<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=7" accessDate="2026-09-27T17:50:52+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>7</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="10490" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10468">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f91777349f27662f54f8fc2064172dc2.pdf</src>
        <authentication>c72b81398010486b9ca4db1db03b7300</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124911">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2502</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124912">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124913">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2325</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124914">
                <text>Ziemia w dialogu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124915">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.167-169</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124916">
                <text>Rodowicz, Jadwiga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124917">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124918">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124919">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124920">
                <text>Ziemia w dialogu
Jadwiga Rodowicz
(...) Artysta zachowuje się w ten sposób, jakby od niego czegoś
żądano, oczekiwano. Oczywiście, naród oczekuje, ale oczekuje
nieświadomie. (...)
Człowiek powinien zawsze pamiętać o tym, że tworzy nie dla
siebie. Ale - chociaż tworzy nie dla siebie, powinien mówić tylko
o rzeczach, które są mu bliskie. (...)
W sensie praktycznym artysta jest kimś bezużytecznym, ponie­
waż bez przerwy troszczy się o ideał, a ideał to rzecz niekonkretna,
której nie można w żaden sposób spożytkować. I to stanowi,
w moim przekonaniu, dramat współczesnych społeczeństw, które
domagają się od artysty jakiegoś praktycznego zastosowania.
A kiedy artystę usiłuje się wykorzystać w sensie praktycznym,
wówczas łamie się go i niszczy jak zabawkę.
Andriej Tarkowski, Kompleks Tołstoja
Poniższy zapis powstał jako refleksja nad lekturą Tarkow­
skiego oraz z przypomnienia kamiennych ogrodów w Japo­
nii. Powstał także pod wpływem nieznanego jeszcze szer­
szemu gronu sformułowania „ekologia ducha" - jako kate­
gorii estetycznej, mającej towarzyszyć „Gardzienicom"
w ich działalności i w ich unikalnym podejściu do przestrzeni
otwartej, traktowanej jako specyficzna „spatium theatralis".
Do Włodzimierza Staniewskiego, jako twórcy tego poję­
cia, należy określenie, co dokładnie przez nie rozumie,
autorce zaś, na której wykształcenie artystyczne niewątp­
liwie wywarła wpływ estetyka japońska, wydaje się nie od
rzeczy podzielenie się refleksją na temat tych nowych
kategorii. A to dlatego, że nowe kategorie estetyczne zdają
się uzyskiwać swój właściwy wymiar i obraz dopiero przenie­
sione w kontekst cywilizacji wyrosłej na zupełnie innych
podstawach.
Ten tekst jest o sztuce, poniekąd o teatrze, ale nie jest
o aktorach. Ten tekst jest o ziemi.
W mówieniu o ekologii odczuwa się często brak ducha.
Jakby rządził nami jedynie imperatyw ekonomiczny: jak
się nam to potem przyda, jak zaowocuje, jaką z tego
będziemy mieć korzyść - my, nasze dzieci?
Czasami jednak nieświadomie ujawnia się ta obrona
duchowości ziemi przez obronę krajobrazu i wpisanego
w ziemię piękna, które jednak, przy podejściu wyłącznie
ekonomicznym w sposób nieunikniony staje się myśleniem
o „turystyce".
A tymczasem obrona „duchowości" ziemi wymaga zgoła
innego myślenia o niej.
W tradycyjnym ujęciu, stosunek do ziemi i otoczenia na
Dalekim Wschodzie wyrastał z bardzo szczególnej jej percep­
cji i zdominowany był zupełnie nieprzystającymi do naszych
kategoriami. Ziemia miała swoje oblicze, jak żywe stworze­
nie, i mówiono o jej formach jak o częściach ogromnego
organizmu.
Ziemia i krajobraz miały inspirujący wpływ nie tylko na
poetów, traktowano je jako tworzywo i potencjalne dzieło
sztuki. Japończycy, na przykład, stworzyli ogromne in­
strumentarium pojęciowe dla oznaczania najsubtelniejszych
doznań, wywoływanych przez proste fenomeny natury na
człowieka w niej zanurzonego. Wykorzystując istniejący
krajobraz - budowano w nim nowy, symboliczny - metafo­
ryczny. Najlepszym tego przykładem są ogrody kamienne

przy świątyniach buddyjskich sekty zen, tzw. karasenzui (lub
karesansui lub ishiniwa). Karasenzui jest zbitką słowną
oznaczającą „stare drzewo, górę, wodę"; to zaś oznacza,
w lakonicznym skrócie - krajobraz, naturę, świat najprost­
szych jej fenomenów - roślin, ziemi, wody, otoczenia.
W swej prostej kompozycji ogrody takie bywały artystycz­
ną repliką makrokosmosu przyrody, krótką metaforą jego
praw. Do dzisiaj zdumiewają niezwykłością atmosfery, pięk­
nem, niepokoją ujętą w formę kompozycji kamiennych
- tajemniczą proporcją i zdają się światem żyjącym samym
przez siebie. A „żyjącym" - znaczy „trwającym w dynami­
ce". Przykładem najbardziej znanym jest kamienny ogród
przy świątyni Ryóanji w Kioto. Jego twórcą (projektantem)
był prawdopodobnie Sóami (zm. 1525), choć być może
Tessen Soki (zm. 1492), albo też ktoś całkiem nieznany*
(źródła podają także różne daty powstania tego ogrodu,
najbardziej prawdopodobny jest wiek X V I ) .
Za prof. Wiesławem Kotańskim {Sztukajapońska, W A i F ,
Warszawa 1974, s. 205 i n.) cytuję opis ogrodu:
Zajmuje on niewielką, prostokątną płaszczyznę (23 x 9), wysy­
paną białawym żwirem, na którym rozmieszczono piętnaście
głazów różnej wielkości, w pięciu grupach. Od południa i zachodu
otoczony jest murami około dwumetrowej wysokości, spoza
których wyłaniają się korony sosen, od wschodu i północy
znajdują się zabudowania, przy czym kraniec ogrodu traktuje się
jako werandę widokową. Patrząc od środka werandy, z lewej
strony widać skupiska złożone z pięciu i dwóch kamieni, obros­
łych u podstawy mchem, po prawej zaś, po trzy, dwa i trzy
kamienie, niektórzy interpretatorzy widzą tu rytm pomyślności.
Żwir, w którym osadzone są kamienie, jest grabiony koliście,
na podobieństwo rozchodzących się fal, a dalej tak, aby linie
biegły równolegle do werandy widokowej, tworząc jednolicie
pofałdowaną powierzchnię.
Jest to jeden z najbardziej abstrakcyjnych ogrodów w Japonii,
toteż nic dziwnego, że i interpretacje znaczeniowe czy symbolicz­
ne jego kompozycji bywają najprzeróżniejsze. Popularnie określa
się go po japońsku tora-no kowatashi niwa, to znaczy ogród
wyobrażający tygrysicę przeprawiającą swe potomstwo przez
rzekę. Ma to swe źródło w tym, że niektóre kamienie po lewej
stronie przypominają grupę zwierząt płynących ku prawemu
brzegowi - ale jest to raczej skojarzenie powierzchowne."
Słusznie pisze Wiesław Kotański, albowiem istnieją inne,
głębsze interpretacje. Przez kilka ostatnich wieków ogród ten
służył wyłącznie kontemplacji - weranda widokowa znajduje
się na zewnątrz pomieszczenia (tzw. Hbjo) opata klasztoru,
i po odebraniu instrukcji czy nauk z jego ust, mnisi mogli
medytować je właśnie na werandzie widokowej.
Istnieją wszakże ryciny, na których widać, że spacerowano
czasem wewnątrz tego ogrodu, zanurzając się w jego sym­
bolicznym krajobrazie.* I właśnie inna interpretacja mówi,
że ogród ten wyobraża (jest odtworzeniem)* pięć mitycznych
wysp. Taiyo, Inkyo, Ffoko, EishG i Horai, widocznych
z chińskiego brzegu, a uchodzących za miejsce przebywania
„nieśmiertelnych" ascetów (senniń), lub też jest wizerunkiem
pięciu mitycznych szczytów, na których oni przebywają. Czy
jest więc ten ogród repliką tajemniczego, cudownego miejsca
* Wszystkie informacje oznaczone w tekście gwiazdką zaczerp­
nęłam z książki: Furukawa Jun, Kotei'en-no mikata, Hoseiki-shuppan, data i miejsce publik, nieznane, s. 32, 33

167

\

�wiecznej młodości i nieśmiertelności? A może - miejscem
regeneracji duchowej?
Sama zresztą nazwa była pierwotnie (na przykład w jed­
nym z pierwszych podręczników ogrodownictwa Sakuteiki)*
stosowana na oznaczenie zakątka w większym ogrodzie,
w którym imitowano jakiś istniejący krajobraz, większą
przestrzeń. Na przykład, przy pomocy kamieni naśladowano
łańcuch górski lub grzbiet góry, i takie miejsce nosiło nazwę
katayamano kishi (krawędź góry).
Z drugiej strony wiadomo, że ukształtowanie ogrodu
bywało odwzorowaniem, ilustracją pewnych prawd, wierzeń
religijnych; na przykład w pewnej sekcie buddyjskiej,
(jodoshu), w której wierzy się w odrodzenie zbawionej duszy
po śmierci, w krainie nieśmiertelności i wiecznego szczęścia
- tzw. Czystej Ziemi (Jodo), ogrody budowano w ten sposób,
że w ich części centralnej znajdowało się jeziorko (ike)
symbolizujące mityczną Czystą Ziemię.*
Wiadomo także, że w pierwotnej, rdzennej religii japońs­
kiej shinto, niektóre kamienie, skały, góry, traktowane są
jako siedliska bogów, sił nadprzyrodzonych (karni), tak że
istnienie miejsc świętych, pełnych mocy, silnie jest i było
osadzone w świadomości japońskiej.
Wrażliwość na istnienie takich miejsc występowała zapew­
ne u podstaw budowy unikalnych kamiennych ogrodów.
Natomiast sama technika komponowania ogrodów roz­
winęła się, jak sądzę, głównie pod wpływem chińskich
praktyk geomantycznych feng-shui (pisane znakami
„wiatr-woda"**), po japońsku natomiast hoigaku czyli
sztuki „kierunków". Geomancję ,/eng shut" można najproś­
ciej zdefiniować jako sztukę sytuowania budowli - świątyń,
grobowców i innych ważnych obiektów, w zależności od
przebiegu tzw. linii energetycznych ziemi.
Ten pradawny system wartościowania miejsc dość wcześ­
nie podzielił się na dwa inne: jeden został oparty na działaniu
kompasu, a drugi - na interpretacji form ukształtowania
powierzchni ziemi.'
Kompas (tzw. lo pan lub luo pan) miał początkowo kształt
kwadratowej, drewnianej tablicy, symbolizującej ziemię (określoną przestrzeń), na którą rzucano „jakieś" przedmioty
i z ich przypadkowego ułożenia względem siebie odczytywa­
no przebieg sił w tej przestrzeni oraz ich oddziaływanie.
(Trochę to przypomina postępowanie z szamańskim bęben­
kiem u Lapończyków).
Jednak bardziej interesujący, z naszego punktu widzenia,
jest drugi sposób, polegający na oczytywaniu ukrytego
znaczenia form ziemi - i wszelkich obecnych w niej fenome­
nów - na podstawie ich zewnętrznego wyglądu i pod
wpływem przebywania w danej przestrzeni. Uważano, że
kształt powierzchni ziemi i formy przestrzenne są wynikiem
działających ciągle jeszcze potężnych sił, które metaforycznie
oznaczano mianem „smoka" i „tygrysa". Gdyby użyć
bliższego nam języka, można by powiedzieć, że ruchy
sejsmiczne, zmiany klimatyczne i atmosferyczne przedsta­
wiano jako grę tych zwierząt. Miała to być gra miłosna, a za
miejsce najbardziej obdarzone mocą, uważano to, które
znajdowało się w splocie lędźwi smoka i tygrysa.
Mistrz-geomanta odczytywał, gdzie w ziemi znajdują się
łapy, głowa, grzbiet smoka czy tygrysa, odnajdował, gdzie
rodzi się energia.
Geomancja była rzemiosłem obecnym w kulturze japońs­
kiej od najdawniejszych czasów.* Stosowano ją przy lokacji
świątyń. Nawet dzisiaj wybitni cieśle-rzemieślnicy znają jej

zasady - o czym autorka miała okazję przekonać się choćby
w czasie krótkich rozmów prowadzonych z budowniczymi
świątyń buddyjskich w zachodniej Japonii latem 1989.
Podobno jest ona bardzo żywa w Korei.
Zasady geomantyczne stosowano niewątpliwie także
w budowaniu i komponowaniu ogrodów kamiennych.
Wskazuje na to Ryóanji a w nim już choćby fakt, że (idąc za
opisem) weranda widokowa znajduje się na północy ogrodu,
a zatem ogród ogląda się w najbardziej korzystnym południowo-zachodnim kierunku.
Podobnie jak geomanci przemierzali przestrzeń, poszuku­
jąc miejsc napełnionych mocą, tak też mistrzowie-ogrodnicy
podążali w poszukiwaniu miejsc szczególnych, które, po
sporządzeniu szkicu, można było odtworzyć przy pomocy
skał, mchu i piasku w ogrodzie. W ogrodach kamiennych
odtworzono krajobrazy wyłącznie przy pomocy kamieni
i żwiru. Przedstawiano nie tylko góry, przełęcze, kotliny, ale
także brzeg morski, fale oceanu, wyspy - krainy istniejące
lub takie, które mogłyby istnieć.
W Japonii, w wydawanych współcześnie podręcznikach
ogrodownictwa*, znaleźć można wiele uwag, które precyzu­
ją na bardzo podstawowym poziomie, co to znaczy trak­
tować kamień jako tworzywo „żywej natury". Przede wszys­
tkim nie należy zbierać kamieni okrągłych, gdyż mają one
formę zbyt zamkniętą, z trudem dają się układać w grupy
z innymi, natomiast wiele ciekawsze są kamienie o nieregu­
larnych, niesymetrycznych kształtach. Określa sieje mianem
„kamieni widokowych" (keiseki). W wyborze kompozycji
nie można się kierować pięknem jednego tylko kamienia,
gdyż zbyt ładny rozbije każdą kompozycję od środka
- trzeba raczej zebrać takie, które są ciekawe, nawet jeśli
mają skazy. Kamień kładziony w ogrodzie musi zostać
mocno osadzony w ziemi, by nie wywoływał wrażenia, że się
może przewrócić. Część wkopana nosi nazwę „korzenia"
(zatem w ogrodzie kamień rośnie!?)
Jeśli jest płaski, o ostrych kształtach, to boczna krawędź
nazywa się „krańcem nieba" (tentari), a frontalna „ściana"
- „licem" lub „twarzą" (men).*** Jeśli jego kształt przypo­
mina głowę, to w sposób naturalny mówi się, że na dole
mieści się broda. Punkt, który skupia spojrzenie, nazywa się
„miejscem patrzenia".
Komponowanie kamiennego ogrodu zaczyna się od usta­
lenia „punktu ciężkości" przestrzeni, który najczęściej wypa­
da na linii, która dzieli ją w stosunku 7:3. (Ciekawe, że
identycznie dzieli się na przykład pomost hanamichi, który
w teatrze kabuki stanowi część sceny dla aktorów). Większy
odcinek nazywa się „głównym" (shu), a mniejszy - „przypo­
rządkowanym" (ju).
Następnie z grupy kamieni wybiera się główny - jakby
najważniejszego bohatera. Kamień ten znajdzie się właśnie
w „punkcie ciężkości" ogrodu, w podobny sposób, jak aktor
kabuki, który kluczowe sceny odgrywa często w analogicz­
nym miejscu pomostu (właśnie w 3/7 jego długości). Wokół
niego układane są pomniejsze i mniej ważne kamienie, które
się „wiąże" (kumu) po dwa, trzy, w mniejsze grupy - które
w kompozycji w specyficzny sposób odnoszą się do głów­
nego. Właśnie podczas tej aranżacji ogrodowi można nadać
kształt krajobrazu.
Już kilka tych pobieżnych uwag wskazuje na fakt, że
przestrzeń ogrodu i kamienie traktowane są jak specyficzna
scena i umieszczeni na niej bohaterowie - zrozumiale zatem
jest oczekiwanie, że będą one aktywnie oddziaływać na
patrzącego człowieka.

** Wiadomości o feng-shui głównie za: Stephen Skinner, The Living

*** Wszystkie informacje o kształtach kamieni i zasadach kom­
pozycji wybrane z Mitsuhashi Kazuo, Takahashi Ichiro, Waga

Earth Manual of Feng Schui (Chinese Geomancy), Routledge

&amp; Kegan Paul, Londyn 1982, s. 18 i dalej.

168

uchi-no niwazukuri, Shufu-to seikatsu sha, Tokio 1984

�Wiadomo, że niektóre z ogrodów kamiennych zostały
w X V I w. skomponowane przez aktorów no. Wiesław
Kotański stawia pytanie, jak aktorzy - ludzie pochłonięci
bardzo trudnym i pracochłonnym rzemiosłem - mogli
opanować tę skomplikowaną sztukę. Wydaje mi się, że
właśnie ich pierwszy zawód - znajomość sceny, specyficz­
nych zasad percepcji, przestrzeni, dynamiki tańca, symboliki
ruchu, dała im do tego pierwszorzędne kwalifikacje, a przy­
najmniej przygotowanie. Być może - jak żaden inny zawód.
Można przypuszczać, że skoro ogród kamienny służył
kontemplacji, medytacji, to zapewne zakładano, że jego
kształt fizyczny musi wpływać na stan ducha. Kontemplacja
ogrodu stawała się zatem kontemplacją stanu wewnętrznego
kogoś, kto w nim przebywał, a porządek ogrodu, jego
wewnętrzna dynamika, organizowała w pewien sposób we­
wnętrzny świat patrzącego. Ten kto patrzył - widział przed­
miot niesłychanie konkretny i jednoznaczny - kamień, ale
jednocześnie, poprzez nieodgadnione zamierzenie twórcy,
jawił mu się on to jako wyspa, to jako zwierzę, to znów jako
góra. Ów szczególny stan ,,popadnięcia" w świat ogrodu
można by nazwać „zlaniem porządków" - zewnętrznego
świata i wewnętrznego doświadczenia tego świata. Sam zaś
ogród - karasenzui nazwałabym „jednomianem sztuki". By
wyjaśnić jak to rozumiem, odwołam się znów do Tarkows­
kiego, który tak definiuje metaforę (jako środek artystycz­
ny):
Symbol zawiera w sobie określony sens, pewną formułę
intelektualną, podczas gdy metafora jest obrazem. Jest obrazem,
który ma te same cechy charakterystyczne, co świat, który
reprezentuje. Obraz, w przeciwieństwie do symbolu, ma sens
nieokreślony. (...) M e t a f o r a j e s t b y ł e m
samym
w s o b i e , j e s t j e d n o m i a n e m . Rozpada się przy
próbie dotknięcia.

. - - * , - • » ,

Ogród karasenzui, namacalnie konkretny i bliski, jest
obrazem i jest światem. Przypomina coś, przywodzi na myśl
skojarzenie, ale zaraz jest tworem wolnym od jednoznacznej
interpretacji.
Także „rozpada się" przy próbie dotknięcia.
To jedno jest pewne - że rekonstruuje organiczne oblicze
ziemi, i że służy „działaniom serca".
W średniowiecznej Japonii, w odniesieniu do przestrzeni
i otoczenia, myślano zatem kategoriami kompozycji, której
elementy stanowiły, „wartości nieba i ziemi", jakby w kilka
wieków później powiedział Bachtin. Wyrażano napięcia
dramatyczne przy pomocy samych tylko fenomenów ziemi,
faktów natury.
Ten biegun postrzegania ziemi znajduje się w absolutnej
opozycji do turystyki i ekonomicznego imperatywu w myś­
leniu o ekologii.
Pytanie, które mnie dręczy jest takie: ku któremu z biegu­
nów grawituje nasza wyobraźnia i wrażliwość?
Odnoszenie kategorii i pojęć dalekowschodnich do zja­
wisk naszej własnej kultury uzasadnia się tak oto, że pewne
idee rodzące się tutaj i z trudem przebijające opór materii,
w atmosferze i implikacjach pokrewne są dawniejszym
dokonaniom obcych cywilizacji. Odwołują się jakby do,
wszędzie tej samej, gleby duchowości - jeżeli taka w ogóle
istnieje.
Trzeba porównywać, odczytywać, tworzyć - czerpiąc
także z obcych kultur to, co najcenniejsze, jeśli własnej
duchowości nie chcemy sprowincjonalizować.
Spacjum theatraus, koncepcja przestrzeni teatralnej w Gardzienicach, to także wyzwanie. Czy jednak wyzwanie to
powoła kiedykolwiek konkretne formy?
Lublin-Warszawa 1990

Л ' . ч и , ; ' - ' ,

Fragment ogrodu przy świątyni Ryóanji, kamienie, piasek, rośliny

169

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10474" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10452">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/75d1b2a204c49c72491f9a6b779cff1f.pdf</src>
        <authentication>c6e2540e71bfb2962406f69714445206</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124663">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3305</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124664">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124665">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3098</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124666">
                <text>Przyczynek do biografii Nikifora Drowniaka nzwanego "Krynickim" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124667">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.219-226</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124668">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124669">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124670">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124671">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124672">
                <text>Seweryn A. Wis'ocki

P R Z Y C Z Y N E K

D

O

B I O G R A F I I

N A Z W A N E G O

W

k s i ą ż c e E l i i Andrzeja .Banuchów U Шоу in о

Nikiforze

N I K I F O R A

D R O W N I A K A

„ K R Y N I C K I M "

roku

m u s i a ł z n a ć jego personalia.

Przyznaje

to

bezpośrednio

w y d a n e j w 1966 r. w K r a k o w i e piv.cz W y d a w n i c t w o L i t e r a c k i e ,

na stronie 43 Historii

r o z d z i a ł 22 z a t y t u ł o w a n y jest: Nikifor

ocalić Nikifora, od wysiedlenia wraz z i n n y m i Ł e m k a m i z K r y n i c y

staje si}

Krynickim".

o Nikiforze,

opowiadając jak próbował

Oto p o c z ą t e k : , , W dniach o d 11 do 16 lutego 1903 r. Agencja

w ramach a k c j i

Prasowa, r o z e s ł a ł a do d z i e n n i k ó w

więc u nas w y r a ź n i e p r z e r a ż o n y . P r z y n i ó s ł j a k i e ś papiery, p a p i e r y

znanego

prymitywisty

następującą

k r y n i c k i e g o Nikifora,

notatkę:
powoli

,,Życie

się

nor­

„Wisła":

„ P e w n e g o ranka Nikifor

zjawił się

g r o ź n o , a r e s z t ę d o p o w i e d z i a ł n i e w y r a ź n ą m o w ą . " Jost r z e c z ą

malizuje. O t r z y m a ł nowe mieszkanie, zainstalowano m u telefon

o c z y w i s t ą , iż p a p i e r y d o t y c z ą c e wysiodlenia m u s i a ł y

i dano nazwisko — K r y n i c k i . ( . . . ) "

d o k ł a d n e porsonalia, o s ó b na to skazany cli. N i o m o g ł o więc by ć

r

W w y d a n y m przez , , A r k a d y " w 1983 r. albumie z a t y t u ł o ­
w a n y m Nikifor
bowiem

Banach przyznaje, ż e N i k i f o r m i a l swoje nazwisko,

byl nieślubnym

dzieckiem Llusinki

zawierać

(Łemkini)

Derowniak, t a k więc zgodnie zo s t o s o w a n ą o d w i e k ó w

Marii

praktyką

w t a k i c h p r z y p a d k a c h , m u s i a ł nosić p a n i e ń s k i e nazwisko m a t k i !
W o w s z y s t k i c h p u b l i k a c j a c h prasowych i k s i ą ż k o w y c h

Ba­

mowy

o nieznajomości

nazwiska N i k i f o r a

w okresie

pisania

pierwszej o n i m k s i ą ż k i .
Na

teronie K r y n i c y mieszka liczna, i rozgałęziona, rodzina

ł e m k o w s k a K r y n i c k i c h , p o c h o d z ą c a z P o w r o ź n i k a , wsi leżącej
w p o b l i ż u K r y n i c y D o l n e j ( D a w n a W i e ś ) . W momencie nadania
D r e w n i a k o w i togo nazwiska, a trzoba wiedzieć, że jego m a t k a po-

nach przedstawia się j a k o j e d y n y mecenas N i k i f o r a i j a k o czło­

ehodzila z P o w r o ź n i k a ,

w i e k , k t ó r y wie o n i m wszystko. N a w e t jeżeli jest to w j a k i e j ś

k r e w n y m i w y e l i m i n o w a ć z tej roli B a n a c h ó w . Zabiegali t a k ż o

mierze p r a w d ą , nio znaczy iż autor rzotolnie i p r a w d z i w i e referuje

po ś m i e r c i N i k i f o r a o spadok po n i m , d o w o d z ą c rzeczywistego

zderzeniu obu i n f o r m a c j i ,

usiłowali

„ z a o p i e k o w a ć " się

p o k r e w i e ń s t w a , k t ó r o i c h ł ą c z y ł o ze s ł a w n y m m a l a r z e m - p r y m i -

biografię Nikifora.
W

Kryniccy

k t ó r e przytoczy dom

powyżej,

t у wista.

przedzielonych i n t e r w a ł e m 17 l a t — k r y j e się wiele p o d t e k s t ó w .

W t y m miojscu n a l e ż y p r z y t o c z y ć dano z odnalezionoj przez

Nasuwa się p y t a n i e : dlaczego, po oo m i a ł o miejsco takie m ą c e n i e

P a w ł a Stefanowskiego m e t r y k i , aby to co piszę b y ł o z r o z u m i a ł o :

w o d y w o k ó ł nazwiska N i k i f o r a ? B a n a c h , c h o ć b y t y l k o z racji

N i k i f o r , a w ł a ś c i w i e E p i f a n D r o w n i a k u r o d z i ł się 21 maja 1895 r.

piastowanej przez siebie w y s o k i e j , u r z ę d o w e j f u n k c j i j u ż w 1947

w ' K r y n i c y w d o m u n r 49 (oczywiście K r y n i c y - W s i ) . M a t k ą jogo

219

�N e f y f o r . " Jest w t y m s ł w i e r d z o n i u , obok przeinaczenia nazwiska
joszcze i n n y b ł ą d , p o w a ż n y i r a ż ą c y . N a terenie K r y n i c y i zachod­
niej Ł e m k o w s z c z y z n y n i g d y w p r z e s z ł o ś c i nio b y ł o prawosław-ia,
autochtoniczna l u d n o ś ć ł e m k o w s k a b y ł a wyznania grecko-katolickiego, t a k

więc w

Krynicy znajdowała

się cerkiew u n i c k a ,

lub j a k m ó w i ł o się w y m i e n n i e — kościół u n i c k i . Jest to bardzo
istotna r ó ż n i c a . Ten b ł ą d w zestawieniu z p o d a n y m w albumie
. . A r k a d " r z e k o m y m b r z m i e n i o m nazwiska „ D r e w n i a k "

sugerują

d o ś ć przewrotnie u k r a i ń s k i r o d o w ó d N i k i f o r a . Za-chodzi w t y m
przypadku
będziemy

pewna

subtelność

podawać

jako Derewniak
z fonetyką

—

jako

fonetyczna:

Drewniak,

zukrainizujemy

j ę z y k a - czy j a k

jeżeli

nazwisko

spolonizujemy

jo,

je, podczas g d y

zgodnie

wolą i n n i , g w a r y ł e m k o w s k i e j

nazwisko to b r z m i D r o w n i a k

to

jeżeli
—

i tydko t a k n a l e ż y je p o p r a w n i e

p i s a ć oraz w y m a w i a ć . Zgodna z zapisem w m e t r y c e jest t a k ż e
pisownia na-zwiska N i k i f o r a w w y d a w a n y c h przez a m e r y k a ń s k o -kanadyjskio

emigracyjno

skupiska

łemkowskie

kalendarzach

i i n n y c h d r u k a c h , gdzie d o ś ć c z ę s t o w s p o m i n a n y jest

„artysta

N i k i f o r D r o w n i a k z K r y n i c y " . J u ż w 1961 r. Karpatoruskij

ka-

lendar zamieszcza dwa jego zdjęcia w y k o n a n e na d e p t a k u w K r y ­
nicy. P r z e d s t a w i a j ą N i k i f o r a w otoczeniu c z ł o n k ó w zespołu piośni
i t a ń c a z B i e l a n k i . b ę d ą c e g o z a l ą ż k i e m obecnej „ Ł e m k o w y n y - " .
Kalendarz ten,

podobnie j a k

inno w y d a w n i c t w a m i a ł o

wielu

Ł e m k ó w rozproszonych w diasporzo na torenie Polski. Z licznych
relacji w y n i k a , iż f a k t y te b y ł y znane B a n a c h o w i przed p o d j ę c i o m
i n i c j a t y w y nadania N i k i f o r o w i nazwiska — K r y n i c k i .
I m i ę N i k i f o r w r z e c z y w i s t o ś c i b y ł o przezwiskiem,
zastępczym,

lub

czymś

w tym

rodzaju,

nadanym

imieniem
mu

przez

Ł e m k ó w , k t ó r e zrosło się z n i m nierozerwalnie. W i e m

o

tym

z p r z e k a z ó w r o d z i n n y c h . M a t k a mówiła, m i , żo i m i ę E p i f a n bydo
w ś r o d o w i s k u ł e m k o w s k i m rzadkie, dziwne, a w i ę c t r u d n e

do

z a p a m i ę t a n i a ; p o n a d t o jego rodzicielka b y ł a n i e m o w ą , r o d z i n y
nie m i e l i , t u ł a l i się po s ł u ż b i e w ś r ó d obcych — k t ó ż więc m i a l
z a p a m i ę t a ć , że c h ł o p i e c n a z y w a się E p i f a n ? K t o ś , coś p i ą t e przez
d z i e s i ą t e p r z y p o m i n a ł sobie, w i ę c j a k b y p o w t ó r n i e go nazwano,
nio mniej niezwykle i nieco d ź w i ę k o p o d o b n i o —

Nicefor.

W K r y n i c y Dolnej naprzeciwko szpitala, stoi jeszcze, c h o ć
d n i jego są j u ż policzone, d r e w n i a n y d o m wzniesiony przed w o j n ą
w nowszym s t y l u ł e m k o w s k i m . U l i c a n a z y w a się Kraszewskiego,
d o m m a n u m e r 147 i jest j e d n y m z w i e l u , j a k i e w l a t a c h m i ę d z y ­
wojennych
i

budowało

urlopowiczach

się

tłumnie

wyłącznie

z myślą

zjeżdżających

do

o

kuracjuszach

modnego

kurortu

latem i zimą.
Ton dom na. p ó l p o k r y t y b l a c h ą , na p ó l d a c h ó w k ą , z balko­
n i k i e m od f r o n t u , jest o s t a t n i ą z a c h o w a n ą b u d o w l ą z zasobnego
ongiś obejścia

szanowanego o b y w a t e l a k r y n i c k i e g o

Harasyma

Gromosiaka. Z t y l u , po lewej stronie — p a t r z ą c od szpitala —
s t a ł o szczytem do uliey w ł a ś c i w e domostwo. Rozebrane z o s t a ł o
T

zaraz po drugiej wojnie światow oj. W i e k o w e , wzniesione z solid­
n y c h b i e r w i o n zwiezionych z J a w o r y n y — zwanej „ g ó r ą

Gro-

m o s i a - k ó w " , d ł u g i e i parterowe, k r y t e s t r z e c h ą , a p ó ź n i e j d a c h ó w ­
J c w d o k i a D r e w n i a k , m a t k a N i k i f o r a . Zdjęcie ..ze s k r z y n i , "

k ą — bydo przez p o n a d ć w i e r ć w i e k u stałymi p u n k t e m p o b y t u ,

retuszowane o ł ó w k i e m przez malarza

a raczej s t a l ą b a z ą k r y n i c k ą N i k i f o r a D r o w n i a k a .
H a r a s y m Gromosiak, m ó j dziadek po k ą d z i e l i , zasobny gospo­
darz, ale
cześnie

b y k i Jcwdokia, D r e w n i a k , c ó r k a

Hryhoria

i Tatiany z

domu

też z n a k o m i t y m y ś l i w y i pszczelarz, u c h o d z i ł jedno­

za

autorytet moralny

krynickiej

gminy

łemkowskiej.

Byd p a t r i a r c h ą w p e ł n y m tego s ł o w a znaczeniu. B y ć m o ż e z odru­

K r y n i c k i e j ze wsi P o w o r o z n y k . Ojciec nieznany. P o ł o ż n a A k u l i n a

chu serca, hyc

Szkwarla, E p i f a n

nego przez Pismo Ś w i ę t e — p r z y g a r n ą ł biednego w ł ó c z ę g ę , u p o ś ­

b vł ochrzczony
t

maja. 1895

r. w grecko-

m o ż e z poczucia moralnego o b o w i ą z k u nakaza­

-katolickiej cerkwi w K r y n i e y - W s i . Ochrzcił go M y k o l a K o r o p a ś ,

ledzone, n i e ś l u b n e dziecko n i e s z c z ę s n e j n i e m o w y J e w d o k j i D r o w ­

greeko-katolieki duszpasterz w K r y n i c y . R o d z i c a m i chrzestnymi

n i a k . Pod

b y l i A n d r e j H o r a k i K a i ery na. w d o w a po J a k o w i - R y s t w cju —

dzielącej domostwo na dwie części, k a z a ł Haras z r o b i ć

miejscowi w i e ś n i a c y . B y l w i ę c po babce N i k i f o r k r o w n y m

Kry­

- k l i t k ę z d r z w i a m i z a m y k a n y m i na p r o s t ą z a w o r k ę . T a m

miał

n i c k i c h , a nadanie m u tego nazwiska o k a z a ł o się p ó ź n i e j p r z y c z y n ą

N i k i f o r legowisko i p ó ł e c z k i na swoje r ó ż n e p r z y b o r y , w

tym

dość kłopotliwych

i malarskie, na ś w i ę t e o b r a z k i , r ó ż n e oleodruki, gazetowe ilustracje

1'rzy

okazji

w publikacjach

sytuacji

dla

inicjatorów

owego

humbugu.

n a l e ż y s p r o s t o w a ć dwie inne . . w o l t y "
Andrzeja

Uanaoha, W łfisfoiii

zawarte

&lt;i Xi!:ijoi~t'.

na

wspomnianej 43 stronicy pisze, że przed 1947 r. N i k i f o r „ c h o d z i ł
w n i e d z i e l ę do
220

cerkwi,

b y l więc prawosławnymi, n a z y w a ł

się

o b s z o m y m i schodami w i o d ą c y m i na s t r y c h , w sieni
pokoik-

i t p . T u m też s p o c z y w a ł a jego skrzynia, k t ó r ą w y p r o s i ł u b a b c i ;
AS- niej trzy mai swe n a j w i ę k s z e

„skarby".

W d u ż e j izbie, zwanej ś w i e t l i c ą j a d a l i wszyscy razem — do­
mownicy

i s ł u ż b a . K a ż d y m i a ł swoje s t a ł e miejsce p r z y stole.

�N i k i f o r t a k ż e . W czasie jego corocznych w ę d r ó w e k , n i k t tego

lubił m a l o w a ć na denkacb pudelek

miejsca nie z a j m o w a ł i zawsze s t a ł p r z y n i m talerz z n a k r y c i e m ,

r o s ó w z u s t n i k i e m o nazwie „ E g i p s k i e " . B y ł a to dobra g a t u n k ó w o.

b o w i e m m i a ł N i k i f o r swojo s t a ł o miejsce t a k ż o w domowej spo­

biała tektura

łeczności. N i e b y ł o ono wysokie, ale i nie p o d ł e . R o b o t y od niego

szczególnie u r o c z y ś c i e . T a k i e t e ż , obok i n n y c h , w i ę k s z y c h , m u ­

nie wymagano, bo się do ż a d n e j nie n a d a w a ł , c h o ć czasem coś

lów anych na kartonie i b y l e j a k i m papierze w r ę c z a ł Gromosia-

z w ł a s n e j fantazji p o m ó g ł . Ci z p o ś r ó d d o m o w n i k ó w , czy t e ż

k o w i . Scena t a niezmiennie, co r o k u w y w o ł y w a ł a wiele wesołości

i malowane

d u ż \ c h . eleganckich

na niej obrazki N i k i f o r

papie­

traktował

s ł u ż b y , k t ó r z y z p o c z ą t k u p r ó b o w a l i t r a k t o w a ć go l e k c e w a ż ą c o ,

u d o m o w n i k ó w , ale dziadek, m i m o , iż nio p r z y k ł a d a ł wagi do

skarceni surowo przez dziadka, zaniechali z biegiem czasu uszczyp­

o w y c h m a l u n k ó w , c h c ą c o k a z a ć N i k i f o r o w i , żc t r a k t u j e go po-

liwości. B y ł t r a k t o w a n y j a k o to „ b o ż e stworzenie",

któremu

w a ż n i o i godnie, nie t y l k o ich nie w y r z u c a ł , ale c h o w a ł w swojej

trzeba po c h r z e ś c i j a ń s k u p o m ó c . Po wsiach ł e m k o w s k i c h , leżą­

izbie obok p r z y b o r ó w m y ś l i w s k i c h , co b y ł o nio lada w y r ó ż n i e ­

cych dalej o d K r y n i c y , gdzie w czasie swojej m ł o d o ś c i lubił się

n i e m . G d y D r e w n i a k p r z y c h o d z i ł z i m o w a ć , p o k a z y w a ł m u je

w letnie m i e s i ą c e w ł ó c z y ć , miano go przez p ó ł za p r z y g l u p a ,

wszystkie, co s p r a w i a ł o m a l a r z o w i w i e l k ą r a d o ś ć .

ale przez drugie p ó ł za nawiedzonego,

„jurodiwego"

„bożego

W ten s p o s ó b u z b i e r a ł o się w d o m u dziadka d u ż o wspania­

s z a l e ń c a " — a więc t r a k t o w a n o go z p o g a r d ą , ale t e ż z przymiesz­

ł y c h , przedwojennych

k ą zabobonnego strachu, bo n u ż k t o wie, czy nie jest w kon­

Co się z n i m i s t a ł o ? Przet r w a ł y w o j n ę , p r z e t r w a ł y

szachtach zo „ z ł y m " i p o t e m ludziom zaszkodzi. Lepiej j u ż b y ł o

który

d a ć m u j a ł m u ż n ę , coś do zjedzenia, j a k trzeba t o i s k r o m n y nocleg

z K O P E - o m w Muszynie i za pomoc w u k r y w a n i u b r o n i w Czar­

w

latach

i z czasu okupacji m a l u n k ó w

okupacji

zadeiuinojowaiiy

za

Nikifora.

Gromosiaka,

współdziałanie

cim Jarze, więziony b y ł na M o n t e l u p i c h w K r a k o w i e ,

na sianie, byle sobie j a k najszybciej p o s z e d ł dalej.
D z i w n y m b y ł dla otoczenia przez swój „ d z i a ł k a j ą c y " b e ł k o t

razom

w jednej celi ze S t a n i s ł a w e m Marusarzem, a p o t e m zestal roz­

i to malowanie od n a j m ł o d s z y c h lat, k t ó r e do niczego p o r z ą d n e g o

strzelany na W z g ó r z a c h Krzoslawiokich. Przeniesiono ze starego,

nie b y ł o podobne. Z a t r z y m y w a ł się n i z tego n i z owego, c h o ć b y

rozebranego domu j u ż po z a k o ń c z e n i u w o j n y , do d o m u dla let­

p o d c e r k w i ą w T y l i c z u i m a l o w a ł . Czasem r y s y czyjejś t w a r z y

n i k ó w , p r z e t r w a ł y a k c j ę w y s i e d l e ń c z ą w 1947 r o k u .

p o c h w y c i ł , ale c z ł o w i e k a j a k b y p r z e m i e n i ł

w

świętego. I strój

Po wywiezieniu N i k i f o r a ria z a c h ó d , m i m o i n t e r w e n c j i pana-

b o g a t y cerkiewny m u p r z y d a ł i a u r e o l ę n a m a l o w a ł , a b y ł to

banaohowych, k i e d y o k a z a ł o się, żc wrócił on, n a p r z ó d bez swojej

z w y k ł y opilec i ludzie sarkali na to. D z i w n o to b y ł o , niezwyczajne.
B a n o się, że t y m i o b r a z k a m i czary m o ż e c z y n i ć , u r o k i na ludzi
i doby tok r z u c a ć . J a k i ż i n n y m ó g ł b y ć p o ż y t e k i cel malowania
t a k i c h b o h o m a z ó w , k t ó r y m k u d y b y ł o do cerkiewnej

doskona­

łości ?
N i k i f o r o d c z u w a ł b o l e ś n i e takie t r a k t o w a n i e i z biegiem l a t
coraz rzadziej w y p u s z c z a ł się poza K r y n i c ę , k t ó r ą u k o c h a ł sobie,
bo to i b y ł y w nioj „ e l e g a n c k i e p a n y " , k t ó r e czasem wzięły obra­
zek i groszaka r z u c i ł y , no i H a r a s y m

Gromosiak, k t ó r y

umiał

się z n i m od n a j m ł o d s z y c h l a t d o g a d y w a ć i n i g d y nio o k a z y w a ł
r

m u l e k c e w a ż e n i a , a i od s w o j a k ó w lepszego doznaw al t r a k t o Wania,
W e d ł u g mojej, niestety j u ż nie żyjącej m a t k i Olgi,

sprawa

u p o ś l e d z e n i a w y m o w y w y n i k a ł a nic t y l e z p r z y c z y n u ł o m n o ś c i
fizycznej, ile z f a k t u , iż N i k i f o r b y ł j a k M o w g l i , bohater „ K s i ę g i
d ż u n g l i " K i p l i n g a , w okresie n i e m o w l ę c y m i wczesnego dzieciń­
stwa w y c h o w y w a n y w y ł ą c z n i e przez m a t k ę - n i e m o w ę . B y ł a n ę d z a r k ą — m ó w i ł a m o j a m a t k a —- w ogóle b y ł a u p o ś l e d z o n a f i ­
zycznie. C h o d z i ł a

na

palcach

i zawsze spiesznym

truchtem.

W y d a w a ł a k r ó t k i o , wysokie d ź w i ę k i p r z y p o m i n a j ą c e szczekanie
psa, nic w i ę c dziwnego, że c h ł o p i e c nie n a u c z y ł się m ó w i ć . C h o w a ł a
go sama, n o s i ł a w t o b o ł k u na plecach. G n i e ź d z i l i się w r ó ż n y c h
miejscach

T

w zależności od tego, u kogo z n a l a z ł a się robota.

T r z y m a n o się p r z e w a ż n i e od nich na odległość jak od z a d ż u m i o n y c h : n i e z g u ł a , do tego z n i e ś l u b n y m dzieckiem! To b y ł y inne,
z u p e ł n i e inne czasy. Ona nic n a u c z y ł a go a r t y k u ł o w a n i a d ź w i ę ­
k ó w znaczących w mowie ludzkiej,

bo sama ich

artykułować

nie p o t r a f i ł a . P a m i ę t a m , j a k b y ł a m d z i e w c z y n k ą , j a k ona zawsze
za s o b ą w l o k ł a m a ł e g o N i k i f o r k a , zawsze biegiem. On nio n a d ą ż a ł ,
nogi m u się p l ą t a ł y , w t e d y gniewnie na niego dzialkala i bila.
.lak m u z m a r ł a m a t k a , k t ó r e j nic ż a ł o w a ł z b y t n i o , m ó w i ł nieraz
do t a t y , że b y ł a biedna i g ł u p i a , s t r a c i ł na powiem czas swój p u n k t
oparcia. Z o s t a ł sam. Nasz d o m u l u b i ł sobie j u ż w c z e ś n i e j , a to
za s p r a w ą ojca, k t ó r y z a p r a s z a ł go na obiady w niedziele i on
p r z y c h o d z i ł . M i a ł t a k i osobliwy zwyczaj, żo za. k a ż d y m daniom
T

d z w o n i ł ł y ż k ą w talerz.
K i e d y dziadek z a p r o p o n o w a ł m u s t a ł y k ą t ucieszył się. Prze­
m i e s z k i w a ł w n i m od jesieni do wiosny bez p r z e r w y , a potem
u d a w a ł się na wspomniano wcześniej w ę d r ó w k i po L e m k o w s z o z y ź nie. M i a l o i l m ł o d y c h Jat poczucie

g o d n o ś c i , a swojo obrazki

t r a k t o w a ł j a k o swoisty ś r o d e k w y m i o i i n o - p l a t n i e z y . Zawsze po
zimie, k i e d y zbierał się do drogi p r z y g o t o w u j ą c węzełek z nie­
z b ę d n y m i w jego p o j ę c i u p r z e d m i o t a m i , robił z dziadkiem „ r o z hczenio" za g o ś c i n ę . B y ł a t o forma r e w a n ż u , j a k m i ę d z y r ó w n y m i
sobie.

Nikifor

honorowo

wręczał

Harasymowi

kilka,

więcej o b r a z k ó w , w y k o n a n y c h w zimowe m i e s i ą c e . Przed

czasem
wojną

N i k i f o r sfotografowany z listem proszalnym na d e p t a k u w K r y ­
nicy. Zdjęcie z l a t dwudziestych

221

�N i k i f o r p r z y obrazach. T o zdjęcie, podobnie j a k inno, pochodzi „zo s k r z y n i " malarza. Widoczne z a m i ł o w a n i e malarza uo ujęć
hieratycznych

�skrzyni, a p o t e m i skrzynia się z n a l a z ł a , ale bez obfitości przecho­

t o w y w a n o balie z g o r ą c ą w o d ą , a oni zrzucali swoje ł a c h y , od-

w y w a n y c h w niej przedwojennych o b r a z k ó w , r u s z y ł B a n a c h na

wiązywali

teren K r y n i c y W s i s z u k a ć , czy jeszcze czegoś się w ś r ó d l u d z i nie

z głów-, w cudowny

znajdzie. Dowiedziawszy się o p r z y j a ź n i m i ę d z y Gromosiakiom

poczym zaczynali się m y ć i p r z e b i e r a ć . B y l i w ś r ó d nich i p r a w d z i ­

i N i k i f o r e m d o t a r ł do d o m u p o d n u m e r e m 147 na u l i c y

w i kalecy, alo stanowili oni z d e c y d o w a n ą m n i e j s z o ś ć . S t r o i l i się

Kra­

„ropiejące
7

rany",

zdejmowali

strupioszale

peruki

s p o s ó b o d z y s k i w a l i b r a k u j ą c e ręce i nogi,

szewskiego. M i e s z k a ł w n i m pewien dezerter z a r m i i r u m u ń s k i e j ,

w

k t ó r y K a r p a t a m i aż do K r y n i c y uciokł i u dziadka Harasa schro­

0 w s p a n i a ł o ś c i . G u d a k i j u ż z cicha p r z y g r y w a l i . W k u c h n i k o ń -

nienie z n a l a z ł , za p a r o b k a z o s t a ł p r z y j ę t y , p a p i e r y „ l e w e " otrzy­

czydy się piec i g o t o w a ć m i ę s i w a , sosy, zupy i inne frykasy

m a ł , d z i ę k i czemu u n i k n ą ł k u l i w leb, a p o t o m się z G r o m o s i a k o w ą

całonocną ucztę.

cudaczno stroje,

będąco

jakimiś

ich

projekcjami

marzeń

7

p a s i e r b i c ą ożenił i j a k Ł o m k ó w wysiedlono — za g a z d ę z o s t a ł .

P o n i e w a ż o caloj sprawie n i k t nio ś m i a ł się d o w i e d z i e ć

na
pod

K i e d y d o w i e d z i a ł się za c z y m chodzi ten pan z K r a k o w a , zdecy­

g r o ź b ą u t r a t y ż y c i a , a j e d n o c z e ś n i e do p o s ł u g i p r z y

d o w a ł , że o b r a z k i , k t ó r e j a k o rodzinne p a m i ą t k i (tak jo t r a k ­

żebrakach

towano) po ojcu m i a ł a o t r z y m a ć m o j a m a t k a , sprzeda i n t r a t n i e .

więc za zgodą, „ k r ó l a " i r a d y starszych ż e b r a c z e j

I t a k też zrobił. Owe p l a e i d ł a z serca i w d z i ę c z n o ś c i Nikiforow'ej

czasem do pomocy dobierano k o g o ś z r o d z i n y . I t a k p a r ę razy

s p r z e d a ł o n ż o R u m u n n i e z w y k l e korzystano panu Banachowi za

moja m a t k a b y ł a przy t a k i m karnawale dziadowskim, ale zawsze

dwa l i t r y w ó d k i czystej, p ę t o k i e ł b a s y i kilkaset- z ł o t y c h (przed

brano do

wymianą.) na

a j e d n o c z e ś n i e , zafascynowany n i e s a m o w i t y m m i s t e r i u m ,

dokładkę.

B y l to biznes dla obu stron znakomity

- jedna z nich m o g ł a

We

wszystkich

publikacjach,

лее

wszystkich

pomocy

N i k i f o r a , który- jako niemowa b y l p e w n y ,

rozmowach

oży­

S z c z e g ó l n i e f a s c y n u j ą c a b y ł a druga noc, j u ż po z a k o ń c z e n i u
odpustu. W t e d y , zgodnie z ż y c z e n i a m i

granicą.

karczmy,
konfraterni

wiony i dzięki t e m u p r z y d a t n y .

efektownie k o n t y n u o w a ć „ g a u z b a l " w gronie kolegów, a druga
p r z y g o t o w a ć się do w i e l k i c h w y s t a w w k r a j u i za

7

c z ę s t o nie wy starczala n o r m a l n a o b s ł u g a

licznych

żebraków,

wyganiano

ostatnich gości przed d z i o w i ą t ą , z r e s z t ą większość p ą t n i k ó w j u ż

0 N i k i f o r z o przejawia się w ą t e k jego ż e b r a c z y c h u p o d o b a ń . Jest

opuściła

w t y m wiele zdziwienia.: po co'r dlaczego ; t y m bardziej, że w k o ń ­

jeszcze efoktow-niejsze niż poprzedniego wieczora. N i k i f o r p a t r z y ł

7

cu otoczony by 1 o p i e k ą , z a r a b i a j ą c y p o w a ż n e sumy, t a k ż o w obcej
7

w alucie, nie t y l k o , że nie m u s i a ł , ale u i o

p o w in ie n

był

Krynicę.

rozszerzonymi
w dziesięcioro,

Abluoje

były

zo zdumienia
jęczący,

szczególnie

oczami, j a k

ropiejący,

uroczysto,

ci n ę d z n i ,

skamlający

stroje

skręceni

ludzkioj

łaski,

ż e b r a ć . T e n m a n i a k a l n y n a w y k coniedziolnego ż e b r a n i a w p i j a l n i ,

j a k te s t r z ę p y ludzkiego rodzaju, n a g ł o p r z e c h o d z ą z d u m i e w a j ą c ą

czy

m e t a m o r f o z ę . P r o s t u j ą się, c z y s z c z ą , t r e f i ą , liczą na s t o ł a c h ba­

w y s t a w i a n i a kapelusza na

datki

ogromnie u t r u d n i a ł

jogo

opiekunom w y w i n d o w a n i e N i k i f o r a na p i e d e s t a ł Wielkiego A r t y s ­

jońskie kwoty,

t y w r o z u m i e n i u t e g o ż t e r m i n u przez t a k

w pas

zwanego masowego

c h o ć w groszakach, g u d a k i i m g r a j ą ,

Kusyki

7

się k ł a n i a j ą . Ż e b r a k i , a pany ! W i e l k i e p a n y ! N i e

raz,

możnych

niejeden z n i c h n ó ż ostry j a k b r z y t w a p r z y ł o ż y ł m u do g a r d ł a

Moja m a t k a p o w i e d z i a ł a m i k i e d y ś , że ci ludzie z u p e ł n i e nie

c h o ć s ł o w o m o t y m co w i d z i a ł , a N i k i f o r p a d a ł na kolana, r ę c e

r o z u m i e j ą o co t u chodzi. Jest to historia stara i b a r w n a . W K r y ­

b ł a g a l n i e w znosił i d z i a ł k u j ą c z a p e w n i a ł , ż e on — n i g d y ! Ś m i a ł y

nicy wsi s t a ł a cerkiew u n i c k a pod wezwaniem P i o t r a i P a w ł a ,

się z niego ż e b r a k i , aż karczma się t r z ę s ł a , ałe k i e d y zabawili

oboemo zamieniona na k o ś c i ó ł r z y m s k o - k a t o l i c k i . B y ł o t o miejsce

się d o ś ć , t y m jeszcze od n i c h n ę d z n i o j s z y m stworzeniem, p o t r a ­

k u l t u s ł a w n o na całej Ł e m k o w s z c z y ź n i o po obu stronach granicy

f i l i m u r z u c i ć nieraz całe d w a d z i e ś c i a z ł o t y c ł i ! D o s t o ł u go

polsko-słowackiej. Na

praszali, alo bal się do nicłi d o s i ą ś ć , za w i e l k i b u d z i l i w n i m res­

odbiorcę. Powodował

zżymanie

się na

niego

wielu

1 ś m i e j ą c się z p r z e r a ż e n i a n i e z g u ł y , groził ś m i e r c i ą j a k

1 „światłych".

piśnie

:

7

początku

lipca rokrocznie odby-wał

się

za­

w toj cerkwi w i e l k i odpust, na k t ó r y ciągnęli ludzie w p i e l g r z y m ­

p e k t . P a t r z y ł na t a ń c e , na swawolne h u l a n k i , p a t r z y ł na t o , jak

kach pieszo i wozami nieraz aż spod Koszyc, z H u c u ł s z c z y z n y .

szef miojseowoj p o l i c j i , j u ż w c y w i l n y m u b r a n i u bierze „ d o l ę "

Po obu stronach p o t o k u K r y n i c z a n k a od szpitala w dól do cerkwi

od ż e b r a k ó w i j a k i jest grzeczny dla ich „ k r ó l a " . S ł y s z a ł w roz­

rozkładały- się g ę s t y m szpalerem kra-my z j a r m a r e z o - o d p u s t o w y m i

m o w a c h w karczmie, że t a k i c h p o t r a w , że t a k i c h w i n nie

wspaniałościami.

i nie je wielu t y c h

Dewocjonalia,

zabawki, kramy

z jedzeniem,

z n a p o j a m i , k r z y k , wrzask, rwetes, stroje o d ś w i ę t n e p ą t n i k ó w ,

polskich p a n ó w , co t a m

w y ż e j do

pije

zdroju

przyjechali!
P a t r z y ł j a k n a d ranem k ł a d l i się ż e b r a c y s p a ć p o k o t e m a po­

bogate ludowe, ale i skromne chudzin r ó ż n o r a k i c h . B a r w y rw-aly
ognia, zjadacze szklanek, k i e l i s z k ó w , siłacze r o z r y w a j ą c y

wszelkich r a c h u n k ó w , o p ł a t na rzecz swojej organizacji, jeszcze

chy b a w i l i p o b o ż n y c h p i e l g r z y m ó w . P r z y b y w a l i t a k ż e

łańcu­

żebracy.

To b y ł o ich ś w i ę t o . D o K r y n i c y ś c i ą g a ł y rzesze o w y c h oczaj­
7

s p r a w n ą , o r g a n i z a c j ę , wedle zasad

r

u nich o b o w i ą z u j ą c y c h o t r z y m y w a ł i miejsce do ż e b r a n i a . Pokry­
7

wały się ono z terenem objętymi k r a m a m i . E l i t a ż e b r a c z e j
fraterni sadowiła, się zawsze n a j b l i ż e j

kon­

I n k u mijamy

7

a za n i ą budyneczek k u ź n i . D a l e j , naprzeciw szkoły podstawowej,
przed pawilonem

mieszczącym

sklep

7

spożywczy ,

znajduje

się

zapłaceniu

I t a l i to p o z o s t a ł o w jego ś w i a d o m o ś c i . T a k i m zawsze chciał
b y ć . P o d j ą ł raz nawet p r ó b ę , p r z e ł a m a w s z y n i e ś m i a ł o ś ć , dostania
się do klanu ż e b r a c z e g o . N i o przy-jęli go, w y ś m i a l i , kazali „ t r e ­
n o w a ć " , to w t e d y , b y ć m o ż e , b y ć m o ż e . . .
Wspomina

u l i c z k ę s k o ś n i e biegnącą, w s t r o n ę t o r u kolejowego,

się w r ó ż n o strony , po

u w o ż ą c niezłe sumy zmienione j u ż na p i e n i ą d z e papierowe lub

cerkwi.

I d ą c od szpitala, w dól l e w ą s t r o n ą ulicy Kraszewskiego, na

rozjeżdżali

srebrne.

d u s z ó w , k t ó r z y żorowali na ludzkioj n a i w n o ś c i i g ł u p o c i e . K a r n i ,
zdyscyplinowani, posiadający

chyłkiem

7

oczy, zawsze p r z y j e ż d ż a ł j a k i ś p r z e w o ź n y l u n a p a r k . Polykaezo

tem

się. czasem o perypetiach

Nikifora

Drowniaka

z w i ą z a n y c h z wysiedleniem go z K r y n i c y , alo j a k d o t ą d

nikt

sprawy rzetelnie nie p r z e d s t a w i ł a ociera się ona o tragifars;,.
Otóż. w 1947 r o k u m a l u j ą c y na swoim m u r k u , na
d e p t a k u , z o s t a ł aresztowany

7

kryniekiem

i postawiony w stan

oskarżenia

wolna p r z e s t r z e ń . W ł a t a c h m i ę d z y w o j e n n y c h s t a ł a t a m obszerna

j a k o szpieg, nacjonalista p r z y g o t o w u j ą c y szkice m a j ą c e

k a r c z m a , k t ó r a należała, do mojej c i o t k i J u l i i , po m ę ż u K u s y k .

inw azję K r y n i c y przez TJPA! 11 T a k p o w a ż n e podejrzenia miejsco­

ułatwić

O t ó ż „ k r ó l " ż o b r a k ó w - Ł e n i k ó w (bo tydko oni mogli w t e d y źebra,ć)

wej m i l i c j i w y w o ł a ł y fantastyczne transformacje architektoniczne,

na p a r ę d n i przed odpustem co r o k u u s t a l a ł z c i o t k ą , j a k i e to

k t ó r e m i a l pecha, tego d n i a m a l o w a ć . K o n t a k t ó w z banderowcami

ekstra delicje m a j ą b y ć dla ż e b r a c z e j b r a c i sprowadzone. P a m i ę ­

m u nie udowodniono, ale s t r z e ż o n o go bardzo. Stale m i a l kolo

t a m z j a k i m wzburzeniem o p o w i a d a ł a m i m o j a m a t k a , żo specjal­

siebio k i l k u uzbrojonych l u d z i . „ J a z e m b y ł wy siedlany 17 lipca

7

nie dla n i c h sprowadzano w t a j e m n i c y najlepsze w i n a w ę g i e r s k i e ,

1947 r o k u

h i s z p a ń s k i e , w ó d k i ekstra od Baczewskiego ze L w o w a i t d . Za­

w Krynicy

m a w i a n o t a k ż e dwde, а czasem t r z y kapole g u d a k ó w — ł e m k o w ­

Strasznie go obstawiali, bo szpiega p r z y w i e ź l i ! On w naszym

7

- m ó w i B a z y l i Sowa, Ł o m k o z a m i e s z k a ł y obecnie
- - i wtedy

7

p r z y w i e ź l i do Ł a b o w e j togo N i k i f o r a .

skich C y g a n ó w . W pierwszy d z i e ń o d p u s t u — t r w a ł on dwa d n i -

transporcie j e c h a ł do Krzy-ża i do P i ł y biedaczy-sko. Znalem go

po

zwykle,

z K r y n i c y z p r z e d w o j n y i t a k sobie m y ś l a ł e m , ż e b y n i e m o w a b y l

t y d n y m w e j ś c i e m schodzili się ż e b r a c y . Z a s ł a n i a n o okna, przygo­

szpiegiem — to raczej dziwno. P r z e c i e ż to bydo ry sow ane i m a ł o -

zamknięciu

karczmy

o dziesiątej

wieczorem, j a k

7

7

223

�wane z jego fantazji i ukochania Ł e m k o w s z c z y z n y . Może dlatego

p r z y k r e w r a ż e n i e . W n i o s k o d a w c o m c h o d z i ł o o t o , b y wreszcie

t a k d u ż o m a l o w a ł , bo nie m ó g ł się w y g a d a ć ? Zawieźli go gdzieś

t e n oberwaniec p r z e s t a ł

do w o j e w ó d z t w a g d a ń s k i e g o , a on p o m a ł u u c i e k a ł do K r y n i c y .

uzdrowiska.

szpecić

ulice k u l t u r a l n e g o i czystego

T r o c h ę się wiózł a t r o c h ę pieszo d o t a r ł spowrotem t u t a j . Л а к się

Osoby z n a j ą c e N i k i f o r a bliżej i d o k ł a d n i e j , w s k a z u j ą n a jego

zjawił, z n ó w go w y w i e ź l i , teraz jako Ł o i n k a , j u ż nie szpiega,

b e z p o ś r e d n i e i mocne emocjonalnie z w i ą z k i z c e r k w i ą grecko-

ale gdy znów w r ó c i ł to go chcieli w y w i e ź ć trzeci raz jako że­

- katolicka, i ze s z t u k ą b i z a n t y j s k ą . M i a l o n o g r o m n ą s ł a b o ś ć do

braka."

c e r k w i , p o p ó w i i c h r o d z i n . T o b y ł jego c a ł y , j a k b y pozareligijny

Z a Nikiforem ujął się w k o ń c u Juliusz Zawadowski, ó w c z e s n y
Naczelny Lekarz uzdrowiska i zarazem b u r m i s t r z K r y n i c y .

To

w ł a ś n i e Zawadowski u c h r o n i ł N i k i f o r a od d e f i n i t y w n e j deportacji.
W t y m dziele p o m a g a ł t a k ż e d o k t ó r Saw czak, co trzeba p o d k r e ś l i ć
gwoli prawdzie i sprawiedliwości.
dzie j u ż

potom,

a w

swoich

Banach

książkach

p o j a w i ł się w zasa­
rzecz

zmistyfikowal.

k u l t . C h o ć m o ż e t o z a b r z m i e ć paradoksalnie, w h i e r a r c h i i w a r t o ś c i
j a k ą sobie w y t w o r z y ł , k u l t cerkwi s t a ł co p r a w d a na n a j w y ż s z y m
poziomie, alo w z n o s i ł się b e z p o ś r e d n i o nad
Miał

Nikifor

także

swojo

kultem

żebractwa.

sądy

estetyczne.

zdecydowane

Z o p i n i i k i l k u o s ó b , k t ó r e p o t r a f i ł y się z n i m d o g a d a ć w y n i k a , iż
nio u z n a w a ł on m a l a r s t w a europejskiego. U w a ż a ł , że j o d y n i e

dlatego

w a ż n e jost, t o , k t ó r e p r z y s z ł o z B i z a n c j u m . Specjalnym uwiel­

wielo f a k t ó w przekręcił lub nic p o d a ł do publicznej w i a d o m o ś c i ,

bieniem o t a c z a ł i k o n ę . Bardzo lubił k r ę c i ć się po c e r k w i . U d a w a ł ,

bo t a k b y ł o m u wygodnie i dla k o n i u n k t u r y politycznej i dla

że w niej s ł u ż y . Przed w o j n ą , j a k b y ł o w cerkwi pusto r o z s i a d a ł

„ B a n a c h m o i m zdaniem — m ó w i B a z y l i Sowa. --

interesu. On się p r z e c i e ż

rozpytywał

o Nikifora

u

tutejszych

się czasem w gospodarskich ł a w k a c h

i u d a w a ł , że jest

kimś

Ł e m k ó w , k t ó r z y zostali. R o z m a w i a ł t a k ż e ze m n ą k i l k a razy,

bardzo w a ż n y m , ale po wojnie k i e d y j u ż o s i ą g n ą ł sukces, k i e d y

a z tego. eo m y ś m y m u powiedzieli nic do k s i ą ż k i nie

to z r o z u m i a ł , c h o d z i ł specjalnie do tej c e r k w i , c h o ć t o już by I

weszło."

Niecli n i k o m u się nie wydaje, że na t y m z a k o ń c z y ł y się p r ó b y

kościół r z y m s k o - k a t o l i c k i , r o z s i a d a ł się w ł a w c e , r o z w a l a ł w r ę c z

usunięcia, N i k i f o r a z. K r y n i c y . Mówił mi A n t o n i K r o h , ż e w czasie

po p a ń s k u , p o d p i e r a ł g ł o w ę r ę k ą . Cała ł a w k a b y ł a jego, а d o s i ą ś ć

kiedy pracował w M u z e u m O k r ę g o w y m w Nowym S ą c z u z e t k n ą ł

się m ó g ł j e d y n i e ten, kogo on znal.

się t a m

z. pismem K o m e n d y Miejskiej

MO w K r y n i c y

wysto­

„ P r z y c h o d z i ł do m n i e c z ę s t o na r o z m o w ę — m ó w i

Bazyli

sowanym do w ł a d z p o w i a t o w y c h . Pismo to, ostre w tonie, po­

Sowa — c i ą g n ę ł o go, bo j a k s i ę d z a (popa) syn. On do p o w a ż n e j

chodzi z r o k u

r o z m o w y to c h c i a ł t y l k o k s i ę d z a , k s i ę ż e g o syna, a j ą k n i e — t o

1954

czy

1955

i wnosi o wysiedlenie N i k i f o r a ,

j a k o żo jost ż e b r a k i e m , że jest n a t r ę t n y , napastuje l u d z i , u b r a n y

świętego

jest niechlujnie i na, kuracjuszach i na t u r y s t a c h m o ż e s p r a w i a ć

P a m i ę t a m j u k nieraz po swojemu p r z y g a d y w a ł m i : nie m a

224

Mikołaja.

Miał

ogromno

poczucie

swojej

wartości.
kra-

�w a t u , nie m a niczego, a ze mną, rozmawia ? T y bez k r a w a t y dziad,

tacjo

a j a jest w i e l k i malarz. Mówił nieraz, że n a j w y ż e j i k o n ę p o w a ż a ,

idealizowania i w y o l b r z y m i a n i a — kreowania m a l a r s t w a i osoby

a natura

N i k i f o r a D r o w n i a k a , p r z y p i s y w a n i e m u intencji i a t r y b u t ó w nie­

jego przedstawiania d z i w n a b y ł a w obrazach,

które

m a l o w a ł . Ś w . .Mikołaja c z ę s t o r y s o w a ł w rosyjskiej czapce, tak
samo ś w . P i o t r a i na dodatek w" kufajce. P y t a ł e m go o t o , ale nie
c h c i a ł p o w i e d z i e ć czemu t a k maluje,

funkcji

społecznej,

idąca

w kierunku

mesjanistycznego

i s t n i e j ą c y c h faktycznie.
N a jego g r ó b w K r y n i c y p r z y j e ż d ż a j ą Ł e m k o w i e 7. r ó ż n y c h
stron P o l s k i , a czasem i z zagranicy, b y z ł o ż y ć na n i m k w i a t y

L u b i ł j a k k t o ś do niego po ł e m k o w s k i ! z a g a d a ł . T o go w r ę c z

i p o m o d l i ć s i ę za N i k i f o r a . D w a l a t a t e m u w K r y n i c y

byłem

u z d r a w i a ł o . Raz do niego, na jego u r o d z i n y p r z y j e c h a ł a z M o k r e ­

ś w i a d k i e m , j a k ż e ń s k i c h ó r greeko-katolicki p r z y k o ś c i e l e 0 . 0 . B a ­

go do K r y n i c y grupa ś p i e w a c z a , m o ż e sześć o s ó b . Chcieli m u

z y l i a n ó w w Warszawie, prowadzony przez J a r o s ł a w a P o l a ń s k i e g o

o d ś p i e w a ć k i l k a p i e ś n i , że t a k rozsławił n a r ó d ł e m k o w s k i w świe­

( Ł e m k a p o c h o d z ą c o g o ze wsi P o l a n y ) , p r z y g o t o w u j ą c y

cie. Było to w 196") i'. P y t a l i mnie gdzie N i k i f o r mieszka. Odpo­

w y s t ę p ó w w R z y m i e , na zaproszenie Ojca Ś w i ę t e g o , przed w y ­

się do

w i e d z i a ł e m : N i k i f o r mieszka m i ę d z y l u d ź m i , trzeba go s z u k a ć .

jazdem o d ś p i e w a ł p r z y g o t o w a n y p r o g r a m N i k i f o r o w i n a d gro­

P o s z l i ś m y razem. Prawie kolo Starego D o m u Zdrojowego w i d z ę

b e m ! J e m u na c h w a l ę , a sobie na... szczęście w w i e l k i m świecie.

go j a k idzie z t ą t a b l i c z k ą , l a s e c z k ą się p o d p i e r a ł i w białej czapce.

P o w s t a j ą wiersze o N i k i f o r z e . M a m na m y ś l i nic k o k i e t l i w i e -

Zaraz ci ś p i e w a c y otoczyli go i z a ś p i e w a l i m u ,,Mnohaja l i t a " .

- n i a k i j a ż o w ą , a o d pewnego czasu s a m o c h w a l c z ą t w ó r c z o ś ć na

T l u i u y l u d z i , kuracjuszy się z e b r a ł y w o k ó ł nas, niesamowite t ł u ­

t e m a t y ł e m k o w s k i e Jerzego H a r a s y m o w i c z a , ale p r ó b y poetyckie

m y nas obskoezyly. N i k t z n i c h chyba nie słyszał, j a k m y śpie­

powstające

wamy elegancko ..Mnohaja l i t a " , nasze ł e m k o w s k i e „ S t o l a t " —

silnie m o t y w i d e n t y f i k a c j i

a on j a k to u s ł y s z a ł , po prostu się r o z p ł a k a ł , o p a r ł się r ę k a m i

podkreśla

0 nas. o b e z w ł a d n i a ł c a ł k i e m z w r a ż e n i a , j a k b y z e m d l a ł .

z a w ł a s z c z e n i a jego osoby, s ł a w y . Oto jeden z t a k i c h wierszy:

wśród młodzieży

łemkowskiej. Występuje

narodowej

się jego ł e m k o w s k i e

z krynickim

pochodzenie,

ale

w nieli

mistrzem,

też. i

próby

•lak miał j u ż t ę b u d k ę do m a l o w a n i a , w y m a g a ł , że m a m go
i b o ć raz na t y d z i e ń o d w i e d z i ć i p o g a d a ć z n i m n a s z ą

gwarą.

G d y b y m go nie odwiedzi), to b y k r z y c z a ł , po p r o s t u b y n m i o
o p l u ł . Co by to m i a ł o z n a c z y ć , ż e b y m go t a k z n i e w a ż y ł . "
I

tak z a r y s o w a ł się d o ś ć niespodziewanie n o w y w ą t e k

—

roli jaką zaczął p e ł n i ć dla swego m a ł e g o n a r o d u , jeszcze za ż y c i a ,
w m i a r ę jak s ł a w a jego z a t a c z a ł a coraz to szersze k r ę g i na świecie.
S t a ł o się tak j a k jest powiedziane w P i ś m i e Ś w i ę t y m , że ostatni
s i a n ą się p i e r w s z y m i . N i k i f o r z pogardzanego niedorajdy, z po­
pychania stuł się ł e m k o w s k i m

bohaterem,

tytułem

do d u m y ,

k i m ś k t o jednoczy ł e m k o w s k ą s p o ł e c z n o ś ć w diasporze!

Żaden

z n a j w y b i t n i e j s z y c h m a l a r z y — p r y m i t y w i s t ó w w świecie t a k i e j
r o l i nic o d e g r a ł . P r z y t y m w s z y s t k i m , trzeba sobie z d a w a ć spra­
w ę , iż nie oznacza to wcale, że wszyscy Ł e m k o w i e

akceptują

jego m a l a r s t w o , czy, żo c h o ć b y je z n a j ą . N i c z t y c h

rzeczy

P r z y z n a j ą się do N i k i f o r a j e d y n i e j a k o do rodaka, k t ó r y s t a ł się
w świecie n a j s ł a w n i e j s z y m
Należy

s p o ś r ó d n i c h wszystkich.

w t y m miejscu z w r ó c i ć u w a g ę na f a k t

narastania

specyficznego m i t u N i k i f o r a D r o w n i a k a w ś r ó d Ł e m k ó w , na coraz
częstsze p r z y p a d k i otaczania go po ś m i e r c i s w o i s t y m k u ł t e m
R o d z i się m i t , k t ó r y zaczyna coraz swobodniej o d c h o d z i ć od
faktów, kreując

go na ł e m k o w s k i e g o

„narodowego

świętego".

,,-la w swoich zapiskach — m ó w i B a z y l i Sowa — n a p i s a ł e m
t a k ą u w a g ę co do N i k i f o r a : od m ł o d o ś c i w y c h o w a n y w biedzie,
wyz\ sku

— m a t k a s ł u ż ą c a , on bez przestanku w y d a w a n y na

p o ś m i e w i s k o , b y w a ł za s ł u ż ą c e g o — p a ś ć b y d ł o w y p a d ł o

mu

nieraz, czy gęsi albo ś w i n i e , czy co inne r o b i ć — u c i e k a ł od togo
1 b e z przestanku widział siebie p o n a d to wszystko. O n się w y ­
o d r ę b n i a ł od z w y c z a j n o ś c i i to j u ż o d bardzo dawna przed w o j n ą .
Chciał

się z r o b i ć j a k i m ś p r z y w ó d c ą

tego t y p u ,

który

widział

niedolę l u d u biednego j a k o n sam b y ł . On b y ł w y r a z i c i e l e m tej
biedy ł e m k o w s k i e g o l u d u i m y ś l a ł , że j a k ludzie od niego w y k u p i ą
i r o z n i o s ą po świecie o b r a z k i , to przedstawi ś w i a t u , j a k skrajnie
jeszcze t u t a j ludzie ż y j ą . Ja wiem, że on dzisiejszej r z e c z y w i s t o ś c i
nie odpow iadal. t ł u nic g ó r o w a ł w w i e l k i c h p o ł a c i a c h
w swoich wyrazach

stali',

lxv. p r z e s t a n k u :

i pisał

P o m ó ż c i e m i , bo

jestem b i e d n y , bo jestem n i e d o ł ę ż n y . M ó w i ą o N i k i f o r z e , że nie
u m i a ł c z y t a ć i p i s a ć ! T y l u ludzi jest k s z t a ł c o n y c h wysoko, а nic
poti'cfia

tyle. tak prosto i od serca p o w i e d z i e ć , co on

swymi

obrazkami.
Nikifor,

ten nieuk, ten n i e d o ł ę g a , n i e ś l u b n y

syn

gęglawej

poslugaczki, nagle stal się w i e l k i m tego ś w i a t a , geniuszem, a to
oznacza, że nic on m u s i a ł iść do ś w i a t u , t y l k o ś w i a t p r z y s z e d ł
do niego, a on z naszogo n a r o d u p o c h o d z i . "
Opinio Bazylego

Sowy

przez

fakt

jego

wysokiej

pozycji

m o r a l n e j , a u t o r y t e t u , j a k i m się cieszy w ś r ó d swych w s p ó ł b r a c i ,
warte s ą przytoczenia, c h o ć b y dlatego, że nio s ą jego p r y w a t n y m ,

Podobnie j u k na z d j ę c i a c h p r z e d s t a w i a ł siebie N i k i f o r n a obra­

odosobnionym zdaniem. S t a r a ł e m się z a c h o w a ć ich o r y g i n a l n y

zach. O t o jeden z t a k i c h w y i d e a l i z o w a n y c h p o r t r e t ó w , z k s i ę g ą

k s z t a ł t s t y l i s t y c z n y , k l i m a t i b a r w ę . Rzuca się w oczy interpre­

w dłoni

225

�„Drowniak"

S p o t k a ł e m się w r ó ż n y c h stronach P o l s k i z d o w o d a m i takiego
stanu rzeczy. Z b i e r a j ą c m a t e r i a ł y na terenie J a n o w a d o t y c z ą c e
k o ł a , do k t ó r e g o n a l e ż a ł o k i l k u w y b i t n y c h p r y m i t y w i s t ó w , j a k

T y c o ś na d e p t a k u g ł o d n y nieraz stal

Ociepka, U r b a n e k , Stolorz, B ą k , W r ó b e l i S ó w k a n a t r a f i ł e m na

Niejednemu willę w y k r e ś l i ł e ś n o w ą
Za k ą t i k a w a ł e k

t a k ą c i e k a w ą r e l a c j ę . „ N i e w i e l u b y ł o t a k i c h u nos — m ó w i ł nie­

chleba

ż y j ą c y j u ż A n t o n i J a r o m i n — w kole, co b y m i e l i coś osobistego

Szczerze i s ł o n o p ł a c i ł e ś

do w y r a ż e n i a . N o , a wszyscy chcieli się w y b i ć , co t u r o b i ć w t a k i m

D w a razy n a z a c h ó d w y s ł a ł a cię W i s ł a

razie? B y ł a m o d a na tego n i e m o w ę z K r y n i c y , na

D z i ś genialny polski

Pisali o n i m , b ę b n i l i , o b r ó ż k i p o k a z y w a l i w r o z m a i t y c h gazetach,

artysta

Nikifora.

to Stolorz i B ą k z a c z ę l i s i ę p o w t a r z a ć po N i k i f o r z e . S t a ł się on
A u t o r e m jest P i o t r S z k w a r ł a z K r y n i c y . Wiersz p r z y t a c z a m ,

dla n i c h wzorcem, nawet pisali n a obrazach j a k on, ż e b y się j a k

m i m o jego n i e d o s k o n a ł o ś c i , g d y ż oddaje syntetycznie i emocjo­

najbardziej u p o d o b n i ć . I co? C h w y c i ł o , komisje n a g r o d y d a w a l i ,

n a l n i e w j a k i s p o s ó b m y ś l i o „ K r y n i c k i m M a t e j c e " m ł o d e po­

w gazetach zaczeni i c h w y c h w a l a ć , że p r i m a sort, że oryginalne
i t a k i e i n n e b z d u r k i . B ą k t o n a w e t specjalnie b y ł w K r y n i c y

kolenie Ł e m k ó w .
Skoro jest m o w a o N i k i f o r z e i jego t w ó r c z o ś c i , o t w o r z e n i u
się m i t ó w po jego ś m i e r c i , m y ś l ę , że w a r t o p r z y okazji z a z n a c z y ć ,

u N i k i f o r a . J a k w r ó c i ł , t o s i ę d z i w o w a ł , żo s p a ł za

iż za ż y c i a stal s i ę on t a k ż e wzorcem a r t \ s t y c z n y m do k o p i o w a n i a

z tego

( i t o d o s ł o w n i e ) przez m a l a r z y - a m a t o r ó w spragnionych s u k c e s ó w .

p o t e m p l u ł do f a r b ó w . "

r

specjalno

odcienie k o l o r ó w

Jedno z ostatnich zdjęć N i k i f o r a . Stary, z m ę c z o n y , schorowany

Nikifor

miał już to,

o c z y m dawniej m a r z y ł — d o m , s a m o c h ó d , r a d i o , zegarki — ale nie u m i a ł się j u ż
t y m cieszyć

226

tapczanem

n a p o d ł o d z e , a ś l i n a m i f a r b y r o z r a b i a ł . M y ś l a ł nawet,
wydobywa i

że to
sam

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10473" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10451">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8ce5848860a99519900a5d8e32d042dc.pdf</src>
        <authentication>030817557e79c3c22e3337a59743429b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124653">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3306</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124654">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124655">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3099</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124656">
                <text>Notaki o Nikiforze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124657">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.227-238</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124658">
                <text>Jackowski, Aleksander; Januszkiewiczowa, Jadwiga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124659">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124660">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124661">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124662">
                <text>N

O

T

A

T

K

I

О

N

I

К

I

F

O

R

Z

Е

Aleksander Jackowski

O p o w i a d a , рггегулуа z n i e c h ę c o n y , macha r ę k ą . Podsuwa m i swoje
o b r a z k i , na o s t a t n i m nie o b e s c h ł a jeszcze ś l i n a ( m a l u j ą c

ślinił

p ę d z e l e k ) . Pokazuje w y r y s o w a n ą c e n ę — 500 zł. Co t y ! m ó w i ę .
Przed c h w i l ą prosiłeś 50 zł. U ś m i e c h a się na znak zgody. Dobrze,
dobrze — n i o c h b ę d z i e 50. W k o ń c u bierze 20 zł. T o i t a k лyiQcej
niż d o s t a ł o d i n n y c h .

*
K o l o siebio stawia sztorcem s k r z y n k ę , ЛУ k t ó r e j niósł farby i kar­
t o n y . Opiora о w i e k o „ l i s t ż e b r a c z y " , (por. s. 224) a obok opra­
w i o n y w r a m k ę list Tadeusza Przypkowskiego opatrzony odcis­
k i e m o k r ą g ł e j , ogromnej pieczęci. W liście P r z y p k o w s k i zawia­
damia, ż e zgodnie z o b i e t n i c ą

przesyła

zrobione przed

paru

m i e s i ą c a m i zdjęcia. D l a N i k i f o r a w a ż n a jest jednak nie t r e ś ć
ale p i e c z ę ć . Sam r ó w n i e ż m a o k r ą g ł ą p i e c z ę ć , k t ó r ą p r z y s t a w i a
na o d w r o t n e j stronie gotowego obrazka.
D l a N i k i f o r a o k r ą g ł a p i e c z ę ć , k r a w a t , a nawet kapelusz (no­
szony t a k ż e latem) m a j ą znaczenie symboliczne. M a j ą ś w i a d c z y ć
o jogo pozycji, o t y m , że jest malarzem, że jego o b r a z k i s ą po­
w a ż n e , j a k a k t a w magistracie.

*

Pierwsza m o j a w i z y t a u N i k i f o r a , 1953 i ' . Malarz pokazuje
a l b u m ze z d j ę c i a m i r o d z i n n y m i

Wiosną

1953 r. o t r z y m a ł e m

list z K r y n i c y o d

koleżanki,

Jest p ó ź n o . N i k i f o r s k ł a d a swój warsztat, f a r b y , p ę d z e l e k , o b r a z k i ,
wszystko starannie umieszcza w drewnianej skrzynce-walizeczce.
Bierze do r ę k i l a s k ę . Odchodzi. N a tle pustej ulicy widnieje jego
samotna s y l w e t k a . P r z y p o m i n a j ą m i się ostatnie sceny z f i l m u
Chaplina. On t e ż t a k o d c h o d z i ł w d a l , samotny, i n n y od wszyst­
kich.

k t ó r a z n a ł a mojo zainteresowania. Musisz p r z y j e c h a ć i z o b a c z y ć

*

N i k i f o r a ! p i s a ł a . Jej u w a g i o m a l a r z u b y ł y t a k ciekawe, że nio
w a h a ł e m się i w k r ó t c e b y ł e m w K r y n i c y . N i k i f o r w y w a r ł na mnie
d u ż e w r a ż e n i e , więc w i d y w a ł e m go bardzo c z ę s t o . Czasom p r z y -

T o j u ż trzeci d z i e ń . W r a c a m y razem, w c z e ś n i e j . R o z u m i e m j u ż

c h o d z i l i ś m y do niego razem, w ó w c z a s albo j a , albo ona n o t o w a l i ś ­

prawie wszystko z tego co m ó w i . Nagle przed d o m e m r o b i się

m y swoje obserwacje i refleksjo. W p a ź d z i e r n i k u N i k i f o r przyje­

nieufny. J a d w i g a wskazuje na m n i e — t o p a n redaktor. Napisze

c h a ł do Warszawy' i przez d w a tygodnie m i e s z k a ł u m n i e . Z a p i ­

k i e d y ś o Tobie. N i k i f o r rozpromienia się. T a k , t a k , bardzo chce

s y w a ł e m j a k się zachowuje, j a k reaguje n a ulice i k o ś c i o ł y , na

żeby o n i m pisać „napiszesz, mówi m i , to będą k u p o w a ć " . Tłu­

reprodukcjo o b r a z ó w i r z e ź b . P ó ź n i e j s p o t k a ł e m się z n i m jeszcze

maczy, żo teraz g d y j u ż o n i m pisali, m o ż e więcej ż ą d a ć za o b r a z k i .

k i l k a razy. C h c i a ł e m go z r o z u m i e ć (o ile wogólo m o ż n a n a p r a w d ę

Coś m r u c z y , liczy, liczy. Wpuszcza nas do swego p o k o j u . N i e d u ż y ,

z r o z n m i e ć drugiego c z ł o w i e k a ) , z w ł a s z c z a , że o t r z y m a ł e m z W y ­

pod oknem s t ó ł , k r z e s ł o , po prawej stronie ł ó ż k o , po lewej w i e l k a

d a w n i c t w a „ S z t u k a " ' p r o p o z y c j ę napisania o n i m k s i ą ż k i . Z a c z ą ­

skrzynia. T a m t r z y m a swe „ s k a r b y " , o b r a z k i , fotografie, stare

ł e m j ą nawet, a w y d a w n i c t w o w y d r u k o w a ł o barwne reprodukcje

pisma z s e c e s y j n ą a r c h i t e k t u r ą , b i a ł y b r i s t o l . S k r z y n i a jest zdo­

kilkunastu

biona na w z ó r l u d o w y , na taborecie leżą w y k o n a n e z drewna

o b r a z k ó w — gdy

niespodzianie

okazało

się, żo

„ S z t u k ę " l i k w i d u j ą a w to miejsce p o w s t a j ą „ A r k a d y " — oczy­

kasety, walizeczka, t e ż zdobione. W dekoracji d o m i n u j ą b a r w y

wiście z i n n y m planem w y d a w n i c z y m . N i k t j u ż nie w i e d z i a ł , co

niebieska, b i a ł a , czerwona

się, s t a ł o z w y p o ż y c z o n y m i o b r a z k a m i . P r z e p a d ł y . T r u d n o . Zo­

sztuce Ł e m k ó w . W k ą c i e stoi piec, w y p r a w i o n y wapnem. A l e

i ciemnozielona — j a k w ludowej

do

N i k i f o r wie, że d o b r y piec z b u d o w a n y jest z k a f l i , w i ę c i na s w o i m

p o r t r e t u N i k i f o r a , w a r t o w i ę c chyba u t r w a l i ć jo ЛУ d r u k u , z w ł a s z ­

pracowicie Ayymałował j a k b y kafle, z d o b i ą c je k ó ł e c z k a m i i i k s a m i .

s t a ł y j e d n a k n o t a t k i . W i e ł e z nich wnosi nowe elementy

cza, że N i k i f o r wciąż czeka na s o l i d n ą , p r a w d z i w i e p o k a z u j ą c ą

T r u d n o m i j e d n a l i s t w i e r d z i ć , czy u c z y n i ł t o z potrzeby estetycz­

go m o n o g r a f i ę ,

nej, czy — j a k s ą d z i J a d w i g a — dlatego, że wie, iż t a k p o w i n n a
w y g l ą d a ć skrzynia czy piec.
A l e najsilnioj rzuca się w oczy szlak o b r a z k ó w na ś c i a n a c h .
W i s z ą j a k i k o n y . Jedno „ m i a s t o " N i k i f o r a , reprodukcja Claude

Krynica, murek przy D o m u Zdrojowym.

Nikifor, jak każdego

L o r r a i n e ' a i c a ł a seria p o r t r e t ó w m o ż n y c h tego ś w i a t a . Po k i l k a

d n i a siedzi p r z y n i m i maluje. To m o j a pierwsza z n i m r o z m o w a .

wizerunków

Coś b e ł k o c z e , gestykuluje, t r u d n o m i z r o z u m i e ć o co m u chodzi.

M o ś c i c k i e g o , L e n i n a , Rokossowskiego. Jest i M o ł o t o w .

Rydza-Śmigłego,

Piłsudskiego,

Bieruta,

Stalina,
Dziwię

227
i

�się. N i k i f o r nio rozumie mojego zdziwienia, b y ć m o ż e dla niego

t ó w do słówek, z a p e ł n i o n e po obu stronach r y s u n k a m i d o m ó w .

wielcy przywódcy

Przypominają

to

jak święci. Jeden nie l i k w i d u j e

przecież

drugiego. P o r t r e t y wiszą r ó w n o , r z ę d e m , oprawione w papierowe
ramki,

m i się m i a s t a na Ziemiach Zachodnich. C z y ż b y

t a m b y ł w czasie swojej przymusowej t u ł a c z k i 'i

w y c i ę t e z i l u s t r o w a n y c h pism polskich i rosyjskich (s.

*

220).
*

N o t u j e , obserwuje, ale zawsze komponuje t o co w i d z i , zmienia,
K i e d y ś g d y N i k i f o r b y l u innie w Warszawie z a p y t a ł e m go
raz jeszczo o te p o r t r e t y . P r z e c i e ż P i ł s u d s k i w a l c z y ł ze Stalinem
T

— a r g u m e n t o w a ł e m . W zruszył r a m i o n a m i , a gdy wieczorom w r ó ­

udoskonala. M a widzenie całościowe, k o m p o n u j e „ s w o j o " miasta,
p ł a c o , r e d u t y , ciągi ulic. Z m i e n i a charakter

dachów,

domów,

t w o r z y z e s p o ł y jednorodne w s t y l u .

c i ł e m do d o m u , na stole leżał m a ł y obrazek. N a tle p e j z a ż u p r z y

*

s t o l i k u stali obaj wodzowie, w p a r a d n y c h m u n d u r a c h , z kielisz­
k a m i w ó d k i w dłoniach. Na stoliku stalą karafka. N a t a m t y m
świeeio ziemskie k ł ó t n i e się nie liczą - - tłuma.czyl N i k i f o r .

U w z n i o ś l a . Monumentalizuje. U w z n i o ś l o n i e jest z w i ą z a n o z liierat y c z n o ś c i ą , t a k c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla bizantyjskiego malarstwa,

*

dla i k o n . A l o to nie zabieg s t y l i s t y c z n y , N i k i f o r jest ze ś w i a t a
i k o n , h i e r a t y c z n y c h g e s t ó w . W t y m k r ę g u idei i sztuki u f o r m o w a ł

K i e d y b y ł e m po raz d r u g i u niego w 1955 i', wielu p o r t r e t ó w
j u ż nie b y ł o , z m i e n i ł d e k o r a c j ę . P o j a w i ł y

się w y c i ę t e z p i s m

się, żyje i t w o r z y . A n a c h r o n i c z n y , p o w a ż n y , jakby przerzucony
w nic swój czas

w dwudziesty wiek.

nowe o b r a z y : j a k i ś p e j z a ż , V i l l a d'Este p o d R z y m e m , reprodukcja
starego sztychu, no i oczywiścio m o ż n i tego ś w i a t a , „ p a ń s t w o w i
ś w i ę c i ' ' (jak m a w i a ł jeden z l u d o w y c h rzeźbiarz.}).
Banach p i s a ł , j a k N i k i f o r m a l o w a ł jogo ulicę i d o i n w K r a k o w i e ,
*

podwyższając

gabaryt

domów,

d o d a j ą c drzewka na c h o d n i k u .

To samo robi u m n i e . U w a ż a widocznie, że dwa p i ę t r a to za skroniO g l ą d a m y z N i k i f o r e m fotografie ze s k r z y n i . Pokazuje z czu­
łością — to m a t k a ! Fotografie starannie przechowuje,

miejsca

zniszczone retuszuje o ł ó w k i e m , staro o d b i t k i nakleja na czyste

nio, stoi — patrz}- na d o m , marszczy b r w i — rysuje, z n ó w p a t r z y ,
rysuje — no i z tego patrzenia dodaje drzew n a u l i c y , dom pod­
wyższa o p i ę t r o , monumentalizuje.

tekturki.
*

*
Gdy go c h c ę s f o t o g r a f o w a ć staje, prostuje się. N i e rozumie dla­
Poprzednio

sfotografowałem

kilkanaścio rysunków konkret­

n y c h o s ó b . N i k i f o r o p o w i a d a ł w ó w c z a s k t ó r y rysunek kogo przed­

czego wszyscy, k t ó r z y r o b i ą zdjęcia c z e k a j ą , a ż zacznie m ó w i ć
czy p r a c o w a ć .

stawia,. Teraz m a m to jego opisy na odwrocie zdjęć. W y j m u j ę ze

N a z d j ę c i a c h z ł a t m ł o d z i e ń c z y c h (ss. 219, 230) siedzi l u b

s k r z y n i o r y g i n a ł y . N i k i f o r ! p r o s z ę , powiedz k t o to jest. N i o m u s i

stoi upozowany. Tale t e ż przedstawia c z ę s t o siebie na obrazkach.

się z a s t a n a w i a ć , w i e : M i k o ł a j ! on drzewa
Zgadza

się. P o k a z u j ę

sprzedaje w losie.

inne p o r t r e t y , rozpoznaje

natychmiast.

*

K a ż d y portretowany ma swój charakterystyczny atrybut. K o ­
;

m e n d a n t m i l i c j i zawsze ma... p i ó r o za uchem, w ójt jest w ka­
peluszu, listonosz m a t o r b ę i c h a r a k t e r y s t y c z n ą c z a p k ę . P o k a z u j ę
o b r a z k i z W a r s z a w y — p o r t r e t y J a d w i g i i m ó j . P a t r z y na m n i e
z w y r z u t e m , j a k b y m ó w i ą c — co t y , u w a ż a s z m n i e za g ł u p i e g o ?
P o d o b i e ń s t w o jest dla niego oczywiste, cłioć o c z y w i ś c i e zasadza
się na

elementach

szczególnych,

t a k i c h j a k uczesanie,

ubiór,

o k u l a r y , k s z t a ł t t w a r z y , zarost, nos długi czy k r ó t k i .

Ekspresja

gestu.

Na obrazkach:

ręka

o t w a r t a d ł o ń — pozdrowienie. R ę k a

wyciągnięta
wyciągnięta

do

góry,

ukośnie ku

d o ł o w i , wyprostowana., palec wskazuje k o g o ś , kogo p o t ę p i a
w y r o k , wskazanie w i n o w a j c y . Obie r ę c e uniesione w goście Wcrn y h o r y — ogzorcyzm. Jedna r ę k a , u g i ę t a w ł o k c i u , z palcem
w s k a z u j ą c y m uniesionym k u g ó r z e — znak m y ś l e n i a o sprawach
w a ż n y c h , z tamtego

świata.

*
Pamięć
szczegół.

ma

doskonalą,

konkretną, chwytającą

znaczący

Jestem chory, łożę w ł ó ż k u . Rozwalono bot}-, b a ł a g a n .
postanawia

*

namalować

mój

portret.

Siada,

Nikifor

przypatruje

się

u w a ż n i e , rysuje (nigdy nic u ż y w a g u m k i ) , potom j u ż nic p a t r z ą c
na m n i e — maluje. Okleja swo dzieło r a m k ą z kolorowego papieru.
Podajo m i gotowy p o r t r e t . S t o j ę na n i m z r ę k o m a p r z y c i ś n i ę t y m i

Patrz, ja.k on bez p r z e r w y obserwuje d o m y , ulice! m ó w i J a d ­

do spodni, w c z a r n y m u b r a n i u , z c z e r w o n y m k r a w a t e m , na tło

w i g a . I d z i e m y z N i k i f o r e m po Warszawie. Marszczy b r w i , ciągle

pieea (rzeczywiście b y l w p o k o j u ) , b i u r k a i p ó ł o k z k s i ą ż k a m i .

czujny, n a p i ę t y . G d y siadamy w k a w i a r n i rysuje. N o t u j e to co

Podobnie zmienia rzeczywistość o b s e r w o w a n ą w taką. j a k a winna

zwróciło jego u w a g ę . N i e obchodzi go życio miasta, r u c h , prze­

b y ć — m a l u j ą c p o r t r e t y mojej ż o n y czy J a d w i g i .

w a l a j ą c y się po ulicach t ł u m l u d z i , sklepy — w a ż n a jest t y l k o
a r c h i t e k t u r a . N a t y c h m i a s t dostrzega na M o k o t o w s k i e j kariatyd}-,
staje, notuje, p a t r z y na dachy, k o m i n y , wieże k o ś c i o ł ó w .
umie r y s o w a ć , ale w m i e ś c i e go nie o b c h o d z ą . W a ż n a

K r a w a t jost o z n a k ą g o d n o ś c i . M o ż e b y ć w y m i ę t y , najgorszy, ale

jest t y l k o a r c h i t e k t u r a . Jego miasta s ą pusto, w y l u d n i o n e , po­

Ludzi

musi b y ć , gdy N i k i f o r maluje siebie, gdy pozuje do f o t o g r a f i i .

g r ą ż o n e w bezruchu.

Zawsze malarze na. jego obrazach m a j ą krawaty (luli fontazie).

*

*

W s k r z y n i z n a j d u j ę brudne, w y t ł u s z c z o n e od t r z y m a n i a w kie­

P r o s z ę go, narysuj P a ł a c K u l t u r y . Droczy się, nie chce. Jedziemy,

szeni i p r z e g l ą d a n i a n o t a t n i k i N i k i f o r a . P r z y c i ę t e k a r t k i z zeszy­

p a t r z y , zadziera g ł o w ę . K r z y w i s i ę . Wracam}-. Maluje K r a k o w s k i o

228

�г

�Nikifor-malarz,

z p ę d z l e m w d ł o n i . N a d n i m obraz

z 1913 r. ( d a t o w a n y ) , obecnie w zbiorach n o w o s ą d e c k i e g o

Muzeum Okręgowego

Przedmieście z kościołem św. K r z y ż a . Po d w ó c h

tygodniach,

„ z d o ł u " , z t z w . ż a b i e j p e r s p e k t y w y , c z y n i to sprawnie, bez w y ­

k i e d y w y j e ż d ż a , zostawia m i p o d s e r w e t ą rysunek — P a ł a c K u l ­

siłku. M a r o z w i n i ę t ą w y o b r a ź n i ę p r z e s t r z e n n ą i w p r a w ę n a b y t ą

t u r y ! A l e j a k zawsze u N i k i f o r a , nie t a k i j a k i jest, locz t a k i j a k i

przez l a t a nieustannego malow ania.

r

p o w i n i e n b y ć , zdaniom malarza. P o k a z u j ę z n a j o m y m architek­
t o m , no t a k ! cieszą się, on m a fantastyczne poczucio skali. P a ł a c
Nikiforowy

wyłania

się s p o ś r ó d

inny'ch

budowli,

wspaniały,

strzelisty. Podnosi boczne s k r z y d ł a P a ł a c u , przez co budowla,

Szczególnie l u b i k o ś c i o ł y . M y ś l ę , że m ó g ł b y je n a r y s o w a ć w do­

staje się bardziej zwarta, m o n u m e n t a l n a j a k cerkiew.

wolnej perspektywie

W s z y s t k o zmienia. T w o r z y w ł a s n e w a r i a n t y tego, co w i d z i .

ich

namalować

z zamkniętymi

tysiące.

oczyma. P r z e c i e ż

Cerkwie! najbardziej

kocha

musiał
cerkwie.

U m i e z r o b i ć d o k ł a d n y rysunek, w r ę c z z a d z i w i a j ą c y ja,k na czło­

AVyjmuje ze s k r z y n i i l u s t r a c j ę z c e r k w i a m i na Placu Czerwonym

wieka, k t ó r y

w Moskwie. Prosi, aby m u p r z y s y ł a ć obrazki z r ó ż n y m i cerk­

cerkwi

sam

musiał

dochodzić

do s p r a w n o ś c i .

łemkowskich, publikowane kiedyś

Ludowej"

Rysunki

w „Polskiej

Sztuce

wiami.

m a j ą p r a w i d ł o w e proporcje. N i k i f o r b o z b ł ę d n i e roz­

w i ą z u j e t r u d n e zadania w y m a g a j ą c e opanowania r y s u n k u per­
prośbę

P o k a z u j ę m u czeski a l b u m „ P r a h a " . Wielo r a z y go o g l ą d a , za­

rysuje „ z n a t u r y " , szybko, doskonale. U m i e . A l e g d y maluje

spektywicznego, wyczucia p r o p o r c j i

(s. 231). N a m o j ą

c h w y c a j ą go barokowe k o ś c i o ł y , r z e ź b y na m o ś c i e ś w . Stefana,

przetwarza w i d z i a n ą s y t u a c j ę . W y s t a r c z y s p o j r z e ć na to j a k u j ą ł

k o m e n t u j e zdjęcia z c z a s ó w w o j n y i ulice p e ł n e l u d z i . T o r o b o t n i ­

K r a k o w s k i e P r z e d m i e ś c i e widziane od s t r o n y K o l u m n y Z y g m u n ­

c y ! pokazuje, nie c h c ą w o j n y . N i k t nie chce w o j n y . Zniszczenie...

ta (s. 232). Często p o s ł u g u j e się r e p r o d u k c j ą , g a z e t o w ą i l u s t r a c j ą .

zaczyna

W i d z i a ł e m u niego m . i n . f o t o g r a f i ę P a ł a c u K u l t u r y , t u n e l u na

bardzo

trasie W - Z . J a k zawsze t r a k t u j e ilustracjo j a k o ź r ó d ł o p o d n i e t y

c h ę t n i e opowiada o c z y m ś , co m u się z n i ą k o j a r z y . T r o c h ę j a k

a nie w z ó r do skopiowania czy n a ś l a d o w a n i a . T o co w y b i e r a i j a k

Szwejk. A l e k t o s ł u c h a N i k i f o r a ? D o kogo m ó g ł b y m ó w i ć , k o m u

zmienia w i ą ż e się z jego upodobaniami. Ź r ó d ł a inspiracji

o p o w i a d a ć , c z u j ą c , żo ten k t o ś go s ł u c h a i rozumie?

b y ć r ó ż n e , ale rezultat jest jeden — p o w s t a j ą

mogą

zawile o p o w i a d a ć

o j a k i c h ś ludziach, o wodzie. N i o

go r o z u m i e m . P r z e s t a j ę

notować. Oglądając

ilustrację

Nikifory.

L i c z y , k i e d y t y l k o m o ż e . N i e d u ż o z togo w y n i k a , A l e liczy j a k
dziecko, k t ó r o t w o r z y sobie „ d o r o s ł e sytuacjo". Czy zna w a r t o ś ć
N i e sprawia m u ż a d n y c h t r u d n o ś c i w y o b r a ż e n i e sobie tego sa­

pieniądza?

mego t e m a t u widzianego od d o ł u , face en face, z g ó r y . P o d z i w i a m

m y ś l o ó , j a k m y , p r z e l i c z n i k a m i p i e n i ę d z y na rzeczy ? L i c z y swój

N a pewno w i e , żo s ą m u potrzebne.

A l o czy umio

domy,

u t a r g ż e b r a k a i malarza. P o t o m niesie te p i e n i ą d z e do znajomego

ulice. K i e d y go p r o s z ę , a b y t o samo n a r y s o w a ł „ z g ó r y " czy

sklepikarza i w k ł a d a do szuflady w stolo. T o jego szuflada. Za-

łatwość i pewność, z j a k ą

230

szkicuje widziane k o ś c i o ł y ,

�m y k a j ą na z w y k ł y k l u c z y k , ale jest p e w n y , że t a m jego p i e n i ą ­

Planuje d o k ł a d n i e , ile m a n a m a l o w a ć k a ż d e g o d n i a , wyznacza

dze są bezpieczne. N a w e t się nie d z i w i , ż e w c i ą ż w szufladzie

sobie h a r m o n o g r a m , co m a k i e d y r o b i ć . P o t e m wieczorem s k r u ­

jest wiele miejsca,, m i m o iż t y l e do niej w k ł a d a . A l e w i e o w y ­

p u l a t n i e liczy to, co z r o b i ł .

mianie p i e n i ę d z y , m a r t w i się t y m .

Obserwuję

go

jak

pracuje.

Mieszkamy dwa

tygodnie

razem,

Oszukiwano go w ż y c i u c z ę s t o . Zabierano p i e n i ą d z e , w y ł u d z a n o

w j e d n y m p o k o j u . W s t a w a ł o świcie. K i e d y r o b i ł o się jasno na­

o b r a z k i , w r ę c z kradziono. K t ó r y ś z m a l a r z y k r y n i c k i c h ,

ukradł

k ł a d a ł spodnie, m a r y n a r k ę , k r a w a t i z a b i e r a ł się do m a l o w a n i a .

m u m o d l i t e w n i k , jeden z d w ó c h jakie sobio w y r y s o w a ł . D o w i e ­

N i e r o b i ł ż a d n y c h przerw. G d y ś c i e m n i a ł o się, j u ż p r z y lampie

d z i a ł e m się o t y m

z a b i e r a ł się do rysowania p o d k ł a d ó w p o d nowe o b r a z k i , k t ó r e

od

innego p l a s t y k a , krakowskiego,

który

z kolei p r z y w ł a s z c z y ł sobie d r u g i m o d l i t e w n i k . (Szczęśliwie u d a ł o

chciał m a l o w a ć . Mógł nie o d r y w a j ą c się od r o b o t y

się go k u p i ć — n i e m a l c a ł y — do z b i o r ó w muzealny cli).

i 10 o b r a z k ó w . Ł z a w i ł y m u oczy, ale nie k ł a d ł się, p ó k i j a praco­

narysować

w a ł e m . W y k a ń c z a ł w t e d y o b r a z k i , o k l e j a ł je paskami r a m e k ,
znakomicie

zamykającymi

kolorystyczną

kompozycję

i

przy­

k l e j a ł uchwyty' (z n i t k i ) do wieszania.
Planuje s w o j ą p r a c ę na k i l k a d n i n a p r z ó d , a nawet na

dłuższe

okresy. M ó w i , że chce w y j e c h a ć , j e ź d z i e . O c z y w i ś c i e bez

biletu,

ż e b r z ą c p r z y okazji po p r z e d z i a ł a c h . Ale n a j p i e r w m u s i s k o ń c z y ć
z a c z ę t o serie o b r a z k ó w . Pokazuje r y s u n k i , liezę —

168

„miast"

Kolejność czynności przy malowaniu:

z w i e ń c z o n y c h k o ś c i o ł e m , k a ż d y rysunek i n n y , na k a ż d y m b i s k u p

— t n i e k a r t o n na p o ż ą d a n e

z p a s t o r a ł e m , raz za, d o m a m i , k i e d y indziej na k r ę t e j

-— rysuje,

drodze,

formaty,

u g ó r y , w ś r o d k u , u d o ł u tej drogi — wreszcie b i s k u p stoi sam,

— p o k r y w a rysunek kolorem,

na tle nieba. T a k i f i l m . M ó w i , żo musi te r y s u n k i

— maluje, w y k a ń c z a obraz. Dodaje kreski, cieniuje kolor,

zamalować.

P o t e m pojedzie. W y b i e r a się na w ę d r ó w k ę po okolicach K r y n i c y .
B ę d z i e je m a l o w a ć . M ó w i o t y m z z a c ł i w y t e m i r a d o ś c i ą .

p r o w a d z a go do

do­

„blasku",

— — przygotowuje i dokleja stosowne r a m k i ,
— r o b i napisy u d o ł u obrazka (czasem k o r e s p o n d u j ą c e

z

te­

m a t e m , czasem dowolne, odrysowane z p l a k a t ó w czy z n a k ó w
drogowych),
Zaproszony do K r a k o w a odsuwa, w y j a z d , p o n i e w a ż na n a j b l i ż s z y
czas m a

w y z n a c z o n ą p e w n ą ilość obra,zków do

wykończenia.

Obrazek n a m a l o w a n y po powrocie ze spaceru po

— dokleja p ę t e l k ę do zawieszania. S t a w i a na odwrocie o k r ą g ł ą
pieczęć

„Nikifor-Matejko",

S t a r ó w c e i Mariensztacie w Warszawie. Reminiscencjo

trasy W - Z ,

mm

m m

tunelu

U

231

�Swobodna transpozycja widzianego p e j z a ż u . N i k i f o r m a l o w a ł , s i e d z ą c n a s t o p n i a c ł i K o l u m n y

Z y g m u n t a . Ł ą c z y ł t o co w i d z i a ł

z t y m co w i e d z i a ł , S t ą d P a ł a c K u l t u r y , gmachy i p o m n i k , k t ó r e „ p o w i n n y " b y ć na obrazku p r z e d s t a w i a j ą c y m

Warszawę

B y ł y to projekcjo jego m a r z e ń , swoista komponsacja. W k i l k u
obrazkach p o k a z y w a ł s ą d (s. 234) i k a r ę j a k a s p o t k a ł a sprzedaw­
Gosposia m i a ł a m u w c i ą g u dnia d a ć obiad. G d y w r a c a ł e m pod

c z y n i ę , k t ó r a o s z u k i w a ł a go na wadze. Co c i z r o b i ł a ? z a p y t a ł e m .

w i e c z ó r zawsze się s k a r ż y ł na n i ą , żo zupa i m i ę s o b y ł y zimne. D o -

O s z u k i w a ł a na k i e ł b a s i e ! W i ę c , aby wszystko b y ł o jasne, we w n ę ­

s t a w a ł a w y p i o k ó w , Izy p o j a w i a ł y się w j e j oczach.

t r z u s ą d u a t a k ż e ś w i ą t y n i (w k t ó r e j w i s i a ł a powieszona sprze­

J a k t o ! Sta­

w i a ł a g o r ą c e , o d s u w a ł , nie j a d ł , dalej m a l o w a ł . N i k i f o r k r z y c z a ł

dawczyni) w s z ę d z i e w i d n i a ł y

— ona k ł a m i e ! N i e wierz j e j ! L u b i ł s k a r ż y ć na l u d z i , k t ó r z y mniej

dobnie zemścił się na piekarzu — Ż y d z i e , k t ó r y w y p i e k a ł nie­

od niego znaczyli, d o n o s i ć (słyszałem, j u ż o t y m w K r y n i c y ) .

d o b r y chleb (s. 235).

U

m n i e o b i e k t e m jego o s k a r ż e ń b y ł a oddana n a m bez

kiełbaski i rzeźnickie nożo.

Po­

reszty

Ale rzecz znamienna, n i g d y nie m ś c i ł się w ten s p o s ó b za

ustawionego

k r z y w d y doznane o d l u d z i , k t ó r z y s t a l i w-yżej w h i e r a r c h i i spo­

w hierarchii s p o ł o c z n e j , a w k a ż d y m razie domowej. Ona tobie

łocznej. S z a n o w a ł wojsko i m i l i c j ę , m i m o iż w ł a ś n i e do n i c h m ó g ł

g r z e b a ł a w b i u r k u ! p o k a z y w a ł na porozrzucane papiery i w y ­

m i e ć n i e j e d n ą p r o t o n s j ę , szano»-ał u r z ę d n i k ó w ,

Stasia, k t ó r ą t r a k t o w a ł j a k k o g o ś znacznie niżej

„panów".

c i ą g n i ę t e fotografie, k t ó r y c h — zaskoczony m o i m p r z y j ś c i e m —
nio z d o ł a ł o d ł o ż y ć na miejsce. K i l k a r a z y t a k „ n a d a w a ł " na S t a s i ę .

*

M o ż e w ten s p o s ó b k o m p e n s o w a ł swojo liczne w ż y c i u upoko­
rzenia...

K i e d y po raz pierwszy p r z y j e c h a ł do Warszawy i z n a j o m i malarze,
*

do k t ó r y c h

dotarł,

przywieźli

go do m n i e , z a c z ę l i ś m y

w s p ó ł ż y c i e od wielkiego szorowania. Ż o n a
K i e d y ś , g d y w r ó c i ł e m , z o b a c z y ł e m , żo w y c i ą g n ą ł ze s t e r t y k s i ą ­
żek a l b u m o m a r t y r o l o g i i
go z. d u ż y m

podnieceniem.

Ż y d ó w w latach o k u p a c j i . O g l ą d a ł
Patrz!

pokazywał

palcom

zdjęcia

nasze

k a z a ł a m u zrzucie

ł a c h y , aż l e p i ą c e się od b r u d u , w s a d z i ł a go do w a n n y i starannie
w y s z o r o w a ł a s z c z o t k ą . Z n o s i ł to p o t u l n i e , to samo r o b i ł a przecież
Ela

Banachowa w K r a k o w i e . D a ł e m m u c z y s t ą b i e l i z n ę , ubranie

z ] irzośladowari Ż y d ó w . S p r a w i a ł o m u s a t y s f a k c j ę , że oni b y l i

po ojcu, nieźle na niego p a s u j ą c e . Z o b a c z y ł , żo jego lachy w r z u ­

bardziej poniewierani niż on. że w s p o ł e c z n e j h i e r a r c h i i s t a ł o d

c i ł e m do s k r z y n i na węgiol. N i o ! p o w i e d z i a ł . T y nio w y r z u c a j ,

n i c h w y ż e j , czogo d o w ó d m i a ł n i e z b i t y . T o p a n y — p o k a z y w a ł

t y daj biednemu... daj w ę g l a r z o w i ! J a d w i g a z a w i n ę ł a w papier

na N i e m c ó w , jeszcze w t e d y w nieskazitelnie czystych, odpraso­

jego k o s z u l ę , p r z e r a ź l i w i e

wanych

prania, w y p i o r ę ci — p o w i e d z i a ł a . A l e p a m i ę t a j , , r o z e ź l i ł

nmiuluraeli.

brudną.

Zaniepokoił

się. B i o r ę

do
się,

Siła b u d z i ł a w m m respekl, S t a n ó w da w i d o m y znak w y ż s z e j

musi b y ć z u p e ł n i e b i a ł a , j a k ś n i e g . A l b o m ó g ł m i e ć brudne ł a c h ­

p o z y c j i w h i e r a r c h i i . Mścił się za doznane czy urojone k r z y w d y ,

m a n y , albo — skoro j u ż dbano o niego, chciał m i e ć wszystko j a k

m a l u j ą c sceny, w k i ó r y c h winowajców

Pan.

spotyka z a s ł u ż o n a kara-

�J a d w i g ę znal z K r y n i c y i l u b i ł . G d y j u ż w y m y t y , na nowo odziany

Czy b y l n a i w n y ? -ileż t a k ! Przede w s z y s t k i m n a i w n y . T o b y ł o

wszedł do p o k o j u z a p y t a ł o nią,. T w i e r d z i ł , żo m a jej coi w a ż n e g o

jego silą. N a i w n a b y ł a jego w y o b r a ź n i a , w i a r a i spojrzenie na

do powiedzenia,. P o d n i o s ł e m

numer.

ś w i a t . W i e r z y ł z ł a t w o ś c i ą we wszystko. M ó g ł b y o sobie powie­

się o d e z w a ł a d a ł e m s ł u c h a w k ę N i k i f o r o w i . R o z m o w a nie

dzieć j a k wielcy w s p ó ł c z e ś n i f i z y c y , że wszystko, co sobie człowiek

Gdy

słuchawkę

i nakręciłom

kleiła się, on nio bardzo r o z u m i a ł , co m ó w i J a d w i g a , sam z r e s z t ą

może

bez p r z e r w y c o ś do niej m ó w i ł . R o z m o w a sprawiła, m u j e d n a l i

c h o ć zawsze k o n k r e t n ą w - s z c z e g ó ł a c h , o d w o ł u j ą c ą się do clomen-

wyobra.zić, m o ż e

istnieć. A wyobraźnię miał

ogromną,

d u ż ą s a t y s f a k c j ę i o d t ą d k i l k a razy podnosi! s ł u c h a w k ę i k r z y c z a ł

t ów rzeczywistości.

do niej -,.1 a,d\viga'. Jadwiga'.'' d z i w i ą c się, ż e słyszy t y l k o b u ­
czenie. Sądził, żo wystarczy u m u i o p o d n i e ś ć z w i d e ł e k s ł u c h a w k ę .
a.by o d e z w a ł a się J a d w i g a .
U ś m i e c h a m y się p a t r z ą c na, o b r a z k i , w k t ó r y c h N i k i f o r
obok popa czy biskupa w y r o k u j e o łosio l u d z i . J e d n y c h

stojąc
skazuje

na powieszenie, i n n y cli na piekielne m ę k i . B a r d z o to zabawne,
Nie dziwił się o s i ą g n i ę c i o m t e c h n i k i . Samolot, r a d i o , s a m o c h ó d ,

bardzo naiwno. B i e d n y N i k i f o r ! T y l e w ż y c i u w y c i e r p i a ł , a teraz

telewizja, telefon — wszystko to b y ł o r ó w n i e oczywiste i niepo­

to sobie kompensuje

j ę t e ,ja.k tajemnico E w a n g o h i , niebo i p i e k ł o , S ą d Ostatoczny

s z y ć , jeszcze p o g ł a s k a ć — t a k i biedny i t a l i i n a i w n y ! A on jest po

w obrazach. G o t o w i j e s t e ś m y go rozgrze­

i ś w i ę t y c h obcowanie. K i e d y ś n a m a l o w a ł u m n i e w d o m u zadzi­

p r o s t u okrutny-. Rozrzewnia nas,

w i a j ą c ą Ucieczkę do E g i p t u . W łodzi, k t ó r e j d z i ó b miał k s z t a ł t

nie jest i nie m o ż e b y ć g r o ź n y . Ałe czy przoz to o k r u c i e ń s t w o

p o n i e w a ż niczego nio m o ż e ,

g ł o w y osiołka, p ł y n ę ł a ś w i ę t a Rodzina., a n a d n i ą . n a d wielką,

jego staje się mniejsze?

w o d ą leciał d w u s k r z y d ł o w y aeroplan, t a k i j a k i z a p a m i ę t a ł z l a t
swej n d o d o ś c i . "Wszystko b y ł o oczywiste. ]

*

niepojęte.

Dobrze jest w i e r z y ć ! Dobrze nuci' wia-rę u f n ą i w o l n ą od w ą t p l i ­
*

wości. 'Paką mial N i k i f o r . Jego świat s k ł a d a ł się z d w ó c h w y m i a ­
rów

Po

co malujesz'.'

zapytałem

go k i e d y ś . Ż e b y

j a k i e jest niebo, j a k i e jest p i e k ł o . Ż e b y

ludzie

wiedzieli

wiedzieli..,

ziemskiego i pozaziemskiego. P a n o w a ł a w n i c l i o d w r ó c o n a

hierarchia. M o ż n i na t y m świecie — po ś m i e r c i szli do p i e k ł a ,
skrzywdzeni i p o n i ż e n i — m i e l i z a z n a ć chw-aly niebieskiej.

