
Sayfu Cangar, kiedy przystępuje się do typu „ rzucenia dangarâ”, dla którego teatrem jest strumień).
Sayfu Cangar, dobry chrześcijanin zawsze zaczyna fukkarâ
recytacją formuły basmulâb (ba-semu la-ab) lub basmââb (ba-sema-ab) : „w imię ojca i syna i ducha świętego”.
13
W ten sposób, wg Enqo Bâhrey, kiedy kobiece zâr Sasitu ujawnia się w trakcie wadâgâ opuszcza się lampę, aby
stworzyć półmrok. W przeciwieństwie do innych awlyâ
(dla których trzeba zmniejszyć oświetlenie, a nawet do­
mowy ogień), Sayfu Cangar lubi żywe światło i Arab
Zaynę „szuka światła dość silnego, ale łagodnego na
twarz” (236 D, fol. 19 v°).
14 Allafac porównuje nastrój kobiety, która idzie wieczo­
rem na wadâgâ do tego, „gdy idzie się na ślub lub tańczyć
i śpiewać” (236 C, fol. 49). W małżeństwie, w którym
kobieta jest opętana, często panuje niezgoda. Najczęst­
sze zarzuty wobec kobiety należącej do konfraterni to
marnotrawstwo z powodu uczęszczania na ceremonie
zâr, zaniedbywanie męża i wymaganie od niego wydat­
ków w formie ofiar i darów dla zâr.
15
Był czas, gdy w Addis Abebie domostwa zâr podlegały
takiemu samemu opodatkowaniu, co „domy tag”, kaba­
rety, gdzie podaje się hydromel [wino miodowe, miód pit­
ny, przyp. tłum.], które są praktycznie domami publicz­
nymi.
16
Kiedy Abba Jérôme zamieszkał w naszym obozie, jego
dwaj służący, Kâsâhun i Unatu, wynajmowali pensję
u Malkâm Ayyahu.
17 Niektórzy z otoczenia Malkâm Ayyahu przypisywali upa­
dek jej byłego zięcia, alaqâ Hayla Mikâêl Abarrâ, który

18
19

20

21

22

23

24
25
26
27

28

137

był bardzo szanowanym uzdrowicielem i popadł w nędzę
temu, że jego zâr opuściły go dla zawodowej opętanej,
która przyciągnęła ich do siebie prezentami. Czy mamy
przez to rozumieć, że jego klientela porzuciła go dla kon­
kurentki (prawdopodobnie z racji wyższości jej docho­
dów), i u której panował większy przepych?
Tak było z Aggadac, byłą prostytutką z Asmary.
Taki był przypadek Denqnas i Adanac, którym
Malkâm Ayyahu regularnie prawiła morały na temat ich
prowadzenia się.
Uzdrowiciel może jednak odmówić, pod takim czy in­
nym pretekstem, osobie, której nie chce leczyć. Skąd­
inąd jest w zwyczaju, że zanim podejmie się terapii,
upewnia się za pomocą przepowiedni (np. obserwacji pa­
lonego kadzidła, przyniesionego przez pacjenta) czy jego
gembâr los [dosł. czoło, przód] jest w zgodzie z gembâr pa­
cjenta. Nie szczędzi się pochwał dla uczciwości uzdrowi­
ciela, który stwierdza, że jego interwencja byłaby niesku­
teczna i odsyła konsultującego się lub poleca mu innego
uzdrowiciela, co do którego można mieć nadzieję, że bę­
dzie bardziej pomocny.
I tak, wieczorem 13 września 1932, Malkâm Ayyahu wy­
kluczyła z wadâgâ pewną kobietę. Widząc ją snującą się
na środku pomieszczenia i trzęsącą się jak gdyby miała
robić gurri, Malkâm Ayyahu stwierdziła, że jej dom nie
jest „domem wariatów” i zapytała, kto przyprowadził tę
kobietę. Jedna z adeptek odpowiedziała, że to pewien
nieznajomy, który zniknął natychmiast po przyprowa­
dzeniu jej. Malkâm Ayyahu odparła, że nie życzy sobie
„zâr prostytuowanego”. W sumie jednak przystała na
obecność nieproszonej, którą znała już z wcześniej prze­
prowadzanej terapii, dzięki której kobieta ta mogła uro­
dzić dziecko.
Odnośnie bori haousa, H. Jeanmaire zauważa wagę styli­
zacji jako przeniesienia ku dosłownemu teatrowi:
„Opętanie indywidualne - na zasadzie mechanizmu psy­
chologicznego i autosugestii, które zjawiska halucynacyjne odnoszące się do „wielkiego ataku” histerycznego
ustanowiły klasycznym - odwołuje się się do „charakte­
ru”, w który wciela się opętany - duchowi, który go opętuje przypisuje się taki czy inny charakter. Aspekt te­
atralny tych „im itacji” budzi ciekawość, staje się
naturalnym i prawie koniecznym odwołanie do scenek
czy skeczy, które są przecież zalążkiem teatru”, w: Diony­
sos, op. cit.
W podwójnym sensie tego słowa, które u Arystotelesa
oznacza „opętanie, uczucie obecności bożej i jej oddzia­
ływania”, H. Jeanmaire, ibid., s. 317.
236 B, fol. 57 v°-58 i 236 C, fol. 16 v° i 52.
236, fol. 47 v°.
P. 515. Wg Pierre de Lancre, Tableau de l’inconstance des
mauvais anges et démons, Paris, 1612.
Przypadek Enqo Bâhreya, adepta i marigêtâ czy przewod­
niczącego chóru dabtarâ z jego parafii, nie przeczy temu
twierdzeniu: był on opętany, ale jego zâr zostało przenie­
sione na jego żonę (236 A, fol. 53). Jest możliwe, że
twierdzenie ojca Ayyala nie dotyczy opętanych będą­
cych uzdrowicielami.
Człowiek nazywany Abbâ Wâ podczas mojego pobytu
w Gondarze był najbardziej znanym oświeconym na pół­
nocy Etiopii. Jednak trzeba wspomnieć wielką sławę, któ­
rą w tym samym czasie cieszyła się Sebbâs, zwana „Naszą
Panią z Arusi”, profetka szanowana w całym kraju.

�Taniec opętanych. Misja Dakar-Dżibuti, 27 września 1932. Za: M. Leiris Miroir de l'Afrique, Gallimard 1996, ed. Jean Jamin.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10278" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10256">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/97b5a709e2ac0f08b9f09d63e9532121.pdf</src>
        <authentication>b2a201d843a56c4de87eaf2f41801fa2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122206">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6408</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122207">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122208">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122209">
                <text>Bacon, Francis (1909-1992)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122210">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122211">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122212">
                <text>O sobie/ do siebie (Listy Michela Leirisa do Francisa Bacona)/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122213">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122214">
                <text>Bacon, Francis</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122215">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122216">
                <text>Kędzierski, Marek (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122217">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122218">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122219">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122221">
                <text>FRANCIS BACON,
MI CHEL LEIRIS

L

epiej niż ktokolwiek inny, Michel Leiris poka­
zał nam, że ludzka wielkość jest w intymny
sposób powiązana z pustką. Dla mnie, jego
dzieło jest nie tylko dokumentem, który przyczynia
się do wzbogacenia naszej wiedzy o człowieku, ale
również osobistym świadectwem, które głęboko mnie
przeszywa.
Rozpacz i momenty przejaśnienia. Granica między
nimi tworzy rodzaj skomplikowanego łańcucha, który
rozwija się wzdłuż tragicznej i niezwykle twardej liny,
naprężonej od narodzin aż po śmierć. (F. Bacon Michel
Leiris, „L’Ire des Vents” 3-4/1981, s. 139; przełożył
Tomasz Szerszeń)

Paryż, 1 grudnia 1981 r.
Drogi Panie Francisie,
Dziękuję za wyjaśnienie mi (przez Eddy’iego Batache’a), jak pojmuje Pan realizm. Ja też jestem przeko­
nany, że do rzeczywistości docieramy wyłącznie po­
przez naszą subiektywność, w rezultacie czego nie
tylko nie możemy być całkowicie „obiektywni”, lecz pójdę dalej - byłoby wręcz niedorzeczne próbować
być obiektywnym, bowiem to, co trzeba oddać
w transkrypcji to nie rzecz sama w sobie, tylko nasza
percepcja tej rzeczy.
Co do ekspresjonizmu, to irytuje mnie w nim
aspekt karykatury: powierzchowne akcentowanie pew­
nych cech [przedstawianej] rzeczy, dla uzyskania
„efektu”, zamiast próby - a to jest trudniejsze - próby
dostarczenia nam, w całej głębi, możliwie najżywszego
przekładu.
Co do możliwości bycia realistą przy malowaniu te­
matu tragicznego lub mitologicznego, wydaje mi się,
że możemy tego dokonać, po prostu zdając w pełni
sprawę z naszej reakcji na te tematy bez, próby ich ilu­
strowania. Muszę wszakże przyznać, że w tym punkcie
nie mam absolutnie jasności!
Choć jest to ohydnie skomplikowane, mam na­
dzieję uporać się ze wszystkim, idąc tropem głębokiej
refleksji nad Pańskimi dziełami i tym, co mówi Pan
o swojej pracy.
Bardzo serdecznie pozdrawiam i do rychłego, mam
nadzieję
Michel Leiris
Proszę mi wybaczyć niezbyt wyraźne pismo i skre­
ślenia... Jednakże piszę Panu o czymś, co zbytnio
mnie angażuje, bym potrafił wypowiadać się bezna­
miętnie.

Paryż, 25 lutego 1982 r.
Drogi Panie Francisie,
dziękuję serdecznie za piękną przesyłkę od Pana,
tym bardziej dla mnie interesującą, że zmusza mnie
do poważnej refleksji nad tym, co w związku z Pań­
skim dziełem przychodzi mi do głowy na temat re­
alizmu.

O sobie / do siebie
Listy Michela Leirisa
do Francisa Bacona
Wydaje mi się, że termin „realizm” można zasto­
sować do Pańskiego ostatniego tryptyku, ale nie
ulega dla mnie wątpliwości, że mamy tu do czynie­
nia - zresztą podobnie jak w przypadku tryptyku in­
spirowanego Oresteją - z realizmem, którego ze­
wnętrzny związek z zewnętrznym światem jest
bardzo luźny.
Strasznie wolno idzie mi praca nad tekstem, któ­
ry postanowiłem Panu poświęcić i naprawdę przy­
kro mi z tego powodu. Gromadzę mnóstwo notatek,
ale jeszcze nie czas na przystąpienie do końcowej
redakcji.
Proszę mi szczerze napisać, czy nie złości Pana za­
nadto moje opóźnianie wydania tej książki!
Mam wielką nadzieję zobaczyć Pana niebawem
i mieć sposobność porozmawiać z Panem osobiście
o tych sprawach.
Bardzo serdecznie pozdrawiam,
Michel Leiris

Paryż, 3 kwietnia 1982 r.
Drogi Panie Francisie,
Wciąż zastanawiam się nad zagadnieniem realizmu
w połączeniu z Pana twórczością. Ale to się zdecydo­
wanie wlecze...
Znowu się wdałem w poetyckie gry słów, tak jak za
dawnych, surrealistycznych czasów. Oto jak interpre­
tuję (bawiąc się we wróżkę) słowo realizm
Realizm - obstawiać nisko i trafiać w sedno
(to sama sztuka, tu i teraz).
To, do czego w sumie sprowadza się dla mnie re­
alizm, to nie tyle zgodność z rzeczywistością zewnętrz­
ną, ile subiektywne pragnienie uzyskania (bez nadęć)
czegoś, co przynajmniej będzie miało taką wagę jak
tak zwana rzeczywistość.
Proszę mi wybaczyć ten brak jasności - mam na­
dzieję, że niebawem wszystko się rozświetli.
Dziękuję za piękną przesyłkę z Barcelony.
Z wielkim oddaniem,
Michel Leiris
(za: Leiris M. Francis Bacon ou brutalité du fait, wszyst­
kie listy przełożył Marek Kedzierski)

151

�Francis Bacon Portret Michela Leirisa, 1976, Centre Georges Pompidou, Paryż.
Za: Francis Bacon, Centre Georges Pompidou, Paris 1996.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10255" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10233">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/179eef9c5c6f83baa555ecd528ba60fa.pdf</src>
        <authentication>ab7bb3b88531f07e5c25cd80e6a846ad</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121940">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3834</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121941">
                <text>1948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121942">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121943">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3595</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121944">
                <text>Historycyzm w sztuce ludowej I / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1948 t.2 z.9-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121945">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1948 t.2 z.9-10; s.7-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121946">
                <text>Dynowski, Witold</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121947">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121948">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121949">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121950">
                <text>HISTORYCYZM W&#13;
&#13;
SZTUCE&#13;
WITOLD&#13;
&#13;
DYNOWSKI&#13;
&#13;
W zespole czynników kształtujących ludową twórczość artystyczną&#13;
pewna i c h k a t e g o r i a zasługuje n a zupełnie specjalną uwagę. C h o d z i&#13;
m i a n o w i c i e o te spośród n i c h , z którymi będziemy m o g l i łączyć zja­&#13;
w i s k o dające się określić j a k o «uhistorycznienie» s z t u k i l u d o w e j . M a m&#13;
t u n a myśli n i e t y l e dążność do wyrównania różnic dzielących twórczość&#13;
ludową o d n i e l u d o w e j , gdyż wówczas j a k to słusznie zostało zauważone,&#13;
sztuka l u d o w a u t r a c i swój i s t o t n y c h a r a k t e r — p r y m i t y w i z m . W p r o w a ­&#13;
dzając do rozważań pojęcie «uhistorycznienia» m a m na celu u w y p u k l e n i e&#13;
ogółu środków udostępnionych najszerszym w a r s t w o m , przede wszyst­&#13;
k i m głównej masie ludności — chłopom, dzięki czemu zarówno twór­&#13;
czość a r t y s t y w i e j s k i e g o , j a k i wytwórczość miast i miasteczek p r a c u ­&#13;
jąca d l a w s i i uwzględniająca j e j artystyczne u p o d o b a n i a i z w y c z a j e&#13;
zostały zabarwione w sposób bardziej pełny. W rachubę będą więc&#13;
wchodziły zarówno zdobycze techniczne, szersze i c h w y k o r z y s t a n i e&#13;
w różnych gałęziach twórczości l u d o w e j , n a b y t a wiedza, j a k i z m i a n y&#13;
w s t r u k t u r z e gospodarczej i u s t r o j o w e j w s i , gdyż t y l k o w nawiązaniu&#13;
do głębszych z m i a n b y t o w a n i a społeczności w i e j s k i e j można mówić&#13;
0 głębszych przeobrażeniach w k u l t u r z e l u d o w e j a t y m s a m y m i o peł­&#13;
n i e j s z y m w y p o w i a d a n i u się w l u d o w e j twórczości a r t y s t y c z n e j .&#13;
Omawiając w a l o r y s t y l i s t y c z n e sztuki l u d o w e j P i w o c k i — j e d e n z czo­&#13;
łowych teoretyków sztuki l u d o w e j w Polsce — uważa, że aspekt chro­&#13;
n o l o g i c z n y tej twórczości jest t r u d n y do u c h w y c e n i a : «Twórczość bo­&#13;
w i e m l u d o w a — j a k pisze P i w o c k i — n i e ulega w i d o c z n i e j s z y m zmia­&#13;
n o m w czasie» ) . W t e j samej r o z p r a w i e c z y t a m y dalej, że powstanie&#13;
s z t u k i l u d o w e j w y w o d z i się z końcowej fazy średniowiecza « g d y chłop&#13;
w ówczesnym społeczeństwie s t a n o w y m począł k u l t u r a l n i e i c y w i l i z a ­&#13;
c y j n i e pozostawać coraz bardziej w t y l e za i n n y m i k l a s a m i : szlachtą&#13;
1 mieszczaństwem, które w d o g o d n y c h dla n i c h w a r u n k a c h ekonomicz­&#13;
n y c h i społecznych potrafiły rozwinąć wielką sztukę dworską i miesz­&#13;
czańską — łącząc j e szybko w skarbnice s z t u k i ogólno-narodowej».&#13;
Gdybyśmy powyższe w y w o d y zechcieli przedstawić graficznie to w y p a ­&#13;
dłyby one m n i e j więcej w sposób następujący. Wskaźnik przyjęty dla&#13;
twórczości a r t y s t y c z n e j wznosiłby się całą swą szerokością k u górze&#13;
wzdłuż s k a l i chronologicznej, osiągając bez większych powikłań p e w i e n&#13;
p u n k t , m i a n o w i c i e końcową fazę średniowiecza. W t y m m i e j s c u rozpa­&#13;
dał b y się n a d w i e części; część węższa rozszczepionego wskaźnika zde­&#13;
c y d o w a n i e pięłaby się dalej k u górze, natomiast pozostała część szersza&#13;
przedstawiałaby poziom bardzo mało r u c h l i w y .&#13;
&#13;
ZAGADNIENIE&#13;
NIENIA&#13;
&#13;
UHISTORYCZ-&#13;
&#13;
SZTUKI&#13;
&#13;
LUDOWEJ&#13;
&#13;
UHISTORYCZNIENIE&#13;
NIEJSZE&#13;
&#13;
ŻYCIE&#13;
&#13;
T O PEŁ­&#13;
&#13;
SZTUKI&#13;
&#13;
LU­&#13;
&#13;
DOWEJ&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
TEORIA&#13;
LUDOWEJ&#13;
&#13;
WYWODU&#13;
ZE&#13;
&#13;
SZTUKI&#13;
&#13;
ŚREDNIOWIE­&#13;
&#13;
CZA&#13;
&#13;
Otóż z w y w o d ó w P i w o c k i e g o wynikałoby, że dzieło b u d o w a n i a k u l t u r y&#13;
i s z t u k i w sensie m n i e j l u b więcej u j e d n o l i c o n y c h wysiłków i i c h efek­&#13;
tów łączyło w s z y s t k i e w a r s t w y społeczne t y l k o do pewnego m o m e n t u&#13;
historycznego — do końcowej fazy średniowiecza. Jest to j a k b y p u n k t&#13;
z w r o t n y , gdyż o d tego okresu główna masa ludności — chłopi p o d&#13;
względem p r z e t w a r z a n i a wartości k u l t u r o w y c h pozostają daleko w t y l e&#13;
za i n n y m i w a r s t w a m i społecznymi, te zaś dzięki h i s t o r y c z n i e powstałym&#13;
w a r u n k o m uzyskały korzystniejszą pozycję w zespole sił twórczych&#13;
środowiska. W t e n sposób zdaniem P i w o c k i e g o począwszy od końcowej&#13;
fazy średniowiecza w r a z z pogłębianiem się różnic s t a n o w y c h powstaje&#13;
wyraźna d e k o m p o z y c j a w d o t y c h c z a s o w y m układzie k u l t u r a l n y m środo-&#13;
&#13;
7&#13;
I&#13;
&#13;
�w i s k a . Co więcej, w zakresie twórczości artystycznej pewne w a r s t w y&#13;
(szlachecka i mieszczańska), potrafiły od tego okresu historycznego roz­&#13;
winąć wielką sztukę i przekształcić ją w dorobek ogólno-narodowy, pod­&#13;
czas g d y szeroki ogół z jego trzonem — klasą chłopską pozostał w t y l e&#13;
i był związany odrębnym s t y l e m przetwarzania.&#13;
W y ż e j przytoczone u w a g i P i w o c k i e g o zahaczają o moment bardzo&#13;
i s t o t n y — m o m e n t różnicowania się poziomów c y w i l i z a c y j n y c h i twór­&#13;
czości artystycznej w obrębie tej samej zbiorowości. W y d a j e się jed­&#13;
nak, że tło t y c h przeobrażeń w i d z i a n e jest przez p r y z m a t niewłaściwy.&#13;
T r u d n o b o w i e m sobie wyobrazić, żeby wobec i s t n i e n i a nierówności spo­&#13;
łecznej wśród najstarszych ludów już w c h w i l i ukazania się i c h na w i ­&#13;
d o w n i dziejowej m o m e n t różnicowania się poziomów c y w i l i z a c y j n y c h&#13;
w t y c h czy i n n y c h grupach dał się odczuć dopiero w końcowej fazie&#13;
średniowiecza/ Poza t y m obraz c y w i l i z a c y j n y środowiska w i d z i a n y w y ­&#13;
łącznie o d strony stosunków międzyklasowych n i e zawsze będzie dosta­&#13;
tecznie wyraźny. O p e r o w a n i e t a k i m określeniem, j a k «pogłębianie się&#13;
różnic k l a s o w y c h * i łączenie z t y m z j a w i s k i e m początków s z t u k i l u d o ­&#13;
w e j nasuwa między i n n y m i p y t a n i e , j a k i e m i a n o w i c i e r o z m i a r y m a p r z y ­&#13;
brać t o «pogłębianie», żeby dać początek twórczości (w sensie j e j w y ­&#13;
odrębnienia), która miałaby cechy wyłącznie l u d o w e . Mówiąc inaczej&#13;
ponieważ w poszczególnych środowiskach przeciwieństwa c y w i l i z a c y j n e&#13;
pomiędzy dołem a górą społeczną układały się rozmaicie (zarówno&#13;
w czasie j a k i w przestrzeni), rozmaicie też musiałby wypaść «punkt&#13;
z w r o t n y * , t j . p u n k t rozczepienia wskaźnika d l a przeobrażeń twórczości&#13;
a r t y s t y c z n e j . D l a j e d n y c h środowisk p u n k t t e n na skali chronologicznej&#13;
w y p a d n i e poniżej «końcowej fazy średniowiecza«, dla d r u g i c h znacznie&#13;
później, gdzie indziej znów będzie zgoła n i e u c h w y t n y . U j e d n y c h bo­&#13;
w i e m nierówności społeczne odbiły się wyraźniej n a u s t r o j a c h k u l t u ­&#13;
r o w y c h w w i e l u w y p a d k a c h znacznie wcześniej niż w końcowej fazie&#13;
średniowiecza i t u granica pomiędzy t a k zwaną kulturą ludową a ze­&#13;
społami treści, które były reprezentowane przez w a r s t w y wyższe, okaże&#13;
się głębszą, gdzie indziej znów, n a w e t w czasach późniejszych, p o m i m o&#13;
znacznej rozpiętości pomiędzy szczeblami h i e r a r c h i i społecznej różnice&#13;
były n i e w i e l k i e , gdyż większość treści wchodziło w skład j e d n y c h i d r u ­&#13;
gich zespołów. Toteż łączenie początków s z t u k i l u d o w e j (pod t y m wzglę­&#13;
dem P i w o c k i n i e jest odosobniony) z procesem, który narastał w i e k a m i&#13;
w sposób n i e j e d n a k o w y , a zwłaszcza, który w końcowej fazie średnio­&#13;
wiecza w różnych środowiskach układał się rozmaicie, budzi w i e l e za­&#13;
strzeżeń, gdyż w t y m ujęciu p r z y c z y n y n i e dające się jasno i ściśle spre­&#13;
cyzować w y w o ł y w a ł y b y zbyt k o n k r e t n y skutek. W ramach krótkiego&#13;
artykułu n i e sposób jest przytoczyć w s z y s t k i c h racji, przemawiających&#13;
za s t a n o w i s k i e m o d m i e n n y m niż to, które obok i n n y c h badaczy zajął&#13;
także P i w o c k i . W w y w o d a c h P i w o c k i e g o n i e podlega d y s k u s j i oświe­&#13;
tlenie, że przeobrażenia społeczno-gospodarcze końcowej fazy średnio­&#13;
wiecza wniosły do stosunków międzyklasowych cały szereg elementów,&#13;
które poprzez procesy k u l t u r a l n e przyczyniły się do w y o s t r z e n i a k o n t u ­&#13;
rów w s z y s t k i e g o co było związane z kręgiem b y t o w a n i a w a r s t w ekspo­&#13;
n o w a n y c h . Oczywiście musiało to znaleźć swój oddźwięk także w dzie­&#13;
dzinie twórczości a r t y s t y c z n e j . Z b y t w i e l k i m j e d n a k uproszczeniem bę­&#13;
dzie uważać t e n oddźwięk za podstawę do wyodrębnienia p e w n e g o zja­&#13;
w i s k a — za początek s z t u k i l u d o w e j . Zróżnicowanie poziomów k u l t u r y&#13;
a r t y s t y c z n e j u w y p u k l o n e przez P i w o c k i e g o na t l e końcowej fazy śred­&#13;
n i o w i e c z a n i e da się potraktować inaczej j a k t y l k o za wyraźniej r y s u ­&#13;
jący się odskok w sposobie p r z e t w a r z a n i a wartości k u l t u r o w y c h . O d skok, który został zapoczątkowany znacznie wcześniej i zgoła w i n n y c h&#13;
w a r u n k a c h niż t o w s k a z u j e P i w o c k i . Toteż, j a k się zdaje właściwe po­&#13;
dejście do interesującego nas zagadnienia — początków s z t u k i l u d o w e j ,&#13;
możliwe jest t y l k o od s t r o n y poznania szerszego tła przeobrażeń c y w i l i -&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
KSZTAŁTOWANIĘ&#13;
&#13;
SIĘ&#13;
&#13;
N I C MIĘDZY S Z T U K Ą&#13;
WĄ&#13;
&#13;
A&#13;
&#13;
RÓŻ­&#13;
LUDO­&#13;
&#13;
HISTORYCZNĄ&#13;
&#13;
ZAGADNIENIE&#13;
&#13;
PUNKTU&#13;
&#13;
ZWROTNEGO&#13;
&#13;
KRYTYKA&#13;
&#13;
STANOWISKA&#13;
&#13;
PIWOCKIEGO&#13;
&#13;
�z a c y j n y c h i wniknięcia w mechanikę t w o r z e n i a się zespołów k u l t u r o ­&#13;
w y c h o o d m i e n n e j d y n a m i c e r o z w o j o w e j . W t a k i m ujęciu a r t y s t y c z n a&#13;
twórczość l u d o w a będzie t y l k o j e d n y m z aspektów procesu różnicowa­&#13;
n i a się poziomów c y w i l i z a c y j n y c h wewnątrz g r u p y , zaś s w o i s t y j e j&#13;
t y p — wskaźnikiem rozpiętości dzielącej te poziomy.&#13;
Istnieją ważkie p o d s t a w y po t e m u żeby sądzić, iż w przeszłości więk­&#13;
szość g r u p p l e m i e n n y c h przeżywała okres w którym na w s z y s t k i c h szcze­&#13;
blach h i e r a r c h i i społecznej i majątkowej przetwarzano wartości k u l t u ­&#13;
r o w e w sposób m n i e j lub więcej zbliżony do siebie. Z zestawienia po­&#13;
glądów panujących w literaturze n a u k o w e j na strukturę społeczeństw&#13;
p l e m i e n n y c h , na t y p y u w a r s t w i e n i a społecznego i sposoby wyodrębnia­&#13;
n i a się t z w . w a r s t w wyższych z ogółu ludności w o l n e j można również&#13;
urobić sobie obraz, gdzie w sposób m n i e j l u b więcej wyraźny byłyby&#13;
zaznaczone końcowe elementy tego okresu. D l a stosunków z a c h o d n i o europejskich możemy przyjąć tezę głoszącą, że początki rozdźwięków&#13;
k u l t u r o w y c h wewnątrz p l e m i e n n y c h należy przypisywać i m p o r t o m j a k .&#13;
również w y p r a w o m łupieskim. Są t o oczywiście t y l k o h i p o t e z y robr&gt;&#13;
cze i b y n a j m n i e j zagadnienia n i e wyczerpują. N i e ulega j e d n a k wątpli­&#13;
wości, że już w z a r a n i u wieków średnich na zachodzie E u r o p y sze­&#13;
r o k i ogół l u d z i w o l n y c h (nie mówiąc już o ludności n i e w o l n e j ) , obracał&#13;
się w kręgu i n n y c h wartości k u l t u r o w y c h niż s t o s u n k o w o nieliczna klasa&#13;
możnych. W s z y s t k o p r z e m a w i a za t y m , że n a tle t y c h różnic c y w i l i z a ­&#13;
c y j n y c h musiały rozwinąć się także odmienne f o r m y twórczości a r t y ­&#13;
stycznej. Otwartą j e d n a k pozostaje k w e s t i a , czy w t y m w y p a d k u szeroki&#13;
ogół ludności należałoby uznać za kontynuatorów twórczości z okresu&#13;
sprzed «dekompozycji kulturowej» czy też w grę wchodziło przetwarza­&#13;
nie wartości i n n y c h i j a k i c h .&#13;
Różnice c y w i l i z a c y j n e wywodzące się conajmniej z zarania średniowie­&#13;
cza zyskały znacznie na sile, występując na tle krzepnącego u s t r o j u feodalnego. Przy czym, organizacja stanowa społeczeństwa zachodnio-euro­&#13;
pejskiego w sposób szczególny sprzyjała selekcji składników k u l t u r o ­&#13;
w y c h i oddziaływała na k r y s t a l i z o w a n i e się f o r m , które z jednej s t r o n y&#13;
musiały n i e j a k o pasować do środowiska, które j e wytwarzało, z d r u g i e j&#13;
zaś stanowiły widoczną i trudną do przekroczenia przegrodę. Toteż je­&#13;
żeli chodzi o dzieje głównej masy ludności — chłopów, procesy spo­&#13;
łeczne i gospodarcze tego o k r e s u mogą być porównane do k a n w y , na&#13;
której następnie przez długie w i e k i kreślony był obraz k u l t u r y l u d o w e j .&#13;
Obraz t e n w i d z i a n y o d s t r o n y narastających p r z e m i a n h i s t o r y c z n y c h raz&#13;
po razie wykazywał ślady i c h przebłysków — i m też w dalszym ciągu&#13;
poświęcimy baczniejszą uwagę.&#13;
W związku z podkreśleniem znaczenia p r z e n i k a n i a światła historycznego&#13;
w krąg k u l t u r y t r a d y c y j n e j , r o z p a t r z y m y z k o l e i okoliczności w j a k i c h&#13;
się t e n proces dokonywał. Przede w s z y s t k i m chodziłoby o bliższe okre­&#13;
ślenie s t o s u n k u pomiędzy w s z y s t k i m t y m , co zostało w y t w o r z o n e w pła­&#13;
szczyźnie życia historycznego a p r z e m i a n a m i zachodzącymi w zespołach&#13;
t. zw. k u l t u r y l u d o w e j t j . w k o m p l e k s a c h w y t w o r ó w k u l t u r o w y c h , prze­&#13;
k a z y w a n y c h przyszłości drogą t r a d y c j i bezpośredniej i p r z e t w a r z a n y c h&#13;
bez jakiejkolwiekbądź dążności do systematyzacji. N a pozór wydać się&#13;
może, że stosunek t e n jest sam przez się jasny i n i e w y m a g a szerszego&#13;
omówienia, gdyż, w zasadzie, przeobrażenia w k u l t u r z e l u d o w e j dadzą&#13;
się rozpatrywać j e d y n i e w ramach r o z w o j u historycznego. J a k k o l w i e k&#13;
t a k i e m u ujęciu n i e da się zaprzeczyć i niczego w zamian przeciwsta­&#13;
wić, n i e m n i e j m u s i m y pamiętać, że «sposób wypełniania* t y c h r a m może&#13;
być bardzo różny. Mogło b o w i e m u h i s t o r y c z n i e n i e przebiegać całkiem&#13;
p o w i e r z c h o w n i e , n i e powodując większych zmian w zespołach star­&#13;
szych składników k u l t u r y , mogło też wywołać rozkład g r u n t o w n y i po­&#13;
m i m o różnic s t a n o w y c h przyczynić się do zmniejszenia (oczywiście&#13;
t y l k o w p e w n y m określonym sensie: u j e d n o l i c e n i a kierunków rozwo-&#13;
&#13;
RÓŻNICE&#13;
&#13;
CYWILIZACYJNE&#13;
&#13;
TWORZĄ ODMIENNE&#13;
&#13;
FORMY&#13;
&#13;
ARTYSTYCZNE&#13;
&#13;
PROCES&#13;
RZE&#13;
&#13;
ZMIAN&#13;
&#13;
W&#13;
&#13;
KULTU­&#13;
&#13;
TRADYCYJNEJ&#13;
&#13;
POD&#13;
&#13;
WPŁYWEM N O W Y C H CZYN­&#13;
NIKÓW&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�j o w y c h ) , rozpiętości dzielących p o z i o m y c y w i l i z a c y j n e . Poza t y m « w y pełnianie ram» mogło się też odbywać j a k b y s k o k a m i w nieodmierzaln y c h odstępach czasu i p o d wpływem oddziaływań, przesączających się&#13;
z różnych stron, co z n a t u r y rzeczy pociągało za sobą poważne pogma­&#13;
t w a n i a w sposobach r o z b u d o w a n i a w y t w o r ó w k u l t u r o w y c h , powodując&#13;
większe o d c h y l e n i a bądź n a w e t zmianę k i e r u n k u przeobrażeń. Trzeba&#13;
p r z y t y m zaznaczyć, że p r z y znaczniejszych przeskokach w sposobie&#13;
k o n s t r u o w a n i a szeregów r o z w o j o w y c h aspekt c h r o n o l o g i c z n y twórczości&#13;
l u d o w e j będzie w y s o c e zamglony i w w i e l u w y p a d k a c h całkiem n i e u ­&#13;
c h w y t n y . Natomiast w w a r u n k a c h sprzyjających p r z y z a c h o w a n i u cią­&#13;
głości i jednokierunkowości w p ł y w ó w , oraz przez związanie zespołów&#13;
c y w i l i z a c y j n y c h (historycznego i t r a d y c y j n e g o ) , większą ilością treści&#13;
wspólnych «wypełnianie ram» mogło przebiegać w sposób bardziej regu­&#13;
l a r n y oraz w czasie dającym się określić bliżej.&#13;
Uświadomienie sobie powyższych okoliczności posiada w c a l e niemałe&#13;
znaczenie zwłaszcza p r z y analizie i ocenie dzieł s z t u k i l u d o w e j . Z układu&#13;
b o w i e m więzi zespalającej p r z e m i a n y w k u l t u r z e t r a d y c y j n e j z syste­&#13;
m e m życia historycznego n i e j e d n o k r o t n i e będziemy m o g l i zaczerpnąć&#13;
elementy chronologiczne, zagubione czy też n i e u c h w y t n e w w y t w o r a c h&#13;
sztuki ludowej.&#13;
(Dokończenie w następnym numerze]&#13;
&#13;
PRZENIKANIE NOWEJ KULTURY DO TRADYCYJNEJ&#13;
&#13;
PRZYPISY&#13;
') P i w o c k i K.: Pojęcie s z t u k i l u d o w e j . P o l s k a&#13;
&#13;
S z t u k a L u d o w a . R o k 1947, n r 1 i 2.&#13;
&#13;
ИСТОРИЧЕСКАЯ&#13;
&#13;
ПОДКЛАДКА&#13;
&#13;
В Р А З В И Т И И НАРОДНОГО&#13;
&#13;
ИСКУССТВА&#13;
&#13;
Известная категория факторов, формирующих художественное народное творчество, заслуживает&#13;
особого внимания. Здесь именно имеются в виду те элементы, которые из сферы исторической&#13;
культуры проникли в культуру народную. Степень соприкосновения художественного народного&#13;
творчества и его зависимость от влияния исторических стилей открывает перед нами проблему&#13;
степени «историчности» народного искусства.&#13;
В связи с этпм должна быть начата дискуссия по вопросу о хронологическом аспекте произ­&#13;
ведении народного творчества, что, разумеется, будет способствовать более полному определению&#13;
связи исторического творчества с традиционным.&#13;
&#13;
FOND&#13;
&#13;
HISTORIQUE&#13;
&#13;
DU&#13;
&#13;
DEVELOPPEMENT&#13;
&#13;
DE&#13;
&#13;
L'ART&#13;
&#13;
POPULAIRE&#13;
&#13;
U n e c e r t a i n e catśgorie d ś l e m e n t s f o r m a n t l a c r e a t i o n a r t i s t i q u e p o p u l a i r e m e r i t e u n e&#13;
a t t e n t i o n t o u t e speciale. I I s'agit des elements r a y o n n a n t d u c e r c i e de l a c u l t u r e h i s t o r i que et p e n e t r a n t l a c u l t u r e p o p u l a i r e .&#13;
Le d e g r e de d e p e n d e n c e de l a c r e a t i o n&#13;
&#13;
a r t i s t i q u e p o p u l a i r e des c o u r a n t s des&#13;
&#13;
styles&#13;
&#13;
h i s t o r i q u e s , pose l a q u e s t i o n «d'historisation» de l ' a r t p o p u l a i r e . La d i s c u s s i o n s'impose&#13;
sur l'aspect c h r o n o l o g i q u e des o e u v r e s d ' a r t p o p u l a i r e s , et l ' o n p e u t p r e v o i r u n e f o r m u l e&#13;
plus a m p l e de l a r e l a t i o n e n t r e les c r e a t i o n s h i s t o r i q u e et t r a d i t i o n n e l l e .&#13;
&#13;
HISTORICAL SUBSTRATUM OF THE DEVELOPMENT OF POPULAR ART&#13;
T h e r e is a c e r t a i n c a t e g o r y of e l e m e n t s f o r m i n g p o p u l a r a r t i s t i c c r e a t i o n , w h i c h deserves&#13;
quite a special attention.&#13;
These, a r e t h e e l e m e n t s w h i c h p a s s i n g f r o m t h e c i r c l e s of h i s t o r i c a l c u l t u r e p e n e t r a t e d&#13;
p o p u l a r c u l t u r e . T h e degree of i n t e i t w i n i n g b e t w e e n p o p u l a r c u l t u r e a n d t h e i n f l u e n c i n g&#13;
h i s t o r i c a l s t y l e s sets t h e p r o b l e m of t h e scope of «historisation» of p o p u l a r a r t .&#13;
T h i s s h o u l d s t a r t a d i s c u s s i o n o n t h e c h r o n o l o g i c a l aspect of t h e p o p u l a r w o r k s of a r t ,&#13;
a thing w h i c h m a y surely lead&#13;
traditional creation.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
t o a f o r m u l a of t h e r e l a t i o n b e t w e e n&#13;
&#13;
historical and&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10254" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10232">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/50c51dc989d6cfae860657ea862e1177.pdf</src>
        <authentication>2f7a378a1e02a65f973eedf2a2b0f7cb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121927">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4938</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121928">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121929">
                <text>kicz</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121930">
                <text>odpust</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121931">
                <text>figurki z cukru</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121932">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4577</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121933">
                <text>Odpust w Białymstoku/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121934">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; s.221-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121935">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121936">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121937">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121938">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121939">
                <text>Aleksander

Jackowski

O D P U S T

Największy

odpust

W

w

B I A Ł Y M S T O K U

Białostockiem,

n a który

zjeż­

inny

( n i e podał

dżają z t o w a r e m k r a m a r z e z całego w o j e w ó d z t w a a t a k ż e

Traugutta

z Warszawy

Makowski,

i K u r p i , j e s t n a Św. R o c h a

w

Białymstoku.

- 1 9 6 5

nazwiska)

4, Skibiński,
Wołomin,

— Zielonka

pod

Warszawa-Jelonki,

Kasprzaka

R.

Warszawą,

S t e r n i c z a 29,

21 ¡m. 6. W

pośpiechu

O d b y w a się w najbliższą niedzielę p r z e d l u b p o 16 s i e r p ­

rzucają k i l k a i n f o r m a c j i . P r o d u k u j ą cały r o k , w

niedzielę

nia w kościele p o d w e z w a n i e m

l u b d n i t a r g o w e ktoś z r o d z i n y w i e z i e t o w a r i

sprzedaje,

i

najciekawszym

dziele

Kościół

sytuowany

pagórka

wieńczy

doskonale

(największym

Oskara

Sosnowskiego).

arch.

jest

znakomicie,

główną

zewsząd

św. R o c h a

arterię

widoczny.

położony

,miasta,

U

n a stoku

ul.

podnóża

Lipową,

placyk,

ulice

na

większe j a r m a r k i

i

o d p u s t y jadą

gromadnie.

i c h działalności j e s t j a k w i d a ć z n a c z n y ,
— pozwalają

n a sprzedaż

m e t r ó w . Opłaca

w

Zasięg

samochód, k o l e j

promieniu kilkuset

się p o k r y w a ć

koszty

kilo­

transportu,

mimo

opływające c y p e l z b u d o w l ą ( M a n i f e s t u L i p c o w e g o i Dą­

że f i g u r k i n i e są d r o g i e , o d 2—3 zł ( k o t k i , zajączki), d o 20

browskiego).

T a m właśnie, n a t y c h u l i c a c h , równolegle

(średnie B o b i k i ) , 25 ( Z o r r o ) ,

do

dziedzińca

p o p i e r s i a d a m i t p . ) . M ó w i ą o c e n a c h , j a k i e biorą, trochę

murów

i odpustowe
Trudno

kościelnego,

stawia

się

kramy

uchwycić

obraz

o d p u s t u podczas

jedno­

razowego p o b y t u . R u c h jest o g r o m n y , przez schody,
dziniec p r z e l e w a

się już o d r a n a tłum l u d z i ,

około 10 i r z e d n ą c y w
mów

— jeśli

trzy.

Jeden

kościele.

się

zgiełkiem,
dawców

przychodzą

to

kramów,
pod

popatrzeć

gęstniejący
właściwie

ci,

którzy

się

pokrzykiwaniem

kościół

obejrzeć

niecodzienne

i ładne, j a s n e i r o z l e g ł e n i e p r z y p o m i n a d a w n e g o ,

przed­

I l u d z i e są i n n i .

Białegostoku

dzielę, w

N i e odróżnisz n a co

od Krakowa

czy W a r s z a w y .

o d p u s t u , tłum jest

j a k ja,

szukający

w

tych

gipsach

przewrotnych

k a r y k a t u r y , u r o k u szmiry. A l e właś­

c i w e środowisko kupujących n i e w y b i e r a , p o p r o s t u g r a ,
k u p u j e f a n t y , z a w s z e się w y g r a , i szczęście, g d y za 2 czy
5 złotych

dostanie

się

dużą

figurę,

wartą

wielokrotnie

w i ę c e j . T o d a j e satysfakcję, a s a m g i p s j e s t t u już t y l k o
ś w i a d e c t w e m szczęścia, które dopisało, a n i e p r z e d m i o t e m
wybranym.

Chociaż

ponowanych
koniu,
są w

c z a s e m kupujący

wariantów

łabędzia
jednej

czy

chciałby

Wenusę.

określa

mieć

Bo

co z

pro­

— I n d i a n i n a na

wszystkie

te

figurki

cenie.

dzień

P y t a m o f o r m y d o o d l e w u t y c h gipsów, k t o j e w y r a ­

nie­

bia? Czy sami? Stoisko z o k r o p n y m i , t a n d e t n y m i k i c z a m i .

W

ludzie

Są t a m : s a r n a , I n d i a n i n n a k o n i u , C h r y s t u s p o d krzyżem,

Przechadzają

diabły, k o g u t y , łosie i t p . D o w i a d u j ę się, że f o r m y w y r a b i a

się

promenadzie,

ob. O g ó r e k w

do

b u d o w l a n e . O b o k s t o i s k o , g d z i e t e m a t y k a p o d o b n a , różni­

głównej

kłaniają,

ulicy

j a k po

pozdrawiają

kurortowej

sąsiadów.

m r o w i s k a o d p u s t u , t u znikają

jednak inny,

tacy

wdzięków naiwnej

u b r a n i świąteczniej, s t a r a n n i e j , s z y k o w n i e j .
po

dzień

siebie.

sprze­
młode

ulicy

pokazać

w

zwabieni

Miasto,

wojennego.

i

— jest

o d p u s t u , modlący

liczniejszy,

barwnością

widowisko,

wyrazić

uczestnicy

—

dzie­

d w i e i pół g o d z i n y p ó ź n i e j . T ł u ­

t a k można

tworzą

Drugi

figury, Bobiki,

ociągając się, g d y kupują u n i c h k o n k r e t n e f i g u r y l u d z i e

stoiska.

jest

40 ( w i e l k i e

Dochodzą

w

wrzącego

gąszczu tłumu, a b y p o

ce f o r m

Jelonkach. Tenże robi sztukaterie, roboty

nieznaczne,

za

to wszystkie

malowane

czarną

p e w n y m czasie z n ó w s t a t e c z n i e kroczyć p r z e z p r y n c y p a l -

farbą

ną ulicę, b o g a t s i

D o w i a d u j ę się t y l k o , że w y r a b i a się t e f i g u r k i n a P r a d z e .

drobiazg,
psa

(zwłaszcza

gwizdek,

dzieci)

pukawkę,

czy „ w e n u s y " ,

o jakiś

jaskrawą

g i r l a n d y smażonych

jarmarczny

figurkę

kota,

na oleju

kulek

z ciasta.
Jest

i

trzeci

tłum. D l a n i c h

r ó w k ą , a l e i okazją
Żebracy,

drobni

fotografiami
przysiadły
ziony

aż

jeźdźców,

obrazu

św.

Ostrołęki

pieski, a

gorąca,

zlani

dewocjonaliami,
Rocha,

baby

oferując

towar

ciężką

się często.

wiejskie,
z

ha­

kolorowymi

z koszyków

— wypieki

wreszcie

d l a r z y , k r a m a r z y , którzy
czas

jest

zarobku, j a k a n i e zdarza

handlarze

na schodach,
z

odpust

które

złotą.

Byle

j a k , pośpiesznie,

J a k w i d a ć ogólnopolskie c e n t r u m p r o ­

dukcji

gipsów

Notuję

repertuar

tematów:

wzór

gumowych),

zajączek,

lwie,

świnia,

(onże

tandetnie.

mieści

się,

jak

z

małą

pies,

w

stolicy!

kotek,

piesek

koń,

kobieta

skaczący

t a n c e r k a , służący

występuje

przystało,

Pimpuś,

jeździec

modyfikacją

na

(na
na

koniu

jako

Indianin),

tyle

tematami

p u d e l , jeleń.
Poszczególne

stoiska

gipsów, co s p o s o b e m

różnią

się

nie

i c h w y k o n a n i a i z d o b i e n i a . Są w i ę c

armia

han­

stoiska

całymi r o d z i n a m i pracują

pod­

j a s k r a w e i b a r d z i e j r e a l i s t y c z n e , c z a r n e ze złotem i brą­

pokrzy­

z o w e ze złotem. P r z y całej d o b r e j w o l i t r u d n o w y r ó ż n i ć

potem,

kilkutysięczna

kozy,

i

Znów Warszawa.

przywie­

ciasta,

(nitro)

zziajani,

nieustannie

kujący, p o d a j ą c y t o w a r n a l a d ę s p r a w n i e , s z y b k o ,

z figurkami malowanymi w

c i a p k i , są

bardziej

ciągle

jakąś w z g l ę d n i e ładną figurkę. N i e kupuję n i c i(w Ł o w i ­

n a najwyższych o b r o t a c h , bo t o t y l k o d w i e — t r z y g o d z i n y

c z u — m y ś l ę , b y ł y ładniejsze r z e c z y , c z y t o Z o r r o — i l .

i n i e w o l n o m i n u t y przegapić. D l a n i c h o d p u s t zaczął się

na

wcześniej.

Musieli

- s k a r b o n k a — i l . n a s. 168).

wywalczyć

dobre miejsce,

przygotować

towar,

przewieźć

zaaranżować e f e k t o w n i e

go,
kram

i w a l c z y ć o k a ż d y g r o s z z konkurencją, o k a ż d e g o k l i e n t a .
Przyjeżdżali

z

daleka.

Gipsowe

s t a w i a się n a stołach i s p r z e d a j e
loterię, w

Wyładowują

rówki.

paki.

Całe

robię

odwiedzić,
tych

g d y będą

właśnie

niechętnie

zapraszają

m i e l i więcej

sprzedawców

i

do

roz­

w

Kolnie

dekoracyjny

konik-

U w a g ę moją z w r a c a t e r a z s t a r u s z k a sprzedająca
prostyńskie. T u t a j ?
Mazowieckiej,

pierwszy

raz

je w
je

walizce

zrobiła,

dla

zarobku.

aż

j e sprzedają, w i ę c chciała dorobić, b o m a ciężko, i spró­

domów,

aby ich

Notuję

producentów

ale

adresy

gipsowych

f i g u r e k . C z e s ł a w P y w a s z e w s k i , W a r s z a w a , M o k o t o w s k a 96,

bowała.

O s t r o w i kiedyś r o b i o n o

kozy

z Ostrowi

przyjechały

cięża­

nich w

Przywiozła

U

odpowiadają,

czasu.

robiony

na

j e ze s t a r e j , p o j e m n e j

Pytani

i m zdjęcia,

które

154, c z y

fantów

formie

której k a ż d y n u m e r w y g r y w a ,

z Warszawy.
gdy

figurki,
w

s.

Ale

się

opłaci. O b o k
dobrze

co

Obarzanki,
wożą

i

b o i , czy

inna

młoda

gdzie

się

których

przeważnie

wiele
z

jej

takie kozy,

się

podróż

dziewczyna,
opłaci.
w

i

z
już

dziś

t a k daleka

Kurpi,

Bywała

stoiskach

Zambrowa

z

a i

ta wie

wszędzie.

piekarskich, do­

Łomży.

Cukiernicy

m i e j s c o w i uważają, że l e p i e j się k a l k u l u j e w y r ó b

pierni-

221

�ków,
z

łakoci

(na

prowincji

w a l i z k i , t u muszą

tarnych,

sprzedają

stosować

skrupulatnie

się

do

towar

prosto

zarządzeń

przestrzeganych,

tak

sani­

przy

pro­

d u k c j i , j a k s p r z e d a ż y — stąd w i t r y n y , b i a ł e czyste k i t l e ) .
W

tych

kramach

cukierniczo-karmelkarskich

się b a r w n e f i g u r k i z c u k r u , k t ó r e są c h y b a
twórczością

ludowo-odpustową,

wiam

ją

oddzielnie).

centa

zabawnych

jaką

Odnotowuję

szklanych

sprzedaje

najciekawszą

dostrzegam

jeszcze

domków

{oma­

adres

produ­

(po 7, 10 i 15 z ł ) :

Hościło, Ełk, K o ś c i u s z k i 3.
N a t e r e n i e o b s z e r n e g o dziedzińca kościelnego zawodzą
dziady,

żebracy,

kilkanaście
dewocjonalia,
medaliki,

którzy

stołów,

ściągnęli

przy

kolorowane

łańcuszki,

fotografie

P r ó b u j ę ująć jakoś w

na

wędrowni

miejsce,

więc

też

Kramy

i punkty

Loterie

z o b r a z u św.
do

N i e zgadza
jaką

wystarczającą

sprzedaży

Rocha,
stoiska,

się z

podaję

ktoś

miejsca
nie

orientację

jest

o pro­

t o z a k i l k a l a t odnotować

na

ulicach

z figurkami gipsowymi

loterie z i n n y m i

też

nabożeństwa.

się, ciągle

przenoszą

statystyka

f i l u s t o i s k i i c h ilości. P o z w o l i
zmiany.

stoi

sprzedają

liczbach te odpustowe

handlarze

zupełnie ścisła, a l e d a j e
zaszłe

daleka,

zakonnice

świece, książeczki

chodzę i liczę. S p r a w d z a m .
przybywa,

tu z

których

9

fantami

4

loterie i r z u t y do celu o gipsy

i inne fanty

2

loterie z zabawkami (lalki, szklane d o m k i ,
obrazki
loteria

n a szkle

z

itp.)

12

cukrami

1

zabawki, galanteria

36

z a b a w k i d r e w n i a n e , w i a t r a c z k i , wózki
sprzedawcy
sztuczne

3

baloników

kwiaty,

14

kręciołki

celuloidowe,

p t a s z k i z piórek i t p .
kapelusze

2

.„sombrero" z r a f i i

fotograf

„5-minutowy"

szklane

k u l e ze s c e n k a m i

i słomy

1

z ekranem malowanym
w

wodzie

1
1

cukry, kolorowe figurki cukrowe

28

pieczywo dekoracyjne

10

inni
na

2
schodach

kościoła,

tarasach

i

dziedzińcu

stoliki

z dewocjonaliami

(siostry)

stoliki

z

(bractwa

kobiety

dewocjonaliami
sprzedające

k r a m y mieszane:

6
świeckie)

świece

dewocjonalia,

6
oznaki

szeryfów

z D a l l a s , łańcuszki, książeczki i t p .
cukry
kozy

3

4

(figurki)

1

prostyńskie

4

różne
ż e b r a c y urzędujący

3
na schodach

Fotografował

i dziedzińcu

autor.

16

�1

Aleksander

K

O
Do

Jackowski

L

O

R

O

najciekawszych

należą k o l o r o w e
sztuki
(obok

mają

jak

kontroli

F

tzw. sztuki

wykształcone

tradycyjnie

z

Wykonują

je

nowych).

melarze,

zjawisk

E

I

i

„partacze",

i

ustalone

pokolenia
zarówno
pracujący

władz s a n i t a r n y c h i

na

do

formy,

pokolenie

U

Gdy

przez i n n y c h wytwórców.

l u b niemowlęciem

szybko

Form

nie

ogonie,

ornamentem geometrycznym,
kłe,
i

nieartystyczne

łebkiem, zajączki,

w

łapkach,

zajączki

lizaki

zdobione

g r u s z k i , jabłka — n o i z w y ­

wyroby,

jak

pałeczki

z

makiem

poszczególnych

warsztatów

dzielnie

cukrowniczych

jako
Marii

kilkunastu

szczególnie

warsztatów

udane

Chmielewskiej

i

znanej

wyróżnić

starannie

z Knyszyna,

Ze

wyrabia
Liszewski

jeden

z

(Młynowa

Zauważyłem,

że

103). W

wykonane

p o w . Mońki

nestorów

Białymstoku
tego

mi

chciałbym
wyroby
(ul. Gro­

dzieńska 97) i z t e j ż e miejscowości — Stanisławy
skiej ( u l . Grodzieńska

Sikor­

ładne c u k r y

zawodu

Władysław

44).
figurki

cukrowe

kupione

od

t a c z y " straciły p o k i l k u miesiącach intensywność
wyblakły, podczas g d y w y r o b y

K

R

cała r o d z i n a zajęta
pracowni i

czystość.

pracy

U

W

jest

szklanych

bardzo

była

mieszkaniu
gablo­

już w y ­

nieskompliko­
jeszcze m a ­

„par­
koloru,

d o b r y c h mistrzów c u k i e r ­

n i c z y c h i p o r o k u z a c h o w a ł y pełną intensywność

barwy.

Dlatego po dokładne i n f o r m a c j e o t e c h n i c e w y r o b u z w r ó ­

odciskające

i

w

wycinania

rybkę

łapki

(sprzedawaną

z a j ą c z k o w i ) , sztance

lizaków,

są
od­
do

kocioł.

T e c h n i k a w y r o b u . C u k i e r j a s n y , r a f i n o w a n y (po 13 zł)
się

do

wrzącej

wody,

dodaje

syrop

i

gotuje

aż d o c h w i l i g d y się zupełnie rozpuści, a ciecz osiągnie
pożądaną

temperaturę.

Liszewski

sprawdza

ją

skrupu­

l a t n i e t e r m o m e t r e m , gdyż j e d y n i e właściwa t e m p e r a t u r a
Tak

odpowiednią

np. na „grzybek"

zimny

wykonania.

U

blachą, p r z e d w o j e n n a

l u b wkładaną

wrzuca

ności

produkcji

formy

zdobienia

w

precyzji

sterylna

Sam warsztat

wgłębione

różni się w szczegółach o p r a c o w a n i a f i g u r k i , w i n t e n s y w ­
barwienia,

do niego,

cukierków. W

stół w y ł o ż o n y

zapewnia

miodem, cukierki i t d .
Produkcja

niemal

C

s z y n k a z w a l c e m mosiężnym, n a k t ó r y m u m i e s z c z o n e

k u r k i w g n i a z d a c h , k o g u t y z jeźdźcami, k a c z u s z k i , f i g u r k i
rybą

Z

przyszedłem

uderzała

wany,

j e s t zresztą w i e l e : k o g u t k i o s p i r a l n i e z w i n i ę t y m

z

I

t a c h zastałem pełny a s o r t y m e n t p r z y g o t o w a n y c h
robów.

bez

K

właśnie w y r o b e m

ukradkiem,

podatkowych.

dam, grzybki z czekoladowym

R

mistrzowie kar-

F o r m y są z b l i ż o n e ; n o w e i u d a n e „ w y n a l a z k i "
są p o d c h w y t y w a n e

G

jarmarcznej

c u k r y . Zaliczyć j e należy właściwie

ludowej,

przekazywane

W

lecie

spoistość
masa

140°. G d y m a s a
żelazny

np. Olszewski,

blat,

i

musi

twardość
mieć

w

twardnieje, wylewa

gdzie

Krycia —

szybko

stygnie.

smarują

wyrobu.

zimie

127°,

się ją n a
(Niektórzy,

b l a t oliwą, ż e b y

się

c u k i e r n i e p r z y l e p i a ł ) . N a b l a c i e c i ą g n i e się go w rękach,
aż d o pożądanej grubości p a s m a , które stygnąc s t a j e
zupełnie
wylewa
cukru
i

białe.

Trochę

n a dyktę
nakłada

rozciąga

cukru

(wolniej

się

stygnie).

następnie

formując

farbuje

w

jeszcze

pasmo
„kluch"

kształt.

F a r b k i k u p u j e się w h u r t o w n i . Są t o b a r w n i k i
„Boruta"

ze

Zgierza,

służące

do

ż y w n o ś c i o w y c h . S t o s u j e się k o l o r y pomarańczowy
„Partacze",

i

się

kubkach,

Ufarbowane

n a ciepły

pożądany

się

barwienia

firmy

artykułów

zielony, p u r p u r o w y ,

cytrynowy.

zamiast

syropu,

dodają

przy

gotowaniu

c i ł e m się w ł a ś n i e d o W ł a d y s ł a w a L i s z e w s k i e g o ( u r . 1905 r .

c u k r u o c e t (2 łyżeczki n a 3 k i l o — i n f o r m a c j a J . K r y c i ) .

w

Wtedy

Białymstoku).

jednak po p e w n y m

czasie k o l o r

blaknie.

Syrop

223

�jest

jednak

dostępny

nie

d l a każdego,

w

woj.

biało­

O

stockim zezwolenie n a zakup jego w h u r t o w n i m a t y l k o

2

7 osób, w

60.000

mieście — t y l k o

Wyroby

najlepsze

Liszewski.

są świeże, toteż p r o d u k u j e się i c h

n i e w i e l e , t y l e a b y starczyło n a k i l k a
sprzedaje
dorośli

się i c h l a t e m . K u p u j ą

d l a dzieci.

Cukry

tygodni.

przeważnie

sprzedaje

żona

w e c z w a r t k i n a t a r g u w Białymstoku. W o z i
daje w y r o b y

Liszewskiego

warsztatów.

Przed

gipsowych

Wielkanocą
zajączki

i

wyrabia

cukru
zł

(w

rocznie.

Liszewski

t y m koszt

się

baranki cukrowe.

(odlewa)
Formy

podatki

wynoszą

Rocha"

straganów

b y ł o „ z e 300,

całą u l . D ą b r o w s k i e g o p o o b u s t r o n a c h i Św.

(obecnie M a n i f e s t u Lipcowego).

Obecnie

ograniczają działalność k a r m e l a r z y , z e z w o l e n i a
t y m , którzy mają
częste i s u r o w e

władze

dają t y l k o

o d p o w i e d n i l o k a l . Przeprowadzają
k o n t r o l e sanitarne, większe

są

podatki

k a r m e l a r z e należeli d o c e c h u , m i e l i u b e z p i e c z e n i a ,

opłaty,

sięgają

1850

zł

rocznie.

też

również

b ó w są o b e c n i e następujące: g r z y b k i ( d o d a j e

i

była

pamięta

t e sporządza co k i l k a l a t — z n a j o m y m u r a r z . C e n y w y r o ­
się z a p a c h y ,

ok.

roczny

P r z e d w o j n ą k a r m e l a r z y było b . w i e l u , m n i e j s z a

zajmowały

własną

i

przerób
obrót

k o n k u r e n c j a w y r o b ó w przemysłowych. L i s z e w s k i
пр., że n a odpuście św. R o c h a

białostockich

podaje

materiału

też i

sprze­

świadczy

36.600 z ł ) .

Liszewskiego

h a n d l a r z , posiadający

furmankę. B i e r z e t o w a r w k u f r a c h z k i l k u
z form

Najwięcej
dzieci l u b

wielkości p r o d u k c j i rocznej

ton

Dawniej
rentę,

pomadę i czekoladę n a k a p e l u s z — 50 gr„ k o g u t y 2 zł,

obecnie przeniesieni do d r o b n e j wytwórczości

zające z r y b k ą 2 zł, k u r k i w

są t y c h świadczeń. Z a w ó d u p a d a , z a m i e r a , s t r o n i o d niego

zajączków)

Ш

1/л

224

gnieźdznie 1,50 zł, r y b k i

10 g r , duże 50 gir i t d .

(od

młodzież.

pozbawieni

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10253" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10231">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f72f6869e54f19dc0176128ae3b6e05e.pdf</src>
        <authentication>4a854945ad2d2678a79db1beca5c0461</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121914">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4931</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121915">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121916">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121917">
                <text>sztuka nieprofesjonalna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121918">
                <text>kicz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121919">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4570</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121920">
                <text>Kicz - sztuka jarmarczna - sztuka ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121921">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; s.169-174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121922">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121923">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121924">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121925">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121926">
                <text>Matriona
(pochodzi

względu n a j e j naiwność czy p e w n e g o
jące

dziwactwo.

Taki

jest

właśnie

rodzaju

do

niej

jarmarczna

żyje
S. T o

twórczość
elementami

jest
zrąb

przeszkadza

dawniejszej.

pewien
sztuki

części
w

oficjalnej,

prawda,
który

ale

n a z y w a n i a r z e c z y różnych w s w o j e j

pisanej

w z n a l e z i e n i u t a k i e g o m o d e l u s t r u k t u r y , który pasowałby

przecież

rozwijała

się.

wzbogacał

się

z dorobku sztuki elitarnej.
mielibyśmy

współczesnej

n a m to

w

ukuwać

z

sztuki ludowej,

pozytywnej

ocenie

— służy d o

sztuka

m i n u s , że

t e n sposób

tradycyjny,

dlaczego

zarzut p o d a d r e s e m
nie

po

zawsze

czerpanymi

powodu

jako

odpadami

ludowa

Miała o n a s w ó j
widzę

Pojęcie „kicz" jest nieostre, wieloznaczne

t u podnoszone

przez duże

ALEKSANDER JACKOWSKI

wzrusza­

stosunek

sympatyków k i c z u .
Było

55 X 40,5 cm. 1965 r.
Białystok
cynfolia,
55 X 40,5 cm. 1965 r.

Kulesza:
II. 50. Obrazek
na szkle,
cynfolia,
zza Вида). II. 51. Car Iwan, obraz na szkle,

Nie
tego

i s t o c i e , stąd trudność

do w s z y s t k i c h z j a w i s k . B e y l i n pięknie zarysował
ginowany obraz i perspektywy
okazują

się

nie

wyima­

kiczu, ale propozycje

wystarczające,

gdy

je

jego

skonfrontować

z przykładami k o n k r e t n y m i .
T a k więc kicz „akademicki" o p a r t y jest o

skoro

zastanej

sztuki

logicznie

powielanie

k o n w e n c j i . Jest o n j e d n a k wewnętrznie
zorganizowany,,

poszanowaniem

praw

odznaczać

materiału

i

się m o ż e
wysoką

spójny,

przy t y m

sprawnością

169

�rzeźbie k u r o r t o w e j ( n p . Szczaw­

plastyków, s p o t k a m y w
nica!)

i na m u r a c h warszawskiego Barbakanu.

Kicz
dla

„tandetny"

ubogich.

jest

z

kolei

Masowym,

jakby

tanim,

niechlujnie, cynicznie. M y l i

pamiątkarstwem

robionym

pośpiesznie,

się p r o f . R e i n f u s s .

Ci ludzie

w c a l e n i e z a c h w y c a j ą się własną produkcją. I c h o b c h o d z i
z a r o b e k , a że w ś r ó d f o r m uznają j e d n e z a lepsze, d r u g i e
za

g o r s z e — t o n a t u r a l n e . Robią

g u s t " — w s i , młodzieży,
zabawek, broszek
zieleni

i

różu

zresztą

d z i e c i . Stąd

wyraźnie

np. w

„pod

kolorystyce

p r z e w a g a b a r w j a s k r a w y c h , zestawień

i t d . Decyduje

jednak

zawsze k a l k u l a c j a ,

c h o d z i przecież n i e o sztukę, a o t o w a r , o masę t o w a r o w ą .
T o a r t y s t a j e s t r o z r z u t n y , p r a c u j e miesiące n a d dziełem,
za które d o s t a j e później z n i k o m y e k w i w a l e n t ,
k i c z u m u s i kalkulować, uwzględnić

nawet

producent

t o czy

warto

dać pozłotkę, czy s t a r c z y ż ó ł t o b r ą z o w a f a r b a n a b a r a n i m
runie.
Jest

to więc

rzemieślnicza p r o d u k c j a t a n d e t y ,

której z a w s z e można znaleźć
podobającego

coś z a b a w n e g o

nawet

się n a m , a l e n i e m o ż e t o zmieniać

o c e n y z j a w i s k a . I trochę n i e p r z y d a t n y w y d a j e
termin

wśród

czy

chałtura,

proponowany

przez

ogólnej

m i się t u

Zimanda.

Mówiąc

o chałturze myślał b o w i e m o środowisku w ł a s n y m , o z n i ­
żaniu
0

się

do

pisarzach

produkcji

pośpiesznej

puszczających

pod

i

dobrze

płatnej,

pseudonimem

powieści

k r y m i n a l n e , o n a u k o w c a c h piszących l e w ą ręką

felietony

czy r e c e n z j e , o k o m p o z y t o r a c h t y l k o d l a z a r o b k u t w o r z ą ­
c y c h o p r a w ę muzyczną słuchowiska, f i l m u .

Chałtura

więc

wykonywania

w

moim

odczuciu zniżaniem

się d o

r z e c z y , u w a ż a n y c h z a gorsze, k t ó r e się trochę
robiąc m o ż l i w i e s z y b k o
jednak

52

chałturzystą

kompozytor

53

И. 52, 53. Klasztor
na Jasnej
Górze oraz
Ukrzyżowanie,
oleodruk,
tektura
mat, posypana
„pozłotką",
całość
przy­
kryta
szklanym
walcem,
wys. 10 cm. Produkował
w
1963 r. warsztat
Bronisława
Germana,
Kraków.

grafik

zawodowy

piosenek

użytkowy.

i ceniąc się d r o g o .
czy

Nie

też

tanecznej,

chałturzystą

W

normalnych

warunkach

(tzn. w

modelu

odniesienia)

wartość

żadna.

Wartość

tekstu

dzieła,

w

informacyjna

informacyjna

n i e tkwiąc

w

tego

zależy

układów

dzieła

jednak

będzie

od

kon­

n i m immanentnie.

Toteż

każde pamiątkarstwo

ciążące

gdyś

odczuwane

jako

„kiczopodobne"

t o m n y m (czy też o d b i o r c y z i n n e g o

może

kręgu

dawać

po­

kulturowego)

jakąś sumę i n f o r m a c j i .
o

plastyku

niezgodności
lub

gipsu

funkcji

zamiast

z

formą,

marmuru

o

stosowaniu

czy

porcelany,

jest

które

wynika

kiczem,

kolei

marczna

sumę

wydaje

sztuka

jar­

o aspiracjach

(figurki

t a m r z e c z y , k t ó r e należą w
wyrosłe

z

i

cukru,

związane

bukiety

z

z

o

odbiorcy

wiejskim,

który,

ności w e w n ę t r z n e j .

m i a s t o i środki

propagandy

bach

wnętrza,

zdobienia

tensywnego

przecież

zaspokaja

istocie do

dawną

bibułki

a r t y s t y c z n e j . Są też i p r z e d m i o t y
zachował

„artystyczny"'

nazywamy

kiczowata

este­

t y c z n y c h , k t ó r e s p o t y k a się n a j a r m a r k a c h czy o d p u s t a c h .
Spotkamy

nie

kicz

że

wytworów

których

i s t o t n e są d w i e :

t u umownie

stąd,

o k i c z u j a r m a r c z n y m . Pojęciem

określam

ludową,

t y c h rozważań

są r z e c z y złe,

się, że piętno k i c z u ,

ozdobie.
Z

k u l t u r y , o natrętnym p o w i e l a n i u stereotypów, o n i e s p ó j ­
K i c z „ p a m i ą t k a r s k i " d z i e l i się z k o l e i n a r ó ż n e g r u p y ;

jest

n y c h za n i e p o t r z e b n e , służących p r z e w a ż n i e t y l k o w ą t p l i ­
wej

0 k a r y k a t u r z e w z o r c ó w przejętych z i n n e g o czasu i kręgu

dla

nie

producent

się s a m a i d e a t w o r z e n i a p r z e d m i o t ó w p r z e z nas uważa­

ludowej,

K i c z „ p a m i ą t k a r s k i " j e s t czymś zgoła i n n y m . T u można
mówić

nad wyrobami,

^pamiątkarstwem",

szczególnych s y t u a c j a c h , n p . z a n i k u w s z e l k i c h i n n y c h

śladów k u l t u r y d a n e g o o k r e s u i społeczności, dzieło n i e ­

jest

k i c z u , t a n d e t y . O n n a p r a w d ę p r z e w a ż n i e l e p i e j n i e może

Nie

k u l t u r o w y m pełnym, gdzie łatwo o s t w i e r d z e n i e

już

nie

1 nie umie!
lepsze i n a w e t b. dobre. A l e w y d a j e

rzemiosła.

lekceważy,

N i e jest

felietonista,

muzyki

jest

jest

pewne

model

o

wartości

itp.),

dawną

nawyki

sztuki

i

wizualnej. Myślę
moda

o

myślą
sztukę

potrzeby,

narzucanej

przystrajania,

k o l o r u (chyba

tradycją

produkowane z

odrzucając

sztuki

jej

przez

o

potrze­

potrzebie i n ­

n a „pikasy"

wiąże

się

sprawnie,

z t y m u p o d o b a n i e m d o o s t r y c h b a r w n y c h zestawień p l u s

p r z y z a c h o w a n i u m i n i u m niezbędnych r e g u ł t z w . s m a k u ,

a s p i r a c j e d o m o d y m i e j s k i e j , nowoczesności). W z o r o w a n i e

1

kicz

„tandetny".

Artystyczny

—

robiony

poprawności w y k o n a n i a , rzemiosła. M o ż e d a w a ć
pewne

wzruszenia,

pieski,

laleczki

z

np.

sentymentalne,

buziami

słodkich

rzewne

dzieci),

potrzebę

czesności (dl. 63), b o i s t n i e j e przecież
sztuce
banału,

awangardowej,
„sposobu",

zawodowych.

170

sprowadzający

kicz

Spotykamy

produkowany
go

w

(kotki,

estełyczno-

-seksualne (np. i m p o r t o w a n e z N R D f i g u r k i
— 11. 62), m o ż e zaspokajać

odbiorcy

porcelanowe

eleganckiej

nowo­

się

na

„mieście"

jest

porcelanowe

czy z brązu, p r z y c i s k i , o b r a z y

ulega

korektom,

ale

żerujący

na

w

czasie. S p o t y k a m y

nową

prawdę

do

a

częściowo

Cepelii,

w

plastyków
sklepach

opóźnione.

Kultura

n a ścianach,

k i l i m y , mieszczański s a l o n i k s p r z e d pół w i e k u . T e n ideał

kicz

przez

oczywiście

w n ę t r z a , d o której się a s p i r u j e , t o w y s o k i połysk, f i g u r k i

wsi

i

miast, w

j e s t przecież

starcza

zawsze

istotnym

których

ogromna.

przedmioty

z

opóźnieniem

go w ś r ó d ludności w s i , m i a s t e c z e k
liczba

przybyszów

ze

Otóż s z t u k a j a r m a r c z n a do­

pożądane,

a

niedostępne

w

inny

�Sposób (gdyż i c h n i e m a l u b kosztują
drogo). Uzupełnia

lukę

istniejącą

w

sklepach

między

pytem. I s t n i e j e , p o n i e w a ż j e s t określone

podażą

zbyt

a

po­

ideale
W

zapotrzebowanie,

a

jest

po

prostu

nieudolnym,

tej to kategorii spotykamy

rzeczy

interesujące,

i

w których d o s t r z e g a m y p o z a g o r z e j c z y l e p i e j p o w i e l o n y m

handlu

spółdzielczego.

Częściowo

jest

s t e r e o t y p e m rąbek własnej t w a r z y a u t o r a , c z a s e m — j a k

producentów,

częściowo

jest

w

państwowego
winą

wynikiem

istniejącej

szechniania
Co dać w

i

handlu,

kultury.
miejsce

jednych świętych

sytuacji na naszym
Czym

nasycić

oleodruku?
innymi

rynku

istniejące

Łatwo

świętymi,

obiegu

'kopią,

rzeczy

może

w

być

którego n i e zaspokajają
to

sprzedawane

miał

tępym malowidłem.

potrzeby?

zastąpić

ale j a k

upow­
portrety

wyrugować

twórczości

tzW. n a i w n y c h —

projekcję

ioh psychiki,

i c h odrębnego świata. W twórczości „ n a i w n y c h " w y s t ę p u ­
ją zakłócenia,, k t ó r e o d b i e r a m y j a k o c i e k a w e , dające n a m
jakieś

przeżycia.

Tak

jest

z

Nikiforem,

Zagajewskim,

L a d ą , R y b k o w s k i m , Buczyńskim i i n . I c h w i z j a

jest i n ­

mieć

n e g o g a t u n k u niż środki, k t ó r y m i dysponują.

subskrybcje

dzieł

s t e r e o t y p ó w w y n i k ł o w i c h twórczości n a s k u t e k d o m i n u ­

sztuki zaspokajają m i n i m a l n y p r o c e n t p o t r z e b , p r z y

czym

jącej p o t r z e b y w y p o w i e d z i

je na rzecz m a r t w e j n a t u r y
sens?
do

Proponowane

omawianego

Toteż t r u d n o
niem cieszy

i czy t o właśnie m a

reprodukcje

środowiska

czy

praktycznie

się d z i w i ć , ż e w c i ą ż
się „ d r u g i o b i e g

nie

dużym

sztuki"

dochodzą.

zainteresowa­

— jarmark,

bazar,

Istnieje
płótnie,

potrzeba

papierze,

obrazów,

maluje

na

Rafael

i Leonardo, C o u r b e t i W i e r u s z - K o w a i s k i , C a n o v a

i Cza-

obrazki, kopie

oryginały.

Wszędzie

i

zawsze

je

przeważnie t a k s a m o ujęte. „ D o s t a w c a m i " i c h b y l i

nie

Tematy

się

same,

chórski, d e w o c y j n e

tkaninie.

więc

te

przecież

o s o b i s t e j , namiętnej,

reprodukcje

wykonują

T o t e ż j e s t t o s z t u k a w której o d c z u w a m y e m o c j e ,
i

odrębne p e r s p e k t y w y

lub b a r d z i e j s p r a w n i a m a t o r z y , w y r a n ż e r o w a n i

ale

mniej

plastycy,

istotne w

warstwę

nich

Są

też

i

twory,,

kiczowate,

a

mimo

obojętnie, wnoszą
Istnieją

konwencjonalną

są wciąż z n a c z n e ,

niektórzy m a l a r z e

obsługują

zbyt

całe p o ­

właśnie
czy

k i c z u n i e r a z się w y w o d z ą

wych ( n p . n a B r a c k i e j w

Produkcja i

jest

akademickiej

sprzedając u r a m i a r z y n a s t o i s k a c h , w s k l e p a c h k o m i s o ­
Warszawie).

obsesje

twórcy. Środowisko, t r a d y c j a —
kiczopodobne,

t o , co

przebija

przez

kiczowato-drohnoniieszczań-

s k i e j k o n w e n c j i . N i e są t o w i ę c k i c z e , m i m o i ż z t r a d y c j i

— bo

je

szczerej,

n a s k u t e k w y r a ź n e j d o m i n a n t y treści, które chcą w y r a z i ć .

sprawiają, że dzieła t e mają p e w n e c e c h y

odpust.

Zakłócenie

i

(np.

które

t o n i e możemy

bowiem

bowiem

Zagajewski).

odczuwamy
jakąś nutę

przypadki,

kiedy

jako

wyraźnie

przejść

obok

osobistą,

kicz

kompromituje

tematykę, a l e poza t y m w n o s i w

sposób j e g o r o z w i ą z a n i a

nich

szczerą.

jakiś m o m e n t n o w y ,

temat
świeży,

w i a t y (np. w N o w y m T a r g u — r o d z i n a M a j ó w ) . Są o b r a z y

a u t e n t y c z n y . P o p r z e z n a i w n e , osobiste z o b a c z e n i e t e m a t u ,

olejne n a płótnie, w r a m a c h s p r z e d a w a n e

nawet

z a 50 i 80 z ł o ­

tych! Z m i n i m a l n y m z a r o b k i e m , za t o m a s o w o .
niesieniu

do

nich

określenie

„kicz"

często

W

od­

wydaje

się

swym

Istnieje
w

więc

określonym

interesujące,
I I . 54. Ptaki i zwierzęta
poruszające
nej wodą, Łowicz,
1965 r.

się w kuli

wypełnio­

groteskowości

czy

temat, wnosi w

nieświadomej

niego

nowe

war­

tości.

n a j t r a f n i e j s z e . J e s t t o k i c z , w k t ó r y m następuje z a k ł ó c e ­
nie między ideą o b r a z u a realizacją, k i c z , k t ó r y w

nie pozbawione

k a r y k a t u r y , odświeża

sfera

dzieł

kontekście

a

nawet

kiczopodofonych,

kulturowym

inspirujące.

mogą

które

Okazać

T u powołam

się

się n a

p i e r w s z e z b r z e g u d w a p r z y k ł a d y : H a s i o r a ( i i 67) i L i c h tensteina

(al. 68), którzy

w

kiczu — jeden

w

jarmarcz­

n y m , d r u g i w c o m i c s i e — znaleźli źródło n o w y c h r o z w i ą ­
zań

twórczych.

Oczywiście

postawa

taka

nie

świadczy

o o b i e k t y w n e j wartości d o d a t n i e j dzieł, k t ó r e służyły t u
z a w z ó r inspirujący. K i c z m o ż e być p u n k t e m wyjścia n a
t a k i e j s a m e j z a s a d z i e j a k każda i n n a i n s p i r a c j a , d o z n a n i e ,
wpływ

— i

sam fakt

Lichtenstekia
Świadczy

nie

nobilitacji

oznacza

j e d n a k o t y m , że w

szukiwania
chociażby

awangardy
przez

kiczu u

jeszcze

pewnych

znajdują

w

kompromitację

Hasiora

jego

czy

rehabilitacji.
sytuacjach po­

kiczu

sojusznika,

zastanych

konwencji,

d o p r o w a d z e n i e i c h d o p a r o d i i . K i c z s t a j e się t w o r z y w e m
n a r ó w n i ze s z c z e k a n i e m

psów

czy d ź w i ę k i e m

lokomo­

tywy.
W a r t o t u też p r z y p o m n i e ć sąd W i k t o r a Szkłowskiego,
który w początkach s w e j

świetnej

l i t e r a t u r y pisał: „Sztuka w

działalności

najgłębszej

swej

teoretyka

istocie jest

i r o n i c z n a i b u r z y c i e l s k a . N o w e f o r m y s z t u k i tworzą
drogą

kanonizacji f o r m tzw. sztuki

się

wulgarnej. Puszkin

narodził się z małej s z t u k i sztambuchów; powieść w s p ó ł ­
czesna ze «strasznych o p o w i e ś c i * w r o d z a j u P i n k e r t o n ó w ,
N i e k r a s o w — z w o d e w i l u , B ł o k — z r o m a n s u cygańskiego".
Ocena
Trzeba

globalna

bowiem

strukturze

kiczu jako zjawiska

wiedzieć

kulturalnej

i

j a k działa
społecznej, a

on

n i e jest
w

łatwa.

konkretnej

działać

może za­

r ó w n o u j e m n i e , j a k i d o d a t n i o . W środowiskach p e r y f e r y j ­
n y c h , lumpenburżuazji i burżuoproletariatu — o d p o w i a d a
o n p e w n y m istniejącym

a niezaspokajanym

inaczej

po­

t r z e b o m e s t e t y c z n y m ( w w a r s t w i e n p . dekoracyjnej i sen­
tymentalnej).
Kicz

pełni

stereotypów,

rolę

negatywną,

gdyż

zabija

wrażliwość,

świeżość

przyzwyczaja

do

odbioru, znie-

171

�czuła n a p o d n i e t y i n t e l e k t u a l n e , h a m u j e r o z w ó j

kultural­

Są j e d n a k i c e c h y
ceniać, z a p e w n e
lansie

warstwy

utworu.

Funkcje

kiczu

spełniać

wtedy

będzie

o b r a z R a f a e l a , L e o n a r d a , C o u r b e t a , M i l l e t a , Chełmońskie­

n y środowiska i j e d n o s t k i .
d o d a t n i e k i c z u . N i e chcę i c h p r z e ­

n i e równoważą

k u l t u r o w y m środowiska,

cech
ale

ujemnych

dla

w

bi­

jednostek

czy

go i A x e n t o w i c z a .
nicy,

Czerwone
Kicz

wa.

J a k o k i c z mogą być o d c z y t a n i

i czarne,

bywa

i w

Dzieje

grzechu,

Dama

Nędz­
Kamelio-

n a s s a m y c h . N o r m a l n i e z k i c z u się

p e w n y c h g r u p mogą okazać się w a ż n e . M y ś l ę t u o s t a b i l i ­

w y r a s t a j a k z d z i e c i n n y c h u b r a n e k , lalek, misiów i pies­

zacyjnych

k a . A l e t a k j a k dorośli odczuwają

walorach

k i c z u . Pośpieszny, g o r ą c z k o w y

naszego życia zakłóca
stąd

masowość

nerwowego.

W

przemianom,
zmienne,

równowagę

newroz,
świecie,

gdzie

szczególnie

dobrze

psychiczną

nagminność
są

znane.

Kotwice

stabilności

bywa

nieraz

czasu.

już

tylko

szybkim

trwałe,
Dla

będzie t o d o m r o d z i n n y , m a t k a . D l a c z ł o w i e k a
oazą

układu

ulega

rzeczy

nia

człowieka,

schdrzeń

wszystko

ważne

rytm

nie­

dziecka
dorosłego

stary

i

się

ciepłe ś w i a t e ł k o p r z y t u l n e g o

inaczej,

pozytywna

0 której m ó w i m y , zostałaby o c z y w i ś c i e
Oceniając

zjawisko

kiczu, warto

n a t o , że j e s t k i c z w y p ł y w a j ą c y
kiczu znajdziemy

kiczu,

zniwelowana.

też

zwrócić

z potrzeb

nachalny, t r a k t o w a n y jako zyskowny

te mogły

wartość

serca

— scena

widzieć

te elementy

seryjną

produkcję

kawy

czy f i g u r e k

Kicz
Jest

i

odbiorze.

II. 55. Domki
w Wołominie

172

potrzeb

autentycznych.

kiczopodobne

w

półrozebranych

Należy

i n n y m planie

pseudonowoczesnych

— zwróćmy
w

z

serwisów

Najłatwiej
kliez

Tak

tępić

dotyczy

powstało

makaty

i

hasło
obrazki

rozpoznać k i c a , g d y j e s t już nlazlwtany — n i e ­
powistaje

postaciami

ciągle

i

Toteż

rozsądlne

1. N i e w y s t a r c z a

zwalczać

iwciiskia się

w

społecznego. K i c z
nuda

nieustannego

s p r a w i a , że p e w n e s f e r y
zaspokaja

właśnie

pod
kiczu

momentów.

kicz

jako

objaw.

Trzeba

kulturowego,

j e s t r e z u l t a t e m , n i e przyczyną.

2. Sterylność, często w r ę c z
(nawet

życie

wypieranie

dotrzeć d o ź r ó d e ł j e g o s u k c e s u , d o podłoża

do

baletnic.

kicz.

n u d a współczesnej

szokowania

potrzeb

i

sztuki

epatowania)

estetyczno-uczuoiowych
i

chyba

historycznie zmiennym.

Istnie­

Te

potrzeby

można

należy zaspokajać w i n n y sposób.

uwagę, istnieje n i e t y l k o w

dziele.
jednej

widzeniu

zaczęto

niż

W

płaskim

I

z życia m u s i uwzględniać k i l k a

i u Ż e r o m s k i e g o ( n p . Popioły

wyobraźni,

jeleniem".

kiczu.

i

w górach z h a r n a s i a m i ) i u P r z y b y s z e w s k i e g o c z y K a s p r o ­
typu

z

stereotypu

różnymi

kicz

dali

d o m u i t d . I t e ślady k i c z u

uwagę

Elementy

się

wzruszeń

z j e l e n i e m , pozostawiając w s p o k o j u k o t k i , p a w i e i aniołki.

wicza, w y n i k a o n j e d n a k i z k o n w e n c j i l i t e r a c k i c h epoki,
1 z

pewnego

stety,

proceder.

pobawie­

odczuwa

W a l k a z k i c z e m j e s t o t y l e t r u d n a , ż e n a ogół
„walki

zaspokajane

samo

o sobie.

wartość k i c z u leży t u n i e w
być

c z a s e m chęć

tek

k a ż d y z nas n o s i w sobie, n i e ś w i a d o m , k i e d y dadzą znać

tylko

a w kontekście, który s t w a r z a . G d y b y p o t r z e b y

pieskiem,

dzieciństwa, z i m o w e g o pejzażu, g d y dostrzeże się w

szlagier,

estetycznych

czy

p o t r z e b ę k i c z u . J a k o sygnału w y w o ł a w c z e g o

f i g u r k a , o b r a z — k o n w e n c j a d o której p r z y w y k ł . D o d a t n i a
jego w a l o r a c h

kolejką

tylko

3. K i c z

jest pojęciem

n i e j e g o w i ą ż e się z i s t n i e n i e m o k r e ś l o n e g o ideału piękna.

szklane,
posypane
pozłotką
i różnokolorowymi
pod Warszawą., 1963 г. II. 56. Broszki
plastykowe

szkiełkami,
wys. 8 i 16 cm, kupione
malowane
olejno,
z odpustów,
1965 r.

na

targu

�Granica „ p i ę k n a " w y z n a c z a
piękna przestaje

mie się ją p r z e k r a c z a
staje coraz m n i e j
4. N i e
kulturze
w

ma

— relatywizuje

jednego

więc k i c z — t o w a r z y s z
realizmu,

się

ekspresjonizmu,

5. K i c z

towarzyszy

czasu

jak

odrodzić

w

secesji,

towarzyszy
cień.

Ginie

innym.

sztuki

Jest

towarzysz

nowoczesnej.

niewiedzy.
naszej

kulturze,

jego

i s t n i e n i e m należy

jednak, choć

jest

t o trudną,

dążyć

jest

się
do

jej

częścią

liczyć.

Trzeba

eliminacji

tych

f o r m k i c z u , które w k o n k r e t n e j s y t u a c j i k u l t u r o w e j pełnią
rolę

destrukcyjną

—

zachowując

rozwijające się i n i e p o z b a w i o n e
Walka z kiczem sprowadza
podnoszenia

świadomości

formy

spontaniczne,

pewnych

walorów.

się w i ę c w s w e j i s t o c i e d o

kulturalnej

(a w i ę c i

estetycz­

nej) społeczeństwa. A ś w i a d o m o ś ć t a f o r m u j e się w l a t a c h
młodości i t r u d n o j ą
się najrozsądniejsze,
cyjnymi

zakazami

i

potem

zmienić. Toteż

zamiast

uspokajać

„walką

z

wydaje

mi

się a d m i n i s t r a ­

jeleniem",

podjąć

trud

wychowania estetycznego młodzieży w szkole, wykorzystać
możliwości p o p u l a r y z a c j i w

radio, T V , prasie ilustrowa­

nej. Nasz ustrój t e o r e t y c z n i e s t w a r z a n a j l e p s z e
takiego działania, c e l o w e g o p r o g r a m o w a n i a
sowej.

Jeśli t e g o n i e c z y n i m y ,

falnie p o z i o m

jarmarki

jeśli

obniżamy

np. audycji muzycznych

w

możliwości

kultury

radio — w i n a

to t y l k o l u d z i , k o n k r e t n y c h l u d z i a n i e s y s t e m u .

Trzeba

zmienić n a w y k i l u b j e zaspokoić i n a c z e j , l e p i e j . W
wypadkach konieczny jest p o z y t y w n y

ma­

katastro­

program

obu

działania.

II. 57, 58. Figurki
gipsowe,
odlewane
z formy,
wys. 15—17
skiego. II. 59. Zabawka
celuloidowa,
kupiona
w Warszawie,
Wyk. Spółdz. Pracy
„Twórczość"
w Częstochowie;
trąbka

docierały

i ludowej.

do

wzory

i impulsy, tyle

sztuka

Czy

sztuka

j a r m a r c z n a zaspokaja

sztuki

ludowej

że t w ó r c z o a d a p t o w a n e .
liczne

potrzeby

nowe
Obecnie

estetyczne

w s i , i w t y m sensie można m ó w i ć , że weszła n a
t r a d y c y j n e j s z t u k i l u d o w e j . Z a w i e r a też w i e l e
bliskich

estetyce

elementy,

składową. Z

jarmarcznej

Slztuka j a r m a r c z n a t o w a r z y s z y ł a i d a w n i e j sztuce l u d o w e j ,

sztuki ludowej, kicz —

Kicz-bękart s n o b i z m u i

o sztuce

się p o j ę c i e k i c z u ,

kiczu. Kicz

naszego
by

kolei

j a r m a r c z n a j e s t kontynuacją s z t u k i l u d o w e j ? I t a k , i n i e .
poprzez

modelu

wcieleniu,

Z

świado­

wyraziste.

artystycznej

jednym

granicę k i c z u . I g d y g r a n i c a

być w y r a ź n i e o d c z u w a l n a , g d y

ludowe

tradycyjnej

które można w

— jak wspomniane

sztuczne, a n a w e t
marczna

jest

w

gipsowe
swej

sztuki

ludowej,

uzasadniony

miejsce

elementów
a

nawet

sposób uznać za

już c u k r y , p i e r n i k i ,

kwiaty

b a r a n k i . A l e też s z t u k a j a r ­

masie

produktem rozpadu

a nie

k o n s o l i d a c j i , p r o p o n u j e szczątki różnych k o n w e n c j i , t a n ­
detę i k i c z , n i e t w o r z ą c ż a d n e g o p r o g r a m u
który

mógłby p r z y s w o j o n y

i oszlifowany

estetycznego,

stać się

nową

tradycją. S z t u k a j a r m a r c z n a weszła w i ę c n a r y n e k

daw­

n i e j o b s ł u g i w a n y p r z e z sztukę ludową. N i e m a n a t o m i a s t
i s t o t n y c h c e c h l u d o w e j s z t u k i i mieć n i e może. E l e m e n t y
j e j w c h o d z ą w z a k r e s z j a w i s k a , które określamy m i a n e m
wjspółcizesnej
jest

i

być

szituki
nie

ludowej.

może,

Ale

chociażby

różnic k u l t u r o w y c h i społecznych
odrębności
sztuka

a

nie

do

Nosiła

też

ludową
że

prowadzi

na swej

wyraźne

zatarcia

tradycyjna

odrębności

cechy

nie

niwelacja
do

ich kultywowania. A

l u d p w a bazowała

oficjalnej.

sztuką
dlatego

od

sztuki

regionalne.

n a t o m i a s t , który j e s t i s t o t n y m k o m p o n e n t e m s z t u k i

Kicz
jar­

m a r c z n e j , j e s t k o s m o p o l i t y c z n y , z a w i e r a o d p r y s k i różnych
k o n w e n c j i , które m n i e j l u b b a r d z i e j

szczęśliwie ze sobą

współżyją.

cm. Wyk. przed
1939 r. w fabryce
Pawła
1965 r. U. 60. Kot
w bucie,
polistyren,
z tworzywa
sztucznego.

Haneczkowwys. 8 cm.

173

�II. 61. Fragment
lady z figurkami
i wazonami
porcelanowymi
w pawilonie
przy
ul. Marszałkowskiej,
1966 r.
II. 62. Figurki
porcelanowe,
import
z NRD,
ceny 400 i 500 zł. Sklep
MHD,
Warszawa
1966 т. II. 63. Serwis
por­
celanowy,
malowany
na kremowo,
czerwono
i złoto przez
art, piast, Z. Buksowicza
z Katowic
(f-ma
„Stentyl").

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10246" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10224">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d4b25d519164e461052e1729dfccfa67.pdf</src>
        <authentication>0052f3666bfe404a151186951701ec9b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121793">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4933</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121794">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121795">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121796">
                <text>sztuka nieprofesjonalna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121797">
                <text>kicz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121798">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4572</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121799">
                <text>Kicz - sztuka jarmarczna - sztuka ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121800">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121801">
                <text>Piwocki, Ksawery</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121802">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121803">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121804">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121805">
                <text>KSAWERY PIWOCKI
Dyskusję
gramu.

znam

Daje

tylko

mi

to

z

możność e x p o s t objęcia
wania

się w

nieautoryzowanego

pewien

handicap,

całości w y p o w i e d z i

panujących

w

steno­

ponieważ
i

t y m względzie

mam

zoriento­

w

naszym

środowisku poglądach — z d r u g i e j s t r o n y j e d n a k

pozba­

wia

której

atmosfery

stenogram
chyba

dyskusji

n i e jest

wszelkie

w

żywej

stanie

możliwe

i

interesującej,

odtworzyć.

aspekty

Poiruszyła

zagadnienia

równocześnie j e d n a k — m o ż e z w i n y wstępnej
B e y l i n a — rozbiegała
nieco

bez

celu

— w

składu

i

miarę

właśnie p e w n y c h
Zacznijmy

się w
ładu.

moich

ona

kiczu,

wypowiedzi

najrozmaitszych kierunkach
Spóźniony

mój

możliwości

—

propozycji

głos

ma

porządkujących.

— tak, j a k mnie

ongiś

uczono

l w o w s k i e j s z k o l e — o d zajęcia się p o j ę c i o w ą

w

dobrej

pojemnością

słowa k i c z , j e g o hipotetyczną genezą i p r z e m i a n a m i
treści. M ó w i ę

na

wprowadzenie

„hipotetyczną",

gdyż

jego

n i e m a m czasu (ani

ochoty) prowadzić specjalnych, n a p e w n o

pracochłonnych

badań

u nas i

nad pojawieniem

indziej.

Tym

niemniej

będzie zbliżona
pojawia
w

się t e g o słowa
myślę,

że

„intuicyjna"

d o rzeczywistości.

się — n i e

cofając

się

Pojęcie

aż

do

niemieckich

kolegów,

nie

czy

gotyckiej,

a

więc

sztuki
—

wyśmiewającego

znających

„ w i e d z y " o sztuce, a l b o u V a s a r i e g o ,
gookiej

„złej"

starożytności

X V I co n a j m n i e j w . , n p . u D u r e r a ,

nieuctwo

gdzie

hipoteza

włoskiej

gdy mówi o

barbarzyńskiej.

sztuce
U

nas

p o d o b n i e pisze o sztuce średniowiecznej jeszcze S e b a s t i a n
S i e r a k o w s k i w początkach X I X w . S k a r b u c z o n e j
artystycznej

pielęgnowano

na

akademiach

wiedzy

sztuk

pięk­

n y c h , p r z y c z y m chodziło p r z e d e w s z y s t k i m o umiejętność
„ustawiania"

perspektywy,

ale

także

o

naukę

o

porcjach,

światłocieniu, o anatomię i t d . M i e s z a ł y

elementy

wiedzy

oddawania
nami

o

sposobach

obserwowanej

przekazanymi

artyści

nazywali

możemy

lesdńskiego,,

u

przez

dzieła

wyczytać

poprawnego

natury
nieuków

Schmitta

impresjonistów

w

i

antyczną.
bohomazami,

do

kano­

„Uczeni"
jak

Grabowskiego,

jeszcze

chyba l a t X I X w . N i e inaczej

wiernego

z prawidłami

tradycję

u Ambrożego

i

pro­

się t u

u

to

KieB7

siedemdziesiątych

p i s a n o jeszcze o

korespondencjach

z

pracach

Paryża.

Słowo

„kicz", „ b o h o m a z " oznaczało w i ę c sztukę n i e „ u m i e j ą c ą "
poprawnie

i

w

myśl

wypracowanych,

uczonych

reguł

naśladować w d z i e l e m a l a r s k i m l u b r z e ź b i a r s k i m
l u b u z n a n y c h za w z o r c o w e p r a c

natury

które

„przetrwały"

względów

i

uznaną

tości, a l e d l a m n i e
w

latach

dziewięćdziesiątych

XIX

w.

się

doraźnym

uważa­

wem

kicz

piętnować

„nieautentyczne",

dzieła

złe

tyce, w y p r a c o w a n e j

zaczynają

artystycznie,

n i e odpowiadające

ta trudna

pojawia

a k a d e m i c k i c h p r z e c i w n i k ó w . C i , k t ó r z y dotąd b y l i
bohomazów,

sprawa

łączy się bezpośrednio z z a g a d n i e n i e m

—

sło­

wtórne,

współczesnej

przez pionierów n o w y c h

najrozmaitszych

jakich

już

uderza

i twórców

z

Z

— chyba

i u nas s ł o w o k i c z , które, j a k o d b i t y b u m e r a n g ,
n i za „ n i e u k ó w "

wartość

względów?

M u s i a ł b y m t u zagłębić się w r o z w a ż a n i a c h z t e o r i i w a r ­

poprzedników.

Po w i e l k i m zwycięstwie impresjonistów

mają

bezspornie.

este­

kierunków.

Myślę, ż e t o j e s t i s t o t n e i d o dziś o b o w i ą z u j ą c e

słowo

hasłem

bieżących,

a więc właściwie

zawikłana

nie

k i c z u , które

i

jest

subiektywnych

polemik,

błahym.

D l a t e g o w y d a j e m i się, ż e s t r z e l a n i e d o k i c z u z a r m a t
s t r u k t u r a l i z m u a l b o łączenie u ż y c i a t e g o s ł ó w k a z p r o b l e ­
m e m świadomości a r t y s t y c z n e j , a w i ę c p s y c h o l o g i i

twór­

czości, z a s t a n a w i a n i e się n a d i n t e n c j a m i t w ó r c y i o d b i o r ­
cy

etc. n i e j e s t

przydatne.

Szczególnie

wobec

organizatorów d y s k u s j i , którzy z o r g a n i z o w a l i ją

intencji
wyraźnie

„ k i c z " j e s t t o p o p r o s t u s y n o n i m e m oznaczeń: „ z ł e d z i e ł o

pod

sztuki",

Choć w p r a w d z i e n i e k i e d y u ż y w a się d l a z j a w i s k , o które

„obskurne

artystycznej".

W

dzieło

t y m sensie

prostu zagadnieniem
t u r a l n i e zależne
był

kicz

Cybisa, W o l f a

„dzieło

zagadnienie

wartościowania

o d każdorazowych

n y c h d a n e g o czasu
innym

sztuki",

czy d a n e j

dla

wartości

kiczu jest

dzieła s z t u k i
poglądów

Tichy'ego,

czym
w

po

i na­

artystycz­

grupy artystycznej.

czy K a n t o r a . K i c z

określeniem wartościującym

bez

innym

Czym

jest

dla

m o i m odczuciu

jest

doraźnie i w

ogniu

aktual­

n e j p o l e m i k i , niechętnie przecież u ż y w a n y m p r z e z h i s t o ­
r y k ó w s z t u k i , którzy n a o g ó ł mają d o c z y n i e n i a z dzieła­
mi

178

„sprawdzonymi"

estetycznie

i

historycznie,

takimi

kątem

chodziło
jednak

zainteresowania

organizatorom,
chodzi

tutaj

dla

tego

„kiczu

samego

— j a k sądzę

jarmarcznego".

słowa

— o

„kicz",

rzecz

inną, d o której n a l e ż y też stosować i n n e m e t o d y
cia niż p r z y
Dla

r o z p a t r y w a n i u „kiczu

pisujących

wspomniałem

o

sztuce

w

to

zupełnie
podejś­

oficjalnego".

XIX

w.

— jak o tym

n a w s t ę p i e — była o c z y w i ś c i e

t y l k o jarmarczna, ale i ludowa, kiczem czy

sztuka nie
bohomazem.

Jeszcze Stanisław W i t k i e w i c z n i e m ó g ł się przekonać d o
obrazów

na

podhalańską".

szkle,

choć

Oznaczenie

tak
dzieł

wysoko
tego

stawiał

typu

„sztukę

słowem

kicz

�przetrwało z t y c h w ł a ś n i e o d l e g ł y c h czasów. P o „ r e h a b i l i ­

i

tacji" sztuki l u d o w e j

wartości, g d y ż w i d o c z n i e

zwycięskim

w

początkach

Wkroczeniu

prymitywów

—

do

słowo

naszego

panteonu

kicz

w i e k u , po

sztuki

wszelkich

zarezerwowano

już

teraz

ustalić

językiem

twórczą

leżącą

tylko dla s z t u k i j a r m a r c z n e j , n i e l u d o w e j i w t y m z n a c z e ­

zdolni

polemikach

i

kierunkami

„kicz"

artystycznymi

słowem

przeciwników

albo

autentycznej",

akademickiej

aktualnie czczona

passeistów,

obrzuca

twórców

albo

po

sztuki

prostu innej,

i modna — pozostawiono

niż

równocześnie

także

estetyczne

tak, by

je dla swych

mej

młodości

— należy

jej

podstaw,

u

uznać

jej

a

walory

formalne

Spośród w s z y s t k i c h z a w a r t y c h w s t e n o g r a m i e d y s k u s j i
wypowiedzi
wiczowej.

n a j b a r d z i e j b l i s k i m i j e s t głos p . J a m u s z k i e Kicz

jarmarczny

jest

sztuką

tyw wszelkiego

rodzaju

windowany

piedestał

na

więc o n i e s p o k o j n e j
wewnętrznej

też

wówczas

„wielkiej

n i e mógłby
sztuki".

być

Słyszymy

s t r u k t u r z e t e g o r o d z a j u dzieł, o i c h

sprzeczności

formalnej, o banalnej

powta­

peryferii,

p r o d u k t e m g r u p społecznych p o z b a w i o n y c h
k i e g o ś w i a t a " , n a oślep. T y m c z a s e m

prymi­

wolę

artystyczne,

turowych. Przejmuje

nie dlatego, że dzieła t e są n i e u c z o n e , b o przecież

poznać

będziemy

dziesięciu l a t p r y m i t y w y „ l u d o w e "

Już

ich

odbiorców.

wówczas

to określenie też d l a dzieł i n n y c h , niż czczone o d k i l k u ­
i „autentyczne".

przyjąć

mają

treściowe.

się
„nie­

kryteria

Mówiąc

niu n i e p r y m i t y w n e j . P o d c z a s g d y w

między

jej

jest

tradycji kul­

o n obce m o t y w y , czerpane

z „wiel­

— j a k głęboko

wie­

rzę — w s z e l k i e i s t o t n e wartości, także a r t y s t y c z n e ,

rodzą

się w o p a r c i u o t r a d y c j ę l u b też w

z nią

gwałtownych

s t a r c i a c h . M y ś l ę , że rację m a M a l r a u x pisząc, że a r t y s t a
n i e kształtuje

się s p o n t a n i c z n i e ze s t a d i u m dzieeiectwa»

l e c z p r z e z r o z p r a w i e n i e się z obcą, dojrzałą formą, którą

rzalności l u b „ p o w i e l a l n o ś c i " t y c h t w o r ó w . Z a r z u c a się —

poprzednicy

tej j a r m a r c z n e j

s t r u k t u r i treści z a s t a n y c h leży u p o d s t a w każdej h i s t o r i i

sztuce

ność, p o d e j r z e w a

— stereotypowość

karykatural­

się t w ó r c ó w t y c h p r a c o czystą i b e z ­

myślną interesowność,

o

dzieła

dla „maluczkich". W s z y s t k i e
w wypowiedziach
w i d z i m y , że

i

naszej

coraz

perfidnie

te elementy

produkowane
można

p o l e m i k i . Rozpatrując

częściej

od

prób

znaleźć
je

określenia

bliżej

„kiczu"

sztuki

okazali

wielkiej

prawidłowości,

czy

światu. O d r z u c a n i e
„małej".

W

Sądzę, ż e „ k i c z j a r m a r c z n y "

dziełem

charakterystycznym

przejściowym,

t y p y , a l e które jeszcze n i e umieją

W

dyskusji

wysunęli

tezę,

badacze
że

sztuki

„kicz

ludowej

jarmarczny"

i

innych.
etnografowie

jest

po

współczesną sztuką l u d o w ą , że spełnia t e s a m e
co „ d a w n a " s z t u k a l u d o w a , n a l e ż y go w i ę c
w ramach

tych

samych,

co

sztukę

prostu
funkcje

rozpatrywać

tradycyjną

warstw

ludowych. T a k j a k r e h a b i l i t a c j i podległa u p r o g u w i e k u
X X t a o s t a t n i a , t a k t e r a z nadszedł czas n a u z n a n i e w a r ­
tości t w o r ó w j a r m a r c z n y c h n o w e j , i m a s o w e j

sztuki ludo­

wej. Odrzucają

pejoratywne

i proponują
zytywnego .
1

funkcje

w

więc w

z a s a d z i e określenia

wypracowanie

kryteriów

Jeśli

sztuka

bowiem

dzisiejszym

ta

czy podejścia
pełni

określone

społeczeństwie, t o n a l e ż y

wać ją r ó w n i e s e r i o , j a k j a k ą k o l w i e k inną gałąź

Kicz
Roy

źródłem
inspiracji.
U. 67. Władysław
Lichtenstein:
Otworzywszy
ogień.

po­

Hasior:

trakto­
sztuki

Sflv,

czujemy

spójne i p r z y p a d k o w e .

k t ó r y m już n i e wystarczają

czy

pozbawionym

tradycję,

się z a g u b i e n i i n i e s p o k o j n i , , a nasze dzieła stają się n i e ­

od s t r o n y f o r m y i s t r u k t u r y uciekać się m u s i m y d o k r y ­
społecznych

asymilowanie

świecie

u g r u n t o w a n y c h przez

teriów

pozaartystycznych,

i

dla

dawne, wypróbowane

n o w y c h . Chwytają w s z e l k i e w z o r y

i n i e mogą

jest

warstw,
stereo­

stworzyć

o b c e w ł a ś n i e n a oślep

i bez sensu. N i e mają m o c y i c h p r z e t w o r z e n i a i z a s y m i ­
l o w a n i a , b o n i e mają d o czego a s y m i l o w a ć , j a k t o c z y n i l i
dawni

twórcy

ludowi.

Dlatego

myślę,

że

przedmioty

o m a w i a n e n i e są współczesną sztuką ludową, b o w a r s t w a
ich

nosicieli n i e jest

rodzi

się

dopiero

„ l u d e m " , a l e mgławicą,

nowy

układ

wartości

i

w

której

nowa

„wola

t w ó r c z a " . M a o n a ( t a w a r s t w a ) — j a k myślę — c h a r a k t e r
czasowy i p r z y dzisiejszym

t e m p i e r o z w o j u właśnie b a r ­

dzo

N i e wróżę

w

czasie o g r a n i c z o n y .

marcznej

przyszłości, b o j e j n o s i c i e l e

więc

sztuce

jar­

n i e będą — m a m

nadzieję — m i e l i czasu n a w y t w o r z e n i e własnych t r a d y c j i
i własnych stereotypów. Ł u d z ą nas t u t a j niektóre z j a w i s -

Mikołaj,

technika

mieszana,

wys.

142 cm.

1961 г. II.

68.

es

179

�П. 69. Szyld

ka,

przedwojenny.

II. 70, 71. Szyldy

j a k nip. „ d y w a n y "

malowane

przez Kotulę. Łudzą nas dlatego,

1963—1965.

n a płótnie, a

opisane

że u n a s „ l u d " jeszcze

i s t n i e j e i m a zdolność a s y m i l a c j i
choć w c o r a z m n i e j s z e j

z lat

nowych

skald. D y w a n y

treści i

form,

t e stały się jeszcze

sztuką l u d o w ą i zostały z a s y m i l o w a n e

w

jakiejś

mierze,

a l e przecież j e s t rzeczą charakterystyczną, że r o z p o w s z e c h ­
niły się o n e t y l k o n a w s i i t o w e w s c h o d n i c h
kraju.

Łudzą nas także niektóre w y t w o r y

regionach

swoim

pozio­

m e m a r t y s t y c z n y m , jakoś n a m o d p o w i a d a j ą c y m . O c z y w i ś ­
cie wśród g r o m a d y

w y t w ó r c ó w muszą się znaleźć

także u t a l e n t o w a n i , c i e k a w i , mający „coś d o

ludzie

powiedzenia"

własnego, „ a u t e n t y c z n e g o " , j a k b y chciał B e y l i n . T o artyści-prymitywi

współcześni,

którzy

przypadkiem

zabłąkali

się w ś r ó d w y t w ó r c ó w j a r m a r c z n y c h . N i e ratują o n i całości
p r o d u k c j i i n i e m o g ą pasować j e j n a n o w ą sztukę l u d o ­
w ą . Są p o p r o s t u — j a k R o u s s e a u
w i e n i a się t w ó r c z e g o z w z o r c a m i

— zdolni

do

rozpra­

o b c y m i , a l e n a własną

rękę, i n d y w i d u a l n i e ; d m y ś l ę , ż e n i e stworzą o n i n o w y c h
tradycji
I
się

„nowej

sztuki

ludowej".

jeszcze d w a z a g a d n i e n i a :
możliwością

nadania

Czerwiński

tworom

entuzjazmował

jarmarcznym

wartości p r z e z w p r o w a d z e n i e

i c h do wnętrz

wanych

t a k , mogą

jak

intelektualistów.

rozbñe f o r t e p i a n y

stawach

No

czy szafy

czy p r a s o w a n e

nowych

wysublimo­

być

t a k użyte,

n a współczesnych

karoserie

samochodów.

wy­

Z

mego

p u n k t u w i d z e n i a s z t u c z k i t e g o r o d z a j u n i e mają z z a g a d ­
nieniem

t e j twórczości

wartością

n i c wspólnego,

D r u g i m o w i e l e ważniejszym zagadnieniem
wa

s t o s u n k u t e j twórczości

czesnej.
Sztuka

Zdaje
epoki

biznes,

z

a n i także

jej

artystyczną.

m i się,
kultury

państwo,

do k u l t u r y

że

są

masowej

społeczne

to

jednak

jest

jest

masowej

spra­
współ­

rzeczy

różne.

organizowana

przez

organizacje

etc.

Zjawiska,

o których m ó w i m y , mają c h y b a c h a r a k t e r i n n y : stoją n a
peryferiach
oraz

na

jeszcze

n i e t y l k o s z t u k i współczesnej

peryferiach
żyje,

ale

sztuki

także

sztuki masowej nawet
rają m a s o w y
prawnym
swoją

na

wtedy,

ludowej,

przez duże S

tam

peryferiach

gdzie

gdy produkty jej

przybie­

c h a r a k t e r . Jest t a twórczość (biednym

dzieckiem

chłopską,

warstw,

które

straciły

małomdeszczańską,

udane

pewno

ich twory,

należy
jako

rzemieślniczą

czasów

nie­
naj­

w

zdołają się z a k o t w i c z y ć w t r a d y c j i

społeczeństw

i

będziemy

Być

i

dotąd

ciekawszych

wówczas

społeczeństw.

może

zdolni

ze
czy

nowym

udane

ich elementy
wiedliwie

historii

dokumentować

znaki

nie­

kontakt

inną tradycją — a n i e zyskały j e s z c z e o p a r c i a w
świecie. N a

oma

organizowanej

może

jakieś
nowych

ocenić

spra­

i c h w a r t o ś ć n i e t y l k o historyczną, a l e i a r t y ­

styczną, g d y ż s t a n i e się r ó w n i e ż wartością

„sprawdzoną",

niezależną o d c h w i l o w e g o w y b r y k u c z y g u s t u , m o d y
przypadkowej

czy

a n a l o g i i z jakimś dziełem „wielkiej s z t u k i " .

Fot.:
Stefan
Deptuszewski
— il. 17, 39, 52, 53, 57,
Adam
Karaś
— il. 66; Janusz
Krippendorf
— il.
Wiesława
Rolkę
— il. 68; Stanisław
Stępniewski
il. 2, 6, 14, 20; Jan Swiderski'—
il. 1, 3—5, 7—13,
19, 21—24, 26—38, 40—51, 54—56, 60, 64, 65, 67, 69,
Witalis
Wolny
— i l . 61—63;
Krystyna
Zakrzewska
il. 15.

58;
71;
—
18,
70;
—

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10233" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10211">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a40855aa9d684e3b600d6d301b48b87c.pdf</src>
        <authentication>41dbc04836085fe39b9291ddf7083762</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121640">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3185</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121641">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121642">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121643">
                <text>"Drewniana historia" Mikołaja Zagórnego" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121644">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.267-272</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121645">
                <text>Berendt, Elżbieta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121646">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121647">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121648">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121649">
                <text>Elżbieta Berendt

„DREWNIANA HISTORIA" MIKOŁAJA Z A G Ó R N E G O

rolnik,

na d t i ' y i opowiada. O wojnach, k l ę s k a c h i z w y c i ę s t w a c h , ale t e ż

szewc, cieśla, i d z i a ł a c z s p o ł e c z n y . Od p i ę c i u lat t a k ż e r z e ź b i a r z

Mieszka w Ligocie k . Oleśnicy. Mikołaj Z a g ó r n y —

o codziennej pracy i ś w i ę t o w a n i u . O swoim ż y c i u , w k t ó r y m ,

i k r o n i k a r z swoich c z a s ó w . D l a z w i e d z a j ą c y c h

jest

życzliwym

p r z e w o d n i k i e m po swojej „ d r e w n i a n e j h i s t o r i i " . Sam t a k n a z w a ł
ten

zespół

kilkudziesięciu

w najlepszy

drewnianych

figur,

zo znanych sobie s p o s o b ó w ,

poprzez

relacjonuje

które,
historię

w ł a s n ą i Polski.

powszednimi.

Jest

szczególnego. W y j ą t k o w y ,
Tak

naprawdę

rzeźbić

jednak

w

jego

życiorysie

ze
coś

niepowtarzalny" z w i ą z e k z drewnem.

zaczął

p ó ź n o , ale

drewno wciąż

było
T

W w y s o k i m , p i ę t r o w y m d o m u jeden p o k ó j n a l e ż y t y l k o

do

Na, ś c i a n a c h

zawieszono o s z k l o n ą r e p r o d u k c j ę „ O s t a t n i e j wieczerzy" i k r u c y ­
Uwagę

to zwykle b y w a , s p l o t ł y się sprawy wielkie i wzniosłe

obecne w jego m y ś l e n i u i d z i a l a m u . Ceni! je zawsze. W r ó w n y m

niego. P o k ó j t y p o w y w u m e b l o w a n i u i w y s t r o j u .
fiks.

jak

zwykłymi,

przykuwa jednak

zaimprowizowana

naprzeciwko

wejścia —. galeria. Poszeregowani na p ó ł k a c h , zabezpieczonych

s t o p n i u w ó w c z a s , gdy z a m i e n i a ł jo w t r z o n siekiery, p r z y c i n a ł
na, de*ki, j a k i wtedy, gdy

mozolnie d o b y w a ł z niego k s z t a ł t

kolejnej k a p l i c z k i czy postaci — ś w i a d k a h i s t o r i i .
U r o d z i ł sio we wsi Nowosiółki

(Tarnopolskie), Jego ojciec

g o s p o d a r z y ł na !) morgach. M a t k a — k r o j c z y m , obszywala c a ł ą

c i e n k i m d r u t e m , s t o j ą t u , na przeznaczonych sobie miejscach:

wieś, p r z y u c z a j ą c

sześciu N i e m c ó w , trzech Ż y d ó w , p i ę c i u w ó j t ó w , pięciu u ł a n ó w ,

siostry p o m a g a ł y w gospodarstwie, on wcześnie zmuszony b y ł

młynarz,

mini-sukieiikach,

dziewczęta.

Cztery

p r z e j m o w a ć o b o w i ą z k i ojca. Męską o d p o w i e d z i a l n o ś ć za r o d z i n ę
odczul już w w i r k u 12 l a t , k i e d y ojciec poszedł na w o j n ę . Dzie­

poszczególne

w

wiejskie

rolnicy,

kolejno

kobiety

krawiectwa

T

L e n i n i r e w o l u c j o n i ś c i , P i ł s u d s k i , P a p i e ż i G e n e r a ł . Gospodarz
wyjmuje

weterynarz,

do

Delikatnie

przeciera

c i ń s t w o miał

m i ę k k i m p ę d z e l k i e m , aby u z y s k a ł y w ł a ś c i w y p o ł y s k .

postacie

Wskazuje

obowiązki.

więc k r ó t k i e i лгуpolmały go zgoła, nio dziecinne

Ale

już

wtedy

modelował

po

kryjomu

zabawki,

267

�3

2

I I . 2. Kobieta

z międlicą,

w y s . 39,5 c m ; i l . 3. Marszalek

najpierw w cieście i smole, p o t e m w drownie —

najchętniej'

Piłsudski,

w y s . 37 c m

"miał d o b r ą . M i e s z k a ł a w s ą s i e d z t w i e i o d dziecka z d a w a ł a się

k a r a b i n y , szable. Ojciec, k t ó r y d o r a b i a ł j a k o cieśla, sam k i e d y ś

b y ć m u p r z e z n a c z o n ą . W n a r z e c z e ń s t w i e w y r z e ź b i ł nawet dla

w y r z e ź b i ł konie. S t a ł y w d o m u obok p o r t r e t u Cesarza Franciszka

niej k a r e t ę . Wypowiedziane przed B o g i e m i l u d ź m i sakramentalne

J ó z e f a . R z e ź b i a r s k i e p r ó b y syna t r a k t o w a ł jednak j a k o n i o u ż y -

„ t a k " — złączyło ich losy na dobre i z ł e . O n — c h ł o p a k praco­

teczną zabawę.

w i t y i szanowany we wsi, ona —• dziewczyna z nieco z a m o ż n i e j ­

M i k o ł a j u k o ń c z y ł c z t e r o k l a s o w ą szkolę p o w s z e c h n ą , p r o w a ­

szej r o d z i n y . Po p i ę c i u latach p r z y s z ł a na ś w i a t c ó r k a .

Żyli

d z o n ą przez siostry ze Zgromadzenia S i ó s t r Miłosierdzia. T a m

z dnia na d z i e ń . Ż e b y nie t r a c i ć k o n t a k t u z drewnem założył —•

wpojono m u szacunek do h i s t o r i i . D o dziś p o t r a f i

wymionić

wraz ze szwagrem i k i l k o m a c h ł o p c a m i ze w s i — z e s p ó l ciesielski.

kolejnych k r ó l ó w polskich, z p a m i ę c i recytuje austriacki h y m n ,

Pracowali dobrze i fachowo więc ludzie c h ę t n i e ich n a j m o w a l i .

rozpoczynający

R o b o t y n i g d y i i n nie b r a k o w a ł o .

zajęcia

szkolne.

Bardziej

jednak

od

wiedzy

k s i ą ż k o w e j ceni t ę , k t ó r ą d o s t a r c z y ł o m u życie. Po u k o ń c z e n i u

W

s z k o ł y t e r m i n o w a ł u szewca. W t y m zawodzie p r a c o w a ł , z przer­

września

w a m i , przez około 15 l a t . W y k o n y w a ł go solidnie, ale bez przy­

p o s t e r u n k u na skraju lasu. P o d o b n y los s p o t k a ł c a ł y o d d z i a ł ,

jemności. Wcześnie

o d k r y ł w sobie u m i o j ę t n o ś c i modelowania

drewna. Tej refleksji
użytkowy

można

to warzysz y ł a n a s t ę p n a , że k s z t a ł t czysto

wzbogacić

zdobnictwem.

Dekorował

1939 r o k u

wybuchła

w o j n a . Z m o b i l i z o w a n y •— j u ż 8

t r a f i ł do niewoli. N i e m c y zabrali go z

wysuniętego

o k r ą ż o n y przez wojska niemieckie. W r a z z i n n y m i
przerzucano

żołnierzami

go z miejsca na miejsce, przez cztery tygodnie.

więc

Ż y w i l i się p o z o s t a w i o n y m i na polach b u r a k a m i . Czasem o d g ł o d u

o t a c z a j ą c e go n a r z ę d z i a i s p r z ę t y . W y r z y n a ł k w i a t y na kosiskach.

r a t o w a ł y i c h k a w a ł k i chleba zrzucane z b a l k o n ó w K i e l c , Często­

Tkwiła w nim jakaś

c h o w y na p r z e j e ż d ż a j ą c e ,

„ c h c i w o ś ć " do pracy. N i e m ó g ł

przejść

o b o j ę t n i e kolo drewna. K s z t a ł t o w a ł jo j u ż w m y ś l a c h . W y r z y n a ł

o d k r y t e samochody

z jeńcami.

Po

tej t u ł a c z c e wysiano i c h na r o b o t y do Niemiec. Pracowali na

r a m k i do o b r a z k ó w , a p r z y pasieniu k r ó w k o n s t r u o w a ł

proste

farmach, dzieleni na g r u p y n a r o d o w o ś c i o w e . Z a g ó r n y z a c h o w a ł

m ł y n y - z a b a w k i , wprawiane w r u c h przez p r z e p ł y w a j ą c ą

wodę.

zdjęcia z n i e w o l i . Z pudelka po czekoladkach w y j m u j e s k r z ę t n i e

Nie

obserwował

przechowywane, p o ż ó ł k ł e j u ż fotografio — niemieckie d o ż y n k i ,

p r z y drogach, w swojej wsi i we wsiach s ą s i e d n i c h , o k r e ś l a j a k o

miał skąd

czerpać wzorów.

upozowany z kolegami w k o n w e n c j i dawnej f o t o g r a f i i ; on sam

„ p a r t a c k i e — j a k b ą d ź zrobione". O b s e r w o w a ł p r z y r o d ę . Ż y ł

pod drzewem, w c y w i l n y m u b r a n i u . To zdjęcie p r z e s ł a ł do d o m u .

j a k i n n i , c h o ć zawsze j a k b y więcej b y ł o w n i m wrażliwości, za­

W t e d y z w o l n i o n y b y ł j u ż z b e z p o ś r e d n i e g o dozoru. A l e nawet

chłanności,

wyobraźni.

wybierając

zajęcia,

Twarde

Kapliczki,

życie

które sprawiały

które

próbował

przechytrzyć

m u przyjemność,

a

więc

w tej wojennej poniewierce drewno w k r o c z y ł o w jego
P r z y j ę t y z o s t a ł do p r a c y j a k o p o m o c n i k stelmacha.

życie.

Ulubiony

zwiq,zane z obróbką, drewna. Z r y t m u codziennej pracy w y r w a ł a

m a t e r i a ł z a p e w n i ł m u t y m razem lżejszą p r a c ę , nieco

go w o j n a polsko-radziecka. Jako

do

ż y w n o ś ć , więcej wolnego czasu i swobody. T ę s k n o t a za r o d z i n ą ,

czterech

n i e p o k ó j o g o s p o d a r k ę nie d a w a ł y m u jednak spokoju. Postano­

osiemnastolatok

poszedł

wojska. N i e b r a ł jednak u d z i a ł u w w a l k a c h . J u ż po
m i e s i ą c a c h p o w r ó c i ł do d o m u .

W jego wsi c h ł o p c y z a k ł a d a l i r o d z i n y zazw3'czaj po powrocie
z wojska. O n z d e c y d o w a ł się na to dopiero w w i e k u 26 l a t . Ż o n ę

268

lepszą

wił s y m u l o w a ć c h o r o b ę . W y p i ł s p o r z ą d z o n y przez k o l e g ę w y w a r
z esencji t y t o n i o w e j .

B y ł skuteczniejszy niż z a m i e r z a ł .

„Przez

p ó ł r o k u g ł o w a m i się k r ę c i ł a . " J a k o niezdolny do pracy, o d e s ł a n y

�z o s t a ł do d o m u . W k r ó t c e m i a ł tego ż a ł o w a ć .

W rodzinnej wsi

p o w s t a ł a p u s t k a , k t ó r e j nie m o g ł a w y p e ł n i ć , p o w i ę k s z a j ą c a

N i e m c y w y z n a c z y l i m u f u n k c j ę furmana. Najgorsze b y ł y karne

stopniowo,

ekspedycje.

k a p l i c z k i , j a k je nazywa „ p r z y o z d o b y na ś c i a n y " . R ó ż n e .

To

wtedy

obserwował

jak

cale wsie, m o r d o w a l i ich m i e s z k a ń c ó w .

Niemcy

palili

Mógł b y ć

domy,

tylko

mil­

rodzina

córki.

Zaczął

rzeźbić.

Początkowo

się

są

to
Raz

jest to Pan Jezus, k i e d y indziej Św. B a r b a r a lub Św. R o d z i n a .

c z ą c y m ś w i a d k i e m , więc z t y m w i ę k s z y m z a c i ę c i e m opowiada

Najczęściej

0 t y m teraz, poprzez r z e ź b ę . Czasem jeździł do p o w i a t u . W i d z i a ł

w c i ą ż ten sam schemat —• s t o j ą c e j na k u l i ziemskiej, z r o z ł o ż o ­

tam

j a k h i t l e r o w c y ł a d o w a l i l u d n o ś ć ż y d o w s k ą na

samochody

1 w y w o z i l i na miejsce zbiorowych s t r a c e ń .
W t y m czasie z a c z ę ł y się p r z e ś l a d o w a n i a l u d n o ś c i polskiej

j e d n a k M a t k a Boska. W

jej w i z e r u n k u

powtarza

n y m i r ę k o m a i ł a g o d n y m u ś m i e c h e m na t w a r z y . W z o r u j e się na
stojącej

w rogu

wyrobu,

k t ó r ą kilkanaście lat temu ozdobił własnoręcznie

pokoju

starej,

gipsowej figurze

fabrycznego
wy­

przez b a n d y u k r a i ń s k i e . W obawie o życie swoje i r o d z i n y po­

k o n a n ą o b u d o w ą . Część kapliczek p o z o s t a w i ł w stanie s u r o w y m .

stanowił wyjechać.

Te, o solidnej k o n s t r u k c j i ,

Część d o b y t k u z a ł a d o w a ł na

pięć

wozów

i k o r z y s t a j ą c z t r a n s p o r t u kolejowego d o j e c h a ł do wsi Ł ę k a w i c a

z w i e ń c z o n e u g ó r y k r z y ż e m —. na­

w i ą z u j ą do p r a w d z i w y c h kaplic m u r o w a n y c h . Z d o b i ą je dodat­

k . T a r n o w a . T u , na wysiedleniu, spędził d w a lata. W rodzinnej

k o w o stylizowane o r n a m e n t y r o ś l i n n e , z a t k n i ę t e

wsi z o s t a w i ł d u ż e gospodarstwo, d o m y solidno, pod b l a c h ą , ale

liście palmowe. I n n e — p o s t a ć M a t k i Boskiej o t a c z a j ą t y l k o p ó ł ­

k i e d y po wojnie nie m ó g ł j u ż t a m p o w r ó c i ć , p o j e c h a ł do L i g o t y ,

k o l i s t ą linią czerwonych, ż ó ł t y c h i niebieskich k w i a t k ó w .

śladem, wcześniej

daleko d o m u Z a g ó r n e g o , w Ligocie, stoi t a k a kapliczka. K a m i e n ­

już

tutaj

osiedlonej, siostry. O d

początku

w

podstawę
Nie­

w ł ą c z y ł się w p r a c ę s p o ł e c z n ą . L u d z i e u f a l i m u , więc powierzali

n y słup z m e t a l o w y m k r u c y f i k s e m u g ó r y i k o l o r o w y m obrazkiem

i c z y n i ą t o n a d a l —• odpowiedzialne f u n k c j e :

M a t k i Boskiej Bolesnej za

przewodniczącego

s p ó ł k i w o d n e j , k o m i t e t u sklepowego, k o m i t e t u

mleczarskiego,

szkłem. Jak

w rzeźbie

Zagórnego

t a k i t u t a j zapobiegliwe r ę c e ludzkie — dla uczynienia jej p i ę k ­

k o m i s j i rewizyjnej. P o d c h o d z i ł do tej p r a c y z n a j w y ż s z ą p o w a g ą .

niejszą,

Poukładane

o t o c z y ł y obrazek w i e ń c e m z u p e ł n i e p o d o b n y c h chociaż sztucz­

l e ż ą w szafie u r z ę d o w e

d o k u m e n t y , rejestry.

o s o b n y m p u d e ł k u —• ordery, łącznie z n a j w y ż s z y m i ,
wymi. Podziękowania,
pełnionym

teczkami,

dyplomy. W
zamknięte

30

państwo­

p l a s t y k o w y m pudle,
lat

gospodarnego

T u , na Ziemiach Zachodnich, Z a g ó r n y p o c z ą t k o w o

W
wy­

życia.

szewcował,

p r a c o w a ł na r o l i , b y w a ł o , że w z o r o w a ł a się na n i m c a ł a wieś.
A l e t r u d n i ł się r ó w n i e ż ciesiołką. M ó g ł b y w s k a z a ć
takich

domów,

p r z y budowie k t ó r y c h

uczestniczył.

kilkanaście
Wykonał

nych,

godniejszą,

dla

plastykowych

wyrażenia

kwiatów.

Ta

własnej
sama

wdzięczności

urokliwa

—•

prostota,

l u d z k a s z c z o d r o ś ć , k t ó r a t e m u co u k o c h a ł a daje wszystko, co
najpiękniejsze

— k w i a t y i k o l o r y . N i c dziwnego, że

kapliczki

Z a g ó r n e g o cieszą się t a k i m powodzeniem. I to nie t y l k o we wsi.
K u p u j ą je przyjezdni,

znajomi.

Ś l u b y u p a m i ę t n i a Z a g ó r n y prezentami ś l u b n y m i . P o d
manym

przez

parę

młodych,

dekoracyjnym

trzy­

obramowaniem,

t e ż k i l k a , do dziś u ż y w a n y c h , w o z ó w . D l a proboszcza w Smolnej

z w i e ń c z o n y m u g ó r y napisem — „ S z c z ę ś ć B o ż e m ł o d e j parze" —

wyrzeźbił

kominiarz.

półtorametrowy

ołtarz,

przedstawiający

wizerunki

M a t k i Boskiej i Pana Jezusa.
W 1982 r o k u u m a i ł a jego ż o n a . Od 16 l a t częściowo niespraw­
na,

sparaliżowana

po

wylewie.

Tak

w i ę c na

straży

małżeńskiego

szczęścia

stoją

p o s p o ł u B ó g i , p o t r a k t o w a n y t r o c h ę serio a t r o c h ę z p r z y m r u ­
W

życiu Mikołaja

I I . 4. Młynarz

i Żyd,

Zagórnego

ż e n i e m oka, zabobonny s y m b o l powodzenia.
N a j w a ż n i e j s z a jednak, r ó w n i e ż dla r z e ź b i a r z a , jest d r e w n i a n a

w y s . 39 c m ; i l . 5. Papież

i Jaruzelski,

wys. 39,5

cm

269

�6
I I . 6. Wójt

gromadzki,

w y s . 33 c m ; Polak

i Ukrainiec,

H i s t o r i i drewnianej towarzyszy ta druga spisana na komen­

historia. Życie p o w t ó r z o n e . M ó w i , że sam l u b i p o p a t r z e ć na te
r z e ź b y . I dla niego s ą p r z y p o m n i e n i e m minionego czasu, k t ó r y

tujących

przecież o d m i e r z a ł jego los a dziś ś w i a d c z ą o n i m j u ż t y l k o ,

czenia

zamknięte

m i n i protestem

w

gablotach,

muzealno

eksponaty.

Opowiadając,

w y s . 38 c m

j ą metryczkach. U j a w n i a z a s k a k u j ą c ą

wydarzeń.

Któż

z nas

mógłby

logikę

wyjaśnić

tłuma­

zanik

mody

t ę g i c h k o b i e t , a p r z e c i e ż zniewoleni j e s t e ś m y

nawet g d y wybiega w bardzo s z c z e g ó ł o w y opis p r z e ż y ć w ł a s n y c h

p r o s t o t ą tego w y j a ś n i e n i a . Przekonuje nas do niego w i d o k

i

histo­

zasmuconej, k t ó r e j k r ó t k a s p ó d n i c a o d s ł a n i a grube, n i e k s z t a ł t n e

ryczne. Jest to jednak t a historia, k t ó r ą t r u d n o b y ł o b y n a z w a ć

uda. U ś m i e c h a się s t o j ą c a obok, zadowolona, bo s z c z u p ł a . U ś m i e ­

rodziny, przywołuje

jednocześnie

znane

wydarzenia

tej

p o d r ę c z n i k o w ą . F a k t y w a ż n e m i e s z a j ą się w niej z refleksjami

chamy się m y — o b s e r w u j ą c y te f i g u r k i . U ś m i e c h a , się ich autor.

całkowicie

Jego to t a k ż e b a w i . L u b i z a d a w a ć z a s k a k u j ą c e p y t a n i a , obserwu­

osobistymi.

Powtarzane

w

niemal

niezmienionej

postaci p r z y k o l e j n y c h w i z y t a c h , w y w o d y te s p r a w i a j ą w r a ż e n i e

je,

gotowej f o r m u ł k i . N i e w ą t p l i w i e to wszystko z o s t a ł o

o d c z y t u j e m y intencje. T a k j a k w przedstawieniu niemal iden­

dokładnie

czy w y k a z u j e m y d o s t a t e c z n ą

spostrzegawczość,

właściwie

p r z e m y ś l a n o , opis u z u p e ł n i a r z e ź b ę , t a k a b y nio p o z o s t a ł o miejsca

t y c z n y c h postaci Polaka i U k r a i ń c a . „ K t ó r y Polak, k t ó r y U k r a i ­

na n i e d o m ó w i e n i a ,

niec — p r o s z ę z g a d n ą ć ? " — w p r o s t zwraca się do nas z polece­

jakąkolwiek

niejasność.

Gdzieś u

podstaw

tej relacji o d n a l e ź ć m o ż n a z a w ó d doznany w kontakcie z i n n y m i ,

niem o d g a d n i ę c i a n a r o d o w o ś c i , rozszyfrowania j e m u wiadomej

k t ó r z y nio p o t r a f i l i r o z s z e r z y ć granicy swojego poznania. W t y m

wiedzy

ukrytej w

b r a k u wiedzy, o g r a n i c z o n o ś c i m y ś l e n i a w i d z i p r z y c z y n ę

dobrze

ich życie i zwyczaje.

nieporozumień,
w

chociażby

tego,

że p r z y b y s z ó w

ze

wielu

wschodu

Ligocie do dzisiaj nazywa się U k r a i ń c a m i . T ł u m a c z y

więc,

z nimi, przyjaźnił

wyglądzie

się, ale p r z e ż y ł

także

tragedię

poznał
przecież

konfliktów

i z b r o d n i . Miał nawet d w ó c h s z w a g r ó w U k r a i ń c ó w . N i o , popra­
wia, R u s i n ó w . „ W p r z ó d y
roku

b u d z i jego osobiste d o ś w i a d c z e n i e . O n j e d n a k

sam

sąsiadował

że P o l s k i nie b y ł o 280 l a t , cierpliwie wyjaśnia, w z a j e m n y u k ł a d
zainteresowanie

On

długo

p o m i ę d z y ludnością polską i u k r a i ń s k ą . Oczywiście

największe

zewnętrznym.
Tak

to oni b y l i R u s i n i , dopiero po

zaczęli b y ć U k r a i ń c a m i . "

Z tych wspomnień

1918

pozostała

nie t y l k o p a m i ę ć o o d m i e n n y m ubiorze. T a m t e p r z e ż y c i a wzbo­

c h ę t n i e j k r e ś l i wizję tej h i s t o r i i wielkiej — wyselekcjonowanej

g a c a j ą jego w n ę t r z e . A l e w r z e ź b a c h

i u p o r z ą d k o w a n e j , według własnego pojmowania.

uwagę

na

zewnętrzne

Z a g ó r n y zwraca, właśnie

a t r y b u t y przypisane

człowiekowi.

Tak

w y g l ą d a ł u l a u , t a k dziedzic, a t u k k o b i e t y do 1910 r o k u nosiły
„ S t r u g a n e l a l k i " s ą upozowane, o s z c z ę d n e w ruchach, usta,wione najczęściej

frontalnie, rzadziej p r o f i l e m .

O ż y w i o n e jego

wodę.

Zmieniają

się

przedmioty

towarzyszące

człowiekowi,

w y z n a c z a j ą c e jego s p o ł e c z n ą f u n k c j ę . Jest w t y m j a k i e ś zapa­

o p o w i e ś c i ą nagle, ja,k w t e a t r a l n y m s p e k t a k l u , z a c z y n a j ą odgry­

trzenie w t ę , ja,kby w t ó r n i o n a ł o ż o n ą ,

w a ć swojo role. Chocia,ż m o ż e m y m i e ć w ą t p l i w o ś c i , czy to one

Twarze s ą raczej schematyczne, bo t e ż nio ono m a j ą

czy i c h a n i m a t o r jest w n i m g ł ó w n y m a k t o r e m . Jest tego chyba

n a s z ą u w a g ę . Historia, Z a g ó r n e g o to historia c z ł o w i e k a i rzeczy,

n i e ś w i a d o m y , bo p o c z ą t k o w o pozostawia nas sa,m na, sam z r z e ź b ą ,

а raczej człowieka w ś r ó d rzeczy. N i e są, to k o n k r e t n e

p o z w a l a j ą c na swobodne d o m y s ł y — w ł ą c z a się dopiero dostrze­

j a k k o l w i e k one b y ł y p u n k t a m i ^vyjścia. T u z l a ł y się w jedno.

g a j ą c autentyczne

T o po p r o s t u — u ł a n , naczelnik

270

zainteresowanie.

warstwę

koszący.

znaczeniową.
zwracać
osoby,

�Władza

zawsze n a j b l i ż s z ą mieszkalicowi wsi b y l w ó j t gro­

n i c ą " . W komentarzach

przedstawia

więc

będących

swoje widzenie ewolucji togo u r z ę d u . P o c z ą w s z y od r o k u

1912

inaczej

madzki,

później

naczelnik g m i n y . Z a g ó r n y

po czasy w s p ó ł c z e s n e . T e n pierwszy w y s o k i ,

z laską w ręku

o b y w a ł się bez z e w n ę t r z n y c h w y z n a c z n i k ó w w ł a d z y . T y p o w a n y
na w ó j t a m u s i a ł j e d n a k o d z n a c z a ć się o d p o w i e d n i ą

prezoneją.

nie

przywołuje

w powszechnym

znajdziemy

punktu

Z a g ó r n y nazwy

użyciu.

Przekonany

odniesienia

do

jest,

jego

że

wiedzy.

„ T e n pasek bez plecy to jest siownik do z b o ż a . Innego nio b y ł o
K a l e c y — w ę d r u j ą c y o d d o m u do d o m u ż e b r a c y to t a k ż e
element

sokie, a b y nie z a b r u d z i ł go k u r z wiejskich d r ó g . N a s t ę p n y ma­

tucznika.

dawnego

życia

w s i . B y ł n i m i weterynarz

pędzący

W ten a n o n i m o w y t ł u m w k r a c z a j ą czasem postacie k o n k r e t n e ,

r o k u m a j u ż t a k ż e t e c z k ę . Czyż nio jest to lapidarnie u j ę t a , nie

w y b i t n e ze w z g l ę d u na s w o j ą rolę w h i s t o r i i : L e n i n ,

pozbawiona ironicznego dystansu, historia rozrostu

kilkakrotnie

biurokracji;

urządzeń

do 1945 r o k u " —• to o w y s i e w a j ą c y m z b o ż e z p ł a c h t y .

, , D u ż o do powiedzenia m i a ł y nawet k o b i e t y . " B u t y m i a ł w y ­
nifestuje s w o j ą f u n k c j ę o b o w i ą z k o w y m k r a w a t e m , a ten z 1980

dziś

Piłsudski,

p o w t ó r z o n y P a p i e ż . Rzeczy i ludzie z n a c z ą

czas,

z a s t ą p i e n i a o w ą , , t e c z k ą i k r a w a t k ą " — a,utentyzmu d z i a ł a n i a .

o d m i e r z a j ą kolejne etapy. N a podstawkach p o j a w i a j ą się d a t y

A u t o r y t e t u c z ł o w i e k a — sztucznym a u t o r y t e t e m

urzędniczego

—• r o k 1910, 1930, 1970. W zamierzeniu Z a g ó r n e g o d a t y gra­

a t r y b u t u . W t y m o d s z u k i w a n i u d o d a t k o w y c h z n a c z e ń nie za­

niczne. Jest to i n d y w i d u a l n a p r ó b a u p o r z ą d k o w a n i a d z i e j ó w na

stępujemy

u ż y t e k w ł a s n y i i n n y c h . Mniej istotne jest, czy przedstawiono

autora.

T a k a jest jego intencja w y r a ż o n a

opisem.

Urzędniczy poehód k o ń c z y korpulentna sylwetka współczesnego

sposoby

naczelnika, k t ó r e g o Z a g ó r n y nazywa

k i l k a n a ś c i e ł a t . Jest to wersja h i s t o r i i Z a g ó r n e g o , oparta o jego

„karykaturą".

U ł a n i — w i d y w a ł ich j u ż w d z i e c i ń s t w i e . T u t a j c w a ł u j ą
koniach,

przechadzają

się z psom, ż e g n a j ą

p r o w a d z a j ą konie. Z a g ó r n y opowiada więc o podziale
i piechoty, w y r a ż o n y m

odmiennością

k t ó r y również p a r a d o w a ł w takim

na

dziewezyny, w y ­
kawalerii

u b i o r u . O swoim

ojcu,

gospodarowania,

p r z e ż y c i a , obserwacje,
Drewniane posta,eio

Ż y d z i — „ Ż y d ó w 3,5 m i l i o n a u nas b y ł o — t r z y

miliony

jeszezo

rok,

przemyślenia.
wciąż z a l u d n i a j ą

jego w y o b r a ź n i ę ,

ale

d r e w n i a n ą h i s t o r i ę p r z e ż y w a najpiorw we śnie. To w n o c y po­
wstają

pomysły

przybliżony

mundurze.

ubiory funkcjonowały

kolejnych

przedstawień.

schemat p r z y s z ł e j

W

dzień

pracy a następnie

do j e j w y k o n a n i a . D r o w n o t r a k t u j e

szkicuje

przystępujo

z szacunkiem.

Wybiera

Niemiec na m y d ł o p r z e r o b i ł , p ó ł z o s t a ł o " — c z y t a m y w me­

takie, k t ó r e ł a t w o k s z t a ł t o w a ć . Przesusza je i ustawia do p i o n u .

tryczce do r z e ź b y p r z e d s t a w i a j ą c e j

Ż y d a . Wspomina, ich zwy­

D r e w n o , w e d ł u g niego, j a k człowiek nie m o ż e b y ć kalekie, j a k

czaje. Wra,z z i n n y m i c h ł o p c a m i b i e g a ł o g l ą d a ć ż y d o w s k i e wesela.

d o m musi m i e ć solidny fund.ament. Szkoda m u je o d r ą b y w a ć

Jego m a t k a m i a ł a ż y d o w s k i e k o l e ż a n k i i uczennice. „ Ż y d z i —

więc, g d y znajdzie

większy

to b y ł we wsi c a ł y ó w c z e s n y GS." M ó w i o sposobach zdobywania

proporcji, podwójno

sylwetki.

k b o n t a , spółce Ż y d a z m ł y n a r z e m i ż y d o w s k i e j

gehennie.

Rzeźbienie

kawałek,

r z e ź b i , dla

pojmuje ja,ko swoiste zmaganie

za,chowania

z tworzywem.

Skostruowane na w ł a s n y u ż y t e k p r a w d y w y p o w i a d a z t a k i m

Ł a t w e z w y c i ę z t w o nie cieszy. Sa,m więc wyznacza sobie t r u d n i e j ­

przekonaniem, j a k b y poza n i m i nie b y ł o i n n y c h racji. N a w e t

sze zadania, w y m a g a j ą c e doskonalenia u m i e j ę t n o ś c i . K i e d y nie

jośłi p r a w d y te s ą w zabawny s p o s ó b

jest zadowolony z k o ń c o w e g o efektu swojej pracy, p o p r a w i a

uproszczone.

Rolnicy — z wialnią, kosą, grabiami. Kobiety niosące wodę
w wiadrach umocowanych na k o r o m y s ł a c h — bo k i o d y ś
jedna

studnia

na

kilkanaście

podwórok.

Kobieta z

była

automa­

t y c z n ą p r a l k ą czyli maglem, z m i ę d l i c ą , w jogo podpisie „ t a r -

j ą t a k d ł u g o a ż o s i ą g n i e t o , co z a m i e r z a ł . W p r e c y z y j n y m od­
tworzeniu

poszczególnych

postaci

złączyło

się

cieśli i szowea. P r z y o b r ó b c e drewna n a j c h ę t n i e j

doświadczenie
p o s ł u g u j e się

n o ż e m szewskim.

I I . 8. F r a g m e n t ż y c i o r y s u pisanego w z w i ą z k u z w y s t a w ą we W r o c ł a w i u (1988 r)

272

�II.

Kolor

zastosowany w

9. Szczęść Boże młodej parze, w y s . 50,5 c m ; i l . 10.
Ułani,
wys. 28,5 c m ; i l . 11. Chrystus Pasterz, wys. 63,5 c m

przedsta­

n a w i ą z u j ą c y c h dialog z i n n y m i . W p r o s t przeciwnie. Ż y ł zawsze

wienie, bo w a ż n e jest, że w ł a ś n i e czerwone korale z d o b i ł y s t r ó j

części prac u w i a r y g o d n i a

w ś r ó d l u d z i i dla nich. O t w a r t y , w ł ą c z a j ą c y się w i c h p r o b l e m y ,

l u d o w y a u ł a n m i a ł m u n d u r niebieski. B a r w a d o p e ł n i a p r a w d ę

społocznik. W spisanym przez siebie w y z n a n i u , p r z y g o t o w a n y m

h i s t o r y c z n ą , nie z a s t ę p u j ą c

na w y s t a w ę w M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m we W r o c ł a w i u , zapewnia,

modelunku.

że nie jest w a r i a t e m . R z e ź b i , aby z a t r z y m a ć m i n i o n y czas i aby
M i k o ł a j Z a g ó r n y nie m a w sobie nic z samotnika, t y c h n a t u r
s k r y t y c h , p e n e t r u j ą c y c h w ł a s n e w n ę t r z e , t y l k o poprzez s z t u k ę
)0

nie m i e ć godzin nadliczbowych. Po p r o s t u : „ T a k te czasy pa­
m i ę t a m i takie m i się s t r u ż e . M a m l a t

Fot.: Jan Świderski (2—11)

86."
11

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10232" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10210">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0d0813ce2542bba4566f76400b328fba.pdf</src>
        <authentication>bf7c094745b29525832d22e354c8d186</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121630">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3190</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121631">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121632">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121633">
                <text>Jackowi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121634">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121635">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121636">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121637">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121638">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121639">
                <text>Ludwik Stomma

JACKOWI

należy

s ł o n i k i — m a l e ń k i e i r ó ż o w e . . . Wybaczcie p a ń s t w o , ale c h y b a

jako takiego, p o w i a d a fenomenolog. N i e m a s ł o n i „ j a k o t a k i c h " ,

P o w r ó ć m y jeszcze do t e o r i i s ł o n i a . S ł o n i a p o z n a w a ć

sami rozumiocio, żo to wszystko a n i fenomenologa, a n i s t r u k -

odpowiada s t r u k t u r a l i s t a , są. t y l k o

t u r a l i s t y o b c h o d z i ć nio m o ż e .

ż e n i a . Dlaczego s ł o ń m a
Jacek

Olędzki

ich u s p o ł e c z n i o n o

t r ą b ę ? — z a p y t y w a ł na

(przynależność

metodologiczna

wyobra­
egzaminie

nieokreślona)

Dlatogo

i z a r ó w n o fenomenolog, j a k i s t r u k t u r a l i s t a o k a z y w a l i się bozr a d n i wobec t a k p e r f i d n i e s f o r m u ł o w a n e g o p r o b l e m u . —

Dla­

czego s ł o ń m a t r ą b ę ? — ż e b y się F r e u d d z i w i ł . S k ą d i n ą d f a k t o m
jest jednak, że s ł o ń t r ą b ę r z e c z y w i ś c i e posiada.

Ma

duży

słoniom

a d r e s o w a ć się do

Aleksandra

D o m e n ą Jacka jest sztuka (jak j ą z w a ł , t a k j ą z w a ł — niomaly

tu

istniojo m ę t l i k

terminologiczny) n a i w n a .

r ó ż n i się ona o d s z t u k i o k r e ś l a n e j najczęściej

również

d w a k ł y z k o ś c i s ł o n i o w e j , o d s t a j ą c e uszy, jest bardzo

radziłbym

Jackowskiego.

fesjonalnej",

Tym

mianem

iż o ilo t a druga realizuje n a j c z ę ś c i e j

toorotyczne l u b o m i t u j e

znaki,

których

zaś

„pro­

założenia

interpretacja

pozo­

i dlatego rzuca się w oczy. A j a k j u ż w oczy kolo, to spokoju nie

stawiona

zazna. P r z y j d ą

swojej istocie o p o w i e ś c i ą . J a k o t a k a m o ż e b y ć o c z y w i ś c i e w y ­

fenomenolog

zo s t r u k t u r a l i s t a , p o t o m

joszczo

zostaje o d b i o r c y , sztuka

n a i w n a jest w

najgłębszej

t a k i O l ę d z k i ( p r z y n a l e ż n o ś ć metodologiczna n i e o k r e ś l o n a ) i za­

dana n a ż e r s t r u k t u r a l i s t y i fenomenologa. J a c k o w s k i i n n ą w y ­

czną deliberować.

b r a ł jednak

W Afryce jest s ł o ń symbolem siły, p o m y ś l n o ś c i , d ł u g o w i e ­

dyrektywę metodologiczną. Postanowił

opowieści

po p r o s t u w y s ł u c h a ć . S ą s ł u c h a n i a i s ł u c h a n i a . P o m i ę d z y n i m i

c z n o ś c i i m ą d r o ś c i , ale r ó w n i e ż g w a ł t o w n o ś c i i b r z y d o t y (u n i -

s ł u c h a n i e r o z u m i o j ą c e jest s ł u c h a n i e m ogromnie r z a d k i m . N i e

geryjskich

niezgrabność

w i e m , czy się Jacek z darem t y m u r o d z i ł , czy w y p r a c o w a ł go

(słoń w sklepie z p o r c e l a n ą ) , w A z j i przeciwnie, w y c h w a l a się

w mozole i w gruncie rzeczy niewiele m n i e to obchodzi. Czekam

jego o s t r o ż n o ś ć i s t a b i l n o ś ć . S ą o s ł o n i a c h rozliczne p r z y s ł o w i a :

t y l k o n a chwile, g d y o d k ł a d a swoje naiwne cacka i t o co u s ł y ­

Ibo). W

E u r o p i o przypisuje m u

się

1

„ K t o s ł o n i a na uczte. p r o s i , g ł ó d do d o m u w p r o w a d z a " , „ S ł o ń
2

3

m y s z y nie c h w y t a " , „ B u s z od s ł o n i a s i l n i e j s z y " , „ N i e h a ń b a
4

u c i o k a ć przed s ł o n i e m " , „ I s ł o ń p o ś l i z g n i e s i ę n a r ó ż y "

5

etc.

szał :
„ G ł o ś n o i dzieciom i sobie p o w t a r z a .
A w i a t r kołysze zielonymi

liśćmi

S ł o ń wspiera glob, s ł o ń t r z y m a w t r ą b i e k o r o n ę , s ł o ń a sprawa

I

polska. S ł o ń t u i t a m .

Słoń w y s ł u c h a n y i z r o z u m i a n y przostajo b y ć n i e z g r a b n ą

A co na to s ł o ń ! ?
Zapytywać

c ę t k i ś w i a t ł a b i e g a j ą po t w a r z a c h . "

6

górą

szarego m i ę s a . Staje się s ł o n i e m , do k t ó r e g o m a s i ę stosunek,

słonia, jakim

jest, s t a n o w i o c z y w i ś c i e

próżny

stajo się s ł o n i e m p o d m i o t o w y m . N i o znam się n a teoriach t y ­

t r u d . Słoń m a male oczka osadzone z p r z o d u . W i d o k od t y ł u

c z ą c y c h się s z t u k i n a i w n e j . N i e p o t r a f i ę r o z r ó ż n i ć ucha R e i n -

z a s ł a n i a j ą m u uszy. Co gorsze

fussa od nosa K u n c z y ń s k i o j

nie m a na świecie t a k

dużego

—

Irackiej.

Wiem

natomiast

iż

d z i ę k i J a c k o w i dziwno Chajcowo p o t w o r y , szopki

Pioluszcza-

więc, j a k i m jest i n i g d y się nie dowie. Słoń nio d o m y ś l a się nawet,

k o w e , kopie

Ociepkowe

że jest organizmem w i e l o k o m ó r k o w y m , bo k o m ó r k i — j a k na­

k7*asnoludy w t a r g n ę ł y nie t y l k o do mojego ż y c i a . Ze d o s t a l i ś m y

p i s a ł E l i a d e — w i d a ć dopiero w m i k r o s k o p i e , a słoń m a za d u ż e

o d e ń w prezoneio n o w y w v m i a r rzeczy.

zwierciadła

łapy,

ż e b y się s ł o ń m ó g ł w n i m p r z e j r z e ć . S ł o ń nie w i e

żeby

manipulować

tak

subtelnym

aparatem,

Więckowo,

widoczki

Nikiforowe

czy

O c z y w i ś c i ? , o p o w i a d a j ą c , zmuszeni j e s t e ś m y do

więc

nazywania

nie m o ż e sobie n a s t a w i ć o s t r o ś c i . P r z e c i ę t n y s ł o ń nie w i e t a k ż e ,

a w i ę c k l a s y f i k o w a n i a , do p r z e k ł a d a n i a z j ę z y k a na j ę z y k . Sta­

dlaczego m a t r ą b ę i n i g d y nie c z y t a ł F r e u d a . P y t a n i o „ a eo na

je w i ę c Jacek przed t y m s a m y m p r o b l e m e m a d e k w a t n o ś c i , k t ó r y

to

s p ę d z a sen

słoń"

jest

więc

właściwie

czystym

przykładom

retoryki,

g d y ż z g ó r y w i a d o m o , że nie s ł y s z a ł o n nic o symbolach, ani
fenomenologii, ż e w i ę c p o p r o s t u nie m a z n i m o c z y m g a d a ć .
zapewne o p o w i e d z i e ć ,

ż e wczoraj p o d r a p a ł

struktu­

się o t y m za k a ż d y m razem, k i o d y sam z n a l a z ł e m się w s y t u ­

się w

gdy k o i ł a m n i e magia Jackowego s ł u c h a n i a . S ł u c h a n i a dobrego.

buszu, że jego m ł o d a (studwudziestoletnia — u słoni t o s i ę ina­
czej liczy) kochanka p u ś c i ł a go k a n t e m , żo n a j p i ę k n i e j s z ą

Goodenough'a,

acji s ł o n i a — niowysluohanogo, ze s m u t k a m i na s ł o n i o w ą m i a r ę ,

B o co w ł a ś c i w i e m a s ł o ń do powiedzenia ?
Mógłby

z p o w i e k Levi—Straussa,

r a l i s t y i fenomenologa. J a k go r o z w i ą z u j e ? — P r z e k o n y w a ł e m

rzeką

T o p r a w d a , że wprowadzenie do n a u k i p o j ę c i a d o b r o c i i to
jeszcze dla zdefiniowania m o t o d y jest zabiegiem nio t y l k o r y ­

jest L u a n g w a (wprawdzie k u z y n wołi L i m p o p o , ale on się nio

z y k o w n y m , ale przede w s z y s t k i m n a i w n y m , Lecz m o ż e t u w ł a ­

zna), ż e k i e d y n a d K i l i m a n d ż a r o błyszcza, g w i a z d y c h w y t a go

ś n i e klucz do t a j e m n i c y ? M o ż e dla zrozumienia s z t u k i zwanej

czasami j a k a ś cholerna, n i e w y t ł u m a c z a l n a t ę s k n o t a za

n a i w n ą potrzobna b y ł a t a d o b r o ć , k t ó r ą t a k c z ę s t o z w y k l i ś m y

innym,

n i e s ł o n i o w y m ż y c i o m , że od czasu de czasu, wieczorem dopada
r

też za n a i w n ą p o c z y t y w a ć , a k t ó r a jest t a k w i e l k ą J a c k a s i ł ą ;

go duszn3 strach przed c h o r o b ą , s t a r o ś c i ą , s a m o t n o ś c i ą i ś m i e r ­

S ł o n i pocieszeniom, s z t u k i n a j g ł ę b s z y m odczuciem, naszym nie­

c i ą , że n a j w s p a n i a l s z ą r z e c z ą na świecie s ą dopiero co narodzone

spłaconym

długiem.

P R Z Y P I S Y

1

Nowa Księga przysłów polskich,
"tamże
Proverbes, sentences et maximes,
ekie).
3

Warszawa 1972, t . 3, s. 321

4

5

Paris 1980, s. 469 (nigeryj-

6

t a m ż e , s. 237 (syjamskie),
t a m ż e , s. 189 (perskie).
Czoslaw Miłosz, Przy piwoniach,

wers 10—12.

5
I

�Stanisław Mossakowski

ANTYCZNE I RENESANSOWE WZORY DEKORACJI WAWELSKIEJ
„PORTA TRIUMPHALIS"

Nie

negując

cześnie

ogólnej

pozostawiając

do

słuszności t y c h

ideowych jakie b y ł y , względnie m o g ł y
wianym

dziołem

przez

wypowiedzi

osobnego o m ó w i e n i a

i jedno­

sprawę

być, wiązane

króla-fundatora

oraz

treści

z oma­

projektującego

a r t y s t ę , p r a g n ę z a j ą ć się t u t a j pochodzeniem m o t y w ó w

boga­

tej dekoracji wawelskiego p o r t a l u , a w szczególności r o z p o z n a ć
te z n i c h k t ó r e p o w s t a ł y , j a k się zdaje, w n a w i ą z a n i u do k o n k r e t n y o h dzieł s t a r o ż y t n y c h .
J e ś l i p r z y j m i e m y , ż e zamierzeniem t w ó r c ó w b y ł o r z e c z y w i ś ­
cie

naśladowanie

na

Wawelu

form

antycznej

bramy

trium­

falnej, to uproszczona redakcja j e j jednoprzelotowego schematu
z p i l a s t r a m i zamiast k o l u m n , o trzonach w y p e ł n i o n y c h p ł a s k o ­
r z e ź b ą , bardzo l u ź n o n a w i ą z u j e do r z y m s k i c h ł u k ó w
nych, p e w n ą analogię znajdując

triumfal­

jedynie w pilastrowym

łuku

Septimiusza Sewera na r z y m s k i m F o r u m B o a r i u m , k t ó r y z n a n y
jest p o d n a z w ą 1'Aroo degli A r g e n t a r i . * P o w t a r z a ona n a t o m i a s t
rozpowszechniony j u ż p o d ó w c z a s
W

typ

zakresie dekoracji stosunkowo

renesansowego p o r t a l u .
najodleglejsze

od

wzo­

r ó w a n t y c z n y c h s ą kandelabrowe o r n a m e n t y niewielkich p ł y c i n
w ościeżach arkady, a t a k ż e p o m y s ł wypełnienia cokołów
p i l a s t r a m i przez postacie a m o r k ó w - t a r o z o w n i k ó w ,

które

pod
tutaj

t r z y m a j ą owalne tarcze z h e r b a m i P o l s k i i L i t w y ( i l . 1, 7). M o ­
t y w t e n s t a n o w i w y r a ź n e n a w i ą z a n i e do t r a d y c j i j a k a u k s z t a ł ­
t o w a ł a się p o d konieo X V i na p o c z ą t k u X V I w i e k u w a r c h i ­
tektonicznych
ków.

5

obramowaniach

zwłaszcza

rzymskich

nagrob­

Poza a m o r k ó w , o r o z s t a w i o n y c h nogach i podniesionych

s k r z y d ł a c h , a t a k ż e fizjonomia

upodabniają

je do jednego z

d w ó c h p u t t ó w z t a r c z a m i h e r b o w y m i j a k i e p o w s t a ł y we
renckim
a

1613

warsztacie

Benedetta

da

Rovezzano

flo­

(między

1506

r . ) z przeznaczeniem dla mauzoleum ś w . J a n a

Gwal-

6

b e r t a w B a d i a d i Passignano ( i l . 8 ) . N a t o m i a s t plastyczne k o ­
s m y k i i c h b u j n y c h w ł o s ó w z d a j ą się ł ą c z y ć cechy f r y z u r
tycznych

rzymskich

posągów:

młodocianego

i A n t i n o u s a , p r z e c h o w y w a n y c h p o d ó w c z a s we F l o r e n c j i .
formy

draperii,

pleców,

charakterystycznie

zdradzają

znajomość

rozwianej

an­

„Oktawiana"
na

7

Także

wysokości

podobnie p o t r a k t o w a n y c h

szat

postaci przedstawianych n a p ł a s k o r z e ź b a c h s t a r o ż y t n y c h , szcze­
Okazale obramowanie a r k a d y w e j ś c i a do k a p l i c y

Zygmun-

g ó l n i e s t u d i o w a n y c h przez a r t y s t ó w renesansowych. M a m

t o w s k i e j , o detalach r z e ź b i a r s k i c h c z ę s t o m a ł o c z y t e l n y c h w s k u ­

m y ś l i z w ł a s z c z a p e r s o n i f i k a c j ę Lata

t e k u b y t k ó w spowodowanych rozpadem n i e t r w a ł e g o k a m i e n i a

sće C o n d ó w C h a n t i l l y

piaskowcowego,

się w R z y m i e ( i l . 9 ) .

równocześnie

słabo

widoczne

spoza

laskowania wysokiej k r a t y z b r ą z u , w n i e w i e l k i m
p n i u z w r a c a ł o d o t ą d u w a g ę badaczy ( i i . 1—3,

gęstego

t y l k o sto­

7, 1 0 — l l ) .

1

Jego

na

z c o k o ł u kandelabra w M u -

(1 w.n.e.), k t ó r y p i e r w o t n i e

znajdował

8

R z y m s k i r o d o w ó d a n t y c z n y m a r ó w n i e ż p a r a k a p i t e l i ozdo­
bionych głowami b a r a n ó w , k t ó r y c h rogi stanowią

zawieszenia

schemat a r c h i t e k t o n i c z n y w postaci p a r y p i l a s t r ó w n i e o r t o d o k s y j -

dla g i r l a n d y o w o c ó w u j ę t e j w s t ę g a m i . Jak

nego p o r z ą d k u k o m p o z y t o w e g o , u s t a w i o n y c h n a w y s o k i c h

n a i n n y m miejscu z a z n a c z y ć , ich rzadko s p o t y k a n a forma sta­

kołach i dźwigających

belkowanie k o r y n c k i e z i m p o s t a m i

osiach p o d p ó r , n a s u n ą ł n i e g d y ś L e c h o w i
jarzenie z ł u k i e m t r i u m f a l n y m

Kalinowskiemu

o j e d n y m przelocie.

j ą c do tego s p o s t r z e ż e n i a a u t o r p r a c y o w ą t k u

2

co­
na
sko­

Nawiązu­

triumfalnym

w t r e ś c i dekoracji b u d o w l i , J e r z y K o w a l c z y k , d o s z e d ł z k o l e i
do w n i o s k u
nej

jest

mauzoleum

władcy-imperatora,

k t ó r y b y ł „ c e s a r z e m w s w o i m k r ó l e s t w i e " (...). W
z n a l a z ł y się geniusze c h w a ł y z p o c h o d n i a m i na
łuków triumfalnych:

króla,

przyłuczach
podobieństwo

T y t u s a , T r a j a n a czy Septimusza Sewera

w R z y m i e " a „ n a pilastrach... repertuar i n s t r u m e n t ó w i n a c z y ń

t e l i d a t o w a n y c h na
występującymi
dnie o ł t a r z y

okres wczesnego cesarstwa z

często

na

da Sangallo.

które rysował m.in.

Ze s t a r o ż y t n o ś c i w z i ę t y jest t a k ż e nie
w t ó r z o n y niomal

t y l k o sam

arkady

lecz r ó w n i e ż ich specyficzna stylizacja, k t ó r ą J a n

Antoniewicz

po­

d o s ł o w n i e na wejściowoj ścianio w n ę t r z a k a p ­

wywodził

z

renesansowej

rzeźby

Bołoz

padewskiej,

a

J u l i a n Pagaczewski z p ł a s k o r z e ź b Agostina d i Duccio w Perugii
i w Rimini.

n a ś l a d o w a n e j przez f i g u r ę po p r a w e j stronie, z o s t a ł a

3

motyw

( i l . 2—3),

związanych z o b r z ę d e m triumfalnym...: panoplia, misy i dzbany,
w kapitelach".

wzglę­
Giuliano

9

u s k r z y d l o n y c h postaci w p r z y ł u c z a c h
licy,

kapi­

motywami

postumentach k a n d e l a b r ó w ,

a n t y c z n y c h , dzieł

tarcze z g ł o w ą M e d u z y , r o g i o b f i t o ś c i , g ł o w y b a r a n ó w , z w i e r z ą t
ofiarnych

okazję

n o w i p o ł ą c z e n i e w z o r ó w z a c z e r p n i ę t y c h z pewnego t y p u

że „ P o r t a l wejściowy w kształcie b r a m y triumfal­

zapowiedzią

już miałem

z

1 0

O g ó l n a k o m p o z y c j a lewej postaci, m n i o j udolnie

płaskoraeźby

zdobiącej

lewe p r z y ł u c z e

elewacji

przejęta
północnej .

�P o r t a l k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j : i i . 1. P o m i a r F . P o k u t y ń s k i e g o z r. 1865; i i . 2. F r a g m e n t części l e w e j ; i l . 3.
F r a g m e n t części p r a w e j

ł u k u K o n s t a n t y n a w R z y m i e , co jest widoczne z a r ó w n o w u k ł a ­
dzie szat j a k t e ż w u j ę c i u g ł o w y i t y p i e uczesania ( i l . 4 ) .
wet

owalne f o r m y

szerokich r ę k a w ó w j a k i c h

nie

Na­

znajdujemy

na reliefach ł u k u K o n s t a n t y n a (zbliżone do szarf
k o r p u s y t a r c z o w n i k ó w na

1 1

Vendramin

deł stylu

Załozieckiego

reliefów

do

poszukiwania w W e n e c j i
12

wawelskich ), stanowią

d o b n y c h r ę k a w ó w postaci w p r z y ł u c z u p o r t y k u
zwanej P o r t i c o dei Caccabari. R u i n y

źró­

przetworzenie
krypty

toj antycznej

po­

Balbi

rzymskiej

b u d o w l i , d z i ś j u ż nio i s t n i e j ą c e , znano s ą z ó w c z e s n y c h r y s u n k ó w

Lata

w R z y m i e , a obecnie znajduje się w zbiorach Palazzo dei Cons e r v a t o r i na K a p i t o l u ( i l . 5 ) .
Trzony

oplatających

nagrobku doży Andrea

— о к . г. 1495, dziele b r a c i L o m b a r d i c h — co n i e g d y ś s k ł o n i ł o
Włodzimierza

p ó ź n o a n t y c z n y ł u k z w a n y 1'Arco d i Portogallo p r z y v i a

jak

pilastrów

1 5

wewelekiej

„porta

triumphalis" zostały,

j u ż m ó w i l i ś m y , w y p e ł n i o n o p ł a s k o r z e ź b a m i w formie

wieszonych

na

wstęgach

zestawów

uzbrojenia

(il.

za­

10—11).

D e c y d u j ą c się na t a k ą d e k o r a c j ę p r o j e k t a n t k a p l i c y

Zygmun­

towskiej n a w i ą z y w a ł m o ż e nie t y l e do s k r o m n y c h p ł a s k o r z e ź b
panopliowych
Argentari,

na

pilastrach

fasady

rzymskiego

ГАгсо

co do d z i e ł m u w s p ó ł c z e s n y c h , t a k i c h n p . j a k

portale a p a r t a m e n t ó w p a ł a c u książęcego w Urbino

degli
trzy

(ok. 1472—

m . i n . Giuliana da Sangallo, a i c h s t r u k t u r a i dekoracja szeroko

1482, zapewne A m b r o g i o B a r o c c i ) , w s p o m n i a n a P o r t a Capuana

o d d z i a ł a ł y na r e n e s a n s o w ą s z t u k ę w ł o s k ą , w t y m na

w N e a p o l u czy s z c z e g ó l n i e bliskie p o d w z g l ę d e m t y p o l o g i c z n y m ,

Bramantego i Rafaela.
Figury
i na

bo z p a n o p l i a m i na t r z o n a c h p i l a s t r ó w , portale n e a p o l i t a ń s k i c h

13

przedstawione n a

portyku

krypty

Z reguły trzymają

twórczość

rzymskich

łukach

triumfalnych

B a l b i t o personifikacje V i c t o r i i

one

wojenne trofea n a

długich

(Nike).

żerdziach,

k a p l i c : r o d z i n y Carafa d i San Severino w kościele

S. Domenico

Maggiore (1508, 1512—1516, R o m o l o d i A n t o n i o da Senttignano)
i r o d z i n y Teodosi w katedrze (pocz. X V I w . ) .

1 6

Wreszcie

nie

sztandary, w i e ń c e laurowe, p a l m y czy g i r l a n d y . T a k i e w ł a ś n i e ,

m o ż n a z a p o m n i e ć , że podobne dekoracje panopliowe znane j u ż

wzorowane na

były

antycznych,

trofea

na

żerdziach

znalazły

w r ę k a c h V i c t o r i i w p r z y ł u c z a c h P o r t a Capuana w
wzniesionej z polecenia k r ó l a F e r r a n t e I

się

Neapolu,

aragońskiego

przez

Giuliana d a Maiano (ok. r . 1484), jednej z najokazalszych rene­
sansowych b r a m
tektonicznym

triumfalnych,

szczególnie bliskiej

w

ogólnym
portalowi

schemacie
kaplicy

archi­

Zygmun­

w

Krakowie,

wprowadzone

przez

Franciszka

Florent-

c z y k a n a p i l a s t r a c h niszy n a g r o b k a k r ó l a J a n a O l b r a c h t a i w
o b r a m i e n i u jednego z o k i e n t z w . D o m u K r ó l o w e j (1502—1506).
We
mentów

wszystkich t y c h
starożytnego

dziełach panoplia składają
uzbrojonia

rzymskiego

17

się z ele­

(oddawanych

z m n i e j s z ą l u b w i ę k s z ą w i e r n o ś c i ą ) locz n a j c z ę ś c i e j przeplatane

t o w s k i e j ( i l . 6 ) . ' * F i g u r y k r a k o w s k i e u n o s z ą j e d n a k nie

trofea

lecz zapalone pochodnie. E l e m e n t ten r ó w n i e ż m o ż n a

wiązać

d a t o r ó w ) . N i c więc dziwnego, żo nie u d a ł o się w ś r ó d n i c h odna­

są motywami współczesnymi,

renesansowymi

(m.in. herbami fun­

z o d d z i a ł y w a n i e m dzieł a n t y c z n y c h . M y ś l ę t u t a j nie t y l e o t a k

leźć identycznego l u b podobnego j a k w k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j

częstych

na

Geniusza

Snu

rzymskich
(Somnus)

sarkofagach
lub Śmierci

chłopięcych

postaciach

zestawu b r o n i s t a r o ż y t n e j , k t ó r a na

z odwróconą

pochodnią,

szczególną erudycję

lecz przede w s z y s t k i m o uskrzydlonej ż e ń s k i e j
Aeternitas

na

płaskorzeźbie

wyobrażającej

personifikacji

apoteozę

wej Sabiny, ż o n y H a d r i a n a , dziele k t ó r e do r .

1662

naszym portalu

zdradza

antykwaryczno-archeologiczną.

J u ż Jerzy Kowalczyk

z w r ó c i ł u w a g ę na

kolisty

medalion

cesarzo­

w i d o c z n y n a p ł a s k o r z e ź b i e lewogo p i l a s t r a ( i l . 10-b), z p r z e d

zdobiło

stawieniem t r i u m f u i m p e r a t o r a s i e d z ą c e g o na r y d w a n i e zaprze-

�g n i ę t y m w p a r ę k o n i i s t w i e r d z i ł jego z w i ą z k i z p o d o b n y m i przed­
s t a w i e n i a m i na

numizmatach rzymskich. Bliższe

rozpoznanie

t y c h z w i ą z k ó w u t r u d n i a j e d n a k s ł a b a c z y t e l n o ś ć zniszczonego
reliefu.

18

Wzmiankowana

przez

tegoż

autora

ozdobna

misa

i dzban, w i d n i e j ą c e n a tej samej w y s o k o ś c i na pilastrze p r a w y m
( i l . 11-a), u j a w n i a j ą

p o d o b i e ń s t w o do p r z e d s t a w i e ń r z y m s k i c h

n a c z y ń o f i a r n y c h w y r z e ź b i o n y c h na m e t o p a c h nie i s t n i e j ą c y c h j u ż
dzisiaj s z c z ą t k ó w Basilica A e m i l i a na F o r u m R o m a n u m , studio­
w a n y c h m . i n . przez Giuliana da S a n g a l l o
z I

19

oraz na

sarkofagu

w.n.e., n i e g d y ś w zbiorach rzymskiego Palazzo

Cafarelli

(obecnie w Berlinie), b ę d ą c y c h p r z e d m i o t o m r y s u n k u w kode­
ksie E e k u r i a l s k i m .
Łatwiejsze

do

20

rozpoznania

eharaktorze m i l i t a r n y m .

są

pierwowzory

Nałoży przy t y m

motywów

zaznaczyć, że

o
po­

w t a r z a j ą się one t y l k o w y j ą t k o w o . Oba p i l a s t r y r ó ż n i c u j o t a k ż e
f a k t , iż w ś r ó d p a n o p l i i lewego i g r a j ą nagie p u t t a u j ę t o w uroz­
I I . 4. V i c t o r i a , p ł a s k o r z e ź b a

z łuku

Konstantyna w

Rzymie

m a i c o n y c h p o l a c h i p o d t r z y m u j ą c e rozwiane k o ń c o szarf, czogo
b r a k na pilastrze j ' r a w y m . M i m o to p ł a s k o r z e ź b y obu p i l a s t r ó w
zachowują

równowagę

kompozycyjną,

siedom n i e m a l r ó w n y c h c z ę ś c i .

21

gufrowanymi

na

szarfami,

które

dając

się p o d z i e l i ć

na

S ą one p o w i ą z a n o o z d o b n y m i
pilastrze l e w y m

trzyma

ustach l i ś c i a s t y maszkaron (z g a t u n k u t y c h jakie pod
s z t u k i r z y m s k i e j — z w ł a s z c z a dekoracji

w

wpływem

wewnętrznych

gzym­

s ó w ł u k u Septimiusza Sewera na F o r u m R o m a n u m —

rozpo­

22

w s z e c h n i ł y się w ornamontyco nio t y l k o
pilastrze p r a w y m zawieszone s ą na

renesansowej, )

muszli ujętej

a

przez

na

parę

delfinów.
Rozpoznanie

antycznych

perwowzorów

naszych

panoplii

u ł a t w i a f a k t , że w g r ę wchodzi, j a k się zdaj o, policzalna g r u p a
dzieł p l a s t y k i r z y m s k i e j okresu cesarstwa, k t ó r e b y ł y s z c z e g ó ­
ł o w o studiowane przoz a r t y s t ó w p r z e ł o m u

X V i X V I wieku.

W

czworobocznych f i ­

t y m kontekścio nałoży wymienić parę

larów

z

czasów

Domicjana,

bniej z t z w . A r m i l u s t r i u m

na

Rzymianie składali poświęcony
obecnie we florenckich

pochodzących
Awentynie,
oręż

najprawdopodo­

budowli, w

( i l . 12).

której

Przechowywane

U f f i z i a c l i , f i l a r y te z n a j d o w a ł y się pier­

w o t n i e , co n a j m n i e j o d k o ń c a
S. Sabina na A w e n t y n i e .

X V stlucia, w p o b l i ż u

kościoła

B o k i każdogo z nich wypełniają

pła­

s k o r z e ź b y p r z e d s t a w i a j ą c e o k o ł o 1450 r o z m a i t y c h o k a z ó w b r o n i
d a j ą c y c h się p o d z i e l i ć na
znano wielu a r t y s t o m

106 t y p ó w . R z e ź b y t o b y ł y dobrzo

renesansowym.

23

Przorysy

fragmontów

ich dekoracji znajdujemy m . i n . na

k a r t a c h t z w . kodoksu

kurialskiego, w z o r n i k a

w warsztacie

używanego

Sangallo, i (w l u s t r z a n y m odbiciu) na m i e d z i o r y t a c h
niego A n t o n i a da Brescia ( i l . 1 3 ) .
Pośród

Es-

Giuliana

da

Giovan-

24

masy uzbrojonia j a k i e

zostało

tam

przedstawione

z ł a t w o ś c i ą m o ż n a o d n a l e ź ć szereg o k a z ó w , k t ó r e w wersji nieco
przestylizowanej
I I . 5. Apoteoza cesarzowej Sabiny z 1'Arco d i Portogallo w R z y m i e

znalazły

się

również

na

pilastrach

wawel­

skiej „ p o r t a t r i u m p h a l i s " . Są to przede w s z y s t k i m : zbrojo t y p u
torsowego z charakterystycznie z w i ą z a n ą p r z e p a s k ą (L-3,

P-7),

znane z r e s z t ą t a k ż e z p r z e d s t a w i o ń na roliefach z c z a s ó w T r a j a n a
umieszczonych w ł u k u K o n s t a n t y n a i z 2 ' l a s k o r z e ź b y
dzącej

z nieistniejącego

pocho­

j u ż ł u k u M a r k a Aureliusza, przenie­

sionej przez Leona X w r. 1515 z k o ś c i o ł a S. M a r t i n a n a K a p i ­
tol;

2 5

owalne tarcze

zdobne o r n a m e n t o m p a l m e t o w y m z ro-

zotą l u b g ł o w ą S ł o ń c a p o ś r o d k u (L-5, P - 5 ) ;
d e k o r a c j ą w formie liści l a u r u ( P - 7 ) ;

27

2 6

kolisto tarcze z

tarczo z g ł o w a m i M e d u z y

(L-6, P-2), c h o c i a ż nie t a k ostro z a k o ń c z o n o j a k na
w y g i ę t e tarcze p r o s t o k ą t n e ( s c u t u m ; L - 5 ) ;
dzwonie,

wąskiej

ochronie p o l i c z k ó w

2 9

Wawolu,

2 8

hełmy o półkolistym

i wygiętym

nakarczku,

czasem zdobne s k r z y d ł a m i p t a k ó w ( L - 7 , P-4, P-6); wreszcie pro­
s t o k ą t n e k o ł c z a n y ze s t r z a ł a m i

( m . i n . L-,'ł) i k r ó t k i e

paradne

miecze o zoomorficznycli r ę k o j e ś c i a c h (element bodaj n a j c z ę s t s z y
w dekoracji p i l a s t r ó w wawelskich) oraz k r z y w o

kordy i topory

(L-4).
Bardziej s k o m p l i k o w a n ą g e n e z ę u j a w n i a j ą
t y m nakarezku, opatrzone z p r z o d u m a s k ą

hełmy o wygię­
antropomorficzną.

M o ż n a się d o m y ś l a ć , że ta forma h e ł m u na naszym reliefie (L-2)
I I . 6. G. da M a i a n o , P o r t a Capuana w N e a p o l u

to w y n i k przestylizowania p i ę k n e g o h e ł m u j a k i widnieje na

zna-

�I I . 7. A m o r e k - t a r c z o w n i k z lewego c o k o ł u p o r t a l u k a p l i c y Z y g ­
m u n t o w s k i e j ; i l . 8. B . da Rovezzano, a m o r e k - t a r c z o w n i k z k o ś ­
cioła w B a d i a d i Passignano; i l . 9. Personifikacja l a t a z c o k o ł u
kandelabra w M u s ó e C o n d ó w C h a n t i l l y . R y s u n e k z Codex
Coburgensis ( f i . 134), fragment

nej p l a s k o r z e ź b i o rzymskiego sarkofagu ze s c e n ą z d z i e j ó w A c h i llosa, w m o n t o w a n e j n i e g d y ś w b o k s c h o d ó w k o ś c i o ł a S.
i n Aracoeli w R z y m i e (obecnie w W o b u r n A b b e y ) ,
częstych

studiów

artystów

ronosansowach.

30

Maria

przedmiotu

Osobną

uwagę

zwraca h e ł m z b l i ż o n e g o t y p u ozdobiony g ł o w ą b a r a n i ą na
karczku i wspaniałym
skiego sfinksa

pióropuszem

w s p a r t y m na

na-

figurze

żeń­

( P - l ) . P i ó r o p u s z t a k i w y w o d z i się — j a k

wia­

domo •—• z h e ł m u p o s ą g u A t e n y Parthenos Fidiasza

(Pauza-

niasz, I , 24, 5). N a ś l a d o w a ł go m . i n . h e ł m r z e ź b y Marsa TJłtora
w

świątyni

na

rzymskim

Forum

Augusta, znanej od

końca

X V w i e k u d z i ę k i replice (obecnie na K a p i t o l u ) u w a ż a n e j p o d ­
ówczas

za

wizorunek

Pyrrusa.

31

Równoczośnie

pióropuszami

na sfinksie ozdabiali RzjTnianie szczególnie c z ę s t o innego nieco
kształtu

hełmy

(pozbawione masek), k t ó r e

a t r y b u t e m personifikacji

stały

się

niemal

R z y m u . Tak właśnie wyglądają h e ł m y

bogini R o m y na reliefach z c z a s ó w Trajana i M a r k a Aureliusza,
wmontowanych wtórnie w łuk Konstantyna,

3 2

i t a k prezentuje

się jej h e ł m na p i ę k n e j p ł a s k o r z e ź b i e c o k o ł u k o l u m n y A n t o n i n u s a
Piusa, k t ó r a
skoro

musiała

dostarczyła

działającemu

w

być

wzoru

latach

c h y b a znana
monogramiścio

1500—1506

w omawianej
I.B.,

(il. 14—15).

epoce

rytownikowi
33

Personifi­

k a c j a R z y m u w y o b r a ż o n a na jego miedziorycie m a h e ł m szcze­
g ó l n i e b l i s k i w a w e l s k i e m u , bo ozdobiony z p r z o d u m a s k ą , a na
n a k a r c z k u g ł o w ą barana. B y ć m o ż e iż nasz a r t y s t a p o s ł u ż y ł się
w ł a ś n i e t y m sztychem.

I

��figury puttów-amorków (il. 16).
welski

zaczerpnął

sowej p o m y s ł

unikalny

33

w

wyobrażenia

Stąd być może artysta

dekoracyjnej

puttów

rzeźbie

igrających

wa­

renesan­

między

pano-

p l i a m i lewego p i l a s t r a . M o g ł y go do tego d o d a t k o w o

skłonić

także płaskorzeźby

niektórych rzymskich sarkofagów

nych, takie jak ta

odrysowana w kodeksie E s k u r i a l s k i m ( f o l .

44 verso), p o d ó w c z a s z n a j d u j ą c a

antycz­

się w k o ś c i e l e Santa Cecilia

w R z y m i e (obecnie w B r i t i s h Museum) gdzie g r u p a a m o r k ó w
b a w i s i ę c z ę ś c i a m i uzbrojenia dla zaznaczenia, iż n a w e t Mars
ulec m u s i p o t ę d z e m i ł o ś c i ( i l . 1 8 ) .
Większość

motywów

36

panopliowych występujących

na

pi-

lastrach p o r t a l u powraca jeszcze w p a r t i a c h d e k o r a c j i s t r o n y
zewnętrznej

i

wnętrza

kaplicy

podejmujących

ciowy z a p o c z ą t k o w a n y przez „ p o r t a t r i u m p h a l i s " .

wątek
3 7

treś­

Na zewnątrz

m o t y w y te z n a j d u j e m y w o ś c i e ż a c h i p r z y ł u c z a c h o k i e n t a m b u r u .
W e w n ę t r z u n a t o m i a s t s t a n o w i ą one g ł ó w n y s k ł a d n i k dekora­
3 8

c j i czterech s p o ś r ó d p ł a s k o r z e ź b strefy c o k o ł o w e j , w s z y s t k i c h
par w ą s k i c h p ł y c i n z d o b i ą c y c h ościeża a r k a d , czterech p i l a s t r ó w
wnętrza tamburu,
23).

4 0

3 9

oraz s z e ś c i u p r z y ł u c z y o k i e n n y c h ( i l . 20, 22,

N a cokołach i pilastrach m o t y w y panopliowe są najczęściej

zawieszone m i ę d z y p ę k a m i o w o c ó w , co o p r ó c z posiadania od­
p o w i e d n i k ó w w ó w c z e s n e j r z e ź b i e dekoracyjnej, b y
tylko

ścianę

wejściową

biblioteki

wspomnieć

Piccolominich

s i e n e ń s k i e j (ok. 1615, zapewne Lorenzo Marcina),
43

się r ó w n i e ż z p l a s t y k i

antycznej . Repertuar

w

katedrze

4 1

wywodzi

występujących

t u p a n o p l i ó w n i e m a l nie odbiega o d tego, k t ó r y z n a m y z deko­
r a c j i p o r t a l u . C z ę s t o , z w ł a s z c z a na z e w n ą t r z k a p l i c y , elementy
uzbrojenia antycznego s ą uproszczone i przestylizowane.

No­

w y c h wprowadzono niewiole. N a l e ż ą do n i c h : h e l m z p i ó r o p u ­
szem w t y p i e h e ł m ó w p r e t o r i a ń s k i c h , n i e k i e d y w ujęoiu en
ce,

43

fa­

h e ł m ozdobiony r o g a m i barana — a t r y b u t e m boga A m o n a

wiązanym

także

z Aleksandrem

cza o ś c i ę t y c h n a r o ż a c h

4 5

Wielkim,

4 4

prostokątna

i t z w . tarcza A m a z o n e k .

46

tar­

Wszystkie

one z a c z e r p n i ę t e z o s t a ł y t a k ż e ze s z t u k i a n t y c z n e j .
W sumie c a ł y a p a r a t m o t y w ó w p a n o p l i o w y c h zastosowany

lud

w

П . 10, P ł a s k o r z e ź b y lewego p i l a s t r a
a. m o t y w y L - l ,
b. m o t y w y L - 4 ,
c. m o t y w y L - 5 ,
(i. m o t y w L - V ;

kaplicy Zygmuiitowskiej:
L-2, L-3;
L-5;
L-ti;

dekoracji

logiczną
rzadko

kaplicy

dekoracją
spotykaną

początku

Zygmuntowskioj,
innych

zabytków

wiernością

X V I wieku

porównywany

archeologiczną.

ozdobionych

z

renesansowych
tego

Wśród

typu

ana­

uderza
dzieł

z

ornamentacją

bodaj w j e d n y m t y l k o znajdujemy podobne bogactwo elemen­

I I . 11. P ł a s k o r z e ź b y prawego pilastra k a p l i c y Z y g m u i i t o w s k i e j :
a. m o t y w y P - l , P-2, Г - 3 ; '
b . m o t y w y P-4, P-5, P-B;
c. m o t y w y P-6, P-7

t ó w antycznego uzbrojenia. M a m

t u na

myśli

dwie

i f r y z belkowania w s p a n i a ł e g o k o m i n k a z Palazzo
we F l o r e n c j i

płyciny

Borgherini

(obecnie w Museo Nazionale del Bargello) a u t o r ­

stwa r z o ź b i a r z a ze s z k o ł y Giuliana da Sangallo, a zarazem w s p ó ł ­
pracownika
(przed
dziej

Andrea

1514

Sansovina
47

г., i l . 2 1 , 1 7 ) .

plastycznych

roliefów

—

Benedetta

da

Rovozzano

F o r m a l n i o d o ś ć odległe o d bar­
krakowskich,

z

t y m i w j o d n ą m a s ę (wzorem z n a n y c h n a m

panopliami
rzymskich

zbi­

filarów

z A w e n t y n u ) z a w i e r a j ą one prawie wszystkie olementy uzbro­
jenia, k t ó r e z n a l a z ł y się na W a w e l u . N i e p r z y p a d k o w o t e ż chy­
ba w i n n y m dziele w a r s z t a t u Rovozzana, p r z y k t ó r e g o

reali­

zacji b y ł — j a k m o ż n a p r z y p u s z c z a ć — z a t r u d n i o n y p ó ź n i e j ­
szy p r o j e k t a n t k a p l i c y
ukończonym

Zygmuiitowskiej,

mauzoloum

św.

Jana

a mianowicie w
48

Gwalborta ,

nie-

spotykamy

g ł o w y l w ó w i g ł ó w k i a n i o ł k ó w u ż y t e w charakterze z a c z o p ó w
N i e m o ż n a j e d n a k z a p o m i n a ć , że h e l m z p i ó r o p u s z e m

na

dekoracji n a p i l a s t r a c h t a k j a k t o jest wo w s z y s t k i c h ozdobio­

sfinksie widnieje r ó w n i e ż n a jeszcze j e d n y m dziele s t a r o ż y t n y m ,

nych

k t ó r e b u d z i ł o c i e k a w o ś ć a r t y s t ó w w dobie Renesansu. Chodzi t u

19).

o s ł y n n ą p a r ę k o l o s a l n y c h r z e ź b z c z a s ó w D o m i c j a n a , przez
A l e k s a n d r a Sowora w t ó r n i e u ż y t y c h do dekoracji N y m p h a e u m
Aquao

Iuliao

na

Eskwilinie,

przedstawiających

trofea

typu

antropomorficznogo. R z e ź b y te w czasach n o w o ż y t n y c h znane
pod n a z w ą

„Trofei di Mario",

placu kajiitolińskiogo.
„Trofei
tku

di Mario",

od

r. 1590 z d o b i ą

widać

na

naszej

kaplicy

Przeprowadzona analiza p o r t a l u w e j ś c i o w e g o , na tlo
s k ł a d n i k ó w d e k o r a c j i wawelskiej b u d o w l i , w k t ó r y c h
wano m o t y w y

(il.

innych
zastoso­

panopliowe, p o t w i o r d z a zatem w c z e ś n i e j

n i ę t e przypuszczenie co do pochodzenia a r t y s t y c z n e j
Berrocciogo i jego krakowskiego w a r s z t a t u z
skioj s z k o ł y Sangalla i R o v o z z a n a .

dziś j u ż bardzo zniszczono, na
który

d e k o r a t o r ó w p o r t a l u naszej k a p l i c y .
dawniejszych

uzbrojenia u w i j a ł y

wnętrza

wysu­

formacji

florencko-rzym-

34

X V I w i o k u joszcze z a w i e r a ł y element,

frapować

balustradę

panopliami płaskorzeźbach

49

rysunkach,

się t a m ,

dziś

wśród

p r a w i e nie

począ­

mógł

Jak

to

50

Przede w s z y s t k i m j e d n a k

p o t w i o r d z a ich grunto^yn.ą z n a j o m o ś ć m o t y w ó w antycznej r z e ź b y

za-

r z y m s k i e j , c e c h u j ą c ą ten w ł a ś n i e k r ą g t w ó r c ó w , a zarazem za­

dobrze

ś w i a d c z a , że f u n d a t o r dzieła — k r ó l Z y g m u n t p r a g n ą ł w s p o s ó b

nagromadzonego

szczególny

do

Wawelu odrodzić piękno i wielkość sztuki s t a r o ż y t n e g o R z y m u .

rozpoznania,

w

swym

grobowym

mauzoleum

na

krakowskim

11

I

�P R Z Y P I S Y

1

S u m a r y c z n y opis dekoracji p o d a j ą S. Cercha i F . K o p e r a ,
Nadworny rzeźbiarz króla Zygmunta Starego Giovanni Oini z Sieny
i jego dzieła w Polsce, K r a k ó w 1916, s. 50—61
2

L . K a l i n o w s k i , Treści artystyczne i ideowe kaplicy
Zygmuntowskiej, „ S t u d i a do d z i e j ó w W a w e l u " , t . 2, 1960, s. 56, p r z y p i s 1.
K o m p o z y t o w y p o r z ą d e k p o r t a l u o m a w i a S. Mossakowski, Pro­
weniencja artystyczna twórczości Bartłomieja
Berrecciego w świetle
dekoracji
kaplicy ZygmuntowsJciej,
„Biuletyn Historii Sztuki",
t . 48, 1986 (w d r u k u ) .
3

J . K o w a l c z y k , Triumf i sława wojenna ,,alł'antica"
w Polsce
XVI
w. (w:) Renesans. Sztuka i ideologia.
Warszawa 1976,
s. 305—307. O k r e ś l e n i o k r ó l a jako „ c e s a r z a w s w o i m k r ó l e s t w i e "
n a w i ą z u j e do tez p r a c y A . Gieysztora, Non habemus
caesarem
nisi regem. Korona zamknięta
królów polskich w końcu XV
wieku
i w wieku XVI
(w:) Muzeum i twórca. Studia z historii
sztuki
i kultury ku czci Prof, dr Stanisława
Lorentza,
Warszawa 1969,
s. 277—292. W s p o m i n a j ą c ł u k T r a j a n a m i a ł a u t o r n a m y ś l i
zapewne t e n z n a j d u j ą c y się w Benewencie.
4

M . P a l l o t t i n o , L'Arco
degli Argentari,
R o m a 194G; P. P r a y
Bober i R . R u b i n s t e i n , Renaissance
Artists and Antique
Sculpture,
Handbook of Sources, L o n d o n 1986, s. 213—214 (poz. 180).
5

Por. n a g r o b k i : B a r t o l o m e a Roverella (zm. 1476) w kościole
S. Glemente; P i o t r a R i a r i o w kościele SS. A p o s t o l i ; A n t o n i a R i d o
w kościele S. Francesca R o m a n a , a t a k ż e , c h o ć z t a r c z o w n i k a m i
nie na cokole, F i l i p p a delia Valle w kościole S. M a r i a i n A r a c o e l i .
R z y m s k i e pochodzenie r e d a k c j i tego m o t y w u pierwsza z a u w a ż y ­
ł a : A . M i s i ą g - B o o h e ń s k a , Bernardinus
Zanobi de Gianotis
Somanus i refleksy dekoracji rzymskiej w kilku dziełach
krakowskich
Berrecciego. „ S p r a w o z d a n i a P o z n a ń s k i e g o T o w a r z y s t w a P r z y j a c i ó ł
N a u k " , 1 (58), 1960, s. 63—64. Nioliezne poza R z y m e m r z e ź b i o n e
p u t t a - t a r c z o w n i c y s ą p r z e w a ż n i e bezskrzydle i n a j c z ę ś c i e j m a j ą

I I . 12. P ł a s k o r z e ź b a f i l a r u /• A r m i l u s l r i u m w R z y m i e ,

12

I

fragment

�1]. 14. P ł a s k o r z e ź b a c o k o ł u k o l u m n y A n t o n i n u s a Piusa w R z y m i e ; i l . 15. Personifikacja R z y m u , m i e d z i o r y t
monogramisty I . B .

f o r m ę f i g u r w o l n o s t o j ą c y c h (por. n a g r o b k i : Cal la M a r s u p p i u i
w kościele S. Croce wo F l o r e n c j i , dzieło Dosideria da Settignano
z 1455 r. oraz A n t o n i a Roselli w bazylice S. A n t o n i o w Padwie,
dzieło P i e t r a L o m b a i d o z r. 1467). D o w y j ą t k ó w n a l e ż ą a n i o ł k i -tarczowniey na c o k o ł a c h pilaf.trów r e t a b u l u m o ł t a r z a B o ż e g o
Ciała w katodrze w Oesena, dzieło P i e t r a L o m b a r d o , ok. r. 1481.
E . L u p o r i n i , Benedetto da Rovezzano, M i l a n o 1964, s. 128,
i l . 211—212; A . Luchs, A relief by Benedetto da Rovezzano
in
the National
Gallery of Art in Washington,
„ M i t t o i l u n g e n des
K u n s t h i s t o r i s c h e n I n s t i t u t e s i n F l o r o n z " , t . 18, 1974, s. 365,
il. 3
G.A. Mansuelli, Oalleria degli Uffizi.
Le sculture,
cz. 2,
R o m a 1961, s. 51 (poz. 39), 90—91 (poz. 98); K . F i t t s e h e n , Sul
ruolo del ritratto antico nell'arte italiana (w:) Memoria
deU'antico
nell'arte italiana, t . 2, T o r i n o 1985, я. 395—396, i l . 363; Bober
i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 163 (poz. 128).
Bober i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 94 (poz. 57). Por. t a k ż o reliof,
obecnie w L u w r z e , znany p o d n a z w ą „ T a n c e r k i Borgbese"
( t a m ż o , s. 95, poz. 59-B).
Mossakowski, op. cit., i l . 15—16
J . B o ł o z A n t o n i e w i c z , O rzeźbie figuralnej
kaplicy
Zygmun­
towskiej na Wawelu, „ P r a c e K o m i s j i H i s t o r i i S z t u k i " , t . 1, 1919,
s. X X I I I ; — S. Pagaczewski, Jan Michałowicz
z
Urzędowa,
„ R o c z n i k K r a k o w s k i " , t . 28, 1937, s. 67, p r z y p i s 1. P o g l ą d Pagaczewskiogo p o w t ó r z y l i : A . B o c h n a k , Kaplica
Zygmuntowska,
Warszawa 1953, s. 16 i ostatnio L . K a l i n o w s k i , Die
Sigismundkapelle im Waweldom zu Krakau
(w k a t a l o g u w y s t a w y : )
Polen
im Zeitalter der Jagiellonen
1386—1572, Schallaburg 1986, s. 134
Z o b . Mossakowski, op. c i t . , i l . 63—64
W . R . Zaloziecky, Studie zur figuralen
Ausschmuckung
der
Jagielłonenkapell
( Siegmundkapelle)
in Krakau,
,,Belvedere", t . 5,
1924, s. 167
S. B o r s i , Giuliano
da Sangallo.
I disegni di
architettura
e deli'antico,
R o m a 1985, s. 53—59; P . N . Pagliara ( w : )
Raffaello
architetto, M i l a n o 1984, s. 417 (hasło 3.2.3.).
W a r t o p r z y p o m n i e ć , że fundator b r a m y k r ó l F e r r a n t e
b y ł p r a d z i a d k i e m k r ó l o w e j B o n y , k t ó r e j uroczyste z a ś l u b i n y per
procura z Z y g m u n t e m I o d b y ł y się 6 g r u d n i a 1517 r. w s t o j ą c y m
opodal p a ł a c u Castel Capuano (zob. W . Pociecha, Królowa
Bona,
t . 1, P o z n a ń 1949, s. 53, 205—211).
6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

B o b e r i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 227—228 (poz. Ш - А ) .
Por. t a m ż e , s. 69, 88, 144. Zob. t a k ż e A . M a r k h a m Schulz, Anto
nio Rizzo. Sculptor
and Architect, P r i n c e t o n 1983, s. 109—110,
i l . 199—200, w z w i ą z k u z f i g u r a m i V i c t o r ! podobnie u n o s z ą c y m i
pochodnie na p ł a s k o r z e ź b a c h Scala del C i g a n t i w wonockim
p a ł a c u D o ż ó w (Andrea Rizzo, 1487—1501).
Zob. P. R o t o n d i , The Ducal Palace of Urbino,
London
1969, s. 74—76, i l . 110—115, 266—270, 287—290; Napoli e dintorni. Guida d'Italia
del Touring
Club Italiano,
M i l a n o 1976,
s. 248, 143, 242. Obok b r a m i p o r t a l i , do k t ó r y c h w y p a d a d o d a ć
t a k ż e schody Scala dei G i g a n t i w Palazzo Duealo w Wenecji
( M a r k h a m Schulz, op. cit., s. 98—113, i l . 166, 174—184), dok o r a c i a t a k a p o j a w i a się czasem r ó w n i e ż n a pilastrach n a g r o b k ó w
i r e t a b u l ó w o ł t a r z o w y c h . W ś r ó d pierwszych t y t u ł o m p r z y k ł a d u
w y m i e n i ć trzeba nagrobok H e k t o r a Carafa ( a n . 1511) w kościole
S. Domenico Maggioro w Neapolu, a p o ś r ó d drugich m a r m u r o w e
o ł t a r z e : Św. H i e r o n i m a w t y m ż o kościele n o a p o l i t a ń s k i m (zap.
Tommaso M a l v i t o , 1515) oraz c z ę s t o p o w o ł y w a n y j a k o analogia
do dekoracji k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j od c z a s ó w p r a o y M . So­
k o ł o w s k i e g o (Die italienischen KunstUr der Renaissance in
Krakau,
„ R e p e r t o r i u m fur K u n s t w i s s e n s c h a f t " , t . 8, 1885, s. 416—417)
o ł t a r z g ł ó w n y k o ś c i o ł a d i Fontegiusta w Sionio (Loronzo M a r r i n a
i Simone d i Michelo Cioli da Settignano, 1509—1517; p i l a s t r y
umieszczone w tle w o l n o s t o j ą c y c h k o l u m n ) .
A . Fischingor, Nagrobek Jana Olbrachta i początki
rzeźby
renesansowej w Polsce [ w : ] Renesans,
op. cit., s. 457
K o w a l c z y k , c c , s. 307, i l . 21—22
E . Nash, Bildlexikon
zur Topographic,
des aatiken
Rom,
Tubingen 1961, t . 1, s. 178, i l . 195—196; — Borsi, op. c i t . , я.
144—146
D . E . Strong, Roman Imperiał
Sculpture,
L o n d o n 1961,
s. 92, i l . 43; H . Egger, Codex Escurialensis.
Ein Skiszenbuch
ans
der Werkstalt Domenico Oliirlandaios,
W i e n 1905—1906, s. 105
(fol. 36 verso).
B ę d z i e m y je oznaczali s y m b o l a m i ł ą c z ą c y m i l i t o r y dla
oznaczenia p i l a s t r ó w ( L = l e w y i l ' - p r a w y ) z liczbami ozna­
c z a j ą c y m i k o l e j n o ś ć w y s t ę p o w a n i a p o c z y n a j ą c od g ó r y .
R . B r i l l i a n t , The Arch of Septimius
Sevens
in the Roman
Forum,
R o m a 1967, s. 80—82, t a b l . 25-b (tzw. m o t y w g ł o w y
Silvanusa). O t r w a n i u tego m o t y w u w sztuce p o a n t y c z n o j :
1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

13

�I I . 16. „ T r o f e i d i M a r i o " w R z y m i e , r y s u n e k z t z w . s z k i c o w n i k a R i p a n d y w Oksordzie ( f o l . 3 7 ) ;
i l . 17. B . da Rovezzano, k o m i n e k z Palazzo B o r g h e r i n i , f r a g m e n t ; i l . 18. P ł a s k o r z e ź n a antycznego
sarkofagu z K o ś c i o ł a Santa Cecilia w R z y m i e , r y s u n e k z Codex Escurialensis (fol. 44 verso, fragment
i l . 19). B . da Rovezzano, f r a g m e n t y p i l a s t r ó w m a u z o l e u m ś w . J a n a G w a l b e r t a : i l . 20. Pilaster z w n ę ­
t r z a t a m b u r u k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j (nr 8) i p r z y ł u c z a o k i e n (nr 7 i 9 ) ; i l . 2 1 . B . da Rovezzano,
k o m i n e k z Palazzo B o r g h e r i n i we F l o r e n c j i , fragment

�I

�I I . 22. P ł a s k o r z e ź b y w o ś c i e ż a c h a r k a d w n ę t r z a k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j : a. lewa ś c i a n y nagrob­
k o w e j ; b . lewa ś c i a n y o ł t a r z o w e j ; c. p r a w a ś c i a n y w e j ś c i o w e j ; d. p r a w a ś c i a n y t r o n o w e j

I I . Wegner, Blattmasken
( w : ) Adolph
Goldschmidt zu seinem
siebenzigsten Gcburtstag am 15. Jamiar 1933, B e r l i n 1935, s. 45—
50
J . W . Crous, Florentiner
Waffenpfeiler
und
Armilustrium,
„ M i t t e i l u n g e n des Deutschen Archaeologischen I n s t i t u t e " , , , R ó mische A b t e i l u n g " , t . 48, 1933, s. 1—119; G.Ch. P i c a r d , Les Tro­
phies remains, contribution a l'art triomphal de Rome, Paris 1957, s.
353—354; Mansuelli, op. eit., cz. 1, R o m a 1958, s. 25—27, i l .
2 — 3 ; Bober i R u b i n s t e i n , o p . eit., s. 206 (poz. 175).
E g g e r , op. eit., s. 72—73 (fol. 12 r e c t o ) ; A . M . H i n d , Early
Italian
Engraving,
L o n d o n 1938—1948, t . 5, s. 50, t . 6, t a b l .
654 (nr 42—43).
Bober i R u b i n s t o i n , op. c i t . , s. 191—192 (poz. 158-1),
196—197 (poz. 163). Renesansowym d o d a t k i e m s ą t u naramien­
n i k i w formie l w i c h g ł ó w , element k t ó r y s p o t y k a m y t a k ż e w i n ­
n y c h a n t y k i z u j ą c y c h d z i e ł a c h o p o k i , п р . na w a t y k a ń s k i c h
p o d w o j a c h F i l a r e t a (por. F i t t s c h e n , o p . eit., s. 391, i l . 347).
W z o r ó w do tarcz o w a l n y c h , c h o ć z nieco i n n ą o r n a m e n t a c j ą ,
d o s t a r c z a ł y a r t y s t o m ronesansowym t a k ż e p ł a s k o r z e ź b y c o k o ł u
k o l u m n y Trajana i zaginiono dziś o z d o b y ł u k u triumfalnego
Dioklecjana p r z y v i a L a t a , zwanego A r c u s N o v u s (zburzonego
w 1491 r . ) — z o b . B o r s i , o p . c i t . , s. 112—116; Bober i R u b i n s t e i n ,
op. c i t . , s. 192—194 (poz. 159); Egger, op. c i t . , s. 78 (fol. 18).
Szczególnie o k a z a ł a k o l i s t a tarcza z o t o k i e m z w i e ń c a
laurowogo widnieje na cokole k o l u m n y A n t o n i n u s a Piusa, obecnie
na W a t y k a n i e (zob. niżej p r z y p i s 33).
M o t y w t e n , genetycznie w i ą ż ą c y się z e g i d ą A t e n y - M i n e r w y ,
b y ł bardzo p o p u l a r n y . Por. p ł a s k o r z e ź b ę c o k o ł u wspomnianego
Arcus N o v u s , obecnie w Giardino doi B o b o l i wo F l o r e n c j i (Bober
i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 197, poz. 164).
Znane t a k ż e z d o l n y c h p a r t i i reliefów o p l a t a j ą c y c h k o ­
l u m n ę Trajana ( t a m ż e , op. c i t . , s. 192—194, poz. 159).
2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

16

3 0

T a m ż o , s. 151 (poz. 121). Por. t a m ż e , s. 205—206 (poz
174-B, t z w . T r o f e i d i M a r i o ) .
P. Zanker, I I Foro di Augusto, R o m a 1984, s. 18, i l . 48—
49; Bober i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 66—67 (poz. 24).
T a m ż e , s. 191—192 (poz. 158), 214—217 (poz. 182-D).
S t ą d h e ł m ze sfinksem, czasem bez p i ó r o p u s z a , t r a f i ł do n i e k t ó ­
r y c h d z i e ł p l a s t y k i renesansowej k o ń c a X V w . , j a k n p . p a n o p l i i
p o r t a l u Sala dolla Jole p a ł a c u k s i ą ż ę c e g o w U r b i n o i obramienia
ś r o d k o w e j a r k a d y w e j ś c i a Scala doi G i g a n t i w Palazzo Ducale
w W e n e c j i . Z o b . R o t o n d i , op. c i t . , s. 76, i l . 110, 112, 114; P . Paol e t t i , L'Architettura
e la seultura del Rinascimento
in
Venezia,
Venezia 1893, t . 2, s. 155—156, t a b l . 82 — gdzie sugestia p ó ź n e g o
(na ł a t a 1554—1556) datowania reliefów weneckich, p r z y j ę t a
przoz l i t e r a t u r ę ( M a r k h a m Schulz, o p . c i t . , s. 89, 146) c h o ć nie
z n a j d u j ą c a uzasadnienia w ź r ó d ł a c h (zob. u w a g i P . L . R a m b a l d i ,
La Scala dei Giganti nel Palazzo Ducale di Venezia, L ' A t e n e o
vento, t . 33—2, 1019, s. 26).
H i n d , o p . c i t . , t . 5, s. 255, t . 7, t a b l . 834 (4). Omawiana
p ł a s k o r z e ź b a uchodzi powszechnie za o d k r y t ą dopiero w r . 1703.
Zob. W . A m e l u n g , Die Sculpturen
des vaticanischen
Museums,
t . 1, B e r l i n 1903, s. 883—893 (poz. 223); C. Vermeulo, The Goddess
Roma in the Art of the Roman Empire,
Cambridge Mass. 1959,
s. 89, t a b l . X - 3 ; N a s h , op. c i t . , t . 1, s. 270—275, i l . 322
P i c a r d , op. c i t . , s. 349—352; G. Tedesolii G r i s a n t i , /
„Trofei
di Mario".
I I ninfeo dell'Acqua
Giulia
sull'Esquilino,
Roma
1977, z w ł a s z c z a s. 49—60
Bober i R u b i n s t e i n , op. eit., s. 205—206 (poz. 174-b-c).
Eggor, op. eit., s. 117—118 (fol. 44 verso). Dlatego t e ż
a m o r k i b a w i ą c o się b r o n i ą Marsa z n a l a z ł y się na fryzie ś w i ą t y n i
Venus Genetrix na F o r u m Cezara w R z y m i e (R. B i a n c h i - B a n d i n e l l i , Roma. L'arte romana nel centro del potere, M i l a n o 1969,
s. 409, i l . 290). O i n n y c h a n t y c z n y c h przedstawieniach a m o r k ó w
3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

�Z b r o n i ą zob. M . de Vos, La ricezione delia pittura antica fino
alia scoperta di Ercolano
e Pompei
( w : ) Memoria
dell'antico,
op. c i t . , t . 2, s. 355, a o symbolice togo t y p u p r z e d s t a w i e ń w dobie
Renesansu: E . W i n d , Pagan Mysteries
in the Renaissance,
New"
Y o r k 1968, s. 89—91
Osobny p r o b l e m to z w i ą z e k t y c h m o t y w ó w z p a n o p l i a m i
w i d n i e j ą c y m i na baldachimie nagrobka k r ó l a
Władysława
J a g i e ł ł y w katedrze k r a k o w s k i e j (1519—1524). Zob. K . Estrei­
cher, Grobowiec
Wlady•sława.
Jagiełły,
„Rocznik
Krakowski",
t . 33, z. 1, 1953,
41—45, i l . 65, 78—82, 85—86, 89—90; K o ­
w a l c z y k , op. cit., s. 298 -305
Są to mocno uszkodzone i wielokrotnie restaurowano p ł a s k o ­
r z e ź b y : druga od lowej na ś c i a n i e w e j ś c i o w e j , pierwsza o d lewej
i ostatnia po p r a w e j i a ści;,nie nagrobkowej oraz pierwsza od
lewej na ścianie o ł t a r z o w e j . ' l a ostatnia jest b y ć m o ż o w całości
owocem ,,rekor'.stt4ik"ji" pv;,opiowadzonoj w X V I I I w i e k u , zob.
S. Mossakowski. Zmiany &gt;&gt;' kamiennej dekoracji kaplicy
Zygmuntomskiej te X [III
i XIX wieka, „ K w a r t a l n i k L r b a n i s . y k i i A r c h i ­
t e k t u r y " t . 3 1 , z. 3—4, 1983 s. 245, i l . 9.
S ą t o p i l a s t r y , k t ó r e zgodnie z zasadami p r z y j ę t y m i w w y ż e j
cytowanej p r a c y oznaczane' u u m o i i i m i : 2, 4, 8, 12
P r z y ł u e z a okien (wg oznaczenia w p r a c y j . w . ) : 3 (prawe
dolne), 7 (lewo g ó r n e i prawe dolne), 9 (lewe dolne i prawo g ó r n e ) ,
15 (prawe g ó r n o ) .
Z . H o r n u n g , Mauzoleum
kr.'.la Zygmunta
1 iv
Katedrze
Krakowskiej.
„ R o z p r a w y K o m i s j i Яislorii K u l t u r y i Sztuki To­
w a r z y s t w a N a u k o w e g o Warszaw skiego", t. 1, 1949. s. 84, i l . 10.
P ę k i o w o c ó w nv'cdzy p a n o p l i a m i s p o t y k a m y r ó w n i e ż we w s p o m ­
n i a n y c h dekoracjach Scala dei G i g a n t i w Wenecji.
Por. a n t y c z n ą zapewne p l a p k o r z o ź b ę w Museo C h i a r a m o n t i
na W a t y k a n i e — A m o l u n g , op. c i t . , t . 1, s. 725 (poz. 613-D),
t a b l , 77
3 7

3 8

4 3

P ł y c i n y a r k a d y ś c i a n y t r o n o w e j ; we w n ę t r z u t a m b u r u :
pilaster nr 8 i przyluczo okna n r 9
P ł y c i n y a r k a d y ś c i a n o ł t a r z o w e j i nagrobkowej oraz d r u g i
od lewej c o k ó ł na ś c i a n i e w e j ś c i o w e j . W t a k i m h e ł m i e i antycznoj
lorica squamata przedstawiony z o s t a ł k r ó l Z y g m u n t w medalio­
nie u d o ł u lewej p ł y c i n y a r k a d y nagrobkowej — zob. K o w a l c z y k ,
op. c i t . , s. 309—312; t e n ż e , Polskie portrety all'antica
w plastyce
renesansowej ( w ; ) Treści dzieła sztuki, W a r s z a w a 1969, s. 122—
128
L e w a p ł y c i n a a r k a d y ś c i a n y tronowej oraz w tamborze
pilaster n r 4
W o w n ę t r z u t a m b u r u przyluczo o k n a n r 9
4 4

4 5

4 6

4 7

L u p o r i n i , op. c i t . , s. 116—117, ił. 69—77. Jest r z e c z ą
c h a r a k t e r y s t y c z n ą , że wśród panopli zdobiących inny s ł y n n y
k o m i n e k florencki, w Palazzo C o n d i , dzieło Giuliana da Sangallo
( m i ę d z y 1497 a 1501), w y r a ź n i o j zaznacza się o b e c n o ś ć e l e m e n t ó w
uzbrojenia renesansowego i d o m i n u j ą herby f u n d a t o r a , zob.
A . T ó n n e s m a n n , Der Palazzo Gondi in Florviiz, W o r m s 198:',,
s. 60—62, i l . 80, 83—84).

3 9

4 0

4 1

4 2

I

4 8

Zob. Mossakowski, Proweniencja,

op. cit.

4 9

S. Padovani, S. M o l o n i T r k u l j a , Ił Cenaeolo (li Andrea dcl
Sarto a San Salvi.
Guida deł Museo,
Eironze 1982, s. 44—45,
i l . 20. M o t y w glow}' lwa alVantica u ż y t y w analogiczny s p o s ó b
s p o t y k a m y t a k ż e w dekoracji Scala doi G i g a n t i w Wenocji oraz
na pilastrach o ł t a r z a k o ś c i o ł a d i Fontegiusta w Sienie. O szczegól­
nej p o p u l a r n o ś c i m o t y w u lwiej g ł o w y w d z i d a c h z w i ą z a n y c h
z o s o b ą p a p i e ż a Leona X zob. N . Oaeos, Le logge di
Raffaello,
R o m a 1977, s. 56; Я . B u r n s , Raffacllo e ,,gucll'&lt;intiqua
architeciura" (w:) Rajjaello
architetto. op. c i t . , s. 384; Borsi, op. cit., s.
482—483
5 0

Mossakowski, Proweniencja,

op. c i t .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10231" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10209">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/511768c97abf195f8c03c761e8823a0a.pdf</src>
        <authentication>d50bb02b6ec237d28861c24db3a0d06a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121621">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121622">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121623">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121624">
                <text>Spis treści rocznika XL 1986; Od redakcji; Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121625">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121626">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121627">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121628">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121629">
                <text>P O L S K A

S Z T U K A
ROK

L U D O W A

X L — 1986

Aries Philippe, Człowiek wobec ś m i e r c i , s. 9

nr

1/2

Białopiotrow icz W o j c i e c h , Zagadnienie sztuki ludowej w malarstwie c e r k i e w n y m
w oparciu o wybrane p r z y k ł a d y z terenu K a r p a t , s. 171

nr 3/4

B y l i n a S t a n i s ł a w . W y o b r a ż e n i e p i e k ł a w ś r e d n i o w i e c z n e j Polsce ( X I V — X V w . ) ,
s. 97

nr

Chrzanowski Tadeusz, Drzewo ś m i e r c i , s. 197

1/2

n r 3/4

Czaja Dariusz, Robot-ycki Czesław, Rodzina wiejska na Podlasiu — w e d ł u g t y g o d ­
n i k a „ P r z y j a c i ó ł k a " , s. 149

n r 3/4

Gajda Tomasz, Z a n i k a j ą c e zwyczaje i wierzenia z w i ą z a n e ze ś m i e r c i ą , s. 39 ,

.

nr

1/2

Gebert K o n s t a n t y , S k o n a ć przed ś m i e r c i ą , s. 17

nr

1/2

Goldbeig-Mulkiowicz

nr

1/2

Olga, O b r z ę d y ż a ł o b n e i pogrzebowe Ż y d ó w polskich, s. 103

G r ó d e c k a Zofia, Przekaz pokoleniowy w ludowej twórczości hafciarskiej, s. 239

nr 3/4

Jackowski Aleksander, Andrzeja Grzelaehowskiogo r z e ź b y Czarnej A f r y k i , t». 233

nr 3/4

J a c k o w s k i Aleksander,

Kilka

truizmów

i refleksji

na

temat

śmierci,

kultury

ludowej i sposobu patrzenia na jej w y t w o r y , s. 3

nr

J a c k o w s k i Aleksander, P o ż e g n a n i a , s. 131

1/2

n r 3/4

K e n a r o w a H a l i n a , N i g d y za p ó ź n o ! Malarstwo J a n i n y O r y n ż y n y , s. 249

.

.

nr 3/4

Kolbuszewski Jacek, Polska p i e ś ń pogrzebowa. Prolegomena,

.

•

nr

s. 49

.

•

Kolbuszewski Jacek, Wiersze nagrobne z polskich cmentarzy, s. 83 .
Kornecki

Ti]arian, B o c h e ń s k a

.

.

.

seria o b r a z k ó w . . T a ń c a .Śmierci". Przyczynek

t r w a ł o ś c i w ą t k u moralizatorskiego ,,memento m o r i " w ś r o d o w i s k u

do

prowincjo­

n a l n y m X I X w., s. 207

" i ' 3/4

K o w a l s k a - L o w i c k a A n n a , L u d o w e w y o b r a ż e n i a , ś m i e r c i , s. 23
K r a s u s k i Wojciech, K r z y ż e

i kapliczki

nr

p r z y d r o ż n e j a k o znaki p o d z i a ł u

1/2

prze­

strzeni, s. 225

i " ' 3/4

K r o l l A n t o n i , K r a k o w s k i e bractwo artystyezno-grobowniczo, s. 135 .

.

K r y g Jacek, Umieranie i ś m i e r ć w m y ś l i Dalekiego W s c h o d u , s. 115
Kubiak

1/2

nr 1/2

.
.

.
.

nr 3/4
.

Krzysztof, W o k ó ł fotografii nagrobnej, s. 69

Leach E d m u n d P.., C z y ż b y t r i o b r a n d z k a meduza?, s. 165

nr

1/2

nr

1/2

n r 3/4

Leach E d m u n d R., Poziomy k o m u n i k a c j i i p r o b l e m a t y k i ! t a b u w odbiorze i ro­
zumieniu sztuki pierwotnej, s. 159

n r 3/4

Mach Z d z i s ł a w , E d m u n d R o n a l d Leaeh, s. 157

n r 3/4

Maleta A l i c j a , G r a n i t o w a r z e ź b a l u d o w a na wschodnim Podlasiu, s. 221 .

.

.

nr 3/4

M i t c r a J a n , Ś m i e r ć na mojej w s i , s. 45

nr

1/2

Piersiak Tadeusz, B a r o k o w a sztuka dobrego umierania, s. 91

nr

1/2

nr

1/2

R e n i k Krzysztof, O k o n t a k t a c h ze z m a r ł y m i -

ludowe w y o b r a ż e n i a , s. 31 .

.

R o b o t y c k i Czesław. Czaja Dariusz, Rodzina wiejska n a Podlasiu - - w e d ł u g t y g o d ­
nika . . P r z y j a c i ó ł k a ' , s. 149
Rybaków

n r 3/4

Boris Aleksandrowicz, Makvokosmos

w nnkiokosmosie

s z t u k i ludo­

wej, s. 167

n r 3/4

Sadowski Wojciech, O b r z ę d y pogrzebowe

prawosławnych

w w o j . gorzowskim,

s. 47
Sikora S ł a w o m i r , Cmentarz. A n t r o p o l o g i a p a m i ę c i , s. 57
S t o m m a L u d w i k , Poczet k r ó l ó w francuskich. L u d w i k X V I I i u p i o r y , s. 145 .

.

S t o m m a L u d w i k , S z a l e ń s t w o k r ó l a K a r o l a , s. 146
Szanter Zofia, X V I I
Sziomba-Rysowa

U c z t a pogrzebowa

w zwyczajach

1/2

nr

1/2

ni- 3/4
nr 3/4

wieczne i k o n y w k l u c z u m u s z y ń s k i m , s. 179

Zofia,

nr

.

.

.

i wierzeniach

n r 3/4
ludo­
nr

1/2

T o m i c k i R y s z a r d . D r o g i w z a ś w i a t y . M a t e r i a ł y do eschatologii A z t e k ó w , s. 109

w y c h , s. 37

nr

1/2

T w a r d o w s k i J a n , Zapisane w brulionie, s. 21

nr

1/2

nr

1/2

RECENZJE
Szewczyk H a n n a , Jacek

Kolbuszewski,

Wierwaze

WSPOMNIENIA
Jackowski Aleksander,

Jadwiga. Wspomnienie

z cmentarza,

s. 1.19 .

.

.

.

POŚMIERTNE
o Jadwidze

Jarnuszkiewiezowej

(1918—1986). s. 253

n r 3/4

J a c k o w s k i Aleksander, J a m n a O i y n ż y n a ( i » 9 3 — 1 9 8 6 ) , s. 252.
Jackowski Aleksander, J ó z e f Janos (1895—1985), s. 122

.

.

.

.

n r 3/4
nr

1/2

RÓŻNE
S u m m a r y of articles

n r 1/2, 3/4
nr 1/2, 3/4

�POLSKA

A K A D E M I A

N A U K

•

INSTYTUT

•

SZTUKI

ROK

XLI

198 7

•

•

Nr

1-4

polska sztuka ludowa

W

R

O

Z A K Ł A D

I

C

Ł

A

W

-

N A R O D O W Y

W

A

R

S

I M I E N I A

Z

A

W

A

-

K

O S S O L I Ń S K I C H ,

R

A

K

Ó

W

-

G

W Y D A W N I C T W O

D

A

Ń

S

POLSKIEJ

K

-

Ł

Ó

A K A D E M I I

D

Z
N A U K

�IS DEDICATED TO ALEKSANDER JACKOWSKI TO CELEBRATE
THE 40-TH ANNIVERSARY O F THE QUARTERLY A N D 35-TH
ANNIVERSARY O F HIS WORK AS THE EDITOR-IN-CHIEF
Editorial

3

L u d w i k Stomma

T o Jacek

5

S t a n i s ł a w Mossakowski

A n t i q u e a n d Renoissanee decoration p a t t e r n s i n t h e
Wawel porta triumphalis

Zofia Sokolewicz

6

T h e T h e o r y of A r t or o f Folic Culture? F r o m the
proposal of Eugeniusz F r a n k o w s k i to „ P o l s k a S z t u k a
L u d o w a " 1986

Anna Kutrzeba-Pojnarowa

18

There were chapels i n the B e g i n i n g , Chapels weyside
crosses a n d figures i n Z a w o j a , d a t i n g f r o m over h a l f

Tadeusz C h r z a n o w s k i

a c e n t u r y ago

23

A r e There A n y F o l k - b a r o q u e Belies ?

35

Aleksandra Jacher-Tyszkowa

The

Marek Łączyński

O r i g i n a l or Copy ?

Leżajsk

Wood—engrawings

and

59
64

Bronisław Surowiak

Spring, A u t u m n

Anna Kunczyńska-Tracka

W a x V o t i v e Offerings F r o m K r y p n o

M a ł g o r z a t a Mazurkiewicz

Man-resembling stones i.e. punished life

J e r z y Timoszewiez

W h a t does J e r z y

Llu-ir

Origins

47

65
.

S t e m p o w s k i say a b o u t

.

.

.

74

f o l k artV

78

W ł a d y s ł a w a Jaworska

„ D e c o r o ergo s u m " . Some remarks on t o w n folklore

81

Halina Kenarowa

F o l l o w i n g K e n a r . I n the 8 0 t h anniversary o f his b i r t h

87

Olga M u l k i o w i c z - G o l d b e r g o w a

Transformations

of

the

t r a d i t i o n a l Jewish

paper

cut-out
W i e s ł a w Juszczak

To Jacek

Marcin Czerwiński

T h e t o d a y o f the S y m b o l

91
97
100

Stefan M o r a w s k i

I s the modernist w o r l d v i e w alive today'.' .

Jan Twardowski

The G i r l

.

.

.

Z b i g n i e w Raszewski

Magician's V e r i f i c a t i o n

Mieczysław Porębski

Places F o r P a i n t i n g s

Roch Sulima

T h o P h o t o g r a p h y o f Polish Peasants

Jerzy B a r t m i i i s k i

, , Y o u t h i n k i t a n d the d r e a m w i l l see i t " . O n image

105
108
109

\v.

.

I l l
113

i n t e r p r e t a t i o n i n f o l k dream-book

121

K r y s t y n a Szefler ( T u k w a )

T o Jacek

125

Jacek K o l b u s z e w s k i

„ O n feather, bo o n the w a y t h a t I can n o t m a k e " .
Notes on versified f o l k letters

126

H a n n a Szewczyk-Wierzbicka

T o D i e of L o w e . A c o n t r i b u t i o n to analysis o f school

D o r o t a Simonides

Pictographs o f c o n t e m p o r a r y children's albums

Jan Adamowski

Archaisms i n folklore

139

Jacek O l ę d z k i

A C o n t r i b u t i o n t o the d u t y o f Peripatetic Cosidorations

142

Stanisław Węglarz

Understanding the N o t i o n „ C u l t u r e " F r o m Ethnolo­

children's compositions

130

gical a n d E t h n o g r a p h i c a l P o i n t o f V i e w . T h e

.

.

135

anti-

methodological study

161

Czesław R o b o t y c k i

Escutcheon a n d A d v e r t i s i n g

155

Ewa Korulska

„ Z a k r ó l a Piasta Polska w y r a s t a " . Some remarks o n
h i s t o r y for c h i l d r e n

159

Antoni Kroh

Brothers

164

L u d w i k Stomma

T h e L i o n a n d The Saint

167

Ryszard Tomicki

Outside the Society — i n the v i c i n i t y of tho d i v i n e

169

Jerzy Wasilewski

Conversion o f St P a u l — conversion, inversion a n d
doubts

177

Zbigniew Benedyktowicz

„ G u e s t i n — God i n " or Godlike strangers

.

.

.

184

R o m a n Roinfuss

M a r i a M a d e j . The Sculpture a n d the Poet

.

.

.

197

E w a FryA-Pietraszkowa

T h e Carpets o f M r s . Tchorzewska

201

A d a m Bartosz

M a r c i n L o r k i e w i c z ' s s t r a w figures

208
212

Bożena Kural

M e a l chest f r o m K r z y s z k o w i e e

Aleksandra Jackowska,

B i b l i o g r a p h y o f Aleksander Jackowski's work-: (1 !)49—

Loszek P u d ł o w s k i

1987)

A u t h o r s o f the y e a r l y „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " (1087)

216
-'23

Summary of Articles
R E D A G U J E Z E S P Ó L : Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z , E w a F r y ś - P i e t r a s z k o w a , Aleksander Jacko­
w s k i (redaktor naczelny), E w a K o r u l s k a (sekretarz r e d a k c j i ) , A n n a K u n c z y r i s k a - I r a c k a , J a n
K r z y s z t o f M a k u l s k i , J e r z y Ł o z i ń s k i , R o m a n Reinfuss (z-ca r e d a k t o r a naczelnogo) oraz: Zofia
B i s i a k , H a n n a Szewczyk-Wierzbicka, J a n Swiderski.
R e d a k t o r techniczny — G r a ż y n a M i ę t u s . T ł u m a c z e n i a — P i o t r Paszkiewicz, Magdalena I w i ń s k a
(ang.), W i e s ł a w Maciejewski i | N a t a l i a S t a s i ń s k a ] (ros.).
Adres R e d a k c j i : I n s t y t u t S z t u k i P A N , u l . D ł u g a 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994, t e l .
31-32-71/4, w e w n . 227, 229.

I

�O D REDAKCJI

W roku

1987 m i n ę ł o c z t o r d z i o ś c i l a t o d ukazania się pier­

wszego n u m e r u

„Polskiej

Sztuki

Ludowej".

Trzydzieści

pięć

naszym zdaniom zakres p r o b l e m a t y k i podejmowanej w
kułach

zamieszczonych w n i n i e j s z y m

numerze —•

arty­

jakkolwiek

l a t t e m u , t o jest o d n u m e r u 3/1952 k i e r o w n i c t w o R e d a k c j i o b j ą ł

zaproszonym do w s p ó ł p r a c y A u t o r o m nie s t a w i a l i ś m y ż a d n y c h

Aleksander Jackowski. W związku z tyra p o d w ó j n y m

w y m a g a ń a n i o g r a n i c z e ń o d n o ś n i e t e m a t u — w p e ł n i odzwier­

szem, X L I r o c z n i k „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j "

jubileu­

pragniemy

za­

d e d y k o w a ć R e d a k t o r o w i Naczelnemu naszego p i s m a .
Dlatego

zwróciliśmy

się

do

Autorów,

Współpracowników

i P r z y j a c i ó ł naszej R e d a k c j i o u d z i a ł w t y m

przedsięwzięciu.

Wszyscy, k t ó r y c h z a p r o s i l i ś m y serdecznie p o p a r l i n a t z ą

inicja­

t y w ę ; z a r ó w n o a u t o r z y , k t ó r y c h a r t y k u ł y u k a z a ł y się w n i n i e j ­
s z y m numerze, j a k i c i , k t ó r z y z r ó ż n y c h p r z y c z y n t e k s t ó w na­
p i s a ć nie m o g l i l u b nie z d ą ż y l i . L i s t y i telefony, j a k i e o t r z y m a ­
l i ś m y ś w i a d c z ą o t y m , że „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " jest p i s m e m
czytanym

i lubianym

(choć s t u k n ę ł a j e j j u ż

ciedla nie t y l k o e w o l u c j ę , p r o f i l i rozległość z a i n t e r e s o w a ń pisma,
ale t a k ż e oddaje stan b a d a ń i p o s z u k i w a ń w s p ó ł c z e s n e j etno­

czterdziestka!);

ś w i a d c z ą t a k ż e , i przede w s z y s t k i m , że n i e p r z e m i j a j ą c ą

młodość

z a w d z i ę c z a „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " swemu „ s p i r i t u s

movene"

— R e d a k t o r o w i A l e k s a n d r o w i Jackowskiemu.

l o g i i , f o l k l o r y s t y k i i b a d a ń n a d s z t u k ą l u d o w ą , p o p u l a r n ą i zja­
w i s k a m i p o g r a n i c z n y m i . Odzwierciedla r ó w n i e ż s y t u a c j ę
nego

przedmiotu

w Polsce anno
Rolę

naszych

zainteresowań

—

sztuki

głów­

ludowej

1987.

dorobku

Aleksandra

Jackowskiego

najlepiej

ocenić

m o ż n a nie t y l k o n a podstawie umieszczonej t u b i b l i o g r a f i i Jego
prac, ale t e ż poprzez stwierdzenie, czego w t y m numerze nie m a .
N i e m a mianowicie a n i jednego a r t y k u ł u o sztuce nieprofesjo­
n a l n e j , c h o ć przez t y l e l a t z d ą ż y l i ś m y p r z y w y k n ą ć , ż e zawsze
c o ś jest. A l e ć p r z e c i e ż jest t o , J a c k u , o d t r z y d z i e s t u p i ę c i u l a t
jeden z nielicznych n u m e r ó w bez Twojego t e k s t u .
A z a t e m , Wielce Szanowny Panie Redaktorze, albo lepiej

L i s t y t e w s p i e r a ł y nas i d o d a w a ł y n a m o t u c h y w c h w i l a c h
t r u d n y c h — t y m t r u d n i e j s z y c h , że przez p ó ł r o k u
nam

brakowało

duchowego wsparcia i p o m y s ł ó w R e d a k t o r a Naczelnego,

przed k t ó r y m przez t a k i okres w ł a ś n i e u d a ł o n a m się u k r y w a ć
c a ł e p r z e d s i ę w z i ę c i e . W s z y s t k i m t y m , k t ó r z y u d z i e l i l i n a m swo­
jego poparcia jeszcze raz serdecznie d z i ę k u j e m y .

— Jacku Drogi! t u m a m y największą t r e m ę , ponieważ T y właś­
nie najlepiej ocenisz i w y c h w y c i s z wszystkie nasze b ł ę d y i nie­
dociągnięcia. Jacku Drogi, ofiarowujemy Ci ten numer. T w ó j
Jubileuszowy,

choć

—

perfidnie

—

zrobiony „ z a

plecami".

N a s z ą — nas i w s z y s t k i c h A u t o r ó w — „ p o r t a m t r i u m p h a l e m " —
n a T w o j ą c z e ś ć . W z n i e s i o n ą , j a k nas b y ł o s t a ć najlepiej. N i e c h

„Pol­

s y m b o l i c z n y m w y r a z e m i n t e n c j i nas w s z y s t k i c h b ę d z i e — u m i e ­

skiej S z t u k i L u d o w e j " w m i n i o n y m czterdziestoleciu. N i e t y l k o

szczony j a k o pierwszy — a r t y k u ł D y r e k t o r a I n s t y t u t u o p o r t a

Nie

będziemy

tu

podsumowywać

całej

działalności

dlatego, ż e u w a ż a m y , iż pismo ż y j e , r o z w i j a się i dalecy j e s t e ś m y

t r i u m p h a l i s w ł a ś n i e . Ż y c z y m y t e ż — zawsze się c z e g o ś ż y c z y

od tego, b y t r a k t o w a ć j e j a k Szacownego J u b i l a t a . Przede wszy­

w momentach uroczystych — Tobie (i nam!)

s t k i m dlatego, ż e s ą d z i m y , iż p a n i o m o k o ł o czterdziestki nie w y ­

pod

następnych,

T w o i m okiem powstających, ciekawych n u m e r ó w

już

Pisma.

p a d a p r z y p o m i n a ć , ż e b y ł y k i e d y ś m ł o d s z e , ł a d n i e j s z e ( ?) c h o ć
może... mniej interesujące. Chcielibyśmy powiedzieć t y l k o ,

że

Redakcja

3

I

�I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10230" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10208">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2819a30522b897bf31098e3018f95142.pdf</src>
        <authentication>f674fbfe68ab84ec2c0c4093d6d8e6c0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121612">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3187</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121613">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121614">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121615">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121616">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.275-276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121617">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121618">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121619">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121620">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

SUMMARY
D a r i u s z
C z a j a — JESTER'S D I L E M M A S
T h e a r t i c l e discusses a c e r t a i n m e t h o d o l o g i i c a p p r o a c h
( c a l l e d c o n v e n t i o n a l ) i n e t h n o l o g y o n t h e bases o f L u d ­
w i k S t o m m a ' s l e t t e r An
Elephant
and
the
Case of
Ethnology a d d r e s s e d t o o u r q u a r t e r l y ( n o 1—4, 1982).
M a n ' s n a t u r e is n o t a p e r m a n e n t set o f h o r m s b u t
r a t h e j r a set o f h i s t o r i c a l l y c o n d i t i o n e d m a s k s a n d p e r ­
petually altering conventions. The interpretation i n this
approach
consists i n d e m a s k i n g , d e m i t h o l o g i z i n g , a n d
s t r e a p i n g c u l t u r e a n d m y t h of t h e i r r e l a t i v i t y . T h e c o n ­
s t a n t s t r e a p i n g r e y e a j l i n g t h a t t h e „ k i n g is n a k e d " p l a ­
ces t h e i n t e r p r e t e r i n t h e p o s i t i o n . _of a j e s t e r (fool) —
p e r m a n e n t mocker, outsider, destroyer of the e x i s t i n g
order. H e c o n t i n u a l l y questions the e x i s t i n g values. The
a t t i t u d e does n o t m e a n t h a t s u c h a n a t t i t u d e is w o r ­
t h l e s s , f o r i t is t h r o u g h l a u g h t e r t h a t s e v e r i t y a n d g r a n ­
diloquence are overcome whereas ennobled become the
things of l i t t l e values, s m a l l , and u n w a n t e d .
W i e s 1 a w 8 z p i 1 к a — R A I D E R S OF T H E LOST A R K
The analysis o f „ P r z e k r ó j " is merely a p r e t e x t for t h o r o u g h
reflexion on the mechanisms o f mass c u l t u r e . The a u t h o r points
out t o its religious character, since i t reveals a l l the qualities
of sacrum distinguished by P , Ricocur. T h e culture is over­
w h e l m i n g , hence i t involves every olement o f the w o r l d thus
bestowing i t w i t h a sacral character o f something powerful
and w o r t h i m i t a t i o n . F o l l o w i n g L . K o ł a k o w s k i , the a u t h o r
remarks t h a t sacrum cannot exist w i t h o u t its opposition, namely
p r o f a n u m . So, i f e v e r y t h i n g becomes sacrum, n o t h i n g remains
sacrum any longer. P a r a d o x i c a l l y enough, the order o f mass
culture is n o t stable. H o w e v e r , referring t o Eliade who m a i n t a i n s
t h a t order a n d f o r m are h a r d l y distingishable i n n o w l y f o r m i n g
religious movements, the a u t h o r hopes t h a t such an order
does exist.
Hanna
В u r s z t a, W o j c i e c h
B u r s z t a — SOME
R E M A R K S O N T H E S O - C A L L E D P E A S A N T ' S CONSCTOUSSNESS
One's w o r l d view is determined b y t w o factors: objective
socio-economic conditions and mentally-genetical r e l a t i o n o f
new elements o f culture w i t h the t r a d i t i o n a l ones. N o t t o r u n
the risk o f the d e f o r m a t i o n o f the described r e a l i t y , neither
of these determinants can be neglected. I n P o l a n d the f o r m a t i o n
of the c o n t e m p o r a r y peasant's consciouness is a spontaneous
process occurring on the verge o f t w o w o r l d view's, n a m e l y
the t r a d i t i o n a l and the c o n t e m p o r a r y (lay) one. T h e funda­
m e n t a l determinants o f the t r a d i t i o n a l consciousness were
as follows: s o l i d a r i t y o f life i n nature ( m a n had t o w o r k well so
as n o t t o d i s t u r b the h a r m o n y o f the universe); adequately
adjusted rules o f C h r i s t i a n i t y (reality was classified i n r e l a t i o n
to its divine and diabolic spheres). A t present the eonscioussness o f peasants reveals a m i x t u r e o f actual and t r a d i t i o n a l
w o r l d v i e w s ; со-existeriec o f c o n t r a d i c t o r y values concerning
the same sphere of life is thus possible. Due t o the d o m i n a t i o n
o f c o n t e m p o r a r y values m a n y p r a c t i c a l activities become auto­
nomous, i.e. separate f r o m m o r a l sanctions (e.g. good w o r k ) .
J a c e k O l ę d z k i — LIFE PROBLEMS A N D T H E TROU­
BLE W I T H EXISTENCE.
T h e a u t h o r analyzes everyday's Home Notes b y Teresa T r o ­
j a n o w s k a f r o m M u r z y n ó w . T h e y do n o t resemble a n y biogra­
p h i c a l notes t o be found i n the countryside. W r i t i n g j u s t for
herself, Teresa T r o j a n o w s k a concentrates on the closest r e a l i t y .
She thus expi'osses a selfless noccessity t o w a t c h a n d listen t o
the images a n d sounds f r o m the s u r r o u n d i n g w orkl o f n a t u r e ;
she also tries to f i n d the k e y t o the phenomena a r o u n d her,
first of all t o the m o r a l problems focused on her husband. T r o ­
j a n o w s k a revealed indifference t o religion and so her Sunday
and feast day notes do n o t distinguish themselves except for
their emptiness. T r o j a n o w s k a emphasizes at the same t i m e
t h a t uneommonness enters her i n t i m a t e world w i t h e x t r a ­
o r d i n a r y power. T i m e subordinated t o the phenomenology
of the laws o f n a t u r e is i n t e g r a l l y combined w i t h the pheno­
menology o f her experience. T r o j a n o w s k a gave a v e r y special
meaning t o the n o t i o n o f existence: her w r i t i n g was a k i n d
of breaking off, d i s t u r b i n g , a n d opposing norms o b l i g a t o r y
to a country woman.
7

Anna
К u n с z у ii s к а - I г а с к а — OUR L A D Y I N
OLD FOLK ART '
The a u t h o r tries to show works o f a r t as the examples o f

*

Р

Е

З

Ю

М

Е

OF ARTICLES
m a t e r i a l i z a t i o n a n d c o n c r e t i z a t i o n " o f the ideological visions
connected w i t h the V i r g i n , w h i c h reveals new aspects o f H e r
role i n t r a d i t i o n a l folk c u l t u r e . Since i n studies o f folk religious­
ness present interviews are b u t o f secondary importance, A .
K u n c z y ń s k a - I r a c k a analyzes t e x t s of prayers and h y m n s con­
t e m p o r a r y w i t h the works o f a r t she studies. She considers the
texts a n d adequate works as t w o c o m p l e m e n t a r y parts o f the
same message.
T h e most p o p u l a r representations o f the V i r g i n are scru­
tinized i n t w o groups. The f i r s t contains copies o f miraculous
effigies, so i m p o r t a n t i n P o l a n d . The second includes repre­
sentations i l l u s t r a t i n g or s y m b o l i z i n g the most i m p o r t a n t events
f r o m the V i r g i n ' s life connected w i t h l i t u r g i c a l feasts, a n d es­
sential for peasants' religiousness (farmers' callendar). The
borderline between the t w o groups is n o t always clear, for t h e i r
iconography is sometimes converegent, whereas the e m o t i o n a l
expression m a y depend on the subject (e.g. Pieta) a n d the k i n d
of the w o r k o f a r t (generally speaking sculpture is more i n d i ­
vidualized a n d more emotional t h a n p a i n t i n g ) . W h e n a n a l y z i n g
the copies o f miraculous effigies the a u t h o r discusses the w a y
they are represented a n d elements o f legend connected w i t h
t h e m , w h i c h are revealed i n a r t . She also sees t h e m as a homage
to santuaries t h a t give home t o such effigies.
M a n y folk images o f the V i r g i n testify t o a continuous t r a ­
d i t i o n o f g i v i n g a r t i s t i c shape t o c e n t u r y - o l d ideas r o o t e d i n
the s p i r i t u a l c u l t u r e o f the c o u n t r y . A separate group is composed
of works following the so-called d e v o t i o n a l images, the group
being distinguished b y h i g h a r t i s t i c q u a l i t y , which reflects
the e x t e n t of emotions. The i n s p i r a t i o n o f these works derived
d i r e c t l y or i n d i r e c t l y f r o m the L a t e M i d d l e Ages f i r s t o f a l l
t h r o u g h Baroque sculpture. F o l k texts associated w i t h t h e m
are l o n g rooted i n l i t e r a r y t r a d i t i o n .
F o l k images of the V i r g i n shown i n the w orks o f a r t a n d
prayers or h y m n s are complementary. On the whole, t h e y prosent
our L a d y i n v e r y h u m a n categories: t h r o u g h a f a m i l i a r y scenery
of her life, her happiness a n d despair, so easily understood
b y a l l the w o m e n , as w e l l as i n the situations i n w h i c h the super- h u m a n dimension of H e r person and life is manifested.
r

Renata
R o g o z i ń s k a
— ZOFIA STRYJENSKA'S
AND TADEUSZ MAKOWSKI'S INSPIRATION I N F O L K
ART
1

I n the i n t e r w a r p e r i o d t w o groups o f artists searching thei "
i n s p i r a t i o n i n folk a r t can be distinguished. The f i r s t (e.g. S t r y ­
j e ń s k a ) were f i r s t o f a l l interested i n i t s decorativeness a n d
often t h e i r i n s p i r a t i o n was b u t superficial. The others, i n t u r n ,
t r i e d t o perceive its essence. F o r example M a k o w s k i , w h o also
sought i n s p i r a t i o n i n children's a r t a n d o l d F l e m i s h p a i n t i n g .
The a u t h o r concludes t h a t S t r y j e ń s k a was so p o p u l a r because
she gave a r t i s t i c shape t o the m y t h s essential for the r e v i v i n g
Polish state, i.e. the m y t h o f the Piasts and Janosik.
D a n u t a
B a t o r s k a — POLISH F O L K MOTIFS I N
TARASCAN WOOD CARVING FROM PATZCUARO, MEXICO
M a r i a Teresa Davalos de L u f t , director o f Musco Regional
de Artes e I n d u s t r i a s Populares de Patzcuaro, state o f Miehoacan,
Mexico, formed an o u t s t a n d i n g collection o f local folk a r t ,
adding t o i t objects f r o m diverse areas o f the w o r l d . She esta­
blished a custom o f showing the l a t t e r to local f o l k artists and
artisans, w h o m she w o u l d i n v i t e t o w o r k on their creations
i n the museum p a t i o . I n the process, she i n t r o d u c e d Tarascan
I n d i a n s to wood carvings b y Polish master wood carvers, G ó r a l o ,
of the T a t r a M o u n t a i n s . I m m e d i a t e l y , Tarascan I n d i a n s adapted
wood cai'ving, a m e d i u m rarely favored b y Mexican artisans.
T h e o r n a m e n t a t i o n t h a t t h e y started t o carve on wooden objects
was derived f r o m Polish p r o t o t y p e s . Once the basic f l o r a l m o t i f
used b y Polish G ó r a l e was adopted b y Tarascan artists, i t was
applied t o other objects, i.e. salad forks and spoons a n d tissue
boxes created for t o u r i s t trade. T o d a y , decorative wood c a r v i n g
proliferates i n Patzuaro region and no one recalls its o r i g i n .
E l ż b e t a
TURES

Berendt

— M I K O Ł A J ZAGORNY'S SCULP -

M . Z a g ó r n y lives i n L i g o t a W i e l k a i n L o w e r Silesia, whero
he settled after the w a r h a v i n g m o v e d f r o m his home village
(now i n the Soviet U n i o n ) . H e w o r k e d i n the f a r m , as a shoe­
maker, carriage-builder. H e started s c u l p t i n g after his wife's
death at the age o f 80. The w o r k s were way-side shrines at
f i r s t , later a b i g cycle o f „ w o o d e n h i s t o r y " .