N i k i f o r bardzo lubił m a l o w a ć a r c h i t e k t u r ę , tunele, p e r s p e k t y w ę . Ten obraz p o w s t a ł j a k o swobodna
niscencja przechadzek

remi­

po trasie W - Z w Warszawie

233

�Niebo N i k i f o r a jest w istocie w y o b r a ż e n i e m ż y c i a na

ziemi

b o g a t y c h i m o ż n y c h . Niebianie p o r u s z a j ą się d o r o ż k a m i na „ b a ­
l o n a c h " — j a k lepsi goście k r y n i c c y , w zimie m a j ą

nauszniki

i r ę k a w i c e , szaty też m a j ą podobne do ziemskich, t y l k o l u ź n i e j s z e
i bardziej p o w ł ó c z y s t e . I c h g ł ó w n y m z a j ę c i e m jest m o d l i t w a ,
chwalenie Pana i uprawianie r ó ż n y c h
niepiśmienny,

poniewierany

—

będzie

sztuk i n a u k . N i k i f o r ,
mędrcem,

czytającym

ś w i ę t e księgi. B ę d z i e gral na skrzypcach, m a l o w a ł , s t o j ą c p r z y
prawdziwych

sztalugach.

Niebo

jest r e k o m p e n s a t ą

biednych,

p i e k ł o k a r ą dla t y c h , k t ó r z y m a j ą w ł a d z ę i p i e n i ą d z e , k r z y w d z ą
i n n y c h na ziemi. Za to m u s z ą s m a ż y ć się w o g n i u i smole.
N a m a l o w a ł setki o b r a z ó w , w k t ó r y c h d a w a ł wyraz swej wie­
r

rze w p r z y s z ł ą s p r a w i e d l i w o ś ć , w z a s a d n i c z ą o d m i a n ę sw ego losu.
Jego wiara w k r a c z a ł a j u ż w sferę m a g i i . M a l u j ą c s t w a r z a ł rzeczy­
w i s t o ś ć , k t ó r a na mocy jego w i a r y i w y o b r a ź n i i s t n i a ł a na jego
obrazach. Z r e s z t ą zawsze m a l o w a ł nie to, co b y ł o , lecz to

co

jego zdaniem b y ć p o w i n n o .

Pomniki

to only, o d r ę b n y

rozdział

w twórczości

Nikifora.

Cenił n a u k ę , w i e d z ę . W s t y d z i ł się swego analfabetyzmu, dlatego

Podobnie j a k c z ę s t o p o w r a c a j ą c y temat N i k i f o r a - S ę d z i e g o ,

wy­

często u d a w a ł , żc czyta, że pisze. Ż e b y nie o d r ó ż n i a ć się

mierzającego

nie­

i n n y c h sam sobie s p o r z ą d z i ł k s i ą ż k ę do n a b o ż e ń s t w a . W ś r o d k u

sprawiedliwość.

Obraz p o n i ż e j

przedstawia

od

b y ł y r y s u n k i — w g ó r n e j strefie d o t y c z ą c e spraw n i e b i a ń s k i c h ,

uczciwą sprzedawczynie; w ę d l i n

Ewangelii, w dolnej — analogii ziemskich (242, 243).
książki

hyla

(por. str.

czarna, podobna do

drukowanego

Okładka

modlitewnika

241).

K i e d y ś , gdy

b y ł e m u niego przyszli trzej c h ł o p c y ,

prosząc

go o datek na b u r s ę . D a l i m całe 50 z ł o t y c h . Z d z i w i ł o m n i o t o ,
w i e d z i a ł e m , że jest raczej s k ą p y , na t a c ę w kościele r z u c a ł 2
z ł o t e . Z a c z ą ł m i t ł u m a c z y ć j a k w a ż n e jest, ż e b y się u c z y l i , u m i e l i
czytać.

Miał poczucie h u m o r u . R e a l i z o w a ł je p r z e k s z t a ł c a j ą c

malowaną

r z e c z y w i s t o ś ć . B a w i ł o go fantazyjne k s z t a ł t o w a l i e d a c h ó w

(s.

238), n i e k t ó r e w y d ł u ż a ł , inne s p i ę t r z a ł , czasem dach b u d y n k u
(który

być

może

w Warszawie)

był

trawestacją

przecinał —

Kościoła

wchodząc

do

Ewangelickiego

wewnątrz

(s.

237),

czasem f o r m o w a ł na k s z t a ł t wojskowego h e ł m u , p i k e l h a u b y z l a t
I

w o j n y ś w i a t o w e j ( t a m ż e ) . N a w i e l u w i d o k a c ł i miast o z d a b i a ł

k o m i n j a k i e g o ś b u d y n k u s t o j ą c ą f i g u r ą l u d z k ą lub popiersiem,
t a k i m z w i t r y n y fryzjera. K s z t a ł t o w a ł fantastyczne b u d o w l e —
banki, filharmonie,

synagogi, u m i e s z c z a j ą c

symboliczną dekorację.

Tak

na

nich

niekiedy

więc w serii synagog s p o t y k a m y

budynki, które wieńczy świecznik

7-ramienny. Zdarza się, że

zapalone ś w i e c z n i k i z n a j d u j ą się po bokach k o p u ł y , na szczycie
zaś widnieje w i e l k a gwiazda. Syjonu.
Znakomicie się b a w i ł w y m y ś l a j ą c

pomniki.

M o ż n a na

ich

p r z y k ł a d z i e a n a l i z o w a ć k o n w e n c j ę p o m n i k a reprezentacyjnego,
p o s ł u g i w a n i a się a l e g o r i ą i elementami c h a r a k t e r y s t y c z n y m i dla
w y r a ż e n i a idei p o m n i k a — n p . u ł a n a , kolejarza, malarza, m u z y k a .

M ó w i o n o o n i m : debil, n i e n o r m a l n y , d z i w a k . K i e d y b y l u m n i e
w Warszawie p o s t a n o w i ł e m p o k a z a ć go lekarzom. B a d a n i a prze­
prowadzano w I n s t y t u c i e H i g i e n y Psychicznej p r z y u l . C h e ł m ­
skiej. N i k i f o r p o c z ą t k o w o c h ę t n i e p o d d a w a ł się r ó ż n y m testom,
s p r a w i a ł o m u p r z y j e m n o ś ć , że t y l u p o w a ż n y c h l u d z i się n i m zaj­
m u j e . B a d a n i a m i k i e r o w a ł prof. Z a j ą c z k o w s k i . ,Ta w y s t ę p o w a ł e m
w charakterze t ł u m a c z a . W y j a ś n i a ł e m N i k i f o r o w i , czego od niego
c h c ą , gdy nic r o z u m i a ł p o l e c e ń p s y c h o l o g ó w , i m z a ś przekazy­
w a ł e m jego o d p o w i e d ź . Sytuacja b y ł a n i e z r ę c z n a . Psychologowie
stosowali standaryzowane testy, on z a ś m i a ł j u ż 60 l a t i b y l
osobow-ością u k s z t a ł t o w a n ą , w y b i ó r c z o w y b i t n i e

utalentowaną.

N i b y to r o z u m i e l i , ale nie p o t r a f i l i d o s t o s o w a ć t o s t ó w i p y t a ń
do o s o b o w o ś c i N i k i f o r a . Stosowano m . i n . serię t e s t ó w Wechslera-

�-Bollevue. N i e k t ó r o

testy

interesowały

Nikifora,

rozwiązywał

je c h ę t n i e i dobrze, c h o ć p o w o l i , inne d r a ż n i ł y go s w ą o c z y w i s t o ś ­
cią. N p . p o k a z y w a n o m u r y s u n k i t w a r z y , w k a ż d e j
jakiegoś

istotnego

pokazując

elementu.

Co t u brakuje?

rysunek t w a r z y w k t ó r e j

brakowało

pytał

profesor,

b r a k b y ł o nosa.

s p o j r z a ł na niego z d u m i o n y . B r z y d k i rysunek

Nikifor

za,uwa,żyl, z r e s z t ą

s ł u s z n i e . A l e profesor na-da,l d o m a g a ł się odpowiedzi, s p o g l ą d a ł
na- stoper. Czas m i j a ł . N i k i f o r p a t r z y ł z p o l i t o w a n i e m , ale widzia­
ł e m , że go to j u ż d r a ż n i . P r o s z ę Cię, b ł a g a ł e m , powiedz

Panu,

o n r z e c z y w i ś c i e nio w i e ! T o go p r z e k o n a ł o . N o s ! b u r k n ą ł i z n ó w
d o d a ł o g l ą d a j ą c dalszo k a r t k i -— bardzo b r z y d k i e !
R e z u l t a t b y ł t a k i — ż a d n e j choroby psychicznej, o s o b o w o ś ć
o wybitnie

r o z w i n i ę t y m talencie w y b i ó r c z y m , s p r a w n o ś ć inte­

l e k t u mierzona, w skali Stanforda-Binet a ok. 45, ale j a k stwier­
dzono, wcale nie znaczy to, żo b y ł a taka. sama w latach jego m ł o ­
d o ś c i . N i k i f o r b y ł j u ż stary, zniszczony c i ę ż k i m ż y c i e m , zahamo­
w a n y wo wszechstronnym rozwoju przez d ł u g o t r w a ł ą izolację od
otoczenia ( b e ł k o t ) , nastawienie t y l k o na malarstwo i zaspakajanie
podstawowych potrzeb ż y c i o w y c h . (Jego w r a ż l i w o ś ć artystyczna,
u m i e j ę t n o ś ć rozpoznawania s t y l ó w , k l i m a t ó w m a l a r s t w a a nawet
dziel k o n k r e t n y c h m i s t r z ó w b y ł a , j a k m o g ł e m z a u w a ż y ć , znacznie
wyższa, niż badających

go s p e c j a l i s t ó w .

Ważne były

jednak

dwie konstatacje, pierwsza — b r a k cech c h o r o b o w y c h , druga —
przyczyna bolkotu.
(czy

Laryngolog stwierdził przyrośnięcie

języka
r

t e ż jego p o d s t a w y ) . D r o b n y zabieg operacyjny

ciństwie

zlikwidowałby

t ę dolegliwość,

w dzie­

alo w t a m t y m cza.sie

b i e d a k ó w nio s t a ć b y ł o na p o r a d ę l e k a r s k ą , a co dopiero ope­
rację.
*
Nikifora

wcale nie k r ę p u j e

żebranie. To m y jesteśmy

zakło­

p o t a n i . I d ą c do pracy (na swoje miejsce p r z y m u r k u ) obchodzi
z kapeluszem w r ę k u kuracjuszy s i e d z ą c y c h na Uuvkach p r z y
P i j a l n i . D a d z ą dobrze, nio d a d z ą — t r u d n o . A l e dlaczego m i a ł b y
nie w y k o r z y s t a ć s p o s o b n o ś c i zarobienia ?
Jest niedziela. Siedzimy z, J a d w i g ą na ł a w c e . Zbliża- się N i ­
k i f o r . N i e z a u w a ż a nas, podchodzi, b e ł k o c ą c s w o j ą p r o ś b ę , N i k i ­
f o r ! w o ł a m . P o z n a ł , z a k ł o p o t a n y u ś m i e c h , c h o w a kapelusz. Od­
chodzi, w y r a ź n i e speszony. A l e j u ż po c h w i ł i w i d z ę , że z n ó w k r ą ż y
w ś r ó d l u d z i z kapeluszem w d ł o n i .
*

O g l ą d a m s k r z y n i ę N i k i f o r a . Przede m n ą b y ł Banach, i n n i . N i ­
k i f o r pilnuje, a b y m nie p o m i e s z a ł serii. O b r a z k i u k ł a d a seriami,
t a k je o g l ą d a i pokazuje. N i e d a w n o b y ł w p o d r ó ż y , podziwdam
p e j z a ż e j a k b y z okna wagonu. Czuję w n i c h r u c h , powodujo to
rytmiczność

powtarzanych elementów,
r

mowo — s l u p ó w , p a g ó r k ó w , drzew.

rozwijających

się pas­

K t o p o k a z a ł lepiej ł e m k o ­

w s k i krajobraz, p o ł o n i n y , w z g ó r z a , cerkiewki ?
*

L i c z ę w s k r z y n i serie. K s i ą d z proboszcz — p o n a d 300 o b r a z k ó w ,
święci — p o n a d 1100, N i k i f o r c z y t a j ą c y ś w i ę t e księgi — prawie
200. N i k i f o r na drodze — k i l k a d z i o s i ą t . T y ł o samo N i k i f o r na tle
k o ś c i o ł a czy c o r k w i . Masa m a ł y c h k a r t o n i k ó w z o y k l u

„Nikifor

przychodzi — witają go".
*
Nie n a z y w a serii, na p y t a n i o w y j a ś n i a t y l k o , co przedsta­
w i a j ą . D u ż a seria „ U c z t m a l a r z y " z r ó ż n y c h o k r e s ó w t w ó r ­
czości. D o tego t e m a t u c z ę s t o wraca.
*

Nosi „ p a n a m ę " , płaską, z szeroką czarną wstążką, przewiązaną
na b o k u k o k a r d ą . Czasem maluje siebie w tej „ p a n a m i e " . Oglą­
d a m „ U c z t y m a l a r z y " . T ł u m a c z y , że malarze s ą b l i ż s i B o g u n i ż

235

�i n n i l u d z i e , bo t e ż t w o r z ą , Malarze m a j ą swoje a t r y b u t y , t y p o w o
dla l a t m ł o d o ś c i N i k i f o r a : czarne p e l e r y n y , p ł a s k i e czarno kape­
lusza, o b o w i ą z k o w o — k r a w a t y . Z r e s z t ą k r a w a t y p o j a w i a j ą się

G d y b y ł w d o b r y m humorze —

śpiewał.

w s z ę d z i e t a m , gdzie maluje siebie l u b l u d z i z n a c z ą c y c h — kierow­
n i k a poczty, w ó j t a , Banacha. Mnie też m a l o w a ł w krawacie,
m i m o iż go p r z y n i m nie n o s i ł e m .

Bardzo lubił m a l o w a ć wielkie grzyby i parasole. P o d n i m i on na
cokole lub k o l u m n i e , p o m n i k . Malował c h ę t n i e c y r k i , orkiestry,

*

często w d w ó c h poziomach. N a g ó r n y m , sceny z nieba, na dole
ziemskie. Gdy na g ó r z e g r a j ą na

K i e d y ś p o k a z a ł e m m u r ó ż n e a l b u m y i reprodukcje. C h c i a ł e m się.
z o r i e n t o w a ć , co wie, co m u się. podoba, j a k reaguje na
sztukę.

Kartkował

jo, ale

bez

szczególnego

c z y n i ą c r ó ż n e komentarze. Z a d z i w i a j ą c o

harfach, na dolo r z ę p o l ą

skrzypcach, j a k w muszli na k r y n i c k i m

na

deptaku.

cudzą
7

zaintoresow ama,

rozpoznawał

klimat

malarstwa. To niemieckie! — m ó w i ł o g l ą d a j ą c Cranaclia, to fran­

W s k r z y n i z n a j d u j ę wczesne obrazki, j a k ż e inne od znanych nam

cuskie

N i k i f o r ó w . Z m i e n i ł się, r o z w i n ą ł , uporczywie, m a l u j ą c przez p ó l

(pokazywał

Bouchera,

potem

Watteau),

rozpoznawał

Kubensa, ś m i a ł się d r w i ą c o , tykając; paluchem namalowano gole

w i o k u . Pierwszy

cielska.

przedstawia

To

zlc!

Obrzydliwo!

bełkotał.

Wyciągnął

Bouchera,

n a d d a r t y obrazek, jeszcze t r o c h ę

widzianą

z

żabiej

perspektywy

nawę

dziocinny
kościoła,

to t e ż z ł e ! on b y t a k i e rzeczy pod kluczem t r z y m a ł . S ą d y m i a l

W l e w y m g ó r n y m rogu wielkie, c z e r w o n o - ż ó ł t o s ł o ń c e . Wczesno

ostre. P o m y ś l a ł e m , co b y to b y ł o , g d y b y pozwolono m u

prace,

wyro­

k o w a ć o łosio s z t u k i . ' W y r z u c i ł b y wiele o b r a z ó w , z o s t a w i ł i k o n y .
T a k , i k o n y go z a c h w y c a ł y nieodmiennie, z t r u d e m się od
o d r y w a ł . J e d n ą , k t ó r ą z o b a c z y ł w albumie chciał od razu

przeważnie

o charakterze i l u s t r a c y j n y m

przedstawiają

r ó ż n e t y p y , kuracjuszy, p i ę k n e d a m y , f i r c y k ó w , w n ę t r z a restau­

nich

racji, p i j a k a , scenki satyryczne. Dopiero p ó ź n i e j zaczyna d o m i ­

ma­

n o w a ć t e m a t y k a religijna. Zmienia się rodzaj działania,, wczesno
prace są bardziej graficzne, kolor k ł a d z i o n y jest lekko, dominuje

lować.

rysunek, w y r a ź n i e

zaznaczony k o n t u r . W

późniejszych

kolor

staje się g ł ó w n y m n o ś n i k i e m ekspresji. N i k i f o r dochodzi do swo­
ich „ s p o s o b ó w ' przedstawiania drzew, lasów, p ó l . l u d z i . Zadzi­
R e a g o w a ł na t e m a t y k ę . N a j w y ż e j , to oczywiste, cenił r e l i ­
g i j n ą , a k c e p t o w a ł p o r t r e t y k r ó l i , k r a j o b r a z y , nawot sceny ro­
dzajowe (Beuglda), ale boz zgorszenia, n a g o ś c i , p i j a c k i c h scen.
P o k a z a ł e m m u Venus z M i l o . Przede w s z y s t k i m z w r ó c i ł u w a g ę
na brak r ą k , dopiero p o t e m k r y t y k o w a ł n a g o ś ć . K p i ł ,

tykając

palcem r e p r o d u k c j i . Bez r ą k ! Co on, nie wie, g ł u p i ! P o d s u n ą ł e m
o b r a z k i dzieci. O d razu p o z n a ł — ,,to dzioci m a l u j ą " .

Kryty­

k o w a ł w j e d n y m z m a l u n k ó w b r a k oka. S p o s t r z e g ł to momen­
talnie (biodni psychologowie ze s w y m i

tostami). W y r a ź n i e

się

w i a j ą c e , że p r z y t y m nie t r a c i świeżości, nie wpada w r u t y n ę .
A k c e p t u j ą c pewno „ s p o s o b y " w c i ą ż szuka, wciąż p r ó b u j e .

Czy

ś w i a d o m i e ? Togo nic w i e m . A l e chyba jest wiolo r o d z a j ó w świa­
d o m o ś c i , wiole jej form. Aż do s t a r o ś c i fu N i k i f o r a , zniszczonego
T

b i e d ą i g r u ź l i c ą b ę d z i e to okres po 65 latach) maluje wciąż z w own ę t r z n e j potrzeb}', z p r z e ś w i a d c z e n i a , że jest to jego zadanie
i o b o w i ą z e k malarza. W c i ą ż jest t w ó r c z y , nawet gd.y m a już za
s o b ą najlepsze lata. Dopiero k o ń c o w a dekada jogo ż y c i a ś w i a d ­
czy o z n u ż e n i u , o wyczerpaniu się sil t w ó r c z y c h .

o ż y w i ł , k i e d y m u p o k a z a ł e m reprodukcje o b r a z ó w H e n r i Rous­
seau. K i w a ł
Szczególnio

z uznaniem g ł o w ą .
mu

się

podobał

To

kolega! —-

„zimowy"

komentował.

autoportret

Celnika

z praskiego M u z e u m Narodowego, ten znany, z p a l e t ą na

tle

W 1955 r. c h c i a ł e m m u p o m ó c w k ł o p o t a c h , jakie m i a ł z miejs­
cową administracją. Przyjechałem

z listem f i r m o w a n y m

przoz

s t a t k ó w . Po p e w n y m czasie, gdy k a r t k o w a ł jakiś a l b u m nagle

P o l s k ą A k a d e m i ę N a u k , j a k o r e d a k t o r naczelny, p e ł n o m o c n i k

w y k r z y k n ą ł : O! Kolega! P a t r z ę , znalazł Vivine'a.

Ministra

Podsunąłem

Kultury

i

Sztuki.

Tłumaczyłem

przewodniczącemu

m u F e j e ś a , G e n e r a l i ć a . K i w a ł g ł o w ą , to b y ł jego ś w i a t , jego ko­

R a d y Narodowej k i m jest N i k i f o r , dlaczego p o w i n n o m u

ledzy. Z w ł a s z c z a p o d o b a ł

p o m ó c i t d . S ł u c h a ł , potom лесе t c h n ą ł i z a p y t a ł „ C o w y w n i m

mu

się F a j e ś .

Matejko!

powiedział

się

o n i m , c h c ą c w y r a z i ć s w o j ą a p r o b a t ę . M a t e j k o to b y ł dla, niego

widzicie? P r z e c i e ż

s y m b o l wielkiego malarza. Czy znal w ó w c z a s jego obrazy, czy

Dziecko b y lepiej u m i a ł o n a m a l o w a ć ! A t u , z d a w a ł o b y się po­

u m i a ł r o z p o z n a ć autora? N i e wiem, nio s p r a w d z i ł e m , teraz ż a ł u j ę .

w a ż n i ludzie, p r z y j e ż d ż a j ą ,

Dlaczego o t y m nie

pomyślałem?

to

żebrak!

włóczęga!

A te

jego

obrazki?

interweniują."

P o c z ę s t o w a ł m n i e k a w ą . A l e nic z a ł a t w i ł niczego.

Jadwiga Jarnuszkiewiczowa
D z i a ł o się to w K r y n i c y w i o s n ą 1953 r. „ D o b r a p a n i ' " z a f u n d o w a ł a
m u ł ó ż k o . „ N i e m o g ę p a t r z e ć j a k on śpi na ziemi. Jak z w i e r z ę "
--

m ó w i ł a w s z y s t k i m . W o g ó l e d u ż o się o t y m ł ó ż k u

mówiło

w K r a k o w i e , w Warszawie. Ł ó ż k o dla N i k i f o r a s t a ł o się s p r a w ą
kluczową.

Nie z d a w a ł sobie sprawy, że r o b i k a r i e r ę , bo (o i n n i r o b i l i ją na
n i m . D o niego nie d o c i e r a ł o , że jogo obrazki sprzedaje się za
d u ż ą cenę w k r a j u

No więc zafmidow'ali m u to ł ó ż k o . Z a w i e ź l i , u s t a w i l i . Trzeba
p r z y z n a ć , że d u ż o t r u d u sobie zadali. Nie b y ł a m p r z y t y m

jak

to łóżko m u p r z y w i e ź l i , ale wiem, że n i g d y się na n i m nie p o ł o ż y ł .
Spal j a k dawniej na

ziemi.

i kupowali

i zagranicą.

Po prostu przychodzili ludzie

za grosze lub w y ś w i a d c z o n ą p r z y s ł u g ę . Zresztą, za­

pewne, nawet nio wiedział co to jest kariera. W i e d z i a ł t y l k o , bo
d o ś w i a d c z y ł , co to jest pozycja, hierarchia s p o ł e c z n a , B y l w niej
tak nisko, żc j u ż czul się od niej w y z w o l o n y .

.Malował,

Ten N i k i f o r , raz poniewierany i p o n i ż a n y , raz otaczany t r o s k ą
i g ł a s k a n y , t a k czy owak u p o ś l e d z o n y — b y l c z ł o w i e k i e m bardzo
niezależnym.

Sprowadzony

do

mia,sta, goszczony

-—

uciekał

z miejsca, w k t ó r y m m u się nio p o d o b a ł o . P r z y c h o d z i ł i o d c h o d z i ł
k i e d y chciał z sobie t y l k o znanych p o w o d ó w . Ż y j ą c poza społe­

M o ż n a sobie b y ł o k u p i ć jego obrazki, ale nic jogo samego. N a w e t

c z e ń s t w e m , poza p o r z ą d k i e m s p o ł e c z n y m w y r o b i ł sobie w ł a s n y

nie wiem czy m i a l j a k i e ś uczucie wdzięczności za pomoc j a k ą

model ż y c i a . Mial w ł a s n e zdanie o świecie, k t ó r \

m u ś w i a d c z o n o . N i e z a u w a ż y ł a m tego w k a ż d y m razie. Wszelkie

silnych i .słabych, p o n i ż a j ą c y c h i p o n i ż a n y c h .

236

dzielił się na

przysługi

przyjmował

jako

coś

naturalnego,

równie

natural.

�O b r a z k i z serii f a n t a s t y c z n y c h a r c h i t e k t u r świadczą, nierzadko o d u ż y m poczuciu h u m o r u k r y n i c k i e g o m i s t r z a

*

nogo j a k k r z y w d y k t ó r e go s p o t y k a ł y . Czasem, jeśli k t o ś syste­
matycznie o k a z y w a ł

m u pomoc, p o t r a f i ł

się nawet

domagać

czegoś i t o t a k ż e u w a ż a ł za naturalne. Skoro c h c ą d a ć — niech

P o k a z y w a l i ś m y m u r ó ż n e reprodukcje. O g l ą d a ł je z c i e k a w o ś c i ą ,

dają. to, co i n n potrzebno.

ale bez uznania, nawet dla w i e l k i c h m i s t r z ó w . B y ł a t o sztuka
w y r a ź n i e m u obca. M y ś l ę , c h o ć to b r z m i paradoksalnie, że nie
i n t e r e s o w a ł się s z t u k ą j a k o t a k ą . W a ż n o b y ł o dla niego t o , co sam
m a l o w a ł . Może dlatego znacznie bardziej i n t e r e s o w a ł a go archi­

N i o p o t r z e b o w a ł uznania. T o j e m u samemu m i a ł y się p o d o b a ć

tektura.

Jogo o b r a z k i . N i e wiem, czy w ogóle p o t r z e b o w a ł l u d z i , ich życzli­

k t ó r ą m a l o w a ł — a nie j a k o dzieło s z t u k i . A r c h i t e k t u r a b y ł a

Obserwował

j ą niezwykle u w a ż n i e ,

wości. W k a ż d y m razie nie o k a z y w a ł tego. Z w y r a ź n y m jednak

jednym z najważniejszych

zadowoleniem p o d e j m o w a ł k o n t a k t kiedy k t o ś go r o z u m i a ł , jego

w y p o w i a d a ł się n a j p e ł n i e j . Ale malarstwo j a k o t a k i e , malarstwo

motywów

tak jak

naturę,

jego m a l a r s t w a . W niej

i n n y c h uialo go o b c h o d z i ł o . A l b o i wcale. T a sfera p r z e ż y ć este­

mowę.

t y c z n y c h b y ł a m u obca.

*
K i e d y N i k i f o r p o r t r e t o w a ł Jacka m i a l on g r y p ę . L e ż a ! w p i ż a m i e ,
w r o z n i e m ł a i i o j pościeli, w ś r ó d niezmiernego b a ł a g a n u

panują­

cego u- p o k o j u . N i k i f o r m a l o w a ł s p o g l ą d a j ą c od czasu do czasu na

0 r z e ź b i a r z u , k t ó r y nut robił p o r t i e t m ó w i ł l e k c e w a ż ą c o , paro-

swego modela, c h c ą c

Gdy

d i u j ą e gestami jego p r a c ę . Nie r e a g o w a ł na f a k t , ż e k t o ś toż się

s p o j r z e l i ś m y na g o t o w y j u ż p o r t r e t z a s k o c z y ł nas. T w a r z J a c k a

zajmujo s z t u k ą . Ż a d n e j w s p ó l n o t y . I s t n i a ł o d l a niego t y l k o jego

istotnie p r z y p o m i n a ł a modela, ale na obrazku b y l on w garniturze

malarstwo. Ono go cieszyło, t r a k t o w a ł je j a k p o w o ł a n i e .

oddać

wiernie jego p o d o b i e ń s t w o .

i f i g u r o w a ł na tle p ó l e k z k s i ą ż k a m i . Ja z kolei, bo zaraz potem

*

N i k i f o r mnie p o r t r e t o w a ł , s i e d z i a ł a m na fotelu s t o j ą c y m na dy­
wanie, c h o ć w r z e c z y w i s t o ś c i s i e d z i a ł a m na brzegu owego rozmeinlanego tapczanu i w ś r ó d całego b a ł a g a n u . B y ł a m w t e d y ubrana

J e ś l i mial poczucie hiorarchii

w z i e l o n ą s p ó d n i c ę i liliową b l u z k ę . N i k i f o r u z n a ł widocznie, że

jej d o ś w i a d c z y ł na sobie. Dlatego t e ż poczucie h i e r a r c h i i ograni­

n a l e ż y t o p o p r a w i ć i na portrecie w y m a l o w a ł o d w r o t n i e . Fiole­

czało się do najbardziej elementarnego

t o w ą s p ó d n i c ę i zieloną b l u z k ę .

1 poniżonych.

T o , ż e „ p o p r a w i a ł " r z e c z y w i s t o ś ć w e d ł u g swego uznania b y ł o
nam

w i a d o m o . A l e p o r t r e t reprezentacyjny'!

Skąd

Prawdopodobnie ,,z drugiej r ę k i " . Może z e k r a n ó w

t o znal V
fotografów

ulicznych czy k o n w e n c j i p o r t r e t ó w fotograficznycli. Może z obra­
zów- w i d z i a n y c h gdzieś w w i t r y n a c h sklepowych.

społecznej to o t y l e t y l k o , o ile
p o d z i a ł u na

możnych

To p r a w d a , że t y c h m o ż n y c h i silnych s z a n o w a ł a p o n i ż o n y c h
nic. A l o czy n i m i g a r d z i ł ? N i o s ą d z ę . J e ś l i r e c h o t a ł z r a d o ś c i
o g l ą d a j ą c zdjęcia z p r z e ś l a d o w a n i a Ż y d ó w , czy donosił na gospo
się to m y ś l ę , że b y ł a to sprawa raczej kompensacji n i ż pogardy.
Т а jego reakcja bardzo niemile mnie z a s k o c z y ł a , ule chyba
nie trzeba z niej w y c i ą g a ć z b y t jednoznacznych w n i o s k ó w . Za-

237

�W d z i ę c z y się do niego j a k pederasta i p r z y t y m p a t r z y na s w ą
i patrzy

t o w a r z y s z k ę . Ta z n ó w w d z i ę c z y się do N i k i f o r a

na

J u r k a . Jurek zaś p a t r z y w p o d ł o g ę . P o k l e p a l i , p o g ł a s k a l i , wzięli
obrazki i p r ę d z i u t k o pobiegli u m y ć ręce.
„A"

—- z n a n y

p l a s t y k

m ó w i : N i k i f o r k u . . . Cmoka p r z y

obrazkach i udziela, N i k i f o r o w i fachowych r a d , k t ó r y c h t e n oczy­
wiście nawet nie s ł u c h a . P r z y n i ó s ł l i n i j k ę , k t ó r e j N i k i f o r nie c h c i a ł ,
cyrkiełek,

k t ó r y o b e j r z a ł i zwrócił, wreszcie metalowe, b ł y s z ­

czące p u d e ł k o po papierosach, k t ó r e m u bardzo z a c h w a l a ł , j a k
Murzynowi.

Wybrał

za t o bez p u d ł a najlepsze

obrazki i dał

po 5 zł. O p r a w i a jo w passe-partout i z n o w u cmoka.
Żona

pana

„ A " : Och j a k i ten N i k i f o r e k ! Och j a k a k o ł d r a !

Ocli j a k a s k r z y n k a ! Patrzcie — on się o s t r z y g ł ! Patrzcie on m a
łyżkę! itd.
Goście

k r y n i c c y : z a t r z y m u j ą się. N a obrazki nie p a t r z ą ,

oglądają. N i k i f o r a , w y m i e n i a j ą p r z y n i m opinie na t e m a t jego
w y g l ą d u i r ó ż n e hipotezy na temat jego stanu u m y s ł o w e g o oraz
sytuacji soojalnej.
L u d a u t o o h t o ń s к i : Okrada go i l e k c e w a ż y . G a r d z i jego
p r a c ą . A l e nie b r a k i d u m y dla swojej k r y n i c k i e j

osobliwości.

D o w c i p N i k i f o r a p r z e j a w i a ł się m . i n . w s y t u o w a n i u popiersi na
szczycie

wieży

budynku,

tańczących

par

na,

dachach

itd.

stanawia, w niej t a k ż e b r a k w s p ó ł c z u c i a dla p o k r z y w d z o n y c h .
A l e czy N i k i f o r w ogóle m i a ł zrozumienie dla k r z y w d y ? On,
k t ó r y t y l e tej k r z y w d y d o z n a ł , że a ż s t a ł a się c z y m ś n o r m a l n y m .
I

c o ś w a ż n i e j s z e g o jeszcze — czy b y ł zdolny do w s p ó ł c z u c i a ?

(Tryba nie, t a k samo j a k nio b y ł zdolny do uczucia w d z i ę c z n o ś c i ,
do jakiegokolwiek p r z y w i ą z a n i a , do życzliwości.

Podejrzewam,

że m i a ł j a k i ś n i e d o r o z w ó j emocjonalny, co w y n i k a ł o z jego izo­
lacji od n a j m ł o d s z y c h l a t . A p r z y b r a k u k o n t a k t u z l u d ź m i co
m i a ł o r o z w i j a ć jego e i n o c j o n a l n o ś ć ? Niczego od ludzi nie oczeki­
wał i niczego i m nie d a w a ł . L u d z i e , to b y l j a k i ś i n n y , obcy ś w i a t ,
poza z a s i ę g i e m jego ż y c i a .
*

Ludzie w k o n t a k t a c h z N i k i f o r e m d e m a s k u j ą s i ę :
„X":

znajduje

w urokach surrealistycznej

niezwykłości

rację

dla swej pogardy wobec dzisiejszego ś w i a t a , k t ó r y nie d o c e n i ł jego
w ł a s n e j wielkości. Szczery podziw i s y m p a t i a dla a r t y s t y , k t ó r y
z n a t u r y nie „ w y p ł y n i e " .
,,Y"

—

„Dobra

p a n i " : przynosi papierosy,

eukierki,

interesuje się z d r o w i e m , c z y s t o ś c i ą a raczej b r u d o m . P y t a o stan
c z y s t o ś c i jego k a l e s o n ó w , o g l ą d a paznokcie, sprawdza

zawartość

portfela, szuflad. Demonstracyjnie p o u f a l ą . D o b r a i j a k a ś bez­
w s t y d n a . M a g r z y w k ę , ciemne, s k o ś n e o k u l a r y , w ą s k i e spodnie
w k r a t k ę , l u ź n ą b l u z k ę i N i k i f o r a j a k o p o i n t ę swojej ekseentryczności i o r y g i n a l n o ś c i . A , , K " j a k o widza, ś w i a d o m e g o

smaku

dopełnień i kontrastów.
,,K"

—

L i t e r a t : Całuje N i k i f o r a w p o l i c z k i , c h o ć się zaraz

p o t e m m y j e . M a swoje tezy. N i k i f o r jest n o r m a l n y , to ś w i a t jest
nienormalny.

238

Przypisuje

Nikiforowi

najgłębszą

świadomość.

Scena z E w a n g e l i i . W t a l a c h obrazach d u ż ą rolę o d g r y w a ł n a s t r ó j ,
w y d o b y t y kolorem, ujęciem

tematu

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10472" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10450">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/228b9ce2aade48f65a354f43546eee6d.pdf</src>
        <authentication>30540b86e3be29858f563b4b20b178de</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124642">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3299</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124643">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124644">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124645">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3092</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124646">
                <text>Ośrodki kamieniarstwa ludowego na Łemkowszczyźnie Środkowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124647">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.177-186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124648">
                <text>Łopatkiewicz, Tadeusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124649">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124650">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124651">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124652">
                <text>I I . 1. M a g u r y c z W i e l k i , 788 n p m . W i d o k od p ó ł n o c y . S t r z a ł k ą zaznaczono rejon k a m i e n i o ł o m ó w

Tadeusz Łopatkiewicz

OŚRODKI KAMIENIARSTWA LUDOWEGO NA ŁEMKOWŚZCZYŹNIE ŚRODKOWEJ
I n t e r e s u j ą c o nas r z e m i o s ł o uprawiane

1

było w k i l k u wsiach

wspomniana informacja o z b u d o w a n i u m ł y n a , a inwestycja t a k a

B e s k i d u Niskiego, p o ł o ż o n y c h na p o ł u d n i o w y - w s c h ó d od Gorlic.

p o w s t a ć m o g ł a dopiero p r z y w i ę k s z e j liczbie m i e s z k a ń c ó w B a r t ­

Obok Folusza i Wapiennego, n a j p o w a ż n i e j s z y m

nego i ich gospodarczej

ośrodkiem lu­

stabilności.

dowej w y t w ó r c z o ś c i s t a ł a się wieś B a r t n e oraz s ą s i a d u j ą c e z n i ą :

T e z ę o o d l e g ł y c h t r a d y c j a c h k a m i e n i a r s k i c h t y c h stron po­

Przegonina i B o d a k i . D z i ę k i ł a t w e m u d o s t ę p o w i do złóż oraz w y ­

ś w i a d c z a t e ż zapis w k s i ę g a c h m i e j s k i c h Biecza, m ó w i ą c y o z a p ł a ­

sokiej j a k o ś c i wydobywanego surowca,
XIX

wsie te, na

przełomie

i X X w i e k u , s t a n o w i ł y silne c e n t r u m kamieniarstwa, za­

r ó w n o u ż y t k o w e g o , j a k t e ż artystycznego.

cie m u r a r z o w i , k t ó r y w 1668 r o k u p o d r ó ż o w a ł do Przegoniny po
k a m i e ń potrzebny

6

do odnawiania bieckiej w i e ż y

ratuszowej .

W z m i a n k a t a ś w i a d c z y o i s t n i e n i u w tej wsi c z y n n y c h kamienio­

Niejasno przedstawia się geneza tego ubocznego w z g l ę d e m r o l ­
n i c t w a zajęcia, t a k w o ś r o d k u b a r t n i a ń s k i m , j a k i w p o z o s t a ł y c h .

ł o m ó w , d o w o d z ą c r ó w n i e ż i c h szerokiej w t y m czasie s ł a w y .
I n t e r e s u j ą c y m zagadnieniem

jest p r o f i l kamieniarskiej pro­

N i c z a c h o w a ł y się b o w i e m ż a d n e m a t e r i a ł y archiwalne, pozwa­

d u k c j i , j a k a w t e d y m o g ł a t u m i e ć miojsco. W y d a j e się, iż nie

lające określić w czasie p o c z ą t k i k a m i e n i a r s t w a na t y m terenie.

była

W B a r t n e m t r a d y c j a miejscowa w i ą ż e je z b r a ć m i Boroszowi-

b o w i e m nie w y k o n y w a n o t u ż a r e n , g d y ż do 1784 r o k u , w Galicji

2

ona z b y t szeroka

ani j a k o ś c i o w o , ani ilościowo.

c z a m i , k a m i e n i a r z a m i z pobliskiej J a s i o n k i , k t ó r z y osiedlili się

i s t n i a ł zakaz ich posiadania

j a k o pierwsi na miejscu dzisiejszej wsi, z a k ł a d a j ą c w jej n a j w y ż e j

dworskim

3

p o ł o ż o n e j części m ł y n w o d n y . O d n o ś n i e tego przekazu, przypusz­

młynom

przez

maksymalne

chłopów, mający

ilości

ziarna

do

Kaczej

zapewnić
7

przemiału .

W s y t u a c j i t e j , jeśli nie j e d y n y m , to n a j w a ż n i e j s z y m

źródłem

c z a ć n a l e ż y , iż kamienie m ł y ń s k i e w y k u t o z o s t a ł y na miejscu,

dochodu

bo ich transport z J a s i o n k i , w poprzek pasm g ó r s k i c h , jest m a ł o

m ł y ń s k i e . H i p o t e z a m o j a staje się bardziej prawdopodobna, g d y

prawdopodobny.

w z i ą ć p o d u w a g ę zaplecze surowcowe b a T t n i a ń s k i e g o

dla

miejscowych k a m i e n i a r z y

mogły

być

kamienie
ośrodka.

T a k zatem w y g l ą d a ć m o g ł a b y geneza i n t e r e s u j ą c e g o nas rze­

0 jego s ł a w i e , t a k ja-k i w X I X w i e k u , p r ó c z solidności w y k o n a ­

m i o s ł a , jeśliby w s p o s ó b jednoznaczny m o ż n a b y ł o s t w i e r d z i ć ,

nia, d e c y d o w a ł r ó w n i e ż d o s k o n a ł y g a t u n k o w o rodzaj piaskowca.

iż przy k o ń c u X V I w i e k u , t j . w okresie l o k o w a n i a B a r t n e g o ,

W y d o b y w a n o go z p ó ł n o c n e g o

J a s i o n k ę zamieszkiwali kamieniarze, a mrwet więcej — że wieś

788 n p m ( i l . 1), na k t ó r y m do c z a s ó w najnowszych i s t n i a ł szereg

ta j u ż w t y m czasie i s t n i a ł a , O d p o w i e d ź na pierwsze z p y t a ń na

stanowisk o d k r y w k o w y c h .

zawsze chyba pozostanie w sferzo d o m y s ł ó w , drugie zaś posta­

n a l e ż ą c y do bardzo t w a r d y c h i t r u i l n o ś c i e r a l n y c h

wiono t u dla,tcgo, że n a j w c z e ś n i e j s z a w z m i a n k a o Jasionco po­

magurskich

4

5

chodzi dopiero z I I p o l o w y X V I I w., z r o k u 1665 . D a t a ta n i e

z domieszką

zbocza

Magurycza

Wielkiego,

Ł a m a n o w nich tzw. „siwyj k a m i ń " ,
łupków

8

krystalicznych ,

piaskowców
stanowiący

z r a c j i togo d o s k o n a ł y m a t e r i a ł na kamionio m ł y ń s k i o i ż a r n o w e .

jest w p r a w d z i e r ó w n o z n a c z n a z m o m e n t e m l o k o w a n i a J a s i o n k i ,

J a k o ś c i o w o i n n y surowiec w y s t ę p u j e na K o m u t a ć h i Mochna-

w pewien j e d n a k s p o s ó b p o d w a ż a w i a r y g o d n o ś ć przekazu o bra­

t y m w p a ś m i e M a g u r y W ą t k o w s k i e j 846 n p m , z a m y k a j ą c e j od

ciach Boroszowiczaoh. B y ć m o ż e jost on p r a w d z i w y , ale sam f a k t

p ó ł n o c y d o l i n ę B a r t n o g o i Przegoniny. Piaskowiec t e n jost m i ę k k i

osiedlenia

się k a m i e n i a r z y z J a s i o n k i w B a r t n e m

należałoby

p r z e s u n ą ć w czasie na okres p ó ź n i e j s z y . Wskazuje zresztą, na t o

1 drobnoziarnisty, co p o w o d o w a ł o , że k u t e z niego

kamienie

m ł y ń s k i e , a w m n i e j s z y m s t o p n i u ż a r n o w o , b y ł y gorszej j a k o ś c i

177

�i nie w y t r z y m y w a ł y k o n k u r e n c j i z m a g u r y c k i m i . P r a w d o p o d o b ­

z p a m i ę t n ą d a t ą 1848, j u ż t o z. o g ó t n ą p o p r a w ą w a r u n k ó w b y t o ­

n y m jost, iż e k s p l o a t a c j ę t y c h złóż r o z p o c z ę t o stosunkowo p ó ź n o ,

wy eh na. wsi

k u j ą c z w y d o b y t e j w nich s u r ó w k i kiepskie ż a r n a . Piaskowiec
ten

w s z e d ł w ł a s k i bartniariskioh

kamieniarzy dopiero

około

p o ł o w y X I X w i o k u , kiedy o k a z a ł się bardzo p o d a t n y m materia­
łem rzeźbiarskim.

galicyjskiej.

W kwestii tej u d a ł o się z e b r a ć ciekaw и m a t e r i a ł y o pierwszoj
ba,rtniańskiej

s p ó ł c e kamieniarskiej z I I p o ł o w y X I X

dokumentując

P i o r w s z y m w i a r y g o d n y m przokazern p o t w i e r d z a j ą c y m

dzia­

wieku,

k t ó r a w y s i ł e k swój k i e r o w a ł a w y ł ą c z n i e na r z e ź b ę w k a m i o n i u ,
swą

działalność

szeregiem

krzyży

i

kapliczek

p r z y d r o ż n y c h . W jej s k ł a d w c h o d z i l i : M a l e j C i r k o t (27),

Iwan

ł a l n o ś ć p r ę ż n e g o w X I X w i e k u o ś r o d k a jest i n s k r y p c j a z kamie­

D u t k a n y c z (15) oraz W a s y l G r a c o ń (20). W e d ł u g

n i o ł o m u n a M a g u r y c z u ( i l . 2). A u t o r o m jej jest Stofan Felenczak

s p ó ł k a t a p r a c o w a ł a w n i e z m i e n i o n y m s k ł a d z i e przez p o n a d 40

9

( l ) , założyciel całej l i n i i k a m i e n i a r z y o t y m n a z w i s k u . B y ł on

l a t , zajmując, się w y ł ą c z n i e k a m i e n i a r k ą a r t y s t y c z n ą . P o c z ą t k o w o

po trosze stolarzom, k o w a l e m z w ł a s n ą k u ź n i ą , gospodarzem n a

rzeźbę figuralną

7 morgach, a d o d a t k o w o z a j m o w a ł się toż k a m i e n i a r k ą .

nego) w y k o n y w a ł jodynie Matej Cirkot. W

Miał

trzech s y n ó w : I w a n a (3), Ignacego (4) i Aleksego. D w ó m p i e r w ­

informatorów

(monolitycznie k u t e p e ł n e reliefy

Ukrzyżowa,-

pierwszych latach

naszego w i e k u z o s t a ł on jednak zdystansowany przez W a s y l a

1859,

Graconia, już w t e d y z r ę c z n e g o r z e ź b i a r z a , a ś w i a d c z ą o t y m naj­

l u b co bardziej prawdopodobne, 1858 r o k u n a l e ż a ł do t z w . „ S p ó ł k i

lepiej wszystkie krzy że k u t e przez s p ó ł k ę , n o s z ą c e od togo czasu

s z y m p r z e k a z a ł t e ż swe kamieniarskie u m i e j ę t n o ś c i . D o
1 0

p o d j a w o r e m " , w y d o b y w a j ą c e j d o s k o n a ł y surowiec w j e d n y m

T

7

wizerunek U k r z y ż o w a n e g o d ł u t a G r a c o n i a ' . Niejasno natomiast
T

z o d k r y w k o w y c h stanowisk na M a g u r y c z u . W ł a ś c i c i e l e m tej części

rysuje się spraw a r z e ź b i a r s k i c h u m i e j ę t n o ś c i I w a n a Dutkanye/.a.

k a m i e n i o ł o m u oraz z a ł o ż y c i e l e m spółki b y ł W a s y l P i d b e r e ź n i a k

R o m a n Reinfuss

(26). W jej s k ł a d w c h o d z i l i jeszcze J a k u b (Loszko) L o o h a n y c h

przypisuje wprawdzie 1 lutkanyezow i pewien o k r e ś l o n y t y p

i d ą c y za przekazem t r a d y c j i

miejscowej
re­

1 8

(13).

liefu U k r z y ż o w a n e g o , gorzej jednak z jego p r a k t y c z n ą egzempli-

Z e s p ó ł ten k u ł d o s k o n a ł e kamienie m ł y ń s k i e dla o d b i o r c ó w zo

f i k a c j ą w z i n w e n t a r y z o w a n y m przez nas materiale z a b y t k o w y m .

S ł o w a c j i i W ę g i e r , a nazwa . . S p ó ł k a p o d j a w o r e m " s ł u ż y ł a klien­

P o z o s t a j ą w i ę c dwie m o ż l i w o ś c i : albo przekaz t r a d y c j i jest fał­

(14)

11

oraz d a l e k i k r e w n y Stefana - -

t o m za znak i g w a r a n c j ę n a j w y ż s z o j

M i c h a ł Felenczak

s z y w y , albo D u t k a n y c z t a k wiernie n a ś l a d o w a ł r z e ź b y C i r k o t a ,

1 2

jakości .

N a s k u t e k niesnasek m i ę d z y kamieniarzami, na k r ó t k o przed
1859

rokiem

Stefan

Felenczak

został

wykluczony

zo

19

że są one nie do

spółki.

odróżnienia .

W 1913 r o k u , w czasie p o ż a r u z a b u d o w a ń s ą s i a d a , I w a n D u t ­

Zaraz t e ż z a ł o ż y ł n o w ą , w y d o b y w a j ą c ą k a m i e ń w nieeksploatowa-

kanycz p o p a r z y ł się i z m a r ł . W role p ó ź n i e j o d s z e d ł toż

nej jeszcze części Magurycza. F a k t ten u p a m i ę t n i a wspomniana

C i r k o t . Ostatni ze s p ó ł k i

w y ż e j i n s k r y p c j a ( i l . 2), t r e ś c i ą s w ą n a w i ą z u j ą c a do zbudowanej

roku .

- Wasyl Gracoń

Matoj

- p r a c o w a ł do

1925

2 0

w poprzek s t o k u sztolni —- „ u l y c i " , slnżącoj do t r a n s p o r t u w y ­

W

d o b y t y c h b l o k ó w . N o w y zespół t w o r z y l i : D a ń k o Felenczak (2) —

zygnując

właściciel pasa lasu, w k t ó r y m ł a m a n o k a m i e ń , A l e k s y D u t k a -

zespół, o w y r a ź n i e a r t y s t y c z n y m charakterze, s t a n o w i ą c y

nyez

pracowała

t y n u a c j ę dzieła C i r k o t a , D u t k a i y c z a i Graconia. W jego s k ' a d

(16) oraz M i c h a ł P i d b e r e ź n i a k

(24). S p ó ł k a t a

do I w o j n y ś w i a t o w e j , z n a s t ę p u j ą c y m i

1928 r o k u w s p o m n i a n y j u ż Stefan Felenczak (7), nio re­
z udziału w spółce na

Maguryczu, z a k ł a d a

własny
kon­

zmianami osobowymń

weszli z r o s z t ą dwaj synowie tego ostatniego — I w a n (21) i A n d r z e j

s k ł a d u : po ś m i e r c i Stefana Felenczaka miejsce jego zajęli Seman

( 2 2 ) . S p ó ł k a p r a c o w a ł a w n i e z m i e n i o n y m s k ł a d z i e do 1947 r o k u ,

Felenczak (10) i I w a n Felenczak (3), pod n i e o b e c n o ś ć

w y k o n u j ą c z a m ó w i e n i a na krzy że — głownio jednak c m e n t a r n o

p r a c o w a ł syn M i c h a ł (6). Po ś m i e r c i

21

którego

r

D a ń k i Felenczaka z a s t ą p i ł

22

oraz ż y d o w s k i e macewy (tzw. szajbece).

go syn I l k o (5). S p ó ł k a t a przez c a ł y okros d z i a ł a l n o ś c i w y k o n y ­

C h a r a k t e r y z u j ą c o ś r o d e k b a r t n i a ń s k i w aspekcio jogo d z i a ł a l ­

w a ł a k a m i e n i e m ł y ń s k i e i ż a r n o w e , n. ś l a d y jej d z i a ł a l n o ś c i do dziś

n o ś c i a r t y s t y c z n e j , nie s p o s ó b p o m i n ą ć k a m i e n i a r z y p r a c u j ą c y c h

widoczne są na

i n d y w i d u a l n i e . J e d n y m z n i c h b y l I w a n K o z a k (29). P o c z ą t k o w o

Maguryczu.

Po I wojnie ś w i a t o w e j I l k o Felenczak (5) z a k ł a d a n o w ą s p ó ł k ę

pracował w spółkach eksploatujących
okresie m i ę d z y w o j e n n y m i

k a m i e n i o ł o m y na

Magu­

p a r a ł się t a k ż e

rzeźbą,

w y d o b y w a j ą c ą k a m i e ń na prawo od miejsca zajmowanego przed­

ryczu. а w

tem

Seman

w y ł ą c z n i e jednak a r c h i t e k t o n i c z n ą . K o z a k w y k o n y w a ł macewy ,

Teodor

a t a k ż e k r z y ż e cmentarne, do k t ó r y c h bardziej biegli od niego

r

przez zespół Stefana Felenczaka. S p ó ł k ę t w o r z ą :

Felenczak (10)

--

właściciel tej

partii kamieniołomu,

13

Felenczak (12), I w a n D u t k a n y c z (17) oraz Osif D u t k a n y c z ( 1 9 ) .

rzeźbiarze dorabiali wizerunki

Ukrzyżowanego.

J a k o ś ć ł a m a n e g o k a m i e n i a w a r u n k o w a ł a p r o d u k c j ę — kamienie

W a r t o w t y m miejscu w s p o m n i e ć jeszcze o n i e k t ó r y c h cieka­

m ł y ń s k i e i ż a r n o w e . S k ł a d osobowy i tej s p ó ł k i nie b y ł z b y t sta­

w y c h wydarzeniach z h i s t o r i i b a r t n i a ń s k i e g o o ś r o d k a . Bohaterem

b i l n y . Po ś m i e r c i z a ł o ż y c i e l a z a s t ą p i ł go I w a n K o z a k (29), a Teo­

jednogo z n i c h jest I w a n H n a t o w i c z (33), w opinii i n f o r m a t o r ó w

dor Felenczak c z ę s t o wyręczany" b y l przez Stefana Felenczaka

człowiek wszechstronnie u z d o l n i o n y . Zainspirowany r z e ź b i a r s k ą
t w ó r c z o ś c i ą swych k o l e g ó w -

Obok d z i a ł a l n o ś c i z w i ą z a n e j z k a m i e n i o ł o m a m i n a

Magury­
r

czu, i s t n i a ł jeszcze j a k o ś c i o w o i ilościowo i n n y rodzaj a k t y w n o ś c i
o ś r o d k a , opartej na piaskowcu w y d o b y w a n y m na

MocJuiatym,

Andrzeja Sobina i nieznanego

z imienia Xeeia — a b s o l w e n t ó w Z a k o p i a ń s k i e j S z k o ł y P r z e m y s ł u
Drzewnego ---- p o s t a n o w i ł w y r z e ź b i ć w piaskowcu f i g u r ę M a t k i
Boskiej. W 1910 r o k u H n a t o w i c z p o s t a w i ł O \ V Q r z e ź b ę na w y k u ­

w p a ś m i e M a g u r y W a t k o wskiej. N u r t ten jest dla nas szczególnie

t y m przez siebie cokole, jednak k s i ą d z b a r t n i a ń s k i

w a ż n y , bowiem z n i m n a l e ż y w i ą z a ć powstanie szeregu ł e m k o w ­

K a l u ź n i a c k i j , z u w a g i na

skich k r z y ż y i kapliczek p r z y d r o ż n y c h . Daje w t y m

H n a t o w i c z o w e j f i g u r y p o ś w i ę c i ć . W t e d y „ r z e ź b i a r z " zwrócił się

wypadku

z n a ć o sobie pewna p r a w i d ł o w o ś ć w mechanizmie f u n k c j o n o w a n i a

Wolodymir

n i k ł e walory estetyczno, nie

chciał

z p r o ś b ą o jej poprawienie do W ł a d y s ł a w a J a m e r a z Ł u ż n e j — -

o ś r o d k ó w k a m i o n i a r s k i c h . Z r e g u ł y bowiem na bazie kamie­

cechowego kamieniarza z a c h o d n i o p o g ó r z a ń s k i e g o . J a m e r p r z e k u ł

n i a r s t w a u ż y t k o w e g o (kamienie m ł y ń s k i e , ż a r n o w e , brusy, o s e ł k i ,

r z e ź b ę , a k s i ą d z zadowolony z banalnej p o p r a w n o ś c i dziola za-

15

b l o k i n a p o d m u r ó w k i i t p . ) dochodzi do w y o d r ę b n i e n i a się w z g l ę d ­

a k e o p t o w a ł j ą . F i g u r a t a stoi do dziś w B a r t n e m , z t y m , że

nie autonomicznogo n u r t u t w ó r c z o ś c i , z w i ą z a n e j z r z e ź b ą archi­

w 1946 r o k u przoniesiono j ą w o b r ę b ogrodzenia cerkiewnego

t e k t o n i c z n ą i f i g u r a l n ą . O ś r o d k i ł e m k o w s k i e nie s t a n o w i ł y w tej

(il. 3 ) .

2 3

materii wyjątku,

a m o m e n t powstania tej gałęzi ludowej w y ­

I n t e r e s u j ą c o — w ś w i e t l e innego zdarzonia - - przedstawia sit;

t w ó r c z o ś c i p r z y p a d a t u t a j na p o ł o w ę X I X w i e k u . N i e posiadamy

sprawa

bowiem

T y m k o Szkurat z Bartnego, na k i l k a l a t przed I w o j n ą ś w i a t o w ą ,

żadnych

przekazów

o kamieniarzach

uprawiających

przyjmowania

do

spółki

nowego

kamieniarza.

Oto

w c z e ś n i e j t w ó r c z o ś ć z zakresu r z e ź b y , nie z n a m y toż z autopsji

chciał w s t ą p i ć do z e s p o ł u C i r k o t a , D u t k a n y c z a i Graconia. Ci

ż a d n e g o o b i e k t u z i n t e r e s u j ą c e j nas dziedziny, k t ó r y b y p o w s t a ć

ostatni

16

m ó g ł przed p o ł o w ą u b i e g ł e g o s t u l e c i a . O g ó l n i e znany jest na­

i

postanowili

polecieli m u

praktycznie

przeegzaminować

w y k o n a n i e kamiennego k r z y ż a

kandydata

przydrożnego.

t o m i a s t f a k t znacznego w z r o s t u ilościowego d o w o c y j n y c h f u n d a c j i

Szkurat

chłopskich

t j . o b r o b i ł go z grubsza, jednak p o z o s t a w i ł sobie z b y t m a ł o ma-

178

w okresio p o u w ł a s z c z e n i o w y m ,

związanego

już

to

wyłamał

odpowiedni

blok

piaskowca,

„oszpicował",

�t e r i a ł u , by s t a r c z y ć go mogio no plastyczny relief U k r z y ż o w a n e g o .

niarzy

Z a c i ą ż y ł o to nn «м-oni* ogólnej egzaminu i petent m u s i a ł odejść

cowni wszystko — o d k a m i e n i m ł y ń s k i c h po k r z y ż e . W z w i ą z k u

z k w i t k i e m . N i e d o k o ń c z o n y k r z y ż p o z o s t a ł na miejscu w kamie­

z t y m i o s t a t n i m i dygresja.

n i o ł o m i e , s k ą d k i l k a l a t t o m u , ś c i ą g n ą ł go w ł ó k i e m do wsi J ó z e f
M ą d z i k — kustosz z a b y t k o w e j c e r k w i w B a r t n e m .

z Przegoniny

D o t y c z y ona w y s u n i ę t e j
wysoki

P o d k r e ś l a l i ś m y w c z e ś n i e j silne z w i ą z k i ł ą c z ą c e k a m i e n i a r z y
Bartnego z P r z e g o n i n ą i B o d a k a m i , d a j ą c e p o d s t a w ę do p o ł ą c z e ­

i Bodaków.

2 9

W y k o n y w a n o w tej

przez R o m a n a

poziom a r t y s t y c z n y swycli k r z y ż y

Reinfussa

pra­

tezy,

zawdzięcza

iż

Tarbaj

I w a n o w i S z a t y ń s k i e m u , zawodowemu k a m i e n i a r z o w i , k t ó r y

ze

w z g l ę d ó w p o l i t y c z n y c h p r z e n i ó s ł się z okolic D o b r o m i l a na Ł e m -

n i a t y c h wsi w jeden o ś r o d e k . P r z e m a w i a j ą za t y m r ó w n i e ż inne

k o w s z c z y z n ę i z a m i e s z k a ł w Nieznajowej. O n t o w ł a ś n i e m i a ł do

w z g l ę d y — w s p ó l n e (poza Maguryczem) k a m i e n i o ł o m y w p a ś m i e

Tarbajowych krzyży rzeźbić kształtne wizerunki Ukrzyżowanego,

M a g u r y W ą t k o w s k i e j , p o w i ą z a n i e siecią s p ó ł e k , czy t e ż stosun­

z daleko p o s u n i ę t y m

k a m i pracodawca- n a j m u j ą c y się, wreszcie b e z p o ś r e d n i e sąsiedz­

szczegóły

t w o t y c h w s i , l e ż ą c y c h p r z e c i e ż w jednoj dolinie g ó r s k i e j . D u ż e

że jest t o hipoteza chybiona. S z a t y ń s k i nio b y ł b o w i e m zawo­

prawdopodobieństwo

d o w y m kamieniarzem a malarzem c e r k i e w n y m , na

m a r ó w n i e ż hipoteza, iż m i e s z k a ń c y B o -

d a k ó w i Przegoniny — m i m o iż osady te b y ł y wcześniej lokowano
2 4

---- kamieniarskie u m i e j ę t n o ś c i z a p o ż y c z y l i w ł a ś n i e w B a r t n e m .
Za

pierwszych

kainienieniarzy w Przegoninie

i

Rodakach

u w a ż a się Leszka Sołiina (H) oraz Andrzeja (2) i I w a n a (1) Choin-

3 0

realizmem i d b a ł o ś c i ą

o

najdrobniejsze

( i l . 4). W t o k u b a d a ń w ł a s n y c h o k a z a ł o się jednak,
31

Łemkow-

s z c z y z n ę p r z y b y ł nie w latach t r z y d z i e s t y c h a przed I

wojną

3 2

ś w i a t o w ą , nie m ó g ł t e ż b y ć r ó w n o c z e ś n i e a u t o r e m przesadnie
realistycznej r z o ź b y U k r z y ż o w a n e g o ( i l . 4 )

3 3

i utrzymanej w l u ­
3 4

d o w y m p r y m i t y w i e Św. R o d z i n y ze Świorzowej Ruskiej ( i l . 5 ) .

Kornutach

Co w i ę c e j , S z a t y ń s k i , prawdopodobnie dopiero na Ł e m k o w s z c z y ź -

piaskowca., t r u d n i l i się oni g ł ó w n i e k a m i e n i a r s t w e m u ż y t k o w y m ,

nie z e t k n ą ł się z k a m i o n i a r s t w o m i to nie w warsztacie Osifa Tar-

k u j ą c ż a r n a , brusy. ..('okle''

baja, a raczej — j a k sugeruje Stefan Folenczak — W a s y l a B r a -

2

kowiczów \

Korzystając

z łatwo ' dostępnego

na

b l o k i na p o d m u r ó w k i , nie gardzili

macewami. Loszko Sobin wraz z b r a t e m

conia. B i o r ą c t e d y p o w y ż s z e p o d u w a g ę , u w a ż a m ż e S z a t y ń s k i

M i c h a ł e m (9) dostarczali t e ż surowego k a m i e n i a do r z e ź b y W o j ­

w ż a d n y m razie nie m ó g ł b y ć nauczycielem Osifa Tarbaja, g d y ż

również żydówskhni

ciechowi S e r w o ń s k i o m u -

cechowemu k a m i e n i a r z o w i z Gorlic.

Silny r o z w ó j k a m i e n i a r s t w a w t y c h wsiach p r z y p a d a na lata
I

wojny

światowej

i czasy b e z p o ś r e d n i o

po jej

dzieła j a k i e po sobio p o z o s t a w i ł zupelnio nie d o r ó w n u j ą r z e ź b o m ,
3 5

k t ó r e w y s z ł y spod d ł u t a kamieniarza z B o d a k ó w .

zakończeniu.

Stwierdzenie p o w y ż s z e nio jest jednak r ó w n o z n a c z n e z t e z ą , iż

I l r y ć Ohomkowicz (.'Hi), syn wspomnianego j u ż I w a n a , żeni się

Osif Tarbaj nauczycieli nie m i a ł , czy z obcych w z o r ó w nie ko­

w B a r t n e m i w s t ę p u j e do s p ó ł k i Ś c i n a n a Felenczaka (10), eksploa­

r z y s t a ł . T a k z c a ł ą p e w n o ś c i ą nio b y ł o , a j o d n y m z t a k i c h kamie­

t u j ą c e j k a m i e n i o ł o m y na M a g u r y c z u . N i e pracuje w niej j e d n a k

niarzy

r

był dla

Tarbaja

wspomniany

już Władysław

Jamor,

3 6

•długo. O k o ł o 1930 r o k u w raca. do rodzinnej Przegoniny i z a w i ą z u j e

cechowy m i s t r z k a m i o n i a r s k i z Ł u ż n e j . Ł e m k o z B o d a k ó w od

;spólkę w ł a s n ą , p r a c u j ą c ą na K o r n u t a c h , w lesie F i l i p a Szkurata.

p o c z ą t k u swej d z i a ł a l n o ś c i u t r z y m y w a ł z n i m o ż y w i o n e k o n t a k t y ' .

26

2 7

W y s y ł a ł do Ł u ż n o j surowy k a m i e ń do r z e ź b y , c z ę s t o o d w i e d z a ł

i b r a t z a ł o ż y c i e l a M i c h a ł Chomkowiez (4). Z e s p ó ł ten k u ł kamienie

jego p r a c o w n i ę i t a m z a p o z n a ł się z n i e z n a n y m i t y p a m i profesjo­

ż a r n o w o , brusy, ,,cokle'' oraz ż y d o w s k i o „ s z a j b e c o " . O k o ł o 1936

n a l n y c h d ł u t , t a j n i k a m i kamieniarskiego fachu, czy niespotyka­

W j e j s k ł a d w c h o d z ą : D m y t r o K o p c z a ( 1 8 ) , Osif Tarbaj

(ll)

nymi

z w i ą z a n y c h z t y m w y p a d k i e m niesnasok, a nawet procesu są­

r ó w n i e ż p o d p a t r z y ć m ó g ł n o w y t y p ikonograficzny

dowego, s p ó ł k a r o z p a d ł a się. H r y e Chomkowiez p o r z u c i ł kamie­

U k r z y ż o w a n e g o , k t ó r y — m o ż o nawet

n i a r s t w o , D m y t r o K o p c z a założył w Przegoninie sklep, ale po­

wdączył w s t r u k t u r ę f o r m a l n ą swych k r z y ż y .

z o s t a ł p r z y k a m i e n i a r s k i m fachu Osif T a r b a j , k t ó r e g o d z i a ł a l n o ś ć
zaważyła

znacznie

na obliczu

łemkowskiej

a r c h i t e k t u r y przy­
28

w

Bodakach

rodzajami

tworzyw

37

r o k u H r y ć Chomkowucz z ł a m a ł w k a m i e n i o ł o m i e n o g ę i na skutek

rzeźbiarskich .

Tam

Chrystusa

za w i e d z ą J a m e r a —
3 8

Wracając

do g ł ó w n e g o t o k u

rozważań

podkreślić

musimy

j e d n o : T a r b a j , j a k o pierwszy, z a ł o ż y ł d u ż y warsztat, w k t ó r y m

d r o ż n e j , a w w i ę k s z y m jeszcze s t o p n i u — s e p u l k a r n o j . T a r b a j

— z a l e ż n i e od c h a r a k t e r u i ilości z a m ó w i e ń — n a j m o w a ł i n n y c h

z a ł o ż y ł w ł a s n y warsztat, do k t ó r e g o n a j m o w a ł d r o b n y c h kamie­

k a m i e n i a r z y z Przegoniny i B o d a k ó w . Z u n i f i k o w a ł o

I ] . 2. W kamieniołomu-* na M a g u r y c z u . I n s k r y p c j a Stefana

t o artys-

Falenczaka

279

�tyczne oblicze ł e m k o w s k i e j r z e ź b y w okresie s c h y ł k o w y m , b o w i e m
t w ó r c z o ś ć T a r b a j a d o c z e k a ł a się szybko f a l i

3 9

naśladownictw .

P o p r z o s t a j ą e na t y m s z k i c o w y m rysie h i s t o r i i o ś r o d k a bart-

wano, pogardzane przez kamieniarzy z Bartnego, osełki a t a k ż e
b r u s y , p ł y t y chodnikowe oraz n a d a j ą c e Foluszowi p e w n ą specy­
f i k ę — kamienno b l a t y do p r y m i t y w n y c h

s t o ł ó w , k u l e z owego
42

n i a ń s k i e g o , s k o n c e n t r u j m y u w a g ę na n a s t ę p u j ą c y m c e n t r u m l u ­

piaskowca ł a t w o ł u p i ą c e g o się na d u ż e t a f l e .

dowego k a m i e n i a r s t w a ł e m k o w s k i e g o , j a k i m b y ł do 1947 r o k u

artystycznej b y ł niniejszy, aczkolwiek bardzo i n t e r e s u j ą c y i spro­

Folusz.

w a d z a ł się do m a j ą c e g o w y b i t n i e autochtoniczny charakter t y p u

W i e ś t a posiada bardzo bogate t r a d y c j e w dziedzinie zajęć

kapliczki

dwukondygnacjowoj

43

Zakres

( i l . 6). A u t o r o m

produkcji

tej

formy,

pozarolniczych, k t ó r y c h podejrnowanio z w i ą z a n e b y ł o ze s ł a b y m

w sensie p r o j e k t o w a n i a i w y k o n a n i a , b y ł Petro K r ó l , ojciec ż y ­

rolnictwem, niezdolnym wyżywić poszczególnych rodzin. W y k o ­

j ą c e g o do dziś w Foluszu kamieniarza — M i c h a ł a K r ó l a . J u ż

n y w a n o w i ę c w Foluszu drewniane s ą s i e k i na z b o ż e , ryzowane

przed I

skrzynio sarkofagowe, w a ż n ą r o l ę g r a ł o t e ż k a m i e n i a r s t w o . N i e

u ż y t k o w e j , jej a r t y s t y c z n ą o d m i a n ą , zakresem nie w y k r a c z a j ą ­

jestem jednak s k ł o n n y p o d t r z y m y w a ć za K . M a r e z a k o w ą tezy,

c ą jednak

iż c a ł a m ę s k a część Folusza t y m o s t a t n i m r z e m i o s ł e m się parała,.

grobowco. D w ó c h s p o ś r ó d trzech jego s y n ó w — I l k o i M i c h a ł —

wojną

światową,

poza

trudnił

r a m y rzeźby

7

się on, o p r ó c z k a m i e n i a r k i

architektonicznej -— k a p l i c z k i ,

W w y m i e n i o n y c h b e w i e m przez a u t o r k ę siedmiu rodach kamie­

k o n t y n u o w a ł o do 1947 r o k u dzieło ojca, k u j ą c ż a r n a , brusy, k a p ­

n i a r s k i c h , t y l k o w trzech p r z y p a d k a c h u d a ł o się t a k i o t r a d y c j o

l i c z k i , a t a k ż e „ c o k l o " na p o d m u r ó w k i . I c h a u t o r s t w a s ą t a k ż o

o d n a l e ź ć . D o kamieniarskich rodzin należeli j e d y n i e : K r ó l o w i e ,

n a g r o b k i na okolicznych cmentarzach, nie p o s i a d a j ą c e

Draganowie i K i c i l i ń s c y ,

rzeźby

4 0

jeśli p o m i n ą ć

kilku indywidualnych

jednak

figuralnej.

a m a t o r ó w w y k o n u j ą c y c h jedynie osełki do ostrzenia kos, co w t y m

D r u g ą i n t e r e s u j ą c ą nas r o d z i n ą z Folusza- b y l i Draganowie.

w y p a d k u nio m i a ł o jednak charaktoru w y t w ó r c z o ś c i s t a ł e j a n i

K a m i e n i a r s t w o nie m i a ł o w niej jednak z b y t silnego oparcia.

masowej.

U p r a w i a ł je I w a n D r a g a n , ł ą c z ą c t o zajęcie z gospodarowaniem

W i e l k o ś ć o ś r o d k a , zakres jego p r o d u k c j i b y l — t a k j a k i w

na, r o l i i w tej t e ż formio o d z i e d z i c z y ł je jogo syn B a z y d i .

44

Do­

c e n t r u m b a r t n i a ń s k i m — w a r u n k o w a n y zapleczem s u r o w c o w y m ,

m e n ą D r a g a n ó w b y ł a w y ł ą c z n i e k a m i e n i a r k ą u ż y t k o w a — głów­

a szczególnie jogo j a k o ś c i ą . Folusz zasadniczo nie p o s i a d a ł kamie­

nie ż a r n a , brusy, a. t a k ż e osełki. To ostatnie s t a n o w i ł y

n i o ł o m ó w w formio o p i s y w a n y c h poprzednio. Surowiec zbierano

wowe ź r ó d ł o dochodu dla r o d z i n y K i c i l i ń s k i c h , k t ó r a p r o d u k o w a ł a

tu

je na w i e l k ą s k a l ę . Z a j ę c i e to b y ł o u d z i a ł e m Bazylego K i e i l i i i -

z powiorzclmi

ziemi, w postaci l u ź n o ł o ż ą c y c h g ł a z ó w

D i a b l i m K a m i o n i u , eksploatow-ano t e ż w i e t r z e j ą c y
piaskowiec w H u c i e P i e l g r z y m s k i e j .
b y ć m o w y o produkcji

41

na

materacowo

W s y t u a c j i tej nie m o g ł o

k a m i e n i m ł y ń s k i c h , bo z w i e t r z a ł y ma-

t o r i a ł , zbierany z p o w i e r z c h n i , p o z w a l a ł co n a j w y ż e j na w y k u c i e

skiego

45

i jego d w ó c h s y n ó w — Bazylego i I w a n a .

podsta­

Pomijając

i n n y c h d r o b n y c h w y t w ó r c ó w osełek, nazwiska te w y czerpy w a ł y b y
personel o ś r o d k a .
Niewielkie

centrum

rzemiosła

kamieniarskiego

stanowiła

s ł a b y c h j a k o ś c i o w o ż a r e n . O p r ó c z n i c h , na s z e r s z ą s k a l ę p r o d u k o -

r ó w n i e ż wieś Wapienne. Zajęcie to nio w y k s z t a ł c i ł o się t u na

I I . 3. B a r t n e , figura M a t k i Boskiej, w y s . 290 c m . Cokół w y k o n a ł

I I . 4. B a r t n e , r z e ź b a z nagrobka Grzegorza Paszko. W g R . R e i n -

I w a n H n a t o w i c z , r z e ź b ę — w 1911 r o k u — p r z e k u ł W ł a d y s ł a w

fussa a u t o r e m jej jost I w a n S/.atyń.ski, lata trzydzieste

Jamer
180

�szerszą s k a l ę . W opinii r d z e n n y c h m i e s z k a ń c ó w , p i e r w s z y m i ka­

P r z e g l ą d h i s t o r i i i personelu ł e m k o w s k i c h o ś r o d k ó w kamie­

m i e n i a r z a m i b y l i I w a n M i z i k i M i k o ł a j K o ł t k o (obaj z m a r l i przed

niarskich p r a g n ę zakończyć garścią informacji

I

znanym

wojną

światową). W

okresie m i ę d z y w o j e n n y m

czynni

byli

Wasyl Borsuk i Tyrnko K o l t k o . W Wapiennem wyrabiano żarna,
b r u s y , „ c o k l e " oraz — j a k podaje K . Marezakowa —

zagadnieniu,

jakim

jest

o słabo

technologiczna

raczej

strona

tego

rzemiosła.

krzyże

Praca kamieniarza r o z p o c z y n a ł a się w k a m i e n i o ł o m i e , w k t ó ­

p r z y d r o ż n e , co j e d n a k nie z n a l a z ł o dotychczas potwierdzenia.

r y m pozyskiwano surowiec do dalszej o b r ó b k i . T e n p r z y g o t o ­

Zaplecze surowcowo stanowiły', t a k j a k i w p i e r w s z y m o ś r o d k u ,

w a w c z y etap c y k l u technologicznego o m ó w i m y n a

K o r m i t y oraz n i e w i e l k a o d k r y w k a na K a m i e n n e j G ó r z e (obecnie

Magurycza Wielkiego. N a p r z e ł o m i e X I X i X X w i e k u i s t n i a ł o

M ę c i ń s k a G ó r a 679 n p m ) , łożącej na p o ł u d n i e o d w i o s k i .

t u 7 stanowisk z w a n y c h k o p a l n i a m i . K a ż d e z n i c h b y ł o w ł a s n o ś c i ą

4 6

Kończąc

przegląd

łemkowskich

ośrodków

kamieniarskich

w s p o m n i e ć jeszcze n a l e ż y o kamieniarzach p r a c u j ą c y c h

indy­

5 1

przykładzie

jednej s p ó ł k i kamieniarskioj. P r z y g o t o w a n i e o d k r y w k i w y m a g a ł o
u s u n i ę c i a w a r s t w y ziemi i zwietrzeliny k a m i e n n e j , a o d s ł o n i ę t y

w i d u a l n i e , w k i l k u wsiach beskidzkich, k t ó r z y j e d n a k p r a c ą s w ą

w ten s p o s ó b ł i t y p o k ł a d z a p e w n i a ł dopiero d o b r ą j a k o ś ć surowca

nio n a d a w a l i i m specyficznego c h a r a k t e r u osady kamieniarskioj.

i w y r o b u . Ł a m a n i e k a m i o n i a rozpoczynano od w y k u c i a w po­

W s ą s i a d u j ą c y m z B o d k a m i P s t r ą ż n e m p r a c o w a ł w okresie

k ł a d z i e szeregu o t w o r ó w współliniow-ych, w odległości k i l k u n a s t u

m i ę d z y w o j e n n y m Petro Ż e l e m .

4 5

K o r z y s t a j ą c z b l i s k o ś c i kamie­

c e n t y m e t r ó w od siebie. W o t w o r y te wbijano n a s t ę p n i e k o ł k i ,

n i o ł o m ó w na K o r n u t a c h i K a m i e n n e j G ó r z e , w y k o n y w a ł ż a r n a ,

w nie

brusy, a t a k ż e kamienne c o k o ł y , w k t ó r y c h osadzano n a s t ę p n i e

o wadzo ok. 10 k i l o g r a m ó w . Po I wojnie m e t o d ę t ę u n o w o c z e ś ­

żeliwne

krzyże.

4 8

Niewielkie

znaczenie m i a ł a

toż

działalność

I w a n a H a n d z i a k a zo Swierzowej R u s k i e j . M i e s z k a j ą c blisko B a r t ­
nego, p o z a z d r o ś c i ł on t a m t e j s z y m k a m i e n i a r z o m w y s o k i c h

za­

stalowe k l i n y pobijane

niono, z a s t ę p u j ą c

otwory

„kijanem"

szczelinami, a

—

dużym

młotem

drewniane k o ł k i

stalowymi okładzinami z płaskownika, między które

—

wbijano

k ł i n y . W y ł u p a n y t y m sposobem b l o k piaskowca p o d l e g a ł w ka­

r o b k ó w i sam c h w y c i ł się kamieniarskiej r o b o t y . Szło m u to j e d n a k

m i e n i o ł o m i e dalszej o b r ó b c e , m a j ą c e j n a celu nadanie m u

nieudolnie i ż a r n a jego nie

z b l i ż o n e j do gotowego w y r o b u . P o s ł u g i w a n o się w t y m p r z y p a d k u

Znacznie c i e k a w s z ą

dla

cieszyły się wielką
nas

postacią

popularnością.

może być

z imienia kamieniarz z Malastowa — Sahajda (lub
P r a c o w a ł on

w końcu

X I X wieku

nieznany
Saehajda).

i z jego prawdopodobnie

warsztatem w i ą z a ć n a l e ż y zinwentaryzowano w terenie f i g u r y
M a t k i Boskiej z D z i e c i ą t k i e m , o w y b i t n i e l u d o w y m

charakte­

4 9

r z e . J e ś l i b y przypuszczenie to o k a z a ł o się s ł u s z n e t o ż a ł o w a ć
bardzo n a ł o ż y , iż nie z a c h o w a ł y się w p a m i ę c i ludzkiej ż a d n e f a k t y
z b i o g r a f i i tego ł e m k o w s k i e g o

5 0

twórcy ,

11. ."&gt;. Swieizowa J ! t » k i i . Ś. R o d z i n a , wys. 77 c m . w y k o n a ! I w a n
S z a t y ń s k i w 1938

roku

formy

w s p o m n i a n y m j u ż „ k i j a n e m " , a t a k ż e „ ś p i c o m " ( i l . 10). Operacja
t a m i a ł a na celu zmniejszenie o i ę ż a r u surowca, k t ó r y
przetransportować

do wsi. Stanowisko o d k r y w k o w e

należało
opuszczał

b l o k d ł u g ą , t r a w e r s u j ą c ą stok s z t o l n i ą , „ u ł y c i ą " . Dopiero w te­
renie m n i e j s t r o m y m ł a d o w a n o k a m i e ń na w ó z , z i m ą na sanie,
b ą d ź ś c i ą g a n o go s m y k i e m , doczepiwszy orczyk.
Prace w k a m i e n i o ł o m i e t r w a ł y zasadniczo przez c a ł y

rok.

W a r t o w t y m miojscu w s p o m n i e ć o zapleczu socjalnym dla pra­

l i . 6. Folusz, k a p l i c z k a d w u k o n d y g n a c j o w a , wys. 300 c m . , w y ­
k o n a ł P e t r o K r ó l w 1891 r o k u

181

�I I . 8. B a r t n e , Stefan Felenczak demonstruje s p o s ó b w y k o n y w a n i a
r

'

.

'

11. 9. B a r t n e . J a n C h w a l i k podczas p r a c y p r z y n a g r o b k u , 1981 rok

brusa, 1980 r o k

c u j ą c y c h t a m l u d z i . K a ż d e stanowisko p o s i a d a ł o w ł a s n ą , , k o l i b ę "

kowane

( i l . 2). B y l to rodzaj wkopanego w stok s z a ł a s u , o w y m i a r a c h

fizycznymi

5 2

2 x 3 m e t r y . Ś c i a n y zbudowane b y ł y z niespojonego

zaprawą

piaskowca, zaopatrzone w a s y m e t r y c z n y , n i e z a m y k a n y
w e j ś c i o w y . D a c h , najczęściej

pulpitowy,

kach,

piaskowca.

i

pokryty

oświetlano

był

taflami

centralnie p o ł o ż o n y m

w s p a r t y na
Wnętrze

otwór

krokiewogrzowano

ogniskiem, w o k ó ł

którego

to

było

również

kamieniarza,,

umiejętnościami
jednak

można

i
go

predyspozycjami
z

przybliżeniem

o k r e ś l i ć . I t a k w c i ą g u jednego d n i a m o ż n a b y ł o w y k o n a ć 1 ka­
m i e ń do brusa, 30 osełek, b ą d ź 5 m e t r ó w b i e ż ą c y c h eokli na pod­
murówkę.

Wykuciu

zestawu

kamieni żarnowych

poświęcano

z w y k l e 2—3 d n i . W i ę c e j czasu w y m a g a ł a k a m i e n i a r k ą artystycz­
na, Cokół p o d k r z y ż ż e l i w n y z a j m o w a ł t y d z i e ń , kapliczka 2

3

Wspomniana,

t y g o d n i e , z a ś k r z y ż z reliefem U k r z y ż o w a n e g o nawet do jednego

i n s k r y p c j a z 1859 r o k u z o s t a ł a w y k u t a m o i m -zdaniem w ł a ś n i e n a

m i e s i ą c a . Rzecz jasna, że p o ś w i ę c o n y na. w y k o n a n i e czas oraz

b i e g ł y przymocowano do ścian

drewniane ł a w y ,

w e w n ę t r z n e j ś c i a n i e takiej k o l i b y , a nie

- j a k t w i e r d z i K . Mar-

wysiłek kształtowały cenę wyrobu.

czakowa — na j e d n y m z l e ż ą c y c h w k a m i e n i o ł o m i e b l o k ó w . Po­

wpływ

mieszczenia te rzadko s ł u ż y ł y k a m i e n i a r z o m za miejsca nocle­

tabela.

jakość

użytego

ma.toriału,

N a jej w a ł i a n i a m i a ł a t e ż
co ilustruje

przedstaw-iona

54

gowe, d a j ą c j e d y n i e schronienio w d n i deszczowe.
Dalsze

etapy

technologiczne

przebiegały

gospodarskim kamieniarza. N a j c z ę ś c i e j

już

pracowano

w

CENY W Y R O B Ó W K A M I E N I A R S K I C H
W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM

obejściu

pod

gołym

niebem, jedynie w n i e p o g o d ę p r z e n o s z ą c się p o d dach, z w y k l e
n a „ b o i s k o " l u b do s z o p y .

Rodzaj

53

wyrobu

Bartne

Bodaki

Folusz

Oszpicowany z grubsza surowiec obrabiano n a j p i e r w m ł o t ­
kiem
(il.

groszkowym „ k r y n g l ą "
11), celem w y r ó w n a n i a

(ił. 12) oraz m a ł y m
powierzchni. P ó ź n i e j

„kijanem"
gładzono

ją

szerokimi d ł u t a m i , o d k u t y m i w- stali przez miejscowych k o w a l i
( i l . 10). D ł u t a pobijane b y ł y p a ł k ą , w y t o c z o n ą z jednego k a w a ł k a
bukowego l u b lepiej jaworowego drewna,. P r z y b o r a m i pomocni­
czymi

były

różnej

wielkości

,,winkle",

drewniany cyrkiel

do

wyznaczania o b w o d u kamienia ż a r n o w e g o , czy specjalny m ł o t e k
do nasiekiwania i c h części p r a c u j ą c e j .

Najczęściej

kamieniarz

k u ł w pozycji s i e d z ą c e j ( i l . 8), a w p r z y p a d k u p r a c y n a d k r z y ż e m ,
b ą d ź n a g r o b k i e m — s t o j ą c e j ( i l . 9).
W ścisłym związku

z rodza.jom w y r o b ó w

7

pozostawał

czas,

j a k i na ich w y k o n a n i e n a l e ż a ł o p o ś w i ę c i ć . W p r a w d z i e w a r u n -

182

żarna

35 zł

30 z l

k a m i e ń do brusa

2—3 zł

2—3 zł

eokle n a pod­
murówkę

20 zł
2 zł
i zl za,
1 mb

blat stolowy
macewa

10—15 zl
100 zł
200 z l

krzyż
kapliczka
osełka

170 zl

170 zł

200 z l

200 zł
30 gr

100 zł
1 0 - 2 0 gr

�W okresie m i ę d z y w o j e n n y m cena na n i e k t ó r o d r o ż s z o w y r o b y

w i a j ą k a m i e n i u p r y w a t n y c h o d b i o r c ó w , u s t a ł a t e ż m o d a na de-

obliczana t e ż b y ł a w dolarach U S A w g relacji 1:5 i w tej t a k ż e

wocyjne fundacje p r z y d r o ż n e a n a g r o b k i w y k o n u j e się z l a s t r i k o .

walucie odbierano n a l e ż n o ś ć za z a m ó w i e n i e .

Zerwana

K r e s i n t e r e s u j ą c e j nas gałęzi z a j ę ć pozarolniczych na. Ł e m kowszczyźnie

położyły

masowe

wysiedlenia

mające

miejsce

ciągłość

kultury

zahamowała

r z e m i o s ł a . Starzy kamieniarze natomiast
rząd Lasów Państwowych,

powróciła

w a t e m geologiczno-przyrodniczym. W

swych

boskidzkicłi

siodzib,

kamieniarstwo

nie

młodych

do

odcięci s ą od s w y c h

k a m i e n i o ł o m ó w , k t ó r e w p r z y p a d k u Magurycza p r z e s z ł y pod Za­

w latach 1944—1947. M i m o iż p r z y k o ń c u l a t 50 część Ł e m k ó w
do

napływ

zaś K o r n u t y

objęte zostały

s y t u a c j i tej

rezer­

kamieniar­

o d r o d z i ł o się j u ż n a t a k ą s k a l ę j a k przed w o j n ą . M i a ł y na t o w p ł y w

stwo z a m a r ł o n i e m a l c a ł k o w i c i e , a j e d y n y m , k t ó r y jeszcze k u j e ,

różne c z y n n i k i . G ł ó w n i e b r a k zapotrzebowania na w y r o b y . Ż a r n a

jest -Jan Chwalik z Bartnego, r o b o t ą s w ą nie n a , w i ą z u j ą c y jednak

w y c h o d z ą j u ż bowiem z u ż y c i a , u p a . ń s t o w i o n e m ł y n y nio zama,-

do Kwietnych t r a d y c j i da-wnego kamieniarstwa t y c h

li.

10.

Dłuta,

kamieniarskie

i

.,śpis".

II.

dł. 40 c m

I I . Mały

„kijan"

do s u r ó w k i ,

dl.

31 cm

II.

12.

Młotok

groszkowy

stron.

5 5

,,kryngla'

dł. 36 c m

F o l : T. Łopatkiewicz, i l . 1—6, 8—17; B , Iteinfuss, il. 7

A N EК S

Biografie k a m i e n i a r z y z Bartnego
1. Stefan Felenczak, u r . 1827, z m . 30 m a j a 1903. B y ł stola­
rzem, k o w a l e m , kamieniarzem, g o s p o d a r o w a ł t e ż n a 7 mor­
g o w y m gospodarstwie. D o 1859 r o k u p r a c o w a ł w t z w . S p ó ł c e
pod j a w o r e m , kierowanej przez W a s y l a P i d b e r e ź n i a k a (26),
razem z J a k u b e m (Leszkiem) Ł o c h a n y c z e m (14) i s w y m
d a l e k i m k r e w n y m M i c h a ł e m Felenczakiom (13). S p ó ł k a
e k s p l o a t o w a ł a k a m i e n i o ł o m na M a g u r y c z u i w y k o n y w a ł a
kamienie m ł y ń s k i e i ż a r n o w e . W 1859 r o k u , l u b nieco wcześ­
n i e j , Stefan Felenczak z o s t a ł w y k l u c z o n y ze s p ó ł k i i założył
w ł a s n y z e s p ó ł w s k ł a d z i e : D a ń k o Felenczak (2), A l e k s y
D u t k a n y c z (16) oraz M i c h a ł P i d b e r e ź n i a k (24). S p ó ł k a t a
p r a c o w a ł a do I w o j n y z n a s t ę p u j ą c y m i z m i a n a m i s k ł a d u :
— po ś m i e r c i Stefana Felenczaka z a s t ą p i ł go Seman Fe­
lenczak (10) i I w a n Felenczak (3). P o d n i e o b e c n o ś ć tego
ostatniego p r a c o w a ł syn M i c h a ł (6).
— po ś m i e r c i D a n k a Felenczaka na jego miejsce w s z e d ł syn
I l k o (5)
S p ó ł k a t a t r u d n i ł a się k a m i e n i a r k ą u ż y t k o w ą .
2. D a ń k o Felenczak, u r . ok. 1835, z m . 13 g r u d n i a 1910.
S y n k u z y n k i Stefana Felenczaka (1) ze s t r o n y ojca. W 1859
r o k u D a ń k o , j a k o właściciel pasa lasu n a M a g u r y c z u , z a c z ą ł
w y d o b y w a ć k a m i e ń w s p ó ł c e Stefana Felenczaka ( ł ) wraz
z A l e k s y m D u t k a n y c z e m (16) i M i c h a ł e m P i d b e r e ź n i a k i e m
(24). Po ś m i e r c i z a s t ą p i ł go syn I l k o (5). D a ń k o w i ą z a ł ka­
m i e n i a r s t w o z gospodarowaniem na 24 m o r g o w y m gospo­
darstwie.
3. I w a n Felenczak, s. Stefana (1), ur. 1857, z m . 15 marca 1917.
M i a ł d w ó c h s y n ó w — M i c h a ł a (6) i Stefana, k t ó r y w b r e w
o p i n i i K . M a r c z a k o w o j — nie b y ł kamieniarzem. I w a n
Felenczak p r z y ż e n i ł się do w d o w y i g o s p o d a r o w a ł na 12
morgach. D o d a t k o w o p r a c o w a ł w spółce na M a g u r y c z u ,
z a ł o ż o n e j przez swego ojca w 1859 r o k u . P o d n i e o b e c n o ś ć
I w a n a z a s t ę p o w a ł go w robocie syn M i c h a ł (6).
4. I g n a c y Felenczak, s. Stefana ( ł ) , ur. 1863, z m . 25 sierpnia
1907.
.lost ojcom ż y j ą c e g o do dz.i.ś SLofa,na Felenczaka (7). Tgnnoy
odziedziczył po ojcu gospodarstwo wraz z k u ź n i ą , p r a c o w a ł
t e ż j a k o kamieniarz na M a g u r y c z u W i e l k i m .
56

5. I l k o Felenczak, s. D a n k a (2), u r . m i ę d z y 1865—1885, z m .
ok. 1930 r o k u .
Miał d w ó c h s y n ó w — Teodora (8) i I w a n a (9). G o s p o d a r o w a ł
na 24 morgach. P o c z ą t k o w o p r a c o w a ł wraz z ojcem w s p ó ł c e
Stefana Felenczaka (1). Po ś m i e r c i ojca s t a ł się p e ł n o p r a w ­
n y m c z ł o n k i e m s p ó ł k i . Po I wojnie i rozpadzie w / w zespołu,
z a c z ą ł p r a c o w a ć z Teodorem Felenczakiem (12), Semanem
Felenczakiem (10), I w a n e m D u t k a n y c z e m (17) i Osifem
D u t k a n y c z e m (19). S p ó ł k a t a u t w o r z y ł a n o w ą k o p a l n i ę
na p r a w o od miejsca gdzio w y d o b y w a ł k a m i e ń Stefan
Felenczak (1). P o ś m i e r c i l i k i miejsce jego zajął w zespole
I w a n K o z a k (29).
6. M i c h a ł Felenczak, s. I w a n a (3), ur. 1883, z m . 1941.
N a n i m k o ń c z ą się t r a d y c j o kamieniarskie w tej gałęzi Fel e n c z a k ó w . M i c h a ł g o s p o d a r o w a ł na 12 morgowej o j c o w i ź n i e
oraz k u ł kamienie m ł y ń s k i e i ż a r n o w o . P o c z ą t k o w o p r a c o w a ł
z ojcem, a po jego ś m i e r c i z o s t a ł p e ł n o p r a w n y m c z ł o n k i e m
s p ó ł k i z a ł o ż o n e j przez swego dziadka — Stefana Felenczaka
(1).
7. Stefan Felenczak, s. Ignacego (4), ur. 21 stycznia 1900,
ż y j e do dziś.
D o 1960 r o k u t r u d n i ł się k a m i e n i a r s t w e m . Jest o s t a t n i m
z ż y j ą c y c h w B a r t e m k a m i e n i a r z y . W p o c z ą t k a c h swej
k a r i e r y p r a g n ą ł u c z y ć się r z e ź b y w p r a c o w n i Wojciecha
Serworiskiogo — cecłiowego mistrza kamieniarskiego z Gorlic.
P ó ł s i e r o c i e nie m i a ł jednak k t o p o m ó c w realizacji tego
zamierzenia. Po pierwszej wojnie ś w i a t o w e j z a c z ą ł p r a c o w a ć
j a k o z a s t ę p c a Teodora Felenczaka, (8) w spółce Semana
Felenczaka (10). P r a c o w a ł w t e d y z Teodorom D u t k a n y c z e m
(18), I w a n e m K o z a k i e m (29), H r y c i e m Chomkowiczem (36).
W 1928 r o k u , nie r e z y g n u j ą c z u d z i a ł u w w / w s p ó ł c e , za­
k ł a d a w ł a s n ą , e k s p l o a t u j ą c ą w y c h o d n i e piaskowca
na
M o ć h n a t y m . W jej s k ł a d weszli A n d r z e j (22) i I w a n (21)
Graconiowie. Z e s p ó ł ten w y k o n y w a ł k r z y ż e oraz n a g r o b k i .
W czasie o k u p a c j i , za, u i o w y w i ą z y w a n i e się z o b o w i ą z k o w e g o
k o n t y g o n t u , Stefan Felenczak wywieziony' zostaje do Oświę­
cimia, a p ó ź n i e j k i l k u i n n y c h o b o z ó w . U d a j e m u się j e d n a k
p r z e ż y ć . J e s i e n i ą 1945 r o k u wraca do Bartnego, ale d o m
zastaje p u s t y — wszyscy, u w a ż a j ą c go za n i e ż y j ą c e g o ,
wyjechali na U k r a i n ę R a d z i e c k ą . Stefan m i m o t o pozostaje

183

�8.

9.

10.

11.

12.

w rodzinnej w s i , nio na d ł u g o jednak. W 1947 r o k u , z r e s z t ą
B a r t n i a n , przesiedlony zostaje na Ziemie Zachodnie. W 1959
na fali p o p a ź d z i e r n i k o w e j o d w i l ż y , ponownio wraca do
Bartnego i t u mieszka do d z i ś .
Teodor Felenczak, s. I l k i (5), ur. 3 maja 1916, żyje do d z i ś .
G o s p o d a r o w a ł na 24 morgowej o j c o w i ź n i e , t r u d n i ą c się do­
d a t k o w o k a m i o n i a r k ą u ż y t k o w ą . W czasie I I w o j n y ś w i a t o ­
wej w y j e c h a ł do Z S R R , alo w k r ó t e o w r ó c i ł s t a m t ą d do B a r t ­
nego. S t ą d w 1947 r o k u przesiedlono go na Ziemio Zaehcdnie,
s k ą d w y j e c h a ł do TJSA i t a m mieszka do d z i ś .
I w a n Folenczak, s. I l k i (5), ur. 24 listopada 1904, z m . ok.
1979 w Z S R R .
T r u d n i ł się k a m i o n i a r k ą u ż y t k o w ą i razem z b r a t e m Teodo­
r e m (8) g o s p o d a r z y ł n a o j c o w i ź n i e . W l a t a c h I I w o j n y
ś w i a t o w e j w y j e c h a ł do Z S R R .
Seman Felenczak, koligacje nieznane, nazwisko o t r z y m a ł
po matce, ur. o k . 1880, z m . 1930.
B y ł w ł a ś c i c i e l e m części k a m i e n i o ł o m u na M a g u r y c z u W i e l ­
k i m . P o c z ą t k o w o p r a c o w a ł w s p ó ł c e Stefana Felenczaka
(1), z a s t ę p u j ą c w niej z a ł o ż y c i e l a . Po I w o j n i e u t w o r z y ł
w ł a s n ą o d k r y w k ę i p r a c o w a ł w e s p ó ł z Teodorem Felenczak i e m (12), I w a n e m D u t k a n y c z e m (17), l i k i e m Felenczakiem
(5) i Osifem D u t k a n y c z e m (19).
H r y ć Felenczak, s. M i c h a ł a (13), ur. o k . 1850, z m . 1910—
1920.
G o s p o d a r o w a ł na 24 morgach, t r u d n i ł się też k a m i e n i a r s t w e m
u ż y t k o w y m . Ojciec, jego p r a c o w a ł z W a s y l o m P i d b e r e ź n i a k i e m (26), Stefanem Felenczakiem (1) i J a k u b e m (Losz­
kiem) L o c h a n y c z o m (14) w t z w . S p ó ł c e p o d j a w o r e m .
H r y ć p o z o s t a ł w nioj prawdopodobnie po ś m i e r c i ojca.
Teodor Felenczak, s. H r y c i a (11) i Pelagii, ur. 1865, z m .
1926.
G o s p o d a r o w a ł na 24 morgach i t r u d n i ł się k a m i e n i a r k ą
u ż y t k o w ą . Po I wojnie ś w i a t o w e j w s t ą p i ł do s p ó ł k i Semana
Felenczaka (10), p r a c u j ą c e j n a M a g u r y c z u . N a c m e n t a r z u
w B a r t n e m stoi jego nagrobok, w z o r o w a n y n a k r z y ż a c h
Wojciecha S e r w o ń s k i e g o z Gorlic, w y k o n a n y przez s p ó ł k ę
Stefana Felenczaka ( 7 ) .
M i c h a ł Felenczak, ojciec H r y c i a (11), dziadek Toodora (12),
z m . o k . 1860—1870 r o k u , na pewno po 1859.
P r a c o w a ł w t z w . S p ó ł c e p o d j a w o r e m wraz z W a s y l o m
P i d b e r e ź n i a k i e m (26), Stefanem Felenczakiem (1) oraz Ja­
k u b o m (Leszkiem) Lochanyczom (14).
Leszko (Jakub) Loehanyez — p r o t o p l a s t a r o d u Dutka.nyczów.
Niejasna jost sprawa jego imienia,. T r a d y c j a miojscowa
wskazuje n a i m i ę Leszko, z a ś K s i ę g i u r o d z i n i z g o n ó w wsi
B a r t n e , p o d a j ą i m i ę J a k u b . Podczas s ł u ż b y wojskowej
w a r m i austriackiej zmieniono m u nazwisko na D u t k a nycz. Leszko b y ł c z ł o n k i e m t z w . S p ó ł k i pod j a w o r o m , za­
łożonej przez W a s y l a P i d b e r o ź n i a k a (26).
I w a n D u t k a n y e z , s. Leszka (Jakuba)) (14), ur. 1845, z m .
z m . 31 marca 1913.
G o s p o d a r o w a ł na 12 morgach i t r u d n i ł się k a m i o n i a r s t w o m ,
p r a w i e w y ł ą c z n i e a r t y s t y c z n y m . N a l e ż a ł do najstarszej
s p ó ł k i na M o c h n a t y m , w k t ó r e j s k ł a d w c h o d z i l i : Matej
C i r k o t (27) i W a s y l G r a c o ń (20). Spółka, ta p r a c o w a ł a razom
przez ponad 40 l a t , k u j ą c k r z y ż e p r z y d r o ż n e i cmentarne,
a t a k ż o k a p l i c z k i . Podobno I w a n r o b i ł t e ż czasami ż a r n a .
W 1913 r e k u , podczas p o ż a r u z a b u d o w a ń s ą s i a d a , r a t u j ą c
dziecko, p o p a r z y ł się i z m a r ł .
A l e k s y D u t k a n y e z , u r . ok. 1825, z m . ok. 1900.
W e h o d z i ł w s k ł a d s p ó ł k i Stefana Felenczaka (1) i p r a c o w a ł
z D a n k i e m Felenczakiem (2) i M i c h a ł e m P i d b e r e ź n i a k i e m
(24). W y k o n y w a ł kamionie m ł y ń s k i o i ż a r n o w e .
I w a n D u t k a n y e z , s. Aleksego (16), k u z y n I w a n a D u t k a nycza (15), data urodzenia nieustalona, z m . ok. 1930 r o k u .
G o s p o d a r o w a ł n a 18 m o r g a c h i t r u d n i ł się k a m i e n i a r s t w e m
u ż y t k o w y m . Po I wojnie p r a c o w a ł w s p ó ł c e Semana Felen­
czaka (10) wraz z l i k i e m Felenczakiem (5), Teodorem
Felenczakiem (12) i Osifem D u t k a n y c z e m (19). O k o ł o 1925
r o k u do s p ó ł k i d o ł ą c z y ł jego syn Teodor (18).

21.

22.

23.

24.

25.

26.

27.

5 7

13.

14.

;

15.

16.

28.

29.

5 8

30.

31.

r

17.

Teodor D u t k a n y e z , s. I w a n a (17), w n u k Aloksego (16), ur.
27 m a j a 1894, z m a r ł 1955 w Z S R R .
G o s p o d a r o w a ł na. 18 morgach. O k o ł o 1925 r o k u w s t ą p i ł do
s p ó ł k i Semana Felenczaka (10), gdzie k u l kamienie m ł y ń s k i e
i ż a r n o w e . W czasie. I I w o j n y ś w i a t o w e j w y j e c h a ł do Z S R R .
19. Osif D u t k a n y e z , p o k r e w i e ń s t w o nieustalone, z m a r ł po I
wojnie.
G o s p o d a r o w a ł na 22 morgach. T r u d n i ł się t e ż kamieniars­
t w e m u ż y t k o w y m , p r a c u j ą c w s p ó ł c e Semana Felonezaka.
(10).

32.

33.

I w a n H n a t o w i c z , u r . 1886, z m . po I wojnie.
W opinii Bartnian był człowiekiem wybitnie uzdolnionym.
W 1910 r o k u , zainspirowany r z e ź b i a r s k ą
działalnością
A n d r z e j a Sobina (ur. 12 g r u d n i a 1887) i nieznanego z i m i e n i a
Necia, p o s t a n o w i ł w y k u ć w piaskowcu p e l n o p l a s t y c z n ą
f i g u r ę M a t k i Boskiej. Z u w a g i na niskie w a l o r y ostotyeziio
tej r z e ź b y z r o d z i ł się k o n f l i k t m i ę d z y H n a t o w i c z e m a księ­
dzem b a r t n i a r i s k i m W o ł o d y m i r e m K a ł u ź n i a c k i m . g d y ż ten
o s t a t n i nic chciał f i g u r y p o ś w i ę c i ć . H n a t o w i c z zwrócił się
w t o d y do W ł a d y s ł a w a J a m o r a z Ł u ż n e j , mistrza, kamie­
niarskiego i biegłego r z e ź b i a r z a , z p r o ś b ą o poprawienie
r z e ź b y . W 1911 r o k u J a m e r p r z e k u ł r z e ź b ę , złożył na mej
nawet s w o j ą s y g n a t u r ę i w r ó c i ł a ona do Bartnego.

34.

Teodor D z i a m b a , s. I l k a , w n u k Stefana Felonezaka (1).
k u z y n Stefana Felenczaka (7), z m . 1934.
G o s p o d a r o w a ł na 24 morgach a d o d a t k o w o , przed I w o j n ą
światową, pracował w „Spółce pod jaworem". W y k o n y w a ł
kamienie m ł y ń s k i e i ż a r n o w e .

36.

T y m k o Szkurat, s. H r y c i a , u r . 1884, z m . przed I I w o j n ą .

18.

20.

184

W a s y l G r a c o ń , u r . 9 stycznia 1858, z m . 10 marca 1930.
G o s p o d a r o w a ł na 16 morgach i z a j m o w a ł się w y ł ą c z n i e ka­
m i e n i a r k ą a r t y s t y c z n ą . P r a c o w a ł n a M o c ł m a t y m wraz
z I w a n e m D u t k a n y c z e m (15) i M a t e j o m C i r k o t e m (27).

W s p ó ł c e t e j , ok. 1900 r o k u , z a c z ą ł r z e ź b i ć p ó ł p l a s t y c z n e
reliefy Chrystusa U k r z y ż o w a n e g o , k t ó r y c h do dziś z a c h o w a ł
się na Ł e m k o w s z c z y ź n i e p o k a ź n y ' zospół.
I w a n G r a c o ń , s. W a s y l a (20), ur."ok. 1900, z m . ok. 1970 na,
Ziemiach Zachodnich.
G o s p o d a r o w a ł na o j c o w i ź n i e i t r u d n i ł się k a m i e n i a r s t w e m ,
w y ł ą c z n i e jednak r z e ź b ą . W 1928 r o k u , wraz zo Stofanom
Felenczakiem (7) i s w y m b r a t e m A n d r z e j e m (22) z a k ł a d a j ą
s p ó ł k ę na M o c ł m a t y m , k u j ą c k r z y ż e i ż y d o w s k i e macewy.
A n d r z e j G r a c o ń , s. W a s y l a (20), ur. ok. 1900, żyje w Z S R R .
P r z y ż e n i ł się do 12 morgowego gospodarstwa. D o d a t k o w o
t r u d n i ł się r z e ź b ą k a m i e n n ą . O d 1928 r o k u p r a c o w a ł w spółce
Stefana Felenczaka. (7) wraz z b r a t e m I w a n e m (21).
I w a n G r a c o ń , s. Bazylego, u r . 17 stycznia 1895, w y j e c h a ł
do K a n a d y .
W y k o n y w a ł kamienie m ł y ń s k i e i ż a r n o w e w „ S p ó ł c e pod
jaworem".
M i c h a ł P i d b e r e ź n i a k , u r . o k . 1845, z m . 1923.
G o s p o d a r o w a ł na 24 morgach. N a l e ż a ł do s p ó ł k i Stefana
Felenczaka (1) i p r a c o w a ł w e s p ó ł z D a n k i e m Felenczakiem
(2) i A l e k s y m D u t k a n y c z e m (16). K u ł ż a r n a i kamionie
młyńskie.
W a s y l P i d b e r e ź n i a k , s. M i c h a ł a (24), data urodzenia nie­
ustalona, w czasie I I w o j n y ś w i a t o w o j w y j e c h a ł do ZSRR,
i tam zmarł.
Ł ą c z y ł gospodarowanie na 12 m o r g o w y m gospodarstwie
z kamieniarstwem u ż y t k o w y m ,
W a s y l P i d b e r e ź n i a k , s t r y j M i c h a ł a P i d b o r o ź i ń a k a (24), z m .
przed I w o j n ą ś w i a t o w ą .
B y ł z a ł o ż y e i o l e m „ S p ó ł k i pod j a w o r e m " w s k ł a d z i e : Stefan
Felenczak (1), Leszko (Jakub) Loehanyez (14), M i c h a ł
Felenczak (13). W 1858 l u b 1859 r o k u , na skurek z a t a r g ó w
w y k l u c z y ł ze s p ó ł k i Stefana Felenczaka. Z e s p ó ł ten w y k o ­
n y w a ł d o s k o n a ł e kamienie m ł y ń s k i e d l a o d b i o r c ó w zo Sło­
wacji i Węgier.
M a t e j C i r k o t , d a t a urodzenia nieustalona, zm. 1914.
G o s p o d a r o w a ł n a 12 morgach a d o d a t k o w o t r u d n i ł się ka­
mieniarstwem — w y ł ą c z n i e r z o ź b ą . C i r k o t j a k o pierwszy
w s p ó ł c e z D u t k a n y c z e m (15) i W a s y l e m Graconiem (20)
z a c z ą ł r z e ź b i ć w i z e r u n k i U k r z y ż o w a n e g o na k r z y ż a c h przy­
d r o ż n y c h i cmentarnych.
W a s y l C i r k o t , bratanek Mateja C i r k o t a (27), zięć Hrycia.
Felenczaka (11), data urodzenia nieustalona., z m a r ł na. Zie­
m i a c h Zachodnich.
G o s p o d a r o w a ł n a 24 morgach i t r u d n i ł się d o d a t k o w o ka­
m i o n i a r k ą u ż y t k o w ą . N a l e ż a ł do nowego s k ł a d u „ S p ó ł k i
pod j a w o r e m " , po r o k u 1859, t j . po o d e j ś c i u Stefana Fe­
lenczaka (1).
I w a n K o z a k , s. A n d r z e j a , ur. 6 marca 1894, z m . ok. 1933.
G o s p o d a r o w a ł na 20 morgach i t r u d n i ł się d o d a t k o w o ka­
m i e n i a r s t w e m . Po I w o j n i e z a j ą ł miejsce I l k i Felenczaka
(5) w s p ó ł c e Somana Felenczaka (10). K o z a k k u ł k a m i e n i o
m ł y ń s k i o i ż a r n o w e , t r u d n i ł się t e ż r z e ź b ą a r c h i t e k t o n i c z n ą
— w y k o n y w a ł k r z y ż e , do k t ó r y c h i n n i kamieniarze d o r a b i a l i
wizorunki r z e ź b i o n e .
M i c h a ł K o z a k , b r a t I w a n a K o z a k a (29), u r . 19 m a j a 1900,
żyjo w Z S R R .
G o s p o d a r o w a ł razem z b r a t e m . N i e n a l e ż a ł do s p ó ł e k , a t y l k o
n a j m o w a ł się u r ó ż n y c h k a m i e n i a r z y . W czasie I I w o j n y
w y j e c h a ł do Z S R R .
M i k o ł a j Chwalik, s. Teodora, ur. 26 listopada 1895.
G o s p o d a r o w a ł na 12 morgach i dorywczo k u ł kamienio ż a r ­
nowe. Po I I wojnio z a c z ą ł w y k o n y w a ć n a g r o b k i ze s w y m
synem J a n e m (32).
J a n Chwalik — mieszka w B a r t n e m .
Gospodaruje na o j c o w i ź n i e , sporadycznie k u j ą c jeszcze
n a g r o b k i , ale bez r z e ź b y figuralnej.

�Z nazwiskiem t y m w i ą ż e się i n t e r e s u j ą c a historia. Szkurat
c h c i a ł z o s t a ć kamieniarzom i zwrócił się do s p ó ł k i Mateja
Cirkota z p r o ś b ą o p r z y j ę c i e . Ten k a z a ł m u na p r ó b ę w y k u ć
k r z y ż z wizerunkiem U k r z y ż o w a n e g o . Szkurat w y ł a m a ł
na M o e h n a t y m odpowiodni blok piaskowca i o b r o b i ł go
z grubsza. P o z o s t a w i ł jodnak z b y t m a ł o miejsca na relief
postaci U k r z y ż o w a n e g o i w z w i ą z k u z t y m k a n d y d a t u r a
jogo z o s t a ł a odrzucona. N a p ó l obrobiony k r z y ż leżał długi
czas w k a m i e n i o ł o m i e , s k ą d do wsi ś c i ą g n ą ł go J ó z o f M ą d z i k .
H r y ć Chomkowiez, s. I w a n a , zięć I w a n a Graconia (23),
ur. 24 lutego 1898, z m . ok. 1979 na Ziemiach Zachodnich.
P o c h o d z i ł z Frzogoniny, ale ożenił się w B a r t n e m i t n osiadł
ua 24 m o r g o w y m gospodarstwie. O k o ł o 1925 r o k u w s t ą p i ł
do s p ó ł k i Semana Felenczaka (10), ale nie p r a c o w a ł w niej
dlużoj niż 3—5 lat. O k o ł o 1930 r o k u p o w r ó c i ł do Przegoniny
by z a ł o ż y ć n o w ą s p ó ł k ę z D m y t r o m K o p c z ą (18), Osifem
T a r b a j e m (11) i M i c h a ł o m Chomkowiczem (4). S p ó ł k a w y ­
d o b y w a ł a k a m i e ń na K o r n u t a c h , w lesie F i l i p a Szkurata,
k u j ą c ż a r n a i kamionio m ł y ń s k i e . O k o ł o 1930 r o k u H r y ć
z ł a m a ł w kamieniolomio n o g ę i na skutok niesna.sek, a naw et
procesu s ą d o w o g o , zespół r o z p a d ł się. Chomkowiez nie po­
wrócił j u ż po t y m w y p a d k u do kamieniarstwa.

30.

8.

Loszko Sobin, szwagier M i c h a ł a Chomkowieza (4), zm. ok.
1920.
Jeden z pierwszych k a m i o n i a r z y w Przegoninie. W y k o n y w a ł
kamienie ż a r n o w o i brusy. Razem z b r a t e m M i c h a ł e m (9)
dostarczali surow~ogo k a m i e n i a do r z o ź b y
Wojciechowi
S c r w o ń s k i o m u z Gorlic,
M i c h a ł Sobin, s. Symeona, ur. 16 listopada 1874, zm. po
I wojnie.
B y l kamieniarzom samodzielnym. W r a z z b r a t e m Leszkiem
(8) dostarczali surowego kamienia do r z e ź b y W . S e r w o ń skiemu.
I w a n Sobin, s. M i c h a ł a , w y j e c h a ł do Z S R R .
K u l kamienic ż a r n o w e i macewy. Z a t r u d n i a l i go Osif Tarbaj
i Iwan Koltko.
Osif T a r b a j , ur. 6 stycznia 1904, zm. 23 lipca 1964 w Bodakach.
U c h o d z i za najlepszego r z e ź b i a r z a w ś r ó d k a m i o n i a r z y ł e m ­
kowskich. Pcla m i a l niewielo, s t ą d k a m i e n i a r s t w o bydo
jego j e d y n y m ź r ó d ł e m u t r z y m a n i a . O k o ł o 1930 r o k u Tarbaj
z o s t a ł c z ł o n k i o m s p ó ł k i H r y c i a Chomkowieza (36). Po nie­
s z c z ę ś l i w y m w y p a d k u H r y c i a i rozpadzie s p ó ł k i , Tarbaj
założyd d u ż y warsztat k a m i e n i a r s k i w B o d a k a c h , w k t ó r y m
z a l e ż n i e od charakteru i ilości z a m ó w i e ń , n a j m o w a ł inny cli
kamieniarzy z B o d a k ó w i Przegoniny. D z i ę k i d u ż y m umie­
j ę t n o ś c i o m i rzotolności w y k o n a n i a m i a l zawsze d u ż o z a m ó ­
w i e ń , g ł ó w n i e na kamienie m ł y ń s k i e czy ż a r n o w e oraz
k r z y ż e i macowy.
W a s y l Ż e l e m , w y j e c h a ł do Z S R R ,
W y k o n y w a ł macowy, a t a k ż e ż a r n a i ookle ua p o d m u r ó w k i .
Aleksy H o ń c z a k , ż y j e na Ziomiaoh Zachodnich.
N a j m o w a ł się u Torbaja (11) i I w a n a K o l t k i ( K i ) .
Petro P r o k i p c z a k , ż y j e na Ziemiach Zachodnich.
P r a c o w a ł niewiele, n a j m o w a ł sio u i n n y c h .
H r y ć Gluz, u r . 9 listopada 1901.
N a j m o w a ł się u T a r b a j a (11) i I w a n a K o l t k i (10).
I w a n K o l t k o , ur. m i ę d z y 1901—1910, ?.m. na Ziemiach
Zachodnich.
B y ł kamieniarzom samodzielnym, w y k o n y w a ł macowy,
kamienie ż a r n o w e , cokle, brusy i t p . D o s t a r c z a ł t e ż surowego
k a m i e n i a do r z e ź b y dla Franciszka D u s z y , kamieniarza
z Gorlic, ucznia Wojciecha S o r w o ń s k i e g o . W warsztacie
s w y m , z a t r u d n i a ł K o l t k o wielu k a m i e n i a r z y z Przegoniny
i Bodaków.
Petro K o s t y k , s. I w a n a , ur. 19 maja 1893, z m . 1961.
K u l kamienie ż a r n o w e i brusy. N a j m o w a ł się u Torbaja
i Koltki.
D m y t r o Kopcza, p r z y ż e n i o n y do rodziny C h o m k o w i e z ó w ,
zm. na Ziemiach Zachodnich.
W l a t a c h trzydziestych n a l e ż a ł do s p ó ł k i H r y c i a Chomko­
wieza (36). Po n i e s z c z ę ś l i w y m w y p a d k u w k a m i o n i o ł o m i e ,
p o r z u c i ł kamieniarstwo i z a ł o ż y ł w Przogoninio sklep.
7

9.