275

�РЕЗЮМЕ
Д а р и у ш
Ч а я — ДИЛЕММЫ ШУТА
В статье рассматривается некая методологическая
позиция в этнологии на
примере
письма Людвика
Стоммы нашей редакции „Слон и вопрос этнологии"
(№
l—i,
1982).
Автор
показывает, что эта
позиция близка, в
частности, В и т о л ь д у Гомбровичу. Ч е л о в е к не
имеет
натуры,
понимаемой
как
конгломерат
неизменных
норм, он — это г р у п п а и с т о р и ч е с к и
обусловленных
масок, постоянно м е н я ю щ и х с я условностей.
Занятие
интерпретатора при таком подходе состоит в обли­
чении, демифологизации, раскрытии
относительности
к у л ь т у р ы и мира. Это извечное разоблачение, показ
„наготы короля" сближает интерпретатора с позицией
шута — вечного насмешника, аутсайдера,
разруша­
ющего
принятый
порядок.
Его
роль
заключается
в постоянном подрывании авторитета ценностей. Та­
кая
позиция, как заключает
автор, смехом обезо­
руживает авторитет и пафос величия, а одновремен­
но в о з в ы ш а е т то, что будто б ы недостойно нас, то
к а к будто бы малое, нежеланное.
В е с л а в
Ш п и л ь к а
— ИСКАТЕЛИ
ПРОПАВШЕ­
ГО К О В Ч Е Г А
Р а з д у м ь я н а д ж у р н а л о м „ П ш е к р у й " это
предлог
для р е ф л е к с и и над механизмами массовой культуры.
Автор подчеркивает ее религиозный х а р а к т е р — эта
массовая к у л ь т у р а носит все в ы д е л е н н ы е П. Р и к ё р о м
ч е р т ы sacrum. Она обладает в е л и к о л е п н о й способно­
стью в к л ю ч е н и я всего в свою орбиту
— все т а к и м
о б р а з о м д е л а е т о с в я щ е н н ы м , т.е. п о л н ы м с и л ы и д о ­
стойным п о д р а ж а н и я . Следуя Л. Колаковскому, автор
замечает, что
sacrum не м о ж е т
с у щ е с т в о в а т ь без
с в о е й о п п о з и ц и и —- p r o t f a n u m . И т а к и м о б р а з о м , е с л и
все становится sacrum, одновременно перестает ним
быть. Парадокс — созданная гармония массовой к у л ь ­
т у р ы становится гармонией хрупкой. И все таки а в ­
тор, цитируя Элиаде, у т в е р ж д а ю щ е г о , что
трудно
н а й т и г а р м о н и ю yi ф о р м у в н о в о р а ж д а ю щ и х с я
ре­
лигиозных д в и ж е н и я х , в ы р а ж а е т надежду, что гар­
мония такого рода существует.
Х а н н а
Б у р ш т а ,
В о й ц е х
Б у р ш т а
—
НЕ­
СКОЛЬКО ЗАМЕЧАНИЙ ПО ВОПРОСУ ТАК НА­
ЗЫВАЕМОГО
КРЕСТЬЯНСКОГО
САМОСОЗНАНИЯ
К а к хорошо известно — формирование современного
к р е с т ь я н с к о г о с а м о с о з н а н и я в П о л ь ш е это с т и х и й н ы й
процесс, предпосылкой которого является
сочетание
двух мировоззрений: традиционного и нынешнего
—
светского. Глаными факторами, определяющими тра­
диционное
самосознание, была неразрывная
связь
ч е л о в е к а с п р и р о д о й (он д о л ж е н б ы л у с е р д н о т р у ­
диться, чтобы не н а р у ш и т ь гармонии космоса), а т а к ­
ж е соответственным образом понятые заповеди хри­
стианской
религии
(действительность,
классифици­
руемая
по принципу
принадлежности
и связи
со
сферой божественной и дьявольской). В настоящее
время в самосознании жителей деревни мы
имеем
д е л о со с м е с ь ю а к т у а л ь н о г о и т р а д и ц и о н н о г о
мыш­
ления, из чего вытекает частое сосуществование про­
т и в о р е ч и в ы х качеств, к а с а ю щ и х с я одной и той ж е
сферы жизни.
Заметное доминирование
элементов
современности
способствует
автономности
многих
практических
функций,
отдалению
от
связанных
с ними п р е ж д е моральных санкций (таких, напри­
мер, к а к добросовестная работа). В конце своей ста­
тьи авторы отмечают, что настоящая действитель­
ность ставит „новую этнографию" перед лицом двух
в о п р о с о в : 1. П о ч е м у м и р о в о з з р е н и е н ы н е ш н и х
жи­
т е л е й д е р е в н и с т а л о и м е н н о т а к и м ? 2. Г д е п р о х о д и т
демаркационная линия между „локальным" (кресть­
янским) самосознанием и национальным?
Я ц е к
О л е н д з к и й
— ЖИТЕЙСКИЕ
ЗАБОТЫ
И ПРОБЛЕМЫ С СУЩЕСТВОВАНИЕМ
Автор занимается анализом ежедневных
Домаш­
них записок Тересы Трояновской из Мужинова, ко­
т о р ы е не имеют ничего общего с в с т р е ч а ю щ и м и с я
в деревенской
среде биографическими
мемуарами.
Эти записки носят чисто интимный характер и кон­
центрируются на б л и ж а й ш е м для автора окружении.
Они являются результаты безкорыстной
потребности
в наблюдении
и вслушивании в звуки и
образы
окружающего
мира
природы,
а
также
попыткой
найти ключ к явлениям окружающей действитель­
ности — п р е ж д е всего к проблемам нравственного
характера,
имеющим
связь
с личностю ее
мужа.

276

Трояновская была равнодушна к религии,
поэтому
записки, которые она делала по воскресеньям и на
праздники отличает чувство опустошенности, а одно­
временно автор статьи подчеркивает, что необычное
вторгается в интимный мир Трояновской с огромной
силой. Время, подчиненное феноменологии
законов
природы, неразрывным образом сочетается с ф е н о ­
м е н о л о г и е й ее в п е ч а т л е н и й . Т р о я н о в с к а я п р и д а л а п о ­
нятию
существования
собственное в ы р а ж е н и е :
ее
з а п и с к и это п р и м е р о с в о б о ж д е н и я , н а р у ш е н и я , отхода
от н о р м , о б я з ы в а ю щ и х д е р е в е н с к у ю ж е н щ и н у .
А н н а
К у н ь ч и н ь с к а я - И р а ц к а я
—
МАДОН­
НА В СТАРОМ НАРОДНОМ
ИСКУССТВЕ
Автор старается представить произведения искус­
ства как примеры „материнлизации и конкретизации"
идейного видения, связанного с образом Богоматери,
что позволяет открыть новые аспекты ее роли в тра­
диционной народной культуре. Поскольку в исследо­
ваниях народной религиозности нынешние
анализы
имеют всего л и ш ь вспомогательное значение, автор
прослеживает тексты молитв и песней, записанных
и с с л е д о в а т е л я м и в то время, когда б ы л о
создано
большинство анализируемых ею произведений искус­
ства.
Наиболее популярные в народном искусстве типы
изображений Богоматери автор делит, анализируя их,
на две группы. Первая охватывает копии чудотвор­
ных образов, которые имеют в П о л ь ш е особенно в а ж ­
ное значение.
Вторая
— это
изображения,
иллю­
стрирующие или символизирующие наиболее в а ж н ы е
моменты ж и т и я Богоматери, связанные с религио­
зными праздниками и существенные для
крестьян­
ской религиозности (деревенский календарь).
Граница
между этими двумя
группами не всегда
бывает резкой, А н а л и з и р у я копии чудотворных обра­
зов, автор рассматривает х а р а к т е р их
изображения,
а т а к ж е связанные с ними элементы легенд, которые
нашли отражение в искусстве, также, как результат
п о ч и т а н и я , к у л ь т а т е х с в я т ы н ь , где д а н н ы е
образа
хранятся.
О с о б у ю г р у п п у -— т а к ж е с в о и м у р о в н е м , с о с т а в ­
ляют изображения, подражающие вотивным, преис­
полненным
соответствующей
их
функции
силой
чувств. Они берут свое начало
— непосредственно
и л и косвенно — п р е ж д е всего в барочной с к у л ь п т у ­
ре и скульптуре позднего средневековья. Народные
тексты, связанные с ними, имеют столь ж е глубокую
литературную традицию. Народные изображения Бо­
гоматери в произведениях
искусства, а т а к ж е ее
образ в текстах молитв взаимно дополняются. Рас­
сматриваемые к а к единое целое полно
отображают
видение Мадонны, близкое чисто человеческим
ка­
тегориям — с о б ы т и я в ее ж и з н и , ее радости и горе­
сти рассматриваются
сквозь
призму
переживаний,
понятных для каждой женщины, а одновременно как
проявление божественности ее личности и всех мо­
ментов ее ж и т и я .
Р е н а т а
Р о г о з и н ь с к а я
— ВЛИЯНИЕ НАРОД­
НОГО
ИСУССТВА
НА
ТВОРЧЕСТВО
ЗОФИИ
СТРЫЕНЬСКОЙ И ТАДЕУША
МАКОВСКОГО
В период межвоенного двадцатилетия можно в ы ­
делить две группы художников, источинком вдохно­
вения которых было народное искусство. Один
— как
например
Стрыеньская
—
интересовались
прежде
всего его д е к а р а т и в н о с т ь ю и часто д о в о л ь с т в о в а л и с ь
поверхностными заимствованиями, другие
пробовали
п о н я т ь суть этого искусства. К этим последним отно­
сится Маковский, который использовал в своем твор­
честве т а к ж е средства выразительности, свойственные
детскому искусству и искусству старых фламандских
мастеров. Автор статьи отмечает тажке, что
своей
популярностью
Стрыеньская была
обязана
прежде
всего о б р а щ е н и ю к в а ж н ы м д л я в о з р о ж д а ю щ е г о с я
Польского Государства мифам: легендам,
связанным
с эпохой Пястов и Яносиком.
Э л ь ж б е т а
Б е р е н д т
— СКУЛЬПТУРЫ
МИКОЛАЯ ЗАГОРНОГО
Скульптор постояннно живет в Лиготе
Велькой
в Н и ж н е й С и л е з и и , где п о с е л и л с я после в о й н ы , п о ­
к и д а я свою деревню, к о т о р а я сейчас находится на
территории СССР. Занимался сельским
хозяйством,
был сапожником
и колесником. Скульптором
стал
после смерти своей ж е н ы , когда ему минуло
уже
80 л е т . С н а ч а л а э т о б ы л и ч а с о в е н к и , п о т о м ц и к л
„деревянной истории".

�DO NASZYCH P R E N U M E R A T O R Ó W I

CZYTELNIKÓW

I n f o r m u j e m y z p r z y j e m n o ś c i ą , iż l i m i t n a k ł a d u pisma z o s t a ł z w i ę k s z o n y , t a k że n i k t nie
p o w i n i e n m i e ć t r u d n o ś c i z p r e n u m e r a t ą . J e ś l i b y jednak g d z i e ś takie t r u d n o ś c i w y s t ą p i ł y , p r o s i m y
o powiadomienie nas o t y m . D z i ę k i ż y c z l i w e m u stosunkowi D e p a r t a m e n t u W y d a w n i c t w P A N
r o c z n i k 1988 m a z w i ę k s z o n ą o b j ę t o ś ć o cztery arkusze.
N u m e r obecny, u k a z u j ą c y się z nieznacznym o p ó ź n i e n i e m (za k t ó r e przepraszamy), jest
o s t a t n i m w y d a w a n y m w dotychczasowej technice d r u k u .Nowa (fotoskład) zapewni w i ę k s z ą
c z y t e l n o ś ć t e k s t u . Jeszcze w p i e r w s z y m p ó ł r o c z u u k a ż e się n u m e r

podwójny

(o z w i ę k s z o n e j

o b j ę t o ś c i ) , p o ś w i ę c o n y k u l t u r z e ż y d o w s k i e j , ludowej sztuce Ż y d ó w polskich, ich miejscu w ż y c i u
społeczności chłopskiej.
J e d n o c z e ś n i e przepraszamy C z y t e l n i k ó w i p . W i k t o r a W o ł k o w a , znakomitego fotografika,
za opuszczenie w numerze 3/1988 i n f o r m a c j i o t y m , iż jest on a u t o r e m wszystkich z d j ę ć do a r t .
Wojciecha Zaleskiego Kapliczki

błagalne

i święte

sosny z okolic Supraśla

(ss. 186—195). Pocie­

szamy się t y m , że wielu C z y t e l n i k ó w zapewne zwróciło u w a g ę , że zdjęcia w a r t y k u l e s ą w s w y m
charakterze identyczne z f o t o g r a f i ą

k t ó r a zdobi o k ł a d k ę — i k t ó r a z o s t a ł a właściwie podpisana.

Opuszczenie i n f o r m a c j i w a r t y k u l e jest dla nas t y m przykrzejsze, że wszyscy c i e s z y l i ś m y się
t y m i z d j ę c i a m i i s t a r a l i ś m y się je j a k najlepiej w y e k s p o n o w a ć w numerze.
A.J.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10229" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10207">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ad479617a0b83f6e0fac2b20a7ae1f99.pdf</src>
        <authentication>5c56f0fbb7d0b9a64745d92f3887020a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121602">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121603">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121604">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121605">
                <text>Tunbaszi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121606">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.273-274</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121607">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121608">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121609">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121610">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121611">
                <text>Jacek Olędzki

TUNBASZI

Czyli o przeobrażeniach wyobraźni symbolicznej
w paradygmatycznq. I przynależności metodologicznej niezależnej

Miło m i b y ł o

przeczytać

w j u b i l e u s z o w y m numerze P S L

sympatyczno

wspomnienie

moich

egzaminacyjnych,

stawianych

słoń

— zapytywał

pytań

Ludwika

Stommy

o

osobliwości

przed k i l k u n a s t u

j a k m a się o d ż y w i a ć nie p e n e t r u j ą c t r ą b ą p o ś r ó d owocodajnych
k o n a r ó w ? O t ó ż po p r o s t u , bezczynnie s t o j ą c i t y l k o

czekając,

aż m u m a ł p a wrzuci do samego o t w o r u g ę b o w e g o p o m a r a ń c z ę ,
czy k i ś ć d a k t y l i .

laty:
„Dlaczego
(przynależność

ma trąbę?

metodologiczna

nieokreślona)

Jacek

Z a t e m Tunbaszi, czyli Sama P r z e b i e g ł o ś ć l u b w dosadniej-

Olędzki

i zarówno

feno­

szym p r z e k ł a d z i e W i e l k a O b ł u d a ,

czyli Sama H i p o k r y z j a , to

menolog, j a k i s t r u k t u r a l i s t a ( o j , t a k i c h się m i a ł o k i e d y ś wspa­

b ę d ą c s ł o n i e m ( i s t o t ą z t r ą b ą ) , u ż y c z e n i e g r z b i e t u m a ł p i e . A dalej,

n i a ł y c h s t u d e n t ó w , sic! — J O ) o k a z y w a l i się bezradni

j a k na przedstawieniu, m a ł p a grzbietu z a j ą c o w i , a o n p t a k o w i .

wobec

tak perfidnie s f o r m u ł o w a n e g o p r o b l e m u . — Dlaczego słoń m a

Ptak

t r ą b ę ? — ż e b y się F r e u d dziwił. S k ą d i n ą d f a k t e m jest jednak,

M ó g ł b y sobie swobodnie l a t a ć , owoce d z i o b a ć , a t u nie. O n m a

w tej przyjaznej

czwórce

jest

najciężej

doświadczony.

że słoń t r ą b ę rzeczywiście posiada. M a r ó w n i e ż d w a k ł y z kości

w i e ń c z y ć f i g u r ę zgodnego i harmonijnego w s p ó ł ż y c i a . O n z r y w a

słoniowej — konstatuje S t o m m a — o d s t a j ą c e uszy, jest bardzo

owoce i podaje je z a j ą c o w i ( k r ó l i k o w i ) . T e n z a ś z w y k ł — j a k

d u ż y i dlatego rzuca się w oczy. A j a k j u ż w oczy kole, to spokoju

w i a d o m o — z r e g u ł y w y p e ł n i a ć role mediacyjne. Co m a ł p a m a

nie zazna (bardzo dobrze — J O ) . P r z y j d ą fenomenolog ze s t r u k ­

robić

t u r a l i s t a , p o t e m jeszcze t a k i O l ę d z k i ( p r z y n a l e ż n o ś ć metodolo­

k a p i t a l n e stwierdzenie Claude Levi-Straussa, że z w i e r z ę t a

giczna n i e o k r e ś l o n a ) i z a c z n ą

j u ż wiemy, wyręczać

bezpośrednio

trąbę.

Pamiętając
„nie

są wybierane dlatego, ż e « n a d a j ą się do jedzenia », lecz dlatego,

1

deliberować" .

Co b y m d a ł g d y b y m , oj g d y b y m przed l a t y t y c h p a r ę z d a ń

że

« n a d a j ą się do m y ś l e n i a » , w y b r a ł e m na egzamin t r ą b ę nie

o t r z y m a ł napisanych zamiast w y m u s z a n i a j a k i c h ś odpowiedzi.

dlatego, że nadaje się do w y k o r z y s t a n i a zgodnie z j e j przezna­

J a k w i a d o m o , u n i k a m egzaminowania i zazwyczaj p r o s z ę m o i c h

czeniem, l u b do jedzenia, lecz dlatego, że nadaje s i ę do m y ś l e n i a

s ł u c h a c z y , a b y zechcieli t ę m o j ą r e p u l s j ę u s z a n o w a ć i c o ś n a p i ­

i to bez w ł ą c z a n i a w t e n proces o s i ą g n i ę ć w i e d e ń s k i e j

sanego nawet bardzo k r ó c i u t k i e g o , lecz w ł a s n e g o , p r z y g o t o w a ć

psychoanalitycznej.

na o k o l i c z n o ś ć zaliczenia zajęć. O t ó ż t a k i jestem belfer-metodyk,

wania s t r u k t u r a l i s t y c z n e g o .

z a ś dalej, na s a m y m k o ń c u , b ę d z i e o wyznawanej przeze m n i e

3

W z u p e ł n o ś c i wystarcza metoda

szkoły

postępo­

T a k o ż w i ę c , dlaczego słoń m a t r ą b ę ? P r a w i d ł o w a o d p o w i e d ź

metodologii. Przed t y m koniecznych jest t r o c h ę w i a d o m o ś c i na

w

temat.

dlatego i t y l k o dlatego (to j u ż chyba przesada), a b y m ó g ł s y m ­

D r o g i L u d w i k u , p y t a n i e dlaczego słoń m a t r ą b ę , d l a l u d z i

kontekście

znajomości

Tunbaszi

brzmieć

powinna:

ma

b o l i z o w a ć o b ł u d ę , h i p o k r y z j ę i p r z e b i e g ł o ś ć . O c z y w i ś c i e za k a ż d y m

korzystają­

razem w t e n s p o s ó b o d p o w i a d a j ą c , n a l e ż y p a m i ę t a ć o odmiennej

cych z n o r m e t y c z n y c h l u d n o ś c i pasterskiej, nie n a l e ż y do oso­

k w a l i f i k a c j i moralnej (szczególnie u l u d ó w stepowych) w s z y s t k i c h

b l i w y c h . A l e p r z y z n a j ę , że w p y t a n i u t y m zawiera się „ p e r f i d n i e

trzech p o j ę ć e t y c z n y c h .

wychowanych w kulturze buddyjskiej a w dodatku

s f o r m u ł o w a n y p r o b l e m " . O t ó ż , z a c z ą ć n a l e ż y od tego, że „ n a s z e "
p y t a n i e ł ą c z y się ściśle z p r a s t a r y m i p r z y p o w i e ś c i a m i ,

pocho­

Od siebie natomiast powinienem d o d a ć , j u ż nie o d w o ł u j ą c
się L u d w i k u do genialnego Straussa, że m n i s i b u d d y j s c y (tudzież

d z ą c y m i z I n d i i i I r a n u , o „ d r z e w i e ż y c i a " i „ c z t e r e c h zaprzy­

lamowic B u d d y z m k r z e w i ą c y ) , podobnie j a k nasi ś r e d n i o w i e c z n i

jaźnionych

scholastycy, z a b a w i a j ą

i

zwierzętach"

ptaku. Przypowieść

tematem
często

wyobrażeń

występujących

— słoniu,

o czterech

małpie,

zającu

(króliku)

zaprzyjaźnionych

s t a ł a się

graficznych, malarskich i

rzeźbiarskich,

pytali".

Właśnie

w świątyni,

specjalnie

wyznaczonego

dnia

w przorwie m i ę d z y m o d l i t w a m i , c z ę s t o zaraz po s p o ż y t y m posił­

i Nepalczyków (il.

k u nieopodal o ł t a r z a . W s t a j ą ze swych miejsc, p r z e c h o d z ą n a

1—2). Zamieszczone t u ilustracje u k a z u j ą c z w ó r k ę z w i e r z ą t pod

ś r o d e k b u d o w l i i w g ł ó w n y m p r z e j ś c i u , na oczach g a p i ó w , w zbitej

Mongołów,

symboli ołtarzowych

„ce­

w

mieszkaniach

w repertuarze

się do dziś w swych ś w i ą t y n i a c h

r e m o n i ą zagadek", c z y m ś co n a z y w a m y stawianiem sobie „ g ł u p i c h

Tybetańczyków

k o n a r a m i wysokiego drzewa owocowego. N a n a j w y ż s z y c h g a ł ę ­

gromadce o d p o w i a d a j ą na p y t a n i a w y k r z y k i w a n e na w y p r z ó d k i .

ziach g ę s t o wiszą p o m a r a ń c z e (sic!). Słoń s t o j ą c y pod drzewem

Dlaczego słoń m a t r ą b ę , t o jedno z takicłi p y t a ń etyczno-filo-

nie w y c i ą g a t r ą b y do t y c h o w o c ó w . Jego t r ą b a ł a g o d n i e zwisa
lub jest p o d w i n i ę t a !

2

O t ó ż L u d w i k u , t a k j a k słoń dla I b o m o ż e

b y ć symbolem g w a ł t o w n o ś c i i b r z y d o t y — o c z y m piszesz —
a gracji i p i ę k n a kobiecego w I n d i a c h (chodzi m i ę d z y

innymi

zoficznych.
Mają

Można

n a to p y t a n i e o d p o w i e d z i e ć

tak również:

po t o , a b y z niej nie k o r z y s t a ć , ż y j ą c w harmonijnej zgodzie

z innymi

zwierzętami.

W najnowszych, d o b r y c h czasach w M o n g o l i i , gdzie t a k j a k

o p o d o b i e ń s t w o balansowania b i o d r a m i u t y c h r ó ż n y c h , s k ą d i n ą d ,

u nas a r t y s t ó w l u d o w y c h otoczono o p i e k ą p a ń s t w o w ą , Tunbaszi

istot), t a k w o p i s y w a n y m t u przedstawieniu słoń symbolizuje

m o g ł o się s t a ć dobrem „ s z e r o k i e g o o g ó ł u " . W akcie t y m za­

obłudę, hipokryzję

g u b i ł o pewne istotne szczegóły, a inno dopracowano! N i e m a j u ż

l u b t y l k o p r z e b i e g ł o ś ć , k t ó r e t o cechy na

D a l e k i m Wschodzie m a j ą zasadniczo i n n ą n i ż u nas k o n o t a c j ę

drzewa owocowego. Słoń nie musi więc b y ć k a r m i o n y ! D ź w i g a

etyczną.

przedstawienie,

na k a r k u t r ó j k ę nic nie m a j ą c za t o . S k ó r a n a jego cielsku, ina­

m o ż n a p r z e ł o ż y ć na n a s z ą S a m ą P r z e b i e g ł o ś ć . Dlaczego ? Jeszcze

czej n i ż n i e g d y ś , jest strasznie pomarszczona. A l e m a ł p a p r z y ­

T u n b a s z i , bo t a k nazywane

jest

to

się nie d o m y ś l a s z ? O t ó ż cłiodzi o t ę w ł a ś n i e t r ą b ę , j e d n a k ż e zwi­

j a ź n i e macha ł a p ą . P t a k i z a j ą c (królik) dumnie w z n o s z ą g ł o w y .

s a j ą c ą , c h o c i a ż b y p o d w i n i ę t ą , lecz nie p r ę ż ą c ą się k u g ó r z e , k u

Słoń nadal m a t r ą b ę o p u s z c z o n ą . T o w s p ó ł c z e s n e przedstawienie

zauważyłeś,

Tunbaszi k o n k u r u j e oficjalnie z europejskim g o ł ą b k i e m p o k o j u .

że słoń m u s i s p o ż y w a ć więcej n i ż drobniejsze z w i e r z ę t a . A więc

owocom n a w y s o k i m

drzewie. S ł u s z n i e

wszelako

W albumach c z ę s t o figuruje poprawione Tunbaszi z podpisem

273

�w

trzech

pokoju,

językach

światowych:

współistnienia

Przyjaźń

we w s p ó ł p r a c y

dobranych przyjaciół, rozumiejących

czworga.

Symbol

jednego z d r u g i m ,

jako

1

się c a ł k o w i c i e ' .

Na koniec t a k a r o k a p i t u l a c j a . W s p i e r a j ą c .się m y ś l ą R o l a n d a
nacji

symbolicznej, n a t o m i a s t Tunbaszi socjalistyczne,
symbolem

&lt;lygmatycznej.
na,

4

dostojniojszym,

za

przejaw

imagichociaż

wyobraźni

para-

I jeśli forma pierwszego jest z w i ę z ł a i sugestyw­

to forma drugiego n i e p r z e k o n y w u j ą e a ,

wręcz

Co się t y c z y L u d w i k u

moralnie.

przynależności

metodologicznej,

to p o w o l i , niestety bardzo p o w o l i , staje się ona

określona.

Próbując

z broszurki
figurę
jaśniać,

państwowo

kontemplować

dewocyjnej

z kości
wręcz

pomarańczowe

Tunbaszi

(współ­

(z

słoniowej,

zbyt

usprawiedliwiać.
w y i asta

r

w

dawną,

drzewem

górę

próby

niepokojącego

skromną

owoc* w / m ) ,

rycinę

czy

solidną

wiele trzeba, d o p o w i a d a ć ,
Oto

na

rycinie

niczym

wy­

( i l . 1) drzewo

grusza, zaś

obok

na

co do niej n a l e ż y ( p o d a w a ć słoniowi owoc) się drapie. I t d . Z a ś
we

oczywiście!

mej

i niereligijne,

wierzbie nie gruszki lecz też p o m a r a ń c z e . M a ł p a zamiast r o b i ć

wątpliwa.

I j a k t u jest d o p r a w d y z t ą t r e ś c i ą , k t ó r ą n a z y w a m y o b ł u d n ą ?
F a k t y d ł u g i e g o t r w a n i a ? No

(dawno)

czesne), nie w y k s z t a ł c i ł y — j a k s ą d z ę — dzieł n a j w y ż s z e j
a r t y s t y c z n e j . Coś w t y c h o b y d w u Tunbaszi jest

Barthesa n a l e ż y starodawne Tunbaszi u z n a ć za przejaw
jest

Tunbaszi

Od

współczesnym

Tunbaszi d r a ż n i ą c e

są

stereotypowe

środki

w y r a z u , j a k g ł ę b o k i e b r u z d y na s k ó r z e s ł o n i a , przesadny u ś m i e c h
m a ł p y , jej a n t r o ] l o m o r f iezny p r z y k l ę k , nie m ó w i ą c j u ż o geście

j a k i e g o ś j u ż czasu — w s t y d się p r z y z n a ć —- jestem p o g o d n y m

ł a p y , p r z y p o m i n a j ą c y m znane pozdrowienia p r z e s y ł a n e z t r y b u n .

p e r y p a t e t y k i e m . Dokucza m i jednak L u d w i k u stale, rejestr

N a szczęście w k u l t u r z e artystycznej M o n g o l i i p r z e c h o w a ł y

gromadzonych
(1953

dotychczas

opinii:

niedojrzały

ideologicznie

г.), po grobowiec; duperehrych z a i n t e r e s o w a ń

nieświadomy

fenomenolog

(1973—77). P r z y j m i j

na­

—

(1963),
proszę

czy
—

P.S. Z a p o m n i a ł e m , że korespondujemy k o r z y s t a j ą c z wielkiej
redakcji

pisma

poświęconego

sztuce.

szczere

i prawdziwe,

rozstrzygnięć

etyczno-filozoficznych

chowujących

się d o s y ć

takimi

serdeczny u ś c i s k d ł o n i .
życzliwości

bezpretensjonalne,

j a k i m i one

1967, nr 4, s.

nie

pretendujące

wyobrażenia

naturalnie pod
5

są rzeczywiście .

zwierząt,

drzewami

(Pol.

Szt.

się
do
za­

owocowymi,

Lud.

R.

XXI

212).

Religijne

P R Z Y P I S Y

1

L . S t o m m a , Jackowi,
1987, n r 1—4, s. 5

„Polska

Sztuka L u d o w a " , R. X L I ,

3

Levi-Strauss, Totemizm,
t ł u m . A . Stcinsberg, P W N W a r ­
szawa 1968, s. 120
R . Barthes, Mit i znak. Eseje, W y b ó r , słowo w s t ę p n e i e z ę ' ć
p r z e k ł a d u J . B ł o ń s k i , p r z e k ł . W . B ł o ń s k a , J . Lalewicz, A , Ta­
t a r k i e w i c z , P I W W a r s z a w a 1979, s, 266—267
4

2

Por. T . Danzan-Osor i I s h i t a b k h a i , The
-Bator, 1966, p . 2

white lotus,

Ulan-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10228" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10206">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3d47f81673e9347b6239d3fff48af91a.pdf</src>
        <authentication>02e85808d4f009e1f7238bc31b7b5ad1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121592">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3192</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121593">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121594">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121595">
                <text>Teoria sztuki czy kultury ludowej? Od propozycji Eugeniusza Frankowskiego do "Polskiej Sztuki Ludowej" AD 1987 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121596">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.18-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121597">
                <text>Sokolewicz, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121598">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121599">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121600">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121601">
                <text>Zofia Sokolewicz

TEORIA
OD

SZTUKI

CZY, KULTURY

PROPOZYCJI

EUGENIUSZA

LUDOWEJ?

FRANKOWSKIEGO

D O „POLSKIEJ SZTUKI L U D O W E J " A D 1987

D l a h i s t o r y k a n a u k i 39 r o c z n i k ó w „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o ­
w e j " s t a n o w i w a ż n e ź r ó d ł o do r o z w a ż a ń n a d t w o l u c j ą

poglą­

M . Sobeskego, reminiscencje

filozofii

G. Hegla,

H.

Taine'a, W . D i l t h e y ' a — a wszystko t o na gruncie swoistej t o o r i i

d ó w na t o m a t sposobu badania s z t u k i l u d o w o j . Jost to n i o w ą -

owolucji.

t p l i w i e ogromna z a s ł u g a j e j dawnego

jost d o s y ć t r u d n e ze w z g l ę d u n a s ł a b ą w gruncie rzeczy z n a j o m o ś ć

i obecnogo, niewielkiego

Rozszyfrowanie

gonozy

poglądów

Frankowskiego

z e s p o ł u redakcyjnego, w r a ż l i w e g o na wszelkie dyskusje w sze­

jogo s t u d i ó w , s k ą p e d o k u m o n t y osobiste d o t y c z ą c e

roko p o j ę t y m ś r o d o w i s k u n a u k o w y m , a liczącogo w s w y m gro­

a k t y w n o g o i t w ó r c z e g o okresu jego ż y c i a przed 1939, k t ó r y c h

n i e w s w o i m czasie z n a w c ó w tej m i a r y co K s a w o r y P i w o c k i ,

najważniejsza

Tadousz

przypomnienie sonsu toj t o o r i i , j e j p o d s t a w o w y c h

nych:

Seweryn, a t a k ż e
Józefa

jej kolejnych r e d a k t o r ó w

Grabowskiego,

Romana

Reinfussa,

naczel­

Tadeusza

najbardziej

część z o s t a ł a zniszczona przez w o j n ę .

Jodnakże
twierdzoń,

w y d a j e się dziś niozmiornio w ł a ś c i w e w c h w i l i gdy poszukujemy

Zyglera, i wreszcie, k i o r u j ą c e g o p i s m e m nioprzerwanio od 1952

wciąż

roku,

s z e r z a j ą c e g o się pola b a d a ń k u l t u r y i s z t u k i ludowoj i g d y nie

Aleksandra

Jackowskiego.

Odbijając

losy b a d a ń

sztuki

ludowej pismo jost t o ż t y m s a m y m ś w i a d k i e m owolucji
etnologicznej, a przede w s z y s t k i m etnologicznej t e o r i i

myśli

ciorpliwogo

w y s i ł k u Aleksandra

Jackowskiogo, starannie o m i -

j a j ą c o g o w y p r ó b o w a n o j u ż szlaki i w i o d ą c e g o „ P o l s k ą
Ludową"

na

manowce

teorii. Bezpośrednim
jest z a s ł y s z a n a nie

bodźcom

do napisania

dawno

opinia

Sztukę

efektywnych teorii wyjaśniania

coraz

t o roz­

Punkt
człowiek

wyjścia

t o o r i i Frankowskiego s t a n o w i z a ł o ż e n i e , że

jest i s t o t ą b i o l o g i c z n o - k u l t u r o w ą ,

zabezpieczenie ż y c i a i jogo przekazanie.
człowiek

realizuje

a jego celem

To celo

jest

podstawowe

w środowisku naturalnym, które

warunkuje

powszechnie

jogo d z i a ł a n i a i o k r e ś l a i c h r y t m , c z ę s t o t l i w o ś ć , w p ł y w a na i c h

mej w y p o w i e d z i

f o r m ę . Podobnio do M . Maussa i L . L ó v i - B r u h l a i zapowne p o d

nie zawsze uznawanych

tak

dla

bardziej

u s t a ł y joszcze dyskusje, czy jost ona s z t u k ą czy nie.

kultury.

T y c h p a r ę słów s t a n o w i ć m a s k r o m n y d o w ó d uznania

jednego z e t n o g r a f ó w :

ich w p ł y w o m ,

F r a n k o w s k i s ą d z i , żo c z ł o w i e k

p i e r w o t n y nie

w „ P o l s k i e j Sztuce L u d o w o j " z a b r a k ł o j u ż miojsca dla s z t u k i

wyobcowujo się ze ś r o d o w i s k a , nio stara w y r ó ż n i ć s i ę z niogo,

ludowej.

w r ę c z o d w r o t n i e , czuje się jego częścią. N i o w i d z i w i ę c sprzecz­
w

n o ś c i m i ę d z y niebom a z i o m i ą , r ó ż n i ą c się s t a n o w i ą one jedno-

„ P o l s k i e j Sztuce L u d o w e j " redagowanej przez Aloksandra Jac­

cześnio j e d n o ś ć — nio s ą z i s t o t y swej ś w i e c k i e l u b ś w i ę t e , ale

A w i ę c czy jest i j a k a jest sztuka ludowa prezentowana

s t a j ą s i ę n i m i z a l e ż n i e od o k o l i c z n o ś c i . T o o k r e ś l a n i e l u b raczej,

kowskiego i jogo k o m p e t e n t n y zespół 1
Odpowiedzi na to p y t a n i e m o ż n a p o s z u k i w a ć w r ó ż n y spo­
sób.

niusza

na p r z y k ł a d z i e

t e o r i i s z t u k i ludowej

Frankowskiego. T r a k t u j ą c

inspiracji

dla b a d a ń

spró­

zano jost ściśle ze sposobem m y ś l e n i a c z ł o w i o k a , z m y ś l e n i o m
n a z y w a n y m przez Frankowskiego m a g i c z n y m . I t e m u t o w ł a ś n i e

j ą jako p u n k t wyjścia

współczesnych

będę starała

dla

się w s k a z a ć

na s ł u s z n o ś ć p r z y j ę t e j p o l i t y k i redakcyjnoj w doborze

dowej

człowiekowi

zawdzięczamy

E.

prezentację

polskiej

Frankowskiemu.

sztuki

Opublikował

lu­

ją

w

jest,

zdaniem

Frankowskiego,

poczucie

„ S z t u k a jost... zjawiskiem od ż y c i a n i e o d ł ą c z n y m — pisze
Frankowski

systematyczną

właściwe

p i ę k n a , k t ó r e u j a w n i a się w d z i e ł a c h s z t u k i .

tematów

i problemów.
Piorwszą,

odczucie miejsca c z ł o w i e k a w świecie, wo w s z o c h ś w i e c i e , z w i ą ­

Eugo-

S k o m p l i k o w a n o d y l e m a t y badacza s z t u k i ludowej

buję przedstawić

i stwiordza daloj,

że jost ona

ujawnieniom

poczucia p i ę k n a , k t ó r o jost o r g a n i c z n ą s k ł a d o w ą duszy l u d z k i o j ,
o d nioj n i e o d ł ą c z n ą " .

1

Poczucie p i ę k n a s t a n o w i w i ę c n a t u r a l n ą ,

1934 r . we w s p a n i a ł y m w y d a w n i c t w i e „ W i e d z a o Polsce" p o d

przyrodzoną cechę, właściwą człowiekowi, której uzewnętrznie­

t y t u ł e m Sztuka

n i e m jost sztuka. W y n i k a

ludowa.

71 s t r o n f o r m a t u A 2 ze 129 z n a k o m i ­

t y m i f o t o g r a f i a m i od zydla z a k o p i a ń s k i e g o po r ó z g ę

weselną

z togo przekonanie

o powszechności sztuki i jej p o d w ó j n y m

Frankowskiego

niejako

charakterzo.

z a w i e r a ł o p r e z o n t a c j ę w i e l u w a ż n y c h toorii k u l t u r y togo czasu

Jost sztuka d z i e ł e m c z ł o w i e k a w y r a ż o n y m za p o m o c ą d o s t ę p n y c h

od

m u ś r o d k ó w , ale t e ż m a swoje ź r ó d ł a w biologii, a ściśloj w psy­

ewolucjonistycznej

toorii

s y m b o l u przoz

rites

de

passage

A . v a n Gennepa po p s y c h o a n a l i z ę Z . Freuda.

chice c z ł o w i o k a , jost zjawiskiem par excellence

psychicznym.

D o m o m e n t u w y d a n i a p r a c y Frankowskiego sztuce ludowej

Jest to zalożenio niozmiornio istotno dla sporu h i s t o r y k ó w s z t u k i

p o ś w i ę c o n o wiele o p r a c o w a ń , z w ł a s z c z a regionalnych. W y p a d a

0 psychiczny czy t e ż s p o ł o e z n y jej charakter. Przyznanie sztuce

t u w s p o m n i e ć z a l i c z a n ą d z i ś do k l a s y k i p r a c ę W . Matlakowskiego

naturalnego

0 budownictwie ludowym

na P o d h a l u

z l e k t u r Frankowskiogo — a m a m y d o w o d y na t o , że b y ł w y b i t ­

tnie w y d a n y m Zdobnictwie

(1900), n a s t ę p n i o r o z p r a w ę St. B a ­

rabasza o

(1892) i jego p o ś m i e r ­

sztuce ludowej na P o d h a l u

nym

orudytą,

zdajo

się z r e s z t ą

wynikać

nie

tylko

ś w i o t n i e z o r i e n t o w a n y m w trendach n a u k i świa

towoj — ale i z jogo przyrodniczego w y k s z t a ł c o n i a . F a k t , ż(

n a d m u z y k ą l u d o w ą na Podhalu A . C h y b i ń s k i o g o i J . Zborow-

etnografia w y r a s t a ł a w X I X w i e k u z i n n y c h , w c z e ś n i e j uformo

skiogo, g ł o w n i o prowadzono w okresio m i ę d z y w o j e n n y m ,

dalej

w a n y c h d y s c y p l i n , m u s i a ł r z u t o w a ć na s p o s ó b j o j u p r a w i a n i a

dotyczące

F r a n k o w s k i u z y s k a ł po studiach n a w y d z i a ł a c h p r z y r o d n i c z y n

zbieracza,

(1028—1930),

charakteru

badania

prace niestrudzonego

Seweryna

Udzieli,

g ł o w n i o regionu krakowskiego. N a l e ż y t u t e ż p o d k r e ś l i ć wiolkio

1 m e d y c z n y m a b s o l u t o r i u m w zakresie archoologii i a n t r o p o l o g i i

zasługi

Można

współczesnych

Frankowskiemu

T.

Dobrowolskiego

w

1 T . Soworyna.
Na

t y m dość

bogatym

tle rozpraw

szczegółowych

praca

toż przypuścić,

Katodrzo

ż e badania

Antropologii

etnograficzne

Uniwersytetu

prowadzon&lt;

Jagiellońskiego

po(

k i o r u n k i o m t w ó r c y antropologicznej s z k o ł y k r a k o w s k i e j , J u ł i a n i

Frankowskiego z a s ł u g u j o na s z c z o g ó l n ą u w a g ę . P r z e g l ą d r ó ż n y c h

T a l k o - H r y n c e w i c z a , m u s i a ł y m i m o etnograficznych

działów

w a ń tego ostatniego, n o s i ć na sobio z n a m i ę w a r s z t a t u p r z y r o d

s z t u k i ludowej z o s t a ł

w y r a ź n i e zarysowanej

tu

bowiem

podporządkowany

koncepcji teoretycznoj. K o n s t r u k c j a

ta

niczego. C h o ć n a ł o ż y t e ż u w a ż n i o w y s ł u c h a ć A n n y

zaintereso
Kutrzeby

nosi na sobie z n a m i ę czasu. Z n a j d u j o m y w nioj inspiracje p ł y ­

-Pojnarowoj g d y piszo: „ N i o d a j m y się p r z y t y m z m y l i ć nazwie

nące

antropologia w okresio s t u d i ó w u n i w o r s y t o c k i c h F r a n k o w s k i e g

18

I

estetyka

z prac L . L e v i - B r u h l a ,

szkoły H . Wolfflina,

poglądów

�obejmuje — nie t y l e j a k o p r z e d m i o t s t u d i ó w , co j a k o p r z e d m i o t

m y ś l i g d y pisze „ w ł a ś c i w o ś c i rasowe". N i o s ą d z ę b y n a l e ż a ł o go

z a i n t e r e s o w a ń n a u k o w c ó w g r u p u j ą c y c h się w l a ś n i o w K r a k o w i e

o s k a r ż a ć o p r z e s ą d y rasowe. J e d n a k ż e , j a k o a n t r o p o l o g z w y ­

(od 1933 r o k u j a k o K o m i s j a A n t r o p o l o g i c z n a A k a d e m i i U m i e j ę t ­

k s z t a ł c e n i a , m u s i a ł z d a w a ć sobie s p r a w ę z tego, że f a k t zawie­

ności) — nie t y l k o zagadnienia człowioka fizycznego, ale cało­

rania m a ł ż e ń s t w zgodnie z o k r e ś l o n y m i r e g u ł a m i o g r a n i c z a j ą c y m i

2

k s z t a ł t wiedzy o c z ł o w i e k u , a w i ę c w t y m t a k ż e i jego k u l t u r ę " .
To całościowo ujmowanie c z ł o w i e k a m u s i a ł o j e d n a k powodo­
w a ć c h o ć b y t o , ż e uczeni wspomnianego k r ę g u nie z a p o m i n a l i

d o b ó r m a ł ż o n k ó w do o k r e ś l o n e j g r u p y t e r y t o r i a l n e j , zawodowej,
s p o ł e c z n e j , etnicznej, m u s i a ł w p ł y w a ć

na

rozkład

cech w sonsio s t a t y s t y c z n y m p r z e w a ż a j ą c y c h

n i g d y o t y m , żo człowiok jest i s t o t ą f i z y c z n ą i ż e do spraw k u l t u r y

i

chcieli

łatwiej

t y p u . N a podstawie p u b l i k o w a m ' c h przez Frankowskiego foto­

ewolucyjnej

g r a f i i z b a d a ń terenowych m o ż n a s ą d z i ć , żo p r z y w i ą z y w a ł w i e l k ą

stosować miarę

obiektywną,

a

nadto że t y m

p r z y c h o d z i ł o i m p o s ł u g i w a n i e się zasadami t e o r i i

stanowiących

zazwyczaj

podstawę

do

fizycznych

w danej grupie

określania

rasowego

i konstruowanie szorogów t y p o l o g i c z n y c h , d a j ą c y c h się w y p r o ­

w a g ę do ludzkioj postaci i to nie t y l k o ze w z g l ę d u na stroje l u b

wadzić

inne akcesoria, ale ze w z g l ę d u na s t u d i u m t w a r z y ludzkiej i ludz­

drogą

kolejnych

i najprostszej f o r m y .

przekształceń

z

jakiejś

najstarszej

W t y m t a k ż e sensie ś w i a t b y ł dla

nich

kiej postaci. N i o b y ł y to w sensie ś c i s ł y m studia p o r t r e t o w o , ale

na

u j a w n i a ł y ono zainteresowania badacza o s o b o w o ś c i ą b a d a n y c h

j e d n o ś c i ą . D l a Frankowskiego b y ł n i m r ó w n i e ż ze w z g l ę d u

j e d n o e z ą c o go r y t m y p r z y r o d y , k t ó r y m i ż y c i e c z ł o w i e k a i c a ł a

w y r a ż a j ą c ą się w rysach t w a r z y i r u c h u . N i e w i e l u

jogo t w ó r c z o ś ć w ten l u b i n n y s p o s ó b b y ł y

jost nawet dziś badaczy, k t ó r z y , poza J a c k i e m O l ę d z k i m ,

Nio

wszystkie

jednak

zagadnienia

podporządkowane.

ujmował

Frankowski

kwestio u w z g l ę d n i a j ą .

Wśród

młodszych

naprawdę

można wymienić

te
K.

w ten s p o s ó b . T a k i m w y j ą t k i e m b y ł o poczucie p i ę k n a . T a szcze­

K u b i a k a p r z y g o t o w u j ą c e g o p r a c ę d o k t o r s k ą na t e m a t a n t r o p o ­

g ó l n a cecha n a t u r y ludzkiej

l o g i i fotografii, z obcych prac n a j c i e k a w s z ą

nie zna r o z w o j u w czasie i prze­

Georgievoj N urodna

tywistycznych haseł w teorii Frankowskiego m i e l i b y ś m y t u

t r e t y „ s t a r y c h , m ą d r y c h , i n n y c h " w n o s z ą wielo do

do

czynienia z o d r o b i n ą a n t y e w o l u c j o n i z m u l u b nawet a n t y n a t u r a -

(1984), w k t ó r e j

por­

znajomości

P e w n ą t r u d n o ś ć nasuwa o k r e ś l e n i e Frankowskiego, że pewne

T a w ł a ś n i e potrzeba p i ę k n a p o w o ł u j e do ż y c i a s z t u k ę .
c z y m ż e jest w gruncie rzoczy sztuka —• w y t w o r e m

Bo

kulturowym

s z c z e g ó l n e g o r o d z a j u , n o s z ą c y m na sobie z n a m i ę p i ę k n a . „ K a ż d y
w y t w ó r k u l t u r o w y m o ż e b y ć dziełom s z t u k i (s. 345) — m ó w i F r a n ­
k o w s k i . S z t u k a z a ś jest r e a l i z a c j ą p o t r z e b y c z ł o w i e k a — odpo­
w i a d a p o t r z e b o m ż y c i a r o z w i j a j ą c e g o się p o d w p ł y w e m n a t u r a l ­
D o w i a d u j e m y się w i ę c , ż e podstawowe cele c z ł o w i e k a pole­
na

zabezpieczeniu i przekazaniu ż y c i a realizowane

w środowisku naturalnym wywierającym
wpływ

regulujący

i warunkujący.

na

są

c z ł o w i e k a i jogo

Powstałe

wytwory

k u l t u r o w o , a w t y m t a k ż e dzieła s z t u k i , n o s z ą na sobie z n a m i ę
t y c h l u d z k i c h colów i w a r u n k ó w ich

realizacji.

D o tego n a l e ż y

jeszcze d o d a ć d u r k h e i m o w s k ą z a s a d ę , że wszystkie w y t w o r y k u l ­
t u r o w e są p r z e j a w a m i ż y c i a zbiorowego, z a s a d ę , k t ó r a , j a k w y ­
k a ż ę dalej, s t a n o w i istotne znaczenie dla F r a n k o w s k i e g o w ana­
lizie procesu t w ó r c z e g o .
Zależność

sztuki

od

cechy rasowo s ą istotne dla o s o b n i k ó w t w ó r c z y c h . Jest w t y m
j a k b y cień przypuszczenia, żo m o g ą o n i r ó ż n i ć się od

innych

s w y m i uzdolnieniami g d y ż s ą fizycznie i n n i od i n n y c h w a r s t w
s p o ł e c z n y c h , od o d t w ó r c ó w i k o n s u m e n t ó w . U w a g a t a jest za­
pewne c a ł k i o m na miejscu w opoce, w k t ó r e j praco nad procesom
t w ó r c z y m i o k r e ś l e n i e m coch o s o b n i k ó w t w ó r c z y c h

angażowały

u w a g ę uczonych k u cechom i n d y w i d u a l n y m jednostek, c a ł k i o m

n y c h w a r u n k ó w otoczenia.

twory

mitologia

o p o w i a d a n y c h przez nich m i t ó w i w i e r z e ń .

lizmu ?

gające

Bułgarska

wydaje m i się I .

s t r z e n i " (s. 345). C z y ż b y o b o k w i e l u ewolucjonistycznyeh i pozy­

biologicznej

natury

człowieka

F r a n k o w s k i w k i l k u p u n k t a c h : 1. „... c z y n n i k i e m

widzi

wspólnoty

p o m y s ł ó w jost w s p ó l n a b u d o w a ciała ludzkiego...". B u d o w a r ę k i ,
m e c h a n i z m p a l c ó w d a j ą c z ł o w i e k o w i m o ż l i w o ś ć p o s ł u ż e n i a się
o k r e ś l o n y m w a c h l a r z e m p o m y s ł ó w i m o ż l i w o ś c i , k t ó r e , stosownie
do p o z i o m u opanowanej t e c h n i k i m o ż e on r e a l i z o w a ć . Podejmuje
t u F r a n k o w s k i i d e ę , k t ó r ą r o z w i j a j ą obecnie psychologowie odno­
s z ą c do b u d o w y c i a ł a ludzkiego podstawowo kategorio m y ś l e n i a
jak lewo—prawo, g ó r a — d ó ł .

3

M a j ą one w t e d y t y l k o sons gdy

odniesione s ą do c z ł o w i e k a fizycznego w postaci, j a k ą z n a m y .

logicznie u p a t r u j ą c w n i c h m o ż l i w o ś c i uzyskania odpowiedzi na
p y t a n i e co

ten

proces w a r u n k u j e .

Należy

d o d a ć , że

sprawa

dziedziczenia cech niefizycznych do d z i ś nie jest z u p e ł n i e jasna
dla

antropologów.

Jak w y n i k a j e d n a k z przytoozonych słów Frankowskiego nie
wydziela on o w y c h cech rasowych j a k o o d r ę b n e j d e t e r m i n a n t y ,
ale t r a k t u j e j ą ł ą c z n i e z w p ł y w e m ś r o d o w i s k a antropogeograficznego, w i d z ą c c z ł o w i e k a j a k o c a ł o ś ć w w y m i a r z o n a t u r a l n y m
i w w y m i a r z e ż y c i a zbiorowego;
4. To życie zbiorowe nosi na sobie j e d n a k ż e p i ę t n o n a t u r y w pos­
t a c i r y t m u j a k i e m u podlega c y k l ż y c i a j e d n o s t k i i r y t m u do­
rocznego j a k i e m u podlega c a ł a z b i o r o w o ś ć w swej d z i a ł a l n o ś c i
gospodarczej, s p o ł e c z n e j i wreszcie o b r z ę d o w e j . O d n a j d u j e m y t u ,
zapowne znane F r a n k o w s k i e m u , m y ś l i Maussa w y r a ż o n e w Se­
zonowych przemianach
życia Eskimosów
(1906) i zapewne nie
s t a n o w i ą one w teorii Frankowskiego b e z p o ś r e d n i e g o z a p o ż y ­
czenia, ale raczej są jego o r y g i n a l n y m p r z e m y ś l e n i e m teorii rites
de passage v a n Gennepa i obiegowych w t e d y t e o r i i antropogeograficznyeh w p o ł ą c z e n i u z szerokim j u ż i p o z w a l a j ą c y m na po­
r ó w n a n i a , jego d o ś w i a d c z e n i e m t e r e n o w y m ( W o ł y ń , Polesie, N o ­
w o s ą d e c k i e , Pireneje).

P o d o b n ą m y ś l podejmuje w wiele l a t po F r a n k o w s k i m A . L o r o i -Gourhan w Le gęste et la parole (1964—1965) p r ó b u j ą c p o w i ą z a ć

G d y b y ś m y j e d n a k chcieli wspomniane W3'żej przez F r a n k o w ­

e w o l u c j ę f i z y c z n y c h coch c z ł o w i e k a z z a s a d n i c z ą o w o l u c j ą k u l ­

skiego u w a r u n k o w a n i a u z n a ć za zdefiniowano z b y t o g ó l n i k o w o

t u r y i u p a t r u j ą c w rozwoju m o t o r y k i l u d z k i e j i s t o t n y c z y n u i k ,

i niedookreślone

ba, n a w e t w a r u n e k r o z w o j u p i e r w o t n y c h f o r m

a wspominanymi wytworami k u l t u r o w y m i , w t y m dziełami sztuki,

kultury;

do

togo stopnia, ż e z a l e ż n o ś c i m i ę d z y

2. Z a l e ż n o ś ć od ś r o d o w i s k a naturalnego i w ł a ś c i w o ś c i rasowych

m a j ą w rezultacie c h a r a k t e r a m b i w a l o n t n y i

o s o b n i k ó w t w ó r c z y c h . T u e l e m e n t y przyrodnicze splata F r a n ­

p o d j ę t y m z t a k i m aparatem pojęciowym m o g ą b y ć tylko dość

k o w s k i ze s p o ł e c z n y m i ( t w ó r c z o ś ć ) . W s p o m i n a b o w i e m w y r a ź n i o

o g ó l n i k o w e twierdzenia w r o d z a j u , że ś r o d o w i s k o w p ł y w a

w a r u n k i antropogeograficzne t w o r z ą c e ś r o d o w i s k o ,

którym

c z ł o w i e k a , t o z a r z u t u tego nio d a ł o b y się u t r z y m a ć w s t o s u n k u do

ż y j e c z ł o w i e k . Jest to w i ę c nie t y l e ś r o d o w i s k o n a t u r a l n e , ale

i n n y c h jego r o z w a ż a ń . J u ż idea r y t m u ż y c i a zgodnogo z c y k l e m

t a k j a k r o z u m i a ł a to antropogeografia k o ń c a X I X i pierwszej

o b r z ę d o w y m i r o c z n y m jest precyzyjnie zarysowana. Podobnie

p o ł o w y X X w i e k u ( k t ó r e j prace i s p o s ó b m y ś l o n i a

zgubiliśmy

d o k ł a d n i e o k r e ś l o n y j o s t p r z o d m i o t o w y c h wszelkich w p ł y w ó w to

c h y b a bezpowrotnie w l a t a c h 50-ych), t o

środowisko

znaczy w y t w ó r k u l t u r o w y a ściślej jego f o r m a . F o r m a s t a n o w i

znaczy

w

p r z e k s z t a ł c o n e i stale p r z e k s z t a ł c a n e w w y n i k u k u l t u r o w e j dzia­
ł a l n o ś c i l u d z k i e j . F r a n k o w s k i nie stara się t u oddzielić elementu

rezultatom

nimi
badań
na

c h y b a podstawowe dla t e o r i i F r a n k o w s k i e g o p o j ę c i e proste.
F o r m ą w y t w o r u k u l t u r o w e g o , a w i ę c i d z i e ł a s z t u k i , jest to,

natnralnogo o d k u l t u r o w e g o , u j m u j ą c je ł ą c z n i e ;

to co dane jest o b s e r w a t o r o w i w b e z p o ś r e d n i m

3. Ł ą c z n i o toż u j m u j e je p i s z ą c o z a l e ż n o ś c i a c h wszelkich w y ­

T y l k o j e j poznanie p r o w a d z i do uzyskania odpowiedzi na dalsze

tworów kulturowych

p y t a n i a o sens ludzkiego d z i a ł a n i a . B o w i e m „ F o r m a j a k i e g o k o l ­

od w ł a ś c i w o ś c i rasowych o s o b n i k ó w t w ó r ­

czych. N i e w i e m y , niestety, co k o n k r e t n i e F r a n k o w s k i m a

na

doświadczeniu.

wiek dzieła ludzkiego jest z e w n ę t r z n y m w y r a z e m jego przezna-

19

I

�o z o i i n i , i n n y m i s ł o w y , jogo t r e ś c i . F o r m a sama przez się, boz

klasycznych k r y t e r i ó w h a r m o n i i i s y m o t r i i . F o r m u ł u j e w i ę c t u

u w z g l ę d n i o n i a w y m i a r ó w czasu, jest c z y m ś p o z b a w i o n y m ż y c i a

prawo jedności formy

i o ż y w i a j ą dopiero t r e ś ć , istota przeznaczenia f o r m y , z r o z u m i a ł a

I t u c z y n i u w a g ę w a ż n ą . T w i e r d z i mianowicie, żo p i ę k n o nie zna

dopiero w przestrzennym ujęciu czasu" (s.

r o z w o j u w czasie i przestrzoni (s. 345). A więc w y t w o r y k u l t u r o w e

358).

F o r m a s t a n o w i więc p e w n ą i o b i e k t y w n ą p o d s t a w ę naszego
wnioskowania i n f o r m u j ą c

dzięki umiejętnoj

procodurzo o

tym

polegająco

na

h a r m o n i i jej

czynników.

zaliczane do dzieł s z t o k i zo w z g l ę d u na k r y t o r i u m p i ę k n a

nie

p o d l e g a j ą ewolucji f o r m y . K a ż d o p i ę k n o jest p i ę k n e m d o j r z a ł y m

co się pod n i ą k r y j e . Proponowana przoz Frankowskiego pro­

bez w z g l ę d u na to czy o b j a w i się w paleolicie czy w s p ó ł c z e ś n i e ,

cedura s t a n o w i p o w t ó r z e n i e d z i a ł a ń p r z y r o d n i k a , d z i a ł a ń ścisłych

nio przechodzi przoz ż a d n o stadia r o z w o j u . Jest p i ę k n e m jeżeli

p r o p o n o w a n y c h z r e s z t ą r ó w n i e ż i w estetyce przez H . Xaino'a,

spolnia w a r u n k i j e d n o ś c i

a w sztuce przez J . B u r c k h a r d t ' a . P u n k t pierwszy dzieła badacza

formy.

Podobnie nie owoluujo l u d z k a z d o l n o ś ć rozpoznawania p i ę k n a .

stanowi ustalonio wlaściwoj t y p o l o g i i t w o r z ą c e j sekwencjo f o r m

W k a ż d e j epoco p o j a w i a j ą się ludzie, k t ó r z y p o s i a d a j ą

n a s t ę p u j ą c y c h po solno chronologicznie. Ciąg t a k i m a genotyczny

r o z w i n i ę t e poczucie f o r m y "

charaktor.

r o z p o z n a ć j e d n o ś ć f o r m y c h a r a k t e r y z u j ą c ą rzeczy p i ę k n e .

Ustalonio

zależności

występowania

poszczególnych

t y p ó w danoj f o r i n y w przestrzeni i ustalonio m o ż l i w y c h histo­
rycznie

związków

między

sprawdzenie u t w o r z o n o j
następstwa

typów.

To

poszczególnymi

wcześniej

obszarami

stanowi

sekwencji chronologicznego

wreszcie p r o w a d z i do

o k r e ś l e n i a genezy danoj f o r m y i t y m s a m y m

genoalogii czyli

„bardzo

(s. 346). O n i i t y l k o o n i s ą z d o l n i

S z t u k ę , w t y m s z t u k ę l u d o w ą o d b i e r a j ą więc ludzie w r ó ż n y
s p o s ó b . I t u p o s ł u g u j e się F r a n k o w s k i p o d z i a ł o m

ułatwiającym

zrozumionie tego zjawiska. K a ż d a grupa l u d z k a dzieli się, jego
zdaniem, n a :

1 —

twórców

— rzoczników postępu

kultury,

zawiera w sobie

k t ó r z y dzięki spooyficznomu moehanizmowi psychicznemu zdolni

o d p o w i o d ź na zasadniczo p y t a n i a — wszystkie poprzodnic n a l e ż y

s ą do w y d a n i a z siebie m y ś l i t w ó r c z e j i w y r a ż o n i a jej w formie

u z n a ć za pomocniczo wobec niego. O d p o w i e d ź na wszystkie ko­

pięknej; 2 — • odtwórców, którzy

lejne

dla u ż y t k u całej g r o m a d y ' i 3 — s p o ż y w c ó w , to znaczy u ż y t ­

pytania

jest,

zdaniom

t o m u , żo c h o ć k a ż d a

forma

Frankowskiego

możliwa

podporządkowana

dzięki

jest t r e ś c i

j e d n a k k a ż d a z n i c h z w i ą z a n a jost z f o r m ą s t a r s z ą , od

to

której

„dzieła twórców

pomnażają

k o w n i k ó w p o s i a d a j ą c y c h w r a ż l i w o ś ć na przejawy p i ę k n a i zdol­
ność wyboru

rzeczy p i ę k n y c h . I c h zapotrzebowanio w a r u n k u j e

pochodzi, a t a k ż o jost u z a l e ż n i o n a od m a t e r i a ł u i t e c l m i k i . ,,To

p o p y t na pewnego rodzaju w y t w o r y k u l t u r o w e . To o n i z a t r u d ­

t r z y c z y n n i k i f o r m y : przeznaczonie, m a t e r i a ł i t e c l m i k i k s z t a ł t u j ą

n i a j ą o d t w ó r c ó w i a n g a ż u j ą t w ó r c ó w u s t a l a j ą c powiicgo rodzaju

treść wszystkich w y r o b ó w r ą k ludzkich",

mecenat a r t y s t y c z n y . I t a k z a m y k a się k o ł o z a l e ż n o ś c i w o b r ę b i e

(s. 359.) Z m i a n a jod-

nogo z t y c h e l e m e n t ó w w p ł y w a na z m i a n ę p o z o s t a ł y c h . F o r m a
jest w s z a k ż e , zdaniem Frankowskiego, i s t o t ą ż y w ą i m a
okros ż y c i a . U t r a t a sensu powoduje joj d o g o n o r a c j ę .
z elementów

określających

życie f o r m y

społeczności.

własny

Zdajo się, żo ten p o d z i a ł u m o ż l i w i a F r a n k o w s k i o m u u w z g l ę d -

Jednym

nionie u d z i a ł u j e d n o s t k i w procesie t w ó r c z y m z jodnoczesnym

jest o r n a m e n t ,

który

p o d k r e ś l o n i o m w p ł y w u g r o m a d y i t r a d y c j i na t w o r z o n ą

formę.

p o d k r e ś l a z a s a d n i c z ą i d e ę , k s z t a ł t f o r m y , p o t ę g u j ą c zamierzono

Z a s t r z e g a j ą c się, że ten moclianizm nigdzie nie d z i a ł a ideatnio,

przez n i ą w r a ż o n i o , o ż y w i a j ą c j ą . M o ż n a t a k ż e p o d k r e ś l i ć s t a t y k ę

g d y ż nie m a po p r o s t u w świecie g r u p y t a k z a m k n i ę t e j , w k t ó r o j

formy.

Obok

m ó g ł b y d z i a ł a ć boz z a k ł ó c e ń , nie m a t e ż g r u p y , k t ó r ą m o ż n a b y

barwie.

I

ornamentu

barwa

poświęca

i ornament

Frankowski

podporządkowane

wielo
są

uwag

studium

formy.

podzielić wewnętrznie t y l k o według wspomnianych
Trzeba, p r z e c i e ż w z i ą ć p o d

J e d n a k ż o ż a d n e dzieło

sztuki

ujawniające

się w postaci

f o r m y nio m o ż o b y ć do niej w y ł ą c z n i e i t y l k o sprowadzone. B o ,

społeczności
z

innymi

ludzkiełi
grupami

7

kryteriów .

u w a g ę inno jeszcze z r ó ż n i c o w a n i e

wynikające

podobnego

z faktu

rodzaju

kontaktowania

lub

innymi

się

grupami

wytworu

k u l t u r o w y m i w y r a ż a j ą c e się w zderzeniu k u l t u r l u b ich przeni­

k u l t u r o w e g o , i s ą d z ą c żo dzieło s z t u k i jest t y l k o jego s z c z e g ó l n ą

k a n i u ; w obrębie każdego społeczeństwa funkcjonują też grupy

k a t e g o r i ą , t o zastrzega dla uioj F r a n k o w s k i miejsce specjalne.

w i e k u , n a d t o sztuka z w i ą z a n a jest z c y k l e m r o z w o j u osobniczego

Pisze

i z c y k l e m r o c z n y m , gospodarskim i o b r z ę d o w y m .

c h o ć w y c h o d z ą c , podobnie j a k

,,Każdy

wytwór

i K . M o s z y ń s k i , od

kulturowy

może

być

dziołem

sztuki.

W t e n s p o s ó b sztuka j a k i e g o ś l u d u w swych formach zasadni­

W s w y c h dalszych r o z w a ż a n i a c h F r a n k o w s k i p o ś w i ę c a wielo

czych b ę d z i e o d p o w i a d a ł a p o t r z e b o m ż y c i a , r o z w i j a j ą c y m się p o d

miejsca t w ó r c o m , k t ó r z y

s t a j ą się j a k i e m i ś naczulonemi od­

w p ł y w o m w a r u n k ó w n a t u r a l n y c h otoczenia. W

biornikami,

i uzownętrzniają

sztuce tej

nic

któro odbierają

w g ł ę b n e procosy

b ę d z i e nic przypadkowego, c h o ć w w i e l u w y p a d k a c h sens i s t o t n y

d o z n a ń ż y c i a całej z b i o r o w o ś c i " (s. 354). Jednostka m a

m o ż e się n a m w y d a w a ć n i o z r o z u m i a ł y m lub liiouzasadiiionyrn...

wielkie znaczenie g d y ż to ona faktycznie jest t w ó r c ą , ale,

w swych f o r m a c h p i e r w o t n y c h w i ą ż e się ona zawsze z ż y c i e m

p o d k r o ś l a autor „ s p ó j n i e , z c a ł ą g r o m a d ą " . W y o b r a ź n i a t w ó r c ó w

z b i o r o w y m g r o m a d y " (s.

o k r e ś l a n a jest bowiem przez c a ł y z a s ó b t r a d y c j i k u l t u r o w e j danoj

345).

więc
jak

trzy

g r u p y , jej d o ś w i a d c z o n i o ś r o d o w i s k a fizycznego i s p o ł e c z n e g o .

elementy istotne dla naszych r o z w a ż a l i nad jego t e o r i ą sztuki

Sens p o w s t a j ą c e g o d z i ę k i w y o b r a ź n i dzieła t w o r z ą „ w y n u r z a j ą c e

W

rozumowaniu Frankowskiego w y s t ę p u j ą

wyraźnie

l u d o w e j : 1. P o d s t a w ę wnioskowania stanowi analiza f o r m y w jej

się z m r o k ó w p o d ś w i a d o m o ś c i ogniwa z w i ą z k ó w u t a j o n y c h sko­

k o l e j n y c h etapach t y p o l o g i i , chronologii, goografii i gonoalogii;

j a r z e ń z m y s ł o w y c h , słów s t a j ą c y c h się c i a ł o m w chwilach p r z o ż y ć

2. Odkrycie sensu w y t w o r u k u l t u r o w e g o przoz odnicsionio uzyska­

e m o c j o n a l n y c h " (s.

357).

n y c h w pierwszym etapio analizy w y n i k ó w do ż y c i a z b i o r o w o ś c i

O p o w s t a n i u dzieła s z t u k i d e c y d u j ą b o w i e m , w e d ł u g F r a n ­

w k o n k r e t n y m momencie h i s t o r y c z n y m , stosowanych przez nią,

kowskiego, emocje, s t a n y g ł ę b o k i c h w z r u s z e ń p o w s t a j ą c e w pa­

s y m b o l i , opisie s y t u a c j i , w k t ó r y c h u j a w n i a się dzieło s z t u k i ;

mięci człowieka pod

i wreszcie 3. O k r e ś l e n i e p i ę k n a

w y c h . F r a n k o w s k i w y r ó ż n i a t r z y t y p y emocji historycznie w a ż ­

danego dzieła d z i ę k i

analizie

f o r m y , zgodnie z k r y t e r i a m i ostotyeznymi danej g r u p y .

n y c h dla c z ł o w i e k a i i s t o t n y c h dla rozumienia s z t u k i

I s t o t ą d z i e ł a s z t u k i jest b o w i e m nie jego f o r m a , ale jego
p i ę k n o c z y l i coś

w p ł y w o m r o z m a i t y c h d o ś w i a d c z e ń życio­

co r o z p a t r y w a n i e f o r m y c z y n i specjalnie m i ­

ludowej:

są to omocjo r o l n i k a , m y ś l i w e g o i emocjo seksualne. Ź r ó d ł a t y c h
emocji t k w i ą w naturze c z ł o w i e k a , p o w s t a j ą ono d z i ę k i

stałej

ł y m " (s. 346). I c h o ć F r a n k o w s k i dodaje, żo „ o k r e ś l i ć s z t u k ę to

obserwacji n a t u r y z n a j d u j ą c e j

o k r e ś l i ć samo ż y c i e ... żo s z t u k a jest t a k o g ó l n y m zjawiskiem to

na p r z y k ł a d w j a ź n i r o l n i k a powstaje odbicie s t a ł o obserwowanej

s t ą d , że jest ona w y r a ż e n i e m poczucia p i ę k n a , k t ó r e jest organicz­

r o ś l i n y i jej w z r o s t u o d ziarna do drzewa. „ W w y n i k u tego b ę d z i e

n ą c z ę ś c i ą s k ł a d o w ą duszy l u d z k i e j . . . " (s. 345) — w r a c a m y w i ę c t u

o n p o d ś w i a d o m i e p r z e n o s i ł obraz tego drzewa na wszystko co

do d o f i n i c j i p i ę k n a j a k o cechy przyrodzonej c z ł o w i e k a i w ł a ś c i w e j

spojrzy i k o j a r z y ł ze w s z y s t k i m co się da z o w y m

w s z y s t k i m .słysząc w t y m zdaniu j a k b y echo cwolucjonistyczucgo

skojarzyć"

twierdzenia o j e d n o ś c i p s y c h i k i l u d z k o ś c i . I zapewne w konse­

m y ś l e n i e symboliczne i t a k

kwencji

przyjęcia

świadomości

wypowiedziano

symboliczny

znajdą

próbuje

Frankowski

w twórczym

wysiłku artysty swą symboliczną formę

sztuki.

20

założenia
określić

o p o w s z e c h n o ś c i poczucia
kryteria

piękna

piękna

nawiązując

do

(s.

387).

Tak

odbicie w p o d ś w i a d o m o ś c i .

rodzi

się, zdaniom

Tak

drzewkiom

Frankowskiego,

to d z i ę k i emocjom obrazy z pod­
w

sposób

�A r t y s t a dokonujo w t e n s p o s ó b s z c z e g ó l n y o b o w i ą z k u przekazania

się m i ę d z y i n n y m i w o p i n i i , że m o t y w y o n i a m o n t a c y j n e i p o s ą ż k i

siebio — nie

postaci l u d z k i c h m i a ł y p i e r w o t n i e znaczenie magiczne n a w i ą z u j ą c e

t y l k o j a k o c z ł o w i o k a w sensio biologicznym,

ale

i w sensie s p o ł e c z n y m i a r t y s t y c z n y m .

do s t a r y c h m i t ó w . Zapowne t e ż p r z y j ę c i e zasady E . D u r k h e i m a

Ci, d z i a ł a j ą c y w p o j e d y n k ę a r t y ś c i , w y r ó ż n i a j ą c y się szcze­
gólną

wrażliwością,

wspomagani przez

rzeszo o d t w ó r c ó w

0 b a d a n i u zjawisk s p o ł e c z n y c h t a k j a k rzeczy i u j m o w a n i u d z i e ł

za­

sztuki jako przejawów

życia

zbiorowego s p r a w i ł o , żo

uważał

p e w n i a j ą c y c h p r z e ż y c i a a r t y s t y c z n o i nasyconie d z i e ł a m i s z t u k i

u w a r u n k o w a n i a s p o ł o c z n e d z i e ł a artystycznogo za n i e m a l decy­

c a ł e g o s p o ł e c z e ń s t w a są, j e d n a k p o d p o r z ą d k o w a n i w sensio psy­

d u j ą c e o jego formie. W z b o g a c a ł t ę m y ś l z n a n ą t e z ą J .

c h i c z n y m i a r t y s t y c z n y m c a ł e j grupie. K o n s e k w e n c j ą tego jest

ł i a r d t a , że wssolkio d z i e ł a i m o t y w y a r t y s t y c z n e u w a r u n k o w a n e

powstanie zjawiska s t y l u ludowego, to jest odbicia w

są funkcją

formie

d z i e ł a . S t ą d zapewne p l y i r o t a k silnio

Burck-

podkroślane

dzieł s z t u k i p e w n y c h t r e ś c i ż y c i a z b i o r o w j g o i zwyczajowo sto­

przoz Frankowskiego poszukiwanie sensu dzieła i o k r e ś l a n i a jego

sowanych

miejsca w k u l t u r z e , w o b r z ę d z i o , w s p o ł e c z n o ś c i .

form

Frankowski

ich

symbolicznego

następująco:

,,Szeroka

wyrażania.

Definiuje

różnorodność

trości w y t w o r ó w , t y p y w y t w o r ó w o t r z y m u j ą piętno
grupowej.

Wytwory

rzenia przez

badaczy

sprzężonych,

co z r e s z t ą

nego, co

ewolucyjnej

szkoły

wyróżnić

ta,

jako

odrębność

charakter

dzieło

cechująca

własny

s t u l a t ó w A . Michela [L'histoire

całej

można,

wyrażają

W t o o r i i Frankowskiego odnajdujemy

odrębności

g r u p y . . . W t e n s p o s ó b z t y p ó w zasadniczych powstaje coś o d r ę b ­
zbiorowiska,

takie

to

przeobrażeń

pewnego,

określonego

poszczególne

wytwory

k u l t u r o w e d a n y c h l u d ó w b ę d z i o n a z y w a n a s t y l e m " (s.
To, przydługie

zapewne, streszczenie t e o r i i s z t u k i

de Varl),

ciągów

zjawisk

r ó w n i e ż a k c e n t y po­

k t ó r y d o m a g a ł się t w o ­
genetycznych

b y ł o zgodno z p r a k t y k ą

brytyjskioj.

Jednakże

u

zo

sobą

anglosaskiej

Frankowskiego

znajduje ny r ó w n i e ż silnio s f o r m u ł o w a n ą o p i n i ę o k o n i e c z n o ś c i

350).

w y j a ś n i i aa f o r m y d z i e ł a s z t u k i u ż y t y m m a t e r i a ł e m , n a r z ę d z i a m i

ludowej

1 t e c h n i k ą , co w s k a z y w a ł o b y na w p ł y w O. Sompera

(Praktische

Eugeniusza F r a n k o w s k i e g o s ł u ż y m i po pierwszo p r z y p o m n i e n i u

Aesthetik,

nieco zapomnianej t e o r i i , k t ó r a

skrajnej formie j a k Semper, a jego r o z w a ż a n i a o technice w stu­

źródłem- ważnych

inspiracji*,

w wielu p u n k t a c h m o ż e

po

drugie — p o k a z a n i u

szczególnej cechy tego t w ó r c y , w y r a ż a j ą c e j

być

pownej

dium

innymi

etnologicznej,

się m i ę d z y

o

1868) c h o ć F r a n k o w s k i n i g d y nio s t a w i a ł tezy w
tykwie

5

lub

w

wycinance

tym

6

historycznoj

wskazują
szkoły

na

tak

wpływ

szkoły

niemieckiej,

której

w e k l e k t y z m i e E k l e k t y z m cechuje j e d n a k po t r o c h u nas wszyst­

etnologia zawdzięcza,, zgodnie z r e s z t ą z r e g u ł ą O. l i a n k e g o d ą ­

k i c h . Dlaczego w i ę c e k l e k t y z m Frankowskiego wydaje m i się

ż e n i a do o d t w a r z a n i a r z e c z y w i s t o ś c i , tworzenie s z e r e g ó w

szczegóhiio w a ż n y , szczególnie w a r t z w r ó c e n i a n a ń uwagi i w ł a ś n i e

logicznych, o k r e ś ł a n i o

dzisiaj ?

Zapowne w teorii Frankowskiego znajdziemy o p r ó c z togo w p ł y w y

F r a n k o w s k i p r ó b u j e s t w o r z y ć c a ł o ś c i o w ą t e o r i ę s z t u k i ludowej

ich

chronologii,

geografii

i

typo­

genealogii.

H . Taine'a w postaci przekonania, żo f a k t y artystyczne m o g ą b y ć
ujmowano w s p o s ó b p r z y r o d n i c z y i i c h geneza d z i ę k i t e m u m o ż e

próbując pogodzić w niej:
— rolę jodnostki twórczej z d e c y d u j ą c ą rolą społeczeństwa,

b y ć ściśle o k r e ś l o n a . Ś l a d o m Taine'a b y ł a zapowne w z m i a n k a

— znaczenie ś r o d o w i s k a antropogeografieznogo z symbolicz­

0 znaczeniu coch rasowych j a k o d e t e r m i n a n t o k r e ś l a j ą c y c h

nym

ujmowaniem p ł y n ą c y c h zeń podniet, t e m a t ó w i wzorów,

— o b i e k t y w i z m naszej obserwacji n a t u r y z u j a w n i a n i e m się
m o t y w ó w fantastycznych, naturalizm z anty naturalizmem,
—- owolucyjno doskonalenie k u l t u r y

z

artysty

kulturowych)

— u z a l e ż n i e n i e f o r m y od m a t e r i a ł u , n a r z ę d z i , t e c h n i k i i śro­

to

pochodzić

du­

bezpośrednio

od

zafascynowanego t o o r i a m i Gobine.au, M . Soboskego).
Windel-

b a n d a , B i o k o r t a i D i ł t h o y a , k t ó r z y w i d z i e l i m o ż l i w o ś ć stosowania
r ó w n i e ż w naukach o d u c h u w p e ł n i o b i e k t y w n e j m e t o d y b a d a ń
przyrodniczym, a

do

takich Frankowski niowątphwio

zalicza

p i ę k n o , t a metoda w y d a w a ł a się się p o c i ą g a j ą c a . T a k więc obok

dowiska s p o ł e c z n e g o ,
— r o l ę p o d ś w i a d o m o ś c i i o s o b o w o ś c i j o d n o s t k i w procesie

pozytywizmu

t w ó r c z y m , p o d p o r z ą d k o w a n y m jednak w y o b r a ż o n i o m zbiorowym,

pozytywizm.

— p r z y j ę c i e zasad klasycznogo k a n o n u p i ę k n a obok p o j ę c i a
ludowego zgodnego z k a n o n a m i p i ę k n a

wytworzonymi

w i n n y m t y p i o s p o ł e c z n o ś c i niż klasyczna czy renosansowa,
— przyjęcie

mogło

i , zdaje się, żo z w ł a s z c z a dla zjawisk nie p o d l e g a j ą c y c h p r a w o m

i n n y m p r a w o m , nie o p r z y r o d n i c z y m charakterze,

stylu

(choć

To przekonanie b y ł o zapowne o s ł a b i o n e w p ł y w e m

podporządkowaniem

d z i e ł s z t u k i ( m i m o że o k r e ś l a ł je m i a n e m w y t w o r ó w

chowość

założenia

o wspólnych

dla

wszystkich

p o j a w i ł b y się u Frankowskiego h i s t o r y z m i a n t y -

W p ł y w e m D i ł t h o y a m o ż e m y t ł u m a c z y ć p o d k r e ś l e n i e znaczenia
r o l i j o d n o s t k i t w ó r c z e j , z a j m u j ą c e j wielo miejsca w t e o r i i F r a n ­
kowskiego. Zapewne z tego p o w o d u , w y w o d z ą c y się od A . B i e g ł a

ludów

m i t a n o n i m o w o ś c i s z t u k i l u d o w o j , j u k to o k r e ś l a P i w o c k i ,

7

w

korzeniach s z t u k i i t r w a ł o ś c i p e w n y c h s y m b o l i

(drzewo, orzeł)

m n i e j s z y m s t o p n i u w p ł y w a n a Frankowskiego, k t ó r y —

z jednoczosnym d ą ż o n i e m do historycznego i c h

wyjaśniania,

jeszcze z b r a k u w ł a ś c i w y c h b a d a ń nie m o ż e n a z w a ć t w ó r c ó w l u ­

— o d c z y t y w a n i e sensu d z i e ł a s z t u k i w jego przeznaczeniu
i o k r e ś l e n i e jogo miejsca w k u l t u r z e z jednoczesnym p o d p o r z ą d ­
k o w a n i e m go e m o c j o m

twórcy.

d o w y c h po i m i o n i u — t o d ą ż y de o k r e ś l e n i a p r z y n a j m n i e j
dzajów* grup l u d z i , z k t ó r y c h ci t w ó r c y się
Podkreślenie

Jest to wielo spraw, z b y t wiole spraw i t r u d n o zapewne b y ł o b y
d z i ś s t a r a ć się je u j ą ć w jednej t o o r i i .

podstawy

przoz

Frankowskiego

wnioskowania

estotyczno-psychołogicznoj

Zapewne to b y ł o p o w o d e m , że dla zbudowania swej t o o r i i
sięgał F r a n k o w s k i do w i e l u i d e i , nieraz sprzecznych ze

sobą,

jeżeli

znajduje!

znaczenia

swo

ro­

rekrutowali.
formy

jako

uzasadnienie w

teorii

T. L i p p s a (Aeslhelische

Psychologie,

1903). W a ż n ą t o ż jest w s p o m n i a n a j u ż k w e s t i a a n t y n a t u r a l i z m u
Frankowskiego, k t ó r y w sztuce ludowoj

nie

widział

prostego

z w ł a s z c z a jeżeli w e ź m i e m y p o d u w a g ę i c h g e n e z ę i t o w a r z y s z ą c e

odbicia m o t y w ó w n a t u r a l n y c h , ale ich przotworzonio w p o d ś w i a ­

i m z a ł o ż e n i a o charakterze o n t o l o g i c z n y m i o p i s t , e m o ł o g i c z n y m

d o m o ś c i . D z i e l i to przekonanio z M . Soboskim, k t ó r y o p t u j ą c za

;

T a k w i ę c z n a j d u j e m y w jego teorii w a ż n ą w a r s t w ę p o z y t y w i s ­

antynaturalizmem

t y c z n ą w y r a ż a j ą c ą się przede w s z y s t k i m w p r z y j ę c i u

założenia

za ź r ó d ł o w z r u s z e ń a r t y s t y . M u s i m y to u z n a ć za n i o z b y t k o n ­

0 j e d n o ś c i p s y c h i k i ludzkiej wzmocnionego z a ł o ż e n i e m o istnieniu

s e k w e n t n y d u a l i z m , na k t ó r y z r e s z t ą zwrócili j u ż (w odniesieniu

p e w n y c h cooli nie p o d l e g a j ą c y c h

ewolucji ( p i ę k n e ) . To p o z y t y ­

wistyczne z a ł o ż e n i e u z u p e ł n i o n o z o s t a ł o n o w y m i

osiągnięciami

p r z y j m o w a ł , tak

jak

i Frankowski,

naturę

8

do Sobeskiogo) u w a g ę e s t e t y c y . Z ,pewne ź r ó d ł e m tego przeko­
nania z a r ó w n o Soboskego j a k i Frankowskiego b y ł B . Croco ze
swoją

boskego. 1 t a k powstaje kolejno rozdarcie w teorii F r a n k o w s k i e g o .

znaczenia t w ó r c z y c h emocji,

g ł o w n i o samego W .

Wund'a

teorią

autonomizmu sztuki,

wysoko ei'-uony

t o o r i i psychologicznych d o t y c z ą c y c h procesu t w ó r c z e g o , a z w ł a s z ­
cza

przez

So­

1 M . Dessoira, a t a k ż e t o o r i ą p o d ś w i a d o m o ś c i Z. F r e u d a . Pozy­

C h c i a ł b y on w i d z i e ć s z t u k ę j a k o rezultat, d o ś w i a d c z e n i a s p o ł e c z ­

t y w i z m Frankowskiego w y r a ż a ł się nadto w jego p r z e k o n a n i a

nego, j a k o przejaw ż y c i a z b i o r o w o ś c i , j . o r e z u l t a t jej obsenvaoji

o ż y w o t n o ś c i m o t y w ó w mitologicznych

i s y m b o l i co zgodne b y ł o

z r e s z t ą z r e z u l t a t a m i ó w c z e s n y c h prac a n t r o p o l o g ó w
j a k E . B . T y lor i J . O .

Fmwr

i nawiązującego

brytyjskich

do n i c h

wanego w p r o s t przez F r a n k o w s k i e g o ) W . D e o m i y

(cyto­

i wyrażało

1 doświadczeń. A jednak wprowadza pojęcie

podświadomości

b y t ę z a l e ż n o ś ć o s ł a b i ć i z r o b i ć w swoi teorii miejsce dla s y m b o l u ,
o d b i j a j ą c e g o ż y c i e s p o ł e c z n o nie w p r o s t , w s z c z e g ó l n y , p o ś r e d n i
sposób.

21

I

�T e n p o z y t y w i s t y c z n y socjologizm zostaje jeszcze o s ł a b i o n y
uznaniem t w ó r c z o ś c i za c z y n n o ś ć p s y c h i c z n ą i z w r o t e m k u roz­

R o z w a ż a n i a z zakresu h i s t o r i i n a u k i , z w ł a s z c z a na

w a ż a n i o m na t e m a t f o r m poznania ludzkiego (za Crocom) i m y ś ­

kania rodukcji

lenia ludzkiego (za L ć v i - B r u h l e m ) . B y ć m o ż e ton psychologizm

ujmowanie sztuki jako korelatu s t r u k t u r y społecznej)

u ł a t w i ł m u p r z y j ę c i e p o j ę c i a s t y l u ludowego za H .

w przykłady takich

Wólfflinem

gruncie

etnologii z m i o r z a j ą c o j do całościowogo ujęcia c z ł o w i e k a , do u n i ­
jodnej ze sfer jego d z i a ł a l n o ś c i do innej

(np.

obfitują

r o z d a r ć teoretycznych jakie s t w i e r d z a m y

i H . F o c i l l o n e m . B y ł y to, odrzucone dziś, ale w a ż n o w h i s t o r i i

w p r z y p a d k u Frankowskiego. U n i k n ą ć tego m o ż n a albo z a j m u j ą c

n a u k i p r ó b y uzyskania i n f o r m a c j i o a r t y s t a c h b y d z i ę k i analizie

s i ę j e d n ą t y l k o s t r o n ą j a k i e g o ś zjawiska, no p r z y k ł a d jego s t r o n ą

f o r m ich dziel m ó c coś p o w i e d z i e ć o ich sposobie widzonia ś w i a t a .

z n a e z o n i o w ą , albo d ą ż ą c do stworzenia całościowej t o o r i i k u l t u r y ,
k t ó r a w i n n a b y ć po p r o s t u m e t a t o o r i ą (co p r ó b u j e r o b i ć A . Wier­

M a m y toż w t o o r i i Frankowskiogo w a ż n ą w a r s t w ę s e m a n t y k i
dzioł s z t u k i j a k o w y t w o r ó w

znaczących.

Zapewno jodnak ewo-

ciński) i k t ó r a , j a k na

lucjonistyczne rozumionio s y m b o l u m i m o wzbogaconia go przoz
wprowadzenio

elomentów

psychoanalizy

nio

pozwoliło

k o w s k i e m u na r o z w i n i ę c i e toj k w o s t i i w k i e r u n k u

Fran­

dzisiejszogo

rozumienia s z t u k i j a k o systemu z n a k ó w .

razie, jost p o j a w i a j ą c ą

się w

każdym

pokoloniu u t o p i ą p o d o b n ą do p e r p e t u u m mobilo.
W ostatnich l a t a c h eksplorowano silnio r ó ż n e teorio znaczenia
i komunikacji

dla o b j a ś n i e n i a zjawisk s z t u k i i to z a r ó w n o

gruncie h i s t o r i i s z t u k i ( E .

na

Panofsky) j a k i etnologii (C. L e v i -

-Strauss, s z k o ł a t a r t u s k a w semiotyce); f a s c y n u j ą n a d a l badaczy
:

G d y b y w i ę c chcieć k r ó t k o u j ą ć p o s t a w ę Frankowskiego t o

propozycje fenomenologiczne, a Hussorlowska

pokusa

oglądu

m u s i e l i b y ś m y z w r ó c i ć u w a g ę na jego p r ó b ę pogodzenia o b i o k t y w -

zjawisk z r ó ż n y c h s t r o n j e d n o c z e ś n i o m a m i s p o ł n i o n i o m

nego u j ę c i a dziol s z t u k i j a k o n a l e ż ą c y c h do p o r z ą d k u n a t u r a ł n o g o

całościowego- W

z jego przekonaniem o swoistości s z t u k i dzięki jej

L u d o w a " p o ł o ż y ł a w ostatnich latach wielkie z a s ł u g i i t y l k o

wywodzącej

t y m w ł a ś n i e zakresie b a d a ń „ P o l s k a

ujęcia
Sztuka

się toż z n a t u r y , ale nie p o d l e g a j ą c e j n a t u r a l n y m p r a w o m r o z w o j u

pozornie nio b y ł o w niej miejsca dla, s z t u k i . W gruncio rzoczy

cosze, to znaczy p i ę k n u . To n i e p o d l o g a j ą c e rozwojowi w czasie

ani przez c h w i l ę nie przestano o niej m ó w i ć e k s p l o r u j ą c

i przestrzeni, nio e w o l u u j ą c o p i ę k n o b y ł o usuwano w cień w m o -

nowe propozycje i p r ó b u j ą c odejść od w y ł ą c z n o g o r o z p a t r y w a n i a

moncio, w k t ó r y m F r a n k o w s k i d o m a g a ł się poszukiwania sensu

formy.

dzieła s z t u k i przoz jogo umieszczenie w r y t m i e

w r y t m i o cyklu indywidualnego, p o d p o r z ą d k o w a n e g o b ą d ź
bądź rytmom

Gdy

obrzędowym,
co

jednak

spróbujemy

jakąś nową perspektywę

spojrzeć

w przyszłość

dla naszych b a d a ń to

by

tylko

ujrzeć

pożytecznym

w y d a j e się spojrzenie na naszych p o p r z e d n i k ó w i ich w y s i ł k i .

natury.

Teoria Frankowskiego p o w i n n a n a m b y ć b l i s k a d z i ę k i
W t o o r i i Frankowskiego znajdujemy więc szerog s p r z e c z n o ś c i ,
r o z d a r ć w y r a ż a j ą c y c h zapowne r o z t e r k ę jego samogo. Część t y c h

w a c t w u z A . v a n Gennepem i L . L e v i - B r u h l e m ,

powino­

wprowadzeniu

p o j ę c i a s y m b o l u i o b r z ę d u p r z e j ś c i a . D z i ę k i t e m u p r o w a d z i nas

niekonsekwencji m o ż n a zapewne w y t ł u m a c z y ć jego o d w o ł y w a -

do o t w a r c i a się na w s p ó ł c z e s n e ( s t r u k t u r a l n e , semiotyczne, fe­

niom się do f i l o z o f i i E . v o n H a r t m a n r . a , k t ó r y p r z e c i e ż z a k ł a d a ł ,

nomenologiczne)

że b e z p o ś r e d n i m p r z e d m i o t e m poznania m o g ą b y ć t y l k o dane

w i z j i ś w i a t a i poszukiwania r e g u ł m y ś l e n i a u k r y t y c h w k u l t u r z e .

doświadczenia,
duchowy,

że

podłoże

lansował

metodę

wszelkich

zjawisk

indukcyjną,

ma

podkreślał

charakter
realność

rozumienie

w s p ó ł c z e s n e j , nie

n a u k i . J a k i o b y j e d n a k nie b y ł o ź r ó d ł o o w y c h r o z d a r ć t o p o z o s t a j ą

rozumienia sacrum.

one f a k t o m . F a k t e m , o b s o r w o w a n y m u j e m u w s p ó ł c z o s n y c h l u b
etnografów

(Zawistowicz-Adamska), a

także

magicznego

i

ludowej

P o j ę c i e z a ś emocji w y r a ż a j ą c y c h się w akcie t w ó r c z y m , ale w y ­
p o w i a d a n y c h za p o ś r e d n i c t w o m s y m b o l i

ducha i c e l o w o ś ć ż y c i a , p r z y c z y n i a j ą c się do w y k r o o w a n i a k u l t u

nieco m ł o d s z y c h

myślenia

przerzuca pomost

do

freudowskiej psychoanalizy i Eliadowskiego

To spojrzonie na p o p r z e d n i k ó w i ich w y s i ł k i uczy toż pewnoj
o s t r o ż n o ś c i , a m o ż e i s k r o m n o ś c i w l a n s o w a n i u n o w y c h _ tez,

u w i e l u m ł o d y c h (na p r z y k ł a d p r ó b u j ą c y c h ł ą c z y ć f o n o m e n o l o g i ę

u ł a t w i a odrzucenie z ł u d z e ń , c h o ć b y w k w e s t i i m o ż l i w o ś c i tworze­

ze s t r u k t u r a l i z m e m ) .

nia t e o r i i c a ł o ś c i o w y c h , nawet g d y b y m i a ł o nas

to zaboleć.

P R Z Y P I S Y

' Eugeniusz F r a n k o w s k i , Sztuka
ludowa,
Warszawa 1934
( w . ) Wiedza o Polsce, t . I I I . W dalszej części a r t y k u ł u c y f r y po­
dane w nawiasach o z n a c z a j ą t ę w ł a ś n i e p o z y c j ę .
2

A n n a K u t r z o b a - P o j n a r o w a , Kultura
ludowa
i rzeczywistość,
Warszawa 1977, s. 94

3

I d a K u r c z , Psycholingn:istyka,

Mit

i jej

badacze.

5

Eugeniusz F r a n k o w s k i , Tykwa i jej znaczenie dla
kultury
ludzkiej, „ S p r a w o z d a n i a z C z y n n o ś c i i P o s i e d z e ń P A U " , t . 32,
z. 6, s. 15—17
t e n ż o , Wycinanki
i ich przeobrażenia,
„ L u d " , t. X X I I ,
1923, s. 82—128
K s a w e r y P i w o c k i , Sztuka ludowa w nauce o sztuce, „ L u d " ,
t . L I . 1967, cz. I I , s. 370
S ł a w . K r z e m i e ń - O j a k , Antynomie programu estetyki
Michała
Sobeskiego
( w : ) Studia z Dziejów
estetyki polskiej
1890—1918,
W a r s z a w a 1972, s. 287—301
6

7

4

Warszawa

1976

Zofia iSokołowicz, Eugeniusza
Frankowskiego
teoria
myślenia
magicznego -i obrzędów przejścia,
„ E t n o g r a f i a Polska", t. X X X I
1987, z. 2 (w d r u k u ) .

8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10227" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10205">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8bcf8d83e10bc24267c013ddff3bac09.pdf</src>
        <authentication>056f02b3d56f7bc0273c707c4e6cf8f2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121582">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3386</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121583">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121584">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121585">
                <text>Henryka Adamczewska / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121586">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.49-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121587">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121588">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121589">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121590">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121591">
                <text>A n a l i z u j ę z a w i ł o ś c i tego ś w i a t a
Nieznane zjawiska b a d a m
I

l i t o ś ć s i ę b u d z i na l u d z k i e p o d ł o ś c i .
M y ś l ą b ł a g a l n ą do niebios w z l a t a m
P o n a d promienne, jasne zorze
N i e n ę c ą m n i e uciechy tego ś w i a t a
Chcę ci służyć w i e l k i Boże.

Życie poświęcę dla j u t r a

powszedniego

N a t c h n i e ń przenika mnie drżenie
Podam

ludzkości środka

zbawiennego

N a w i e l k ą p r a w d ę — s k i o r u j ę i c h spojrzenie
(1966 r . )

Aleksander Jackowski

HENRYKA ADAMCZEWSKA

U r o d z i ł a się 13 g r u d n i a 1897 r. w Warszawie. Jej ojciec b y ł

ciach prace jej s k ł a d a ł razem z i n n y m i . „ P r z e c i e ż k a ż d y obraz

mając

m a ż y w o t n ą w i b r a c j ę , a po z e t k n i ę c i u z i n n y m i j u ż j ą t r a c i ,

13 l a t m u s i a ł a z r e z y g n o w a ć z n a u k i (na pensji p . Szumowskiej)

r o b i s i ę t a l i i g ł u c h y , bez ż y c i a " . M a r z y ł a o t y m , a b y „ n a m a l o w a ć

i p ó j ś ć do f a b r y k i . W

obraz i o e l ś p i e w a ć g o " . C h c i a ł a u e ł o w o d n i ć , że a r t y s t a m o ż e b y ć

piekarzem, j e d n a k w a r u n k i w d o m u b y ł y c i ę ż k i e , t o t e ż
1914 r. w y j e c h a ł a do C h a r k o w a ,

gdzie
kraju,

i m u z y k i e m i p o e t ą , to samo w y r a z i ć w ś p i o w i o czy w m a l a r s t w i e .

pakowaczka

M ó w i ł a o sobie „ m a m glos j a k 20-letnia dziewozyna, a t o d z i ę k i

w W a r s z a w s k i m L a b o r a t o r i u m Chemicznym. M i a ł a 24 l a t a g d y

e n e r g i i psychicznej. Ale ż e b y m i ś p i e w w y s z e d ł m u s z ę nie j e ś ć

n a u c z y ł a się rymarskiego fachu. Po 5 l a t a c h w r ó c i ł a do
pracowała

w

spółce

rymarskiej, a

później

jako

p o ś l u b i ł a oficera rezerwy. Z tego z w i ą z k u u r o d z i ł się syn, w k t ó ­

d w a d n i , aby w y s u b t e l n i ć t ę e n e r g i ę . Z r e s z t ą i t a k j e m i a z na

rym

e l z i e ń " . Ś p i e w a ł a chętnie-, n a g r y w a ł a na t a ś m ę

lokowała

wszystkie

swe

nadzieje.

Zginął

w

Powstaniu

W a r s z a w s k i m m a j ą c 16 l a t . T o j ą z a ł a m a ł o , z m i e n i ł a s i ę , z a c z ę ł a

magnetofonową,

z a c h w y c a j ą c się s w y m g ł o s e m . „ J a m a m i n n ą m e t o d ę n i ż zawo­

s z u k a ć pocieszenia w r o z m y ś l a n i a c h o tajemnicach ż y c i a , wierze

d o w i ś p i e w a c y —- t w i e r d z i ł a — p o n i e w a ż d z i ę k i energii psyohioz-

w ś w i a t astralny, r e i n k a r n a c j ę . P r a c o w a ł o , j a k o r o b o t n i c a ,

sa­

nej ś p i e w a m z w i ę k s z ą e k s p r e s j ą , p r z y c z y m o n i zawsze j e d n a k o w o

m o t n a , coraz w i ę c e j czasu p o ś w i ę c a j ą c c z y t a n i u o ji.dze. C h o d z i ł a

ś p i e w a j ą t ę s a m ą p i e ś ń , a j a za k a ż e ł y m i a z e m inaczej. T a k samo

na o d c z y t y do T o w a r z y s t w a P r z y j a ź n i P o l s k o - I n d y j s k i e j . Dosta­

n i g d y d w a r a z y tego samego obrazu nie n a m a l u j ę , t y l k o zawsze

ł a w ó w c z a s k s i ą ż k ę A g n i Joga. „ O n a n a u c z y ł a m n i e w z b u d z a ć

inny".

w sobie e n e r g i ę p s y c h i c z n ą . Wszystko jej z a w d z i ę c z a m " — m ó w i ł a .

W

latach

1950—58 p r a c o w a ł a w S p ó ł d z i e l n i

Inwalidzkiej

T r z y m a ł a t ę k s i ą ż k ę pod p o d u s z k ą . P r z e s t a ł a jeść m i ę s o , p a l i ć ,

i m . Rutkowskiego malując zabawki. N a b r a ł a wówczas „ t e c h n i k i "

u ż y w a ć a l k o h o l u . Z a c z ę ł a ś p i e w a ć i m a l o w a ć , b y s t a ć się m e d i u m ,

— „ b o t a k i e Gospodarstwo czy ZOO trzeba b y ł o

przez k t ó r e p r z e m ó w i ą inno siły. W i e r z y ł a i c h c i a ł a t o s p r a w d z i ć

i

na

własnym

przykładzie,

„że

1

za

ре.пдосг

й

tej

samej energii

d e l i k a t n i e w y k o ń c z y ć , ale sama nie m o g ł a m

jednego obrazka

drobiazgowo
wtedy

nawet

zrobić".

psychicznej m o ż n a p i s a ć 2'oezje i nawet r o z p r a w y n a u k o w e , za

P o w r ó t do w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i w i ą ż e się z p r z e j ś c i e m n a r e n t ę .

k t ó r e m o ż n a d o s t a ć Ne»bla. W przestrzeni jest kosmiczne a i e h i -

Z n ó w zapisuje s i ę do Ogniska Plastycznego (na u l . N o w o l i p i e 4 ) ,

w u m , odpowieelnia energia psychiczna pomaga z niego c z e r p a ć ,

w y k o n u j e s e r i ę o b r a z ó w p r z e d s t a w i a j ą c y c h Sprzedawcę

trzeba

Kwiaciarkę,

tylko

wzbudzić

w

sobie ewiorgię".

Odczuwała

jednak

t r u d n e t ś c i w r y s o w a n i u , z a p i s a ł a się w i ę c w 1949 r . do Ogniska
Plastycznego

(na u l . M y ś l i w i o c k i e j ) . M a l o w a ł a

jednak

to,

co

Modelkę.

Próbuje

oddać

s t a n y psychiczne

s y t u a c j ę , gest, w y r a z oczu (Pierwszy bal). M a l u j o n p .

garnków,
przez
Judasza,

jego t w a r z m a w y r a ż a ć rozpaoz, ż a l , żo z d r a d z i ł , straoh, s t a n

c h c i a ł a i j a k chcinla, „ z a d a n y t e m a t to ella m n i e z a b ó j s t w o " —

k r a ń c o w e g o n a p i ę c i a psychicznego.

m ó w i ł a . M i a ł a ż a l do profesora ( A d a m a N i e m c z y c a ) , żo po z a j ę ­

tego okresu Mój

W najważniejszym

obrazie

synek (1968 r . ) przodstawia go j a k o m a ł e g o ,

49

�nagiego c h ł o p c a w y c h o d z ą c e g o ze s t a w u , na k t ó r y m

pływają

t a m i — na istnienio c i a ł a mentalnego, podobnie j a k r y s u n k i

białe k w i a t y , s y m b o l n i e w i n n o ś c i . N a d n i m wysoko na niebie

Rabindranatha

anioł wyciąga k u chłopcu ręce, jakby mówił „ c h o d ź " . W t y m

b y ł y d l a niej samoj z a g a d k ą . C z u ł a i c h p r o f e t y c z n y charakter,

Tagoro p o k a z u j ą

c i a ł a astralne. Czasem

praco

obrazie s i ę g a do s y m b o l i , a b y w y r a z i ć t r e ś c i , k t ó r y c h nie c z u ł a

ale nie u m i a ł a ioh r o z s z y f r o w a ć . Z a p y t a n a , co oznacza jodon z jej

się na siłaoh p r z e d s t a w i ć b e z p o ś r e d n i o . M a l u j ą c p o s ł u g i w a ł a się

o b r a z ó w o d p o w i e d z i a ł a — to P a n p o w i n i e n w i e d z i e ć , P a n p r z e c i e ż

k o l o r o w ą f o t o g r a f i ą s y n k a , w c h o d z ą c e g o do w o d y .

więcej się na t y m zna. „ M n i e nie c h o d z i o sukcesy m a l a r s k i e ,

O k o ł o 1966 r o k u dostrzega m o ż l i w o ś ć jeszcze innego przed­
stawienia c z ł o w i e k a —• przez jego p o r t r e t „ m e n t a l n y " .

„Każdy

m ó w i ł a , t y l k o o pokazanie, co ludzie p o s i a d a j ą . J a k się n a u c z ę ,
to b ę d ę m a l o w a ł a t a k ż e c i a ł a astralne. T a k i z a b ó j c a m a n p .

c z ł o w i e k m a 7 ciał a s t r a l n y c h w sobie. Jeden m a n p . więcej

czarno-czerwone k r ę g i i s z t y l e t y . A l e j a tego jeszcze nie u m i e m

n i e n a w i ś c i , d r u g i d o b r o c i . W s z y s t k o co człowiek m y ś l i u t r w a l a się

m a l o w a ć " . S ą d z ę , że t e n stosunek do t r e ś c i t ł u m a c z y

w n i m j a k b y stenograficznie. B a d a m więc c z ł o w i e k a , r o b i ę jego

kolorowość

horoskop i w i e m j a k się te c i a ł a w n i m u k ł a d a j ą . W t e d y je ma­

okresu. D z i a ł a l n o ś ć s w o j ą t r a k t o w a ł a bardzo p o w a ż n i e , w i e r z ą c ,

l u j ę " . C z ł o w i e k nio m u s i a ł w i ę c niczego w y r a ż a ć , a n i t w a r z ą a n i

iż przez badanie c i a ł a mentalnego z b l i ż a m y ' się do wyjaśnienia,

gestem. S t a ł , a za n i m j a k w i e l k i e owalne tremo — z n a j d o w a ł o się

p r z y c z y n m i a ż d ż y c y , zagadek b y t u , p o d s t a w o w y c h p r a w p -y-

( b y nie p o w i e d z i e ć

kolorkowość)

poniekąd

obrazów

z togo

przechodziły

chicznych zaszyfrowanych w postaci w z o r ó w alchemicznych, za­

jedna w d r u g ą , zgodnie z p r o p o r c j a m i u s t a l o n y m i uprzednio

p i s a n y c h w M e m p h i s , a d o t ą d przez n i k o g o nie o d c z y t a n y c h . (Mó­

tło w k t ó r y m

b a r w y ( r ó ż o w a , ż ó ł t a , niebieska)

w i ą c o „ n a u c e " , „ b a d a n i a c h " — nie m u s i a ł a s t u d i o w a ć a n i a r m e ń ­

w analizie c z ł o w i e k a .
Adamczewskiej, podobnie j a k i n n y m m a l a r z o m „ n a i w n y m "
(np. Ociepce, N i k i f o r o w i ) w y d a w a ł o s i ę , że rzecz

namalowana

skiego, ani staro-koptyjskiego skoro w i e r z y ł a , iż stan psychicz­
nego n a p i ę c i a m o ż o z b l i ż y ć j ą do poznania p r a w d y ) .

staje się r o a l n o ś c i ą , m o ż e w i ę c s ł u ż y ć za ś w i a d e c t w o , iż t a k

Malowała

r z e c z y w i ś c i e jest. T o jest d o w ó d — p o k a z y w a ł a obrazy z p o ś w i a ­

l u b gwaszem

50

codziennie po k i l k a g o d z i n , p r z e w a ż n i e olejem
na k a r t o n i e , b r y s t o l u . T w a r z —• t w i e r d z i ł a

—

�I

�zrobić ł a t w o ale trudno ręce i nogi. Czasem z a c z y n a ł a od plamy

w a ł a twarze — j a k je n a z y w a ł a — asyryjskie i egipskie. M i a ł y

n a pustym papierze. R o z m a z y w a ł a j ą , doszukując s i ę k s z t a ł t ó w ,

„mistyczny

z a l ą ż k u tematu. G d y go dostrzegła, s z ł a ś l a d e m tej inspiracji,

m a l o w a ł a (np. Boginię

jeśli nie — p o r z u c a ł a karton, lub w y m y ś l a ł a takie sytuacje,
w które plama m o g ł a się w t o p i ć . T a k np. w Judaszu

— tło „zro­

biło się same, a j a b a ł a m się p o p r a w i ć " .

u ś m i e c h " . G d y glina b y ł a sucha niektóre

Adamczewska z m a r ł a w Warszawie, w 1976 r. Praco jej znaj­
dują s i ę w zbiorach: P a ń s t w o w e g o Muzeum

Fot.: S. Deptuszewski, i). 7; A. Jackowski, il. 1; J . Świderski, il. 2—6, 8

I

Etnograficznego

w Warszawie i w kolekcji L u d w i k a Zimmerera.

P r ó b o w a ł a t a k ż e w y p o w i a d a ć się w rzeźbie z gliny. Modelo­

52

rzeźby

Kali).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10226" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10204">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/493716612fc08acaef0a2207a41331a8.pdf</src>
        <authentication>162e31a8f3f14267a8e327b0bb8999ae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121572">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3385</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121573">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121574">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3172</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121575">
                <text>Ludwik Więcek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121576">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.35-48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121577">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121578">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121579">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121580">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121581">
                <text>Aleksander Jackowski
LUDWIK WIĘCEK
N a i w n o ś ć W i ę c k a nie wynika z ż a d n y c h spekulacji. G d y b y

Gospodyni Zofia Krzysztoniowa traktuje W i ę c k a tak j a k
1

z o r i e n t o w a ł się, Ż3 jest naiwny, ś m i e s z n y , pewnie by z a p ł a k a ł

dobra matka słabowite dziecko.

a m o ż o i przestał m i ł o w a ć . P o n i e w a ż W i ę c e k bardzo by chciał

zachcianki. W i ę c e k p r z y s z e d ł do niej przed 22 laty. P o m a g a ł

Spełnia nawet jego dziwaczne

b y ć takim j a k inni, z w ł a s z c z a ludzie z miasta.

w gospodarstwie,

pasł gęsi, krowy, ale j a k twierdzi gospodarz

nigdy nie b y ł o z niego wiele p o ż y t k u . W i ę c e j zjadł niż zrobił.
W i ę c e k kocha dzieci, sam jest jak d u ż e , chore

dziecko

które c h c i a ł o b y s i ę b a w i ć ze wszystkimi a j u ż nie m o ż e . Nie
n a d ą ż a . Ma bowiem 71 l a t , chore nogi, w a d ę wymowy — j a k
Nikifor

(zapewne

przyrośnięty

j ę z y k ) . C i jednak, k t ó r z y

go

z n a j ą r o z u m i e j ą o co m u chodzi, z w ł a s z c z a dzieci. Jest m a ł y ,
twarz m a p o r y t ą s i a t k ą zmarszozek, ale bardzo ż y w ą , w niej
d u ż e , śmiejąoe się oczy. M ł o d e oczy.
W i ę c e k m a d u s z ę dziecka, lubi zabawy, wcielanie się w róż­

P ó ź n i e j w o g ó l e przestał p o m a g a ć , coraz trudniej poruszał się.
W i ę c został. Śpi w kuchni. Teraz dostaje r e n t ę — 3.200 z ł . To
dla niego i tak d u ż o — m ó w i gospodyni. Dawniej co m i a ł , wyda­
w a ł na czekoladę i cukierki. R o z d a w a ł je dzieciom, podobnie j a k
drewniane, kolorowe ptaszki, które strugał z drewna i m a l o w a ł .
T o t e ż wszyscy t r a k t u j ą go jako nieszkodliwego dziwaka, wiejskie­
go p r z y g ł u p a . Nie d z i w i ą więo specjalnie jego ekscesy.

Ludzie

jednak p a m i ę t a j ą o nioh. K i e d y ś np. W i ę c e k z a u w a ż y ł u gospo­

ne role. Gdy z o b a c z y ł w telewizorze sceny z wojny w Wietnamie

dyni s u k n i ę , z a p i n a n ą od góry do dołu n a guziki. Zapragnął m i e ć

zabrał gospodarzowi m o s i ę ż n e r u r k i , z m a j s t r o w a ł z nich, z blachy

t a k ą , p o n i e w a ż ksiądz c h o d z i ł w podobnej sutannie.

i drewna karabin. B i e g a ł z n i m wraz z wiejskimi c h ł o p c a m i

niowa d a ł a mu s u k n i ę , z u p e ł n i e jeszcze n o w ą , nosił ją kilka dni,

strzelając zza w ę g ł a — j a k w telewizji.

b i e g a ł w niej po wsi, wreszcie z ł a c h m a o o n ą w y r z u c i ł .

Krzyszto­

35

�I I . 1. L u d w i k W i ę c e k ; i l . 2. L u d w i k W i ę c e k z gospodarzem, p . K r z y s z t o n i e m ; i l . 3. W ogrodzie, olej n a p ł y c i e , w y m . 40,5x61 c m ;
i l . 4. Scena z łosiem, olej n a p ł y c i e , w y m . 37x51,6 c m

P a r ę l a t t e m u z o b a c z y ł c ó r k ę gospodarzy na ł ą c e , w czerwo­

i całe życie jest s ł a b y . A l e , j a k t w i e r d z ą K r z y s z t o n i o w i e , siostra

n y m b i k i n i . P r z y j e c h a ł a z m i a s t a , o p a l a ł a się. B i k i n i m u s i a ł o s i ę

W i ę c k a , k t ó r a czasem do n i c h p r z y j e ż d ż a , bardzo jest do b r a t a

wydać

Więckowi

szczytem miejskiej

elegancji. Z a c z ą ł

prosić

podobna, a z n i k ą d nie spa,dła. T e ż nie m a s i ł , „ c o przejdzie

g o s p o d y n i ę a b y m u jo k u p i ł a . D o s t a ł , c h o d z i ł w n i m po w s i ,

t r o c h ę , l u b p o r o b i t o ś p i . " M a i d r u g ą s i o s t r ę , alo z n i ą nie u t r z y ­

z n o w u k i l k a d n i . I n n y m razem z o b a c z y ł i d ą c y c h przez w i e ś t u ­

muje k o n t a k t u . D o m o p u ś c i ł , g d y b y ł j u ż d o r o s ł y . C h o d z i ł po

r y s t ó w , niośli na sobie d u ż e p l e c a k i . W i ę c W i ę c e k t e ż c h c i a ł

l u d z i a c h , r ą b a ł drzewo, p o m a g a ł p r z y pasieniu b y d ł a . O d 1954 r .

b y ć t u r y s t ą . Gospodyni s p a k o w a ł a m u plecak, w y p c h a ł a szmata­

p r a c o w a ł d ł u ż e j w d w ó c h gospodarstwach, w Ł u ż n e j . G d y p r z y ­

m i , n a wierzch p r z y t r o c z y ł a z r o l o w a n y koc i W i ę c e k w y i u s z y ł .

s z e d ł do W i l c z y s k n a j ą ł się do K i z y s z t o n i ó w , p o m a g a ł i m w

D o s z e d ł do k o ń c a w s i , t o i t a k b y ł o k i l k a k i l o m e t r ó w , no i w r ó c i ł .

o b e j ś c i u , ale szybko się m ę c z y ł , p r a c o w a ć nie l u b i ł .

Co m i a ł r o b i ć ? Trzeba u m i e ć b y ć t u r y s t ą .

D w u k r o t n i e m i a ł z a m i a r się ż e n i ć „ z n a l a z ł t e ż sobie t a k ą

Gospodarze m ó w i ą : „ W i ę c e k nie jest g ł u p i , s w ó j r o z u m m a . "
Jego logika o p a r t a jest j e d n a k n a niedostatecznych p r z e s ł a n ­
k a c h . Dlatego w y c i ą g a

wnioski,

które

innych bawią.

m a l u t k ą K a s i ę i z w i e ś ć j ą c h c i a ł . " A l e n i e z w i ó d ł . Coby j e j
z r e s z t ą m ó g ł z a o f e r o w a ć ? S w ó j t a l e n t ? Swoje o b r a z k i ? T o s i ę

„Mam

na w s i nie l i c z y , z tego n i k t nie w y ż y j e , z w ł a s z c z a ż e W i ę c e k

m ą d r ą g ł o w ę " zapewnia. Ś m i e j e s i ę , g d y gospodarze o p o w i a d a j ą

nawet do m a l o w a n i a nie bardzo się p r z y k ł a d a ł . Chyba jednak

j a k t o i m ciągle w y r z u c a , ż e t r z y m a j ą k r o w y . Po co k r o w y 1 —

o d c z u w a ł s w o j ą k o n d y c j ę , skoro j a k zapewnia n i g d y nie c h c i a ł

t ł u m a c z y . P r z e c i e ż mleko m o ż n a k u p i ć w sklepie. Bez w y s i ł k u !

m i e ć dzieci.

Po co więc m ę c z y ć się z k r o w a m i , d o i ć j e . G d y samochodem
p r z y j e c h a ł b r a t gospodarza W i ę c e k b y ł zachwycony. Trzeba m i e ć

Gdy

z n i m r o z m a w i a ł e m m ó w i , że c h c i a ł b y p o j e c h a ć do

W a r s z a w y . A l e ż y ć w m i e ś c i e ? „ O , n i e , t a m — b e ł k o c e — bekon

s a m o c h ó d , m ó w i ł , a nie k r o w y ! S a m o c h ó d jest jego n a j w i ę k s z y m

(beton), t o zimno w n o g i , c i ą g n i e i d u p a zmarznie g d y się u s i ą d z i e . "

marzeniem.

Z r e s z t ą — pokazuje — j u ż źle c h o d z i , nogi m u się p l ą c z ą . Chciał­

J a k i jest? J u ż z tego co n a p i s a ł e m w y r a ź n i e w y n i k a , ż e i n ­
t e l i g e n c j ą odbiega o d n o r m y . Jest i n f a n t y l n y .

Wada

wymowy

t a k ż e izoluje go o d ś r o d o w i s k a . C a ł y jest z r e s z t ą j a k i ś nieudany.

b y , a b y m u c o ć t a m w ł o ż o n o m i ę d z y n o g i , ż e b y m ó g ł szeroko
c h o d z i ć . „ T a k i e t o w a r i a c k i e nogi, m ó w i , j a k jedna chce c h o d z i ć
t o druga nie i d z i e . "

U r o d a i ł się w p r z y s i ó ł k u W e s o ł ó w , 11 sierpnia 1911 l o k u
W b y ł y m p o w . g o r l i c k i m . S y n W i k t o r a i W i k t o r i i — zapisano
2

Jest n e r w o w y , ł a t w o s i ę podnieca — m ó w i ą o n i m gospoda­
rze. A l e jest d o b r y , n i e z ł o ś l i w y . B a r d z o r e l i g i j n y , ufny,

uczu­

w dowodzie o s o b i s t y m . Rodzice m i e l i p o d lasem 6 m o r g ó w g r u n t u .

c i o w y , ł a t w o s i ę wzrusza. „ O n jest g ł u p i , P a n i e ! w t r ą c a się

Miejscowy lekarz t w i e r d z i , ż e W i ę c e k m a w a d ę w y m o w y o d u r o ­

s ą s i a d k a —• j a k k i e d y ś zoba,czył c z ł o w i e k a co n i o m i a ł nogi, to

dzenia, o n j e d n a k t ł u m a c z y , ż e k i e d y b y ł m a ł y p i o r u n s t r z e l i ł

sam

obok i o n w t e d y s p a d ł z w y s o k a , i dlatego b e ł k o c e , nie w y r ó s ł ,

i uciąć. A m p u t o w a ć . "

36

sobie z r o b i ł d r e w n i a n ą , n o g ę , a s w o j ą c h c i a ł — na p i e ń

�37

��Naprowadzam r o z m o w ę na malowanie W i ę c k a . Gospodyni

potrzebne. J e ś l i o tym wspominam, to tylko w tym oelu, by uohro

przynosi ostatnie jego obrazki „ T e r a z już nie m a s i ł , bardzo

nić W i ę c k a przed s ą d a m i opartymi na naszym d o ś w i a d c z e n i u

m a ł o maluje, ale dawniej oo b y ł o — brali. Z K r a k o w a , z W a r ­

kulturowym. M a l o w a ł , o ile wiem, p r z e w a ż n i e z reprodukcji,

szawy.

3

swoim

Nawet

ładne były

obrazki". W i ę c e k przypatruje s i ę

malunkom. Jeden obraz odwraca, ten jest

tłumaczy.

I

niegotowy

(nie

polakierowany).

Dwa

choć k i l k a znanyoh m i o b r a z ó w w y m y ś l i ł sam. Jeden z nich

niedobry,

przedstawia ptaki, przy czym W i ę c e k nie bardzo umie w y o b r a z i ć

pozostałe

je w relaoji do siebie i przestrzeni (il. 4). I n n y , ostatni, w y o b r a ż a

sprzedaje bez żalu. M ó w i , że m o ż e jeszcze k i e d y ś c o ś namaluje.

Narodziny, przy czym schemat stajenki p o d s u n ę ł a zapewne mala­

K i e d y z a c z ą ł ? Gospodarze m ó w i ą , ż e 10 lat temu. Woześniej

rzowi p a m i ę ć widzianych k i e d y ś reprodukcji obrazów, natomiast

strugał z drewna ptaszki na wzór ludowych, które pewnie wi­

organizacja e l e m e n t ó w na p ł a s z c z y ź n i e podlega najprostszym

dział na jarmarku ozy o d p u ś c i e . Strugał je starannie, tak że nie

zasadom p o r z ą d k u j ą c y m — symetrii, a t a k ż e rytmice. Nigdy

odbiegają

wiejskich

nie d o s z ł y do g ł o s u tak w y r a z i ś c i e j a k w ł a ś n i e w t y m obrazie,

w oddaniu

szczegółów

od typowyoh

—

a n a s t ę p n i e m a l o w a ł . T ę c z y n n o ś ć lubił najbardziej. P t a k z samej

w k t ó r y m malarz pozbawiony b y ł p o d p ó r k i wzoru. Nie znaczy

lipy jeszcze nie ż y ł , dopiero s t a w a ł się prawdziwym gdy b y ł

to o c z y w i ś c i e , że dążenie do z w a r t o ś c i kompozycji i jej r ó w n o ­

pomalowany.

wagi nie s ą widoczne

D o s t a w a ł duszę. Ale n a p r a w d ę p i ę k n y ptak to

b y ł t a k i na drzewku, najlepiej gdy n a jednej rosochatce

było

Jedynie

mniej

się

w

oczy,

tematach.
porównamy

wzór
sobie

przymocowane do ściany. Dlatego deseozki o p a t r y w a ł uchwytem

czeniu

i dopiero wtedy u w a ż a ł pracę za skończoną. Podobnie

obraz

W i ę c e k oswaja widziane d z i e ł o , przenosi je — gdy tylko m o ż e —

tylko wtedy jest gotowy, gdy ma ramki, uchwyt do zawieszenia

w lepiej m u z n a n ą r z e c z y w i s t o ś ć , opowiada treść obrazu w ł a s n y ­

i gdy jest powleczony bozbarwnym lakierem.

m i s ł o w a m i tak aby wszystko, co uznaje za w a ż n e b y ł o w y r a ź n i e

upraszczania treści,
elementów

a

obcych

konsekwencja

zwłaszcza

na swojskie,

sztafażu,
bardziej

w

w

spo­

tłuma­

zrozumiałe.

zaznaozone, to z a ś , co m u s i ę zdaje niejasne m o g ł o b y ć z a s t ą p i o n o

w pracy, s t a w a ł się pedantyczny gdy szło o rzeźbienie i malo­

wyobrażeniem

wanie. To b y ł jego rzeczywisty ś w i a t , jego domena, w której

zmiany, które wprowadza.*

nie m u s i a ł czuć się od nikogo z a l e ż n y m .

jest

gdy

podstawce.

Zwracam na to u w a g ę , W i ę c e k roztrzepany, niestaranny

W i ę c k a widoczna

choć

Bo p t a k i albo powinny s t a ć na stole czy parapeoie, albo b y ć

kilka r ó ż n y c h p t a k ó w , a drzewko moono t k w i ł o w

i relację

w innych „ z a p o ż y c z o n y c h "

rzucają

jasnym

i

jednoznacznym.

Prześledźmy

więc

Otóż na p o c z ą t k u widzimy różnicę — W i ę c e k o g l ą d a ilu­

Gdy tylko m ó g ł , oglądał w kościele m a l o w i d ł a , ilustracje.

strację w k s i ą ż c e , maluje z a ś gotowy obraz, a w i ę c na twardym

Czy c h c i a ł b y ć malarzem ? Trudno o t y m z W i ę c k i e m m ó w i ć .

p o d ł o ż u , polakierowany, aby się nie b r u d z i ł , koniecznie w ramce,

Zresztą przypuszczam, że dla niego pojęcie sztuki, twórczośoi,

z p ę t e l k ą do zawieszenia. P r z y w i ą z u j e w a g ę do ramy. Zawsze jest

malowania m a inny sens n i ż dla nas. C z y w ogóle wie o t y m , ż e

ona pomalowana, obrzeża i z a m y k a pole obrazu z a r ó w n o wypuk­

twórczość polega na stwarzaniu c z e g o ś , czego jeszcze nie m a ?

ł o ś c i ą listwy j a k elementem graficznym i kolorem. R a m a , nie­

Czy wie, że m o ż n a m a l o w a ć swe sny, wizje, że obraz m o ż e b y ć

rzadko bogato dokorowana, p o w i ą z a n a

o p o w i e ś c i ą o świeoie, problomach dobra i zła ? C z y wie oo to jest

p r z e d s t a w i a n ą soonę odgranicza zdecydowanie ś w i a t obrazu od

pastisz,

widza. W k r a ń c o w y m przypadku (il. 19) obramienie jest niemal

inspiracja,

kopia ? Nie sądzę i wcale nie jest to m u

z bordiurą

okalającą

39

�r ó w n o r z ę d n e do przedstawionej sceny i s t a n o w i s t r e f ę p o ś r e d n i ą
m i ę d z y t ą s c e n ą a w i d z e m . L e ż ą c a p o s t a ć d z i e w c z y n y staje się
j a k b y c y t a t ' m z o g l ą d a n e j r e p r o d u k c j i , w p r o w a d z o n y m przez
malarza do jogo obrazu. P o s t a ć t ę w ł ą c z a , k o n s t r u u j ą c u m o w n ą ,
w r ę c z s c e n i c z n ą p r z e s t r z e ń . D o l n y , ornamentalnie
pas nie p e ł n i , poza d e k o r a c y j n ą ,

potraktowany

ż a d n e j f u n k c j i ideowej. A l e

wraz z r o z w i ą z a n i e m g ó r n e j p a r t i i obrazu w p r o w a d z a p o ż ą d a n y
przez a r t y s t ę ł a d , z a m y k a

kompozycję,

ogranicza

uciekającą

w g ł ą b p r z e s t r z e ń . Z a m y k a u k ł a d o t w a r t y , zamienia

sugestię

n a p i ę ć o d ś r o d k o w y c h na k o m p o z y c j ę d o - ś r o d k o w ą . L e ż ą c ą
materacu

d z i e w c z y n ę sytuuje

b o w i e m w przestrzeni

na

zamknię­

tej ł u k i e m , k t ó r e g o z w i e ń c z e n i e s t a n o w i k o k a r d a - k w i a t . Po obu
stronach umieszcza d r z e w k a o k a l a j ą c e n i s z ę , w k t ó r e j

umieszcza

scenę z dziewczyną.
T r u d n o p o w i e d z i e ć , na ile trawestacja t a k a znajduje uzasad­
nienie w „ n a t u r a l n y c h " preferencjach

estetycznych W i ę c k a , na

ile z a ś zgodna jest z w z o r a m i , k t ó r e g d z i e ś w i d z i a ł . T a k i s p o s ó b
dekoracyjnego

potraktowania egzotyki występuje w

jarmarcz­

n y c h m a l o w i d ł a c h k a r u z e l , strzelnic i t p . P r z y p o m i n a t a n i e , k i ­
czowate dekoracje

do „ e g z o t y c z n e g o n u m e r u " n a p o d r z ę d n y c h

estradach, w y s t ę p u r e w e l e r s ó w , p i o s e n k a r k i czy t a n c e r k i (z re­
g u ł y na t l e p a l m y , f a l m o r s k i c h i d a l o k i c h w y s p ) .
W

o m a w i a n y m obrazie,

przy

wprowadzonych

zmianach

z a c h o w a ł j e d n a k W i ę c e k wszystkie n i e m a l elementy d o s t r z e ż o n e
w pierwowzorze — p o z ę k o b i e t y , o k u l a r y o d s u n i ę t e wysoko na
c z o ł o , m a t e r a c , fale, pas z i e m i z p a g ó r k a m i i d r z e w a m i , a w g ł ę b i
—• t e ż n a m o r z u — w y s p y z w b i t y m i w nie d r z e w c a m i c h o r ą g w i .

10. K o p i a obrazu T y c j a n a Noli me tangere ( i l . 9), olej na p ł y c i e , w y m . 3 9 x 5 7 c m ; i l . 11. K o p i a obrazu K o n r a d a W i t z a , Cudowny
polów ryb ( i l . 12), olej n a p ł y c i e
10

40

I

�41

I

��15

I I . 13. K o p i a obrazu Andrea Mantegny, Modlitwa w Ogrójcu (il. 14), olej na p ł y c i e , w y m . 40,5 X 61 c m ; i l . 15. K o p i a
obrazu Giowanniego Belliniego, Modlitwa w Ogrójcu (il. 16)

le

43

I

�W i ę c e k odwzorowuje je z t r o s k l i w ą u w a g ą , obrysowuje m o ż l i w i e
d o k ł a d n i e k s z t a ł t wyspy , , C u b y " , nawet powtarza zygzak prawej
wyspy. Z m i a n y w p r o w a d z i ł w zasadzie dwie: n a g ą p o s t a ó o d z i a ł
w s u k i e n k ę i p o m i n ą ł napisy. W pierwszym przypadku zdecydo­
w a ł a o t y m wola gospodyni,

w drugim niezrozumienie

sensu

napisów.
J e s t jednak jeszoze jedna r ó ż n i c a , charakterystyczna dla
wszystkioh adaptaoji W i ę o k a , d o t y c z ą c a roli pierwszego planu.
W s z ę d z i e , gdzie w oryginale n a bliskim planie znajduje s i ę po­
s t a ć , czy grupa postaoi, w y r a ź n i e wydzielonych z t ł a , z w ł a s z c z a
w i e l k o ś o i ą , malarz cofa je w g ł ą b , wtapia w oałośd kompozyoji,
zmniejszająo

różnice

w skali w i e l k o ś c i m i ę d z y

przedmiotami

bliskiego i dalekiego planu. W i d a ć to z a r ó w n o w omawianym
p r z y k ł a d z i e j a k t e ż w irmyoh pracaoh (np. i l . 20). P o s t a ć znajd u j ą o a s i ę n a pierwszym planie, zawsze jest sytuowana w głębi
przestrzeni obrazu, zmniejszona w skali. Malarz zmniejsza rów­
n i e ż obramienie „ b a s e n u " , przesuwa go k u górze, a p o w s t a ł ą
p u s t ą przestrzeń w kompozycji w y p e ł n i a dekoracyjnie potrakto­
w a n ą rośliną. Podobnie w obrazie n a i l . 11 cofa p o s t a ó Chrystusa,
tak że jest ona niemal n a linii ł o d z i , z w i ę k s z a z a ś , i to znacznie,
wizerunki j e ź d ź c ó w , ledwo widocznych na reprodukcji d z i e ł a
W i t z a (il. 12). Likwiduje w ten s p o s ó b rozpiętość skali w i e l k o ś c i
postaci, d u ż e różnico m i ę d z y bliskim a dalekim nlanem. Jedno­
c z e ś n i e rozbudowuje całą s c e n ę , dodając zgodnie ze swym po­
czuciem harmonii kompozycji, p a r t i ę po lewej

stronie

lodzi.

S z c z e g ó l n i e widoczne s ą tego rodzaju działania w traweatacji o b r a z ó w Belliniego (il. 5) i Tyojana (il. 10). G ł ó w n y mo.
tyw narracyjny zostaje wtopiony w poziomo rozbudowany pejzaż
( o c z y w i ś c i e uproszczony). Więook dokonuje tu zmian najdalej
i d ą c y o h , np. w p ł ó t n i e T y c j a n a

likwiduje wzgórze, dodaje z r ś

drzewo w lewej partii obrazu, wprowadza s c e n ę s i e l s k ą z owiecz­
k a m i i pasterzem a c h ł o p s k ą , lecz nie p o l s k ą a r c h i t e k t u r ą z a s t ę ­
puje bliżej umieszozonym, w i ę k s z y m domem rodem z naszej
19

�II. 19. K o p i a obrazu A n n y Guntnor Quantanarnera (il. 18): i l . 20. K o r d a obrazu Ł u k a s z a Cranacha, Nimfa wodna
przy studni (il. (7)

r z e o z y w i s t o ś c i oraz dobrze m u znanymi zabudowaniami gospo­
darczymi. Zabawne. T e n dom, jakioh obecnie wszędzie

wiele,

z kolorowymi s z k i e ł k a m i , lusterkami, zachowuje schemat orygi­
n a ł u , trójdziolność, w y s u n i ę t ą ponad dach m a n s a r d ę .

Więcek

zmienia, u w s p ó ł c z e ś n i a , p r z y b l i ż a , ale c a ł y czas starannie p r z y ­
patruje s i ę obrazom, k t ó r e n a ś l a d u j e . O c z y w i ś c i e nie jost w stanie
p r z e k a z a ć poetyki o r y g i n a ł u ani ekspresji sytuacji, to przekracza
z a r ó w n o jego m o ż l i w o ś c i

warsztatowe

jak i

zainteresowania.

Opowiada to, co jest n a obrazie t a k , j a k b y p r z e k a z y w a ł treść
opowiadania

o świętyoh,

faryzeuszaoh,

bogaczach

ozy

księż­

niczkach. Widzi jednak s z c z e g ó ł y , zwraca n a nio b a c z n ą u w a g ę ,
np.

przekazuje charakterystyczne rozcapierzenie p a l c ó w

nóg

leżąoej Nimfy w obrazie Cranacha — i l . 17, Jego decyzje są ś w i a ­
doma, w y n i k a j ą z poczucia kompozycji, przestrzeni. Zmieniając
—• wprowadza przecież w ł a s n y p o r z ą d e k , upraszczając — dba
o to, aby p r z e s t r z e ń obrazu b y ł a harmonijnie

zabudowana.

R e a l i z m p r z e k s z t a ł c a w u m o w n o ś ć dekoracyjnie r o z w i ą z a n y c h
e l e m e n t ó w p e j z a ż u . W i d a ć to z w ł a s z c z a w traktowaniu k w i a t ó w ,
roślin. T a m gdzie we wzorze dostrzega swobodnie rosnącą k ę p k ę
roślin, interpretuje j ą umownie, dekoracyjnie (np. prawy d ó ł na
i l . 5). Swobodnie wprowadza zrytmizowane drzewka i na k s z t a ł t
pawiego ogona rozłożono g a ł ą z k i r o ś l i n y w tle swej wersji C r a ­
nacha — i l . 20.
Bardzo interesująco przekształca Ogród Rajski niemieckiego
mistrza (il. 21, 22). Z b l i ż a go w charakterze do perskiej m i n i a ­
tury. Nie umiem p o w i o d z i o ó czy W i ę c e k w i d z i a ł takie miniatury.
Nie wykluczam togo, w k a ż d y m razie uderzające jost iż „ o c z y s z ­
c z a j ą c " p i e r w o w z ó r z gobelinowej g ę s t w i n y roślin uspakaja kom­
p o z y c j ę , zmienia proporcje, wprowadza u k ł a d znacznie bardziej
przejrzysty i p o d p o r z ą d k o w a n y zasadom r y t m u , kontrastu i sy­
metrii — a w i ę c w duchu s w y m zgodny z naturalnym, „ l u d o ­

odpoczywająca

w y m " sposobem m y ś l e n i a plastycznego. Przesuwa s t ó ł k u cen­
trum kompozycji, akcentuje r y t m blankowania muru. Silniej,
niż w oryginale zaznacza o b e c n o ś ć p t a k ó w . P e ł n i ą one w jego
obrazie rolę w y r a ź n i e r y t m i z u j ą c ą , a przy t y m , j a k wszędzie,
W i ę c e k maluje je z dużą u w a g ą i s t a r a n n o ś c i ą . P t a k i są dla
niego w a ż n e , lubi je, zna z obserwacji ale napewno i z o g l ą d a n i a
ich w i z e r u n k ó w (gdzie? w atlasie p t a k ó w ? n a p o c z t ó w k a c h ? ) .
Zresztą wiemy, iż rzeźbi je często, sprawnie, tak j a k to przy­
jęte- w ludowej sztuce. Czasom umieszcza je z własnej woli n a
obrazach, bez z w i ą z k u z narracją i wtedy w i d a ć , że malarz przy­
wiązuje do nich w a g ę . Proszę zwrócić u w a g ę na Madonnę z dzie­
ciątkiem G . Belliniego (il. 6). Czarny ptak siedzi n a gałęzi drzewa.
Wprowadza w h a r m o n i ę sielskiej sceny nastrój niepokoju,
grozy. Zapowiada wydarzenia, które później n a s t ą p i ą . Ale dla
W i ę c k a to tylko s y g n a ł , pretekst do namalowania ptaka. Nawet
nie jednego... T e n z drzewa ulatuje, poczciwy, wielobarwny,
nic nie m a j ą c y w sobie z symboliki z n a c z e ń , natomiast Więcek
wznosi w tle góry, by na szczycie n a j w y ż s z e j u s t a w i ć ogromnego
w skali orła. W i ę c e k wyczuwa proporcje, jeśli więc orzeł jest
tak wielki wynika to z zainteresowania, z chęci zwrócenia na
niego uwagi, a m o ż e namalowania orła, widzianego w j a k i m ś
atlasie. Wskazuje na to napis, przecież rzadko p o j a w i a j ą c y
się w jego obrazach. T y m razem jest to wyczytany zapewne
podpis w atlasie — orzeł skalny. D u ż e g o ptaka umieszcza również
w swej wersji Noli me tangere T y c j a n a (il. 10). Ż e b y nie b y ł o
w ą t p l i w o ś c i umieszcza pod nim napis „ P i e r z k a " (piegża). Oczy­
wiście napisy są d z i e ł e m gospodarzy, ale wprowadzone na wy­
raźne ż ą d a n i e malarza.
P i ę k n e s ą w obrazach W i ę c k a „ a r o h i t e k t u r y " . P r z y zmia­
nach dokonanych w stosunku do oryginału interesująco zestawia
formy, dostrzega i c h znaozenie w budowie obrazu. Ma r o z w i n i ę t e

45

�I I . 2 1 . K o p i a obrazu m i s t r z a g ó r n o r e ń s k i e g o , Ogród rajski

( i l . 22)

�poczucie dekoracyjności, s t ą d t e ż np. dosadnio akcentuje kręgi

ilustrowany kolorowymi reprodukcjami album o b r a z ó w (niestety

r o z c h o d z ą c y c h się fal w o k ó ł łodzi (il. 11), a t a k ż e rytmizuje

nie m o g ł e m n a podstawie zachowanych ilustraoji u s t a l i ć jego

całą partię brzegu.

t y t u ł u . Podpisy b y ł y w j ę z y k u angielskim.). Gospodarz k u p i ł t e ż

O c z y w i ś c i e Więcok m a trudności z a n a t o m i ą . Jego umiejęt­
ności

rysunkowo nie

postaci

pozwalają

n a dokładno

ludzkiej. T a m jednak, gdzie wzorzec

W i ę c k o w i farby i co pewien czas u z u p e ł n i a ł je, zanim nie zaczął

przodstawienie

p o m a g a ć W i ę c k o w i nabywca wielu jogo o b r a z ó w , L u d w i g Zim -

jest

merer.

wyraźny,

stara s i ę o m o ż l i w i e wierną interpretację (np. i l . 19). Gorzej jest.

W i ę c e k otrzymany album ciągle oglądał. Z o s t a ł y z niego

gdy postacie są n a reprodukcji m a ł e , n i e w y r a ź n e . Wtedy malarz

strzępy.

przedstawia je bardziej schematycznie. A n i o ł k i czy i d ą c y w dali

k t ó r y w i e d z i a ł , iż W i ę c e k — j a k dziecko — nie m a poczucia

ludzie przybierają w y g l ą d dzieci, a s p o s ó b ich przedstawienia

konwencjonalnego

(np. il. 11, 13) do złudzenia przypomina postacie na obrazach

zasłaniając sobie tylko ręcznikiem t y ł e k ) p r z y s ł a ł m u

Katarzyny

T y c j a n a . Więcek n a m a l o w a ł ją. Ale gospodyni o b u r z y ł a się n a

Gawłowej.

Malował

też

sugerowane

mu

tematy.

Zimmerer,

wstydu (potrafił b i e g a ć na golasa po wsi,
Venue

K o ń c z ą c o m ó w i e n i e różnic m i ę d z y wzorem a interpretacją,

takie b e z e c e ń s t w a . „ T o ś w i ń s t w o — t ł u m a c z y ł a mi — t a k ą g o ł ą

n a l e ż y w s p o m n i e ć o jeszcze jednej w a ż n e j różnicy — o kolorysty­

b a b ę w y s a d z i ć na obrazie. Dzieciaki się ś m i a ł y . A ten — (palec

ce. Reprodukcja traktowana jost przez W i ę c k a jak kolorowa

wskazuje W i ę c k a ) — p o w i e d z i a ł , że to s ą s i a d k a , to go sąsiad

fotografia natury, zrozumiałe w i ę c , że drzewa i trawa s ą zielono,

przyleciał

niobo •— niebieskie, dachy — czerwone itd. Ale dociekliwość

merer p r z y w i o z ł a .

w poznaniu i w ł a ś c i w y m odtworzeniu rysunku postaci czy sytuacji

wymalować."

nie znajdujo odpowiednika w traktowaniu kolorystyki. W i ę c e k

potwierdza. (Jednak w kolekcji Z i m m e r e r ó w znajduje się naga

w odróżnieniu od Nikifora, W n ę k o w e j czy G a w ł o w e j nie m a
5

rozwiniętej wrażliwości kolorystycznej. Wypowiada się przede

bić. A to z tej p o c z t ó w k i , co m u pani K a r i n a Z i m ­
I

Taka

bezwstydna!

wymalował?

—

Kazałam

pytam

mu

sukienkę

„Wymalował!"

—

leżąca kobieta malowana wg fotografii obrazu A n n y Guntner

(

w i d a ć u d a ł o się W i ę c k o w i u k r y ć ten obraz przed gospodarzami)

wszystkim w interpretacji rysunkowej i walorowej przedstawione]

,,Do tego mam g ł o w ę ! " m ó w i o swym malowaniu W i ę c e k .

anegdoty, natomiast nie postrzega n a ś l a d o w a n e g o obrazu jako

„ P a n wie j a k on m ó w i o sobie? ciągnie gospodyni. W i ę c e k L u d ­

kompozycji kolorystycznej. S t ą d t e ż , j a k się zdaje, nie przywią­

wik — artysta malarz!" Mały schorowany c z ł o w i e c z e k przypo­

zuje wagi do zmian, któro w tym zakresie wprowadza. Wydaje

mina mi Nikifora. Tamten t e ż w i e d z i a ł , że jest malarzem, dlatego

się, że pod tym w z g l ę d e m wzór krępuje go tylko w niewielkim

k a z a ł sobie zrobić p i e c z ą t k ę Nikifor-Matejko. Zresztą n a cechach

stopniu. Trudno mi jednak w y p o w i e d z i e ć się autorytaty wnio

z e w n ę t r z n y c h i ś w i a d o m o ś c i swego zawodu (u Nikifora — po­

na ten temat. Nie m o g ł e m bowiem s t w i e r d z i ć jakie kolory farb

w o ł a n i a ) k o ń c z ą się p o d o b i e ń s t w a . S ą bowiem w istocie zupełnie

m i a ł W i ę c e k do dyspozycji, n a ile więc swobodne b y ł y jego de-

inni. Nikifora przepełniały wizje, myśli — o świecie, Bogu, niebie

oyzje kolorystyczne.

i piekle, ludziach. B y ł on w istocie w i e l k ą o s o b o w o ś c i ą , profe­

Ł a t w i e j o d p o w i e d z i e ć n a pytanie, co W i ę c e k lubi m a l o w a ć .
Zarówno

obserwacja jogo z a c h o w a ń , j a k opinie

gospodarzy,

t y c z n ą . M y ś l ę , że m u s i a ł m i e ć w s p a n i a ł e , straszne i groźne sny.
Natomiast ś w i a t p r z e ż y ć naszego malarza wydaje s i ę bardziej

a przede wszystkim proporcje w podejmowanej tematyce wska­

prosty,

zują na to, że interesuje go s z c z e g ó l n i e t e m a t y k a biblijna. Jednak

więcej infantylnej z m y s ł o w o ś c i . K o c h a ludzi, zwłaszcza dzieci,

przyziemny,

konkrotny.

Żadnej

w

nim

metafizyki,

ile razy j ą podejmuje sięga po istniejące j u ż wzory. Samodzielnie

kocha koty (pokazuje o b e j m u j ą c s i ę za ramiona i k o l e b i ą o —

komponuje jedynie sceny z p t a k a m i , z w i e r z ę t a m i , letnikami,

j a k bardzo je kocha). L u b i p t a k i , rozróżnia je, poznaje po g ł o s i e .

chociaż i w n i c h w y r a ź n i e w i d a ć p o s ł u g i w a n i e s i ę nie tylko obser­

Nie znosi tylko k r ó w , bo dobrze m u d o k u c z y ł y , gdy je m u s i a ł

w a c j ą ale i widzianymi g d z i e ś wzorami ptaka, barana itp. S ą

p i l n o w a ć na pastwisku.

one jednak stosunkowo nieliczne, d o m i n u j ą tematy zaczerpnięte

R ó ż n i c jest wiele. Nikifor m i a ł f a n t a z j ę , w y o b r a ź n i ę . Nasz

z malarstwa o tematyce religijnej, a ściślej — opartej na mo­

bohater nie m a jej z a wiele. Potrzebuje p o d p ó r k i , c z e g o ś co s i ę

t y w a c h z Ewangelii.

da n a ś l a d o w a ć . O c z y w i ś c i e i on m a w y o b r a ź n i ę , ale realizuje

Ciekawe, że W i ę c e k nie maluje o b r a z ó w ś w i ę t y c h , a więc
t a k i c h , do k t ó r y c h (czy przed k t ó r y m i ) ludzie s i ę m o d l ą . S ą d z ę ,

się ona nie w p o m y ś l e , lecz w sposobie redukowania, oswajania
wzoru.

ż e w p ł y n ę ł a n a to postawa gospodarzy. P r y m i t y w n y warsztat

Nikifor b y ł przekonany, ż e n a t a m t y m świecie znajdzie to

malarza musi razić w ł a ś n i e w takich obrazach, a trzeba t u d o d a ć ,

czego nie m i a ł n a ziemi. B ę d z i e u c z e s t n i c z y ł w ś w i ę t y c h obco­

ż e dom w k t ó r y m mieszka W i ę c e k jest u r z ą d z o n y

waniu, c z y t a ł uczone księgi, m u z y k o w a ł , m a l o w a ł . Jego obrazy

zamożnie,

zgodnie z p a n u j ą c ą m o d ą i to nawet m i e j s k ą (boazerie itp.).

b y ł y projekcją tej wiary, widomym dowodem na to, co b ę d z i e .

Obrazy ś w i ę t e W i ę c k a m u s i a ł y b y w tej sytuacji razić, nie wcho­

Natomiast W i ę c e k żyje f a n t a z j ą dziecinną. Zmajstruje karabin

d z i ł y b y bowiem

w repertuar malarstwa f u n k c j o n u j ą c e g o współ­

i j u ż wciela s i ę w żołnierza. Jego marzenia s ą konkretne, ziemskie,

c z e ś n i e n a wsi. Z w r ó ć m y u w a g ę jeszcze n a jeden fakt — W i ę c e k

realizowane w zabawie, przebieraniu, w jednej rzeczy realnej —

nie

malowaniu, bo przecież jest malarzem.

maluje typowych

„widoków",

wieszanych

na

ścianach.

Może dlatego, że lubi rozbudowane treści narracyjne, m o ż o jednak

Nikifor m i a ł poczucie swej misji, swojej w y j ą t k o w o ś c i . To

i z tego powodu, że m a l u j ą c „ w i d o k i " z n ó w by w c h o d z i ł w kolizję

mu d a w a ł o poczucie g o d n o ś c i , którego nie z a t r a c a ł nawet wtedy,

z odczuciami estetycznymi ś r o d o w i s k a . Swoboda W i ę c k a w y n i k a

gdy żebrał. B y ł j a k wygnany, o ś l e p i o n y L i r , czasem gniewny,

w i ę c t a k ż e z faktu, iż wszystko co maluje jest poza potrzebami

obcy, nigdy nio przymilny. R e a l i z o w a ł się w malarstwie, które

ś r o d o w i s k a , jest jego osobistym

t r a k t o w a ł j a k p o w o ł a n i e . Natomiast W i ę c e k realizuje s i ę przede

dziwactwem, k t ó r e znajduje

aplauz jedynie w ś r ó d ludzi z miasta, k o l e k c j o n e r ó w ,

którym

6

„takie szmarowidła" m o g ą się podobać .
W i ę c e k , gdy malujo dla siebie, sam wybiera tematy, wzory.
Wybiera i to dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy s p o ś r ó d blisko 200

wszystkim w marzeniach, w d ą ż e n i u a b y b y ć j a k inni, k t ó r y c h
podziwia. C h o ć b y przez chwilę. K i e d y Zimmerer w y c i ą g n ą ł pu­
d e ł k o Marlboro,

W i ę c e k poprosił go o papierosa, usiadł, z a ł o ż y ł

(z trudem) n o g ę n a n o g ę , o d c h y l i ł się do t y ł u , n a s t r o s z y ł brwi

posiadanych kolorowych reprodukcji decyduje s i ę n a interpre­

i puszczając do g ó r y d y m p a l i ł j a k angielski lord z telewizyjnego

t a c j ę k t ó r e g o ś tematu, po raz drugi natomiast gdy opracowuje

serialu.

wzór z ilustracji n a miarę swych potrzeb i m o ż l i w o ś c i , gdy zmie­
nia proporcje, ujmuje, dodaje (np. p o s t a ć Matki Boskiej p a t r z ą c e j

Ale n a i w n o ś ć zachowania W i ę c k a nie t ł u m a c z y

fenomenu

jego t w ó r c z o ś c i i nie wyczerpuje prawdy o c z ł o w i e k u . Talent nie

z nieba n a ziemskie wydarzenia), gdy c a ł k o w i c i e przeinacza

z a l e ż y od poziomu w y k s z t a ł c e n i a a życie w e w n ę t r z n e od prze­

kolorystykę.

strzegania norm ś r o d o w i s k o w y c h . Relacje psychiczne s ą niepo­

W t y m miejscu powinienem w y t ł u m a c z y ć , s k ą d W i ę o e k m a
wzory. Otóż gospodarz, w i d z ą c j a k zmienia s i ę wprost n a twarzy
oglądając pocztówki i malowidła, kupił mu w mieście pięknie

równanie bardziej skomplikowane. W i e d z ą c j a k i jest

Więcek,

widziany oczami otoczenia, wiemy o nim w istocie bardzo niewiele.
Jest inny od ś r o d o w i s k a , to nie ulega w ą t p l i w o ś o i . Jest m a ł o

47

I

�zaradny, nie przystosowany do ż y c i a . A l e p r z y t y m m a t a l e n t

nic m u nie m ó w i pojęoie Triennale, nawet jabłko z drzewa nie

plastyczny, k t ó r y niewielu jest d a n y . Jego w r a ż l i w o ś ć na k s z t a ł t

spadnie (gorzej g d y w a ż n y d y r e k t o r o d k u l t u r y p y t a ozy nie

czy

m o ż n a b y r o b i ć Triennale oo c z t e r y l a t a ) .

kolor

znacznie

przekracza

normę. Można m u tylko

tej

w r a ż l i w o ś c i p o z a z d r o ś c i ć . M a życie w e w n ę t r z n e , marzenia, na­

O c z y w i ś c i e k a ż d e kalectwo jest n i e s z c z ę ś o i e m . D e p r y m u j e

dzieje, r a d o ś c i , satysfakcjo. I n n e ? Zapewne, t y l k o czy te w a r t o ś c i ,

ograniczenie swobody w y b o r u f o r m ż y c i a , miejsca p r a c y , zamiesz­

k t ó r e w n i m dostrzegamy nie s ą w istocie n a j w a ż n i e j s z e ? Czy

k a n i a . M o ż n a się t e m u p o d d a ć , ale m o ż n a t e ż w y t w o r z y ć me­

d o b r o ć , w r a ż l i w o ś ć , s u b t e l n o ś ć , u f n o ś ć , ż y c z l i w o ś ć nie n a l e ż ą do

c h a n i z m y obronne. Ś w i a d o m i e l u b n i e ś w i a d o m i e uciec w marze­

k r ę g u w y ż s z y c h i p o ż ą d a n y c h w a r t o ś c i ? Czy m o ż n a w i ę c casus

nie, w ś w i a t w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i . D l a W i ę c k a m a l a r s t w o s t a ł o

Więcka

się w ż y c i u w a ż n ą s p r a w ą , t y m co m u p r z y n o s i s a t y s f a k c j ę ,

skwitować

tylko

uśmiechem

podszytym wyższością ?

Czy a b y t e n u ś m i e c h nie demaskuje nas i naszych j e d n o s t r o n n y c h

wywołuje

k r y t e r i ó w ocen? Czy f a k t , że W i ę c e k nie w i e , co to jest w e r n i s a ż ,

p r z y j e ż d ż a j ą z d a l e k i c h m i a s t w s p a n i a ł y m i samochodami, k t ó r e

Triennale, w y s t a w a , n a p r a w d ę jest

w a ż n y ? A m o ż e jego

b u d z ą z a z d r o ś ć wiejskiej m ł o d z i e ż y . D z i ę k i m a l a r s t w u s t a ł się

stosunek do s z t u k i jest znacznie bardziej p r a w d z i w y i n a t u ­

k i m ś . Ono w y r ó ż n i a go o d otoczenia. D l a t e g o c h ę t n i e m a l u j e ,

taki

zainteresowanie

ludzi,

którzy

specjalnie

do

niego

r a l n y ? N i e w i e o k r y z y s i e c y w i l i z a c j i , absurdach naszego „ ż y c i a

dlatego p r z y w i ą z u j e t a k ą w a g ę do tego, a b y f a r b y b y ł y dobre,

a r t y s t y c z n e g o " , o p s e u d o - r y n k u , nie uczestniczy w dyskusjach

a b y obraz p o c i ą g n i ę t y l a k i e r e m l ś n i ł c z y s t o ś c i ą , dlatego maluje

o k o ń c u s z t u k i , nie bierze u d z i a ł u w ś m i e s z n e j celebrze w e r n i s a ż y ,

zawsze na t w a r d y m p o d ł o ż u . P o n i e w a ż j a k d a w n y a r t y s t a chce

k t ó r e t a k ślicznie s k o m p r o m i t o w a ł Y v e s K l e i n . Z r e s z t ą m a pra­

t w o r z y ć d z i e ł a t r w a ł e , k t ó r e b ę d ą o n i m ś w i a d c z y ł y nawet w t e d y ,

wo nie w i e d z i e ć , funkcjonuje w i n n y m obiegu k u l t u r y

g d y j u ż jogo na t e j z i e m i nie b ę d z i e .

i jeśli

P R Z Y P I S Y
1

C h c i a ł b y m serdecznie p o d z i ę k o w a ć p a ń s t w u K r z y s z t o n i o m
za pomoc, k t ó r ą m i okazali w czasie mego p o b y t u u n i c h w czerwcu
1982 г . , za udzielone informacje i p o ś r e d n i c t w o w k o n t a k c i e
z W i ę c k i e m . S ą d z ę , że t o co p i s z ę o stosunku gospodarzy do
W i ę c k a dostatecznie charakteryzuje i c h p o s t a w ę , bezinteresow­
n o ś ć i o p i e k u ń c z o ś ć , z a s ł u g u j ą c e na g ł ę b o k i szacunek.
N i e s t e t y j e d y n a dotychczas p u b l i k o w a n a n o t a o m a l a r z u
jest n i e ś c i s ł a . M a r i a n P r o k o p e k w Atlasie Sztuki ludowej i Folk­
loru w Polsce podaje b o w i e m , iż W i ę c e k u r o d z i ł się w 1930 r .
R e p r e z e n t a t y w n y zestaw prac W i ę c k a znajduje się w k o ­
lekcji L . Z i m m e r e r a w Warszawie.
W i n i e n jestem w d z i ę c z n o ś ć dr A n n i e K u n c z y ń s k i o j - I r a c k i e j
oraz m g r Z o f i i Bisiakowej za pomoc w i d e n t y f i k a c j i „ w z o r ó w "
2

3

4

48

do o b r a z ó w W i ę c k a , a t a k ż e p . K a r i n i e Z i m m e r e r za udzielone
informacje oraz u d o s t ę p n i e n i e m i prac malarza
znajdujących
się w k o l e k c j i .
5

W i ę c e k maluje p r z e w a ż n i e na p ł y c i e p i l ś n i o w e j f a r b a m i
o l e j n y m i , poczem g o t o w y obraz p o c i ą g a b e z b a r w n y m l a k i e r e m .
N a j c z ę ś c i e j zestawia ciemne b r ą z y z r ó ż n y m i o d c i e n i a m i zieleni,
z n i e b i e s k ą b a r w ą nieba, c z e r w i e n i ą s t r o j ó w , b i e l ą ś c i a n b u d y n ­
k ó w . A u r e o l e , g w i a z d y , monstrancje, a n i e k i e d y nawet dach
k o ś c i e l n e j w i e ż y maluje fa,rbą z ł o t ą .
6

Obrazy W i ę c k a pokazano na p r z e g l ą d z i e t w ó r c z o ś c i nie­
profesjonalnej w N o w y m S ą c z u (1976 r . ) oraz na 2 Triennale
P l a s t y k i Nieprofesjonalnej we W r o c ł a w i u (1977 г . ) .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10225" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10203">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/19cb3a2df7cbceeab9414d0f6d89e4eb.pdf</src>
        <authentication>e4812b6f48e9d07bb1dc59fd27630b41</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121562">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3390</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121563">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3177</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121565">
                <text>Z zapisków etnologa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121566">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.71-73</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121567">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121568">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121569">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121570">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121571">
                <text>Z

Z

A

P

I

S

K

Ó

W

E

T

N

O

L

O

G

A

LIST LUDWIKA STOMMY Z PARYŻA DO REDAKCJI WYSŁANY A OPATRZONY TYTUŁEM:
SŁOŃ A SPRAWA ETNOLOGII

2 maja 1982, p r z y l ą d e k B e g er V i i , godzina 11,30. F a l a
A t l a n t y k u zapada s i ę w p r z y b r z e ż n e j skale. Zlany w o d ą szaro-czerń kamienia o ż y w a n a c h w i l ę migotem kolorowych słonecz­
n y c h w ę ż o w i s k . L e c z oto woda, jakby z w n ę t r z a s k a ł y , powraca
wirami pian u b i e r a j ą c y c h g ł a z y w stargany fartuch bieli. Grzbiet
kamienia wysuwa s i ę spod nich w głębokiej czerni popielejącej
natychmiast w s ł o ń c u . Kolejna fala jest większa i kładzie się
skosem n a szarym tle. S k a ł a znika z u p e ł n i e pod niebiesko-zielo­
nym naporom, by powrócić niespodziewanie w r o z b ł y s k u gasną­
cej j a s n o ś c i . I z n ó w k ł ę b o w i s k o oceanu z g r a n a t o w i a ł e g o teraz
od zasłaniającego słońce białego o b ł o k u zabiera ś w i a t ł o z rafy.
Lecz wiatr spycha c h m u r k ę z l e w a j ą c morze i brzeg w jedno
okamgnienne olśnienie. Potem znowu czerń z bielą i b ł ę k i t e m ,
z ł o t o , z i e l e ń i srebrne odbicia drobin kwarcu n a chropowatej
skórze kamieni...
Ocean jest zielony ?
Ooean jest niebieski ?

Nieprawda, ocean nie jest zielony.
Nieprawda, ocean nie jest niebieski.

Ocean jest z ł o t y ?

Nieprawda, ocean nie jest z ł o t y .

Ocean jest czarny?

Nieprawda, ocean nie jost czarny.

Ocean jest i zielony i niebieski i z ł o t y i czarny i zielono-złoto-czarny i niebiesko-czarno-zielony i tysiąca jeszcze kolorów.
Ale nie jest t e ż ocean s y n t e z ą barw. Oceanem s ą również jego
zapachy, jogo wilgocie, jego o d g ł o s y . . . Natura oceanu jest tajem­
nicza, wieloraka i wszelka. J e s t nieopisywalna.
K u l t u r a — p o w i a d a j ą ewolucjoniści (a implicite również
i funkcjonaliści) — jest wynikiem poznawania i oswajania natury
przez c z ł o w i e k a . N a czym jednak polega ludzkie poznawanie
i oswajanie natury ? — Przede wszystkim, przed jakimikolwiek
innymi d z i a ł a n i a m i , n a nazywaniu i ustanawianiu relacji m i ę d z y
nazwanym. Ocean nigdy nio stanie się obiektem kultury; ele­
mentem dziedzictwa kulturowego s ą natomiast jego przedsta­
wienia. Ocean zielony, ocean niebieski, ocean z ł o t y , ocean czarny.
Opisy nieopisywalnego.
r

Godzina 14,30. Szosą wijącą s i ę po skarpie półw5 spu Quiberon jedziemy w kierunku Port Louis. K a s e t a Charles Dumont
i r ó w n y szum silnika głuszą o d g ł o s y fal, s m r ó d p e t ó w z niedom­
k n i ę t e j popielniczki tłumi skutecznie wszolkie powiewy morza.
Ocean za oknami zmienia s i ę w jednowymiarowy landschaft.
„ Z a w s z e m y ś l a ł a m , że w i d o k ó w k i znad Atlantyku s ą podkolorowywane — m ó w i E w a — to wręcz nie do w y o b r a ż e n i a , ż e
ooean jest taki niebieski..." Catherine i Marek p o t a k u j ą . Zgadza­
my się wszyscy. Ocean jest niebieski? Nieprawda; ocean nie jest
niebieski. Owszem, nie jest niebieskie to niejasne, intymne prze­
czucie oceanu, zaduma jego tajemnicy, k t ó r ą k a ż d e z nas z osobna
uwozi ze s o b ą po serpentynach Quiberon. Ale skonstatowano
w s z a k ż e słusznie w p o d r ę c z n i k a c h , żo „ e l e m e n t e m kultury jest
to tylko, co z o s t a ł o społecznie zobiektywizowane" (Czarnowski).
Społecznie zobiektywizowane, a więc przekazane. Przekazane,
a w i ę c nazwane i opisane. Opisane nieopisywalne. A więc jednak
ocean jest niebieski. Niebieska jest kultura oceanu n a p r z y l ą d k u
Beg er V i i .
Nazywanie i ustanawianie relacji m i ę d z y nazwanym, to nic
innego j a k r o z k a w a ł k o w y w a n i e ciągłego, ustatycznianie dynamicz­
nego, dzielenie niepodzielnego, opisywanie nieopisywalnego.
O w o i „ p o z n a w a n i e ś w i a t a " , w ł ą c z a n i e go do kultury jest więc

w swojej istocie aktem par excellence kreatywnym. J e s t o d l e g ł y m
od realizmu stwarzaniem ś w i a t a całkowicie n a nowo. Nie jest
poznawaniem w sensie zbliżania się do j ą d r a tajemnicy, ale po­
w o ł y w a n i e m do ż y c i a , kodyfikowaniem i p o r z ą d k o w a n i e m
n a z w a ń . Ś w i a t jest b y ć m o ż e takim, jakim jest; ale napewno
nie jest takim, jakim jest gdziekolwiek i kiedykolwiek przedsta­
wiony. Dlatego t e ż ś w i a t jakim jest nio jest i b y ć nie m o ż e przed­
miotem refloksji antropologicznej czy etnologicznej.
Godzina 21,00. J u ż za Mont S t . Michel. Zapada zmrok.
Do P a r y ż a jeszcze ok. 3G0 km. Mniej więcej M y ś l e n i c e — W a r s z a ­
wa. Kolejne kilkadziesiąt k i l o m e t r ó w . „ N o , to j e s t e ś m y j u ż
w Krakowie —- rzucam znad kierownicy do Marka — zaraz
wjedziemy n a Most D ę b n i c k i . . . " „Co to jest Most T ć p n i t z k i —
pyta Catherine —- czy w y ciągle musicie b y ć tacy nostalgiczni?"
J a k ż e joj w y t ł u m a c z y ć , że K r a k ó w wspomniany koło Fougeres
nie m a tym razem nic w s p ó l n e g o z n o s t a l g i ą ; że jest po to prostu
kwestia p r z y k ł a d a n i a skali, p o r z ą d k o w a n i a nieznanego p o d ł u g
znanego. Ale skala zawodzi. Przed L a v a l w j e ż d ż a m y bowiem n a
a u t o s t r a d ę A 11. R ó w n i e ż nasz F o r d różni s i ę parametrami
technicznymi od F i a t a 126p. Po n i e c a ł y c h trzech godzinach P a ­
ryż. 300 k m z L a v a l do P a r y ż a o k a z a ł o się n i e p o r ó w n y w a l n i e
k r ó t s z e od 300 kin z K r a k o w a do Warszawy. G d y m i a ł e m siedem
lat trasa z ulicy Czarnowiejskiej w Krakowie (nr 30) do kościoła
SS. Sercanek (gdzie b y w a ł e m ministrantem) w y d a w a ł a mi s i ę
uciążliwie długa. Dzisiaj tych paru k r o k ó w spaceru w ł a ś c i w i e
nie z a u w a ż a m . L O T - e m bliżej głosi slogan reklamowy. I oczy­
w i ś c i e , ż e (od czego bliżej?) bliżej.
Nawet więc kategorie przestrzenne t a k o c z y w i ś c i e z pozoru
wymierne i obiektywne o k a z u j ą s i ę co chwila w z g l ę d n e , zrelatywizowane społecznie, historycznie, czy ekonomicznie (Ford
a 126p). Ale zasada zachowania struktury s p o ł e c z n e j wyklucza
relatywizm p o j ę c i o w y . Mamy więc ustalone „ b l i s k o " i „ d a l e k o " ,
mamy nasze u ś w i ę c o n e kilometry. N a kamiennym słupie koło
P K i N w Warszawie wyryto cyfry obrazujące odległość w kilo­
metrach do p o s z c z e g ó l n y c h europejskich metropolii. Okazuje się,
że np. do Kopenhagi jest Warszawiakowi dwa razy bliżej, n i ż
do Sofii... Warszawska ulica ochrzciła ten miernik r z e c z y w i s t o ś c i
„ S ł u p e m Ś m i e c h u " . Oto perspektywa prawdziwie antropolo­
giczna. N a ulice, uczeni w p i ś m i e !
Geodeta m a o b o w i ą z e k t w o r z y ć swoje konstrukcje w oparciu
o rzędy metrycznych w s k a ź n i k ó w ; b y ł b y nierzetelny, gdyby
l e k c e w a ż y ł je sobie. K s i ą d z winien o d w o ł y w a ć się do objawienia;
b y ł b y m a ł o w i e r n y r e l a t y w i z u j ą c wskazania moralne i s p o ł e c z n e
Pisma Ś w i ę t e g o . . . D o m e n ą antropologa jest — j a k wiemy —
ó w akt t w ó r c z y ś w i a d o m o ś c i zbiorowej p o k o l e ń , k t ó r y z w y k l i ś m y
n a z y w a ć k u l t u r ą . Ó w skodyfikowany mit r z e c z y w i s t o ś c i , k t ó r y
z w y k l i ś m y n a z y w a ć kulturą. Mit z a ś ze swoj natury jest dowolnyjednostronny, w z g l ę d n y . Dopiero chimeryczna akceptacja spo,
łeczna wciela go w poczet s a m o p r z e z s i ę z r o z u m i a ł o ś c i . W prze­
c i w i e ń s t w i e więc do sytuacji k s i ę d z a lub geodety, etnolog z a ­
p r z e c z y ł by swojemu p o w o ł a n i u , gdyby uznał za n a r z ę d z i a ba­
dawcze „ z o b i e k t y w i z o w a n o miary", „ ś w i ę t e prawa", „ p a r a ­
dygmat natury ludzkiej", „ p r a w d y objawione", „ n i e b i e s k o ś ć
oceanu".,. T a k , w ó w o z a s p r z e s t a ł b y b y ć etnologiem.

71

I

�Godzina 1,45. Fontenay le Floury. W p ó ł m r o k u w s ł u c h u j e
się we w ł o s k i akcent Catherine i półfrancuszczyznę Marka. Zmę­

xions et Maximes" (1746) —

„ p r a w d z i w e p r ó b y miłości".

czona wymiana w r a ż e ń . J e s t już 3 m a j a , w i ę c w szkle butelek

W c i ą ż Fontenay le Fleury. Noc. Godzina trzecia, a m o ż e

odbijają się pomieszane obrazy z Bretanii, z Mont St. Michel

i czwarta (nio p ó ź n i e j , bo o p i ą t e j ś w i t a ) . Catherine już śpi. L a s

i z kraju. S t a n i s ł a w M a ł a c h o w s k i p r z e c h a d z a j ą c y się po Breście.

oddycha za oknem. I tylko od czasu do czasu odległe narastanie

Bretania z a p a m i ę t a n a przez Catherine nabiera chwilami kolo­

i zacichanie p o c i ą g ó w na linii P a r y ż — R o u e n lub Caen (w Mantes

r y t u P i a z z a Navona. TJ M a r k a s k a ł y A t l a n t y k u wypisz wymaluj

linia się rozdziela). Rouen? Caen? Mantes? A co mnie to obcho­

z Doliny P i ę c i u S t a w ó w . . . T a k różne relacje z tej samej drogi.

dzi ? Przecież jadą te pociągi do k r a j u , na W y s p ę W i e l k a n o c n ą ,

T a k różne Bretanie. Catherine inna niż moja, moja inna niż

do Bruxeli — gdzie p o z n a ł e m ś l i c z n ą P e r u w i a n k ę , jadę nimi

Marka, Marka inna n i ż Catherine, moja inna niż Catherine, Marka

z rodzicami gdziekolwiek, do Wenecji z m o j ą b y ł ą ż o n ą , do Per-

inna niż moja, Catherine inna niż Marka.

nambuco z J a c k i e m , do Hong K o n g u z m o j ą ż o n ą przyszłą, do

Etnologia n a r o d z i ł a się z fascynacji innością, ze spotkania
z k u l t u r ą inną n i ż moja. Trzeba jednak b y ł o prawie wieku do­
ś w i a d c z e ń , by ta i n n o ś ć s t a ł a się obustronna, by etnologia wyz­

Caracas z zaprzyszłą, do Marienbadu na starość. Do P a r y ż a nie,
bo P a r y ż na c o d z i e ń i za blisko.
Catherine już ś p i , więc — aplikując konsekwentnie

definicję

b y ł a się z ł u d n e g o przekonania o irracjonalności tego, co inne niż

Czarnowskiego

moje. Moje normy, wierzenia, obyczaje, prawa s ą inne n i ż twoje;

niezobiektywizowane,

twoje inne n i ż moje. Moje s ą niekoherentne, a w i ę c „irracjo­

kowania niniejszego) nie s t a n ą się elementem kultury. P o z o s t a n ą

nalne" w systemie twojej kultury; twoje w systemie mojej.

jednostkowym,

Twoje i moje tak samo się m a j ą do owej „ p r a w d z i w e j i racjo­

jednak s k ą d i n ą d , że te moje marzenia n a szynach nie są orygi­

nalnej r z e c z y w i s t o ś c i " z pozytywistycznych m a r z e ń . T a k samo,

nalne, że dzielę je z moim t a t ą , z m o j ą b y ł ą ż o n ą (Torzym), ze

czyli nijak.

znajomymi i nieznajomymi... „ K u l t u r a jest systemem dowolnie

Współczesna

etnologia z r e z y g n o w a ł a

na

zawsze

—

moje

nocne

pociągi

pozostają

społecznie

a zatem (przynajmniej do chwili wydru­

ulotnym

omamem.

Teoretycznie

tak.

Wiem

z wiary w hierarchię i r a c j o n a l n o ś ć kultur. A że w c i ą ż , n a pery­

dobranych

feriach dyscypliny, znajdują się i z n a j d o w a ć się b ę d ą mierniczy

poprzez uspołecznienie staje się o b o w i ą z u j ą c y " . I gdzie tu miejsce

racjonalności np. „ p r a k t y k ludowych?" — T a k a sama dobra

na moje nie skodyfikowane

zabawa, j a k k a ż d a inna. Lepienie b a ł w a n ó w z niegdysiejszych
śniegów.

i zestawionych

opozycji,

których

układ

dopiero

i n i e u s p o ł e c z n i o n e pociągi ?

— Wbrew pozorom pytanie to nie wyznacza rozdroża współ­
czesnej etnologii. Tablice Mendelejewa kultury zawierają w s z a k ż e

Rezygnacja z wiary w u p r z y w i l e j o w a n ą p o z y c j ę
kultury; uznanie

swojego w ł a s n e g o

myślenia

i

własnej

postępowania

m n o g o ś ć relacji potencjalnych. R e l a c j i , które m o g ą nie z n a j d o w a ć
zobiektywizowanych

społecznie

manifestacji,

są

jednak

—

za taki sam przedmiot analizy etnologicznej, j a k w przypadku

c h o ć b y jako antytezy jego reguł —• implicite zawarte w systemie.

m i e s z k a ń c a Wysp Dziewiczych, a nawet Poznaniaka (!), pocią­

K u l t u r a rzuca

ga w s z a k ż e za s o b ą i p o c i ą g a ć musi dwie nieuchronne, a ściśle

i t ę s k n o t . Etnologia m a r z e ń to w ł a ś c i w i e antyetnologia,

ze sobą z w i ą z a n e ,

z w i ą z a n a b y ł a b y ściśle z ludzkim pragnieniem zrzucenia tego

konsekwencje:

1. „ A l e Świętości nie szargać bo trza, ż e b y ś w i ę t e b y ł y " . . .

swój c i e ń — c i e ń uczuć, m a r z e ń ,

niewygodnego gorsetu,

j a k i m s t a w a ć się musi

koszmarów
gdyż

uspołeczniony,

Otóż nie u z n a j ą c y prawdy w „niebieskości oceanu" etnolog musi

a więo już o b o w i ą z u j ą c y f a ł s z y w y ś w i a t kultury, z takimi moimi

b y ć w każdej chwili gotowy w ł a ś n i e do o w y c h ż e

p o c i ą g a m i , które c z y m ż e s ą innym, j a k nie p o d ś w i a d o m ą chęcią

społecznych

świętości szargania. P a t r z ą c np. na ceremonię dekoracji orderem

rekonstytuowania

V i r t u t i Militari etnolog winien o c z y w i ś c i e znać burzliwo dzieje

z kolei etnologia par excellence, w której odczucie braku otwiera

tego odznaczenia zrodzonego w walkach pod Zieleńcami i na grobli

m o ż l i w o ś ć z a u w a ż e n i a specyfiki

boruszkowickiej, r o z u m i e ć w i ę c jego s y m b o l i k ę i w a r t o ś ć emocjo­

dotychczas w y d a w a ł o się samo przez s i ę z r o z u m i a ł e i z samej

nalną. Nie m o ż e jednak ujść uwagi etnologa i ludyczny aspekt

oiągłości

przestrzeni. Etnologia

tęsknot

„ n a t u r y rzeczy" w y n i k ł e . Etnologia k o s z m a r ó w . . . N a c ó ż wyli­

(konwencjonalności)

to

tego, co

order

czać ? — W a ż n e jest, że również strefy owego cienia kultury,

(to nie przez przypadek w y t w o r z y ł się zwyczaj o b m e d a ł o w y w a n i a

jej a s p e k t ó w potencjalnych, d o s t ę p n e są w s p ó ł c z e ś n i e rozumianej

z okazji urodzin, jubileuszy, czy przybycia w gości) pełni funkcję

etnologii. Nie bez kozery p o s t u l o w a ł w i ę c J e r z y S. Wasilewski

dyskretnej

w Po śmierci

wydarzenia, w

którym

męskiej

najbardziej nawet

biżuterii

patetyozny

(baretki są t u

równoważnikiem

Jablonexu naśladującego z a m k n i ę t e w sejfie kamienie).

wędrować

egzegezy p o w i e ś c i jeszcze nie napisanych.

Żonie

P o w i e ś c i nienapisane jeszcze ? D z i e ł a niestworzone ? — Ma­

k o l i ę i perfumy (dodają uroku), m ę ż o w i order i honoris causa

larstwo jest w y o d r ę b n i e n i e m i ł ą c z e n i e m b a r w n i k ó w , oraz na­

(dodają powagi). R o z w a ż a n i e na temat: „ V i r t u t i Militari jako

k ł a d a n i e m ich p o d ł u g pewnej zasady na p ł ó t n o . To prawda. Ale

breloczek" nie powinno w i ę c przerażać etnologa. Nawet

skutkiem tego w y o d r ę b n i a n i a , łączenia i n a k ł a d a n i a jest obraz.

jeśli

to będzie V i r t u t i Militari ze w s t ę g ą .

W ł ą c z a n i e do kultury, to p o w o ł y w a n i e do ż y c i a , kodyfikowanie

2. Spojrzeć na siebie i swoje otoczenie jako na obiekt etno­
logiczny

oznacza z a u w a ż e n i e w swoim, i otoczenia

i p o s t ę p o w a n i u rzeczy tak samo „ p o t w o r n y c h ,

myśleniu

bezsensownych

i ś m i e s z n y c h " , j a k te, k t ó r e s p o s t r z e g a ł Erazer u l u d ó w tzw.
„ p i e r w o t n y c h " . Z a u w a ż a n i e tego wszystkiego,

czego z a u w a ż y ć

i p o r z ą d k o w a n i e n a z w a ń . To t e ż prawda. Ale skutkiem tego
p o w o ł a n i a , kodyfikowania i p o r z ą d k o w a n i a jest tkanka kultury
w całej swojej wrażliwości. Znając obraz p r z e w i d z i e ć

można

w o g ó l n y m zarysie, jakie reakcje w y w o ł a on u w i d z ó w w określo­
n y m miejscu

i czasie.

Znając

utajone

mechanizmy

kultury

czy po prostu egocentrycznego

przewidzieć m o ż n a w o g ó l n y m zarysie marzenia i lęki jej uczest­

p i e d e s t a ł u . Zejść w i ę c z tego p i e d e s t a ł u ! Czemuż to np. dziwaczne

n i k ó w , j a k również powieści, które b ę d ą przez nich napisane.

skróty

Ale sztuka chętnie przekracza granice s z a l e ń s t w a .

się nie da z europocentrycznego,
wypisywano

i wytłaczane

na m o s i ę ż n y c h

tabliczkach

Szaleństwo

przed naszymi nazwiskami (Prof, dr; J . E . ; W . P . ; Tow. Gen.;

z a ś nie mieści się w ż a d n y m o g ó l n y m zarysie. Nie

D r hab...) rozpatrywane m a j ą b y ć inaczej, niż b ę d ą c e takimi

w i ę c p o w i e ś c i jeszcze nie napisane m o g ą s t a ć się przedmiotem

samymi wyznacznikami pozycji społecznej ilość i kolor k o l c z y k ó w

egzegezy antropologicznej.

wszystkie

I tak dopiero ze s z c z y t ó w

aspiracji

w nosie u W a t u s i ? P r z y j r z e ć s i ę wreszcie mitycznej u m o w n o ś c i

dyscypliny w i d a ć jak na dłoni jej limity. R ó w n i e ż z tych ograni­

w ł a s n y c h pozycji, funkcji, s t r o j ó w (bada się s e m a n t y k ę s t r o j ó w

c z e ń d o ś w i a d c z e n i a etnologicznego w i n n i ś m y

ludowych, a garnitur pod m u c h ą to pies ?), t y t u ł ó w , s z a c u n k ó w ,

sobie s p r a w ę .

dobitnie

zdawać

figur w ł ó ż k u , swoich g ł ę b o k i c h p r z e k o n a ń opartych na wpo­

O c z y w i ś c i e , m o ż n a się i łudzić. Fontenay le F l e u r y 20 m a j a

jonych przez t r a d y c j ę , a obcyoh wielu innym kulturom, abstrak­

1982. Poranna poczta. L i s t od Z b y s z k a Benedyktowicza z od­

c y j n y c h p o j ę c i a c h ; swoich p r z y z w y c z a j e ń , w y o b r a ż e ń o innych

bitką

i o p o r z ą d k u ś w i a t a ! Z kogo s i ę ś m i a ć ? — Ś m i a ć się z siebie

-scjentystycznego

jego a r t y k u ł u ,

który

pomimo

odstręczająco-poprawno-

t y t u ł u c z y t a ł e m już parokrotnie. Z r a d o ś c i ą

samych! Ale ś m i e c h to nie tylko to, co g ł ę b o k o różni n o w o c z e s n ą

czytam na nowo. Ale s ą i w ą t p l i w o ś c i : cytat z Eliadego: „ H e n r y k

etnografię

Poincare z a p y t y w a ł nie bez ironii, czy przyrodnik, k t ó r y bada

72

i

Ś m i e c h i kpina to również — j a k n a p i s a ł Vauvenargues w . R e f l e ­

od

pozytywistycznej

(„człowieka

od

zwierza").

�słonia jedynie przez mikroskop, m o ż e s t w i e r d z i ć , że dostatecznie

mikroskopu, swojego wzroku, lunety w której słonie m a ł e j a k

p o z n a ł n a t u r ę tego zwierzęcia? Mikroskop odkrywa strukturę

m r ó w k i , k r ó l e s t w a zwierząt... Twierdzenie z a ś , ż e „ t y l k o " jedna

i mechanizm k o m ó r e k , które s ą identyczne dla wszystkich orga­

z tych skał ukażo nam słonia w jego n i e b y w a ł e j

n i z m ó w w i e l o k o m ó r k o w y c h . Słoń jest n i e w ą t p l i w i e organizmem

(Mickiewicz jako taki, a jak nie taki, to j a k i i dlaczego) bardziej

wielokomórkowym.

Ale czy tylko t y m ? W skali

mikroskopu

jakotakości

niż niebezpiecznym

totalitaryzmem metodologicznym,

m o ż n a by się z a s t a n a w i a ć nad o d p o w i e d z i ą . W skali wzroku

prostu

ludzkim z ł u d z e n i e m

ludzkiego, k t ó r y przynajmniej dostrzega w słoniu zjawisko zoo­

tajemnicy. Słoń nie jest ani zwinny, a n i niezgrabny, ani szary,

logiczne, nie m a j u ż miejsca n a w ą t p l i w o ś c i . Podobnie zjawisko

ani p ł o w y , ani potulny i p o s ł u s z n y , a n i dziki i z ł o ś l i w y .

religijne u k a ż e się nam jako takie tylko w ó w c z a s (...), gdy będzie

t a k o ś ć słonia jest nie tylko nieopisywalna; nie stanowi TÓwnież

badane w skali religijnej". T a k , to b y ł b y klucz do furtki w i o d ą c e j

przedmiotu z a i n t e r e s o w a ń etnologa. Ż a d n a j a k o t a k o ś ć !

poza ograniczenia dyscypliny. To byłoby* panaceum... Niestety
—

wypowiedź

Eliadego

zawiera niedopuszczalne

nadużycia.

J e ż e l i bowiem zjawisko religijne badane m a b y ć w skali

odwiecznym

jest po

docierania do jądra
Jako-

D o m e n ą etnologii jest natomiast słoń. nazwany. Jest o d l e g ł y
od realizmu słoń stworzony na nowo. R ó ż n o słonie r ó ż n y c h kul­
tur.

Słonie

grasujące

po sklepach

z „Włocławkiem",

słonie

religijnej, to i odpowiednio słoń badany b y ć winien w skali sło­

wspierające giob, standardowe słonie szare, niezgrabne i baaardzo

niowej, a „ s k a l a wzroku ludzkiego" jest t u n i priczom. Po drugie:

dużo, słonie Hannibala B a r k i , k t ó r y c h l ę k a ł y s i ę legie, słoń,

cóż to znaczy „ j a k o t a k i " ? Słoń jakim jost k a ż d y widzi? Zaiste

w k t ó r y m m i e s z k a ł Gavroehe, słonie a sprawa polska. Słonie

nie dane jest c z ł o w i e k o w i zgłębić słonia w słoniowej skali. D l a ­

nazwane, w ł ą c z o n e do kultury, słonie naszych t ę s k n o t i prze­

tego t e ż usiłując go poznać stara się p r z y k ł a d a ć skale r ó ż n o :

rażeń...

73

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10219" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10197">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c5efc3f3262e260d020d8bb4db40c120.pdf</src>
        <authentication>956d5e5cbd99a810caae51def551983a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121499">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3261</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121500">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121501">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3056</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121502">
                <text>Rodzina wiejska na Podlasiu - według tygodnika "Przyjaciółka" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121503">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.149-156</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121504">
                <text>Czaja, Dariusz; Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121505">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121506">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121507">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121508">
                <text>I

Dariusz Czaja, Czesław Robotycki

R O D Z I N A WIEJSKA N A P O D L A S I U TYGODNIKA

WEDŁUG

„PRZYJACIÓŁKA"

Niezbędny w s t ę p

pozaliteraokich,

działanie

samego przekazu

literackiego,

t e m u z n a k ó w l i t e r a c k i c h i jego w e w n ę t r z n y c h
Tygodnik

„Przyjaciółka"

w h i s t o r i i polskiej k u l t u r y

mv

sowcj jest zjawiskiem w y j ą t k o w y m . Ukazuje się bez d ł u ż s z y c h

reguł."

6

n i e b e z p i e c z e ń s t w o , to pokusa kreowania r z e c z y w i s t o ś c i ,
ny fikcji

sys­

Drugie
zamia­

w quasi — r e a l n o ś ć poprzez u ż y c i e c h w y t ó w p r o z y

przerw od 1948 r o k u i od tego czasu znajduje wielu c h ę t n y c h

dokumentarnoj i wiedzy zdobytej s k ą d i n ą d n i ż w s k a z y w a ł a b y

c z y t e l n i k ó w . W e d ł u g o b l i c z e ń s p e c j a l i s t ó w w latach 1950 —• 1957

na to t r e ś ć t e k s t ó w . M o g ą t u w c h o d z i ć w g r ę pewne

ogólna, liczba c z y t e l n i k ó w t y g o d n i k a w y n o s i ł a ponad

d y d a k t y c z n e l u b z a m i a r y socjotechniczne.

nów.

1

6 milio­

P ó ź n i e j s z e c z ą s t k o w e badania z r o k u 1960 w y k a z a ł y , że

..Przyjaciółka"

jest j e d y n y m t y g o d n i k i e m masowo

czytanym

intencje

I też w t y m przy­

p a d k u w a r t o p r z y t o c z y ć zdanie badacza, k t ó r y pisze:,, (...) zwa­
ż y w s z y j e d n a k dystans j a k i dzieli zawsze zamierzenie o d rea­
„skrępowana

wy­

kowska, „ p r z e z n a c z o n e dla c z y t e l n i k ó w na n i ż s z y m poziomie k u l ­

t y c z n y m i " i ś w i a d o m a w ł a s n e j p o l i t y k i redakcja nie jest

dos­

t u r a l n y m " przez l a t a całe m i a ł o n a j w i ę k s z y n a k ł a d ,

tatecznie ś w i a d o m a charakteru ostatecznego p r o d u k t u swej dzia­

w środowisku wiejskim.

2

Pismo t o , j a k pisze A n t o n i n a K ł o s -

i najbardziej z r ó ż n i c o w a n y k r ą g o d b i o r c ó w .

3

M i m o , że z czasem

p o j a w i ł y się pisma k o n k u r u j ą c e z „ P r z y j a c i ó ł k ą "
podobne

najszerszy

wypełniające

o d c i n k i czytelniczego h o r y z o n t u ( „ P a n o r a m a " ,

„Ko­

bieta i ż y c i e " i t p . ) tej u d a ł o się z a c h o w a ć swój charakter i p u ­
bliczność.

Żywotność

t y g o d n i k a zadziwia i k a ż e

etnografowi

z a t r z y m a ć się czasem n a d t y m t y t u ł e m . Potrzebne n a m

dalej

stwierdzenia o charakterze czasopisma, j a k i m i a ł o ono przez la­
ta, czerpiemy z socjologicznych analiz A n t o n i n y

lizacji, trzeba

Ponieważ

nie zamierzamy

d o k o n y w a ć analizy

rauterystycznyeh jego a r t y k u ł ó w , w y k o r z y s t u j e m y t u

czno — p r o d u k c y j n e g o m o d e l u r o d z i n y z l a t 1951 i m o d e l u l a t
następnych",

7

W s z y s t k i e p o w y ż s z e t r o p y w s k a z u j ą w y r a ź n i e , że n a t r a f i m y
w „ P r z y j a c i ó ł c e " n a rzeczy, k t ó r e etnografa zawsze b ę d ą i n t r y ­
g o w a ł y a mianowicie n a ś l a d y m i s t y f i k a c j i

i mityzacji.

wnioski
4

T y g o d n i k „ P r z y j a c i ó ł k a " m a przede w s z y s t k i m perswazyjny
i d y d a k t y c z n y charakter. Ś w i a d c z ą o t y m о Ь ^ л м л е d z i a ł y pisma,
p o ś w i ę c o n e poradom, listom c z y t e l n i k ó w , felietony o ,,życiow~yeh"
Te

„ Ż y c i e o w o c u j ą c e " — opowieść o rodzinie z Podlasia

treści

socjologów o d s y ł a j ą c po szczegóły do prac wspomnianej a u t o r k i .

specyficzny d z i a ł literacki.

„Przyjaciółki"

w p e ł n i z d a w a ł a sobie s p r a w ę z k o n t r a s t u swego p o z y t y w i s t y -

Kłoskowskiej,

c a ł y c h r o c z n i k ó w czasopisma a wskazujemy na jeden t y l k o z cha-

problemach i bardzo

najbardziej

ł a l n o ś c i . W y d a j e się w ą t p l i w e a b y n p . redakcja

badaczki, k t ó r a niejednokrotnie z a j m o w a ł a się p o l s k ą p r a s ą po­
pularną,.

u z n a ć , że nawet

rozbudo­

A r t y k u ł y t r a k t u j ą c e o w s i , ż y c i u w i e j s k i m , r e p o r t a ż e rołacjonująco

dzieje c h ł o p s k i c h r o d z i n , m ó w i ą c e o i c h d n i u

dzi­

siejszym n a l e ż ą do s t a ł e j p r o b l e m a t y k i t y g o d n i k a . M o ż n a więc
przez kolejne r o c z n i k i śledzić e w o l u c j ę ale i t r w a ł o ś ć redakcyj­
nej f o r m u ł y w poruszaniu t o m a t ó w wiejskich o s c y l u j ą c y c h wo­
k ó ł z a g a d n i e ń funkcjonowania r o d z i n y .
W r o k u 1983 u k a z a ł się tekst z a t y t u ł o w a n y „ Ż y c i e o w o c u j ą ­
8

wano d z i a ł y skutecznie p e ł n i ą c e swoje podstawowe funkcje —

ce".

fatyczną

o dziejach c h ł o p s k i e j r o d z i n y z Podlasia. Tekst, k t ó r y nas zain­

i k o n a t y w n ą — grają

jeszcze j e d n ą rolę w a ż n ą dla

Z a r t y k u ł u w s t ę p n e g o d o w i a d u j e m y s i ę , że jest to o p o w i e ś ć

całościowego o d b i o r u pisma. T e k s t y w n i m zawarto czytane s ą

t e r e s o w a ł , w t y m ż e .artykule w s t ę p n y m , z o s t a ł zaliczony, wraz

z przekonaniem,

z i n n y m i , do rodzaju w s p o m n i e ń p o z w a l a j ą c y c h o c e n i ć p r z e b y t ą

że s t a n o w i ą

ono zapis r z e c z y w i s t o ś c i , zwier­
Kłos-

w s p ó l n ą d r o g ę i p o w i n i e n t e ż u p r z y t o m n i ć m ł o d y m ogrom spo­

k o w s k a i co dla nas n a j w a ż n i e j s z e , t a k odbierana jest t e ż część

łecznego wysiłku włożonego w rozwój kraju. W t y m samym nu-

l i t e r a c k a pisma zajmująca, mniej więcej ó s m ą część jego o b j ę ­

merzo znajdziemy więc t a k ż o wspomnienie z w a k a c j i w zrujno­

c i a d ł o ż y c i a . T a k i e nastawienie

tości.

5

R e p o r t a ż , felieton,

czytelnicze potwierdza

opowiadanie, nowela, fragment

po­

wieści to jest t o w ł a ś n i e , зо czytelnik „ P r z y j a c i ó ł k i " p r z y j m u j e

wanej Warszawie i r e p o r t a ż o hucie i m i e ś c i e Stalowa

Wola.

Poza t y m s t a ł e r u b r y k i p r z y n o s z ą felietony na aktualne t e m a t y

t a k samo j a k p o r a d y k u l i n a r n e , prawne, m o d ę czy t e ż odpo­

z ż y c i a s p o ł e c z n e g o k r a j u oraz w y p e ł n i a j ą c e p o ł o w ę pisma po­

wiedzi

r a d y , l i s t y , ciekawostki, m o d ę i t d .

na rozpaczliwe l i s t y czytelniczek porzuconych, b r z y d ­

k i c h , samotnych, w y k o r z y s t a n y c h czy jeszcze inaczej, na t y ­
s i ą c s p o s o b ó w j a k i e niesie ż y c i e , s k r z y w d z o n y c h .
Charakter t y g o d n i k a i czytelnicze nastawienie o j a k i m w y ­
żej p o w i e d z i e l i ś m y t o podstawa k s z t a ł t o w a n i a się zmityzowanej
r e a l n o ś c i w ś w i a d o m o ś c i c z y t e l n i k ó w , dla k t ó r y c h t r e ś ć „ P r z y ­
j a c i ó ł k i " jest w a ż n y m ź r ó d ł e m

P o n i e w a ż w a r s t w a j ę z y k o w a o k a ż e się nie mniej w a ż n a dla
zrozumienia t e k s t u niż jego strona fabularna, i t r e ś c i o w a , m u ­

wiedzy o świecie. P o w s t a j ą

tu

n a d t o dwa inne n i e b e z p i e c z e ń s t w a. Jedno, to z ł u d z e n i e jakiemu

s i m y s t r e ś c i ć a r t y k u ł p o s ł u g u j ą c się d ł u ż s z y m i c y t a t a m i . W tek­
ście w y r a ź n i e d a j ą się w y o d r ę b n i ć t r z y części.
.Partie p o c z ą t k o w o w p r o w a d z a j ą c c z y t e l n i k a w ś w i a t przed­
stawiony zawiązują

a k c j ę i są w s t ę p n ą p r e z e n t a c j ą

głównych

bohaterów:

u l e g a j ą dziennikarze przekonani o zaufaniu czytelnika. Polega

„ D z i s i a j p a n Mieczyk

ono na p r z e ś w i a d c z e n i u , że t-tosow^ane przez n i ' l i formy i zabiegi

k u c h n i , chleba kupnego z m l e k i e m p r z e k ą s i ł , plaster boczku prze-

litomekie nie p o d w a ż a j ą

rastawego na sma,k w z i ą ł , p o k r ę c i ł się t r o c h ę po o b e j ś c i u a. po­

w y m o w y ich t e k s t ó w j a k o ś w i a d e c t w a

w s t a ł o czwartej, ogolił się, z a s z e d ł do

r z e c z y w i s t o ś c i z a p o z n a j ą c j e d n ą z tez se'-jok&gt;'*ii l i t e r a t u r y , k t ó r ą

t e m p o s z e d ł b u d z i ć swego syna, A n t o n a . A n t o ś , rocznik 1946,

t a k referuje Stefan Ż ó ł k i e w s k i : ,,(,.,) z analiz

l i t e r a t u r y jako

c h ł o p j u ż na d w u d z i e s t u hektarach osobiście nie obudzi się i n i e

d o k u m e n t u n a l e ż y w y k l u c z y ć n a i w n y realizm poznawczy, wiarę

b u d z o n y s p a ć b ę d z i e c h o ć b y do d z i e s i ą t e j . A w s t a w a ć trzeba bo

w b e z p o ś r e d n i ą w y m o w ę ś w i a d e c t w a , jego n e u t r a l n o ś ć i prze­

r o b o t y h u k . Trucie s t o n k i n i k a r t o f l a c h czas d o k o ń c z y ć , ma­

z r o c z y s t o ś ć w stosunku do z a m i e r z e ń a n a l i t y c z n y c h . Tekst l i ­

c h i n y piekelno w tej nowej oborze p o u r u c h a m i a ć ,

bo

teracki jest dokumentem

z r y ć , p i ć i doić się c h c ą , t r a k t o r wczoraj na części

rozebrany

zjawisk pozaliterackich t y l k o

przez

krowy

pryzmat praw i p r z y m u s ó w właściwych strukturom literackim.

do k u p y koniecznie z ł o ż y ć bo j a k ż e bez siły p o a i ą g o w e j w g o s ­

Trzeba zawsze u w z g l ę d n i a ć m o d y f i k u j ą c e informacje o faktach

podarstwie... (...) P a n u Mieezykowi owa т а з г у п а od dawna j u ż

14Э

�się nie podoba i dlatego u w a ż a , że najlepiej b y b y ł o j a k b y A n t o ś

w y s t a w i a l i w remizie. M ó w i ę j a do niego — ot jest dla ciebie

w y m i e n i ł j ą n a p a r ę ż w a w y c h k o n i k ó w . I przyjemnie p o p a t r z e ć

s p o s o b n o ś ć ż o n k ę d o b r a ć . U b i e r a j się i i d ź . I wiesz p a n i co o n

i z a s ł u g a u Boga d u ż a bo d y m o m z k o m i n a j e m u w niebo nie

z r o b i ł ? P o s z e d ł ale b y n a j m n i e j nie na dysko t y l k o o b o r n i k rzu­

k o p c i (...). Poza t y m , cóż on, p a n Mieczyk m o ż e d o r a d z i ć . T o ż

c a ć . M y ś l ę sobie — Mieczyk, n a d e s z ł a t w o j a godzina. U b r a w s z y

i gospodarka c a ł k i e m inna. U niego b y ł a t a k a p r a w d z i w a , t r o c h ę

się w g a r n i t u r , koszula b i a ł a , k r a w a t p o d c h o d z ą c y , p o j e c h a ł

k r ó w e k , t r o c h ę ś w i n o k , p t a c t w a domowego ze dwie k o p y . (...)

sam d w ó k ó ł k ą szczęścia dla syna s z u k a ć (...)•"

U pana M i e c z y k a b u d y n k i gospodarcze b y ł y j a k trzeba — chlew,

Dalej m a m y opis p o b y t u pana M i e c z y k a na dyskotece. Zna­

obora, stajnia. Ale A n t o s i o w i nie s p o d o b a ł y się. I w y s t a w i ł obo­

lazł t a m

rę a p a r t a m e n t o w ą

nie za d u ż a , nie za m a ł a , w sam r a z " — i oto

dem, pod

można

powiedzieć. K r o w y

stoją

t y ł k i e m m a j ą s p e c j a l n ą t a ś m ę i t y l k o na

tam
tę

rzę­
taśmę

ja

odpowiednią

kandydatkę

dla

syna —

..blondynka,
konsekwencjo:

,,(...) po d w ó c h m i e s i ą c a c h w y s z ł y z a m b o n y ich zapowiedzi".

z a n i e c z y s z c z a j ą się. Nigdzie indziej i m nie wolno. P o i d ł a auto­

M a ł ż e ń s t w o o k a z a ł o się udane o c z y m t a k m ó w i p a n

m a t y c z n e l a t a j ą i m n a d g ł o w a m i , d o j a r k i t e ż automatyczne do­

, , ( . . . ) I szczęśliwie się stało, bo dziewczyna dobra i m i ł a i żyje

j ą , ani to w y g o d y k r o w a nie ma i na dodatek c z ł o w i e k a nie og­

się i m po b o ż e m u , j a k najbardziej. M a l u c h y j u ż c h o d z ą po świocie

ląda.. (...) U m n i e wspomina p a n

Mieczyk, b y ł a k r o w a . To

ja

i

chłopak,

i dziewezjmka, j a k

Mieczyk:

trzeba. Znaczy zabezpieczenie

p o d c h o d z i ł do niej z szacunkiem i uczuciom. N a k a r m i w s z y , po­

osobowe jest. A n i u n i c l i żadnj^ch d y s k u s j i , ani na ten p r z y k ł a d

g ł a d z i w s z y zawsze p o w i e d z i a ł j a jej słów p a r ę ż y c z l i w y c h a ona

kłótni (...)."

mnie m l e k i e m się w y w d z i ę c z a ł a . N a z w a ł e m j ą nawet t a k samo

W y ł o m e m w s p o k o j n y m ż y c i u r o d z i n y s t a ł o się sprowadze­

j a k na i m i ę m i a ł a j a ś n i e p a n i dziedziczka, Melania, to b y ł a k r o ­

nie przez starszego syna pana Mieczyka, o k t ó r y m w i e m y t y l k o ,

wa ( . . . ) . "

że osiedlił się na Ś l ą s k u , p a n i c h c ą c e j s p ę d z i ć wakacje na wsi.

Część druga eksponuje koleje ż y c i a pana Mioczyka, jogo sta­
wanie się gospodarzem. Zawiera ona szereg detali etnograficznych:

Jej

aparycję, poglądy i działania burzące uświęcony

p o r z ą d e k t a k opisuje p a n

rodzinny

Mieczyk:

„ U r o d z i ł się p a n Mieczyk w dworskich czworakach. I z b ę zaj­

„(...) p r z y w i e ź l i ze s o b ą n a wywczas, no (...) d e l i k a t n i e m ó w i ą c

m o w a ł piec t a k w i e l k i , że z t r u d e m mieścił się t a m jeszcze stół

o s o b ę (...). D z i w n e babsko j a k i e ś . Nie m ł ó d k a , bo t a k po czter­

z b i t y z desek, ł a w a , d w a k u f r y na odzienie. D o s i ó d m e g o r o k u

dziestce zdrowo, wysztafirowana, włos n a j e ż o n y , o k u l a r y na no­

ż y c i a p a n Mieczyk s y p i a ł na piecu, razem ze s w o j ą b a b k ą . S k o ń ­

sie i bardzo podobno k s z t a ł c o n a (...) zamiast w y l e g i w a ć się na

czywszy siedem l a t , p r z e n i ó s ł się j u ż na klepisko, na siennik w y ­

s ł o n k u , z a c z ę ł a ona p r z e w r a c a ć w głowie naszej J u l i s i ,

pchany słomą.

synowej (...) słyszę j a k ona jazgocze i jazgocze (...) p a n i J u l k o

D o siedmiu l a t p a s a ł p a ń s k i e k r o w y n a

pas­

t w i s k a c h , a p o t e m j u ż chodził z m a t k ą do r o b o t y w p o l u ,

do

p a n i nie

może przejmować

na

siebie całej

naszej

odpowiedzialności

kopania, żęcia, pielenia. W l a t a c h m ł o d z i e ń c z y c h z o s t a ł p a n M i e ­

z w i ą z a n e j z w y c h o w a n i e m dzieci. Dzieci w ogóle nie w i d z ą ojca.

czyk fornalem.

Kto

(...) Usposobienia pan

Mieczyk

był

wesołego,

w i d z i a ł ż e b y p a n i r o b i ł a p r z y n i c h absolutnie wszystko.

przez co p o d o b a ł się l u d z i o m a j u ż nadzwyczajnie wprost wszyst­

A gdzie p a r t n e r s t w o ? M u s i p a n i ż ą d a ć tego o d m ę ż a (...). W r e ­

k i m o k o l i c z n y m p a n n o m . Szczególnie jednej takiej w p a d ł w oko.

szcie t a k dziewczynie w głowie p r z e w r ó c i ł a , że t a w b i a ł y , ż n i ­

Pelagia się n a z y w a ł a i b y ł a g o s p o d a r s k ą c ó r k ą . Ojciec jej m i a ł

w n y , g o r ą c y d z i e ń do fryzjera do miasteczka p o j e c h a ł a .

wszystkiego p ó ł t o r e j m o r g i (...) ale f a k t f a k t e m , że do w y ż s z o ś c i

c a j ą one z miasteczka. (...) A n t o ś n a b u z o w a n y chodzi, bo o b i a d

m i e l i p r a w o . (...) T a k czy inaczej p a n u M i e c z y k o w i p r a w a
Pelasi b r o n i l i . Jej

do

nie u g o t o w a n y , dzieci bez m a t c z y n e j opieki, w p o l u r o b o t a p a l i

nie

się. S ł o w a nie m ó w i . A wieczorem co j a w i d z ę ? Julisia p o d u s z k ę

stoi na gospodarskim ka­

z s y p i a l n i m a ł ż e ń s k i e j bierze i do p o k o j u n a stryszek idzie s p a ć .

ojciec m ó w i ł szczeźniesz a mojej c ó r k i

dostaniesz. W kościele b y w a ł o , ona

Wra­

w a ł k u — znaczy po prawej stronie, a pan Mieczyk na

folwar­

(...) N i e w y t r z y m a ł e m (...) P a k u j się p a n i i opuszczaj nas

bo

c z n y m . I znaczy nio b y ł o m o ż l i w o ś c i r ó w n a ć się i m . Sam

pan

nieszczęście na d o m sprowadzisz. O b r a z i ł a się, raz, raz s p a k o w a ł a

B ó g p i l n o w a ł , ż e b y o n i b y l i osobno. N o i nie u p i l n o w a ł .

Pan

i więcej m y jej nie o g l ą d a l i . A J u l i s i ę toż w z i ą ł e m na b o k i dziew­

Mieczyk P e l a g i ę z a b r a ł bez

ko­

czynie w y t ł u m a c z y ł e m , bo to jeszcze m ł o d e i g ł u p i e . Możo i po

szuli m o ż n a p o w i e d z i e ć . I zaczęli m i e s z k a ć razem w czworakach

miastach t a k b y ć m u s i , że c h ł o p y pieluchy p i o r ą , dzieci n i a ń c z ą

ż a d n e g o pozwolenia w jednej

(...). Po wojnie p a n Mieczyk z dworusa s t a ł się n a g ł e gospoda­

i o b i a d j ' g o t u j ą . Ale t u jest wieś i t u o d g ó r n i e i n n y p o d z i a ł zos­

rzem. N a skutek r e f o r m y przydzielono j e m u c a ł y c h pięć hekta­

t a ł naznaczony. A wiesz dlaczego ? A dlatego, że na wsi r o b o t y

r ó w . W jednj-m k a w a ł k u . Mierniczego co z i e m i ę dzielił, pan Mie­

za d u ż o , ż e b y k a ż d ą p r a c ę we dwoje z a c z y n a ć i we dwoje

czyk dobrze ugościć k a z a ł i s ł o n i n k i na d ł o ń grubej w l n i a n ą

c z y ć . (...) A poza, w s z y s t k i m m y ś l ę sobie, że s ą rzeczy m i ę d z y

s z m a t k ę z a w i n ą ć . A c h , j a k pan Mieczyk t ą z i e m i ą cieszył się.

m ę ż e m i ż o n ą , do k t ó r y c h n i k t obcy nie p o w i n i e n się w t r ą c a ć ( . . . ) "

Jak

z niej kamienie w y b i e r a ł , chwasty t ę p i ł . A l e r a d o ś c i b y ł o

n i e d ł u g o . Zaraz z a c z ę ł a się ta c a ł a afera z k o l e k t y w i z a c j ą .

Pan

Mieczyk swojej w ł a s n o ś c i b r o n i ł godnie. Z w i d ł a m i s t a n ą ł i po­

koń­

P r z y w r ó c i w s z y szczęśliwie r o d z i n n ą h a r m o n i ę , p e w n y spo­
k o j u i m a t e r i a l n y c h p o d s t a w dalszego ż y c i a p a n
czas na k o ń c o w ą

Mieczyk

ma

refleksję:

w i e d z i a ł , że on do ż a d n e j s p ó ł d z i e l n i ani ż y w y ani m a r t w y nie

,,(...) p r z y s z e d ł j a na t e n p a d ó ł ziemski j a k o s z ó s t e dziecko for­

zapisze się. Z a b r a l i jego do Siodłec, t a m b y ł p a n Mieczyk

nala z k a t e g o r i ą d w o r u s o w ą z d a w a ł o b y się po wsze czasy. A od­

d w a m i e s i ą c e . A l e co b y ł o p r z e s z ł o m i n ę ł o . (...) Pan

całe

Mieczyk

c h o d z i ć b ę d ę j a k o c h ł o p p e ł n o p r a w n y , co s y n o w i p i ę k n ą gos­

co t r o c h ę g o s p o d a r k ę p o w i ę k s z a ł (...) no i j a k p r z y s z ł o w sie­

p o d a r k ę z o s t a w i ł i c h ę ć do p r a c y na niej. Znaczy nie żył j a na­

d e m d z i e s i ą t y m ó s m y m A n t o s i o w i ziemię p r z e k a z y w a ć , to b y ł o

daremno, i znaczy życie moje b y ł o o w o c u j ą c e . "

co p r z e k a z a ć — z r o b i ł o się tego prawie d w a n a ś c i e h e k t a r ó w ( . . . ) " .
Wreszcie trzecia część, przesycona w e w n ę t r z n ą d r a m a t u r g i ą ,

Tak, po d o k o n a n i u koniecznych cięć, w dopuszczalnym s k r ó ­
cie przedstawia się t r e ś ć a r t y k u ł u . Czas na

analizy.

m ó w i o p e r y p e t i a c h z w i ą z a n y c h z m a ł ż e ń s t w e m syna pana Mie­
czyka — A n t o s i a i dotyczy n a j p i e r w samych poszukiwali ż o n y ,

Podejrzenia: r e p o r t a ż z p a m i ę c i

p ó ź n i e j p r o b l e m ó w m o d e l u rodziny.
,,(...) I dobrze b y ł o , t y l k o jedna rzecz mnie spokojnego snu

za­

Zreferowany w y ż e j tekst o „ o w o c u j ą c y m ż y c i u " m ó g ł b y

n'c-

ż y w a ć nie d a w a ł a . A t o mianowicie, że A n t o ś nie ożenił się do­

j a k o z u r z ę d u z a i n t e r e s o w a ć etnografa. T e m a t jest wiejski a for­

t ą d . (...) T r z a się u s t a t k o w a ć — p o u c z a ł a m a t k a —• i r o d z i n ę

m a r e p o r t a ż o w a sugeruje zapis r z e c z y w i s t o ś c i . P o w o d y , dla k t ó ­

z a k ł a d a ć . K i e d y ż t y z d ą ż y s z n a s t ę p c ó w na g o s p o d a r k ę na ś w i a t

r y c h s t a ł się o n o b i e k t e m analizy z naszej s t r o n y ,

s p r o w a d z i ć , w y c ł i o w a ć , do ziemi p r z y u e z j r ć . (...) A l e co z tego,

poza przedmiot tradj^eyjnio pojmowanej etnografii.

że m y u g a d y w a ł i i k ł a d l i r o z u m do g ł o w y . T o ż od samego ga­
dania synowa w c h a ł u p i e nie p o j a w i

się. (...) Bez

gospodyni

wykraczają

K a ż d y tekst b ę d ą c y zapisem j a k i e j ś r z o c z y w i s t o ś c i , w
wien

sposób ustrukturyzowany, niosący

pe­

t r e ś ć , nasycony zna­

w d o m u n i j a k nic m o ż n a . Mówię ja, j e m u — ż e ń się natychmias­

czeniami, m o ż e s t a ć się p r z e d m i o t e m etnologieznej i n t e r p r e t a ­

t o w o , a on nic. I z d a r z y ł o się t a k , że w s ą s i e d n i e j wsi d y s k o t e k ę

c j i . W s p o m n i a n y a r t y k u ł b ę d ą c y sensownie z o r g a n i z o w a n ą

150

ca-

�łością odznacza się ponadto i n n ą , niezwykle f r a p u j ą c ą

etnologa

t y m co stanowi o jego specyfice jest o k o l i c z n o ś ć , iż musi t o

w ł a ś c i w o ś c i ą . Z jednej s t r o n y , tekst narzuca się o d pierwszej

b y ć zapis r z e c z y w i s t o ś c i z e w n ę t r z n e j wobec a u t o r a i d o ś w i a d ­

c h w i l i c z y t a j ą c e m u , jest a p e l a c j ą ad hominem a zastosowana for­

czonej przez niego w d o w o l n y , b e z p o ś r e d n i s p o s ó b — na p r z y ­

m a skłania, niercfleksyjnie nastawionego

k ł a d rozmoyva,, w y w i a d

c z y t e l n i k a do p r z y j ę ­

— dla f o r m y

monologu. W t y m wy­

cia z a w a r t y c h w n i m t r e ś c i i uznania ich za wiarygodne. Z d r u ­

p a d k u n a p i ę c i e dramatyczne

giej s t r o n y , cechy te p o d p o w i a d a j ą z kolei i n t e r p r e t a t o r o w i z j a ­

cepcji r z e c z y w i s t o ś c i d o k o n y w a n e j przez n a r r a t o r a i c z y t e l n i k a .

ką konstrukcją

t e k s t u m a do czynienia, z d r a d z a j ą c

reportażu

wynika

z różnie

per­

pośrednio

W p r z y p a d k u t e k s t u z „ P r z y j a c i ó ł k i " zachodzi podejrzenie, że

s p o s ó b jogo odczytania. T a d w o i s t o ś ć b ę d ą c a dalej osią rozwa­

nie s p e ł n i a on tego podstayyowego w a r u n k u . Jego a u t o r k a na­

ż a ń t ł u m a c z y zarazem g ł ó w n y p o w ó d zainteresowania się t y m

d u ż y ł a f o r m y g a t u n k u dla pewnej m i s t y f i k a c j i dokonanej w i m i ę

a r t y k u ł e m . N a s z y m zadaniem b ę d z i e p r ó b a jego rozszyfrowa­

dydaktycznego celu t a k charakterystycznego dla togo t y g o d n i k a .

nia. T r o p i ą c elementy n i e ś w i a d o m e u k r y t o za j a w n y m i , obser-

Ta nasza w ą t p l i w o ś ć z o s t a ł a oddana u ż y t ą k o n t a m i n a c j ą :

wowalnymi

p o r t a ż z p a m i ę c i " . Takie yvstepne rozpoznanie nio jest metodo­

treściami

chcemy

i stereotypy m y ś l e n i a autora
Takie

rozumienie

pokazać

mechanizmy

mityza,cji

oraz zasady organizacji tekstu.

etnologicznej

pracy

interpretacyjnej

pomina bardziej d e t e k t y w i s t y c z n e dociekania; sama
na p r z e k s z t a ł c a się t y m s a m y m , z a c h o w u j ą c
cje, w „ e t n o l o g i ę

przy­

dyscypli­

wszelkie propor­

podejrzeń*'.

logicznym bezprawiom jeżeli p o w i e m y , żo p r z y j ę t a
procedura p o s t ę p o w a n i a
neutycznego.

Jego

przez

z b l i ż o n a jest do zasady k o ł a

ogólną

istotę

oddaje

następujący

,,(...) yvidac w y r a ź n i e , że zasada k o ł a hermeneutycznego

wytłumaczenia

cytat:
oznacza

(podstayyę do niej daje n a m n p . t y t u ł , o k r e ś l e n i e

k u ł u wnkazuje jednoznacznie, że m a m y do czynienia z reporta­

rozpoznana

żem.

w i j a m y , uszczegoloyviamy, k o r y g u j e m y — w m i a r ę

spelnia,ć tekst,

by

na

te­

m a t całości u t w o r u u m o ż l i w i a j ą c e j n a m zrozumienie jego części

wymaga, sygnalizowane ś r ó d t y t u ł e m podejrzenie. L e k t u r a a r t y ­
P r z y p o m n i j m y j a k i e w a r u n k i winien

nas

herme-

r o z p o c z ę c i e i n t e r p r e t a c j i o d pewnej hipotezy w s t ę p n e j

Z a n i m przejdziemy do szczegółowej analiz}",

„re­

gatunkowe,

forma,, czasem nazwisko a u t o r a ) ; h i p o t e z ę t ę roz­
zapoznawa­

s ł o w n i k o w a pod­

nia się z tekstem u t w o r u , a n a s t ę p n i e —• jego badania. (...) T r a ­

powiada,, że jest to gatunek „ p u b l i c y s t y c z n o — l i t e r a c k i obej­

d y c j a hermenoutyczna z g r o m a d z i ł a poza t y m szereg r e g u ł , k t ó ­

m ó g ł b y ć o k r e ś l a n y j a k o r e p o r t a ż . Definicja

m u j ą c y u t w o r y o charakterze s p r a w o z d a ń z w y d a r z e ń , k t ó r y c h

re nie m o g ą yvprawdzie u d o w o d n i ć a n i yv p e ł n i zagwarantoyvao

a u t o r b y l b e z p o ś r e d n i m ś w i a d k i e m . (...) ze w z g l ę d u na rodzaj

poprayynej i n t e r p r e t a c j i , p o s i a d a j ą natomiast z jednej s t r o n y w a ­

t e m a t y k i w y r ó ż n i a się r e p o r t a ż s p o ł e c z n o — obyczajowy, pod­

lor heurystyczny i m o t y w u j ą c y , z d r u g i e j — - f a l s y f i k u j ą c y

różniczy", wojenny, s ą d o w y i i n . O charakterze r e p o r t a ż u decy­
duje

stosunek

elementów
1

t e r p r e t a c j i i oceny '.

i n f o r m a c y j n y c h oraz

autorskiej i n ­

9

lub r o z w i a ć

warto zmierzyć

podejrzewany

tekst „ m i a r ą ' ' literackiej teorii r e p o r t a ż u a p a m i ę t a j ą c o charak­
terze

1 4

W s t ę p n e rozpoznanie t e k s t u s u g e r u j ą c e całościowe w r a ż e n i e ,
że m a m y do czynienia z u t w o r e m , k t ó r e g o i s t o t ę oddaje z w r o t
„ r e p o r t a ż z p a m i ę c i " u g r u n t o w u j e bliższe spojrzenie na t r e ś ć ,

Ta s ł o w n i k o w a definicja nie w y j a ś n i a wszystkiego. B y w ą t ­
pliwości uzasadnić

(,..)"

tygodnika, „ P r z y j a c i ó ł k a "

miarę należy stosować

formę i język inkryminowanego reportażu.
W

planie t r e ś c i zyvracaja uyvage u ż y t e yv a r t y k u l e

schematy

utarte

przedstayvionia c h ł o p s k i e g o awansu, k t ó r e odnosi się

łagod­

do losoyv ż y c i o w y c h bohatera — pana M i e c z y k a . W z b y t w i e l u

nie. Teoria czy t e ż morfologia r e p o r t a ż u pozwala na t a k ą oto

miejscach szczegóły jego ż y c i o r y s u z n a j d u j ą b e z p o ś r e d n i e h o m o -

zgoneralizowaną

logie do socjologicznie opisanego w kategoriach m a k r o s t r u k t u -

jogo c h a r a k t e r y s t y k ę ,

korzystając z ustaleń

specjalisty.

jakiej

dokonujemy

tu

10

r a l n y c l i procesu przemian spoleczeiistyva polskiego. A p r z e c i e ż

Report aż pełni funkcjo d o k u m e n t u j ą c e , s t ą d waga w y s t ę p u ­
jących

w nim elementów

opisowych. Opis j e d n o s t k o w y sku­

losy jednostek

odbiegają

od schomatoyv, specyfika

l o k a l n y c h i ś r o d o w i s k o w y c h , ludzkie c h a r a k t e r y

warunkóyy

znacznie

od­

p i o n y jest w r e p o r t a ż u na r e a l n y m przedmiocie a nasycenie szcze­

c h y l a j ą rzoczyyyistość o k r e ś l o n e g o „ t u i t e r a z " od socjologiczne­

g ó ł a m i ma u t w i e r d z i ć czytelnika w przekonaniu o a u t e n t y z m i e

go m o d e l u . T o w ł a ś n i e yvinno s t a ć się d r a m a t y c z n ą osią reporta­

przekazu. Bogactwo opisu sprawia, że r z e c z y w i s t o ś ć staje się

ż u . Tymczasem p r z e ł o m o w e i yvazne w ż y c i u j e d n o s t k i m o m e n t y ,

konkretna,

wpleciono w szersze t ł o społeczno, w t r e ś c i r e p o r t a ż u

zróżnicowana

i wielowymiarowa. Zdania

opisowe

i sprawozd a wezo w s p ó ł i s t n i e j ą t u ze z d a n i a m i i n t e r p r e t a c y j n y ­

zostały

zbyto eufemizmami w z i ę t y m i z potocznego j ę z y k a . N a p r z y k ł a d

m i . R e p o r t a ż b o w i e m , n i e z a l e ż n i e od opisu, przekazuje t e ż p u ­

nazywanie kolektyyvizacji yysi „ a f e r ą " l u b p ó ź n i e j s z y c h (już bez-

n k t widzenia o p i s u j ą c e g o . Relacja d o k u m e n t a r n a p o w i n n a m i e ć

konfliktoyyycli ?) l a t „ l e p s z y m i czasami". Co do t r e ś c i r e p o r t a ż

charakter o t w a r t y . I n t e r w e n c j e autorskie p o l e g a j ą t u na k o m ­

oddaje, m i m o w y s i ł k ó w a u t o r k i , ra,czoj utryvalony i stereotypo­

ponowaniu u k ł a d ó w zdarzeń, któro w rzeczywistości m a j ą

cha­

w y rodzaj poyyszechnej wiedzy o srodoyvisku w i e j s k i m , n i ż cha­

rakter żywiołowy. W r e p o r t a ż u w y s t ę p u j ą dwa plany zdarzeń.

r a k t e r y s t y c z n y dla g a t u n k u i n d y w i d u a l i z u j ą c y p u n k t widzenia.

P r z e n i k a j ą się dwie relacje czasowo. Sprawozdanie j a k o element

Z formalnego p u n k t u widzenia w r e p o r t a ż u

przemieszano

d r a m a t u r g i i w planie a k t u a l n y m i elementy analizy i w n i o s k ó w

dyva rodzaje n a r r a c j i : m o n o l o g u i f o r m y

w planie r e k o n s t r u k c j i . N a p i ę c i e m i ę d z y t y m i p l a n a m i jest wow-

yyażyło to w konsekyyoncji na u ż y t y m w n i m j ę z y k u .

nętrzną formą dramatyzmu reportażowego jaki tworzą
Kryteria

właściyvości

dokumentarnych reportażu

fakty.

oraz

Istotnym składnikiem

m o r f o l o g i c z n y m jest

Tekst,

1 1

w k t ó r y m przeplata się opoyyiość bohatera z k o m e n t a r z e m au­

zasada

t o r s k i m poyvinien zayyioraó d w a , z r ó ż n i c o w a n e j ę z y k o w o , sposoby

sfery

wypoyyiedzi. L e k t u r a a r t y k u ł u tego nio potwierdza. M a t e r i a j ę -

podmiot

z y k o w a c a ł e g o t e k s t u jest dziwnie jednorodna zaroyvno w wars-

p r a w d z i w o ś c i nie opiera się w y ł ą c z n i e na opisie realnej
zjawisk.

trzecioosobowej. Za-

relacji rcportazoyvej — n a r r a t o r . N a r r a t o r a nio u t o ż s a m i a się

wic leksykalnej j a k i yv tj'pie obrazowania. P o r ó w n a j m y :

z a u t o r e m . R ó ż n e relacje: a u t o r — n a r r a t o r — p r z e d m i o t w y ­

Mieczyk yystał dziś o czwartej rano ( . . . ) " , „ T r u c i e s t o n k i na kar­

powiedzi

mo­

t o f l a c h czas d o k o ń c z y ć , m a c h i n y piekielne w tej nowej oborze

nolog — relacja,, w s p ó ł p a r t n e r w y d a r z e ń , k o n s t r u k c j a pierwszo-

p o u r u c h a m i a ó ( . . . ) " , „ A n t o ś w y s t a w i ł o b o r ę a p a r t a m e n t o w ą mo­

tworzą, z b i ó r m o ż l i w o ś c i k o n s t r u k c j i r e p o r t a ż u ,

osobowa, w y w i a d y , dialogi, relacja z e w n ę t r z n a , trzecioosoboyva.

12

ż n a p o w i e d z i e ć . K r o w y m a j ą t a m pod t y ł k i e m s p e c j a l n ą t a ś m ę

Wszystkie wymienione t u cechy r e p o r t a ż u , d e c y d u j ą c e o wew­

i t y l k o na t ę t a ś m ę z a n i e c z y s z c z a j ą się ( . . . ) " .

n ę t r z n y m skomplikowaniu form i zróżnicowaniu gatunkowych,

j a k gloyvny bohater,

s ą p o c h o d n ą jego f u n k c j i podstawowej p o l e g a j ą c e j na p o ś r e d n i ­

o s o b ę " ( . . . ) nie miodka,,

czeniu m i ę d z y r e a l n ą r z e c z y w i s t o ś c i ą a c z y t e l n i k i e m poszuku­

l a r y na nosie i bardzo k s z t a ł c o n a " ,

j ą c y m z u p o r e m p r a w d z i w y c h o niej

informacji.

„Pan

p a n Mieczyk,

Zobaczmy teraz

charakteryzuje

przyjezdną

yvysztafiroyvana, yvlos n a j e ż o n y ,

oku­

czy u b i e r a j ą c e g o się syna

13

,,(...)

Tekst, k t ó r y o m a w i a m y wykazuje cechy pozyvalajace

wstę­

pnie określić go ze yvzgledu na t e m a t y k ę j a k o r e p o r t a ż s p o ł e c z -

j e d n ą k o s z u l ę założył, z d j ą ł , d r u g ą p r z y m i e r z a , t r z e c i ą ,

chomąto

wiążo

(...)".

B r a k c u d z y s ł o w ó w yv o r y g i n a l n y m t e k ś ­

cie y v y o d r ę b n i a j ą c y c h kyvestie bohatera sugeruje, żo zapis jego

no-obyczajoyvy, n a t o m i a s t f o r m ą z b l i ż o n y jest do m o n o l o g u —

yvypowiedzi nie jest d o k ł a d n y , w i e r n y (nie m u s i b y ć t a k i ) , lecz

relacji. Ale... I s t o t n y m k o n s t y t u t y w n y m elementem

nieznacznie p r z e t w o r z o n y przez a u t o r k ę . Czy p e d a n t e r i ą b y ł o b y

reportażu,

151

�zatem postulowanie w y b i j a n i a

różnic pomiędzy obydwoma ty­

pami wypowiedzi? Wydaje nam
daleko p o s u n i ę t a licentia

poetica

się, że nie, p o n i e w a ż

w y k r a c z a j ą poza r a m y schematycznie widzianej c h ł o p s k i e j bio­

nawet

g r a f i i . W b r e w pozorom poza schemat nie w y c h o d z i t e ż p r ó b a

nie p o w i n n a z a c i e r a ć s p o s o b ó w

u d r a m a t y z o w a n i a losów pana M i e c z y k a przez pokazanie w j a k i

f o r m u ł o w a n i a m y ś l i a u t o r a i bohatera. Możliwo j o d n a k ż e m u s i

s p o s ó b doszło do jego m a ł ż e ń s t w a . Z r e s z t ą szybko

b y ć z a u w a ż e n i e t a k i c h o d m i e n n o ś c i w p o r ó w n y w a n y c h fragmen­

z m i a n a obrazu. P r z y s z ł a r e f o r m a r o l n a — p r z y p o m n i j m y — nasz

tach. Zamiast r ó ż n i c dostrzegamy z a s t a n a w i a j ą c ą

bohater s t a ł się gospodarzem (dobrego mierniczego s ł o n i n ą u g o ś ­

ności. W ł a ś c i w y p o w y ż s z y m

ilość zbież­

opisom d o ś ć specyficzny

dowcip,

cił). Opis nadania ziemi jest p o w i e l o n y m

następuje

obrazem u t r w a l o n y m

s k ł o n n o ś ć do przerysowanych, dosadnych s f o r m u ł o w a ń , obrazo­

d z i ę k i p o d r ę c z n i k o m h i s t o r i i najnowszej. Sprowadzony do k i l k u

we o k r e ś l e n i a w s k a z u j ą na w s p ó l n e ź r ó d ł o pochodzenia. Podob­

p r o s t y c h r y s ó w (niekonfliktowe

nie b r z m i ą c y c h wypowiedzi, k t ó r y c h s t y l i s t y k a nie pozwala od­

t a ć dobrego mierniczego) staje się c z y m ś w rodzaju historycznego

dzielić w y p o w i e d z i

oleodruku, pełniącego

a u t o r s k i c h od k w e s t i i bohatera

reportażu,

j a k m o ż n a z o r i e n t o w a ć się z p r z y t o c z o n y c h dłuższycli fragmen­
t ó w , jest znacznie w i ę c e j .

przeprowadzenie r e f o r m y , pos­

zarazom w y r a ź n ą

funkcję

ideologiczną.

Przez dalsze f r a g m e n t y relacji o „ o w o c u j ą c y m ż y c i u " pana
M i e c z y k a p r z e b i j a j ą znane f i g u r y m y ś l e n i a o k u l t u r z e

ludowej.

P r z y w s p o m n i a n y m przemieszaniu d w u f o r m r e p o r t a ż o w y c h

F i g u r a l n o ś ć dostrzegamy w y r a ź n i e t a m , gdzie jest m o w a o sto­

w ł ą c z a n i e cudzych słów w o t a c z a j ą c y k o n t e k s t , to zabieg sty­

s u n k u bohatera do ziemi ( „ a c h , j a k pan Mieczyk t ą z i e m i ą cie­

l i s t y c z n y o d u ż y m znaczeniu i w d o d a t k u n i e u n i k n i o n y . M a on

szył się. J a k z niej kamienie w y b i e r a ł , chwasty t ę p i ł " ) . D o c h o d z i

swój walor semantyczny, o k t ó r y m t a k pisze M a r i a M a y e n o w a :

do tego wysokie w a r t o ś c i o w a n i e p r a c y na r o l i , w y s i ł k u fizyczne­

" ( . . . ) Z p u n k t u widzenia semantycznego s ą to f r a g m e n t y teks­

go. O k r e ś l e n i a te m i e s z c z ą się w w y o d r ę b n i o n e j przez R o c h a
1 6

t ó w w z a ł o ż e n i u n i e s p ó j n e . W n o s z ą one j e d n o c z e ś n i e perspek­

S u l i m ę figurze „ a k s j o l o g i i ź r ó d ł a " .

t y w y dwóch różnych p o d m i o t ó w mówiących, wprowadzają rów­

są alergiczne reakcje bohatera na wszystko co nowe, co ł a m i e

n o c z e ś n i e informacje o świecie p r z e d m i o t o w y m i informacje me­

s t a r y p o r z ą d e k ( „ P a n u M i e c z y k o w i owa maszyna o d dawna j u ż

tajęzykowe,

które można

sprowadzić

do

takiej oto

formuły:

się nie p o d o b a " ) . M a ł o pochlebne

Bardzo mocno zaznaczone

sądy

na

tomat

odhumani­

prymarną

zowanego gospodarstwa syna u z y s k u j ą p r z e c i w w a g ę w jego zwie­

s p ó j n o ś ć t e k s t u . P o z w a l a j ą one s z u k a ć scalenia t e k s t u na k i l k u

rzeniach (,,(...) u m n i e b y ł a k r o w a . (...) T o j a do niej p o d c h o d z i ł

r ó ż n y c h p ł a s z c z y z n a c h i poziomach, w z b o g a c a j ą c tekst o r ó ż n e

z uczuciem i szacunkiom ( . . . ) " ) .

' k t o ś t a k m ó w i ' . S ą to zatem s t r u k t u r y r o z b i j a j ą c e

m o ż l i w o ś c i semantyczne ( . . . ) "

l s

Nasze u p o m i n a n i e się o cudzy­

słowy różnicujące język wypowiedzi

nie jest w i ę c bezzasadno.

W pierwszym p r z y b l i ż e n i u analizowany tekst s k ł a n i a nas

do

Opozycja wieś — miasto n a l e ż y r ó w n i e ż do p o r z ą d k u m y ś ­
lenia figuralnego. F i g u r a ta odznacza się d o d a t n i m nacechowa­
n i e m w a r t o ś c i z w i ą z a n y c h z k u l t u r ą l u d o w ą , przeciwstawionych

stwierdzenia n a s t ę p u j ą c e g o : skoro w t a k i s t o t n y c h p u n k t a c h nie

w a r t o ś c i o m n i e s i o n y m przez c y w i l i z a c j ę . Ł a t w o w y c h w y c i ć

z o s t a ł on w y k o n a n y lege artis,

wnioski.

w rozbudowanej sekwencji z p r z y j e z d n ą b u r z ą c ą u ś w i ę c o n y ro­

Pierwszy, to w y j ą t k o w a n i e u d o l n o ś ć a u t o r k i — ten wniosek od­

d z i n n y ł a d . („(...) zeszłego l a t a p r z y j e c h a ł z m i a s t a B e n u ś z ż o ­

rzucamy. U t w i e r d z a się więc wysoce p r a w d o p o d o b n y d r u g i wnio­

n ą i p r z y w i e ź l i ze s o b ą na wywczas, no (...) delikatnie m ó w i ą c

to n a s u w a j ą

się dwa

ją

sek: nie istnieje w r z e c z y w i s t o ś c i pan Mieczyk, nie i s t n i e j ą inne

o s o b ę ( . . . ) " ) . P a m i ę t a m y , że w a r t o ś c i niesione przez c y w i l i z a c j ę

postacie r e p o r t a ż u , nie i s t n i a ł y sytuacjo i okoliczności w n i m

m i e j s k ą z o s t a j ą odrzucone. Powraca p o r z ą d e k , w k t ó r y m m o ż n a

opisane. I s t n i e j ą n a t o m i a s t : autorskie projekcje, autorska w y ­

ż y ć . P o d s t a w ę do takiego autorskiego r o z u m o w a n i a d a ł o f i g u ­

o b r a ź n i a i jej p r o d u k t y p o w s t a ł e w warszawskiej r e d a k c j i t y ­

ralne przekonanie, że k u l t u r a l u d o w a p r z e c h o w a ł a w a r t o ś c i za­

g o d n i k a . Te, s t a n o w i ą dobry m a t e r i a l do etnologicznej interpre­

pewniające harmonijny rozwój osobowości i
Podstawa treści r e p o r t a ż u

t a c j i . T o t e ż celem dalszej analizy b ę d z i e w y k r y c i e zasad i f i g u r
myślenia, według których

został wykreowany świat

przedsta­

wspólnot.

1 7

o k a z a ł y się stereotypy i

figury

m y ś l e n i a . Są one z b i o r o w y m w y t w o r e m w y o b r a ż e n i o w y m i ide­

w i o n y w a r t y k u l e . R ó w n i e ż i one p o w i n n y p o t w i e r d z i ć t e z ę o kre­

ologicznym, c z ę s t o też f o r m ą wiedzy uprzedniej. U ż y w a n e w k o ­

a t y w n e j r o l i fantazji

munikacji

autorskiej.

społecznej j a k o proste klucze do r-ozumienia rzeczj"-

w i s t o ś c i , są odporne na z m i a n ę i u t r w a l a j ą się w z b i o r o w y m u ż y ­
ciu. S t a j ą się s ą d a m i p r a w d z i w y m i a priori

Rozbiory i paralele

n y c h p r z e k o n a ń . Są to ex definitione
K l i s z a , k t ó r ą p o s ł u ż y ł a się a u t o r k a do opisu wiejskiej

rze­

w o ł a n o s ł o w e m i podbudowane o d p o w i e d n i m i e m o c j a m i .

18

Ujaw­

c z y w i s t o ś c i m a kilka, j a ś n i e j s z y c h p u n k t ó w . U m i e ś c i ł a więc ona

niona przez badaczy taka, n a t u r a f i g u r i s t e r e o t y p ó w jest w y ­

a k c j ę r e p o r t a ż u na Podlasiu co zdradza charakterystycznie t y ­

k o r z y s t y w a n a ś w i a d o m i e lub n i e ś w i a d o m i e w licznych

p o w y s p o s ó b widzenia r e g i o n ó w etnograficznych Polski. W

o charakterze p e r s w a z y j n y m .

po­

t o c z n y m odczuciu Podlasie, obok i n n y c h , jest regionem zacofa­
nym

pod

w z g l ę d e m gospodarczym, z d o m i n u j ą c ą

gospodarką

r o l n i c z ą . Bliskie ze s t o ł e c z n e j p e r s p e k t y w y „ t r a d y c y j n i e

rolni­

O l e o d r u k o w y obraz podlaskiej r o d z i n y j a k i maluje

tekstach

„Przyja­

c i ó ł k a " m a dwie specyficzne, bo rozumiano nie wprost, parale­
le. Jedna, to znana p o w i e ś ć

Edwarda Redlińskiego

Konopiel-

cze" Podlasie m o g ł o s t a ć się p o w o d o m do umiejscowienia a k c j i

ka;

w t a m t y c h okolicach.

cjologów, praca n a u k o w a D a n u t y M a r k o w s k i e j „ R o d z i n a wiejska

Biografia

pana Mieczyka — bohatera r e p o r t a ż u —

obfituje

w liczno stereotypowe w y o b r a ż e n i a o wsi przyswojone za
ś r e d n i c t w e m l i t e r a t u r y i prac etnograficznych (o c z y m

po­

dalej).

druga, to nie m n i e j znana w ś r o d o w i s k u

etnografów

i

so­

na P o d l a s i u " . Umieszczony w c e n t r u m a r t y k u ł o naszym u l u ­
b i o n y m p a n u M i e c z y k u j a k soczewka skupia i odwraca p r o b l e m y
rozwijane w p r z y w o ł a n y c h paralelach. Powszechna

znajomość

Bohater, j a k p a m i ę t a m y , u r o d z i ł się w czworakach dworskich

t e k s t ó w , o k t ó r y c h m ó w i m y , zwalnia nas z o b o w i ą z k u referowania

jako szóste dziecko fornala, w n i e z w y k ł e biednej rodzinie. P o d ­

ich t r e ś c i . D l a p o r z ą d k u jednak wskazujemy na

k r e ś l a to opis w y p o s a ż e n i a izby w k t ó r e j w y c h o w a ł się on, a nas

analogie. Miejsce a k c j i : Podlasie, z b i o r o w y bohater: rodzina w i e j ­

t o n opis s k ł a n i a do przypuszczenia, iż jest to reminiscencja skan-

ska, g ł ó w n y p r o b l e m : p r z e o b r a ż e n i a m o d e l u ż y c i a .

senowych p o m i e s z c z e ń . P o ł o ż e n i e nacisku n a n i s k i status spo­

s ą j e d n a k interpretacje.

ł e c z n y w c h w i l i narodzin s t a n o w i k o n t r a s t o w e t l o dla ekspozycji
p ó ź n i e j s z e g o awansu s p o ł e c z n e g o . U j a w n i a

p r z y okazji powsze­

O

co

chodziło

Redlińskiemu

w

Konopielce

bezpośrednie
Ważniejsze

?

Oddajmy

glos R o c h o w i Sulimie: „(...) M o ż n a p o w i e d z i e ć , żo ' K o n o p i e ł k a '

c h n ą o p i n i ę o w i e l o d z i e t n o ś c i r o d z i n wiejskich, z d e r z o n ą p ó ź n i e j

zbudowana jest, ze s t e r e o t y p ó w i k o m p r o m i t a c j i

z n o w y m modolem r o d z i n y , r e a l i z o w a n y m przez syna. O d n o t o ­

p ó w s ł u ż y , ale — p r z y p o b i e ż n e j lekturze — t a k ż e ich wzmac­

wuje a u t o r k a , że do siedmiu l a t bohater o p o w i e ś c i p a s a ł k r o w y .

nianiu.

Po przekroczeniu tej granicy wiekowej nie t y l k o przenosi się

'boskiego' i 'diabelskiego' to ostatecznie w a l k a tego co wiejskie

tych

stereoty­

Z przedstawionego w p o w i e ś c i p u n k t u widzenia

walka

z pieca na klepisko, ale zaczyna p o m a g a ć przy^pracach w p o l u .

(swojskie) i 'miastowe' (obce) ( . . . ) . " i dalej :„(...) Poprzez ste­

M a j ą c k i l k a n a ś c i e l a t zostaje f o r n a l e m . R ó w n i e ż te u w a g i nie

reotypowe w y o b r a ż e n i a

152
T

na m o c y w e w n ę t r z ­

obrazy skojarzeniowe w y ­

patrzą

na

świat

poza w s p ó l n o t ą

(na

�miasta, maszyny, szkoły) taplarscy gospodarze. T a k i e jednak

przemian stagnacyjnie i d y n a m i z u j ą c e na życie wiejskie, r ó ż n i ­

spojrzenie na k u l t u r ę l u d o w ą spoza w n ę t r z u toj k u l t u r y nie jest

c u j ą c gospodarczo region. P o c i ą g n ę ł o to z m i a n y w postawach

wolne od stereotypowych ujęć nawet w pracach

wobec m o d e l u r o d z i n y , w wyborach m a ł ż e ń s k i c h , podejmowanej

naukowych.

' K o n o p i e l k a ' potwierdza s t a r ą p r a w d ę , żo s t y k ś w i a d o m o ś c i chło­
pa

ze ś w i a d o m o ś c i ą

użytkownika

'wizerunków'

chłopa,

świa­

d o m o ś c i ą l u d z i od w i e k ó w jedynie szlachetnie m e d y t u j ą c y c h

nad

c h ł o p s k ą n a t u r ą m o ż e z a c h o d z i ć w procesie w y m i a n y stereoty­
pów (...)"

1 9

emigracji do miasta i t d .

Zdaniem S u l i m y owa „ w y m i a n a s t e r e o t y p ó w "

za­

2 3

Syndrom „objawów kulturowych"
chodzących

między

gospodarką,

w y n i k a j ą c y z relacji

życiom

zbiorowym,

za­

polityką

s p o ł e c z n ą p a ń s t w a i s t a n a m i ś w i a d o m o ś c i l u d n o ś c i jest w m i ­
k r o s k a l i regionu bardzo bogaty i nie chodzi t u o to, b y go

za

chodzi n a w i e l u poziomach w s p ó ł c z e s n e j polskiej k u l t u r y i w y ­

M a r k o w s k ą r e f e r o w a ć w całości. Przedstawiamy jeden t y l k o w a ż ­

r ó ż n i ć t u m o ż n a t r z y g r u p y w y o b r a ż e ń : ( . . . ) " a) p r a w d y u ż y t ­

ny

kowane przez badacza k u l t u r y ludowej, nierzadko sentymental­

czy propagowane przez „ P r z y j a c i ó ł k ę " modele r o d z i n y m o g ł y

nego gabinetowego uczonego etnografa, socjologa, k t ó r y dyspo­

w p ł y n ą ć na

nuje jeszcze d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y m obrazem k u l t u r y
nie z n a j d u j ą c

jej p r z e j a w ó w

ludowej,

w s p ó ł c z e s n y c h , b) stereotypy

u ż y t e k ś r o d k ó w masowego przekazu, w y s o k o n a k ł a d o w y c h

dla nas

fakt.