10.

11.

7

r

Biografie k a m i c i darzy z Przegoniny i Boda.ków
1.

I w a n Chomkowiez, s. H r y c i a , ur. ok. 1854, zm. 30 listopada,
1917.
K a m i e n i a r s t w e m t r u d n i ł się dorywczo - - ł u p a ł k a m i e ń na
p o d m u r ó w k i , choć niewykluczone, że m ó g ł też k u ć ż a r n a
a, nawet macewy. Obaj jego synowie — H r y ć (30) i Michał
(4) b y l i k a m i e n i a r z a m i .
2. Andrzej Chomkowiez, s. Bazylego, ur. 10 grudnia 1808, zm.
przed I w o j n ą ś w i a t o w ą ,
Andrzej b y l s t r y j e m H r y c i a (36) z Bartnego. G o s p o d a r o w a ł
ua 12 morgach a d o d a t k o w o t r u d n i ł się kamieniarstwem
użytkowym.
3. H r y ć Chomkowiez - - p a t r z B a r t n e poz. 36
4. .Michał Chomkowiez, s. I w a n a (1), b r a t H r y c i a (36), ur. 10
listopada 1895, zin. 26 lutego 1939.
G o s p o d a r o w a ł na 12 morgach. N a l e ż a ł do p o w s t a ł e j ok.
1930 r o k u s p ó ł k i H r y c i a Chomkowieza (36). W y k o n y w a ł
ż a r n a i brusy.
o. I w a n Chomkowiez, s. Dymitra., ur. 5 k w i e t n i a 1894, w y j e c h a ł
na Ziemie Zachodnie.
Nie z a j m o w a ł się k a m i e n i a r k ą u ż y t k o w ą . K u l w y ł ą c z n i e
k r z y ż e oraz ż y d o w s k i e macewy.
6. M i c h a ł Chomkowiez, s. Hnata., ur. 25 lutego 1908, zm.
w ZSRR.
W y k o n y w a ł kamienie ż a r n o w o , brusy i podobnie j a k wszyscy
('homkowieze •— macewy. B y ł kamieniarzem samodzielnym
i nie należał do ż a d n e j s p ó ł k i .
7. Wasv] N o w a k , data urodzenia nieustalona, zm. 1979 w Bodakaoh.
P r a c o w a ł niowdele, n a j m o w a ł się u i n n y c h kamieniarzy.
Z a j m o w a ł się kamieniarstwem u ż y t k o w y m .

12.
13.
14.

r

15.
16.

18.

18.

t

19.

Andrzej K o l t k o , data urodzenia nieustalona.
N a j m o w a ł się w warsztatach Tarbaja i I w a n a K o ł t k i . K u l
kamienie m ł y ń s k i e i ż a r n o w e , a t a k ż e cokle na p o d m u r ó w k i
i brusy.

P R Z Y P 1 S Y

1

I ' o d s t a w ę mniejszego tekstu s t a n o w i fragment pracy magis­
terskiej autora i M a ł g o r z a t y P a s ł a w s k i e j , napisanej pod kierun­
k i e m prof, dra J ó z e f a B u r s z t y w K a t e d r z e E t n o g r a f i i U A M
w Poznaniu, w 1982 r o k u , na, t e m a t „ M a ł e f o r m y a r c h i t e k t u r y
sakralnej w ł e m k o w s k i c h wsiach Beskidu Niskiego". Z uwagi
na t o . iż w i ę k s z o ś ć ł e m k o w s k i c h figur, k r z y ż y i kapliczek p r z y ­
d r o ż n y c h stanowi dzieła miejscowy eh k a m i e n i a r z y , obok t e m a t u
g ł ó w n e g o , podjęliśmy r ó w n i e ż badania nad h i s t o r i ą l u d o w y c h
o ś r o d k ó w kamieniarskich. W icli t o k u u d a ł o się z e b r a ć interosujące m a t e r i a ł y , pozwalające uzupełnić dotychczasową wiedzę
na, ton temat. Poi . K . Marczakowa, Kamieniarstwo
ludowe
u Łemków.
Ze studiów
nad ludową rzeźbą kamienną
na
Łemkowszczyźnic,
cz. 1, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R. 16, 1962, n r 2,
s. 84- - 9 1 ; R. Reinl'uss. Rzeźba figuralna
Łemków, Ze studiów nad
ludową
rzeźbą kamienną
na Lemkowszczyźnie,
cz. 2, „ P o l s k a
Sztuka L u d o w a " , R . 17, 1963 n r 3—4, s. 122—134
I n f o r m a c j a pochodzi od Stefana Felenczaka z Bartnogo.
Ta część Bartnego do dzisiaj nazywa się „ Z a m ł y n o m " .
Rejestr )&gt;oborowy województwa
krakowskiego
z roku
J629,
pod rod. S. I n g l o t a , W r o c l a w 1956, s. 273
A . Pawiiiski, Polska XVI
wieku pod względem
geograficzno-statystycznym. Małopolska,
t. 3 (w:) Źródła dziejowe, t . 15, W a r ­
szawa 'l886, s. 53
" K . -Marczakowa, op. cit., s. 84
H . O l s z a ń s k i , Stan i probłemutyka
badań nad historią
łudo7

7

-

2
3

4

5

7

wego budownictwa
przemysłowego
południowej
Rzeszowszczyzny,
„ M a t e r i a ł y Muzeum B u d o w n i c t w a Ludowego w Sanoku", 1970
nr 11, s. "8
W . K r y g o w s k i , Beskid Niski,
Pogórze Ciężkowickie
i Po­
górze Strzyżowsko-Dynowskie,
Warszawa 1977, s. 15
Cyfry obok nazwiska kamieniarza o d s y ł a j ą do właściwej
p o z y c j i w aneksie kamieniarzy ł e m k o w s k i c h .
N a z w a t a w i ą ż e się z p o t ę ż n y m jaw orom r o s n ą c y m obok
stanowiska o d k r y w k o w e g o , eksploatowanego przez s p ó ł k ę .
Niejasna jest sprawa jogo imienia. T r a d y c j a miejscowa
przekazuje i m i ę Loszko, zaś księgi urodzin i z g o n ó w m i e s z k a ń c ó w
wsi B a r t n e , p o d a j ą i m i ę J a k u b . Ciekawa historia w i ą ż e się r ó w nioż z jego nazwiskiem. Podczas s ł u ż b y wojskowej w c.k. a r m i i
austriackiej zmieniono jo na D u t k a n y c z i w tej też. formio p r z e j ę ł a
je cala linia p o t o m k ó w kamioniarza.
Informacje o „ S p ó ł c e pod j a w o r o m " i losach jej c z ł o n k ó w
p o d a ł Stefan Felenczak z Bartnego, w szeregu w y w i a d ó w prze­
prowadzonych z n i m w latach 1980—1984
Tamże
Stefan Felenczak s. Ignacego jest o s t a t n i m z ż y j ą c y c h
w B a r t n e m kamieniarzy. D z i ę k i n i o m u z o s t a ł a zgromadzona
większość matoriałów o d n o s z ą c y c h się do h i s t o r i i o ś r o d k a . D u ż o
m a t e r i a ł u biograficznego p r z y n i o s ł a toż. kwerenda, archiwalnych
k s i ą g p a r a f i a l n y c h : Księga
zgonów
Przegoni na 1803—194 ii,
Księga urodzeń Przegonina
1868—1914,
Liber nutorum in Pre8

9

7

1 0

7

1 1

7

1 2

7

7

1 3

1 4

7

185

�gonina, tom VI, 1925—1945,
Liber natorum Bodaki
1923—
1946, Księga zgonów Bartne 1841--1893,
Księga zgonów
Bartne
1893—1945, Księga urodzeń Bartne 1878—1907, Księga
urodzeń
Bartne
1914—1915
R . Reinfuss, oj), o i l . , s. 124
M . P r z e ź d z i e c k a z a n o t o w a ł a jodynie i n f o r m a c j ę o moist n i e j ą c y m od dawna k r z y ż u p r z y d r o ż n y m z Bartnego, n o s z ą c y m
d a t ę 1789. K r z y ż ton nio p o s i a d a ł jednak r z e ź b i o n e g o w i z e r u n k u
U k r z y ż o w a n e g o , t a m ż e , s. 126
Por. M . P a s ł a w s k a , T . L o p a t k i e w i e z , Male formy
archi­
tektury sakralnej w łemkowskich
lesiach Beskidu Niskiego, s. 72—
83, i l . 104—126, praca magisterska złożona w Bibliotoeo I n s t y t u ­
t u E t n o l o g i i U A . M w Poznaniu.
R . Reinfuss, op. c i t . , s. 129
Z D u t k a n y c z e m w i ą ż e się natomiast inna. bardzo interesu­
j ą c a historia. W B a r t n e m opowiadano m i bowiem, iż Dutka.nycz
z o s t a ł pochowany w w y k u t y m przez siebie, w i e l k i m , monoli­
t y c z n y m sarkofagu k a m i e n n y m , k t ó r y , j a k p a m i ę t a j ą starsi
w i e k i e m B a r t n i a n i e , c i ą g n ę ł o na. cmentarz 3 pary w o ł ó w . S ą ­
d z i ł e m w ó w c z a s , iż i n f o r m a t o r ó w chyba, trochę, p o n i o s ł a fantazja.
O k a z a ł o się w k r ó t c e , żo jednak nie, W 1983 roku J . Ma.dz.ik
z Bartnego o d n a l a z ł p o d o b n y sarkofag na M o c ł m a t y m , pozosta­
w i o n y t a m przez D u t k a n y e z a . Kamieniarz zostawił go w kamie­
niołomie na, skutek p ę k n i ę c i a bocznej ś c i a n y , a. sa.m n i e z r a ż o n y
niepowodzeniom, z a b r a ł się do pracy nad d r u g i m , t y m w ł a ś n i e ,
w k t ó r y m z o s t a ł pochowany na. ba,rt,uiaiiskim cmentarzu.
T a k ą d a t ę nosi ostatni z k r z y ż y Graeonia. odnaleziony
w Regetowio N i ż n y m . K . Marezakowa, op. c i t . , s. 89, o k r e ś l a
da,tę ś m i e r c i tego kamicnia,rza na r o k 1920. Nie z n a l a z ł o to jednak
potwierdzenia, bowiem na, nagrobku Graeonia w B a r t n o m data,
zgonu to 10 marca 1930 r o k u .
T a m ż e , s. 89 a u t o r k a podajo informację, o spółce p r a c u j ą c e j
na Moclmu,tym, w s k ł a d k t ó r e j w c h o d z i l i : Matej C i r k o t , W a s y l
G r a c o ń , synowie jego Andrzej i I w a n oraz. p r z e j ś c i o w o Stefan
Folenczak. Spółka, t a k a n i g d y jednak na M o c ł m a t y m nio dzia­
łała. P r z e c i e ż z a t r u d n i o n i w niej — Stefan Folenczak, Andrzej
i I w a n Graeoniowie — w c h w i l i śmierci C i r k o t a mieli po 14 l a t !
Felenczak, co sam stwierdza, z a c z ą ł k u ć w w i e k u 25 lat i nie na
M o c ł m a t y m . lecz na M a g u r y c z u , zamiennie z Teodorem Felen­
czakiem. W t y m czasie Matej C i r k o t nie żył od 12 l a t !
Jej autorstwa, jest m . i n . nagrobek Teodora Felenczaka na
emonta,rzu w B a r t n e m , w y k o n a n y w 1941 r o k u .
Za i n f o r m a c j ę t ę d z i ę k u j ę F . K u z i a k o w i z, Bartnego.
Przogoniua p o w s t a ł a w I p o l . X V I w., B o d a k i p o j a w i a j ą się
już w 1581 r o k u , zaś B a r t n e — na przełomie X V I / X V I I w i e k u .
K . Marezakowa, op. c i t . , s. 89 podaje to nazwisko j a k o
H o m k o w i c z . Jednak w k s i ę g a c h parafialnych Przegoniny i B o ­
d a k ó w pisane jest ono w formie spolszczonej, jako Chomkowiez
i t ę w e r s j ę t r a k t u j o m y dalej j a k o o b o w i ą z u j ą c ą . Podobnie rzecz
w y g l ą d a z p o d a w a n y m przez a u t o r k ę nazwiskiem C y r k o t i p i ­
sanym w w / w k s i ę g a c h — Cirkot.
A nie j a k podaje K . Marezakowa, t a m ż e , s. 90, p r z y p i s 9 —
D m y t r o Kopacz.
A nie j a k t a m ż e , s. 90 . . - I w a n T u r b a j .
O p r ó c z Tarbaja k a m i e n i a r s t w e m a r t y s t y c z n y m t r u d n i ł
się w B o d a k a c h I w a n Chomkowiez (5).
R o m a n Reinfuss w y k o n a ł w 1931! roku fotografię kamieniar­
skiego w a r s z t a t u Osifa Tarbaja. Nie podaje jednak, k i m s ą osoby
sfotografowane. D z i ę k i u p r z e j m o ś c i i dobrej p a m i ę c i Stefana
Felenczaka z Bartnego, u d a ł o się je r o z p o z n a ć - - od lewej s t o j ą :
Osif T a r b a j , W a s y l F r y n e k o i Ł u k a s z K o ł t k o — dwaj o s t a t n i
nie b y l i k a m i e n i a r z a m i i w warsztacie znaleźli się p r z y p a d k o w o .
S i e d z ą — A n d r z e j K o ł t k o i Petro K o s t y k , k t ó r y c h T a r b a j w pra­
cowni swej zatrudnia.1.
R . Roinfuss, op. c i t . , s. 129 oraz i l . 17
I n f o r m o w a ł Stefan Felenczak", k t ó r y S z a t y ń s k i e g o znal
o s o b i ś c i e i dobrzo go p a m i ę t a .
N a cmentarzu w Nieznajowej z n a l a z ł o m sygnowany przez
S z a t y ń s k i o g o nagrobek, p o c h o d z ą c y z 1911 r o k u .
Por. R . Reinfuss, op. c i t . , i l . 17
Por. t a m ż o , s. 129, p r z y p i s 7
Szczogółowe. bogato ilustrowane r o z w a ż a n i e tej k w e s t i i
z n a ł e ź ś ć m o ż n a w cv+owanoj pracy masisterskiej, s. 89—92
i 105—107, i l . 146—185
1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4
3 5

3 6

Por. R . Roinfuss, op. c i t . , s. 131
N p . z b i a ł y m wapieniem p i ń c z o w s k i m , bardzo m i ę k k i m
i p o d a t n y m do r z o ź b y . Z wszystkich k a m i e n i a r z y ł e m k o w s k i c h
j e d y n i e Tarbaj s t o s o w a ł ten rodzaj tworzywa,, z d o b y w a j ą c jo
z r e s z t ą nielegalnie, od r o b o t n i k ó w z a t r u d n i o n y c h p r z y remoncie
kościoła w Grybowie.
3 7

3 8

O autorytecie, j a k i m cieszył się Jamor u k a m i e n i a r z y lemkowskich ś w i a d c z y zdarzenio, k t ó r e g o bohatorami b y l i Osif
Tarbaj i Stefan Folenczak (7). Ton ostatni p o d j ą ł się w y k o n a n i a
nagrobka, na. cmentarz w D ę b o w c u , nie posiadając f o r m a l n y c h
u p r a w n i e ń , ,,papieru". T a r b a j . dowiedziawszy się o t y m , poszedł
na s k a r g ę do Jainera, o c z e k u j ą c , iż ton odbierze Felenczakowi
186

roboto i zleci w y k o n a w s t w o j e m u samemu. N i e w i e m j a k w z g l ę .
dem tego sporu z a c h o w a ł się Jamor, f a k t o m jest jednak, żo
nagrobek w y k o n a ł Felenczak.
N p . międzyw-ojenno k r z y ż e I w a n a i A n d r z e j a G r a c o n i ó w ,
Stefana Felenczaka, I w a n a Chomkowicza.
I n f o r m a c j o d o t y c z ą c o Folusza p o c h o d z ą z w y w i a d ó w
przeprowadzonych w 1981 r o k u z M i c h a ł e m K r ó l e m , o s t a t n i m
z ż y j ą c y c h w tej wsi k a m i e n i a r z y .
Wietrzenie materacowe powoduje rozwarstwianie się b l o k u
piaskowca na pojedynczo tafle, o znacznej n i e k i e d y powierzchni.
Filia Muzoum Okręgowego w N o w y m Sączu, mieszcząca
się w z a b y t k o w e j cerkwi w B a r t n e m , przechowuje t a k i b l a t
o w y m i a r a c h 1 5 7 x 87 c e n t y m e t r ó w .
N i c o tej formie nio w s p o m i n a j ą K . Ma.rczakowa, op. c i t . ,
ani R . Reinfuss, op. c i t .
Obaj zmarli przed I I w o j n ą ś w i a t o w ą .
Z m a r ł w 1955 r o k u .
K . Marezakowa, op. c i t . . s. 90
A nie j a k t a m ż e , s. 90 — I w a n Żoleń.
I n f o r m o w a ł Stefan Folenczak
Hipotezo t ę z a s u g e r o w a ł m i Stefan Felenczak z Bartnego,
p o d k r e ś l a j ą c , iż r z e ź b t y c h z c a ł ą p e w n o ś c i ą nie w y k o n y w a n o
w B a r t n e m . Por. R . Reinfuss, op. c i t . , s. 133. Podczas jnwenturyzaeji przeprowadzonej w 115 wsiach ł e m k o w s k i c h znaloźliśmy 9 przykładów owych przedstawień, pochodzących z 2
ostatnich dekad X I X w i e k u . Z i n w e n t a r y z o w a n e p r z y k ł a d y
z n a j d u j ą się w : Bodakach, D ł u g i e m , Jasionce, L i p n e j , Malastowie, R o p i c y G ó r n e j , Smerokowcu, Swicrzowej Ruskiej oraz
W a p i e n n y m , t w o r z ą c nieco szerszy zasięg n i ż to przedstawia
R . Reinfuss. W y n i k a lo z f a k t u , iż autor nie objął s w ą a n a l i z ą
4 do dziś i s t n i e j ą c y c h r z e ź b z D ł u g i e g o , Jasionki, Lipnej i Smorekowca — por. t a m ż e , s. 133.
N i e z a l e ż n i e ocl p o w y ż s z e g o , hipotezy Felenczaka nio u d a ł o się
n a m w Malastowie z w e r y f i k o w a ć , g d y ż starych m i o s z k a ń c ó w
jest t u niewielu i nic pewnego nio p o t r a f i ą o Sachajdzie po­
wiedzieć.
Uwaga, ta d o t y c z y nie t y l k o Sachajdy alo i całej proble­
m a t y k i ł e m k o w s k i e g o kamieniarstwa ludowego. Po c y k l u b o w i e m
p o p u l a r n y c h a r t y k u ł ó w o t y m r z e m i o ś l e i m o i m apelu do czytel­
n i k ó w (chodziło m i t u g ł ó w n i e o starych kamioniarzy i ich po­
t o m k ó w m i e s z k a j ą c y c h na Ziemiach Zachodnich) o podzieleiuo
się ze m n ą s w y m i uwagami, t u d z i e ż posiadanymi i n f o r m a c j a m i
— nio o d e z w a ł się n i k t . Por. T . L o p a t k i e w i e z , Z doslidżeń
nad
narodnim
kamieniarstwom
na Lemkiwszczyni,
„Nasze Słowo",
R . 28, 1983, nr 9, 10, 11, 12, 13
W s p o m n i a n y k a m i e n i o ł o m na M a g u r y c z u b y ł własnością;
k i l k u gospodarzy z Bartnego, g d y ż o b e j m o w a ł y go nadano i m
lany l e ś n e . Pasmo M a g u r y W ą t k o w s k i e j z o d k r y w k a m i na Mochn a t y m i K o r n u t a c h s t a n o w i ł o w ł a s n o ś ć K l a s z t o r u Norbertanok
z K r a k o w a . P r a c u j ą c e t a m s p ó ł k i m u s i a ł y więc u z y s k i w a ć od
K l a s z t o r u pisemne zezwolenie na e k s p l o a t a c j ę , k t ó r e potwier­
dzał n a s t ę p n i e leśniczy.
Mieściło się w n i m z w y k l e 8 o s ó b .
Z w i ą z a n e to b y ł o z u c i ą ż l i w y m p y ł e m , j a k i unosił się
p r z y pracy. S t ą d niemal z a w o d o w ą c h o r o b ą k a m i e n i a r z y jest
pylica płuc.
S k ł a d a j ą się na n i ą dane z a r t y k u ł u K . Marczakowej, op.
l i t . . . s. 89 oraz m a t e r i a ł y z b a d a ń w ł a s n y c h .
W 1976 r o k u p o w s t a ł i n t e r e s u j ą c y p o m y s ł zorganizowania
w B a r t n e m niewielkiego l a p i d a r i u m ł e m k o w s k i e j r z e ź b y ka­
miennej wraz z e k s p o z y c j ą n a r z ę d z i i n i e k t ó r y c h w y r o b ó w ka­
m i e n i a r s k i c h . A u t o r a m i koncepcji b y l i — m g r W e r o n i k a Н о т а
— W o j e w ó d z k i K o n s e r w a t o r Z a b y t k ó w w N o w y m S ą c z u , mgr
A l o j z y Cabala — d y r . Muzeum O k r ę g o w e g o w N o w y m S ą c z u
oraz J ó z e f M ą d z i k — kustosz z a b y t k o w e j cerkwi w B a r t n e m ,
z k t ó r ą owo muzealne p r z e d s i ę w z i ę c i e m i a ł o b y ć z w i ą z a n e , nie
t y l k o z r e s z t ą organizacyjnie. W t y m celu w y r e m o n t o w a n o ka­
m i e n n y spichlerz p l e b a ń s k i p r z y c e r k w i , a nawet w y k o n a n o
p r o j e k t adaptacji jego w n ę t r z a do celów ekspozycyjny cli. Z róż­
n y c h jodnak p r z y c z y n do roalizaeji tego l a p i d a r i u m nie d o s z ł o ,
choć J ó z e f M ą d z i k przez c a ł y ten czas, w d o m u swoim gromadzi
rozproszone ś l a d y i d o k u m e n t y kamieniarskiej przeszłości B a r t ­
nego i okolicy. Dopiero niedawno, w 1982 r o k u , p o m y s ł ponownie
w y p ł y n ą ł a sponsorami p r z e d s i ę w z i ę c i a s ą B i u r a B a d a ń i D o ­
kumentacji Z a b y t k ó w w Krośnie i N o w y m Sączu, przy ścisłym
udziale n o w o s ą d e c k i e g o W o j e w ó d z k i e g o K o n s o r w a t o r a Z a b y t ­
k ó w . W y b r a n o j u ż teren p o d l a p i d a r i u m , a p i s z ą c y te s ł o w a
w y t y p o w a ł 25 o b i e k t ó w kamiennej r z e ź b y Ł o m k ó w , k t ó r e
t w o r z y ć b ę d ą t r z o n p r z y s z ł e j ekspozycji. S ą d z i ć n a l e ż y , iż t y m
razem wszelkie przeszkody uda się szczęśliwie p o k o n a ć a tradycje
kamieniarskie t y c h stron z o s t a n ą w n o b i l i t u j ą c y j o s p o s ó b
udokumontowane.
3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 4

Por. K . Marezakowa, op. c i t . , s. 88
I n f o r m o w a ł autor nagrobka.
•* J e d n y m i z fakich byli bracia Graeoniowie oraz
Felonozak.
3 7

Stefan

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10471" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10449">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5bb94eb0db0e5349cfb806276c58bd36.pdf</src>
        <authentication>abc0cd1dbfc68a46f49955c1b9cf8272</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124632">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3303</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124633">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124634">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3096</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124635">
                <text>Moi przyjaciel Łemkowie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124636">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.211-216</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124637">
                <text>Reinfuss, Roman</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124638">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124639">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124640">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124641">
                <text>Tl. 1. N a j d a c h , stary pasterz z R y c h w a ł e m , 1929

r.

Roman Reinfuss

M O I

P R Z Y J A C I

Zainteresowanie Ł e m k a m i , a p ó ź n i e j e t n o g r a f i ą z r o d z i ł y się

Ł E M K O W I E

m u codzienny p o s i ł e k , w r a c a ł dopiero p ó ź n ą j e s i e n i ą . Zaintereso-

u m n i e z czystego p r z y p a d k u . P a r ę l a t przed w o j n ą m i e s z k a ł e m

луа1о mnie ż y c i e starego s a m o t n i k a , s i a d ł e m z n i m na

z m a t k ą w Gorlicach, gdzie na

poczęstoлyałem

kałem Lemków\
z i m ą saniami

cotygodniowych targach spoty­

P r z y j e ż d ż a l i w o z a m i w y ł a d o w a n y m i drewnem,

z a p r z ę ż o n y m i лу konie l u b w o ł y . 2лугаеаН m o j ą

papierosem,

później

zjedliśmy

trawie,

wspólnie

moją

луусДоегколл'а „ w a ł ó w k ę " , a stary opoлyiadał i o p o w i a d a ł . TJ Ł e m колу

ОЛУСО

nie e t ^ v a j a się dobrze, z a p a d a j ą c z ę s t o na

„moty-

m c a g ę sлrymi l u d o w y m i s t r o j a m i , л\чес o g l ą d a ł e m ich z zainte­

l y c i u " , trzeba je ЛУ jesieni z a b i j a ć na

resowaniom, czasem z r o b i ł e m j a k i e ś zdjęcie i na t y m w ł a ś c n v i e

m a j ą nawet takie , . p o z w o l e ń s t w o " o d j a k i e g o ś k r ó l a , żo m o g ą

лс.-^л^ко się. k o ń c z y ł o .

b i t e i o s k ó r o w a n e barany spгzedaлyać na targach w Gorlicach

- D o p i e r o w r. 19:11 w czasie jednej z луакасуппуек wycieczek
na M a g u r ę Malastoлyską z a c z ę ł a się m o j a t r w a j ą c a j u ż p r z e s z ł o
pól

wieku

„przygoda

z Łemkowszczyziia".

Szedłem

śródleśną

d r o g ą b i e g n ą c ą grzbietem Magury, gdy na polanoo po lewoj stro­
nie

drogi z w r ó c i ł a

m i ę s o . Ryclnvaldzianie

moją

m y a g ę spora r u d a sterta liści, obok

i ОгуЬоллае.
„ A s k ą d ż e w t a k i m razie b i o r ą się owce w n a s t ę p n y m r o k u ? "
N a w i o s n ę c h o d z i l i ś m y po nie aż do B o j k ó w i H u c u ł ó w , t a m się
je киролуа1о i p ę d z i ł o g ó r a m i do d o m u .
ZafasoyiKwalo m n i e opoлviadanie starego, o d w i e d z a ł e m

k t ó i e j 7.гсф1олса1о się coś, j a k b y buda dla psa, t y l k o t r o c h ę d ł u ż ­

jeszcze parę razy na polanie i w d o i n u w R y c h w a ł d z i e

sza,

Олусгагу). O n opoлviadał, j a n o t o w a ł e m i f o t o g r a f o w a ł e m . W

Z a c z ą ł e m s c h o d z i ć w k i e r u n k u dziwnej b u d o w l i , w ó w c z a s

zaszczekał pies u k r y t y w cieniu a z b u d y na czworakach w y g r a ­

sposób

m o l i ł się siwy, ł y ą s a t y m ę ż c z y z n a . B y ł to m ó j pierwszy przyjaciel

Т^етколузгсгу z n y .

Ł e i n k o . n a z y w a ł się N a j d u c h . O d wiosny do jesieni p a s ł na

tej

powstał

cionym

późmej

polud-

n i o w ą d r z e m k ę w ciasnej ,,kołybie"'. D o wsi, s k ą d przynoszono

dгukoлл'any

artykuł

na

ten

temat

R y c h w a ł d b y ł w s i ą niezmiernie c i e k a w ą . N i e g d y ś , jak nazwa
луэкаг^е

stary pasterz o d b y w a ł

pierwszy

1

polance k i l k a k r ó w i owiec, teraz s p o c z y w a j ą c y c h w s z a ł a s i e ple­
z g a ł ę z i , podczas gdy

mój

go

(obecnie

(Reichwald) z a ł o ż o n y przez k o l o n i s t ó w

niemieckich,

„ d o k w a t e r o w a n y " przez pasterzy w o ł o s k i c h i r u s k i c h

r o l n i k ó w , znany b y ł w okolicy j a k o g ł ó w n e c e n t r u m

hodowli
211

�milicjantów.

2 M ą d z i k i e m nie w i d z i a ł e m się w ó w c z a s .

Później

n a s t ą p i ł a akcja „ W " , ft w k i l k a n a ś c i e hu po niej zaczęły się pierw sze p o w r o t y . B y ł e m w t e d y k i e r o w n i k i e m

swiozo r e a . k t y u n « a n o j

K a t e d r y E t n o l o g i i na U M C S w L u b l i n i e , k t ó r e j w r. 1900 p r z y ­
znano po raz pierwszy n a b ó r s t u d e n t ó w . N a l e ż a ł o ieli z a p o z n a ć
z p r a c ą t e r e n o w ą , z a d z i a ł a ć mocno na i c h w y o b r a ź n i ę , p o k a z a ć
coś nieznanego i prawie egzotycznego. T a k więc po wielu l a t a c h
z n a l a z ł e m się z n o w u w B a r t n e m , t y m razem z g r o m a d k ą stu­
d e n t ó w . M i e s z k a l i ś m y w pustej c h a ł u p i e ł o m k o w s k i e j , p e ł n i ą c e j
f u n k c j ę schronu P T T K .

O p i e k u n e m b y ł Ł e m k o , Stefan

Felen­

czak, k t ó r y b y ł naszyn „ e t a t o w y m " i n f o r m a t o r e m .
„ P a n i e Felenczak nie wie pan co s ł y c h a ć z M ą d z i k i e m , t y m
co m i a ł t a k i e d ł u g i e

„bajusy"?

„ B y ł n a w y s i e d l e n i u i niedawno w r ó c i ł z r o d z i n ą . Mieszka
t a m gdzie d a w n i e j . Teraz pewnie pasie k o n i e na p a s t w i s k u , jeden
jest k a s z t a n a d r u g i

siwy".

Zebrałem studentów i poszliśmy szukać Mądzika.

Niedaleko

c e r k w i n a ł ą c z c e p a s ł y się dwa konie, siwy i kasztan, a, p r z y n i c h
na k o ż u c h u o d w r ó c o n y m sierścią do g ó r y leżał M i c h a ł M ą d z i k .
P o z n a ł e m go od razu, t y l k o że kruczo-czarno „ b a j u s y " przez to
k i l k a n a ś c i e łat, bardzo

posiwiały.

„ D z i e ń d o b r y panie M ą d z i k , poznaje m n i e p a n ? "
W p a t r z y ł się wo m n i o u w a ż n i e c z a r n y m i , ś w i d r u j ą c y m i

na

w y l o t oczami.
„ C o ś n i b y poznaje... ale nic w i o m . . . "
P r z y p o m n i a ł e m m u dawne czasy i studenta, k t ó r y p r z y j e ż ­
d ż a ł do niego na rowerzo. S t a r y u c i e s z y ł się i r o z g a d a ł j a k dawniej,
a studenci obsiedli nas w i a n k i e m i s ł u c h a l i . O p o w i a d a ł o wysied­
l e n i u , o pobycie „ n a Zachodzie", p ó ź n i e j p r z o s z o d ł na

dawno

czasy m i ę d z y i n n y m i o p o w i e d z i a ł n a m o S y p k u , d z i e l n y m z b ó j ­
n i k u ł e m k o w s k i m , k t ó r y m i a ł s w o j ą k r y j ó w k ę w j a s k i n i na K o r ­
n u t a c h , a ż a d e n p o ś c i g nio m ó g ł go d o s i ę g n ą ć , p o n i e w a ż k o ń
S y p k i m i a ł p o d k o w y p r z y b i t e t y ł e m do p r z o d u , wobec czego
ślady

jakie pozostawiały

wskazywały

kierunek

odwrotny

do

jazdy.
P a r ę n a ś c i e l a t t e m u z m a r ł M i c h a ł M ą d z i k . P o z o s t a ł o po n i m
d w ó c h s y n ó w : I w a n c z y l i Janek i Osif ( J ó z e f ) . Janek p o m i m o ,
że nie p o s i a d a ł ż a d n e g o w t y m k i e r u n k u p r z y g o t o w a n i a , z a p a l i ł
się do e t n o g r a f i i . C h o d z i ł po wsiach, z b i e r a ł m a t e r i a ł y , z a c z ą ł
2

n a w e t p u b l i k o w a ć . M i a ł zamiar o p r a c o w a ć całość k u l t u r y
i h a n d l u o w c a m i . C h o d z i ł e m t a m w i e l o k r o t n i e nio aby dowie
dzieć się czegoś bliższego o t a j e m n i c z y m p r z y w i l e j u ,

którego

w p r a w d z i e n i k t nie w i d z i a ł , ale k t ó r y b y l przez wszystkie w ł a d z e
aż do I I w o j n y ś w i a t o w e j respektowany. I n f o r m a c j e rychwał-i
dzian na t e m a t p r z y w i l e j u b y ł y r o z b i e ż n e . J e d n i t w i e r d z i l i , ż e
n a d a l go Stefan B a t o r y za dostawy b a r a n i n y w czasie wojennej
potrzeby, i n n i p r z y p i s y w a l i go M a r i i Teresie l u b c a r o w i M i k o ł a ­
j o w i I za j a k i e ś p r z y s ł u g i na rzecz wojsk rosyjskich, g d y prze­
c h o d z i ł y przez K a r p a t y na W ę g r y w r . 1848, a ż e b y A u s t r i a k o m
d o p o m ó c w zgnieceniu powstania K o s u t h a .
Drugim

bliskim

przyjacielem

moim

był

7, B a r t n e g o , z n a k o m i t y „ r a b s i k " , specjalista
borsuków

z

nor.

Człowiok

posiadający

Michał
od

Mądzik

„wybierania"

najdłuższe

„bajusy"

( w ą s y ) na całej Ł e m k o w s z c z y ź n i e . D o m M ą d z i k a , a raczej w y s o k i
s t ó g siana przed jego d o m e m , b y ł m o i m s t a ł y m miejscem nocle­
g o w y m . J e ź d z i ł e m t a m c z ę s t o bo M i c h a ł M ą d z i k nie t y l k o o bor­
sukach i i n n y c h polowaniach u m i a ł o p o w i a d a ć . P r z y jego po­
mocy nawiązałem kontakt z b a r t n e ń s k i m i kamieniarzami, o któ­
rych

artystycznej

działalności

świadczą

zachowane

do

dziś

setki k r z y ż ó w p r z y d r o ż n y c h i c m e n t a r n y c h ozdobionych p ł a s k o ­
rzeźbami

Chrystusa.

W o j n a p r z e r w a ł a na czas d ł u ż s z y moje w ę d r ó w k i po Ł e m ­
kowszczyźnie.
okupacji,

w

Wprawdzie byłem

raz

B a r t n o m z Tadeuszem

jeden,

bezpośrednio

Sewerynem,

po

dyrektorem

M u z e u m Etnograficznego w K r a k o w i e , k t ó r y chciał t a m f d m o w a ć
„ K o z y b r a t y " (humorystyczny w y s t ę p d w u braci samochwałów)
ale b y l i ś m y w B a r t n e m zaledwie p a r ę godzin, bo w okolicy gra­
s o w a ł y liczne i g r o ź n e b a n d y . Ż a d e n kierowca z Gorlic nie c h c i a ł
ryzykować

w y j a z d u . Ostatecznie

Soweryn w y k o ł a t a ł

jakiegoś

gruchota i p o s t a r a ł się o o b s t a w ę w postaci trzech u z b r o j o n y c h

212

dycyjnej

Łemków. Wyjechał

jednak

do A m e r y k i

do

tra­

Stanów

Zjednoczonych, gdzie pracuje j a k o r o b o t n i k a r ó w n o c z e ś n i e na
niwie k u l t u r a l n e j w Ł e m k o - S o j u z i e . B r a t jego Osif gospodarzy
w B a r t n e m i z d u ż y m oddaniem p e ł n i o p i e k ę n a d t a m t e j s z ą za­
b y t k o w ą c e r k i e w k ą . P r z y j a ź ń j a k ą z a w a r ł e m z ojcom „ p r a w e m
dziedziczenia" p r z e s z ł a n a obu s y n ó w .
W czasie jednej z z i m o w y c h w y p r a w badawczych na Ł e m k o w s z c z y z n ę k r y n i c k ą p o z n a ł o m przed wojną, w Ż e g i e s t o w i e —•
W s i r o d z i n ę M i l a n i c z ó w (przyczynek do t e o r i i K . Dobrowolskie­
go n a t e m a t u d z i a ł u p o ł u d n i o w y c h S ł o w i a n w osadnictwie wo­
ł o s k i m ? ) . G d y ś m y bardziej się z a p r z y j a ź n i l i ojciec r o d z i n y po­
k a z a ł m i z w i e l k i m n a b o ż e ń s t w e m p o ż ó ł k ł y pergamin z p i e c z ę ­
ciami, z k t ó r e g o w y n i k a ł o , żo król Stefan

Batory

nobilitował

jednego z p r z o d k ó w Milanicza za z a s ł u g i wojenne, n a d a j ą c m u
herb i t y t u ł szlachecki. P o d o b n y c h d o k u m e n t ó w b y ł o na Ł e m ­
k o w s z c z y ź n i e w i ę c e j p o n i e w a ż s o ł t y s i wsi k r ó l e w s k i c h i b i s k u p i c h
z o b o w i ą z a n i b y l i konno i zbrojno s t a w a ć w razio wojennej po­
T

trzeby. Ciekawe ile z t j c h d o k u m e n t ó w p r z e t r w a ł o z a w i o r u c h ę ,
k t ó r a p r z e s z ł a przez

Łemkowszczyznę.

B y ł o to chyba w r. 1936. J e c h a ł e m rowerem na p e n e t r a c j ę
wschodniej

Łemkowszczyzny.

Przejeżdżając

przez

Olchowioc

(dawny p o w i a t K r o s n o ) z o b a c z y ł e m p r z y drodze m ł o d e g o Ł e m k a
ubranego j a k wszyscy w s t r ó j l u d o w y . Z a t r z y m a ł e m się i zagad­
n ą ł e m po ł e m k o w s k u :
„ S ł a w a I z u s u C h r y s t u , majete w y u d o m u ozuhu, ja ohoozu
z r o b y t y sobi

znimku".

O k a z a ł o się, żo c h ł o p a k m a po ojcu nie t y l k o c z u h ę ale i d a w n y
„ u h e r s k y k a p e l u c h " i c h ę t n i e da się w t y m s f o t o g r a f o w a ć

ale

z s i o s t r ą i joj m a ł ą c ó r e c z k ą . P r z y g o t o w a n i a t r w a ł y d o s y ć d ł u g o ,

�II.

3.

Ks. T y tar,

proboszcz p a r a f i i greko-katolickiej
ezowej, ok. 1933 r.

I I . 5. Teodora Szlantowa, u r . 1880, Ł o s i e

w Hań-

I I . 4. M i c h a ł M ą d z i k , B a r t n e , 1961 r.

I I . 6. W a s y l T o r o p y ł a z s i o s t r ą i s i o s t r z e n i c ą , Olchowiec, 1933 r.
213

�bo musieli się g r u n t o w n i e u m y ć , u c z e s a ć j a k do cerkwi i w y s t r o i ć ,

tyzm

wreszcie s t a n ę l i przed o b i e k t y w e m .

i nuda, więc lubił

że

przyślę,

zapisałem

nazwisko

do

gdy

Wasyl

Toropyla

łóżka.

Dokuczała

mu

bezczynność

p r z y c h o d z i l i ś m y do niego.

oczywiście o m a z i a r s k i m

„ Ł e m p r y s l i j t o n a m pane z n i m k u . no z u b u d t e " .
Obiecałem,

trwale przykuł

handlu, o zwyczajach

Opowiadał

i przesądach,

a t a k ż e ś p i e w a ł . U niego n a g r a ł e m dwie rzadkie polskie p i e ś n i

— Olchowiec i zdjęcia... nie p o s ł a ł e m . Po wojnie w r. 1963 b y ł e m

dziadowskie, k t ó r e p r z y w i ó z ł zo swych m a z i a r s k i c h

wędrówek,

w Olchowcu ze s t u d e n t a m i . P y t a ł e m

z okolicy I n o w r o c ł a w i a . Od niego t e ż z a n o t o w a l i ś m y

informację

o Toropylę, był,

wrócił

z przesiedlenia ale go nie o d w i e d z i ł e m bo nas burza w y p ę d z i ł a
z Olchowca i trzeba b y ł o w r a c a ć do K r e m p n o j , gdzie m i e l i ś m y
r

b a z ę . W n a s t ę p n y m r o k u z n o w u o d w i e d z i l i ś m y Olchow ico.

Po

o sposobie chowania p o r o n i o n y c h p ł o d ó w . G d y S p ó l n i k b y ł ma­
ł y m c h ł o p c o m m a t k a jego p r a c u j ą c c i ę ż k o w czasie ciąży poro­
n i ł a . Niedonoszony p ł ó d został

zwyczajem

łemkowskim

zako­

p r a c y m i e l i ś m y z e b r a ć się p r z y samochodzie. N a d e s z ł a u m ó w i o n a

pany w izbie pod s t o ł e m , gdzie mial c z e k a ć do m o i n e n l i i , w k t ó r y m

godzina, c z e k a ł e m na miejscu z b i ó r k i . W oddali z o b a c z y ł e m t r z y

powunien n a s t ą p i ć prayyidlowy p o r ó d . W e d ł u g w iorzeń

z b l i ż a j ą c e się postacie. B y ł y to dwie s t u d e n t k i i i d ą c y

w t y m momencie p r z y b y w a dusza nienarodzonego dziecka i wo­

między

łaniem

n i m i starszy m ę ż c z y z n a . D o m y ś l i ł e m się od r a z u .

domaga się c h r z t u . W

tym

Łemków

w ł a ś n i e czasie S p ó l n i k

ze

„Wyste Wasyl Toropyla?"

swoim starszymi b r a t e m lożoli na, ł ó ż k u . B r a t p o w r ó c i ł z handlo­

„ A wyste, pane, t o j profesor z L u b l y n a szto sia o mene p y t a u V"

wej p o d r ó ż y i opowdadal o niej Piotrowu. D ł u g o w nocy c h ł o p c y

r

7

I s t a ł o się coś bardzo dziwnego! C h w y c i l i ś m y się w objęcia i w y ­

r o z m a w i a l i ze s o b ą , gdy

c a ł o w a l i j a k b r a c i a . On p ł a k a ł otwarcie a j a z a g r y z a ł e m w a r g i bo

S p ó l n i k , usly szcli w y r a ź n e w o ł a n i e „ c h r z t u , c h r z t u " .

m i b y ł o w s t y d przed s t u d e n t a m i . J a k się u s p o k o i ł z a c z ą ł opowia­

szydi się i dali szybko z n a ć rodzicom, a w ó w c z a s ojciec p o k r o p i ł

d a ć j a k t o c z e k a ł na moje „ z n i m k i " , j a k s z u k a ł swej f o t o g r a f i i na

miejsce p o c h ó w k u p o ś w i ę c o n ą w o d ą i w o b e c n o ś c i m a t k i d o k o n a ł

w y s t a w a c h r e k l a m o w y c h f o t o g r a f ó w w R y m a n o w i e i Sanoku. A l e

„ c h r z t u z w o d y " . Stary S p ó l n i k b y l g ł ę b o k o przekonany, że nie

nie z n a l a z ł , a p ó ź n i e j n a d e s z ł a w o j n a . C z u ł e m się j a k z b i t y pies.

twierdził

uległ wraz z b r a t e m h a l u c y n a c j i .

7

Wystra-

7

7

N a szczęście m a m p r z e c i e ż klisze. W a s y l T o r o p y l a w t y d z i e ń po

Pewnego razu p o s k o ń c z o n y m w y w i a d z i e u Spóhnka- c o f n ą ł e m

naszym s p o t k a n i u d o s t a ł swoje „ z n i m k i " p o w i ę k s z o n e do f o r m a t u

taśmę i przegrałom mu

1 8 x 2 4 , t y l k o , że siostra nie m o g ł a ich j u ż obejrzoć bo

maziarskim

zmarła

w p e w n y m momencie, j a k

zawołaniom

fragment

jego opowieści

„ K o l o m a ź ...

zakończonej

Kupujto

kolomaź... ".

przed p a r u l a t y , a joj m a ł a c ó r e c z k a jest joszczo na zachodzie,

Stary w pierwszej c h w i l i o n i e m i a ł i w p a t r y w a ł się w magne­

t a m w y s z ł a za m ą ż i ma k i l k o r o dzieci. P ó ź n i e j k o r e s p o n d o w a ł e m

tofon n i e p r z y t o m n y m w z r o k i e m , n a s t ę p n i e poderw a,ł się, usiadł

z T o r p y ł ą , z a p r a s z a ł m n i e do „ O l c h i u c i a na

na ł ó ż k u , z a c z ą ł k l e p a ć się d ł o ń m i po udach, wroHzoio w y k r z t i i s d

hryby".

Sporo jest t y c h ł e m k o w s k i c h p r z y j a c i ó ł . Chciało b y się k a ż ­
demu

poświęcić

choć

s ł o w o , ale

M u s z ę jednak w s p o m n i e ć

co

to

obchodzi c z y t e l n i k a ?

o Ł o s i a n a c h , bo

d r ż ą c y m z emocji głosom „ D i a b ł a m i a ł w sobie ton co to p u d e ł k o
7

wymy ślił".

położono

Z p o d o b n y m i r e a k c j a m i w s z e ś ć d z i e s i ą t y c h lał.a-h s p o t y k a l i ś ­

wyjątkową

m y się u starszych Ł e m k ó w c z ę s t o . Szkoda, że n i e hylo drugiego

Łosie

k i l k a n a ś c i e k i l o m e t r ó w na p o ł u d n i e od Gorlic jost

7

w s i ą . O d n i e p a m i ę t n y c h c z a s ó w jej m i e s z k a ń c y u p r a w i a l i o b w o ź n y
handel m a z i ą i i n n y m i s m a r a m i . „ Z a A u s t r i i " o b j e ż d ż a l i s w o i m i

magnetofonu,

który by

7

to spontaniczne odezwania nagryw al,

7

by/lby to niezwykle ciekawy m a t e r i a ł .

ciężko z a ł a d o w a n y m i wozami W ę g r y , Siedmiogród, Kongresów­

7

7

7

P ó ź n ą j e s i e n i ą c h o d z i l i ś m y oczy w i.ście w Ł o s i u na, ,.v&gt; e c z i r k i " ,

k ę , Ł o t w ę , L i t w ę , U k r a i n ę . Po I wojnie ś w i a t o w e j jawnie handlo­

gdzie k o b i e t y d a r ł y pierze, p l o t k o w a ł y , ś p i e w a ł y , a

w a l i na terenie całej P o l s k i

r o b i l i t o samo t y l e , że nie d a r l i pierza.. W czasie t y c h wieczornych

a „ n a szvraro" r ó w n i e ż po Słowacji

i M o r a w a c h , bo p r z e j ś c i e granicy c a ł y m

taborem wozów

mężczyźni

nie

p o p i s ó w ś p i e w a c k i c h w y s t ę p o w a ł a w całej p e ł n i mieszanka k u l ­

s t a n o w i ł o dla n i c h z b y t wielkiej t r u d n o ś c i . Ł o s i a n i e b y l i z a m o ż n i

t u r o w a j a k ą t w o r z y l i maziarze z n o s z ą c do swej wsi z różny ch

7

a nawet bogaci. B u d o w a l i p i ę k n e d o m y , u b i e r a l i się po m i e j s k u ,

stron melodie

dobrze j e d l i , więc b y l i w y r o ś n i ę c i j a k d ę b y , a i c h

w ę g i e r s k u czardasze, P i o t r S p ó l n i k d ł u g ą b a l l a d ę po

dziewczęta

oraz t e k s t y . D u d r a

spod

Kiezery ś p i e w a ł

po

słowacku

s ł y n ę ł y z u r o d y . W y g l ą d e m s w y m łosianie w y r ó ż n i a l i się w y r a ź ­

o ż o ł n i e r z u , k t ó r y z o s t a ł rozstrzelany za, dezercję u nad wszyst­

nie w masie zabiedzonych, d r o b n y c h Ł e m k ó w . N a tej podstawie

kimi

p o w s t a ł m i t , że łosianio są p o t o m k a m i szwedzkich j e ń c ó w wo­

Szaliapin z a d r ż a ł b y z z a z d r o ś c i . T a k b y ł o ЛУ Ł o s i u . G d y ś m y stam­

j e n n y c h z czasu „ p o t o p u " .

tąd

W Łosiu spędziliśmy z przerwami kilka tygodni,

penetrując

r ó w n i e ż s t a m t ą d wsie okoliczne. Z iosianami z ż y l i ś m y się bardzo

górował p o t ę ż n y
odjeżdżali

pytano

bas
nas

Stefana
„A

Trębacza,

kiedy

woboc

легасасю?".

którego
Najdłużej

„ w r a c a ł a " jedna ze studentek, k t ó r a na t e m a t Łosia i losian na­
pisała ciokawą książkę opublikowimą w wydawnictwio

3

PAN .

p r ę d k o , a najbardziej z r o d z i n ą Grzegorza Jewusiaka, d o ś w i a d ­

Po w o j n i e przez k i l k a n a ś c i e lat z r z ę d u s p ę d z a ł e m z r o d z i n ą

czonego maziarza, k t ó r y dawniej o p e r o w a ł g ł ó w n i e po p o ł u d n i o ­

wakacje w W y s o w e j . B y ł o t o okazja do odnowienia starych zna­

wej

j o m o ś c i i n a w i ą z y w a n i a n o w y c h . M i e s z k a l i ś m y u Łemkóлv. Nasi

stronie K a r p a t i to p r z e w a ż n i e

zieloną

granicę.

Doskonały

narrator

„na

szwarc" c z y l i przez

opowiadał

z

humorem

gospodarze Hichniewiczowie n a l e ż e l i do badaczy pisma ś w i ę t e g o
czyli tzw.

maziarskich

z t ą r o d z i n ą pod w s p ó l n y m dachem d o s t a r c z y ł o n a m

wozów

przechodziły

nielegalnie granice, j a k

ich

polscy ł u b czescy s t r a ż n i c y t r o p i l i i j a k s p r y t n i e maziarze po­

popularnie „ k o e i a r z y " .

Wiele miesięcy

7

o przygodach w ł a s n y c h i swoich k o l e g ó w , j a k n o c ą c a ł e k a r a w a n y

spędzonych
niezwykle

i n t e r e s u j ą c e g o m a t e r i a ł u do obserwacji. Przez cały czas naszego

t r a f i l i w y m o t a ć się z opałów , a t a ś m a magnetofonowa n o t o w a ł a .

p o b y t u nie s ł y s z e l i ś m y ЛУ t y m d o m u podniesionego głosu, prze­

Z m a t e r i a ł ó w , k t ó r e t a m są utrwalone m o ż n a b y n a p i s a ć w s p a n i a ł ą

k l e ń s t w a czy prostej (1отол\чп sprzeczki. Gdy

p o w i e ś ć . Opowiadania swoje p r z e p l a t a ł Jewusiak ś p i e w o m i g r ą

вкаволсапо o g r ó d e k przed d o m e m i w y c i ę t o śliwy, k t ó r o t a m p i ę k ­

na h a r m o n i i . Ś p i e w a ł a z r e s z t ą c a ł a rodzina J e w u s i a k ó w czasom

nie o w o c o w a ł y , stary Sylwester z a p y t a n y pizezo m n i e co o t y m

wspomagana przez ciekawe s ą s i a d k i . P r z y d u ż e j

m y ś l i , o d p o w i e d z i a ł spokojnie: ,,po

7

muzykalności

Michniewiozowi

drugiej stronio drogi

jost

7

Ł e m k ó w i p r z y z w y c z a j o n y c h do w i e l o g ł o s o w y c h ś p i e w ó w cer­

pusta ł ą k a m o g l i stamtoj s t r o n y u l i c ę p o s z e r z y ć , alo л\ id.aó bardziej

k i e w n y c h r o d z i ł y się na poczekaniu c h ó r a l n e k o n c e r t y l u d o w y c h

ра8олса!о po naszej".

p i e ś n i ł e m k o w s k i c h . U J e w u s i a k ó w s p ę d z a l i ś m y d ł u g i e i nieza­

U

Michniewiozow

7

nie s ł y c h a ć b y ł o ani ś m i e c h u ani *р1ел\ и.

pomniane wieczory. Podobnie b y ł o u m i e s z k a j ą c y c h po s ą s i e d z k u

Gdy- p r z e g r y w a ł e m t a ś m y z n a g r a n y m i j ń o s e n k a m i ł e m k o w s k i -

S z l a n t ó w , gdzie c e n n ą i n f o r m a t o r k ą b y ł a 80-letnia m a t k a gos­

m i M i c h m ^ v i c z o w a s ł u c h a ł a ich z \yidoczny m zaintoresoлvanicm ,

podarza Teodora Szlantowa. Rej

a палл-et p r z y j e m n o ś c i ą .

wodziła

j e d n a k jej

synowa

7

Sama nio d a ł a się j e d n a l i ujrrosić

by

M a r i a , rodem ze Ś n i e t n i c y , k t ó r a n i e s ł y c h a n i o barwnie i d o k ł a d n i e

z a ś p i e w a ł a „ b o n a m t a k i c h ś w i a t o w y c h pisenek śpiew-uć nie wol­

o p o w i a d a ł a i i l u s t r o w a ł a piosenkami „ j a k to persze Ł e m k i we-

no".

czirki odprawiały".

PeAvnogo razu ЛУ czasie d ł u g o t r w a ł o j „ l e j b y "

gdy

wszystko

O k a ż d e j porze d o s t ę p n y i c h ę t n y do udzielania w y w i a d u b y l

co m i a ł o m do dy spozyeji z o s t a ł o już przerzytaue, p o s z e d ł e m do

P i o t r S p ó l n i k , urodzony w r. 1883, ex-maziarz, k t ó r e g o reuma­

Мтптеллисголу po j a k ą ś k s i ą ż k ę . O k a z a ł o się, że d y s p o n u j ą je-

214

7

�I I . 7. N a j d u c h , stary pasterz z R y c h w a ł d u , 1929 r.

dynie Pismem ś w . W z i ą l e m Stary Testament l p r z e t r z y m a ł e m

Oddaleni l i s t , p r z e c z y t a ł na g a n k u i p o p r o s i ł m n i e do ś r o d k a .

go, o de p a m i ę t a m , z t y d z i e ń . Ogromnie przez t o a w a n s o w a ł e m

Plebania b y ł a mroczna, c z u ć b y ł o g r z y b e m . N a ś c i a n a c h b y ł y

w oczach naszych gospodarzy, zaczęli na m n i o s p o z i e r a ć j a k na

szare rozległe p l a m y z m u c h . T y s i ą c e ich k ł ę b i ł o się i b r z ę c z a ł o

potencjatiiego k a n d y d a t a ,,na b r a t a " t y m bardziej, że niejedno­

w p o w i e t r z u . U d e r z a ł y w t w a r z , w p a d a ł y do ust p r z y m ó w i e n i u .

k r o t n i e z a d a w a ł e m i m p y t a n i a na t e m a t ich w y z n a n i a .

S i e d z i e l i ś m y z k s i ę d z e m naprzeciw siebie p r z y stole w j a d a l n y m

W czasie licznych s p a c e r ó w i wycieczek o d b y w a n y c h z Wyso­
wej, c h o d z i ł e m d u ż o po omento,rzach. Po pierwsze dlatego, że
i n t e r e s o w a ł y mnie kamienne n a g r o b k i , k t ó r o r y s o w a ł e m l u b fo­
t o g r a f o w a ł e m , po drugie z tego p o w o d u , żo s p o t y k a ł e m na. n i c h

p o k o j u , k t ó r y pelnil r ó w n i e ż f u n k c j ę saloniku.
„ D o b r o d z i e j a s z k u , to w ł a ś c i w i e o co w a m chodzi, co j a m a m
wam

powiedzieć?"

„ C h c i a ł e m , p r o s z ę k s i ę d z a proboszcza

nazwiska l u d z i , k t ó r y c h z n a ł e m l u b o k t ó r y c h t y l k o s ł y s z a ł e m .

na t e m a t

Л\" nadgranicznej

lat... T o k s i ą d z doskonale i t d . i t d . "

Blocbnarcc na r u i n i e omenta,rza za.cliował się

nagrobek J a c k a Babnja zwanego „ G y r d a " , znanego w okolicy
,,baczy", czyli znachora,, k t ó r y leczył, p r z e p o w i a d a ł ,
z ł u d z i ,,zle" i b y ł bohaterom licznych
W

Hańczowcj

natrafiłem

na

wypędzał

opowiadań.

nagrobek

d o w i e d z i e ć się czegoś

wierzeń i przesądów Ł e m k ó w . Ksiądz przecież

tyle

„ D o b r o d z i e j a s z k u tego t o j a nic w i e m . O n i m i tego nawet na
ś w i ę t e j spowiedzi nie m ó w i ą , ale p o p r o s z ę j e j m o ś ć ona

więcej

z b a b a m i przestaje t o ona z p e w n o ś c i ą p o t r a f i coś p o w i e d z i e ć " .

miejscowego

pro­

boszcza ks. T y t a r a , Nazwisko jego n a l e ż a ł o b y w p i s a ć na pierw­

r

I

zaw ołal ż o n ę . W p r z e c i w i e ń s t w i e do k s i ę d z a j e j m o ś ć b y ł a

bardzo wysoka i n i e z w y k l e t ę g a . U b r a n a j a k do r o b o t y p r z y

szym miejscu na liście m o i c h i n f o r m a t o r ó w sprzed l a t pięćdziesię­

gospodarstwie, p r z y s z ł a z k u c h n i , więo świeciła się p o t e m j a k

ciu.

r z y m s k i z a p a ś n i k namaszczony

Trudno m i o n i m nie w s p o m n i e ć j a k o , że w i z y t a u niego

w r. 1932 ł u b 1933 do
właśnie

rozszerzyłem

szczyzny

i

dziś
moje

szukałem

tkwi

w

mojej

ama,torskie

odpow iednieh

pamięci.

,,badanie"

informatorów,

o p r z e s ą d y i wierzenia. U z b r o j o n y w list p o l e c a j ą c y

Wtedy

Łemkow­

oliwą.

W y t ł u m a c z y ł e m jej o co chodzi i z a d a ł e m k o n k r e t n e p y t a n i e :
„ C z y Ł e m k o w i e o p o w i a d a j ą coś o p ł a n e t n i k a c h ?"

chodziło

„ O p ł a n e t n i k a c h ? T a k , o p o w i a d a j ą , że to t a k i e duchy czy

pojechałem

ludzie co w p o w i e t r z u p r z e n o s z ą c h m u r y gradow e. One s ą bardzo

na, row erze z Gorlic do l l a ń c z o w e j do ks. T y t a r a ,,bo on ta,m

ciężkie i s ł y c h a ć j a k p ł a n e t n i k i w o ł a j ą t a m z g ó r y m i ę d z y s o b ą :

j u ż t r z y d z i e ś c i la,t jest na p a r a f i i ,

„puść!

7

najlepiej wszystko

r

Ł e m k ó w dobrze zna,, t o c i

wyjaśni".

T

T

p u ś ć ! bo nie w y t r z y m a m " .

„ I co w t e d y ? "
po werte­

„ W t e d y najlepiej w z i ą ć p a s k ę w i e l k a n o c n ą . Pan wie to t a k a

pach, z w a n y c h nioslusznie „ d r o g ą " , spocony i z m ę c z o n y s t a n ą ł e m

Po dwudziestu k i l k u k i l o m e t r a c h przejechanych

b u ł k a , u s k r o b a ć spod spodu t r o c h ę m ą k i i w r z u c i ć do pieca. J a k

przed p l e b a n i ą . B y ł to b u d y n e k drewniany, n i s k i , d ł u g i , k r y t y

się spali i j a k ton d y m dojdzie do c h m u r , to p ł a n e t n i k i się t y m

gontem. Od frontu

w z m o c n i ą i p r z e n i o s ą c h m u r ę dalej, ż e b y g r a d nie n a r o b i ł szkody.

w połowie

długości

znajdował

się ganek

k r z y w y od s t a r o ś c i . Z d u s z ą na r a m i e n i u z a p u k a ł e m do d r z w i .
P o c h w i l i p o j a w i ł się w n i c h n i s k i , chudy człowieczek, o l i s i m
pyszczku, odziany w s f a t y g o w a n ą c z a r n ą c z a r n a r ę ,
, , A dobrodziejaszek

w jakiej

sprawie?"

A l e j a k p a n m y ś l i , t o chyba
W

czasie obiadu, na

nieprawda?"

który

zostałem

zaproszony,

podano

r o s ó ł , w k t ó r y m b y ł o t r z y rodzaje m u c h . T a k i e k t ó r e u t o p i ł y się
w czasie gotowania i r o z l a z ł y się na części s k ł a d o w e , t a k i e , k t ó r e

215

�u t o p i ł y się p ó ź n i e j i nieruchomo ale w całości u n o s i ł y się na

„ D o b r o d z i e j a s z k u , m o j a p a r a f i a jest w i e l k a . T u na miejscu

powierzchni i t a k i e , k t ó r e w p a d ł y do talerza w drodzo z k u c h n i

w H a ń c z o w e j jost dusz niewiele, ale w A m e r y c o jost i c h pareset.

lub j u ż na stole, b y ł y ż y w e , r u c h l i w e i dzielnie w i o s ł o w a ł y wszyst­

O n i c z ę s t o p i s u j ą do swogo ojca duchownogo, jeden o m e t r y k ę ,

k i m i s z e ś c i o m a n o g a m i . W pierwszej c h w i l i t r o c h ę m n i e t a p r z y ­

d r u g i o ś w i a d e c t w o ś l u b u , trzeci o inne j a k i e ś

p r a w a z a s z o k o w a ł a . S p o j r z a ł e m u k r a d k i e m co r o b i k s i ą d z , a on

N i o w i e d z ą j a k za t o p ł a c i ć , w i ę c p r z y s y ł a j ą w łiścio d o l a r y , co

najspokojniej w y ł a w i a ł m u c h y ł y ż k ą i l o k o w a ł j o d n ą p r z y drugiej

ł a s k a i w e d ł u g z a m o ż n o ś c i . Jeden dolara, i n n y 5 d o l a r ó w , a po­

n a o b r z e ż u talerza, n a s t ę p n i e z a b r a ł się do jedzenia.

niektóry

Zrobiłem

zaświadczenie.

to i 20 d o l a r ó w w ł o ż y do l i s t u . Co j a b i e d n y proboszcz

t o samo. Co b y ł o „na. d r u g i e " nie p a m i ę t a m , w i d a ć w m e n u uio

z d o l a r a m i m a m robić, ? D o b a n k u p r z e c i e ż nio o d d a m , a j a k

b y ł o j u ż nic specjalnie

schowam

atrakcyjnego.

Po obiedzie p o p r o s i ł e m ks. T y t a r a aby m i p o k a z a ł cerkiew,

do siennika

to wypatrzą

i ukradną.

Jeszcze

może

p r z y tej o k a z j i z a b i j ą . W k ł a d a ł e m je więc do t a k i e j k o p e r t y

z n a j d u j ą c ą s i ę p a r ę k r o k ó w od p l e b a n i i . K s i ą d z jednak nie b y ł

i t r z y m a ł e m w o ł t a r z u p o d s e r w e t k ą , na k t ó r e j s t a ł k i e l i c h . A c i

wcale zachwycony m o j ą p r o p o z y c j ą . W k o ń c u j e d n a k

w y p a t r z y l i , w ł a m a l i się n o c ą do c e r k w i i u k r a d l i k o p e r t ę z do-

się. W y s z l i ś m y przed p l e b a n i ę , a k s i ą d z po drodze

zgodził

larmi.

mówił:

„ D o b r o d z i e j a s z k u , a ż serce b o l i w c h o d z i ć do tej z n i e w a ż o n e j

zbrodniarze

ołtarza.

Świętokradcy!".

m i się to wszystko g d y s t a n ą ł e m n a d

grobem

D z i ś w nowej m u r o w a n e j plebanii mieszka z r o d z i n ą k s i ą d z

„ Z n i e w a ż o n e j ?"
tak

uszanowali

ks. T y t a r a .

świątyni pańskiej".
,,A

Nie

Przypomniało

dobrodziejaszku,

znieważonoj

i okradzionej!

Nie

p r a w o s ł a w n y . Cerkiew w y r e m o n t o w a n a jost za p i e n i ą d z e p r z y ­
s ł a n e przez Ł e m k ó w z A m e r y k i , a ikonostas z o s t a ł p i ę k n i e odno­

uszanowali zbrodniarze d o m u B o ż e g o ! "
„Było włamanie i "

w i o n y n a koszt p a ń s t w a przez p r a c o w n i ę k o n s e r w a t o r s k ą w Ł a ń ­

„ P a t r z dobrodziejaszku, zamek w y ł a m a l i , d r z w i u s z k o d z i l i ! "

cucie.

K s i ą d z o l b r z y m i m kluczem o t w o r z y ł prowizorycznie n a p r a w i o n y

O d p a r u l a t nie j e ż d ż ę j u ż do W y s o w e j . M a m w ł a s n ą c h a ł u p ę
z o g r ó d k i e m p o d K r a k o w e m i t a m s p ę d z a m czas w o l n y od z a j ę ć ,

zamek i w e s z l i ś m y do ś r o d k a .
„ C z y złodzieje u k r a d l i a p a r a t y k o ś c i e l n e ? "

ale m o j a „ p r z y g o d a z Ł e m k o w s z c z y z n ą " wcalo się nio s k o ń c z y ł a .

„ O co t o , t o n i e ! "

O d ż y w a g d y na l i c z n y c h prelekcjach o p o w i a d a m o

, , Z n i e w a ż y ł i sakrament ?''

i i c h k u l t u r z e , g d y o n i c h p i s z ę , g d y p r z e g l ą d a m fotografie ro­

„Nio!"

bione p r z e d l a t y . W ó w c z a s s t a j ą

„ N o w i ę c co się t u w ł a ś c i w i e s t a ł o ? "

stary N a j d u c h , M ą d z i k ,

„Świętokradztwo

dobrodziejaszku,

świętokradztwo!!".

m i o c h n ą ł się s m u t n i e i z p e w n y m oporem z a c z ą ł

Uś-

opowiadać.

Toropyła,

Łemkach

m i przed oczyma j a k ż y w i
Jewusiak,

Spólnik,

Dudra

spod K i c z o r y i w i e l u , w i e l u i n n y c h , o k t ó r y c h t u nie wspomnia­
ł e m , a b y l i t o „ d u ż e , fajno h i d e " .

P R Z Y P I S Y

1

R . Reinfuss, Pasterstwo na Łemkowszczyżnic
dawniej a dziś,
D o d a t e k L i t e r a c k o - N a u k o w y „ I l u s t r o w a n e g o K u r i o r a Codzien­
nego" nr 3 1 , 3 . V I I I , 1 9 3 1
Nad rzeką Ropą, zarys kultury ludowej powiatu
gorlickiego,
K r a k ó w 1965; J . M ą d z i k , Z . C i c ś l a - R e i n f u s s o w a ,
Łowiectwo
i rybołóstwo;
M . G r y b e l , J . M ą d z i k , Bartnictwo i
pszczelarstwo;
J . M ą d z i k , Zwyczaje doroczne
Łemków
M . B r y l a k - Z a l u s k a . Maziarska wieś Łosie, Ossolineum 1983
1

3

I I . 8. „ N a . w y w i a d z i e u S z l a n t ó w " , Ł o s i c , 1963 r.
I I . 9. „ W e c z i r k i " w Ł o s i u , 1963 r.
I I . 10. M a r i a S z ł a n t o w a z m ę ż o m , Ł o s i o , 1963 r.

10

Jot.: E . Keinfusa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10470" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10448">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/732371048748e387e0053adec16fba4e.pdf</src>
        <authentication>c53e1d4ee6690e3bd088655487b6494c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124622">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124623">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124624">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3095</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124625">
                <text>Iwan Jurijewicz Rusenko / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124626">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124627">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124628">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124629">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124630">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124631">
                <text>Seweryn A. Wisłocki

I W A N

J U R I J E W I C Z

U r o d z i ] się w 1890 r o k u we w s i K r a s n a w powiecie k r o ś n i e ń ­
skim, zmarł

10 stycznia 1960 r. wo wsi Korohwka,

w

ezortkowskim,

powiecie

w

województwie

położonej

tarnopolskim

w

ZSRR.

R U S E N K O

Po wojnie s z u k a j ą c ś r o d k ó w do ż y c i a z d e c y d o w a ł się na p r a c ę
w

r

szkolnictwie i z o s t a ł nauczycielem w polskiej wsi

Lutcza,

w powiecie k r o ś n i e ń s k i m . Żył t a m i p r a c o w a ł od 1924 do 1945 r.
T a m t e ż się o ż e n i ł . W 1946 r o k u z o s t a ł wysiedlony na Z a c h o d n i ą

Ł e m k o w s k i poeta i r y s o w n i k , c a ł y swój dorobek o p u b l i k o w a ł
n a ł a m a c h Karpatoruskiego
kosojuz"

kalendarza

amerykańsko-kanadyjski

na zachodzie, gazoty „ K a r p a c k a

wydanego przez

oraz, r ó w n i e ż

,,Łom-

wydawanej

U k r a i n ę , do w o j e w ó d z t w a

d o k u m e n t u dawnej
I w a n J . Rusenko n a l e ż a ł do utalentowany cli u c z n i ó w Rus­
kiej B u r s y w N o w y m

S ą c z u . M i m o , iż z d a ł m a t u r ę (1912

r.)

pra­

za s t r o n a m i r o d z i n n y m i o b u d z i ł a w n i m talent p o e t y c k i . W t y m
czasie p o w s t a w a ł y

Ruś".

tarnopolskiego, gdzie r ó w n i e ż

c o w a ł j a k o nauczyciel. N a terenie Z S R R p r z e ż y ł 14 lat, T ę s k n o t a
również rysunki

o walorach

Prezentowane r y s u n k i z o s t a ł y w y k o n a n e dla
Kalendarza

artystycznego

Łemkowszczyzny.
Kar/jahirwkieyo

w 1959 r o l u i z niego są reprodukowane (kalendarz

z w y n i k i e m d o b r y m , nie m ó g ł się dalej k s z t a ł c i ć z p o w o d u b r a k u

za r o k 1961). W s p ó ł z i o m k o w i o wysoko cenili go j a k o r y s o w n i k a

ś r o d k ó w m a t e r i a l n y c h . P o c h o d z i ł z r o d z i n y wiejskich

a t a k ż e p o e t ę i n a z y w a l i Rusonko budzicielem ducha narodowego.

n i k ó w , nie

posiadających

skrawka własnej

ziemi. W

wyrob­
r.

p o w o ł a n y z o s t a ł do s ł u ż b y w c e s a r s k o - k r ó l e w s k i e j a r m i i
ciszka J ó z e f a . S ł u ż y ł w Sarajewie i t a m
r

w ojny

światowej. Odbył ją

1913
Fran­

z a s t a ł go p o c z ą t e k

w randze c h o r ą ż e g o . J a k o

I

oficer

Ps. N o t a biograficzna I w a n a J . R u s e n k i oparta jest na a r t y ­
kule p o ś m i e r t n y m zamieszczonym w Karpatoruskim

Kalendarzu

na 1961 r. C h c ę w t y m miejscu złożyć serdeczne p o d z i ę k o w a n i e
p a n u B a z y ł e m u Sowie z K r y n i c y za u d o s t ę p n i o n i e n i e m i

n i c z y m się s z c z e g ó l n y m nio w y r ó ż n i ł , do s ł u ż b y austriackioj nie

patoruskiego

p r z y k ł a d a ł się g o r l i w i e

oraz

Kalendarza

informacji.

Kar-

j a k r ó w n i e ż i n n y c h cennych m a t e r i a ł ó w

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10465" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10443">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1228bb3a17509db5006ff3bc6c0a1575.pdf</src>
        <authentication>0ad2e52c750246b60e1952b84a74823c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124566">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5335</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124567">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124568">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124569">
                <text>podróże - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124570">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124571">
                <text>Etnolog w podróży (4). Kto komu mówi bonjour na Mont Blanc / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124572">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.165-174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124573">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124574">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124575">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124576">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124577">
                <text>1. Choć ta rycina nie jest ilustracją Rękopisu znalezionego w Saragossie Jana Potockiego, chciałoby się podpisać ją jego pierwszymi słowami:&#13;
H rabia Olavidez jeszcze nie był sprowadził osadników do gór Sierra Morena. Strome to pasmo, które oddziela Andaluzję od Manszy, zamieszki­&#13;
wali wówczas kontrabandziści, rozbójnicy i kilku Cyganów [...] Podróżny, który odważył się zapuścić w tę dziką okolicę, napastowany bywał, jak&#13;
mówiono, przez tysiączne okropności, na których w idok drżała najzimniejsza odwaga [...] a niewidzialne ręce popychały w bezdenne przepaście.&#13;
&#13;
�1.&#13;
&#13;
Etnolog w podróży (4)&#13;
&#13;
Etnograf, który wybierze się na turystyczną wypra­&#13;
wę w góry wysokie, znajdzie się - patrząc z zawodowe­&#13;
go punktu widzenia - nieomal na pustyni. M ało tu&#13;
kultury m aterialnej, trudno o przyzwoite wywiady,&#13;
skromne pole do obserwacji kulturowo utrwalonych&#13;
zachowań. Rośnie pokusa introspekcji - można obser­&#13;
wować własne przeżycia wobec m ajestatu, piękna,&#13;
grozy itd., a potem konfrontować je z zapisanymi&#13;
w kulturze przekazami, w których góry stanowią źró­&#13;
dło uniesień i romantycznych zachwyceń. N o ale ileż&#13;
można przeżywać? W ostatecznym rachunku przeważa&#13;
żmudny mozół wchodzenia i schodzenia - godziny,&#13;
dni, tygodnie na stale takich samych zboczach, osypiskach, piargach. Krótko mówiąc - nuda gór.&#13;
Niestrudzony w przerabianiu inform acji umysł po­&#13;
szukuje w trakcie tych m onotonnych wędrówek tem a­&#13;
tów do analizy, każe wydobywać drobiazgi, chce ukła­&#13;
dać je w całostki. By mu dostarczyć materiału, trzeba&#13;
zniżyć się do obserwacji zachowań potocznych, bła­&#13;
hych i przygodnych, jakie pojawiają się w trakcie ob­&#13;
cowania z górami w dobie turystyki masowej.&#13;
Przed kilkoma laty w jednym z alpejskich schronisk&#13;
zbierałem się do kilkunastodniowego obejścia masywu&#13;
Ecrins, otoczonego popularną turystyczną obwodnicą&#13;
G. R. 54. Posuwając się po niej, można kolejno doko­&#13;
nywać ambitniejszych, dośrodkowych wypadów ku&#13;
centralnie położonym szczytom (mnie pociągał zwłasz­&#13;
cza blisko czterotysięczny La M eije, w ścianach które­&#13;
go działał Wawrzyniec Żuławski, autor m.in. Wędrówek&#13;
alpejskich i Tragedii tatrzańskich —niezapomnianych, bo&#13;
umiejętnie dydaktycznych lektur dzieciństwa). Kiedy&#13;
&#13;
JERZY&#13;
&#13;
S. W A S I L E W S K I&#13;
&#13;
Kto komu mówi&#13;
bonjour na Mont Blanc?&#13;
Próba antropologii&#13;
zachowań zdawkowych&#13;
turystów (paniom brakuje jedynie toczków na gło­&#13;
wach, które są de rigueur w przypadku Japonek); mają&#13;
ze sobą nawet czekany, najzupełniej zbyteczne, niemające choćby podpórkowej funkcji ciupagi, zresztą zgoła&#13;
tandetne, bo kupione w sklepie z pamiątkami na dole.&#13;
Nie inaczej na zachodniej półkuli. N a trasach Yel­&#13;
lowstone czy Grand Teton spotyka się nieskazitelnie&#13;
wykreowane turystki w świeżutkich koszulach (bywa&#13;
że białych - wszak przy campingu na dole jest pralnia),&#13;
którym nie wypada nie powiedzieć z uśmiechem hello!&#13;
(skądinąd, wymóg kupienia nowego kompletu ubrania&#13;
przed wyjazdem na wakacje jest w Am eryce formuło­&#13;
wany mocniej niż gdzie indziej). Może trochę inaczej&#13;
jest w dolinie Yosemite, gdzie roi się od ambitnych wy­&#13;
czynowców, wspinających się półnago po wielkiej ścia­&#13;
nie El Capitan. Tacy nie witają się z nami, kiedy ob­&#13;
wieszeni szpejami podchodzą pod ścianę - ale to już&#13;
inny, wyobcowany świat.&#13;
&#13;
pytałem prowadzącego schronisko, w którą stronę le­&#13;
piej wyruszyć w tę kolistą drogę, usłyszałem: „niech&#13;
pan idzie tak jak wszyscy, bo jak pan pójdzie w przeciw­&#13;
ną stronę, to tout le mond będzie panu mówił bonjour&#13;
&#13;
2.&#13;
Dlaczego na górskich ścieżkach nieznani sobie lu­&#13;
&#13;
i wszystkim będzie pan musiał odpowiadać”.&#13;
To rzeczywiście zmora najpopularniejszych szlaków&#13;
Alp: niepisany obowiązek ciągłego mówienia, a przynaj­&#13;
mniej odpowiadania bonjour, buongiorno czy salute, G ru etzi albo Gruess Gott. Nie inaczej oczywiście w Tatrach,&#13;
po obu ich stronach: cześć, dzień dobry (zależnie od wie­&#13;
ku) albo na zdar! I tak chyba wszędzie na świecie, gdzie&#13;
dotarła turystyka. Po rosyjsku w górach Azji Centralnej,&#13;
po nepalsku na himalajskich trasach trekingowych (na­&#13;
potkany m nich czy miejscowy tragarz do swojego namaste doda jeszcze złożenie dłoni przed twarzą), po japońsku w okolicach Nagano, w tzw. Japońskich Alpach,&#13;
gdzie podziwiający koyo (złotoczerwoną jesień) wymie­&#13;
niają trzy standardowe powitania, zależne od pory dnia&#13;
- o-hayo godzaimasu wcześnie rano, konnichi-wa przed&#13;
południem i kom ban-w a po południu.&#13;
Z kolei koreańskie hagni haseio słychać stale w gór­&#13;
skich parkach narodowych Korei, gdzie - podobnie jak&#13;
w Japonii - na wzorowo utrzymanych, łatwiutkich&#13;
ścieżkach, widzi się grupy odświętnie wyekwipowanych&#13;
&#13;
dzie, zamiast m inąć się bez powitania, jak to robią we&#13;
wszystkich innych sytuacjach życiowych, odczuwają&#13;
potrzebę wymówienia, a przynajmniej wymamrotania&#13;
czy odburknięcia zdawkowego powitania? Jaki jest sens&#13;
tego zachowania? Czy w ogóle ma sens pytanie o jego&#13;
sens, a zwłaszcza o jeden sens? I - chciałoby się zapytać&#13;
- kogo o ten sens pytać? Przynajmniej w tej ostatniej&#13;
kwestii mamy niezłą podpowiedź. Pada ona wprawdzie&#13;
w pewnej scenie obrzędowego unikania, a więc jakby&#13;
przeciwieństwa zwyczajowego witania, ale można ją&#13;
odnieść do różnych zachowań symbolicznych.&#13;
Ryszard Wagner, Tristan und Isolde, akt I, scena 5.&#13;
Tristan na pokładzie okrętu wiezie Izoldę do jej przy­&#13;
szłego męża a swego wuja, króla Marka. Izolda raczej&#13;
umrze, niż go poślubi, Tristan także gotów jest razem&#13;
z nią oddać swe życie. A le służka Brangena zamieniła&#13;
już flakoniki i oboje zamiast trucizny wypijają napój&#13;
miłosny. Tristan broni się jeszcze, chce wytrwać w swej&#13;
roli wysłannika-dziewosłęba, Izolda ma mu to za złe.&#13;
Dlaczego mnie unikasz? - pyta. „Bo tam, gdzie żyłem,&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DROŻY&#13;
&#13;
zwyczaj uczy (Sitte lehrt): dziewosłęb w przedweselnej&#13;
drodze z daleka trzyma się od oblubienicy”. „A z jakiej&#13;
to obawy?” - chce wiedzieć Izolda. „Pytaj Pani zwycza­&#13;
ju !” (Fragt die Sitte!) - odpowiada młodzieniec, świa­&#13;
dom kulturowego imperatywu, ale przecież nie jego&#13;
uwarunkowań.&#13;
No właśnie, „pytaj zwyczaju” - wskazanie enigma­&#13;
tyczne niczym słowa wyroczni. Zgodzi się z nim etno­&#13;
graf, który dobrze wie, że rozmówca może mu wyjaśnić&#13;
dużo, tyle że wcale niekoniecznie to, co jego jako ze­&#13;
wnętrznego obserwatora najbardziej trapi, a co często&#13;
on sam potrafi ująć jedynie w ogólnikowym, naiwnym&#13;
i nieporadnym pytaniu „dlaczego”. W ie, że musi pytać&#13;
najpierw informatora, ale nie może na tym poprzestać,&#13;
bo przecież ten nie potwierdzi i nie zweryfikuje skoja­&#13;
rzeń, jakie pojawią się w oczytanym umyśle badacza,&#13;
dostrzegającego zastanawiające analogie i otwartego na&#13;
odległe uwarunkowania. Rozmówca nie jest w stanie&#13;
ani zrekonstruować historycznego pochodzenia tych&#13;
treści kulturowych, które wyjawia, ani dostrzec wszyst­&#13;
kich ich głębokich znaczeń i sensów. Potrafi przypo­&#13;
mnieć sobie ludową etymologię, wymyślić wtórną racjo­&#13;
nalizację, zbudować teorię informatora, przedstawić&#13;
swój osobisty związek z daną praktyką, aczkolwiek z re­&#13;
guły poprzestanie na jakiejś odmianie klasycznego „na­&#13;
sze dziaduczki i pradziaduczki tak robili, to i my tak robim”&#13;
albo po prostu „taki nasz mongolski obyczaj”.&#13;
Aby zrozumieć w ięcej, trzeba już pytać zwyczaju.&#13;
Ale jak? Spróbujmy zoperacjonalizować to zalecenie.&#13;
Mówiąc ogólnikowo - należy umieścić rzecz w najod­&#13;
powiedniejszym dla niej kontekście, zobaczyć ją na tle&#13;
całego - zmieniającego się - otoczenia kulturowego,&#13;
nie odbiegając zbyt daleko abstrakcyjnymi i arbitralny­&#13;
mi skojarzeniami, ale też nie poprzestając na rejestra­&#13;
cji sensów jawnie deklarowanych. Zacznijmy od upo­&#13;
rządkowania intuicji.&#13;
&#13;
Można spokojnie założyć, że omawiany zwyczaj bo przecież jest to skonwencjonalizowana, spetryfikowana forma zbiorowego zachowania, a nie indywidu­&#13;
alny odruch psychiczny czy poryw em ocji - sformował&#13;
się w czasach, gdy chodzenie po górach było zajęciem&#13;
nielicznych, a towarzyszyły mu poważniejsze niż obec­&#13;
nie lęki, bo też większe było ryzyko i zagrożenie. Spo­&#13;
tykający się - nieczęsto - na górskich szlakach ludzie&#13;
dawali sobie znać, że mogą na siebie liczyć. A ch, gdy­&#13;
by można było dziś z górskiego powietrza odczytać&#13;
tamte rozmowy! W ram ach naiwnej rekonstrukcji te­&#13;
go, co działo się w A lpach od, powiedzmy, dwóch i pół&#13;
stuleci (w Tatrach od niespełna dwóch) można sobie&#13;
wyobrazić, że w czasach pionierów były to dłuższe roz­&#13;
pytywania o przebieg drogi, warunki w górze, zagroże­&#13;
nia. Poprzedzało je konw encjonalne przywitanie oczywiście inne w ustach „panów”, inne u lokalnych&#13;
przewodników i napotykanych bliżej szałasów górali.&#13;
&#13;
Wszystkie te pochwalony... niech B óg prowadzi... ostań­&#13;
cie z Bogiem... i inne życzenia szczęśliwej cesty... Czy&#13;
wokół nich powstawały jakieś małe tradycje, niesformułowane wymogi savoir vivre’u l K to komu powinien&#13;
pierwszy powiedzieć „dzień dobry”: może idący w górę&#13;
schodzącemu (jakby młodszy starszemu), a może ten&#13;
co ma dogodniejsze warunki, albo - jak zawsze - ten&#13;
grzeczniejszyl&#13;
Jakby nie było, w wysokogórskim otoczeniu, w wa­&#13;
runkach niepewności, rodzi się wzmożone zapotrzebo­&#13;
wanie na ludzką solidarność, a też - prawem wzajem­&#13;
ności - gotowość do jej świadczenia. Rozmowa daje&#13;
wyraz tym nadziejom. Nawet w formie zredukowanej&#13;
do jednowyrazowego pozdrowienia (ale przecież zakła­&#13;
dającego obustronność) jest nie tylko religijnym życze­&#13;
niem, by Bóg szczęścił, ale też niesie taki oto kom uni­&#13;
kat: znaleźliśmy się w nielicznym gronie śmiałków,&#13;
wchodzących w groźne obszary, winniśmy sobie poma­&#13;
gać - tak jak ty możesz liczyć na mnie, tak ja liczę na&#13;
ciebie. Postępujące oswajanie gór przyniesie oczywi­&#13;
ście banalizację wrażeń, konwencjonalizację komuni­&#13;
katu, a więc i stereotypowość powitań.&#13;
Nie lekceważmy - my, przechodnie wydeptanych&#13;
szlaków - elementów grozy, niewiadomego i nieprzewi­&#13;
dywalnego w percepcji pierwszych eksploratorów. Wszak&#13;
„dzikość” była dla ich kartezjańskich umysłów sferą nie­&#13;
obliczalności.1 Kiedy 18 czerwca 1741 roku Anglik Wil­&#13;
liam Windham w towarzystwie ośmiu rodaków i pięciu&#13;
miejscowych, z końmi jucznymi etc. wyrusza z ówczesnego&#13;
„Chamougni” na lodowiec Montenvers (tam gdzie dziś&#13;
wjeżdża się kolejką na M er de Glace; nawiasem mówiąc,&#13;
jak okropnie to banalna jazda dzisiaj, a jakie wydarzenie&#13;
towarzyskie przed kilkudziesięciu laty), to proszę sobie&#13;
wyobrazić, że wszyscy Anglicy zabierają ze sobą pistole­&#13;
ty. Zawierająca rady i przestrogi relacja z tej eskapady w której obyło się bez strzelaniny - to bodaj pierwszy no­&#13;
wożytny podręcznik turystyki alpejskiej.2 Skądinąd an­&#13;
gielscy gentlemani długo jeszcze będą pionierami eksplo­&#13;
racji alpejskich - zrazu turystycznych, później ściśle&#13;
wspinaczkowych, ale także intelektualnych, dostarczają­&#13;
cych języka pojęciowego do opisu nieoglądanych dotąd&#13;
z tak bliska wysokogórskich pejzaży.&#13;
Jednym z najpopularniejszych p ojęć będzie Burk e’owska kategoria estetyczna sublime - wzniosłości,&#13;
przygniatającej potęgi, porażającej m aleńkiego czło­&#13;
wieka niezmierzonym ogromem. Góry stają się wy­&#13;
obrażeniem scenerii metafizycznej czy eschatologicz­&#13;
n ej: każą widzieć w sobie pierwszy stopień do tronu&#13;
Najwyższego M ajestatu, przedsionek krain możli­&#13;
wych do odwiedzenia tylko przez wyzwolone z ciała&#13;
dusze - ja k w malarstwie metafizycznych Am eryka­&#13;
nów, np. Fredericka C hurcha. Ukute przez Joh n a Ruskina określenie „góry — katedry św iata” powraca też&#13;
&#13;
2. Przebieg wejścia na M ont Blanc od Chamonix i Les Houches&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
�lab/'êjt&#13;
&#13;
le'Retit P6nt,&#13;
'Chalelde.Cerro&#13;
&#13;
mw&#13;
&#13;
Pré V Siçy ;&#13;
&#13;
JaTannua&#13;
&#13;
.Vit* ...&#13;
laHenjliére’&#13;
&#13;
îs&#13;
&#13;
Tiembla^&#13;
&#13;
Gens&#13;
&#13;
iß o in tu e .&#13;
&#13;
ie Planet&#13;
&#13;
: ,,y6ranges&#13;
'/ d e s Faux_&#13;
&#13;
W e sifia y e a u *&#13;
6 ellevartfe¿t&#13;
&#13;
le P e t it 'B é c h a r&#13;
&#13;
ie ^ ^ a n d e lîy s =&#13;
&#13;
té c h a rM&#13;
&#13;
;&#13;
&#13;
® |1&#13;
&#13;
tochèKf e n d u e 1&#13;
&#13;
-¿'^^i^^ArâWâ^llys&#13;
&#13;
mt^achat&#13;
&#13;
2Ú¿&#13;
Co/ du M t Lâchât&#13;
&#13;
^&#13;
&#13;
™ \1&#13;
&#13;
f'Æêftw&#13;
&#13;
M Bd&#13;
Vue Z) urier&#13;
&#13;
-&gt;v ifls ôratidei&#13;
&#13;
j&amp;s inf --&#13;
&#13;
C o l de&#13;
&#13;
îft»„ TaB'envç&#13;
&#13;
bises&#13;
&#13;
••V .-&gt;1&#13;
■If&#13;
&#13;
Pian&#13;
G la c ie r&#13;
&#13;
Rocher-&#13;
&#13;
l^ît/sne&#13;
&#13;
'&#13;
&#13;
!îauis;A médeï&#13;
&#13;
¡jsssés&amp;iafl&#13;
&#13;
Wmesi&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
dobrze już wytyczonych i łańcuchami okutych szlakach.&#13;
Jeśli nawet z takich zapisów dowiadujemy się, jak&#13;
ówcześni reagowali na góry (czy raczej - w jakiej kon­&#13;
w encji je opisywali), to zupełnie nie wiemy, jak reago­&#13;
wali na obecność innych, napotykanych nieuchronnie&#13;
na ścieżkach. Chyba że sami przyznają się do autocen­&#13;
zury w relacjach z takiego spotkania. N ie pow tarzam&#13;
ich [juhasów] rozmowy, gdyż niewymownie przykre na&#13;
mnie zrobiła wrażenie. J a sądziłem, że tutaj kał i występek&#13;
nie przekroczy przez olbrzymie granity zbudow ane ręką&#13;
B oga — lecz ja k okropnie rozczarow ała mnie rozmowa&#13;
tych górali!... W ięc wy, moi miejscy panicze, nie zdołacie&#13;
się pow ściągnąć ani na chwilę, aby nie roznieść waszego&#13;
zepsucia n a ten biedny, ciemny lud, więc nie umiecie usza­&#13;
n ow ać jego niewinnej prostoty? - woła Lucjan Lipiński,&#13;
lwowski notariusz, który dzielnie dał się przewieźć kil­&#13;
ku juhasom przez Morskie O ko (1860).&#13;
W takiej świątyni nie może się znaleźć żadna n ie­&#13;
czystość, w tym kościele nie ma miejsca dla innowier­&#13;
ców. W razie spotkania - przemilczeć albo zapłonąć&#13;
gniewem. Przynajmniej jeden taki gniewny tekst po­&#13;
&#13;
3.&#13;
&#13;
Stanisław Witkiewicz, N a przełęczy&#13;
&#13;
w polskich litaniach wzniosłych wyrażeń: a to jako&#13;
„Tatry — kościół św iatów ” (J. N. Kam iński), a to&#13;
„chram tatrzański” (Zaruski), czy „swobody ołtarze”,&#13;
świadectwa „wielkości Boga, nicości Stw orzenia” (Rautenstrauchow a).&#13;
W powstających wówczas romantycznych z ducha&#13;
opisach Tatr próżno by szukać opisów powitań z inny­&#13;
mi ludzkimi istotami. W góry jechano przecież po to,&#13;
by zmierzyć się sam na sam z Przedwiecznym, spodzie­&#13;
wając się widoków z czasów dla oka ludzkiego niedo­&#13;
stępnych: Ja k iś nieład, coś do chaosu podobnego wkoło&#13;
nas się rozlegało. Wszystko poprzew racane, zburzone, ja k ­&#13;
by nazajutrz po potopie. G óral z Bukowiny mówił, że tam&#13;
ja k przed stworzeniem, mnie się zaś zdawało, że po skoń ­&#13;
czeniu świata tak będzie. Trzeba się też zachować tak,&#13;
jakby doznało się osobistego spotkania ze Stwórcą a przynajmniej trzeba opisać swe wrażenia przez przy­&#13;
równanie do takiego spotkania: Wybiegłam, spojrzałam&#13;
i padłam n a kolana, na twarz... oczy obu rękami przykry­&#13;
łam, jakbym odbicie Boga, a przynajmniej tron jego ujrza­&#13;
ła (oba fragmenty z opisu wyprawy Łucji Rautenstrauchowej do Morskiego O ka w 1839 r.).&#13;
Ci, co donoszą o swych „uroczystych wrażeniach”,&#13;
opisują to tak, jakby w góry wybrali się w pojedynkę i ni­&#13;
kogo tam nie spotkali. W takim pejzażu nie ma miejsca&#13;
na innego. Tatry — to pustynia. Pustynia skalna — dzika,&#13;
groźna i niebezpieczna - pisze Zaruski jeszcze w 1912 r.,&#13;
wyraźnie ślepy na setki ceprów, letników i kuracjuszy na&#13;
&#13;
zwolę sobie przypomnieć - chociaż wstyd, ale dziś, gdy&#13;
dużo gorsze sprawki wychodzą, nie ma co drzeć szat, że&#13;
tak myślał wielki Stanisław W itkiewicz i zapisał to&#13;
w swej tatrzańskiej relacji, zgodnie uznawanej za n a j­&#13;
wybitniejszą w polskim piśmiennictwie.&#13;
Zanim oddamy mu głos, przypomnijmy że W itkie­&#13;
wicz, który na pierwszych, wprowadzających stronach&#13;
swojej opowieści bardzo trzeźwo pisze o góralach i ich&#13;
mitologizowaniu przez ceprów, zmienia język, kiedy&#13;
w opisie wstąpi na ścieżkę wiodącą w góry. Przemie­&#13;
niają się oni w bohaterów eposu (Homerem zostaje&#13;
Sabała) związanych z górami tak, jakby ich wioski le­&#13;
żały pod Kościelcem czy Rysami; w nieskalanym oto ­&#13;
czeniu tym bardziej razi autora wtręt etnicznie obcy.&#13;
Wszystko roztapia się w powietrzu, w blaskach, staje się&#13;
czymś niepokalanie czystym, kryształowym... Oczy spoczywają&#13;
w tej harmonii barw nikłych, przeźroczystych, pełnych światła.&#13;
Bezludna, bezpłodna pustynia, zawalona ruinami świata,&#13;
otulona w miękkie, fioletowe opary, traci swoją grozę i dzikość&#13;
i leży pod naszymi stopami ja k ciche pogodne morze...&#13;
Nagle na tle błękitów i opalów staje komiczna figura w ser­&#13;
daku na długim paltocie, w obwisłych, wlokących się spodniach.&#13;
Zdejmuje kapelusz, kłania się, uśmiecha z odcieniem pokory,&#13;
strachu i chęci przypodobania się, defiluje przed całą bandą&#13;
w ciągłych umizgach i znika ja k widmo, zostawiając za sobą tro­&#13;
chę znajomego w dolinach zapachu. Skąd się tu wziął ten Zydek?&#13;
Z kim przyszedł, za kim poszedł? Nikt nie wie.&#13;
Trywialne, fantastyczne widmo, które w tejże chwili zaludni­&#13;
ło Zawrat całymi tłumami myszuresów, handlem, warchołem&#13;
małomiasteczkowym, brudami, smrodem, kwestią żydowską...&#13;
Zewsząd przez czyste otchłanie powietrzne zlatywały się&#13;
brudne „cienie” i obsiadały wyobraźnię.&#13;
Ten grzeczny Zydek przyszedł tu jak „cień nieprzyjaciela”, który&#13;
zjawia się w „Wallenrodzie”, „aby krew mieszać w puchary wesela.&#13;
Nareszcie zaczynamy się staczać z Zawratu (...) ”.3&#13;
&#13;
168&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
W izerunek tego anonimowego Zyda - narysowany&#13;
przez samego Witkiewicza, w pozie ni to franta, ni to&#13;
miszigene - mógłby wejść do zbiorów Narodowej G ale­&#13;
rii Wykluczonych.&#13;
&#13;
zostaje poprawiona w skali indywidualnej (przez idealizację dzieciństwa, a zwłaszcza okresu płodowego ja ­&#13;
ko czasu beztroski, w opozycji do dorosłości) i wresz­&#13;
cie wymiar społeczny; w tym ostatnim idealność jest&#13;
osiągana poprzez próby okresowej, obrzędowej realiza­&#13;
cji communitas —społeczeństwa równościowego, opar­&#13;
tego nie na dom inacji i grze ról w rygorystycznym po­&#13;
rządku, ale na wspólnotowej, wolnej koegzystencji&#13;
osobowości.4&#13;
Przestrzeń Natury, przeciwstawionej skażeniom&#13;
Kultury czy wynaturzeniom Cywilizacji, bywa również&#13;
traktowana jako obszar idealny - i to zarówno w sys­&#13;
tem ach archaicznych, mimo całej ambiwalencji „dzi­&#13;
kości”, jak i w mitologiach współczesnych. Tylko&#13;
w „czystym”, „nieskażonym” obszarze mogą się odbyć&#13;
rytualne realizacje ideału.&#13;
Z am knięta w rezerw atach N atura, chroniona&#13;
przed eksploatacją i polucją, pozbawiona swej grozy&#13;
przez n ad anie jej statusu „parku narodow ego”&#13;
(a przecież p a r k nie może być wrogi człowieko­&#13;
wi - nie jest to groźny l a s) jest idealnym środowi­&#13;
skiem do realizacji współczesnego święta: niedzieli-weekendu, ferii, wakacji, a zarazem do wyretuszowania jego społecznej kondycji. Działa tu jakiś autom a­&#13;
tyzm czy raczej szczególny kulturowy przymus: znala­&#13;
&#13;
4.&#13;
A le, w racając do górskich spotkań i pozdrowień,&#13;
jeszcze raz: nie śmiejmy się z „rzekomej” grozy i „nie­&#13;
prawdziwej” pustki skalnych ścieżek. Przygoda Hansa&#13;
Castorpa w śnieżycy pokazuje, jak łatwo w czarodziej­&#13;
skich górach ulec pokusie wyniosłej samotności, za&#13;
którą z kolei trzeba błyskawicznie płacić - co najmniej&#13;
wizją własnej śmierci albo popadnięciem w obłąkanie&#13;
- i to będąc nie dalej niż pół godziny od hotelu So n ­&#13;
nenhof. Każde spotkanie z innym w górach odpędza&#13;
grozę, każde pozdrowienie usuwa deprywację, przy­&#13;
wraca normalność.&#13;
Zmieńmy jednak kontekst, w jakim patrzymy na&#13;
zwyczaj, od którego oczekujemy odpowiedzi na pyta­&#13;
nie „dlaczego?”. Bo przecież zagrożenie nie jest jedy­&#13;
nym kontekstem, w jakim rodzi się wspólnota, której&#13;
wyrazem są słowa powitania. Takie same konw encjo­&#13;
nalne pozdrowienia słyszy się przecież na bezpiecz­&#13;
nych, nizinnych szlakach.&#13;
Zejdźmy z gór do nizinnej oazy Natury, do rezerwa­&#13;
tu przyrody, choćby takiego jak Chicontigue na atlan­&#13;
tyckim wybrzeżu U SA . Idylliczny krajobraz, raj nie tyl­&#13;
ko dla ornitologów, bo nieopodal jest odludna plaża&#13;
dla nudystów, gdzie przywdziawszy strój Adamowy&#13;
można w rócić do rajskiej kondycji. A na śródleśnych&#13;
ścieżkach mijane starsze panie mówią nam radośnie&#13;
hello! (jeśli nie zdążymy pierwsi) i choć można by wi­&#13;
dzieć w tym także po amerykańsku socjotechniczną&#13;
prewencję - zapobieżenie incydentowi na odludziu, to&#13;
przecież zasadnicze sensy i konteksty są inne.&#13;
W takich sielankowych m iejscach, tak samo jak na&#13;
trudnych drogach górskich, człowiek czuje powinność&#13;
pokazania się od swojej lepszej, otwartej, nieegoistycznej strony. Dlaczego?&#13;
W czasach minionych kilkanaście lat temu, kiedy&#13;
z entuzjazmem konstruowaliśmy paradygmaty antro­&#13;
pologii symbolicznej, udzielałem sobie takiej oto cało­&#13;
ściowej odpowiedzi - znajdując dla zachowania m iej­&#13;
sce w pewnym systemie. D la zrozumienia ludzkich za­&#13;
chowań symbolicznych kluczowe znaczenie ma fakt,&#13;
że odnoszą się one z reguły do wyobrażeń o stanie ide­&#13;
alnym, który albo jest zupełnie niemożliwy (jako mi­&#13;
tyczny, rajski), albo nie występuje na co dzień (jest&#13;
trudny do urzeczywistnienia); jest on jednak postulo­&#13;
wany i symbolicznie odtwarzany, zwłaszcza w sytu­&#13;
acjach obrzędowych początków i święta. Ów stan ide­&#13;
alny ma różne, acz przenikające się płaszczyzny i wyra­&#13;
żany jest w kilku wzajemnie wymiennych i uzupełnia­&#13;
jących się kodach. M a swój wymiar stricte mitologicz­&#13;
ny (obrazy złotych czasów, które istniały i/lub nastą­&#13;
pią), dalej wymiar osobniczy, gdzie ludzka kondycja&#13;
&#13;
złszy się w naturalnej przestrzeni (w czasie świątecz­&#13;
nym) wracamy do swej naturalnej/idealnej kondycji:&#13;
kiedy ustaje obowiązek pracy, podległość i opresja&#13;
&#13;
4.&#13;
&#13;
169&#13;
&#13;
Stanisław Witkiewicz, N a przełęczy&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
społeczna, wtedy zmniejszają się też dystanse między­&#13;
ludzkie, rodzi się poczucie wspólnoty. W itanie, po­&#13;
zdrawianie, uśmiechy.&#13;
&#13;
5.&#13;
Rozważania takie jak powyższe prowadzą do dwóch&#13;
równie uzasadnionych, choć w zasadzie odległych&#13;
punktów dojścia. W witaniu się można widzieć zarów­&#13;
no reakcję na zagrożenie, jak też demonstrację rado­&#13;
snej, idealnej wspólnoty. Czy te wyspekulowane kon­&#13;
kluzje można sprawdzić w trakcie obserwacji etnogra­&#13;
ficznej, która przyznałaby rację którejś z dwóch hipo­&#13;
tez, a zarazem przydała ustaleniom więcej realności?&#13;
N ic nie stoi temu na przeszkodzie. Wybierzmy się na&#13;
M ont B lan c i zobaczmy, w jakich m iejscach po drodze&#13;
ludzie będą nam mówili bonjour (turyści niefrancuskojęzyczni - z reguły hello!).&#13;
Z Cham onix dojeżdżamy kilka kilometrów do Les&#13;
Houches, skąd podchodzimy stromą leśną ścieżką,&#13;
m ając po lewej ręce erozyjne leje Arandellys. Wąsko&#13;
tu i cienisto, prawie nikt nie schodzi, raz czy drugi&#13;
trzeba coś powiedzieć przy mijaniu - inne zachowanie&#13;
byłoby tak niekulturalne, że aż nienaturalne. Nocleg&#13;
jeszcze w lesie, ale rano już po krótkim marszu otwie­&#13;
ra się widok na szczyty. Ścieżka dochodzi wkrótce do&#13;
torów kolejki, która kilkaset metrów dalej, na stacji&#13;
końcowej (to dopiero 2372 m) wyrzuca z siebie tłu­&#13;
mek tych, dla których jest to maksymalna osiągalna&#13;
&#13;
5.&#13;
&#13;
bliskość Białej Góry. I tu właśnie, dwadzieścia metrów&#13;
od stacyjki, zaczyna się wysyp bonżurów. Rodzice&#13;
z młodzieżą, ładne panie - a więc konieczne słowo po­&#13;
witania, drobna mimika ust.&#13;
Ścieżka wkrótce pustoszeje, zaczynają się suche&#13;
zbocza Rognes, a u ich kresu pusty kamienny baraque&#13;
forestiere —nie wiadomo dlaczego forestiere, skoro gra­&#13;
nica lasu daleko poniżej. Ktoś tu będzie nocować, trze­&#13;
ba trochę porozmawiać i iść dalej, do schroniska pod&#13;
szczytem Tete Rousse. Poranne wyjście odbywa się&#13;
jeszcze po ciemku. Przez śniegowe pole lodowca&#13;
(w rozstawionych tu nam iotach ktoś jeszcze śpi) kie­&#13;
rujemy się ku osławionemu W ielkiemu Kuluarowi,&#13;
który trzeba przetrawersować.&#13;
Gdy piszę te słowa, m ając już to przejście za sobą,&#13;
nie umiem obiektywnie scharakteryzować stopnia je ­&#13;
go ryzykowności. O to co mówi kompetentny autor:&#13;
Szacuje się, że na samym tylko M ont Blanc straciło do tej&#13;
pory życie ok. 7000 ludzi (...) D użą ich liczbę pochłania&#13;
osławiony trawers w skroś wystawionego na lawiny k a ­&#13;
mienne wielkiego kuluaru Aiguille du G oû ter n a grani&#13;
G oûter-Bosses. I to pom im o założonych w tym miejscu lin&#13;
poręczow ych [nieprawda, żadnych poręczówek tu nie&#13;
ma - JS W ]. Przewodnicy nazywali ten trawers „rosyjską&#13;
ruletką”, z trudnymi do uniknięcia kamieniami, które czę­&#13;
sto i w nieprzewidziany sposób ze świstem spadają w dół.5&#13;
Dlatego właśnie jesteśmy tu o świcie, kiedy kam ie­&#13;
nie są jeszcze przymarznięte i ryzyko bombardowania&#13;
mniejsze. Dużo groźniejsza niż później w ciągu dnia&#13;
&#13;
Stanisław Witkiewicz, N a przełęczy&#13;
&#13;
jest za to półka, którą prowadzi przejście - oblodzona,&#13;
wąska, grożąca zsunięciem się w dół; po raz pierwszy&#13;
naprawdę przydają się czekan i raki jako nieodzowne&#13;
ekstensje ostrożnie operujących kończyn własnych.&#13;
Nikogo tu jeszcze nie ma, więc nie istnieje problem&#13;
witania się, ale każdy jest zbyt skoncentrowany na wła­&#13;
snych ruchach, by zważać na innych. Dopiero na skal­&#13;
nej grzędzie po drugiej stronie żlebu, wyprowadzającej&#13;
pionowo w górę, ale ubezpieczonej łańcuchami, można&#13;
odetchnąć, czując się jak na Orlej Perci. N a szczycie,&#13;
czy raczej na skalnej krawędzi schronisko pod Aiguille&#13;
du Goûter, a wokół niego przedpołudniowy ruch. Nie&#13;
oczekujmy powitań, kiedy kręcimy się wokół, ale kiedy&#13;
już wyruszymy po posiłku w dalszą drogę, znów przez&#13;
lodowcową połać, to kilkakrotnie miniemy wracają­&#13;
cych z przechadzki po lodowcu, odwzajemniając ich&#13;
jednowyrazowe pozdrowienia i uśmiechy.&#13;
Długa droga przez łagodnie wznoszącą się śniegową&#13;
pustać. Zanocujemy z konieczności w ostatnim przed&#13;
szczytem możliwym punkcie, schronie Vallota (4347&#13;
m ). Ta bezzałogowa aluminiowa puszka o arktycznej&#13;
konstrukcji smagana jest huraganowym wiatrem, któ­&#13;
rego do wnętrza nie wpuszcza specjalne wejście-śluza.&#13;
W środku są już jacyś Niemcy, którzy z satysfakcją fo­&#13;
tografują to chyba najbrudniejsze pomieszczenie Euro­&#13;
py: sterty puszek, papierów, stare i brudne materace.&#13;
W ielu tu się zatrzymuje, a nikt nie wynosi po nich&#13;
śmieci - można się pośmiać z niedbalstwa Francuzów.&#13;
&#13;
170&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
Nad ranem, jeszcze po ciemku wyruszamy na ostat­&#13;
ni etap. Podejście szczytową granią to najpiękniejszy&#13;
chyba epizod wyprawy. Kilkuosobowe grupki połączo­&#13;
nych liną wspinaczy majaczą jak kolumny duchów.&#13;
Z daleka widać tylko światełka czołówek - robaczki&#13;
świętojańskie posuwają się powoli do góry. Wszyscy idą&#13;
uważnie po krawędzi, na której byłoby stromo jak na&#13;
dachowej kalenicy, gdyby nie gruba warstwa śniegu,&#13;
w której wydeptujemy bezpieczną, głęboką ścieżkę.&#13;
N a wierzchołku jest już zupełnie jasno. Krótki&#13;
triumf, jakieś okrzyki, zdjęcia, ale każdy woli sam pa­&#13;
trzeć na panoramę szczytów i cieszyć się sukcesem.&#13;
Zresztą wiatr głowę urywa, a ona przecież i tak trochę&#13;
boli na tej wysokości.&#13;
A zatem - by odpowiedzieć na pytanie z tytułu nikt nikomu nie mówi bonjour na M ont Blanc. Podob­&#13;
nie w pospiesznym zejściu, kiedy wszyscy chcą szybko&#13;
znaleźć się na dole, bo najgorsze, co się może przyda­&#13;
rzyć, to załamanie pogody na lodowcowych połaciach&#13;
bez punktów orientacyjnych, a do tego poprzecina­&#13;
nych niżej szczelinami. I znów schron Vallota, znów&#13;
&#13;
ostrożne wnioski. A więc, kiedy znajdujemy się na bar­&#13;
dziej empirycznym poziomie badania, bliżej rzeczywi­&#13;
stości, to dostrzegamy, że ludzkie zachowanie i działa­&#13;
nie (każdorazowa realizacja danego zwyczaju, jego&#13;
praktykowanie) uwarunkowane jest zupełnie innymi&#13;
względami, niż to się wydawało, kiedy patrzyliśmy&#13;
z odleglejszej, idealizującej i spekulatywnej perspekty­&#13;
wy. Chciałoby się powiedzieć, że psychologia triumfu­&#13;
je wtedy nad etnologią.&#13;
Może zresztą te konkretne determinanty nie unie­&#13;
ważniają tam tych ogólnych, ale trzeba uczciwie odno­&#13;
tować, że górskie powitania nie wypadają ani w chwi­&#13;
lach zagrożenia, ani w m om entach podziwu dla natu­&#13;
ry (w obu tych sytuacjach człowiek koncentruje się na&#13;
sobie), ale przy spotkaniach przelotnych i migawko­&#13;
wych. Nie wynikają z głębokich doznań, ale są sposo­&#13;
bem reagowania na przygodność - sytuację dość dylematyczną i wymagającą arbitralnej decyzji.&#13;
Jej niedogodność polega na tym, że w warunkach&#13;
otaczającej pustki każde, nawet przelotne zetknięcie&#13;
z innym człowiekiem nabiera charakteru spotkania.&#13;
&#13;
ktoś go fotografuje, a więc zdawkowe półuśmiechy.&#13;
Podobnie parę razy przed samym dojściem do schroni­&#13;
ska, w którym można sobie wreszcie pozwolić na obia­&#13;
dowe rozluźnienie.&#13;
Potem, w stromym zejściu skalną grzędą, nie ma się&#13;
ochoty odzywać do nieporadnych a panikujących mło­&#13;
dych Amerykanek, przypinających się krótką uprzężą&#13;
do każdego kawałka metalu na tej śmiesznie łatwej&#13;
drodze, bo w głowie ma się jedno: jak będzie wyglądać&#13;
trawers kuluaru? Jest popołudnie, kamienie mogą spa­&#13;
dać często-gęsto. Czy uratuje przed nimi kask albo&#13;
zręczne uchylenie ciała?&#13;
Odpowiedź - zdecydowanie negatywną - otrzymu­&#13;
ję natychmiast. A kurat kiedy doszedłszy do wylotu&#13;
ścieżki wyglądam zza grzędy w pionowy lej żlebu, prze­&#13;
latuje tamtędy istna torpeda - wielki blok skalny, któ­&#13;
ry pędzi na dół długimi susami, odbijając się co kilka&#13;
metrów od ścian. Jedyna nadzieja, że teraz będzie spo­&#13;
kój przez kilkadziesiąt sekund potrzebnych na szybkie&#13;
przejście ścieżki, o tej porze dnia już odtajałej i wydep­&#13;
tanej. Nie ma mowy o odzywaniu się do kogokolwiek&#13;
przed i po przejściu. Po drugiej stronie następuje od­&#13;
prężenie, bo dalej nie ma już zagrożeń. Chyba sporo&#13;
osób przeżywa te kilkadziesiąt sekund jako rozpaczliwy&#13;
skok skazańca - jeśli się udało, to trzeba gnać dalej,&#13;
nie oglądając się za siebie. Tak przynajmniej myślę pa­&#13;
trząc na niemałą ilość markowych czekanów, zosta­&#13;
wionych - najwyraźniej przez zapomnienie - w m iej­&#13;
scu, gdzie wszyscy zdejmują i chowają niepotrzebny już&#13;
sprzęt. Sam też zmykam, nie odzywając się do nikogo.&#13;
&#13;
Nieznajomy staje się na chwilę kimś fizycznie bliskim,&#13;
wręcz jedynym, trzeba więc to odnotować, wejść&#13;
z nim w relację, przywitać. W gruncie rzeczy niewiele&#13;
różni się to od przygodnych sytuacji, których pełno na&#13;
co dzień: w windzie, w przejściu, przy stole. Powstają­&#13;
cą tam mikrorelację społeczną można albo milcząco zi­&#13;
gnorować, albo zdawkowo zaakcentować jakimś lako­&#13;
nicznym komunikatem: dziękuję, przepraszam, bon&#13;
appetit, oops itp. Ogólnie przyjęte standardy kulturalności przecinają ten dylemat, kierując się także pew­&#13;
ną psychiczną ekonomią: ma więcej sensu uśm iech­&#13;
n ąć się raz, zdawkowo, do współtowarzysza w windzie&#13;
niż przez cały czas patrzeć na czubki własnych butów.&#13;
Kultura każe nam akcentow ać społeczny wymiar ta ­&#13;
kiej sytuacji, choć wygodny egocentryzm wolałby go&#13;
zignorować.&#13;
W itanie się ma związek z odbiorem danej sytuacji&#13;
jako społecznej, nawet w kategoriach pewnej powin­&#13;
ności. Dlatego zawsze powiedzą nam bonjour rodzice&#13;
z dziećmi, dbali o należyte ich wychowanie oraz ładne&#13;
panie i aspirujący nowicjusze, ceniący poprawność&#13;
form bardziej niż stare wygi.&#13;
Wiąże się też ono z uznaniem danej sytuacji za re­&#13;
lację międzyludzką, międzyosobową, a nie za frag­&#13;
m ent bezosobowego tłumu. Istnieniem takiego percepcyjnego rozróżnienia tłumaczyłbym fakt, że nie ma&#13;
zwyczaju pozdrawiania się i dziękowania np. sąsiado­&#13;
wi z krzesełka na wyciągu narciarskim (zupełnie nie&#13;
spotyka się go w przeludnionych stacjach alpejskich,&#13;
błyskawicznie zanika też w Polsce). A za to na pewno&#13;
przywitają się przy mijaniu osoby na nartach biego­&#13;
&#13;
6.&#13;
&#13;
wych w podwarszawskim lesie. Nie ma wtedy wysoko­&#13;
górskiego poczucia wartości współczłowieczeństwa na&#13;
bezludziu, ale jest chwilowe doznanie wspólnoty n ie­&#13;
licznych pasjonatów, może coś więcej niż zdawkowy&#13;
żeton savoir vivreu.&#13;
&#13;
Przy wszystkich oczywistych niedostatkach powyż­&#13;
szej relacji, mimo umowności przyjętej „procedury ba­&#13;
dawczej”, można chyba zdecydować się na jakieś&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
7.&#13;
&#13;
8.&#13;
&#13;
A może jednak zachowania zdawkowe - traktuję&#13;
już to słowo jak termin techniczny, oczywisty i zrozu­&#13;
miały, choć, o ile wiem, nikt go dotąd w antropologii&#13;
nie używał - ukrywają jakąś głębszą tajemnicę? Może&#13;
coś jest w nich zapisane jakimś starym, nieczytelnym&#13;
pismem, zrozumiałym tylko dla etnologa?&#13;
Amerykański folklorysta A lan Dundes podpowiada&#13;
nam - na marginesie swej większej pracy o wierzeniach&#13;
na tem at płynów i wilgoci jako istoty życia - by zwró­&#13;
cić uwagę na funkcjonujące do dziś w różnych trady­&#13;
cjach europejskich wyrażenia i życzenia, wypowiadane&#13;
w trakcie zbiorowego posiłku.6 Zadajmy zatem pytanie,&#13;
dlaczego siadając do stołu albo na widok jedzących&#13;
mówi się enjoy your meal, bon appetit, buen provecho,&#13;
G uten Appetit, smacznego, prijatnogo apetita itp.&#13;
N a początek wywodu należy przypomnieć sformu­&#13;
łowaną przez George’a Fostera (od którego wychodzi&#13;
Dundes) koncepcję istnienia w m entalności tradycyj­&#13;
nej w różnych kulturach europejskich takiej oto „idei&#13;
ludowej”: przekonania, że w świecie jest tylko ograni­&#13;
czona ilość dóbr, z czego wynikała obawa, iż każdy&#13;
obiekt, który żywi się, wzrasta i rozwija, czyni to n ie­&#13;
&#13;
Ale zgódźmy się, że nie żyjemy już w czasach, do&#13;
których stosowałyby się takie fo lk ideas. Jaki jest zatem&#13;
najbardziej współczesny, ch cąc-n iech cąc supernowo­&#13;
czesny i ponowoczesny kontekst zwyczaju alpejskiego&#13;
witania?&#13;
Jego tłem i sceną są przecież nie tylko Alpy bezlud­&#13;
ne, ale w równej mierze Alpy społeczne, cywilizowane,&#13;
wręcz coraz bardziej ukulturowione. Historii owego&#13;
odwiecznego procesu nie da się w tym miejscu nawet&#13;
zarysować, ale przynajmniej uporządkujmy parę oczy­&#13;
wistości.&#13;
Naturalny pejzaż Alp poddany jest od wieków pro­&#13;
cesowi przemiany w pejzaż kulturowy. Gdyby pisać h i­&#13;
storię ludzkich prac i środków materialnych, którymi&#13;
przekształcano góry, to za symboliczny początek moż­&#13;
na by przyjąć ów sławetny ocet winny, który służył&#13;
Hannibalowi do kruszenia skał w pochodzie na Italię.&#13;
W późniejszych epokach byłyby to kilofy i rozliczne in ­&#13;
ne narzędzia drążących sztolnie górników kruszco­&#13;
wych, alchemików i poszukiwaczy skarbów.7 Chętnie&#13;
przeczytałbym dzieło, sumujące w antropologiczny&#13;
sposób wielkie opus późniejszych czasów: udostępnie­&#13;
nie gór poprzez sieć dróg z imponującymi tunelami, gi­&#13;
gantyczne roboty hydrotechniczne, tworzenie kolosal­&#13;
nej infrastruktury narciarskiej i turystycznej, zabezpie­&#13;
czeń antylawinowych itd.&#13;
Kogo mianować symbolicznym patronem tych&#13;
przedsięwzięć? Dajmy spokój Hannibalowi i jego sło­&#13;
niom; Alpy były dla niego tylko przeszkodą, a nie ce­&#13;
lem, acz zapiszemy mu na plus, że wybrał sobie na&#13;
&#13;
uchronnie kosztem innego, sąsiedniego obiektu, od­&#13;
bierając mu tę siłę. Stąd biorą się wierzenia w niepo­&#13;
wodzenie siewu wspólnie rozpoczynanego przez&#13;
dwóch siewców, złego wpływu płodu na niemowlaka&#13;
w rękach ciężarnej, wspólnie rozpoczynanej kon­&#13;
sumpcji.&#13;
N a tej właśnie zasadzie, powiadają Foster i Dundes, wspólne jedzenie musiało - w przekonaniach tra­&#13;
dycyjnych - grozić nierównym korzystaniem z ograni­&#13;
czonych dóbr. (Czytelnik, którego nie przekonuje taka&#13;
teza, niech łaskawie przypomni sobie duży materiał&#13;
Frazerowski w Złotej gałęzi o magicznych zagrożeniach&#13;
w trakcie wspólnego jedzenia i sposobach jego unika­&#13;
nia). Jednym z nich stała się słowna deklaracja dobrej&#13;
woli -wypowiedziane głośno życzenie, aby współbie­&#13;
siadnikom jedzenie też poszło na zdrowie, tym bardziej&#13;
obowiązujące gdy jest się niejedzącym - a więc poten­&#13;
cjalnie najbardziej zawistnym - świadkiem, np. prze­&#13;
chodzącym obok stołu.&#13;
Takim świadkiem jest - jak zauważa Foster -&#13;
&#13;
przejście piękne Cham onix. To zresztą pewnie tylko&#13;
legenda: dziś przyjmuje się raczej, iż przeprawiał się ze&#13;
swymi zwierzętami przez Alpy Kotyjskie, chyba poko­&#13;
n ując przełęcz pod Petit M ont Cenis, a zresztą jest&#13;
tych hipotez bodaj około trzydziestki.&#13;
Może zatem cofnąć się - korzystając z odkrycia&#13;
sprzed 12 lat na przełęczy ponad doliną Oetztal, na sa­&#13;
mej linii austriacko-włoskiej granicy - do epoki brązu&#13;
i postawić na piedestał owego znakomicie zachowane­&#13;
go w lodzie osobnika, który nie wiedzieć po co polazł&#13;
w wieczny śnieg, na wysokość 3 2 0 0 m? Zadziwiający&#13;
ten epizod ma zapewne prozaiczne wyjaśnienie: skoro&#13;
ów Oetzi został tam zabity (a ma ranę w plecach), to&#13;
pewnie w napadzie - może przy próbie zagrabienia wy­&#13;
pasanych tam owiec.&#13;
Pasterstwo owiec, bieda i rzadkie zaludnienie - h i­&#13;
&#13;
przede wszystkim podający do stołu, czyli w lokalach kelner. To on stanowi zagrożenie, a jednocześnie to je ­&#13;
go pozbawiają osoby jedzące magicznych mocy wzro­&#13;
stu. Musi mu to zostać wyrównane. Czym? - Napiw­&#13;
kiem! Nie przypadkiem w różnych językach słowo to&#13;
odwołuje się do okoliczności, że za te pieniądze kelner&#13;
ma sobie kupić coś do picia. Mogą to być, co znamien­&#13;
ne, różne płyny: ogólnikowo Trinkgeld, propine, gorgeta,&#13;
napojnica, niskoalkoholowo pourboire, zgoła bezalko­&#13;
holowo na czaj, czajewyje (dieńgi). Proponowany jest&#13;
napitek, bowiem to właśnie płyny stanowią (co ilu­&#13;
struje oddzielnie Dundes) pierwiastek życia.&#13;
&#13;
storia ludzkiej penetracji Alp symbolicznie zaczyna się&#13;
od tych motywów i będzie stać pod ich znakiem aż do&#13;
współczesnej inwazji masowej turystyki. Pochodzący&#13;
z biednej tyrolskiej wioski Reinhold Messner powtarza&#13;
do znudzenia w swej najnowszej książce, zawierającej&#13;
przemyślenia zrodzone w czasie spotkań z góralami&#13;
wszystkich kontynentów, że jego dzieciństwo upływa­&#13;
ło w warunkach niewiele różniących się od życia Szer­&#13;
&#13;
172&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
pów, Dardów i Kalaszów - stąd tak dobrze się z nimi&#13;
porozumiewa. Wszędzie w górach widzi to samo para­&#13;
doksalne zjawisko: coraz dalsza eksploracja turystycz­&#13;
na, a jednocześnie regres demograficzny i ekologiczny&#13;
- obniżanie granicy stałego osadnictwa, porzucanie&#13;
trudnego i ryzykownego pasterstwa, wyludnianie wsi&#13;
powodowane odpływem do pracy we wchłaniającym&#13;
wszystkich przemyśle turystycznym.8&#13;
Chyba nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zmian&#13;
jest owocem dopiero ostatniego półwiecza. Jeszcze&#13;
w 1949 r. wioska Saas Fee, dziś masowo uczęszczany&#13;
kurort niedaleko Zermatt, była połączona ze światem&#13;
jedynie ścieżką dla mułów, a jej drewniane domy na&#13;
przedwojennych zdjęciach naprawdę przypominają&#13;
Nepal albo Bałkany. Z drugiej strony trzeba też pamię­&#13;
tać, na co w tych domach można było - paradoksalnie&#13;
- natrafić. Opowiadał profesor Dynowski, jak to kie­&#13;
dyś, jeszcze przed wojną, wszedł do takiej chaty (trzech&#13;
groszy byś, synu, za nią nie dał) , z której dochodził mia­&#13;
rowy terkot, a w środku brodaty góral na nożnej tokar­&#13;
ce wyrabia kółka zębate do zegarków - pewnie na zle­&#13;
cenie jakiejś niezbyt renomowanej firmy. Historyka&#13;
m entalności trzeba by pytać, jakie znaczenie dla naro­&#13;
dzin szwajcarskiego zegarmistrzostwa miała prote­&#13;
stancka akuratność i szacunek dla czasu u górali oko­&#13;
lic Genewy; etnograf doda, że innym owocem tych po­&#13;
staw było też koronczarstwo albo wyrób pozytywek idealne zajęcia na długie zimowe miesiące.&#13;
Powie ktoś, że to anegdoty i jednostkowe przykła­&#13;
dy. A le co innego może stwierdzić turysta, któremu&#13;
jednostkowe spostrzeżenia układają się stale w ten&#13;
sam wzór: supernowoczesne dodatki na archaicznym&#13;
podłożu. Przecież nadal spotyka nawet na wysokości&#13;
&#13;
u podstaw szczytu - o geologicznych początkach, n a­&#13;
stępne o przyrodzie i o żywych istotach, a na samym&#13;
wierzchołku - najbardziej wzniosły i ogólnikowy. Peł­&#13;
na uniwersalność, do tego w czterech językach: po&#13;
francusku, niemiecku, angielsku i japońsku.&#13;
Pobyt w górach najwyraźniej wzmaga zapotrzebo­&#13;
wanie na mistykę. W idać to zwłaszcza w kurortach po&#13;
włoskiej stronie Alp, gdzie księgarnie zawalone są lite­&#13;
raturą na tem at lokalnych, co bardziej tajem nych ry­&#13;
tuałów (przebierańcy, demonologia, karnawał), ale też&#13;
mistyki Tybetu, hermetycznych mitologii gór - od ezoteryczno-himalaistycznych zainteresowań twórców SS&#13;
po opracowania na tem at mistycznych krain: Szambhali, Shangri-la i Agarthy. Tam - w księgarniach trzeba więc badać dzisiejszą duchowość, a potem już&#13;
konstruować nową definicję kultury, która zastąpi sta­&#13;
re, Tylora czy Malinowskiego: kultura jest to system&#13;
sposobów używanych do produkcji, a przede wszyst­&#13;
kim sprzedaży i dystrybucji dóbr.&#13;
Skończyły się czasy kiczowatych posągów świętych,&#13;
takich jak strasząca wielkością złota Madonna na&#13;
uczęszczanej przełęczy M onte Moro ponad Macugnagą.&#13;
Zamiast popularności miejsca to właśnie jego niedostęp­&#13;
ność kwalifikuje do wystawienia tu pomnika. W skałach&#13;
Congo Star, trudnego szczytu wspinaczkowego wznoszą­&#13;
cego się ponad M er de Glace, na skraju przepaści stanę­&#13;
ła pięciometrowa sylwetka z lśniącej w słońcu nierdzew­&#13;
nej stali - rozkrzyżowana postać, puszczająca ręką ni to&#13;
&#13;
3200 m te same co za czasów hom o tyrolensis owce, ty­&#13;
le że wszystkie one mają w uszach plastikowe trójkąty&#13;
identyfikacyjne z kodem kreskowym. Zarządzają tym&#13;
pewnie wielkie koncerny, D anone czy Bridel, i niedłu­&#13;
&#13;
nowej estetyzacji Alp? Ja zaryzykuję tylko spostrzeże­&#13;
nie, że nawet umieszczana w alpejskiej scenerii rekla­&#13;
ma (billboardy, plakaty z luksusową biżuterią, zegarka­&#13;
mi, słodyczami) powoduje jakieś odwrotne niż to do­&#13;
tąd przyjmowano konsekwencje. To nie góry dodają&#13;
atrakcyjności reklamowanym na ich tle dobrom kon­&#13;
sumpcyjnym - to raczej atrakcyjność tych dóbr prze­&#13;
nosi się na szczyty, w scenerii których są eksponowane&#13;
(reklam ow ane na sta cja ch k olejek, wystawiane&#13;
w sklepach o najlepszej lokalizacji, z górskimi widoka­&#13;
mi w tle).&#13;
Czekolada z regularną piramidą M atterhornu na&#13;
&#13;
samolot, ni to ptaka; umieszczono ją w miejscu niedo­&#13;
stępnym, a nawet niewidocznym dla nikogo poza za­&#13;
awansowanymi wspinaczami (droga T D + ).&#13;
Jakiego teoretyka ponowoczesności prosić o celną&#13;
charakterystykę zjawisk, które składają się na proces&#13;
&#13;
go przyjdzie dzień, kiedy geostacjonarny satelita b ę­&#13;
dzie odczytywał te kody i komputerowo kierował ru­&#13;
chem stad.&#13;
Duchowa kulm inacja procesu kulturowego podbo­&#13;
ju środowiska naturalnego to umieszczanie w górach&#13;
materialnych rekwizytów kultu. Tu zamyka się n aj­&#13;
większe koło historii - od liczących 20 tysięcy lat enig­&#13;
matycznych znaków w Val Cam onica i tylu innych&#13;
m iejscach w Alpach, przez kaplice w m iejscach daw­&#13;
nych, przedchrześcijańskich kultów i górujące nad do­&#13;
linami krzyże, po nowoczesną sztukę na szczytach. D o­&#13;
znania duchowe w górach wspomagane były zawsze&#13;
scenografią religijną - dziś przyjmuje ona coraz czę­&#13;
ściej postać pozakonfesyjną, abstrakcyjną. Wzdłuż&#13;
drogi na szczyt Roterrothorn niedaleko Zermatt stanął&#13;
ostatnio zespół pięciu takich nowoczesnych quasi-kapliczek - obiektów kontemplacyjnych. N a m etalo­&#13;
wych stojakach umieszczono kolorowe szklane tafle,&#13;
a do nich krótkie natchnione teksty - enigmatyczne,&#13;
ale w czytelnym, wstępującym porządku: pierwszy,&#13;
&#13;
opakowaniu dodaje szlachetności tej bardzo przecież&#13;
kamienistej i lawiniastej górze, która dzięki niej staje&#13;
się łatwiejsza do przyswojenia. W szechobecne wize­&#13;
runki szw ajcarskich zegarków, nastaw ionych na&#13;
uśm iechniętą godzinę 10.09, w ielokrotnie na plaka­&#13;
tach reklamowych powiększone i przez to bardzo su­&#13;
gestywne, jeszcze przydają takim szczytom gracji.&#13;
Zwłaszcza, gdy są to marki takie jak Breguet, Blancpain czy V acheron-C onstantin (by spośród najbar­&#13;
dziej ekskluzywnych wymienić tylko te, które założo­&#13;
no w osiemnastym stuleciu; wszak Bregueta nosił&#13;
Oniegin, aczkolwiek wykonanego jeszcze w Paryżu,&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
Przypisy&#13;
&#13;
przed przeniesieniem firmy do doliny Joux w szwaj­&#13;
carskiej Jurze). Związane z nimi wyobrażenia punktu­&#13;
alności, niezawodności i wyrafinowania przenosimy&#13;
na otaczający pejzaż, oplatając go - niczym szczyt K-2 poręczówkami na słynnym zdjęciu, ilustrującym&#13;
hasło ekologów „Uwolnić góry” - siatką skojarzeń&#13;
oswajających, odbierających mu dzikość i nieprzewidywalność. Tylko człowiek z charakterem Diogenesa&#13;
nie ulegnie presji tych ikon elegancji i nie zauważy, że&#13;
podnoszą one status przyjeżdżającego, dodają wykwintności całem u pobytowi, więcej - uszlachetniają&#13;
same Alpy.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
M. Oelschlager, The Idea o f Wilderness, New Haven 1995&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
W. Windham, A n Account o f the Glaciers or Ice Alps o f Savoy,&#13;
London 1744&#13;
&#13;
3&#13;
4&#13;
&#13;
S. Witkiewicz, N a przełęczy, Warszawa 1891, s. 147&#13;
J. S. Wasilewski, Tabu a paradygmaty etnologii, Warszawa 1989&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
G. Hattingh, Najpiękniejsze drogi wspinaczkowe świata, Katowice&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
A. Dundes, Wet and Dry, the Evil Eye. A n Essay in Indo-Europe­&#13;
&#13;
2000, s. 82&#13;
an and Semitic Worldview (w:) Interpreting Folklore, s. 102-105,&#13;
Bloomington 1980&#13;
7&#13;
&#13;
Warto przypomnieć uroczą rozprawkę Jacka Kolbuszewskiego&#13;
Skarby króla Gregoriusa, Katowice 1971 oraz zbiór studiów Józe­&#13;
fa Szaflarskiego Poznanie Tatr, Warszawa 1972. Niedoścignio­&#13;
&#13;
Góry robią się coraz bardziej eleganckie - i tego sa­&#13;
mego oczekują od wszystkich tych, którzy w ich oto ­&#13;
czeniu się znaleźli. Za pobyt każą płacić nie tylko pla­&#13;
stikową kartą, ale też zdawkową m onetą dobrego wy­&#13;
chowania.&#13;
&#13;
nym w swej erudycji studium postrzegania gór pozostają oczywi­&#13;
ście Góry niewzruszone. O różnych wyobrażeniach przyrody&#13;
w dziejach nowożytnej kultury europejskiej Jacka Woźniakowskie­&#13;
go (Warszawa 1974).&#13;
8&#13;
&#13;
R. Messner, Bergvoelker. Bilder und Begegnungen, Muenchen&#13;
2001&#13;
&#13;
Afganistan. W drodze do Jalalabachu. Fot. A nna Beata Bohdziewicz&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10464" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10442">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3b4b84bb1d0dbc6e2f89323a6be3dcb1.pdf</src>
        <authentication>76f942e8084a8b93ac4672ba62e36902</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124556">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3491</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124557">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3272</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124559">
                <text>Wegetacyjny sens kolędowania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124560">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1, s.17-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124561">
                <text>Domańska-Kubiak, Irena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124562">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124563">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124564">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124565">
                <text>Irena Domańska-Kubiak