Zastanawia sirj M a r k o w s k a , m i ę d z y

wzory z a c h o w a ń

kulturowych

ludności

innymi,
Podlasia.

Modele ż y c i a rodzinnego propagowano w t y g o d n i k u m i a ł y ,

na

w e d ł u g badaczy, dwie o d m i a n y . Jeden model odnosił się do l a t

ma­

p i ę ć d z i e s i ą t y c h , p o d k r e ś l a ł ścisłe p o d p o r z ą d k o w a n i o r o d z i n y szer­

g a z y n ó w , a przede w s z y s t k i m w s p ó ł c z e s n e j r o z r y w k i , c) stere­

szemu s p o ł e c z e ń s t w u i o d z n a c z a ł się t e n d e n c j ą do r e d u k c j i w i e l u

o t y p y i obrazy zlokalizowane na gruncie t r a d y c y j n e j l i t e r a t u r y

f u n k c j i r o d z i n y poza p r o k r e a c y j n ą . D r u g i model p o j a w i ł się po

0 wsi, apologetycznych o d m i a n p i ś m i e n n i c t w a , m i ę d z y
c h ł o p s k i e j poezji gazetowej, n i e k t ó r y c h p a m i ę t n i k ó w
cych cele m o r a l i z u j ą c e l u b d y d a k t y c z n e ( , . . ) "

2 0

Redliński,

j a k Sulima, jest ś w i a d o m takiego „ d i a l o g u k u l t u r "
banalnego z m o ż l i w y c h
literacki

innymi

realizują­
tak

najbardziej

i j a k ż o n a d u ż y w a n e g o . Konopielka

protest przeciw swoistej

kulturowej

—

„rozmowie

głu­

roku

1956

i podkreślał

(cytujemy

za

Markowską):

„równość

o b o w i ą z k ó w , ż y c z l i w o ś ć w z a j e m n ą , podział pracy i w y m i a n ę u s ł u g
m i ę d z y c z ł o n k a m i r o d z i n y , r ó w n o ś ć u d z i a ł u m a ł ż o n k ó w w obo­
w i ą z k a c h w y c h o w a w c z y c h , rozbudowanie r o l i rodzinno-domowej
mężczyzny (...)".

2 4

i t y m podobne elementy znane n a m , а j a k ż e

z w y p o w i e d z i r e p o r t a ż o w e j p r z y b y ł e j z m i a s t a i wielce k s z t a ł c o ­

c h y c h " — na nic j e d n a k się nie z d a ł a . Odczytana wprost w re­

nej

d a k c j i popularnego t y g o d n i k a , dzięki autorce „ ż y c i a o w o c u j ą c e ­

o b r a ż e n i o m o rodzinie) M a r k o w s k a t a k p o d s u m o w u j e : „(...) De­

g o " wróciła w okolice p o w i e ś c i o w y c h T a p l a r j a k o n i b y —

k l a r o w a n y model o g ó l n y r o d z i n y zwraca u w a g ę

re­

„osoby".

'nowoczesnością'.

modelom

Ujawnia

(wy­

radykalizmem

odejścia

ziuka — A n t o s i a p a n Mieczyk, jest i nauczycielka — „ o s o b a " —

akceptowane, p o ż ą d a n e . Nie w y r o s ł y one j e d n a k z d o ś w i a d c z e ń

się

tradycji,

poświęcone

p o r t a ż , w k t ó r y m jest i K a z i u k — teraz A n t o ś , jest ojciec K a j a k n a z y w a j ą bohater r e p o r t a ż u . Obraz r o z p o c z y n a j ą c y c h

od

Badania ankietowe

on

l o k a l n y c h , lecz z o s t a ł y upowszcehnione przez ś r o d k i

wartości
masowego

p r z e m i a n znaczony w p o w i e ś c i d r a m a t y c z n y m K a z i u k o w y m ges­

przekazu. S u g e s t y w n o ś ć propagowanych t ą d r o g ą modeli a za­

t o m — u ż y c i e m kosy do z b o ż a — w y p e ł n i ł się. N a Podlasiu są

razem ich o g ó l n o ś ć czy w r ę c z o g ó l n i k o w o ś ć powoduje, iż s ą one

r

już „apartamentowe"

zmechanizowane obory, są i d5 skoteki.

Z m i e n i ł się t e ż zapewne m o d e l r o d z i n y , bo „ n o w o c z e s n o ś ć "

to

ł a t w o p r z y j m o w a n e i w postaci s t e r e o t y p ó w f u n k c j o n u j ą w w i c i u
T

s p o ł e c z n o ś c i a c h wiejskich, k t ó r 5 c h realne stosunki społeczno sil­

t a k ż e s t a n ś w i a d o m o ś c i — czy t a k , z a p y t a j m y o t o D a n u t ę Mar­

nie jeszcze regulowane s ą t r a d y c y j n y m i

k o w s k ą , badacza rzetelnego, i co m o ż e nie b y ć bez

krokiem

czasem g o ś c i a na l a m a c h

znaczenia,

Podlasie z p o c z ą t k u w i e k u to obraz s t a n o w i ą c y w r o z w a ż a ­
reportażu

t o czasy m ł o d o ś c i mitycznego p a n a

M i e c z y k a . W c h ł o d n y c h n a u k o w y c h rozbiorach obraz jest wielo­
wymiarowy.

Z r ó ż n i c o w a n i e warstwowe, etniczne, religijne,

stan

p r a w n y , a d m i n i s t r a c y j n y i p o l i t y k a r u s y f i k a c y j n a są g ł ó w n y m i
rysami

tego obrazu. Te

różnicujące

determinanty

natrafiały,

w e d ł u g M a r k o w s k i e j , na specyficzno wioskowe odczuwanie wspól­
n o t y , co ostatecznie k o m p o n o w a ł o obraz podlaskiej wsi. Mar­
kowska pisze: „(...) p r z y h i e r a r c h i c z n y m p o r z ą d k u
społeczno-własnościowej
swoisty

struktury

w s p ó ł ż y c i e wioskowe c e c h o w a ł

egalitaryzm. Polegał

on

na

2 5

Kolejnym,

skonfrontowanie

deklarowanych modeli z wzorami faktycznych zachowań. W wy­

„Przyjaciółki".

niach Markowskiej t ł o p ó ź n i e j s z y c h p r z e o b r a ż e ń , a w analizowa­
n y m przez nas

wzorami ' .

b a d a w c z y m cytowanej a u t o r k i b y ł o

respektowaniu

jednak

dystansu

1 akcentowaniu jedności. Ten wioskowy egalitaryzm tkwił swymi
k o r z e n i a m i w j e d n a k o w o ś c i d o ś w i a d c z e n i a produkcyjnego, a w
znacznej mierze t a k ż e s p o ł e c z n e g o , oraz j e d n a k o w o ś c i treści świa­
t o p o g l ą d o w y c h (...). I n t e r p r e t a c j e ś w i a t a i l o s ó w l u d z k i c h czer­

n i k u s u b t e l n y c h analiz i i n t e r p r e t a c j i dochodzi ona do

ostatecz­

n y c h w n i o s k ó w , k t ó r e w skrócie b r z m i ą n a s t ę p u j ą c o : „(...) m o ­
del o g ó l n y r o d z i n y ukazuje k i e r u n k i aspiracji, lecz nie

określa

ani f a k t y c z n y c h z a c h o w a ń a k t u a l n y c h , ani nawet b e z p o ś r e d n i c h
d ą ż e ń . . . jest on godzien u w a g i j a k o ' u k ł a d odniesienia' (...) le­
pszy od tego, k t ó r y narzuca r y g o r c h ł o p s k i e g o b y t o w a n i a (...).
I s t o t n ą d e t e r m i n a n t ą p r z e o b r a ż e ń ż y c i a rodzinnego jest zespół
r y g o r ó w , j a k i e stwarza i n d y w i d u a l n e gospodarstwo c h ł o p s k i e ,
z w ł a s z c z a w jego t r a d y c y j n e j postaci (...). Wskazane w y ż e j

de-

t e r m i n a t y p o w o d u j ą , iż proces modernizacji przebiega n i e r ó w n o ­
miernie w p o s z c z e g ó l n y c h sferach ż y c i a m i e s z k a ń c ó w b a d a n y c h
wsi (...). N a z r ó ż n i c o w a n y m k u l t u r o w o obszarze Podlasia procesy
adaptacyjne i modernizacyjne s ą bardziej z ł o ż o n e niż w wielu
i n n y c h regionach k r a j u (...) p r z e o b r a ż e n i a m o d e l i i w z o r ó w ż y ­
cia rodzinnego l u d n o ś c i Podlasia s t a j ą

się z r o z u m i a ł e j e d y n i o

w k o n t e k ś c i e tego specyficznego u k ł a d u ( , . . ) . "

2 6

p a l i z t y c h samych ź r ó d e ł : ideologii K o ś c i o ł a i zasobu ludowej

A co J a n i n a R a t y ń s k a , a u t o r k a analizowanego r e p o r t a ż u ?

m ą d r o ś c i (...) D o ś w i a d c z e n i e p r o d u k c y j n e b y ł o r ó w n i e ż w zna­

Pozostaje ona w k r ę g u s t e r e o t y p ó w p r o p a g o w a n y c h przez w ł a s n ą

c z n y m s t o p n i u ujednolicone. P o s z c z e g ó l n e kategorie gospodarstw

r e d a k c j ę . Modelowa wizja nowej r o d z i n y nie s p r a w d z i ł a się j a k

r ó ż n i ł y się p o m i ę d z y s o b ą przede w s z y s t k i m ilością, słabiej ja­
k o ś c i ą i n w e n t a r z a materialnego ( , . . ) " .

2 1

d o t ą d , ale przecież p o s t ę p dokonuje się. „ N o w o " m u s i pozosta­
w a ć w k o n f l i k c i e z w i e j s k i m — t a k i m j a k to m o ż n a sobie w y ­

P r z e ł a m y w a n i e r ó ż n e g o rodzaju barier s p o ł e c z n y c h b y ł o p r o ­
cesem d ł u g i m i jeszcze w okresie m i ę d z y w o j e n n y m p r z y doborze
m a ł ż o n k a lokalne b a r i e r y o d g r y w a ł y i s t o t n ą r o l ę .

2 2

Tymczasem

obrazić

z

warszawskiej p o r s p e k t y w y . A l e

przyszła

moda

na

c h ł o p s k ą s o l i d n o ś ć , r o z w a g ę i g o s p o d a r n o ś ć . N a l e ż y więc u z n a ć
w y k o n c y p o w a n ą k u l t u r o w ą o d r ę b n o ś ć wsi i p o k a z a ć , że p o s t ę p

p r z y p o m n i j m y , że pan Mioczyk, k t ó r y u z n a w a ł w i o s k o w ą hie­

i d o b r a t r a d y c j a nie w y k l u c z a j ą się, m o g ą b y ć f o r m ą ł a d u . D i a ­

r a r c h i ę , bez w i ę k s z e g o t r u d u p o r w a ł j e d n a k g o s p o d a r s k ą

log g ł u c h y c h t r w a .

na

żonę. Uderzająca

jest ta

nieustanna z g o d n o ś ć

córkę

stwierdzeń

o g ó l n y c h o d n o s z ą c y c h się do Podlasia i losów r o d z i n n y c h
hatera r o p o r t a ż u z „ P r z y j a c i ó ł k i " .

bo­

O d m i a n ę ż y c i o w y c h szans,

w s p o m i n a ł w swojej o p o w i e ś c i pan Mieczyk, p r z y n i o s ł a m u

re­

J u ż od pierwszych p o d e j r z e ń co do k o n s t r u k c j i
r o p o r t a ż u o Życiu

owocującym

treściowej

i n t r y g o w a ł a nas r ó w n i e ż jego stro­

na formalna. Dostrzegamy b o w i e m w t e k ś c i e pe'.vna odpowiedniość t r e ś c i i f o r m y — co w s t r u k t u r z e d z i e l ą a r t y s t y c z n e g o jest

forma 1945 r o k u . Reforma r o l n a o b j ę ł a część l u d n o ś c i Podlasia,

r z e c z ą c h w a l e b n ą — a w p r z y p a d k u analizowanej f a b u ł y właści­

pisze D a n u t a M a r k o w s k a , a p ó ź n i e j s z e

wie s k r y w a z a m i e r z o n ą m i s t y f i k a c j ę .

i

polityczne, j a k o d a l e k o s i ę ż n e s k u t k i

czynniki

gospodarcze,

reformy, wpływały

na

G ł ó w n y zabieg f o r m a l n y

zastosowany w t e k ś c i e polega na w y k o r z y s t a n i u pewnej wlaści-

153

�wości dzieła literackiego, nazywanej przez Ł o t m a n a r e l a c j ą po­

niej w a r t o t u p o w i e d z i e ć , żc z p u n k t u widzenia s z t u k i k o n s t r u ­

d w ó j n e g o p o d o b i e ń s t w a . Pozwala to na przedstawienie

k c j i b a j k i magicznej, AntoS p o w i n i e n b y ł się nie o ż e n i ć , albo

z b i o r o w o ś c i przez odpowiednie pokazanie

życia

dziejów

jednostkowego.

jego m a ł ż e ń s t w o p o w i n n o b y ć nieudane.

Podtrzymując

T r a w e s t u j ą c odpowiedni u r y w e k z pracy Ł o t m a n a m o ż e m y przy­

ten

j ą ć , żo o m a w i a n y

arils b y ł o jednak m o ż l i w e . Sytuacja b y ł a do u r a t o w a n i a .

r e p o r t a ż w zamiarach jego ant o r k i jest po­

d o b n y do przedstawionego

t o k rozumowania

możemy

wskazać,

nadal

że r o z w i ą z a n i e

lege

w określony sposób fragmentu ży­

Oto w r e p o r t a ż u pojawia się obca „ o s o b a " . T o p r z e c i e ż b a j ­

cia, — części polskiego u n i v e r s n m — i jest p o d o b n y do całego

k o w y „ a n t a g o n i s t a " . P o r w a ł a J u l i s i ę do miasta (w obcy ś w i a t ) .

tego u n i v e r s u m . Przeczytawszy go p o w i e m y nie t y l k o : , , t a k i b y ł

Teraz więc A n t o ś p o w i n i e n p o j e c h a ć po ż o n ę ( o d b y ć p o d r ó ż ) ,

p a n M i e c z y k " lecz t a k ż e : ,,tacy s ą ci panowie Micczykowie z Po­

on, a nie ojciec, p o w i n i e n n a k r z y o z e ć na „ o s o b ę " ( s t o c z y ć w a l k ę

d l a s i a " , , , t a c y są l u d z i e " , „ t a k i e jest ż y c i e " .
służącego
narracji

tej
przez

samej m i s t y f i k a c j i

jest

2 7

Rodzajem eh w y Lu

z a n t a g o n i s t ą ) i wrócić do d o m u . M a ł ż e ń s t w o m o g ł o b y j u ż b y ć

zdynamizowania

szczęśliwe — j a k chce b a j k a i p a n i r e d a k t o r . P a n Mieczyk z a ś ,

próba

w y k o r z y s t a n i e s t r u k t u r y wielogłosowej

wiedzi a u t o r k i , bohatera,

(wypo­

„ o s o b y " ) . Jednak w r e p o r t a ż u prze­

j a k w r e p o r t a ż u , m ó g ł wszystkie te wydarzenia
Pozostała nam

skomentować.

do o m ó w i e n i a jeszcze jedna i s t o t n a

rzecz.

w a ż a monolog bohatera przez co eksponuje się jeden p u n k t w i ­

Jest na t y l e w a ż n a , że m u s i m y n a d u ż y ć cierpliwości c z y t e l n i k a .

dzenia a t o nie dramatyzuje a k c j i . Jego a u t o r k a uzyskała, t y m

R e p o r t a ż napisano j ę z y k i e m s t y l i z o w a n y m na g w a r ę .

s a m y m , wbrew z a m y s ł o w i , w r a ż e n i e s t a t y c z n e .
najdziemy jeszcze inne „ c h w y t y "

28

W t e k ś c i e od­

o charakterze

dynamizują­

c y m znane z l i t e r a t u r y i f o l k l o r u . N i e wiadomo czy i c h u ż y c i e
to w y b ó r ś w i a d o m y czy toż autorko, n a w y k o w o sięgnęła po u t a r t e
schematy. Z naszego p u n k t u widzenia, jest to kwestia m n i e j isto­
tna. D l a pobudzenia, zbiorowej w y o b r a ź n i skutek b ę d z i e t a k i sarn.
Znanym literackim

schematom

s y t u a c y j n y m , jakiego u ż y t o

w r e p o r t a ż u jest p r z y b y c i e obcego. Rozwinięcia, tego
w r ó ż n y c h formach n a r r a c y j n y c h
współcześnie

schematu

(powieść, l i l m , r e p o r t a ż ) s ą

liczne i wielokierunkowe. Z a s a d n i c z ą

wykładnię

Nie b ę d ą c gwaroznawcami nie m o ż e m y p o w i e d z i e ć czy do­
konana

stylizacja w y p o w i e d z i bohatera r e p o r t a ż u

z północno-wschodnich

w

gwarze

r e g i o n ó w Polski z o s t a ł a dokonana

po­

p r a w n i e . N i e p r ó b u j m y s t w i e r d z i ć czy a u t o r k a k o r z y s t a ł a z za­
sobu leksykalnego k o n k r e t n e j g w a r y . Podejrzewamy, że jest t o
p r z y k ł a d zabiegu bardzo powierzchownego. Poza k i l k o m a pow­
tarzającymi

się o d m i e n n o ś c i a m i s k ł a d n i o w y m i i p r z y p a d k o w o

p o r o z r z u c a n y m i z w r o t a m i frazeologicznymi, tekst zawiera wiele
n e o l o g i z m ó w i k o l l o k w i a l i z m ó w j ę z y k a powszechnego, k t ó r e m a ­
j ą u c h o d z i ć za gwarowe p e r e ł k i . Ł ą c z n i e w y w o ł u j e t o raczej sko­

schematu o b j a ś n i a się dzisiaj w teorii l i t e r a t u r y nic bez u ż y c i a

jarzenia z r ó ż n y m i , n i e s ł a w n e j p a m i ę c i , „ s o ł t y s a m i K i e r d z i o ł k a -

etnologii.

m i " i konferansjerami „ w e s o ł y c h a u t o b u s ó w " . I n t e n c j e a u t o r k i

Uznaje

się a m b i w a l e n t n y charakter

„obcego",

jego

(zlo i dobro), podkreśla, się, żc p r z y n o s i

s ą oczywiście czytelne i m o ż n a jo z i n t e r p r e t o w a ć s ł o w a m i M a r i i

on z m i a n ę , przed k t ó r ą czuje się o b a w ę i się jej oczekuje, l u b m ó w i

R e n a t y M a y e n o w e j : „(...) O stylizacji m ó w i m y w ó w c z a s , k i e d y

się o „ o b c y m " , iż w ogóle k o m p l i k u j e życic. W planie n a r r a c y j ­

m a m y do czynionia z tekstem, k t ó r y jest t a k

zorganizowany,

nym

b y b y ć znakiem o k r e ś l o n e g o spetryfikowanego

s t y l u . Jest

symboliczne znaczenia

„ o b c y " jest tym,

k t ó r e g o f u n k c j a polega na r o z p o c z ę c i u

a k c j i , z d y n a m i z o w a n i u j o j , l u b d o k o n a n i u istotnej
Reportażowa

obca

„osoba"

określona

stereotypowymi

to

2 9

znak i k o n i c z n y o k r e ś l o n e g o s t y l u . Znak i k o n i c z n y p r z e d m i o t u

od-

nie jest p o w t ó r z e n i e m p r z e d m i o t u . Z n a k o k r e ś l o n e g o s t y l u nie

zmiany.

p y c l i a j ą c o - p r z y c i i j g a j ą c y m i cechami pojawia się w rodzinie pana

jest d o s ł o w n y m p o w t ó r z e n i e m znanej n a m , najbardziej

M i e c z y k a z c a ł y m b a g a ż e m schematycznych f u n k c j i a, p ó ź n i e j

terystycznej dla, danego s t y l u wypowiedzi. Jest w y b o r e m cech,

znika z niej, zgodnie z j e d n y m z m o ż l i w y c h r o z w i ą z a ń schematu

k t ó r e chcemy u z n a ć za charakterystyczne

( „ O s o b a " — dziwne babsko, wysztafirowana, z w ł o s e m n a j e ż o ­

staje się to o co c h o d z i ł o autorce r e p o r t a ż u . Bohater przez swojo

(...)".

3 2

Jasuc

n y m , w okularach — jazgocze, odpycha pana M i e c z y k a , p r z y ­

„ o w o c u j ą c e ż y c i o " jest reprezentantem

ciąga Julisię.

t y w n i e w s p ó ł i s t n i e ć z n o w o c z e s n o ś c i ą . Jego postawa

Komplikuje

sytuację, burzy porządek

i t d . Zo­

charak­
więc

t r a d j ' c j i , k t ó r e m o ż e ak­
powinna

b u d z i ć szacunek. Dlatego a t r y b u t e m postaci jest rodzaj starego

bacz t e ż : „ K o u o p i e l k a " ) .
W partiach k o ń c o w y c h r e p o r t a ż u do w y ż e j

wspomnianych

e l e m e n t ó w dochodzi schemat o c z y t e l n y m rodowodzie

bajko­

w y m . N a p l a n pierwszy opowieści zaczyna w y s u w a ć się syn bo­
hatera r e p o r t a ż u — .Antoś. (...) Z trzech s y n ó w z o s t a ł się w cha­
ł u p i e t y l k o A n t o ś , k t ó r e g o osobiście p a n Mieczyk j a k o g ł ó w n e g o
spadkobiercy nic w i d z i a ł . Za m a ł o ten c h ł o p a k b y ł pazerny, za
d u ż o w k s i ą ż k a c h siedział, romanse j a k i e ś c z y t a ł , znaczy na gos­
podarza nie n a d a w a ł s i ę " . . . (...) „ M ó w i ę j a j e m u — ż e ń się na­

s t y l u , na k t ó r y s k ł a d a się t e ż gwara u r z e k a j ą c a

mieszczuchów.

Narzuca się t a k ż e p r z y t y m i t o , że w y b ó r cech gwarowego s t y l u
p o d l e g a ł t u stereotypom
piej s k o m e n t o w a ć

i •schematom.

i podsumować

U z y s k a n y efekt

t y m oto zdaniom

najle­

Bachtina:

,,(...) D l a s t y l i z a t o r a i s t o t n y jest zespół c h w y t ó w cudzej m o w y
w ł a ś n i e j a k o w y r a z szczególnego p u n k t u widzenia. Dlatego w ł a ś ­
nie pewien r e i f i k u j ą c y

cień pada na sam ó w p u n k t widzenia

i d z i ę k i t o m u staje się on u m o w n y ( , . . ) "

3 3

t y c h m i a s t o w o , a on nic (...)") Charaktor^-styka t a zbiera cechy,
które przysługują

bohaterowi bajki

magicznej: n a j m ł o d s z y

z trzech b r a c i , g ł u p a w y , niefrasobliwy, n i e ż o n a t y .

3 0

W

Konkluzje

z

dalszej

części t e k s t u autorka, nadal p o s ł u g u j ą c się schematem b a j k o w y m ,

S u m u j ą c i z a m y k a j ą c nasze w y w o d y o d w o ł u j e m y się do ogól­

miesza i degraduje j e d n ą z i s t o t n y c h funkcji elementu b a j k i ma­

niejszej

gicznej j a k ą

t o ś c i . Koncepcja t a t o jedna z i s t o t n y c h częśei s k ł a d o w y c h pro­

jest

podróż

bohatera,.

Jak

wiadomo, podróż

ta

koncepcji u k a z u j ą c e j

mechanizm m i t y z a e j i

rzeczywis­

doj­

ponowanej „ e t n o l o g i i p o d e j r z e ń " . K o r z y s t a j ą c z u s t a l e ń R o l a n d a

rzewania bohatera. Tymczasem w relacji pana, Mieczyka t o on

B a r t h e s ' a , bo o jego idee t u chodzi, m o ż n a w y k a z a ó , s t a w i a j ą c

wraz ze s z c z ę ś l i w y m p o w r o t e m jest m e t a f o r ą s p o ł e c z n e g o
udaje się na poszukiwanie ż o n y dla syna (...).

N a r o d u na tej

dyskotece j a k na o d p u ś c i e (...) i w p a d ł a m i w oko jedna

blon­

d y n k a . N i e za d u ż a , nic za mala, w sam raz."). Mim&lt;! u b ó s t w a
charakteryzacji wybranki

odnajdujemy

t u cechę wspólną

dla

p r z y t y m wniosek k o ń c o w y , że a n a l i z o w a n y tekst nosi wszelkie
znamiona k o n s t r u k c j i m i t y c z n e j .
J a k w y n i k a z u s t a l e ń Barthes'a, m i t m o ż e b y ć u w a ż a n y za
r

w t ó r n y system semiologiczny, g d y ż tw orzy się w y c h o d z ą c od

p o z y t y w n y c h postaci k o b i e t w b a j k a c h : złote vel b l o n d w ł o s y .

ł a ń c u c h a semiologicznego, k t ó r y i s t n i a ł p r z e d n i m .

3 4

Znak, koń­

W obu sytuacjach

c o w y p r o d u k t pierwszego systemu, jest elementem

znaczącym

(w bojkach i w r e p o r t a ż u ) spotkanie z ł o t o ­

włosych kobiet kończy

się m a ł ż e ń s t w e m . Jest t o

rozwiązanie

w d r u g i m . W naszym p r z y p a d k u t a k i m p i e r w o t n y m systemem

charakterystyczne d l a b a j k i magicznej — i co więcej — jest ono

z n a c z ą c y m s ą t r e ś c i o d n o s z ą c e się do t z w . t r a d y c y j n e j

uprawnione ze w z g l ę d u na w o w n ę t r z n ą logikę f u n k c j i

ludow ej. T r e ś c i te m a j ą z w y k l e swoje k u l t u r o w e zaplecze, his­

elemen­

t ó w b a j k i . B o h a t e r o d b y ł s w o j ą p o d r ó ż — d o j r z a ł do m a ł ż e ń ­
stwa. B ę d z i e ono d ł u g i e i s z c z ę ś l i w e .
się historia w niej opowiadana.

31

Wydarzeniem t y m kończy

Oczywiście trudno by

kultury

7

t o r y c z n ą g ł ę b i e . W procesie m i t y z a e j i zostają, w y r w a n e z ł a ń c u ­
cha w z a j e m n y c h relacji i ustawione obok siebio. W y p r e p a r o w a n e

szukać

z ż y w e g o k o n t e k s t u k u l t u r o w e g o z a c z y n a j ą wieść ż y w o t samo­

w r e p o r t a ż u realizacji wszystkich f u n k c j i b a j k i magicznej. N i e m ­

dzielny. Wszystko t o , co w r z e c z y w i s t o ś c i jest w y n i k i e m d ł u g o -

�t r w a ł y c h p r o c e s ó w , r e z u l t a t e m p o w i k ł a ń s p o ł e c z n y c h , w micie
jest proste, jednoznaczne, nie p o d l e g a j ą c e

O s t a t n i ą j u ż u w a g ę k i e r u j e m y do r e d a k c j i „ P o l s k i e j S z t u k i

d y s k u s j i . „(...) M i t

L u d o w e j " licząc na zrozumienie u redaktora Aleksandra Jackow­

jest s ł o w e m s k r a d z i o n y m i z w r ó c o n y m " . ' P o s z c z e g ó l n e elementy

skiego. W prawie j u ż czterdziestu rocznikach kierowanego przez

3

i d e n t y f i k o w a n e z k u l t u r ą l u d o w ą , po w y i z o l o w a n i u , z o s t a j ą z w r ó ­

Niego pisma j e d n y m ze s t a ł y c h , m o ż n a p o w i e d z i e ć , d z i a ł ó w są

cone, ale j u ż na poziomie m e t a j ę z y k o w y m .

Przypadkowo wy­

biografie t w ó r c ó w l u d o w y c h , K a ż d e g o k t o zachce je p r z e c z y t a ć

brane f a k t y

t r a c ą s w ą d o t y c h c z a s o w ą p o z y c j ę , metamorficznie

zapewniamy, że jest to ciekawa l e k t u r a . N a m t r u d zapoznania,

p r z e c h o d z ą w znak, s k r ó t , e k s t r a k t l u d o w o ś c i . Z a z n a c z y ć p r z y t y m

się z t r e ś c i ą większości b i o g r a f i i w y n a g r o d z i ł a satysfakcja pod­

trzeba, że elementy s k ł a d a j ą c e się na „ l u d o w o ś ć " nie są rezulta­

w ó j n a . Z jednej s t r o n y p r z e c z y t a l i ś m y wiele i n t e r e s u j ą c y c h teks-,

t e m ś w i a d o m e g o , sensownego, celowego wyabstrahowania, z k u l ­

t ó w , z drugiej — z n a l e ź l i ś m y m a t e r i a ł y do kolejnej kliszy. Wspo­

turowej

m i n a m y t u o t y m w k i l k u zdaniach i w t y m t y l k o aspekcie,

r z e c z y w i s t o ś c i . Jest to zlepek swobodnie

dobranych,

l u ź n y c h s k o j a r z e ń . I c h zadanie sprowadza się do jednej f u n k c j i :
oznaczania „ l u d o w o ś c i " . „(...) M i t jest s ł o w e m nadmiernie uza­
sadnionym..."

36

Jego s k ł a d n i k i n a t u r a l n i e w y w o ł u j ą skojarzenie

k t ó r y n a w i ą z u j e do s z t u k i pisania b i o g r a f i i .
Niewielkie monografie biograficzno jakie znajdujemy w „ P o l ­
skiej Sztuce L u d o w e j "

nie m a j ą o h a r a k t n i

ściśle

naukowego.

z p o j ę c i e m „ l u d o w o ś c i " . N i e p o z w a l a j ą na inne odczytanie, ma­

D o t y c z ą w większości l u d z i ż y j ą c y c h , pisano s ą ze „ w s p ó ł c z y n ­

j ą c h a r a k t e r i m p e r a t y w n y . W ten s p o s ó b zyskuje w y t ł u m a c z e n i e ,

n i k i e m h u m a n i s t y c z n y m — r o z u m i e j ą c y m " . S ą ozęsto o p o w i e ś ­

wspomniana na w s t ę p i e , n a t a r c z y w o ś ć z j a k ą

reportażu

ciami w y d o b y w a j ą c y m i cechy o s o b o w o ś c i t w ó r c y , bo przez oso­

stara się p o z y s k a ć czytelnika nie nastawionego na, i n t e r p r e t a c j ę —

b o w o ś ć t ł u m a c z ą l u b e k s p o n u j ą dzieła a r t y s t y . N i e b e z p i e c z e ń s ­

treść

u ż y t k o w n i k a m i t u . M i t o l o g , z w ł a ś c i w ą sobie s k ł o n n o ś c i ą do po­

t w o u ż y c i a kliszy w t a k k o n s t r u o w a n y c h tekstach p o j a w i a się

d e j r z e ń , u m o ż l i w i a zobaczenie w pozornie w i a r y g o d n y m t e k ś c i e

k i l k a k r o t n i e . Dalej w s k a ż e m y na nio, w y k o r z y s t u j ą c tezy J u r i j a

k o n s t r u k c j i m i t y c z n e j . Dzieje się t a k dlatego, p o n i e w a ż t r a k t u j e

Ł o t m a n a p o c h o d z ą c e z jego eseju o b i o g r a f i i i b i o g r a f i s t y c e .

on m i t j a k o system semiologiczny, d o s t r z e g a j ą c

38

przekształcenia

Za c y t o w a n y m a u t o r e m m o ż n a r o z r ó ż n i ć biografie naukowo

j a k i m u l e g ł y p o s z c z e g ó l n e elementy. Czytelnik naiwnie odbie­

i popularne. Te pierwsze p o w i n n y o g r a n i c z a ć się do f a k t ó w i do­

r a j ą c y m i t w i d z i w n i m j e d y n i e system i n d u k c y j n y , w i ą ż ą c z t y m

k u m e n t ó w . M o g ą więc p o s i a d a ć l u k i i c z ę s t o nio o d t w a r z a j ą

przekonanie o „ n a t u r a l n o ś c i " resp. „ p r a w d z i w o ś c i " całej

łej s y l w e t k i opisywanej osoby. Biografie popularne są zasadniczo

strukcji.

3 7

kon­

P r z y w o ł a n e na prawach m e t a f o r y p o j ę c i a kliszy i ole­

odmienne. Te znane n a m

z „Polskiej Sztuki Ludowej"

ca­

lokują

o d r u k u , u n a o c z n i a j ą j a k p l a s k i i w t ó r n y jest obraz w y k r e o w a n y

się ze s w o j ą f o r m ą p o ś r o d k u . Z i c h t r e ś c i w y ł a n i a się zawsze

za i c h p o m o c ą .

ż y w y , c a ł o ś c i o w y i k o n k r e t n y wizerunek c z ł o w i e k a i jego dziola.

Stwierdzenie o b e c n o ś c i w r e p o r t a ż u t a k i c h s k ł a d n i k ó w

jak

A l e przecież a u t o r z y t y c h b i o g r a f i i w i e d z ą o t y m , żo życie czło­

stereotypy, f i g u r y m y ś l e n i a , schemat b a j k o w y oraz dokonana

wieka rzadko jest c i ą g i e m konsekwentnych c z y n ó w i ich s k u t k ó w .

m i t y z a c j a k u l t u r o w y c h t r e ś c i , wszystko t o p o d w a ż y ł o jego wia­

W i e d z ą t e ż , że j e d n o s t k i t w ó r c z o na r ó ż n y s p o s ó b o d s t a j ą

r y g o d n o ś ć . A n a l i z o w a n y t e k s t dowodzi t r w a ł o ś c i p e w n y c h sche­

otoczenia i zbiorowej psychologii.

m a t ó w myślenia, ich niercdukowalności mimo wzrastającej

nania, losy ż y c i o w e i t w ó r c z o ś ć a r t y s t y c z n a c z ł o w i e k a m o g ą b y ć

ja­

od

Codzienne d z i a ł a n i a , przeko­

k o b y racjonalizacji ż y c i a . U ż y c i e i c h w prasowej p u b l i c y s t y c e

niespójne,

l u b w r e p o r t a ż u wskazuje j a k ciągle a t r a k c y j n e s ą i j a k ą siłę

m o g ą nie w i ą z a ć się w ż y c i o w ą j e d n o ś ć t a k o c z e k i w a n ą przez

perswazyjną

posiadają

folklorystyczne (mityczne) k o n s t r u k c j e

Ergo

„ p u b l i c z n o ś ć " i badaczy, bo w ó w c z a s j u ż sama biografia t w ó r c y
j a k o całość, w y w o ł u j e p r z e ż y c i a estetyczne. K a ż d y k t o podejmuje

w k u l t u r z e masowej.
Zauważmy

m o g ą r o z w i j a ć się r ó w n o l e g l e l u b przeciwnie.

też jeszcze, ż e klisza, k t ó r a z o s t a ł a u ż y t a w re­

się opisu biograficznego zastaje w materiale, j a k i m

dysponuje,

p o r t a ż u m o ż o b y ć w i e l o k r o t n i e r e p l i k o w a n a . Poprzez p o w i ą z a ­

miejsca puste, k t ó r e u z u p e ł n i a „ r o z u m i e n i e m " , zderza r ó ż n e l i ­

nie

nie ż y c i a bohatera tak b y o s i ą g n ą ć psychologicznie u z a s a d n i o n ą

„jaśniejszych

punktów"

sensownym w ą t k i e m

fabularnym

3 9

ł a t w o o t r z y m u j e m y n o w y , pozornie a u t e n t y c z n y tekst. W y s t a r ­

i prawdziwą całość.

czą drobne retusze: zmiana nazwisk, r e a l i ó w (...) Nie jest w i ę c

w kwartalniku

Przy tak

d u ż e j liczbie o p u b l i k o w a n y c h

wykluczone, ż e za j a k i ś czas w prasio m o ż e p o j a w i ć się tekst

k t ó r e k i e d y ś odkrywcze, w r ó c i ć m o g ą do redakcji j a k o klisze

z a c z y n a j ą c y się od s ł ó w : „ D z i s i a j stary gazda —• k t ó r e g o wszyscy

w y p e ł n i o n e p r o j e k c j a m i a u t o r ó w . A l e takie klisze, j a k i t r e ś ć je

b i o g r a f i i p o w s t a ł y j u ż pewne schematy opisu,

w dziedzinio Szablik wołaj o m , t a k j a k jogo dziada co t o jeszcze

wypełniająca,

na z b ó j c h o d z o w a ł — w s t a ł o czwartej rano ( . . . ) " i t d . i t d .

w i e d z i e ć n a s t ę p n y m razem.*

to z u p e ł n i e inna bajka,, k t ó r ą zamierzamy opo­

P R Z Y P I S Y

* T e k s t w y ż e j prezentowany analizuje n i e k t ó r e m e c h a n i z m y
m i t y z a c j i r z e c z y w i s t o ś c i . W warstwie d o k u m e n t u j ą c e j nasze tezy
o p a r l i ś m y się na j e d n y m z r e p o r t a ż y t y g o d n i k a „ P r z y j a c i ó ł k a " .
Pochodzi on z r o k u 1983, m a m y więc n a d z i e j ę , żc po czterech
l a t a c h n i k t nie odbierze naszych r o z w a ż a ń j a k o d o r a ź n e j pole­
m i k i l u b a t a k u ad personam. Po t a k i m czasie t e k s t y ż y j ą wła­
snym życiem.
A n t o n i n a K l o s k o w s k a , Modele społeczne i kultura
masowa,
(w:) tejżo, Z historii i socjologii kultury, Warszawa 1969, s. 433—
434
D o r o t a M a r k o w s k a , K r z y s z t o f O s t r o w s k i , Jerzy J . W i a t r ,
Czytelnictwo prasy w środowisku
wiejskim województwa
warszaws­
kiego, „ S t u d i a Socjologiczne", n r 3: 1961, s. 139—162
K l o s k o w s k a , Modele..., s. 434
Zob. na ten t e m a t z b i ó r prac A n t o n i n y K ł o s k o w s k i e j za­
mieszczony w tomie tejże a u t o r k i , Z historii
i socjologii...,
s.
1

2

3

4

405—530. T a k ż e , K l o s k o w s k a , Wzory i modele iv
socjologicznym
badaniu rodziny, „ S t u d i a Socjologiczne" n r 2 1962, s. 35—55
K l o s k o w s k a , Z historii...,
s. 486—487
Stefan Ż ó ł k i e w s k i , Pole zainteresowań
współczesnej
socjolo­
gii literatury,
( w : ) Problemy metodologiczne współczesnego
lite­
raturoznawstwa,
(red.) H . Markiewicz i J . S ł a w i ń s k i , K r a k ó w
1976, s. 433
K l o s k o w s k a , Z historii...,
s. 449
J a n i n a K a t y ń s k a , Życie owocujące,
„ P r z y j a c i ó ł k a " n r 29/
1828, 2 1 . V I I . 1 9 8 3 , s. 3 i 5
Słownik
Terminów
Literackich,
W r o c l a w 1976, s. 371
Czesław Niedzielski, O teorelycznoliterackich
tradycjach
pro­
zy dokutnentarnej,
„ P r a c e W y d z i a ł u Filologiczno-Filozoficznego
T o r u ń s k i e g o T o w a r z y s t w a N a u k o w e g o " , T . X V I I Z. 1, T o r u ń
1966
Niedzielski, op. c i t . , s. 189—197
5

6

7

8

9

1 0

1 1

155

�1 2

Niedzielski, op. c i t . , s. 202
Niedzielski, op. c i t . , s. 207
H o n r y k M a r k i e w i c z , Wymiary dzieła literackiego,
Kraków
1984, s. 183
M a r i a R o n a t a M a y e n o w a , Poetyka teoretyczna.
Zagadnie­
nia języka,
W r o c ł a w 1979, s. 304
R o c h Sulima,, Źródło i pion. Figury myślenia
o
ludowości,
„ R e g i o n y " n r 4 1980, s. 71—82
S u l i m a , tamże, zob. t e ż : C z e s ł a w R o b o t y c k i , S t a n i s ł a w W ę ­
glarz, Chłop potęga jest i basta. O mityzacji kuUury ludowej w nau­
ce, „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R . 37, 1983, n r 1/2, s. 3—8
Z o b . n p . A d a m Schaff, Stereotypy i działania ludzkie, W a r ­
szawa 1981
R o c h Sulima, Folklor i literatura,
Warszawa 1976, s. 320
i 321
op. c i t . , s. 324
D a n u t a M a r k o w s k a , Rodzina wiejska
na Podlasiu,
Wro­
c ł a w 1970, s. 89
op. c i t . , e. 137
op. c i t . , s. 141—143
Markowska,, Rodzina...,
( a u t o r k a referuje i w y k o r z y s t u j e
w y n i k i b a d a ń A . K ł o s k o w s k i e j z l a t 1950—1951 i 1956—1957,
F . Adamskiego z l a t 1965—66, oraz I I . K o s z u t s k i e j , z r o k u 1964)
M a r k o w s k a , Rodzina...,
s. 107
op. c i t . , s. 170—188
Zobacz: J u r i j L o t m a n , Struktura tekstu artystycznego, W a r ­
szawa 1984, s. 355
1 3

1 4

1 5

1(1

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 8

op. cit., s. 376 i 392—395
P r ó b ę usystematyzowania literackich s c h e m a t ó w i wykła­
d n i z w i ą z a n y c h z „ o b c y m " z n a l e ź l i ś m y ostatnio w szkicu M a r i i
P o d r a z y - K w i a t k o w s k i e j , Przyjdzie
taki i ...,(w) t e n ż e , Somnambulicy, dekadenci, herosi, K r a k ó w 1985, s. 443—454. N a j n o w s z ą
e t n o l o g i c z n ą w y k ł a d n i ę p r o b l e m u „ o b c o ś c i " proponuje Zbigniew
B e n e d y k t o w i c z , Mil, symbol, stereotyp (praca d o k t o r s k a , maszy­
nopis) w dyspozycji a u t o r a i b i b l i o t e k i U W (w d r u k u ) .
Zobacz: W ł o d z i m i e r z P r o p p , Morfologia
bajki, Warszawa
1976, s. 66—85
passim
2 9

3 0

3 1

3 2

M a y e n o w a , Poetyka...,

3 3

s.

M i c h a i ł B a c h t i n , Problemy
szawa 1970, s. 287

356
poetyki

Dostojewskiego,

War­

3 4

R o l a n d Barthes, Mit dzisiaj, ( w : ) t e g o ż a u t o r a , Mil i znak,
( w y b ó r esejów) W a r s z a w a 1970, s, 30
3 5

3 6

t a m ż e , в. 44
t a m ż e , s. 49

2 3

3 7

2 4

2 5

2 6

2 7

T

t a m ż e , s. 50

3 8

K o r z y s t a l i ś m y z o m ó w i e n i a p r a c y Ł o t m a n a dokonanego
przez a u t o r a u k r y w a j ą c e g o się za i n i c j a ł a m i H . C , k t ó r y w re­
l a c j i swojej p o s ł u ż y ł się d ł u ż s z y m i c y t a t a m i z eseju rosyjskiego
uczonego. Zobacz: H . C , J u r i j Ł o t m a n o biografistyee, „ L i t e ­
r a t u r a n a ś w i e c i e " n r 11 (172) 1985, s. 348—353
3 9

J u r i j Ł o t m a n (w:) op. c i t . , passim

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10218" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10196">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/795cac2871ca7c2cfd34c019bec58051.pdf</src>
        <authentication>0b3799b26cdd2cd16194dc4c7d7bdf50</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121489">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3259</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121490">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121491">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3054</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121492">
                <text>Krakowskie bractwo artystyczno-grobownicze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121493">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.135-144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121494">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121495">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121496">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121497">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121498">
                <text>И . 1. Cmentarz „ P u s t k i " , Ł u ż n a к . Gorlic, k w a t e r a w ę g i e r s k a . Z t y ł u p o z o s t a ł o ś c i „ G o n t y n y " , stan I V 1986 r.

Antoni Kroh

KRAKOWSKIE BRACTWO ARTYSTYCZNO-GROBOWNICZE

W

latach

1914-18 d z i a ł a ł

w

Krakowie

Wojskowy

Urząd

O p i e k i nad G r o b a m i W o j s k o w y m i . Oficjalnie — Kriegsgrabcra-

chów-Ciężkowice-Łużna-Gorlice-Konieczna

daleko

na

wschód,

aż po linię Sanu, a n a s t ę p n i e jeszcze dalej k u w s c h o d o w i ; na

b t e i l u n g K r a k a u . Wedle zgodnych o p i n i i b y ł a to jedna z najle­

niezliczonych polach b i t e w zachodniej Galicji leżało

piej p r a c u j ą c y c h jednostek a r m i i a u s t r o - w ę g i e r s k i e j . S ł u ż y ł o t a m

s i ą t t y s i ę c y t r u p ó w a u s t r o - w ę g i e r s k i c h , niemieckich i rosyjskich,

kilkadzie­

w i e l u w y b i t n y c h a r t y s t ó w : P o l a c y — J a n Szczepkowski, H e n r y k

pogrzebanych p ł y t k o albo w ogóle nie pogrzebanych. Z oczy­

U z i e m b ł o , Alfons K a r p i ń s k i , S t a n i s ł a w K l i m o w s k i , Czech—Adolf

w i s t y c h p o w o d ó w trzeba b y ł o d z i a ł a ć j a k najenergiczniej i na

Kaspar,

wielką skalę.

Słowak—Dusan Jurkovic, wiedeńczycy—Hans

i J o h a n n Jśiger, b y w y m i e n i ć

tylko najsławniejszych.

Mayer
Mimo,

Major

Rudolf

Broch,

d o w ó d c a Kriegsgraberabteilungu, b y ł

ż e s ł u ż b a w Kriegsgraberabteilungu t r a k t o w a n a b y ł a przez n i c h

n i e p o s p o l i t y m o r g a n i z a t o r e m : jego p o d k o m e n d n i od l a t a

j a k o swego rodzaju azyl, nie m a r n o w a l i czasu — s t w o r z y l i sze­

do jesieni 1918 r o k u z b u d o w a l i w Galicji 365 cmentarzy, bardzo

reg w y b i t n y c h realizacji, i s t n i e j ą c y c h do dziś w terenie, nie wie­

starannie u r z ą d z o n y c h . Wielo z nich

1

dzieć czemu p o m i j a n y c h w opracowaniach h i s t o r y k ó w

sztuki.

W a r t o p r z y j r z e ć się bliżej tej niecodziennej i n s t y t u c j i

artysty­

cznej, c h o ć b y z tego p o w o d u , że m i a ł a ona znaczenie w procesie
k r y s t a l i z o w a n i a się stosunku m a l a r z y i r z e ź b i a r z y do
tradycji

ludowej

plastycznej.

Działalność

krakowskiego

— to p r a w d z i w e

grobownictwa

nabrała

dzieła

sztuki.
Przede

wszystkim

—

zgromadził

znakomitą

kadrę:

s i e d m i u a r c h i t e k t ó w , d w ó c h b u d o w n i c z y c h , sześciu

miał

rzeźbiarzy,

osiemnastu m a l a r z y ; s t w o r z y ł p r a c o w n i ę m o d e l a r s k ą ,
f i c z n ą , o g r o d n i c z ą , g r u p y ewidencyjne, geodezyjne,

wydziału

1915

fotogra­
warsztaty

kamieniarskie, stolarskie, ciesielskie, t a r t a k i . J a k o j e d n ą z pier­

w y j ą t k o w e g o znaczenia od m a j a 1915 r o k u , k i e d y t o po s ł y n n e j

wszych p o w o ł a ł g r u p ę , k t ó r e j zadaniem b y ł o zdobywanie pie­

operacji gorlickiej wojska rosyjskie z o s t a ł y w y p a r t e z l i n i i

n i ę d z y n a t o ogromne p r z e d s i ę w z i ę c i e poprzez p r o d u k c j ę i sprze-

Tu-

33.5

�z n o w u k r z y ż o w y w ę d r o w a ł y i t y l k o m o ż n a się d o m y ś l a ć , gdzio;
i d ą c k i e d y ś przez p o d g o r l i c k ą wieś z a u w a ż y ł e m w p o d m u r ó w c e
nowego

d o m u kamienie z austriackiego

cmentarza. G d y sze­

d ł e m przez t ę s a m ą wieś po r o k u , d o m b y ł j u ż p i ę k n i e o t y n k o w a n y
o p a r k a n i o n y , w o g r ó d k u posadzono srebrne ś w i e r k i , dalie, geor.
ginie oraz gipsowego krasnoludka i sam j u ż nio b y ł e m

pewien

czy to t u .
W

Kriegsgraberabteilungu

k w i t ł o bogate ż y c i e

umysłowe,

p a n o w a ł z d r o w y t w ó r c z y ferment, ś c i e r a ł y się r ó ż n o r a k i e

ten­

dencje artystyczne. N p . pewien a r t y s t a - o g r o d n i k ogłosił d r u k i e m ,
ż e na w o j s k o w y m cmentarzu najodpowiedniejsze s ą k r z a k i czer­
w o n y c h r ó ż ; ich p u r p u r a p o ś r ó d zieleni niechaj b ę d z i e symbolem
przelanej

żołnierskiej k r w i . I n n y

artysta-ogrodnik,

przeciwnie,

zalecał b a r w i n e k , j a k o nio w y m a g a j ą c y p i e l ę g n a c j i , n a t u r a l n i e j szy w g ó r s k i m krajobrazie
B a r w i n e k szybko
zarośnięty

i bardziej s k ł a n i a j ą c y

do

się rozkrzewia, w i ę c po l a t a c h

cmentarzyk

wyglądać

będzie

zadumy.

opuszczony,

romantyczniej,

w p r z y p a d k u n i e p r a k t y c z n y c h r ó ż . I n n y z n ó w autor

niż

ubolewał,

ż e c y p r y s y , j a k ż e s m ę t n o i cmentarne, nio p r z y j m ą się w suro­
w y m karpackim klimacie.
B y ł a nawet w Krakowie,

przeniesiona p ó ź n i e j do

Cieszyna

i i n n y c h m i a s t , w y s t a w a d o k o n a ń , z bardzo starannie w y d a n y m
k a t a l o g i e m p t . „ K u n s t a u s t e l l u n g der Kriegsgraberabteilung

des

k . u n d k . M i l i t a r k o m m a n d o s K r a k a u . Friedhofsprojekte

und

B i l d e v o m Westgalizischen

Kampfgebiet",

1916. Z tej

okazji

„ K r a k a u e r Z e i t u n g " u r a d o w a ł a serca swych c z y t e l n i k ó w spec­
j a l n ą w k ł a d k ą z o b r a z k a m i , n p . Christusfigur
И . 2. Cmentarz

lisiert,

„ P u s t k i " , K w a t e r a rosyjska

ais Krieger

czyli t ł u m a c z ą c na g a l i c y j s k ą p o l s z c z y z n ę , Chrystus

ideawyide­

alizowany na w o j o w n i k a . W y s t a w ę t ę sprowadzono r ó w n i e ż do
Berlina,
go

aby

mogli

sympozjum

ją

obejrzeć

grobowniczego

uczestnicy m i ę d z y n a r o d o w e ­

p a ń s t w centralnych,

zwołanego

d a ż odznak, p a m i ą t e k , w i d o k ó w e k , organizowanie kwest. Wiele

w 1916 r o k u przez niemieckie M i n i s t e r s t w o W o j n y .

z t y c h p a m i ą t e k — to dzisiaj r a r y t a s y dla zbieraczy. Szacowano,

m i a ł a znaczny rezonans, r e c e n z o w a ł y j ą obszernie gazety nie­

że w w a r u n k a c h p o k o j o w y c h dzieło o t a k i m r o z m a c h u

mieckie, a u s t r o - w ę g i e r s k i e , a nawot tureckie. K r a k o w s c y a r t y ś c i

koszto­

w a ł o b y o k o ł o p i ę ć d z i e s i ę c i u m i l i o n ó w k o r o n — ale m a j o r B r o c h
nie c z e k a ł na fundusze,
sująo

dyskretny

k t ó r y c h n i g d y nie b y ł b y u z y s k a ł . Sto-

przymus,

szantażując

moralno-patriotyczną

zbierali z a s ł u ż o n o p o c h w a ł y .
I c h p r o j e k t y z o s t a ł y p a r o k r o t n i o opublikowane, m . i n . w l u ­
ksusowym albumie „ S o l d a t e n g r a b e r und Kriogsdenkmalo", w y ­

f r a z e o l o g i ą b r a ł d a r m o w y cement i ż e l a z o z z a k ł a d ó w przemy­

d a n y m w bardzo solidnej, c z a r n o - ż ó l t e j o k ł a d c e z p a t r i o t y c z n o -

s ł o w y c h , drewno z m a j ą t k ó w ziemskich. P r a c ę w terenie w y ­

militarnymi ozdóbkami.-

konywano r ę k o m a

jeńców,

fraumungskommando

zgrupowanych

w

Schlachtfeldau-

w T a r n o w i e . Ż o ł n i e r z e carscy p r a c o w a l i

bozpośrednio przy zwłokach, a Włosi, pośród k t ó r y c h było wielu
kamieniarzy, r z e ź b i a r z y i o d l e w n i k ó w , w y k o n y w a l i r ó ż n e detale,
znakomicie w s p ó ł p r a c u j ą c z p r o j e k t a n t a m i . R o d z i ł y się artysstyczne p r z y j a ź n i e .
Krakowski

ze s w o b o d ą t w ó r c z ą . Teren Galicji zachodniej
t e i l u n g d z i a ł a ł po W i s ł o k ę )
cmentarnych"

5

M o ż n a więc p o w i e d z i e ć , źe t w ó r c y z krakowskiego K r i e g s ­
graberabteilungu

m i e l i znakomito w a r u n k i do pracy i p o t r a f i l i

jo w y k o r z y s t a ć . L u d z i e , do k t ó r y c h los u ś m i e c h n ą ł sic w t a k
s z c z e g ó l n y s p o s ó b , m i e l i niejodnokrotnio bogato
życiorysy

artystyczne.

Wymieńmy

przedwojenne

niektórych.

H e n r y k U z i e m b l o (ur. 1S79) s t u d i o w a ł w w i e d e ń s k i e j K u n s t -

Kriegsgrabcrabtoilung s t a n o w i ł i n t e r e s u j ą c e ,

bo

rzadkie, a przecież n i e z b ę d n e p o ł ą c z e n i e dobrej organizacji p r a c y
podzielono na

(Kriegsgraberbezirk).

2

(Kriegsgraberab-

dziesięć

geworbeschule,

w krakowskiej A S P (u W y s p i a ń s k i e g o i А х о п -

towicza), n a s t ę p n i e w P a r y ż u , a wreszcie a r c h i t e k t u r ę

„okręgów

N a czoło k a ż d e g o

m o c ą dobrze f u n k c j o n u j ą c y c h

okręgu

s ł u ż b technicznych, a odpowie­

d z i a l n y p o d w z g l ę d e m a r t y s t y c z n y m m . i n . przed... k r y t y k ą a r t y ­
styczną w „ K r a k a u e r Zeitung" lub w piśmie fachowym „Kriegergraber", k t ó r e u k a z y w a ł o się w l a t a c h 1916-18. A r t y ś c i z ca­
łego Kriegsgraberabteilungu

t w o r z y l i ciało doradczo-opiniodaw-

cze, formalnie p o d l e g ł o d o w ó d c y , ale w r z e c z y w i s t o ś c i p r a w i c
niezależne.

Major

B r o c h nic m i a ł k o m p l o k s u niższości,

więc

zwyczajnie p o l e g a ł na z d a n i u f a c h o w c ó w .
T ę d o b r ą r o b o t ę m o ż n a o g l ą d a ć po dziś d z i e ń . K t o c h o d z i ł
po Beskidzie N i s k i m i p r z y l e g ł y m d o ń P o g ó r z u , ton z p e w n o ś c i ą
nie jeden raz w i d z i a ł zapuszczone dziś n i e m i ł o s i e r n i e , ałe p i ę k n i o
z;\projoktowano i starannie- a ż do najdrobniejszych

szczegółów

wykonane cmentarze. N a p r z y k ł a d w Siedliskach k o ł o Tuchowa
jest icli k i l k a ; dwa z nich, m a l e ń k i e , p o w s t a ł y w ten s p o s ó b ,
żo k i l k a n a ś c i e

grobów

ułożono

półkoliścio

wokół

zabytkowej

k a p l i c z k i , a całość otoczono l e k k i m ogrodzeniem. N i e k t ó r o krzy­
ż e w y w r ó c i ł y się i ja&lt;-nc, żo n i k t ich nie p o d ź w i g n i o — m a m y
przecież swoje tragedie, swoich p o l e g ł y c h , po co więc n a m żoł­
nierskie mogiły" 7. w o j n y , k t ó r a w y d a r z y ł a się t a k dawno. l i m o

wnętrz

w A r . g l i i . B y ł autorem w i t r a ż y i mozaik w b u d y n k u I z b y Prze

s t a ł malarz, r z e ź b i a r z l u b a r c h i t e k t , r e a l i z u j ą c y swe wizje z po­

1

Wystawa

I I . 3. Cmontarz „ P u s t k i " , K w a t e r a w ę g i e r s k a

�m y s ł o w o - H a n d l o w e j we L w o w i e , p r o j e k t o w a ł salonik m u z y c z n y

m u , Polacy — reminiscencji z c z a s ó w z a k o p i a ń s k i c h , w szczegól­

w s ł y n n y m z a k o p i a ń s k i m sanatorium D ł u s k i e g o . W r o k u

1911

n o ś c i n a w i ą z a n i a do p o d h a l a ń s k i e j snycerki, z a ś n i e k t ó r z y his­

m i a ł j u ż n i e m a ł ą r e n o m ę , skoro powierzono m u w y k o n a n i e po­

t o r y c y s z t u k i na wszelki wypadek p o d k r e ś l a j ą jedno i drugie.

l i c h r o m i i k a t e d r y wawelskiej. B y ł w s p ó ł z a ł o ż y c i e l e m Towarzys­
twa

„ P o l s k a Sztuka Stosowana".

udziałem

w

niebanalnym,

Z d o b y ł t a k ż e rozgłos s w y m

trzeba

przyznać,

przedsięwzięciu:

w s p ó ł r e ż y s e r o w a l (z W ł o d z i m i e r z e m Tetmajerem) wesele brono-

W w y c z e r p u j ą c y m m o n o g r a f i c z n y m albumie prac Szczepko­
wskiego, k t ó r y koniecznie p o w i n i e n p o w s t a ć (dopomina się o to
6

m . i n . H a l i n a K e n a r o w a ) , nie m o ż e z a b r a k n ą ć realizacji z c z a s ó w
s ł u ż b y a r t y s t y w Kriegsgraberabteilungu.

wickio...w W i e d n i u , wystawione z okazji sześćdziesięciolecia pa­

Z n a l a z ł się t a m , g d y w m a j u 1915 r o k u z o s t a ł c i ę ż k o r a n n y

n o w a n i a cesarza Franciszka J ó z e f a w 1908 r o k u . A więc j u ż w ó w ­

w b i t w i e p o d K r a ś n i k i e m i po mozolnej rekonwalescencji uznano

czas folklor w y k o r z y s t y w a n o do umajenia u r o c z y s t o ś c i p a ń s t w o ­

go za niezdolnogo do s ł u ż b y l i n i o w e j . M i a l s t o p i e ń

w y c h ; t r u d n o j e d n a k nie p o m y ś l e ć , że działo się to w siedem l a t

i odznaczenia

po premierze innego „ W e s e l a " , r ó w n i e ż bronowickiego, i t o na

kroutz

d o b i t k ę z u d z i a ł e m Gospodarza

panie

R e x . Z a p r o j e k t o w a ł o k o ł o t r z y d z i e s t u cmontarzy, m . i n . w B o -

cepeliadę

goniowieach (najlopiej zachowany), Biesnej, B o b o w e j , Ostruszy,

Włodzimierzu...Boy
w „Zielonym

okrutnie

Baloniku".

tamtego woseła. S ł a w a ,

wykpił

tę

wiedeńską

4

I I I klasy oraz t z w . K a r o l a t r u p a , c z y l i Carolus I m p e t

Zborowicach (dwa). S m u t n o dzisiaj

Uziemblo p r o w a d z i ł w Kriegsgraberabteilungu dość sielanko­

kapitana

b o j o w e : Verdicust z mieczami, M i l i t i i r Verdienst-

wyglądają.

Chyba n a j w y b i t n i e j s z y m jego d z i e ł e m z tamtego okresu ( w y ­

we ż y c i e : jego o b o w i ą z k i p o l e g a ł y głownio na m a l o w a n i u słod­

k o n a n y m w s p ó l n i e z D u ś a n e m J u r k o v i c e m ) jest cmentarz

k a w y c h scen b i t e w n y c h oraz w i d o c z k ó w cmentarzy w jesiennej

g ó r z e P u s t k i kolo Ł u ż n e j , na p ó ł n o c n y w s c h ó d o d Gorlic.

lub

zimowej scenerii. Rozprowadzano

je po

całej

na

monarchii

B i t w a o P u s t k i b y ł a j e d n y m z najkrwawszych e p i z o d ó w ope­

w formie w i d o k ó w e k , z r e s z t ą znakomicie w y d r u k o w a n y c h . K t o ś

r a c j i gorlickiej w m a j u 1915 r o k u . Niewielkie, ale d o ś ć stromo

nawet p o d s u n ą ł p o m y s ł , a b y takie kolorowe widoczki w y s y ł a n o

wzgórzo, ś w i e t n i e umocniono, s t a n o w i ł o w a ż n y p u n k t strategi­

na p a m i ą t k ę

czny i b y ł o bardzo t r u d n o do zdobycia. 12 austriacka

rodzinom poległych, z adnotacjami

w

rodzaju:

dywizja

„ M ą ż P a n i l e ż y na t y m oto c m e n t a r z y k u , miejsce s i ó d m e o d

p i e c h o t y , w k t ó r e j z r e s z t ą s ł u ż y ł o w i e l u P o l a k ó w , w y p a r ł a stam­

lewej,

t ą d nieprzyjaciola dopiero po rozpaczliwej walce na

r z ą d trzeci, ł ą c z y m y

wyrazy głębokiego

współczucia",

ale rzecz nie d o s z ł a do s k u t k u z p r z y c z y n o r g a n i z a c y j n y c h .

bagnety.

B i t w a p r z y n i o s ł a znaczno s t r a t y o b y d w u s t r o n o m : na

leśnym

Niebawem a r t y s t a z a c z ą ł m a l o w a ć sceny legionowe. Z n a n y

c m e n t a r z u znajduje się 829 m o g i ł pojedynczych i 46 z b i o r o w y c h .

c y k l jego p ł ó c i e n przedstawia z a ś l u b i n y P o l s k i z m o r z e m . Z m a r ł

W y r ó ż n i a j ą się k w a t e r y w ę g i e r s k i e — z p o m n i c z k a m i , z w i e ń c z o ­

w 1949 r o k u ; nie z d ą ż y ł więc p o p r ó b o w a ć

n y m i k o r o n ą ś w i ę t e g o Stefana (prawdopodobnie Szczepkowski)

Jan

socrealizmu.

Szczepkowski, n i e m a l r ó w i e ś n i k U z i e m b ł y

j a k o czternastoletni

chłopiec

rozpoczął

(ur. 1878),

edukację

artystyczną

w z a k o p i a ń s k i e j Szkole P r z e m y s ł u Drzewnego ( p ó ź n i e j s z e L i ­
ceum K e n a r a ) . U c z y ł się t a m w l a t a c h 1892-96, a w i ę c u s c h y ł k u
d y r e k t u r y Franciszka

się o b e s z ł o . N i e z w y k l e p r a c o w i t y , p e ł e n
p r z y b y ł do Zakopanego

znajduje

się cmentarz, p o ś r o d k u lekko z a k l ę ś n i ę t e , t w o r z y j a k b y a m f i ­
teatr, z w r ó c o n y k u p o ł u d n i o w i . P r o j e k t a n c i znakomicie

wyko-

paskudnie

j a k najlepszej

j a k o d o ś w i a d c z o n y nauczyciel

woli,
przed­

m i o t ó w a r t y s t y c z n y c h i d o b r y organizator. Z o s t a ł p i e r w s z y m
d y r e k t o r e m s z k o ł y , k ł a d ł j e j p o d w a l i n y w pionierskich w a r u n ­
k a c h . N i e k t ó r e d ł u t a z jego c z a s ó w , zdarte do p o ł o w y ,
w i n w e n t a r z u s z k o ł y po dziś d z i e ń .
przecież

krzyżem,

Neużila.

N c u ż i l . Czech, b y ł c z ł o w i e k i e m , z k t ó r y m ż y c i e

znajdował

oraz rosyjska, z p o t ę ż n y m w s e h o d n i o c h r z e ś c i j a ń s k i m
m u r o w a n y m z k a m i e n n y c h ciosów. Zbocze, na k t ó r y m

czas na

5

Ogromnie

niebanalne

II.

•'.

Cmentarz ..I'ic-H.-i", Zwieńczenie- b r a m y w e j ś c i o w e j ,
p r o j . J.ui (fefzrpkowHki. .stan z I V 1086 r.

figurują

zapracowany,

inicjatywy

społeczne,

np. „ p u b l i c z n ą salę r y s u n k o w ą " czyli b e z p ł a t n ą n a u k ę r y s u n k u
dla wszystkich c h ę t n y c h . D y r e k t o r o w a ł ofiarnie przez o s i o m n a ś cio l a t w uruchomionej przez siebie szkole, b y wreszcie dowie­
dzieć się z p u b l i c y s t y k i S t a n i s ł a w a W i t k i e w i c z a , ż e jest elemen­
t e m n i e p o ż ą d a n y m , k t ó r y czyni więcej złego n i ż dobrego, g d y ż
j a k o nic-1'olak nie jest w stanie z r o z u m i e ć naszych n a r o d o w y c h
aspiracji w sztuce. (Chodziło n a t u r a l n i e o t z w . s t y l z a k o p i a ń s k i ) .
Dzisiaj, po latach, w p r o j e k t a c h N e u ż i l a i W i t k i e w i c z a

możemy

się d o p a t r z e ć niejednej w s p ó l n e j cochy. N i c dziwnego: należoli
przecież do tej samej epoki. T y l k o , ż e p a n N e u ż i l m i a ł nieszczę­
ście b y ć Czechem — a C z e c h ó w w Galicji nie l u b i a n o .
M ł o d y Szczepkowski nio z a r a z i ł się g r y p ą z a k o p i a ń s z c z y z n y ,
lecz po.iKodl w ł a s n ą

d r o g ą . Po u k o ń c z e n i u

Szkoły

Przemysłu

Drzewnego s t u d i o w a ł w k r a k o w s k i e j A k a d e m i i , m . i n . u K o n s ­
tantego Laszczki i J a c k a Malczewskiego, p o t e m w P a r y ż u u A u ­
gusta R o d i n a i A n t o i n a Bourdolle'a. N a j s ł y n n i e j s z e jego realizacjo
p o w s t a ł y j u ż po wojnie, w l a t a c h dwudziestych i t r z y d z i e s t y c h :
p ł a s k o r z e ź b y na g m a c h u Sejmu i B a n k u Gospodarstwa K r a j o w e g o
w Warszawie, p o m n i k i B o g u s ł a w s k i e g o i Moniuszki przed Te­
atrem

W i e l k i m w Warszawie

przyniósł m u ołtarz

i inne; sławę

Wniebowzięcie

Matki

międzynarodową

Boskiej,

rzeźbiony w

drewnie, w y s t a w i o n y w 1925 r o k u w P a r y ż u i z a k u p i o n y przez
r z ą d francuski (obecnie w kościele w Bourges, r e p l i k a w war­
szawskim M u z e u m N a r o d o w y m ) . Bardzo c h a r a k t e r y s t y c z n i ' spo­
s ó b w y k o n a n i a o ł t a r z a (powierzchnia p ł a s k o r z e ź b y pozalamywaц а , s k ł a d a j ą c a się z kanciasto zacinanych, niewielkich p ł a s z c z y z n ,
p r z y p o m i n a j ą c y c h k r y s z t a ł k i ) określił p o t e m na d ł u g i e l a t a s t y l
Szczepkowskiego. F r a n c u z i d o p a t r y w a l i się t u w p ł y w ó w k u b i z -

137

�I I . 6. Cmentarz z I w o j n y , R o t u n d a к . Gorlic. „ G o n t y n y " p r o j . D u ś a n J u r k o v i c , s t a n z l a t a 1986 r.

r z y s t a l i t ę k o n f i g u r a c j ę i s t w o r z y l i dzieło idealnie w k o m p o n o w a ­
ne w krajobraz. U p o d n ó ż a n a s t r o j o w y ,

kamienno-drewniany

p ł o t , j a k i e w i d u j e m y w o k ó ł starych, d r e w n i a n y c h k o ś c i ó ł k ó w
albo cerkiewek galicyjskich.

Drewniana bramka,

po

obu

jej

L a t e m o s i e m d z i e s i ą t e g o p i ą t e g o r o k u w i e ż a wraz z k a p l i o ą
nagle

spłonęła.

Cmentarz roztapia się, n i k n i e . Za p a r ę l a t z n i k n i e z u p e ł n i e .
M o g i ł y p r z y k r y j e m ł o d y las, ziemia wessie w s z y s t k o : i te s e t k i

h e r o s ó w w szyszakach

z w ł o k , i w a r t o ś c i o w e dzieło s z t u k i , d z i ę k i n i m p o w s t a ł e . Zos­

(Szczepkowski). G d y j ą m i n i e m y , znajdziemy się n a n i e w i e l k i m

tanie t y l k o tragiczna legenda Pustek, niematerialna lecz obecna,

p l a c y k u . P i e r w o t n i e m i a ł t u s t a ć p o m n i k autorstwa

n i c z y m u ś m i e c h bez k o t a z dziecięcej k s i ą ż e c z k i Alicja

stronach k o l u m n y , z w i e ń c z o n e g ł o w a m i

Szczepko­

wskiego, ale z o s t a ł odrzucony przez k o m i s j ę , g d y ż m i a ł

zbyt

wiele polskich s y m b o l i n a r o d o w y c h . Z tego i z p a r u i n n y c h po­

czarów.

w

krainie

Lecz i ona w k r ó t c e się r o z p ł y n i e . Ś c i e ż k i , schodki po­

zarastano, t a r a s y s p ę k a n e , k r z y ż e w i d a ć j u ż t y l k o gdzieniegdzie,

w o d ó w j u ż w trakcie r o b ó t Szczepkowski z o s t a ł o d w o ł a n y z Pus­

c z ę ś c i ą s t o j ą c e , częścią zwalone, Obok p o m n i k a z r z y m s k ą p ł a c z ­

t e k , a w l i p c u 1917 r o k u z a k o ń c z y ł s ł u ż b ę w Kriegsgraberab-

k ą i n i e m i e c k i m w i e r s z y d e ł k i e m l e ż y ich cala eterta, p o p r o s t u

teilungu.

zebrana w lesie, j a k chrust, n a p o d p a ł k ę .

Za p o m n i k i e m j u ż t y l k o strome, lesiste zbocze, a na n i m j a k
o k i e m s i ę g n ą ć proste

Rzecz n a t u r a l n a — a r t y ś c i , n i z tego n i z owego poprzebie­

drewniane k r z y ż e , ścielące się ł u k o w a t o

r a n i w cesarskie m u n d u r y , t r a k t o w a l i s w ą s ł u ż b ę w K r i e g s g r a -

j a k pokosy n a ł ą c e . T u i t a m m i ę d z y d r z e w a m i w i j ą się ścieżki,

b e r a b t e i l u n g u j a k o zło konieczne. Po wojnie rozeszli s i ę , k a ż d y

eleganckie j a k w p a r k u , miejscami p r z e c h o d z ą c e w r o m a n t y c z ­

w s w o j ą s t r o n ę , i starali się j a k najszybciej z a p o m n i e ć zmarnowa­

ne kamienne schodki, po k t ó r y c h pnie się barwinek. Po drodze

ne l a t a .

p u n k t y w i d o k o w e , m o ż e lepiej b y ł o b y p o w i e d z i e ć tarasy, majs­
tersztyki kamieiiiarki.
S t ą d j u ż niedaleko, szerokimi schodami, na szczyt. Jeszcze
do niedawna s t a l ą t a m g o n t y n a , p r o j e k t o w a n a przez
Jurkovica. Dołem j e d n o p i ę t r o w a kamienna

C h y b a jeden t y l k o c z ł o n e k owego przedziwnego
szenia k o n t y n u o w a ł

podstawa,

Dusana

po

wojnie „ t w ó r c z o ś ć

stowarzy­

grobowniczą".

To

D u ś a n Jurkovic. W a r t o m u poświęcić więcej uwagi, gdyż b y ł to
a r t y s t a n i e p o s p o l i t y , a w Polsce jego nazwisko m a ł o k o m u c o ś

bardzo

m ó w i . Przyjrzenie się t w ó r c z o ś c i J u r k o v i c a r z u c i t a k ż e ciekawe

starannie w y k o n a n a : ciosy w d w ó c l i kolorach, schodki, tarasy,

ś w i a t ł o na nasz t z w . s t y l z a k o p i a ń s k i , o k t ó r y m , z d a w a ł o b y się

b a l u s t r a d y . W e w n ę t r z u k a p l i c a z d r e w n i a n ą r z e ź b ą , przedsta­

wszystko j u ż napisano.

w i a j ą c ą Chrystusa p o d k r z y ż e m . N a d t y m w z n o s i ł a się wieża,,

J u r k o v i c u r o d z i ł się w 1868 r o k u na pograniczu slowacko-

strzelista k o n s t r u k c j a n a planie k w a d r a t u z g r u b y c h d r e w n i a n y c h

m o r a w s k i m , w m i e j s c o w o ś c i T u r a L u k a kolo M y j a v y . S t u d i o w a ł

b a l i , k r y t a gontem, wysoka n a d w a d z i e ś c i a cztery m e t r y , z wew­

architekturę w Wiedniu.

n ę t r z n y m i schodami, w y p r o w a d z a j ą c y m i n a szczyt, s k ą d m o ż ­

się sztuką, l u d o w ą , b y ł pionierem muzealnictwa

na b y ł o p o d z i w i a ć s z e r o k ą p a n o r a m ę .

g o ; jego „ I z b a w a ł a s k a " we Vsetinie i s t n i a ł a j u ż w r o k po za-

138

Od najwcześniejszych lat

pasjonował

skansenowskie­

�I I . 6. Cmentarz z I w o j n y , P r z e ł ę c z Malastowska k . Gorlic. Z w i e ń c z o n i e „ G o n t y n y " p r o j . D u ś a n J u r k o v i e . Obraz m a i . A d o l f Kaspar,
stan z X 1982 r.

ł o ż e n i u sztokholmskiego skansenu. N a wielkiej wystawie etno­
graficznej

u m i e ś c i ć swojo c m e n t a r z y k i w naturalnej krasie dzikiego p i ę k n a

o r a w s k ą , c z i c z m a ń s k ą i w a ł a s k ą . Bardzo d o g ł ę b n i e b a d a ł sło­

s t o k ó w k a r p a c k i c h , j a k g d y b y w y t w o r z y ł y je t a m niewidzialne

w a c k ą a r c h i t e k t u r ę c h ł o p s k ą ; w y n i k i swych prac ogłosił w dziele

r ę c e miejscowej t r a d y c j i

kische

lidu

i urządził

s y p y w a l i ścieżki ż w i r e m , sadzili k r z e w y i k w i a t y , p o s t a n o w i ł e m

chałupę

p t . Prace

w Pradze (1895) z a p r o j e k t o w a ł

naseho (1905—14, t a k ż e po n i e m i e c k u p t .

Volksarbeiten,

Slowa-

w y d . A . Schroll, W i e n 1905-13). Projekto­

w a ł a r c h i t e k t u r ę d r e w n i a n ą o cechach regionalnych, m . i n . schro­
niska turystyczne Pustevny

Za realizację

ludowej."

tego z a ł o ż e n i a D u ś a n

dzieła o d z n a c z a j ą się „ l u d o z n a w c z y m
ny

etap

rozwoju

talentu

t w ó r c z o ś c i s t a n o w i ł o projektowanie m e b l i oraz c a ł y c h

w

ciągu

czterech

galicyjskich

konserwa­

liryzmem".

S ł u ż b a w k r a k o w s k i m Kriegsgraberabteilungu s t a n o w i ł a w a ż ­

k u r a c y j n e w L u h a c o v i c a c h i wiele i n n y c h . W i e l k ą część jego
i n s p i r o w a n y c h s z t u k ą l u d o w ą . Z a j m o w a ł się r ó w n i e ż

J u r k o v i e z e b r a ł wiele

p o c h w a ł . N a z y w a n o go „ p o e t ą d r e w n a " , powtarzano, ż e jego

w Beskidach M o r a w s k i c h , o b i e k t y
wnętrz,

7

Jurkoviea.

Doświadczenia,

lat, artysta

umiał

zebrane

znakomicie

p ó ź n i e j w y k o r z y s t a ć . Od t a m t y c h c z a s ó w a ż do ostatnich mie­

cją i p r z e b u d o w ą z a b y t k ó w ( m . i n . zamek Zbraslav k o ł o P r a g i —

sięcy życia, projektowanie p o m n i k ó w , m a u z o l e ó w i

b y w y m i e n i ć o b i e k t , cz.ęsfco odwiedzany przez P o l a k ó w ) . Podej­

w o j e n n y c h s t a n o w i ł o w a ż n y n u r t jego d z i a ł a l n o ś c i . Mauzoleum

m o w a ł zagadnienie f u n k c j o n a l n y c h i estetycznych osiedli robo­

s ł o w a c k i e g o bohatera narodowego M i l a n a Stefanika,

tniczych (Jaromer, 1906). B y ł t w ó r c ą bardzo p ł o d n y m , o szero­

w latach

kich

Bradlo

zainteresowaniach.

D o K r a k o w a trafił jako niespełna pięćdziesięcioletni mężczy­

dwudziestych

cmentarzy
wzniesione

według projektu Jurkovica

(opodal znanego uzdrowiska P i e ś f a n y

w

na

górze

południowej

Słowacji) do dziś d n i a o k r e ś l a n e jest przez p i ś m i e n n i c t w o sło­

zna, człowiek o w y b i t n e j pozycji artystycznej. Mianowano go

wackie j a k o „ s w e g o czasu n a j p i ę k n i e j s z y m o n u m e n t tego rodza­

naczelnym a r c h i t e k t e m o k r ę g u cmentarnego ż m i g r o d z k i e g o , k t ó ­

j u w ś r o d k o w e j E u r o p i e " , m i m o ż e Stefanik nie jest, o g l ę d n i e

ry obejmował

m ó w i ą c , p o s t a c i ą szczególnie w y c h w a l a n ą przez a k t u a l n ą cze­

teren na p ó ł n o e od granicy

galicyjsko-węgiers­

8

kiej (obecna granica p o l s k o - c z e c h o s ł o w a c k a ) m i ę d z y d o l i n ą g ó r ­

chosłowacką

nej R o p y a g ó r n e j W i s ł o k i po linię U ś c i e Ruskie —• Smeroko-

v e n s k a " podaje c i e k a w ą i n f o r m a c j ę , że J u r k o v i e j u ż w 1943 ro­

h i s t o r i o g r a f i ę . Cytowana

już „Encyklopedia

Slo­

wiec — przełęcz Malastowska —• M a g u r a —• Ż m i g r ó d . N a t y m

k u r o z p o c z ą ł p r a c ę n a d p r o j e k t o m p r z e k s z t a ł c e n i a terenu b i t w y

n i e w i e l k i m , ale w y b i t n i e r o z c z ł o n k o w a n y m terenie J u r k o v i e zre­

stalingradzkioj w w i e l k i skansen-mauzoleum. N i e w i a d o m o , czy

a l i z o w a ł o k o ł o t r z y d z i e s t u cmentarzy. (Encyklopedia Slovenska

a r t y s t a p r ó b o w a ł k o n t a k t o w a ć się w tej sprawie z w ł a d z a m i ra­

I I , B r a t i s l a v a 1978 liczbę t ę podwaja, nie wiem na j a k i e j podsta­

dzieckimi

wie). I c h o g ó l n ą k o n c e p c j ę r e a l i z a c y j n ą określił w n a s t ę p u j ą c y c h

p l i s t w a , z n a j d u j ą c e g o się w konflikcie z b r o j n y m z Z'SHR, od­

słowach:
„ P o d c z a s g d y m o i w i e d e ń s c y koledzy z a k ł a d a l i p a r k i , w y ­

i co m u

odpowiedziano

( b y l przaoież

obywatelem

d z i a ł y s ł o w a c k i e w a l c z y ł y w op3ra3Ji Stalingrad skiej u b o k u N i e ­
miec). F a k t e m je3t, ż e do realizacji nie d o s z ł o .

139

�T u ż po w y z w o l e n i u J u r k o v i c zaprojoktowal p o m n i k i cmen­

czono obraz M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j i napis po niemiecku,

tarz b o j o w n i k ó w S ł o w a c k i e g o Powstania Narodowego w miejsco­

k t ó r y w przekładzie polskim

wości K r e m n i c k a k o ł o B a ń s k i e j B y s t r i c y . Podobnie j a k w re­

tego obejścia, ż e ziemia setki p o l e g ł y c h t u grzebie, co m ł o d o ż y -

alizacjach

cio oddali w potrzebie, by.ścio ż y ć m o g l i dzisiaj w blasku szczęś-

galicyjskich,

d o m i n a n t ę stanowi strzelista

budowla,

s p o c z y w a j ą c a na p o t ę ż n e j bazie z p r o w a d z ą c y m i do niej scho­
d a m i — wszystko z ciosanego kamienia. N i e m a l c a ł ą f a s a d ę po­

brzmi:

„Pomnijcie wchodząc

do

cia .
Ó w obraz M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j p r z y k u w a n a t y c h ­

m n i k a w y p e ł n i a k o m p o z y c j a z trzech p o ł ą c z o n y c h k r z y ż y , sym­

miast n a s z ą u w a g ę , g d y ż w y r a ź n i e n a w i ą z u j e do t r a d y c j i

b o l wojennej golgoty, a na szczycie — metalowa p i ę c i o r a m i e n n a

packiego malarstwa na szkle. Jego s t y l jest, p o w i o d z i a ł o b y się

gwiazda, wedle wszelkiego p r a w d o p o d o b i e ń s t w a dodana p ó ź n i e j .

po czesku, „ z l i d o v 6 ł y " (niestety, po p o l s k u nie m a s ł o w a „ z l u -

J e d n o c z e ś n i e z a ś , rzecz dla niego bardzo

kar­

charakterystyczna,

d o w t a ł y " , a t a k b y się p r z y d a ł o ! ) J e s t e ś m y j u ż s k ł o n n i p r z y ­

s t a r a ł się s ł u ż y ć l u d z i o m w ich ż y c i u codziennym — p r o j e k t o ­

p u s z c z a ć , żo J u r k o v i c w p a d ł na k o l e j n y o r y g i n a l n y p o m y s ł i za­

w a ł t y p o w e elementy

m ó w i ł obraz u j a k i e g o ś miejscowego majsterka,

do m o n t a ż u

t a k bardzo p o t r z e b n y c h po

domków

jednorodzinnych,

wojnie.

aby

cmentarz

„ u l u d o w i ć " , alo nie.

Z m a r ł w 1947 r o k u . Dzisiaj w B r a t y s ł a w i e wznosi się jego

Autorem

malowidła

jest

jednoroczny

ochotnik —

kapral

o k a z a ł y p o m n i k — w s t y l u , j a k b y to p o w i e d z i e ć , socrealistyczne-

A d o l f Kaspar, jeden z n a j w y b i t n i e j s z y c h czeskich g r a f i k ó w książ­

i m p r e s j o n i s t y c z n y m . Ciekawe, co o formio r z e ź b i a r s k i e j

k o w y c h X X w i e k u . Jego sztuka, j a k zgodnie s t w i e r d z a j ą

owego

m o n u m e n t u p o w i e d z i a ł b y jego „ w ł a ś c i c i e l " .
Ową artystyczną konsekwencję

i twórczą pasję

Jurkovica

m o ż e m y p o d z i w i a ć jeszcze dzisiaj, g d y c h o d z ą c po
N i s k i m n a t r a f i m y na k t ó r y ś z jego

kry­

t y c y , s t a n o w i ł a p r z e w r ó t w edytorstwie czeskim. N a z y w a n o go
Beskidzie

pionierem czeskiej ilustracji dziecięcoj. Kaspar przoczekiwal w o j ­
n ę w Kriogsgraberabteilungu j a k o b e z p o ś r e d n i p o d w ł a d n y J u r ­
k o v i c a , k t ó r e m u prawdopodobnie z a w d z i ę c z a ł ó w c u d o w n y azyl.

cmentarzy.

J e d u a z n a j s ł y n n i e j s z y c h galicyjskich realizacji a r t y s t y , R o ­

Z a j m o w a ł się m . i n . m a l o w a n i e m w i d o c z k ó w cmentarzy

i pro­

t u n d a , to cmentarz o k s z t a ł c i o owalu, p o ł o ż o n y na w i e r z c h o ł k u

j e k t o w a n i e m detali. M a t k a Boska C z ę s t o c h o w s k a z p r z e ł ę c z y M a ­

g ó r y , obecnio p o r o ś n i ę t e j ł a s e m , ale w t a m t y c h czasach o d s ł o ­

ł a s t o w s k i e j ś w i a d c z y o t y m , żo A d o l f Kaspar b y ł a r t y s t ą wszech­

niętej.

Rozpościerał

s t r o n y ; cmentarz

się s t a m t ą d

szeroki w i d o k

na

wszystkie

p o ł o ż o n y b y ł niezwykle malowniczo. D r e w ­

niane k r z y ż e , toporne i szlachetno zarazem, n a w i ą z y w a ł y s w ą

s t r o n n y m , m i a ł z n a k o m i t y warsztat

i z n a ł się na pastiszach;

g d y z a s z ł a potrzeba, u m i a ł r ó w n i e ż b y ć „ l u d o w y " i „ p o l s k i " .
J u r k o v i c wraz z Kasparem m y ś l e l i o zorganizowaniu na M a -

f o r m ą do t r a d y c j i ludowej. G r o b y u ł o ż o n o d o o k ó l n i e , a p o ś r o d k u

ł a s t o w s k i o j czegoś w rodzaju wojenno-patriotycznego

p i ę ć strzelistych, d r e w n i a n y c h w i e ż - k a p l i c , ś r o d k o w a o wyso­

na k t ó r y m i a ł o się z ł o ż y ć k i l k a cmentarzy, zachowane z i e m i a n k i

skansenu,

k o ś c i o k o ł o p i ę t n a s t u m e t r ó w , szalowanych gontem i z w i e ń c z o ­

i o k o p y , a m i ę d z y n i m i , mniej więcej t a m , gdzie dziś schronisko

n y c h k r z y ż a m i . Owe k r z y ż e , widoczne o n g i ś na k i l o m e t r y , obec­

P T T K — p r z y t u ł e k dla inwalidów wojennych z niewielką salą

nie zwalone, zaprojektowane

w y s t a w o w ą . D o toj ostatniej realizacji j e d n a k nie doszło, p r a w ­

byte

b y ł y w sposób przodziwny: wyz­

dosłowności, dopuszczały

wielość i n t e r p r e t a c j i . B y ł y

to

dopodobnie z p o w o d ó w k o m p e t e n c y j n y c h : Kriegsgraberabtoilung

k r z y ż e i n i e - k r z y ż e zarazem. K t o c h c i a ł , w i d z i a ł w n i c h symbolo

z a j m o w a ł się t y l k o t r u p a m i , i n w a l i d z i p o d l e g l i j u ż k o m u i n n e m u .

c h r z e ś c i j a ń s t w a , a k t o nie, t e m u j a w i ł y się j a k o przedhistorycz­
ne, s ł o w i a ń s k i e g o d ł a k u l t o w e , cudem wskrzeszone z p r a d z i e j ó w .
Wspomniane w i e ż e - k a p l i c e , zwane przez n i e k t ó r y c h

gonty-

N i o b y ł b y to z r o s z t ą pierwszy n a s t r o j o w o - f u n k c j o n a ł n y
pleks b u d o w l a n y autorstwa J u r k o v i c a . N a r z u c a j ą

kom­

się t u d o ś ć

z a s k a k u j ą c o analogio z z e s p o ł e m a r c h i t e k t o n i c z n y m , , P u s t o v n y "

n a m i , r ó w n i e ż b y ł y wieloznaczne ideowo. Przede w s z y s t k i m —
nie b y ł y p o m y ś l a n e j a k o kaplice, g d y ż nie m i a ł y w n ę t r z a a n i
c h o ć b y niszy, w k t ó r e j m o ż n a b y u m i e ś c i ć sacrum. B y ł y s a m ą
k o n s t r u k c j ą . J e d y n i e „ g o n t y n a " na P u s t k a c h miościła w sobio
k a p l i c ę oraz s ł u ż y ł a j a k o w i e ż a w i d o k o w a , ale jest r z e c z ą dys­
k u s y j n ą , w j a k i m s t o p n i u b y ł a ona d z i e ł e m J u r k o v i c a , a w j a k i m
Szczepkowskiego. W s z y s t k i e inne b y ł y c a ł k o w i c i e
ne, zbudowane

afunkcjonal-

w y ł ą c z n i e w celu d o p e ł n i e n i a k o m p o z y c j i .

Owe

„ g o n t y n y " , g d y p a t r z a ł o się na nie z d o ł u , rzeczywiście m o g ł y
j a w i ć się n i c z y m tajemnicze, p r a s ł o w i a ń s k i e n i t o miejsce k u l ­
towe, n i grodzisko. W k a ż d y m razie — coś starodawnego,

le­

gendarnego. T y m sposobem scenografia D u ś a n a J u r k o v i c a zna­
komicie s p e ł n i a ł a s w o j ą

r o l ę ; w t a k i e j oprawie

bezsensowna

i w s t r ę t n a ż o ł n i e r s k a ś m i e r ć s t a w a ł a się c z y m ś b a j k o w y m , po­
nadczasowym, w y p e ł n i e n i e m nieuchronnego Przeznaczenia. A wo­
k ó ł w s p a n i a ł a beskidzka p a n o r a m a . P e j z a ż , k t ó r y b y ł przed na­
m i i b ę d z i e po nas. W i ę c p o d z i w i a m y t o wszystko — i w t y m
momencie, z u p e ł n i e m i m o w o l i , przychodzi n a m do g ł o w y i d i o ­
tyczna m y ś l , ż e „ p o l e g ł y m b o h a t e r o m

s ł o d k o się t u t a j ś p i " .

Najczęściej zwiedzany przez t u r y s t ó w i bodaj j e d y n y u t r z y ­
m y w a n y w j a k i m t a k i m stanie galicyjski

cmentarz

Jurkovica,

znajduje się na p r z e ł ę c z y M a ł a s t o w s k i e j , t u ż p r z y szosie z Gorlic
do

Gładyszowa.

Podstawowym

budulcem

jest

tutaj

również

drewno, zastosowane z u ż y c i e m t r a d y c y j n y c h t e c h n i k

ciesiels­

k i c h i l u d o w y c h m o t y w ó w zdobniczych, w y k o r z y s t a n y c h w spo­
s ó b nic b e z p o ś r e d n i , lecz u m i e j ę t n i e p r z e t w o r z o n y c h .

Cmentarz

zrealizowany jest na planie d w u n a s t o b o k u , otoczony

parkanem

z o k r ą g l a k ó w , w i ą z a n y c h w klucz i n a k r y t y c h daszkiem z gon­
t ó w . Contralne miejsce zajmuje c z w o r o k ą t n a b u d o w l a z g r u b y c h
b a l i (bez m o ż l i w o ś c i dostania

się do w n ę t r z a ) , t i o e h ę przypo­

minająca ołtarz, a trochę prasłowiańską warownię. Górą ory­
ginalna kompozycja z k r z y ż y , t w o r z ą c y c h a ż u r , przez k t ó r y w i ­
d a ć niebo i n a t u r a l n ą zieleń lasu. P o ś r o d k u tej b u d o w l i umiesz­

140
1

11. 7. Cmentarz R o t u n d a k . Gorlic, stan z l a t a 1985 r .

�I).

8.

Cmentarz, P r z e ł ę c z

Malastowska, K r z y ż . p r o j . DuSan
stan X 1982 r.

.Turkovie,

opodal g ó r y R a d h o ś t w Beskidach M o r a w s k i c h . R a d h o ś t to gó­

dowego w sztuce! (Ciekawe z r e s z t ą , j a k w y g l ą d a ł o b y to w pra­

ra, p e ł n i ą c a u C z e c h ó w f u n k c j ę narodowego s y m b o l u . Podobno

k t y c e ; materiał wyjściowy

w pradziejach czczono t u s ł o w i a ń s k i e g o boga Radegasta;

co

h a l a ń s k a sztuka l u d o w a , m a z o c z y w i s t y c h p o w o d ó w t a k wiele

p r a w d a , wiadomo o t y m m n i e j z w y k o p a l i s k i p r z e k a z ó w , a wię­

w s p ó l n e g o ze s z t u k ą g ó r a l i z p o ł u d n i o w e j s t r o n y T a t r , ż e b u ­

„ s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o " , czyli pod­

cej z u t w o r ó w czeskich budzicieli X I X w i e k u . Z R a d h o ś t i po­

dowle w „ s t y l u z a k o p i a ń s k i m " , a więc j a k w ó w c z a s wierzono

chodzi jeden z k a m i e n i w ę g i e l n y c h praskiego T e a t r u Narodowego

prapolskim, byłyby

( m i a ł o t o d u ż e znaczenie symboliczne). N i e p r z y p a d k o w o więc

„ p r a s ł o w a c k i m " . Co w tej s y t u a c j i z r o b i ł b y W i t k i e w i c z i jego

w

apologeci ?)

tym

właśnie

miejscu

Jurkowie

w

ostatnich l a t a c h

XIX

w i e k u wzniósł d w a schroniska t u r y s t y c z n e , k t ó r e w p o ł ą c z e n i u

Ale wracając

n i e m a l identyczne z b u d o w l a m i w

stylu

do b i o g r a f i i J u r k o v i c a : m i a ł , z d a w a ł o b y się,

z z a b y t k o w ą dzwonnicą walaską, b u d o w a n ą równocześnie kapli­

wszelkie dane, b y s t a ć się s ł o w a c k i m W i t k i e w i c z e m .

c ą C y r y l a i Metodego oraz w s p a n i a ł ą p r z y r o d ą (lasy, rozległe

wcześniejszej

młodości

i n t e r e s o w a ł się s ł o w a c k ą

Od

naj­

ornamentyką

w i d o k i , j a s k i n i e ) , u t w o r z y ł y dobrze z a p l a n o w a n ą okolicę, gdzie

i a r c h i t e k t u r ą l u d o w ą , r o b i ł szeroko zakrojone badania terenowe

m o ż n a o d p o c z ą ó , p r z e s p a ć się, zjeść i narodowo p o d u m a ć . ( Ó w

na ten t e m a t , p u b l i k o w a ł . U r z ą d z a ł w y s t a w y etnograficzne, b y ł

kompleks wzbogacony z o s t a ł w r o k u 1931 m o n u m e n t a l n y m po­

w swoim k r a j u p i o n i e r e m idei skansenowskiej — i t o z a r ó w n o

s ą g i e m boga Radegasta, w y k o n a n y m przez A l b i n a P o l a ś k a ; lecz

z powodów artystycznych, jak patriotycznych, które t r a k t o w a ł

p o n i e w a ż a r t y s t a od wielu l a t m i e s z k a ł w A m e r y c e , jego

nierozdzielnie.

Ra-

Projektował

budowle

użyteczności

publicznej

degast wykazuje u d e r z a j ą c e p o d o b i e ń s t w o do s z t u k i I n d i a n pre­

z w y k o r z y s t a n i e m e l e m e n t ó w a r c h i t e k t u r y l u d o w e j . S z t u k ę chło­

kolumbijskich.

p s k ą u w a ż a ł za co n a j m n i e j r ó w n o r z ę d n ą sztuce „ w y ż s z e j " i s ą ­

N a t o j e d n a k J u r k o v i c nie m i a ł j u ż w p ł y w u . ) .

W s p o m n i a n e w y ż e j dwa schroniska, „ L i b u ś i n " i „ M a m e n k a "
k o p i a ń s k i m . J ę z y k czeski nie zna
wpływu

budownictwa

o d p o w i e d n i k a tego p o j ę c i a ,

A do tego b y l c z ł o w i e k i e m w y b i t n i e u t a l e n t o w a n y m w k i l k u dzie­

ludowego

na

w s p ó ł c z e s n ą . Owo w r a ż e n i e s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o

architekturę
potęguje

się,

gdy wejdziemy do w n ę t r z a : wszędzie p e ł n o g ó r a l s k i c h ornamen­
t ó w , a na ś c i a n i e , j a k ż e b y inaczej,

na­

r o d o w e j . U z n a w a ł s ł u ż e b n ą rolę a r t y s t y wobec s p o ł e c z e ń s t w a .

namysłu, w stylu

w i ę c p o w i a d a się, ż e schroniska n a Pustevnach s t a n o w i ą cenne
świadectwo

dził, że w i n n a się ona s t a ć g ł ó w n ą siłą n a p ę d o w ą k u l t u r y

za­

są zbudowane, P o l a k p o w i e d z i a ł b y bez

zbójnicy.

dzinach.
Działał jednak w warunkach k r a ń c o w o odmiennych, niż ów­
czesne w a r u n k i polskie.
Przede w s z y s t k i m — n i k t , p r z y j a c i e l czy w r ó g , zwolennik
t a k i e j czy innej orientacji politycznej nie k w e s t i o n o w a ł

faktu,

Uderza d z i w n y f a k t : j a k blisko b y ł J u r k o v i c idei stworzenia

że n a r ó d p o l s k i istnieje. Co do S ł o w a k ó w — jeszcze na p r z e ł o m i e

analogii „ s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o " , c z y l i s ł o w a c k i e g o s t y l u naro­

X I X i X X wieku.rzeez nie b y ł a t a k a jednoznaczna. W ś r ó d pe-

Ш

�Wnej części inteligencji

czeskiej, a t a k ż e i s ł o w a c k i e j , p a n o w a ł

M u s i a ł przecież dostrzeo n i e m a ł o analogii m i ę d z y n i m i a s w o j ą

p o g l ą d , że S ł o w a c y nie s t a n o w i ą o d r ę b n e g o n a r o d u , lecz są częś­

twórczością.

cią narodu czeskiego, j a k np. Morawianie, zaś ich j ę z y k jest od­

w s z y s t k i m j a k o p l a s t y k i a r c h i t e k t . Daremnie jednak na bes­

m i a n ą czeszczyzny. , , W s z k o ł a c h doliczali

k i d z k i c h cmentarzach s z u k a ć w p ł y w u naszych p o d t a t r z a ń s k i c h

S ł o w a k ó w do

Cze­

Jurkovic

pisał

niewiele,

wypowiadał

się

przede

c h ó w . T o dobrze, gdy jest nagle n a r o d u o t r z y m i l i o n y w i ę c e j " —

s z a l e ń s t w na t w ó r c z o ś ć S ł o w a k a ; J u r k o v i c d o p r a c o w a ł się w ł a s ­

szydził z takiego stawiania s p r a w y J a r o s ł a w Haszek. I n t e l i g e n c j a

nego s t y l u , oryginalnie t r a n s p o n u j ą c e g o m o t y w y ludowe.

słowacka

( w ó w c z a s stosunkowo nieliczna), nie c h c ą c

popadać

w k o n f l i k t z Czechami, k t ó r z y stanowili dla niej praktycznie je­

S t a n i s ł a w W i t k i e w i c z i D u ś a n J u r k o v i c chodzili po t y m

dynego sojusznika w walce z m a d z i a r y z a c j ą , s t a r a ł a się tego pro­
b l e m u nie

z a o g n i a ć ; spory czesko-slowackie z a c z ę ł y

sa­

m y m lesie, ale k a ż d y s w o i m i d r o g a m i .
Z a s t ę p c ą k o m e n d a n t a krakowskiego Kriegsgraberabteilungu,

narastać

znanego n a m j u ż majora R u d o l f a B r o c h a , b y l k a p i t a n (po nie­

p ó ź n i e j , po 1918 r o k u . W k a ż d y m razie — proces k s z t a ł t o w a n i a

miecku hauptmann) Hauptmann. Hauptmann Hauptmann b y l

się ś w i a d o m o ś c i narodowej S ł o w a k ó w nie b y l jeszcze na p o c z ą t k u

nie t y l k o h a u p t m a n n e m , ale i p o e t ą . D a w n i e j o genialnych sen­

X X wieku całkowicie zakończony.
S ł o w a c y nie m i e l i swojego odpowiednika Zakopanego. Zdro­

tencjach albo w s t r z ą s a j ą c y c h wierszach m a w i a ł o się, że

winny

być ryte w kamieniu. Hauptmann Hauptmann pisywał

tylko

j o w i s k a na p o ł u d n i o w y c h stokach T a t r b y ł y w ó w c z a s w ę g i e r s k i e .

t a k i e . Jego to b o w i e m g ł ó w n i e a u t o r s t w a są inskrypcje na

S ł y s z a ł o się t u r ó w n i e ż j ę z y k niemiecki i p o l s k i , rzadziej czeski.

l i c y j s k i c h cmentarzach. „ N i e p r z y c h o d ź c i e t u z w i e ń c a m i , lecz

ga­

S p o ś r ó d inteligencji s ł o w a c k i e j t y l k o niewielu c h o d z i ł o w ó w c z a s

z otwartymi

w g ó r y dla p r z y j e m n o ś c i . Z t y c h , a t a k ż e z i n n y c h p o w o d ó w

t r o g i . B ą d ź c i e s i l n i i z w a r c i , w d ą ż e n i u uparci, w y z b y c i egoizmu

nie m o g ł o b y ć m o w y , aby przed r o k i e m 1914 p o w s t a ł o s ł o w a c k i e

i t r w o g i ! " (Biesna). „ T u p o ś r ó d ciemnych l a s ó w , ziół p a c h n ą c y c h

z m y s ł a m i , b y w sercu p r z e j ą ć t y c h m o g i ł przes­

i g ó r b ł y s z c z ą c y c h w d a l i , dzielni żołnierze pokonawszy wroga

c e n t r u m u m y s ł o w o p o r ó w n y w a l n e do Zakopanego.
Dla P o l a k ó w zetknięcie z p r z y r o d ą i ludom t a t r z a ń s k i m było

na

spoczynek się u d a l i . "

(Boskidok). „ O t o nagroda, k t ó r a

po

p o ł ą c z e n i o m swojszczyzny i e g z o t y k i : nasze t o ,

wojnie was czeka: z t y s i ę c y m a ł y c h ź r ó d e ł , w godzinie potrzeby,

polskie, ale j a k ż e inno! D l a ó w c z e s n y c h S ł o w a k ó w —• z a r ó w n o

w e z b r a ł y nasze siły j a k p o t ę ż n a rzeka. Nie d o p u ś ć e i o więc n i g d y ,

góry, jak

p r z e n i g d y , a ż e b y ź r ó d ł a te w y s y c h a ł y , bo t y l k o w t e d y ze znoju

interesującym

c h ł o p w sukiennych p o r t k a c h to

najzwyczajniojszo

oraz k r w i waszej wiosna r o z k w i t n i e p o k o j u . " (Magura Malas­

w świecie elementy k r a j o b r a z u .
Ciekawe, że na t e m a t stosunku J u r k o v i c a do „ s t y l u zako­

t o w s k a ) . „ N i e p l ą c z c i e , że l e ż y m y t a k z dala o d l u d z i , a burzo

p i a ń s k i e g o " w i e m y niewiele. W i e l k i a r t y s t a s ł o w a c k i p r z e b y w a ł

j u ż n a m nieraz we z n a k i się d a ł y . Wszak słońce co d z i e ń rano

w Galicji przez cztery lata. W s p ó ł p r a c o w a ł ze Szczepkowskim

t u nas

( k t ó r y ze „ s t y l e m z a k o p i a ń s k i m " m i a ł b e z p o ś r e d n i e

c h w a ł y " ( R o t u n d a ) . „ B y l i ś m y c z ą s t k ą i tchnieniem m i l i o n ó w ,

doświad­

czenia), U z i e m b l o , s t y k a ł się z i n n y m i c z ł o n k a m i „ P o l s k i e j Sztu­
k i Stosowanej" oraz w ogóle z c a ł ą p l e j a d ą w y b i t n y c h

twórców

polskich. W y d a j e się więc r z e c z ą w y k l u c z o n ą , b y o „ s t y l u

za­

k o p i a ń s k i m " nio słyszał i nio m i a l do niego ż a d n e g o stosunku.

wcześniej b u d z i i wcześniej nas

okrywa purpurą

co u c h r o n i ł y o j c z y z n ę od z g o n u " (Smorekowioc).'
B r o c h i H a u p t m a n n w y d a l i w 1918
dengraber

(Zachodniogalicyjskie

0

roku nakładom

t a r k o m m a n d o K r a k a u niebywale dzieło p t .

Westgaliziache

groby bohaterów).

swej

Gdy

MiliHel-

człowiek

Z p e w n o ś c i ą z n a l a z ł czas, b y w y b r a ć się do Zakopanego, obej­

w s p ó ł c z o s n y w e ź m i e w r ę k ę ten i m p o n u j ą c y

r z e ć willę „ P o d J e d l a m i " czy

m a p k i , p l a n y sytuacyjne, widoczki oraz szczegółowe informacjo

k a p l i c ę na

Jaszczurówce.

m o ż e z n a ł to budowlo jeszcze sprzed w o j n y .

Jak

Być

jo o c e n i a ł ?

na t e m a t k a ż d e g o cmentarza — i l u p o l e g ł y c h , z k t ó r y c h

I I . 9. P u s t o v n y , w i d o k

142

b u c h , oniemieje:

ogólny

puł-

�I I . 10. Cmentarz, P r z e ł ę c z Malastowska. P r o j . Dueon J u r k o v i e , stan X 1982 r.

, ' U . 1 1 . Schronisko , , P u s t e v ń a " (fot. lewa u g ó r y ) , p r o j e k t i f r a g m e n t y realizacji D u ś a n a J u r k o v i c a p r z e b u d o w y b u d y n k u

143

�I I , ] . : . "Pustevny, schronisko „ M a m e n k a " , p r o j . D u ś a n J u r k o v i e , w n ę t r z e j a d a l n i ; i l . 13. Schronisko „ M a m e n k a " o r a z j i a d o l n y m z d j ę c i u
dzwonnica i k r ę g i e l n i a , p r o j . D u s a n J u r k o v i e

k ó w , nazwiska p r o j e k t a n t a i g ł ó w n y c h w y k o n a w c ó w oraz c a ł y
szereg i n n y c h

danych. N i e

znam analogicznego

opracowania

z czasów I I wojny światowej.

Podobne w r a ż e n i e odnosimy, z w i e d z a j ą c cmentarze w tere­
nie. Cóż za s t a r a n n o ś ć w y k o n a n i a , j a k i p o z i o m

artystyczny!

A p r z e c i e ż nie musieli — n a p r a w d ę b y ł o dość w a ż n y c h powo­

Niepodobna nie z a u w a ż y ć , że B r o c h i H a u p t m a n n pracowali
nad s w y m d z i e ł e m , g d y j u ż chyba n i k t nie w i e r z y ł w przetrwa­
nie m o n a r c h i i a u s t r o - w ę g i e r s k i e j . A u t o r o m n a j w y r a ź n i e j to

d ó w , b y p r a c o w a ć j a k najpospieszniej i n a j o s z e z ę d n i e j , a

nie

b a w i ć się w s z t u k ę . Ż e t e ż i m się c h c i a ł o !

nie

p r z e s z k a d z a ł o . Po p r o s t u r o b i l i swoje.

To ostatnie zdanie w i ę c e j m ó w i o nas, n i ż o n i c h .

P R Z Y P I S Y

1

N p . Tadeusz Chrzanowski, M a r i a n K o r n e c k i , Sztuka
Krakowskiej,
K r a k ó w 1982

Ziemi

4

B o y , Pobudka.
Piosenki
„Zielonego
Balonika",
Słówka,
K r a k ó w 1983, s. 164
H a l i n a K e n a r o w a , Od zakopiańskiej
Szkoły Przemysłu
Drze­
wnego do IAceum Kenara,
K r a k ó w 1978
K e n a r o w a , op, c i t .
F r a n t i ś e k ?akavec, Dilo Dulana Jurkoviie,
P r a h a 1929
Encyklopedia
Slovenska,
I I , B r a t i s l a v a 1978
R y s z a r d Montusiowicz, Cmentarze wojenne Beskidu
Niskie­
go i Pogórza, M a g u r y 8 1 , w y d . S K P B , W a r s z a w a 1981
Montusiewicz, op. c i t .
5

2

P ó ź n i e j d o s z e d ł jeszcze o k r ę g jedenasty, o b e j m u j ą c y naj­
b l i ż s z e okolico K r a k o w a . P o d l e g a ł b e z p o ś r e d n i o komendzie Fes t u n g K r a k a u , b u d o w ę cmentarzy p r o w a d z i ł p o w o ł a n y specjal­
nie o d d z i a ł , n i e z a l e ż n y od K r i e g s g r a b e r a b t e i l u n g u ; s t a c j o n o w a ł
on w P r ą d n i k u C z e r w o n y m .
3

Soldatengrnber u n d
к. k. Oewerbefórderungsamte,

K r i e g s d e n k m a l e , Herausgegeben
w y d . Schroll, W i e n 1917

F o t . : A . K r o h , i l . 1—8,

vom

6

7

s

9

1 0

10; Valaske M u z e u m v Prirode, R o z n o v p o d RodhoStem, C z e c h o s ł o w a c j a , i l . 9,

11-13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10217" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10195">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/26cc7056fb74a36381f54f4482394e90.pdf</src>
        <authentication>1297eafa960ff4a512f74c5051fea08a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121479">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3260</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121480">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121481">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3055</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121482">
                <text>Poczet królów francuskich. Ludwik XVII i upiory. Szaleństwo króla Karola / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121483">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.145-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121484">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121485">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121486">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121487">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121488">
                <text>Ludwik Stomma

POCZET K R Ó L Ó W

FRANCUSKICH

Teksty L . Stommy otwierają cykl zatytułowany „Poczet królów francuskich", który ukazywać się
będzie w następnych numerach naszego pisma. W cyklu t y m autor proponuje czytelnikom antropo­
logiczną lekturę historii. Głównym przedmiotem refleksji jest t u obecność m i t u w historii, jego rola
i znaczenie w kszałtowaniu t r a d y c j i historycznej.

LUDWIK XVII I UPIORY

Itain, 10.VI.1795 na ma-leńkim c m e n t a r z y k u p r z y kościele Św.

k o n i e c z n o ś c i wmieszania się w tajomnicze i n i e p o k o j ą c e s p r a w y " .

M a ł g o r z a t y , w dzielnicy jodenastej, wrzucono do zbiorowego gro­

Z n i e c h ę c o n y dezerteruje ze s t a t k u w 1809 i skazany zaocznie

b u z w ł o k i d z i e s i ę c i o l e t n i e g o dziecka. Z m a r ł y m m i a ł b y ć , p o d ł u g

na p i ę ć l a t c i ę ż k i c h r o b ó t , u k r y w a się u h r a b i n y de B o t h u n e —

oficjalnego k o m u n i k a t u , L u d w i k K a r o l K a p e t , c z y l i nierowolu-

jednej ze swoich f a n a t y c z n y c h w y z n a w c z y ń . U j ę t y po

cyjnymi słowy — L u d w i k X V I I , książę Normandii, prawowity

h r a b i n y , w t r ą c o n y zostaje do l o c h ó w B i c a t r e , gdzie nie prze­

następca

staje z m o c ą i r o z p a c z ą p r o k l a m o w a ć swoich p r a w do

tronu Francji,

Ale właśnie — m i a ł

syn

zgilotynowanego L u d w i k a

XVI.

b y ć . Pospieszny, a n o n i m o w y p o c h ó w e k ,

śmierci
tronu.

U m i e r a 8.V.1812 i p o c ł i o w a n y zostaje boz t r u m n y w zbiorowej,

bo t r u d n o m ó w i ć o pogrzebie, w z b u d z i ł uzasadnione, g ł ę b o k i e

w i ę ź n i a r s k i e j fosie, w miejscu k t ó r e j stanie za p a r ę l a t p o m n i k

w ą t p l i w o ś c i . O d pierwszej c h w i l i p o w s t a ł y t e ż

z p e ł n y m z a d u m y napisem : C u i

(a h i s t o r y c y spie­

r a j ą się p o m i ę d z y n i m i do dzisiaj), t r z y zasadnicze wersje w y ­

Cinis

ipsa

d a r z e ń : 1. t a k , to L u d w i k X V I I p o c h o w a n y z o s t a ł 10.VI.1795;

wet p r o c h ó w b r a k !

sunt

cineres?

H e u !

d e e s t ! —• Czyje są te p r o c h y 1 N i e s t e t y ! N a ­

2. nie, L u d w i k X V I I z m a r ł w c z e ś n i e j , u św. M a ł g o r z a t y zakopa­

N a s t ę p c y H e r v a g a u l t nie m i e l i j u ż jego n i e p o k o j ą c e j charyz­

no zaś z w ł o k i innego dziecka podstawionego w jego miejsce;

m y . P o w t ó r z y ł a się t u p o n i e k ą d h i s t o r i a D y m i t r ó w — s a m o z w a ń ­

3. owszem, pochowano dziecko podstawione, ale podstawiono je

ców,

z togo p o w o d u , iż p r a w d z i w y n a s t ę p c a t r o n u z o s t a ł oswobodzony

i a r y s t o k r a t y c z n ą o g ł a d ą t a k , iż przez wielu p o c z y t y w a n y b y ł

z których

pierwszy

czarował

współczesnych

wdziękiem

lub z d o ł a ł się o s w o b o d z i ć z w i e ż y Tempie. Wersje 1 i 2 to m a j ą

szczerze za prawdziwego syna cara I w a n a . Lecz nie narusza się

p r z y n a j m n i e j w s p ó l n e g o , ż e z a m y k a j ą d e f i n i t y w n i o epizod k r ó ­

t a b u bezkarnie. Ś w i ę t o ś ć podeptana przestaje b y ć

tkiego, nieszczęśliwego ż y c i a L u d w i k a K a r o l a . N a t o m i a s t wersja

( s t ą d p o w t ó r n e p o ś w i ę c a n i e k o ś c i o ł ó w w p r z y p a d k u profanacji).

trzecia otwiera d r o g ę do najbardziej fantastycznych spekulacji.

Możesz t y , m o g ę i j a . N a s t ę p n y ł ż e - D y m i t r b y ł j u ż t y l k o o r d y ­

W c i ą g u n a s t ę p n y c h k i l k u d z i e s i ę c i u l a t nie o m i e s z k a ł o z tego

n a r n y m i bezczelnym spryciarzem. N i e k t ó r z y z k o l e j n y c h pseudo-

s k o r z y s t a ć t r z y d z i e s t u conajmniej a w a n t u r n i k ó w , o s z u s t ó w i w i ­

L u d w i k ó w m i e l i p o m i m o to p o w a ż n e a t u t y . I t a k M a t h u r i n B r u -

z j o n e r ó w p o d s z y w a j ą c y c h się p o d k r ó l e w s k ą t o ż s a m o ś ć .

neau p o s i a d a ł z n a k i s z c z e g ó l n e podobne do sygnalizowanych n a

P i e r w s z y m i najciekawszym z t y c h s a m o z w a ń c ó w b y ł nie­

ciele m a ł e g o k r ó l e w i ą t k a ;

Claude P e r r i n dobre p i ó r o ,

wreszcie o s t a t n i

bronił

Jean-Marie H e r v a g a u l t i b y ł b y w t a k i m razie n i e ś l u b n y m synem

-Wilhelm Naundorff,

hrabiego de V a l c n t i n o i s , n a s t ę p c y t r o n u M o n a k o , a więc o d l e g ł y m

nego w otoczeniu L u d w i k a X V I , k t ó r ą z a b i j a ł ć w i e k a n a j t ę ż s z y m

p o w i n o w a t y m L u d w i k a X V I I . W y c h o w a n y w krawieckiej rodzi­

eskpertom .

znakomitą

z

którym

w ą t p l i w i e „ p r e t e n d e n t z Saint L ó " . N a z y w a ł się przypuszczalnie

nie H e r v a g a u l t w St. L ó raz po raz ucieka z d o m u , o c z y m ś w i a d ­

swoich r a c j i ;

świętością

pretendentów,

dokumentację

życia

Karl-

codzien­

1

„ L e r o i est m o r t , v i v e le r o i ! " ( K r ó l u m a r ł , niech ż y j e k r ó l ! ) —

c z ą zapisy k a r wymicrze.nych m u przez kolejne s ą d y za b ę d ą c e

o k r z y k ten, wzniesiony po raz pierwszy 21.X.1422 n a d

p o d ó w e z a s we F r a n c j i p r z e s t ę p s t w e m w l ó g o c z ę s t w o . W k w i e t n i u

t e l n y m ł o ż e m K a r o l a V I , s t a ł się, a ż po X I X w i e k , o b o w i ą z k o ­

1799 skazany zostaje na m i e s i ą c w i ę z i e n i a , w k w i e t n i u 1793 j u ż

w y m elementem r y t u a ł u t o w a r z y s z ą c e g o ceremonii pogrzebowej

śmier­

2

na dwa ł a t a , w l u t y m 1802 na l a t cztery. To w ł a ś n i e podczas

k a ż d e g o w ł a d c y F r a n c j i . Obie części r y t u a l n e g o z a w o ł a n i a s ą t u

u w i ę z i o n i a w V i r c rodzi się w n i m przekonanie o k r ó l e w s k i m po­

r ó w n i e w a ż n o . „ N i e c h ż y j e k r ó l ! " oznacza, ż e zachowana z o s t a ł a

chodzeniu. W r o d z o n y , u j m u j ą c y w d z i ę k i „ b u r b o ń s k i " t y p u r o d y

ciągłość i n s t y t u c j i ; „ K r ó l u m a r ł ! " — iż n a s t ę p s t w o d o k o n a ł o się

z j e d n u j ą m u w k r ó t c e licznych wielbicieli i w y z n a w c ó w . K s i ą d z

w s p o s ó b legalny i p r a w o m o c n y . W m o n a r c h i i p o j ę t e j j a k o sa­

Laffont

c r u m t y l k o ś m i e r ć poprzednika z a p e w n i ć m o ż e p r a w o w i t o ś ć nas­

de Savine, b y ł y preceptor L u d w i k a X V I I

w n i m bez

rozpoznaje

w a h a n i a swojego j a ś n i e o ś w i e c o n e g o podopiecznego.

Rzecz staje się na tyle g ł o ś n a , iż b u d z i ć zaczyna ż y w e zaintere­
sowanie p o l i c j i , a n a w e t samogo jej szefa — s ł a w n e g o

Józefa

t ę p c y . A b d y k a c j a p o m a z a ń c a B o ż e g o jest s p r z e c z n o ś c i ą
w sobie. A b d y k o w a ć m o g ą t y l k o w ł a d c y do iure (jak
V I I I ) ł u b de facto (jak J a n

samą

Edward

Kazimierz), konstytucyjni, ci więc,

Fouche. To zainteresowanie owocuje k o l e j n y m i m i e s i ą c a m i w are­

k t ó r y c h funkcja u l e g ł a z e ś w i e c z c z e n i u , k t ó r z y c z e r p i ą swoje p e ł ­

szcie i p r z y m u s o w y m wcieleniem do m a r y n a r k i wojennej.

Ka­

n o m o c n i c t w o z p r a w a ludzkiego, a nie boskiego. W s z ę d z i e t a m

Talley­

j e d n a k , bez w z g l ę d u na t o , czy b ę d z i e to grupa n a r o d o w a , plo-

pitan okrętu

o t r z y m u j e f o r m a l n y rozkaz z podpisem

r a n d a : „ w p r z y p a d k u n i e b e z p i e c z e ń s t w a u j ę c i a przez A n g l i k ó w ,

mionna, czy r o d z i n n a , gdzie hierarchia w y n i k a z p o r z ą d k u

m a r y n a r z H e r v a g a u l t m a b y ć b e z w ł o c z n i e r o z t r z e l a n y " . D o star­

turalnego, a więc ś w i ę t e g o , przekazanie m o c y d o k o n a ć się m o ż e

cia z A n g l i k a m i r z e c z y w i ś c i e dochodzi i m a r y n a r z H e r v a g a u l t

t y l k o w r a m a c h tego samego p o r z ą d k u , czyli przez ś m i e r ć .

walczy w n i m z t a k ą b r a w u r ą , ż e jego d o w ó d c y publicznie s k a r ż ą
się na, n i e m o ż n o ś ć przedstawienia go do L e g i i H o n o r o w e j „ b e z

na­

Ciągłość i l e g a l n o ś ć i n s t y t u c j i są r ó w n i e w a ż n e . Dlatego wspa­
n i a ł o ś ć namaszczenia n a s t ę p c y

odpowiadać

musi

wspaniałości

145

�pogrzebu poprzednika, w s p a n i a ł o ś ć p o g r z e b u — w s p a n i a ł o ś c i k o ­

b y m i e l i się z ich p o w o d u n i e p o k o i ć o p r a w o w l t o ś ć w ł a s n e j sakry.

r o n a c j i . Z a n i m ś w i a t zobaczy, ż e jest n a s t ę p c a (Ecce r e x ! ) , upe­

D w i e k r ó t k i e n o t a t k i — rozkaz ewentualnego roztrzelania Her­

w n i ć się m u s i i t o dobrze u p e w n i ć o r e a l n o ś c i poprzednika. Po­

vagault i jego list m o b i l i z a c y j n y , t o jedyne oznaki zainteresowa­

grzeb z m a r ł e g o hierarchy m a więe n i e z w y k l e i s t o t n ą

nia a p a r a t u w ł a d z y Napoleona. Dlaczego więc t a k bezlitosne b y ­

funkcję

i n f o r m a c y j n ą — s p e ł n i ć m a zadanie potwierdzenia f a k t u . T e m u
s ł u ż ą s a l u t y a r m a t n i e , bicie w d z w o n y , k o n d u k t y p r z e m i e r z a j ą c e

ł y dla p s e u d o - L u d w i k ó w francuskie

sądy?

H e r v a g a u l t , j a k j u ż p i s a l i ś m y , skazywany b y ł czterokrotnie.

miasta, t e m u wreszcie — t r u d n o o t r y w i a l n i e j s z ą d o s ł o w n o ś ć —

K o l e j n o , na m i e s i ą c , dwa l a t a , cztery l a t a i p i ę ć l a t w i ę z i e n i a .

zwyczaj w y s t a w i e n i a z w ł o k na w i d o k p u b l i c z n y . S p ó j r z c i e ! Zo­

Z czternastu l a t , k t ó r o ż y l po o b w o ł a n i u się n a s t ę p c ą t r o n u , a ż

baczcie s a m i ! U m a r ł . Z a p r a w d ę u m a r ł . Omnis m o r t u u s est. Przy­

dziewięć s p ę d z i ł za k r a t a m i . M a t h u r i n B r u n e a u od

noszono ongiś jedzenie na g r o b y p r z o d k ó w . Czy na pewno w celu,

k i e d y to po raz pierwszy deklaruje s w ą k r ó l e w s k ą

j a k p i s z ą d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n i k l a s y c y ludoznawstwa, „ d u s z na­

p r a k t y c z n i e nie wyjdzie j u ż z celi. W y r o k i Claude P e r r i n o p i e w a j ą

k a r m i e n i a " ? A m o ż e i po t o , b y u p e w n i ć się, żo strawa p o z o s t a ł a

na sześć i d w a n a ś c i e l a t więzienia etc. S ą d z e n i b y l i za w ł ó c z ę ­

n i e t k n i ę t a , ż e więc na pewno

gostwo i dezercję ( H e r v a g a u l t ) , w ł ó c z ę g o s t w o i z n i e w a g ę u r z ę ­

Wiara w zmarłych

umarli,

że p o z o s t a j ą

zmartwychwstanie

zmarłymi.

m o ż l i w a jest

tylko

16.XII.1815,
tożsamość,

d n i k ó w p a ń s t w o w y c h (Bruneau), oszustwo i d z i a ł a n i e na s z k o d ę

w o p a r c i u o p r z e s ł a n k ę , że jeszcze nie z m a r t w y c h w s t a l i , ż e czas

państwa

nie n a d s z e d ł , żo p ó k i co s ą n a d a l n a j z u p e ł n i e j m a r t w i .

d o r f f ) . Z j e d n y m w y j ą t k i e m r o z p r a w y przeciw B r u n e a u

bowiem

zniknął

by

podział

Inaczej

kompetencji, p r z e s t a ł y b y

istnieć

i n s t y t u c j e , n a s t ą p i ł a b y z a g ł a d a naturalnego, ś w i ę t e g o p o r z ą d k u

(Perrin), f a ł s z o w a n i e

1818, t r y b u n a ł y nie z a j m u j ą

pieniędzy

i piromanię

się k w e s t i ą pretensji

(Naun19.11.

genealogicz­

n y c h p o d s ą d n y c h . K a ż d y m o ż e się u w a ż a ć za kogo m u się ż y w n i e

ś w i a t a . N i e bez kozery więc ż y j ą c y po ś m i e r c i s ą w logice m y ś l i

podoba. S ą d z i się za p r z e s t ę p s t w a pospolite, za k o n k r e t n e p r z y ­

mitycznej demonami, upiorami, wampirami — istotami niosący­

p a d k i naruszenia o b o w i ą z u j ą c y c h p r a w .

m i , j a k wszelkie s t w o r y mediacyjne, z a g r o ż e n i e z a g ł a d y ś w i a t a .
Zmarłych

nio grzebie się b y l e gdzie. S ą siedliska

żywych

i odgrodzone m u r a m i g e t t a u m a r ł y c h — cmentarze. Co pewien
czas, p o d pretekstem

„wiecznej pamięci", „święta

zmarłych"

i . t . p . , p r z y c h o d z i m y s p r a w d z i ć , czy a b y nie pouciekali, czy aby
coś nie n a r u s z y ł o ś w i ę t e j n a t u r y rzeczy, czy j e s t e ś m y prawo­
w i t y m i spadkobiercami. D z i w i mnie, p o w t a r z a j ą c e się nagminnie

A j e d n a k w i d m o L u d w i k a X V I I k r ą ż y ł o po salach s ą d o w y c l i .
N i e s ł y c h a n e j , nawet

j a k na

owe czasy, s u r o w o ś c i

wyroków:

d w a , cztery, czy pięć (Bruneau) lat za w ł ó c z ę g o s t w o , nie da się
w y t ł u m a c z y ć inaczej, niż p o d ś w i a d o m y m przekonaniem

jurorów,

ż e u p i o r y nie m a j ą nie do r o b o t y m i ę d z y ż y w y m i l u d ź m i . N a l e ż y
jc d o f i n i t y w n i e o d i z o l o w a ć , b y nie z a k ł ó c a ł y stabilnego p o r z ą d k u
ś w i a t a i n e g u j ą c ś m i e r ć nie u n i e m o ż l i w i a ł y

życia.

w pracach e t n o g r a f ó w , interpretowanie r y t u a ł ó w zaduszkowych,
j a k o spotkania ze z m a r ł y m i . T o ż na grobach rozpala się w t e d y

Ale oczywiście część h i s t o r y k ó w m u s i b y ć za w s z e l k ą conę

o g i e ń . O g i e ń — o c z y s z c z a j ą c y znak s t c r y l n o ś c i , przeciwstawie­

„ r a c j o n a l n a " . Wrogość administracji, j a k i ludu, z k t ó r ą spotykali

nie p ł o d n o ś c i . O t o czego n a p r a w d ę oczekujemy od z m a r ł y c h —•

się bez p r z e r w y s a m o z w a ń c y , s t a r a j ą się t ł u m a c z y ć ich p r z y w a ­

ż e b y j u ż nic nie k o m b i n o w a l i , nie mieszali się do naszych spraw.

r a m i o s o b i s t y m i (Bruneau — p i j a k , P e r r i n — arogant), nastroja­

Ż e b y przez s w o j ą ś m i e r ć p o z w o l i l i n a m ż y ć . V i v e lo r o i !

m i r e p u b l i k a ń s k i m i , lub przeciwnie — o r t o d o k s y j n o - r o j a l i s t y c z -

E r i c Muraise i Maurice E t i e n n o p i s z ą , że d o p ó k i u z u r p a t o r z y

nymi ludności i t d . H m m . . .

Jest z r o z u m i a ł e , żo l u b i m y

wierzyć

t o ż s a m o ś c i L u d w i k a X V I I chodzili po świecie ( t . j . do 1845 — r o k u

w n i e s k a z i t e l n ą r a c j o n a l n o ś ć naszego w ł a s n e g o m y ś l e n i a . Po eo

ś m i e r c i Naundorffa) w ł a d c y E u r o p y i i c h m i n i s t r o w i e nie m i e l i

j e d n a k p r z y p i s y w a ć je t a k uparcie b l i ź n i m z m i n i o n y c h p o k o l e ń .

3

s p o k o j n y c h s n ó w . Jest w t y m bardzo d u ż o przesady. A n i L u ­

C z y ż b y n i g d y nie b y ł o m i t u ?

d w i k X V I I I , a n i K a r o l X , s k ą d i n ą d najbardziej w s p r a w ę za­

A s k ą d i n ą d — c z y ż t a k bardzo nieracjonalny jest p o g l ą d , ż e

mieszani, a n i t y m bardziej L u d w i k F i l i p , nie p r z e j m o w a l i się

skoro z m a r l i m a j ą o d p o c z y w a ć w spokoju, to i m y m a m y do

losami p r e t e n d e n t ó w

tego prawo ?

i ż a d e n znany

d o k u m e n t nie

wskazuje,

P R Z Y P I S Y

1

E . Muraise, M . E t i e n n e , Les treize portes du Tempie
six morta de Louis XVII,
Paris 1980, s. 201—227

et les

2

O s t a t n i raz u ż y t o tej f o r m u ł y 24.X.1824 w Saint
podczas pogrzebu L u d w i k a X V I I I
M u r a i s e , E t i e n n e , op. eit., s. 226
3

Denis

�SZALEŃSTWO KRÓLA K A R O L A

B y ł u p a l n y , sierpniowy d z i e ń 1392 r o k u . Ś w i t a

królewska

w l e k ł a się s t ę p a przez piaszczyste, podobno do k a m p i n o s k i c h ,
lasy hrabstwa Maine. Z b l i ż a n o się j u ż do Mans, k i e d y z m ł o d ­

m u ż więc nie oni s t a l i się bien-aimes, c z e m u ż nie z i c h i m i o n a m i
p o ł ą c z y ł a się p a m i ę ć p a r o k s y z m u narodowego uwielbienia?
Francoise A u t r a n d p r z y p o m i n a o symbolicznej f u n k c j i m o ­

niaka w y s k o c z y ł nagle na d r o g ę n i to ż e b r a k , n i to w ł ó c z ę g a (ab-

narchy w ś r e d n i o w i e c z n y m s p o ł e c z e ń s t w i e . Czy j e d n a k

j e c t i s s i m u m v i r u m — pisze o n i m k r o n i k a r z ) i r o z p o z n a j ą c nie­

wiście p o l e g a ł a ona w t e d y na u t o ż s a m i a n i u p a ń s t w a z w ł a d z ą ? —

o m y l n i e K a r o l a V I z a c z ą ł r o z d z i e r a j ą c o k r z y c z e ć : ,,Zdrada, szla­

T o ż dopiero w d w a i p ó ł w i e k u p ó ź n i e j , 1 3 . I V . 1655, w y p o w i e

chetny k r ó l u , z a t r z y m a j się, nie j e d ź d a l e j ! " W r z e s z c z a ł

tak,

rzeczy­

L u d w i k X I V s w ą s ł a w e t n ą m a k s y m ę „ P a ń s t w o , t o j a ! " , a i on

b i e g n ą c za k r ó l e w s k i m r u m a k i e m , przez k i l k a n a ś c i e m i n u t , a ż

zrektyfikuje

wreszcie niewysluchany i wzgardzony r o z w i a ł się, j a k p o j a w i ł ,

mien

w g ę s t y c h , sosnowych

ale P a ń s t w o pozostaje"). K r ó l F r a n c j i p r z e ł o m u X I V i X V w i e k u

zagajnikach.

j ą przed ś m i e r c i ą o ś w i a d c z a j ą c

dworzanom: „ J e

vais, mais 1'Etat demeurera apres m o i . " ( „ J a o d c h o d z ę ,

m i n u t p ó ź n i e j z n u ż e n i j e ź d ź c y z a t r z y m a l i się na

to przede w s z y s t k i m rex-sacordos, pomazaniec B o ż y , przez Boga

przestronnej, rozpalonej s ł o ń c e m polanie. B y ł o p o ł u d n i e . Część

u k o r o n o w a n y (rex a Doo eoronatus) i w ł ą c z o n y do h i e r a r c h i i nie­

W kilka

orszaku r o z j e c h a ł a się szeroko w z ł u d n y m p o s z u k i w a n i u dobro­

b i a ń s k i e j . P o ś w i a d c z a jego ś w i ę t ą moc nie t y l k o uroczysty ce­

czynnego cienia, i n n i , ś l a d e m k r ó l a , p r z y s y p i a l i w s i o d ł a c h , gdzie

remonial koronacyjnego namaszczenia, czy w y m o w a

insygniów,

k t o s t a n ą ł . L a n c a w ysunęla się z r ę k i zmorzonego s ł o ń c e m pazia

ale r ó w n i e ż c u d o w n y , ś w i ę t y m t y l k o w ł a ś c i w y , dar uzdrawiania

i s z c z ę k n ę ł a u d e r z a j ą c o o s t r o g ę . N a t e n d ź w i ę k K a r o l V I otwo­

chorych*. K r ó l o m , przez i c l i ś w i ę t o ś ć , dano jest t e ż rozumienie

T

r z y ł szeroko

oczy, w y r w a ł miecz z p o c h w y i w o ł a j ą c ,,Chcą mnie

w y d a ć ! B i j z d r a j c ó w ! " rzucił się na w ł a s n y c h dworzan. N i k t
nie ośmielił się b r o n i ć . Uciekano t y l k o , s k r y w a n o się za drzewa,
zastawiano g ł o w y t a r c z a m i . B r a t k r ó l e w s k i , k s i ą ż ę Orleanu, pie­
r z c h n ą ł w las. Z dahi, w y g l ą d a ć t o m u s i a ł o na j a k ą ś s z a l e ń c z ą
z a b a w ę w chowanego. K r w a w a b y ł a t o jednak zabawa. Z a n i m
k o ń k r ó l e w s k i ustal i d o s t o j n y j e ź d z i e c o s u n ą ł się b e z w ł a d n i e na
k u l b a k ę , wrzosowisko z a l e g ł y c i a ł a dziesięciu d w o r z a n , w t y m
czterech r a ż o n y c h ś m i e r t e l n i e . Straszliwa w i e ś ć r o z n i o s ł a się lo­
t e m b ł y s k a w i c y po całej F r a n c j i . K r ó l o s z a l a ł !

z n a k ó w i p r z e z n a c z e ń z a k r y t y c h przed oczyma z w y k ł y c h ś m i e r ­
telników.
W r ó ć m y teraz na c h w i l ę do lasu Mans. A u t r a n d w i d z i w po­
jawieniu

się osobliwego

wróżka

machinację

Zaiste, o r y g i n a l n a t o koncepcja z a k ł a d a j ą c a ,

księcia

Orleanu.

iż t n o ż n a na za­

w o ł a n i e w p ę d z i ć k o g o ś w u t r a t ę r o z u m u . I po co? Czyż nie k o ­
rzystniejsza, a o ileż bardziej pewna, b y ł a b y dla domniemanych
spiskowców

celna s t r z a ł a z kuszy ? P o w i a d a j ą

świadkowie, że

d z i w n y człowiek b i e g ł za k r ó l e m i w y k r z y k i w a ł swojo przestrogi
przez ponad k i l k a n a ś c i e m i n u t . J u v e n a l des Ursins w y d ł u ż a t e n

Choroba nio o p u ś c i j u ż w ł a d c y a ż do k o ń c a jego d n i . N a j ­

czas do godziny. K r ó l a o t a c z a ł o k i l k u d z i e s i ę c i u j e ź d ź c ó w — pa­

pierw b ę d ą t o , j a k w lesie Mans, powtarzalne a t a k i morderczej

ziowie, dworzanie, baronowie, eskorta... Dlaczego więe n i k t nie

f u r i i , p ó ź n i e j coraz d ł u ż s z e okresy a p a t i i i m e l a n c h o l i i . Po p a r u

i n t e r w e n i o w a ł , nie u j ą ł dziwnego p r z y b ł ę d y , nie p o d d a ł

prze­

latach sytuacja znormalizuje się ostatecznie.

s ł u c h a n i o m , nic p r z e p ę d z i ł p r z y n a j m n i e j ? — O d p o w i e d ź

może

Karol V I spędzać

b ę d z i e d n i na polowaniach, ć w i c z e n i a c h rycerskich, grze w pa­

b y ć t y l k o jedna. O t o niespodziewano pojawienie się w ś r ó d lasu

l a n t a . Z ł a t w o ś c i ą opanuje skomplikowane r e g u ł y g r y w szachy.

wieszczej

D o spraw p a ń s t w a o d n o s i ć się jednak b ę d z i e z c a ł k o w i t y m zo­

t a j e m n i c z y i nadprzyrodzony. Świętości m o ż n a się l ę k a ć , nie

b o j ę t n i e n i e m . Ż a d n e b i e ż ą c e w y d a r z e n i a nie b ę d ą go j u ż w sta­

m o ż n a jej natomiast u s u n ą ć ś r o d k a m i , rzec b y się c h c i a ł o , a d m i ­

postaci m i a ł o

dla- t y c h

ludzi średniowiecza

wymiar

n i s t r a c y j n y m i . Niechaj r o z s ą d z i k r ó l - p o m a z a n i e c . Z r e s z t ą do nie­

nie p o r u s z y ć i p r z y w r ó c i ć ś w i a t u .

go i do niego t y l k o zwraca się n i e s a m o w i t y p r z y b y s z .
A było tych wydarzeń niemało.

Państwo

osierocone

przez

m o n a r c h ę z n a l a z ł o się szybko w stanie ostatecznego r o z k ł a d u .
Potężne rody Armaniaków i Burgundczyków wydzierają

sobie

I

k r ó l r o z s ą d z i ł . N i e o g l ą d a j ą c się s p i ą ł k o n i a o s t r o g ą i r u ­

szył

naprzód.

Czy

zlekceważył

nadprzyrodzone

ostrzeżenie ?

w ł a d z ę w k r a j u . Z w a b i e n i w o j n ą d o m o w ą A n g l i c y w k r a c z a j ą po­

O nie! „ P r z e p o w i e d n i a o k r u t n i e go p o r a z i ł a " — zoznaje L e Re-

nownie do F r a n c j i i 25.X.1415 r o z b i j a j ą w p y ł k w i a t j e j rycerstwa

l i g i e u x de S a i n t - D e n y s ; „ U t k n ę ł a m u w głowie i bardzo p o r u ­

na polach p o d A z i n e o u r t . O d l e g ł y , nieobecny duchem K a r o l V I

szyła"

k ł a d z i e w Troyes (21.V.1420) podpis pod d o k u m e n t e m wydzie­

A jednak nie z a t r z y m a ł s i ę , p o d j ą ł

— dorzuca

Jean Froissart,

obaj

świadkowie

naoczni.

straszliwe w y z w a n i e . D l a

d z i c z a j ą c y m z p r a w do t r o n u s w o j ą w ł a s n ą d y n a s t i ę — d y n a s t i ę

współczesnych

p o t o m k ó w ś w i ę t e g o L u d w i k a ! N i e b y ł o w dziejach większej h a ń ­

o s t r z e ż e n i a w y b r a ł z ł y los, ś w i a d o m i e n a ń p r z y z w o l i ł . Zgodził

b y , nie b j ł o w i ę k s z e g o upokorzenia. W w y d a w a n e j przez Pyg­

się na p r z y s z ł e cierpienie, na w z g a r d ę , na niezrozumienie, na

m a l i o n serii monograficznej

obłęd.

ncję"

1

„Królowie, którzy stworzyli

Fra­

przeskakuje się od K a r o l a V wprost do K a r o l a V I I . K a ­

r o l V I Szalony (Charles le F o u ) , j a k b r z m i jogo oficjalne i m i ę
w dzisiejszych p o d r ę c z n i k a c h i encyklopediach, jest ze w s t y d o m
przemilczany.

nie m o g ł o b y ć w ą t p l i w o ś c i . K a r o l V I p o m i m o

Kwestia mitycznej ambiwalencji obłędu — obłędu

dającego

moc — b y ł a j u ż w klasyce etnologicznej w i e l o k r o t n i e analizowana.
D o d a j m y więc t y l k o , ż e s z a l e ń s t w o d o t y k a j ą c e p o m a z a ń c a B o ­
ż e g o m a s z c z e g ó l n ą w y m o w ę i moc. N i e bez kozery p o d k r e ś l a j ą

A p r z e c i e ż k r o n i k a r z e s ą zgodni, iż ten k r ó l o b ł ą k a n y , z h a ń ­

k r o n i k a r z e z n a t r ę t n ą d o b i t n o ś c i ą , iż u m y s ł m i a ł monarcha j a ­

b i o n y , zaprzodany wrogom ojczyzny, b y l j e d n o c z e ś n i e najbardziej

sny, jeżeli t y l k o nie c h o d z i ł o o n i s k o ś ć spraw doczesnych. Cier­

w dziejach F r a n c j i k o c h a n y m . J e m u t e ż j e d y n e m u nadali w s p ó ł ­

pienie K a r o l a V I w ł ą c z a j ą c s i ę w „ p o r z ą d e k w y ż s z y " , n a b i e r a j ą c

cześni w y m o w n e i m i ę Charles lo B i e n - A i m ć — K a r o l V I N a j ­

wymiaru

ukochańszy .

metafizycznego,

Jean D e l u m e a u

H i s t o r y c y nie d o ł o ż y l i n a z b y t w i e l u s t a r a ń b y w y t ł u m a c z y ć

5

staje się f i g u r ą

i Philippe Aries

6

pasji

Chrystusowej.

zauważają,

że

motywy

„ c i e r p i ę t n i c z e " , j a k danse macabre, czy obrazy s ą d u ostatecznego,

t e n paradoks, z a d a w a l a j ą c się, j a k Michelet, o g ó l n i k a m i o l i t o ś ­

z a n i k a j ą w sztuce zachodnioeuropejskiej wraz z u t r a t ą popular­

ci l u d u dla k r ó l a , l u b u r o k u osobistym K a r o l a V I . Jedna F r a n -

n o ś c i przez w ą t e k powszechnego z m a r t w y c h w s t a n i a ( z m a r t w y c h -

chorobą

powstania ciał). Gdzie t r a c i na znaczeniu f i z y c z n o ś ć z m a r t w y c h ­

k r ó l a i c h o r o b ą p a ń s t w a . Stan k r ó l a uosabia i symbolizuje sy­

wstania, idealizuje się r ó w n i e ż i o d r y w a o d swej fizycznej do­

t u a c j ę k r a j u . Przez w s p ó ł c z u c i e d l a m o n a r c h y w y r a ż a się w s p ó ł ­

s ł o w n o ś c i rozumienie cierpienia. Z n i k a s p r z ę ż e n i e zwrotne m i ę ­

czucie d l a sponiewieranej ojczyzny. Przez m i ł o ś ć do niego, m i ­

d z y cierpieniem i odkupieniem. J e s t e ś m y j e d n a k w p e ł n y m śred­

łość do niej. — Czyż j e d n a k za K a r o l a V I I lub L u d w i k a X I ,

niowieczu. Odkupienie (czyż mesjanizm polski nie oprze się p ó ź ­

n a s t ę p c ó w n i e s z c z ę s n e g o w ł a d c y , m n i e j kochano o j c z y z n ę ? Cze­

niej na tej samej p r z e s ł a n c e ) nie m o ż e n a s t ą p i ć bez cierpienia.

coise A u t r a n d

2

stara się z b u d o w a ć p a r a l e l ę p o m i ę d z y

147

�Cierpienie p r z y n i e ś ć m u s i odkupienie. W mistycznej w y o b r a ź n i

w s z a k ż e f i g u r ą s t r a ż n i k a faryzejskiego p r z y b y w a j ą c e g o do ogro­

l u d u francuskiego p o c z ą t k ó w X V w . w y b r a n a ś w i a d o m i e m ę k a

d u oliwnego za p o t o k i e m Cedron, Joanna — a n i o ł a w bieli, sto­

i c h ś w i ę t e g o k r ó l a nie m o ż e b y ć bezcelowa. K o c h a j ą więc tego,

j ą c e g o p r z y o d s u n i ę t y m od g r o b u k a m i e n i u . Potwierdza to nie­

k t ó r y poświęcił się dla n i c h , k o c h a j ą na m i a r ę jego u p o k o r z e ń ,

skazitelna s y m e t r i a n a s t ę p n e j opozycji, gdzie przebudzenie K a ­

h a ń b y i u m ę c z e n i a . N i e b y ł o w dziejach w i ę k s z e g o upokorzenia,

rola V I I (nowego wcielenia ojca) z l e t a r g u jest znakiem zmar­

nie b y ł o więc i w i ę k s z e j m i ł o ś c i . K o c h a j ą c , c z e k a j ą w u t ę s k n i e ­

twychwstania monarchii i słodkiej Francji.

n i u , lecz i z p e w n o ś c i ą na czas odkupienia. J o a n n a d ' A r c m o ż e
przyjść.

K a r o l V I I o k a z a ł się p o t e m w i e l k i m reformatorem,

oswo-

bodzicielem P a r y ż a , z d o b y w c ą N o r m a n d i i . . . P a n o w a ł d ł u g o (39

I J o a n n a d ' A r c p o j a w i a się na scenie. Spotkanie na z a m k u
w C h i n o n 23.11.1429 n a l e ż y do n a j g ł o ś n i e j s z y c h m o m e n t ó w his­
t o r i i ś w i a t o w e j . P r z y p o m n i j m y więc n i e k t ó r e t y l k o

lat) i szczęśliwie i m i a ł d u ż o dzieci ( m . i n . L u d w i k X I i K a r o l
książę

Berry).

elementy.

J a n Baszkiewicz p r z y k ł a d a j ą c s z k i e ł k o i oko do h i s t o r i i F r a n ­

K a r o l V I I — syn N a j u k o c h a ń s z e g o m a j u ż 26 l a t . Jest niezde­

c j i nie wspomina n a w e t o d r a m a t y c z n y c h w y p a d k a c h w losie

c y d o w a n y m , c h w i e j n y m m e l a n c h o l i k i e m . N ę k a j ą go, p a r a l i ż u j ą c

M a n s ; o patetycznej scenie w C h i n o n pisze z a ś k r ó t k o , ż o jest
7

w o l ę , p o g ł o s k i o n i e ś l u b n y m pochodzeniu, w y r o k i t r a k t a t u w T r o ­

„ z a p e w n e n i e p r a w d z i w a " . Przyznaje natomiast, żo „ k r ó l K a ­

yes, j a w n a w r o g o ś ć m i e s z k a ń c ó w

tragicznej

rol V I wegetował w obłędzie" . Chwała ostrożności historyków,

s y t u a c j i k r a j u s p ę d z a w i ę c czas na dworskicli zabawach uchyla­

c h w a ł a p o s z u k i w a n i u p r a w d y przez P wielkie, j a k prawe ucho

j ą c się od wszelkiej o d p o w i e d z i a l n o ś c i w kwestiach p a ń s t w o w y c h .

słonia.

Paryża.

Pomimo

8

I nagle w c ł i o d z i ona. Poznaje go nieomylnie, m i m o przebrania,

E t n o l o g staje przed n i e o d p a r t ą p o k u s ą t r a k t o w a n i a h i s t o r i i

skrytego m i ę d z y d w o r z a n a m i . — , , I d ź do Reims Szlachetny Del­

j a k o m i t u , j a k o p r o d u k t u k u l t u r y poddanego n i e u b ł a g a n y m pra­

finie, t a m b ę d z i e s z namaszczony

i k o r o n o w a n y , t a m staniesz

w o m jej s t r u k t u r . E t n o l o g a nie interesuje j a k t o t a m n a p r a w d ę

się n a m i e s t n i k i e m Pana Niebios i k r ó l e m F r a n c j i " . M a m y t u

b y ł o , ale co b y ł o na t y l e u w y p u k l a j ą c e sens rzeczy, że z o s t a ł o

częściowe p o w t ó r z e n i e s y t u a c j i z lasu Mans. D z i w n a p o s t a ć ro­

z a p a m i ę t a n e ; co i w j a k i e j formie t r a f i ł o do ś w i a d o m o ś c i i b a g a ż u

dem z l u d u (za c h w i l ę uczeni w p i ś m i e b ę d ą p r z e s ł u c h i w a ć Jo­

k u l t u r o w e g o n a s t ę p n y c h p o k o l e ń . Porza clek, k t ó r y etnolog od­

a n n ę , czy nie jest a b y w y s ł a n n i c z k ą d i a b ł a ) , p r z y b y w a j ą c a nie

najduje w h i s t o r i i jest więc innego rodzaju, n i ż p o r z ą d e k i s t o t n y

wiadomo z czyjego poduszczenia

Ł

b y r o z p o z n a ć w ł a d c ę i prze­

dla h i s t o r y k a . P o m i m o t o jestem przekonany, iż g d y b y w y d a ­

p o w i e d z i e ć m u p r z y s z ł o ś ć . Poza t y m j e d n a k samo p r z e c i w i e ń s t w a .

rzenia w C h i n o n m i a ł y b y ć nieprawdziwe, K a r o l V I nie b y ł b y

T a m t e n b y ł , , v i r abjectissimus", J o a n n a jest m ł o d ą d z i e w c z y n ą

s z a l e ń c e m . Po p r o s t u jogo s z a l e ń s t w o nie b y ł o b y w t e d y h i s t o r i i

n a d k t ó r e j n a d p r z y r o d z o n ą p i ę k n o ś c i ą r o z w o d z i się c a ł a F r a n c j a ;

potrzebne. N i e m i a ł o b y sensu. Tymczasem i s t o t ą r z o c z y w i s t o ś c i

t a m t e n energicznego k r ó l a s k a z a ł na o b ł ą k a ń c z y letarg, t a prze­

jest sens.

ciwnie — tchnie e n e r g i ę w k r ó l a p o g r ą ż o n e g o w letargu. Jest
w t y m g ł ę b o k a , m i t y c z n a konsekwencja.

Człowiek z lasu jest

P r o s z ę w i ę c J a n a Baszkiewicza o sprostowanie jednego z d w o j ­
ga.

P R Z Y P I S Y

1

G. B o r d o n o v e , Les rois qui ont fait la France. Les
Vulois,
t . I . Charles V; t . I I . Charles VII, Paris 1985
F . A u t r a n d , Charles VI, Paris 1986
J . L e Goff, Kultura
średniowiecznej
Europy,
W - w a 1970,
s. 272

1

4

5

1

6

3

7

8

M . B l o c h , Les rois thaumaturges,
Paris 1924
J . D o l u m e a u , Le pćchć et la peur, Paris 1983, s. 102—103
P h . Aries, L'homme devant la mart, Paris 1977, s. 109
J . Baszkiewicz, Historia
Francji,
W - w a 1978, s. 168
t a m ż e , s. 163

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10216" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10194">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1fec05d87cd09e29c5d94c1ef074c556.pdf</src>
        <authentication>e36968ce715a94645963a6ec29890c68</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121470">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3257</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121471">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121472">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3052</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121473">
                <text>Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121474">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121475">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121476">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121477">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121478">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

©

ROK

XL

в

•

1 986

Nr

3

polska sztuka ludowa

W

R

O

ZAKŁAD

C

Ł

A

W

-

N A R O D O W Y

W

A

R

S

IMIENIA

Z

A

W

A

-

K

OSSOLIŃSKICH,

R

A

K

Ó

W

-

G

D

A

N

W Y D A W N I C T W O POLSKIEJ

S

K

-

Ł Ó D Ź

AKADEMII

NAUK

�C O N T E N T S

Aleksander J a c k o w s k i

Farewells

Antoni Kroh

Cracow F r a t e r n i t y o f Grave A r t i s t s

L u d w i k Stomma

French Kings' Galaxy.
L o u i s X V I I and P h a n t o m s

145

Charles V I ' s mudnoss

146

Dariusz Czaja, C z e s ł a w R o b o t y c k i

131
.

.

.

.

135

The peasant f a m i l y i n t h e Podlasie region according
t o the w e a k l y „ P r z y j a c i ó ł k a "

149

Zdzisław Mach

E d m u n d R o n a l d Leach

157

E d m u n d Leach

Levels o f c o m m u n i c a t i o n and problemu of taboo
i n an appreciation o f p r i m i t i v e a r t

.

.

.

.

150

E d m u n d Leach

A T r i o b r a n d Medusa?

165

B o r i s Aleksandrowicz R y b a k ó w

Maorounivorse i n the m i c r o m i i v e r s o o f folk a r t

1G7

Wojciech B i a l o p i o t r o w i c z

Problems o f folk a r t i n the O r t h o d o x p a i n i t i n g

Zofia Szanter

i n v i e w o f some examples f r o m the Carpathians

171

17th C e n t u r y icons i n the M u s z y n a region

17У

Tadeusz Chrzanowski

The tree o f d e a t h

Marian Kornecki

The B o c h n i a cycle o f dance macabre

.

.

197
presentation.

M a r g i n a l note o n the c o n t i n u i t y o f the

memento

mori m o r i l i z i n g m o t i f i n the Provinces i n the 19tli
century
Granite f o l k sculpture i n E a s t e r n Podlasie

Alicja Małeta
Wojciech Krasuski

.

.

207
221

Crosses a n d way-side shrines as signs o f space
division

Aleksander J a c k o w s k i

225

A n d r z e j Grzelachowski a n d

his B l a c k

African

Sculpture
Zofia G r ó d e c k a

233

Many-generation t r a d i t i o n i n f o l k e m b r o i d e r y

Halina Kenarowa

.

239

&gt;,It's never t o o l a t e ! " . The p a i n t i n g o f J a n i n a
Orynżyna

249

Aleksander J a c k o w s k i

Janina O r y n ż y n a

252

Aleksander J a c k o w s k i

J a d w i g a Jarnuszkiewiczowa

253

REDAGUJE

ZESPÓŁ:

der J a c k o w s k i
czyńska-Iracka,
redaktora

Zbigniew Benedyktowicz, Ewa

(redaktor
Jan

naczelny), E w a

Krzysztof

naczelnego)

oraz:

Makulski,
Zofia

Jerzy

Bisiak,

Aleksan­

redakcji), Anna K u n Roman

Reinfuss

Jarnuszkiewiczowa,|

Redakcji:

Iwińska

(z-ca
Hanna

Swiderski.

techniczny — G r a ż y n a M i ę t u s . T ł u m a c z e n i a — Piotr Paszkiewicz,
lena

Adres

Łoziński,

j Jadwiga

Szewczyk-Wierzbicka, Jan
Redaktor

Fryś^Pietraszkowa,

K o r u l s k a (sekretarz

(ang.) i N a t a l i a S t a s i ń s k a

I n s t y t u t S z t u k i P A N , u l . D ł u g a 28, 00-950 W a r s z a w a ,
994, t e l . 31-32-71/4, w e w n . 227, 229.

Rękopisów nie zamówionych redakcja nie zwraca.

Magda­

(ros.).
skr.

poczt.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10215" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10193">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aec42c496af57fa955ecd3f1cf93c8ab.pdf</src>
        <authentication>0baf68e0fc1187c1559f2a3533637da6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121460">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3258</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121461">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121462">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3053</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121463">
                <text>Pożegnania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121464">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.131-134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121465">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121466">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121467">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121468">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121469">
                <text>П. 1. B r o n i s ł a w Surowiak, P a m i ę c i J a d w i g i Jarnuszkiewicz, rys. tuszem, w y k . 11-30
listopada, 1986 r.

Aleksander Jackowski

POŻEGNANIA

N i e m a l k a ż d y m i e s i ą c przynosi smutne w i a d o m o ś c i — odcho­

sie. Nie u m i e m y p i ę k n y c h d e k l a r a c j i ,,o p o p i e r a n i u " w p r o w a d z i ć

d z ą starzy mistrzowie s z t u k i l u d o w e j , o s t a t n i k t ó r z y b y l i jeszcze

w c z y n , a m o ż e po p r o s t u nie p o t r a f i m y s z a n o w a ć

z w i ą z a n i ze s w y m ś r o d o w i s k i e m ,

z w ł a s z c z a t y c h l u d o w y c h , w istocie bezimiennych...

jogo etosom i u p o d o b a n i a m i ;

o s t a t n i , k t ó r z y jeszcze dla swego ś r o d o w i s k a p r a c o w a l i . K o ń c z y
się ta faza ludowej t w ó r c z o ś c i , k t ó r ą m o ż n a n a z w a ć

„autenty­

twórców,

T y m c z a s e m o d c h o d z ą ludzio, a z n i m i p a m i ę ć f a k t ó w .
wczoraj ż y w e jeszcze w p a m i ę c i nosicioli t r a d y c j i ,

po

Do

ich zgonie

c z n ą " , a więc z g o d n ą z w o l ą ś r o d o w i s k a i nie p o b u d z a n ą do ż y ­

z a c i e r a j ą się, s t a j ą p r z e s z ł o ś c i ą t r u d n ą j u ż d z i ś do o d t w o r z e n i a .

cia z z e w n ą t r z .

N a naszych oczach t e r a ź n i e j s z o ś ć staje się h i s t o r i ą , a w ó w c z a s

Nie wszystkie w i a d o m o ś c i o ś m i e r c i t w ó r c ó w d o c i e r a j ą

do

pozostaje d o j m u j ą c e

poczucie w i n y , że nie

zdążyliśmy

kogoś

nas, i n s t y t u c j e z a j m u j ą c e się k u l t u r ą nie z w y k ł y ś m i e r c i ludo­

w p e ł n i p o z n a ć , o p i s a ć , u s z a n o w a ć . T a k jest o c z y w i ś c i e zawsze,

w y c h a r t y s t ó w k w i t o w a ć n a w e t s k r o m n y m nekrologiem w pra­

ale etnograf szczególnie n a d t y m boleje, p o n i e w a ż z i s t o t y s w y c h

232

�z a i n t e r e s o w a ń z w i ą z a n y jest z c z ł o w i e k i e m j a k o o s o b o w o ś c i ą , ale

E d w a r d

też j a k o ż y w ą k r o n i k ą p r z e s z ł o ś c i . W ł a ś n i e dlatego t y l e serdecz­

w y b i t n y r z e ź b i a r z , najciekawszy w nurcie ,,1'art b r u t " .

n y c h w i ę z ó w ł ą c z y nas z l u d ź m i , z t w ó r c a m i czy nawet i n f o r m a t o ­

Józef

r a m i ( k t ó r y c h bogate relacje zamieniamy p ó ź n i e j na p ó l zdania

g r o d y za t w ó r c z o ś ć r e l i g i j n ą i m . B ł . B r a t a

Sutor

z Nowego T a r g u (15.04.1917—1.01.1984),

S e r w i k z

9

L u b a n i a (1906—25.05.1987), laureat

na­

Alberta.

l u b znaczek w odpowiedniej r u b r y c e a n k i e t y ) . A ludzie, k o n k r e t n i

S t a n i s ł a w

Mika

ludzie ? W wirze p r a c y m a m y n a d z i e j ę , że k i e d y ś

A p o l i n a r y

P a s t w a z W ą g l i k o w i c , w o j . g d a ń s k i e (22.07.

się spokoj­

nie s p o t k a m y , z d o ł a m y d o w i e d z i e ć wszystkiego, co b y n a l e ż a ł o .

1899—23.08.1985).

I niemal n i g d y t a c h w i l a nie n a s t ę p u j e , pozostaje t y l k o s m u t n a

W ł a d y s ł a w

refleksja, że z n ó w się s p ó ź n i l i ś m y . M y — ludzie, m y — pismo.

1901—23.09.1986).

S p ó ź n i a m y się c i ą g l e . Jest nas za m a ł o , ciągle trzeba wybie­
r a ć , co r o b i ć , co d o k u m e n t o w a ć . Czy t o co ż y j e , powstaje

na

S t a n i s ł a w

z Paszyna (1909—01.1987).

Szulc

M a j o w s к i ze Sternalic, w o j . c z ę s t o c h o w s k i e

W ł a d y s ł a w

od zapomnienia — j u ż w ostatniej c h w i l i ? D y l e m a t w naszych

knych rzeźb religijnych.

w a r u n k a c h nie do r o z w i ą z a n i a . W rezultacie s p ó ź n i a m y się zaw­

M i e c z y s ł a w

sze i w s z ę d z i e ( K i m jest etnograf? z a p y t a n o m n i e w czasie spot­

(1922—2.11.1984.)

k a n i a z m ł o d z i e ż ą . C z ł o w i e k i e m , k t ó r y zawsze się s p ó ź n i a ! —•

Franciszek

o d p o w i e d z i a ł e m spontanicznie).

(1902—23.12.1985).

A l e to nie t y l k o nasza n i e u d o l n o ś ć — p r z y c h o d z i m o m e n t ,

(7.03.

(1922—13.08.1986).

naszych oczach, czy t e ż t o , co odchodzi, co b y się c h c i a ł o ocalić

gdy k o ń c z y się j a k a ś formacja, g d y nagle czas ulega j a k b y przys-

z Kościerzyny, woj. gdańskie

Józef

Potoniec

z R o g u k . St. S ą c z a t w ó r c a p i ę ­

(9.06.1904—6.03.1983).

Ż e g l i ń s k i
Chrobak

z Regnowa, w o j . skierniewickie
z Malej S t r a o o n k i , w o j . bielskie

W o j c i e c h o w s k i

z M a r k o w e j , w o j . pilskie (1908—

3.03.1984).

spieszeniu. Jeszcze przed k i l k u l a t y m ó w i l i ś m y o s t a r y c h ś w i ą t karzach, z a s t a n a w i a l i ś m y się, k o m u z n i c h d a ć n a g r o d ę t a k ą czy

D o d a j m y , że nieco w c z e ś n i e j

zmarli:

i n n ą — a t u nagle o d c h o d z ą , jeden po d r u g i m . R z e ź b i a r z e , ma­
l a r k i , t k a c z k i , garncarze, k o w a l e . W d n i u p r z y z n a n i a n a g r ó d za

Józef

twórczość religijną

W ł a d y s ł a w

1927—20.02.1981) w y b i t n y r z e ź b i a r z p o d e j m u j ą c y w zdumiewa­

С h a j e c, nie z d ą ż y ł j u ż o d e b r a ć n a g r o d y i m . Oskara K o l b e r g a

jąco głęboki i twórczy sposób t e m a t y k ę Ewangelii, którego w y ­

J ó z e f

s t a w y p o r u s z a ł y do głębi w i d z ó w . L a u r e a t n a g r ó d i m . B r a t a A l ­

i m . Brata Alberta

umarł

J a n o s . To t y l k o ostatnio.

P a t r z ę na listę o s ó b , k t ó r e niedawno z m a r ł y , zastanawiam się

L u r k a z

B y s t r z y c y G ó r n e j , b . p o w . ś w i d n i c k i (5.05.

berta oraz i m . Oskara K o l b e r g a .

co ich ś m i e r ć znaczy, co d e f i n i t y w n i e zmienia. Z a c z n ę od г z e ź b у ,
t u s t r a t y s ą n a j b o l e ś n i e j s z e , najbardziej widoczny koniec dawnej

ł u s z y n a k . G ó j s k a , p o w . sierpecki (5.06.1897—17.05.1977). T w o ­

formacji

r z y ł a r z e ź b y „ p r y m i t y w n e " o d u ż e j sile w y r a z u , lakonicznej i m o ­

rzeźby—potrzebnej

J ó z e f J a n o s

własnemu środowisku.

Zmarli:

z D ę b n a k . Nowego T a r g u (1895 — 8.08.1985).

Chyba j u ż o s t a t n i z wiejskich

ś w i ą t k a r z y , k t ó r y rzeźbił kap­

l i c z k i stawiano p r z y drogach, f i g u r y do k o ś c i o ł ó w .
wę s w y c h prac w K r a k o w s k i m

1

Miał wysta­

Muzeum Etnograficznym.

Lau­

Chajec

z K a m i e n i c y G ó r n e j k . J a s ł a (1904—

(Szczypawka-Gołębiowska)

z Ka­

n u m e n t a l n e j formie. O artystce i j e j d z i e ł a c h n a p i s a ł g ł ę b o k i e ,
z n a k o m i t e s t u d i u m Jacek O l ę d z k i .
Józef

Sobota

1 1

z R e g u t k . O t w o c k a (8.03.1894—1.07.1979)

jeden z najciekawszych r z e ź b i a r z y s a m o r o d n y c h o w ł a s n e j w i z j i
artystycznej.

reat n a g r o d y i m . Oskara K o l b e r g a .
W ł a d y s ł a w

P t a s z y ń s k a

1 0

Helena

12

Aleksander

S ł o m i ń s k i

z D ą b r ó w k i Nowej k. Węgo­

znako­

rzewa (2.12.1885—19.03.1974) r z e ź b i a r z s a m o r o d n y , jeden z os­

m i t y rzeźbiarz, rysownik, gawędziarz, kronikarz dawnych czasów.

t a t n i c h , k t ó r y c h m o ż n a z a l i c z y ć do n u r t u ,,1'art b r u t " . Z a c z ą ł

Pisano o n i m wiele, p u b l i k o w a n o jego l i s t y i t e k s t y , , k r o n i k a r ­

t w o r z y ć m a j ą c 86 l a t .

8.03.1985). Jeden z najciekawszych t w ó r c ó w l u d o w y c h ,

s k i e " (w „ L i t e r a t u r z e L u d o w e j " ,

„ P o l s k i e j Sztuce

Ludowej").

2

Grucela

Gajewski

1 3

z Julinków k. Kutna

(1905—27.07.1982)

r z e ź b i a r z n i e m a l ż e nieznany, bardzo i n t e r e s u j ą c y .

Laureat n a g r o d y i m . Oskara K o l b e r g a .
•Józef

Jan

„ J u d a " z Ł o m n i c y k . Piwnicznej,

woj.

n o w o s ą d e c k i e (1898—25.06.1982). R z e ź b i a r z r n a ł o znany, cieka­
w y , o k t ó r y m — m a m n a d z i e j ę — napisze jego kolekcjoner i p r z y ­

Marian

B r u d e k

z

B o g o r i i , w o j . tarnobrzeskie

18.07.1981), r z e ź b i ą c y o d 1950
Wymieniam

oczywiście

(1895—•

r.

tylko

tych

rzeźbiarzy,

o

których

jaciel &lt;lr B o l e s ł a w N a w r o c k i . Grucela napewno n a t o z a s ł u g u j e .

ś m i e r c i w i e m . A l e i t a k s t r a t a jest niepowetowana, odeszli znako­

Wojciech

m i c i t w ó r c y , n i e m a l wszyscy s p o ś r ó d t y c h , k t ó r z y się w y w o d z ą

Oleksy

z Paszyna k . Nowego S ą c z a (1903—
:

z d a w n y c h t r a d y c j i . I l u jeszcze żyje „ b o g o r o b ó w " , k t ó r z y t w o ­

Laureat nagrody

r z y l i dla w ł a s n e j s p o ł e c z n o ś c i . Jedna osoba, dwie? a m o ż e j u ż

28.01.1985), n a j w y b i t n i e j s z y ś w i ą t k a r z z Paszyna, ten o d k t ó
jego z a c z ę ł a się historia r z e ź b y tego o ś r o d k a .
im. Brala

3

n i k t . . . Z n u r t u ,,1'art b r u t " p o z o s t a ł o t e ż nie w i ę c e j niż d w ó c h

Alberta.

J a r o s ł a w

В e г n a s ie w i с z

z Jaworzni-Gniewiec,

woj.

naprawdę wybitnych

rzeźbiarzy (Stanisław H o ł d a i

Stanisław

—

Zagajewski). Ci, co t w o r z ą w s p ó ł c z e ś n i e , n a l e ż ą j u ż do generacji

ogrodu, gdzie z g r o m a d z i ł k i l k a s e t swych r z e ź b o t e m a t y c e głó­

m ł o d s z e j , p r a c u j ą c e j przede w s z y s t k i m „ d l a m i a s t a " . Reprezen­

wnie historycznej i p a t r i o t y c z n e j . *

t u j ą n a s t ę p n ą fazę istnienia s z t u k i l u d o w e j , k i e d y t o p o d w p ł y w e m

kieleckie (1.06.1908—24.01.1984), t w ó r c a s ł y n n e g o m u z e u m

rizczopan
1083)

Mucha

z Szal k . Sieradza (16.12 1908—8.02.

znakomity rzeźbiarz

o bardzo i n d y w i d u a l n y m

obliczu,

] Lórogo prace pokazano m . i n . w 1980 r. n a w y s t a w i e w P a ń s t w o ­
w y m Muzeum Etnograficznym w Warszawie.
S t a n i s ł a w

Cierniak

1124—20.10.1981), r z o ź b i a r z
klerze s w y c h p r a c .

bodźców z zewnątrz „twórcy ludowi" rzeźbią „ w stylu ludowym"
dla obcego sobie o d b i o r c y , o i n n y c h upodobaniach estetycznych
i wzorcach

kulturowych.

5

Malarstwo.

z Wdzydz k. Węgorzewa

(23.02.

zaliczyć

o bardzo i n d y w i d u a l n y m

chara-

R a t y n ę

do

W ś r ó d k i l k u malarek, k t ó r y c h d z i e ł a m o ż n a

ludowych,

śmierć zabrała

dwie —

W e r o n i k ę

z Tomaszowa Lubelskiego (1895—1975)

malującą

6

Y'.' ł a d у s ł a w W ó j c i k

naiwne o b r a z y — m a k a t k i oraz K a t a r z y n ę
14

sierpecki

(22.11.

z Z i e l o n k i k . K r a k o w a (14.12.1896—17.05.1982).

LS93—26.03.1983), k t ó r e g o w y s t a w y zorganizowane w

Płocku

nie t w o r z ą c a j u ż , u m ę c z o n a ż y c i e m D o r o t a L a m p a r t z

•л M u z e u m M a z o w i e c k i m ,

z O s ó w k i , b . pow.

G a w ł o w ą

a p ó ź n i e j w Warszawie

Zostały

—

Zawoi

(Państwowe

i M a r i a n n a W i ś n i o s ze wsi Rataje ( w o j . kieleckie), a t a k ż e zna­

M u z e u m Etnograficzne, 1982) s t a ł y się s w o i s t ą r e w e l a c j ą , u k a ­

k o m i t a w s w y c h m a l a r s k i c h wizjach M a r i a W n ę k o w a z Nowego

z u j ą c t w ó r c z o ś ć bardzo c i e k a w ą , o cechach „ n a i w n y c h " . A r t y s ­

S ą c z a , ale j ą n a l e ż a ł o b y raczej z a l i c z y ć do n u r t u ,,1'art b r u t "

ta odznaczony Z ł o t y m K r z y ż e m
•Sianisław

Zasługi.

7

( w y w o d z ą c e g o się z m a t e r i i l u d o w e j k u l t u r y ) . Pozostali to j u ż

R e k o w s k i z W i ę c k o w y c h k . K o ś c i e r z y n y na

Pomorzu G d a ń s k i m (14.06.1895—1.04.1984) t w ó r c a r z e ź b i zna­
k o m i t y c h p t a k ó w , l a u r e a t n a g r o d y i m . Oskara K o l b e r g a .

132

8

lepsi czy gorsi a m a t o r z y wiejscy.
O d c h o d z ą malarze „ n a i w n i " . E p o k a N i k i f o r ó w dobiega k o ń ­
ca. I z o l a c j a n a t u r a l n a „ o d k u l t u r y " k o ń c z y się, pozostaje izo-

�lacja w y n i k ł a z potrzeb psychicznych, z ucieczki od ś w i a t a zew-

F r y d e r y k

n ę t r z n o g o . D o h i s t o r i i p r z e s z ł y nazwiska N i k i f o r a ,

rach k . Ostrowca Ś w i ę t o k r z y s k i e g o (1.07.1917—12.09.1986). O n

z m a r ł 13.04,1984 r . w Poznaniu u r . w 1894 r .
Rybkowski.

Kto

p o z o s t a ł w tej

Karulaka,

W ł a d y s ł a w

dziedzinie

twórczości?

B ą b e l ,

najlepszy garncarz o ś r o d k a w K o s z a ­

t o w ł a ś n i e w p r o w a d z i ł do r e p e r t u a r u o ś r o d k a f o r m y i o r n a m e n t y
18

z a c z e r p n i ę t e z c e r a m i k i w y k o p a l i s k o w e j . Z m a r ł t e ż i n n y garn­

Z n a p r a w d ę u t a l o n t o w a n y o h , obdarzonych w ł a s n y m w i d z e n i e m

carz

ś w i a t a , w ł a s n ą p o e t y k ą c h y b a j u ż t y l k o L u d w i k W i ę c e k . Bardzo

b r n y m K r z y ż e m Zasługi A l e k s a n d e r

z r e s z t ą schorowany i s ł a b y .

1984) a w U r z ę d o w i e ( w o j . lubolskie) — J e r z y

Z p o ś r ó d w y b i t n y c h m a l a r z y n u r t u nieprofesjonalnego odno­
t o w a ć trzeba ze s m u t k i e m ś m i e r ć Z b i g n i o w a

Radkego

ośrodka

ostrowieckiego (Denkowskiego) odznaczony Sre­

(1899—1985), a z Czarnej
Czesław

W s i Kościelnej

Piechowski

Kraszowski.

s t a w i a ł wiele, z w ł a s z c z a w Szwecji, gdzie szczególnie go ceniono.

miki J ó z с f K a ź m i e r c z a k

bel

(19.08.1913—22.04.1984)

pold

W r ó b e l

oraz

Wró­

t a k ż o z Szopienic

Leo­

(1922—21.04.1984).

z K a r t u z (14.01.1914—14.12.

W Zakopanem z m a r ł stolarz-artysta J a n

T y l k a

(11.06.

Stowarzyszenie T w ó r c ó w L u d o w y c h , k t ó r o p o d a ł o m i wiele
d a n y c h do tego t e k s t u z a s y g n a l i z o w a ł o

w c i ą ż r o z w i j a s i ę . Ś m i e r ć w y r w a ł a z grona najlepszych

Zofię

G a b r y ś

Zakopanego

A n t o n i

1983).

latach,

z

oraz

Z m a r ł t a k ż o t w ó r c a polewanej czarnej cera­

to, reaktywowano w pięćdziesiątych

R o j - G ą s i o n i c ę

1 9

1911—6.11.1986), laureat nagrody i m . Oskara K o l b e r g a .

W ś r ó d m a l u j ą c y c h na szkle sytuacja jest n i e p o r ó w n a n i e le­
psza, m a l a r s t w o

Wite k

(woj. białostockie)

(1926—1984)

z G d a ń s k a (14.05.1921—27.02.1985). B y l c z ł o n k i e m Z P A P , w y ­
Z m a r l i t a k ż e znani malarze ś l ą s c y : g ó r n i k P a w e ł

K r a w c z y k (1924—-

(16.08.1923—6.06.1981),

k t ó r a wraz z H o l e n ą R o j - K o z ł o w s k ą oraz m i e s z k a j ą c y m obocnio
w U S A — J a n o m J a c h y m i a k i e m ) p i o r w s i z a c z ę l i m a l o w a ć po

sądeckie

t a k ż o zgon

Józefy

(1897—1986) h a f c i a r k i z T y l m a n o w e j , w o j . nowo­
oraz

tkaczki A n n y

К o s i а с к i e j (1906—1985)

z Gro to wic w w o j . p i o t r k o w s k i m .
Żognamy takżo M i c h a ł a

Słowika

D z w o n a (1906—

wojnio na szkło (w 1952 г . ) . Skromna, o w i e l k i m p i ę k n i e w o w -

—27.08.1980) wiolce z a s ł u ż o n e g o zbieracza p i e ś n i i z a b y t k ó w ,

n ę t r z n y m , z d ą ż y ł a jeszcze k r ó t k o p r z ó d ś m i e r c i ą o d e b r a ć pre­

w s p ó ł t w ó r c ę m u z e u m w rodzinnej Szczawnicy.

13

O d e s z ł a cala plejada l u d z i , k t ó r z y odegrali w i e l k ą r o l ę we

C i ę ż k o chora, w p a r a d n y m s t r o j u g ó r a l s k i m , dowieziona przez

w p r o w a d z a n i u s z t u k i ludowej do ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j , k t ó ­

o r d y n a t o r a szpitala z Zakopanego

r z y z a j m o w a l i się t ą t w ó r c z o ś c i ą , pisali o n i o j :

Franciszek

K o t u l a ,

K a z i m i e r a

stiżową

nagrodę

i m . Brata Alborta

za

twórczość

religijną.

do K r a k o w a , u c z e s t n i c z y ł a

w ceremonii rozdania n a g r ó d , i m p o n u j ą c h a r t e m ducha i g o d n o ś c i ą
Śmierć S a b i n y

M a s e ł b a s

z W a s i l ó w k i (19.11.1897—

1984) w y r w a ł a z grona t k a c z e k d y w a n ó w d w u o s n o w o w y c h a r t y ­
s t k ę w y b i t n ą , w y r ó ż n i o n ą n a g r o d ą i m . Oskara K o l b e r g a .

1 6

Rów­

M i e c z y s ł a w

Gładysz,

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a ,
Aleksander

R y b i c k i ,

Longin

Wanda

Malicki,

Jostowa.

cze: K a z i m i e r z P i e t k i e w i c z , k ś . E d w a r d

nie z n a n ą i w y b i t n ą t k a c z k ą z Wasilówki (woj. białostockie) była

Janina

A l e k s a n d r a

a t r u Dzieci w B ę d z i n i e , organizator p r z e g l ą d ó w

R a d u l s k a

(1903—1986).

S p o ś r ó d z n a n y c h , nagradzanych t w ó r c ó w szopek k r a k o w s k i c h

Jan

O r y n ż y n a ,

Dorman.

Działa­
Nitka,

z n a k o m i t y r e ż y s e r , b . d y r e k t o r Te­
herodowych

Inspiratorzy, ci, którzy stworzyli

„szkolę

(1920—1984), p r ó ­

p o l s k ą " w pedagogico artystycznej w p r o w a d z a j ą c inwencje l u ­

b u j ą c y s w y c h sił t a k ż e w r z e ź b i e (chyba n i g d y i c h publicznie

d o w y c h t w ó r c ó w do r ę k o d z i e ł a czy w z o r n i c t w a p r z e m y s ł o w e g o —

n i e p o k a z a ł ) oraz Z y g m u n t G r a b a r s k i (1922—1.05.1984).

Wanda

z m a r l i w ostatnich l a t a c h : J a n

M a l i k

W ś r ó d mistrzów wycinanki w y b i t n ą rolę odgrywała Z o f i a
F i j a ł k o w s k a - W i e c h n o
z Wierznowic k . Łowicza
(1914—17.06.1985). W y k a z y w a ł a d u ż ą i n w e n c j ę t w o r z ą c tema­
tyczne k o d r y ł o w i c k i e w y c h o d z ą c e poza dawne schematy k o m ­
p o z y c y j n e . Z a j m o w a ł a się t e ż z d o b n i c t w e m i z b . B r a t j e j na­
p i s a ł m i w l i ś c i e : „ Z m a r ł a ś m i e r c i ą g ł o d o w ą na n o w o t w ó r k r t a n i .
B ę d ą c w s z p i t a l u j a k t y l k o m o g ł a s i e d z i e ć w ł ó ż k u w y c i n a ł a prze­
różne cudeńka."

Telakowska,

Maria

Bujakowa.

Kil­

k a l a t t e m u m o ż n a b y ł o k o n t y n u o w a ć i c h d o ś w i a d c z o n i a , prze­
k a z y w a ć m ł o d y m i c h p r a k t y k ę d z i a ł a n i a . D z i ś j u ż na t o za p ó ź ­
no. G o r z k o . . .

17

W 1986 z m a r ł a (ur. w 1898 r . ) M a r i a n n a
morników w woj. piotrkowskim,
twórczyni bukietów,
Zmarła H o l e n a

B ą k

z Ko­

znana t k a c z k a , w y e i n a n k a r k a ,

K n u t z W d z y d z , w o j . g d a ń s k i e (14.12.

także J a d w i g a

...Zapewne nic w y m i e n i ł e m t u w s z y s t k i c h , z a s ł u ż o n y c h dla naszej
kultury n a r o d o w e j ,

z m a r l i sami nie p i s z ą , nie wszyscy toż

b y l i z w i ą z a n i z „ C e p e l i ą " i S T L . Ograniczam t e ż t ę listę w zasadzio do o s ó b k t ó r o z m a r ł y w ostatnich 3 l a t a c h . Odczuwam nie­

pająków.

1916—31.03.1982) w y k o n u j ą c a p i ę k n e p l e c i o n k i z k o r z e n i sosny.
Zmarła

*

J u r g i e l e w i c z

takiego

t y l k o , zbiorowego p o ż e g n a n i a .

wymioniam,

znalom, z n i e k t ó r y m i

Wielu

z

tych,

łączyło maio coś

znacznie g ł ę b s z e g o niż z n a j o m o ś ć . K i e d y i c h teraz w s p o m i n a m ,

Krokoci

w y r a ź n i e odczuwam ich b r a k . P r z e c i e ż z a w d z i ę c z a m i m nio t y l k o

w w o j . s u w a l s k i m (1901—19.03.1984) t w ó r c z y n i p l a s t y k i o b r z ę ­

r a d o ś ć o g l ą d a n i a p i ę k n y c h r z o ź b , o b r a z ó w czy t k a n i n , ale i coś

dowej a s z c z e g ó l n i e p a l m ; a t a k ż e
wski

z Kadzidła,

S t a n i s ł a w

w o j . ostrołęckie

z

dosyt

których

Jechno-

(1906—13.04.1986),

ple-

znacznie

ważniejszego. K i m b y ł b y m , jako myślący i

czujący

człowiek bez k o n t a k t ó w z Chajeem, R a d k i e m , W i e c h n o - F i j a l -

cionkarz, jeden z n i e l i c z n y c h u nas w y c m a n k a r z y . W K a r t u z a c h

b o w s k ą , Szczypawką a zwłaszcza P o t o ń c c m , Zosią

zmarł

n i c ą , k t ó r y c h h a r t ducha i w e w n ę t r z n e p i ę k n o u c z y ł o m n i e po­

lutnik

A u g u s t y n Mielowczyk

(28.08.1917—17.04.1985),

Roj-Gąsio-

o s t a t n i w y r a b i a j ą c y na Kaszubach diabelskie skrzypce, burczy*

kory" i ludzkiej g o d n o ś c i . K i m b y ł b y m

basy i bazuny, n a P o d h a l u z a ś , w Zakopanem,

budowniczy

L u r k i , bez jogo r z e ź b , z a m y ś l e ń i m ą d r o ś c i , k t ó r e j nie z a s t ą p i

S t y r c z u l a - M ^ ś *

ż a d e n i n n y k o n t a k t , na wot z l u d ź m i w y b i t n y m i i w s p a n i a ł y m i .

instrumentów ludowych S t a n i s ł a w
n i a k.

Józefa

P o n i e w a ż k a ż d y człowiek jest w swej istocio n i e p o w t a r z a l n y ,

Garncarstwo (podobnie j a k k o w a l s t w o ) n a l e ż y do r z e m i o s ł ,
k t ó r e g i n ą , nie m a d o p ł y w u m ł o d y c h sił, nie m a

bez p r z y j a ź n i

dostatecznych

b o d ź c ó w do p o d t r z y m a n i a d a w n y c h o ś r o d k ó w i r o d z i n n y c h war­
s z t a t ó w . Z p o ś r ó d d z i a ł a j ą c y c h jeszcze t w ó r c ó w odeszli:

jodyny. Zwłaszcza twórca, artysta

a więc t o n , k t ó r y czuje wię­

cej od i n n y c h , a nierzadko i cierpi więcej o d i n n y c h .
S z t u k a l u d o w a t o nio t y l k o w y r o b y . T o przede w s z y s t k i m
ludzie.

133

�PRZYPISY

1

A . K o w a l s k a - L e w i c k a , Józef Janos, rzeźbiarz ludowy z Dębna,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 8, 1954 n r 3; W . "Waligóra, Bogactwo
jest tu nic. O rzeźbach i wierszach Józefa Janosa,
K r a k ó w 1979
(w z w i ą z k u z w y s t a w ą r z e ź b Janosa); A . J a c k o w s k i , Józef
Janos
Ш5—1985),
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 4 1 , 1986 n r
1/2;
A . K r ó l i , Współczesna
rzeźba ludowa Karpat Polskich,
Wrocław—
Warszawa 1979
J . i A . Czerepinscy, Władysław
Chajec, rzeźbiarz
ludowy
z Kamienicy
Górnej, pow. Jasło, „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " R . 15,
1961 n r 4; F . K o t u l a , Kodeks
AD 1967 Władysława
Chajca,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 26, 1972 n r 3; t e n ż e , On i ja (o W ł a ­
d y s ł a w i e Chajcu), „ L i t e r a t u r a l u d o w a " 1974 nr 6; A . K r o l l ,
op. cii.: T . Szotele-Zauchowa, Współcześni
rzeźbiarze,
ludowi
województwa
rzeszowskiego, R z e s z ó w 1973 (nota).
A . K r o l l , op. cit., t e n ż e , Paszyński
ośrodek plastyki
ludowej,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 39, 1985 n r 1/2
J . K . W ó j c i k , Jana, Bernasiewicza
,,Małe
Muzeum
w Jauorzni",
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 36, 1981 n r 2; t o n ż e ,
Mcister
Jan und sein ,,Kleines
Museum",
Leipzig—Weimar
1986
H . O l ę d z k a , Rzeźby Szczepana Muchy ze wsi Szale (katalog
w y s t a w y ) , P a ń s t w o w o M u z e u m Etnograficzne, Warszawa 1980,
t a m bibliografia a r t y k u ł ó w o rzeźbiarzu.
S. Cierniak, Mój życiorys
oraz Fragmenty
u
pamiętnika,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 37, 1983 n r 3/4; D . Szutkowska.
Początek
i koniec Cierniakowego
świata t a m ż e ; M . P o k r o p e k .
Jarmark
płocki. P ł o c k 1975 (nota).
W . Dowlaszewicz, Twórczość rzeźbiarska
Władysława
Wójcika
(katalog w y s t a w y ) . M u z e u m Mazowieckie. P ł o c k 1982; M . Po­
kropek, Jarmark
płocki, P ł o c k 1974 ( n o t a ) ; F . M i d u r a ,
Sierpecki
ośrodek twórczości ludowej, nowe odkrycie — Władysław
Wójcik,
„"Notatki p ł o c k i e " , 1972 n r 2; W . K r a u z e , „Diabłica
po świecie
chodzi", „ Ż y c i e W a r s z a w y " , 6—7.11.1982
N o t a w k a t a l o g u n a g r ó d : Kolberg 1978—1984, W a r s z a w a
1984
2

3

4

5

6

7

8

9

L . J o ń c z y k , Edward
Sutor,
rzeźbiarz
świeckiej
prawdy,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " R . 26, 1972 n r 2; H . Ś r e d n i a w a ,
E . R o d z i k , Edward
Sutor, rzeźbiarz
z Nowego Targu,
„Polska
S z t u k a L u d o w a " R . 26. 1972 n r 4; ciż, „Inni".
Wystawa
rzeźby
Edwarda,
Sutora
z Nowego Targu
(katalog), W a r s z a w a 1971;
A . Polio, Przedziwne wizje Edwarda
Sutora,
„Dziennik Polski",
10—11.01.1971; A . O s ę k a , Figura bez imion, „ P o l s k a " , 9.09.1971
S. M a r c i n i a k , Józef
Lurka,
rzeźbiarz
ludowy.
Świdnica
1983. B o g a t o i l u s t r o w a n a k s i ą ż k a zawiera b i b l i o g r a f i ę prac
0 a r t y ś c i e . P o n a d t o : S. M a ł k o w s k i , Wspomnienie
o
rzeźbiarzu
Józefie Lurce, „ T y g o d n i k Powszechny", 28—29.03.1981; K . Gerliczowa, Lurka — rzeźbiarza z bożej laski, „ K u l t u r a D o l n o ś l ą s k a " ,
1982 n r 1
J . O l ę d z k i , Pacierze Szczypawki.
Uwagi o zależności
dzieła
sztuki od poglądów estetycznych i etycznych artysty, „ P o l s k a S z t u k a
L u d o w a " , R . 30, 1976 n r ' 1
M . P o k r o p e k , Życie i twórczość rzeźbiarska
Józefa
Soboty,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R . 28, 1974 n r 2; A . J a c k o w s k i ,
Sobota i inni, t a m ż e .
M . P o k r o p e k , Jarmark płocki, P ł o c k 1974 (nota).
J . Ł o d z i ń s k i , Katarzyna
Gawłowa
( w s t ę p do k a t a l o g ó w
w y s t a w y w M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m ) , K r a k ó w 1978; t e n ż e ,
Katarzyna
Gawłowa
— malarka
z Zielonek,
„ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , R . 33, 1979 n r 3; t a m ż e , K. Gawłowa o swym
życiu
1 malowaniu (орг. A . J a c k o w s k i ) .
M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1976 (nota).
N o t y w k a t a l o g u n a g r ó d : Kolberg 1978, Warszawa 1978;
M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1979
N o t a w : Wybitni twórcy ludowi XX-lecia
(opr. J . Jarnusz­
kiewicz, A . K u n c z y ń s k a ) , „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R . 2 1 ,
1967 n r 4 ; A . Ś w i ą t k o w s k a , k a t a l o g w y s t a w y a r t y s t k i , Ł o w i c z
1979, M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1974 (nota).
M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1974 (nota).
M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1974 (nota).
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

I I . 2. M a r i a n B r u d e k z B o g o r i i

Fot. J. Łodziński, i l . 2; J. Świderski, i l . 1

134

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10214" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10192">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aa4331077c983082bb7c9768ef3479af.pdf</src>
        <authentication>4b847d4135e9bc5ce175a5ed31f21042</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121450">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121451">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121452">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3050</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121453">
                <text>Wspomnienia pośmiertne - Józef Janos (1895—1985) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121454">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.122-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121455">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121456">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121457">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121458">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121459">
                <text>I

W

S

P

O

M

N

I

E

N

I

A

P

O

Ś

M

I

E

R

T

N

E

Aleksander J a c k o w s k i

JÓZEF JANOS

J a n o s ' , t o cały rodzdzial w h i s t o r i i rzeźby l u d o w e j . Postać

(1895—1985)

dojrzały do n i e j , zatroskany t y l k o o rzeźby, które

zostawia.

wyjątkowa, b a r w n a . A ż dziw bierze, że dopiero w 1985 r o k u o t r z y ­

Możo i nie dlatego, że chciał, a b y go w s p o m i n a n o , ale w prze­

mał pierwsze ważne wyróżnienie — nagrodę i m . Oskara K o l b e r g a .

świadczeniu, że wyraził w n i c h sprawy ważne, że t o były rzeźby

Zmarł 8 l i p c a l 9 8 5 г., n i m jeszcze nagroda t a została m u wręczona.

do modlenia się, i t o i m przydawało znaczenia. W l a t a c h rozpa­

Nie w i e m , czy zdążono go o niej powiadomić, nie w i e m n a w o t ,

noszonego

czy

p o t r z e b y turystów n i c z y m I n d i a n i n z r e z e r w a t u — Janos był

zechciałby

ją

przyjąć,

był b o w i e m człowiekiem

wielkiej

modelu

„twórcy

autentycznym

cepeliowskiego",

skromności, choć i wielkiej d u m y . Pochowano go, j a k chciał, we

jeszcze

franciszkańskim habicie, n a c m e n t a r z u w Dębnie, o b o k słynnego

Chajec, L u r k a , W i n c e n t y K r a j e w s k i .

artystą

ludowym,

który

zaspokaja

j a k Kudła,

Piłat,

drewnianego kościoła, perły europejskiej a r c h i t e k t u r y drewnianej.

Józef Janos urodził się w Dębnie 10 g r u d n i a 1895 r o k u .

Rzeźbił ołtarze i f i g u r y do różnych kościołów, do Murzasichla,

W dzieciństwie pomagał r o d z i c o m w gospodarce, pasł gęsi, k r o w y .

Dębna. Rzeźbił o d kilkudziesięciu l a t , zawsze z powagą, staran­

M i m o biedy w d o m u ukończył czteroklasową szkołę wiejską. G d y

n i e , j a k umiał. B y ł artystą, jeśli p o d t y m słowem rozumieć nio

miał 19 l a t powołano go do w o j s k a austriackiego i walczył n a

t y l k o zawód, ale i postawę. Życie przeżył godnie, w trudzie alo

froncie w K a r p a t a c h W s c h o d n i c h . J a k pisze E d w a r d Waligóra:

i k o n t e m p l a c j i . Przez l a t a budował d o m , góralski, p r a w d z i w y , bez

„ P o dwóch l a t a c h wrócił stamtąd j a k z piekła, z głębokim urazem

jednego żelaznego gwoździa, d o m w którym żył prawie j a k pustel­

p s y c h i c z n y m . W o j n a porozrzucała m u myśli. Wrócił j a k o i n w a l i d a

n i k . Kochał t e n d o m , z t a k strasznym t r u d e m p o s t a w i o n y , prosił

z odmrożonymi s t o p a m i . " Toteż we w s i n a z y w a l i go i n w a l i d e k .

n a w e t , b y t a m , w ogrodzie, go pochowano. Żył myślami o spra­

W 1931 r . rozpoczął budowę własnego d o m u . Sam wykonywał

w a c h w i o l k i c h i ważnych, twórczość i w i a r a splatały się w jedno.

prace stolarskie, snycerkę. Ręce miał sprawne, t o co robił podo­

Modlił się żarliwie, a kadencje słów cisnęły m u się na usta, w l a m e

bało się sąsiadom, nieraz więc proszono go o zrobienie

m o d l i t w y , olśnienie światem, dziełem stworzenia. Rozpościerał

zdobionej l i s t w y , łyżnika czy s k r z y n k o w e j k a p l i c z k i . Zaczął rzeź­

arkusze

pakowego

p a p i e r u i klęcząc

n a podłodze

2

zydla,

zapisywał

bić. Dlaczego ? Po p r o s t u , ktoś p o w i n i e n był poprawić uszkodzoną

cisnące m u się na usta słowa. Turyści, których nie znosił, bo m u

figurę w kapliczce, wykonać nową — a o n miał k u t e m u n a j ­

przeszkadzali s w y m natręctwem i bezczelnością, w y d z i e r a l i m u

większe zdolności, miał p r z y t y m więcej czasu o d i n n y c h . N i e

te wiersze. Niektóre z n a m y , opublikował je w z n a k o m i t y m k a ­

traktow-ał t a k i c h zadań zarobkowo, g d y widział, że gdzieś skra­

t a l o g u prae Janosa, i n i c j a t o r i a u t o r w y s t a w y , E d w a r d Waligóra.

dziono z k a p l i c z k i świątka — dorabiał nowego i wstawiał. N a j ­

Czytane j a k o poezja wydają się surowe, czasem znakomite, t o

p i e r w była t o n o r m a l n a , logiczna praca, wynikająca z potrzeby

znów roztopione w gadulstwie. B o też nie są to wiersze doprowa­

społecznej i jego możliwości, dopiero później przyszła świadomość,

dzone do f o r m y , raczej zapisy słów, obrazów, myśli, zapisy n a

że rzeźbiąc staje się artystą. Potencjalnie mógł n i m być, zważyw­

żywo tego, co m u się cisnęło n a myśl.

szy nie t y l k o u z d o l n i e n i a m a n u a l n e , ale i dyspozycje

że musiał zostać rzeźbiarzem. S e t k i l u d z i , a może i więcej, m a

I d z i e ona nic nie czeka

t a k i e potencjalne dyspozycje,

N i e obziera się t u n a nic

dopiero życie sprawia, że je nie­

którzy zaczynają realizować. W p r z y p a d k u Janosa zaważyły n a

Ona zdąża do swych granic...
Rzeźbił przede

psychiczne,

refleksyjność, wrażliwość, religijność. A l e wcałe nie znaczy t o ,

Szumi woda szumi rzeka

w s z y s t k i m postacio świętych, k a p l i c z k i , stacje

Męki. Często posługiwał się rzeźbą płaską, w desco. Postacie b u ­

tej realizacji d w a f a k t y : zajmowania się przez niego snycerką,
i istnienie zapotrzebowania n a rzeźby w środowisku.

dował zwarte, ale s k r z y n k i kapliczek dekorował bogato, i t e n

K i e d y wybuchła w o j n a był już dojrzałym artystą l u d o w y m ,

snycerski ornament z taką obfitością stosowany pełni tę samą

świadomym tego, co r o b i . Po w o j n i e należał do pierwszych,

rolę, co k w i a t y zdobiące święty wizerunek.

których dostrzeżono i doceniono. Oglądał a l b u m y , znał już dzieła

W

3

l a t a c h pięćdziesiątych wyrzeźbił też k i l k a płaskorzeźb

przedstawiających

K o p e r n i k a , Matejkę, W i t a

Stwosza,

Wiele

razy podejmował t e m a t reprezentacyjny d l a Podhala — postać

W i t a Stwosza, wiedział, że n i g d y i m nie dorówna, ałe że i o n —•
prostaczek — bez niczyjej r a d y , bez n a u k i , idzie w ślady t y c h ,
którzy przed n i m rzeźbili.

harnasia, zbójnika. Czynił t o z przekonaniem. Pamiętam, w 1952 r.
spotkałem go, g d y szedł, j a k w każdy czwartek, z Dębna do N o ­

J a prostacek, j a prostacek

wego T a r g u — po gazetę. Był jeszcze w t e d y ciekaw życia i dopiero

Jestem n i c nieokrzesany

później zaczął się izolować o d świata n a rzecz m o d l i t w y i myśli

T y l k o w drzewie dłubać, wiercić

o sprawach najważniejszych.

Jestem t o w t y m zakochany

(...)

Oczywiście, można skwitować jego osobę d y k t e r y j k a m i . T o

„ J a b y m chciał przejść przez t e n a r t y z m " , pisał, wyrażając

t a k i e łatwe i efektowne. Można się śmiać, że pluł w o b i e k t y w y

swe marzenia. Jego szkołą, podobnie j a k w i e l u i n n y c h „bogoro-

aparatów f o t o g r a f i c z n y c h , szczuł psa n a gości,

zakłócających

b ó w " była p r a k t y k a , powtarzanie p o d o b n y c h ujęć, t y c h samych

jego spokój, że w jego chałupie żyły całe t a b u n y m y s z y , że się

tematów. N a u k a n i e poprzedzała p r a c y (jak t o się dzieje w k u l ­

poruszał j a k p a n H u l o t w f i l m a c h Tati'ego. A l e czy t o ważne ?

turze „ w y s o k i e j " ) , jedno i drugie ściśle się łączyło ze sobą.

Myślę, że nieraz t a k i e „malownicze" spojrzenie s k r y w a rzeczy­

Pozostawił dorobek znaczny, ale i n i e j e d n o l i t y . Można w n i m

wistą prawdę o człowieku. D l a m n i e Janos, t o przede w s z y s t k i m

j e d n a k znaleźć dzieła dojrzale, w y b i t n e — j a k choćby rzeźby,

człowiek w i e l k i e j p o w a g i , a r t y s t a w najgłębszym

które wykonał do kościoła w M u r z a s i c h l u .

sensie

tego

słowa, wrażliwy n a przyrodę, kształt, k o l o r , słowo; wrażliwy n a
sprawy e t y k i , w i a r y . Umierał, pogodzony

122

z myślą o śmierci,

Wiorzył, że t o , co r o b i jest potrzebne, n a w e t w t e d y , g d y
t r a k t o w a n o go j a k dziwoląga, g d y k r y t y k o w a n o jego f i g u r y

�w kościele.

Wierzył w dar t a l e n t u , którym został obdarzony

Odszedł, jeden z o s t a t n i c h , którzy t w o r z y l i jeszcze d l a swego

i który błądząc i męcząc się m u s i realizować — b y spełniło się
jego przeznaczenie.

środowiska, do kapliczek i kościołów, którzy w dzień dzisiejszy
wnieśli żywą tradycję l a t m i n i o n y c h .

4

P R Z Y P I S Y
Janos czy Janas 1 Pisano jego nazwisko d w o j a k o . W 1966 r.
napisałem do niego, prosząc o rozstrzygnięcie t e j k w e s t i i . Po
krótkim czasie otrzymałem o d niego l i s t : „Pisze się m n i e J a n o s . "
A p o d t y m widniał p o d p i s : Józef Janas.
E d w a r d Waligóra, Bogactwo jest tu nic. O rzeźbach i wier­
szach Józefa Janosa,
Kraków 1979 ( W y d a w n i c t w o w związku
1

2

z wystawą, zorganizowaną przez M u z e u m Etnograficzne w K r a ­
kowie). T a m b i b l i o g r a f i a .
A n n a K o w a l s k a - L e w i c k a , Józef Janos,
rzeźbiarz ludowy
z Bębna, „ P o l . Szt, L u d . " , R. 8, 1954 n r 3
A n t o n i K r o h , Współczesna rzeźba ludowa Karpat
Polskich,
Ossolineum, Wrocław—Warszawa 1979, s. 73
3

4

123

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10213" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10191">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/31ebd6bf2d723c89746f66da07c210cd.pdf</src>
        <authentication>07ba588ec5c2377268aef82a8800572b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121441">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121442">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121443">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3051</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121444">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121445">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.124-128</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121446">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121447">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121448">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121449">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

#

S U M M A R Y OF

The general subject of the present issue is bost expressed
i n the t i t l e o f P. A r i e s ' book „Man i n the A r t i c l e of D e a t h " .
T h i s s i t u a t i o n , as w e l l as b u r i a l customs are presented i n v i e w
of different f o l k a n d non-folk cultures. A. Jackowski's i n t r o ­
d u c t o r y essay ,,Several t r u i s m s a n d reflexions on d e a t h , f o l k
c u l t u r e , a n d the w a y of considering its p r o d u c t s " stresses t h e
i m p o r t a n c e o f eschatological problems. A l t h o u g h n o t always
t a l k e d a b o u t , death is b o u n d t o have somo influence on people's
behaviour. Рог those who believo death is b u t the v e r i f i c a t i o n
o f t h e i r life. The d e a t h topos is present i n f o l k l o r , f o l k a r t ; the
w o r k s of t h i s a r t , however, have never been described w i t h
the reference t o the b a c k g r o u n d of ideas w h i c h b r o u g h t t h e m
i n t o being. The range o f subjects m a y be seen, for instance, i n
the l i s t of problems t h a t c o u l d have been presented i n t h i s issue.
The f r a g m e n t of Aries' book shows the , , r e j e c t i o n " of death i n
the Wostern bourgeois c u l t u r e i n the second h a l f of the 19th
and the 2 0 t h c e n t u r y .
D y i n g , death, become shameful subjects, t h a t are n o t spoken
of a n d discussed i n f r o n t o f the d y i n g person. D e a t h is h a n d e d
over t o doctors a n d is seen as a , , d i r t y " m a t t e r . People die i n
solitude a n d i t is o n l y statesmen a n d o u t s t a n d i n g personages
t h a t have solemn funerals w i t h the crowds o f people present. The
solitude of one's d y i n g i n h o s p i t a l , p a r t i c u l a r l y of people w h o
do n o t believe i n life after life, is discussed b y K . Gebert, a psy­
chologist, i n the article ,,To bo before d e a t h " . The t w o texts
are c o u n t e r p o i n t e d b y consecutive articles; J . T w a r d o w s k i ,
a priest a n d poet, i n the paper , , W r i t t e n i n a n o t e - b o o k " presents
his reflexions o n the p r e p a r a t i o n for death b y people w h o believe
i n God, he discusses t h e i r a t t i t u d e , d i g n i t y , and readiness for
death. Aries' t e x t is counterpoised b y the texts of the peasants:
t h a t o f T . Gajda and J . M i t e r a w h o present behaviour of d y i n g
people, t h e i r relatives a n d neighbours, as w e l l as funeral customs
t h a t t h e y came t o k n o w , b o t h d i r e c t l y a n d i n d i r e c t l y . The
a c c o m p a n y i n g photographs show t h a t the whole of the village
c o m m u n i t y takes p a r t i n these events, i n the funeral, i n the
f i n a l p a r t i n g w i t h the dead. W . Sadowski, i n t u r n , speaks about
funerals i n the O r t h o d o x Church on the example of the Gorzów
Wielkopolski.
I n her article „ F o l k images of d e a t h " A . K o w a l s k a - L e w i c k a
points o u t t h a t i n the c o u n t r y death never evoked fear. D y i n g
was a n a t u r a l sequence t o life, t h u s one always h a d t o be ready
for i t . E v e r y member of peasants' c o m m u n i t y was f a m i l i a r w i t h
d e a t h , since a l l the village p a r t i c i p a t e d i n funerals. Religious
beliefs contained some elements f r o m the p r e - c h r i s t i a n era
a n d t h e y referred t o the soul t h a t showed the same features,
needs a n d emotions as the deceased. The soul's life after life
was i m a g i n e d i n the e a r t h l y w a y (heaven as a b i g r o y a l c o u r t ,
h e l l as t o r t u r e chambers). D e a t h was personified a n d i m a g i n e d
as a creature w h o comes t o c u t the t h r e a d o f one's e a r t h l y life
on God's order. She used t o appear a t the bed of the d y i n g
together w i t h a d e v i l a n d an angel f i g h t i n g for his soul. She
c u t the t h r e a d of the dying's life w i t h a scythe (or sickle), freed
the soul f r o m the b o d y a n d l e d i t t o God's J u d g e m e n t i n the
c o u n t r y o f the dead. A c c o r d i n g t o other beliefs, the soul h a d to
f i n d i t s w a y t o the a f t e r w o r l d o n i t s o w n , overcoming a l l the
arising obstacles. D e a t h was i m a g i n e d as a skeleton dressed
i n a w h i t e sheet, w i t h a scythe i n h a n d (folk t r a d i t i o n , stories,
N a t i v i t y plays, w a i t s , the so-called herods). I n Southern P o l a n d
death, even i n greatest colds, was bare-footed a n d was carried
f r o m house t o house on people's backs. There also exists another
image of death (it is n o t to be f o u n d i n the C h u r c h i c o n o g r a p h y ) ;
she is personified b y a strange w o m a n , f r e q u e n t l y i n a w h i t e
shawl, w h o appears unexpectedly a n d sometimes grows to u n ­
n a t u r a l size. Such a h u m a n - l i k e death also showed some h u m a n
features, for instance s y m p a t h y ; she w o u l d , for example, let
a m o t h e r o f l i t t l e c h i l d r e n live. She k n e w h o w to show g r a t i t u d e .
D e a t h - w o m a n d i d n o t c u t off her v i c t i m s ' heads, b u t strangled
t h e m . Since plague was i m a g i n e d s i m i l a r l y , the a u t h o r supposed
t h a t death-skeleton w i t h scythe is a later presentation. I n f i n e
arts i t is o n l y death-skeleton t h a t we come across. The approach
o f d e a t h was sometimes portended b y strange figures, a b l a c k
cat or dog.
K . R e n i k , i n t u r n , discusses the c o n t a c t between the w o r l d
o f the l i v i n g a n d of the doad (,.Contacts w i t h the doad. F o l k
imagines"). I n the f o l k vision of the w o r l d such contacts were
expectod and desired when t h e y occurred i n proper t i m e a u d
place, a n d u n w a n t e d w h e n t h e y passed b e y o n d these l i m i t s .

124

P

E

3

Ю

M

E

ARTICLES

On the A l l Souls' D a y , for instance, the souls o f the dead h a d
food prepared a n d baths ready for t h e m t o clean themselves.
The souls were also a d m i t t e d t o appear o n St J o h n ' s n i g h t , St
A n d r e w ' s n i g h t , a n d Christmas E v e . O n those occasions i t was
forbidden t o sweep the house so as n o t t o sweep away the soul
of an ancestor. I n some cases c e r t a i n rites h a d t o be f u l f i l l e d
i n order t o let the soul go a w a y i n peace a n d , leaving for good
the c o m m u n i t y of the l i v i n g , bo accepted i n the a f t e r w o r l d .
The d e a t h sometimes r e t u r n e d as ghosts t o d e m a n d t h e f u l ­
f i l l m e n t o f a r i t e (for instance p u t t i n g essential objects i n t o the
coffin). H o r r y f y i n g were r e t u r n s of people who h a d died v i o ­
l e n t l y : t h e y became demons, ghosts, d r o w n e d m e n . T h e y c o u l d
be d r i v e n a w a y b y a c e r t a i n magic f o r m u l a or a sign. There
also existed magic rites w h i c h were t o ensure t h e p r o s p e r i t y
of t h o dead a n d were connected w i t h t h e i r , , p l a n n e d " r e t u r n .
Z o f i a Szromba-Rysowa i n article , , F u n e r a l feast i n f o l k
customs a n d beliefs" based o n the materials f r o m t h e selected
regions of the Polish Carpathians, m a i n l y the Sącz a n d Żywiec
B e s k i d M o u n t a i n s . F o r c o m p a r a t i v e reasons she u t i l i z e d the
19th c e n t u r y records as w e l l as those f r o m the i n t e r w a r period.
Tho a u t h o r was p a r t i c u l a r l y interested i n character o f the
f u n e r a l feast, its place and composition o f p a r t i c i p a n t s . She
also t o o k a keen interest i n the list of served dishes a n d alco­
hols as w e l l as i n the f o r m o f e v o k i n g the memories o f the
dead. She analysed food offered t o w a n d e r i n g beggers a n d t h e i r
f u n c t i o n i n funeral ceremony. These problems were seen i n the
c o n t e x t o f feasting i n general. Szromba-Rysowa was also interes­
t e d i n the transformations of t r a d i t i o n a l f u n e r a l feast i n the
Polish country.
The a u t h o r came to the conclusion t h a t funeral feast is
a conscious a p p r o v a l of life i n the article of d e a t h ; i t is an evidonco of the t r i u m p h o f life over death a n d f i n a l l y an expression
o f one's f a i t h i n the u n i o n o f the w o r l d of the l i v i n g a n d o f the
dead.
Jacek K o l b u s z e w s k i i n article ,,Polish f u n e r a l h y m n s " de­
als w i t h the h y m n s sung f r o m the v e r y m o m e n t of t h e body's
p r e p a r a t i o n for f u n e r a l ceremony t i l l the v e r y end of the b u r i a l
or the funeral feast. The c u s t o m to sing f u n e r a l h y m n s , w h i c h
was once popular, is obsolescent n o w .
The o l d repertoire of funeral h y m n s comprised the t e x t s
sung i n p a r t i c u l a r phases o f the ceremony, whose d i f f e r e n t a t i o n
depended on social g r o u p , age o f p a r t i c i p a n t s a n d region. I t is
surely n o t e w o r t h y t h a t they a i m e d n o t o n l y a t m o u r n i n g over
tho deceased. T h e y wero also to p r o t e c t m a g i c a l l y the l i v i n g
against the s p i r i t o f the dead a n d t o praise God.
Polish funeral h y m n s are m a r k e d b y t h e i r religiousness
merged w i t h the f o l k weltanschuung whose characteristic feature
is t o t r e a t d e a t h as sommething n a t u r a l a n d obvious. F o l k songs
arc distinguished f r o m among the preserved h y m n s : t h e y are
relicts o f ancient pagan songs, christianized i n the course o f
time.
Sławomir Sikora i n article ,,Churchyard. A n t h r o p h o l o g y
of M e m o r y " deals w i t h the c h u r c h y a r d space (together w i t h
a church for b o t h spacos are h i s t o r i c a l l y related) i n the
c o n t e x t of m e m o r y . Space is of dichotomic character since one
o f its parts is evaluated p o s i t i v e l y (church, chapel, m a i n alley,
tombstones of eminent personages), whereas the other negatively
(corner, w a l l , space reserved for the graves of the suicide a n d
non-baptized children).
I t is prestige, sacral character a n d m e m o r y t h a t were re­
garded t o be t h o rules organizing the above space. I t m u s t be
n o t e d t h a t these rules overlap a n d are complementary.
A f t e r w a r d s t h e a u t h o r proceeds t o the p r o b l e m of a , , r e l i c "
w h i c h has a double m e a n i n g : the grave cross reminds one n o t
o n l y o f the dead b u t also o f the Passion. I n the a u t h o r ' s o p i n i o n
i t is b u t a symbolic i d e n t i f i c a t i o n o f b o t h events, the over­
c o m i n g o f tho t i m e w h i c h separates t h e t w o deaths.
The r e l a t i o n between m e m o r y a n d place was also t a k e n
i n t o account. M e m o r y concerns b o t h the l i v i n g and the d e a d ;
i t u n i t e s t h e m t h r o u g h places where t h e y can meet.
O n the oxamplo o f t h e W h i t e R u s s i a n r i t e o f the ,,forefa­
t h e r s ' e v e " t h e a u t h o r proves t h a t the c o n t a c t w i t h the dead
h a d f o r m e r l y t h e character o f a n anonimous m e m o r y a b o u t the

�other side (the contact w i t h the former i n h a b i t a n t s o f a g i v e n
place was o b l i g a t o r y irrespective of the degree of k i n s h i p ) , whe­
reas presently i t f u n c t i o n s as a m e m o r y about relatives or close
friends.

K r z y s z t o f K u b i a k i n article „Photographs of The Deceased"
based o n the m a t e r i a l s collected a t eight cemeteries, w h i c h are
s i t u a t e d i n l i t t l e t o w n s a n d villages. The m a t e r i a l s were gathe­
r e d i n 1983-84 b y the a u t h o r a n d his s t u d e n t s , p a r t i c i p a n t s
o f the seminar o n a n t h r o p o l o g y o f p h o t o g r a p h y , w h i c h was
headed b y the a u t h o r himself.
F o r comparative
reasons
s i m i l a r 19th c e n t u r y effigies f r o m other cemeteries wero refe­
rred to.
The c u s t o m t o place a p h o t o g r a p h of the deceased o n a t o m b ­
stone became p o p u l a r i n the I 9 6 0 ' s a n d 1970' s, b o t h i n t o w n s
a n d tho eonutryside. I t became so c o m m o n t h a t such p h o t o ­
graphs were even placed on tombstones whose f o r m was com­
p l e t e l y inadoquato. The t r a d i t i o n o f t o m b p h o t o g r a p h y c a n be
s t r u c t u r a l l y d e r i v e d f r o m t h e c o f f i n p o r t r a i t . K u b i a k also shows
c o n t e m p o r a r y f o r m a l i n n o v a t i o n s a n d m o d i f i c a t i o n s of those
effigies; f u r t h e r m o r e , the differences i n presenting the deceased
on t o w n a n d v i l l a g e tombstones are p o i n t e d o u t .
T w o opposite tendencies of the development o f t o m b p h o t o ­
g r a p h y can be read o u t f r o m the i n t e r l o c u t o r s ' statements quoted
i n tho a r t i c l e . T h e y are as f o l l o w s : the i d e a l i s t i c tendency (i.e.
a n x i e t y t o present the dead i n a solemn w a y a p p r o p r i a t e t o the
d i g n i t y of the place) a n d realistic one, w h e n the doad is presented
i n t h e way he looked d u r i n g h i s l i f e t i m e . Tho above o p p o s i t i o n
falls i n t o l i n o w i t h the f o l l o w i n g ones: h i e r a t i c expression — na­
t u r a l one, seriousness — smile, u n i f o r m or d a r k s u i t (frequently
w i t h the , . r e t o u c h e d " medals) — , , c a s u a l " dress, face o n l y — tho
whole f i g u r e , l a c k of b a c k g r o u n d — d i s t i n c t b a c k g r o u n d .
The a r t i c l e is a sketch o n l y , a n d therefore the presented
m a t e r i a l s do n o t q u a l i f y for a t h e o r e t i c a l generalisation.

Jacek K o l b u s z e w s k i i n a r t i c l e ,,Tomb poems f r o m p o l i s h
cemeteries"
signalls o n l y p r o b l e m developed i n t h e b o o k
,,Graveyard P o e m s " W r o c l a w
1985 b y the same a u t h o r ,
t h a t was p u b l i s h e d i n 1985. The poems, w h i c h are v a r i a n t s o f
one p a t t e r n , represent t y p i c a l w o r k s of t h i s k i n d , f r o m a l l over
P o l a n d . I t is p o e t r y o f k n o w n a n d famous authors t h a t was
sometimes followed i n g r a v e y a r d poems.

The a r t i c l e ,,Baroque a r t of good d y i n g " b y Tadeusz
P i e r s i a k a i m s a t p r e s e n t i n g the P o l i s h B a r o q u e a r t o f
good d y i n g . The m o d o l o f good death was reconstructed o n the
basis o f f u n e r a l sermons, as w e l l as ascetic a n d hagiographic
w r i t i n g s . Tho whole o f the p e r i o d was t a k e n i n t o account a n d
the most representative m i l i e u s (Barefooted Carmelites, D o m i ­
nicans, R e f o r m a t i ) a n d authors chosen. The analysis o f such
m a t o r i a l proves the S a r m a t i a n character o f the a r t of good
d y i n g . E l e m e n t s o f good d e a t h closoly connected w i t h the Sar­
m a t i a n c u l t u r e are as f o l l o w s : a d j u s t m e n t of the p o s t - T r i d e n t i n e
principles of aseetism to the Polish m e n t a l i t y , no or l i t t l e fear
shown i n the face of d e a t h , submission of the a r t of good d y i n g
t o the ideals o f the k n i g h t h o o d a n d g e n t r y , s y m p t o m s of c e r t a i n
Messianism, megalomania, c t d t o f coat o f arms a,nd of the V i r g i n .
I n regard t o the whole of the p e r i o d one can notice a sig­
n i f i c a n t e v o l u t i o n o f the m o d e l o f good d e a t h : f r o m tho propa g a t i o n of a p a t e t i e , m o n u m e n t a l heroism, t o tho p o p u l a r i z a t i o n
of c o m m o n models a d j u s t e d t o comprehension p o s s i b i l i t i e s of
vast social circles. Pathos was replaced b y miraculousness,
personal effort b y t h o i n t e r v e n t i o n o f s u p e r n a t u r a l foroos. I t
is t h u s possible t h a t such a t r a n s f o r m a t i o n enabled tho Sar­
m a t i a n a r t o f good d y i n g t o s u r v i v e i n monastic f o l k l o r e o n
t h e one h a n d , a n d c o u n t r y f o l k l o r e o n the other. T h e second
p a r t of the above s t a t e m e n t is m e r e l y a hypothesis t h a t can
be v e r i f i e d i n the course of f u t h e r i n v e s t i g a t i o n .

Stanisław B y l i n a i n article „ I m a g e of h e l l i n m e d i e v a l
P o l a n d " based his reasoning o n the w r i t i n g s of the Fathers
of the C h u r c h , sermons, religious l i t e r a t u r e , c h u r c h p a i n t i n g s
as w e l l as on p o p u l a r images a n d practises.
H a v i n g r e p u d i a t e d t o foretell one's fate i n tho a f t e r w o r l d ,
C h u r c h didactics was anxious t o present m a n w i t h the descript­
ions of the b e y o n d , p a r t i c u l a r l y o f the place of the everlasting
p u n i s h e m e n t . A c c o r d i n g t o the a u t h o r , i t was scholarly and
popular knowledge confronted w i t h t r a d i t i o n a l c u l t u r e t h a t

shaped oschatological collective i m a g i n a t i o n . T h i s c o n t r i b u t e d
t o the development o f f o l k demonology a n d , i n spite o f the
preachers' c a u t i o n , also l e d t o p o p u l a r i t y i n P o l a n d o f the images
o f i n f e r n a l t o r t u r e s a n d t o r m e n t s , w h i c h B y l i n a is p a r t i c u l a r l y
interested i n . W h e n compared to tho pictures o f t o r t u r e s i n Wes­
t e r n E u r o p e , those images were, i n B y l i n a ' s o p i n i o n , m u c h less
severe. L e t us note t h a t t h e y d i d n o t go b e y o n d the practises
applied i n judiciary.
The o r g a n i s a t i o n o f h e l l , w h i c h was also referred t o as a
k i n g d o m , was r e l a t e d t o t h a t o f a state r u l e d b y a cruel despot
w h o m L u c i f e r was i d e n t i f i e d w i t h . I t is surely n o t e w o r t h y t h a t
the society consequently preserved i t s double s t r u c t u r e , i.e.
clerical a n d secular. I n P o l i s h a r t h e l l was often associated w i t h
a t o r t u r e chamber or p r i s o n . The l o c a l i s a t i o n o f h e l l was e q u a l l y
d e f i n i t e . C o n t r a r y t o heaven, h e l l was n o t s i t u a t e d „somewhere
f a r " b u t i n a g i v e n place. I n f o l k t r a d i t i o n c e r t a i n places were
regarded as the e n t r y t o h e l l . L o c a l infernos are also k n o w n ;
t h i s is evidenced a t least b y local names „ P i e k ł o " (hell) a n d
„Piekiełko" ( a l i t t l e hell).
A c c o r d i n g t o tho a u t h o r , P o l i s h m e d i e v a l h e l l was n o t v o r y
cruel. I n s t e a d , i t r e m i n d e d the f a i t h f u l of i t s existence o n l y
w h e n t h e y considered deeper layers o f P o l i s h syncretic C h r i s t i a ­
nity.

I n Jewish t r a d i t i o n the ceremonies associated w i t h death,
funeral a n d m o u r n i n g are secured b y the rules i m p o s i n g a s t r i c t l y
d e f i n i t e w a y o f behaviour.
Olga G o l d b e r g - M u l k i e w i c z i n articlo ,,Jewish m o u r n i n g
a n d f u n e r a l ceremonies"
based on philosophical
tenets
o f J e w i s h r e l i g i o n , merged w i t h beliefs a n d s u p e r s t i t i o n
of p a r t i c u l a r J e w i s h c o m m u n i t i e s . Therefore, the funerals of
the H a s i d i m had a completely different f o r m i n P o l a n d ;
hence the zaddick's b u r i a l was d i f f e r e n t f r o m t h a t of o r d i n a r y
people. H o w e v e r , a l l the J e w i s h funerals were p a r t i c i p a t e d
i n by the whole f a m i l y of the deceased as w e l l as b y a l l members
of the c o m m u n i t y . The f u n e r a l ceremony s t a r t e d w i t h the com­
m o n prayers said a t the bed o f the d y i n g a n d ended w i t h the
ones offered o n the anniversary o f his death. The deceased was
b u r i e d as q u i c k l y as possible; i t is surely n o t e w o r t h y t h a t no
c o f f i n was used. Tho b o d y , w r a p p e d i n a w h i t e sheet, was car­
r i e d on a b o a r d ; a p i l l o w was placed u n d e r the head o f the dead.
A f t e r t h e body was t a k e n o u t o f t h e house, a n u m b e r of m a g i c a l
r i t e s were performed t o help the soul leave the house. A l l those
ceremonies made u p the f i r s t phase o f the m o u r n i n g , w h i c h lasted
a few hours a n d w h i c h preceded tho proper f u n e r a l . Since s t a m i n a
was c o m m o n l y believed t o leave the b o d y g r a d u a l l y the whole
m o u r n i n g lasted a year. W h a t I m e a n here is t h a t neszama l e f t
the b o d y a t once, nefesz — after 30 days a n d ruach — after
a year. The f a m i l y o f the deceased spent the f i r s t phase o f tho
m o u r n i n g , w h i c h lasted 7 days, a t home. T h e y sat o n l o w stools
and ate w h a t t h e y were g i v e n b y t h o r neighbours. N o b o d y l e f t
the house and no food was prepared. Tho f a m i l y p r a y e d for
tho deceased. The n e x t phase w h e n no e n t e r t a i n t m e n t s were
allowed lasted 30 days. N e i t h e r marriages were contracted
nor new t h i n g s b o u g h t . The m o u r n i n g ended f i n a l l y o n the
anniversary of d e a t h . L e t us n o t e t h a t d u r i n g the whole m o u r n i n g
s t r i c t l y d e f i n i t e prayers were said b y a l l members o f tho com­
munity.

Ryszard T o m i c k i i n s u b s t a n t i a l article „ T h e w a y to the
a f t e r w o r l d . Some r e m a r k s a b a u t the a Aztec eschatology" based
m a i n l y o n h i s t o r i c a l sources, w h i c h were w r i t t e n d o w n i n tho
Spanish-conquered Central Mexico since tho second decade o f
the 1 6 t h c e n t u r y . F i r s t of a l l , the a u t h o r referred t o
Historia
general cle las cosas de Nueva Espana b y B e r n a r d i n o de Sahagun,
a F r a n c i s c a n missionary a n d precursor of etnology a n d M e x i c a n
studies.
The a r t i s l e is d i v i d e d i n t o three p a r t s corresponding to
throe categories o f u n d e r s t a n d i n g the a f t e r w o r l d i n the Aztec
r e l i g i o n . The f i r s t p a r t deals w i t h those w h o w e n t t o h e l l a n d
describes the m a n n e r t h e y were t r e a t e d ; the second one concerns
those w h o w e n t t o the E a r t h l y paradise; whereas, tho t h i r d
p a r t speaks a b o u t those w h o w e n t t o heaven.
W o m e n , c h i l d r e n as w e l l as those who d i e d of a disease
w e n t t o h e l l , r u l e d b y the d e v i l M i t c l a n t e e u t l i , called also Tzontenoe, a n d his wife, tho goddess M i c t e c a c i h u a l t . I t was the
o l d m e n , specialists i n c u t t i n g paper, w h o prepared the dead
for t h e i r w a y t o h e l l , The dead were p r o v i d e d w i t h proper papers
a n d a j u g f u l o f water. T h e y were also p r o t e c t e d against t h e
c o l d i n h e l l b y means of the f i r e made after 80 d a y s ; a l l the
clothes, arms a n d articles t h e y used d u r i n g t h e i r l i f e t i m e were
b u r n t d o w n . Those fires were set u p m a n y t i m e s , the l a s t one
after 4 years. I t was o n l y after t h a t p e r i o d t h a t the dead were
125

1

�beHeved t o go t o 0 hells. They were also supposed t o cross t h e
r i v e r s , w h i o h separated p a r t i c u l a r spheres o f h e l l , o n a dog's
b a c k ; therefore, a d o g o f l i g h r e d f u r was k i l l e d d u r i n g funeral
ceremonies.
T l a l o c a n , t h e E a r t h l y paradise a n d l a n d o f ever-lasting
j o y a n d happiness, w h i c h was i n h a b i t e d b y t h e Tlaloque gods,
was destined for s y p h y i l i t i c s , lepers, t h e sick suffering f r o m
i t c h , g o u t a n d dropsy as w e l l as for those w h o d i e d i n water
or were k i l l e d b y t h u n d e r b o l t . T h e i r bodies were n o t b u r n t d o w n
but buried.
H e a v e n , t h e l a n d o f t h e S u n , was destined for those w h o
were k i l l e d i n w a r or were prisoners i n the service o f t h e i r enemies.
A f t e r 4 years t h e y transformed i n t o b e a u t i f u l b i r d s w h i c h d r a n k
nectar o f t h e flowers g r o w i n g o n t h e p l a i n (heaven).

D i f f e r e n t approaches t o w a r d s death a n d d y i n g i n the c u l ­
tures o f t h e E a s t a n d West are analysed b y Jacek K r y g i n a r t i c l e
„ D y i n g a n d death i n t h e t h o u g h t o f t h e F a r E a s t " o n t h e
basis o f philosophical-religious systems o f I n d i a ( H i n d u i s m )
a n d China (Taoism, Confucianism). A n u m b e r o f oppositions are

i n t r o d u c e d o n t h e g r o u n d o f t h e clifferentation between d e a t h
(event w h i c h is characteristic o f the Western c t l t u r e a n d dying)
process w h i c h , i n t u r n , is t y p i c a l o f t h e E a s t .
The f i r s t opposition concerns the a t t i t u d e of a d y i n g person.
I t is passiveness, passive r e s i g n a t i o n t o t h e course o f events
t h a t is characteristic o f the W e s t e r n c u l t u r e . O n t h e c o n t r a r y ,
Man's s t a n d i n t h e East is active. T h i s results f r o m t h e con­
v i c t i o n t h a t death is b u t one o f t h e l i f e ' s phases, e q u a l l y i m ­
p o r t a n t as t h e others. Therefore, d y i n g is one o f t h e phases
o n t h e w a y t o s p i r i t u a l perfection, t o t h e absolute, a n d f i n a l l y
t o freedom f r o m l i f e a n d d e a t h s i m u l t a n e o u s l y .
The above a t t i t u d e results f r o m t h e basic o n t o l o g i c a l p r i n ­
ciple o f the p h i l o s o p h y o f t h e East, i.e. p e r i o d i c i t y . T h e l a t t e r
gives rise t o the idea o f r e i n c a r n a t i o n according t o w h i c h , t h e
i n d i v i d u a l lives several t i m e s a n d also several t i m e s experiences
death. C o n t r a r y t o t h e W e s t e r n c u l t u r e , death is n o t s y n o n y m o u s
w i t h departure b u t foretells t h e i n d i v i d u a l ' s reappearce. H o ­
wever, t o appear once a g a i n one has t o experience life f u l l y .
Hence t h e differences i n c o n t e m p l a t i n g death. I n t h e W e s t
memento means asceticism a n d resignation f r o m t h e w o r d l y
l i f e , whereas i n t h e East r e c o n c i l i a t i o n a n d u n d e r s t a n d i n g fo
the laws governing death as w e l l as p r o f i t i n g from w h a t Ifie
b r i n g s , d e a t h being o n l y life's stage.

РЕЗЮМЕ

Т е м а т и к у н а с т о я щ е г о номера л у ч ш е всего о п р е д е ­
л я е т з а г л а в и е к н и г и П . А р и е с а „ Ч е л о в е к перед л и ц о м
с м е р т и " . Эта тематика, к а к и о б ы ч а и , с в я з а н н ы е
с п о х о р о н а м и , рассматриваются на ф о н е ряда н а р о д ­
н ы х , но и не т о л ь к о н а р о д н ы х к у л ь т у р . А л е к с а н д р
Я ц к о в с к и во в с т у п и т е л ь н о м эссе „ Н е с к о л ь к о т р ю и з ­
мов и р а з м ы ш л е н и й на тему смерти, народной к у л ь ­
т у р ы и ф о р м о ц е н к и ее п р о я в л е н и й " подчеркивает
значение
эсхатологической
проблематики.
Можно
о ней не у п о м и н а т ь , но она б о з у с л о в н о в л и я е т на
поведение л ю д е й . Д л я в е р ю щ и х
смерть я в л я е т с я
к р и т е р и е м о ц е н к и их ж и з н и . Т о п о с смерти в ы с т у ­
пает в ф о л ь к л о р е , народном
искусстве,
однако
и с с л е д о в а т е л и этого искусства о п и с ы в а л и п р о и з в е д е ­
ния, не в н и к а я в с у щ н о с т ь идей, на основе к о т о р ы х
они в о з н и к л и . О богатой, з а с л у ж и в а ю щ е й б о л ь ш о г о
внимания тематике, с в и д е т е л ь с т в у е т х о т я б ы п е р е ч е н ь
тем, к о т о р ы е с л е д о в а л о б ы з а т р о н у т ь в н а с т о я щ е м
номере, но к о т о р ы е в нем не рассматриваются. В о
ф р а г м е н т е книги А р и е с а отмечается, что во второй
п о л о в и н е X I X и X X вв. в м е щ а н с к о й к у л ь т у р е З а п а ­
да вопрос смерти и з б е г а л с я . У м и р а н и е , смерть с т а л и
с т е с н и т е л ь н ы м и темами, о к о т о р ы х не говорится, к о ­
т о р ы е с к р ы в а ю т перед у м и р а ю щ и м и . В о п р о с смерти
п о р у ч а е т с я врачам, рассматривается как ч т о - т о „ н е ­
ч и с т о е " , л ю д и у м и р а ю т одиноко, т о л ь к о г о с у д а р с т в е н ­
н ы м д е я т е л я м и в ы д а ю щ и м с я л и ц а м устраивают т о р ­
жественные
многолюдные
похороны. Об одинокой
смерти в б о л ь н и ц е , особенно смерти н е в е р у ю щ и х в з а ­
г р о б н у ю ж и з н ь л ю д е й п и ш е т в своей статье п с и х о л о г
К . Г е б е р т „ С к о н ч а т ь с я до с м е р т и " . С д в у м я этими
текстами
перекливаются
следующие
статьи:
поэт
к с е н д з Я н Т в а р д о в с к и — в своих ч е р н о в ы х з а п и с я х
д е л и т с я р а з м ы ш л е н и я м и на т е м у подготовки в е р у ­
ю щ и х к смерти. Т в а р д о в с к и п и ш е т об их и с п о л н е н ­
ной достоинства готовности п р и н я т ь смерть. К о н т р а ­
п у н к т о м к к н и г е А р и е с а я в л я ю т с я дпа текста к р е ­
с т ь я н Т . Г а й д ы и Я н а М и т е р ы , к о т о р ы е на основании
л и ч н ы х наблюдений и получаемых сообщений пишут
о поведении у м и р а ю щ е г о , его семьи, соседей а т а к ж е
об обычаяах, связанных с похоронами. П р и л о ж е н н ы е
снимки о т о б р а ж а ю т у ч а с т и е всей
сельской обще­
ственности Б о п и с ы в а е м ы х с о б ы т и я х , в п о х о р о н а х
и прощании с покойником.
О п о х о р о н а х п р а в о с л а в н ы х п и ш е т В. С а д о в с к я
„Погребальные обряды у православных
Гожовского
воеводства:".
В статье „ Н а р о д н о е
представление о
смерти"
А . К о в а л ь с к а - Л е в и ц к а отмечает, что в деревне смерть
не в ы з ы в а е т чувства страха. С м е р т ь б ы л а е с т е с т в е н ­
ным р е з у л ь т а т о м ж и з н и , ввиду чего н а д л е ж а л о всегда
б ы т ь к ней готовым. К а ж д ы й ч л е н с е л ь с к о й о б щ е ­
ственности часто с т а л к и в а л с я со с м е р т ь ю , ибо в п о ­
х о р о н а х у ч а с т в о в а л а вся деревня. Р е л и г и о з н ы е в е р о ­
126

вания с о д е р ж а л и э л е м е н т ы д о х р и с т и а н с к о г о периода.
Они к а с а л и с ь д у ш и , к о т о р а я о т л и ч а л а с ь качествами,
потребностями и чувствами, свойственными при ж и з ­
ни покойному. И с т о р и ю д у ш и п о с л е смерти вообра­
ж а л и себе на подобие земной ж и з н и (небо к а к б о л ь ­
ш о е имение, ад — как з а с т е н о к ) . С м е р т ь о л и ц е т в о ­
р я л и с с у щ е с т в о м , к о т о р о е по в е л е и ю Господа Бога
п р и х о д и т оборвать нить земной ж и з н и . С м е р т ь п о ­
я в л я л а с ь у л о ж а у м и р а ю щ е г о вместе с д ъ я в о л о м
и ангелом, б о р ю щ и м и с я за его д у ш у . С м е р т ь п е р е с е ­
к а л а к о с о й (иногда серпом) нить ж и з н и , о с в о б о ж д а л а
д у ш у от т е л а и в е л а ее на суд Б о ж и й в царство
у м е р ш и х . С о г л а с н о и н ы м верования д у ш а д о л ж н а б ы ­
л а сама найти п у т ь на тот
свет, п р е о д о л е в а я г р о з я ­
щ и е ей п р е п я т с т в и я . С м е р т ь в о о б р а ж а л и т а к ж е в ви­
де с к е л е т а в б е л о м п о к р ы в а л е с косой в р у к а х
(фольклорные
повествования,
рассказы,
вертепы,
г р у п п ы к о л я д о в щ и к о в , так наз. И р о д ы ) . Н а юге П о л ь ­
ш и смерть д а ж е в мороз п о я в л я л а с ь босиком, ее н е с л и
из дома в дом на спине. В н а с т о я щ е е время с у щ е ­
ствует т а к ж е иное в о о б р а ж е н и е смерти, которое не
выступает в к о с т е л ь н о й и к о н о г р а ф и и — п о я в л я ю щ а ­
яся вдруг н е з н а к о м а я ж е н щ и н а часто в б е л о м п л а т к е ,
приобретающая неожиданно сверхестественные раз­
м е р ы . Т а к а я смерть с ч е л о в е ч е с к и м о б л и к о м о т л и ч а ­
л а с ь т а к ж е ч е л о в е ч е с к и м и качествами, в ы р а ж а л а ж а ­
л о с т ь , о с т а в л я я , на пример, п р и ж и з н и мать ма­
л е н ь к и х детей, у м е л а б ы т ь б л а г о д а р н о й . С м е р т ь - ж е н ­
щина не р е з а л а своих ж е р т в . Она и х д у ш и л а . П о ­
скольку
подобным образом в о о б р а ж а л и
себе мор,
автор полагает, ч т о с м е р т ь - с к е л е т с косой в р у к а х
в ы с т у п а л а в б о л е е поздном периоде. В п л а с т и к е в ы ­
ступает т о л ь к о с м е р т - с к е л е т . П р е д в е с т н и к о м смерти
и д а ж е е ю самой м о г л и б ы т ь с т р а н н ы е с у щ е с т в а —
ч е р н а я к о ш к а л и б о собака.
О к о н т а к т а х м е ж д у миром ж и в ы х
и умерших
пишет К ш и ш т о ф
Р е н и к в статье „ О
контактах
с у м е р ш и м и . Н а р о д н ы е в о о р а ж е н и я " . В народном в о ­
о б р а ж е н и и мира э т и х к о н т а к т о в о ж и д а л и , они б ы л и
желанными, если появлялись в соответствующие пе­
р и о д ы времени и о п р е д е л е н н ы х м е с т а х ; б ы л и и е ж е
д а н н ы м и , е с л и п е р е с т у п а л и эти г р а н и ц ы . Т а к , н а п р и ­
мер в день поминовения у с о п ш и х г о т о в и л и на с т о л е
еду д л я д у ш у м е р ш и х и т о п и л и бани, ч т о б ы они
могли помыться. В пределах ритуала, души умерших
п о я в л я л и с ь т а к ж е напр. в н о ч ь Ивана К у п а л ы , в д е н ь
св. А н д р е я , в р о ж д е с т в е н с к у ю н о ч ь . Т о г д а н е л ь з я б ы ­
л о подметать избу, ч т о б ы с л у ч а й н о не вымести д у ш у
предка. В н е к о т о р ы х с л у ч а я х с л е д о в а л о о б я з а т е л ь н о
с о в е р ш а т ь о б р я д ы , ч т о б ы д у ш а м о г л а спрокойно у д а ­
литься, выключиться из числа ж и в ы х и быть при­
н я т о й в мир у м е р ш и х . П о р о й м е р т в ы е п о я в л я л и с как
привидения, иногда с ц е л ь ю потребовать в ы п о л н е н и я
известного р и т у а л а (нап. в л о ж и т ь в гроб н е о б х о д и м ы е

�п р е д м е т ы ) . У ж а с в ы з ы в а л о возвращение л ю д е й , к о т о ­
р ы е п о г и б л и н а с и л ь с т в е н н о й с м е р т ь ю . Они станови­
л и с ь демонами, привидениями, у т о п л е н н и к а м и . П р е д о тварить и х п о я в л е н и е м о ж н о б ы л о произнося м а г и ­
ч е с к у ю ф о р м у л у л и б о д е л а я с о о т в е т с т в у ю щ и й знак.
Одновременно существовали
магические
процедуры,
гарантирующие благополучие
умерших,
связанные
с их „ п л а н и р у е м ы м " в о з в р а щ е н и е м .

В статье „ П о х о р о н н а я трапеза в н а р о д н ы х о б ы чаяах и верованцях" Зофия Шромба-Рысова анали­
зирует х а р а к т е р п о х о р о н н о й т р а п е з ы , состав у ч а с т ­
в у ю щ и х в ней лиц,
приготовленные блюда,
род
а л к о г о л я , место, где поминки с п р а в л я ю т с я и ф о р м а
воспоминаний об у м е р ш е м . К р о м е того, а н а л и з и р у е т с я
способ у г о щ е н и я н и щ и х и и х ф у н к ц и и в п о г р е б а л ь ­
ном обряде. В о п р о с поминок п р е д с т а в л е н на ф о н е
п р о б л е м а т и к и п и р ш е с т в вообще. А в т о р а интересуют
также преображения, которым подвергаются тради­
ц и о н н ы е п о м и н к и в п о л ь с к о й деревне.
П о м н е н и ю автора, поминки
ным в о с х в а л е н и е м ж и з н и перед
детельством восторжествования
и в ы р а ж е н и е м в е р ы в единство
твых.

являются сознатель­
л и ц о м смерти,
сви­
ж и з н и над с м е р т ь ю
мира ж и в ы х и м е р ­

Я ц е к К о л ь б у ш е в с к и пишет в статье „ П о л ь с к а я
п о х о р о н н а я п е с н я " о п е с н я х , и с п о л н я е м ы х с момента
п о д г о т о в л е н и я т е л а к с л о ж е н и ю в гроб до момента
у х о д а у ч а с т н и к о в п о х о р о н (с к л а д б и щ а л и б о п о с л е
поминок). Н е к о г д а в с е о б щ и й о б ы ч а й и с п о л н е н и я этих
песен сейчас отмирает. С т а р ы й р е п е р т у а р п о г р е б а л ь ­
н ы х песен о х в а т ы в а л т е к с т ы , к о т о р ы е п е л и в о т д е л ь ­
н ы х ф а з а х о б р я д а ; они б ы л и р а з л и ч н ы в зависимости
от общественной г р у п п ы , возраста, у ч а с т н и к о в о б р я ­
да, региона. Ц е л ь ю отпевания б ы л о не т о л ь к о о п л а ­
кивание
у с о п ш е г о , но
также
магическая
охрана
ж и в ы х перед д у х а м и у м е р ш и х , а т а к ж е в о с х в а л е н и е
Господа Б о г а .
В п о л ь с к и х п о г р е б а л ь н ы х п е с н я х заметна с в я з ь
р е л и г и о з н ы х к о н ц е п ц и й с народным мировоззрением,
х а р а к т е р н о й чертой которого я в л я е т с я п о д х о д к с м е р ­
ти, как к естественному бесспорному я в л е н и ю . С р е д и
с о х р а н и в ш и х с я песен автор в ы д е л я е т народные п р о ­
изведения, я в л я ю щ и е с я р е л и к т а м и давней я з ы ч е с к о й
п о г р е б а л ь н о й песни, к о т о р а я
с т е ч е н и е м времени
п р и о б р е л а ч е р т ы христианства.

В статье „ К л а д б и щ е . А н т р о п о л о г и я п а м я т и " С л а вомир Сикора рассматривает вопрос к л а д б и щ е н с к о г о
пространства (вместе с к о с т е л о м ввиду исторической
связи м е ж д у обоими пространствами) в аспекте л ю д ­
ской памяти. П р о с т р а н с т в о это о т л и ч а е т с я д и х о т о м и ­
ческим х а р а к т е р о м : часть его оценивается п о л о ж и ­
т е л ь н о , а именно: к о с т е л , часовня, дорога
(главная
а л л е я ) , м о г и л ы у в а ж а е м ы х л и ц , а часть оценивается
о т р и ц а т е л ь н о — у г л о в а я часть, места, в ы д е л е н н ы е д л я
м о г и л самоубийц, н е к р е щ е н ы х детей и т.п.
П р а в и л а отбора этих п о в е р х н о с т е й : престиж, о с в я ­
щ е н и е и память. П р а в и л а п е р е п л е т а ю т с я и взаимно
дополяются.
Д а л е е автор а н а л и з и р у е т вопрос „ п а м я т н о г о м е ­
с т а " — о п р е д е л е н и я двойного з н а ч е н и я ' н а д г р о б н ы й
крест я в л я е т с я п а м я т ь ю об у м е р ш е м и в то ж е врем?т
напоминает о С т р а с т я х Господних. П о мнению автора,
это я в л я е т с я с и м в о л о м обоих событий, п р е о д о л е н и е м
времени, р а з д е л я ю щ е м оба эти смерти.
К р о м е того, в статье затрагивается вопрос
связи
памяти с местом: память к а с а е т с я равно ж и в ы х , как
и м е р т в ы х , о б ъ е д и н я е т и х б л а г о д а р я месту, где в о з ­
м о ж н ы встречи одних и д р у г и х .
Н а примере б е л о р у с с к о г о обряда
„ д е д о в " автор
отмечает, ч т о в п р е ж н е е время к о н т а к т с у м е р ш и м и
отличался
скорее
характером
анонимной
памяти
о другой стороне ( о б я з ы в а л контакт с б ы в ш и м и ж и ­
т е л я м и данной местности независимо от степени р о д ­
ства), в н а с т о я щ е е ж е время я в л я е т с я
памятью
о близких людях.