WEGETACYJNY SENS KOLĘDOWANIA

I. Wegetacyjny sens chodzenia po kolędzie
Wegetacyjno-agrarny
ii jednocześnie
zaduszkowy
sens świąt Bożego Narodzenia zdaje się nie ulegać w ą t ­
pliwości. Udowadniano to wielokrotnie, w s k a z u j ą c na
takie elementy, j a k słoma rozścielana na podłodze i sia­
no na stołach i ł a w a c h , obrzucanie się ziarnem, w n o ­
szenie s n o p ó w do izby, c z ę s t o w a n i e b y d ł a resztkami z
uczty i o p ł a t k i e m , zawieszanie wiecznie zielonej podlaźniczki, wprowadzanie do izby w o l u l u b konia, sma­
ganie i wreszcie „ z a k l i n a n i e urodzaju" czyli chodzenie
po kolędzie.
O zaduszkowym charakterze świąt zdaje się ś w i a d ­
czyć palenie ognia, podawanie potraw w i g i l i j n y c h typo­
w y c h dla uczt pogrzebowych i zaduszkowych, zakaz
s p r z ą t a n i a ze stołu po kolacji w i g i l i j n e j , zostawianie
wolnego miejsca przy stole, zakaz g w a ł t o w n e g o wsta­
wania, siadania itp., zapraszanie p r z o d k ó w na ucztę,
w y j ą t k o w a w r ó ż e b n o ś ć dnia wigilijnego — tzn. odpo­
wiednie w r ó ż e n i e o m a ł ż e ń s t w i e , o urodzaju, o pogodzie,
o powodzeniu i hodowli.

J. St. B y s t r o ń powiedział: „ P r z y p u s z c z a ć należy, że
w terminie t y m obchodzono w czasach p o g a ń s k i c h dwa
wielkie święta, a mianowicie agrarne, m a j ą c e na celu
utrzymanie wegetacji rolnej przez okres zimowy i za­
duszkowe, m a j ą c e z n ó w zadanie n a w i ą z a n i a k o n t a k t u z
duszami z m a r ł y c h " . P o w i ą z a n i e tych d w u świąt, a r a ­
czej dwa oblicza jednego ś w i ę t a m a j ą swoje logiczne
uzasadnienie. Dusze p r z o d k ó w , k t ó r z y powrócili do zie­
mi, n a b r a ł y z tego powodu charakteru chtonicznego, sta­
ły się opiekunami rolnictwa i dawcami u r o d z a j u . Cała
więc o b r z ę d o w o ś ć Bożego Narodzenia została p o d p o r z ą d ­
kowana bardzo w a ż n e m u celowi — zapewnieniu płod­
ności ziemi, z w i e r z ę t o m i ludziom, celowi od k t ó r e g o
zawsze zależało istnienie człowieka jako jednostki i j a ­
ko gatunku. Logicznym i z r o z u m i a ł y m jest więc, że ta­
kie znaczenie powinno mieć k o l ę d o w a n i e , oraz chodze­
nie z kozą czy i n n y m i maszkarami. Odbywa się to w
okresie 24 X I I — 6 I , z t y m , że najczęściej jed.^e_o
t y l k o dnia, n p . w wigilię, drugi dzień świąt Bożego Na­
rodzenia, wigilię Nowego Roku, w; gil:ę Trzech K r i l i
lub nawet wtorek zapustny.
1

2

:

П. 1. Grupa z kozą, Rudawa, w o j . krakowskie. Maski w y k . 12-letni S. W i ś n i e w s k i

1

�Ś m i e r ć i zmartwychwstanie kozy zdaje się obrazo­
w a ć zamarcie przyrody na zimę i jej p o w r ó t do życia
na wiosnę. Można to t r a k t o w a ć z jednej strony jako
ujawnienie tajemnicy ż y c i a , a z drugiej jako p r ó b ę
pobudzenia przyrody na zasadzie magii „ p o d o b n e czyni
podobne".
Dużo w y r a ź n i e j w i d a ć to na p r z y k ł a d z i e o b c h o d ó w
kukiera w Bułgarii. Kukier ubrany jest w o d w r ó c o n y
kożuch, rogi i dzwonki (dotąd tam samo jak koza). O d ­
w r ó c o n y k o ż u c h nosi jako symbol dostatku, rogi — sym­
bol płodności; znaczenie dzwonka będzie w y j a ś n i o n e
później. K u k i e r
ma ponadto
przyczepiony
olbrzymi
drewniany i czerwony fallus, aby nie było w ą t p l i w o ś c i
co do charakteru tej postaci. Symuluje on k o p u l a c j ę z
„ b a b ą " , a n a s t ę p n i e „ b a b a " symuluje ciążę i poród, po­
tem kukier zostaje w p r z ę g n i ę t y do radia i orze. Nagle
pada i umiera, po p e w n y m czasie wstaje i wszyscy cie­
szą się, ż e ż y j e .
Rytualna kopulacja czy t y l k o jej udawanie była
uprawiana przez wiele l u d ó w na c a ł y m świecie w celu
pobudzania sił przyrody. Mieściła się w k u l t a c h w i e l u
bóstw agrarnych, jak Astarte czy Afrodyta.
Dodatkowo
symulowanie
porodu, a zaraz potem
o b r z ę d o w a orka miały z m u s i ć ziemię do rodzenia zbo­
ża, tak samo jak kobieta rodzi dziecko. W k o ń c u śmierć
i zmartwychwstanie kukiera p o k a z y w a ł y niezmienny po­
r z ą d e k ś w i a t a i budziły n a d z i e j ę , że roślinność z a m a r ł a
tylko czasowo. Trudno' chyba o bardziej ewidentne po­
budzenie płodności przyrody. O specyficznym znaczeniu
kozy świadczy też ś p i e w a n a podczas o b c h o d ó w pieśń:
5

e

I I . 2. Bocian z j a d a j ą c y słomę, co ma z a p e w n i ć urodzaj,
Poraj, gm. Gorzkowice, w o j . piotrkowskie
K o l ę d o w a n i e bez p r z e b r a ń a t y l k o z g w i a z d ą lub
szopką znakomicie omówił Piotr C a r a m a n . P r z y t o c z y ł
wiele kolęd ś p i e w a n y c h dla gospodarza, dla gospodyni,
panny, wdowy, młodzieńca etc, w k t ó r y c h zawarte jest
życzenie
wszelkiej p o m y ś l n o ś c i .
Szczególnie
kolędy
skierowane do gospodarza i gospodyni m ó w i ą o p e ł n y c h
stodołach, obfitych plonach, r o z m n a ż a n i u się wszystkich
z w i e r z ą t . Często o p o w i a d a j ą one o tych p o ż ą d a n y c h w y ­
darzeniach w trybie dokonanym, że zboże już zwiezio­
ne, a k o b y ł k a porodziła p a r ę ź r e b i ą t etc. . Ciekawe jest,
że w t y m okresie wszystkie z w i e r z ę t a gospodarskie m o ­
gą być w ciąży, a więc życzenie, aby rodziły bliźnięta
jest j a k najbardziej na czasie. Można więc t r a k t o w a ć
te k o l ę d y jako zaklinanie urodzaju.
Inaczej w y r a ż a j ą te same treści k o l ę d n i c y chodzący
z maszkarami:
kozą, turoniem, niedźwiedziem,
żura­
wiem, bocianem, koniem czy kogutem.
Odmian tego
„ c h o d z e n i a " jest wiele, m o ż e naraz w y s t ę p o w a ć jedno
z w i e r z ę lub k i l k a z nich w dowolnych połączeniach, z
t y m , że koza i t u r o ń nigdy nie w y s t ę p u j ą razem, a zda­
je się, że koza jest późniejszym wcieleniem turonia.
Wanto podkreślić, ż e wszystkie wymienione z w i e r z ę t a
są w wierzeniach tak czy inaczej z w i ą z a n e z p ł o d n o ś ­
cią, a część z nich (niedźwiedź, kogut, koza) powraca
z n ó w na obchód c h a ł u p na Wielkanoc, święto k t ó r e od
dawna rozszyfrowano jako ś w i ę t o wiosny, b u d z ą c e g o się
życia.
O b c h ó d z kozą i turoniem różni się od pozostałych
akcją o niezmiennym scenariuszu i niepowtarzalnym
powinszowaniem. Koza (turoń) prowadzona przez dzia­
da lub żyda c h w i l ę podskakuje, beczy, tańczy, potem
pada i leży m a r t w a . Przez j a k i ś czas dziad lamentuje,
p r ó b u j e ją podnieść, coś tam odczynia i czaruje. W k o ń ­
cu udaje m u się (lub innej dodatkowej osobie, np. le­
karzowi czy cyganowi) w s k r z e s i ć kozę. Wtedy wybucha
ogólna radość. Koza t a ń c z y , bodzie dziewuchy, a dziad
u d a j ą c , że ją łapie lub szuka, podszczypuje co ł a d n i e j ­
sze.
3

1

18

Gdzie koza chodzi, tam ż y t o rodzi,
gdzie koza rogiem, tam żyto brogliem,
gdz'e koza s t o p ą , t a m żyto k o p ą ,
gdzie koza chwastem, tam żyto mostem.
Chciał strzelec z w a b i ć , i kozę zabić.
Co robisz? Zgroza, niech żyje k o z a .
P o d o b n ą k o l ę d ę ś p i e w a się t y l k o o turoniu:
Gdzie t u r o ń chodzi, tam się żyto rodzi.
Gdzie jego stopy, tam b ę d ą k o p y .
Z płodnością kojarzy się t a k ż e k o s m a t o ś ć i to nie
tylko w postaci o d w r ó c o n e g o k o ż u c h a , ale też słomy
czy grochowin. O ile o w r ó c o n y do g ó r y w ł o s i e m k o ż u c h
jest zjawiskiem w literaturze znanym i interpretowa­
n y m , o tyle na słomę nie z w r ó c o n o dotąd baczniejszej
uwagi. Chcę więc p r z y t o c z y ć k i l k a jej z a s t o s o w a ń w
samym święcie Bożego Narodzenia. S ł o m a w y s t ę p u j e t u
7

8

Tabl. A
I . Słoma początkowo

I t . Słoma potom

na stole pod obrusom

9

— obwiązywana wokół drzew
owocowych
— wtykana w polo
— wynoszona do obory
— owijana wokół bezpłodnej
kobioty
— palona jako ,,diod" "
— lub duch zmarłych dziadów
— smag&amp;nio biczom zo słomy— wróżby małżeńskie
— wróżby o urodzaju
— nie wolno jej sprzątać przez
określony czas
— spanio na rozścielonej na pod­
łodze ełomio w noc wigilijną
— palona i popiół wysypany na
warzywa
— dawana k u r o m
16

10

na podłodze
wokół nóg s t o ł u
wrzucona za tragarz

17

11

'
12

i
i
3

1

lub za obraz ś w i ę t y '
brana na p a s t e r k ę
w postaci spódnicy,
rękawów, pasa w ubio-J
rze kolędników'
j
14

5

18

19

2

21

2

23

24

25

26

27

28

�niejako w p o d w ó j n e j roli. Najpierw uczestniczy w ko­
lacji w i g i l i j n e j lub pasterce i dopiero u ś w i ę c o n a w ten
sposób u ż y w a n a jest do r ó ż n y c h p r a k t y k magicznych.
Obrazuje to tabelka A . Odpowiednie l i n i j k i r u b r y k i I I
nie o d p o w i a d a j ą l i n i j k o m r u b r y k i I , gdyż s ł o m a w z i ę t a
z I może służyć do wielu p r a k t y k z I I .
Wszystkie p r a k t y k i typu: wynoszenie słomy w pole,
do obory, owijanie w o k ó ł drzew
owocowych,
czy
bezpłodnej kobiety z a p e w n i a ł y płodność w y m i e n i o n y m
osobom i przedmiotom poprzez kontakt ze słomą. Moż­
na ją więc t r a k t o w a ć jako n o ś n i k tej własności. Zakaz
s p r z ą t a n i a i spanie na słomie rozścielonej na p o d ł o d z e
ma p r z y n i e ś ć szczęście. W biczowaniu p o w r ó s ł e m cho­
dzi pewnie raczej o s a m ą ideę smagania, k t ó r ą znamy
jako p r z y n o s z ą c ą dostatek chociażby ze Ś w i ą t Wielka­
nocnych, ale kontakt ze słomą też ma z p e w n o ś c i ą swo­
je znaczenie.

Na związek siomy z duszami z m a r ł y c h zdaje się
też w s k a z y w a ć fakt, że na s ł o m i e k ł a d z i e się k o n a j ą c e ­
go, aby przyśpieszyć jego śmierć . Ma więc słoma te
same p o w i ą z a n i a co święto Bożego Narodzenia, z m a g i ą
a g r a r n ą i z duszami z m a r ł y c h . Jest to o tyle istotne, że
słoma w y s t ę p u j e jako element stroju większości k o l ę d ­
n i k ó w , w postaci p o w r ó s ł a , s k r ę c o n y c h r o ż k ó w (koza),
spiczastej czapki, bicza, spódnicy, czy też po prostu
jest o k r ę c o n a w o k ó ł ramion.
R ó w n i e ż kożuch pojawia się na k o l ę d n i k a c h , s p o w i ­
ja całą p o s t a ć (koza, ińediwiedź,
koń) czy też tworzy
tylko m a s k ę na twarz (dziad). K o ż u c h w y s t ę p u j e w w i e ­
l u o b r z ę d a c h jako symbol dostatku, np. podczas wese­
la, gdy sadza się p a n n ę m ł o d ą na dzieży p r z y k r y t e j
owczą s k ó r ą , czy przy narodzinach, gdy k ł a d z i e się
noworodka na o d w r ó c o n y m k o ż u c h u . K o ż u c h przyno­
si też szczęście i bogactwo, kryje bowiem złodzieja w
jego łupieskich wyprawach .
Podobne znaczenie ma szeroko pojęta k o s m a t o ś ć :
„ G d y ciało włos obfity pokrywa, m ó w i ą , że to oznacza
bogactwo (powszechne). U dziewcząt m ł o d y c h ręce po­
rośnięte włosem
w r ó ż ą i m w przyszłości
bogactwo
( L w ó w ) " . Odnosi się to r ó w n i e ż do z w i e r z ą t : „Do k r o ­
w y m a j ą c e j sierść k u d ł a t ą , czarownice czują w s t r ę t i
mleka jej nie o d b i e r a j ą " . Spowicie więc prawie wszy­
stkich postaci k o l ę d n i c z y c h w o d w r ó c o n y k o ż u c h ma
swoje g ł ę b o k i e uzasadnienie, przynosi bowiem dostatek.
K o l e j n y m elementem p o t w i e r d z a j ą c y m płodność iow y charakter maszkar są tak zwane przeze mnie „figle".
10

3 1

a 2

33

. Palenie słomy jako „ d i e d a " lub „ r o d i c z y w pomerł y c h " wskazuje na jej z w i ą z e k z duchami z m a r ł y c h ,
którzy są przecież obecni na W i g i l i i i którzy też po­
w o d u j ą , że w r ó ż y się tego dnia, bowiem znają prze­
szłość i przyszłość.
W e g e t a c y j n o - p l o d n o ś c i o w y charakter słomy potwier­
dzi chyba wierzenie, że w k a ż d y m w ę ź l e pokutuje d u ­
sza, szczególnie w p o w r ó s ł a c h . „ Z w i ą z a n e g o powrósła
nie w o l n o palić, ani na gnój w y r z u c a ć bo we w ę ź l e po­
kutuje dusza, należy tedy najpierw węzeł rozwiązać i
duszyczkę u w o l n i ć " .
2B

T

34

35

�I I . 4. Maski, Dziady i Szlachcice,

Chodzi t u o różne formy zaczepiania dziewcząt, a nawet
i z a m ę ż n y c h kobiet, w y k o n y w a n e zresztą t y l k o przez
wymienione maszkaTy^zwierzęta lub dziada.
Rzadziej
spotyka się s y m u l a c j ę k o p u l a c j i , częściej r ó ż n e bodzenia, podszczypywania, poklepywania, p o c a ł u n k i , go­
n i t w y , przewracania etc. Wydaje się, że ten drugi r o ­
3e

Laliki

dzaj czynności zastąpił zbyt drastyczne udawanie sto­
sunku seksualnego, kiedy zaczęło ono w k o ń c u razić
społeczność wiejską.
Zbierzmy teraz w y m i e n i o n e elementy ś w i a d c z ą c e o
p ł o d n o ś c i o w y m charakterze k o l ę d n i k ó w . K r y t e r i u m w y ­
boru b y ł a ich p o w t a r z a l n o ś ć oraz w y r a ź n i e o k r e ś l o n e

ТаЫ. В
kożuch

37

słoma

+"

4_49

44

+ 50

koza

+

turoń

_l_ за

dziad

+ 39

+ 45

40

+ 46

żyd

+

koń

+ *'

niedźwiedź

+

* chodzi tu o rymowane życzenia

20

42

dzwonek

+

+*
+

7

*ł

śmierć i o ż y -

powinszowa­

wienio

nie*
5S

+ 62

5 4

+»

+ 63

53

+ 60

+ "
+
+
+
5S

+"

+

figle

51

-

urodzaju i rozmnażania się zwierząt oraz licznych dzieci.

+

-

+ 61

-

+ 65

�П. 5. Scena przed c h a ł u p ą , L a l i k i

znaczenie. Dzielą się one na dwie kategorie: czynności
i rekwizyty. Jeśli chodzi o w y b ó r postaci to są to te,
o k t ó r y c h m i a ł a m n a j w i ę k s z ą ilość informacji.
Dzwonek wymieniony w tej tabeli w y s t ę p u j e jako
element stroju tak często, że nie sposób go p o m i n ą ć .
Jest zawieszony kozie na rogach lub pod b r o d ą , u r ę k i
lub pasa dziada oraz na ogonie konia.
Na
związek
dzwonka z płodnością wskazuje k i l k a n a s t ę p u j ą c y c h i n ­
formacji: b u r z ę odganiano biciem w dzwony r a t u j ą c
t y m zbiory, „jeżeli głos d z w o n ó w dobrze słyszeć m o ż ­
na, to będzie w i e l k i deszcz" , w W i e l k i Czwartek, i
W i e l k ą Sobotę gdy d z w o n i ą na „ G l o r i a " t r z ę s ą drze­
w a m i owocowymi aby obficiej r o d z i ł y " , w Wigilię
„gdy się północ zbliża wychodzą dziewki z konewkami
do pobliskiej rzeki i czekają dopóki nie usłyszą bicia
d z w o n ó w . Wtedy biorą p r ę d k o wodę, śpieszą do d o m ó w ,
k r o p i ą w o d ą ś p i ą c y c h i s t a w i a j ą ją na ł a ń c u c h y , k ł a ­
dąc do niej srebro lub złoto. W tej Wodzie m u s z ą się
wszyscy myć przez całe święta, aby b y l i czystymi jak
ten p i e n i ą d z " . Wynika z tego, że głos d z w o n ó w po­
maga zdobyć dostatek, zapewnia powodzenie. Dzwony
c h r o n i ą też m a ł e dzieci przed istotami m o g ą c y m i je
6e

67

e s

e o

p o r w a ć . Mają też związek ze ś w i a t e m z m a r ł y c h , gdyż
podobnie jak słoma i kożuch, ich głos przyśpiesza sko­
nanie .
Dzwony s p e ł n i a j ą jeszcze j e d n ą w a ż n ą rolę, bowiem
„jeżeli wąż siedem lat d z w o n ó w nie słyszy to zamieni
się w s m o k a " , a smok jest już gadem wysoce szkod­
l i w y m , podczas gdy wąż jest zwierzęciem p o ż y t e c z n y m ,
z a p e w n i a j ą c y m bogactwo, w r ę c z hodowanym w zagro­
dzie . A więc dzwony c h r o n i ą przed smokiem i jedno­
cześnie p o ś r e d n i o , bo przez węże, p r z y n o s z ą dostatek.
O t y m , j a k ą w a g ę p r z y w i ą z y w a n o do pojawienia się
k o l ę d n i k ó w i że traktowano ich jako m a j ą c y c h zapew­
nić urodzaj, niech ś w i a d c z ą poniższe cytaty: „gospodarz,
k t ó r e g o c h a t ę , choćby t y l k o przez p o m y ł k ę pominęli,
u w a ż a ł b y się za wielce obrażonego i dlatego się to nie
wydarza" .
„Jeżeli do wsi przyszli k o l ę d n i c y w Boże Narodze­
nie, to nie mógł u d e r z y ć w n i ą p i o r u n " .
„ Z j a w i e n i e się „ c y g a n ó w " z n i e d ź w i e d z i e m w r ó ż y
liczne wesela" .
„ T a m gdzie gwiazdory chodzą zło ucieka, a w s t ę p
uzyskuje d o b r o " .
70

71

72

73

7 4

75

76

21
T

�drugiej części widowiska. Np. w i a d o m o ś ć o narodzeniu
Jezusa p r z y n o s z ą Trzej K r ó l o w i e . Jest to jednak" dla
dalszych r o z w a ż a ń nieistotne. Postacie, k t ó r e w y s t ę p u j ą
w k a ż d y m t e k ś c i e i najczęściej w y s t a r c z a j ą do z a w i ą ­
zania akcji to: — Herod, marszałek
(feldmarszałek),
żoł­
nierz (sługa),
żyd, diabeł,
śmierć
i dodatkowo anioł,
Trzej Królowie.
Poza n i m i w y s t ę p u j ą sporadycznie inne
osoby, j a k kozak czy policjant. Dla dalszych r o z w a ż a ń
n a j w a ż n i e j s z e tu b ę d ą : żyd, diabeł i Herod.
Pochodzenie p r z e d s t a w i e ń typu herodów n i e jest l u ­
dowe, ani nawet polskie. Wiadomo, że na Zachodzie
Europy misteria o B o ż y m Narodzeniu grywano już w
X I w. (Dimoges, Oxford). Odnaleziono też trzynasto­
wieczny tekst z Rouen p r z e d s t a w i a j ą c y a d o r a c j ę M a r i i
z D z i e c i ą t k i e m . W Polsce takie misteria były przed­
stawiane prawdopodobnie w X I V i X V w i e k u ' . Zacho­
w a ł y się ł a c i ń s k i e teksty z X V I I w., np. „Dialogus brevis pro festo nativitatis Domini Nostri Jezu Christi",
k t ó r y zawiera trzy sceny:
77

8

I . śpiących pasterzy budzi śpiew Anioła, są p r z e r a ż e ­
ni. Anioł mów ; i m o narodzeniu Jezusa, postana­
w i a j ą więc zanieść m u dary. W ę d r ó w k a , adoracja
dzieciątka.
I I . Herod wyrzeka na niepokoje w s t r z ą s a j ą c e krajem.
P o j a w i a j ą się Trzej K r ó l o w i e z pytaniem, gdzie jest
nowo narodzony K r ó l . Herod nie wie, więc pyta o
to d w ó c h r a b i n ó w . Jeden z nich wskazuje na Be­
tleem. K r ó l o w i e o d c h o d z ą zaproszeni przez Heroda,
aby w s t ą p i l i w drodze powrotnej. Po ich odejściu
Herod m ó w i , że szykuje Dziecięciu zagładę.
I I I . Maria m a r t w i się, że nie ma czym o k r y ć Dziecka.
Józef podaje jej s k ó r ę b a r a n i ą . Przyjazd Trzech
Króli, adoracja Jezusa. Anioł zabrania Trzem K r ó ­
l o m jechać do Heroda. Odjazd Trzech Króli
Plan tego przedstawienia jest zbieżny ze znanymi l u ­
dowymi herodami. Przedstawienia te d a w a ł y w X V I I w .
zorganizowane kompanie s t u d e n t ó w , t ł u m a c z ą c jednak
teksty ł a c i ń s k i e na polskie. Nie były to t y l k o herody,
w samym okresie Bożego Narodzenia wystawiano p r ó c z
nich t a k ż e sceny pasterskie (jw.) oraz scenę poszuki­
wania noclegu przez Józefa i M a r i ę i scenę Zwiastowa­
nia oraz adoracji Dzieciątka przez Trzech Króli, paste­
rzy a nawet postacie alegoryczne j a k Рож, Justicia, Ve­
ritas e t c .
Wśród t e k s t ó w zapisanych na wsi, od polowy X I X
w. po dziś, s ą takie sceny j a k : — Pasterka, Herody, Po­
szukiwanie
noclegu, Rajskie widowisko czyli
historia
wygnania z raju Adama i Ewy, Abraham i Izaak, Ado­
racja
Dzieciątka.
Scena o A b r a h a m i e i Izaaku była jeszcze na prze­
ł o m i e w i e k ó w wystawiana na Boże C i a ł o . Później w i ­
docznie została przeniesiona.
Na genezę teatru ludowego z w r ó c o n o już dawno
u w a g ę i nie ma potrzeby p o w t a r z a ć tego wywodu. Do­
statecznie szeroko pisali o t y m B y s t r o ń i Fischer . W
dalszym ciągu r o z w a ż a ń będę s t a r a ł a się u d o w o d n i ć , że
przedstawienia te — m i m o obcego pochodzenia — we­
szły w s t r u k t u r ę o b r z ę d u Bożego Narodzenia i n a b r a ł y
cech wegetacyjno-agrarnych w takiej postaci, j a k m o ż ­
na to z a o b s e r w o w a ć na p r z y k ł a d z i e k o l ę d o w a n i a . Spo­
śród w i e l u scen w y b r a ł a m do tych p o r ó w n a ń herody,
p o n i e w a ż w y s t ę p u j ą najczęściej i w dużej liczbie w a ­
riantów.
W z i ę ł a m pod u w a g ę r ó w n i e ż teksty przezna­
czone do szopek, p o n i e w a ż tok akcji ani postacie nie
różnią się specjalnie od t e k s t ó w przewidzianych dla ak­
t o r ó w . Jak wiadomo, w szopkach oprócz herodów
wy­
s t ę p u j e olbrzymia ilość ś m i e s z n y c h scen i n t e r m e d y j nych, k t ó r y c h j a k o ś ć zależała w dużej mierze od i n ­
wencji kolejnych r e ż y s e r ó w widowisk.
1

I I . 6. Kusaki

z n i e d ź w i e d z i e m , J e d l i ń s k , w o j . radomskie
I I . Herody

Herody wystawiano „od Szczepana do Gromnic"
czyli między 26 X I I a 2 I I . Jest to okres częściowo po­
k r y w a j ą c y się z okresem chodzenia k o l ę d n i k ó w . Herody
r ó w n i e ż mogły być pokazywane tylko jednego dnia, np.
w dniu św. Szczepana (26.XII) lub Trzech K r ó l i (6.1).
Ś w i ę t o M a t k i Boskiej Gromnicznej (2.11) jest dniem
z a m y k a j ą c y m ostatecznie okres o b r z ę d o w y Bożego N a ­
rodzenia. Tego dnia np. wyrzuca się c h o i n k ę lub podłaźniczkę czy wynosi snop z izby, o ile k t o ś już tego
nie zrobił na Trzech Króli. Z powyższego w y n i k a więc,
że herody w y s t ę p u j ą tylko w ściśle o k r e ś l o n y m okresie
o b r z ę d o w y m . Podobnie j a k w przypadku k o l ę d n i k ó w
biorą w nich udział t y l k o mężczyźni, nawet tam, gdzie
w y s t ę p u j ą role kobiece, jak Ewa czy
Królowa.
Prawie we wszystkich znanych m i tekstach
herodów
w y s t ę p u j e o k r e ś l o n y plan akcji:
—• marszałek
zapowiada Heroda
—' Herod wchodzi i przedstawia się
— w i a d o m o ś ć o narodzeniu Jezusa — nowego k r ó l a
— Herod w z y w a żyda, aby w swoich księgach znalazł
potwierdzenie tej nowiny i określił miejsce narodzenia
Chrystusa. Żyd stroi sobie ż a r t y .
—• Herod wydaje rozkaz zabicia wszystkich dzieci w
Betleem
— marszałek
przynosi Herodowi u c i ę t ą głowę jego w ł a s ­
nego syna, na dowód, że rozkaz wykonano d o k ł a d n i e
— Herod biada nad sobą, pojawia się ś m i e r ć , k t ó r ą
Herod p r ó b u j e p r z e k u p i ć
— ś m i e r ć Heroda, k ł ó t n i a diabła ze śmiercią
o duszę
króla.
Jest to oczywiście plan bardzo ogólny. Ma on w i e l e
odmian, w k t ó r y c h w y s t ę p u j ą dodatkowe postacie lub
też t r o c h ę inna jest kolejność w y d a r z e ń , zwłaszcza w

22

80

8 1

8 2

85

�P r z e j d ź m y już do poszukiwanych e l e m e n t ó w m a j ą ­
cych świadczyć o agrarnymi charakterze widowiska. A
więc, po pierwsze, kożuch o d w r ó c o n y w e ł n ą do góry.
W herodach, noszą go żyd oraz diabeł. Zyd „ w y s t ę p o w a ł
zawsze w masce z owczej skóry, poczernionej w ę g l e m ,
z doczepioną l n i a n ą b r o d ą . Na siebie w d z i e w a ł stare
podarte palto, a najczęściej kożuch w y w r ó c o n y w e ł n ą
do góry, pod k t ó r y w k ł a d a ł na plecy k ł ą b szmat i m i ­
tujący g a r b " . Diabeł w y s t ę p o w a ł w czarnym k o ż u c h u ,
masce z barana lub czarnej (czerwonej) materii. W r ę ­
ku t r z y m a ł w i d ł y oplecione ł a ń c u c h e m , lub m i a ł „czar­
ny obcisły kostium, b a r a n i ą czapę z rogami, żelazne
widły i ł a ń c u c h , ogon nabity s z p i l k a m i " . Spowija więc
kożuch całą postać lub tylko głowę.
N a s t ę p n y z wybranych e l e m e n t ó w — s ł o m ę — od­
naleźć m o ż n a tylko na żydzie. Jest on przepasany sple­
cionym ze s ł o m y p o w r ó s ł e m .
Za to z dzwonkiem jest mniej kłopotów, nosi go
diabeł na k o ń c u ogona , poza t y m pojawia się dzwo­
nek w ręce anioła, Heroda lub marszałka
i służy do
w y w o ł y w a n i a postaci zza sceny. Można by t ł u m a c z y ć
tu obecność dzwonka czysto funkcjonalnie, ale funkcjo­
nalnie m o ż n a też twierdzić, że ł a t w i e j jest w y w o ł y w a ć
sługę czy żołnierza k l a ś n i ę c i e m w dłonie. Poza t y m w
sytuacji gdy z a r ó w n o aktorzy jak i widzowie znają
przedstawienie od dziecka, nie wydaje się uzasadniona
konieczność dodatkowego w y w o ł y w a n i a
aktorów
zza
sceny. Nasuwa się więc wniosek, że chodzi t u raczej
o dźwięk dzwonu, k t ó r y może s p r o w a d z i ć p o m y ś l n o ś ć .
84

85

86

87

88

89

N a s t ę p n a pozycja — powinszowania czyli r y m o w a ­
ne życzenia urodzaju i płodności. S k ł a d a je żyd: „ J e ­

stem ja Żyd Angiel, mam ja dwa kogutki, handluje ja
piwem, handluje ja w ó d k i m . Na wszystkie słabości jak
kto zachoruje to go wyreperuje. Żeby w a m się k r o w y
cieliły, żeby się świnie prosiły, żeby k u r y po dwa jaja
n o s i ł y " . Poza t y m w k i l k u tekstach cały zespół w y ­
chodząc ś p i e w a życzenia zamiast k o l ę d y , пр.: „za ko­
lędę
dziękujemy,
zdrowia,
szczęścia wam życzymy.
A b y ś c i e tu długo żyli a po śmierci się cieszyli ze ś w i ę ­
t y m i " , lub:
eo

e l

„Gaj, gaj zieleni się t r a w k a ,
tam pasterze p a s ą owce,
jedzą k a s z ę z garnka.
Jak nam nic nie dacie
c h w a ł y nie uznacie,
wszystkie garnki p o t ł u c z e m y ,
p a ń s k i e dzieci zabierzemy
ile ich tu macie" ° .
2

Warto zwrócić u w a g ę na drugi tekst. Jest t u bo­
w i e m zawarta groźba o d w r ó c e n i a życzenia w w y p a d k u
nieotrzymania datku. Jest to sankcja stosowana często
przez k o l ę d n i k ó w , пр.:
„•siwy, bury
żeby wam w dzieże n a r o b i ł y kury,
a pies ogon wraził
żeby wam się chlib nie d a r z y ł " .
ш

Pozostały jeszcze do o m ó w i e n i a dwa elementy magii
wegetacyjnej — figle oraz śmierć i ożywienie. Figlami
popisują się żyd i diabeł. Diabeł kusi żyda: „ty, idź do
dziewek (...) potem żyd umizga się do dziewek, c a ł u j e

I I . 7. Scena na drodze, L a l i k i

23

�4

je k l u j ą c b r o d ą zrobioną ze s k ó r k i jeża" ° . „Zyd p o p ę ­
dza kozę k a ń c z u g i e m w s t r o n ę dziewcząt żeby je bodła,
a sam się do nich zaleca i dogaduje. Koza niby to ucie­
ka, żyd jej szuka w ś r ó d d z i e w c z ą t podnosząc batem i m
s p ó d n i c e i wśród wesołego gwaru, pisku i zamieszania,
u d a j ą c , że je m y l i z kozą, bada czy dobry towar, szczy­
piąc za p o ś l a d k i " ° .
5

Oczywiście nie jest przypadkiem, że zaobserwowane
w k o l ę d n i k a c h elementy p o d k r e ś l a j ą c e ich agrarny cha­
rakter p o w t a r z a j ą się w herodach w takich postaciach
jak żyd czy diabeł. B ę d z i e o t y m mowa dalej. Na razie
p o w r ó ć m y do sceny śmierci i zmartwychwstania przed­
stawianej przez j a k ą ś m a s z k a r ę . Otóż istnieją herod-/,
do k t ó r y c h w y o b r a ź n i a ludowa d o d a ł a k o r ę , oczywiście
kozą przyprowadza żyd, zdycha ona i ożywa.
„Między żołnierzy wchodzi Żyd z kozą
swe poczciwe B y d l ę .
Żołnierze (śpiewają):

zachwalając

roku, z okolic Zborowa. Zyd t a ń c z y i śpiewa, nagle ko­
za zdycha.
„ K o z a k : Żydzie, koza zdechła! Żydzie, koza zdechła.
Żyd: Moja koza nie żyje. A c h m ó j Boże! A n i ka­
w a ł k a ducha, ktoby m i o d r a t o w a ł kozę?
U ł a n : Idź do. pana Firszta
Ż y d : Gdzie jest pan Firszt?
Firszt: Ja jestem pan Firszt. Z a p ł a ć m i .
Żyd: Nie m a m pieniędzy.
Firszt: Idź sobie pożyczyć, albo w y p r o s i ć
(Żyd zbiera ze s k a r b o n k ą na odratowanie kozy. Koza
wstaje, ponownie straszy w i d z ó w ) .
U ł a n : J u ż koza odżyła. Teraz sobie Ż y d z i e potancuj
z kozą.
(Żyd tańczy z kozą i c h ó r e m ś p i e w a j ą " ° .
P o m y s ł zbierania od widzów d a t k ó w , w charakterze
odszkodowania za ś m i e r ć kozy czy innej postaci pocho­
dzi wprost od k o l ę d n i k ó w . Zbierzmy w t a b e l ę to co
zostało powiedziane.
Wydaje m i się, że puste miejsca w tej tabelce dało
by się z ł a t w o ś c i ą zapełnić, gdyby większość badaczy
nie o g r a n i c z a ł a się do zapisu tekstu, ale podała chociaż­
by jeszcze opis strojów. Z tabeli tej w i d a ć , że te same
elementy, k t ó r e w k o l ę d n i k a c h w y s t ę p u j ą nagminnie,
w herodach znaleźć m o ż n a pojedynczo. Nie należy bo­
w i e m z a p o m i n a ć , że wymienione w tabeli С postacie
to zaledwie połowa zespołu herodów,
podczas gdy po­
stacie w tabeli В s t a n o w i ą trzon zespołu k o l ę d n i k ó w i
wszyscy inni t w o r z ą dla nich tylko o p r a w ę . Ta stosun­
kowo m a ł a ilość e l e m e n t ó w magii wegetacyjnej odna­
lezionych w herodach ś w i a d c z y o przechodzeniu tychże
e l e m e n t ó w z p r z e d s t a w i e ń s t a r j c h na nowe. Ma t u r ó w ­
nież znaczenie brak opisów p r z e d s t a w i e ń , s t r o j ó w i rek7

08

Jechali strzelce przez łyso górkie,
spotkali kózkę, z ł a m a l i nóżkie.
(koza pada)
Stawaj koza, na nogi,
piece pani pierogi,
a jak bedo pszeniczne,
to dla kózki użyćne.
(koza wstaje i kręci się wokół, p o s t u k u j ą c do t a k t u
d r ą ż k i e m , z a k o ń c z o n y m w y s t r u g a n ą z drzewa g ł o w ą ) " .
Tekst ten pochodzi z Mazowsza. W tej samej pracy
autor podaje inną w e r s j ę tej sceny p o c h o d z ą c ą z s ą ­
siedniej wsi. Jest to wersja rozbudowana, w k t ó r e j żyd
lamentuje nad śmiercią kozy, a później zbiera w y n a ­
grodzenie, aby koza w s t a ł a . D r u g i tekst pochodzi z 1912
De

I I . 8. Zyd, Czajki, gm. Sokoły, w o j . ł o m ż y ń s k i e . M a s k ę w y k . M . Czajkowski, lat 16. I I . 9. Chodzenie
dziem, Moszczenica W y ż n a k. Nowego Sącza

z

niedźwie­

�I i . 10. Maska diabła, w y k . 17-letni S. Maziurczyk, S ł c d k ó w , gm. K r a ś n i k , w o j . lubelskie

Tabl. С
kożuch

słoma

1
; 100

Żyd
diabeł

ł-

wionie

powinszowa­
J
1

:•

+

w i z y t ó w przy podanych tekstach. Sądzę, że są to b r a k i
jeszcze do u z u p e ł n i e n i a d r o s ą b a d a ń terenowych.
I I I . Specyfika niektórych postaci
O p o k r e w i e ń s t w i e herodów
z k o l ę d n i k a m i świadczy
r ó w n i e ż zbieżność n i e k t ó r y c h postaci, a to przede wszy­
s t k i m dziada i żyda oraz kozy i diabla.
Zacznijmy od dziada i żyda,
obie te postacie są
tak samo ubrane w o d w r ó c o n e w e ł n ą do góry kożuchy,
p r z e w i ą z a n e s ł o m i a n y m p o w r ó s ł e m , z dzwonkiem u pa­
sa i garbem na plecach. Obaj też p r o w a d z ą kozę, s k ł a ­
dają powinszowania urodzaju, zbierają datki, u p r a w i a j ą
figle kłując dziewuchy s k ó r k ą jeża, z k t ó r e j m a j ą po­
robione brody. Co więcej, często z k o l ę d n i k a m i przy­
chodzi żyd, a w ś r ó d herodów pojawia się dziad. W y d a ­
je się, że żyd różni się od dziada tvlko sposobem m ó ­
wienia, ma w i ę k s z e możliwości figlowania,
improwizo­

figlo

nie
_|_

1 0 3

_|_ 106
_|_ 107

9 9

śmierć i ożyJ

+

-i-' "

Herod
łoza

dz\vo.nck
i
i

_j_ 103

-

_:_i04

—

—

108

wania, rozśmieszania p u b l i c z n o ś c i . Widać więc, że w
tych postaciach koncentruje się wszystko, co zostało
wcześniej wymieniane jako elementy m a g i i wegetacyj­
nej. O specyficznym charakterze żyda ś w i a d c z y jeszcze
jego u ł o m n o ś ć . Otóż oprócz g a r b u żyd w herodach z re­
guły jest k u l a w y : „ m n i e go w i l k ścigał na takie grapy,
ja się go p s i e w r ó c i ł i n o g ę w y k r ó c i ł {idzie k u l e j ą c ) " .
1 0 9

„Aj, waj, bolom mnie nogi ale

jakie w y tu macie
wysokie progi"
1 1 0

„Nu jakie t u u was wysokie progi p o ł a m a ł b y m r ę c e ,
ach a nogi"
1 1 1

„Takie

macie wysokie progi, że chciałem p o ł a m a ć
wszystkie cztery n o g i "
Herod: „no idzie Żyd. Przez te wszystkie k r ó l e w s k i e
progi p o ł a m a ł b y sobie n o g i "
1 1 2

1 1 3

Żyd: ,,Ny, ja go iś przez takie okropne góry, z marco­
wy góry przez babie g ó r y , z babie góry przez jas-

25
r

�П. 11. 2yd,

w y k . L . Kubaszezyk, K o n i a k ó w , gm. Istebna, w o j . bielskie. I I . 12. Koza, L u b i n
skopodlaskie, w y k . przed w o j n ą (Muzeum w B i a ł y m s t o k u )

kiniowej góry mnie go w i l k i ścigać, jak się go prze­
w r ó c i ć , ja gio n o g ę u k r ó c i ć "
Żyd: w c h o d z ą c p r z e w r a c a ł s i ę na progu a n a s t ę p n i e pod­
n o s i ł i krzyczał: „Aj, w a j , przez te wasze wysokie
progi p o ł a m a ł b y m ręce i nogi"
Podobnie zachowuje się w herodach dziad: „ w c h o ­
dzi dziad, potyka się i p r z e w r a c a j ą c m ó w i : za wysokie
macie p r o g i na te moje stare n o g i " .
1 1 1

1 1 5

1 1 6

W t e k ś c i e można znaleźć r ó w n i e ż w z m i a n k ę o gar­
bie żyda: „szedłem przez ulice, s p o t k a ł y minie dwie pan­
nice; n a b i ł y mnie te garbice" .
„ M a r s z a ł e k : Ż y d z i e mas j a k i ś garb!
1 1 7

Ż y d : To go je m ó j . Jak my go przechodzili bez Borow i c k i tam b y w a ł o bardzo śliski. Jak my s i ę w t e n ­
czas p r z e k o p y r t o w a l i , wtedy nam się garby potworzowali" .
l l s

Z p o w y ż s z e g o w i d a ć w y r a ź n i e , że żyd i dziad są
garbaci i k u l a w i i że te ich u ł o m n o ś c i p o d k r e ś l a s i ę .
S t ą d wiadomo, że u ł o m n o ś ć (szczególnie k u l a w o ś ć ) jest
w ł a s n o ś c i ą postaci c h t o n i c z n y c h . Wszystko razem
wskazuje na w y j ą t k o w o ś ć tych postaci; skumulowanie
e l e m e n t ó w magii płodnościowej plus w y r a ź n a chtoniczność kreuje żyda na d a w c ę urodzaju.
ш

120

I rzeczywiście, w wierzeniach żyd pojawia się jako
nosiciel szczęścia i bogactwa, np. spotkanie Ż y d a w
wigilię Boże Narodzenia wróży powodzenie przez cały
rok
Sądzę, że dziś dojdziemy już, k t ó r a z postaci —
dziad czy żyd — była wcześniejsza.
Można
przyjąć,
że r o d o w ó d dziada jest jeszcze p o g a ń s k i i że to on dał
wzór do stworzenia żyda, postaci barwniejszej, ciekaw­
szej, zabawniejszej i oo w a ż n e , znanej c h ł o p u z życia

26

I

Kościelny, w o j . b i a l ­

codziennego. Ale są to już czyste spekulacje m y ś l o w e ,
k t ó r e u d o w o d n i ć bardzo trudno. Tak pisał o t y m St.
D w o r a k o w s k i : „...dziad z b i e r a j ą c y ś w i ą t e c z n e jadło m ó g ł
być ż y w y m w y o b r a ż e n i e m z m a r ł y c h dziadów rodzonych,
k t ó r y c h d a w n i e j karmiono podczas uroczystości zadusz­
kowych. S t ą d może i owe względy dla k o l ę d n i k ó w " .
Te stwierdzenia o b r a c a j ą -ię jedynie w sferze przypusz­
czeń. Można n a t k n ą ć się na w a r i a n t y herodów,
w któ­
rych w y s t ę p u j ą j e d n o c z e ś n i e dziad i żyd. S ą d z ę jednak,
że to jedynie p o d k r e ś l a przechodzenie jednej postaci w
d r u g ą , a tekst, w k t ó r y m spotyka się obie razem m o ż n a
t r a k t o w a ć jako p r z e j ś c i o w y .
P r z e j d ź m y z kolei do kozy i diabla. Obie postacie
m a j ą na sobie o d w r ó c o n e kożuchy, rogi, dzwoneczki,
obie też zaczepiają panny i w o l n o i m robić r ó ż n e „ k a ­
w a ł y " . J e d n a k ż e p o k r e w i e ń s t w o tych postaci m o ż e b u ­
dzić w i ę k s z e w ą p t l i w o ś c i niż dziada i żyda. Dlatego na­
leży s i ę g n ą ć poza widowiska i znaleźć dowody na z w i ą ­
zek kozy z d i a b ł e m w sferze w i e r z e ń , , bajek, pieśni i za­
c h o w a ń magicznych.
Częste jest wierzenie, że k o z ę
s t w o r z y ł d i a b e ł pozazdrościwszy Bogu stworzenia k r o ­
w y , j e d n a k ż e rozzłoszczony n i e u d o l n o ś c i ą swojego w y ­
t w o r u pobiegł za nią i złapał za ogon, k t ó r y w t y m
momencie u r w a ł s i ę . Na Polesiu Rzeczyckim znana
była opowieść o t y m , j a k diabeł s t w o r z y ł kozła M i k u t ę
i ż e przybiera on czasem sam p o s t a ć kozła. Dlatego na­
leży t r z y m a ć k o z ł a w oborze, stajni i chlewie, bo to
chroni z w i e r z ę t a przed d i a b ł e m , k t ó r y przychodzi je za­
męczać. Diabeł nigdy nie wie, czy to p r a w d z i w y kozioł
czy d i a b e ł i rezygnuje ze swoich z a m i a r ó w . Poza t y m
wiadomo, że na U k r a i n i e „diabeł w y j e ż d ż a na brodatym
capie", na L i t w i e z a ś w i e r z ą , że „diabeł najczęściej
przyjmuje p o s t a ć k o z ł a dla u ł u d z e n i a biednych l u d z i .
1 M

ш

m

l l s

�Znane są t a k ż e takie powiedzenia: „koza a diabeł to
jedno", „kozioł przeklinany tyje", „pół Niemca pół k o ­
zy" (a przecież diabeł przedstawiony jest często jako
Niemiec), „pół psa, pół kozy, niedowiarek b o ż y " .
.Słowo „kozioł" b y w a też u ż y w a n e jako synonim
słów „zły człowiek, potępieniec, d i a b e ł " . Frazer po­
daje, że w S k a n d y n a w i i na św. Jana „Chłopi w i e r z ą , że
gdyby j a k i e ś t r o l l e .zjawiły się w pobliżu, ludzie by je
zobaczyli, a gdy np. koza lub cap zbliżą się do p ł o n ą ­
cego ognia, c h ł o p i są stanowczo przekonani, że to nie
kto i n n y jak zły we w ł a s n e j osobie" . O p o ś r e d n i m
związku kozy z d i a b ł e m ś w i a d c z ą jej p o w i ą z a n i a z cza­
r o w n i c ą ; otóż „każdy poczciwy człowiek ma w oczach
panny, a czarownica k o z y " . Powszechne jest wierze­
nie, że piorunowy ogień należy gasić kozim m l e k i e m .
A ogień od pioruna uchodzi za ogień niebieski, z nieba.
Może więc to zalewanie kozim m l e k i e m ma być p r ó b ą
neutralizacji na zasadzie Bóg — diabeł, plus-minus.
1 2 6

1 2 7

12S

129

130

Te wielostronne p o w i ą z a n i a są potwierdzone jeszcz2
j e d n y m c i e k a w y m wierzeniem na temat ogona kozy, j a ­
ko miejsca, gdzie zgromadzone są siły życiowe. Zacz­
n i j m y od legendy: „Gdy ongi Pan Jezus i szatan paśli
owce i kozy i gdy chcieli je do szałasu zapędzić, a zu­
c h w a ł e kozy nie c h c i a ł y wnijść, c h w y t a ł je diabeł za
ogony i w r z u c a ł do szałasu, przy czym o d r y w a ł po k a ­
w a ł k u ogona s k u t k i e m tego, kozom ogony do dziś od­
róść n i e m o g ą . O d t ą d ludzie n a z y w a j ą kozy dla ich
szkodliwości i z u c h w a ł o ś c i stworzeniami diabelskimi" .
Mamy więc s p r a w c ę kusego ogona kozy — diabła. O
ważności ogona świadczą n a s t ę p u j ą c e piosenki:
ш

„koza siwa, koza siwa,
ogoneczkiem kirwa,
ogoneczkiem wierci,
spodziewa s i ę ś m i e r c i "

Warto chyba jeszcze zwrócić u w a g ę na wzajemne
p o w i ą z a n i a postaci diabła, żyda i kozy. Otóż o kozie
m ć w i się na Mazowszu, ż e to „ ż y d o w s k i e bydle" ° , a
na Podlasiu, że to „ ż y d o w s k a k r o w a " . W herodach
krakowskich natomiast, kiedy diabeł na końcu porywa
żyda jest to komentowane, że „ z a b r a l i diabli co swo­
je" . Można więc wszystkie te osoby łączyć w j e d n ą
k a t e g o r i ę postaci o o k r e ś l o n y m znaczeniu nosicieli p ł o d ­
ności, bogactwa, obfitości. Z wszystkiego co zostało po­
wiedziane, m o ż n a w y w n i o s k o w a ć , że dawniejsze posta­
cie i w i d o w i s k a były wypierane przez nowsze, mieszczą­
ce się w nowej religii, a j e d n o c z e ś n i e z a c h o w u j ą c e stare
znaczenie.
Przypatrzmy się dobrze herodom, m o ż e znajdziemy
w nich odpowiednik kluczowej sceny z k o l ę d n i k ó w —
śmierć i o ż y w i e n i e kozy. Przede wszystkim rzuca się w
oczy fakt nieuzasadnionej śmierci Heroda. Ewangelie i
apokryfy m ó w i ą , ż e Herod u m a r ł dopiero po siedmiu
latach od narodzenia Jezusa. Natomiast w n i e k t ó r y c h
widewiskach Herod na s a m ą w i a d o m o ś ć o narodzeniu
Dzieciątka mówi „że zginę wiem, ż e u m r ę w i e m , że p ó j ­
dę na piekielne męki. Niechaj zginę z w ł a s n e j r ę k i " .
Nie jest w i ę c ś m i e r ć Herodo k a r ą za rzeź n i e w i n i ą t e k
w Betleem, t y m bardziej, że Herod zabija s i ę sam no­
ż e m podanym mu przez diabła .
M o ż e więc śmierć
Heroda jest ś m i e r c i ą starego króla, p o n i e w a ż p o j a w i ł
się n o w y k r ó l — Chrystus. Stary król musi zginąć, aby
w p e ł n i sił o d r o d z i ć się w n o w y m k r ó l u w e d ł u g sche­
matu teorii ze „Złotej G a ł ę z i " J. Frazera. I t u i tam
stary k r ó l ginie ś m i e r c i ą g w a ł t o w n ą , H e r o d ' n a w e t sam
przyzywa ś m i e r ć . Należało by jeszcze s p r a w d z i ć czy
Herod i Chrystus to tacy sami k r ó l o w i e . Otóż tak, obaj
są k r ó l a m i w s z e c h ś w i a t a . W herodach d i a b e ł m ó w i o Je­
zusie, że „niebo i ziemia, c a ł y ś w i a t jego" , zaś Herod
o sobie m ó w i :
13

1 3 7

l : s

l : 9

ш

ш

.

oraz:
„moja m a t u s i u koziołek w ogrodzie,
ja go poszły w y g n a ć , ale mnie pobodzie.
Moja e ó r u s i u , koziołka się bój
weźże s i e k i e r e c z k ę u t n i ż e mu ogon" .
I wreszcie wierzenie w y j a ś n i a j ą c e explicite s p r a w ę
ogona: „kozie żeby się nie w s p i n a ł a i nie o b j a d a ł a
drzewek trzeba wbić w ogon szpilkę bo t a m ma s i ­
łę" .
ш

l u

Nasuwa się wniosek, że w y j ą t k o w ą złośliwość i
s z k o d l i w o ś ć kozy m o ż n a z n e u t r a l i z o w a ć p o z b a w i a j ą c ją
k a w a ł k a ogona l u b choćby wbijając w e ń szpilkę. Otóż
ten sam zabieg zastosowano w stosunku do diabła, k t ó ­
r y w herodach w y s t ę p u j e z ogonem n a b i t y m szpilka­
m i . B y ć m o ż e jest to rodzaj zabezpieczenia
przed
p r a w d z i w y m d i a b ł e m , k t ó r e g o prawdopodobnie m o ż n a
s p r o w o k o w a ć do ukazania się, n a ś l a d u j ą c go. Jak do­
słownie traktowano postacie z herodów
niech świadczy
poniższa anegdota: W czasie b a d a ń terenowych w Podlipkach na białostocczyźnie n a t k n ę ł a m się na w i e ś ,
gdzie od k i l k u l a t w herodach nie w y s t ę p o w a ł
diabeł.
Ostatni człowiek, k t ó r y go g r a ł znikł bezpowrotnie, k i e ­
dy odłączył się od grupy za p o t r z e b ą . Było to komen­
towane, że p o r w a ł go diabeł i n i k t więcej nie chciał
ryzykować.
l a s

Zbierzmy to, co zostało powiedziane o kozie i dia­
ble:
—
—
—
—

— w widowiskach spełniają p o d o b n ą rolę zaczepiając
-dziewczyny, rozśmieszając i figlując.
I znów, jak w przypadku dziada i żyda, m o ż n a j e ­
dynie założyć p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k i r o d o w ó d kozy i to, że
diabeł przejął w widowiskach jej funkcje. Ale p o w i ą ­
zania t y c h dwóch postaci s ą tek wielostronne, że r ó w ­
nie dobrze można dowodzić k i e r u n k u odwrotnego, że to
d o w a r t o ś c i o w a n i e kozy jako nośnika sił plodnościowych
n a s t ą p i ł o przez jej kontakt z
diabłem.

diabeł s t w o r z y ł kozy
diabeł wciela się w kozła
kozły ma w oczach czarownica
koza i diabeł m a j ą powbijane w ogon szpilki aby
n i e mogli szkodzić
— w herodach i k o l ę d n i k a c h m a j ą te same r e k w i z y t y
(kożuch, dzwonek, rogi)

141

„ J a jestem król Herod potentat ludzkiego narodu; mam
pod sobą s t y r y części ś w i a t a ,
Słońce, księżyc, gwiazdy i inne e l e m e n t a " ;
„Otóż ja Herod, k t ó r y m a cztery częścią ś w i a t a i cały
firmament z gwiazdami nad naszymi g ł o w a m i " ;
„ J ą jestem panem i k r ó l e m , wszystko m i hołduje,
Gdy ziemia • i morze moc mo-jo poczuje;
Nawet antypody
142

ш

Wszystko w mojej mocy k r ó l e w s k i e j zostaje.
Ja jestem jaśnie w i e l m o ż n y jako słońca promienie
Ż a d n a m i planeta honoru nie zamienia" ;
„Oto jestem ś w i a t a król, z t y s i ą c a rzek, z tysiąca
gór" ;
1 4 4

1 4 5

„ J a m k r ó l Herod monarcha ś w i a t a
Pod mojom w ł a d z o m sum trzy części ś w i a t a ,
Azja, A f r y k a , A m e r y k a n i e p a m i ę t n e lata" ;
„Ach wierzcie m i , wierzcie
Jam Bogiem!
ш

A gdy s ł o ń c e wschodzić i zachodzić będzie,
Jak ja z e m r ę , k t o na m ó j t r o n z a s i ę d z i e ? "

1 4 7

Herod jest w i ę c w ł a d c ą w s z e c h ś w i a t a . Mogłoby się
w y d a w a ć , ż e w y o b r a ź n i a ludowa k a ż d e g o k r ó l a kreuje
na takiego w ł a d c ę . A l e w herodach w y s t ę p u j ą jeszcze
Trzej Królowie,
którzy o sobie m ó w i ą skromnie: „ j e -

27

�U. 13. P r z e b i e r a ń c y : niedźwiedź

ш

stem sobie k r ó l Melcher z zachodniego k r a j u " . A więc
jedynie k r ó l e s t w o Heroda jest t a k w y j ą t k o w e .
S p ó j r z m y teraz j a k jest t r a k t o w a n y Jezus w teks­
tach widowisk. Mówi się o n i m dosłownie „ n o w y k r ó l " :
„ N a j j a ś n i e j s z y k r ó l u ! zła c i ę nowina dochodzi bo w
Betleem miasteczku nowy król się r o d z i "
mówi Mar­
szalek do Heroda, i w i n n y m t e k ś c i e :
„ K r ó l u , s t a ł a się nam nowina!
Cóż za przyczyna?
W Betleem n o w y k r ó l się n a r o d z i ł " ° .
„Dla wszystkich w i e r n y c h to radosne wieści, tylko dla
ciebie k r ó l u cierpienia, boleści" .
„Chciałeś zabić, z a m o r d o w a ć M a r y i syna, lecz nie za­
biłeś jego, bo ziemia i niebo jego" .
Jest więc Herod t a k i m samym k r ó l e m j a k Chrystus
i dlatego musi u m r z e ć , gdy ten się rodzi. N a j w a ż n i e j ­
szy jest t u sam fakt śmierci i zmartwychwstania w po-

i кого, Poraj, w o j . p i o t r k o w s k i e

staci dziecka, gdyż może s i ę w t y m k r y ć to samo zna­
czenie co w śmierci kozy. A w i ę c jeszcze jedno przy­
pomnienie, że ziemia ożyje, jeszcze jedno p o d k r e ś l e n i e
wegetacyjnego charakteru ś w i ę t a .

1 4 8

l5

1S1

1 5 2

28

IV. Zakończenie
Zbierzmy teraz wszystko, o czym b y ł a m o w a :
— święta Bożego Narodzenia m a j ą miedzy i n n y m i cha­
rakter agrarno-zadusakowy,
— to samo znaczenie k r y j ą w sobie r ó ż n o r a k i e k o l ę d o ­
wania,
—• agrarny sens chodzenia po kolędzie p o d k r e ś l a j ą masz­
k a r y zwierzęce, p o s t a ć dziada oraz sześć w y b r a n y c h
e l e m e n t ó w m a g i i wegetacyjnej,
— te same sześć e l e m e n t ó w m o ż n a o d n a l e ź ć w hero­
dach,

�П. 14. 2yd

na koniu z grupy herodów.

— m o ż n a d o w i e ś ć p o k r e w i e ń s t w a takich postaci, j a k
dziad i koza z t a k i m i osobami z herodów
j a k żyd i
diabeł,
— ś m i e r ć Heroda i narodziny Jezusa k r y j ą w sobie sens
t o ż s a m y z sensem ś m i e r c i i ożywienia kozy.
W ten s p o s ó b s t a r a ł a m się dowieść, ż e herody k r y ­
ją w sobie te same agrarne treśoi magiczne, jakie bar­
dziej b e z p o ś r e d n i o p r z e k a z u j ą kolędnicy. Przyjęcie tej
interpretacji pozwala w y j a ś n i ć dlaczego herody n a b r a ł y
charakteru o b r z ę d o w e g o , są nieodzownym s k ł a d n i k i e m
ś w i ą t Bożego Narodzenia i weszły na t r w a ł e do k u l t u ­
ry ludowej.
PRZYPISY
1

s. 89.

J. St. B y s t r o ń , Etnografia

Polska, Warszawa 1947,

Pruchnik, w o j . przemyskie

2

W. Klinger, Obrzędowość
dzenia, P o z n a ń 1926, s. 89.
3

munów,
4

P. Caraman, Obrzęd
K r a k ó w 1933.

O. Kolberg, Dzieła
Wroclaw 1962, s. 135.

ludowa

kolędowania

Boiego

Naro­

u Słowian

i Ru­

wszystkie, t. 29, Pokucie cz. 1,

5

por. J. R. Tomiccy, Drzewo życia,
s. 168 i dalej.

Warszawa 1975,

' K . Moszyński, Kultura Ludowa Słowian,
t. I I ,
Warszawa 1968, s. 994; Ch. Wakarelski, Etnografia
Buł­
garii, W r o c ł a w 1965, s. 345.
7

E. Majewski, K . S t o ł y h w o ,
ciach i praktykach ludu naszego,
58; por. St. D w o r a k o w s k i , Kultura
skiego na Mazowszu i nad Narwią,
O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t.
1968, s. 90; t a m ż e , t. 23, Kaliskie,

Koza w mowie, poję­
„ W i s ł a " t. 19, 1905, s.
społeczna
ludu wiej­
B i a ł y s t o k 1964, s. 45;
52, Polesie, W r o c ł a w
W r o c ł a w 1964, s. 66.

29

�8

J. Bujak, Ludowe obrzędy
doroczne w okolicach
Rabki, Rabka 1966, s. 43.
» Z rodzinnej niwy, „Wisła", t. 7, 1893, s. 274.
B. Cichomska, Mazurzy spod Kamienia, „Wisła",
t. 15, 1901, s. 419.
O. Kolberg, Dzieło... t. 5, Krakowskie,
Wrocław
1962, s. 191.
St. Cercha, Wieś Przebiczany w pow.
wielickim,
„ M a t e r i a ł y Archeologiczno-Antropologiczne i Etnogra­
ficzne", t . 7, 1904, s. 122.
A . Fischer, Lud polski, L w ó w 1926, s. 148.
O. Kolberg, Dzieła..., t. 9, Wielkie Księstwo
Po­
znańskie,
W r o c ł a w 1962, s. 115.
R. Reinfuss, Przebrania w widowiskach
ludo­
wych i ich współczesne
przeobrażenia,
„Pol. Szt. L u d . "
R. X X V I I I , 1974, nr 4.
O. Kolberg, Krakowskie,
op. cit., s. 191.
t a m ż e , s. 192.
O. Kolberg, Dzieła..., t. 16, Lubelskie, W r o c ł a w
1962, s. 101.
Z rodzinnej niwy, „Wisła" t. 7, 1893, s. 274.
O. Kolberg, Dzieła..., t. 29, Pokucie, cz. 1, Wroc­
ł a w 1962, s. 87.
W. Klinger, op. cit., s. 42.
O. Kolberg, Dzielą..., t. 18, Kieleckie,
Wrocław
1965, s. 47.
O. Kolberg, Wielkie Księslwo
Poznańskie,
op.
cit., s. 116.
A . Fischer, op. cit., s. 148.
O. Kolberg, Pokucie, op. cit., s. 87.
W . Klinger, op. cit., s. 31.
1 0

1 1

1 2

1 3

1 1

1 5

1 6

17

1 8

10

2 0

2 1

2 2

2 3

2 1

2 5

2 6

30

2 7

J. K a n t o r , Zwyczaje
świąt
Bożego
Narodzenia
i Wielkanocy okolic Jarosławia,
„Materiały...", op. cit.,
t. 13, 1914, s. 223.
A . Saloni, Lud łańcucki, „Materiały...", t. 6, 1903,
s. 225.
S. Udziela, L u d polski w powiecie
Ropczyckim
w Galicji, „Zbiór W i a d o m o ś c i o Antropologii K r a j o w e j " ,
t. 14, 1890, s. 127.
St. Cercha, Wieś Przebiczany w pow. wielickim,
„Materiały...", op. cit., t. 14, s. 127.
W y w i a d przeprowadzony przez a u t o r k ę we wsi
Podlipki, d. w o j . białostockie w 1974 r.
M . Szubertowa, Dary i świadczenia
obrzędowe,
„ P r a c e i Mat. Etnograficzne", t. 8—9, 1950—1951, s. 606.
B. W o j e w ó d z k i , Strachy na smugu, Warszawa
1974, s. 72.
J. Talko-Hryneewicz, Zarys lecznictwa ludowego
na Rusi Pd., K r a k ó w 1893, s. 392.
'W. Siarkowski, Materiały
do etnografii ludu pol­
skiego z okolic Pińczowa,
„Zbiór Wiadomości...", op. cit.,
t. 9, 1883, s. 39.
Informacje o s y m u l o w a n y m przez turonia akcie
p ł c i o w y m podaje J. Bujak (w:) Ludowych
obrzędach
dorocznych w okolicach Rabki na str. 43. Inny opis
znajduje s i ę u Moszyńskiego w Kulturze ludowej
Sło­
wian, t . I I , cz. 2, Warszawa 1968, s. 270 i dalej, j a k
r ó w n i e ż (w:) B. B a z i e l i c h ó w n a
i S. Deptuszewski,
Szlachcice i dziady — zwyczajowe widowiska, „Pol.
Szt. L u d . " , R. X I I I , 1959, nr 1—2. Są to źródła odno­
szące się do stanu z dnia dzisiejszego (może jedynie po­
za M o s z y ń s k i m , k t ó r y nie podaje s k ą d czerpał wiado­
mości).
i . Skotnicki, Koza, „Wisła", t. 8, 1894, s. 268.
W. B. Cichomska, Mazurzy spod Kamienia, „Wi­
sła", t. 15, 1901. s. 419.
2 8

2 9

3 0

3 1

£ 2

3 3

S l

£5

3 6

x

3 7

3 8

�П. 15, 16. Dziady i Szlachcice,

O. Kolberg, K r a k o w s k i e , op. cit., s. 263, por. też
St. Dworakowski, op. cit., s. 57.
R. Reinfuss, op. cit., s. 209.
O. Kolberg, Dzieła..., t. 49,
Sanockie-Krośnieńskie, cz. 1, W r o c ł a w 1974, s. 147.
O. Kolberg, Dzieła..., t. 23, Kaliskie, W r o c ł a w
1964, s. 66.
O. Kolberg,
Dzieła...,
t. 52,
Białoruś—Polesie,
W r o c ł a w 1968, s. 90.
J. Bujak, op. cit., s. 41.
O. Kolberg, K r a k o w s k i e , op. cit., s. 263.
W y w i a d i dokumentacja fot. w y k . przez K . K u ­
biaka we wtorek zapustny w 1977 r. w J e d l i ń s k u k.Radomia.
F. G a w e ł e k , Boże Narodzenie w Radłowie,
„Lud",
t. 14, 1908, s. 135.
I . Lechowa, Niektóre
zagadnienia kultury
ludo­
wej z pow. radomskiego, „Łódzkie Studia Etnograficz­
ne", t. 4, 1962, s. 206.
A . Saloni, Z a ś c i a n k o w a szlachta polska w Dalejowie, „Materiały...", t. 13, 1914, s. Ш .
J. Bujak, op. c i t , s. 73.
O. Kolberg, Krakowskie, op. cit., s. 226.
B. B a z i e l i c h ó w n a , S. Deptuszewski, op. cit., s. 31.
K. Moszyński, Kultura Ludowa Słowian,
t. I I ,
cz. 2, s. 987.
J. Bujak, op. cit., s. 43.
L . Hemjpel, Chodzenie z konikiem, „Wisła", 1. 16,
1902, s. 382—388.
K . M o s z y ń s k i , op. cit., s. 992.
B. B a z i e l i c h ó w n a , S. Deptuszewski, op. cit., s. 34.
O. Kolberg, B i a ł o r u ś — Polesie, op. cit., s. 90.
J. Bujak, op. cit., s. 43.
O. Kolberg, Krakowskie, op. cit., s. 263.
W y w i a d : inf. Leopold K a r g u l , w. P a ń k ó w , w o j .
zamojskie, a r c h i w u m Katedry Etnografii UW.
3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 1
4 5

4 8

4 7

4 8

4 9

5 0
5 1

5 2

5 5

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9
6 0
c i

Laliki

6 2

I . Skotnicki, op. cit., s. 268.
J. Bujak, op. cit., s. 43.
St. Czaja, Zapusty, „Lud", t. 12, 1906, s. 35—113.
B. B a z i e l i c h ó w n a , S. Deptuszewski, op. cit., s. 37.
M . Cisek, Materiały
etnograficzne z miasteczka
Zołyń w pow. Przemyskim, „Zbiór Wiadomości...", op.
cit., t. 13, 1889, s. 77.
L . Magierowski, Kilka wiadomości
o ludzie pol­
skim we wsi Wesołej w pow. Brzozowskim, „Zbiór W i a ­
domości...", op. cit., t. 13, 1889, s. 161.
O. Kolberg, Dzieła..., t. 44, Góry i Podgórze
cz.
1. W r o c ł a w 1968, s. 63 i 64.
A . Petrow, Lud Ziemi Dobrzyńskiej,
„Zbiór W i a ­
domości...", op. cit., t. 2, 1878, s. 142.
L . M ł y n e k , Uwagi nad pieśniami
ludu wielickie­
go, „Lud", t. 3, 1897, s. 358; por. też T. Mleczko, Swial
zmarłych,
„Lud", t. 8, 1902, s. 52.
O. Kolberg, Kieleckie, op. cit., s. 202.
E. Majewski, Wąż w wierzeniach ludu polskiego,
„Wisła", t. 6, 1892, s. 356.
O. Kolberg, Pokucie, op. cit., s. 92.
St. Dworakowski, op. cit., s. 42.
A. Saloni, Lud łańcucki, „Materiały...", t. 6, 1903,
s. 251.
B. Stelmachowska, Rok o b r z ę d o w y na Pomorzu,
T o r u ń 1933, s. 64.
A. Fischer, Polskie widowiska ludowe, „Lud",
t. 19, 1913, s. 23.
T a m ż e , s. 33.
cyt. za: St. Windakiewicz, Teatr ludowy w daw­
nej Polsce, K r a k ó w 1902, s. 54.
t a m ż e , s. 56.
t a m ż e , s. 60.
„ S t o p n i o w o misteria zaczęły u p a d a ć , w a r s t w y
wyższe odnosiły się do nich z l e k c e w a ż e n i e m , u w a ż a j ą c
za z a b a w ę dla prostactwa, reformacja w y p o w i e d z i a ł a
i m w o j n ę i zdołała je ośmieszyć, kler t a k ż e stopniowo
6 3

9 4

5 5

6 8

8 7

6 8

6 9

7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

7 8

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

31
I

•

- -

-

�tracił zainteresowanie dla tych dość p r y m i t y w n y c h w i ­
dowisk. Jeszcze tu i ówdzie, zwłaszcza przy klasztorach,
odgrywano te przedstawienia, ale u p a d a ł y one coraz
niżej, z a r ó w n o pod w z g l ę d e m poziomu artystycznego
jak też i s k ł a d u społecznego w i d o w n i . Wreszcie ducho­
w i e ń s t w o z a p r z e s t a ł o organizowania tych widowisk, k t ó ­
re zaczęto wtedy samorzutnie u r z ą d z a ć dla w e w n ę t r z ­
nych potrzeb wiejskiej czy m a ł o m i a s t e c z k o w e j k l i e n ­
t e l i . " St. B y s t r o ń , Etnografia Polski, Warszawa 1947, s.
98 i 99; por. też: J. St. B y s t r o ń , Kultura ludowa, War­
szawa 1936, s. 137; A. K o z ł o w s k a , W. M a ł k o w s k i , Jaseł­
ka, „ T e a t r ludowy", R. 1923, s. 153—154.
A . Fischer, Polskie widowiska ludowe, „Lud", t.
19, 1913; L u d polski, L w ó w 1926, s. 189.
St. Dworakowski, op. cit., s. 45.
R. Reiinfuss, op. cit., s. 204.
D . M ę d r z a k ó w n a , Zwyczaj chodzenia Herodów
w
łódzkim
środowisku
robotniczym, „Łódzkie Studia Et­
nograficzne", t. 7, 1965, s. 194.
R. Reinfuss, op. cit., s. 209.
M . J a s t r z ę b s k a , Zwyczaj
chodzenia z Heroda­
mi w powiecie brzezińskim,
„Łódzkie Studia Etnogra­
ficzne", t. 6, 1964, s. 187.
np. O. Kolberg, Mazowsze, op. cit., s. 88; J. P.
Dekowski, op. cit., s. 79.
M . J a s t r z ę b s k a , op. cit., s. 187.
D. M ę d r z a k ó w n a , op. cit., s. 200.
M . J a s t r z ę b s k a , op. cit., s. 193; por. też: J. P.
Dekowski, O widowiskach kolędniczych
w
wieluńskim,
„ P r a c e i M a t e r i a ł y Muzeum A r c h , i Etn. w Łodzi", Se­
ria Etnograficzna n r 16, 1972, s. 74.
M . J a s t r z ę b s k a , Chodzenie po scodrokach w nie­
których
wsiach pow. brzezińskiego
i rawskiego, „ Ł ó d z ­
k i e Studia Etnograficzne", t. 6, 1962, s. 200.
A . Saloni, Lud rzeszowski, , Materiały...", t. 10,
1908, s. 114.
St. Dworakowski, op. cit., s. 53—54.
t a m ż e , s. 53.
A . Fischer, Polskie widowiska ludowe, „Lud", t.
19, 1913, s. 31—70.
L . Hempel, Chodzenie z konikiem, „Wisła", t. 16,
1902, s. 382—388.
St. Dworakowski, op. cit., s. 45.
R. Reinfuss, op. cit., s. 209.
O. Kolberg, Mazowsze, t. 24, s. 88.
St. Dworakowski, op. cit., s. 46.
t a m ż e , s. 53.
8 3

8 4

8 5

8 8

8 7

8 8

8 9

9 0
9 1

9 2

8 3

8 4

;

9 5
n

8 7

9 8

9 9

1 0 0

1 0 1

1 0 2

1 0 3

Żyd leczy Heroda, m ó w i :
Choral, chorał on ciężko chorał
n a d m o ł , w y d m o ! i skonał.
Trzeba dla niego lekarstwa p r z y s y k o w a ć
z dziewuchy przypuchy, z pchły kości
z komara tłustośei
z sześćdziesięcioletniej baby pierdu
w woskowym garnku zgotować,
to skłócić zlblć
d a ć jemu w y p i ć .
Jak on wypije,
t o trocha dłuży pożyje.
A j a k to nie p o m o ż e —
Wziąć takie kulase krzywe
z r o b i ć jemu l e w a t y w ę .
Jak to zrobiemy,
napewno tern jego uratujemy
on stanie z d r ó w ,
będzie k r ó l o w a ł z n ó w .
Herod zasiada z n ó w na k r z e ś l e .
1 0 4

S. Dworakowski, qp. cit., s. 53.
M . J a s t r z ę b s k a , op. cit., s. 193.
t a m ż e , s. 54.
w y w i a d przeprowadzony przez a u t o r k ę na Roz­
toczu Luib. w 1975 r. znajduje się w A r c h . K a t e d r y Et­
nografii UW.
Na p o k r e w i e ń s t w o tych d w ó c h postaci wskazuje
też S. Dworakowski „być może ów Żyd z Heroda za­
stąpił ongiś l u d o w ą
maszkarę
o p r o w a d z a j ą c ą kozę.
Wskazj'walby na to również garb, w y s t ę p u j ą c y z a r ó w ­
no u mazowieckiego Ż y d a jak i polskiego dziada", op.
cit., s. 45.
1 0 5

1 0 0

1 0 7

1 0 8

Tot.: P. Barącz — il. 3, 4, 5, 7, 15, 16;

32

109

W. K o s i ń s k i . Widowiska świąleczne
w Mako­
„Lud", t. 16, 1910, s. 377.
J. P. Dekowski, op. cit., s. 66.
t a m ż e , s. 71.
E. Kabat, Analiza struktury dramatycznej
obrzę­
du na podstawie Herodów,
praca magisterska napisana
w Katedrze Etnografii Uniwersytetu w Łodzi, w 1975.
B. Andrzejczak, Obrzędy
i zwyczaje doroczne
w kaliskim, „ L i t e r a t u r a Ludowa", 1964, nr 1—2, s. 20.
Sz. Gonet, Widowiska w czasie świąt
Bożego
Narodzenia, „ L u d " , 1903, t. 9, s. 29.
J. P. Dekowski, op. cit., s. 70.
M . J a s t r z ę b s k a , op. cit., s. 189.
J. P. Dekowski, op. cit., s. 67.
J. Cieplik, Boże Narodzenie w Rabce, „Lud",
1904, t. 10, s. 289.
O garbie dziada m ó w i ą m.in.: E. J e l e ń s k a , Wieś
Komarowicze w pow. mozyrskim, „Wisła", 1891, t. 5,
s. 510—513; O. Kolberg, Pokucie, op. cit., s. 121.
C. Levi-Strauss,
Antropologia
Strukturalna,
Warszawa, 1970, s. 296; por. też: J. R. Tomiccy, Drzewo
życia, Warszawa 1975, s. 160.
121 W y w i a d przeprowadzony przez a u t o r k ę na Roz­
toczu Lub. w 1975 r.
S. Dworakowski, op. cit., s. 43.
J. K r z y ż a n o w s k i , Polska bajka ludowa w ukła­
dzie systematycznym, t. I I , W r o c ł a w 1963, s. 179.
Cz. Pietkiewicz, Kultura ludowa Polesia Rzeczyckiego, Warszawa 1938, s. 67.
E. Majewski, K . S t o ł y h w o , Koza w mowie, po­
jęciach i praktykach ludu naszego, „Wisła", 1905, t. 19,
s. 62.
t a m ż e , s. 55.
t a m ż e , s. 49.
J. Firazer, Złota galąi, Warszawa 1969, s. 479.
E. Majewski, K . S t o ł y h w o , op. cit., s. 62.
Ł. Gołębiowski, L u d polski, Warszawa 1830, s.
154; Cz. Pietkiewicz, op. cit., s. 66.
E. Majewski, K . S t o ł y h w o , op. cit., s. 61.
t a m ż e , s. 59.
Z. Chodakowski, Śpiewy
słowiańskie,
Warszawa
1973, s. 252.
E. Majewski, K . S t o ł y h w o , op. c i t , s. 63.
las rj M ę d r z a k ó w n a , op. cit., s. 194 oraz M . Ja­
strzęibska, Zwyczaj..., op. cit., s. 185.
S. Dworakowski, op. cit., s. 45.
Cz. Pietkiewicz, op. cit., s. 66.
O. Kolberg, Krakowskie, op. cit., s. 214.
M . J a s t r z ę b s k a , op. cit., s. 186
i w wariancie a):
ach biada, biada mnie Herodowi
żem popadł swemu k ł o p o t o w i .
Wiem, że p ó j d ę na piekielne m ę k i
niech ząinę ze swej w ł a s n e j r ę k i .
A. Saloni, Lud łańcucki, Materiały..., t. 6, 1903.
por. też: S. Udziela, Z Przecłaroia, zapiski z 1899, „Lud",
t. 25, 1926, s. 76; K. Zaleski, Zabytki widowisk
średnio­
wiecznych, „Wisła", t. 10, 1Г96, s. 714.
E. Kabat, cytat w e d ł u g maszynopisu pracy ma­
gisterskiej pt. „Analiza s t r u k t u r y dramatycznej o b r z ę ­
du na podstawie H e r o d ó w " , a r c h i w u m Katedry Etno­
grafii Uniwersytetu Łódzkiego.
W. K o s i ń s k i , op. cit., s. 376.
J. Wolanowski, Szopki i Herody w
Lubelskim,
„Wisła", t. 10, 1896, s. 466.
K . Zaleski, op. cit., s. 717.
M . J a s t r z ę b s k a , op. cit., s. 185.
t a m ż e , s. 188; per. t a k ż e : J. P. Dekowski, op.
cit., s. 83; J. Ziemba, Niektóre zwyczaje podczas Bożego
Narodzenia w okolicy Dąbrowy
Górniczej,
„Wisła", t. 2,
1888, s. 326; D. M ę d r z a k ó w n a , op. cit., s. 199.
L . Sawicki, Obchód
Herodów
pod
Warszawą,
„Ziemia", nr 3, 1913, s. 75.
A. Fischer, Polskie..., op. cit., s. 43.
O. Kolberg, Mazowsze, op. cit., s. 69.
B. Andrzejczak, op. cit., s. 80.
J. P. Dekowski. op. cit. s. 83.
M . J a s t r z ę b s k a , op. cit., s. 188; por. też: O.
Kolberg, Krakowskie..., op. cit., s. 222.
wie,

1 1 0

1 1 1

1 1 2

1 1 3

114

1 1 5

1 1 0

1 1 7

1 1 8

1 1 9

1 2 0

1 2 2

1 2 3

1 2 4

1 2 5

1 2 6

1 2 7

1 2 8
1 2 9

1 3 0

1 3 1

1 3 2
1 3 3

1 3 4

1 3 8

1 3 7

1 3 8

1 : 9

1 4 0

1 . 1

1 . 2

1 1 3

1 4 4

1 1 5

1 1 6

1 4 7

1 4 8

1 1 8
1 5 0

1 3 1

1 5 2

B. Czarnecki — il. 9; S. Deptuszewskl — il. 11: M. Przeidziecka — il. 10; S.
ski — il. 2, 13; J . Świderski — il. 1, 6, 8, 12. 14.

Stępniew­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10463" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10441">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/395b6b8d069f65b96cceb962908bdcc7.pdf</src>
        <authentication>e3b47df362ef083da919d482c64cc416</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124547">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3489</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124548">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124549">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3270</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124550">
                <text>Spis treści t. 32 1978; Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124551">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124552">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124553">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124554">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124555">
                <text>P O L S K A

S Z T U K A
ROK XXXII-1978

L U D O W A

A m b r o ż e w i c z Teresa, Polskie ozdobne pieczywo ludowe, s. 7 .
.
.
A m b r o ż e w i c z Teresa, Pieczywo odpustowe (Ozdobne pieczywo ludowe,
cz. I I ) s. 81
Czech-Walczakowa S t a n i s ł a w a , Malar&amp;tw© л а szikle B r o n i s ł a w a Czecha i
jego rodziny, s. 53
Jackowski Aleksander, Obrazy na szkle (Współczesne malarstwo ludo­
we), s. 21
Jackowski Aleksander, Obrazy na szkle (dokończenie), s. 91 .
.
.
Jackowski Aleksander, Nagrody i m . Oskara Kolberga „Za zasługi dla f o l ­
k l o r u i sztuki ludowej", s. 80
Jackowski Aleksander, K o n k u r s y , s. 161
K o t u l a Franciszek, Ogrodzenia, s. 181
K r a s i ń s k a Ewa, Zdobione b r a m y ż e l a z n e w budownictwie w i e j s k i m , s. 213
K u b i a k o w i e Irena i Krzysztof, M i s t e r i u m Męki P a ń s k i e j w K a l w a r i i Ze­
brzydowskiej, s. 143
K u c z y ń s k a - S k r z y p e k Anna, U r z ą d z e n i a m i e s z k a ń rodzin robotniczych
Ż y r a r d o w a w k o ń c u X I X i na pocz. X X w., s. 43
K u n c z y ń s k a - I r a c k a A n n a , P r z e g l ą d p u b l i k a c j i o polskiej rzeźbie, malar­
stwie i grafice ludowej w latach 1964—1977, s. 71
Madejski Eugeniusz, K a p l i c z k i w Krasocinie i Gruszczynie, s. 51 .
M a k u l s k i Jan Krzysztof, Definicja i zakres etnografii w ś w i e t l e w s p ó ł ­
czesnych potrzeb społecznych, s. 3 .
.
.
.
.
.
.
.
M a ł e t a A l i c j a , Z b a d a ń nad l u d o w ą rzeźbą k a m i e n n ą okolic Wieliczki,
Gdowa, Myślenic, s. 225
R o s i ń s k i Stefan, K o w a l s t w o ludowe w o j e w ó d z t w a radomskiego w X X
w i e k u , s. 201
Stomma L u d w i k , Magia dzisiaj. R o z w a ż a n i a o metodzie, s. 131 . . .
Tomicka Joanna, Józef Zganiacz, s. 119
Trajdos Tadeusz M . , Przeszłość i t e r a ź n i e j s z o ś ć rzemiosł artystycznych
na polskim Spiszu, s. 101
Trajdos Tadeusz M . , Kościół w Czarnej Górze, s. 115

nr 1
nr 2
nr 1
nr 1
nr 2
nr 2
nr 3—4
nr 3—4
n r 3—4
n r 3—4
nr 1
nr 2
nr 1
nr 1
nr 3—4
n r 3—4
n r 3—4
nr 2
nr 2
nr 2

RECENZJE
K r o h Antoni.Teresa Jabłońska,
Katalog Zabytków
Sztuki
w
Muzeum
im. Władysława
Orkana w Rabce, s. 55
K u n c z y ń s k a - I r a c k a Anna, Roman Reinfuss, Meblarstwo
ludowe w Pol­
sce, s. 239 . . . . . .
T u r n a u Irena, Derżawnyj
muzei etnografii, s. 56

nr 1
n r 3—4
nr 1

SPRAWOZDANIA
Szacki Piotr, U w a g i

o (toruńskiej

wystawlie mebli,

s. 56 .

.

.

.

nr 1

ROŻNE
K r o m k a V I I — X I I 1977, s. 58
K r o n i k a I — I I I 1978, s. 124
K r o n i k a I V — V I 1978, s. 241
Summary of articles, s. 64
Summary of articles, s. 127
Summary of articles, s. 245
Р е з ю м е , s. 66
Р е з ю м е , s. 128
Р е з ю м е , s. 246

nr 1
nr 2
nr 3—4
nr 1
nr 2
nr 3—4
nr 1
nr 2
nr 3—4

��POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

I N S T Y T U T SZTUKI

•

ROK

XXXIII

•

1 979 •

NR 1

polska sztuka ludowa

W R O C Ł A W
W A R S Z A W A
K R A K Ó W
G D A Ń S K
Z A K Ł A D NARODOWY IMIENIA O S S O L I Ń S K I C H , WYDAWNICTWO POLSKIEJ AKADEMII NAUK

�CONTENS

Aleksander Jackowski, Folk A r t i n Polish contemporary artistic culture .
Irena
Jan

Domańska-Kubiak,

Going

.

Carolling

3
17

K u r e k , The tree of life — The A l t a r of -the Assumption of the
m i l y — by S t a n i s ł a w Majewski

Fa­
33

Teresa Kopania, The w o r k of M a r i a A b r a m i u k

50

Kazimierz Biela, Letters f r o m sculptors

53

REVIEWS

A n t o n i K r o h , Halina
the

Kenar

Kenarowa,

From

Zakopane

School

of Woodwork

to

School

55

Aleksandra Jacher-Tyszkowa, Kielce costumes, Atlas of Polish folk costumes

56

„ D e m o s " . Internationale Ethnographische

57

CHRONICAL,

SUMMARY

РЕЗЮМЕ

VII—XII

OF

1971

ARTICLES

und Folkloristische

Injormationem

58

(;;}

64

R E D A G U J E Z E S P Ó Ł : Aleksander Jackowski (red. nacz.), Jadwiga Jarnuszkiewiczowa, Anna K u n c z y ń s k a - I r a c k a , Jan Krzysztof M a k u l s k i , Jerzy Łoziński, Jacek
Olędzki, Roman Reinfuss (z-ca red. nacz.).
Sekretarz redakcji — Ewa O ź m i n k o w s k a . Redaktor techniczny — Halina Ż e l e ­
chowska. T ł u m a c z e n i a — Krzysztof B o b i ń s k i (ang.) i Natalia S t a s i ń s k a (ros.).
Serwis fotograficzny •— Jan Swiderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10462" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10440">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/11904dc1eb3add7c0e1268ed7b3da37b.pdf</src>
        <authentication>8c0cfcc252190844c82570060e430d07</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124537">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3490</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124538">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124539">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3271</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124540">
                <text>Sztuka ludowa we współczesnej kulturze artystycznej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124541">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1, s.3-16</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124542">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124543">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124544">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124545">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124546">
                <text>I
Aleksander Jackowski

SZTUKA LUDOWA WE WSPÓŁCZESNEJ KULTURZE ARTYSTYCZNEJ

1

Przynajmniej od połowy X I X w . sztuka ludowa
stanowi w a ż n y element k u l t u r y wizualnej naszego k r a ­
j u , i to z a r ó w n o przez fakt swego b e z p o ś r e d n i e g o w y ­
s t ę p o w a n i a , j a k t e ż i przez inspiracje, k t ó r y c h dostar­
cza szituce kwalifikowanej. Inspiracje te są przy t y m
r ó ż n o r o d n e , podobnie j a k r ó ż n o r o d n e są przyczyny, dla
k t ó r y c h zwracano się — i nadal zwraca — do sztuki
ludowej.
Czego innego szukali w kulturze ludowej r o m a n ­
tycy, czego innego w dziewięćdziesiątych latach ideolo­
gowie stylu narodowego, k t ó r y to styl w warunkach
d ł u g o t r w a ł e j niewoli służyć m i a ł podtrzymaniu ducha
narodowego, rozwijaniu patriotycznej więzi podzielone­
go narodu. Nie przypadkiem n a w i ą z y w a n o w ł a ś n i e w t e ­
dy do ludowej ornamentyki, do cech z e w n ę t r z n y c h , for­
malnych, k t ó r e w społecznym odbiorze s k ł a d a ł y się na
stereotyp rodzimości.
Ta pierwsza, dość powszechna fascynacja s z t u k ą l u ­
d o w ą w i ą z a ł a się, rzecz prosta, z tendencjami artystycz­
n y m i okresu. Odkryto
ludową
a r c h i t e k t u r ę , zdobni­
ctwo — bo mieściły s i ę w ó w c z e s n y c h d ą ż e n i a c h stylotwórczyich, w y s t ę p u j ą c y c h zresztą nie t y l k o w Polsce,
ale i w w i e l u innych krajach europejskich. A l e nie do­
strzeżono j u ż a n i drzeworytu, a n i rzeźby ludowej, ani
malarstwa. Przeciwnie, w t y m samym czasie, gdy W i t ­
kiewicz w s p ó l n i e z g ó r a l s k i m i cieślami wznosił domy
w stylu „ z a k o p i a ń s k i m " — t ł u c z o n o masowo, za namo­
wą miejscowego proboszcza, obrazy na szkle, u w a ż a j ą c
je za z w y k ł e , nieporadne bohomazy. Przyszło czekać
blisko ćwierć w i e k u , n i m ówczesny charakter p r ą d ó w
artystycznych, d o c h o d z ą c y c h do Polski, s t w o r z y ł w a ­
r u n k i dla dostrzegania w a r t o ś c i ludowego drzeworytu,
rzeźby i malarstwa. Trzeba było przemian w sztuce,
k t ó r e pozwoliły dostrzec w a r t o ś c i sztuki ludowej, trze­
ba b y ł o p r z e ł o m u w m y ś l e n i u artystycznym, k t ó r y za­

w d z i ę c z a m y kubizmowi, a po części i ekspresjonizmow i . Z kolei n a w i ą z a n i e w ł a ś n i e do sztuki ludowej (a
nie np. rzeźb m u r z y ń s k i c h ) z a d e c y d o w a ł o o specyficz­
nie polskim obliczu naszego formizmu.
W r ó ć m y jednak do sytuacji z lat d z i e w i ę ć d z i e s i ą ­
tych. Odnotujmy co w ó w c z a s u w a ż a n o za s z t u k ę l u d o w ą ,
co s t a n o w i ł o źródło inspiracji? B y ł to ornament, deko­
racja, k t ó r ą przenoszono w formie b e z p o ś r e d n i e j l u b
stylizowanej na inny przedmiot, a nawet na inny ma­
teriał i t e c h n i k ę . M o t y w y z haftu ryzowano w drewnie,
budowano nawet pianina w stylu g ó r a l s k i m , a fabryka
porcelany w Sevres w y p u ś c i ł a rozkoszny serwis do k a ­
wy n a ś l a d u j ą c y drewniane g ó r a l s k i e czerpaki.
Jak więc w i d a ć , ó w c z e s n y zwrot k u formom ludo­
w y m dotyczył przede wszystkim z e w n ę t r z n e g o charak­
teru przedmiotu, mieszcząc się jeszcze w ramach ó w ­
czesnego typu m y ś l e n i a . W istocie bowiem zastąpiono
ornament eklektyczny — stylowym, rodzimym, d b a j ą c
tylko o logikę jego zastosowania, nie dochodzono jed­
nak jeszcze do p o s t u l a t ó w czystej funkcjonalności, któ­
re dopiero k i e ł k o w a ł y w ś r ó d m ł o d e g o pokolenia plasty­
ków.
Pokolenie to doszło do głosu d o s ł o w n i e w p i e r w ­
szym roku naszego stulecia. P o w s t a ł o „ S t o w a r z y s z e n i e
Polska Sztuka Stosowana", k t ó r e p o s t a w i ł o sobie za cel
o d n o w ę rękodzieła artystycznego, p r z y w r ó c e n i e rzemio­
słu jego wysokiej rangi. W ich działalności zaowoco­
w a ł a n a j p e ł n i e j myśl Ruskina i Morrisa, p r z e ś w i a d c z e ­
nie iż w ł a ś n i e l u d z a c h o w a ł w a r t o ś c i , k t ó r e c e c h o w a ł y
r z e m i e ś l n i k ó w ś r e d n i o w i e c z n y c h : łączenie w jedno fazy
tworzenia (czyli projektowania) z wykonawstwem, p r a ­
cy z twórczością.
Raz jeszcze p o t w i e r d z i ł a się teza, iż dostrzega się
tylko to, do z a u w a ż e n i a czego jest się przygotowanym.
O d k r y w a n o z r a d o ś c i ą i s a t y s f a k c j ą ludowe zdobni-

I I . 1. Haft p. Szczygielskiej na wystawie z a k o p i a ń s k i e j w „ C h a c i e Brzegi".
„Motywy
w z i ę t e z parzenic, ozdób znalezionych na starej kijance, skrzyniach i saniach'. Repr. z
„Tyg. IUustrowanego", 1904, n r 38, s. 774

�l i . 2. Kredens p r o j e k t u Franciszka Neużila, w y k . przed 1890 r.
w z a k o p i a ń s k i e j Szkole P r z e m y s ł u Drzewnego. I I . 3, 4. Wojciech
J a s t r z ę b o w s k i : b e z p o ś r e d n i e n a w i ą z a n i a do konstrukcji i formy
zydla ludowego (1917 r.) oraz p r z y k ł a d inspiracji logiką m y ś l e ­
nia w ł a ś c i w ą sztuce c h ł o p s k i e j

4

�ctwo, meble, sprzęty. Odkrywano je w r ó ż n y c h częś­
ciach k r a j u , ze zdumieniem jakie t o w a r z y s z y ć może,
gdy się na strychu w ł a s n e g o domu znajdzie nieoczeki­
wanie p i ę k n e i w a ż n e dla siebie przedmioty, k t ó r y c h
przedtem w ogóle nie u w a ż a n o za ciekawe.
Z w r ó ć m y u w a g ę na to, iż w t y m czasie sztuka l u ­
dowa p r z e ż y w a ł a na wsi szczyt swego rozwoju. Była
n a t u r a l n ą częścią pejzażu kraju, ale też była podobnie
jak pejzaż traktowana. Jako obiekt do z a c h w y t ó w , jako
temat do malowania — ale nie jako r ó w n o r z ę d n a t w ó r ­
czość, nie jako partner w koncepcjach artystycznych.
O t ó ż w ł a ś n i e a r t y ś c i spod znaku „sztuki stosowa­
nej" dostrzegli w r z e m i o ś l e i w zdobnictwie te cechy
podstawowe, k t ó r y c h poszukiwali. Zwrócili się, jakby
ponad t y s i ą c e m lat doświadczeń, do źródeł, do zasad,
k t ó r e leżały u p o c z ą t k u sztuki.

Przypomnijmy. Jest rok 1902. Paul Klee zapisuje
znamienne zdanie: „ C h c i a ł b y m być jak nowo-narodzony". N a s t ę p u j e zmiana tradycji, do k t ó r y c h się n a w i ą ­
zuje, k t ó r e u w a ż a się za w a ż n e i w ł a s n e .
T ą ważiną księgą zapomnianych p r a w d staje się
sztuka ludowa. Staje się ona przy t y m szkolą funkcjo­
nalnego m y ś l e n i a . Idee, k t ó r e na zachodzie u ś w i a d o m i
w k i l k a lat później Bauhaus, k s z t a ł t u j ą się w Polsce
w oparciu o d o ś w i a d c z e n i a w y c i ą g n i ę t e z analizy c h ł o p ­
skiego r z e m i o s ł a i zdobnictwa.
R ó ż n i c e są oczywiście
znaczne. Bauhaus tworzy
zwarty system teoretyczno-pedagogiczny, w Polsce na­
tomiast dochodzi do głosu doświadczenie artystyczne,
intuicja t w ó r c z a , znacznie słabiej podbudowane myślą
t e o r e t y c z n ą . I jeszcze jedno. Teoria Bauhausa, jak k a ż ­
da konsekwentnie budowana teoria, w i o d ł a do sytuacji
5

�5

П. 5. Ucieczko do Egiptu,

drzeworyt ludowy. I I . 6. W ł a d y s ł a w Skoczylas, Jayiosik,

drzeworyt z 1917 r.

skrajnych, do swoistego puryzmu funkcjonalnego, pod­
czas gdy w Polsce powrotowi do zasad celowości i au­
tentyzmu sztuki stosowanej t o w a r z y s z y ł a jednoczesna
potrzeba wyrazu emocjonalnego, u m i ł o w a n i e ornamen­
t u (zgodnego z k o n s t r u k c j ą i f u n k c j ą przedmiotu).

bowski, inicjator grupy i jej ideolog, pisał: „O przera­
bianiu i doskonaleniu sztuki ludowej, o braniu z niej
gotowych m o t y w ó w nie było mowy. Pozostała sama
t y l k o zasada logiki, szczerości i zrozumienia w a r t o ś c i
narzędzia i materiału" .

N i e m a ł a w t y m zasługa S t a n i s ł a w a W y s p i a ń s k i e g o .
Jego dramaty, a w plastyce — wizje piastowskich gro­
d ó w , trony-siedziska, łączyły s z t u k ą l u d o w ą z histo­
rią, n a d a j ą c jej znaczenie symboliczno-emocjonalne. I
znów trzeba p a m i ę t a ć o sytuacji historycznej k r a j u ,
znajdującego się w niewoli. Sztuka ludowa — przy
wszelkich swych inspiracjach formalnych — s t a n o w i ł a
j e d n o c z e ś n i e symbol t r w a ł o ś c i narodu, w i ą z a ł a się z d ą ­
żeniem
do
zachowania jego tożsamości historycznej.
S t ą d silniej niż w j a k i m k o l w i e k n i e p o d l e g ł y m k r a j u
inspiracje ludowe m i a ł y podtekst emocjonalny, patrio­
tyczny.

Ta logika zawarta w architekturze przedmiotu była
w a r t o ś c i ą c e n i o n ą n a j w y ż e j . Po latach d o ś w i a d c z e ń , w
p r z e d d z i e ń M i ę d z y n a r o d o w e j Wystawy Sztuki Dekora­
cyjnej w P a r y ż u (1925 г.), k t ó r a p r z y n i o s ł a naszej sztu­
ce sukces n a j w i ę k s z y — pisał Jerzy W a r c h a ł o w s k i : „W
j a k i s p o s ó b w y z y s k a ć m o t y w y ludowe w nowoczesnej
sztuce dekoracyjnej na to przepisu nie ma (...) Może
na drodze z u p e ł n e j negacji? (...) Analiza głębsza k a ż d e ­
go objawu sztuki ludowej (...) uczy wiecznych, nieprzedawnionych praw logiki i szczerej kompozycji w zakre­
sie barw i f o r m " .

W 1901 r. f o r m u ł u j ą c program ideowy założyciele
Stowarzyszenia Polskiej Sztuki Stosowanej postulowali:
„ t w o r z e n i e ś w i a d o m e stylu narodowego poprzez, między
i n n y m i , wykorzystanie dorobku sztuki ludowej we w ł a s ­
nej twórczości, ale nie przez jej n a ś l a d o w n i c t w o " *.
Często jednak d ą ż e n i e do stylu oznaczało w p r a k ­
tyce s i ę g a n i e do ludowych w z o r ó w , do ornamentyki. Za­
chowywano co prawda logikę kompozycji, ale z a t r a c a ł a
ona walor emocjonalny, tak w a ż n y w autentycznej sztu­
ce ludowej. Styl s t a w a ł się z e w n ę t r z n ą cechą, dekora­
cją.
A r t y ś c i , k t ó r z y w 1913 r. u t w o r z y l i „ W a r s z t a t y K r a ­
kowskie" p r a g n ę l i dotrzeć w ł a ś n i e do istoty sztuki l u ­
dowej, p o m i a j a j ą c w a r s t w ę d e k o r a c y j n ą . Szukali auten­
tyzmu funkcji i konstrukcji przedmiotu, tego co stano­
wiło o jego emocjonalnej w a r t o ś c i . Wojciech J a s t r z ę ­

3

4

5

Odzyskanie niepodległości K r a j u w 1918 г. a z w ł a ­
szcza okres umacniania się p a ń s t w o w o ś c i i autorytetu
w ł a d z y na nowo ożywia dążenie s t y l o t w ó r c z e , ale j u ż
na gruncie sztuki oficjalnej, reprezentacyjnej. Może się
ona poszczycić przed o s t a t n i ą w o j n ą wieloma dokona­
niami, zwłaszcza w dziedzinie mebla, metaloplastyki, a
zwłaszcza tkaniny o cechach monumentalnych.
Obok kostniejącej w z r o z u m i a ł y sposób sztuki re­
prezentacyjnej, istniały w latach m i ę d z y w o j e n n y c h dwa
i n t e r e s u j ą c e zjawiska, na k t ó r e trzeba zwrócić u w a g ę .
Jedno z nich w i ą ż e się z analitycznym p o d e j ś c i e m do
sztuki ludowej. R e p r e z e n t o w a ł je m i n . Wojciech
Ja­
s t r z ę b o w s k i . M y ś l ą c o rodzimym podłożu sztuki dostrze­
gał nie tylko typowe, a p o n i e k ą d stereotypowe cechy
regionalnej twórczości wiejskiej, z w i ą z a n e z p o t r z e b ą
zaznaczenia tożsamości w ł a s n e j grupy, parafii, wsi, ale
i to, co było w ogóle w s p ó l n e l u d o w i , a z w i ą z a n e ге

�I I . 7. Jerzy Panek, Don Kichot,

drzeworyt z 1958 г. I I . 8. Sw. Mikołaj, drzeworyt
ilustracja do książki, ok. 1928 r.

stosunkiem do przyrody, powszechnie i stale u ż y w a ­
nych m a t e r i a ł ó w . U r z e k a j ą go f o r m y
naturalne,
wcale nie zdobione, a przecież z nieomylnym i n s t y n k ­
tem
artystycznym
z a u w a ż o n e w p l ą t a n i n i e korzeni,
gąszczu k o n a r ó w i gałęzi. Dostrzega walory, k t ó r y c h
tradycyjna etnografia nie zechce u z n a ć jeszcze przez
ćwierć w i e k u .
Pole inspiracji rozszerza się. Podobnie jak to miało
miejsce w przedrewolucyjnej Rosji, w działalności K a n dinsky'ego, Ł a r i o n o w a , Gonczarowej — w o b r ę b zainte­
resowania artys'ty^plastyka wkracza
sztuka
peryferii
miejskich: szyldy, reklamy, r y s u n k i na p ł o t a c h . Zauwa­
ża się
twórczość samorodnych, „ n a i w n y c h " a r t y s t ó w
miejskiego pogranicza — u nas: N i k i f o r a , Janeczki.

ludowy.

I I . 9.

Jan

Bukowski,

Ogólnie m ó w i ą c , ź r ó d ł e m inspiracji staje się wszyst­
ko, co otacza a r t y s t ę , niezależnie od tego, czy jest typo­
we dla j a k i e j ś grupy c h ł o p s k i e j , czy nie.
Drugie i n t e r e s u j ą c e zjawisko, w y r a ź n i e zarysowane
w czasie p r z y g o t o w a ń do wystawy paryskiej w 1925 r.
to w s p ó ł p r a c a plastyka z u z d o l n i o n ą g r u p ą młodzieży
wiejskiej czy robotniczej. Eksperyment t a k i
podjęli
wówczas K a r o l S t r y j e ń s k i oraz A n t o n i Buszek . S t r y j e ń s k i w ciągu k i l k u miesięcy pracy z g r u p ą m ł o d z i e ­
ży, p r z e w a ż n i e g ó r a l s k i e j , d o p r o w a d z i ł do tego, że za­
częli oni t w o r z y ć rzeźby w drewnie zgodnie z podsta­
w o w ą g r a m a t y k ą form ludowych, ale w y n i k ł e z ich
w ł a s n y c h dyspozycji, a nie m ą d r o ś c i nauczonej, nie z
zapożyczeń;
Buszek
z a p r o p o n o w a ł grupie robotnic z
9

7

�11
10, 11. Rzeźba

ludowa ze Ś l ą s k a

oraz rzeźba ucznia z a k o p i a ń s k i e j Szkoły P r z e m y s ł u
kier. K . S t r y j e ń s k i e g o , ok. 1925 r.

fabryki p a p i e r o s ó w malowanie na batiku, p o k a z u j ą c im
podstawy technologii, i p o z o s t a w i a j ą c p e ł n ą s w o b o d ę
wypowiedzi. K o n t a k t plastyka-animatora, a p o n i e k ą d i
r e ż y s e r a t w ó r c z e j w y o b r a ź n i , z młodzieżą d a ł w obu
wypadkach doskonale rezultaty.
Dalsze d o ś w i a d c z e n i a w t y m k i e r u n k u prowadzone
m.in. j u ż po ostatniej wojnie przez prof. E l e o n o r ę P l u t y ń s k ą , Antoniego Kenara i g r u p ę innych p l a s t y k ó w
skupionych w o k ó ł Instytutu Wzornictwa P r z e m y s ł o w e ­
go dowiodły, że w w a r u n k a c h nawarstwiania się róż­
nych w z o r ó w estetycznych rola plastyka-animatora po­
lega na u ś w i a d a m i a n i u podstaw t w ó r c z y c h , na w y k o ­
rzystaniu i n w e n c j i bazującej na zasobie posiadanych do­
świadczeń.
W s p ó ł p r a c a np. prof. P l u t y ń s k i e j z g r u p ą tkaczek
b i a ł o s t o c k i c h p o z w o l i ł a i m w y z w o l i ć się ze sztampy
modnych w z o r ó w fabrycznych i zacząć projektowanie
b e z p o ś r e d n i o na t k a c k i m warsztacie zgodnie z zasada­
m i techniki, warsztatu. Z kolei dzięki poznaniu techniki
tkania prof. P l u t y ń s k a s t w o r z y ł a znakomite dzieła, t w o ­
rzone bezpośrednio przy warsztacie. N a s t ą p i ł a wzajem­
na wymiana doświadczeń, wzajemna inspiracja, w i o d ą ­
ca zresztą do zbliżonych e f e k t ó w k o ń c o w y c h .
Zapiecze tradycji pozwala we wszystkich takich
przypadkach osiągnąć nowe jakości, zgodne z logiką
techniki i tworzywa a przy t y m zbliżone w efekcie do
typowej dla sztuki ludowej g r a m a t y k i form.
Metoda w s p ó ł p r a c y , lansowana po ostatniej wojnie
przez prof. W a n d ę T e l a k o w s k ą z I n s t y t u t u Wzornictwa
P r z e m y s ł o w e g o , aczkolwiek nie p r z y n i o s ł a z n a c z ą c y c h
e f e k t ó w we wzornictwie p r z e m y s ł o w y m , z a s ł u g u j e na

8

Drzewnego, w y k .

pod

u w a g ę , zwłaszcza w sytuacji szybkiego zaniku żywej
sztuki ludowej. Może mieć ona szczególne znaczenie w
warunkach rozpadu tradycyjnej k u l t u r y chłopskiej i
k r z y ż o w a n i a się r ó ż n y c h w z o r c ó w estetycznych, w okre­
sie, gdy żyjący jeszcze tzw. t w ó r c y l u d o w i w y k o r z y s t u ­
ją swe tradycyjnie nabyte u m i e j ę t n o ś c i w celu w y k o n y ­
wania dla odbiorcy miejskiego adaptowanych ludowopodobnych p r z e d m i o t ó w . Metodzie tej m o ż n a by wróżyć
sukces w praktyce działalności takich instytucji
jak
Cepelia, z a j m u j ą c y c h się p r o d u k c j ą w y r o b ó w o cechach
ludów yth.
W ą t p l i w e natomiast wydaje się, czy metoda ta mo­
że z a p e w n i ć rodzimy wyraz wzornictwu p r z e m y s ł o w e ­
mu. Jako program działania wydaje się sprzeczna z
istotą współczesnego wzornictwa, z mechanizmem m ó d ,
szybko p r z e m i j a j ą c y c h , z p s y c h i k ą odbiorców, nasta­
wionych na s t a ł ą k o n f r o n t a c j ę z k r a j a m i o w y ż s z y m
standardzie ż y c i o w y m . Problemem p o d s t a w o w y m jest
dziś poprawa jakości w y r o b ó w konfekcyjnych, mebli,
tkanin, w y r o b ó w t r w a ł e g o u ż y t k u . Poprawa (między i n ­
nymi) poziomu w z o r ó w , kolorystyki. W modelu rzeczy­
w i s t y m (a nie postulowanym)
współczesnej
kultury,
o g r o m n ą rolę o d g r y w a j ą czynniki z w i ą z a n e z powszech­
n y m d ą ż e n i e m do awansu s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e g o , mie­
rzonego m i ę d z y n a r o d o w y m i wzorcami konsumpcji, przy­
r ó w n y w a n i e m w y r o b ó w nabywanych w Polsce do po­
dobnych zagranicznych, o b o j ę t n i e — zachodnioeuropej­
skich, enerdowskich czy w ę g i e r s k i c h .
Nie przeczy to oczywiście temu, że zawsze przy
o k r e ś l o n e j koniunkturze i s t n i e ć m o ż e sytuacja sprzyja­
jąca dla inspiracji w y r o b ó w p r z e m y s ł u lekkiego s z t u k ą

�l u d o w ą . Czasem przenoszona w formie niemal bezpo­
ś r e d n i e j (hafty), kiedy indziej w postaci wzoru k r o j u ,
d o d a t k ó w i t p . D o ś w i a d c z e n i e wskazuje, że rezultat ta­
kich z a b i e g ó w zależy od:
a — ogólnego t r e n d u w modzie,
b — umiejętności
szybkiego wykorzystania
powstałej
k o n i u n k t u r y przez producenta,
с — talentu p r o j e k t a n t ó w .
W dotychczasowej praktyce p r ó b y masowego lanso­
wania np. p a s i a k ó w nie d a w a ł y d o b r y c h r e z u l t a t ó w .
Ludowe inspiracje w modzie s p r o w a d z a ł y się więc do
kolekcji w y s t a w o w y c h spod znaku haute couture, c h ę t ­
nie pokazywanych w prasie ilustrowanej, telewizji. W y ­
daje się, że r e ż y s e r o w a n e widowiskowo pokazy takiej
mody folklorystycznej s t a j ą się s t a ł y m elementem w
naszej kulturze, t o w a r z y s z ą c w i e l u imprezom masowym.
Pokazy mody inspirowanej s z t u k ą l u d o w ą należą więc
nie tyle do p r z e j a w ó w produkcji p r z e m y s ł u lekkiego,
co przede wszystkim do imprez masowych, b a z u j ą c y c h
na folklorze. Imprez takich jest obecnie bardzo dużo.
Większość z nich dawniej nie i s t n i a ł a , dziś zaś s t a n o w i ą
nieodłączną część w i e l k i c h widowisk w rodzaju woje­
w ó d z k i c h czy o g ó l n o p a ń s t w o w y e h
dożynek,
Cepeliad,
Festiwali, D n i Miast i imprez t o w a r z y s z ą c y c h ś w i ę t o m
narodowym.
I t u dochodzimy do konstatacji bardzo istotnej. O
ile przed o s t a t n i ą w o j n ą problem inspiracji
ludowych
i wykorzystywania poza ś r o d o w i s k i e m w i e j s k i m elemen­
t ó w folklorystycznych
dotyczył przede wszystkim tzw.
sztuki wielkiej i stosowanej — w jej ambitnych prze­
jawach, o tyle obecnie w y s t ę p u j e w kulturze masowej,
powszechnej. Jest to zresztą problem szerszy — doty­
czy bowiem w ogóle relacji m i ę d z y s z t u k ą l u d o w ą a
k u l t u r ą a r t y s t y c z n ą okresu.
1

-

I I . 12. Zbigniew

Z w r ó ć m y u w a g ę — w pierwszym półwieczu inspira­
cje ludowe w istotny s p o s ó b w y s t ę p o w a ł y w twórczości
k o m p o z y t o r ó w (Szymanowski, L u t o s ł a w s k i ) , w i e l k i c h i n s c a n i z a t o r ó w teatru (Leon Schiller, Dejmek), scenogra­
fów, grafików, rzeźbiarzy, a nawet malarzy, że w y m i e ­
nię t u Zofię S t r y j e ń s k a , nie m ó w i ą c już o plastykach
związanych z architekturą wnętrz i sztuką stosowaną.
W ostatnim ć w i e r ć w i e c z u inspiracje takie należą w tych
dziedzinach do rzadkości. Spotyka się j e tylko spora­
dycznie, coraz rzadziej (Rząsa, K i l i a n , K i l a r ) .
Przeszły jednak te inspiracje do dziedzin k u l t u r y
masowej: widowisk popularnych ( m i n . Zespołów P i e ś n i
i T a ń c a „ M a z o w s z e " i „Śląsk"), estradowych, f o l k l o r y ­
stycznych zespołów amatorskich, lekkiej piosenki, bitu,
a nawet jazzu, g r a f i k i reklamowej, plakatu, oprawy ma­
sowych imprez i widowisk, p r z e m y s ł u turystycznego i
pamiątkarskiego.
Z a s t a n a w i a j ą c się nad t y m faktem trzeba zwrócić
u w a g ę na z a s a d n i c z ą z m i a n ę funkcji inspiracji w mo­
delu k u l t u r y , w t y m i k u l t u r y artystycznej.
Na p o c z ą t k u stulecia inspiracje ludowe towarzyszy­
ły awangardzie artystycznej. W sztuce wiejskiej znaj­
dowano sojusznika poscaukiwań t w ó r c z y c h . Odkrywano
tę s z t u k ę na fali p r z e ł a m y w a n i a akademickich k o n w e n ­
cji X I X w i e k u .
Obecnie sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Poszu­
kiwania współczesnej sztuki poszły w innych k i e r u n ­
kach. K r a ń c a m i ich są z jednej strony penetracje psy­
chiki ludzkiej, z drugiej chęć zbliżenia się do nauki,
twórczość laboratoryjna, w wysokim stopniu intelek­
tualna. Poszukiwania i mody m a j ą miejsce poza k r ę ­
giem ludowej sztuki. Przeciwnie — na wzburzonym mo­
rzu w s p ó ł c z e s n y c h p o s z u k i w a ń , mód w z n o s z ą c y c h się
i o p a d a j ą c y c h po c h w i l i na dno — sztuka ludowa staje

Pronaszko, Pieta, rzeźba, gips, 1913. I I . 13. Fragment a d o r u j ą c e g o a n i o ł k a , rzeźba ludowa w drew­
nie, polichromowana

�14

się ostoją tradycji, o d w o ł a n i e m do przeszłości. Zaczyna
działać w i n n y m obiegu informacji.
Szuka się więc w niej nie odrodzenia zagubionych
w a r t o ś c i , czy prawd rudymentarnych,
ale
ludowych
konwencji, czyli tego, co oczywiste i co w ś w i a d o m o ś c i
masowego odbiorcy w i ą ż e się z pojęciem rodzimych
tradycji. Powiedzmy w i ę c e j : jeśli stylistyka ludowa —
nawet w najbardziej stereotypowej wersji — w y s t ę p u j e
dziś w p r z e m y ś l e turystyczno-&lt;gastronomicznym i w re­
klamie, to w ł a ś n i e dlatego, że istnieje w tych dziedzi­
nach potrzeba stereotypu, ł a t w e g o rozpoznania co jest
h i s z p a ń s k i e , a co w ę g i e r s k i e , czy polskie. Dlatego pa­
m i ą t k a narodowa czy regionalna musi o d w o ł y w a ć się
do czytelnego znaku informacyjnego, z a r ó w n o wtedy
gdy jest to p a m i ą t k a tania i masowa, jak i w ó w c z a s
gdy ma charakter unikatowy.
Inspiracje ludowe w k u l t u r z e masowej m u s z ą więc
o d w o ł y w a ć się do tego co znane, oczywiste, charakte­
rystyczne — a więc nie do logiki form, nie do trudno
czytelnych emocji (np. dawnej r z e ź b y kultowej) lecz
do z e w n ę t r z n e j warstwy dekoracyjnej, do ornamentyki.
S z u k a j ą c w dzisiejszej k u l t u r z e uzasadnienia dla i n ­
spiracji folklorystycznych, znajdujemy je, ale nie w sfe­
rze tych w a r t o ś c i , k t ó r e p o r u s z a ł y u m y s ł y i emocje ar­
t y s t ó w z pierwszej polowy
z o wieku.
P r z y g l ą d a j ą c się kosztownej tandecie „na ludowo"
coraz liczniejszych lokali gastronomicznych dostrzec w
nich m o ż n a podobny eklektyzm a nieraz i bezguście,
podobne powierzchowne n a w i ą z a n i e do pseudochlopskich
o r n a m e n t ó w — co w latach osiemdziesiątych ubiegłego
stulecia.

10

15

S t w i e r d z a j ą c t ę s y t u a c j ę bynajmniej nie zamierzam
twierdzić, iż jest nieunikniona i że nie ma dobrych w y ­
j ą t k ó w . D o ś w i a d c z e n i a Cepelii w s k a z u j ą , że m o ż n a p r o ­
d u k o w a ć — i to w skali masowej — wyroby adapto­
wane do w s p ó ł c z e s n y c h potrzeb, osiągające stosunkowo
dolbry poziom. Coraz częściej jednak k r y t y k u j e się je
za brak tego napięcia emocjonalnego, k t ó r e c e c h o w a ł o
dzieła dawnej sztuki ludowej oraz i n s p i r u j ą c e się nią
mistrzowskie p r z y k ł a d y artystycznego r ę k o d z i e ł a . Współ­
czesna sztuka ludowa jest estetyczna i niejako w do­
b r y m guście. Niewiele w niej jednak p o z o s t a ł o z suro­
wości p r y m i t y w u , m a ł o z autentyzmu dawnej sztuki
chłopskiej.
Gdy więc zastanawiamy s i ę , czemu współczesna
sztuka zwana l u d o w ą nie stanowi źródła ciągłej odnowy
i fascynacji współczesnej plastyki — w e ź m y pod u w a g ę
i tę w a ż n ą różnicę. Dawniej artyści obserwowali w o k ó ł
siebie ż y w ą , wciąż dla nich n o w ą s z t u k ę wiejskiego l u ­
du, dziś zaś w y t w o r y , k t ó r e widzą w sklepach i na
wystawach są już swoistą stylizacją, pastiszem dawnej
sztuki ludowej. Nie m a j ą siły przebicia a u t e n t y k ó w . To­
też n i e g d y ś fascynacja m i a ł a charakter spontaniczny,
obecnie zaś n a w i ą z a n i e do ludowej stylistyki jest prze­
w a ż n i e ś w i a d o m i e w y b r a n ą formą. Znacznie silniej dzia­
łać mogą na w y o b r a ź n i ę artysty autentyczne przejawy
sztuki jarmarcznej, plebejskiej, nawet takiej, k t ó r a oscy­
luje na granicy kiczu. Działają zresztą r ó ż n e bodźce,
r ó ż n e inspiracje — w t y m i sztuki p r y m i t y w n e j , egzo­
tycznej, ludowej — n i e z a l e ż n i e od tego gdzie i kiedy
p o w s t a ł e j . A j a k na t y m tle w y g l ą d a rękodzieło a r t y ­
styczne?

�П. 14. Rzeźba w drewnie, praca C z e s ł a w a Dukata, ucznia V k l . Liceum Technik Plastycznych w Zakopanem, w y k .
pod kier. Antoniego Kenara, 1956 г. I I . 15. Fragment Ukrzyżowania,
rzeźba ludowa z Podhala. I I . 16. Tytus Czy­
żewski, Madonna, olej, 1920 г. I I . 17. W. J a s t r z ę b o w s k i , Tragiczna, rzeźba w y k o r z y s t u j ą c a n a t u r a l n y k s z t a ł t
drzewa, w y k . w latach 1940—1947. I I . 18. Wypalony pieii drzewa, 2;akopane.

11

�Otóż p o r ó w n u j ą c s y t u a c j ę z początku wieku i obec­
ną dostrzec m o ż n a z m i a n ę miejsca i r o l i r ę k o d z i e ł a w
modelu k u l t u r y artystycznej. Z m i e n i ł y się funkcje i re­
lacje z i n n y m i dziedzinami twórczości.
Dawniej na osi: sztuka dla s p o ł e c z e ń s t w a — sztuka
elitarna, rękodzieło artystyczne widziało swe miejsce w
służbie szerokich rzesz odbiorców. Rękodzieło m i a ł o za­
p o c z ą t k o w a ć o d n o w ę sztuki, k t ó r a winna była przeni­
kać do życia ludzi. Obecnie miejsce to zajmuje wzor­
nictwo p r z e m y s ł o w e , dizajnerstwo. A l e nastawienie na
m a s o w o ś ć dizajnu przy jednoczesnym zaniku r z e m i o s ł a
niskoiseryjnego sprawia, że rękodzieło artystyczne staje
się przede wszystkim u n i k a t o w y m . Może b y ć ono oczy­
wiście r ó w n i e ż laboratorium nowych form, ale w p i e r w ­
szym r z ę d z i e staje się twórczością dającą s a t y s f a k c j ę
a r t y s t y c z n ą autorom. Cechą tego rękodzieła staje się
jednoczesność procesu m y ś l e n i a i realizacji, emocjonal­
ny stosunek do finalnej postaci dzieła, k t ó r e w o d r ó ż ­
nieniu od w y t w o r u manufakturowego czy p r z e m y s ł o w e ­
go k a ż d o r a z o w o u w z g l ę d n i a momenty zmienne, takie
jak:
—• charakter tworzywa (np. g r u b o ś ć i kolor skóry,
s ł o j e drewna, jego kolor, t w a r d o ś ć ) ,
—• u ż y t e n a r z ę d z i a ,
—• m y ś l artystyczna, s t a n o w i ą c a i n d y w i d u a l n ą od­
p o w i e d ź t w ó r c y na różne bodźce w e w n ę t r z n e i
zewnętrzne,
- odbiorca, a nawet indywidualna osoba, dla k t ó ­
rej się coś tworzy.

12

Tak o k r e ś l o n e rękodzieło artystyczne zbliża się w
swym charakterze do tzw. sztuki czystej, a k t ó r ą traf­
niej byłoby n a z w a ć s z t u k ą n a c e c h o w a n ą semantycznie.
Zbliża sdę w indywidualnej myśli, w szukaniu w e w n ę ­
trznej l o g i k i dzieła, w pierwiastkach emocjonalnych,
k t ó r e nie są komieoane dla spełnienia z a d a ń u ż y t k o ­
wych.
W jakiej mierze rękodzieło takie m o ż e się inspiro­
w a ć s z t u k ą l u d o w ą , być rodzime, a zarazem w s p ó ł c z e s ­
ne? Osiągnięcia sztuki skandynawskiej (zwłaszcza fiń­
skiej), j a p o ń s k i e j a t a k ż e np. R e p u b l i k i E s t o ń s k i e j w
ZSRR dowodzą, że rodzimość i nowoczesność są to po­
jęcia, k t ó r e nie m u s z ą się w y k l u c z a ć . Przeciwnie: ro­
dzimość, bazująca na r ó ż n y c h elementach tradycji i o d ­
r ę b n o ś c i przyrodniczo-geograficznych k r a j u m o ż e wzbo­
g a c a ć k s z t a ł t sztuki nowoczesnej, wnosić w nią nowe
pierwiastki, mieć więc postać szczegółową zjawiska ogól­
nego.
Oczywiste jest, że w pojęciu rodzimości p a r t y c y p u ­
je nie t y l k o sztuka ludowa, a zwłaszcza nie w swej
warstwie z e w n ę t r z n o - d e k o r a c y j n e j .
Rodzimość bowiem
to r ó w n i e ż charakterystyczny typ emocjonalności, spo­
sobu w y r a ż a n i a uczuć, przewaga cech praktycznych ctzy
romantycznych, typ t r a d y c j i religijnej i t d . W Polsce
kanon rodzimości X I X i X X w. w i ą ż e się z t r a d y c j ą
r o m a n t y c z n ą , a podejście emocjonalne widoczne jest
nawet w interpretacji takich k i e r u n k ó w , jak op-art, v i ­
sual-art czy conceptual-art.

�13

�Do żywej tradycji należy więc nie tylko sztuka l u ­
dowa, ale i portret sarmacki, a zwłaszcza trumienny,
prowincjonalna architektura barokowa, t w ó r c z o ś ć pleja­
dy poetów, pisarzy, k o m p o z y t o r ó w , rzeźbiarzy, malarzy
X I X i X X w. (łącznie z polskim ekspresjonizmem, for­
mizmem i koloryzmem). Do tradycji należy z a r ó w n o
ś w i a d o m o ś ć w ł a s n e j historii j a k i pejzaż wiejskich r ó w ­
nin i m a ł y c h miasteczek, r y t m życia, tempo — inne
prz&amp;oież w P a r y ż u czy Moskwie, a inne w Warszawie,
K r a k o w i e czy Katowicach.
P a t r z ą c na dzieła polskich a r t y s t ó w wystawiane na
Quadriannale w Erfurcie odczuwam ich w s p ó l n ą cechę,
n i e z a l e ż n i e od gatunku indywidualnych
talentów. Są­
dzę, że jest nią autentyzm kreacji, nie sięgający po
m a s k ę stylizacja, choćby ludowej. Być m o ż e nie u m i a ł ­
bym w i d z ą c j a k i ś jeden przedmiot z a s z e r e g o w a ć go do
konkretnej ekspozycji narodowej, ale odczuwam s p ó j ­
ność wszystkich tych prac, podobne zaplecze tradycji,
podobny stosunek do rzeczy, k t ó r e się tworzy.
Przychodzi m i w ó w c z a s na m y ś l emocja z j a k ą
wiejski młodzieniec zdobił przęślicę czy inny podarunek
dla swej narzeczonej, to z a a n g a ż o w a n i e , k t ó r e sprawia,
iż rzecz pozornie podobna do innych, ma jednak w ł a s ­
ny wyraz, jest rezultatem nie t y l k o wiedzy, tradycji,
ale i t w ó r c z e g o napięcia.
Ta sztuka bliska jest ludowej nie przez z e w n ę t r z n ą
s z a t ę ornamentu, lecz przez szacunek dla tych samych
w a r t o ś c i , k t ó r e legły u podstawy chłopskiego r ę k o d z i e ­
ła, chłopskiej sztuki.
Sytuacja współczesnej
kultury
sprzyja tworzeniu
dzieł, k t ó r e człowiek znużony zalewem rzeczy i i n f o r ­
macji odczuwa j e d n o c z e ś n i e jako w s p ó l n e grupie (i
23

�Wykorzystanie m o t y w ó w w y c i n a n k i ludowej: i l . 22. O k ł a d k a proj. Zygmunta K a m i ń s k i e g o , 1928 г.; i l . 23. Dekora­
cja A l . Ujazdowskich w Warszawie podczas Festiwalu Młodzieży, 1955 г.; i l . 24. Tkanina z I W P , projekt, przez
zespół wycinankarek opoczyńskich pod kier. art. p l . Aleksandry L e w i ń s k i e j . I I . 25. Inspiracje ludowe w modzie.
Ponczo i tunika „ k r a k o w s k i e " , w g projektu K . T r z c i ń s k i e j , „Moda Polska", 1970 г. I I . 26. Karczma „ R z y m " w Su­
chej Beskidzkiej

15

�27

П. 27. W n ę t r z e polskiej ekspozycji na I V Quadriennale w Erfiurcie z a a r a n ż o w a n e
linę J a s t r z ę b o w s k ą (komisarza działu
polskiego)

przez to sobie bliskie) a zarazem i n d y w i d u a l n e ,
nie identyczne z t y m co go otacza. W tej dialektyce
potrzeb dostrzegam w a ż n ą szansę dla rękodzieła a r t y ­
stycznego. W świecie w a r t o ś c i coraz bardziej skomer­

przez

Ha­

cjalizowanych sztuka staje się o b r o n ą tego co najcen­
niejsze — humanistycznej postawy, t r w a ł y c h w a r t o ś c i
duchowych. Jest ona j e d n ą z form ochrony ś r o d o w i s k a
w e w n ę t r z n e g o przed zanieczyszczeniem.

PRZYPISY
1

Referat wygłoszony podczas sympozjum na I V
Quadriennale R ę k o d z i e ł a Artystycznego k r a j ó w socjali­
stycznych w Erfurcie (NRD), 22 maja 1978 r.
L . Grabowski, Jan Szczepkowski,
„Przegląd A r ­
tystyczny" 1964, nr 6 s. 6.
W. Jastrzębowski,
Geneza,
program i wyniki
działalności
Warsztatów
Krakowskich i Ładu, „Pol. Szt.
bud.", R. V I , 1S52, mr 1.
Osiemdziesięciu a r t y s t ó w polskich zdobyło 36
2

3

1

Grand Prix, 31 odznaczeń honorowych oraz 60 ozłotych
medali.
J. W a r c h a ł o w s k i , Wycinanki, „ P r z e g l ą d Warszaw­
s k i " 1924, s. 74.
Buszek w y p r a c o w a ł m e t o d ę w s p ó ł p r a c y pedagoga-animatora z dziećmi i młodzieżą jeszcze przed 1920
r. Por. S t a n i s ł a w Ignacy Witkiewicz, Teoria Antoniego
Buszka a odrodzenie Sztuki Czystej (w:) Nowe formy
w malarstwie i тле pisma estetyczne, Warszawa 1959.
5

0

Fot.: E . Ciołek — il. 27; T. Cissowski — il. 24; S. Deptuszewski — П. 1, 5, 9, 13, 15, 22; J . Grabowski — il 10; J . Grelowski —
il. 3; Л. Jackowski — il. 18; Z. Kamykowski — il. 20; T. Każmierski — il. 4; W. Mądroszkie wicz — il. 7; W. S ł a w n y — il. 23;
J . Świderski — il. 14, 16, 19, 21; W. Wolny — il. 12

16

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10461" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10439">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/345fdcfe8b815c0f997eaf140a9edb5b.pdf</src>
        <authentication>e31f959be51df0ce96a695d9d1cfcb1a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124528">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3497</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124529">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124530">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3278</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124531">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124532">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1, s.63-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124533">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124534">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124535">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124536">
                <text>do spraw m u z e ó w i s k a n s e n ó w w
Polsce pod przewodnictwem dr Fr.
M i d u r y . Udział wzięło k i l k u n a s t u
dyrektorów skansenów, etnografów
i h i s t o r y k ó w sztuki.

25.IX—15.X — w Szczecinie, na
zamku Książąt Pomorskich otwar­
to I Biennale Plastyki Amatorskiej
Krajów
Nadbałtyckich.
Pokazano
ok. 1000 prac a u t o r ó w z Ł o t w y ,
L i t w y , Estonii, NRD, Szwecji i Pol­
ski.

14—16.XI — w B i a ł o w i e ż y od­
było się I V Ogólnopolskie semina­
r i u m z cyklu „ K u l t u r a w gminie"
na temat w s p ó ł c z e s n e j twórczości
artystycznej wsi. Referat3 wygłosi­

7,8.XI — w Muzeum Wsi L u ­
belskiej o b r a d o w a ł zespół badawczy

S

U

M

M

A

R

r

I

E S

•

l i doe. dr B r o n i s ł a w G o ł ę b i o w s k i ,
prof. Józef Burszta i dr Roch Su­
lima.

*
W m i e s i ą c a c h letnich w całej
Polsce organizowano plenery dla
twórców
ludowych i
amatorów.
Prace plenerowe prezentowano na­
s t ę p n i e na wystawach, część z nich
p r z e k a z u j ą c na d e k o r a c j ę i n s t y t u cji-gospodarzy.

Р

Е

З

Ю

М

Е

SUMMARY O F A R T I C L E S
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i — F O L K A R T I N PO­
L I S H CONTEMPORARY ARTISTIC CULTURE

Irena
LING

Domańska-Kubłak

— GOING

CAROL­

The author draws attention to the fact that people
have looked for different things i n folk art at different
times and that its position i n the general model of c u l ­
t u r e has changed as w e l l . The romantics saw different
values i n i t , still others were noted by the ideologists
of the national style. For them the style, the ornamen­
tation was i m p o r t a n t . B u t as early as 1901 young ar­
tists oaf the applied art school saw i n folk art a logic
i n construction, composition, ornament, a respect for
materials, tools and technique. The experience of the
folk artists became for them a school of functional
t h i n k i n g . Ten years later Skoczylas and the formists
discovered the logic and expression of the sculpture,
the wood out, the painting. Folk art became i n Poland
what African sculpture and masks were to the european avant garde. I t accompanied the breakthrough
away from academic convention towards new artistic
discoveries.
Folk art becomes — up to the fifties — one of the
most important sources of inspiration for our artistic
culture. Simultaneously the experiences of cooperation
between the artist animator and the w o r k i n g class or
r u r a l creator brings interesting results.
After the fifties the place of folk art clearly chan­
ges i n our culture. I t ceases to inspire contemporary
artists and instead becomes a very important part of
mass culture. The artistic rank of folk sculpture or
paintings on glass is lowered but they become u n i v e r ­
sally k n o w n , popularised by many exhibitions, compe­
titions, festivals, television programmes and i n the i l l u ­
strated press as w e l l as i n books and albums.
Folk motifs now come up i n songs, i n rock music,
i n advertising posters and graphics i n general as w e l l
as i n large scale spectator events and especially i n the
tourist industry, i n gastronomies and i n the souvenir
business.
Folk art no longer accompanies the avant garde.
Contemporary artists have today gone their separate
way. The situation has changed a 180 degrees. Against
the background of modern day fashion and changes in
art folk art has become a bastion of t r a d i t i o n and an
invocation of the past. I t is no longer a place where
one seeks new truths but rather easily recognizable
native patterns. I t is to the external aspect that one
turns first and foremost, to the style, the folk motifs.
References to folk traditions today are rather more
conscious than i n the past when they were sponta­
neous. But i n the past artits were surrounded by a
l i v i n g folk art and now they refer to w o r k k n o w n
from exhibitions, books, museums. I n the past they
were struck by the authenticity of r u r a l art, today
they see around them patiche and adaptations.
I n the last part of the article the author discusses
contemporary artistic handicrafts i n Poland. He points
also to the experience of Finnish and Japaneses art
and of the Soviet Baltic Republics which shows that
native values cam be l i n k e d i n the crafts to modernity.
A n d native qualities do not morely derive from folk
art but come f r o m the artists experiences i n the h i ­
story of a country.

R u r a l Christmas customs were closely tied to ve­
getative and agrarian symbolism as w e l l as to the sym­
bolism associated w i t h A l l Soul's Day. This at first
glance strange j u x t a p o s i t i o n does have a certain logic
behing i t . The souls of ouir forefathers have come back
to earth to become the protectors of the crops and the
bringers of good harvests. The custom of going carol­
ling from house to house w i t h an old man, a goat,
stork, a giant or other figures also has a sense con­
nected w i t h the vegetation and A l l Soul's Day. The
rounds were made between 2 4 . X I I . and 6.1 (chrismas
eve and the feast of the three kings) wishing the head
of the house and the inhabitants a l l of the best.
T h e goat, the bear, the stork, auroch or the cock
were a l l linked i n popular belief w i t h f e r t i l i t y . These
same figures also come up i n Easter customs that is
at a period w h e n everything is coming to life, spring.
The author has analised many folklore documents
and draws attention to the role straw plays, both i n
the dress of the carollers as w e l l as i n the Christmas
customs. Straw as w e l l as the other requisites and ac­
tions performed by the carollers are a l l closely connec­
ted w i t h steps to ensure f e r t i l i t y .
On one of t h e days i n the period between the 26
X I I and 2.H t h e „ H e r o d s " are enacted, a folk version
of the medieval mysteries. I n these there is also an
element of this agrarian symbolism. A j e w wishes a
good harvest and f e r t i l i t y . I t was also typical for this
symboilisim to have devils p l a y i n g pranks etc. Here also
we come across death and a conning to life, i n sum
analogical figures and requisites to those of the carol­
lers. The j e w plays a role similar to t h a t of t h e old
man. Both wear a sheepskin coat t u r n e d inside out
(like straw). The death of herod and t h e b i r t h of Christ
have the same sense as the death and the coming to
life of the goat i n t h e carolling custom. The author
albo sees t h e appearance of the same elements of vegetatational magic both among the herods as the ca­
rollers.

J a n K u r e k — T H E TREE O F L I F E - T H E A L T A R
OF T H E A S S U M P T I O N OF T H E F A M I L Y - B Y S T A ­
NISŁAW MAJEWSKI.
The author discusses S. Majewski's altar w h i c h was
done in 1978. H e analyses the scenes on the altar i n
the context of t h e artist's belifes. T h e altar is a sum­
ming up and at the same t i m e a development of the
sculpture's viwes w h i c h the author has already w r i t t e n
about i n Folk A r t (4—1977). K u r e k ' s analyisies of the
ideological 'content of the altar is based on conversa­
tions w i t h the sculptur. H e distinguishes t w o sets of
scenes out of the 24 i n the altar: one represents the
„open w o r l d " and the second the „closed w o r l d " w h i c h
aims at getting t h e viewer to reflect on the nature of
this w o r l d . Majewski's interpretation of various biblical
themes is peculiar to h i m and is a far cry f r o m theo­
logical rectitude.

63

�Teresa
Kopania
ABRAMIUK

— THE

WORK

OF

MARIA

The article shows Maria A b r a m i u k , a folk artist
from C h m i e l ó w near Parczew and her woirk.
Born i n 1914 she has made ornaments (spider's, f l o ­
wer arrangements, paper cut outs) and religious objects

(painted easter eggs, wedding cakes called korowaje)
from childhood. For к о т е yrors now she has been p a i n ­
ting on glass.
The influence of t h e old, t r a d i t i o n a l patterns of
folk arts i n the Podlasie region is visible i n her w o r k .
Maria A b r a m i u k adapts and passes i t on i n the f o r m
in 'Which she remembers i t .

PE3 ЮМЕ
А л е к с а н д р Я ц к о в с к и — НАРОДНОЕ ИСКУС­
СТВО
В
СОВРЕМЕННОЙ
ХУДОЖЕСТВЕННОЙ
КУЛЬТУРЕ ПОЛЬШИ
А в т о р отмечает, что на р а з н ы х э т а п а х и з у ч е н и я
народного и с к у с с т в а в н е м и с к а л и чего то нового
и в с я к и й р а з ему отводилось иное место в м о д е л и
к у л ь т у р ы . Одни ценности н а х о д и л и в н а р о д н о м и с к у с ­
стве р о м а н т и к и , иного рода ценности н а х о д и л и в нем
под к о н е ц п р о ш л о г о в е к а идеологи народного стиля.
Д л я н и х в а ж н ы б ы л и с т и л е в ы е особенности, о р н а ­
мент. О д н а к о , у ж е в
1901 г. м о л о д ы е х у д о ж н и к и ,
интересовавшиеся прикладным искусством подчерки­
в а л и в народном и с к у с с т в е л о г и к у к о н с т р у к ц и и , к о м ­
позиции, о р н а м е н т а , у в а ж н и е к м а т е р и а л у , и н с т р у ­
менту, т е х н и к е р а б о т ы . О п ы т н а р о д н ы х м а с т е р о в стал
для них искусством функционального
мышления.
Д е с я т ь л е т спустя С к о ч и л я с и ф о р м и с т ы о б р а т и л и
в н и м а н и е па л о г и к у и э к с п р е с с и ю с к у л ь п т у р ы , г р а ­
в ю р ы н а д е р е в е , ж и в о п и с и . Н а р о д н о е искусство в
П о л ь ш е стало т е м , ч е м б ы л и н е г р и т я н с к а я с к у л ь п ­
т у р а и м а с к а д л я европейского а в а н г а р д а . Это и с к у с ­
ство с о п у т с т в о в а л о п р е о д о л е н и ю а к а д е м и ч е с к о й к о н ­
венции и новым художественным поискам.
В п л о т ь до п я т и д е с я т ы х годов н а р о д н о е искусство
я в л я л о с ь одним и з в а ж н ы х и с т о ч н и к о в в д о х н о в е н и я
н а ш е й художественной культуры. Одновременно на­
коплялся опыт и формировалось сотрудничество х у ­
дожника-вдохновителя с умельцами крестьянами или
р а б о ч и м и . Это с о т р у д н и ч е с т в о д а в а л о и н т е р е с н ы е р е ­
зультаты.
П о с л е п я т и д е с я т ы х годов место народного и с к у с ­
ства в м о д е л и к у л ь т у р ы о п р е д е л е н н о п е р е м е н и л о с ь .
Оно у ж е не
интересует
современных художников
и с т а н о в и т с я очень в а ж н ы м с л а г а е м ы м п о п у л я р н о й
массовой к у л ь т у р ы ; ослабевает х у д о ж е с т в е н н о е з н а ­
ч е н и е н а р о д н ы х с к у л ь п т у р и л и к а р т и н на стекле, но
н а р я д у с этим о н и приобретают о б щ у ю и з в е с т н о с т ь
благодаря
многочисленным выставкам,
конкурсам,
фестивалям, телепередачам и иллюстрированной пе­
чати, к н и г а м , а л ь б о м а м .
Народные мотивы встречаются в песенке, в произ­
ведениях биг-битовских ансамблей, а рекламной гра­
фике, в плакате, в оформлении массовых зрелищ,
в особенности ж е в п р о м ы ш л е н н о с т и д л я н у ж д т у р и з ­
ма, в с у в е н и р н ы х и з д е л и я х , в гастрономии.
В н а с т о я щ е е в р е м я н а р о д н о е и с к у с с т в о н е сопут­
ствует а в а н г а р д у . П о и с к и с о в р е м е н н ы х х у д о ж н и к о в
идут в д р у г и х н а п р а в л е н и я х . П о л о ж е н и е и з м е н и л о с ь
на 180 градусов. И м е н н о на ф о н е современной м о д ы
и и з м е н е н и й в и з о б р а з и т е л ь н о м и с к у с с т в е — народное
творчество с т а н о в и т с я о п л о т о м т р а д и ц и й , о б р а щ е н и е м
к п р о ш л о м у . И т а к , в народном т в о р ч е с т в е и щ у т не
н о в ы х истин, а з н а к о м ы х о т е ч е с т в е н н ы х образцов.
П р е ж д е всего о б р а щ а е т с я в н и м а н и е
на
внешнее
о ф о р м л е н и е , на с т и л ь па н а р о д н ы е м о т и в ы .
В настоящее время связь
с народной традицией
поддерживается совершенно сознательно, а прежде
это б ы л о с п о н т а н н ы м я в л е н и е м . Н о п р е ж д е х у д о ж ­
н и к и б ы л и о к р у ж е н ы а т м о с ф е р о й ж и в о г о народного
искусства, а н ы н е , они и щ у т в д о х н о в е н и я в п р о и з в е ­
д е н и я х , с к о т о р ы м и п о з н а к о м и л и с ь на в ы с т а в к а х ,
ч и т а я к н и г и , п о с е щ а я м у з е и . Р а н ь ш е их у в л е к а л а
п о д л и н н о с т ь д е р е в е н с к о г о искусства, н ы н е о н и в и д я т
в о к р у г себя п а с т и ш ь и а д а п т а ц и и .
В заключительной части статьи автор рассматри­
вает современное х у д о ж е с т в е н н о е ремесло в П о л ь ш е .
Отмечает т а к ж е д о с т и ж е н и я ф и н с к о г о
и японского
искусства, д о с т и ж е н и я х у д о ж н и к о в с о в е т с к и х п р и ­
б а л т и й с к и х р е с п у б л и к . Все это с в и д е т е л ь с т в у е т о том,
что м о ж н о в р е м е с л е сочетать о т е ч е с т в е н н ы й х а р а к ­
тер с современностью. О д н а к о о т е ч е с т в е н н ы е э л е м е н ­
т ы м о ж н о н а й т и не т о л ь к о в н а р о д н о м т в о р ч е с т в е ,
но и в д р у г и х в и д а х и с к у с с т в а в истории с т р а н ы .

Ирена Доманьска-Кубяк
ЗНАЧЕНИЕ КОЛЯДОВАНИЯ

— ВЕГЕТАТИВНОЕ

Д е р е в е н с к и е р о ж д е с т в е н с к и е о б р я д ы , б ы л и тесно
связаны с вегетативно-аграрной и поминальной сим­
в о л и к о й . Это с т р а н н о е с виду сочетание о б л а д а е т
своеобразной л о г и к о й . В е р н у в ш и е с я на з е м л ю д у ш и
п р е д к о в , с т а н о в и л и с ь п о к р о в и т е л я м и сельского х о ­
зяйства и ниспосылали урожай. Вегетативное и поми­
н а л ь н о е з н а ч е н и е имеет т а к ж е о б ы ч а й к о л я д о в а н и я ,
х о ж д е н и я о т одной и з б ы к другой с дедом, козой,
аистом, т у р о м и д р у г и м и п е р с о н а ж а м и .
Соседей о б х о д и л и 24 д е к а б р я — 6 я н в а р я (т.е.
начиная с сочельника, кончая крещением), ж е л а я
х о з я е в а м и п р и с у т с т в у ю щ и м всякого б л а г о п о л у ч и я .
К о з а , м е д в е д ь , аист, т у р либо п е т у х по н а р о д н ы м
в е р о в а н и я м в я ж у т с я с плодородием. Те ж е п е р с о н а ж и
выступают и в п а с х а л ь н ы х обрядах, следовательно
весной, когда в с я п р и р о д а п р о б у ж д а е т с я к ж и з н и .
Автор анализирует многочисленные фольклорные
материалы, отмечая роль соломы в костюмах коляд­
ч и к о в , к а к и в р о ж д е с т в е п п ы х о б р я д а х . Солома а т а к ­
ж е другие р е к в и з и т ы и д е й с т в и я к о л я д ч и к о в тесно
с в я з а н ы с м е р о п р и я т и я м и , способствующими у р о ж а й ­
ности. В один и з дней, в период м е ж д у 26 д е к а б р я
и 2 ф е в р а л я ставятся „Ироды" — народная версия
средневековых мистерий. Автор и в них
отмечает
э л е м е н т ы а г р а р н о й с и м п о л и к и . Е в р е й в своих п о ­
з д р а в л е н и я х ж е л а л у р о ж а я и плодовитости. Т и п и ч ­
н ы м и д л я этой с и м в о л и к и б ы л и т а к ж е р а з л и ч н ы е
п р о к а з ы ч е р т е й и т.д. З д е с ь о п я т ь т а к и в ы с т у п а ю т
смерть и воскрешение — в общем аналогичные р е к в и ­
зиты, к а к у колядчиков. Итак, еврей исполняет роль
дела. И е в р е й и д е д о д е т ы в т у л у п ы , в ы в е р н у т ы е
м е х о м н а р у ж у (реквизит а н а л о г и ч н ы й соломе). С м е р т ь
Ирода и р о ж д е н и е Х р и с т а имеют в м и с т е р и я х т а к о й
ж е смысл, к а к смерть и в о с к р е ш е н и е к о з ы в к о л я д ­
н ы х о б р я д а х . А в т о р у к а з ы в а е т , что к а к в „ И р о д а х " ,
так и в колядовании выступает 6 одинаковых эле­
ментов в е г е т а т и в н о й магии.
Я н К у р е к — ДЕРЕВО Ж И З Н И — АЛТАРЬ ВОЗНЕ­
СЕНИЯ СВЯТОГО СЕМЕЙСТВА Р А Б О Т Ы СТАНИ­
СЛАВА МАЕВСКОГО
А в т о р о п и с ы в а е т в ы п о л н е н н ы й в 1978 г. С. М а е в ским а л т а р ь , а н а л и з и р у я с о д е р ж а н и е п р е д с т а в л е н н ы х
в нем сцен в к о н т е к с т е м и р о в о з з р е н и я х у д о ж н и к а .
А л т а р ь о т о б р а ж а е т итоги и р а з в и т и е т е х в з г л я д о в
с к у л ь п т о р а , о к о т о р ы х а в т о р п и с а л в номере 4 —
1977 г. Н а основе бесед с х у д о ж н и к о м К у р е к подробно
а н а л и з и р у е т идейное с о д е р ж а н и е а л т а р я . С р е д и 24
частей он в ы д е л я е т д в е г р у п п ы сцен: одна г р у п п а
п р е д с т а в л я е т „ м и р в н е ш н и й " , в т о р а я „мир в н у т р е н ­
ний", к о т о р ы й в ы з ы в а е т у з р и т е л е й р а з м ы ш л е н и я
относительно с у щ н о с т и мира. В своей работе М а е в с к и й
своеобразно и н т е р п р е т и р у е т б и б л е й с к и е с ю ж е т ы и его
и н т е р п р е т а ц и я д а л е к а от теологического подхода.
Т е р е с а К о п а н я — ТВОРЧЕСТВО МАРИИ АБРАМЮК
Статья посвящена личности и творчеству Марии Абрамюк, н а р о д н о й х у д о ж н и ц ы и з Х м е л ё в а б л и з П а р ч е в а .
М а р и я А б р а м ю к р о д и л а с ь в 1914 г. и с д е т с к и х
лет з а н и м а е т с я в ы п о л н е н и е м р а з л и ч н ы х у к р а ш е н и й
(пауки, б у к е т ы цветов, в ы р е з к и
и з бумаги) и п р е д ­
метов обрядового х а р а к т е р а , к а к п и с а н к и , свадебное
печение, н а з ы в а е м о е к а р а в а л я м и . К р о м е того у ж е
с в ы ш е 10 лет х у д о ж н и ц а з а н и м а е т с я р и с о в а н и е м на
стекле.
В р а б о т а х М а р и и А б р а м ю к м о ж н о отметить в л и ­
я н и е с т а р ы х т р а д и ц и о н н ы х о б р а з ц о в народного и с к у с ­
ства П о д л я с ь я , к о т о р ы е она а д а п т и р у е т и о т о б р а ж а е т
в т а к о й ф о р м е , к о т о р а я с о х р а н и л а с ь в ее п а м я т и .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10460" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10438">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ff17e232111841efd9084287e6a2fb83.pdf</src>
        <authentication>5df143b9ef0a3694e8ca37a7e0fd39a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124519">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3499</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124520">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124521">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3279</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124522">
                <text>Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124523">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124524">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124525">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124526">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124527">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XXXIII

•

1979

•

Nr

2

polska sztuka ludowa

W R O C L A W
W A R S Z A W A
K R A K Ó W
G D A Ń S K
ZAKŁAD N A R O D O W Y I M I E N I A OSSOLIŃSKICH, W Y D A W N I C T W O POLSKIEJ A K A D E M I I NAUK

�CONTENS
Roman

Reinfuss, T h e i n f l u e n c e of c r a f t s p r o d u c t i o n of religious articles on

folk
Lech
Ewa

stone -sculpture

Mróz,

Gypsy

67

wagons

77

Fryś-Pietraszkowa, T h e nationad f o l k p o t t e r y contest i n Toruń .

Janina

Łukasiewicz, S o m e .problems of f o l k ceramics

i n Poland,

.

.

reflections

on t h e collection i n t h e E t h n o g r a p h i c M u s e u m i n Toruń
A d a m Bartosz, Palamenter
Antoni

K r o h , Letters

Karpaty

region

107

— a folk barometer

after

the first

i n Poland,

contest

of

95

i l l
modern

folk

sculpture i n

1972

113

REVIEWS

Aleksander
in
Anna

Jackowski, Marian

Pokropek,

Atlas

of

jolk

art

and

folklore
116

Poland
Kutrzeba-^Pojnairowa,

Krzysztof

Woźniak, M o r e

Serbske

about artistic

q u e s o n a p a p e r toy T . M . T r a j d o s
CHRONICAL
SUMMARY

РЕЗЮМЕ

I—III
OF

1979

ARTICLES

narodne

drastioy,

t. 5

h a n d i c r a f t of Polish

121
Spisz

(remar-

i n „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " n r 2, 1978)

123
125
12(i

127

R E D A G U J E Z E S P Ó Ł : A l e k s a n d e r J a c k o w s k i ( r e d . nacz.), J a d w i g a J a r n u s z k i e w i czowa, A n n a Kunczyńska-Iracka, J a n K r z y s z t o f M a k u l s k i , Jerzy Łoziński, Jacek
O l ę d z k i , R o m a n R e i n f u s s (z^ca
{z-са r e d . nacz.).
Sekretarz r e d a k c j i — E w a Oźminkowska. R e d a k t o r technicz ny — H a l i n a Żele­
c h o w s k a . T ł u m a c z e nniiaa — K r z y s z t o f Bobiński (ang.) i N
Naatt aa l i a Stasińska
(ros.).
Serwis fotograficzny — Jan Swiderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10433" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10411">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2ae2d4d6aa846068b3b2d773fc1e619f.pdf</src>
        <authentication>1d27b27974271e4404642a6bc6c89362</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3384</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124092">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124093">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124094">
                <text>Biografia i twórczość. O Bronisławie Krawczuku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124095">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.27-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124096">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124097">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124098">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124099">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124100">
                <text>Aleksander Jackowski
BIOGRAFIA I TWÓRCZOŚĆ, O BRONISŁAWIE KRAWCZUKU

Biografia

o d g r y w a s z c z e g ó l n e znaczenie p r z y opisie

twór­

emocjonalnym, osobistym. Zwłaszcza w tych przypadkach, g d y

czości z a l e ż n e j n i e m a l w y ł ą c z n i e o d n a k a z ó w i d y s p o z y c j i wew­

d z i e ł o zawiera w sobio w a r s t w ę s y m b o l i c z n ą , g d y jest

n ę t r z n y c h t w ó r c y . Czym bliżej znajdujemy

kompensacji — b i o g r a f i a a r t y s t y s t a n o w i ć m o ż e i s t o t n y k l u c z

się „ n a t u r y " , t y m

mniejszy w p ł y w c z y n n i k ó w z e w n ę t r z n y c h , k u l t u r o w y c h .

Czło­

w i e k , m a l u j ą c y z w ł a s n e j p o t r z e b y , bez w z o r ó w , bez s c h e m a t ó w

do zrozumienia

sensu d z i e ł a , d i a l o g u c z ł o w i e k a

M o ż n a p o w i e d z i e ć , że i m s ł a b s z a jest i n t e r w e n c j a

ze

formą

światem.

świadomości

prawda

t w ó r c y , i m mniejsza jego wiedza o p r ą d a c h , s t y l a c h , f o r m a c h

r ó w n i e ż z w i ą z a n y ze s w y m czasem i miejscem, ale t e z a l e ż n o ś c i

w y r a z u , t y m w i ę c e j w s k a z ó w e k do zrozumienia jego d z i e ł m o ż e

s ą w jego dziele mniej u c h w y t n e i m n i e j w a ż n e . Zapis ż y c i a ,

d a ć biografia.

narzucanych

m u przez e p o k ę czy ś r o d o w i s k o jest co

determinanty wynikające z osobowości, potencjału intelektual­

Badania

t w ó r c z o ś c i „ n a i w n e j " , czy

jak-ją-tam-zecheemy-

nego, k o n f l i k t ó w , s t r e s ó w , t r w a ł y c h n a p i ę ć o k r e ś l a j ą w znacznio

n a z w a ć , zmusza do szukania przede w s z y s t k i m i n d y w i d u a l n y c h

w i ę k s z y m s t o p n i u charakter t w ó r c z o ś c i l u d z i „ s p o z a ś r o d o w i s k a " ,

czynników, wpływających

n i ż osadzonych

sztukę

w y r a z s y m b o l i c z n y i s p o s ó b u j ę c i a . N i e w y s t a r c z y w nich o d w o ­

silnie w k u l t u r z e . D l a t e g o p a t r z ą c na

na c h a r a k t e r

dzieła,, na jego

treść,

l u d o w ą nie m u s i m y w istocie niczego w i e d z i e ć o k o n k r e t n y m

ł a n i e się do ś r o d o w i s k a , k u l t u r y , s c h e m a t ó w a r t y s t y c z n y c h , nie

garncarzu c z y m a l a r z u . K a ż d y ż y c i o r y s „ l u d o w y " m o ż e b y ć cie­

w y s t a r c z y t e ż doszukiwanie się a n a l o g i i (opisanie

k a w y , ale nie t ł u m a c z y c h a r a k t e r u t w ó r c z o ś c i . T a jest b o w i e m

przez p r z y r ó w n a n i e go do j u ż znanego). T r o p i e n i e a n a l o g i i i za­

przede w s z y s t k i m r e z u l t a t e m

zbiorowej m y ś l i i p r a c y .

Kiedy

nieznanego

p o ż y c z e ń jest oczywiście pomocne w i n t e r p r e t a c j i s z t u k i , wskazu­

j e d n a k z a j m u j ę się N i k i f o r e m w a ż n e s ą jego m y ś l i , t o co k s z t a ł ­

j e b o w i e m na preferencje,

t o w a ł o jego o s o b o w o ś ć , a co za t y m idzio t w ó r c z o ś ć . N a t o m i a s t

stwa

J u s t y n a Grzegory czy C z e s ł a w a K o n o p k ó w n a s ą w p i e r w s z y m

2&gt;ostrzeżcnia d z i e ł a , w r ę c z niebezpieczny,

r z ę d z i e k o n t y n u a t o r k a m i t r a d y c j i , i ona t o w ł a ś n i e (a nie oso­

dywidualność dzieła i twórcy.

p o k r e w i e ń s t w a m y ś l i czy p o d o b i e ń ­

w e w n ę t r z n e , alo jest t o w ł a ś c i w i e t y l k o p i e r w s z y

etap

kiedy przesłania i n ­

b o w o ś ć a r t y s t y ) s t a n o w i p u n k t odniesienia. T r a d y c j a oraz ś r o ­

K l a s y f i k a c j e s ą pomocne, z w ł a s z c z a w t e d y , k i e d y opisywacz

dowisko. W i ą ż e się t o o c z y w i ś c i o ze stopniem ekspresji osobo­

porusza się po n o w y m , n i e p e w n y m gruncie, zdany t y l k o na w ł a s n ą

w o ś c i w dziele, z nasyceniem o b r a z u c z y - r z e ź b y p i e r w i a s t k i e m

intuicję.

Pozwalają

uchwycić

związki,

sformułować

pytania

27

�П. 1. B r o n i s ł a w Kra"wczuk z c ó r k ą i s y n e m ; i l . 2. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Kraków,

A l e p o r ó w n u j ą c i s z u f l a d k u j ą c w c i ą ż j e s t e ś m y zdani na

swoją

i l . 3. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Gliwice w zimie

niepoznawalnego,

refleks w i e l k i e j t a j e m n i c y , k t ó r a

nas

w r a ż l i w o ś ć , n a s u b i e k t y w i z m s k o j a r z e ń i ocen, a w i ę c na pozna­

otacza i jest cudowna w ł a ś n i e przez t o , że jest. C z y ż i s t n i a ł y b y

nie nie t y l e n a u k o w e , co i n t u i c y j n e .

religia, sztuka, d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z a , n a u k a , w y o b r a ź n i a ,

K i e d y ś t o m n i e m a r t w i ł o , zło w i d z i a ł e m
warsztatu

pisarskiego,

Dlatego szukałem

w za m a ł e j

natarczywie

w

świadomości

przynajmniej

wraż­

niedostatkach

liwość, i n t u i c j a , fantazja — g d y b y ilość p y t a ń b y ł a s k o ń c z o n a ,

artystycznej.

a o d p o w i e d z i m o g ł y z a l e ż e ć t y l k o o d czasu i ś r o d k ó w przezna­

pozorów

nauko­

czonych na ,,badania p o d s t a w o w e " ?

Z a j m u j ą c się od wielu lat

op is

s z t u k ą , ze s m u t k i e m k o n s t a t u j ę , że coraz m n i e j r o z u m i e m jej

c z ł o w i e k a , w socjologizowanio. C z y n i ę to i teraz, m o ż e z j e d n ą

fenomen, ż e p r z y b l i ż a j ą c się do celu, w i d z ę go w coraz w i ę k s z e j

różnica. — zdaję, sobie s p r a w ę nie t y l k o z w ł a s n y c h o g r a n i c z e ń ,

o d d a l i . C z y m jest

ale i n i e m o ż n o ś c i d o t a r c i a do sedna, pochwycenia

k t ó r y się niespodzianie

wych

zabiegów.

Budowałem

klasyfikacje,

uciekałem

w

istoty pło­

m i e n i a " . M o ż e m y t y l k o u s i ł o w a ć lepiej i precyzyjniej go o p i s a ć .
Opisując,

dochodzimy jednak

zawsze do j a k i e g o ś

progu,

niesprzyjających

b o w i e m o l ś n i e n i e malarskie ? C z y m

talent,

p o j a w i a w najbardziej, z d a w a ł o b y się,

okolicznościach ? S k ą d

się bierze

dojrzałość,

niewiadomo j a k o s i ą g n i ę t a ? Co b y ł o s z k o ł ą w r a ż l i w o ś c i F e l i c j i

poza k t ó r y m jest t o , co nieopisywalne, do czego m o ż o m y t y l k o

G ł o w a c k i e j , j a k d o s z ł o do tego, że nagle choroba

się z b l i ż a ć . Tajemnica n i e p r z ' 3 k ł a d a m o ś c i jednego rodzaju s z t u k i

w czterdziestoletniej kobiecie w s p a n i a ł ą w y o b r a ź n i ę k o l o r y s t y c z ­

na d r u g i , specyfika, k t ó r ą s ł o w o osacza t y l k o z o d d a l i . Wszelkie

n ą , ż e nie s z u k a j ą c z n a l a z ł a t o , do czego w mozole d ą ż y ł o w i e l u

starania nasze d a j ą j e d n a k t o , ż e p r z y b l i ż a j ą c się do i s t o t y zja­

ś w i e t n i e k s z t a ł c o n y c h m a l a r z y . J a k o s i ą g n ą ł w r a ż l i w o ś ć , subtel­

w i s k a s t a w i a m y coraz nowo p y t a n i a , na k t ó r e albo nie m a m y

ność i precyzję rysunku Zdzisław Piekarski, rolnik o ciężkich,

o d p o w i e d z i , albo s ą t o w y j a ś n i e n i a c z ą s t k o w e . Ale nawet w t e d y ,

spracowanych d ł o n i a c h . Ski%d m ą d r o ś ć i g ł ę b i a p r z e ż y c i a r e l i g i j ­

g d y t y l k o s t a w i a m y pyt? nia, c z y n i m y opisywane d z i e ł o bardziej

nego, a zarazem artystycznego

i n t r y g u j ą c y m i z r o z u m i a ł y m dla c z y t e l n i k a . S a m i jednak t a j e m ­

Romana

nica d z i e ł a nie daje się łj,two z g ł ę b i ć . Czujemy j ą , ale

przemawiania

w rzeźbach Józefa

wyzwoliła

L u r k i czy

J

możemy
niż

raczej przoz tworzenie emocjonalnych

racjonalnych

wyjaśnień.

Sam,

zajmując

opisać

ekwiwalentów
się

twórczością

n a i w n ą " c z u j ę s i ę j a k kolekcjoner m o t y l i , k t ó r y w i e gdzie j e

Ś l e d z i a ? S k ą d n i e s a m o w i t y dar J a n i n y W i t k o w s k i e j
językiem

dawnych

mistrzów,

kobiety

p r z e c i e ż p&gt;za ś r o d o w i s k i e m a r t y s t y c z n y m , z dala o d

żyjącej
muzeów,

bibliotek z albumami sztuki?
Skąd

„naiwność"

Krawczuka ?

Czym

ją

wytłumaczyć,

z n a l e ź ć , j a k p o c h w y c i ć , o p i s a ć czy s k l a s y f i k o w a ć , p r z y s z p i l i ć —

skoro odpada w t y m p r z y p a d k u a r g u m e n t psychicznej b l o k a d y ,

bezradny wobec i c h p i ę k n a . S k ą d się ono biorze? N a to odpowie­

i n f a n t y l i z m u czy s z c z e g ó l n e j , szalonej w y o b r a ź n i ? J a k

d z i n i k t nie zna i c h y b a z n a ć nie b ę d z i e . B y ł czas, ż e n i e p o k o i ł y

d o j r z a ł y talent jego syna, r o z w i j a j ą c y s i ę bez z a h a m o w a ń i k o n ­

m n i e b a r i e r y , k t ó r y c h nie m o g ł e m p r z e k r o c z y ć . Teraz

sekwentnie o d wczesnych l a t m ł o d o ś c i po m ł o d z i e ń c z ą d o j r z a ł o ś ć T

w r ę c z rodzaj

28

dostrzegam

s a t y s f a k c j i z tego, ż e istnieje poza n a m i

sfora

wyjaśnić

R e j e s t r u j ę p y t a n i a . F r a p u j ą m n i e samego, ale nie u m i e m na nie

�n l p o w i c d z i e ć . Mogę natomiast s t a r a ć się p r z y b l i ż y ć c z y t e l n i k o m

nie z a m a z a ć . M i e l i ś m y toż w d o m u c h a r a k t e r y s t y c z n y dla t a m t y c h

эзоЬз i dzieło B r o n i s ł a w a K r a w c z u k a , w s p o m n i e ć o jego rodzinie,

okolic w i e l k i pioc g l i n i a n y , z a j m u j ą c y p ó l i z b y . M a t k a zawsze

o jej ż y c i u w sztuce. W ł a ś n i e przez opis c z ł o w i e k a i jego l o s ó w .

przed w i e l k i m i ś w i ę t a m i w y p r o w a d z a ł o na n i m f a r b a m i

P o s ł u ż ę się p r z y t y m f r a g m e n t a m i ż y c i o r y s u , a n k i e t y , zanoto­

i liście."

w a n y c h r o z m ó w i c y t a t a m i z l i s t ó w , k t ó r e do m n i e p i s a ł .
j a k zaczyna s w ą

Oto

autobiografię:

kwiaty

Przypuszczam, że ten r o z m a l o w a n y d o m m i a ł w p ł y w na pobudze­
nie w r a ż l i w o ś c i estetycznej m ł o d e g o c h ł o p c a . W rozmowie wspo­

„ U r o d z i ł e m się 24 g r u d n i a 1935 r. w P a n a s ó w c e . B y ł t o p o w i a t
s k a ł a c k i w w o j . t a r n o p o l s k i m . M ó j ojciec — J a n

—• p r a c o w a ł

m i n a , że na ś c i a n a c h w i s i a ł y o l e o d r u k i , o b r a z y religijne i m a k a t y
z k w i a t a m i . M i a l 8 l a t k i e d y front p r z e s u n ą ł się na z a c h ó d . Zo­

folwarku,

b a c z y ł w ó w c z a s w p o b l i s k i m miasteczku strzaskany pociskami

m i t k a —- R o z a l i a — z a j m o w a ł a się gospodarstwem. S z k o ł ę p o d ­

k o ś c i ó ł , w k t ó r y m m o d l i l i się ludzie. W i e l k i e w r a ż e n i e w y w a r ł y

jako maszynista m ł o e a r n i

parowej

w

miejscowym

radzieckiej.

na c h ł o p c u m a l o w i d ł a , k t ó r y c h f r a g m e n t y o c a l a ł y , a z w ł a s z c z a

W d z i e c i ń s t w i e p r z e s z e d ł e m t r u d n ą do z i d e n t y f i k o w a n i a c h o r o b ę ,

w i t r a ż e . N a ich w z ó r z a m a l o w a ł p r y m i t y w n y m i f a r b a m i o k n a

k t ó r a s p o w o d o w a ł a p a r a l i ż lewej r ę k i i n i e d o w ł a d n o g i . B y ł o to

w s t a r y m spichrzu. P ó ź n i e j pisze:

stawową

ukończyłem

w

Skalacie, j u ż

za

władzy

w czasie w o j n y i nio m o ż n a b y ł o n a w e t m a r z y ć o opiece lekar­

„ P r z e n i o s ł e m się do opuszczonogo f o l w a r k u i z a c z ą ł e m t a m

skiej. W dzieciństwie p r a g n ą ł e m zostać m a s z y n i s t ą

m a l o w y w a ć wszystkie o k n a . K o s z a r o w a l i t a m w ó w c z a s rosyjscy

Interesowały

mnie

pojazdy

mechaniczne

kolejowym.

i pragnąłem

pójść

roz-

ż o ł n i e r z e i c h w a l i l i m n i e za te w i t r a ż e . N a k a w a ł k a c h s z k ł a g d y

w ś l a d y ojca, ale p a r a l i ż r ę k i p r z e k r e ś l i ł c a ł k o w i c i e te marzenia.

je t y l k o z n a l a z ł e m bo w czasach w o j n y t r u d n o b y ł o o s z k ł o —

W p ó ź n i e j s z y c h l a t a c h m i a ł e m k ł o p o t y ze znalezieniem pracy,

m i ł o w a ł e m mało obrazki o motywach wojennyoh i sakralnych

ponieważ inwalidztwo

a t a k ż o k w i a t y , p t a k i , sceny rodzajowe i o r n a m e n t y . T r a k t o ­

nie p o z w a l a ł o m i na w y k o n y w a n i e cięż­

szych r o b ó t . W d o m u r o d z i n n y m p r z e b y w a ł e m do 16 r o k u ż y c i a ,

w a ł e m to zajęcie przede w s z y s t k i m j a k o z a b a w ę , nie m o g ą c ze

do ś m i e r c i m a t k i . P ó ź n i e j p r a c o w a ł e m w o k o l i c z n y c h k o ł c h o z a c h ,

w z g l ę d u na i n w a l i d z t w o u c z e s t n i c z y ć w zabawach r ó w i e ś n i k ó w .

a nawet k o ł o Odessy. R o d z i n a m o j a nie b y ł a z a m o ż n a , m a t k a

P ó ź n i e j , kiedy n a b r a ł e m w p r a w y w malowaniu i kiedy kupiono

j e d n a k bardzo d b a ł a o w y g l ą d mioszkania. M i a ł a d u ż o z d o l n o ś c i

m i p r a w d z i w e akwarele i tusze moje o b r a z k i , z w ł a s z c z a r e l i g i j n e ,

do m a l o w a n i a . Jej m a k a t k i i zdobione kolorowe f i r a n k i z p a p i e r u

zaczęły

kupowali nawet sąsiedzi. A w soboty m a l o w a ł a r ó ż n y m i barwni­

d a w n y c h r u b l i . Te skromne k w o t y s t a n o w i ł y j e d n a k j a k i ś w k ł a d

znajdować

nabywców.

Otrzymywałem

za

nie

po

10

k a m i g l i n i a n ą p o d ł o g ę , bo nie s t a ć nas b y ł o na d r e w n i a n ą . W y ­

do b u d ż e t u d o m o w e g o . "

g l ą d a ł a w t e d y j a k d y w a n i trzeba b y ł o u w a ż a ć , b y tego p i ę k n a

29

�П . 4. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Polonez As

S k o ń c z y ł a się w o j n a , P a n a s ó w k a z n a l a z ł a się na

obszarze

Z w i ą z k u Radzieckiego. Z i m a b y ł a m r o ź n a i ś n i e g p a d a ł o b f i t y .

Dur

na w y s t a w y o k r ę g o w e t w ó r c ó w l u d o w y c h . J a k i e to b y ł y obrazy?
N i c się nie z a c h o w a ł o . Sam K r a w c z u k m ó w i :

N i e c h o d z i ł e m do s z k o ł y z b r a k u o d z i e ż y i o b u w i a , nie p o z o s t a ł o
nic innego j a k m a l o w a n i e . T y l k o d z i ę k i k r o w i e p r z e t r w a l i ś m y

„ M i m o , że o t r z y m y w a ł e m

za nie p o c h w a ł y i n a g r o d y nie

g ł ó d , a w k o ń c u z j e d l i ś m y k r o w ę , g d y nie s t a r c z y ł o dla niej po­

p o t r a f i ę o c e n i ć i c h w a r t o ś c i a r t y s t y c z n e j . W y c h o w a ł e m się b o w i e m

żywienia.

z dala od ś r o d o w i s k a a r t y s t y c z n e g o , nie m i a ł e m k o n t a k t u z za­
w o d o w y m i p l a s t y k a m i , nie c z y t a ł e m i nie z n a ł e m z u p e ł n i e k s i ą ż e k

,,(...) W 1955 r. za n a m o w ą i p r z y p o m o c y miejscowej nauczy­

z zakresu h i s t o r i i s z t u k i . "

c i e l k i s t a r a ł e m się o p r z y j ę c i e do s z k o ł y plastycznej w Kosowie
( o d p o w i e d n i k naszego L i c e u m K e n a r a ) . N a podstawie p r z e d ł o ­
ż o n y c h o b r a z ó w na szkle z o s t a ł e m p r z y j ę t y bez egzaminu, ale
o d r z u c o n y przez k o m i s j ę l e k a r s k ą , g d y ż g ł ó w n y m
szkoły była rzeźba, wymagająca

pełnej sprawności

kierunkiem
fizycznej.

B y ł o to dla m n i e bardzo p r z y k r y m p r z e ż y c i o m , bo z n ó w musia­
ł e m w r ó c i ć do d o m u n a ł o n o k o ł c ł i o z u , gdzie nie n a d a w a ł e m się
do

c i ę ż s z y c h i lepiej p ł a t n y c h r o b ó t . Ż y c z l i w y m i

kierownik

z n a j d o w a ł d l a mnie od czasu do czasu l ż e j s z ą p r a c ę , p o l e g a j ą c ą
n p . na w y p i s y w a n i u r ó ż n y c h z o b o w i ą z a ń i h a s e ł . B y ł e m w t e d y
n a d w o r n y m m a l a r z e m w k o ł c h o z i e . P o r t r e t o w a ł e m stachanow­
c ó w , uiirnieolinięte ś w i n i a r k i z d o r o d n y m i p r o s i ę t a m i na rakach,
(...) ż y w y c h i u m a r ł y c h tego ś w i a t a (...). W y p i s y w a ł e m z o b o w i ą ­
zania na k o m b a j n a c h i i n n y c h r o l n i c z y c h maszynach, żo t y l e
to a t y l e k a ż d a z n i c h zaorze, skosi czy zbiorze. P o ł n e ręce malo­
wania, m i a ł e m z w ł a s z c z a p r z e d 1 maja i p r z e d ś w i ę t e m Rewo­
l u c j i P a ź d z i e r n i k o w e j . D o s t a w a ł e m za to ziaTno, p o t e m p i e n i ą d z e

W 1957 r. żeni się z „ c z a r n i u t k ą w d o w ą spod z n a k u Skor­
p i o n a " . M i m o , że p o w o d z i i m się c a ł k i e m dobrze d e c y d u j ą się na
r e p a t r i a c j ę do P o l s k i . K r a w c z u k o w i e o s i e d l a j ą się w Gliwicach
„ w s a m y m s?rcu g ó r n i c z e g o Ś l ą s k a " . P o c z ą t e k b y ł t r u d n y ,
wszystko t r z e b a b y ł o z a c z y n a ć o d p o c z ą t k u .
„ M a l o w a n i e s z y l d ó w nie w c h o d z i ł o w r a c h u b ę . N i e z n a ł e m
p r z e c i e ż l i t e r i polskiego pisma. A m b i c j a nie p o z w a l a ł a m i na
p o d j ę c i e p r a c y w charakterze nocnego s t r ó ż a czy i n n y c h zawo­
d ó w , k t ó r o m i proponowano. Ż y ł e m przez k i l k a l a t z prac do­
r y w c z y c h . M u s i a k m j e d n a k p o d j ą ć s y s t e m a t y c z n ą p r a c ę zarob­
k o w ą , g d y ż 9 . I X . 1958 r. u r o d z i ł m i się syn Eugeniusz, a w cztery
lata później córka Zofia. P r a c o w a ł e m więc jako stróż nocny,
p o r t i e r i wreszcie palacz centralnego ogrzewania w P r z y c h o d n i
Lekarskiej P K P w Gliwicach. Zawodowi temu jestom wierny
do dnia dzisiejszego i nie zamierzam go z m i e n i ć , c h o c i a ż jest dla
mnie dość t r u d n y .

i t a k w c i ą g n ą ł e m się w m a l a r s t w o dekoracyjno-transparentowo-sloganowe." Przez pewien czas pracuje w „ s z y l d z i a r n i " w Ska­

C i ę ż k o m i j e d n a k b y ł o ż y ć n a Ś l ą s k u . Nie m o g ł e m p r z y ­

lacie. Jego obrazy na szkle miejscowi d z i a ł a c z e k u l t u r y w y s ł a l i

z w y c z a i ć się do z m i a n y k o l o r y t u po z i e l o n y m P o d o l u . Przez

30

�I I . 5. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Autoportret w czapce

pewien czas w ogólo nie m a l o w a ł e m . C z ę s t o d o k u c z a ł a m i ę
t ę s k n o t a , a ż m y ś l a ł e m , czy b y nie w r ó c i ć . (...) W r a c a ł e m p a m i ę c i ą
na moje ukochano Podole, do t y c h z i m w b i a ł e ś n i e g i o b f i t y c h
i do toj soozystej, polnej b a r w zieloni, p a c h n ą c e g o s ł o ń c o m po­
w i e t r z a , i ziemi p u l c h n e j , blyszczp^cej w s ł o ń c u , czarnej jak s m o ł a ,
k t ó r a r o d z i p ł o d y w k s z t a ł c i e i b a r w i e b a r o k u . W s z y s t k o to starałom się p r z o n i e ś ć na o b r a z . "

się to na j e d n ą , to na d r u g ą s t r o n ę . Otoczenie o d n o s i ł o się lekce­
w a ż ą c o do jego w y s i ł k ó w . Z a c i ą ł s i ę , m a l o w a ł m i m o wszystko,
s t a r a j ą c się p o d p a t r z y ć w p r z y r o d z i e i w d z i e ł a c h i n n y c h m a l a r z y
„ j a k n a p r a w d ę ś w i a t w y g l ą d a " . D z i w i ł o go, że p r z e c i e ż w i d z i
miasteczko, d e m y — „ f a m i l i c k i " , a gdy

do rodzinnego p e j z a ż u , z

po­

t r z e b y oswojenia zadymionego Ś l ą s k a , w k t ó r y z t r u d o m w r a s t ' d .
A l o n a w e t g d y p r ó b o w a ł m a l o w a ć Ś l ą s k , b y ł o t o w c i ą ż P. .dolo.
Z a c z ą ł się w ó w c z a s i n t e r e s o w a ć s z t u k ą .

chce je w y r a z i ć

na

p ł ó t n i e okazuje się to szalenie s k o m p l i k o w a n e . Stopniowo j e d n a k
e l i m i n o w a ł niechciane deformacje. D o s z e d ł do s t o p n i a d u ż e j po­
p r a w n o ś c i . Móeł zapewno na

Stal się m a l a r z o m . Z t ę s k n o t y

Stańczyka

t y m p o p r z e s t a ć , iść w k i e r u n k u

poprawnego r e a l i z m u , ale czy t o k i e r o w a n y w ł a s n y m i n s t y n k t e m ,
czy c z y i m ś u w a g a m i z a c z ą ł w y k o r z y s t y w a ć efekt

doformacji.

Ś w i a d o m i e p o s z e d ł w k i e r u n k u n a i w n e j p o e t y k i . Owocem tego
b y ł a m i n . I nagroda, k t ó r ą o t r z y m a ł w 1970 r o k u n a o g ó l n o ­

,,Z w y s t a w y w G l i w i c k i m D o m u P l a s t y k a w y s z e d ł e m rozcza­
r o w a n y . Nie m o g ł o m i s i ę p o m i e ś c i ć w g ł o w i e , że obrazy, k t ó r e
o g l ą d a ł e m s t a n o w i ą d z i e ł a s z t u k i . N i e r o z u m i a ł e m m o d n y c h kie­
r u n k ó w , n p . a b s t r a k e j o n i z m u . (...) Z a p i s a ł e m się do Ogniska
Plastycznego w G l i w i c a c h , ale w y s t ą p i ł e m s t a m t ą d , g d y ż znu­
dziło m i się ciągle malowanie „ m a r t w y c h n a t u r " . P r z e s z e d ł e m
do Ogniska Plastycznego p r z y K o p a l n i „ Z a b r z e " , z k t ó r y m
z w i ą z a n y jestem do dzisiaj. M a l o w a ł e m j e d n a k zawsze w d o m u ,
p o k a z u j ą c w O g n i s k u j u ż gotowe prace. W z b u d z a ł y one zawsze
k o n t r o w e r s y j n e opinie. Z a c z ą ł e m p o c h ł a n i a ć k s i ą ż k i z dziedziny
sztuki, zarówno w języku polskim jak i rosyjskim. Oglądałem
a l b u m y i w m i a r ę m o ż l i w o ś c i f i l m y o sztuce. Jedno z najsilniej­
szych w r a ż e ń w y w a r ł a n a m n i e w y s t a w a V a n Gogha w Warsza­
wie. C z ę s t o m i a ł e m k o n f l i k t y z i n s t r u k t o r a m i p l a s t y c z n y m i ,
a t a k ż e z n a j b l i ż s z y m otoczeniem k t ó r e nie a k c e p t o w a ł o m o i c h
obrazów."

polskiej w y s t a w i e z w i ą z k o w c ó w - a m a t o r ó w w K r a k o w i e . N a g r o d a

D o p i e r o w 1966 r. z a c z ą ł m a l o w a ć p e j z a ż e ś l ą s k i e . S p r a w i a ł o

wentnie i ś w i a d o m i e r o z w i j a n y w p ó ź n i e j s z y c h l a t a c h . Zawsze

m u t r u d n o ś ć opanowanie p e r s p e k t y w y , d o m y p r z y ulicach w a l i ł y

c e c h o w a ł a go ś m i a ł o ś ć r y s u n k u , wyczucie k o m p o z y c y j n e ( z w ł a s z -

z m i e n i ł a stosunek r o d z i n y i s ą s i a d ó w do malarza. Z a c z ę l i

do­

s z u k i w a ć się w jego pracach w a r t o ś c i . U w i e r z y l i w to, ż e m o ż n a
m a l o w a ć również tak, jak on.
W t e d y w ł a ś n i e z a c z ę ł y się k r y s t a l i z o w a ć a r t y s t y c z n e z a i n ­
teresowania m ł o d e g o K r a w c z u k a . „ W y d a j e m i się — k o m e n t u j e
ojciec — że s t a ł o się to za m o i m p r z y k ł a d e m . N i e

udzielałem

m u jednak ż a d n y c h rad, pozostawiając pełną swobodę rozwoju."
Syn, w ankiecie w y p e ł n i o n e j d l a P r a c o w n i S z t u k i Nieprofesjo­
nalnej I S P A N p o t w i e r d z a t o . N a p y t a n i e co w y w a r ł o w p ł y w na
jego zainteresowania o d p o w i e d z i a ł — ojciec, atmosfera d o m u .
P r z y t y m r z e c z y w i ś c i e m a l o w a ł inaczej n i ż ojciec, inaczej n i ż
otoezonie.

Frapował

go

przede

wszystkim

kołor.

Problemy

p e r s p e k t y w y nie z a j m o w a ł y go z b y t n i o . M a l o w a ł p ł a s k o , deko­
r a c y j n i e . B y ł o w t y m sporo ze s z t u k i dziecka, ale j u ż w pracach
12 letniego c h ł o p c a

dostrzec m o ż n a k i e r u n e k d ą ż e ń

konsek­

31

�I I . 6. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Portret

oza r y t m i z a c j i

p ł a s z c z y z n y ) , ł a t w o ś ć decyzji

kolorystycznych.

W o d r ó ż n i e n i u od ojca, o p e r u j ą c e g o przode w s z y s t k i m c i e m n ą

rodzinny

namalował dużych rozmiarów tryptyki przedstawiające

odsło­

nięcie p o m n i k a g d a ń s k i e g o , sceny z p a t r i o t y c z n y c h manifestacji

zielenią, b r ą z a m i , bielą, kolorami ciemnymi, k ł a d z i o n y m i płasko,

i w y d a r z e ń historycznych. Nie

laserunkowo Eugeniusz operuje p e ł n ą p a l e t ą , p ł a s z c z y z n ę b r r w n ą

wczesnych prac z a c z ą ł sprawnie p o s ł u g i w a ć się „ e f e k t e m

ł a m i e a r i b e s k ą l i n i i , o r n a m e n t y k ą , zostawia w y r a ź n y ś l a d p ę d z l a ,

i w n o ś c i " . Stal sio w r ę c z z n a w c ą togo k i e r u n k u s z t u k i . Z p r a w ­

próbuje

dziwym

efektów

fakturowych.

Pierwsze o b r a z y maluje

do p ó ł t o r a m e t r a w y s o k o ś c i , p r z e w a ż n i e na t w a r d y m

duże,

podłożu

(podobnie j a k ojciec). O d t e m p e r y szybko p r z o d u dzi

do

oleju.

zainteresowaniem

oglądaniu

Triennale

t r a c ą c niczego z

słuchałem

Sztuki

jego

autentyzmu
na­

komentarzy

Nieprofesjonalnej

oraz

Ludwiga Z i m m т е г а . B y ł tam c z ę s t y m gościem. Nie

przy

kolekcji
pozostało

M a ł o m ó w n y , s k u p i o n y , o d p o c z ą t k u w i e d z i t i i w i e r z y ł w t i , ż&gt;'

to bez w p l v w u na d e c y z j ę p o d j ę t ą g d z i e ś p r z e d 10 l a t y s t w r z o n i r ,

malarstwo m o ż e się p r z e j a w i a ć w r ó ż n e j postaci. Dlatego zr/pewnj

sobi'

z d o ł a ł t a k n a t u r a l n i e i b e z p o ś r e d n i o p r z e j ś ć od fazy d z i e c i ę c e g o

opinio,

m a l o w a n i a do d o j r z a ł e g o . W i e d z i a ł czego chce. Czul silne oparcie

właśnie

wKsnego z b i o r u m a l a r s t w a ś l ą s k i c h n a i w i s t ó w .
toteż

od

Wybierał

o r g a n i z u j ą c d z i t i l p o l s k i w Zagrzebiu na Naivi
niego w y p o ż y c z y ł e m

najlepsze

w ojcu i m i a ł , j a k m o ż n a p r z y p u s z c z a ć , m y ś l ą c y c h a w k a ż d y m

Wróbla, Erwina

Z g r o m a d z i ł t y c h prac blisko s e t k ę . S k a r ż y ł się j e d n a k p ó ź n i e j ,

ż y c i a w y s t a w i a ł z r e s z t ą wraz z ojcem. Jego obrazy z tego okresu

że to obrazy, z a p e ł n i a j ą c e ś c i a n y mieszkania, p r z e s z k a d z a j ą

( i l . 8) z n a l a z ł y się na zasadzie w y j ą t k u na I Triennale P l a s t y k i

we

twórczości.

W

zadymionych,

Leopolda

77

Pawła

razie nie p r z e s z k a d z a j ą c y c h nauczycieli w szkole. Od 15 r o k u

własnej

S ó w k i , Eugeniusza B ą k a ,

obrazy —

szarych

Wróbla.
mu

Gliwicach

powszechne zaintere­

mieszkanie K r a w c z u k ó w jest j a k oaza. C a ł a rodzina żyje w k r ę g u

sowanie. K i l k a z n i c h k u p i o n o do z b i o r ó w m u z e a l n y c h w W a r ­

s z t u k i . Trzeba b o w i e m d o d a ć , że z a c z ę ł a t a k ż e m a l o w a ć (pozo­

szawie, K r a k o w i e i W r o c ł a w i u .

s t a j ą c pod w p ł y w o m b r a t a ) — c ó r k a Zofia. N a w e t ż o n ę p r ó b o w a ł

Nieprofesjonalnej

w Szczecinie. B u d z i ł y

Ojca i syna w i d z i a ł e m wiele r a z y , czy to k i e d y z a w z i ę c i e
d y s k u t o w a l i o B o t i c e l l i m i malarstwie Quatroeonta po

wyjściu

B r o n i s ł a w z a c h ę c i ć do m i ł o w a n i a ! S z t u k ą K r a w c z u k ó w intere­
s u j ą się s ą s i e d z i . N i e k t ó r z y m a j ą nawet ( i to k u p i o n e ) obrazy

z sal M u z e u m Narodowego w Warszawie, czy to podczas o g l ą d a ­

ojca i syna. Jest t o w i ę c fenomen nie t y l k o a r t y s t y c z n y ,

nia

i

prac

amatorów.

wrażliwości

Konstatowałem

i horyzontów

myślenia

ze

zdziwieniem

Bronisława,

rozwój

podczas

gdy

ale

kulturowy.
K r a w c z u k i wie m i e s z k a j ą c na Ś l ą s k u i w r a s t a j ą c w otoczenie

w m a l a r s t w i e nie w y c h o d z i ł poza w y p r a c o w a n y w c z e ś n i e j s t y l .

zachowali j e d n a k , nawet z e w n ę t r z n i e , p e w n ą o d r ę b n o ś ć .

D o s k o n a l i ł go j e d n a k , cechy „ n a i w n e " u c z y n i ł ś w i a d o m i e k s z t a ł ­

inne t w a r z e , szerokie, u ś m i e c h n i ę t e , inne s y l w e t k i , i n n ą m o w ę —

t o w a n ą w a r t o ś c i ą . O p e r o w a ł coraz bardziej p r e c y z y j n ą

m i ę k k ą , z t y p o w o k r e s o w y m z a ś p i e w e m . W o d r ó ż n i e n i u od w i e l u

kreską,

coraz lepiej d a w a ł sobie r a d ę z k o m p o z y c j ą , p l a n a m i , perspek­

nieprofesjonalnych

tywą,

p r ę d z e j p o z b y ć się statusu a m a t o r a , K r a w c z u k o w i e nie

porządkowaniem

elementów,

co

we

wczesnym

okresie

malarzy, m a r z ą c y c h

o t y m , aby

jak

Mają

naj­
mają

nie zawsze m u się u d a w a ł o . W c i e k a w y s p o s ó b p r z e s z e d ł od p r y ­

tego rodzaju d ą ż e ń . M a l u j ą przecie w s z y s t k i m z p o t r z e b y we­

m i t y w u w y n i k a j ą c e g o z n i e u m i e j ę t n o ś c i do ś w i a d o m e g o

w n ę t r z n e j , dla satysfakcji, w zasadzie nie dla z a r o b k u .

giwania

się

wypracowanym

przez

siebie

stylem.

posłu­

Zaskoczył

swoją

pracę

zarobkową

(Eugeniusz s k o ń c z y ł

szkołę

Mają

rzemiosł

m n i e w 1979 г., k i e d y to n a m a l o w a ł d u ż y c h r o z m i a r ó w t r y p t y k

i jest z ł o t n i k i e m ) . N i k t z n i c h nie chce się d o k s z t a ł c a ć , u c z ę s z c z a ć

przedstawiający

na k u r s y malarskie. I d ą s w o j ą d r o g ą , a o s i ą g n i ę t e sukcesy (z re­

jak

mrowisko pokryte t ł u m e m

niegdzie

32

„ Z r y w " . N a t r z e c h obrazach w i d n i e j ą

transparentami,

postaci z w i d n i e j ą c y m i

sztandarami.

Później

hałdy,
gdzie

kilkakrotnie

g u ł y I n a g r o d y na k o n k u r s a c h w k t ó r y c h b i o r ą u d z i a ł ) p o t w i e r ­
d z a j ą s ł u s z n o ś ć obranego k i e r u n k u .

�, . N a i w n o ś ć " ojca b y ł a na p o c z ą t k u po prostu najbardziej
o d p o w i a d a j ą c ą m u f o r m ą wypowiedzi. K o m p o z y c j a , rysunek —•

Z a najbardziej i n t e r e s u j ą c y c h malarzy uznaje Chagalla a w Polsce
Gielniaka, Suberlaka i D u d ę - G r a c z a .

s p r a w i a ł y mu t r u d n o ś ć . E f e k t n a i w n o ś c i w y n i k a ł więc ze sposobu
takiego

Zarówno ojciec j a k i syn najwięcej cenią s z t u k ę

porządkowania elementów wyobrażanego świata, który

dawną,

u m o ż l i w i a ł jego umowny opis. B r a k tu warstwy symbolicznej,

najmniej w s p ó ł c z e s n ą — a w a n g a r d o w ą oraz l u d o w ą . S y n , zapy­

wieloznacznej roli e l e m e n t ó w , tego co pojawi s i ę dopiero we wspa­

tany o swe fascynacje wymienia Leonarda da V i n c i a ze współ­

n i a ł y c h p ł ó t n a c h p o w s t a ł y c h po 1979 г., ś w i a d o m i e o p e r u j ą c y c h

czesnych Suberlaka. Z wystaw, które w y w a r ł y na nim n a j w i ę k s z e

symboliką,

wrażenie wymienia kolekcję Zimmerera, Nikifora, Zagajewskiego,

skojarzeniami, alegorią.

We

wczesnych

pracach

„ n a i w n y c h " obraz jest p ł a s k i , g ł a d k i , w i d a ć w t y m d o ś w i a d c z e ­

Ociepkę,

nie nabyte przez malowanie s z y l d ó w . Ś w i a t przedstawiony m a

w ankiecie czym się różnią malarze profesjonalni od nieprofesjo­

jednak s w ą p o e t y k ę , jest w nim p r ó b a uchwycenia atmosfery

nalnych odpowiada: „ T y m że zawodowcy m a l u j ą obrazy współ­

ft laska. Borykanie s i ę z p e j z a ż e m

czesne, podczas gdy m y malujemy to, co k a ż d y m a od siebie

jest t u przede wszystkim

Triennale P l a s t y k i

Nieprofesjonalnej.

Na

pytanie

w a l k ą ze s o b ą , z n a t a r c z y w o ś c i ą p a m i ę c i , k t ó r a w pierwszych

do powiedzenia". A c z y m jest dla Ciebie malowanie — koniecz­

obrazach j a k b y n a k ł a d a ł a wizję podolskioh ziem na ś l ą s k i e hał­

nością

dy. S ą d z ę nawet, że w ł a ś n i e poczucie o b c o ś c i b y ł o z a s a d n i c z ą

odpowiada. „ M a l o w a n i e daje m i zadowolenie".

p r z y c z y n ą dla k t ó r e j K r a w c z u k zaczął m i ł o w a ć . To m u pomaga­
ło o s w o i ć nowe ś r o d o w i s k o , to m u dało uspokojenie i s a t y s f a k c j ę
a nawet ś w i a d o m o ś ć społecznej w a r t o ś c i tego co robi (stwierdze­
nie w ankiecie).

wewnętrzną,

źródłem

zarobku itd. 1 „ R o z r y w k ą "

—

W t y m punkcie odpowiedzi syna i ojca różnią się chyba naj­
bardziej. „Malarstwo daje mi w i e l k ą s a t y s f a k c j ę i nie w y o b r a ż a m
sobie j a k b y m m ó g ł ż y ć bez niego. W 1979 r. o t r z y m a ł e m do­
roczną n a g r o d ę miasta Gliwic z a osiągnięcia twórcze i to b y ł

W swoich pracach ceni „ s z c z e r o ś ć " ( „ m o j e prace — pisze —

zaszczyt n a j w i ę k s z y j a k i mnie s p o t k a ł w ż y c i u . " pisze B r o n i s ł a w .

są bardziej szczere od uczonych a więc prawdziwe"). N a pytanie

P y t a m : a gdyby nie b y ł o tych s u k c e s ó w czy również by P a n

kogo u w a ż a za swego mistrza odpowiada zdecydowanie: nikogo.

m a l o w a ł ? „ N a powno, ale chyba mniej... malarstwo mnie rozpię­

l i . 7. Eugeniusz K r a w c z u k , Portret jubileuszowy,

olej na p ł y c i e , w y m . 128x 108 cm

33

�I I . 8. Eugeniusz K r a w c z u k , Akwarium 2

fa, m u s z ę m a l o w a ć . J u ż nie m ó g ł b y m nie m a l o w a ć . Bo to dla
mnie nie zabawa, ale azyl. T a k , a z y l ! " — powtarza z naciskiem.
Prace K r a w o z u k ó w z n a j d u j ą się w zbiorach Muzeum w Z a ­
brzu, Muzeum O k r ę g o w e g o w R a d o m i u , P a ń s t w o w e g o Muzeum
Etnograficznego w Warszawie, Muzeum Etnograficznego w K r a ­
kowie, w kolekcji L . Zimmerera.

P . S . Krawczukowie n a l e ż ą do najczęściej w y s t a w i a j ą c y c h
t w ó r c ó w nieprofesjonalnych w Polsce. Mieli i n d y w i d u a l n ą wy­
s t a w ę w Winterthur (1980). Obrazy swoje pokazywali w Gli­
wicach (wielokrotnie), B ę d z i n i e , K a t o w i c a c h , Krakowie, Szcze­
cinie, Warszawie W r o c ł a w i u . I c h prace wystawiano za granicą
w R F N , Szwajcarii, J u g o s ł a w i i , Czechosłowacji, Szwecji, Nor­
wegii, D a n i i itd.

Fot.: Z. Czajkowski, il. 1; J. Świderski, il. 8

34

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10421" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10399">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8cba2b4856062de0913e20fd802735aa.pdf</src>
        <authentication>2ba6c45fcfcaba215bbdce041de29536</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123906">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3627</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123907">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123908">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3404</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123909">
                <text>Tajemnica butów, czyli pochwała muzeum / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123910">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.17-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123911">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123912">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123913">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123914">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123915">
                <text>5

ale naszych własnych fetyszy. Ta taktyka, z konieczności
osobista, nadałaby kolekcjonowanym przedmiotom raczej
siłę przywiązywania niż samą tylko zdolność pouczania czy
informowania. Jeszcze raz artefakty z Afryki czy Oceanii
mogłyby stać się objets saumges, źródłem fascynacji zdolnym

wprawić w zakłopotanie. Widziane jako niepoddające się
klasyfikacji, mogłyby nam przypominać o naszym braku
zdolności posiadania siebie (self-possession), o sztuczkach,
do których się uciekamy usiłując gromadzić świat wokół
siebie.

Tajemnica butów, czyli pochwała muzeum*
Wojciech Michera

Przełożyła Joanna Iracka
PRZYPISY
1

O kolekcjonowaniu jako strategii dyktowanej pożądaniem zobacz leż bardzo
sugestywny katalog (Hainard i Kaehr 1982) wystawy zatytułowanej „Pasja kolekc­
jonowania", prezentowanej przez Musée d'Ethnogarphie w Neuchàlel od czerwca
do grudnia 1981. T a analityczna kolekcja była próbą siły refleksyjnej muzeologii
O kolekcjonowaniu i pożądaniu zobacz też błyskotliwą analizę American Muséum
of Natural History, kondycji człowieka amerykańskiego i zagrożenia dekadencją
w latach 1908-1936, dokonaną przez Donnę Haraway. W swej pracy sugeruje ona.
że pasja kolekcjonowania, przechowywania i wysławiania jest wyrażana w sposób
charakterystyczny dla każdego rodzaju oraz dla danego okresu historycznego.
Beaucage, Gomilia i Vallée (1976) prowadzą krytyczne rozważania na temat
złożonego doświadczania przedmiotów przez etnografa.
2

Esej Waltera Benjamina Rozpakowując
moją hibliolekf (1969:59-68) jesl
spojrzeniem refleksyjnego entuzjasty. Kolekcjonowanie staje się sztuką życia blisko
spokrewnionego ze wspomnieniami, obsesją, z ocalaniem porządku z nieporządku.
Benjamin widzi przypadkowość (i przynosi mu ona pewną przyjemność) subiektyw­
nej przestrzeni wytworzonej przez kolekcję. .,Każda pasja jest na granicy chaosu,
lecz pasja kolekcjonera graniczy z chaosem wspomnień. Nawet więcej: przypadek,
los, które na moich oczach przenikają przeszłość są potajemnie obecne w zamęcie
książek. Bo czymże jest ta kolekcja, jeśli nie bałaganem, w którym przyzwyczajenie
tak się zadomowiło, że może ona sprawiać wrażenie porządku? Wszyscy słyszeliście
o ludziach, którzy po utracie swoich książek stali się inwalidami, o tych. którzy aby
je zdobyć stali się przestępcami. Są to dziedziny, w których każdy porządek jest
chwiejnym aktem krańcowej przypadkowości." (s. 60)

' To, w jaki sposób rozumiem rolę fetysza jako oznaki inności w intelektualnej
historii Zachodu - od De Brossesa do Marksa. Freuda i Deleuze'a - w znacznym
stopniu zawdzięczam w większości nie publikowanej pracy Williama Pietza; zobacz
The Problem of ihe Fetish. 1 (1985).
* Publikacje artykułujące kulturatizm etnograficzny i formalizm estetyczny to:
Sieber 1971, Pncc i Price 1980. Vogel 1985 i Rubin 1984. Dwie pierwsze
z wymienionych prac dowodzą, że sztuka może być zrozumiana (a nie zaledwie
doceniona) jedynie w swym naturalnym kontekście. Vogel i Rubin twierdzą
natomiast, że wartości estetyczne przekraczają swą pierwotną, lokalną artykulację,
że „arcydzieła" oddziaływują na uniwersalną lub przynajmniej ponadkulturową
ludzką wrażliwość. Pewien pogląd na to. jak często niewspółmierne kategorie, takie
jak „doskonałość estetyczna", „zastosowanie", „unikalność", „wiek" i tym podob­
ne, dyskutowane są przy podejmowaniu prób przypisania autentycznej wartości
wyrobom plemiennym daje sympozjum na temat „Autentyzm w sztuce afrykańs­
kiej", zorganizowane przez czasopismo „African Arts" (Willett i in. 1976). które nie
przyniosło żadnych rozstrzygnięć.
* Opostfreudowskim rozmumieniu fetyszy zobacz też Leiris 1929, 1946; o rady­
kalnych możliwościach teorii fetyszy zobacz pracę Pietza 1985. czerpiącego
z Deleuze'a: natomiast o perwersyjnym rozumieniu fetyszy przez skruszonych
semiologów (punctum), które w ich ujęciu mają ściśle osobiste znaczenie nieformowane przez zapis kulturowy („studium") zobacz Barthes 1980. Gomila (1976)
analizuje etnograficzną kulturę materialną w tych surrealistyczno-psychoanalitycznych perspektywach.

BIBLIOGRAFIA
Ames, Michael. 1986. Museums, the Public, and Anthropology: A Study in the
Anthropology of Anthropology. Vancouver: University of British Columbia
Press.
Barthes. Roland. 1980. La chambre claire. Ttum. Richard Howard jako Camera
Lucida. New York: Hill and Wang, 1981.
Baudhllard, Jean. 1968. Le système des objects. Paris: Gallimard.
Beaucage, Pierre, Jacques Gomilia. i Lionel Vallee. 1976. L'expérience anthropologique, s. 71-133. Montréal: Presses de l'Université de Montréal.
Becker. Howard. 1982. Art Worlds. Berkeley: University of California Press.
Benjamin, Walter. 1969. Illuminations, wyd. Hannah Arendt. New York: Schocken
Books.
Bunn, James. 1980. The Aesthetics of British Mercantilism, ..New Literary History"
11:303-321.
Chapman, William. 1985. Arranging Ethnology: A. H. L . F. Pill Rivers and the
Typological Tradition. (w:) History of Anthropology. Vol. 3, Objects and others.
wyd. George Stocking, s.15-48. Madison: University of Wisconsin Press.
Clifford, James. 1986. On Ethnographic Allegory, (w:) Writing Culture, wyd. James
Clifford and George Marcus, s. 98 121. Berkeley: University of California
Press.
Coe. Ralph. 1986. Lost and Found Traditions: Native American Art: I96S 198S
Seattle: University of Washington Press.
Cole, Douglas. 1985. Captured Heritage: The Scramble for Northwest Coast
Artifacts. Seattle: University of Washington Press.
Defert, Daniel. 1982. The Collection of the World: Accounts of Voyages from the
Sixteenth to the Eighteenth Centuries, ..Dialectical Anthropology" 7: 11-20.
Dias, Nelia. 1985. La fondation du Musée d'Ethnographie du
Trocudéro
(1879-1900): Un aspect de l'histoire insiitutionelle de l'anthropologie française.
Thesis, troisième cycle. Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales, Paris.
Fabian. Johannes. 1983. Time and the Other: How Anthropology Makes Its Object.
New York: Columbia University Press.
Feest, Christian. 1984. From North America, (w:) Primiiivism in Twentieth Century
Art, wyd. William Rubin, s. 85-95. New York: Museum of Modren Art.
Fenton, James. 1984. Children in Exile: Poems 1968-1984, New York: Random
House.
Fisher, Phillip. 1975. The Futures Past. ..New Literary History" 6(3):587-606.
Gomila. Jacques. 1976. Objectif, objectai, objecteur, objecte, (w:) Pierre Bcaucage.
Jacques Gomila i Lionel Vallée, Lexperience anthropologique, s. 71-133.
Montréal: Presses de l'Université de Montréal.
Grabum, Nelson, wyd. 1976. Ethnie and Tourist Arts. Berkeley: University of
California Press.
Greimas. A J , i François Rastier. 1968. The Interaction of Semiolic Constraints.
..Yale French Studies" no. 41:86-105.
Guidieri. Remo, i Francesco Pellizzi. 1981. Editorial. ..Res" 1:3-6.
Haacke. Hans. 1975. Framing and Being Framed. Halifax: The Press of the Nova
Scotia College of Art and Design.
Hainard, Jacques, i Rolland Kaehr, wyd. 1982. Collections passion. Neuchàlel:
Musée d'Ethnographie.

W o k ó ł tej pary wieśniaczych trzewików nie ma d o k ł a d n i e nic, co m o g ł o b y
określić miejsce, w którym się znajdują: nic poza nieokreśloną przestrzenią.
C h o ć b y grudki ziemi z pola lub ścieżki, wskazującej że były u ż y w a n e . Para
wieśniaczych trzewików i nic więcej. A tymczasem...
W ciemnej intymności wnętrza buta zapisane jest z m ę c z e n i e spracowanych
nóg. W ciężkiej prostocie i solidności trzewika zamknięty jest powolny
i wytrwały marsz poprzez pola. w z d ł u ż zawsze do siebie podobnych bruzd,
rozciągniętych daleko na wietrze. Skóra naznaczona jest tłustą i w i l g o t n ą
ziemią. Pod podeszwami rozciąga się s a m o t n o ś ć wiejskiej drogi, gubiącej się
wieczorem. (...)'.

powiedzieć, czy mimetyczne doświadczenie muzealne jest przeniesie­
niem widza w (od)tworzoną sytuację minioną, czy też przeniesieniem
tej sytuacji w rzeczywistość dzisiejszego obserwatora (a wątpliwość
ta jest tylko pozornie jałowym dzieleniem włosa na czworo). Wynika
zaś z tego, że nie wystarcza potoczne rozumienie pojęcia mimesis.
aktywności naśladowczej; trzeba zatem poświęcić mu więcej uwagi.
Ponieważ jednak nie ma tu miejsca, by referować całą bogatą,
filozoficzną i antropologiczną literaturę tematu, odwołam się tylko
do klasyków: Platona i Arystotelesa.
Platon uważał, jak wiadomo, żc wszelka ludzka twórczość ma
Wbrew wrażeniu, które można w pierwszej chwili odnieść, nic są
charakter mimetyczny. zawsze bowiem wzorcem dla niej są idee.
to słowa egzaltowanego etnografa, lecz tekst filozoficzny: próba
Cały świat zmysłowy jest ich kopią. Wszystkie ludzkie wytwory,
hermeneutycznego aktu zrozumienia. Jej autorem jest Martin
każdy stół, łóżko czy też bul. im zawdzięczają swe istnienie. Pisze
Heidegger, który podjął w ten sposób malarskie dzieło Vincenta van
Platon w X księdze Państwa, że poszczególnych stołów albo butów
Gogha.
jest wiele, lecz po jednym tylko dla nich wzorcu. Z konieczności
Gdy po raz pierwszy przeczytałem len tekst, przypomniało mi się
kopie są zawsze ułomne, choć oczywiście mogą być wśród nich
zdarzenie, które jako młody człowiek przeżyłem w jednym z muzeów
lepsze i gorsze (tak jak lepszy i gorszy bywa szewc).
archeologicznych. Byłem wówczas początkującym licealistą i miłoś­
Z twórczością artystyczną jest jeszcze gorzej. Oddajmy glos
nikiem wszelkich starożytności, z zapałem więc przemierzałem
samemu Sokratesowi:
kolejne sale pełne zabytków. Wśród nich szczególne zainteresowanie
Łóżko, czy je tam ktoś na ukos ogląda, czy na wprost, czy z którejkolwiek
wzbudził we mnie jeden: stare, zniszczone, średniowieczne buty;
strony, nie różni się samo od siebie, czy też nie różni się wcale, ale jego wygląd
strzęp skóry raczej, ledwie usiłujący odtworzyć pierwotny swój
wciąż się zmienia. (...) Do czego zmierza malarstwo w każdym wypadku? Czy
kształt. Ku zniecierpliwieniu towarzyszących mi osób kontemp­
do rzeczywistości, żeby naśladować ją samą, jaka ona jest. czy też do wyglądu
lowałem je przez długi czas, bo wzbudziły we mnie coś więcej niż
- jak ona się przedstawia? Malarstwo jest naśladowaniem widoku czy
zwykłe, naukowe zainteresowanie: moje młodzieńcze myśli, choć nie
naśladowaniem prawdy?
tak głębokie i subtelne jak opis niemieckiego filozofa, podążały
Ani Sokrates, ani przekonany przez niego rozmówca, nie mają
w podobnym co on kierunku.
wątpliwości: naśladownictwo malarskie dotyka wyłącznie, zaledwie,
Podobne doświadczenia spotykały mnie jeszcze wiele razy; pamię­
sfery doksycznej. mniemanej, a nigdy nie jesl rzeczywistym po­
tam choćby długie tygodnie spędzane w Biskupinie, gdzie w samo­
znaniem, zbliżeniem do prawdy. Już stolarz albo szewc są, jak
tności oddawałem się archeologicznym medytacjom. Skończyły się
mówiliśmy, naśladowcami, ale naśladowcami pierwszego, można
jednak, gdy archeologią zająłem się profesjonalnie. Dla ambitnego
rzec, stopnia. Platon nie odmawia im zatem tytułu wykonawcy
studenta muzeum stało się przede wszystkim zbiorem materiałów
i twórcy. Malarz jest naśladowcą dalszego stopnia, bo wykonuje
naukowo-dydaktycznych, rodzajem laboratorium, w którym do­
zaledwie kopię kopii:
świadczenie (experienlia) ustąpiło miejsca eksperymentowi (experi- Począwszy od Homera wszyscy poeci uprawiają naśladownictwo i stwarzają
mentum). Młodzieńcza, naturalna wrażliwość hermeneutyczna od­ widziadła dzielności i innych rzeczy, o których piszą, a prawdy nie dotykają.
żyła we mnie dopiero wtedy, gdy - po skończeniu studiów i rezyg­
W len sposób właśnie malarz, nie słysząc nic na lemal szewstwa, będzie
nacji z zawodu archeologa - stałem się na powrót amatorem. Znów
wytwarzał buty, które wydadzą się prawdziwe tym tylko, którzy nic więcej
słyszeli o szewstwie niż on, i którzy sąd wydają na podstawie kolorów
oddaję się kontemplacji zniszczonych butów i spróchniałych bier­
i pozorów.
wion starożytnej ulicy.
Malarz zatem, to
Tyle wspomnienia. Czy są one śladem jakiejś rzeczywistej dwois­
tości doświadczenia muzealnego?
lwórca widziadeł, naśladowca, nie zna się wcale na rzeczywistości, a tylko na

Handler. Richard. 1985. On Having a Culture: Nationalism and the Preservation of
Quebec's Patrimoine, (w:) History of Anthropology. Vol. 3. Objects and Others, wyd.
George Stocking, s. 192-217. Madison: University of Wisconsin Press.
Haraway. Donna. 1985. Teddv Bear Patriarchy: Taxtdermv in the Garden of Eden. J
New York City. 1908-1936. ..Social Text", Winter: 20-63.
Hiller, Susan. 1979. Review of ..Sacred Circles: 2.000 Years a/ North American Art",
..Studio International". Dec.: 8-15.
Honour, Hugh. 1975. The New Golden Land. New York: Pantheon.
Jameson, Fredric. 1981. The Political Unconscious: Narrative as a Socially Symbolic
Act. Ithaca: Cornell University Press.
Jamin, Jean. 1982. Objects trouves des paradis perdus: A propos de la Mission
Dakar-Djibouti, (w:) Collections passion, wyd J Hainard and R. Kaehr. s.
69-100. Neuchâtel: Musée d'Ethnographie.
Jules-Rosette, Benetta. 1984. The Messages of Tourist art. New York: Plenum.
Leiris, Michel. 1929. Alberto Ciacometti, ..Documents". I:(4)209-211. Tłum. J . f
Clifford w „Sulfur", I5(1986):38-41.
Leiris, Michel. 1946. L'aged"homme. Paris: Gallimard, Tłum. Richard Howard jako
Manhood. Berkeley: North Point Press, 1985.
Macpherson, C , B. 1962. 77ie Political Theory of Possessive Individualism. Oxford:
Oxford University Press.
Mullaney, Steven. 1983. Strange Things, Gross Terms. Curious Customs: The
Rehearsal of Cultures in the Late Renaissance, ..Representations", 3:40-67.
Pietz, William. 1985. The Problem of the Fetish. 1. ..Res", 9 (Spring): 5-17.
Pomian, Krzysztof 1978. Entre l'invisible et visible: La collection. ..Libre",
Przyjmijmy wstępną hipotezę, że muzeum (jako zdarzenie, a nie
78(3): 3-56.
instytucja), pełni funkcję naśladowczą, żc ma charakter mimeiyczny.
Price, Sally, i Richard Price. 1980. Afro-American Arts of the Suriname Rain Forest. Jest próbą stworzenia pewnego związku, relacji między dzisiejszym
Berkeley: University of California Press.
obserwatorem a dawnym wydarzeniem, faktem albo przedmiotem.
Pye. Michael. 1987. Whose Art Is II Anyway?. ..Connoisseur". March:78-85.
Sala muzealna jest przestrzenią wydzieloną, wyodrębnioną ze świata
Rabassa. Jose. 1985 Fantasy. Errancy, and Symbolism in New World Motifs: An
widza, w sposób przypominający nieco teatr. Mimetyczność wy­
Essay on Sixieemh-Century Spanish Historiography, rozprawa doktorska.
University of California, Santa Cruz.
stawy muzealnej dąży najczęściej do urealnienia dawnej sytuacji;
Rubin. William, wyd. 1984. Primiiivism in Modern Art: Affinity of the Tribal and the dążeniu temu towarzyszy jednak zawsze świadomość sztuczności
Modem. 2 vols. New York: Museum of Modern Art.
przedsięwzięcia, jego umowności, niepełnej prawdziwości. Nawet
Saissclin. Rémy. 1984. The Bourgeois and the Bibelot. New Brunswick, N.J.: Rutgers
jeśli wystrój zrekonstruowanej chaty jest oryginalny, a w przeniesio­
University Press.
nym do muzeum grobie leży prawdziwy nieboszczyk, pamiętamy, że
Sicber. Roy. 1971. The Aesthetics of Traditional African Art. (w:) Art and Aesthetics
nie przyszliśmy tu ani w odwiedziny do przyjaciół, ani złożyć
in Primitive Societies, wyd. Carol F . Jopling, s. 127-145. New York: Dulton.
kwiatów na mogile bliskiego. Mamy więc do czynienia z rzeczywis­
Stewart, Susan. 1984. On Longing: Narratives of the Miniature, the Gigantic, the
tością, jak powiedziałby Bruno Schulz, zdegradowaną, niekomplet­
Souvenir, the Collection. Baltimore: Johns Hopkins University Press.
Vogcl. Susan. 1985. Introduction, (w:) African Masterpieces from the Musée de ną.
l'Homme, s. 10-11. New York: Harry Abrams.
Pozostając w kręgu pojęć Schulza można by uznać, że twórczość
Willett. Frank i in. 1976. Authenticity in African Art. ..African Arts", 9(3):6-74 muzealna, rozumiana jako mimesis, jest tylko demiurgiczną uzurpa(specjalny wybór).
cją, że nie tworzy realnego bytu. Celem pracy muzealnika jest zatem
Williams. Elizabeth. 1985. Art and Artifact at lite Trocudero. (w:) History of eliminowanie owej sztuczności, niepełnej prawdziwości, pojmowanej
Anthropology. Vol. 3, Objects and Others, wyd. George Stocking, s. 145 166, jako brak, wada, ułomność. Celem, którego w pełni osiągnąć się nie
Madison: University of Wisconsin Press.
da.

Ale nie wszystko jest tu jasne. Status zjawiska muzealnego, które
pojawia się dzięki mimesis, nie jest oczywisty. Nie można bowiem
* Tekst w y g ł o s z o n y na sesji p o ś w i ę c o n e j problematyce muzealnej zor­
ganizowanej przez Muzeum Śląskie w Katowicach w kwietniu 1991

16

1

wyglądzie (doksa).