О фотографиях
покойников
пишет
Кшиштоф
К у б я к . Основой эго статьи я в л я ю т с я
материалы,
касающиеся
восьми
местечковых
и
деревенских
к л а д б и щ , к о т о р ы е в 1983—1984 гг. собрал автор вместе
со своими студентами, п о с е щ а в ш и м и его л е к ц и и по
антропологии фотографии. В качестве сравнительного
материала б ы л и и с п о л ь з о в а н ы подобные снимки д р у ­
г и х к л а д б и щ X I X в.
О б ы ч а й п о м е щ а т ь ф о т о г р а ф и ю у м е р ш е г о на п а ­
м я т н и к е р а с п р о с т р а н и л с я в 60-х и 70-х г о д а х (как
в городе, так и в д е р е в н е ) . Он п р и о б р е л т а к у ю п о п у ­
л я р н о с т ь , что ф о т о г р а ф и и с т а л и п о м е щ а т ь д а ж е на
тех
могилях, формы
к о т о р ы х не
приспособлены
к этому.
В ф о р м а л ь н о м о т н о ш е н и и традиция надгробного
снимка берет свое н а ч а л о с портрета покойника, з а ­
снятого в г р о б у . А в т о р д о к у м е н т и р у е т т а к ж е с о в р е ­
м е н н ы е ф о р м а л ь н ы е нововведения
и
модификации
такого рода и з о б р е ж е н и й , а т а к ж е разницу в манере
и з о б р а ж е н и я п о к о й н ы х на д е р е в е н с к и х и городских
кладбищах.
И з п р и в е д е н н ы х в статье в ы с к а з ы в а н и й м о ж н о
б ы л о б ы установить две п р о т и в о п о л о ж н ы е тенденции
р а з в и т и я надгоробной ф о т о г р а ф и и :
идеалистической
( с т р е м л е н и е , ч т о б ы п р е д с т а в л е н н а я л и ч н о с т ь б ы л а та­
кой, как „ п о д о б а е т " , т.е. как этого т р е б у е т святость
места) и
реалистической
(стремление
представить
у м е р ш е г о таким как он б ы л при ж и з н и ) . П р о т и в о п о ­
л о ж н о с т ь эту м о ж н о соотнести: и е р а р х и я — е с т е ­
ственность, с е р ь е з н о с т ь — у л ы б к а , м у н д и р и л и т е м ­
ный костюм с „подрисовкой"
знаков отличия
-„ л ю б о й " наряд, т о л ь к о л и ц о - вся ф и г у р а , отсутствие
ф о н а •— о т ч е т л и в ы й ф о н .
С т а т ь я я в л я е т с я своего рода о ч е р к о м , а предста­
в л е н н ы й в ней материал не у п о л н о м а ч и в а е т к б о л е е
широким теоретическим обобщениям.

Я . К о л ь б у ш е в с к и в статье „ Н а д г р о б н ы е
стихи
на п о л ь с к и х к л а д б и щ а х " с и г н а л и з у р у е т п р о б л е м а т и к у ,
подробно п р е д с т а в л е н н у ю в эго книге, „ К л а д б и щ е н ­
ские с т и х и " , В р о ц л а в
1985 г. И з д а н н ы е н а д г р о б ­
ные стихотворения являются типичными произведе­
ниями этого рода, собранными с территории всей
П о л ь ш и . Б о л ь ш и н с т в о из них это т и п и ч н ы е варианты
одного образца. Иногда этим о б р а з ц о м я в л я ю т с я с т и ­
х о т в о р е н и я и з в е с т н ы х поэтов.

Статья Тадеуша
Персяка
„Барочное
искусство
достойного у м и р а н и я " я в л я е т с я п о п ы т к о й
предста­
вит п о л ь с к о е барочное и с к у с с т в о достойного у м и р а ­
ния. Образец достойной смерти о т о б р а ж е н на основе
анализа
поминальных
проповедей,
аскетической
и а г и о г р а ф и ч е с к о й письменности. Своими и с с л е д о в а ­
ниями автор охватывает всю эпоху, п р и м е н я я метод
отбора
самых
презентабельных
авторских
групп
(босье
кармелиты,
доминиканцы,
францисканцы)
и о т д е л ь н ы х авторов. Н а основе подобранного м а ­
т е р и а л а м о ж н о у с т а н о в и т ь сарматский идеал достой­
ного у м и р а н и я . Э л е м е н т а м и достойной смерти, тесно
связанными с сарматской к у л ь т у р о й , я в л я ю т с я со­
г л а с о в а н и е п о л ь с к о й п с и х и к и с потридентскими н о р ­
мами аскетизма, б е з о б о я з н е н н о е отношение к смерти
л и б о смягчение боязни, подчинение достойной смерти
р ы ц а р с к и м и п о м е щ и ч ь и м идеалам, п р о я в л е н и е свое­
образного
мессианства,
мегаломания, к у л ь т
герба,
культ Божьей Матери.
И с с л е д о в а н и е всей э п о х и
предоставило
автору
в о з м о ж н о с т ь отметить х а р а к т е р н у ю э в о л ю ц и ю м о д е л и
достойной смерти, к а к : в о с х в а л е н и е
патетического
подхода, м о н у м е н т а л ь н о г о героизма, распространения
популярных
образцов
поведения,
способствующих
присвоению
их
самыми ш и р о к и м и
общественными
кругами. П а ф о с б ы л заменен
чудодейственностью,
личные усилия — вмешательством
сверхестественн ы х сил. М о ж н о п о л а г а т ь , что такого рода п р е о б р а ­
зование п о з в о л и л о сарматскому и с к у с с т в у достойного
умирания, с одной с т о р о н ы , с о х р а н и т ь с я в м о н а ш е с ­
ком ф о л ь к л о р е , а с д р у г о й — в народной к у л ь т у р е .
В т о р а я ч а с т ь этого с у ж д е н и я гипотетична. П р о в е р и т ь
ее м о ж н о п у т е м д а л ь н е й ш и х исследований.

127

�П р е д с т а в л е н и е ада в средневековой П о л ь ш е " это
З а г л а б е статьи С т а н и с л а в а Б ы л и н ы . А в т о р опирается
на с о ч и н е н и я Отцов Ц е р к в и , собрания проповедей,
литературные
произведения
р е л и г и о з н о г о харатера,
а т а к ж е па с о х р а н и в ш у ю с я в к о с т е л а х ж и в о п и с ь
воображения
и церковные
обряды,
выступающие
в популярной культуре.
К о с т е л ь н а я дидактика, о т к а з ы в а я с ь от п р е д с к а з ы ­
вания посмертной с у д ь б ы ч е л о в е к а , не
скупилась
в то ж е время описывать потусторонний мир, о с о ­
бенно ч и с т и л и щ е . И т а к — пишет автор — к о л л е к т и в ­
ное э с х а т о л о г и ч е с к о е
воображение
формировалось
в плоскости сопоставления научных и п о л у л я р н ы х
знаний, а т а к ж е т р а д и ц и о н н о й к у л ь т у р ы . Т а к о е с о п о ­
с т а в л е н и е способствовало р а з в и т и ю народной д е м о н о ­
л о г и и и — несмотря на с д е р ж а н н о с т ь проповедников
— в о о б р а ж е н и ю а д с к и х м у к и п ы т о к . Эти п о с л е д н и е
я в л я ю т с я г л а в н ы м предметом и с с л е д о в а н и й
автора.
Б ы л и н а коистатирует, что эти в о о б р а ж е н и я б ы л и зна­
ч и т е л ь н о мягче, ч е м подобные к а р т и н ы пыток в З а ­
падной Европе и, к р о м е того, не п е р е с т у п а л и границ
пыток, п р и м е н я е м ы х в то вермя правосудием.
О р г а н и з а ц и я ада, н а з ы в а е м о г о т а к ж е царством
ада,
сопоставлялась
с
организацией
государства,
у п р а в л я е м о г о с у р о в ы м деспотом, к о т о р о г о о т о ж д е с т ­
в л я л и с д ь я в о л о м . Х а р а к т е р н о , что о б щ е с т в е н н о с т ь
п о с л е д о в а т е л ь н о с о х р а н я л а свою д в о й с т в е н н у ю с т р у к ­
туру: к л е р и к а л ь н у ю и мирскую. Известные в П о л ь ш е
пластические
представления
ада
часто
сочетались
с застенком л и б о т ю р ь м о й . П о д о б н о тому, как к а р ­
тины пыток б ы л и конкретны и сочетались с тог­
дашней реальной действительностью, местоположение
застенка п о д л е ж а л о таким ж е законам. В п р о т и в о ­
п о л о ж н о с т ь небесам ад не н а х о д и л с я „ г д е то д а л е к о " ,
но и м е л к о н к р е т н о е место. И з в е с т н ы в народной тра­
диции места, к о т о р ы е с ч и т а л и с ь в х о д о м в ад; и з ­
вестны т а к ж е местные ады, о ч е м с в и д е т е л ь с т в у ю т
с р а в н и т е л ь н о часто в с т р е ч а ю щ и е с я в П о л ь ш е местные
названия, так наз. „ П е к л о " и л и „ П е к е л к о " .
П о л ь с к и й с р е д н е в е к о в ы й ад — у т в е р ж д а е т автор
— не б ы л с л и ш к о м ж е с т о к и м , но напоминал о
своем
с у щ е с т в о в а н и и тогда, когда р е ч ь к а с а л а с ь г л у б о к и х
недр п о л ь с к о г о с и н к р е т и ч е с к о г о христианства.

Ольга
Гольдберг
— М у л ь к е в и ч
в статье
„Траурные и поргебальные обряды польских евреев"
В
еврейской
традиции
обряды,
связанные
со
с м е р т ь ю , п о х о р о н а м и и т р а у р о м , с о д е р ж а л и ряд п р е д ­
писаний, о т н о с и т е л ь н о о п р е д е л е н н о г о образа действий
и поведения семьи у м е р ш е г о , а т а к ж е всей о б щ е ­
ственности. У к а з а н и я эти о т р а ж а ю т с я на
философ­
ские о с н о в ы е в р е й с к о й р е л и г и и , на к о т о р ы х сказа­
л и с ь верования и п р е д р а з с с у д к и , в о з н и к ш и е в у с л о ­
в и я х ж и з н и о т д е л ь н ы х е в р е й с к и х г р у п п . Т а к на­
пример, па территории П о л ь ш и р а з н и л и с ь п о г р е б а л ь ­
ные обряды хасидов и „митаигов". Иначе совершался
обряд п о х о р о н цадика, иначе о б ы к н о в е н н о г о смерт­
ного. О б щ е й ч е р т о й е в р е й с к и х п о х о р о н б ы л о у ч а с т и е
в о б р я д а х не т о л ь к о всей семьи у м е р ш е г о , но и д р у ­
гих членов общины. Обряды начинались с совместных
молитв у ложа умирающего и кончались общей мо­
л и т в о й в г о д о в щ и н у смерти.
В е з д е у м е р ш е г о х о р о н и л и без гроба, по в о з м о ж ­
ности быстро. П о к о й н и к а п р и н о с и л и на доске, з а в е р ­
нутого в б е л ы й саван. П о д г о л о в у к л а л и п о д у ш к у .
П о с л е выноса т е л а из дому в ы п о л н я л с я ряд м а г и ч е с ­
к и х действий, к о т о р ы е д о л ж н ы б ы л и п о м о ч ь д у ш е п о ­
к и н у т ь дом. Э т о б ы л первый, д л я щ и й с я н е с к о л ь к о ч а с о з период траура, п р е д в а р я в ш и й п о х о р о н ы . Т р а у р
д л и л с я год времени, так — как в е р и л и , что ж и з н е н ­
н ы е с и л ы покидают т е л о ч е л о в е к а постепенно: „ н е шама" — сразу же, „ н е ф е ш "
— с п у с т я 30 дней
и „ р у а х " — спустя год. П е р в ы й период траура п р о ­
д о л ж а л с я 7 дней, к о т о р ы е с е м ь я покойного проводила
дома, сидя на н и з е н ь к и х с к а м е е ч к а х , питаясь тем,
что п р и н о с и л и соседи. В т е ч е н и е этого времени пищу
не в а р и л и , не п о к и д а л и дома, м о л и л и с ь . Затем в т е ­
чение 30 дней з а п р е щ а л и с ь какие л и б о р а з в л е ч е н и я ,
с в а д ь б ы , п о к у п к и н о в ы х вещей. Т р а у р к о н ч а л с я в г о ­
довщину
смерти. В п р о д о л ж е н и е всего
траурного
периода ч и т а л и с ь о п р е д е л е н н ы е м о л и т в ы , в к о т о р ы х
у ч а с т в о в а л и все ч л е н ы о б щ и н ы .

228

Р ы ш а р д Т о м и ц к и в статье „ П у т и в з а г о р о б н ы й
мир. М а т е р и а л ы к а с а ю щ е с я Э с х а т о л о г и и А ц т е к о в "
с п и р а е т с я г л а в н ы м образов на и с т о р и ч е с к и е и с т о ч ­
ники со второй д е к а д ы
X V I в., к о т о р ы е к а с а ю т с я
завоеванной испанцами Ц е н т р а л ь н о й М е к с и к и . О с н о ­
вой м а т е р и а л о в я в л я е т с я п р е ж д е всего
H i s t o r i a ge­
n e r a l Йе l a s cosas de N u e v a E s p a n a , написанная п р е д ­
вестником э т н о л о г и и и мексиканистики, миссионером
— ф р а н ц и с к а н ц е м О. B e r n a r d i n o de S a h a g u n .
С о д е р ж а щ и й с я в статье м а т е р и а л д е л и т с я на три
части
соответственно
трем
категориям
мышления
о п о т у с т о р о н н е м мире в р е л и г и и ацтеков.
Первая
часть •— О тех, к т о п о п а л в ад и о том, как к ним
о т н о с и л и с ь , вторая — О тех, к т о ш е л в земной рай
и т р е т ь я часть — О т е х , к т о ш е л в небо.
В ад, где ж и л д ь я в о л по имении М и т ц л а н т е ц у т л и
н а з ы в а е м ы й т а к ж е Т з о н т е н о ц и его ж е н а , богиня
М и ц т е ц а ц и х и а л ь т ш л и все те, к т о у м и р а л по п р и ­
чине б о л е з н и , среди них т а к ж е ж е н щ и н ы и дети.
П о к о й н и к а , к о т о р ы й ш е л в ад, г о т о в и л и в п у т ь , ве­
д у щ и й в потусторонний мир, с т а р ц ы — с п е ц и а л и с т ы
по р е з к е бумаги. Н а дорогу покойник п о л у ч а л соот­
в е т с т в у ю щ и е бумаги и к у в ш и н ч и к с водой. П о к о й н и к а
о б е р е г а л и т а к ж е от ц а р я щ е г о в потустороннем мире
х о л о д а . С этой ц е л ь ю р а з в о д и л и спустя
80 дней о г о н ь
и с ж и г а л и о д е ж д у , о р у ж и е и все предметы, к о т о р ы м и
покойник п о л ь з о в а л с я при ж и з н и . О г о н ь р а з в о д и л и
многократно — в п о с л е д н и й р а з спустя 4 года, ибо в е ­
р и л и , что п о с л е такого срока покойник о т п р а в л я е т с я
в 9 адов. П о с к о л ь к у ч е р е з реки, р а з д е л я ю щ и е ад на
ряд сфер, покойник п е р е п р а в л я л с я на х р е б т е собаки
E O время п о г р е б а л ь н о й церемонии, у б и в а л и т а к ж е с о ­
баку со с в е т л о к р а с н о й ш е р с т ь ю .
В земной р а й страну Е е ч н о й радости и в е с е л ь я ,
где п р о ж и в а л и боги п о п а д а л и те, к т о погиб в воде
и л и от м о л н и и , а т а к ж е с и ф и л и т и к и , п р о к а ж е н н ы е ,
с т р а д а ю щ и е часоткой, подагрой, водянкой. И х т е л не
сжигали, а закапывали.
В небо, страну, где проживает с о л н ц е , п о п а д а л и
погибшие на войне л и б о у м е р ш и е в п л е н у , к о т о р ы м
п р и х о д и л о с ь нести с л у ж б у у своих врагов. С п у с т я ч е ­
т ы р е года они п р е в р а щ а л и с ь в п р е к р а с н ы х птиц, к о ­
т о р ы е с о б и р а л и н е к т а р с цветов, р а с т у щ и х на рав­
нине (в н е б е с а х ) .

Я . К р ы т в статье „ У м и р а н и е и смерть в п о н я т я х
Д а л ь н е г о В о с т о к а " на основе а н а л и з а ф и л о с о ф с к о - р е ­
л и г и о з н ы х систем И н д и и ( и н д у и з м ) и К и т а я (таоизм,
к о н ф у ц и а н с т в о ) рассматривает разницу м е ж д у п о н я ­
тием смерти и у м и р а н и я в к у л ь т у р а х В о с т о к а и З а ­
пада. Н а базе р а з л и ч е н и я м е ж д у смертно (событие —
т и п и ч н ы й п о д х о д д л я Запада) и умиранием (процесс
— типичный подход д л я к у л ь т у р ы Востока) К р ы г
вводит
ряд
противопоставлений,
характеризующих
ото р а з л и ч е н и е .
П е р в о е из н и х касается п о в е д е н и я у м и р а ю щ е г о .
В к у л ь т у р е Запада т и п и ч н о й я в л я е т с я пассивность,
пассивное подчинение х о д у событий. В к у л ь т у р е В о ­
стока у м и р а ю щ и й активен. Э т о в ы т е к а е т и з у б е ж д е ­
ния, что смерть я в л я е т с я л и ш ь одним и з этапов ж и з ­
ни, притом не менее в а ж н ы м чем д р у г и е . П р о ц е с с
у м и р а н и я — это один и з этапов д о с т и ж е н и я д у х о в ­
ного совершенства в ж и з н и ч е л о в е к а , п р и б л и ж е н и е м
к а б с о л ю т у , о д н о в р е м е н н ы м о с в о б о ж д е н и е м и от ж и з ­
ни, и от смерти.
Т а к о й п о д х о д о б ъ я с н я е т с я основным о н т о л о г и ч е с ­
к и м принципом ф и л о с о ф и и В о с т о к а — ц и к л и ч н о с т ь ю .
Отсюда у б е ж д е н и е — с ним в я ж е т с я
идея перево­
п л о щ е н и я — что ч е л о в е к многократно живет и у м и ­
рает. С л е д о в а т е л ь н о
смерть не я в л я е т с я
—
как
в к у л ь т у р е Запада — о к о н ч а т е л ь н ы м у х о д о м из ж и з ­
ни, но л и ш ь и з в е щ е н и е м о п р е д с т о я щ е м вторичном
п о я в л е н и и на свет. О д н а к о д л я того, ч т о б ы вновь
родиться, надо
п о л н о с т ь ю познать ж и з н ь . Отсюда
разница в р а з м ы ш л е н и я х о смерти. В к у л ь т у р е З а ­
пада m e m e n t o обозначает аскетизм, о т р е ч е н и е от б р е н ­
ной ж и з н и , в ф и л о с о ф и и ж е Востока •— примирение,
понимание законов смерти и п о л ь з о в а н и е тем, что н е ­
сет нам ж и з н ь , о ч е р е д н ы м этапом к о т о р о й я в л я е т с я
смерть.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10212" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10190">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c422eb7abe8419cf291455e200546971.pdf</src>
        <authentication>16484020b39aa102d070b8be6ee82856</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121431">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2352</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121432">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2183</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121434">
                <text>Jędrzej Cierniak i jego teatr ludowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121435">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4, s.90-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121436">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121437">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121438">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121439">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121440">
                <text>S e w e r y n A. Wisłocki

JĘDRZEJ CIERNIAK I JEGO „TEATR
P o n i e w a ż w y s t ą p i e n i e Jędrzeja Cierniaka z w ł a s n ą k o n c e p c j ą
„ t e a t r u l u d o w e g o " opierało się na z a k w e s t i o n o w a n i u sensu
istnienia a m a t o r s k i e g o r u c h u teatralnego na w s i w takiej f o r m i e
w jakiej u k s z t a ł t o w a n y został na przestrzeni XIX w . , d l a t e g o
n i e z b ę d n y m jest dla jasności w y w o d ó w zasadniczych p r z e d ­
s t a w i e n i e tegoż zjawiska k u l t u r o w e g o w n a j o g ó l n i e j s z y c h zary­
sach.
Teatr amatorski na w s i p i e r w o c i n y s w o i c h p o c z y n a ń d a t u j e na
drugą p o ł o w ę X I X w . , przy c z y m najlepiej r o z w i j a ł się na terenie
Galicji, gdzie Polacy, w p o r ó w n a n i u z i n n y m i z a b o r a m i , korzystali
z największych s w o b ó d . G ł ó w n y m celem organizatorów, naj­
częściej e f e m e r y c z n y c h scen a m a t o r s k i c h , b y ł o w t a m t y m czasie
p i e l ę g n o w a n i e języka p o l s k i e g o , b u d z e n i e ś w i a d o m o ś c i n a r o d o ­
w e j i p a t r i o t y z m u , w a l k a o przetrwanie k u l t u r y n a r o d o w e j .
Działalność ta była jedną z f o r m elementarnej pracy o ś w i a t o w e j
p r o w a d z o n e j w ś r ó d l u d u , przez ś w i a d o m ą k o n i e c z n o ś c i o b r o n y
istoty n a r o d o w e g o b y t u część polskiej inteligencji.
A m a t o r s k i e zespoły teatralne spełniały w i ę c rolę zręcznych
i s k u t e c z n y c h i n s t r u m e n t ó w przekazujących n i e p i ś m i e n n e m u
o d b i o r c y w postaci o b r a z o w e j , b a r w n e j , ł a t w e j d o zapamiętania
proste p r a w d y , w z o r c e g o d n e n a ś l a d o w a n i a oraz ich antytezy.
S ł o w e m była t o d y d a k t y k a , w p r z y p a d k u której w a l o r y artystycz­
ne z a r ó w n o w sensie materiału d r a m a t u r g i c z n e g o , jak i s p o s o b u
w y s t a w i a n i a , nie m i a ł y najważniejszego znaczenia.
R o z k w i t tak p o j m o w a n e g o teatru a m a t o r s k i e g o na w s i w i ą z a ł
się d w o m a w s p ó ł z a l e ż n y m i przyczynami: u w ł a s z c z e n i e m c h ł o ­
p ó w i p o w s t a n i e m na obszarze w s z y s t k i c h trzech z a b o r ó w dużej
ilości s t o w a r z y s z e ń , t o w a r z y s t w i i n n y c h organizacji, k t ó r y c h
c e l e m była działalność o ś w i a t o w o - k u l t u r a l n a w ś r ó d l u d u . A b s ­
trahując o d mozaiki pojęć s z c z e g ó ł o w y c h , pomijając nieistotne
z p u n k t u w i d z e n i a t e g o szkicu d y s o n a n s e w y n i k a j ą c e z r ó ż n o ­
rakich orientacji p o l i t y c z n y c h , s t w i e r d z i ć należy, że wszystkie te
organizacje t r a k t o w a ł y teatr a m a t o r s k i , doraźnie i n s t r u m e n t a l n i e ,
rozumiejąc g o j a k o niezbędny i m p o r t f o r m y i treści z w y ż s z e j ,
elitarnej k u l t u r y d o niższej — l u d o w e j .
Na przykładzie j e d n e j z t y c h organizacji, r e p r e z e n t a t y w n e j
z a r ó w n o przez w z g l ą d na d ł u g o ś ć , jak i zasięg działania, c h c ę
pokazać w j a k i m kontekście w y s t ę p o w a ł teatr amatorski, będąc
w a ż n y m i n s t r u m e n t e m o d d z i a ł y w a n i a , lecz j e d n y m z w i e l u , a nie
j e d y n y m . W 1 8 8 1 r o k u w K r a k o w i e p o w s t a ł o założone przez m.in.
A d a m a A s n y k a T o w a r z y s t w o Szkoły L u d o w e j .
„ P o c z ą t k o w o j e g o g ł ó w n y m zadaniem b y ł o zakładanie szkół
l u d o w y c h , aby u c h r o n i ć dzieci przed w y n a r o d o w i e n i e m . N a s t ę p ­
nie (...) — zakładano b i b l i o t e k i i czytelnie. T S L p r o w a d z i ł o także
kursy, w y k ł a d y i p o g a d a n k i . D o p r o g r a m u T S L należało r ó w n i e ż
o r g a n i z o w a n i e rocznic n a r o d o w y c h i p r z e d s t a w i e ń urządzanych
n i e j e d n o k r o t n i e w specjalnie p r z y s t o s o w a n y c h d o t e g o salach
w n o w o w y b u d o w a n y c h d o m a c h l u d o w y c h lub o ś w i a t o w y c h .
T o w a r z y s t w o Szkoły L u d o w e j , (...), w okresie o d 1 8 9 2 — 1 9 1 8
r o k u z o r g a n i z o w a ł o 6 4 1 8 o b c h o d ó w rocznic n a r o d o w y c h , 2 6 5 9
p r z e d s t a w i e ń t e a t r a l n y c h oraz kilkaset k o n c e r t ó w i z a b a w " .
N i e c o dalej w t y m s a m y m o p r a c o w a n i u jest informacja w a ż n a
przez w z g l ą d na Jędrzeja Cierniaka: „ P o roku 1 9 0 0 T S L z w i ę k ­
szyło liczbę w i e j s k i c h o g n i w , które r o z w i j a ł y o ż y w i o n ą działal­
ność teatralną. Na przykład młodzież koła T S L w Z a b o r o w i e
z o r g a n i z o w a ł a teatr a m a t o r s k i , k t ó r e g o pierwsze w i d o w i s k o
o d b y ł o się w sierpniu 1 9 0 4 r o k u . U r z ą d z o n o o b c h o d y rocznic
n a r o d o w y c h m.in. z okazji rocznicy p o w s t a n i a s t y c z n i o w e g o
w y s t a w i o n o w sali szkolnej sztukę patriotyczną Dziesiąty
pawilon
A . Staszczyka. W okresie dziesięciu lat przed pierwszą w o j n ą
ś w i a t o w ą z r e a l i z o w a n o kilkadziesiąt p r z e d s t a w i e ń na w s i r o d z i ­
mej oraz w sąsiednim R a d ł o w i e i Brzesku. M . i n . w latach 1 9 0 6
— 1 9 0 7 g r a n o Betlejem
Polskie L. Rydla. P r z y g o t o w u j ą c k o s 1

90

LUDOWY"

t i u m y i r e k w i z y t y korzystano ze w s k a z ó w e k i r y s u n k ó w W . Tet­
majera. (...) Zespół działał d o w y b u c h u pierwszej w o j n y ś w i a t o ­
w e j ; w l i p c u 1 9 1 4 roku odegrał w y b r a n e sceny z Kościuszki
pod
Racławicami
W . L. A n c z y c a i Wesele S. W y s p i a ń s k i e g o " .
2

Teatr amatorski spełniał także na w s i f u n k c j ę r o z r y w k o w ą .
T r u d n o p o w i e d z i e ć d l a c z e g o tak się d z i a ł o , m o ż e przez przykład
w ę d r o w n y c h t r u p t e a t r a l n y c h , ale był to n u r t z d e c y d o w a n i e m n i e j
a m b i t n y . Opierał się p o c z ą t k o w o na n i e w y b r e d n y c h farsach
w y d o b y w a n y c h zresztą o d o w y c h k o m e d i a n t ó w , na p o k r a c z n y c h
przeróbkach m.in. z Plauta czy „ d o s t o s o w a n i a c h " d o naszych
r e a l i ó w scenariuszy g r y w a n y c h w Polsce w XVIII w i e k u p r z e d ­
s t a w i e ń c o m m e d i a dell'arte. D o k o n y w a l i ich przez całe stulecie
r y m o p i s o w i e z „ b o ż e j ł a s k i " , rujnując w n i c h w s z y s t k o c o d o
z r u j n o w a n i a b y ł o , pragnąc j e d y n i e p r z y p o d o b a ć się s a k i e w k o m
j a r m a r c z n e g o w i d z a . Później, kiedy amatorski teatr w i e j s k i stał się
na tyle p o w s z e c h n y , że s t w o r z y ł r y n k o w e z a p o t r z e b o w a n i e na
materiał d r a m a t u r g i c z n y , p o j a w i ł y się o s ł a w i o n e „ k u m e d y j e "
— sztuczydła pisane specjalnie dla w i e j s k i e g o w i d z a ( n p . Fatalna
kiełbasa, Mosiek spekulant. Żyd w beczce. Amerykańska
golarnia
i t p . ) . Stało się t o na p o c z ą t k u XX w i e k u .
Dla pełniejszego z i l u s t r o w a n i a intencji oraz z a k ł a d a n y c h p o ­
przez scenę amatorską na w s i c e l ó w , w okresie o d s c h y ł k u XIX d o
p o c z ą t k u lat d w u d z i e s t y c h XX w i e k u , n i e z b ę d n e będzie za­
p r e z e n t o w a n i e założeń p r o g r a m o w y c h Z w i ą z k u T e a t r ó w i C h ó ­
r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h w e L w o w i e . P o w s t a ł o n w 1 9 0 7 r o k u i był
j e d y n y m stowarzyszeniem m a j ą c y m w y ł ą c z n i e na celu o p i e k ę
oraz s t y m u l o w a n i e r o z w o j u a m a t o r s k i e g o r u c h u t e a t r a l n e g o .
W ś r ó d j e g o o r g a n i z a t o r ó w znaleźć można tak z n a k o m i t e n a z w i s ­
ka jak Józef K a l l e n b a c h , Tadeusz P a w l i k o w s k i , Lucjan Rydel,
L u d w i k S o l s k i , W ł o d z i m i e r z Tetmajer, M a r y l a W o l s k a i i n . „ W
amatorskiej pracy artystycznej u p a t r y w a l i o n i z n a k o m i t y c z y n n i k
budzenia ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j i kulturalnej l u d u , nie w y ­
z b y w a j ą c się o c z y w i ś c i e m o ż l i w o ś c i o d d z i a ł y w a n i a na w i e ś dla
z a c h o w a n i a starych o b y c z a j ó w i s t r u k t u r y społecznej. (...)
3

Określeniem celu i zadań z w i ą z k u (...) o p u b l i k o w a n e zostało
w Poradniku
Teatrów i Chórów
Włościańskich
nr 1 2 / 1 9 0 9 s.
1 1 2 — 1 1 6 z 1 0 X 1 9 0 9 r o k u : '...Celem Z w i ą z k u jest s t w o r z e n i e
o r y g i n a l n e g o , s w o i s t e g o n a r o d o w e g o teatru w ł o ś c i a ń s k i e g o
w y n i k ł e g o z a r t y s t y c z n y c h tradycji l u d u i o d p o w i a d a j ą c e g o ściśle
duszy l u d u , j e g o t r a g i c z n e m u i k o m i c z n e m u ś w i a t o p o g l ą d o w i .
M a j ą c taki cel na o k u Z w i ą z e k w działalności s w e j nie c h c e na w s i
w p r o w a d z a ć o b c y c h p i e r w i a s t k ó w k u l t u r a l n y c h , u s t a l o n y c h sza­
b l o n ó w sceny mieszczańskiej, nie c h c e niczego l u d o w i narzucać
— popiera t y l k o k u l t u r a l n y r o z w ó j s k a r b ó w i z d o l n o ś c i , które już
są w ludzie, p o g ł ę b i a i uszlachetnia artystyczne p i e r w i a s t k i ,
t k w i ą c e w duszy l u d u , popiera ich kulturalną e w o l u c j ę — s ł o w e m
c h c e , b y k u l t u r a l u d u r o z w i n ę ł a się d o p o t ę g i k u l t u r y n a r o d o w e j
i ogólnoludzkiej'."
4

Z w i ą z e k działał z r o z m a c h e m . Posiadał w ł a s n e w y d a w n i c t w a
— „ P o r a d n i k T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h " , pełniący f u n k c j ę
j e g o o r g a n u , oraz „ B i b l i o t e k ę T e a t r ó w L u d o w y c h " zawierającą
p r o p o z y c j e repertuarowe. Nie był t o czysty materiał d r a m a t u r ­
g i c z n y , lecz o p a t r z o n y w s k a z ó w k a m i inscenizacyjnymi i s c e n o ­
graficznymi.
W p ł y w y tej organizacji sięgały p o z o s t a ł y c h d w u z a b o r ó w oraz
emigracji polskiej, a o d 1 9 0 8 r. nawiązała ona w s p ó ł p r a c ę
z Czechami, C h o r w a t a m i , Serbami, Francuzami, W ł o c h a m i i N i e ­
mcami.
O ile z a c y t o w a n y f r a g m e n t założeń p r o g r a m o w y c h Z w i ą z k u
T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h , w s k a z y w a ł b y na t o , iż były o n e
s k i e r o w a n e d o inteligencji (styl, język, s ł o w n i c t w o ) w y r a ź n i e
określając jej rolę w działaniu na rzecz l u d u ( m . i n . w „ p o g ł ę b i a n i u
i uszlachetnianiu artystycznych p i e r w i a s t k ó w t k w i ą c y c h w duszy

�l u d u " ) , o tyle należy jeszcze z a c y t o w a ć f r a g m e n t o d e z w y Kazi­
mierza Gabrielskiego s k i e r o w a n e j w p r o s t d o c h ł o p ó w , zamiesz­
czonej w „ P o r a d n i k u . . . " w piętnaście miesięcy później, aby mieć
pełniejszą o p t y k ę o m a w i a n y c h działań. „...Bracia k o c h a n i ! O d ­
n o s i m y się d o W a s w

s p r a w i e , która l u d o w i p o l s k i e m u

0 w i e l e bardziej s k o m p l i k o w a n a . Cierniak daleki był o d w ł a ś ­
c i w e g o w s p ó ł c z e s n y m s o b i e p o l i t y k o m l u d o w y m ciasnego e g o i ­
zmu klasowego.
U r o d z o n y 15 października 1 8 8 6 r. w e w s i Z a b o r ó w w d a w n y m

nie

p o w i e c i e brzeskim, m i m o biedy w d o m u , dzięki matce u k o ń c z y ł

p o w i n n a być o b o j ę t n a — s p r a w i e t e a t r ó w i c h ó r ó w w ł o ś c i a ń s ­

g i m n a z j u m b o c h e ń s k i e . T a m w ł a ś n i e zetknął się z działalnością

k i c h . Jest t o s p r a w a d o n i o s ł e g o znaczenia, bo istnienie i r o z w ó j

koła T S L , k t ó r e g o stał się w k r ó t c e j e d n y m z n a j a k t y w n i e j s z y c h

sceny w ł o ś c i a ń s k i e j w i ą ż e się ściśle z interesem n a r o d o w o ś c i

c z ł o n k ó w . O c z y w i ś c i e z a f a s c y n o w a ł g o teatr amatorski. J u ż

polskiej, a przede w s z y s t k i m m o w y polskiej, którą w r o g o w i e nasi

w t e d y ż y w o zainteresował się f o l k l o r e m , sztuką l u d o w ą . W r o ­

prześladują. Po utracie p o l i t y c z n e g o b y t u , p o s m u t n y c h d o ś w i a d ­

dzinnej w s i o r g a n i z o w a ł w i d o w i s k a oparte na l u d o w e j tradycji

czeniach przeszłości, w ciągłej w a l c e z uciskiem p o d zaborem

k u l t u r o w e j , stał się j e d n y m z założycieli koła T o w a r z y s t w a Szkół

p r u s k i m i rosyjskim, gdzie dążą d o naszego w y n a r o d o w i e n i a ,

Ludowych w Zaborowie.

zakazują m ó w i ć ojczystą m o w ą i uczyć nasze dzieci p o p o l s k u ,

M a t u r ę uzyskał w 1 9 0 8 r o k u i p o d j ą ł studia na U n i w e r s y t e c i e

o b o w i ą z a n i jesteśmy d o w s p ó l n e j pracy nad u t r z y m a n i e m i o d ­

J a g i e l l o ń s k i m , na s e m i n a r i u m z n a k o m i t e g o historyka literatury

rodzeniem ducha

które

polskiej I g n a c e g o C h r z a n o w s k i e g o . T a m też zetknął się z or­

w pracy tej o d d a ć n a m m o g ą n i e o c e n i o n e u s ł u g i , jest scena

narodowego. Jednym z czynników,

ganizacją, która w y w a r ł a na n i e g o w p ł y w d e c y d u j ą c y , ukształ­

polska. Scena t o szkoła, która uczy p o z n a w a ć d o b r e i złe s t r o n y

t o w a ł a g o i d e o w o i c h a r a k t e r o l o g i c z n i e . M o w a jest o s t o w a r z y ­

życia, dąży d o u s u w a n i a w a d , p o p r a w y złych o b y c z a j ó w , kształci

szeniu e t y c z n o - m o r a l n y m „ E l e u s i s " z a ł o ż o n y m przez prof. W i n ­

u m y s ł i charakter. Ona ukazuje n a m dzieje ojczyste, u t r z y m u j e

c e n t e g o L u t o s ł a w s k i e g o w 1 9 0 3 г., w 4 0 - t ą rocznicę w y b u c h u

pamięć w i e l k i e j przeszłości i w i e k o p o m n y c h c z y n ó w naszych

p o w s t a n i a s t y c z n i o w e g o . Bez t e g o t o w a r z y s t w a

p r z o d k ó w , którzy za ojczyznę kładli życie w ofierze (...). W c o ­

w s t r z e m i ę ź l i w o ś c i , bez j e g o m i s t y c y z m u n a w i ą z u j ą c e g o d o m i s ­

dziennej trosce życia daje też scena miłą, rozumną

t e r i ó w e l e u z y ń s k i c h , bez haseł m o r a l n e g o i d u c h o w e g o o d ­

rozrywkę

i w y t c h n i e n i e po pracy. Garnijcie się t e d y d o zakładania

poczwórnej

we

rodzenia n a r o d u p o l s k i e g o , być m o ż e nie d o s z ł o by n i g d y d o

w s i a c h w a s z y c h t e a t r ó w i c h ó r ó w w ł o ś c i a ń s k i c h , popierajcie

s t w o r z e n i a przez Cierniaka j e g o o r y g i n a l n e j k o n c e p c j i „ T e a t r u

istniejące już d r u ż y n y t e a t r a l n e " .

l u d o w e g o " , a już na p e w n o nie w t a k i m kształcie w

5

Nie jest p r z e d m i o t e m t e g o szkicu o m a w i a n i e o s o b i s t e g o w k ł a ­

jakim

zaistniała.

d u w dzieło t w o r z e n i a teatru a m a t o r s k i e g o na w s i n a j w y b i t n i e j ­

Ta dziś na p o ł y z a p o m n i a n a ( o c o i n t e n s y w n i e d b a n o w m i n i o ­

szych ó w c z e ś n i e t w ó r c ó w k u l t u r y p o l s k i e j , lecz — p a m i ę t a j m y

n y m okresie „ r e a l n e g o s o c j a l i z m u " ) , na poły n i e d o c e n i a n a or­

— bez niego m i e l i b y ś m y d o czynienia z zupełnie i n n y m i l o ś c i o w o

ganizacja skupiała młodzież o z r ó ż n i c o w a n y c h p o g l ą d a c h s p o ł e ­

i j a k o ś c i o w o z j a w i s k i e m . Działalność o ś w i a t o w o - k u l t u r a l n a na

c z n y c h i p o l i t y c z n y c h . Opierając się na młodzieży akademickiej

rzecz l u d u w i e j s k i e g o , a później także r o b o t n i k ó w i r z e m i e ś l n i k ó w

„Eleusis"

miała charakter s p e c y f i c z n e g o „ p o s p o l i t e g o ruszenia" polskiej

1 c h ł o p s k i c h na terenie w s z y s t k i c h trzech z a b o r ó w , a n a w e t

inteligencji. Nie t r u d n o nie z a u w a ż y ć w jej p o s t a w i e

w ś r o d o w i s k a c h p o l o n i j n e j emigracji z a r o b k o w e j np. na terenie

6

wielu

n i e k o n s e k w e n c j i , najczęściej sobie n i e u ś w i a d a m i a n y c h . F u n d a ­

działała

7

aktywnie

w

środowiskach

robotniczych
8

Westfalii.

m e n t e m działania, o b o k potrzeby r a t o w a n i a l u d u przed w y n a r o ­

Eleuzyński m i s t y c y z m n a r o d o w y stał się dla Jędrzeja Cierniaka

d o w i e n i e m , był m i t , k t ó r e m u początek dali r o m a n t y c y z Z o r i a n e m

w r ę c z o b j a w i e n i e m . O j e g o niepośledniej roli w tej organizacji

D o ł ę g a C h o d a k o w s k i m na czele, na temat l u d u i j e g o k u l t u r y j a k o

dowodnie

skarbnicy „ s ł o w i a ń s k o ś c i —

(skąd

P i g o ń : „ N i e s p o s ó b przedstawić t u w s z y s t k i c h w y b i t n i e j s z y c h

w o w s k i „ Z w i ą z e k T e a t r ó w . . . " zakładał działanie „ d l a z a c h o w a ­

c z ł o n k ó w naszej ó w c z e s n e j g r o m a d y , zbyt byli liczni. F l e g m a t y ­

na starych o b y c z a j ó w " ) , o p a r t y na p o z y t y w i s t y c z n y m , r a c j o n a l -

czny, c i ę ż k a w y , ale zawzięty w w y t r w a ł o ś c i R o m a n S ę k - G i e r -

iym

czyński, stateczny, p o g o s p o d a r s k u o p a n o w a n y i m e t o d y c z n y

haśle „ p r a c y

od

polskości — swojskości"

podstaw".

Była t o

postawa

„zejścia

v g m i n " t r a k t o w a n a j a k o misja n a r o d o w o - c y w i l i z a c y j n a .

elsów,

Stanisław

Stefan Sacha, serdeczny, p r a w y , dziecięco szczery i p o g o d n y

Stanęła ona w n i e o c z e k i w a n e j sprzeczności z n e o r o m a n t y c z i y m , m ł o d o p o l s k i m l u d o m a ń s t w e m , ze s p e c y f i c z n y m

zaświadcza j e d e n z c z o ł o w y c h

kultem

h ł o p a i j e g o k u l t u r y ( „ C h ł o p potęgą jest i b a s t a ! " ) , które nałożyło
&gt;ię na X I X - w i e c z n y s p o s ó b myślenia na przełomie w i e k ó w XIX
XX. Sprzeczność d o t y c z y ł a w zasadzie p r o b l e m u czy l u d należy
n k w e s t i i teatru o ś w i e c a ć , czy raczej s a m e m u u l u d u szukać

Jędrzej Cierniak ( . . . ) " . P o w a ż n y ciężar g a t u n k o w y ma ta o p i n i a
9

w y s t a w i o n a przez c z ł o w i e k a nieskorego d o t a n i c h k o m p l e m e n ­
tów.
O b o k „ E l e u s i s " , a w ł a ś c i w i e w c i e l a j ą c jej ideały w
p r o w a d z i ł Cierniak bardzo energiczną działalność

życie,

oświatową

i artystyczną na f o r u m A k a d e m i c k i e g o Koła T o w a r z y s t w a Szkoły

oświecenia, przez o d s z u k a n i e i w y d o b y c i e na ś w i a t ł o d z i e n n e

L u d o w e j . Wygłaszał p o g a d a n k i w licznych w ó w c z a s c z y t e l n i a c h

archetypicznych t r o p ó w

wiejskich w

równych

co

najmniej

pierwiastkom

teatru helleńskiego.

okolicach

Krakowa, współorganizował

obchody

rocznic n a r o d o w y c h , ale przede w s z y s t k i m p o c h ł a n i a ł a g o działa­

Nie została ona w zasadzie n i g d y roztrzygnięta w ł o n i e i n ­

lność w sekcji dramatycznej T S L - u . „ C z y n n i e j s z y udział m i a ł e m

teligencji polskiej, natomiast t r u d n o się d z i w i ć późniejszej reakcji

t y l k o w ś r ó d o w y c h p r z e w o d n i k ó w p o mieście, tudzież w sekcji

działaczy

d r a m a t y c z n e j , p r o w a d z o n e j p o d ó w c z a s przez a r c y m i ł e g o i u z d o l ­

ruchu

ludowego,

polityków

partii c h ł o p s k i c h ,

ich

i d e o l o g ó w , iż w czasie II Rzeczypospolitej z r e l i k t ó w c h ł o p o m a ń -

n i o n e g o kolegę K. Bartoszewicza. Po j e g o przedwczesnej śmierci

s t w a w y w i e d l i w ł a s n y mit kreujący w a r s t w ę chłopską na j e d y n y

pierwsze skrzypce przeszły t a m w p i e c z o ł o w i t e ręce Jędrzeja

przetrwalnik czystej i nieskażonej rodzimej tradycji k u l t u r o w e j ,

Cierniaka".

jak d o s ł o w n i e m a w i a l i „ t e j o d Piasta". Na t y m micie u s i ł o w a n o

10

Należy p r z y p o m n i e ć w t y m miejscu, iż szermująca

hasłami

z b u d o w a ć o g ó l n o n a r o d o w e przeświadczenie o szczególnej roli,

o d r o d z e n i a n a r o d o w e g o przez kształcenie charakteru, f o r m o w a ­

wręcz misji w a r s t w y c h ł o p s k i e j w dziele b u d o w y p o t ę g i n a r o d u

nia ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j j a k o efektu o d d z i a ł y w a n i a

polskiego i jego odrodzenia d u c h o w e g o w rozumieniu p o w r o t u

(przede w s z y s t k i m dzieł w i e l k i c h r o m a n t y k ó w ) , przez o d r o d z e n i e

d o r o d z i m e g o pnia k u l t u r o w e g o . Był t o e w i d e n t n y efekt działania

m o r a l n e ( g ł o ś n e w s w o i m czasie hasło p o c z w ó r n e j w s t r z e m i ę ź ­

poezji

p r a w a w a h a d ł a — o d w r ó c e n i a m i t ó w szlacheckich i wejścia

l i w o ś c i o d palenia, picia, hazardu i w y b u j a ł e j e r o t y k i ) , pracę nad

w ich „ s k ó r ę " .

sobą i samokształcenie p o z w a l a j ą c e osiągnąć w y ż s z y s t o p i e ń

W y s t ą p i e n i a Jędrzeja Cierniaka, j e g o krytyki w i e j s k i e g o teatru
amatorskiego i n s p i r o w a n e g o przez inteligencję w postaci d y d a k t y c z n o - o ś w i a t o w e j , jak r ó w n i e ż j e g o k o n c e p c j i „ t e a t r u

rozwoju duchowego

i umysłowego —

eleuzyńska

gromada

działała — b y ł o t o jej założenie p r o g r a m o w e — na najróżniejszych

ludo­

płaszczyznach s p o ł e c z n y c h . E l s o w i e mieli s t w o r z y ć i s t w o r z y l i

działania

elitarną formację d u c h o w ą mającą rozprzestrzeniać jak najszerzej

w s p o m n i a n e g o p r a w a w a h a d ł a w tej w ł a ś n i e dziedzinie. B y ł o b y

s w o j e ideały, w c i e l a ć je w różnorakie działania k o n k r e t n e , sami

to d e f o r m u j ą c y m obraz rzeczywisty uproszczeniem. Rzecz jest

siebie i s w o j e j organizacji nie e k s p o n u j ą c n a d m i e r n i e .

wego"

nie w o l n o

rozumieć w y ł ą c z n i e j a k o efektu

91

�W latach 1 9 0 3 - 1 9 1 4 osiągnęła o n a w p ł y w y n i e b y w a ł e , jak
d o t ą d niezbadane, które zaważyły na w i e l u i s t o t n y c h płaszczyz­
nach działań s p o ł e c z n y c h II Rzeczypospolitej. „ J u ż sama n a z w a
organizacji, nawiązująca d o g r e c k i e g o miasteczka Eleusis, z n a n e ­
g o w starożytności z m i s t e r i ó w o b c h o d z o n y c h ku czci b o g i n i
Demeter, Persefony i Dionizosa, sugeruje, że miała o n a e l e m e n t y
m i s t y c y z m u , a obrzędy i s y m b o l e b y ł y d o s t ę p n e t y l k o dla w t a j e m ­
n i c z o n y c h " . Charakterystyczne i znaczące bez w ą t p i e n i a b y ł o
p o w o ł y w a n i e się przez e l s ó w na p o w i n o w a c t w o d u c h o w e
z „Filomatami".
1 1

T o e l s o w i e dążąc d o uzyskania jak n a j w i ę k s z y c h w p ł y w ó w ,
d o k o n a l i adaptacji s k a u t i n g u , t w o r z ą c harcerstwo — ich dziełem
był nie t y l k o 1 0 p u n k t p r a w a harcerskiego o b o w i ą z u j ą c y d o ż y ­
w o t n i o (a nie jak w a n g i e l s k i m p i e r w o w z o r z e d o 18 roku ż y c i a ) ,
ale także b o g a t y i z r ó ż n i c o w a n y dla p o s z c z e g ó l n y c h d r u ż y n
rytuał, znaki i s y m b o l e , piosenki i pieśni. A n d r z e j M a ł k o w s k i
i Tadeusz S t r u m i ł ł o o j c o w i e harcerstwa — byli c z o ł o w y m i elsami.
„ P r z o d o w a ł m i ę d z y nami Tadeusz S t r u m i ł ł o , z w a n y przez L u t o s ­
ł a w s k i e g o i przez nas w s z y s t k i c h D ę b e m . W s z e c h s t r o n n i e w y ­
kształcony, o szerokiej kulturze u m y s ł o w e j i artystycznej (...). O n
ustalał f o r m y naszego życia z b i o r o w e g o : s z c z e b l o w a n i e o r g a n i ­
zacyjne c z ł o n k ó w , c e r e m o n i a ł przyjęć, ś l u b o w a ń i t p . "
1 2

W s z y s t k o t o łącznie w y w a r ł o silne p i ę t n o na J ę d r z e j u Ciern i a k u " , na j e g o s t o s u n k u d o k u l t u r y l u d o w e j przyczyniając się
w a l n i e d o s f o r m u ł o w a n i a w kilka lat później k o n c e p c j i „ t e a t r u
l u d o w e g o " — jak „ t e a t r u z d u c h a z i e m i " , na który t o istotny
związek p r z y c z y n o w o - s k u t k o w y nie z w r ó c o n o jak d o t ą d bacz­
niejszej u w a g i . W m o m e n c i e o d r o d z e n i a się p a ń s t w a p o l s k i e g o ,
na p o c z ą t k u lat d w u d z i e s t y c h w y s t ą p i ł o n p u b l i c z n i e ze s w o j ą
wizją, traktując ją j a k o j e d y n i e g o d n ą roli k o n t y n u a t o r k i s a m o r o d ­
n y c h tradycji o b r z ę d o w y c h teatru l u d o w e g o . Miała ona p o n a d t o
służyć — t o bardzo istotne — dalszemu, n a t u r a l n e m u j e g o
r o z w o j o w i , b r o n i ą c g o przed z a n i k i e m , przed w y r u g o w a n i e m
przez f o r m y miałkie artystycznie i bez w a r t o ś c i d u c h o w y c h . O b o k
w y m i e n i o n y c h p o p r z e d n i o , na u k s z t a ł t o w a n i e się k o n c e p c j i
Cierniaka d u ż y w p ł y w miały reformatorskie nurty i przeobrażenia
w teatrze e u r o p e j s k i m , a także i p o l s k i m , o c z y m jeszcze będzie
mowa.
„ C i e r n i a k zerwał s t a n o w c z o z m n i e m a n i e m , że teatr l u d o w y t o
jest teatr a m a t o r s k i , o d g r y w a j ą c y po w s i a c h p o p u l a r n e sztuczki
k o m i c z n e l u b patriotyczne. Nie w ł ą c z a ł d o ń n a w e t sztuk p i s a n y c h
p o w s i a c h przez s a m o r o d n y c h a u t o r ó w — c h ł o p ó w . W s z y s t k o t o
miał za czczą z a b a w k ę . J e g o koncepcja teatru l u d o w e g o była
o w i e l e głębsza. W y c h o d z i ł z założenia, że p i e r w o t n e życie
g r o m a d z k i e w s i w y t w o r z y ł o i zestaliło p e w n ą ilość o b r z ę d ó w - w i d o w i s k o charakterze w ł a ś n i e d r a m a t y c z n y m , z e ś r o d k o w u j ą c y c h w sobie m o m e n t y j a k i c h ś d o n i o ś l e j s z y c h zespoleń d u c h o ­
w y c h . D o dziś z a c h o w a ł y się z n i c h j e d y n i e niektóre, i t o w stanie
s z c z ą t k o w y m . Z jakąż radością przyjął Cierniak r o z p r a w ę Cezarii
E h r e n k r e u t z o w e j , która na rozległym materiale d o w o d o w y m
wykazała takie w ł a ś n i e t r a d y c y j n e e l e m e n t y d r a m a t y c z n e w w i e j ­
s k i m obrzędzie w e s e l n y m , m a j ą c y m o d d a w n a ustaloną s w ą
nienaruszalną strukturę, rozdział ról między a k t o r ó w p r o t a g o n i s t ó w i d r u g o p l a n o w y c h , c h ó r z koryfeuszami, i u s t a l o n y porządek
p o c z y n a ń o b r z ę d o w y c h . R e m a n e n t y i n n y c h prastarych, w p e ­
w i e n rytuał d r a m a t y c z n y u j ę t y c h o b r z ę d ó w są w c a l e częste p o
w s i a c h , związane z porą roku (gaiki czy maje, s o b ó t k i ) , z c z y n ­
nościami g o s p o d a r s k i m i ( ż n i w n e , kosiarskie, zakładziny d o m o ­
s t w a ) , z b i e g i e m życia i śmierci ( p o g r z e b y , Zaduszki). J e d n y m
s ł o w e m , w ł a ś c i w e w i d o w i s k o dla c h ł o p a — t o nie z a b a w a , nie
„kumedyje", to o b r z ę d s p o ł e c z n y o c h a r a k t e r z e s a k ­
r a l n y m , stężały w p e w i e n c e r e m o n i a ł t r a d y c y j n y .
O t ó ż za g ł ó w n e zadanie teatru l u d o w e g o uznał Cierniak
p r z y w r ó c e n i e w i d o w i s k o m o b r z ę d o w y m ich charakteru i d o ­
s t o j e ń s t w a oraz uczynienie ich o g n i s k i e m życia artystycznego;
chciał w i ę c r o z w i n ą ć je w ich b o g a c t w i e i u t r w a l i ć w g r o m a d z k i m
obyczaju w i e j s k i m " .
1 4

Przystępując d o s a m o d z i e l n e g o działania Cierniak w y t k n ą ł
Z w i ą z k o w i T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h , z którą t o o r g a n i z a ­
cją sam był z w i ą z a n y , że
M a j ą c na u w a d z e nie tyle sztukę
92

teatralną, ile w p ł y w treści d r a m a t ó w na o b u d z e n i e uczuć m o r a l ­
n y c h i p a t r i o t y c z n y c h , nie s z u k a n o w ł a s n y c h , o r y g i n a l n y c h
k s z t a ł t ó w w y p o w i e d z i , ale w z i ę t o g o t o w e , utarte f o r m y sceny
z a w o d o w e j z c z a s ó w realizmu tak w samej k o m p o z y c j i d r a m a t y ­
cznej, jak i w b u d o w i e s k r z y n k o w e j sceny z m a l o w a n y m i kulisami
oraz w ekspresji aktorskiej. S ł o w e m n a ś l a d o w a n o ż y w c e m teatr
z a w o d o w y bez zastrzeżeń, a że w y k o n a w c a m i byli prości a m a t o ­
rzy, nie mający f a c h o w e g o w y s z k o l e n i a , w i ę c t o n a ś l a d o w a n i e
b y ł o nieudarzone, nie m ó g ł w i ę c tak p o j ę t y teatr stać się
t w o r z e n i e m a r t y s t y c z n y m l u d u , nie był w ścisłym s ł o w a znacze­
niu teatrem l u d o w y m " .
1 5

Ten zarzut niezborności m i ę d z y deklaracją p r o g r a m o w ą a prak­
tyką, p o s t a w i o n y działaczom Z T i C h W o t w i e r a ł k a m p a n i ę prze­
c i w k o r o z p o w s z e c h n i o n e m u w ó w c z a s n u r t o w i teatru a m a t o r s ­
kiego na w s i . „ D z i s i a j — na nieszczęście — w y t w o r z y ł się
w Polsce i r o z p o w s z e c h n i ł specjalny t y p teatru t z w . a m a t o r s ­
k i e g o , który polega na n i e w o l n i c z y m n a ś l a d o w a n i u w treściach
i f o r m a c h teatru z a w o d o w e g o , naturalnie z p o m i n i ę c i e m artyzmu
sceny z a w o d o w e j . Rozmaici p o w o ł a n i i n i e p o w o ł a n i pisarze
k o m p o n u j ą „ s z t u k i " dla t e a t r ó w a m a t o r s k i c h , jak je l u d n a z y w a
„ k u m e d y j e " . Jest t o j a ł o w a , realistyczna sieczka, przeważnie bez
w a r t o ś c i (...) I t o się pcha w masy, każe im się grać w z d e c y d o w a ­
n y c h kształtach. B u d u j e się scenę z t z w . dekoracji ( B o ż e , pożal się
c o t o za d e k o r a c j e l ) , tresuje się p o c z c i w y c h ludzi j a k o a k t o r ó w ,
każe im się d a w a ć z siebie w s z y s t k o t o , czego bez nauki d a ć nie
m o g ą i zabija się d o c n a samodzielną, s a m o r o d n ą p o m y s ł o w o ś ć
artystyczną, która w k a ż d y m , n a w e t p r o s t y m c z ł o w i e k u jest, t y l k o
trzeba ją w y z w o l i ć " .
1 6

Odrzucając z d e c y d o w a n i e taki kształt teatru w i e j s k i e g o , Cier­
niak p o s t a n o w i ł w y ł ą c z n i e oprzeć się na reliktach a u t e n t y c z n e g o
teatru o b r z ę d o w e g o . U w a ż a ł , że w i e j s k i e o b r z ę d y takie jak
wesela, chrzciny, zaduszki, t u r o n i e , M a r z a n n y , c h o d z e n i e z G a i k i e m - M a i k i e m , czy n a w e t s z o p k i b o ż o n a r o d z e n i o w e są w ł a s n y m
i o r y g i n a l n y m teatrem w o l n y m o d o b c y c h naleciałości, s t w o r z o ­
n y m w w y o b r a ź n i i fantazji p o l s k i e g o l u d u . Z a u w a ż a j ą c w nich
k o n s e k w e n t n y podział r ó l , d r a m a t u r g i ę , teksty m ó w i o n e ale
i ś p i e w a n e , ze specyficzną „ s c e n o g r a f i ą " i „ k o s t i u m a m i " , z b o g a ­
tą rekwizytornią, podział na c h ó r y i p r o t a g o n i s t ó w — u p a t r y w a ł
w t y m f o r m y teatralne p r z y p o m i n a j ą c e początki w i e l k i e g o teatru
g r e c k i e g o . W t y m p r z e ś w i a d c z e n i u nie był o d o s o b n i o n y .
U w a ż a ł , że j e d y n i e ten nurt, k t ó r e g o narodzin nie da się żadną,
c h o ć b y przybliżoną datą określić, nurt b ę d ą c y j e d n y m z i n t e g r a l ­
n y c h e l e m e n t ó w k u l t u r y l u d o w e j — j e s t najcenniejszy i j e d y n i e
godny nazwy „teatr l u d o w y " .
Jędrzejowi Cierniakowi w sprecyzowaniu własnej koncepcji
„teatru l u d o w e g o " wiele p o m o g ł o obcowanie z Leonem Schil­
lerem, W i l a m e m Horzycą, J u l i u s z e m Osterwą — l u d ź m i , którzy
w okresie d w u d z i e s t o l e c i a m i ę d z y w o j e n n e g o p o d j ę l i się o g r o m ­
n e g o dzieła p r z e b u d o w y artystycznej i odrodzenia polskiej sceny
z a w o d o w e j oraz nadania jej o d r ę b n e g o o d i n n y c h s t y l u , stylu
p o l s k i e g o . Ich działanie mieściło się w w i e l k i m t w ó r c z y m f e r m e n ­
cie, jaki na przełomie stuleci rozpoczął się w a w a n g a r d z i e
teatralnej całej Europy. W A n g l i i , Francji, N i e m c z e c h i Rosji
z a p o c z ą t k o w a n y został b u n t p r z e c i w k o skostniałej f o r m i e teatru
określanej j a k o „ s z t u k a a p o l l i ń s k a " uosabiająca arystokratyczny
ideał statycznej d o s k o n a ł o ś c i . P r z e c i w s t a w i a n o t e m u p o s t a w ę
„dionizyjską".
O b j a w i a ł a się ona zwłaszcza poprzez l u d o w y , k a r n a w a ł o w y
entuzjazm i „ ś w i ę t e u n i e s i e n i e " , przez p o w r ó t d o źródeł kultur
„ o ś w i e c o n y c h " czyli k u l t u r y l u d o w e j . W Polsce p o w r ó t ten b y ł
j e d n o c z e ś n i e n a w i ą z a n i e m d o tradycji r o m a n t y c z n y c h i n e o r o m a n t y c z n y c h , d o M i c k i e w i c z a i W y s p i a ń s k i e g o . O b o k zaintere­
s o w a n i a i p r ó b , zresztą z n a k o m i c i e u d a n y c h , s t w o r z e n i a n o w y c h
inscenizacji t a k i c h d r a m a t ó w jak Dziady czy Wesele n a w i ą z u j ą ­
c y c h d o ś r e d n i o w i e c z n e g o teatru m i s t e r y j n e g o czy też jarmarcz­
n e g o , Leon Schiller jak i W i ł a m Horzyca interesowali się w i d o w i ­
skiem c y r k o w y m j a k o f o r m ą par excellence l u d o w ą oraz a może
przede w s z y s t k i m , l u d o w y m teatrem o b r z ę d o w y m z w i ą z a n y c h
ściśle z w i e j s k i m i z w y c z a j a m i , z r o c z n y m c y k l e m życia p o ­
d z i e l o n y m na pory r o k u , w i e r z e n i a m i r e l i g i j n y m i , z i s t o t n y m i

�w y d a r z e n i a m i w życiu c z ł o w i e k a t a k i m i jak narodziny, chrzest,
zaślubiny itp.

ka, W . Skoczylas, A . Pronaszko i in. (...). W i d o w i s k a sceniczne
Schillera o charakterze s t a r o p o l s k o - l u d o w o - w o d e w i l o w y m z o ­

Leon Schiller w Reducie

k i e r o w a n e j przez Juliusza O s t e r w ę

w 1 9 2 4 r. i n s c e n i z o w a ł staropolskie Pastorałki
w y b o r u i u k ł a d u oraz w i d o w i s k o Wielkanoc

według swego

oparte na d a w n y c h

stały oparte na inspiracjach n i e j e d n e g o , a kilku na raz f o l k l o r ó w :
historyczno-szlacheckiego,

miejsko-ludowego,

parafialnego,

c h ł o p s k i e g o , żołnierskiego i in. Te w ą t k i f o l k l o r y s t y c z n e z r ó ż n y c h

tekstach i z w y c z a j a c h l u d o w y c h . W i ł a m Horzyca po o g l ą d n i ę c i u

p r z e k r o j ó w c z a s o w y c h i z r ó ż n y c h ś r o d o w i s k z towarzyszącą im

w i d o w i s k a o b r z ę d o w e g o Wesela

r ó ż n o r o d n o ś c i ą s t r o j ó w potrafił Schiller p o w i ą z a ć w j e d n o z w a r t e

na Kurpiach

w Teatrze R e g i o ­

n a l n y m w W a r s z a w i e stwierdził, że p r a w d z i w y teatr

ludowy

w i d o w i s k o sceniczne (...). Okazuje się, że w

Schillerowskiej

charakteryzuje się t y m , iż „ k a ż d y fakt, uczucie, zdarzenie istnieje

k o n c e p c j i w i d o w i s k a l u d o w e g o i j e g o sukcesach t k w i ł y zarodki

nie j a k o naga realność, ale tej realności misteryjna, o b r z ę d o w a

dalszych u k i e r u n k o w a ń t e a t r a l n y c h . C h o d z i m i a n o w i c i e o w p ł y w

transpozycja".

Schillera na teatr l u d o w y okresu m i ę d z y w o j e n n e g o " .

Józef Burszta w książce Kultura
interesująco

przedstawia

ludowa

rodowód

inspiracji

19

narodowa

Tak w i ę c w efekcie w s z y s t k i c h w y m i e n i o n y c h wcześniej w p ł y ­

folklorystycznej

w ó w , d o ś w i a d c z e ń , fascynacji, „ w y s o k i c h strojeń d u c h o w y c h "

— kultura

w sztuce teatralnej. Szczególnie e k s p o n o w a n e miejsce należy się

Jędrzej Cierniak s f o r m u ł o w a ł w ł a s n ą k o n c e p c j ę „ t e a t r u l u d o ­

w t y m w z g l ę d z i e o s o b i e i t w ó r c z o ś c i Stanisława W y s p i a ń s k i e g o ,

w e g o " , z g o d n ą z d u c h e m s w o j e g o czasu, z p a n u j ą c y m k l i m a t e m

ciągle czekającej na o d d z i e l n e i w n i k l i w e o m ó w i e n i e w ł a ś n i e o d

i n t e l e k t u a l n y m . O t o , w zasadniczym zarysie, o n a : Obrzędy l u d o ­

s t r o n y inspirującej fascynacji l u d e m i j e g o sztuką. „ B y ł przecież

w e są specyficzną formą teatru. D o s k o n a l o n e przez w i e l e p o k o l e ń

poetą, artystą malarzem, d r a m a t u r g i e m i inscenizatorem.

s ł o w a , gesty, z w y c z a j o w e c z y n n o ś c i , m u z y k a , taniec, pieśń, jak

Był

z j a w i s k i e m n i e p o w t a r z a l n y m , nie d o n a ś l a d o w a n i a . W zakresie

r ó w n i e ż l u d o w y strój i dekoracje związane z k a ż d y m

sztuki teatralnej w n i ó s ł ten nurt i k o l o r y t , który był n a t c h n i e n i e m

o b r z ę d o w y m w i d o w i s k i e m zwierają w sobie c e n n e p i e r w i a s t k i

takim

dla w s p o m n i a n y c h w y ż e j t w ó r c ó w (S. Ż e r o m s k i e g o , J . Cierniaka

z o r g a n i z o w a n e g o , a u t e n t y c z n e g o piękna. Jest t o p i ę k n o s a m o r o ­

i L. Schillera — przyp. S A W i s ) .

d n e , o r y g i n a l n e i w ł a s n e . T a k i e g o teatru nie trzeba się uczyć,

W s w o i c h d r a m a t a c h łączył w ą t k i klasyczne z r o m a n t y c z n y m i ,

m o z o l n i e przyswajać sobie zasad j e g o f u n k c j o n o w a n i a , b o w i e m

sięgał d o f o l k l o r u , d o m i t ó w h i s t o r y c z n y c h i l e g e n d , łączył te

taki teatr nosi się w e k r w i , w i ę c w y s t a r c z y być w n i m sobą i t y l k o

wszystkie e l e m e n t y s w o i s t y m , n i e p o w t a r z a l n y m językiem i stylem

sobą.

w j e d n o zespolone w i d o w i s k o , p o w i ą z a n e z a k t u a l n y m i p r o ­

Trzeby j e d n a k uszlachetnić g o przez oczyszczenie ze z ł y c h ,

blemami politycznymi i kulturalnymi, co w konsekwencji zawie­

o b c y c h naleciałości, jak r ó w n i e ż należy r o z w i j a ć j e g o

rało w sobie o g r o m n ą siłę ekspresji, wstrząsało u m y s ł a m i i p o d ­

w ł a s n y m , t w ó r c z y m w y s i ł k i e m . Czynić t o p o w i n n o każde ś r o d o ­

formy

niecało uczucia n a r o d o w e . Tak n p . w dramacie B o l e s ł a w Ś m i a ł y

w i s k o , każdy region z g o d n i e ze s w y m d u c h e m i s w o j ą tradycją,

( 1 9 0 0 r.) przyodział postacie z c z a s ó w p i a s t o w s k i c h w kierezje,

stare treści artystyczne w z b o g a c a j ą c ideami s w e g o czasu, a w t e ­

a r ó w n o c z e ś n i e w ł ą c z y ł w ich p r z y o z d o b i e n i e l u d o w e m o t y w y

d y uzyska się w y n i k i z n a k o m i t e , w a r t o ś c i o w e artystycznie, a czę­

k r a k o w s k i e , p o d h a l a ń s k i e , ruskie dając n i e z w y k l e b a r w n ą , ale

sto w r ę c z i m p o n u j ą c e .

i jednocześnie jednorodną w s w y m p o l s k o - n a r o d o w y m wyrazie
sztukę".

Taki w ł a ś n i e teatr w e d ł u g Cierniaka m ó g ł być g o d n y miana
l u d o w e g o , b o w i e m treść i f o r m ę czerpać będzie z l u d u i t o

17

Z n o w a t o r s k i c h i z d u m i e w a j ą c y c h w s p ó ł c z e s n y c h treścią jak
i formą sztuk teatralnych S t a n i s ł a w a W y s p i a ń s k i e g o

wynikły

z a r ó w n o w i e j s k i e g o , jak i r o b o t n i c z e g o .
Nie ograniczył się o n t y l k o d o o p r a c o w a n i a f o r m u ł y „ t e a t r u

przemyślenia Stefana Ż e r o m s k i e g o , który w i e l e troski przejawiał

ludowego",

w p o s z u k i w a n i u w ł a ś c i w e g o repertuaru dla teatru l u d o w e g o .

zaszczepienia tej idei w całej ó w c z e s n e j Polsce.

lecz d o k o n a ł w r ę c z g i g a n t y c z n e j

pracy w

celu

niezmierna dziedzina t w ó r c z o ś c i — pisał — leży w ś r ó d l u d u . Kto

Jest rzeczą w a ż n ą i interesującą jak Cierniak realizował s w o j ą

t o w i e , może t a m r ó w n i e ż leży s p o s ó b nie znany n a m jeszcze na

w i z j ę , jak t r a k t o w a ł materiał f o l k l o r y s t y c z n y ? M i m o c a ł e g o d e ­

teatr n a r o d o w y , nasz w ł a s n y .

k l a r o w a n e g o p i e t y z m u i niezaprzeczalnie szczerych intencji a u ­

Inteligencja t y l k o schylić się ma, żeby ó w s p o s ó b zobaczyć,
podnieść, w y ś w i e t l i ć i p o d a ć l u d o w i , j a k o ś w i e t n y i najzupełniej

tentyczny

obrzęd

ludowy

(np. wesele

krakowskie)

w

jego

o p r a c o w a n i u ulegał specyficznej stylizacji, nabierając cech b l i s ­

o d p o w i a d a j ą c y c e l o m teatr, przede w s z y s t k i m l u d o w y . M o w a t u

kich mistycznemu rytuałowi zamkniętemu w pewien narzucony

0

gorset inscenizacyjny. „ W s ł o n e c z n y m k r ę g u . W i d o w i s k o c y k ­

o g r o m i e l e g e n d , p o d a ń , k l e c h d , historii, bajek,

opowieści

p r z y w i ą z a n y c h d o ruin, w z g ó r z , uroczysk, miejsc s z c z e g ó l n y c h ,

liczne oparte na z w y c z a j a c h i o b r z ę d a c h z ż y w o b y c i e m w i e j s ­

m a j ą c y c h w każdej o k o l i c y s w e dzieje w ł a s n e , żyjące zawsze

kiego człeka w d o r o c z n y m o b i e g u słońca z w i ą z a n y c h "

w ustach l u d z i " .

w i d o w i s k i e m u j ę t y m w tak ścisły rygor d i d a s c a l i ó w , iż t r u d n o

1 8

2 0

— jest

O Leonie Schillerze, o j e g o w k ł a d z i e w r o z w ó j p o l s k i e g o teatru

m ó w i ć o ewentualnej spontaniczności w y k o n a w c ó w , a wyraźna

n a r o d o w e g o i n s p i r o w a n e g o m.in. l u d o w o ś c i ą i s t a r o p o l s k i m i

d b a ł o ś ć o e s t r a d o w ą ( w przenośni) s p r a w n o ś ć i e f e k t o w n o ś ć

t r a d y c j a m i Józef Burszta tak pisał: „ Z t k w i e n i a w r o m a t y c z n y m

w i d o w i s k a stoi w

nurcie literatury i sztuki scenicznej, z m a n i i

kolekcjonerstwa

m i a ł o b y o n o się stać s p o s o b e m , czy raczej i n s p i r u j ą c y m przy­

pieśni s t a r o p o l s k i c h i z p o g ł ę b i o n y c h s t u d i ó w nad staropolsz-

k ł a d e m na o ż y w i e n i e t r a d y c j i , na o ż y w i e n i e l u d o w y c h o b r z ę d ó w .

zasadniczej sprzeczności z założeniem, iż

czyzną i nad f o l k l o r e m s t w o r z y ł Schiller serię w i e l k i c h w i d o w i s k

Nie p r ó b u j ę n a w e t pobieżnie a n a l i z o w a ć t e k s t u , zasady w y b o r u ,

1 r e w i i l u d o w y c h , które w e s z ł y na t r w a l e d o historii polskiej

b o w i e m nie o n jest n a w e t w t y m w s z y s t k i m najważniejszy ( ! ) ,

k u l t u r y teatralnej. O charakterze t y c h w i d o w i s k ś w i a d c z ą same

a w ł a ś n i e f o r m u ł a inscenizacyjna.

ich t y t u ł y . O t o niektóre: Szopka
wnym

Narodzeniu

latane....

Pańskim,

Wielkanoc.

Zmartwychwstaniu
według

Mikołaja

ludowych

Historia
Pańskim

cudo­

Umieszczenie przez Cierniaka w zasadzie całego „ t e a t r u l u d o ­

przep­

w e g o " w sferze s a c r u m z m u s i ł o g o po pierwsze d o t w o r z e n i a

Chwalebnym

w i d o w i s k obrzędowo-rytualnych wytrzebionych z nadmiernej

staropolska—misterium
krotofilnymi

intermediami

o Męce Najświętszej
w 3 obrazach.

z Wilkowiecka,

dewocyj,

o

i
Treść

officjów

i

widowiska

(?!) j e g o z d a n i e m soczystości, d o s a d n o ś c i , czy w r ę c z j u r n o ś c i , c o

obrzędów

już samo w sobie oznaczało przesunięcie ich z zamierzanego
a u t e n t y k u w obrazki b u k o l i c z n e , po d r u g i e fascynacje eleuzyńs-

ułożył...

W treści, napisanej zresztą przy w s p ó ł p r a c y i n n y c h , s p o t y k a m y
sceny z m i s t e r i ó w p o w i ą z a n e z g r o t e s k o w y m i

kie s p o w o d o w a ł y pójście r y z y k o w n ą drogą p s e u d o r e k o n s t r u k c j i

intermediami,

o b r z ę d ó w p o g a ń s k i c h . S ł o w e m j a k o f o r m a czysto teatralna, j a k o

postacie żołnierzy Piłata w s p ó ł w y s t ę p u j ą z Czartami oraz l u d o ­

propozycja p e w n e j z a b a w y — rzecz interesująca. J a k o f o r m u ł a

w y m i scenami d y n g u s o w y m i , z c h o d z e n i e m z g a i k i e m , n o w y m

p r z y w o ł a n i a prastarego o b r z ę d u , przy braku z n a j o m o ś c i u Cier­

latkiem itp. (...) Jeszcze inne t o Pieśń o ziemi naszej.
na motywach
oparte

(...)

obrzędów,
czy Kulig.

zwyczajów
Widowisko

ludowych
staropolskie.

i

Widowisko

niaka i ludzi, dla k t ó r y c h „ o b r z ę d " p r z y g o t o w y w a ł przedchrześ­

staropolskich

cijańskiej s y m b o l i k i , pełnej m i t o l o g i i pogańskiej — była z w y c z a j ­

Układ t e k s t u ,

m u z y k a i reżyseria L. Schillera. Dekoracje W . Drabik, Z. Stryjeńs­

nym nieporozumieniem.
Dla m n i e f o r m u ł a inscenizacyjna „ t e a t r u l u d o w e g o " kojarzy się
93

�a zasadzie specyficznej j e d n o ś c i ze stylizacjami p l a s t y c z n y m i

f o r m u ł y teatru = o b r z ę d u , teatru = m i s t e r i u m , które chciał by l u d

'of ii Stryjeńskiej czy W ł a d y s ł a w a Skoczylasa. P o d o b n a z a c h o d z i

przyjął j a k o s w ó j w ł a s n y dla w y r a ż a n i a i zaspokajania n a j g ł ę b ­

elacja między p i e r w o w z o r e m a a r t y s t y c z n y m o p r a c o w a n i e m .

szych potrzeb d u c h o w y c h . Natomiast w

J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń nie dał s o b i e w m ó w i ć a u t e n t y c z n o ś c i
ibrzędu w

widowisku

Cierniaka. S t w i e r d z i ł , że zyskuje o n :

...najczęściej na s p r a w n o ś c i i na spoistości akcji, ale traci swą

płaszczyźnie czysto

teatralnej, s t w o r z y ł w teorii i praktyce inscenizacyjnej o r y g i n a l n y
rodzaj w i d o w i s k a , które przez cały okres p r z e d w o j n i a k u l t y w o ­
w a n e było zarówno

przez Z w i ą z e k

M ł o d z i e ż y Wiejskiej

RP

spontaniczność, bezpośredniość, czy też po prostu m ó w i ą c , s w ó j

„ W I C I " , jak i przez U n i w e r s y t e t y L u d o w e . Stało się o n o poprzez

o b r z ę d o w y charakter, stając się coraz bardziej teatrem. Rozmaite

sięganie d o p o g a ń s k i c h źródeł, poprzez p r z e d z i w n y synkretyzm

' w i ą z k i młodzieży l u d o w e j , u n i w e r s y t e t y l u d o w e i kursy o ś w i a t o ­

p o g a ń s k o - s ł o w i a ń s k o - g r e c k i i chrześcijański, j e d n y m ze s p o s o ­

we p r o w a d z ą czasem systematyczną naukę inscenizacji o b r z ę -

b ó w wyrażania przez ruch m ł o d o - w i e j s k i s w o j e j i d e o l o g i i , m i t u

l ó w w e d l e z g ó r y p o d a n y c h w z o r ó w , szerzy się w t e n s p o s ó b

o w ł a s n e j roli i znaczeniu w narodzie i p a ń s t w i e .

ewnętrzną o b r z ę d o w o ś ć , nadając jej jeszcze najczęściej f o r m y

Po II w o j n i e ś w i a t o w e j nastąpiło w latach pięćdziesiątych

togatsze i okazalsze niż d a w n i e j , ale zatraca się r ó w n o c z e ś n i e

z przyczyn p o l i t y c z n o - i d e o l o g i c z n y c h b e z k o m p r o m i s o w e znisz­

y w ą tradycję o b r z ę d o w ą " .
Tak w i ę c

czenie d o r o b k u Cierniaka, w t y m z a ł o ż o n e g o przezeń I n s t y t u t u

21

nie udało się J ę d r z e j o w i

Cierniakowi

stworzyć

Teatrów Ludowych.

PRZYPISY:

Henryk T y m o n J a k u b o w s k i , Teatr amatorski
na wsi. W a r ­
szawa 1 9 7 8 г., s. 37
Tamże, s. 3 8
S a m fakt p o w s t a n i a z w i ą z k u t e a t r ó w , jest d o w o d e m na t o
iz musiało ó w c z e ś n i e działać d u ż o scen a m a t o r s k i c h . Działając
w p e w n y m rozproszeniu, ale w myśl w s p ó l n e j ideii, udało się
inteligencji u p o w s z e c h n i ć na w s i scenę amatorską l u b p r z y n a j m ­
niej w y w o ł a ć potrzebę jej zaistnienia.
Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 5 2 - 5 3 . Proszę p o r ó w n a ć t e n
tekst c h o ć b y z w y s t ą p i e n i a m i S t a n i s ł a w a W i t k i e w i c z a o o g r o m ­
nym rezonansie s p o ł e c z n y m na obszarze w s z y s t k i c h z a b o r ó w ,
d o t y c z ą c y m j e g o k o n c e p c j i „ s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o " j a k o stylu
n a r o d o w e g o w architekturze i z d o b n i c t w i e .
* Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 5 5 - 5 6
P r z y k ł a d o w o J ó z e f Ignacy Kraszewski założył w e L w o w i e
.Macierz S z k o l n ą " w 1 8 8 0 r. Pomysł i koncepcja przyjęły się na
terenie w s z y s t k i c h z a b o r ó w . W 1 8 8 5 r. p o w s t a ł a „ M a c i e r z
Szkolna Księstwa C i e s z y ń s k i e g o " , a w zaborze rosyjskim „ P o l s k a
Macierz S z k o l n a " w 1 9 0 5 г., z a l e g a l i z o w a n a w rok później,
w efekcie p e w n e j liberalizacji p o l i t y k i carskiej p o w y d a r z e n i a c h
' e w o l u c y j n y c h . W zaborze p r u s k i m działało o d 1 8 8 0 r. T o w a r z y s w o Czytelń L u d o w y c h . W zaborze rosyjskim działalność t e a t r a l ­
ną p r o w a d z i ł o także Stowarzyszenie Szerzenia O ś w i a t y „ Ś w i a t o " skupiające r z e m i e ś l n i k ó w i c h ł o p ó w . Z i n i c j a t y w y Stefana
Ż e r o m s k i e g o p o w s t a ł oddział w N a ł ę c z o w i e , a k o ł o dramatyczne
w n i m p r o w a d z i l i rzeźbiarz Józef Gardecki i Faustyna M o r z y c k a .
Po 1 9 0 5 r. r ó w n i e ż w zaborze rosyjskim p o w s t a ł o T o w a r z y s t w o
Kultury Polskiej p r o w a d z ą c e m.in. działalność teatralną. Były t o
organizacje, w p o w o d z i i n n y c h , znaczniejsze, skupiające
w s w y c h szeregach w y b i t n y c h przedstawicieli polskiej i n t e l i g e n ­
cji ( o b o k w c z e ś n i e j w y m i e n i o n y c h n p . M a r i ę K o n o p n i c k ą , W ł a ­
d y s ł a w a Orkana i i n . ) .
A k a d e m i c k i e k o ł o „ E l e u s i s " na U n i w e r s y t e c i e J a g i e l l o ń s k i m
zostało f o r m a l n i e zarejestrowane d o p i e r o w 1 9 0 8 г., c o nie
zmieniało f a k t u licznego udziału w tej organizacji m ł o d z i e ż y
a k a d e m i c k i e j o d s a m e g o jej p o c z ą t k u . T o przecież g ł ó w n i e d o
s t u d e n t ó w z w r ó c i ł się L u t o s ł a w s k i rzucając z katedry U J hasło
w y c h o w a n i a n a r o d o w e g o , p r z e c i w s t a w i a j ą c e g o się d e s t r u k c y j ­
n y m w p ł y w o m szkoły z a b o r c ó w . Zostało o n o podjęte przez nich
entuzjastycznie.
Poza K r a k o w e m najsilniej „ E l e u s i s " działało na terenie Śląska
w Zabrzu, Zaborzu i G l i w i c a c h . Były t o par excellence organizacje
r o b o t n i c z e , p o w s t a ł e z i n i c j a t y w y działaczy śląskich. W y d a w a ł y
o n e n a w e t w ł a s n e p i s m o „ I s k r a " , które założył L u t o s ł a w s k i .
Stanisław P i g o ń , Z Komborni w świat. Warszawa 1 9 8 3 , s. 2 4 3
Tamże, s. 2 7 5
Krystyna Barszczewska, Eleusis
- tajny związek
młodzieży
polskiej
w Zabrzu, „ K r o n i k i miasta Z a b r z a " 1 9 7 6 , nr 9, s. 3 3
St. P i g o ń , o p . cit., s. 241
R ó w n i e ż sam P i g o ń , będący na n a j w y ż s z y m szczeblu w t a j e m ­
niczenia w „ E l e u s i s " i o d g r y w a j ą c y w n i m o g r o m n ą rolę ( m . i n . na
terenie Śląska) — brał c z y n n y udział w t w o r z e n i u harcerstwa
p o l s k i e g o , c o nie b y ł o w j e g o b o g a t y m życiorysie specjalnie
e k s p o n o w a n e . „ 1 6 . 1 1 . 1 9 1 1 r. Naczelna K o m e n d a S k a u t o w a
(czyli d r u h Tadeusz S t r u m i ł ł o — przyp. S A W i s ) w e L w o w i e
1

2

3

4

6

7

8

9

1 0
1 1

1 2

94

m i a n o w a ł a 2 6 - l e t n i e g o S t a n i s ł a w a P i g o n i a d r u ż y n o w y m I Prokocimskiej D r u ż y n y S k a u t o w e j i m . ks. S. Brzóski. (Przez trzy lata
dr P i g o ń był nauczycielem i w y c h o w a w c ą w p r o k o c i m s k i e j
średniej „ N o w e j s z k o l e " , n i e o p o d a l pałacu J e r z m a n o w s k i c h .
Prócz ć w i c z e ń w p o l u i zajęć harcerskich drużyna z a j m o w a ł a się
t e m a t y k ą dość n i e z w y k ł ą : na z b i ó r k a c h a n a l i z o w a n o książki
— m.in. R. D m o w s k i e g o Myśli nowoczesnego
Polaka i o c z y w i ś ­
cie M i c k i e w i c z o w s k i e Księgi Pielgrzymstwa
w opracowaniu
k r y t y c z n y m d r u ż y n o w e g o . (...) Praca d r u ż y n o w e g o Pigonia
w y w a r ł a w p ł y w na i d e o l o g i ę p o w s t a j ą c e g o w ó w c z a s harcerstwa
p o l s k i e g o . W i d a ć t o w p r o g r a m i e A. M a ł k o w s k i e g o (założyciela
o r g a n i z a c j i ) " . M a r e k Lovell, „ E c h o K r a k o w a " , Nr 2 4 8 ( 1 3 3 0 9 ) ,
Kraków, 2 1 - 2 6 g r u d n i a 1 9 9 0 r.
W latach 1 9 4 8 - 1 9 4 9 , a p o t e m p o o d r o d z e n i u Z H P, o d 1 9 5 7
— d o 1 9 6 2 r o k u b y ł e m c z ł o n k i e m w K r a k o w i e d r u ż y n y harcerskiej
Czarnej Trzynastki i m . Z a w i s z y Czarnego z G a r b o w a . Otóż
drużyna posiadała (i posiada nadal) bogatą tradycję, w ł a s n e
f o r m y życia o r g a n i z a c y j n e g o . Powstała w 1 9 1 8 r o k u . O d p o c z ą t ­
k u , aż d o m o i c h c z a s ó w była drużyną puszczańską o o b r z ę d o w o ­
ści s ł o w i a ń s k i e j .
Opis w i d o w i s k o b r z ę d o w y c h Cierniaka, z a c h o w a n e zdjęcia,
skojarzyły m n i e się n a t y c h m i a s t z o b r z ę d a m i m o j e j d r u ż y n y . B y ł y
o n e d o siebie z a d z i w i a j ą c o p o d o b n e . Wyraźnie p o c h o d z i ł y z j e d ­
n e g o pnia.
S t a n i s ł a w P i g o ń , Cierniakowa
nuta, ( w : ) Na drogach
kultury
ludowej—
rozprawy i studia. W a r s z a w a 1 9 7 4 , s. 5 3 4 - 5 3 5
Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 56
Jędrzej Cierniak, Źródła i nurty polskiego
teatru
ludowego.
W a r s z a w a 1 9 6 3 , s. 41
J ó z e f Burszta, Kultura ludowa - kultura narodowa.
War­
szawa 1 9 7 4 , s. 2 8 8
Tamże, s. 2 8 8
Tamże, s. 2 8 9 , 2 9 0
Jędrzej Cierniak, W słonecznym kręgu. Widowisko
cykliczne
oparte na zwyczajach
i obrzędach
z żywobyciem
wiejskiego
człeka w dorocznym obiegu słońca związanych.
Warszawa 1 9 4 8
J a n S. B y s t r o ń , Kultura ludowa, Warszawa 1 9 4 7 , s. 4 0 2 .
Cytat za: H. T. J a k u b o w s k i , Teatr amatorski...,
o p . cit., s. 91
Nie c h c ą c r o z b u d o w y w a ć k o n t e k s t u p o m i n ą ł e m „ t e a t r
z g ł o w y " czy inaczej „ t e a t r i n s c e n i z a c j i " I g n a c e g o i Z o f i i S o l a r z ó w , r o z p o w s z e c h n i a n y przez n i c h w t z w . r u c h u m ł o d o w i e j s k i m .
W o d r ó ż n i e n i u o d Cierniaka, który z a j m o w a ł się f o r m a m i bardziej
m o n u m e n t a l n y m i , S o l a r z o w i e t w o r z y l i o d s a m e g o p o c z ą t k u teatr
m a ł y c h f o r m . M i m o , iż rozpoczęli s w o j e działania niezależnie o d
siebie, już o d 1 9 2 5 r o k u , o d w i z y t y Cierniaka u nich w S z y c a c h ,
podjęta zostaje stała w s p ó ł p r a c a i k o n t a k t . S o l a r z o w i e , p o d o b n i e
jak Cierniak, a k c e n t o w a l i „ o d w i e c z n ą o d r ę b n o ś ć historyczną
i k u l t u r o w ą c h ł o p ó w " . I n s c e n i z o w a l i k o r o w o d y , obrządy n p .
s o b ó t k o w e czy inne, w y b i e r a l i miejsca „ ś w i ę t e " , d ę b y stare,
uroczyska, o w i e w a j ą c w s z y s t k o mistyką ni t o prapogańską, ni t o
chrześcijańską. O d w o ł y w a l i się d o k u l t u r y p i a s t o w s k i e j , tej pusz­
czańskiej, b o r o w e j , najczystszej, b o opartej na n a j w y ż s z y m s t o p ­
niu s y m b i o z y c z ł o w i e k a z przyrodą.
Działalność S o l a r z ó w dopełniała w s p o s ó b znaczący p o c z y n a ­
nia teoretyczne i praktyczne Jędrzeja Cierniaka.
1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8
1 9

2 0

2 1

2 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10211" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10189">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a9918a250949635e0035263916fe806f.pdf</src>
        <authentication>f411aba26bce208bfdc45b5b3fff3cf3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121421">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2350</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121422">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121423">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2181</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121424">
                <text>Mieczysław Limanowski dzisiaj / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121425">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4, s.73-84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121426">
                <text>Osiński, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121427">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121428">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121429">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121430">
                <text>I

Zbigniew Osiński

MIECZYSŁAW LIMANOWSKI Życie i t w ó r c z a działalność M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o (ur.
6 stycznia 1 8 7 6 r. w e L w o w i e — zm. 2 5 stycznia 1 9 4 8 r.
w T o r u n i u ) doczekały się kilku s y n t e t y c z n y c h a r t y k u ł ó w , k t ó r y c h
autorami są, c o z n a m i e n n e , bez w y j ą t k u przedstawiciele nauk
p r z y r o d n i c z y c h . R ó w n i e ż a u t o r e m hasła w „ P o l s k i m s ł o w n i k u
b i o g r a f i c z n y m " jest p r z y r o d n i k - g e o l o g Z b i g n i e w W ó j c i k . W ksią­
żce w s p o m n i e n i o w e j p o ś w i ę c o n e j L i m a n o w s k i e m u , w y d a n e j
w T o r u n i u w roku 1 9 5 0 , a także w e w s p o m n i e n i a c h pośmiert­
n y c h , też przeważają nazwiska p r z y r o d n i k ó w . Nie oznacza t o
o c z y w i ś c i e , że reprezentanci d y s c y p l i n h u m a n i s t y c z n y c h w o g ó l e
się n i m nie z a j m o w a l i i nie zajmują. W e w s p o m n i a n y m w y d a w ­
n i c t w i e t o r u ń s k i m znajdują się cenne szkice: Konrada Górskiego
2

3

4

0 stosunku
Mieczysława
Limanowskiego
do dziel
literackich,
Stefana S r e b r n e g o Limanowski
w Reducie oraz Marii Z n a m i e r o ­
w s k i e j - P r u f f e r o w e j Limanowski
— twórca widowiska
baśnio­
wego. A r t y k u ł y w s p o m n i e n i o w e o p u b l i k o w a l i w t e d y r ó w n i e ż
m.in. Walerian C h a r k i e w i c z , Józef M a ś l i ń s k i , Stefan Narębski
1 Jerzy W y s z o m i r s k i . Nie zmienia t o f a k t u , że znacznie w i ę c e j
zrobili w t y m zakresie przyrodnicy.
5

Z o r g a n i z o w a n e zostały p o n a d t o d w i e sesje n a u k o w e o życiu
i t w ó r c z o ś c i M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o , obie w T o r u n i u , który
o d maja 1 9 4 5 roku stał się ostatnią j e g o przystanią, a U n i w e r s y t e t
M i k o ł a j a Kopernika o s t a t n i m miejscem pracy n a u k o w e j . Pierwsza
z nich o d b y ł a się na p o c z ą t k u l u t e g o 1 9 4 8 r o k u , a jej efektem b y ł o
wspomniane toruńskie w y d a w n i c t w o , druga — w dniach 25
i 26 k w i e t n i a 1 9 7 0 r. Podczas tej ostatniej Tadeusz Byrski
w y g ł o s i ł jeden z referatów, który p o d t y t u ł e m Liman o p u b l i k o w a ł
p o t e m na ł a m a c h „ W i ę z i " (1 9 7 1 , nr 7 — 8 ) . Rok wcześniej zostały
w y d r u k o w a n e z b i o r o w e w s p o m n i e n i a O Zespole
Reduty
1919— 1939. Znaleźć w nich m o ż n a , p o d o b n i e jak w książkach
H a n n y M a ł k o w s k i e j [Wspomnienia
z Reduty, Warszawa 1 9 6 0
i Teatr mojego życia, Ł ó d ź 1 9 7 6 ) , Stefanii Kornackiej
(Opowia­
dania aktorki, W a r s z a w a 1 9 7 0 ) , a także i n n y c h a u t o r ó w z w i ą z a ­
n y c h z Redutą, w i e l e informacji o M i e c z y s ł a w i e L i m a n o w s k i m .
W roku 1 9 7 3 ukazał się nakładem P W N Słownik
biograficzny
teatru polskiego
1765— 1965, zawierający hasło o s o b o w e i p o d ­
s t a w o w ą bibliografię. W sierpniu 1 9 7 5 „ M i e s i ę c z n i k L i t e r a c k i "
(nr 8) zamieścił artykuł Ryszarda Olczaka Mieczysław
Limanow­
ski jako człowiek teatru. Wreszcie w p o c z ą t k u 1 9 8 7 r o k u Państ­
w o w y Instytut W y d a w n i c z y o p u b l i k o w a ł odnalezioną w ostat­
nich latach k o r e s p o n d e n c j ę O s t e r w y i L i m a n o w s k i e g o , oraz
artykuł p r o g r a m o w y L i m a n o w s k i e g o O duchu i
zamierzeniach
Polskiego
Studio
Sztuki
Teatru im. Adama
Mickiewicza,
ze
w s t ę p e m i w o p r a c o w a n i u niżej p o d p i s a n e g o .
6

DZISIAJ

w Lozannie." P o d s t a w o w y m ź r ó d ł e m b i o g r a f i c z n y m ( o d urodze­
nia aż po rok 1 9 2 8 ) pozostają d o dzisiaj cztery t o m y

Materiał traktujący o działalności L i m a n o w s k i e g o jest bardzo
obszerny i w s z e c h s t r o n n y , c h o ć zarazem o g r o m n i e rozproszony.
P o d o b n i e zresztą w y g l ą d a sprawa z j e g o w ł a s n y m i t e k s t a m i ,
k t ó r y c h n i g d y nie u p o r z ą d k o w a ł w jakąś całość, a k t ó r y c h
bibliografia licząca o b e c n i e blisko pięćset pozycji o b e j m u j e
przede w s z y s t k i m kilkadziesiąt t y t u ł ó w czasopism (zwłaszcza
d z i e n n i k ó w , poprzez t y g o d n i k i i miesięczniki, po specjalistyczne
w y d a w n i c t w a przyrodnicze i teatralne) oraz różnego rodzaju
w y d a w n i c t w a z b i o r o w e , jak d w u t o m o w e Wilno i Ziemia
Wileńs­
ka, Zarys monograficzny,
W i l n o 1 9 3 0 i 1938 lub
Ferdynand
Ruszczyć — życie i dzieło, W i l n o 1 9 3 9 . J e d n y m z kilku z a l e d w i e
w y j ą t k ó w jest praca d o k t o r s k a o p u b l i k o w a n a w roku 1 9 0 9

Pamiętników

B o l e s ł a w a L i m a n o w s k i e g o , który najstarszemu z czterech s w o ­
9

ich s y n ó w p o ś w i ę c a w i e l e u w a g i i miejsca.
W

pracach

historyków

teatru j e g o

nazwisko

pojawia

się

o c z y w i ś c i e w z w i ą z k u z Redutą i J u l i u s z e m Osterwą, j a k b y b y ł o
tłem dla t e g o d r u g i e g o . Klasycznym przykładem m o g ą tu być
książki Józefa S z c z u b l e w s k i e g o Pierwsza
wot

przecenić.

10

Reduta

i Ży­

Osterwy

k t ó r y c h w a r t o ś ć d o k u m e n t a c y j n ą t r u d n o zresztą

Osterwy,

A przecież, jak dobrze w i a d o m o . L i m a n o w s k i był

o s o b o w o ś c i ą zupełnie różną niż Osterwa, i bez n i e g o — jak i bez
O s t e r w y — nie b y ł o b y Reduty, a jeśli n a w e t by p o w s t a ł a , t o z całą
pewnością

byłaby

zupełnie

odmienna

o d tej, która

istniała

w latach 1 9 1 9 — 1 9 3 9 . S p o t k a n i e t y c h d w ó c h r ó w n i e s i l n y c h
o s o b o w o ś c i nie p o l e g a ł o na t y m , że jeden był c i e n i e m d r u g i e g o ,
ale na t y m przede w s z y s t k i m , że przy całej o d m i e n n o ś c i t e m ­
p e r a m e n t ó w , c h a r a k t e r ó w i d o ś w i a d c z e ń z n a k o m i c i e się uzupeł­
niali, c o p o z w o l i ł o im s t w o r z y ć i w s p ó l n i e p r o w a d z i ć p l a c ó w k ę
t w ó r c z ą pozostającą d o dzisiaj czymś n i e p o w t a r z a l n y m , nie t y l k o
w dziejach p o l s k i e g o teatru i polskiej kultury artystycznej, m i m o
że jak każde z j a w i s k o artystyczne i każdy t w ó r c a — Reduta i jej
p r z e w o d n i c y w n i e j e d n y m czerpali z a r ó w n o z d o r o b k u bliższej
i dalszej przeszłości jak i s w o j e j teraźniejszości.
*

7

T w ó r c z ą inspirację w działalności teatralnej L i m a n o w s k i e g o
z n a j d o w a l i i znajdują przede w s z y s t k i m praktycy — aktorzy
i reżyserzy. Oni też najczęściej się d o niego o d w o ł u j ą , a są t o
zazwyczaj t w ó r c y n a j w i ę k s z e g o f o r m a t u , jak Stefan Jaracz, Leon
Schiller czy W i ł a m Horzyca, s p o ś r ó d w s p ó ł c z e s n y c h Jerzy G r o ­
t o w s k i oraz j e g o były uczeń, t w ó r c a i a n i m a t o r Ośrodka Praktyk
Teatralnych „ G a r d z i e n i c e " W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i .

1

*

*

D o t y c h c z a s o w e o m ó w i e n i a działalności M i e c z y s ł a w a
nowskiego

znamionuje

pewien

zasadniczy

brak czy

Lima­
defekt.

Polega o n na t y m , że przyrodnicy raczej niechętnie i marginalnie
lub o g ó l n i k o w o piszą o n i m j a k o o c z ł o w i e k u teatru i w o g ó l e
sztuki, ludzie teatru zaś, zwłaszcza historycy, pomijają j e g o prace
w dziedzinie g e o l o g i i , g e o g r a f i i , czy n a w e t e t n o l o g i i . W efekcie
traktuje się o n i m , można by p o w i e d z i e ć , niejako d o p o ł o w y ,
p o z o s t a w i a j ą c tę drugą p o ł o w ę k o m u ś i n n e m u . N i e w i e l e może
też w y n i k n ą ć z m e c h a n i c z n e g o „ s k l e j e n i a " t y c h o b u „ p o ł ó w e k " .
Szczególny przypadek t e g o „ d z i w n e g o c z ł o w i e k a " , jak g o nazy­
w a ł H o r z y c a , a zarazem t r u d n o ś ć zrozumienia i wyjaśnienia
11

L i m a n o w s k i e g o polega w ł a ś n i e na t y m , że s t a n o w i o n nieroze­
rwalną j e d n o ś ć i j a k o przyrodnik i j a k o artysta. J e g o w i e d z a
przyrodnicza ż y w i ł a się r ó w n i e ż t y m , czego d o ś w i a d c z a ł w k o n ­
takcie ze sztuką i jej w y t w o r a m i , ale i o d w r o t n i e — w

swoim

p o d e j ś c i u d o dzieł sztuki i d o c z ł o w i e k a , czy t o podczas r e d u t o ­
w y c h analiz t e k s t ó w d r a m a t y c z n y c h , czy też j a k o

recenzent

teatralny i plastyczny, nie przestawał być p r z y r o d n i k i e m , nie
odrzucał s w o j e j rozległej w i e d z y o t a j e m n i c a c h natury.
J u ż w roku 1 9 0 4 L i m a n o w s k i napisał d o n i o s ł e w k o n s e k w e n ­
cje s ł o w a : „ Z d a j e się, że w nauce g e o l o g i a najbardziej sąsiaduje
ze sztuką

[...]. Na o d w r ó t , ludzi w i e l k i e j w y o b r a ź n i

zawsze

pociągały w a r s t w y i cmentarzyska ziemi: A j s c h y l o s , Dante, da
Vinci, Goethe, S ł o w a c k i . "

1 2

Przekonaniu o p o d s t a w o w y m z w i ą ­

zku przyrody i sztuki pozostał w i e r n y przez całe życie, w i e l o k r o t ­
nie je rozwijając i uzasadniając. N a j p i e r w w roku 1 9 1 7 , g d y
w m o s k i e w s k i m „ E c h u P o l s k i m " pisał o w i e l k i m p o l s k i m b o t a n i ­
ku M a r i a n i e R a c i b o r s k i m ( 1 8 6 3 - 1 9 1 7 ) , który „ b y ł poetą, c h o ć
poezji n i g d y nie p i s a ł " oraz „ n a m i ę t n i e k o c h a ł naturę — nie m ó g ł
zatem n'amietnie nie k o c h a ć s z t u k i " . W dyskusji nad referatem
13

W ł a d y s ł a w a W i t w i c k i e g o O stosunku

nauki do sztuki,

wygłoszo­

n y m podczas I Zjazdu p o ś w i ę c o n e g o z a g a d n i e n i o m organizacji
i r o z w o j u nauki polskiej, który o d b y ł się w d n i a c h 7 — 1 0 k w i e t n i a
1 9 2 0 w W a r s z a w i e , uzasadniał s w ó j p o g l ą d , że przeżywanie
(termin w z i ę t y przez niego z teorii gry aktorskiej) „ s t a n o w i

[...]

p o d s t a w ę tak t w ó r c z o ś c i artystycznej, jak i n a u k o w e j " :
„ K r y t e r i a w sztuce należą d o k r y t e r i ó w w e w n ę t r z n y c h , o p a r t y c h na
p r z e ż y w a n i u — ale t o s a m o jest w n a u c e . G m a c h Lemarcka l u b D a r w i n a ,

73

�N e w t o n a lub Maxwella, Kopernika lub Galileusza, Humboldta lub S u e s s a
czar swój pełny zawdzięczają nie sylogizmom dialektyki umysłowej, lecz
przeżytym prawdom t w ó r c ó w tych g m a c h ó w , tajemnicom ich w e w n ę t r z ­
nym, które pozwalały im być, aby tak powiedzieć, bardziej rozbudzonymi
niż inni ludzie dla p e w n y c h tajemnic Bytu, które to tajemnice [...] dla nich
i konsekwentnie dla nas są tylko wtedy dostępne, kiedy pogrążymy się sami
w ten Byt, zatracając się w nim, aby nagle odnaleźć w nim — przez taniec
jakiś wnętrza — już syntezę siebie samego i Bytu, wielką J e d n o ś ć . "
14

Dziesięć lat później, w referacie na temat Istota kultury, który
z a i n a u g u r o w a ł XIII Konferencję O ś w i a t o w ą , w s p o s ó b najpeł­
niejszy s f o r m u ł o w a ł s w ó j p o g l ą d , o d w o ł u j ą c się jak czynił t o
zazwyczaj — przede w s z y s t k i m d o w ł a s n y c h d o ś w i a d c z e ń i prze­
żyć:
„ M o ż e właśnie dlatego, że jestem przyrodnikiem i że dotykałem globo­
w y c h prawd, g l o b o w y c h rytmów i awatar naszej ziemi, zatem rzeczywisto­
ści materialnej pod naszymi nogami, i to bez zastrzeżeń pogrążając się po
uszy w tej realności i tej globowości, właśnie może dlatego obudził się w e
mnie m o c n o zmysł ten drugi już dopełniający do rzeczy nieglobalnych,
pozaglobalnych, zmysł, który stanowi właściwą atmosferę realności ponadmaterialnych, zatem d u c h o w y c h . [...]
W stosunku do ludzi, którzy jedynie i bez reszty uznają rzeczywistość
materialną i przed tą niby jedyną rzeczywistością czynią wciąż nieustające
nabożeństwo, możemy mieć z a w s z e wątpliwości, czy tę rzeczywistość
materialną naprawdę ogarniają, zatem widzą jej granice. Z a z w y c z a j t k w i ą
oni w materii po uszy, jak elementarny korzeń w ziemi. Nie potrzeba się
dziwić, że ludzie tacy powołują się na to jedyne przeżywanie, które znają, że
nie wiedzą, że są inne przeżywania, związane z rzeczywistością d u c h a .
M a j ą mętne wyobrażenie o tym, co jest ponadzmysłowe, nie tak, jak artyści,
którzy bez spojrzeń w światy d u c h o w e nie mają co robić. Faktem jest, że nie
znamy wielkiego poety, muzyka, malarza, architekta, rzeźbiarza, aktora,
który by nie gruntował w realnościach poza materią o b j a w i o n y c h i z tych to
realności nie czerpał s w o j e g o n a t c h n i e n i a . "
15

I wreszcie — w 1 9 3 7 roku — w e w s p o m n i e n i u p o ś w i ę c o n y m
mistrzowi swojej młodości, jednemu z najwybitniejszych geo­
l o g ó w tamtej e p o k i , p r o f e s o r o w i M a u r i c e L u g e o n , w p ó ł w i e c z e
j e g o pracy n a u k o w e j i czterdziestolecie nauczania na U n i w e r ­
sytecie Lozańskim, napisał z n a m i e n n e zdanie: „ B y ł dla nas, którzy
jesteśmy j e g o u c z n i a m i , c z ł o w i e k i e m n a u k i , ale też

artystą".

D o w o d z i ł , że „ s p r a w a zdzierania „ s z t a m p " jest m o t y w e m prze­
w o d n i m n a u k i , jak s z t u k i " — i pokazał t o na przykładzie siebie
s a m e g o , g d y w roku 1 9 0 3 , podczas M i ę d z y n a r o d o w e g o K o n ­
gresu G e o l o g i c z n e g o w W i e d n i u , zaczęły się także w Tatrach
w a l k i o architekturę t y c h gór:
„Wycieczkę Kongresu zaczęto okrężnie, jadąc najpierw d o Pienin, aby
stamtąd dopiero ruszyć do Z a k o p a n e g o . Pamiętam w c z e s n y , chłodny
ranek w N o w y m Targu i pojazdy przed d w o r c e m , które czekały na pociąg
z Krakowa. Znalazłem się w jednym powozie z L u g e o n e m i nie z d a w a ł e m
sobie sprawy, że spotkało mnie szczęście. Pukałem tam w tych Tatrach
młotkiem, chodząc zresztą, jak Piętaszek za Robinsonem, to jest za
Uhligiem, który pierwszy w sposób n o w o c z e s n y opracował geologicznie
te góry. L u g e o n natomiast znal Tatry tylko z mapy i uderzyło mnie, że
z większym tupetem o nich m ó w i , niż mistrz, który im oddał dobrych parę
lat życia.
Z a l e d w i e wyjechaliśmy za obręb miasteczka, już zaczęły się starcia. [...]
Nie wiedziałem wtedy, że Tatry, sposób w jaki je interpretowałem za
Uhligiem, to była jakaś wielka „sztampa". Byłem za młody i za mało
doświadczony, aby zrozumieć obiektywnie, że to, co działo się ze mną
w powozie, to było właśnie zdzieranie tej „sztampy". J a k aktor, który
fałszywie nauczył się interpretować rolę, ciska się, niemal płacze, kiedy mu
się tę rolę przewraca, tak moja skromna osoba po kilku godzinach zaczęła
czuć, że Lugeon ma rację. [...] L u g e o n spiętymi powiedzeniami przy­
prowadzał mnie właściwie do porządku. M i a ł e m wrażenie, że się wszystko
rwie w e mnie, że cały budynek, z którym nosiłem się przez lata, zaczyna się
rozklejać i że kawały tego g m a c h u pogrążają się w e mnie w n i c o ś ć . "
15

W t y m miejscu trzeba p r z y w o ł a ć w a ż n e s ł o w a G o e t h e g o , nie
t y l k o ze w z g l ę d u na ł a t w e d o z a o b s e r w o w a n i a a n a l o g i e , lecz
i z t e g o przede w s z y s t k i m p o w o d u , że M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i
jest j e d n y m z bardzo nielicznych w polskiej kulturze, a z całą
p e w n o ś c i ą j e d y n y m w p o l s k i m teatrze k o n t y n u a t o r e m p o s t a w y
poznawczej wielkiego weimarczyka:
„Wręcz niewiarygodne, jak wiele zawdzięczam zdobytej w pocie czoła
wiedzy o płodach przyrody, które człowiek w y z y s k u j e przecie jako
s u r o w i e c i z takim pożytkiem z nich korzysta; dzięki niej lepiej potrafię
ocenić pracę artysty i rzemieślnika: podobnie ma się rzecz z wiedzą
o górach i w y d o b y w a n y c h w nich kamieniach, tak bardzo ułatwiającą mi
studiowanie s z t u k i . " "

Kalendarium życia i t w ó r c z o ś c i L i m a n o w s k i e g o pokazuje d o ­
w o d n i e , że był o n zarazem p r z y r o d n i k i e m i c z ł o w i e k i e m sztuki, nie
rezygnując n i g d y ani z j e d n e g o , ani z d r u g i e g o . Kiedy nie pisał
o teatrze, jak w latach 1 9 0 2 — 1 9 1 3 (nie udało się d o tej pory
74

odnaleźć ż a d n e g o j e g o tekstu teatralnego z t y c h lat), w y g ł a s z a ł
na ten temat o d c z y t y w Z a k o p a n e m i K r a k o w i e , o g l ą d a ł p r z e d ­
s t a w i e n i a , śledził o d p o w i e d n i ą literaturę, był w stałym k o n t a k c i e
z l u d ź m i , reprezentującymi różne dziedziny sztuki. Gdy nie miał
z n ó w w a r u n k ó w d o pracy n a u k o w e j j a k o g e o l o g (jak w W a r ­
szawie w latach 1 9 1 4 — 1 9 1 5 , a p o t e m w M o s k w i e 1 9 1 5 — 1 9 1 8 ) ,
nie z a p o m n i a ł , że jest p r z y r o d n i k i e m : o d czasu d o czasu w y g ł a s z a ł
o d c z y t y na t e m a t y przyrodnicze, s t u d i o w a ł literaturę, u t r z y m y w a ł
k o n t a k t y osobiste z p r z y r o d n i k a m i . I n t e n s y w n o ś ć p u b l i k a c j i była
oczywiście

różna w

różnych

latach, ale j e d n o

pozostawało

z d r u g i m w ścisłym z w i ą z k u . M o ż n a p o w i e d z i e ć , że w z a j e m n i e się
sobą

u niego żywiło

i n a w z a j e m d o p e ł n i a ł o , nadając

jego

w y p o w i e d z i o m i p u b l i k o w a n y m t e k s t o m s p e c y f i c z n y styl i s w o i s ­
tą j e d n o ś ć .
W ś r o d o w i s k a c h teatralnych na L i m a n o w s k i m zaciążyła na
d ł u g i e lata i c h y b a ciąży d o dzisiaj, o p i n i a p r z e d s t a w i o n a przez
Leona

Schillera

Warszawy,

w

artykule

Gdy

Boleslawski

przyjechał

do

k t ó r e g o p i e r w o d r u k ukazał się w „ S c e n i e P o l s k i e j "

w roku 1 9 3 7 :
„Limanowski uchodził w kolach teatralnych za stuprocentowego dyle­
tanta. N a u k o w c y , świetnie zapowiadającego się kiedyś geologa uważali za
dziwaka o prymitywnym i niebywale mętnym umyśle. Literaci twierdzili, że
na mentalność jego złożyły się w p ł y w y lektury ezoterycznej — Annie
Besant, S c h u r e g o , Micińskiego itp. — plus stąd i z o w ą d połapane
wiadomości z religiologii i etnologii oraz swoiście naciągane teorie
polskich mesjanistów. Sceptycy kawiarniani wysyłali go do G o e t h e a n u m
Steinerowskiego, by tam s w e c u d o w n e pomysły inkarnowal, lub na
W s c h ó d , gdzie tacy jak on włóczą się po bazarach i k a r a w a n s e r a j a c h . "
18

N i e p r z y p a d k o w o na tę w ł a ś n i e o p i n i ę p o w o ł a się A n t o n i
S ł o n i m s k i jeszcze w roku 1 9 7 5 . O d d z i a ł y w a n i a zaś S ł o n i m s ­
kiego na c z y t e l n i k ó w t r u d n o nie d o c e n i a ć . Toteż nie o m y l ę się,
jeśli p o w i e m , ż e z t e g o , c o zostało d o t y c h c z a s napisane o M i e c z y ­
s ł a w i e L i m a n o w s k i m , s ł o w a z a c y t o w a n e p o w y ż e j oraz t e , które
o p u b l i k o w a ł S ł o n i m s k i w s w o i m Alfabecie
wspomnień,
stały się
najczęściej p o w t a r z a n ą i niejako o b o w i ą z u j ą c ą p o l s k i e g o i n ­
teligenta o p i n i ą na j e g o temat. Nie p o d o b n a im zresztą o d m ó w i ć
s u g e s t y w n o ś c i , pozostają w pamięci, a dla nie w t a j e m n i c z o n y c h
m o g ą brzmieć p r z e k o w y w a j ą c o . T y m bardziej, że czytelnik przy­
w i ą z u j e się d o a n e g d o t y i w i a d o m o , że w ł a ś n i e zręcznie p o w i e ­
dziana a n e g d o t a ma zazwyczaj d e c y d u j ą c y w p ł y w na j e g o
p o g l ą d y . Ł a t w o można ją p o w i e l i ć , popisać się nią w t o w a r z y s t ­
w i e . Sam L i m a n o w s k i , w ó w c z a s profesor z w y c z a j n y geografii
fizycznej na W y d z i a l e M a t e m a t y c z n o - P r z y r o d n i c z y m U n i w e r ­
sytetu Stefana B a t o r e g o w W i l n i e , nie z a r e a g o w a ł na przytoczone
przez Schillera z ł o ś l i w o ś c i . Nie r e a g o w a ł zresztą, tak jak i Oster­
w a , n i g d y w t a k i c h sytuacjach, uważał b o w i e m za n i e g o d n e
uczestniczenie w t a r g o w i s k u na s w ó j temat. M o ż n a mieć m u t o za
złe l u b u z n a w a ć taką p o s t a w ę za k r ó t k o w z r o c z n ą z p u n k t u
w i d z e n i a d o r a ź n y c h interesów j e d n o s t k i (kariery, s ł a w y i t p . ) , ale
też n i e p o d o b n a nie mieć dla niej s z a c u n k u czy u d a w a ć , że jej się
nie rozumie, zwłaszcza że był w t y m przez całe życie k o n ­
sekwentny.
1 9

Pozostaje w k o ń c u o d p o w i e d z i e ć na proste pytanie: czy o p i n i a
zrelacjonowana

przez

Leona Schillera, k t ó r e g o stosunek

do

L i m a n o w s k i e g o , a także d o Reduty i Osterwy, był a m b i w a l e n t n y
i d o ś ć c h i m e r y c z n y , była słuszna i s p r a w i e d l i w a ?

Pozostaje

r ó w n i e ż pytanie: jakie były rzeczywiste źródła myśli i ś w i a t o p o ­
g l ą d u M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o , k t ó r y c h o n sam n i g d y nie
u j a w n i ł w p u b l i k o w a n y c h tekstach i o d c z y t a c h p u b l i c z n y c h ?
Z d a n i e , że L i m a n o w s k i e g o n a u k o w c y u w a ż a l i „za d z i w a k a
0 p r y m i t y w n y m i n i e b y w a l e m ę t n y m u m y ś l e " s t a n o w c z o nie
znajduje p o t w i e r d z e n i a . O w s z e m , niektórzy u w a ż a l i g o za „ d z i ­
w a k a " , c o nie może być j e d n a k w ż a d n y m s t o p n i u d y s k r e d y t u j ą ­
ce, natomiast o p i n i e n a j w i ę k s z y c h a u t o r y t e t ó w n a u k o w y c h tak
p o l s k i c h jak i z a g r a n i c z n y c h na temat j e g o z d o l n o ś c i i k w a l i f i k a c j i
były zawsze w i ę c e j niż p o z y t y w n e . Ich s t a n o w i s k o jest z g o d n e :
L i m a n o w s k i odegrał j a k o u c z o n y rolę nieprzeciętną, był po prostu
w y b i t n y m g e o l o g i e m i g e o g r a f e m , c h o c i a ż rzecz jasna nie zawsze
1 nie w e w s z y s t k i m miał rację; w k a ż d y m razie d o k o n a ł t u w a ż n y c h
o d k r y ć , z j e g o s t a n o w i s k i e m p o w a ż n i e się l i c z o n o .
20

Z w i ą z k i osobiste z Tadeuszem

M i c i ń s k i m są

niewątpliwe.

�1

N a j p i e r w w Z a k o p a n e m ( 1 9 0 0 — 1 9 1 3 ) , p o t e m — w Warsza­

i spirytystkę rosyjskiego p o c h o d z e n i a Helenę P i e t r o w n ą B ł a w a t -

w i e — w Sekcji Teatralnej T o w a r z y s t w a L i t e r a t ó w i Dziennikarzy

ską ( 1 8 3 1 — 1 8 9 1 ) , a także jej d u c h o w ą k o n t y n u a t o r k ę — A n n i e

Polskich ( 1 9 1 3 - 1 9 1 5 ) i wreszcie w M o s k w i e

(1915-1918),

Besant ( 1 8 4 7 — 1 9 3 3 ) . Z a r ó w n o w j e g o o p u b l i k o w a n y c h

ar­

gdzie zresztą obaj należeli d o najbardziej a k t y w n y c h w dziedzinie

t y k u ł a c h jak i pozostających w rękopisie n o t a t k a c h nie z n a j ­

kultury

d u j e m y j a k i e g o k o l w i e k śladu w p ł y w u lektury ich t e k s t ó w , a t y m

polskich

zesłańców. Trudniej

wykazać

bezpośrednie

w p ł y w y M i c i ń s k i e g o na t w ó r c z o ś ć L i m a n o w s k i e g o , c h o ć obaj
byli dziećmi tej samej e p o k i i bez w i ę k s z e g o t r u d u można by

bardziej fascynacji n i m i .
Poglądy

Mieczysława

Limanowskiego wykazują

natomiast

wskazać na w s p ó l n e fascynacje, k t ó r y m ulegali. P e w n e jest

w y r a ź n e z w i ą z k i z myślą r o m a n t y c z n e g o teozofa A n t o i n e Fabre

natomiast, że a r t y k u ł y L i m a n o w s k i e g o O wspanialej

d'Oliveta ( 1 7 6 7 — 1 8 2 5 ) , k t ó r e g o zasadnicze dzieło, d w u t o m o w a

przeszłości

Tatr, p u b l i k o w a n e w „ P r z e g l ą d z i e Z a k o p i a ń s k i m " ( d w a d z i e ś c i a

Histoire

siedem o d c i n k ó w : o d 4 lipca 1 9 0 1 d o 1 8 g r u d n i a 1 9 0 2 ) , stały się

rodzaju l u d z k i e g o ) , jak i r o z p r a w y o m u z y c e są w i e l o k r o t n i e

philosophique

du genre

humain

(Historia f i l o z o f i c z n a

ź r ó d ł e m inspiracji dla p o e t y c k i e g o obrazu Tatr, jaki Tadeusz

bezpośrednio przywoływane w jego rękopiśmiennych notatkach

M i c i ń s k i przedstawił w p o w i e ś c i Nietota.

Tatr

teatralnych z p i e r w s z y c h miesięcy 1 9 1 9 r o k u , czyli tuż przed

Książkę s ł a w n e g o p o d ó w c z a s myśliciela Edouarda S c h u r e g o

w i e l e p o d o b i e ń s t w i g ł ę b o k i c h analogii ze Z w i ą z k i e m Pitagorejs­

(1910).

tajemna

p o w s t a n i e m Reduty.

2 1

( 1 8 4 1 — 1 9 2 9 ) p o d t y t u ł e m Wielcy
nej historii
Orfeusz

Księga

religii.

Rama

— Pitagoras

— Kriszna

— Platon

wtajemniczeni.
— Hermes

— Chrystus,

Zarys

tajem­

— Mojżesz

—

której „ p i e r w s z e

2 1

P o n a d t o organizacja R e d u t y w y k a z u j e

k i m , tak jak g o w i d z i e l i Fabre d'Olivet, j a k o autor Les Vers

Dores

2 5

de Pythagore
Edouard

i Histoire

expliques

Schure w

Les

Grands

a po n i m

philosophique...,
oraz

inities

Rudolf

Steiner

polskie w y d a n i e zupełne z 5 2 - e g o w y d a n i a f r a n c u s k i e g o , w a u ­

w w y d a n e j w roku 1 9 0 2 w Berlinie książce Das Christentum

t o r y z o w a n y m t ł u m a c z e n i u Róży C e n t n e r s z w e r o w e j " ukazało się

mystische

w d r u k u w roku 1 9 2 3 , u H u l e w i c z a i P a s z k o w s k i e g o w W a r ­

c i j a ń s t w o j a k o fakt m i s t y c z n y i misteria s t a r o ż y t n e ) .

szawie ( p i e r w o d r u k Les Grands

inities

został w y d a n y w

roku

Tatsache

und die Mysterien

a/s

(Chrześ­

des Altertums

W y p a d a tu zaznaczyć, że zapoznanie się z dziełem

Fabre

oryginale,

d'Oliveta w y w a r ł o w i e l k i w p ł y w na k o n c e p c j e S c h u r e g o i że ten

p o d o b n i e zresztą jak niektóre inne dzieła t e g o autora, należącego

ostatni był r ó w n i e ż j e d n y m z najbliższych przyjaciół Steinera. T o

i dzisiaj d o p o d s t a w o w e g o k a n o n u lektur w zakresie w i e d z y

w ł a ś n i e Schure przetłumaczył w s p o m n i a n ą książkę o misteriach,

1 8 8 9 ) , poznał

L i m a n o w s k i znacznie wcześniej w

fragmenty

zmieniając zresztą ( w p o r o z u m i e n i u ze Steinerem i za j e g o z g o d ą )

s t u d i o w a n o w Reducie. J e d n a z r e d u t ó w e k , Stanisława W i n i a r s ­

t y t u ł na bardziej o d p o w i a d a j ą c y treści — w przekładzie f r a n c u s ­

ka (późniejsza Z b y s z e w s k a ) , z a n o t o w a ł a w s w o i m d z i e n n i c z k u

k i m brzmi o n : Le Mystere

podczas s ł y n n y c h r e d u t o w y c h w a k a c j i w Spale, p o d datą 8 sierp­

Poprzedził też t o w y d a n i e (Librairie A c a d e m i q u e Perrin, Paris

nia 1 9 2 3 : „ P o kolacji czytaliśmy o Instytucie

1 9 1 3 ) o b s z e r n y m w s t ę p e m , d a t o w a n y m : „ P a r y ż , maj 1 9 0 8 " .

ezoterycznej. Cenił dzieło to na tyle, że niektóre

Pitagorejskim,

0 I s t o p n i u w t a j e m n i c z e n i a : E d w a r d Schure, Wielcy
22

niczeni."

wtajem­

Z n a m i e n n e jest, że fakt ten u j a w n i ł d o p i e r o J ó z e f

Z a s t a n a w i a j ą c e jest, że Histoire

Obaj t w ó r c y R e d u t y c e l o w o zacierali tutaj ślady, gdyż książka

et les mysteres

philosophique

antiques.

du genre

huma­

in była r ó w n i e ż lekturą szczególnie w y r ó ż n i a n ą przez A n t o n i n a
Artauda

S z c z u b l e w s k i w roku 1 9 6 5 .

Chretien

2 6

(1896-1Э48) ,

autora Le

Thebtre

et son

Double

( 1 9 3 8 ) ; polski przekład tej jednej z najważniejszych i najbardziej

S c h u r ó g o , zawierająca j e d n o z n a c z n ą krytykę o f i c j a l n e g o Koś­

w p ł y w o w y c h książek o teatrze, jakie zostały napisane w

cioła, cieszyła się z d e c y d o w a n i e złą o p i n i ą w k o ł a c h k l e r y k a l n y c h .

w i e k u , ukazał się w roku 1 9 6 6 : Teatr i jego sobowtór,

XX

W i a d o m o zaś jak przemożny był w p ł y w t y c h kół w m i ę d z y w o j e n ­

Jana Błońskiego (wydanie drugie: 1 9 7 8 ) . Zachodzi oczywiście

tłumaczenie

pytanie: czy ta w y r a ź n i e u p r z y w i l e j o w a n a pozycja dzieła Fabre

nej Polsce.
Zdaje się nie p o d l e g a ć przy t y m w ą t p l i w o ś c i fakt, że z b i o r o w a
lektura f r a g m e n t ó w z p o d s t a w o w e g o dzieła S c h u r e g o w Reducie

d'Oliveta

wśród

lektur

Limanowskiego

i Artauda to

zwykły

przypadek, czy też z a c h o d z i t u c o innego? O t ó ż w y d a j e się, że

była s p o w o d o w a n a bezpośrednio przez L i m a n o w s k i e g o . J e d e ­

w t y m p r z y p a d k u można m ó w i ć o „ z n a c z ą c e j

naście lat w c z e ś n i e j , 6 września 1 9 1 2 r o k u , zwierzył się o n Tekli

c j i " , czyli r ó w n o l e g ł y m p o j a w i e n i u się d w ó c h zdarzeń p o w i ą z a ­

koincyden-

Góreckiej po lekturze tej w ł a ś n i e książki:

n y c h ze sobą nie na zasadzie p r z y c z y n o w o - s k u t k o w e j ,

„Przeszedłem szaloną skalę w ostatnich c z a s a c h . W t o p i ł e m się w książkę
S c h u r e g o Les Grands inities. [...] radziłbym tę książkę dostać, kupić
1 wczytać się w nią. S z a l o n y świat otwiera, który musi być wzięty przez
każdego, który dziś w p ł y w a sam na drogi n o w e . S c h u r e daje wprost wizję
olbrzymiej budowli, którą ludzkość zdramatyzowała w religiach. Polecam
gorąco tę książkę. Wizja Hermesa z nabitymi klejnotami sfer jest przecież na
dnie Dantego, gdzie świeci tylko inaczej. T a m pod czarnym Saturnem są c i ,
co kontemplują, pod błękitnym J o w i s z e m c i , co rządzą sprawiedliwie, pod
c z e r w o n y m Marsem męczennicy, pod złotym słońcem [ci] c o wiedzą,
«teologowie», tu — miejsca są wypełnione analogicznymi punktami.
Czytając wizje Hermesa, czary indyjskiej powieści Kriszny, pracę Mojżesza,
który ? y d ó w rzeźbił jak Michał Anioł marmur, ma się świat tak dziwnie
z b u d o w a n y , że nam w y r a z ó w braknie. J e s t to Piękno, choć ludziom
w y d a w a ł o się, że to Prawda. Myślę, że Prawda jest niedostępna z a w s z e ,
z a w s z e jest zasłona z Sai's na obliczu bogini; to co się wydaje Prawdą, jest
tylko wielkim Pięknem.

z w i ą z a n y c h znaczeniem, c o w e d ł u g p s y c h o l o g i i

I z a w s z e wszystkie barwy rodzą się ze światłości i ciemności. Kiedy
światłość w n i k a w ciemność jej etapy kolejne idą przez żółtą barwę do
purpury, kiedy ciemność zapanuje nad refleksem światła idą przez błękit do
fioletu. Cały świat jest jak eksperyment z płytkami mlecznego szkła. Kiedy
na słońce jedną płytką patrzeć słońce jest żółte, kiedy d w o m a lub trzema czerwone, aż wreszcie czarne się robi. Kiedy na ciemności patrzeć przez
płytkę oświetlaną dniem, to płytka jest fiołkowa. Im więcej płytek, tym
błękit bielszy, aż wreszcie białość mleczna kończy. D w i e drogi, d w a
kierunki, tajemnica d z i w n a .
Piszę o tym, c o mnie zajmuje, aby pokazać gdzie siedzę, w czym jestem.
Dużo pracuję, wtedy jest d o b r z e . "
23

lecz

analitycznej

Carla G u s t a w a J u n g a należy objaśniać zasadą s y n c h r o n i c z ­
ności.

2 7

Pojęcia „ s y n c h r o n i c z n o ś ć " u ż y w a m tutaj w szczegól­

n y m znaczeniu: j a k o jednoczesne p o j a w i e n i e się d w ó c h

lub

w i ę c e j zdarzeń nie z w i ą z a n y c h p r z y c z y n o w o , a m a j ą c y c h tę samą
znaczącą treść czy też p o d o b n y sens

— w

odróżnieniu

od

„ s y n c h r o n i z m u " , który w s k a z u j e t y l k o na r ó w n o l e g ł e p o j a w i e n i e
się d w ó c h zjawisk.
W liście z 9 września 1 9 3 3 Osterwa p r o p o n o w a ł L i m a n o w s ­
k i e m u w s p ó l n ą , konspiracyjną w y p r a w ę d o G o e t h e a n u m (Freie
H o c h s c h u l e fur Geisteswissenschaft) w D o r n a c h k o ł o Bazylei
w S z w a j c a r i i , z a ł o ż o n e g o przez R u d o l f a Steinera:
„ O t ó ż — cokolwiek będę wyczyniał w Krakowie, będę się zbliżał d o
misteriów — choćby konspiracyjnie. — Dla p e w n y c h p o r ó w n a ń — trzeba
by mi pojechać do D o r n a c h . Po spaleniu się teatru Steinera — w y b u d o w a ­
no po jego śmierci g m a c h nowy. — Myślę, że to będzie dla mnie tym, c z y m
Studio Stanisławskiego dla o d w a g i założenia Reduty.
Gdybyśmy mogli obaj tam jechać jednocześnie! Pomyśl! Tylko c i c h o !
— S z a ! — Nie płoszyć tej myśli — ale ją dostać w siebie. — M a m tak już
g o t o w y pogląd na organizację naszą, że tylko trzeba zaczerpnąć o d ­
wagi."
2 8

Pierwszy t o zapisany przez O s t e r w ę ślad

zainteresowania

R u d o l f e m Steinerem i dziełem j e g o życia: ś w i a t o w y m c e n t r u m

Z a p o z n a n i e się L i m a n o w s k i e g o z książką S c h u r e g o p o z o s ­
t a w a ł o w o c z y w i s t y m z w i ą z k u z późniejszą organizacją R e d u t y
j a k o zespołu i p o g l ą d a m i na tę s p r a w ę o b u jej t w ó r c ó w .

a n t r o p o z o f i c z n y m , w k t ó r y m były p r o w a d z o n e - i o d b y w a j ą się

W b r e w sugestii Leona Schillera nic nie w s k a z u j e j e d n a k na t o ,
aby L i m a n o w s k i specjalnie w y r ó ż n i a ł głośną w ó w c z a s t e o z o f k ę

G o e t h e g o ) w j e g o o p r a c o w a n i u , i n s p i r o w a n e w i e d z ą o starożyt­

d o dzisiaj

— zajęcia z e u r y t m i i oraz w y s t a w i a n e są misteria

z a r ó w n o s a m e g o Steinera, jak i i n n y c h a u t o r ó w ( m . i n .
n y c h misteriach, zwłaszcza o misteriach e l e u z y j s k i c h .

29

Faust
Wiemy
75

�s k ą d i n ą d , że w o ś r o d k u t y m p r z e b y w a ł o w i e l u l u d z i s z t u k i , w ś r ó d

n i c y c o d o prac [ . . . ] , z a r ó w n o j a k o d o s t o s u n k ó w w e w n ę t r z n y c h ,

n i c h A n d r i e j Bieły, w i e l k i a k t o r rosyjski M i c h a i ł C z e c h o w , a z P o ­

a t o w c e l u o d g r o d z e n i a siebie o d m o ż l i w y c h w p ł y w ó w z e w n ę t ­

l a k ó w — Franciszek S i e d l e c k i . W p ł y w idei a n t r o p o z o f i c z n y c h na

rznych i ochronienia

twórczość

stopnia

każdego z nich

był wyraźny

i przez

nich

samych

p o t w i e r d z o n y . Nie z n a m y , niestety, o d p o w i e d z i L i m a n o w s k i e g o

paraliżować

wyjaśnić,

że

przed p l o t k a m i , m o g ą c y m i d o
działalność

„zalecenie"

lub

[ . . . ] " . Trzeba w

nawet

pewnego

tym

miejscu

„prośba"

kierownictwa

na p r o p o z y c j ę O s t e r w y . O ile w i a d o m o , p r o j e k t t e n nie d o s z e d ł d o

Reduty były w codziennym życiu tego zespołu

równoznaczne

s k u t k u . Z j a k i c h p o w o d ó w — nie w i e m y .

z rozkazem.

Pozostaje f a k t e m , że j e d e n z p o d s t a w o w y c h w ą t k ó w t r a d y c j i

S p r a w o z d a w c a „ K u r i e r a W i l e ń s k i e g o " tak r e l a c j o n o w a ł o d c z y t

R e d u t y , z n a c z o n y n a z w i s k a m i A n t o i n e Fabre d ' O l i v e t a , Y v o n Le

Osterwy i L i m a n o w s k i e g o o zadaniach Reduty w d n i u 1 listopada

Loupa

(znanego

bardziej

pod

pseudonimem

Paula

E d o u a r d a S c h u r e g o , R u d o l f a Steinera i i n n y c h

Sedira),

przedstawicieli

w i e d z y e z o t e r y c z n e j , b y ł m a s k o w a n y przez o b u jej t w ó r c ó w na
t y l e s k u t e c z n i e , że d o p i e r o
śmierci

Osterwy

i

po

blisko

Limanowskiego

czterdziestu

zaczynamy

r u s z t o w a ń t e g o g m a c h u . U w i d a c z n i a się w

tym

latach

po

domyślać

się

niewątpliwa

z g o d n o ś ć z całą w i e l k ą t r a d y c j ą w i e d z y e z o t e r y c z n e j , której j e d n o
z p i e r w s z y c h przykazań s t a n o w i a r y s t o k r y t y z m i strzeżenie j e j
w

ten

sposób

przed

różnego

rodzaju

nadużyciami.

Ale

też

L i m a n o w s k i i O s t e r w a z d a w a l i s o b i e aż n a d t o d o b r z e s p r a w ę , że
przyznanie się d o tej w ł a ś n i e t r a d y c j i m o ż e b y ć

niebezpieczne

i w k o ń c u z w r ó c o n e przeciwko Reducie i nim s a m y m .

3 0

Toteż

n i g d y nie m ó w i ł o się o t y m p u b l i c z n i e . O w s z e m , m i ę d z y w i e r ­
szami. K t o miał uszy k u s ł u c h a n i u , a o c z y k u w i d z e n i u — m ó g ł sn,
w k o ń c u czegoś domyślać. L i m a n o w s k i jak i Osterwa

uparcie

m i l c z e l i : a n i nie zaprzeczali, a n i nie p o t w i e r d z a l i . I w i e d z i e l i , c o
robią. I n n e źródła t r a d y c j i m o g ł y b y ć u j a w n i o n e i o b j a ś n i o n e , ale
te, m i a ł y p o z o s t a ć i p o z o s t a ł y u k r y t e .
U początku zainteresowań i fascynacji ezoteryzmem był Lima­
n o w s k i . O t o p i e r w s z y z brzegu p r z y k ł a d . O d 2 8 sierpnia

(10

w r z e ś n i a ) d o 19 p a ź d z i e r n i k a (1 l i s t o p a d a ) 1 9 1 6 r o k u o p u b ­
l i k o w a ł o n na ł a m a c h m o s k i e w s k i e g o d z i e n n i k a „ G a z e t a P o l s k a "
c y k l a r t y k u ł ó w z a t y t u ł o w a n y c h Moskwa
duszy.

przez

pryzmat

polskiej

W j e d n y m z n i c h m o ż e m y przeczytać:

„Niech cię prawdy, które my ludzie X X wieku dziś czerpiemy z ezoterycz­
n y c h o b j a w i e ń , będących przecież tylko fundamentem i macierzą w s z y s t ­
kich powstałych religii na świecie, nie przestraszają i nie rażą. W y p o w i a d a ­
my tylko innymi słowami i innymi porównaniami tę samą żywą i nieśmier­
telną treść, którą z a w s z e człowiek odczuwał, kiedy całym sobą pogrążał się
w tajemnicy narodzenia Światła.
Należymy dziś do epoki, która inaczej patrzy na świat, niż ta twoja, gdyż
wiemy dziś, że ziemia jest bryłą nikłą w e wszechświecie i że słońce jest
tylko jedną z mijających g w i a z d , fazą żółtą gwiazdy, po której następuje
faza c z e r w o n a . Właśnie może dlatego, że świat cały przedstawia się nam
jako b u d o w l a rozpoczynająca o d stadium mgławicy, a rozwijająca się pod
skrzydłami nieskończenie długich e o n ó w , zaczynamy rozumieć, c z y m jest
Chrystus, A d a m Kadmon, świetlany pierwszy punkt na niebie każdej
przebudzonej duszy, kolumna pełnego i scałkowanego światła c u d e m
zjawiona, z której - poprzez odbicia 1 tysiąckrotne załamania w morzu
nieprzeliczonych zjawisk materii - objawią się hierarchie Cherubinów,
Serafinów, Archaniołów, które Dante wiązał w nieśmiertelne chorały
s w o i c h tercyn Commedia
Divina." '
3

Dalej — w t y m s a m y m c y k l u a r t y k u ł ó w — L i m a n o w s k i zapisał
w i e l c e znamienne zdanie:
„W

ciszy

nocnej

mówiliśmy

sobie

rzeczy jeszcze

bardziej

t a j e m n e , k t ó r y c h j e d n a k nie trzeba na ś w i a t ł o w y w l e k a ć , k t ó r e są
jak z i a r n o s c h o w a n e i mają zazielenić się s z m a r a g d e m w s ł o ń c u
pierwszej w i o s n y . "

3 2

T r u d n o było L i m a n o w s k i e m u powiedzieć to jaśniej. W e t y m o ­
logicznym

znaczeniu

oznacza: w e w n ę t r z n y ,

grecki

termin

esóterikós

sekretny, t a j e m n y ,

(ezoteryczny)

dostępny

tylko

w t a j e m n i c z o n y c h . J e g o p r z e c i w i e ń s t w e m jest egsóterikós

dla
(eg-

z o t e r y c z n y ) : z e w n ę t r z n y , d o s t ę p n y , p r z e z n a c z o n y dla o g ó ł u .
N i e w ą t p l i w i e , w ą t k i ezoteryczne występują z a r ó w n o w przedr e d u t o w y c h t e k s t a c h M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o jak i w j e g o
w y p o w i e d z i a c h p o 2 9 l i s t o p a d a 1 9 1 9 r o k u , kiedy t o n a s t ą p i ł o
publiczne otwarcie działalności Reduty przedstawieniem
śnieg

bielszym

się stanę

Ponad

S t e f a n a Ż e r o m s k i e g o . Z d a j e się

nie

p o d l e g a ć r ó w n i e ż w ą t p l i w o ś c i e z o t e r y c z n y charakter samej Re­
d u t y , k t ó r a , s t a n o w i ą c s w o i s t ą szkołę i n i c j a c y j n ą , miała
cech

„tajnego

bractwa",

i w

której

— wedle

wiele

sformułowań

w e w n ę t r z n e g o d o k u m e n t u z d n i a 2 8 marca 1 9 1 9 r o k u , zatem

1 9 2 5 r o k u , w l o k a l u K l u b u I n t e l i g e n c j i Pracującej przy u l . Św.
Anny 2 w Wilnie:
„Byliśmy w niedzielę na prelekcjach pp. L i m a n o w s k i e g o i Osterwy,
którzy mówili n a m o takim d z i w n y m zrzeszeniu ludzi, o tym d z i w n y m
zespole n a i w n y c h śmiałków, którzy właśnie w okresie największej nędzy,
największej apatii i marazmu p o w o j e n n e g o , zapragnęli b u d o w a ć to n o w e
życie, przyszli h o d o w a ć róże w szalejącą w o k ó ł szarugę jesienną, przyszli
z hasłami szukania n o w y c h dróg nie ku ł a t w e m u w z b o g a c a n i u się i tanim
zyskom, nie ku bardziej w y r a f i n o w a n e m u użyciu, a ku lepszemu, piękniej­
szemu życiu.
A nie są to apostołowie jacyś i święci pańscy, ani moralizatorzy na obraz
armii zbawienia, ale zwykli artyści, d o t y c h c z a s o w i komedianci życia.
I przyszli ci właśnie komedianci, żyjący zazwyczaj z poklasku i dla poklasku
t'umu, szukać w swej pracy istotnej prawdy życia, w prawdzie zaś i istocie
.tycia doszukiwać się o d w i e c z n y c h prawd piękna i harmonii, by je
z ukrytych głębin w y d o b y ć i rzeszom ludzkim podać.
I jak dawniej asceci i święci łączyli się w zgromadzenia, by w s w o i c h
wysiłkach ku osiągnięciu zbawienia nie być samotnymi, by się wzajem
wesprzeć, pogłębić, prześwietlić wyżej osiągniętym stopniem u d u c h o w i e ­
nia w y b r a n y c h , tak i ci luzem chodzący dotąd artyści związali się w «zakon
Reduty», by w s p ó l n y m życiem przygotować i pogłębić tę harmonię
zespołową przy w y d o b y w a n i u z siebie s w e j treści d u c h o w e j w tworzeniu
piękna. B o malarz, muzyk może tworzyć samotnie, aktor tworzy w zespole.
Zespół ten więc ma stać się jednością — całością architektoniczną
— tumem — świątynią.
I przyszli tworzyć nie dla tłumu i tak zwanej publiczności, nie na pokaz
i nie dla oklasków. Przyszli szukać środków w y p o w i e d z e n i a się najszczer­
szego w akcie twórczym prawdy i piękna. Przyszli, jak za d a w n y c h
starożytnych czasów, grać święte misterium s w o i c h dusz i mieć tych
misteriów ś w i a d k ó w i współuczestników.
J a k misterium religijne jest aktem w s p ó l n y m kapłana i modlącego się
tłumu, d u c h o w o z nim współuczestniczącego w ofierze, tak o w o misterium
teatralne ma być przeżyciem w s p ó l n y m t w ó r c ó w i ś w i a d k ó w stającej się na
ich o c z a c h prawdy artystycznej.
I choć odgradzają się od t ł u m u — gawiedzi, chcą być jak najbliżej
d u c h o w o do t ł u m ó w - ś w i a d k ó w . Odgradzając się od tak zwanej publicz­
ności, kasują przedział i barierę oddzielającą d o t y c h c z a s scenę od w i d o ­
w n i . Tworzą ogromną wspólną scenę, gdzie grający i widz —świadek są
uczestnikami takimi samymi wspólnego misterium sztuki.
Odgradzając się od kuglarstwa i reklamy, idą jednocześnie do społeczeń­
stwa, niosą d o ń s w e doświadczenia i zdobyte prawdy: szukają z nim
kontaktu, przenikają do wszystkich warstw, obejmują wszystkie kręgi,
dając s w e umiłowanie prawdy i piękna, i lepszego życia. Traktują s w ą misję
jak posłannictwo i apostolstwo, za ewangelistów swej dobrej nowiny
mając: Mickiewicza ( M a t e u s z a ) , symbolem którego człowieczeństwo,
Krasińskiego ( M a r k a ) , symbolem którego lew. Słowackiego ( J a n a ) ,
o locie orla, i Norwida (Łukasza), który, jak pracowity w ó ł , wytrwale,
niedoceniony i nie uznany, torował n o w e drogi życiu
Marzą o n o w y m polskim teatrze, który zrzuciwszy z siebie k o n w e n c ­
jonalne szaty francuskie, stałby się wyrazem polskiej pracy d u c h o w e j ,
wyrazem polskiego d u c h a . Marzą o n o w y m typie aktora polskiego jako
0 typie n o w e g o człowieka.
Marzą o posłannictwie polskiego d u c h a na tych rozstajnych drogach
polsko-litewsko-białoruskich, na których ze splotu najlepszych pierwiast­
ków tkwiących w psychice wszystkich zamieszkujących tu ras etnicznych,
wykwitly postacie o tak przedziwnej d u c h o w e j sile jak Mickiewicz [...].
A z całej Polski za siedzibę s w ą obrali Wilno. Przemówiły do dusz ich
kamienie, przemówiła przedziwna architektura, mająca ten swoisty roz­
m a c h wyrywającego się w szale i ekstazie ku niebu baroku wileńskiego,
przemówiła przecudna przyroda, łącząca w swoisty tu sposób martwe
kamienie z czarem zieleni wzgórz i rzeki, przemówiły kontrastem s w y m
pogańskie tradycje i zmagania ideowe czasów późniejszych, tradycje
Uniwersytetu Wileńskiego i puścizna filaretów i filomatów.
Tu zapragnęli tworzyć n o w ą Sztukę, splatając ją z urocznym życiem,
wcielając sztukę w prawdę i życie prześwietlając prawdą płynącą z piękna.
Tu założyli Instytut Reduty jako laboratorium n a u k o w e w poszukiwaniu
n o w y c h form i nowej treści, dla którego s c e n a będzie doświadczalnią
1 s p r a w d z i a n e m w y p r a c o w a n y c h wartości, a jednocześnie środkiem o d ­
działywania.
Przyszli szczerzy, prości, z ogniem w d u s z a c h .
Przyszli z wiarą w kamienie, przyrodę i l u d z i . "
33

W y r a ź n i e w i d a ć z tej relacji, że e z o t e r y z m , k t ó r y

wyznawali

o s i e m miesięcy przed o f i c i a l n ą i n a u g u r a c j ą d z i a ł a l n o ś c i — zale­

i starali się p r a k t y k o w a ć w z e s p o l e R e d u t y o b a j jej t w ó r c y , m i a ł

c o n o k a ż d e m u s p o ś r ó d jej c z ł o n k ó w „ z a c h o w a n i e ścisłej t a j e m -

charakter

76

w

swojej

istocie

chrześcijański.

Było

to

przy

tym

�I

c h r z e ś c i j a ń s t w o w znaczeniu n a j d o s ł o w n i e j i najszerzej e k u m e n i ­

sprzeczności [...], które dziś grożą rozsadzeniem ż y c i a . "

c z n y m . W t a k i m r ó w n i e ż d u c h u były w Reducie a n a l i z o w a n e

zwala t o stwierdzić, że czuł się o n — i był w

39

Po­

rzeczywistości

i i n t e r p r e t o w a n e teksty dramatyczne i p o e t y c k i e , zwłaszcza teksty

— przede w s z y s t k i m dzieckiem europejskiej tradycji k u l t u r o w e j .

w i e l k i c h polskich r o m a n t y k ó w . A l e p r o t o t y p takiej analizy o d n a j ­

Nie w y k l u c z a ł o t o j e d n a k j e g o o t w a r c i a na inne, pozaeuropejskie

d u j e m y w d w ó c h artykułach

tradycje. Fascynowała g o zwłaszcza J a p o n i a , „ k t ó r a jest najbar­

z roku 1 9 1 4 : „Krakus"

w s z y s t k i m — „Balladyna"
ciadło

świata.

Limanowskiego,

Norwida

Próba

pochodzących
i — przede

na arenie cyrkowej

Słowackiego

jako

mistyczne

Stąd też nie

inscenizacji.

zwier­

przypadkiem

dziej a r t y s t y c z n y m krajem na ś w i e c i e . "

40

Miejsce Limanowskiego

jest j e d n a k s t a n o w c z o w Polsce i w Europie, a nie — jak chcieli
„sceptycy

k a w i a r n i a n i " — na j a k i m ś m i t y c z n y m

w czasie p o b y t u w M o s k w i e L i m a n o w s k i p r z y w o ł y w a ł „ C h r y s ­

W p r z y t o c z o n y m już szkicu Istota

tusa, A d a m a K a d m o n a " j a k o „ ś w i e t l a n y pierwszy p u n k t na niebie

znaczny wyraz t a k i e g o w ł a ś n i e s t a n o w i s k a :

każdej przebudzonej d u s z y " . N o w o c z e s n e komentarze ż y d o w s ­
kie d o t a j e m n i c kabały ukazują A d a m a K a d m o n a , „ c z y l i p i e r w ­
szego k o s m i c z n e g o A d a m a niebieskiego, przed rajem, j a k o figurę
o w y m i a r z e k o s m i c z n y m , z b u d o w a n ą z dziesięciu s e f i r o t ó w " .

34

W starej mistyce hebrajskiej był o n i d e n t y f i k o w a n y n a w e t z sa­
m y m B o g i e m . R u d o l f Steiner p r z y p o m n i t o znaczenie w s w o i m
berlińskim w y k ł a d z i e z 1 9 1 1 r o k u : „jeśli z w r ó c i m y się d o t e g o , c o
w d a w n y c h czasach n a z y w a n o « A d a m K a d m o n » , a c o p o t e m
przeistoczyło się w pojęcie « C h r y s t u s » " .

35

W ten o t o s p o s ó b

L i m a n o w s k i o d w o ł a ł się w p r o s t d o „ a r c h e t y p u c z ł o w i e k a k o s ­
micznego,

kosmicznego

Adama,

zbudowanego

z

członków

«świata» lub, w e d l e głębszych s y s t e m ó w m i s t y c z n y c h , b u d u j ą ­
c y c h ś w i a t ze s w o i c h w ł a s n y c h o r g a n ó w " , a zatem — d o
3 6

alchemicznej i g n o s t y c k i e j w i e d z y o c z ł o w i e k u

kosmicznym,

o jego upadku i zmartwychwstaniu.
W Reducie L i m a n o w s k i e m u i O s t e r w i e c h o d z i ł o o swoistą
syntezę sztuki, nauki i religii, a r ó w n o c z e ś n i e — o realizowanie
w c o d z i e n n e j praktyce zespołu i każdego z j e g o c z ł o n k ó w zasad
braterstwa i tolerancji, bez czego nie może być w o g ó l e m o w y
o w z a j e m n y m z r o z u m i e n i u się, ż y c z l i w o ś c i i p r a w d z i w y m sza­
c u n k u . Tą drogą
„wielkiego
-

zamierzano

rozbłysku

przygotować

— Odrodzenia

się a k t y w n i e

Duchowego

przez W i e d z ę , N a t c h n i e n i e i C z y n " ; p r z y w o ł y w a n o przy tej

okazji S ł o w a c k i e g o — „ r o z ś w i e t l e n i e świata b ł y s k a w i c a m i w i e ­
d z y " . N i e t r u d n o z a u w a ż y ć , ze w t y c h s f o r m u ł o w a n i a c h p o j a w i a
3 7

1

T r u d n o nie z a u w a ż y ć , że zawarta jest tutaj aktualna d i a g n o z a
i p o s t a w i o n e są pytania, na które i dzisiaj szukają o d p o w i e d z i
najbardziej ś w i a t l i przedstawiciele r ó ż n y c h dziedzin nauki i s z t u ­
ki.

się n i e o m a l katalog p o d s t a w o w y c h w a r t o ś c i e t y c z n y c h p o s t u l o ­

*

w a n y c h i k u l t y w o w a n y c h w Reducie.
J e d n a k w p r z e c i w i e ń s t w i e d o Juliusza Osterwy, L i m a n o w s k i
n i g d y nie należał d o ż a d n e g o t a j n e g o b r a c t w a czy stowarzysze­
nia, a przynajmniej nic o t y m nie w i a d o m o . Dzięki b a d a n i o m
Leona Chajna i L u d w i k a Hassa w i e m y dzisiaj, że O s t e r w a był
c z ł o n k i e m o t w a r t e j 2 4 k w i e t n i a 1 9 2 0 roku w o l n o m u l a r s k i e j Loży
— M a t k i „ K o p e r n i k " . „ N i e u d a ł o się ustalić, c o b y ł o przyczyną
«pokrycia» (przez n i e g o ) warsztatu [...]. W e d ł u g r o z p o w s z e c h ­
n i o n y c h , ale nie s p r a w d z o n y c h

pogłosek, m i a ł o t o

nastąpić

w s k u t e k zawarcia małżeństwa ( p o n o w n e g o ) z M a t y l d ą , siostrą
kardynała S a p i e h y . "

38

Ale nawet

i po „ p o k r y c i u

warsztatu"

mieszkanie O s t e r w y b y ł o miejscem s p o t k a ń członka Lozy — M a ­
tki Henryka Kołodziejskiego, który w p o l s k i m w o l n o m u l a r s t w i e
o d g r y w a ł znaczną rolę, z kardynałem ks. A d a m e m

Sapiehą.

Zostało t o u j a w n i o n e d o p i e r o w roku 1 9 7 2 na p o d s t a w i e relacji
„ T o m a s z a Rysia", b y ł e g o członka loży „ K o p e r n i k " . Fakt ten może
rzucić jeszcze w i e l e ś w i a t ł a na Redutę, panujące w niej s t o s u n k i ,
jej i d e o l o g i ę , a zwłaszcza na stosunek d o t e g o , c o z n a j d o w a ł o się
„ n a z e w n ą t r z " . S k ą d i n ą d w i a d o m o , że na r ó ż n y c h zakrętach
Reduty p r z y c h o d z i l i O s t e r w i e z p o m o c ą , przyznając różne s u b ­
w e n c j e w najmniej o c z e k i w a n y c h m o m e n t a c h , w ł a ś n i e c z ł o n ­
k o w i e lóż w o l n o m u l a r s k i c h . Czy był t o t y l k o przypadek? W ą t p ­
l i w e , skoro w ł a ś n i e d o n i c h Osterwa u d a w a ł się w

pierwszej

k o l e j n o ś c i , żądając realnej p o m o c y — i przeważnie ją o t r z y m y w a ł ,
c o u p o s t r o n n y c h o b s e r w a t o r ó w w y w o ł y w a ł o zazwyczaj z d u ­
mienie. Ci ostatni p r z y p i s y w a l i t o przede w s z y s t k i m j e g o w d z i ę ­
k o w i o s o b i s t e m u oraz j a k i e m u ś n i e z w y k ł e m u t a l e n t o w i

dyp­

lomatycznemu.
M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i w i ą z a ł d o końca nadzieję z kulturą
europejską i o d r o d z o n y m w e w n ę t r z n i e c h r z e ś c i j a ń s t w e m . Pole­
mizując

z

poglądami

Oswalda

w głośnej książce Der Untergang

Spenglera,

sformułowanymi

des Abendlandes

( 1 9 1 9 ) , nie

podzielał przeświadczenia o d e f i n i t y w n y m u p a d k u Europy i jej
kultury, dostrzegając zarazem jej „ r o z b i e ż n o ś c i , [...]

kolosalne

Wschodzie.

znajdujemy jedno­

„Spengler w N i e m c z e c h , przepowiadając ostateczny zmierzch, który
idzie na nas, zwątpił o przyszłości europejskiej kultury. M o g ą przyjść inne
rasy, kolorowe i twórcze, ta nasza się skończyła i jesteśmy już wśród
walących się gruzów. Pesymizmy te, związane z w o j n ą i p o w o j e n n ą
psychiką, możemy odrzucić lub przyjmować zależnie od wiary, która nas
niesie, lub niewiary, która nas kładzie. Tak czy o w a k , problem jest
postawiony o d w a ż n i e i m ó w i , że jesteśmy w mroku, w e p o c e ściemnienia,
oddaleni od rozkwitu i pełnej kultury. [...]
Żyjemy dziś starym kapitałem. Ściągamy ze wszystkich kultur, jakie
kiedykolwiek były, nie tylko materie bardziej dotykalne do tej nowej
kultury, która przygotowuje się wśród sprzeczności, walk i kryzysów
w e w n ę t r z n y c h . Czytamy bowiem Cezara, Tacyta albo Curtiusa Rufusa od
czasów renesansu ze z d w o j o n ą energią. Poza tym bierzemy malarstwo
z J a p o n i i , rzeźbę i b u d o w n i c t w o z Iranu, taniec z Afryki, który nas rozkłada.
W każdym razie tkwimy po uszy w rzeczach, które nie nasza epoka
stworzyła i nawet nie najbliższa ziemia. [...]
Przed nami jest kultura jakaś w y m a r z o n a i więcej w tęsknotach
a n t y c y p o w a n a , niż już stawiana i realizowana. Rodzi się ona ze w s z y s t ­
kiego i kształtuje potencjalnie w głębinach naszych nieświadomych. [...]
Rozumiemy nawet, że przyjścia jej nie można przyspieszyć. [...]
J e d n a k zwożenie i zbieranie g r u z ó w z kultur, które były, nie pozwoli nam
nowej kultury urodzić. [...] N o w a kultura, która idzie w b r e w krakaniu
Spenglera, może się narodzić tylko z ognia twórczego. Przepalić się musi
niejedno, c o uważamy zupełnie słusznie za fatalne. Kultura jest wyrazem
krzyku w e w n ę t r z n e g o duszy, która się c h c e odnaleźć, aby kwitnąć."*

do

Ludzkości

kultury

*

*

O c e n y roli i znaczenia M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o w kulturze
polskiej cechują się skłonnością d o ujęć k r a ń c o w y c h . J e d n i
dostrzegali w n i m przede w s z y s t k i m „ e k s c e n t r y k a " , „ w s p a n i a ł y
t y p o r y g i n a ł a " , j e d n y m s ł o w e m — d z i w a k a . Inni natomiast
42

— zwłaszcza c i , którzy znali g o bliżej i przez czas

dłuższy

— stwierdzili „ z n a m i o n a g e n i a l n o ś c i j e g o d u c h a [...] przejawiają­
cej się j e d n a k o w o na w s z y s t k i c h p o l a c h j e g o w s z e c h s t r o n n e j
działalności."
43

Pouczjące będzie przytoczenie przynajmniej n i e k t ó r y c h s p o ś ­
ród t y c h o p i n i i , z a r ó w n o z j e d n e j jak i z drugiej strony. Z a c z n i j m y
o d t y c h , którzy najbardziej z d e c y d o w a n i e n e g o w a l i w a r t o ś ć j e g o
działalności. Należeli d o n i c h przede w s z y s t k i m d w a j s k a m a n d ryci, J a n

Lechoń

i Antoni

S ł o n i m s k i , oraz profesor

historii

literatury J u l i a n Krzyżanowski.
J a k o pierwszy w y s t ą p i ł A n t o n i S ł o n i m s k i . 1 0 stycznia 1 9 2 1
ukazał się „ p a m f l e t d w u t y g o d n i o w y nr 1 " a u t o r s t w a g r u p y
„Skamander" zatytułowany „Dziura", wydany w małym na­
kładzie (część n a k ł a d u miała t y t u ł „ D u p a " ) , w y d r u k o w a n y za
granicą, p r a w d o p o d o b n i e w N i e m c z e c h . W rubryce Lista loka­
torów „Dziury"znalazł
się rejestr jedenastu a k t u a l n y c h a n t a g o n i ­
s t ó w g r u p y , a w ś r ó d nich M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i . J e d n a k
g ł ó w n y m o b i e k t e m ataku „ D z i u r y " stała się Reduta, której
S ł o n i m s k i p o ś w i ę c i ł pamflet pt. Wysadzona
Reduta.
Oto frag­
ment traktujący o L i m a n o w s k i m :
44

((Eksperymenty)) polegające na tym, że huzar śmierci, pani Hohenzollern,
gra rolę Nelly w Papierowym
kochanku, albo że pan Maliszewski grać
będzie Pannę Maliszewską, a p. D a k o w s k i Króla Lira, służą c h y b a do tego,
aby pan Mieczysław N ę d z a - L i m a n o w s k i podglądał przez s w o j e z a w s z e
niezapięte spodnie, kto przeżywa ((naprawdę;, a kto tylko «udaje». Ten
niechlujnie ubrany mężczyzna, odgrywający rolę przełożonej w szkółce p.
Osterwy, jest z w y c z a j n i e chory i należałoby go kilka razy uderzyć w g ł o w ę
jego własnym e x - g e o l o g i c z n y m młotkiem, ażeby raz wreszcie doszedł do
siebie i oprzytomniał albo zmarł bezzwłocznie".

77

�N i k t z R e d u t y nie z a r e a g o w a ł p u b l i c z n i e na zamieszczony
w j e d n o d n i ó w c e p a s z k w i l , k t ó r y m e k s c y t o w a ł a się cała ó w c z e s ­
na „ w a r s z a w k a " .
W pół w i e k u później S ł o n i m s k i nie napadał już na Redutę
i O s t e r w ę , lecz j e g o uczulenie na L i m a n o w s k i e g o
t r w a ł e , skoro potrafił w

pozostało

n i m dostrzec j e d y n i e „ l i c h e g o

mis-

t y f i k a t o r a " i „ d e m o n a , c h o ć mniejszego k a l i b r u " , aniżeli
przykład A n d r z e j T o w i a ń s k i . W t y m n o w y m

— z 1971

na

roku

— u j ę c i u : „ t a k ś w i e t n y aktor i reżyser jak O s t e r w a " s t a w a ł się

4 8

Przeczytawszy t o , Osterwa p o d o b n o rozpłakał się. A l e ani o n ,
ani L i m a n o w s k i i t y m razem nie zniżą się d o p o l e m i k i czy
o d p o w i e d z i . N a t o m i a s t w o p u b l i k o w a n y m w roku 1 9 3 3 , na
ł a m a c h „ W i a d o m o ś c i R e d u t o w y c h " , w s p o m n i e n i u Jak
powstała
Reduta przed 13 laty L i m a n o w s k i o d d a a u t o r o w i oskarżycielskiego a r t y k u ł u pełną s p r a w i e d l i w o ś ć , o m a w i a j ą c lojalnie j e g o
udział w pracach nad Dziadami
wiosną 1 9 1 9 roku. Jakby

byłego

0 n i c z y m , c o później nastąpiło, nie chciał pamiętać. A przecież
musiał o t y m pamiętać!

W p o d o b n y m t o n i e w y r a z i ł się L e c h o ń w s w o i m p i s a n y m na

Na szczęście, w b r e w p o p u l a r n e m u p o w i e d z e n i u , nie zawsze
p r a w d a znajduje się po ś r o d k u .

t y l k o ofiarą
geologa."

„poddając

się b a ł a m u t n y m

wskazaniom

4 5

emigracji Dzienniku:

2 6 maja 1 9 5 0 — „ p r a w d z i w y zresztą wariat

M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i " . Na temat zaś Reduty, przy okazji u w a g
z w i ą z a n y c h z lekturą k o r e s p o n d e n c j i M i c k i e w i c z a , czytamy p o d
datą 2 3 stycznia 1 9 5 5 :
„Listy M i c k i e w i c z a z czasów Towiańskiego czytam po nie w i e m który raz
ze ściśniętym sercem — chwilami ze wstrętem. J e s t w nich komizm
m i m o w o l n y , który nas śmieszył w misteriach J u l k a Osterwy z jego
redutowcami. [...] N i e w ą t p l i w i e ten okres był c z a s e m zaćmienia jego
umysłu, zaćmienia, co do którego należałoby pytać o zdanie nie tylko
psychiatrów ale i t e o l o g ó w . "
46

W e d ł u g o p i n i i J u l i a n a K r z y ż a n o w s k i e g o natomiast L i m a n o w ­
ski był:
„niekoniecznie szczęśliwym przedstawicielem naszej nauki poza grani­
cami Polski", c z e g o koronnym d o w o d e m miało być to, że gdy wczesną
wiosną roku 1 9 3 4 jako profesor Uniwersytetu Wileńskiego znalazł się
w Rydze, po której oprowadzał go historyk literatury: „interesował się nie
osiągnięciami nauki łotewskiej, lecz nocnymi córami Koryntu na bruku
ryskim". Nie bez znaczenia jest w tym wszystkim fakt, że Krzyżanowski
opublikował te „rewelacje" blisko trzydzieści lat po śmierci L i m a n o w s ­
kiego, powołując się na rozmowę przeprowadzoną ze s w o i m kolegą
Łotyszem.
47

Bardziej jeszcze bolesny niż p a s z k w i l S ł o n i m s k i e g o był napast­
l i w y artykuł b y ł e g o r e d u t o w c a , J a r o s ł a w a M i c i ń s k i e g o , który 1 4
czerwca 1 9 2 5 roku zamieścił na pierwszej stronie

poczytny

t y g o d n i k s k a m a n d r y t ó w „ W i a d o m o ś c i L i t e r a c k i e " . A r t y k u ł zaty­
t u ł o w a n y Z tajemnic
i ostrzeżeń,

Reduty,

z p o d t y t u ł e m Garść

wspomnień

s p r o w o k o w a n y czy też nie, był w k o ń c u atakiem o d

w e w n ą t r z , g d y ż j e g o autor, syn Tadeusza M i c i ń s k i e g o , uczest­
niczył w s t u d y j n y c h zajęciach p r o w a d z o n y c h przez L i m a n o w s ­
kiego jeszcze w M o s k w i e , p o t e m w K o n s e r w a t o r i u m na O k ó l n i k u
i w kilku mieszkaniach a k t o r ó w w a r s z a w s k i c h , następnie brał
udział w

n a r o d z i n a c h i pracach Reduty, jeszcze w

czwartą

rocznicę jej p o w s t a n i a - 2 9 listopada 1 9 2 3 r o k u , p o 2 1 2 - t y m
spektaklu

Ponad

Osterwie

i Limanowskim

śnieg

— właśnie
wobec

on

przemawiał

zespołu

i grona

zaraz

po

przyjaciół

Reduty, p o c z y m — o d jesieni 1 9 2 4 r o k u — w y s t ę p o w a ł j a k o
aktor w Teatrze im. W o j c i e c h a B o g u s ł a w s k i e g o , o b j ę t y m w ł a ś n i e
przez Leona Schillera.
„Osterwa został tu przedstawiony jako „czarujący wesołek [...] s u g e s tionujący zespól lśniącym patosem obleśnej w y m o w y , tępiący najzdolniej­
s z y c h . Reduta z początku była jeszcze coś warta jako plagiat Stanisławs­
kiego, potem stała się azylem flirtu, blagi, w y k ł a d ó w zatopionych w bagnisku ignorancji, a jedyną jej wartością była smakowita kuchnia. Przeżyłem
ten okropny koszmar redutowy, ten s a m , który podszepnął J ó z i o w i
Porembie śmierć samobójczą, innym zaś kazał gangrenować serca, truć się
w czarze d w u n a s t o g o d z i n n e g o bezrobotnego dnia roboczego (z wiarą
w jutrzejszy pajacowski uśmiech O s t e r w y ) , napawać się sztucznym
patosem i p u r c h a w k o w y m frazesem L i m a n o w s k i e g o . [...] Osterwa w o l n o
i c e l o w o urabiał ludzi na p o w o l n e sobie narzędzia, w których nie można
było dopatrzeć się ani krzty własnej woli, ani odrobiny krytycyzmu. Po
u c i e c z c e najzdolniejszych została w Reducie grupa [...] donosicieli Oster­
w y , niedouków i s n o b ó w [którzy] „przejadają grosz publiczny [...]
drapując się płaszczem natchnienia i apostolstwa artystycznego [...].
Drgnienia twórczości natchnionej miało w y w o ł y w a ć wpatrywanie się
milczące w portret Norwida, lub też godzinne milczenia w Spale. [...]
W pracy ściśle teatralnej gnębiła Redutę beznadziejność prób analitycz­
n y c h , d o p r o w a d z a n y c h z a w s z e do niemożliwego absurdu. Niezapom­
niane będą studia nad Weselem Wyspiańskiego, gdy kłócono się zawzięcie
za inicjatywą i pod przewodnictwem L i m a n o w s k i e g o , jaka jest różnica
pomiędzy szopą a stodołą. Kłótnie podobne zdarzały się prawie codzień,
trwały d w i e do trzech godzin, zależnie od stanu gardła m ó w c ó w , i kończyły
się zwykle przerwą na śniadanie. [...] Reduta jako placówka twórcza
w zakresie teatru d a w n o już się skończyła. T o . c o dziś istnieje, jest fikcją
i mydleniem o c z u , jest rozsadnikiem zła i fałszu". Reduta w takim kształcie
nie ma prawa prowadzić Instytutu. „Czas najwyższy, aby sfery powołane,
zamiast użyczać pokrycia d o t y c h c z a s o w e j formie Reduty, w g l ą d e m w sto-

78

sunki i doradą rzeczową dopomogły instytucji — o ile jest ona w ogóle
potrzebna — do w y d o b y c i a się z o b e c n e g o marazmu i b e z w ł a d u . "

W roku 1 9 4 8 profesor U n i w e r s y t e t u M i k o ł a j a Kopernika w T o ­
r u n i u , z n a k o m i t y architekt Stefan Narębski, z a t y t u ł o w a ł s w o j e
w s p o m n i e n i e p o ś w i ę c o n e M i e c z y s ł a w o w i L i m a n o w s k i e m u : Oj­
ciec i syn weszli do polskiego
panteonu.*"
Profesorowie Edward
Passendorfer, Jerzy Remer, Stefan Srebrny i Konrad Górski, każdy
ze s w o i c h p o z y c j i , z g o d n i e podkreślali: „ B y ł t o geniusz poznania
i n t u i c y j n e g o , w s p a r t y o g r o m n ą , c h o ć nie u s y s t e m a t y z o w a n ą
p r a c ą . " Józef M a ś l i ń s k i , p r ó b u j ą c w y j a ś n i ć Kim byl
Mieczysław
Limanowski,
kończył swoje wynurzenia takimi słowami: „ B y ł
przyjacielem całego ś w i a t a , b e z i n t e r e s o w n y , ż y c z l i w y , z c a ł y m
e n t u z j a z m e m serca i w y o b r a ź n i stający d o w s p ó ł p r a c y wszędzie,
gdzie m ó g ł p o w s t a ć pożytek dla dobra kultury polskiej i o g ó l ­
n o l u d z k i e j " , a j e d e n z k r y t y k ó w napisał o n i m : „ S a m o t n y ,
twórczy, wielki D u c h . " '
50

5 1

2

Nie był postacią tak popularną, jak można b y ł o b y się s p o d z i e ­
w a ć . M ó w i o t y m ankieta z a t y t u ł o w a n a Najzaslużeńsi
wilnianie,
którą na początku 1 9 3 3 roku ogłosiła redakcja „ S ł o w a " . J a k o
u c z o n y L i m a n o w s k i uzyskał w niej 1 3 g ł o s ó w , c o d a ł o m u
miejsce 37 — 41 ( p i e r w s z y był M a r i a n Z d z i e c h o w s k i z 2 5 0 6
g ł o s a m i , d r u g i d o k t o r w s z e c h n a u k lekarskich S t a n i s ł a w W ł a d y czko — 1 1 9 4 g ł o s y , trzeci S t a n i s ł a w P i g o ń — 4 2 3 ) . J a k o p i s a r z
z j e d n y m g ł o s e m dzielił 6 0 — 8 0 pozycję ( S t a n i s ł a w M a c k i e w i c z
uzyskał 1 5 3 7 g ł o s ó w , d r u g i był Walery C h a r k i e w i c z - 8 2 0 ) .
Wreszcie w dziale a r t y s t a t e a t r u z 2 g ł o s a m i zajął miejsce
3 8 — 4 7 ( b e z k o n k u r e n c y j n y okazał się t u Osterwa, który otrzymał
2371 głosów.
P o d o b n e były w y n i k i ankiety w roku 1 9 3 4 .
P o m i m o że tak niskie pozycje L i m a n o w s k i e g o w y w o ł a ł y z d u m i e ­
nie s a m y c h i n i c j a t o r ó w a n k i e t y , była ona n i e w ą t p l i w i e j a k i m ś
s p r a w d z a n i e m p o p u l a r n o ś c i w ś r ó d szerszych k r ę g ó w ó w c z e s ­
n e g o s p o ł e c z e ń s t w a . A przecież w i e l u a u t o r ó w w s p o m n i e ń
5 3

54

1 p a m i ę t n i k ó w podaje n a m d o wierzenia, że L i m a n o w s k i był jedną
z n a j p o p u l a r n i e j s z y c h postaci m i ę d z y w o j e n n e g o W i l n a . Rezul­
taty ankiety każą o t y m p o w ą t p i e w a ć .
J e g o artykuły i o d c z y t y były po prostu za t r u d n e dla szerszej
p u b l i c z n o ś c i . Dla młodzieży zaś był już w latach trzydziestych
s t a r o ś w i e c k i j a k o przedstawiciel innej e p o k i , z którą g w a ł t o w n i e
w a l c z y l i . S a m L i m a n o w s k i d o s k o n a l e o t y m w i e d z i a ł , ale n i g d y
nie zrobił nic, aby się im p r z y p o d o b a ć ; nie k o k i e t o w a ł m ł o d y c h .
Przede w s z y s t k i m jednak nie m ó g ł być dla n i k o g o w z o r e m
sukcesu i p o w o d z e n i a . W p r z e c i w i e ń s t w i e d o O s t e r w y czy
Z d z i e c h o w s k i e g o , u z n a w a n y c h bezspornie za g w i a z d y pierwszej
w i e l k o ś c i . Za n i e p o r ó w n a n i e lepszego o d L i m a n o w s k i e g o
w oczach szerszej p u b l i c z n o ś c i u c h o d z i ł na przykład p u b l i c y s t a
„ S ł o w a " Walery C h a r k i e w i c z ( k t ó r e g o Tadeusz Byrski scharak­
teryzuje po latach: „ p r a w a ręka C a t a - M a c k i e w i c z a w e w s z y s t k i c h
n i e c n y c h przedsięwzięciach p r a s o w y c h " ) . Z t y m można b y ł o
się d o g a d a ć , a c h o ć b y i p o k ł ó c i ć , a z L i m a n o w s k i m już nie.
O d c z u w a n o g o j a k o „ o b c e g o " , należał d o i n n e g o czasu, i n n e też
były j e g o fascynacje niż ó w c z e s n e j młodzieży. P o t w i e r d z a się na
t y m przykładzie t o , c o j e d n a z w i l e ń s k i c h uczennic L i m a n o w s ­
k i e g o , L u d m i ł a Roszko, napisała na temat j e g o niezależności
i nieliczenia się z karierą: „ L i m a n o w s k i nie t y l k o nie g o n i ł za nią,
ale najzupełniej o nią nie dbał, jeśli nie p o w i e d z i e ć , że ją
ignorował."
Kariera, sukces, sława — nie miały dla niego
ż a d n e g o p r a w i e znaczenia. R ó w n i e ż d l a t e g o w ł a ś n i e L i m a n o w ­
ski w y z w a l a ł reakcje k r a ń c o w e : o d dezaprobaty, niechęci czy
j a w n e j lub ukrytej w r o g o ś c i aż po fascynację, o c z a r o w a n i e ,
u w i e l b i e n i e , k t ó r e m u ulegali j e g o w s p ó ł p r a c o w n i c y i u c z n i o w i e .
5 5

9 6

�Przytoczone już o c e n y zawarte w tekstach Schillera i S ł o n i m s ­

N i e bez p o w o d u Eugeniusz Ś w i e r c z e w s k i w s k a z y w a ł na n i e -

k i e g o m i a ł y p r z e m o ż n y w p ł y w na o p i n i ę p u b l i c z n ą . Z a p o m n i a n o

t z s c h e a ń s k i e źródła t w ó r c z e j p o s t a w y i ś w i a t o p o g l ą d u M i e c z y s ­

n a w e t o z n a k o m i t y m , z pasją n a p i s a n y m w y s t ą p i e n i u

ława Limanowskiego:

Jaracza Czego

nauczyła

mnie

Reduta?,

Stefana

zamieszczonym w

1925

r o k u na ł a m a c h „ W i a d o m o ś c i L i t e r a c k i c h " . Z a p o m n i a n o r ó w n i e ż
o w i e l u i n n y c h a r t y k u ł a c h sprzed 1 9 3 9 r o k u , i o t y m , c o sam
S c h i l l e r pisał o L i m a n o w s k i m w d a l s z y c h p a r t i a c h szkicu
Boleslawski

przyjechał

do

Warszawy

oraz w

innych

Gdy

swoich

t e k s t a c h . B a r d z o k r y t y c z n i e o c e n i a j ą c R e d u t ę p o s w o i m z niej
o d e j ś c i u w r o k u 1 9 2 4 i o b j ę c i u Teatru i m . W o j c i e c h a B o g u s ł a w s ­
kiego (który w

p l a n a c h O s t e r w y miał być filią R e d u t y ) , przy­

z n a w a ł j e d n a k , że L i m a n o w s k i :
„[...] umiał w jakiś dziwny, może trochę śmieszny, jemu tylko znany
sposób w aktorach najobojętniejszych rozpalać ogień entuzjazmu, a naj­
słabszych technicznie do takiej czasem prawdy (do ich w e w n ę t r z n e j
prawdy) zmuszał, że grali siebie, c o z a w s z e było mniejszym niebezpieczeń­
s t w e m , niż gdyby za pomocą wyświechtanych «sztamp» ( s z a b l o n ó w )
udawali obce, niezrozumiałe dla siebie postacie; miał także dar — niekiedy
jakże niebezpieczny — wnikania w głąb tekstu dramatycznego, wdzierania
się w jego zakulisie, zataczania dokoła jego o b w o d u coraz szerszych
kręgów, c o niewątpliwie na c z a s pewien (przed próbami s c e n i c z n y m i ,
które następowały po analizach i dyskusjach «przy stole», oraz po szeregu
tzw. «prób kontaktowych))) oddalało aktora od g ł ó w n e g o ogniska drama­
tu, przenosiło w sfery innych u c z u c i o w y c h i myślowych zainteresowań,
lecz zarazem pobudzało cały jego aparat tworzenia do gorączkowego
poszukiwania prawdy, tej jednej jedynej, o jaką w dramacie chodziło, i d o
wyrażenia jej na scenie w jeden jedyny sposób, w kształcie nie mogącym
już ulec żadnej zmianie.
Nie można sobie było wyobrazić lepszego aliansu niż o b y d w a j twórcy
Reduty. Osterwa górował nad L i m a n o w s k i m fachowością, ustępował mu
zaś, gdy ten encyklopedię swej wiedzy, fantastycznie źle paginowaną, darł
na strzępy i rozsypując na stole dyskusyjnym wyobraźnie aktorów d o ­
prowadzał do temperatury wrzenia; c z a s e m , gdy tego za dużo było, trzeźwy
aktor ściągał na ziemię ekstatycznego dramaturga. Ten ostatni zaś w y r o b i ­
w s z y sobie «węch p r a w d y * w M o s k i e w s k i m Teatrze Artystycznym, gdzie
przez c z a s dłuższy metodę Stanisławskiego studiował, choć dla Osterwy
jako dla artysty żywił kult bałwochwalczy, niejednokrotnie z pazurami
skakał mu do o c z u , gdy zauważył coś s z a b l o n o w e g o w grze jego lub
w podejściu reżyserskim." '
5

J a r a c z tak ujął istotę s ł y n n y c h p r ó b a n a l i t y c z n y c h w R e d u c i e ,
nie dostrzegając w

n i c h zresztą t y c h n i e b e z p i e c z e ń s t w ,

które

sugerowała przytoczona w y p o w i e d ź Schillera:
„Otóż, czytelnicy. Reduta była tym skromnym miejscem, gdzie zaczęto
próbować p r a c o w a ć . A odbyło się to w niesłychanie prosty sposób.
Sztukę się najpierw po prostu w obecności w s z y s t k i c h c z y t a ł o . Potem
się o niej m ó w i ł o . J e d e n gorzej, drugi lepiej, ten i ó w zupełne głupstwa
nawet, a Osterwa i L i m a n o w s k i mieli cierpliwość wysłuchiwania tego, bo
wiedzieli dobrze, że jeżeli w s z y s c y nie będą, przynajmniej w przybliżeniu,
wiedzieli, o c o chodzi — nie może być m o w y o graniu sztuki. Z d a w a ł o b y
się, że to są rzeczy elementarne. A jednak ileż szyderstw powiedziano na
ten temat.
Potem następowała o w a wyśmiana w prasie i przez aktorów a n a l i z a .
Prowadził ją L i m a n o w s k i . Bóg mu c h y b a zapłaci za to, że z taką
bezinteresownością, zaparciem się siebie, bez sławy, bez pieniędzy,
tłumaczył na jabłkach, śliwkach, orzechach, c o się kryje w tym czy innym
zdaniu autora. Obdarzony jakąś dziecinną intuicją, czuły na każdy fałsz
teatralny, na stęchłą rutynę, rzucał się, dyskutował, pobudzał fantazję,
zapalał, dawał przykłady z geologii — tak, z geologii — nie śmiejcie się,
panowie, i wierzcie mi, więcej nam to d a w a ł o niż «fachowe» uwagi
różnych przysięgłych reżyserów.
Następnie uczyliśmy się dosłownie tekstu. Tak, aby móc m ó w i ć bez
upokarzającego aktora podpowiadania.
R e d u t a była p i e r w s z y m w P o l s c e teatrem,gdzie m ó w i o ­
no z p a m i ę c i t e k s t t a k . j a k b y ł n a p i s a n y p r z e z a u t o r a . "

„ R ó w n o l e g l e do s w y c h badań n a u k o w y c h L i m a n o w s k i żyje ustawicznie
w sztuce i sztuką, upatrując, śladami Nietzschego, w n a p a w a n i u się
estetycznym i w artystycznej twórczości, a więc w sztuce — w y b a w i e n i e
z udręczeń woli i tęsknoty, w z n o s z e n i e się człowieka ponad niego s a m e g o
i ponad jego cierpienia, namaszczenie go stygmatem szlachetności, dobra,
a nawet świętości. Ideałem ż y c i o w y m człowieka w o l n e g o i w y z w o l o n e g o
jest artysta".
i dalej:
„Stwierdzenie życia aż do głębin i n i e z a c h w i a n a w o l a istnienia — oto c o
widzi L i m a n o w s k i , w z o r e m Nietzschego, w sztuce dramatycznej greckiej
[...]. Zrozumienie orgiastycznego stanu, w jakim o d b y w a się twórczość
artystyczna, będąca w y z w o l e n i e m ż y w i o ł o w y c h mocy w człowieku,
przywiodło L i m a n o w s k i e g o ku misterium średniowiecznemu, ku S z e k s ­
pirowi, ku M i c k i e w i c z o w i , S ł o w a c k i e m u , Krasińskiemu, N o r w i d o w i , W y ­
spiańskiemu. Doszedł on do przeświadczenia, że dramat u w s z y s t k i c h
p r a w d z i w y c h t w ó r c ó w rodzi się z «obsession», z opętania. Stąd twórczość
artystyczna jest dlań równie odurzającym narkotykiem jak c h w i l e ekstazy,
w y w o ł a n e j przez ż y w i o ł o w e zjawiska przyrody [...]. Grecki mit, tragedia,
taniec, muzyka — to w y b u c h y duszy, to okrzyki tryumfu, to c h w i l e
twórczego napięcia, kiedy człowiek przez artystyczne tworzenie przeżywa
okruch rozkoszy W s z e c h s t w o r z y c i e l a . " Staje się on wtedy na moment
równy B o g o m .
61

Z w i ę z ł e ujęcie znaczenia

Limanowskiego w

p o l s k i m teatrze

zawiera przemówienie Wilama Horzycy, w y p o w i e d z i a n e 29 sty­
cznia 1 9 4 8 r o k u na t o r u ń s k i m c m e n t a r z u ś w . J e r z e g o :
„Stoimy u mogiły d z i w n e g o człowieka, człowieka, w którego sercu
łączyły się d w i e wielkie miłości, rzadko sąsiadujące ze sobą: miłość nauki,
która nie była mu przybranym dzieckiem, i gorąca, c z y n n a miłość teatru, nie
opuszczająca go po ostatek jego dni. T a druga miłość była nieraz tak
przemożna, że usuwała w cień nawet ukochania n a u k o w e tego więcej niż
wybitnego geologa. I ona to sprawiła, że nastały dni, kiedy śp. Mieczysław
L i m a n o w s k i niemal całkowicie poświęcił się s p r a w o m polskiej sceny,
znalazłszy w J u l i u s z u Osterwie najbliższego i najwierniejszego druha, by
z nim wspólnie założyć Redutę. Z ukochaną Redutą dzielił też niemal do
w o j n y wspólny los, stanowiąc jej niezachwiany filar, współdziałając w e
wszystkich jej pracach, tworząc jej idee. Był nieustraszonym jej Bayardem.
J a k d z i w n y m był człowiekiem, tak d z i w n ą też grał rolę w teatrze. Nie był
przecież ani aktorem, ani reżyserem, ani dekoratorem, ni nawet kierow­
nikiem teatru w ścisłym tego słowa znaczeniu. Był czymś mniej, ale i czymś
niepomiernie więcej. Był ż y w y m twórczym sumieniem s w e g o teatru,
a błądząc wśród ludzi sceny chodził wśród nich jak apostoł, prostujący
drogi pańskie, które wieść mają przez tę czarodziejską, ale jakże pełną złud
i miraży krainę, jaką stanowi teatr. W kręgu ludzi urzeczonych tylko grą
blasków i świateł s w e j sztuki, o n był tym, któremu blaski i światła nie
wystarczały, jeżeli nie były wyrazem i emanacją czegoś więcej niż s a m
instynkt igraszki. Dlatego teatr chciał on widzieć warsztatem, w którym
dokonują się gęsta Dei, gdzie dochodzi do pełni wyrazu i umacnia się
świadomość plemienna i społeczna, gdzie dokonuje się ostateczność
naszych ziemskich przeznaczeń. D o takiego teatru należało jego serce i dla
takiego gorzało o n o po ostatek.
I próżno by szukać wśród wielkich i małych naszej s c e n y kogoś
podobnego, dla kogo by teatr był po prostu służbą Bożą. W tym s w o i m
rozumieniu spraw sceny był on niemal jedynym... i s a m o t n y m . "
6 2

W y d a j e się b y ć z u p e ł n i e jasne, że' t e n rodzaj

przeniknięcia

i r o z ś w i e t l e n i a j e d n e g o c z ł o w i e k a przez i n n e g o m o ż l i w y jest t y l k o
w ó w c z a s , gdy pomiędzy tymi ludźmi zachodzi szczególne „ p o ­
w i n o w a c t w o z w y b o r u " , tak jak r o z u m i a ł j e G o e t h e . Ta d u c h o w a
w i ę ź z a c h o d z i ł a n i e w ą t p l i w i e m i ę d z y d w o m a „ w i ę c e j niż w y b i t ­
nymi ludźmi w

polskim teatrze", Mieczysławem

Limanowskim

i W i l a m e m Horzycą, p o m i m o że n i g d y w s p ó l n i e nie p r a c o w a l i nad

5 8

Takie
historii

oto

świadectwo

polskiego

teatru

pozostawił
uznawany

człowiek,
jest

który w

zgodnie

za

całej

jednego

z najświetniejszych jego przedstawicieli i najznakomitszych ak­
torów.
P r z y p o m n i j m y jeszcze z a k o ń c z e n i e
S r e b r n e g o - Limanowski

w

p i ę k n e g o eseju

Stefana

Reducie:

„Kto znał bliżej L i m a n o w s k i e g o , ten rozumiał doskonale, że w y m a g a ć od
niego trzeźwego i z r ó w n o w a ż o n e g o sądu byłoby to to samo, co w y m a g a ć ,
aby się wyzbył najwyższych wartości swojej natury, aby zatracił w sobie to,
c o tylko on jeden posiadał i c o było tak nieocenione jako zaczyn ruchu,
życia, twórczości dokoła niego. O w s z e m , zdarzało się, że mówił «głupstwa»; ale któż oprócz niego potrafił czasem powiedzieć coś tak «mądrego»,
że się nagle, jak w świetle błyskawicy, otwierały nieznane horyzonty?
W L i m a n o w s k i m był c h a o s : ale z c h a o s u tego raz po raz rodziły się
gwiazdy".
Ostatnie zdanie przywołuje Tako rzecze Zaratustra Nietzschego: „ P o ­
w i a d a m w a m , trzeba mieć c h a o s w sobie, by porodzić gwiazdę t a ń ­
czącą."
59

60

ż a d n y m p r z e d s t a w i e n i e m oraz, c o o c z y w i s t e , m i m o w y s t ę p u j ą ­
c y c h między nimi istotnych różnic w

i c h p o g l ą d a c h na sztukę

t e a t r u i z u p e ł n i e o d m i e n n y c h p o e t y k , jakie o b a j

praktykowali

w teatrze.
Bez w ą t p i e n i a

miał rację Jerzy S z a n i a w s k i , g d y

„ T a k i e g o c z ł o w i e k a jak L i m a n o w s k i nie miał
żaden teatr na ś w i e c i e . "

stwierdzał:

prawdopodobnie

6 3

O s t a t n i e s ł o w o s p o ś r ó d t y c h , którzy znali g o o s o b i ś c i e , o d d a j ­
my jednemu z największych uczonych polskich, Eugeniuszowi
R o m e r o w i , k t ó r y na w i a d o m o ś ć o ś m i e r c i m ł o d s z e g o o d n i e g o
o pięć lat L i m a n o w s k i e g o w y s ł a ł 27 s t y c z n i a 1 9 4 8 r o k u z K r a k o ­
w a na ręce ó w c z e s n e g o rektora U n i w e r s y t e t u M i k o ł a j a

Koper­

nika, profesora L u d w i k a K o l a n k o w s k i e g o , telegram następującej
treści:
„Świętej pamięci M i e c z y s ł a w o w i — s y n o w i rewolucjonisty — r e w o l u c ­
joniście — twórcy z Łaski Bożej — uczniowi nikogo, mistrzowi wszystkich

79

�- wyrazy bólu, z uczuciami hołdu, przesyła przez chwilkę nauczyciel, całe
życie wdzięczny uczeń — profesor R o m e r . " "

Dzisiaj d o M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o , j a k o d o s w o j e j p o d ­

z n a j d o w a l i się w zasięgu j e g o o d d z i a ł y w a n i a , w y z w a l a ł g w a ł ­
t o w n e reakcje, zmuszał d o zajęcia s t a n o w i s k a na „ t a k " a l b o na
„nie", w

akceptacji

lub sprzeciwie, c o

na j e d n o

w

końcu

s t a w o w e j t r a d y c j i , o d w o ł u j e się animator „ G a r d z i e n i c " W ł o d z i ­

w y c h o d z i . A że był c z ł o w i e k i e m c z y n u , zatem a k t y w n i e działał

mierz S t a n i e w s k i , który w s p ó ł t w ó r c ę Reduty u w a ż a w p r o s t „za

w ś r o d o w i s k a c h n a u k o w y c h i artystycznych, jak i na zwyczajną

s w o j e g o ojca d u c h o w e g o " :

p u b l i c z n o ś ć , dla której miał setki o d c z y t ó w i w y k ł a d ó w . T r u d n o

„Właśnie jego, światowej sławy geologa i trochę z w a r i o w a n e g o w i e s z czbiarza teatralnego. Trzeba powiedzieć, że z krążenia w o k ó ł L i m a n o w s ­
kiego idei ludowości zrodziła się u nas idea Teatru Ziemi, która kształtuje
charakter naszych W y p r a w do społeczności tubylczych z ostatnich lat.
L i m a n o w s k i jako jeden z nielicznych c h y b a w polskim teatrze (a może
j e d y n y ) miał system czucia podobny M i c k i e w i c z o w i i Wyspiańskiemu.
J e g o intuicje i wyobrażenia szły tym s a m y m torem — po kręgu wiążącym
zjawiska nieba i ziemi. Ten krąg biegnący po obrzeżach horyzontu to
scena."

jest przecenić j e g o o d d z i a ł y w a n i e w p o l s k i m życiu k u l t u r a l n y m

M

U p r o g u działalności O ś r o d k a Teatralnego „ G a r d z i e n i c e " , o b o k
lektury książki M i c h a i ł a Bachtina Twórczość
is'go

a kultura

ludowa

opublikowany w

średniowiecza

Franciszka

Rabela­

czytany był

i renesansu,

M o s k w i e podczas I w o j n y ś w i a t o w e j szkic

L i m a n o w s k i e g o . S t a n i e w s k i , który zapoznał się z n i m w r o k u
1 9 7 6 , , o d w o ł a się d o niego po o ś m i u latach w kontekście s w o i c h
rozważań o e n k l a w a c h

k u l t u r o w y c h , p o j m o w a n y c h jako

miejsca na ziemi, w k t ó r y c h ludzie z a c h o w a l i specyficzną w i ę ź ze
ś r o d o w i s k i e m n a t u r a l n y m i w k t ó r y c h wiąże ich p e w i e n rodzaj
w z a j e m n o ś c i z ziemią i gdzie „przeobrażenia w naturze zbiegają
się jakoś szczególnie z r y t m e m ż y c i a " :
„ 0 takim wartościowaniu sensów zdarzeń pozostających w zespoleniu
z rytmem natury pisał L i m a n o w s k i w szkicu Rok Polski i dusza
zbiorowa
z 1 9 1 6 roku. Widział w tym zespoleniu szansę dla teatru. My widzimy tę
szansę w takim działaniu, które n a z y w a m y « W y p r a w ą » . "
66

pierwszej p o ł o w y XX w i e k u .
P o m i m o t o , m i m o w i e l o k r o t n y c h o d w o ł a ń d o niego J e r z e g o
G r o t o w s k i e g o , m i m o wreszcie p r z y w o ł y w a n i a j e g o

nazwiska

— coraz rzadziej, trzeba t o przyznać — przez r ó ż n y c h a u t o r ó w , nie
o d rzeczy będzie s t w i e r d z e n i e , że M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i jest
postacią p r a w i e nieobecną w ś w i a d o m o ś c i dzisiejszej inteligencji
polskiej. O d c h o d z ą ostatni ś w i a d k o w i e , którzy spotykali się z n i m
osobiście. M ł o d z i nie w i e d z ą o n i m zupełnie nic l u b znają t y l k o
n a z w i s k o (myląc zresztą syna z o j c e m ) oraz a n e g d o t ę o k r o w i e
w wersji p o d a n e j przez S ł o n i m s k i e g o . M o ż n a o c z y w i ś c i e w s k a ­
zać niektóre przynajmniej przyczyny t a k i e g o stanu rzeczy. B e z i n ­
t e r e s o w n o ś ć i c a ł k o w i t e o d d a n i e t e m u , c o robił, nie są w zgodzie
z p r a k t y c y s t y c z n y m d u c h e m czasu. Stąd jeśli n a w e t przyznaje się
L i m a n o w s k i e m u t u i ó w d z i e rację, k o ń c z y się to t y l k o na s ł o w a c h .
Śmieszność n i e k t ó r y c h j e g o z a c h o w a ń i cech o s o b o w o ś c i r ó w ­
nież nie może być a k c e p t o w a n a w czasach, kiedy nikt nie ma
o d w a g i narażać się na w y ś m i a n i e i s z y d e r s t w o . T o także musi się
dzisiaj opłacać, a jeśli się nie opłaca — w ó w c z a s nie w a r t o .
Właściwa

m u , można

powiedzieć,

przyrodzona,

ekstatyczna

k r a ń c o w o ś ć r e a g o w a n i a s t a n o w c z o nie jest w zgodzie z czasami,
które w y m a g a j ą bądź uładzenia k o j a r z o n e g o z „ d o b r y m

wy­

A sam L i m a n o w s k i ciągle p o z o s t a w i a nam w y z w a n i e t r u d n e j ,
ale zarazem radosnej afirmacji życia. S ł o w a , które p o ś w i ę c i ł
M a r i a n o w i R a c i b o r s k i e m u , odnoszą się w r ó w n y m s t o p n i u i d o
niego samego:

c h o w a n i e m " bądź też k r a ń c o w o ś c i

„Bezpośredniość wiązania się z przyrodą — c e c h a każdego twórcy —
czyniła z Raciborskiego ż y w e g o człowieka, dla którego wszystko było
bliskie i [jak] gdyby s w o j e własne. Na takiej drodze zbliżał się d o
Tajemnic... Nie odgradzał się od niczego, c o żywe, nie kostniał w tak
zwanej specjalności. Rozwierał się w coraz innych światach, aby skupiać
się p o n o w n i e w ściślejszych już problemach u k o c h a n e g o świata roślin.
Wiedział, c o jest pełny o d d e c h . "

śmieszny. Z n i k o g o c h y b a s p o ś r ó d ludzi teatru nie w y ś m i e w a n o

67

Jeszcze w l i p c u 1 9 4 0 r o k u , w z w i ą z k u z propozycją założenia
w W i l n i e m u z e u m w i e r z e ń r e l i g i j n y c h miasta i r e g i o n u , pisał:
„Budując n o w e życie, zakładając zręby pod d o m przyszłości bardziej
sprawiedliwy, czyż mamy być nieczuli na to wszystko, c o zahaczało o serce
i pozwalało c z ł o w i e k o w i przypiąć skrzydła, aby nie pełzać jak robak po
ziemi. [...] W życiu, które przed nami w tej chwili w s c h o d z i , mają nauka
i sztuka głos. Cóż dziwnego, że te dwie dziedziny ludzkiej twórczości
szukają za najmniejszą okazją, aby p o d w o i ć lot? Na p e w n o idziemy do lotu
większego niż przeszłość, która zszarzała i zostaje za n a m i . "
68

Był t y m p r z e k o n a n i o m w i e r n y d o k o ń c a . Ś w i a d c z ą o t y m j e g o
p o w o j e n n e listy d o O s t e r w y . W o s t a t n i m z n i c h , z 21 stycznia
1 9 4 7 , czytamy.
„ N i e dajemy za wygraną, mimo klęsk i wojny, m o r d ó w i krwi, lejącej się
zaciekle. To w s z y s t k o powoli uchodzi w tył. skrywa się, a my z n o w u
zaczynamy myśleć o wystąpieniu naprzód i o locie, który już był i dalej
będzie. [...] Jesteśmy w tej c h w i l i już nie sami. W naszym narodzie budzą
się siły i c i n a s i stanowią zbiornicę i w wielkiej sztuce potęgę i loty
ogromne. Trzeba pchnąć Redutę wprzód i dać jej z d r o w e krążenie krwi,
rzeczy, które Tobie są potrzebne jak świeże powietrze i słońce na błękitach.
Całuję Cię, Drogi mój, i w s z y s t k i c h zebranych dokoła Ciebie — R e d u t ę . "
69

W ten s p o s ó b L i m a n o w s k i u c z o n y s p o t y k a ł się z artystą.
W historii kultury są t w ó r c y , którzy pozostawiają p o sobie
w i e l k i e dzieła. A l e są i tacy, którzy zapisują się w niej w inny
s p o s ó b , będąc przede w s z y s t k i m zaczynem inspiracji, ż y w y m
ź r ó d ł e m , o g n i s k i e m idei. M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i należał d o t y c h
o s t a t n i c h , c o w c a l e nie oznacza, że nie p o z o s t a w i ł po sobie
w a ż n y c h dzieł. Trafnie p o w i e d z i a ł o n i m Stefan Srebrny: w i e l k i
i n s p i r a t o r . W t y m sensie Osterwa p r z y r ó w n y w a ł g o d o e I e к t r y c z n o ś c i : „ t e j , c o m o ż e być oślepiającą b ł y s k a w i c ą , g r o ź n y m
p i o r u n e m w a l ą c y m w d r z e w a , s t o d o ł y , k r o w y i w ludzi, a j e d n o ­
cześnie oczyszczającym p o w i e t r z e — i tej, c o w y w o ł y w a n a ,
ujarzmiona, porusza m o t o r y , d ź w i g i , w o z y , koleje, przyrządy,
aparaty a l b o rozprasza m r o k i ku w y g o d z i e l u d z k o ś c i . " W ich
w z a j e m n y m k o n t a k c i e był przez 2 0 lat „ t c h n i e n i e m r e d u t o w o ś c i " . G d z i e k o l w i e k L i m a n o w s k i się znalazł, u w s z y s t k i c h , którzy
70

7 1

80

„zagranej",

wymyślonej,

dobrze zawczasu w y k a l k u l o w a n e j , aby się w efekcie opłaciła
i uzyskała poklask. Zaś M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i nie pytał o cenę
i o t o , czy m u się t o o p ł a c i . B y w a ł w t y m niekiedy rzeczywiście
się tyle i w s p o s ó b tak d o k u c z l i w y jak z L i m a n o w s k i e g o , O s t e r w y
i Reduty. Lepiej nie p r z y p o m i n a ć e p i t e t ó w , k t ó r y m i ich o b ­
d a r o w y w a n o . B y ł o ich w i e l e i miały być d o w c i p n e , l i c y t o w a n o
się w d o w c i p a c h na ich temat, nie oddzielając zazwyczaj dzieła o d
c z ł o w i e k a . W blisko pół w i e k u p o Stefanie Jaraczu o d d a im
s p r a w i e d l i w o ś ć G r o t o w s k i w s w o j e j w y p o w i e d z i w 25 rocznicę
śmierci Osterwy, a także w z w i ą z k u z p o d o b n y m i reakcjami na
działalność p r o w a d z o n e g o przez siebie Teatru

Laboratorium.

Jesienią 1971 roku podczas o t w a r t e j konferencji prasowej w sali
Teatru A t e n e u m p o w i e :
„ O d 12 lat pracy naszej towarzyszy jakiś taki d u c h , taki współtowarzysz.
Ten d u c h — towarzysz, to śmiech innych, ich przeświadczenie, że «to.
panie, w ogóle kpiny, to, c o pan robi». Z tym się stykałem od s a m e g o
początku. Pamiętam, jak w roku 1 9 6 0 byliśmy w W a r s z a w i e i odbyła się tu
taka wspaniała prasowa nagonka. Wtedy dostałem list od Byrskich, którzy
napisali mi (nie znałem ich jeszcze osobiście): «nie bójcie się, nie reagujcie,
będą się z W a s śmiali, jak człowiek robi coś naprawdę, to inni pękają ze
śmiechu». Bardzo w a ż n e zdanie. O d lat towarzyszy ws z y s t k i e mu , c o
robimy, a także — muszę powiedzieć — mojej osobistej działalności ó w
osobliwy fenomen. J a w n i e to powiedziane albo mniej jawnie, ale to samo:
hochsztapler, szarlatan. [...] M o ż n a i tak. Myślę, że już nie zmienię
towarzysza. Nie sądzę, żebym musiał się dziwić. Należy to przyjąć."
72

L i m a n o w s k i z pokorą znosił szyderstwa na s w ó j t e m a t oraz
niósł o d w a g ę n i e r e a g o w a n i a na te szyderstwa i z ł o ś l i w y ś m i e c h .
Nie żądajmy d o w o d ó w na t o , że jest o n postacią s t a n o w c z o nie
„ n a czasie". Jest to zupełnie o c z y w i s t e .
M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i jest dzisiaj rzeczywiście n i e o b e c n y
w polskiej kulturze. Nadszedł c h y b a czas, aby chcieć to sobie
przynajmniej u ś w i a d o m i ć .
*

*

*

Dlaczego w a r t o dzisiaj p r z y p o m n i e ć j e g o teksty o dramacie
i teatrze?
Po pierwsze: ze w z g l ę d ó w h i s t o r y c z n y c h . Udział L i m a n o w s ­
kiego w t w o r z e n i u Reduty i całej jej działalności w

okresie

m i ę d z y w o j e n n y m , a Reduty w historii teatru i kultury artystycznej
w Polsce, był t e g o rodzaju, że jest t o w y s t a r c z a j ą c y m p o w o d e m
dla p r z y p o m n i e n i a j e g o nieznanych l u b z n a n y c h t y l k o specjalis­
t o m (i t o w

n i e w i e l k i e j cząstce) s z k i c ó w . Nie ulega żadnej

�w ą t p l i w o ś c i fakt, że bez n i e g o b y ł a b y t o z u p e ł n i e inna Reduta niż

w i a swą ziemię. Doszedł d o t e g o na w i e l e lat przed założeniem

ta, którą znamy, lub — c o w y d a j e się najbardziej p r a w d o p o d o b n e

Reduty i był w t y m k o n s e k w e n t n y . Często p o r ó w n y w a ł s w o j ą

— nie b y ł o b y jej w c a l e . M o ż n a się z t e k s t ó w

Limanowskiego

pracę d o pracy oracza. W s z y s t k o u niego — studia, lektury, praca,

r ó w n i e ż w i e l e d o w i e d z i e ć o teatrze, i szerzej, o kulturze X l X - e g o

k o n t a k t y z l u d ź m i , także życie osobiste — zostało p o d p o r z ą d ­

i pierwszej p o ł o w y X X - e g o w i e k u , a także o ludziach, z k t ó r y m i

kowane temu naczelnemu, p o d s t a w o w e m u zadaniu: k u l t y w o ­

ich autor był tak czy inaczej z w i ą z a n y w r ó ż n y c h okresach życia.

w a n i u , u p r a w i a n i u siebie s a m e g o . W t e d y i t y l k o w t e d y można

A n a l i z y literackie i teatralne Krakusa,
dów, Księcia Niezłomnego,

Wesela,

Balladyny,

Człowieka,

Cyda,

którego

Dzia­
zabiłem

dać z siebie coś i n n e m u , jeśli jest się s a m e m u

zbudowanym

i zarazem jest się w r o z w o j u , w ż y w y m procesie. 21 sierpnia 191 2

M a u r y c e g o Rostanda — mają w a r t o ś ć d o k u m e n t u , pozostając

roku zwierzał się Góreckiej w liście n a p i s a n y m w

ś w i a d e c t w e m p o s z u k i w a ń i n t e r p r e t a c y j n y c h , a przede w s z y s t k i m

M a l c z e w s k i c h koło T a r n o p o l a :

p r z y w o ł u j ą warsztat analizy p r o t o - r e d u t o w e j i r e d u t o w e j , p r ó b
czytanych i sytuacyjnych.
Po d r u g i e : L i m a n o w s k i był rzadkim p r z y p a d k i e m u c z o n e g o ,
reżysera i pisarza, c z ł o w i e k a nauki i sztuki r ó w n o c z e ś n i e , który
o p i s y w a ł , a n a l i z o w a ł i i n t e r p r e t o w a ł naturę procesu t w ó r c z e g o
reżysera, poety, a przede w s z y s t k i m — aktora. Jest t o przy t y m
pisarstwo krańcowo u p o d m i o t o w i o n e (nieprzypadkowo p o w o ­
ł y w a ł się na S t a n i s ł a w a B r z o z o w s k i e g o , z k t ó r y m zresztą przyjaź­
nił się i k t ó r e g o uważał za n a j w y b i t n i e j s z e g o s p o ś r ó d w s p ó ł c z e s ­
n y c h p r o z a i k ó w p o l s k i c h , tak jak w Tadeuszu M i c i ń s k i m w i d z i a ł
pierwszego p o e t ę ) , a zarazem w y c h y l o n e ku maksymalnej o b i e k ­
t y w i z a c j i , z n a m i e n n e j dla przyrodnika. Znosząc d y c h o t o m i ę „ s u ­
biektywne" — „obiektywne",

„wewnętrzne" — „zewnętrzne",

M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i reprezentuje bardzo szczególny rodzaj
pisarstwa. U z e w n ę t r z n i a się to w e w s z y s t k i c h j e g o tekstach,
łącznie z p r y w a t n ą korespondencją. Na przykład w liście d o Tekli
Góreckiej z 2 października 1 9 1 3 roku tak sam c h a r a k t e r y z o w a ł tę
swoją jedność w dwoistości i podwójność w jedności:
„Ostatnie dni moje są tu na w s i , już za parę dni będą w W a r s z a w i e . [...]
Dużo się, dużo tu pracowało. J e s t e m teraz w s c e n a c h , które nie tyle piszę,
ile gram. Po prostu w y c h o d z i ze mnie aktor i w y d z i w i a , że nic o sobie nie
wiedział. Cieszę się, gdy jest coś nie napisane, ale w słowach rozegrane.
I tak, krok za krokiem, bo nigdy nie w i e m , co w y p a d n i e mi czynić, mówić,
działać na scenie. Ż y w i są w e mnie ci ludzie [...] i oni prowadzą, często sam
uśmiecham się, gdy widzę, że w zakamarki i zakątki życia.
Dla T o w a r z y s t w a Krajoznawczego nadto tu fotografowałem i zdobyłem
dużo c i e k a w e g o materiału geograficznego, tak że widzisz, pracowałem na
d w ó c h rękach. To i tamto, idzie wszystko jak jedna całość: bóg J a n u s miał
d w i e twarze, takie dwie twarze ja mam teraz. J e s z c z e rok temu z a ­
przeczałem jednej twarzy, ale teraz, gdy ta druga stała się rdzenną, i ta
pierwsza jest, i s w o j e c z y n i . "
73

T o j a n u s o w e oblicze stało się j e g o w ł a ś c i w ą naturą, u w r a ż ­
l i w i a j ą c g o jeszcze bardziej na zagadnienia związane z istotą
t w ó r c z o ś c i i t w o r z e n i a . Stąd też sam proces t w ó r c z y , p r o w a d z ą c y
d o dzieła l u b nie, był dla n i e g o nie mniej w a ż n y a l b o i ważniejszy
niz g o t o w e dzieło — p r o d u k t , mające s t a n o w i ć rezultat. Pogląd
ten znajduje w y r a z w w i e l u t e k s t a c h , c h y b a najwyraźniej i najpeł­
niej doszedł o n d o g ł o s u w Jak powstała
Reduta przed 13 laty.
Opisane tu p r ó b y Dziadów b y ł y p o prostu j e d n y m z n a j w a ż n i e j ­
szych i najgłębszych l u d z k i c h d o ś w i a d c z e ń dla każdego s p o ś r ó d
t y c h , którzy brali w nich udział. P o m i m o że n i g d y nie doszło d o
s k o ń c z o n e g o dzieła —spektaklu, a j e d y n y m z a p r o s z o n y m w i ­
d z e m — ś w i a d k i e m był Osterwa. P o d o b n i e w projektach i n s c e n i ­
zacji Krakusa i Balladyny,
o b u z roku 1 9 1 4 , d o k t ó r y c h realizacji
teatralnej r ó w n i e ż n i g d y nie d o s z ł o ani przed p o w s t a n i e m R e d u ­
ty, ani w niej samej.
W y ł a n i a się o c z y w i ś c i e pytanie: czy L i m a n o w s k i nie c e l e b ­
r o w a ł niepotrzebnie Dziadów,
Balladyny,
Krakusa, jak i i n n y c h
u t w o r ó w , które szczególnie cenił? Otóż, nie — w b r e w p o m ó w i e ­
n i o m o t o , z j a k i m i się spotykał. Dla niego często d o ś w i a d c z e n i e
w e w n ę t r z n e , d o ś w i a d c z e n i e procesu t w ó r c z e g o było ważniejsze
o d artystycznego w y t w o r u czyli p o k a z y w a n i a spektaklu na ze­
w n ą t r z . K o n s e k w e n c j ą t a k i e g o s t a n o w i s k a było r ó w n i e ż t o , że
g d y d o c h o d z i ł o d o premiery w Reducie nie była ona t r a k t o w a n a
jako koniec t w o r z e n i a , lecz j a k o początek n o w e g o okresu pracy.
W ten s p o s ó b proces t w ó r c z y t r w a ł tutaj aż d o m o m e n t u zejścia
spektaklu z afisza. W y s t a r c z y w t y m miejscu odesłać c h o ć b y d o
tekstu Jak przygotowano
sztukę Maurycego
Rostanda.
W s z y s t k o t o s t a n o w i ł o bezpośrednią k o n s e k w e n c j ę t r a k t o w a ­
nia przez L i m a n o w s k i e g o k u l t u r y . W j e g o r o z u m i e n i u , które
zaszczepił O s t e r w i e i Reducie, była ona przede w s z y s t k i m k u l ­
t y w a c j ą c z ł o w i e k a , j e g o szczególną u p r a w ą , tak jak rolnik u p r a ­

posiadłości

„ D n i e są długie na stepie. Zdaje mi się c h w i l a m i , że oczy moje
zbłękitniały, tyle błękitu nad sobą piły. Ziemia jest zaorana, zboża ścięte
d a w n o , idzie zapach, ptynie jesień.
Pierwsze tygodnie były nieznośne. Dużo ludzi — gości, d w ó r mały. Nie
miałem ani s w o j e g o pokoju ani spokoju. Teraz jest lepiej: uciekam na pola,
do lasu, na step, a i pisać mogę s w o b o d n i e i pracować w pokoju.
Cały ten czas wytrącony z r ó w n o w a g i jednak zużytkowałem na czytanie.
Przede wszystkim na Stary Testament,
który m a szalone piękności,
c u d o w n e rzeczy, misternie zdramatyzowane. Przez książki
Testamentu
zobaczyłem inne religie. W ogóle zrozumiałem, że wszelkie religie są
zdramatyzowaniem tego, co w d a n y m czasie i na danej ziemi dany naród
twórczo ze s w o j e j d u s z y dobył jako naczelne momenty i zasadnicze
istotnych, z a w s z e tych s a m y c h przeżyć. Religia jest z a w s z e najszerszym
zdramatyzowaniem t e g o , c o j e s t .
Równocześnie czytałem Szekspira. Symfoniami są naprawdę jego
historyczne dramaty, jego Ryszardy i Henryk/. Tony g ł ó w n e , tony oznaj­
miające, tony prowadzące zbrodnię do wyświetlenia, tony wdzierające się
w najskrytsze ciemności — wszystko skupione, gra w ruchu. P r z e c z u w a ­
łem to już dawniej w Szekspirze, teraz istotnie zobaczyłem. Tylko nie
wiedziałem, że symfonie mogą być tak bogato prowadzone.
T o wszystko rozszerzyło mnie, kazało w siebie wejść i p o n o w n i e
d o b y w a ć połączenia, które ukryte czaiły się w mroku czarnych kątów.
Byłem naiwny jeszcze w Sorrento w tych r z e c z a c h . "
74

W i n n y m liście d o tej samej adresatki w y z n a ł :
„ T o , c o piszę, jest mierzone życiem, w y p r ó b o w a n e ż y c i e m , nie
ma w t y m s ł ó w " .

7 5

Ostatnie zdanie w y d a j e się być p o d d a n y m przez L i m a n o w s ­
kiego k l u c z e m d o całej j e g o t w ó r c z o ś c i , w t y m r ó w n i e ż d o j e g o
pisarstwa. Niezależnie w ł a ś c i w i e , o c z y m pisze, ciągle w y w n ę t r z a
się z w ł a s n y c h , najbardziej o s o b i s t y c h s p r a w , zwłaszcza t y c h ,
które dotyczą t w ó r c z o ś c i i procesu t w ó r c z e g o . Jest t o r ó w n i e ż
idea naczelna j e g o t e k s t ó w o dramacie i teatrze. Dlatego pełno
w n i c h s k r ó t ó w , metafor. Często przypominają o n e „ h i e r o g l i f y "
i w y m a g a j ą rozszyfrowania, o d c z y t a n i a , interpretacji.
A r ó w n o c z e ś n i e p r a w d ą jest, że w t y m w s z y s t k i m — jak to
s c h a r a k t e r y z o w a ł E d w a r d Krasiński — u j a w n i a się „ p i s a r z z innej
e p o k i , s t a r o ś w i e c k i , manierycznie m ł o d o p o l s k i w stylu i s ł o w n i c t ­
w i e , m a ł o precyzyjny, k o ł u j ą c y w o k ó ł t e m a t u , o p ę t a n y s n a m i ,
marzeniami, z j a w a m i . [...] Czytelnik musi przedzierać się przez
w i e l o s ł o w i e , stylistyczne zakola, t r o p i ć z a w i k ł a n e

skojarzenia

i w i z j e , by z t e g o g i g a n t y c z n e g o c h a o s u w y ł o w i ć

prawdziwe

g w i a z d y i dzisiaj jeszcze j a s n o ś w i e c ą c e " . Prawdą jest i t o , że
7 6

pełno w tekstach L i m a n o w s k i e g o m e a n d r ó w

i mielizn, j e g o

u p a d k i są czasami podejrzanie bliskie g r a f o m a n i i , ale za t o w z l o t y
bliskie są g e n i u s z u . J e d n o z d r u g i m s t a n o w i w t y m pisarstwie
całość i j e d n o ś ć , czasami w sąsiadujących ze sobą z d a n i a c h ,
a n a w e t w e w n ą t r z j e d n e g o zdania. Dlatego trzeba g o przyj­
m o w a ć w całości, t a k i m j a k i m był, razem z t y m i j e g o u p a d k a m i
i wzlotami.
L i m a n o w s k i e g o u s p r a w i e d l i w i a j e d n a k t o , że nikt nie przecierał
m u d r ó g . Przynajmniej w Polsce. Dlatego też płacił za s w o j e
pionierskie, b e z k o m p r o m i s o w e p o s z u k i w a n i a cenę, jaką płacą
zazwyczaj prekursorzy.
N i e w ą t p l i w i e w j e g o życiu zachodziło coś uderzająco zbież­
n e g o z t y m , o c z y m Jerzy G r o t o w s k i — na s w o i m przykładzie
— o p o w i e d z i a ł u c z e s t n i k o m konferencji w York University w T o ­
r o n t o w październiku 1 9 8 0 r o k u :
„ W mojej pracy z a w s z e istniały d w a wątki: pierwszy mniej czy bardziej
publiczny, drugi wyłącznie osobisty. T e n drugi wątek był nieprzerwany.
Ciągnąłem go sam albo z paroma osobami. Nigdy jednak nie m ó w i ł e m
o nim publicznie.
Kiedy jeszcze pracowałem w teatrze przedstawień, wątek publiczny był
bardzo e k s p o n o w a n y . Wątek osobisty pozostawał nieomal niewidoczny,
a wiązał się po prostu z próbami. Próby nigdy nie były dla mnie
p o s z u k i w a n i e m efektu, lecz miały wartość same w sobie — wartość
czegoś, co wydarzyć się może między istnieniami, kiedy przekraczają
potoczność.

81

�W okresie teatru uczestnictwa, kiedy naszą działalnością publiczną stały
się staże parateatralne, sam prowadziłem prace z bardzo małą grupą
współpracowników. W tych pracach też nie było poszukiwania efektu,
mimo że one właśnie były punktem wyjścia dla działalności stażowej, bo
moi koledzy prowadzili równolegle swoje własne prace otwarte. Wtedy
właśnie wyprowadziłem się z naszej sali wrocławskiej i przeniosłem za
miasto, gdzie mogłem się zupełnie odizolować.
W końcu przyszła chwila, kiedy powiedziałem sobie, że być może czas
już, aby moja osobista praca stała się czymś bardziej otwartym, publicz­
nym, ale nie w sensie urządzania pokazu, tylko po prostu, aby poinfor­
mować ludzi, ze prowadzę takie poszukiwania. Tak właśnie wyłoni! się
Teatr Źródeł, który jako przedsięwzięcie zacząłem w roku 1976, a który jest
programem permanentnym. Nazwa jest zwykłym kodem. Można było
znaleźć inną nazwę. Appolinaire powiedział: w naszych czasach chodzi
o to, «ażeby wszystko miało nowe m i a n o » "
G d y się t o czyta, t r u d n o nie o d w o ł a ć się d o t a k i c h t e k s t ó w
L i m a n o w s k i e g o , jak na przykład: Sztuka aktora. Jak
powstała
Reduta przed
13 laty. Jak przygotowano
sztukę
Maurycego
Rostanda?,
Stanisławski,
czy Argumenty
Juliusza
Osterwy. O b e ­
cność o b u w ą t k ó w , egzoterycznego (na z e w n ą t r z ) i ezeterycznego (wewnętrznego i „całkiem osobistego" — w e d ł u g słów
G r o t o w s k i e g o ) , w y s t ę p u j e w t y c h jak i w i n n y c h tekstach
zupełnie w y r a ź n i e , c h o ć o c z y w i ś c i e w r ó ż n y m s t o p n i u są o n e
ujawnione.
Podczas tej samej konferencji m ó w i ł G r o t o w s k i w T o r o n t o :
„Kiedy zdałem maturę, musiałem się zdecydować na jakieś studia.
Zdecydowałem się na trzy kierunki: szkołę teatralną z zamiarem kon­
tynuowania studiów reżyserskich, akademię medyczną z myślą o psychiat­
rii, orientalistykę z zamysłem studiowania tradycyjnych technik Wschodu.
Kolejność egzaminów wstępnych była taka, że najpierw odbywały się
egzaminy do szkoły teatralnej. To tylko zdecydowało, że zostałem — na­
zwijmy to - posiadaczem dyplomu uprawniającego mnie do pracy
w teatrze.
Gdyby pierwszy był egzamin do akademii medycznej — prawdopodob­
nie zostałbym psychiatrą, gdyby to był egzamin na orientalistykę — studio­
wałbym wschodnie techniki tradycyjne. Jestem jednak przekonany, że tak
czy inaczej znalazłbym się w końcu w tym samym miejscu, w którym jestem
teraz. Oczywiście, mój słownik byłby inny, bo teraz jestem naznaczony
moim doświadczeniem teatralnym; jestem naznaczony moim doświad­
czeniem teatralnym — nawet jeżeli teatr przekroczyłem. Przypuszczam
zresztą, że wyszedłbym też poza tradycyjną psychiatrię czy filologię
orientalną."
78

J a k o s t u d e n t W y d z i a ł u A k t o r s k i e g o w P a ń s t w o w e j Wyższej
Szkole Aktorskiej
im.
Ludwika
Solskiego w
Krakowie
( 1 9 5 1 — 1 9 5 5 ) , a następnie reżyserii ( 1 9 5 6 — 1 9 6 0 ) w tej samej
uczelni, p r z e m i a n o w a n e j w t y m czasie na P a ń s t w o w ą Wyższą
Szkołę Teatralną, nosił ze sobą o d p i s a r t y k u ł u M i e c z y s ł a w a
L i m a n o w s k i e g o Sztuka aktora, o p u b l i k o w a n e g o p o raz pierwszy
w i n a u g u r a c y j n y m zeszycie „ S c e n y P o l s k i e j " z g r u d n i a 1 9 1 9
r o k u . W latach późniejszych, łącznie z okresem „ t e a t r u uczestnic­
t w a " i Teatru Źródeł, t w ó r c a T e a t r u L a b o r a t o r i u m ( 1 9 5 9 — 1 9 8 4 )
będzie p o w o ł y w a ł się na t e n w ł a ś n i e tekst, jak podczas spotkania
w C e n t r u m K l u b o w y m P o l i t e c h n i k i Warszawskiej „ R i w i e r a - R e m o n t " w W a r s z a w i e 5 g r u d n i a 1 9 7 6 roku oraz podczas c y k l u
w y k ł a d ó w na t e m a t t e c h n i k ź r ó d ł o w y c h w Istituto del Teatro
e d e l i o S p e t t a c o l o na U n i w e r s y t e c i e Rzymskim, na zaproszenie
Ferruccio M a r o t t i e g o , w d n i u 21 k w i e t n i a 1 9 8 2 r o k u . '
9

Trzecim p o w o d e m , dla k t ó r e g o w a r t o zapoznać się z tekstami
L i m a n o w s k i e g o , jest ich w a r t o ś ć i siła inspiratorska. Dla refleksji
nad teatrem i kulturą i dla s a m e g o teatru.
W s z k i c u , , B a l l a d y na " Słowackiego
jako mistyczne
zwierciadło
świata. Próba inscenizacji,
zamieszczonym w „Sfinksie" z czerw­
ca i lipca 1 9 1 4 r o k u , L i m a n o w s k i — zdaje się, ze jako pierwszy
w Polsce — p o s t u l o w a ł n o w y kierunek w badaniach t e a t r o l o g i c z n y c h . W j e d n y m z p r z y p i s ó w d o t e g o tekstu s f o r m u ł o w a ł t o
następująco:
„Komentatorowie nasi, zajmujący się Słowackim, szukając wciąż (przez
istne węszenie) za źródłami, skąd Słowacki czerpać miał swoje na­
tchnienie, natrafiają na Szekspira. W Balladynie widzą Lady Makbet,
w Goplanie Tytanie Snu nocy letniej; zdumiewającym jest, że tym
«luminarzom» ani na chwilę nie przyjdzie do głowy, że zdradzają przez to
wprost horrendalne niezrozumienie Słowackiego oraz Szekspira. Podo­
bieństwa zewnętrzne (często pozory podobieństw), które znajdują, a które
przez Hoesickowską metodę podnoszą do znaczenia integralnego, prowa­
dzić muszą do dezorientowania, a przez to do takich parodii, jakimi stają się
sztuki Słowackiego w teatrach polskich [...]. Może by krytyka raczyła raz
zrozumieć, że o zapożyczeniach i reminiscencjach w twórczych naturach
nie może być mowy (twórcy mają często identyczne obrazy i identyczne
słowa!) [...] Może by też ktokolwiek zechciał się raz zabrać do studiów nad
teatrem w Genewie, który miał Słowacki pod bokiem, pisząc swoje
tragedie. Zapewniam, że to będzie daleko bardziej płodne w następstwa,
niż ściąganie Słowackiego wciąż do roli zwierciadła twórczości obcej."
80

82

Blisko pół w i e k u o d napisania t y c h s ł ó w , w roku 1 9 6 2 ,
Z b i g n i e w Raszewski zrealizował ten postulat L i m a n o w s k i e g o
w rozprawie W Szwajcarii.
Słowacki na widowni
teatru
genews­
kiego", w y k a z u j ą c w p ł y w d o ś w i a d c z e ń teatralnych S ł o w a c k i e g o
na j e g o t w ó r c z o ś ć dramatyczną. O p u b l i k o w a n e w k o ń c u lat
pięćdziesiątych i w latach sześćdziesiątych w y n i k i badań Raszew s k i e g o i i n n y c h d o w i o d ł y , że w i e d z a o przeszłości teatru daje
m o ż l i w o ś ć n o w e g o spojrzenia na k s z t a ł t o w a n i e się p o l s k i e g o
d r a m a t u r o m a n t y c z n e g o . A l e u p o c z ą t k u był tekst M i e c z y s ł a w a
L i m a n o w s k i e g o , n a w i a s e m m ó w i ą c przeoczony czy z a p o m n i a n y
przez t y c h , którzy podjęli te badania. Przeoczyli ten tekst i n a z w i s ­
k o j e g o autora r ó w n i e ż organizatorzy i uczestnicy s y m p o z j u m ,
które o d b y ł o się w W a r s z a w i e w d n i a c h 10 i 11 g r u d n i a 1 9 7 9 roku
p o d auspicjami I n s t y t u t u Badań Literackich P A N , p o ś w i ę c o n e g o
„ p r ó b i e i p r o p o z y c j i n o w e j lektury t w ó r c z o ś c i i biografii S ł o w a c ­
kiego w okresie m i s t y c z n y m . "
62

83

P o z o s t a w i ł L i m a n o w s k i r ó w n i e ż analizy t e k s t ó w d r a m a t y c z ­
n y c h , które w n i e j e d n y m rnogą być i dzisiaj inspirujące dla
t w ó r c z e g o reżysera czy aktora, nie m ó w i ą c o historyku teatru i
d r a m a t u . Nie w e w s z y s t k i m , o c z y w i ś c i e , można się z n i m zgodzić,
niektóre z j e g o w y w o d ó w i s t w i e r d z e ń z w e r y f i k o w a ł p o prostu
czas. A l e też w a r t o ś ć t y c h analiz nie polega w c a l e na t y m , że ich
autor ma w e w s z y s t k i m rację. Nie są t o w k o ń c u a k a d e m i c k i e ,
f i l o l o g i c z n e studia, lecz zapisane ś w i a d e c t w a teatralnych analiz
t e k s t ó w , oparte bardziej na n i e o c z e k i w a n y c h skojarzeniach,
asocjacjach, zaskakujących swą o r y g i n a l n o ś c i ą p o r ó w n a n i a c h ,
niż na l o g i c z n o - p o j ę c i o w y m d o w o d z e n i u . Stefan Srebrny przy­
p o m n i a ł , jak na jednej z prób w Reducie w i l e ń s k i e j L i m a n o w s k i
z w ł a ś c i w y m sobie t e m p e r a m e n t e m i rozbrajającą szczerością
z s z o k o w a ł młodą aktorkę o ś w i a d c z e n i e m : „ T o ty nie wiesz, że ja
naprzód muszę p o w i e d z i e ć dziesięć g ł u p s t w , aby p o t e m p o w i e ­
dzieć coś m ą d r e g o . " Trzeba o t y m pamiętać.
84

„Limanowski — charakteryzował go dalej Srebrny — był uczuciowcem
i intuicjonistą. Często w zdumiewający sposób dochodził do trafnych
wniosków intuicyjnie, przeskakując całe szeregi ogniw wiążących punkt
wyjścia z ostateczną konkluzją. I to nieraz w wypadkach, gdy przedmiot nie
był mu dostatecznie znany i na zbudowanie tych ogniw brakło by mu
materiału. Zdarzało się, że jeden jakiś szczegół błyskawicznie oświetlał mu
drogę do końcowego wniosku, na który po dobudowaniu brakujących
ogniw godzić się musieli ludzie znający przedmiot lepiej od niego.
Limanowski «czuł», że tak być musi — i okazywało się często, że miał rację.
Często, choć, oczywiście, nie zawsze. [...] dowodzi to tylko, jak bogate
i wielostronne były złoża jego zdolności inspiracyjnych, jak działały one
twórczo we wszystkich niemal kierunkach, niekiedy nawet w tych, które
raczej obce były jego naturze."
W i e l e ze s w o i c h z d o b y c z y t w ó r c z y c h Reduta zawdzięczała
b o d ź c o m , k t ó r y c h ź r ó d ł e m był L i m a n o w s k i . W w i e l u w y p a d k a c h ,
g d y b y wszcząć p o s z u k i w a n i a w s t e c z — o d realizacji idei d o jej
narodzin — u p o c z ą t k u d r o g i t r a f i l i b y ś m y na L i m a n o w s k i e g o .
O b i e k t y w n i e , m ó g ł się o n m y l i ć i m y l i ł się nie j e d e n raz. J e g o
skojarzenia „ b y w a ł y czasem o l ś n i e w a j ą c e i w całkiem n o w y m
ś w i e t l e u k a z y w a ł y znane fakty; kiedy indziej g u b i ł y się w istnym
labiryncie urojeń i p r o w a d z i ł y d o w n i o s k ó w p o z b a w i o n y c h
wszelkiej p o d s t a w y . Ale n a w e t w t e d y , g d y ich w a r t o ś ć p o z n a w ­
cza była m i n i m a l n a , posiadały one magiczną siłę i n s p i r a t o r s k a . "
G d y w p a d a ł w s w ó j z w y k ł y „ t r a n s " , w y z w a l a ł i bezustannie
p o b u d z a ł w y o b r a ź n i ę o t o c z e n i a , w p r a w i a ł ją w r u c h , d o p r o w a ­
dzał d o t e m p e r a t u r y wrzenia i taką temperaturę starał się p o t e m
u t r z y m y w a ć w c a ł y m procesie t w ó r c z y m .
Nie w e w s z y s t k i m zestarzała się dzisiaj j e g o s w o i s t a filozofia
i myśl teatralna. Dalej, tak jak o n , t ę s k n i m y za teatrem — l a b o r a t o ­
r i u m , teatrem s t u d y j n y m , teatrem — „ k l a s z t o r e m " , za czystą a t m o ­
sferą pracy w teatrze. T ę s k n i m y za „ z b i o r o w ą d u s z ą " , za ś w i ę t y m i
i n i e z ł o m n y m i b o h a t e r a m i , p r ó b u j e m y ujarzmić „ s m o k a " w sobie
i z b i o r o w o ś c i a c h l u d z k i c h . Rozpaczamy jak L i m a n o w s k i : „ D z i ś
jesteśmy tacy mali, b e z b o ż n i , tacy jacyś o g r a n i c z e n i . N i e w o l n i c y
maszyn, które za nas myślą, czują, c i e r p i ą . " Z g a d z a m y się z n i m ,
że w s p ó ł c z e s n a cywilizacja u n i f i k u j e ludzi i kulturę, niszczy
i zabija o r y g i n a l n o ś ć , t w ó r c z o ś ć , rozbija „ r y t m i k ę ziemi p o l s k i e j " ,
d e p r a w u j e a l b o r u g u j e z w y c z a j e , obrzędy, rytuały, u r o c z y s t o ś c i ,
wielkie święta, dionizje.
85

86

87

88

M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i u j a w n i a się także j a k o j e d e n z prekur­
s o r ó w tej orientacji w teatrze p o l s k i m i e u r o p e j s k i m , która
w latach siedemdziesiątych z w r ó c i ł a się ku a n t r o p o l o g i i k u l t u r o ­
w e j i e t n o l o g i i p o t o , aby poszerzać czy przekraczać „ g r a n i c e
t e a t r u " a l b o też szukać na t y c h terenach i w t y c h dziedzinach

�1

inspiracji dla pracy w d o m e n i e samej sztuki t e a t r u . P r z y t o c z o n a
u p r z e d n i o w y p o w i e d ź W ł o d z i m i e r z a S t a n i e w s k i e g o s t w i e r d z a tę
j e g o prekursorską rolę z u p e ł n i e j e d n o z n a c z n i e . O p r ó c z p r z y w o ł a ­
n e g o przez S t a n i e w s k i e g o t e k s t u Rok polski

i dusza

zamieszczonego

Sztuki

w

tym

numerze „Polskiej

Ludowej",

z t e g o s a m e g o obszaru t e m a t y c z n e g o p o c h o d z ą :
znaczenie

teatrów

( 1 9 2 2 ) , Smok,

ludowych

( 1 9 3 0 ) , Z powodu

wileńskiego

smoka

Wilno

i

harcerki

( 1 9 3 1 ) , Byl kiedyś

o p u b l i k o w a n y za życia L i m a n o w s k i e g o Pod
roku

Wychowawcze
teatr

( 1 9 3 7 ) , a k o r e s p o n d u j e z n i m r ó w n i e ż o s t a t n i tekst

Dionizosa
w

zbiorowa,

1924.

Urywek

ze

wspomnień

niebem

(1947),

otwartym
omawiający

pierwszą w y p r a w ę z e s p o ł u i I n s t y t u t u R e d u t y . W r o z p o c z ę t y m p o
roku

1969

okresie

poteatralnym

działalności

Grotowskiego,

a zwłaszcza w r e a l i z o w a n y m p o d j e g o k i e r u n k i e m Teatrze Ź r ó d e ł
(1976 — 1982),

w

ekspedycjach

pracującego

w

Paryżu

pod

p r z y w ó d z t w e m Petera B r o o k a M i ę d z y n a r o d o w e g o O ś r o d k a B a ­
d a ń T e a t r a l n y c h ( C I R T ) d o A f r y k i ( 1 9 7 3 ) i O d i n Teatret p r o w a ­
d z o n e g o przez d a w n e g o ucznia G r o t o w s k i e g o , E u g e n i o Barbę,
najpierw do

Pulii na P o ł u d n i u W ł o c h

(1974)

a następnie

do

i n d i a ń s k i e g o p l e m i e n i a J o n o m a n ó w na p o g r a n i c z u W e n e z u e l i
i Brazylii, gdzieś na w s i p o ł o ż o n e j nad g ó r n y m b i e g i e m O r i n o k o ,
w

p o ł u d n i o w y m zakątku wenezuelskiego terytorium

(1976),

wreszcie

w

Wyprawach

do

„enklaw

Amazonii

kulturowych"

w p o ł u d n i o w e j i w s c h o d n i e j Polsce i w i n n y c h k r a j a c h , p o d e ­
j m o w a n y c h przez O ś r o d e k Praktyk T e a t r a l n y c h
a także w

inspirowanej

„Gardzienice",

i nawiązującej d o jego

doświadczeń

działalności „ P o g r a n i c z a " i „ W ę g a j t " — można odnaleźć w ą t k i
i idee k o r e s p o n d u j ą c e z t y m i , k t ó r e L i m a n o w s k i

rozwijał

czy

których intuicje zapisywał w s w o i c h tekstach.

czysław

Limanowski

zasługuje

na rzetelną

monografię,

która

p o w i n n a stać się p a s j o n u j ą c y m d o k u m e n t e m z historii p o l s k i e j
k u l t u r y . Na w i e l k i e b o g a c t w o i zarazem k o m p l i k a c j ę j e g o o s o b o ­
w o ś c i w s k a z u j ą w s z y s c y , k t ó r z y g o lepiej znali. P r z y w o ł a m t u
jednak tylko świadectwa

Stefana S r e b r n e g o i Konrada

Górs­

kiego:
„Limanowski był naturą niezwykle skomplikowaną; w jego psychice
krzyżowały się elementy bardzo różnorodne, często sprzeczne. [...] T e
sprzeczności wyrastały jednak ze w s p ó l n e g o podłoża, które w pracy
teatralnej prowadzić mogło w tym lub innym konkretnym w y p a d k u do
pomyłek, ale ogólnie biorąc było w skutkach s w o i c h dobroczynne.
Podłoże o w o — to żądanie prawdy i szczerości przeżycia; żądanie, by
w sztuce aktora nie tylko nie było blagi i taniego efekciarstwa, ale aby nic
nie było «pomysłem», na zimno obmyślanym «chwytem», a wszystko — czy
to będzie reakcja psychiczna na codzienną sytuację «życiową», czy wyraz
uczucia metafizycznego lub religijnego — pełną prawdą w e w n ę t r z n ą .
I pod tym względem posiadał Limanowski w y j ą t k o w ą czułość na wszelką
nieszczerość w grze, na choćby najlżejszą próbę ułatwienia sobie zadania
sztuczkami i «nagrywaniami». M o ż n a się było nim posługiwać jak precyzyj­
nym, wysokoczułym instrumentem do wykrywania fałszu aktorskiego.
Wystarczyła jedna nuta fałszywa, jeden drobny szczególik martwy, «sztampowy», by L i m a n o w s k i syknął, zerwał się z krzesła, zaczął krzyczeć i szarpać
swoją bujną c z u p r y n ę . "
„Limanowski był s w e g o rodzaju geniuszem poznania intuicyjnego. Stąd
też w sferze twórczości artystycznej nie liczył się z argumentacją wyłącznie
pojęciową. [...] L i m a n o w s k i przedstawiał połączenie cech niezmiernie
rzadkie i przedziwne. Była tam olbrzymia intuicja i wyobraźnia obok
znakomitych cech intelektu i wszechstronnej wiedzy. Było niesłychane
napięcie życia u c z u c i o w e g o i stąd g w a ł t o w n o ś ć reakcji u c z u c i o w y c h obok
ciepła, dobroci i humoru. Była życiowa bezradność dziecka i abnegacja
obok zapatrzenia się w straszliwe, oszałamiające b o g a c t w o rzeczywistości,
którą chłonął w siebie wszystkimi zmysłami.
Złączenie w jednym człowieku tylu możliwości i kontrastów d a w a ł o
w w y n i k u jedną z najciekawszych i najbardziej kolorowych indywidualno­
ści, jakie się przesunęły przed oczami ludzi dzisiejszej e p o k i . "
89

90

O s t a t n i w r e s z c i e , c h o c i a ż w c a l e nie n a j m n i e j w a ż n y , p o w ó d ,
dla k t ó r e g o z d e c y d o w a ł e m się p o d j ą ć w y s i ł e k o c a l e n i a i p r z y p o ­
m n i e n i a t y c h t e k s t ó w , jest m o j a f a s c y n a c j a c i e k a w ą c h o ć przecież
do

dzisiaj

uczony,

kontrowersyjną

myśliciel

i

—

działacz

osobowością
teatralny,

ich

inspirator

autora.
i

Ten

prekursor

z a r ó w n o w n a u c e jak i w sztuce, u m y s ł w y b i t n i e t w ó r c z y , j e d e n
z c i e k a w s z y c h w s w o i c h c z a s a c h , które na c o j a k na c o , ale na
brak w y b i t n y c h i n d y w i d u a l n o ś c i nie m o g ł y się uskarżać — z całą
pewnością

nie

zasługuje

na

zapomnienie.

Byłaby

to

wręcz

N i e w ą t p l i w i e należał d o t y c h , którzy w y t y c z a j ą n o w e d r o g i .
F o r m u ł o w a ł t o , o c z y w i ś c i e , w j ę z y k u s w o j e j e p o k i . J e g o język
i styl r z e c z y w i ś c i e b y w a j ą s t a r o ś w i e c k i e . Należą d o e p o k i , której
nie ma już o d d a w n a . O s o b l i w y p a r a d o k s p o l e g a j e d n a k na t y m ,
że M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i w r a z z całą t o w a r z y s z ą c ą m u aurą
staroświecczyzny

ma n a m jeszcze c i ą g l e znacznie w i ę c e j

do

p o w i e d z e n i a o teatrze, k u l t u r z e i w k o ń c u o nas s a m y c h , niż w i e l u
s p o ś r ó d t y c h , którzy uważają się za a w a n g a r d ę naszych c z a s ó w .

w y j ą t k o w a lekkomyślność i krótkowzroczność. Przeciwnie: M i e ­

Jesień 1986 -

zima 1 9 8 7

PRZYPISY
1

Tekst tu publikowany, zamierzony był przez autora jako wstęp do
książki Mieczysława L i m a n o w s k i e g o Byl kiedyś teatr Dionizosa,
wybór,
wstęp i opracowanie: Z. Osiński. Książka czeka od 1 9 8 7 r. na publikację
w W y d a w n i c t w i e Literackim, i trudno spodziewać się, by się w niedługim
czasie ukazała.
L. Roszko, Mieczysław
Limanowski
(1876—1948),
[W:] Z dziejów
nauki polskiej. Księga Pamiątkowa
Towarzystwa Naukowego
w Toruniu
(1875— 1975). Pod redakcją: A . Hutnikiewicza, L J a n i s z e w s k i e g o . War­
s z a w a — P o z n a ń — T o r u ń 1 9 7 5 s . 277 — 3 0 6 ; Z. Wójcik, Mieczysław
Lima­
nowski (18761948), „Wszechświat" 1967, z. 5, s. 126 - 1 28; J . Marosz,
Mieczysław Limanowski w latach 1876— 1923, „Prace M u z e u m Ziemi" nr
15, cz. I, W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 141 - 1 5 5
Mieczysław
Limanowski.
Studia Societatis Scientiarum Torunensis.
Supplementum II, Toruń 1 9 5 0 : E. Passendorfer, Mieczysław
Limanowski
jako geolog, s . 17 — 36; R. G a l o n , Mieczysław Limanowski jako geograf, s .
37 - 3 9 ; W. Goetel, Mieczysław Limanowski.
Wspomnienie, s. 41 —44; K.
Stecki, Wspomnienia o Mieczysławie
Limanowskim
z lat 1909— 1914, s .
45-50
A . Chałubińska, Wspomnienia o prof. M. Limanowskim,
„Czasopismo
Geograficzne" t. X X I / X X I / X X I I , 1 9 5 0 / 1 9 5 1 . W r o c ł a w 1 9 2 5 , s. 5 2 9 - 5 3 2 ;
B. Halicki, Mieczysław Limanowski, „Przegląd Geograficzny" t. XXI, 1 9 4 7 ,
W a r s z a w a 1 9 4 8 , s . 3 4 8 - 3 5 1 ; C . Kuźniar, Mieczysław
Limanowski,
Wspomnienie pośmiertne, „Rocznik Polskiego T o w a r z y s t w a G e o l o g i c z ­
nego" t. XVIII, Kraków 1 9 4 9 , s. 3 1 8 - 3 3 2 ; S . M a ł k o w s k i ,
Mieczysław
Limanowski,
„Chrońmy Przyrodę Ojczystą" 1 9 4 8 , nr 3 — 4, s. 24 — 26
S . Narębski, Ojciec i syn weszli do polskiego panteonu.
Słowo
o Mieczysławie
Limanowskim,
„Glos Pomorza" 2111948, nr 3 2 ; J .
Maśliński, Kim byl Mieczysław
Limanowski,
„Gazeta Z a c h o d n i a "
9111948, nr 38; W. Charkiewicz, Liman, „ L w ó w i W i l n o " [ L o n d y n ]
2 9 1 1 1 9 4 8 , nr 6 1 ; J . Wyszomirski, Infernalny Liman, „ N o w i n y Literackie"
1 9 4 8 , nr 2 1 , s. 3. Przedruk: „ L w ó w i W i l n o " [ L o n d y n ] 1 V I 1 1 9 4 8 , nr 7 8
J . B . , Toruń ku czci śp. prof. Mieczysława
Limanowskiego,
„Głos
Pomorza" 9 I11948, nr 3 8
L. Roszkówna, Sesja naukowa poświęcona pamięci profesora
Mieczy­
sława Limanowskiego,
„Przegląd Geograficzny" t. 4 2 , W a r s z a w a 1 9 7 0 , z.
4, s . 7 9 9 - 8 0 1
2

9

4

5

8

7

8

M. L i m a n o w s k i , Sur la tectonique
des Monts Peloritains dans le
environs de Taormina (Sicile), „ Bulletin de la societe r a n d o i s e d e s s c i e n c e s
naturelles" vol. X L V , nr 165, Imprimeries Rćnnies, L a u s a n n e 1909; Sur la
tectonique
des Monts, Peloritains
dans le environs de Taormina par
Miecislas L i m a n o w s k i , [w:] Bulletin
des laboratories
de
geologie,
geographic
physique, mineralogie
et paleontologie
de I'Universite de
Lousanne
B. L i m a n o w s k i , Pamiętniki,
oprać. J . Durko; t. 1 ( 1 8 3 5 - 1 8 7 0 )
z przedmową A . Próchnika, W y d . II, W a r s z a w a 1 9 3 7 , W y d . II W a r s z a w a
1 9 5 7 ; t. 2 ( 1 8 7 0 - 1 9 0 7 ) , W - w a 1958; t. 3 ( 1 9 0 7 - 1 9 1 9 ) , W - w a 1 9 6 1 , t.
4 ( 1 9 1 9 - 1 9 2 8 ) , W - w a 1973
J . S z c z u b l e w s k i : Pierwsza Reduta Osterwy, W a r s z a w a 1 9 6 5 ; Żywot
Osterwy, W y d . I, W a r s z a w a 1 9 7 1 ; W y d . II, W a r s z a w a 1 9 7 3
9

1 0

11

Przemówienie
dyr. Horzycy,
Torunia na pogrzebie
profesora
Pomorza" 3 0 11948, nr 29

[ w artykule:] A . F . , Świat
Mieczysława
Limanowskiego,

naukowy
„Głos

1 2

M. L i m a n o w s k i , Wycieczka w Tatry i Pieniny. IX
Międzynarodowy
Kongres Geologiczny
1903, „Pamiętnik T o w a r z y s t w a Tatrzańskiego" t.
X X V , Kraków 1 9 0 4 , s. 181
1 9

M. L i m a n o w s k i , Marian Raciborski. Wspomnienie
Polskie" 1 9 1 7 , nr 1 1 8
„ N a u k a P o l s k a " t. III, 1 9 2 0 , s . 6 0 - 6 2 .

pośmiertne,

„Echo

1 4

15

Kultura wsi. Biuletyn XIII
zagadnieniom
kultury wiejskiej
W a r s z a w a 1 9 3 0 , s. 2 0 - 2 1
1 8

M. L i m a n o w s k i , Maurycy
227-231

Konferencji
Oświatowej,
poświęconej
w Polsce. Łowicz
10, 11, 12 I 1930,
Lugeon,

„Wszechświat" 1 9 3 7 , nr 8, s.