1

Bardziej skomplikowana jest sprawa mimesis w ujęciu Arys­
totelesa. Wprowadzona przez niego zmiana pozwala na odejście od
zasady, że naśladownictwo - jako prosta kopia, powtórzenie wobec
tożsamości - zawsze będzie oddalaniem się od wzorca.
Podstawowym tekstem Arystotelesa na ten temat jest Poetyka:
Tragedia jest naśladowczym przedstawieniem akcji (...) A zatem: naśladow­
czym przedstawieniem akcji (praxis) jesl fabuła (mulhos), przez którą rozu­
miem tu (artystycznie) uporządkowany układ zdarzeń ( 1 4 4 9 b ) \
Kapitalne znaczenie ma powiązanie mimesis z mulhos. Integral­
nym elementem mimesis staje się uporządkowanie faktów, ich
ułożenie w intrygę, ukosmicznienie. Mimesis z perspektywy mutlws
staje się dynamiczna, .jest aktywnością, i to aktywnością, która
uczy" '. Rzecz już nie w skopiowaniu uprzedniej rzeczywistości, lecz
raczej, według słow Paula Ricoeura, w jej przerwaniu, dokonaniu
wyrwy otwierającej przestrzeń fikcji. Posłuchajmy jeszcze raz, nieco
dłuższego tym razem, fragmentu Poetyki:
Skoro zatem poeta jest naśladowcą, podobnie jak malarz i rzeźbiarz, jego
naśladowcza twórczość musi i nalury rzeczy dotyczyć jednego z trzech
rodzajów przedmiotów: albo rzeczywistości takiej, j a k a była lub jest (realnej),
albo takiej, o jakiej się mówi lub myśli, że jest (pomyślanej), albo takiej, j a k a
powinna być (idealnej). Środkiem wyrażenia lego przedmiotu jest natomiast
język poetycki, który może zawierać metafory, glosy oraz inne, liczne środki
stylu, na jakie godzimy się u poetów Zupełnie inna jest przy tym zasada
poprawności w sztuce poetyckiej niż w polityce lub w jakiejś innej sztuce (np
w rzemiośle - przyp i podkr. WM). (...) Jeśli więc poeta podjął się
naśladowania, lecz nie przeprowadził go należycie ze względu na swą
nieudolność, popełnia błąd istotny dla sztuki poetyckiej. Jeśli natomiast
przedstawi coś niewłaściwie, jak np konia, który podnosi jednocześnie obie

17
f"

Blbhtiut.

ri

�prawe nogi, lub coś, co byłoby błędem z punklu widzenia medycyny czy jakiejś
innej sztuki (np. szewstwa - WM|, jego błąd nie dotyczy istoty sztuki
poetyckiej. (...) Mówi się: poeta popełnił błąd, ponieważ przedstawi! rzeczy
niemożliwe. Tymczasem jes! to dopuszczalne, jeśli dzięki temu osiągnie cel
właściwy sztuce (...). Mniejszy to przecież błąd. jeśli artysta nie wie. że sarna nie
ma rogów, niż jeśli ją przedstawi w sposób nienaśladowczy (czyli nieartystycz­
ny - przyp tłum). Jeśli z kolei stawia się poecie zarzut, że przedstawiona przez
niego rzeczywistość nie odpowiada prawdzie, można go odeprzeć w na­
stępujący sposób: być może przedstawił ją luką, jaka być powinna (idealną]
(1460b)'
Arystoteles daje więc artystom zupełnie inne możliwości niż
Platon. Tym. co według niego oni tworzą, nie są to prawda - same
rzeczy. Ale nie oznacza to deprecjacji dzieła sztuki. Pojawia się tu
bowiem relacja pośrednicząca: „jak-gdyby" *; dzięki niej artysta
uwalnia się od ciężaru, którego być może wcale nie chciał brać na
siebie.
Relacja ta. ..jak-gdyby" [comme-si). umożliwia rozpoczęcie ak­
tywnej penetracji w głąb rzeczywistości, bowiem jeżeli artystyczna
mimesis zawiera też mullws. to dzieło malarza, rzeźbiarza lub poety
jest nie tylko odbiciem (w X księdze Państwa pojawia się porównanie
obrazu do odbijającego tylko wyglądy lustra), ale także interpreta­
cją. Rzeczywistość, którą artysta naśladuje (mimesis), jest mu nie
tylko dana. ale i zadana.
Naśladownictwo w ujęciu Arystotelesa jest zatem zjawiskiem
złożonym. Ricocur wyróżnia w nim trzy aspekty, kolejne w stosunku
do siebie.
Mimesis I ma charakter paradygmatyczny: realne życie jest
wzorcem dla poezji. Jest to ten aspekt, który dostrzegał Platon.
Mimesis II (kluczowa dla całości aktu twórczego) jest syntagmatyczna: poezja jawi się tu jako aktywność konfiguracyjna,
porządkuje to. co w wymiarze życia jest przypadkiem. Związek
z realnością wynika z pośrednictwa struktury „jak-gdyby", struk­
tury o charakterze otwierającym.
Mimesis III jest konsekwencją mimesis II; jest to aspekt, który
włącza do sfery aktu twórczego odbiorcę: do tej sprawy jednak
wrócimy nieco dalej.
Sądzę, że te dwie koncepcje, platońska i aryslolelesowska (ta
druga poddana pewnej interpretacji), mogą być bardzo pomocne
w naszych próbach określenia mimesis jako podstawy zdarzenia
muzealnego.
Możemy zatem traktować zdarzenie to po plalońsku: jako
naśladowanie tego. co niegdyś istniało naprawdę, próbę zbliżenia się
do ideału, choć próbę zawsze mniej lub bardziej nieudaną. Po­
szczególne elementy stworzonej sytuacji muzealnej są wprawdzte
oryginalne, ale w całości jest ona tylko kopią. Jej wartość to stopień
podobieństwa do oryginału; w istocie liczy się tylko on. oryginał.
W tym ujęciu widza należy umieścić w kontekście oryginału,
przenieść w rzeczywistość minioną; kontekst aktualny, związany ze
światem widza, jest nieistotny, wręcz szkodliwy.
Inną stroną tak rozumianego muzeum jest jego inslruklażowość
i swoista depersonalizacja: zabytek, wystawa, jest zawsze przy­
kładem czegoś: tak mieszkano, tak lepiono garnki, takie robiono
wycinanki - przy czym użyta tu forma bezosobowa nie jest
przypadkiem. W gruncie rzeczy bowiem w takim muzeum nie jest
ważny len garnek, tu chata, ten twórca ludowy: to tylko przykłady.
Ich znaczenie polega wyłącznie na wskazywaniu wzorców, na
idealizacji. Zawsze można je zastąpić, jeden cep drugim, nawet
twórcę ludowego, bo ważna jest tylko cepowość i ludowość jako
pewna funkcja.
Należy zatem postawić pytanie, co się stanie, co nowego pojawi się
w sytuacji muzealnej, gdy w mimesis dostrzeżemy nie tylko działanie
paradygmatyczne mniej lub bardziej udolne kopiowanie wzorca,
lecz także syntagmatyczne, konfiguracyjne - nadające ład żywioło­
wi, czyli życiu przepełnionemu nieskończoną potencjaInością. Otóż
muzeum stanie się wtedy pr/estr/enią twórczą, przestrzenią aktyw­
nej penetracji rzeczywistości.
Owa nieunikniona sztuczność, odczuwana poprzednio jako boles­
na konieczność wszelkich przedsięwzięć muzealnych, teraz okazuje
się zaletą - jak w każdej zresztą sztuce, na przykład malarskiej albo

poetyckiej, z natury przecież sztucznej. W czynności naśladowczej;
nie próbujemy już przecież rywalizować z domniemaną, nieogar­
nioną sytuacją wzorcową, beznadziejnie rywalizować co do stopnia
realności. Pełnię i ciągłość życia zastępujemy cząstkowością i dys-,
krotnością naszej konfiguracji. Jest to zarazem rezygnacja z pretensji;
do quasi-magicznego przenoszenia się „tam", w tamten kontekst,
Nie zrywamy kontaktu z ,.tu", z horyzontem naszego życia
W zdarzeniu muzealnym ulega on jednak poszerzeniu, musi ot-|
worzyć się na obcy kontekst zjawiska, które napotkał. Jest to jedyny
sposób zachowania głęboko rozumianego autentyzmu całego przed­
sięwzięcia.
Na czym jednak polegu ten autentyzm? Otóż nie jest to już tylko
zgodność, adekwatność rekonstrukcji i oryginału (choć i te
aspektu pomijać nie można, bo przecież nie chodzi tu o jakieś
subiektywistyczne psychologizowanie); autentyzm, o którym mowa,
nabiera waloru symhaliczności. Oznacza to przede wszystkim od­
rzucenie złudzeń o jakimkolwiek bezpośrednim, prostym kontakcie
z odtworzoną rzeczywistością. Owa rzeczywistość zawsze jest skryta
poza symbolem. Symbol nie jest jednak pośrednikiem ograniczają­
cym nasze spojrzenie, przeciwnie: to środek, medium, wspierający
nasze zmysły, otwierający je. budzący. Bez niego tamten horyzont
rzeczywistości byłby dla nas w ogóle nieobecny.
Nasze otwarcie następuje nie mimo tego pośrednictwa, ale właśnie
dzięki niemu. Symbol nie dlatego wkracza w nasze poznanie, że
innych środków już nic mamy (jak z jedynym zachowanym zdjęciem
nieżyjącego lub nieobecnego człowieka); jest on niezbędny nawet
wtedy, gdy zdarzenie muzealne dotyczy czegoś, co ciągle istnieje
"Żadne trzewiki wieśniacze nie są prawdziwsze od tych z obrazu van
Gogha" - napisał pewien filozof komentujący słowa Heideggera
Ma rację Platon, że namalowanych butów nie da się założyć, że
szewc mógłby mieć do nich zastrzeżenia - zawierają one wymiar
fikcji; ale dzięki temu właśnie, dzięki zawieszeniu owego bezpośred­
niego odniesienia do rzeczywistości, możliwe jest otwarcie na innyjej
wymiar. Otwarcie to ma charakter symboliczny.
Autentyzm symboliczny to sformułowanie tylko pozornie para­
doksalne. W zdarzeniu muzealnym ma ono specjalne zastosowanie.
Tym bowiem, co wyróżnia prawdę symboliczną, jest jej dynamicz*
ność. ekstatyczność. Nie można bowiem o niej powiedzieć, że jest
(gotowa), ona jest odkrywana. Nic tkwi w dziele, lecz jest przez nił
wywoływana, ewokowana. by nie powiedzieć: prowokowana: wo
hec niego dopiero się ujawnia. Ma zatem charakter egzystencjalny,
bo z biernego „wystawiania" czyni „zdarzenie", a z widza - jegcf
uczestnika.
Taki jest właśnie sens naszej obecności w muzeum. Unikamy w ten
sposób naprawdę paradoksalnej sytuacji, gdy widz w muzeum jes
z jednej strony niewątpliwie niezbędny, z drugiej, wobec platoń­
skiego dążenia do prawdy o charakterze obiektywnym, zupełnie
niepotrzebny. Jeśli sytuacja muzealna rozumiana jest jako kopiowa­
nie rzeczywistości, widz jest tylko dodatkiem. On sam możj
wprawdzie odnieść w muzeum różnorakie korzyści, ale dla dzieł
muzealnego jest zbędny, jest wobec niego zewnętrzny.
Tymczasem, gdy prawda muzealna rozumiana jest w wymiarze
symbolicznym, następuje realne włączenie widza, jako uczestnika,
w muzealne imiwersum. Widz staje się jego integralną częścią.
Na koniec potrzebne są dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, wbrew
może nastrojowi tych uwag, nie sądzę, by muzeum typu ..platon
skiego" nie miało racji istnienia. Rzecz w tym tylko, by uświadomi
sobie jego cele i fakt, że nie są one dla zjawiska muzealnego czym
oczywistym i przyrodzonym.
Po drugie, nic należy rozumieć moich uwag w kategoriac
psychologicznych. Choć w zdarzeniu muzealnym jest oczywiśc
miejsce na emocje i przeżycie, to prawda symboliczna nie może by
zrelalywizowana i zredukowana do ludzkiej psychiki. Buty va
Gogha, jak i buty z muzealnej gabloty, są nie tylko żródłei
w/ruszenia, ale i poznania. Tyle, że jest to poznanie o specjalnyt
charakterze: nie tylko informuje, ale i angażuje, ma wymiar egzyi
tencjalny.
Muzeum może być miejscem wtajemniczenia."
7

8

PRZYPISY
1

M. Heidegger, L'origine tle l'oeuvre tïiiri. w. Chemins qui ne mènent nulle
pari. (Holzwege) trad. W. Brokmeier. Paris 1962. s. 3.V34
Platon. Państwo, ks. X, przeł W. Witwicki. Warszawa 1990
ib. W miejscach, gdzie przekład W. Witwickiego staje się zupełnie
niezrozumiały, poprawiam go.
• Arystoteles. Retoryka. Poetyka, przeł. H. Podbielski, Warszawa 1988
P. Ricoeur, Temps el récit, t. I . Paris 1983, s. 6U
Na temat relacji .jak-gdyby" (comme-si) zob. R. Kearney. Poétique du
passible. Phénoménologie herméneutique tie ta figuration Paris 1984: por. też
P. Ricoeur, op. cit., s. lOln
2
J

!

6

18

7

L.-M. C'hauvet. Symbole el sacrement. Une relecture sacramentelle Ą
l'existence chrétienne. Paris 1987, s. 124
Por. P. Ricoeur, La fonction herméneutique
Je la distanciation, vA
F. Bovon i G. Rouiller (red.), Esegesis. Neuchaiel Pans 1975 (llum. polskiej
Hermeneutvcznu
funkcja dystansu, w: Jçzvk.
tekst, interpretacja,
nr/et
B

P. GralT i K. Rosner. Warszawa 1989).
" Próbą praktycznego zastosowania przedstawionej tu koncepcji ..zdarze-J
nia muzealnego" były warsztaty antropologiczne - Biskupin"91. Biskupin'9»
oraz Czarne'92 które prowadziłem z uczniami z XVII Społecznego Liceum!
Ogólnokształcącego w Warszawie Sprawozdanie z nich przedstawię w jedĄ
nym z najbliższych numerów „Kontekstów".

O „Epitafium i siedmiu przestrzeniach"
rozmowa z Jackiem Sempolińskim
Zbigniew Benedyktowicz

i oba aspekty w odbiorze sztuki są równorzędne pod względem
Z.B.: Panie Profesorze, bral Pan udział w pamiętnej wystawie
przygotowanej przez Janusza Boguckiego i Ninę Smolarz "Epita­ siły i znaczenia. I o ile, ja swoją osobistą twórczość traktuję tak,
fium i siedem przestrzeni" w Zachęcie. Wystawa ta spotkała się jak zarysowałem, tzn. że ona powstaje z dwóch źródeł, z potrze­
by tak konwencjonalnie czy umownie określając: kreatywności
zróżnvm przyjęciem. Obok licznych entuzjastów miała też i swoich
czy potrzeby piękna oraz z rzeczywistości, która jest rzeczywis­
przeciwników. Zarzucano jej, m.in. że manipulowała pracami
artystów, że wtłoczyła je w gorset, czy też ramy jednego tematu. tością ludzką, ogólną, generalną rzeczywistością ludzką,
i z mniejszym lub większym powodzeniem te dwa źródła chcę zc
Czym była dla Pana, jako dla uczestnika, la wystawa? Jaka jest
soba łączyć w zabiegu artystycznym, o tyle, jako artysta
Pańska opinia, teraz, już z dystansu, w tej sprawie?
nadający swoje dzieła, czy pokazując je na wystawach ludziom,
J.S.: Na wystawie w Zachęcie doszedł do głosu z siłą jakby
największą w porównaniu z dotychczasowymi wystawami pe­ też oba te punkty chcę wziąć pod uwagę. To znaczy: ja i moja
twórczość, i po drugie - ja i moja służba. Nawet z okazji tej
wien aspekt sztuki współczesnej czy może powiedzmy ogólniej:
wystawy w Zachęcie tak sobie (żartem) pomyślałem, jak mówi
Sztuki — współcześnie w niej jakby najsilniejszy, najbardziej
stare porzekadło, że mężczyźnie do twarzy jest w mundurze, że
twórczy. Mianowicie, nastąpiło w niej przeniesienie twórczości
mundur zdobi mężczyznę, tak uważam (poważnie), że artyście
artystycznej, zjawisk artystycznych z pola estetyki (powiedzmy,
przystoi służba. Oczywiście, ten współczynnik służby został
w przybliżeniu oczywiście) na pole antropologii. Nie jestem
zbanalizowany w przebiegu historycznym, na skutek tego teraz
antropologiem, nie miałem z tym wiele wspólnego, wobec tego
też jest interpretowany rozmaicie. A w ogóle, bardzo niechętnie
nie mogę tego głębiej rozwijać. Chciałbym tu tylko zasyg­
komu przychodzi do głowy, dlatego że sztuka to przede
nalizować: jak ja rozumiem taką „antropologiczność" zjawiska
wszystkim znaczy wolność. Ja po pierwsze, nie wiem co to
twórczości. Dlaczego sztuka i twórczość zbliżają się do ant­
„wolność", a po drugie tego znaku równości nie uznaję,
ropologii? Co w twórczości artystycznej upoważnia do tego,
ponieważ sztuka nie jest wolnością, tylko jest rodzajem zniewo­
żeby włączyć ją w ten obszar antropologii? Otóż uważam, że
lenia, zniewolenia artysty przez imperatyw sztuki.
twórczość jest rzeczą podwójną. Mamy tu do czynienia z dwoma
Więc służbę traktuje Pan jako konieczność?
zjawiskami: przyczyny, pochodzenie, źródła twórczości, sztuki
Właśnie o tym chciałem powiedzieć, bo służba, wziąwszy pod
oraz ich istnienie w obiegu ludzkim, szerszym. Mogę powiedzieć,
uwagę, że człowiek istnieje w rzeczywistości sprawia, że i artysta
że ta podwójność, leżąca u podstaw aktu twórczego, istnieje
w jakiś sposób jest w służbie rzeczywistości. Z tym, że żywość
pewno we wszystkich dziedzinach sztuki, ale ja biorę od­
słowa rzeczywistość chcę podkreślić. Nie chodzi mi o rzeczywis­
powiedzialność za słowo w dziedzinie malarstwa. U podstaw
tość społeczno-polityczną, tylko generalną, tzn. rzeczywistość
leżą więc jak gdyby dwa sprzeczne motywy: po pierwsze
- j a k to prof. Wiesław Juszczak za Claudelem i za innymi często
twórczość jako taka, jako jedna z sil władających człowiekiem,
podkreśla: rzeczywistość rzeczy widzialnych i niewidzialnych.
jako przedstawicielem gatunku, oraz coś innego, to znaczy coś.
To znaczy w takim szerokim i generalnym założeniu tę rzeczywi­
co nie jest twórczością, a co jest rzeczywistością, oczywiście
stość widzę. Chodzi mi więc o służbę tej rzeczywistości, bądź
w szerszym rozumieniu rzeczywistością, której człowiek sam jest
zespołowi już wybranych nawet idei. Wobec tych dwóch dezyde­
częścią. W której istnieje. Z tych dwu źródeł twórczość czerpie
ratów, takich generalnych, rozumiem służbę.
swoje soki. Rzeczywistość otaczająca, w której człowiek tkwi
Nawiązując do jednej z przestrzeni tej wystawy, myślę tu
i jest nią przeniknięty jest siłą, oraz ta już szczególna i po­
0 tradycji wschodniej, prawosławnej. To, co Pan profesor mówi
szczególna w człowieku siła, jaką jest twórczość, też jest siłą
przypomina len rodzaj rozumienia służby, jakim jest liturgia, gdzie
sprawczą. Z tych dwu sit powstaje kreacja artystyczna.
liturgia jest służbą I hogosłużenije 'j.
Tak właśnie, przecież, jak się sięgnie wstecz, nawet nie szukając
I teraz drugi aspekt: istnienie w obiegu, też według takiej
już Wschodu, ale Europy czy tradycji europejskiej, to twórczość
swoistej podwójnej zasady się odbywa: pierwsze - ja i moja
wiązała się z kultem zmarłych, bogów, czy Boga jednego,
kreacja, a po drugie - ja w służbie. Z rzeczywistości pochodzę,
niezależnie od rodzaju religii. Z kultem jest związana od grot.
rzeczywistości oddaję. Między nimi jest bardzo ścisła koniunkjaskiń, poprzez wszystkie Egipty i Grecje. Europę właściwie do
cja i bardzo trudno je rozdzielić, gdzie się jedna rola kończy,
dziś. Oczywiście był okres awangard, gdzie cały wysiłek umys­
a gdzie druga zaczyna, jaka jest między nimi granica. Nigdy to
łowy i twórczy był skierowany na to, żeby się z tej zależności od
nie jest lak jakby nożem odciął, ale w każdym bądź razie te dwa
kultu, zewnętrznego wobec sztuki, wyłaniać.
ogniska powodują, decydyją o obiegu. Te dwa bieguny w obiegu
Tak na przykład, podług mnie. o ile sam ten okres wyłamywa­
istnieją. Otóż według mnie, tracenie z oczu, ze świadomości
nia się był owocny, twórczy, bo wszelkie napięcia, które
artysty i odbiorcy - jeśli już takiego brzydkiego słowa użyć
powstają przy odstępstwach, przy konfrontacjach i takiej walce
- człowieka, który ze sztuką obcuje, jeśli któryś z tych dwóch
opozycji, takie napięcia są twórcze, natomiast, jak się skończył
punktów (w obu przypadkach), niknie z oczu, twórczość na tym
okres wyłamywania i tylko jest kontynuacja, to to się robi jałowe
traci, Naturalnie pozostaje zawsze kwestia temperamentu artys­
1 staje się powtarzaniem rzeczy coraz bledszych, coraz hardziej
ty i ludzi, którzy ze sztuką obcują, że są albo po jednej stronie
się to wycieńcza, ponieważ nie ma w tym soku. A k t twórczy nie
albo po drugiej, że bardziej są wrażliwi na twórczość czystą, na
jest więc wtedy włączony w szeroki obieg duchowy, jest eks­
sam akt czystej twórczości, natomiat na rzeczywistość, z której
ploatacją tylko czegoś, co już zostało wyłamane, zdobyte, jest
ta twórczość wytryska mniej, lub odwrotnie. To już są sprawy
powtarzaniem.
indywidualne, lecz ogólnie rzecz biorąc, oba źródła twórczości.
Wracając do głównych wątków. Włączenie aktu twórczego

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10420" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10398">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/07aa62e8160adf78c5ae4a5c3f49c64c.pdf</src>
        <authentication>bb83de82f75c8ddc3483e2ec5b29c99a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123896">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3630</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123897">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123898">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3407</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123899">
                <text>Wariacje na obrazy i przestrzeń teatralną Andrzeja Majewskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123900">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.30-31</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123901">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123902">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123903">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123904">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123905">
                <text>Wariacje na obrazy
i przestrzeń teatralną
Andrzeja Majewskiego
Aleksander Jackowski
Scenografia może mieć niezależne życie, oderwana od widowi­
ska, któremu służy. Bywa, że staje się samodzielnym środkiem
wyrazu, dziełem sztuki. Powołam się tu na otwartą w paździer­
niku, w salach Muzeum Teatralnego, wystawę Andrzeja Majew­
skiego, scenografa, od trzydziestu lat związanego z warszaws­
kim Teatrem Wielkim, wystawę, która, w odróżnieniu od tego,
czego zwykliśmy oczekiwać w sytuacji jubileuszu, bynajmniej
nie obrazuje dorobku artysty, lecz jest dziełem autonomicznym
i oryginalnym. Wybitnym, a do tego prowokującym do roz­
ważań na temat teatru, scenografii, awangardy, widzenia cza­
sów, w których żyjemy. Wystawa stanowi przy tym interesujący
przykład zjawiska, coraz dziś częściej występującego - zaciera­
nia granic między poszczególnymi dziedzinami, dyscyplinami,
środkami wyrazu. Toteż m o ż n a właśnie przy tej wystawie, zadać
pytanie - czym jest? Scenografią, dziełem plastycznym, teatrem
bez aktora, instalacją? Ż a d n e z tych pojęć nie określa wystar­
czająco jej charakteru, choć z każdym wchodzi w niezaprzeczal­
ne relacje. Autor posługuje się środkami właściwymi z a r ó w n o
scenografii, jak malarstwu i rzeźbie. Tworzy dzieło osobiste,
w stopniu nieczęsto dziś spotykanym. Osobiste, to wyraźnie chcę
podkreślić, a więc nie tylko wyróżniające się swym stylem. Styl
bowiem m o ż n a sobie wymyśleć, jak pieczątkę, znak firmowy.
Tysiące tego przykładów dokoła. Ale bywa też oryginalność
wynikająca z osobowości, charakteru wyobraźni. Nie wyduma­
na, nie zewnętrzna, ale będąca emanacją artysty, jego widzenia
świata, a w tym i sztuki. Właśnie o takiej oryginalności możemy
mówić, analizując twórczość Kienholza, Bacona, Kantora czy
Majewskiego. U każdego z nich wyraźnie odczuwalne jest
osobiste podłoże, p o w ó d , dla którego tworzą.
Jeśli jednak rzeźbiarz czy malarz jest w dziele przez siebie
tworzonym niezależny od otoczenia, profesja scenografa każe
mu być, jeśli nie wykonawcą koncepcji autora czy reżysera, to
w najlepszym razie współtwórcą przedstawienia. Scenografia
znajduje się, jako dyscyplina artystyczna, pomiędzy twórczością
a rzemiosłem. Bywa, że jest tylko realizacją zamówienia, choć
i wówczas piętno osobowości artysty może być dostrzegalne.
Powiemy wówczas - Wiśniak, Kołodziej, Sadowski, Majewski,
mimo iż realizowane zadanie nie daje szans na pełniejsze
zaangażowanie.
W dziedzinach „usługowych", a i w tej kategorii m o ż n a
mówić o scenografii, indywidualność twórcy nie ujawnia się tak
wyraziście jak w malarstwie czy rzeźbie. Coraz częściej, zwłasz­
cza tam, gdzie w grę wchodzą rozbudowane środki techniczne,
mamy do czynienia z realizacjami wręcz anonimowymi, na efekt
których składa się praca zespołu ludzi. Gdzież tam może być
miejsce na wyrażenie przez scenografa jego fascynacji, lęków,
obsesji?
Nie przypadkiem tylu znakomitych twórców odczuwa po­
trzebę poszerzenia granic swej wypowiedzi. Wystarczy przywo­
łać przykłady Swinarskiego, Szajny, M ą d z i k a , Kantora. Także
Majewskiego. Przyglądając się jego drodze rozwoju zauważyć
można coraz wyraźniejszą koncentrację na dziełach bliskich mu
w nastroju, problematyce. Pozwoliła na to reputacja artysty,
szybko zdobyta renoma wybitnego scenografa. Mógł więc
wybierać, a nawet sugerować pozycje repertuarowe, zarówno
teatralne, jak operowe. Po niezapomnianych realizacjach bale­
tów, jeszcze w „ R o m i e " , za czasów dyrekcji Wodiczki, pojawiają
się scenografie tak urzekające piękne, jak choćby do Operetki
Gombrowicza (zwłaszcza I akt!). Ale tonacja „ j a s n a " szybko
zdaje się ustępować „ciemnej". Powstają dzieła na deskach
największych scen świata, jak choćby Elektra i Salome Ryszarda
Straussa, w Polsce - Łucja z Lammermoor Donizettiego, Otello
Verdiego. Dramatyczne, nasycone ekspresją, erotyką i śmiercią.

Może najwybitniejsze, przynajmniej w moim odczuciu, ekstaty­
czne i wręcz sięgające w rejony metafizyki - Diabły z Loudu
i Pasja według św. Łukasza do muzyki Pendereckiego. Diablf,
reżyserował Kazimierz Dejmek, Pasję Majewski inscenizowa*
sam, w warszawskiej operze. Muzyka Pendereckiego swym*
dramatyzmem i regligijną ekspresją odpowiadała mu szczegół-*nie. Bez sensu byłoby mówienie w obu tych realizacjacf
o dekoracjach czy kostiumach. Majewski stał się współtwórcf
dzieł, muzyka dała mu szansę na wypowiedź osobistą, wręcP
porażającą siłą ekspresji.
"
Nie z a p o m n ę wrażenia, jakie wywarła na mnie pierwsza scen?
Pasji, rozgrywająca się w pełnym mroku. Powoli, gdy już wzrok
nasycił się intensywnością czerni, zaczęły się z niej wyłaniać
pełgające światełka, coraz silniejsze, niczym znicze cmentarne,
zapełniając przestrzeń aż do niewidocznych w głębi kulis
Muzyka mroczna i gęsta wypełniała przestrzeń i oto powoli
powoli, wtopione w masyw dźwięków zaczęły te światełki
podnosić się, by w kulminacji stanąć wielkim, masywny!]
krzyżem, płonącym zniczami. Dopiero po dłuższym czasie, gdj
światło zaczęło wydobywać szczegóły, okazało się, że w ramio
nach krzyża umieścił Majewski chórzystów z lampeczkami ni
czole. To właśnie te lampki tworzyły niesamowity nastró
pierwszych kilkunastu minut spektaklu.
O ile jednak początek wydał mi się wręcz genialny, później
intensywność odbioru zaczęła słabnąć, więź muzyki z obrazem
nie była j u ż pełna. Obraz przestał wyrażać, zaczął ilustrować,
a dokładniej mówiąc, zapełniać czas, by widz się nie nudził
patrząc na scenę. Tak to j u ż bowiem jest, że sama muzyka
słuchana w skupieniu obywa się bez rekwizytów, ale kiedy mamj
przed sobą scenę, dekorację, z którą coś się dzieje, która zaprząta
naszą uwagę, ciągle czekamy na nowy pomysł, już niecierpliwi,
nieskorzy koncentrować się tylko na muzyce.
Majewski, inscenizując Pasję, wyczuwał, oczywiście, te puste
miejsca, krzyż z wolna obracał się, jakieś szkieletopodobne
kształty sunęły w o k ó ł jego podstawy. Zamiast wzmacniać
ekspresję muzycznego tekstu, stawały się wartościami samoist­
nymi. Aleja wolałem oddzielnie je kontemplować, nie odnosząc

30

&gt;

�do muzyki, muzykę zaś przeżywać bez symbolicznych wizji
i metafor nawiązujących do czasu, w którym przyszło nam żyć.
Nie sądziłem wówczas, że te idiomy wyobraźni artysty staną się
pełnoprawnym dziełem sztuki, porażającym symboliką, bogact­
wem odniesień kulturowych, osobistych. Dziełem, odzwiercied­
lającym nasz czas - Holocaustu, pieców krematoryjnych, walk
bratobójczych, złudzeń i utraty nadziei.
Dziełem tym była wystawa w Teatrze Wielkim. Złożyły się na
nią obrazy i konstrukcje, o których chętnie powiedziałbym
- rzeźbiarskie, gdyby nie to, że rzeźba kojarzy się z ciężarem,
bryłą, trwałością, podczas gdy tu materię rzeczy cechuje kru­
chość, nietrwałość, jednorazowość.
Nie lubię porównań, każde dzieło jest zakotwiczone w kon­
kretnej, czasowej, mentalnej przestrzeni. W tym przypadku
wyznacznikami jej mogą być przede wszystkim późne cykle
litografii Goi, jak też proza Kafki, Brunona Schulza. W teatrze
zaś Kantor. W teatrze,ponieważ cały jego teatr, poczynając od
Umarłej klasy, naznaczony jest śmiercią, rozpaczliwą potrzebą
zrozumienia siebie, swego życia i czasu.
W wystawie Majewskiego występuje też, i to bardzo wyraziś­
cie, wątek przemijania. Przy całym bogactwie rozwiązań plas­
tycznych pozbawiona jest kokieterii, nie czuje się nawet zabawy,
jaką musiał odczuwać artysta, konstruując z patyków, drutu,
papieru, strzępów tkanin i wszelkich rupieci swe stwory zwierzoczy ptakopodobne. Świat metaforyczny pozwala uniknąć do­
słowności, choć człowiek jest przecież obecny w podtekście tej
wystawy. Podobnie jak Bóg, jak Zło, towarzyszące nam od
początku istnienia. Od wygnania z Raju.
Te same elementy, którymi posługiwał się Majewski w realiza­
cjach scenicznych, tu zyskują autonomię. Kontemplujemy po­
szczególne formy, czując ich symboliczne i metaforyczne uwik­
łania, przy czym sugestywny nastrój całości pomaga nam
znaleźć ich wyraźny kontekst. Jedno sprzyja drugiemu, ogólny
nastrój ekspozycji, bogactwo skojarzeń, jakich doznajemy,
przechodząc od przedmiotu do przedmiotu. One zaś, wraz ze
scenerią wystawy, wydają się tworzyć spójny świat. Czas
i przestrzeń przenikają się tu nawzajem. Chodząc odkrywamy
wciąż nowe profile rzeźb, nowe ich konteksty, odniesienia
symboliczne. Odczuwamy je raczej niż rozumiemy, ale na tym
przecież polega siła sztuki, iż ewokuje nastrój, porusza wraż­
liwość, wyobraźnię widza.
Już od chwili przekroczenia progu znajdujemy się w innym,
wykreowanym przez Majewskiego świecie. Tam, za nami,
lśniący parkiet, kandelabry, pompatyczna elegancja operowych
sal - tu półmrok, jaskrawy blask punktowych reflektorów.
Ciężka, spracowana tkanina, jak kokon spowija sale, rzucona na
ściany stanowi piaskowobure tło dla obrazów. Ta sama, tylko
bardziej sfałdowana pokrywa parkiet. Szurając posuwamy się,
otoczeni malowanymi kartonami i przestrzennymi formami.
Wyłaniają się one z półmroku jak szkielety, kruche świadectwa
czasu, który istnieje już tylko w naszej świadomości. A d o l f

Rudnicki nazwał go epoką pieców. Czas holocaustu, wojny,
przemocy, lęku. Przed nami, na tle oszalałych, zwichrzonych
chmur, latawiec, wyrywający się rozpaczliwie ku niebu, okale­
czona latarnia morska, a może to komin krematoryjnego pieca?
U dołu, na brezencie, wywalone graty, wóz prawdziwy z plecio­
nymi bokami. Teraz pomalowany na biało, jak ślad umarłej
przeszłości, wóz Ż y d a Wiecznego Tułacza, a może biednego
krawca? Pudła, pogięte kosze, też białe, jak i rzucona na wierzch
maszyna do szycia. W ó z tułacza, wóz - sam tułacz. W przenośni
i dosłownie. Gdzieś we wsi krakowskiej kupiony wrak. Czyj? Co
widział? Co przeżył? Czy jego biografia nie mogłaby być
świadectwem losu, okrutnego czasu? Pamiętam go z krakows­
kiej wystawy w galerii Camelot. Później zawędrował do Pragi,
teraz tworzy istotny element warszawskiej wystawy.
A nad nami i dokoła, w powietrzu - kruche, groźne ptaszyska
o krwawych, ostrych dziobach. Erynie. I dziwny stwór. Spręży­
ny, p o ł a m a n e koła, szprychy, o d w r ó c o n a kierownica roweru,
strzępy materii, papieru. Chciałby jak Ikar, wzbić się ku niebu.
Nie poleci.
Za i przed nami - obrazy, rozstrzelane domy, sceny z wyobra­
źni, ze snów, znaczące, jednoznaczne w nastroju, choć można
w nich wyczuwać jeszcze inne podteksty, osobiste, niesamowite.
Ten komin, już wspomniany przedtem, czy mogłem przypusz­
czać, że poza j a w n ą metaforyką ukryty jest jeszcze jeden jego
sens? Déjà vu... A może przeczucie? Dopiero niedawno ktoś
z rodziny pokazał Andrzejowi Majewskiemu dom, w którym
się urodził. Z okna ujrzał właśnie ten komin, widok namalo­
wany przed kilkoma laty!
Tych ukrytych, osobistych kontekstów m o ż n a sporo odnaleźć
na wystawie. Być może autor, świetnie władający piórem, zechce
kiedyś je wyjawić. Dla nas - widzów pozostaje szukanie
odniesień w kulturze antyku, sztuce - dawnej i współczesnej.
Pozostaje nastrój. Spektaklu, w którym nie pada ani jedno
słowo, ale który jest przejmujący. I czytelny.
Wszędzie płoty, pokrzywione, walące się. Drabiny. Tarcze jak
z małomiasteczkowej strzelnicy. Ryby na kiju, znaki zodiaku,
losu ludzkiego. Ostrość blach, rdza, stare drzwi jak nagrobki,
muślin delikatny i zbrukany. Białe ptaki śmierci.
Arsenał form, które nie dziwią. Zapomnieliśmy o czasach,
kiedy spiż i marmur zdawały się zapewniać przetrwanie posą­
gom i świątyniom. Dzisiaj padają pomniki jak worki ze słomy,
rozprute bagnetem. Czas niesie trwogę, coraz trudniej o nad­
zieję. Artysta pracuje pospiesznie, nie wierzy, że dzieło jego rąk
przetrwa wieki. Tragiczny czas - kolumny stają się kominami
krematoryjnych pieców, a schody wiodące do świątyni pudłami,
po których wspinają się z mozołem ortopedyczne buty.
Taka jest Apokalipsa według Andrzeja Majewskiego. Zatytu­
łowana - Nomen. Wariacje na obrazy i przestrzeń
teatralną.
Trudno o celniejszą nazwę. Zwraca bowiem uwagę na teatralny
r o d o w ó d i wyraz tej zdumiewającej wystawy. Bo też i jest ona
swego rodzaju teatrem.

31

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10418" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10396">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0e4874ad10a2b28d82867e16cb117f39.pdf</src>
        <authentication>d9185b4125ea4850c33908888422a5d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123878">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3624</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123879">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123880">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3401</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123881">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123882">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123883">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123884">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123885">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123886">
                <text>1993

rok X L V I I

nr

1 (220)

indeks

369403

cena

18000

zł

Benedyktowicz » . Bogucki l a t a t a o w s k i james Clifford M Dowlaszewicz
Mna Eneelkins MM Głowacki w t a * Jackowski
Krawczyk A*mKroh
MichaiLuboradzM w Olędzki K ^ I ^ Piątkowscy ^Sempoliński * Smolan

zbigme.

mm

�SPIS T R E Ś C I
Jarosław Krawczyk
James Clifford
Wojciech Michera
Zbigniew Benedyktowicz
Zbigniew Benedyktowicz
Aleksander Jackowski
Rzecz o u m i e r a j ą c y c h
Michał Luboradzki
Roch Sulima
Michał Luboradzki
Jacek Olędzki
Tadeusz Chrzanowski
Wacław

Głowa, na którą wszystek koniec świata przyszedł
. . .
O kolekcjonowaniu sztuki i kultury
Tajemnica butów, czyli pochwała muzeum
O „Epitafium i siedmiu przestrzeniach" - rozmowa z Jackiem
Sempolińskim
. . . "
Emaus - Za dużo czy za mało wolności? Rozmowa z Januszem
Boguckim i Niną Smolarz
Wariacje na obrazy i przestrzeń teatralną Andrzeja Majews­
kiego •

3
II
17
19
22
30

syrenach
Daty, wydarzenia, komentarze
Przyczynek do semiotyki śmierci
Kompozycje parkingowo-chodnikowe. Raport z ekspozycji

32
33
38

Izolaty (O spopielaniu świetlanej przyszłości)
Książeczka z kresów

39
45

Wspomnienie
Siedemnaście wizyt u Skirzyńskiego

49
50

Jestem fotografem (dokończenie)
Katechizm poddanych galicyjskich. Fragmenty przygotował
do druku i posłowiem opatrzył Antoni Kroh
Czy słońce rodzi się 13 grudnia? - czyli rzecz o pewnej
..polemice"

58

Skirzyński

Wanda Dowlaszewicz
Michał Głowacki
Józef Szymańczyk
Konstanty Leliwa Słotwiński
Krystyna Piątkowska
Krzysztof Piątkowski
Summary of Articles

68
77
80

Na

o k ł a d c e : Jacek Sempoliński, Głowa Ukrzyżowanego,
1988

Na

s t r o n i c t y t u ł o w e j : Fragm. wystawy E p i t a f i u m i s i e d e m p r z e ­
s t r z e n i . W głębi „ściana" z obrazami Jacka Sempolińskiego, na pierwszym
planie Ukrzyżowanie, rzeźba Andrzeja Wojciechowskiego. Fot. Erazm Ciołek.

Redakcja dziękuje
Ministerstwa

Departamentowi

Kultury

kościół ŚW. Anny, rysunek,

Działalności

Kulturalnej

i Sztuki.za pomoc w wydaniu

numeru

�polska sztuka ludowa

KONTEKSTY
antropologia kultury • etnografia

INSTYTUT

SZTUKI

POLSKIEJ

• sztuka

AKADEMII

NAUK

�CONTENTS
Jarosław Krawczyk
James Clifford
Wojciech Michera
Zbigniew Benedyktowicz
Zbigniew Benedyktowicz
Aleksander Jackowski
On D y i n g

3
II
17

Dates, Events, Comments
A Contribution to the Semiotic of Death
Sidewalk-Parking Lot Compositions

32
33
38

Insulatores (On Turning the Brilliant Future into Ashes
A Booklet from the Eastern Territories

39
45

Wacław Skirzyński
Seventeen Visits with Skirzyński

49
50

19
22
30

Syrena

Michał Luboradzki
Roch Sulima
Michał Luboradzki
Jacek Olędzki
Tadeusz Chrzanowski
Wacław

"The Head Upon Which All the Ends of the World Comes"
On Collecting Art and Culture
The Mystery of Shoes, or Impraise of the Museum
On the "Epitaph and Seven Spaces" - an Interview with Jacek
Sempoliński
Emaus - Too Much or Too Little Freedom? An Interview with
Janusz Bogucki and Nina Smolarz
Variation on an Image and Theatrical Space by Andrzej
Majewski

Skirzyński

Wanda Dowlaszewicz
Michał Głowacki
Józef Szymańczyk
Konstanty Leliwa Słotwiński

Krystyna Piątkowska
Krzysztof Piątkowski
Summaries of Articles

I am a Photographer (An Interview Noted by Anna Engelking.
Continuation)
"The Catechism of Galician Subjects: Concerning Their Rights
and Obligations towards the Government, Manor and Them­
selves" (1832)
Is the Sun Bom on December 13 - About a Certain ..Polemic"

58

68
77
80

R e d a g u j ą : Zbigniew Benedyktowicz, Aleksander Jackowski. Sławomir Sikora (sekretarz redakcji) oraz Ewa Korulska, Anna
Kunczyńska-lracka. Ludwik Stomma
D o r a d z a j ą i w s p ó ł p r a c u j ą : Jerzy Bartmiński, Ewa Fryś-Pietraszkowa, Antoni Kroh, Jacek Królak, Jacek Olędzki, Czesław
Robotycki, Roch Sulima, Bożena Dudko, Zofia Bisiak
T ł u m a c z e n i a : Aleksandra Rodzińska
P r o j e k t o k ł a d k i i s t r o n y t y t u ł o w e j : Jacek Królak
Redaktor

t e c h n i c z n y : Krzysztof Nalewajko

Adres redakcji: Instytut Sztuki PAN, ul. Długa 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994, tcl. 31-32-71/4 wew. 243

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10417" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10395">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/05c0b70d970f38009210346fea2c7d5b.pdf</src>
        <authentication>074638de2db6b56dcc43e2266dd6348f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123869">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3623</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123870">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123871">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123872">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123873">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.196-200</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123874">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123875">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123876">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123877">
                <text>stereotypu Wł. Jagiełły; t a k ż e E. Aleksandraviciusa - Cele
polityczne Litwinów w latach 1863-1914. Z w r a c a j ą u w a g ę
odpowiedzi na a n k i e t ę : Litwa i Polska. Wspólna
przeszłość
- obecne problemy - budowanie
współpracy.
C h c i a ł b y m w t y m miejscu z a c y t o w a ć fragment wypowie­
dzi Czesława M i ł o s z a , w a r t o o n i m p a m i ę t a ć : „ L e c h W a ł ę s a ,
Vaclaw Havel i Vytautas Landsbergis są postaciami, k t ó r e
przejdą do legendy i k a ż d y ich czyn będzie mieć echo
w historii przyszłych p o k o l e ń . Lech W a ł ę s a p o p e ł n i ł wielki
błąd nie c h c ą c widzieć się w Warszawie z Landsbergisem.
Ten, k t o go n a m ó w i ł do tak nierozumnego k r o k u , nie z d a w a ł
sobie sprawy że p a m i ę ć o t y m będzie t r w a ć za lat sto
i dwieście potwierdzając p o w s z e c h n ą w ś r ó d L i t w i n ó w opi­
nię o polskich w i e l k o p a ń s k i c h narowach".
Z wypowiedzi M i ł o s z a jeszcze jeden cytat: „ N a s z a część
Europy weszła w okres, kiedy nie w i d m o k o m u n i z m u po niej
krąży (...), ale w i d m o nacjonalizmu. Dlatego trzeba bardzo
u w a ż a ć i na k a ż d y m k r o k u z a p y t y w a ć , co w stosunkach
z s ą s i a d a m i jest wyrazem nacjonalistycznych pokus. Najłat­
wiej te pokusy r o z p o z n a ć po s k ł o n n o ś c i do wyliczania
krzywd doznanych od drugiej strony, co nie przychodzi
trudno, skoro k a ż d a strona robi błędy. P o d s t a w o w ą z a s a d ą
musi być: nie k o n c e n t r o w a ć się na t y m , co ujemne, p o d k r e ś ­
lać wszystko, co sprzyja w s p ó ł p r a c y . "
C h c i a ł b y m też zwrócić u w a g ę na opublikowane materiały
z I m i ę d z y n a r o d o w e j konferencji, j a k a m i a ł a miejsce w Biały­
mstoku, 21 24.09.1989 r. U k a z a ł y się n a k ł a d e m Towarzyst­
wa Literackiego i m . A d a m a Mickiewicza, Oddz. w Białyms­
t o k u , pod red. Elżbiety Feliksiak. T o m I , k o r e s p o n d u j ą c y
z tekstami w naszym numerze, z a t y t u ł o w a n o Wilno - Wileńs-c-y:na uiko krajobraz i środowisko wielu kultur (Białystok
1992).
O Wilnie piszą, w r ó ż n y c h tonacjach, w sumie frapująco
autorzy z k t ó r y m i r o z m a w i a ł a p. Barbara H o ł u b . Jej k s i ą ż k a
Przy wileńskim stole jest przedziwnym konglomeratem prze­
pisów kucharskich ze wspomnieniami. P r z e p i s ó w nie w y ­
p r ó b o w a ł e m , natomiast czytałem z rozbawieniem, zainter­
esowaniem, z a d u m ą , ciekawe wspominki C z e s ł a w a Nieme­
na, Gustawa Lutkiewicza („Jeśli k t o ś uparcie twierdzi, że

SUMMARY
Joanna Tokarska-Bakir
TED BY DEMONS

D E S E R T E D A L T A R S A R E INHABI­

J a c k o w s k i A LESSON O F A LIVE

LANGUAGE

This issue of „ K o n t e k s t y " is devoted to the borderline between two culture:
Polish and Lithuanian. After (he renascence of the Lithuanian state in the
iwcntieth century, Polish-Lithuanian relations, which date back to the Middle
Ages, did not always follow a favourable course. Hence the conception of our
issue. „ O n e must know the past and its repercussions and understand the fears,
sensitivity and the feeling of a threat harboured by others. But the supreme
goal must be thought and deed oriented (owards the future".
KrzysztoTCzyżewski
VANIA

FROM T H E VIEWPOINT O F TRANSYL­

Krzysztof C z y ż e w s k i is the head of the "Fundacja Pogranicze" (Borderline

196

D o d a m , że książkę o p u b l i k o w a ł a Książka
i Wiedza.
Warszawa 1993. N a z a k o ń c z e n i e tego p r z e g l ą d u informuję
0 m a ł o znanym, ale doskonale redagowanym piśmie ś r o d o ­
wiska olsztyńskiej inteligencji - „ B o n i s s i a " . Wydawane jest
przez W s p ó l n o t ę K u l t u r o w ą „ B o r u s s i a " . Redaktorem na­
czelnym jest Kazimierz Brakoniecki (dobry poeta!). Dotych­
czas u k a z a ł o się - o d 1991 r. - 6 n u m e r ó w , oczywiście
zainteresowania redakcji k o n c e n t r u j ą się przede wszystkim
na sprawach z w i ą z a n y c h z p a m i ę c i ą , przeszłością regionu,
problematyce W a r m i i i M a z u r , sytuacji zderzenia kultur
1 tradycji.
i-

P o n i e w a ż teksty zawarte w t y m numerze pisma poprzedza
m o t t o (wiersz Kazimierza W i e r z y ń s k i e g o ) , c h c i a ł b y m za­
k o ń c z y ć przytoczeniem zdania, k t ó r e „daje do m y ś l e n i a " .
Cytuję w y p o w i e d ź kobiety, k t ó r a w rozmowie ze studentami
U W (pp. J a w o r s k ą i W a s z c z y ń s k ą ) p o w i e d z i a ł a : „Litwini
swoją historie piszą Polacy swoją. Ja już nie wiem, kogo
słuchać".
AJ.

OF

T h i s text offers an outline of doubts and dimnessies concerned with the
status of so called postmodernism This concept - peculiar mental movement
(or as U m b e n o E c o prelTers, recurring historical moment in every decadem
epoch), constructed against modernism, apprehended as rationalist, progres­
sist and overturned with madness of sorting things out, shows distinct
similarities with its antagonist. T h e author tries to characterize the common
basis or some modern and postmodern attitudes, calling it «sting of
modernisty». Its core is fenomenon of distorted technics (in Martin Heideg­
ger's understanding, originating from the Greek uxnvr.). The meaning of this
latter term is strictly connected to others ones: human world, estrangmeni,
indigenuity etc. These topics are discussed in controversy with Emmanuel
Levinas and, partially, with Zygmunt Bauman whose inspiring lectures on
posimnodern social attitudes were reason of these considerations.
Aleksander

W i l n o jest polskie, powinien też powiedzieć, że G d a ń s k jest
niemiecki, bo to przecież Niemcy przez wieki d o m i n o w a l i
w G d a ń s k u " ) , S t a n i s ł a w a Stommy, Bernarda Ł a d y s z a
(...Mozart, to jeden z największych k o m p o z y t o r ó w . A l e mnie
on nie odpowiada. Spyta pani, czemu to? A temu, że u niego
wszystko, k a ż d y gest d o k ł a d n i e wyliczony, wszystko o d - d o .
A mnie potrzebny gest szeroki, niepohamowana fraza Czaj­
kowskiego.) Ryszarda K a p u ś c i ń s k i e g o , Tadeusza K o n w i c ­
kiego, Leona Onichimowskiego, Z y g m u n t a K ę s t o w i c z a ,
D a n u t y Szaflarskie, Stefana Bergmana (b w a ż n a relacja
Jerozolima P ó ł n o c y " o Ż y d a c h wileńskich) Melchiora
W a ń k o w i c z a Andrzeja D ą b r o w s k i e g o ( E d u ś 'co starszejesz togorszeiesz") Szczególnie z a i n i e r e s ó w a ł y mnie wspo­
mnienia Izabelli Radziwiłł już nie tylko o Wilnie ale i latach
w y w ó z k i w g ł ą b Z w i ą z k u Radzieckiego M a t e r i a ł na fas­
cynująca książkę W o g ó l e z tych osobistych relacji lepiej się
rozumie a t m o s f e r ę Wilna lat trzydziestych i wojennych niż
z wielu "syntetycznych t e k s t ó w .

ARTICLES

Foundation), an organization which conducts research into culture and social
relations typical for borderline regions. It is placed in Sejny - a small town in
the extreme north-western part of Poland - the meeting point of Polish,
Lithuanian, Jewish, Byelorussian, Ukrainian and G y p s y culture. The inten­
tion of the Foundation is to populanze tolerance. It organizes meetings of
representatives of various cultures, and works with young people. T h e letter to
the Editor in Chief deals with related themes.
Henryk

W i s n e r T H E Y A N D W E . VOICES A N D OPINIONS

The article is conceived as a ..protocol of divergencies" in the relations
between Poland and Lithuania. It concentrates, therefore on recalling (from
a historical perspective) the accusations and opinions expressed by represen­
tatives of both sides, concerning the relations between the two nations. It also
discloses many commonly held and deeply embedded opinions. F o r example,
the universal view that prior to its union with Poland Lithuania was an
insignificant country, on the threshold of annihilation, was made indelible by
the nineteenth-century prose of Henryk Sienkiewicz.
A l g i s K a l e d a LITHUANIAN L I T E R A T U R E A N D POLISHNESS
I he problem of Polish-Lithuanian relations in literature continues to be
insufficiently examined Of" course works such as " A JVlickiewicz and
Lithuania" do exist but ihev do not exhaust the issue. T h e Polish side reveals
little interest in Lithuanian literature; the same can be said of Lithuanian
scholars. Poland always appeared as the stronger partner. Both countries
shared a common history and Poland is mentioned in thirty, the ancient
Lithuanian songs. In folklore, the Pole was, as a rule, depicted as a neighbour
and partner, and his image was neither positive nor negative. Literature from
the beginning of the nineteenth century treated Poland as a culturally close

�terrain, but in the 1880s this vision was transformed by a programme of
national rebirth. There appeared voices indicating the negative impact of
Poland: attempts at subjugating Lithuania, the demoralizing influence of the
Polish gentry etc.
A r u n a s B u b n y s ETHNOPOLITICAL STEREOTYPES O F POLES
A N D L I T H U A N I A N S IN T H E U N D E R G R O U N D PRESS O F T H E
1942-1944 P E R I O D
In his analysis of the underground press the author presents the question of
the Lithuanian-Polish antagonism during the German occupation. He tries to
avoid the evaluation of arguments, ..historical truth" or psychoological
determinants of both sides. U p o n the basis of quotations from the underg­
round press, Bubnys illustrates how the application of deeply enrooted
stereotypes of the opponent, together with the ommission and justification of
one's own faults, legitimizes current policies. T h e proposed examination of
Polish and Lithuanian attitudes indicates that the underground press of both
communities was, despite certain strivings towards change, unable to over­
come the prevalent Polish-Lithuanian antagonism, but merely intensified
animosity and reinforced negative stereotypes and accompanying atmoosphere.
Tomas

V e n c l o v a ON T H ELITHUANIAN STEREOTYPE

T h e point of departure for reflections concerning the stereotype of the
Lithuanian is an essay written in the West in 1947 by Juozas Girnius, a young
Lithuanian philosopher. T h e product of devotion and anxiety, it was supposed
to prevent hopelessness and d.sintegration; nonetheless, it remains an example
of an absolute apology, or even outright hagiographv. of a nation. Its author
construed a positive stereotvpe of the Lithuanian, and a negati ve stereotype of
the „others". The text was published once again in 1991, and became an
almost classical presentation of the national doctrine: contradictory thought
and declarations are regarded as the absence of love Tor one's homeland.
Venclova demonstrates that a national stereotvpe is, to a large degree, the
outcome of selective cultural memory. He ends his deliberations with
a comment which stresses that the question of the Lithuanian national
character remains a veritable problem. Nevertheless. Venclova is an optimist
and believes that xemophobic cliches produced by intellectuals and readily
adapted by politicians, rarely meet with a mass-scale response; hence his hope
that Lithuania will never bocome another Serbia.
C z e s l a w O k i i i c z y c STEREOTYPE O F A LITHUANIAN SEEN BY
A POLE
The author is a Pole living in Lithuania. F r o m the very beginning he was an
active participant in the renascence of the Lithuanian state (an attitude which
was by no means universal among the Polish communilv). and now acts as
a spokesman of the Polish minority in Lithuania. Okiriczyc is of the opinion
thai the stereotype of the Lithuanian is a composite phenomenon, containing
positive and negative traits. These features changed with the passage of time,
and frequently excluded each other; lor example, the traditional image of the
hadrworking and trustworthy Lithuanian has recently been supplemented by
the opinion about the wonhlessness of work performed by Lithuanians.
V y t a u t a s U r b a n a v i c i u s THE PALACE OFTHE LITHUANIAN
R U L E R S IN T H EL O W E R C A S T L E IN W1LNO
The author of this article outlines the origin and history of the Wilno Lower
Castle, also known as the palace of the grand dukes of Lithuania. Together
with the cathedral, the palace comprised a uniform architectonic complex. U p
to the beginning of the seventeenth century, the two buildi ngs were reconst rueted simultaneously Until recently, it was believed that they were raised in the
fifteenth centurv in the G o t h i c si vie. Historical and archeological inves­
tigations conducted in the palace courtyard came across remnants of a wall
dating from the second half of the thirteenth century; fragments of a similar
construction, resembling a pagan temple, from the same period, were
discovered in the south wing of the Renaissance palace T h e author suggests
that already in the thirteenth century, and possibly earlier, Wilno was a sirong
centre of power and the key town in Lithuania.
W I L N O was always an international town; according lo various
statistical data pertaining to the period from the end of the nineteenth century
up lo the second world war. some 3(1-60 per cent were Jews and Poles while
Russians totalled approximately 20 per cent of the population, accompanied
by Lithuanians, Byelorussians and other communities.
W e include several texts dealing with Wilno: an interview with the historian
S t a n i s t a w S t o m m a ( W I L N O ) , focuses on the history of the town and
the reasons for such a considerable number of Poles and the relations with
Poland (the press, theatre and university). Professor Stomma emphasizes that
Wilno was always dominated by a supranational conception and even the
..Renascence" organizauon, which in Poland was of a purely nationalistic
nature, avoided such a stand.
V y t a u t a s L a n d s b e r g i s ( V I L N I U S ) does not question the presen­
ce of Wilno in Polish culture, stressing, however, that it always was and will
remain the capital of Lithuania.
G r i g o n j
K a n o w i c z (A W I L N O W H I C H IS N O L O N G E R )
describes the Jewish specificity of the lown. It is his opinion that Wilno was
alwavs someiing more than a concentration of Jews, and that it constituted
a New Jerusalem, a pre-war center of spiritual and religious life. K a n o w i c z

accents the fact thai Wilno was actually more of a concept (similarly to Paris,
Rome or Jerusalem). Its grandeur was the product of a unique mosaic of
cultures, which enjoyed peaceful coexistence although thev often remained
apart. T h e assimilation ofthe local Jewish c o m m u n i s was much slowed than
in other towns. T h e text by T a m a r a G o r d o n is a precise historical
presentation of the ties between Jews and Wilno.
H a l i n a K o b e c k a i t e THE KARAIMS O F WILNO AND TROKI
The history of the K a r a i m s (a small ethnic croup of Turkish, ori&amp;in
composed of followers of an offshoot of Judaism) in Lithuania dates back to
1398 when G r a n d D u k e Witold permitted them to settle down in T r o k i . T h e
text is a synthetic presentation of the history of the K a r a i m s who were
basically connected with T r o k i and Wilno. It recalls the main figures and
events in the cultural and religious life of this community and i.a. discusses the
foundation or a museum devoted to the K a r a i m s .
Aleksander

J a c k o w s k i WILNO - VILNIUS

The author desenbes his impressions from his first and recent visit to Wilno.
U p to now, he cherished the vision of the lown as a myth, known from various
sources, traditions and narratives, Jackowski depticts the confrontation of this
inner image with new, external reality. H e found the Ostra Brama (with which
all Poles are familiar thanks to the invocation in Mickiewicz's „ M a s t e r
Thaddeus") strikinelv intimate I n conclusion the author writes- T h e Wilno
which 1 had cultivated does not exist It belongs to the past beautiful but
discernible only in hisloncal monuments, reminiscences and memories of old
people. Wilno is no longer. There is Vilnius - the capita! of Lithuania"
Lech M r ó z THE SYNDROM O F T H E BORDERLINE. COMMENTS
ON R E S E A R C H INTO E T H N I C CONSCIOUSNESS
This is an attempt at a presentation of the religious consciousness, customs
and ethnic stereotypes prevalent on the Byelorussian-Lithuanian-Polish
borderline. The material was collected and prepared by students of ethnology
at Warsaw University. T h e author briefly discusses the method applied in the
selection of the region, and subsequently tries lo establish the reasons for Ihe
archaic way of thinking pursued by the Polish community in Lithuania. H e
draws particular attention to the Soviet occupation which conserved mutual
stereotypes, prejudices and customs that would have been probably forgotten
in the course of a natural evolution of society. T h e impact of traditional
models, cultivated consiciously or unconsciously, occurs in all milieus,
regardless of the level of education, both amongst Poles and Lithuanians
The problem of ethnic, national identification constitutes an essential issue
in investigations earned out in borderlines. T h e feeling of belonging to
a certain cultural and linguistic region, as well as religion, act as the basic
determinant of national self-definition.
Andrzej Czajkowski, Paweł
L a d y k o w s k i T H E IDEN­
TITY O F T H E POLISH-SPEAKING C O M M U N I T Y IN T H E NORT­
HERN REGIONS O F LAUDA
This is an attempt to present the final stage in the several decades of the
disappearance of Polishness in the eastern regions of Samogitia (Lauda), due
to the almost complete crisis of Polish national identity.
Prior to World W a r I I , this area was populated by a closely knit
Polish-speaking community whose members had learnt the Polish language ai
home and in ihe environment in which they grew up. Patterns of this attractive
and nobilitaung model of life were created by the landowners. T h e L i t huanization of the inhabitants of manorhouses and villages, inaugurated
dunne the interwar period (i a under the influence of pressure exerted bv the
Lithuanian administration).' grew stronger after the war, when the so­
cio-economic and national 'structure of I .:.ii.;.; was totally destroyed. A l
nresem the onenlv declared Polishness of the few educated individuals is
based above all on cultivated reminiscences Those persons who remained
outside the entr'v ^ O n ^ e ^ b e d t o ^ u u d t t t k o O n the other hand
thosewho/r^
E

fhet

" P o ^

Ł u k a s z S m y r s k i T H E BAPTISM O F L I T H U A N I A IN T H E CONS­
CIOUSNESS O FT H E POLISH R U R A L C O M M U N I T Y IN T H E WILNO
REGION
The region of Wilno is characterised by a very vivid ethnic diversity. This
feature imposes upon particular groups certain schemes of perceiving others
and introducing order into reality. Present-day stories about the ancient
history and baptism of Lithuania (gathered in the Wilno region) are an
attempt to achieve this goal. They have a deeply concealed content - history
can be interpreted as an element which legitimized Polish possession of land in
the reeion Tales about ancient times emphasize the paaan beliefs of the
Lithuanians (holy groves bonfires etc ) d a ń n g from an ahistorical mythical
period The Lithuanian dukes of old (Vytautas Giedymin) play more a role of
legendary heroes than real rulers. T h e situation changes with the appearance
of Jagiełło, the duke of Lithuania: from the very beginning, however, he is

197

�accompanied by Jadwiga, the Polish queen who married and "civilized" him.
This was a transition from mythical pagan times to the historical Christian era.
According to the interlocutors, it also provided a basis for the Poles to speak
about the Wilno region as their own.
A g n i e s z k a H a l e m b a L I T H U A N I A N C A T H O L I C I S M AS SEEN
BY POLES IN T H E W I L N O R E G I O N
This material, collected recently among Poles residing in the Wilno area,
indicates the strongly embedded image of the pagan Lithuanian. T h e
examined opinions frequently contain the term "pagan" used in a Lithuanian
context. It is also connected with features regarded by the Lithuanians as
negative. Pagan beliefs were supposed to have left many traces in the lives of
Lithuanians; just as frequent are views that contemporary Lithuanians also
include pagans, sometimes concealed under the guise of Catholicism. T h e
return of Lithuania
beliefs is another recurring motif. The baptism of
the country is described as an event which had not embraced the whole
population, and which was not fully legitimate. Lithuanian Catholicism is
perceived as inferior to its Polish counterpart, and remains one of the
components of the image of the Lithuanian as an alien.
B e a t a C z e c h , A n n a W r ó b l e w s k a D I F F E R E N C E S IN T H E
RITUALS A N D CUSTOMS O F BYELORUSSIANS, POLES A N D LITHUANIANS IN E A S T E R N LITHUANIA
T h e article focusses on traditional family rituals and magic rites retained in
the memories of Poles, Byelorussians and Lithuanians. I l also considers the
cri teria provided by the interlocutors, which make it possible to distinguish the
two groups. T h e most important criterion is language.
A n analysis of three basic family ntuals and certain magic rites entitles us to
say that this multi-ethnic region is the scene of an unconscious intermingling of
elements from neighbouring cultures. Only to a slight degree can customs and
rites indicate national affiliation. A considerable impact was exerted by
Russification (joint language, atheization). In the more receni years, one
observes the slow Lithuanization of the Polish community (mixed marriages,
the Lithuanian character of towns, Lithuanian as the official language, comaci
with Lithuanians in schools and places of work). T h e emergence of Lithuanian
national consciousness is accomoanied bv a similar process among the Poles
It has produced attempts at distinguishing the Lithuanian or Polish nature of
nluals.bestvisibleintheexampleoflhewedding.Twoelemenlsare seen by the
Poles are alien: the burning of the bride's wreath, and the "hanging of the
• null hmalcer" I hi' creation of the I ilhirinrin •itite ent-tik nalinnalktir

™den™rA&gt;ee^
reason for its aUempted s e l f X i i n ^ i o n ! C p r l i ^ S r i e l ^
R e n a t a H r y c i u k , E w a M o r o z T H E MEMORY OF TRADITION AMONG LITHUANIANS O F JEWISH DESCENT
It is said that Jews are the natioin of the Book which created them. Thanks
to the tradition connected with it, the Jews were capable of retaining their
national and cultural identity during the diaspora. In their research into
Jewish holidays and religious customs, the authors wished to demonstrate the
attitude of contemporary Lithuanians of Jewish descent to tradition. T h e
ga ihered material distinctly reveals the disappearance of tradition, which is the
consequence of the annihilation of the Jewish Orthodox environment. All
attempts at ihe renascence of national and cultural consciousness concentrate
on the cultivation of the memory of the victims of war and the Holocaust. Il is
this memory which consolidates the national group, shattered after the war;
dales oomitifmorai!Fii7 Trfleic event* in rhr nasi are the sole nmtwnn fn-r

n^n^Mut^Zai

^^Zi^enX^traditio^Jewish

holioavs T t e a * a « n e » of iomt descent
exclusively to the Holocaust

andMv£ is res ncted
restnueo

almost
almost

In T H E I M A G E O F T H E J E W I N T H E E Y E S O F T H E P O L E S I N
L I T H U A N I A the auhors posed a question concerning the alterationis or the
image of the Jew harboured by the average inhabitant of Lithuania, following
Ihe almost complete physical and cultural extermination of the Jewish
community. The functioning image of the Jew does not differ from the
traditional descriptions of the "alien", well known from literature. Emphasis
is still placed on certain physical features and "national character": cleverness
and dishonestv accomoanied bv inborn intelligence industnousness the
drive towards education Stories about "ritual m u r d e r ' s t i l l abound. Evidentlv the era of the Holocaust had for all Dractical nurnoses little imnact unon
the functioning of (he traditional stereotype of the Jew. '
Magdalena

Z o w c z a k WHY APOCRYPHS?

This is an introduction to a series of articles written upon the basis of
research, supervised by the author, and conducted by students amongst the
Poles in Lithuania. The term „ a p o c r y p h s " is, in her estimation, an excellent
point of departure for the description of folk religion. Such tales provide
information concerning the spiritual reality of the community, and are
connected with ihe concept of the local homeland in an interpretation of
universal symbols and evaluations. It is precisely this type of ..home faith"
which is the goal of reconstruction.
M a g d a l e n a Z o w c z a k T H E FALL OF THE WORLD. BETWEEN
LOCAL MYTHOLOGY AND THE BIBLE
The article deals with the assimilation or Biblical motifs in local tradition,
using the example of the fall of the world. Analysed material comes from
Lithuania and Poland, and dates from the 1989-1992 period. In Lithuania the

198

restricted activity of the C h u r c h contributed to an unconscious reinterprelation of Biblical themes in accordance with the local traditions of the
interlocutors, mainly Polish fanners from the Wilno region. Certain tales,
however, reveal some similarity with the Judeo-Christian apocryphic traditions and the Midrash Jewish legends. T h e author discusses i.a. the vision of
history. Successive worlds are separated by cataclysms, people grow smaller,
and are known as the people of G o d ihe Father, G o d the Son and G o d the
Spirit. T h e reason for such degeneration is sin. G o d cleanses the Earth by
sending cataclysms Time is also shortened. This cyclical process can be
illustrated by a spiral whose coils are increasingly closer. A mechanism typical
for the reinterpretation of the Bible consists of the contamination of its
structurally similar motifs, and the combination or events and figures. T h e
biblical storv of the flood for example is associated with the fall of Sodom and
G o m o r a h and local l e g e n d ' ^
B ^ e t h e ^
produced M o r m o u *
attnoutes
raraaise.
instance, grain
The author also examines two types of e t i o l o g i c a l currents; the first
concerns the saving of the arc, which the devil tried lo destroy, and the second
- the survival of certain animals outside the are, accompanied by stories about
birds which Noah used as scouts (numerous folk tales about the raven and the
cuckoo).
P a w e l K o w a l s k i PARADISE LOST AND PARADISE R E G A I N E D
- VISIONS O F P E R F E C T W O R L D S
The reality of Paradise is connected with the beginning and end of mankind.
Such tales are distant from precision and unambiguity. The author concentrates on the location of heavenly reality within the universe (Paradise lost and
regained are not always identical and the latter can be divided into Paradise
proper and heaven), the description of celestial reality and the reasons for the
expulsion of A d a m and Eve (most frequently connected with the initiation
- sometimes unconscious - of sexual life). One could say that dychotomies
functioning on Earth are split: positive aspects are ascribed to Paradise,
negauve to Hell. The author also accents the mlroduction ofcertain elements
of earthly life into the image of Paradise (for example, the necessity lo work).
Agnieszka

P o k r o p e k SLEEP

THEBROTHER O F DEATH

In traditional folk beliefs sleep and death are comprehended as states
divided by a fluid border. In Ihe story about the Dormition and Ascension of
ihe Holy Virgin, sleep is a more lenienl furm of death. It is connected wiih the
function of the patron of good death and the protectress of (he souls or the
dead, assigned to the Madonna. T h e connection between the two slates is also
testified by the symbolics ol'awakening from sleep, perceived as a return to life,
and the protection against death Just as at the time of death the spirit can
depart from (he slumbering body, and wander in the netherworls. Another
aspect or (hus union is (he d i s t i n c t i o n of an intermediate category between
sleep and death
the so-called lethargu. when the soul can also roam in the
netherworls. Sleep and death are linked with the different tcmpralily of the
"other world" This belief is demonstrated bv the tales descrihino the uniaue
passage of time as well as by the visionary and prophetic imemretaiions of
dreams Both dreams and death make possible contact with the dead and
^ n a t u r a l ! creatures
A n n a K o w a l c z v k ABOUT GOD, T H E DEVIL
TRICKS. OR WHO STEERS DESTINY

AND

MAGIC

A n analysis of popular beliefs, fairy tales and magic tricks shows that
human fate is shaped by independent forces other than G o d Happiness,
health and talent depend on the moment, day and phase of the moon on
a person's birthday which also determine his longevity and ihe hour and lype
of death. People try lo alter divine decisions, assure success and reverse
unhappy events wiih ihe aid of unclean forces and magic.
Mikolaj

O l s z e w s k i THEDEVIL ANDSEX

The author deals with the relation between the devil, woman and sex. using
for ihis purpose predominantly folk tales (gathered basically in the Wilno
region). These slories emphasize that the devil is ignorant of female anatomy.
The author connects this opinion wiih ihe indeterminate sex of the devil, or its
complete lack, other tales, however, see the devil as a male, in accordance with
the Biblical apocryph which claims that C a i n was the son of Satan. T h e author
seeks a solution to this divergence in the myth of the fall and expulsion of (he
first parents from Paradise; it was then lha( (he an(agonism between Eve and
ihe devil determined (he male nalure of the latter.
J o a n n a D o m a n s k a THE RITUAL AND THE IMAGE
A B O U T SAINTS IN L I T H U A N I A

LEGENDS

The key role in the depiction of the saints in the Wilno region is plaved by
(radilional rituals and iconography. Offiacial hagiographie legends are oflittle
importance; they are transformed under (he impact or (he images or the saints
and the customs connected with feast days. St. George, for example, is
envisaged as a mounted knight and the patron of tame and wild animals, St.
Agatha is a healer ot people and a protectress against lire, and candles blessed
on the day of St. Blaise are thought to have health-giving properties.
Norbenas Vélius
MYTHOLOGY

ANCIENT LITHUANIAN

RELIGION

AND

The formation of the Lithuanian state coincided with an influx of
Christianity from Western Europe. The new situation demanded that the
rulers of Lithuania show great prudence in shaping political realtions F r o m
the very outset, Lithuania demonstrated understanding and tolerance for
various creeds Although old religions and mythology survived in many

�domains of life i.a. in art, folklore and language, their reconstruction is
hampered by inadequate source material. „ A s long as there is no satisfactory
reconstruction of the Lithuanian pantheon', writes the author, "the names or
the most important dieties and lesser mythical figures and their functions
remain undetermined and the ancient religious customs and rituals are
unexamined, it will be difficult to engage in reflections concerning the
philosophical aspects of Lithuanian religion, its views about the world, human
existence, life and death, and the metamorphosis of the world and man". T h e
article is an attempt at a reconstruction of the ancient rites.
T R A D I T I O N A N D C O N T E M P O R A N E I T Y . A n Interview with V y t a u t a s L a n d s b e r g i s conducted by Aleksander Jackowski
Vytautas Landsbergis - politician and art critic - talks about tendencies
present in contemporary Lithuanian art. T h e interview deals with the values of
art, which protects national identity, and with spiritual freedom realized by
a n , including folk art and tradition. A return to pagan relics could be, in the
opinion of Landsbergis, regarded as the enhancement of Christian values. This
process was particularly significant for strivings towards a clearly accented
cultural identity.
Norbertas

V e l i u s PROFESSIONAL A R T AND MYTHOLOGY

Mythology is one of the oldest forms or the comprehension of man and the
world. T h e author mentions the equivalence of macro and micro-cosmos,
particular cycles of time and relations between space and time, known i.a. from
the works by M . Eliade Many authors opt for such a reference to mythology.
Norbertas Velius discusses „ M e t a i " (Seasons), a poem by K . Donelaitis.
a series or frescos in the Wilno University by P. Rapsys, under the same title,
and „ I m u jusu duona" (I T a k e Y o u r Bread), a film by H . Sablevicius. T h e
frescos depict i.a. a cycle or annual holiday rituals and the cycle of human life.
Select moments in human life are thus correlated with the annual cycle and
parts of the world. F o r instance, the eastern wall features annual rites
connected with spring and the summer, which in human life correspond to
a christening and a wedding. The seasons are additionally correlated with the
time or day. T h e floor symbolizes the netherworld (and shows the extinct Bait
tribes), the walls - the Earth, and the ceiling - the celestial world.
Jacek Antoni Zieliński
TIME AND SPACE

ĆIURLIONIS A N D HIS VISION O F

Mikalojus Konstantinas Ciurlionis (1875-1911) was a composer and
painter who originally trained to be a musician. In 1902 he began studying at
the Academy of Fine Arts in Warsaw. His talent as a painter erupted in 1904,
and in (he course of the next few years progressed rapidly. Ciurlionis started
with expressive symbolism which ultimately developed into a radical transfor­
mation of the very sense of symbolism. T h e artist demonslrated that the space
of a painting could become the symbol of man's inner state and the expression
of an inner perception of the outside world. I n a highly original way, Ciurlionis
showed the relations between our psyche and visions of space. H e made us
aware or the fact thai all visions of space are symbols or our internal world. He
also indicated the unity between the structures of micro- and micro-cosmos.
By referring to reactions between music and painting, he introduced the notion
of space which develops in time. Ciurlionis built the space of his compositions
according to muscial cadenzas, and produced something which could be
described as the melodic lines of space, transferring variations of the musical
motif from lime into space.
Pokwitowanie dla wpłacającego

V y t a u t a s L a n d s b e r g i s T H ESYMBOLICS O F S O U N D IN T H E
W O R K S O F M.K. CIURLIONIS
The author proposes a detailed analysis of the musical languange of M . K
Ciurlionis (painter and composer) upon the basis of two compositions for an
orchestra: ..Forest" and „ S e a " The works of Ciurlionis are outstandingly
psychological and often connected with symbolism.
K r z y s z t o f D r o b a FROM CIURLIONIS UP T O T H E PRESENT
DAY. AN O U T L I N E O F T H E HISTORY O F PROFESSIONAL MUSIC
COMPOSITION IN LITHUANIA
T h e Lithuanian nation survived to a considerable measure thanks to its art;
in this context, the history of Lithuanian music is one of endurance. It was
inaugurated by M . K . Ciurlionis, an outstanding composer and painter at the
beginning of the twentieth century, whose works refered to Lithuanian folk
songs, making it imperative for Lithuanian art to pursue universalization
(alongside the cultivation of local or national traditions). T h e period of
independence (1918-1940) was a time for the development of local musical
education, opera and symphony orchestras. T h e fundamental idea was the
creation or a national style upon the basis of folklore (Gruodis). T h e
occupation of Lithuania in 1940. and the war subjugated musical life lo
patterns imposed by Moscow in the spirit of socialist realism. Permissible
interest in folklore provided an asylum for authors who cultivated national
tradition. T h e ominous Stalinist period witnessed the debut of Julius
Juzeliunas, the most celebrated composer of the older generation. The 1970s
and 1980s in Lithuanian music were dominated by the highly independent
works of Bronius Kutavicius, who construed national ..high" a n using the
material of folk culture.
A T R E E W H I C H G R O W S F R O M A T I N Y S E E D - an Interview with the
Composer Bronius Kutavicius held by the poet Sigitas G e d a
Bronius Kutavicius is an outstanding contemporary Lithuanian composer,
born prior to World War I I . He was brought up in the countryside and his first
contact wilh music were religious songs and a harmonica. Not until the war.
did he begin normal musical education and studied in the Wilno conservatory.
Kutavicius did not imitate Western trends in modem music. H e resolved lo
exploit the richness of folklore although not by copying certain motifs but by
referring to the very essence of music. He also opted for pagan tradition which
was reflected in his oratorios: ..Pantheistic Oratory". „ L a s t Pagan Rites" and
„ F r o m the Stone of the Sudovians".
K r z y s z t o f D r o b a IN T H E M Y T H O F LITHUANIA
ORATORIOS OF BRONIUS KUTAVICIUS

Krzysztof Droba presents a detailed analysis of the compostitions which,
regardless of the date of their origin, comprise a continuum of ..historical"
chronology. The author claims that the composers very soul plays „archaic-folk-pagan notes".
The ..Pantheistic Oratorio" is a sui generis instrumental theatre in ihe form of
wild, primeval rituals, inspired by the poetry ofSigitas Geda. . . F r o m the Stone
or the Sudovians" is intended for a choir and folk instruments. Nostalgic songs
conceal the bellicose rhythms of the Sudovians.
"Last Pagan Rites" constitute the key to a whole series of compositions
written to texts by Sigitas Geda. Their force is contained in the reconstruction
of a sacral situation. T h e contrast between the pagan and Christian sacrum
produces a profound conflict, but it also gives rise to additional meanings,
including histonosophic ones. The last oratorio entitled „ T h e Magic Circle or
the Sanscrit" composed in 1990, has not been performed in Poland

Odcinek dla posiadacza rachunku

zł
acający

IN T H E

Odcinek dla banku

Zł

wpłacający

Dokładny adres

wpłacający

' 'Dokładny' adres

Dokładny adres'

na r-k

na r-k

na r-k

AMOS

AMOS

AMOS

ul. Szenwalda 1, W A R S Z A W A

ul. Szenwalda 1, W A R S Z A W A

ul. Szenwalda 1, W A R S Z A W A

VIII Oddział PKO W-wa
nrr.
1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
n r r k u 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nrr-ku 1586-77578-136

k u

Pobrano
opłatę

podp.s przyjmującego

tować:

Pohrano
opłatę

stempel

podpis przyjmującego

••i

Pobrano
oplale

slempel

podpis przyjmującego

199

�Vytautas Kubilius
TOWARDS FREEDOM

LITHUANIAN L I T E R A T U R E - THE PATH

The question posed by the author of the article concerns the role played bv
Lithuanian belles lettres in die changeable history of the Lithuanian nation.
He begins his analysis with the publication of the first book in Lithuanian in
1547. examines the era of the first significant literary work in Lithuanian by
reverend Kristionas Doneljtis (1760-1770) who defined the nature and
mission of the emergent Lithuanian belles lettres, and the age of Romanticism,
up to 1918, the year when Lithuania regained independence. At that time.
Lithuanian literature produced an emblematic image of the country, evolving
around the question of land. After 1918. boundaries of provincial isolation
started to collapse, but the Soviet occupation and Nazi camps interrupted the
natural course of the development of literary life. The most important task was
Ihe protection of the historical memory of the nation, its language and
consciousness.
When on 11 March 1990 Lithuania proclaimed its independence, the
situation of literature changed radically. T h e subsequent period witnessed the
emergence of dramatic aesthetics, a return of the formerly forbidden e m ig r é
literature and a rich and varied poetry of inmates and exiles.
V i c t o r a s L i u t k u s THE WORKS AND ACTIVITY OF VYTAUTAS
K A J R U K S T I S I N W I L N O I N T H E Y E A R S 1921-1931
The author analyses the Wilno period of the artist who spent many years in
Russia where he studies. He was the only Lithuanian painter to develop
artistic, theoretical and critical interests simultaneously with the avantgarde
milieus of other countnes. V . Kajrukstis was also a member of the
C omructivists, and together with W . Strzemiński organized an exhibition of
New A n , held in 1923. M u c h criticised, he did not exhibit his works frequently,
although the impact he exerted upon students was considerable. T h e author
corrects certain facts from the life of the artist, and suggests that he was the
author of a typographical catalogue of the exhibition, an outstanding
achievement of the era of Suprematism and Constructivism.
Laima
Laućkaite
MODERN
LINKS WITH TRADITION

LITHUANIAN

A R T A N D ITS

In Lithuania art was always more restricted by the control exerted bv the
Partv than in Poland; thus, its supreme task was to counteract ihe policy of
Russificauon. Already from the nineteenth century, the Lithuanian national
character (whose prime feature was language) was associated with the
peasantry; it is not suprising. therefore, that folklore and village culture were
perceived as the basic source of national culture and a protection against the
deprivation of national identity. At the beginning of the twentieth centurv.
artists referred directly to folk motifs; then,they returned to the "philosophy"
of folklore. I n the 1980s they reached for the prehistorical stratum of
Lithuanian culture - the mythology of the Baits (e.g. P. R a p ś y s . the frescos
adorning the University of Wilno). In the 1990s there appeared a new tendency
lo exploit archaic forms of objects-relics, which constitute ihe quintessence of
life and concentrate (he spiritual energy of the people who use them (e.g. M .
Snipas).
S l a s y s E i d r i g e v i i i u s FAMILY HOME, CHILDHOOD, YOUTH
Eidrigievicius is one of the most eminent Lithuanian artists. In a conver­
sation with A l e k s a n d e r J a c k o w s k i he discusses i.a. his schooling
and creative progress. Stasys Eidrigevicius began with small forms i.a. ex libris.

Na wszystkich częściach blankietu należy wpi­

and became acquainted with Western art relatively late; even books which
Western collectors sent hm - . return for these works were, as a rule,
confiscated Although somep . his compositions could be associated with
surrealism, the artist emphasizes that their premises are quite different. They
reflect man's loneliness and one of their most important symbols is the mask.
" F o r me, it signifies simply theatrical faces, which seemed to leap out from my
paintings sketchbook and frames They are trulv free" T h e interview is
supplemented by a part of a text by Vittorio Sgarbi and fragments of the
artist's statements and diary.
Ale

Poiiulpaite

STANISLOVAS RIAUB

Stanislovas Riaub (1904-1982). was a sculptor discovered at the end of the
1960s. F r o m childhood he lived in the same place, surrounded by the same
people. He sculpted only in the winter, and spent his summers working on (he
land. Riaub depicted that what he saw around him or what was dictated by
inspiration; it is this world created by him which is the yardstick of his talent
and creativitv Contradictions in the life and personality of the artist produced
variegaled works full of contrasts Initially Riaub executed traditional
figurines of saints, but his later accomplishments include items intended for
dailv use (Dirjes frames boxes) humourous and erotesaue sculptures
philosophical compositions and copies of Nature His works albeit close to
folklore are distant from the traditional art of masters of sacra fieure! and

Z i t a Ż e m a i t y t e DO Y O U K N O W W H Y I L O V E WOOD?
T H E S C U L P T U R E S O F 1POLITAS U Z K U R N Y S
lpolitas U ż k u r n y s , one of the most celebrated contemporary artists who
cultivate folk art, lives and works in Wilno He sculpts statues, individualized
portraits, small figuriens of Christ Meditating and saints, showing implicit
trust in wood and his own intuition.
Z i i a Ź e m a i t y t e T H E WOODEN SONG O FT H E SCU LPTU RES O F
LONGINAS SEPKA
Lionginas Sepka (d. 1956) is the best known Lithuanian naive folk artist.
Following his own imagination and intuition, he sculpted large human figures,
stylized trees and bushes, commemorative plaques with the word of his own
songs or the Holy Scripture, as well as figures of Christ, the Virgin Mary and
saints. His works concentrated primarily on religious themese. Sepka executed
his sculptures without any knowledge of principles or canons He was also
a „ p o e t " who wrote poetry and accompanying melodies.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i „AND TALENT APPEARED". ABOUT
STANISŁAW SUCHOCKI
Stanisław Suchocki was born in Lithuania and lived in K o w n o . During
World W a r II he was deported by the Germans to the Suwałki region, and
after the war moved to Lower Silesia. Suchocki began sculpting late in life and
declared that; ,.1 found my talent shortly before death". He never copied
anyone and sculpted in his own, original way, flatly, with the frequent
application of filigree T h e greatest importance was attached lo heads and
gestures All the sculptures are cheerful often humourous and dynamic They
are rare examples of a beauliful art pursued by a Lithuanian who lived in
Poland.

PRENUMERATA
„KONTEKSTÓW"

sać czytelnie atramentem, długopisem lub pis­

PRENUMERATA
„KONTEKSTÓW"

mem maszynowym jednakowo k w o t ę cyframi,
imię i nazwisko wpłacającego, jego adres,

I półrocze

I półrocze

I I półrocze

I I półrocze

roczna

roczna

ilość egz.

ilość egz.

siedzibę oddziału banku w którym prowadzo­
ny jest rachunek oraz numer i nazwę tego
rachunku.

Za skutki wynikłe z mylnego w y p e ł n i ł
blankietu ponosi o d p o w i e d z i a l n o ś ć wytjj
wpłacający.

200

�* .WARUNKI P R E N U M E R A T Y
1. Wpłaty na prenumeratę p r o w a d z o n ą przez „ R u c h " przyjmowane są na okresy kwartalne.
2. Cena prenumeraty krajowej i-a pojedynczy numer w 1994 roku wynosi 20000 zł. Prenumerata ze
zleceniem dostawy za granicę jest o 100% droższa.
3. Wpłaty na prenumeratę przyjmują:
- na teren kraju - jednostki k o l p o r t a ż o w e „ R u c h " ; istnieje również m o ż l i w o ś ć prenumeraty „ p o d
opaską". Wpłaty od o s ó b i instytucji z miejscowości, w których nie ma jednostek
kolportażu „ R u c h " należy wnosić do Ruch S A Oddz. W-wa, ul. Towarowa 28,
konto jak niżej.
- na zagranicę

- Zakład Kolportażu Prasy i Wydawnictw 00-958 Warszawa, konto P B K , X I I I
Oddział W-wa 370044-1195-139-11

4. Dostawa z a m ó w i o n e j prasy następuje:
- przez jednostki kolportażowe ..Ruch" - w s p o s ó b uzgodniony z zamawiającym.
- przez urzędy pocztowe - pocztą zwykłą na wskazany adres, w ramach opłaconej prenumeraty
z wyjątkiem zlecenia dostawy na zagranicę pocztą lotniczą do odbiorcy zagranicznego, której koszt
w pełni pokrywa prenumerator.
5. Terminy przyjmowania prenumeraty na kraj i z a g r a n i c ę - d o 20 X I na I kwartał roku n a s t ę p n e g o , do 2 0 I I
- na II kwarta!, do 20 V na I I I kwartał, do 20 V I I I na I V kwartał.
Prenumeratę naszego pisma prowadzi także firma A M O S , Warszawa, ul. Szenwalda I. W p ł a t y na okresy
półroczne (2 numery), roczne przyjmowane są non-stop, a dokonane na miesiąc przed ukazaniem się
kolejnego numeru gwarantują jego otrzymanie z d o s t a w ą do domu. miejsca pracy.
Obecna cena półrocznej prenumeraty krajowej wynosi 40000 zł. Prenumerata zagraniczna jest o 100%
droższa.
Wpłat należy d o k o n y w a ć na konto: A M O S . P K O VIII Oddział Warszawa, nr 1586-77578-136.
Sprzedaż prowadzi również Dział Wydawnictw Instytutu Sztuki P A N , 00-950 Warszawa, ul. D ł u g a 28,
Alicja Trojanowicz, tel. 31-32-71 w. 258. Sprzedaż na rachunek, za zaliczeniem pocztowym lub za g o t ó w k ę
w Dziale Wydawnictw oraz w kiosku Instytutu Sztuki. R ó w n i e ż numery archiwalne.
*

Prenumerata zapewnia otrzymanie pisma w cenie wyżej podanej, niezależnie od tego, o ile droższy będzie
w sprzedaży numer.

W 1994 r. ukażą »ie dwa p o d w ó j n e zeszyty

monograficzne:

1/2 etnologia wobec współczesności
3/4natura-kultura
spis zawartości rocznika I W zamieścimy w numerze 1/2 - 1994

Wydawnictwo Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk publikuje książki i czasopisma z zakresu
sztuki, teatru, filmu, muzyki, folkloru
Stalą, sprzedaż książek i czasopism Wydawnictwa IS PAN prowadzą następujące księgarnie:
-

Warszawa
Główna Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa,
Krakowskie Przedmieście 7
Księgarnia ORPAN, Pałac Kultury i Nauki
Księgarnia Fundacji Pomocy Bibliotekom Polskim,
Marszałkowska 74
Księgarnia Ossolineum, Jaworzyńska 4
Księgarnia „Artystyczna", Mazowiecka U
Księgarnia .Leksykon", Nowy Świat41
Księgarnia .Odcon", Hoża 19
Księgarnia Zamku Warszawskiego, Świętojańska 2
Białystok
Księgarnia akcent", Kościuszki 4
Gdańsk
Księgarnia Ossolineum, Łagiewniki 56

Ciągłą sprzedaż hurtową, detaliczną i wysyłkową publi­
kacji Wydawnictwa IS PAN prowadzi
Ośrodek Upowszechn ian la Fi I mów i Książki
„HareFilm", ul. Piłsudskiego 38
30-960 Kraków

Kraków
Antykwariat „Bibliofil". Szpitalna 19
Księgarnia "Helmanska", Rynek Główny 17
Księgarnia "Orlundo", Sławkowska 10
Księgarnia ORPAN, Św. Marka 22
Lublin
Księgarnia ORPAN, PI. Marii Curie-Skłodowsldej 5
Łódź
Księgarnia Ossolineum. Piotrkowska 181
Poznań
Księgarnia "Jedynka". Al. Marcinkowskiego 21
Wrocław
Księgarnia Ossolineum, Rynek 6

Ciągłą sprzedaż hurtową publikacji
IS PAN prowadzi
Skład Księgarski „EWA"
ul, Rodziewiczówny 4,45-951 Opole
tel, 374-28

Numer liczy 25 ark. drukarskich.
Fotoskład: „Iskra".
_

ul. Niska 18/6, teł. 39-90-83
Druk: mgr inż. Piotr Włodarski,
ul. K s a w e r ó w 21; tel. 43-14-71 w. 240
N a k ł a d 2000 egz.

Wydawnictwa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10416" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10394">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1079d6a51f61703a477bf0a86b07b2be.pdf</src>
        <authentication>7e1d81b89ac1accbf372928a864280a6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123857">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4705</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123858">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123859">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123860">
                <text>XX wiek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123861">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4368</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123862">
                <text>Współczesna rzeźba ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123863">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.1, s.1-24</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123864">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123865">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123866">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123867">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123868">
                <text>Aleksander

Jackowski

W S P Ó Ł C Z E S N A

R Z E Ź B A

L U D O W A

j ę t n y f a k t , iż n a w s i w y k o r z y s t u j e się n i e r a z f o l k l o r
czy

strój l u d o w y

obyczaje,
Opieka
oraz

ze

formy

n i e są w

bardziej
form

konkursy i

propagowania

s t a n i e zmienić

zahamować

ludowej

konserwujący

dawne

miejscowe.

s t r o n y ipaństwa,

wszelkie

czości

jako element

autorytety

procesu

sztuki

wystawy

ludowej

twór­

t y c h faktów,

a tym

zaniku

na wsi. Opieka

tradycyjnych
dotyczy

więc

twórców l u d o w y c h , o n i t o otrzymują stypendia, moż­
liwości d a l s z e j

p r a c y — ale p r o d u k t t e j p r a c y ,

o w y s o k i m poziomie
uznania w

nawet

artystycznym, nie znajduje

miejscowym

środowisku i zostaje

już

ekspor­

t o w a n y d o m i a s t o r a z za g r a n i c ę .
Jak

w

tej

twórczości?

sytuacji

Fakt

dokonują

pierwszy:

się

przemiany

przemiany

są

wewnętrznego r o z w o j u twórców, którzy otoczeni
nowe przejawy

przez

życia, p o d d a n i w p ł y w o m p r a s y , r a d i a ,

filmu, telewizji i nowych wzorów
skrępowanie

w

wynikiem

tradycyjną

formą

estetycznych

czują

i

bywa,

swej

sztuki

że próbują ją zmienić, n i e z a w s z e zresztą z korzyścią.
F a k t d r u g i : n i e i s t n i e j e w zasadzie o p i n i a środowiska,
która

dawniej

decydowała

o charakterze

i

poziomie

twórczości, dokonując j e j s e l e k c j i i e l i m i n u j ą c

formy

nieudane, zbyt

ponie­

waż

—

j a k to

ekstrawaganckie.
już

powiedziano

Nie istnieje,
—

sztuka

ludowa

Frasobliwy.
II. 1. Wys. 37 cm. Wyk. 1950. Feliks
Błaszczyk,
szawa,
pow. Aleksandrów
Kujawski.
II. 2. Wys. 25 cm.
1958. Wincenty
Pitura,
Sułowiec,
pow.
Zamość.

SYTUACJA

OBECNA

RZEŹBY

W

SZTUCE

LUDOWEJ
Spośród w s z y s t k i c h d z i e d z i n l u d o w e j
czość

rzeźbiarska

wyróżnia

dynamiką

swego

ujawniają

się n o w i

jący.

rozwoju.

Rozszerza

powstają

krąg

—

tychczasowych

nieraz

nowe

ośrodki,

bardzo

i odrębne w

twór­

szczególną

podejmowanej

dzieła o r y g i n a l n e

razie, n o w e

sztuki

obecnie

Powstają

twórcy,

się

się

interesu­
tematyki,

swym

wy­

choć w y n i k a j ą c e

bezsprzecznie z d o ­

tradycji.

to

tłumaczyć?

Co

w p ł y n ę ł o n a f a k t , że n a t l e s t a l e postępującego

roz­

padu

ludowej

właśnie

kultury

twórczość

n y proces
Chcąc
wszystkim

i

z

w

zaniku tradycyjnej
wykazuje

odpowiedzieć
wziąć

pod
Obca

tradycyjnych

wręcz

na to pytanie, trzeba
uwagę

się c o r a z

świadomości

powodu

sytuację
bardziej

zarówno
wsi i

przez
jej

negatywnego

jej form

m a młode

losu, symbol

nędzy

przede

obecną,
obca

gdy

własne­

zmiany,

kulturze,

jakie

jak

też

stosunku, jaki

do

pokolenie,

w folklorze i plastyce l u d o w e j relikt dawnego
skiego

sztuki

tak aktyw­

przemian?

środowisku.

zaszły

i

rzeźbiarska

sztuka l u d o w a staje
mu

Czym

i zacofania.

Dla

widząc
chłop­
powsta­

w a n i a t e g o r o d z a j u uprzedzeń n i e j e s t n a p e w n o o b o -

Nie­
Wyk.

�w

małym

s t o p n i u zaspokaja

konsumentów,
już

spójne,

potrzeby

samo

nie reprezentuje

estetycznych,
wym

a do tego
jest

bowiem

miejscowych

środowisko

określonych

pod

nie

upodobań

względem

r o z b i t e i właśnie w n i m s a m y m

jest

kulturo­

zachodzą

naj­

Rzeźba,
na

właśnie

inwencji

dycją,

stała

tycznych

i

dlatego

twórcy

i

że

mniej

się t e r e n e m
formalnych.

t a k silnie
jest

nowych
Sprzyja

opiera

ograniczona
poszukiwań

temu

w i ę k s z e p r z e m i a n y . F a k t t r z e c i : n a straży

„czystości"

o r a z d l a w ł a s n e j s a t y s f a k c j i . Istnieją b o w i e m

i plastycy,

b y twórczej w y p o w i e d z i , których nie może

specjalizujący
Fakt
i

się w

czwarty:

opiece n a d l u d o w y m i

instytucje

organizujące

twórcami.

wykonywanie

produkcję

jedynie sztuka „wyrażająca",

s k u p ( C P L i A i i n n e spółdzielnie r e g i o n a l n e )

przez

żywają

wodują

bicje

zmiany

w

twórczości

ludowych

wytwórców.

mują często n o w e t e m a t y , które i c h z d a n i e m
nią i m n a g r o d y
Przemiany

zapew­

i uznanie na konkursach.

wywołane

zachodzą r ó ż n i e w
wej

wycinankę

oraz

więc

znacza
dziej,

malarstwo,

tematyczną

te rodzaje

sztuki,

ceramikę

tkaninę

w

których

się r o l a i n w e n c j i w ł a s n e j
a

szczególnie

kontynuuje
modyfikując

się

w

formy

za­

Gdzie i n ­

rzemiosłach

—

dawne,

nieznacznie

je

tylko

regionach.

O

przede

figuralną,

najsilniej

ujawniać

i

które

daje

a więc w

zakresie

pla­

zaspokajają

n a t o m i a s t rzeźba

prze­

dziś

tema­

kontynuuje

d y c j e , k t ó r e zostały jeszcze ż y w e n i e m a l w e

ludo­

tradycyjnych

(trudno bowiem

przeważnie

„dywany",

(obojętne

dwuosnowową,

twórcy.

rzemiosł,

tra­

wszyst­

1

czynniki

dziedzinach

w t e j c h w i l i — u d a n e czy c h y b i o n e ) o b e j m u j ą
rzeźbę,

potrze­

o b e c n i e n o w ą f a z ę r o z w o j o w ą , z t y m że a m ­

malarskie

tyczne
kich

przez te wszystkie

poszczególnych

sztuki. T a k więc p o s z u k i w a n i a twórcze

wszystkim
a

podej­

jest

zaspokoić

s t y k i — rzeźba i m a l a r s t w o . Obie t e d z i e d z i n y

selekcję, z a m ó w i e n i a , a często i z w y k ł e żądania p o ­
C i zaś, c z u l i n a w s z y s t k o co się m ó w i i d z i e j e ,

artystycznych

iż

miejskiego

tradycyjnej

f o r m y stoją dziś e t n o g r a f o w i e

tema­

fakt,

obecnie w y k o n y w a n a głównie d l a o d b i o r c y

się
tra­

przemiany

TWÓRCZOŚCI

RZEŹBIARSKIEJ

W każdej n i e m a l dziedzinie
przekazywania
tów

umiejętności

następował

w

drodze

sztuki ludowej

i tradycyjnych
bezpośredniego

proces
schema­

kontaktu

m i s t r z a i c z e l a d n i k a , o j c a i s y n a , m a t k i i córki. Z p o ­
kolenia w
kazywano
sposoby

p o k o l e n i a , j a k pałeczkę

sztafetową,

w i e d z ę o rzemiośle, u s t a l o n e i

produkcji, charakterystyczne f o r m y

regionowi

czy

ośrodkowi.

zachodzące w świadomości tkając, haftując c z y l e p i ą c

pod

garnki).

l a t a całe r a z e m

czujnym

okiem

Młody

starego,

garncarz

dziewczyna

prze­

sprawdzone
właściwe
uczył

się

pracowała

z m a t k ą i babką, n i m stała się d o -

�świadczoną tkaczką. T y l k o r z e ź b i a r z „ r o d z i ł s i ę " s a m .
N i k t go p r z e w a ż n i e n i e uczył, n i e p o k a z y w a ł j a k w y ­
rzeźbić o k o , j a k z b u d o w a ć w y p u k ł o ś ć czoła, a u s t o m
nadać
opór
do

wyraz

bólu.

drzewa,

tajników

użyteczne

Sam

odkrywał

wszystko,

budowy

formy,

znajdować

sposoby definiowania

detalu. W procesie p r a c y

bryły,

jakimi

były

musiał

sobie

tylko

kształtowania

uczył się w y r a ż a ć s w ó j z a ­

m i a r , myśleć k a t e g o r i a m i r e a l n y c h
Wzory,

badał

sens układu słoi, s a m docierać

dla niego

możliwości.
figury

spotkane

w

kościołach i k a p l i c z k a c h p r z y d r o ż n y c h —

inspirowały

go,

tak trudne

to

jasne,

ale w z o r y

te były

często

do d o k ł a d n e g o p o w t ó r z e n i a , t a k n i e m o ż l i w e

do

sko­

p i o w a n i a , że z g ó r y już ś w i ą t k a r z r e z y g n o w a ł z t a ­
kiej

myśli, ograniczając

formę

jemu

dostępną

się
i

do

przełożenia

właściwą.

zmuszała go d o s z u k a n i a r ó ż n y c h
pobudzała
sprawna
intencji

inicjatywę,
była

sposobów

wyobraźnię.

dłoń, i m w i ę k s z a

rzeźbiarza, t y m b a r d z i e j

i c h na

Nieumiejętność
A

obawa

wyrazu,

im
o

mniej

czytelność

wyjaskrawiać

mu­

siał w y r a z p o s t a c i , t y m d o b i t n i e j określać gest, w y r a z
twarzy,

stan

większego

uczuciowy.

Powodowało

n a c i s k u n a ekspresję

to

rzeźby.

położenie
Deformacje,

j a k i e w i d z i m y w d a w n y c h rzeźbach, m i a ł y s w e ź r ó d ł o
nie t y l k o w
wydobywając
w

filmie)

wyrazowi,

nieudolności, b y ł y o n e często ś w i a d o m e ,
jak reflektor

najważniejszy

w

teatrze

moment

(czy

spektaklu,

zbliżenia
służyły

k u l m i n o w a ł y napięcie, k t ó r e g o i n a c z e j

nie

dało się w y r a z i ć .

4fW

U. 3. Chłop zafrasowany.
Wys. 50,5 cm.
Wyk.
1962. Ryszard
Miernik,
Kielce.
Frasobliwy.
II. 4. Wys. 22,5 cm.
Wyk.
po 1947. Leon
Kudła,
Świerże
Górne,
pow.
Kozienice.
II. 5. Wys. 30,5 cm.
Wyk.
1962. Stanisław
Dużyński,
Za­
widz
Kościelny,
pow.
Sierpc.
II.
6.
Wys. 31 cm. Wyk. 1962. Jan
Centkowski, Nieszawa,
pow. Aleksandrów
Ku­
jawski.
II. 7. Wys. 28 cm. Pocz. XX
w.

�W s y t u a c j a c h t a k i c h nieumiejętność i
możliwości t e c h n i c z n y c h
rozwiązań,

ograniczenie

s t a w a ł y się ź r ó d ł e m

prowokowały

do s z u k a n i a

nowych

takich

sposo­

b ó w w y r a ż a n i a pożądanej treści, j a k i e z g o d n e b y ł y b y
z

repertuarem

środków,

biarz.

Dzięki

temu

swoją

ekspresją,

którymi

właśnie

sprawia

rodności

form

stycznie

odbiorcę

i

ujęć.
w

dysponował

rzeźba

wrażenie

Działa
sposób

wizją

czyni

artysty,

tylko bardziej

Niezależność

od

była w l u d o w e j
w

którą

prawdziwą

pla­

świeży,

f o r m y , ale i w z r u ­
odcień

i

naiwności

przejmującą.

ikonograficznego

zawsze

r z e ź b i e większa, niż t o m i a ł o

twórczości p r o f e s j o n a l n e j .

nas

różno­

na wyrobionego

pewien

wzoru

wielkiej

nieoczekiwanie

z d o l n a n i e t y l k o cieszyć w a l o r e m
szać

rzeź­

zaskakuje

miejsce

Śmiałość, z j a k ą

k a r z e traktują w i z j ę U k r z y ż o w a n i a , m o ż n a

świąt-

porówny­

w a ć j e d y n i e z w s p ó ł c z e s n y m i dziełami S. D a l i , G. R i chier

czy u n a s W . H a s i o r a

i A . Rząsy. P a t r z ą c n a

t r z y p o d a n e t u p r z y k ł a d y l u d o w y c h r z e ź b ( i l . 10—12)
odnosi

się

wrażenie,

że

i c h twórcy

zdawali

sobie

s p r a w ę z t e g o , iż siła o d d z i a ł y w a n i a p o z o s t a j e w
sunku

wprost

czenia,

że

proporcjonalnym

konieczne

konwencjonalnych

jest

do m o m e n t u

wprowadzenie

wyobrażeń,

już

stał

Również

w

się t y l k o
grupie

zmian

a b y ocalić

ność działania t e m a t u , k t ó r y w
dawna

sztuce

sto­

zasko­
do

intensyw­

kościelnej

od

symbolem.
rzeźb

Frasobliwego

widać

o g r o m n ą rozpiętość r o z w i ą z a ń ( i l . 1, 2, 4 — 9 ) . W y d a j e
się, że w z ó r i k o n o g r a f i c z n y
dla

osobistego

stanowił t u t y l k o p r e t e k s t

ujęcia t e m a t u . N a p e w n o w

różnico­

w a n i u f i g u r dużą r o l ę o d e g r a ł s w o i s t y „ w a r s z t a t " , t a k
odmienny u reprezentowanych

t u rzeźbiarzy, a l e o b o k

tego widoczne jest i i n n e t r a k t o w a n i e samego
t u . Będziemy
uprzytomnimy

bliżsi

zrozumienia

sobie

szczególny

ści n a s z e g o l u d u , k t ó r y w
ciowywał
i

niejako

nadzieję .
2

w

własną

Dlatego

s o b i e jakąś n a d w y ż k ę

się już w
nego,

niedolę

rzeźby

emocji,

te —

jeśli

religijno­

świętej
i

uposta-

krzywdę,
ludowe

która

r a m a c h samego wyobrażenia

przekraczała

Rzeźby
wały

charakter

tematyce

właśnie

tema­

tego zjawiska,

ból

miały

10

n i e mieściła
ikonograficz­

je.

mówimy

się k a t a l i z a t o r a m i

o sztuce
różnych

kultowej

stanów

—

sta­

emocjonal-

II. 8. Frasobliwy
w
„su­
kience"
z kapliczki
w Ja­
nowie
Lubelskim.
Wys.
59 cm. II. 9.
Frasobliwy.
Wyk.
1961.
Mieczysław
Ruszkowski,
Sierpc.
II. 10.
Ukrzyżowany.
Wys. 80 cm.
Wyk.
1960. Józef
Janas,
Dębno,
pow. N.
Targ.

�l i . 11. Ukrzyżowany.
Wys.
Czerwiński,
Świnice,
pow.
na krzyżu. Wyk. ok. 1960.
ska,
pow. Włoszczowa.
II.
Wys.
46,5 cm. Wyk. 1963.
wy, pow.
Łęczyca.

liśmy, i t ł u m a c z y
wania wzorów
go,
0

które

fakt

dość s w o b o d n e g o

ikonograficznych.

ilustrują

takiej

38 cm. Wyk. 1961. Wacław
Łęczyca.
11. 12.
Chrystus
Michał
Grygiel,
Eliaszów13. Ostatnia
Wieczerza.
Marian
Jóźwiak,
Gaj
No­

t e n artykuł,

niezależności,

skonfrontowanym

z

są

interpreto­

Rzeźby

Frasobliwe­

wyraźnie

jakby

tematem

otaczającym

życiem.

świadczą
na

nowo

P r z e d s t a w i e n i e C h r y s t u s a z nogą założoną n a n o g ę
czy

splecionymi

upozowania

rękoma

odbiegało

od

cze b a r d z i e j l u d z k i e . Z n a m y F r a s o b l i w y c h o

głowach

chłopskich, o k m i e c y m

w

wyglądzie,

współczesne o d z i a n y c h , z n a m y
lud

ubierał w

niespotykany

sukienki,
w

a nawet

Frasobliwych,

czcząc i c h f i g u r y

oficjalnej

obrzędowości

g a c t w o i różnorodność p o d s t a w i a n y c h
się w i ę c

z różnorodnością

Znajdziemy
11

tradycyjnego

b o s k i e j postaci, przydając j e j cechy jesz­

wśród

rzeźb

w

sposób

( i l . 8). B o ­

treści

formalnych

szaty

których

wiązały

rozwiązań.

ludowych

(dawnych

1 współczesnych) dzieła a r t y s t y c z n i e d o s k o n a ł e ,

12

dziemy

też p r a c e

rzemieślniczo s p r a w n e

znaj­

(częste, g d y

ś w i ą t k a r z b y ł z z a w o d u s t o l a r z e m c z y cieślą), a t a k ż e
nych

i pod t y m względem

pełniły

j a k greckie

m i t y , wyrażając

matycznych

dramat ludzkiego

przeznaczeń. F r a s o b l i w y ,
Boska

Bolesna

podobną

w k i l k u schematach
Pieta,

Matka

nie

ilustro­

płaczące —

wały l i t y l k o dziejów Boga, zapisanych w
lecz

stawały

ludzkiego

się w

losu,

ludowej

opowieścią

Ewangelii,

interpretacji

o

krzywdzie,

kroniką

cierpieniu

i nadziei. D o d a j m y — jedynie możliwą w s w o i m
sie f o r m ą

wyrażenia

Dygresja

t a wydała

tak

zdawałoby

silne

się

pozornie

treści e m o c j o n a l n y c h ,
13

ko­

ludowej

emocjonalne

tematyki,

konwencjonalnej.

Wskazuje

też n a r o l ę e k s p r e s j i , która

służyła

wydobyciu

o których przed

chwilą

swą

tych

mówi­

nieporadne,

naiwną

choć

poetyką.

znacznie większa

nierzadko

Rozpiętość

niż w

jest

wzruszające
tu

ogromna,

jakiejkolwiek innej

dziedzi­

n i e twórczości, o p a r t e j o t r a d y c y j n y w a r s z t a t i
ry,

jak

np. w

z łatwością
dana

cinanka,

garncarstwie

odróżniamy

tkanina,

garnek,

z jakiego

tkactwie.
regionu

malowana

t e g o uczynić z

ją m o ż n a j e d y n i e

pewnych

czy

skrzynia

ale n i e m o ż e m y

Badając
powania

m i się n a t y m m i e j s c u

nasycenie

nieudolne,

cza­

p l a s t y c z n e g o t y c h treści.

n i e c z n a , j a k o że objaśnia d l a c z e g o w r z e ź b i e
istnieje

te­

losu, dramat l u d z k i c h

Ukrzyżowany,

i Niewiasty

funkcję

typów

wzo­
Toteż

pochodzi
czy

wy­

rzeźbą.

określać zasięg

ikonograficznych

wystę­

(jak np.

M . B . Skępskiej czy C h r y s t u s a u p a d a j ą c e g o p o d k r z y ­
ż e m ) o r a z w y r ó ż n i ć zespoły cech f o r m a l n y c h
wych
dla

pewnej
ośrodka

strza .
3

o

grupie
czy

Trudno

cechach

obiektów,

kręgu
jednak

regionalnych,

oddziaływania
w

takim

jako

właści­

charakterystycznych

że

jednego

wypadku
grupy

mi­

mówić

te były

—

�jak

się w y d a j e

—

mało

ności k r y s t a l i z a c j i w
tradycyjnie
możemy

trwałe

ośrodki

wykształconych

więc

warmińskiej

rzeźby

podhalańskiej,

stylowych.

Nie

kurpiowskiej

od

rzeszowskiej

od l u ­

czy k i e l e c k i e j , a i d l a w i e l k o p o l s k i c h s ł u p ó w

belskiej

rzeźbionych

dałoby

regionach.

się

Rzeźba

znaleźć
i

była

Toteż rozpoznajemy
Janasa,

w

analogie

jest

domeną

innych

jednostek.

b e z t r u d u dzieła P. B r y l i ń s k i e g o ,

J . W n ę k a , J . W a w r y , D . Bilińskiego, K .
J.

zdol­

charakterystycznych,

cechach

wyodrębnić

czy

i pozbawione

o

J . Centkowskiego,

Szczepaniaka,

J . Lamęckiego

czy

L . K u d ł y , a różnice m i ę d z y n i m i są p r z e d e w s z y s t k i m
r ó ż n i c a m i i n d y w i d u a l n y m i , a n i e zespołem c e c h w ł a ś ­
ciwych
Są

konkretnemu
oczywiście

i

regionowi.

przykłady

kilku

twórców.
w

zauważyć

Tak

gdzie w i d o c z n y

n a Stanisława

występują

w

Krajewskich.

Cechy

pracach

i syna —

ojca

nawet
pracuje

dadzą

się

z pow.

sierpeckiego,

wpływ

Mieczysława

Dużyńskiego, a

twórczości

wspólne

siebie

wspólne

rzeźbiarzy

jest n p . p e w i e n

Ruszkowskiego
bieństwa

n p . cechy

grupie

a

oddziaływań

zapożyczeń, zwłaszcza t a m g d z i e o b o k

ojca

znaleźć

Grabskich

i

podo­

syna

można

—

też

z Leśmierza.

w
Nie

j e s t t o j e d n a k żadną r e g u ł ą ; w t a k i e j n p . N i e s z a w i e
pracowało

równocześnie

Błaszczyk,

Karol

trzech

Ziomko

i

rzeźbiarzy:

t w ó r c z o ś ć k a ż d e g o z n i c h b y ł a zupełnie
i

Feliks

Jan Centkowski,

różna ( i l . 1, 6 ) .
4

Podkreślając

cechy

indywidualne ludowych

t r z e b a j e d n a k dodać, że mieszczą się o n e w
ramach ludowego
samym
14

„ s t y l u " , podlegają
i przeważnie

prawom

granice f o r m , odczuwanych
II. 14. Egzekucja.
Scena
z cyklu
„Oświęcim".
Wys.
35 cm. Wyk.
1962. Zygmunt
Skrętowicz,
Worowo,
pow. Łobez. II. 15. Chrystus
przed
Pi­
łatem. Wyk. Karol
Szczepanik,
Drzewica,
pow.
Opoczno.
11. 16. Baranek.
Wyk. K.
Szczepanik.
II. 17. Sw. Józef, fragm.
Wyk. Paweł
Czocher,
Klęczany,
pow.
Gorlice.
II.
18.
Przekupka,
fragm.
Wyk. Jan Janik,
Gryfino,
pow.
Stargard.

lecz

samodzielna

Jest

to jednak

styl

w

rzeźb

szerszych

zasadzie t y m

nie wykraczają

przez nas j a k o

wyznaczony

poza

„ludowe".
w

nie tyle

drodze

h i s t o r y c z n i e ukształtowanej t r a d y c j i w y k o n a w c z e j ,
w

w y n i k u pewnych

estetycznych.
o

wspólnych

Trudno

uwarunkowaniach

przecież

widoczne

sąsiadów

w

sposób

i , porównując

twórczość
i

odmienność

ile

nawyków

niemniej

południowych

dostrzegamy

i

precyzyjny

psychicznych,

wschodnich,

wyraźnie

postaw

pisać
są

one

naszych

zachodnich,

sztuki

naszego

l u d u . Z ł o ż y ł y się n a t o m . i n . : i n n y c h a r a k t e r r e l i g i j ­
ności, s t o s u n e k d o p o d d a ń s t w a i j e g o f o r m y ,
ekonomiczna,
inna

inna

tradycja,

rola

cechy

kościoła,

dworu

kulturowe i

sytuacja
i

miasta,

psychiczne,

ufor­

m o w a n e w p r o c e s i e d z i e j ó w , a t r w a j ą c e p o dziś dzień.
Obok

tych

cech

formujących

l u d u istniały też c e c h y
wspólne

twórczości

na podobnych

odrębność

różnych

szczeblach

ludów

rozwoju

WSPÓŁCZESNA TWÓRCZOŚĆ
Pod

pojęciem t y m r o z u m i e m

dwudziestolecia,
wany

został

mimo

znacznie

międzywojennych.

kulturową

wspólne większym

iż

wcześniej,

Istotną

kultury.

cezurą

się

5

RZEŹBIARSKA

twórczość

proces

obszarom,

znajdujących

zmian
jeszcze

ostatniego
zapoczątko­
w

latach

jest t u okres

wy-

�17

Zwolenia

i

n a naszej
zderzył

początek

rewolucji

społeczno-kulturalnej

w s i . Z m i e n i ł o n sytuację l u d o w e g o

go

z nowymi

dotychczas

treściami,

rozszerzając

podejmowanej

tematyki.