1 7

Goethe, Podróż włoska. Tłum., przypisy i posłowie H. Krzeczkowski,
Warszawa 1980, s. 70
1 8

Przedruki w : L. Schiller, Teatr Ogromny. Oprać, i wstępem opatrzył Z.
R a s z e w s k i , W a r s z a w a 1 9 6 1 , s . 2 8 4 ; L. Schiller, Droga przez teatr
19241939. Oprać. J . T i m o s z e w i c z , W a r s z a w a 1 9 8 3 , s. 3 6 8 - 3 6 9
A. Słonimski, Alfabet wspomień. W a r s z a w a 1 9 7 5 , s. 1 2 5 - 1 2 6 . Pier­
wodruk pt. Obrona odbiorcy, „Tygodnik P o w s z e c h n y " 1 9 7 1 , nr 51 - 5 2
Por. m.in. pozycje w przypisach 3 i 4 do niniejszego tekstu.
1 9

2 0

83

�2 1

Por. J . Kolbuszewski, Tatry w literaturze polskiej, Kraków 1 9 8 2 , s.
4 0 7 - 4 2 5 (W kręgu
„Nietoty").
Szczublewski: Pierwsza Reduta Osterwy, s. 209; Żywot Osterwy, s. 2 4 4
List byt pisany w Zaściance, poczta B a w o r ó w , powiat tarnopolski,
gdzie L i m a n o w s k i — po powrocie z kolejnego pobytu w e Włoszech —
przebywał w majątku M a l c z e w s k i c h od połowy sierpnia do pierwszych dni
listopada 191 2 r. — Listy Mieczysława Limanowskiego
do Tekli Góreckiej
1911 - 1914. Autografy. Zbiory S p e c j a l n e Instytutu Sztuki P A N
* Notatki rękopiśmienne Mieczysława L i m a n o w s k i e g o . Zbiory Julii
Marosz w Warszawie. — Najwcześniejsze z tych notatek noszą datę
5 kwietnia 191 9, w ogóle większość z nich pochodzi z tego roku (ostatnia
zapisana data: 6 lipca 1 9 1 9 ) . W tym czasie powstały również niewątpliwie
Zasadnicze podstawy sztuki teatru ezoterycznego
i Zasadnicze
podstawy
twórczości aktorskiej. Natomiast Słowniczek
aktorski redutowy i Słow­
niczek redutowy są z całą pewnością późniejsze.
Piszę o tym obszerniej w e Wstępie do: M. L i m a n o w s k i , J . O s t e r w a ,
Listy, W a r s z a w a 1 9 8 7 , s . 6 3 - 8 1
A. Artaud, Oeuvres
completes,
Gallimard, Paris 1 9 6 9 , t. VII
(Heliogabale
ou /'Anarchistę
couronne. Les Nouvelles Revelations
de
J'Etre), s . 1 3 9 - 1 4 1 , 3 4 7 - 3 5 0 i 4 1 9 - 4 2 4
C . G . J u n g , Rebis czyli kamień filozofów. Wybrał, przełożył i poprze­
dził wstępem J . Prokopiuk, W a r s z a w a 1 9 8 8 , s . 5 0 3 — 5 6 7 (XIV. Syn­
chroniczność).
List pisany w K o s o w i e . Rękopis znajduje się w zbiorach Julii Marosz.
Por. L i m a n o w s k i , O s t e r w a , Listy, s. 1 2 3
R. Steiner, Die Weltgeschichte
in anthropospohischer
Beleuchtung
und ais Grund/age der Erkenntnis des Menschengeistes.
Mysterienstatten
des Mittelalters,
Rosenkruezertum
und modernes
Einweihungsprinzip.
Dornach
1962
[14
odczytów
wygłoszonych
w
okresie:
24.12.1923-13.01.1924]
Por. M. K. W o ł o w s k i , Antropozofia
Rudolfa Steinera i jej
przeciwnicy
w Polsce, W a r s z a w a 1 9 2 6
M. L i m a n o w s k i , Moskwa przez pryzmat polskiej duszy. I Dzwony,
„Gazeta Polska" ( M o s k w a ) 2 8 V I I I ( 1 0 I X ) 1 9 1 6 , nr 2 3 6 ( 3 0 3 ) , s . 2
M. L i m a n o w s k i , Moskwa przez pryzmat duszy polskiej. II Sen białego
Kremla. „Gazeta Polska" ( M o s k w a ) 20 IX ( 3 X ) 1 9 1 6 , nr 2 5 9 ( 3 2 6 ) , s . 2
mrs, W obliczu idealizmu. Na marginesie prelekcji
Limanowskiego
i Osterwy o Reducie, „Kurier Wileński" 4 X 1 1 9 2 5 , nr 2 5 1 , s . 2
Z. Kępiński, Mickiewicz
hermetyczny. W a r s z a w a 1980, s. 2 0 8
Steiner, Boże Narodzenie
— święto inspiracji, s. 10
Kępiński, s . 3 0 7 - 2 0 9
Por. J . Znamierowski, Glosy naszych czytelników.
W imię Prawdy,
„Kurier Wileński" 2 6 1 1 1 9 2 5 , nr 47, s . 2 - 3
L. C h a j n , Wolnomularstwo
w II Rzeczypospolitej,
W a r s z a w a 1 9 7 5 , s.
2 1 6 ; L. C h a j n , Polskie wolnomularstwo
1920-1938,
W y d . II zmienione,
W a r s z a w a 1 9 8 4 , s. 188; L. Hass, Ambicje,
rachuby,
rzeczywistość.
Wolnomularstwo
w Europie Środkowo-Wschodniej
1905—1928.
War­
s z a w a 1984, s . 2 3 2 - 3 7 0
L i m a n o w s k i , Istota ku/tury. s . 15
M. L i m a n o w s k i , W Wilnie glos ma urbanistyka. (IX, Mickiewicz
prosił,
aby figur nie naruszać), „ S ł o w o " 4 V 1 1 9 3 7 , nr 152
S. 1 5 - 1 8
J . R e y c h m a n , Peleryna, ciupaga i znak tajemny. Posłowie J . Krzyżano­
w s k i . W y d . II, Kraków 1 9 7 6 , s . 1 6 4 - 1 6 7
Por. J . В., Toruń ku czci śp. prof. Mieczysława
Limanowskiego.
Por. J . Stradecki, W kręgu Skamandra,
W a r s z a w a 1 9 7 7 , s. 2 4 3 ;
S z c z u b l e w s k i , Pierwsza Reduta Osterwy, s . 86 — 8 9
Słonimski, Obrona
odbiorcy
J . Lechoń, Dziennik, t. 1, L o n d y n 1 9 6 7 , s. 2 4 6 i t. 3, L o n d y n 1 9 7 3 ,
s. 471
J . Krzyżanowski, Cenna kartka z dziejów Zakopanego.
[W:] R e y c h ­
man, s . 2 6 5
J . Miciński, Z tajemnic Reduty. Garść wspomnień i ostrzeżeń, „ W i a ­
domości Literackie" 14 V 1 1 9 2 5 , nr 24, s . 1. Por. S z c z u b l e w s k i , Pierwsza
Reduta Osterwy, s. 2 6 5 - 2 6 8
„Glos Pomorza" 1 9 4 8 , nr 32
J . B . , Toruń ku czci śp. prof. Mieczysława
Limanowskiego
„Gazeta Z a c h o d n i a " 1 9 4 8 , nr 38
J e - M i , O Mieczysławie
Limanowskim,
„Głos Wielkopolski" 7111 9 4 8 ,
nr 37
Najzas/użeńsi
wilnianie. Ostateczne obliczenia głosów, „ S ł o w o " 2 0
i 21 11933, nr-y 19 i 20
W y s z . [ J . W y s z o m i r s k i ] , Nasza ankieta, „ S ł o w o " 14 IV 1934, nr 99
T. Byrski, Teatr — radio. Wspomnienia,
Warszawa 1976, s. 185
2 2

2 3

2

2 5

2 6

2 7

2 8

2 5

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 8

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

53

5 4

8 5

84

5 6

5 7

Roszko, s. 2 9 3
Schiller, Droga przez teatr 1924-

1939, s . 3 6 9 - 3 7 0

5 8

„Wiadomości Literackie" 1 9 2 5 , nr 2 6 / 7 8 . Przedruki [ w ] : H. M a ł k o w s ­
ka, Wspomnienia
z „Reduty",
Warszawa 1960, s. 209 — 217; S . Jaracz,
0 teatrze i aktorze. Oprać, i wstępem opatrzył W. Natanson, W a r s z a w a
1 9 6 2 , s. 33 - 4 2 ; O Zespole Reduty 1919 - 1939. Wspomnienia, W a r s z a w a
1 9 7 0 , s . 2 5 — 3 3 [z małymi skrótami]. Myśl teatralna polskiej
awangardy
1919-1939.
Antologia.
Wybór i wstęp S . Marczak-Oborski. Noty L.
Kuchtówna, W a r s z a w a 1 9 7 3 , s . 7 4 - 8 1
5 9

[W:] Mieczysław
Limanowski; s . 7 2 . Przedruk w: S . Srebrny, Teatr
grecki i polski. Wybór i oprać. S . Gąssowski. W s t ę p J . Ł a n o w s k i , W a r s z a w a
1 9 8 4 , s. 6 4 4
6 0

F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra. Książka
nikogo. Przel. W. Berent, W a r s z a w a 1 9 0 7 , s . 12

dla wszystkich

i dla

8 1

E. Świerczewski, Mieczysław Limanowski, „Przegląd Teatralny i Kine­
matograficzny" 1 9 2 2 , nr 17, s . 5 —8
Przemówienie
dyr. Horzycy.
J . S z a n i a w s k i , W pobliżu teatru. Kraków 1 9 5 6 , s . 1 7 9
A r c h i w u m Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Akta Mieczy­
sława L i m a n o w s k i e g o
82

8 3

8 4

85

Rozmowa z Włodzimierzem
Staniewskim.
Rozmawiała Izabella Bodnar, „Pismo Literacko-Artystyczne" 1 9 8 6 , nr 3, s . 141
W. Staniewski, O Wyprawie do Laponii — inaczej, „ D i a l o g " 1984, nr
8, s . 1 0 7
L i m a n o w s k i , Marian
Raciborski
M. L i m a n o w s k i , Muzeum, którego dotąd nie by/o, „Gazeta C o d z i e n ­
n a " 1 9 4 0 , nr 15
L i m a n o w s k i , O s t e r w a , Listy, s . 1 5 0
8 8

8 7

8 8

8 9

70

Listy Juliusza Osterwy. Wstęp napisał J . Z a w i e y s k i . Listy zebrała E.
Osterwianka, Redaktor tomu E. Krasiński, W a r s z a w a 1 9 6 8 , s . 90 ( D o
R o m a n a Piotrowskiego, Wilno, 1 0 X 1 1 9 2 7 )
71

tamże, s. 2 3 7 ( D o Marii Dulęby. Siedliska, 14 V I I 1 1 9 3 9 )
J G r o t o w s k i , Jak żyć by można, ..Odra" 1 9 7 2 , nr 4, s . 3 4
List wysłany z majątku D y n o w s k i c h w Istalsnie, poczta L u c y n ,
Witebska gubernia. — Listy Mieczysława L i m a n o w s k i e g o do Tekli Górec­
kiej 1 9 1 1 - 1 9 1 4
Zaścianka, poczta B a w o r ó w , u M a l c z e w s k i c h . — Listy Mieczysława
L i m a n o w s k i e g o do Tekli Góreckiej 1911 — 1 9 1 4
[Zakopane] 17 października 1 9 1 1 . — Listy M. L i m a n o w s k i e g o do
Tekli Góreckiej 1 9 1 1 - 1 9 1 4
Edward Krasiński w recenzji wewnętrznej książki, przypis 1.
J . G r o t o w s k i , Teatr Źródeł, „Zeszyty Literackie" 19, [Paryż 1 9 8 7 ] , s .
105
Tamże, s . 1 0 4 - 1 0 5
7 2

7 3

7 4

7 5

7 8

7 7

7 8

7 9

J . Grotowski, Tecniche originarie dell'attore, Istituto del Teatro e delio
Spettacolo, [ R z y m b.d.], maszynopis powielony, s . 1 9 5 — 196
„Sfinks" 1914, nr 7, s. 108
„Pamiętnik Teatralny" 1 9 6 2 , z. 1, s. 101 - 1 1 6
Z. R a s z e w s k i , Słowacki i Mickiewicz
wobec teatru
romantycznego.
Dwa epizody, „Pamiętnik Teatralny" 1 9 5 9 , z. 1 — 3 , s . 5 - 4 6 . Przedruk w:
Z. R a s z e w s k i , Staroświecczyzna
i postęp czasu. O teatrze
polskim
(17651865), W a r s z a w a 1 9 6 3 , s. 221 — 269; Z R a s z e w s k i , O treatralnym
kształcie „Balladyny",
„Pamiętnik Teatralny" 1 9 5 9 , z. 1 - 3 , s. 1 5 3 - 1 8 6 .
Por. też: J . Maciejewski, Zagadka „Kordiana",
„Pamiętnik Teatralny"
1 9 5 9 , z. 1—3, s . 102 — 130; J . Maciejewski, „Kordian"
— dramatyczna
trylogia, Poznań 1 9 6 1 , s . 1 0 5 - 1 3 4 [Rozdz. Widowisko]
i 245-247; J .
Maciejewski, Trzy szkice romantyczne.
O „Dziadach"
—
„Balladynie'
— Epilogu „Pana Tadeusza", Poznań 1967; M . W i t k o w s k i , Świat teatralny
młodego Mickiewicza,
W a r s z a w a 1971
Słowacki mistyczny. Propozycje i dyskusje sympozjum.
Warszawa
10—11 grudnia 1 9 7 9 . Pod redakcją M. J a n i o n i M. Żmigrodzkiej,
W a r s z a w a 1 9 8 1 . Por. też: J . T o m k o w s k i , Juliusz Słowacki
i tradycje
mistyki europejskiej, W a r s z a w a 1 9 8 4
Srebrny, Teatr grecki i polski, s. 72
Tamże, s. 6 3 , 6 8
Tamże, s . 6 7
M. L i m a n o w s k i , Z powodu wileńskiego Smoka. Z przemówienia
na
akademii dnia 26 kwietnia b.r., „ S ł o w o " , 6 . V . 1 9 3 1 , nr 1 0 3
Na podstawie fragmentu recenzji w y d a w n i c z e j E d w a r d a Krasińskiego
z książki M. L i m a n o w s k i , Był kiedyś teatr Dionizosa — por. przypis 1
Srebrny, Teatr grecki i polski, s . 6 5
K. Górski, O stosunku Mieczysława
Limanowskiego
do dzieł literac­
kich, [w:] Mieczysław
Limanowski, s. 5 5
8 0

8 1

8 2

83

8 4

8 5

8 6

8 7

8 8

8 9

9 0

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10210" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10188">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c1b5d990433b80437bc6578a2792fbf7.pdf</src>
        <authentication>c56c5025eec72ea3f2d4fcec206f8697</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121411">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2353</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121412">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121413">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121414">
                <text>"Herody" na deskach teatru Dormana / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121415">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4, s.95-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121416">
                <text>Fiderkiewicz, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121417">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121418">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121419">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121420">
                <text>Maria Fiderkiewicz

„ H E R O D Y " NA DESKACH TEATRU
JANA
Kiedy w

DORMANA

1 9 8 6 roku rozpoczęłam

na Ż y w i e c c z y ź n i e

badania

e t n o g r a f i c z n e z e s p o ł ó w o b r z ę d o w y c h , s p o t k a ł a m się z n a d ­
z w y c z a j ż y w ą w t y c h kręgach pamięcią o nieżyjącym już J a n i e
Dormanie.

1

J a n D o r m a n znany jest przede w s z y s t k i m j a k o t w ó r c a teatru
dziecka. J e g o p o n a d trzydziestoletnia działalność j a k o autora
i reżysera n o w a t o r s k i c h przedstawień dla dzieci i młodzieży, a p o d
koniec życia także dla d o r o s ł y c h , była t e m a t e m w i e l u recenzji
p r a s o w y c h oraz a r t y k u ł ó w w specjalistycznych t y t u ł a c h z zakresu
sztuki oraz p e d a g o g i k i w kraju i za granicą.
O fascynacji D o r m a n a teatrem l u d o w y m pisano n i e w i e l e . Były
to w z m i a n k i przy okazji recenzji teatralnych i relacji z imprezy
„ H e r o d y " . Najcenniejszymi źródłami s t a n o w i ą c y m i rzetelną p o d ­
s t a w ę d o analizy roli f o l k l o r u w szczególności zaś r o d z i m e g o
teatru l u d o w e g o w o g ó l n e j k o n c e p c j i teatru Dormana należą
w y p o w i e d z i s a m e g o artysty. A r t y k u ł ten p o w s t a ł w

głównej

mierze w o p a r c i u o liczne r o z m o w y p r z e p r o w a d z o n e przeze m n i e
w latach 1 9 8 6 - 1 9 9 0 (przy okazji badań ż y w i e c k i c h o b r z ę d o w y c h
z e s p o ł ó w k o l ę d n i c z y c h „ D z i a d y " i „ S z l a c h c i c e " ) na t e m a t „ H e ­
r o d ó w " — przeglądu z e s p o ł ó w k o l ę d n i c z y c h okresu b o ż e n a r o d z e n i o w e g o i n o w o r o c z n e g o o r g a n i z o w a n e g o przez J a n a Dor­

Będzin 1 9 7 3 . Herod, Zespół z Bębła, d. pow. krakowski

mana w latach 1 9 6 5 - 1 9 7 3 w Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie.
S w o i c h i n f o r m a t o r ó w podzieliłam na d w i e g r u p y . Do pierwszej
zaliczyłam c z ł o n k ó w z e s p o ł ó w o b r z ę d o w y c h z Ż y w i e c c z y z n y ,
z a r ó w n o t y c h , którzy znali Dormana osobiście i brali

udział

w przeglądzie, a k t ó r y c h informacje były dla m n i e najcenniejsze,
jak i t y c h , którzy znali D o r m a n a j e d y n i e z o p o w i a d a ń . W drugiej
g r u p i e znaleźli się j e g o w s p ó ł p r a c o w n i c y ze Śląska i Zagłębia,
koledzy z teatru oraz rodzina.
Jak d o s z ł o d o p i e r w s z y c h „ H e r o d ó w " i skąd p o m y s ł przenie­
sienia obrzędu na scenę teatralną? Ż o n a D o r m a n a —
— tak m ó w i

na ten temat: „ P o w o j n i e , kiedy

Janina

mieszkaliśmy

w S o s n o w c u przyszli d o naszego d o m u podczas B o ż e g o N a r o ­
dzenia c h ł o p c y z g w i a z d ą i ś p i e w a l i kolędy. Oni byli aż z Piekar
Śląskich. W t e d y nie w o l n o b y ł o c h o d z i ć ' H e r o d o m ' ani k o l ę d o ­
w a ć . A przecież c h o d z i l i , ' M i k o ł a j e ' , ' Ł u c j e ' . Kiedyś szliśmy k o ł o
d w o r c a w S o s n o w c u , a t u idą ' H e r o d y ' , j e d e n 'diabełek' z różkami
miał c h y b a sześć lat, pozostali c h ł o p c y byli n i e w i e l e starsi. Byli
g ł o d n i i zziębnięci. M ą ż p o w i e d z i a ł d o n i c h : — Zgłoście się d o
teatru w Będzinie, będziecie w y s t ę p o w a ć na s c e n i e " .

2

Rekrutację d o pierwszego przeglądu z o r g a n i z o w a l i sami D o r m a n o w i e — zbierając o d s p o t k a n y c h na ulicy k o l ę d n i k ó w adresy
zamieszkania. W p i e r w s z y c h „ H e r o d a c h " udział w z i ę ł o siedem
z e s p o ł ó w z: G l i w i c — B o j k o w a , Czeladzi, D ą b r o w y Górniczej,
B i a ł e g o Kościoła, Z i e l o n k i i Strzemieszyc. W t y m miejscu p r z y p o ­
mnieć należy, że w p r o w a d z o n y w okresie s t a l i n o w s k i m u r z ę d o w y
zakaz k o l ę d o w a n i a o b o w i ą z y w a ł w f o r m i e o g r a n i c z o n e j w n i e ­
k t ó r y c h r e g i o n a c h kraju aż d o 1 9 8 9 r o k u . Na przykład w latach
osiemdziesiątych nie b y ł o co p r a w d a c a ł k o w i t e g o zakazu na
Ż y w i e c c z y ź n i e , ale zespoły musiały mieć z e z w o l e n i e

wydane

przez naczelnika g m i n y określające trasę k o l ę d o w a n i a oraz rodzaj
z a b a w i f i g l i k o l ę d n i c z y c h . Brak zezwolenia u p o w a ż n i a ł urząd
g m i n y d o ukarania k i e r o w n i k a g r u p y g r z y w n ą .
D o r m a n z d a w a ł sobie s p r a w ę z t e g o , że obrzęd k o l ę d n i c z y
w wersji scenicznej traci bardzo w i e l e : „ ( . . . ) przenosząc z w y c z a j
k o l ę d o w y na scenę przekształcamy sakralną z a b a w ę , z a k ł ó c a m y
przyjęty porządek, (...) obrzęd w y j ę t y ze ś r o d o w i s k a z a c h o w u j e
nadal f o r m ę r y t u a ł u , ale p o z b a w i o n y jest życia, przenosi uczest­
n i k ó w w inny ś w i a t " .

3

U t r z y m a n i e przy życiu r ó ż n y c h f o r m obrzędu b o ż e n a r o d z e n i o w e g o i n o w o r o c z n e g o — t o pierwszy w a ż n y p o w ó d z o r g a n i z o ­
w a n i a „ H e r o d ó w " . Wiązał się o n z koniecznością

przybliżenia

współczesnemu człowiekowi tradycyjnych obrzędów. Drugim,
r ó w n i e w a ż n y m m o t y w e m była fascynacja teatrem l u d o w y m ,
w efekcie której D o r m a n przeniósł niektóre e l e m e n t y k o n w e n c j i
t e g o teatru d o w ł a s n y c h inscenizacji, b o w i e m w zastanej k o n ­
w e n c j i teatru z a w o d o w e g o nie z n a j d o w a ł t a k i c h e l e m e n t ó w ,
" ( . . . ) które w z m a c n i a ł y b y k o n s t r u k c j ę k o m p o z y c j i s c e n i c z n y c h .
Brakowało w

nich jędrnego

poszczególne

fragmenty

materiału, który zespala,

budowanych

epizodów.

wiąże

Szukałem

— pisał — poza t y m s p o s o b u na interpretację w s p ó ł c z e s n e g o
t e k s t u . D a w n a m e t o d a „ w y c z u w a n i a " e m o c j o n a l n e g o , przeży­
w a n i a , kłóciła się z m o i m i założeniami e s t e t y c z n y m i . W

po­

s z u k i w a n i a c h s w o i c h z w r ó c i ł e m się d o teatru o b r z ę d ó w . A b y
nazbierać t y c h m a t e r i a ł ó w n a j w i ę c e j p o s t a n o w i ł e m z o r g a n i z o ­
w a ć Przegląd Z e s p o ł ó w O b r z ę d o w y c h . T o , że impreza nabrała
i n n e g o charakteru i o b o k m o i c h z a m i a r ó w znalazła uznanie w ś r ó d
ludzi parających się z a g a d n i e n i a m i sztuki l u d o w e j (...) myślę, że
jest zasługą z a p o t r z e b o w a n i a s p o ł e c z n e g o " .

4

Drugie „ H e r o d y " postanowił Dorman zorganizować w sposób
bardziej m e t o d y c z n y . W okresie ś w i ą t B o ż e g o Narodzenia w y j e ­
chali z żoną na w s i e z a g ł ę b i o w s k i e i p o d k r a k o w s k i e , aby o d ­
naleźć i zachęcić d o w y s t ę p ó w w teatrze k o l ę d u j ą c e t a m zespoły.
Wśród

miejscowej

l u d n o ś c i s p o t k a l i się j e d n a k z

niechęcią

i brakiem zaufania. W o b a w i e przed sankcjami ze s t r o n y w ł a d z nie
chciano

udzielać

im żadnej

informacji.

Dopiero

po

długich

i c i e r p l i w y c h w y j a ś n i e n i a c h , że intencją i c e l e m przyjazdu jest
u c h r o n i e n i e o d z a p o m n i e n i a starych z w y c z a j ó w , r o z m ó w c y d a ­
w a l i się przekonać i „ z d r a d z a l i " adresy k o l ę d n i k ó w .
W d r u g i m Przeglądzie udział w z i ę ł o j u ż kilkanaście z e s p o ł ó w .
Na imprezę przyjechali p o n a d t o z całego kraju: reżyserzy, s c e n o g ­
r a f o w i e , pisarze, reporterzy i dziennikarze z Telewizji Polskiej,
Polskiego Radia oraz Kronika F i l m o w a .
Kolejną imprezę p o s t a n o w i ł D o r m a n w z b o g a c i ć o inne, poza
„ H e r o d a m i " f o r m y k o l ę d o w a n i a . „ W i e d z i a ł e m o istnieniu ' D z i a 95

�d ó w ' i . S z a l a c h c i c ó w ' w y s t ę p u j ą c y c h w o k o l i c a c h Ż y w c a . Bliżej

nej", w warstwę symboliczno-magiczną obrzędu. „Anielę M a t u -

ich nie z n a ł e m . Ruszyłem zatem w g ó r y t y m g o r l i w i e j i z w i ę k s z y m

szczak (!) z Lalik k o ł o Ż y w c a p o z n a ł e m jeszcze przed śmiercią jej

zaciekawieniem".

ojca. Teraz, jak za życia Pytla zbierają się c h ł o p a k i , a b y przy­

5

„ P o d c z a s k t ó r y c h ś ś w i ą t B o ż e g o Narodzenia mąż „ z g i n ą ł "

s p o s o b i ć się d o k o l ę d o w a n i a . A n i e l a w okresie g o r ą c z k o w y m

się

p r z y g o t o w a ń d o świętą B o ż e g o Narodzenia musi znaleźć czas,

d o p i e r o w kilka d n i p o ś w i ę t a c h . Dotarł d o Z w a r d o n i a i Lalik,

aby w y c i ą g n ą ć r e k w i z y t y z k o m o r y , musi p r z y g o t o w a ć materiały

gdzie zauroczyły g o k o l ę d u j ą c e t a m g r u p y z w a n e „ D z i a d a m i "

d o reperacji sprzętu. Brakujące trzeba z a m ó w i ć . Ojciec z a m a w i a ł

w

górach —

wspomina

Janina

Dormanowa —

i „Szlachcicami". Maskę kolędnika z „ D z i a d ó w "
w 1 9 6 7 r. d o spektaklu Szczęśliwy

pojawił

wykorzystał

maski u Kubaszczyka. M i m o z a w i e i , m i m o m r o z u A n i e l a dociera
d o K o n i a k o w a i przedstawia prośbę rzeźbiarzowi. Kubaszczyk

książę.

D o r m a n miał k o n t a k t y z zespołami „ D z i a d ó w " z Pietrzykowie,

c h ę t n i e w y k o n a z a m ó w i e n i e , ale czy zdąży, trzy maski t o d u ż o .

Ż a b n i c y G ó r n e j , M i l ó w k i , Kamesznicy, Lalik i Z w a r d o n i a . W s z y s t ­

A n i e l a p o d o b n i e jak ojciec potrafi zachęcić, potrafi przekonać.

kie te g r u p y n a j p i e r w poznał w terenie, a p o t e m zaprosił d o

N i e ł a t w o zgarnąć całe t o w a r z y s t w o , kiedy u każdego w d o m u

Będzina. P o d z i w i a ł instynkt „ g ó r a l i o d Ż y w c a " , który p o z w a l a ł im

inne prace, każdy pracuje — t o w Z w a r d o n i u „ n a t a r t a k u " , „ t o

na t w ó r c z e przekształcanie scenariusza o b r z ę d u . Dzięki k i l k u l e t ­

w M i l ó w c e na k o l e i " a są n a w e t i tacy c o dzień w dzień dojeżdżają

n i m o b s e r w a c j o m t y c h z e s p o ł ó w w w a r u n k a c h n a t u r a l n y c h i na

p o c i ą g i e m d o Ż y w c a (...). R o z m a w i a m y o k o l e j n y m w y j e ź d z i e

scenie D o r m a n dostrzegł, że t o , c o b y ł o zabawą,

przybierało

zespołu d o Będzina. A n i e l a narzeka na zespół, że próżniaki,

z b i e g i e m czasu f o r m ę artystyczną. W zespołach p o j a w i a ł y się

h u n c w o t y , pijaki i g a m o n i e . Ona ma już d o ś ć t e g o w s z y s t k i e g o

n o w e postaci, które były reakcją na otaczającą rzeczywistość.

(...) A l e g d y c h ł o p c y pozbierają się w izbie, jak „ f r y g a " ugania się

Artysta podaje przykład t w ó r c z e g o p o t r a k t o w a n i a roli C y g a n ó w

przy p i e c u . W

w j e d n e j z g r u p . Para „ n o w o c z e s n y c h " C y g a n ó w , j a k o całość

przeistacza się w dziedziniec. Sufit unosi się w górę. Z a k ł a d a m

inscenizacyjna i plastyczna t o transpozycja o r y g i n a l n a i trafna.

maskę diabła — tańczę razem z n i m i " .

izbie g o r ą c o . A n i e l a rozdaje maski

(...)

Izba

8

„ L u d z i e sądziliby, że t o kradzież p o m y s ł u o d W i t k a c e g o " — z a u ­

W Lalikach na W e ł n i a k o w c e stoi d o dziś „ d z i a d o w s k a c h a ł p a "

w a ż a D o r m a n . W y n i k i p r o w a d z o n y c h przeze m n i e badań e t n o ­

— d o m L u d w i k a i Stefanii Pytel. W n i m przez pięćdziesiąt lat

g r a f i c z n y c h p o t w i e r d z i ł y spostrzeżenie D o r m a n a o intuicji artys­

zbierał się każdego roku na Szczepana i Sylwestra zespół k o l ę d ­

6

tycznej i t e m p e r a m e n c i e t w ó r c z y m c z ł o n k ó w „ D z i a d ó w " .

7

We

ników. W

n i m p r z y g o t o w y w a l i się d o o b c h o d u w s i , w

nim

w s z y s t k i c h k i l k u n a s t u z n a n y c h m i zespołach z a o b s e r w o w a ł a m

o d b y w a ł a się na zakończenie s y l w e s t r o w a p o t a ń c ó w k a . O b e c n i e

t w ó r c z e (ale j e d n o c z e ś n i e z g o d n e ze specyfiką myślenia l u d o ­

zespół „ D z i a d ó w " p r o w a d z i w Lalikach Darek M a t u s z n y , trzeci

w e g o ) podejście d o „ s c e n a r i u s z a " obrzędu i ról w n i m w y ­

w sztafecie p o k o l e n i o w e j rodziny. Dzięki w i e d z y na t e m a t o b ­

s t ę p u j ą c y c h , a także r o z w ó j plastyki o b r z ę d o w e j .

rzędu przekazanej przez matkę, t r o s k l i w i e p r z e c h o w a n y m re­

Oczywiście

s t o p i e ń i rodzaj t w ó r c z y c h rozwiązań był różny w p o s z c z e g ó l n y c h

k w i z y t o m i s t r o j o m , był w stanie po kilkuletniej przerwie reak­

g r u p a c h , bardziej l u b mniej n o w a t o r s k i ( t r e ś ć ) , czy o r y g i n a l n y

t y w o w a ć zespół złożony z ludzi m ł o d y c h , j e g o

(forma inscenizacyjna).

Zespół, k t ó r y m o p i e k u j e się jest przykładem u m i e j ę t n e g o łączenia

rówieśników.

„Dziadów"

tradycji opartej na najstarszych przekazach z eksplozją m ł o d z i e ń ­

— d w i e oceniał o n bardzo w y s o k o , a m i a n o w i c i e z Lalik i ze

czej fantazji i ż y w i o ł o w o ś c i . „ D z i a d y " — m ó w i Darek — t o pełna

Spośród znanych Dormanowi żywieckich grup

Z w a r d o n i a . W Lalikach b y w a ł bardzo często, zaprzyjaźnił się t a m

i m p r o w i z a c j a teatralna, ale o b o w i ą z k o w o z a c h o w a n e być muszą

z L u d w i k i e m Pytlem — k i e r o w n i k i e m g r u p y , oraz j e g o córką

o b r z ę d o w e sceny, które mają znaczenie s y m b o l i c z n e . Dążę d o
o d t w o r z e n i a zespołu w e d ł u g najstarszych przekazów. Szereg ról

Anielą M a t u s z n y .
L u d w i k Pytel z w i ą z a n y był z zespołem o b r z ę d o w y m „ D z i a ­

z a p o m n i a n o a l b o z a n i e c h a n o . 'Księdza', ' A n i o ł a ' , ' D z i e g c i a r z a ' . "

d ó w " o d dziecka. O d 1 9 3 7 r. d o śmierci — w 1 9 6 8 r. — k i e r o w a ł

Obrzęd jest dla zespołu zabawą integrującą w s z y s t k i c h jej c z ł o n ­

grupą. Był znaną i p o p u l a r n ą postacią w Szarych G r o n i a c h (tak

k ó w , j e d n o c z e ś n i e w s p ó l n a , t w ó r c z a zabawa działa inspirująco.

n a z y w a ł y się Laliki d o 1 9 4 7 г.). Z z a w o d u g a j o w y , przez jakiś czas

Stare role пр.: D o k t o r a , Ż y d a , Ż y d ó w k i , C y g a n k i w z b o g a c o n e

p r o w a d z i ł sklep k o l o n i a l n y , był n i e w ą t p l i w i e c z ł o w i e k i e m n i e t u ­

zostały przez i m p r o w i z u j ą c y c h a k t o r ó w o n o w e elementy. Gosz­

z i n k o w y m , o wielu zainteresowaniach i uzdolnieniach. Aniela

cząc w d o m u M a t u s z n y c h na dzień przed w y s t ę p e m zespołu

M a t u s z n y t r o s k l i w i e p r z e c h o w u j e d y p l o m , jaki otrzymał jej ojciec

w „ G o d a c h Ż y w i e c k i c h " w M i l ó w c e - N i e l e d w i m i a ł a m szczęście

w 1 9 3 7 r. za u c z e s t n i c t w o w „ Ś w i ę c i e G ó r " z zespołem o b ­

być nie t y l k o o b s e r w a t o r e m o b r z ę d u , ale stałam się także ś w i a d ­

r z ę d o w y m z Lalik. Był t o j e d y n y w tej imprezie i pierwszy zarazem

kiem p r z y g o t o w a ń d o n i e g o , c o p o z w o l i ł o m i o w i e l e lepiej

w historii „ Ś w i ę t a G ó r " zespół o b r z ę d o w y . Rola L u d w i k a Pytla

zrozumieć j e g o delikatną, magiczną strukturę. Z d a n i e m A n i e l i

kierow­

M a t u s z n y przeglądy będzińskie s t a n o w i ł y dla z e s p o ł ó w o b r z ę d o ­

n i c z y c h . Był w jednej o s o b i e o r g a n i z a t o r e m , inspiratorem, w y ­

w y c h o g r o m n ą siłę n a p ę d o w ą d o działania. Ona sama w i e l o k r o t ­

w zespole „ D z i a d ó w " nie ograniczała się d o f u n k c j i

c h o w a w c ą , w y k o n a w c ą masek i s t r o j ó w oraz aktorem — j e d n y m

nie chciała z r e z y g n o w a ć z p r o w a d z e n i a zespołu, ale D o r m a n

z „ d z i a d ó w " . P o z o s t a w i ł p o sobie d o w ó d n i e w ą t p l i w i e g o t a l e n t u

zawsze umiał ją skutecznie o d w i e ś ć o d t y c h p l a n ó w . P o n a d t o żal

plastycznego: cztery maski ( d w i e w e r s j e Żyda i d w i e Diabła)

by jej b y ł o s p o t k a ń w Będzinie, gdzie zawsze p a n o w a ł a bardzo

pełne ekpresji i p s y c h o l o g i c z n e j p r a w d y , u n i k a t o w e dzisiaj przy­

serdeczna i bezpośrednia atmosfera. W obrzędzie

kłady z zakresu plastyki o b r z ę d o w e j . J a k o m o d e l d o w y k o n a n i a

interesowała D o r m a n a f o r m a , resztę — jak w s p o m i n a

masek Żyda — „ P a c h c i a r z a " posłużył Ż y d , p r o w a d z ą c y w ó w c z a s

— p o z o s t a w i a ł f o l k l o r y s t o m . P a s j o n o w a ł o g o także znaczenie

g o s p o d ę w Szarych G r o n i a c h . M a s k i w y k o n a n e przez Pytla żyją,

m a g i c z n e i s y m b o l i k a scen i z a c h o w a ń o b r z ę d o w y c h . D o r m a n

są n i e o d ł ą c z n y m i r e k w i z y t a m i dla w y k o n a w c ó w w s p ó ł c z e s n e g o

potrafił tak b a w i ć się z k o l ę d n i k a m i , j a k b y był j e d n y m z n i c h .

zespołu „ D z i a d ó w " , p r o w a d z o n e g o przez w n u k a —

Dariusza

Matusznego.

najbardziej
Aniela

W ł a d y s ł a w P i w o w a r c z y k już czterdzieści pięć lat z w i ą z a n y jest
z zespołem „ D z i a d ó w " z Ż a b n i c y ( n a z w a n y m przez o r g a n i z a t o ­

A n i e l a była szóstym i n a j m ł o d s z y m dzieckiem L u d w i k a i S t e f a ­

r ó w „ G o d ó w Ż y w i e c k i c h " - Przebierańcami Górnej Ż a b n i c y ) .

nii Pytel. J a k o j e d y n a z r o d z e ń s t w a pozostała w Lalikach, wyszła

Kiedy był m a ł y m c h ł o p c e m g r u p ę „ D z i a d ó w " p r o w a d z i ł j e g o

za mąż za Laliczanina i p o śmierci ojca przejęła k i e r o w a n i e grupą

stryj. Koneksje r o d z i n n e nie na w i e l e się zdały c h ł o p c u i p o d o b n i e

„ D z i a d ó w " . Jest t o sytuacja w y j ą t k o w a , aby o b r z ę d e m , d o

jak każdy

k t ó r e g o tradycja „ d o p u s z c z a ł a " w y ł ą c z n i e mężczyzn z a j m o w a ł a

„ P a c h o ł k a " . Udział w zespole był w ó w c z a s w y r ó ż n i e n i e m , s w o i ­

inny kandydat

staż w

zespole rozpoczął

od

roli

się kobieta. Rolę A n i e l i M a t u s z n y w p o d t r z y m a n i u k u l t u r y i t r a d y ­

stym a w a n s e m s p o ł e c z n y m . Po trzech latach „strzelania z b a t a "

cji l u d o w e j w

który

j a k o „ P a c h o ł e k " , szesnastoletniemu p o d ó w c z a s W ł a d k o w i p o ­

w i e l o k r o t n i e korzystał z jej w i e d z y i d o ś w i a d c z e n i a w okresie

w i e r z o n o rolę „ D i a b ł a " , c o w i ą z a ł o się z w y s t ę p o w a n i e m w mas­

o r g a n i z o w a n i a „ H e r o d ó w " i w pracach inscenizacyjnych

in­

ce. „ P o d maską można b y ł o dziołszki brudzić s a d z a m i " — w s p o ­

s p i r o w a n y c h teatrem l u d o w y m . Poza i n f o r m a c j a m i czysto t e c h ­

m i n a Pan W ł a d y s ł a w . — J a k „ D z i a d y " figla nie w y p ł a t a ł y , t o ich

nicznymi Aniela wprowadziła Dormana w świat wiedzy „ t a j e m ­

mieli za n i c " . W zespole t y m odegrał P i w o w a r c z y k wszystkie

96

Lalikach w

pełni d o c e n i ł J a n

Dorman,

�tradycją u s t a n o w i o n e role. Najdłużej, bo aż piętnaście lat był

Nieco inną w e r s j ę t e g o samego w y d a r z e n i a przekazała mi Pani

„ C y g a n e m przed k o ń m i " . „ Z a M ł o d ą Panią t y l k o nie szedłem, nie

Maria K w i e c i e ń , g ł ó w n a k s i ę g o w a Teatru Dzieci Zagłębia i bliska

c h c i a ł e m być b a b ą " — zwierza się. Kiedy miał p o n a d trzydzieści

w s p ó ł p r a c o w n i c a D o r m a n a o d 1 9 6 4 r. aż d o końca j e g o pracy

lat został „ K o m e n d a n t e m " ( o b e c n i e k i e r o w n i k zespołu) i f u n k c j ę

w teatrze. W e d ł u g niej, spektakl Choinka

tę pełni d o dziś. P o m i m o t e g o , że P i w o w a r c z y k d w a d z i e ś c i a pięć

coś w s p ó l n e g o z ' H e r o d a m i ' , był j a k b y h a p p e n i n g i e m , ale nie d o

lat p r z e p r a c o w a ł w hucie, w o d l e w n i żeliwa „ S z m i d t " w W ę g i e r s ­

k o ń c a , c h o d z i o s p o n t a n i c z n o ś ć łączącą te d w i e f o r m y t e a t r a l n e " .

9

„ ( . . . ) miał

futurystów

nie czuje się

D o r m a n był specjalistą o d afer. Kazał w y w i e ź ć j u r o r ó w , inne

h u t n i k i e m . J e g o dziad, ojciec i stryj byli b a c a m i . O n też przez trzy

w a ż n e osobistości i część p u b l i c z n o ś c i za miasto, d o g o s p o d y .

lata p r o w a d z i ł b a c ó w k ę w Rycerce G ó r n e j . Tradycje pasterskie

T a m zostali o b f i c i e uraczeni a l k o h o l e m . Potem p r z y w i e z i o n o ich

kiej Górce ( o b e c n i e Bielska

Fabryka A r m a t u r )

w rodzinie, a także w samej Ż a b n i c y miały o g r o m n y w p ł y w na

d o teatru i w p r o w a d z o n o na scenę, gdzie się s k o m p r o m i t o w a l i .

utrzymanie się ż y w o t n o ś c i obrzędu w j e g o najstarszych przeka­

Zespół został ukarany, w y k l u c z o n o g o z udziału w

zach.

a D o r m a n a z a w i a d o m i o n o , że ' H e r o d ó w ' nie b ę d z i e " . D o r m a n

Władysław

P i w o w a r c z y k kilkakrotnie brał udział w

„Hero­

Festiwalu,

interweniował u ówczesnego kierownika wydziału kultury i sztu­

d a c h " , a w 1 9 7 2 roku z d o b y ł w nich w r a z z zespołem pierwsze

ki w s p r a w i e z o r g a n i z o w a n i a dziesiątych, j u b i l e u s z o w y c h „ H e r o ­

miejsce. W 1 9 7 5 r. „ D z i a d y " z Ż a b n i c y w y s t ę p o w a ł y na scenie

d ó w " , ale ten o d p o w i e d z i a ł m u , że „ ( . . . ) nie p o w i n i e n się s w o i m i

Teatru W i e l k i e g o w W a r s z a w i e , a w 1 9 7 6 r. w M u z e u m Etno­

staraniami narażać, g d y ż w ł a d z e p o l i t y c z n e kazały o ' H e r o d a c h '

g r a f i c z n y m w W a r s z a w i e . O zespole t y m Telewizja Polska na­

raz na zawsze z a p o m n i e ć " .

kręciła także kilka f i l m ó w . P i w o w a r c z y k w s p o m i n a D o r m a n a j a k o

d a c h " , a najlepiej by było, żeby w o g ó l e ślad p o n i c h z a g i n ą ł "

człowieka

— wspomina Janina Dorman.

bezpośredniego

i kontaktowego.

Na w y s t ę p y

do

Będzina w s z y s c y c h ł o p c y jeździli bardzo c h ę t n i e . D o r m a n w n i ­

10

„Kazali m u z a p o m n i e ć o „ H e r o ­

W 1 9 4 5 roku D o r m a n założył w S o s n o w c u
Dziecka. W y s t ę p o w a ł y

w

Międzyszkolny

czym ich nie ograniczał, niczego nie zabraniał „ ( . . . ) m o g l i się

Teatr

n i m w y ł ą c z n i e dzieci, które

w y ż y ć na scenie d o w o l i , tak że n a w e t podczas t a k i c h h a r c ó w

w ł a s n o r ę c z n i e w y k o n y w a ł y dekoracje i k o s t i u m y d o spektakli.

któryś z c h ł o p c ó w spadł ze s c e n y " . P i w o w a r c z y k z rozrzew­

Z a n i m teatr otrzymał siedzibę w D o m u Górnika w S o s n o w c u ,

n i e n i e m w s p o m i n a serdeczną atmosferę, jaka p a n o w a ł a podczas

wszystkie p r z y g o t o w a n i a o d b y w a ł y się w m a l e ń k i m mieszkaniu

w y s t ę p ó w w Będzinie i bardzo żałuje, że „ G o d y Ż y w i e c k i e " tak

D o r m a n ó w , na p o d d a s z u . Zdarzało się, że dzieci

n i e w i e l e mają z tamtej n i e z a p o m n i a n e j imprezy.

spały, z p o w o d u

Na c z w a r t e „ H e r o d y " w 1 9 6 8 roku zgłosiło się kilkanaście

panującej t a m ciasnoty,

Dormanów

przykryte

świeżo

w y m a l o w a n y m i planszami s c e n o g r a f i c z n y m i . Na spektakle d o

z e s p o ł ó w i impreza t r w a ł a d w a d n i . Przyjechali na nią goście

D o m u Górnika przyjeżdżał B o l e s ł a w Bierut, bardzo p o d o b a ł y m u

z całego kraju, a p o n a d t o z B e l g i i , Bułgarii i C z e c h o s ł o w a c j i .

się w y s t ę p y dzieci, c h w a l i ł je i nagradzał c u k i e r k a m i . W teatrze

N a s t ę p n e g o roku w Przeglądzie udział w z i ę ł y dwadzieścia d w a

t y m , p o m y ś l a n y m j a k o w s p ó l n a zabawa udział brało sto d w a d z i e ­

zespoły. J a n u s z K i d a w a nakręcił f i l m d o k u m e n t a l n y

Herody,

ścia dzieci. W czasie k t ó r y c h ś wakacji letnich D o r m a n o w i e w r a z

który z r e a l i z o w a n y był w terenie i na scenie, a D o r m a n w z i ą ł

z dziećmi w y s t ę p u j ą c y m i w teatrze w y j e c h a l i d o Białki Tatrzańs­
kiej, gdzie w y s t a w i a l i bajkę o S z e w c z y k u . W niedzielę dzieci

w n i m udział j a k o aktor.
W 1 9 7 1 r o k u z okazji j u b i l e u s z u 2 5 - l e c i a Teatru Dzieci Zagłębia

c h o d z i ł y w t o w a r z y s t w i e D o r m a n ó w d o kościoła na mszę. Po

„ H e r o d o m " t o w a r z y s z y ł o s y m p o z j u m p o ś w i ę c o n e sztuce l u d o ­

p o w r o c i e z w a k a c j i teatr otrzymał n o w e g o k i e r o w n i k a , a D o r ­

w e j . W k o l e j n y m , t r w a j ą c y m już trzy d n i , przeglądzie udział w z i ę ł y

m a n a , bez uprzedzenia, p o w o ł a n o na trzymiesięczne ć w i c z e n i a

czterdzieści d w a zespoły z w o j e w ó d z t w : k r a k o w s k i e g o , kielec­

w o j s k o w e w poznańskie. P o n a d t o teatr otrzymał „ o p i e k u n a " ,

k i e g o , k a t o w i c k i e g o , rzeszowskiego. O d b y ł o się

seminarium

k t ó r y c z u w a ł nad repertuarem, ingerując w teksty scenariuszy

p o ś w i ę c o n e p r o b l e m a t y c e o b r z ę d ó w l u d o w y c h oraz ekspozycja

pisane przez D o r m a n a . W 1 9 4 9 г., kiedy M i ę d z y s z k o l n y Teatr
Dziecka był j u ż p o p u l a r n y w ś r o d o w i s k u i o d n i ó s ł w i e l e s u k ­

pt. „ E d y c j e traktujące o o b r z ę d a c h " .
W d z i e w i ą t y c h ( 1 9 7 3 ) „ H e r o d a c h " liczba b i o r ą c y c h udział

c e s ó w na r ó ż n y c h pokazach i f e s t i w a l a c h w kraju i poza j e g o

z e s p o ł ó w wzrosła d o pięćdziesięciu. Imprezie t o w a r z y s z y ł y : sesja

g r a n i c a m i — został z l i k w i d o w a n y . D o r m a n o w i nie p o z w o l o n o

n a u k o w a , projekcje f i l m ó w o o b r z ę d a c h , w y s t a w a f o t o g r a m ó w

zabrać, kiedy o d c h o d z i ł z teatru, kronik i d o k u m e n t a c j i f o t o ­

Stefana D e p t u s z e w s k i e g o (IS P A N ) . Z e s p o ł y w y s t ą p i ł y p o n a d t o

graficznej w y k o n a n y c h za w ł a s n e , p r y w a t n e pieniądze. Wszyst­

w Wojewódzkim

kie lalki oraz dekoracje s p a l o n o . Stolarz z a t r u d n i o n y w

W

tym samym

Parku Kultury i W y p o c z y n k u w
roku

Dorman

na zaproszenie

Chorzowie.

organizatorów

domu

k u l t u r y „ G ó r n i k " u r a t o w a ł z o g n i a d w a t o m y kronik d o k u m e n ­

obrzędowe

t u j ą c y c h działalność M i ę d z y s z k o l n e g o Teatru Dziecka oraz k i l ­

w N a n c y i Paryżu. Dziesiąte, j u b i l e u s z o w e „ H e r o d y " nie o d b y ł y

kanaście zdjęć. Te u r a t o w a n e k r o n i k i , jak r ó w n i e ż jeszcze kilka

festiwalu

folklorystycznego

zaprezentował

grupy

i n n y c h , p r o w a d z o n y c h przez D o r m a n o w a zginęły p o t e m z ich

się.
Władze polityczne w o j e w ó d z t w a katowickiego

początkowo

l e k c e w a ż y ł y tę imprezę nie dostrzegając jej f a k t y c z n e g o , k u l t u r o ­

d o m u w tajemniczy sposób.
D o r m a n nie z r e z y g n o w a ł j e d n a k z p r o w a d z e n i a Teatru Dziecka.

t w ó r c z e g o znaczenia. U w a ż a n o , że znajduje się ona na mar­

Zaczął starać się u księdza w

ginesie zasadniczej działalności Teatru

Dzieci Zagłębia i nie

w d o m u parafialnym. Ksiądz bezpłatnie p o z w o l i ł korzystać m u

Będzinie o w y p o ż y c z e n i e sali

s t a n o w i zagrożenia dla o b o w i ą z u j ą c y c h w ó w c z a s założeń p o l i t y ­

z sali, a także doradził, aby zapisał się d o PZPR. „ G d y b y nie

ki kulturalnej s y s t e m u . D o p i e r o , kiedy impreza nabrała r o z m a c h u ,

zapisał się d o partii, nie b y ł o b y teatru — m ó w i J a n i n a D o r m a n .

s w o i m zasięgiem ogarnęła cztery ó w c z e s n e w o j e w ó d z t w a i stała

— W t y m czasie o t r z y m y w a ł tak s k r o m n e dotacje z Miejskiej

się p o p u l a r n a d a l e k o poza g r a n i c a m i kraju, d e c y d e n c i p o s t a n o ­

Rady, które m o g ł y być j e d y n i e a r g u m e n t e m , że w o g ó l e coś dają,

w i l i ją z l i k w i d o w a ć . Pretekstem stał się spektakl Choinka

ale za t o teatru nie d a ł o się p r o w a d z i ć " . Całe życie D o r m a n a i j e g o

tów

futurys­

w e d ł u g M a j a k o w s k i e g o w y s t a w i o n y poza k o n k u r s e m na

r o d z i n y p o d p o r z ą d k o w a n e b y ł o t e a t r o w i . W 1 9 4 5 r. w y m u s i ł na

Festiwalu T e a t r ó w L a l k o w y c h w O p o l u . Z relacji ż o n y artysty

żonie, aby z r e z y g n o w a ł a z pracy w

d o w i e d z i a ł a m się, że spektakl ten był p o m y ś l a n y przez D o r m a n a

niewielką, ale regularną pensję — i p o m o g ł a m u w p r o w a d z e n i u

szkole — gdzie

maiała

w t e n s p o s ó b , że j e g o akcja r o z g r y w a ł a się w d w ó c h p l a n a c h ,

teatru: „ J a sobie sam rady nie d a m " —

c z ę ś c i o w o na scenie w O p o l u , c z ę ś c i o w o w g o s p o d z i e , u s y t u o ­

Dormanowa

w a n e j poza m i a s t e m , gdzie udała się z D o r m a n e m część fes­

i n a w e t teatr zaczął się jej p o d o b a ć . G r y w a ł a w s p e k t a k l a c h , zdała

t i w a l o w e j p u b l i c z n o ś c i . W o d p o w i e d n i m czasie grupa ta miała

też aktorski egzamin eksternistyczny.

p r z e k o n y w a ł żonę.

kilka lat żałowała tej decyzji, p o t e m

przywykła

w r ó c i ć d o teatru i w ł ą c z y ć się w akcję r o z g r y w a n ą na scenie.

„ N a s z y m d o m e m był przecież teatr. M u s i a ł być d o m e m , skoro

T y m c z a s e m „ j a k a ś pani z M i n i s t e r s t w a " , (jak określiła tę osobę

zawsze bardziej liczyły się w a r u n k i pracy teatru, niż te, w k t ó r y c h

D o r m a n o w a ) „ u p r o w a d z i ł a " D o r m a n a , w k o n s e k w e n c j i czego

m y musieliśmy mieszkać. (...) W i e l o k r o t n i e słyszeliśmy w d o m u

koncepcja

'narady' t y p u : c o robić dalej. Nie liczyły się w t e d y

przedstawiania

nie została zrealizowana,

spektakl

„ w y g w i z d a n y " , a D o r m a n p o s ą d z o n y o sabotaż p o l i t y c z n y .

domowe

p r o b l e m y . N a p r a w d ę szkoda, że w ł a ś c i w i e n i g d y nie b y ł o w t y m
97

�regionie Polski o d p o w i e d n i e j atmosfery d o s p o k o j n e j , t w ó r c z e j

„ P o t e m już m ę ż o w i tak d o k u c z a l i — k o n t y n u u j e s w o j e w s p o ­

pracy. Charakter zatrudnienia na terenie Śląska i Zagłębia sprzyjał

mnienia J a n i n a D o r m a n , — że musiał odejść z Teatru. J e g o

r o z w o j o w i m a s o w e j r o z r y w k i , często na niezbyt w y s o k i m p o z i o ­

następca otrzymał specjalne, w y s o k i e dotacje

mie a r t y s t y c z n y m . Taki stan k u l t u r y był p o p i e r a n y przez w ł a d z e

trzykrotnie wyższą o d męża pensję. M ą ż był r o z g o r y c z o n y , chciał

i być może d l a t e g o , częste i r ó ż n o r o d n e w y j a z d y

uciec w g ó r y i t a m zamieszkać".

pozwalały

na teatr

oraz

' t r w a ć ' i w r a c a ć z n o w ą porcją o p t y m i z m u i n o w y c h p o m y s ł ó w "
— pisze w e w s p o m n i e n i a c h o o j c u I w o n a D o w s i l a s .

„ O d s z e d ł e m sobie bo sadzawka zaczęła się p o k r y w a ć zieloną

11

D o r m a n o w i nie u d a ł o się m i m o c h ę c i i starań n i g d y reak­

rzęsą i nie m i a ł e m siły i o d w a g i p o d n i e ś ć s t a w i d ł a , żeby te

t y w o w a ć „ H e r o d ó w " . Z a k a z o w i o r g a n i z o w a n i a tej imprezy t o ­

wszystkie o k r o p n o ś c i się w y l a ł y " — pisał w liście d o p. P o l a k o w ­

warzyszyły także inne sankcje, m i ę d z y i n n y m i D o r m a n nie otrzy­

skiej.

13

m y w a ł z e z w o l e ń na w y j a z d y ze spektaklami i z „ H e r o d a m i " na
f e s t i w a l e i przeglądy zagraniczne: „ P o lekturze l i s t ó w Ojca p o raz

O d c h o d z ą c na emeryturę miał D o r m a n za sobą trzydzieści trzy

kolejny p r z e k o n u j ę się, że g ł u p o t a ' m a l u c z k i c h ' zwłaszcza, bez­

lata pracy w Teatrze Dzieci Zagłębia. „ P r z y p o m o c y nielicznego

p r a w n i e panoszy się i t r i u m f u j e . W 1 9 7 4 roku przez g ł u p o t ę

g r o n a p o t r a f i ł e m przebrnąć przez ć w i e r ć w i e c z e , a później następ­

u r z ę d n i k ó w Urzędu W o j e w ó d z k i e g o w K a t o w i c a c h (brak z g o d y )

ne pięć lat. D z i ę k u j m y sobie n a w z a j e m i t r w a j m y uparcie przy

Ojciec nie m ó g ł w y j e c h a ć z ' H e r o d a m i ' d o Parmy na Festiwal

s w o i m teatrze (...) Zespół e l e m e n t ó w , z k t ó r y c h t w o r z y się teatr,

Teatrów Uniwersyteckich i L u d o w y c h . Zgoda Ministerstwa Kul­

jest tak rozległy, że aby ogarnąć i p o c z u ć się w n i m s w o b o d n y m

t u r y nie była istotna dla w s z e c h w ł a d n y c h w ł a d z l o k a l n y c h (...) Po

t w ó r c z o , potrzeba tak w i e l u wyrzeczeń... Dla każdego, k t ó r y chce

o d e j ś c i u na emeryturę b r a k o w a ł o w i ę c O j c u nie t y l k o w ł a s n e g o

się t e m u p o d d a ć czeka g o d r o g a t r u d n a . Czy w i e l u zrozumie tę

Teatru, ale b r a k o w a ł o też z a b r o n i o n y c h przez w ł a d z e partyjne

prawdę?" —

' H e r o d ó w ' — pisze córka a r t y s t y .

trzydziestolecia Teatru Dzieci Z a g ł ę b i a .

12

pisał w

p u b l i k a c j i w y d a n e j z okazji j u b i l e u s z u
14

PRZYPISY
J a n D o r m a n żył w latach 1 9 1 2 — 1 9 8 6
Wszystkie c y t o w a n e w artykule w y p o w i e d z i J a n i n y D o r m a n
p o c h o d z ą z r o z m o w y p r z e p r o w a d z o n e j przeze m n i e z żoną artysty
w jej d o m u w Będzinie, w październiku 1 9 9 0 r.
J . D o r m a n , Moje uwagi i spostrzeżenia
na marginesie
im­
prezy „Herody"
( w : ) „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , 1 9 7 1 r. Nr 4 s.
217
J . D o r m a n , Wzniosie i frywolne,
( w : ) „ P o l s k a " Nr 7 ( 1 9 1 ) s.
43
' J . D o r m a n , Moje uwagi i spostrzeżenia
... o p . cit. s. 2 1 8
Tamże, s. 2 2 8
' M . Fiderkiewicz, Zespoły obrzędowe
Żywiecczyzny,
(w:)
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , r. 1 9 8 8 Nr 1 - 2 s. 61 - 6 8
J . D o r m a n , Moje uwagi i spostrzeżenia...
o p . cit. s. 2 3 0 .
W tekście J a n a D o r m a n a zostało p o m y ł k o w o zniekształcone
1

2

3

4

6

8

n a z w i s k o A n i e l i z Lalik. Brzmi o n o p r a w i d ł o w o M a t u s z n y ( a ) a nie
Matuszczak.
Fragmenty r o z m o w y p r z e p r o w a d z o n e j przeze m n i e w paź­
dzierniku 1 9 9 0 r. z Panią Marią K w i e c i e ń , w Teatrze Dzieci
Zagłębia w Będzinie.
Fragment z r o z m o w y z Marią K w i e c i e ń .
I. D o w s i l a s , „ W y j a z d y , p o w r o t y " w s p o m n i e n i a o J a n i e
D o r m a n i e ( I V ) ( w : ) „ S z t u k a dla d z i e c k a " Poznań Nr 3 ( 2 2 ) 1 9 9 0
r. s. 27
Tamże, s. 19
Tamże, s. 18
„ T e a t r Dzieci Z a g ł ę b i a " w y d . W y d z . Kultury i Sztuki Urzędu
W o j e w . w K a t o w i c a c h , W o j Rada Z w i ą z k ó w Z a w o d o w y c h ,
Związek Z a w o d o w y G ó r n i k ó w , Z w i ą z e k Z a w o d o w y C h e m i k ó w ,
K a t o w i c e 1 9 7 5 r. s. 9 8
9

1 0
1 1

1 2

1 3

1 4

Będzin 1 9 7 1 . Zespól „ H e r o d ó w " Józefa Z o n i a , Libiąż M a ł a , w o j . krakowskie. Fot. S . Deptuszewski

98

�Eugenio Barba

TRZECI B R Z E G R Z E K I *
Pamięć jest d u c h e m p r o w a d z ą c y m nasze działania. Jest t y m ,

Ta o p o w i e ś ć była dla mnie w i e l k ą iluminacją. P o z w o l i ł a mi

c o czyni m o ż l i w y m penetrację p o d p o z i o m e m s k o r u p y c z a s ó w

u p r z y t o m n i ć sobie p e w n e intuicje i w y j a ś n i ć niektóre sytuacje,

i p o m a g a znaleźć liczne d r o g i p r o w a d z ą c e z p o w r o t e m d o źródeł,

które przeżyłem razem z O d i n Teatret. Będąc c z ł o w i e k i e m teatru

d o d n i a p i e r w s z e g o . Na t y c h d r o g a c h i s k r z y ż o w a n i a c h nasi

w i e d z i a ł e m , że p o w i n i e n e m dążyć w k i e r u n k u t e g o co n i e w i d z i a l ­

p o p r z e d n i c y s p o t y k a l i się ze s w o i m i d e m o n a m i i z potrzebami ich

ne, c o ukryte, ku p o d z i e m n e j historii; z w i e l o k r o t n i ć ścieżki, które

czasów. M y o d k r y w a m y na n o w o te s k r z y ż o w a n i a , kiedy w i d z i m y

oficjalni l u b partyjni historycy duszą p o d u s z k a m i s ł ó w . W i e m , że

ich o d b i c i a w książkach h i s t o r y c z n y c h i klasyce. T o u m o ż l i w i a
n a m utrzymanie w i ę z i z naszymi źródłami i u m o ż l i w i a nam w g l ą d
w naszą tożsamość, odległą i konkretną. Dlatego kiedy się chce
oślepić j e d n o s t k i a l b o g r u p y ludzi,należy s p o w o d o w a ć utratę ich
łączności ze ź r ó d ł a m i , z t a j e m n i c z y m i o b j a w i a j ą c y m się znacze­
niem ich pamięci. Ci, którzy chcą d o m i n o w a ć

nad

innymi,

interpretują przeszłość i mieszają rozliczne d r o g i , które są żyjącym
węzłem czasów.
Historia jest często p o r ó w n y w a n a d o rzeki, d o bystrego prądu

m o i m zadaniem jest nie z a p o m n i e ć . W i e m , że muszę o d r z u c i ć
amnezyjny instynkt m o j e g o s p o ł e c z e ń s t w a . W i e m , że każdego
dnia muszę reprezentować bez retoryki i a n o n i m o w o , pamięć
c z a s ó w i d r ó g , k t ó r y m i p o d r ó ż o w a n o . T o jest mój sens u p r a w i a ­
nia z a w o d u . Nie c h c ę t e g o z g u b i ć w w y c z e r p u j ą c y m labiryncie
d n i i lat, p o w o d u j ą c y c h erozję złudzeń, w i e r z e ń , energii. P o ­
trzebuję nici z a p e w n i a j ą c e j t r w a ł o ś ć i charakter m e g o z a c h o w a ­
nia, nici łączącej m n i e z m o i m i ź r ó d ł a m i .

zmiatającego w s z y s t k o , c o spotka na s w o j e j drodze. Są tacy,

J a k i e są te m o j e źródła? Kim byli m o i antenaci? Na płaszczyźnie

którzy wierzą, że można uciec o d t e g o p r ą d u , i b u d u j ą d o m y na

z a w o d o w e j jest przede w s z y s t k i m „ d z i a d e k - t o t e m " — S t a n i s ­

o b u brzegach rzeki. Wierzą, że nie będą n i e p o k o j e n i przez prąd
rzeki. A l e rzeka w y l e w a , zgarniając ze sobą zwierzęta, dzieci,
s i l n y c h ludzi, b e t o n o w e d o m y .
Czasami zbieżność c z a s ó w p o j a w i a się, by ukryć

kierunek

naszej d r o g i . D o ś w i a d c z e n i e artystyczne m o ż e później o d s ł o n i ć
błysk nitki łączącej nas z naszymi ź r ó d ł a m i . Zdarzyło się t o
ostatnio w

Brazylii. U w i e l b i a m słuchać r ó ż n y c h historii. Luis

O c t a v i o Burnier i Paolo D o u r a d o o p o w i e d z i e l i mi Trzeci

brzeg

rzeki. P e w i e n stary c z ł o w i e k mieszkał ze s w o j ą rodziną w p o b l i ż u
rzeki. Któregoś d n i a w z i ą ł łódź i w y p ł y n ą ł na w o d ę , w i o s ł u j ą c ku
ś r o d k o w i rzeki, gdzie prąd był silniejszy i t a m pozostał.

Nie

p o w r ó c i ł na ląd. C o d z i e n n i e j e g o syn przynosił m u p o ż y w i e n i e
i prosił g o by p o w r ó c i ł d o d o m u , na brzegu. A l e ojciec uparcie
k o n t y n u o w a ł w i o s ł o w a n i e p o d prąd. I czynił tak dzień p o dniu,rok
po roku, aż d o nocy, w której umarł. O świcie następnego dnia j e g o
syn dotarł d o ł o d z i , w y p ł y n ą ł na środek rzeki, i w i o s ł o w a ł p o d prąd.
Końcowe przemówienie na QOSCO 87, siódmym spotkaniu teatralnym
w Urubamba, Peru w październiku 1987 r.
4 0

ł a w s k i . M a m też i n n y c h d z i a d k ó w : M e y e r h o l d a , W a c h t a n g o w a ,
C o p e a u , Eisensteina. M a m starszego brata

— Grotowskiego.

A k t o jest moją babką? Czy były k o b i e t y u m o i c h źródeł? W ś r ó d
m y c h a n t e n a t ó w m o g ę w y m i e n i ć G o r d o n a Craiga. A l e dlaczego
żadna z książek nie w y m i e n i a j e g o siostry Edy? W

końcowej

analizie, ona jest moją babką. M o j ą babką, t w o j ą babką. P o n i e ­
w a ż g r u p y teatralne nie były s t w o r z o n e ani w latach sześć­
dziesiątych, ani w latach d w u d z i e s t y c h przez niemiecki
Grupa teatralna została s t w o r z o n a

na p o c z ą t k u t e g o

agit-prop.
wieku

w A n g l i i , przez sufrażystki, k o b i e t y w a l c z ą c e o p r a w o d o g ł o s o ­
w a n i a . Te kobiety, aby w czasie s p o t k a ń i w i e c ó w silniej w y r a z i ć
o c z y w i s t ą n i e s p r a w i e d l i w o ś ć s w e j sytuacji z w r ó c i ł y się d o t y c h ,
które z r a c j i

swej

profesji

miały c e n n e

doświadczenia

w życiu p u b l i c z n y m : d o aktorek. W ten s p o s ó b zostały s t w o r z o n e
g r u p y teatralne składające się t y l k o z k o b i e t . Nie miały a n i celu
a r t y s t y c z n e g o , ani estetycznego, raczej c h o d z i ł o i m o nadanie
i n n e g o znaczenia t y m relacjom między l u d ź m i , które n a z y w a m y
teatrem.
99

�Edy Craig jest moją babką. Jej brat stał się s ł a w n y z p o w o d u

m i m o w i e , i aktorzy t r a d y c y j n y c h t e a t r ó w W s c h o d u zaprzeczają

s w o i c h w i e l k i c h r o m a n s ó w i s w o i c h w i e l k i c h w i z j i . A l e t o ona, o d

s w o j e j „ n a t u r a l n o ś c i " i b u d u j ą siebie i n n y m i ś r o d k a m i z a c h o w a ń

pierwszej w o j n y ś w i a t o w e j aż d o 1 9 2 5 r o k u , szła p o d prąd ze

s c e n i c z n y c h . Przebyli o n i proces w y m u s z o n e j „ a k u l t u r a c j i " n a ł o ­

s w o j ą grupą — Pioneer Players w L o n d y n i e .

ż o n y na n i c h z zewnątrz: s p o s o b y stania, c h o d z e n i a , z a t r z y m y w a ­

Najważniejszą rzeczą, by nie z a p o m n i e ć d z i e d z i c t w a p o z o s ­

nia się, patrzenia, siedzenia — różne o d c o d z i e n n y c h .

t a w i o n e g o n a m przez naszych p r z o d k ó w . T o d z i e d z i c t w o łączy

T e c h n i k a „ a k u l t u r a c j i " czyni s z t u c z n y m i ( l u b „ w y s t y l i z o w a n y ­

nas z naszymi ź r ó d ł a m i , p r o w a d z i d o transcendencji naszej pracy

m i " , jak się często m ó w i ) z a c h o w a n i a aktora. A l e zarazem t w o r z y

i rzutuje jej znaczenie w przyszłość.

inną jakość energii. M o g l i ś m y t o w s z y s c y d o ś w i a d c z y ć obser­
w u j ą c klasycznego aktora H i n d u , czy aktora J a p o ń c z y k a , t a n ­
cerza w s p ó ł c z e s n e g o a l b o m i m a . Taki w y k o n a w c a - , , p e r f o r m e r "

Technika — „ j a k "

jest na tyle f a s c y n u j ą c y na ile u d a ł o m u się z m o d y f i k o w a ć w ł a s n ą
S ł o w o re-prezentacja o d n i e s i o n e d o określenia p r z e d s t a w i e ­

„ n a t u r a l n o ś ć " , przekształcając ją w lekkość

— jak w

balecie

nia, zawiera ideę p o d w ó j n e j prezentacji, p o d w ó j n e j o b e c n o ś c i

k l a s y c z n y m czy w krzepkości d r z e w a , jak w t a ń c u n o w o c z e s n y m .

aktora — j a k o istoty historycznej i z a w o d o w e j . Ta o b e c n o ś ć

T e c h n i k a akulturacji d e f o r m u j e naturalność, by o d t w o r z y ć istotę

przekształcana jest przez w i d z a w d o ś w i a d c z e n i e w s p ó ł o d c z u -

postaci w bardziej p r a w d z i w y i bardziej zaskakujący s p o s ó b .

w a n i a i r o z u m i e n i a , w s u b i e k t y w n e wrażenie i w y p o w i a d a n ą

U ż y w a m t e r m i n u „ p e r f o r m e r " a nie aktor, p o n i e w a ż na d r o d z e

refleksję. Ta „ p o d w ó j n a prezentacja" zawsze o d b y w a się w k o n ­

akulturacji n i e m o ż l i w e jest rozróżnienie p o m i ę d z y a k t o r e m a t a n ­

tekście h i s t o r y c z n y m , który d e t e r m i n u j e z a r ó w n o o d b i ó r p u b l i c z ­

cerzem. Zresztą na W s c h o d z i e tancerz jest także ś p i e w a k i e m

ny, jak i w a r t o ś ć artystyczną. Jest t o kontekst w y j ą t k o w y i zara­

i a k t o r e m . „ A k u l t u r a l n y " performer, przejawia jakość i p r o m i e n i o ­

zem z m i e n n y . Nie może być o n przeniesiony w inne miejsca bez

w a n i e energetyczne, które jest istnieniem g o t o w y m d o prze­

z m i a n y znaczeń samego

uwzględnienia

kształcenia się w taniec a l b o teatr, z g o d n i e z intencją lub tradycją.

A ż e b y w t y m kontekście bardziej s u g e s t y w n i e s p r a w i ć , że

i o d c i e n i c o d z i e n n e g o z a c h o w a n i a oraz d o zasadniczej j a k o ś c i

przedstawienia,

bez

istoty najbardziej i n t y m n e j w i ę z i z w i d z a m i .
postać zyska swą h i s t o r y c z n o - b i o g r a f i c z n ą identyfikację, aktor
p o s ł u g u j e się r ó ż n y m i f o r m a m i z a c h o w a n i a , działania, s u g e r o w a ­
nia, łudzenia, przeistaczania się... t y m , c o określa się m i a n e m
t e c h n i k i . Cechuje t o każdego „ w y k o n a w c ę " i istnieje w e w s z y s t ­
kich t r a d y c j a c h teatralnych. Poddając analizie zjawiska w y k r a ­
czające poza k u l t u r y ( Z a c h o d u , W s c h o d u , P ó ł n o c y , P o ł u d n i a ) ,
poza g a t u n k i i rodzaje (balet klasyczny, taniec

nowoczesny,

opera, operetka, m u s i c a l , teatr literacki, teatr ekspresji i r u c h u ,
teatr klasyczny, teatr w s p ó ł c z e s n y , teatr k o m e r c y j n y , teatr t r a d y ­
cyjny, teatr e k s p e r y m e n t a l n y i t d . ) , przechodząc przez t o w s z y s t k o
d o c i e r a m y d o dnia p i e r w s z e g o , d o p o c z ą t k ó w , kiedy t o prezenta­
cja zaczyna krystalizować się w t e c h n i k ę , w t o jak przedstawiać,
p o s ł u g i w a ć się t e c h n i k ą z a c h o w u j ą c szacunek dla w i d z a . D o ­
strzegam d w a p u n k t y w y j ś c i a , d w i e d r o g i p o s t ę p o w a n i a .
Na pierwszej aktor p o s ł u g u j e się s w ą s p o n t a n i c z n o ś c i ą , n a t u ­
r a l n y m s p o s o b e m s w e g o z a c h o w a n i a , które f o r m o w a ł o się o d
m o m e n t u j e g o inicjacji w kulturę i ś r o d o w i s k o , w k t ó r y m się
w y c h o w a ł . A n t r o p o l o d z y d e f i n i u j ą jako „ i n k u l t u r a c j ę "

proces

p a s y w n e g o s e n s o - m o t o r y c z n e g o w c h ł a n i a n i a c o d z i e n n y c h za­
c h o w a ń danej kultury. Organiczna adaptacja dziecka d o p r z e w o ­
dnich i życiowych norm jego kultury (warunek „naturalności")
zezwala na s t o p n i o w e i o r g a n i c z n e przekształcenia, k t ó r e s ą t a k ż e
wzrostem.
Największy w k ł a d m e t o d o l o g i c z n y w n i ó s ł t u

Stanisławski,

dążąc d o uzyskania przez aktora naturalności w y n i k ł e j z „ t e c h n i k i
i n k u l t u r a c j i " . Z ł o ż y ł y się na t o procesy „ o ż y w i a j ą c e " w y r a ż o n ą
naturalność aktora. A k t o r b o w i e m , stosując magiczne „ g d y b y "
na p o z i o m i e k o d y f i k a c j i

u m y s ł o w e j , zmienia s w e

codzienne

z a c h o w a n i e , n a w y k i , s p o s ó b bycia, ucieleśniając się w roli, którą
ma zagrać. Ten kierunek myślenia dostrzeżemy także u Brechta
w j e g o t e c h n i c e u z y s k i w a n i a „ e f e k t u o b c o ś c i " . Istnieje o n zawsze
t a m , gdzie aktor w

procesie pracy nad rolą m o d e l u j e

swe

naturalne, c o d z i e n n e z a c h o w a n i a , tak by w y k o r z y s t a ć je przy
k s z t a ł t o w a n i u z a c h o w a ń s c e n i c z n y c h w b u d o w a n y c h w rzeczy­
w i s t o ś ć społeczną bądź w p o d t e k s t y roli.

D r o g a inkulturacji p r o w a d z i także d o b o g a c t w a

wariantów

działania g ł o s u , t e g o c o m ó w i o n e . A k u l t u r a c j a i inkulturacja
czynią m o ż l i w y m osiągnięcie p r e - e x p r e s y w n e g o p o z i o m u : o b e c ­
ność g o t o w ą r e - p r e z e n t o w a ć .
Nie w o l n o j e d n a k z a p o m i n a ć , że akulturacja jest kolonizacją,
narzuceniem, i g d y g o d z i m y się na nią, staje się inną f o r m ą naszej
o b e c n o ś c i . P r z y s w o j o n a staje się „ d r u g ą n a t u r a l n o ś c i ą " .

Nie

m o ż e m y się już o d niej u w o l n i ć . D o ś w i a d c z y ł t e g o każdy, kto
p r a c o w a ł j a k o m i m czy tancerz w balecie k l a s y c z n y m . Porusza się
i zatrzymuje w s p o s ó b z d e t e r m i n o w a n y , d y n a m i c z n y , c o w y n i k a
z przyjęcia p o s t a w y , p o z y c j i , mającej s w e ź r ó d ł o w kręgosłupie,
w dążeniu d o r ó w n o w a g i . Każdy szczegół jest s k o d y f i k o w a n y .
Kodyfikacja oznacza formalizację, precyzyjną f o r m ę , która musi
być r e s p e k t o w a n a . Wzór, który musi być p o w t a r z a n y . Tancerz
a l b o m i m zostaje z n i e w o l o n y przez te w z o r c e . Interesującym jest
o b s e r w o w a n i e ich w a l k i o u w o l n i e n i e się o d w y u c z o n y c h t e c h n i k
i p r ó b oduczenia się t e g o , c o im zabrało tak w i e l e lat nauki.
Akulturacja prowadzi do kodyfikacji, sformalizowanej obecno­
ści r o z p o z n a w a l n e j w t a k i c h g a t u n k a c h , jak balet, sztuka m i m u ,
Kathakali, No. Ta s f o r m a l i z o w a n a o b e c n o ś ć jest niezbędna dla
t e g o , k t o c h c i a ł b y wyrażać się artystycznie w

tradycyjnych

g a t u n k a c h . A l e dla performera w e w s p ó ł c z e s n y m p r z e d s t a w i e ­
n i u , który c h c i a ł b y w y e l i m i n o w a ć granice p o m i ę d z y t a ń c e m ,
teatrem, pieśnią, operą, cyrkiem... najbardziej niebezpieczną p u ­
łapką jest r o z w ó j s f o r m a l i z o w a n e j o b e c n o ś c i w d a n y m g a t u n k u .
Najważniejszą

rzeczą jest osiągnięcie

postawy

respektującej

transkulturalne zasady, które zostały s t w o r z o n e w e w s z y s t k i c h
a k u l t u r a c y j n y c h t e c h n i k a c h , zezwalającej j e d n a k na z b u d o w a n i e
t e c h n i k i o s o b i s t e j , p o s t a w y opartej n a o s o b i s t e j

kodyfika­

cji.
Takie jest zadanie t r e n i n g u : o p u ś c i ć pole p s y c h o l o g i i i d a w n e
m e t o d y k o n s t r u u j ą c e życie postaci scenicznej, ażeby s k o n c e n t ­
r o w a ć się na t w o r z e n i u p o s t a w y opartej na osobistej k o d y f i k a c j i ,
akulturacji s k i e r o w a n e j ku p r e - e x p r e s y w n e m u z a c h o w a n i u .
Uczeń

może

podążać

a l b o drogą

inkulturacji

albo

drogą

T e c h n i k a grania, która p o s ł u g u j e się r ó ż n y m i f o r m a m i „ i n k u l ­

akulturacji. Z o b i e k t y w i z o w a n ą sumą o b u jest t o t a l n o ś ć , s p o t ­

t u r a c j i " jest transkulturalna. „ C h ł o p s k i " teatr w O x o l o t l a n s t w o ­

kanie i integracja k o m p l e m e n t a r n y c h b i e g u n ó w , które na począt­

rzony przez w y i z o l o w a n ą społeczność t u b y l c ó w na górze, w M e ­

ku nie były p o ł ą c z o n e : każdy r o z p o c z y n a j ą c y z „ m a g i c z n y m

k s y k u , u ż y w a t e c h n i k i opartej na inkulturacji. Jest t o ta sama

g d y b y " a l b o z j a k i m k o l w i e k i n n y m procesem m e n t a l n y m m u s i

t e c h n i k a , którą m o ż e m y odnaleźć w L i v i n g Theatre, w Khardaha

zmaterializować

w Kalkucie, gdzie aktorzy są farmerami, r o b o t n i k a m i , czy s t u d e n ­

n i e n i e ) , która jest odbierana z m y s ł o w o przez w i d z a . I każdy, k t o

t a m i . Istnieją s p o s o b y bycia a k t o r e m w Europie, A m e r y c e , Azji

poznał „ z a c h o w a n i a a k t u a l n e " m u s i

i w A u s t r a l i i , manifestujące się poprzez t e c h n i k i i n k u l t u r a c j i .

poznawczo-emocjonalny

ten

proces

w

prezentację
zintegrować

(zaist­
swój

w s z e c h ś w i a t . J e d n a droga

W t y m s a m y m czasie m o ż e m y z a o b s e r w o w a ć w e w s z y s t k i c h

nie jest lepsza o d d r u g i e j . B y ł o b y k r ó t k o w z r o c z n o ś c i ą myśleć, że

k u l t u r a c h inną d r o g ę dla w y k o n a w c y : posłużenie się specyficz­

teatr t e c h n i k a k u l t u r o w y c h jest lepszy. Nie. D w i e d r o g i mają te

n y m i t e c h n i k a m i ciała r ó ż n i ą c y m i się o d u ż y w a n y c h w c o d z i e n ­

same p o b o c z a , na które performer może zbłądzić: p o b o c z e pustej

n y m ż y c i u . Tancerze baletu tak w s p ó ł c z e s n e g o , jak i klasycznego,

formy, technicznych stereotypów, dynamicznych manieryzmów.

100

�I inne p o b o c z e f o r m : cielesnej, z m y s ł o w e j , g n i e w u s p o ł e c z n e g o ,
p o e t y c k o ś c i , intencji p s y c h o l o g i c z n y c h .

Nie m o g ę radzić jak osiągnąć t e n p o z i o m . W i e m , że w y m a g a t o
jakichś dziesięciu lat p r a w i e nieludzkiej pracy. Tak d ł u g o zajęło

Proces ulega o k a l e c z e n i u , jeśli m o b i l i z u j e t y l k o w e w n ę t r z n ą ,
n i e w i d z i a l n ą , mentalną energię, która nie stapia się z t y m , c o
materialne, w i d o c z n e , fizyczne, z t y m c o postrzega w i d z . T e g o
n a m często brakuje w procesie inkulturacji u aktora w y w o d z ą c e ­
g o się z teatru t r a d y c y j n e g o , k t ó r e g o n a w y k i u m y s ł o w e ( m e n t a l
b e h a v i o u r ) nie są zakorzenione w z a c h o w a n i a c h f i z y c z n y c h , i nie
p o z w a l a j ą u j a w n i ć się przekazowi w e w n ę t r z n y c h treści. Z drugiej
strony jeśli aktor k o d y f i k u j ą c y , n a w e t z g o d n i e z w ł a s n ą wizją, nie
osiąga z a m i e r z o n e g o efektu łącząc k o h e r e n t n i e d y n a m i k ę e m o t y w n y c h z a c h o w a ń z n a w y k a m i p s y c h i c z n y m i , także przeistacza

moim aktorom doprowadzenie mnie d o niespodziewanego spos­
trzeżenia, że o n i zamiast działań, b y l i - w - p r o c e s i e życia. M o g ę
tylko powiedzieć w co głęboko wierzę: pracować,

pracować,

p r a c o w a ć , k o n t y n u o w a ć mękę p o w t ó r e k , p o m i m o pustej s k o r u ­
py r u c h ó w , p o w i e r z c h o w n o ś c i t e c h n i k i bez życia, z a w r o t ó w
g ł o w y p o w o d o w a n y c h m o n o t o n i ą . A l e trzeba w a l c z y ć p r z e c i w k o
inercji, myśląc z pełną energią u m y s ł o w ą , z całą

inteligencją

fizyczną, próbując szukać jak w y m y ś l e ć , jak przekopać s w o j ą
w ł a s n ą dróżkę ku p r o c e s o w i - b y c i a - w - ż y c i u , które zawiera i o d ­
k r y w a nasze p o c z ą t k i .

się w byt niepełny, w gimnastyczną z a b a w k ę , działania c y r k o w e ,

Jest t o w y z w a n i e dla każdego z w a s . Jest t o w y z w a n i e dla

w d w u w y m i a r o w e g o w i r t u o z a . M o ż e o n być w stanie olśnić nas

c a ł e g o r u c h u teatru p e r u w i a ń s k i e g o . D ł u g a , nieprzerwana prze­

czymś, c o nas zaskoczy, z p o w o d u j e g o w ę ż o p o d o b n y c h z d o l n o ­

strzeń d n i , miesięcy i lat czekających na w a s i żądających w y s i ł k u

ści a k r o b a t y c z n y c h i t e c h n i c z n y c h u m i e j ę t n o ś c i , ale nie osiągnie

w

on wymiaru, o którym mówiliśmy wcześniej: wymiaru pamięci,

kulturę w a s z e g o kraju. J a k ojciec, który dotarł d o środka rzeki

pamięci g e n e t y c z n e j , pamięci e m o c j o n a l n e j , pamięci czasów,

i w i o s ł o w a ł p o d prąd, wasze d z i e d z i c t w o dla t y c h , którzy przyjdą

mitycznej pamięci p r z o d k ó w .

p o w a s będzie przykładem k o n s e k w e n t n e g o z a c h o w a n i a i o p o r u .

każdej c h w i l i . Jeśli nie zrezygnujecie, zmienicie

teatralną

P o n i e w a ż żadna z f o r m t e r m i n o w a n i a nie jest t e r m i n o w a n i e m
w z a j m o w a n i u pozycji, w nie zdradzaniu d u c h a p r z o d k ó w , w nie

Czynić i być w życiu

zapominaniu początków.

Podczas t e g o t y g o d n i a oglądając pracę i t r e n i n g d e m o n s t ­
r o w a n y przez g r u p y p e r u w i a ń s k i e , zdałem sobie s p r a w ę , że o t o

„Dlaczego": znaczenie

jestem twarzą w t w a r z z w y j ą t k o w y m f e n o m e n e m . Dzisiaj, na tej
planecie nie ma kraju, w k t ó r y m uczeń może mieć miejsce startu,

S p o g l ą d a j ą c w przeszłość n a p o t y k a m na d r o g i , k t ó r y m i p o ­

z g o d n e w istocie z zasadami a n t r o p o l o g i i teatralnej, p r o w a d z ą c e j

d r ó ż o w a ł e m : zgęszczone w y d a r z e n i a , książki, s p o t k a n i a , głosy,

d o osobistej k o d y f i k a c j i . T o n a d z w y c z a j n e . Peru jest j e d y n y m

p r z y p a d k o w e zdania, w y p a d k i . M ó w i ą c o t y m , p r ó b u j ę sobie

krajem gdzie t o istnieje. W każdym i n n y m kraju, istnieją szkoły

w y j a ś n i ć , dlaczego robię teatr, d l a c z e g o stale t o robię. W a ż n e jest

teatralne i m i s t r z o w i e , istnieje t r a d y c y j n y „ i n k u l t u r u j ą c y " teatr,

j a k się robi teatr. A l e jeśli będę dosyć szczęśliwy, by osiągnąć

istnieją g r u p y , które trenują i „ a k u l t u r u j ą s i ę " , istnieją specyficzne

t e c h n i c z n ą k o m p e t e n c j ę i o b i e k t y w n ą w i e d z ę , które z a p r o w a d z ą

g a t u n k i , takie jak balet i taniec n o w o c z e s n y , w s z y s t k o oddzielnie,

m n i e w k o n s t r u k c j ę r o z m a i t y c h p o z i o m ó w przedstawienia i j e g o

c h c ę przez t o p o w i e d z i e ć , że w y s t ę p u j e fragmentaryzacja, może

z w i ą z k ó w z w i d z a m i , t o p o s t a w i o n e t u pytanie p o w r ó c i , n a w e t

n a w e t p ł o d n a , może p r o w a d z ą c a d o e k l e k t y z m u , ale utrudniająca

w bardziej kategorycznej formie: dlaczego t o robię? Czy z p o w o ­

opis genezy prezentacji i re-prezentacji. Z r o z u m i e n i e istoty a n t ­

du ekshibicjonizmu?

r o p o l o g i i teatru p o z w o l i ł o p e r f o r m e r o m p e r u w i a ń s k i m osiągnąć

społeczny? A ż e b y być kimś, k o g o ludzie m o g ą p o d z i w i a ć , pożą­

Dla pieniędzy? A ż e b y osiągnąć

prestiż

t e n sam p o z i o m prezentacji jaki ma n o w o c z e s n y tancerz a l b o

dać? A b y uciec o d w ł a s n e g o u w a r u n k o w a n i a , mojej skóry, m o i c h

aktor W s c h o d u .

myśli? A b y p o m ó c t y m , którzy n i g d y nie prosili o p o m o c ? Żeby

Oglądając waszą pracę, d o c e n i a m wasze k o m p e t e n c j e . A l e
często j a k o w i d z b y ł e m ś w i a d o m y t e g o , ż e t o w y t o w y k o ­
n u j e c i e . J a k t o się zdarza w pracy teatralnej, w c h o d z i l i ś c i e
w kolizję z b i e g u n o w o ś c i ą : czynić i b y ć - w - ż y c i u .

zmienić s p o ł e c z e ń s t w o ?

W p i e r w s z y m d n i u s p o t k a n i a , podczas próby sceny z b i o r o w e j
zapadła na sali szczególna cisza. Z n a m tę nasyconą ciszę w i d o ­
w n i . Zdarza się, g d y w i d z o w i e stają twarzą w t w a r z z w y m i a r e m
p r o w a d z ą c y m poza t o , c o oglądają. W t y m p r z y p a d k u dziesięcio­
letnia d z i e w c z y n k a , p u l c h n a i p o w a ż n a , która nic nie robiła, p o
prostu pieściła k a m i e ń . N i c z e g o nie t w o r z y ł a . N i c z e g o nie u d a ­
w a ł a . Nie p r ó b o w a ł a być t w ó r c z a . Ona b y ł a - w - p r o c e s i e życia,
z tą charakterystyczną, świetlistą o b e c n o ś c i ą dziecka w teatrze.
Dzieci nie robią niczego. O n e s ą - w - p r o c e s i e życia. D o k ł a d n i e tak,
jak zwierzęta w p r o w a d z o n e na scenę, fascynują nas. Nie działają.

W i e m , że teatr może radykalnie zmienić coś w s p o ł e c z e ń s t w i e :
s a m e g o siebie, s w ó j s p o s ó b p o s t ę p o w a n i a , p r e z e n t o w a n i a sie­
bie, r e - p r e z e n t o w a n i a siebie, rozmyślania nad sobą s a m y m . W i e m
t o , p o n i e w a ż w s k a z u j e na t o w i e l e d r ó g p r o w a d z ą c y c h z p o ­
w r o t e m d o m o i c h p o c z ą t k ó w . S p o g l ą d a j ą c w przeszłość, w kie­
r u n k u dnia pierwszego, s p o t y k a m G r o t o w s k i e g o , m o j e g o star­
szego brata. M ó g ł b y m także nazwać g o m o i m o j c e m , m o i m
d z i a d k i e m , m o i m t o t e m e m . T o nie ma znaczenia. P o d s t a w o w ą
rzeczą jest rozpoznanie z w i ą z k ó w s y n o w s k i c h i bycie z n i c h
d u m n y m . U j e g o b o k u nauczyłem się p e w n y c h p o d s t a w o w y c h
zasad t e g o , jak robić teatr. D o k ł a d n i e j : u j e g o b o k u i n t u i c y j n i e
w y c z u ł e m osobiste znaczenie z a w o d u , t o dlaczego robi się teatr.
We wczesnych

latach sześćdziesiątych

w

Polsce,

władze

Po prostu są w procesie życia. Cały czas t e r m i n o w a n i a polega na

w y m a g a ł y w y k o n y w a n i a n o r m p r o d u k c j i . Ustalonej w c z e ś n i e j

dążeniu d o c z y n u , d o u a k t y w n i e n i a s w e j o b e c n o ś c i

ilości przedstawień i premier na każdy sezon. T o ilość była w a ż n a ,

przez

środki działania, d o przeobrażenia się w h o m o a g e n s, c z ł o w i e ­

liczba w i d z ó w , liczba p r z e d s t a w i e ń . Ludzie, poszczególni i w y j ą t ­

ka działającego, który p o w o d u j e zmianę i sam się zmienia.

k o w i nie istnieli. Byli stadem k r ó w , o w c a m i . T o s z a l e ń s t w o

N a d c h o d z i c h w i l a , kiedy o b e c n o ś ć aktora musi przemienić się

p r o d u k c j i i ilości, ta iluzja liczb i statystyk była n a z y w a n a polityką

w

re-prezentować

kulturalną, kulturą demokratyczną, teatrem p o p u l a r n y m . G r o t o w ­

pamięć c z a s ó w . Nie można się ograniczać t y l k o d o u k a z y w a n i a

ski nie chciał robić o ś m i u , sześciu, trzech n o w y c h p r z e d s t a w i e ń

m o c y , trzeba r ó w n i e ż osiągnąć p o d a t n o ś ć na zranienie, w ł a ś c i w ą

w r o k u . Chciał p r z y g o t o w a ć t y l k o j e d n o , ale dobrze. Dać n a j ­

b y c i u - w - p r o c e s i e życia.

W w a s z y m p r z e d s t a w i e n i u były c h w i ­

w i ę c e j . Przedstawić je o g r a n i c z o n e j liczbie w i d z ó w , ale tak, aby

le kiedy z a p o m i n a ł e m o w a s z y c h u m i e j ę t n o ś c i a c h , o w a s z y c h

z m a k s y m a l i z o w a ć k o m u n i k a c j ę , by u s t a n o w i ć z t y m i n i e w i e l o m a

mentalne

u-obećnienie

dla w i d z a

i musi

z d o l n o ś c i a c h . A l e t o c o w y d a j e mi się n a j w i ę k s z y m

niebez­

w i d z a m i przestrzenne i e m o c j o n a l n e s t o s u n k i , które k o n s t y t u u j ą

p i e c z e ń s t w e m , jakie w a m zagraża, t o — o paradoksiel — fakt, iż

s p o t k a n i e , d i a l o g z s a m y m sobą, medytacje nad czasem. A ż e b y

stosujecie zasady, aby osiągnąć k o d y f i k a c j ę s w y c h z a c h o w a ń .

w y p e ł n i ć s w o j e p o w o ł a n i e , musiał w a l c z y ć p r z e c i w k o

Panujecie nad t y m i zasadami tak dobrze, że stają się dla w a s

czasom, musiał p o w r a c a ć na ścieżki p r o w a d z ą c e k u p o c z ą t k o m

swym

rzeczywistością o b i e k t y w n ą a nie i n s t r u m e n t e m , p o z w a l a j ą c y m

i p o w t ó r n i e o d k r y w a ć , u s w o j e g o przodka S t a n i s ł a w s k i e g o , teatr

w a m w z n i e ś ć się na wyższy p o z i o m , kiedy t o działanie staje się

j a k o l a b o r a t o r i u m , j a k o u p r z y w i l e j o w a n e miejsce d o t w o r z e n i a

procesem b y c i a - w - ż y c i u , re-prezentacją pamięci.

n o w y c h w z a j e m n y c h s t o s u n k ó w . „Teatr u b o g i " G r o t o w s k i e g o
101

�nie był techniką. Nie był s p o s o b e m — jak robić teatr. D l a t e g o

g o " — naszą w e w n ę t r z n ą potrzebą. Teatr, który w

w ł a ś n i e robił teatr.

krajach naszej planety s p o t y k a się z p o w s z e c h n ą obojętnością,

W ó w c z a s w latach 1 9 6 1 , 1 9 6 2 , 1 9 6 3 , nieraz t y l k o trzy l u b
cztery o s o b y p r z y c h o d z i ł y na j e g o przedstawienia. W

niektórych

a w i n n y c h może n a w e t k o s z t o w a ć życie t y c h , którzy g o t w o r z ą .

czasie

Sądzę, że z a r ó w n o aktorzy O d i n Teatret, jak i ja, należymy d o

trzech lat m e g o p r z e b y w a n i a u n i e g o , w i d z i a ł e m , iż j e g o upór

t e g o s a m e g o g a t u n k u c o stary c z ł o w i e k , który o p u ś c i ł s w o j ą

m o g ł a zrozumieć t y l k o garstka w i d z ó w . T o t e n u p ó r G r o t o w s ­

rodzinę, o d b i ł o d brzegu i na ś r o d k u rzeki w i o s ł o w a ł p o d p r ą d .

kiego, t o j e g o w i o s ł o w a n i e p o d prąd, o d s ł o n i ł o t e a t r o w i naszego

M o g ł o by się w y d a w a ć , że mieszkańcy b r z e g ó w , którzy śmiali się

w i e k u inną d r o g ę s p o ł e c z n e g o istnienia, p r o w a d z ą c ą d o t e g o ,

z nas, mieli rację. Przeminęły dwadzieścia trzy lata, na naszych

aby być l o j a l n y m w o b e c w ł a s n e j t o ż s a m o ś c i .

t w a r z a c h p o j a w i ł o się w i e l e zmarszczek, s i w i e j e m y , w y c z e r p a n i

J e d e n z najbardziej poruszających i d w u z n a c z n y c h

mitów

naszymi latami i naszą profesją. A l e teraz już nie jesteśmy sami,

c y w i l i z a c j i z a c h o d n i e j o p o w i a d a historię c z ł o w i e k a p o s z u k u j ą c e ­

Poza naszą łodzią są też inne. Niektóre o b o k nas, niektóre przed

g o s w o i c h p o c z ą t k ó w . Na d r o d z e p r o w a d z ą c e j ku s w e j t o ż s a m o ­

n a m i . Jesteśmy małą flotyllą na ś r o d k u rzeki. Jesteśmy trzecim

ści zabija w ł a s n e g o ojca, p ł o d z i s y n ó w - b r a c i z w ł a s n ą matką,

brzegiem. W d n i u , w k t ó r y m rzeka w z b u r z y się — zmiecie nas. A l e

s p r o w a d z a plagi na całą l u d n o ś ć . Idzie na w y g n a n i e . . .

wraz z nami także w i e l k i e b u d y n k i z ich p l u s z o w y m i siedziskami,

Ktoś

j e d n a k podąża j e g o śladami, m ł o d a d z i e w c z y n a — A n t y g o n a . Po
latach kiedy

p o w r a c a d o s w e g o miasta T e b a ń c z y c y

walczą

j a s k r a w y m i ś w i a t ł a m i , które są t a m , na d w ó c h brzegach. (...)
Należą d o teatralnej rodziny, której b a b k a m i są: A n t y g o n a i Edy

z T e b a ń c z y k a m i , bracia czerpią przyjemność z t o r t u r o w a n i a braci,

Craig. Rodzina ta ma także i n n y c h c z ł o n k ó w . . .

dzieci noszą b r o ń , n a u c z o n e zarzynania. G w a ł t i przerażenie. Teby

i m ł o d e d z i e w c z y n y , m ó w i ą c y c h r ó ż n y m i j ę z y k a m i , działających

są j ą d r e m c i e m n o ś c i .

młodzieńców

na rozmaite s p o s o b y , udających się w p r z e c i w n y c h k i e r u n k a c h ,

Stykając się z w o j n ą d o m o w ą , w której bracia jej zabijają się

którzy n i g d y m n i e nie s p o t k a l i , którzy l e d w i e dostrzegają m n i e

n a w z a j e m , A n t y g o n a p o d e j m u j e decyzję. Nie b r o n i s w o j e g o w u j a

poprzez

Kreona i p r a w

rodzina znająca s w o j e p o c z ą t k i , w i e d z ą c a jak rozpoznać s w y c h

p a ń s t w a , które o n

reprezentuje, ani też

nie

historię czy przykłady

innych

g r u p teatralnych.

To

przyłącza się d o armii brata w w o j n i e p r z e c i w k o p a ń s t w u . Zna

p r z o d k ó w , s w y c h starszych braci, nie zapominająca o s w o j e j

rolę, którą w y b r a ł a . Działa w s p o s ó b p o z w a l a j ą c y jej być lojalną

przeszłości. Rodzina, która się nie utożsamia ze s p o ł e c z e ń s t w e m

w o b e c tej roli. Nocą opuszcza miasto i udaje się na w i e ś , z garścią

o g a r n i ę t y m amnezją, która pragnie z a c h o w a ć pamięć czasów,

ziemi, by p o s y p a ć

ś w i a d o m a t e g o , iż pamięć, którą m o ż e p r z e d s t a w i ć ma dla garstki

nią ciało brata, k t ó r e m u

Kreon

odmówił

p o g r z e b u . S y m b o l i c z n y t o rytuał,zda się p o z b a w i o n y i s t o t n e g o

w i d z ó w znaczenie s y m b o l i c z n e .

znaczenia i n i e w s p ó ł m i e r n y w o b e c kary grożącej za j e g o d o p e ł ­

D l a t e g o też słuchając w Brazylii w e r s j i o p o w i e ś c i Guimaresa

nienie, lecz A n t y g o n a d e c y d u j e się na t o , płacąc cenę w ł a s n e g o

Rosa Trzeci brzeg rzeki p r z e c z u w a ł e m już, ile lat pracy zajmie mi

życia. Garść ziemi A n t y g o n y , garść w i d z ó w G r o t o w s k i e g o . Jakże

praca nad nią. D l a t e g o w 1 9 7 6 roku n a z w a ł e m w Belgradzie O d i n

śmieszny upór, na przekór czasom, w i o s ł o w a n i e p o d prąd. A l e m y

Teatret i inne zbliżone d o n i e g o g r u p y , tak jak się t o czyni

nie m o ż e m y t y c h działań w y m a z a ć z naszej p a m i ę c i . Są zaczynem

z d r o g i m i nam l u d ź m i , jedną nazwą: Trzecim Teatrem.

i b o d ź c e m d o k o n t y n u a c j i , dzień p o d n i u , m i m o iż tak o d o s o b ­
n i o n e , nierozsądne, s k r o m n e i niebezpieczne. T o jest teatr: pusty
i bezskuteczny rytuał, który m y w y p e ł n i a m y naszym „ d l a c z e ­
Fot. T o n y D'Urso. Zdjęcia ze spektaklu „Pokój w pałacu c e s a r s k i m " , A y a c u c h o 1 9 8 8

102

tłum. z angielskiej wersji
Richarda Fowlera

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10202" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10180">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/98fe9665be658218400126a3ee6f2e15.pdf</src>
        <authentication>17a9f15cb12b4ebc098005143b66e531</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121328">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3455</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121329">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121330">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3239</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121331">
                <text>Teodor Twaróg "snycerz i malarz z Limanowej" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121332">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4, s.225-232</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121333">
                <text>Reinfuss, Roman</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121334">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121335">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121336">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121337">
                <text>Roman Reinfuss

TEODOR

TWARÓG

„SNYCERZ

Z mgły, która otaczała X I X wieczną twórczość
u w a ż a n ą n i e s ł u s z n i e za „ a n o n i m o w ą " coraz c z ę ś c i e j

ludową,
wyłaniają

I MALARZ

Z

LIMANOWY"

m o w a 1886). T r u d n o s n u ć d o m y s ł y czy droga w i o d ą c a o d „ m a j s ­
t r a " , poprzez „ s n y c e r z a i m a l a r z a " b y ł a w y r a z e m ewolucji

za­

s i ę postacie znane z i m i e n i a i nazwiska oraz d z i e ł a , k t ó r e p o

chodzącej w świadomości i osobowości mistrza. Zastanawiające

sobie p o z o s t a w i ł y . E f e k t e m b a d a ń p r o w a d z o n y c h p o I I w o j n i e

jest n a t o m i a s t dlaczego przez c a ł e 40 l a t swej zawodowej d z i a ł a l ­

światowej

artys­

n o ś c i p o d a w a ł , że jest z „ L i m a n o w y " skoro w i e m y , żo p r z y ­

t y c z n ą poszczególnych ludowych rzeźbiarzy, malarzy i i n . Nie

n a j m n i e j p o d koniec swego ż y c i a p r z e b y w a ł na w s i w B y t o m s k u ,

brak w ś r ó d nich również wiejskich kamieniarzy t r u d n i ą c y c h się

gdzie z m a r ł . Pochowano go na c m e n t a r z u p a r a f i a l n y m w Ż e g o ­

s ą liczne opracowania

artystystyczną

profesją.

monograficznych.

2

1

ukazujące

Niektórzy

działalność

doczokali s i ę

opracowań

J e d n y m z t y c h , k t ó r z y dotychczas n i e z w r ó ­

c i n i e . W k s i ę d z e z g o n ó w j a k o z a w ó d zanotowano
Kamienne

figury

Toodora

Twaroga

należą

„skulptor".
przeważnie

do

c i l i n a siebie u w a g i badaczy s z t u k i l u d o w e j jest Teodor T w a r ó g .

grupy kapliczek s ł u p o w y c h , podzielonych poprzecznymi gzym­

W i n c e n t y Teodor T w a r ó g (bo t a k jest w L i m a n o w e j w k s i ę ­

sami na kondygnacje. W trzonie s ł u p a z n a j d u j ą s i ę w n ę k i z rzeź­

gach p a r a f i a l n y c h zapisany) u r o d z i ł s i ę 2 w r z e ś n i a 1824 r .

3

w

b a m i ś w i ę t y c h a ś c i a n y z d o b i ą p ł a s k o r z e ź b y o tej samej te­

Starej W s i , l e ż ą c e j p a r ę k i l o m e t r ó w na p o ł u d n i o w y w s c h ó d o d

m a t y c e . F i g u r z b u d o w a n y c h w e d ł u g podobnego schematu

L i m a n o w e j . Zagroda w k t ó r e j p r z y s z e d ł na ś w i a t z n a j d o w a ł a s i ę

d u ż o , szczególnie w K r a k o w s k i m ,

w p o b l i ż u d w o r u , na r o l i zwanej „ M a l a r z ó w k a " co pozwala p r z y ­

p o ł u d n i e o d W i s ł y , j e d n a k ż e w y k o n a n e przez T w a r o g a r ó ż n i ą s i ę

puszczać, ż e w przeszłości rodzina Twaroga była w jakiś sposób

od innych.

z w i ą z a n a z d w o r e m i m a l a r s t w e m . W e d ł u g ustnej

jest

na terenach p o ł o ż o n y c h

na

informacji

J u ż najstarsza znana n a m k a m i e n n a f i g u r a T w a r o g a ( R a j -

W a l e n t e g o G a w r o n a przodek T w a r o g a w y k o n a ł w 1782 r. obraz

b r o t , 1858) posiada cechy wspomnianej w y ż e j o d r ę b n o ś c i . N a

ś w . J a n a K o n t e g o do k a p l i c y ś w . A n n y w L i m a n o w e j .

Pochodził

p r o s t o k ą t n e j płycie kamiennej, pełniącej funkcję podstawy, stoi

w i ę c Teodor T w a r ó g z r o d z i n y , k t ó r e j n i e obca b y ł a a r t y s t y c z n a

s ł u p o p r z e k r o j u k w a d r a t o w y m , w k t ó r e g o dolnej c z ę ś c i znaj­

4

profesja. T y m ł a t w i e j b y ł o m u w i ę c s z u k a ć chleba w t y m za­

duje s i ę w y o d r ę b n i o n y w ą s k i m u s k o k i e m n i s k i c o k ó ł . N a s ł u p i e

wodzie.

s t a n o w i ą c y m t r z o n f i g u r y spoczywa k w a d r a t o w a p ł y t a ,

T w a r ó g , z w a n y potocznie „ T e o d o r e k " ,

był twórcą

dosyć

której

k r a w ę d z i e w y s u n i ę t e na z e w n ą t r z t w o r z ą szeroki gzyms o s k r o m ­

w i e l o s t r o n n y m . Zgodnie z t r a d y c j ą r o d z i n n ą z a j m o w a ł s i ę ma­

n y m i bardzo p r o s t y m p r o f i l o w a n i u . Z w i e ń c z e n i e f i g u r y t w o r z y

l a r s t w e m , p r ó c z tego r z e ź b i ł w d r e w n i e i k u ł w k a m i e n i u . K a r i e r ę

kamienna

rzeźbiarską

nieco

rozpoczął

prawdopodobnie

od drewnianych

figur

nastawa w p o s t a c i p r o s t o p a d ł o ś c i a n u ,

mniejszej

od

przekroju

trzonu,

o

podstawie

zakończona

odkutym

i ś w i ą t k ó w , k t ó r e d o d a t k o w o p o l i c h r o m o w a ł . K z e ź b y drewniane

w t y m s a m y m b l o k u d w u s p a d o w y m daszkiem w k t ó r e g o k a l e n i c y

jego r o b o t y b y ł y po wsiach w o k o l i c y L i m a n o w e j n p . w M o r -

osadzony jest ż e l a z n y k r z y ż y k . W t y m p a n o n i e daszka u m i e ś c i ł

darce,

Sowlinach (włączonych

obecnie

do

miasta),

Koninie,

T w a r ó g p ł a s k o r z e ź b i o n e Oko Opatrzności.

P o n i ż e j we frontowej

S ł o p n i c a c h , Siekierzynie, b y ł y t a k ż e na t z w . M a j e r z u s t a n o w i ą c y m

ś c i a n i e nastawy w y k o n a n a jost d o ś ć g ł ę b o k a p r o s t o k ą t n a w n ę k a ,

f o l w a r k w o b r ę b i e Staroj W s i .

obwiedziona r a m k ą

N i e w i e m y k i e d y „ T e o d o r e k " z a b r a ł s i ę do k a m i e n i a r s t w a .

w postaci p ł y t k i e g o , podwójnego

W e w n ę c e znajduje s i ę Chrystus

na krzyżu.

rowka.

Trzon figury, mniej

Najstarsza znana f i g u r a p r z y d r o ż n a z jego podpisem nosi d a t ę

w i ę c e j w p o ł o w i e w y s o k o ś c i , z d o b i ą t r z y p ł a s k o r z e ź b y w prosto­

1858 (w Rajbroeie). A u t o r l i c z y ł w ó w c z a s 34 l a t a i p r a w d o p o ­

k ą t n y c h p ł y c i n a c h z a m k n i ę t y c h o d g ó r y ł u k i e m . N a froncie t r z o n u

dobnie b y ł j u ż zaawansowanym w s w y m zawodzie r z e m i e ś l n i ­

Matka

k i e m , o s i a d ł y m w m i e ś c i e , skoro na cokole f i g u r y

p o s t a ć Św. Jana

znajdujemy

Boska

z Dzieciątkiem,

n a lewej ś c i a n i e

Nepomucena

płaskorzeźbiona

a na ś c i a n i e p r a w e j Św.

Wojciecha.

p o d p i s „ M a j s t e r Teodor T w a r ó g z L i m a n o w y " . J a k d ł u g o t a m

W 1967 г., k i e d y f i g u r ę fotografowano ( i l . 2) p ł a s k o r z e ź b y b y ł y

p r z e b y w a ł nie m o ż n a u s t a l i ć . B y ć m o ż e po o ż e n i e n i u s i ę z A n t o ­

p r y m i t y w n i e podmalowane p a r u k o l o r a m i . W d z i e s i ę ć l a t p ó ź n i e j

n i n ą H a j d a p r z e n i ó s ł s i ę do ż o n y na w i e ś i z a m i e s z k a ł w B y t o m -

(1977) ś c i a n y t r z o n u z o s t a ł y p o l i c h r o m o w a n e w s p o s ó b zmienia­

sku — gdzie z m a r ł 6 lutego 1904 r. j a k o 80 l e t n i starzec. M u s i a ł

jący

się n i e m a l do k o ń c a t r z y m a ć d o s y ć krzepko skoro o s t a t n i a k u t a

agresywnych o b r a m o w a ń , n o w y c h p o d z i a ł ó w , m o t y w ó w

przez niego f i g u r a ( z n a j d u j ą c a s i ę w L i p n i c y Dolnej) w y k o n a n a

n y c h i znacznie bogatszej k o l o r y s t y k i p ł a s k o r z e ź b i o n y c h postaci

z o s t a ł a w 1900 г., k i e d y m i s t r z l i c z y ł sobie j u ż 66 l a t .

( i l . 3).

W ś w i e t l e posiadanych

plastyczną

dekoracji

przez

wprowadzenie
roślin­

działalność

B a r d z o podobna w k s z t a ł t o w a n i u b r y ł y jest f i g u r a z P o ł o m u

k a m i e n i a r s k a T w a r o g a o b e j m o w a ł a 42 l a t a (1858—1900), k t ó ­

D u ż e g o . O d poprzedniej r ó ż n i s i ę j e d y n i e t y m , ż e dolna, posze­

rych

rzona p a r t i a t r z o n u jest rozdzielona poprzecznie na d w i e c z ę ś c i :

śladem

dotychczas m a t e r i a ł ó w

kompozycję

jest k i l k a n a ś c i e k a m i e n n y c h f i g u r

przydrożnych

z rzeźbami pełnymi i płaskorzeźbami. Wyróżniają

s i ę one o d

g ó r n ą , w y k o r z y s t a n ą na i n s k r y p c j ę i d o l n ą , w k t ó r e j z trzeoh

innych swym w ł a s n y m stylem. Pozwolił on z d u ż y m prawdopo­

s t r o n w y k u t e s ą nieokowate w n ę k i z p ł a s k o r z e ź b a m i

d o b i e ń s t w e m p r z y p i s a ć Twarogowi autorstwo n i e k t ó r y c h

Gzyms o d d z i a l e j ą c y

figur

świętych.

t r z o n o d p o d s t a w y jest w y d a t n y , pozba­

b ą d ź przez niego nie p o d p i s a n y c h b ą d ź sygnowanych, ale t a k ,

w i o n y e l e m e n t ó w d e k o r a c y j n y c h , w y k o n a n y z g ł ę b o k i m usko­

że p o d p i s u k r y t y p o d d a r n i ą nie z o s t a ł z a u w a ż o n y . M i s t r z b o w i e m

k i e m o d d o ł u , co r o b i w r a ż e n i e j a k g d y b y p o w s t a ł z d w ó c h p ł y t

p r z e w a ż n i e p o d p i s y w a ł swoje prace co zapewne m i a ł o r ó w n i e ż

p o ł o ż o n y c h jedna na d r u g i e j . N a s t a w a z a k o ń c z o n a

aspekt r e k l a m o w y . Stosowana j e d n a k przez niego f o r m u ł a

w y m daszkiem z Okiem

nie

Opatrzności

b y ł a j e d n a k o w a . N a najstarszej znanej n a m figurze z n a j d u j ą c e j s i ę

frontu p ł y t k ą wnękę z płaskorzeźbą przedstawiającą

w Rajbroeie (1858 r . ) p o d p i s a ł s i ę j a k w i e m y : „ m a j s t e r Teodor

Matki

Boskiej.

T w a r ó g z L i m a n o w y " , później p o d p i s y w a ł się najczęściej

nach

płaskorzeźby

„Sny­

dwuspado­

w t y m p a n o n i e , posiada o d
Koronację

Trzon figury od frontu z d o b i ą wykonane w płyoiMatki

Boskiej

Różańcowej

cerz Teodor T w a r ó g z L i m a n o w y " ( P o ł o m D u ż y 1870, T r z c i a n n a

a poniżej w owalu

i i n . ) l u b „ S n y c e r z i malarz Teodor T w a r ó g z L i m a n o w y " ( T y -

ś c i a n a c h bocznych, n a w y s o k o ś c i Matki

Jana

Ne",

z

Dzieciątkiem

j a k p o d p i s a ł go T w a r ó g . N a
Boskiej

Różańcowej,

są

225

�W c z e ś n i e j s z a o r o k od poprzednio opisanej jest f i g u r a T w a ­
roga z n a j d u j ą c a s i ę w T y m o w e j ( i l . 7) w y k o n a n a w 1886 r. Jej
В

r z e ś k o

k o n s t r u k c j a a r c h i t e k t o n i c z n a jest analogiczna j a k w

Iwkowej,

z t y m t y l k o , że gzyms o d d z i e l a j ą c y t r z o n o d n a s t a w y jest po­

Bochnia

t r a k t o w a n y dekoracyjnie, na jogo p i o n o w y c h ś c i a n a c h jest w y ­
r z e ź b i o n y m o t y w wzniesionego ł u k u m i ę d z y d w o m a
n y m i p ó ł ł u k a m i . W e w n ą t r z ł u k u znajduje s i ę c z ę s t o

Wiśnicz Nowy

^

na p r z y d r o ż n y c h

z

f i g u r a c h i nagrobkach

odwróco­
spotykana

uskrzydlona

główka

a n i o ł k a . Opisana t u f o r m a g z y m s u z a p o ż y c z o n a z d z i e w i ę t n a s t o ­
w i e c z n y c h n a g r o b k ó w k l a s y c y s t y c z n y c h stosowana b y ł a w K r a ­
kowie jako m o t y w zdobniczy w figurach kamiennych. W y p e ł ­
n i e n i e f r o n t o w y c h ś c i a n f i g u r y jest identyczne j a k w I w k o w e j .
P a t r z ą c od g ó r y z n a j d u j ą

O

w n ę c e s t a t u a Matki

Bytomsko

ś w i ę t y c h Michała

s i ę p ł a s k o r z e ź b y : Trójcy

Boskiej

i Zofii

Różańcowej,

poniżej

z trzema córkami.

Świętej,

Ś c i a n y boczne wszyst­

k i c h czterech s e g m e n t ó w w y p e ł n i a j ą p ł a s k o r z e ź b y
w p ł y c i n a c h (Serce Matki Boskiej,
Wojciech,

w.

Mikołaj

we

płaskorzeźby

Serce Chrystusa,

umieszczone

święci:

Florian,

i in.). Podobieństwo figur z Iwkowej i Tymowej

wskazuje, ż e T w a r ó g p o s ł u g i w a ł s i ę w z o r a m i , do k t ó r y c h w r a c a ł
z a l e ż n i e od z a m ó w i e n i a . P ł a s k o r z e ź b y f i g u r y w T y m o w e j ( i l . 15)
zostały

Limanowa
Starcia

w

1977 r . ś w i e ż o p o l i c h r o m o w a n e , n a t o m i a s t

figura

z I w k o w e j zachowana jest w stanie s u r o w y m .

Ufa's

T a k i sam u k ł a d a r c h i t e k t o n i c z n y m a j ą d w i e czterokondygna­

ф /б

cjowe f i g u r y s t o j ą c e w o d l e g ł o ś c i k i l k u n a s t u m e t r ó w od siebie
ф*?

w L i p n i c y D o l n e j . Od poprzednio opisanych r ó ż n i ą s i ę j o d y n i e

Nowy
Sącz f@

bardziej o z d o b n y m w y k o n a n i e m gzymsu o d d z i e l a j ą c e g o

posz­

c z e g ó l n e segmenty. Starsza, zbudowana w 1898 r . posiada d o l n y
i ś r o d k o w y gzyms o w i e r z c l i n i c h ś c i a n a c h o p a d a j ą c y c h k u k r a ­

- I I

ф

-

III

О

-

w ę d z i o m , n a t o m i a s t gzyms o d d z i e l a j ą c y t r z o n od n a s t a w y

IV

jest

płaski a w ścianach pionowych ma pośrodku p r o s t o k ą t n e wcięcia
( i l . 8, 9).
P ó ź n i e j s z a o d w a l a t a f i g u r a jest p r a w d o p o d o b n i e o s t a t n i m

I I . 1. Z a s i ę g w y s t ę p o w a n i a f i g u r T . T w a r o g a

d z i e ł e m 76 letniego m i s t r z a . M a ona gzyms p o ś r e d n i analogiczny
jak

poprzednia,

natomiast

górny

—

oddzielający

trzon

od

n a s t a w y — jest w y c i ę t y od d o ł u w k s z t a ł c i e profilowanego ł u k u
p ł a s k o - w y p u k ł e g o ( i l . 13). Tego rodzaju n e o b a r o k o w y d e t a l archit e c h t o n i c z n y b y w a c z ę s t o stosowany w K r a k o w s k i m przez k a m i e ­
5

niarzy s t a w i a j ą c y c h figury p r z y d r o ż n e i nagrobki. Nastawa m a
Św.

t a k i sam k s z t a ł t j a k we w s z y s t k i c h dotychczas o m ó w i o n y c h f i ­

Opisana t u f i g u r a w swej k o n s t r u k c j i a r c h i t e k ­

g u r a c h . W e w n ę k a c h , z n a j d u j ą c y c h s i ę w trzeciej k o n d y g n a c j i

d w i e p ł a s k o r z e ź b y ś w i ę t y c h . Po prawej Św. Józef,
Anna Samotrzecia.

po lewej

tonicznej nie r ó ż n i s i ę p r a w i e od poprzedniej, m a j e d y n i e nieco

o b y d w u f i g u r , z n a j d u j ą s i ę s t a t u y Matki Boskiej.

bogatszą

p ł a s k o r z e ź b y Świętej

dekorację

w

1967 r . c a ł a f i g u r a

postaci

płaskorzeźbionego

pozostawiona

cokołu.

W

była w surowym kamieniu,

Podobna pod w z g l ę d e m architektonicznym i dekoracyjnym

W nastawach —

Płaskorzeźby świętych

występują

r ó w n i e ż na ś c i a n a c h f r o n t o w y c h i bocznych.
Prace

w 1977 r . p ł a s k o r z e ź b y b y ł y p o l i c h r o m o w a n e ( i l . 4).

Trójcy.

Twaroga,

szczególnie

wcześniejsze,

cechowała

ry­

gorystyczna prostota, b r a k ozdobnego d e t a l u . J e ż e l i p o d koniec

do o b u p o p r z e d n i c h jest f i g u r a w y k o n a n a przez T w a r o g a w M u ­

jego artystycznej d z i a ł a l n o ś c i staje s i ę widoczna tendencja

chówce,

wprowadzania

Trójce

posiadająca

Świętą,

k o l e Św.

nastawie

płaskorzeźbę

wyobrażającą

z a ś na t r z o n i e o d f r o n t u Serce Chrystusa

a na co­

tego

samego schematu

czterokondygnacjowe.

komponowane

Przykładem

są

jest

figury

wykonana

zdobnictwa, wynika

to prawdopodobnie

n i e c z n o ś c i dostosowania s i ę do w y m o g ó w f u n d a t o r ó w ,
figury

Mikołaja.

Według
słupowe

w

jego m o g ł y

wydawać

się zbyt

ubogie w

do

г ko­
którym

porównaniu

z n e o b a r o k o w y m i , bogato u g z y m s o w a n y m i f i g u r a m i , j a k i e z n a l i
z okolic W i ś n i c z a , D o b c z y c , czy W i e l i c z k i .

6

przez T w a r o g a p o d koniec l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h f i g u r a w I w k o w e j .

N i e jest w y k l u c z o n e , ż e na k o n t o T w a r o g a n a l e ż y z a p i s a ć

R ó w n i e j a k poprzednie o s z c z ę d n a w ozdobne detale, m a t r z o n

f i g u r ę z 1870 г . , s t o j ą c ą w U j a n o w i c a c h na p ó ł n o c n y w s c h ó d o d

w y ż s z y , s k ł a d a j ą c y s i ę z d w u c z ę ś c i pra.wie r ó w n e j

Limanowej.

rozdzielonych

grubą

płytą

tworzącą

gzyms.

wysokości,

Przez

dodanie

jednego o z ł o n u f i g u r a s t a ł a s i ę smuklejsza, g d y ż k a ż d a z czterech

P o d s t a w ę , c o k ó ł i t r z o n m a t a k i e same j a k f i g u r y

z R a j b r o t u i P o ł o m u D u ż e g o . O d m i e n n y jest n a t o m i a s t

sposób

r o z w i ą z a n i a nastawy. U d o ł u obiega j ą fryz z ł o ż o n y z szerokich,

W z n o s z ą c y c h s i ę n a d s o b ą k o n d y g n a c j i m a p o d s t a w ę nieco m n i e j ­

s t o j ą c y c h ł u k ó w . Pionowe k r a w ę d z i e f l a n k o w a n e s ą od

s z ą od poprzedniej ( i l . 5). N a s t a w a j a k w p o p r z e d n i c h f i g u r a c h

p ó ł k o l u m i e n k a m i . P ł y t k a w n ę k a z a m k n i ę t a jest o d g ó r y ł u k i e m

a a k o ń c z o n a jest d w u s p a d o w y m daszkiem z Okiem

k o t a r o w y m , na k t ó r y m wznosi s i ę k r u c y f i k s z a s ł a n i a j ą c y częścio­

Opatrzności

frontu

w t y m p a n o n i e . P r o s t o k ą t n ą p ł y e i n ę w nastawie w y p e ł n i a p ł a s k o ­

w o t y m p a n o n dwuspadowego daszka. Po b o k a c h k r z y ż a znaj­

rzeźba

d u j ą s i ę w y k o n a n e w p e ł n e j r z e ź b i e postacie d w ó c h M a r i i a w p ł y t ­

przedstawiająca

Św.

Trójcę.

W

górnej

części

trzonu,

o d f r o n t u , znajduje s i ę n i e c k o w a t a w n ę k a , w k t ó r e j umieszczona

k i e j w n ę c e Chrystus F r a s o b l i w y . F r o n t o w ą ś c i a n ę t r z o n u z d o b i

jest k a m i e n n a s t a t u a Matki

płaskorzeźba

Boskiej

t r z o n u z d o b i r z e ź b a Św. Michała,
córkami.

Pozostałe

ściany

z Dzieciątkiem.

D o l n ą część

a p o s t u m e n t Św. Zofia

czterech

kondygnacji

z trzema,

wypełniają

przedstawiająca

twórczości

nisława

dwukondygnacjowego

Na

drugiej

kondygnacji trzonu

p r z e c i w l e g ł e j od w n ę k i z p o s t a c i ą Maiki

Boskiej

w g ł ę b i o n a nisza, w k t ó r e j znajduje s i ę k a m i e n n a

226

w

jest
Pieta.

ścianie
również

Boską

z

Dzieciątkiem

Odmienne n i ż dotychczas elementy n a s t a w y n i e b y ł y obco

p ł a s k o r z e ź b y ś w i ę t y c h , m . i n . J ó z e f a , Wojciecha, M i c h a ł a , Sta­
biskupa.

Matkę

w otoczeniu g ł ó w e k a n i o ł k ó w ( i l . 10).

Twaroga.

Półkolumienki
trzonu

jako

zastosował

dekoracje

siebie figurze z T r z c i a n y . F r y z z ł o ż o n y

z łuków,

znacznie

zarówno

delikatniej wykonany,

znamy

krawędzi

w podpisanej

przez

wprawdzie
z

Trzciany

�I I . 2, 3. F i g u r a p r z y d r o ż n a , R a j b r o t , w o j . t a r n o w s k i e , w y k . w 1858 r. Teodor T w a r ó g . S t a n z 1967
i z 1977 r.

W o j a k o w e j j a k i opisanej p o p r z e d n i o f i g u r y z I w k o w e j
czy T y m o w e j ( i l . 7). Chrystusa
rzeźbił

Twaróg

jako

na krzyżu

zwieńczenie

między

figury

( i l . 5)

I d e n t y c z n ą k o m p o z y c j ę m a f i g u r a s t o j ą c a p r z y szosie m i ę ­

Mariami

dzy M u c ł i ó w k ą a R a j b r o t e m . P o m i m o , że n i e znaleziono na n i e j

przy

szosie

p o d p i s u a u t o r a , m o ż e m y bez o b a w y p o p e ł n i e n i a b ł ę d u p r z y p i s a ć

Frasobliwy

jego

j ą T e o d o r o w i T w a r o g o w i ( i l . 12). W s p o m n i a n e t u d w i e f i g u r y

dwoma

stojącej

w i o d ą c e j z M u c h ó w k i do R a j b r o t u a Chrystus
r o b o t y znajdujo s i ę na figurzo w I w k o w e j

r.

(figura

z 1874 г . ) .

r ó ż n i ą s i ę o d siobie z w i e ń c z e n i a m i i t e m a t y k ą p ł a s k o r z e ź b zdo­

P e w n ą n i e p o r a d n o ś ć w i d o c z n ą w w y k o n a n i u n i e k t ó r y c h szcze­

b i ą c y c h trzony. Zakończenie figury z Wojakowej stanowi statua

g ó ł ó w (np. t o p o r n y fryz p r z y nastawie) m o ż n a b y

Matki

tłumaczyć

t y m , że b y ł y to pierwszo tego r o d z a j u p r ó b y podejmowano przez
m i s t r z a aby w z b o g a c i ć a r c h i t e k t o n i c z n y w y s t r ó j c a ł o ś c i .

Zwieńczenie

ich

G n o j n i k ) Chrystus

się k i l k a figur

stanowi
na krzyżu

statua

datowana) f i g u r a

Matki

między

Ś w i ę t e g o (Uszew). N a j s t a r s z ą

rzeźbiarskich
Boskiej

dwoma Mariami,

Różańcowej

umieszczone

Sw. Dominika

O p r ó c z f i g u r t y p u architektonicznego, o k t ó r y c h m ó w i l i ś m y
dotychczas, z a c h o w a ł o

Boskiej

Boskiej

są

z Dzieciątkiem
dwa

małe

na ręku.
posążki

U stóp Matki
przedstawiające

z psem t r z y m a j ą c y m w p y s k u p o c h o d n i ę . P o s t a c i ą

n i e w i e ś c i ą w s t r o j u z a k o n n i c y jest Sw.

Klara

( i l . 11).

Twaroga.

N a szczycie d r u g i o j z o m a w i a n y c h f i g u r znajduje s i ę k r u c y ­

(Wojakowa,

fiks pod k t ó r y m stoją dwie Marie, wykonane w rzeźbie pełnej.

lub posąg

z n i c h w y d a j e s i ę (niestety

nie

z U s z w i , p o s i a d a j ą c a bardzo s k r o m n ą a r c h i ­

S p o ś r ó d w s p o m n i a n y c h t u r z e ź b w y r ó ż n i a s i ę w i ę k s z ą swo­
b o d ą w u k ł a d z i e c i a ł a i p e w n y m r e a l i z m e m w sposobie t r a k t o ­
w a n i a t w a r z y p o s ą g Sw.

Jana

Nepomucena

( i l . 6). N i e w i a d o m o

t e k t u r ę . S k ł a d a j ą s i ę n a n i ą d w i e p ł y t y p o d s t a w y , czworogra­

j e d n a k czy jest on d ł u t a T w a r o g a skoro k a m i e n i a r z e stawiane

n i a s t y c o k ó ł i nieco o d niego w y ż s z y t r z o n o z d o b i o n y od. g ó r y

przez siebie f i g u r y

potrójnym

w w a r s z t a t a c h m i e j s k i c h l u b z a m a w i a l i u s w y c h zdolniejszych

ł a m a n y m g z y m s e m . Ś c i a n ę f r o n t o w ą i boczne w y ­

pełniają p ł a s k o r z e ź b y ś w i ę t y c h . Całość wieńczy p o s ą g Św. Jana

konkurentów.

Nepomucena ( i l . 6).
Bardziej

Twaróg

rozbudowana

jest f i g u r a ze s t a t u ą Matki

pod
Boskiej,

względom

architektonicznym

znajdująea się w Wojakowej

Boskiej
figur

uzupełniali często

statuami

kupowanymi

7

najczęściej

Różańcowej
(Lipnica

rzeźbił

z Dzieciątkiem

Dolna, Iwkowa

Matkę

Boską.

Statuy

Matki

na ręku u m i e s z c z a ł we w n ę k a c h
( i l . 5, 9) l u b na i c h z w i e ń c z e ­

k o ł o Czchowa. W y k o n a n a przoz T w a r o g a w 1879 r. s k ł a d a s i ę

n i a c h ( G n o j n i k , W o j a k o w a ) . Z n a n a jest jedna jego r o b o t y

z płytowej podstawy, cokołu w kształcie sześcianu i smukłego,

Boska

c z t o r o ś c i e n n o g o t r z o n u ozdobionego od d o ł u i g ó r y g ł a d k ą o p a s k ą .

Dolna r . 1900 — i l . 9) i Matka

Wydatny,

cokół

t r z y m a j ą c a w p r a w e j r ę c e b e r ł o . Postacie M a t k i B o s k i e j i D z i e ­

o d t r z o n u posiada ś c i a n y wierzchnie nachylone k u k r a w ę d z i o m .

c i ą t k a przedstawione s ą w k o r o n a c h . I n n o t e m a t y , j a k p o s t a ć

P i o n o w o ś c i a n y g ó r n e g o gzymsu z d o b i szeroki fryz

składający

Chrystusa Frasobliwego czy w i s z ą c e g o na k r z y ż u z d a r z a j ą

s i ę ze s t o j ą c e g o l u k u m i ę d z y d w o m a o d w r ó c o n y m i

pólłukami.

wyjątkowo.

starannie

profilowany

gzyms

oddzielający

Różańcowa

z r ę k o m a z ł o ż o n y m i do m o d l i t w y
Boska

Różańcowa

z

Matka

(Lipnica
Dzieciątkiem

się

W e w n ą t r z ł u k u znajduje s i ę p ł a s k o r z e ź b a p u t t a , a w p ó ł l u k a c h

W p ł a s k o r z e ź b i e n a t o m i a s t r o z l e g ł o ś ć t e m a t y c z n a jest znacz­

u ł o ż o n e diagonalnie g a ł ą z k i z l i s t k a m i . N a f r o n t o w e j i bocznych

nie w i ę k s z a . S p r z y j a ł a t e m u d u ż a i ł o ś ć w o l n y c h miejsc n a t r z o n i e

ścianach

figury, które „należało" czymś wypełnić, jak również

trzonu

ś w i ę t y c h ( i l . 11).

znajdują

się

płaskorzeźby

przedstawiające

polegający

na

zwyczaj

t y m , że obok pewnych t e m a t ó w niejako

obo-

227

���И . 12. F i g u r a p r z y drodze z M a c h ó w k i do R a j b r o t a , w y k . p r a w d o p . T w a r ó g ; i l . 13. F i g u r a w L i p n i c y D o l n e j , w y k .
T . T w a r ó g , 1900 r .

Nepomucen

P ł a s k o r z e ź b y umieszczano z r e g u ł y w p ł y e i n e , c h p r o s t o k ą t ­

umieszczano jeszcze p a t r o n ó w f u n d a t o r ó w i c z ł o n k ó w i c h r o d z i n y .

nych, zamkniętych u góry płaskim lub wklęsło-wypukłym łukiem,

S t w a r z a ł o t o szeroki wachlarz m o ż l i w o ś c i w doborze o s ó b ś w i ę ­

względnie

tych i niejednokrotnie stawiało w y k o n a w c ó w w trudnej sytuacji

W r y s u n k u na ogół p o p r a w n o . T y p i z a c j a w sposobie t r a k t o w a n i a

w i ą z k o w y c h , j a k Trójca

Święta,

Matka Boska

czy Jan

w elipsowatym medalionie kuto są dosyć

płytko.

ze w z g l ę d u na b r a k dostatecznej o r i e n t a c j i w w y m o g a c h i k o n o ­

twarzy w y s t ę p u j e t u podobnie j a k w rzeźbach p e ł n y c h . Zdarzają

graficznych. T w a r ó g z t r u d n o ś c i t y c h wychodził o b r o n n ą r ę k ą .

się jednak p r ó b y

T e m a t y o charakterze

siebie n p . twarze Boga Ojca i Chrystusa w p r z e d s t a w i e n i u

reprezentacyjnym k t ó r o umieszczał

froncie w p ł y c i n i e n a s t a w y i po ś r o d k u t r z o n u f i g u r y , n p .
Świętą

( T y m o w a , L i p n i c a D o l n a — i l . 13, I w k o w a

Koronację
czy Matkę
Jezusa

Matki

Boskiej

Boską

na

Trójcę

— i l . 6),

( M u c h ó w k a , P o ł o m D u ż y — i l . 14),

z Dzieciątkiem

(Połom Duży, Rajbrot),

Serce

( M u c h ó w k a ) m i a ł d o s k o n a ł o opracowane w e d ł u g w z o r ó w

i k o n o g r a f i c z n y c h k o ś c i e l n y c h p o p u l a r y z o w a n y c h przez w z o r n i k i
i ilustrowane cenniki f i r m p r o d u k u j ą c y c h
docierały

t e ż do p r a c o w n i w i e j s k i c h

kamieniarzy.

d o t y c z y p o p u l a r n y c h ś w i ę t y c h j a k Jan
Stanisław

Biskup,

patronek

żeńskich:

sobie

również

rzadziej,
Małgorzaty

Andrzej,
z

Zofii,

Józef,

tematami

czy

8

Nepomucen,

Wawrzyniec,

Katarzyny,

jak np. świętych:

dewocjonalia, k t ó r e

m a t ó w . F a ł d z i s t o ś ć szat przedstawiana jest z p e w n y m uprosz­
czeniem.
i

W i d o c z n a jost

rytmizacji,

która

tendencja

jednak

z l o g i k ą ich naturalnego

do pewnej

n i g d y n i e popada

schematyzacji
w

sprzeczność

układu.

C h o c i a ż T w a r ó g o k r e ś l a ł s i ę sam j a k „ s n y c e r z i m a l a r z "
trudno byłoby powiedzieć

na c z y m jego m a l a r s t w o

polegało.

Wojciech,

l a r s t w o sztalugowe. N i e m o ż n a nawet o d p o w i e d z i e ć na p y t a n i e

czy

czy swe r z e ź b y p o l i c h r o m o w a ł . P r z e m a w i a ł y b y p r z e c i w t e m u

Radził

f i g u r y w I w k o w o j ( i l . 5) i L i p n i c y D o l n e j (ił. 13), k t ó r e nie w y ­

występującymi

k a z u j ą najmniejszych ś l a d ó w m a l o w a n i a . N a t o m i a s t inne f i g u r y

Floriana,

Agnieszki,

Rozalii.

b y ł y malowane i p r z e m a l o w y w a n e . N i e m a j e d n a k ż a d n y c h p o d ­
staw a b y m a l a t u r y t e p r z y p i s y w a ć

W y m i e n i o n e t u postacie przedstawiane

Trójcy

( i l . 9). Oblicza ś w i ę t y c h r ó ż n i ą s i ę w granicach p a r u sche­

Dotychczas n i e w i a d o m o czy u p r a w i a ł , j a k jego przodek, ma­

Anny.

ikonograficznymi
Bartłomieja,

się od

T o samo

Franciszek

Barbary,

Świętej

indywidualizowania twarzy. Różnią

Twarogowi.

s ą przez T w a r o g a

R z e ź b y T w a r o g a n i e n o s z ą z b y t w i e l u cech ludowego p r y ­

f r o n t a l n i e i statycznie. Z p r z e d s t a w i e ń o charakterze s y t u a c y j ­

m i t y w u . W p r a w d z i e twarze ich b y w a j ą s t y p i z o w a n e a postacio

n y m w y m i e n i ć n a l e ż y w y s t ę p u j ą c e g o c z ę s t o w r z e ź b i e kaplicz­

sztywne w p o s t a w i e i g e ś c i e , lecz proporcjo c i a ł a m a j ą n a t u r a l n e

k o w e j na p o ł u d n i u o d K r a k o w a — Chryrlusa

l u b p r a w i e n a t u r a l n e a szat}- u d r a p o w a n e w m i ę k k i e f a ł d y o d d a j ą

krzyżem

(Gnojnik).

przedstawiającą

Z innych wspomnieć

Św.

Jana

( i l . 11) i Św. Floriana
dach p ł o n ą c e g o
pod

stopami

chrzczącego

należy

Chryrtusa

pod

płaskorzeźbę
w

Jordanie

( i l . 16) w y l o w a j ą c e g o z dzbana w o d ę na

b u d y n k u i Św.

smoka

upadającego

lub

Michała

depczącego

leżącego

reprezentuje

typ

wiejskiego

rzeźbiarza,

który

d r o g ą p r a k t y k i i upartego n a ś l a d o w n i c t w a z b l i ż y ł s i ę znacznie
do p o z i o m u j a k i przedstawia p r o d u k c j a miejskiego

prowincjo­

nalnego r z e m i o s ł a kamieniarskiego. Pewna n a i w n o ś ć , w ł a ś c i w a

T w a r ó g j a k o uskrzydlonego rycerza t r z y m a j ą c e g o s z a b l ę w p o d ­

l u d o w y m r z e ź b o m , przejawia się t u t y l k o w n i e k t ó r y c h p r z y k ł a ­

(Iwkowa).

Michała

materiału.

Twaróg

przedstawia

niesionej do ciosu r ę c e

szatana. Św.

charakter

dach (Chrzest

w Jordanie,

w a l k a Ś w . M i c h a ł a ze s m o k i e m czy

d i a b ł e m ) gdzie a u t o r n i e zawsze r a d z i sobie z o d d a n i o m postaci

230

�I I . 14. F r a g m e n t f i g u r y z P o ł o m u D u ż e g o , 1870 г . ; i l . 15. F r a g m e n t f i g u r y z T y m o w e j ,

w r u c h u l u b g d y p o s ł u g u j e s i ę s t y l i z a c j ą statycznie przedsta­
w i o n y c h p o s t a c i (Św. Zofia

z trzema córkami

na figurze z I w k o -

wej — i l . 5).

1886 r,

P r z y p u s z c z a ć należy, że „ s n y c e r z i malarz z L i m a n o w y " na
tym

t r u d n y m d l a siebie terenie z y s k a ł sobie k l i e n t ó w

stosowanie

k o n k u r e n c y j n y c h cen.

Mogła

by

to

przez

potwierdzać

D z i a ł a l n o ś ć a r t y s t y c z n a Teodora T w a r o g a ogranicza s i ę do

n i e c h ę t n a w s t o s u n k u do T w a r o g a o p i n i a b o c h e ń s k i e g o k a m i e ­

kilkunastu wsi leżących m i ę d z y L i m a n o w ą a Wiśniczem — i l .

n i a r z a F r a n c i s z k a A d a m k a , dawnego p r a c o w n i k a z a k ł a d u k a m i e ­

1. M i m o

niarskiego W o j c i e c h a Samka. W i e d z i a ł on, że T w a r ó g p o c h o d z i ł

starannych

poszukiwań

n i e znaleziono ż a d n e j

jego

f i g u r y w p o b l i ż u L i m a n o w e j czy na p o ł u d n i u o d tej m i e j s c o w o ś c i .

„ z g ó r " i ż e w y k o n y w a ł r ó ż n e nieporadne r z e ź b y

W i d o c z n i e k l i e n t e l a T w a r o g a r e k r u t o w a ł a s i ę z t e r e n ó w bardziej

g ł o w a c h " , k t ó r e podobnie j a k i dzieła okolicznych wiejskich

„o dużych

z a m o ż n y c h gdzie f i g u r o bogatej a r c h i t e k t u r z e , r z e ź b i e i p ł a s k o ­

k a m i e n i a r z y t r a k t o w a n o u Samka p o g a r d l i w i e z w i ą c je

r z e ź b i e b y ł o sporo. B y ł t o p r z e c i e ż r e j o n b e z p o ś r e d n i e j l u b po­

brodzkimi

ś r e d n i e j penetracji k r a k o w s k i c h i b o c h e ń s k i c h

pewien ksiądz

rzemieślniczych

Maćkami",

tak

określił

zachwycony w y g l ą d e m

niego w z a k ł a d z i e

w a r s z t a t ó w kamieniarskich.

bo

ludową

rzeźby

„rej-

kamieniarkę

wykonanej

dla

Samka.

P R Z Y P I S Y
1

R . Reinfuss, Rzeźba
ludowa Łemków,
„ P o l . Szt. L u d . " ,
R . 22, 1968 nr 3, s. 122—134; K . W o l s k i , Z badań nad kamie­
niarstwem
ludowym na Roztoczu, „ R o c z n i k M u z e u m E t n o g r a ­
ficznego w K r a k o w i e " , Т . I , 1966, s. 123—128; T . Szetela-Zauchowa, Ludowa
rzeźba w kamieniu
okolic Rymanowa.
Prace
i Materiały
z Badań Etnograficznych,
R z e s z ó w 1979, s. 267—326;
R . Reinfuss, Ludowa
rzeźba kamienna
na zachodnim
Pogórzu,
„ P o l . Szt. L u d . " , R . 30, 1976 n r 3, s. 167—180; S. L e w , Ludowy
ośrodek kamieniarski
w Bruśnie pow. Lubaczów,
„ R o c z n i k Prze­
m y s k i " , Т . X I , 1967, s. 193—228; A . M a ł e t a , Z badań nad ludową rzeźbą kamienną
okolic Wieliczki, Gdowa i Myślenic,
„Pol.
Szt. L u d . " , R . 32, 1978 nr 4, s. 229—240; J . Langer, Rzeźba
kamienna na Orawie, „ P o l . Szt. L u d . " , R . 35, 1981 n r 1, s. 45—
53

3

K s i ę d z u proboszczowi L . K o w a l s k i e m u z L i m a n o w e j
s k ł a d a m serdeczne p o d z i ę k o w a n i e za dostarczenie ś w i a d e c t w a
c h r z t u i zgonu T . T w a r o g a .
W . G a w r o n u r o d z o n y w Starej W s i z a j m o w a ł s i ę jej
e t n o g r a f i c z n y m opracowaniem ( W . G a w r o n , Stara wieś) w p r a c y
z b i ó r . Materiały
Etnograficzne
z Pow. Limanowskiego,
Wrocław
1967, s. 28—49)
A . M a ł e t a , op. cit., s. 235, i l . 19
t a m ż e , s. 228, i l . 5
R . Reinfuss, Ludowa
rzeźba kamienna na zachodnim Po­
górzu, op. c i t . , s. 172 i p r z y p i s 13; A . M a ł e t a , op. cit., s. 225
R . Reinfuss, Wpływ
rzemieślniczej
produkcji
dewocyjnej
na ludową rzeźbę kamienną,
„ P o l . Szt. L u d . " , R . 33, 1979 n r 2,
s. 67—74
4

5

6

7

8

2

E . Ś n i e ż y ń s k a - S t o l o t , Adeodatus
Martyński
kamieniarz
z Borzęcina,
„ P o l . Szt. L u d . " , R . 22, 1968 n r 3, s. 131—135

Fot. J . Świderski

231
f

�I I . 1. N a c z y n i a z B r z o s t k a , M u z e u m N a r o d ó w Z S R R

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10200" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10178">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ef4718cf709c2afdb9af236584761478.pdf</src>
        <authentication>036a3ee646c51a4ee2021fed42fb8c0e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121309">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3448</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121310">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121311">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3232</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121312">
                <text>Na pastwisku : ze   studiów  nad  kształtowaniem   się  osobowości   młodzieży   wiejskiej  / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121313">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4, s.163-170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121314">
                <text>Ćieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121315">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121316">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121317">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121318">
                <text>Zofia Cieśla — Reinfussowa&#13;
&#13;
NA&#13;
&#13;
PASTWISKU&#13;
&#13;
Z e studiów nad kształtowaniem się osobowości młodzieży wiejskiej&#13;
&#13;
W t r a d y c y j n e j k u l t u r z e l u d o w e j dziecko b y ł o bardzo w c z e ś ­&#13;
nie w ł ą c z a n e do prac gospodarczych. J u ż k i l k u l e t n i e&#13;
&#13;
dziecko&#13;
&#13;
g ę s i , za co o t r z y m y w a ł y z w y k l e w y ż y w i e n i e , z g r z e b n ą k o s z u l ę&#13;
7&#13;
&#13;
i drewniane t r e p y . W n i e k t ó r y c h okolicach, n p . M y ś l e n i c k i m ,&#13;
&#13;
z a t r u d n i a n o p r z y pasieniu, a ściślej d o z o r o w a n i u g ę s i ( i l . 2)&#13;
&#13;
n a j m ł o d s z y m i pasterzami „ o d k r ó w " m o g ł y b y ć dzieci m a j ą c e&#13;
&#13;
nieco&#13;
&#13;
przynajmniej ukończony s i ó d m y rok życia. U w a ż a n o bowiem,&#13;
&#13;
starsze p r z y pasieniu&#13;
&#13;
bydła&#13;
&#13;
rogatego,&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
późniejszym&#13;
&#13;
w i e k u — k o n i . W z a l e ż n o ś c i o d s y t u a c j i lokalnej r ó ż n e b y w a ł y&#13;
&#13;
że p r z y m ł o d s z y c h , b y d ł o nie p a s ł o b y s i ę dobrze. O s t a t n i m i naj­&#13;
&#13;
miejsca w y p a s u . M o g ł y n i m i b y ć i n d y w i d u a l n i e w y k o r z y s t y w a n e&#13;
&#13;
w a ż n i e j s z y m szczeblem w h i e r a r c h i i pasterskiej b y ł o opiekowanie&#13;
&#13;
miedze w ś r ó d p ó l u p r a w n y c h , g m i n n e p a s t w i s k a we w s i o n i -&#13;
&#13;
s i ę k o ń m i . A w a n s t e n m i a ł miejsce o k o ł o&#13;
&#13;
wowym&#13;
&#13;
k i e d y k o ń c z y ł s i ę w ł a ś c i w y okres d z i e c i ń s t w a , a c h ł o p i e c k t ó r y&#13;
&#13;
u k ł a d z i e g r u n t ó w czy wreszcie rolnicze n i e u ż y t k i&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
peryferiach wsi o u k ł a d z i e ł a n ó w leśnych.&#13;
warunki,&#13;
&#13;
w których&#13;
&#13;
życia,&#13;
&#13;
przygotowywał się „ n a parobka", o t r z y m y w a ł t y t u ł „ k o n i a r z a " ,&#13;
&#13;
Sposób wypasu, uzależniony od rodzaju pastwisk, s t w a r z a ł&#13;
specyficzne&#13;
&#13;
14-go r o k u&#13;
&#13;
kształtowała&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
osobowość&#13;
&#13;
dziecka. W j e d n y c h p r z y p a d k a c h b y ł o ono skazane na&#13;
&#13;
długie&#13;
&#13;
g o d z i n y s a m o t n o ś c i , j a k to m i a ł o miejsce przy i n d y w i d u a l n y m&#13;
&#13;
co n i e z w y k l e i m p o n o w a ł o d o r a s t a j ą c y m c h ł o p c o m . Pastuch&#13;
k o n i u w a ż a ł s i ę za c o ś w a ż n i e j s z e g o o d m ł o d s z e g o&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
„mlyeoka"&#13;
&#13;
to jest tego, k t ó r e m u nie pozwolono jeszcze w y j e ż d ż a ć z k o ń m i&#13;
na n o c .&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
wypasie na miedzach, w d r u g i m z a ś , gdzie wypas b y ł w s p ó l n y ,&#13;
&#13;
Pasterze m i e l i r ó ż n e o k r e ś l e n i a z a l e ż n i e o d tego eo w d a n y m&#13;
&#13;
w c h o d z i ł o dziecko do g r u p y , k t ó r a r z ą d z i ł a s i ę o k r e ś l o n y m i przez&#13;
&#13;
czasie p a ś l i . B y l i w i ę c „ p a s t e r z e o d d r o b i u " (jeśli z a j m o w a l i s i ę&#13;
&#13;
pasterskie ś r o d o w i s k o n o r m a m i wzajemnego w s p ó ł ż y c i a , w ł a s n y ­&#13;
&#13;
k u r a m i , g ę s i a m i ozy k a c z k a m i ) , „ p a s t e r z e od ś w i ń " z w a n i t a k ż e&#13;
&#13;
m i zwyczajami, p o s i a d a j ą c y m i własny sposób wspólnego wypeł­&#13;
&#13;
„świniarezykami",&#13;
&#13;
n i a n i a czasu. W s p ó ł ż y c i e j e d n o s t k i z i n n y m i w g r u p i e i s t n i e j ą c e j&#13;
&#13;
k r ó w i w o ł ó w " . Z d a r z a ł o s i ę i t a k , ż e z danego&#13;
&#13;
na w s p ó l n y m p a s t w i s k u s t a n o w i ł o s w o i s t ą s z k o ł ę ż y c i a , k t ó r a&#13;
&#13;
ś w i n i e , c i e l ę t a a nawet g ę s i p a s ł y s i ę razem z b y d ł e m , w ó w c z a s&#13;
&#13;
obok d z i a ł a l n o ś c i r o d z i c ó w&#13;
&#13;
była&#13;
&#13;
ważnym&#13;
&#13;
„ p a s t e r z e o d c i e l ą t " , wreszcie ,,pasterze od&#13;
gospodarstwa&#13;
&#13;
czynnikiem wycho­&#13;
&#13;
n i e w y s t a r c z a ł jeden pasterz. W y r u s z a ł a w t e d y z d o m u „ w s z o l k a&#13;
&#13;
w a w c z y m , f o r m u j ą c y m w s p o s ó b t r w a ł y o s o b o w o ś ć , a c z ę s t o i los&#13;
&#13;
r a b i a t a " na p a s t w i s k o , c h ł o p c y i d z i e w c z ę t a , m n i e j s i i w i ę k s i ,&#13;
&#13;
młodego&#13;
&#13;
a ,,przy d o m u " z o s t a w a l i t y ł k o m a l c y p o n i ż e j 4 l a t .&#13;
&#13;
człowieka.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
Zagadnienie r o l i j a k ą w ż y c i u m ł o d z i e ż y w i e j s k i e j s p e ł n i a ł&#13;
&#13;
W y p ę d z a n i e b y d ł a odbywało się różnie, zależnie od pory&#13;
&#13;
w s p ó l n y p o b y t na p a s t w i s k u n i e d o c z e k a ł o s i ę dotychczas szer­&#13;
&#13;
r o k u . N a w i o s n ę i w lecie o k o ł o 5-tej rano, a czasem i w c z e ś n i e j ,&#13;
&#13;
szego opracowania. W l i t e r a t u r z e etnograficznej m a m y na t e n&#13;
&#13;
p r z e d wschodem s ł o ń c a . B y ł o to t z w . „ p a s i e n i e na r o s ę " , dobre&#13;
&#13;
luźnych&#13;
&#13;
ze w z g l ę d u na b r a k m u c h i b ą k ó w . Pasiono z w y k ł o do 10-tej.&#13;
&#13;
i n f o r m a c j i rozsianych po r ó ż n y c h opracowaniach monograficz­&#13;
&#13;
W t e d y p a s ą c y w r a c a ł z b y d ł e m do d o m u i p o n o w n i e u d a w a ł&#13;
&#13;
temat&#13;
&#13;
zaledwie k i l k a&#13;
&#13;
drobnych publikacji&#13;
&#13;
nych dotyczących wsi.&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
i trochę&#13;
&#13;
Nieco w i ę c e j w i a d o m o ś c i znajduje s i ę&#13;
&#13;
s i ę n a pastwisko po d o j e n i u p o ł u d n i o w y m i obiedzie c z y l i m n i e j&#13;
&#13;
jak również&#13;
&#13;
w i ę c e j o k o ł o g o d z i n y 3-ciej. N a p a s t w i s k u p o z o s t a w a ł j u ż do&#13;
&#13;
przez l u d z i w - y k s z t a ł c o n y e h , p o c h o d z ą c y c h ze w s i , k t ó r z y w pew­&#13;
&#13;
zachodu s ł o ń c a . J e s i e n i ą r a n n y w y m a r s z o d b y w a ł s i ę nieco p ó ź ­&#13;
&#13;
n y m okresie d z i e c i ń s t w a s p ę d z a l i czas na w s p ó l n y m pasieniu*.&#13;
&#13;
n i e j . B y w a ł y jednak wsie, gdzie p a s t w i s k o z n a j d o w a ł o s i ę w znacz­&#13;
&#13;
w p a m i ę t n i k a c h p i s a n y c h z a r ó w n o przez c h ł o p ó w&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
M ó w i ą c o r o l i j a k ą w ż y c i u m ł o d e g o c z ł o w i e k a o d g r y w a ł czas&#13;
&#13;
nej o d l e g ł o ś c i o d z a b u d o w a ń&#13;
&#13;
gospodarskich i w ó w c z a s&#13;
&#13;
bydło&#13;
&#13;
s p ę d z o n y p r z y pasieniu nie b ę d ę z a j m o w a ł a s i ę w y p a s e m i n d y w i ­&#13;
&#13;
na p a s t w i s k u p o z o s t a w a ł o o d rana do zachodu s ł o ń c a ,&#13;
&#13;
którego&#13;
&#13;
d u a l n y m na miedzach czy „ p r z y d o m u " , ale w y ł ą c z n i e na w s p ó l ­&#13;
&#13;
pasterze i p a s t e r k i w y c z e k i w a l i z u t ę s k n i e n i e m . Ś w i a d c z y o t y m&#13;
&#13;
n y m p a s t w i s k u , gdzie f u n k c j ę pasterzy s p e ł n i a ł y d z i e c i .&#13;
&#13;
piosenka:&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
Pasieniem z a j m o w a l i s i ę s y n o w i e l u b rzadziej c ó r k i w ł a ś c i ­&#13;
c i e l i b y d ł a , w z g l ę d n i e z a t r u d n i o n e za w y n a g r o d z e n i e m d z i e c i ,&#13;
&#13;
Zachodźże słoneczko,&#13;
&#13;
pochodzące&#13;
&#13;
K i e d y masz z a c h o d z i ć ,&#13;
&#13;
z u b o g i c h r o d z i n . Z d a r z a ł o s i ę r ó w n i e ż , że obok&#13;
&#13;
g r o m a d y m ł o d o c i a n y c h pasterzy z n a l a z ł s i ę t a k ż e c z ł o w i e k s t a r y ,&#13;
&#13;
Bo mnie nóżki bolą&#13;
&#13;
członek&#13;
&#13;
Za b y d e ł k i e m c h o d z i ć .&#13;
&#13;
rodziny&#13;
&#13;
któremu&#13;
&#13;
z racji&#13;
&#13;
funkcja&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
właściciela&#13;
wieku&#13;
&#13;
działającej&#13;
&#13;
pracownik&#13;
&#13;
najemny,&#13;
&#13;
i doświadczenia przypadała&#13;
&#13;
specjalna&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
Stosunki&#13;
&#13;
Pasienie b y d ł a n i e b y ł o p r a c ą l e k k ą . P r z y c z y n i a ł s i ę do&#13;
&#13;
a m ł o d z i e ż ą u k ł a d a ł y s i ę zazwyczaj&#13;
&#13;
tego d ł u g i czas p o b y t u na p a s t w i s k u oraz k o n i e c z n o ś ć c i ą g ł e g o&#13;
&#13;
m i ę d z y s t a r y m pasterzem&#13;
bardzo&#13;
&#13;
bydła&#13;
&#13;
lub&#13;
&#13;
pastwisku&#13;
&#13;
dobrze. Stary c z ł o w i e k&#13;
&#13;
społeczności.&#13;
&#13;
udzielał i m rad i&#13;
&#13;
wskazówek,&#13;
&#13;
p i l n o w a n i a , a b y b y d ł o n i e p o s z ł o w s z k o d ę . N i e zawsze dopisy­&#13;
&#13;
o p o w i a d a ł r ó ż n e h i s t o r i e o strachach, b a j k i i legendy, m ł o d z i&#13;
&#13;
wała też pogoda&#13;
&#13;
z a ś s ł u c h a l i go z zainteresowaniem, a w z a m i a n za to p i l n o w a l i&#13;
&#13;
c h ł o p i ę c y s t a n o w i ł a koszula k o n o p n a , zgrzebne albo paczesne&#13;
&#13;
i zawracali m u k r o w y , a b y n i e w e s z ł y w „ s z k o d ę " .&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
Pełnił więc&#13;
&#13;
s t a r y pasterz p o w a ż n ą r o ł ę w dziedzinie p r z e k a z y w a n i a&#13;
folklorystycznych&#13;
&#13;
i to z a r ó w n o&#13;
&#13;
tych,&#13;
&#13;
które&#13;
&#13;
były&#13;
&#13;
treści&#13;
&#13;
własnością&#13;
&#13;
dorosłych j a k i tych, k t ó r e b y ł y wspomnieniom lat&#13;
&#13;
młodych&#13;
&#13;
s p ę d z o n y c h na p a s t w i s k u .&#13;
N a j c z ę ś c i e j j e d n a k na p a s t w i s k u z b i e r a ł y s i ę ze s w o i m b y d ­&#13;
&#13;
gacie i w razie deszczu i z i m n a o k r y c i e — n p . c h o c h o ł ze s ł o m y ,&#13;
w o r e k l u b stara d e r k a . D z i e w c z ę t a ubrane b y ł y w k o s z u l ę k o ­&#13;
nopną, długą, jednostajną&#13;
&#13;
oraz w k o n o p n ą s p ó d n i c z k ę , a o d&#13;
&#13;
c h ł o d u m i a ł y z n i s z c z o n ą c h u s t ę po matce l u b babce. Z a r ó w n o&#13;
chodzili&#13;
&#13;
przez&#13;
&#13;
cały&#13;
&#13;
czas&#13;
&#13;
boso.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
S t r ó j m a ł y c h d z i e c i o g r a n i c z a ł s i ę j e d y n i e do k o n o p n e j k o s z u l k i .&#13;
&#13;
jakiś&#13;
&#13;
J a k t o j u ż z o s t a ł o powiedziane pasienie n i e o m i n ę ł o ż a d n e g o&#13;
&#13;
p a s i e n i u . T w i e r d z o n o b o w i e m , że a b y b y ć d o b r y m&#13;
&#13;
dziecka w i e j s k i e g o . „ K a ż d e to m u s i a ł o p r z e t e r m i n o w a ć " — j a k&#13;
&#13;
gospodarzom&#13;
&#13;
należy&#13;
&#13;
przygotowywać&#13;
&#13;
s i ę do&#13;
&#13;
tego&#13;
&#13;
niemal&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
urodzenia.&#13;
W&#13;
&#13;
a u b r a n i e pasterzy b y ł o b y l e j a k i e . C a ł y s t r ó j&#13;
&#13;
dziewczyny j a k i chłopcy&#13;
&#13;
ł e m same d z i e c i . P r a w i e k a ż d e dziecko wiejskie s p ę d z i ł o&#13;
czas na&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
rodzinach&#13;
&#13;
m ó w i ą starzy i n f o r m a t o r z y . N a p a s t w i s k u z b i e r a ł o s i ę p r a w i e&#13;
t y l e d z i e c i , i l e b y ł o „ n u m e r ó w " we w s i .&#13;
&#13;
b i e d o t y wiejskiej b y w a ł o ,&#13;
&#13;
że j u ż&#13;
&#13;
4-letnie&#13;
&#13;
dzieci oddawano do d o m ó w b o g a t y c h gospodarzy w celu pasienia&#13;
&#13;
W s p ó l n y c h p a s t w i s k b y ł o we w s i albo k i l k a , r ó w n e j w i e l k o ś c i ,&#13;
albo&#13;
&#13;
jedno&#13;
&#13;
duże,&#13;
&#13;
liczące&#13;
&#13;
kilkadziesiąt&#13;
&#13;
morgów.&#13;
&#13;
Szczególnie&#13;
&#13;
163&#13;
&#13;
�m u s i a ł b y ć w y r ż n i ę t y k r z y ż , w p r z e c i w n y m razie, g d y k t o ś&#13;
tego n i e d o p a t r z y ł i k r z y ż a nie w y k r o i ł , k o z i c a czy b a t b y ł w y ­&#13;
r y w a n y z r ą k pastucha p r z e m o c ą , n a s t ę p n i e u t y t ł a n y w k r o w i m&#13;
ł a j n i e , z a ś k i j z k r z y ż e m n i g d y nie p o d l e g a ł t a k i e j o p e r a c j i " —&#13;
pisze p a m i ę t n i k a r z z O p o c z y ń s k i e g o .&#13;
&#13;
1 5&#13;
&#13;
W ó j t a m u s i e l i na p a s t w i s k u s ł u c h a ć wszyscy, g d y ż b y ł z w y k l e&#13;
najmocniejszy i za wszelkie n i e p o s ł u s z e ń s t w a&#13;
&#13;
bił batem.&#13;
&#13;
Sam&#13;
&#13;
m a ł o zajmował się b y d ł e m wyręczając się m ł o d s z y m i , natomiast&#13;
w y s y p i a ł s i ę dobrze na p a s t w i s k u . P r z y c h o d z i ł y j e d n a k i na niego&#13;
czasem c i ę ż k i e chwile, k i e d y niedostatecznie przez&#13;
&#13;
pastuchów&#13;
&#13;
p i l n o w a n e b y d ł o w e s z ł o „ w s z k o d ę " . Wów-czas gospodarz,&#13;
k t ó r e g o p o l u m i a ł o t o miejsce, r o z l i c z a ł s i ę z w ó j t e m ,&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
odpo­&#13;
&#13;
w i e d z i a l n y m za p o r z ą d e k na p a s t w i s k u , i w p r z y p a d k u g d y t e n&#13;
z o s t a ł z ł a p a n y na s p a n i u n i e j e d n o k r o t n i e o b r y w a ł za k a r ę po­&#13;
r z ą d n e lanie.&#13;
Przyjęcie&#13;
&#13;
do g r o m a d y pasterzy&#13;
&#13;
„nowego" związane&#13;
&#13;
z p e w n y m i z w y c z a j a m i . N a w s t ę p i e m u s i a ł on p r z y s i ą c&#13;
&#13;
było&#13;
„wój­&#13;
&#13;
t o w i " , że będzie m u bezwzględnie posłuszny, będzie wypełniał&#13;
w s z y s t k i e jego r o z k a z y i z a r z ą d z e n i a . Z p a m i ę t n i k ó w&#13;
&#13;
Pawła&#13;
&#13;
G a w r y l u k a ( u r . 1898, p o c h o d z ą c y z o k o l i c B i e l s k a Podlaskiego)&#13;
dowiadujemy s i ę , że m u s i a ł złożyć t a k ą p r z y s i ę g ę swemu o dwa&#13;
l a t a starszemu koledze. P o c z ą t k o w o g o r l i w i e wykonyw-ał wszelkie&#13;
r o z k a z y w ł a d z y . Z a w r a c a ł w o ł y , a b y nie r o b i ł y s z k ó d . Pozosta­&#13;
w a ł sam p r z y stadzie w o ł ó w , g d y i n n i r o b i l i w y p r a w y „ ł u p i e ż c ę " .&#13;
N a l e ż a ł o do niego rozniecanie i p o d t r z y m y w a n i e ognia, nio t r w a ł o&#13;
to j e d n a k z b y t d ł u g o . G d y po k i l k u t y g o d n i a c h z j a w i ł s i ę i n n y&#13;
„nowy"&#13;
&#13;
i przejął&#13;
&#13;
jego f u n k c j ę ,&#13;
&#13;
Gawryluk&#13;
&#13;
został&#13;
&#13;
ostatecznie&#13;
&#13;
p r z y j ę t y do grona p a s t u c h ó w , k t ó r z y t w o r z y l i k a r n ą , zorgani­&#13;
z o w a n ą g r u p ę , o d b y w a j ą c ą w s p ó l n e zabawy i w y p r a w y , a celem&#13;
ich b y ł o w y b i e r a n i e j a j p t a s i c h , p i s k l ą t , k r a d z i e ż k u r czy g ę s i .&#13;
&#13;
1 6&#13;
&#13;
W gromadzie m ł o d z i e ż y p r z e b y w a j ą c e j na p a s t w i s k u przes1. I . Pastuch g r a j ą c y na r o g u , M o r a w i c a , w o j . K r a k ó w , 1947 r.&#13;
&#13;
strzegana b y ł a zasada w s p ó l n y c h p o s i ł k ó w . W y p ę d z a j ą c&#13;
&#13;
bydło&#13;
&#13;
z rana, c z ę s t o nawet przed wschodem s ł o ń c a , d o s t a w a ł pasterz&#13;
do&#13;
&#13;
t o r b y , uszytej&#13;
&#13;
z samodziałowego&#13;
&#13;
płótna,&#13;
&#13;
kromkę&#13;
&#13;
chleba&#13;
&#13;
a w m a ł y m g a r n u s z k u t r o c h ę m a s ł a , t w a r o g u l u b sera. P o d o b n i e&#13;
p r z e d s t a w i a ł s i ę podwieczorek. W czasie jedzenia na p a s t w i s k u&#13;
rozlegle p a s t w i s k a t z w . b ł o n i a w y s t ę p o w a ł y&#13;
&#13;
we wsiach nad­&#13;
&#13;
w i ś l a ń s k i c h . Pastwiska d z i e l i ł y s i ę na mniejsze obszary o k r e ś l o ­&#13;
ne o s o b n y m i n a z w a m i . W M o r a w i c y n p . pastwisko — j a k pisze&#13;
Stefan D u s z y k — podzielone b y ł o na k i l k a p o ł a c i , a k a ż d a z n i c h&#13;
miała odrębną nazwę. Były t u : „Zakątek", „Cegielnia",&#13;
&#13;
„Pod-&#13;
&#13;
jezierze", „ K u r n i k " , „ B e r y " oraz m a ł y s t a w e k , n o s z ą c y d u m n ą&#13;
nazwę „Jeziora".&#13;
&#13;
1 2&#13;
&#13;
Zazwyczaj w części p o ł o ż o n e j b l i ż e j d o m ó w&#13;
&#13;
p a s ł y s i ę g ę s i i ś w i n i e , na odleglejszych i w i ę k s z y c h — b y d ł o .&#13;
W s p ó l n a praca s t w a r z a ł a p o m y ś l n e w a r u n k i t w o r z e n i a s i ę&#13;
w ś r ó d m ł o d z i e ż y zebranej na p a s t w i s k u p e w n y c h f o r m organi­&#13;
z a c y j n y c h i uznanego przez g r u p ę kodeksu p o s t ę p o w a n i a .&#13;
w i o s n ę pasterze o b i e r a l i sobie na p a s t w i s k u „ w ó j t a " ,&#13;
&#13;
Na&#13;
&#13;
obowiązująca b y ł a tzw. „ d z i e l a n k a " . W e d ł u g słów Jana S ł o m k i&#13;
„ k a ż d y d z i e l i ł s i ę s w o i m ś n i a d a n i e m z i n n y m i i nawzajem b y ł&#13;
przez n i c h c z ę s t o w a n y " . R a c z y l i s i ę t a k albo w c a ł e j&#13;
&#13;
„kupie"&#13;
&#13;
albo d o b i e r a l i s i ę p a r t i a m i c i , k t ó r z y m i e l i z d o m u m n i e j w i ę c e j&#13;
j e d n a k o w ą „ w y p r a w ę " . K t o b y z a ś j a d ł sam „ n a b o k u " nazywa­&#13;
no go w ó w c z a s „ s a m o j e d n i k i e m " . T a k i pasterz nie b y ł l u b i a n y&#13;
i&#13;
&#13;
1 7&#13;
&#13;
dokuczano m u . . P a w e ł G a w r y l u k , k i e d y po raz p i e r w s z y&#13;
&#13;
z n a l a z ł s i ę na w s p ó l n y m p a s t w i s k u , po o g l ą d n i ę c i u go ze wszyst­&#13;
k i c h s t r o n przez w ó j t a , m u s i a ł s w o j ą t o r b ę n a p e ł n i o n ą chlebem&#13;
i p l a c k a m i p o k a z a ć gromadzie, k t ó r a — j a k pisze a u t o r p a m i ę t n i ­&#13;
k a — t o r b ę po p e w n y m czasie oddala, ale j u ż „ m o c n o&#13;
nioną".&#13;
&#13;
opróż­&#13;
&#13;
1 8&#13;
&#13;
którym&#13;
&#13;
b y ł z w y k l e najstarszy z c a ł e j g r o m a d y . O b o k niego d z i a ł a ł a „ ł a w a&#13;
&#13;
W czasie Z i e l o n y c h Ś w i ą t o d b y w a ł o s i ę n a p a s t w i s k u ś w i ę t o&#13;
&#13;
p r z y s i ę g ł y c h " na p o d o b i e ń s t w o s t o s u n k ó w p a n u j ą c y c h w g m i ­&#13;
&#13;
pasterzy, podczas k t ó r e g o z o t r z y m a n y c h w t y m d n i u od gospo­&#13;
&#13;
nie. W ó j t s p r a w o w a ł na p a s t w i s k u w ł a d z ę przez c a ł e l a t o . J a k o&#13;
&#13;
dyń&#13;
&#13;
o z n a k i swej g o d n o ś c i p o s i a d a ł , na w z ó r pasterzy g r o m a d z k i c h ,&#13;
&#13;
w S i e r a d z k i m i w P o z n a ń s k i m rozpowszechniony b y ł zwyczaj&#13;
&#13;
jajek smażyli oni t r a d y c y j n ą&#13;
&#13;
jajecznicę.&#13;
&#13;
Na Kujawach,&#13;
&#13;
( i l . 13) b a t pasterski z d ł u g i m sznurem k o n o p n y m , z d o b i o n y&#13;
&#13;
u r z ą d z a n i a zabawy w „ k r ó l a pasterzy". W p i e r w s z y d z i e ń Zielo­&#13;
&#13;
c z e r w o n y m chwostem oraz k i j . K o ł o K a r t u z m i a ł on biczysko&#13;
&#13;
n y c h Ś w i ą t n a l e ż a ł o j a k n a j w c z e ś n i e j rano p o p ę d z i ć b y d ł o&#13;
&#13;
z grubej d ę b i n y , nieco grubsze n i ż w i e l k i palec. P r ę t w o d l e g ł o ś c i&#13;
&#13;
p a s t w i s k o , nieraz c a ł k i e m jeszcze po c i e m k u . K t ó r y z c h ł o p c ó w&#13;
&#13;
s t o p y o d grubszego k o ń c a rozszczepiano na 9 c z ę ś c i , k t ó r e p o t e m&#13;
&#13;
pierwszy p r z y g n a ł na p a s t w i s k o t r z o d ę o b w o ł a n y b y ł „ k r ó l e m&#13;
&#13;
splatano i w i ą z a n o u cienkiego k o ń c a w i e r z b o w y m szpagatem.&#13;
&#13;
pasterzy"&#13;
&#13;
Czasem b a t w y p l a t a n o z m ł o d e j b r z e z i n y , p o d o b n i e&#13;
&#13;
w y s o k i m i u r z ę d n i k a m i d w o r u . N a d a w a n o i m z a r ó w n o staropol­&#13;
&#13;
rozszcze­&#13;
&#13;
a dziewczyna&#13;
&#13;
„królową".&#13;
&#13;
Dalsi&#13;
&#13;
z kolei&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
zostawali&#13;
&#13;
p i o n e j n a 12 c z ę ś c i , n a z y w a n o go w ó w c z a s „ d w u n a s t k ą " . P r ó c z&#13;
&#13;
skie t y t u ł y&#13;
&#13;
takich&#13;
&#13;
„grzechotkowego",&#13;
&#13;
( g u b e r n a t o r ó w , g e n e r a ł ó w , p u ł k o w n i k ó w ) . D z i e c i , k t ó r e ostatnie&#13;
&#13;
biczy używali&#13;
&#13;
pasterze t a k ż e&#13;
&#13;
kija&#13;
&#13;
(hetmanów,&#13;
&#13;
wojewodów)&#13;
&#13;
j a k i nowsze,&#13;
&#13;
aktualne&#13;
&#13;
zwanego „ r y ń c z y k " , a s ł u ż ą c o g o do z w o ł y w a n i a t r z o d y i odstra­&#13;
&#13;
p r z y g n a ł y swoje b y d ł o n a r a ż a ł y s i ę na p o ś m i e w i s k o . W sieradz­&#13;
&#13;
szania w i l k ó w . K i j t e n znany b y ł w p ó ł n o c n e j części P o l s k i , o d&#13;
&#13;
k i m nazywano je „ m i o t l a r z a m i " , przyczepiano i m m i o t ł ę , k t ó r ą&#13;
&#13;
P o m o r z a do Suwalszczyzny. P o n a d t o znana b y ł a r ó w n i e ż „ p u s z -&#13;
&#13;
m u s i a ł y c i ą g n ą ć za s o b ą przez c a ł y d z i e ń n i b y c z y s z c z ą c w t e n&#13;
&#13;
c z a w k a " , k i j na j e d n y m k o ń c u r o z ł u p a n y , s ł u ż ą c y do c i s k a n i a&#13;
&#13;
s p o s ó b p a s t w i s k o . Po p o ł u d n i u uczestnicy u r z ą d z a l i u r o c z y s t y&#13;
&#13;
k a m i e n i . S p o t y k a go s i ę t a k ż e w P o z n a ń s k i m i na L u b e l s z c z y ź -&#13;
&#13;
p o c z ę s t u n e k , z ł o ż o n y z p r o d u k t ó w p r z y n i e s i o n y c h przez k a ż d e g o&#13;
&#13;
nie.&#13;
&#13;
1 4&#13;
&#13;
„ M i e l i t e ż i i n n i pasterze mocne k i j e l u b b a t y&#13;
&#13;
pasterza ozy p a s t e r k ę , w z g l ę d n i e przez w y b r a n y c h tego d n i a&#13;
uwiązane&#13;
&#13;
n a d ł u g i e j j a ł o w c o w e j k o z i c y . N a k a ż d y m k i j u i na k a ż d e j k o z i c y&#13;
&#13;
164&#13;
&#13;
dostojników.&#13;
&#13;
Zabawa&#13;
&#13;
wiązała&#13;
&#13;
się z&#13;
&#13;
tryumfalnym&#13;
&#13;
powrotem&#13;
&#13;
do w s i . K r ó l i i n n i d o s t o j n i c y j e c h a l i p r z y s t r o j e n i na k o n i a c h&#13;
&#13;
�l u b w o l a c h . Ton k t ó r y na pastwisko p r z y b y ł o s t a t n i z a m y k a !&#13;
pochód.&#13;
&#13;
1 9&#13;
&#13;
w y s y p i a j ą c y m s i ę na p a s t w i s k u , nie b i o r ą c y m u d z i a ł u w&#13;
&#13;
„wy­&#13;
&#13;
p r a w a c h " . Ś p i o c h o b r a c a j ą c s i ę z b o k u na b o k r o z g n i a t a ł j a j k a ,&#13;
&#13;
P o n i e w a ż zawracanie b y d ł a od szkody nie w y m a g a ł o u d z i a ł u&#13;
w s z y s t k i c h pasterzy, w i ę c&#13;
&#13;
zależnie&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
pory&#13;
&#13;
roku&#13;
&#13;
sobie czas r ó ż n y m i z a b a w a m i i p s o t a m i . N a w i o s n ę&#13;
&#13;
a po przebudzeniu złościł s i ę okropnie i w y g r a ż a ł p s o t n i k o m .&#13;
&#13;
wypełniali&#13;
&#13;
Czasem k r a d z i o n o t e ż „ g r u b s z ą z w i e r z y n ę " , j a k k u r y , g ę s i i t d .&#13;
&#13;
„chodzili&#13;
&#13;
N i e r o b i l i tego z g ł o d u a n i dla s m a k u , a j e d y n i e dlatego, że z n a l i&#13;
&#13;
za p t a k a m i " . W y b i e r a l i z g n i a z d jaja WTonie, kacze, k u r o p a t w i e&#13;
&#13;
o p o w i a d a n i a starszych, k t ó r z y c h w a l i l i s i ę s w o i m i&#13;
&#13;
i inne. S m a ż y l i je (jeśli b y ł y ś w i e ż e ) , z a ś znaleziono w gniazdach&#13;
&#13;
z c z a s ó w k i e d y sami p a ś l i . N i e c h c ą c b y ć g o r s z y m i r o b i l i w s z y s t k o&#13;
&#13;
m a ł e w r o n y o b l e p i a l i g l i n ą i p i e k l i w ognisku. P r z y tej&#13;
n i s z c z y l i r ó w n i e ż i gniazda p t a k ó w&#13;
&#13;
pożytecznych.&#13;
&#13;
okazji&#13;
&#13;
Wspomina&#13;
&#13;
wyczynami&#13;
&#13;
a b y d o r ó w n a ć p o p r z e d n i k o m . B y w a ł o n i e k i e d y , że z ł a p a n y&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
k r a d z i e ż } ' pasterz solidnie o b e r w a ł od gospodarza, ale m i m o b ó l u&#13;
&#13;
o t y m S t a n i s ł a w P i g o ń : „ W lecie biesiady t r a f i a ł y się rzadko,&#13;
&#13;
w y t r z y m y w a ł wszystko, ż e b y t y l k o nie s t a ć s i ę p o ś m i e w i s k i e m&#13;
&#13;
ale za to b y ł y w y k w i n t n i e j s z e . W t o d y p o z n a ł e m smak m ł o d y c h&#13;
&#13;
swoich towarzyszy.&#13;
&#13;
w r o n i ą t . W s p i n a ć s i ę na w i e r z c h o ł e k drzewa do gniazda t r u d n o&#13;
&#13;
I n n y m zajęciom wiosennym było robienie g w i z d k ó w i krę­&#13;
&#13;
d o s t ę p n e g o i w y b r a ć — nasz t o b y ł w y d z i a ł . D o s t a w a ł o się p r z y&#13;
&#13;
cenie fujarek&#13;
&#13;
t y m n i e j e d n o k r o t n i e od w r o n y d z i o b e m i s k r z y d ł a m i po g ł o w i e ,&#13;
&#13;
w y k o n y w a n y c h w ł a s n o r ę c z n i e , a p ó ź n i e j k u p o w a n y c h na odpus­&#13;
&#13;
z kory&#13;
&#13;
wierzbowej. Gra&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
fujarkach&#13;
&#13;
najpierw&#13;
&#13;
o d s ę k ó w drzewa po s k ó r z e . A l e k t ó ż b y na to z w a ż a ł ! Ł u p pre­&#13;
&#13;
t a c h czy t a r g a c h b y ł a u l u b i o n y m z a j ę c i e m pasterzy. U j a w n i a ł y&#13;
&#13;
p a r o w a l i ś m y z b i o r o w o . Trzeba b y ł o p i s k l ę t o m p o u k r ę c a ć ł e b k i ,&#13;
&#13;
s i ę t y m sposobem muzyczne u z d o l n i e n i a i u t r w a l a ł y z a m i ł o w a n i a&#13;
&#13;
r o z p r u ć i o c z y ś c i ć w n ę t r z n o ś c i , a p o t e m razem z p u c h e m i p a ł ­&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
k a m i p i ó r o b l e p i ć b ł o t e m . Po&#13;
&#13;
n i e k i e d y na c a ł e ż y c i e , z t y m że f u j a r k ę z a s t ę p o w a ł z czasem i n n y ,&#13;
&#13;
w y t r z y m a n i u przez czas odpo­&#13;
&#13;
w i e d n i w ż a r z e w y g a r n i a ł o s i ę te k u l k i , p r z y uderzeniu o z i e m i ę&#13;
polepa w y p a l o n a p ę k a ł a i o d p a d a ł a razem z p i ó r a m i , a ze ś r o d k a&#13;
w y ł a n i a ł o s i ę s m a k o w i t o pieczyste. K t ó ż b y&#13;
&#13;
tam&#13;
&#13;
wtedy&#13;
&#13;
pytał&#13;
&#13;
muzykowania, które&#13;
&#13;
zrodzone na&#13;
&#13;
pastwisku&#13;
&#13;
pozostawały&#13;
&#13;
bardziej d o s k o n a ł y i n s t r u m e n t , j a k n p . d u d y czy skrzypce.&#13;
Z m ł o d y c h p ę d ó w w i k l i n y p l e t l i pasterze w M o r a w i c y&#13;
&#13;
pod&#13;
&#13;
K r a k o w e m t z w . k a ń c e c z y l i h a r a p y — bicze, k t ó r e s t a w a ł y s i ę&#13;
2 1&#13;
&#13;
0 s ó l ! ! ! R ó w n i e w s p a n i a ł e biesiad}' byw-ały z r a k ó w . T u z n o w u&#13;
&#13;
często narzędziom zawziętych b i j a t y k ,&#13;
&#13;
trzeba b y ł o d ł u g o m y s z k o w a ć za n i m i po o k o l i c z n y c h s t r u m y k a c h&#13;
&#13;
c z a p k i podobne do t y c h , j a k i e w y s t ę p u j ą w p r z e b r a n i a c h r ó ż n y c h&#13;
&#13;
a z s i t o w i a spiczaste&#13;
&#13;
1 stawach, s z u k a ł o s i ę i c h r ę k ą p o d n a w i s ł y m i brzegami, w y ­&#13;
&#13;
grup obrzędowych.&#13;
&#13;
c i ą g a ł o z d z i u r i spod k a m i e n i , nie bez tego, ż e b y o d czasu do&#13;
&#13;
G d y s k o ń c z y ł o s i ę w y b i e r a n i e jaj p t a s i c h i m i n ą ł czas k i e d y&#13;
&#13;
czasu nio z ł a p a ć w r ę k ę „ z a s k r o ń c a " , u c i e k a l i ś m y w t e d y z wrzas­&#13;
&#13;
ł y k o l e k k o schodzi z g a ł ą z e k w i e r z b o w y c h pasterze z M o r a w i c y&#13;
&#13;
k i e m przed t ą&#13;
&#13;
„żmiją".&#13;
&#13;
2 0&#13;
&#13;
B y ł y j e d n a k j a j k a , k t ó r y c h po w y j ę c i u z gniazda pasterze&#13;
nie j a d a l i , n p . czajek. J a j k a te w k ł a d a n o do kieszeni l e n i u c h o m ,&#13;
&#13;
z a m i e n i a l i s i ę w r y b a k ó w i ł o w i l i w r ę c e l u b do kosza w m a ł y m&#13;
stawku,&#13;
&#13;
zwanym&#13;
&#13;
dumnie&#13;
&#13;
„Jeziorem",&#13;
&#13;
drobne r y b k i .&#13;
&#13;
Ażeby&#13;
&#13;
o s ł o d z i ć sobie pasterskie ż y c i e w y s z u k i w a l i pod d a r n i ą l u b&#13;
&#13;
I I . 2. M a ł a g ę s i a r k a w drodze na gminne pastwisko, Ł o s t ó w k a , w o j . N . S ą c z , 1966&#13;
&#13;
we&#13;
&#13;
r.&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�U . 3. Zabawa na p a s t w i s k u , J o d l ó w k a Tuehnowska, w o j . T a r n ó w , 1965 г . ; M o r a w i c a , pastwisko g m . , 1948 r.&#13;
i l . 4. „ S t u k i " ; i l . 5. Zabawa w zgadywanie&#13;
&#13;
m c h u , w z g l ę d n i e na wrzosach, gniazda t r z m i e l i , k t ó r y c h&#13;
s t a n o w i ł dla n i c h d u ż y p r z y s m a k .&#13;
&#13;
miód&#13;
&#13;
2 2&#13;
&#13;
przypadkach&#13;
&#13;
pasterz&#13;
&#13;
wykorzystywał&#13;
&#13;
otrzymane&#13;
&#13;
pozwolenie&#13;
&#13;
i w y b i e r a ł „ t r ę ć " — s ł o m ę nie na jeden lecz na k i l k a k a p e l u s z y .&#13;
&#13;
Ulubiona, p r z y j e m n o ś c i ą , pasterzy b y ł y k ą p i e l e . W o k o l i c a c h&#13;
&#13;
Po ż n i w a c h i w j e s i e n i g d y d o j r z e w a ł y owoce t y l k o&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
mała&#13;
&#13;
n a d w i ś l a ń s k i c h w czerwcu, po Św. Janie, c a ł a czereda p a s t u c h ó w&#13;
&#13;
c z ę ś ć p a s t u c h ó w z o s t a w a ł a p r z y b y d l e . Reszta r o z c h o d z i ł a s i ę&#13;
&#13;
c h o d z i ł a częściej nago n i ż w u b r a n i u , g d y ż c i ą g l e k ą p a l i s i ę w W i ś ­&#13;
&#13;
po p o l a c h i sadach. R w a l i w t e d y groch s t r ą c z k o w y , r z e p ę , k o p a l i&#13;
&#13;
le, p o t e m t a r z a l i s i ę w p i a s k u a n a w e t w biocie, a ż e b y&#13;
&#13;
znów&#13;
&#13;
z i e m n i a k i do pieczenia, c h o d z i l i do s a d ó w i k r a d l i d o j r z e w a j ą c e&#13;
&#13;
z a n u r z y ć s i ę w rzece. Gdzie, j a k n p . w M o r a w i c y , n i e b y ł o w p o b l i ­&#13;
&#13;
owoce. Po powrocie na pastwisko d z i e l i l i s i ę z t y m i , k t ó r z y t y m ­&#13;
&#13;
ż u w i ę k s z e j r z e k i pastrze przegradzali w ą s k i potoczek, p r z e p ł y ­&#13;
&#13;
czasem p i l n o w a l i b y d ł a .&#13;
&#13;
w a j ą c y przez p a s t w i s k o i w p o w s t a ł y m w t e n s p o s ó b b a j o r k u&#13;
uczyli się p ł y w a ć i nurkować „ n a w y t r z y m a ł e g o . "&#13;
&#13;
Opisane t u z a j ę c i a , w y k o n y w a n e bez k o n t r o l i i o p i e k i zo&#13;
s t r o n y d o r o s ł y c h , w y r a b i a ł y u d z i e c i s a m o d z i e l n o ś ć i s p r y t ale&#13;
&#13;
Czas s p ę d z a n y na p a s t w i s k u d a w a ł s p o s o b n o ś ć w y k o n y w a n i a&#13;
&#13;
r ó w n o c z e ś n i e w y p a c z a ł y je p o w o d u j ą c o k r u c i e ń s t w o w s t o s u n k u&#13;
2 4&#13;
&#13;
z a j ę ć z a r o b k o w y c h . W lecie, j a k z b o ż e z a c z ę ł o d o j r z e w a ć , p l e t l i&#13;
&#13;
do z w i e r z ą t ,&#13;
&#13;
pasterze „ z ą b k i " na s ł o m k o w e kapelusze z ż y t n i e j s ł o m y (rzadziej&#13;
&#13;
solidarności nakazującej u k r y w a ć winnych. Tworzył się model&#13;
&#13;
pszenicznej) zwanej „ t r ę c i ą " . R o b i l i je z a r ó w n o dla siebie j a k i na&#13;
&#13;
bohatera. Cechy n a b y t e w czasie pasterskiej s w o b o d y pozosta­&#13;
&#13;
s p r z e d a ż . Zawsze w ś r ó d pasterzy z n a l a z ł s i ę t a k i , k t ó r y&#13;
&#13;
w i a ł y c z ę s t o t r w a ł e ś l a d y na p ó ź n i e j s z e j&#13;
&#13;
umiał&#13;
&#13;
s z y ć kapelusze. C a ł y kapelusz m o ż n a b y ł o w y k o n a ć na p a s t w i s k u .&#13;
Za c z a s ó w J a n a S ł o m k i za z ą b k i na jeden kapelusz p ł a c o n o 15—&#13;
&#13;
Najwięcej&#13;
&#13;
l e k c e w a ż e n i e eudzej w ł a s n o ś c i , f a ł s z y w e poczucie&#13;
&#13;
osobowości.&#13;
&#13;
m o ż l i w o ś c i m i e l i pasterze po j b i o r a c h . W t e d y&#13;
&#13;
b y d ł o puszczano w o l n o , a o n i sami u r z ą d z a l i sobie harce i zabawy.&#13;
&#13;
20 g r a j c a r ó w . I m drobniejsze b y ł y te z ą b k i t y m cena b y ł a w y ż s z a .&#13;
&#13;
Na pierwszy plan w y s u w a ł y się różne g r y j a k np.&#13;
&#13;
Najlepszy kapelusz (z uszyciem) k o s z t o w a ł c w a n c y n g i e r a c z y l i&#13;
&#13;
buka",&#13;
&#13;
33 g r a j c a r y , ale w t a k i m&#13;
&#13;
zręczności&#13;
&#13;
kapeluszu m o ż n a&#13;
&#13;
było&#13;
&#13;
„pochodzić&#13;
&#13;
dobrych parę ł a t " .&#13;
Materiał&#13;
gospodarze&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
z ą b k i trzeba&#13;
&#13;
gry&#13;
było&#13;
&#13;
ucina.ć u k r a d k i e m , g d y ż&#13;
&#13;
nie ż a ł o w a l i b i c i a , j e ś l i k o g o ś p r z y ł a p a l i p r z y tej&#13;
&#13;
robocie na s w o i m p o l u . Czasem j e d n a k sam gospodarz p r z y c h o d z i ł&#13;
na p a s t w i s k o i z a m a w i a ł z ą b k i u p a s t u c h ó w . P o z w a l a ł w ó w c z a s&#13;
&#13;
2 5&#13;
&#13;
„wybijanie&#13;
&#13;
„ p l i s z k i " zwane t e ż „ k i e z k a m i " i t p . , a t a k ż e p o p i s y&#13;
i siły&#13;
&#13;
( i l . 3,4). D u ż y m&#13;
&#13;
powodzeniem cieszyły się&#13;
&#13;
p r z y u ż y c i u szmacianych p i ł e k . C z ę s t y m i z a b a w a m i b y ł y&#13;
&#13;
„ p o l o w a n i e n a z a j ą c a " , zabawa „ w l i s y i w i l k i " , „ w w o j s k o " ,&#13;
„ z b ó j ó w i ż a n d a r m ó w " . Starsi c h ł o p c y u r z ą d z a l i na p a s t w i s k u&#13;
w y ś c i g i konne, za co ojcowie srogo k a r a l i .&#13;
Z a b a w y , k i e d y konieczny b y ł p o d z i a ł na g r u p y , z a c z y n a ł y&#13;
&#13;
u c i ą ć t y l e „ t r ę c i " i l e t r z e b a b y ł o na kapelusz, z w r a c a ł j e d n a k uwa­&#13;
&#13;
się zwykle od „ m ę t o w a n i a "&#13;
&#13;
g ę , a b y n i e w c h o d z i ć w ś r o d e k ż y t a i nie d e p t a ć go. W t a k i c h&#13;
&#13;
w y l i c z a n e k s t a n o w i ą c i e k a w y p r z y k ł a d l i t e r a t u r y ustnej dzieci.&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
czyli tzw. „wyliczanki".&#13;
&#13;
Teksty&#13;
&#13;
�167&#13;
&#13;
�U t w o r y te s ą c z ę s t o w i e r s z o w a n ą s k ł a d a n k ą s ł ó w&#13;
&#13;
pozbawioną&#13;
&#13;
sensu, w k t ó r y c h na p l a n pierwszy w y b i j a s i ę r y t m i r y m . J a k o&#13;
p r z y k ł a d p o s ł u ż y ć m o ż e tekst n a s t ę p u j ą c e j&#13;
&#13;
nie c h o d z i ł y , w o l a ł y raczej zabawy spokojne j a k np. p '&#13;
k o s z y k ó w z s i t o w i a , ubieranie lalek czy pieczenie p l a c k ó w&#13;
&#13;
r&#13;
&#13;
enio&#13;
gliny.&#13;
&#13;
Byw-ały j e d n a k r ó w n i e ż w s p ó l n e zabaw-y pasterzy i pasterek.&#13;
&#13;
wyliczanki:&#13;
&#13;
N a l e ż a ł o do t a k i c h przede w s z y s t k i m „ w e s e l e " , robione na w z ó r&#13;
Jan, J a n F a b i j a n z o l s z o w y m i n o g a m i , o b j ą ł g ł o w ę w s t ę ­&#13;
&#13;
p r a w d z i w y c h wesel w i e j s k i c h . T a ń c e o d b y w a ł y s i ę p r z y p i s z c z a ł c e&#13;
&#13;
g a m i a t y J a n i e , F a b i j a n i e w y s i ą d ź k o n i e na zagonie, co&#13;
&#13;
z w i e r z b i n y l u b p r z y skrzypcach o s t r u n a c h z k o ń s k i e g o w ł o s i a .&#13;
&#13;
m n i e pasiesz z ł o t ą s i e c z k ą , co m n i e poisz t ą&#13;
&#13;
P r z y tej&#13;
&#13;
duszeczką,&#13;
&#13;
okazji z a r ó w n o dziewczęta jak&#13;
&#13;
i chłopcy uczyli&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
t y c h o i n k ą na c h o i n k ę , t y z a j ą c z k u n a w o j e n k ę . P o s z ł a&#13;
&#13;
t a ń c z y ć . Znana jest p r z y ś p i e w k a o d n o s z ą c a się do d z i e w c z y n y ,&#13;
&#13;
baba po p o p i ó ł , d i a b e ł b ą b ę u t o p i ł , n i p o p i o ł u n i b a b y ,&#13;
&#13;
k t ó r a j a k o d o r o s ł a źle t a ń c z y ł a :&#13;
&#13;
t y l k o z b a b y d w a schaby.&#13;
C z y ś b y d e ł k a nie p a s a ł a ,&#13;
O b o k zabaw r u c h o w y c h , p o l e g a j ą c y c h&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
g o n i t w i e , popisach&#13;
&#13;
s p r a w n o ś c i i s i ł y , i s t n i a ł o sporo zabaw i n n y c h , j a k n p .&#13;
&#13;
w „ b i e r k i " czy w „ k o ś c i " a czasem w k a r t y . W i e l e czasu z u ż y w a l i&#13;
pasterze na&#13;
&#13;
Żeś t a ń c o w a ć nie&#13;
&#13;
umiała&#13;
&#13;
granie&#13;
&#13;
o p o w i a d a n i u p o p u l a r n y c h gadek z a s ł y s z a n y c h&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
C z ę s t y m z a j ę c i e m pasterzy b y ł o majsterkowanie. D l a zabi­&#13;
cia czasu i zabawy w y k o n y w a l i z drewna w i a t r a k i , m ł y n k i wodne,&#13;
&#13;
starszych ( i l . 5), a t a k ż e na w y m y ś l a n i u i o d g a d y w a n i u zagadek.&#13;
&#13;
z a b a w k i ruchomo w p o s t a c i t z w . „ t r a c z y " czy k o w a l i , i n n i z n ó w&#13;
&#13;
Jest t o m o ż e najbogatsza dziedzina d z i e c i ę c e j l i t e r a t u r y .&#13;
&#13;
r z e ź b i l i k o z i k a m i r ó ż n e z w i e r z ę t a , p t a s z k i , k o n i k i czy postacie&#13;
&#13;
Za­&#13;
&#13;
g a d k i z b i e r a ł n a p a s t w i s k u Seweryn U d z i e l a , g r a j ą c ze s w y m i&#13;
&#13;
l u d z k i e j a k n p . ż o ł n i e r z y w z g l ę d n i e l a l k i dla d z i e w c z ą t .&#13;
&#13;
i n f o r m a t o r a m i „ o jednego c e n t a " . P o l e g a j ą t a gra na t y m , że&#13;
&#13;
podejmowane przez j e d n y c h w y w o ł y w a ł y&#13;
&#13;
naśladownictwo&#13;
&#13;
in­&#13;
&#13;
g d y d z i e c i z a d a w a ł y m u z a g a d k ę , k t ó r e j r o z w i ą z a ć nie&#13;
&#13;
n y c h . W y t w o r z y ł o s i ę na tej drodze w s p ó ł z a w o d n i c t w o k t o&#13;
&#13;
za­&#13;
&#13;
umiał,&#13;
&#13;
Próby&#13;
&#13;
d o s t a w a ł y centa, z k o l e i m ó w i ł z a g a d k ę U d z i e l a i centa sobie&#13;
&#13;
b a w k ę czy r z e ź b ę p o t r a f i w y k o n a ć lepiej i ł a d n i e j . S p o ś r ó d m a j ­&#13;
&#13;
odbierał.&#13;
&#13;
sterkującej młodzieży w y b i j a l i się ei, k t ó r z y posiadali uzdolnienia&#13;
&#13;
P a s t e r k i b y ł y w zasadzie w y ł ą c z o n e od. zabaw, k t ó r y m odda­&#13;
wali się chłopcy.&#13;
&#13;
2 6&#13;
&#13;
B y ł y one przez c h ł o p c ó w w y ś m i e w a n e ,&#13;
&#13;
na­&#13;
&#13;
techniczne ł u b plastyczne. W&#13;
&#13;
w i e l u w y p a d k a c h zrodzone&#13;
&#13;
p a s t w i s k u zainteresowanie r z e ź b ą p o z o s t a w a ł o&#13;
przeprowadzonych w&#13;
&#13;
całe&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
życie.&#13;
&#13;
z y w a n o j e „ p i s k l a m i " i p a s t e r z o w i „ n i e honor b y ł o z a d a w a ć s i ę&#13;
&#13;
Z wywiadów&#13;
&#13;
z d z i e w c z y n ą " . C h ł o p c y „ r o b i l i i m na p r z e k ó r " , s t ą d d z i e w c z ę t a&#13;
&#13;
dukcji&#13;
&#13;
t r z y m a ł y s i ę na p a s t w i s k u z d a ł a od pasterzy. N a ż a d n e w j p r a w y&#13;
&#13;
z l u d o w y m i r z e ź b i a r z a m i d o w i a d u j e m y s i ę , że c z ę s t o i c h a r t y s -&#13;
&#13;
zabawek d r e w n i a n y c h n p .&#13;
&#13;
wiejskich&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
ośrodkach&#13;
&#13;
Brzozie S t a d n i c k i e j&#13;
&#13;
pro­&#13;
czy&#13;
&#13;
I I . 6. Zabawa n a p a s t w i s k u , L u b o m i e r z , w o j . n o w o s ą d e c k i e , 1966 г . ; i l . 7. S u c h o d ó ł , w o j . k r o ś n i e ń s k i e , 1969 г.; i l . 8. S a m o c h ó d w y k .&#13;
przez W i e s ł a w a D r y k ę , I . 12, P r z y k o p , w o j . tarnobrzeskie, 1981 г.; i l . 9. Samolot, w y k . S t a n i s ł a w Oohalek, I . 16,&#13;
Bezdziadka, w o j . k r o ś n i e ń s k i e , 1959 r.&#13;
&#13;
268&#13;
&#13;
�tye&#13;
&#13;
'.a&#13;
&#13;
twórczość&#13;
&#13;
bierze&#13;
&#13;
początek&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
prób&#13;
&#13;
podejmowanych&#13;
&#13;
w czi «io d z i e c i ę c y c h l a t s p ę d z o n y c h p r z y k r o w a c h na p a s t w i s k u .&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
W czasie p o b y t u w zintegrowanej gromadzie d z i a ł a j ą c e j na&#13;
p a s t w i s k u p o w s t a w a ł t a k m a ł o jeszcze znany f o l k l o r&#13;
i p i e r w o c i n y s z t u k i plastycznej.&#13;
&#13;
T u kształtowała&#13;
&#13;
. O&#13;
&#13;
dziecięcy&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
swoista&#13;
&#13;
wiedza o ś w i e c i e , t w o r z y ł y s i ę f o r m y s p o ł e c z n o i etyczne;. T u&#13;
wreszcie k r y s t a l i z o w a ł s i ę model wiejskiego bohatera,, akcepto­&#13;
w a n y przez g r u p ę , t y p wiejskiego z a w a d i a k i , k t ó r y „ n i c z e g o się&#13;
n i c b o i " i lekcewa.ży niewygodne dla siebie zakazy&#13;
&#13;
i nakazy.&#13;
&#13;
O d n a j d u j e m y go d z i ś w ś r ó d starszej m ł o d z i e ż y .&#13;
Gromada t w o r z y ł a j e d n ą z w a r t ą c a ł o ś ć , gdzie ł i a s ł o „ j e d e n&#13;
za w s z y s t k i c h — wszyscy za jednego" stosowano b y ł o w s p o s ó b&#13;
dosłowny.&#13;
&#13;
2 8&#13;
&#13;
Osobnik, jeśli n i e c h c i a ł l u b nie u m i a ł&#13;
&#13;
s i ę do o b o w i ą z u j ą c e j&#13;
grupy. Przybierały&#13;
&#13;
normy, narażony&#13;
&#13;
one&#13;
&#13;
n i e k i e d y nawet&#13;
&#13;
dopasować&#13;
&#13;
b y ł na szykany&#13;
formy&#13;
&#13;
całej&#13;
&#13;
okrucieństwa.&#13;
&#13;
P r z y c z y n ą takiego t r a k t o w a n i a b y ł n a j c z ę ś c i e j f a k t , że c h ł o p a k&#13;
(rzadziej dziewczyna) d o n o s i ł gospodarzom we w s i co s i ę dzieje&#13;
na&#13;
&#13;
p a s t w i s k u i „ s y p a ł k o l e g ó w " , w z g l ę d n i e ska,rżyl na&#13;
&#13;
nich.&#13;
&#13;
P o n i e w a ż pastorskie p s o t y b y w a ł y srogo przez r o d z i c ó w karane&#13;
donosicielstwo&#13;
&#13;
nio m o g ł o&#13;
&#13;
winowajcy uchodzić&#13;
&#13;
płazem.&#13;
&#13;
.Kary&#13;
&#13;
stosowane na w y ł a m u j ą c y c h s i ę c z ł o n k ó w g r u p y b y ł y surowe.&#13;
P r z y k ł a d e m t y c h s t o s u n k ó w , j a k i e p a n o w a ł y na p a s t w i s k u ,&#13;
m o ż e b y ć zda-zenie opisane w p a m i ę t n i k u cytowanego j u ż w i e l o ­&#13;
k r o t n i e P a w ł a Gawryluka,. Jeden z c h ł o p c ó w , n i e z b y t l u b i a n y&#13;
przez w s z y s t k i c h , z n i s z c z y ł sobie nowe, o d ś w i ę t n e ubranie. B o j ą c&#13;
s i ę ojca, o s k a r ż y ł o t o G a w r y l u k a , za co t o n d o s t a ł o d&#13;
poszkodowanego&#13;
&#13;
takie&#13;
&#13;
bicie, że przez k i l k a m i e s i ę c y&#13;
&#13;
brata&#13;
musiał&#13;
&#13;
s i e d z i e ć w d o m u , k u r o w a ć s i ę i w ł a ś c i w i e j u ż do p e ł n e g o z d r o w i a&#13;
n i g d y n i o p o w r ó c i ł . P o z o s t a l i pasterze srodze z e m ś c i l i s i ę za&#13;
pokrzywdzonego&#13;
&#13;
kolegę.&#13;
&#13;
Złapali&#13;
&#13;
przewrotnego&#13;
&#13;
10&#13;
I I . 10. W i a t r a c z e k z t a ń c z ą c ą p a r ą , w y k . A n d r z e j F i g i e l . Z a ­&#13;
b a w k i d z i e w c z ą t w i e j s k i c h : i l . 11. L a l k i z t r a w y , C h o j n ę , w o j .&#13;
sieradzkie; i l . 12. P t a k z s i t o w i a i p a p i e r k ó w , k o l . B i a ł k a , w o j .&#13;
siedleckie, 1957 r .&#13;
&#13;
skarżypytę,&#13;
&#13;
z a r z u c i l i m u na g ł o w ę worek, aby nie w i d z i a ł k t o go bije i s t ł u k l i&#13;
&#13;
w p a m i ę c i b y ł y c h pasterzy, a p r z y j a ź n i e z a w i ą z a n e „ p r z y b y d l e "&#13;
&#13;
go n i e m i ł o s i e r n i e , a n a s t ę p n i e zbitego z o s t a w i l i na&#13;
&#13;
t r w a ł y c z ę s t o do ś m i e r c i . Z d a r z a ł o s i ę , że udzielona pomoc czy&#13;
&#13;
pastwisku&#13;
&#13;
aż s i ę k t o ś m u s i a ł po niego z g ł o s i ć . K i e d y po p e w n y m czasie&#13;
&#13;
d o b r a r a d a , k t ó r ą sobie wzajemnie w y ś w i a d c z a j ą l u d z i e , u g r u n ­&#13;
&#13;
w r ó c i ł z n ó w na pastwisko i z a s n ą ł , pasterze w ł o ż y l i m u w&#13;
&#13;
t o w a n a jest na zasadzie „ p r z e c i e ż m y ś m y razem ze s o b ą p a s a l i " .&#13;
&#13;
usta,&#13;
&#13;
nos i uszy zebrany na p a s t w i s k u k a ł w o ł o w y , a, n a s t ę p n i e p o l a l i&#13;
&#13;
Opisane t u w d u ż y m s k r ó c i e ż y c i e pasterzy na&#13;
&#13;
wspólnym&#13;
&#13;
w ł a s n y m moczem, k i e d y z a ś c h ł o p a k o b u d z i ł s i ę , i złościł, za­&#13;
&#13;
pastwisku&#13;
&#13;
p e w n i a l i go, że z r o b i ł to jego w ł a s n y w ó l . Poszkodowany&#13;
&#13;
z a n i k ł o j u ż przed k i l k u d z i e s i ą t k a m i l a t , badanie jego nie stra­&#13;
&#13;
wie­&#13;
&#13;
d z i a ł , ż e to nieprawda,, alo b a l s i ę j u ż na k o l e g ó w p o s k a r ż y ć .&#13;
&#13;
2 9&#13;
&#13;
M i m o (rudnej i ż m u d n e j pracy, j a k ą b y ł o pasienie b y d ł a ,&#13;
&#13;
należy&#13;
&#13;
już&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
przeszłości.&#13;
&#13;
J e d n a k m i m o tego, że&#13;
&#13;
ciło n a a k t u a l n o ś c i . P r z y p u s z c z a ć m o ż n a , że wiele z j a w i s k z w i ą ­&#13;
zanych z n o r m a m i p o s t ę p o w a n i a p r z y j ę t y m i przez w s p ó ł c z e s n y c h&#13;
&#13;
lata s p ę d z o n e na w s p ó l n y m p a s t w i s k u razom z „ k o m p a n a m i "&#13;
&#13;
mieszkańców&#13;
&#13;
( „ k o m p a n k a m i " — dziewczynami) w s p o m i n a ł o s i ę przoz&#13;
&#13;
wzora,mi, k t ó r e k i e d y ś z r o d z i ł y s i ę i z o s t a ł y p r z y j ę t e p r z y pasieniu&#13;
&#13;
życie,&#13;
&#13;
bata, pasterskie zawsze n a l e ż ą&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
całe&#13;
&#13;
najprzyjemniejszych&#13;
&#13;
wsi można&#13;
&#13;
b y d ł a na w s p ó l n y m&#13;
&#13;
by&#13;
&#13;
wyjaśnić&#13;
&#13;
tkwiąoymi&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
tradycji&#13;
&#13;
pastwisku.&#13;
&#13;
P R Z Y P I S Y&#13;
1&#13;
&#13;
St. D u s z y k , Na wiejskim&#13;
pastwisku,&#13;
„ O r l i l o t " , 1947&#13;
n r 9/10, s. 151 i i n . ; L . M ł y n e k , Życie sierskich pasterzy przed&#13;
20 laty, „ L u d " , t . 4, 189, s'. 274—289&#13;
B . B a r a n o w s k i , Zycie codzienne wsi między Wa?-tą a Pilicą&#13;
w XIX&#13;
wieku, Warszawa 1969; St. Dwo:ra,kowski,&#13;
Kultura&#13;
społeczna&#13;
ludu wiejskiego na Mazowszu&#13;
nad Narwią,&#13;
Białystok&#13;
1964; W . G a j - P i o t r o w s k i , Kultura&#13;
społeczna&#13;
ludu z okolic Roz­&#13;
wadowa, W r o c l a w 1967; F r . L o r e n t z , A . Fischer, T . L e h r - S p ł a w i ń s k i , Kaszubi,&#13;
kultura ludowa i język, T o r u ń 1934; J.P. Dek o w s k i , Pasterstwo nad Pilicą,&#13;
„ P r a c e i M a t e r i a ł y Etnograficz­&#13;
n e " , t . 13, 1959; W . D r o z d o w s k a , Grupy rówieśnicze&#13;
w Załęczu&#13;
Wielkim, „ P r a c e i M a t e r i a ł y M u z e u m Archeologicznego i E t n o ­&#13;
graficznego w Ł o d z i " , soria etnograficzna, n r . 5, Ł ó d ź 1 9 6 1 ;&#13;
A . J a s k u l a n k a , Niektóre&#13;
zwyczaje&#13;
pasterskie&#13;
w&#13;
Sieradzkim,&#13;
„ P r a c e i M a t e r i a ł y E t n o g r a f i c z n e " , t . 8/9, 1950/51&#13;
J . B o j k o , Ze wspomnień,&#13;
Warszawa 1959; J . C h a ł a s i ń s k i ,&#13;
Młode pokolenie chłopów, Warszawa 1938; M . D ą b r o w s k a , Pa­&#13;
miętniki&#13;
młodzieży&#13;
wiejskiej&#13;
1918—1939,&#13;
Warszawo 1969; Pa­&#13;
miętniki&#13;
chłopów,&#13;
t . 1—3, Warsza,wa 1935, 1936; J . S ł o m k a ,&#13;
Pamiętniki&#13;
włościanina&#13;
— od pańszczyzny&#13;
do dnia&#13;
dzisiejszego,&#13;
K r a k ó w 1912&#13;
F r . K o t u l a , Rozmowy&#13;
ze skorupami,&#13;
R z e s z ó w 1969; F r .&#13;
P i g o ń , Z Komborni w świat, K r a k ó w 1947&#13;
W p a m i ę t n i k u Jana D i a b i k o w s k i e g o (ur, 1880 r. we w s i&#13;
R a d z i e j ó w Stary, g m . B y t ó w , p o w . Nieszawa, w o j . Warszawa)&#13;
c z y t a m y : „ J a k o c h ł o p i e c urodzony po 6 d z i e w c z ę t a c h m u s i a ł e m&#13;
bardzo w c z e ś n i e iść do p a s i o n k i . G d y m i a ł e n i ł a t 5 p a s ł e m j u ż&#13;
ś w i n i e i c i e l ę t a , a od 7 l a t k r o w y " (Pamiętniki&#13;
chłopów, op. c i t . ,&#13;
t . 2, s. 111)&#13;
2&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
4&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
„ P a m i ę t a m takiego z l a t dziecinnych -— pisze Stefan&#13;
D u s z y k — w y s o k i i c h u d y , d ł u g i e w ł o s y siwe, s p a d a j ą c e na&#13;
ramiona spod starego kapelusza,, d ł u g i w ą s . W d n i pogodne&#13;
n o s i ł z g r z e b n ą k o s z u l ę w y p u s z c z o n ą na wierzch p ł ó c i e n n y c h ,&#13;
s a m o d z i a ł o w y c h spodni, w deszcz n a r z u c a ł na r a m i o n a stary&#13;
worek, a dawniej j a k o p o w i a d a ł s ł o m i a n e g o c h o c h o ł a . W r ę k u&#13;
j a k o insygnia swej w ł a d z y d z i e r ż y ł pasterski, g r o m a d z k i bat&#13;
z d ł u g i m k o n o p n y m s z n u r k i e m , o z d o b i o n y m czerwonym chwas­&#13;
t e m i t r ą b ą w y k o n a n ą z r o g u w o ł u . " (Na pastwisku,&#13;
op. c i t . ,&#13;
s. 151)&#13;
B . B a r a n o w s k i , op. c i t . , s. 112&#13;
W . G a j - P i o t r o w s k i , op. c i t . , s. 105&#13;
L . M ł y n e k , op. c i t . , s. 275, 276&#13;
„ Z a z w y c z a j k r o w y w y g a n i a ł o s i ę n a ten p a ś n i k w po­&#13;
c z ą t k u maja, a przed m a j e m c i e l ę t a i ś w i n i e p r z e p ę d z a n o na&#13;
o z i m i n ę c z y l i na p s z e n i c ę , bo ż y t o w y r a s t a ł o w c z e ś n i e j i z w i e r z ę t a&#13;
n i e c h ę t n i e je j a d ł y . N a t y m p a ś n i k u p a s ł e m na s ł o ń c u i słocie,&#13;
na wietrze i u p a ł a c h a ż do 14 r o k u ż y c i a . " pisze w s p o m n i a n y&#13;
J a n D r a b i k o w s k i , Pamiętniki&#13;
chłopów, op. c i t . , t . 2 s. 111&#13;
„ Z a w s z e chodzono boso na pastwisko m i m o w i e l k i e j&#13;
rosy, k t ó r a ogromnie s z c z y p a ł a w n o g i . B u t ó w nio ubierano do&#13;
pasienia z dwócli p o w o d ó w : po pierwsze, żo nio s t a ć na t o wiejskich&#13;
r o d z i c ó w , po drugie z a ś p o m i m o tej zimnej g r y z ą c e j rosy n i k t&#13;
za b y d ł e m nie c h o d z i ł o b u t y , bo b y s i ę wszyscy w y ś m i e l i z ta­&#13;
kiego pana, co t o za b y d ł e m w b u t a c h chodzi. P r z y p o m i n a m&#13;
sobie, j a k nieraz p o d w p ł y w e m tej zimnej wody-rosy u d a w a ł e m&#13;
bociana, raczej s t o s o w a ł e m jogo s p o s ó b ogrzewania n ó g , gorzej&#13;
z m a r z n i ę t ą p o d k u l a j ą c i s t o j ą c na jednej i n a s t ę p n i e po nagrzaniu&#13;
jednej p o z w a l a ł e m jej m a r z n ą ć , a d r u g ą p o d k u l a ł e m . I t a k&#13;
na z m i a n ę . " ( J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 280, 281)&#13;
7&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
1 0&#13;
&#13;
1 1&#13;
&#13;
169&#13;
&#13;
�1 2&#13;
&#13;
1 3&#13;
&#13;
1 4&#13;
&#13;
St. D u s z y k , op. c i t . , s. 152&#13;
J . S ł o m k a , op. c i t . , s. 7&#13;
F r . L o r e n t z , A . Fischer, T . L e h r - S p ł a w i ń s k i , op. c i t . ,&#13;
&#13;
e. 151&#13;
1 5&#13;
&#13;
J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 210&#13;
Pamiętniki&#13;
chłopów, t . 2, s. 556&#13;
J . S ł o m k a , op. c i t . , s. 8&#13;
Pamiętniki&#13;
chłopów, t . 2, s. 555&#13;
B . B a r a n o w s k i , op. c i t . , s. 114. Inaczej w y g l ą d a ł y zwy­&#13;
czaje pasterskie w rejonie T y k o c i n a . „ T u — j a k pisze S t a n i s ł a w&#13;
D w o r a k o w s k i — w pierwszy d z i e ń (czasem d r u g i ) Z i e l o n y c h&#13;
Ś w i ą t p a s t u c h y n i e g d y ś , p ę d z ą c przed p o ł u d n i e m do w s i b y d ł o&#13;
z pastwiska, w y b i e r a l i p i ę k n e g o i spokojnego w o ł u , o k r y w a l i&#13;
go s t a r ą s ł o m i a n ą siecią i n a s t ę p n i e p r z y w i ą z y w a l i j ą do t u ł o w i a&#13;
s ł o m i a n y m i pasami. Za sieć i p o w r ó s ł a w k ł a d a l i g a ł ą z k i i polne&#13;
k w i a t y , n a r o g i z a ś wieniec z brzozowych g a ł ą z e k . T a k p r z y ­&#13;
strojonego w o l u h a ł a s u j ą c p r o w a d z i l i na czele stada do w s i ,&#13;
gdzie właściciel z w i e r z ę c i a m u s i a ł je w y k u p i ć z r ą k p a s t u c h ó w&#13;
d a t k i e m p i e n i ę ż n y m . W p r z e c i w n y m razie c h ł o p c y p r o w a d z i l i&#13;
w o l a dalej na w i e ś . Z b i e g i e m czasu zwyczaj ten u l e g ł znacznej&#13;
z m i a n i e . J u ż o k o ł o 1937 r. w okolicach T y k o c i n a , w t y c h sa­&#13;
m y c h co dawniej wsiach, pastuchy p ę d z ą c w p o ł u d n i e k r o w y&#13;
do d o m u , z a k ł a d a l i i m t y l k o zielone w i e ń c e na r o g i . Gospodarze&#13;
w y k u p y w a l i u w i e ń c z o n o z w i e r z ę t a , d a j ą c pastuszkowi z ł o t ó w k ę&#13;
w y k u p n e g o „ n a c u k i e r k i " . Po p o ł u d n i u na p a s t w i s k u s p ę d z a l i&#13;
p a s t u c h y b y d ł o w jedno miejsce, a z p r z y n i e s i o n y c h z d o m u j a d e ł&#13;
urządzali biesiadę czyli „majówkę". Zarówno&#13;
oprowadzanie&#13;
po w s i w o l u , j a k i biesiady p a s t u c h ó w na p a s t w i s k u w nie­&#13;
k t ó r y c h t u t e j s z y c h wsiach zwano dawniej „ w o l o w e m weselem".&#13;
(Kułlura&#13;
społeczna...,&#13;
op. c i t . , s. 101)&#13;
1 6&#13;
&#13;
1 7&#13;
&#13;
1 8&#13;
&#13;
1 9&#13;
&#13;
2 0&#13;
&#13;
St. P i g o ń , op. c i t . , s. 111&#13;
St. D u s z y k , op. c i t . , s. 152&#13;
t a m ż e , s. 153&#13;
J . S ł o m k a , op. c i t . , s. 10&#13;
J a k o k r u t n y m i p o t r a f i l i b y ć pasterze doskonale i l u s t r u j e&#13;
fragment w p a m i ę t n i k u c h ł o p a z w o j . warszawskiego: „ P a s i o n e&#13;
przeze m n i e k r o w y k ł a d ł y się w c i e n i u drzew, ż u j ą c apatycznie&#13;
i p o w o l i o g a n i a ł y się ogonami od m u c h ó w i b ą k ó w . A j a co&#13;
robiłem'! Ja pracę miałem. Ł a p a ł e m b ą k i , ł a m a ł e m źdźbła trawy,&#13;
w s d z a ł e m w o d w ł o k i p u s z c z a ł e m na w o l n o ś ć . K a ż d y z n i c h&#13;
z a b r z ę c z a ł z b ó l u straszliwie i p o m k n ą ł w przestworza. C i ą ł&#13;
z z a c i ę t o ś c i ą powietrze, c i ą g n ą c za s o b ą ź d ź l o t r a w y . P a t r z ą c&#13;
za n i m o g a r n i a ł a m n i e d z i k a rozkosz. D ł u g o s t a ł e m i p a t r z y ł e m ,&#13;
a on m a l a ł , m a ł a l , a ż wreszcie r o z t o p i ł s i ę z u p e ł n i e w b ł ę k i c i e .&#13;
A w t e d y w r a c a ł e m do k r o w y , ł a p a ł e m n a s t ę p n e g o b ą k a , wsa­&#13;
dzałem znów trawę w odwłok i puszczałem. B ą k gnał z bólu&#13;
na koniec ś w i a t a ,&#13;
j a d ł u g o , d ł u g o p a t r z y ł e m za n i m a ż s t a w a ł&#13;
się m u c h ą , k o m a r e m , p u n k c i k i e m , a ż wreszcie c a ł k o w i c i e w b ł ę ­&#13;
k i c i e r o z t a p i a ł . P r z y j e m n i e b y ł o p a t r z e ć na rozpaczliwe w y c z y n y&#13;
b ą k a i jego topienie się w b ł ę k i c i e . T ę h i s t o r i ę p o w t a r z a ł e m po&#13;
raz p i ą t y , d z i e s i ą t y i setny, d o p ó k i k r ó w nie p o g n a ł e m do obory.&#13;
2 1&#13;
&#13;
2 2&#13;
&#13;
2 3&#13;
&#13;
2 4&#13;
&#13;
T a k s p ę d z a ł e m czas za k r o w a m i d z i o ń po d n i u w g o r ą c e czerwco­&#13;
we d n i . T a k s p ę d z a l i czas wszyscy m o i r ó w i e ś n i c y . U c z y l i ś m y s i ę&#13;
poczucia dobra i p i ę k n a na b a r b a r z y ń s k i e j igraszce. Z a p r a w i a ­&#13;
l i ś m y s i ę na psach do p r z y s z ł y c h k r w a w y c h b ó j e k i b i j a t y k .&#13;
0 w s t r ę t n a b r z y d o t o zabaw c z ł o w i e k a wiejskiego. B r z y d o t o ,&#13;
b r z y d o t o , b r z y d o t o ! " ( J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 228)&#13;
„ D z i ś — pisze autor p a m i ę t n i k a , p o c h o d z ą c y z dawnego&#13;
p o w i a t u sierpockiego — k i e d y się nad t y m zastanawiam i w i d z ę&#13;
p o s t ę p k i k o l e g ó w , z k t ó r y m i n i e g d y ś razom p a s a ł e m k o n i e ,&#13;
t o w i d z ę , że o n i m a j ą w a d y , k t ó r e b i o r ą p o c z ą t e k z t a m t y c h&#13;
d n i . Te kradzione n i e g d y ś matce j a j k a i słonina, z o s t a w i ł y nie­&#13;
k t ó r y m ś l a d w p r z y s z ł y m ż y c i u . D z i ś nie k r a d n ą jajek, s ł o n i n y ,&#13;
ale z b o ż e , ś w i n i e , k r o w y i w o g ó l e co się da. T o s p r a w i ł o pasterskie&#13;
w m ł o d o ś c i w y c h o w a n i e . L u d z i e c i c i e r p i ą za t o , że w c i ę ż k i c h&#13;
warunka,ch u d a ł o i m s i ę s p r y t n i e coś p o d c i ą g n ą ć , do tego przy­&#13;
w y k l i i zostali t a k i m i .&#13;
( J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 227)&#13;
„ D z i e w c z y n y rzadziej d o p u s z c z a ł i ś m y do za.baw, ze&#13;
w z g l ę d u na t o , że u w a ż a l i ś m y je j a k o gorszy gatunek c z ł o w i e k a ,&#13;
że o b y l e co b e c z a ł y , nie p o t r a f i ł y d o s i a d a ć k o n i a i t d . T o ostat­&#13;
nie n a p a w a ł o nas s z c z e g ó l n ą d u m ą " . ( J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . ,&#13;
t . 1, s. 218)&#13;
I t a k n p . A u g u s t y n P i e k ł o (ur. w 1895 r. w Brzozie&#13;
Stadnickiej) stolarz-samouk&#13;
t a k wspomina, p o c z ą t k i swojej&#13;
p r a c y : „ J a k s z e d ł e m na pastwisko b r a ł e m p o d p a c h ę d e s k ę&#13;
l i p o w ą i w y c i n a ł e m r ó ż n e rzeczy, c y g a r n i c z k i , p t a s z k i " . Po­&#13;
dobnie m ó w i o sobie M i c h a ł G r z ę ś k o — zabawkarz (ur. 1908 г . ) ,&#13;
ż e j a k o m a ł y c h ł o p i e c p i l n u j ą c y k r o w y na p a s t w i s k u r z e ź b i ł&#13;
drobne p r z e d m i o t y dla w ł a s n e j p r z y j e m n o ś c i i na prezenty&#13;
dla i n n y c h . B y ł y t a m m i ę d z y i n n y m i l u f k i , ozdobione g ł ó w k a m i&#13;
z w i e r z ą t , (inf. z e b r a ł a w 1979 r. m g r Alicja, M a l e t a , I n s t . S z t u k i&#13;
PAN).&#13;
H a s ł o to b y ł o szczególnie w y r a ź n e g d y na p a s t w i s k u&#13;
z o s t a ł zaczepiony jeden z pasterzy przez pastucha z s ą s i e d n i e j&#13;
wsi. „ N a p a d a l i ś m y w t e d y na siebie — pisze p a m i ę t n i k a r z z Opo­&#13;
c z y ń s k i e g o — i w y w i ą z y w a ł a s i ę w a l k a . J a k o n a r z ę d z i e w tej&#13;
walce u ż y w a n e b y ł y k i j e , b a t y , przyniesione z p ó ł k a m i e n i e ,&#13;
a w o s t a t e c z n o ś c i darnie. Z w a l k i tej w y c h o d z i ł o się bardzo&#13;
c z ę s t o z t ę g i m guzem na g ł o w i e , a c z ę s t o m u s i e l i i n t e r w e n i o w a ć&#13;
1 r o z p ę d z a ć w a l c z ą c y c h nasi ojcowie. Często t e ż d o c h o d z i ł o&#13;
do b ó j k i m i ę d z y n a m i a p a s t u c h a m i z m i a s t a O., ale z t e m i&#13;
b y ł a trudniejsza sprawa, bo u ż y w a l i o n i w walce n o ż a . W na­&#13;
szym p o j m o w a n i u u ż y c i e n o ż a w walce z c z ł o w i e k i e m r ó w n a ł o&#13;
się j a k i e j ś ohydnej z b r o d n i , k t ó r e j b y ż a d e n z nas n i g d y nie&#13;
p o p e ł n i ł , o d n o s i ł o s i ę t o r ó w n i e ż i do w s z y s t k i c h ł u d z i ze w s i .&#13;
N a t a k i e g o co n o ż a u ż y w a ł w walce p a t r z a n o j a k na najpodlejszego g a t u n k u z b ó j a . Z b i e g i e m jednak czasu p o j ę c i a się z m i e n i ł y&#13;
i w walce z ł y k a m i z O., co ś m i e l s i , a k t ó r y m nie zależało bardzo&#13;
na u t r a c i e czci i p o w a ż a n i a , z a c z ę l i t e ż u ż y w a ć n o ż a w t o n s p o s ó b ,&#13;
że w i ą z a n o go na koniec b a t a i z o d l e g ł o ś c i uderzano p r z e c i w n i k a&#13;
po kapocie, ale szkody t o n i k o m u d u ż e j nie p r z y n i o s ł o . " ( J .&#13;
C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 219, 220)&#13;
Pamiętniki&#13;
chłopów, t . 2, s. 560&#13;
2 5&#13;
&#13;
2 6&#13;
&#13;
2 7&#13;
&#13;
2 8&#13;
&#13;
2 9&#13;
&#13;
Fot. E . IŁeinfuss, il. 1, 4, 5; J . Świderski, il. 2, 3, 6—12&#13;
&#13;
�Zofia&#13;
&#13;
Czerwosz&#13;
&#13;
SZTUKA&#13;
&#13;
LUDOWA&#13;
&#13;
WYCHOWANIU&#13;
&#13;
W&#13;
&#13;
ESTETYCZNYM&#13;
&#13;
DZIECI I M Ł O D Z I E Ż Y&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
W k r a j a c h z a m o ż n y c h i u p r z e m y s ł o w i o n y c h od k i l k u n a s t u&#13;
j u ż l a t w i d o c z n y jest s t a ł y wzrost-zainteresowania&#13;
&#13;
dla tego, co&#13;
&#13;
coraz m n i e j na zapoznanie u c z n i ó w ze s t a r y m i , n a j w a ż n i e j s z y m i&#13;
r z e m i o s ł a m i , j a k t k a c t w o , o b r ó b k a drewna czy ceramika. U c z e ń&#13;
&#13;
m o ż n a w y k o n a ć w ł a s n y m i r ę k a m i , przy pomocy prostych narzę­&#13;
&#13;
w s p ó ł c z e s n y z t r u d o m p o j m u j e w a r t o ś ć i p i ę k n o starego ludowego&#13;
&#13;
d z i i t e c h n i k . N i o t y l k o coraz popularniejsze staje s i ę h a s ł o „ z r ó b&#13;
&#13;
rękodzieła,&#13;
&#13;
to s a m " , ale r ó w n i e ż i wszelkie przojawy a m a t o r s t w a&#13;
&#13;
wykonania i tworzywem.&#13;
&#13;
plastycz­&#13;
&#13;
nie dostrzega z w i ą z k u&#13;
&#13;
między&#13;
&#13;
formą&#13;
&#13;
a&#13;
&#13;
techniką&#13;
&#13;
nego w dziedzinie r ę k o d z i e ł a artystycznego. N i e s t e t y r e z u l t a t y&#13;
&#13;
W tej s y t u a c j i s z c z e g ó l n i e i n t e r e s u j ą c e m o g ą b y ć d o ś w i a d ­&#13;
&#13;
estetyczne o k a z u j ą s i ę n i e w s p ó ł m i e r n e do z a p a ł u i z a a n g a ż o w a n i a .&#13;
&#13;
czenia ognisk i z e s p o ł ó w p l a s t y c z n y c h d z i a ł a j ą c y c h w ż y w y c h&#13;
&#13;
M y ś l ę , że p r z y c z y n ą tego jest przede w s z y s t k i m b r a k zrozumienia&#13;
&#13;
jeszcze o ś r o d k a c h&#13;
&#13;
istoty&#13;
&#13;
c h c ę na t y m miejscu p o d z i e l i ć s i ę u w a g a m i na t e m a t p r a c y t a k i c h&#13;
&#13;
rzemiosła,&#13;
&#13;
zależności&#13;
&#13;
jakie&#13;
&#13;
występują&#13;
&#13;
między&#13;
&#13;
formą&#13;
&#13;
plastyczną, materiałem i narzędziem. Nawet wtedy, gdy sięga&#13;
s i ę po w z ó r s z t u k i ludowej nie dostrzega s i ę tego, co w niej naj­&#13;
&#13;
ludowej s z t u k i . S p e ł n i a j ą c&#13;
&#13;
zespołów w Iłży i Medyni&#13;
&#13;
prośbę&#13;
&#13;
redakcji&#13;
&#13;
Głogowskiej.&#13;
&#13;
P o d e j m u j ą c m y ś ł stworzenia ognisk m ł o d z i e ż o w y c h w t y c h&#13;
&#13;
w a ż n i e j s z e — celowej k o n s t r u k c j i p r z e d m i o t u . A m a t o r o m nie­&#13;
&#13;
ośrodkach&#13;
&#13;
znane s ą c z ę s t o podstawowe&#13;
&#13;
wiadomości o kompozycji barw&#13;
&#13;
b o w i e m o t o , aby n a u c z y ć d z i e c i samej t e c h n i k i lepienia g l i n i a ­&#13;
&#13;
A m a t o r z y n i e s ą t e m u w i n n i , w i n i e n jest czas, k t ó r y od­&#13;
&#13;
p o d s t a w o w y c h p r o b l e m ó w p l a s t y c z n y c h — a b y przez d o ś w i a d ­&#13;
&#13;
i kształtów.&#13;
dziela&#13;
&#13;
n y c h f i g u r e k , ale a b y przez te z a j ę c i a w p r o w a d z i ć je w k r ą g&#13;
&#13;
przemysłowo&#13;
&#13;
społeczeństwa&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
wyrobów&#13;
&#13;
rękodzieła.&#13;
&#13;
Trzeba w i e l u w y s i ł k ó w b y na nowo, w procesie w ł a s n y c h doś­&#13;
wiadczeń,&#13;
&#13;
w i e d z i e l i ś m y , że zadanie jest t r u d n e . N i e c h o d z i ł o&#13;
&#13;
zrozumieć&#13;
&#13;
zależności&#13;
&#13;
które&#13;
&#13;
występują&#13;
&#13;
pomiędzy&#13;
&#13;
surowcem, m a t e r i a ł e m i f o r m ą .&#13;
&#13;
czenie s z t u k i ludowej r o z s z e r z y ć h o r y z o n t m y ś l o w y i w r a ż l i w o ś ć&#13;
estetyczną.&#13;
D z i a ł a n i a te p o d e j m o w a l i ś m y w okresie g d y estetyka dawnej&#13;
s z t u k i ludowej p r z e s t a ł a j u ż o r g a n i z o w a ć w y o b r a ź n i ę m ł o d z i e ż y&#13;
&#13;
Pod t y m w z g l ę d o m Polska znajduje s i ę w znacznie&#13;
&#13;
lepszej&#13;
&#13;
i nie b y ł a przez n i ą p r z y j m o w a n a j a k o w ł a s n a czy&#13;
&#13;
naturalna.&#13;
&#13;
s y t u a c j i , p o n i e w a ż sztuka l u d o w a jest jeszcze u nas ż y w a , a t a m&#13;
&#13;
Bardzo i s t o t n ą s p r a w ą b y ł o k t o m a te z a j ę c i a p r o w a d z i ć . N a u ­&#13;
&#13;
gdzie wygasa, z a c h o w a ł a s i ę p a m i ę ć o n i e j , ż y j ą t e ż t w ó r c y l u ­&#13;
&#13;
czyciel z p r z y g o t o w a n i e m p l a s t y c z n y m nie zna a r k a n ó w r z e m i o s ł a&#13;
&#13;
d o w i z n a j ą c y t r a d y c y j n e f o r m y i t e c h n i k i . D a w n a k u l t u r a ludo­&#13;
&#13;
ludowego, c h o ć m a ś w i a d o m o ś ć celu, k t ó r e m u p o w i n n y s ł u ż y ć&#13;
&#13;
wa w y r o b i ł a w n i c h d w i e cechy, bez k t ó r y c h n i e m o ż o p o w s t a ć&#13;
&#13;
z a j ę c i a . T w ó r c a l u d o w y , z w ł a s z c z a d o ś w i a d c z o n y m i s t r z , znako­&#13;
&#13;
żadne wartościowe rękodzieło — śmiałość i umiar.&#13;
&#13;
Pozostaje&#13;
&#13;
m i c i e m o ż e w p r o w a d z i ć w arkana r z e m i o s ł a , ale j u ż werbalizacja&#13;
&#13;
doświadczenia&#13;
&#13;
d o ś w i a d c z e ń a r t y s t y c z n y c h sprawia m u d u ż ą t r u d n o ś ć . T w ó r c y&#13;
&#13;
jedn.ak&#13;
&#13;
sprawą&#13;
&#13;
otwartą,&#13;
&#13;
jak&#13;
&#13;
wykorzystać&#13;
&#13;
te&#13;
&#13;
w procesie w y c h o w a n i a estetycznego s p o ł e c z e ń s t w a , a z w ł a s z c z a&#13;
&#13;
ludowemu&#13;
&#13;
dzieci i młodzież}'?&#13;
&#13;
w i e d z y a r t y s t y c z n e j , k t ó r a jest n i e z b ę d n a , a b y w i d z i e ć&#13;
&#13;
S z k o ł a , m i m o że zgodnie z p r o g r a m o m p o w i n n a z a p o z n a w a ć&#13;
&#13;
brak przygotowania dydaktycznego,&#13;
&#13;
łudową w kontekście współczesnej&#13;
&#13;
kultury&#13;
&#13;
brak&#13;
&#13;
mu&#13;
&#13;
artystycznej.&#13;
&#13;
też&#13;
&#13;
sztukę&#13;
Sam&#13;
&#13;
u c z n i ó w ze s z t u k ą l u d o w ą , w r z e c z y w i s t o ś c i c z y n i to dorywczo&#13;
&#13;
t w ó r c a p r z e k r a c z a j ą c k r ą g f o r m t r a d y c y j n y c h , staje na r o z d r o ż u&#13;
&#13;
i&#13;
&#13;
m i ę d z y e s t e t y k ą dawnej s z t u k i a o b e c n y m i p o g l ą d a m i na p i ę k n o&#13;
&#13;
powierzchownie. N i e wypracowano m e t o d y w ł ą c z a n i a s z t u k i&#13;
&#13;
l u d o w e j do p r o g r a m u w y c h o w a n i a plastycznego. N a&#13;
&#13;
zajęciach&#13;
&#13;
ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m s i ę znajduje. Dlatego t e ż p o s t a n o w i l i ś m y&#13;
&#13;
p r a k t y c z n y c h coraz w i ę c e j czasu zajmuje p r o j e k t o w a n i e przed­&#13;
&#13;
w pracy&#13;
&#13;
m i o t ó w oraz o b s ł u g a m a s z y n i p r z y r z ą d ó w , jest&#13;
&#13;
z umiejętnością&#13;
&#13;
go n a t o m i a s t&#13;
&#13;
z młodzieżą&#13;
&#13;
łączyć&#13;
&#13;
doświadczenia&#13;
&#13;
twórcy&#13;
&#13;
pedagoga — p l a s t y k a . (Podobne&#13;
&#13;
ludowego&#13;
rozwiązanie&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�U . 1. W i u o o a t y K i t o w s k i p r z y pracy, H ż a , w o j . kieleckie; i l . 2. Ptaszek osram., w y k . pod k i e r u n k i e m Wincentego K i t o&#13;
wskiego i art. p l . Z j f i i Czerwosz w ognisku przy S p ó ł d z . „ C h a ł u p n i k " ; prace dzieci starszych, ok. 1970 г . ; P t a k i Wir.cen&#13;
tego K i t o w s k i e g o : i l . 3. Indor, wys. 10,5 c m ; i l . 4. Bocian, wys. 18 o m ; i l . 5. P t a k ceram. „ w y k . K o n s t a n t y Ciepielewski&#13;
I l ż j ; i l . 6. P t a k ceram. w y k . w ognisku p r z y S p ó ł d z i e l n i „ C h a ł u p n i k "&#13;
&#13;
172&#13;
i&#13;
&#13;
�przyjęto&#13;
&#13;
w klasie k o z ł a lubuskiego, k t ó r ą w Ś r e d n i e j&#13;
&#13;
Szkole&#13;
&#13;
Muzycznej w Z b ą s z y n i u p r o w a d z i ł z n a k o m i t y m u z y k&#13;
Tomasz Ś l i w a wraz z prof. A n t o n i m&#13;
&#13;
ludowy&#13;
&#13;
Janiszewskim)..&#13;
&#13;
W y b ó r I ł ż y na miejsce pierwszego e k s p e r y m e n t u , w k t ó r y m&#13;
b r a ł a m u d z i a ł jako i n i c j a t o r i pedagog — p l a s t y k , u w a r u n k o w a n y&#13;
b y ł ż y w ą t r a d y c j ą tego o ś r o d k a garncarskiego. N a l e ż y on&#13;
najstarszych i najbardziej znanych w Polsce i c h o ć&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
świetność&#13;
&#13;
jego p r z e m i n ę ł a i nie m a j u ż praw ie czynnych p i e c ó w garncarskich,&#13;
pozostali w n i m doskonali garncarze, z n a j d o w a ł a s i ę t u&#13;
copeliowska S p ó ł d z i e l n i a&#13;
&#13;
także&#13;
&#13;
„Chałupnik".&#13;
&#13;
Sytuacja w I ł ż y w y d a w a ł a się d o ś ć paradoksalna. W s p a n i a ł a&#13;
t r a d y c j a i brak j a k i c h k o l w i e k&#13;
wychowania&#13;
&#13;
młodzieży.&#13;
&#13;
p r ó b p r z e d ł u ż e n i a jej w procesie&#13;
&#13;
Spółdzielnia&#13;
&#13;
skupiająca&#13;
&#13;
garncarzy&#13;
&#13;
z m i a s t a i okolic p r o w a d z i ł a k ó ł k o plast.yezne dla dzieci, ale zaję­&#13;
cia w n i m n i c z y m nie r ó ż n i ł y s i ę od z a j ę ć w i n n y c h&#13;
&#13;
kółkach,&#13;
&#13;
d z i a ł a j ą c y c h na. terenie k r a j u . Dzieci m a l o w a ł y f a r b a m i w o d n y m i&#13;
na&#13;
&#13;
blokach&#13;
&#13;
rysunkowych,&#13;
&#13;
i na&#13;
&#13;
tym&#13;
&#13;
wszystko s i ę&#13;
&#13;
kończyło.&#13;
&#13;
M i m o tego, że Iłża ma z n a k o m i t ą g l i n ę g a r n c a r s k ą , nie wprowa­&#13;
dzono ż a d n y c h z a j ę ć c e r a m i c z n y c h . N a w e t w przedszkolu,&#13;
&#13;
za­&#13;
&#13;
m i a s t g l i n y , dzieci d o s t a w a ł y do r ę k i t y l k o k a w a ł k i p l a s t e l i n y&#13;
oraz r ó ż n e n a m i a s t k i m a t e r i a ł ó w do m o d e l o w a n i a jak np. m a s ę&#13;
solną.&#13;
Pierwsze Ognisko C e r a m i k i L u d o w e j u d a ł o s i ę s t w o r z y ć dla&#13;
dzieci p r z y S p ó ł d z i e l n i „ C h a ł u p n i k " w l u t y m&#13;
&#13;
1968 r. P o c z ą t e k&#13;
&#13;
nie b y ] ł a t w y , m i m o p o p a r c i a moralnego i finansowego ze s t r o n y&#13;
c e n t r a l i Cepelii w Warszawie a. t a k ż e w y s i ł k ó w prezesa S z y m a ń ­&#13;
skiego ze&#13;
&#13;
Spółdzielni&#13;
&#13;
„Chałupnik".&#13;
&#13;
Niestety&#13;
&#13;
nie&#13;
&#13;
dysponował&#13;
&#13;
on o d p o w i e d n i m pomieszczeniem, a k i e r o w n i k s z k o ł y nie z g o d z i ł&#13;
się p r z y j ą ć ogniska ceramicznego, c h o c i a ż p r o j e k t p o d o b a ł&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
I ł . 7. W ł a d y s ł a w a P r u c n a l , M e d y n i a G ł o g o w s k a , w o j . rzeszow­&#13;
skie; i l . 8. Kokoszka,&#13;
w y k . przez dzieci z z e s p o ł u W ł . P r u c n a l ,&#13;
1979 r.&#13;
&#13;
nauczycielstwu, a Cepelia zapowniala fundusze, m a t e r i a ł , u r z ą ­&#13;
dzenie p r a c o w n i oraz d a w a ł a i n s t r u k t u r a . N a szczęście K r y s t y n a&#13;
Dziubich,&#13;
&#13;
kierowniczka&#13;
&#13;
przedszkola&#13;
&#13;
wiejskiego, z g o d z i ł a&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
p o d j ą ć t r u d zorganizowania u siebie ogniska. D z i ę k i jej energii&#13;
i pomocy zajęcia z dziećmi okazały się z wielu p o w o d ó w&#13;
&#13;
ko­&#13;
&#13;
rzystne. D l a dzieci b y ł a to b o w i e m ciekawa i k s z t a ł c ą c a zabawa,&#13;
w p r o w a d z a j ą c e jo w ś w i a t c e r a m i k i . Poprzez dzieci t r a f i o n o zaś&#13;
do ich r o d z i n , p r z y w r a c a j ą c szacunek dla dawnej s z t u k i l u d o w e j&#13;
i zapewne w p ł y w a j ą c na i c h u p o d o b a n i a estetyczne. N a m p r z y ­&#13;
n i o s ł y z a j ę c i a wiele d o ś w i a d c z e ń m e t o d y c z n y c h .&#13;
Ognisko dzieci starszych, od 7 tło 14 ł a t , r o z p o c z ę ł o p r a c ę&#13;
&#13;
Pożarnej.&#13;
&#13;
Przenosiny b y ł y&#13;
&#13;
konieczne ze&#13;
&#13;
Kultury&#13;
&#13;
względu&#13;
&#13;
dzieci, ale trzeba p r z y z n a ć , żc sala D o m u&#13;
&#13;
o d r a z u z n a l e ź l i ś m y zrozumienie dla naszego p o m y s ł u . O r g a n i ­&#13;
z a t o r e m ogniska b y ł a S p ó ł d z i e l n i a „ P r z e m y s ł L u d o w y "&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
Le­&#13;
&#13;
ż a j s k u , a d u ż ą pomoc o k a z a ł a Centrala Zrzeszenia Cepelii w W a r ­&#13;
&#13;
nieco p ó ź n i e j , w starej sieni S p ó ł d z i e l n i „ C h a ł u p n i k " , aby&#13;
k i l k u m i e s i ą c a c h p r z e p r o w a d z i ć s i ę do D o m u&#13;
&#13;
t e ż o n i c h p r a c o w n i c y s p ó ł d z i e l n i cepeliowskich, t o t e ż w M e d y n i&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
szawie.&#13;
&#13;
po&#13;
&#13;
Ognisko w M e d y n i n i g d y nie m i a ł o a n i k ł o p o t ó w l o k a l o w y c h ,&#13;
&#13;
Straży&#13;
&#13;
a n i organizacyjnych. W s t a r y m b u d y n k u p o c z t y przeznaczono n a&#13;
&#13;
zdrowie&#13;
&#13;
K u l t u r y nigdy&#13;
&#13;
nie&#13;
&#13;
p r a c o w n i ę d w a pokoje, k t ó r e S p ó ł d z i e l n i a w L e ż a j s k u&#13;
&#13;
urządziła&#13;
&#13;
starannie i z a o p a t r y w a ł a we wszystko co konieczne. W&#13;
&#13;
pracy&#13;
&#13;
m i a ł a tego s z c z e g ó l n e g o n a s t r o j u co stara s i e ń z w i e j s k i m s t o ł e m .&#13;
&#13;
wychowawczej od p o c z ą t k u b r a l i u d z i a ł nauczyciele miejscowoj&#13;
&#13;
Przy&#13;
&#13;
szkoły.&#13;
&#13;
stolo&#13;
&#13;
tym&#13;
&#13;
zatrzymywali&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
przechodzący&#13;
&#13;
pracownicy&#13;
&#13;
S p ó ł d z i e l n i , r o z m a w i a l i z d z i e ć m i , nawet w sprawach p r o d u k c j i ,&#13;
&#13;
W ł a s n a p r a c o w n i a d a w a ł a s w o b o d ę w p r a c y , t a k że i dzieci&#13;
&#13;
p o w s t a w a ł a w i ę c s z c z e g ó l n a atmosfera s y m p a t i i i obustronnego&#13;
&#13;
i&#13;
&#13;
szacunku, g d y&#13;
&#13;
u m i e ś c i l i ś m y d w i e fotografie garncarskich m i s t r z ó w z&#13;
&#13;
d o r o ś l i z u z n a n i e m o g l ą d a l i prace dzieci a&#13;
&#13;
one&#13;
&#13;
instruktorzy-wychowawcy&#13;
&#13;
czuli&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
u&#13;
&#13;
siebie.&#13;
&#13;
Na&#13;
&#13;
ścianach&#13;
Medyni.&#13;
&#13;
z p r z e j ę c i e m z w r a c a ł y s i ę tło p a n a prezesa, pana m a g i s t r a l u b&#13;
&#13;
B y l i to ludzie o g ó l n i e z n a n i , ojcowie i d z i a d k o w i e&#13;
&#13;
p a n i k s i ę g o w e j . W tej starej sieni n a j w a ż n i e j s z ą b y ł a ceramika&#13;
&#13;
dzieci z Ogniska. N a w i e l k i c h r e g a ł a c h d z i e c i m o g ł y swobodnie&#13;
&#13;
a r t y s t y c z n a i ona d a w a ł a poczucie j a k i e j ś&#13;
&#13;
niektórych&#13;
&#13;
wspólnoty.&#13;
&#13;
N a p i e r w s z y m p i ę t r z e m i e ś c i ł a się wzorcownia S p ó ł d z i e l n i ,&#13;
p e ł n a dziel s z t u k i ceramicznej i t a w z o r c o w n i a , d o s t ę p n a&#13;
dzieci,&#13;
&#13;
kształtowała&#13;
&#13;
w naturalny sposób ich&#13;
&#13;
dla&#13;
&#13;
zainteresowania&#13;
&#13;
c e r a m i k ą i upodobania estetyczne.&#13;
I ł ż a s ł a w n a jest z g a r n k ó w i m i s , ale o p r ó c z n i c h do&#13;
&#13;
tradycyj­&#13;
&#13;
n y c h w y r o b ó w n a l e ż ą r ó w n i e ż gliniane p t a s z k i , bogato dekoro­&#13;
wane p i ó r k a m i , m o d e l o w a n y m i z g l i n y o i n n y m kolorze. Zro­&#13;
bienie takiego p t a s z k a w y m a g a d u ż e j w p r a w y , z r ę c z n o ś c i p a l c ó w ,&#13;
a t a k ż e s m a k u estetycznego, ale w ł a ś n i e te p t a k i s p r a w i ł y , że&#13;
pierwsze ognisko d z i e c i ę c e j c e r a m i k i p o w s t a ł o w I ł ż y . Toczenie&#13;
n a c z y ń na kole g a r n c a r s k i m jest dla m ł o d s z y c h dzieci u c i ą ż l i w e ,&#13;
a lepienie p t a s z k ó w w y d a w a ł o się ł a t w i e j s z o . N i e&#13;
&#13;
wiedzieliśmy&#13;
&#13;
jeszcze w ó w c z a s , z j a k ą s w o b o d ą m o g ą dzieci o p a n o w a ć t e c h n i k ę&#13;
lepienia.&#13;
D r u g i e Ognisko C e r a m i k i D z i e c i ę c e j z o s t a ł o zorganizowane&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
w 1971 r. we w s i M e d y n i a G ł o g o w s k a , niedaleko Ł a ń c u t a . Podej­&#13;
m u j ą c p r a c ę m o g l i ś m y już k o r z y s t a ć z doświadczeń Iłży. Słyszeli&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�we z a j ę c i a ceramiczne, z d a ł egzamin i jest, j a k s ą d z ę , g o d n y po­&#13;
lecenia, g d y ż t w ó r c y l u d o w i , t a k ś w i e t n i w swojej sztuce i r z e m i o ś ­&#13;
le, n i e s ą na ogół pedagogami, i do swej f u n k c j i nauczyciela m u s z ą&#13;
s i ę p r z y g o t o w a ć przez w s p ó l n e z a j ę c i a z i n s t r u k t o r e m - p l a s t y k i e m ,&#13;
r o z m o w y i w y m i a n ę d o ś w i a d c z e ń . N i e s ą d z ę b y m o g l i sobie d a ć&#13;
radę&#13;
&#13;
od razu z g r o m a d ą&#13;
&#13;
obcych dzieci,&#13;
&#13;
co&#13;
&#13;
doświadczonemu&#13;
&#13;
nauczycielowi nie sprawia s z c z e g ó l n y c h t r u d n o ś c i . Trzeba&#13;
&#13;
na­&#13;
&#13;
u c z y ć dzieci zachowania s i ę w p r a c o w n i , p r z y z w y c z a i ć do n o w y c h&#13;
z a j ę ć , p o z n a ć c h o ć b y t r o c h ę i c h usposobienie i z d o l n o ś c i , b y t ę&#13;
g r u p ę w d r o ż o n ą do n o w e j dla n i c h p r a c y , w n o w y m&#13;
&#13;
miejscu,&#13;
&#13;
p r z e k a z a ć spokojnie l u d o w y m t w ó r c o m p o d o p i e k ę i dla n a u k i .&#13;
Z d o ś w i a d c z e ń m o i c h w y n i k a , ż e praca biegnie najlepiej,&#13;
&#13;
gdy&#13;
&#13;
t w ó r c a l u d o w y — n a j w a ż n i e j s z a osoba, m a n a z a j ę c i a c h pomoc­&#13;
nika&#13;
&#13;
— najlepiej nauczyciela, k t ó r y p e ł n i f u n k c j ę&#13;
&#13;
asystenta,&#13;
&#13;
p o m o c y technicznej i dawnej „ d a m y k l a s o w e j " .&#13;
W s t ę p n y przed—ceramiczny&#13;
&#13;
okres&#13;
&#13;
zajęć p o w i n i e n przede&#13;
&#13;
w s z y s t k i m z a i n t e r e s o w a ć dzieci ich p r z y s z ł y m i z a d a n i a m i , a po­&#13;
&#13;
о&#13;
&#13;
n a d t o o ś m i e l i ć w zabawie i p r a c y , p r z y z w y c z a i ć do g ł o ś n e g o w y ­&#13;
powiadania p y t a ń&#13;
&#13;
i o p i n i i w sprawach, k t ó r e d o t y c z ą&#13;
&#13;
zajęć&#13;
&#13;
artystycznych.&#13;
W p r a c o w n i ceramicznej d z i e c i m u s z ą b y ć bardzo p o s ł u s z n e&#13;
i u w a ż n e , tego w y m a g a m a t e r i a ł i t e c h n i k a , ale m u s z ą s i ę c z u ć&#13;
z u p e ł n i e swobodnie. Z d z i e ć m i w i e j s k i m i rzadko są k ł o p o t y w y ­&#13;
chowawcze w p r a c o w n i , dla m n i e s ą to najmilsze z e s p o ł y d z i e c i ę c e ,&#13;
jakie m o g ą&#13;
&#13;
być.&#13;
&#13;
W okresie w s t ę p n y m dzieci p o z n a w a ł y w y r o b y garncarskie&#13;
swej o k o l i c y , o g l ą d a ł y staro piece, s ł u c h a ł y o p o w i a d a ń i m a l o w a ł y .&#13;
Czyniły to z t y m w i ę k s z y m z a p a ł e m , że organizatorzy k u p i l i&#13;
dobre p ę d z l e i f a r b y . Rodzice i nawet nauczyciele b y l i z d z i w i e n i&#13;
malarskimi z d o l n o ś c i a m i swych&#13;
Pozostało&#13;
&#13;
dzieci.&#13;
&#13;
m i jedno s z c z e g ó l n i e m i ł e w s p o m n i e n i e ; dzieci&#13;
&#13;
z przedszkola w I ł ż y , k t ó r e wiele r a z y t r z y m a ł y w r ą c z k a c h g l i ­&#13;
n i a n e p t a k i i z n a ł y je doskonale, zawsze na s w y c h obrazkach ma­&#13;
l o w a ł y te p t a k i ż y w e , f r u w a j ą c e w p o w i e t r z u . Czasem p t a s z k i&#13;
w k ł a d a n e b y ł y do pieca garncarskiego j a k o szare f i g u r k i ,&#13;
zawsze w y l a t y w a ł y na s w y c h r o z p o s t a r t y c h , k o l o r o w y c h&#13;
&#13;
ale-&#13;
&#13;
skrzy­&#13;
&#13;
dełkach.&#13;
M i m o iż I ł ż a s ł y n i e z dobrej g l i n y , a M e d y n i a t o w i o s k a&#13;
garncarzy, o k a z a ł o s i ę , ż e dzieci n i g d y d o t ą d nie m i a ł y jej w r ę ­&#13;
k a c h , a n i w szkole, a n i w przedszkolu.&#13;
Praca ceramiczna z d z i e ć m i w r ó ż n y m w i e k u u p e w n i ł a m n i e ,&#13;
że z w y k l e nie doceniamy i c h z d o l n o ś c i m a n u a l n y c h , a n i b y s t r o ś c i&#13;
i c h s ą d ó w . M a l u t k i e r ą c z k i p r z e d s z k o l a k ó w d a w a ł y sobie r a d ę&#13;
z t r u d n ą t e c h n i k ą lepienia z g l i n y k s z t a ł t ó w p u s t y c h w e w n ą t r z ,&#13;
a dzieci 10—13&#13;
&#13;
letnie uczyły się techniki&#13;
&#13;
ceramicznej&#13;
&#13;
zwykle&#13;
&#13;
szybciej n i ż d o r o ś l i . U m i a ł y one p o w t a r z a ć d o k ł a d n i e r u c h y r ą k&#13;
i n s t r u k t o r a , a d e l i k a t n o ś ć i c h p a l c ó w b y ł a bardzo p r z y d a t n a .&#13;
O k a z a ł o s i ę , że m a ł e dzieci m o g ą sobie p r z y s w o i ć podstawowe&#13;
w i a d o m o ś c i techniczne, j e ż e l i m a j ą o k a z j ę do obserwacji. G r u p a&#13;
5 l e t n i c h dzieci „ b a d a ł a " t r z y e t a p y p r o d u k c j i n a c z y ń i o t r z y ­&#13;
m a ł a t r z y m a ł e n a c z y n k a : pierwsze — z surowej wysuszonej g l i n y ,&#13;
d r u g i e — z g l i n y raz w y p a l o n e j , p o r o w a t e j , trzecie —• p o k r y t e&#13;
s z k l i w e m . D z i e c i w ł o ż y ł y wszystkie n a c z y n i a do m i s k i z w o d ą&#13;
Prace dzieci z z e s p o ł u W ł . P r u c n o l : i l . 9. A g a t a P r u c n a l , 1. 10;&#13;
i l . 10. Tadeusz K u ź n i a r , 1. 1 1 ; i l . 11. W a l d e m a r Pasierb, 1. 14&#13;
i Janusz C h m i e l , 1. 8&#13;
&#13;
i co k i l k a m i n u t c h o d z i ł y jo o g l ą d a ć . N a koniec 5 l e t n i obserwator&#13;
z d a ł r e l a c j ę : „ t o ze s z k l i w e m&#13;
&#13;
nic s i ę n i e z m i e n i ł o , t o&#13;
&#13;
drugie&#13;
&#13;
podobne do d o n i c z k i jest c a ł e m o k r e , ale p a z n o k c i e m n i e m o ż n a&#13;
go z d r a p a ć , a z tego, k t ó r e nie b y ł o w p i e c u z r o b i ł o s i ę j u ż b ł o t o " .&#13;
Jestem pewna, że nie wszyscy d o r o ś l i i w y k s z t a ł c e n i ludzie w i e d z ą&#13;
t y l e o k o l e j n y c h otapach p r o d u k c j i&#13;
&#13;
u s t a w i a ć swoje g l i n i a n o f i g u r k i , na&#13;
&#13;
innej ś c i a n i e&#13;
&#13;
wioszaliśmy&#13;
&#13;
o b r a z k i malowane przez d z i e c i .&#13;
&#13;
szybciej i d o k ł a d n i e j — n i ż w czasie s ł u c h a n i a o b j a ś n i e ń&#13;
&#13;
K i l k a p i e r w s z y c h z a j ę ć , z a r ó w n o w I ł ż y j a k i M e d y n i pro­&#13;
w a d z i ł a m sama z p o m o c ą n a u c z y c i e l i i w y c h o w a w c ó w , po&#13;
&#13;
ceramiki.&#13;
&#13;
W ł a s n a praca w m a t e r i a l e , n a w e t najskromniejsza, pozwala&#13;
&#13;
tym&#13;
&#13;
czy&#13;
&#13;
w y k ł a d u — z r o z u m i e ć j a k bardzo f o r m a p l a s t y c z n a z a l e ż n a jest&#13;
od m a t e r i a ł u i n a r z ę d z i a . P o s ł u ż ę s i ę jeszcze j e d n y m p r z y k ł a d e m&#13;
&#13;
w s t ę p n y m okresie nauczycielami c e r a m i k i zostali t w ó r c y l u d o w i .&#13;
&#13;
z przedszkola. W I ł ż y starsze dzieci z z a p a ł e m p o d p i s y w a ł y g l i ­&#13;
&#13;
W I ł ż y stary mistrz garncarski, k t ó r y od dawna z w i e l k i m zami­&#13;
&#13;
niane k a f e l k i , a szło t o d o ś ć p o w o l i , bo p i s a ł y jeszcze z p e w n y m&#13;
&#13;
ł o w a n i e m l e p i ł p t a k i gliniane — W i n c e n t y K i t o w s k i (ur. 1895 г . ) ,&#13;
&#13;
t r u d e m nawet na papierze. D z i e c i s t w i e r d z i ł y , ż e w w i l g o t n e j g l i ­&#13;
&#13;
a w Medyni rzeźbiarka ludowa — W ł a d y s ł a w a Prucnal i mistrz&#13;
&#13;
n i e n a j ł a t w i e j jest w y r y ć l i t e r y , k t ó r e s k ł a d a j ą s i ę z p r o s t y c h&#13;
&#13;
g a r n c a r s k i — A n d r z e j R u t a . Ten p o r z ą d e k p r a c y : w s t ę p i w ł a ś c i ­&#13;
&#13;
kresek, a l i n i e z a g i ę t e s ą znacznie trudniejsze — n p . l i t e r a&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
S.&#13;
&#13;
�I&#13;
&#13;
P o k a z a ł a m i m w t e d y d w i e fotografie p i s m a k l i n o w e g o na t a b l i c z ­&#13;
kach glinianych&#13;
&#13;
i jedna z dziewczynek w y r a z i ł a o p i n i ę ,&#13;
&#13;
z n a l a z ł a o g ó l n e p o t w i e r d z e n i e . ,,To&#13;
t a k i e p i s m o , jeżeli m u s i e l i&#13;
&#13;
p i s a ć na&#13;
&#13;
mądrzy&#13;
&#13;
ludzie,&#13;
&#13;
która&#13;
&#13;
wymyślili&#13;
&#13;
g l i n i e " . Dalsza rozmowa&#13;
&#13;
d o t y c z y ł a o c z y w i ś c i e naszego alfabetu, p a p i e r u , o ł ó w k a i d ł u g o ­&#13;
pisów.&#13;
Po w s t ę p n y m okresie dzieci r o z p o c z ę ł y modelowanie cerami­&#13;
k i pod kierunkiem twóioów ludowych&#13;
&#13;
i z a j ę c i a te prowadzone&#13;
&#13;
są do d z i ś . D z i e c i l e p i ą c e r a m i k ę , a i c h gotowe f i g u r k i w y p a d a j ą&#13;
w swoich piecach nauczyciele m i s t r z o w i e garncarscy. O n i&#13;
nakładają&#13;
&#13;
też&#13;
&#13;
s z k l i w o , k t ó r e przed w y p a l e n i e m m o ż e b y ć niebez­&#13;
&#13;
pieczne dla z d r o w i a&#13;
&#13;
dzieci.&#13;
&#13;
T y p o w o prace z I ł ż y i M e d y n i są ł a t w e do&#13;
&#13;
odróżnienia.&#13;
&#13;
W I ł ż y dzieci w y k o n u j ą p t a s z k i zgodnie z t r a d y c y j n y m i&#13;
&#13;
typami&#13;
&#13;
i t e c h n i k ą . K s z t a ł t ptaszka s k l e j a j ą z trzoeh z w i n i ę t y c h p ł a t k ó w&#13;
gliny&#13;
&#13;
T&#13;
&#13;
T&#13;
&#13;
i o z d a b i a j ą plastycznie m o d e l o w a n y m i z kolorow cj&#13;
&#13;
glinki&#13;
&#13;
p i ó r k a m i . Kompozycja* p i ó r e k jest d o w o l n a i r o z m a i t a , ale kons­&#13;
t r u k c j a p t a k a zgodna jest z r y g o r a m i ceramicznej f o r m y .&#13;
Kitowski&#13;
&#13;
był&#13;
&#13;
doskonałym&#13;
&#13;
starym&#13;
&#13;
fachowcem&#13;
&#13;
i&#13;
&#13;
Mistrz&#13;
&#13;
wrażliwym&#13;
&#13;
a r t y s t ą , m i ę d z y n i m i jego u c z n i a m i m i e ś c i ł y się d w a p o k o l e n i a ,&#13;
to w ł a ś n i e , k t ó r e w I ł ż y o d e s z ł y od g a r n c a r s t w a , p o z o s t a w i a j ą c&#13;
w y s ł u ż o n e piece s t a r y m l u d z i o m , a obecnie r ó w n i e ż i d z i e c i o m .&#13;
Mistrz&#13;
&#13;
pokazywał&#13;
&#13;
każdy&#13;
&#13;
ruch&#13;
&#13;
rąk,&#13;
&#13;
doradzał&#13;
&#13;
czasem&#13;
&#13;
kolory&#13;
&#13;
i u k ł a d p i ó r e k , a p t a s z k i technicznie nieudane — p o p r a w i a ł&#13;
&#13;
sam.&#13;
&#13;
O n a j ł a d n i e j s z y c h p t a k a c h m ó w i ł , że są t a k dobre j a k jogo wła.sne,&#13;
a z r e s z t ą bardzo sobie c h w a l i ł b y s t r o ś ć dzieci i t w i e r d z i ł , że daw­&#13;
niej nie b y ł o t a k zdolnych u c z n i ó w . Niestety, K i t o w s k i j u ż nie żyje.&#13;
W M e d y n i starszo dzieci u c z ą s i ę t o c z y ć naczynia na&#13;
g a r n c a r s k i m pod k i e r u n k i e m t w ó r c y ludowego A n d r z e j a&#13;
&#13;
kolo&#13;
Ruty,&#13;
&#13;
d o s k o n a ł e g o garncarza, k t ó r y z j e d n a k o w ą ł a t w o ś c i ą toczy w i e l k i e&#13;
&#13;
u w a ż a j ą c , żo dzieci ł a t w i e j n a u c z ą s i ę t o c z y ć naczynia na warszta­&#13;
&#13;
d z b a n y i m a l e ń k i e d z b a n u s z k i - m i n i a t u r k i . N a z a j ę c i a te p r z y ­&#13;
&#13;
cie p r o s t y m i nawet p r y m i t y w n y m , w k t ó r y m s z y b k o ś ć o b r o t ó w&#13;
&#13;
c h o d z ą r ó w n i e c h ę t n i o dzieci garncarzy, j a k i c h m ł o d z i s ą s i e d z i ,&#13;
&#13;
k o ł a jest regulow-ana dowolnie przez garncarza. W y d a w a ł o&#13;
&#13;
k t ó r z y w O g n i s k u po raz pierwszy u s i e d l i p r z y k ó ł k u . Jest to&#13;
&#13;
o c z y w i s t y m , że uczniowie n a j p i e r w p o w i n n i p o z n a ć s t a r ą t e c h n i k ę&#13;
&#13;
w y r a ź n e wprowadzenie do&#13;
&#13;
w y r o b u d z b a n k ó w i misek, a dopiero p ó ź n i e j z a s i ą ś ć p r z y elek­&#13;
&#13;
rzemiosła, chociaż oczywiście&#13;
&#13;
nie m o ż e p r z e w i d y w a ć czy to zainteresowania b ę d ą&#13;
&#13;
nikt&#13;
&#13;
trwałe.&#13;
&#13;
trycznym&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
toczku garncarskim.&#13;
&#13;
P o c z ą t k o w o c h c i e l i ś m y w O g n i s k u p o s t a w i ć w a r s z t a t garn­&#13;
&#13;
P r a w d o p o d o b n i e m i e l i ś m y r a c j ę j a k o m e t o d y c y , ale w Ognis­&#13;
&#13;
carski starego t y p u , k t ó r y garncarz w p r a w i a w r u c h s t o p a m i ,&#13;
&#13;
k u w M e d y n i trzeba b y ł o j e d n a k w s t a w i ć k o ł o garncarskie po­&#13;
&#13;
i ł . 12. K o n i k - g w i z d e k , wys. 9 cm, w y k . W ł a d y s ł a w a Prucnal. 11. 13, 14. Praee dzieci z Ogniska C e r a m i k i D z i e c i ę c e j ,&#13;
w y k . p o d kier. W ł a d y s ł a w y P r u c n a l i Z o f i i Czerwosz&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
175&#13;
&#13;
�L i n o r y t y z ogniska D o m u K u l t u r y i M ł o d z i e ż y w N o w y m T a r g u : i l . 15. Powrót zbójników z polowania, w y k . D o r o t a M i r o c k a&#13;
1. 9; i l . 16. Kolędnicy,&#13;
w y k . J o l a n t a K l o c e k , 1. 10; i l . 17. Noc grudniowa na Podhalu, w y k . M a r e k Pajor, 1. 10; i l . 18. Ko­&#13;
lędnicy z Poronina,&#13;
wyk. H e n r y k F r y d a , 1. 13&#13;
&#13;
176&#13;
I&#13;
&#13;
�177&#13;
&#13;
�И . 19. Maryna&#13;
&#13;
z Hrubego, w y k . A g a t a Z a j ą c , 1. 6; i l . 20. Kolędnicy, w y k . P a w e ł Malewioz, 1. 9; i l . 2 1 , Życie&#13;
w y k . M i c h a ł B a t k i e w i c z , 1. 13; i l . 22. Starszy zbójnik, w y k . Jacek K n a j t e r , 1. 13&#13;
&#13;
pasterskie,&#13;
&#13;
�ruszane p r ą d e m . O k a z a ł o s i ę b o w i e m , ż e w c a ł e j o k o l i c y&#13;
&#13;
żaden&#13;
&#13;
s z a n u j ą c y s i ę m i s t r z nie s i ą d z i e p r z y kole, k t ó r o trzeba p o r u s z a ć&#13;
n o g a m i , wszyscy d o b r z y garncarze n a b y l i j u ż t o c z k i elektryczne&#13;
i wodług opinii wsi, przy starych warsztatach p r a c u j ą już tylko&#13;
n i e d o ł ę d z y i p i j a c y . T r z e b a w i ę c b y ł o ze w z g l ę d u n a racje spo­&#13;
łeczno o d s t ą p i ć od z a l e c e ń m e t o d y c z n y c h .&#13;
W M e d y n i wszystkie dzieci, m ł o d s z e i starsze, bardzo c h ę t n i e&#13;
m o d e l u j ą w glinie, regały w pracowni są pełne postaci. Istnieje&#13;
b o w i e m w t y m o ś r o d k u ż y w a i silna t r a d y c j a swobodnej r z e ź b y&#13;
ceramicznej, w y r a z i c i e l k ą k t ó r e j jest m . i n . W ł a d y s ł a w a P r u c n a l .&#13;
Joj w ł a ś n i e p o w i e r z y l i ś m y prowadzenie z a j ę ć z d z i e ć m i .&#13;
&#13;
Wła­&#13;
&#13;
d y s ł a w a P r u c n a l n a l e ż y do grona najlepszych ż y j ą c y c h r z e ź b i a ­&#13;
rzy — c e r a m i k ó w , a f i g u r k i jej bardzo p o d o b a j ą s i ę d z i e c i o m .&#13;
W o d r ó ż n i e n i u od K i t o w s k i e g o nic p o p r a w i a ona dzieciom i c h&#13;
g l i n i a n y c h f i g u r e k , c z ę s t o nie bierze ieh nawet cło r ę k i , poprze­&#13;
stając&#13;
&#13;
na p o d a n i u t e m a t u i z a c h ę c i e , ale d z i e c i o m ,&#13;
&#13;
zwłaszcza&#13;
&#13;
z d o l n i e j s z y m , n a ś l a d o w a n i e p r z y c h o d z i ł a t w o . N i e m a t u kunsz­&#13;
t o w n e j t e c h n i k i i k s z t a ł t ó w w e w n ą t r z p u s t y c h , a n i pracowitego&#13;
o r n a m e n t u p t a k ó w z I ł ż y , dzieci m o d e l u j ą spontanicznie, t a k j a k&#13;
m a j ą o c h o t ę . I c h f i g u r k i c h o ć w y k a z u j ą p o d o b i e ń s t w o do c e r a m i k i&#13;
l u d o w e j , m o g ą b y ć p r z y k ł a d a m i d z i e c i ę c e j ekspresji w r z e ź b i e .&#13;
P r a w d o p o d o b n i e k a ż d y nauczyciel zada.łby p y t a n i e czy w I ł ż y&#13;
dzieci l e p i ą t y l k o t r a d y c y j n e p t a s z k i , czy toż m o d e l u j ą z w ł a s n e j&#13;
c h ę c i t a k ż e inne postacie 1 I czy t e c h n i k a w y k o n a n i a p t a s z k ó w&#13;
m a w p ł y w na s w o b o d n ą r z e ź b ę d z i e c i ę c ą ?&#13;
Według&#13;
&#13;
m o i c h d o t y c h c z a s o w y c h obserwacji w p ł y w u&#13;
&#13;
togo&#13;
&#13;
nie w i d a ć . F i g u r k i lepione ..na wdasną r ę k ę " s ą z r e g u ł y p e ł n e ,&#13;
dzieci nie w p r o w a d z a j ą k s z t a ł t ó w p u s t y c h w e w n ą t r z , nie s t o s u j ą&#13;
toż w s w y m d o w o l n y m m o d e l o w a n i u charakterystycznego orna­&#13;
m e n t u z d r o b n y c h p l a s t y c z n y c h e l e m e n t ó w . N a l e ż y on w y ł ą c z n i e&#13;
do p t a k ó w . T a k w i ę c dzieci nie p r z e n o s z ą spontanicznie znanych&#13;
i m t a k dobrzo k o n s t r u k c j i i d e k o r a c j i na inne, w ł a s n e f o r m y .&#13;
Oba ogniska m a j ą już swój w i e l o l e t n i dorobek. W i e r z ę , że&#13;
w p ł y n i e t o na p r z e d ł u ż e n i e w I ł ż y t r a d y c j i lepienia&#13;
&#13;
ptaszków,&#13;
&#13;
lepszych w c a ł y m k r a j u i z a c z y n a j ą b y ć j u ż znane za g r a n i c ą .&#13;
&#13;
u m i e j ę t n o ś ć t ę n a b y ł o b o w i e m p a r ę setek d z i e c i . I w I ł ż y i w Me­&#13;
&#13;
Charakterystyczne s ą w n i c h ż y w e i r ó ż n o r o d n e l i n i e c i ę ć , k t ó r e&#13;
&#13;
d y n i znacznie w z r o s ł o zainteresowanie dla garncarstwa i r z e ź b y&#13;
&#13;
łączą się w z a m k n i ę t e u k ł a d y białych znaków,&#13;
&#13;
ceramicznej, w i d a ć też w y r a ź n i e w i ę k s z y szacunek dla garncarzy.&#13;
&#13;
ze s p o k o j n ą c z e r n i ą p ł a s z c z y z n . B y w a ,&#13;
&#13;
W s z y s t k i e dzieci, k t ó r e p r z e s z ł y przez Ognisko, czegoś s i ę nauczy­&#13;
&#13;
w t r a k t o w a n i u t e m a t u ł ą c z y s i ę ze z d e c y d o w a n ą i j a k b y ś w i a ­&#13;
&#13;
ł y , s ą bogatsze o nowe d o ś w i a d c z e n i a z m a t e r i a ł e m i f o r m ą .&#13;
&#13;
d o m ą k o m p o z y c j ą c a ł e g o o b r a z u i to s t a n o w i o i c h s z c z e g ó l n y m&#13;
&#13;
P o z n a ł y stare r z e m i o s ł o , m i t ł y o k a z j ę do samodzielnej ekspresji&#13;
&#13;
uroku.&#13;
&#13;
plastycznej w ciekawej i szlachetnej technice. To d u ż o , a j e d n a k&#13;
s ą d z ę , że oba ogniska z a t r z y m a ł y s i ę w r o z w o j u i nie z r o b i ł y dal­&#13;
szych k r o k ó w , k t ó r y c h m o ż n a b y ł o o c z e k i w a ć .&#13;
&#13;
kontrastujących&#13;
&#13;
że d z i e c i ę c a&#13;
&#13;
naiwność&#13;
&#13;
O d dawna jestem przekonana, że p o z i o m a r t y s t y c z n y prac&#13;
dzieci z a l e ż y przede w s z y s t k i m o d z d o l n o ś c i nauczyciela i nie&#13;
chciałabym&#13;
&#13;
przeceniać&#13;
&#13;
wpływu&#13;
&#13;
kultury&#13;
&#13;
Podhala na&#13;
&#13;
młodych&#13;
&#13;
W I ł ż y dzieci nie s i ę g n ę ł y n a w e t po w s z y s t k i e w z o r y , k t ó r e&#13;
&#13;
g r a f i k ó w w N o w y m T a r g u , ale trzeba c h y b a w t y m p r z y p a d k u&#13;
&#13;
m o g ą o g l ą d a ć we w z o r c o w n i S p ó ł d z i e l n i „ C h a ł u p n i k " i z o s t a ł y&#13;
&#13;
b r a ć p o d u w a g ę c z y n n i k i miejscowe, k t ó r e w sukcesach a r t y s ­&#13;
&#13;
p r z y t y p i e p t a k ó w swojego nauczyciela w O g n i s k u . N i e p r ó b u j ą&#13;
&#13;
tycznych m a j ą swój udział. W i ę k s z a uiż w innych ś r o d o w i s k a c h&#13;
&#13;
n o w y c h f o r m . N i e w i a d o m o czy z d o b ę d ą s i ę k i e d y ś na s a m o d z i e l n ą&#13;
&#13;
s p r a w n o ś ć manualna dzieci góralskich i ich tradycyjne zamiło­&#13;
&#13;
t w ó r c z o ś ć , a b y we w ł a s n y c h f o r m a c h w y r a z i ć swojo u p o d o b a n i a .&#13;
R ó w n i e ż w M e d y n i w s z y s t k o przebiega sprawnie, coraz nowe&#13;
dzioci d o r a s t a j ą do Ogniska. R e g a ł y s ą p e ł n e f i g u r o k ceramicz­&#13;
&#13;
wanie do strugania i c i ę c i a drewna, na pewno w y w i e r a j ą&#13;
&#13;
wpływ&#13;
&#13;
na ł a t w o ś ć , z j a k ą u c z ą s i ę one p o s ł u g i w a ć d ł u t k a m i g r a f i c z n y m i&#13;
przy cięciu w linoleum.&#13;
&#13;
nych, m i ł y c h , swobodnych i poprawnych technicznie — i t u&#13;
&#13;
N i e m o ż n a z a p o m n i e ć , że Podhale t o r e g i o n ś w i e t n e j s z t u k i&#13;
&#13;
j e d n a k b r a k u j e n o w y c h p o m y s ł ó w . O d dzieci, k t ó r e t a k bardzo&#13;
&#13;
l u d o w e j i w k a ż d y m n i e m a l d o m u , jeszcze d z i ś , z n a j d u j ą&#13;
&#13;
oswojone s ą z c e r a m i k ą , m o ż n a b y o c z e k i w a ć w i ę c e j . W p o b l i s k i m&#13;
&#13;
stare s p r z ę t y i p r z e d m i o t y o szlachetnej l i n i i , c z ę s t o ozdobione&#13;
&#13;
L e ż a j s k u s ą ciekawie malowane stare kafle, czemu dzieci&#13;
&#13;
b o g a t y m , ale doskonale w y w a ż o n y m o r n a m e n t e m .&#13;
&#13;
nie&#13;
&#13;
m i a ł y b y p r ó b o w a ć r ó w n i e ż m a l a r s t w a ceramicznego ? R ó w n i e ż&#13;
&#13;
D z i e c i w swych graficznych w y p o w i e d z i a c h m u s z ą&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
nawią­&#13;
&#13;
w r z e ź b i e ceramicznej m o g ł y b y n a u c z y ć s i ę lepienia f o r m p u s t y c h&#13;
&#13;
zywać&#13;
&#13;
w e w n ą t r z j a k s k o r u p k i , a t a k i e wzbogacenie t e c h n i k i p o z w o l i ł o b y&#13;
&#13;
budownictwie drewnianym i spotykają w rzeźbionych sprzętach,&#13;
&#13;
i m na nowe m o ż l i w o ś c i ekspresji. O c z y w i ś c i e d z i e c i o m potrzebne&#13;
&#13;
tak&#13;
&#13;
s ą w s k a z ó w k i i z a c h ę t a . Samo nie m o g ą p ó j ś ć dalej.&#13;
&#13;
w y w i e r a ć t e ż h a f t y , a s z c z e g ó l n i e parzenice.&#13;
&#13;
Na&#13;
&#13;
koniec c h c ę jeszcze p o w i e d z i e ć&#13;
&#13;
o Kółku&#13;
&#13;
Graficznym&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
układów&#13;
&#13;
dekoracyjnych,&#13;
&#13;
charakterystycznych&#13;
&#13;
dla&#13;
&#13;
które&#13;
&#13;
widują&#13;
&#13;
Podhala. Pewien&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
wpływ&#13;
&#13;
starym&#13;
mogą&#13;
&#13;
W z d o b n i c t w i e g ó r a l s k i m bardzo c z ę s t o o r n a m e n t z w a r t y&#13;
&#13;
w D o m u K u l t u r y Dzieci i Młodzieży w N o w y m Targu, które&#13;
&#13;
i g ę s t y kontrastuje z jednolitą, p u s t ą przestrzenią. Zasadę&#13;
&#13;
p r o w a d z i od 1976 r. absolwent W y ż s z e j S z k o ł y Plastycznej we&#13;
&#13;
s p o t y k a m y r ó w n i e ż w grafice d z i e c i . M o ż n a s ą d z i ć , że dzieje&#13;
&#13;
tę&#13;
&#13;
W r o c ł a w i u — góral z Poronina, artysta plastyk Stanisław Gał.&#13;
&#13;
s i ę t a k m . i n . z tego p o w o d u , iż dzieci p r z y s w a j a j ą sobie w co­&#13;
&#13;
Z a p o z n a j ą c dzioci g ó r a l s k i e z g r a f i k ą , a ściślej m ó w i ą c z l i n o r y ­&#13;
&#13;
d z i e n n y m o b c o w a n i u zasady k o m p o z y c y j n e w y s t ę p u j ą c e w zdob­&#13;
&#13;
t e m , nauczyciel ten s k ł o n i ł je do u p r a w i a n i a d y s c y p l i n y artys­&#13;
&#13;
n i c t w i e o t a c z a j ą c y c h je p r z e d m i o t ó w .&#13;
&#13;
tycznej nieznanej w t r a d y c j i&#13;
&#13;
Podhala.&#13;
&#13;
Dlatego t e ż l i n o r y t y z Nowego T a r g u , n i e n a l e ż ą c e do s z t u k i&#13;
&#13;
M i m o , że dzieci r o z p o c z ę ł y n o w ą dla n i c h p r a c ę w t r u d n e j&#13;
technice a r t y s t y c z n e j , w y n i k i o k a z a ł y s i ę po&#13;
&#13;
krótkim&#13;
&#13;
czasie&#13;
&#13;
d o s k o n a ł e . L i n o r y t y d z i e c i ę c e z Nowego T a r g u n a l e ż ą do&#13;
&#13;
naj­&#13;
&#13;
l u d o w e j s ą bardzo g ó r a l s k i e i g r a f i k a dla r e g i o n u n i e t y p o w a ,&#13;
jest w n i m t a k mocno osadzona.&#13;
&#13;
*&#13;
&#13;
179&#13;
&#13;
�B y ł a t o k r ó t k a relacja o pracach trzech Ognisk, k t ó r e dzia­&#13;
łają w k r ę g u sztuki ludowej,&#13;
dawnych form&#13;
Zajęcia&#13;
&#13;
wśród żywych&#13;
&#13;
rzetelne&#13;
&#13;
nauczenie&#13;
&#13;
technik&#13;
&#13;
jest&#13;
&#13;
sprawą&#13;
&#13;
niebagatelną,&#13;
&#13;
tradycji&#13;
&#13;
u m o ż l i w i a w ł a s n e sensowne c U i a ł a n i e ucznia, a t a k ż e daje klucz&#13;
&#13;
twórcy&#13;
&#13;
ludowi,&#13;
&#13;
rękodzieła ludowego.&#13;
&#13;
ludowych.&#13;
&#13;
do zrozumienia m a t e r i a ł u , sposobu w y k o n a n i a i f o r m y w y r o b ó w&#13;
&#13;
ceramiczne z&#13;
&#13;
dziećmi&#13;
&#13;
prowadzą&#13;
&#13;
Z a d a n i a te najlepiej s p e ł n i a j ą Ogniska, w k t ó r y c h&#13;
&#13;
g r a f i k ę — d y p l o m o w a n y a r t y s t a p l a s t y k . Wszyscy u c z ą dzieci&#13;
&#13;
twórcy&#13;
&#13;
swego w ł a s n e g o r e g i o n u , w k t ó r y m s a m i s i ę u r o d z i l i i w y c h o w a l i&#13;
&#13;
ludowi jednocześnie z umiejętnościami technicznymi przekazują&#13;
&#13;
i z k t ó r y m z w i ą z a n i są również w ł a s n ą twórczością. Tacy nau­&#13;
&#13;
dzieciom w i a d o m o ś c i o w y g l ą d z i e p r z e d m i o t ó w . W i a d o m o , że&#13;
&#13;
czyciele m o g ą z a p e w n i ć w ł a ś c i w e przekazanie u c z n i o m najistot­&#13;
&#13;
a r t y ś c i - p l a s t y c y m a j ą nieraz w ą t p l i w o ś c i j a k n a l e ż y o d p o w i a d a ć&#13;
&#13;
niejszych t r e ś c i k u l t u r y l u d o w e j , z a p o z n a ć je z t r a d y c j ą i nie­&#13;
&#13;
n a p y t a n i a dzieci, k t ó r e n p . c h c ą w i e d z i e ć j a k i m k o l o r e m&#13;
&#13;
s k a ż o n y m i formami rękodzieła swoich stron.&#13;
&#13;
l o w a ć , w j a k i s p o s ó b n a r y s o w a ć coś l u b u l e p i ć z g l i n y , ale k a ż d y&#13;
&#13;
Jednak doświadczenia z Iłży i Medyni każą zadać, pytanie,&#13;
&#13;
kto&#13;
&#13;
b y w a ł na&#13;
&#13;
zajęciach&#13;
&#13;
ma­&#13;
&#13;
w Ogniskach s z t u k i ludowej w i e ,&#13;
&#13;
że&#13;
&#13;
j a k d z i a ł a ć , aby dzieci, k t ó r e j u ż p r z y s w o i ł y sobie j a k i ś s p o s ó b&#13;
&#13;
t a k i c h w a h a ń n i e m a j ą t w ó r c y l u d o w i . I c h o d p o w i e d z i s ą stanow­&#13;
&#13;
w y k o n a n i a , w ł a ś c i w y dla k o n k r e t n e g o w y r o b u l u d o w e j&#13;
&#13;
cze, p o n i e w a ż p ł y n ą ze spokojnej p e w n o ś c i , k t ó r ą daje d ł u g o ­&#13;
&#13;
nie&#13;
&#13;
poprzestały&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
powtarzaniu&#13;
&#13;
sztuki,&#13;
&#13;
tego jednego sposobu.&#13;
&#13;
Aby&#13;
&#13;
n a b y t e u m i e j ę t n o ś c i s t a ł y s i ę w ł a s n o ś c i ą dzieci i m o g ł y i m s ł u ż y ć&#13;
w dalszym rozwoju&#13;
&#13;
l e t n i a t r a d y c j a miejscowa.&#13;
Trzeba&#13;
potrzebują&#13;
&#13;
artystycznym.&#13;
&#13;
N i e t r u d n o z n a l e ź ć o d p o w i e d ź , trzeb?, j e d n a k stale p a m i ę t a ć ,&#13;
&#13;
przecież&#13;
&#13;
jednak&#13;
&#13;
uświadomić&#13;
&#13;
bogatego&#13;
&#13;
programu&#13;
&#13;
uczniowie pana m a j s t r a&#13;
&#13;
sobie, ż e&#13;
&#13;
współczesno&#13;
&#13;
wychowawczego.&#13;
&#13;
Nie&#13;
&#13;
dzieci&#13;
są&#13;
&#13;
w d a w n y m warsztacie.&#13;
&#13;
to&#13;
Nie&#13;
&#13;
że celem wszelkich z a j ę ć a r t y s t y c z n y c h , a w i ę c i t y c h p o ś w i ę c o ­&#13;
&#13;
m o g ą s i ę u c z y ć stale tego samego — trzeba i m p o k a z y w a ć w c i ą ż&#13;
&#13;
n y c h sztuce l u d o w e j , jest estetyczne w y c h o w a n i e u c z n i ó w . D r o g ą&#13;
&#13;
nowo rzeczy i p r z e d s t a w i a ć coraz to nowe zadania.&#13;
&#13;
jest w ł a s n a ekspresja plastyczna i m o ż l i w i e b l i s k i o obcowanie&#13;
&#13;
J a k p r o w a d z i ć t a k i e wszechstronne i d y n a m i c z n e Ogniska,&#13;
&#13;
z d z i e ł a m i s z t u k i . Chodzi ostatecznie o wprowadzenie wycho­&#13;
&#13;
oparte na t r a d y c y j n e j sztuce l u d o w e j ' ! T y l k o praca i i n i c j a t y w a&#13;
&#13;
w a n k a do w s p ó l n o t y k u l t u r o w e j , k t ó r ą t w o r z y w s p o ł e c z e ń s t w i e&#13;
&#13;
w i e l u l u d z i m o g ą d a ć na to&#13;
&#13;
m . i n . sztuka.&#13;
&#13;
Na&#13;
&#13;
S ą d z ę , że m ł o d z i ludzie, k t ó r z y o d d z i e c i ń s t w a&#13;
&#13;
przyswoili&#13;
&#13;
koniec c h c i a ł a b y m&#13;
&#13;
odpowiedź.&#13;
tylko przekazać spostrzeżenia&#13;
&#13;
do­&#13;
&#13;
t y c z ą c e organizacji Ogniska s z t u k i l u d o w e j dla d z i o c i . D o ś w i a d -&#13;
&#13;
są&#13;
&#13;
czonia w i e l u z e s p o ł ó w "wskazują, ż e t w ó r c y l u d o w i s ą w n i c h nie&#13;
&#13;
w w y j ą t k o w o k o r z y s t n e j s y t u a c j i , p o n i e w a ż m a j ą bardziej l u b&#13;
&#13;
do z a s t ą p i e n i a , ale ż e są w n i c h r ó w n i e ż n i e z b ę d n i w y k s z t a ł c e n i&#13;
&#13;
m n i e j ś w i a d o m e , ale w y r a ź n e k r y t e r i a ocen. N i e o b a w i a m s i ę , b y&#13;
&#13;
a r t y ś c i - n a u c z y c i e l e , j a k o o p i e k u n o w i o , bo&#13;
&#13;
t o pierwsze wtajemniczenie ludowe m o g ł o n a s t ę p n i e&#13;
&#13;
od p o c z ą t k u h a r m o n i j n e w s p ó ł ż y c i e&#13;
&#13;
sobie k o n w e n c j ę e s t e t y c z n ą j a k i e g o ś r e g i o n u s z t u k i l u d o w e j ,&#13;
&#13;
utrudniać&#13;
&#13;
tylko&#13;
&#13;
wiejskich&#13;
&#13;
oni&#13;
&#13;
układają&#13;
&#13;
mistrzów&#13;
&#13;
ręko­&#13;
&#13;
zrozumienie i a k c e p t a c j ę s z t u k i w s p ó ł c z e s n e j . P r z e c i w n i o , k s z t a ł ­&#13;
&#13;
dzieła z uczniami-wychowankami współczesnej szkoły. Oni też&#13;
&#13;
tuje&#13;
&#13;
m o g ą r o z s z e r z a ć zainteresowania dzieci. J e ż e l i w y c h o w a n k o w i e&#13;
&#13;
ono&#13;
&#13;
zainteresowania i p o b u d z a u c z u c i o w y&#13;
&#13;
stosunek&#13;
&#13;
s z t u k i , wzbogaca w y o b r a ź n i ę a przede w s z y s t k i m r o z w i j a&#13;
&#13;
do&#13;
po­&#13;
&#13;
Ogniska p o d&#13;
&#13;
k i e r u n k i e m t w ó r c y ludowego o s i ą g n ą j u ż&#13;
&#13;
niezły&#13;
&#13;
poziom artystyczny, a t a k ż e s p r a w n o ś ć techniczną i zaczną się&#13;
&#13;
t r z e b y estetyczne.&#13;
Trzeba j e d n a k s t w i e r d z i ć realnie, że niewiele jest już&#13;
&#13;
re­&#13;
&#13;
trochę&#13;
&#13;
nudzić,&#13;
&#13;
wtedy&#13;
&#13;
opiokun-pedagog&#13;
&#13;
powinien&#13;
&#13;
taktownie&#13;
&#13;
g i o n ó w , w k t ó r y c h t w ó r c z o ś ć l u d o w a ż y w a jeszcze w otoczeniu&#13;
&#13;
w s k a z a ć dalsze cele. Ogniska, k t ó r e t a k i o g o o p i e k u n a nie m a j ą ,&#13;
&#13;
m o ż e k s z t a ł c i ć ś w i a d o m o ś ć e s t e t y c z n ą dzieci, t a k j a k się to dzieje&#13;
&#13;
zasklepiają się często wewnątrz i zaczynają powielać wciąż takie&#13;
&#13;
w N o w y m T a r g u . P o z o s t a j ą w i ę c zabiegi wychowawcze, k t ó r e&#13;
&#13;
same f o r m y . Z a n i k a t w ó r c z o ś ć i uczniowie r o b i ą prace co&#13;
&#13;
z r ó ż n y m powodzeniem d ą ż ą do w y k o r z y s t a n i a bogactwa polskiej&#13;
&#13;
wyżej przeciętne. Zdolności artystyczne i talenty noszą bowiem&#13;
&#13;
sztuki&#13;
&#13;
d z i e c i w sobie, ale p o k a z a ć je i z a b ł y s n ą ć m o g ą t y l k o w sprzyja­&#13;
&#13;
ludowej.&#13;
&#13;
J e d n y m z n i c h jest w ł a ś n i e n a u k a w y k o n y w a n i a&#13;
nych wyrobów ludowych&#13;
&#13;
tradycyj­&#13;
&#13;
w Ogniskach D z i e c i ę c y c h . J u ż samo&#13;
&#13;
j ą c y c h wychowawczo w a r u n k a c h . N a s t w o r z e n i u t y c h&#13;
n y c h w a r u n k ó w polega w ł a ś n i e r o l a pedagoga.&#13;
&#13;
23&#13;
I I . 23. P t a s z k i ceram. w y k . w O g n i s k u D z i e c i ę c y m p r z y Spółclz.&#13;
&#13;
„Chałupnik"&#13;
&#13;
Fot. St. Deptuszewsbi, il. 1, 3, 4, 12; W. Madroszkiewicz, il. 8; J . Świderski, il. 2, 5—7, 9—11, 13—23; W. Werner, il. 7&#13;
&#13;
I&#13;
&#13;
gdyż&#13;
&#13;
jeszcze&#13;
&#13;
naj­&#13;
&#13;
przychyl­&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10199" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10177">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/053c11a57a36feeec4c24b197ea92fe7.pdf</src>
        <authentication>8581d1745a55bc89586da7ff50e9368b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5291</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121300">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121301">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4913</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121302">
                <text>Starorzecze.Krzyżyk z mosiężnej blachy, Piesek puk, Maszyny do pisania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121303">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.90-97</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121304">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121305">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121306">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121307">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121308">
                <text>W