świadomości

rzeźbiarzy

Przemiany

twórcy,
zakres

18

Stworzyło

t o sytuację, w

której

wiejscy

n i e pogodziło się z t y m co się stało, w i e l u n i e m o g ł o
już, n i e umiało zmienić s w o j e g o w a r s z t a t u t w ó r c z e g o .

i sytuacja

spo­

T w o r z y l i więc w d u c h u t r a d y c y j n e j rzeźby,

łeczna r z e ź b y w y w a r ł y w p ł y w z a r ó w n o n a t e m a t y k ę ,

kodu

jak

d o w i s k u . R z e ź b i l i t y l k o już d l a s i e b i e , w

i c h a r a k t e r samej

twórczości, n a j e j t z w .

mę". W rzeźbie d a w n i e j s z e j

„for­

istniał k o m p r o m i s m i ę d z y

tradycją (zespołem n o r m j a k i e narzucała) a dążeniami
indywidualnymi

twórcy

(na

które

składały

się

równo jego z a m i a r y , j a k i określony zakres
ności i t p . ) . Istniał w i ę c s w o i s t y
wszechnie.
na

Ale przemiany

w s i , a zwłaszcza

statuetek,
wały

później

szybką

—

zmianę

filmu

istniejącego

gipsowych

—

kodu,

spowodo­
istniejących

k a t e g o r i i ocen e s t e t y c z n y c h . Nastąpiło z j a w i s k o
r a t o d w r o t n e niż w d z i e j a c h
nych

gdzie tendencje

wychodziły
domie
W

odrzucali

naszym

wiejska
z

sztuki w a r s t w

rozbijania

od twórców,

czy

wypadku

odrzuciła

rzeźbiarskiej
która

zawsze

kodów
świa­

przewartościowywali
umowny

biegłością

n a t u r ę ; sztuce p o z b a w i o n e j

oświeco­

istniejących

i m a l a r s k i e j , oddając

większą

aku­

g d z i e artyści

t o l u d właśnie, t o

dawny

po­

występować

litografii,

fotografii,

za­

umiejęt­

k o d , zrozumiały

j a k i e zaczęły

infiltracja

zdolna

świątka-

r z e o k a z a l i się poza burtą społeczności. W i e l u z n i c h

język

tradycje.
społeczność
twórczości

swe serca
była

sztuce,

odtwarzać

e l e m e n t u umowności, k t ó ­

—

izolowani

obojętności,
Inaczej

jeśli

coraz

bardziej

we

— c i n i e m i e l i obciążeń, i c h w z o r e m
przekazu,

Realizowali
ska,

więc

starając

gurki

ścisłość

t o , czego

się

gipsowej,

doścignąć
imponując

chciała

Poza

tradycją,

poza

s z t u k i , kształcili

społeczność
w

charak­

podobieństwa i t d .

wpływem

swoją

wiej­

banalność f i ­

umiejętnością

oddawaniu

fotografia,

podobieństwo.

doskonałą

sytuacji,

dawną

zaczynających
była

proporcji,

teryzowaniu
dobrej

śro­

atmosferze

nie d r w i n y .

stało się z grupą m ł o d y c h ,

wierność

dawnego

własnym

jakiejkolwiek

sprawność

techniczną,

nieświadomi tego, że w sztuce, i t o w ł a ś n i e r e a l i s t y c z ­
n e j , istnieją
sztuka

ta

i n n e poważne

wymaga

problemy

więcej

może

artystyczne,
niż

że

jakakolwiek

i n n a — obserwacji n a t u r y , w y b o r u i świadomej i n t e r pretarii.

Niski

poziom

czeństwie, f a t a l n e

kultury

plastycznej

rezultaty lekcji

(złych)

w

społe­

rysunków

w szkołach — w s z y s t k o t o p o g ł ę b i a ł o i p o g ł ę b i a w c i ą ż
jeszcze

zamęt

wśród

twórców

cel najwyższy

widnieje

ra jest „jak żywa", a p r z y t y m s e n t y m e n t a l n a , prze­

przekroczenie

prowadzi

słodzona, idealizująca.

torszczyzny,

i wciąż

jeszcze

jako

„bariera n a t u r a l i z m u " , której
już

jednak

do d y l e t a n t y z m u . N i e

tylko
można

do

ama­

przy

tym

�nosi

więcej

goryczy

i poczucia

krzywdy

—

niż r a ­

dości.
Obok

jednak

rzeszy amatorów,

ludowej tradycji
nowych,

własnych

odciętych

i n i e wnoszących żadnych
—

istnieją

twórcy

już

od

wartości

wybitnie

uta­

l e n t o w a n i , p r z e w a ż n i e u f o r m o w a n i w k r ę g u działania
dawnej
jętności

rzeźby. Jest i c h coraz więcej i t o m i m o
własnego

środowiska.

się t a k dzięki

t e m u , ż e i s t n i e j e dziś z a p o t r z e b o w a n i e

n a taką w ł a ś ­

n i e t w ó r c z o ś ć , że k o n f l i k t
równoważony
wyrobionej

21

p o m i j a ć f a k t u , iż z j a w i s k o t o w i ą ż e się r ó w n i e ż z p o d ­
noszeniem
wsi,

że

poziomu

tendencje

cywilizacyjnego
do

wypowiedzi

i

kulturowego

naturalistyeznych

są w y n i k i e m r o z b u d z e n i a świadomości o g ó l n e j , w i ę k ­
szych

ambicji poznawczych

czesnym

braku

mieniu

roli

stości w
młody

środków

sztuce.

I

człowiek

twórczości
było

—

świadomości
i

sposobów

dlatego

wie

niestety przy
plastycznej,

już

równo­

niezrozu­

wyrazu

rzeczywi­

t a k często się z d a r z a ,
za dużo, a b y być

w

a u t e n t y c z n y m , a za mało, a b y można

traktować

inaczej

niż

dyletanta. Gorzej

że

swej
—

go
że

s a m uważa się często za p e ł n o w a r t o ś c i o w e g o t w ó r c ę i
n i e r o z u m i e d l a c z e g o p r a c e j e g o o d r z u c a n e są
przez

jury

wystaw

przez

muzea

czy

i

konkursów,

CPLiA

•— k t ó r e

n i e są
wysoko

obecnie

kupowane
oceniają

z n a c z n i e b a r d z i e j p r y m i t y w n e i n a i w n e rzeźby.

Moż­

n a b y z a p e w n e p o w i e d z i e ć , że niezależnie o d w a r t o ­
ści a r t y s t y c z n e j

uprawianie jakiejkolwiek

j e s t rzeczą p o z y t y w n ą — g d y b y

twórczości

n i e t o , że w i ą ż e

się

o n o często z n a d m i e r n y m i a m b i c j a m i i w ó w c z a s p r z y -

obo­

Dzieje

ze ś r o d o w i s k i e m

własnym

j e s t p r z e z u z n a n i e i zachętę ze s t r o n y

plastycznie

publiczności,

ludzi

rozumie-

�23

j ą c y c h sztukę współczesną i w ł a ś n i e p r z e z tę
uwrażliwionych
Nowy

ludowych

ale

hamuje

indywidualnych

( j a k t o czyniło ś r o d o w i s k o w i e j s k i e )
sytuacji
od

k l i m a t wyraźnie

twórczość

świadomości

złożyły

na

jego

t a coraz
artysty,

przeciw­

i m sprzyjający.

Stąd

W

uzależniona

tej
jest

główek

mówiąc

i zwierzęcych

i c h zakończenia,

zdobiono
a

świeckiej.

również

w

atrybuty

Wyobrażenia

świętych

postaci

cydowanej
nym
to,

jakie

wystąpiły

w

się n a j w y r a ź n i e j
przewadze

że

tak

niemal

wszystkie

f i g u r k i . K o ń i s m o k s t a n o w i ł y nieodłączną część w i ­
„ U c i e c z k i do E g i p t u " i „ W j a z d u d o J e r u z a l e m " ,

artykułu.
rzeźbiarzy
prac, w zde­

świeckich
i
były

i

w

drzewie

wyrzezane,

lalki,

na

wyobrażenia
w

rzeźbie i d a w n i e j . W s p o m n i j m y t u z a b a w k i ,
ne

i w in­

uwagę

ucieszne

ludowej
ceramicz­
figurki

jako

drugorzędne

z e r u n k u św. J e r z e g o , r y b a —

t u zwrócić

l u d z k i e , j a k i zwierzęce, znane

jako

się

twórczości

przedmioty

występują

pogłębiający

w tematyce

wyobrażeń

ich traktowaniu. Warto

ściślej
(głowy

się

towarzyszyły

Zmiany,

świeckie

bądź

zdobią o n e n i e m a l w s z y s t k i e

zarysowują

a

rzeźbach r e l i g i j n y c h i obrzędowych

b ę d z i e jeszcze m o w a

zakończeniu

laski,

narzędzia

d o k o b y l i c ) i sprzęty. Z n a n e też są f i g u r a l n e u l e o t e ­
matyce

proces d y f e r e n c j a c j i i n d y w i d u a l n y c h „stylów", o czym
w

także

które

uwarunkowań,

osobowość.

war­

poszukiwań

i wręcz

silniej

ludzkie, k o n i k i i p t a k i . N i e k i e d y wyobrażeniami l u d z ­
kich

dziś r z e ź b i a ­

m u n a kontynuację t r a d y c y j n y c h

nie

nie, s t w a r z a

sztukę

rzeźb.

krąg odbiorców nie ogranicza

rza, pozwala
tości,

na uroki

24

św. P i o t r a , osiołek

św. F r a n c i s z k o w i ( w t w ó r c z o ś c i

—

ptaki

Wawry

dzieła ś w i ą t k a r z a ) . M i e j ­

scem, w

k t ó r y m każda n i e m a l p o s t a ć — n a w e t

teskowo

traktowana —

mogła

się s p o k o j n i e

gro­

znaleźć,

były plebejskie w s w y m c h a r a k t e r z e szopki, w których
przewijała
pów

się

galeria

ludowych

i

nieludowych

ty­

( n a t e j z a s a d z i e co w ś r e d n i o w i e c z n y c h i r y b a ł -

t o w s k i c h i n t e r l u d i a c h ) . Składali w i ę c h o ł d D z i e c i ą t k u
wojak,

strażak, m u z y k a n c i i p r z e d s t a w i c i e l e

zawodów,

a

także

figury

komiczne:

różnych

karczmarz-żyd,

V
II. 19. Mickiewicz.
Wys. 20,5 cm. Wyk. 1961. Mamert
Piórko,
Zielona
Córa. II. 20. Gen. Józef Bem. 0 13,5 cm.
Wyk.
1963. Jan Lamęcki,
Dąbrowa
Zielona,
pow. Radomsko.
II. 21. Lenin.
Wys. 48 cm. Wyk.
1963.
Win­
centy Krajewski,
Zawidz
Kościelny,
pow. Sierpc.
II. 22. Matka
Boska
z Dzieciątkiem.
Wys. 123 cm. Wyk. 1963.
Wincenty
Krajewski.
II. 23. Obudowa
zegara.
Wys. 35,5 cm. Wyk. 1961. Józef Fras,
Zapolice,
pow.
Radomsko.
II. 24. Fragm.
szopki
na 1000-lecie
Państwa
Polskiego.
Wyk. w latach
1950—1962.
Julian
Brzozowski,
Sro­
mów, pow. Łowicz. II. 25. Sfinks.
Wys. 19,5 cm. Wyk. ok. 1959. Józef Piłat, Zdebska
Wola,
pow. Kielce.
II. 26.
Syrena.
Wys. 14,5 cm. Wyk. Józef
Piłat.
25

26

�29

28

II. 27. Kobieta
z kijem.
Wys. 21,5 cm. Wyk. 1961. Ignacy
z bliźniętami.
Wys. 25 cm. Wyk. 1963. Bolesław
Grabski,
27,5 cm. Wyk. 1963. Stanisław
Dużyński.

przekupka

i dziad,

w

stajence

zaś

otaczały

Świętą

ten fakt,

Oraczew,
pow.
pow. Łęczyca.

„Jednoróg".

Łęczyca.
II.
28.
II. 29. Żniwiarka.

I n s p i r a t o r e m różnych

prac

Matka
Wys.

Wawry

aby

wskazać,

że

w

b i e l u d o w e j istniało z a p l e c z e t r a d y c y j n y c h ujęć

rzeź­

„beskidzkiemu

pew­

w l a t a c h o k u p a c j i i p o w o j e n n y c h L e o n Kudła rzeźbić

powsinodze".

W

kilka

lat

później

n y c h p o s t a c i c z y z w i e r z ą t i t w ó r c a m ó g ł podjąć n o w ą

będzie s w o j e niezwykłe p t a k i , f i g u r y l u d z k i e i

t e m a t y k ę , opierając

rzęta

się n i e t y l k o n a o b s e r w a c j i

t u r y , ale i korzystając

z pewnych

schematów

na­

trady­

figurek,

—

znajdując

artysty-plastyka

cyjnych.

Pojawienie

Zmieniała

się

jednak

przestały być

sadniczej

akcji,

rola

i

charakter

świeckich

a t r y b u t a m i , czy tłem

a stały

się s a m y m

statystów

awansowały

Tematyka

zaś o b y c z a j o w a ,

do ról

dla za­

tematem. Z

głównych

roli

bohaterów.

pełniąca f u n k c j e

rozryw­

potencjalnych

K.

twórczości

możliwości

skali

właśnie

po

1944 r o k u ,

działaczy

i miłośników

wyrazowe,

wystawa

rzeźby, g r a f i k i

tego

cechowały

jest

i

rzeź­

zmiana

for­

się

rewelacją

m a t u , i próba b a r d z i e j i n d y w i d u a l n e j c h a r a k t e r y s t y k i

nieco

postaci,

granicą

nasycenia

jej

ekspresją,

której

dotąd

była

się

pozbawiona.
Proces
się,

emancypacji

j a k można

sądzić,

t e m a t y k i świeckiej
w

latach

rozpoczął

międzywojennych,

i n i e bez w p ł y w u były t u pierwsze k o n t a k t y świątkarzy

z nowym

strony

odbiorcą,

miłośników

d o m o , że
6

nauczyciela

Jędrzej

inspiracje

sztuki,

pisarzy,

Wawro

rzeźbił

z Wadowic,

10

na wystawę

zamówienia

plastyków.
ludowe

typy

dla

wykonał

Stowarzyszenia

jednoroga
Cechu

jako

Artystów

tematyki

objeżdża

ludowej

stała

roku

różne

„Polska

K.

Sztuka

sztuki,

krytyków,

kultury.

Krakowska

1948. W

miasta

w

Tchorek

Przedmiotem
wszystkim

Ludowa"

miejsca. W
pokazuje

kraju

i

poświęca

swym

za

rzeźbie
jej
War­

salonie-anty-

Kudły.

fascynacji
rzeźba

staje

skróconej

t y m też czasie w
w

się

zainteresowania

i malarstwa ludowego

k w a r i a c i e rzeźby L e o n a
de

rzeźba

na

szerokiej

( m . i n . Paryż, L o n d y n , Brukselę). O

pisze,

szawie

gdy
dotąd

historyków

artystyczną

szczególnie w i e l e

ze

Wia­

k i e d y i n d z i e j zaś n a prośbę

art. m a i . J . H r y n k o w s k i e g o
godło

i

wersji

osobie

zbytu, zapotrzebowania

niespotykanego

ze s t r o n y p l a s t y k ó w ,

e m o t y w n e , , które d a w n i e j

rzeźbiarza

nią. S y t u a c j a t a k a , j a k w i e m y , zaistniała w
przedmiotem

zwie­

w

w i ą z a ł o się ze świadomością i s t n i e n i a

teraz pełnoprawną, o n a przyjęła n a siebie t e f u n k c j e
k u l t o w e . Konsekwencją

marszanda

Tchorka.

się w

nietradycyjnej

i

patrona

k o w e w z a b a w c e i w i d o w i s k a c h s z o p k o w y c h , stała się

by

był

E m i l Z e g a d ł o w i c z , p a t r o n u j ą c y zresztą p r z e z w i e l e l a t

R o d z i n ę k r o w a , w ó ł i osioł.
Podkreślam

Kamiński,
Leśmierz,

s t a j e się o c z y w i ś c i e

religijna,

której

prze­

znakomite

p r z y k ł a d y z e s t a w i a się z twórczością w i e l u a r t y s t ó w .
Powstaje

jednak

twórczością

klimat

ludowych

zainteresowania

rzeźbiarzy,

co

w

nie mogło

7

ogóle
po­

zostać bez w p ł y w u n a i c h świadomość o orientację.

�II. 30. Kobieta.
Wyk. Tadeusz
Szkodziński,
Lis2ne, pow. Biała Podłaska. II. 31. Spowiedź.
Wys.
21 cm. Wyk. 1963. Wiktor
Rysio,
Świnice,
pow.
Łęczyca.
II. 32. Dziadek
i b a b k a . Wys. 17 cm.
Wyk.
1963. Wacław Czerwiński.
II. 33. Siedząca
kobieta.
Wys. 28 cm. Wyk.
1961.
Kazimierz
Śliwa, Sośnica, pow.
Ropczyce-

�D o ś w i a d c z e n i a l a t w o j n y i o k u p a c j i , ciężkie
życia w ł a s n e s p o w o d o w a ł y z k o l e i w z m o ż o n ą
b ę bezpośredniej
rzy,

stworzyły

podjęcia

r e a k c j i twórczej
w

nich

tematów

ze s t r o n y r z e ź b i a ­

samych

związanych

prze­

potrze­

podatny

grunt

bezpośrednio

d o z n a n i a m i . W y r a ż a ł o s i ę t o najczęściej

w

dla

z

ich

tematyce

patriotyczno-religijnej.
N a s t ę p n y m b o d ź c e m d l a podjęcia t e m a t y k i ś w i e c ­
k i e j b y ł a działalność p l a c ó w e k k u l t u r a l n y c h t a k p a ń ­
s t w o w y c h , j a k i społecznych. W

działalności t e j w y ­

różnić

Główną

można

domość

kilka

wartości

przesłanek.

ludowego

k u l t u r z e , chęć o c a l e n i a i z a c h o w a n i a
W

twórczości

ludowej

sposobów p o d n o s z e n i a
nocześnie o c z e k i w a n o
powinny
w

jury

matykę

zachodzić

była

dorobku w

widziano
kultury

świa­

narodowej

sztuki

również

ludowej.
jeden

o d n i e j o d b i c i a procesów, k t ó r e
na

wsi,

wyraźnie

faworyzując

konkursów i w y s t a w rzeźby podejmujące
aktualną .
8

ze

artystycznej wsi. Jed­

W

tych

te­

w a r u n k a c h t o n ówczes­

nej p r o d u k c j i rzeźbiarskiej nadawały prace o c h a r a k ­
terze

raczej

matyki,

traktorami,
34

35

I I . 34. K s i ą d z .
Wys. 26,5 cm.
Wyk.
1963.
Henryk
Skowron,
Nieluszyna,
pow. Wieluń.
I I . 35.
Profesor.
Wys.
31,5 cm. Wyk. 1962. Aleksander
Koperwas,
Ja­
sienica
Gubińska,
pow. Lubsko.
II. 36. Lenin.
Wys.
55 cm.
Wyk. 1962. Teofil
Kożuchowski,
Studzianka,
pow.
Biała Podlaska.
II. 37. Miotlarz.
Wys. 28 cm.
Wyk.
1960. Hieronim
Karpiński,
Domasławek,
pow.
Wągrowiec.

amatorskim, prymitywne w

nieraz

wręcz

koniunkturalne

murarz przy

ujęciu

(radosna

te­
orka

pracy, k a r y k a t u r y

kułaka,

sceny z życia d a w n e j w s i — e k o n o m bijący

chłopów

itp.).

Organizatorzy

nimi

cieszyli,

zwierciedlają

terenowych

ulegając
one

wystaw

szczerze

n a i w n e m u złudzeniu, ż e

przemiany,

jakie

zaszły

w

się
od­

świa­

domości t w ó r c ó w , czy n a w e t w s i .
N i e m a p o t r z e b y przemilczać błędów tego, n i e z b y t
n a szczęście długo t r w a j ą c e g o
zresztą

jedynie

w

małym

o k r e s u , dotyczyły

stopniu

sztuki

one

ludowej

�•^1

i

zostały n a t y m o d c i n k u w c z e ś n i e j niż g d z i e i n d z i e j

przezwyciężone . Złe s t r o n y tego o k r e s u polegały n a
9

t y m , że n a dłuższy czas w p r o w a d z o n o
teriach

ocen,

ambicje

w

nieuzasadniony

licznych

amatorów,

nagród i z a k u p ó w
ty,

a

nawet

którzy

uwierzyli w

geniusz

zamęt w

sposób
pod

swoje

(tak pisano

zaś stroną

było

teresowania

nową

tematyką,

którą

podejmować

coraz

liczniejsi

interesujący

j a k Kudła,

talen­

ówczesnej

stworzenie
z

zain­

kolei

rzeźbiarze,

Janas,

wpływem

wielkie

np. w

„Wsi"). Pozytywną

kry­

rozbudzając

w

zaczęli

t y m tak

Centkowski

w p r z e k o n a n i u , że dzieła i c h są p o t r z e b n e

i

inni,

i użytecz­

ne społecznie.
I c h p r a c e znalazły się w ł a ś n i e n a
wystawie

sztuki

(1955 r . ) . W

10-lecia"

„Ogólnopolskiej
w

Warszawie

t y m czasie t r u d n o już m ó w i ć o i n s p i ­

1 0

rowaniu

ludowej

twórców,

na

naradach

i

z

okazji

wystaw

m i e l i o n i możność z o r i e n t o w a n i a się, że o o c e n i e
cyduje

przede

w s z y s t k i m czysto

i c h dzieł. S p r a w a

t a staje

artystyczna

się jeszcze b a r d z i e j

w i s t a p o 1957 r . , k i e d y t o w p r a k t y c e m e c e n a t
muje

n a siebie

C P L i A , stając się g ł ó w n y m

p r o d u k c j i rzeźbiarskiej
mechanizm

11

de­

wartość
oczy­
przyj­

odbiorcą

. T e r a z n i e działa już n i e m a l

inspiracji z

zewnątrz,

przeciwnie

—

to

C P L i A zachęca t w ó r c ó w d o p o d e j m o w a n i a o b o k i n n e j
r ó w n i e ż t e m a t y k i k u l t o w e j , zwłaszcza
chomienia sklepów w N o w y m
stawieniu

się

na

rzeźb o w y s o k i e j
świątków

12

dewizowego
randze

o d czasu

uru­

Jorku i Brukseli i na­
odbiorcę,

żądającego

a r t y s t y c z n e j , często

właśnie

. Również n i e m a i być n i e może żadnych

zewnętrznych

s u g e s t i i co d o f o r m y . P r z e c i w n i e ,

na-

39

II. 38. Chłop
z masielnicą.
Wys.
37 cm. Wyk. 1960 Mieczysław
Ruszkowski.
U. 39. Święty, fragm.
Wyk.
1960. Jan Centkowski.
II. 40. Głów­
ka
laski.
Wyk.
Feliks
Błaszczyk.

�t u r a l n a selekcja, u źródeł której stoi o d b i o r c a uwraż­

w y k o n u j e się już n i e m a l t y l k o d l a C P L i A ( M . R u s z ­

l i w i o n y i rozmiłowany w sztuce p r y m i t y w n e j , w

kowski,

nych

świątkach,

rakterze

preferuje

tradycyjnym.

wyraźnie

W

rzeźby

t e j więc

daw­

o

sytuacji,

cha­
raczej

jasnej d l a l u d o w y c h twórców, można powiedzieć,
tak

temat,

jak i

kształt

dzieła,

sprawą a r t y s t y . I z t e j p o z y c j i

jest

już

że

wyłączną

w a r t o dokonać

prze­

cechą

wyobrażeń

tematów

RZEŹB

niu

od

wykonuje

zarówno

współczes­

tematykę

dawnej,

tradycyjną,

się

s a k r a l n e j .

obecnie

coraz

Rzeźb

mniej;

uległa też ilość w y s t ę p u j ą c y c h

Potrze­

większości f i g u r y

o n e t o zastępują w k a p l i c z k a c h s t a r e ś w i ą t ­

k i l u d o w e , one głównie widnieją n a d o m o w y c h
r z y k a c h . Zanikają

takie dawniej

częste

rakterystyczny
ważają
rając

te również

się w

Chry­

do E g i p t u , a n a w e t t a k c h a ­

dla dawnej

dwa tematy:

Tematy

ołta­

wyobrażenia

j a k C h r y s t u s p o d krzyżem, Pieta, Sw. Rodzina,
stus w grobie, Ucieczka

wsi — Frasobliwy.

M a t k a Boska
rzeźbią

oraz

wiejscy

miarę możliwości

Prze­

krucyfiksy.

świątkarze,

zbliżyć

łości" gipsowego w i z e r u n k u , w

do

sta­

„doskona­

przeciwnym

bowiem

w y p a d k u n i e mogą konkurować z f i g u r a m i , k u p o w a ­
n y m i n a o d p u s t a c h czy w s k l e p a c h z d e w o c j o n a l i a m i .
Rzeźbią o n i również, a c z k o l w i e k r z a d k o , świętych

—

F l o r i a n a , strzegącego o d o g n i a , o r a z r ó ż n y c h św. P a ­
tronów,

choć

kapliczkach
Wciąż
wego,
i

ale

zwyczaj

też

już

jeszcze

stawiania

ich w

wyłącznie

tematy,

J. Lamęckiego
nież

z myślą

jest

z

spotykane

są

figurki

dla

często

Frasobli­

CPL1A,
w

rzeźbiarsko

kręgu

nabywców.

opracowanymi

muzeów

d l a siebie.

twórczości

czy J . Janasa, p o d e j m o w a n e
o nowym

i

młodego

podziale

widoczna

do J e r o z o l i m y "

1 !

czy
oto­

.

pokolenia

zainteresowa­
twórców,

n a g r u p y , j a k i e dość

1. Dzieje
skłania

ojczyste,
do

ambicja

koniunktura?

Wszystkie
i

tej

wykonywania

czyć p o w i n n y
dzieł

bohaterowie

podjęcia

o

tej

są

np.
rów­

Podobnie

szopkami,

które

i

roz­

wyraźnie

występującym

ale

prawie

—

ważnych,

a

zawsze

świad­

rzeźbiarza?

się d o

bodźcem

może

które

i randze

przyczyniają

tematyce,

Świadomość

inspiracja?

dzieł

Co

przywódcy.

tematyki?

o możliwościach

te m o t y w y

powstania

najważniejszym

(obok

innych)

jest

właśnie t e n o s t a t n i .
W i e l u rzeźbiarzy o d c z u w a posłannictwo s w e j
czości,

uważa

się

za s z c z e g ó l n i e

l o s , a sztukę s w ą t r a k t u j e
społeczne

znaczenie,

i c h ponad

środowisko,

wypadki,

gdy

gurę F r a s o b l i w e g o

świątkarz

mawiał

jej

na i n ­

wynoszą­

wyróżniającym.

b y ł y w s z a k ż e d a w n i e j (już k r a ń c o w e w s w e j
miałości)

przez
w

oddziaływania

n y c h ludzi. Twórczość jest d l a nich a k t e m
cym

twór­

obdarzonych

z powagą, wierząc

możność

Znane
zarozu­

ukończywszy

do n i e j :

„Panie

fi­

Boże

—

tyś m n i e s t w o r z y ł , j a C i e b i e — j e s t e ś m y k w i t a " . T o ­
też t r a k t o w a ł z g ó r y kogoś, z a j m u j ą c e g o
niem zabawek
tości

dzieła

Nie
rów

decydował

zawsze

gdzieś
czony

w

k i m byli

decyzja

dziejów
i

co

zasłyszane, jakaś
w

mieście. A

oczach

ludu

temat

wyrzeźbienia

wiązała

czynili

—

się

ze

że

pomoc

,

on

bohate­
świado­

wystarczyło

reprodukcja, pomnik

czy inaczej

rzeźbiono

o k t ó r y c h n i e w i e d z i a ł o się n i e m a l n i c p o z a
istnieli,

1 4

ogarniał i twórcę.

jednak

narodowych

mością,

się r z e ź b i e ­

czy u c i e s z n y c h f i g u r e k , j a k o że o w a r ­

też s p l e n d o r e m s w y m

p r y w a t n y c h nabywców z miast, rzadziej

Inne

domowych

zanika.

wykonywane

niemal

średniego

polityczna,

ta­

ogranicze­

tematów.

b y w s i zaspokajają w z d e c y d o w a n e j
gipsowe,

tradycyjnych

się z a r y s o w u j ą . Są t o :
we

n a d a l jeszcze k o n t y n u o w a n ą , j a k n o w ą — ś w i e c k ą .
kich

nurtem

i c h niekonwencjonalność,

czeniu Apostołów" Lamęckiego

patrzymy w

występujących

obejmuje

Zacznijmy

i n . ) . Charakterystyczną

T e m a t y k ę ś w i e c k ą , dominującą w

TEMATYKA

rzeźbie

jest

i
poza

„Chrystus S k o w a n y " Kamińskiego, „ M . B o s k a w

niach

nej

Kamiński

powstałych

np. w t a k i c h pracach j a k „Wjazd

glądu i c h p r a c .

Repertuar

Ignacy

rzeźb

ich i opieka

mogła

być

imię
zoba­

świętych,
t y m , że
niekiedy

�U. 41. Aniołek.
Wys. 24,5 cm.
Wyk.
1963. Apolinary
Pastwa,
•Węglikowice,
pow.
Kościerzyna.
II. 42. Babcia.
Wys. 25,5 cm. Wyk.
Ryszard
Miernik.
II. 43.
Statua
Wolności.
Wys. 82 cm. Wyk. 1961.
jan
Lamęcki.
Dorożka,
fragm.
Wy/c. 1962.
Feliks
Czajkowski,
Zelczyna,
pow.
Kraków.

s k u t e c z n a ? A c z y k t o znał t w a r z ś w i ę t e g o ? R ó ż n e
t w a r z e mają święci, o i c h tożsamości ś w i a d c z y p r z e ­
cież w ł a ś c i w y a t r y b u t .
Pierwsze znane

nam w

rzeźbie l u d o w e j

wyobra-

żenią h i s t o r y c z n y c h p o s t a c i b l i s k i e są t a k i m
wyobrażeniom

o ś w i ę t y c h . Są j a k k l i s z a

n a , n a której w y k o n a n o

d w a zdjęcia i o b r a z

p o s t a c i nakłada się n a s i e b i e , t w o r z ą c jakąś
śloną s y l w e t ę . T a k a
z

okresu

właśnie

fotograficz­
dwóch

nieokre­

j e s t nip. rzeźba Jędrzeja

międzywojennego,

o

której

weryn.

„...Wizerunku t e g o k r ó l a

próżno

przeszło

d w a tygodnie,

się w y r z e ź b i ć go t a k , j a k go

pisał

Wawry
T.

Se­

szukał [ W a w r o ]
wreszcie

widział

ksiądz m ó w i ł z a m b o n y o t r z e c h s e t n e j

w

na

kazań w
ka

umyśle s t a r e g o

osobliwego

jącego

w

króla:

lewej

ręce

Dodajmy,

że

beskidzki

tego „Święty I g n a c y
kim

płaszczu,

pancerz,

i w

powstała

I5

figur­

trzyma­

szablę, a n a g ł o w i e

o b r o n i e k t ó r e g o dobył b r o n i "

krzyż,

świątkarz

nazwał

ją

S o b i e s k i " , a strój króla w

zarzuconym

w

.

na

ochraniający

spódniczce w y w o d z i

się

do

krót­
tułów

prawdopodob­

n i e z r z e ź b św. F l o r i a n a czy św. J e r z e g o .
Dokładność

wiedzy

o

portretowanej

osobie

musiała b y ć z b y t w i e l k a , jeśli już p o w o j n i e

nie

Lamęc­

zdecydował

k i , człowiek n i e j e d n o

chwili,

ze swadą p o s ł u g i w a ć się p i ó r e m — rzeźbi f i g u r y J a ­

rocznicy

gdy
zwy­

na Napolańskiego

cięstwa p o d W i e d n i e m i J a n i e S o b i e s k i m , a niedługo

nak

przedtem o Prezydencie Rzeczypospolitej,

kazał z d e c y d o w a n y

c y m Mościckim. Z p o m i e s z a n i a

świątkarza

Ignacego Sobieskiego,

prof.

Igna­

się treści t y c h d w ó c h

okres w o j n y

w życiu widzący, a i

umiejący

czy J a k u b a S o b i e s k i e g o .
l s

A

jed­

i z m i a n , j a k i e p o n i e j zaszły, w y ­
wpływ

n a świadomość

twórców. Zbliżył i c h do w i e d z y ,

ludowych

d o książki — d o ż y -

25

�cia

i

tradycji

Miejsce
dzianych
jęła

narodowej,

dawnego
w

kościele

chodzi

do

odległego

domo

cech

stości

czci

Czorsztynie
a bodaj,

szkolne

góral,

wykonuje

Jest

jeszcze

t o czas, g d y
i

i

czwartek

kupuje

gazety.

najbiedniejszego

książki

dzieci,

świętym

wypi­

w

podobni,

atrybutów

pod

i m tylko

wpływem
w

uroczy­
pobliskim

stronę

wcześniej

chłopów

rzeźbi

w

działa

już

Mnożą

mechanizm
się

tejki

z

próbę

wer­

różnych

zachęty,

propo­

z y c j e — choćby z r o b i e n i a r z e ź b n a w y s t a w y

ludowe.

na zdobytych

reprodukcji

„Autoportretu".

gdzieś

Janas

bródkę
aby

u

starannie

wize­

ubiór,

jasna ponad

oni

tych

Nie

podkreślał

Matejki, inny

rzecz była

Są

już w

indywidualizacji twarzy.

więc

było

to

różnice

a

trochę

rzeźbach
łatwe,

fryzury,

Mickiewiczowi

wszelką

Oprócz
konał

t y c h p o s t a c i , już
płaskorzeźby

pernika.

I

t u źródłem

wiedzy

z astrolabium w
w

wywodzi

lewej

z własnej

Kościuszki,

była

prawej

dłoni,

gest

Stosza

produkcję

w

książce

Polska

plastyka

posiadanej

której

przez

a u t o r a w z i ą ł za

święte

postać przedstawioną, a b y ł t o f r a g m e n t r z e ź b y

Przej­

dzia

najmniej

do t e m a t y k i świeckiej

łatwe. Należało

odejść

n i e było

od spraw

by­

ważnych

Co w i e Janas o t y c h postaciach?
Kowalska

podaje,

wypożyczonej

zaczynali

rzeźbiarze
wypowiedź

kazania

swej

sprawności,

zainteresowań,
darskiej

nie

obciążeni

artystyczna

potrzeb

była

dla

że

środkiem

po­

m y ś l e l i , że świat

nie tylko

nadmiaru

codziennej,

p r a c y , a l e i radością o b s e r w a c j i ,

gospo­

chęcią j a ­

słońce

iż

D r A.

Lewicka-

o K o p e r n i k u czytał

w

książce

ze szkoły. W i e d z i a ł o n i m , iż

tradycją,

wyładowania

„Sę­

niesprawiedliwy".

( t e m a t ! ) i rzeźbić co? — k o n i a ? k r o w ę ? T a k w ł a ś n i e
których

re­

siebie

n a s. 159,

średniowieczna

t y l e że p o m y l i ł o m u się i n a z w i s k o

postać

wzorowany

Norymberczyka,

Janas

perga­

atrybut i

z o b r a z u M a t e j k i , a W i t Stosz

Ko­

Koper­

a rozwiniętym
swój,

jest n a rzeźbie w i e l k i e g o
znalazł

i

książka.

p o n i e w a ż w i a d o m o , że n i e p o w i n n y t o b y ć

ście ś w i ą t k a r z y

—

inicjatywy, w y ­

Wita

p o s t a c i e — w i ę c co m o ż n a b y ł o przedstawiać?

A

—

wątpliwość

p o d pachę w ł o ż y ł księgę w i e l k ą i o d r a z u w i d o c z n ą .

nik,

kilku

się

s z t y w n i , n i e p o r a d n i , ale widać

minem

1 7

t y l k o oprzeć

r u n k a c h : Mickiewicza z pomnika w Warszawie, a M a ­

bohatera

Janosika .

inspiracji.

zostało

trzymał",

1951 r . p o d o b i z n ę

panów,

s j a c h n a desce o b r a z
wpływów

—

Kostki-Napierskiego

sam z
że

literaturze, za­

izbie

p r z e s t a l i być

Janas,

ku
choć

Targu
są w

własnych, n o w y c h

właściwych.

regionalnej.

d z i e j ó w s t a l i się k o n k r e t n i e j s i . W i a ­

co u c z y n i l i . I

nabrali

„co,

N.

świątkarza

sy. B o h a t e r o w i e

tylko

świętych postaci, w i ­

ilustracja. Janas w

zjawiskiem

wiejskiego

nie

czy d e w o c y j n e j

książka, g a z e t o w a

Normalnym

a

pierwowzoru

stoi, a

świat

się

obraca,

a

„zbadał,

pirwi

ludzie

s t o i , a słońce się o b r a c a . T o

w i e l k a s t u k a t o t o zbadać". Z a p e w n e

była

służyć m u m i a ł y

do t e g o t r z y m a n e w r ę k u „ n a r z y n d z i a , co śnimi m i r z o ł t y n ś w i a t " . Z n a ł też r z e ź b y W i t a Stosza,

szcze­

kiegoś u t r w a l e n i a m o m e n t ó w życia... Ś w i ą t k a r z e n a ­

rze

powie

t o m i a s t chętnie s z u k a l i t e m a t ó w „ g o d n y c h " , o n e s t a ­

„Widzem

nowiły

k i s i zasłużony

u niektórych

rodzajowych,

u

rodzaj

niektórych

pomostu do
jak

właśnie

kompozycji
u

Janasa,

się

I

nimi

zachwycał.

Kościuszko?

cłowiek".

t u dochodzimy

do s p r a w y

następnej. N i e

w ą t p l i w o ś c i , że w z o r e m

nikało z całego ś w i a t o p o g l ą d u t w ó r c y , j e g o k o n c e p c j i

p o s t a c i z h i s t o r i i są i c h p o w s z e c h n i e

sztuki i roli

ki

—

w

podobnej

Zgodził

się w i ę c

Janas wyrzeźbić n a wystawę

w

nim

j e g o p o m n i k , t o w i e m , że t o m u s i b y ć j a -

s t a n o w i ł y j e d y n ą f o r m ę w y p o w i e d z i ś w i e c k i e j , co w y ­
artysty.

O

obrazy

d l a współcześnie

utrzymane

konwencji

w

znane

konwencji

ulega

rzeźbionych
wizerun­

„apoteozy",

utrzymane fotografie

i

ryci­

Mickie­

n y w książkach, n o i p o m n i k i . O n e t o s t a n o w i ł y w z ó r

w i c z a , ale n a z w i s k a t e n i c m u n i e m ó w i ł y , w i ę c p o ­

d l a w s p o m n i a n y c h już rzeźb J a n a s a , a t a k ż e n p . d l a

1953 r . s u g e r o w a n e

m u postacie

Matejki

i

11. 44. Odrodzenie.
Wys. 74 cm. Wyk. J . Jakubowicz,
Traktorzystka.
Wys. 42 cm. Wyk. Adam
Czarnecki,

Iwonicz,
Gumienice,

pow. Krosno.
II. 45.
pow.
Busko.

�Wy/c. Mieczysław
pow.
Łańcut.

II. 46. Autoportret.
Wys. 47,5 cm.
Wyk. Wojciech
Bytnar,
Albigowa,

Ruszkowski.

II.

47. Kobieta

przy

kc^dziełi.

W y s . 26 cm.

w y o b r a ż e ń W i e s z c z a w twórczości L e o n a K u d ł y i M a -

Z w r ó ć m y t u u w a g ę n a f a k t , iż u ź r ó d e ł t e j z m i a n y

m e r t a P i ó r k o ( i l . 19) czy J a n a L a m ę c k i e g o (o p o s t a c i

s t o s u n k u d o t e m a t u „ w o d z a " l e ż y dziś r ó w n i e ż i n n y ,

Mickiewicza

bardziej

osobisty

większa

znajomość

a u t o r p o w i e d z i a ł , że j e s t

na p o m n i k u w P a r y ż u "

Poważnym p r o b l e m e m

(strój,

czy

charakterystyczne

uczesanie,

wąsy).

Kostki-Napierskiego,

j a k stoi

stawała się j e d n a k

podobieństwa. N i e z a w s z e b o w i e m
postaci

„taki

).

l s

Te

sprawa

wystarczył a t r y b u t

jej

cechy

mogły

zewnętrzne

wystarczyć

St. Czarnieckiego,

dla

Janosika, h u ­

jach,

a także

statuetce

„Lenin

prez.

ale nie d l a postaci k o n k r e t n y c h ,

rzeźbionych

z fotografii, reprodukcji. Postulat

jewskiego

z i n d y w i d u a l i z o w a n i a p o s t a c i w i ą z a ł się z o k r e ś l o n y m
dawniej

niemal

że

niepotrzebnej

(świątkarze m i e l i s w ó j „ s p o s ó b " n a r z e ź b i e n i e
i , robiąc duże ilości zbliżonych w a r i a n t ó w
postaci,

dochodzili

do

właściwego

sobie

twarzy

tej

samej

schematu

czy

naszego b y ł y

wizerunku,

wzmożoną

Kożuchowskiego

obserwację i próby

czynione

w

że

czy
przez

tym kie­

r u n k u udało i m się uzyskać duży postęp. W i e m y
z

e

gdy

sprawność

uchwycić

nazwę

z

inspi

ji

a

gen. S w i e r c z e w s k i

koniu".

zawiodła

i

nie

z a m i e r z o n e g o r y s u podobieństwa,

zmieniał
r a c

ręki

figury

zdjęciem

i

tak np. u

Stalina
zamienia

też,
się

w

„Żołnierz",
„Oficera

na

czy

roli

realiów,

tematu,
w

dzie­

znanych

p o p i e r s i u S t a l i n a czy
dłuta

w

Kudły,

w

wizerunkach

jego

Lenina,

Kożuchowskiego

się p y t a n i e — w

współczesnych

i

Kra­

j a k i m stop­

przywódców

wynikiem

ryzykować

Kraju

Rad

i n s p i r a c j i . Zachęty

bez­

w

działacz i p r o p a g a n d y s t a

otrzymanie

oczach

łecznego",

a może
były

chwyceniem

podobizny

przeciętnego
nawet

b y te wynikały raczej
nieco

widza
naiwnie

z atmosfery
może

w

na pewno
od

chcie­
dale­

„oficjalnego"

zabawnej.

R-eź-

„zamówienia

spo­

karykaturalnym

pod­

tematyki, spotykanej

fesjonalnych,

rzeźbiarz

Centkowskiego

powstaje
się

udało

Stalin"
przez

wet, aby najgorliwszy

Lamęckiego,

( i l . 46) w s k a z u j e ,

jej

pośredniej — j a k się z d a j e — n i e b y ł o , n i e sądzę n a ­

kiej

Janasa,

ostatnio

rzeźby

męckiego czy D u ż y ń s k i e g o — p o r . i l . 5 i 29). P r z y k ł a d
Kudły,

podjętego

( i l . 2 1 , 36).

Oczywiście wyłania

li

Ruszkowskiego

ciekawym
i

Bieruta

niu

t w a r z y . W i d a ć t o zresztą i dziś u K a m i ń s k i e g o , L a ­

zwłaszcza

do

postaci,

charakterystycznych

dać t o n p . w b a r d z o
kompozycji

z n a n y c h już d o b r z e
sprawności,

samej

z l i c z n y c h i l u s t r a c j i czy r e p r o d u k c j i dzieł s z t u k i . W i ­

sarza, k o s y n i e r a —

typem

stosunek

na wystawach

p l a k a t a c h i prasie

pro­

ilustrowanej.

B y w a oczywiście, że r z e ź b i a r z w y c z u w a ( i n n a r z e c z
czy

słusznie) k o n i u n k t u r ę ; n a t y m t l e w ł a ś n i e

powstać w r ę c z
ki

narodowej

gigantyczna
Juliana

koncepcja

Brzozowskiego,

wielkiej
w

mogła
szop­

której

p r z e d ż ł o b k i e m l u b Gomułką i S p y c h a l s k i m

by

(zależnie

17

�o d t e g o , która w e r s j a u z y s k a szanse r e a l i z a c j i ) d e ­
f i l o w a ł o r s z a k przeszło 300 p o s t a c i , k r ó l ó w i w o d z ó w ,
h u s a r z y i ż o ł n i e r z y z różnych o k r e s ó w , t y p ó w l u d o ­
w y c h , cyklistów, sportowców, l u d z i różnych
pro­
f e s j i . A l e p r z y k ł a d y t e g o r o d z a j u n i e stanowią w i ę k ­
szości.
Tematyka
nie, źródłem
sa —
Z

„ b o h a t e r ó w " w y s t ę p u j e dziś n a d e r

licz­

jej

pra­

a nawet

jest

właśnie

kronika

książki p o c h o d z i

Bemem

książka

pierwowzór

( i l . 20) L a m ę c k i e g o

Centkowskiego.

Ale

ze szczerej p o t r z e b y

m e d a l i o n u z gen.

wypowiedzi,

n a n i a o słuszności podjęcia
których

k o n k u r s czy

chetną

pobudkę,

możliwości
Do

zachęta

tylko

tematycznej.

leży prace

typie „Żniwiarka i ekonom",

w

chłopa",

kami

sTcontrastowane

traktorów

orzących

nasz

kształtuje

katalog

polskich,
z

tematów

t y m że

ludowej

granica

czasowa

sokiej

i

ważnie

reprodukcji),

zmonumentalizowanej

figury

sytuuje

u l e , a t r y b u t t e g o chłopskiego
wątpliwości,

jak
dzia­

umieszcza

interesujący

reportażem

zapewne

fotograficznym

k a r n o idzie z papierosem
wzór

próby,

j a k np. Lamęc­

portret prezydenta

inspirowany

i podobieństwo

z

Indonezji S u -

kroniką

filmową

z pobytu w

lub

Polsce. S u -

w r ę k u — n i e j e s t już n a

świętych

u c z y n i o n y , widać,

że

wym

pokazaniem

treści,

pują

najczęściej

w

przełamują
A

dziś s c h e m a t y

bohaterowie

i

reportaż

„reprezenta­

stają

się

z

dzieł
i

sztuki

drugi

sztuki
zetek

profesjonalnej,
wspólny

społecznie

„ważnej",

ściennych,

plakatów.

tematyczne

dawniej

ne, z r o d z o n e
prawdy

inspiracja

bolizujący
ny

zwycięską

o

na

wiąże

je

kompo­

ni,

drapieżnych

książkę

w

rąk

depcze

postaci

na

książce

ohyd­

ogromnego

( r o b o t n i k m a kielnię

drugiej,

obok

w

w

gołąbek

kapitalistycznej hy d r y

dło­

pokoju,

wyrzeźbio­

napięcia, g m a c h f a b r y k i

i k o ł o zębate — i l . 44). J e s t w t y m w y o b r a ż e n i u
i

udolność

pewna

naiwność,

dlatego

ostrością o d n a j d u j e m y

w

też

niej j a k b y k a r y k a ­

turę ó w c z e s n e j złej s z t u k i z j e j apoteozą,
i

prymitywną

(a p r z e z

nie­

zapewne

to mało

gloryfikacją

skuteczną)

krytyką

i t d . Jest

przeszłości. Z w i ą z k u t a k i c h p r a c i w

—

zapotrze­

n e j t e m a t y k i z koniunkturą n a nią w t a m t y m o k r e ­

wyczucie

znanej

z

Zaliczam
żądany

dawniejszych.

się w

nurt

prasy,

ga­

tu

zarówno

temat,

jak np.

autentycz­

Granica

trudna

do u s t a l e n i a , o b o k b o w i e m

prostu

koniunkturalnych

jest

tu

l i c z n y c h rzeźb p o

prymitywnej

dydaktyce,

sie d o w o d z i

Tracze,
zabawka.
Wys.
Skirzyński,
Rumunki,

22 cm.
pow.

Wyk.
Sierpc.

f a k t niewystępowania

ogóle

jej w

omawia­

l a t a c h póź­

n i e j s z y c h , p o 1958 r .
Bardziej
tycznej

bezpośrednie są s c e n k i o r ó w n i e

treści, a l e u t r z y m a n e w

plebejskiej

—

j a k n p . rzeźba

konwencji

A.

dydak­
ludowej,

Orłowskiej,

przed­

stawiająca p a r o b k a usiłującego zdjąć d z i e d z i c o w i b u t
z nogi, podczas g d y t e n m u pomaga,
nogą t y ł e m

odwróconego

pchając

działające e m o c j o n a l n i e

ciecha

Draka para

Jest w
ale

niemal

przy typowej

osobiste

n a w i d z a , j a k choćby

wieśniacza

tej kompozycji

przy

drugą

parobka.

Są też, j a k w s p o m n i a ł e m , r z e ź b y szczere,
i

II.
48.
Wacław

wystę­

spotkać

j a k fotografią

i d z i s i a j " , j a k też i p r a c e

o

ale

zarówno

z chęci p r z e k a z a n i a m ł o d e m u p o k o l e n i u
czasach

wymową,

tego r o d z a j u

klasę robotniczą

kapitalizm, przedstawiony

łba i

ludźmi.

te

a

wzorami

n a tę t e m a t y k ę , chęć w ł ą c z e n i a

kompozycje
„Wieś

grupą

moment

bowania

Rzeźby

polityczno-społeczna.

poprzednią

prze­

satyrycznego,

zycji, gdzie w i e l k i , n a d m i e r n i e w y s o k i r o b o t n i k , s y m ­

z taką
2. Tematyka

(znanego

m o ż n a i w r z e ź b i e pełnej — j a k n p . w o w e j

a na cokole

portretu.

wpływ

czasu

płaskorzeźbach,

n e zostały słupy w y s o k i e g o

cyjnego"

rzeźbie

jednoznaczną

postaci, ubioru.

że t o w ł a ś n i e

się

zwłaszcza p l a k a t u . W ł a ś n i e p l a k a t u — z j e g o s k r ó t o ­

film

fotograficzny

w

rysunku

artystę z a f r a p o w a ć musiała e g z o t y k a
wykluczone,

ogólno­

1950—1955,

p r a c e zdradzają

tego

Nie

jest

i

latach

przesuwa

a n i e r a z sloganowością. T e m a t y

pszczoły.

K o n w e n c j ę l u d o w ą , hieratyzującą statyczną postać,

karno,

w

o 1—2 l a t a , a s a m e
tematycznego

ostatnie

obraz­

wznoszą­

okręgowych

się

malarstwa

kiego

ziemię, m u r a r z y

wystaw

odbywających

( i l . 50, 51), t y l e że p o b o k a c h n a d m i e r n i e w y ­

dopiero

„Dziedzic

lukrowanymi

c y c h ściany i t p . N i e t r u d n o z a u w a ż y ć , że j e s t t o j a k ­

Wawry

przełamują

szla­

pewnej

by

rzeźbiarz

żadnej

tylko

i wskazanie

postaci

j e j z rzeźbą sakralną

na n i c h w i e l k i e

stanowiły

impuls

śmierci

z l u d o w ą tradycją, co

łacza, a, b y n i e b y ł o

przeko­

wizerunek

w y r a ź n i e podkreśla z e s t a w i e n i e

—

i

rocznicę j e g o

czy

postać s w e g o b o h a t e r a z g o d n i e

dwa drzewka

z emocji

tematu — dla powstania

powstałych w y r a ź n i e z i n s p i r a c j i zaliczyć n a ­

bijący

filmowa.

d r J . Dzierżonia, w y k o n a n y w
przez

szkolna,

l a k i e r n i c z y c h i p ł y t k i c h — są i t a k i e , k t ó r e p o w s t a ł y

zaprzężona

jakaś w e w n ę t r z n a

hieratycznym

do

Woj­
sochy.

ekspresja,

ustawieniu

postaci,

d l a l u d o w e j rzeźby statyce. I n n e

prace

D r a k a potwierdzają

t o w r a ż e n i e . Są o n e już n a g r a ­

nicy

wyróżnia

grupy,

rodowód,

którą

przeżycie,

wybitnie

stanowiące

źródło

emocjonalny
podjęcia

te­

matu.
3.

Tematyka

takiej
treści,
w
de

które

jego

wszystkim
wiele,

i

jest

sceny

artystą,

wyobraźni.

obrazy
z

a l e działają

wypowiedzenia
pozostawiły

Znajdziemy

wojny,

obozów

Motorem

okupacyjna.
potrzeba

wstrząsnęły

psychice,

cywilnej,
jest

wojenna

twórczości

masakry

zagłady.

one n a w i d z a

Prac
ze

tu

ślad
prze­

ludności
tych

nie

szczególną

�siłą,

jest

w

nich

spotęgowana

ekspresja,

n a r r a c j i , która s p r a w i a , że wstrząsają
jak

relacje

toriach.

dzieci
z

Oświęcimia"

zwłaszcza

o

egzekucji

czy

munta

i

(il.

Woźniaka ,
1 9

przerażającym

14).

znaczne

cyklu
Zyg­

Nieporadność

stwarza

niezbędną osłonę, izolującą

od pato­

wzbogacenie

do m o ż l i w i e t r a f n e j

krema­
wcześniej

i Bełżca w y k o n a n y c h przez

Skrętowicza

t y c h scenach

już

Szczepana

znakomitym

scen z O ś w i ę c i m i a
w

scenach

Myślę t u o r e p r o d u k o w a n y m

„Więźniu
a

o

naiwność

one n a m i t a k ,

W

ujęciu

widać

niektórych

wyraźnie
religijna,

która

dosadna

żadnego

wzoru w

sztuce

dziej

nie dostrzeżemy

nika

wyobraźni

w

inspiracji,

bez

b a b niż s a m o

tak silnym stopniu

(il.

twórczej,

która

pozwoliła

artyście

znaleźć n o w ą , j a k ż e p r z e k o n y w a j ą c ą f o r m u ł ę d l a w y ­
rażenia p r z e p e ł n i a j ą c y c h
kiej

inwencji

aby

podjąć

i

g o treści. T r z e b a

odwagi

temat,

i

czy f o t o g r a f i i . N i g d z i e i n ­
czyn­

(a

raczej

d l a którego,

było w i e l ­

nieświadomości),

jeśli i s t n i e j e

prece­

dawniej

więcej

frapuje

charakterystyka
pokazany

jest

cież j a k ż e l u d o w e j
sposób b a r d z i e j
sunków
szek

formie, istnieje wiele

płaskorzeźb),

i l u s t r a c y j n y , zbliżony

amatorów

Świder).

ozy d z i e c i

Jest

0 przedstawienie

w

powiedzieć,

rażają
tylko
do

(Paweł H u l k a ,

Franci­

wizerunkach

troska

było", jest

własna,

t a k „jak

obserwacja.

pierwsze

przedstawiają,
następnej,

4. Sceny
najtrafniej

oddałoby

tę

różnych

środo­

to,

może

„mały

w i ę c — t e m a t y k a z życia, w y n i k ł a
różnych

odgrywa

t u i n s p i r a c j a dziełem

tografią, i s t o t n a zaś s t a j e
cy)

postaci poprzez

l u b podkreślenie

typowych,

co

co

realizm",

z próby

sztuki

rolę

względnie

się umiejętność
nawet

takie

fo­

charakte­
pra­

przerysowanie

rzeźby

a

charak­

p r o f e s j i . Mniejszą

r e k w i z y t ( n p . narzędzie
a

stawia

zbliża

obserwacji.

ludzie

określenie

środowisk,

na

je

cechuje

terystyki

rystyki

wy­

to te prace

właśnie

życia,

Grupę

zawodów.

—

ilustrują. I t o j e

opartej

z codziennego

i

O ile m o ­

kompozycje

treści w o j e n n o - o k u p a c y j n e ,

grupy

wisk

że

w

do r y ­

choć p r z e w a ż n i e s c h e m a t y c z n a
żemy

temat

raczej

takich

sceny

kompozycji

podejmujących

na granicy

Ciekawe

j e s t też

rażano j e d y n i e
zeświecczeniu,

j a k emocje,

poprzez
mimo

wesela,

typy

ludowe;

są

prządki,

ogromny,

typy

najczęściej

j a k : chłop

jednak

lub kobieta

z

spotyka
masielnicą

że

nawet

dą, czytający
oczywiście

że

właśnie

ambicje

się

doskonale
nych

prace

w

tej

grupie

prac

(lub

ze

spotyka

Są
jako
się

ż y w e j " , troskę o n a -

szczegół. A l e j e s t w i e l e
t o zresztą

mierne,

najczęściej

rzeczy „jak

podpatrzonych,

Widać
tu w

różne, p r z e w a ż n i e

dosadnych

interesujących,
w

charaktery­

n a przykładach

zamieszczo­

artykule ilustracji.

Obserwując

kształtowanie

podkreślić, że w

się t e j t e m a t y k i t r z e b a

porównaniu z okresem

n y m , g d y występowała

raczej

w

współczesne

szopce, z a b a w c e —

przedwojen­

sporadycznie
prace

które
w

jedna

się w

sposób b a r d z i e j

średnictwa,

choć

wątpliwości,

że

torem formy

niegdyś

formie

widoczne

kondensowały

t o dziś

ujawniają

bezpośredni, bez b o s k i e g o

zdaje

się

n i e ulegać

to Frasobliwy

„Zafrasowanego

katharsis w

jest

czy „ U k r z y ż o w a n i a " , realizują
tematyką. Przykładem

właśnie i n s p i r a ­

tyki

ludzkich

bólu i r o z p a c z y

dramatów,

przy­

symbolach

„Piety"

się dziś p o z a

religijną

są t u r z e ź b y

niemal w

po­

najmniejszej

c h ł o p a " ( i l . 3) c z y i n ­

religijnych

wińskiego, obsesyjne

Jeśli
zamy­

n y c h r z e ź b t e g o r o d z a j u . Treści, k t ó r e d a w n i e j
nosiły

wy­

ulegają

jak smutek,

postaci Frasobliwego,

Wacława

Czer­

podejmowaniu

tema­

niedoli,

smutku

starości,

( n p . i l . 32).

5. Tematyka

inspirowana

folklorem,

opowieścią,

podaniami,

legendami

a więc
i

ludową

bajdami.

Pod­

nietą d l a podjęcia t e j t e m a t y k i w m a ł y m t y l k o s t o p ­
n i u jest obserwacja

l u b w i d z i a n y gdzieś w z ó r ,

n i e w a ż n i e j s z a j e s t t u w y o b r a ź n i a , zdolność
nia plastycznego

odpowiednika

znacz­

stworze­

d l a l i t e r a c k i c h treści.

Głównym i n i e m a l j e d y n y m t e r e n e m , gdzie wystę­
gata w

takie

książkę ( l i k w i d a c j a a n a l f a b e t y z m u ) .

pokazania

turalistyczny
styce.

się t y l k o w

pują r z e ź b y o t e j t e m a t y c e

stępą), s i e w c a , d u d z i a r z , k o b i e t a niosąca w i a d r a z w o ­
to

jako

miasteczko­

opowieści

i bezdrożach

Pierwszym,

j e s t z i e m i a łęczycka, b o ­

o B o r u c i e , diabłach w o d z ą c y c h
zabłąkanych

j a k się z d a j e ,

który

po

podróżników i t p .

podjął

przed

kilku

II. 49. Traktor,
zabawka.
Wys. 14 cm.
Paweł Witek,
Urzędów,
pow.
Kraśnik.

Wyk.

1958.

oracze

1 k o w a l e , żołnierze i r y b a c y — k a t a l o g tytułów
jest

nabożeństwa

czy

ślenie n a d niedolą ludzką i własną —

bagnach

zabawy,

sytua­

wiejskich

do t r a d y c y j n y c h przedstawień.

gro­

Występują w t e j g r u p i e różne w i e j s k i e c h a t y , izby,

spo­

obycza­

t e m a t r e l i g i j n y , dziś

cech

teski.

jest

czy

w e g o życia ( i l . 34).

d a w n i e j t a k i e treści e m o c j o n a l n e ,

(przeważnie

czy

ksiądz,

z galerii b a r w n y c h figur wiejskiego

tępionych

O b o k w s p o m n i a n y c h rzeźb, o odrębnej — a p r z e ­

odrębną

dowcip

twarzy

m i s t e r i u m spowiedzi

31). P o d o b n i e

jest nawiązanie

piekle.

życia

świadomości

obejmowała

dens i ź r ó d ł o — t o w w y o b r a ż e n i a c h m ę k i d u s z p o ­
w

chłopskiego

zaszedł w

w i e d ź stają się jeszcze jedną scenką w i e j s k i e j
cyjny

niczyjej

jaki

od i n n e j s t r o n y , zewnętrznej. Nabożeństwo

ca.

bez

dążenia

sferę s p r a w ś w i ę t y c h , dziś chętnie p o d e j m o w a n a

a rzeźbiarza

powstały

i

w s i , a zwłaszcza l u d o w y c h t w ó r c ó w . T a k n p . t e m a ­
tyka

jowości,

rzeźby

obserwacji

motywów

proces,

su i e k s h i b i c j o n i z m u , r e l a c j a jest czysta i wstrząsają­
Te

tematów

c h a r a k t e r y s t y k i ( p o r . i l . 35).

lub tylko
wykazują

�l a t y t e m a t całej t e j d e m o n o l o g i i

ludowej

był

Kamiński.

samouk

o

Człowiek

oświecony,

umiłowaniu h i s t o r i i

i dziejów

swego r e g i o n u ,

n o w i ł zapoznać l u d z i z b o g a t y m
mi,

zarówno

ze

przeróżnymi

Pod

f o l k l o r e m swej

wpływem

zie­
starał

legendami

sukcesu

nież i n n i r z e ź b i a r z e
Grimma)

o

Borucie

Kamińskiego
zaczynają

itp.

tematykę

re-

podejmować

rów­

łęczyccy.
i bajkową

podejmuje

również

(spod

w

znaku

rzeźbach

g l i n i e K l a r a P r i l l o w a z Pałuk, n i e s t e t y a m b i c j e
łeczne i d y d a k t y c z n e

n i e idą t u w p a r z e

i wrażliwością

bestiariusze

rzeźbie

XVI- i

współczesnej

przeszłość, b l i s k i
nadajemy,

stanowiąc

najdalej

t e m u pojęciu

wysunięty

świątkarza,

myśląc o i z o l a c j o n i z m i e

kulturowej
W

XVII-wieczne,

punkt

w

spo­

z uzdolnie­

artystyczną.

scenki

i

bliźnich,

rodzaj

sta­
pta­

ki.

produkcji zabawkarskiej

Obok

seryjnej

odrębny

ich produkcji w

różnych

postaci

wiejskiego

w

lekie od w i z e r u n k u ornitologicznego
w

twórczości

czy

np. Adama

Andrzeja

i

J a k już

zabawnej

Liska. Krańcowym

mówi­

karykaturze

masywne

i

wielkie

ptaszyska

Kudły,
ścian

Rzeźbiarskie

walory

posiadały

dawniejsze

śmieszne

wi

dziad,

m u z y k a n t i t d . Przestano

je

przed

ostatnią

jednak

figurki

są

ruchome

wykonują,

i

śmieszna

w ó w c z a s stoją

stępnej, którą
7. Zabawki.

jest

czynność

Wśród

licznej

jeden

o

produkcji

t y p , jeden

charakterze

niekiedy

z

zabawkarskiej,

schemat

by — np. figurki

równą

Wincentego

—

jak np.

i s t n i e j e też z a ­

indywidualnym,

niemal

opracowywa­

starannością

co

rzeź­

J a s k r a . Są t o p r z e r ó ż ­

n e śmieszne p o s t a c i e , l a l k i , f i g u r k i , n o i z w i e r z ę t a
konie,
i

krowy,

koguty,

r y b y , postacie

kury,

pawie,

świnki,

—

ptaki

ludzkie na koniach.

Indywidualizacja

tych

zabawek

jest

o

tyle

zro­

zumiała, że r o b i o n o j e d l a w n u k ó w , d z i e c i , n a użytek
najbliższych,
kładem

a

n i e n a sprzedaż.

zabawki

wynikłej

Krańcowym

jedynie

z

przy­

własnego

mysłu i f a n t a z j i są p r z y p o m i n a j ą c e

murzyńskie

my

Józefa

—

obsesyjne,

Odrębny
przez

chłopców

pograniczu

falliczne

rodzaj

figurki

stanowią

pasących

obserwacji

zabawki

bydło.

Minora

2 0

.

wykonywane

Stoją

otaczającego

po­
tote­

one

już

świata

i

na
jako

t a k i e mogłyby być włączone do g r u p y tematów z ż y ­
cia

wiejskiego.
J e d n y m z często w y s t ę p u j ą c y c h

w

zabawce

przeznaczonej

dla

tematów

dzieci,

zarówno

jak i

tej

p r z e z d z i e c i i m ł o d z i e ż . w y k o n a n e j — są f i g u r k i
rząt, r z e z a n e p r z e w a ż n i e w

drzewie,

t y c h b y m do rzeźby raczej

wszelkiego
i

rzadziej

lepione
desce

Do
prawdę
gorię,

na

sprężyn­
wojak,

wyrabiać

jeszcze

pojawiły

figurki

się

wy­

znowu

(w

CPLiA).

Ostatnią
ich wiele,

grupę

stanowią

zabawki

ruchome.

Jest

są r o z m a i t e , choć dziś n i e t a k już a t r a k ­

cyjne

j a k d a w n i e j . G d y wertowałem materiały

czące

życia

różnych

rzeźbiarzy,

uderzyło

doty­

mnie, jak

często łączą o n i w s o b i e jednocześnie d w a z a m i ł o w a ­
nia — do p l a s t y k i i do m a j s t e r k o w a n i a , a n a w e t

do

k o n s t r u k c j i t e c h n i c z n y c h . N i e chcę p o w o ł y w a ć się t u
t y l k o n a z n a n y przykład J a n a Wnęka, któremu
pisuje

się z b u d o w a n i e

przy­

skrzydeł — m a c h i n y d o l a t a ­

n i a , i k t ó r y zginął j a k I k a r , s t r z a s k a w s z y się w p i e r w ­
szym locie o ziemię; w i e l u d a w n y c h rzeźbiarzy m a j ­
strowało

poruszane

siłą

w i a t r u i t d . Dziś m ł o d z i e ż m a tysiące m o ż l i w o ś c i

młyny

wodne,

elektrownie

wy­

życia tęsknot t e c h n i c z n y c h , a l e m i m o
jeszcze n o w e

to spotyka

pokręcenie korbką

uruchamia kilka figurek, a

suwanie

powoduje

czy

deseczek

miarowy

t r a c z y ( i l . 48). W s p o m n i a n y

zowski

n a l e ż y ze swą ruchomą

przykładów

łączenia

techniczną

swego

mniej

się

z a b a w k i — r u c h o m e k o n s t r u k c j e , gdzie

pracy

niż w

tego t y p u

ruch

prze­

kowali

już u p r z e d n i o

Brzo­

szopką n a r o d o w ą
uzdolnień

przedsięwzięcia

(w

wkłada

do

stronę
on

nie

wyrzeźbienie samych f i g u r ) .

8. Godła

Bywa,

i symbole.

że orzeł z a w i e s z o n y

s t a j e n a d w e j ś c i e m d o b u d y n k u , l u b że d o
dachowej

przymocowany

jest

pajac

zo­

sterczyny

obracający

przy

wietrze

t y p u zwierzaki t a k swojskie domowe, j a k

zawieszony

j e s t i orzeł i f i g u r a jeźdźca n a k o n i u

prehistoryczne

wieloprofilowo

zwierząt

Piłata

obecnie

dawnych

się

kominiarz,

silniejszym

należą

(Józefa
do

Piłata),

interesującej

t u nas g r u p y .
cze

wojną,

wzór

kiwające
żydów,

n i e zaliczał, n a t o m i a s t

egzotyczne, a n a w e t

opracowane

na

postacie

—

zwie­

z g l i n y . Większość i c h j e s t w y c i ę t a w płaskiej
i

konane
sklepach

ż y w i e c k i e k o n i k i czy k o n i e z w o z e m ,
na

jaką

one n a g r a n i c y g r u p y n a ­

stanowią:

powtarzającej
bawka

Czasem

figurki

„ e m a u s o w e " , w y r a b i a n e w czasie z i m y p r z e z k r a k o w ­
m u r a r z y , zwłaszcza

chuligan.

ptakistworzo­

ne, a l e , j a k m o n u m e n t a l n e r z e ź b y , p o t o , a b y istnieć.

kach

pijak,

zupeł­

n i e już r z e ź b i a r s k i e g o t r a k t o w a n i a t e m a t y k i są c i ę ż ­

skich

kułak,

m u z y k a n t a , dziada,

Stefańskich

przykładem

pa­

—

—

temat

atlasu. Widać t o

Kazimierza

s t u c h a , Ż y d a - k a r c z m a r z a . P o w o j n i e p o j a w i l i się n o ­
bohaterowie

życia

ośrod­

k a c h k r a j u , s p o t y k a się t w ó r c ó w , traktujących

kie,

karykatury.

pokazanie

wsi, o jej

nowią m i s t e r n i e n i e r a z w y k o n a n e , r ó ż n o b a r w n e

liśmy, podnietą b y ł a d l a t e j t e m a t y k i chęć r o z w e s e ­
lenia

mu

separacji.

rzeźby, n i e do l a t a n i a i n i e do ozdoby
6. Żartobliwe

w

jaki

dawnej

mówiąc
nieczęsto

wskazująca

ł o p a t y - r ę c e , l u b że n a d g a n k i e m

każdemu,

kto

do

i stworów
i

figurki
się

dziwnych

„Sfinksa"
te

bowiem

zaliczamy

( i l . 25 i

stanowią
już

odrębną

dziś

jesz­

26), choć

zdarza,

kate­
aby

wsi

zajedzie,

m i e s z k a rzeźbiarz (np. d o m Brzozowskiego
w i e ) . C z a s e m orzeł p a ń s t w o w y

„Syrenę"

w

p o rzeźbiarsku. I c h p t a k i są z i n d y w i d u a l i z o w a n e , d a ­

Tematykę folklorystyczną

niami

ne

swych kolorowanych figurkach, j a k
diabłami,

gionalno-folklorystyczną

raczej

posta­

s t r o j a m i r e g i o n a l n y m i , które

się o d t w a r z a ć w
i

Ignacy
wielkim

t y . N p . występuje
Golisa .
2 1

We

jako

Sromo-

kredensu

tych wypadkach

c z y n i e n i a z rzeźbą t r a k t o w a n ą n i e t y l e
ale

—
tu

zdobić m o ż e i s p r z ę ­

on n a zwieńczeniu

wszystkich

w

że

godło, s y m b o l . N i e t r u d n o

Jana

mamy

do

dekoracyjnie,

dopatrzeć

się

w

w i e j s k i t w ó r c a t a k d a l e c e t r a n s p o n o w a ł t e m a t , gdzieś

t y m a n a l o g i i d o g o d e ł p a ń s t w o w y c h w różnych u r z ę ­

zapewne dawno

dach,

już t e m u w i d z i a n y

czy m o ż e

t y l k o ze słyszenia. S t w o r y P i ł a t a p r z y p o m i n a j ą
20

znany
daw­

salach

widowiskowych

itd., a nawet

do

szyl­

d ó w , oznaczających różne c e c h y rzemieślnicze w m i a -

�stach i miasteczkach. Z
czasem

sierp

i

młot,

nowej

s t y k i postaci np. rosyjskiego
awansowały
ten

też

do godła

z a w s z e zresztą

że t e r a z

miał

symbolem

się

charaktery­

żołnierza. O s t a t n i e l a t a

symbolu —
symboliczne

nastąpiło w y r a ź n e

znaczeniowej

tematyki spotyka

d l a wyraźniejszej

gołębia.

Ptak

znaczenie,

tyle

przesunięcie w

warstwie

i z r e p r e z e n t a n t a D u c h a B o ż e g o stał się

Pokoju.
*

W

omówieniu

t y m nie wydzielam

ponieważ można w
tykę, mieszczącą

płaskorzeźby,

n i e j znaleźć b a r d z o

się w

różną

tema­

r a m a c h g r u p 1—6, z t y m że

najczęściej s p o t y k a się g r u p y 3 i 4. P ł a s k o r z e ź b a skła­
nia

k u rozwiązaniom

drzewie

r y s u n k u . Stąd r z a d k o w y s t ę p u j e w n i e j

postać

właściwie

we

wnętrzu

człowieka

izby

czy w

ma­

ryzowanego

(jak n p . u Kożuchowskiego,

stsze są p r z e d s t a w i e n i a
tuacji

rodzaj

bliższym

i

na

stanowi

kompozycyjnym

larstwu

w

w
jed­

i l . 36), c z ę ­

określonej

pejzażu

sy­

( i l . 37) l u b

g r u p y r ó ż n y c h p o s t a c i , s c e n y w t a r t a k u , lesie, n a p o ­
lowaniu, zebraniu i t p .
K R Ó T K A C H A R A K T E R Y S T Y K A RZEŹB
Jeśli
nych

rzeźba

działów

ogólnych

należała

do

twórczości,

ramach

ludowego

najbardziej
utrzymując
stylu,

indywidual­
się

tylko

t o rzeźba

w

współ­

czesna j e s t p r z y k ł a d e m t a k d a l e c e posuniętego z i n d y ­
widualizowania,
czy

i

że

czasem

na ile wolno

trzeba

twórczość

się

zastanawiać,

niektórych

zaliczać jeszcze d o k r ę g u s z t u k i l u d o w e j .
typów

rozwiązań

z różnorodności
dyspozycji

formalnych

postaw

twórczych,

wynika

psychicznych,
stopnia

artystów
Rozpiętość

tu

bowiem

uwarunkowań,

wykształcenia,

świa­

50

domości społecznej, k u l t u r o w e j e t c .
Tak

więc m ó w i ą c o l u d o w e j rzeźbie

jednocześnie
jak: J ó z e f
najbardziej

mówimy

Piłat

współczesnej

o t a k różnych

— świątkarz l u d o w y w

t r a d y c y j n y m , wręcz

twórcach,
wydaniu

p r y m i t y w n y ( i l . 25,

26), żyjący

w

dużej

współczesnej
Józef

izolacji, poza

kręgiem

wpływów

kultury.

Janas

—

( i l . 10) p r z e z

którego

chałupę

p r z e w i n ą ł się k o r o w ó d w y b i t n y c h gości z k r a j u i z a ­
granicy, naukowców, pisarzy, m a l a r z y , świątkarz p i ­
szący c i e k a w e

wiersze,

oglądający

książki,

czytający

o d czasu do czasu g a z e t y .
II. 50. Matka
Boska
(?). Wys.
45 cm. Wyk. przed
1935. Ję­
drzej
Wawro,
Gorzeń
Górny,
pow. Wadowice.
II. 51. Ks. dr
Jan
Dzierżoń.
Wys.
37 cm.
Wyk.
1956. Jan
Centkowski.

Mieczysław
K r a j e w s k i

R u s z k o w s k i
—

rzeźbiarze

czy

W i n c e n t y

sierpeccy,

świadomie

kontynuujący krąg t e m a t y c z n y t r a d y c y j n e j s z t u k i , a l e
warsztatowo
skiego

bardzo

sprawni

(autoportret

Ruszkow­

o d u ż y m p o d o b i e ń s t w i e — i l . 46).

Ignacy

Kamiński,

poseł n a S e j m ,

a u t o d y d a k t a , ongiś

działacz

podobno

chłopski, społecznik,

rozmi­

łowany w h i s t o r i i r e g i o n u , w e t n o g r a f i i . Zaczął rzeź­
bić

mając

związki

74

lata

i

twórczości

bezpośrednie

nu, dawno

z

jego

rzeźbiarską

nie

cechują

tradycją

regio­

już zamarłą, ale b l i s k o 1000 j e g o

figurek

( p o r . i l . 27) p o d w z g l ę d e m s t y l o w y m b l i s k i e j e s t s z t u ­
ce

ludowej,

tego
na

słowa
wsi

wiejskiego
J u l i a n
cza,

sam Kamiński
znaczeniu

pułap

jest

chłopem,

możliwości

zresztą
tyle

w

pełnym

reprezentuje

rozwojowych

dawnego

gospodarza.
B r z o z o w s k i

również

należy

do

—
ludzi

gospodarz

spod

oświeconych,

nych; inteligentny, nie pozbawiony
51

że

Łowi­
oczyta­

sprytu i ambicji.

Dzieło j e g o życia — w i e l k a s z o p k a , w y m a g a ł a

lektu-

�ry,

znajomości

dziejów,

postaci

królów,

wojska, l u ­

d u . J e s t t o t w ó r c z o ś ć stojąca n a g r a n i c y

poprawnej,

pogranicze

Świder,

s t o l a r z z R z e s z o w a , t o też

amatorsko-ludowe,

podobnie

jak

twór­

zentuje

Czerwiński,

twórczość

przejawia
płynący
wy

się t a s a m a

życiu

której
wsi, w

(obóz

i

dził w

inspiracje

giela

czy J a n a

Klimat
z

czości
53),

we

jedyne

obecnej

wyraźniej

swe

odpusto­

Lamęcki

i horyzont

jego

fazie

stanowi

ciekawej,

robotnika,
rzeźby

w

różniące niż

sad

cechuje

warsztatowych,

a

do

geometryzacji

wagi

do

stosunek
do f o r m

prostych,

s t a t y k i układu i

podporządkowania

stosowa­

wypadków

barwy.

kilka

rzeź­

mało

już

prace

architektonice, tendencja

W

większości

wyliczonych
którego

t u cech
skłonni

przynajmniej

występuje

jesteśmy

w

twórczości

zaliczać

wzorów,

większa

większa r o l a o b s e r w a c j i

różnorodność

wpływów,

n a t u r y , rozluźnienie

cy),
w

preferencja

nowych

tematów,

większa

twórczości

choć w y r a s t a

sztuki

z klimatu

odpustowej,

jak

i

ludowego,

tradycji

zarówno

rzeźby

w

ze

glinie

Leon

Kudła

ludowej
urocze

rzeźby

i

jest

( i l . 4), z w i ą z a n y b . s i l n i e z
w

drzewie.

rzeźby z drzewa,

drutu

naiwno-ludowego

bibułki

T u też

tradycją

zaliczyć

można

a czasem i b l a c h y , t e k t u r y ,

wykonane

przez

k o w s k i e g o

(por. okładka),

jak

zabawki.

odpustowe

też

F e l i k s a

kolorowe,

Czaj­

świąteczne

jest

rzeźba w

Grabskiego,
rafinowana,
sztuki

jest

wapieniu i drewnie

Bolesława

r o b o t n i k a z Leśmierza

( i l . 28). W y ­

korzystająca
rzeźba

42), kontynuująca
we,

przenoszące

wań nowej
torska

w

twórczy

zdobyczy

je w

świat

nowoczesnej

M i e r n i k a
sposób

( i l . 3,

tradycje

współczesnych

ludo­

poszuki­

ekspresji, nowego wyrazu. Bardziej

jest

sztuka

c h y b a wykraczająca
jętej l u d o w e j
A

ze

Ryszarda

więc

M a m e r t a

Piórko

poza granice

ama­

(19),

już

szeroko n a w e t

po­

twórczości.

jakże

duże

do

się

perfekcji

układów

w

formie,

w

moty­

dynamicznych,

Można

sądzić, że z b i e g i e m

przechodzić
coraz
I

będzie

dalszą

w i ę k s z e g o uniezależnienia

czy też

definicji.
chyba

przekraczała

Raczej

będzie

dostosowywać
W

końcu

definicje

ż e j części w s i z a w a n s e m

świadomości d u ­

k u l t u r o w y m (obudowa

g a r a w kształcie p r z y c i s k u - p o m n i k a , w k t ó r y m
sce k r ó l a

czy r y c e r z a

zastąpił żołnierz

ze­

miej­

radziecki

—

spo­

wartości

walor

artystyczny,

tej

s z t u k i jest
to

co

i powinien

wnosi

nowego

nonarodową.
litykę

Trzeba

opieki,

więc

pomocy

i

stworzyć
zakupów

tyle wyrazem

rzeźbiarza

już

upodobań środowiska, co osobistą

powiedzią a r t y s t y i t o właśnie oddala
22

jest

n o w y c h , t a k aby nie wyłączać f o r m
poza

barierę

dawnej

tradycji,

ją o d f o r m u ł y

zbiorów

po­
prac

wykraczających

form,

dla

których

r o z w o j u istnieją dziś l i c z n e n o w e i m p u l s y t a k w
c i u , j a k i w sztuce. Już d z i s i a j b o w i e m
zainteresowań

swoim
ścią

los

rodzaju,

niemal

zakupie
który

taką,

dycyjnym
22

decydujących
do

jest w

jak

zbiorów.
rzeźbie

Nikifor

w

o

ży­
oba­

pomocy,

Dowodzi

artysty

tego

jedynego

w

indywidualno­

malarstwie,

ale

się d o t w ó r c ó w l u d o w y c h w

tra­

r o z u m i e n i u tego słowa i dlatego

nie może

d o życia i p r a ­

.

P o t r z e b y rzeźbiarskiej w y p o w i e d z i
ba

istnieje

p r a c e znajdą się p o z a k r ę g i e m

czynników

którego nie zalicza

nie
wy­

jej

czym

prawidłową
do

cy

twórczość

być
i

w z b o g a c a naszą k u l t u r ę już n i e t y l k o l u d o w ą a o g ó l ­

wymi

częściej

trzeba

kry­

o n uzyskać w a r u n k ó w o d p o w i e d n i c h

Coraz

innych

więc
od roli

i l . 23) i różnych p r ą d ó w a r t y s t y c z n y c h łącznie z n o ­
p o s z u k i w a n i a m i ( i l . 19, 42).

pokrywała

t a k i c h czy

niezależnie

St. Zagajewskiego,

się w

do

zasad.

łecznej c z y i n n y c h m o t y w ó w , j e d y n y m t r w a ł y m
terium

bowiem

ludowa

do s z t u k i , a n i e o d ­

smutny

jeszcze k o j a r z y

rzeźba

prowadzącą

przekraczała,

tradycji

wciąż

nie

Skrę-

od wspólnych

bariery

czy

która

figury,

dawniej

n i e t o p o w i n n o nas m a r t w i ć , c z y b ę d z i e

się

stypendium

( i l . 12, 17) i s z t u k i mieszczańskiej,

czasu

ewolucję,

w a c h twórczości, a n a w e t i n s p i r a c j a c h ! B o t o i w p ł y w
wiejskiej

podobień­

wykończeniu

t o w i c z a , czy K a r p i ń s k i e g o — i l . 37).

w a , że b a r d z o c i e k a w e

różnice

w

występujących ( n p . w niektórych k o m p o z y c j a c h

wrotnie.

P r y m i t y w n a i n i e m a l t a k prosta j a k sztuka dziec­
ka

dążenie

pojawienie

( p o r . i l . 54).
Rzeźbiarzem pogranicza

swoboda

interpretacji tematyki tradycyjnej, troska o i n d y ­

pograniczu
wej,

więzów

a r t y s t a — o d b i o r c a (a w i ę c w z r o s t niezależności t w ó r ­

w i d u a l i z a c j ę p o s t a c i (aż p o e f e k t w i e r n e g o

jarmarczno-ludo-

ka­

Jednocześnie n o w ą r z e ź b ę c e c h u j e : r o z s z e r z e n i e r e ­
pertuaru

stwa),

stoi na

do

„ludowej".

szkiełek

„naiwnej" i

równo­

elementów

nia

( i l . 52,

jego

do z a ­

dla m a ­

swe w y k o n u j e w glinie, zdobi b u k i e t a m i z paciorków,
Sztuka

wspólne.

szacunek

zamiłowanie

brył, do

kompozycji,

dekoracyjnych

podobny

zwłaszcza

guziczków,

cekinów.

że

rzeźbie

zwie­

jeden

drewnianej,

zachodzących

elementy

nawy­

operowa­

twór­

powołanie. Zagajewskiego

i

powiedzieć,

do

też

w

więc

„na­

różno­

j e s t też sposób

osobistej

widzącego

uwarunkowań

Można

przemian

występują

większą

n i a bryłą zwartą. P o d o b n y

jest n a

Z a g a j e w s k i e g o

i

wszel­

języ­

i w warstwie

jarmarcznej

dawnej

twórczych,

jeszcze r z e ź b i a r z y

tegorii

z tradycją

mimo

psycho-kulturowe

Cóż w i ę c pozostało w s p ó l n e ? W y d a j e się, że w c i ą ż

Milczanowskiego.

Stanisława

wiąże

kręgu

współczesnym

pamiętników,

niezwykle

wyrażającej
postawy

wykazujących

k u l t u r o w y c h etc.

artysty,

warszawskiego

bie

postaw

w

amatorów

teriału, p r z e w a ż a j ą c e

tkwią

świata

rodność

szerszy, niż n p . Piłata, M i c h a ł a G r y -

sztuki

elementów

posta­

do tego

sztuki jarmarcznej,

obyczajowej

znacznie

uzu­

życia.

klimacie

—

wspólne

i

którym

ten sam impuls

( i l . 20, 43) n a l e ż y

życiu k a w a ł

pewno

repre­

jeniecki), z

w e j . Piszący, a u t o r b . c i e k a w y c h
kowej,

Świnic,

( i l . 32). R z e ź b y

obsesyjność,

przeżyć

wobec

Lamęcki

sztuki,

ze

komentarzem literackim, w

z ciężkich

psychicznej

Jan

szewc

dramatyczną

pełnia o b s z e r n y m

—

iwnych"
ków

czość m u r a r z a J . J a n i k a ( i l . 18).
Wacław

rzeźby l u d o w e j

różnic

społeczności w i e j s k i e j , zbliża zaś do t w ó r c z o ś c i

a m a t o r s k i e j s z t u k i ( i l . 24).
F r a n c i s z e k

dawnej
kich

zanikną.

Istnieje

też

specyfika

p r o l e t a r i a t u i t o m i m o niwelującej

nieprędko

chy­

wsi, prowincji,
roli tzw. kultury

�II. 52. Kogut.
Stanisław

masowej,

Wys. 67 cm. Wyk.
Zagajewski.

wolno

więc

sądzić,

1963. Stanisław

że

długo

w i j a ć się będzie rzeźba w y r o s ł a w
rowym.

Chodzi

autentycznego
miętając,

jeszcze

t y m kręgu

t y l k o o t o , a b y zapewnić
życia

że w i ę z y

i widzieć

Zagajewski,

proces

roz­

kultu­

jej

szanse

przemian, pa­

t r a d y c j i są w a ż n e , ale że

więzy

j a k t o w i ę z y — m o g ą łączyć, a m o g ą też k r ę p o w a ć .
R z e ź b a n a l e ż y d o s z t u k , które r o z w i j a j ą
z rozwojem

życia,

świadomością

się

człowieka,

wraz

powsta­

w a n i e m n o w y c h w z o r ó w k u l t u r o w y c h . I rzeczą naszą
j e s t r o z w ó j t e n s t a r a n n i e śledzić, z j a w i s k a
ne

i

nowe

choćby
szyld
naiwną

dostrzegać,

trzeba
„sztuki

było

ludowej"

czy n a w e t

a

w

nawet
na

rozwoju

zmienić

w

twórczość

ich

autentycz­
pomagać,

jakiejś

chwili

spontaniczną,

amatorską.
PRZYPISY

O „dywanach" i n f o r m u j e art. Fr. K o t u l i ,
„Dy­
wany"
— współczesne m a l a r s t w o l u d o w e w s i
rze­
szowskich,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1963, n r 3/4.
Rzeźbiarzy żyjących
i działających
zanotowano
w kartotekach Sekcji Badania Sztuki Ludowej Insty­
t u t u S z t u k i P A N około 200 ( w t y m r z e ź b i ą c y c h w
w ę g l u — 4, w g l i n i e — 16, w k a m i e n i u — 4). D a n e
te są niepełne, p o z w a l a j ą j e d n a k przypuszczać, że
rzeczywista
liczba żyjących rzeźbiarzy w y n o s i
co
n a j m n i e j 250.
Z a g a d n i e n i e t o n a ś w i e t l a w b a r d z o interesujący
sposób S t . C z a r n o w s k i w s z k i c u Kultura
religijna
wiejskiego
ludu
polskiego,
zamieszczonym
w tomie
„ K u l t u r a " ( w y d . o s t a t n i o w t . 1 Dzieł, W a r s z a w a 1956,
s. 88—107).
P o r . A . K u n c z y ń s k a , Chrystus
Frasobliwy
w
polskiej
rzeźbie
ludowej,
„Polska S z t u k a L u d o w a " ,
1962, n r 4 o r a z J . G r a b o w s k i „Szkoła
Krośnieńska"
w rzeźbie
ludowej,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1948,
n r 3.
1

2

3

Warszawa.

II. 53. Sowa.

Wys.

41 cm.

A . Kunczyńska,
Rzeźby
Jana
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1956, n r 1.
4

Wyk.

1963.

Centkowskiego,

N a związki t a k i e w s k a z u j e w rzeźbie m . i n .
F r . M ą c z y ń s k i zestawiając ś w i ą t k i podhalańskie ze
sztuką katalońską ( „ A r k a d y " , 1936, n r 1) o r a z J . G r a ­
b o w s k i w a r t . Sztuka
ludowa
— sztuką ludów, „ P o l ­
s k a S z t u k a L u d o w a " , 1948, n r 6 — 8 .
5

6

kiego
1956,

T . S e w e r y n , Żywot
Jędrzeja
Wawry,
n r 3.

i dzieło powsinogi
„Polska S z t u k a

beskidz­
Ludowa",

T . S e w e r y n , Sztuka
ludowa
w Polsce,
malar­
stwo — rzeźba — grafika.
(Katalog wystawy w Tow.
Przyjaciół Sztuk Pięknych w K r a k o w i e ) ,
Kraków
1948, s. 14—19 a także w y p o w i e d z i Z .
Pronaszko,
E. E i b i s c h a , J . F e d k o w i c z a , Cz. R z e p i ń s k i e g o i K . P o chwalskiego w n u m e r z e „Polskiej S z t u k i L u d o w e j ,
p o ś w i ę c o n y m k r a k o w s k i e j w y s t a w i e (1948, n r 6—8).
7

T a k n p . w 1948 r . n a w y s t a w i e p o l s k i e j s z t u k i
l u d o w e j , w y s ł a n e j d o M o s k w y , dział r z e ź b y l i c z y ł
20 p o z y c j i , w t y m t y l k o jedną o t e m a t y c e r e l i g i j n e j
(prace
Szcz. W o ź n i a k a ,
W. Draka,
St. K a l e m b y ,
L . K u d ł y , M . Gąsiora i J . J a n a s a ) . D a n e w g k a t a l o g u
Wystawka
polskogo
narodnogo
iskusstwa
i
chudożestwiennych
remieseł,
M o s k w a 1948.
W 1949 r . z o r g a n i z o w a n a została w s a l a c h P o l i ­
techniki Warszawskiej
Wystawa
sztuki
i
rękodzieła
ludowego,
n a którą, j a k p o d a j e k a t a l o g , z ł o ż y ł o się
548 e k s p o n a t ó w p o w s t a ł y c h już p o w o j n i e , w t y m
27 r z e ź b w d r z e w i e . T e m a t y k ę n o w ą r e p r e z e n t o w a ł o
20 p r a c Szcz. W o ź n i a k a , W . D r a k a , S t . K a l e m b y ,
K . A j s a , P. L e s z c z y ń s k i e g o o r a z L . K u d ł y .
W 1953 r . Z w i ą z e k S a m o p o m o c y C h ł o p s k i e j z o r g a ­
nizował k o n k u r s i wystawę w W a r s z a w i e p o d t y t u ­
ł e m : Dziś i wczoraj
wsi polskiej
w samorodnej
twór­
czości
plastycznej
chłopów,
co w y r a ź n i e
określiło
t e m a t y k ę większości nadesłanych r z e ź b .
Por. art. K. Pietkiewicza,
Bilans
opieki
nad
sztuką ludową w okresie
piętnastolecia,
„Polska S z t u ­
k a L u d o w a " , 1959, n r 4.
8

9

23

�Wśród eksponatów (cyt. w g k a t a l o g u
Ogólno­
polska
wystawa
sztuki
ludowej
10-lecia,
Warszawa
1955 znalazły się 34 r z e ź b y , w t y m o b o k r e p r e z e n t u ­
jących tematykę nową — 7 w y b i t n y c h przykładów
d a w n e j rzeźby s a k r a l n e j . A u t o r a m i p r a c współczes­
nych byli:
L . Kudła,
M . Gąsior,
Szcz. W o ź n i a k ,
H . Ś w i d r o w s k i , K . A j s , K . E n g l e r t , R. K u ź n i a r , S t .
K a l e m b a , J . H u l k a , W . D r a k , J . Janas i J . C e n t kowski.
R z e ź b y l u d o w e w y c e n i a n e są p r z e w a ż n i e w g r a ­
n i c a c h 350 — 700 zł. n i e k i e d y i w y ż e j . ( n p . w i e l o f i g u r a l n e sceny z Oświęcimia Z. Skrętowicza sprze­
d a n o p o 2.500 z ł ) . Oprócz C P L i A m e c e n a t s p r a w u j ą
również m u z e a etnograficzne, poprzez z a k u p y a także
organizacyjne f o r m y pomocy, w y s t a w y , opiekę n a d
t w ó r c a m i i t p . N a szczególną u w a g ę zasługuje t u d z i a ­
łalność M u z e u m w Ł ę c z y c y , k t ó r e dzięki z a i n t e r e s o ­
w a n i u k i e r o w n i k a — m g r J . G r o d z k i e j , odegrało p o ­
w a ż n ą r o l ę w p o w s t a n i u g r u p y r z e ź b i a r z y łęczyckich
( I . Kamiński, W . Czerwiński, B . i J . Grabscy, M . Jóźw i a k , W . R y s i o . ) Dużą a k t y w n o ś ć p r z e j a w i a r ó w n i e ż
M u z e u m E t n o g r a f i c z n e w T o r u n i u , M u z . Górnośląskie
w B y t o m i u , M u z . A r c h . E t n . w Ł o d z i , oddział M u z .
Narodowego w Łowiczu, M u z . w Olsztynie. Mecenat
n a d l u d o w ą r z e ź b ą s p r a w u j e też S t o w .
Twórców
L u d o w y c h , zorganizowane przez
„PAX",
działając
oczywiście głównie w k i e r u n k u z a c h o w a n i a s a k r a l ­
n e g o c h a r a k t e r u t e j twórczości. F o r m ą w s p ó ł c z e s n e g o
m e c e n a t u są też z a k u p y dzieł w y b i t n y c h p r z e z „ D e s ę "
(L. Kudły), a także zainteresowanie plastyków i m i ­
ł o ś n i k ó w s z t u k i , k t ó r z y stanowią w c a l e p o k a ź n y p r o ­
c e n t bezpośrednich n a b y w c ó w dzieł w y b i t n i e j s z y c h
rzeźbiarzy ( j a k J . Janasa, L . Kudły, J . Lamęckiego,
T. Kożuchowskiego i in.).
10

1 1

C h o d z i t u zarówno o k o n k u r s y , j a k i politykę
s k u p u . D l a jasności o b r a z u d o d a j m y , że o b o k k o n ­
kursów, t a k i c h j a k n a o z d o b y c h o i n k o w e w 1959 r.,
1 2

czy s z o p k i w 1959 r . C P L i A z o r g a n i z o w a ł a r ó w n i e ż w
1963 r . k o n k u r s i naradę r z e ź b i a r z y l u d o w y c h , połą­
czoną z w e w n ę t r z n ą w y s t a w k ą nadesłanych rzeźb,
wśród
których
zdecydowaną
większość
stanowiły
prace o t e m a t y c e współczesnej, w y s o k o o c e n i o n e przez
j u r y i z a p r o s z o n y c h gości. W i e l e z t y c h p r a c r e p r o ­
d u k u j e m y w n i n i e j s z y m a r t y k u l e ( i l . 5, 6, 11—14, 20,
22, 28, 29, 3 1 , 32, 34, 36, 4 1 , 43, 46, 52, 53).
Reprodukowane w art.: A. Jackowski,
Wysta­
wa sztuki
ludowej
województwa
łódzkiego,
„Polska
S z t u k a L u d o w a " , 1958, n r 4, s. 244 o r a z A . J a c h e r Tyszkowa,
Jan Lamęcki,
rzeźbiarz
i
pamiętnikarz
z Dąbrowy
Zielonej,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1963,
n r 1, s. 22.
13

P i s z e o t y m w b a r d z o interesujący
sposób
T . S e w e r y n w książce: Polskie
malarstwo
ludowe,
K r a k ó w 1937, s. 67.
T . S e w e r y n , Zywpt
i dzieło..., w y d . c y t .
A . J a c h e r - T y s z k o w a , op. cit.
W s z y s t k i e i n f o r m a c j e o J a n a s i e pochodzą z a r t . :
A . K o w a l s k a - L e w i o k a , Józef Janos,
rzeźbiarz
ludowy
z Dębna, „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1954, n r 3.
A . J a c h e r - T y s z k o w a , op. cit.
R e p r o d . : „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1961, n r 1,
s. 60.
P. C h r z a n o w s k a , Zabawki
Józefa Minora,
„Pol­
s k a S z t u k a L u d o w a " , 1959, n r 1—2.
1 4

15

1 6

1 7

18

19

2 0

21 e. F r y ś , Jan Golis,
łowicki
stolarz
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1959, n r 3.

i

rzeźbiarz,

T r z e b a oddać s p r a w i e d l i w o ś ć w ł a d z o m C P L i A
o r a z Spółdzielni „ P r z y j a ź ń " w e W ł o c ł a w k u , k t ó r z y
o d r o k u już pomagają i l e m o g ą artyście, n i e s t e t y z a ­
k r e s t e j p o m o c y n i e m o ż e być a n i d o s t a t e c z n y , a n i
długotrwały. Obecnie Z a g a j e w s k i p r a c u j e w „Spół­
dzielni K u r p i o w s k i e g o Przemysłu L u d o w e g o " w Puł­
tusku.
2 2

Materiał:
wszystkie
rzeźby wykonane
w drewnie,
z wyjątkiem:
il. 28 — wapień;
49 i 54 — glina
palona,
polewana,
glazurowana;
53 — glina
palona.
Obiekty
w zbiorach:
Muz. Nar. Poznań — 1, 37; Muz. Kult.
Lud. Warszawa
— 4, 6, 23, 30, 36, 49, 51; Muz.
Łęczyca — 11, 27; CPLiA
Wzorcownia
Warszawa
— 14, 34, 52—53; Muz. Arch.
Etn. Łódź
—
15—16;
Muz.
Świętokrzyskie
Kielce
•—• 12, 25, 26; Muz. W ł o c ł a w e k — 40; Muz. Sanok
— 17.
Fot.: CAF — 1; Stefan
Deptuszewski
— 38, 40, 44, 45, 47, 48; Eustachy
10, 50; Lech
Mróz — 12, 17, 18, 30; Jan Swiderski
— 2—8, U, 13—16,
Andrzej
Woźniak
— 9.

11. 54. Walczące

koguty.

Wys.

12,5 cm.

Wyk.

1960. Stefan

Kossakowski
19—29, 31—37,

Głowiak,

Medynia

— 43; Jan Kurkiewicz
—
39, 41, 42, 46, 49, 51—54;

Głogowska,

pow.

Łańcut.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10415" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10393">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d0cbe2fb537c83f74dd85ec9d49d2c5e.pdf</src>
        <authentication>7f35a15176ebe22af173cc8d7ce01f91</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123840">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6230</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123841">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123842">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123843">
                <text>Eleusis</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123844">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5810</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123845">
                <text>Eleusis : dyskusja wokół książki Karla Kerenyego/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123846">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.4, s.61-74</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123847">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123848">
                <text>Bielawski, Krzysztof</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123849">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123850">
                <text>Kolankiewicz, Leszek</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123851">
                <text>Lengauer, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123852">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123853">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123854">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123855">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123856">
                <text>ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ,
K R Z Y S Z T O F B I E L A WS K I ,
WIESŁAW JUSZCZAK,
LESZEK KOLANKIEWICZ,
WŁODZIMIERZ L E NG AUE R

KARL KERENYI

Eleusis.
Archetypowy
obraz matki i córki
- dyskusja wokół książki Karla
Kerenyiego
sora Lengauera, w rozmowie wokół książki Karla
Kerenyiego Eleusis, archetypowy obraz matki i córki.
Cieszymy się, że możemy tutaj służyć miejscem. M ate­
riał z ostatniego spotkania z profesor Stephanie West
i z profesorem Westem będzie opublikowany najpraw­
dopodobniej w numerze 2/2006. Będzie tam również
tekst Krzysztofa Bielawskiego Pajany delfickie, frag­
ment jego większej pracy Teksty poetyckie greckich frag­
mentów muzycznych.
Do znudzenia powtarzam taką formułę Rolanda
Barthesa na temat istoty interdyscyplinarności i synte­
zy nauk, który powiada, że prawdziwa interdyscypli­
narność i synteza polega nie tyle na sumowaniu wyni­
ków poszczególnych dyscyplin: filologii klasycznej, hi­
storii starożytnej, etnologii, antropologii, teologii,
a tutaj właśnie, w swoim posłowiu do książki pan Bie­
lawski... wspomina o tych „złączeniach” w twórczości
Karla Kerenyiego, Barthes mówi, że prawdziwa inter­
dyscyplinarność, czy transdyscyplinarność, jak wolą
niektórzy, jest w zasadzie t w o r z e n i e m nowego
przedmiotu badań. I myślę, że ta rozmowa ten akcent
wydobędzie. Warto może jeszcze i o innym wątku
wspomnieć, który jeszcze przed Gardzienicami, w ra­
mach numeru poświęconego Malinowskiemu i Witka­
cemu Fotografia: między nauką i sztuką, na łamach
„Kontekstów” się pojawił i stale nam towarzyszy, wła­
śnie owo: pomiędzy. Pomiędzy nauką i sztuką, pomiędzy
naukami. Krzysztof Bielawski wspomina, że Kerenyiego traktuje się z pewnym dystansem, że tutaj te dycho­
tomie „nauka”, „esej”, „sztuka” są również obecne i że
ta twórczość zawieszona jest właśnie pomiędzy filolo­
gią, etnologią, antropologią i teologią. Myślę, że aby
już nie przedłużać tego wstępu i powitań, oddam głos
panu doktorowi Krzysztofowi Bielawskiemu, prosząc
go, żeby poprowadził dzisiejsze spotkanie. Państwa za­
praszam do dyskusji, do pytań i do włączenia się do tej
rozmowy. Dziękuję.

Archetypowy obraz matki i córki

hoMZiiU

Zbigniew Benedyktowicz: Chciałbym wszystkich ze­
branych serdecznie przywitać i podziękować, że za­
szczycili nas Państwo dzisiaj swoją obecnością. Dwa
słowa wytłumaczenia tego dzisiejszego spotkania.
Otóż ostatnim razem spotkaliśmy się w tym miejscu,
w Instytucie Sztuki, też dzięki wydawnictwu Homini,
które współpracuje z Orkiestrą Antyczną i Stowarzy­
szeniem Chorea i dzięki nim mieliśmy tutaj wizytę pro­
fesora Martina Westa. W dalszym ciągu pielęgnujemy
ten kontakt z wydawnictwem Homini i chcielibyśmy
dzisiejsze spotkanie nagrać i opublikować w „Kontek­
stach”, w których od 2001 roku przy okazji wydania
numeru poświęconego Gardzienicom, Metamorfozom
i sympozjonowi zorganizowanemu przez Włodzimierza
Staniewskiego pt. Misteria i inicjacje rozpoczęliśmy ta­
ki, jak to nazywamy, Grecki rozdział na łamach nasze­
go pisma. To jest wielka tęsknota współczesnych an­
tropologów, żeby zażyć trochę tej starożytnej wiedzy
od filologów klasycznych i historyków starożytności...
Ostatnie spotkanie kontynuowane było w Krakowie
właśnie z okazji wizyty profesora Westa, którego dzie­
ło Muzyka Starożytnej Grecji przetłumaczono w wy­
dawnictwie Homini. Chciałem więc powitać właści­
wych bohaterów dzisiejszego spotkania: pana doktora
Krzysztofa Bielawskiego, dyrektora wydawnictwa H o­
mini, i trzech rozmówców zapowiadanych na plakacie:
profesora Kolankiewicza, profesora Juszczaka i profe-

61

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

Krzysztof Bielawski: Również dziękuję za możli­
wość odbycia i zorganizowania takiego spotkania.
Mam wrażenie, że po podobnej dyskusji nad tą książ­
ką w Krakowie i po spotkaniu nad dziełem Erica Doddsa Pogaństwo i chrześcijaństwo w epoce niepokoju, rów­
nież w Krakowie, mam wrażenie, że odbywamy swego
rodzaju seminaria, a nie promocje czy prezentacje
książek w popularnym rozumieniu tego słowa. Bardzo
dziękuję przede wszystkim za to, że to spotkanie mogło
się odbyć właśnie tutaj, gdzie z pewnością można już
mówić o tradycji dyskusji nad książkami o antyku. Na
temat samej książki Kerenyiego w obecności autoryte­
tów nie będę się wiele wypowiadał, pozostawię głos
specjalistom. Chciałbym jedynie przywołać jedno waż­
ne nazwisko, które tu się nie pojawiło, a mianowicie
nazwisko tłumacza, pana Ireneusza Kani, który bardzo
chciał być tutaj obecny, ale wybrał lepszą cząstkę i jest
w tym momencie na Krecie. Myślę, że możemy to zro­
zumieć i wybaczyć, niemniej pozwolę sobie przekazać
Panom Profesorom przede wszystkim i wszystkim Pań­
stwu, serdeczne od tłumacza pozdrowienia.
Tłumaczenie takiej właśnie książki takiego właśnie
autorstwa nie jest przypadkiem bez znaczenia. Pan K a­
nia jest wytrwałym tłumaczem Kerenyiego, znakomi­
cie spolszczył kilka jego dzieł. Jest on tłumaczem, któ­
ry zabiera się wyłącznie do takich prac, które w pełni
współgrają z jego wewnętrznymi poszukiwaniami, z je­
go potrzebami. Odważę się powiedzieć, że pan Kania
jest kimś znacznie więcej niż tłumaczem, jest bardzo
poważnym myślicielem. Nie chodzi tylko o to, żeby
przekład był adekwatny, poprawny, wykonany z sza­
cunkiem dla translatorskiej techne. W przypadku ksią­
żek Kerenyiego istotne jest również to, by był on do­
konany ze swego rodzaju „czuciem” - jest to słowo
straszliwie ulotne, ale bardzo bliskie Kerenyiemu. Bar­
dzo Państwa wszystkich zapraszam do wspólnej dysku­
sji nad tematem, który jest niezwykły, zwłaszcza w rę­
kach Kerenyiego; rozrasta się on tak nieprawdopo­
dobnie, w jakimś sensie uwspółcześnia się. Dzięki tej
intuicji, powiedziałbym metafizycznej, która towarzy­
szy pisarstwu Kerenyiego, mamy szanse zbliżyć się do
czegoś bardzo ważnego w naszym życiu - niekoniecz­
nie tylko akademickim.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

stym filologiem. Mówię o tym, aby od razu nawiązać
do sylwetki Kerenyiego i do twórczości Kerenyiego
i może chwileczkę zastanowić się nad charakterem tej
książki, charakterem podejścia Kerenyiego i tym, czym
była jego twórczość, cała twórczość. Wydanie zbioro­
we dzieł Kerenyiego w szwajcarskim wydawnictwie
Artemis-Verlag liczy 7 czy 8 opasłych tomów - to jest
ogromny dorobek naukowy. Karl Kerenyi był zasadni­
czo filologiem klasycznym pokolenia - powiedzmy tego, które do dojrzałości naukowej dochodziło w 30.
latach XX wieku. W nauce, gdy idzie o historię religii
greckiej, ta epoka stała pod znakiem tzw. trzeciego hu­
manizmu niemieckiego, reprezentowanego głównie
przez Wilamowitza-Moellendorffa, autora klasycznego
do dziś dzieła Der Glaube der Hellenen, który to Wilamowitz-Moellendorff tym się także wsławił w historii
nauki (lub jeśli idzie o metodę i stosunek do badań na­
ukowych), że postawił pewien wzór filologa klasyczne­
go, który mi jest do dziś bliski. Nawiasem mówiąc,
właśnie ostatnio pewien student, w takiej części już
bardziej towarzyskiej seminarium odbywanego w mo­
im domu - oglądaliśmy pewien western - powiedział,
że John Wayne jest jego ideałem mężczyzny... Moim
ideałem mężczyzny jest Wilamowitz-Moellendorff i za­
raz właśnie się okaże, jaki reprezentuję pogląd. Wila­
mowitz-Moellendorff postawił pewien wzór, model fi­
lologa klasycznego i tzw. filologicznego badania kultu­
ry. Kultury w ogóle. Do kultury w różny sposób moż­
na podejść, Wilamowitz-Moellendorff to filolog bada­
jący kulturę. Wyrazem tego jego podejścia jest choćby
słynna opublikowana jeszcze lata temu koresponden­
cja Wilamowitza-Moellendorffa z Jamesem Frazerem
(James Frazer był również filologiem klasycznym,
o czym się dziś zapomina), w której to, i w innych wy­
powiedziach i w tej korespondencji, Wilamowitz uznał
Frazera po prostu za zdrajcę. To jest ktoś, kto zdradził
filologię klasyczną, zdradził metodę naukową, prak­
tycznie nie uprawia nauki, to, co robi, nie ma nic
wspólnego z badaniem naukowym, a już w szczególno­
ści nawet słynny komentarz Frazera do Pauzaniasza,
robota filologa, nie ma nic wspólnego ze standardami
pracy filologicznej. Taka mniej więcej atmosfera pa­
nowała, gdy idzie o badanie religii greckiej, w latach
30., bo Der Glaube der Hellenen wyszło, nie pamiętam
dokładnie, bodajże 1931/1932— To było podejście,
które jest reprezentowane właściwie przynajmniej
w pewnej części badań po dzień dzisiejszy, i od razu
powiem, że jest mi to podejście bliskie. Chociażby
zresztą dlatego, że jeśli Państwo wezmą podstawowy
do dziś w 3. wydaniu z 1967 roku Handbuch —napraw­
dę Handbuch w tym prawdziwym, niemieckim znacze­
niu - Geschichte der griechischen Religion, wielkie dzie­
ło Martina Nilssona, to o ile pamiętam, nie znajdą tam
Państwo ani razu zacytowanego Kerenyiego, mimo że
najważniejsze rzeczy Kerenyiego były już wtedy dobrze
znane, kursowały gdzieś. Co więcej, jeśli Państwo we­

Wiesław Juszczak: Może zacznijmy od profesora
Lengauera, on jest największym specjalistą w tej dzie­
dzinie. Ja jestem tylko uczniem (po części właśnie jego).

Włodzimierz Lengauer: Ponieważ zostałem wy­
rwany do odpowiedzi, to zacznę, dobrze, ale od razu
wymigując się od tego, co powiedział profesor Juszczak
i co nie wiem, czy do Państwa dotarło, chcę powie­
dzieć zupełnie inaczej. Wcale nie mogę się uważać za
specjalistę ani nawet równego moim kolegom w tym
dostojnym i uczonym gronie, albowiem jestem czło­
wiekiem prostym, jestem prostym historykiem i pro­

62

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

zmą do ręki późniejszy znacznie, w tej chwili stosowa­
ny także, gdy idzie o studentów, podręcznik (czy
w wersji niemieckiej, czy angielskiej) Waltera Burkerta, to zobaczą Państwo zaledwie raz zacytowanego
Kerényiego, i to jest absolutnie wszystko. I to zacyto­
wanego na równych prawach jak - powiedzmy - egzo­
tyczna dysertacja doktorska Krauzego o Hekate sprzed
pięćdziesięciu czy iluś tam lat. N a jednym poziomie nie ma rozróżnienia i znaczenia gatunkowego dzieła
Kerényiego, a właśnie jakiejś standardowej dysertacji
niemieckiej. Kerényiego spotkał właściwie, jeśli idzie
o badania nad historią religii greckiej, los nieco po­
dobny, co, jeśli idzie chociażby o religię rzymską oraz
o pewne zagadnienia mitoznawstwa ogólnego w śro­
dowisku filologicznym, Dumézila. Jeśli Państwo we­
zmą także jakąkolwiek w tej chwili pracę dotyczącą re­
ligii rzymskiej, taką reprezentującą właśnie metodę fi­
lologiczną, to zobaczą Państwo, że podstawowa rzecz
Dumézila La religion romaine archaique nie jest właści­
wie wzmiankowana. W najlepszym razie w bibliografii,
a odniesień do tego nie ma żadnych, gdy Państwo czy­
tają nawet poważne dzieła, znów ze szkoły filologicznej
dotyczącej mitu greckiego, jak chociażby książki Geoffreya Kirka, również nie znajdą Państwo tam zacyto­
wanego podstawowego dzieła Dumézila Mythe et
Epopée. Takie podejście, jakie z jednej strony z pew­
nych powodów reprezentował, z zupełnie innego
punktu wyjścia, z innej szkoły Kerényi, a oto takie jak
Dumézil, nie cieszą się najmniejszym uznaniem filolo­
gów i historyków. I to trzeba szczerze i do końca po­
wiedzieć. Z drugiej strony, ponieważ właśnie lubię być
przekorny - przy całym moim prostactwie i tępactwie,
lubię także pewną przekorę - to chcę także powie­
dzieć, że jeśli Państwo na podstawie tej książki
Kerényiego zechcą zrobić referat o misteriach w Eleu­
sis, dostaną Państwo u mnie ocenę niedostateczną.
Ponieważ na podstawie tej książki nikt z Państwa nie
przedstawi mi dokładnie przebiegu misteriów w Eleu­
sis. Nie tylko przebiegu, ale także organizacji. To, co
właśnie taki prosty historyk i filolog chce wiedzieć, to
chce wiedzieć, kiedy się misteria zaczynały, jak długo
trwały i jakie czynności właściwie są wykonywane...
Cały ten okres misteryjny w Atenach trwa koło dzie­
sięciu dni, licząc od momentu wyniesienia czy pójścia
raczej efebów po hiera do Eleusis i potem przeniesienia
do Aten. Wszystko razem zaczyna się mniej więcej
trzynastego Boedromionu, tu nawiasem mówiąc też
zresztą uwaga do tej książki - proszę nie przeliczać ni­
gdy owych dni kalendarza ateńskiego na nasz kalen­
darz. Teoretycznie można jakoś to zrobić, ale w każ­
dym roku jest to inaczej: to nie jest prawda, że dzie­
więtnastego Boedromionu, kiedy wyrusza procesja, to
jest dwudziestego siódmego września. To absolutnie
nie tak. To w którymś roku tak mogło się zdarzyć, ale
rok lunarny tym się charakteryzuje, że zupełnie się
w którymś momencie rozchodzi z miesiącami solarny-

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

mi. W Atenach, gdzie nie miano żadnej reguły, co ja­
kiś czas musiano dodawać aż dwa miesiące, żeby zwią­
zać to ze zjawiskami astronomicznymi obiegu Ziemi
wokół S ł o ń c a . W każdym razie ten okres cały trwał
od mniej więcej trzynastego dnia miesiąca Boedromionu
do dwudziestego drugiego dnia miesiąca Boedromionu, czyli powiedzmy około dziesięciu dni, i to, co hi­
storyka i filologa interesuje, to jest to, co się dzieje do­
kładnie każdego dnia. To, co się dzieje dokładnie każ­
dego dnia, można zaś właściwie badać tylko na podsta­
wie jednej kategorii źródeł, jednej kategorii tekstów,
przy których, to też trzeba sobie szczerze powiedzieć,
Karl Kerényi nie zniżył się do tego, żeby je czytać i do
nich sięgnąć, a mianowicie są to dokumenty epigraficzne, inskrypcje. Tylko tam dokładnie poświadczony
jest przebieg czynności kolejnych dni łącznie właśnie
z datami dziennymi i historyk, który do tego sięga, od
razu biorąc do ręki książkę Kerényiego, jest co naj­
mniej rozczarowany. Nic na ten temat nie znajdzie.
W najlepszym razie właśnie wzmianki od momentu
owej Wielkiej Procesji, wyruszającej już do Eleusis, za­
tem dziewiętnastego, a nic, co było wcześniej, ani tak­
że nie znajdzie właściwie odpowiedzi - poza tym, co
troszkę w części wstępnej, na zasadzie rozważań ogól­
nych. Nie znajdzie także odpowiedzi na pytanie, którą
również bym wtedy od studenta, któremu bym taki re­
ferat polecił, chciał usłyszeć, od kiedy w Atenach ob­
chodzi się (a raczej odbywa) Wielkie Misteria Eleuzyńskie i jeśli podamy jakąkolwiek datę, to następne
pytanie - kto właściwie to nie tylko organizuje, a kto
określa, zarządza, że odbywa się tak, a nie inaczej, i czy
odbywa się zawsze tak samo. To Karla Kerényiego nie
interesowało w najmniejszym stopniu. Wobec tego
wcale się nie dziwię, że ani Martin Nilsson, ani W al­
ter Burkert nie cytują Karla Kerényiego i zostawiam
moim pozostałym rozmówcom ten przewrotny wobec
tego pomysł i pytanie: to może książka Karla Kerényiego jest niedobra?