ANTONIKROH

Warszawie za carskich czasów kandydat na

majstra musiał wykonać w obecności komisji
tak zwany majstersztyk. Egzaminowanie mo­

gło trwać tydzień i dłużej. Odbywało się w warsztacie.

Starorzecze

D e l i k w e n t pracował, a komisja, jedząc i popijając na je­
go rachunek, pilnowała, by n i k t m u nie pomagał, oraz
przerzucała się d o c i n k a m i p o d jego adresem. N a noc

Krzyżyk z mosiężnej blachy,
Maszyny do pisania,
Piesek Puk

warsztat starannie plombowano. Dziadek A n t o n i miał
dyplom mistrzowski w dziedzinie blacharstwa i kotłów
gorzelniczych, a krzyżyk, który obecnie należy do mnie,
był jego majstersztykiem, pracą dyplomową. N i e w i e l k i
stojący blaszany krzyżyk, z zamkniętymi obło ramiona¬
m i , u dołu lekko wywinięty na zewnątrz, pusty w środku.

zyty, t a k i był szczęśliwy, tak nie wiedział, jak i c h uho¬

Zagadka polega na t y m , że nie widać jakiegokol¬
spawu. N a j p r a w d o p o d o b n i e j

norować, że nie b y l i w stanie wykrztusić, co i c h spro¬

Dziadek wymodelował go z jednego kawałka blachy.

wadza. Posiedzieli, pogadali, w y p i l i herbatę. Prosił, że¬

A l e jak?

by w p a d a l i częściej. N a d r u g i dzień wzięli się w garść

wiek

śladu łączenia,

i odwiedzili go raz jeszcze.

Pokazałem krzyżyk znajomemu m e t a l u r g o w i , ab¬
solwentowi p o l i t e c h n i k i . Oglądał na wszystkie strony,

Dziadek A n t o n i miał braci i bratanków ustawio¬

przybliżał do lampy, obracał. Zniecierpliwił się, odsta¬

n y c h w życiu, nie chcieli się z n i m kolegować, więc po

wił na półkę, zaczął mówić o czymś i n n y m . Z n o w u się¬

śmierci syna jedyną bliską m u osobą była synowa, czyli

gnął, obejrzał, odłożył.

moja M a m a . N o i w n u k i . Co sobotę przyjeżdżał do nas

Przyszedł po p a r u d n i a c h .

na Bielany, zostawał do niedzieli. Przywoził dzieciom

- Ja do twojego krzyżyka.

cukier - w butelce po oranżadzie, takiej z porcelano¬

Wyjął z teczki reflektorek, jakiego używają laryn¬

w y m kapslem; nie mógł kupować cukierków, bo samot¬

golodzy, umocował sobie na czole, poświecił. Wsunął

n y m emerytom k a r t k i na c u k i e r k i nie przysługiwały.

do wnętrza krzyżyka maleńkie lusterko na t r z o n k u . Pa¬

Trzymał u nas skrzypce, czasem grał i śpiewał Rosła

trzył przez silnie powiększające szkło.

lina z liściem szerokim albo o więźniu, który miał w celi

ka­

- Hm.

przyjaciela-pajączka, to znów o kibitce pędzącej w odle­

Tyle się dowiedziałem.

gły szlak, a dzwonek tylko słychać z oddali jak

Dziadek A n t o n i wcześnie owdowiał, sam wychowy¬

umarłych

pogrzebowy

znak. Czytał Czechowa, Turgieniewa, Gogola,

L w a Tołstoja, Puszkina, mieliśmy to w d o m u . M a m a

wał dzieci: A n t k a (mojego ojca) i A l ę . G d y pokończy­
l i studia, spełnił swoje marzenie: kupił działkę w Zie¬

kupowała rosyjską klasykę, która była wtedy w Polsce

lonce, zbudował d o m e k . A l a była lekarką. Zginęła już

bajecznie tania, starannie wydany t o m kosztował tyle

po upadku powstania, na szosie p o d Pruszkowem.

co dwa przejazdy tramwajem albo mniej, podobno jakiś

Chciała p o m ó c jakiemuś r a n n e m u , o d r u c h o w o wyszła

prywaciarz kupił większą ilość dzieł Stalina oprawnych

z szeregu, w a c h m a n krzyknął i zdjął karabin z ramienia,

w skórkę, którą zużył na produkcję galanterii, a że nie

nie zwróciła na to uwagi. Gdzieś za wczesnego Gomuł¬

znosił marnotrawstwa, zawiózł do składu makulatury

k i , miałem wtedy ze szesnaście lat, poszedłem do punk¬

kilkaset kilogramów odpadów poprodukcyjnych i dostał

t u skupu makulatury, magazynierka warknęła: - Na¬

za to piętnaście lat. Tak p l o t k o w a l i dorośli, myśląc, że

zwisko! A d r e s ! - bo władza musiała mieć czarno na

skoro A n t o ś przykucnął w kącie i b a w i się k l o c k a m i , to

białym, jak się nazywa i gdzie mieszka obywatel, który

nic go nie obchodzi i można swobodnie rozmawiać.

przyniósł do sprzedania piętnaście i pół kilograma sta¬

W czerwcu osiemdziesiątego dziewiątego r o k u , wkrótce

rych gazet. Odwarknąłem t y m samym t o n e m : - K r o h !

po wyborach, które komuniści tak pięknie przegrali,

- i nagle magazynierka rozpromieniła się, zapytała ser¬

wyszły spóźnione o parę tygodni dzieła Lenina w białej

decznie, czy może jestem k r e w n y m p a n i d o k t o r A l i c j i

delikatnej skórce, kaletnicy natychmiast w y k u p i l i cały

K r o h , która pracowała na Sadybie? I czy p a n i doktor

nakład, radio cieszyło się t y m przez k i l k a d n i .

żyje? Jeśli tak, proszę ją koniecznie pozdrowić, H a n n a

Babcia, dziadkowie znali rosyjski z czasów młodo¬

Woźniak jestem, z ulicy Obserwatorów, już p a n i d o k t o r

ści. Babcia, gdy podliczała coś w pamięci, mamrotała

będzie wiedziała. Powiedziałem, że to moja ciotka, nie

po rosyjsku, dopiero w y n i k ogłaszała po polsku. M a m a

żyje. - O J e z u , ona też? Jak zmarła? - Zwyczajnie, Nie¬

chodziła na kursy organizowane przez Towarzystwo

miec ją zastrzelił. Patrzę, a na kwicie dziesięć kilo ma¬

Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. N i e musiała daleko cho¬

kulatury więcej, niż się należało.

dzić, odbywały się u niej w biurze, w godzinach służbo¬

Ojciec zginął w w y p a d k u samochodowym w l i p c u

w y c h , przyjemnie było. Ciocia Jadzia mieszkała p o d

czterdziestego szóstego. Dziadek Felicjan i M a m a po¬

N o w y m Sączem, była nauczycielką w szkole rolniczej,

jechali do Z i e l o n k i zawiadomić Dziadka A n t o n i e g o .

dyrektor kazał jej d o d a t k o w o uczyć rosyjskiego. Za¬

Dziadek A n t o n i t a k się ucieszył z niespodziewanej w i -

skomlała, że rosyjskiego nie zna, na to dyrektor, że nie
121

�Antoni Kroh * STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

przyjmuje t a k i c h dziecinnych wykrętów, przecież i n n i

w dolne gniazdko, bo t a m jest lepszy prąd, w o d a się

nauczyciele też nie znają, a p r o g r a m trzeba realizować.

szybciej zagotuje. - Chyba nie - odpowiadała M a m a

N i e bądźcie aspołeczna, koleżanko L e d n i c k a , w a m

po głębokim namyśle - bo t e n d o l n y prąd m a dłuższą

0 wiele łatwiej, bo znacie francuski i n i e m i e c k i i nie

drogę do przebycia. - Może tak - myślała na głos pa¬

macie dzieci. W i ę c uczyła się sama, wieczorami. Co

n i K w i a t k o w s k a - ale rozpędza się z góry, m a większy

wkuła wieczorem, tego uczyła następnego dnia, wy­

i m p e t , w sumie prędzej grzeje, chociaż m u dalej. Pani

przedzała uczniów o jedną lekcję. Opowiadała o t y m

K w i a t k o w s k a i p a n i K r o h to były jedyne p o l o n i s t k i

przy stole, gdy przyjechała na święta.

w Instytucie Geodezji i K a r t o g r a f i i . K i e r o w n i k zapo¬

M a m a zawołała: Skandal! I d i o t y z m !

minał, z czym przyszedł, żegnał się skwapliwie, rozpie¬

Dziadek Felicjan: Drogie dzieci, h m . Chłopi na Są-

rała go satysfakcja, gdyż dysponował k o l e j n y m niezbi¬

decczyźnie tak czy o w a k nie będą czerpać fachowej

t y m d o w o d e m wyższości i n t e l i g e n c j i technicznej n a d

wiedzy z rosyjskich podręczników a n i czytać Turgie¬

humanistyczną oraz umysłu męskiego n a d k o b i e c y m .

niewa w oryginale. W i ę c na j e d n o wychodzi. Chociaż,

G d y Dziadek A n t o n i którejś soboty nie przyjechał,

prawdę powiedziawszy, też się nie zachwycam t a k i m

zaniepokojona M a m a pojechała do Z i e l o n k i . Usłysza¬

stawianiem sprawy.

ła o d sąsiadów, że p a n K r o h zamknął się w mieszkaniu,
nikogo nie wpuszcza i całymi godzinami głośno śpiewa

Babcia: Biedna Jadziunia. Pomogłabym ci, gdybyś

po polsku i po rusku. Zawołała, poznał j ą po głosie,

mieszkała bliżej...

otworzył, przeprosił za b r a k i w garderobie. Wyjaśnił, że

Jadzia: M o j a droga Zosiu, nie trzeba się obrażać na

czuje się słabo, bo o d p a r u d n i nie jadł, ale po p r o s t u

cały świat, trzeba brać ludzi t a k i m i , j a k i m i są.

nie jest głodny, a poza t y m wiele już w życiu zjadł i po¬

M a m a : W ł a ś n i e biorę ludzi j a k i m i są, a nie moja

w i n i e n odpocząć. Powiedziała, że m u s i wyjść na chwi¬

w i n a , że są i d i o c i .

lę, m a pilną sprawę do załatwienia. Pobiegła na pocz¬

Dziadek mruknął po francusku, żeby nie dawać

tę, sprowadziła pogotowie. Przyjechała karetka, lekarz

dzieciom złego przykładu. A l e już było za późno.
Dorośli wkładali m i do głowy, żebym się pilnie uczył

zdecydował: D r e w n i c a . N i e powiedział „szpital psy¬

rosyjskiego, bo każdy Polak p o w i n i e n znać język naszych

chiatryczny" czy „dom wariatów", tylko użył oczywi¬

śmiertelnych wrogów. W i ę c prosiłem Dziadka Antonie¬

stego eufemizmu. Warszawiacy lewobrzeżni

go, żeby m i czytał opowiadania o zwierzętach z syberyj¬

T w o r k i , prawobrzeżni - D r e w n i c a , K r a k o w i a c y - Ko¬

skich lasów, autorstwa mojego śmiertelnego wroga M i ¬

bierzyn, Poznaniacy - Dziekanka. Wygnańcy ze Lwo¬

chaiła Priszwina. Bardzo go polubiłem i sporo m u za¬

w a używali z w r o t u : - Ta na Kulparków! - c h o ć wie¬

wdzięczam, a także A n t o n i e g o Czechowa, którym wte¬

dzieli, że K u l p a r k o w a także nie zobaczą.

dy nasiąkłem, a teraz wracam do niego, gdy m i smutno.

mówili

G d y dojeżdżali, Dziadek spytał:

W t e d y był t a k i m i l i c y j n y przepis, że w każdym

- A czemuż to nie jedziemy w stronę Warszawy?

mieszkaniu musiał być zeszyt, do którego główny lo¬

Wieziecie m n i e do czubków, czy jak?

k a t o r miał obowiązek wpisywać każdy nocleg osoby

- Tymczasowo, u Dzieciątka Jezus generalny re¬

niezameldowanej na stałe. L p . , nazwisko i imię, sto¬

m o n t - wyjaśnił przytomnie kierowca.

pień pokrewieństwa, data przyjazdu, skąd przyjechał,

Odwiedzała go j a k mogła najczęściej, czyli co dwa

data wyjazdu, dokąd wyjechał, uwagi. Ten zeszyt przy¬

tygodnie.

niósł n a m dzielnicowy. Pouczył, że nocowanie osoby

- Wiesz - powiedział kiedyś - to grubo nie w po¬

postronnej bez wpisania do zeszytu podlega karze (po

rządku, żebyś t a k się męczyła. Myślałem n a d t y m

l a t a c h widziałem w t a r n o w s k i m h o t e l u wywieszkę

wszystkim i doszedłem do w n i o s k u , że kobieta powin¬

„Zabrania się wpuszczania do łóżka osób trzecich").

na być szczęśliwa. Niedługo umrę, spotkam A n t k a ,

M a m a t w a r d o wpisywała: A n t o n i K r o h , teść, data,

p o w i e m m u , niechże coś zaradzi. A l a też pomoże,

z Z i e l o n k i , data, do Z i e l o n k i , A n t o n i K r o h , teść, da¬

przecież to rozgarnięta dziewczyna. N a p e w n o coś

ta, z Z i e l o n k i , data, do Z i e l o n k i i t a k przez parę kar¬

wspólnie wymyślimy, t a k przecież nie może być.

tek, któregoś d n i a powiedziała, że j ą to nudzi, bo sko¬

- N i e c h m u Ojciec powie, żeby się nie martwił, da¬

ro m i l i c j a jej do tej p o r y nie zwinęła za nocowanie te¬

ję sobie radę.

ścia, to bez łaski, więcej wpisywać nie będzie. To był

- Oczywiście, oczywiście, znakomicie dajesz sobie

jej u l u b i o n y greps: gdy pracowała w Instytucie Geo¬

radę, ale napomknę delikatnie, żeby jednak... N i e bój

dezji i K a r t o g r a f i i , kiedyś z nudów powiedziała kie¬

się, nie sprawię m u przykrości.

r o w n i k o w i , że nie będzie się szczepić obowiązkowo

Następnym razem wyznał jej półgłosem, aby szlaf-

przeciw gruźlicy, bo po co: tyle razy się szczepiła, a nie

k a m r a c i nie słyszeli: w jego sprawie obraduje bardzo

zachorowała. Ciasno jej było w Instytucie Geodezji

ważna komisja, c h c ą m u przyznać order i wysoką eme¬

1 K a r t o g r a f i i . Razem z koleżanką, panią Kwiatkowską,

ryturę. Siedzą d r u g i dzień i dyskutują, jeszcze nie

która miała Krzyż W a l e c z n y c h za powstanie, płatały

skompletowali dokumentów. O n sam m a niewielkie

rozmaite figle. G d y k i e r o w n i k niespodziewanie wcho¬

potrzeby, tylko na bieżące w y d a t k i , resztę będzie jej

dził i pytał o coś, p a n i K w i a t k o w s k a mówiła o d nie¬

oddawać. - Dobrze, podzielimy się po połowie. - N i e ,

chcenia: p a n i Zofio, n i e c h p a n i przełoży wtyczkę

nie po połowie. M n i e wystarczy jedna czwarta, nawet
122

�Antoni Kroh • STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

jedna piąta. N i e spieraj się, ja w i e m lepiej, m a m tutaj

niędzmi dziur w d o m o w y m budżecie, bo i tak nie za­

więcej czasu na myślenie. Najwyżej jedna piąta.

tka, lecz kupić coś użytecznego i trwałego. W t e n spo­

Zadzwonili do M a m y do pracy z administracji szpi¬
tala, żeby sobie zabrała

sób O j c i e c bardziej będzie z n a m i . Wysiadła na placu

zwłoki w terminie trzydziestu

sześciu godzin, bo jak nie, to pogrzeb będzie

W i l s o n a , w d o m u t o w a r o w y m stał czarny walizkowy
r h e i n m e t a l l . Kupiła, żeby dzieci uczyły się pisać. Praw­

państwowy.

W t a k i sposób dowiedziała się, że umarł. N a p r y w a t n y

dopodobnie raz dwa rozniosą maszynę na strzępy, ale

pogrzeb nie było jej stać, państwowy wyglądał tak o t o .

jeśli zdążą się przedtem nauczyć, to póki i c h życia, pó-

Był ciepły wiosenny dzień. Wysiadła z c i u c h c i ra-

ty pieniądze za śmierć ojca będą procentować. Zosia

dzymińskiej. Czuła się trochę j a k na wagarach: dosta¬

miała w t e d y k i l k a miesięcy, ja cztery lata, A n i a osiem.

ła dzień wolnego, c h o ć personalna twierdziła, że jej

Uczyłem się pisać na maszynie prawie równocześnie

nie przysługuje, bo ojciec nieżyjącego męża to w myśl

z nauką stawiania liter. Wolałem maszynę, bo nie robiła

przepisów nie rodzina. A l e M a m a napisała podanie,

kleksów i n i k t mnie nie przyrównywał do kury skrobią¬

umotywowała, dyrektor własnoręcznie

cej pazurem. Skutek taki, że sprawniej piszę na klawia­

w drodze wyjątku pójść na

zaparafował:

turze niż ręcznie, a gdy muszę coś napisać hand made,

rękę.

Załatwiła formalności w administracji, gdzie ją po¬

uroczysty list albo własnoręczny życiorys, najpierw stu¬

uczono, żeby nie stawiała wódki grabarzom, bo to rów¬

kam, a p o t e m pracowicie przepisuję. Udaje m i się to za

nież pacjenci, po a l k o h o l u dostaną małpiego r o z u m u

drugim, trzecim razem (pisząc ręcznie, robię zbyt dużo

i k t o będzie odpowiadał.

błędów maszynowych). Hand made to zwrot z polszczy­

Stała p o d kostnicą godzinę, może dwie, n i k t n i c

zny potocznej - tak mówią góralki na targu, zachwala¬

nie wiedział. Wreszcie podjechała f u r m a n k a , na niej

jąc skarpety i swetry cudzoziemskim turystom. Po an¬

trzech mężczyzn w d r e l i c h a c h . O t w o r z y l i drzwi, wy¬

gielsku mówi się by hand, gdyby to kogoś interesowało.

nieśli papierowy w o r e k , t a k i j a k po cemencie tylko

Najgorzej było w liceum. M o j e zeszyty były przed­

trochę dłuższy, rzucili na wóz. Jeden powoził, d r u g i

m i o t e m miażdżącej k r y t y k i , zaś pojednawcze sugestie:

siadł o b o k f u r m a n a , trzeci z tyłu, p l e c a m i do k i e r u n k u

no to może, p a n i profesorko, ja wszystko ślicznie prze­

jazdy. Uśmiechał się do M a m y , która kroczyła za t y m

piszę na maszynie? - jedynie dolewały oliwy do ognia.

karawanem, fajtał nogami, wystawił twarz do słońca

Już lepiej było nie pokazywać zeszytu, zainkasować

i śpiewał na całe gardło przedwojenne szlagiery. Czar­

dwóję i cześć pieśni. N a rozdaniu m a t u r p a n i o d pol¬

nikczemnie.

skiego po raz pierwszy i ostatni w życiu uśmiechnęła się

Wszyscy w krąg się ze mnie śmieją że ja łudzę się nadzie¬

do m n i e mówiąc, że do twarzy m i w krawacie, a poza

ją, a ty nie wrócisz do mnie już.

t y m ogromnie się cieszy, że już nie usłyszy ode m n i e te¬

na Rita szydzi ze mnie, żeś mnie rzucił tak

W j e c h a l i w brzezinkę. Był t a m świeży dół, a obok

go idiotycznego pytania: czy można oddać wypracowa¬

pryzma złotego mazowieckiego p i a c h u . W r z u c i l i w o r e k

nie na maszynie? Czy można przynieść maszynę na kla­

do dołu. K i l k a ruchów łopatą i po wszystkim.

sówkę? Teraz szanowny p a n jest dojrzały, może pisać na

- Pani wsiada. Lepiej marnie j e c h a ć , j a k dobrze

maszynie, ile chce, nawet poematy i listy miłosne.

drałować - powiedział śpiewający w a r i a t i uśmiechnął

W szkole tępiono nie t y l k o maszynopisanie, ale

się życzliwie.

i pióra k u l k o w e , później nazwane długopisami. A l e
postęp nie dawał się okiełznać. I t a k zostało do dziś.

- Dziękuję, przejdę się.
Odwróciła się, poszła w przeciwną stronę, na Rem¬

Tadeusz opowiadał, że jego dziesięcioletni syn dostał

bertów. Pomyślała, że t a k i wiosenny spacer to h o j n y

polecenie o d n a u c z y c i e l k i - za karę przepisać sto ra¬
zy „nie będę przezywał koleżanek", więc siadł do

prezent o d teścia.
Po p a r u miesiącach Prezydium Miejskiej Rady Na¬

k o m p u t e r a , napisał cztery słowa, stuknął gdzie trzeba

rodowej w Zielonce wezwało obywatelkę Zofię K r o h

i w sekundzie miał sto l i n i j e k . Tadeusz zrobił uwagę,

do naprawienia rynny. Odpisała, że nie jest właściciel¬

że nie pisze się kolerzanek

ką, r y n n y naprawiać nie będzie. N a p r a w i l i sami i przy¬

wystukał polecenie „zamień", p o t e m „drukuj" i robo¬

t y l k o koleżanek,

więc syn

słali r a c h u n e k . Odesłała z wyjaśnieniem, że nie jest

ta g o t o w a . - Czyś t y zwariował? - przeraził się Tade¬

właścicielką i płacić nie będzie. Następnej wiosny

usz - przecież to bezczelność! O n a cię z t y m w y r z u c i !

przysłali r a c h u n e k za smołowanie d a c h u . Odesłała

Miałeś przepisać sto razy, a nie wklepać j e d e n raz! -

z wyjaśnieniem, że nie jest właścicielką. Po miesiącu

Tato, coś ty, ona się nie t r o p n i e . - D o b r a , oberwiesz

dostała kolejne pismo, ale go nie otwierała, tylko na¬

to oberwiesz, t w o j a sprawa. N a d r u g i dzień syn wró¬

pisała na kopercie „Adresat zmarł, przesłać nadawcy"

cił ze szkoły rozpromieniony. - Jeszcze m n i e pochwa¬

i wrzuciła do skrzynki. Korespondencja ustała.

liła, że t a k ładnie przepisane, bez jednego błędu.

-

A widzisz, widzisz, j a k chcesz to potrafisz! - powie¬

Maszyny do pisania

działa. - Tato, przecież o n a nigdy w życiu nie siedzia¬
ła za k o m p u t e r e m , mózg by się jej chyba zlasował.

Ojciec stracił życie podczas pracy, M a m i e wypłaco¬

Bardzo chciałem mieć swoją maszynę, zwłaszcza

n o odszkodowanie. J e c h a ł a t r a m w a j e m do d o m u , ści¬

gdy już nie mieszkałem z M a m ą . Oczywiście m a r k i

skała torebkę i myślała, żeby nie zatykać t y m i pie-

R h e i n m e t a l l , j a k moja pierwsza miłość. Były lata
123

�Antoni Kroh * STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

sześćdziesiąte, nie czterdzieste: m o w y nie było, żeby o t

ła, czy aby nie da się czegoś wymontować i użyć po¬

t a k wejść do sklepu i kupić. Rzecz wyglądała o wiele

n o w n i e . Tego d n i a skasowano kilkanaście maszyn,
stare aparaty fotograficzne i coś jeszcze. K a d r y decy¬

romantyczniej.

dują o wszystkim.

Młodość mojej towarzyszki życia upłynęła w Kance­
larii Sejmu PRL. Gdy do Polski dotarły pierwsze maszy­

Jeszcze była Efka. Tak mówili na nią mechanicy,

n y elektryczne m a r k i O l i v e t t i o snobistycznym, m o d ­

uśmiechając się j a k do starej znajomej. - O r a n y , Efka,

n y m k r o j u czcionki, mówiono na nie chyba skoropisy,

gdzie p a n ją podłapał? Świetnie się trzyma j a k na swój

mój r h e i n m e t a l l , jak inne z Kancelarii Sejmu, został

w i e k ! Efka - bo powstała w F K , Fabryce Karabinów na

przeznaczony na złom. Otóż po Sejmie kręcił się, chy¬

W o l i . Produkcję rozpoczęto wiosną, a może l a t e m trzy¬

ba z przyzwyczajenia, dziarski staruszek, przedwojenny

dziestego dziewiątego, na l i c e n c j i Hermes Baby, zdążo¬

socjalista Stanisław Szwalbe,

n o wyprodukować kilkaset sztuk. M o j a Efka miała zbi¬

wicemarszałek

Sejmu

Ustawodawczego w 1947 r o k u , który kładł podwaliny

ty n u m e r fabryczny (he, he, pewnie służyła w A K -

Polski L u d o w e j , a gdy już je położył, we wrześniu 1948

powiedział znajomy, oglądając j ą czule na wszystkie

r o k u wyleciał ze stanowiska przewodniczącego Rady

strony - poręczna, niezawodna, cicha, wszelkie zalety

Naczelnej PPS. N i e b a w e m partie się zlały, powstała

k o n s p i r a t o r k i . W i e l e b y m w t e d y za nią dał). Po w o j n i e

PZPR, tow. B i e r u t poradził Szwalbemu: „wy sobie lepiej

dwadzieścia parę lat leżała nieużywana w k r a k o w s k i m

dajcie spokój z polityką", więc tow. Szwalbe został dzia­

mieszkaniu, jako lokata kapitału p e w n y c h państwa.

łaczem społecznym, między i n n y m i założył Towarzy­

Kupiłem j ą z ogłoszenia. Cóż to była za radość. Zanio¬

stwo i m i e n i a M a r i i K o n o p n i c k i e j (już po Październiku).

słem do mechanika. - Efka! - zawołał -

Był to człowiek starej daty - nie znosił, gdy coś się mar¬

sztuka, zrobię p a n u poza kolejką. Nazwisko, imię, ad¬

nowało. Postarał

res, n u m e r d o w o d u osobistego. - A n t o n i K r o h , M u ¬

się więc, żeby maszyny, zupełnie

wspaniała

sprawne, ale już spisane do kasacji, przekazano Towa¬

zeum Tatrzańskie. - Jak to, mieszka p a n w muzeum? -

rzystwu. Pracował t a m przyjaciel M a m y , zadzwonił, po¬

N i e . - W i ę c proszę podać adres zamieszkania. - N i e

biegłem na Stare M i a s t o , obejrzałem kilkadziesiąt ma¬

m a m mieszkania. - To gdzie p a n mieszka? - Różnie.

szyn, wybrałem najmniej rozklekotaną, zapłaciłem... To

- A gdzie p a n jest zameldowany? - W Warszawie.

znaczy oficjalnie nie płaciłem, byłoby to przestęp­

- A w Z a k o p a n e m gdzie? - Nigdzie. - To co ja p o d a m

stwem; maszynę dostałem za darmo i nielegalnie, bo

na milicji? - zafrasował się m e c h a n i k , człek prosto¬

komisja Towarzystwa też ją przeznaczyła do kasacji -

duszny. - Przecież mogę p a n u niezłego g n o j u narobić.

ale akurat tego samego dnia, wiedziony szlachetnym

Wyznał, że jest zobowiązany podawać m i l i c j i wzory

p o r y w e m serca, z własnej a nieprzymuszonej w o l i wpła¬

czcionek wszystkich n a p r a w i a n y c h przez siebie maszyn

ciłem dwa i pół tysiąca złotych do kasy Towarzystwa

wraz z d a n y m i właścicieli. - Niezameldowany w Zako¬

i m . M a r i i K o n o p n i c k i e j jako członek wspierający. Wy¬

p a n e m , a do tego kupił sobie maszynę. O n i się, nie daj

biegłem ze słodkim ciężarem p o d pachą, zaniosłem na

Boże, zaczną n a d t y m zastanawiać. I będą pióra.

Marszałkowską do prywatnego zakładu, gdzie maszyna

- Dziękuję... Przyjdę kiedy indziej.

została poddana generalnemu r e m o n t o w i za drugie

Zawiozłem Efkę do Warszawy, nie pytano m n i e

dwa i pół tysiąca. Spisana na straty przez dwie komisje,

o n i c , wszystko zrobiono j a k należy. K a d r y decydują

d w u k r o t n i e zmartwychwstała, służyła m i wiernie, a gdy

o wszystkim.

po latach przesiadłem się na komputer, ofiarowałem ją

Efka była wspaniała, ale j a k na moje potrzeby za

Polakowi z Wileńszczyzny, co zresztą także nie było cał¬

delikatna - przyjmowała najwyżej dwie przebitki. Cie¬

kowicie legalne, gdyż ówczesne władze litewskie niemi¬

szę się, że poszła w dobre ręce. Żyje się jej spokojnie,

le widziały na swym t e r y t o r i u m maszyny z polską

obecna właścicielka łagodnie się z nią obchodzi - cza¬

czcionką, że tak to delikatnie ujmę.

sem list, r a c h u n e k , pisemko do administracji.

N i e wszystkie maszyny miały tyle szczęścia. D u n i a

Najśmieszniej było w stanie w o j e n n y m . Pracowa¬

z M u z e u m Tatrzańskiego l a t a m i pisała n a starym wa¬

łem w M u z e u m Okręgowym w N o w y m Sączu, Od¬

l i z k o w y m mercedesie, wypożyczonym z L i c e u m Ke¬

dział w Podegrodziu. Codziennie jeździłem więc do

nara. Któregoś d n i a zadzwonili, żeby i m w te pędy

Podegrodzia. Potrzebna m i t a m była maszyna, mu¬

oddać maszynę, bo ją muszą komisyjnie skasować, ta¬

zeum nie dało służbowej, bo nie miało, poprosiłem

kie m a j ą zalecenie p o k o n t r o l n e . D u n i a c h c i a ł a pła¬

o samochód, żeby przewieźli moją prywatną (miałem

cić, pytała, co zrobią jak, nie o d d a (wytoczą sprawę

w t e d y wielkiego biurowego u n d e r w o o d a ) . Pan Ma¬

sądową i naślą k o m o r n i k a z m i l i c j ą ) , proponowała

r i a n , kierowca, aż się za głowę złapał. Panie A n t o ś ,

h a n d e l w y m i e n n y , rozpłakała się, mówiła, że maszynę

czyś p a n chory? W i e ź ć prywatną maszynę państwo¬

k o c h a , zrosła się z nią, chce na niej skończyć książkę,

w y m samochodem? Jak ja i m to wytłumaczę na sztraj-

a jeśli nie mogą sprzedać a n i dać, to n i e c h przekażą

fie? Toż to przecie gorsze j a k k a r a b i n maszynowy!

do m u z e u m j a k o zabytek. N i c z tego proszę p a n i , po¬

Miał rację - na granicy miasta, przy zabytkowej figu¬

rządek m u s i być! Zebrała się komisja, u s t a w i l i maszy¬

rze M a t k i Boskiej z Dzieciątkiem, była wojskowa ro¬

nę na p n i a k u , p a n Z i u t e k chwycił s i e d m i o k i l o w y

gatka, wszystkich l e g i t y m o w a l i , zaglądali do toboł¬

m ł o t na długim t r z o n k u i walił, a komisja sprawdza-

ków, bagażników. A l e jakieś sto metrów przed rogat124

�Antoni Kroh * STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

ką odbijała o d szosy zwykła p o l n a droga. Przeniósł się

skakał o k n e m z trzeciego piętra, postradał w t e d y o k o .

t a m prawie cały r u c h kołowy. Z r o g a t k i było doskona¬

Krzyknąłem, wrócił. Nosiłem go, trzymając za ucho, to

le widać, j a k w i e j s k i gościniec, używany przez miej¬

znów za ogon, Babcia przyszywała - aby prędzej, t a k i m

scowych z częstotliwością j e d e n t r a k t o r na godzinę,

k o l o r e m włóczki, j a k i miała p o d ręką, rzecz wymagała

nagle zaroił się o d aut. A l e stróżów porządku to nie

natychmiastowej i n t e r w e n c j i . Ślady widać do dziś. Pil¬

obchodziło - rozkazano i m pilnować szosy, to pilno¬

nował m n i e d n i e m i n o c ą w dziecięcym szpitalu na

w a l i , a po sąsiedzku mogłyby jeździć c h o ć b y amery¬

W o l i , wykaraskaliśmy się jakoś. W k r ó t c e zacząłem się

kańskie czołgi. Baliśmy się obaj z p a n e m M a r i a n e m -

go wstydzić. Czekał na dnie szafy przywalony tekstylia¬

nie kary, bo przecież nie popełnialiśmy żadnego prze¬

m i , złego słowa nie mruknął.

stępstwa, tylko przerażającej perspektywy wyjaśnia¬

Przeprowadzał się ze m n ą niezliczoną ilość razy,

nia, co właściwie robimy. Okazało się, że niepotrzeb¬

z anielską cierpliwością. Teraz stoi za m o i m i p l e c a m i

nie. D r o g a p o l n a nie była obstawiona, mogliśmy tam¬

na regale, rozgląda się czujnie po okolicy. Przed paro¬

tędy spokojnie przewieźć Bujaka

ma laty niepostrzeżenie minęły nasze pierwsze i zara¬

z Frasyniukiem,

a cóż dopiero głupiego u n d e r w o o d a .

zem ostatnie złote gody.

Czarna w a l i z k o w a maszyna m a r k i R h e i n m e t a l l ,

Ciocia Terenia przez całą wojnę mieszkała z n a m i

k u p i o n a p o n a d pięćdziesiąt l a t t e m u , jest w ideal¬

na Sadybie. Sadyba była to elegancka dzielnica willo¬

n y m stanie. M a m a , siostry i j a pisaliśmy na niej d l a

wa, jej budowę zakończono tuż przed wojną; nazwę

zarobku i d l a własnych potrzeb. N i e u m i e m określić,

miała symboliczną, gdyż w dawnej polszczyźnie sadyba

ile k a r t e k przez nią się przewinęło - dwieście, trzysta

znaczyło warownia, obóz wojskowy, strażnica na kre¬

tysięcy? K i l k a g r u b y c h książek p a n a W a ń k o w i c z a ,

sach. W latach siedemdziesiątych pola między Sadybą

które przepisywałem z siostrami (pięć p r z e b i t e k , pil¬

a D o l n y m M o k o t o w e m zabudowano b l o k a m i , oficjal¬

n o w a ć kolorów b i b u ł k i ! ) , rozkazy k o m e n d y h u f c a

nie mówi się na to Ursynów, potocznie Usrynów, może

Mokotów

niezbyt w y k w i n t n i e , ale stosownie, bo przecież praw¬

Zachód

(na b l a c h a c h p o w i e l a c z o w y c h ,

trzeba było m o c n o walić w klawisze, żeby się odci¬

dziwy Ursynów to klasycystyczny pałac i park, ongiś

s n ę ł o ) , kilkanaście tomów czeskiej i słowackiej pro¬

własność Juliana Ursyna Niemcewicza, dziś Szkoły

zy w m o i m przekładzie ( p o p r a w i a n i e , p o p r a w i a n i e ,

Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, położony kilkana¬

każda strona po sześć i więcej razy, t r z y s t u s t r o n i c o -

ście kilometrów na południe. Jeden Ursynów, trochę

w a książka to d l a maszyny około dwóch

dalej d r u g i Ursynów. Jeśli tak, to może uchwalmy, żeby

tysięcy

s t r o n ) , audycje M a m y , artykuły, listy, co n a j m n i e j

odtąd każde polskie miasto nazywało się R a d o m .

p i ę ć prac magisterskich, n o t a t k i , chałtury, chałtury,

Ciocia Terenia oficjalnie była uczennicą kursów b u -

chałtury, przepisywania grzecznościowe, bo j a w i e m

chalterii, ale przede wszystkim tkwiła po uszy w konspi¬

co jeszcze. Jeszcze rozmaite próby wytrzymałościo¬

racji. Poszła do powstania, słuch po niej zaginął, nie by¬

w e , d o k o n y w a n e przez troje dzieci, nie licząc P T ko¬

ło w i a d o m o , czy żyje. Wypędzono nas z Sadyby, wędro¬

leżanek i kolegów. Podróże. O t ó ż po półwieczu ta¬

waliśmy p o l a m i , gdzie p o t e m zbudowano osiedle rządo¬

kiej służby maszyna wygląda bez porównania lepiej

we, zwane Zatoką Czerwonych Świń, dalej na południe

niż polskie łuczniki p o rocznej p r a c y n a państwo¬

polami, gdzie jakiś biznesmen chce wznieść buławę So¬

w y m . N i e w i e m , czy f i r m a R h e i n m e t a l l jeszcze ist¬

bieskiego, to znaczy ogromną wieżę w kształcie buławy

nieje, ale gdyby c h c i a ł a ładnie się znaleźć, niechże

z obrotową restauracją na wierzchołku, nie chciałbym

m i zapłaci za t e n h y m n p o c h w a l n y . Wyśpiewuję go

zgadywać, j a k warszawiacy to nazwą, i dalej p o l a m i , na

z pełnym p r z e k o n a n i e m - w odróżnieniu o d a k t o r e k ,

których m a stanąć Świątynia Opatrzności Bożej, ale

które

detergentów

nie w i a d o m o , czy stanie, bo kolejne zwycięskie projek¬

N i e d a w n o musiałem coś na niej napisać. Okazało

wsi W o l i c a . Ostatecznie, po rozmaitych perypetiach

się, że już nie u m i e m . Z a p o m i n a m , że trzeba przesunąć

osiedliśmy w Grójcu. W pierwszych d n i a c h stycznia

ględzą w t e l e w i z j i o zaletach

i biorą za to niezły szmal.

ty są coraz bardziej nie do przyjęcia - aż dotarliśmy do

wózek albo że nie ma co szukać klawiszy control czy alt.

czterdziestego piątego r o k u ktoś zdobył gazetę „Poszu¬

A l e dźwięk maszyny t a k i sam j a k w dzieciństwie. T a k i

kiwanie się Wzajemne", wydanie nadzwyczajne znane¬

sam. I to jest ta sama maszyna. W z n a k o m i t y m stanie,

go szmatławca „Goniec K r a k o w s k i " , który w czasie po¬

gotowa do pracy. Coś niesamowitego.

wstania

publikował

całostronicowe

fotoreportaże

o u r o k a c h lata, obozach H i t l e r j u g e n d w Beskidzie Zy-

Piesek Puk

w i e c k i m i wspaniałych zbiorach jabłek. D o d a t e k miał
cztery k o l u m n y po sześć szpalt nonparelem, nazwiska

N o s i angielskie imię, bo przybył z L o n d y n u . Tuż po

w przypadkowej kolejności, a wśród n i c h : Teresa

w o j n i e , w pierwszej paczce o d C i o c i Tereni.

nicka,

N i e było m u łatwo. G d y wyskoczył z pudła i rzucił

Gefangenennummer

Mählberg/Elbe,

106238,

obóz

Lechjeniecki

szuka matki i sióstr. Babcia długo płaka¬

m i się w r a m i o n a , miał puszystą, pomarańczową sierść.

ła. Parę d n i później do Grójca weszli bolszewicy, kore¬

N i e b a w e m zupełnie wyłysiał, nie ze swojej winy. Bez

spondencja z Rzeszą stała się niemożliwa. Pana Miko¬

szemrania realizował moje wizje, na przykład kiedyś

łaja Pajdowskiego, starego przyjaciela jeszcze z czasów
125

�Antoni Kroh • STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

roboty niepodległościowej sprzed pierwszej wojny, któ¬

Jeszcze przez cały r o k po w o j n i e mieszkaliśmy

ry w Grójcu organizował p o m o c warszawiakom, byliby

w Grójcu, n i m wróciliśmy do Warszawy. Jak Ojciec zała¬

j a k nic rozwalili, bo znaleźli u niego w b i u r k u znaczki

twił mieszkanie na Bielanach, nie w i e m . Skąd wiedzieli¬

pocztowe Generalnej G u b e r n i z H i t l e r e m , ale Pan M i ¬

śmy, że Ciocia Terenia osiadła w A n g l i i , jak zdobyliśmy

kołaj miał schowany na czarną godzinę baniak spirytu¬

jej adres, a ona nasz - nie m a m już kogo spytać. A l e pa¬

su, przeżył, a m y przy okazji, dziś by się powiedziało, że

miętam pierwszą paczkę z L o n d y n u , c h o ć miałem wtedy

przeżyliśmy na krzywy ryj; p o t e m długo pracował w lu¬

cztery, pięć lat. Może zresztą ta pierwsza zlała m i się z na¬

belskim oddziale P T T K , prowadził wycieczki po Rozto¬

stępnymi, a tylko m i się zdaje, że ją pamiętam.

czu. Jesienią 1963 r o k u przemawiał w Poznaniu n a d

Ciekawe, j a k przyszły h i s t o r y k Polski L u d o w e j

trumną Dziadka Felicjana, a gdy skończył, p a n Leon,

oszacuje, ile pieniędzy w p o m p o w a l i do k r a j u emigran¬

facecjonista w d o b r y m , szlagońskim stylu, uścisnął m u

ci, j a k opisze rolę zagranicznych paczek w naszej kul¬

dłoń i rzekł z powagą: Mikołaju, przeszedłeś sam siebie!

turze materialnej i d u c h o w e j , szczególnie w pierw¬

Pan Pajdowski ogromnie był d u m n y z tej pochwały,

szym p o w o j e n n y m dziesięcioleciu, c h o ć później oczy¬

chwalił się M a m i e k i l k a razy.

wiście też. T r u d n o sobie wyobrazić, aby ów t e m a t zo¬

W czterdziestym piątym r o k u w Grójcu Babcia ga¬

stał całkowicie pominięty; już prędzej można wątpić

wędziła z żołnierzami radzieckimi, podobnie j a k w Se-

w powstanie uczciwej i wyczerpującej m o n o g r a f i i cy¬

rebryszczach w r o k u dwudziestym i trzydziestym dzie¬

wilizacji PRL.

wiątym. Świetnie to robiła - uprzejmie, z dystansem.

A l e , na wszelki wypadek, może w a r t o podsunąć

C z u l i przed nią respekt; absolwentka carskiego gimna¬

pewną daleką analogię.

zjum znacznie lepiej czytała i pisała po rosyjsku niż

Tak zwany k u l t cargo narodził się p o d koniec X I X

w i e l u z n i c h . D y k t o w a l i jej listy. Wspominała sierżan¬

w i e k u wśród p i e r w o t n y c h ludów Oceanii, zwłaszcza

ta, który postawił na podłodze skrzynkę buraczanej

N o w e j G w i n e i , ogarnął setki tysięcy wyznawców i t r w a

marmolady, zabraną z magazynu spółdzielni Społem,

do dziś. Tubylcy uznali, że przybycie białych eksplora¬

z kieszeni bluzy wyjął list i poprosił, żeby przeczytać.

torów i misjonarzy to powrót przodków, w i d m o białej

- M o j liubimyj Misza! Codziennie myślę o tobie, ko¬

skórze. Okręty, później samoloty, załadowane towara¬

c h a m cię, rozpowiadam dzieciom, że u n i c h ojciec bo¬

m i ( cargo) tak wspaniałymi, że mogły pochodzić tylko

hater, są z ciebie d u m n e . Jestem c i w i e r n a , Misza, cze¬

z zaświatów, wysyłane były - jakże inaczej - przez du¬

k a m , aż wrócisz, będę k o c h a ć tylko ciebie aż do mogi¬

chy zmarłych Melanezyjczyków bądź Papuasów dla i c h

ły. O g r o m n i e m i ciebie brak, ale w i e m , że musisz wal¬

żyjących potomków, słusznie więc należały się miejsco¬

czyć za naszą radziecką Ojczyznę, za nasze dzieci, nasz

w y m . Przybysze, z biegiem czasu uznani za ludzi (gdy

d o m . D o b i j j a k najprędzej faszystowską gadzinę w jej

wyszło na jaw, że są śmiertelni), wprowadzali chrześci¬

legowisku i wracaj. U nas tego r o k u sroga zima, śnie¬

jaństwo, a zarazem nieustannie odbierali transporty,

gu napadało. O n a s się nie martw. Powrócisz i będzie¬

więc tubylcy doszli do wniosku, że n o w a religia jest,

m y szczęśliwi. Twoja małżonka Natasza. Babcia czyta¬

jakby to powiedzieć, sakralną technologią pomnażania

ła, a żołnierz co chwilę parskał śmiechem, brał się p o d

dóbr m a t e r i a l n y c h . Następowały masowe nawrócenia,

b o k i i machał rękami, jakby się oganiał o d osy. N i e wy¬

po których przyszedł ogromny zawód, skoro wyszło na

trzymała. - Z czego się śmiejecie, co t u śmiesznego?

jaw, że przyjęcie chrztu i uczestnictwo w niedzielnej

Spojrzał, nie rozumiejąc. - Z czego? A n o z tego, że tak

mszy świętej nie zapewnia natychmiastowego dobroby¬

ładnie pisze, a przecie w i a d o m o , bzdury, czepuchu boł-

t u . Czarni starali się ze wszystkich sił, na różne sposo¬

tajet, na p e w n o już kogoś ma, nie było m n i e w d o m u

by, przeniknąć Wielką Tajemnicę, lecz b i a l i wciąż b y l i

cztery lata, co ona myśli, że ja durny, życia nie znam?

górą, towary przychodziły wyłącznie do n i c h . Widocz¬

N i e wierzę w a n i jedno słowo, no, może o śniegu. Pew¬

nie zataili przed czarnymi te najskuteczniejsze zaklęcia.

nie uczycielka jej to pismo pisała, o t . Dopił herbatę,

K i e d y podczas drugiej w o j n y światowej n a d O c e a n i ą

podziękował, Babcia przetarła stół, przygotowała b l o k

przerzucono most powietrzny z A u s t r a l i i i niebo zaroiło

listowy, pióro, kałamarz. - D r o g a Nataszo, moja naj¬

się o d samolotów, k u l t cargo nasilił się; na niedostęp¬

ukochańsza małżonko! U m n i e wszystko w porządku,

n y c h wyżynach Papui-Nowej G w i n e i tubylcy b u d o w a l i

zdrów jestem, nie narzekam, tylko bardzo m i ciebie

z płótna i gałęzi podobne konstrukcje, aby zwabić n i m i

brak. Tęsknię za tobą, często m i się śnisz. W o j n a nie

skrzydlate p t a k i pradziadów wypełnione

wieczorynka, śmierć nie wybiera, ale wierzę, że wrócę

Wyrąbywali, wypalali lądowiska w puszczy, stawiali

do ciebie i będziemy szczęśliwi. Kolegów m a m do¬

wieże k o n t r o l n e , rozpinali kable telefoniczne z l i a n za¬

ładunkiem.

b r y c h , major dla nas słowno ojciec. Z i m a t u łagodniej¬

kończone

sza jak w naszych stronach, Polacy mówią, że sroga,

A skoro to nie skutkowało, znaleźli w sobie dość deter¬

ale gdzie t a m sroga, u nas bywają sroższe. K o c h a m cię

m i n a c j i , aby pójść dalej. D l a j e d n y c h k u l t cargo stał się

słuchawkami

z puszek po

konserwach.

i wierzę, że kiedyś do ciebie powrócę. D z i e c i ucałuj

zaczynem ruchów narodowowyzwoleńczych, i n n i po¬

i dobrze chowaj. M i t i a już pewnie w i e l k i chłopak i nie¬

p a d l i w mistycyzm - cierpliwie czekają, aż zdobędą nie¬

długo popadnie w pioniery. W i ę c e j nie m a m co pisać.

śmiertelność, uwolnią się o d chorób i obowiązku pracy.

Twój na w i e k i sierżant Mikołaj Prochorow.

B i a l i staną się czarnymi, czarni białymi, przodkowie
126

�Antoni Kroh • STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

zmartwychwstaną i powrócą na ziemię. Jak widać, k u l t

złote krążki ze staniolu, k u obopólnej radości, póki

cargo jest spójny, logiczny, konsekwentny, oparty na

ktoś się nie tropnął, że to nie odznaki, lecz egzotyczne

doświadczeniu j e d n o s t k o w y m i zbiorowym,

prezerwatywy. A n i a , córka C i o c i Tereni, zapamiętała,

mocno

osadzony w tradycji, a zarazem o t w a r t y na rzeczywi¬

że goście z K r a j u , przyjeżdżający do n i c h do L o n d y n u ,

stość, zdolny do wchłaniania n o w y c h elementów.

gdy po 1956 r o k u stało się to wreszcie możliwe, nie po¬

O d kiedy pamiętam, wiedziałem - podobnie jak

zwalali wyrzucać opakowań, bo takie piękne. Wyjeż¬

m o i rówieśnicy - że na Zachodzie każdy może sobie

dżając, rozstawali się z n i m i z żalem. Za Gierka w nie¬

kupić na co tylko m a o c h o t ę , pieniędzy t a m j a k liści

j e d n y m p o l s k i m d o m u stały na meblościance b u t e l k i

na drzewach, a w sklepach jest wszystko, na przykład

po peweksowskich alkoholach, świadcząc o d o s t a t k u

pióra k u l k o w e , tak się nazywają, bo zakończone kulka¬

i d o b r y m guście gospodarzy. G d y - mniej więcej za

m i zamiast stalówek, nie trzeba i c h maczać w kałama¬

pierwszej Solidarności - pojawiło się p i w o w puszkach,

rzu, dużo lepsze nawet o d naszych wiecznych. A więc

u znajomego księdza w salonie podziwiałem starannie

dobrobyt zależy wyłącznie o d miejsca p o b y t u . K t o

rozstawione rzędy ekskluzywnych, pustych puszek, na

mieszka w A n g l i i , Francji, A m e r y c e , jest bogaty, po¬

telewizorze, na szafie, napisami do przodu.

nieważ t a m mieszka. Uczyliśmy się w szkole o kapitali¬

Kakao z paczki, jeśli było przeznaczone do kon¬

stycznym m a r n o t r a w s t w i e i wyzysku, ale każdy wie¬

sumpcji w gronie r o d z i n n y m , a nie na sprzedaż, jedli¬

dział, że to bujda, żałosna, jak i n n e szkolne bujdy. Za

śmy z talerzyka, wymieszane z c u k r e m . Każdy oddech,

to realny, c h o ć egzotyczny, a może nawet pochodzący

każde nie w porę wypowiedziane słowo albo, co gorsza,

z zaświatów, był zapach paczek.

kichnięcie, mogło wzniecić kakaowy pył i złorzeczenia
współbiesiadników.

Kiedyś n i z tego, n i z owego dostaliśmy spado¬
c h r o n . Cały pokój wypełnił się białą tkaniną, która nie

Kawa o d C i o c i Tereni nie była napojem, a n i nawet

dała się z p o w r o t e m wcisnąć do pudła. - O j e j k u , jak

przysmakiem,

fajnie. Czy to prawdziwy? K i e d y będziemy skakać?

w pracy.

Z dachu? Z balkonu? Ja pierwszy! - Syneczku, proszę

tylko walutą. M a m a sprzedawała

ją

Rolę w a l u t y pełniły także zagraniczne żyletki. Kra¬

cię, spójrz. O n jest w kawałkach, nie nadaje się do ska¬

jowe

kania. N i e c h ci broń Boże coś do głowy nie strzeli. -

i twórczości satyrycznej.

To po co Ciocia go przysłała? - Żeby z niego poszyć

służyły głównie

do t e m p e r o w a n i a ołówków

C h c ę się golić, więc się mydlę,

b l u z k i i koszule. - Eeee... W czterdziestym siódmym,

ale nożyk nie chce.

czterdziestym ósmym r o k u co druga elegancka warsza¬

To nie nożyk, ale bydlę,

w i a n k a paradowała w j e d w a b i u z wojennego spado¬

nie tnie, tylko ł e c h c e .

c h r o n u . Niektóre starzały się w t y c h kreacjach. Jeszcze

W i ę c skowyczę: oby, oby

za Gierka można było w barze m l e c z n y m spotkać sta¬

wyginęły brakoroby!

ruszkę w pożółkłej, charakterystycznej bluzce.

Pani Muszka przez wiele lat dostawała z L o n d y n u ,

Pomarańcze... Babcia pytała: dzieci kochane, czy

regularnie raz w miesiącu, wyłącznie pończochy, t a k

ewentualnie miałybyście o c h o t ę . . . ? A l b o jeszcze wy¬

zwane nylony. O d narzeczonego, z którym zaręczyła

t w o r n i e j : a może reflektujecie... ? Siadaliśmy w skupie¬

się l a t e m trzydziestego dziewiątego r o k u . Tuż po woj¬

n i u , zaczynało się m i s t e r i u m obierania i sprawiedliwe¬

nie n y l o n y były t y l k o z paczek, ale w takiej ilości, że

go dzielenia, p o d czujną kontrolą trzech par oczu.

aż weszły do m o w y potocznej. Albo cnota, albo nylony

D w i e pomarańcze na sześć talerzyków - zostawić dla

-

p o w i a d a n o w różnych sytuacjach,

niekoniecznie

M a m y , zostawić dla Gosposi, nakryć, żeby nie wyschło

damsko-męskich. W połowie lat pięćdziesiątych poja¬

do wieczora. Potem się jadło. P o w o l u t k u , po troszecz-

wiły się pończochomajtki, wymyślono dla n i c h nazwę

k u . Skórki też były bardzo cenne. Pierwszy raz w życiu

rajstopy,

zobaczyłem pomarańcze w sklepie, o t tak po prostu

c h o ć przecie wynalazek, jeśli w o l n o się t a k wyrazić,

czekające na klientów, na początku lat sześćdziesią¬

nie miał n a myśli stóp. Pierwszy m i l i o n rajstop na uli¬

t y c h w Pradze; zamurowało m n i e ze zdziwienia, że coś

cach p o l s k i c h miast też oczywiście pochodził z pa¬

takiego w socjalizmie jest możliwe.

zręczne

słowo, n a t y c h m i a s t się

przyjęło,

czek, dopiero po dwóch, trzech l a t a c h i nie w i e m i l u

Każda pomarańcz (Babcia mówiła „ta pomarańcz";

naradach na najwyższym szczeblu pojawiły się krajo¬

uważając formę „pomarańcza" za prostacką) była owi¬

we. Te, n i c z y m podziemna rzeka w D o l i n i e Kościeli¬

nięta w białą gofrowaną bibułkę z w y t w o r n y m nadru¬

skiej, wpadały do magazynów G a l l u k s u , znikały, by

k i e m . Bibułki miały wielką wartość kolekcjonerską

wychynąć na bazarze Różyckiego - w cenie uwzględ¬

i były wyznacznikiem prestiżu, więc Babcia wręczała je

niającej p r a w a podaży i p o p y t u . Gazety piętnowały tę

n a m z namaszczeniem, starannie pilnując kolejności,

karygodną spekulację; aby jej przeciwdziałać, rozpro¬

by kogoś nie zranić. N i e tylko my, również dorośli mie¬

wadzano rajstopy przez związki zawodowe w zakła¬

l i słabość do eleganckich opakowań: Pierwszego d n i a

d a c h pracy. Trzyosobowe komisje, listy na tablicy

Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie w 1955

ogłoszeń, by uniknąć podejrzeń. Damskie rajstopy

r o k u delegaci z krajów ciemiężonych przypinali w do¬

p o d społeczną kontrolą -

wód przyjaźni przedstawicielom krajów obozu p o k o j u

Warszawy". W l a t a c h siedemdziesiątych po parze raj127

donosiło d u m n i e „Życie

�Antoni Kroh * STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

stop dawano k o b i e t o m pracującym z okazji D n i a Ko¬

miesiąc wcześniej - mówiono - k r e w n i z zagranicy za¬

biet. N i e oznacza to b y n a j m n i e j , że rajstopy zachod¬

łataliby dziurę paczkami. A więc jeszcze dwadzieścia

nie przestały cieszyć się zainteresowaniem.

pięć lat po w o j n i e paczki z Z a c h o d u wpływały na bieg

Polska odmiana k u l t u cargo czeka na swego dziejo-

wydarzeń w Polsce, ponieważ stanowiły istotna pozy¬

pisa. Listy proszalne do królów, prezydentów, zachod¬

cję w d o m o w y c h budżetach.

n i c h gwiazd ekranu, prezesów koncernów były w latach

Za Gierka weszła w modę i n n a k o n w e n c j a : co ro¬

pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zjawiskiem masowym.

k u na początku grudnia można było przeczytać w ga¬

Panie Ford, tyle p a n tych samochodów produkujesz,

zecie i usłyszeć w d z i e n n i k u telewizyjnym, że płyną

przyślij m i pan jednego, co p a n u zależy. Generale A j -

statki z cytrusami „na nasze świąteczne stoły", już mi¬

zenhałer, melduję się i proszę o nowe dobre radio. Sza¬

nęły duńskie cieśniny, już są na Bałtyku, zdążą na czas,

n o w n y Panie Premierze, ja tak k o c h a m Francję, przy¬

dla wszystkich wystarczy, tyle a tyle t o n .

dałby m i się n o w y garnitur, dla pana to przecież drob¬

O z a g r a n i c z n y c h lekarstwach niewiele m a m do po¬

nostka. W pierwszych słowach mojego listu zapodaję,

wiedzenia. Pan d o k t o r zapisywał, wysyłało się receptę

że będę się modlić za wszystkich pracowników firmy

C i o c i Tereni, przychodziło lekarstwo i tyle.

Fiat, ale przy okazji chciałbym nieśmiało napomknąć...

w aptece wysyłkowej Grabowskiego, L o n d o n , Jakaś-

Może

Adresaci niszczyli te listy, choćby dlatego, że były głów¬

t a m road, przechowują jeszcze nasz warszawski, daw¬

nie po polsku, ale jakąś i c h część przekazywano organi¬

n o n i e a k t u a l n y adres. Kawał h i s t o r i i Polski, apteka

zacjom h u m a n i t a r n y m , a stamtąd, w pękatych worach,

Grabowskiego w L o n d y n i e .

na Mokotowską przy placu Zbawiciela, do centrali Pol¬

Odbiór paczek na poczcie zorganizowany był tak,

skiego Czerwonego Krzyża. N a którymś piętrze tego bu¬

żeby się l u d z i o m w głowach

d y n k u była redakcja pisma „Twoje Dziecko", t a m jakiś

W p i e r w należało opłacić cło. Następnie pokwitować,

czas pracowała M a m a ; przeciskała się między t y m i wo¬

że wszystko jest w porządku i adresat nie w n o s i zastrze¬

rami, zwalonymi na klatce schodowej.

nie

poprzewracało.

żeń. D o p i e r o p o t e m można było zajrzeć do środka. Za¬

Tadek, kolega z ławy szkolnej, pochwalił m i się kie¬

wartość zgadzała się ze spisem albo nie. N i e k i e d y zga¬

dyś, że dostanie skuter. Zdobył adres Szweda, który

dzała się w sposób szczególny, na przykład pozycja „po¬

chce korespondować z rówieśnikami, więc napisze do

marańcze" oznaczała skórki i bibułki, pozycja „sweter"

niego; obieca, że co dwa tygodnie będzie słać listy, je¬

celofanowe opakowanie. Kiedyś deliberowaliśmy n a d

śli t a m t e n przyśle skuter, dla takiego Szweda to prze¬

nadgryzioną czekoladą, ile z niej odkroić. Reklamacje

cież drobnostka. N a przeszkodzie stał p r o b l e m tech¬

na poczcie nie miały sensu - co się pani czepia, ja tego

niczny - Szwed chciał korespondować po angielsku al¬

pani nie zjadłam,

bo po n i e m i e c k u . Tadek poprosił panią profesorkę, że¬

schowała

skąd mam wiedzieć,

albo paczki dostają,

czy sama pani nie

a jeszcze im źle.

by przetłumaczyła list. Widziałem z daleka, j a k coś do

A l e najsilniejsze moje wspomnienie, związane z za¬

niej mówił, wyciągnął kartkę, gestykulował, po c h w i l i

granicznymi paczkami, było innego rodzaju. Warsza¬

zrobił się czerwony, zabrał kartkę. Podszedł do m n i e .

wa, poczta główna, środkowy Gomułka. H o l , zwykle

Długo milczał, aż wreszcie wyksztusił: ale głupia kro¬

pustawy, t y m razem n a b i t y ludźmi. Kolejka do jednego

wa, co jej zależało...

okienka

straszliwie powykręcana,

z kilkaset osób.

Za Gomułki świąteczne łakocie były głównie z pa¬

Przeważały biednie ubrane, starszawe kobiety. Niektó¬

czek. Pamiętam, j a k na początku lat sześćdziesiątych

re siedziały na składanych r y b a c k i c h krzesełkach. Każ¬

„Życie Warszawy" napisało o przedświątecznym zaopa¬

da trzymała otwarte pudełko, osobno papier p a k o w y

trzeniu sklepów, że jest dość mąki, kaszy, słoniny oraz

i sznurek. Zaczepiłem pierwszą z brzegu i co usłysza¬

„innych smakołyków". Pan H e n r y k , człowiek skąd¬

łem: władze radzieckie oznajmiły, że o d pierwszego

inąd kulturalny, gołębiego serca i abnegat w sprawach

przyszłego miesiąca przestaną wpuszczać paczki żyw¬

m a t e r i a l n y c h , dostał a t a k u złości, czytając o t y c h sma¬

nościowe, więc starsze panie chciały skorzystać z oka¬

kołykach, wykrzykiwał straszne rzeczy w miejscu pu¬

zji, może ostatniej, by wysłać na W s c h ó d woreczek ka¬

blicznym, m i a n o w i c i e w e m p i k u na rogu A l e j i Nowe¬

szy, mąki, torbę c u k r u , parę główek czosnku, słoik to¬

go Światu. - N i e c h p a n sobie pójdzie, bo jeszcze ktoś

pionej słoniny z cebulką. Wczoraj pogotowie zabrało

zauważy, że p a n nie pijany i będą kłopoty - poradziła

celniczkę, zasłabła z przepracowania.

bufetowa, a p a n H e n r y k przytaczał wielekroć t e n afo¬

A m n i e dopiero w t e d y przyszło do głowy, że Ciocia

ryzm jako przykład nieugiętego polskiego ducha.

Terenia zaczynała po w o j n i e w L o n d y n i e z dziesięcio¬

Jednym z detonatorów robotniczego gniewu na

m a palcami, w jednej bluzie, bez języka, bez zawodu.

Wybrzeżu 1970 r o k u była okoliczność, że drastyczną

Pewnie dostała z wojska jakąś odprawę na opędzenie

podwyżkę cen żywności ogłoszono niespodziewanie

najpotrzebniejszych wydatków. I chyba za te pieniądze

tuż przed Bożym N a r o d z e n i e m , 12 grudnia. Nagle się

kupiła kawę, herbatę, daktyle, rodzynki, pieska Puka.

okazało, że ludzi nie stać na przygotowanie świąt.

W t e d y w A n g l i i żywność też była na k a r t k i , j a k u nas.

Prawdopodobnie była to bezmyślność, nie celowa szy¬
kana - lecz ludzie poczuli, jakby i m n a p l u t o w wigilij¬
n y talerz. Gdyby podwyżkę zapowiedziano choćby
128

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10198" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10176">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/726b806b254268b4999151999c2ddb87.pdf</src>
        <authentication>342983256b7e45f36794a94db2bc0a28</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121290">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3528</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121291">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121292">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3306</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121293">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121294">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4, s.254-256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121295">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121296">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121297">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121298">
                <text>z Krakowa i Muzeum Instrumen­
tów M u z y c z n y c h w S z y d ł o w c u .
Nagrodę I otrzymał
Wojciech
S t r z e s z k o w s k i ze w s i Olszówka N o ­
w a , n a g r . I I J a n B e r n a s i e w i c z . ze
wsi Jaworzn.a-Gniewce.
Przyznano
4 n a g r o d y I I I i 4 wyróżnienia.
*
25—26.IX w T o r u n i u rozstrzy­
gnięto k o n k u r s „ W y c i n a n k a L u d o ­
w a " z o r g a n i z o w a n y przez M u z e u m
Etnograficzne
w
Toruniu,
Min
K u l t u r y i S z t u k i i Cepelię.
Na
konkurs
wpłynęło
7 477
p r a c o d 218 autorów. J u r y , k t ó ­
r e m u przewodniczyła m g r B a r b a r a
Zagórna-Tężycka
przyznało 3 n a ­
grody
I : Jadwidze
Łukowskiej
z
Łowicza, Rozalii Ciapie z M n i c h " w a i A g n i e s z c e M a j e r ze Z ł a k o w a
Borowego.
Nagrody
I I otrzymałj:
Józefa M a r e k z S u f c z y n a , M a r i a n ­
na
Piętka
z
Woli
Sufczyńskiej,
K r y s t y n a Cieślak z S a n n i k , Józefa
Furmańska z W i e c h u c i c , M a r i a n n a
Bałdyga
z
Kadzidła,
Aleksandra
L i w s k a z Dąbrowy, Janina K a p u ­
sta z Ł o w i c z a , Józefa Chaładaj z
M o n i e . P r z y z n a n o także 19 nagród
I I I i 49 w y r ó ż n i e ń .

U

M

Inne
5 . V I I — rozstrzygnięto k o n k u r s
plastyki
nieprofesjonalnej
woje­
wództw katowickiego i opolskiego,
którego
tematem
były
powstania
śląskie. K o n k u r s z o r g a n i z o w a ł y W y ­
działy K u l t u r y
Urzędów W o j . w
K a t o w i c a c h i O p o l u , M u z e u m Gór­
nośląskie
w
Bytomiu,
Muzeum
Śląska
Opolskiego,
Woj.
Ośrodek
Kultury w Katowicach i W D K w
Opolu.
N a g r o d y u z y s k a l i : za m a l a r s t w o
— I A n t o n i Sprenol z Chorzowa,
I I J a n Czuban z Mysłowic, J a n
Plomeeki
z Chorzowa,
nagr. I I I
Czesław
Chodziuk
z Rudy
Ślą­
skiej, E w a l d
Gawlik z
Katowic-Szopienic, R o m u a l d N o w a k z Za­
b r z a . Za rzeźbę p r z y z n a n o t y l k o I
nagrodę
Stanisławowi
Majewskie­
m u ze S t e r n a l i c , za g r a f i k ę n a g r o ­
dę I zdobył J a n N o w a k z K a t o ­
w i c . N a w y s t a w ę pokonkursową w
Muzeum
Górnośląskim
zakwalifi­
k o w a n o 63 o b r a z y , 14 rzeźb i 11
g r a f i k (od 88 a u t o r ó w ) .

IX
w
Jastrzębiu
Zdroju
rozstrzygnięto k o n k u r s rzeźby g ó r ­
n i c z e j ogłoszony p r z e z k o m i t e t o r ­
ganizacyjny
Górniczych D n i K u l ­
t u r y . Przysłano p o n a d 260 p r a c , n a
wystawę
zakwalifikowano
66. 3
równorzędne n a g r o d y I o t r z y m a l i :
A l f r e d Piątek z R y d u ł t ó w za p ł a ­
skorzeźby w w ę g l u , F r a n c i s z e k K u ­
r z e j a z K a t o w i c za z e s t a w p r a c w
węglu i A l b i n S t e f a n i u k z R u d y
Śląskiej za rzeźby w d r e w n i e .
Sztuka

ludowa

i n n y c h narodów

16.VIII — w M u z e u m
Arche­
ologicznym
i
Etnograficznym
w
Ł o d z i została o t w a r t a w y s t a w a z o r ­
ganizowana
przez M u z e u m
Mora­
w s k i e z B r n a posiadające
bogate
zbiory l u d o w y c h marionetek z r o ­
dowych
kolekcji
lalkarzy
mora­
wskich.
7 — 1 0 . I X — w Częstochowie, z
o k a z j i D n i Okręgu P e r n i k w B u ł ­
garii
pokazano
wystawę
„Trady­
c y j n a S z t u k a L u d o w a Okręgu P e r ­
n i k w X I X i X X w.". Pokazano
t k a n i n y i s t r o j e oraz o z d o b y z m e ­
talu.

Ю

M

M

SUMMARY OF A R T I C L E S

L u d w i k

S t o m m a

—

MAGIC

TODAY

( p a r t 2)

F o l k b e l i e f s a r e o r g a n i s e d b y : 1) a c o m b i n a t i o n of
o p p o s e d o r m e d i a t i n g e l e m e n t s ; 2) a c h o i c e of d e s i g n a ­
t i o n s f o r these e l e m e n t s ; 3) a c o m b i n a t i o n a n d „ f a b u l a r i s a t i o n " o f these d e s i g n a t i o n s . T h e s e a c t i v i t i e s a r e o n
t h e o n e h a n d g o v e r n e d b y t h e generał l a w s o f s t r u c t u ­
r e a n d o n t h e o t h e r — as f a r as t h e c h o i c e o f o p p o s i ­
tion, m e d i a t i o n or designations are concerned, they are
q u i t e a r b i t r a r y . T h u s f o l k beliefs ( m y t h , magic)
link
t w o n a t u r e s w i t h i n t h e m s e l v e s : l o g i c — w h i c h is b a ­
sed o n d i s c o v e r i n g t h e i m p l i c a t i o n s o f t h e l a w s o f s t r u ­
cture a n d the near poetic (metaphoric) wmich governs
t h e c h o i c e o f t h e c o n c r e t e — e x t e r n a l dress, f o r m o f
the belief. T h i s d u a l i t y presents m a n y d i f f i c u l t i e s f o r
e t n o g r a p h e r s . S o m e , l i k e J . S. W a s i l e w s k i , go t o o f a r
i n w i d e n i n g t h e l i m i t s of t h e elements w h i c h are gove­
r n e d by laws a n d others are i n c l i n e d to notice no more
t h a n p u r e a r b i t r a r i n e s s i n folk m y t h s a n d magic. A t
t h e same t i m e b o t h these tendencies lead to g l a r i n g m i ­
s i n t e r p r e t a t i o n s . T h e a n a l y s i s t h e n o u g h t to c o v e r b o t h
t h e d e s t r u c t i v e e l e m e n t — t h e d i s m a n t l i n g of t h e d i s c o ­
urse d o w n to i t s basic elements, w h i c h shows t h e p r i n ­
ciple of its logical construction; a n d the constructive
e l e m e n t -— w h i c h b r i n g s back t h e o r i g i n a l f o r m — a n d
m u s t t h u s s h o w t h e p a r a m e t a p h o r i c side o f t h e c o m p o ­
s i t i o n . M e r e d e s t r u c t i o n h o w e v e r leads i n t o t h e b l i n d
alley of s t r u c t u r a l i s t t r u i s m s ; w h i l e w i t h o u t i t con­
s t r u c t i o n is s i m p l y i m p o s s i b l e , f o r i t w o u l d h a v e t o be
based o n l y c n i l l u s o r y i n t u i t i o n . A n u n d e r s t a n d i n g of
t h e p o e t i c s p h e r e o f m a g i c a n d m y t h leads i n c o n s e q u ­
ence t o a r e s t o r a t i o n t o i t of h i s t o r i c i s m . T h e b a s i c
l a w s of s t r u c t u r e c a n h o l d good f o r m a n k i n d b u t p o ­
e t r y , e v e n i n t h e w i d e s t sense, is s h a p e d b y t h e c h a n ­
g i n g c u r r e n t s o f h i s t o r i c a l consciousness.

A l i c j a M a l e t a — A CENTRE OF FOLK
NUFACTURE IN BRZOZA STADNICKA

TOY

MA­

B r z o z a S t a d n i c k a is i n t h e R z e s z ó w p r o v i n c e n e a r
Leżajsk. W o o d e n d o m e s t i c t o o l s a n d o t h e r i m p l e m e n t s
h a v e b e e n p r o d u c e d h e r e f o r ages a n d s i n c e t h e e n d

254

of t h e X I X t h c e n t u r y w o d e n t o y s h a v e b e e n
made
h e r e as w e l l . T h e y w e r e m o d e l l e d o n t h o s e p r o d u c e d
i n t w o n e a r b y c e n t r e s : Leżajsk a n d J a w o r o r ( n o w i n
the ZSRR).
T h e a r t i c l e begins b y p r e s e n t i n g t h e h i s t o r y of t h e
d e v e l o p m e n t of t h e c e n t r e f r o m t h e e n d o f t h e X I X t h
c e n t u r y t o t h e p r e s e n t d a y . T h e c h a n g e s i n t h e social
s t a t u s o f t h e t o y m a k e r s a r e i n t e r e s t i g as i n t h e b e g i n ­
n i n g up to the I l n d W o r l d W a r they w e r e looked upon
by t h e i r n e i g h b o u r s w i t h c o n t e m p t . I n t h e p o s t w a r
years i n s t i t u t i o n s connected w i t h Cepelia have come to
s p o n s o r t h e i r p r o d u c t i o n . T h e a u t h o r discusses t h e c o n ­
d i t i o n s u n d e r w h i c h t h e t o y m a k e r s w o r k w i t h t h e co­
o p e r a t i v e s a n d also t h e reasons f o r f a i l u r e s .
T h e second p a r t o f t h e a r t i c l e is d e v o t e d t o p r o ­
d u c t i o n techniques at Brzoza. T h e characteristic t o y
h e r e is t h e w o o d e n h o r s e . T h e t y p e s of w o o d u s e d i n
t h e p a s t a n d a t - p r e s e n t a r e d i s c u s s e d a n d t h e r e is
also a d e s c r i p t i o n of t h e t o y m a k e r s t o o l s , t h e w a y t h e y
m a k e t h e horses, f r o m t h e d r a w i n g b o a r d d e s i g n t o
t h e p a i n t i n g o f t h e f i n i s h e d t o y . T h e r e is also a n ac­
count, of t h e p a i n t s used.
The t h i r d p a r t describes t h e f i r s t toys — t w o t y ­
pes o f h o r s e „ f i a t " a n d „ r o u n d " a n d also t h e g r a d u a l
w i d e n i n g t o n e w designs i n t r o d u c e d b y c e r t a i n t o y m a ­
k e r s (horses a n d c a r t s , c r a d l e s , w h e e l b a r r o w s , d u c k s
w i t h m o v i n g wings, clowns on a cart w i t h t w o t u r n i n g
s h i e l d s , c l a t t e r i n g w h e e l s , cars, a i r p l a n e s , d o l l s c a r t s ,
rattles, w i n d m i l l s , r o u n d a b o u t s , m i n i a t u r e s of c o n t e m p o ­
r a r y v e h i c l e s a n d m a c h i n e r y . T h e d e s i g n of t h e t o y s
has been i n f l u e n c e d b o t h b y t r a d i t i o n a l p a t t e r n s a n d
n e w ones p u t f o r w a r d b y C e p e l i a ) .
T h e f o u r t h p a r t o f t h e a r t i c l e i s d e v o t e d to t h e
history of t h e decoration of t h e toys m a d e i n Brzoza.
T h e types of p a i n t i n g are discussed — t h e colours, t h e
decorative themes, t h e d r a w i n g of the o r n a m e n t s i n
t h e v a r i o u s t y p e s of toys.
F i n a l l y t h e f o r m s of t r a d e i n toys t h e toys f r o m
Brzoza S t a d n i c k a are described i n t h e h i s t o r i c a l perspe­
ctive f r o m t h e local m a r k e t p l a c e s to contacts w i t h Ce­
pelia.

�Zofia
G r ó d e c k a — T H E ART OF T H E
IDERY
OF
ALEKSANDRA
CZELUSTA
LISKÓW

EMBRO­
FROM

A l e k s a n d r a C z e l u s t a w a s b o r n i n 1897 a n d l i v e s t o
t h i s d a y i n K a l i s z p r o v i n c e . F r o m e a r l y c h i l d h o o d she
has e m b r o i d e r e d , m a d e s p i d e r s f r o m s t r a w a n d p a p e r
sowed a n d weaved.
She is e s p e c i a l l y e x p e r i e n c e d i n e m b r o i d e r i n g t u l l e
a n d i n s o w i n g a n d m a k i n g u p t h e caps w h i c h a r e t h e
m a i n d e c o r a t i v e e l e m e n t of t h e dress w o r n t r a d i t i o n a l l y
i n t h e K a l i s z r e g i o n . T h e a u t h o r stresses t h e e x c e l l e n c e
a n d o r i g i n a l i t y of A l e k s a n d r a
Czelusta's
embroidery
a n d h e r w o r k is c o m p a r e d w i t h t h a t o f t w o o t h e r w e l l
k n o w n w o m e n w h o w o r k e d i n t h e f i r s t h a l f of this
century: Maria Adamkowa
a n d Rozalia Ceglarek
.
Aleksandra
Czelusta's
embroidery
was
popular
a m o n g t h e w o m e n i n t h e r e g i o n . T h e y o r d e r e d caps
f r o m h e r a n d she t a u g h t t h e m h e r c r a f t . S h e d i d n o t
hide h e r designs b u t w i l l i n g l y t a u g h t t h e m to others.
S h e c a m e t o be r e s p e c t e d b y t h e i n s t i t u t i o n s w h i c h
w e r e set u p t o e n o o u r a g e f o l k a r t . T h e a r t i c l e goes
o n t o d i s c u s s t w o t y p e s o f cap w o r k e d o n b y A l e ­
k s a n d r a C z e l u s t a , o n t h e basis o f t h e e x h i b i t s i n t h e
Poznań E t n o g r a p h y m u s e u m . T h e r e is a d e t a i l e d a c ­
c o u n t of t h e c o n s t r u c t i o n of t h e cap, t h e k i n d of e m b r o ­
idery a n d the decorative themes.
T h e a r t i c l e s closes w i t h a d i v i s i o n of A l e k s a n d r a
Czelusta's a r t o n c h r o n o l o g i c a l lines i n t o f o u r periods,
youth, wartime, postwar and contemporary.
Wanda
BEDNARZ

G e n t i l - T i p p e n h a u e r

—

ANDRZEJ

The editors i n p u b l i s h i n g this article about Andr~ej
Bednarz, a v i o l i n m a k e r f r o m the Podhale region w h o
d i e d i n 1967, also w i s h t o c o m m e m o r a t e t h e e x c e p t i o ­
n a l a u t h o r of t h e s k e t c h — t h e p a i n t e r a n d w r i t e r
Wanda Gentil-Tippenhauer w h o was enchanted by the
P o d h a l e r e g i o n a n d w h o d i e d i n 1965.
A n d r z e j B e d n a r z w a s b o r n i n 1877 i n t h e P o d h a l e
region i n a village called Miedzyczerwienne. T h e a r t i ­
cle d e s c r i b e s t h e w o r k o f h i s d i f f i c u l t l i f e w h o s e a i m
was to realise t h e d r e a m of his c h i l d h o o d — to make
a v i o l i n — starting w i t h his studies at the Zakopane
School o f W o o d w o r k i n g
t h r o u g h his years w h e n he
w e n t a b r o a d to e a r n h i s l i v i n g u p to t h e t i m e w h e n
he t a u g h t a t h e v i o l i n m a k i n g class a t t h e Z a k o p a n e
school.
Nicolae
D u n a r e — A G R I C U L T U R A L AND* PA­
STORAL THEMES IN R O M A N I A N PAINTED EASTER
EGGS
T h i s article devoted
to R o m a n i a n easter
based o n a r i c h b i b l i o g r a p h y i n w h i c h t h e

eggs is
majority

o l p u b l i c a t i o n s d a t e f r o m t h e f i r s t h a l f of t h e X X t h
century a n d on research carried out by the author on
a c o l l e c t i o n of easter eggs i n t h e S i e d m o g r o d E t h n o ­
graphic M u s e u m i n Cluj i n Romania.
H e r i n t r o d u c t o r y r e m a r k s are devoted to t h e co­
l o u r s a n d t h e w a y s of c o l o u r i n g a n d p r o d u c i n g c o l o ­
urs f r o m various plants. N e x t the a u t h o r describes t h e
t e c h n i q u e of d e c o r a t i n g m o n o a n d m u l t i c o l o u r e d eggs
b y p u t t i n g o n a w a x o r n a m e n t w h i c h is l a t e r m e l t e d
d o w n a n d l e a v e s a d r a w i n g o n t h e egg. T h e r e a r e
r e g i o n a l d i f f e r e n c e s i n t h e i n s t r u m e n t s used t o p u t o n
the w a x .
N e x t t h e a u t h o r describes t h e decorative
themes
to be f o u n d o n R o m a n i a n easter eggs a n d she p a y s
s p e c i a l a t t e n t i o n tó t h o s e w h i c h a r e c o n n e c t e d
with
e v e r y d a y l i f e a n d t r a d i t i o n a l o c c u p a t i o n s o f t h e people.
They are classified according to the morphology a n d
s u b j e c t m a t t e r . T h e a n a l y s i s is s u p p l e m e n t e d b y a d e ­
s c r i p t i o n of t h e c o n s t r u c t i o n of t h e o r n a m e n t w h i c h
is m a d e u p of g e o m e t r i c f i g u r e s a n d signs.
Finally there are remarks on the features w h i c h
d i s t i n g u i s h R o m a n i a n easter eggs f r o m o t h e r s a n d t h e
s y m b o l i s m of some of t h e t h e m e s .
The article contains a table w h i c h shows h o w often
c e r t a i n t h e m e s a p p e a r i n t h e v a r i o u s r e g i o n s o f the
country.
A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i
—
FOLK
PHOTOGRAPHED BY JAN SWIDERSKI

ART

AS

J a n S w i d e r s k i has been p h o t o g r a p h i n g v a r i o u s f e a ­
t u r e s of f o l k a r t f o r 25 y e a r s . O f t h e 50,000 p h o t o g r a ­
p h s h e has t a k e n a f e w h u n d r e d a r e a t p r e s e n t i n
three e x h i b i t i o n s on v i e w i n Poland a n d a b r o a d .
Swiderski's photographs are abowe a l l documents
of f o l k a r t a n d t h e y a r e a l l t h e t h e m o r e
priceless
as m a n y of t h e o b j e c t s t h e m s e l v e s n o l o n g e r e x i s t . T h e
m a i n h e r o of S w i d e r s k i ' s p h o t o g r a p h s is a l w a y s t a k e n
o u t of c o n t e x t , t r e a t e d s t a t i c a l l y l i k e a p o s t e r p h o t o ­
g r a p h . T h i s does n o t m e a n t h a t h e does n o t e x p l o i t
the artistic features of t h e photograph, especially i n
t h e l a b o r a t o r y w h e r e h e s k i l l f u l l y uses l i g h t t o a c c e n t
chosen e l e m e n t s
of t h e o b j e c t . I t is p e r m i s s a b l e t o
p h o t o g r a p h o n l y p a r t of a n o b j e c t i n a d o c u m e n t a r y
p h o t o g r a p h w h e n t h a t p a r t is s u p p l e m e n t e d b y o t h e r
i n f o r m a t i o n contained i n other pictures.
T h e d o c u m e n t a r y p h o t o g r a p h c a n n o t be f u l l y o b ­
j e c t i v e as t h e r e does e x i s t a c o n f l i c t b e t w e e n n o t i c i n g
a d e t a i l a n d t h e expressive focus on t h e h u m a n f o r m
or a s c u l p t u r e f o r e x a m p l e . W h a t is m i s s i n g i n S w i ­
d e r s k i ' s p h o t o g r a p h s is t h i s v e r y l a c k of t h e w h o l e
p i c t u r e , t h e lack of t h e c u l t u r a l a n d t e m p o r a l con­
text.

РЕЗЮМЕ

Людвик
Стомма
Д Н Я (Ч. 2)

—

МАГИЯ

СЕГОДНЯШНЕГО

Н а р о д н о е верование ф о р м и р у е т с я п у т е м :
1) к о м ­
бинации о п п о з и ц и о н н ы х л и б о посреднических э л е м е н ­
тов; 2) путем подбора предназначений к этим э л е м е н ­
там; 3) путем комбинации и „ ф а б у л я р и з а ц и и " этих
предназначений. С одной с т о р о н ы все это вызвано
о б щ и м и законами с т р у к т у р ы , а с другой — е с л и д е л о
касается подбора противопоставлений, посредничества
л и б о предназначений — п р о и з в о л ь н о . Итак, народное
верование ( м и ф , магия) совмещают два свойства: л о ­
г и ч е с к о е , к о т о р о е з а к л ю ч а е т с я в в ы я в л е н и и законов
с т р у к т у р ы и с х о д н о е с поэтическим ( м е т а ф о р и ч е с к и м )
у п р а в л я ю щ и м подбором к о н к р е т н о с т е й — внешнего
о б л и к а , ф о р м ы верования. Эта двойственность достав­
л я е т этнографам м н о г о ч и с л е н н ы е трудности. И б о одни,
как И. С. В а с и л е в с к и , с л и ш к о м р а с ш и р я ю т охват того,
что о б я з а т е л ь н о , — д р у г и е ж е г о т о в ы в магии и на­

родном м и ф е усматривать т о л ь к о п р о и з в о л ь н о с т ь . Т е м
временем обе эти тенденции ведут к к р у п н ы м о ш и б ­
кам интерпретации. С л е д о в а т е л ь н о
анализ
должен
о х в а т ы в а т ь д е с т р у к ц и о н н ы й элемент
—
разложение
дискуссии на простые э л е м е н т ы , в ы я в л я я таким о б р а ­
зом принципы ее л о г и ч е с к о й к о н с т р у к ц и и ; и к о н с т р у к ­
тивный элемент — повторное восстановление его на­
ч а л ь н о й ф о р м ы , что о б я з а т е л ь н о д о л ж н о в ы я в и т ь
п а р а м е т а ф о р м и ч е с к у ю сторону композиции, так к а к
д е с т р у к ц и я сама по себе ведет в тупик с т р у к т у р н ы х
т р ю и з м о в ; в свою о ч е р е д ь к о н с т р у к ц и я без нее в о о б щ е
и с к л ю ч е н а , п о с к о л ь к у тогда ей п р и ш л о с ь бы опираться
л и ш ь на и л л ю з о р н у ю интуицию, П о н и м а н и е поэтис ф е р ы магии и мифа п о с л е д о в а т е л ь н о ведет к восста­
н о в л е н и ю историзма. О с н о в н ы е п р и н ц и п ы
структур
могут б ы т ь о б щ е ч е л о в е ч е с к и м и , что ж е касается п о ­
эзии, то, д а ж е так ш и р о к о понимаемая, она ф о р м и ­
р у е т с я п о с т о я н н и з м е н я ю щ и м и с я в истории сознания
течениями.

255

�Л л и ц и я Maлета
— ЦЕНТР НАРОДНОГО ИГРУ­
ШЕЧНОГО ПРОМЫСЛА В БЖУЗЕ СТАДНИЦКОЙ
Б ж у з а Стадницка находится в Ж е ш о в с к о м воевод­
стве, в б л и з и Л е ж а й с к а . Т а м издавна в ы д е л ы в а л и д е ­
р е в я н н ы е п р е д м е т ы д о м а ш к о г о обихода, а в конце
X I X в. с т а л и т а к ж е в ы д е л ы в а т ь д е р е в я н н ы е и г р у ш к и
по образцам д в у х б л и ж а й ш и х центров: в Л е ж а й с к е
и Я в о р о в е (ныне — С С С Р ) .
Во в с т у п и т е л ь н о й части статьи пре дс тав л е на и с т о ­
рия развития центра, начиная с конца
X I X в. до на­
с т о я щ е г о времени. И н т е р е с н ы п е р е м е н ы в о б щ е с т в е н ­
ном статусе и г р у ш е ч н и к о в , к к о т о р ы м в н а ч а л е (до
I I мировой войны) соседи о т н о с и л и с ь с презрением.
П о с л е войны о производстве и г р у ш е к с т а л и заботиться
р а з л и ч н ы е п р е д п р и я т и я Ц е п е л и и . А в т о р статьи о п и ­
сывает принципы сотрудничества и г р у ш е ч н и к о в с к о ­
оперативами, рассматривает п р и ч и н ы неудач.
Во второй части статьи рассматривается техника
производства и г р у ш е к — д е р е в я н н ы х л о ш а д о к , х а р а к ­
т е р н ы х д л я Б ж у з ы . О п и с ы в а ю т с я сорта древесины,
у п о т р е б л я в ш е й с я когда то и к о т о р у ю у п о т р е б л я ю т
в настоящее Е р е м я и г р у ш е ч н и к и , их о р у д и я труда,
способ в ы п о л н е н и я дошадок, начиная с р и с у н к а на
доске в п л о т ь до раскраски готовой и г р у ш к и , причем
у к а з ы в а ю т с я п р и м е н я е м ы е краски.
В третьей части говорится о п е р в ы х и г р у ш к а х —
л о ш а д к а х д в у х типов „ п л о с к и х " и „ к р у г л ы х " , о п о с т е ­
пенном р а с ш и р е н и и производства б л а г о д а р я новым
образцам, к о т о р ы е вводят н е к о т о р ы е из и г р у ш е ч н и к о в
(брички л и б о возки, к о л ы б е л ь к и , тачки, р а з м а х и в а ­
ю щ и е к р ы л ь я м и у т к и , паяцы па в о з к а х с д в у м я вра­
щ а ю щ и м и с я щитами, с а м о л е т ы , к у к о л ь н ы е к о л я с к и ,
колотушки, ветряные мельницы, карусели, миниатюрки
с о в р е м е н н ы х средств п е р е д в и ж е н и я и м а ш и н ) . Ф о р м ы
и г р у ш е к с о з д а в а л и с ь как под в л и я н и е м давних о б р а з ­
цов, так и н о в ы х у к а з а н и й Ц е п е л и и .
Ч е т в е р т а я часть посвящена истории о ф о р м л е н и я
б ж у с к и х и г р у ш е к . О п и с ы в а ю т с я типы росписи р а з ­
л и ч н о г о рода и г р у ш е к : их расцветка, краски, д е к о р а ­
т и в н ы е мотивы, р и с у н о к орнамента.
В з а к л ю ч е н и е статьи п р е д с т а в л е н ы в историческом
разрезе формы торговли игрушками, изготовляемыми
в Б ж у з е Стадпицкой, начиная с о к р е с т н ы х я р м а р о к
в п л о т ь до контактов с предприятиями Ц е п е л и и .
З о ф и я Г р о д е ц к а — МАСТЕРСТВО
Щ И Ц Ы А Л Е К С А Н Д Р Ы Ч Е Л Ю С Т Ы ИЗ

ВЫШИВАЛЬ­
ЛИСКОВА

Александра Челюста родилась в
1897 г. и по сей
день ж и в е т в К а л и ш с к о м районе. С д е т с к и х л е т она
з а н и м а л а с ь вышиванием, п л е т е н и е м пауков из с о л о м ы
и папиросной бумаги, ткачеством и ш и т ь е м .
Особенно у с п е ш н о вышивает Ч е л ю с т а на т ю л е ,
шьет и моделирует чепцы, которые являются главным
у к р а ш е н и е м к а л и ш с к о г о наряда. А в т о р статьи под­
черкивает совершенство и б о л ь ш у ю с р г и г и н а л ь н о с т ь
в ы ш и в о к Ч е л ю с т ы , сравнивая ее работы с и з д е л и я м и
д в у х з а м е ч а т е л ь н ы х в ы ш и в а л ь щ и ц первой п о л о в и н ы
X X в. М а р и и А д а м к о в о й и Р о з а л и и Ц е г л я р к о в о й .
Вышивки Челюсты пользовались успехом у ж е н ­
щин и з о к р е с т н ы х местностей. Они з а к а з ы в а л и у нее
ч е п ц ы , а т а к ж е у ч и л и с ь в ы ш и в а т ь . Ч е л ю с т а не т а и л а
своих образцов и о х о т н о о б у ч а л а д р у г и х ж е н щ и н . Ее
мастерство б ы л о д о л ж н ы м образом оценено у ч р е ж д е ­
ниями, п р и з в а н н ы м и о п е к а т ь народное искусство. Д а ­
л е е , па основе экспонатов П о з п а н ь с к о г о э т н о г р а ф и ­
ческого м у з е я , в статье рассматриваются два типа
чепцоа, р а б о т ы Ч е л ю с т ы с подробным описанием их
м о д е л и , рода в ы ш и в к и и д е к о р а т и в н ы х мотивов.
В конце статьи автор д е л а е т п о п ы т к у р а з д е л и т ь
в х р о н о л о г и ч е с к о м порядке творчество Ч е л ю с т ы па
ч е т ы р е периода: м о л о д е ж н ы й военного времени, п о с л е ­
военный и современный.
Ванда
Г е п т и л ь - Т и п п е н г а у э р
БЕДНАЖ

—

АНДЖЕЙ

Статью посвященную памяти подгальского скри­
пичного мастера А н д ж е я Б е д н а ж а (ум. в 1967 г.) пред­

256

варяет заметка редакции о з а м е ч а т е л ь н о й л и ч н о с т и
автора очерка, В а н д ы Г е н т и л ь - Т и п п е н г а у э р , х у д о ж ­
ницы, д е я т е л ь н и ц ы и п и с а т е л ь н и ц ы , в л ю б л е н н о й в
П о д г а л ь е , которая у м е р л а в 1965 г.
Апджей Беднаж родился в
1877 г. на П о д г а л е ,
в деревне М е н д з ы ч е р в е н п е . В статье описана вся его
т я ж е л а я ж и з н ь , л е й т м о т и в о м которой б ы л о страстное
с т р е м л е н и е создать скрипку мечта л е л е е м а я им с дет­
ства.
Об этом Б е д п а ж м е ч т а л с п е р в ы х ж е дней п о с т у п ­
ления в Закопанскую ш к о л у деревообделочной про­
м ы ш л е н н о с т и , а т а к ж е во время э к о н о м и ч е с к о й эми­
грации, в п л о т ь до периода руководства к л а с с о м и з г о ­
т о в л е н и я скрипок в той ж е ш к о л е .
Н и к о л я е Д у н а р е — СЕЛЬСКОХОЗЯЙСТВЕННЫЕ
И ПАСТУШЕСКИЕ МОТИВЫ В РУМЫНСКИХ ПИ­
САНКАХ
Статья) посвящена р у м ы н с к и м писанкам. А в т о р
опирается на богатую л и т е р а т у р у предмета
— главным
образом па п у б л и к а ц и и первой п о л о в и н ы X X в. —
а т а к ж е па собственные и с с л е д о в а н и я , п р о в е д е н н ы е
им над к о л л е к ц и е й писанок, н а х о д я щ и х с я в Т р а н ­
сильванском этнографическом музее в К л у ж е ( Р у м ы ­
ния).
П р е ж д е всего автор о б р а щ а е т внимание на к о л о р и т
писанок, на их расцветку, способ и з г о т о в л е н и я р а з ­
л и ч н ы х р а с т и т е л ь н ы х к р а с и т е л е й . Д а л е е описывается
т е х н и к а одноцветной и многоцветной раскраски яиц,
при п о м о щ и воскового орнамента, к о т о р ы й растаяв,
оставляет рисунок. А в т о р отмечает р е г и о н а л ь н ы е о с о ­
бенности инструментов, у п о т р е б л я е м ы х д л я в ы п о л н е ­
ния воскового орнамента.
Затем рассматриваются мотивы у з о р о в р у м ы н с к и х
писанок с особым у ч е т о м тех, к о т о р ы е с в я з а н ы с п о ­
вседневной ж и з н ь ю и т р а д и ц и о н н ы м и з а н я т и я м и на­
с е л е н и я . А в т о р считает их х а р а к т е р н ы м и и к л а с с и ф и ­
цирует с т о ч к и зрения м о р ф о л о г и и и тематики. В д о ­
п о л н е н и е своих выводов автор приводит п о д р о б н ы й
а н а л и з построения орнамента, с о с т о я щ е г о из г е о м е ­
т р и ч е с к и х ф и г у р и знаков.
В заключение указываются характерные особен­
ности о т л и ч а ю щ и е р у м ы н с к и е писанки от и н ы х , п р и ­
чем о т м е ч а е т с я с и м в о л и к а н е к о т о р ы х мотивов.
С т а т ь я сопровождается таблицами, к о т о р ы е и л л ю ­
с т р и р у ю т частотность о т д е л ь н ы х мотивов, в ы с т у п а ­
ю щ и х в р а з н ы х р е г и о н а х страны.
Александр
Яцковски
— НАРОДНОЕ
ИС­
КУССТВО В С Н И М К А Х Я А Н А СВИДЕРСКОГО
Вот у ж е 25 л е т Я н С в и д е р с к и ф о т о г р а ф и р у е т р а з ­
л и ч н ы е п р о я в л е н и я народной х у д о ж е с т в е н н о й к у л ь ­
т у р ы . И з н а с ч и т ы в а е м ы х им с в ы ш е
50ООО снимков
н е с к о л ь к о сот представлено на трех/ п е р е д в и ж н ы х
выставках, о р г а н и з у е м ы х в н а с т о я щ е е время в П о л ь ш е
и за р у б е ж о м .
С н и м к и Свидерского — это п р е ж д е всего д о к у ­
менты народного искусства, притом бесценные д о к у ­
менты, т а к - к а к многие из з а п е ч а т л е н ы х им д о к у м е н ­
тов, у ж е не с у щ е с т в у е т . Основным центром снимков
Свидерского всегда я в л я е т с я о т д е л ь н ы й предмет, и з ъ я ­
т ы й из контекста, предмет, п р е д с т а в л е н н ы й статически,
как п л а к а т н а я ф о т о г р а ф и я . И з этого не с л е д у е т , что
автор снимка о т к а з ы в а е т с я от х у д о ж е с т в е н н ы х д о ­
стоинств ф о т о г р а ф и и , в особенности л а б о р а т о р н о й б л а ­
годаря искусному маневрированию светом, б л а г о д а р я
в ы д е л е н и ю и экспонированию и з б р а н н ы х э л е м е н т о в
объекта. Отображение отдельных элементов в доку­
м е н т а л ь н о м снимке допустимо тогда, когда его д о п о л ­
няет и н ф о р м а ц и я , с о д е р ж а щ а я с я в д р у г и х снимках.
Ф о т о г р а ф и ч е с к и й документ не м о ж е т б ы т ь п о л ­
ностью о б ъ е к т и в е н ; всегда с у щ е с т в у е т к о н ф л и к т м е ­
ж д у подмеченной д е т а л ь ю и в ы р а з и т е л ь н о й т р а к т о в ­
кой ч е л о в е ч е с к о й ф и г у р ы л и б о с к у л ь п т у р ы . В д о к у ­
м е н т а л ь н ы х снимках Свидерского нехватает именно
п р е д с т а в л е н и я сюжета! в ц е л о м , отсутствует
связь
с контекстом к у л ь т у р ы : и времени.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10197" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10175">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fa569163fb9cf077b2cd37a41cf579dc.pdf</src>
        <authentication>27a43b5f5f500ff5790f9a33abbddefc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121281">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3530</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121282">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121283">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3307</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121284">
                <text>Spis treści, Spis treści rocznika 1979 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121285">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2, s.66-70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121286">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121287">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121288">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121289">
                <text>mmmmii

PL

ISSN

0.4

mmmm&amp;mmmmmmm
4

.

m

f &gt; 1 i l

polska sztuka ludowa
ROK

•

XXXIV

•

i

1980
Q

a

n

••

w

NR °2
p

6032-3721

�TREŚĆ

Aleksandra

Jacher-Tyszko-

Ikonografia

wa

przedstawienia

Gromnicznej

Krzysztof
Barbara

Kubiak
Bazielich

Aleksander
Irena

O

Błachowski

Kilka uwag w

Kantor

Ciołczyk, n i e z n a n a

XI

Sułowski

przegląd

ludowym

.

.

.

.

i

Antropologia
pojęcia,

Stomma,

Lud-

Ryszard
S.

filmów

o

rzeźbierka

z Byczyny

sztuce

Zakopanem

w

1980 r.)

małżeństwo

Benedyktowicz,

71
39
99
109

kwiecień

Miłość

Robotyoki,
Jerzy

malarstwie
Chrystusa

związku z recenzją k o n k u r s u n a

Róża

Czesław
Tomicki,

i

grobie

ludowy

Zbigniew
wik

grafice

haft

(9—12
Zygmunt

w
przy

Boskiej

H a f t l u d o w y n a częściach s t r o j u
regionalnego
( u w a g i po k o n k u r s i e w T o r u n i u ) . . . .

Łopuszańska

Ryszard

strażach

Matki

w

kultury

w

inspiracje

112
115

Liège

Europie,
Polsce —

(materiały

1975

116

dziedzictwo,

do

słownika,

cz. I I )

Wasi-

Edmund

lewski

Claude

Ronald

Eleażar
La

Leach

117

Lévi-Strauss

Nouvelle

Władimir

113

Mojsiejewicz

Mieletyński

.

Histoire

Jakowlewicz

.

.

120
122

Propp

124

K R O N I K A I — I I I 1980

126

SUMMARY OF ARTICLES

127

PE3IOME

128

Na

okładce:

Fragment

czepka

Włocławek.
Na

stronie

tytułowej:
woj.

kujawskiego,
Fot. Bohdan

gipiura,

wyk. Maria

Szewczyk,

Olechnicki

Koszula, w y k . Hanna

Kaczyńska, W i e l ą t k i F o l w a r k i ,

ostrołęckie. F o t . B o h d a n O l e c h n i c k i

�P O L S K A

A K A D E M I A

NAUK

•

I N S T Y T U T

S Z T U K I

•

ROK

XXXIV

•

1980

•

Nr

2

polska sztuka ludowa

W

R

O

ZAKŁAD

C

Ł

A

W

NARODOWY

-

W

A

IMIENIA

R

S

Z

A

W

A

OSSOLIŃSKICH,

-

K

R

A

K

WYDAWNICTWO

Ó

W

-

POLSKIEJ

G

D

A

AKADEMII

Ń

S

K

NAUK

�CONTENTS

Aleksandra Jacher-Tyszkowa

I c o n o g r a p h y o f t h e Représentation o í t h e V i r gin of Candlemas i n Graphic A r t and Folk

Krzysztof

Guard

Painting
Barbara

Kubiak
Bazielich

Aleksander

71

Held

at Christes

Grave

89

F o l k E m b r o i d e r y o n P a r t s of R e g i o n a l C o s ­
t u m e s (Some r e m a r k s after t h e c o m p e t i t i o n
i n Toruń)

Błachowski

trema Łopuszańska

Remarks

on

of

Embroidery

Folk

Róża

the

Ciołczyk,

review

of

the

109

unknown

sculptress

from

By­

czyna
Ryszard

Kantor

Zygmunt
Zbigniew
Czeslaw
wik

Amour

Benedyktowicz,
Robotycki,

Stomma,

Tomicki,

Jerzy

112

X I Festival of
(April 9th—12th

Sułowski

The

Lud-

Ryszard
S.

Films
1980)

et mariage

en

Antropology

tage,

of

conceptions,

Wasi-

Edmund
Claude
La

czowa,

Anna

ZESPÓŁ:

Art

in

Zakopane
115

Liège

Europe,
culture

1975 .

in Poland,

.

116

heri-

inspirations. (Materials

for

Ronald

Leach

.
.

117

Lévi-Strauss

Eleazar Mojsiejewiez

REDAGUJE

on

a d i c t i o n a r y , p a r t 2)

lewski

CHRONICAL I — I I I 1S80
SUMMARY OF ARTICLES
PK3KJME

99

competition

Nouvelle

119
Mieletyński .

.

.

.

Histoire

120
122

Władimir Jakowleiwicz P r o p p

124

.
.

126
127
128

Aleksander

Kunazyńska-Iracka,

.
.

.
.

J a c k o w s k i ( r e d . nacz.),
Jan Krzysztof

Jadwiga

Makulski,

Jerzy

JarnuszkiewiŁoziński,

Ro­

m a n R e i m i u s s (z-ca r e d . nacz.).
Sekretarz

redakcji —

Tłumaczenia

—

Piotr

E w a Korulska. Redaktor
Paszkiewicz

(ang.)

techniczny — Halina

i Natalia

Stasińska

graficzny — J a n Swiderski.

I

(ros.).

Żelechowska.
Serwis

foto­

�I

P O L S K A

S Z T U K A
ROK XXXIII -

Bartosz

Adam,

Palamenter-barometr

Biela

Kazimierz,

Listy

Biela

Kazimierz,

Listy

Domańiska-Kubiak
Dunare

Nicolae,

pisanek

Motywy

o
s.

runiu,

s.

Zofia,

nej,

s.

Kopania

swym

Sztuka

rolniczej

i

s.

17 .

pasterskiej

.

.

.

nr 1

w

dekoracji
nr 4

i

Andrzej

hafciarska

ludowego

w

To­

matowaniu,
Bednarz,

s.

Aleksandry

ludowa

we

s. 177 .

.

.

.

.

nr 3

225

nr 4

Czelusty

z

współczesnej

Liskowa,

kulturze

s.

217

Kurek

Jan, Drzewo

Swiderskiego
Marii

Piece,

s.

życia

—

Stanisława
Jacek,

Łukasiewicz

Ośrodek

ludowej,

s 243 .

nr 1

Wniebowzięcia
s.

Gawłowa

Rodziny

—

wykonany

33

nr 1

— m a l a r k a z Zielonek,

problemy

garncarstwa

Muzeum

ludowego

Etnograficznego

zabawkarstwa

ludowego

s. 171 .

w

w

.

.

w T o r u n i u , s. 107
Brzozie

Ruszel

nr 4
Twórcy

Roman,
w

Wpływ

zbiorach

nr 2

ludowi,

s.

113

rzemieślniczej

kamieniu,

Krzysztof,

w

nr 2

Stadnickiej,

W o z y cygańskie, s. 77

Bronisław,

rzeźbę

nr 3

Polsce n a

205

Mróz L e c h ,
Reinfuss

nr 4
nr 3

Ołtarz

Janina, Niektóre

Alicja,

sztuki

A b r a m i u k , s. 50

Majewskiego,

Katarzyna

widzenie

143

t l e doświadczeń i o b s e r w a c j i

Pietrak

nr 4

artystycz­
nr 1

Jana

Teresa, Twórczość

s.

nr 1

3

Franciszek,

Małeta

.

nr 4

kolędowania,

konkurs garncarstwa

życiu

Sztuka

Aleksander,

przez

.

231

Wanda,

Kotula

Łodziński

s. 53 .

nr 2
O

Aleksander,

Jackowski

tematyce

nr 2

ludowych,

95

Gentil-Tippenhauer
Jackowski

111

s. 234

sens

E w a , Ogólnopolski

Katarzyna,

Gródecka

s.

rzeźbiarzy

Chajca,

Wegetacyjny

rumuńskich,

Fryś-Pietraszkowa
Gawłowa

Władysława

Irena,

1979

ludowy,

o d współczesnych

L U D O W A

s.

dawocyjnej

na

ludową
nr 2

Wojciecha

Gersona

Okręgowego

Stomma

Ludwik, Determinanty

Stomma

Ludwik,

Magia

produkcji

67

Rysunki

Muzeum

nr 2

w

polskiej

dzisiaj,

cz.

polskich

strojów

ludowych

R z e s z o w i e , s. 161
kultury

2, s.

ludowej

nr 3

XIX

w i e k u , s. 131

195

nr 3
nr 4

R E C E N Z J E
Demos.

Internationale

s.
Kantor

und

Fołkloristische

Informationem,
nr 1

Ryszard,

Strojów
Jackowski
w

Ludowych,
s.
s.

(na
2,

Krzysztof,
marginesie
1978)

Polskich

56

nr 1
Pokropek,

Atlas

Sztuki

Ludowej

i

Folkloru
nr 2

Antoni

Kroh,

Współczesna

Marian

Pokropek,

rzeźba

ludowa

płocki,

s.

Karpat
nr 2

Konarowa,

Szkoły

Kutrzeba-Pojnarowa
Woźniak

kielecki, Atlas

187

Aleksander,
do

s.

Strój

116

Antoni, Halina

nego

Jacher-Tyszkoiwa,

Marian

Aleksander,

Polskich,
Jackowski

Aleksandra

Aleksander,

Polsce,

Jackowski

Kroh

Ethnographische

57

s.

Kenara,
Anna,
Jeszcze

123

O d zakopiańskiej
s.

o

Przemysłu

.

.

.

M.

nr 3

Drzew­
nr 1

narodne

rzemiośle

T.

Szkoły

188

55

Serbske

artykułu

Jarmark

drasitwy,

artystycznym

Trajdosa,

.

„Polska

t . 5, s.
na

116

polskim

Sztuka

.

.

nr 2

Spiszu

Ludowa",

nr
nr 2

R O Ż N E
Kronika

VII—XII

Kronika

I—III

Kronika

IV—VI

Kronika

1978,

1979, s.

VII—IX

s.

58

125

1979, s. 189
1979,

nr 3
253

63

nr 4

Summary

of

articles,

Summary

of

articles,

s.

126

nr 2

Summary

of

articles,

s.

191

nr 3

Summary

of

articles,

s.

254

nr 4

Pe3K)Me s.

s.

s.

nr 1
nr 2

nr 1

64

nr 1

P e a o M e s. 127

nr 2

Pe3K&gt;Me s. 192

nr 3

Pe3K&gt;Me s. 255

nr 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10196" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10174">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1312f91a34f785c61d384d4d4179f1c3.pdf</src>
        <authentication>171aff9d71c80ab107de04bb51d9c6bb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121272">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2924</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121273">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121274">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2728</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121275">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121276">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.287-291</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121277">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121278">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121279">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121280">
                <text>Summary of articles

neous m o v e m e n t i n w h i c h a c t i o n and awareness are one, and
reflexivity, i n w h i c h the central meanings, values and goals o f
a c u l t u r e are seen i n a c t i o n , as they shape a n d e x p l a i n beha­
vior. A performance is declarative o f our shared h u m a n i t y , yet

Dariusz Czaja, Life or Non-transparency. Beyond the A n t h r o ­ it utters the uniqueness o f particular cultures. W e w i l l k n o w
pology of Culture
one another better by e n t e r i n g o n e another's performances
T h e category o f „culture" is one o f the most f r e q u e n t l y used

and learning their grammars and vocabularies".

universals of performance in myth,ritual,and dra­

( a n d abused) terms i n a n t h r o p o l o g y . Its a p p l i c a t i o n is by n o

I n A r e there

means epistemologically i n n o c e n t b u t u p o n each occasion

ma? T u r n e r presented his U t o p i a n v i s i o n o f w o r l d c o m m u n i ­

embroils the researcher i n t o a w i d e r c o n t e x t o f m e t h o d o l o ­

ty based o n m u t u a l respect a n d e n j o y m e n t o f c u l t u r a l diffe­

gical a n d even p h i l o s o p h i c a l conjectures. Its e m p l o y m e n t i n

rences, exchanges o f feelings as w e l l as ideas, a n d the i n c r e ­

a n a n t h r o p o l o g i c a l c o n t e x t carries a f r e q u e n t l y unconscious

asing a b i l i t y o f people t o experience a n d re-experience. H e

b u r d e n o f p o s i t i v i s t i c premises, despite u n i v e r s a l declara­

discussed a characteristic d e v e l o p m e n t a l r e l a t i o n s h i p f r o m

tions a b o u t a n a n t i - p o s i t i v i s t i c b r e a k t h r o u g h . A s a r u l e ,

r i t u a l t o theatre, a n d he presented t h e r e l a t i o n s h i p o f b o t h

„culture" relates t o t h a t w h i c h c a n be ..objectively" e x a m i ­

to social d r a m a .

n e d a n d p r o v e n , a n d penetrates those spheres w h i c h scien­

A l l figures i n this essay express schematically some o f these

ce deemed suitable t o study.

connections.

T h e a u t h o r suggests a r e t u r n t o the r a t h e r f o r g o t t e n catego­
ry o f „life" c o n c e i v e d by W i l h e m D i l t h e y as w e l l as e n l i v e ­

Jerzy S. Wasilewski Travelling Ethnology (111)

n i n g t h e conceptions e x p o u n d e d by representatives o f t h e

The Reindeer-People, the Taiga-People, Just People...

so-called p h i l o s o p h y o f life ( B o l l n o w , M i s c h , S i m m e l ) . M o ­

T h e Caatans - a f o r m e r l y isolated g r o u p o f reindeer-bre-

reover, he demonstrates t h a t „life" is a category m u c h m o r e

aders i n the n o r t h o f M o n g o l i a . Some 3 0 0 people at t h e ed­

capacious t h a n c u l t u r e despite the v a c c i l a t i n g n a t u r e o f m e ­

ge o f e x t i n c t i o n . L o o s i n g t h e feeling o f t h e i r e t h n i c i d e n t i t y

anings, a n d m u c h m o r e useful i n i n t e r p r e t a t i v e a n t h r o p o l o ­

(they are o r i g i n a l l y a g r o u p o f Tuvans, w h o have escaped

gy. I t extracts f r o m e x a m i n e d reality n o t o n l y t h e semiotic

f r o m Soviet T u v a i n 1944), they call themselves simply „Ta-

aspect b u t also the e x i s t e n t i a l a n d m e t a p h y s i c a l d i m e n s i o n .

iga-People", whereas the M o n g o l s label t h e m „Reindeer-Pe-

By depicting b o t h the simplicity and c o n v o l u t e d nature o f the

o p l e " . P o l i t i c a l a n d e c o n o m i c a l changes o f t h e 90-s made

category o f „life" the author refers to

Life. A Manual, the

no­

t h e m available for research, t o u r i s m - a n d v u l n e r a b l e t o t h e

vel by George Perec, and u p o n t h e basis o f several selected

impacts o f a strange m o d e r n i s a t i o n , being i n fact a „retro-

motifs presents his theses about the non-transparent nature o f

gression t o t r a d i t i o n " . A f t e r a t o t a l collapse o f p l a n n e d eco­

life envisaged as a horizon t h a t still evades scientific t h o u g h t .

nomy, f o r c e d sedentarisation, m a n d a t o r y e d u c a t i o n a n d h e ­
a l t h p r o t e c t i o n system, they are l e f t alone, facing m o s t se­

Antoni Kroh, The Old River Valley. The Prince. Telephones. rious problems o f b i o l o g i c a l a n d c u l t u r a l s u r v i v a l . U n s u p ­

The Clock

p o r t e d , they r e t u r n e d t o the o l d n o m a d i c lifestyle, based o n
„pictures

reindeer b r e e d i n g a n d h u n t i n g , i n t i p i - l i k e tents. O l d f o l k -

f r o m the past" comprise a f r a g m e n t o f a b o o k whose a u t h o r

-ways are r e i n t r o d u c e d . A f t e r t h e r e m o v a l o f t h e p o l i t i c a l

referred t o his o w n b i o g r a p h i c a l memory. T h e select e x a m ­

ban, a renaissance o f shamanism is noticeable. Four C a -

ples exceed mere s e n t i m e n t a l „memoirs". T h e a u t h o r offers

atan/Tuva shamans are active, t h e i r silhuettes are presented

the reader n o t o n l y a delectable anecdote a n d a glimpse o f

a n d t h e i r seances described i n the paper.

Three

recollections,

three r e f i n e d a n d concise

the manners a n d morals o f t h e past, b u t also demonstrates

Filip Taranienko Music as speech and speech as music: an es­

t h e way i n w h i c h H i s t o r y becomes amazingly i n t e r t w i n e d

say for comprehension of the same nature of both activities.

w i t h the p r i v a t e a n d u n i q u e h i s t o r y o f a n i n d i v i d u a l .

Aleksandra Melbechowska-Luty, A k i n to a Jewel in His

Crown
A me stesso

I n this essay the a u t h o r tries t o e x p l a i n the s i m i l a r i t y betwe­
e n t h e activities called i n o u r everyday life „speech" a n d
„musie". H e suggests t h a t the border between t h e m is f l u i d .

is the t i t l e o f an e x h i b i t i o n o f p a i n t i n g s by Jacek

H e passes over all the o p i n i o n s d i v i d i n g „language" a n d „spe­

Sempoliński organised i n t h e Warsaw Z a c h ę t a G a l l e r y a n d

ech", considering all language firstly as a spoken or i m a g i n e d

c r o w n i n g t h e heretofore oeuvre o f the artist. T h e r e v i e w d i ­

w o r d . H e analyses some m o m e n t s f r o m the w h o l e o f h u m a n

scusses w o r k s f e a t u r e d i n the showrooms a n d c o m m e n t s o n

history w h i c h c a n t e l l us about people's attitudes towards

t h e f o r m o f t h e display - impressive, w e l l - c o n c e i v e d a n d

speech a n d music, such as i n v e n t i o n s o f musical a n d l i n g u ­

r e n d e r i n g the e x h i b i t i o n a t h e a t r i c a l spectacle o f sorts. T h e

istic w r i t i n g systems, o p i n i o n s o f some philosophers, poets

second p a r t o f the t e x t presents Sempolinski's b o o k Władz­

two i służba

a n d musicians, a n d finally l i t u r g i c a l usage o f languages, be­

( D o m i n i o n a n d Service), a c o l l e c t i o n o f 89 te­

i n g for h i m a very i m p o r t a n t p o i n t . L i t u r g y is considered as

xts f r o m 1 9 5 8 - 2 0 0 1 , b r i l l i a n t „miniatures" about art w r i t t e n

a p a t t e r n s i t u a t i o n for all o t h e r h u m a n activities c o n n e c t e d

i n a d e f i n i t i v e a n d concise style.

w i t h c o m m u n i c a t i o n , speech a n d art, a n d i n this way also as
a base for analysis o f the n a t u r e o f e x a m i n e d n o t i o n s .

Victor Turner A r e there universals of performance in myth, ri­T h e t e x t is d i v i d e d i n t o t w o parts: t h e first p a r t e x a m i n i n g

tual, and drama?

the p r o b l e m f r o m t h e l i n g u i s t i c p o i n t o f v i e w a n d t h e se­

T h i s essay is a f u r t h e r step i n the process o f exploring some o f

c o n d from t h e m u s i c a l one. T h e first p a r t concerns t h e i n ­

the interweavings o f ritual a n d theatre, a process V i c t o r T u r ­

t o n a t i o n i n everyday, poetic a n d l i t u r g i c a l language a n d t h e

ner h a d been e x p l o r i n g for some t i m e . I n 1980, T u r n e r arti­

Semitic i n v e n t i o n o f alphabet, changed a n d accepted by

culated very clearly w h a t he saw as t h e goal o f his writings.

Greeks. T h e second o n e c o n t a i n s some remarks a b o u t o r a l

H e stated: „Cultures are most fully expressed i n a n d made

t r a d i t i o n i n l i t u r g i c a l music a n d t h e first a t t e m p t s t o w r i t e i t

conscious o f themselves i n their ritual a n d theatrical perfor­

d o w n ; i t presents some reflections o f c o n t e m p o r a r y m u s i ­

mances. A performance is a dialectic o f flow, t h a t is, sponta­

cians e x e c u t i n g early music, i n p a r t i c u l a r m e d i e v a l a n d ba-

287

�SUMMARY OF ARTICLES

r o q u e , t r y i n g t o p e r f o r m i t i n c o n f o r m i t y w i t h aesthetics o f

t i c a l j o i n t t i t l e : „Carnivals i n C u l t u r e " - is a n a t t e m p t at a n

the times. T h e t w o parts are separated by a short r e f l e c t i o n

i n i t i a l s u m m a r y o f three years o f seminar w o r k , a n d at i n d i ­

o n t h e n a t u r e o f memory, a n indispensable c o n d i t i o n o f

c a t i n g exemplary problems considered d u r i n g the w e e k l y d i ­

b o t h music a n d speech.

scussions h e l d by t h e p a r t i c i p a n t s o f t h e c o n v e r s a t o r i u m .

T h e c o n c l u s i o n is a m o r a l o n e . I t avoids repeating the i n t r o ­

T h e p u b l i s h e d texts - translations f r o m assorted languages

d u c t o r y thesis. O f course, the p r o b l e m needs some more re­

( p e r t i n e n t Polish l i t e r a t u r e is exceptionally sparse i n this re­

flection

spect) - were selected i n such a m a n n e r as t o demonstrate

to be better u n d e r s t o o d .

as broadly possible various p h e n o m e n a via c o n c r e t e e x a m ­

Piotr M a c h u l , The Gardzienice Manuscripts

ples, t o refer t o t h e o r e t i c a l i n t e r p r e t a t i o n s f u n c t i o n i n g i n

I n this text, r e f e r r i n g t o t h e „Gardzienice" C e n t r e f o r T h e ­

science, a n d t o present n e w research perspectives w h i c h co­

atrical Practice - t h e p r i m e theme o f t h e previous issue o f

u l d inspire f u r t h e r studies.

„Konteksty" - t h e a u t h o r tries t o analyse, u p o n t h e basis o f

T h e first article: Carnivals- festivities, play spectacles by

select examples, the „Gardzienice m a n u s c r i p t s " , i . e. t h e e n ­

Wojciech Dudzik recalls briefly t h e h i s t o r y o f the Polish usa­

deavours made by actors t o create t h e i r o w n musical r e c o r d

ge o f t h e t e r m „carnival", the place o f the festival, a n d the

i n t h e course o f t h e a t r i c a l v e n t u r e s . M u s i c was registered, at

original forms o f its celebration. T h e a u t h o r goes o n t o i n d i ­

least partially, f r o m t h e very onset o f t h e „Gardzienice" gro­

cate research perspectives ( t h e theories o f festivity, play a n d

u p , b u t a t t e m p t s at registering i t grew i n t e n s i f i e d at t h e t i ­

spectacle) a n d trends o f r e f l e c t i o n r e l a t i n g t o the c a r n i v a l

me o f w o r k o n t h e latest spectacle - Metamorphoses after

conceived as a t o t a l holiday. T h e article poses questions t h a t

A p u l e i u s . U p o n t h e request o f M a c i e j Rychły,

responsible

must be answered i n order t o come closer t o u n d e r s t a n d i n g

for the musical score o f this p a r t i c u l a r p r o d u c t i o n , almost

the essence o f the p h e n o m e n o n , i . e. i n w h a t m a n n e r does

every actor created a n a u t e u r musical r e c o r d . T h e „manu-

the periodical „upside d o w n " t r e a t m e n t o f the w o r l d i n f l u e n ­

scripts" are n o t , however, a universal code f o r d e c i p h e r i n g

ce social order a n d the consciousness o f the participants o f

classical music. N o r are they a n u l t i m a t e l y d e f i n e d a n d m e ­

the event? W h a t are t h e consequences o f the presence or ab­

t i c u l o u s l y devised code, b u t r e m a i n merely a n e x t r e m e l y i n ­

sence o f c a r n i v a l ideas a n d practices f o r social life i n a g i v e n

teresting a n d o r i g i n a l a t t e m p t a t r e c o r d i n g c e r t a i n elements

country? H o w are w e t o e x p l a i n g r o w i n g global interest i n

o f t h e actors' t r a i n i n g - p r e d o m i n a n t l y musical a n d v o c a l .

t h e active practising o f c a r n i v a l t r a d i t i o n s , observed i n re­

T h e „Gardzienice m a n u s c r i p t s " m a k e i t possible, at least t o

c e n t years? Is there a dependence b e t w e e n t h e degree o f the

a degree, t o f o l l o w t h e paths o f musical m o t i f s rendered i n ­

i n s t i t u t i o n a l i s a t i o n a n d f o r m a l i s a t i o n o f c u l t u r e , o n the one

delible centuries ago o n stone or papyrus, described i n M a r ­

h a n d a n d the diversity a n d i n t e n s i t y o f the c a r n i v a l , o n t h e

t i n West's Ancient Greek Music, a n d p a r t i a l l y r e c o n s t r u c t e d

other? Finally, w h y have c a r n i v a l customs a n d rites almost

for the needs o f t h e „Gardzienice" T h e a t r e .

completely disappeared i n c o n t e m p o r a r y Poland?
Suzanne Chappaz-Wirthner, t h e Swiss a u t h o r o f t h e a r t i c ­

le From the history of research on the carnival (translated

Robert Darnton, Introduction to the Great Cat Massacre
T h e r e n o w n e d A m e r i c a n h i s t o r i a n proposes a masterly histo­
rical analysis o f an i n c i d e n t t h a t t o o k place i n e i g h t e e n t h - c e n t u r y France. A t the e n d o f the 1730s a Parisian p r i n ­
ter's w o r k s h o p became t h e site o f a unprecedented a l l - n i g h t
massacre o f cats c o m m i t t e d by apprentices. I n his meticulous
r e c o n s t r u c t i o n o f the w h o l e event D a r n t o n t r i e d t o explain
the reasons for t h e i n c i d e n t , its determinants a n d p o t e n t i a l .
Since t h e a u t h o r is a n h i s t o r i a n o f m e n t a l i t y his analysis is
n o t l i m i t e d t o a mere c r i t i q u e o f sources a n d t h e establish­
m e n t o f „what really t o o k place". B y m a k i n g extensive use
of ethnographic

sources a n d d o c u m e n t i n g t h e f o l k l o r e

b a c k d r o p o f t h e d e m o n i s a t i o n o f cats as w e l l as their links
w i t h magic a n d sorcery, D a r n t o n c o n v i n c i n g l y shows w h y
the cats suffered t h e i r c r u e l fate a n d w h y a d u e l b e t w e e n t h e
workers (plebeians) a n d t h e employer (a representative o f
t h e p r o p e r t i e d class) assigned t h e animals t h e role o f a sub­
stitute v i c t i m .
A n excellent example - alongside w o r k s by L e Roy L a d u r i e
or G i n z b u r g — o f a creative use o f t h e c o m b i n e d i n s t r u m e n t s
o f a h i s t o r i o g r a p h e r a n d a n a n t h r o p o l o g i s t , t h e b o o k rema­
ins a s t a n d a r d specimen o f m i c r o - h i s t o r y a n d h i s t o r i c a l a n ­
thropology.

f r o m F r e n c h by Łada Jurasz-Dudzik) considers t h e m o s t i m ­
p o r t a n t theories o f the c a r n i v a l , d i v i d i n g t h e m i n t o t w o gro­
ups: c o n c e p t i o n s w h i c h recognise t h e c a r n i v a l as a festivity
o f pagan o r i g i n , a n d those w h i c h g r a n t i t t h e d i m e n s i o n o f
a C h r i s t i a n holiday. A m o n g t h e f o r m e r she recalls o p i n i o n s
v o i c e d by m e d i a e v a l a n d Renaissance theologians w h o tre­
ated the c a r n i v a l as pagan frenzy a n d a p e r i o d i c o u t l e t for
social e m o t i o n s . T h e a u t h o r t h e n presents n i n e t e e n t h - c o n ­
ceptions o f „relics", w h i c h envisaged t h e c a r n i v a l as o n e o f
the r e m n a n t s o f t h e o r i g i n a l rituals o f agrarian magic, a n d
the c o n t e m p o r a r y calendar t h e o r y devised by C l a u d e G a ­
ignebet w h o c l a i m e d t h a t t h e c a r n i v a l is a r i t u a l s a n c t i f y i n g
the r e t u r n o f spring a n d t h e s p r i n g t i m e l i b e r a t i o n o f souls.
T h e second p a r t o f t h e study discusses c o n c e p t i o n s f o r m u ­
l a t e d by H a n s M o s e r ( t h e c a r n i v a l as a secular t o w n h o l i ­
d a y ) , w o r k s by N a t a l i e Z e m o n Davies, M u r i e l L a h a r i e a n d
J e a n - M a r i e Fritz o n t h e c o n n e c t i o n s b e t w e e n t h e c a r n i v a l
a n d t h e mediaeval feast o f fools, t h e radical i n t e r p r e t a t i o n
by D i e t z - R u d i g e r Moser, w h o treated t h e c a r n i v a l as a n i n ­
s t i t u t i o n a l i s e d l i t u r g i c a l holiday, t h e t h e o r y o f t h e c a r n i v a l
a n d c a r n i v a l i s a t i o n proposed by M i k h a i l B a k h t i n ( t h e h o l i ­
day o f reversal), a n d t h e s o c i o p o l i t i c a l contexts o f t h e car­
n i v a l described by E m m a n u e l Le Roy L a d u r i e u p o n t h e

"Carnivals in Culture" was t h e name g i v e n t o a conversat o r i u m (seminar) h e l d i n 1999 by Wojciech Dudzik at t h e
I n s t i t u t e o f Polish C u l t u r e at Warsaw U n i v e r s i t y , a n d d e v o ­
ted t o e x a m i n i n g c a r n i v a l t r a d i t i o n s a l l over t h e w o r l d , t h e
social f u n c t i o n s o f this f e s t i v i t y a n d its assorted contexts.
T h e accepted w i d e a n t h r o p o l o g i c a l perspective exceeds far
beyond the traditional ethnographic interpretation of the

example o f t h e F r e n c h t o w n o f Romans.
Eleven carnival theses by t h e above m e n t i o n e d Dietz-Riidiger Moser (translated f r o m G e r m a n by M a r t a Petrzykowska) o u t l i n e s c h i e f arguments i n f a v o u r o f t h e C h r i s t i a n so­
urces o f t h e c a r n i v a l , d e r i v e d f r o m t h e „model o f t w o states"

by St. A u g u s t i n e (De civitate Dei).
T h e f o l l o w i n g t w o texts refer directly a n d i n d i r e c t l y t o the

c a r n i v a l as a festival w h i c h belongs t o t h e a n n u a l , f o l k r i t u ­

theory e x p o u n d e d by M i k h a i l B a k h t i n . I n The frames of co­

al cycle. T h e m a t e r i a l presented i n this issue u n d e r a n i d e n ­

mic „freedom" (translated f r o m English by Włodzimierz K a -

288

�SUMMARY OF ARTICLES

r o l Pessel) Umberto Eco analyses the relations between the

Maciej Różalski, Salvador, the Town of Capoeira

c a r n i v a l a n d comicality, w h i l e i n The poetic of the carnival

Capoeira blends together a game, a dance, a battle, a n d me­

and the transition rites (translated f r o m the Russian original

d i t a t i o n . I t denotes a group o f people - roda, an orchestra

hy Barbara Chmielewska) Rustam Kasimov points o u t the

playing music - bateria, a n d t w o dancers i n v o l v e d i n a game

differences between the range o f the concepts o f the c a r n i ­

o f blows and evasion, steered by the master - Mestre. T h e

v a l " , the „carnival q u a l i t y " (the i m p a c t of the carnival u p o n

dancers adapt the exchange of thrusts to the r h y t h m of the

literature) a n d „carnivalisation" (a carnival-like p e r c e p t i o n o f

accompanying music, w h i c h becomes whatever t h e y desire.

the w o r l d ) , a n d proposes to examine the c a r n i v a l w i t h i n the

T h e presented article invites the reader to embark u p o n a j o ­

perspective o f A r n o l d v a n Gennep's v i s i o n o f rites de passage.

urney to the c o l o u r f u l w o r l d o f Salvador, w h i c h is the cradle

T h e already classical essay Man and mask by K a r l Kerenyi

of the t i t u l a r art. First a n d foremost, however, i t is a n a t t e m p t

(translated f r o m G e r m a n by A n n a Kryczyńska-Pham) does

at c a p t u r i n g the very essence o f Capoeira. By c i t i n g conver­

n o t p e r t a i n to the c a r n i v a l directly, b u t has b e e n i n c l u d e d i n

sations w i t h the greatest masters o f the art, and by reaching

..Carnivals i n c u l t u r e " because the a u t h o r analysed the mask

the very core of the p h e n o m e n o n , the a u t h o r tries t o depict

visualised as the p r i m e v a l t o o l o f m a n (used either t o c o n ­

this complex w o r l d , w h i c h does n o t succumb to facile d e f i n i ­

ceal oneself or t o p r o d u c e fear, b u t p r e d o m i n a n t l y as a n i n ­

tions. T h e frenzy of Capoeira, w h i c h has started to reach us,

s t r u m e n t for the u n i f y i n g t r a n s f o r m a t i o n o f the w o r l d o f the

does n o t signify merely striking prowess or l i t h e y o u n g m e n

l i v i n g i n t o the w o r l d o f the dead) - the mask is a f u n d a m e n ­

capable o f p e r f o r m i n g a series o f starling saltos, a l t h o u g h this

tal c a r n i v a l a t t r i b u t e .

is the image frequently l a u n c h e d by the press a n d television.

Masks are also t h e t o p i c o f a n article by the Swedish resear­

Capoeira contains something more - c u l t u r e and history, t o ­

cher Asa Boholm: Masked performances in the carnival of
Venice (translated f r o m English by Justyna Jaworska). T h i s
analysis o f the f u n c t i o n s f u l f i l l e d by the mask e x e m p l i f i e d by
t h e c a r n i v a l i n Venice c o n f i r m s Kerenyi's ascertainments re­
l a t i n g t o the o r i g i n a l c o n n e c t i o n s b e t w e e n t h e mask a n d the
w o r l d o f t h e dead.
T h e n e x t t w o articles by e m i n e n t anthropologists discuss the
c a r n i v a l i n Brazil. I n Carnival, ritual and play in Rio de Ja­
neiro (translated f r o m English by I w o n a Kurz) Victor Turner
considers the most i m p o r t a n t c u l t u r a l performance i n Brazil
w i t h i n the c o n t e x t o f the theory of play by J o h a n n H u i z i n g a
a n d Roger Caillois, a n d concludes t h a t this is the o n l y f o r m

gether w i t h their tantalising, v i v i d beauty; w h a t we despera­
tely need is t o learn h o w to understand others a n d h o w t o co­
exist w i t h t h e m . Capoeira has the power to set free emotions,
previously amassed and stored. T h e forms and masks, b e h i n d
w h i c h we eternally conceal ourselves, a n d w h i c h d e f o r m and
c o n t r o l our relations w i t h the w o r l d , suddenly lose t h e i r me­
aning. T h e r e is n o time to t h i n k about w h a t the other person
wants f r o m me, a n d vice versa. M u s i c and speed liberate self-assurance i m p a i r e d by c i v i l i s a t i o n . T h a t w h a t remains is o n ­
ly I and m y d a n c i n g partner, as w e l l as t h a t special type of re­
lationship w h i c h emerges between us, and w h i c h is the re­
ason w h y I a m compelled to question m y identity...

of play w h i c h contains simultaneously all f o u r elements d i ­
stinguished by Caillois: agon, alea, mimicry a n d ilinx. A fur­ Anna E . Kubiak, New Age Art
ther part o f the article discusses the samba schools i n R i o .
T h e author writes about N e w A g e art, c u r r e n t l y increasingly
T h e analysis o f their s t r u c t u r e a n d f u n c t i o n resorted to the
popular. I n her o p i n i o n , widely c o m p r e h e n d e d N e w A g e is
anti-structure" opposition w h i c h Turner had

a true c h i l d of c o n t e m p o r a r y c u l t u r e , described by some as

f r e q u e n t l y used i n his research. I n The carnival of equality

..structure -

postmodern. N e w A g e c u l t u r e , also k n o w n as the c u l t u r e o f

and the carnival of hierarchy (translated f r o m Portuguese by

the A g e of A q u a r i u s , c o u l d be characterised by listing the f o l ­

M a r t a Kolankiewicz) Roberto DaMatta compares carnivals

l o w i n g features: chance, ambivalence, eclecticism, pluralism,

i n t w o societies d i s t i n c t i v e l y d i f f e r e n t i a t e d as regards i n s t i t u ­

the b l u r r i n g o f boundaries, the t o p p l i n g of

tions, history a n d ideology: N e w Orleans a n d R i o de Janeiro.

anarchism, fluidity, variability conceived as the essence o f re­

classifications,

T h e a u t h o r perceives a sui generis paradox: i n the N o r t h

ality, the a u t o n o m y o f the elements, w h i c h d o n o t comprise

A m e r i c a n society of equality the c a r n i v a l is an exclusive fe­

a cohesive w h o l e , but rather participate i n a game o f discour­

stivity organised i n a truly aristocratic manner, w h i l e i n Bra­

ses, the predominance of the image over the w o r d , epheme-

zil, a l a n d b r i m m i n g w i t h social contrasts a n inequality, i t is

rality, inconsequence, and nonconclusiveness. N e w A g e does

a f u l l y egalitarian festival w h i c h changes all rules o f c o n d u c t ,

n o t fit i n t o any heretofore sociological or a n t h r o p o l o g i c a l ca­

r o u t i n e a n d daily a c t i v i t y i n order to make way for a reign o f

tegory. T h e a u t h o r also m e n t i o n s „New A g e s p i r i t u a l i t y " a n d

free expression o f emotions. T h e a u t h o r concludes t h a t the

the role played by assorted traditions used i n the c u l t u r e o f

N e w Orleans c a r n i v a l is a curious a t t e m p t at a re-establish­

A q u a r i u s . T h e concept o f N e w A g e art is so w i d e t h a t i t en­

m e n t o f the p r i n c i p l e o f d i f f e r e n t i a t i o n w i t h i n a society w h o ­

compasses every d o m a i n o f life a n d , the a u t h o r claims, c o n ­

se o f f i c i a l credo excludes i t , w h i l e i n R i o the c a r n i v a l trans­

stitutes the art o f life itself. A n n a E. K u b i a k believes t h a t c r i ­

forms d a i l y hierarchy i n t o the magical equality o f the f l e e t i n g

teria for distinguishing N e w A g e art i n c l u d e the relation be­

m o m e n t . T h e article fully confirms the hypothesis t h a t stu­

t w e e n the artist and the A q u a r i u s e n v i r o n m e n t s , or at least

d y i n g c a r n i v a l festivities can tell us m u c h about the essence

sharing their interests. T h e presented text brings the reader

of the social system i n e a c h „carnival" c o u n t r y .

closer to N e w A g e art by d e m o n s t r a t i n g its roots, the „paths"

T h e a u t h o r o f the last article e n t i t l e d Origins of rituals and

o f the c u l t u r e o f the O t h e r , f o r b i d d e n c u l t u r e , c o u n t e r - c u l t u ­

customs in the Trinidad carnival: African or European?

re, a n d c u l t u r e for sale. T h i s is n o t an a t t e m p t at typology, sin­

( t r a n s l a t i o n f r o m the English by Błażej D z i k o w s k i ) is Hollis

ce m a n y works disclose m i x e d inspirations, b u t a n endeavour

Urban Liverpool, a researcher specialising i n the c a r n i v a l

to understand a p h e n o m e n o n by going back to its sources.

a n d , at the same t i m e , the „world calypso m o n a r c h " f r o m
T r i n i d a d , w h o m a i n t a i n s t h a t the c a r n i v a l i n T r i n i d a d a n d
Tobago was n o t i m p o r t e d f r o m Europe b u t owes i t o r i g i n to
A f r i c a n slaves w o r k i n g o n sugar cane p l a n t a t i o n s , a n d t h a t
the m a j o r i t y o f customs associated w i t h this f e s t i v i t y is A f r i ­

Dorota Hall, G o d Loves Fun. The Role of Laughter in New
Age Culture
Laughter resounds extremely frequently among N e w A g e m i ­
lieus. I n the Society A r t of Life it appears p r o m i n e n t and, at the

can i n f o r m and f u n c t i o n .

same time, involved i n a game of sensual experiences and the

289

�SUMMARY OF ARTICLES

adoption o f a new w o r l d o u t l o o k by the followers. T h e author

T h e Soane residence c a n n o t be assessed i n categories o f ar­

of the article treats laughter as a ritual performed i n the spirit of

c h i t e c t u r e : its creator transcended a l l l i m i t s o f e x t r a v a g a n ­

other Aquarius practices associated w i t h corporeal experiences.

ce, e v e n those w h i c h one may e n c o u n t e r i n t h e houses o f

I n a reference to the conceptions launched by Geertz,

Romantic

she

explains t h a t N e w A g e laughter comprises a model i n relation to

artists. T h e

extraordinary character

of

So­

ane's o w n house is d e t e r m i n e d by the fact t h a t i t c o n s t i t u ­

truths pertaining t o the status o f man's earthly existence, reco­

t e d the h o m e o f the artist, his f a m i l y a n d servants, c o m b i ­

gnised by the laughing person. She draws a t t e n t i o n t o the fact

n e d w i t h the „official" seat of a recognised a r c h i t e c t , collec­

that the specificity of Aquarius laughter emerges i n its fullest

tor a n d academic teacher, a n d , finally, t h a t i t was i n t e n d e d

f o r m w h e n i t is treated as a ritual

model for -

and w h e n i t beco­

to be a m u s e u m , i n o t h e r words, a n i d e a l v i s i o n o f his a r t .

mes apparent that i t weakens the d e t e r m i n a t i o n o f the adopted

Soane designed t h e house for h i m s e l f a n d his c o l l e c t i o n ,

statements about reality, and relativises contents extracted from

conceived as his „life-long p a r t n e r " , w h i c h was t o i n s t r u c t

other rituals. Laughter renders N e w A g e distant from the possi­

students o f a r c h i t e c t u r e a n d create a n u n i f o r m m o d e l for

bility o f constructing a meta-narrative system. I n the A r t

of Life

l i n k i n g a l l the arts - a n ideal pursued by the designer.

this anti-system quality is additionally favoured by R a v i Shan­

Nevertheless, the c o n t e n t o f the Soane residence-museum

kar, the spiritual authority of the Society, w h o personifies the je­

does n o t e n d o n this amazing i n s e r t i o n o f collections i n t o

ster, and thus does n o t posses the power o f building ultimate

residential a r c h i t e c t u r e . T h e object was devised as a special

theories t h a t w o u l d offer an all-encompassing explanation.

house: a sepulchre a n d , simultaneously, a m o n u m e n t o f i m ­
m o r t a l i t y . To p u t i t differently, i t was envisaged as a r e l i q u ­

Małgorzata Just, „Art of the Awakened" - Between Magic and ary o f c r e a t i v i t y a n d art, u n d e r s t o o d as sacral activity, toge­

Transcendence. Esoteric Art within New Age

ther w i t h its assorted sources, results a n d aids. D e v e l o p i n g

Circles

T h e N e w A g e m o v e m e n t has been e x a m i n e d a n d described

the c o n c e p t i o n f o r m u l a t e d ingeniously i n the D u l w i c h m a u ­

i n assorted manners, b u t u p t o n o w n o t a single study has

s o l e u m a n d gallery Soane created a m u l t i - m o t i f n a r r a t i o n o f

considered its increasingly discernible aspect - the artistic

a h o u s e - m o n u m e n t - m u s e u m . H e added the „ m o r t a l " m o t i f

expression

o f his a r c h i t e c t u r e , m a i n t a i n e d i n the capriccio c o n v e n t i o n ,

o f its p a r t i c i p a n t s . T h e

presented

article at­

tempts t o f i l l this gap.

by p l a c i n g a f i c t i t i o u s grave o f Padre G i o v a n n i ( t h e I t a l i a n

U p o n the basis o f her o w n research, the a u t h o r develops the

p s e u d o n y m o f J o h n Soane) close t o a pharaoh's sarcophagus

thesis t h a t the q u e s t i o n f u n d a m e n t a l l y l i n k e d w i t h the es­

recently added t o his c o l l e c t i o n .

sence o f the w h o l e p h e n o m e n o n involves the w o r l d o u t l o ­

B o t h the edifice a n d its i n t e r i o r were t o f u l f i l f u n c t i o n s

o k , the life p h i l o s o p h y o f artists shaped w i t h i n t h e ideology

o t h e r t h a n those o f mere h o m e a n d s t u d i o : they were t o h o ­

o f t h e A g e o f A q u a r i u s , as w e l l as t h e p a t h w h i c h they h a d

use a c o l l e c t i o n ( w h i c h , i n t u r n , co-creates a n d determines

traversed i n order t o become u n c o n v e n t i o n a l therapists.

the residential i n t e r i o r ) , t o m o u l d t h e resident a n d his g u ­

T h e artists f i r m l y believe t h a t t h e i r spiritually d e v e l o p e d i n ­

ests, i n c l u d i n g those w h o w i l l c o m e after his d e a t h , a n d , f i ­

teriors render t h e m capable o f suffusing t h e i r works w i t h so-

nally, t o e x e m p l i f y the idea that c o n s t i t u t e d the sense o f the

-called positive v i b r a t i o n s , w h i c h are t o exert a beneficial

author's life. T h e Soane house i n i t i a t e d a sequence o f c o m ­

i m p a c t o n the recipients a n d reality; this is the reason w h y

p l i c a t e d temples o f t h e i m a g i n a t i o n - sites o f o r i g i n a l decla­

N e w A g e a r t , or r a t h e r esoteric art, c o n t a i n s a c e r t a i n dose

rations made by R o m a n t i c i s m - whose p a r t i c u l a r l y r i c h y i e l d

o f p r a g m a t i s m , a feature w h i c h is the source of, i . a. a n o n -

t o o k place at the t u r n o f the n i n e t e e n t h c e n t u r y . W i t h i n

- e l i t i s t w o r k s h o p . Creators c a n i n c l u d e b o t h amateurs a n d

this g r o u p i t remains probably t h e m o s t w e l l - c o n c e i v e d

graduates o f a n A c a d e m y o f Fine A r t s , ready t o j o i n a single

example a n d t h e m o s t perfect e m b o d i m e n t o f the ideal of

c u r r e n t i n w h i c h a d i s t i n c t i o n i n t o amateur vel naive a n d

the n a r r a t i o n o f a n artist's h o m e .

professional artists plays a slight role.
A presentation o f the successive stages i n t h e c r e a t i o n o f

Jan Gondowicz, The Wormwood Star

esoteric paintings demonstrates the way i n w h i c h the „awa-

A w i t t y a n d i n f o r m a t i v e gloss t o the e n t h r a l l i n g statement

k e n e d " artists focus o n spiritual matters, and strive towards

made by Josif B r o d s k i w h o , after a m e e t i n g w i t h o t h e r N o ­

expressing or using their transcendent experiences. A s i n the

b e l Prize laureates,

case o f all canvases, t h e i n s t r u m e n t s w h i c h they e m p l o y are

w o r l d comes f r o m S w e d e n : „It is made o f ' w o r m w o o d '

c o l o u r a n d shape, w h i c h , the artists m a i n t a i n , possess great

I d o n ' t k n o w h o w t o translate this i n t o Russian. I t is n o t

significance for the i m p a c t subsequently exerted by the c o m ­

transparent b u t has the appearance o f some sort o f a grass

positions. T h e a p p l i c a t i o n o f a g i v e n c o l o u r or symbol takes

a n d resembles a t i n c t u r e . T h e l o c a l p o p u l a t i o n , for reasons

declared t h a t the best v o d k a i n the
-

Conversations with

place due t o t h e painter's reference t o his esoteric k n o w l e d ­

u n k n o w n , does n o t d r i n k i t " (S. V o l k o v ,

ge, or, i f he is submerged i n a trance, t o his subconsciousness.

Brodski). I n a c o m m e n t a r y m a i n t a i n e d i n a t r u l y detective
spirit, a n d by f o l l o w i n g l i n g u i s t i c , f o l k l o r e and h i s t o r i c a l t r a ­

Małgorzata Baranowska, The Postcard. I Was Here

ils the a u t h o r pursues the beginnings a n d delirious h i s t o r y o f

T h e postcard harbours the a m b i t i o n t o encompass the w h o ­

this n o b l e beverage. I t is t r u l y rare f o r a

le w o r l d . T h i s is the reason w h y i t is ideally suitable for a n

t o c o m e across a connoisseur-glossator.

connoisseur-taster

a b b r e v i a t e d p r e s e n t a t i o n o f every s i t u a t i o n a b o u t w h i c h we
w o u l d like t o i n f o r m the addressee. T h e producers o f post­

Mariusz Szymon Czaja, The E n d of the Word, Illness and Ter­

cards try t o meet such demands by r e s o r t i n g t o assorted me­

rible Doomsday. Afwcalyptic

asures. N u m e r o u s examples o f postcards f r o m the t u r n o f

A n a t t e m p t e d i n t e r p r e t a t i o n o f symbolic structures created

t h e n i n e t e e n t h c e n t u r y d e p i c t the p o p u l a r „I was h e r e " m o ­

i n texts by Tadeusz Słobodzianek, a Polish c o n t e m p o r a r y

tif. T h e a u t h o r discussed the forms o f this m o t i f a n d d r e w

p l a y w r i g h t , f r o m the perspective o f the category o f t i m e . T h e

a t t e n t i o n t o t h e r e q u i r e m e n t s w h i c h i t satisfied.

a u t h o r uses

sui generis

Stones by Tadeusz Shbodzianek

detectors o f m e a n i n g i n the f o r m o f

three symbolic constructions t a k e n f r o m t h e analysed texts,

Andrzej Pieńkos - The artist's home — a reliquary of creativi­starting w i t h
the presence
ty: the John Soane Museum
290

t h e m y t h o f t h e G o l d e n A g e and discovering
o f cyclical t i m e , w h i c h has t o be r e v i v e d by re-

�SUMMARY OF ARTICLES

Searchers o f the H o l y G r a i l , w h o are already the followers o f

Aleksandra Banaszkiewicz, Magdalena Radkowska,
Tomasz Rakowski, Withering. Creators and Cadavers.

peating archetypical gestures. Subsequently, he considers the
the linear c o n c e p t i o n of t i m e , b u t w h o wish to evade t i m e i n

An Introduction to the Anthropology of Tuberculosis

order to reach the p o i n t o f the w o n d r o u s t r a n s f o r m a t i o n o f

T h e c o n s u m p t i v e is a c c o m p a n i e d by a n extensive c o l l e c t i o n

u n a c c e p t e d reality i n t o its ideal c o u n t e r p a r t . T h e last o f the

o f symbolic associations. T h e appearance o f symptoms

figures cited by the author, the E n d o f the W o r l d , appears to

w i t h e r i n g a n d the loss o f body mass are discernible i n the

of

be d o m i n a t i n g , a n d eschatological t i m e assumes the p a r t o f

m e d i c i n a l m i x t u r e s seeping i n t o the body. Tuberculosis is al­

o n t i c a l t i m e i n Slobodzianek's dramas. T h e earlier analysed

so s u r r o u n d e d by metaphors o f hair, p h l e g m a n d m o i s t u r e .

conceptions o f time prove to be the objects o f assessment

T h e body o f the v i c t i m does n o t a t t a i n its status instantly,

f r o m the v i e w p o i n t o f eschatological „encroaching

time",

a n d the emergence o f its new c o u n t e r p a r t possesses symbo­

e n t e r i n g i n t o „the present" thanks t o the redeeming force o f

lic premises. S u c h a gradual t r a n s f o r m a t i o n is visible i n The

love. T h i s is n o t to say t h a t the analysed texts are merely m o ­

Magic Mountain by T. M a n n a n d the novels by M . G r e t k o w ­

ralising; they cast l i g h t o n c e r t a i n mechanisms o f c u l t u r e as­

ska. T h e n e w body becomes a weightless, ethereal substan­

sociated w i t h various conceptions o f t i m e a n d

ce. Its d e t e r i o r a t i o n a n d s t r i v i n g towards an ascetic, trans­

problems

s t e m m i n g f r o m their c o n f r o n t a t i o n i n history.

l u c e n t f o r m c a n be recognised as one o f the aspects o f the

Robert Kulpa, Carnival? Camp and Gender in Drag Queen
Sliow

o f c o r p o r e a l i t y t o a great e x t e n t preserves such a n aesthetics

Romantic m y t h of consumption. T h e contemporary

image

a n d c u l t i v a t i o n o f the body, r e n d e r e d m y t h i c a l ; its m o d i f i c a ­

A d e s c r i p t i o n o f drag q u e e n shows c o n c e i v e d as the c a r n i -

t i o n becomes p a r t o f the e t e r n a l m o t i f o f the n e g a t i o n o f

v a l i s a t i o n o f c e r t a i n situations i n c o n t e m p o r a r y social life.

man's b i o l o g i c a l c o n d i t i o n .

References t o c o n t e m p o r a r y gender studies, i . a. gender c u l ­
t u r a l i d e n t i t y (the „social s u p e r s t r u c t u r e " o f b i o l o g i c a l sex)

Włodzimierz Karol Pessel, Melanesians versus Farmers

assisted the a u t h o r i n analysing the t i t u l a r shows.

A n example o f a t e x t rarely e n c o u n t e r e d a m o n g Polish es­

The

Tematy, które

e x p l o i t a t i o n o f the category o f c a m p - a sui generis style cha­

says, a n d similar to Bystron's m e m o r a b l e b o o k

racteristic for a p r e d i l e c t i o n for all t h a t w h i c h is a r t i f i c i a l

mi odradzano (Topics I was A d v i s e d to A v o i d ) . T h e

a n d extravagant - enabled h i m to compare drag shows w i t h

is n o t afraid to engage the p o l y m o r p h i c k n o w l e d g e a n d t r a ­

classical c o n c e p t i o n s r e l a t i n g t o the i n s t i t u t i o n o f the c a r n i ­

d i t i o n a l w o r k s h o p o f the a n t h r o p o l o g i s t o f c u l t u r e for the

v a l . R. K u l p a n o t e d t h a t today i t is rather d i f f i c u l t t o consi­

purposes o f s t u d y i n g issues disagreeable n o t o n l y i n a scien­

author

der the s t r u c t u r a l similarities o f the t w o p h e n o m e n a (we

tific discourse, b u t e v e n i n a c o n v e r s a t i o n h e l d by friends.

may o n l y observe c e r t a i n fragmentary f o r m s ) , w h i l e e x i s t i n g

H e deals p r i m a r i l y w i t h physical i m p u r i t y ( d i r t a n d b o d i l y

analogies are t o be f o u n d i n the f u n c t i o n s a n d goals o f drag

excretions) contrasted w i t h symbolic ( r i t u a l ) i m p u r i t y . H e

q u e e n shows. T h e most f u n d a m e n t a l differences become d i ­

also contrasts the Melanesians, t h a t m o d e l p r i m e v a l society,

scernible i n an analysis o f t h e t i m e a n d place encompassed

w h i c h m o d e r n m a n associated stereotypically w i t h u n h y g i e ­

by b o t h p h e n o m e n a . T h e similarities, o n t h e other h a n d , i n ­

nic behaviour, w i t h „farming", sexual p a t h o l o g y p r o m o t e d

v o l v e cross-dressing, t h e reversal o f behaviour a n d social

o n t h e I n t e r n e t i n a m a n n e r characteristic for c o n t e m p o r a ­

a n d c u l t u r a l roles, f u n a n d revelry. T h e best d e s c r i p t i o n is,

ry subcultures. By d o i n g so, he depicts the aesthetic a n d

i n the o p i n i o n o f the author, offered by t h e

scientific obstacles w h i c h the a n t h r o p o l o g y o f the excre­

expression

„a t o p s y - t u r v y w o r l d " . I t is impossible to describe drag q u ­
een shows as a c a r n i v a l , b u t i t is j u s t i f i e d t o speak about
a „carnivalised"

phenomenon.

291

m e n t , projected i n this article, m u s t tackle.

�Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
• C U L T U R A L A N T H R O P O L O G Y • ETHNOGRAPHY • A R T
2002, V o l . L V I N o 3-4 (256-257). Index 369403. I S S N 1230-6142. Price 24 zt
INSTITUTE OF A R T POLISH ACADEMY OF SCIENCES, CULTURE FUNDATION

Contents 1-2/2002
ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ
DARIUSZ CZAJA

Carnival. Life and Literature

3

Life or Non-transparency.

Beyond the Anthropology of Culture

6

Commentaries and Polemics
WOJCIECH MICHERA
WIESŁAW SZPILKA

CZESŁAW ROBOTYCKI
DARIUSZ CZAJA
ANTONI KROH

The Culture, Empathy and Technics of Slicing up . . . .
Live and Let Live

23
26

Hremeneutics and Life on the Margins of Dariusz Czaja's
Considerations
27
A few Questions cocerning Life
29
The Old River Valley. The Prince. Telephones.
The Clock
33

Events
ALEKSANPARA MELBECHOWSKA LUTY

KRZYSZTOF CZYŻEWSKI

A k i n to a Jewel in His Crown

39

Polish Folk Art by Aleksander Jackowski

47

M I C H A Ł JAGIEŁŁO
BOŻENA ŻÓŁTOWSKA

Ethnology Today
VICTOR TURNER
JERZY S. WASILEWSKI
FlLIP

M . TARANIENKO
PlOTR M A C H U L

ROBERT D A R N T O N

Are there universals of performance i n myth, ritual,
and drama?
Travelling Ethnology (3)The Reindeer-People,
the Taiga-People, Just People
Music as speech and speech as music: an essay for
comprehension of the same nature of both activities. . . .
The Gardzienice Manuscripts
Introduction to the Great Cat Massacre

53
60
68
75
83

Carnivals in cullture
WOJCIECH DlJDZIK
SUZANNE CHAPPAZ-WlRTHNER

DlETZ-RUDIGER MOSER
UMBERTO ECO
RUSTAM KASIMOW

Carnivals-festivities, plays, spectacles
From the history of research on the carnival
Eleven carnival theses
The frames of comic „ freedom"
The poetic of the carnival and the transition rites

98
105
130
132
. . . 137

KARL KERENYI

Man and mask

ASA BOHOLM

Masked performances i n the carnival of Venice
147
Carnival, ritual and play i n Rio de Janeiro
159
The carnival of equality and the carnival of hierarchy . . 171

VICTOR TURNER
ROBERTO D A M A T T A :

292

141

�MACIEJ RÓŻALSKI

Salvador, the Town of Capoeira

193

New age
A N N A E. KUBIAK

DOROTA H A L L
MAŁGORZATA JUST

MAŁGORZATA BARANOWSKA

ANDRZEJ PIEŃKOS
JAN GONDOWICZ
MARIUSZ SZYMON CZAJA

ROBERT KULPA
ALEKSANDRA BANASZKIEWICZ

New Age A r t

God Loves Fun. The Role of Laughter
in New Age Culture
"Art of the Awakened" - Between Magic and
Transcendence. Esoteric Art within New Age Circles . . . .

202

211
223

The Postcard. I Was Here

237

The artist's home - a reliquary of creativity: the
John Soane Museum
The Wormwood Star

241
247

The End of the Word, Illness and Terrible Doomsday.

Apocalyptic Stories by Tadeusz Słobodzianek
Carnival? Camp and Gender i n Drag Queen Show . . .
Withering. Creators and Cadavers. A n Introduction
to the Anthropology of Tuberculosis

249
263

Melanesians versus Farmers

276

Notes on the Authors
Summary of Articles

284
287

276

MAGDALENA RADKOWSKA
T O M A S Z RAKOWSKI

WŁODZIMIERZ K A R O L PESSEL

293

�Errata
Ważniejsze błędy dostrzeżone w numerze 1-2/2002 „Kontekstów"
Major mistakes perceived in volume 1-2 Konteksty 2002

W streszczeniu angielskim artykułu Tomasza Grygiela Zwycięstwo sztuki nad czasem?...(A Victory of Art over
Time?...) па s. 263 zamiast „contemporary art" powinno być „contemporary science"
In the English-language version of Summary of Article p. 263 by Tomasz Grygiel: A Victory of A r t over Time?...
instead of „contemporary art" should be: „contemporary science"
Ostatni akapit powinien brzmieć więc następująco:/These should be as follows:
The accomplishments of contemporary science, including the quantum theory and relativistic cosmology,
which negate "the arrow of time" and even permit the possibility of designating its direction i n certain regions
of the universe, appear to go hand in hand with the philosophical intuition of Schopenhauer, i n which time can
be located also outside the traditional laws of earthly causality. We would like to believe that liberation from
these laws, even if only short-lived, is assisted by experienced contact with art.
Przepraszamy również Pana Tomasza Szerszenia za zniekształcenie jego nazwiska w notach o autorach i Pana
Petera Martyna za dotkliwą literówkę w tytule jego artykułu, który powinien brzmieć tak jak w spisie treści: Tro­
ja Brytyjska w centrum kraju? O kwestii świetności i zaniku cywilizacji miejskiej
We also apologyse to Mr Tomasz Szerszeń for mispelling of his name in authors' notes and to Mr Peter Martyn for
the serious mistake we have made in the title of his article which should be the same as the title listed in the Contents:
Troja Brytyjska w centrum kraju? O kwestii świetności zaniku cywilizacji miejskiej.
A British Troy in The Heartland? (On The Flourishing, Dissolution and Ultimate Oblivion of A n Urban Ci­
vilisation)
Również w artykule Barbary Czarniawskiej (s. 82) zamiast „etnografia symetryczna" zgodnie z tytułem całego
tekstu powinno być „etnologia symetryczna"
Also in the aniele by Barbara Czarniawska (p. 82) instead of „Symmetrical Etnography" should be: „Symmetrical
Ethnology"
Za te i inne pomyłki Autorów i Czytelników pragnęlibyśmy serdecznie przeprosić.
We would like to apologise to the Authors and the Readers for all these and any other mistakes.

294

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10195" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10173">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/99c9f3dd06a03443a2936a072ab0ca02.pdf</src>
        <authentication>0a648b1512f230d8af6b3949a7b20693</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2923</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121264">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2727</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121266">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121267">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.284-286</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121268">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121269">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121270">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121271">
                <text>Roberto DaMatta - profesor a n t r o p o l o g i i na uniwersytecie
N o t r e D a m e , U S A , członek Brazylijskiej A k a d e m i i N a u k ;
d o k t o r a t z zakresu a n t r o p o l o g i i społecznej uzyskał n a H a r v a r d
U n i v e r s i t y w 1970, międzynarodowe uznanie przyniosły m u
studia o brazylijskich rytuałach n a r o d o w y c h i komparatystyczne badania z zakresu k u l t u r y społecznej zmierzające d o
wyjaśnienia istoty brazylijskich f e n o m e n ó w k u l t u r o w y c h (kar­
nawały, parady, procesje, bohaterowie l u d o w i , gry i zabawy,
hazard). A u t o r d w u n a s t u książek, m . i n . Carnivals, Rogues and

Noty o autorach

Heroes: An Interpretation of the Brazilian Dilemma; A Divided
World: Apinaye Social Structure; The Brazilian Puzzle.

Aleksandra Banaszkiewicz - d o k t o r a n t k a w I Katedrze Pe­
d i a t r i i A k a d e m i i M e d y c z n e j w Warszawie.

Robert Darnton - Profesor h i s t o r i i w P r i n c e t o n U n i v e r s i t y
Małgorzata Baranowska - poetka, k r y t y k i historyk l i t e a r t u ( U S A ) . Prócz sławnej Wielkiej rzezi kotów, jest a u t o r e m tłu­
ry. A u t o r k a m . i n . t a k i c h książek, jak: Pamiętnik mistyczny, Sur- m a c z o n y c h n a wiele języków książek: Mesmerism and the End
realrui wyobraźnia i poezja, To jest wasze życie, Warszawa. Miesią­
of the Enlightenment in France ( 1 9 6 8 ) ; The Business of Enligh­
ce, lata wieki oraz wielu artykułów z zakresu wyobraźni symbo­ tenment: A Publishing History of the Enc^clope'die, i 775-1800
licznej i k u l t u r y masowej, dwóch tomów wierszy Miasto, Zamek ( 1 9 7 9 ) ; The Literary Underground of the Old Regime ( 1 9 8 2 ) ;
w Pirenejach. Ogłasza w „Twórczości" Prywatną historię poezji. The Kiss of Lamourette: Reflections in Cultural History ( 1 9 8 9 ) ;
Zbigniew Benedyktowicz - a n t r o p o l o g k u l t u r y , r e d a k t o r
naczełny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztuka L u d o w a " .
C z ł o n e k r e d a k c j i „Kwartalnika F i l m o w e g o " . K i e r o w n i k
Zakładu A n t r o p o l o g i i K u l t u r y , F i l m u i S z t u k i A u d i o w i z u a l ­
n e j . A u t o r prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i a n t r o p o ­
logii współczesnej. Współautor książki D o m w tradycji ludo­
wej ( 1 9 9 3 ) . A u t o r pracy Portret} obcych ( 2 0 0 0 ) .
Asa Boholm - h i s t o r y k społeczny i a n t r o p o l o g , pracuje na
uniwersytecie w G ó t e b o r g u ( I n s t i t u t for A d v a n c e s Studies
i n Social A n t h r o p o l o g y ) , napisała m . i n . : The Doge of Venice:
The Symbolism of State Power in the Renaissance ( 1 9 9 0 ) , Ve­
netian wbrlds. Nobility and the C u l t u r a l construction of Socie­
ty ( 1 9 9 3 ) , Political Ritual ( 1 9 9 6 ) .
Suzanne Chappaz-Writhner - e t n o l o g ze Szwajcarii, p r a c u ­
je w I n s t y t u c i e E t n o l o g i i U n i w e r s y t e t u N e u c h a t e l . Wykłada­
ła n a U n i w e r s y t e c i e w N e u c h a t e l , Lozannie, Bazylei. O b e c ­
nie nie jest związana z żadnym ośrodkiem badawczym. Zaj­
m u j e się b a d a n i a m i n a d karnawałem, w t y m m . i n . kategorią
taksonomicznej transgresji w r y t a c h i n w e r s y j n y c h i dziełach
literackich, postaciami hybrydycznymi i sobowtórami,
a szczególnie postacją „dzikusa" w obrzędach i literaturze
( k o n t e k s t europejski). G ł ó w n e p u b l i k a c j e : M a s k i z Lotschental. Prezentacja i krytyka źródeł związanych z maskami
Z Lótschental, w : „Les A n n a l e s valaisannes", „Bulletin de la
S o c i e t ć d'histoire d u Valais r o m a n d " , 4 9 ć m e a n n ć , 1975; Tu­

Berlin Journal, 1989-1990 ( 1 9 9 1 ) ; The Forbidden Best-Sellers
of Prerevolutionary France, and the Clandestine Literatures in
France 1769-1789 ( 1 9 9 5 ) .

Ewa Domańska - a d i u n k t w I n s t y t u c i e H i s t o r i i U n i w e r s y ­
t e t u i m . A d a m a M i c k i e w i c z a w Poznaniu. Z a j m u j e się
współczesną angloamerykańską teorią i historią h i s t o r i o g r a ­
f i i . A u t o r k a książki Mikrohistorie: spotkania w między światach
( 1 9 9 9 ) . Pod jej r e d a k c j ą ukazały się w Polsce - Historia: o je­
den świat za daleko? ( 1 9 9 7 ) , Pamięć, etyka i historia. A n g l o amerykaństka teoria historiografii lat dziewięćdziesiątych
( 2 0 0 2 ) , а w S t a n a c h Z j e d n o c z o n y c h - Encounters: Philoso­
phy of History After Postmodernism ( 1 9 9 8 ) . W r a z z M a r k i e m
Wilczyńskim opublikowała zbiór artykułów H a y d e n a W h i te'a - Poetyka pisarstwa historycznego ( 2 0 0 0 ) .
Stypendystka N u f f i c ( R i j k s u n i v e r s i t e i t G r o n i n g e n ; 1992-3);
F u l b r i g h t a ( U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Berkeley; 1995-96)
i F u n d a c j i Kościuszkowskiej ( S t a n f o r d U n i v e r s i t y ; 2 0 0 0 - 0 1 ) .
Fellow scholar n a U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Santa C r u z
(1997) i C o r n e l l U n i v e r s i t y , I t h a c a - N Y ( 1 9 9 8 ) . Visiting pro­
fessor w D e p a r t m e n t o f Social a n d C u l t u r a l A n t h r o p o l o g y ,
Stanford University (2002).
O b e c n i e pracuje n a d książką o n i e - h i s t o r y c z n y c h p o d e j ­
ściach d o przeszłości zwracając uwagę n a p r o b l e m y i d e o l o g i ­
zacji h i s t o r i i , etycznego z w r o t u w t e o r i i h i s t o r i i , k r y t y k i h i ­
storiografii, neo-idealistycznej o r i e n t a c j i w myśleniu o prze­
szłości, pamięci j a k o dyskursu a-historycznego oraz możliwo­
ści de-estetyzacji dyskursu historycznego.

rek, Głupiec i Smok. Postacie karnawału z górnego Valais,
Neuchatel, Institut d'ethnologie, Paris, M a i s o n des sciences deWojciech

Dudzik - t e a t r o l o g i k u l t u r o z n a w c a , pracuje
w I n s t y t u c i e K u l t u r y Polskiej U n i w e r s y t e t u Warszawskiego,
gdzie m . i n . prowadzi zajęcia z a n t r o p o l o g i i w i d o w i s k oraz a u ­
tyką, w: Opowiedzieć innych. Refleksje i praktyki etnologiczne,torskie k o n w e r s a t o r i u m „Karnawały w k u l t u r z e " ; w l a t a c h
r e d . ] . H a i n a r d , R. Kaehr, Lozanna 1997, Payot; Temat wiedzy
1994-1999 wykładał gościnnie w N i e m c z e c h , n a u n i w e r s y t e ­
zakazanej w «Piaskunie» E. T. A. Hoffmanna. Od rytu inwersji
cie w Tybindze. A u t o r studiów z zakresu h i s t o r i i t e a t r u X X
do dzieła literackiego, „Ethnologie francaise" X X X I I , 2 ( n u m e r w i e k u (Wilama Horzycy dramat niespełnienia, 1990), polskiej
poświęcony e t n o l o g i i szwajcarskiej).
myśli t e a t r a l n e j (edycja p i s m Franciszka S i e d l e c k i e g o
1'homme, 1995 ( d o k t o r a t ) . D w a artykuły obrazujące ostatnie
poszukiwania badawcze: Dzikus - między reprezentacją a prak­

Barbara Chmielewska - s t u d e n t k a V r o k u rusycystyki. Języ­
k i obce są jej hobby, k t ó r e m u poświęca wiele w o l n e g o czasu;
jest współredaktorem gazety studenckiej „Magister", w w o l ­
n y c h c h w i l a c h pisze o p o w i a d a n i a d l a dzieci.
Dariusz Czaja - e t n o l o g , studia UJ. Napisał pracę doktorską
o s y m b o l u w fiłmie. Pracuje w I n s t y t u c i e E t n o l o g i i UJ i w re­
d a k c j i „ K o n t e k s t ó w " . R e d a k t o r książek Mitologie popularne
(1994) i Metamorfozy ciała ( 1 9 9 9 ) .
Mariusz Czaja - absolwent teatrologii i e t n o l o g i i n a U n i w e r ­
sytecie Jagiellońskim, d o k t o r a n t wydziału historycznego n a UJ.

284

0 sztuce scenicznej, 1991), współautor - z Leszkiem K o l a n k i e w i c z e m - podręcznika a k a d e m i c k i e g o Teatr w kulturze.
Zagadnienia i wybór tekstów, 1 9 9 1 , eseista (Wieża Hólderlina

1 inne miejsca,

2000).

Błażej Dzikowski - absolwent anglistyki U W , student k u l t u roznawstwa, uczestnik s e m i n a r i u m dr W . D u d z i k a „Karnawa­
ły w K u l t u r z e " . Prozaik. Jego powieść p t . Pies ukazała się je­
sienią 2002 r o k u n a k ł a d e m w y d a w n i c t w a Z i e l o n a Sowa.
Umberto Eco - włoski semiotyk, estetyk i pisarz; zajmuje się
m . i n . teorią literatury, estetyką średniowieczną oraz środka­
m i przekazu; profesor uniwersytetów we F l o r e n c j i i B o l o n i i ;

�NOTY O AUTORACH

(Dzieło otwarte, Pej­ Karl Kerćnyi ( 1 8 9 7 - 1 9 7 3 ) , w y b i t n y węgierski hellenista,
zaż semiotyczny, Nieobecna struktura); autor głośnych erudy- zajmował się przede wszystkim grecką mitologią i historią re­
c y j n y c h powieści (Imię róży, Wahadło Foucaulta, Baudotino), l i g i i . Spośród bardzo l i c z n y c h jego książek (pisanych p o n i e ­
m i e c k u ) w Polsce ukazały się: Hermes przewodnik dusz; Mi­
esejów, felietonów (Zapiski na pudelku od zapałek).
steria Kabirów. Prometeusz; Dionizos. Kerćnyi znany jest t a k ­

wniósł w y b i t n y wkład d o t e o r i i s e m i o t y k i

Jan Gondowicz - k r y t y k , w y d a w c a , współpracownik „Tygo­
d n i k a Powszechnego"; wydał m . i n . Marmur Josifa Brodskie­
go, Słownik komunałów G u s t a w a Flauberta, Zoologię fanta­
styczną uzupełnioną. Mieszka w Warszawie.
Dorota Hall - a n t r o p o l o g kultury, d o k t o r a n t k a w Szkole N a ­
uk Społecznych przy IFiS P A N . Prowadzi zajęcia w I n s t y t u c i e
E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U W , zajmuje się kulturą
N e w A g e , a w szczególności jej p o p u l a r n y m i przejawami.
Aleksander Jackowski - a n t r o p o l o g k u l t u r y , autor w i e l u
tekstów o współczesnej kulturze artystycznej, zwłaszcza l u ­
d o w e j . K r y t y k sztuki. O r g a n i z a t o r kilkudziesięciu wystaw
sztuki l u d o w e j i n a i w n e j w k r a j u i za granicą. O s t a t n i o w y ­

że ze współpracy z C . G . J u n g i e m i k o ł e m Eranosa.
Marta Kolankiewicz - ukończyła studia w Instytucie Studiów
Iberyjskich i Iberoamerykanskich U n i w e r s y t e t u Warszawskie­
go (2001) przez d w a lata (1998-2000) studiowała również w i e ­
dzę o kulturze w Instytucie K u l t u r y Polskiej ( U W ) .
Antoni K r o h - h i s t o r y k k u l t u r y , l i t e r a t . Długoletni współ­
p r a c o w n i k k w a r t a l n i k a „Konteksty - Polska Sztuka L u d o ­
wa". W l a t a c h siedemdziesiątych komisarz konkursów i w y ­
staw sztuki l u d o w e j K a r p a t Polskich. Współautor w y s t a w :

Łemkowie, Duchy epoki, czyli pierwsza wojna światowa trwa do
dziś, Spisz i i n n y c h . Opublikował m . i n : Współczesna rzeźba lu­
dowa Karpat Polskich ( 1 9 7 9 ) , Sklep potrzeb kulturalnych ( t o m
dał Sztukę zwaną naiwną, Na skróty, Obrazy ludowe, Polska szkiców o P o d h a l u , 2 0 0 0 ) , Tatry i Podhale (Seria W y d a w n i c ­
twa Dolnośląskiego A to Polska właśnie, 2 0 0 2 ) , O Szwejku
Sztuka Ludowa. Redaktor „Kontekstów".
Michał Jagiełło - a b s o l w e n t p o l o n i s t y k i w U n i w e r s y t e c i e
J a g i e l l o ń s k i m w K r a k o w i e . O d m ł o d y c h lat związany z gó­
r a m i . T u r y s t a , t a t e r n i k , a l p i n i s t a , r a t o w n i k górski. O d
1962 r. związany z G O P R i T O P R . U c z e s t n i k p o n a d 2 5 0
w y p r a w r a t u n k o w y c h . O d j e s i e n i 1989 d o jesieni 1997 w i ­
c e m i n i s t e r k u l t u r y . O d czerwca 1998 r. d y r e k t o r B i b l i o t e k i
Narodowej.

i o nas (emocje polsko-czeskie w X I X i X X w ) . W przygoto­
w a n i u m . i n . : Prywatny leksykon współczesnej polszczyzny
(Wspólnie z Barbarą Magierową; słownik n o w y c h zjawisk
w polszczyźnie potocznej p o 1945 г.).

A n n a E . Kubiak - a n t r o p o l o g k u l t u r y , a d i u n k t w I n s t y t u c i e
Filozofii i Socjologii P A N . A u t o r k a pracy n a t e m a t n o w y c h
ruchów r e l i g i j n y c h p t . Delicje i lewa ręka Kryszny (IFiS P A N ,
Warszawa, 1997; nagroda i m . Stanisława Ossowskiego), za­
Pisarz i publicysta. A u t o r k i l k u n a s t u książek z obszaru h i s t o r i i
literatury, historii idei, literatury f a k t u i prozy artystycznej.
mierza opublikować swoje Dzienniki, prowadzone podczas
Góry, a szczególnie Tatry są j e d n y m z najważniejszych tema­
d w u l e t n i c h badań t e r e n o w y c h n a d r u c h e m H a r e Kryszna.
tów jego twórczości. O s t a t n i o opublikował: Partnerstwo dla O d 1996 r o k u prowadzi badania n a d kulturą N e w A g e
przyszłości. Szkice o polityce wschodniej i mniejszościach narodo­
w Polsce, A n g l i i , Szkocji i D a n i i . Przygotowuje d o d r u k u
wych; w y d . 2, poszerzone, Warszawa 2000. Próba rozmowy. książkę p t . N E W A G E .

Szkice o katolicyzmie odrodzeniowym i „Tygodniku Powszechnym"
1945 - 1953, Warszawa 2001. Gałązka kosodrzewiny. Najdaw­ Robert Kulpa - studiuje wiedzę o k u l t u r z e n a U n i w e r s y t e ­
niejsze wypadki tatrzańskie w piśmiennictwie pohkim; wyd. 3, po­
cie W a r s z a w s k i m i F i l m o z n a w s t w o w K r a k o w i e . Interesują
szerzone, Warszawa 2001. Wolanie w górach; w y d . 6, poszerzo­

ne, Warszawa 2002. Trójkątna turnia, Warszawa 1996. Za gra­
nią grań, Warszawa 1998. Jawnie i skrycie, Warszawa 2000.
Grzegorz Janikowski - absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze
A k a d e m i i Teatralnej w Warszawie i T h e Samuel Beckett C e n ­
tre for D r a m a and Theatre Studies, T r i n i t y College w D u b l i n i e .
D o k t o r a n t Szkoły N a u k Społecznych I n s t y t u t u Filozofii i So­
cjologii P A N , redaktor „Pamiętnika Teatralnego" i „Sceny",
wykładowca A k a d e m i i Teatralnej w Warszawie i jej Filii w Bia­
łymstoku. Publikował teksty, recenzje, przekłady m . i n . w „Dia­
logu", „Teatrze", „Notatniku Teatralnym", „Więzi", dwutygo­
d n i k u k u l t u r a l n y m „Sycyna", „Rzeczpospolitej" i „Życiu".
Justyna Jaworska - d o k t o r a n t k a w i n s t y t u c i e K u l t u r y
Polskiej U W , współpracuje z miesięcznikiem „Dialog".
Łada Jurasz-Dudzik - filolog, współpracuje z k i l k o m a warszaw­
skimi oficynami wydawniczymi jako redaktor merytoryczny,
tłumaczy z języka francuskiego i niemieckiego, obecnie pracuje
nad przekładem pism autobiograficznych H e r m a n n a Hessego.
Małgorzata Just - a b s o l w e n t k a K a t e d r y E t n o l o g i i i A n t r o ­
p o l o g i i K u l t u r o w e j ( U W ) , interesuje się różnorodnymi zja­
w i s k a m i w r a m a c h r u c h u N e w A g e , między i n n y m i twór­
czością jego reprezentantów, o b e c n i e również o d w o ł a n i a m i
do t r a d y c j i c e l t y c k i e j w n a r o d o w y m s a m o o k r e ś l e n i u się
m i e s z k a ń c ó w B r e t a n i i . W c z e ś n i e j zajmowała się p r o b l e m a ­
tyką u c h o d ź c ó w i opublikowała artykuł: Inny Świat ( I I I
1999) w b i u l e t y n i e Polskiego T o w a r z y s t w a A f r y k a n i s t y c z nego „Afryka" poświęcony z a g a d n i e n i o m i c h a d a p t a c j i
w Polsce.

285

go współczesne przemiany w k u l t u r z e polskiej, zwłaszcza
f u n k c j o n o w a n i e w jej obrębie k a t e g o r i i gender oraz t e o r i i
queer. Referował n a k o n f e r e n c j i „Zrozumieć p ł e ć " , W r o c ł a w
2002 oraz „Różnica i tożsamość. K u l t u r a o d m i e ń c ó w wobec
marginalizacji i h o m o f o b i i " , Warszawa 2002 r.
Iwona Kurz - Pracuje w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersy­
tetu Warszawskiego, gdzie obroniła d o k t o r a t o wizerunkach fil­
m o w y c h gwiazd w Polsce lat 1955-1968, i zajmuje się specjaliza­
cją „Animacja k u l t u r y " . K i e r u n k i badań: antropologia ciała
i płci, historia obyczajów i życia codziennego w Polsce w X X wie­
k u , antropologia filmu i audiowizualności. Publikowała między
i n n y m i w „Kinie" i w „Dialogu", stale współpracuje z interneto­
w y m tygodnikiem „Latarnik". Wiosną 2002 r o k u przebywała na
stypendium w Indiana University w B l o o m i n g t o n ( U S A ) .
Hollis Urban Liverpool - h i s t o r y k i e t n o m u z y k o l o g , b . m i ­
nister k u l t u r y w Republice T r y n i d a d u i Tobago; badacz kar­
nawału trynidadzkiego i jego a k t y w n y uczestnik, opublikował
cztery książki, m . i n . Rituals of Power and Rebellion: The Car­
nival Tradition in Trinidad and Tobago (1993), n a podstawie
której doktoryzował się n a uniwersytecie w M i c h i g a n ; j a k o
w y k o n a w c a calypso nagrał wiele płyt, w czasie karnawału zo­
stał pięciokrotnie w y b r a n y M o n a r c h ą Calypso T r y n i d a d u
i Tobago, ośmiokrotnie otrzyma) tytuł „St. T h o m a s Calypso
K i n g o f the W o r l d " , a d w u k r o t n i e „World Calypso M o n a r c h " .
Piotr Machul — dziennikarz, m u z y k folkowy. Ukończył p o ­
lonistykę n a U n i w e r s y t e c i e W a r s z a w s k i m . O b r o n i ł pracę
magisterską na t e m a t m u z y k i w s p e k t a k l a c h „Gardzienic".
Studiował też d z i e n n i k a r s t w o . O d 1991 r. związany z G a r -

�NOTY O AUTORACH

dzienicami.

Brał udział w l i c z n y c h p r o j e k t a c h t e a t r u . A b s o l ­
w e n t gardzienickiej A k a d e m i i P r a k t y k T e a t r a l n y c h .
Aleksandra Melbechowska-Luty - historyk sztuki, studia na
U W , d o k t o r a t z n a u k humanistycznych ( U W 1966). Specjali­
zacja: historyk sztuki polskiej X I X / X X w, a d i u n k t w Instytucie
S z t u k i P A N (gdzie pracowała w latach 1955-1985), Pracownia
Słownika Artystów Polskich. A u t o r k a 35 artykułów i 7 ksią­
żek, m . i n . Teojil Kwiatkowski (monografia), Ossolineum, W r o ­

pie Beribazu. Mieszka w Warszawie.
Wiesław Szpilka - e t n o l o g (studia U J ) , s t u d i a d o k t o r a n c k i e
I n s t y t u t S z t u k i P A N , pisze pracę doktorską p o ś w i ę c o n ą etnologicznej i n t e r p r e t a c j i k u l t u r y masowej. Mieszka w K o ­
ścielisku.

Filip Taranienko student K o l e g i u m M I S H U W oraz I I r o k u
Specjalizacji Nowogreckiej przy Wydziale Polonistyki ( O B T A
claw 1966; Widmo. Zycie i twórczość Ludwika De Laveaux, W r o ­U W ) . Publikował w „Odrze" i poświęconym muzyce chrześci­
claw 1988; Posągi i ludzie. Antologia tekstów o rzeźbie polskiejjańskiej k w a r t a l n i k u „Ruah". Śpiewa w warszawskiej scholi gre­
goriańskiej Sanctae Crucis. W r a m a c h p r o j e k t u „Ludus D a n i e XIX w., IS P A N , Warszawa 1993 (wspólnie z P i o t r e m Szuber­
tem) ; Май mistrzowie polskiego pejzażu XIX w., N e r i t o n , War­lis" współpracował ze Scholą Teatru Wiejskiego Węgajty.
szawa 1997; Nokturny.
dy, Warszawa 1999.