Wiesław Juszczak: Skoro tak dobrze się zaczęło,
kontynuujmy. Wspomniany przed chwilą Wilamowitz
jest idolem wielu filologów. Martin West wspomina
w jednej ze swoich książek, że zdjęcie tego uczonego
spogląda nań zawsze ze ściany gabinetu, kiedy pracu­
je. Ja, toutes proportions gardées, mam na swoim stole
fotografię młodej Jane Harrison na tle okna, prześwie­
tloną jasnym blaskiem, piękną w zamyśleniu. Otóż
różnica między mną a moim znakomitym przedmówcą
polega na tym, że kiedy ja coś piszę, czując się dyletan­
tem w tej dziedzinie, w którą dość późno ośmieliłem
się wkroczyć, wybieram sobie autorytety, których Wilamowitz nawet nie zauważał (jak właśnie Miss Jane),
powodowany zawsze drażniącą mnie w jego tekstach
pychą. Był nazywany księciem filologów, z pewnością
nie bez racji, ale zanadto w to uwierzył i sam siebie po­
stawił w końcu na swoim prywatnym Olimpie. Świad­

63

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

czy o tym dobitnie jego późna fotografia upozowana
na obraz Rembrandta przedstawiający Arystotelesa
z popiersiem Homera (tę trzymam w teczce). W Glau­
be der Hellenen nazwał Greków najpobożniejszym z na­
rodów. Ale jak mu to wytknął z typową dlań elegan­
cją Walter F. Otto, nie do końca rozumiał istotę reli­
gii greckiej (a może religii w ogóle). Był typowym
przedstawicielem pozytywizmu. Ja wolę późniejszą,
„neoromantyczną” generację uczonych, których hory­
zonty były szersze, wyobraźnia swobodniejsza i takaż
odwaga ryzyka w interpretacji faktów i źródeł. N a tym
polegałaby różnica naszych stanowisk w punkcie wyj­
ścia. Karl Kerenyi był uczniem (przynajmniej ducho­
wym) Waltera Friedricha Otta. Zresztą wspomina
w swoim Dionisosie o tym, jak spotkał go na Korczuli,
gdzie prowadzili pierwsze rozmowy, i o kilkakrotnych
wspólnych podróżach po Grecji. Tu moje własne fa­
scynacje zbliżają mnie do Kerenyiego najbardziej, bo
Otto jest z pewnością tym, który kształtuje mocno
moje myślenie. Tak jak pierwsze dzieło Harrison, pra­
ce Gilberta Murraya, Corforda, Guthriego, Martina
Nilssona, Doddsa, Arthura B. Cooka, Rohdego czy sa­
mego Frazera wreszcie, który był mistrzem Harrison
zarówno, jak Bronisława Malinowskiego (wymieniam
autorów bez żadnego chronologicznego porządku, bo
wszyscy są dla mnie teraźniejsi). Te nazwiska - a listę
mógłbym znacznie poszerzać - wskazują już może, do
jakiego stopnia Wilamowitz musi mi być daleki. I mo­
że przez to mój stosunek do Kerenyiego jest inny niż
stosunek profesora Lengauera.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

Jeśli weźmiemy zwłaszcza Prolegomena to the Study
of Greek Religion Jane Harrison, książkę, która wyszła
w 1903 roku, miała trzecie wydanie w 1922 i dotąd jest
nieustannie obecna w reprintach, niepoprawiana
i wciąż nietracąca nic z inspirującej siły i (niezależnie
od dyskusyjności niektórych jej tez) nikt z tych, którzy
się zajmują historią religii greckiej, ani nie zauważyć,
ani obojętnie koło niej przechodzić nie powinien, a na­
wet chyba nie jest w stanie - i jeśli, z drugiej strony,
uznamy niezwykłą oryginalność i siłę wizji zawartą
w Die Götter Griechenlands (mimo że Otto pozostaje
nieco na uboczu, zapewne dlatego, że duch pozytywi­
zmu nie przestaje krążyć po obszarach szerszych już niż
sama Europa), Kerenyi odzyska może należne mu w hi­
storii religii greckiej miejsce. W moim przekonaniu,
i tutaj mam pewne kłopoty, bo znam tę książkę dobrze,
ale czytałem ją ostatni raz parę lat temu i nie zdążyłem
jej przeczytać przed tym spotkaniem na nowo - moim
zdaniem w Eleusis Kerenyi w jakimś stopniu idzie za
Ottem, ale także zdradza go trochę, bo był w jego życiu
taki moment, kiedy związał się z Jungiem, z kręgiem
Ascony i „Eranos”, co znalazło wyraz w serii rozpraw,
z których trzy zostały przełożone na polski właśnie
przez Ireneusza Kanię, tzn. Prometeusz, Dionisos i Eleu­
sis, jedna przez Jerzego Prokopiuka - Hermes, i do tej
serii należą jeszcze dwie, które nie weszły do naszego
językowego obiegu: Zeus i Hera oraz Asklepios. Nie
wszystkie są zarażone wpływem Junga, ale w czterech
występuje w podtytule termin „archetyp”, co jest pew­
nym sygnałem nastawienia badawczego. Nie zawsze
ten sygnał znajduje uzasadnienie w tekście. Bo w isto­
cie autor zdaje się zajmować tu stanowisko bliższe Ot­
ta i innych historyków greckiej religii par excellence niż
szwajcarskiego mistrza. Nie poddaje się do końca me­
todom psychologii, jakkolwiek pojmowanej. Wraca
stale do koncepcji rozwijanych przez Waltera Otta czy
Karla Reinhardta, którzy nie godzą się na ewolucjonizm, psychologizm i inne tego typu (często z pozoru)
scjentystyczne metody, przy użyciu których wizja
wszelkiej religii ulega deformacji i przez które wszystko
można wyjaśnić wszystkim (bez względu na sens osta­
tecznych rezultatów), nie zostawiając żadnego miejsca
na tajemnicę, bez której nie ma żadnych wierzeń. Re­
inhardt - jeden z najbliższych przyjaciół Otta - napisał
kiedyś, że sam tytuł wydanych w 1929 roku Bogów
Grecji, był na owe czasy prowokacją. Die Götter Grie­
chenlands każdemu musiało się kojarzyć z wierszem
Schillera. „Panowanie” Moellendorffa jeszcze trwało,
a tu ktoś jawnie występował pod sztandarem neoromantyzmu. I to nie koniec, bo za tym kryło się jeszcze
takie podejście do „wiary Hellenów”, które nazwać by
wypadało teologicznym, a to znaczyło, lub mogło być
czytane jako: „niefilologicznym”, lub nie tylko takim.
Filologia miała tu służyć czemuś szerszemu i głębszemu,
a nie stanowić centralnej osi, wokół której skupiać się
ma wszystko, i z badań nad którą wywodzi się ostatecz­

Włodzimierz Lengauer: Ja o moim stosunku nie
mówiłem, bardzo przepraszam...
Wiesław Juszczak: Ale powiedziałeś, że Moellendorff jest dla ciebie autorytetem...

Włodzimierz Lengauer: Tak, ideałem mężczyzny.
Krzysztof Bielawski: Jak John Wayne...
Włodzimierz Lengauer: Jak John Wayne, na tej
zasadzie. Jak John Wayne. Bardzo piękny mężczyzna.
Wiesław Juszczak: Ale (tym razem przynajmniej)
nie wypowiadam się o nim czy o nich jako o przedsta­
wicielach płci, lecz jako o uczonych, o reprezentan­
tach pewnej badawczej postawy. Harrison była kobie­
tą, ale w nauce mogła być i jest dla wielu ideałem sta­
wianym równie wysoko, lub na zgoła innym piedesta­
le naukowej wyobraźni wyżej od Moellendorffa (a że
jako kobieta an sich była ideałem także, że na wieść
o jej śmierci Virginia W oolf popadła w głęboką depre­
sję, choć nie znała jej zbyt blisko, to całkiem inna,
choć interesująca kwestia; dla mnie może być jak Gre­
ta Garbo, ale nie to chyba jest naszym tematem).

64

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

zwłaszcza że to jest już okres niesłychanie późny roz­
woju religii greckiej - VIII p.n.e. to już są, w gruncie
rzeczy, nasze czasy. To, co się dzieje, ginie w jakiejś pomroce, a religia zawsze się zaczyna wtedy, kiedy się za­
czyna ludzkość, czyli - archeologicznie rzecz biorąc w paleolicie. Otóż tutaj widać pewne rozdarcie i jest
jeden szczegół bardzo interesujący dla mnie, mianowi­
cie ani razu nie jest zacytowana Jane Harrison. Otóż
chodzi o te elementy archaiczne, które zacierają się
w hymnie homeryckim. Książka Kerenyiego jest
w gruncie rzeczy, mimo bardzo wielu odwołań do róż­
nych źródeł czy analogii, oparta na analizie mitu De­
meter i Persefony, w takiej jego formie, w jakim jest on
opisany w Hymnie do Demeter. A Hymn do Demeter
jest datowany, w tej chwili już właściwie przez wszyst­
kich, na rok około 600, na przełom VII na VI wiek,
czyli jeszcze później. Wielkim problemem (i być może
to problemem, który, w jakim sensie podsunął być mo­
że Kerenyiemu Jung...) jest ten podtytuł: Archetyp
matki i córki. Otóż jest wielkie pytanie: w którym mo­
mencie Persefona stała się córką Demeter? U Home­
ra nie ma żadnego śladu. Mit porwania zjawia się do­
piero w Teogonii. Tam są dwiema absolutnie różnymi
osobami. Demeter jest wspomniana u Homera w ogó­
le tylko dwukrotnie, natomiast Persefona jest boginią
podziemi, i to główną boginią, dlatego że w gruncie
rzeczy tam się rzadziej mówi o Hadesie jako o osobie,
a częściej się mówi o Hadesie jako o miejscu. Persefo­
na w tym miejscu króluje. Jak wiadomo, doświadcze­
nie, nazwijmy je agrokulturowe, którego upostaciowa­
niem jest Demeter, jest doświadczeniem późniejszym
niż doświadczenie śmierci. W związku z tym można
powiedzieć, że Persefona jest wcześniejsza, objawia się
wcześniej. Ja wierzę w tak zwane objawienie pierwot­
ne, które jest uznane przez tak wielkich teologów
(zresztą działających nie bez wpływu Otta i przede
wszystkim Heideggera) jak Romano Guardini, Karl
Rahner czy Paul Tillich, by przy tych tylko pozostać.
Objawienie się Persefony jest pierwotne. Demeter jest
„wtórna” w tym sensie, że nosi w sobie wiele cech apo­
kryficznych, dodanych już w tym czasie, kiedy - jak pi­
sał znowu Otto - zjawił się Olimp Homera, a „praw­
dziwy” wielki mit obumarł. W związku z tym można
trawestować sławne zdanie z Boskiej komedii, gdzie
Dante nazywa Marię filia del suo filio: „córką swego sy­
na”. Dla mnie najradykalniejszym i może najprostszym
wejściem w rozwiązywanie „problemu” Demeter jest
określenie jej jako filia della sua filia. Tu tkwi dla mnie
kluczowa kwestia, która w Eleusis nie została rozwiąza­
na, a nawet wyraźniej postawiona, choć mówi się tam
bardzo często o jedności dwóch bogiń. I żeby jeszcze
wspomnieć o drugim zagadnieniu, którego też mi
w wywodzie Kerenyiego brak, to zagadnienie mistyczności misteriów. Jeżeli chcemy szukać źródeł, które by
nam objaśniały i ukazywały mistyczną stronę greckich
wierzeń, to znajdujemy je wyłącznie w orfizmie. Poja­

ne wnioski. Mówię o tym na poły dygresyjnie, bo my­
ślę teraz w zasadzie o Kerenyim. O jego miejscu wśród
badaczy tej samej problematyki, jaka była też jego do­
meną. Mój podstawowy kłopot, który się nasuwa przy
lekturze tej książki, jest taki, że nie rozwiązuje ona, czy
też nie stawia dostatecznie ostro, pewnego zagadnie­
nia, dla mnie kluczowego w micie Persefony, a to zna­
czy (podtytułowego) problemu matki i córki. I żeby tyl­
ko zasygnalizować kierunek myślenia, który towarzy­
szył mi teraz, kiedy Eleusis tylko przeglądałem, wspo­
mnę, że mamy tam na samym początku, na czternastej
stronie, takie zdanie: „W homeryckim Hymnie do Demeter jest mowa o bliżej nieokreślonej liczbie okeanid
towarzyszących Persefonie w tym momencie [czyli
w momencie porwania - dopowiedzmy], co dobrze pa­
suje do homeryckiego stylu, zacierającego i usuwające­
go elementy archaiczne”. Zdawałoby się, że zdanie jest
zrozumiałe i do przyjęcia, ale w tym zdaniu kryje się coś
bardzo ważnego, co nie zostaje potem dostatecznie roz­
winięte ani nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji.
Mianowicie fakt, że tzw. religia homerycka (podkre­
ślam tak zwana, bowiem jest to tylko zwyczajowe na­
zwanie tła tylko heroicznych w zasadzie poematów, co
za żaden zwarty system religijny uznane być nie może,
co wielu uczonych zauważa i podnosi pisząc, że Homer
nie był żadnym teologiem) - a więc, że obecny w tle
Iliady i Odysei olimpijski panteon jest „wytworem” bar­
dzo późnym i że nawet tam nie ma śladu jakichkolwiek
związków między Demeter a Persefoną, która nigdy nie
nosi imienia czy przydomku „Kore” [co znaczy „dziew­
czyna” lub właśnie - w domyśle tylko - „córka”], ani
nie ma wzmianki o żadnym uprowadzeniu jakiejś córki
Demeter przez Plutona. Ten wątek pojawia wprawdzie
nieco później w Teogonii Hezjoda, ale ostatecznie zo­
staje rozwinięty dopiero około roku 600 we wspomnia­
nym wyżej hymnie. Jeżeli zbierzemy to wszystko, nasu­
wa się następujący wniosek: Kerenyi ma rację, twier­
dząc, że „styl homerycki” (powiedziałbym raczej sam
Homer) ma skłonność do zacierania czy usuwania ele­
mentów archaicznych (co tu znaczy: wcześniejszych
niż jego epoka), o czym dość obszernie pisze zresztą O t­
to w Bogach Grecji - ale nie ma racji, sugerując, jakoby
przed Homerem istniała jakaś mityczna opowieść o po­
rwaniu córki Demeter, a już na pewno nie jest możli­
we, aby tą córką była wielka bogini podziemnego świa­
ta, jaką - i tylko tak - jawi się Persefona w dwu pierw­
szych zachowanych greckich eposach. Fakt, z religijne­
go punktu widzenia zbyt ważny, by nawet przy tenden­
cji do marginalizowania prehomeryckich mitów w tych
poematach można go było przemilczeć.
Zresztą to nie jest tylko moje zdanie, ale jestem za
tymi, którzy tak ją sytuują, i że te dwa, czy trzy, wiel­
kie dzieła, od których rozpoczynają się nasze źródła
(przynajmniej źródła chronologiczne) pisane do histo­
rii Grecji czy historii religii, historii mitu greckiego,
a mianowicie Illiada, Odyseja i Teogonia Hezjoda,

65

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

ści umysłowe społeczeństw pierwotnych Lévy-Bruhl, któ­
ry to typ wierzeń jest wcześniej jednym z tematów roz­
ważań w Prolegomenach Harrison, jest dla mnie roz­
wiązaniem tej kwestii najbardziej przekonującym. Dla­
tego Eleusis Kerényiego uważam za analizę późnego
apokryfu raczej niż archaicznego wielkiego mitu - jak
wspomniałem - który na jakiś czas został odsunięty na
margines pod wpływem religii olimpijskiej panującej
w świecie Homera, które to panowania trwało względ­
nie krótko. Chciałbym na zakończenie przeczytać
fragment z książki Jane Harrison, który potwierdza
może moje stanowisko. W końcowej partii Prolegome­
nów czytamy: „Głównie w związku z uprawą ziemi, jak
się zdaje, Bogini Ziemia wyłoniła z siebie podwójną
postać jako matka i dziewczyna (maid). Dawna pani
dzikich zwierząt jest obecna w jednym kształcie, być
może nawet nieświadomie, lecz w Eleusis obie postaci
są jasno wyodrębnione. Demeter i Kore to dwie posta­
ci, choć jedno bóstwo”. (Pisze o tym Kerényi, choć co dość dziwne - nigdy Harrison nie cytuje, jak mówi­
łem). I jeszcze: „Ważne, by odnotować i zauważyć, że
pierwotnie owe dwie formy, Bogini Ziemi i Zbóż, nie są
matką i córką, lecz matką i dziewczyną. Demeter i Ko­
re są faktycznie, po prostu, starszą i nowszą formą tej
samej postaci, stąd łatwo o ich pomylenie”. Postać
matki i córki są określone jako różne „mitologicznie
raczej niż teologicznie” - to niesłychanie ważne i traf­
ne spostrzeżenie i sformułowanie. Razem wzięte,
wszystko to znaczy, że postaci „obu bogiń”, będąc pier­
wotnie jedną, są tworem „instynktu narracyjnego”,
potrzeby fabularyzowania cechującej późne stadia roz­
woju religii, kiedy oddalane zostają - między innymi
przez to - treści pierwotnego objawienia, przez „inter­
pretację”, uzupełnianie, dopowiadanie tego, co obja­
wione A zatem „archetyp matki i córki” nie jest
w istocie „ilustrowany” przez późną apokryficzną opo­
wieść w typie heroicznej sagi, jaką daje nam homerycki hymn. A on stanowi główny temat książki tu dysku­
towanej. Natomiast wedle pierwotnego objawienia
jest najpierw Wielka Matka (Ge lub Rhea), zastąpio­
na później przez Demeter. Persefona jest może jedną
z owych pierwotnych postaci. Jej pierwszym imieniem
może być nawet Chtonie albo Nyks (głąb Ziemi lub
Noc). Zaś postać Kore może być obrazem w jakimś
stopniu apotropaicznym (zresztą w Misteriach Eleuzyńskich jeszcze słowo „Persefona” jest arrheton, jest
to imię w zasadzie niewymawialne, imię misteryjne al­
bo „mistyczne”). Jeszcze muszę zauważyć, że istnieją
bardzo interesujące uwagi na ten temat, który tutaj sy­
gnalizuję poprzez Jane Harrison, w znakomitej książce
Cornforda From Religion to Philosophy z 1912 roku, i że
jest tam to wszystko, co występuje dzisiaj u Burkerta
(The Orientalizing Revolution) i Westa (The East Face
of Helicon), gdzie szukając źródeł religii greckiej, sięga
się co najmniej do Mezopotamii. West pisze, w pew­
nym momencie, że jeśli się jest w Grecji, ma się poczu­

wia się zatem trudne pytanie o czas datowania począt­
ków tego religijnego ruchu. Czy religia orficka jest, czy
nie jest wcześniejsza od Homera i Hezjoda? Według
Herodota czy Diodora Sycylijskiego jest, ponieważ się
wymienia w kolejności Orfeusz, Homer, Hezjod...

Włodzimierz Lengauer: U Herodota nie, absolut­
nie. On powiada, że Homer i Hezjod są najstarsi, a ci
inni późniejsi.
Wiesław Juszczak: Faktycznie, nie wymienia
imion, jakie wspomniałem. Ale scholiaści i badacze
późniejsi przypisują mu jakieś aluzje do takiego „rodo­
wodu wieszczów”. Jest to możliwe, ponieważ Herodot
nie jest w tym wypadku konsekwentny. W księdze
drugiej (2.23), mówiąc o Okeanosie, czyni uwagę, że
tę nazwę, jako nazwę jakiejś nieznanej rzeki, wprowa­
dził do poezji Homer, „albo któryś z jeszcze dawniej­
szych poetów” (i tych właśnie pewne komentarze
identyfikują jako Linosa, Musaiosa i Orfeusza, doda­
jąc niekiedy Eumolposa). A nieco dalej dopiero (2.53)
pisze, że Hezjod i Homer, którzy stworzyli Grekom
teogonię i nadali epitety bogom, żyli przed tymi poeta­
mi, jacy - najwyraźniej wedle dość rozpowszechnionej
tradycji (bo wtrąca tu „moim zdaniem”) - mieli żyć
przed nimi. Dla historyka więc Homer nie musiał
uchodzić za najstarszego, a tylko za pierwszego z tych,
którzy dokonali „uporządkowania mitologii”. Zresztą
cały ten fragment (drugi z cytowanych) wymagałby
dłuższej analizy, bo brzmi tak, jakby Herodot poruszał
się tutaj na dość niepewnym gruncie, zwłaszcza gdy
w zakończeniu passus czytamy: „Poprzednie szczegóły
referuję z opowiadania kapłanek dodońskich, a dalsze,
odnoszące się do Hezjoda i Homera, ode mnie pocho­
dzą” [przekład Hammera]. Już w epoce klasycznej,
w każdym razie, istniała dość mocno ugruntowana
„chronologia” tych pierwszych twórców, jak np.
w Apologii Platona (41a): Orfeusz, Musaios, Homer,
Hezjod, z wieloma odmianami w kolejności imion naj­
wcześniejszych: Linos, Musaios, Orfeusz; a także
skomplikowanymi relacjami w zakresie pokrewieństw
lub zależności uczeń-mistrz, itd. Problem orfizmu - je­
den najbardziej interesujących w historii religii grec­
kiej, i najbardziej skomplikowanych i dyskutowanych,
gdy idzie zwłaszcza o chronologię - dotyczy bezpośred­
nio wspomnianych tu związków Persefony z Demeter,
oraz kwestii greckiej mistyki, o której wspomniałem,
całkowicie wyrugowanej we wczesnych eposach, ra­
zem z kultami chtonicznymi, powracającymi - według
jednych, lub rodzącymi się - według innych, w VI wie­
ku, za Pizystratydów w Attyce (tu szczególnie ważna
działalność Onomakritosa), i może za sprawą Pitago­
rasa w kręgu Krotony oraz na Sycylii. Wizja orfizmu
jako religii kontynuującej wierzenia najpierwotniejsze
(w tym właśnie chtoniczne), religii mistycznej tego ty­
pu, jaki analizuje w swej książce z 1910 roku Czynno­

66

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

cie, że się jest już w Azji. Dziękuję i przepraszam za
niezborność tego przydługiego wywodu.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

niami Krzysztofa Bielawskiego - dzisiejsza dyskusja za­
mieniła się jednak w rodzaj seminarium.
Czytałem niedawno w „Gazecie Wyborczej” rozmo­
wę z Dorotą Jarecką, psychologiem społecznym. Mó­
wiąc, jak inaczej trzeba dzisiaj prowadzić zajęcia akade­
mickie, zauważa ona, że mniej więcej co kwadrans po­
winno się dawać jakiś przerywnik, dlatego że młodzież
jest przyzwyczajona do pilota i bezustannej zmiany ka­
nałów, a z kolei poszczególne sieci starają się zatrzymać
uwagę telewidzów także przez nieprzerwaną zmianę...

Krzysztof Bielawski: Okazuje się, że mamy pro­
blem: Karl Kerenyi miał problem z Wilamowitzem.
Myślę że, w jakiejś mierze, miał też problem z Ottem,
i obydwa te problemy nas tu dopędziły. Kerenyi cały
czas jakby się nam wymyka. Wydaje mi się, że pisar­
stwo Kerenyiego z natury rzeczy zawsze się trochę wy­
myka jednoznacznościom i kategoryzacjom, pozosta­
wiając niezwykle inspirujące niedopowiedzenia. Może
jednak mimo to uda się nam jakoś zdyscyplinować
dyskusję...

Wiesław Juszczak: Mam nadzieję, że nie ma Pan
na myśli mojego seminarium...

Leszek Kolankiewicz: Proszę Państwa, nie wiem,

Leszek Kolankiewicz: Myślę teraz o dzisiejszym

jakim cudem znalazłem się w tym znakomitym i sza­
cownym gronie, zaproszony do dzisiejszej dyskusji.
Chyba tylko z powodu mojego amatorskiego - ama­
torskiego co się zowie, chcę powiedzieć: wynikającego
z zamiłowania - zainteresowania problematyką miste­
riów, no i misteriów eleuzyńskich. Zainteresowaniu
temu dałem wyraz - może trochę nieprzezornie w studium Eleusis: oczy szeroko zamknięte (opubliko­
wanym przez Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum
w księdze ofiarowanej profesorowi Januszowi Deglero­
wi w 65. rocznicę urodzin, zatytułowanej Między te­
atrem a literaturą), studium, które tak wiele zawdzięcza
właśnie książce Karla Kerenyiego.
Wyznam, że pozostaję pod wrażeniem prac tego ba­
dacza: przede wszystkim wspaniałej monografii Dioni­
zos. Archetyp życia niezniszczalnego, także eseju Hermes
przewodnik dusz. Mitologem życia mężczyzny i niezmier­
nie inspirującej, moim zdaniem, książki o Eleusis, któ­
rej długo oczekiwane polskie wydanie stało się powo­
dem naszego dzisiejszego spotkania - zresztą prac ukła­
dających się, mówił o tym profesor Juszczak, w pewną
całość. Zauważmy od razu, że książka Eleusis. Archety­
powy obraz matki i córki ma strukturę dwudzielną: część
pierwsza to rekonstrukcja, diachroniczna i struktural­
na, części drugiej zaś autor lojalnie nadał tytuł „Hermeneutyczny esej o misteriach”. Otóż ta dwudzielność,
formalna i metodologiczna, ukazuje, jakże typowe dla
Kerenyiego, połączenie kompetencji badawczych z am­
bicjami hermeneutycznymi. Właśnie to połączenie dość wyjątkowe: tu zgoda - wydaje mi się u niego
atrakcyjne i cenne. Kerenyi nie zostawia czytelnika
z gołą rekonstrukcją, ale zawsze jeszcze stawia hipote­
zę, co zrekonstruowane fakty mogły znaczyć. A jedno­
cześnie nie myli beztrosko jednego z drugim.
Ponieważ nie jestem ani historykiem, ani filolo­
giem klasycznym - a przecież nawet gdybym był, też
nie mógłbym, jak się okazuje, rościć sobie pretensji do
miana specjalisty - nie jestem też, broń Boże, teolo­
giem, lecz zwyczajnym kulturoznawcą, proszę moje
dalsze uwagi traktować jak spostrzeżenia szeregowego
uczestnika seminarium, skoro - zgodnie z przewidywa­

spotkaniu. Ale, jak słyszeliśmy, profesor Lengauer też
w ramach swojego seminarium pokazywał western
z Johnem Waynem, więc może nie tylko.
Myślę więc sobie, że może w charakterze takiego
przerywnika opowiedziałbym anegdotę. Proszę się nie
obawiać: anegdota niezupełnie będzie od rzeczy. Ow­
szem, może zilustruje charakter dociekań hermeneutycznych - jeśli chodzi o misteria eleuzyńskie, moim
zdaniem cokolwiek beznadziejny.
Anegdota będzie o Urnie Lovatelli. Urna zresztą
wcześniej nie miała szczęścia do polskich tłumaczy, bo
jej nazwa była tłumaczona a to jako Urna z Lovatelli,
a to - już bliżej - jako Urna Lovatelliego (chociaż, je­
śli już, to raczej: Lovatellego). Zabytek ten nosi nazwę
Urny Lovatelli, bo jego odkrycie ogłosiła księżna Ersilia Caetani Lovatelli. Któregoś razu będąc w Rzymie,
postanowiłem obejrzeć na własne oczy Urnę Lovatelli, która - jak wiedziałem - przechowywana jest
w Museo Nazionale Romano. Kerenyi zamieszcza
w swojej książce (na s. 90-91 wydania polskiego) czte­
ry reprodukcje fotograficzne Urny Lovatelli. Nieco
wyraźniejsze są reprodukcje, które można znaleźć
w książce Waltera Burkerta Starożytne kulty misteryjne,
ale i one nie pozwalają rozstrzygnąć, co właściwie
przedstawia ten czy ów szczegół reliefu zdobiącego tę
niewielką marmurową popielnicę, a przedstawiającego
rytuały wtajemniczenia eleuzyńskiego. N a przykład
właśnie Kerenyi zastanawia się, czy w scenie składania
ofiary z prosiaka kapłan wylewający libację nie trzyma
na tacy ofiarnej makówek (co miałoby znaczenie
w sporze, czy w misteriach eleuzyńskich jakąś rolę od­
grywały środki halucynogenne, dajmy na to opium).
Pomyślałem więc sobie, że w końcu powinienem zoba­
czyć Urnę Lovatelli na własne oczy i przekonać się na przykład - czy to są rzeczywiście makówki, czy też
nie. Niemal codziennie przechodziłem obok Museo al­
le Terme, gdzie eksponowane są zbiory Museo Nazionale Romano, w końcu więc któregoś dnia tam wstą­
piłem. Byłem podekscytowany, ponieważ już za chwi­
lę miałem obcować z jednym z najciekawszych świa­
dectw przedstawiających wstępne rytuały eleuzyńskie,

67

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

jeden z nich zresztą zupełnie zgodny z archetypem
Hymnu homeryckiego do Demeter: sceną, w której D e­
meter, na znak tęsknoty za porwaną córką, siedzi na
stołku z zasłoniętą głową, na relifie naśladowana, już
w rytuale, przez - jak się przypuszcza - Heraklesa.
Spotkał mnie jednak tego dnia srogi zawód: zbiory
mają w Museo alle Terme ciekawe, ale niestety nie ma
wśród nich Urny Lovatelli. Okazało się, że popełniłem
drobny, ale zasadniczy błąd: prawdopodobnie trzeba
było iść do innego muzeum, położonego zresztą nie­
opodal, mianowicie Museo delle Terme - po prostu
nie ten przyimek. Wkrótce wybrałem się więc do Mu­
seo delle Terme, znów podekscytowany i teraz pewny,
że zaraz przekonam się na własne oczy, co właściwie
przedstawia relief na Urnie Lovatelli. I co mnie spo­
tkało? Otóż zbiory mają w Museo delle Terme cieka­
we, ale niestety nie ma wśród nich Urny Lovatelli. Py­
tam więc obsługę: „Gdzie jest Urna Lovatelli?”. Nie
wiedzą. Ba, oni mnie pytają: „To my mamy w naszych
zbiorach jakąś Urnę Lovatelli?”. Ponieważ nie tak
dawno podzielono zbiory Museo Nazionale Romano,
pozostało mi już chyba tylko odwiedzić nowy oddział
w Palazzo Altemps. Zresztą tam tak czy inaczej trzeba
pójść, bo to jest wspaniałe muzeum, świetnie urządzo­
ne. W ekspozycji niemal same arcydzieła: jest Tron
Ludovisi ze sceną narodzin Afrodyty, która się wyłania
- tylko nie wiadomo, czy z piany morskiej, czy może
z ziemi - i z tą piękną nagą dziewczyną, która siedzi,
z wdziękiem założywszy nogę na nogę, i gra sobie na
aulosie; jest tak zwana Śpiąca erynia - ta piękna głów­
ka dziewczęca, położona na bok, która chyba była in­
spiracją dla Brancusiego. Z Palazzo Altemps wysze­
dłem więc syty wrażeń, ale kolejny raz zawiedziony:
wśród ich wspaniałych zbiorów nie ma Urny Lovatelli. Teraz już dzwonię do głównej siedziby Museo Nazionale Romano i pytam: „Gdzie jest Urna Lovatelli?”.
Słyszę: „Tak, rzeczywiście, było coś takiego, ale nie
wiemy, gdzie to jest. Poszukamy, proszę zadzwonić za
kilka dni”. Rzecz jasna, jak to we Włoszech, poszuki­
wania trochę trwają, muszę dzwonić kilka razy. Wresz­
cie pewien pracownik, chyba jedyny zorientowany,
mówi mi, że Urna Lovatelli jest zamknięta w jakimś
pomieszczeniu i że trzeba mieć specjalne pozwolenie,
żeby tam móc wejść. Dowiedziawszy się o tym, wie­
działem już, jak działać dalej - spróbowałem, za radą
znajomego profesora, uruchomić jednocześnie dwa
kanały: przez ministerstwo i przez archeologów. I dzię­
ki archeologom udało się ustalić, że Urna Lovatelli
wiele lat temu została zamknięta w skrzyneczce z na­
pisem „Otwierać tylko do konserwacji”. Oni mają du­
żo takich rzeczy „tylko do konserwacji”, które leżą la­
tami zamknięte i nikt tego nie ogląda. Praktycznie nie
było więc szans, żebym obejrzał Urnę Lovatelli.
W Museo Nazionale Romano poradzono mi, żebym
sobie obejrzał jej doskonałe reprodukcje w Gabinetto
Fotografico Nazionale - oczywiście też za specjalnym

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

pozwoleniem. Ale przecież mnie nie o to chodziło.
Więc mimo wszystko naciskałem na pewnego profeso­
ra, żeby się dowiedział, kto mógłby tę skrzyneczkę jed­
nak dla mnie otworzyć - zawsze przecież jest sposób na
otwarcie skrzyneczki czy kuferka ze skarbem. I wtedy
okazało się, że osobą władną otworzyć skrzyneczkę
z Urną Lovatelli jest - uwaga! - kobieta: czarodziejka
ta nazywa się Rita Paris. No oczywiście: któż inny, je­
śli nie kobieta, mógłby mieć klucz do sekretu tej skrzy­
neczki - i dla mnie już wtedy, po długich poszukiwa­
niach, bez mała samej tajemnicy misteriów eleuzyńskich. Ale o tym dowiedziałem się niestety tuż przed
moim wyjazdem z Rzymu. Nie zdołałem już dotrzeć
osobiście do dottoressy Paris, żeby otworzyła mi skrzy­
neczkę z Urną Lovatelli.
Otóż z tymi moimi rzymskimi poszukiwaniami
Urny Lovatelli jest trochę tak jak z wszelkimi docieka­
niami hermeneutycznymi na temat tajemnicy miste­
riów eleuzyńskich. Moje zabiegi trwały tylko miesiąc
i wierzę, że gdybym nie musiał wtedy wyjechać, uzy­
skałbym w końcu zgodę albo przekonał strażniczkę
skrzyneczki. Nie zdążyłem, tymczasem jeszcze się nie
udało. Ta skrzyneczka jest tam gdzieś w Rzymie, a we­
wnątrz skrzyneczki spoczywa Urna Lovatelli. Czeka.
I po wiekach to właśnie kobieta strzeże okruchów tej
tajemnicy.
Profesor Lengauer przypomniał nam, jaką pozycję
filologowie i historycy przyznają Kerenyiemu. (Nie
zdradził jednak, jakie jest jego stanowisko w tej spra­
wie, co byłby bardzo ciekawe dla nas wszystkich). Po­
wtórzył między innymi zarzut historyków pod adresem
Kerenyiego, że nie zniżył się on do tego, by sięgać do
inskrypcji jako źródła. Ale zarzut ten świadczy właśnie
0 ich uprzedzeniu do niego, uprzedzeniu - jak się oka­
zuje - trwałym. Bo jednak weźmy chociażby właśnie
Eleusis: w bibliografii załącznikowej figurują przecież
Inscriptiones graecae, a i w samym tekście odsyłaczy do
nich można znaleźć pewnie kilkanaście, może ponad
dwadzieścia, najwięcej w rozdziale „Mniejsze Misteria
1przygotowania do Wielkich Misteriów” (proszę choć­
by rzucić okiem na s. 94-99 wydania polskiego). Od­
noszę jednak wrażenie, że tak naprawdę nie o to cho­
dzi, czy Kerenyi wykorzystał komplet źródeł, czy też
może któreś pominął, lecz o jego próby hermeneutyczne, w których posiłkował się metodami obcymi bada­
niom historycznym, uciekając się niekiedy nawet do
Jungowskiej psychologii głębi, do teorii archetypów.
Dla mnie ważne jest u Kerenyiego - oprócz zawsze
imponującej erudycji autora, której przecież nikt nie
przeczy - jego wyczuwalne osobiste zaangażowanie,
wynikające ze szczególnej inspiracji. W książce o Eleu­
sis trochę ta inspiracja jest ukryta, ale w książce o Dio­
nizosie badacz sugeruje, że w jakiś sposób doświadczył
Dionizosa, że doznał czegoś w rodzaju epifanii dionizyjskiej: stało się to po raz pierwszy w Kume, a potem
w pewnej winnicy w Panonii. Mówi o tym dość dys­

68

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

du metafizycznej intuicji tego autora, intuicji, która jeszcze wyraźniej niż w książce Eleusis - dochodzi do
głosu we wspomnianym studium Das göttliche
Mädchen.
Dla mnie jako kulturoznawcy, zajmującego się
szczególnie cultural performances, ciekawe było przede
wszystkim to, co Kerenyi ma do powiedzenia o drdma
mystikón, domniemanym dramacie misteryjnym,
i oczywiście o doświadczeniu wtajemniczanego. Na
ten temat Kerenyi wypowiada się jednoznacznie:
w Eleusis nie było żadnego dramatu misteryjnego,
wtajemniczeni nie oglądali czegoś w rodzaju przedsta­
wień dla wybranych. Tę tezę wypowiada on w książce
Eleusis bardzo stanowczo i muszę powiedzieć, że dla
mnie - jako osoby zainteresowanej widowiskami brzmi ona bardzo przekonująco. (Mam nadzieję, że pa­
nowie profesorowie to zweryfikują). W badaniach nie
docenia się zazwyczaj pewnej nader subtelnej różnicy,
której właśnie Kerenyi nie przeoczył, a mianowicie
różnicy między sposobem patrzenia teatralnym i spo­
sobem patrzenia - czy raczej zobaczenia - misteryjnym. To oczywiście można tylko rekonstruować. Ale
jakie Kerenyi przedstawia tu argumenty? Otóż powo­
łuje się on na różne typy uczestnictwa w tych dwóch
czynnościach. W wypadku doświadczenia misteryjnego konieczne były specjalne przygotowania uczestnika
- przygotowanie go do zobaczenia, do kontemplacji,
którą była epopteia. Epopta to ten, który widzi, czyli
dostępuje objawienia w formie obrazowej. O tym, że
specjalne przygotowanie jest potrzebne, wręcz ko­
nieczne, dla dostąpienia pewnego typu doświadczeń,
wiem przez porównanie rekonstrukcji Kerenyiego
z praktykami Jerzego Grotowskiego: najpierw teatral­
nymi, a później z obszaru tak nazwanych Sztuk Rytu­
alnych (Nie będę tutaj rozwijać tej paraleli, tylko ją
zasygnalizuję). W teatrze mamy do czynienia z drama­
tem, który staje się widowiskiem wywierającym okre­
ślone wrażenie na tych, którzy je obserwują, przez sam
fakt zmontowania w określonym porządku, w określo­
nym układzie pewnej struktury audiowizualnej, czyli
właśnie tego dramatu. Jeśli dramat ten, jak tragedia,
będzie oddziaływać katartycznie, to oczyszczenie to
będzie tu skutkiem owego montażu, będącego dziełem
poety. W misteriach natomiast oczyszczenie jest przy­
gotowaniem do zobaczenia, a nie skutkiem oglądania
dramatu. Jest ono wręcz warunkiem koniecznym - jak
w rytuałach przedstawionych na Urnie Lovatelli - do­
stąpienia dalszych stopni wtajemniczenia, aż wreszcie
tej uszczęśliwiającej wizji misteryjnej. Mówiąc więc ję­
zykiem Grotowskiego, montażu dokonuje sam inicjo­
wany - dokonuje w sobie i własnym wysiłkiem. I o ile
mu się to powiedzie, o tyle dostąpi owej wizji.
Tutaj jest oczywiście pewna zagadka, której praw­
dopodobnie nikt nigdy już nie rozwiąże: na czym pole­
gała ta sztuczka techniczna, umiejętność, która pozwa­
lała kapłanowi przywołać - za każdym razem z dobrym

kretnie, ale w dalszym ciągu, na każdej właściwie stro­
nie Dionizosa - tej imponującej książki, w której jed­
nak można się zagubić, jak w labiryncie - daje dowo­
dy, że religia dionizyjska go jakoś osobiście zaangażo­
wała i angażowała przez dziesiątki lat, przez całe jego
życie.
Tu znowu anegdota, taki szybki flesz. Kerenyi pi­
sząc w Dionizosie o grocie Ejlejthyi na Krecie, nie zga­
dza się z jej przyjętymi interpretacjami, którym zarzu­
ca brak związku z myśleniem mitycznym. Kiedy prze­
czytałem u niego, że badacz może się o tym przekonać
naocznie - wiele mówiący argument, prawda? - to
oczywiście podczas pierwszej podróży na Kretę udałem
się do tej groty. Nie tak łatwo się dziś do niej dostać:
wejście jest zagrodzone kratą, a ta jest zamknięta na
kłódkę. N ad grotą Ejlejthyi biegnie szosa, więc tam
chyba się boją, że strop mógłby się zawalić. I może
słusznie, że nikogo nie wpuszczają, bo człowiek chodzi
w tej jaskini po skorupach i ma uczucie, że niszczy bez­
powrotnie to, czego archeologowie nie pozbierali.
Nikt tam teraz nie prowadzi żadnych prac. Szczęśli­
wym trafem odnalazłem człowieka, który ma klucze
do groty Ejlejthyi, i razem się tam udaliśmy. Kiedy spe­
netrowałem tę jaskinię, to mogłem się przekonać do
wielu rzeczy, o których pisze Kerenyi. Muszę powie­
dzieć, że było to bardzo ciekawe doświadczenie: tak
wejść tam z pochodnią w ręku i zaraz u wejścia móc
dotknąć omphalós na brzuchu rodzącej bogini.
Ukształtowanie jaskini jest takie, że penetrując ją, ma
się nieodparte skojarzenie z drogami rodnymi, a jed­
nocześnie panuje tam atmosfera jakiegoś sanktu­
arium, która potwierdza, że to rzeczywiście jest to,
czym jaskinie mogły być dla najstarszych kultur - mia­
nowicie naturalną świątynią. I kiedyśmy tak z tym mo­
im przewodnikiem oglądali przy świetle pochodni ja­
kieś skorupy, pojawiła się pszczoła. Dla mnie w tamtej
chwili ta samotna pszczoła była jak gdyby strażniczką
groty. W micie pszczoły zamieszkujące grotę są mamkami boskiego dziecka.
Kerenyi więc miał inspirację i sam może być bardzo
inspirujący - nie tylko w takim sensie, że inspirował
Thomasa Manna przy pisaniu Józefa i jego braci, ale
w takim, że zachęca do pewnych weryfikacji, które
może nie są ściśle naukowe, natomiast mają związek
z doświadczeniem egzystencjalnym. Tu też umocowa­
ne są jego związki z Carlem Gustavem Jungiem.
Chciałbym w tym miejscu przypomnieć wspólną książ­
kę Kerenyiego i J unga Einführung in das Wesen der My­
thologie, bo jest tam świetne studium Kerenyiego o ar­
chetypie boskiej dziewczyny, studium, w którym autor
posuwa się chyba dalej niż w tezach książki o Eleusis.
Dopowiada tam pewne rzeczy o istocie Dwóch Bóstw,
jak Grecy nazywali Demeter i Kore/Persefonę. W peł­
ni zgadzam się z tym, co tu powiedział Krzysztof Bie­
lawski, że temat misteriów eleuzyńskich w ujęciu
Kerenyiego nieoczekiwanie uwspółcześnia się z powo­

69

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

skutkiem - boginię. Ostatni hierofant zabrał ten sekret
z sobą do grobu. Ciągłość przekazu została niestety
przerwana przez tego odstępcę, który przystąpił do in­
nej religii i już nikomu nie przekazał tego sekretu.
Ale możemy próbować rekonstruować, na zasadzie
analogii, właśnie doświadczenie uczestnika. I myślę, że
Jung rzeczywiście mógłby być w tym pomocny. Jung
jest może trochę demonizowany. O doświadczeniu eg­
zystencjalnym mówił językiem psychologa, ale był on
przede wszystkim hermeneutą, który tłumaczył z języ­
ka na język, na przykład doświadczenie alchemików
przełożył na język dziś zrozumiały.
Profesor Juszczak mówił tutaj o pewnym porządku
historycznoreligijnym, a ja chcę powiedzieć o pewnym
porządku doświadczenia, o dynamice doświadczenia
dwóch bóstw. Więc na początku jest matka i córka:
matka poszukuje porwanej córki. Kerenyi mówi: ta
rozpaczająca Matka jest bardziej ludzka, matce współ­
czujemy. Dwa bóstwa są więc dla nas dostępne w sensie psychologicznym, w porządku doświadczenia
- zrazu od strony matki, od strony doświadczenia tej,
której zabrano córkę, tej, od której córka się odłączy­
ła. (Sir James George Frazer mówi, że Grecja wybrała
wzruszającą postać zmarłej córki, opłakiwanej przez
pogrążoną w żałobie matkę, żeby ukazać pewien rodzaj
dramatu; jak wiemy, inna religia wybrała postać zmar­
łego syna). W doświadczeniu zrazu matka jest łatwiej
dostępna, ale kiedy stopniowo zanurzamy się w nie
głębiej, to powoli przechodzimy na stronę córki, tej
cząstki oderwanej, która po tamtej stronie - jako bo­
gini świata podziemnego - nie jest już wzruszającą
i piękną dziewczyną, lecz staje się przede wszystkim
straszna. I tam ta córka okazuje się matką wszystkie­
go, w tym także własnej matki.
Kiedyśmy stracili - złożyliśmy w ofierze - to, co
mogliśmy stracić najcenniejszego (Jung powiedziałby:
nasze „ja” świadome), odzyskujemy tę większą całość,
którą jest matka wszystkiego (Jung nazwałby to jaź­
nią), obejmująca także każdą córkę, zresztą jak każdy
byt, który tylko raz wynurza się do istnienia i który za­
wsze umiera - nigdy nie wynurza się stamtąd drugi raz.
Ona obejmuje wszystkie te stworzenia - w tym sensie
jest wspaniała i straszna.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

interesuje go doświadczenie, interesuje go rekonstruk­
cja, ale nie w sensie historycznym. W związku z tym,
podstawowy zarzut „wilamowitzowców”, zarzut braku
szacunku do chronologii, jest konsekwentnie odrzuca­
ny ze względu na przejrzyście przyjęte założenia. Inte­
resuje nas stanowisko Pana Profesora jako wielbiciela
Johna Wayne’a i Wilamowitza.

Włodzimierz Lengauer: Nie widzę konieczności
wygłaszania własnego credo. Ja jestem profesor Bladaczka, taki właśnie filolog, historyk, bardzo prosty,
który tylko patrzy na pewne dane, i tyle. Kiedy profe­
sor Kolankiewicz mówił właśnie o tej słynnej Urnie
Lovatelli, myślę, że może Państwo ją sobie przypomi­
nają, to także mi się przypomniało i to, jak do niej
podchodzi Kerenyi, i tak jak do niej podchodził choć­
by Walter Burkert, który ją również, w kilku miej­
scach swoich prac, dokładnie analizuje, bo to właśnie
także od razu obrazuje pewne różnice podejścia. Jak
Państwo czytają Kerenyiego, którego nawiasem mó­
wiąc, ponieważ przez semestr prowadziłem semina­
rium na temat Eleusis, także dawałem studentom, acz­
kolwiek właśnie już takim starszakom. Oni, już na
wyższym poziomie wtajemniczenia, powinni to czytać.
Oczywiście nie jest to lektura dla studenta pierwszego
roku, ale starszacy już mogą.
Jeśli Państwo czytają interpretację Kerenyiego
i opis nawet, samą discriptio, nie mówiąc już o warstwie
interpretacyjnej przedstawień na Urnie Lovatelli, to
Państwo nigdzie nie znajdą odpowiedzi, w którym mo­
mencie misteriów to się odbywa. To jest wtajemnicza­
nie Heraklesa w misteria. W którym momencie? Pew­
nym problemem badawczym jest dokładne ustalenie,
co się dzieje od trzynastego do dwudziestego drugiego
Boedromionu. Jeżeli to jest, a na to Kerenyi kładzie
trochę nacisk, owa myesis indywidualna, proszę sobie
wyobrazić, czy to jest możliwe, że tak się wtajemnicza
powiedzmy w V wieku, w ten sposób jak to urna
przedstawia... Czy to tylko symbol, czy to jest pewien
moment rytualny? Co ta scena przedstawia? Tego też
Państwo w książce Kerenyiego nie znajdą: ilu właści­
wie ludzi uczestniczy w misteriach, ilu idzie w proce­
sji? Według wzmianki Herodota wynika, że procesja
udająca się do Eleusis może liczyć ok. trzydziestu tysię­
cy osób. W tym oczywiście są także już epoptai, czyli ci,
którzy nie muszą się już wtajemniczać, coś innego tam
będą robić - też nie wiemy, co, ale ci, którzy po raz
pierwszy idą, to ilu ich jest spośród tych trzydziestu ty­
sięcy? Jest ich zapewne dobrych parę tysięcy. Indywi­
dualne wtajemniczenie, zwłaszcza z owym takim
przedstawieniem jak jest na urnie - bohater siedzący
na dios kodion, tym runie baranim itd. - jest niemożli­
we. To nie jest to, tu chodzi o coś innego. A o co wła­
ściwie chodzi i jak wygląda przygotowanie do udziału
w misteriach? To zostawiam, ale gdy wracam do wypo­
wiedzi obu moich - już nie będę powtarzał, że uczo­

Krzysztof Bielawski: Chciałbym powtórzyć prośbę
profesora Kolankiewicza. Nie przypuszczam, żeby Pan
Profesor odesłał któregoś ze studentów do Kerenyiego, prosząc o pracę na temat Eleusis, bo to jest szuka­
nie instrukcji pralki w książce do nabożeństwa, to jest
jakby nie ten adres. N a obronę Kerenyiego trzeba po­
wiedzieć, że jest on niesłychanie uczciwy. To nie jest
próba mamienia czytelnika jakąś pseudofilologią, żeby
przeciągnąć go na taką czy inną, lepszą czy gorszą,
stronę uprawiania nauki. Jego stanowisko jest niesły­
chanie jasne. Kerenyi wyraźnie artykułuje, od samego
początku, co jest przedmiotem jego zainteresowania:

70

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

nych - przedmówców, obu moich kolegów, chciałbym
zwrócić uwagę na pewne bardzo specyficzne i różniące
właśnie historyka i filologa podejścia, od podejścia czy
profesora Kolankiewicza, którego bym jako antropolo­
ga zakwalifikował, czy profesora Juszczaka. Który dla
mnie jest właściwie przede wszystkim teologiem. N a­
zwa „teologia” to jest termin wprowadzony przez Ary­
stotelesa, gdzie jest wyraźnie stwierdzone he prote philosophia he teologia esti: w tym sensie profesor Juszczak
jest dla mnie teologiem. I to jest zupełnie inne podej­
ście, po prostu. Przy tym jest inne założenie badawcze.
Założenie badawcze profesora Kolankiewicza, który
także opowiadał o swoim przeżyciu, swoim pewnym
doświadczeniu egzystencjalnym człowieka i także wte­
dy założenie teologa jest oczywiście takie, że istnieje
coś takiego jak „człowiek”, jak „natura ludzka” zresztą bez tego cała koncepcja archetypów Junga nie
miałaby sensu. To jest z jakichś względów niezmienne
- albo dlatego, że taka jest natura, albo dlatego, że tak
jesteśmy ukształtowani przez Boga, czy przez jakąkol­
wiek inną siłę, ale jest to zasadniczo niezmienne.
I wtedy to podejście antropologiczne do kultury, wła­
śnie z natury inne niż podejście filologiczne, od razu
z takim założeniem podchodzi do badania zjawisk kul­
tury zamkniętej, minionej, takiej która, odważam się
powiedzieć całkowicie świadomie, jest martwa. Kultu­
ra grecka jest bowiem martwa - musimy to sobie jasno
powiedzieć. Nie istnieje, dawno umarła. Religia grec­
ka również. Tego nie ma. Martwa, zamknięta i nam
zasadniczo obca. I wtedy także, używana przez wielu
religioznawców kategoria przeżycia religijnego, brane
zresztą z naszej kultury, jest dostosowane do owego
materiału, który badamy, z tymi założeniami. Z założe­
niami, że natura ludzka jest niezmienna, że mamy tam
archetypy, świadomość itd., czego Grek V wieku
w ogóle by nie zrozumiał. On nie wiedziałby, o czym,
gdyby przetłumaczyć wypowiedzi obu moich znakomi­
tych uczonych przedmówców, na grekę V wieku, ale
nie platońską zwłaszcza - Grecy nie mówili greką Pla­
tona, to nie jest język potoczny - gdyby Państwo usi­
łowali to na dobrą grekę przetłumaczyć, Grek nie zro­
zumiałby z tego ani słowa. Nie wiedziałby, o co chodzi.
To jest inny, zupełnie inny sposób myślenia. I teraz
wracając do tego, co było początkiem sprowokowanej
świadomie przez mnie kontrowersji - żeby była dysku­
sja (ja właściwie uważam się za ucznia sofistów i nie­
ważne, jakie ja mam poglądy, ważne, żeby o nie wal­
czyć, mnie wszystko jedno: mogę za taką sprawę, mo­
gę za taką, byle była różnica poglądów. Ja zawsze z za­
sady staram się mieć inne poglądy niż mój przedmów­
ca, a mnie właściwie wszystko jedno jakie). Wracając
do tego, od czego zacząłem: o co chodziło Wilamowitzowi, który nie był takim tylko zwykłym profesorem
Bladaczką, no co najmniej był na poziomie Pimki. Je­
mu chodziło właśnie o to, że badanie filologiczne, z ca­
łymi rygorami metody filologicznej, podejścia histo­

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

ryczno-filologicznego, pozwala zrozumieć dobrze tę in­
ną z założenia kulturę, która dla Wilamowitza i dla ca­
łego tak zwanego „trzeciego humanizmu niemieckie­
go” była niedoścignionym wzorem, była najlepsza. To
była kultura „naprawdę”. To jest ten tylko wzór, któ­
ry możemy w najlepszym wypadku naśladować. Żeby
zrozumieć wielkość tej kultury i ją naśladować, musi­
my ją, dzięki metodzie historyczno-filologicznej, bar­
dzo dobrze, dogłębnie zrozumieć. Można by powie­
dzieć, że wobec tego, w gruncie rzeczy, podejście Wilamowitza i także moje wynika z głębokiej pogardy dla
kultury współczesnej, którą się uważa za gorszą i niż­
szą. Wilamowitz tego zresztą nie krył - rzeczywiście
tak uważał. Kulturę jego czasów uważał za skarlenie.
Wobec tego, to wynika z głębokiej pogardy dla kultu­
ry współczesnej, dla czasów współczesnych, dla ludzi
współczesnych... Natomiast podejście reprezentowane
i przez antropologa i przez obu moich przyjaciół jest
nieco inne. To podejście wynika z tego, że my z naszą
wrażliwością, z naszą kulturą i w naszej kulturze szuka­
my miejsca dla antyku. O ile Wilamowitzowi chodziło
0 to, żeby po prostu zrozumieć antyk i z niego coś mieć
dla nas, o tyle w takim podejściu chodzi o coś zupeł­
nie innego. To z kolei podejście egoistyczne: my chce­
my siebie zrozumieć, siebie opisać. Nasze problemy.
1 do tego sięgamy do antyku. Kerenyi, z całą pewno­
ścią, reprezentował właśnie taki pogląd: on był współ­
pracownikiem Junga od momentu, kiedy osiadł
w Szwajcarii. Razem podejmowali mnóstwo prac przypomnę, że pracą paralelną (może kiedyś wyjdzie
w wydawnictwie Homini) jest Archetyp boskiego dziec­
ka. To jest taka paralela do Archetypu matki i dziecka.
To jest napisane już wspólnie z Jungiem: Archetyp bo­
skiego dziecka jest pracą jego i Junga. O co chodziło
Jungowi? Jungowi wcale nie chodziło o zrozumienie
religii greckiej ani początków orfizmu. Jungowi cho­
dziło o zrozumienie człowieka współczesnego. I to jest
Kerenyi. I tu mają Państwo te dwa spojrzenia do kul­
tury przeszłości, do przeszłości w ogóle. Czy ona ma
być, tak jak chce Wilamowitz, zrozumiana, ale dlate­
go zrozumiana, że ma być wzorem (przy poczuciu, że
my nic lepszego nie zrobimy), czy też ona ma być na­
rzędziem do poznawania nas samych. I dla Kerenyiego
jest tym narzędziem do poznawania nas samych.

Zbigniew Benedyktowicz: Ja bym się nie zgodził,
że to jest zajmowanie się samym sobą i tutaj jest taki
wątek wspomniany w posłowiu, to znaczy idzie mi
0 bliskość myślową Kerenyiego z Tomaszem Mannem,
z literaturą. Można by przywołać Tomasza Manna,
1jego eksplikację, dlaczego on sięgnął do Historii Jakubowych. Dlatego właśnie, że miał przekonanie, że
„współczesna rzeczywistość jest czymś tak marnym,
że trzeba się cofnąć i przywołać to, co duch ludzki
dawno już zdziałał. Wydaje mi się, że to nie jest zajmo­
wanie się współczesnością i sobą samym, ale właśnie

71

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

nie zawahałbym się go nazwać symbolicznym. W tym
rozumieniu symbolu jako łączącym w sobie to, co
konkretne, zmysłowe z tym, co intelektualne, ducho­
we, pełne znaczenia, otwarte - tak jak symbol - na
poszukiwanie znaczenia i sensu. I tutaj mam jeden
taki drobny przykład roboty „filologicznej” - to jest
przypis redakcji. Jest taki fragment, [por. s. 18, gdzie
Kerenyi analizuje homerycki Hymn do Demeter], kie­
dy mówi o istocie tego doświadczenia mistycznego
czy misteryjnego: „Od siebie [poeta] waży się dodać
tylko przesłanie, którego f o r m ę dostrzec jeszcze
możemy w Chrystusowym Kazaniu o Błogosławień­
stwach na Górze. Tutaj słowo olbios, które oddaję ja­
ko ‘błogosławiony’, nie odnosi się, jak to często bywa
gdzie indziej do bogactwa materialnego. Zamierzony
przez siebie sens poeta rozmyślnie pozostawia nieja­
snym dla profana (480-482). Owo błogosławieństwo
wygląda następująco: ‘Błogosławionym jest z ludzi
żyjących na ziemi ten, co je widział;/ Kto zaś nieświa­
dom obrzędu i w nich udziału nie bierze, /Tego po
śmierci odmienny los czeka w zatęchłych podzie­
miach”. I tu filolog-redaktor daje przypis (13): „Prze­
kład jak wyżej ze zmianą w myśl wywodu autora.
U W. Appela [autora przekładu polskiego Hymnów
Homeryckich, Toruń 2001 - wtrącenie moje ZB] klu­
czowe określenie brzmi ‘szczęsny’ nie zaś ‘błogosła­
wiony’”. Niestety, nie znam tego pięknego języka, ale
znam tłumaczenia właśnie Kazania na górze, w któ­
rym nie ma tego rozdzielenia, że „szczęsny” (czy
„szczęśliwy”) to nie „błogosławiony”. Oto właśnie
z precyzją filologiczną tutaj wkracza autorytet, tym­
czasem w horyzoncie naszego współczesnego do­
świadczenia religijnego możemy to słowo „błogosła­
wiony” też odczuwać jako „szczęśliwy” , bardzo dużo
teologicznych tradycji podnosi też ten rys, i tak wła­
śnie postąpili autorzy ekumenicznego przekładu N o­
wego Testamentu na język współczesny, oddając sło­
wo „błogosławiony” jako „szczęśliwy” : „Szczęśliwi,
którzy są zasmuceni, bo ich Bóg pocieszy... Szczęśliwi
są czystego serca, bo zobaczą Boga”...[por Nowy Te­
stament, współczesny przekład, Brytyjskie i Zagranicz­
ne Towarzystwo Biblijne w Warszawie, Warszawa
1990]. Kerenyi oddał słowo ‘szczęsny’ jako ‘błogosła­
wiony’, wspomniani tłumacze postąpili zupełnie od­
wrotnie oddając słowo ‘błogosławiony’ jako ‘szczęśli­
wy’. I tu jesteśmy rzeczywiście na etapie dialogu czy
poszukiwania nie tylko literalnego znaczenia, ale
i sensu. Notabene na ten spór pomiędzy literą a du­
chem, filologią a antropologią w sposób nie pozba­
wiony dowcipu i uszczypliwości dla obu stron zwraca
uwagę wspomniany Redfield, mówiąc, że filologia
głównie skoncentrowana jest na tym: „czy to jest po­
prawne”, zaś antropologia: „czy to jest ciekawe”.
Dla mnie jest jeszcze coś zdumiewające u Kerenyiego, bo nie zapamiętałem tego w ogóle z wcześniej­
szej lektury, właśnie to wspieranie się tymi etnologicz­

jest to tą drogą rekonstrukcji, która jest czymś twór­
czym. I z punktu widzenia antropologicznego mamy
tego świadomość, że interpretacja mitologii, jakiejś
tradycji mitologicznej, jak mówił Levi-Strauss, sama
też staje się cząstką tego mitu. Jest to więc w przypad­
ku Tomasza Manna taka współczesna próba sięgnięcia
do głębokiej Tradycji, z takim samym szacunkiem dla
jej zrozumienia. Przypomnienie jej, odczytanie „na no­
wo”, bardzo świadome tego, że sięga się do tej tradycji
niemal jak do koła ratunkowego.
I tu rzeczywiście różni się podejście historyka i fi­
lologa od antropologa. Tu dygresja: w najbliższym nu­
merze Kontekstów 1/2005, będzie wydrukowany zna­
komity esej Jamesa Redfielda o Filologii klasycznej
i antropologii [nr 1/2005 już się ukazał, wspomniany
tekst por. tamże s. 42-50. - przyp. red.], gdzie właśnie
ta teza, że świat, który bada filolog, to jest świat mar­
twy, odległy, obcy (co zresztą Pan Profesor Lengauer
często podnosi - że to jest zupełnie egzotyczny świat
i nie ma tego fundamentu wspólnego, i dlatego jest
frapujący dla historyka - przenikanie do niego, inter­
pretowanie go). Wracając do problemu: ja przepra­
szam, że dla wszystkich znawców to jest może znane,
ale chciałem z wstępu do Eleusis... przywołać właśnie
fragment na temat rozumienia rekonstrukcji przez
Kerenyiego. Pisze on: „Przyjmijmy na przykład, że za­
ginął całościowy kontekst jakiegoś wielkiego obrzędu
Kościoła katolickiego, powiedzmy: uroczystej sumy.
Zachowały się tylko fragmenty ksiąg liturgicznych
i ruiny kościołów. Nie możemy zakładać, że msza by­
ła taka sama od samego początku. Zachowane frag­
menty mogą pochodzić z różnych okresów. Niemniej
próbę rekonstrukcji można podjąć, gdyż jedna bodaj
kwestia nie podlega wątpliwości: mianowicie, że na
każdym etapie swojego rozwoju liturgia stanowiła ja­
kąś spójną całość i miała własną wewnętrzną logikę.
Tę wewnętrzną logikę można uchwycić nawet, jeśli
nie wiemy, czym liturgia jako całość b y ł a dla jej
uczestników, dokładnie przecież ją rozumiejących”
[Eleusis... s. 18]. Tu też pewien chwyt Pan Profesor
zastosował, że jakby przełożyć tę całą koncepcję ar­
chetypów, toby ten Grek nic z tego nie zrozumiał.
Bardzo często w antropologii mówimy: gdyby przeło­
żyć Levi-Straussa albo Malinowskiego...

Włodziomierz Lengauer: Dać tym Indianom do
poczytania...

Zbigniew Benedyktowicz: toby zwariowali i nic
nie zrozumieli z tego. W ięc to jest trochę taki argu­
ment... Ale myślę, że tę pszczołę wylatującą z groty,
tę z opowieści prof. Kolankiewicza, Grek by zrozu­
miał. Albo to, że dottoressa jest strażniczką tajemni­
cy. To jest ten poziom wspólnoty. Tak mocno osa­
dzony w konkrecie, przeżyciu zmysłowym, a jedno­
cześnie pełnym głębokiego, duchowego znaczenia, że

72

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

nymi świadectwami, przykładami i doświadczeniami
spoza greckiej kultury. Zawsze są tacy uczeni (nie brak
ich i pośród antropologów), którzy się denerwują z po­
wodu takiej etnologicznej komparatystyki, i zżymają
się na tych „eseistów” za ten brak a to precyzji, a to
chronologii, za to sięganie gdzieś w zupełnie inne kon­
teksty kulturowe, geograficzne i budowanie, składanie
z tego jakiegoś sensu, jakiejś całości, która byłaby dla
nas bardziej dostępna (takie zarzuty spotykały i Eliadego). Myślę, że to dzieje się tak nie dlatego, że my je­
steśmy zainteresowani sobą, czy tak kochamy współ­
czesną kulturę, tylko dlatego, że jednak może poszu­
kujemy sensu. Taka robota, być może rażąca właśnie
niedostatkami dla filologa, historyka, jest jednak ja­
kimś wprowadzeniem w nasz współczesny horyzont te­
go „niedostępnego”, „odległego”, „odmiennego” świa­
ta. Tyle że jest to może droga dochodząca z drugiej
strony, nie przez pokazanie całkowitej niedostępności
i odmienności tego świata, ale droga, na której przy za­
chowaniu jakiejś równowagi nabieramy przekonania,
że my możemy z tymi „światami” rozmawiać.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

niało coś, co powodowało, użyjmy buddyjskiego słowa
satori, oczyszczenie. A jeżeli idzie o problem przejścia,
0 tych, którzy przeszli w zaświaty, tych, którzy stamtąd
nie wracają, to jest uchylone w mistyce greckiej, po­
nieważ istnieje problem transmigracji, istnieje pro­
blem powrotu. Problem transmigracji pojawia się wła­
ściwie pierwszy raz, jeżeli idzie o teksty (brane chrono­
logicznie), pojawia się w tym sławnym fragmencie
Anaksymandra, o którym napisał esej Heidegger. To
nieustanne powracanie, wynurzanie się bytów i zanu­
rzanie się nich, na zasadzie pewnego prawa, do które­
go jako przypis możemy podłączyć ten sławny frag­
ment z Pindara, który cytuje Platon: musi istnieć za­
płata za czyny popełnione na tym świecie, po to żeby
powrócić. Ten powrót bytów, który jest w tym zdaniu
Anaksymandra zachowany, jest właściwie takim sy­
gnałem, że już wtedy, już w tym momencie, na samym
początku filozofii greckiej, pokazuje tę możliwość od­
krycia już wtedy idei transmigracji, co łączyłoby się już
z jedną z tajemnic Misteriów Eleuzyńskich. Tam wła­
śnie to zostało udowadniane. To zresztą jest ten, jak
niektórzy twierdzą, „szalony” artykuł Otta, drukowany
w „Eranos-Jahrbücher” w 1939 roku, o tym, że na
dźwięk gongu, w który uderzano, zjawiała się Persefo­
na. Kerenyi nawet napisał, że to obniżyło nieco opinię
Otta jako uczonego w oczach niektórych badaczy.
W moim przekonaniu nie dlatego, że to, co opisuje
Herodot w siódmej księdze na temat tej historii, która
się zdarzyła na równinie koło Eleusis przed bitwą pod
Salaminą, jest także opisem cudu, który mógł się zda­
rzyć. Ten tłum idący, który poszedł na Salaminę, tłum
jakby nierealnych pielgrzymów idący tego właśnie
dziewiętnastego Boedromion, kiedy się misteria nie
mogły odbyć ze względu na najazd Persów.

Wiesław Juszczak: Jeżeli można, jedno słowo do
tego, co powiedziałeś w tej chwili. Zostałem tutaj
określony jako teolog. Nie wzbraniam się przed tym
bardzo szlachetnym określeniem, ale to, co mnie inte­
resuje i co dla mnie jest żywe, jest problemem do zba­
dania nie z punktu widzenia egoistycznego, lecz
z punktu widzenia dotarcia do pewnej granicy, za któ­
rą wszystko inne jest tajemnicą. Mnie interesuje, od
lat, problem przeżycia mistycznego, i tego poszukuję
w religii greckiej - to jest to, co mnie obchodzi.
I w związku z tym jednym z takich drogowskazów
(można powiedzieć „dających do myślenia” - choć nie
lubię tego zwrotu) jest to sławne zdanie z Heideggera,
gdzie on mówi o problemie przeżycia i o tym, że my je­
steśmy zbyt zawłaszczeni przez własną podmiotowość
i wszystko kierujemy ku sobie - to jest oczywiście ta
taka postkartezjańska wizja, której on się przeciwsta­
wia. Tam jest takie wspaniałe zdanie, które wymaga
długiego myślenia i właściwie nigdy się przy tym nie
dochodzi do konkluzji zadowalającej. On pisze tam, że
mówimy wciąż o przeżyciu (to jest ten artykuł o Cza­
sie światoobrazu). On pisze tam, że musimy podjąć pró­
bę uświadomienia sobie, że na uroczystościach
w Olimpii Grecy żadnych przeżyć mieć nie mogli. To
znaczy, że nie istniało rozdzielenie między przedmio­
tem a podmiotem, że istniała identyfikacja, coś w ro­
dzaju unii mistycznej z tym, co się działo. Tutaj jest
ten problem, o którym wspominał profesor Kolankie­
wicz: problem ewentualnego przedstawienia, o którym
się mówiło, o którym się w pewnym czasie pisało, co
zresztą teraz, w literaturze nowszej jest kompletnie już
zlikwidowane. Nie było w Eleusis żadnego dramatu.
Właściwie wszyscy zgadzają się co do tego, że nie było
tam żadnego przedstawienia (teatralnego), tylko ist­

Krzysztof Bielawski: Jesteśmy w takim momencie
rozmowy, że tej hydrze mogą zacząć wyrastać jakby
nowe głowy. Krakowska dyskusja nad tą książką,
z udziałem pana Kani, Tomka Rodowicza i profesora
Kazimierza Korusa, wyraźnie poszła w stronę zastana­
wiania się nad wpływem różnych czynników na jakość
tego doświadczenia, o którym mówi Pan Profesor. Dzi­
siaj ledwo dotknęliśmy kykeonu, postu, który obowią­
zywał, i ich fizjologicznych implikacji. Z mojego do­
świadczenia jednak wynika, że lepiej jest skończyć
dziesięć minut wcześniej niż minutę za późno i pozo­
stawić jakiś czas na część mniej oficjalną. Raz jeszcze
bardzo dziękuję za udział w tej dyskusji.
PS Od Redakcji: Właśnie w części nieoficjalnej
zwróciliśmy się do prof. Lengauera z zaproszeniem
1 prośbą o napisanie dla nas artykułu o Eleusis. Arty­
kuł ten drukujemy obok.
Wypowiedzi autoryzowane.
Transkrypcja i opracowanie Tomasz Szerszeń

73

�Triptolemos między Demeter i Core. Marmurowa płaskorzeźba z 2 poł. V w. p.n.e., znaleziona w Eleusis. źródło: Karl
Kerenyi Eleusis, Homini, Kraków 2004

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10414" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10392">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/948d7e9fa1ceacefe618c390a8aaa9ba.pdf</src>
        <authentication>adc21a3606165ed72e250fc683e6c788</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123826">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6233</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123827">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123828">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123829">
                <text>rzeźba antyczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123830">
                <text>histroia sztuki - rzeźba</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123831">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5813</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123832">
                <text>"Posąg hjest przezroczem, duchowym widziadłem"/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123833">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.4, s.97-107</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123834">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123835">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123836">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123837">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123838">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123839">
                <text>ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

R

zeźbiarstwo uchodziło zawsze za sztukę trudną,
a jego znaczenia od najdawniejszych czasów
wyzwalały swoiste odczucia, odmienne niż inne
kunszta. Również w ciągu wieków zapotrzebowanie na
„sztukę posągową” kształtowało się rozmaicie. Przez
setki lat rzeźby zapełniały głównie świątynie, wielkie
rezydencje królewskie i magnackie, galerie pałacowe,
przestrzenie miejskie, parki i ogrody, i miały ściśle wy­
znaczoną funkcję w ogólnej koncepcji wyposażenia
i dekoracji wnętrz. Z początkiem XIX wieku rzeźba po­
woli zatracała tę funkcję. Rozwój myśli estetycznej
oraz szybko narastające nowe prądy i tendencje (prze­
łamujące z biegiem lat wielowiekową tradycję klasycz­
ną) przydawały skulpturze nowych znaczeń i treści,
a ideowe i społeczne przeobrażenia odmieniły jej cha­
rakter i przeznaczenie. W estetyce pojawiło się pojęcie
pierwiastka duchowego ożywiającego martwe posągi,
a krytyka i literatura tworzyły swoisty wizerunek arty­
sty - jego poczynań i losów, często naznaczonych fatalistycznym piętnem.
W XIX i XX wieku wystawiano w miastach wiele
pomników, natomiast rzeźba zdobiąca wnętrza do­
mów nie miała już tak szerokiego zastosowania jak
w wiekach minionych. Osłabła dominująca niegdyś
rola mecenatu, postęp industrializacji i rozwój wy­
twórczości fabrycznej sprawiły, że kurczyły się zamó­
wienia. Rzeźbiarze byli ograniczani wieloma uciążli­
wościami, ubóstwem, rzemieślniczą „pracą dla chle­
ba” bądź żmudnymi etapami realizacji większych pro­
jektów - od pierwszego modelu w glinie do ostatecz­
nej wersji w marmurze lub brązie. Ci, których sztuka
nie zyskiwała uznania, bywali spychani na margines
życia. Brak sił lub zdrowia, rozpacz i załamania prowa­
dziły czasem do samobójstw, chorób psychicznych
bądź przedwczesnej śmierci. Nadto, pełnoplastyczna
rzeźba figuralna, utrwalona w szlachetnym materiale,
była bardzo kosztowna, zarówno dla artysty, jak i na­
bywcy. Jednak te powody i okoliczności nie wyczerpu­
ją sprawy nieco mniejszego zainteresowania dziełem
rzeźbiarskim postrzeganym jako obiekt (rzecz, przed­
miot) przeznaczony do codziennego obcowania z nim
w domu, i - co ważniejsze - nie tłumaczą osobistego,
„prywatnego” odczucia jego ingenium, które bywało
przeżyciem wielce osobliwym. Nasuwa się więc pyta­
nie, czy na owych zjawiskach nie zaważyły również
względy psychologiczne.
Czy można było polubić rzeźbę we własnym domu?
Stawiając takie pytanie, trzeba przypomnieć, jak od­
miennych wrażeń i emocji dostarczały posągi i obrazy.
Obraz o pogodnej tematyce wnosił do mieszkania kli­
mat przytulnego ładu, ciepła, spokoju, refleksji lub ra­
dości. Malowidło religijne było przedmiotem kultu,
portret i scena historyczna odwoływały się do wspo­
mnień i przeszłości, a pejzaż i scena rodzajowa w kraj­
obrazie - gatunki bodaj najbardziej popularne - otwie­
rały niejako ściany domu, stwarzały iluzję przestrzeni,

„Posąg jest przezroczem,
duchowym widziadłem” .
Kilka przypomnień
o mitach i magii
skulptury*
poszerzały perspektywę, dawały pole do działania wy­
obraźni (znają dobrze to zjawisko współcześni dekora­
torzy wnętrz, używający ogromnych „pejzażowych” ta­
pet, imitujących perspektywę widokową). W domach
zamożnej inteligencji, ziemiaństwa i mieszczaństwa nie mówiąc już o kolekcjonerach - znajdowało się za­
zwyczaj wiele obrazów, zawieszanych w charaktery­
stycznym układzie XIX-wiecznej ekspozycji wypełnia­
jącej niemal całe ściany; rzeźb było nieporównanie
mniej.
W zestawieniu z malarstwem rzeźba dostarczała
przeżyć zgoła odmiennych. Inny wymiar przestrzenny
i materialny sprawiał, iż była ona bardziej rzeczą,
przedmiotem wyobcowanym z naturalnego otoczenia,
trójwymiarowym powtórzeniem żyjących istot; można
ją było ogarnąć nie tylko wzrokiem, lecz i dotykiem.
Te właściwości, nasuwające skojarzenia z atrapą,
z czymś nieruchomym, martwym i sztucznym, mogły
wzbudzać odczucia niepokoju, a nawet lęku (choć go­
dzi się przypomnieć, że i niektóre obrazy obrosłe trady­
cją potrafiły „straszyć”). Już sam zwyczaj zdejmowania
masek pośmiertnych był zabiegiem nieco niesamowi­
tym, jak gdyby powoływaniem zmarłych do powtórne­
go życia; w 1854 roku „Dziennik Warszawski” druko­
wał np. „nowelę grozy” o szalonym młodym rzeźbiarzu,
który odkopuje zwłoki ukochanej, by utrwalić jej rysy
w gipsowej masce.1
Posągi o łudzącej cielesności od stuleci wyzwalały
niepokojące poczucie, iż rzeźba nagle ożyje, poruszy
się, przemówi, a więc „wyjdzie” poza granice swego
przeznaczenia i naturalnego porządku rzeczy, że prze­
razi bądź uczyni coś złego (odwrotnym zjawiskiem by­
wało przekonanie o równie przerażających przemia­
nach żyjących istot w kamienne struktury). O powo­
ływaniu do życia rzeźbiarskich tworów - sporządza­
nych niekiedy przez Istoty Najwyższe - o ich szczegól­
nym kulcie, rozumieniu i przeżywaniu, mówią od­
wieczne mity, legendy, przekazy religijne i literackie,
funkcjonujące do dziś w przestrzeni kultury. Archetypicznym wątkiem jest np. biblijna opowieść o stworze­
niu Adama; Bóg ulepił jego ciało „z prochu ziemi”
i tchnął w niego życie;2 a zatem Adam (a później Ewa

97

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Niektóre opowieści o żywych posągach i ich dzia­
łaniach zawierały element wyjątkowej grozy. Przeraża­
jącym potworem był olbrzym Talos, człowiek z brązu,
potomek spiżowych ludzi powstałych z jesionów bądź
(wg innej wersji) wytwór Hefajstosa. Strzegł wybrzeży
Krety i gdy Sardyńczycy przybywali na wyspę, rozgrze­
wał się w ogniu i z upiornym uśmiechem gubił intru­
zów płomiennym uściskiem (stąd zwrot „sardoniczny
uśmiech”). Talos był osobliwie skonstruowany: miał
jedną żyłę przebiegającą od karku do stopy, gdzie za­
mykał ją metalowy zawór; ta jego cecha odnosi się do
rzeczywistej praktyki rzeźbiarskiej, a mianowicie do
znanej w starożytności metody odlewania posągów na
„wosk tracony”.10 Według jednego z podań Talosa
uśmierciła Medea usuwając mu zawór ze stopy i wy­
puszczając krew (tak jak wypuszcza się wosk z wypalo­
nej glinianej formy).
Specyficzną odmianą złowieszczych struktur rzeź­
biarskich były też statuy zwierzęce. W mitologii grec­
kiej występują np. ziejące ogniem spiżowe byki ujarz­
mione przez Jazona i słynny koń trojański, niby-rzeźba,
a zarazem machina wojenna kryjąca w sobie złowrogą
zasadzkę - zastęp wojowników greckich, którzy w jej
wnętrzu dostali się do Troi.
Jednym z niewielu pogodnych mitów o dominują­
cym wątku miłosnym była historia Pigmaliona i Ga­
latei. Król Cypru Pigmalion tak się rozkochał w po­
sągu Afrodyty, iż brał go do swego łoża (ten wątek
wskazuje na istnienie ceremonii symbolicznych za­
ślubił władców z wyobrażeniem bogini miłości).11
Według innej, popularniejszej wersji, król zakochał
się w wyrzeźbionym przez siebie posągu pięknej ko­
biety; na jego prośbę Afrodyta ożywiła, bądź nawet
wcieliła się w tę postać. Powołana do życia Galatea
poślubiła Pigmaliona i urodziła mu syna Pafosa.12
W epoce nowożytnej i w naszych czasach ta pełna
wdzięku legenda rozpowszechniła się szeroko i podle­
gała najróżniejszym adaptacjom. Czerpali z niej in­
spirację muzycy, malarze i pisarze, m.in. J. Ph. Rame­
au, L. Cherubini, F. Boucher, E. Burne-Jones,
J. J. Rousseau i B. Shaw.
Przeciwieństwem animacji była odwrotna transfor­
macja - „skamienienie” człowieka, zaklęcie go w mar­
twą, nieruchomą powłokę. I te magiczne metamorfozy
wywodzą się z odwiecznych tradycji i źródeł literackich.
Biblijna żona Lota zamienia się w słup soli, antyczna
Niobe po stracie swych dzieci kamienieje z bólu i zasty­
ga w granicie na górze Sipylos. Po zemście bogów do­
konanej na Niobe, nie było nikogo, kto pochowałby jej
zgładzone dzieci, bowiem Zeus wszystkich Tebańczyków pozamieniał w kamienie. Graves tak komentuje
wizualną metamorfozę nieszczęsnej matki: „Góra Sipylos była prawdopodobnie ostatnim siedliskiem kultu
tytanów w Azji Mniejszej, podobnie jak w Grecji Teby.
Posąg Niobe jest turnią przypominającą swym kształ­
tem postać ludzką, a gdy promienie słoneczne zimą pa­

uformowana z jego żebra) jawią się jako pierwsze rzeź­
by w dziejach ludzkości. Najwięcej mitów związanych
ze „sztuką posągową” wywodzi się z obszaru kultury
greckiej.3 Prometeusz - jeden z najszlachetniejszych
bohaterów mitologii helleńskiej, który cierpiał z miło­
ści do ludzi - stworzył pierwszego człowieka z gliny
i wód rzeki Panopeus w Fokidzie. Owa rzeźba została
ożywiona tchnieniem Ateny; według innej wersji
uczynił to Prometeusz, dając jej duszę z ognia niebie­
skiego. Hefajstos był twórcą żywego posągu Pandory,
pierwszej kobiety obdarzonej cudownymi przymiota­
mi, a zarazem sprawczyni wszystkich ziemskich nie­
szczęść uwolnionych z jej fatalnej puszki (a właściwie
glinianej kadzi, gr. pithos).4 Po Potopie ród ludzki od­
rodził się za sprawą Deukaliona i Pyrry; rzucali oni
odłamki skał na wymarłą ziemię i z owych głazów wy­
rastały figury człowiecze uformowane z żywych mięśni,
kości, skóry i żył pulsujących krwią, zdolne do życia
i działania - twarde kamienne pokolenie praojców
stworzone do trudu uprawiania ziemi i walki z żywio­
łami. Z postacią Hefajstosa - poza kreacją Pandory wiąże się też legenda o wykonanych przezeń automa­
tycznych posągach służebnic, które pomagały mu
w różnych czynnościach i były niejako pierwowzorami
dzisiejszych „robotów”. Ta fascynująca opowieść jest
zapisana w osiemnastej księdze Iliady.
Po pracy w swej kuźni - gdzie miał sporządzić zbro­
ję dla Achillesa - boski kowal
„chiton nałożył, do ręki krzepkie wziął berło i wyszedł,
mocno kulejąc. Iść władcy dopomagały służebne
złote, podobne zupełnie do młodych dziewcząt żyjących.
Twórca obdarzył je sercem, umysłem, głosem i siłą,
a nieśmiertelni bogowie dali im prac umiejętność.
Obok swojego stąpały władcy”.5

Legendarne początki rzeźbiarstwa greckiego zwią­
zane są z postacią mistrza wszelkich sztuk, Dedala.
W dedalowym micie powtarzają się relacje o niezwy­
kłym i poniekąd demonicznym aspekcie jego sztuki,
który przejawiał się w nadnaturalnej animacji
rzeźb.6 Wykonane przezeń posągi były łudząco podob­
ne do swych modeli, a nadto obdarzone zdolnością ru­
chu i życia (kapłani przywiązywali je w świątyniach do
ołtarzy, by nie uciekły). W jednym z podań o Herakle­
sie powiedziane jest, iż heros ujrzawszy własny posąg
zrobiony przez Dedala, uległ złudzeniu, uznał go za rywala-sobowtóra i z wściekłości rozbił kamieniem.7 Le­
genda o tajemniczej ruchliwości dedalowych postaci
tłumaczy się stylistycznymi przekształceniami rzeźby
greckiej, przejściem od hieratycznych, nieruchomych
posągów, do figur przedstawianych z jedną nogą wysu­
niętą naprzód, a więc jakby „idących” przed sie­
bie.8 Dedal był także wykonawcą drewnianych, rucho­
mych lalek (dziś powiedzielibyśmy: marionetek), któ­
re ofiarował rodzinie króla Minosa na Krecie.9

98

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

dają na pokrywającą ją czapę śniegu, można odnieść
wrażenie, że postać płacze”.13
Również w micie o Perseuszu odnajdujemy podob­
ne motywy. Heros ten walczył z Meduzą, której spoj­
rzenie obracało w kamienie zwierzęta i ludzi; nawet
widok jej martwej, uciętej głowy zamienił cały dwór
króla Polidektesa w nieruchome posągi (do dziś na pa­
miątkę tego wydarzenia pokazuje się na wyspie Serifos
półkoliście ułożone odłamki skalne)14.
Archetypiczne motywy owych antycznych prze­
mian przekształcały się w ciągu wieków w narodowe
lub lokalne mity i baśnie. Z mitologii celtycko-osjanicznej wywodzi się np. postać Druida skamieniałego,
a z podań średniowiecznych legenda o śpiących ryce­
rzach, związana m.in. z Tatrami i spopularyzowana
w Polsce (skalnego druida i tatrzańskich rycerzy malo­
wał m.in. Leon Wyczółkowski).
Legendy o rzeźbach obdarzonych cechami ludzki­
mi obecne są też w piśmiennictwie średniowiecznym
(ich fabuła odwołuje się często do tradycji antycznej).
W zbiorze moralizatorskich przypowieści znanych pod
nazwą Gesta Romanorum występuje np. cesarz Leo,
twórca poruszającej się figury, oraz Virgil, mąż uczony,
który na polecenie cesarza Tytusa sporządził figurę
głoszącą li tylko prawdę.15 Kris i Kurz przytaczają opo­
wieść o Albercie Wielkim, który miał być twórcą prze­
mawiającego posągu; rzeźbę tę zniszczył pobożny
mnich, mniemając iż jest ona pogańskim idolem.16
Również rzeźbom kultowym przypisywano niekiedy
cechy fizycznych przejawów życia i cudownego działa­
nia - głosu, ruchu, płynących łez lub potu. W Polsce
istniała np. legenda o krucyfiksie Stwosza z kościoła
Mariackiego w Krakowie - ukrzyżowany Chrystus
przemówił do pogrążonego w modlitwie bł. Świętosła­
wa (zwanego z łacińska Silentiariusem, zmarłego
w 1491 r.).17
W czasach nowożytnych czołowym przykładem
ożywionej i działającej rzeźby o uniwersalnym znacze­
niu symbolicznym był Posąg Komandora - Kamienny
Gość wymierzający sprawiedliwość Don Juanowi. W e­
dług hiszpańskich podań, kłamliwy, wiarołomny, wy­
stępny Don Juan zabił w pojedynku Komandora, ojca
uwiedzionej przez siebie dziewczyny; powodowany py­
chą zaprosił na wieczerzę wystawiony zmarłemu posąg,
który przybył na ucztę i porwał go do czeluści piekiel­
nych. Kamienny Gość jest uosobieniem okrutnej kary,
a zarazem symbolem pierwiastka porządkującego
i prostującego nieprawości świata. N a początku XVII
wieku postacie Don Juana i Komandora wprowadził
do literatury przeor dominikanów, dramatopisarz Tir­
so de Molina (około 1618 r.). Później ów legendarny
temat przewijał się nieraz w literaturze i muzyce; ko­
rzystali zeń m.in. Molier, C. Goldoni, J. Zorilla,
A. Puszkin, W. A. Mozart, A. Dargomyżski.
Z wieku XVI pochodzi podanie o Golemie. W e­
dług żydowskiej tradycji Golemy to postacie ulepione

z gliny, ożywione przez położenie na ich oczy lub usta
tetragramu - niewypowiadalnego imienia Boga. Istoty
te nie były jednak „prawdziwymi” ludźmi, gdyż nie
umiały myśleć, mówić i nie mogły płodzić potomstwa.
Golema-olbrzyma stworzył dla obrony prześladowa­
nych Żydów - Liwa Ben Becalel, praski rabin, astro­
nom, kabalista i alchemik cesarza Rudolfa II. Jednak
jego nadludzka siła i niszczycielskie działanie w mo­
mentach ślepego szału sprawiły, iż rabin musiał go uni­
cestwić. Golemowy temat pojawił się w literaturze
modernistycznej, a później funkcjonowały różne jego
parafrazy. W 1915 roku „fatalistyczną” powieść o Go­
lemie napisał Gustav Meyrink (wydania polskie
w 1919 i 1958 r.). N a kanwie tego utworu nakręcono
dwa filmy: niemy obraz niemiecki P. Wegenera
i H. Galeena (1920 rok) i dźwiękowy film francuski
J. Duviviera (1937 rok). Inny motyw potwora stwo­
rzonego przez człowieka (oparty na sensacyjnej powie­
ści Mary Shelley Frankenstein or the Modern Prome­
theus, 1818) po stu latach powrócił w historii kina ja­
ko prototyp postaci przerażających żywych trupów
prześladujących ludzi i był później powielany w serii
tak zwanych Frankensteinów.
Powszechna w XIX stuleciu znajomość kultury sta­
rożytnej i kult dla antyku były źródłem oczarowania
i inspiracji dla niemal wszystkich ówczesnych twórców
- niezależnie od ich poglądów i orientacji artystycznej.
Ortodoksyjni klasycy programowo przestrzegali uświę­
conych tradycją zasad i trzymali się ścisłych reguł
określonych smakiem epoki (zwłaszcza w malarstwie
i rzeźbie l. połowy wieku). Romantycy chętnie nawią­
zywali do cudownej imaginacji starożytnych, swobod­
nie adaptując przekazy historyczne i mity z odległej
przeszłości; temat, kostium czy motyw antyczny bywał
nieraz tylko pretekstem do wyrażania romantycznych
emocji, fantazji i wzruszeń.
Typowym dziełem literackim, w którym splata się
wątek o klasycznym rodowodzie z wyobraźnią roman­
tyczną, a który porusza fantastyczny temat ożywionej
rzeźby, jest nowela Prospera Merimée Wenus z Ule.
Akcja utworu rozgrywa się w miasteczku Ille, nieopo­
dal Perpignan, w 1. połowie XIX wieku; znaleziono
tam w ziemi „posąg z miedzi, dużą czarną kobietę [...]
która patrzy na człowieka wielkimi białymi oczami”.
N a podstawie posągu widniała sygnatura Myrona
i ostrzegający napis Cave amantem. Mieszkańcy Ille
(wśród których byli i znawcy sztuki) podziwiali rzeźbę
bogini, jej kształty, oblicze i oczy inkrustowane sre­
brem, które zdawały się emanować życiem. Jednak
z upływem czasu statua zaczęła budzić lęk. Oglądający
dostrzegli w obliczu Wenus mistrzowsko oddany „ka­
prys graniczący ze złością; wzgarda, ironia, okrucień­
stwo malowały się na [tej] twarzy niewiarygodnie
pięknej”. Nadto Wenus objawiła aktywność, zmienia­
ła pozy, zginała kończyny i wyrządzała szkody i krzyw­
dy - rzucała kamieniem, okaleczała ludzi. Tymczasem

99

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Nr 1. Rosso Fiorentino, Pandora otwierająca puszkę, rysunek
piórem, 1530-1540, reprodukcja z archiwum autorki.
Nr 2. Jean-Pierre Cortot, Pandora, marmur, 1819, Lyon,
Musée des Beaux-Arts, reprodukcja z archiwum autorki.

100

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Nr 3. Niobe, marmur, kopia rzymska z I w. n.e.
wg oryginału greckiego z IV w. p.n.e.,
Nieborów-Pałac, prof. Janusz Moniatowicz.
Nr 4. Antonio Canova, Paolina Bonaparte jako
Wenus zwycięska, marmur, 1804-1808, Rzym,
Galeria Borghese, reprodukcja z archiwum
autorki.

3

101

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

w Ille przygotowywano się do ślubu dwojga młodych
mieszkańców miasteczka. Narastająca obsesja i poczu­
cie nieszczęścia towarzyszące fatalnej figurze sięgnęło
szczytu i sfinalizowało się podczas nocy weselnej. Po­
sąg z głuchym łoskotem przybył do nowożeńców i - ni­
by spiżowa kochanka zazdrosna o młodą żonę - zadła­
wił w straszliwym uścisku pana młodego, po czym
„wstał z łoża, porzucił trupa i wyszedł” (zakończenie
historii mściwej Wenus przywodzi na myśl poczynania
mitycznego Talosa). Po tych dramatycznych zajściach
kazano „przetopić posąg na dzwon, ale nie służyło to
miastu. Od czasu jak dzwoni, wino zmarzło dwa razy”.18
Polscy pisarze, uczeni i artyści doskonale znali
dzieje i mity starożytne. Wśród rzeźbiarzy możemy tu
wymienić np. Jakuba Tatarkiewicza, który w Przewod­
niku sztuki rzeźbiarskiej wielokrotnie powoływał się na
mitologię (choć nie bez zastrzeżeń; uważał bowiem, że
niektóre jej wątki są zbyt drastyczne, „pełne wad i plu­
gastw”).19 Wykształceni twórcy czytali Homera, Hezjoda, Pliniusza Starszego, Diodora Sycylijskiego, Pauzaniasza, Tacyta i Owidiusza, którego Metamorfozy
przynosiły szczególnie wiele opisów przemian i perype­
tii antycznych bóstw i herosów.
Cyprian Norwid, który pasjonował się mitologią,
czytał zarówno wiele tekstów starożytnych, jak
i współczesne opracowania (np. znane naówczas dzie­
ło Alfreda Maury’ego, La magie et l’astrologie dans l’antiquite et au moyen age, Paris 1860). W Notatkach z mi­
tologii, Norwid odnotował m.in. mit o stworzeniu czło­
wieka: „[...] Prometeusz tworzy posąg z gliny - od
słońca zapala ducha i ożywia posąg z pomocą Minerwy...”20
W 1829 roku młody Odyniec, zwiedzając z A da­
mem Mickiewiczem pracownię Thorvaldsena w Rzy­
mie, z zachwytem opisywał swoje wrażenia: „Rzekłbyś,
że [jest tu] jakaś fabryka prometeuszowska, tylu tu
uczniów po kątach, kopiując mistrza lepi różnych czło­
wieczków z gliny. Tyle ludzkich postaci wyrasta mniej
więcej z marmuru, pod dłutem ociosujących go robot­
ników, jakby tylko co przeszli tędy Deukalion z Pyrrą.
Patrząc zaś na ten tłum odlewów z gipsu, będących wi­
zerunkami dzieł mistrza po całej kuli ziemskiej rozsia­
nych, możesz się znów wyobrażać w zaklętym gmachu
jakiegoś czarodzieja z bajki, który gości swych w ka­
mień zamienia [...]”21
Mityczne opowieści zamieszczał w swych rozważa­
niach estetycznych Józef Kremer; pisał on m.in. o Dedalu, mistrzu „zrodzonym z mgły porannej mitów”, któ­
rego posągi „chodziły, patrzyły, mówiły”. Dedal, prasz­
czur wszystkich mistrzów, władał „mocą nadziemską,
nadludzką, cudotworną [...] on budził życie, mowę
i wzrok w martwych figurach!”22 Karol Libelt przypo­
mniał w swej Estetyce „powieść o Pigmalionie [która]
najlepiej alegoryzuje sztuk plastycznych cudowność”.23
Istotną innowacją w dziewiętnastowiecznej myśli
o rzeźbie było nadanie jej cech metafizycznych, przy­

miotów żywego ducha. Stało się to za sprawą Georga
Wilhelma Friedricha Hegla, który i w odniesieniu do
skulptury zastosował swą słynną teorię ducha absolut­
nego, stale obecnego i działającego we wszechświecie.
W obszernym rozdziale Estetyki, poświęconym rzeźbie,
tak wykładał swoją doktrynę: „Duch jest bytem dla
siebie życia świadomego i samowiednego, z wszystkimi
uczuciami, wyobrażeniami i celami takiego świadome­
go istnienia [...] Cielesność rzeźby jest tym czynni­
kiem, poprzez który rzeźba czyni pierwiastek duchowy
czymś rzeczywistym w przestrzennej totalności, ma bo­
wiem postać cielesną przysługującą duchowi [...]
W rzeźbie spełnia się w ogólności ten cud, iż duch
wciela się w czynnik czysto materialny i zewnętrzność
tę w ten sposób kształtuje, iż sam staje się w niej dla
siebie obecny i rozpoznaje w niej postać adekwatną
swemu własnemu wnętrzu [...]24
Myśli Hegla rozwijali w Polsce jego uczniowie
i kontynuatorzy: Józef Kremer, Karol Libelt i Henryk
Struve. Tezy Kremera, formułowane bardziej przy­
stępnie (i z prawdziwie literacką swadą), jeszcze silniej
wyrażały poczucie jedności posągu z ożywiającym go
duchem i akcentowały jego szczególną, niemal ma­
giczną zdolność oddziaływania na widza. „Mistrz wcie­
la treść ducha w dzieła sztuki. [W nich] duch, co nie
zna granic, ani czasu, ani przestrzeni, wstąpi w mate­
rię, pojawi się oczom, przemówi do słuchu, do zmy­
słów śmiertelnych człowieka i nawzajem materia głu­
cha i martwa, teraz duchem obudzona, zadrga w sobie,
roztworzy oczy, zapuka ciepłym sercem i spojrzy na
człowieka nieskończoności spojrzeniem [...] Posąg ca­
ły, jego części, organa rozwinięte, zwiastują życie
i swobodę, przeniknione są duchem, duch w nich jest
jakby dotykalny - cały posąg jest przezroczem, ducho­
wym widziadłem; cała powierzchnia posągu, nawet
szata, jest wcielonym duchem. Stąd też trafnie ktoś
wyrzekł, że posąg tysiącem oczów na widza patrzy”.25
Libelt w podobny sposób pojmował charakter
skulptury, lecz odwrócił znaną myśl Kremera, twier­
dząc, iż posąg to nie duch ucieleśniony, ale ciało udu­
chowione. W interpretacji powiązań ducha i materii
najdalej posunął się Struve. Wierzył on, że posąg ma
niejako „z góry” nadaną rzeczywistą witalność i tak jak
każda materia (np. kamień czy kryształ) posiada życie
i „czucie”, o którym my, ludzie, nic wiedzieć nie może­
my. Czyż mamy prawo powiedzieć, „że istotą tak zwa­
nej materii jest brak czucia, myśli i dążenia, brak du­
chowego pierwiastka? Bynajmniej”. Gdy zachwycamy
się posągiem wykutym z twardego marmuru, „przeczuć
nie można wcale, że czuje, myśli, pragnie”.26 Stąd już
tylko krok dzieli przeżycie estetyczne od wiary w meta­
fizyczne i magiczne właściwości dzieła rzeźbiarskiego.
N a marginesie warto odnotować charakterystycz­
ne zjawisko powiązane z rzeźbieniem postaci ludzkiej z reguły zupełnie prymitywnej - służącej zabiegom ma­
gicznym. Od stuleci, wśród różnych ludów, istnieje

102

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Edward Burne-Jones, Pigmalion przed posągiem Galatei, olej, 1878, Birmingham Museum,
reprodukcja z archiwum Mieczysława Paszkiewicza.

praktyka lepienia lub strugania figurek, które następ­
nie przebija się ostrymi narzędziami, uszkadza lub nisz­
czy. Tym sposobem unieszkodliwia się wroga, jeśli bo­
wiem okaleczy się lub zniszczy wizerunek, dozna
krzywdy również wyobrażony w nim człowiek.27
Dziewiętnastowieczna myśl estetyczna i teorie pol­
skich heglistów, a także wszechobecna tradycja i pa­
mięć o antycznych mitach, przyczyniły się do stworze­
nia szczególnego klimatu wokół sztuki rzeźbiarskiej,
który uwidocznił się m.in. w literaturze 2. połowy XIX
i początku XX wieku. Pisarze polscy podejmowali nie­
kiedy tematy, w których znaczącą rolę odgrywały dzie­
ła rzeźbiarskie lub losy artystów. Czasem zaznaczały się
w nich nastroje pesymistyczne (Nowy gladiator Walerii Morzkowskiej, Lux in tenebris lucet Henryka Sien­
kiewicza, Anioł śmierci Kazimierza Przerwy Tetmaje­

ra), kiedy indziej autorzy wprowadzali do fabuły po­
wieści pogodne wątki miłosne - ich bohaterowie ob­
darzali uczuciem posągi. W Quo vadis? Sienkiewicza,
Eunice całuje i adoruje posąg Petroniusza jak żywego
kochanka, w Lalce Prus opisuje fantastyczne omamy
erotyczne, jakich doznaje jego bohaterka. Izabela Łęc­
ka „raz zobaczyła w pewnej galerii rzeźb posąg Apolli­
na, który na niej zrobił tak silne wrażenie, że kupiła
piękną jego kopię i ustawiła w swoim gabinecie. Przy­
patrywała mu się całymi godzinami, myślała o nim i...
kto wie, ile pocałunków ogrzało ręce i nogi marmuro­
wego bóstwa?... I stał się cud: pieszczony przez kocha­
jącą kobietę głaz ożył. A kiedy pewnej nocy zapłakana
usnęła, nieśmiertelny zstąpił ze swego piedestału
i przyszedł do niej w laurowym wieńcu na głowie, ja­
śniejący mistycznym blaskiem.

103

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Edward Burne-Jones, Pigmalion i Galatea, olej, 1878, Birmingham Museum, reprodukcja
z archiwum Mieczysława Paszkiewicza.

Siadł na krawędzi jej łóżka, długo patrzył na nią
oczyma, z których przeglądała wieczność, a potem ob­
jął ją w potężnym uścisku i pocałunkami białych ust
ocierał łzy i chłodził jej gorączkę.
Odtąd nawiedzał ją coraz częściej i omdlewającej
w jego objęciach szeptał on, bóg światła, tajemnice
nieba i ziemi, jakich dotychczas nie wypowiedziano
w śmiertelnym języku. A przez miłość do niej sprawił
jeszcze większy cud, gdyż w swym boskim obliczu ko­
lejno ukazywał jej upiększone rysy tych ludzi, którzy
kiedykolwiek zrobili na niej wrażenie”.28
Odniesienia do rzeźb bądź przyrównywanych do
nich ludzi pojawiały się też w teatrze. Świadczą o tym
już same tytuły sztuk (rodzimych i obcych autorów)
wystawianych na scenach polskich, m.in.: Głowa brą­
zowa, Kobiety z kamienia, Posąg, Żywy posąg.29 W 1880

roku bardzo dobrze został przyjęty dramat Wacława
Szymanowskiego Posąg wystawiony na scenie warszaw­
skiego Teatru Wielkiego. Szymanowski, utalentowany
publicysta, krytyk i dramaturg (ojciec sławnego później
rzeźbiarza), napisał - rzec można - „modelowe” dzieło
o powiązaniu ludzkich losów z tworami skulptury,
o kobiecie-rzeźbie naznaczonej piętnem zła i przewrot­
ności. W dramacie tym - przesyconym niemal moder­
nistyczną ekscytacją - żona ubogiego rzeźbiarza Carla
„podobna do lśniącego białością, marmurowego posą­
gu [...] niszczy i szerzy zło dokoła siebie, roznosi z sobą
moralną zgniliznę i gubi wszystkich, co się z nią zetkną,
jak plaga, jak zaraza”.30 Pojawia się tu echo przekształ­
conego, jakby „odwróconego” mitu o Pigmalionie i Ga­
latei. Carlo zabija w napadzie szaleństwa wiarołomną
żonę, przebraną dla szyderstwa za figurę z pomnika:

104

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

„Tak, to posąg... siłą
Nieczystą z martwej wykowany skały!
Tam nie ma życia, tam duszy nie było.
Tam żadne ludzkie uczucia nie drgały...
Gdzieś w głębi pieczar, pod opoką ciemną.
On spał, odwiecznym przysypany pyłem;
Jam go wygrzebał... niech runie wraz ze m ną!” 31

Jedną z najpiękniejszych i najbardziej przejmują­
cych wizji literackich o ożywionych posągach stworzył
Stanisław Wyspiański w dramacie Akropolis (1904 r.).
Miejscem wydarzeń jest wzgórze wawelskie, pojęte ja­
ko polskie Akropolis - znak przeszłości i chwały naro­
du. Poeta powołał do życia figury z nagrobków katedry
wawelskiej: Klio, Pannę i Czas z monumentu biskupa
Kajetana Sołtyka (dzieła Piotra Aignera), Niewiastę-Załobnicę z pomnika Stanisława Ankwicza (dłuta
Francesca Pozzi), Panią-Rozpaczającą Płaczkę z na­
grobka Michała Skotnickiego (dłuta Stefana Ricci),
posąg Włodzimierza Potockiego (dłuta Bertela Thorvaldsena) i Anioły podtrzymujące trumnę świętego
Stanisława - teraz uwolnione od swego ciężaru, rwące
się do lotu i życia. Wszystkie te postacie powstają z na­
grobnych sarkofagów w Wielką Noc Zmartwychwsta­
nia, gdy „stał się moment wielki czaru” i przyszedł czas
na rozrachunek między przeszłością a przyszłością, bó­
lem a miłością, rozpaczą a nadzieją.32 Klio wspomina
dawne dzieje i jest figurą pamięci. Panna porzuca ro­
jenia o przeszłości i wzywa do życia. Niewiasta z na­
grobka Ankwicza tajemną mocą uwalnia się z kamien­
nych okowów i marzy o letnim krajobrazie wyrzeźbio­
nym u jej stóp na cokole pomnika:
O strato!
O strzaskana kolumno!
O trumno,
czyliżeś wszystko szczęście skryła?
O lato!
0 skoszone zboże,
Któż to cię wiąże w snopy
1 rzuca snopy n a wicher?
Skąd ten wicher dmie? - co porywa?33

Anioły wiodą dialog z Amorem, Niewiastą i Panią
z pomnika Skotnickiego; sołtykowa Panna wymienia
miłosne zaklęcia z przebudzonym ze snu Włodzimie­
rzem Potockim. Tylko Tempus czuwa nad upływają­
cym czasem. Treść dramatu Wyspiańskiego odwołuje
się do najogólniej pojętych losów ludzkich i spraw oj­
czystych; jego przesłanie głosi wolę życia, trwania i od­
rodzenia narodu - który przecież kiedyś zmartwych­
wstanie.
Swoistym przekształceniem i odmianą „prawdzi­
wej” skulptury jest zatarcie granicy między artystycz­
nie zinterpretowaną, „posągową” figurą ludzką
a utworami quasi-rzeźbiarskimi: lalkami, kukiełkami,

manekinami. Miały one - i mają do dziś - swoje miej­
sce w sztuce widowiskowo-teatralnej i budzą określo­
ne emocje (im większa jest animowana figura, tym sil­
niejsze sprawia wrażenie). Istniały też utwory scenicz­
ne, których bohaterami były „żywe” lalki grane przez
aktorów i tancerzy: najbardziej znanym widowiskiem
tego typu był balet Wieszczka lalek Josefa Beyera, wy­
stawiony po raz pierwszy w Wiedniu (1888), później
grany przez balety Diagilewa w Londynie (1919). Jego
warszawska premiera odbyła się w 1891 roku; w okre­
sie dwudziestolecia międzywojennego balet ten nie
schodził niemal z repertuaru Teatru Wielkiego.34
W pierwszych dekadach XX wieku, na fali ekspresjonizmu, literacka interpretacja dzieł rzeźbiarskich
i ich niesamowitych poczynań nabrała szczególnie na­
silonego wyrazu. Sztandarowym przykładem ekspresji
spotęgowanej do rozmiarów horroru (godnej wyobraź­
ni Edgara Allana Poe) była twórczość Gustava Meyrinka. Oprócz wspomnianej już powieści z 1915 roku
(w której Golem po kilku wiekach znów zjawia się
wśród ludzi),35 Meyrink napisał kilka fantastycznych
opowiadań o niewytłumaczalnej, nadprzyrodzonej na­
turze rzeźb i ich złowieszczym oddziaływaniu na ludzi.36 Było to istne literackie panopticum, zbiór wszel­
kich okropności. W jednej z nowel gipsowe popiersie
wypełnione jest mózgiem żywego człowieka, który gi­
nie wraz z rozbitą rzeźbą; w innej upiorny rzeźbiarz,
„duchowy trup, biały Murzyn”, dusi swych modeli bły­
skawicznie twardniejącymi maskami. W Gabinecie fi­
gur woskowych tańczy kobieta poruszana dziwną ma­
szynerią, ruszają się i wydają dźwięki magnetyczne
bliźnięta spreparowane z jednego dziecka, spoglądają
trzy ucięte (ale żywe) głowy, a pod szklanym wiekiem
trumny umiera sztuczny (?) człowiek przeszyty kulą ar­
matnią. Wszystkie te istoty są zarazem woskowymi
rzeźbami i „żywymi” zwłokami animowanymi za pomo­
cą tajemnych praktyk Wschodu. W Kwiatach doktora
Cinderelli, bohatera noweli prześladuje mały czarny
posążek wygrzebany w Tebach, który wzbudza w nim
„upiorne niepokoje i wysysa zeń moc żywotną [...].
Może w bezmiarach bezcielesnego bytu - roi Cinderelli - stoi spiżowy posąg demona, który pragnie, byśmy
byli do niego podobni i stali się jego sobowtórami?”
Niebawem półobłąkany doktor zostaje przeniesiony
tajemną siłą statuetki do jakiegoś domu, gdzie cała
ściana pokryta jest „rzeźbiarską” dekoracją złożoną
z „pnącej sieci krwawych żył, z których niby jagody
wykwitały setki wybałuszonych oczu”. Paraliż i śmierć
doktora Cinderelli kończą jego zmagania z fatalną figurą.37
Czy można było polubić rzeźbę we własnym domu?
W naszych czasach przerażenie człowieka w ze­
tknięciu z rzeźbą, odczuwaną jako martwe ciało, suge­
stywnie oddał kubański pisarz Alejo Carpentier w po­
wieści Królestwo z tego świata. Jej akcja rozgrywa się na
początku XIX wieku. Murzyn Soliman, dawny masaży-

105

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Gustave Janet, Posąg Komandora i Don Juan, ilustracja do opery Mozarta Don Giovanni,
XIX w., reprodukcja z archiwum autorki.

sta Pauliny Bonaparte, ogląda nocą w pałacu Borghese
posąg Wenus Zwycięskiej Canovy, do którego pani jego
ongiś pozowała. Dotyka on statuy nagiej bogini i „ta
podróż rąk odświeżyła mu pamięć, przynosząc obrazy
z bardzo daleka. Znał niegdyś, w innych czasach dotyk
tego ciała [...]. Nagle jednak chłód marmuru przenika­
jąc do palców, ściskając je obcęgami śmierci, unieru­
chomił go w pół krzyku. Zakręciło mu się w głowie.
Ten posąg powleczony żółtym blaskiem latarni był tru­
pem Pauliny Bonaparte. Trupem zesztywniałym przed
chwilą, przed chwilą pozbawionym pulsu i spojrzenia,
trupem, którego można by jeszcze przywrócić do życia.
Straszliwym głosem, jakby coś rozdzierało mu się
w piersiach, Murzyn zaczął krzyczeć, rzucać wezwania
obiegające echem sale pałacu Borghese. I wyglądał
w tej chwili tak dziko, tak mocno uderzały jego pięty
w sufit kaplicy na dole, wydobywając z niej dźwięki
bębna, że przerażona służąca uciekła schodami w dół,
zostawiając Solimana oko w oko z Wenus Canovy”.38
A dziś? Dziś tak jak i dawniej budzą w nas nieswo­
je uczucia łudząco odtworzone postacie z gabinetów fi­
gur woskowych, które nie bardzo wiadomo, czym są
naprawdę - rzeźbami, atrapami, manekinami? A we
współczesnych filmach science fiction straszą nas oży­
wione, człekokształtne roboty, które wymknęły się
spod kontroli ludzi i które w niczym nie przypominają
posłusznych służek Hefajstosa.

Przypisy
*

1

Niniejszy tekst jest zmienioną i poprawioną wersją artykułu
opublikowanego w roczniku „Rzeźba Polska”, 1987, Centrum
Rzeźby Polskiej w Orońsku, s. 247-252
Mere, Los i artysta. Zarys z życia rzeźbiarza. „Dziennik Warszaw­

ski”, 1854 nr 54, s. 6; nr 57, s. 3-4; nr 58, s. 6
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z ję­
zyków oryginalnych opracował zespół polskich biblistów pod
red. Benedyktynów Tynieckich. Poznań 1965, W ydawnic­
two Pallotinum: Księga Rodzaju, 2, 7. W dawnym tłumacze­
niu księdza J. W ujka wers ten brzmi „ulepił człowieka z m u­
łu ziemi”.
3 Zob. R. Graves, Mity greckie, przełożył H. Krzeczkowski, wstę­
pem opatrzył A. Krawczuk, Warszawa 1968 (tam literatura źró­
dłowa). W pracy tej Graves prezentuje i omawia m.in. podsta­
wowe mity dotyczące „żywych” posągów.
4 O przekształceniach tematu Pandory od średniowiecza do cza­
sów współczesnych zob. D. and E. Panofsky, Pandora’s Box. The
Changing Aspects of a Mythical Symbol, London 1956
5 Homer, Iliada, przełożyła K. Jeżewska, wstępem i komentarzem
opatrzył J. Łanowski, Warszawa 1999, s. 334 (Pieśń VIII, wersy
416-421).
6 Relację o poruszających się rzeźbach Dedala podaje m.in. Dio­
dor Sycylijski, zob. Diodorus Siculus, Loch Classical Library,
Books IV, 76, translated by C. H. Oldfather. London 1952
7 Graves. op. cit., s. 289
8 Homer, Iliada, op. cit., s. 471 (komentarz).
9 Graves, op. cit., s. 271
10 Jw., s. 290-293. O Talosie zob. też J. G. Frazer, Złota gałąź, prze­
łożył H. Krzeczkowski, przedmowę napisał J. Lutyński, Warsza­
wa 1962, s. 248
11 Frazer, j. w., s. 291-292
12 Graves, op. cit., s. 199; I. Trencsenyi-Waldapfel, Mitologia, z wę­
gierskiego tłumaczył J. Ślaski, Warszawa 1967, s. 185-186
13 Graves, op. cit., s. 241
2

106

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

14 Jw., s. 223-225
15 Gesta Romanorum or Entertaining Moral Stories (tłumaczył
z języka łacińskiego Ch. Swan), New York (b.d.), Dover pu­
blications, edited W. Hooper, Tale VIII, s. 15-17, Tale LVII,
s. 96-99
16 E. Kris, O. Kurz, La leggenda dell’artista, Presentazione di E. Castelnuovo, prefazione di E. Gombrich. Torino 1991, Rozdz. II:
L ’artista mago, s. 79
17 S. Dettloff, Wit Stwosz, t. 1, Wrocław 1961, s. 6l; P. Pencakowski, Kamienny krucyfiks Wita Stwosza w kościele Mariackim
w Krakowie. „Folia Historiae Artium”, XXII, 1986, s. 53
18 P. Merimée, Wenus z Ule i inne opowiadania [nowelę tytułową
przełożył T. Boy Żeleński], Katowice 1958. s. 3-36
19 Przewodnik sztuki rzeźbiarskiej skreślony przez Jakóba Tatarkiewi­
cza Prof. Rzeźbiarstwa w R-1852/3, s. 210, Rkps Biblioteki Ja ­
giellońskiej, sygn. nr 3553
20 C. Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem i uwa­
gami krytycznymi opatrzył J. W. Gomulicki, t. 7: Proza, część
druga, Warszawa 1973, s. 293. Wykaz lektur Norwida podaje J.
W. Gomulicki w komentarzu do Notatek z mitologii, j. w., s. 688­
698
21 List A. E. Odyńca do Juliana Korsaka z 25 XI 1829 r. [w:] A.
E. Odyniec, Listy z podróży, opracowali M. Toporowicz i M.
Dernałowicz, t. 2, Warszawa 1961, s. 18-19
22 J. Kremer, Grecya starożytna i jej sztuka, zwłaszcza rzeźba, Po­
znań 1868, s. 31, 133, 137
23 K. Libelt, Estetyka czyli umnictwo piękne, t. 1, część ogólna, Pe­
tersburg 1854 (wyd. II), s. 376
24 G. W. F. Hegel, Wykłady o estetyce, przekład J. Grabowskiego
i A. Landmana, objaśnieniami opatrzył A. Landman, t. 2, W ar­
szawa 1966, s. 436, 450, 457
25 J. Kremer, op. cit., s. 85, 110. O estetyce Kremera pisał P. Szu­
bert w: A. Melbechowska-Luty, P. Szubert, Posągi i ludzie. A n­
tologia tekstów o rzeźbie 1815-1889, t. 1, część 1, Warszawa
1993, s. 46-50
26 H. Struve, Synteza dwóch światów. Szkic filozoficzny, Warszawa
1876, s. 33, 34
27 Frazer, op. cit., s. 39-40
28 B. Prus, Lalka, Warszawa 1977, t. l, s. 68-69 (wyd. PIW).
29 Wcześnie wystawionymi utworami o „rzeźbiarskim” tytule by­
ły: sztuka Głowa brązowa autorstwa J. B. A . Hapde (pseud.
Augustin) pokazana w Warszawie w 1810 r. i we Lwowie
w 1814 r. oraz balet J. Elsnera Dwa posągi (w układzie
L. Thierry), grany z wielkim powodzeniem w Teatrze N arodo­
wym w l818 r. Następnie w Warszawie wystawiono sztuki: Ko­
biety z kamienia T. Barriére i L. Thibousta 1854 i 1863 r., Po­
sąg W. Szymanowskiego, 1880 r. i Żywy posąg T. Cicogni,
1890 r. Zob. E. Szwankowski, Repertuar teatrów warszawskich
1814-1831, Warszawa 1973; H. Secomska, Repertuar war­
szawskich teatrów rządowych 1863-1890, Warszawa 1971
(mpisy powielane).
30 Cytat z recenzji M. Gawalewicza: Przegląd teatralny. Posąg, dra­
mat w 3 aktach Wacława Szymanowskiego, „Tygodnik Ilustrowa­
ny”, 1880 półr. II, s. 407
31 W. Szymanowski, Posąg, dramat w 3 aktach [w:] Poezye i dramata, Warszawa l884, s. 223
32 S. Wyspiański, Akropolis [w:] S. Wyspiański. Dzieła, pierwsze
wydanie zbiorowe w opracowaniu A . Chmiela i T. Sinki, t. 4:
Dramaty, Warszawa 1927, s. 449-619, Wstęp s. CXXXIV-CXLI. Zob. też L. Jabłonkówna, „Akropolis”, „Teatr”, 1960,
nr 4, s. 4-7
33 Wyspiański, Akropolis, jw., s. 461. Fryz wykonany przez F. Pozzi na nagrobku Ankwicza, przedstawia rzadki w rzeźbie neoklasycznej motyw pejzażowy. W idyllicznym krajobrazie stoją i sie­
dzą płaczki, putta wiążą snopy, a trzy anioły owiane podmu­

34
35
36

37
38

chem wiatru unoszą się w pląsie pośród zboża. Por. T. Dobro­
wolski. Rzeźba neoklasyczna i romantyczna w Polsce, Wrocław
1974, s. 84; K. Mikocka-Rachubowa, Canova, jego krąg i Polacy
(około 1780-1850), t. II - Katalog, Warszawa 2001, s. 248-249
I. Turska, Przewodnik baletowy, Kraków 1973, s. 38-40
G. Meyrink, Golem, przełożył Antoni Lange, Kraków 1958
G. Meyrink, Gabinet figur woskowych i inne opowiadania, przeło­
żył H. Salz, Przemyśl 1922 [pierwsze wydanie w języku niemiec­
kim pochodzi z 1907 r.].
Jw., s. 55-64
A. Carpentier, Królestwo z tego świata, tłumaczyła K. W ojcie­
chowska, Warszawa 1968, s. 111-112. N a wątek opowieści
o Solimanie, zawartej w powieści Carpentiera, naprowadził
mnie tekst W. Juszczaka: Wstęp do wydania polskiego, [w:] H.
Honour, Neoklasycyzm, przełożył W. Juszczak, Warszawa 1972,
s. 10-11

Władysław Hasior, Posąg Komandora do inscenizacji Don
Juana Moliera, Wrocław, Teatr Polski, 1970, fot. Grażyna
Wyszomirska

107

�i

T o łw

I

2

Il. 1 Walka