Widoki nocy w malarstwie polskim,

Arka­
Victor Turner - ( 1 9 2 0 - 1983) w y b i t n y a n t r o p o l o g k u l t u ­
ry, badacz terenowy, religioznawca; p o d o k t o r a c i e n a u n i ­
wersytecie w M a n c h e s t e r (Schism and Continuity in an Afri­
Wojciech Michera - a n t r o p o l o g k u l t u r y , a d i u n k t w I n s t y t u ­
can Society: The Study of Ndembu Village Life, 1957) prze­
cie K u l t u r y Polskiej U W , wykładowca w A k a d e m i i Teatral­
niósł się d o U S A i t a m w r o k u 1968 uzyskał profesurę n a
nej w Warszawie, twórca telewizyjny. A u t o r książki Antiuniwersytecie w C h i c a g o , a p o dziesięciu l a t a c h został p r o ­
-Daniken oraz w i e l u p u b l i k a c j i z zakresu a n t r o p o l o g i i
fesorem a n t r o p o l o g i i i religioznawstwa n a U n i v e r s i t y o f V i r ­
wybraźni.
ginia; a u t o r k o n c e p c j i d r a m a t u społecznego oraz communi­
tas, badacz rytuału i jego symbolicznej s t r u k t u r y . N a j b a r d z i e j
Dietz-Rudiger Moser - germanista o zainteresowaniach
znane prace T u r n e r a - oprócz trzech m o n o g r a f i i afrykań­
folklorystycznych
i m u z y k o l o g i c z n y c h , profesor u n i w e r s y t e ­
skiego p l e m i e n i a N d e m b u z Z a m b i i - t o : The Ritual Process:
tu monachijskiego, dyrektor Instytutu Historii Literatury
Structure and Anti-structure ( 1 9 6 9 ) , Dramas, Fields and Me­
Bawarskiej, r e d a k t o r k w a r t a l n i k a „Literatur i n B a y e r n " ; a u ­
tor k i l k u n a s t u książek, m . i n . Fastnacht. Fasching. Kameval. taphors: Symbolic Action in Human Society ( 1 9 7 4 ) , Variations
Das Fest der verkehrter Welt ( 1 9 8 6 ) , Maskeraden auf Schlittenof the Theme of LimiriaUty ( 1 9 7 7 ) , Image and Pilgrimage i n
( 1 9 8 7 ) , Brauche und Feste im christlichen Jahreslauf ( 1 9 9 3 ) , Christian Culture: Anthropological Perspectives ( 1 9 7 8 ) , From
Ritual to Theater: The Human Seriousness of Play ( 1 9 8 2 ) .
Lexikon der deutschen Gegenwartsliteratur ( 1 9 9 7 ) .
Włodzimierz Karol Pessel - s t u d e n t wiedzy o k u l t u r z e
w I n s t y t u c i e K u l t u r y Polskiej U W , r e d a k t o r naczelny stu­
d e n c k i e g o miesięcznika „Uniwersytet K u l t u r a l n y " i prezes
S t u d e n c k i e g o Koła K u l t u r o z n a w c z e g o . Z zamiłowania skand y n a w i s t a : interesuje się zwłaszcza kulturą duńską, a obec­
nie pisze pracę magisterską o M u m i n k a c h f p o d k i e r u n k i e m
prof. R o c h a S u l i m y ] . Publikował w S t u d e n c k i m K w a r t a l n i ­
k u N a u k o w y m „Rubikon" i w „Res Publice N o w e j " .
Andrzej Pieńkos - a d i u n k t w I n s t y t u c i e H i s t o r i i S z t u k i
U W . W r a z z żoną, J o l a n t ą Chrzanowską-Pieńkos, o p u b l i k o ­
wał Słownik artystyczny Paryża i regionu lle-de-France ( W a r ­
szawa 1996) i Leksykon polskiej sztuki XX w. (Poznań 1997).
Prace z zakresu h i s t o r i i sztuki nowoczesnej (książka Okrop­
ności sztuki, G d a ń s k 2 0 0 0 ) , k r y t y k i artystycznej i eseistyki
dotyczącej k u l t u r y publikował w l i c z n y c h czasopismach.
Marta Pietrzykowska - s t u d e n t k a p o l o n i s t y k i i V r o k u wie­
dzy o k u l t u r z e n a U W . Z a j m u j e się uczeniem o b c o k r a j o w c ó w
polskiego. Publikowała m . i n . w „Odrze", „Kulturze Współ­
czesnej", sekretarz r e d a k c j i „Sztuka i Filozofia".
Tomasz Rakowski - d o k t o r a n t w I n s t y t u c i e K u l t u r y Pol­
skiej U W , r e d a k t o r antropologicznego pisma „Opcit", lekarz.
Z a j m u j e się antropologią ciała i antropologią nędzy.
Czesław Robotycki - a n t r o p o l o g k u l t u r y , profesor d r h a b .
K i e r o w n i k I n s t y t u t u E t n o l o g i i UJ. A u t o r l i c z n y c h artykułów
i książek, m . i n . Etnografia wobec kultury współczesnej, Nie
wszystko jest oczywiste. Z a j m u j e się analizą różnych f o r m
polskiej k u l t u r y współczesnej (świadomość n a r o d o w a , twór­
czość amatorska, teatr a l t e r n a t y w n y , obyczajowość s u b k u l ­
t u r ) . Jest r e d a k t o r e m serii w y d a w n i c t w a UJ Anthropos.
Maciej Różalski - s t u d e n t filozofii na U n i w e r s y t e c i e W a r ­
szawskim. Z fascynacji kucharz (absolwent szkoły k u l i n a r ­
n e j ) . C z ł o n e k grupy muzycznej „Super G i r l ćk R o m a n t i c
Boys". O d dwóch l a t zajmuje się brazylijską C a p o e i r a w g r u ­

286

Jerzy Sławomir Wasilewski - e t n o l o g , d o k t o r h a b i l i t o w a n y ,
pracuje w Katedrze E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j
U W . W l a t a c h 1971-80 b y l u c z e s t n i k i e m corocznej ekspedy­
c j i I H K M P A N d o M o n g o l i i . Prowadził też p e n e t r a c j ę e t n o ­
graficzną i n n y c h krajów A z j i . A u t o r książek: Podróż do pie­
kieł, rzecz o szamańskich misteriach, Warszawa 1979, Tabu
a paradygmaty etnologii, Warszawa 1989.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10194" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10172">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/62c021dd211a1901d9045ae7cbb6c7a1.pdf</src>
        <authentication>edea284c151212e6ea265216ede5aa34</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121251">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2921</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121252">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121253">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2725</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121254">
                <text>Więdnięcie. Twórcy i trupy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121255">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.273-275</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121256">
                <text>Radkowska, Magdalena</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121257">
                <text>Rakowski, Tomasz</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121258">
                <text>Banaszkiewicz, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121259">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121260">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121261">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121262">
                <text>Suchoty albo więdnięcie ma osoby trzy: jedna, kiedy się
ciało nie tuczy, a zawżdy z niego odchodzi, a nic nie przy
bywa... druga osoba jest zla sprawa ciała, gdy wszystkie
karmie w człowieku łatwie się każą... trzecia osoba: płuc
gnicie początek ma od głowy.
- Hieronim Spiczyński, „Zielnik", 1556'

ALEKSANDRA

M A G D A L E N A

2

0 wysuszonym ciele, ze zwierzęcą kocią głową.
Suchotnik w ludowych opowieściach to osoba, któ­
ra więdnie i traci ciało (suchoty, dawna nazwa gruźlicy,
to także określenie dotyczące wyniszczenia spowodowa­
nego przewlekłą chorobą płuc, zanikiem elementu cia­
ła, np. szpiku kostnego). Na uwiąd, schnienie, charłac­
two powstają leki, mikstury i obrządki nasycające i wy­
pełniające ciało; może być to borsucze sadło, okłady
z ciepłych jeszcze wnętrzności, ciepła krew końska lub
spisany przez Biegeleisena sposób: „gdy kobieta choru­
je, wziąć owcę, gdy mężczyzna - skopa, zdjąwszy z nich
skórę tak całkiem jak jest, utłuc, usiekać, w kocioł z wo­
dą włożyć i gotować, a potem kąpać się i myć — czyniąc
to po trzykroć". Podobne wyobrażenia przedstawiają
zażegnywania słyszane z ust zamawiaczy i szeptunów:
„Święty Gabryjelu! Weź te suchości! A nalej w te kości
tłustości!" W wyobrażeniach suchot ciało zanika, aż do
najgłębszych warstw - kości i szpiku.
3

4

Gruźlica otacza się również metaforami wilgoci
1 flegmy. W ludowych opowieściach o stworzeniu czło­
wieka nieczystości ukryte w ciałach przedstawiane są
jako diabelski śluz, plwocina. Mity Hucułów snują
opowieści o pierwszym człowieku, obdarzonym dosko273

RADKOWSKA

T O M A S Z

B

ardzo obszernym źródłem ukazującym suchotni­
ków w coraz to innej perspektywie jest dziedzic­
two znachorskich zamów, leków, ludowych etio­
logii. Wywołują one nieraz uśmiech, nieraz zdziwienie
i dreszcze, charakteryzują się jednak specyficzną logi­
ką. Henryk Biegeleisen w obszernym dziele Lecznictwo
ludu polskiego wydanym w 1929 roku pisze: „Lud nasz
wyobraża sobie (...) duchów tej lub owej choroby (...)
Zły duch, gdy upodoba sobie, czyli «wda się w kogoś»
- jak mówią wieśniacy - to włazi w niego - siedzi
w środku i dokazuje: krzyczę ryczę, czasem wyskakuje
do góry. Sprawcą choroby - według mniemania na­
szych włościan - bywa obcy, wrogi człowiekowi, zły
duch, co uwydatniają w wyrażeniu: «Tłukła ją choroba», «zimno ją trzęsło» i t p . " Takie „niematerialne" si­
ły rozstrajające organizm wypełniają tańce syberyj­
skich szamanów walczących o ciała i dusze swych
współplemieńców. Obrzędy dotyczą światów duchów
i groźnych bóstw (tworzących liczne hierarchie). Tań­
czący czarownik obcuje z duchami chorób w sposób
bardzo cielesny, zwyczajny - zbliża się do chorego i ob­
wąchując go, próbuje odnaleźć miejsce, w którym
schował się duch (abaasy). Opowiada później o spo­
tkanych istotach i wyrysowuje ich sylwetki. Abaasy,
jakucki duch choroby, ukonkretyzowany jako duch
gruźlicy, jest zwartą i wąską postacią, wyniszczoną,

BANASZKIEWICZ

R A K O W S K I

Więdnięcie*
Twórcy i trupy
Wstęp do antropologii gruźlicy

nałym, nieśmiertelnym ciałem, które czart opluwa
swoją nieczystością; stwórca, widząc, co się stało, wy­
wraca skórę Adama na drugą stronę, od tej pory pod
nią skrywają się wszelkie złe duchy: choroby, śluzy
i wilgocie. Wilgoć i nieczystość towarzyszyła średnio­
wiecznym oparom unoszącym zarazę, wilgoć jest zna­
kiem i naturą gruźlicy. Susan Sontag w książce o metaforyzacji chorób pisze: „Uważano, że gruźlica jest
chorobą związaną z wilgocią, przypadłością parnych
i cuchnących miast. Wnętrze ciała ulegało zawilgot­
nieniu (ulubionym określeniem była tu «wilgotność
płuc») i należało je osuszyć".
5

Wreszcie włosy, sierść i pióra. W słowiańskich
i azjatyckich mitach zestawianych przez Ryszarda To­
mickiego istoty przedludzkie pokryte są sierścią, któ­
rą tracą, stając się ludźmi. Archaiczne runo jest więc
atrybutem pół zwierzęcych, pół ludzkich demonicz­
nych stworzeń. To skojarzenie (włosy - nieczyste du­
chy) zawierają języki słowiańskie (voloseh - oznacza
sierść owczą, voloseh to czart, zły duch, vohsic to ro­
bactwo powodujące choroby), obecne jest również
w zwyczajach mongolskich - w jurtach do czasu obcię­
cia włosów pozostaje się kimś pomiędzy człowiekiem
a nie-żyjącym, nie-osobą, trupem. W ludowych,
chłopskich etiologiach suchot pojawiają się opowieści
o połkniętych włosach lub piórkach - płuca schną,
ponieważ oplątują je długie włosy. Stosownie do tych
wyobrażeń siedliskiem duchów gruźlicy zostają pokry­
te sierścią domowe zwierzęta - krakowiacy na sucho­
ty zalecają, jak pisze Kolberg, „kąpiel wraz z żywym ko­
tem lub psem w przekonaniu, aby w te zwierzęta su­
choty przeszły, które daleko za dom wyrzucają aż do
trzeciego razu", zaś Biegeleisen pisze, że takiej choro­
by dostaje ten, kto kota oblewa wodą, pluje na psa,
wreszcie ten, kto połknie koci włos. Często słyszymy
słowa „tfu, na psa urok", co znaczy: niech na psa przej­
dzie urok, czyli choroba.
6

7

�Banaszkkwkz, Radkowska, Rakowski • WIĘDNIĘCIE. TWÓRCY 1 TRUPY

W mitach i przedstawieniach „typu ludowego",
w tekstach etnografii, ciało suchotnika mieści się
gdzieś pomiędzy ciałem człowieka a ciałem wychudzo­
nego kota, demona, ttupa.
Sytuacja nabywania nowego, chorego ciała, przej­
ście od ciała sytego, wypielęgnowanego do ciała gruź­
liczego posiada swe symboliczne przystanki - momen­
ty chwilowej utraty tożsamości. Przykładem mogą być
tu losy Hansa Castorpa z Czarodziejskiej Góry. Pierw­
sze tygodnie pobytu w sanatorium zmieniły funkcjono­
wanie bohatera tak, że przestały mu smakować ulubio­
ne cygara „Maria Mancini", których palenie było do­
tąd jego największą namiętnością: „Zastanawiałem się
cały czas, co mi dolega, a teraz dopiero uświadomiłem
sobie, że m i moja «Maria» nie smakuje. Ma smak pa­
pier mache' (...) To jest nie do pojęcia!" Symboliczna
utrata ciała i tożsamości wyraża się metaforycznym za­
wieszeniem zwykłych i najbardziej oczywistych funkcji
organizmu - zanikiem tytoniowych rozkoszy. Po pew­
nym czasie dokonuje się przemiana - hamburski
mieszczanin nabywa nowego, gruźliczego ciała, wraca
też smak i aromat „Marii".
8

Cierpienia związane z gruźlicą długo uważane były
przez wielu za nobilitujące i uszlachetniające. „Kiedy
byłem młody, nie potrafiłem uznać za lirycznego poetę
nikogo, kto ważył więcej niż dziewięćdziesiąt dziewięć
funtów" - miał powiedzieć Teodor Gautier. W mitolo­
gii tej choroby wyróżnia się bowiem przede wszystkim
bladą twarz (kojarząca się z przezroczystością), pod­
krążone świecące oczy i niezwykłą szczupłość. Ten ob­
raz widać też w portretach emigrantów-gtuźlików opi­
sywanych przez Barbarę Zaorską: „Dziwna ta choroba
osłabiając ciało nie pozostawiała widocznych uszko­
dzeń. Chory chudnie, na jego twarzy maluje się depre­
sja i niepokój. Koresponduje to z przezroczystością
skóry, pozwalającą widzieć przepływającą w żyłach
krew, jego twarz wydaje się być oświetlona jego wnę­
trzem (...) Ceglaste zaczerwienienie policzków pod­
kreśla biel zębów, a oczy lśnią pięknie, ocienione dłu­
gimi rzęsami. Również włosy koloru rudego krzyżujące
się ze światłem podkreślały bladość twarzy cho­
rych". Nowe ciało staje się lekkie i przezroczyste. W i ­
zerunek wnętrza, gałązek płuc wywołanych przez apa­
rat Roentgena, nadaje płucom i ciału status substancji
eterycznej, subtelnej, podobnie jak subtelne są twór­
cze umysły Europy. Ciało zaczyna fascynować; jego
zdjęcie - zdjęcie rentgenowskie - można, jak to robią
bohaterowie Manna, nosić w kieszeniach.
9

Dążenie do wychudzonego ciała, czy po prostu nie-ciała, charakteryzuje także współczesny kanon urody.
„Czuję się wypożyczona fizjologii. Muszę odżywiać cia­
ło, nosić je ze sobą, gdy w środku czuję się kimś innym.
Niecielesnym" - mówi Sandra K., anorektyczna boha­
terka opowiadania Manueli Gretkowskiej. Dzisiej­
sze heroinowe dzieci (jak można by określić ten typ
urody, nie bez związku z używkami) odsyłają nas jed­
nak do zewnętrzności, wyglądu, w którym wszystko
10

274

musi być w całkowitym porządku, bez objawów choro­
by jako czegoś nieestetycznego.
Dwieście lat temu suchotniczy wygląd oznaczał
cierpienie, kojarzono go z pożądaną melancholią, inte­
resującym smutkiem. Gruźlica „uduchowiała". Nada­
wała wrażliwość konieczną do tworzenia, stawiała
chorego w rzędzie istot szczególnych, ludzi pięknych
i uduchowionych, delikatnych i wysublimowanych,
o szerszej wyobraźni i horyzontach myślowych, wyno­
siła ponad przeciętność.
Współczesność zapożyczyła sobie suchotniczy ka­
non urody, odrzucając to, co w nim związane z choro­
bą. Dziś mówi nam tylko tyle, że poddaliśmy odpo­
wiedniej dyscyplinie nasze ciała, że nie ulegamy jego
kaprysom. Pozostaje jednak siła mitu, lecz mitu bez
chorobowego brudu ciała, bez możliwych procesów
gnilnych. Romantycznego gruźlika uwznioślała bliska
śmierć - tajemnica. Suchotnicy przeznaczeni byli do
krótkiego, szybkiego życia i rychłego się z nim poże­
gnania. Współcześnie śmierć zostaje zwykle odrzucona
w labirynty szpitala. Wciąż jednak fundamentem anorektycznego wzorca piękności, podobnie jak mitu
gruźlicy, jest niezgoda na własną cielesność. Georges
Bataille pisał: „Ludzie potrafili zamknąć w ciasnych
granicach świat zwierzęcej cielesności, nigdy przecież
nie mieli zamiaru wyeliminować go całkowicie. Ba,
nawet nie mogliby o tym marzyć; musieli się zadowo­
lić ukradkowym zepchnięciem go na bok, usunięciem
z kręgu światła i osadzeniem w mroku nocy, gdzie nie
zwraca uwagi. Miejsce nieczystości jest w cieniu, gdzie
nie dosięgają jej spojrzenia. (...) Jedynie człowiek zda­
je się wstydzić natury, z której przychodzi i której czę­
ścią nie przestaje być ani na chwilę (...) Urządziliśmy
ten uczłowieczony świat na nasz własny obraz, usuwa­
jąc z niego nawet ślady tej natury; w szczególności wy­
rzuciliśmy z niego wszystko, co mogłoby nam przypo­
minać o sposobie wychodzenia z niej. Ludzkość jako
całość podobna jest do parweniusza wstydzącego się
swojego niskiego pochodzenia".
11

Zafascynowanie tak wówczas popularną i częstą cho­
robą łączyło się z pragnieniem odcieleśnienia, ukulturowiało kaszle i krwotoki, umieszczało je w mentalnym
konstrukcie i wynosiło w rejony sztuki. Za najlepszego
artystę uważano wówczas często tego, który wypluwa
z siebie krew, wypluwa brudne wnętrze, którego ciało
niknie, dematerializuje się i roztapia w nadmiernych
płynach wydzielanych przez chorobę. Wraz z przemija­
niem materii buduje się duchowość. Szopen - wątły, de­
likatny, blady - według niektórych tworzył tak niebywa­
łe kompozycje, gdyż przesuwał się na wyższy stopień du­
chowości, ciało coraz mniej mu przeszkadzało.
Oczywiście romantyzm nie był pierwszy w kojarze­
niu szczupłości, wątłości z acielesnością i duchowo­
ścią. Pustelnicy, asceci wyrzekali się jedzenia, seksual­
ności, by pokazać, że ciało to tylko więzienie dla duszy,
kara za człowieczeństwo. Wyrzekając się tego, co ma­
terialne i cielesne, rozmawiali z Bogiem. Gretkowska

�Banaszkiewicz, Radkowska, Rakowski * WIĘDNIĘCIE. TWÓRCY I TRUPY

zdaje się sugerować, że współczesna negacja cielesno­
ści również prowadzi nas w rejony zamieszkane przez
sacrum. Jest to jednak chyba pewna literacka prowo­
kacja. Bo choć opis Sandry K. w wielu miejscach do­
brze oddaje klimat opowieści wielu kobiet chorych na
anoreksję, to raczej trudno byłoby obronić tezę, że ist­
nieje jakaś pełna kontynuacja, tożsamość w kulturo­
wych wzorcach przekazywanych nam przez anahoretów, ascetów, gruźlików i dalej anorektyków.
Mitologia anoreksji - podobnie jak niegdyś mitolo­
gia gruźlicy - robi jednak swoje. Spotykamy się więc
z opowieściami, nie tylko w literaturze, których boha­
terki, rezygnując z fizjologii, stają się bliższe świętości.
Sandra K. w pewnym momencie przestaje jeść, opada
z sil i zaczyna mieć moc przepowiadania przyszłości:
„Ważę 40 kilogramów. Im jestem szczuplejsza, tym le­
piej się czuję. Oblewa mnie fala szczęścia. W głowie
rozbłyskuje światło, widzę kolorowe, trójwymiarowe
obrazy. Świat znika. (...) Rysuję strzałki w górę albo
w dół przy notowaniach giełdowych. To takie proste.
Do wyboru trzy możliwości: hossa, bessa, marazm. Nie­
kiedy gazetowe zdjęcia się ruszają i widzę, co będzie da­
lej. (...) Najszczęśliwsza jestem nocą. (...) Już nie wiem,
co jest wizją, co mną. Mieszają się we mnie w jedno.
W ciemnościach lekko świecę. Fosforyzująca poświata
otacza moje smukłe kości. Dopiero teraz wiem, czym
jest szczęście. Moje poprzednie życie było wulgarną
bzdurą. Kobieta powinna być subtelna i uduchowiona.
Nikogo nie potrzebuję, żywię się własną euforią. Me­
dium to kanał. Medium jest rynsztokiem dla transcen­
dencji, łączący ciężki świat materii z eterycznym za­
światem". Negacja uwzniośla, wyzwolenie z ciała
przynosi nowy rodzaj istnienia w świecie. „Nie otwie­
ram oczu. Nie jedząc, nie pijąc, nie ruszając się, nie
mam przemiany materii. Zastygam w absolutnym bez­
ruchu. Pomaga mi to w koncentracji na jednej myśli.
Ona wchłania inne. Absolut" — pisała Gretkowska.

nych torturach, jakimi poddawany jest ich przewód
pokarmowy. Chorobę Szopena, który może być mode­
lowym przykładem romantycznego mitu gruźlicy, dłu­
go ukrywano. Po jego śmierci w wielu publikacjach
eksponowano niedomagania serca, ale jednocześnie
dla wielu był on przykładem artysty doskonałego i i m
bledszy, niewidzialny, tym prawdziwszy.
Tuberkuloza - groźne rozpoznanie stawiało koniec
życia w niewiadomej, ale nieuchronnie bliskiej przyszło­
ści; krzyczało memento moń. Zmieniało się całe życie,
jak w przypadku bohatera Tomasza Manna: „najpóźniej
po upływie pół roku nie myśli o niczym innym, jak tyl­
ko o temperaturze. A najdalej po roku jest tak, że już
nigdy nie będzie w stanie myśleć o niczym innym". Go­
rączka stale trawiąca suchotników dodatkowo wzmaga­
ła napięcie nerwów: „te resztki płuc bardziej zasilają wy­
obraźnię aniżeli butelka, którąśmy wypróżnili" — mówią
o swoim chorym współlokatorze studenci we Wspólnym
pokoju Zbigniewa Uniłowskiego.
Właściwie nigdy nie było jasne, dlaczego właśnie
gruźlica miała czynić w psychice człowieka tak głębo­
kie zmiany. Ten silnie utrwalony mit o chorobie wzbo­
gacającej duchowo skłaniał chorego do uznania siebie
za natchnionego. Człowiek stawał się szlachetny
w oczach swoich i innych ludzi, na gruźlicę miały za­
padać tylko określone jednostki. W rzeczywistości su­
choty przetaczały się przez domy, pralnie i salony, były
wszędzie tam, gdzie sięgała biologia.

12

13

Anorektyczne postacie są jednym z przykładów po­
wszechnego dzisiaj, a może zapoczątkowanego właśnie
w procesie romantyzacji gruźlicy, utożsamiania wyglą­
du z osobowością. Moda ta niegdyś przynależna sfe­
rom wyższym rozpowszechniła się w dwudziestym wie­
ku. Dobrze to ujęła Susan Sontag: „Z czasem suchotniczy wygląd, który symbolizował pociągającą bez­
bronność i wyższą wrażliwość, stał się ideałem urody
kobiecej, podczas gdy wybitni mężczyźni połowy i koń­
ca dziewiętnastego wieku hodowali brzuchy, budowali
imperia przemysłowe, pisali setki powieści, toczyli woj­
ny i plądrowali całe kontynenty."
14

Szczupłe, piękne kobiety, modelki zachwycają, bu­
dzą pożądanie, także zazdrość. Ale ten typ urody mo­
że też przerażać. Zbyt wychudzone ciała, prawdziwe
anorektyczki kojarzone są ze zwiastunem śmierci.
Anielskiej melancholii blisko jest do trupiej postaci,
kostuchy. Modelki podziwiane przez nas za panowanie
nad swoim ciałem od czasu do czasu zaskakują widza
szczerymi wyznaniami, w których opowiadają o okrut­
275

Przypisy
1

Za: Barbara Zaorska, Ich mizeria tułacza z gruźlicą w tle, Warszawa

2

Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, Kraków 1929, s. 3.

1998.
3

Tamże, s. 188

4

Tamże, s. 186

5

Susan Sontag, Choroba jako meta/ora, Warszawa 1999, s. 19

6

Ryszard Tomicki, Ludowe тку o stworzeniu człowieka, „Etnogra­
fia Polska" t. X X I V z. 2, 1980.

7

Oskar Kolberg, Lud, jego zwyczaje...,

8

Tomasz Mann, Czarodziejska Góra, 1953, s. 80-82

t. 7, 1964

9

Barbara Zaorska, op. cit., s. 37.

10

Manuela Gretkowska, hlamiętnik, Warszawa 1999, s. 28

11

Georges Battaile, Historia erotyzmu, Kraków 1992, s. 50

12

Manuela Gretkowska, op. cit., s. 42

1 3

Tamże s. 44

1 4

Susan Sontag, op. cit., s. 33

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10193" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10171">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/77309ec60785424b12b35876bd52f9ad.pdf</src>
        <authentication>4371bdde3e7555eb95ad145f52f4affc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121240">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2920</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121241">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121242">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121243">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2724</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121244">
                <text>Koniec świata, choroba i sąd ostateczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121245">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.249-262</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121246">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121247">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121248">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121249">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121250">
                <text>S

łobodzianek: Obywatel Paradoksiewicz, jeśli
wolno się tak wyrazić. Jego dziedziną jest dwu­
znaczność i sprzeczność. Wymyka się interpreta­
cjom, które z natury rzeczy dążą do przyszpilenia,
zmienia się jak Proteusz. Potrzebny byłby ktoś w ro­
dzaju Heisenberga, kto na użytek teatru Slobodzianka
sformułowałby zasadę nieoznaczoności". Tymi słowa­
mi Janusz Majcherek zdyskredytował trud, jakiego
chciałbym się podjąć w niniejszej pracy. A mianowicie
próbę rozjaśnienia sensów zadanych w obrębie struk­
tury symbolicznej, tworzonej przez teksty dramatów
Tadeusza Slobodzianka. Chociaż nie sądzę, bym miał
się stać Heisenbergiem humanistyki, spróbuję jednak
oświetlić pewne aspekty dramaturgicznego dzieła bia­
łostockiego twórcy, które wydają mi się istotne dla je­
go zrozumienia. Głos mój nie pretenduje do całkowi­
tego wyjaśnienia problemu, skonstruowania jedno­
znacznej, logicznej formuły, „równania na Slobodzian­
ka". Moje ambicje są znacznie skromniejsze: włączenie
się w dialog tekstów, odniesienie do dalszych symbo­
licznych połączeń, które przybliżają sens do bardziej
racjonalnej jasności, ale nie osiągają jakości czystych
pojęć.
1

M A R I U S Z

CZAJA

Koniec świata, choroba
i sąd ostateczny

2

3

Punktem wyjścia dla mojej interpretacji będą teksty
sześciu dramatów Slobodzianka, wydrukowanych
w „Dialogu", uzupełnione w przypadku dwóch sztuk,
tj. Obywatela Pekosiewicza i Proroka Ilji, o ich wersje
sceniczne, w znaczny sposób odbiegające od opubliko­
wanych. Sądzę, że zarówno w jednym, jak i w drugim
wypadku zmiany na poziomie sensów generowanych
przez te teksty są na tyle istotne, że pominięcie ich
w analizie poważnie zubożyłoby interpretację.

Apokaliptyczne historie
Tadeusza Slobodzianka

pretacji, dla dotarcia do zadanego przez nie sensu.
Tym też tropem chciałbym podążać w swoich rozważa­
niach. Nawiążę w nich do pewnych idei, rozwijanych
na gruncie hermeneutyki, posługując się w interpre­
tacji symbolami, jako swego rodzaju detektorami sen­
su. Wykorzystam przy tym symbole oferowane przez
same teksty dramatów Slobodzianka.
9

Był kiedyś Wiek Złoty,
czyli dawne dobre czasy

4

6

5

Słobodzianek w podtytułach swoich dramatów sta­
le umieszcza słowo „historia". Car Mikołaj to „historia
tragikomiczna". Obywatel Pekosiewicz i Obywatel Pekoś
- „smutna i pouczająca historia". Turlajgroszek — „hi­
storia naiwna dla teatru lalek". Prorok llja, który
w wersji z „Dialogu" pozbawiony był podtytułu, zyskał
(w tekście z Archiwum krakowskiej PWST) miano
„nieprawdopodobnej historii w X I V scenach". Merlin
został nazwany „inną historią", a Kowal Malambo „argentyńską historią". Rozważając znaczenie słowa
„historia" S. Czarnowski stwierdza, iż „mogą składać
się na nią same wymysły i brednie, jedynie ważne jest,
że przedstawia fakty minione w ich kolejnym następ­
stwie, dochodząc do teraźniejszości czy też do jakiegoś
momentu przeszłości, rozumianego jako punkt końco­
wy łańcucha, że przeto czas, który upłynął między po­
czątkiem i końcem, przedstawiony jest jako „dzieje" jest wypełniony następującymi po sobie imionami, po­
staciami, czynami i zdarzeniami". Wiąże się więc „hi­
storia" z pewną sekwencją zdarzeń, będącą przedmio­
tem badania, relacjonowania, przekazu. Ta sekwencja
tworzy czas. „Historia opowiada o tym, co wypełnia
płynący czas". Sądzę, iż próba określenia rodzaju cza­
su, konstytuowanego przez zdarzenia w dramatach
Slobodzianka, może mieć duże znaczenie dla ich inter7

8

249

Przywołując symbol Złotego Wieku nie mam na
myśli jedynie greckiego mitu o pięciu rasach ludzkości,
zapisanego przez Hezjoda. Chodzi mi raczej o kom­
pleks wyobrażeń na temat czasu, który występował
i nadal występuje powszechnie w wielu kulturach.
Obecny jest w mitologiach, ale także w filozofii, ideolo­
giach politycznych i literaturze. Jego rysem charakte­
rystycznym jest napięcie pomiędzy teraźniejszością
i przeszłością, które przybiera formę opozycji zoriento­
wanej aksjologicznie. Segmentuje on „kontinuum cza­
sowe wedle porządku wartości, pożądane skupiając
w przeszłości, odrzucane zaś przypisując dniom dzisiej­
szym". W Wieku Złotym, u początku czasów, wystę­
powało w obfitości to wszystko, czego obecnie brak.
„Upływ czasu oznacza stopniowe oddalanie się „po­
czątków", a zatem utratę pierwotnej doskonałości.
Wszystko, co trwa, kruszy się, ulega degeneracji po to
tylko, by w końcu ulec zagładzie".
10

11

12

Bohaterowie Cara Mikołaja znają doskonale ten
sposób odczuwania czasu. Dla nich prawdziwe życie
istniało „za cara". Wtedy:
żyli oni wszyscy jak u Pana Boga za piecem. Polacy nosa
nie zadzierali. Bolszewicy krwi nie psuli. Młodzi do cerkwi
chodzili. Krowy więcej mleka dawały. Zyto lepiej rosło.
Kartofle. Wszystko było lepiej. Wszystko. (CM, s. 12).
Przytoczona przeze mnie wypowiedź wyszła z ust
karczmarza Gajsta, który dokonuje czegoś w rodzaju
antropologicznego opisu stanu świadomości białoru-

�Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

skich chłopów. O n i sami wiedzą po prostu, że „Skoń­
czyli sia te czasy!" (CM, s. 7). To, co widzą teraz wo­
kół siebie
N i e świat t o już, ale sracz! I nie ludzie już żyjo, a gównojady, co każde gówno zjedzo i jeszcze powiedzo: o jaka
słodka gruszka! ( C M , s. 14)

Po prostu „cały świat zdumiał" (CM, s. 21) i „pędzi
ku zatracie" (CM, s. 34). Jest coraz gorzej i gorzej: „lu­
dzie w nędzy umierają", „popy tylko piją i dupczą",
„baby malują się", „młodzi starych nie szanują", „Pola­
ki cerkwie w kościoły zamieniają" (PI, s. 11).
Duża część negatywnych zjawisk dostrzeganych
przez chłopów to po prostu zmiany. Już nie jest tak,
jak dawniej bywało i dlatego jest źle. Ich postawę moż­
na określić jako tradycjonalistyczną: przywiązani są do
wszystkiego, cokolwiek nosi na sobie sakrę przeszłości,
idealizują to, co przeminęło i przemija. Taka postawa
charakterystyczna jest dla sytuacji, gdy uświęcone
przez pokolenia wzory kulturowe nagle ulegają zała­
maniu. Wtedy właśnie stają się one znakami utraconego Raju. W Proroku llji Krzyżownicy śpiewają:
13

N a d rajskim ogrodem
S ł o n e c z k o zachodzi,
A przed rajem A d a m
S t o i , gorzko płacze

oka nieco zaskakująca, wszak w myśli chrześcijańskiej
Jezus Chrystus jest tym, który ludzkości miał przywró­
cić Raj. Ale perspektywa Kowala jest w bardzo małym
stopniu chrześcijańska. Poza dziesięć przykazań jego
wiara nie wykracza. W soteriologiczną moc Chrystusa
zdaje się wątpić. Rzeczywistość, w której żyje, jest dla
niego Piekłem.
Podobny obraz występuje w Merlinie:
I rozgniewał się Pan,
I z R a j u i c h wygnał,
I do Piekła posiał,
A z n i m i ludzkość c a ł ą . ( M s. 8-9)
C o p r a w d a , p o t e m Syn Boży Jednorodzony
zstąpił d o Piekła,
I zabrał stamtąd A d a m a ,
Ewę, i ludzkość całą. ( M , s. 9)
A l e ludzkość okazała m u czarną niewdzięczność
I z n o w u pycha, gniew, zawiść, l e n i s t w o ,
C h c i w o ś ć , lubieżność i nienasycenie
Królować na t y m świecie jęły. ( M , s. 10)

Konsekwencją ujmowania czasu za pomocą obrazu
Złotego Wieku jest negacja teraźniejszości posunięta
do tego, by widzieć w niej dziedzinę naznaczoną dzia­
łaniem szatańskim. Stąd już tylko krok od stwierdze­
nia, że Stwórca
O świecie

O R a j u m ó j , Raju

Zapomniał

Przecudny Edenie

Człowiek

Jakże byłem szczęśliwy
Przebywając z n i m . . . ( P I . N H , s. 2 0 )

Sobie sam
1 4

Radzić m u s i . (T, s. 44)

Raj oznacza warunki życia i stan egzystencji pierw­
szych ludzi przed upadkiem. Stan doskonałości, wol­
nej od cierpień. Kowal Malambo również wspomina
czasy, gdy „Ta ziemia była rajem" ( K M , s. 48). Czasy,
w których tacy jak on
15

16

N i e wiedzieli
C o t o pycha,
C o t o gniew,
C o t o zawiść,
C o to chciwość,
C o t o lenistwo,

Albo nie do końca jest dobrym Bogiem. Może to po
prostu złośliwy Demiurg?
Bohaterowie Slobodzianka nie tylko w tej sprawie
zdradzają gnostyckie skłonności. Warto zaznaczyć, iż
ów „gnostycyzm" nie jest bynajmniej konsekwentny.
Wizje rajskiej szczęśliwości, jakie prezentują, dalekie
są od duchowych uniesień i spekulacji metafizycz­
nych. Na wskroś przenika je sensualizm i konkretność.
W Proroku llji, na przykład, pojawia się obraz Raju,
w którym wybrańcy
biały chleb z masłem j e ś ć będą i ruską wódką jego zapijać.

C o t o nienasycenie,

( P I , s. 12)

C o t o dzikie żądze. ( K M , s. 48)

Był to bezgrzeszny wiek, okres pierwotnej jedności,
całkowitej harmonii i błogości.
Pomiędzy tą waloryzowaną dodatnio przeszłością
a teraźniejszością zaistniało wydarzenie, które odmie­
niło postać świata. Ustaliło wyraźną cezurę, odzielającą czas szczęśliwości od obecnego, upadłego trwania.
Dla chłopskich bohaterów Cara i Proroka takim wyda­
rzeniem było zamordowanie cara Mikołaja przez bol­
szewików. Dla Kowala - co paradoksalne - przybycie
Jezusa. Z nim bowiem pojawiły się diabły, a Raj zamie­
nił się w Piekło. Ta idea wydaje się na pierwszy rzut
250

Kowal od Raju w wydaniu kostycznego Sw. Piotra
woli grę w truko, tinto i Lolę. Tym, do czego wzdycha
Kowal, jest młodość, pełnia życia, strumień energii:
Pamiętasz mój stary
Jak było się młodym
K u l o się k o n i e t a k :
P a c h - t r a c h p a c h - t r a c h (...)
Piło się t i n t o t a k :
Ciach-pach ciach-pach
G r a ł o się w t r u k o tak:
E n - v i - d o flor (...)

(...)

�Mariusz Czaja * KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

Szło w t e d y m a l a m b o t a k :
Szak-czak szak-czak (...)
Szło w t e d y z L o l ą t a k . ( K M , s. 9-10)

Tym, co najbardziej doskwiera Kowalowi, jest upływ
czasu, przemijanie, śmiertelność. Nie chodzi tu jedynie
o jednorazowy upadek, który wyrwał ludzkość z „raju
archetypów". Ale także o to, że świat ciągle się starze­
je, a więc zgodnie z logiką myślenia w kategoriach Zło­
tego Wieku, pogrąża się coraz bardziej w niedoskonało­
ści i chaosie. Kuźnia Kowala rozpada się, usycha drze­
wo orzechowe, coraz więcej diabłów czyha na duszę pa­
na Biedy. W barze wszystko drożeje, obyczaje się psują,
psuje się muzyka i tinto, nawet kobiety zaczynają się
farbować. Czas jest naznaczony złem, zepsuciem. To,
co argentyński kowal zarzuca chrześcijaństwu, to
w gruncie rzeczy „wrzucenie" go w historię. Skarży się
on w imieniu wszystkich „ludzi archaicznych", że
chrześcijaństwo zabrało im bytujące poza historią ko­
smiczne bóstwa. Mimo oficjalnie wyznawanego chrze­
ścijaństwa, nie przyjęli oni nigdy konsekwencji Wciele­
nia, które uświęciło historię. Ich chrześcijaństwo to
chrześcijaństwo kosmiczne. Jego cechą charaktery­
styczną jest „tęsknota za Rajem, pragnienie odnalezie­
nia Natury poprawionej i niezniszczalnej, wolnej od
wstrząsów związanych z wojnami, kataklizmami, pod­
bojami". Jezus w tej wizji to zapoznany dobroczyńca,
wędrujący w towarzystwie „Pieterpawła", nagradzający
tych, którzy pomimo swego ubóstwa użyczyli gościny
Świętym Osobom. Jednak i on bezradny jest wobec
czasu, wzdycha do swoich „młodych lat",
17

skich niż boskich, znajduje wielu zwolenników wśród
chrześcijan także i dziś. Można w tym dostrzec swego
rodzaju rewoltę mitycznych struktur pogańskich i gnostyckich w obrębie religii, która czas przyjmuje jako wy­
zwolenie, w której „przeszłość jawi się (...) zawsze jako
możliwość przyszłości, to zaś, co zachodzi, zawsze ocze­
kuje swego potem". Religii par excellence historycznej.
20

W charakterystycznym dla tych struktur czasie cy­
klicznym „wydarzenia biegną zawsze po obwodzie ro­
tacyjnym, gdzie nie ma absolutnego «wcześniej» ani
absolutnego «później»", przeszłość jest tylko prefiguracją przyszłości. „Żadne wydarzenie nie jest nieod­
wracalne, żadna przemiana nie jest ostateczna. (...)
W świecie nie dzieje się nic nowego, gdyż wszystko jest
tylko powtarzaniem tych samych pierwotnych arche­
typów". Skoro wszystko powtarza się w nieskończo­
ność, to możliwy jest powrót Złotego Wieku.
Grzybowscy chłopi nie wierzyli w nieodwracalność
historii, w śmierć cara. Uważali, że Bóg w ten sposób
tylko wystawił ich na próbę, a car wróci, by zaprowa­
dzić Nowe Carstwo, w którym oni, jako najwierniejsi,
będą sprawować najwyższe funkcje (KM, s. 8, 16). M i ­
kołaj Regis doskonale wpisuje się w ten mityczny sce­
nariusz. Oświadcza, iż przyszedł,
21

22

żeb zacząć wszystko o d początku i żeb z p o w r o t e m zapa­
nował na świecie ład ( C M , s. 33)

Chce przywrócić Wiek Złoty, poprowadzić „malucz­
kich" do wojny o Nowe Carstwo, w którym nie będzie

18

„generałów, popów i żandarmów. I nie beńdzie panów
i niewolników. Wszystkie b e n d o równe ( C M , s. 34)

K i e d y „nie" było „nie",
K i e d y „tak" było „tak"... ( K M , s. 8)

W tradycyjnych wyobrażeniach chłopskich czas
wędrówek boskich istot po świecie był też swego ro­
dzaju Złotym Wiekiem. Ale nie był to czysty czas po­
czątków, illud tempus, ale quasi-historyczny okres usta­
nawiania norm moralnych. Być może do tego okresu
wzdycha jasełkowy Jezus z Kowala Malambo. Normy
zostały ustanowione, ale lud boży nie garnie się wcale,
by ich przestrzegać:
19

0 forsie t y l k o myśli.
1 żeby pić t i n t o ,
I grać w t r u k o ,
I z różnymi L o l a m i
Tańczyć m a l a m b o . ( K M , s. 8)

Co więcej, obecnie nikt Jezusa nie szanuje, nikt go
nie słucha i nikt go nie kocha (KM, s. 7-8). „Kiedyś"
świat był piękny i młody, teraz jest stary i brzydki. Nie
do końca zgadza się to z duchem ewangelii, ale za to
odpowiada pewnym wyobrażeniom, ukształtowanym
w łonie chrześcijaństwa pod wpływem myśli greckiej.
Model teologiczny, w którym czas początków to stan
pełnej doskonałości, utraconej w wyniku grzechu,
a ludzka historia znajduje się w rękach raczej szatań­
251

Powróci pierwotne niezróżnicowanie, jedność i pełnia.
W powrót do pierwotnej szczęśliwości wierzy także
Kowal. Szczęśliwości symbolizowanej przez młodość:
jego własną i świata. W zamian za powrót do Złotego
Wieku gotów jest nawet zawrzeć pakt z diabłem.
Wejść w szatańskie koło wiecznego powrotu.
„Wieczny powrót" wszystkiego, negacja wyjątkowo­
ści i jednorazowego charakteru zdarzeń sprawia, że
można docierać do nieskażonego „czasu początków"
poprzez powtórzenie działań Nadludzkich Istot. Ta ar­
chaiczna idea leży u podstaw wszelkich rytuałów, któ­
re polegają na uobecnianiu owego pierwotnego, archetypicznego czasu. W myśli chrześcijańskiej uległa
ona rewaloryzacji. Co prawda poprzez uczestnictwo
w liturgii stajemy się współcześni wydarzeniom ewan­
gelicznym, ale ich jednorazowość i niepowtarzalność
historyczna nie powinna (przynajmniej teoretycznie)
podlegać dyskusji. „Bo raz tylko umarł Chrystus za
grzechy nasze, a powstawszy z martwych, więcej nie
umiera i śmierć już nad nim nie panuje (Rz 6, 9) "
twierdzi św. Augustyn.
2 3

Bohaterowie dramatów Słobodzianka nie czytali ra­
czej pism mędrca z Hippony. W ich świadomości wyda­
rzenia ewangeliczne funkcjonują jako opowieść mi­
tyczna. Można i nawet trzeba je powtórzyć, by oczyścić

�Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

świat ze zła, unicestwić działanie czasu. Jak w archaicz­
nych rytuałach Nowego Roku, chociażby w babiloń­
skim flkitu, poprzez odegranie prazdarzenia, chcą oni
przywrócić światu jego pierwotną doskonałość. Drugie
Przyjście Chrystusa nie jest dla nich całkowicie nowym
zdarzeniem, mającym swoje miejsce w historycznym
porządku zbawienia. Jako zamknięcie cyklu, swego ro­
dzaju Wielkiego Roku, musi być ono dokładnym po­
wtórzeniem tego, co już się zdarzyło in illo tempore.
Trzeba raz jeszcze ukrzyżować Zbawiciela, żeby mógł
zbawić świat. Wszystkie gesty i działania muszą być ści­
słym powtórzeniem scenariusza zawartego w świętej
opowieści. Ważny jest każdy najmniejszy szczegół, każ­
de słowo, każdy rekwizyt w niej wymieniony:
24

eksperymentator, traktujący ludzi jak szczury w labo­
ratorium (OPś, s. 18). I on odwołuje się do wydarzeń
ewangelicznych w sposób charakterystyczny dla men­
talności archaicznej, mitologicznej. Szuka ucieczki
przed Historią w świecie archetypów. Powtarza gesty
sprzed dwóch tysięcy lat, aby odczynić zło świata.
Przesłuchanie przez Pułkownika „Franka" utożsamia
z ewangeliczną sceną u Piłata (OPś, s. 55). Spotkanie
z kolegami z domu dziecka staje się dla niego Ostatnią
Wieczerzą (OPś, s. 64). Odgrywa w pojedynkę Miste­
rium Śmierci i Zmartwychwstania, starając się o odpo­
wiedni dobór rekwizytów (por. jego poszukiwanie dru­
tu kolczastego na koronę cierniową, OPś, s. 65). To,
co dzieje się z Pekosiem, przypomina opętanie przez
archetyp opisywane przez L. Kolankiewicza.
31

Bez trzydziestu groszy wszystko nieważne (PI, s. 20)
Należy więc najpierw przeprowadzić próbę, by nie
nastąpiła pomyłka, przeoczenie mogące przynieść fa­
talne skutki dla świata.
Czas, który upłynął od Pierwszego Przyjścia, nie ma
żadnego znaczenia. Był jedynie pustym, jałowym trwa­
niem, pozbawionym treści. Trzeba go znieść, odrzucić
jak zużyty przedmiot. Uwolnić się od niego i oczyścić.
Drogą do tego, podobnie jak w archaicznych, pogań­
skich świętach i w karnawale, jest powrót do pier­
wotnego chaosu poprzez rytualną orgię. Wedle Eliadego „reaktualizuje ona najpierwotniejszy moment
Stworzenia, bądź też błogostan początków, gdy nie ist­
niały jeszcze żadne tabu seksualne ani prawidła moral­
ne i społeczne". Krzyżownicy nie zamierzają bynaj­
mniej profanizować swojego przedsięwzięcia przez
wprowadzenie weń pierwiastka seksualnego. Przeciw­
nie, chcą zapewnić sobie współudział magiczno-religijnych mocy, poprzez „wyzwolenie i wzrost ukrytych
mocy seksualnych". Z chrześcijaństwem niewiele ma
to wspólnego, ale też i samo przedsięwzięcie jest
z gruntu pogańskie. Złożyć ofiarę z człowieka, by oca­
lić świat przed zagładą - toż to pomysł, którego nie po­
wstydziliby się Aztekowie.
25

26

27

28

Ilję-Chrystusa traktują krzyżownicy jak kozła ofiar­
nego, odpowiedzialnego za całe zło świata. Za istnienie
bolszewików, za upadek obyczajów, za to, że słońce nie
świeci i deszcz nie pada, za biedę i głód, choroby
i śmierć (PI, s. 22-23). Stracha na wróble, występują­
cego w roli Chrystusa, biczują z pasją, w której ujaw­
nia się głęboko manichejska nienawiść do świata. Nic,
dokładnie nic, nie jest na nim takie, jakie powinno
być. Nie może on być dziełem transcendentnego do­
brego Boga. Dlatego mówią oni „nie" temu, co ich
otacza. Zdają się podzielać wiarę gnostyków, iż żydow­
ski Jahwe to zly Demiurg (warto dodać, że biczowa­
nemu strachowi-Chrystusowi zarzucają, że jest on
„Królem Żydowskim", PI, s. 22). Skoro to on jest Pa­
nem Historii i objawia się w niej, to Historię trzeba od­
rzucić, uciec od niej.
29

30

Pekosiewiczowi vel Pekosiowi również nie podoba
się świat, w którym żyje. Bóg jawi mu się jako okrutny
252

Pekoś popadł w obłęd. Przygoda Kowala z powrotem
do młodości zakończyła się strzelaniną i śmiercią bar­
mana. Wiara chłopów w powrót cara miała tragiczny fi­
nał dla Kośmy. Niewiele brakowało, aby podobnie stało
się w przypadku Rotszylda i Proroka llji. Powrót jest nie­
możliwy, bramy Raju zostały zamknięte raz na zawsze.
Jeśli zechce się je otworzyć, może się okazać, że znajdu­
je się za nimi Piekło i „Wszyscy Diabli" (KM, s. 53).
Znajdując więc w Merlinie następującą zapowiedź:
Będzie to słynna historia.
O ludziach odważnych i dzielnych,
O tym, jak konno cudownie jeździli,
0 tym, jak tarcze przepięknie dzierżyli
1 jak bukowe kopie pochylali,
A kiedy kopie w drzazgi szły,
Dobrych mieczów dobywali!
Na wrogów tylko okrutnych i złych! (M, s. 7)
domyślać się możemy, iż ta opowieść o „ludziach
honoru i wiary", o idealnym świecie Złotego Wieku,
skończy się znowu jakimś paroksyzmem.
32

Poszukiwacze Świętego Graala
Opowieści o Świętym Graalu zawierają w sobie ele­
menty pochodzące z wielu tradycji religijnych. Można
w nich odnaleźć motywy indyjskie, irańskie, greckie,
arabskie, celtyckie i wreszcie chrześcijańskie. Jed­
nak, pomimo synkretycznego pochodzenia, zawarta
w nich konstelacja symboliczna uważana jest za specy­
ficzną dla jednej, konkretnej kultury: kultury Zacho­
d u . Słobodzianek zasugerował w jednej z rozmów, że
w Merlinie chciał „pokazać mentalność ludzi Zachodu,
mentalność, która jest wykwitem określonej kultury
i cywilizacji".
33

34

35

Zasadniczy rdzeń legend związanych z Graalem jest
pochodzenia celtyckiego. Pierwowzorem Graala był
mitologiczny Kocioł Życia, niewyczerpane źródło obfi­
tości i magicznej wiedzy, symbol wiecznego odradzania
się Natury. W toku różnorodnych przekształceń
i wzajemnych oddziaływań wyobrażeń chrześcijań36

�Mariusz Czaja • K O N I E C Ś W I A T ., C H O R O B A I S Ą D O S T A T E C Z N Y

skich i wątków mitologicznych zosta! on utożsamiony
z kielichem eucharystycznym, w który Józef z Arymatei zebrał krew Jezusa wiszącego na krzyżu. W tym
względzie relacja Senectusa (M, s. 7-8) niewiele od­
biega od wersji średniowiecznych.
Sama ta opowieść jest istotna o tyle, o ile motywu­
je moc, jaką miał posiadać ten niezwykły przedmiot.
Moc o charakterze magicznym. Jej istota tkwi w prze­
mianie. Przemianie „ziemi jałowej" w żyzną krainę, ale
też przemianie osobowości śmiałka, który odnalazł
Świętego Graala. Na skutek działania tajemniczej mo­
cy, w wersji schrystianizowanej zwanej Łaską, rzeczy­
wistość może cudownie, jak za dotknięciem czaro­
dziejskiej różdżki, osiągnąć stadium doskonałości. Ten
aspekt symboliki Graala kryje się w Merlinie za poję­
ciem „królestwa doskonałego", które „syn szatański
jednorodzony" chce stworzyć w Brytanii. Projekt Merlina zasadza się na wierze w cudowną moc Graala.
Ona ma sprawić, że
37

królestwo bez króla
Ziemia rozdarta ciągłymi wojnami. (M, s. 12)

mędrca w towarzystwie autorów haseł rewolucji fran­
cuskiej. Ale to tekst Merlina prowokuje do takich sko­
jarzeń. Czytamy w nim, że treścią historii, którą chcą
opowiedzieć Senectus i jego kompania, będzie m.in. to
Ze piękny może być świat i sprawiedliwy,
I dobro może na nim panować i rozum,
I takie dawno zapomniane rzeczy
Jak wolność, równość, braterstwo. (M. s. 7)
Skąd w świecie średniowiecznego eposu idee jakby
żywcem przeniesione z Oświecenia? Na ciekawy trop in­
terpretacyjny naprowadza fakt, iż głównymi emblemata­
mi osiemnastowiecznych stowarzyszeń tajemnych, mi­
stycznych bractw i lóż masońskich były: Świątynia Salo­
mona, Zakon Templariuszy i Graal. Wiadomo, że dzia­
łalność tego typu stowarzyszeń odgrywała znaczną rolę
w osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych ruchach rewo­
lucyjnych. Wyznawały one wiarę w Rewolucję, mającą
w sposób cudowny przemienić złe społeczeństwo w do­
skonałe, na mocy jednego aktu, nieomal z dnia na dzień. Można tu dostrzec interesującą analogię z metamor­
fozą, której źródłem miałby być Święty Graal. W grun­
cie rzeczy mit Rewolucji to kolejna odmiana wiary
w Graala, czyli nagłą przemianę upadłej rzeczywistości
w „królestwo doskonałe", idealny świat utopii. Rewolu­
cjoniści są kontynuatorami dzieła Rycerzy, którzy przy­
sięgali strzec Świętej Sprawy Okrągłego Stołu. Towa­
rzysz Wowa i Merlin, wbrew pozorom, mają ze sobą wie­
le wspólnego. Wystarczy przypatrzyć się opowieści tego
pierwszego, skierowanej do partyjnych towarzyszy:
40

41

przemieni się w idealne, wzorcowe państwo. Bo prze­
cież, jak twierdzi Senectus:
zawsze państwo, w którym Graal przebywał,
Kwitło szczęśliwe od morza do morza
I było wzorem dla innych narodów. (M, s. 8)
Można by powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia
z kolejnym wariantem tęsknoty za doskonałym Złotym
Wiekiem. Ale symbolika Graala wykracza poza mitycz­
ny horyzont Wiecznego Powrotu. W narracjach, które
konstytuują ją jako część kultury chrześcijańskiego Za­
chodu, tkwi inne jakościowo podejście do czasu.
„Istotną różnicę między Graalem chrześcijańskim a je­
go celtyckim pierwowzorem stanowiło to, że w pier­
wotnej wersji był on tylko punktem przechodnim
w wiecznie powtarzającym się cyklu życiowym,
a w wersji chrześcijańskiej stał się punktem docelo­
wym, gdyż życie zmienia się liniowo". Merlin nie pra­
gnie powrotu do Raju, nie odwołuje się do przeszłości,
do jakichś mitycznych „dawnych, dobrych czasów". Je­
go postawa wobec czasu to radykalne zaprzeczenie tra­
dycjonalizmu chłopskich bohaterów Cara Mikołaja.
Dziedzictwo przeszłości (chociażby w postaci wymaga­
nia, aby władca pochodził z „dobrego rodu", zob. M , s.
12), jest dla niego przeszkodą, jaką trzeba przezwycię­
żyć, aby zrealizować projekt, który się zrodził w jego mędrca - umyśle. Zdaje się on podzielać wiarę wszel­
kich utopistów w to, że „ustanowione zostaną nowe
prawa i oto nastanie wolność, równość i braterstwo,
wszystko będzie lepsze i piękniejsze, znikną podziały
między ludźmi i złe cechy ich charakterów, choroby
i nieszczęścia, smutek i głupota, brzydota i niedostatek.
Kwiaty będą piękniej pachniały i cały świat stanie się
przyjazny człowiekowi". Na pierwszy rzut oka ryzy­
kowne może się wydać umieszczanie średniowiecznego
38

39

253

I poszedł Iwan do miasta prawdy szukać. Szedł, szedł, aż
zaszedł do fabrykanta. (...) I zaczął Iwan u fabrykanta
pracować. (...) Wiele lat pracował. Garbu się dorabiał.
Prawdy nie widział. Aż raz usłyszał rozmowę cichą: „Je­
den tylko człowiek na świecie, co prawdę zna. Nazywa
się Lenin, a mieszka w Pitrze." Poszedł Iwan szukać te­
go człowieka. Szedł, szedł, aż przyszedł do Pitra. Patrzy:
robotnik idzie. Pyta go po cichutku: „Gdzie tu Lenina
znaleźć można?" A ten mu jeszcze ciszej: „Chodź ze
mną, ja cię zaprowadzę." No i przyszli do pokoju. (...)
Wyszedł do nich człowiek (...) i głosem życzliwym mó­
wi: „Witajcie, towarzysze, cóż powiecie dobrego?" Opo­
wiedział mu Iwan, jak to prawdy po świecie szukał.
„Dobrześ zrobił - rzekł na to Lenin - żeś do fabryki po­
szedł prawdy szukać. Prawda jest w robotniczych rę­
kach." I opowiedział Lenin Iwanowi, jak walczyć trzeba
0 prawdę, żeby nie trzeba było służyć ani kułakom, ani
jaśnie panom, ani popom, ani kupcom, ani fabrykan­
tom, i jak ich z carem przepędzić. (...) A w październi­
ku roku siedemnastego objawiła się ta prawda, grom­
kim głosem przemówiła, zabrzmiała jak ziemia długa
1 szeroka. (...) I zwyciężyła leninowska prawda. I odtąd
nie pracują już więcej robotnicy i chłopi na panów i fa­
brykantów, garbów się nie dorabiają, ziemi łzami nie po­
lewają - sami są gospodarzami swoich fabryk, swojej
ziemi i swojego życia. Koniec." (CM, s. 8-9)

�Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

Struktura tej quasi-bajkowej narracji zdradza wy­
raźną analogię do struktury mitu Graala. Prawda speł­
nia tu taką rolę, jak cudowny kielich w średniowiecz­
nych romansach: przemienia rzeczywistość. Tak jak
Święty Graal jest najpierw ukryta i tylko dzięki szcze­
gólnemu wtajemniczeniu można ją poznać. Trzeba wy­
trwałości, by do niej dotrzeć. Jak twierdzi Towarzysz
Wowa:
p r a w d z i w y k o m u n i s t a m u s i cierpieć u m i e ć . A czemu? Bo
m a w i e l k i cel przed sobo. ( C M , s. 19)

Cierpienia są konieczne, ponieważ rzeczywistość,
w której Poszukiwacze odbywają swoja wędrówkę, jest
naznaczona złem. Panują w niej:
Rozpacz, nieszczęścia i bieda
Plącz dzieci, k r z y k k o b i e t
I przekleństwa starców. ( M , s. 12)

To z takiego postrzegania tego, co ich otacza, z nie­
zgody na świat zastany, rodzi się w nich pragnienie ra­
dykalnej jego przemiany. A przy tym „niezgoda utopi­
sty na świat istniejący jest (...) niezgodą totalną. Nie
widzi on złych i dobrych stron; widzi jedynie dobro
i zło. Jego wizja świata jest nieuchronnie dualistycz­
na". Wokół siebie postrzega on wszędzie twarze Siedmiogłowej Bestii, z którą trzeba walczyć wszelkimi do­
stępnymi środkami: mieczem, kopią, sztyletem, snaj­
perskim karabinem czy semteksem.
42

W tym totalnym odrzuceniu aktualnej postaci
świata przypominają Poszukiwacze Świętego Graala
poczciwych ludzi archaicznych wrzuconych znienacka
w Historię. Ale Poszukiwacze inaczej postrzegają czas.
Nie jest on dla nich kołem, lecz prostą linią, na końcu
której tkwi wymarzony cel. Powrót do „początków"
jest dla nich bezsensowny, bo, jak to dosadnie wyraził
Kosma:
świat idzie głowo do przodu, a nie d u p o ! ( C M , s. 7)

Oni, w przeciwieństwie do wyznawców Złotego
Wieku, nie odrzucają Historii jako takiej. Pod tym
względem są dziedzicami myśli judeochrześcijańskiej.
Co więcej, w Historii widzą swojego sojusznika. Ona
daje im prawo (OP, s. 23), przyznaje im rację i wyko­
nuje wyroki na przeciwnikach (OP, s. 29). Zmiana,
przemijanie, upływ czasu postrzegane są przez nich po­
zytywnie, wszak przybliżają ich do momentu całkowi­
tej metamorfozy świata. Ich postawa wobec czasu da­
leka jest jednak od biblijnej. W Biblii czas jest własno­
ścią Stwórcy. Każde boskie działanie ma swój własny
kairos. Natomiast w symbolice poszukiwania Graala
zdaje się tkwić chęć zawładnięcia czasem, przyspiesze­
nia jego biegu. Za pozytywną waloryzacją przemijania
kryje się w gruncie rzeczy zdyskredytowanie czasu H i ­
storii, jako przeszkody oddzielającej Poszukiwacza od
wymarzonego ideału. Zdradza on wyraźny brak cierpli­
wości. Nie bierze przykładu z Jezusa, który nigdy nie
uprzedza woli Ojca. Czyni to, na czym według nie­
Ąi

44

254

których Ojców Kościoła polegał grzech pierworodny:
chce przeskoczyć czas i zawarte w nim zrządzenia Bo­
że. „Ponieważ Bóg zamyślił dać człowiekowi wszelkie
dobro, ale człowiek ma je otrzymać dopiero wtedy,
kiedy Bóg mu je da, przeto każde nieposłuszeństwo,
każdy grzech jest w swojej istocie przeskoczeniem cza­
su". Jest więc Poszukiwacz grzesznikiem par excellen­
ce. A spomiędzy szczytnych idei i Świętych Spraw wy­
dobywa się ten sam syk, który skłonił Pierwszych Ro­
dziców do sięgnięcia po owoc z Drzewa Poznania Do­
bra i Zła, do uzurpowania sobie boskości (Rdz, 3, 1-7).
Nic w tym dziwnego, skoro twórca idei poszukiwania
Świętego Graala jest „synem szatańskim jednorodzonym" ( M , s. 10), diabelską parodią Chrystusa. Jego za­
miar - rodem z dualistycznych mitów - aby pomóc
Chrystusowi w dziele zbawienia, jest zakwestionowa­
niem soteriologicznej mocy Krzyża i Zmartwychwsta­
nia. Ten „szatański" motyw pojawia się także w Oby­
watelu Pekosiewiczu. Sekretarz Jemiołka mówi o sobie:
45

j a m częścią siły tej, co wiecznie zła pragnąc wiecznie czy­
n i d o b r o . . . (OP, s. 29)

Uważa się więc za kogoś w rodzaju Mefistofelesa
z dramatu Goethego. Ale Fausta w Obywatelu Pekosiu
raczej trudno byłoby znaleźć. Faustem, i to ludowym,
jest, zdaniem W. Majcherka, Kowal Malambo. Czy
ten prostaczek wzdychający do Złotego Wieku może
mieć coś wspólnego z Poszukiwaczami św. Graala? Aby
odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przyjrzeć się sym­
bolice, którą niesie ze sobą postać kowala. Nie jest to
wszak przypadek, że bohater dramatu Slobodzianka
wykonuje taką właśnie profesję.
46

Oprócz panowania nad ogniem ważnym kompo­
nentem kompleksu symbolicznego związanego z kowa­
lem jest władanie materią. Umiejętność jej przekształ­
cania, dopełniania dzieła Stwórcy. Kowal to homofaber, ten, który „tworzy" przedmioty. W jego postaci
skupia się symbolicznie program przekształcania Natu­
ry przez ludzką pracę. Bohater sztuki Slobodzianka
mówi o sobie:
47

c a ł e moje życie
W mojej starej kuźni
Ciężko pracowałem. ( K M , s. 49)

Jak twierdzi Eliade, „tu właśnie tkwią początki wiel­
kiego odkrycia, że człowiek może wziąć na siebie pra­
cę Czasu". Homo faber nie chce już bez końca powta­
rzać wzorcowych gestów Nadludzkich Istot. O n sam
czuje się Demiurgiem, który ma przed sobą wielki cel:
przemianę świata. U podstaw tej idei tkwi założenie, że
ów świat nie jest taki, jaki być powinien. Ukoronowa­
niem tego programu była idea alchemicznej transmutacji. Transmutacji człowieka i Kosmosu przez Kamień
Filozoficzny. „Na mineralnym poziomie egzystencji
Kamień urzeczywistniał cud: znosił odstęp czasu dzie­
lący stan aktualny, «niedoskonały» jakiegoś metalu
(«surowego») od jego stanu docelowego (kiedy stanie
48

�Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

się złotem). Dzięki Kamieniowi Filozoficznemu transmutacja była prawie natychmiastowa: zastępował
Czas". Alchemik marzył o przyspieszeniu biegu Cza­
su, ale też się go bał. „Nie uważał siebie za byt w swej
istocie czasowy, lecz wzdychał do rajskiego szczęścia
i śnił o wieczności, poszukiwał nieśmiertelności, Elixir
Vitae".
Rozpatrywana w tym kontekście symbolicznym po­
stać Kowala Malambo rysuje się jako antenat Poszuki­
waczy Graala. Doświadcza on niemożności powrotu
do Złotego Wieku, z powodu nieuchronnego nacisku
Historii. Jego „już" - w dwu pierwszych odsłonach wę­
drówki przez dzieje - wyraża nostalgię spowodowaną
przemijaniem i niestałością „rzeczy tego świata" (zob.
K M , s. 22, 32). W trzeciej zaś i ostatniej jest wyrazem
zniecierpliwienia ( K M , s. 42). Zniecierpliwienia mo­
gącego zrodzić ideę poszukiwania Graala, czegoś, co
radykalnie przemieni Kosmos i człowieka. Kowal czu­
je się odrzucony przez Niebo i przez Piekło:
49

50

Nigdzie nas nie c h c ą
C o robić? Jak żyć? ( K M , s. 53)

Teraz wystarczy, by zjawił się Merlin, czy inny Le­
nin, który zaofiaruje Kowalowi Ideę. Bo, jak mówi To­
warzysz Koperski:

historii, jako procesu przechodzenia od stanu zła
i cierpienia do przyszłego stanu pełnej doskonało­
ści". To radykalne przeobrażenie miało mieć miejsce
nie w jakimś mitycznym czasie powrotu, lecz w samej
historii.
Jednym słowem mesjaniści byli (i nadal są) Poszuki­
waczami św. Graala, tyle że zamiast na aktywność sta­
wiają na bierne znoszenie cierpień. Mesjanizm polski
żywił przekonanie, iż dzięki męczeństwu, jakie jest
udziałem narodu polskiego, nastanie wkrótce w dzie­
jach ludzkości era wolności. Cały ten kompleks wy­
obrażeń odnajdujemy w Obywatelu Pekosiu. Cierpiącą
Polskę, na którą czyhają „międzynarodowi faryzeusze",
chcąc ją „znowu ukrzyżować i do grobu złożyć, i raz na
zawsze z mapy świata wymazać" (OPś, s. 55). I wizję
totalnego renovatio, kiedy to Królowa Polski i Kościo­
ła Świętego „białym mercedesem przyjedzie" (OPś, s.
71). Tyle że jest to mesjanizm w wydaniu grotesko­
wym, obraz opłakanych skutków, jakie przynoszą Po­
szukiwania św. Graala. Zresztą cała rzeczywistość Oby­
watela to „krajobraz po bitwie", po wcieleniu w życie
Merlinowskiej idei „królestwa doskonałego". Poszuki­
waczom udało się
52

53

54

W y m o r d o w a ć m i l i o n y w lagrach. A p r a w o do szczęścia
i d o b r o b y t u zapewnić sobie. Mieszkać w w i l l a c h albo jeszcze

nie o t o chodzi, j a k się Idea nazywa. K o m u n i z m , socjalizm
czy normalność. C h o d z i o t o , że Idea jest potrzebna l u ­
dziom, bo daje i m nadzieję, że świat nie zdąża k u nicości

lepiej. Odpoczywać w l u k s u s o w y c h ośrodkach. Jeździć n a j ­
lepszymi s a m o c h o d a m i i t a k dalej... (OP, s. 23)
W i e l k a idea p r z e b u d o w y świata w d u c h u sprawiedliwości

i samozagładzie, t y l k o k u jakiemuś ładowi... (OP, s. 24)

społecznej (OPś, s. 40) została u t a p l a n a w gównie i umazana we k r w i . (ibid.)

Tą ideą może być też Naród. W Merlinie bez trudu
odnaleźć można aluzje do kompleksu wyobrażeń zwią­
zanych z różnymi postaciami ideologii narodowej. Kie­
dy do Brytanii trafił Graal, to

Jak pisze Jerzy Szacki, utopista „przekonany o zale­
tach swego projektu, gotów jest płacić każdą cenę za
jego realizację. Z miłości do człowieka będzie budował
gilotyny i w imię wiecznego pokoju prowadził krwawe
wojny". Nie zawaha się poświecić własnych towarzy­
szy, bo przecież

wyspę oświeciła

55

N a g l e Łaska Boża
1 już k w i t n i e wyspa

Każda w i e l k a sprawa j a k nasza r e w o l u c j a w y m a g a b o h a ­

O d morza d o morza. ( M , s. 8)

terów ( C M , s. 36)

Od Morza Bałtyckiego do Czarnego rozciągała się
we wszystkich wielkomocarstwowych rojeniach Rzecz­
pospolita. I było oczywiście państwo polskie zawsze

Bestia, z którą chce walczyć, tkwi w nim samym.
Dlatego nie może odnaleźć św. Graala. Próba realiza­
cji idei „królestwa doskonałego" musi skończyć się ka­
tastrofą. Kiedy Poszukiwacze dochodzą do wniosku, że

w z o r e m dla i n n y c h narodów. ( M , s. 8)

Pojawia się też w dramacie odwołanie do hasła:
„Bóg, honor, Ojczyzna" oraz do najnowszych mitów
patriotycznych, związanych z nazwą pewnego związku
zawodowego (M, s. 7). Jeśli jest Merlin Mesjaszem, jak
tego chce J. Majcherek," to Mesjaszem rodem z historiozofii romantycznej, a nie z Biblii. Ta historiozofia
nawiązywała do nurtów heterodoksalnych, przede
wszystkim do millenaryzmu. Millenaryści wierzyli, iż
przyszłość przyniesie kres katastrofalnego stanu aktu­
alnego i zbiorowe zbawienie w życiu doczesnym. We­
dług nich historia zmierza do nowej epoki, epoki do­
skonałości, nazywanej też „epoką Ducha Świętego".
Z millenaryzmu romantyczny mesjanizm przejął „wizję
255

N i e ma Graala świętego!
Święty G r a a l t o wymysł M e d i n a !
Święty G r a a l nie istnieje! ( M , s. 31)

zaczynają się nawzajem oskarżać i walczyć o stołki. Do
wszystkich sfrustrowanych Poszukiwaczy można skie­
rować słowa Biskupa z Obywatela Pekosia:
Boicie się sami siebie. Pożeracie się nawzajem, j a k dzikie
bestie. (OP, s. 28)

Król Artur przeklina dzień, kiedy wydobył Eskalibor
z kamienia, co dało mu władzę w „doskonałym" króle­
stwie Brytanii (M, s. 49). Komunistyczni aparatczycy,

�Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

już od dawna pozbawieni wiary w głoszone przez siebie
ideały, walczą zażarcie o władzę i wpływy. Najgorsze, że
przy okazji cierpią ci, którzy jak Pekoś, czy Ginewra
nieopatrznie zaplątali się we frakcyjne walki. To oni
płacą najwyższą cenę za sny o Brytanii doskonałej.
Obłęd, rozpacz, śmierć - to niechlubne skutki pragnie­
nia przeskoczenia czasu. Wiary w cudowną transmutację Kosmosu.
Poszukiwacze św. Graala pozornie afirmując Czas
i Historię, w istocie je odrzucają. Kroją czas w po­
przek, wydzielając z niego czas dobry i czas zły. Prze­
szłość i przyszłość są pozbawione dla nich komunikacji
z teraźniejszością. Oczekują, podobnie jak biblijni
prorocy, na wielką metamorfozę, „zdarzenie, które
przepołowi czas", ale chcą ją przyspieszyć. Odrzuca­
ją nowotestamentową perspektywę, według której ery
Mesjasza nie sposób już umieszczać w przyszłości,
a punkt środkowy, od którego zależy znaczenie czasu,
leży w samym wnętrzu teraźniejszości. Nie krążą już,
co prawda, po szatańskim kole wiecznego powrotu, ale
dali się skusić szatańskiemu podszeptowi, aby, tak jak
Bóg, panować nad Czasem. Coś z Poszukiwaczy św.
Graala mają w sobie współcześni ludzie Zachodu, bio­
rący na siebie rolę czasu. Zużywają się oni, pracując
zamiast niego. Dla nich mniej ważna jest wizja przy­
szłości. Podejmują podróż w nieznane, śniąc demiurgiczny sen o ostatecznym zawładnięciu Naturą. Ich
mentalność zdominowana jest przez chęć jak najszyb­
szego wyzwolenia człowieka z jego naturalnych ograni­
czeń. Wynalazek goni wynalazek. Wciąż trzeba zwięk­
szać tempo wzrostu gospodarczego. Natutę należy po­
spieszać za pomocą nawozów, hormonów, genetyki.
Skutki tego odczuwamy wszyscy w postaci grożącej ca­
łej planecie katastrofy ekologicznej.
56

57

58

59

60

61

Nad merlinowskimi snami od początku wisi, niczym
fatum, widmo totalnej zagłady.

katastrofie następuje odrodzenie. Oznacza to, że prze­
świadczenie o nieuchronnej zagładzie obecnego świa­
ta może współistnieć z wiarą w powrót do Złotego
Wieku. Do idei doskonałości początków dołączone zo­
staje po prostu wyobrażenie o tym, iż aby coś napraw­
dę nowego mogło się zacząć, należy całkowicie unice­
stwić wszelkie pozostałości starego cyklu. Nastąpić
musi Koniec Świata. Wieczny powrót wszystkiego
może oznaczać także bezustanne powtarzanie Apoka­
lipsy.
65

Dla dramatów Slobodzianka podstawowym źró­
dłem symboli związanych z kresem czasów jest apokaliptyka judeochrześcijańska. Jej specyfika polega na
odejściu od czasu cyklicznego na rzecz historycznego
finalizmu, związanego z czasem nieodwracalnym.
Według niej Koniec Świata będzie tylko jeden, tak jak
tylko jedna była kosmogonia.
Krzyżownicy z Proroka llji wydają się nie zdawać so­
bie sprawy z wspomnianej wyżej odmienności eschato­
logii judeochrześcijańskiej. W ich umysłach symbolika
apokaliptyczna przejęta z Biblii współistnieje z ideą
Wielkiego Powrotu. Czas ostateczny jest dla nich reaktualizacją illo tempore. Wobec zbliżającego się Końca
Świata uważają za swój obowiązek powtórzenie wyda­
rzeń, które miały miejsce dziewiętnaście wieków wcze­
śniej w Palestynie, traktując Credo jak mityczną opo­
wieść o czasie początków. Równie obce duchowi biblij­
nemu jest ich traktowanie „czasu nadchodzącego"
(aion mellon ) jako restituti in integrum i powrotu do
pierwotnych rajskich warunków stworzenia (zob. PI,
s. 12, 17, 18, PI. N H , s. 20).
66

67

6s

69

Z wyobrażeń chrześcijańskich pochodzi natomiast
pojmowanie przez bohaterów Proroka llji czasu ostatecz­
nego jako okresu wzmożonego działania sił szatańskich:
w Piśmie Świętym p o w i e d z i a n o , n a k o ń c u świata L u c y p e r
n a pokuszenie wodzić będzie (...) I wypełniło się! I L u c y ­

N o c , czarna n o c

per po świecie na m o t o r z e jeździ. I w baby wstępuje. I we

N a d Brytanią w s c h o d z i . ( M , s. 15)

snach śni się. ( P I . N H , s. 16)

Viviana przeczuwa, iż nadchodzi Dzień Gniewu.
Także Król Artur uświadamia sobie, że
B r y t a n i i nadszedł sądny dzień! ( M . , s. 40)

Jedynie Merlin - demiurg i kapłan U t o p i i
zdaje sobie z tego sprawy.

62

- nie

Jednym słowem:
ancychryst po świecie się panoszy. ( P I , s. 17)

Nawiązują oni tutaj do opowieści o Antychryście Fałszywym Proroku, który u kresu czasów zwodzić bę­
dzie mieszkańców ziemi. Jako przykład tego rodzaju re­
lacji przywołać można list Adsona z Montier-en-Der do
królowej Gerbergi. Antychn/st jest tam synem diabła.
Pobiera nauki u magów, czarowników i innych złych lu­
dzi. Zwabia ku sobie królów i książąt, a jego przepowia­
danie roznosi się „od morza do morza". Czyni różne zna­
ki i cuda, mające zwieść chrześcijan i przekonać ich do
oddawania mu czci. Tych zaś, których nie udaje mu się
przeciągnąć na swoją stronę, okrutnie zabija.
70

Koniec świata
U podstaw, występujących w tradycjach mezoamerykańskich, hinduskich, irańskich, germańskich i judeochrześcijańskich, mitów o Końcu Świata tkwi
przekonanie, że siły Chaosu, pokonane i uwięzione
w trakcie kosmogonii, mogą żywiołowo uwolnić się lub
zostać uwolnione i naruszyć dotychczasową strukturę
Kosmosu. W rezultacie może dojść do jego całkowi­
tego unicestwienia. Zazwyczaj jednak po kosmicznej
63

64

256

Pewne elementy tej charakterystyki odnieść by
można do tytułowego bohatera Medina. Jest on „sy­
nem szatańskim jednorodzonym" ( M , s. 10), zrodzo­
nym z „dziewicy niepokalanej" (ibid.). Zostaje mędr-

�Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

cem, dokonuje „wielu rzeczy cudownych" (ibid.) i zy­
skuje wielką chwalę u ludzi. Zwabia „najlepszych ryce­
rzy" (ibid.) i czyni ich „Rycerzami Okrągłego Stołu",
czyli wyznawcami wykreowanej przez siebie idei króle­
stwa doskonałego, mającego rozciągać się „od morza
do morza". Owa idea to parodia Królestwa Bożego, za­
powiadanego w ewangelicznej Dobrej Nowinie. Każdy
z nich składa przysięgę, że będzie wierny „Świętej
Sprawie Okrągłego Stołu". Karą za zdradę ma być wy­
mazanie ich imion z Księgi Świata. Ta księga to naj­
prawdopodobniej księga życia, w której, według Apo­
kalipsy św. Jana, od założenia świata zapisane są imio­
na Wybranych. Za sprawą Merlina i jego utopijnych
wizji szafują więc Rycerze własnym zbawieniem. Ma­
mieni mirażem odnalezienia św. Graala wyruszają, by
pokonać Siedmiogłową Bestię. Tę sama Bestię, o jakiej
czyta w Apokalipsie św. Jana Ilja:
Bestyja, którąś widział, była, a nie jest, a ma wystąpić
z przepaści, a iść na zginienie; i zadziwią się mieszkający na
ziemi,/ których i m i o n a nie są napisane w księgach żywota
od założenia świata/ (...) widząc bestyję, która była, a nie
jest, a przecie jest. (PI, s. 9)

Siedmiogłową Bestia jest rodzajem zbiorowego A n ­
tychrysta. Jej przymioty stanowią parodię przymiotów
Bożych i zmartwychwstania Chrystusa. Nic więc dziw­
nego, że pomiędzy Merlinem a stworami, z którymi
potykają się rycerze, istnieje pewna więź. Sygnalizuje
ją to, że Senectus, kreujący postać Merlina, odgrywa
także rolę poszczególnych potworów - głów Siedmiogłowej Bestii. Stanowią one uosobienie grzechów
głównych, a jednocześnie największych słabości każ­
dego z rycerzy. Walcząc z nimi, poszukiwacze Świętego
Graala walczą z własną grzesznością i , mimo pozorów
zwycięstwa, przegrywają, bo
Siedmiogłową Bestia nauczyła
C o t o jest p y c h a , gniew, zawiść, l e n i s t w o
C h c i w o ś ć , lubieżność i nienasycenie. ( M , s. 29)

Zwodnicze idee, zaszczepione przez Merlina ryce­
rzom, sprawiły, że obudziło się Zło, które w nich drze­
mało. Stali się synami Bestii:
Siedmiogłową Bestia żyje...
W s i e d m i u synkach żyje! ( M , s. 33)

Ich ofiarą pada królowa Ginewra, która, pod wpły­
wem doznanych nieszczęść, zaczyna bluźnić przeciw
Bogu i Matce Zbawiciela:
Jeżeli t a m w niebie
O k r u t n a M a t k o jesteś
I ty, bezlitosny

Poprzez Ginewrę Bestia „otworzyła swe usta dla
bluźnierstwa przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu
i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba" (Ap, 13, 6).
Nie okazała królowa „wytrwałości i wiary świętych"
(Ap, 13, 10). Zdaje się ona symbolizować tę część
ludzkości, której imiona nie są „zapisane w księdze ży­
cia/ od założenia świata" (Ap, 17, 8). Ale jej usytu­
owanie w symbolicznej strukturze Merlina do pewne­
go stopnia jest analogiczne do miejsca, jakie zajmuje
w Apokalipsie św. Jana Wielka Nierządnica. Tak, jak
apokaliptyczna Nierządnica, Ginewra uśmiercona zo­
staje za sprawą Bestii i spalona ogniem (por. A p 17,
16). Byłaby więc królowa Brytanii symbolem „Wielkie­
go Babilonu", o który toczą między sobą walki „królo­
wie ziemi" (por. A p 17, 2).
Z Wielką Nierządnicą utożsamia Tatiana w Proro­
ku llji Olgę, wyzywając ją:
gadzino p i e k i e l n a ! Czorcie ty przeklęty! Bestio babiloń­
ska! K u r w o ! ( P I , s. 25)

Tę interpretację postaci Olgi zdaje się potwierdzać
fakt, iż przed jej kolejnym pojawieniem się u llji pro­
rok usiłuje zgłębić sens następującego fragmentu Apo­
kalipsy:
1 widziałem niewiastę o n ę pijaną krwią świętych i krwią
m ę c z e n n i k ó w Jezusowych; a widząc j ą dziwowałem się
w i e l k i m p o d z i w i e n i e m . (PI, s. 15)

Poza tym Olga rzeczywiście nie najlepiej się prowa­
dzi. Bluźni. Modli się do Lucyfera - Antychrysta. Ale
rację ma chyba Ilja, twierdząc, że
T o nie czort (...), a b i e d n a k o b i e t a . Jej p o m ó c trzeba.
C h l e b a dać. N a w r ó c i ć . ( P I , s. 16)

Jeśliby szukać dla Olgi odpowiednika w Biblii, to by­
łaby ona raczej Marią Magdaleną, nawróconą jawno­
grzesznicą. Albo też, uwzględniając apokaliptyczny
kontekst i związek, jaki połączył ją z Ilją - Małżonką
Baranka (por. A p 19, 7-8). Gdyby przyjąć tę ostatnią
interpretację, Olga symbolizowałaby grzeszny Kościół
Chrystusowy, który pomimo zdrad i niewierności wo­
bec Oblubieńca, zostaje w końcu odkupiony silą miło­
ści Zbawiciela.
To nie Olga ani nie Rotszyld są tak naprawdę
przedstawicielami sił szatańskich w Proroku. Szatański
podszept rozpoznać można raczej w przedsięwzięciu
krzyżowników. W nich tkwi Lucyper. O n i są „pogana­
mi", „psami niewiernymi" i „durniami" (PI, s. 29). Ilu­
strują tezę Chóru z Turlajgroszka, że gdy
C h o d z i po świecie A n c y c h r y s t

Boże Pychy!

K u s i człowieka biednego

Gniewu!

N a m a w i a jego do złego

Chciwości!
I zawiści,

D u r n i j e m u ulegają

P r z e k l i n a m Was! ( M . , s . 51)

Krzyż Twój Święty pohańbiają. (T, s. 46)

257

�Mariusz Czaja * KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

W przypadku tego ostatniego dramatu sprawa jest
prosta: rolę Antychrysta odgrywa Czort. Neguje on
obecność Chrystusa w historii. Twierdzi, iż:
Pan Jezus
O świecie
Zapomniał. (T, s. 44)
Tak jak Siedmiogłową Bestia z Merlina, Czort roz­
budza grzeszne skłonności. Jak Charyton z Proroka llji
namawia do „pohańbienia krzyża" (por. PI. N H , s. 21):
CZORT:
TURLAJGROSZEK:
CZORT:

Siłę masz?
Mam.
Zwal krzyża. (T, s. 46)

W Obywatelu Pekosiewiczu (i Obywatelu Pekosiu) ty­
mi, którzy chcą „zwalić krzyża", nieprzyjaciółmi Ko­
ścioła, są komuniści. Byliby więc oni swego rodzaju
„zbiorowym Antychrystem", zwodzącym chrześcijan
i odciągającym ich od wiary. Jednak rozciąganie „cza­
su ostatecznego" na akcję tego dramatu Slobodzianka
może się wydać nieuprawnione. Brak w niej, na pierw­
szy rzut oka, nawiązań do symboliki eschatologicznej.
Ale wystarczy zwrócić uwagę na motta, jakimi obda­
rzył autor obie wersje tej sztuki, by dostrzec, że to
pierwsze wrażenie nie do końca jest słuszne. W Oby­
watelu Pekosiewiczu jako motto funkcjonuje ewange­
liczna przypowieść o kąkolu i pszenicy (Mt 13, 24-30).
Zapowiada ona Sąd, jakiego Bóg dokona nad stworzo­
nym przez siebie światem. Umieszczenie jej w drama­
cie w takiej, a nie innej funkcji każe całą sztukę odczy­
tywać w perspektywie eschatologicznej.

siedem grzechów z tego i nie z tego świata. (OPś, s. 22)
I wreszcie nagonka na Żydów, przedstawicieli naro­
du wybranego. Pułkownik „Franek" odgrywa rolę ku­
siciela i Fałszywego Proroka, sącząc w umysł „durnia"
wizję żydowskiego spisku i posługując się przy tym ob­
razowaniem przejętym z Ewangelii:
Pekosiewicz, nie widzicie, co Polska dzisiaj przeżywa, co?
Jaki spisek powstał wokół Polski na świecie? Jak różni fa­
ryzeusze, międzynarodowi i nasi, chcą Polskę znowu
ukrzyżować i do grobu złożyć, i raz na zawsze z mapy świa­
ta wymazać? (OPś, s. 55)
Całość tego obrazu ilustruje tezę o tym, że „Koniec
świata zwiastowany jest (...) w porządku doczesnym
przez wojny i zniszczenia, przez najazdy barbarzyńców
i upadek obyczajów, słowem, przez postępujący rozpad
więzi społecznych".
Bohaterowie Cara Mikołaja również mają za sobą
doświadczenie wojny. Na „bieżaństwie"
71

72

widzieli rewolucje i dobrze zapamientali. (CM, s, 25)
Przeżyli najazd bolszewików podczas wojny polsko-radzieckiej. Widzą postępujący rozkład ich własnej,
tradycyjnej kultury. Młodzi nie chodzą do cerkwi.
Dziewczyny się malują
jak jakie kurwy z Białystoku. (CM, s. 15)
Nic więc dziwnego, iż
wierzą, że ten świat się kończy i że trzeba o duszy pomy­
śleć, a nie o gospodarstwie. (CM, s. 12)
Wszak „myśli o końcu świata nawiedzają z reguły
ludzi, którzy są świadkami upadku ich własnej kultury
będącej dla nich do niedawna absolutem". W ich
ptzekonaniu świat ginie i pędzi ku zatracie.

Jeszcze wyraźniejsze staje się owo eschatologiczne
nacechowanie w Obywatelu Pekosiu, na początku któ­
rego znajduje się fragment z Apokalipsy św. Jana:

73

Ani pokutowali z mężobójstw swoich,
Ani z czarów swoich,
Ani z wszeteczeństw swoich,
Ani z złodziejstw swoich. (OPś, s. 1)
W Apokalipsie słowa te dotyczą ludzi nie zabitych
przez plagi, które u kresu czasów dotkną świat. Ostat­
nie trzy z nich to ogień, dym i siarka, wydobywające się
z pysków koni Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Umiej­
scowiona w tej perspektywie symbolicznej akcja dra­
matu rozgrywałaby się już po uwolnieniu sił Chaosu.
Bohaterowie Obywatela byliby tymi, którzy pomimo
doświadczonych klęsk nie nawrócili się, „nie odwrócili
się od dzieł swoich rąk,/ tak by nie wielbić demonów/
ani bożków złotych, srebrnych, spiżowych, kamien­
nych, drewnianych" (Ap, 9, 20). Dowodów na postę­
pujący rozpad Kosmosu odnaleźć można w sztuce aż
nadto: wojna, z obozami koncentracyjnymi, wysiedle­
niami, nieludzkimi doświadczeniami na dzieciach;
upadek obyczajów, alkoholizm i rozpad rodziny; zdrada
ze strony przyjaciół; bezpardonowa walka o władzę,
w której wszystkie chwyty są dozwolone; mordowanie
księży wytykających komunistycznej Bestii

258

W Niemczech Hitler i socjaliści. Robią wielką broń. A świat
się tylko przygląda. A na co Niemcom broń? Na sikorki?
A dalej. We Włoszech - socjaliści. We Francji socjaliści.
W Hiszpanii - socjaliści. A w Ameryce i wszędzie Żydzi tylko
czekają i zacierają ręce, kiedy wojna wybuchnie. (CM, s. 34)
Wojna, i to domowa, wybucha w Merlinie. Gdy się
rozpoczyna, Viviana śpiewa:
Dies irae, dies ilia... (M, s. 37)
I odtąd hymn ten towatzyszy wzajemnej tzezi, jaką
zafundowali sobie Rycerze Okrągłego Stołu. Jest ona
więc obtazem kosmicznej katastrofy, która nastąpić
ma, gdy „W gniewu dzień, w tę klęski chwile/ Świat
w śmiertelnym legnie pyle" (przekl. wg przypisu w: M ,
s. 10). Czterej rycerze:
„Jednorożec, i Lew,
I Niedźwiedź, i Smok"
spotykający się
Na pustej ziemi
Jak popiół Jałowej

�Mariusz Czaja • K O N I E C Ś W I A T A , C H O R O B A I S Ą D O S T A T E C Z N Y

przypominają czterech jeźdźców, którzy, uwolnieni
u kresu czasów, pozabijać mają „trzecią część ludzi"
(Ap, 9, 15). Dodać należy, że odbywa się to w ciemno­
ściach, bo panuje
N o c , czarna N o c
N a d Brytanią!

jest nazwany w Apokalipsie Sw. Jana Chrystus (Ap 5, 5) .
Według wyobrażeń średniowiecznych, generowanych
przez słynne dzieło Physiologus, Lew to symbol Zmar­
twychwstania Chrystusa. Zgodnie z nimi Bóg Ojciec
obudził Jezusa Chrystusa po ukrzyżowaniu, tak jak ojciec-lew budzi trzeciego dnia po urodzeniu małe, któ­
re lwica rodzi martwe. Obraz ryczącego lwa odnoszo­
ny był też do zmartwychwstania ciał w Dzień Sądu.
Orzeł, głosiciel końca świata (Ap 8, 13), jest także
symbolem zmartwychwstania i odrodzenia. Z kolei
delfin-ratownik (Delfinus Salvator), który przeniósł
mitologicznego Ariona z świata gwałtu i przemocy
w świat chwały i zbawienia, postrzegany był w wyobra­
żeniach wczesnochrześcijańskich jako siła sprawcza
prefiguracji śmierci i zmartwychwstania Chrystusa,
a z czasem jako jego wyobrażenie. Zarysowany w wy­
żej cytowanym fragmencie Merhna obraz zdaje się więc
w całości odsyłać do kompleksu symbolicznego zwią­
zanego z Paruzją, drugim przyjściem Jezusa Chrystusa.

76

77

Spełnia się więc przepowiednia Podgłupiatego z Ca­
ra Mikołaja:

78

79

A j a k ziemia dojrzeje,
Czarne słońce zapieje... ( C M , s. 21)

Jest to nawiązanie do jednego z elementów wizji św.
Jana. Autor Apokalipsy pisze, że ujrzał, iż „Słońce sta­
ło się czarne jak włosienny wór" (Ap, 6, 12). W Biblii
noc symbolizuje nieszczęście i śmierć, jest czasem nie­
wiedzy i grzechu. W perspektywie chrześcijańskiej noc
to czas nieobecności Chrystusa, ale także oczekiwania
na niego. Łączy się to z nakazem czuwania (por. M t
25, 1-13). Merlin w dramacie Słobodzianka ewi­
dentnie narusza to przykazanie. Traci świadomość te­
go, co się wokół niego dzieje. Kiedy chaos, do którego
rozpętania się przyczynił swoimi ideami, opanowuje
państwo króla Artura, on wciąż wierzy, że
74

szczęśliwa jest B r y t a n i a ,
Ze w niej król A r t u r rządzi
I z n i m Rycerze O k r ą g ł e g o S t o ł u ( M , s. 40)

Nie dostrzega zatem znaków zbliżającego się końca
czasów. Zasypia tak, jak „nierozsądne panny" z przypo­
wieści ewangelicznej. Zapada w sen, i to w sen wiecz­
ny, „by się już nie przebudzić" (Jr 51, 39).
Wojna to ostateczne spotęgowanie zła, będące jed­
nocześnie jego przesileniem. Powtarza ona dramat
stworzenia świata, pogrążając go w chaosie, po to jed­
nak, by możliwe stało się odrodzenie. Po śmierci
wszystkich Rycerzy, po osiągnięciu dna rozpaczy
w skargach Ginewry, wreszcie
75

N o c , czarna N o c
N a d Brytanią zachodzi
I Orzeł, i D e l f i n
S a l a m a n d r ę przegnały
I z popiołu, i z p r o c h u
Zmartwychwstaje Lew
I jasny, l e t n i dzień
N a d Brytanią wschodzi ( M , s. 54) •

W kontekście obrazów i symboli eschatologicznych
ów „dzień" nasuwa skojarzenia z biblijnym dniem Pań­
skim (por. Tes 5,2), dniem, w którym Chrystus, świa­
tłość świata (J 8, 12), ptzyjdzie,
aby w obliczu k o ń c a świata sądzić żywych i umarłych
(PI, s. 8)

Motyw zachodzącej Nocy może zaś odnosić się do
Nowego Jeruzalem, gdzie nie będzie już nocy (por. A p
21, 24; 22, 5). „Lwem zwycięskim z pokolenia Judy"
259

80

W świadomości Bronka Pekosiewicza i krzyżowników z Proroka llji owo drugie przyjście funkcjonuje ja­
ko dokładne powtórzenie pierwszego, opisanego
w Ewangeliach. Zbawcze dzieło Chrystusa dokonuje się
dla nich poza historią, co pozostaje w oczywistej
sprzeczności z duchem Biblii, której treścią jest prze­
cież historia święta. Żyją oni w pogańskim świecie ar­
chetypów, gdzie podstawowym nakazem jest powta­
rzanie gestów i formuł z istniejącego poza historią cza­
su mitycznego. Paruzja w ich wydaniu to groteskowe
przedstawienie, niemające nic wspólnego z eschatolo­
gicznym wymiarem Dobrej Nowiny. Chłopi z Proroka
uważają, że
j a k O n naprawdę Pan Nasz i Z b a w i c i e l Jezus Chrystus
i

naprawdę n i c z y m Groźny A n i o ł P r o r o k IIja

zstąpił

z N i e b i o s po raz d r u g i , t o żeby naprawdę p r a w d a była,
ukrzyżować jego trzeba, zmartwychwstać m u s i i wtenczas
n i e c h sądzi żywych i umarłych. (PI, s. 12)

Dla każdego chrześcijanina jest to oczywisty non­
sens. Prorok Ilja zresztą sam wcale nie uważa się za
Chrystusa, przynajmniej w dramacie, którego jest ty­
tułowym bohaterem.
W Carze Mikołaju rzeczywiście przyjmuje na siebie
rolę wyznaczoną mu przez jego wyznawców, wierzą­
cych, że jest on „Zbawicielem i Synem Bożym" (por.
C M , s. 32), „Carem Niebios, Twórcą Odwiecznego
Carstwa Bożego od wieków obiecanego dla ich Praoj­
ców" (CM, s. 39). Twierdzi, iż jest Jezusem Chrystu­
sem i
przyszedł po raz wtóry, żeb na ziemi nie było wiencej ciemienżycielów i żeb zapanowało prawdziwe C a r s t w o Boże
( C M , s. 3 4 ) .

Stolicą owego Carstwa będzie zapewne Nowe Jeru­
zalem, które Ilja chce zbudować w Grzybowszczyźnie
(por. C M , s. 34). Tak, stolicą, choć mówienie o No­
wym Jeruzalem w tych kategoriach może się wydać ab-

�Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

surdalne, zważywszy na to, że Jeruzalem to Oblubieni­
ca i Małżonka Baranka - czyli, według chrześcijańskiej
Tradycji, symbol Kościoła w fazie ostatecznej. Jednak,
w wyobrażeniach llji i jego wyznawców, zarówno Car­
stwo Boże, jak i Nowe Jetuzalem nie kryją w sobie żad­
nych symbolicznych treści. Odnoszą do jak najbardziej
ziemskich i konkretnych obiektów. O Carstwo trzeba
walczyć rewolwerem (CM, s. 34). Jeruzalem zaś moż­
na zbudować za pomocą młotka i gwoździ. Dla zbawie­
nia duszy wierni ofiarują domniemanemu Synowi Bo­
żemu pieniądze, i to tyle, że nie jest on w stanie ich po­
liczyć (por. C M , s. 12). Ilja w Carze Mikołaju jest po
prostu zręcznym przywódcą, obdarzonym pewną cha­
ryzmą, dzięki której może manipulować łatwowierny­
mi chłopami. Taki z niego Syn Boży, jak z Regisa car
Mikołaj. Jest fałszywym mesjaszem, z gatunku tych,
przed jakimi przesttzegał sam Chrystus: „Powstaną bo­
wiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać bę­
dą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to
możliwe, także wybtanych" (Mt 24, 24).
81

Słowa te odnoszą się chyba także do Merlina i do
Pekosia. Ten ostatni jest pijacko-głupawą wetsją me­
sjasza. Z chlebem i butelką wódki w koszyczku wielka­
nocnym, kompletnie zalany, pokrwawiony drutem
kolczastym, który założył sobie na głowę, a do tego
półnagi, odgrywa zmartwychwstanie i eucharystię za
jednym zamachem:

Boga, że uzdrawia, doradza, straszy Piekłem i Sądem
Ostatecznym. Ale jego posłannictwo ma podobny
charakter, co posłannictwo Jana Chrzciciela: przygo­
towania drogi Panu, prostowania jego ścieżek (por. M t
3, 3). Jemu
Bóg we śnie pokazał, że koniec świata idzie i stary d o m
spalił się, i n o w e g o nie budują a n i j e d n i , a n i drudzy, a n i
trzeci, a trzeba na k o l a n a c h z rzeki wodę w ustach nosić
i popiół podlewać, i zgliszcza, aż nie wyrośnie n o w y las...
(PI. N H , s. 76)

Nie ma powodu, by zaprzeczyć tezie, iż jest on rze­
czywiście prorokiem Eliaszem, zwłaszcza, że mottem
dramatu jest taki oto fragment Księgi' Malachiasza:
O t o Ja poślę w a m p r o r o k a Eliasza
przed nadejściem d n i a Pańskiego
d n i a w i e l k i e g o i strasznego. ( P I . N H , s. 1)

Ilja przeżywa rozterki, boi się, wątpi, lecz pozostaje
wierny temu, który go wybrał. Do niego się modli:
Boże Ojcze Wszechwładny
Ojcze N i e b a i Z i e m i
I wszystkich stworzeń
Widzialnych i Niewidzialnych
Który na t r o n i e chwały zasiadasz
I przenikasz o t c h ł a n i e
Zrób, żeby odszedł strach
I lęk, i rozpacz czarna

Pekoś podchodzi do Milicjantów

I zwątpienie... (PI, s. 18)

P E K O S : Chrystus zmartwychwstał, towarzyszu Piłat (...)
Zaprawdę, k u r d e m o l , błogosławieni cisi, którzy m n i e p o ­
znali
i uwierzyli, a l b o w i e m i c h jest królestwo niebieskie.
Bierzcie, towarzysze, częstujcie się, jedzcie i pijcie,
A l b o w i e m t o jest ciało moje
1 k r e w m o j a , która za was ciecze.

(częstuje ich chlebem i wódką) (OPS, s. 71)
Jego słowa i działania to profanacja największych
tajemnic chrześcijaństwa. Są bluźniercze i świętoktadcze. Uwietzyć w to, iż w osobie Pekosia nastąpiło Dru­
gie Przyjście, mogliby chyba jedynie krzyżownicy z Pro­
roka llji, i to po „Ostatniej Wieczerzy", podczas której
główne dania stanowiły ogórki i wódka (zob. PI. N H ,
s. 57-62).
Jak już wspomniałem, w odróżnieniu od swojego
imiennika z Cara Mikołaja, Ilja z Proroka zaprzecza su­
pozycjom swoich wyznawców, jakoby był Chrystusem.
Wielokrotnie powtarza:
Ja nie Jezus (...), ja I l j a , który d r u g i e przyjście Jezusa, zna­
czy Prawdy, przepowiada. ( P I . N H , s. 37)

Zofia, Wiera i Nadzieja widzą w nim zbawiciela (PI.
N H , s. 36), nazywają Stwórcą niepojętym oraz Alfą
i Omegą (PI. N H , s. 19). O n sam nie ma jednak ta­
kich ambicji. To prawda, że czuje się wybrany przez
260

Bóg, w jakiego wierzy, to Miłosierny Ojciec. Przyja­
ciel ludzi. Pocieszyciel tych, któtzy płaczą, któtzy stra­
cili wiarę, którzy żyją w ciemnościach, któtzy błądzą,
którzy są głodni i biedni, a nawet tych, którzy Go prze­
klinają (PI, s. 23-24). Jednym słowem: Bóg, którego
objawił Jezus Chrystus. Prorok Ilja nie jest wielkim
mędrcem ani charyzmatycznym wodzem. Nie jest też
święty. Ale ma w sobie wiatę i nadzieję, i miłość. Przez
niego aion mellon, który nastąpić ma po Paruzji, urze­
czywistnia się już częściowo w aion hutos. Sąd, spra­
wowany przez niego nad krzyżownikami (w PI. N H ) ,
jest sądem owego „nadchodzącego czasu" nad wszyst­
kimi Metlinami, Pekosiami, Kowalami, Poszukiwacza­
mi Świętego Graala i wyznawcami Złotego Wieku.
Nad tymi, którzy starają się uciec przez Historią lub
nad nią zapanować.
31

W sędziowaniu llji odnaleźć można dwa wątki, wy­
stępujące w nowotestamentowym ujmowaniu możli­
wości zbawienia. Najpierw za „wiarę-niewiarę", „za
ciemnotę i durnotę" (PI. N H , s. 71) wysyła prorok
wszystkich do piekła. Ale potem, dzięki wstawiennic­
twu Olgi i wzajemnej solidarności sądzonych, wszyscy,
nawet Rotszyld-Lucyper, zaproszeni zostają na tajski
rosół, chciałoby się powiedzieć: „na ucztę Godów Ba­
ranka" (Ap 19, 9). W tej końcowej decyzji znajduje
swój wyraz „przeświadczenie o możliwości pojednania,
powszechnego odnowienia i przywrócenia wszystkich
83

�Mariusz Czaja ł KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

stworzeń do stanu jedności z Bogiem oraz o ostatecz­
nym zwycięstwie dobra w całym wszechświecie",
zwane apokatastazą (gr. apokatdstasis). Idea apokatastazy żywa jest przede wszystkim w świadomości chrze­
ścijaństwa wschodniego, nie dziwi więc jej pojawie­
nie się w Proroku llji, którego realia odnoszą się do te­
go właśnie kręgu kulturowego.
Rotszyld nie przyjmuje zaproszenia na rosół. Tłu­
maczy, że „dla wszystkich nie starczy". Kryje się chyba
w tej odmowie pewien sceptycyzm wobec powszech­
ności zbawienia pozostającej w sprzeczności z duchem
hebrajskim. Apokatastazą to coś w rodzaju kosmiczne­
go odnowienia, pociągającego za sobą odnowę całości
gatunku ludzkiego. Perspektywa, którą wyznacza bi­
blijna Historia Święta, jest zaś odmienna. Koniec
Świata jest bowiem jej tryumfem. Odsłoni on religijne
znaczenie czynów ludzkich. „Chodzi o Sąd, o wybór:
tylko wybrani żyć będą w wiecznej szczęśliwości. Wy­
brani zostaną ocaleni, bo byli wierni Historii Świętej mimo pułapek i pokus, których pełny jest ten świat,
pozostali oni wierni Królestwu Niebieskiemu".

i Sądu nad światem, albo, jak motto Kowala Malarnbo są
wypowiedziami Chrystusa, w którym, według Nowego Te­
stamentu, zapoczątkowany został na zawsze „czas nowego
świata". Nie-Boska komedia, będąca źródłem motta Ca­
ra Mikołaja, również rozgrywa się w czasie ostatecznym,
w finale dramatu mamy przecież do czynienia z Paruzją.

W Kowalu ЫактиЬо to nie Pan Jezus sprawuje sąd
nad grzeszną ludzkością, ale owa ludzkość w osobie Ko­
wala zarzuca mu, iż jest przyczyną wszystkich jej nie­
szczęść. To Jezus prosi na kolanach o przebaczenie. Tyle
że Pana Jezusa, rodem z jasełkowych przedstawień, ra­
czej trudno uznać za Mesjasza, który przyszedł po raz
drugi, by zamknąć ostatecznie aion hutos. O n sam zdra­
dza tęsknoty charakterystyczne dla „ludzi archaicznych",
nie do końca akceptuje Historię. Rację chyba należało­
by przyznać Kowalowi, w momencie, gdy ten podejrze­
wa, iż goście, jacy nawiedzili jego kuźnię, nie są tymi, za
których się podają (KM, s. 14). Pan Jezus to sentymen­
talny magik, postać wykreowana przez ludową, mitycz­
ną wyobraźnię. Czyni cuda mające charakter magicz­
nych sztuczek i wymienia dusze na nowe. Równie dobrze
mógłby być szamanem, dobrym czarownikiem albo supermenem. Kowal Malambo, któremu Historia jawi się
jako kreacja szatańska, uznany zostaje przez niego za
najlepszego człowieka, „jakiego na tej ziemi spotkał"
(KM, s. 52). W konsekwencji Kowal uznaje, tak jak
gnostyccy pneumatycy, że jest doskonały, i nie pozostaje
mu nic innego, jak przemieścić się z tego materialnego
świata, pełnego zła, do pozaczasowego Raju. Niestety,
ani w Raju, ani w Piekle go nie chcą. W szaleńczym Ma­
lambo, od którego „drży Niebo", doszukać się można wi­
zji Końca Świata, jaki zafundować sobie może ludzkość,
odwracająca się od Historii. Od Historii będącej prze­
cież, według myśli judeochrześcijańskiej, teofania. Od­
wrócenie się od niej to odwrócenie się od tego, „Który
był i Który jest, i Który przychodzi" (Ap, 4, 8). Tylko cze­
kać, jak nastąpi „Wielki Dzień Jego Gniewu" (Ap 6, 17).

Ontycznym czasem dramatów Slobodzianka rzeczy­
wiście wydaje się czas eschatologiczny, rodem z Biblii.
Ale do jego twórczości odnieść można to, co Andre
Neher pisze o myśli żydowskiej. Wie ona, „że istnieje
klucz do historii, który nadaje sens całości, ale gdy tyl­
ko chodzi o to, co istotne, natychmiast przypomina so­
bie, że niekiedy, a być może zawsze, ów klucz jest utra­
cony, a raczej nieustannie przechodzi z rąk jednego do
rąk drugiego partnera Przymierza, od Boga do człowie­
ka. To zaś powoduje, że całą historię przenika krańco­
wa niepewność. Czas nie jest majestatycznym strumie­
niem, płynącym od początku ku końcowi; jest nie koń­
czącym się ciągiem przeskoków. Historia nie jest cią­
głym postępem; jest wieczną improwizacją".

84

85

86

Symbolika związana z czasem ostatecznym obecna jest
we wszystkich dramatach Slobodzianka. I to chyba wła­
śnie w jej perspektywie należy je odczytywać. Wskazują
na to chociażby cytaty w mottach poszczególnych dra­
matów. Albo odnoszą się one wprost do Dnia Pańskiego
261

87

Zaryzykować można by nawet tezę, że czas ostatecz­
ny jest czasem ontycznym historii, opowiadanych przez
Slobodzianka. Pozostałe obecne w nich odmiany czasu
byłyby przedmiotem osądu ze strony tego właśnie cza­
su. Tak naprawdę opowiadałby Słobodzianek, ku prze­
strodze (por. M , s. 54), o Apokalipsie, która już się
spełnia, by wezwać ludzkość do opamiętania i pokuty.
Napominałby wyznawców Złotego Wieku i Poszukiwa­
czy Świętego Graala, których poczynania sprowadziły
na wiek XX tyle nieszczęść, żeby zaprzestali grzesznych
manipulacji czasem, bo zbliża się Dzień Sądu. Odpo­
wiedzą wtedy za wiarę w różne Raje na Ziemi, Wierszaliny, „dawne, dobre czasy", królestwa doskonałe i ide­
alne ustroje. Za negację Historii Świętej. Za kreowanie
szatańskich uchronii i próby wcielania ich w życie.
88

89

Apokaliptyczne historie Slobodzianka nie są proroc­
twami ani moralizującymi kazaniami. Ich „apokaliptyczność" nie oznacza, iż przekazują one jakieś objawienia do­
tyczące przyszłych losów ludzkości. Nie oferują gotowych
rozstrzygnięć i prawd do wierzenia. Raczej, przywołując
apokaliptyczne symbole, prowokują do określenia się wo­
bec nich, zadają pytanie o nasz własny stosunek do czasu.
Mówiąc obrazowo, autor tych dramatów jest nie tyle Pro­
rokiem Ilją, ile Handlarzem Rotszyldem, w tym sensie, iż
odbiorcom swoich sztuk nie usiłuje narzucić żadnej, kon­
kretnej idei. Nie agituje. Bo przecież, jak mówi Gajst
świat jest w i e l k i i na ziemi jest tyle miejsca. A w niebie,
czy m a ł o jest miejsca? Jest tyle miejsca, że każdy może so­
bie wierzyć w t o czego pragnie. ( C M , s. 20)

Ale ta tolerancja ma swoje granice, a są nimi zbrod­
nia i szaleństwo:
Jak w y wierzycie, że p r o r o k z Grzybowszczyzny po śmierci
z m a r t w y c h w s t a n i e , wasza sprawa. A l e j a k w y jego ukrzy­
żujecie i o n nie z m a r t w y c h w s t a n i e , w y ludzie w p o l s k i m
k r y m i n a l e zgnijecie. ( P I , s. 26)

�Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

Ucieczka przed czasem, czy też chęć zawładnięcia
nim, kończą się nader często Apokalipsą dla milionów
ludzkich istnień, całych narodów, kultur i cywilizacji.
Jest to, niestety, rezultat wolności człowieka, która
sprawia, że może on zwrócić się przeciw swemu Stwór­
cy i obrócić świat w nicość, a tym samym narazić na
fiasko plan stworzenia jako caJości.

1 6

W akitu „rytualna aktualizacja «chaosu» w ttakcie ostatnich
dni toku dokonywała się przez orgiastyczne ekscesy" (M. Elia­
de, op. cit., s. 54).

2 7

M. Eliade, Okultyzm, czary, mody kulturalne. Eseje, Oficyna Li­

2 8

ibid., s. 102

teracka, Kraków 1992, s. 103
M

90

por. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. II, Instytut
Wydawniczy Pax, Watszawa 1994, s. 253

3 0

ibid., s. 244

31

L. Kolankiewicz, Notatki po spektaklu: O candombie' de Bahia,

3 2

Fabuła Merlina ma swoje źródło w średniowiecznych eposach

„Dialog" 1994, nr 12; 1995, ni 1-3, 5-6
Przypisy
1

J. Majcherek, Notatki przy Slobodzianku, „Teatr" 1994, nr 1, s. 13

rycerskich. Język tego dramatu również stylizowany jest na język

2

Odwołuje się w tym miejscu do terminologii S. Awietnicewa.

heroicznego eposu. E. Mieletinski twietdzi, że „czas epicki (...)

Zob. S. Awietnicew, Symbol, „Polska Sztuka Ludowa" 1988, nr 3,

skonstruowany jest według wzotca mitycznego jako czas począt­

3

4

s. 149-150

kowy oraz czas aktywnych czynów ptzodków, któte zdetermino­

por. ibidem, s. 150

wały późniejszy porządek" (op. cit., s. 340). Natomiast herosów

Car Mikołaj, 1987, nr 5, Obywatel Pekosiewicz, 1989, nt 5, TUT-

z eposów „można porównać z niegdyś działającymi «praprzodka-

lajgroszek, 1990, nr 11, Prorok Ilja, 1992, nr 11, Merlin, 1993,

пи» z archaicznych mitów (...), a czas ich życia i sławnych wy­

nr 3 i Kowal Malambo, 1993, nr 7. W dalszej części tekstu, ptzy

praw - z autentycznym czasem mitycznym typu „epoki Snu""
(ibid., s. 335). Pot. M. Eliade, Aspekty mitu, op. cit., s. 195

cytatach z dramatów, posługiwał się będę sktótami utworzony­
mi z pierwszych liter wyrazów, wchodzących w skład tytułów:

, 3

zob. S. Botheroyd, P. F. Bothetoyd, Słownik mitologii celtyckiej,

3 4

J. Campbell, Potęga mitu. Rozmowy z B. Moyersem. Opracowała

35

W powietrzu wisi bunt, rozm. A. Wanat, J. Majcherek, W. Maj­

wyd. Książnica, Katowice 1988, s. 163

C M , O P T, PI, M, K M .
5

Prapremiera Obywatela Pekosia. Smutnej i pouczającej

historii

Betty Sue, Flowers Signum, Kraków 1994, s. 237-238

miała miejsce 12 kwietnia 1997 roku w Teatrze im. ]. Słowac­
kiego w Krakowie, w reż. M. Grabowskiego. Tekst dramatu

cherek, „Teatr" 1994, nr 1, s. 11

znajduje się w Atchiwum tegoż teattu. Ptzy cytatach z niego po­
sługiwał się będę oznaczeniem OPs.
6

3 6

Chodzi o tekst znajdujący się w Atchiwum P W S T w Krakowie,

37

3 8

S. Botheroyd, op. cit., s. 164-165

oznaczenie PI. N H .

3 9

J. Szacki, Spotkania z utopią, Iskry, W-wa 1980, s. 139-140

S. Czarnowski, Powstanie i społeczne funkcje historii, [w:] Dzieła,

8

ibid., s. 101

9

por. P. Ricoeur, Symbol daje do myślenia, [w.] Egzystencja i herme­

4 0

M. Eliade, Okultyzm..., op. cit., s. 60

4 1

J. Szacki, op. cit., s. 140

4 2

ibidem, s. 29

4 3

„Kairos to czas wyznaczony przez zdarzenia, stanowiące ptzed-

neutyka, ptzeł. E. Bieńkowska, „Pax", Warszawa 1985, s. 67; S.

miot decyzji i wybotu Boga ze względu na ścisłe określony cel."

Awierincew, Symbol, op. cit., s. 150

G. Pattaro, op. cit., s. 305
4 4

por. H . U . von Balthasar, Teologia dziejów. Wyd. Znak, Kraków

por. definicje H . Levina: „Złoty wiek jest wszystkim tym, czym

4 5

ibidem, s. 41

nie jest wiek współczesny." [w:] H. Levin, Mit wieku złotego -

4 6

W. Majcherek, Pieski los kowala, „Dialog" 1993, nr 7, s. 127

prehistoria, „Pamiętnik Literacki" 1982, z. 3-4, s. 323-324

4 7

M. Eliade, Kowale i alchemicy. Fundacja Aletheia, Warszawa

4 8

ibid., s. 72
ibid., s. 73

D. Śnieżko, Mit Wieku Złotego w literaturze polskiego renesansu,

1996, s. 41

Wyd. Naukowe Semper, Warszawa 1996, s. 107
11

1993, s. 168

12

M. Eliade, Aspekty mitu, Wyd. K R , Watszawa 1998, s. 56

13

por. ]. Szacki, Tradycja. Przegląd problematyki, PWN, W-wa 1971

14

Ta sama pieśń, tylko w krótszej wersji zob. PI, s. 18

4 9

15

por. K. Rafiner, H . Vorgrimer, Mały słownik teologiczny, Instytut

5 0

Wyd. Pax, W-wa 1996, s. 455

5 1

J. Majcherek, O „Merlinie" Sbbodzianka. Cz- l, „Teatr" 1993,

52

Z. Kuderowicz, Filozofia dziejów, Wiedza Powszechna, Warszawa

53

M. Janion, M. Żmigrodzka, Romantyzm i historia, PIW, Warsza­

1 6

1983, s. 101

17

M. Eliade, Aspekty mitu, op. cit., s. 171-172

18

S. Czarnowski, Kultura religijna ludu wiejskiego, [w:] tegoż, Kul­

wa 1978, s. 105

tura, Spółdzielnia wydawnicza „Książka", 1945, s. 134-136
19

zob. R. Tomicki, Kultura - dziedzictwo - tradycja, [w:] Etnogra­
fia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 2, Ossolineum, Wroclaw
1981, s. 366

2 0

G . Pattato Pojmowanie czasu w chrześcijaństwie,

[w:] Czas w kul­

turze, PIW, W-wa 1988, s. 296

5 4

ibid., s. 31

5 5

J. Szacki, op. cit., s. 142

5 6

por. ibid., s. 80

5 7

por. ibid., s. 52

5 8

por. S. Filipowicz, Mit i spektakl władzy, PWN, Warszawa 1988,
s. 95

21

C S . Bartnik, Historia i myśl, Lublin 1995, s. 57

2 2

M. Eliade, Mit wiecznego powrotu, wyd. KR, Warszawa 1998, s. 103

2 3

Sw. Augustyn, O państwie bożym, XII, 14, cyt. za S. Awiernicew,
Na skrzyżowaniu tradycji, PIW, W-wa 1988, s. 267

2 4

por. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, 1.1, Instytut Wy­

5 9

por. G. Pattato, op. cit., s. 311

«

ibid., s. 305

6 1

pot. M. Eliade, Kowale..., op. cit., s. 180

6 2

określenia tego użył J. Sieradzki w: Heretycki „Merlin" Słobodzianka. Inna historia, „Polityka" 1993, nt 40, s. 10

dawniczy Pax, Warszawa 1988, s. 53-54
2 3

ibid., s. 178
nr 10, s. 27

por. Słownik wiedzy biblijnej, red. В. M. Metzgter, M. D. Coogan,
Oficyna Wyd. „Vocatio", W-wa 1996

por. E . Mieletinski, Poetyka mitu, PIW, W-wa 1981, s. 177

6 3

262

1

chrześcijańskie­

Grabowskiego (premiera: listopad 1998). Cytując go zastosuję

t. V, PWN, W-wa 1950, s. 100

1 0

Zob. R. S. Loomis, Graal. Od celtyckiego mitu do
go symbolu, Znak, Kraków 1998

tamże zrealizowany na Scenie im. S. Wyspiańskiego w reż. M.

7

zob. S. Botheroyd, op. cit., s. 163

E . Mieletinski, op. cit., s. 278

�Marcus? Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

&lt;*

ibid., s. 278

6 5

M. Eliade, Aspekty mitu, s. 57

6 6

por. E. Mieletinski, op. cit., s. 278

8 0

D. Fotstnet O S B , op. cit., s. 256-257; W. Kopaliński, op. cit.,

8 1

Formuły tej używa Regis, gdy Ilja każe mu ptzysięgać, że jest na-

s. 65-66.

6 7

M. Eliade, op. cit., s. 69

6 8

pot. G. Pattato, op. cit., s. 300-301

ptawdę catem Mikołajem II: „Ptzysięgam, że tak jak ty jesteś

6 9

pot. ]. Moltman, Bóg w stworzeniu, wyd. Znak, Kraków 1995,

Syn Boży, tak ja jestem car" (CM, s. 33)
8 2

s. 355
7 0

Czas nowego świata wkracza w czas tego świata, czyniąc go cza­

Treść tego utworu relacjonuję wg: B. Kiirbis, O inspiracji okulty­
stycznej w średniowiecznej

wizji dziejów, [w:] Świadomość

sem świata, który przemija." J. Moltman, op. cit., s. 223

histo­

ryczna Polaków. Problemy i metody badawcze, red. ]. Topolski,
71

72

„z Chrystusem i we wspólnocie jego wiernych ta jakościowo no­
wa przyszłość już się rozpoczęła, w samym środku obecnej ery.

8 3

„W Nowym Testamencie istnieje wyraźne i aiczym nie złagodzo­

Wyd. Łódzkie, Lódz 1981, s. 136

ne napięcie między wypowiedziami, które wskazują na wszech­

K. Pomian, Przeszłość jako przedmiot wiary, PWN, Warszawa

ogarniające zbawienie (jego podstawą jest pojednanie świata

1968, s. 132

z Bogiem ptzez krzyż Chrystusa), i tymi, któte podejmują staro­
mieszkańcy

testamentalne groźby sądu i potępienia, wzmacniając jeszcze

wschodniej Białostocczyzny wydarzenia z okresu I wojny świa­

poczucie odpowiedzialności człowieka za swój ostateczny los."

towej, kiedy to zostali deportowani w gfąb Rosji ptzez ustępują­

W. Hryniewicz, Pascha Chrystusa w dziejach człowieka i świata,

Mianem

„bieżanstwa" określali

prawosławni

teologii paschalnej, tom 3, Tow. Naukowe

cą armię carską. Zob. W. Pawluczuk, Wierszalin. Reportaż o koń­

Zarys chrześcijańskiej

cu świata, Wyd. Literackie, Kraków 1974, s. 14-15

K U L , Lublin 1991, s. 377

7 3

ibid., s. 11

8 4

74

zob. M. Lurker, słownik obrazów i symboli biblijnych, Pallotinum,

8 3

ibid., s. 377-378
ibid., s. 383

Poznań 1989, s. 136-137

8 6

M. Eliade, op. cit., s. 69

7 5

por. S. Filipowicz, op. cit., s. 241-242

8 7

J. Moltman, op. cit., s. 223

7,1

Podobne do lwa jest też jedno z Czterech Zwierząt, występują­

8 8

Terminu tego używam, za M. Levinem na oznaczenie leżących

cych w wizji Św. Jana (Ap 4,7)
7 7

zob. D. Forstnet O S B , Świat symboliki chrześcijańskiej,

w ptzyszłości lub przeszłości nigdy nie istniejących wspaniałych
czasów. Zob. M. Levin, op. cit., s. 321

Instytut

Wydawniczy Pax, Warszawa 1990, s. 277-280; M. Lurker, s. 112
7 8

zob. W. Kopaliński, Słownik symbołi, Wiedza Powszechna, War­

7 9

zob. D. Forstnet O S B , op. cit., s. 241-243; W. Kopaliński,

8 9

A . Neher, Wizja czasu i histońi w kulturze żydowskiej [w:], Czas
w kulturze, op. cit., s. 271

szawa 1991, s. 196

9 0

por. ibidem, s. 273

op. cit., s. 285-286

• ••

P

oniższy artykuł, w którym narzędzia i spojrzenie
teoretyczne spotykają się z naszym doświadcze­
niem życia społecznego - jest próbą refleksji nad
nowymi zjawiskami we współczesnej kulturze polskiej.
Sięgając po kategorię karnawału w analizie Drag Qu­
een Show pragnę jednakże podkreślić istotność roz­
dzielenia zjawiska skarnawalizowanego, jakim są wy­
stępy, od samego karnawału.

1. Wprowadzenie

ROBERT

KULPA

Karnawał?
Kamp i gender
w Drag Queen Show

P. Song: Dlaczego w operze pekińskiej role kobiet grane są
tradycyjnie przez mężczyzn!
Tow. Cheng: Nie wiem. Tradycja prawdopodobnie pochodzi
z reakcyjnej i patńarchalnej struktury społeczeństwa.
P. Song: Nie - bo tylko mężczyzna wie, jak kobieta ma się pliwie świadomość tę miał także David Cronenberg,
okrzyknięty jednym z najbardziej kontrowersyjnych
zachowywać.
twórców filmowych. „M. Butterfly" to film godny uwa­
„M. Butterfly" (1993),
reż. David Cronenberg
gi z wielu powodów, jednakże my ograniczmy się do
przyjrzenia się temu, co ukrywa się za tymi kilkoma
frazami.
Kilka zaledwie zdań, które jednak kryją w sobie
Co wyraża druga sentencja, wypowiedziana przez p.
prawdę (i to jak dużą!) o kulturze i wcale nie jakimś
Song? Co to znaczy, że tylko mężczyzna wie, jaka na­
orientalnym, dalekoazjatyckim społeczeństwie. Cho­
prawdę jest kobieta? Skoro on wie, jaka powinna być
ciaż odnoszą się do tradycji chińskiej, cytat ten wiele
ona, to bycie kobietą (ale czy też analogicznie bycie
mówi o naszej kulturze - kulturze Zachodu. Niewątmężczyzną?) musi stanowić kategorię, którą łatwo da

263

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10192" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10170">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b4985661ebfddcb561c594906a7e4e65.pdf</src>
        <authentication>d6d3597e41057ff7cd1eb196e2129d41</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121230">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2918</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121231">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121232">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2722</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121233">
                <text>Dom artysty- relikwiarz twórczości: muzeum Johna Soane'a / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121234">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.241-246</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121235">
                <text>Pieńkos, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121236">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121237">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121238">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121239">
                <text>D

omy własne architektów stanowią oczywiście
wśród siedzib artystów przypadek szczególny.
O ile w odniesieniu do pisarzy czy rzeźbiarzy
mamy często do czynienia z ich amatorskim wkładem
projektowym albo nawet wykonawczym, to dom archi­
tekta był przecież po prostu jedną z jego zawodowych
realizacji. Domy architektów wprawdzie bardzo często
stawały się polem ich eksperymentów albo dziełami po­
pisowymi, niemniej jednak stanowią zawsze integralną
część ich profesjonalnej działalności. Miejsca tej części
wszakże mogły być w całej twórczości rozmaite.
Muzeum Sir Johna Soane'a (1753-1837), znajdujące
się w jego domu-pracowni przy placu Lincoln's Inn Fields
nr 12-14, zaliczane jest dziś do głównych atrakcji Londy­
nu. Atrakcji interesujących nie tylko historyków sztuki
i architektury, ale także zwykłych turystów traktujących
je jako kuriozum na miarę gabinetu figur woskowych
Madame Tussaud. Dom własny Soane'a bowiem z tru­
dem daje się oceniać w kategoriach architektury: twórca
przekroczył tu wszelkie granice ekstrawagancji, które na­
wet w domach artystów romantycznych można spotkać.

ANDRZEJ

PIEŃKOS

Dom artysty
- relikwiarz twórczości:
muzeum Johna Soane'a

1

Wbrew pierwszemu wrażeniu, jakie można odnieść
po wizycie w muzeum (zwłaszcza wieczornej, gdy dzien­
na niezwykłość wnętrz staje się mroczną niesamowitością), Soane nie był szaleńcem żyjącym w przepełnionej
osobliwościami graciarni, ale powszechnie uznanym ar­
chitektem. Przez prawie pół wieku wypełniał obowiązki
budowniczego Banku Anglii w Londynie, którego sala
operacyjna, podobnie jak kilka innych dzieł Soane'a,
zaliczana jest do kanonu arcydzieł europejskiego neoklasycyzmu. Projektował rezydencje, budynki użytecz­
ności publicznej, grobowce. Nie przestając być poetą-wizjonerem architektury, Soane pozostawał praktycz­
nym Brytyjczykiem. Jego letnia, podlondyńska rezyden­
cja Pitshanger Manor za monumentalnym „rzymskim"
portykiem kryje pięknie na antyk wystylizowane, ale
z nowoczesną prostotą zaplanowane wnętrza. Od 1806
r. Soane był profesorem architektury w Royal Academy
w Londynie, w której wygłaszał wykłady. Jest powszech­
nie uznawany za jednego z największych architektów
XIX wieku w Europie. Należy te fakty mocno podkre­
ślić, bowiem jego londyński dom własny nie robi wraże­
nia dzieła z podręczników historii architektury. W ofi­
cjalnej historii architektury zresztą dom przy Lincoln
Inn z wyraźnym trudem i tylko w pewnych swoich
aspektach uzyskał należne mu miejsce. Wydaje się bo­
wiem, że należy on do niej w takim samym stopniu, jak
do owej „nie-architektury", którą tworzą w XIX i XX
wieku pojedyncze przykłady domów artystów. I jest przy
tym w dorobku Soane'a istotnie wyjątkiem.
Czynnikiem, który decyduje o niezwykłości wyglądu
i atmosfery domu Soane'a, jest to, że stanowił on zara­
zem zamieszkany dom artysty, jego rodziny i służby, „ofi­
cjalną" siedzibę uznanego architekta, zapalonego ko­
lekcjonera i akademickiego pedagoga w jednej osobie,
wreszcie przeznaczony był na muzeum tj. idealną wizję
sztuki tegoż. Skomplikowany dom Soane'a nie został

zaprojektowany w sposób, w jakim architekt europejski
początku XIX wieku budował miejską siedzibę dla zwy­
kłej rodziny. Soane zaprojektował mieszkanie dla siebie
i dla kolekcji, jako swojej „życiowej partnerki" - ta zaś
z kolei miała służyć pouczeniu studentów architektury
i stworzeniu jednolitego wzorca połączenia wszystkich
sztuk, do którego to ideału Soane dążył. W publikacji
z 1827 r. dom Soane'a został określony jako Academy of
Architecture. Wcześniej już wprawdzie inny wybitny pro­
fesor akademii londyńskiej, malarz Joshua Reynolds,
traktował swój dom jednocześnie jako miejsce naucza­
nia i galerię pokazową, ale w wypadku Soane'a funkcja
ta została uwidoczniona w szczególny sposób.
2

Dom przy placu Lincoln's Inn w każdej swojej części
nosi charakterystyczne piętno twórcy, wręcz wydaje się
każdym rozwiązaniem architektonicznym i każdym de­
talem manifestować kult tworzenia oryginalnego.
Kwintesencja romantyzmu? Przy tym, mimo że powsta­
wał przez kilkadziesiąt lat, że był powiększany, prze­
kształcany, wzbogacany, stanowi materializację zadzi­
wiająco jednolitej wizji. Jakby stworzony został w pory­
wie natchnienia albo budowany był pod wpływem nie­
uleczalnej obsesji.
Prace nad nim Soane podjął po zakupieniu pierw­
szego segmentu w 1792 г.; ich główne natężenie przy­
pada na lata 1808-1812 (gdy m.in. powstała okazała
fasada części środkowej zespołu); jeszcze w 1824 г.,
w wieku 71 lat, dokupiwszy ostatni segment, zmieniał
koncepcję, dodając m.in. tzw. dziedziniec i piwniczną
„celę Mnicha", fikcyjnego Padre Giovanniego (który
był żartobliwym alter ego Johna Soane'a), z jego gro­
bem, w którym w rzeczywistości pochowano psa. Jesz­
cze w 1829 г., na pólpiętrze schodów Soane wygospo­
darował miejsce na zakątek Szekspira, gdzie zgroma­
dził obiekty związane z kultem poety w Anglii.
3

Fasada domu z konsolami pochodzącymi z rozbie­
ranego średniowiecznego pałacu Westminster oraz
klasycznymi posągami, naśladującymi Kory z ateńskie­
go Erechtejonu, wyróżnia się w pierzei placu. Jako
przykład typowej architektury Soane'a bywa niekiedy
traktowana osobno, w separacji od „nie-architektury"
wnętrz domu. A przecież ostentacja jej historycznego
241

�Andrzej Pieńkos • DOM ARTYSTY - RELIKWIARZ TWÓRCZOŚCI: MUZEUM JOHNA SOANE'A

programu ściśle się wiąże z całościową koncepcją domu-akademii-muzeum.
Soane osobiście opublikował od 1830 r. trzy dro­
biazgowe opisy-analizy (w których zresztą pojawia się
pierwiastek autoironii w stosunku do takich pomysłów
jak powyższy) swojego domu: zadbał o przyszłe jego in­
terpretacje. Używał już w nich słowa museum. Ostat­
nia z nich, wydana w 1835 r. wraz z francuskim tłuma­
czeniem, zawierała także jako aneks testament archi­
tekta. Zadbał też - jeszcze za życia, w 1833 r. - by par­
lament londyński zagwarantował specjalną uchwałą,
że zapisane społeczeństwu The John Soane Museum
pozostanie takim, jakim twórca je pozostawi - bez
zmian, i będzie dostępne dla studentów, uczonych
i wszystkich, którzy by chcieli korzystać z jego kolek­
cji. Nie zapisywał więc po prostu budynku i zbiorów,
lecz miejsce jako całość, wraz z jego atmosferą i tre­
ścią, architekturę - owszem - ale właśnie pojmowaną
jako siedlisko myśli, twórczego życia, historii ludzkiej.
4

5

Sama w sobie kolekcja Soane'a, pomijając już fakt jej
przestrzennej aranżacji, jest niezwyczajna. Liczy przeszło
3000 obiektów, 30 000 rysunków i 8000 książek. Oprócz
arcydzieł Canaletta, Hogartha, Reynoldsa, Fiissliego, Piranesiego, Turnera, prac angielskich malarzy i rzeźbiarzy
XVII-XIX wieku i rysunków wielkich architektów, są
w niej wazy greckie, małe egipskie przedmioty, odlewy
rzeźb, urny i medale rzymskie, zegary, figury szachowe,
narzędzia tortur, kości zwierząt i ludzkie szkielety, korko­
we modele świątyń starożytnych, grobowców etruskich
i neolitycznego kręgu Stonehenge, liczne szekspiriana.
Soane starał się przy tym, aby trafiały do jego zbioru
obiekty - czasem małej wartości artystycznej - nazna­
czone w ten czy w inny sposób historią, np. pochodzące
z wyprzedaży zbiorów sławnych jego poprzedników. Ku­
pił więc np. obiekty należące do twórców wielkości kla­
sycznej architektury angielskiej: Christophera Wrena
i lorda Burlingtona, część kolekcji architekta Roberta
Adama, grafika Piranesiego - dwóch twórców, którzy
dostarczali mu inspiracji, pamiątki po wielkim aktorze
Davidzie Garricku (m.in. jego szekspiriana), biurko Horace'a Walpole'a, a także szpadę i dwa pistolety, które
należały do Napoleona Bonaparte. Soane był jednym
z pierwszych nowoczesnych Europejczyków, uważnie śle­
dzących rynek sztuki, bywalcem aukcji u Christie's,
bacznym obserwatorem archeologicznych znalezisk
i stałym klientem handlarzy antyków. Liczył się dlań
oczywiście wygląd przedmiotów, ale też ich nasycenie
treścią, znaczenia nadane im przez historię lub legendę.
6

Kolekcji nie traktował Soane jako zbioru przed­
miotów, lecz jako strukturę porządkowaną zasadami
historycznych narracji. Narracje te tylko pozornie są
chaotycznie porwane i fragmentaryczne . Opowiadają
„muzeum obsesji" właściciela .
Wielki romantyczny architekt jawi się jednocześnie
jako spadkobierca nowożytnej „kultury osobliwości" i ja­
ko pionier nowoczesnego muzeum programowego. So­
ane nie różniłby się przecież znacznie od typowych dla
7

8

242

epoki zbieraczy osobliwości i dzieł sztuki, gdyby jego za­
kupy nie miały ponadto specyficznego celu do spełnienia:
miały bowiem być swoistym budulcem domu myślanego
jako muzeum. „Architektura jest Królową sztuk, jedno­
czącą je wszystkie..." - pisał Soane, zapraszając swoich
studentów na dzień przed i dzień po wykładzie do prowa­
dzenia studiów przy Lincoln's Inn . Nie chodziło jednak
0 gloryfikację architektury jako takiej, lecz o uświetnie­
nie sztuki w ogóle (albo może: kreatywności). Tak chyba
należy rozumieć sformułowanie Soane'a - poetry of archi­
tecture. Intensywność przetwarzania rozmaitych skoja­
rzeń, stopienie historii, natury i poezji w sugestywnej wi­
zji jednostki - takie pojmowanie tworzenia dzielił Soane
ze swoim dobrym znajomym Williamem Turnerem.
Z eksponatów kolekcji-muzeum Soane tworzył prze­
myślne kompozycje, reżyserując wędrówkę po swoim
muzeum; gabloty, a nawet całe otwierane ściany z obra­
zami (w 1824 r. zaaranżował w ten sposób Picture Ro­
om), kotary zasłaniające różne niespodzianki, skompli­
kowane systemy oświetlenia (m.in. z wykorzystaniem
barwnego szkła i współtworzących kolekcję starych wi­
traży), zaskakujące skojarzenia pobudzane widokami
przez okienka i prześwity... Obiekty natury, historii,
sztuki poddawał metamorfozom, wchłaniając je w ten
sposób we własny świat, w romantyczną wizję idealnej
rzeczywistości. Rozwiązania techniczne stosowane we­
wnątrz domu przez Soane'a, zaskakują przy tym pomy­
słowością, niektóre z nich (np. świetliki w dachu czy
szklane płytki w podłogach) zdają się wręcz niemożliwe
w mieszkaniu powstającym w epoce napoleońskiej!
9

Jednakże treść domu-muzeum Soane'a nie wyczer­
puje się w tym zadziwiającym wkomponowaniu zbiorów
w architekturę mieszkalną. Jest to bowiem w jego po­
myśle szczególny dom: grobowiec i pomnik nieśmiertel­
ności zarazem. Albo inaczej mówiąc - relikwiarz twór­
czości, sztuki pojmowanej jako czynność sakralna, jej
rozmaitych źródeł, pomocy i rezultatów. Projekty i wi­
doki realizacji Soane'a wiszą w całym domu, a sam dom
jest jego dziełem najbardziej wypracowanym. Architek­
tura tego kuriozum, przy jej rzucającej się w oczy, a na­
wet innymi zmysłami odczuwanej osobliwości, jest
wszakże głęboko przemyślana i konsekwentna. Z jednej
strony wydaje się, że jest „w służbie tajemnicy", z dru­
giej zaś jest logiczna i czytelnie odsłania określoną ideę.
10

Nagromadzenie obiektów, kontrastowe efekty
świetlne, stanowią niewątpliwie realizację koncepcji
malowniczości, które zostały w angielskiej myśli este­
tycznej ostatecznie sformułowane około 1800 r. Rzecz
jednak w tym, że w swojej twórczości architektonicznej
Soane nie wydaje się hołdować takim koncepcjom: tyl­
ko jego dom własny byłby ich realizacją. Rozmaitość
1 malowniczość, jak się wydaje, są tylko pochodnymi
ekspresji wyżej wspomnianej, określonej idei. Jakiej?
Gdy pokonamy już wąski i wysoki korytarz, o ścianach
zawieszonych do ostatniego miejsca gipsowymi odlewami,
na przemian ciemny i oświetlony, otwiera się przed nami
widok na przestrzenne i treściowe jądro domu. Kopia po11

�Andrzej Pieńkos • DOM ARTYSTY - RELIKWIARZ TWÓRCZOŚCI: MUZEUM JOHNA SOANEA

243

�Andrzej Pieńkos • DOM ARTYSTY - RELIKWIARZ TWÓRCZOŚCI: MUZEUM JOHNA SOANEA

244

�Andrzej Pieńkos • DOM ARTYSTY - RELIKWIARZ TWÓRCZOŚCI: MUZEUM JOHNA SOANE'A

sągu ApoUa Belwederskiego, rzeźby uważanej w końcu
XVIII wieku za ucieleśnienie ideału piękna antycznego,
oświetlana słońcem przez barwne przeszklenia, dominuje
pośród um i fragmentów architektonicznych nad kilkukondygnacyjną „kryptą" z egipskim sarkofagiem. Towa­
rzyszy jej wyrzeźbione przez Fredericka Chantreya popier­
sie Soane'a (1830), jakby przypadkowo ustawione nad
„kryptą", w chaosie urn i posążków . Aby wyraziście za­
akcentować przewodnią ideę śmierci, czyniącą z jego do­
mu swoisty egipski grobowiec, Soane uczynił jego central­
nym miejscem nie salon lub pracownię, lecz właśnie tę
przechodzącą przez wszystkie kondygnacje (od piwnicy po
szklany świetlik) pionową przestrzeń. Owa niby-krypta,
do której otwierają się pomieszczenia kilku kondygnacji,
zapełniona jest urnami i odlewami nagrobków z różnych
epok (głownie antyku i średniowiecza) oraz reliktami
dawnej architektury. Pozornie nawiązuje ona do kilkukondygnacyjnych hallów w starych angielskich pałacach
i jak one wypełniona jest „trofeami". Ich program jest jed­
nak swoisty: dominujący nad całością Apollo-opiekun
muz (i muzeum) ma dla przeciwwagi w dole spoczywają­
cy wspaniały sarkofag faraona Setiego I , zakupiony przez
architekta w 1825 r. i stanowiący chlubę jego zbioru.
12

13

Trzeba pamiętać, że inne wybitne dzieło architekto­
niczne Soane'a, Dulwich Gallery pod Londynem,
pierwszy w Europie budynek zaprojektowany na galerię
obrazów (1811), mieści prawdziwe mauzoleum wlaścicieli-kolekcjonerów: Petera Francisa Bourgeois, Noela
Desenfansa i jego żony. Soane tak wymyślił ciąg komu­
nikacyjny w budynku, żeby nie można było przejść
przez galerię bez oddania hołdu i chwili zadumy w cen­
tralnie położonym mauzoleum. Z drugiej zaś strony: do
mauzoleum nie można wejść inaczej, niż przechodząc
przez galerię obrazów. Centralnym elementem głównej
fasady Dulwich Gallery jest bryła mauzoleum. Sakral­
ne pojmowanie domu jako świątyni sztuki, a jednocze­
śnie mieszkania i grobowca człowieka oraz pomnika je­
go nieśmiertelności osiągniętej dziełem tworzenia
(w tym przypadku wyłącznie kolekcji) znalazło tu swój
wyraz także na zewnątrz. Grobowiec właścicieli jest
częścią muzeum, ale jednocześnie czymś więcej: jego
zwornikiem i centrum. Ten pomysł Soane'a wymaga
rozważnego namysłu antropologicznego. Wydaje się, że
skojarzenie pierwsze: idea memento moń pośrodku mu­
zeum jako „cmentarzyska" reliktów sztuki jest zbyt
efektowne i powierzchowne . Może chodziło o swoiste
uświęcenie kolekcji; być może należy ten koncept in­
terpretować w sprzężeniu z wielowątkową koncepcją
jego własnego, Soane'a, domu-pomnika-muzeum. Tam
przecież, kilkanaście lat później, Soane dopowiedział
„śmiertelny" wątek swojej architektury w konwencji
capriccio, wręcz nawet żartobliwego, niedaleko sarkofa­
gu faraona uśmiercając na niby Padre Giovanniego.
14

W podziemiach domu Soane zaskakuje widza czar­
nym humorem Celi Mnicha, w której jednak oprócz
czaszek i szkieletu znajdujemy także nastrojowo oświe­
tlone (co nie bez znaczenia) liczne obiekty kolekcji:
245

odlewy architektonicznych detali, posążki, medale. By­
ło to studio architekta, ironiczna (w charakterystyczny
dla romantyzmu sposób) trawestacja „gotyckiej" mody
końca X V I I I wieku, a także idei pustelni jako miejsca
tworzenia. Capriccio to staje się przecież w autorskim
opisie Soane'a z jego „przewodnika" czymś więcej niż
tylko zabawną mistyfikacją i uzyskuje kluczowe dla ro­
zumienia całej koncepcji jego domu znaczenie:
„Z pokoju padre Giovanniego uwagę przyciągają
ruiny klasztoru. Zaciekawienie powstałe w umyśle wi­
dza w czasie zwiedzania mieszkania mnicha nie słabnie
podczas błąkania się wśród ruin jego wspaniałego nie­
gdyś klasztoru. Bogate sklepienie i inne dekoracje te­
go szacownego miejsca nie zawiodą w powstawaniu
najpotężniejszych doznań w umysłach czcicieli poboż­
ności naszych przodków, którzy wznieśli takie kon­
strukcje dla kultu Wszechmocnego Rządcy wydarzeń.
Grób mnicha pomnaża ponurą scenerię tego świę­
tego miejsca, w którym każdy drobny szczegół przycią­
ga uwagę. Podziemie, ułożone z wierzchołków i spodów
zbitych butelek i z kamyków znalezionych w żwirze wy­
kopanym przy budowie klasztoru, symetrycznie zapla­
nowane, dostarcza nadzwyczajnej lekcji prostoty i eko­
nomii oraz pokazuje niezmożoną wytrwałość pobożne­
go mnicha. Kamienna budowla u wezgłowia grobu
mnicha zawiera resztki Fanny, wiernej towarzyszki, ra­
dości i pociechy w godzinach wytchnienia".
15

Oto pozornie oczywiste sensy gubią się w mroku,
refleksach luster, zmieniają się w zależności od punktu
spojrzenia, zostają ośmieszone lub rozszerzone. Soane
gra z widzem-gościem swojego domu, czyniąc go, na­
wet po śmierci demiurga, cząstką materii swojego two­
rzenia. Daleko tu jeszcze do Edmonda de Goncourta
narracji Domu artysty, ale pomysł Soane'a zdaje się się­
gać dalej i głębiej w tajemnice twórczości.
Można w domu-muzeum klasycysty Soane'a widzieć
typowy przejaw romantyzmu i byłoby w tym wiele racji.
Należy jednak pamiętać, że podobnych realizacji domu
jako swoistego pomnika mieszkańca-artysty czy jego au­
toportretu, będzie w XIX i XX wieku wiele. Wspomnieć
też można np. muzea wielkich współczesnych Soane'a,
rzeźbiarzy Canovy i Thorvaldsena, potem także Antoine'a Wiertza. Dom taki i jego wnętrze spełniać mają
szereg funkcji innych niż tylko funkcjonowanie jako
mieszkanie i pracownia, mają mieścić kolekcję (która
z kolei współtworzy i warunkuje mieszkanie), mają
kształtować mieszkańca, ale też i jego gości - także tych,
którzy przyjdą po jego śmierci, mają wreszcie unaoczniać
ideę, która jest sensem życia autora takiego domu. Ta
gra w dom-muzeum odbywa się przecież u zarania „ery
muzealnej", epoki sugestywnej wizualizacji. Dom So­
ane'a otwiera szereg tych skomplikowanych świątyń wy­
obraźni, w których tak oryginalnie wypowiadać się bę­
dzie romantyzm, a których szczególny urodzaj zapanuje
na przełomie XIX wieku. Jest wszakże wśród nich przy­
kładem może najpełniej przemyślanym, najdoskonalej
wcielającym ideał narracji domu artysty.
16

17

18

�Andrzej Pieńkos • DOM ARTYSTY - RELIKWIARZ TWÓRCZOŚCI: MUZEUM JOHNA SOANE'A

Przypisy
1

Sformułowanie G. Metkena, John Soane's Haus und Museum, w:

1

Pisałem o nim w: Dom architekta Johna Soane'a, „Dom i Wnę­

tegoż, In Kunstlers Lande gehen. Berschreibungen und

trze", 1997, nr 2, s. 54-59. Najpełniejsze analizy tego obiektu

Munchen 1988, s. 166

zawietają prace Susan Gail Feinberg: Sir John Soane's „Museum": An Analysis

of the Architect

House-Museum

'

Tę stronę działalności architekta najpełniej ptezentuje wspania­
ła monografia D. Watkina, The Lectures of John Soane, Cam­

in Lin­

bridge 1996

coln's Inn Fields, diss., 2 vol., Ann Arbor-London 1980; tejże,
The Genesis of Sir John Soane's Museum Idea 1801-1810, „Jour­

0

nal of the Society of Atchitectural Historians", 43, 1984, Octo­

Gandyego. Inspirowane przez samego Soane'a liczne malarskie
wizje jego architektury pędzla jego ucznia stanowią ztesztą jesz­

wym opisem wnętrz prezentuje znakomicie wydawana regular­

cze jeden specjalny „dyskuts dzieła". W szczególności Bank of

nie od 1955 r. A New Description of Sir John Soane's Museum,

England i dom Soane'a uzyskały w tym malarstwie interpretacje

London 2001

wyjątkowo bogate, zróżnicowane, jakby inne życie i poszetzoną

(wyd. X, powiększone i ilustrowane). Piszący

o domu Soane'a używali rozmaitych okteśleń, usiłując uchwy­

historię. Zob. B. Lukachet, John Soane and his draughtsman Jo­

cić jegt) specyfikę. Pot. np. tytuły kilku omówień obiektu: D.

seph Michael Gandy, „Daidalos", 25, 1987, September, s. 51-64.

„Magazine

Beaux-Atts",

1

1985; R Bexte, Das Museum eines Einsamen Mannes, „Frankfur­
ter Allgemeine Magazin", 1986, Januar; R Thornton, An Archi­
Magazine Antiques", 1987, January.

12

W całym domu jest ztesztą wiele podobizn właściciela, m.in.

3

Soane kupił go pt) rezygnacji British Museum, po czym na trzy

14

Takie sugestie wykorzystuje J. Elsner w swojej interpretacji mu­

portret pędzla T h . Lawrence'a.
dni otworzył swój dom, umożliwiając jego oglądanie chętnym.

D. Hudson, Joshua Reynolds. A personal Study, London 1958, s.
73. Być może należy widzieć w pewnym stopniu taką koncepcję

zeum Soane'a, op. cit., s. 154- Na temat motywu grobowca,

domu „akademika" w statszej tradycji włoskiej, np. Ficina oraz
Zuccariego poświęcenia domu Akademii. Zob. na ten temat H .

mauzoleum w twórczości architekta zob. J. Summerson, Sir John

P. Schwatz (ted.), Kunstlerhduser:

Eine Architekturgeschichte des

Soane and the Furniture of Death, „Architectutal Review", 1978,

Privaten, Frankfurt am Main 1989 (katalog wystawy w Deut­

March; G . Waterfield (red.), Soane and Death, Dulwich 1996
(katalog wystawy).

sche Architekturmuseum), s. 55
Wówczas powstał też pierwszy szkic koncepcji muzeum, rękopis

5

z komentarzem H . Dorey w: Visions of Ruin: Architectural fanta­

6

wy w The John Soane's Museum).

(pod red. R. Zimanda), Warszawa 1983, s. 87-104. O stawaniu

Najpełniejszą intetpretację tej fasady ptzedstawił A. Jackson,

się domu Soane'a muzeum ciekawie pisze J. Elsner, op. cit.

The Facade of Sir John Soane's Museum: a Study in Contextualism,

6

Zob. m.in. O . Batschmann, Ausstellungskunstier. Kult und Karriere im Modernen Kunstsystem, Koln 1997, s.. W drugiej poło­

December, s. 417-429

wie X I X wieku „świątynno-grobowcowc" konotacje domu arty­

Problem tego typu zapisów artystów czeka na optacowanie. Pot.

sty rozpowszechnią się w różnych formach. Warto wspomnieć

np. przypadki A. Wiertza i G. Moteau z X I X w. czy G. B. Sha-

np. o willi Vincenzo Veli w Ligornetto, gdzie rzeźbiarz nakazał

wa z X X w.

wystawić swoje zwłoki, zanim pracownia stanie się jego mu­
zeum.

Interpretację kolekcji Soane'a w sposób najbatdziej chyba rzes

„Ciąg dalszy" tej historii opisuję w. Dom poetycki, dom grotesko­

jects from Sir John Soane's Museum, London 1992

wy. Miejsce wyobrażone

Narrację nieco podobną, pozornie ułożoną z malowniczą dezyn-

s. 43-48 (inna wersja tekstu w: Miejsce rzeczywiste - miejsce wy­

wolturą, miał też nieco wcześniej dom kolekcjonera Thomasa

obrażone. Studia nad kategorią miejsca w przestrzeni kultury. Ma­

Hope'a w Deepdeene niedaleko Londynu. Por. m.in. I. Trech-

Victora Hugo, „Konteksty", 1999, nr 3,

teriały z seminarium w Kazimierzu Dolnym w 1998 г., Lublin

(red.),

1999, s. 59-75). Ale 100 lat później podobna siatka napięć zna­

von der Renaissance bis zur Gegenwart, Zurich-

czeniowych pojawi się w obiekcie pozornie z romantyczną tta-

-Munchen 1985, s. 175. Komplikacje historystycznego myślenia

dycją niezwiązanym, w domu własnym architekta J. Plecnika

Soane'a odsłania J. Elsner, A Collector's Model of Desire:

w Lublanie (zob. takie zestawienie w: H . R Schwarz, op. cit., s.

sel, Das Soane Haus
Kunstlerltauser

in London,

w: E . Hiittinger

The

House and Museum of Sir John Soane, w: tegoż i R. Catdinal, The
Cultures of Collecting, London 1994, s. 162 i n.

246

[

7

„Journal of the Society of Architectural Historians", 51, 1992,

telny przedstawiają P. Thornton i H . Dorey, A Miscellany of Ob­
7

Na temat domu i książki Goncourtów zob. studium E . Grab­
skiej, Dom artysty, w: Porównania. Studia o kulturze modernizmu

sies and Designs for Garden Follies, London 1999 (katalog wysta­

5

Cyt. za: В. Mądra-Shalcross, Dom romantycznego artysty, Kra­
ków 1992, s. 207

Soane'a Crude Hints towards an History of my House, wydany

4

Taką interpretację wnętrz domu przedstawia, za licznymi praca­
mi J. Summersona, I. Trechsel, op. cit., s.

tectural Kaleidoscope: Sir John Soane's Museum in London, „The

'

Tę jej rolę uwypuklają widoki (także nocne, fantazyjne) J. M.

ber, s. 225-237. Muzeum z jego historią, zbiorami i szczegóło­

Watkin, Un labyrinthe 'pittoresąue',

2

Essays,

154).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10191" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10169">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c7b1ef222f156ba6ee88a6e0083d996.pdf</src>
        <authentication>4975df6322d744b78a27730c97cf84cc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121220">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2917</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121221">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2721</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121223">
                <text>Kolekcja nieidealna (2). Jestem tutaj / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121224">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.237-240</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121225">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121226">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121227">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121228">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121229">
                <text>P

ocztówka zawsze ma ambicje zastąpienia nas
we wszystkim, w czym tylko zdoła. I ten cel
przyświecał producentom pocztówek z przeło­
mu X I X i XX wieku. To właśnie dobrze się sprzeda­
wało.
Karta pocztowa ilustrowana nadzwyczajnie nada­
wała się do skrótowego przedstawiania każdej sytu­
acji, o której chcielibyśmy zawiadomić adresata. Po­
nieważ początkowo cały rewers zarezerwowany był
dla adresu, producenci kart ilustrowanych starali się
o to, by nadawca nie musiał nic, albo prawie nic, na
karcie pisać. Często na awersie wokół obrazka, lub
nawet w środku, zostawiano specjalne niewielkie
puste miejsce, na którym nadawca się tylko podpisy­
wał, lub przesyłał bardzo krótką wiadomość.
Jedną z najpowszechniejszych wiadomości na
pocztówce jest po prostu informacja: „jestem tutaj".
A mogę być wszędzie. Zwłaszcza na pocztówce. Naj­
bardziej wszystkim znane są tak zwane z niemiecka
„grusy". Przecież to uzdrowiska i hotele miały naj­
większy interes w tym, by rozpowszechniano ich siel­
ski wizerunek. W dodatku, by wysłać kartkę z po­
zdrowieniem z jakiejś miejscowości nie trzeba było
w niej dłużej przebywać, wystraczyło kupić na stacji.
Pocztówka, która nienawidzi niedomówień, bar­
dzo dokładnie usiłuje adresata zawiadomić, gdzie się

KOLEKCJA NIEIDEALNA

(2)

M A Ł G O R Z A T A
B A R A N O W S K A

Jestem tutaj

akurat nadawca znajduje. W swoim symbolicznym
języku na pewno wybierze coś najbardziej jedno­
znacznego, znanego, by nikt niczego nie pomylił. Je­
żeli na początku XX wieku chcielibyśmy zawiadomić
kogoś, że np. wyjeżdżamy właśnie z Paryża, wcale nie
musielibyśmy trudzić się pisaniem tej wiadomości.
Moglibyśmy kupić odpowiednią pocztówkę z goto­
wym nadrukiem: „Wyjeżdżam z Paryża. Przesyłam
wyrazy przyjaźni" i z zostawionym miejscem na pod-

Fotografia zrobiona na d a c h u katedry w M e d i o l a n i e z d r u k o w a n y m napisem: „Milano. I I D u o m o ( D e t t a g l i o ) "
i ze s t e m p l e m z p o z d r o w i e n i e m z d n i a 17 sierpnia 1908

237

�Małgorzata Baranowska • JESTEM TUTAJ

pis. A gdybyśmy chcieli udać się np. do Viviez, tam
dostalibyśmy pocztówkę z napisem „Przybywam do
Viviez i witam". Zeby nikt nie mial wątpliwości, że
chodzi tu o podróżowanie, widzimy na takich pocz­
tówkach pociąg, z którego wychyla się odpowiedni
podróżny (kobieta albo mężczyzna). Żebyśmy się m i ­
mo wszystko nie pomylili co do miejsca, skąd dosta­
jemy kartkę, pociąg gotów przejechać w Paryżu przez
środek placu Concorde. Czy może być jaśniej przed­
stawiona informacja: „jestem tutaj" albo „byłam t u ­
taj". W końcu pocztówka stworzona jest do przeka­
zywania takich wiadomości.
Producent przewidywał wszelkie możliwe sytuacje.
Co będzie, gdy marynarz zechce wysłać pocztówkę ze
swoim adresem (portem?). W końcu zresztą każdy,
każda może posłać kartkę z marynarzem. Kapitalne, że
rysownik tak się zapędził, iż nie tylko na pocztówce
umieścił statki, ale i samolot. A żeby było już napraw­
dę wszystko, statki są naraz parowcami i żaglowcami.
Naprawdę chodziło jedynie o adres, o to, gdzie nadaw­
ca przebywa, co nie wymagało żadnych konfabulacji.
Ale bez tego byłoby znacznie mniej ładnie.
Są miejsca, któte same w sobie mają coś cudow­
nego, tajemniczego i sławnego. Skoro większość l u ­
dzi podróżujących po Europie bez trudu rozpozna
charakterystyczną sylwetkę mediolańskiej katedry,
to dlaczego by się nie wdrapać na jej dach, nawet
będąc dużej tuszy i w ciężkim mieszczańskim ubra­
niu. Nie wystarczy tam być, dobrze jeszcze zdobyć
odpowiedni stempel z pozdrowieniem i z datą.
Pocztówka chętnie uwzględnia także miejsca,
w któtych znaleźliśmy się z powodu wyższej koniecz­
ności, zwłaszcza, jeśli są to wojenne okopy, pojazdy
pancerne, pola bitew. Gotowa jest także ukazać to
miejsce, do którego tęskni wędrowiec mimo woli.
Na pewnej pocztówce widzimy żołnierza stojącego
w zimowym krajobrazie a w chmurach rodzinę w cie­
płym kręgu światła. Drukowany podpis:
Samotny ja tu stoję,
przy was są myśli moje
[wielokropek
dopisany atramentem]
To kartka ze znaczkiem austriackim z dnia
8 1 1916 roku, adresowana do dwóch panien i pod­

238

I

pisana przez jakiegoś Bronisława, który na rewersie
zadaje pytanie: „«Gdzie myśli Wasze?» ośmiela się
zapytać szczerze życzliwy Bronisław".
Skrajnym przypadkiem zawiadomienia „jestem
tutaj", takiego w dodatku, którego „podmiot" nie
może sam się zająć przekazaniem nam stosownej
wiadomości, wydaje się pocztówkowe zawiadomie­
nie o narodzinach dziecka z miejscem na wpisanie
danych. „Jest tutaj - na świecie i teraz już nie może­
cie jego bytności tutaj pominąć" mówi pocztówka.
Motyw „jestem tutaj", to jeden z liczniejszych
motywów pocztówki, jeden z najprostszych, najbar­
dziej zrozumiałych i pewnych (?). Gdyby nie to, że
nawet ta prosta sytuacja może się okazać dziwnie
niepewna, umowna, zmistyfikowana. Oto fragment
z Wieśniaka paryskiego Louisa Aragona, rozdział Pa­
saż Opery. „Chciałem uzyskać wiadomość, czy istnie­
je jeszcze na jego terenie osobliwa instytucja, która
podejmowała się nadawania listów w którymkolwiek
punkcie globu i przesyłania ich na dowolny adres, co
pozwalało odbywać zmyśloną podróż, na Daleki
Wschód na przykład, nie opuszczając nawet na
chwilę dalekiego zachodu tajemnej przygody. Nie
sposób się dowiedzieć, dozorca nigdy nie słyszał
o czymś podobnym... Ale ostatecznie co może wie­
dzieć dozorca? Kto wie zresztą, czy nie minęło wię­
cej niż dwadzieścia lat od czasu, gdy Valery używał
takich podstępów" .
1

W wiele lat później okazało się, że Matlena Die­
trich pod koniec życia ukryta przed światem
w mieszkaniu w Paryżu, niedaleko Pól Elizejskich,
używała tego samego sposobu, by zmylić swych kore­
spondentów.
Oczywiście pocztówka znalazłaby sposób, żeby
wyrazić również taką sytuację. Ale jak, tego się już
nie dowiemy.

Przypisy
1

Louis Aragon, Wieśniak
Warszawa 1971, s. 24

Paryski, przel. Arrur Międzyrzecki,

�Małgorzata Baranowska • JESTEM TUTAJ

1

li'"'

f
'••

'

;

1

.iff

Fflharraooja

-it
2. Pocztówka z r o k u 1921
3. Pocztówka z miejscem na k o r e s p o n d e n c j ę na awersie
z r o k u 1900, wykorzystana jedynie dla daty i podpisu,
i w i d o c z n i e p o d a r o w n a j a k o prezencik, albo po prostu
zachowana na pamiątkę p o b y t u w A n n e c y . W i d a ć , że
ktoś t u podpisany przyjmował założenie, że pocztówka
„sama m ó w i "

7 /';.:''л;

4. Pocztówka z Żytomierza z r o k u

1903

5. N a pocztówce z Warszawy z r o k u 1902 n a d a w c z y m
dodała p o z d r o w i e n i e , najczęstszy na świecie tekst
użytkowników pocztówek
6. Pozdrowienia z Łobzowa z r o k u

1899

7. Pozdrowienia z Zaldzburga z r o k u

1902
7

239

�Małgorzata Baranowska • JESTEM TUTAJ

10

8. N a p i s głosi: „Wyjeżdżam z Paryża i przesyłam wyrazy przyjaźni".
Pocztówka z okresu po r o k u

1904

9. N a p i s : „ Przybywam d o V i v i e z i w i t a m " . Pocztówka z r o k u 1911
10. N a p i s : „Mój adres". W y d . J. Nozais, E d i t . 18, A v e n u e d u
C ó t e a u (Tenue B o u r c h a u d ) . N a n t e s . Niezapisana pocztówka
z o k r e s u po r o k u 1904.
11. A . Setkowicz p i n x . W y d a w n i c t w o S a l o n u M a l a r z y Polskich
w K r a k o w i e . Pocztówka z r o k u

1916

12. N a p i s na pocztówce: R... z żoną m a j ą przyjemność
poinformować o narodzinach i c h

240

Dnia

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10190" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10168">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/89508fdb652746997d23e3b7dba8502a.pdf</src>
        <authentication>6c0e03d68633e8d39899620f16d01800</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121210">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2916</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121211">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2720</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121213">
                <text>God Loves Fun. Rola śmiechu w kulturze New Age / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121214">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.211-222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121215">
                <text>Hall, Dorota</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121216">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121217">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121218">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121219">
                <text>N

ew Age (Nowa Era) jest zjawiskiem kultury
współczesnej. Jest wielowymiarowym fenome­
nem wyrosłym ze sprzeciwu wobec dualistycz­
nej filozofii europejskiej, wobec cywilizacji technicznej
i skostniałych instytucji kościelnych. Rządzi nim holi­
styczna wizja świata uzupełniająca ogląd rozumowy in­
tuicją, poznaniem mistycznym, dowartościowująca parapsychologiczne właściwości umysłu, a także seksu­
alizm i element żeński. New Age jest sposobem myśle­
nia, wierzenia, działania odwołującym się do idei filozoficzno-religijnych Wschodu (buddyzm, hinduizm,
taoizm), a także do różnych nieortodoksyjnych nurtów
chrześcijaństwa, islamu, judaizmu oraz do tak zwanej
wiedzy tajemnej czy ezoterycznej. W moim artykule
traktuję New Age przede wszystkim jako pewien szcze­
gólny rodzaj kręgów społecznych, skupiających ludzi,
których celem jest transformacja osobowości, rozwój
duchowy w oparciu o te idee. Osoby związane z New
Age czerpią z nich bez ograniczeń i usprawiedliwień,
gdyż - jak uważają - we wszystkich przekazach wiedzy
duchowej zawarta jest cząstka uniwersalnej prawdy.

New Age doczekał się w Polsce paru ogólnych opra­
cowań (np. Brzezińska 1999, Dobraczyński 1997, Goła­
szewska 1995, Maciejko 1994, Macura 1993, Olechnicki 1998, artykuły w „Przeglądzie Religioznawczym"
1997). Zwykle zwraca się w nich uwagę na kłopoty z de­
finicyjnym ogarnięciem tego fenomenu. Trudno powie­
dzieć, czym jest New Age, a czym już nie jest. Nie da się
wytyczyć mu ostrych granic przedmiotowych czy prze­
strzennych. Anna Kubiak mówi o nim jako o zjawisku
kultury ponowoczesnej i tworzy długą listę klasyfikacji
unieważnianych przez idee Nowej Ery. Wymienia mię­
dzy innymi zniesienie podziału na gatunki, na kulturę
wysoką i niską, elitarną i masową, zabawę i obrzęd, Bo­
ga i człowieka, i świat, i cały kosmos, świat duchowy
i materialny, zdrowie i chorobę (Kubiak 1995). Niedo­
określone idee Nowej Ery decydują o świecie religijnym
uczestnika kultury New Age - jest to idiosynkratyczne
uniwersum małych narracji, w którym ton dogmatu
i autorytetu nie utrzymuje się długo, jest natychmiast
negocjowany z innymi dyskursami (Kubiak 1999a).
Mnie również najbliższe wydaje się mówienie o kul­
turze New Age w perspektywie ponowoczesności. Zga-

DOROTA

God Loves Fun.
Rola śmiechu
w kulturze New Age
dzam się, że wyznawane przez uczestnika Nowej Ery
idee nie pretendują do miana uniwersalnych. Sympa­
tycy Wodnika swój światopogląd nie zawsze formułują
explicite, nie jest jednak prawdą, że nie oferują adeptom
„Żadnej tam filozof ii" - jak często mówią. „Oferujemy tyl­
ko pewien sposób życia, dajemy ci tylko doświadczenie,
a sam ocenisz, co ono dało tobie" - taką zachętę do wy­
konywania wodnikowych praktyk słyszałam z wielu
ust. Za sposobem życia stoją jednak idee, które go
uprawomocniają, sam sposób życia można wręcz trak­
tować jako rodzaj wiary (Pawluczuk 1991). Doświad­
czenie z kolei nigdy nie jest dane samo w sobie, nie jest
całkowicie izolowane od jego interpretacji. Poprzez wy­
konywane praktyki adept New Age przyswaja sobie
treści Nowej Ery, które przecież kreują określoną wizję
świata. Ten aspekt wodnikowego doświadczenia pra­
gnę wydobyć w niniejszym tekście, pokazać, jak odby­
wa się specyficzna „nauka" wodnikowej kosmologii.
1

Chcę w tym miejscu wyraźnie podkreślić, że intere­
suje mnie sprawa przyswajania treści, a nie przekazywa­
nia jakiejś ideologii New Age. Już samo istnienie owej
ideologii jest sprawą dyskusyjną (Kubiak 1999a: 73-74).
Celowo unikam nawet tego pojęcia, także aby uniknąć
skojarzeń z marksistowskim nurtem badań kultury,
w którym stosuje się je deterministycznie. Nie jest rów­
nież moją intencją „obnażanie" jakichś heretyckich
twierdzeń, które stoją za zalecanymi, na pozór niewin­
nymi praktykami - jak być może chciałaby widzieć ten
problem katolicka krytyka Nowej Ery (por. choćby licz­
ne publikacje w Internecie pod hasłem New Age). Bo
też „obnażane" prawdy nie są - i wcale nie chcą być
— niezachwiane. Postaram się to pokazać, pisząc o roli
śmiechu, który uświęca zachowania sympatyków New
Age, a jednocześnie realnie osłabia wszystko, co mogło­
by się wiązać z nienawistnym Nowej Erze dogmatem.
Artykuł powstał dzięki mojemu kilkuletniemu, ni­
gdy bezkrytycznemu, zaangażowaniu w praktyki Sto­
warzyszenia Sztuka Życia. Jest to organizacja z kręgów
Wodnika, którą na początku ogólnie przedsta­
wię. Materiałami źródłowymi do tekstu są przede
wszystkim moje obserwacje wyniesione z czynnego
uczestnictwa w działalności członków stowarzyszenia
2

R a v i S h a n k a r - założyciel
i autorytet duchowy
The A r t . of Living
Foundationil.

HALL

3

2 11

�Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

oraz rozmowy z nimi. Przytaczane opinie sygnuję ko­
lejnymi numerami (w nawiasach kwadratowych) odnoszą się one do rozmówców, o których krótką in­
formację podaję na końcu opracowania. Wykorzystuję
również wypowiedzi i publikacje Raviego Shankara założyciela i autorytetu duchowego Sztuki Życia.

1. Sztuka życia
Stowarzyszenie Sztuka Życia jest filią międzynaro­
dowej A r t of Living Foundation, którą w 1984 roku za­
łoży! hinduski nauczyciel duchowy Ravi Shankar,
uważany przez swych uczniów za oświeconego mistrza.
W Polsce organizacja ta działa od 1989 roku. Ulotki
rozdawane przez jej aktywistów zwracają uwagę przede
wszystkim na dobroczynny charakter Stowarzyszenia:
„inspiruje działania w dziedzinie opieki zdrowotnej, reha­
bilitacji i resocjalizacji oraz komunikacji między kuiturami
narodów świata. Zajmuje się krzewieniem najwyższych
ludzkich wartości". Działalność edukacyjna organizacji
opiera się na prowadzeniu kursów, podczas których
przekazywana jest treść nauk mistrza. Poza zwykłymi
kursami, w których uczestniczyć może każdy, na całym
świecie Art of Living Foundation organizuje specjalne
programy dla różnych grup środowiskowych (np. dla
nosicieli H I V oraz chorych na raka, zajęcia resocjali­
zacyjne dla więźniów).
Kursy podstawowe prowadzone są pod szyldem
Warsztatów Uzdrawiającego Oddechu. Prezentuje się
na nich zrąb nauk Raviego Shankara oraz naucza wy­
nalezionej przez niego techniki oddechowej mającej
służyć - na co zwracają uwagę ulotki - wyeliminowa­
niu stresu. Wyłączne prawo do prowadzenia kursów
mają nauczyciele Sztuki Życia. W całej Polsce działa ich
około dwudziestu. W Warszawie, najsilniejszym ośrod­
ku stowarzyszenia, kursy podstawowe organizowane są
prawie co tydzień. Nauczycielem Sztuki Życia może zo­
stać każdy, kto ukończył trzystopniowy kurs nauczy­
cielski, asystował przy co najmniej piętnastu kursach
podstawowych i doczekał się osobistego zezwolenia mi­
strza na prowadzenie działalności edukacyjnej w ra­
mach stowarzyszenia. Niektórzy uczniowie podkreśla­
ją, że nie ma tu sztywnych reguł - opowiadano mi, że
już podczas kursu nauczycielskiego Ravi upoważnił
pewną osobę do prowadzenia warsztatów [ 1 ] .
Nauka przekazywana w trakcie kursu podstawowe­
go bierze się z założenia, że o jakości życia decyduje
stan umysłu: oscylacja myśli pomiędzy przeszłością
a przyszłością (przywiązywanie się do tego, co już było,
lub martwienie się o to, co ma nadejść) jest źródłem
stresów, z którymi ludzie nie dają sobie rady, przez co
ich życie staje się trudne, mało radosne. „Bądź vu te­
raz ." jest podstawowym zaleceniem udzielanym tutaj,
formułą przewijającą się - jako podstawa dalszych na­
uk - przez każdego rodzaju kurs Sztuki Życia.
1

W kursie podstawowym bierze udział zazwyczaj 10-15
osób, przeważnie w średnim wieku. Mile widziana jest
212

jak największa liczba uczestników, jednak w praktyce
ich ilość zależy przede wszystkim od prowadzącego na­
uczyciela - od tego, czy jest lubiany przez ludzi ze Sztu­
ki Życia, którzy „podsyłają" mu chętnych. Zdarzały się
kursy ponad 60-osobowe, ale też niekiedy odwoływano
je z powodu braku zainteresowania. Kursy Sztuki Życia
są skonwencjonalizowane i niewiele w nich miejsca na
realizację osobistych pomysłów prowadzącego. Ich pro­
gram obliczony jest na weekend: chętni spotykają się
w piątek po południu, następnie w ciągu dnia w sobo­
tę i w niedzielę, a na koniec w poniedziałek po połu­
dniu. Przez te cztery dni przebywają ze sobą, wykonu­
jąc proste ćwiczenia medytacyjne i dowiadując się
o „naturze umysłu", który wciąż ucieka od teraźniejszo­
ści. Nauczyciele są przeważnie osobami wykształcony­
mi, elokwentnymi. Swoich wywodów nie ugruntowują
religią Wschodu ani Zachodu, ich opowieści obfitują
raczej w pouczające historyjki zbliżone do tych, które
przytacza Anthony de Mello (1992a, b), czasami zresz­
tą od niego właśnie są zaczerpnięte. Sugerowane pod­
czas kursu wnioski nie są rewelacjami, których nie
można by znaleźć gdzieś indziej, nawet w rubryce porad
psychologicznych popularnych czasopism: wszystko się
zmienia, wszystko przemija, nie jest zatem rozsądne na­
zbyt emocjonalne przywiązywanie się do towarzyszą­
cych zdarzeń; co człowiek, to opinia, lepiej więc nie su­
gerować się zbytnio zdaniem innych, aby nie stać się
„piłeczką" w ich rękach; walcząc z naporem myśli czy
też uczuć, ze wszystkim, z czym człowiek styka się w ży­
ciu, pamiętać powinien, że im bardziej się temu opiera,
tym to silniej napiera, toteż jedynym sensownym wyj­
ściem nie jest opór, lecz wewnętrzna akceptacja faktów,
ich zrozumienie itd, itp, etc.
4

Praktyki, które proponuje stowarzyszenie, najogól­
niej rzecz biorąc służą sprowadzeniu umysłu do teraź­
niejszości. Zaczerpnięte są z bogatego zestawu praktyk
hinduskich, z jogi. Joga jako system filozoficzny stoi za
licznymi wypowiedziami i zaleceniami Raviego Shan­
kara. Członkowie Sztuki Życia nie są jednak obciążani
koniecznością zaznajamiania się z wielkimi konstruktami teoretycznymi. Teoria dodawana jest niejako mi­
mochodem do zaleceń tyczących się wykonywania
praktyk. W kolejnych akapitach będzie okazja, aby
powiedzieć o tym nieco więcej. Jeśli chodzi o praktyki
jogiczne, to uczestnicy kursu podstawowego nauczani
są postaw ciała zwanych z sanskrytu asanami oraz
technik oddechowych, którymi są pranayamy i sudarshan kriya. Asany zajmują szczególnie ważne miejsce
w hathajodze, która kładzie nacisk na dbałość o ciało,
zwraca uwagę na możliwość osiągania różnych stanów
świadomości odpowiadających poszczególnym pozy­
cjom (Eliade 1997: 241-250). Te hathajogiczne idee
wyznają także rzecznicy Nowej Ery (Hall 2001). Zdy­
scyplinowanie oddechu również zajmuje w jodze bar­
dzo ważne miejsce, podobnie jak w ascezach pozaindyjskich, gdyż wyraźnie ułatwia koncentrację (por.
Eliade 1997: 73-81). Pranayarnami określa się rytmicz-

�Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

narzuconym, zmiennym rytmie, a poprzedza się ją pranayamami. „Każda komórka oczyszcza się i wypełnia ży­
ciodajną energią. Daje to poczucie odrodzenia się cieleśnie,
umysłowo i emocjonalnie, poczucie wyniesienia na wyższy
poziom duchowy. Znowu potrafimy uśmiechać się z głębi
serca" (ulotka). Stan, którego doświadczają praktyku­
jący po trwającej około 1 godziny kriyi, określają za­
zwyczaj jako wyciszenie umysłu, mniejsze rozbieganie
myśli, wewnętrzny spokój, błogość wynikającą z samej
świadomości istnienia.
7

Podstawowy kurs Sztuki Życia jest o tyle niezobo­
wiązujący, że sam w sobie nie obliguje do zmiany stylu
życia ani do żadnych działań na rzecz stowarzyszenia.
Osoby po kursie po prostu znają i mogą praktykować
kriyę, przynajmniej jej 10-minutową wersję zalecaną
do codziennej porannej praktyki domowej (długą, go­
dzinną kriyę wykonuje się jedynie w grupie, pod okiem
nauczyciela). Z 8000 osób, które w Polsce ukończyły
podstawowy kurs Sztuki Życia, stosunkowo niewiele
kontynuuje praktyki. Ci, którzy się na to zdecydowa­
li, uczestniczą zwykle w tzw. kursach zaawansowa­
nych, odbywających się w różnych ośrodkach wypo­
czynkowych na terenie kraju. Polacy jeżdżą także
w tym celu do najbliższego zagranicznego centrum
Sztuki Życia w Bad Antogast w Schwarzwaldzie, gdzie
zwykle jest okazja zobaczyć się z mistrzem (Ravi Shankar przyjeżdża tam kilka razy w roku). Parę dni kursu
poświęca się głównie różnego rodzaju medytacjom,
obowiązuje dieta wegetariańska i , prawie cały czas,
całkowite milczenie, aby - jak mówią prowadzący całą uwagę kierować na zdobywane doświadczenia.
Program dla zaawansowanych mogą realizować nie­
liczni nauczyciele, w całej Europie działa ich zaledwie
kilku. Kursy tego typu odbywają się w Polsce nie czę­
ściej niż dwa razy w roku, zazwyczaj na wiosnę i na je­
sieni. Na niektóre przybywa sam Ravi Shankar, śred­
nia liczba uczestników wzrasta wtedy z około stu do
pięciuset - chcą poznać mistrza, przebywać z nim, po­
rozmawiać, posłuchać na żywo jego wykładów, odbyć
prowadzone przez niego medytacje.
8

K l u b Ś m i e c h u w Warszawie zachęca d o roześmiania się.
Fot. A n i e s z k a Kanabus

nie wykonywane, wydłużone wdechy i wydechy, które
w karby ujmują nieregularny rytm codziennego oddy­
chania. W jodze zwraca się uwagę na istnienie powią­
zania pomiędzy oddechem a świadomością. Pranayamy
ułatwić mają osiąganie i penetrację stanów świadomo­
ści na co dzień niedostępnych (ibidem: 70-71), za to
zmniejszających „zakres" nieświadomości człowieka,
jego niewiedzy. A to bardzo ważne dla jogi, która prze­
ciwstawia niewiedzę metafizyczną ostatecznemu wy­
zwoleniu, czyli poznaniu, rozpoznaniu boskości same­
go siebie (ibidem: 34-35). Ideę niewiedzy będącej
przyczyną marnej kondycji ludzkiej wyznają za swym
mistrzem osoby ze Sztuki Życia, jest to zresztą katego­
ria uwielbiona także przez inne grupy wpisujące się
w nurt New Age. Wzrost, rozszerzanie świadomości,
0 którym wiele mówi się w kręgach Wodnika, to zdo­
bywanie wiedzy o swej boskiej kondycji.
Wracając do praktyk oddechowych, których na­
ucza się na podstawowym kursie Sztuki Życia, to tech­
niką najbardziej rozreklamowaną, stanowiącą wręcz
gwóźdź programu kursu, jest sudarshan kriya. Jak po­
daje ulotka: sudarshan oznacza lepsze lub właściwe wi­
dzenie tego, kim się jest, a kńya to oczyszczające dzia­
łanie. Sudarshan kriya pomyślana jest jako metoda
oczyszczania komórek organizmu z nagromadzonych
toksyn biorących się z frustracji, ze zdenerwowania
5

6

1 lęków. Polega na oddychaniu w określonym, z góry
213

Sztuka Życia proponuje swoim uczestnikom (absol­
wentom kursu podstawowego) także inne kursy. Na
jednym z nich można nauczyć się opracowanej przez
Raviego Shankara techniki medytacyjnej zwanej Sahaj Samadhi. Praktykuje się ją w bardzo podobny spo­
sób do szeroko opisanej Medytacji Transcendentalnej
(por. w polskiej literaturze Doktór 1991, Lenart
1996). W ramach Sztuki Życia można także wysłuchać
komentarzy do starohinduskich Asztawakr lub wziąć
udział w kursie nauczycielskim. Wszystkie programy
organizowane przez stowarzyszenie są płatne. Cena
kursu podstawowego we wszystkich krajach, w któ­
rych działa Sztuka Życia, stanowi równowartość czwar­
tej części średniego miesięcznego zarobku. W Polsce
na początku 2001 roku wynosiła ona 250 PLN, a dla
osób powtarzających 50 PLN. Pewną część wpływów
zatrzymują prowadzący, reszta odprowadzana jest do
9

�Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

kasy Art of Living Foundation, skąd — jak utrzymują na­
uczyciele — pieniądze rozdysponowuje się na budowę
aśramów (ośrodków) na całym świecie, na inwestycje
w Indiach (szkoły przy głównym aśramie koło Bangalo­
re), działalność wydawniczą i dobroczynną (np. akcje
humanitarne w Afryce).
Wszyscy absolwenci kursu podstawowego mogą
brać udział w cotygodniowych spotkaniach, tzw. satsangach, podczas których odbywa się długą kriyę albo
przynajmniej wspólną krótką - w miejscowościach,
w których nie ma żadnego nauczyciela. Prowadzący
satsang czyta aktualną tzw. Kartkę Wiedzy, redagowa­
ną co tydzień przez Raviego Shankara i rozesłaną do
wszystkich ośrodków Sztuki Życia na świecie. Kartka
Wiedzy jest krótkim pouczeniem skierowanym do
uczniów, przypomina podstawowe zalecenia mistrza
i udziela porad. Czasami nawiązuje poetyką do Laotsy,
kiedy indziej jest przewrotna, przypomina raczej koany
zen . Uczestnicy satsangów śpiewają zwykle tzw. ba­
diany, krótkie sanskryckie frazy, powtarzane na okre­
śloną melodię. Ravi Shankar zaleca śpiewanie w sanskrycie, gdyż, jak często mówi, brzmienie tego staro­
dawnego języka porusza drzemiące w ludziach pokłady
nieświadomości, wzmagając ich tęsknotę do Boga; nie
jest tu istotna znajomość znaczeń poszczególnych
słów, wystarcza sam śpiew.
10

11

Niektóre osoby po kursie podstawowym z różnych
przyczyn nie spotykają się na co dzień z innymi uczest­
nikami Sztuki Życia, choć w zaciszu domu robią co­
dzienne praktyki i co jakiś czas biorą udział w kursach
zaawansowanych. Z drugiej strony są tacy, którzy sta­
rają się nie opuszczać ani jednego zgromadzenia.
W Warszawie satsangi odbywają się od początku dzia­
łalności Sztuki Życia w Polsce raz w tygodniu, w dzień
powszedni, w sali gimnastycznej jednej ze szkół pod­
stawowych. Bierze w nich udział przeciętnie około 100
osób. Dwie godziny przeznaczone na środowy satsang
starczają na przeprowadzenie oddechowych praktyk,
przeczytanie Kartki Wiedzy i paru ogłoszeń informa­
cyjnych, np. o planowanych kursach. Prowadzone są
jednak dodatkowe spotkania. Parę lat temu wynajmo­
wano inną salę gimnastyczną na niedzielne popołu­
dnia, a od zeszłego roku organizowane są dodatkowe
satsangi, mniej regularnie, w dużym prywatnym miesz­
kaniu. Jest wtedy czas na wspólny śpiew, praktyki me­
dytacyjne, odtworzony na wideo wykład mistrza,
ewentualne opowieści o przeżyciach. Poza konwencjo­
nalnymi kursami nauczyciele mogą realizować, w po­
rozumieniu z Ravim, własne pomysły, tzw. Warsztaty
Wiedzy. Jedna z nauczycielek prowadzi na przykład
cotygodniowe zajęcia z hathayogi, inna - spotkania po­
święcone czytaniu Bhagavad-gity.
Wspólne przebywanie na satsangacfi cementuje gru­
pę, zawierane są tu nowe znajomości, zawiązywane
przyjaźnie. Oficjalne wspólne spotkania znajdują swo­
ją kontynuację w spotkaniach nieformalnych. Odby­
wają się więc małe satsangi, w prywatnych domach.

214

Nieraz są to zwykłe zgromadzenia przy herbatce, cia­
steczku i plotce chyba z rozpędu tylko zwane satsangami, czasami jednak ktoś weźmie gitarę i śpiewane są
badiany, kiedy indziej znowu po prostu odbywa się
praktyki, nawet długą kriyę — jeśli w gronie bliskich
znajomych znajduje się nauczyciel. Poza tym życie to­
warzyskie toczy się najzwyklejszym torem: wspólne
wyjazdy w góry czy na Mazury, imprezy z tańcami, na
których nie brak zwykle jakichś znajomych spoza Sztu­
ki Życia. Konsolidacja grupy odbywa się jakby niechcą­
cy, ludzie zżywają się ze sobą poprzez częste spotkania,
wspólne przeżycia na kursach, jednakowe cele: szero­
ko pojęty rozwój duchowy, uspokojenie rozbieganych
myśli, uwolnienie się od stresów, czasem po prostu po­
prawa zdrowia. Żadna forma społecznej izolacji grupy
nie jest „odgórnie" narzucona, zalecana czy choćby su­
gerowana przez Raviego Shankara, a wręcz przeciwnie
- jednym z głośno wypowiadanych założeń stowarzy­
szenia jest zbliżanie do siebie ludzi ponad podziałami.
Sam fakt uczestnictwa w Sztuce Życia nie upoważnia,
przynajmniej w postulowanym odczuciu „sztukożyciowców", do wyrokowania o ludziach spoza stowarzy­
szenia jako o osobach w jakiś sposób gorszych, ułom­
nych przez brak dostępu do wiedzy z ust mistrza. Sztu­
ka Życia nie jest organizacją zamkniętą, jeśli za za­
mknięte uważać niektóre nowe ruchy religijne, o któ­
rych pisze Eileen Barker (1997). Jej uczestnicy są
otwarci, jeśli już nie na rozmaite sposoby oglądu świa­
ta, to przynajmniej na inne formy współczesnych „du­
chowych praktyk". Wprawdzie mistrz wyraźnie mówi
o samowystarczalności jego nauk - przekonuje, że su­
mienne stosowanie się do podawanych zaleceń dopro­
wadzi adepta do głębokiego przeobrażenia duchowego
- jednak wiele osób angażuje się w działalność innych
grup. Na przykład bardzo wiele osób ze stowarzyszenia
odbyło (przed lub po wstąpieniu w krąg „sztukożyciowców") inicjacje reiki; jest nawet w Sztuce Życia kil­
ku mistrzów reiki, zresztą bardzo aktywnie działających
na tym polu. Bardzo często ludzie ze stowarzyszenia
podpierają się naukami słynnego z licznych cudów
hinduskiego guru Sai Baby albo nieżyjącego już kon­
trowersyjnego mistrza Osho, niektórzy chętnie czytu-

Klub Śmiechu w Warszawie - reakcja przechodniów.
Fot. Anieszka Kanabus

�Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

ją publikacje z wodnikowych pólek (lubią pismo „Nie­
znany Świat", poważają książki Deepaka Chopry i Lo­
uise Hay, propagujących pozytywne myślenie). Wielu
też fascynuje się astrologią, choć sam Ravi radzi nie
sugerować się zbytnio przepowiedniami, gdyż - jak
twierdzi - można je zmienić żarliwością swego oddania
ponadjednostkowym celom, poprzez altruizm, służbę
innym. Zdarzają się też tacy, którzy traktują „sztukożyciowe" techniki po prostu jako rodzaj terapii, jako me­
todę na powrót do zdrowia fizycznego. Takie podejście
jest zresztą znaną przypadłością ludzi Zachodu, którzy
angażując się we wschodnie praktyki, na własną rękę
dopasowują je do swej bazy religijno-filozoficznej (por.
Sacha-Piekło 1995). Stąd poglądy osób ze Sztuki Życia
w odniesieniu do wielu spraw nie zbiegają się ze sobą,
pomimo że - jak by się mogło wydawać - powinny być
w miarę ujednolicone jako ukształtowane w grupie.

2. Doświadczenie jako rytuał
„Filozof dalby wam odpowiedź. Ale mistrz da wam do­
świadczenie. Nie będzie napychał wam głowy jeszcze
większą ilością wiedzy. Lecz da wam coś, przez co odkry­
jecie siebie - doświadczenie" (Ravi Shankar, wykład wy­
głoszony podczas kursu w Sobieszewie w 1993 roku).
Solidna analiza hermeneutyczna języka wypowiedzi
Raviego Shankara wykracza poza ramy tego artykułu.
W tym miejscu zwrócę jednak uwagę na to, jak mistrz
rozumie rolę filozofa - „dalby wam odpowiedź"• Ze spe­
cyficznego rozumienia filozofii Ravi nie tłumaczy się.
Nie tłumaczy się także ze znaczeń, jakimi obdarza sło­
wo „doświadczenie". Uczniowie sami uczą się rozpozna­
wać niektóre przeżycia jako doświadczenia właśnie.
Odwoływanie się do osobistych przeżyć jest hasłem
bardzo nośnym w dzisiejszym świecie ludzi żądnych wra­
żeń, skupionych na mocnym odczuwaniu (por. Bauman
1995a). Wypowiedź Raviego: „informacja jest jakby czyta­
niem z karty menu: tu spaghetti, tam szarlotka... ale do­
świadczeniem jest zjeść to" (wykład wygłoszony podczas
kursu w Sobieszewie w 1993 roku) może współcześnie
brzmieć jak zaproszenie, jak zachęta do przeżycia czegoś
niezwykłego. Z drugiej strony kierowanie uwagi adeptów

Przerwa między
praktykami
podczas satsangu.
Fot. A n d r z e j
Puszkowski

215

na doświadczenie jest charakterystyczne dla nowej reli­
gijności zmęczonej zinstytucjonalizowaną religią rządzącą
się sztywnymi regułami, odsuwa od Nowej Ery ewentual­
ne posądzenia o wyjątkowo jej niemiły dogmatyzm. Jak
wspomniałam, samo odbycie kursu podstawowego nie
przesądza jeszcze o późniejszym zaangażowaniu w prakty­
ki. Nauczyciele zalecają sumienne robienie kńyi przez
pierwsze 40 dni po kursie, aby ewentualnie dopiero wte­
dy zdecydować o przerwaniu praktyk. Przez niektórych
wręcz dobrze widziane jest ich przerwanie, aby praktyku­
jący na własnej skórze mogli doświadczyć różnicy w sa­
mopoczuciu: jak wyglądają dni, które zaczynają kriyąl czy
czują się spokojniejsi wewnętrznie? bardziej skoncentro­
wani? a jak się miewają w dni pozostałe?... Jak zauważy­
łam, na poziomie teoretycznych porad czy zaleceń prze­
kazywanych wprost kurs podstawowy oferuje niewiele.
Nauczyciele starają się nie głosić niczego ex cathedra, za­
miast do dogmatu odwołać się wolą właśnie do jednost­
kowego doświadczenia. Doświadczenie to może być
w Sztuce Życia rozumiane potocznie, jako pewien ekspe­
ryment odnoszący się do własnych odczuć i ich obserwa­
cji - jak w przypadku wykonywania codziennej kńyi lub
rezygnacji z niej. Ale też wielokrotnie daje się słyszeć od
sympatyków stowarzyszenia twierdzenia w rodzaju: ,Alc
był mocny kurs. Naprawdę, taaakie doświadczenia mia­
łam. .." [2]. Czym są w tym wypadku doświadczenia .
12

7

Adepci Sztuki Życia uczą się zwracać uwagę na od­
czucia obecne w trakcie wykonywania praktyk. Zdarza
się, choć nie jest to regułą, że pierwsze seanse długiej
kriyi obfitują w nieprzyjemne doznania fizyczne wszystkie członki drętwieją, w wielu częściach ciała
pojawiają się bóle lub uciski. Uczestnicy kursu relacjo­
nują także inne przeżycia, na przykład płacz, śmiech.
Zaleca się im przywiązywanie uwagi do wszelkich do­
znań, doświadczanie ich w skupieniu. Poczucie, że oto
dokonują się ważne procesy, jest dodatkowo wzmoc­
nione zakazem wykonywania długiej kriyi pod nie­
obecność nauczyciela, który by „czuwał" nad prakty­
kującymi. Podobne wymogi dotyczą zresztą niektórych
innych praktyk (np. medytacji z kursów zaawansowa­
nych) - spotkałam się z opinią, że wykonywanie ich
w samotności grozi bliżej nie sprecyzowanym niebez­
pieczeństwem. Przeżycia z pierwszych seansów kriyi,
lub relacje innych osób zaaferowanych swymi dozna­
niami bywają niezwykle sugestywne, trudno je zapo­
mnieć. Ale uczestnicy stowarzyszenia zachęcani są do
obserwacji wszelkich odczuć cielesnych obecnych
w trakcie praktyki (niezwykle w ten sposób dowarto­
ściowanych). W rezultacie doświadczeniem nazywają
nawet lekkie burczenie w brzuchu. Owe doświadczenia
nie są poparte teorią, tak jak sama forma praktyk (od­
dechy, medytacje) nie mają we współczesnej kulturze
społecznie zdefiniowanego znaczenia. Doświadczenia
wyniesione z kńyi powszechnie interpretowane są
przez adeptów Sztuki Życia jako oczyszczanie. Ale wie­
lu przeżyciom nadają znaczenie na własną rękę - kom­
ponują je ze strzępów tego, co usłyszą na ich temat od

�Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

nauczycieli, mistrza bądź innych uczestników stowa­
rzyszenia lub z tego, co sobie wyobrażą na podstawie
tego, co osobiście odczują. Tanya Luhrmann, pisząc
o współczesnym czarownictwie w Anglii, zwraca uwa­
gę na znikomą rolę tradycji, autorytetu zewnętrznego,
który - wedle klasycznych definicji rytuału - miałby
uprawomocniać zabiegi dokonywane przez dzisiejsze
czarownice (Luhrmann 1985). Badaczka koncentruje
się więc na procesie uczenia się poprzez rytuał, ekspo­
nuje rolę jednostkowych wyobrażeń. Myślę, że spo­
strzeżenia Luhrmann można odnieść do sytuacji
w Sztuce Życia. Aby powiedzieć o przyswajaniu treści
poprzez doświadczenie, posłużę się modelem rytuału,
jaki zaproponował Clifford Geertz.
W rozumieniu Geertza rytuał jest dwoisty. Z jednej
strony stanowi model światopoglądu (model of), który
za nim stoi, z drugiej - jest modelem dla tego światopo­
glądu (model for), kształtuje go. Uczestnicy rytuału przy­
swajają sobie stojące za nim treści (Geertz 1995). Adep­
ci Sztuki Życia uczą się właśnie w ten sposób, z przeżyć
doświadczanych na własnej skórze, a więc z doświadcze­
nia, które można rozumieć jako rytuał. Pokażę to na
przykładzie. Otóż mistrz zazwyczaj zbywa wszelkie pyta­
nia zadane wprost o reinkarnację - czy istnieje i jaki jest
jej mechanizm. Odpowiedzią jest tu sakramentalne:
„Bądź w teraz! Po co zaprzątasz sobie ghwę takimi pytania­
mi?" lub: „To bardzo obszerny i głęboki temat, gdybyśmy
zaczęli się weń wgłębiać, to na nic już nie pozostałoby cza­
su" (Shankar 1994a). Uczestnikowi Sztuki Życia infor­
macja o reinkarnacji nie jest dana wprost. Adept słyszy
jednak, jak od czasu do czasu mistrz stosuje terminolo­
gię sanskrycką, odwołuje się do Wed, do opowieści,
w których obecny jest motyw reinkarnacji, gdzie mowa
o karmie. Już na tej podstawie wyrabia sobie zwykle, na
własny użytek, jakąś opinię na temat istnienia i formy
reinkarnacji. Tymczasem parę lat temu Ravi zapropo­
nował nową praktykę - tzw. proces Eternity. I choć sa­
ma nazwa na to nie wskazuje, polega on na (sic!) cofa­
niu się do przeszłości, aż poprzednich wcieleń. Obser­
wacja wydarzeń, które wtedy zaszły, ułatwić ma zrozu­
mienie dzisiaj powielanych schematów myślowych czy
też wzorców zachowań, a w konsekwencji - ich akcep­
tację świadczącą o poradzeniu sobie z nimi. Po wykona­
niu określonej sekwencji oddechów osoba poddana
procesowi Eternity po prostu opowiada prowadzącemu,
co czuje lub widzi, idąc za jego sugestiami i cofając się
dalej i dalej do wcześniejszych żyć. Mistrz dokładnie nie
wyjaśnia mechanizmu procesu ani nie sugeruje, jakoby
jego uczniowie w trakcie sesji - choćby na poziomie do­
znań, jeśli już nie poprzez spekulację intelektualną sięgnęli głębi tajemnicy reinkarnacji, nie formułuje żad­
nych ogólnych praw na jej temat. Jednak poddający się
procesowi bardzo sugestywnie ją odbierają. Indywidual­
ne doznania pozostawione są jednostkowej ocenie, in­
terpretacji, stają się - jak u Geertza - modelem dla two­
rzonych treści. Bardzo zindywidualizowanych, ale prze­
żytych, doświadczonych w rytuale, w procesie Eternity.
u

216

Zatem adept Sztuki Życia wykonując praktyki, któ­
re zorganizowane są wokół doznań cielesnych, internalizuje pewne treści. Nie są to jednak sztywne regu­
ły, nie jest to żaden podszywający się pod doświadcze­
nie nowy dogmat. Aby przybliżyć, czym one są, zwrócę
uwagę na elementarną dla Sztuki Życia sakralizującą
rolę zabawy, śmiechu.

3. Świętowanie każdej
chwili życia
Świat religijny wyznawcy wodnikowych idei określa
się mianem patchworku zs2ytego z niezliczonych, oswo­
jonych przez niego fragmentów tradycji (por. Kubiak
1999b). Uczestnik Nowej Ery świadomy jest wielości,
w której przyszło mu przebierać. Już sama ta świado­
mość rodzi w nim pewien dystans, dzięki czemu potrafi
patrzeć trochę z przymrużeniem oka na pretendujące
do uniwersalizmu systemy religijne, z których dla siebie
przyjmuje zaledwie skrawki. Świadomy relatywizmu
niejednokrotnie zdobywa się także na dystans w stosun­
ku do własnych, pozlepianych z fragmentów, przeko­
nań. „Niemożliwa jest dzisiaj tylko pozycja klęczna, w peł­
nym powagi szacunku dla sacrum, jaką wyrażają i jakiej
domagają się na przykład święte obrazy w tradycyjnych
sanktuariach. Postawa ponowoczesna jest wobec sacrum
Żartobliwa, a bywa nawet bluźniercza (według dawnych
kanonów), co nie musi oznaczać desakralizacji. (...) No­
wej wrażliwości bliższy jest śmiech, choć nie musi to być
śmiech szyderczy, lecz serdeczny" (Kubiak 1995: 317).
Żartobliwe, lekkie podejście do wyznawanych prawd re­
ligijnych jest doskonałą formą przeciwstawienia się za­
sadom wymagającym pełnego powagi posłuszeństwa
kojarzonego za zinstytucjonalizowaną religią. Doskona­
le też wpisuje się we współczesność, dla której znamien­
ne jest umiłowanie zabawy w poszukiwaniu przyjemno­
ści. Obcowanie z wodnikowym absolutem jest sprawą
przyjemną (por. Hall 2001), a spotkania, warsztaty, ini­
cjacje odbywają się zwykle w atmosferze wesołości.
Żywiołowy śmiech zajmuje ważne miejsce w prakty­
kach stowarzyszenia Sztuka Życia. Ravi Shankar zale­
ca częste uśmiechanie się, zewnętrzny uśmiech na
twarzy, aby pobudzić wnętrze adepta, jego samego do
uśmiechu. Nieważne, że można nie mieć nań ochoty.
„Udawaj, aż się uda!" - powtarza mistrz („Fake it until
you make it!"). Podczas kursu zaleca, w ramach ćwicze­
nia, rozsiewanie uśmiechu wszędzie dookoła. „Uśmie­
chajcie się do drzew, do ludzi... No, może lepiej do drzew,
bo uśmiechając się do ludzi, oczekujecie odwzajemnie­
nia..." (kurs w Bad Antogast, sierpień 1997 г.). I nie
chodzi tylko o uśmiech, ale także o głośny śmiech:
„Prawdziwą modlitwą jest śmiech o poranku" (Shankar
1996: 75). Mistrz zaleca, w ramach codziennej prakty­
ki, śmiać się na głos przez 10 minut zaraz po przebu­
dzeniu, gdyż jak twierdzi, śmiech o poranku wprowa­
dza pogodne nastawienie na cały dzień.. I najlepiej
śmiać się z niczego, po prostu: śmiać się. Już sam

�Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

uśmiech rozluźnia większość mięśni twarzy, a podczas
śmiechu organizm wydziela endorfinę - tłumaczy Ra­
vi - która zapobiega zachorowaniom na raka. Jed­
nym z pomysłów mistrza jest organizowanie Laughing
Clubs, Klubów Śmiechu, do których zachęca przyjmo­
wać osoby spoza Sztuki Życia. Polegają one na spotka­
niach w miejscach publicznych (na przykład na przy­
stankach autobusowych) i wspólnym głośnym śmie­
chu bez żadnego powodu. Jestem pełna podziwu dla
osób, które rzeczywiście potrafią na dany sygnał zata­
czać się ze śmiechu - a tacy w Sztuce Życia się zdarza­
ją. Starą prawdą jest, że szczery śmiech bardzo trudno
nakazać jakimś odgórnym rozporządzeniem, tymcza­
sem zadziwiająco często rozbrzmiewa on na kursach,
szczególnie zaawansowanych, na satsangach, niemal
zawsze słychać go tam, gdzie zbierze się grupka osób
związanych ze stowarzyszeniem.
14

Czas, który uczestnicy Sztuki Życia przeznaczają na
kursy, wygospodarowany jest z codzienności poświęco­
nej pracy. Można zatem uznać, że kursy stanowią skła­
dową kultury czasu wolnego w rozumieniu, jakie jej na­
daje Edgar Morin: „W czasie wolnym wykonuje się te
prace, które dają poczucie osobistego zaangażowania, od­
powiedzialności, a nawet wynalazczości" (Morin 1965:
64). Czas wolny wypełniony jest przez rozrywkę. Kursy
Sztuki Życia są rozrywką, relaksem w gronie dobrych
znajomych. Zresztą swych uczestników często przycią­
gają właśnie ofertą dobrej zabawy. Roger Caillois doko­
nując rozróżnienia gier i zabaw podzielił je na agon,
alea, mimicry oraz ilinx (Caillois 1997). Wydaje mi się,
że w gronie osób ze Sztuki Życia spośród wszystkich
obecnych tam rodzajów zabaw na plan pierwszy wysu­
wa się zdecydowanie ilinx. Ilinktyczne zatracenie się
jest rzeczą postulowaną, uwielbianą i niejednokrotnie
relacjonowaną przez uczestników kursów - chodzi
o poczucie rozpłynięcia się we wszechprzenikającej mi­
łości, boskości. Poza tym śmiech ma ilinktyczną natu­
rę, a w trakcie programów Sztuki Życia, przede wszyst­
kim zaawansowanych, oraz - co częste - w następują­
cych po nich dniach, ludzie śmieją się szczerze i nie­
przerwanie. Trudno mi wyjaśnić przyczynę tego śmie­
chu. Pewną podpowiedzią jest tu zapewne oświadcze­
nie Kanta: „Śmiech jest afektem [którego źródłem jest] na­
glą przemiana napiętego oczekiwania w nicość" (Kant
1964: 271). Bo uczestnicy programów stowarzyszenia,
a szczególnie spotkań z charyzmatycznym Ravi Shankarem opowiadają, że często jadą na kursy z głową peł­
ną problemów, obaw, pytań o przyszłość i nagle w trak­
cie programu okazuje się, że w obliczu zdobytych do­
świadczeń medytacyjnych, w obliczu nieskończoności
całego istnienia te ich pytania mało ważą. Spontanicz­
ną reakcją jest wtedy śmiech. „Zawsze przed spotkaniem
Z Gurudżi [tytuł grzecznościowy, którym obdarzają mi­
strza jego uczniowie - D.H.] mam tak wiele pytań, ale
potem, jak już koh niego siedzę, mam po prostu pusty leb
[sic! cóż za dosłownie wyrażona „nicość"! - D.H.],
wszystkie prytania znikają, są takie mało istotne... Na­

217

prawdę, nie pozostaje nic innego, jak tylko się śmiać!" [3]
- opowiada częsta bywalczyni aśramu w Schwarzwal­
dzie. Słyszałam kilkakrotnie, jak na szczególnie roze­
śmiane osoby mówiono, iż „są w amoku", co znowu od­
syła do kategorii ilinx. Pewien astrolog z kręgów Sztuki
Życia sam zresztą zaproponował rozumienie wszelkich
religijnie nacechowanych zachowań człowieka jako
wyrazicieli ilinktycznych skłonności ludzkich: zwrócił
uwagę, że odpowiada za nie Neptun, ta sama planeta,
która oddziałując negatywnie prowadzi do nałogów,
przede wszystkim do narkotyków [4].
Roger Caillois widział zabawę jako czynność równo­
ległą do życia ludzkiego, znajdującą się „na margine­
sie" codzienności - w odniesieniu do zabaw Sztuki Ży­
cia tym marginesem byłby czas wolny, o którym pisał
Morin. Wydaje mi się jednak, że takie widzenie wodnikowej zabawy nie wystarcza, aby ją zrozumieć. Jeden
z asystentów, być może przyszły nauczyciel, opowie­
dział m i taką oto historyjkę: Pewnego razu do mistrza
przybył uczeń z prośbą o błogosławieństwo na przy­
szłość, postanowił bowiem sam nauczać innych. „Do­
brze" - rzekł na to mistrz. - Musisz tyłko pamiętać o jed­
nej rzeczy.-- „Tak, tak, wiem! - przerwał mu uczeń. Muszę pamiętać, że wszystko, czego nauczam, jest bez­
sprzecznie prawdziwe". „Nie - łagodnie odparł mistrz. Musisz pamiętać, że to wszystko w każdej chwili okazać
się może nieprawdą" [1] (por. de Mello 1992а: 82).
Uczestnicy Sztuki Życia, przynajmniej teoretycznie,
odżegnują się od ambicji nieomylnego orzekania o rze­
czywistości. Jednak w praktyce nie zawsze jest to ła­
twe. Na przykład zachęcanie ludzi spoza Sztuki Życia
do uczestnictwa w kursach podstawowych przerodzić
się może czasem w gorliwe nawracanie podszyte nadę­
tym poczuciem posłannictwa, przejęciem się misją na­
wrócenia świata. Ravi Shankar proponuje więc reme­
dium na taką przypadłość: śmiech ze wszystkiego. Le­
karstwo to oferuje zresztą wszystkim, którym doskwie­
ra mniejsze lub większe poczucie własnej ważności,
nieomylności.
Wodnikowy śmiech to dystans, powiązany, jak sądzę,
ze spostrzeżeniem, że nie ma żadnej Prawdy przez duże
„P", że zawsze jest to lokalna, mała prawda istniejąca

S p o t k a n i e uczestników S z t u k i Życia w p r y w a t n y m
mieszkaniu. Fot. A n d r z e j Puszkowski

�Dorota Hall * GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

o tyle, o ile godzą się na nią i się nią przejmują konkret­
ni ludzie. Nie jest to nawet „sztukożyciowa" prawda,
tylko taka indywidualnie odczuwana, jednostkowo obo­
wiązująca. „Podoba mi się dystans, na który potrafisz się
zdobyć wobec Gurudżi i tego, co się tutaj dzieje" - powie­
działam kiedyś do znajomego, od lat głęboko zaangażo­
wanego w praktyki Sztuki Życia. „Bo nie można być fana­
tykiem - odpowiedział. - ]a tam od Gurudżi i tak dosta­
łem tyyyle i biorę, co się da. A grunt to nie być fanatykiem"
[5]. W czasach, gdy niemodne stało się mówienie
o Prawdzie, Porządku, Postępie (Bauman 1995b), to co
nazbyt poważnie, górnolotnie brzmi, osłabiane jest
śmiechem. Śmiech nie pozwala na żadne tam czarno-białe widzenie świata (pojawiające się w ideologii nie­
których nowych ruchów religijnych, por. Barker 1997),
na uparte obstawanie przy swoim. Fanatyzm nie jest
dziś w cenie. A w Sztuce Życia nie tyle jest krytykowa­
ny, ile wyśmiewany właśnie. Śmiech wzbudzają osoby,
które nazbyt gorliwie, czy też z poważną miną, przykła­
dają się do praktyk, zapominając przy tym o całym prze­
jawionym świecie. „Oszołomy" - mówi się o takich,
a ich sposób bycia określa się „oszołomstwem".
15

Ravi Shankar często i dużo mówi o potrzebie zaba­
wy, śmiechu. Sam nie wyrokuje niczego z wysokości
swego tronu, raczej z humorem przekazuje swą wiedzę,
cały czas sprytnie unikając niebezpieczeństwa popadnięcia w nienawistny Nowej Erze dogmat. „Nie mowie
nigdy, aby nie popełniać żadnego błędu. Powtarzam zwy­
kle: rób przynajmniej jakieś nowe błędy. Miej ich różnorod­
ność" (Shankar 1996: 79). Przekora mistrza sięga na­
wet zaleceń dotyczących wykonywanych praktyk: „Na­
wet twoje duchowe praktyki nie powinny ciążyć ci zbytnio
na głowie" (Shankar 1996: 150). Zresztą uczniowie
wyciągają z tego wnioski: pewnego razu dwie dziewczy­
ny wymyśliły nową praktykę mającą rzekomo natych­
miast poprawić samopoczucie, polegającą na cokol­
wiek komicznym poruszaniu ciałem. Bawiły się setnie,
pokazując ją innym ludziom, z zaznaczeniem, że jest to
najnowsza technika opracowana przez mistrza. Anna
Kubiak, omawiając ruch Hare Kryszna, pisze o istnie­
niu communitas drugiego stopnia, nazwanego tak przez
nią dla oznaczenia spontanicznego nurtu życia społecz­
ności bhaktów, w którym jest miejsce na żarty, pod­
śmiewanie się z autorytetów, omijanie lżejszych naka­
zów. Communitas drugiego stopnia w ISKCON petni
funkcję kompensacyjną, pozwalając przetrwać w ruchu
jednostkom trudniej znoszącym podporządkowanie się
(Kubiak 1997). Uważam, że w przypadku Sztuki Życia
nie można mówić o potrzebie istnienia tego rodzaju
wentylu bezpieczeństwa. Tutaj śmiech, żarty pozostają
w głębokiej harmonii z naukami mistrza i nurtem pod­
ziemnym płyną o tyle tylko, o ile przedrzeźniają kon­
kretne osoby i przed nimi się ukrywają.
16

Są oczywiście w Sztuce Życia mniejsi i więksi wesoł­
kowie. Na ich żarty wystawione są przede wszystkim jak to zwykle bywa - osoby będące „na świeczniku",
a więc ludzie pełniący ważniejsze funkcje w ramach
218

stowarzyszenia. Żadnego oddawania czci ani przesad­
nego posłuszeństwa nie wymaga od swych uczniów Ra­
vi Shankar, tym bardziej więc nauczycieli nie obdarza
się zbytnimi łaskami. Uczestnicy Sztuki Życia śmieją się
z nich tak, jak dzieci śmieją się z belfrów w szkole. Tu
każdy powód dobry jest do śmiechu. „Co oni tam tak
długo robią?" - zapytywaliśmy siebie, czekając pod po­
kojem, w którym mistrz odbywał spotkanie ze wszystki­
mi polskimi nauczycielami w trakcie kursu zaawanso­
wanego. „Pewnie Gurudżi rozdaje im teraz puzzle i mówi,
żeby dużo układali, to może powiększy im się iloraz inteli­
gencji" [5] - odpowiedziała jedna z osób, prowokując
śmiech pozostałych. Wielu uczniów zachowuje też ra­
dosny dystans w stosunku do samych nauk, niezależnie
od tego, z czyich ust wychodzą. Zdarza się więc, że au­
torem prześmiewanej wypowiedzi jest Ravi Shankar,
albo jego nauka przekazywana przez nauczyciela. Na
przykład o tym, że ludzkie wady nie są stałymi właści­
wościami - istnieją wtedy, gdy je zauważymy, a zauwa­
żyć je możemy tylko w stanach stresu, przemęczenia,
które nie są ludzką „prawdziwą naturą". Jeden z regu­
larnych uczestników kursów zaawansowanych słysząc
to po raz kolejny śmiał się w głos, że w takim razie jego
wrodzona wada wzroku, krótkowzroczność, to objaw
stresu, zmęczenia [6]. Ciekawe, że osoby, które w Sztu­
ce Życia już się zadomowiły, zazwyczaj lekko podchodzą
do kursowych zasad. Niektórzy nie w pełni przestrzega­
ją milczenia, inni wyśmiewają i tak nieliczne obowiązu­
jące reguły. Choćby noszenie plakietek z imionami,
które przypina się do ubrania, aby łatwiej zapamiętać,
kto jak się nazywa (w Sztuce Życia wszyscy zwracają się
do siebie po imieniu). „Idiotyfikator" - śmiejąc się okre­
ślił taką wizytówkę pewien chłopak [5].
Śmiech, wesołość - to zalecany przez Raviego
Shankara sposób podchodzenia do całego życia. Jedna
z jego książek nosi tytuł „God Loves Fun" (1996). Gło­
si w niej: „Baw się, gdyż Bóg kodia zabawę!" Zachęca
swoich uczniów do traktowania życia właśnie jak bez­
troskiej zabawy, pełnej radości i śmiechu. Sam mistrz
prezentuje sobą bardzo zabawowy styl bycia. Bez prze­
rwy żartuje, błaznuje. Jest przeciwieństwem surowego
guru, przed którym uczniowie czuliby respekt grani­
czący z bojaźnią. W Sztuce Życia traktują go raczej jak
maskotkę. I nazywają pieszczotliwie: Gurudżiczek,
Gurudżinek, Shankarek; czasami: „nasze kochane sło­
neczko" itd., itp., obdarowują prezentami i z rozmiło­
waniem patrzą, jak cieszy się, gdy je otwiera, przykla­
skują każdej śmiesznej minie, jaką wygłupiając się zro­
bi podczas wykładu. Szczególnie podziwiają jego umie­
jętność pełnego zaangażowania w zabawę, zachowy­
wania uśmiechu w każdej sytuacji. Z zachwytem opo­
wiadają na przykład o pobycie mistrza w aśramie w Bad
Antogast: w zimie, w górach, mistrz zjeżdżał na san­
kach, tarzał się w śniegu, przewracał się, „po prostu ba­
wił się jak dziecko, tak na całego, w stu procentach" [7].
Zachowanie Raviego przywodzi na myśl postać błazna.
A błazen sytuuje się na przeciwległym biegunie wobec

�Dorota Hall * GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

figury kapłana - zachowawczego, konserwatywnego,
dogmatycznego. I pomiędzy nimi nigdy nie dojdzie do
ugody (Kołakowski 1959). Wprawdzie mistrz niektó­
rych błazeńskich cech nie posiada, nie bywa cyniczny
ani złowrogi, w odczuciu uczniów niesie pomoc, ale
nigdy zgubę (por. Sznajderman 1998: 49), lecz można
powiedzieć, że jest istotą wyłączoną dzięki urzeczy­
wistnieniu w sobie wszechprzenikającej boskości
niepozwalającej już mówić o tożsamości (por. Sznaj­
derman 1998: 47, Słowiński 1993: 107). I bardzo czę­
sto ucieka się do humoru, śmiechu, przewrotnych wy­
powiedzi i nieprzewidywalnych zachowań, co daje mu
niczym błaznowi właśnie „rzadki przywilej i szansę od­
krywania ludziom prawdy o nich samych, o ich świecie
i panujących w nim porządkach" (Słowiński 1993: 53).
17

Oto jedna z licznych przypowiastek Raviego Shan­
kara utrzymanych w zabawowym tonie: „Głupcy spra­
wiają, że się śmiejesz- Głupcy utrzymują cię w szczęśliwo­
ści. Głupcy są bardzo niezbędni. Bóg jest zmęczony mą­
drymi ludźmi. Podobają mu się głupcy. Uwiełbia głupców.
Nawet praca samego Boga jest bardzo głupia. Dłaczego
sprawia, że każdej jesieni Uście łecą z drzew? Robi to po
raz kołejny i znowu, w kółko i na okrągło. Drzewo jest
zmęczone gubieniem liści, schnięciem, a potem wypuszcza­
niem nowych liści, rok w rok, wciąż i od nowa. Stwórca
jest złym ekonomistą. Zupełnie nie zna się na ekonomii"
(Shankar 1996: 138). Mistrz-błazen nie waha się
twierdzić, że sam Bóg jest szalony. I zachęca swych
uczniów do przyjęcia postawy głupca. Odwołuje się do
tych wzorów religijności, które obłęd traktowały jako
nośnik mądrości bożej i do tych, które nad intelektu­
alną spekulację daleko wyżej stawiały prostotę. Stąd
obok metafory głupca w nauczaniu Raviego pojawia
się często figura dziecka. Zresztą obydwie postaci
w dobie kryzysu paradygmatu racjonalistycznego na­
brały szczególnego znaczenia, stając się znakiem jego
kontestacji. Od lat sześćdziesiątych odwoływali się do
nich sławni, licznie przybywający na Zachód nauczy­
ciele ze Wschodu (szczególnie buddyzmu zen, np.
Thich Nhat Hanh 1991). Jeśli chodzi o postać dziec­
ka w naukach Raviego, to nie chodzi mu o zwykły po­
wrót do dziecięcego sposobu myślenia. Zwraca raczej
uwagę na niewinność w postaci świeżości postrzega­
nia, nieulegania przed-sądom, unikania stwarzania
opinii. Wzrastając, zatraciliśmy zdolność przyznawa­
nia się do własnej niewiedzy, zwyczajnego stwierdza­
nia: „nie wiem" - głosi Ravi Shankar - zresztą pewną
wiedzę w ciągu życia zdobywamy. Wejście w stan
dziecka polegałoby w tym kontekście na transformacji
zdobytej wiedzy w ponowne „nie wiem", tym razem
poparte doświadczeniem, pełne radości będącej wyra­
zem zadziwienia (zob. np. Shankar 1994a).
Dworski błazen demaskował gry toczone na jego
dworze (Słowiński 1993). Z kolei Ravi Shankar widzi
całe życie człowieka jako grę. „Przypuśćmy, że uczestni­
czysz w jakiejś grze. Gdybyś mógł wiedzieć z góry, czy
przegrasz, czy wygrasz, czy ta gra zachowałaby dla ciebie
219

jakiś urok? Czy dobrze byś się bawił? Masz się bawić i tuż
przed grą w stu procentach wiesz, że wygrasz - nie będzie
uroku w takiej grze. I ta sama gra... i znów z góry wiesz
w stu procentach, że przegrasz; też nie będzie taka gra
miała dła ciebie uroku. Gra jest urocza, gdy masz uczucie
«nie wiem». Kiedy nie znasz Z góry rezułtatów, cieszysz się
Z każdej chwiłi takiej gry. Zycie na tej płanecie jest niczym
więcej niż taką grą. Bóg chce, żebyśmy w każdej chwiłi bawiłi się i radowali każdym posunięciem w życiu" (Shan­
kar 1994b). Jak widać, kategoria zabawy i gry, którą
posługuje się Ravi Shankar, nie przystaje do uporząd­
kowań Rogera Caillois (1997). Pokrywa się raczej z jej
rozumieniem przez Johana Huizingę (1967) i jego
kontynuatorów, którzy kulturę widzą jako grę. Nie dzi­
wi to zbytnio, skoro pada z ust mistrza podpierającego
się tradycją jogi, w której cały świat widziany jest jako
maja, gra pozorów, ułuda kosmiczna. Ravi Shankar
proponuje jednak coś więcej: lekką, przepełnioną
śmiechem zabawę z tą grą. Zachęca do pozbawionej
powagi gry, która odnosiłaby się do samej gry życia
(coś na kształt metagry). Wodnikowa zabawa jest
wszechogarniająca, daleko odbiega od zabawy na
kształt hobby uprawianej w czasie wolnym.
Skoro życie jest grą, znaczy to, że nie należy trakto­
wać go nazbyt poważnie - takie jest rozumowanie Ra­
viego. „Po prostu uśmiechaj się, śmiej się. Zycie nie ma
Żadnego cełu, posłannictwa. To gra. To zabawa. Zycie nie
ma przesłania. Samo życie jest wyrazem radości. Nie ma
w nim nic, co musiałbyś robić. Wszystko jest już zrobione
przez Wiełki Umysł" (Shankar 1996: 125). Rozbrzmie­
wający wśród uczestników Sztuki Życia żywiołowy
śmiech można zatem interpretować w duchu bergsonowskim jako reakcję na kontrast powstający, gdy za­
chowanie ludzkie objawia cechy mechanizmu, który
jest przeciwieństwem ludzkiej celowej żywej działalno­
ści (Bergson 1995: 29). Przypuszczam bowiem, że zda­
rza im się rozpoznawać własne życie jako pewien me­
chanizm („Mówię ci, jakie to są niesamowite schema­
ty. .." [3]), jako grę zachowań, które być może są moc­
no zdeterminowane, jak chciałaby na przykład popu­
larna w tych kręgach astrologia: to przeznaczenie
(a może Wielki Umysł) mechanicznie ciągnie za
sznurki ludzi-marionetki. Zauważają wtedy, jak nie­
wiele znaczą ich codzienne dążenia, wszelka „celowa
działalność". Śmiech jest w tej sytuacji jedyną rzeczą,
która pozostaje, jedyną odpowiedzią na grę życia.
Uczniowie zachęcani są do prostego radowania się
każdą chwilą. Zycie pełne jest przeróżnych wydarzeń,
niektóre są przyjemne, a inne nie, nie należy jednak
zbytnio się nimi przejmować, wystarczy je obserwować
i po prostu cieszyć się tym, że zachodzą - naucza Ravi
Shankar. Już w trakcie kursu podstawowego pada pro­
pozycja, aby wszelkie problemy traktować jak przygody.
Zazwyczaj uczestnicy Sztuki Życia rzeczywiście z humo­
rem podchodzą do drobniejszych zmartwień. Śmiejąc
się opowiadał mi ktoś, jak pewnego razu bardzo zde­
nerwował go małżonek [7], albo jak wielkiego pecha

�Dorom Hall * GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

miał przez cały dzień, w którym nic nie mógł załatwić,
bo a to samochód się popsuł, a to autobus uciekł [3].
Sympatycy stowarzyszenia żartują też na temat pew­
nych praw, według nich obowiązujących w życiu. Roz­
powszechnionym przekonaniem jest na przykład, że
osoby zajmujące się rozwojem duchowym, a więc takie,
którym bliżej do realizacji w postaci oświecenia, nara­
żone są na bardzo wiele przeróżnych wydarzeń, aby
mogło dopełnić się prawo karmy, aby tym samym mo­
gli zakończyć pasmo wcieleń. Słyszałam więc, jak pew­
na dziewczyna śmiała się do drugiej: „Och, jak to dobrze
być na duchowej ścieżce, tyk karmy się spala, wszystko tak
szybko zaczyna kcieć, tyk zmian, tyk rzeczy trzeba prze­
robić w jednym życiu, że z jednym facetem tego zrobić się
nie da!" [8]. Innym rozpowszechnionym sądem jest
przekonanie o zdeterminowaniu zdarzeń. Skoro coś się
stało, to znaczy, że stać się musiało, „tak miało być".
„Ależ. mnie zasłoniłaś na tym zdjęciu!" [Ą] - z udawaną
pretensją w głosie powiedział uczestnik Sztuki Życia do
swej koleżanki. „He, widocznk tak miało być..." [9] śmiejąc się odpowiedziała mu ona. „O rany, cóż to za
strasznie sztukożyciowe tłumaczenie..." [7] - dodatkowo
podsumowała jej wypowiedź jeszcze jedna osoba, pod­
trzymując ogólną wesołość zebranych. Inaczej jednak
rzecz wygląda, gdy przychodzi komuś mierzyć się
z większymi życiowymi problemami, ze zmartwieniami
przerastającymi jego możliwości wesołego zdystanso­
wania się. Ravi Shankar zaleca w takich przypadkach
uważne obserwowanie problemu i własnych reakcji
(a nie ucieczkę od nich - „im bardziej odpierasz, tym
bardziej napiera" - głosi nauka z kursu podstawowego),
co w konsekwencji ma doprowadzić do głębokiej ak­
ceptacji zaistniałego stanu rzeczy. Jest zdecydowanym
przeciwnikiem tzw. pozytywnego myślenia. „Nie wałcz
Z uczuciami, jeśli czujesz się przygnębiona, nie leć od razu
do lekarza" (Shankar 1996: 97).

Całe życie uczynić świętowaniem? Eliade pisze: „Świę­
ta odbywają się w czasie sakralnym, tzn. (...) w wieczności"
(Eliade 1993: 382). W wieczności, czyli w bezczasowości,
w wiecznej teraźniejszości sprzeciwiającej się czasowemu
trwaniu. Świętowanie każdej chwili życia jest zatem cią­
gle tym samym zaleceniem mistrza, które każe z jednej
strony bawić się, a z drugiej właśnie być w wiecznej teraź­
niejszości. Tymczasem do głowy ciśnie się myśl, że jeśli
wszystko jest świętem, to nic nim nie jest, że przecież
„święto jest tempus kat'eksochen, czasem «wyodrębnionym» z całości trwania jako szczególnie potężny" (van der
Leeuw 1997: 344), potężny, bo uobecniający - jak u Eliadego (1993) — rzeczywistość mityczną, rajską. Zalecenie
„świętuj każdą chwilę życia" wydaje się wewnętrznie
sprzeczne, ale jest to sprzeczność pozorna jeśli uznać, że
w zasadzie człowiek żyje w rzeczywistości rajskiej. A to
właśnie sugeruje Ravi Shankar: „«Chcę coś zdobyć. Chcę
coś zdobyć». A co zrobiłeś z tym wszystkim, co osiągnąłeś' do
tej pory? Dokąd cię to zaprowadziło? Nic do zyskania, nic do
stracenia. Świat jest miejscem na wypoczynek. Przyszedłeś'
tutaj, aby odpocząć, nk aby coś robić. Przez swoje działanie
ani nie przypodobujesz się Bogu, ani się od niego nie odwra­
casz. Jest takie powkdzenie w sanskryck: «Mój prawdziwy
dom jest w Nkbk. Przychodzę tu, aby odpocząć». Przysze­
dłem na świat, aby odpocząć i bawić się, przyglądać się i widzkć, co się tu dzkje. W świeck po prostu bądź świadomy
i czujny i oglądaj wszystko, co dzkje się dookoła ckbk. To
świetna zabawa" (Shankar 1996: 149). Zbawienie leży
zatem w zasięgu ręki: ludzie są święci, tylko muszą to so­
bie uświadomić, żyją w raju, tylko powinni sami odkryć
to w doświadczeniu teraźniejszości.
18

Śmiech zalecany jest jako praktyka i - powiązany z do­
znaniami cielesnymi - na wzór innych praktyk z progra­
mu kursów staje się doświadczeniem, rytuałem. Wyrasta
ze spostrzeżenia paradoksu życia lub życiowych sytuacji,
wyraża przeświadczenie o nieadekwatności ludzkich dą­
żeń w stosunku do rzeczywistości rajskiej, w której czło­
W częstym przywoływaniu przez Raviego Shankara
wiek jest zanurzony. W tym sensie stanowi model of, jest
figury dziecka chodzi między innymi o wskazanie na
modelem prawd, które za nim stoją. Adept Sztuki Życia
dziecięce zaangażowanie w wykonywaną czynność, ro­
zataczając się ze śmiechu może je traktować lekko, jest
bienie wszystkiego „na sto procent", a więc w skupieniu
w nich jednocześnie zawarte pewne minimum powagi na chwili obecnej, na teraźniejszości: „Może zdarzało się
ostatecznie nie dałoby się żyć bez narracji. Sposób widze­
wam obserwować dzieci, sześciomksięczne lub roczne. Za­
nia świata, który uczestnik stowarzyszenia nabywa, nie
uważyliście, jak się śmieją? [sic! znowu mowa o śmiechu D.H.] Kiedy się śmieją, сак ich ciało skacze i podskakuje. pretenduje jednak do rangi metanarracji. Śmiech w spe­
cyficzny sposób działa na optykę zaangażowanego w ro­
Śmiech nie wydobywa się po prostu z ich ust. Każda komór­
ześmianie - realnie osłabia wszelką stanowczość. Wy­
ka ich ciała się śmieje. Chichoczą, śmieją się i skaczą. Tym
obrażenia kształtowane w doświadczeniu śmiechu, rytual­
jest właśnie oświecenie" (Shankar 1996: 76). Zaangażo­
nym model for, dzięki samej naturze owego doświadczenia
wane w zabawę dziecko skupione jest na teraźniejszości.
relatywizują treści wyniesione z innych rytuałów (które
W tym miejscu, w metaforze dziecka właśnie, zbiegają
zresztą same w sobie były bardzo zindywidualizowane,
się podstawowe zalecenia Raviego Shankara: „Bądź
w teraz!" oraz „Baw się!". Bawić się powinniśmy w każ­ niepewne siebie, jak te uformowane w Eternity). Dodat­
kowo sam guru Ravi Shankar zachowuje się jak błazen,
dej chwili, wykonując wszelkie czynności - mówi Ravi
Shankar - czy to śpiewając na satsangu, czy krzątając się nie posiada więc mocy budowania ostatecznych, tłuma­
czących wszystko teorii. Autorytatywnemu głoszeniu je­
po domu, czy wykonując codzienną pracę zawodową.
dynej Prawdy jest biegunowo przeciwny serdeczny, ży­
Mistrz często powtarza zalecenie, aby świętować każdą
chwilę życia. „Сект Art of Living jest pnzemiana twojego wiołowy śmiech i kluczowy w nauce mistrza postulat za­
miany całego życia w beztroską zabawę.
Życia - tak by stało się świętowaniem" - głosi ulotka.
220

�Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

Informacja o rozmówcach

Kubiak A n n a E .

(pleć, wiek w przybliżeniu, wykształcenie)

1995

[1] - mężczyzna, 42 lata, wykształcenie policealne

1997

Delicje i lewa ręka Kryszny. Kreacja i ewolucja ruchu Hare

1999а

O ponowoczesności

New Age — zjawisko kultury ponowoczesnej!, [w:] Goła­
szewska 1995: 301-322
Kryszna w Polsce, Warszawa.

12] - kobieta, 38 lat, wykształcenie wyższe
13] - kobieta, 24 lata, wykształcenie śtednie

New Age raz jeszcze, [w:] Religia i kul­

[4] - mężczyzna, 45 lat, wykształcenie wyższe

tura w globalizującym

[5] - mężczyzna, 26 lat, wykształcenie średnie

G . Woroniecka, Kraków, s. 71-78
1999b

[6] — mężczyzna, 50 lat, wykształcenie wyższe

się świecie,

(red.) M. Kempny,

Duchowość Nowej Ery, tekst złożony do druku w PIW-ie

[7] - kobieta, 45 lat, wykształcenie wyższe

jako artykuł w. Noma Duchowość, (red.) Z. Mikołejko,

[8] - kobieta, 33 lata, wykształcenie policealne

M. Nowaczyk.

[9] - kobieta, 27 lat, wykształcenie średnie

v a n der L e e u w G e r a r d u s
1997

Bibliografia

1996

Barker E i l e e n
1997

Nowe ruchy religijne, Kraków.

1985

1995b

Wieloznaczność

nowoczesna. Nowoczesność

wieloznaczna,

Henri

1995

Śmiech. Esej o komizmie, Warszawa.

Bóg New Age, „Społeczeństwo Otwarte", nr 3, s. I-VIII.

M a c u r a Paweł (wybór i t ł u m . )
1993

Brzezińska A n n a , Bondyra Krzysztof, Wycisk Jowita (ted.)
Poznań.

C a i l ł o i s Roger
1997

M a c i e j k o Paweł
1994

Bergson

New Age - nowe oświecenie!,

..Archives de Sciences Sociales des Reli­

gions", 60/1, pp. 151-170

Toruń.

Warszawa.

1999

Persuasive Ritual: the Role of the Imagination in Occult
Witchcraft,

Ponowoczesne przygody ciała, [w:] Ciało i przemoc w obli­
czu ponowoczesności,

Transcendentalna Medytacja, „Nomos", nr 14, s. 23-36

Luhrmann T (anya) M.

B a u m a n Zygmunt
1995a

Fenomenologia religii, Warszawa.

L e n a r t Beata

New Age, Kraków.

de M e l l o A n t h o n y
1992a

Minuta mądrości, Kraków.

1992b

Modlitwa żaby. Księga opowiadań medytacyjnych, t. 1 i 2,
Kraków.

Gry i ludzie, Warszawa.

Dobroczyński Bartłomiej

M o t i n Edgar

1997

1965

New Age, Ktaków.

D o k t ó r Tadeusz

Duch czasu, Kraków.

Nath Hanh Thich

1991

Ruchy kultowe. Psychologiczna charakterystyka
ków, Kraków.

1991

1999

Nowe ruchy religijne i parareligijne w Polsce, Warszawa.

O l e c h n i c k i Krzysztof

uczestni­

D z i w i s z M a r i a n (red.)
1988

1998

Taoizm, (wyb.) Wit Jaworski, Kraków.

Traktat o historii religii, Łódź.

1997

Joga. Nieśmiertelność

New Age. Kościół wobec wyzwania Wodnika, Warszawa.

Osho
1998
Medytacja. Podstawy praktyki, Kraków.
Pawluczuk Włodzimierz
1991
Sposób bycia jako rodzaj wiary, Kraków.

Eliade Mircea
1993

Każdy krok niesie pokój, Warszawa.

i wolność, Warszawa.

von F r a n z M a r i e - L o u i s e

Ponowoczesne...

1995

1997

Ścieżki snów, Warszawa.

Geertz Clifford
1995

Religia jako system kulturowy, [w:] Racjonalność

i styl my­

Hall
2001

1995-wiosna 1996), (red.) A. Zeidler-Janiszewska, War­
Przegląd...

Kraków.

1997

Dorota
Terapia reiki, czyli o widzialnych znakach niewidzialnej reli­
gii, artykuł złożony do druku w kwartalniku „Ptzegląd Re­
ligioznawczy".

Huizinga
1967

Johan

Sacha-Piekło Małgorzata
1995

1994a

Spotkanie

ze Sri Sri Ravi

Shankarem

w

Warszawie,

3.06.1993 r, „Biuletyn Sztuka Życia", nt 2, s. 5
1994b

Świętowanie życia. Wykkid Sri Sri Raviego Shankara (Sobieszewo, czerwiec 1993 г.), „Biuletyn Sztuka Życia", nr 2, s. 7

Krytyka władzy sądzenia, Warszawa.

Kaplan i błazen. Rozważania

New Age - nowy etap trywializacji jogi!, „Nomos", nr 11,
s. 55-62

Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury, Warszawa.

Kołakowski Leszek
1959

„Przegląd Religioznawczy", 4 (186).

Shankar Sri Sri Ravi

Kant Immanuel
1964

z seminarium

szawa, s. 130-170

G o ł a s z e w s k a M a r i a (red.)
Oblicza nowej duchowości,

ponowoczesnego świata. Materiały

profesora Zygmunta Baumana w Instytucie Kultury (jesień

ślenia, (wyb.) Edmund Mokrzycki, Warszawa.

1995

dyskusja pt. Ponowoczesne losy religii, [w:] O szansach i pu­
łapkach

o teologicznym dziedzictwie

współczesnego myślenia, „Twórczość", nr 10, s. 65-85

221

1996

God Loves Fun, Santa Barbara, California.

1998

Listy do uczniów, Warszawa.

oraz kaseta magnetofonowa: wykład Sri Sri Raviego Shankara w So­
bieszewie, czerwiec' 93

�Dorota Hall « GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

Jest ciszą
Mądrość bez słów
Jest ciszą
Współczucie bez celu
Jest ciszą
Czynienie bez sprawcy
Jest ciszą
Uśmiech wraz z całym Istnieniem
Jest cisz_ą"
(Shankar 1998: 25)

Słowiński M i r o s ł a w
1993

Błazen. Dzieje postaci i motywu, Warszawa.

Sznajderman Monika
1998

Błazen. Narodziny i struktura mitu, „Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa", nr 2, s. 46-53

'

Przypisy
1

2

1

1

Wodnika, por. np. Dobraczyński 1997: 26-28

Jeżeli Guru jest zadowolony, Twój rozwój ulega zahamowaniu.

Uczestniczyłam w cotygodniowych satsangach, w kilku kursach

Jeżeli Guru nie jest zadowolony, tym samym oddala się od Jaźni.

podstawowych i zaawansowanych, byłam dwa razy w ośrodku

Jeżeli Guru jest zadowolony, co może natchnąć Cię, żebyś wzrastał?

stowarzyszenia w Bad Antogast. Z wieloma osobami zaangażo­

Jeżeli jest niezadowolony, nie może być Guru.

wanymi w praktyki Sztuki Życia utrzymywałam zażyłe kontakty

Jeżeli jest zadowolony, też nie może być Guru.

towarzyskie.

Więc jak to rozwiązać?"
(Shankar 1998: 43)

Sami uczestnicy Sztuki Życia niekiedy odżegnują się od Nowej
12

łożyciel stowarzyszenia, nie zaleca). Ja jednak pozwalam sobie

13

dług mnie mieści się ona w ramach New Age, jakim go widzą

Szczególnie na te dotyczące przyszłości (Jak

badacze kultury współczesnej (por. odsyłacze bibliograficzne

świat w trzecim tysiącleciu?") lub domniemanej przyszłości („Co

w tekście). O samej Sztuce Życia pisał krótko Tadeusz Doktór

sądzisz na temat nadchodzącej

1999:

odwracające uwagę adeptów od przeżyć tu i teraz („Czy istnieją

90-91
14

15

mnianą, zdeformowaną
skonałości (...).

do­

wane niektóte nowe tuchy religijne.
16

tłumaczy to w ten sposób: „Dzięki zabawie, kiedy medytacja jest

wającego zachcianki, ktmsumującego każdą wartość, ani «persony»

zabawą, wszystko jest możliwe. I wszystko jest możliwe natychmiast,

wzorców.

bo nie jesteś zakłócony, nie jesteś niecierpliwy, nigdzie się nie spie­

Np. Marie-Louise von Franz (i 995: 242) w ten sposób przybliża to
pojęcie:

«]aźń jest porządkującym

i jednoczącym

psychiki, zarówno świadomej jak i nieświadomej.

szysz, donikąd nie zmierzasz, donikąd nie docierasz. Jesteś tu i teraz-

centrum całości

Jeśli medytacja następuje, dobrze. Jeśli nie następuje, też dobrze- Nie

W dziejach ludz­

robisz nic niewłaściwego, bo nie ma pragnienia, nie ma oczekiwania,

kości określano ją symbolicznie jako zewnętrzne bóstwo lub obraz

nie ma przyszłości. I pamiętaj: gdy medytacja i nie-medytacja są dla

Boga»". (Kubiak 1999b).

ciebie podobne, medytacja ci się z.darzyła. Dotarłeś. Teraz ceł został

Dalej będę ją nazywać po prostu kriyą, odmieniając wyraz przez

osiągnięty, to, co ostateczne, zstąpiło do ciebie. Będzie to wyglądało

przypadki, tak jak to toblą polscy uczestnicy Sztuki Życia.

dziwnie - to, że mówię, abyś nie czynił z medytacji praktyki, raczej

Do koncepcji oczyszczania odwołują się adepci wielu wodniko-

uczyń z niej zabawę, uciechę. Ciesz się nią wtedy, gdy ją robisz, nie

wych praktyk. Zob. na ten temat Hall 2001
8

dla jakiegoś rezultatu" (Osho 1998: 26).

Informację o liczbie absolwentów kursu podstawowego uzyska­
łam na początku 2001 toku w prowadzącym dokumentację biu­

17

Wyjątek stanowią organizowane od 2000 roku kursy podstawo­
we dla młodzieży (18-26 lat), za które płaci się „co łaska" oraz
programy charytatywne (kursy dla chorych na raka, alkoholi­

10

ków, narkomanów, więźniów).
„Modlitwa oddechu
jest ciszą
Miłość Nieskończoności

222

Uczniowie twierdzą, że osiągnął ten stan, a sam mistrz temu nie
zaprzecza.

rze stowarzyszenia (Warszawa, ul. Gutta 2 m. 20, tel. 644 09 74)
9

W takim szaleństwie być może jest metoda. Osho, którego na­
uki cieszą się z reguły poważaniem uczestników Sztuki Życia,

(„Jaźń" — D H ] nie oznacza bynajmniej «ego» mie­

(czy superego) ukształtowanej na modie socjalizacyjnych

Chociaż zdaję sobie sprawę, że we współczesnej religii pojawiają
nowoczesne losy religii: 1997), ich tzecznikiem są np. wzmianko­

w kulturze nowoczesnej, a więc wymagają­
w cełu powrotu do źródhwej

Traktowanie śmiechu jako terapii nie jest oczywiście pomysłem

się równolegle dążenia fundamentalistyczne (por. dyskusja pt. Po-

(rozma­

icie pojmowaną), która jest wrodzoną cechą natury ludzkiej, zapo­
cą «transformacji świadomości*

Ery Wodnika!"), a także na inne

(„Każdy ci powie, że śmiech to zdrowie").

twierdzą nauczyciele, większa liczba uczestników pozwala na
„Bosfeość człowieka utożsamiana jest z wewnętrzną jaźnią

wyglądał

nowym, jest to motyw stale obecny w kulturze popularnej

już w nich uczestniczył. Jest to ustalenie Raviego Shankara. Jak
pełniejszą realizację programu kursu.

będzie

cywilizacje pozaziemskie?").

Aby zajęcia mogły się odbyć, potrzeba minimum 8 nowych
osób, poza nimi w warsztatach może btać udział każdy, kto raz

1

Zalecenie „Bądź w teraz!" jest zasadą, do której mistrz często
odwołuje się, unikając odpowiedzi na niektóre pytania uczniów.

nazywać Sztukę Życia organizacją z kręgów Wodnika, gdyż we­

6

Także w przypadku kursu zaawansowanego punkt ciężkości spo­
czywa na subiektywnych doznaniach uczestników.

i postulatem pozytywnego myślenia (któtego Ravi Shankar, za­

5

zadowolić

kogoś, kto już jest zadowolony?

Ery, kojarząc ją ze źle pojętą, skomercjalizowaną duchowością

4

„Zadaniem ucznia jest zadowolić mistrza. Ale jak można

Wodnikowy to odnoszący się do New Age = Nowej Ery = Ery

18

Misttz nie zachęca jednak do zupełnej bierności, chodzi mu ra­
czej, tak jak w przyjęciu postawy „nie wiem", o coś na kształt tao­
istycznego wu wei, działania w niedziałaniu (por. Dziwisz 1988).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10189" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10167">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3e51b9aba2d77ddbedf527f4a0107660.pdf</src>
        <authentication>8c25fddc3a867773b81f76f87ebb82ec</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121201">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3527</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121202">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121203">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3305</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121204">
                <text>Kronika VII-IX 1978 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121205">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4, s.253-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121206">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121207">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121208">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121209">
                <text>1

К

К

О

N

i

К

А

VII --IX 1 9 7 8

Imprezy folklorystyczne
i regionalne
12.VII
—
w
Bukowinie
Ta­
trzańskiej G m i n n y Ośrodek K u l t u ­
r y z o r g a n i z o w a ł 13-ity k o n k u r s g a ­
w ę d z i a r z y , instrumentalistów i śpie­
waków
ludowych
p n . „Sabałowe
B a j a n i a " , W z i ę ł o w n i m udział 90
w y k o n a w c ó w , w t y m t y l k o 22 g a ­
wędziarzy.
I n a g r o d y d l a gawędziarzy u z y ­
s k a l i : M a r i a M a r k i e w i c z z Po.-ąbki.
Stanisław C h o w a n i e c
z Btt'.owiny
T a t r z . ( w k a t . gawędziarzy
deos l y c h ) , Józef Pitoń z
Zakopine^o
( w k a t . ogólnej), I w o n a G a r b a r u c h
z Chochołowa ( w k a t . młodzieżo­
wej).
W konkursie instrumentali­
stów dorosłych n a g r o d y I o t r z y m a ­
l i : Władysław Obrochta z Zakopa­
nego, J a n S t o c h z Zębu (obaj za
grę
na
złóbcokach),
Stanisława
Górkiewicz
z
Bukowiny
Tatrz.
( s k r z y p c e ) , v/ k a t . m ł o d z i e ż o w e j I
nagrodę p r z y z n a n o A d a m o w i R u s z narczykowi
z
Kasiny
Wielkiej.
W k o n k u r s i e śpiewaków nagrody I
przyznano grupie z K o n i n y i g r u ­
pie
z Zakopanego
oraz
(w kat.
młodzieżowej) Danucie
Garbarczyk
z Chochołowa.

2 0 — 2 5 . V I I — odbyła się C e p e ­
l i a d a w G d y n i , n a której p r e z e n ­
t o w a ł o s w o j e w y r o b y 26 s p o ' d z i c l ni
cepeliowskich
z całego
kraju,
które o b o k haftów, w y c i n a n e k , ce­
r a m i k i , g a l a n t e r i i d r e w n i a n e j il.p.
oferowały k o m p l e t y m e b l i . T a r g o m
t o w a r z y s z y ł y w y s t ę p y zespołów f o l ­
klorystycznych,
pokazy
rzemiosła
i r e w i e m o d y inspirującej się s t r o ­
jami ludowymi.

4—12. V I I I — t r w a ł X V I
Ty­
dzień K u l t u r y B e s k i d z k i e j . W W i ­
śle,
Szczyrku, Makowie
Podhala­
ńskim, Ż y w c u i B i e l s k u Białej w y ­
stąpiło 45 zespołów f o l k l o r y s t y c z ­
n y c h z r e g i o n ó w cieszyńskiego, ślą­
skiego, bielskiego, żywieckiego, n o ­
wotarskiego,
nowosądeckiego,
rze­
s z o w s k i e g o i k r a k o w s k i e g o ora7 l l
zespołów z a g r a n i c z n y c h — z C S R S ,
Jugosławii, F r a n c j i , W ę g i e r , R F N .
Zorganizowano
kilkanaście
wystaw
s z t u k i l u d o w e j ro. i n . w
Żywcu
haftu
makowskiego,
w
Makowie
Podhalańskim
góralskich
instru­
m e n t ó w m u z y c z n y c h , a także w y ­
stawy sztuki amatorskiej i rzemio­
sła.
O b o k zespołów dorosłych wystąpi­
ły dziecięce, z P r z y b o r o w a ,
Lesznej, K o r b i e l o w a i Brennej.
2—9.IX
—
Festiwal
Folkloru

Międzynarodowy
Ziem
Górskich

w Zakopanem
z g r o m a d z i ł 21 ze­
społów, w t y m 6 p o l s k i c h . Z e s p o ­
ły o c e n i a n e b y ł y p r z e z j u r y p o d
przewodnictwem prof, dr Romana
Reinfussa.
Nagrody
przyznano
w
czterech
kategoriach. W kat. fol­
k l o r u autentycznego nagr. I („Zło­
t a C i u p a g a " ) uzyskał zespół rumuń­
ski „La Vallee de D o i t a n a " , nagr.
I I („Srebrna C i u p a g a " )
„Maśniaki"
z Zakopanego.
W
k a t . zespołów
z artystycznie opracowanym
pro­
g r a m e m I n a g r . przypadła z e s p o ­
łowi „Pilsko" z Żywca, I I — t u r e ­
ckiej grupie z Peniak. W kat. fol­
k l o r u stylizowanego I nagr. otrzy­
m a ł y „ S m i e r e c z i n a " z Ukraińskiej
SSR i , bułgarska „ S i e d e r V o n o d a " ,
n a g r . I I zespół słowacki z B r a t y ­
sławy. W k a t . f o l k l o r u r e k o n s t r u o ­
wanego
1 nagr.
uzyskał
zespól
„Suhi" z N R D , nagr. I I szwedzki
zespół „ B y " z D a l a m y .
1 4 — 1 6 . I X —- w K r a s n y m s t a w i e
dziewiąte z k o l e i „Chmielaki". Głó­
w n y p u n k t p r o g r a m u to w i d o w i s k o
obrzędowe na stadionie, w w y k o ­
n a n i u o k . 1400 osób. Poza t y m o d ­
b y ł y się l i c z n e i m p r e z y , k i e r m a s z
twórczości l u d o w e j , w y s t ę p y zespo­
łów f o l k l o r y s t y c z n y c h obok
popi­
sów k a p e l p o d w ó r k o w y c h , k a b a r e ­
tów, g r u p m ł o d z i e ż o w y c h .
2 2 — 2 3 . I X — V I I Ogólnopolskie
i I V Międzynarodowe T a r g i Sztuki
Ludowej
w K r a k o w i e o d b y ł y sio
z udziałem przeszło 100 spółdzielni
cepeliowskich.
Przybyło
wielu
prc.zdstawicieli f i r m
zagranicznych.
T a r g i uzyskały o p r a w ę w p o ­
staci w y s t a w , w y s t ę p ó w
zespołów
f o l k l o r y s t y c z n y c h , pokazów t e c h n i k
rękodzielniczych i t p .
Wystawy i k o n k u r s y
5.VII — w Starej
Kordegardzie
w Łazienkach W a r s z a w s k i c h M u z e ­
u m M a z o w i e c k i e w Płocku z o r g a ­
nizowało wystawę prac
laureatów
nagrody i m . Oskara
Kolberga.

12.VII — w M u z e u m E t n o g r a ­
ficznym w Warszawie otwarto w y ­
stawę m a l a r s t w a n a s z k l e E w e l i n y
Pęksowej, zorganizowaną przez M i ­
nisterstwo K u l t u r y i Sztuki i M u ­
zeum
Etnograficzne.
Interesującą
o p r a w ę plastyczną o p r a c o w a ł a r t y sta-plastyk Krzysztof
Burnatowicz.
Wydano
ilustrowany katalog.
20.VII — w M u z e u m Z i e m i K u ­
j a w s k i e j i Dobrzyńskiej w e W ł o ­
cławku p o k a z a n o w y s t a w ę p o k o n ­
kursową
- I V Biennale
Fajansu

W ł o c ł a w s k i e g o , zorganizowaną p r z e z
M i n . K u l t u r y i S z t u k i , Urząd W o j .
we
Włocławku,
Wydział
Kultury
i S z t u k i , Włocławskie Zakłady Ce­
ramiki
Stołowej
„Cerpol" i M u ­
zeum.
N a g r o d y u f u n d o w a n e przez o r ­
ganizatorów o t r z y m a ł y : 5 n a g r . I :
Teresa
Bąkowska,
Helena
Maje­
wska, Jadwiga Marciniak, Genowe­
fa W o d e c k a , Salomeą Z a j k o w s k a , 4
nagr.
I I : Henryka
Lewandowska,
H a l i n a Olesińska, W ł a d y s ł a w a W a ­
silewska,
Krystyna
Woźniczko.
P r z y z n a n o 20 nagród I I I i 18 w y ­
różnień.

V I I — w Muzeum Ziemi L i ­
m a n o w s k i e j o t w a r t o pokonkursową
wystawę l u d o w y c h haftów k a r p a ­
ckich. K o n k u r s zorganizowały M u ­
zeum
i T o w . Miłośników
Ziemi
Limanowskiej.
Wzięło
w
nim
udział 65 t w ó r c ó w . I n a g r o d y
otrzymali:
Stanisław
Budzyński
z
B u k o w i n y T a t r z . , Stanisław C u k i e r
z Zakopanego,
Franciszek
Czernik
z B u k o w i n y Tatrz., Janina Faron
z Zabrzeży, M a r i a J a n c z z Z a b r z e ży.

V I I I — w M u z e u m Okręgowym
w Ł o m ż y rozstrzygnięto k o n k u r s n a
w y r o b y ł u d o w e w o j . łomżyńskiego,
w k t ó r y m w z i ę ł o udział 21 t w ó r ­
ców.
Komisja
etnograficzna
pod
przewodnictwem
m g r Piotra
Szackiego z P M E w Warszawie n a ­
grodę I przyznała r z e ź b i a r z o w i B r o ­
nisławowi Szymańskiemu z T u r o śli.
Nagrodę
specjalną
otrzymał
Zygmunt
Grajewski,
garncarz
ze
Szczuczyna.

2.IX — w G a l e r i i B i u r a W y ­
staw Artystycznych w Zakopanem
otwarto
wystawę
„Podtatrzańskie
m a l a r s t w o n a szkle z l a t 1948—
— 1 9 7 8 " , rorganizowaną p r z e z M u ­
zeum
Tatrzańskie,
Min. Kultury
i
Sztuki, i B W A w
Zakopanem.
K o m i s a r z e m , i n i c j a t o r e m i twórcą
k o n c e p c j i w y s t a w y była m g r H e ­
l e n a Średniawa. W y d a n o i l u s t r o w a ­
ny katalog.

15.X — w P a ń s t w o w y m M u z e ­
u m Archeologicznym w
Warszawie
o t w a r t o w y s t a w ę rzemiosła.

2 0 . I X — zakończył się w P i ń ­
c z o w i e p l e n e r k a m i e n n e j rzeźby l u ­
d o w e j , po którym j u r y p o d p r z e ­
w o d n i c t w e m d r E w y Fryś-Pietraszk o w e j przyznało n a g r o d y , u f u n d o ­
w a n e p r z e z spółdzielnię „ M i l e n i u m "

253

�z Krakowa i Muzeum Instrumen­
tów M u z y c z n y c h w S z y d ł o w c u .
Nagrodę I otrzymał
Wojciech
S t r z e s z k o w s k i ze w s i Olszówka N o ­
w a , n a g r . I I J a n B e r n a s i e w i c z . ze
wsi Jaworzn.a-Gniewce.
Przyznano
4 n a g r o d y I I I i 4 wyróżnienia.
*
25—26.IX w T o r u n i u rozstrzy­
gnięto k o n k u r s „ W y c i n a n k a L u d o ­
w a " z o r g a n i z o w a n y przez M u z e u m
Etnograficzne
w
Toruniu,
Min
K u l t u r y i S z t u k i i Cepelię.
Na
konkurs
wpłynęło
7 477
p r a c o d 218 autorów. J u r y , k t ó ­
r e m u przewodniczyła m g r B a r b a r a
Zagórna-Tężycka
przyznało 3 n a ­
grody
I : Jadwidze
Łukowskiej
z
Łowicza, Rozalii Ciapie z M n i c h " w a i A g n i e s z c e M a j e r ze Z ł a k o w a
Borowego.
Nagrody
I I otrzymałj:
Józefa M a r e k z S u f c z y n a , M a r i a n ­
na
Piętka
z
Woli
Sufczyńskiej,
K r y s t y n a Cieślak z S a n n i k , Józefa
Furmańska z W i e c h u c i c , M a r i a n n a
Bałdyga
z
Kadzidła,
Aleksandra
L i w s k a z Dąbrowy, Janina K a p u ­
sta z Ł o w i c z a , Józefa Chaładaj z
M o n i e . P r z y z n a n o także 19 nagród
I I I i 49 w y r ó ż n i e ń .

U

M

Inne
5 . V I I — rozstrzygnięto k o n k u r s
plastyki
nieprofesjonalnej
woje­
wództw katowickiego i opolskiego,
którego
tematem
były
powstania
śląskie. K o n k u r s z o r g a n i z o w a ł y W y ­
działy K u l t u r y
Urzędów W o j . w
K a t o w i c a c h i O p o l u , M u z e u m Gór­
nośląskie
w
Bytomiu,
Muzeum
Śląska
Opolskiego,
Woj.
Ośrodek
Kultury w Katowicach i W D K w
Opolu.
N a g r o d y u z y s k a l i : za m a l a r s t w o
— I A n t o n i Sprenol z Chorzowa,
I I J a n Czuban z Mysłowic, J a n
Plomeeki
z Chorzowa,
nagr. I I I
Czesław
Chodziuk
z Rudy
Ślą­
skiej, E w a l d
Gawlik z
Katowic-Szopienic, R o m u a l d N o w a k z Za­
b r z a . Za rzeźbę p r z y z n a n o t y l k o I
nagrodę
Stanisławowi
Majewskie­
m u ze S t e r n a l i c , za g r a f i k ę n a g r o ­
dę I zdobył J a n N o w a k z K a t o ­
w i c . N a w y s t a w ę pokonkursową w
Muzeum
Górnośląskim
zakwalifi­
k o w a n o 63 o b r a z y , 14 rzeźb i 11
g r a f i k (od 88 a u t o r ó w ) .

IX
w
Jastrzębiu
Zdroju
rozstrzygnięto k o n k u r s rzeźby g ó r ­
n i c z e j ogłoszony p r z e z k o m i t e t o r ­
ganizacyjny
Górniczych D n i K u l ­
t u r y . Przysłano p o n a d 260 p r a c , n a
wystawę
zakwalifikowano
66. 3
równorzędne n a g r o d y I o t r z y m a l i :
A l f r e d Piątek z R y d u ł t ó w za p ł a ­
skorzeźby w w ę g l u , F r a n c i s z e k K u ­
r z e j a z K a t o w i c za z e s t a w p r a c w
węglu i A l b i n S t e f a n i u k z R u d y
Śląskiej za rzeźby w d r e w n i e .
Sztuka

ludowa

i n n y c h narodów

16.VIII — w M u z e u m
Arche­
ologicznym
i
Etnograficznym
w
Ł o d z i została o t w a r t a w y s t a w a z o r ­
ganizowana
przez M u z e u m
Mora­
w s k i e z B r n a posiadające
bogate
zbiory l u d o w y c h marionetek z r o ­
dowych
kolekcji
lalkarzy
mora­
wskich.
7 — 1 0 . I X — w Częstochowie, z
o k a z j i D n i Okręgu P e r n i k w B u ł ­
garii
pokazano
wystawę
„Trady­
c y j n a S z t u k a L u d o w a Okręgu P e r ­
n i k w X I X i X X w.". Pokazano
t k a n i n y i s t r o j e oraz o z d o b y z m e ­
talu.

Ю

M

M

SUMMARY OF A R T I C L E S

L u d w i k

S t o m m a

—

MAGIC

TODAY

( p a r t 2)

F o l k b e l i e f s a r e o r g a n i s e d b y : 1) a c o m b i n a t i o n of
o p p o s e d o r m e d i a t i n g e l e m e n t s ; 2) a c h o i c e of d e s i g n a ­
t i o n s f o r these e l e m e n t s ; 3) a c o m b i n a t i o n a n d „ f a b u l a r i s a t i o n " o f these d e s i g n a t i o n s . T h e s e a c t i v i t i e s a r e o n
t h e o n e h a n d g o v e r n e d b y t h e generał l a w s o f s t r u c t u ­
r e a n d o n t h e o t h e r — as f a r as t h e c h o i c e o f o p p o s i ­
tion, m e d i a t i o n or designations are concerned, they are
q u i t e a r b i t r a r y . T h u s f o l k beliefs ( m y t h , magic)
link
t w o n a t u r e s w i t h i n t h e m s e l v e s : l o g i c — w h i c h is b a ­
sed o n d i s c o v e r i n g t h e i m p l i c a t i o n s o f t h e l a w s o f s t r u ­
cture a n d the near poetic (metaphoric) wmich governs
t h e c h o i c e o f t h e c o n c r e t e — e x t e r n a l dress, f o r m o f
the belief. T h i s d u a l i t y presents m a n y d i f f i c u l t i e s f o r
e t n o g r a p h e r s . S o m e , l i k e J . S. W a s i l e w s k i , go t o o f a r
i n w i d e n i n g t h e l i m i t s of t h e elements w h i c h are gove­
r n e d by laws a n d others are i n c l i n e d to notice no more
t h a n p u r e a r b i t r a r i n e s s i n folk m y t h s a n d magic. A t
t h e same t i m e b o t h these tendencies lead to g l a r i n g m i ­
s i n t e r p r e t a t i o n s . T h e a n a l y s i s t h e n o u g h t to c o v e r b o t h
t h e d e s t r u c t i v e e l e m e n t — t h e d i s m a n t l i n g of t h e d i s c o ­
urse d o w n to i t s basic elements, w h i c h shows t h e p r i n ­
ciple of its logical construction; a n d the constructive
e l e m e n t -— w h i c h b r i n g s back t h e o r i g i n a l f o r m — a n d
m u s t t h u s s h o w t h e p a r a m e t a p h o r i c side o f t h e c o m p o ­
s i t i o n . M e r e d e s t r u c t i o n h o w e v e r leads i n t o t h e b l i n d
alley of s t r u c t u r a l i s t t r u i s m s ; w h i l e w i t h o u t i t con­
s t r u c t i o n is s i m p l y i m p o s s i b l e , f o r i t w o u l d h a v e t o be
based o n l y c n i l l u s o r y i n t u i t i o n . A n u n d e r s t a n d i n g of
t h e p o e t i c s p h e r e o f m a g i c a n d m y t h leads i n c o n s e q u ­
ence t o a r e s t o r a t i o n t o i t of h i s t o r i c i s m . T h e b a s i c
l a w s of s t r u c t u r e c a n h o l d good f o r m a n k i n d b u t p o ­
e t r y , e v e n i n t h e w i d e s t sense, is s h a p e d b y t h e c h a n ­
g i n g c u r r e n t s o f h i s t o r i c a l consciousness.

A l i c j a M a l e t a — A CENTRE OF FOLK
NUFACTURE IN BRZOZA STADNICKA

TOY

MA­

B r z o z a S t a d n i c k a is i n t h e R z e s z ó w p r o v i n c e n e a r
Leżajsk. W o o d e n d o m e s t i c t o o l s a n d o t h e r i m p l e m e n t s
h a v e b e e n p r o d u c e d h e r e f o r ages a n d s i n c e t h e e n d

254

of t h e X I X t h c e n t u r y w o d e n t o y s h a v e b e e n
made
h e r e as w e l l . T h e y w e r e m o d e l l e d o n t h o s e p r o d u c e d
i n t w o n e a r b y c e n t r e s : Leżajsk a n d J a w o r o r ( n o w i n
the ZSRR).
T h e a r t i c l e begins b y p r e s e n t i n g t h e h i s t o r y of t h e
d e v e l o p m e n t of t h e c e n t r e f r o m t h e e n d o f t h e X I X t h
c e n t u r y t o t h e p r e s e n t d a y . T h e c h a n g e s i n t h e social
s t a t u s o f t h e t o y m a k e r s a r e i n t e r e s t i g as i n t h e b e g i n ­
n i n g up to the I l n d W o r l d W a r they w e r e looked upon
by t h e i r n e i g h b o u r s w i t h c o n t e m p t . I n t h e p o s t w a r
years i n s t i t u t i o n s connected w i t h Cepelia have come to
s p o n s o r t h e i r p r o d u c t i o n . T h e a u t h o r discusses t h e c o n ­
d i t i o n s u n d e r w h i c h t h e t o y m a k e r s w o r k w i t h t h e co­
o p e r a t i v e s a n d also t h e reasons f o r f a i l u r e s .
T h e second p a r t o f t h e a r t i c l e is d e v o t e d t o p r o ­
d u c t i o n techniques at Brzoza. T h e characteristic t o y
h e r e is t h e w o o d e n h o r s e . T h e t y p e s of w o o d u s e d i n
t h e p a s t a n d a t - p r e s e n t a r e d i s c u s s e d a n d t h e r e is
also a d e s c r i p t i o n of t h e t o y m a k e r s t o o l s , t h e w a y t h e y
m a k e t h e horses, f r o m t h e d r a w i n g b o a r d d e s i g n t o
t h e p a i n t i n g o f t h e f i n i s h e d t o y . T h e r e is also a n ac­
count, of t h e p a i n t s used.
The t h i r d p a r t describes t h e f i r s t toys — t w o t y ­
pes o f h o r s e „ f i a t " a n d „ r o u n d " a n d also t h e g r a d u a l
w i d e n i n g t o n e w designs i n t r o d u c e d b y c e r t a i n t o y m a ­
k e r s (horses a n d c a r t s , c r a d l e s , w h e e l b a r r o w s , d u c k s
w i t h m o v i n g wings, clowns on a cart w i t h t w o t u r n i n g
s h i e l d s , c l a t t e r i n g w h e e l s , cars, a i r p l a n e s , d o l l s c a r t s ,
rattles, w i n d m i l l s , r o u n d a b o u t s , m i n i a t u r e s of c o n t e m p o ­
r a r y v e h i c l e s a n d m a c h i n e r y . T h e d e s i g n of t h e t o y s
has been i n f l u e n c e d b o t h b y t r a d i t i o n a l p a t t e r n s a n d
n e w ones p u t f o r w a r d b y C e p e l i a ) .
T h e f o u r t h p a r t o f t h e a r t i c l e i s d e v o t e d to t h e
history of t h e decoration of t h e toys m a d e i n Brzoza.
T h e types of p a i n t i n g are discussed — t h e colours, t h e
decorative themes, t h e d r a w i n g of the o r n a m e n t s i n
t h e v a r i o u s t y p e s of toys.
F i n a l l y t h e f o r m s of t r a d e i n toys t h e toys f r o m
Brzoza S t a d n i c k a are described i n t h e h i s t o r i c a l perspe­
ctive f r o m t h e local m a r k e t p l a c e s to contacts w i t h Ce­
pelia.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10174" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10152">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2c67ba9c73c112a91a78667c8d1dd167.pdf</src>
        <authentication>e83c1e5ba3099e2fe4bff8b45f04ec76</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121033">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6355</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121034">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121035">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121036">
                <text>spis treści</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121037">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5928</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121038">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121039">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.2 ; s.2-3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121040">
                <text>PSL Konteksty - redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121041">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121042">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121043">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121044">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121045">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
♦ ANTROPOLOGIA

KULTURY F ETNOGRAFIA F SZTUKAf

2007 rok LXI nr 2 (277). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 15 zł
IN STY TU T SZTUKI POLSKIEJ AKADEM II NAUK, STOW ARZYSZENIE LIBER PRO A RTE

S P I S
J OHANN W o l f g a n g N i k l a u s

B ł a ż e j M a t u s i a k OP
J. B ORKOWICZ, R. H UZARSKI, M. K l i n g e r ,
A . K u l i g o w s k a -K o r z e n i e w s k a ,

T R E Ś C I

Antropologia teatru i rekonstrukcja średniowiecznego dramatu
liturgicznego...................................................................................

4

Świadectwo Egerii, przełożył Jan W ierusz-Kowalski............

9

Wokół Egerii..................................................................................

15

Dramat liturgiczny dzisiaj. Wątpliwości, nadzieje, wizje.
Zapis spotkania w KIK-u

R. L e w a n d o w s k i , A . L e w a ń s k a , B. M a t u s i a k ,
W . M i c h e r a , J. P a l i k o t , M. S i c i a r e k
J ULIAN L e w a ŃSKI

................................................................................................................................

Artystyczne aspekty udramatyzowanej liturgii, jej swoista
poetyczność i teatralność.............................................................

M AGDALENA M i j a l s k a

32

Wprowadzenie do Ludus Danielis. Przewodnik po kilku
kręgach teatru liturgicznego.........................................................

M ARCEL P e r e s

19

38

Od Moraw po Toledo. Tradycja śpiewu mozarabskiego
w kontekście poszukiwań związanych z praktyką,
przełożyła Katarzyna Jackow ska..............................................

M ICHAŁ S i c i a r e k

43

O wykonywaniu pieśni nabożnych w kręgu bernardyńskim na
przełomie X V i XVI wieku..........................................................

46

IOSIF V lVILAKIS Wprowadzenie do dramatu bizantyjskiego,
przełożył Maciej K aziń ski.........................................................
S VETLANA B u t s k a y a

57

Kunicza —wieś staroobrzędowców w Mołdawii,
przełożyła Larysa Stegienko......................................................

69

R a f a ł L e w a n d o w s k i Epifanie B ach u sa...........................................................................

74

A LEKSIS S OLOMOS

„T a scena dzieje się w Niebie”, przełożył Rafał Lewandowski.

75

Liturgia na Trzech zbożnych młodzianków w piecu ognistym,
przełożył M ichał K o ss................................................................

1

81

�M ICHAELIS A d a m i s

Oficjum Trzech zbożnych młodzianków w piecu ognistym,
przełożył Maciej K aziń ski.........................................................

R AFAŁ L e w a n d o w s k i

83

Apokryficzność obrazu: ikony świętych Konstantyna i Heleny
w Anastenariach...........................................................................

G ERARDUS V a n DER L e e u w

86

Święta gra. Reminiscencje,
przełożyli Zbigniew Benedyktowicz i Sławomir S ik o ra .....

M ARCEL P e r e s

93

Podjąć na nowo refleksję nad tradycją —z M arcelem Peresem
rozmawia ksiądz Claude Barthe,
przełożył Błażej M atusiak O P ..................................................

98

J acek J an P awlik SV D

Poszukiwania................................................................................

106

TONI C a sa lo n g a

A Granitula, przełożył Maciej Kaziński ................................

112

BERNARDIN SKUNCA O FM

Tradycyjne, ludowe procesje pasyjne Wielkiego Tygodnia na
wyspie Hvar, przełożyła A gata H a rz .......................................

K atarzyna J acko w ska

KRZYSZTOF M aria B yrski
ANNA Ł o patow ska

W poszukiwaniu „harmonii totalnej", czyli o tym, czemu służą
procesje w Castelsardo.................................................................

118

Indyjski teatr świątynny i dramat liturgiczny...........................

136

Poszukiwania Gestu —Moje spotkanie z zespołem Scholi Teatru
Węgajty .........................................................................................

MACIEJ K aziński

113

141

Ludus Passionis, G ra o Męce Pańskiej, manuskrypt Carmina
Burana, Benediktbeuern, XIII w. —nota..................................

148

Informacja o płycie C D ...............................................................

154

Ludus Passionis G ra o Męce Pańskiej.....................................

155

M onika P a śn ik -Petryczenko

Schola Teatru Węgajty................................................................

167

R en a ta R ogozińska

Nic stoi w m andorli.....................................................................

169

R en a ta R ogozińska

O ikonie..........................................................................................

175

Zbigniew W ładysław S olski

BogusławKierc

Nieznana realizacja Historyi o Chwalebnym
Zmartwychwstaniu Pańskim .....................................................

178

Wyłażenie z wora..............................................................................

186

Noty o autorach.............................................................................
Summary.........................................................................................
Contents.........................................................................................

189
192
198

O d redakcji
Nie ma potrzeby tym razem pisania wprowadzenia do tego numeru, doskonale to zrobił Johan Wolfgang Niklaus założyciel i współtwórca
Scholi Teatru Węgajty - jeszcze jednego na naszej mapie punktu żywych artystycznych, teatralnych (i nie tylko) poszukiwań łączących się
z doświadczeniem antropologii i uprawianiem praktyki antropologicznej. Jedyne, co można zaproponować Czytelnikom w przypadku tego
numeru to pewien eksperyment - namawiałbym by zaczęli go „czytać” od końca. To znaczy by spróbowali zacząć od tego niezwykłego śpie­
wu, wysłuchania go najpierw z płyty, a potem przeszli do czytania tekstów, artykułów zamieszczonych w tym numerze. Warto! (Choćby, na
początek fragment np. Conversio Mariae Magdalenae). N a stronie 154 zamieszczona jest informacja o dwuczęściowej płycie CD, a na stro­
nach 155-166, tekst liturgicznego dramatu Ludus Passionis. (Z.B.)

2

�Prorok Daniel; fresk bizantyjski z XVI wieku; klasztor w Sucevita, Mołdawia, Rumunia; Archiwum Scholi

3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10157" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10135">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9a90a6de751b58875de70bf5aab97dfb.pdf</src>
        <authentication>8f196c2f074836756035d818128e4438</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120815">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2700</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120816">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120817">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2511</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120818">
                <text>"Cuda Polski" - mityczna przestrzeń, mityczne dzieje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120819">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.98-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120820">
                <text>Graff, Grzegorz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120821">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120822">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120823">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120824">
                <text>Cuda Polski - mityczna przestrzeń,
mityczne dzieje*
Grzegorz Graff

Przedmiotem analizy będą tutaj teksty niektórych tomów
popularnej serii krajoznawczej pt.: Cuda Polski.
Trudno oddać w paru słowach, jak ambitna i pojemna to
seria, ile pomieszczono w niej ciekawych tematów. Opubli­
kowana została w latach międzywojennych przez Wydawnic­
two Polskie R. Wegnera. Składa się z kilkunastu monografii,
poświęconych zarówno geograficznym i historycznym krai­
nom ówczesnej Rzeczypospolitej, jak i poszczególnym więk­
szym miastom. Odnajdujemy tam Śląsk, Pomorze, Huculszczyznę. Poznajemy Wilno, Lwów, Warszawę.
Niektóre tomy doczekały się wznowień, inne tłumaczono
na język angielski. Wskazuje to na dużą popularność „cudopolskich" monografii. Widać, że chciano zainteresować
atrakcjami krajoznawczymi turystów zagranicznych.
Autorzy to często ludzie znani po dziś dzień. Mamy tam
G. Morcinka i R. Malczewskiego. W gronie pisarzy widzimy
F.A. Ossendowskiego - znanego podróżnika i pasjonata eg­
zotyki. Książki tych autorów należą z pewnością do najbar­
dziej lirycznych i wyczuwalna jest tam lekkość w „pisaniu
sercem", że się tak wyrażę. Nie mniej urokliwa jest „cudopolska" narracja S. Wasylewskiego, słynnego niegdyś znawcy
historii i obyczaju polskiego. Widzimy m.in. J. Remera- wy­
bitnego historyka sztuki i muzeologa, J. Smoleńskiego - wy­
bitnego geografa.
Oprócz tekstu odnajdujemy bardzo bogatą warstwę ilu­
stracyjną w postaci zdjęć, czasami rycin i reprodukcji obra­
zów. Każda ilustracja opatrzona jest krótkim komentarzem.
Tekst i zdjęcia dopełniają się wzajemnie, tworzą jedną całość.
Trzeba przyznać, że piękny i barwny język spotykany na każ­
dej stronie w pełni rekompensuje fakt, że fotografie pokazują
świat czarno-biały.
Tak zróżnicowany materiał otwiera wiele możliwości in­
terpretacji. Może stanowić pokusę nie tylko dla etnografii.
Sama okoliczność kontaktowania się, poznawania świata,
który nie istnieje, który bezpowrotnie przeminął, obfituje
w specyficzne wrażenia. Są to wrażenia wartościowe i inspi­
rujące. Cuda Polski dają możliwość skomunikowania się
z czymś, co - w pewnym sensie - jest już obce i wymaga
cierpliwego oswojenia. Czas w tym przypadku zaciera oczy­
wistość i brak zdziwienia w stosunku do własnej kultury.
Z przyjętego tutaj punktu widzenia cennym walorem Cu­
dów Polski jest to, że jako całość tworzą swego rodzaju mapę
Polski. Cała kolekcja tytułów niczym układanka puzzle scala
się w geograficzny kontur ówczesnej Polski. Przed oczami ja­
wi się cały obszar kraju, rozległa przestrzeń, gdzie każda
część emanuje swoją odrębną aurą. Chwilami może się wy* Jest to wersja fragmentów pracy magisterskiej napisanej w Instytu­
cie Etnologii pod kierunkiem dr. hab. Czesława Robotyckiego

98

dawać, że autorzy powzięli szczególną rywalizację, chcą bo­
wiem udowodnić, że kraina, którą przyszło im opisywać, jest
lepsza i bogatsza od pozostałych. Dlatego każdy portretując
jakiś fragment Polski pieczołowicie wylicza miejsca niezwy­
kłe a to ze względu na wydarzenia z przeszłości, to znowu
dlatego, że skupiają uwagę dzięki dziwom przyrody. Jest
więc rzeczą ciekawą, w jaki sposób wyobraźnia czytelnika
została zaangażowana w taką lekcję geografii mitycznej. Po­
nadto Cuda Polski jako teksty kultury popularnej - czyli na­
stawione na masowy odbiór - adaptują pewne stare symbole,
stereotypy i znaczenia wpisując je w nowy obieg.
Interesująca zatem wydaje się perspektywa pokazania ma­
tryc organizujących analizowane teksty; pokazanie jak treści,
które wydają się nowe - w istocie nowymi nie są, bo wyra­
stają z obszaru kulturowej pamięci.
Pokazane zostanie, w jaki sposób kultura posługuje się
fantazn u'.em natury. Faktem jest, że każda kultura posiada
własny obraz naturalnego kształtu przestrzeni i granic. To
wyobrażenie stanowi fundament odbioru świata. Gdy coś
odbiega od obrazu „zaplanowanego" przez naturę, rodzi się
wówczas przekonanie, że świat uległ wypaczeniu. Logika
mitycznego myślenia podpowiada, że taki stan rzeczy musi
ulec zmianie. Cuda Polski są dobrym przykładem ilustrują­
cym wyobrażenia tego typu w kulturze polskiej.
Prześledzę również problem potocznej wizji dziejów na­
rodu. Uproszczona i popularna historia Polski stanowi kolej­
ną wersję romantycznego mitu polskiej duszy. Będzie to
próba pokazania jak żywotne były stereotypy stworzone
przez romantyków.
Rozważania nasze rozpoczniemy od przytoczenia spo­
strzeżeń Jacka Woźniakowskiego, przedstawionych w książ­
ce o dziejach estetyki.
Padają tam słowa, z których dowiadujemy się, że mie­
szkańcy starożytnej Italii zajęci byli nie tylko zbieraniem plo­
nów pod gorącym południowym słońcem, ale równie mocno
trudzili się, by „nasycić krajobraz kulturą"'. Osiągnęli w tym
znaczne i zauważalne sukcesy, chociaż rzecz jasna oceniając
postępy tego procesu, należy przykładać rozsądną i stosowną
do epoki miarę. W każdym razie - powiada dalej Woźnia­
kowski - nie może być jeszcze mowy o sytuacji odwrotu, to
znaczy o „wymazywaniu z oblicza natury wszelkich śladów
człowieka" . Droga przed owym procesem pozostawała
wciąż otwarta i daleko było do kiełznania zapędów kultury,
co znamionuje czasy współczesne - sugeruje implicite autor
Gór niewzruszonych.
Tych kilka spostrzeżeń, rzuconych w Górach..., jakby mi­
mochodem, zagubionych pośród innych konstatacji, tutaj ma
pierwszorzędne znaczenie i zapowiada to, co będzie nas dalej
zajmować.
2

�Dzieje się bowiem tak, że przestrzeń, która staje się dome­
ną określonej kultury, z wolna ale wytrwale wyposażana jest
w rozmaite znaczenie. To, co zawiera się w granicach danej
kultury, nie może pozostać nieme i bezkształtne, obojętne
wobec obecności człowieka jako takiej i zupełnie przypadko­
we. Proces nasycania krajobrazu kulturą objąć musi wtedy
możliwie wszystko: swoją odrębną i łatwą w identyfikacji na­
zwę posiadać musi zarówno wioska, w której żyję się na co
dzień, postrzępiony pasmem gór horyzont, jak i rzeka płyną­
ca opodal.
Owo „rozdrabnianie" przestrzeni to dopiero połowa drogi.
Góra czy rzeka nabrać może specjalnego znaczenia, może
skrywać w sobie niepowtarzalny i funadamentalny dla okre­
ślonej kultury sens. Krajobraz zostaje nacechowany pewnymi
wartościami. Tym bardziej nadaje się wtedy do zamieszkania.
W przeciwnym razie pozostawałby uosobieniem chaosu
i anonimowości, więc rodziłby lęk .
To wyposażenie aksjologiczne sprawia, że krajobraz
stworzony zostaje na nowo. Dla uczestnika kultury przestrzeń
geograficzna „obiektywnie" nie istnieje. Z tego punktu wi­
dzenia nie może być prawdą to, co głoszą nauki ścisłe, że
mianowicie ludzi otacza całkowicie niema i nieczuła na roz­
terki materia. Kultura determinuje pewne złudzenia, a jednym
z nich, generalnie występującym pod każdą szerokością geo­
graficzną jest właśnie to, które każe wierzyć, że narodowa
i uświęcona przestrzeń darzy swych mieszkańców wyczuwal­
ną namiętnością, i że ze specyfiki krajobrazu wypływa duch
narodu.
Jakieś imponderabilia decydują o tym, że pojawiają się
„profetyczne znaki" , np. znaki polskości (bo też te będą nas
dalej interesowały) i funkcjonują w dialogu między człowie­
kiem i krajobrazem. Nie każdemu może się wydawać trafny
pomysł nazywania tego dialogiem, skoro zasygnalizowane
zostało, że obiektywnie rzecz biorąc przestrzeń jest raczej
niema i beznamiętna. Jednak jakby tego nie nazwać, poruszać
się będziemy w sferze percepcji mitycznej, a dla niej takie
rzeczy są jak najbardziej możliwe.
Pochylmy się zatem nad tekstami Cudów Polski.
Warto przypomnieć, że motto otwierające każdy z tomów
serii zaczerpnięte zostało z twórczości Aleksandra Fredry. „To Polska - to ojczyzna nasza", brzmią słowa poprzedzają­
ce tytuł każdego tomu, stanowiące wyznanie poety romanty­
ka, któremu dane było dostrzec urzekające piękno rodzimych
stron.
Głos ten wyraźnie koresponduje z przesłaniem Wincente­
go Pola, którego możemy uznać za prekursora polskiego kra­
joznawstwa, i o którym wiemy, że uprawiał szczególny ro­
dzaj geografii. Jak zostało to wdzięcznie powiedziane, czyta­
jąc słynną Pieśń o ziemi naszej poznajemy „wierszowaną ge­
ografię serdeczną" . Bowiem miernikiem nowej wrażliwości
patriotycznej jest to, jak bardzo zdołaliśmy „nauczyć się Pol­
ski" i nosić w sercu zapamiętane nadwiślańskie pejzaże.
Te same intencje expressis verbis ujawnia wydawca Cu­
dów... Powiada tak ów anonimowy wydawca we wstępie do
pierwszego tomu serii, czyli w Morzu... J. Smoleńskiego, kre­
śląc przy okazji kontury mapy odrodzonej Rzeczypospolitej.
Chodzi więc o:
„(...) miłosne spojrzenie (na) wszystkie cuda i skarby kra­
jobrazu polskiego, od wybrzeża morskiego po Wołyń i Po­
lesie, od Łucka po Puck, od Podhala do Białowieży, od
Mickiewiczowskiej Litwy poprzez Szopenowskie Ma­
zowsze do Grottgerowskiego Lwowa (...)" .
Polska w nowych granicach, scalona nie bez trudu i ofiar
3

4

5

6

z trzech części po ponad stu latach zaborów, to całkiem nowe
państwo. Obecny czasami akcent obawy o przyszłość restytu­
owanego państwa koi sugestywny, optymistyczny ton. Zjed­
noczenie Polski to zarówno wynik starań Polaków, jak i prze­
jaw działania - powiedzielibyśmy - naturalnych praw albo
mitycznej sprawiedliwości dziejowej. „Zostały wreszcie sa­
me u siebie te kolory przyrodzone, jakie dał Pan Bóg ziemi
polskiej..." , słyszymy wyraźnie, co z pewnością znaczy, że
nie do zaakceptowania był stan rozdzielenia czy wręcz nieby­
tu tego, co istnieć powinno i powinnno stanowić organiczną
całość.
Przyrodzone sobie kolory składają się jednakowoż na cał­
kiem udaną kompozycję. Mapę Polski widzimy jako mozai­
kę wielu krain, dopełniających się wzajemnie niczym barwy
tęczy, gdzie każda z osobna posiada specyficzny walor.
A więc mamy Pomorze, gdzie widnieją spokojne zwier­
ciadła jezior i gdzie ujście Wisły do Bałtyku. To cenne okno
na świat.
Śląsk, gdzie lud oparł się zaborcom mimo kilkusetletnie­
go oderwania od macierzy. Śląsk, „kraina czarnych diamen­
tów i kominów fabrycznych" .
Wielkopolska - „kolebka Polski, kraj orłów białych"
i żyznych gleb.
Oto ziemia krakowska, czyli prawdziwy kalejdoskop wra­
żeń widokowych: turnie tatrzańskie, Beskidy, jaskinie Jury.
Sandomierszczyzna - tam powstaje nowoczesny prze­
mysł, tam opar tajemniczej puszczy jodłowej.
Wołyń i Polesie - krainy, gdzie znaleźć można urodzajne
niwy i jeziora, jak również nieprzebyte puszcze i mokradła
broniące dostępu w głąb.
Dwoma drogocennymi przyczółkami na kresach są mia­
sta: Lwów - „semper fidelis" i „potężna twierdza polsko­
ści" , a także „dumne" Wilno.
Wreszcie przyjdzie nam zauważyć Mazowsze, czyli
splendor stolicy otulony nadwiślańskimi wydmami.
Warszawa leżąca w samym sercu Polski leży zarazem
tam, gdzie wody Wisły osiągają połowę drogi do morza. To
postrzegane jest jako okoliczność szczególnej wagi i o zna­
miennych konsekwencjach. Miejsce to jawi się wyjątkowym,
bo znajduje się „w punkcie największej koncentracji Białej
Wody' \ to jest Wisły. A dzięki temu, sugeruje wydawca, jest
to miejsce swoistej „koncentracji ducha polskości", powie­
dzielibyśmy trawestując wcześniejsze słowa, miejsce „potęż­
nej cywilizacji polskiej" , dopowiada wydawca przepełnio­
ny emfazą. Dowiadujemy się poniekąd czegoś, co wiemy od
dawna: królowa polskich rzek ma niepoślednie zasługi, wyni­
kające bynajmniej nie tylko z faktu, że jest główną arterią
między górzystym południem kraju a nizinnym centrum
i północą. Stolica - „symbol zjednoczenia i niepodległości
w czasach najcięższej niewoli czarem zabytków architekto­
nicznych i kulturowych promieniująca aż do najdalszych kre­
sów państwa..." nie byłaby pewna swego, gdyby nie bryzy
wiślane i ich utajona moc. Już tak być musi, że Wisła zawsze
towarzyszy „stołeczności" polskiej. Kiedyś był Kraków, a te­
raz jest Warszawa, Wisła natomiast była i pozostała cząstką
stolicy.
Istnieje pewna kwestia, która boleśnie deformuje tę „ser­
deczną geografię" Polski. Wszak samo ujście Wisły do Bał­
tyku, jak i Gdańsk, nie należą do Polski. W Morzu... Smoleń­
skiego widać wyraźnie, jak funkcjonuje przekonanie o natu­
ralnych, a więc usankcjonowanych jakimiś wyższymi siłami,
prawach Polski do Bałtyku, prawach do całej linii Wisły, więc
od źródeł po zatokę, wreszcie prawach do Gdańska. Kwestia
7

8

9

10

12

13

99

�ta rodzi wyraźne i jednoznaczne akcenty rewindykacyjne. Ich
podporą rzecz jasna jest chęć przywrócenia świata mityczne­
go, naturalnego porządku.
Co prawda zmieniło się wiele. Były przecież czasy krzy­
żackiej dominacji na Pomorzu. Zakon narzucał bezwzględnie
swoją wolę, ignorując zdania racji Polaków. Dziękować Bo­
gu:
„Zamki komturów legły w ruinie, hodowane sztucznie ce­
chy obcości okazały się złudnym pozorem. Stare grody
nad Wisłą są Polskie, jak Polska jest rzeka, która je wią­
że" .
Jednakże rzeczywistość wciąż odbiega od postulowanego
stanu idealnego. Nadal zauważalna jest obca dominacja, do­
minacja niemiecka, chociaż nie byłoby błędem nazwać jej
krzyżacką. W tym kontekście są to nieomal synonimy. Oto
świadectwo zła sprzeniewierzonego naturalnemu ładowi
(choć wiadomo, że wyrażenie „naturalny ład" nie jest innym
ładem, jak mitycznym, partykularnym fantazmatem):
„Na północ od Tczewa, w miejscu, które zaledwie dwa­
dzieścia kilka kilometrów dzieli od ujścia, opuszcza Wisła
obszar Rzeczypospolitej, po którym zdążała przeszło siedemsetkilometrowym biegiem, płynąc od samych źródlisk
przez polskie tylko ziemie. Zbierała po drodze w siebie
wszystkie wody (...), ku wspólnemu, naturalnemu kieru­
jąc je wylotowi, ku przyrodzonej bramie kraju. Drogę
przez naturę wytyczoną sztuczna granica o krok przed
tym wylotem tamuje, bramę zamyka" .
Jak można trafnie domniemywać, strona niemiecka prze­
mawiała podobnym językiem. Dyskomfort terytorialny
udzielał się obu stronom jednocześnie. Dla Niemców nie in­
ne jak właśnie nienaturalne i sztuczne musiały być granice
państwowe dzielące Rzeszę na dwie części. Bo, nie wiedzieć
czemu, pomiędzy nimi ulokowało się polskie Pomorze, po­
gardliwie nazywane „korytarzem".
Gdy więc z chwilą wybuchu wojny polskie Pomorze stało
się znów krzyżackie, bóstwo sprawiedliwości dziejowej zbie­
rało pokłony. W przekonaniu Niemca patrioty dokonał się akt
przywracania światu naturalnych kształtów.
W powyższym widać wyraźnie, jak łatwo i chętnie kultu­
ra żongluje pojęciem natury jako podstawą dla prawa, dzie­
jów itp. Gdy zaistnieje potrzeba opowiedzenia o świecie ta­
kim, jaki rzekomo jest naprawdę, albo jak powinien wyglą­
dać, kluczem zaczynają być rozmaite poetyckie warianty na­
tury. Rzeczywistość dopiero ma sens, gdy zbieżnna jest z wi­
zerunkiem zaprojektowanym przez naturę. To ona jawić się
może jako siła sprawcza świata. Natura może być też utożsa­
miana z Bogiem albo z tym, co Bóg pomyślał o świecie. Wte­
dy „naturalne" znaczy - zgodne z Boskim planem.
Dla nas ważny jest fakt, że owo pojęcie zawsze wpisuje
się w doświadczenie kultury. Powyższe przykłady miały po­
kazać, jak ważną rolę odgrywa ono we współczesnej geogra­
fii mitycznej. Jednym słowem - uzasadnia ono sens takiej
a nie innej przestrzeni. Sankcjonuje to, co już jest, albo postu­
luje zmiany, a że zawsze przemawia ono głosem lokalnych,
niezliczonych mitologii, tu rodzi się podstawowa trudność
i zarazem kusząca perspektywa dla antropologii.
Nie poprzestaniemy tylko na tym jednym przykładzie.
Oto następne:
Wiadomą rzeczą jest, jak bardzo wymykają się jedno­
znacznym definicjom obszary tzw. pogranicza kulturowego.
Wynika to z tego, że chodzi o styk dwu lub więcej kultur, czy­
li wzajemne przenikanie języka, religii, folkloru, czynników
gospodarczych itp. Obszarem, do którego niewątpliwie moż­
14

15

100

na zastosować tę kategorię, jest Śląsk. Historia ostatnich parusetleci Śląska to nieustanne przemieszczanie się, a często
bolesne ścieranie pierwiastków: polskiego, niemieckiego
i czeskiego. Jeśli więc przyjdzie historykowi czy socjologowi
wypowiadać się o skomplikowanych dziejach tej krainy, bę­
dzie musiał dokładnie ważyć każde zdanie. To oczywiste,
skoro ma się do czynienia z tworem płynnym, ze złożonym
amalgamatem różnych kultur.
Tymczasem narrator popularyzujący taką wiedzę jest na
zupełnie innej pozycji i jego głos siłą rzeczy brzmi zgoła in­
aczej. Przepuszczając tę wiedzę przez pryzmat patriotyczne­
go zaangażowania i symbolicznych odniesień mniej lub bar­
dziej świadomie pozwala sobie ów narrator na wiele niefra­
sobliwości.
Tak przemawia Gustaw Morcinek na kartach Śląska. Rys
historyczny tu zaprezentowany da się streścić właściwie
w kilku słowach: stan permanentnej martyrologii. Odkąd
„poszedł Śląsk na poniewierkę" oderwawszy się od Polski,
coraz to cięższe klęski nękały mieszkańców tej dzielnicy. Wi­
nę za ten stan rzeczy ponoszą w mniemaniu autora „książęta
Piastowicze, co ją (tj. ziemię śląską) za miskę soczewicy
przetrwonili" .
Dowiadujemy się, że nie brakowało wojen. Wojna trzy­
dziestoletnia była koszmarem gwałtu i bezprawia. Samopas
błąkali się żołdacy cesarscy i szwedzcy. Epizod wojen napo­
leońskich to złe wspomnienie kontrybucji. Jednym słowem
„los nie szczędził Ślązakom gorzkiego żywobycia. Głody,
czarne mory, pożary miasteczek (...)" dopełniały obrazu
chaosu i rozpaczy.
Na domiar złego pojawiło się inne niebezpieczeństwo,
mianowicie niebezpieczeństwo wynarodowienia. Najpierw
była czechizacja, później germanizacja. Smutne były tego
konsekwencje, bo niejednokrotnie Ślązacy zapominali, kim
są naprawdę, mieli „zniekształcone dusze i skrzywione na­
zwiska polskie" .
Sudety i Karpaty broniły niegdyś Polski. Wzdłuż tych gór
biegła granica. Jednak od ponurej chwili oderwania Śląska,
a tym bardziej od chwili zniknięcia Polski z mapy Europy
w ogóle, naturalna zapora jakby osłabła i pękła. Dwa wyra­
źne przesmyki w sudecko-karpackiej barierze, tj. Brama Mo­
rawska i Łużycka stają się - zdaniem Morcinka - kanałami,
przez które wnika na Śląsk wszelkie zło. W tej sytuacji utra­
ta polskości ziemi śląskiej wydaje się przesądzona. Ale to tyl­
ko pozory. Odnajdujemy duchową i jak pokazał czas, sku­
teczną broń przed miazmatami napływającymi tymi drogami:
„Wejścia ich zagrodziły jedynie pacierz polski, przez mat­
ki Ślązaczki dzieciom przyswajany, i chropowate serca
śląskie, co ziemię swą i archaiczny język polski ponad
wszystko umiłowały" .
Pasmo cierpienia sporadycznie przerywał głos proroczy,
kiedy odżywała stara legenda o śpiących rycerzach, czekają­
cych stosownego momentu, aby wyjść z ukrycia i pokonać
wroga. Taką otuchę przynosiły słowa ludowego poety Jana
Łyska. Dla niego wojna światowa zapowiadała zjednoczenie
z macierzą i przebudzenie mitycznych wojów Chrobrego:
„Idzie chwila, idzie chwila, że usz na czole hnet nie bę­
dzie nosić lud tej korony cierniowej. Jak się powali las, co
rós na grobie, to sie hnet wszycy mszom... Tej nocy wykopiom wielki kamień złoty, co tam na wyrszczku gniecie
piersi chłopom, a potem zastęp żywych - silno sie
podwoi..."
- wróżył romantycznie usposobiony poeta w Śpiących ry­
cerzach.
16

17

18

19

20

21

�Upragniona wolność nie przyszła łatwo. Droga do wy­
zwolenia obfitowała w trzy krwawe powstania. Gdy szala
zwycięstw przechylała się na stronę nieprzyjaciela - Śląsk
stawał się horrorystycznym obrazem:
„Postroiły się wtedy przydrożne wierzby polskimi wisiel­
cami, konające usta naszeptały wtedy ostatnich słów
w ukrwawioną ziemię śląską (...). Kładli się w umiłowaną
ziemię bez patosu, cisi, szarzy, bezimienni, ojciec obok
syna, brat obok brata..." .
W tego rodzaju wypowiedziach używanie nader często
słów „ziemia", „krew" nie jest wyłącznie zabiegiem metafo­
rycznym. Daje o sobie znać mityczne przekonanie, że zwią­
zek między człowiekiem, co za tym idzie jego krwią jakby
surogatem duszy, a ziemią jest nierozerwalny i obiektywnie
narzucony. Z prochu ziemi powstałeś - poznajemy funda­
mentalną dla człowieka prawdę Biblii. Fakt ten dla patrioty
romantyka nie jest niczym złym. Przeciwnie, największe
spełnienie znajdzie on, gdy po śmierci spocznie w ojczyźnie.
Ze słów Morcinka pobrzmiewa to, co później dobitnie
ukazał Norman Davis . Istnieje mianowicie bardzo silne mi­
tyczne przekonanie, że geny kultury tkwią w ziemi, więc zie­
mia raz na zawsze zdeterminowała to, kim jesteśmy. Innymi
słowy, odnosząc problem do tekstu, który analizujemy, absur­
dem by było, gdyby ktoś urodzony na Śląsku - czyli w Pol­
sce - uważał się za Niemca.
Tymczasem przychodzi moment wyzwolenia. Świat po­
grążony do tej pory w chaosie, wykrzywiony graniami dale­
kimi od naturalnej doskonałości, zostaje naprawiony, zyskuje
nowe i właściwe kształty.
„A w dniu 20 czerwca 1922 r. przychodzą wojska polskie
i zajmują odwieczną ziemię polską na wieczystą wła­
sną" .
Jak w przypadku przyłączenia Pomorza do macierzy akt
ten posiada sankcję sprawiedliwego wyroku konieczności
dziejowej, więc jest nienaruszalny po wszystkie czasy.
Świadczy o tym rytualna i patetyczna oprawa całego zdarze­
nia. Dominuje blask, barwa słońca, zdaje się nawet, że znaki
radości posyła sama przyroda:
„A ponad czarną ziemię niosło się błogosławiące słonko
czerwcowe, szumiały na wiatr rozwiane chorągowie pol­
skie, a całym światem śląskim szła jedna, pijana wieść, że
nareszcie przyszło wyzwolenie" .
Tyle, że jak się szybko okazuje, sukces jest połowiczny.
Wymarzony i wymodlony kształt Śląska nie doczekał się po­
myślnej realizacji. Podobnie jak Smoleński, Morcinek ma po­
wody do zmartwień. Obu autorom z tych samych powodów
udziela się poczucie braku pełni komfortu. Prawa Polski do
Śląska ilustrują wymownie zamieszczone na wstępie mapki.
Wynika z nich, że Polacy mieszkają daleko poza zachodnią
granicą. Zupełnie źle została ustalona granica dzieląca Cie­
szyn na polski i czeski. Dezaprobata Morcinka wynika z fak­
tu, że taki Cieszyn podupada, „zamienia się w miasto emery­
tów, ciche, spokojne, idące spać z kurami" .
Przestrzeń nadal jest rozdarta, ustanowiona z wyraźnym
defektem, przez co za każdym razem, gdy Morcinek spoglą­
da na drugi brzeg Olzy, ma dziwne odczucie, gdyż przygląda
się „ziemi naszej, nie naszej" .
Niepodważalna prawda ukazuje ten fakt, że jedynie pol­
skość Śląska stanowi jego tożsamość. Dlatego należy głosić
prawdę, która nie godzi się tutaj na żaden kompromis. Tymi
oto słowami autor przesądza o sprawie:
„Cieszyńskie Towarzystwo Ludoznawcze i katowickie
Towarzystwo Przyjaciół Nauk (...) tworzą jakoby nową
22

23

24

25

26

27

szkołę historyczną, której zadaniem jest stwierdzenie na
podstawie odkrywanych przez siebie dokumentów, iż zie­
mia śląska nigdy inną nie była, jak jedynie tylko polską,
że język czeski czy niemiecki w urzędach i kościołach ślą­
skich - to był zwiewny nalot, osad, duszący pył niemrawy,
który nie sięga w jądro ludu śląskiego" .
Zatem tożsamość warunkują nie tylko tajemnicze „geny"
tkwiące w ziemi, którymi obdarowany zostaje każdy krajan.
Jak wynika z powyższego cytatu, dzieje się coś więcej - zie­
mia emanuje jakby mową, językiem śląskim i polskim.
Wszelkie przejawy obecności innego języka traktowane są
jak nienaturalne odstępstwo, które rychło będzie usunięte.
Rację bytu ma tylko polska mowa, doczekawszy się głośnego
i przenikliwego brzmienia. Istotę ziemi definiuje język, więc
obce naleciałości nie zasługują na lepsze miano niż osad, sko­
rodowany i duszący pył. Bardzo szybko poradzili sobie ze
„sztucznym nalotem niemczyzny" Wielkopolanie, a nie ule­
ga wątpliwości, że znajdowali się w sytuacji najcięższej - to
przeciw nim wymierzony był pruski Kulturkampf. Zamiar
pozbawienia Wielkopolan „przywiązania do wiary ojców i ję­
zyka" sprzężony był z chęcią wyparcia, wyrugowania polsko­
ści z jej odwiecznych siedzib. Cuda Polski stają się swoistym
hołdem złożonym ludziom, którzy nie dopuścili do narusze­
nia uświęconego, narodowego stanu. I z pewnością hołd na­
leży się pracowitym i walecznym mieszkańcom Wielkopol­
ski. Oczyścili swój kraj z symboli obcej dominacji, ale też
zdołali przyłączyć skrawek dawnych ziem Dolnego Śląska,
podówczas, zdawało się, straconych bezpowrotnie.
28

29

Znamienne, że w tego typu kontekstach kluczową rolę od­
grywa kategoria „odwieczności". Odwieczność - czyli rzecz
wpisana w dzieje świata od niepamiętnych czasów, coś świę­
tego i ustanowionego na samym początku. Odwieczność i na­
tura kojarzone są ze sobą i każdorazowo korygowanie prze­
strzeni łączy się z używaniem czy nadużywaniem tych pojęć.
Tak więc, gdy spoglądamy na południe od Poznania nie­
pokoi „reszta tych odwiecznych, piastowskich dziedzin pol­
skich (...) poza granicami Rzeczypospolitej" . Kolejny raz
kwestionuje się bariery, które rozgraniczają przyrodzone so­
bie krainy. Krajobraz pęknięty, z wyraźną skazą sprzeniewie­
rza się przywołanej tu kategorii odwieczności. Odwieczny
stan rzeczy winien kształtować granice między narodami,
tymczasem widzimy, że tak nie jest.
Zasygnalizowany już wcześniej motyw gór jako twierdzy,
naturalnej zapory broniącej dostępu do przestrzeni interioru,
szczególnie często powtarza się u Ossendowskiego.
„Karpaty polskie od Beskidów Zachodnich aż po Czarno­
horę - od zarania naszych dziejów stały się widownią wy­
padków o niezmiernej doniosłości historycznej (...)" '.
Widać wyraźnie, że tak ujęte góry nie są beznamiętnym
przedmiotem, pozbawioną ducha konfiguracją topograficzną.
Uwypuklane zostaje to, że góry są podmiotem historii stoją­
cym zawsze po stronie rodaków autora. Zasług więc można
zliczyć wiele. W przekonaniu Ossendowskiego szczyty roz­
graniczały dwa zantagonizowane obszary. Strona polska za­
wsze była uosobieniem doskonałości, „krainą szczególnych
wysiłków i cnót niecodziennych" . Natomiast południowe
stoki pasma karpackiego wartościowane są zdecydowanie ne­
gatywne. Dowiadujemy się, że stamtąd nacierało najrozmait­
sze zło:
- „zgorszenie, pogarda prawa, obojętność do ładu (...),
niepewność jutra..." ,
- „bandy zbójeckie panów madziarskich i opryszków po­
spolitych, opilstwo, zbytek, nierząd polityczny" ,
30

3

32

33

34

101

�35

- „chciwi i zuchwali konkwistadorzy madziarscy" .
To tylko mala próbka nazwanego wprost i po imieniu zła.
Nasuwa się wniosek, że autor nie podzielał pozytywnego ste­
reotypu głoszącego, że Węgier i Polak to dwa bratanki...
Ossendowski robi, co może, aby pokazać prawdę dementują­
cą ów stereotyp. Siła złego była częstokroć tak ogromna, iż
nawet zaangażowane w walkę góry nie mogły jej sprostać.
Jednakże skończył się czas podobnych waśni i chaosu.
Dzień, w którym autor opowiada o tym wszystkim, jest
dniem pokoju i budowania nowego świata. Zmory przeszło­
ści zostały odpędzone, więc polski duch opanowuje z powro­
tem swoje odwieczne dziedziny. „Polakami jesteśmy, solą tej
ziemi i jej władcami" - daje o sobie znać ziarno prawdy
tkwiące w sercach wieśniaków karpackich, niby zrusyfiko­
wanych, pozbawionych „właściwej" wiary i mowy.
Jak widać, wszechobecny jest spór o przewagę pierwiast­
ka polskiego. Z wielką pasją angażuje się w to Ossendowski,
często polemizuje z nacjonalistami ukraińskimi, chcącymi
udowadniać wpływy kultury ukraińskiej sięgające aż po Ora­
wę. Faktem bowiem jest to, że legendarni Wiślanie napłynęli
na te ziemie jako pierwsi. Co najwyżej można zgodzić się na
domieszkę krwi równie legendarnych Alanów, peroruje dalej
autor . Zupełną niedorzecznością jest domniemywać, jakoby
Łemkowie czy Huculi posiadali domieszkę „krwi połowiecko-mongolskiej z dzikich pól Ukrainy" .
Siedzenie „cudopolskich" pejzaży, poznawanie strona po
stronie dziejów i zabytków kultury polskiej, osadzone jest rzecz jasna - na narracji o historii. Mamy tam do czynienia ze
szczególną lekcją historii. Chodzi o to, że opowiadaniem rzą­
dzi specyficzna prawidłowość. Wyraźnie i często zauważalny
jest pewien schemat oglądu przeszłości, a tworzą go trzy ste­
reotypowe ujęcia. Oczywiście nie są te stereotypowe ujęcia
wyodrębnione ścisłymi cezurami czasowymi. Płynnie przypi­
sane są faktom, gdyż ich głównym celem wydaje się być zbu­
dowanie określonego nastroju.
Oto mamy pierwszy obraz z przeszłości: czasy piastow­
skie i okres panowania Jagiellonów zawsze przywołują dobre
skojarzenia. Konotowane są z pojęciem mocarstwowości, si­
ły - wszak była to epoka triumfalnych zwycięstw i potęgi.
Jednym z wielu, którego zasługi powinno się pamiętać, był
Kazimierz Wielki. Cała uwaga odbiorcy Cudów... skupiona
zostaje na wypunktowanych pieczołowicie epizodach umac­
niania i ekspansji kultury:
„Ten energiczny i mądry król dał kulturę, ustrój państwo­
wy i dobrobyt ludności Karpat, Podkarpacia i ziemi halic­
kiej (...). Jak inny król - Bolesław, tak i Kazimierz tro­
szczył się o kolonizację podkarpackich krajów przez pod­
danych sobie rycerzy - Polaków, Wołochów, Węgrów,
Niemców i Czechów, nadając im ziemię, popierając budo­
wę zamków i grodów obronnych (...) i krok po kroku spo­
lszczając obcokrajowców, osiadłych w granicach jego
królestwa" .
Po tym następują czasy będące zupełnym przeciwień­
stwem legendamo-piastowskich narodzin i prosperity jagiel­
lońskiej. Obraz drugi prowadzi wyobraźnię po obszarach za­
mętu i niepokoju. Dominuje więc nastrój smutku, czemu
trudno się dziwić, gdyż nie sposób opisać innym językiem
długich lat niebytu państwa, które przed chwilą mieniło się
potęgą. Trudno w inny spoosób uzmysłowić dolę Polaków,
ciężką i nie do pozazdroszczenia. Jeżeli w tym kontekście
może pojawić się nastrój radości czy dumy, to wynika on je­
dynie z nadziei oraz przekonania o mesjanistycznej misji na­
rodu. Polska jako antemurale - przedmurze chrześcijańskiej
36

37

38

39

102

Europy, istnieje nadal. Co prawda, nienamacalnie, politycz­
nie, ale w sercach ludzi, dzięki duchowemu wysiłkowi i woli
przetrwania.
„Podnosząc oczy do najwyższych szczytów symbolu, uj­
rzymy Wilno - wśród mroków niewoli, chaosu dzikich sił
i wrażeń przemocy - w postaci bohaterskiej i świętej" .
- głosi J. Remer oprowadzając po dziejowych meandrach
Wileńszczyzny.
Pomimo że historia tak źle obchodziła się z Wilnem, wła­
śnie ten ponury czas zaborów nadał właściwej mocy symbo­
lom reprezentującym miasto i kulturę polską. Zgodnie z logi­
ką tego romantyczno-historycznego mitu okoliczności takie,
jak klęski powstańcze, dominacja zaborców i niszczenie kul­
tury polskiej, utwierdzały w gruncie rzeczy pozycje Wilna
i Lwowa. Paradoksalnie, dzięki temu zasłynęły one jako bez­
cenne twierdze na wschodnich rubieżach.
Tu mieści się cytowany już wcześniej martyrologiczny ton
Morcinkowskiego Śląska. Ten rozdział historii przywołuje
nieodparcie pamięć o rusyfikacji, cały ciąg skojarzeń opiera
na kategorii „swój - obcy", gdzie obcość agresora zostaje
wyeksponowana do granic możliwości. Jak relacjonują auto­
rzy, nie oszczędzono wysiłków, aby odium burzenia i ni­
szczenia spadło na fasady kamienic i domów. Stawiano „po­
mniki habsburskiej okupacji" , rozmaite „okazy stylu kosza­
rowego" , urągające naturalnej architekturze miast. Nowy
wizerunek przestrzeni zyskiwał wyłącznie miano pokraczności. Co gorsza, podobny los spotykał kościoły. Naruszano,
profanowano miejsca, w których sacrum we właściwym sło­
wa znaczeniu skupiało się ze świętością narodową.
„Chcąc narzucić Wilnu niezatarte piękno miasta na
wskroś rosyjskiego, rozpoczął Murawjew (...) niszczenie
lub przerabianie kościołów (jak św. Kazimierza, Augustianów, Wizytek, Pana Jezusa na Antokolu, św. Trójcy
i in.) na cerkwie, które w potwornych formach z cebulastymi kopułami zatraciły pierwszy, artystyczny wygląd
z obliczem miasta od wieków zrośnięty" .
Jest to ponadto czas rugowania polskiego języka. „Zabra­
nia się mówić po polsku" - unaocznia nam ten fakt foto­
grafia tablicy ostrzegawczej. Tożsamość wyrażająca się jak
wiadomo w odrębnej mowie, nie znajdowała wtedy korzyst­
nego klimatu do zamanifestowania swej obecności. Mogła
co najwyżej pobrzmiewać ściszonym głosem, w ukryciu
i szeptem.
Trzeci obraz dotyczy historii najbliższej: wyzwolenia
i powszechnej radości. Moment pojawienia się Polski na ma­
pie Europy, chwila, od której zegar dziejów rozpoczął odmie­
rzanie nowego czasu, jawi się jako przełomowa godzina, jak
czas pod każdym względem niezwyczajny. Przypomina to
nieco rites de passage - tę fazę rytu, w której dokonanie
przejścia okupione zostało trudami czy wręcz stanem nieby­
tu - i teraz wszyscy zauważają odmienioną rzeczywistość,
otoczenie stworzone jakby na nowo i pełne świeżych barw.
Nikt nie ma wtedy wątpliwości, że optymizm i wiara w świe­
tlaną przyszłość powinny być drogowskazami. Zauważyć
można to zwłaszcza u Ossendowskiego, gdzie ów schemat hi­
storii uproszczonej, operującej sugestywnymi i czytelnymi
nastrojami, widoczny jest najczęściej. Tak skonstruowana
narracja odnosi się do teraźniejszości, ale też projektuje wizję
przyszłości. Napięcie między tym co było - czyli odpychają­
cym złem, a tym co jest i będzie - czyli pokojem, pracą i do­
statkiem, uzmysławia, że horrendalne sceny nie wrócą. Co
najwyżej sporadycznie natkniemy się na straszącą pamiątkę
z historii, jak na przykład na tę z drohobyckiego kościoła, tj.
40

41

42

43

44

�malowidło przedstawiające rzeź w Humaniu z powstania
Chmielnickiego .
Schemat historii porządkujący złożoną i wielowątkową
przeszłość zdradza obecność myślenia mitycznego. Summa
summarum trzy obrazy - jak wynotowaliśmy - tj. legendarna
praprzeszłość, dalej - martyrologiczna i cierpiętnicza epoka
ulokowana gdzieś w środku, wreszcie teraźniejszość - pre­
tendują do obiektywnego i prawdziwego doboru wydarzeń.
Tymczasem dobór wydarzeń zawsze dokonuje się w oparciu
0 jakiś klucz, zawsze jest określoną selekcją faktów.
Jakie przesłanki skłaniają do wyciągnięcia takich wnio­
sków i dlaczego po raz wtóry pojawia się tutaj pojęcie mi­
tycznego myślenia. Jak odnieść się do tego, co zostało okre­
ślone schematem postrzegania historii? Jak zatem zrozumieć
funkcjonowanie tego schematu, a nawet pokusić się o dosta­
teczne jego wyjaśnienie?
Zastrzeżenie, które należy postawić w tym miejscu,
brzmi, że nie jest intencją analizy dyskredytowanie jakiego­
kolwiek zjawiska odkrywanego na stronach „cudopolskiej"
serii. Czy chodzi o przekonanie, że krajobraz przemawia oj­
czystą mową, czy o mityczną percepcję dziejów - abstrahuję
od wartościowania lub oceniania. Często używane pojęcie
mitu może rodzić podejrzenie, że cała rzecz polega na poka­
zaniu zabobonnej fantazji albo zbiorowego skrzywienia umy­
słowego. Mit w tym znaczeniu stał się wyposażeniem publi­
cystyki i niech już tak zostanie, że ona ma prawo oceniać
1 obnażać to, co mityczne - pełne przesądu, bredni i andro­
nów.
„Mit niczego nie ukrywa, niczego nie uwidacznia - mit
deformuje; nie jest ani kłamstwem, ani wyznaniem, jest od­
chyleniem" . Tymi słowami najbardziej lapidarnie streścił
Roland Barthes specyfikę mitu, którym posługuje się antro­
pologia. Francuski humanista definiował pojęcie mitu opiera­
jąc się na tezach strukturalizmu. Dużo wagi poświęcił inter­
pretowaniu mechanizmów tworzenia się tekstów literackich,
tekstów kultury w ogóle.
Zgodnie z wykładnią Barthesa mit, z którym mamy do
czynienia współcześnie i który generuje całe spektrum kultu­
ry - począwszy od filmu, fotografii, reportażu, sportu, skoń­
czywszy na reklamie - należy rozumieć jako metajęzyk. Metajęzykowość mitu polega na tym, że przywłaszcza on sobie
rozmaite znaki (znaki = korelacje signifiant i signifie), wyry­
wa je jakby z pierwotnego położenia i wypowiada się o nich
ponownie, ale już wtórnie. Język mityczny posługuje się zna­
kami wedle pewnej reguły. Znaki, które w normalnym, pier­
wotnym systemie stanowią finał, w systemie mitycznym sta­
nowią początek, tzn. pozyskane przez mit stają się „znaczą­
ce" (czyli sigifiant).
Podłożem każdego mitu jest pojęcie. Dostrzegamy nato­
miast to, co ono uzewnętrznia - formę. Dopiero skojarzone
pojęcie i forma, odpowiedniki znaczonego i znaczącego (si­
gnifie i signifiant) dają nową materię, przekaz metajęzykowy,
mityczny. Mit w ujęciu, aby stworzyć, jak powiada Barthes,
wtórny tekst kultury, i aby uzasadnić, uprawomocnić pojęcie
- czyli to, co jest rdzeniem mitu - przerabia i pozyskuje to,
co już jest w kulturze. Mit bowiem jest „słowem skradzio­
nym". Przywłaszcza sobie znaki z pierwotnego systemu semiotycznego i uzasadnia lub nawet „nadmiernie uzasadnia"
zdaniem Barthesa, znaczenia w nowym kontekście .
Najczęściej dochodzi też do przemieszania różnych języ­
ków, które odrębnie traktują rzeczywistość. Język opisu świa­
ta przez pryzmat nauki miesza się z językiem sztuki, język
sztuki z językiem mitu.
45

46

47

Podobną sytuację mamy w analizowanym stereotypowym
odbiorze dziejów narodu. Historia zostaje zmiksowana z lite­
raturą, synonimem sztuki w tym ujęciu. Natomiast język mi­
tu - „organizujący zbiorową wyobraźnię wokół wartości" sens i prawdę przenosi na obszar nauki. I jak przystało na mit,
dzieje się to w sposób kategoryczny.
Otóż zasób faktów, czyli domena historii - nauki, zbioro­
wa wyobraźnia skłonna do mityzacji traktuje zgodnie z przy­
toczonymi wyżej regułami. Historia jako nauka rejestruje wy­
darzenia i poszukuje obiektywnych modeli wyjaśnienia. Per­
cepcja mityczna wyposażona w znaki i idee z dziedziny sztu­
ki selekcjonuje przeszłość tak, aby stworzyć obrazy i nastro­
je ilustrujące wartość, piękno i sens. To, co można było je­
szcze przed chwilą podejrzewać o byt tymczasowy, warunko­
wy i zmienny, gdy ulegnie mechanizmowi mityzacji jawi się
jak „realność bezwarunkowa" . Zmityzowana treść w nowej
formie to treść największej wagi i niezależnie od niczego
trwająca w świecie.
Co więcej, treści wzięte w posiadanie mitu i usankcjono­
wanie „pojęciem" (signifie) uchodzą za naturalne, więc obe­
cne od zarania świata i by tak rzec nieodzowne, aby świat
mógł trwać nadal.
Uważam, że pojęciem, które kreuje mityzowaną wersję
historii Polski, jest romantyczna wizja polskości. Autorzy
„cudopolskich" monografii niewątpliwie byli dłużnikami tej
tradycji estetycznej i światopoglądowej. Z jednej strony da­
wali świadectwo tego, co sami czuli, z drugiej podejmowa­
li gotowe teksty w kulturze, zrozumiałe dla wszystkich,
przystające do ogólnonarodowej wrażliwości. W gruncie
rzeczy byli kompilatorami bogatego zasobu stereotypów,
głosów z przeszłości i teraźniejszości, poszczególnych ele­
mentów krajobrazu. Nie były to wszak przypadkowe zesta­
wienia. Zarówno narracja, familiarna czasem gawęda auto­
ra przewodnika, jak i uzupełniająca warstwa ilustracyjna
w postaci rozmaitych fotografii potwierdzają nadrzędną
kwestię. Ujawniają, że serce nie może mylić się - serce,
które podpowiada, że wartość i sens jest pochodną „polskiej
duszy".
Wiemy w takim razie, jakie mechanizmy doprowadziły do
powstania tej specyficznej wizji historii. „Polska dusza" szczególnie doświadczana, mająca za sobą heroiczną prze­
szłość, wszak zmuszana do wyparcia się własnej tożsamości
- stała się trzonem mitu. Wygenerowany dzięki temu pojęciu
narodowy mit, odchylający i deformujący różne teksty kultu­
ry, nie powinien - zgodnie z intencją Barthesa - uchodzić na
kłamstwo. Podlega innym prawom. Organizuje zbiorową wy­
obraźnię i obowiązuje każdego uczestnika kultury. Będąc
faktem intersubiektywnym zmityzowany sąd o dziejach
i własnym narodzie rzuca światło na to, jak lokalnie odbiera
się rzeczywistość.
Analizowana tutaj seria monografii krajoznawczych jest
dobrym przykładem, jak teksty kultury popularnej przywołu­
ją i umacniają schematy mitów narodowych. Trudne do prze­
cenienia wysiłki autorów „Cudów..." to nie tylko modelowa­
nie przeszłości. Jak pokazałem wcześniej, uwaga skierowana
zostaje na dokładne zliczenie tego, co polskie, co emanuje
narodowym wdziękiem. Intencją autorów stało się jakby ska­
talogowanie rzeczy wielkich, ale też drobnych niezauważal­
nych do tej pory. Jakby spraw priorytetową było nadanie te­
mu wszystkiemu symboliczno-narodowej oprawy.
Gdy więc przyjdzie odpowiedzieć skąd wziął się na stro­
nach popularnej serii taki osobliwy ton „nieprawdziwej" hi­
storii, dojdziemy do tezy, że to romantyczny kanon wrażliwo48

49

103

�ści był sprawcą i natchnieniem. Jest zresztą faktem, że ów ka­
non dominował, jak i dominuje całkiem współcześnie w na­
szym tj. polskim odbiorze rzeczywistości. Zaryzykować
można spostrzeżenie, że ten schemat mitycznego odbioru hi­
storii - w tekstach Ossendowskiego, Morcinka, Remera i in­
nych rozpięty na przestrzeni kilku wieków - przeniesiony zo­
stał na okres stu lat bez mała wieku XX-go. Mamy podobną
recepcję wydarzeń, tym razem w mikroskali: Dwudziestole­
cie międzywojnia w potocznym odbiorze istnieje niczym le­
gendarny czas potęgi państwa, narodu, kultury. Następnie tra­
fiamy na antytezę tego, co wyżej; wojna i powojenna okupa­
cja radziecka. Narzucony siłą komunizm pociąga za sobą ko­
nieczność obrony tożsamości. Otwiera się nowy rozdział he­

roicznej walki. Stare symbole wyrażające mityczną polską
duszę pojawiają się w nowych kontekstach. Rodzą się nowe
znaki. Ich wymowa ulegała wzmocnieniu zwłaszcza, gdy wy­
chodziły na światło dzienne z „podziemia", z obszarów zaka­
zanych i zwalczanych przez władzę. Solidarna walka bądź
opór przynoszą w końcu efekt. Moment przełomu to rok
1990. Odtąd Polacy żyją w III Rzeczypospolitej, już nie wa­
salnej wobec kogokolwiek, ale w pełni suwerennej. I tu znowuż, zgodnie z potocznym przekonaniem, nie liczą się inne
przesłanki, jak te wynikające z logiki mitu. Odrodzenie się
niepodległej Polski to zasługa wyłącznie niezniszczalnego
pierwiastka polskości a nie np. totalnej zapaści ekonomicznej
systemu z gruntu niewydolnego.

PRZYPISY
' J. Woźniakowski, Góry niewzruszone, Kraków 1995, s. 18
Tamże, s. 18
Zob. J. Kolbuszewski, Przestrzenie i krajobrazy, Wrocław 1994, s. 5-8
Określenie Kolbuszewskiego, tamże, passim
Tamże, s. 248
J. Smoleński, Morze i Pomorze, Poznań 1928, s. 16
Tamże s. 15
Tamże
10
10
Tamże
13
Tamże
12
Tamże
12
Tamże
Tamże, s 12

2 5

Tamże, s. 11-12
Tamże, s. 46
Tamże, s. 48
Tamże, s. 15
J. Smoleński, Wielkopolska, Poznań 1930, s. 70
Tamże, s. 155
F.A. Ossendowski, Karpaty i Podkarpacie, Poznań 1939, s. 14
Tamże, s. 14
Tamże, s. 20
Tamże, s. 99
" T a m ż e , s. 128
Tamże, s. 183
Tamże, s. 189
Tamże, s. 56
Tamże, s. 21
J. Remer, Wilno. Poznań 1934, s. 169
S. Wasylewski, Lwów, Poznań, s. 102
Tamże, s. 102
J. Remer, op.cit., s. 182
Tamże, s. 182
F.A. Ossendowski, op.cit., s. 211
R. Barthes, Mit i znak, Warszawa 1970, s. 48
Tamże, s. 25-36
L. Kołakowski, Obecność mitu, Paryż 1971, s. 7
Tamże, s. 7

2

2 6

1

2 7

4

2 8

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

Tamże, s. 163
Tamże, s. 163
G. Morcinek, Śląsk Poznań, s. 1
Tamże, s. 4
Tamże, s. 2
Tamże, s. 4
Tamże, s. 2
Tamże, s. 5-6
Tamże, s. 6
Zob. N . Davis, Boże igrzysko. Historia Polski, t. 1, Kraków 1989,
.62-63
G. Morcinek, op.cit., s. 11
15

16

17

2 9

3 0

31

3 2

3 3

3 4

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

41

1 8

4 2

19

4 3

2 0

4 4

21

4 5

2 2

4 6

2 3

4 7

2 4

I.

WTOM

OSSENDOWSKI

4 8

4 9

GUSTAW
(ШШ

POLESIE

ниш

MORCINKA
ми

w

a in и.л*ьл

Ś LĄS К
PKUI&gt;MI»t -iAPlSAłHUGENJISZ
KWIATKOWSKI
B. MIMtTEI rli.'r 41 ч ( I iM„s!

11 Dlii
OiteMi

rafr.'J

W Y D A W N I C T W O
&lt; H.
P

104

Pełtst

P O L S K I E

W E G N E R
O

7.

N

A

N

» V 1) A « N I С T W O

P O L S K I

&lt; R. W g &lt;; N KR &gt;

&gt;

' »" "•

POZNA!*!

1

"

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10156" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10134">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/57858e8e5a446e9aa6c29bf45c549dca.pdf</src>
        <authentication>24f7233d04ed58347874427cd9da5fda</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120805">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2701</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120806">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120807">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2512</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120808">
                <text>Etnografie Brunona Schulza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120809">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.105-108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120810">
                <text>Dudziak, Maciej, J.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120811">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120812">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120813">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120814">
                <text>Etnografie Brunona Schulza
Próba antropologicznego ujęcia Ulicy Krokodyli
jako analizy miasta
Maciej J . Dudziak
Psychologia - to przeciętność, to wiara w uniformizm, w szare prawo
mrówki. Gdy wiek XIX strawił ostatniego wielkiego człowieka, nastała epo­
ka psychologii, jak dzień słoneczny i nudny bez końca. Ludzkość odetchnę­
ła z ulgą. Poprzysięgła sobie nie rodzić więcej wielkich ludzi. Zaprzeczyła
ich istnieniu. Nastała restauracja małości.
Bruno SCHULZ, Powstają legendy'

oszczędził i naszego miasta i zapuścił korzenie na skrawku jego
peryferii, gdzie rozwinął się w pasożytniczą dzielnicę.

I.

4

Bruno Schulz dość niechętnie odnosił „wprost" swoją
twórczość pisarską i malarską do powszechnie jawnej rzeczy­
wistości. Unikał tego, pisał jakby „obok".
Nie sposób - pisa! Schulz w Expose do Sklepów cynamonowych
- dosięgnąć najgłębszego dna biografii, ostatecznego kształtu lo­
su poprzez opisywanie zewnętrznego życiorysu ani przez analizę
psychologiczną, choćby nawet docierała jak najgłębiej.
2

Nie takie zresztą, rzec by można „sprawozdawcze" wy­
tyczne stawiał sobie autor Xsiegi bałwochwalczej. W jego
mniemaniu:
Zracjonalizowanie widzenia rzeczy tkwiącego w dziele sztuki
równa się zdemaskowaniu aktorów, jest końcem zabawy, jest zu­
bożeniem problematyki dzieła. Nie dlatego, żeby sztuka była logogryfem z ukrytym kluczem, a filozofia tym samym logogryfem - rozwiązaniem. Różnica jest głębsza. W dziele sztuki nie zistała jeszcze przecięta pępowina łącząca je z całością naszej pro­
blematyki, krąży tam jeszcze krew tajemnicy, końce naczyń
uchodzą w noc i wracają stamtąd pełne ciemnego fluidu.
3

Schulz oddala i przeciwstawia stare miasto nowej dzielni­
cy, której prawa miejskiego odmawia. To, co staje się dla nie­
go istotne, to podjęcie wysiłku przedstawienia ugruntowują­
cej się antynomii starego i nowego Drohobycza, starego ładu,
dawnych stosunków panujących w mieście. Bowiem:
Kiedy w starym mieście panował wciąż jeszcze nocny, pokątny
handel, pełen solennej ceremonialności, w tej nowej dzielnicy
rozwinęły się od razu nowoczesne, trzeźwe formy komercjali­
zmu. Pseudoamerykanizm zaszczepiony na starym gruncie mia­
sta wystrzelił tu bujną, lecz pustą i bezbronną wegatacją tandet­
nej i lichej pretensjonalności.
5

Schulz dochodzi tu do przedstawienia relacji między mie­
szkańcami starej i nowej części miasta. Antagonizuje ich,
ujawnia społeczno-kulturową (jak chciałby usłyszeć antropo­
log) specyfikę przemysłowej dzielnicy Drohobycza.
Rdzenni mieszkańcy miasta trzymali się z dala od tej okolicy, zamie­
szkiwanej przez szumowiny, przez gmin, przez kreatury bez charak­
teru, bez gęstości, przez lichotę moralną, tę tandetną odmianę czło­
wieka, która rodzi się w takich efemerycznych środowiskach.
6

Dlatego też tym bardziej zaskakujący jest tekst zamie­
szczony w tomie Sklepów cynamonowych opatrzony zna­
miennym tytułem Ulica Krokodyli, w którym Schulz daje
opis rzeczywistości niemalże etnograficzny, oczywiście: sto­
sując poetykę i ekspresję przedstawiania rzeczywistości sobie
właściwą. Lecz bynajmniej! Sztuki, sztuczki i wytrychy lite­
rackie zastosowane przez Schulza w tym tekście nie ujmują
mu nic z jego walorów opisowych.
Jest bowiem Ulica Krokodyli, przedstawieniem nowej
dzielnicy miasta Drohobycza, która rozpleniła się niczym na­
rośl u boku tego miasta właściwego, miasta, by ująć z Schulzowska, godnego. Mamy tu kolejne obrazy, które Schulz ser­
wuje z pozycji, rzec by można, Benjaminowskiego flaneura,
przechadzającego się po miejskich placach, chodnikach,
który - dość paradoksalnie dla Schulza - nie wzdragając się
od opisu, nie poprzestaje również na przedstawieniu zwy­
kłych „faktów", lecz wedłu credo własnego pisania sięga głę­
biej, do niższych pokładów rzeczywistości. Tak, bowiem
wprowadza nas autor Wiosny w ów:
Dystrykt przemyslowo-handlowy z podkreślonym charakterem
trzeźwej użytkowości. Duch czasu, mechanizm ekonomiki, nie

I dalej powiada Schulz tak, mówiąc, iż zdarza się czasem
w dniach upadku zabłąkać któremuś z mieszkańców starego
miasta do owego:

Bruno Schulz. Grupa przechodniów,

ok. 193? r

105

�eldorada takich dezerterów moralnych, takich zbiegów spod
sztandaru godności własnej. Wszystko zdawało się tam podejrza­
ne i dwuznaczne, wszystko zapraszało sekretnym mrugnięciem,
cynicznie artykułowanym gestem.
7

Bowiem:
Najlepsi nie byli czasem wolni od pokusy dobrowolnej degrada­
cji, zniwelowania granic i hierarchii, pławienia się w tym płytkim
błocie wspólnoty, łatwej intymności, brudnego zamieszkania."

Zatem: pod wpływem „osadzenia" się nowej, przemysło­
wej dzielnicy Drohobycz zaczyna podlegać zmianom w po­
szczególnych sferach egzystencji; zmianie ulega system spo­
łeczny, gdyż pojawia się nieznana do tej pory w mieście no­
wa kategoria lichości i moralnej tandety, pojawiają się trze­
źwe formy komercjalizmu, zabijające ceremonialny i pokątny
handel panujący w starym mieście, miasto industrializuje się,
powiększa, przyciąga okolicznych chłopów do pracy w rafi­
neriach.
Fakt ten, pobudzający Schulza intelektualnie, znajduje
swoje odbicie również w innym źródle. W badaniach etno­
graficznych, które prowadziłem wśród poddrohobyckiej
wspólnoty zamieszkującej do 1945 roku wieś Rychcice, po­
wtarza się szereg informacji potwierdzających spostrzeżenia
Schulza zawarte w Sklepach cynamonowych.
W okresie międzywojennym na skutek uprzemysłowienia subre­
gionu drohobyckiego część Rychoziczan zatrudniła się w pobli­
skim Drohobyczu w charakterze robotników. Jak pootwierali ra­
finerie w Drohobyczu: Polmin i Dross, to chłopy zaczęty tam pra­
cować, bo nie było tak ciężko jak na gospodarstwie. Stała praca
i tylko osiem, dziesięć godzin.
4

Wszystko w Drohobyczu było: sukienki, ubrania dla chłopów,
wszystko. Nie trzeba było .samemu tego hm tyle robić, można by­
ło kupić, jak się miało pieniądze. A do Drohobycza to tylko kawa­
łek, przez polej"

Ulica Stryjska w Drohobyczu

0 komunikacji, i flaneur
Ulica jest szeroka jak bulwar wielkomiejski, ale jezdna, jak pla­
ce wiejskie, zrobiona jest z ubitej gliny, petna wybojów, kałuży
1 trawy. Ruch uliczny dzielnicy służy do porównań w tym mie­
ście, mieszkańcy mówią o nim z dumą i porozumiewawczym
błyskiem w oku. Szary, bezosobisty ten tłum jest nader przejęty
swą rolą i pełen gorliwości w demonstrowaniu wielkomiejskiego
pozoru. Wszelako, mimo zaaferowania i interesowności, ma się
wrażenie błędnej, monotonnej, bezcelowej wędrówki, jakiegoś
sennego korowodu marionetek. Tłum płynie monotonnie i , rzecz
dziwna, widzi się go zawsze jakby niewyraźnie, figury przepły­
wają w splątanym, łagodnym zgiełku, nie dochodząc do zupełnej
wyrazistości."

Chodzi bowiem o zobrazowanie procesu, tego, co jest
w Kulturze chyba rzeczą najtrudniejszą do zobrazowania ję­
zykiem literatury (równie i nauki, której piśmiennictwo zali­
czane jest już wszak w poczet gatunków literackich), do uka­
zania dynamiki przemian, tak, aby czytelnik tę metamorfozę
niemal „odczuł" uwikłał się w nią niejako, idąc tropem kognitywistów, 'w' empatował. Dotknął nie tylko, by sparafra­
zować Malinowskiego, koścea, lecz również tkanki. Rzecz
nie już o to, co jest najistotniejsze i czy przedstawienie jest
obiektywne, czy też nie - wszak umowa obiektywności, bo­
wiem o nią tu rzecz idzie, ma również odciśnięte piętno su­
biektywizmu - lecz o to, jak powiada Geertz, by interpreta­
cja, bo tylko z nią de facto mamy do czynienia, oddawała jej
sedno.
Schulz był, i zdaje się ciągle być awangardzistą, przednim
hufcem myśli humanistycznej, choć, jak powiada Zygmunt
Bauman: w świecie ponowoczesnym mamy do czynienia
z niemożnością awangardy , będąc równocześnie świado­
mym obserwatorem, jak świadomym interpretatorem rzeczy12

Xięga Bałwochwalcza,

106

rok 1936

�wistości. Rzeczy ukazane w Ulicy Krokodyli były ukazaniem
niejednorodnego świata interpretowanej kultury, poddającej
się zmianom, wyrażały głęboko skrywaną nostalgię za świa­
tem już minionym, ukazując to na przykładzie nowej dzielni­
cy miasta, która:
była koncesją naszego miasta na rzecz nowoczesności i zepsucia
wielkomiejskiego. Widocznie nie stać nas było na nic innego, jak
na papierową imitację, jak na fotomontaż złożony z wycinków
zleżałych, zeszłorocznych gazet.
13

Schulz, sam podkreśla, i jest to bodaj wyjątek godny od­
notowania, iż formą ekspresji Ulicy Krokodyli jest s p r a ­
w o z d a n i e , zasadniczo odbiegające w wypowiedzi od
„zwyczajowo" stosowanych przez autora Sanatorium pod
Klepsydrą środków wyrazu.
Ma więc Ulica Krokodyli, jako utwór głęboko literacki,
swój odnośnik i związek z tak zwanym opisem etnograficz­
nym, który dziś można by z geertzowska przezwać „opisem
zagęszczonym" czy „pogłębionym", w którym rzeczywistość
podlega natychmiastowej inerpretacji, jest w nią uwikłana,
próbuje natomiast dotrzeć do jakiegoś sedna czy sensu.
Przedstawia również samego pisarza-badacza, uwikłanego
w własną interpretację, a to już z kolei jest bardzo bliskie
wielu antropologom z kręgu tekstualistów, z Jamesem Cliffordem na czele. Ulica Krokodyli, czyli ulica Stryjska w drohobyckim polis, jest przykładem owych zmian.
1 4

II.
Odkąd wiek XIX ukonstytuował etnografię, czyniono
usilne starania w celu unaukowienia dyscypliny, przypisania
jej tych wszelkich cech, których humanistyka pożądliwie

zazdrościła naukom przyrodniczym. Myśl, iż opis i inter­
pretacja, o których nazwanie właśnie w ten sposób pokusić
się nie było wówczas chętnych i że mogą one stanowić je­
dynie pewną wizyjną propozycję postrzegania rzeczywisto­
ści - stawała się tak nieznośna, że na mocy przyznanych so­
bie samej praw rozstrzygania o zgodności, czyli prawdzie
opisu, z jej bękarcią siostrą interpretacją będącą ze swej na­
tury ułomnym i niewłaściwie zmutowanym genem tej
pierwszej i fałszu, który przydawany był literaturze. Pomi­
nąć tu rzecz jasna można by okres literatury pozytywistycz­
nej, w której dbałość o obiektywny czynnik społeczny był
odwrotnie proporcjonalny, jak w ówczesnej raczkującej je­
szcze etnografii pełnej spoufaleń, ocen i wyroków. Zadzi­
wiające, jak literatura pozytywistyczna zmieniła się w to, co
z wielu dzisiejszych perspektyw nazwać by można właśnie
etnografią.
Opis „naukowy" to opis jakby koścca jakiegoś organizmu,
punktów orientacyjnych, po których na zasadzie domniema­
nia jedynie, dojść można do wyobrażenia o jakimś tworze.
Język analizy wypruty z tkanki ciała, z jedynie czasem po­
wiewającymi strzępami do końca nie zdartych mięsistych
włókien kultury lepiących się ostatnim wysiłkiem do obżar­
tych przez preparat odsączający rzeczywistości kości - uka­
zuje blady i martwy kościec, tak manipulowany, jak tylko ten,
co nieżywym manipulowanym być może.
Literatura, zakładam, dostarcza tkanki: i tej materialnej,
posieczonej arteriami żył, dającej się dotknąć w procesie po­
znania, i tej domyślnej, „urojonej", wizyjnej. Obie są niczym
innym, jak propozycjami kolejnych interpretacji znaczeń,
które Kultura podsuwa nam nieustannie i wciąż, na nowo pra­
gnąc, byśmy stanęli przed wysiłkiem jej zrozumienia.

Bruno Schulz. Ilustracja do Xicgi Bałwochwalczej.

1936

107

�do określania właśnie w ten
sposób dawno już minęły.
Literatura naukowa jest słab­
Nauka przecie dysponuje
sza, stroną kiepskiej literatury:
równie niedostępnym języ­
kiem ciężej przyswajalnym,
Chciałbym teraz przedsta­
cechującym się tak ogrom­
wić „sposoby robienia etno­
nym natężeniem abstrakcyj­
grafii". Myślę, że etnografię
nych środków ekspresji, iż
podzielić można na:
nie tylko jest nieczytelna, ale
1. etnografię pośrednią
martwa, wymagając od czy­
I stopnia, którą jest
telnika edukacji naukowego
opis literacki sensu
metajęzyka.
stricto,
II stopnia, którą jest
Literatura naukowa pisana
modernistyczny
z pozycji ścisłych zasad lo­
opis naukowy, zza
gicznych, jest jedynie kośćktórego „nie widać
cem odartym z tkanki, jest
ludzi, lecz przed­
„kiepściejszą stroną słabszej
mioty, obrzędy, ry­
literatury". Tak samo, jak nie­
tuały, hafty i koron­
wiele dowiedzieć się można
ki",
z obserwacji samych tylko
wierzchołków gór o otaczają­
oraz
cych je dolinach, tak samo
2. etnografię bezpośre­
niepełne jest naukowe pisanie
dnią, która „dzieje się", jest
wszędzie i nie wymaga, ba!
0 rzeczywistości, bez sięgania
nie potrzebuje „oka uzbrojo­
do literackich środków wyra­
nego", gdyż jest niepostrzezu. Rola literatury polega bo­
galna, nie mieści się w kano­
wiem na wzajemnym dopeł­
nach naukowych przedsta­
nianiu i objaśnianiu, na wza­
wień świata. Są to relacje
jemnym wnikaniu w siebie, na
społeczne, które są płynne,
tworzeniu pola spotkania się
podlegają stałej zmienności,
światów: świata literatury
Bruno Schulz, Autoportret, 1919
konfiguracji i rekonfiguracji
1 świata nauki. Czy jest to
swoich kształtów i form, są w stanie ciągłego ruchu i nie są
możliwe? Składając swój głos po stronie głosujących na „tak",
po chwili już tym, czym przed ową chwilą jeszcze były,
posłuchajmy, co rzekł o kulturze i materii Bruno Schulz:
a przynajmniej tym, czym się objawiły.
Zdaje mi się, że niepokoi Cię i zbija z tropu fakt istnienia jakie­
Różnica między rejestracją, postrzeganiem, opisem a efek­
goś' niepisanego kodeksu wartos'ci. jakiejś' anonimowej mafii, ja­
tem końcowym w postaci spreparowanego etnograficznego
kiegoś' uchylającego się od kontroli consensus
omnium.
Poza wartościami oficjalnymi, które uznajemy i wyznajemy, kry­
opisu jest tak ogromna, iż - jak to często okazywało się w trak­
je się jakaś nieoficjalna, ale potężna zmowa, nieuchwytny i pod­
cie weryfikacji materiału etnograficznego gromadzonego lata­
ziemny system - cyniczny, amoralny, irracjonalny i kpiący. Ten
mi przez „tytanów eksploracji terenowych" - miały i mają się
system (ma on bowiem absolutnie cechy konsekwentnego syste­
nijak do permanentnie dynamizującej się kultury. Stąd etnogra­
mu) udziela swej sankcji niewierności przewrotnej kobiety, usta­
fia bezpośrednia posiada swoje walory takie same i może być
nawia paradoksalne hierarchie, nadaje druzgocącą silę kiepskie­
mu dowcipowi, zagarnia nas pod władzę solidarnego śmiechu
taką samą wizją kultury jak jej pobratymiec - nauka.
wbrew naszej woli i wiedzy. Ten nieuchwytny system, nigdzie
Intersubiekty wność, która jest podstawą wyróżniania lite­
nie zlokalizowany, przenikający niejako międzycząsteczkowo
ratury, a której to odmawia się literaturze właśnie. Prawdopo­
nasze wartościowania, uchylający się od odpowiedzialności i wy­
dobnie nauka w swym werbalizowalnym dyskursie zawła­
ślizgujący próbom osadzenia go i sklasyfikowania - nieuroczysty
szcza sobie prawo mówienia o niej, i to w kategoriach przez
i niepoważny, zabijający potężną bronią śmieszności - jest w sa­
mej rzeczy zjawiskiem niepokojącym i osobliwym. Nie wiem.
samą siebie ustanowioną. Intersubiektywność, cóż to za
czy ktokolwiek wolny jest od jego fascynacji."
rzecz, której literatura nie posiada, wszak obiektywne zapędy

III.

PRZYPISY
1

B. Schulz, Powstają legendy, „Tygodnik Ilustrowany", nr 22, 1935
B. Schulz. Expose o książce Brunona Schulza Sklepy cynamonowe,
(w:) Bruno Schulz. Księga listów, (red.) J. Ficowski, Wydawnictwo Lite­
rackie. Kraków 1975, s. 177
- B. Schulz, List do St. Witkiewicza, (w:) Bruno Schulz. Księga listów.
(red.) J. Ficowski, Wydawnictwo Literackie. Kraków 1975. s. 64-65
B. Schulz, Ulica Krokodyli, (w:) Sklepy cynamonowe, Warszawa
1997, s. 77
ibidem, s. 77
ibidem, s. 78
ibidem, s. 78
:

4

5

6

7

108

8

ibidem, s. 78
M . J. Dudziak, Plemię i szok, (maszynopis), s. 14
Inf. ur. 1919 Rychcice. wy w. nr 6/II, zam. Nowiny Wlk.
ibidem, s. 81
Z. Bauman. O niemożności awangardy, „Studia Kulturoznawcze",
Poznań 1996
B . Schulz, ibidem, s. 84
zob. ibidem.
" B. Schulz, Do Witolda Gombrowicza, (w:) Bruno Schulz. Księga
listów, (red.) J. Ficowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975,
s. 71
9

10

11

13

13

14

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10155" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10133">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1f9ac8c37ef51868155b34383e5396bb.pdf</src>
        <authentication>20285af827f5f8de83f7c12c608666ab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120795">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2704</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120796">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120797">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2515</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120798">
                <text>Tajna historia przedmiotów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120799">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.120-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120800">
                <text>Wasilewski, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120801">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120802">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120803">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120804">
                <text>Tajna historia przedmiotów
J e r z y S. W a s i l e w s k i

Leżą przede mną trzy krążki. Dwa pierwsze to stare mo­
nety, sczerniałe, poszczerbione, wytarte. Obie przywiozłem
dawno temu z Mongolii, a chociaż spotkały się dopiero na
moim biurku, to związane są ze sobą w szczególny sposób.

Pierwszy krążek wtajemniczenia
Ta miedziana moneta pochodzi z niedzielnego ułan-batorskiego bazaru. Co tydzień na ogromnym zakurzonym placu
na zachodnich peryferiach miasta, niedaleko nowego cmenta­
rza (było to już po przeprowadzce bazaru z malowniczej oa­
zy ws'rod ostatnich chińskich domków, u stóp klasztornego
wzgórza Gandan) pojawiał się tłum sprzedających, kupują­
cych i oglądających najróżniejsze rupiecie. Spora ich część
robiła wrażenie, jakby przez sześć dni tygodnia poniewierały
się gdzieś po ulicach, a na siódmy, nie wiedzieć po co, awan­
sowały do roli przedmiotów handlu. Toteż z reguły szybko
przechodziłem przez tę część targowiska, kierując się ku ma­
łemu obszarowi, gdzie handlowano rzeczami lepszej klasy.
W zaciszu wysokiego ogrodzenia z desek zasiadali i przecha­
dzali się poważni starsi panowie, już nie w wyszmelcowanych - jak reszta klienteli - marynarkach, ale w odświętnych
mongolskich strojach i tłoczącym się wokół nich osobnikom
z pospólstwa pokazywali - lub nie, zależnie od wyników oce­
ny takiego ciekawskiego - to co chowali w zanadrzu: jakąś
resztkę dawnej srebrnej biżuterii z koralami i turkusami, ta­
bakierkę z agatu lub porcelany, malowaną na płótnie lamajską
ikonę lub okaz najrzadszy - mosiężnego burchana.
Nie da się dziś przekazać atmosfery nielegalności, w ja­
kiej odbywały się te łowy. W Mongolii wczesnych lat 70tych, państwie w stolicy którego nie przypadkiem stał najspo­
kojniej pomnik Stalina, posiadanie i afiszowanie się
przedmiotami sakralnymi, z obszaru niedawno zgniecionej
religii lamajskiej nie było całkowicie bezpieczne ani dla
sprzedających, ani też dla kupujących (byli nimi głównie cu­
dzoziemcy, myślący oczywiście o wywozie - a w takim przy­
padku przedmiot religijny stawał się dla władzy cennym
obiektem kultury). Takie przedmioty jak tabakierki mogły

120

być pokazywane śmielej, i wtedy ujawniało się tłumione na
codzień przywiązanie do likwidowanych i odchodzących
form kultury narodowej, w której częstowanie się tabaką na
powitanie było ceremonią najpowszechniejszą. Dochodziło
zatem do zbiorowego oglądania jakiejś cenniejszej sztuki
w ściśniętym wianuszku. Gdy po południu na placu przerze­
dzało się, staruszkowie-znawcy przysiadali rzędem pod par­
kanem i paląc długie fajki podawali sobie wzajemnie te na­
prawdę najcenniejsze tabakierki - własne, niekoniecznie na
sprzedaż. Palcami wskazywali sobie detale, debatując szcze­
gółowo o tym, jaki wpływ na cenę ma wzór stworzony przez
słoje kamienia, sposób oprawy koralowej główki albo zato­
piony w ściankach bursztynowej flaszeczki owad. Jubilerstwo biedaków - myślałem.
Tamtego dnia pociągnęło mnie jednak w tę gorszą stronę
bazaru, właśnie do najpospolitszej starzyzny i drobnicy, roz­
rzuconej kupkami na gazetach, wprost na ziemi. Nie wiem
dlaczego spośród dziesiątków takich stert wybrałem tę wła­
śnie skrzynkę, a w niej, spod warstwy tych samych co wszę­
dzie zardzewiałych śrubek i spalonych świec motocyklo­
wych, wygrzebałem ten krążek. Pamiętam, że jeszcze kilka
lat później umiałem sobie przypomnieć uczucie owego ma­
gnetycznego przyciągania, które mnie tam wiodło. Dziś nie
jestem pewien, czy nie była to zwykła bazarowa gorączka po­
szukiwacza, pociąg do przepatrzenia wszystkiego. Może jed­
nak emanowało stamtąd coś, co kazało mi trafić wreszcie na
tę nieczytelną, pokrytą brudem monetę.
Na jednej stronie carski dwugłowy orzeł, z berłem i jabł­
kiem w szponach. Po drugiej, wbrew spodziewaniu, wcale
nie profil brodatego Mikołaja I I . Spod zeskrobanego paznok­
ciem brudu wyłania się data w środku: 1863-1864 i napis cy­
rylicą dokoła: „Za usmirenie pol'skago miateża" (za stłumie­
nie polskiego buntu).
A więc to nie moneta, to medal za tłumienie powstania
styczniowego! Pamiętam, że wspominał o nim Żeromski
w Syzyfowych pracach. Znaleziony na centralno-azjatyckim
targowisku musi oczywiście wywołać rozemocjonowanie,
zdziwienie - szczęściem, przypadkiem, związkiem ponad
odległościami. Mało który
umysł nie zareagowałby oży­
wieniem na taką koincydencję
i na taki obciążony znaczeniami
przedmiot. Natychmiast poja­
wiają się spekulacje, jak mógł
on trafić do Mongolii. Sam
przedmiot podpowiada taki oto
epizod: skoro brak mu uszka do
zawieszania - widać u góry, że
zostało ono odłamane, a miej­
sce byle jak zaklepane - to pew­
nie dlatego, ze ktoś próbował
puścić go kiedyś jako monetę.
Gdzieś w jakimś zajeździe na
kiachtyńskim trakcie, eskortu-

�jacy kupców w drodze do Urgi esauł zabajkalskich kozaków
niby to niedbale rzuca na mokry blat szynkwasu garść mie­
dziaków...
A wcześniejsze, polskie etapy tej drogi? Kto i za jakiż to
czyn bohaterski zosta! nim odznaczony? Za odwagę, za spryt
czy za podłość? Może dostał go „za chrabrost'" junkier Zubow, Czerkies wprawdzie tylko półkrwi, ale i tak niesłycha­
nej odwagi i zapamiętałości dżygit, który po wygranej po­
tyczce gdzieś na drogach północnego Mazowsza z jakąś po­
wstańczą partią, zapędził jej trzech dowódców-młokosów do
dworu. Ci ukryli się w panieńskim pokoiku na górce, Zubow
wpadł tam z kozakiem, huknęła salwa, wszystkie trzy kule
utkwiły w futrynie, a oni roznieśli na szaszkach nietęgich
strzelców...
A może dostał go za wojenną przemyślność esauł Dukmanow, weteran kampanii krymskiej, zaprawiony w starciach
na Kaukazie, który w augustowskiej guberni nie tylko forte­
lem obronił prowadzone furgony z amunicją, ale złapawszy
języka nahajkami wydobył od niego wiadomość, którędy cią­
gną buntownicy. Dukmanow najpierw nie rozumiał co tamten
plecie o wybieraniu kożuszków, aż wreszcie pojął, że padają
nazwy wsi, gdzie będą pobierać powstańczą kontrybucję
w odzieży. Zasadzka skończyła się krwawą jatką. Dużo
później zarówno Zubowa jak i Dukmanowa przeniesiono na
Zabajkale w ramach ustawicznych wszechimperialnych
translokacji.
Ale przecież za odwagę wojenną dekorowano raczej krzy­
żem św. Andrzeja. Tym medalem wynagradzano pewnie inne
zasługi: wierność miłościwie panującemu, współpracę z pra­
wowitą władzą, gorliwość w zaprowadzaniu nowych porząd­
ków. Może dostał go wójt Krasko z Kowieńszczyzny, które­
mu dano do wyboru: albo spalenie wioski i zesłanie wszyst­
kich mieszkańców gdzieś pod turkiestańską granicę albo zor­
ganizowanie murawiewowskiej straży wiejskiej, denuncjowanie agitatorów i pomoc w wyłapywaniu błąkających się po
lasach niedobitków. To on, z medalem przyznanym za to, że
nawet obywatelstwo potrafił zmusić do podpisywania wiernopoddańczych adresów, a pewnie też za schwytanie kogoś
znaczniejszego, powieszonego potem w Wilnie, wyjechał
później na dobrowolną emigrację w stepy nad Bajkał, gdzie
ziemi pozwalano brać do woli. Dlaczegoś nie chciał do kongresowiackiej Wierszyny, wolał osiąść jeszcze dalej, aż pod
chiński kordon.
Dlaczego przychodzą mi do głowy wszystkie te scenariu­
szowe epizody? Czy w akademickim studium artefaktu było­
by miejsce dla takich wymyślonych obrazów, które zresztą
niejeden przedmiot może z łatwością wywołać? Wszystkie te
dzieje jednego pocisku, historie
jakiejś żółtej ciżemki, losy tap­
czanu pewnego gestapowca
i
niezliczonych
innych
przedmiotów - czy nie lepiej
zostawić je jako materiał do
konstrukcji literackich? Prze­
cież nie zadowala mnie w nauce
sama tylko idiografia, nudzi nanizywanie fakcików na jedną co
najwyżej nitkę - chronologii,
bez rekonstruowania szerszych,
bardziej abstrakcyjnych wzorów
- układów i relacji, modelo­
wych powiązań i systemowych
zależności.

Ale etnografia musi być też realistyczna - inaczej nie bę­
dzie w ogóle etnografią. Chociaż w swoich własnych wcze­
śniejszych badaniach traktowałem przedmiot prawie wyłącz­
nie jako reprezentację jakiegoś systemu myślowego (ujmując
rzecz jako tekst, jako nośnik symboliki, korelat wierzeń i wy­
obrażeń, utrwalony zapis systemu intelektualnego lub spo­
łecznego) to przecież w pełniejszym oglądzie nie zamierzam
poprzestawać na jego systemowym, synchronicznym wymia­
rze. Niech nie zabraknie w nim nitki diachronii, i to w takim
ujęciu, by nie wypadły z pola uwagi konkretne jednostkowe
losy rzeczy, a tym samym ludzi, przez ręce których przeszły,
w których genealogie się wplotły.
Miejscem, gdzie szczególnie mi brak takiej informacji
jest muzeum etnograficzne. W tej zbiornicy rzeczy słabo wy­
pada wszelkie pozamaterialne zaplecze artefaktu, jego kon­
tekst czy tło. A już to co niepowtarzalne jest świadomie
i programowo pominięte. Oglądając rzecz nie dowiemy się
niczego o jej jednostkowym losie, o tym co się z nią działo
i czym była dla wszystkich, którzy mieli ją w ręku - od wy­
twórcy aż do zbieracza-kolekcjonera, który ją z jej własnych
kontekstów wyłuskał i do swego wstawił, przydając jej no­
wych znaczeń i obdarzając innymi emocjami. Pokażcie mi
koleje losu konkretnego dzieła ludzkiej ręki zanim trafiło na
wystawę i zostało zamrożone pod szkłem jako eksponat. Ta­
kich informacji nie wstydzą się podawać jedynie w małym
regionalnym muzeum czy izbie pamięci. A jeśli i tam prze­
wodnik tego nie odsłoni - pozostaje własna domyślność
i wyobraźnia.
Trzeba uruchomić w sobie „hermeneutykę rzeczy", otwo­
rzyć się na mowę przedmiotu. Wcale nie trzeba do tego być
kolekcjonerem, acz skądinąd posiadanie ułatwi otwarcie,
zwłaszcza jeśli staje się to w szczególnych okolicznościach.
Przedmiot ma w sobie moc. Trzeba tylko stanąć na jego dro­
dze, a on zmusi nas do wysłuchania swojej historii. I wtedy
inaczej patrzymy na inne przedmioty. Pora przyjrzeć się dru­
giej monecie.
1

Wtajemniczenia krążek drugi
To już prawdziwy pieniążek. Mosiężny, z chińskimi i ujgurskimi znakami wokół kwadratowego otworu pośrodku przez taki otworek nawlekano monety na sznury do tezauryzacji, wplatano w warkocze, przyszywano jako ozdobę stro­
ju. Jak wszystkie zdezaktualizowane monety mógł służyć
różnym celom praktycznym - np. jako zakończenie sznura,
przewiązującego lamajską księgę. Po przymocowaniu (do
jednej lub kilku złączonych takich monet) kawałka owczej

121

�sierści, powstawał swoisty pompon z obciążnikiem. Używa­
no go do gry „tebek", polegającej na wielokrotnym, jak naj­
dłuższym podbijaniu go nogą, podobnie jak na warszawskich
podwórkach i boiskach grywa się „w zośkę".
Pamiętam, że gdy sam w nią grywałem, intrygowała mnie
ta nazwa. Nie ma ona przecież nic wspólnego z zasadami gry,
nie tłumaczy się jej techniką, nie wiadomo kim była tajemni­
cza kobieta, która użyczyła jej swego imienia. Czytałem
gdzieś, że taką grę znano już w starożytnym Rzymie - wspo­
mina o niej bodaj któryś z Pliniuszy. Może więc stamtąd? No
ale przecież nie było łacińskiego odpowiednika greckiego
imienia Sophia (gdyby to ono miało być ewentualnym
źródłosłowem swojskiej Zośki). Pochodzenie nazwy - jak
i samej gry - zostawało więc dla mnie zagadką - aż do ze­
tknięcia się z jej mongolskim odpowiednikiem.
Na taki „miedziak" mówi się po mongolsku „dzos", (co
słownikowo znaczy „miedź). Skądinąd w wymowie buriackiej brzmiałoby to „zos", ale nawet gdybym o tym wcześniej
pomyślał, to nie przyszłoby mi do głowy skojarzenie - na
przekór tysiącom kilometrów dzielących te formy geogra­
ficznie i lingwistycznie - buriackiego „zos" ze swojską „zoś­
ką". Ale oto natrafiam na informację, która niezwykle upraw­
dopodobnia ten związek.
Oto Grigorij Nikołajewicz Potanin wspomina (a dotyczy
to lat około połowy XIX wieku) że kadeci szkoły wojskowej
w zachodniosyberyjskim Omsku grywali w grę „zośka".
Eureka! Skoro „zośka" notowana jest na Syberii pod tą na­
zwą, nic przecież po rosyjsku nie znaczącą (nie notuje jej ża­
den ze słowników, a tym bardziej nie ma w rosyjskim takie­
go imienia), to znaczy że zapożyczono ją od Buriatów (co su­
geruje zresztą autor, rozwiewając tym nasze obawy, że z Buriacji do Omska jeszcze daleka droga). A że nazwa buriacka
nie brzmiała po rosyjsku naturalnie, więc dodano końcówkę,
która ułatwia deklinację, uzupełniając ją do formy „zośka".
A więc swojska „zośka" to pierwotnie mongolski i buriacki „miedziak", za pośrednictwem formy rosyjskiej, asemantycznej. Już wiem, kto przyniósł ją do Polski: mówiąc
metaforycznie, ci sami absolwenci omskich i irkuckich szkół
wojskowych, kiedy ich stamtąd wysłano do „usmirenia
pol'skogo miateża", a którzy potem wracali z medalami. Zna­
my już ten szlak - ktoś kto dopiero co odnalazł w tamtej czę­
ści świata pierwszy miedziak - materialny dowód kontaktu
między stepem a Mazowszem, natychmiast nabiera przeko­
nania, że i drugi krążek pokonał tę samą drogę, w tym samym
czasie wędrując z tymi samymi ludźmi. Przedmiot material­
ny - rzecz jak najbardziej namacalna - wystarczy jako dowód
prawdziwości takiej hipotetycznej rekonstrukcji.
Nie ma dla badacza większej radości niż wtedy, gdy zda­
rzenie, które wydarzyło się mu osobiście doprowadza go do
jakiegoś naukowego odkrycia czy ustalenia. Nie ma też
większej pokusy niż ta, by ulec temu czarowi. Ale wzorem
musi być raczej przebiegły Odyseusz, który przez rozum
i silną wolę potrafił nie posłuchać głosu zwodzących syren.
Do jakiego masztu sceptycyzmu mamy się przywiązać, by
trzeźwo i bezpiecznie płynąć dalej ku prawdziwym odkry­
ciom? Czy przy budowaniu hipotez naukowych umiemy się
wyzbyć pokusy wiązania ze sobą faktów, które połączyły się
ze sobą w naszym prywatnym życiu, w którym przecież za­
nurzone jest badanie? Czy można ustrzec się przed istnym
„przymusem kojarzenia", który zaślepia nas na fakt, że pew­
ne związki, dla nas oczywiste, jak np. relacje, nie istnieją
„naprawdę", a leżą tylko - jak Ruskinowskie piękno „w oku obserwatora".
2

122

Ileż to klasyfikacji, periodyzacji, rekonstrukcji, modeli
przedstawia fakty w jakimś powiązaniu i pogrupowaniu nie
dlatego, że w ten właśnie sposób one się organicznie ze so­
bą łączą, ale dlatego, bo dzięki temu autorowi wszystko zga­
dza się w jego naukowej buchalterii. Żadne znalezisko, żad­
na rzecz ani informacja nie może pozostać bezużyteczna,
zbyteczna, niezinterpretowana. Wszystko ma swoje miejsce,
wszystko pasuje do siebie w uczonej konstrukcji, bo tak to
się kojarzy badaczowi, dając mu błogie poczucie ładu i har­
monii.
I oto wystarczy jeden kamyk by zburzyć tę psychologicz­
ną konstrukcję, tę syntezę prawdy i zmyślenia. Dostaje się
wtedy nauczkę, by nigdy nie dopinać gorsetu teorii (konstruktu, modelu) na ostatni guzik.
Wystarczy jedna lektura, byle właściwa. Na przykład
„Zły" Tyrmanda. Tyle tu szczegółów z Warszawy lat 50tych, istna etnografia miasta. Jest nawet informacja o grach,
0 tym że przed wojną grywano w pliszki, w cymbergaja i in­
ne, ale nie znano jeszcze „zośki" - ta przyszła zaraz po wyz­
woleniu.
Kto ją zatem przyniósł? To nie zabąjkalscy kozacy z cza­
sów powstania? Czyżbym musiał zarzucić obraz sołdatów
grających „w zosku" na oczach polskiej dzieciarni? Ale to
ponad moje siły - zbyt wielka jest moc obu krążków. Nadal
będę więc trwał w przekonaniu, że byli to żołnierze ze
wschodu, tyle że oczywiście nie z carskiej, a z czerwonej ar­
mii. A jeśli, co niewykluczone, napotykam na sygnały,
mówiące że „w zośkę" grywano jeszcze przed wojną, (choć
niekoniecznie w Warszawie), chętnie wrócę do hipotezy
wcześniejszej. Tak czy owak, niezależnie od datowania, nic
nie zachwieje mojego przekonania, że gra przyszła po woj­
skowym szlaku. Dwa przedmioty są tego aż zbyt silnym do­
wodem.

Krążek trzeci - lekcja trzecia
On także ma otwór, ale to już nie miedziak - to nieco
większe, zielonkawo żyłkowane kółko z jaspisu, spłaszczone,
cienkie, o zaokrąglonych krawędziach otworu wewnętrznego
1 obwodu. I nic poza tym.
Można tylko zgadywać, że wyrób jest chiński, w każdym
razie Mongołowie takim rzemiosłem się nie parali. Poza tym
kompletne zero informacji (co najwyżej, jeśli cena miałaby
stanowić jakąś namiastkę informacji o rzeczy, to kosztowała
dość drogo). Idealna prostota, brak jakichkolwiek cech stylo­
wych, wzorów czy nacięć, nawet uchwytu. Nie ma żadnego

�punktu wyjścia do przypuszczeń na temat pochodzenia, wie­
ku, przeznaczenia czy choćby aktualnego sposobu użytkowa­
nia. Mała enigma, tajemniczy monolit, nieme dziecko niezna­
nych rodziców, zagadka Kaspara Hausera.
Milczenie tego przedmiotu prowokuje. W realiach kultu­
rowych Azji Centralnej można zakładać praktycznie tylko
jedną jego funkcję - ozdoby. Może była to przywieszka do
woreczka na tabakę, obciążnik ułatwiający założenie go za
pas? Ale mongolskie przywieszki, podobnie jak ich bardziej
znane japońskie odpowiedniki, „netsuke", były z reguły figu­
ralne. Może zatem jakiś rodzaj wieszadełka w odświętnym
kobiecym stroju? W takim razie prosiłoby się o ornament,
o jakiś kwiatek, ozdobny detal.
Czy można sensownie wnioskować z milczenia? Czy
dla znaczenia rzeczy wynika coś z faktu, że nie ma ona
żadnego widzialnego znaku, mówiącego o jej tożsamości?
A może z tego ubóstwa trzeba uczynić cnotę i przypomnieć
sobie, że skrajna ascetyczność przedmiotu może służyć
upostaciowaniu wartości abstrakcyjnych: ideału, absolutu,
transcendencji. Nieprzypadkowo takie same, intrygujące
swą prostotą kamienne i brązowe kręgi i krążki z otworami
były znane w Chinach już w okresie archaicznym. I może
to samo coś, co stanowiło o ich mocy wtedy, nadaje im
wartość teraz, gdy przeszmuglowane z dawnych cesarskich
kolekcji trafiają na rynek antykwaryczny. Jeśli zachowa się
do tego oryginalny, stary futerał z imperialnymi pieczęcia­
mi, to będzie on czytelną gwarancją, że ten właśnie
przedmiot swoją mocą intrygował już władców dawnych
dynastii. Trafi on na aukcję zorganizowaną przez któryś
z wielkich domów aukcyjnych, w Londynie lub Hongkon­
gu, specjalnie dla tego jednego obiektu, pod hasłem „bar­
dzo ważny dysk rytualny bi"
Kształty i rzeczy najprostsze najlepiej materializują
odwieczność - czy będą to niewielkie kółka z muszli, o prze­
szłości których tyle wiedzieli Trobriandczycy, czy monstrual­
ne kręgi z innych wysp mórz południowych, istne kamienie
młyńskie, które przyciągają do siebie magnetycznie nawet
w antykwariacie, w stolicy któregoś z dawnych kolonialnych
mocarstw.
Albowiem moc mają w sobie nie tylko przedmioty wy­
stawne, bogate, naładowane pięknem. Tak, one też dają po­
czucie obcowania z transcendencją. Kiedy zwiedzając kate­
dralny skarbiec albo przycerkiewne muzeum patrzę na wy­
jątkowej roboty złoty pektorał czy prawosławny krzyż z rę­
kojeścią, myślę o tym, jak konający kardynał lub archimandryta wczepiał się weń kurczowo na łożu śmierci, by palca­
mi czuć, że Zbawiciel go nie opuszcza. Gdy biorę do ręki pa­
rę imponująco masywnych, wymyślnych noży rytualnych,
wiem jak czuł się lamajski ofiarnik w czasie ceremonii wy­
ganiania zła, składając ofiarę z człowieka-kukły „dzolig".
Parafernalia są potężną gwarancją mocy każdego aktu reli­
gijnego.
Oczywiście moc ma w sobie tylko przedmiot prawdziwy,
a nie byle jaki zakup - owoc krótkotrwałej przygody w super­

markecie, zrodzony z przelotnego związku klienta z wielką
nierządnicą rynku. O przedmiocie-gadżecie wiadomo, że
przeleci przez nasz dom - w stadzie innych - pokonując
w błyskawicznym tempie drogę między wózkiem zakupo­
wym a śmietnikiem. Przedmiot prawdziwy jest nieśmiertelny.
O wrzuconych w potlaczu do ogniska miedzianych płytach
będzie się jeszcze długo pamiętać. Zawsze byli i będą ikonoklaści i hunwejbini, Savonarolowie, Attylowie i rzecznicy
mód, które uczą nas nie znosić designu z minionego sezonu.
Ale to rzecz jest w końcu naszą jedyną wiecznością. Znany
aforyzm, mówiący że człowiek jest epizodem w dziejach
przedmiotu wywoła u kolekcjonera mniej odruchowy sprze­
ciw niż u innych.
Rzeczy zmuszają nas do myślenia o wieczności, i to
w obu kierunkach - zarówno w przyszłość, w długo-wieczność, jak i w przeszłość, w od-wieczność. Jak srebrne naczy­
nie chrzcielne, upamiętniające siedem pokoleń rodu Castorpów, ewokujące w małym Hansie to „na pół marzycielskie,
na pół niepokojące uczucie czegoś płynącego i zarazem sto­
jącego, jakiegoś zmiennego trwania, które miało w sobie
rytm i powrotu, i zawrotnej jednostajności".
Żeby zakorzenić nas w przeszłości, przedmiot musi być
sam w niej dobrze zakotwiczony. Dlatego tak ważny jest znak
wytwórcy - sygnatura autora, stempel warsztatu, cienko gra­
werowane inicjały zegarmistrzów kolejno reperujących stary
mechanizm czy grubo, stolarskim ołówkiem napisane nume­
ry na dnie szuflad komody, by łatwiej pasowały. Zakorzenie­
nie w kulturowym kontekście stanowi o tożsamości. Stary
turkmeński dywan ma cechy stylowe, umożliwiające jego
identyfikację nie tylko z plemienną grupą Erzari, ale wręcz
z okolicą miasteczka Dali nad Amu-darią, gdzie musiał po­
wstać; współczesny dywan afgański nie daje patrzącemu tej
możliwości tropienia rodowodu - jest zbieraniną wzorów,
z których każdy należał kiedyś do innej grupy rodowej, okre­
ślał konkretną, odmienną proweniencję.
Dzięki rzeczom wybiegamy też w przyszłość. To one
zmuszają zbieracza do pomyślenia o potomkach, o spadko­
biercach, o przyszłych oglądających. Zakorzeniając nas
w przeszłości i wyrastając w przyszłość przedłużają naszą eg­
zystencję. Jednocześnie, w innym wymiarze, poszerzają ją,
rozbudowując naszą osobowość i tożsamość kulturalną. Tak­
że ktoś, kto nie ma ochoty ograniczać się do tożsamościowe­
go emploi, zdeterminowanego przez tradycję rodzinną i jej
pamiątki, może zbudować inną tożsamość z obiektów groma­
dzonych osobiście. Może wyrwać się z ograniczeń własnej
kultury i własnego horyzontu zachowań. Zbierając exotica
dotykam rzeczywistości najodleglejszej, obcując z chińszczyzną cofam się w przeszłość najdalej jak mogę. Pijąc her­
batę przy niskim stole, który był niegdyś „łożem opiumo­
wym" w chińskiej palarni opium nie staję się starym Chiń­
czykiem, ale łatwiej mi wejść wyobraźnią w tamten świat.
Na przekór osławionej alternatywie „być albo mieć" upie­
ram się, że „mieć" (zbiór rzeczy) niesie tę samą wartość du­
chową, co „być" (zbieraczem rzeczy).
3

4

PRZYPISY
1

Przypomina o tym etnologia skandynawska - patrz np. L.Otto,
L. Pedersen, Collecting oneself. Life stories and objects of memory, „Ethnologia Scandinavica", vol. 28, 1998, s. 77-92
G. N . Potanin, Ocerki severo-zapadnoj Mongoła, S. Peterburg
1881, s. 120
2

5

T. Mann, Czarodziejska góra, Warszawa 1956, s. 48
Przegląd takich współczesnych postaw wobec pamiątek daje B. Rogan, Things with a history - and other posessions, „Ethnologia Scandina­
vica", vol. 28, 1998, s. 93-107. Tamże podstawowa literatura do tak rozu­
mianej przez współczesną antropologię anglosaską „materiał culture".
4

123

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10153" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10131">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c113f88b11435f6b3e9fe3ef037bd15f.pdf</src>
        <authentication>47b61391627f050c761bed0825aa6a09</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120776">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2707</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120777">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120778">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2518</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120779">
                <text>Przedmiot, podróż, miejsce mityczne / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120780">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.134-139</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120781">
                <text>Radkowska, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120782">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120783">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120784">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120785">
                <text>Przedmiot, podróż, miejsce mityczne
Projekt netnologii
Magdalena Radkowska
Zbyt długo żyliśmy pod terrorem niedościgłej doskonałości Demiurga (...) zbyt długo doskonałość je­
go tworu paraliżowała naszą własną twórczość. Nie chcemy z nim konkurować. Nie mamy ambicji mu do­
równać. Chcemy być twórcami we własnej niższej sferze, pragniemy dla siebie twórczości, pragniemy roz­
koszy twórczej, pragniemy -jednym słowem - demiurgii.
Bruno Schulz
Nazywam się Adam Niezgódka, mam dwanaście łat i już od pół roku jestem w Akademii Pana Kleksa.
W domu nic mi się nigdy nie udawało. Zawsze spóźniałem się do szkoły, nigdy nie zdążyłem odrobić lek­
cji i miałem gliniane ręce. Wszystko upuszczałem na podłogę i tłukłem, a szklanki i spodki na mój widok
pękały i rozlatywały się w drobne kawałki, zanim jeszcze zdążyłem ich dotknąć. Nie znosiłem krupniku
i marchewki, a właśnie codziennie dostawałem na obiad krupnik i marchewkę, bo to pożywne i zdrowe.
Kiedy na domiar złego oblałem atramentem parę spodni, obrus i nowy kostium mamy, rodzice postanowi­
li wysłać mnie na naukę i wychowanie do pana Kleksa. (...) Wszystkie furtki [w murach Akademii] pro­
wadzą do rozmaitych sąsiednich bajek, z którymi Pan Kleks jest w bardzo dobrych i zażyłych stosunkach.
Na każdej furtce jest tabliczka z napisem wskazującym, do której bajki prowadzi. Są tam wszystkie bajki
pana Andersena i braci Grimm, bajka o dziadku do orzechów, o rybaku i rybaczce, o wilku, który udawał
Żebraka, o sierotce Marysi i krasnoludkach, o Kaczce-Dziwaczce i wiele innych. Nikt nie wie dokładnie,
ile jest tych furtek bo kiedy je zacząć liczyć, nie można się nie pomylić i po chwili nie wiadomo już, co
się naliczyło przedtem.
Jan Brzechwa

Jest zwykłym, najczęściej szarym pudełkiem. Albo zbio­
rem kilku pudełek. Ale to nie ma znaczenia. Równie dobrze
mógłby być wielkim, czerwonym, miękkim sercem, dmucha­
ną kaczką, przezroczystą kulą z migającymi w środku świa­
tełkami czy pamiątką z sypiącym śniegiem. Przedmiot ten
jednak zajmuje w domu (i nie tylko w domu) sporo miejsca wymaga zbudowania pewnej przestrzeni wokół siebie, naj­
chętniej czegoś na wzór świętego kąta (często wręcz osobne­
go - cichego i czystego pokoju), lubi być pielęgnowany, od­
kurzany i traktowany z szacunkiem. Wymaga od swoich użyt­
kowników choć nieznacznej wiedzy na temat swojej budowy
i zasad funkcjonowania. Już dawno przestał być czymś elitar­
nym i dostępnym tylko dla wybrańców, ale nadal jest szano­
wany i podziwiany.
Komputer jest jednym z tych wielu przedmiotów (cho­
ciaż nazywanie go przedmiotem budzi pewne opory), który
odsyła nas gdzieś głębiej, do innej rzeczywistości, pomaga
przekraczać granice i otwierać się na świat. Tutaj można
wskazać jego podobieństwo na pewno do książek, Schulzowskich znaczków pobudzających wyobraźnię, rodzinnych
zdjęć, pocztówek, instrumentów muzycznych, radia, telewi­
zora, gier planszowych, obrazów francuskich impresjoni­
stów, zestawu Perky Pat z Dickowskich Trzech stygmatów
Palmera Eldritcha, dioramy Daguerre'a, małego kryształku
LSD, barokowego malarstwa sufitowego, filmu, fotoplasty­
konu i wielu innych rzeczy będących pewno nieodłącznym
atrybutem kultury.
Komputer jednak dawno już przekroczył granicę czystej
wyobraźni czy iluzji, a może przez swoją definicyjną zerojedynkowość i matematyczną strukturę od początku im zaprze­
czał. Więc nie tutaj chyba trop jego antropologicznego pozna­
nia. Nie interesuje mnie też jako przedmiot sam w sobie, ja­
134

ko zbiór układów scalonych. Chciałabym się zastanowić nad
przestrzenią, którą tworzy nie wokół siebie, ale przez siebie nie sam jeden - ale cała ich gigantyczna rodzina umożliwia­
jąca spotykanie się milionom ludzi na całym świecie,
podróżowanie nieskończonej liczby informacji, przestrzenią
niematerialną, ale też nie czysto mentalną. Przestrzenią wir­
tualną, choć lepiej i ściślej jest mówić o niej cyberprzestrzeń.
Czym jest zatem cyberprzestrzeń? Trudno to jednoznacz­
nie zdefiniować. William Gibson, autor prekursorskiego dla
cyberpunku Neuromancera: Cyberprzestrzeń. Mimowolna
halucynacja... danych, wyabstrahowanych z banków każdego
komputera, przedstawionych graficznie w systemie ludzkim.
Niewyobrażalna złożoność. Linie światła sięgającego nieprzestrzeni umysłu, zbitki i konstelacje danych (za: Davis
1998, 108). Jednak pójść tropem pisarzy książek tego gatun­
ku, to chyba przekroczyć kompetencje antropologa na rzecz
wizjonera. Nie potrafimy jeszcze żyć dosłownie na tym ob­
szarze i cały czas możemy określać się tylko nawzajem po­
przez relacje: ja przed monitorem, a sieć informacji, bank da­
nych, przekazy od innych użytkowników, gry komputerowe
itd. ukazujące mi się na ekranie. I na tym etapie naszych wza­
jemnych stosunków chciałabym się zatrzymać, ze świadomo­
ścią tego, że one właśnie otwierają pole dla nowych doświad­
czeń i procesów poznawczych, one niewątpliwie mają wpływ
na postrzeganie czasu, przestrzeni i innych kosmicznych ka­
tegorii.
Wielu autorów widzi w cyberprzestrzeni realizację wiel­
kich, odwiecznych marzeń ludzkości o porzuceniu własnej
cielesności, o świecie bez nieczystości, bólu i śmierci, nieo­
graniczonego narcyzmu i doskonałego samopoczucia. Rze­
czywistość całkowicie odwracalną, w której podjęte decyzje
nie są ostateczne, która daje możliwość przełamania wszel-

�kich ograniczeń materii. Jest także czystą demokracją i rów­
nouprawnieniem. Nasza tożsamość może być kształtowana
niezależnie od naszej cielesności, historii czy doświadczeń.
Każdy ma możliwość brania wszystkiego, co w cyberprze­
strzeni się znalazło, ale także dania, zostawienia cząstki sie­
bie, na którą rzeczywistość nie musi mieć ochoty. Nawet je­
śli nie mamy nic do powiedzenia, możemy powiedzieć i nie
ma znaczenia, czy ktoś nas słucha. Nie polega to tylko na ilu­
zji kontaktów międzyludzkich. Te kontakty rzeczywiście ist­
nieją. Tu ludzie porozumiewają się naprawdę, lepiej niż w ja­
kiejkolwiek ziemskiej komunie. Cyberprzestrzeń jawi się
nam jako spełnienie Wielkiej Ucieczki od świata, który się
nie sprawdził, ku temu, który spełnienie nie tylko obiecuje,
ale i umożliwia. Dla niektórych jest nawet formą obiecanego
zbawienia, religijnego osiągnięcia poprzez technologię (por.
Bóhme 1996).
Obok oczywiście postawy tak bardzo afirmującej popular­
na jest postawa wręcz przeciwna: tę znamy chyba najlepiej:
dehumanizacja, egoizm, postawa nieuznawania dotychczaso­
wych wartości kształtujących etykę, negacja historii, a przez
to kultury, nieodróżnianie prawdy od fałszu, itp.
To, co pewne i zachwycające to interaktywność. I nie jej
złudzenie, jak w przypadku telewizji, gdzie ma się pozór
możliwości wyboru, poprzez istnienie czterdziestu kanałów,
a w rzeczywistości nadal jest się całkowicie biernym, ale
prawdziwa, dwustronna wymiana. Cyberprzestrzeń nato­
miast - przynajmniej dotąd - proponuje raczej akceptację niż
dominację. Nie jest to narzędzie transmisji z kilku ośrodków
(jak prasa, radio czy telewizja), ale interaktywnej komunika­
cji między grupami ludzkimi, umożliwiające kontaktowanie
się niejednorodnych wspólnot (...) telewizja i prasa są narzę­
dziem dezinformacji i manipulacji znacznie skuteczniejszym
od Internetu, ponieważ mogą narzucić „jedyną " wizję rzeczy­
wistości i uniemożliwić krytyczną reakcję i konfrontację
odmiennych stanowisk. (Levy 1997, 53). Oto ziszczenie ma­
rzenia o równouprawnieniu języków, spełniony projekt lyotardowskiego uprawomocnienia przez paralogię.
Jak ja zamierzam opisać tę ogromną, choć fizycznie nie i stniejącą, przestrzeń? Oczywiście przez analogię: najmodniej, pewno najłatwiej, a może i najlepiej. Zacznę od klasyki,
z nadzieją, że nikt nie poczyta mi tego za profanację. Jeszcze
tylko muszę zaznaczyć, że to, na czym chciałabym się skupić,
to Internet - niewyobrażalna sieć danych, rozkraczona
ośmiornica milionów komputerów trajkoczących jeden do
drugiego jak świat cały i szeroki, wypełniających dokumenty,
dostarczających serwisów danych i zbliżających do siebie
sieciowych użytkowników poprzez rozmaitość wspólnych
przestrzeni (Davis, 110). W dużej mierze jednak moje refle­
ksje dotyczą całej cyberprzestrzeni.
W poszukiwaniu innego świata, w wykraczaniu poza ob­
szar naszej rzeczywistości człowiek specjalizuje się od daw­
na. Niewątpliwie istniejące granice realności, historycznego
i biologicznego uwarunkowania przeszkadzają mu, choć dają
bezpieczeństwo. Co zrobić, aby przekroczyć tę barierę? Moż­
na podróżować (o tym później), można medytować, poddać
się pustyni, zagłębić się w ciekawej lekturze itd. Można też
szukać Inności w marzeniu sennym, fantazji i wyobraźni. Tą
drogą idzie Bruno Schulz (przepraszam jeśli uprościłam po­
przez nazwanie stanów, które wprowadza mały Józef, chodzi
tylko o zarysowanie sytuacji). I jego opisy mają nam pomóc
nawiązać rozmowę ze współczesną technologią.
Mieszkaliśmy w rynku, w jednym z tych ciemnych domów
o pustych i ślepych fasadach, które tak trudno od siebie

odróżnić. Daje to powód do ciągłych omyłek. Gdyż wszedłszy
raz w niewłaściwą sień na niewłaściwe schody, dostawało się
zazwyczaj w prawdziwy labirynt obcych mieszkań, ganków,
niespodzianych wyjść na obce podwórza i zapominało się
o początkowym celu wyprawy, ażeby po wielu dniach, wraca­
jąc z manowców dziwnych i splątanych przygód, o jakimś
szarym świecie przypomnieć sobie wśród wyrzutów sumienia
dom rodzinny. (Schulz, 1994, 27) Internet to oczywiście cho­
dzenie, spacerowanie, jak się później okaże także podróżowa­
nie i żeglowanie. W każdym razie na pewno szukanie. Ale
czy czegoś konkretnego? Z początku często tak. Jednak szyb­
ko zamienia się to właśnie w błądzenie bez konkretnego ce­
lu, bez wyznaczenia punktu dotarcia. Ciągłe skręcanie
w boczne uliczki, ni stąd, ni zowąd powracanie do tego same­
go miejsca, by szybko stracić z oczu pozorną mapę, która
okazuje się być niemożliwa. Błądzenie, by nagle, bez żad­
nych problemów wrócić do domu rodzinnego. Labirynt - tak
niewątpliwie pasuje tu ten mityczny, symboliczny, a nade
wszystko archetypiczny pomysł na wędrówkę. Ale w Interne­
cie zawsze mamy funkcję „wstecz" - to nić Ariadny. Mamy
także możliwość po prostu z niego zrezygnowania poprzez
wyjście z programu - to otworzenie oczu, tak jak w przypad­
ku gry wyobraźni. Brak w tym labiryncie tylko Minotaura, bo
nie ma tam centrum.
Czy chodzenie po sieci jest bezpieczne? Fizycznie niewąt­
pliwie tak. Brak jakiegokolwiek uświadamianego ryzyka.
Może jednak stać się nałogiem, tak jak nałogiem stają się po­
noć podróże. Można także wejść w miejsce dla nas nie prze­
znaczone i poznać zakamarki ciemnego świata, zbyt wcze­
śnie zostać poddanym inicjacji, zdobyć doświadczenie nie
zawsze łatwe, można nagle znaleźć się w dzielnicy nowojor­
skich artystów, niczym bohater „Po godzinach", można za­
błądzić na ulicę Krokodyli, gdzie wyzywająco ubrane, w dłu­
gich koronkowych sukniach przechodzą prostytutki. Mogą to
być zresztą żony fryzjerów lub kapelmistrzów kawiarnianych.
Idą drapieżnym, posuwistym krokiem i mają w niedobrych,
zepsutych twarzach nieznaczną skazę, która je przekreśla; ze­
zują czarnym, krzywym zezem lub mają usta rozdarte, lub
brak im koniuszka nosa. Lecz Mieszkańcy miasta dumni są
z tego odoru zepsucia, którym tchnie ulica Krokodyli. Nie ma­
my potrzeby niczego sobie odmawiać - myślą z dumą - stać
nas i na prawdziwą wielkomiejską rozpustę (s. 83).
W Internecie także nikt niczego sobie nie odmawia. Słyn­
na jest już tamtejsza rozpusta, nagie ciała proszą o to, by cho­
ciaż je obejrzeć. Rozpusta w Internecie nie zna granic. Także
znajdziemy w nim tandetność i jarmarczność rodem z dzisiej­
szego Montmartre'u i Schulzowskiej ulicy Krokodyli. Bły­
skotki, świecidełka, istne targowisko próżności. Ale są też
rzeczy istotne, ważne i ciekawe. Do nich próbujemy dotrzeć
ulegając nieraz czarowi internetowych prostytutek - jak
w prawdziwej podróży. I dlatego może Jest lekkomyślnością
nie do darowania wysyłać w taką noc młodego chłopca z mi­
sją ważną i pilną, albowiem w jej półświetle zwielokrotniają
się, plączą i wymieniają jedne z drugimi ulice. Otwierają się
w głębi miasta, żeby tak rzec, ulice podwójne, ulice sobow­
tóry, ulice kłamliwe i zwodne. Oczarowana i zmylona wyo­
braźnia wytwarza złudne plany miasta, rzekomo dawno zna­
ne i wiadome, w których te ulice mają swe miejsce i nazwę,
a noc w niewyczerpanej swej płodności nie ma nic lepszego
do roboty, jak dostarczać wciąż nowych i urojonych konfigu­
racji. Te kuszenia nocy zimowych zaczynają się zazwyczaj
niewinnie od chętki skrócenia sobie drogi, użycia niezwykłe­
go lub prędszego przejścia. Powstają ponętne kombinacje
135

�Do.tęp do wpiło ATM przez:
zwykłe linie telefoniczne,
stale tacza dzierżawione,
KOMERTEL, ISDN,
POLPAK, VSAT.
Oferujemy:
Whine konto w Internecie
w ciągu 30 minut.
Modemy i oprogramowanie
przeznaczone do pracy w sieci.
Instalacje oprogramowania,
modemów i serwerów
w siedzibie Mienia.
Szkolenia związane
z Internetem:
od podstawowych
po specjalistyczne.
Możliwośi
bezpłatnego
wykorzystania
serwera
'i
World Wide Web
do promocji
swo/е/ firmy.

przecięcia zawiłej wędrówki jakąś nie wypróbowaną prze­
cznicą (s. 68).
Czym się różni świat sklepów cynamonowych od s'wiata
Wide webl Zapachem, którego w tym drugim brak, onirycznością karzącą przymykać oczy wyobrażając sobie Schulzowskie krainy, a może naszym do nich stosunkiem. Świat
cyberprzestrzeni wiecznie jest otwarty dla swoich użytkowni­
ków, w tym sensie nie ma granic. Można po nim podróżować,
ale można go także tworzyć. Od początku do końca zrobiony
jest przez człowieka - na wzór i podobieństwo tegoż. Nawet
kiedy ręka poety dotknie go i zostawi tam ślad, znajdzie się
on obok miliardów innych śladów i nie ma większego wpły­
wu na całokształt. Swoista addytywność cyberprzestrzeni
i pewne równouprawnienie składających się nań klocuszków
(przynajmniej na razie, nie wykluczam, że to się może zmie­
nić) jest jednym z czynników, który nie pozwala nam mówić
0 niej jako o świecie w pigułce, nie do końca broni się także
nazwanie jej mikrokosmosem, a tym bardziej zwierciadłem
rzeczywistości. Co najwyżej możemy mówić o marnej meta­
forze współczesności. Jest nową jakością, nowym tworem,
wiecznie na nas otwartym i czekającym na ciekawe uzupeł­
nienia. Jest także miejscem spotkań ludzi z całego świata, za­
negowaniem przestrzeni fizycznej, gwoździem do trumny
Euklidesa. World Wide Web na nas czeka, chatlisty z nami
rozmawiają (te drwią już z wszelkich tradycyjnych zasad
1 ograniczeń konwersacji), a gry komputerowe zabawiają.
Świat Schulza przed nami ucieka, jest tak fascynujący, że
chcemy się w nim znaleźć, ale to wymaga ogromnego wysił­
ku. W przeciwieństwie do cyberprzestrzeni, która dostępna
jest dla każdego, sklepy cynamonowe pojawiają się, by zaraz
zniknąć, ulotnić się i rozpłynąć. Są czystym, nieziszczalnym
marzeniem, a Internet marzenie urzeczywistnił, tym samym
je likwidując.
Powróćmy jeszcze raz do samych cynamonowych skle­
pów: słabo oświetlone, ciemne i uroczyste ich wnętrza pach­
niały głębokim zapachem farb, laku, kadzidła, aromatem da­
lekich krajów i rzadkich materiałów. Mogłeś tam Znaleźć
ognie bengalskie, szkatułki czarodziejskie, marki krajów daw­
1

136

no zaginionych, chińskie odbijanki, indygo, kalafonium z Malabaru, jaja owadów egzotycznych, papug, tukanów, żywe sa­
lamandry i bazyliszki, korzeń mandragory, norymberskie me­
chanizmy, homunkulusy w doniczkach, mikroskopy i lunety,
a nade wszystko rzadkie i osobliwe książki, stare folianty peł­
ne przedziwnych rycin i oszałamiających historyj (s. 69).
Cyberprzestrzeń nie jest poezją, brak jej cynamonowego
zapachu i swoistej subtelności, aleja wierzę, że podczas mo­
ich wędrówek po tej nieograniczonej krainie dotrę kiedyś na
ulice świata sklepów cynamonowych, do jego najciekaw­
szych zakamarków i znajdę w nich elementy, o których zapo­
mnieć i których odrzucić nie warto. Bez tej wiary nie byłoby
sensu po takiej rzeczywistości podróżować, a traktowanie jej
tylko i wyłącznie instrumentalnie jako narzędzia i bazy da­
nych wydaje się być niemożliwe. Zbyt dużo czasu się jej po­
święca, zbyt dużo uwagi na niej skupia, za wiele tam świeci­
dełek i koronek, tandety i mądrych słów, by móc nie zatrzy­
mywać się, a tylko wyszukiwać proste informacje na temat.
Pamiętam, kiedy ostatnio podróżowałam po Internecie w po­
szukiwaniu wirtualnej superdziewczyny Lary Croft, to ani ra­
zu nie zostałam zaspokojona informacjami, ciągle chciałam
wiedzieć więcej i więcej zobaczyć. Cały czas ma się bowiem
świadomość, że można jeszcze znaleźć ciekawsze rzeczy, że
źródło jest niewyczerpane, a na dodatek po drodze tyle inte­
resujących dygresji.
Co jeszcze urzeka w cyberprzestrzeni? Obiecuje ona speł­
nić marzenia każdego podróżnika - poprzez postawienie sto­
py na obcej ziemi oswaja się ją, ogarnia, poznaje, a tym sa­
mym opanowuje. Podróż jest równa podbojowi. Sieć pokazu­
je świat już podbity i ogarnięty - zapisany i paradoksalnie ca­
ły czas otwarty na nasze dodatki. Chaos opanowany. Złudze­
nie wszechwiedzy, bo cała wiedza ludzkości jest w zasięgu
naszej ręki. Banki danych zawsze są do naszej dyspozycji,
więc my - my jako ludzkość - wiemy wszystko. Potencja
nieograniczona kusi obietnicą ogarnięcia i poznania wszech­
rzeczy. Cyberprzestrzeń odsłania pragnienia o wiele starsze
niż komputery cyfrowe: mistyczne pragnienie świadomości
totalnej, magiczne pragnienie totalnej kontroli nad informa-

�puchnie i rośnie w pustą, wydętą narośl, wystrzela szara i lek­
cją. Ze swymi nieskończonymi granicami i rozległą hierar­
ka wegetacja puszystych chwastów, bezbarwnych włochatych
chią galaktyk i konstelacji, drogami i miastami, cyberprze­
maków, zrobiona z nieważkiej tkanki majaku i haszyszu. Nad
strzeń jest czymś' więcej niż mapą - jest kosmosem. Jeden
całą dzielnicą unosi się leniwy i rozwiązły fluid grzechu i do­
Z etapów przejścia przez Corpus Hermeticum zawiera zbiór
my, sklepy, ludzie wydają się niekiedy dreszczem na jej go­
tekstów ezoterycznych z późnego antyku, które stały się pod­
rączkującym ciele, gęsią skórką na jej febrycznych marze­
stawą europejskiej magii, alchemii i innych gnostycznych
niach. Nigdzie, jak tu, nie czujemy się tak zagrożeni możliwo­
wzlotów - ujawniony Umysł mówi do Hermesa Trismegistuściami, wstrząśnięci bliskością spełnienia, pobladli i bezwła­
sa: „Jeżeli obejmiesz myślą wszystkie rzeczy jednocześnie,
dni rozkosznym struchleniem ziszczenia. Lecz na tym się też
czasy, miejsca, substancje, jakość i ilość, być może zrozu­
kończy.
miesz Boga". (Davis, 108)
Czy jednak nie za duże znaczenie nadajemy sieci i jej
Przekroczywszy pewien punkt napięcia, przypływ zatrzy­
przestrzeni? Czy niebawem nie dostrzeżemy w niej faktycz­
muje się i cofa, atmosfera gaśnie i przekwita, możliwości
nego podobieństwa do ulicy Krokodyli? (Teraz pozwolę so­
więdną i rozpadają się w nicość, oszalałe szare maki ekscyta­
bie na jeszcze jeden długi cytat, uważam bowiem, że opis uli­
cji rozsypują się w popiół.
cy dokonany przez Schulza może być wykorzystany jako bar­
Będziemy wiecznie żałowali, żeśmy wtedy wyszli na chwi­
dzo celny literacki komentarz między innymi do zjawiska cy­
lę z magazynu konfekcji podejrzanej konduity. Nigdy nie tra­
berprzestrzeni i moich o niej refleksji.)
fimy już doń z powrotem. Będziemy błądzili od szyldu do szyl­
A jednak - a jednak czy mamy zdradzić ostatnią tajemni­
du i mylili się setki razy. Zwiedzimy setki magazynów, trafimy
cę tej dzielnicy, troskliwie ukrywany sekret ulicy Krokodyli?
do całkiem podobnych, będziemy wędrowali przez szpalery
książek, wertowali czasopisma i druki, konferowali długo
Kilkakrotnie w czasie naszego sprawozdania stawialiśmy
i zawile z panienkami o nadmiernym pigmencie i skażonej
pewne znaki ostrzegawcze, dawaliśmy w delikatny sposób wy­
piękności, które nie potrafią zrozumieć naszych życzeń.
raz naszym zastrzeżeniom. Uważny czytelnik nie będzie nie
przygotowany na ten ostateczny obrót sprawy. Mówiliśmy
Będziemy się wikłali w nieporozumieniach, aż cała nasza
0 imitatywnym, iluzorycznym charakterze tej dzielnicy, ale sło­ gorączka i podniecenie ulotni się w niepotrzebnym wysiłku,
wa te mają zbyt ostateczne i stanowcze znaczenie, by określić
w straconej na próżno gonitwie.
połowiczny i niezdecydowany charakter jej rzeczywistości.
Nasze nadzieje były nieporozumieniem, dwuznaczny wygląd
Język nasz nie posiada określeń, które by dozowały nieja­
lokalu i służby - pozorem, konfekcja była prawdziwą konfek­
ko stopień realności, definiowały jej giętkość. Powiedzmy bez
cją, a subiekt nie miał żadnych ukrytych intencyj. Świat ko­
ogródek: fatalnością tej dzielnicy jest, że nic w niej nie do­
biecy Ulicy Krokodylej odznacza się całkiem miernym zepsu­
chodzi do skutku, nic nie dobiega do swojego definitivum,
ciem, zagłuszonym grubymi warstwami przesądów moral­
wszystkie ruchy rozpoczęte zawisają w powietrzu, wszystkie
nych i banalnej pospolitości. W tym mieście taniego materia­
gesty wyczerpują się przedwcześnie i nie mogą przekroczyć
łu ludzkiego brak także wybujałości instynktu, brak niezwy­
pewnego martwego punktu. Mogliśmy już zauważyć wielką
kłych i ciemnych namiętności.
bujność i rozrzutność - w intencjach, w projektach i antycy­
Ulica Krokodyli była koncesją naszego miasta na rzecz
pacjach, która cechuje tę dzielnicę. Cała ona nie jest niczym
nowoczesności i zepsucia wielkomiejskiego. Widocznie nie
innym jak fermentacją pragnień, przedwcześnie wybujałą
stać nas było na nic innego jak na papierową imitację, jak na
1 dlatego bezsilną i pustą. W atmosferze nadmiernej łatwości
fotomontaż złożony z wycinków zleżafych, zeszłorocznych ga­
kiełkuje tutaj każda najlżejsza zachcianka, przelotne napięcie
zet, (s. 83, 84)

�Po tej dłuższej refleksji, która nie musi być odczytywana
jako jednoznaczna krytyka, a moją intencją umieszczenia jej
w tym miejscu była raczej pewna obawa, a może nawet deli­
katna przestroga przed beztroskim poddaniem się uwiedzeniu
temu urzekającemu światu, wróćmy do podróżowania. Czy to
kwestia atrakcyjności tkwiącej w samej metaforze podróży
czy faktyczne podobieństwo, że używa się tego określenia
nagminnie przy omawianiu cyberprzestrzeni? Już wcześniej
zarysowałam pewne cechy wskazujące, że nie jest to przypa­
dek. Spróbuję pójść jeszcze kawałek dalej. Podróż to niewąt­
pliwie poruszanie się w przestrzeni i w czasie. Sieć pozwala
nam pokonać wszelkie granice, dostać w każde miejsce: jed­
no kliknięcie i Luwr, drugie i zwiedzamy Disneyland, trzecie
poznajemy borgesowskie labirynty , itd. Podróżujemy po ca­
łym świecie, po wszystkim, co człowiek wymyślił i wsadził
do komputera (jeśli coś tam jeszcze nie jest zapisane, to nic
nie stoi na przeszkodzie, żeby to zrobić). Zostawiamy czas
płynący w domu, aby poddać się innemu. Czas podróży jest
czasem niezwykłym, bo odmiennym od porządku codzienno­
ści, bo toczącym się we własnym, swoistym rytmie. Jest cza­
sem nieciągłym, czasem bez przeszłości i bez przyszłości, jak­
by zawieszonym w innej, sobie właściwej rzeczywistości. Jest
czasem, w którym możliwe są wydarzenia i sytuacje odmien­
ne od rutyny codzienności, nie mieszczące się w jej ramach.
(Tarkowska, 1995). To się zgadza z podróżą internauty.
Podróżny to ten zawieszony między początkiem a końcem,
ten już nie w domu, ale jeszcze nie u kresu. Tutaj podróżują­
cy po sieci przypomina raczej skoczka z miejsca na miejsce,
albo włóczęgę wielce ciekawego świata. Dla internauty nie
istnieje strach, niebezpieczeństwo, techniczne ograniczenia.
To czysta wędrówka, bezcielesna tułaczka. Ale podróż to tak­
że miejsce spotkań z innym, rozmów bardzo ważnych i tych
niezobowiązujących, zostawiania śladów w nieoczekiwanych
miejscach i ludziach. Wszystko się zgadza. Podróżując po In­
ternecie możemy gdzieś odpowiedzieć komuś na zadane py­
tania, dodać własne zdanie na liście dyskusyjnej, zwierzyć się
wirtualnemu psychoanalitykowi. Na internetowym murze na­
pisać: „tu byłem". A ciągle przy tym jesteśmy w ruchu, prze­
mierzamy kilometry bajtów, aby poznać, dowiedzieć się, za­
smakować Nowego. A jednak przez to, że cyberprzestrzeń
umożliwiła nam bycie równocześnie w kilku miejscach, wy­
eliminowała w jakimś stopniu czynnik czasu i stuprocentowo
odległości. Także poprzez kontakty w sieci może tworzyć no­
we podziały społeczne oparte na wspólnych zainteresowa­
niach i możliwościach poruszania się w obrębie podobnych
tematów.
2

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z nową
formą podróży, całkiem abstrahującą od fizycznych odległo­
ści i uniedogodnień terenu. Ale jednocześnie Internet, na tro­
chę już innym poziomie, prawdziwą (czy żeby tak nie warto­
ściować powiedzmy dotychczasową) podróż niweluje. Nie
tylko pozwala będącemu w podróży na nieustanny kontakt
z osobami pozostawionymi w domu, ale także daje możli­
wość obcowania ze swoją codzienną przestrzenią: chociażby
przez możliwość włączenia ulubionej rozgłośni radiowej,
przeczytania gazety lokalnej, dowiedzenia się o wynikach li­
gi piłkarskiej. Z drugiej strony kiedy włączy komputer, ma do
czynienia z dokładnie tą samą cyberprzestrzenią, z którą ob­
cuje na co dzień. Internet naprawdę drwi sobie z geografii
i skutecznie udaje mu się pokazać, że nie jest ona warta za­
chodu.
Simon Penny twierdzi, że nie ma tu wcale jakiejś radykal­
nej zmiany, gdyż rzeczywistość wirtualna liczy sobie co naj­
138

mniej dwa tysiąclecia. Śledząc w historii różne iluzje i marze­
nia o symulacji, wskazuje m.in. na teatry optyczno-mecha­
niczne. Jeden z nich miał być tak przedstawiony w ówczesnej
prasie: Nikt chyba z odwiedzających wystawę nie zdoła się
oprzeć pokusie (...) odbycia podróży mającej wszelki pozór
prawdziwości, a nie narażającej na koszty i niebezpieczeń­
stwa (...) nawet na wzburzonym morzu wśród szalejących ży­
wiołów można w każdej chwili zejść na twardy grunt. Podob­
nie bezstresowo podróżował markiz de Selby: Podczas swego
pobytu w Anglii, mieszkał przez pewien czas w Bath, skąd mu­
siał się udać w pilnej sprawie do Folkestone. Potraktował to
w sposób raczej niekonwencjonalny. Zamiast pójść na dwo­
rzec i zasięgnąć informacji o pociągach, zamknął się w swo­
im pokoju zaopatrzony w duży wybór pocztówek ukazujących
miejsca, przez które musiałby przejeżdżać podczas podróży
Miał też wiele zegarów i barometrów oraz przyrząd do regu­
lowania lampy gazowej tak, by dostosować ją do zmieniają­
cego się na zewnątrz światła. Co działo się w jego pokoju i do
czego posłużyły markizowi liczne instrumenty - tego dokła­
dnie nie wiemy. Wydaje się jednak, że po kilku godzinach wy­
szedł z pokoju przekonany, że był w Folkestone i że prawdo­
podobnie odkrył taki sposób podróżowania, który nie przypa­
dnie do gustu kompaniom kolejowym i okrętowym, (za: Pen­
ny 1996, 147).
Internet jednak to nie iluzja rzeczywistości, on nie ma pre­
tensji do bycia doskonałą symulacją: to inna forma poznania,
to nowy sposób kontaktowania się ze światem, oryginalne do­
świadczenie całej niemal kultury. I dlatego nie ma potrzeby
traktowania rzeczywistości wirtualnej jako alternatywy dla
rzeczywistości realnej, człowiek bowiem może wybrać obie.
Jak bardzo, przynajmniej na razie, sieć nie może się obyć bez
odniesienia do realności, świadczy między innymi metafory­
ka opisująca poruszanie się po Internecie. Tak więc obok
podróżowania mamy wielce popularną nazwę: infostrada. In­
fostrada na wzór autostrady, z tym, że na tej pierwszej
z ogromną prędkością przemieszczane są informacje (ponoć
najdroższy produkt współczesnego świata). Podobnie ruch
odbywa się tu nieustannie, tylko że nie ma ograniczeń ilo­
ściowych. Jednak poruszający się po sieci to ktoś mieszczący
się na przeciwnym biegunie w stosunku do kierowcy tira czy
innego auta. To wolno i z refleksem przemierzający wcale nie
pustą i antyludzką (jak w przypadku autostrady) przestrzeń.
On ma prawo zajrzeć, kiedy tylko chce, do ciekawego miej­
sca, kupić niepotrzebną rzecz, zatrzymać się nie tylko na pa­
pierosa. On ma prawo błądzić, skręcać i zapominać o celu.
Może dlatego bardziej popularna jest jeszcze inna metafora:
żeglowania, nawigacji i surfowania.
O żeglowaniu mówią wszyscy: począwszy od poważnych
redaktorów specjalistycznych gazet komputerowych, którzy
na pewno obruszyliby się, gdyby ktoś powiedział im, że po­
sługują się metaforą, przez śmieszniastych piszących o grach
komputerowych, do socjologów i teoretyków cyberprzestrze­
ni, w końcu i sami użytkownicy sieci. Żeglarskie artefakty
bardzo często pojawiają się w reklamach sprzętu komputero­
wego czy w nazwach i czołówkach programów. Nic nie zna­
czący przypadek (Lakof i Johnson nie uznaliby tego tłuma­
czenia), zwykła atrakcyjność tak popularnej metafory czy
może coś więcej w tym jest? Pójdźmy tropem trzeciego
podejrzenia.
Nawigacja morska jest gałęzią wiedzy, która umożliwia
przeprowadzenie statku bezpieczną drogą z jednego punktu
na powierzchni Ziemi do drugiego. (Czajewski 1986, 9). Bez­
pieczeństwo jest raczej zapewnione, chyba, że boimy się

�komputerowych wirusów lub złośliwych hackerów. Co z że­
glarską wiedzą? Czy interżeglarz faktycznie posługuje się ja­
kąś konkretną techniką i umiejętnościami, aby dotrzeć do ce­
lu? Tak, jeśli wyznaczy sobie konkretny cel (a ten, jak wyżej
wspomniałam, bardzo łatwo ulega zapomnieniu), to musi po­
znać, która przeglądarka jest najlepsza, gdzie szukać, jakich
typów wiadomości itp. Musi starannie omijać przeszkody, nie
dać się zdryfować na nieznane tereny i być cierpliwym. Jed­
nak większość nałogowych internautów ani myśli o narzuca­
niu sobie surowej dyscypliny, chyba że rachunek telefonicz­
ny przekroczy granice przyzwoitości . Raczej termin nawiga­
cja wskazuje na potrzebę dostania narzędzi i mapy do poru­
szania się po tej niewyobrażalnej przestrzeni. A może zakła­
da jakiś talent czy nabytą umiejętność, mimo wszystko ogar­
niania bezkresu. Ale tu żeglarzem może być każdy i żadnego
patentu nikt nie wymaga.
A co z surfowaniem, może ono okaże się lepszym określe­
niem. Jeśli uznać, że jest ślizganiem się po powierzchni, bez
zagłębiania się (bo w tym kontekście głębi nie ma), jechaniem
na fali, to dobrze. Jednak surfowanie to także cała otoczka: ko­
lorowe stroje, deska najlepszej firmy, długonogie dziewczęta,
białozębni chłopcy. I tutaj znajdziemy analogię do Internetu.
Surferzy mają kontakt z oceanem - w jakimś stopniu odpowie­
dnikiem cyberprzestrzeni, jako czymś nieogarnialnym, chao­
tycznym, bez widocznego końca, otwartym, nie narzucającym
kierunku. Pełna dowolność wyboru. Surfer, podobnie jak inter­
nauta: idzie, żegluje, mówi dość, wraca. Bez zobowiązań, bez
nocowania w obcym porcie, po prostu. I w tym jest bliższy mi­
łośnikowi sieci od swojego starszego brata żeglarza. Liczy się
kontakt z wodą, ale nie z niebezpiecznym żywiołem. Chociaż
internauta, podobnie jak żeglarz to ten, co ma dostęp do wiel­
kiego świata, ten, któremu nie wystarcza najbliższa okolica,
ten, który pragnie poznania, ciągłego zrywania jabłka z drzewa
wiadomości; ten drugi jest symbolem odwagi, siły, indywidu­
alności, życiowej mądrości. Zdarzają się jednak marynarze bez
tej całej głębokiej ideologii, nawet u Josepha Conrada: Kapitan
McWhirr pływał po powierzchni oceanów jak niektórzy ludzie
prześlizgują się po latach życia, by łagodnie zapaść w spokoj­
ny grób, nieświadomi życia do ostatka, nie wiedząc, ile w nim
3

1

Chatlisty to coś na kształt internetowych kawiarni, miejsce niezobowią­
zujących pogawędek, nieraz bezsensownych dialogów; cieszą się ogrom­
ną popularnością wśród użytkowników. Podobną rolę spełniają grupy
dyskusyjne (tematyczne), gdzie także każdy może w każdej chwili wy­
powiedzieć się i poznać wypowiedzi innych.

zdrady, brutalności i przerażenia. I na morzu, i na lądzie, zda­
rzają się ludzie tak uprzywilejowani - lub tak lekceważeni
przez los albo morze. (Conrad 1973, 31). Nie ma co jednak
ukrywać, że większość bohaterów morza to ci doświadczający
niebezpiecznego żywiołu, dotykający śmierci romantyczni he­
rosi lub szaleńcy. To bieda i ascetyczny styl życia, to wielkie
ideały i legendy. A w sieci? Przeciwnie - bardziej barok niż ro­
mantyzm, raczej jarmark niż pustynia (bez wartościowania).
Na statku jestem sam, muszę liczyć przede wszystkim na sie­
bie i tylko listy pomagają mi utrzymać kontakt z resztą świata.
W sieci: z pozoru samotny przy komputerze, przez Internet
kontaktuję się z masą ludzi. Nie mam prawa czuć się samotny,
w każdej chwili mogę pogadać, cały czas mam świadomość
równoczesnego istnienia w tej samej przestrzeni tłumu innych
- mojej społeczności. To jeszcze raz warto zapytać, skąd to że­
glowanie w Internecie? Chodzi o nieistnienie wytyczonych
szlaków, o wolność czy o poszukiwanie? A może sieć ma coś
wspólnego z chińskimi morzami, o których znowu Conrad: Są
to morza pełne zwyczajnych faktów, które mówią same za sie­
bie - wysp, mielizn, raf, bystrych i zmiennych prądów - skom­
plikowanych zjawisk, które jednak przemawiają do marynarza
językiem jasnym i precyzyjnym, (s. 27).
Woda, jako dobre określenie zjawiska, które tu staram się
opisać, pojawia się jeszcze w innym kontekście. Telekomuni­
kacja i za nią to, co tworzy cyberprzestrzeń, zostały przez
Pierre'a Levy przyrównane do biblijnego potopu: Drugi potop
nigdy się nie skończy. Ocean informacji jest bez dna. Potop to
nowa kondycja, z którą musimy się pogodzić. Nauczmy nasze
dzieci pływać (nawigować?), utrzymywać się na powierzchni,
a może nawet sterować. Wśród powszechnego falowania jed­
no jest pewne: idea stałego lądu jest przedpotopowa.
Patrząc przez okienko swej arki Noe, to znaczy każdy
z nas, jak okiem sięgnąć widzi inne arki. Płyną po wzburzo­
nym oceanie komunikacji numerycznej. Każda z nich dokona­
ła własnej selekcji. Każda pragnie ocalić różnorodność. Każ­
da chce przekazać informację. Arki będą dryfować bez końca
po powierzchni wód. (s. 46). Teraz nie pozostaje mi nic inne­
go, jak patetycznie przypomnieć za starożytnymi: „Navigare
necesse est, vivere non est necesse".

2

Notabene to właśnie borgesowski labirynt wydaje się być świetną me­
taforą internetowego świata. Chyba już nieraz wykorzystaną.
Z takich czysto technicznych ograniczeń należy wskazać także na fakt.
że wiele stron w Internecie jest płatnych, mogą dostać się na nie tylko po­
siadacze karty kredytowej.
3

BIBLIOGRAFIA:
Bóhme, Hartmut
1996 Teologia leleobecności, tłum.: Aleksandra Ubertowska, „Maga­
zyn Sztuki", nr 10(2/96)
Brzechwa, Jan
1968 Akademia Pana Kleksa, Warszawa
Conrad, Joseph
1973 Tajfun, (w:) Tajfun i inne opowiadania, tłum.: Halina CarrollNajder, Warszawa
Cząjewski, Jacek
1986 Nawigacja morska, Warszawa
Davis, Frank
1998 Komputer. Wszechświat, tłum.: Marzena Beata Guzowska, „Ma­
gazyn Sztuki", nr 17 (1/98)

Levy, Pierre
1997 Drugi potop, tłum.: Justyna Budzyk, „Magazyn Sztuki", nr 13-14
(1-2/97)
Penny, Simon
1996 2 tysiąclecia rzeczywistości wirtualnej, tłum.; Jadwiga Węgrodzka, „Magazyn Sztuki", nr 9 (1/96)
Schulz, Bruno
1994 Sklepy cynamonowe, Warszawa
Tarkowska, Elżbieta
1995 Czas podróży, włóczęgi, wędrówki. „Res Publica nowa", nr 7-8
(82-83)

139

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10152" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10130">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ec4d2640b69f7b9a1b747117ab89fd48.pdf</src>
        <authentication>ab613fc94c8cee4eaa1abf64f46f69b9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120766">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2708</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120767">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120768">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2519</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120769">
                <text>Mikro-makro market / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120770">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.140-143</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120771">
                <text>Dudziak, Maciej, J.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120772">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120773">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120774">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120775">
                <text>Mikro-makro market
przyjemność i groza ponowoczesnego rynku
Maciej J . Dudziak

Obcym jest każdy z nas, gdy wychodzi na ulicę
M. Schluter i D. Lee, The R Factor

1. Schulz, Geertz a antropologia codzienności.
Zamiast wstępu
Bruno Schulz tak pisał o drohobyckim rynku:
W sobotnie popołudnia wychodziłem z matką na spacer. Z pół­
mroku sieni wstępowało się od razu w słoneczną kąpiel dnia.
Przechodnie, brodząc w złocie, mieli oczy zmrużone od żaru,
jakby zalepione miodem, a podciągnięta do góry warga odsłania­
ła im dziąsła i zęby. I wszyscy brodząc w tym dniu złocistym
mieli ów grymas skwaru (...) Rynek był pusty i żótty od żaru,
wymieciony z kurzu gorącymi wiatrami, jak biblijna pustynia.
1

Schulz nie przypadkiem sytuuje swój dom właśnie w ryn­
ku. Rynek jest bowiem istotnym - jeśli nie najważniejszym
miejscem, na którym wspiera się fundament podtrzymujący
całe miasto. W rynku lub w jego okolicach mają miejsce naj­
ważniejsze wydarzenia Schulzowskiej prozy, owe mityczne
bajania i historyje , wyznaczające sens każdego, nawet - wy­
dawałoby się - najbardziej banalnego zdarzenia w historii
drohobyckiej agory. Oto bowiem:
2

Kupka obdartusów, ocalała w kącie rynku przed płomienną mio­
tłą upału, oblegała kawałek muru, doświadczając go wciąż na no­
wo rzutami guzików i monet, jak gdyby z horoskopu tych meta­
lowych krążków można było odczytać prawdziwą tajemnicę mu­
ru, porysowanego hieroglifami rys i pęknięć. Zresztą rynek był
pusty. Oczekiwało się, że przed tę sień sklepioną beczkami w i niarza podjedzie w cieniu chwiejących się akacyj osiołek Sama­
rytanina, prowadzony za uzdę, a dwóch pachołków zwlecze tro­
skliwie chorego męża z rozpalonego siodła, ażeby go po chłod­
nych schodach wnieść ostrożnie na pachnące szabasem piętro.

Schulz wychodząc od zdarzeń banalnych, prostych, co­
dziennych, przechodzi do rekonstrukcji mitycznych ciągów
zdarzeń. W opisach przedmiotów, miejsc i ludzi:
... czuje się bliski odczuciom Antyku, sądzi, że swą kreację, swe
fantazjowanie i snucie wywiódł z pogańskiego pojmowania ży­
cia, jak to już dla starożytnych genealogia własnego rodu pogrą­
żała się w micie po odejściu drugiej czy trzeciej generacji,
a wzrok obrócony wstecz dostrzega! historię rodziny znajdującą
swe rozwiązanie w mitologii.
5

Tak interpretowane codzienne zdarzenia, tkwiące swymi
korzeniami w micie, lub korzystając z antropologicznego le­
ksykonu - w kulturze, można przerzucić intelektualny po­
most pomiędzy postulatami antropologii interpretatywnej
i tym, co Clifford Geertz nazwał opisem zagęszczonym (thick
description) , a bajaniem i historyjami Schulza. Różnice ba­
zują jedynie, jak mniemam, na stopniowalności rejestrowa­
nych wydarzeń, co znaczy, iż Geertz rozpoczyna od postulatywnej rejestracji wydarzenia, faktu kulturowego (np. walk
kogutów na wyspie Bali), a kończy na skomplikowanej inter­
pretacji owych zarejestrowanych uprzednio zdarzeń. Schulz
natomiast, wykorzystując - pomimo wszystko - przywileje
należne literaturze, „odrzuca" ową stopniowalność akcji,
koncentrując się wyłącznie na interpretacji, która u niego sui
generis jest konstruowaniem mitu.
6

2. Dwa typy ponowoczesnego rynku

3

Studiując zachowania prawdopodobnie grupy włóczę­
gów - zdawałoby się banalnie pospolite - Schulz dochodzi
do interpretacji, w której z prostego faktu społecznego, ja­
kim są owi „obdartusi", czyni kontynuację przypowieści bi­
blijnej. Zwykłe wydarzenie z drohobyckiego rynku nabiera
w tym świetle mocy mitu dziejącego się stale i ciągle. Bo­
wiem:
Zapominamy o tym - pisze Schulz w jednym ze swych esejów operując potocznym słowem, że są to fragmenty dawnych
i wiecznych historyj, że budujemy, jak barbarzyńcy, nasze domy
z ułamków rzeźb i posągów bogów. Najtrzeźwiejsze nasze poję­
cia i określenia są dalekimi pochodnymi mitów i dawnych histo­
ryj. Nie ma ani okruszyny wśród naszych idei, która by nie po­
chodziła z mitologii - nie była przeobrażoną, okaleczoną, przei­
stoczoną mitologią.
4

140

2.1. Typ pierwszy: mikromarkef
Witnica jest 7-tysięcznym miasteczkiem położonym kil­
kanaście kilometrów od granicy z Niemcami. Ludność miasta
i okolic rekrutuje się w znacznej liczbie z przesiedleńców
z terenów Kresów Wschodnich I I Rzeczypospolitej. Brak tu
ludności autochtonicznej zarówno pochodzenia polskiego,
jak i niemieckiego.
Głównym rynkiem w liczącej blisko 20 tysięcy mie­
szkańców gminie są place położone w centrum miasta oraz
łączące je ulice. Znaleźć tu można różnorakie sklepy w wiel­
kiej ilości, okolicznościowe i stałe targi, na których kupić
można przemycane zza wschodniej i zachodniej granicy pa­
pierosy i alkohol, spędy bydła, koni i trzody, targowiska pło­
dów rolniczych, bary i pijalnie piwa, w których zawsze spo­
tkać można przemytników, pijaczków i drobnych złodziei,
8

�których osobną kategorią jest tzw. jurna, czyli grupy „awan­
turniczych" młodzieńców wyruszających za zachodnią grani­
cę w poszukiwaniu „łupów" pochodzących z kradzieży.
Wśród starych kamienic odszukać można zakłady szewskie,
fryzjerskie czy trumienne, kawiarnie i cukiernie, w których
obok „zwyczajowych" usług zrealizować można również za­
mówienie na samochód czy „spożywkę" zza rzeki. W dni od­
pustów, kiermaszy czy wyprzedaży kupić można poniemiec­
ką książkę, plastikową relikwię lub najnowszej marki szwaj­
carski kalkulator. Z rzadka zaglądają tu stróże prawa; jest to
samoregulujący się mechanizm.
Przestrzenie rynku są niejednorodne; wypełnione ludźmi
różnego pochodzenia, mającymi różne cele, poglądy, etc.
Wpaść tu można na kobietę zwracającą się do każdego męż­
czyzny „Panie Burmistrz!", czy na podeszłego wiekiem zbie­
racza żelastwa i butelek. W kątach rynku, przy ławach skle­
powych nie brak drobnych pijaków i obiboków. W przyle­
głych rynkowi szynkach i kawiarniach podsłuchać można
przemytników, jumaków czy miejscowych Cyganów. W sa­
mym rynku - mieszanina strojów, twarzy, języków i zapa­
chów: obok polskiego „urzędowego", usłyszeć można specy­
ficzne „zabużańskie zaciąganie", co ciekawe, nawet wśród
najmłodszego pokolenia, dalej - język handlujących ukraiń­
skich bazarowiczów, przezywany tutaj „hahłackim", język
niemieckich i duńskich turystów.
Rynek jest miejscem, gdzie formuła Obcy jest jedynie for­
malną klasyfikacją bliskości, nie natomiast wartościującą ka­
tegorią stawiającą owych obcych w rzędzie „gorszych",
z uwagi na jedną prostą przyczynę - ekonomię, czyli zysk ze
sprzedawanych towarów.
Wychodzi się „do miasta", bo taka formuła jest przyjęta,
nawet jeśli mieszka się w samym rynku, to wychodzenie do
„miejsca", wyraźnie określonego miejsca spotkania, gdzie
można nie tyle być, co żyć, odnowić znajomości, zawrzeć so­
jusz czy transakcję. Kupowanie ma nie tylko znaczenie
wprost, zaopatrzeniowe, ma też równoważne znaczenie sym­
boliczne: „kupuje się" informacje, „kupuje się" relacje, „ku­
puje się" związki, sympatię, bądź antypatię, zjednuje sobie
sklepikarzy, a sklepikarze zjednują sobie klienta. Podczas ku­
powania odbywa się swoista gra językowa powołująca do ży­
cia sferę wokół samego kupowania. Towar nabiera wartości
poprzez mówienie o nim, poprzez targowanie się, niemależ
„rytualne" narzekania. Mimika niezadowolenia, gesty sklepi­
karza - wszystko to nie ma jedynie efemrycznego charakteru,
lecz podlega konwencji, bez użycia której niemożliwe było­
by kupno. Na przykład:
9

- Sklepikarz: Rybeńko kochana, co to dla ciebie dzisiaj?
- Kupująca: Aaa, Panie Piotrusiu, co ja tam mogę tego kupic'.'.Za
co, za te grosze, co nam dają?
- Sklepikarz: Może kupić, może kupić, u mnie prawie darmo,
kochana. Co tam będzie? Dobra...
- Kupująca: Daj mi kawę, pieprz, mąkę, tak z pół kila... Czło­
wiek nie ma za co, nie ma za co...
- Sklepikarz: Się już robi, moja złota - mąka mała, śnieżnobia­
ła, a jak dam kilo, się coś stanie? Nie stanie się! Dobra, jedziemy
dalej!

Rynek - jest zapewne jedną z tych nie uświadamianych
społecznie transzei komunikacyjnych, które zapewniają spo­
łeczności terytorialnej względną koherencję. Kontakt tu na­
stępuje „twarzą w twarz", wszak nie sposób dostrzegać i być
dostrzeganym, przecinając place i ulice ze spuszczoną gło­
wą. Z rzadka można dostrzec tutaj Benjaminowskiego fla-

10

neura, przemierzającego samotnie miejskie przestrzenie.
W kulturowo skonstruowaną optykę widzenia, by rzec za
Emmanuelem Levinasem, „tego Drugiego", zdaje się immanentnie wpisana zasada konieczności dostrzegania, ko­
nieczności nawiązania kontaktu z owym Drugim; nie sposób
przejść przez rynek wstrzymując oddech. Próba izolowania
się, spuszczania wzroku zarezerwowana jest wyłącznie dla
obcych, nie znających zasad ani wymogów tubylczego kode­
ksu. Chcąc żyć we wspólnocie - a nie sposób w niej nie żyć,
będąc związanym relacjami i zależnościami - trzeba żyć
w rynku. Rynek lub też mikromarket mogą być metaforą
współczesnego - idąc w pewnym sensie tropem podrzuco­
nym przez Michela Maffesoli - rodzącego się czy też reinkarnującego się Howoplemienia," które oparte o strukturę
poniekąd zachowaną, a poniekąd zdekonstruowaną biegiem
ciągów historycznych, wspólnot tradycyjnych w historycz­
nym sensie tego słowa, odnajduje, kierowane wewnętrznymi
mechanizmami samoregulującymi, płaszczyznę porozumie­
nia, na której być może (być może również na wielu innych)
odbudowuje lub też na nowo zbuduje swoją nową tożsa­
mość, opartą na regułach panujących właśnie na rynku - mikromarkecie.
W świecie zdekonstruowanych wspólnot o bogato rozwi­
niętej obrzędowości objawiającej się wprost kultura typu lo­
kalnego potrzebuje budulca, by móc funkcjonować „normal­
nie". Takim - być może - tworzywem jest właśnie rynek, łą­
czący w sobie po części funkcje platońskiej agory i nowocze­
snego marketu.
Jeszcze jedna ważna uwaga: rynek mieści się w środku
miasta, w jego żywo bijącym centrum.
Jednak, jak będę chciał pokazać w drugiej części, nie za­
wsze rzeczywistość jest tak optymistyczna.
12

13

u

2.2. Typ drugi: makromarket

Gorzów Wielkopolski jest dużym miastem z rozbudowaną
siecią marketów, sklepów i restauracji. Od ponad dwóch lat
funkcjonuje tutaj hipermarket „Hit", jeden z pięciu tego typu
centrów handlowych znajdujących się na terenie Polski i na­
leżących do niemieckiego koncernu handlowego.
Market stoi na obrzeżach miasta, jakby samym swoim
położeniem zdawał się informować o swojej eksterytorialności. Ponieważ nie przynależy do nikogo lub raczej należ­
ny jest każdemu - znaczy to, iż jest niczyj, a skoro nikt nie
jest tu gospodarzem, nikt nie jest postrzegany jako „swój"
lub jako „obcy". Wszyscy jednako znajdują się w przestrze­
ni niczyjej, przynależnej wyłącznie stosunkom handlowym,
wyłącznej hiperkonsumpcji. Rozmyciu podlega najpierwot­
niejsza funkcja społeczna kreująca postrzeganie świata, bu­
dująca tożsamość - antynomia: „my" i „oni", „swój" i „ob­
cy". Nikt nie przybywa tutaj dla samej przyjemności bycia,
spotkania.
Ekskluzywność tego miejsca jest o tyle specyficzna, iż
wejść tu może każdy, kto godzi się na pewne warunki dykto­
wane w tym miejscu. Są to specyficzne warunki, w których
pochodzenie, przekonania, kolor skóry są nieważne i nieistot­
ne. Na taki brak rozróżnienia godzić m u s i się każdy wkra­
czający w świat hipermarketu. Nawet najłatwiej czytelna
z reguły w „ludzkiej masie", by rzec za Benjaminem, seman­
tyka ubioru, pozostaje nie penetrowana przez receptory, kult
jednostki sprowadzony do wymiarów absurdalnej gry, w któ15

141

�rej wolność wyboru jednostki dyktowana jest subtelnym znie­
woleniem grupy. Zresztą na jakąkolwiek inność i tak nikt
uwagi nie zwraca. Ludzie trwają w uporze dopięcia celu z reguły - nieznanego jeszcze w momencie rozpoczęcia „że­
glugi po oceanie marketu". W niemym zacięciu, z rzadka je­
dynie wymieniając zdawkowe słowa, jeśli podróż trwa w gru­
pie, odbywa się ponura nawigacja wśród zwałów towaru.
Zresztą jakakolwiek rozmowa i tak nie ma sensu; struktural­
nym elementem miejsca jest hałas. Dźwięk bez źródła, ponie­
waż nikt go nie dostrzega. Niedostrzeganie Drugich, jak po­
wiada Levinas, jest wpisane w kodeks jednolitego miejsca, na
który godzi się każdy wraz z opłatą zezwalającą na wkrocze­
nie w inny wymiar.
Nie sposób znaleźć tutaj osoby przybyłej, w innym niż
kupowanie celu. Brak tutaj jakiejkolwiek enklawy, łamiące­
go jednolitość przestrzeni miejsca; wszystko podporządko­
wane jest jednej i jedynej funkcji - kupnu. Sprytnie usytuo­
wane produkty, przy misternym wykorzystaniu zdobyczy
socjotechniki, tętniąca, rytmiczna muzyka, komunikaty pły­
nące z umieszczonych w całym budynku głośników infor­
mujących o bieżących wydarzeniach, promocjach poszcze­
gólnych produktów i ich usytuowaniu, dokładnie ustawione
systemy kontroli w postaci licznych kamer telewizyjnych
oraz wszędobylska ochrona łatwo dająca wyodrębnić się
z tłumu - uzbrojona i czujna. Wszystko jednolite, dyskret­
ne, subtelne. Człowiek demokratyczny nie godzi się na
odbieranie wolności wprost, lecz chętnie i bez zastrzeżeń
przeznacza swoją wolność innym, nieznajomym, bardziej
niż on odpowiedzialnym za niego, a choćby i maszynom, je­
śli tylko spełniają rolę ekspertów. Czyż wielką byłoby róż­
nicą w owym hipermarkecie, gdyby zamiast kasjerki obsłu­
gującej podliczający rachunki komputer - w imię sprawno­
ści działania - znajdowała się wyłącznie maszyna, obdarzo­
na przez nas zaufaniem? Czyż zatem nie łatwiej zaufać ma­
szynie?
16

Zaraz po wejściu przeraża ogrom przestrzeni: wiele tysię­
cy metrów kwadratowych w sposób totalny i całkowity ofe­
ruje zaspokojenie potrzeb każdego z odwiedzających: obok
sklepów mieszczą się tu restauracje zaprojektowane w taki
sposób, by szybko je opuścić, zwalniając miejsce kolejnemu
klientowi lekko znużonemu koszmarem zakupów, jednakże
na tyle jeszcze zdrowemu, by samodzielnie po krótkiej chwi­
li popasania mógł opuścić zajmowane miejsce; liczy się ilość
i jakość, liczy się usługa.
Wszystko sprowadzone do kupowania, brak rozmów, je­
dyne relacje, jakie można dostrzec, to relacja klient - towar.
W świecie tym, wydawałoby się pozbawionym jakiegokol­
wiek posmaku irracjonalności, towar z d a j e się nabierać
walorów kultowych. Przedmiotem pożądania stają się nie ty­
le jego utylitarne cechy, ile on sam. Na myśl przychodzą jak­
że aktualne słowa Mircea Eliadego:
Uważam za rzecz bardzo ważną odnalezienie mitologii oraz teo­
logii przyczajonej nawet w najbardziej nijakim życiu człowieka
współczesnego; od niego tylko zależy, aby wrócił ku źródłom
i na nowo odkrył głębsze znaczenie wszystkich tych wypłowia­
łych obrazów i zdegradowanych mitów. I nie mówcie nam, że ta
spuścizna nic już nic obchodzi współczesnego człowieka, żc na­
leży ona do „zabobonów przeszłości", szczęśliwie zlikwidowa­
nych przez wiek X I X , że obrazy, nostalgie i tęsknoty to dobre dla
poetów, dzieci i prostaczków, ale - na Boga! - ludziom serio po­
zwólcie myśleć i „robić historię": tego rodzaju rozdział między
„poważnym życiem" a „rojeniami" nic odpowiada rzeczywisto­

142

ści. Człowiek współczesny może sobie lekceważyć mitologie
i teologie, co nie zmieni faktu, że nadal będzie karmił się upadły­
mi mitami i zdegradowanymi obrazami."

Więc...?
Nie każdy może wejść na teren marketu - dopuszczeni są
tylko ci, którzy są „zuniformizowani" w celu - kupnie. Brak
tu wszelkich „obcych" (pijaczków, obnośnych handlarzy, że­
braków), czyli wszystkich łamiących konwencję miejsca.
Przestrzeń marketu jest zuniformizowana i jednorodna;
przekłada się w jednorodną wspólnotę jednoczącą się i zor­
ganizowaną podług przestrzeni zajmowanej. Obcym jest
każdy (tak jak każdy jest „swoim"), nawet z rzadka spoty­
kani znajomi zdają się wymieniać poza spojrzeniami jedy­
nie - w najwyższej konieczności - przelotne i nic nie
mówiące pozdrowienia, po czym z pośpiechem oddalają
się, wtapiając pomiędzy zwały towarów, jak powiada Alicja
Kuczyńska:
Miejsce dialogu werbalnego zajmuje milczenie, błysk, moment,
wspólnota rozumienia, wymiana realności na fikcję, ale nie na
odwrót: nie napięcie, ani emocje."
1

Spojrzenia powoli przyzwyczają się do niedostrzegania,
już nie obcych, ponieważ ich brak, lecz Drugich. Przechodnie
stają się po chwili jedynie tłem, czasem przeszkodą, którą na­
leży wyminąć lub w najgorszym wypadku zmienić transzeję
drogi; stają się jeszcze jednym towarem, który można - jeśli
ochota - dowoli, aczkolwiek ostrożnie, oglądać.
Wszystkich ogarnia namiętność kupowania, słodka roz­
kosz nabywania, bachanalia odbywane w szeleście setek
stóp. Brak tutaj jakkolwiek zakreślonego centrum. Można
chodzić po swoich śladach, które jednak po chwili zostają
zmyte przez kolejnych nieznajomych. Przebywanie w marke­
cie nacechowane jest - nawet pomimo częstych odwiedzin efemerycznością. Miejsce to nie toleruje odznaczania i wy­
różniania - żaden klient przybywający do marketu nigdy nie
zostanie rozpoznany, bowiem anonimowość wkalkulowana
jest w cenę towaru. Nie trzeba tutaj wstrzymywać oddechu
z przerażającą człowieka ponowoczesnego myślą, iż zostanie
się rozpoznanym.
Istota tego miejsca zawiera się w jego b r a k u , bowiem
w rzeczywistości ponowoczesnej nie ma miejsca na wyprepa­
rowane z nakładających się na siebie kontekstów znaczenia,
gdyż takie, wyznaczane arbitralnie, nie istnieją w sposób
trwały czy uchwytny, lecz jedynie chwilowy i jednostkowy,
a etnograf, czy ktokolwiek chcący „kreślić człowieka", ko­
rzystając z retoryki Clifforda Geertza, zawsze ze swoim opi­
sem „przychodzi po fakcie"...

3. Parę wniosków
W Ulicy Krokodyli Bruno Schulz pisał:
Był to dystrykt przemysłowo-handlowy z podkreślonym jaskra­
wo charakterem trzeźwej użytkowości. Duch czasu, mechanizm
ekonomiki, nie oszczędził i naszego miasta i zapuścił korzenie na
skrawku jego peryferii, gdzie rozwinął się w pasożytniczą dziel­
nicę.
Kiedy w starym mieście panował wciąż jeszcze nocny, pokątny
handel, pełen solennej ceremonialności, w tej nowej dzielnicy
rozwinęły się od razu nowoczesne, trzeźwe formy komercjali­
zmu. Pseudoamerykanizm, zaszczepiony na starym, zmurszałym
gruncie miasta, wystrzelił tu bujną, lecz pustą i bezbarwną wege­
tacją tandetnej, lichej pretensjonalności.
14

�Jak w Schulzowskim Drohobyczu sprzed lat 80, tak
i w dzisiejszej rzeczywistości końca wieku, końca tysiąclecia
niemalże programowo ogłasza się koniec pewnej rzeczywi­
stości minionej. Wiąże się to zazwyczaj z potęgującą industralizacją i komercjalizacją, z urynkowieniem etc. Innymi
słowy: objawia się zmierzch pewnych „starych porządków",
ustępujących progresowi ludzkiego pochodu przez czas.
Przy okazji, wokół dwóch bastionów, czyli Postępu i Wstecznictwa (socjologia powiada, iż jest to liberalizm i konserwa­
tyzm), organizują się grupy gotowe bronić - odpowiednio starych/nowych porządków. Z reguły, jedni i drudzy głoszą,
iż nowy „stan rzeczy" jest biegunowo odległy od starego,
choć pożywka dla uprawianego przezeń ogrodu, by sparafra­
zować Zygmunta Baumana, jest wciąż taka sama, o takiej sa­
mej zawartości „próchna kulturowego" w glebie, a zmienne
pozostają jedynie warunki pogodowe.
Niemniej, pozostaje tęsknota za czystym stanem, za jed­
noznacznością, którą jedni nazywają nostalgią, a inni tęskno­
tą za rajem; są przecież jacyś „my" i jacyś „oni"...
Opisane dwa typy ponowoczesnego rynku są reprezenta­
tywne jedynie i wyłącznie dla siebie, swego własnego konte­
kstu. Są to dwa przeciwległe bieguny, pomiędzy którymi ist­
nieje morze różnorodności wzorców, przekonań, preferencji
często, z pewnych punktów widzenia diametralnie przeciw­
stawnych. Rzeczywistość jest bowiem, by przywołać Stani­
sława Lema, o wiele bardziej skomplikowana. Nie można jej
zatem wyrazić za pomocą opisu rzeczywistości według Weberowskich „stanów czystych".
Ani więc witnickie rynki, ideowo spokrewnione z Platonowską agorą, czy choćby z „tradycyjnym" rynkiem mienią­
cym się różnorodnością wzorców, będących nostalgicznym
odniesieniem dla wielu badaczy-entuzjastów, nie reprezentu­
ją Całości, ani też ów hipermarket Hit, o którym rzec by moż­
211

21

na ustami Conradowskiego Marlowa z Jądra ciemności
„Ohyda, ohyda!" nie reprezentuje wszystkich typów i relacji,
w jakie uwikłany jest człowiek ponowoczesny.
Nie tekstualnymi jedynie bohaterami są przecież ludzie
uwikłani w biegunowo odległe (zdawałoby się) systemy. Ale
przecież i w owej małej, nostalgicznie nakreślonej wspólno­
cie stoją nieopodal dwa markety na równi odwiedzane przez
tych samych ludzi, a w „dużym" mieście ludzie również
„chodzą" do małych sklepików. Można by ująć sprawę, uży­
wając metafory organizmu, z którego została wypreperowana jedna tkanka; sama nie potrafi egzystować, gdyż jest tyl­
ko fragmentem jakiejś większej całości, natomiast będąc
owym fragmentem, w specyficzny sposób uosabia kondycję
Całości organizmu. Tak i tutaj: markety są jedynie wyprepa­
rowanym fragmentem większej Całości, który - jeśli przy­
wrócić go życiu, swej pierwotnej konstrukcji, z której dla ce­
lów analitycznych został pobrany - rozmywa swoje (rzecz
jasna!) nadawane znaczenie, po czym wtapia się na powrót
w organizm.
Rzeczywistość nas okalająca bowiem podąża w wiele,
często przeciwstawnych na pierwszy rzut oka, kierunków,
które zderzając się ze sobą, powodują kolizje, bowiem
w świecie przygodności, ironii i chwilowej solidarności koli­
zje należą do tych „przywilejów", czy przywilejów, które są
nieuniknione. Świat dzisiejszy to świat mikro- i makro-marketów, z których każdy może pretendować zarówno do miana
pełnego przyjemności, jak i grozy, jak i obu tych rzeczy od­
czuwanych naraz lub osobno, przez moment, chwilę. Brak
dziś światów czystych, światów wyizolowanych - są nato­
miast światy „w większości", światy „w przewadze" i , jak
konstatuje w wielu swych propozycjach Zygmunt Bauman,
to czego nam najbardziej potrzeba, jako istotom przygodnym
to - stalowe nerwy.

PRZYPISY
1

B. Schulz, Sierpień, (w:) Sklepy cynamonowe. Warszawa 1997, s. 20
Zob. B. Schulz, Mityzacja rzeczywistości, (w:) Opowiadania. Wy­
bór esejów i listów, Kraków, Wydawnictwo Literackie 1973, s. 364-366
B. Schulz, Sierpień, (w:) Sklepy cynamonowe. Warszawa 1997,
s. 20
B. Schulz, Mityzacja rzeczywistości, (w:) Opowiadania. Wybór ese­
jów i listów. Kraków, Wydawnictwo Literackie 1973, s. 366
B. Schulz, Expose o książce Brunona Schulza „Sklepy cynamono­
we", przet. J. Ficowski, (w:) B. Schulz. Księga listów. Zebrał, opracował,
wstępem, przypisami i aneksem opatrzył J. Ficowski, Kraków 1975,
s. 177-178
Por. C. Geertz, The Interpretation of Cultures. New York 1973
Omawiany „mikromarket" znajduje się w miejscowości Witnica,
położonej 23 km na zachód od Gorzowa Wlkp. - przyp. aut.
Używając terminu „rynek" mam na myśli kompleks ekonomiczno-usługowy mieszczący się w centrum miasta, którego podstawowym charakteryzatorem jest geograficzne usytuowanie - przyp. M.J.D.
W mieście znajduje się dzierżawiony przez Duńczyków ośrodek
wypoczynkowy - przyp. M.J.D.
'" Zob. W. Benjamin, O kilku motywach u Baudelaire'a, tłum. B. Surowska, „Przegląd Humanistyczny" 1970, nr 5. s. 69-84; nr 6,
s. 105-117, cyt. za R. Różanowski, Szok i przeżycie albo „odrażające
przeżycie epoki industralizacji",
(w:) Pisanie miasta. Czytanie miasta,
(red.) A. Zeidler-Janiszewska, Poznań 1997, s. 118
2

3

A

5

6

7

8

9

" Zob. M . Maffesoli, „Affectual"
..Threshold", t. 4, s. 42

Post-Modernism and

Megapolis,

12

Są wszak tutaj miejsca do gry w szachy - szachownice miejskie,
parki, kawiarnie, w których można wypocząć do woli, bez potrzeby spo­
glądania na zegarek - przyp. M.J.D.
Zob. M. Eliade, „Nasz świat" znajduje się zawsze w środku, (w:)
Sacrum, mit, historia, PIW Warszawa 1974, s. 66-70
Omawiany „makromarket" znajduje się w odległym od Witnicy
o 23 kilometry Gorzowie Wlkp. - przyp. M.J.D.
A. Kuczyńska, Agora nasza powszednia, w: Pisanie miasta. Czy­
tanie miasta, red. A. Zeidler-Janiszewska, Poznań 1997, s. 162
Zob. Z. Bauman, Wieloznaczność sprywatyzowana, (w:) Wielo­
znaczność nowoczesna. Nowoczesna wieloznaczność,
PWN, Warszawa
1995, s. 251-260
M . Eliade, Wiecznotrwalość obrazów, (w.) Sacrum, mit, historia,
PIW Warszawa 1974, s. 26
A. Kuczyńska, ibidem, s. 167
B. Schulz, Ulica Krokodyli, (w:) Sklepy cynamonowe, Warszawa
1997, s. 77
Ów „zmierzch starych porządków" jest charakterystyczny dla każ­
dej epoki w dziejach człowieka. Przykładem z kręgu humanistyki jest te­
oria „kryzysu paradygmatu" Thomasa Kuhna, która rozciągnięta na po­
wiedzenie Umberto Eco, iż „każda epoka ma swój postmodernizm", mo­
głaby dość adekwatnie tłumaczyć „nowe i stare porządki" - przyp. M.J.D.
13

14

15

16

17

18

19

2 0

21

W tej sprawie zob. W.J. Burszta, Nostalgia i mit, albo o mechani­
zmie powrotu, (w:) Czytanie kultury. Pięć szkiców. Łódź 1996, s. 80-107.
M . Eliade, Mefisto i Androgyn. czyli tajemnica pełni, (w:) Sacrum, mit.
historia, PIW, Warszawa 1974, s. 199-253

143

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10138" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10116">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b40882743bef19ab30f94038b1fff9fd.pdf</src>
        <authentication>048a3f34c9573bac6d730ebd4b52bf21</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120607">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3357</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120608">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120609">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3146</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120610">
                <text>Świąteczne zdobnictwo wnętrz / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120611">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.95-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120612">
                <text>Ogrodowska, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120613">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120614">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120615">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120616">
                <text>Barbara Ogrodowska

ŚWIĄTECZNE Z D O B N I C T W O WNĘTRZ

Skłonność
wszystkim
potrzeb.

do

upiększania

najbliższego

wnętrza mieszkalnego

Indywidualne

otoczenia,

jest w y r a z o m

odczucie

piękna,

bardzo

przede,

Boże

Narodzenie

różnych

h a r m o n i i , łączy

Najpowszochniej

się

w

Polsce

występującymi

i

najbardziej

z a s p i r a c j a m i s p o ł e c z n y m i (naśladowania i n n y c h ) , chęcią z a m a n i ­

z n a n y m i a k c e s o r i a m i t y c h świąt, s p o t y k a n y m i zarówno w i z b a c h

festowania

wiejskich

zamożności,

wzbudzania

w s i , w czasie g d y dominowały
pojawiały

się w o k r e s a c h

kreśleniu u r o c z y s t e g o
wspomniane
Obyozaj
czystości

—

wyżej

świątecznych. Służyły

domu

wówczas

wnętrz

ziarno.

pod­

zarazem

w okresie świąt i ważnych
byl punktem

d e k o r a c j i mieszkań w i e j s k i c h .

t o „okres niezwykły,
Uroczysty

i

j a k i we

dworach

były

snopy

zboża,

, , N a stół w i g i l i j n y k ł a d z i o n o słomę, p o c z y m
krywano

słoma,

siano

dopiero

przy­

3

stół

obrusem

i

zastawiano

potrawy;

stawiano

w kątach s n o p y ż y t a i rozścielano słomę n a podłodze. C z y n i o n o

religijnych, rodzinnych —

zwyczajności".

dawnej

potrzeby.

zdobienia

2

itp. Na

c h a r a k t e r u święta, zaspakajając

d l a późniejszej, trwałej
Święta

podziwu

k u m o chałupy, dekoracje

wyjścia

świąt

wymagał

—

wedle

powszechnego

przekonania

—

czas

na

pamiątkę

w którym Dzieciątko Jezus leżało: stary zwyczaj
chrześcijańskie d o m y , n a B o ż e N a r o d z e n i e

1

który odmienia i dzieli

charakter

uro­

żo w s t a j n i Ś w i ę t a P a n n a l e ż a ł a

oprawy

Encyklopedia

w t y m mają

połogiem".

4

podkreślającej niezwykłość, niecodzienność świątecznego o k r e s u -

cą: „Stawianie snopów zboża p o r o g a c h i z b y w której

Jest

do

t o c z a s s z c z e g ó l n e g o n a s i l e n i a d z i a ł a n i a sił

nadprzyrodzo­

n y c h , o b w a r o w a n y z a k a z a m i i n a k a z a m i , sprzyjający
magicznym.
wnętrza

Toteż

miały

przedmioty

przede

zaś i c h w a l o r y e s t e t y c z n e
ne.

stanowiące

wszystkim

bogatą

działaniom

świąteczny
treść

wystrój

symboliczną,

można traktować jako zjawisko

wtór­

uczty w i g i l i j n e j , dotąd n a p o t y k a n e

w pierwszej
żyta

po

Dobrzyckiej

w

Pęsach

następują­
zasiadają

u l u d u było

niegdyś we w s z y s t k i c h w a r s t w a c h powszechnym.
wojewodziny

na

to

żłobu,

p o i z b a c h siać s ł o m ę ,

zamieszcza informację

staropolska

też

U

zwyczajem
pani pod-

Mazowszu,

jeszcze

połowie X I X w . n i e s i a d a n o d o w i g i l i i bez snopów

rogach

komnaty

stołowej

ustawianych. L u d wiejski,

p o u c z c i e w i g i l i j n e j , zo s ł o m y t y c h s n o p ó w k r ę c i m a ł e

powrósła

95
I

�I I . 1 . B u d y n k i m a l o w a n o лл- „ k o ł a o y k i " , z a g r o d a A n n y Z w o l i ń s k i e j , N o s z a c o w i c c , w o j . n o w o s ą d e c k i e , 1 9 8 1 ; i l . 2.
święta, f o t . z p o c z ą t k u X X w .

i лvyЫegłszy d o s a d u o t w i ą z u j c n i e m i d r z e w a o w o c o w e w
k o n a n i u , że będą l e p i e j

rodziły."

prze­

S n o p y zboża układano n a różne s p o s o b y : n p . j e d e n okazały
snop żyta

stawiano

Ważnym

i

bardzo

Bożego Narodzenia

5

w kącie i z b y , a l b o

we wszystkich

kątach

zielenią

charakterystycznym

Godnie

atrybutem

b y ł a j o d ł o w a l u b ś w i e r k o w a , a wiąc

o k r y t a , gałązka.

Źródła

interpretują

życia, radości, zapowiedź o d n o w y

ją

jako

i лл-zrostu r o ś l i n .

świąt
trwałą
symbol

Gałązkami

7

u m i e s z c z a n o s n o p y z b ó ż podstaлл oлл*ych: p s z e n i c y , ż y t a , j ę c z m i e ­

tymi

n i a i олл-sa. P ę k i s ł o m y , t z w . „ d z i a d y " , s t a w i a n o p o d ś c i a n a m i ,

o b r a z y , p r z y b i j a n o d o ścian mieszkań, d o d r z w i d o m ó w i obór.

,

kładziono
z

okolic

ławy

p o d stołem,
ОгуЬолуа

na

których

i

albo

wieszano

Krynicy,

siedzieli

przed

podczas

p o d powałą.
wigilią

W

niektórych

podłodze. Częściej j e d n a k u m i e s z c z a n o t y l k o p o d stołem
mało

obrusem

wiązki

układano

słomy

i woreczek

cienką warstwę

wigilij-

z i a r n a , zaś n a s t o l e

siana. N a obrusie

pod

rozsypy-

луапо z i a r n a z b ó ż , m a k u , g r o c h u i n a n i o s t a w i a n o m i s k i z j e d z e ­
niom

t y m i ZAviazane b y ł y l i c z n e w r ó ż b y i

zabiegi

magiczne . Z i a r n a p r z y l e p i o n e do d n a m i s k i miały wskazywać n a
1

j a k i e rośliny będzie u r o d z a j ; słoma r z u c a n a p o w i e c z e r z y
powałę

i zaczepiona

o

drzazgi

„tragarza"

miała

pod

spowodoлл-a ó

b u j n y лл-zrost z b o ż a ; олл-ijanie d r z e w e k o w o c o w y c h s ł o m ą ( t a k j a k
podaje

(radomskie,

sądeokie), z a t y k a n o

je

za

Polsce p l d . - z a c h o d n i e j , n a P o d h a l u , Śląsku Cieszyńskim,

Sądecczyźnie i Z i e m i K r a k o w s k i e j , w d n i u лvigilii w i e s z a n o n a d s t o ­
ł e m „ p o d ł a ź n i c z k i " , zwane

też „ p o d ł a ź n i k a m i " , „ s a d a m i " , „rajs­

k i m i " l u b „ b o ż y m i d r z e w k a m i " . B y ł a t o gałąź jodłowa l u b r o z w i ­
d l o n y c z u b e k świerku, obręcz p r z e t a k a c z y d r u c i a n e koło opleciono
jedliną

a l b o też słomiane t a r c z e l u b d a s z k i z p r z y p i ę t y m i d o n i c h

jodloлл•ymi

gałązkami.

Wszystkie

to

przedmioty

ozdabiano

jabłkami, złoconymi orzechami, w y c i n a n k a m i z opłatków, koloro­

(sądeckie, g o r l i c k i e ) .
Ze z w y c z a j a m i

W

słomą

w s i a c h z o k o l i c Ncra*ego S ą c z a s ł o m ę i s i a n o r o z ś c i e l a n o n a c a ł e j
nym

izby

Łemkowie

wyściełali

wieczerzy.

dekorowano

c y t o w a n e wyżej źródło) miało zapewnić u r o d z a j

w y m p a p i e r e m i bibułką. W
umieszczano
rannie
miała
a

duży

kulisty

przygoto\4 ana
T

zapewnić

dzieлл'Cz^tom

środku i nieco niżej niż i n n e o z d o b y
„świat"

i pięknie

domownikom
powodzenie

w

z

opłatka.

przybrana
pomyślność,
miłości

Ta

bardzo

świąteczna
dostatek

i szybkie

sta­

ozdoba
i

zgodę,

zamążpójście.

owoców

Z

i c h r o n i ć j c p r z e d s z k o d n i k a m i ; s i a n o i z i a r n o zo s t o ł u w i g i l i j n e g o

czaje.

o r a z r e s z t k i p o t r a A v i калл-alki o p ł a t k a z a n o s z o n e d o s t a j n i i k u r n i k a

właściwości m a g i c z n e : m i a ł y one zapewniać z d r o w i e i płodność,

aby

sproлvadzaó d o d o m u z a l o t n i k ó w i sprzyjać m a ł ż e ń s t w o m . W i z y t a

bydło dobrze

się c h o w a ł o , a k u r y o b f i c i e n i o s ł y .

Zdrowie

6

i u r o d z a j m i a ł o t e ż z a p e w n i ć лл'zajemne о Ь з у р у л У а ш е się
poŚ44'ięconj'm
Wszystkie
agrarnego
w

96

w kościele, w

dniu

Św. S z c z e p a n a

to zabiegi nawiązujące do p i e r w o t n e g o ,
charakteru

nadchodzącym

roku

zimowych

obrzędów,

u r o d z a j , płodność,

owsem,

(20 g r u d n i a ) .
pogańskiego,

гарелл'шо

dostatek

i

miały

zdrowie.

„ p o d ł a ź n i c z k a m i " związane
Zawieszanym

na nich

były liczne wierzenia i

jabłkom i orzechom

zwy­

рггур!зулл апо
г

калуакзга w o k r e s i e ś w i ą t e c z n y m b y ł a t r a k t o w a n a j a k o d e k l a r a c j a
z a w a r c i a małżeństwa, zwłaszcza w t e d y , k i e d y próbował

zerwać

z p o d ł a ź n i c z k i j a b ł k o l u b o r z e c h . B r a k p r o t e s t u ze s t r o n y dzioлл'c z y n y oznaczał wzajemność j e j uczuć. Jabłka i o r z e c h y
na

podłaźniczce oraz

resztki wieczerzy

wigilijnej

wiszące

pozostawione

��U . 5. K r z y ż z w y d m u s z e k z d o b i ą c y p o w a ł ę n a d o b r a z a m i ś w i ę t y m i , W i e r z a w i c e k . Leżajska, wł. M a r i i Gęślak, 1057

n a stole t r a k t o w a n o j a k o p o k a r m przeznaczony
łych, w n o c wigilijną

odwiedzających

domy.

d l a dusz

pojawiły

szeroko

i powszechnie

się o n e d o p i e r o

niemieckiego
przyjęte
Prusaków

w X I X

pochodzenia

następnie

spotykane

były

przez

przede

jest

zwyczaj

stosowane

polskie

w

i

upominkiem dla

„nowe

gąski, k u r k i ,

i żyjących

czyli

kręgi,

zwierząt

n a swobodzie,

na

obwodzie

np.

których

k r ó w k i z c i a s t a , a w środku

postać

t o w a n y bywał j a k o s y m b o l życia i płodności, a u s t a w i o n e n a n i m
f i g u r k i zwierzęce j a k o pozostałość m a g i i myśliwskiej i h o d o w l a n e j .

od

„Nowe

dzieci

l a t k a " wieszano

domowego,

cukierkami,

one

Łukasz

pomyślny rozwój

9

u pułapu, z w y k l e

w miejscu poczesnym

jabłuszkami i m n ó s t w e m ś w i e c z e k " ; — pisał o c h o i n k a c h w r. 1830
Gołębiowski.

latka",

Trzech

figurki

ludzką, wyobrażenie p a s t e r z a l u b gospodarze.. K r ą g t e n i n t e r p r e ­

inteligencję,

w wilię: sosienka z o r z e c h a m i włoskimi, złocistymi,

oraz

umieszczano

mieszczan

miastach. „Przyjęty

Warszawie,

jeleni

Polsce

ewangelickiego,

mieszczaństwo

wszystkim
w

wyznania

z c i a s t a i następnie w y p i e k a n o

h o d o w l a n y c h : krów, k o n i , owiec

zielenią

choinki. W

w . i t o głównie u

i ludności

W a r m i i i M a z u r a c h , w wigilię N o w e g o R o k u l u b święta
Króli, lepiono

Z n a c z n i e młodszą odmianą z d o b i e n i a wnętrz żywą
są b a r d z o

zmar­

3

element

świątecznej

w pobliżu

ołtarzyka

i o t a c z a n y m czcią.

Stanowiły

dekoracji

hodowli.

wnętrza

i miały

zapewnić

1 1

N a w s i p i e r w s z e c h o i n k i p o j a w i ł y się w o k r e s i e m i ę d z y w o j e n ­
n y m , a upowszechniły
ich

ozdoby:

jabłka, o z d o b y
fabryczne
W

w ostatnim trzydziestoleciu.

specjalnie

n a t e n cel pieczone

z opłatka, kolorowego

wyroby

z dmuchanego

świątecznym

Bożego Narodzenia

p a p i e r u i słomy

szkła i

zdobnictwie

nych

opłatków.

Wykonywano
wspólnoty,

zastąpiły

uwagę zasługują

okresem

je

z

opłatków,

z

życzeniami

które

na

d o chrześcijańskiej

tradycji

znak

świątecznymi

dzielenia

Zwyczaj
i

rozda­

w a n i a chlebów o f i a r n y c h .
postać

krążków

lub gwiazd,

układanych z

śliną. W y k o n y w a n o

formy

„światy"

przestrzenne,

geometrycznych,

tzw.

ćwiartek

koła,

z nich

budowane

rzadziej

z

małych

wąskich
również

elementów

występującym

kiem,

„pisania"

pomalowanej

atrybut

świąt.

woskiem,

wyskrobywania

skorupce, oklejania

ozdób

rdzeniem

„rysowankami",

lub

„kraszankami",

na

sitowia,
na­

„malo­

„owijankami".

Najstarsze p o l s k i e p i s a n k i pochodzą z w y k o p a l i s k p r o w a d z o ­
n y c h n a O s t r ó w k u w O p o l u i o k o l i c a c h W r o c ł a w i a . D a t u j e się j e
n a X — X I I w . zaś w z m i a n k i o i c h działaniu l e c z n i c z y m i c u d o w ­
n y c h u z d r o w i e n i a c h przynoszą źródła pisane z X I I w .

1 2

W e d ł u g wierzeń l u d o w y c h j a j k o posiadało n i e z w y k ł e właści­
wości

występowanie

i „ ś w i a t y " w okresie świątecznym umieszczane były n a

wzorów

uprzednio

się j e „ p i s a n k a m i " , „ b y c z k a m i " ,

bryły. Podobnie
gwiazdy

jako nieodzowny

tkaniną, kolorową włóczką, l u b w y c i n a n k a m i z p a p i e r u —
zywa

l u b t r ó j k ą c i k ó w z l e p i a n y c h śliną i ł ą c z o n y c h w w y m y ś l n e , b a r w n e
kościelnych

też

Wielkanoc­

W zależności o d t e c h n i k i z d o b i e n i a j a j — m a l o w a n i a b a r w n i ­

prostokątów,

j a k opłatki używane w m i s t e r i a c h

świąt

tych

Polsce

wankami",

pasków opłatka, łączonych

przypisywano

z okresem

powszecłmio

O z d o b y w y k o n y w a n e z białych i k o l o r o w y c h opłatków miały
najczęściej

związanym

w

z białych i b a r w ­

wraz

funkcjo obrzędowe i magiczne

akcesoriom

n y c h , przede w s z y s t k i m p i s a n k o m do c h w i l i obecnej

oryginalne,

p r z y n o s i l i do d o m ó w s w y c h p a r a f i a n księża łub organiści.
ten nawiązywał

Rozliczne
niektórym

wnętrz związanym z

n a szczególną

Wielkanoc

orzechy,

cynfolii.

s p o t y k a n e wyłącznie n a terenie P o l s k i o z d o b y
chrześcijańskiej

Tradycyjne

ciastka,

i

przeciwdziałania

złym

jaj, zwykle

praktykach magicznych.

mocom.

Tłumaczyć

malowanych,
Stosowano

w

t y m n a t ży

wielu

jo więc w

obrzędach

obrzędach k u

b e l k a c h pułapu, j a k o s a m o d z i e l n a o z d o b a wnętrza, a l b o też j a k o

c z c i z m a r ł y c h , w l e c z n i c t w i e i m a g i i miłosnej, m i a ł y też

element dekoracji podlaźniczki, l u b c h o i n k i . Symbolizowały one

p r z e d o g n i o m i i n n y m i klęskami, sprowadzać u r o d z a j , zapewniać

pojednanie,

bezpieczeństwo

wspólnotę,

braterstwo

i

miłość,

d o m o w i spokój, szczęście, błogosławieństwo
Ważne

funkoje

świąteczne. W

98

obrzędowe

spełniały

też

miały
Boże.

zapewniać

stanowiły

1 0

niektóre

wypieki

Polsce pbi.-wschodniej, n a K u r p i a c h , Podlasiu,

spożywano
pewnić

pasterzom

i

dowód życzliwości
podczas

zdrowie,

trzodzie.

obrzędowej

pomyślność

Dawane

w

i s y m p a t i i . Dzielone
uczty
i

podarunku
i

wielkanocnej

płodność.

chronić

Skorupki

uroczyście
miały

za­

pisanek,

�I I . 6. W n ę t r z e i z b y z o k o l i c P o d e g r o d z i a w czs,sie B o ż e g o N a r o d z e n i a , f r a g m e n t w y s t a w y „ Ś w i ą t e c z n e z d o b n i c t w o
w n ę t r z " , P a ń s t w o w e M u z e u m E t n o g r a f i c z n e w W a r s z a w i e , 1 9 8 1 / 1 9 8 2 ; i l . 7. R o d z i n a F r a n c i s z k a P l a t y z G o s t w i c y
k . N o w e g o Sącza, 1941

�И . 8 . W n ę t r z e i z b y , w . S u k ó w k . K i e l c . P r z y g o t o w a n e n a k o n k u r s w 1 9 5 5 г. I I . 9. W n ę t r z e i z b y J u s t y n y
Grzegory, Zlaków B o r o w y k . Ł o w i c z a , zachowujące d a w n y c h a r a k t e r , z o k r e s u p r z e d I I wojną.

�I

�102

�т

�rzucane

do

sadu

i n a podwórze,

p o w o d o w a ć nośność k u r i o b f i t e

miały

zbiory

odstraszać

szkodniki,

owoców. Wierzono

też,

druków k u p o w a n y c h n a t a r g u l u b w mieście. Pojawiają
trwałe

że z a k o p a n e p o d w ę g ł y b u d o w a n e g o d o m u sprowadzą pomyślność,
że r z u c o n e

w płomienie

ugaszą p o ż a r , a o b m y c i e

z n a c z y n i a n a dnie którego spoczywało m a l o w a n e

się w
jajko

wodzie

wodą w Poniedziałek

powały,

Najbardziej

parapetów

o k i e n , później

rozpowszechnioną

ozdobą

wnętrza

ogólnopolskim) b y ł y zawieszano u pułapu p a j ą k i .

się t e ż

stołu.
(o

zasięgu

Niektóre ich

1 5

zapewni

f o r m y , dzisiaj już r z a d k o s p o t y k a n o , w których w y k o r z y s t a n o n p .

wyku­

kłosy zbóż, g r o c h , o z d o b y z opłatka, wskazują n a i c h p i e r w o t n e

Dyngu­

f u n k c j e o b r z ę d o w e . F o r m y p'&gt;™.;riojszc, w s w e j k o n s t r u k c j i i k s z t a ł ­

z d r o w i e , urodę i szczęście. P i s a n k i b y ł y też z w y c z a j o w y m
p e m dziewcząt przed o b l e w a n i e m

ozdoby

s o w y . Zanoszono w Niedzielę P r z e w o d n i ą n a c m e n t a r z i składane

cie nawiązujące d o ś w i e c z n i k ó w i żyre,ndoli d w o r s k i c h i kościel­

n a mogiłarCli j a k o p o k a r m i o f i a r a d l a z m a r ł y c h m i a ł y za.pownić

n y c h , pełniły już t y l k o f u n k c j e z w y c z a j o w e j

ich przychylność i pomoc.
tychczas
rubieże

przez

ludność

Polski.

Są

też

Zwyczaj

prawosławną

były

mieszkalnych

zamieszkującą

wschodnie

1 3

do

np.

ozdoby

w

przykładom

„maików",

łowickiem

gdzie

sztuki

do

zdobniczej.

dekoracji

oklejano

i to

j a k i Wielkanocy — na parapetach

o k i e n n y c h , n a s t o l i k u z pasyjką, n a w e t n a s k r z y n i a c h w i a n n y c h .
B y ł y też w y k o r z y s t y w a n e
obecnej

kolorowe

jako element
jaja

nocnych

dekoracji pająków.

są p o w s z e c h n ą

stołów świątecznych w okresio
Typową

w

Polsce

b a r a n k i ozdobione

czerwonymi

chorągiewkami

z k r z y ż y k i e m , chrześcijański s y m b o l t y c h świąt. O z w y c z a j u t y m ,
w

r . 1 7 3 9 , pisał k s . N e w e r a n i

prawdziwego
zwyczajnie

„święcą

B a r a n k a Chrystusowego

baranki

przypominające

i jogo t r i u m f

dlatego

toż

chorągiewki n a p i e c z o n y m b a r a n k u stawiają", a także

L a b o u r e r „ m a j ą wszyscy togo d n i a b a r a n k a święconego n a stole,
sucho

pieczonego z p l a c k a m i pełnymi szafranu i r o d z y n k ó w " .

Podstawowym

znaczeniem

jest i c h funkcja, aspekt

w y m i e n i o n y c h wyżej

estetyczny

2 poł. X I X w . p r z y n o s i

1 4

akcesoriów

schodzi n a d r u g i plan.

duże z m i a n y . S t o p n i o w e

z nawleczonymi

na

Formy

po­

w s z e c h n i e . C z y s t e ś o i a n y s t a j ą się p o l e m d l a r ó ż n y c h d e k o r a c j i
malowanek,

104

naklejanych

papierowych

ozdób,

obrazów

i

końcu

można

w

zo w z g l ę d u n a z a s a d y

następujących

ich

grupach:

budowy

krystaliczne,

t a r c z o w e i ś w i e c z n i k o w e , r o z w i n ę ł y się w o g r o m n e j i l o ś c i o d m i a n
powstających
wych

przez

rozmaite

Najpopularniejsze
z

zestawianie

i łączenie

podstawo­

elementów k o n s t r u k c y j n y c h .

cewek

słomianych,

i łączonych

w

z n i c h , pająki

k r y s t a l i c z n e , składają

się

l u b kawałków

sitowia

na

nawlekanych

konstrukcje przestrzenne

ostrosłupy, często z e s t a w i o n e

przypominające

podstawami, dekorowane

papiero­

w y m i k w i a t k a m i , piórkami, w y d m u s z k a m i j a j , nasionami.Pająki
tarczowe

konstruuje

się

z

kwadratów

plecionych

ze

słomy

l u b wełny, rozpiętej n a d r e w n i a n e j r a m i e , układanych piętrowo.
Zdobione

są

bombkami

z

resztek

włóczki,

papierowymi

lub

b i b u ł k o w y m i łańcuchami różnoj k o n s t r u k c j i . Pająki świecznikowe
powstają

przez

połączenie

obręczy z d r u t u
słomy,

owiniętych

bibułką

lub

płótnem

łańcuchami n a n i z a n e g o n a n i t k i g r o c h u , p a p i e r u ,

l u b odpowiednio

strzępionymi

paskami

płótna.

Pewną

o d m i a n ą t y c h o s t a t n i c h są p a j ą k i t z w . p r o m i e n i s t e l u b ł a ń c u c h o ­
we, których c h a r a k t e r y s t y c z n y m przykładem mogą być k u r p i o w ­

wprowa­

potom

młodsze, które

sklasyfikować

skie

„kierce"

lub

gospodarzy,

kuliste,

z piórek, l u b c i e n k i c h słomek

początkowo

najbogatszych

pająki

budowane

girlandy

domach

dekoracji.

rzadkie

lub „światami"

d z a n i e p r z e w o d ó w k o m i n o w y c h p o z w a l a n a b i e l e n i e ścian w a p n e m ,
w

„jeżami",

już

„pierzakami"

nitki
wielka­

też

i c h t y p , niezwykło

p a p i e r o w y m i k w i a t k a m i , w b i t y c h w bryłę g l i n y , w o s k u , l u b ciasta.

Do

ozdobą

Wielkanocy.

i dotyczczas powszechną dekoracją stołów

są t e ż

zwane

wnętrz

papierowymi

w y c i n a n k a m i w y d m u s z k i j a j u s t a w i a n o w okresie świąt —
zarówno Bożego Narodzenia

chwili

Najstarszy
były

pisanki ciekawym

Stosowano

t o n p r a k t y k o w a n y jest do­

—

oleo­

oraz

złożone

z

łowickio

ozdoby

rozchodzących

skręconych s p i r a l n i e pasów
Osobliwością

z ciekawszych

polskiej

form

pułapu,

przypominające

promieniście

bibuły.

sztuki

świątecznej

się

łańcuchów

1 6

ludowej, a przy
dekoracji

wnętrza

tym

jedną

była

wyci-

�папка p a p i e r o w a ,

powstała w

1 poł. X I X

narda Strojnowskiego.
wieku
była

—
to

W

n a t e n okres
ozdoba

2 pol. XlX-go
przypada

bardzo

nach

Polski.

Obecnie

sprzedawany

o

jej

rozwój

znana w

jedynie

jako

wielu

później

z

—

t o ślimacznice, k r a t y , spirale, l i n i e faliste, s t y l i z o w a n e
gicznych

motywach

zdobniczych

spotykanych

w

czonych

ludowy

na pisankach.

Odrębną

rzadziej

Opoczna,

Sporządzano je z b a r w i o n y c h

wach

glansowanyoh,

i

formą

ściernie.

zdobnictwa

niektórych

Łowicza, K r a k o w a ,
Kaszubach

zręby chałup oraz

z

umiesz­

1 9

ludowego
W

analo­

malaturaoh

ściennych, p o l i c h r o m i a c h m e b l i , w y c i n a n k a c h , w z o r a c h

malatury

kupowanych, gotowych,

motywy

roślinne. O d p o w i e d n i k i t y c h rysunków znaleźć m o ż n a w

regio­

wyrób

W y c i n a n k i w y k o n y w a n o z reguły p r z e d Wielkanocą,
domu, a

XX-go

„Cepelii".

także przed B o ż y m N a r o d z e n i o m .
w

Leo­

zasięgu t e r y t o r i a l n y m

pająków,

występuje

w sklepach

i n a początku

najbujniejszy

powszechna,

n i e m a l t a k s z e r o k i m j a k zasięg

z p i a s k u również n a podwórzu i dróżce wiodącej d o d o m u . B y ł y

w . a o d k r y t a około

1901 r. w o k o l i c a o h Złakowa p o d Ł o w i c z e m przez m a l a r z a

Dąbrowy

okazji

są

wspomniane

regionach,

świąt

np. w

już

okolicach

Tarnowskiej, na Kuja­

wielkanocnyoh

malowano

i c h wewnętrzne' ściany. P o c z ą t k o w o b y ł y t o

b a r w n y c h papierów, p r z y p o m o c y nożyc sprężynowych i następnie

„ z ą b k i " , spirale, szlaczki, gałązki, później s k o m p l i k o w a n e

w

k o m p o z y c j e k w i a t o w e . T a o d m i a n a l u d o w e g o m a l a r s t w a rozwinęła

określonym

zwyczajowo

porządku,

odmiennie

w

różnych

r o g i o n a c h , p r z y k l e j a n o j e d o świeżo w y b i e l o n y c h ścian i d o b e l e k

się n a j b a r d z i e j , b o aż d o c h w i l i o b e c n e j , w o k o l i c a c h

stropowych.

T a r n o w s k i e j , a przede w s z y s t k i m we w s i Zalipie.

W y c i n a n k i , w zależności o d t e c h n i k i w y k o n a n i a , m o g ą
jedno i wielobarwne, symetryczne

być

(cięte z podwójnie, l u b k i l k a ­

k r o t n i e złożonego p a p i e r u ) i a s y m e t r y c z n e ;

ażurowe b ą d ź płasz­

czyznowe. Najczęściej s p o t y k a n e m o t y w y w y c i n a n e k t o s t y l i z o ­
w a n e w z o r y roślinne ( d r z e w k a , r ó z g i , „ l e l u j a " , b u k i e t y ) , zgeomet r y z o w a n e postacie l u d z i , zwierząt, p t a k i (pojedyncze,

podwójne,

l u b w y c i n a n e w postaci fryzu), oraz f o r m y geometryczne
„kwadraty",

„kółka",

cztero

i

ośmiopromienno

S z c z e g ó l n i e b o g a t ą f o r m ą są ł o w i c k i e „ k o d r y " —
poziomo

bukiety —

kwiatowe.
W

oraz

„tasiemki"

—

(ażurowe

„gwiazdy").

Omówione
świąt,

Najczęściej

były

trwałą

odnawiane

ale

w

zmieniającą

wykonywane

Dąbrowy

okrosach
się

własnoręcznie

ważnych

dekorację

przez

izby.

gospodynie,

p r z o d s t a w i a l y różny p o z i o m , zależnie o d warunków m a t e r i a l n y c h ,
umiejętności, staranności. W i e l e z n i c h m a duże w a l o r y
świadczy

o i n w e n c j i i pomysłowości w

surowców,

stosowanych

Istotne

rozbudowane

pasowe

ozdoby

stanowiąc

bogato

znaczenie

technik,

miało

zakresie

kompozycji

dopasowanie

i

estetyczne,

wykorzystania
i

kolorystyki.

sharmonizowanie

t y c h w s z y s t k i c h okolicznościowych ozdób z architekturą wnętrza

kompozycje

i jego stałym wyposażeniem, sprzętami, o b r a z a m i i t p .

1 7

okresie międzywojennym

w zdobnictwie ludowym

Świąteczna

poja­

dekoracja

była

i jest

dotychczas

źródłem r a ­

w i a j ą się s z t u c z n e k w i a t y w y k o n y w a n e g ł ó w n i e z b a r w n e j , g ł a d ­

dości, p r z y n o s i satysfakcję g o s p o d y n i , będąo w y r a z e m j e j s t a r a n ­

k i e j l u b k a r b o w a n e j bibuły, z p a p i e r u , a także z i n n y c h m a t e r i a ­

ności i umiejętności. L i c z n i w okresie ś w i ą t e c z n y m goście m o g ą

łów: piórek, włóczki, płótna, j e d w a b i u , a o s t a t n i o także z t w o ­

ocenić z a l e t y g o s p o d y n i , podziwiając piękne wnętrze. O n a s a m a

rzyw

c z u j e się d u m n a w i d z ą c s w ó j d o m p i ę k n i e j s z y m n i ż i n n e .

sztucznych. K w i a t y

przypominająoe

t e układano w

piramidki, wianki

b u k i e t y płaskie, l u b

i tzw. „półwianki",

Służyły

i służą d o dziś d o d e k o r a c j i ścian, r a m o b r a z ó w , a p r z e d e

wszyst­

To

właśnio t y m i

Zwolińska

potrzebami powodowana,

84-letnia

z N a s z c z o w i c k / N o w e g o Sącza, p r z e d

Anna

ważniejszymi

k i m ołtarzyków d o m o w y c h . B u k i e t y sztucznych kwiatów ustawia

świętami m a l u j e

się t a k ż e n a s t o l a c h i p a r a p e t a c h o k i e n . U w a g ę z w r a c a j ą i c h w a l o r y

i zewnętrzne ściany d o m u w okrągło, białe t z w . „ k o ł a c y k i " , l u b

dekoracyjne, bogactwo

„placki"

(niegdyś

wydaniu,

w

lub

stylizacja

form

o d m i a n i barw, ciekawe

spotykanych w

naturze.

naśladownictwo

1 8

W y s t r ó j i z b y uzupełniały też często f i r a n k i z

odpowiednio

w y c i n a n e j białej bibuły l u b p a p i e r u , zawieszane w o k n a c h
stosowane

do dekoracji

ikon

i obrazów.

W

okrefie

oraz

Zielonych

powszechnej

własnoręcznie
znak,

że

d o d a t k u biegłe

wszystkie

dom
w

budynki

zamieszkują

gospodarcze

dziewczęta

wykonywaniu tej

na

świątecznej,

n i e g d y ś d e k o r a c j i ) , cieszy się, że j e j d o m j e s t

taki

p i ę k n y , że n i e m a t a k i e g o d r u g i e g o w całej w s i , że z w r a c a u w a g ę
i

jest z daleka

j e s t też d e k o r a o j a ś w i ą t e c z n a : gałązki j o d ł o w e i b a r d z o s k r o m n i e

W

Polsce

centralnej

wysypywano

piaskiem

geometryczne

w z o r y . R y s u n k i t e są i n t e r e s u j ą c ą d z i e d z i n ą l u d o w e g o

zdobnictwa

ozdobiona

Ta

w n ę t r z u n i e z m i e n i ł o się n i c o d

czano

ptaszki.

dzieciństwa.

We

czasu

n a ścianach d r e w n i a n e l u b w y d m u s z k o w e

jej

widoczny.

Świąt i W i e l k a n o c y zawieszano n a n i t k a c h u pułapu, albo umiesz­

sama

co

przed

kilkudziesięciu

laty

o h o i n k a , którą g o s p o d y n i p r z y n o s i z l a s u n a miesiąo

p r z e d świętami w o b a w i e p r z e d późniejszą ewentualną złą p o g o ­

wnętrz i obejść. W

okresie W i e l k a n o c y , czasem także Z i e l o n y c h

dą,

Świąt, p o k r y w a n o

nimi

e l e m e n t a m i d e k o r a c y j n y m i są t y l k o p r z y p i ę t e d o ś c i a n i l u s t r a o j e

całą p o d ł o g ę . N i e k i e d y

sypano

wzory

n i e wyobraża

sobie

bowiem

świąt

bez

choinki.

Nowymi

I I . 2 1 . W i e n i e c z i m o w y , w y k . K a t a r z y n a S i k o r a , P o d e g r o d z i e ; i l . 2 2 . W i a n e k ś w i ę c o n y w d n i u B o ż e g o Ciała, w y k . E l e o n o r a J u r o z y k ,
T o k a r n i a , 1981 r.

105
1

�Pająki

106

к rys i и liczne: i l . 23. w y k . Władysława

G r u d z i ń s k a , w . G r a b o w i e c , w o j . z a m o j s k i e ; i l . 2 4 i 2C&gt;. G e n o w e f a
Jaroszki, woj. radomskie

Czachor.

w.

�Podłaźniczki, w y k . : i l . 27. L u d w i k a , Gitic, w. P o d e g r o d z i e ; i l . 28. Franciszek H e n d z o l , S k o m i e l n a Biała, w o j . k r a k o w s k i e , o k . 1 9 6 1 ;
i l . 29. J a n Gacek, R a b k a , w o j . nowosądeckie; i l . 30. L u d w i k a Gluc, Podegrodzie

�I I . 31. Pająk

wycięte z tygodników

i laurka

wykonana

z okazji D n i a Kobiet. Wszystko

kulisty, w y k . Kozelia

przez dzieci

t o jest w y r a z e m

szkolne

pieczołowitej

Mosińska, L d z a ń , w o j . sieradzkie

Jako
obecnoj

relikty

dawnej

obyczajowości

niektóre e l e m e n t y

dawnego

przetrwały

świątecznego

do

t r o s k i o d o m r o d z i n n y , p r z e d m i o t a u t e n t y c z n e j , w i e l k i e j miłości

S t a w i a się j e s z c z e n i e k i e d y w o k r e s i e B o ż e g o N a r o d z e n i a

i

z b o ż a w i z b i e ; r o z ś c i e l a się s i a n o p o d o b r u s e m , „ u b i e r a "

d u m y , opierającej

się k p i n o m s ą s i a d ó w , k t ó r z y

uważają za d z i w a c t w o

i objaw

jej starania

świąteczne, przetrwały

zdziecinnienia.

P o d o b n i e t r a k t u j e s w ó j d o m K a t a r z y n a S i k o r a , 1. 7 5 , z P o d e ­
grodzia, niegdyś j e d n a z najlepszych

we w s i hafciarek i

specja­

zwyczaj

Świąt); plecie

Ciała i u m i e s z c z a

t a k i c h właśnie t r a d y c y j n y c h o z d ó b .

zwykle

świątecznego
Pod

wpływem

zdobnictwa

pielęgnują

upowszechniających

m i e j s k i e j z a t r a c a się sens d a w n e j
żenia

wnętrza

d o rzadkości, dzisiaj

i

tradycyjne

stare

dekoracji. Elementy

ozdoby

zanikają,
przedmioty.

wielkanocne,
tataraku

w

się w i a n u s z k i z z i ó ł , ś w i ę c o n e w o k t a w ę

pobliżu

świętych

trwałe i powszechne

kobiety.

także

w

mieście.

Bożegb

j e n a d r z w i a c h , n a d o k n a m i l u b n a ścianach,

tradycje

obrazów.

Zwraca

uwagę

fakt,

że

są t e e l e m e n t y t r a d y c j i , k t ó r e k u l t y w u j e się

Niektóre

z nich,

j a k ubierane

drzewka

czy

kultury

z d o b i o n e j a j a , s t a ł y się p r z e d e w s z y s t k i m ś w i ą t e c z n y m i o z d o b a m i ,

wyposa­

tracąc swe s y m b o l i c z n e , m a g i c z n o

się n a w s i w z o r ó w

standardowe, produkowano masowo

108

jedynie

snopy

drzewka

n a podwórkach, l u b u s t a w i a n i e go w w a z o n a c h (w d n i u Z i e l o n y m i

w y o h . Chętnie p o z u j e d o zdjęcia w e własnym m i e s z k a n i u p e ł n y m

t a k i e należą już

wypieki, pisanki

z d o b i e n i a o k i e n b r z o z o w y m i gałęziami, sypanie

l i s t k a w zakresie w y k o n y w a n i a różnego r o d z a j u ozdób c h o i n k o -

Przykłady

niektóro

chwili

zdobnictwa.

wyparte

przez

rozścielane p o d o b r u s e m —
nego, potrzeby

zachowania

znaczenie,

są w y r a z e m
ciągłości

inne —

przywiązania

tradycji.

j a k siano
do

daw­

�II.

32. Pająk

krystaliczny,

w y k . Franciszek

P К

i Wanda

1

2

Cytuję za Т . M . Ciołek, J . Olędzki, A . Zadrożyńska
Wy— o świętowaniu
w Polsce,
W a r s z a w a 1 9 7 6 , s. 2 6 6

I r e n a D o m a ń s k a - K u b i a k , Wegetacyjny
„ P o l . S z t . L u d . " , R . X X X I I I , 1979 n r 1
3

4

s.

J . S t . B y s t r o ń , Dzieje

obyczajów

sens

w dawnej

kolędowania,
Polsce,

Т. I I ,

40
5

szawa

C y t u j ę z a Z . G l o g e r e m , Encyklopedia
1 9 7 4 h a s ł o „ w i l j a " , s. 4 3 7

staropolska,

War­

P o r . J . M ą d z i k , Zwyczaje
doroczne
Łemków
(w:)
Nad
rzeką Ropą,
zarys
kultury
ludowej
powiatu
gorlickiego,
Kraków
1 9 6 5 s. 2 7 8 ; t a m ż e : Z . W ó j o i k
Zwyczaje
doroczne
Podgórzem,
s. 2 5 9 — 2 6 0 ; B . S t e l m a c h o w s k a ,
Rok obrzędowy
na
Pomcnzu,
T o r u ń 1 9 3 3 , s. 4 7 . I n f o r m a c j a o o b w i ą z y w a n i u d i z e w e k s ł o m ą ,
6

skierniewickie

Z Y P I S Y

P o r . J . S t . B y s t r o ń , Dzieje
obyczajów
w dawnej
Polsce,
XVI—XVIII
w . , W a r s z a w a 1 9 7 6 , s. 3 9 3 , n a s. 4 0 4 c y t . „ d l a
ozdoby p o k o j u a także dla nadania miłego zapachu
rozrzucano
po p o d l o d z o zioła, zwłaszcza w d n i świąteczno"; tenże,
Etno­
grafia
Pclslca,
P o z n a ń 1 9 4 7 , s. 2 2 1 — 2 2 4
rzeczysko

Brzozowskie, Sromów, w o j .

i

z a k l i n a n i u u r o d z a j u ; b a d a n i a własne dotyozące obrzędowośoi
d o r o c z n o j i r o d z i n n e j b . p o w i a t u N . Sącz p r o w a d z o n e n a t o i e n i e
g m i n : Grybów, Łącko i Podegrodzie, w latach
1976—1979.
P o r . W . K l i n g e r , Zwyczaje
doroczne
a tradycja
grecko-rzymska,
K r a k ó w 1 9 3 1 , i o z d z i a ł Drzewko
wigilijne,
jego
począ­
tek... Boże Narodzenie,
s. 9 5 — 1 0 3 , w y j a ś n i a j ą c y m . i n . s y m b o l i k ę
zielonej gałęzi.
7

T . S e w e r y n , Podlaźniczki,
K r a k ó w 1 9 3 2 , s. 7 — 1 9 . Z a s i ę g
występowania, podstawowe f o r m y , funkoje obrzędowe, zdob­
n i c t w o ; b a d a n i a własne j . w .
C y t u j ę z a Ł . G o ł ę b i o w s k i m , Lud
polski,
jego
zwyczaje
i zabobony,
W a r s z a w a 1 8 3 0 , s. 3 1 7
T . S e w e r y n , Podlaźniczki,
s. 2 0 — 2 7 ,
rozdz.
Światy
P o r . J . Olędzki, D o r o c z n e p i e c z y w o obrzędowe, pół­
n o c n o - w s c h o d n i e j P o l s k i , „ P o l . S z t . L u d . " , R . X V , 1 9 6 1 n r 1,
s 3 — 3 0 . F o r m y i funkcje obrzędowe w y p i e k ó w świątecznych
w y k o n y w a ł w wigilię N o w e g o R o k u , l u b święza T r z e c h K r ó l i
Por
t e ż T . A m b r o ż o w i c z Polskie
ozdobne
pieczywo
ludowe
cz. I,
„ P o l Szt L u d . " , R
X X X I I , 1978 n r 1
8

9

1 0

1 1

109
I

�U.

33. Pająk

z kłosami z b o ż j , w y s t a w a , w P a ń s t w o w y m M u z e u m
w Warszawie

P o i . Z . G l o g e r , Encyklopedia
Staropolska,
hasło „ p i s a n k i "
20—27
P o r . J . S t . B y s t r o ń , Dzieje
obyczajów
w dawnej
Polsce,
s. 5 9 ; J . S t . B y s t r o ń , Etnografia
Polska,
r o z c l z . Obrzędy
doroczne,
s. 1 7 9 — 1 8 0 ; C z . W i t k o w s k i , Doroczne
polskie
zwyczaje
ludowe,
K ł a k ó w 1 9 6 4 , r o z c l z . Wiosna,
i Pisanki,
s. 4 1 — 4 2 . O p i s f o r m
zdobniczych, barwników i zwyczajów związanych z p i s a n k a m i ,
m . i n . s k ł a d a n i a j a j na, g r o b a c h , o i c i i w ł a ś c i w o ś c i a c h m a g i c z n y c h ,
k o j a r z e n i u m a ł ż e ń s t w ; F . K r e e k , Pisanki
w Galicji
Lwów 1 SI8;
zestawienie materiału zebranego w r. 1897 s t a r a n e m T o w a r z y s ­
twa Ludoznawczego, formy
i t e c h n i k i zdobnicze,
zwyczaje
z w i ą z a n e z p i s a n k a m i m . i n . z w y c z a j o b d a r o w y w a n i a się p i s a n ­
k a m i , składania n a g r o b a c h , z w y c z a j e h o d o w l a n e ,
związana
z n i m i m a g i a m i ł o s n a , s. 3 9 — 4 8 ; C z . P i e t k i e w i c z ,
Wielkanoc
na Białorusi,
o d b i t k a z n r 3 „Ziemia", 1932; funkcje obrzędowe
p i s a n k i związane głównie z obrzędami z a d u s z k o w y m i występu­
jącymi w okresie W i e l k a n o c y , przykłady m a g i c z n y c h właści­
wości j a j e k , używanych m . i n . do gaszenia pożaru, d l a zacho­
wania zdrowia.
1 2

s.

1 3

110

Etnograficznym

C y t u j } z a J . S t . B y s t i ' o n i e m , Dzieje
obyczajów
w
dawnej
s. 59
I ' »r. R . R e i n f u s s , Badania
terenowe
w rejonie
kielecko-sandomierskim,
„ P o l . S z t . L u d . " , R . V I , 1952 n r 1. Część a r t y k u ­
łu poświęcona, j e s t z d o b n i c t w u w n ę t r z , o m a w i a p o c z ą t k i i r o z w ó j
m e b l a r s t w a i d e k o r a c j i wnętrz oraz najważniejsze f o r m y z d o b n i ­
c z e : p a j ą k i , w y c i n a n k i , m a l o w i d ł a ś c i e n n e , s. 4 1 — 4 2 .
P o t . T . " S e w e - y n , Podłaźniczki,
s. 2 9 — 7 3 . W
rozdziale
Pająki
przedstawił n e są: zasięg, geneza, t y p o l o g i a
pająków,
g ł ó w n o e l e m e n t y z d o b n i c z e ; Z . B . G ł o w a , Zdobnictwo
wnętrza
Lasowiaków,
„ P o l . S z t . L u d " , R . X I I I , 1 9 5 9 n r 1/2, s. 1 2 — 1 9
Podział i t y p e logię w y c i n a n k i podaję za J . G r a b o w s k i m ,
Wycinanka
ludowa,
W a r s z a w a 1955; p o r . też A . Świątkowska,
Wnętrze chałupy księżackiej XIX
i XX w. „ P o l . S z t . L u d . " , R . X X ,
1 9 6 6 n r 1 , s. 2 3 — 4 8 , m . i n . c h a r a k t e r y s t y k a g ł ó w n y c h t y p ó w
w y c i n a n k i łowickiej i rozmieszczenia w e wnętrzu; H . Olędzka,
Z badań nad wycinanką
kurpiowską,
„ P o l . Szt. L u d . " , R. X V I I I ,
1 9 5 9 n r 3 , s. 1 5 9 — 1 7 8 ; Z . C i e ś l a - R e i n f u s s o w a , Z wystawy
wy­
cinanek
ludowych
w Sieradzu,
„ P o l . S z t . L u d " , R . V I , 1952 n r 1,
1 4

Polsce,

1 5

1 6

1 7

�Ill

�I I . 35. F i r a n k a bibułkowa, Z a l i p i e ; i l . 30. M a l o w a n y piec F e l i c j i Curyłowej, Z a l i p i e 19C0; i l . 37. „ Z ą b k i " p o d
obraz, w y k . M a r i a Owca, Zalipie

9. 5 2 — 5 4 ; A . Ś l e d z i e w s k i , Wycinanki
ludowe
z pow. gar woliń­
skiego,
otwockiego,
mińsko-mazowieekiego,
katalog
wystawy
Por. A. Kunczyńska-Iracka,
Ludowe
kwiaty
sztuczna
( u w a g i po warszawskiej w y s t a w i o ) „ P o l . Szt. L u d . " , R. X I X ,
1 9 6 5 n r 3 , s. 1 6 7 — 1 7 2
P o r . O . M u l k i e w i c z , Ozdoby
rysowane
piaskiem,
„Pol.
S z t . L u d . " , R . X I , 1 9 5 7 n r 4 s. 2 1 6 — 2 3 2 . C h a r a k t e r y s t y k a
lysunków p i a s k o w y c h s t o s o w a n y c h w świątecznej
dekoracji
wnętrz m i e s z k a l n y c h i zagród w okresie Zielonych Świąt i W i e l k a ­
nocy, w Polsce Centralnej
1 B

1 9

Fot.;

112

J . G r a b o w s k i , Polska
sztuka,
ludowa;
formy
i
regiony,
W a r s z a w a 1 9 6 6 , s. 1 9 9 ; E . F r a n k o w s k i , Malowanki,
Kraków
1928; t y p y malowanek papierowych stosowanych do dekoracji
ś c i a n w Z a l i p i u , Ć w i k o w i e , W o l i Ż e l i c h o w s k i e j ; S. K r z y s z t o f o w i c z ,
O sztuce ludowej
w Polsce,
W a r s z a w a 1972, rozdz. I I I
Malarstwo,
część p o ś w i ę c o n a m a l o w a n k o m ś c i e n n y m , s. 7 7 — 7 8 ; Z . Ciośla- R e i n f u s s o w a , Wystawa
sztuki
ludowej
w Dąbrowie
k/Tarnowa
„ P o l . S z t . L u d . " , R . I V , 1 9 5 0 n . 7 — 1 2 , s. 1 5 1 — 1 5 5
2 0

J . C h o d y i m , i l . 9 ; K . C h o j n a c k i , i l . 1, 1 2 , 1 3 , 1 5 — 1 9 , 2 1 , 2 2 ; B . C z a r n e c k i , U . 3 5 , 3 6 ; J . Ś w i l c r s k i , i i . 5, 1 0 , 1 1 , 2 3 — 2 1 . 37

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
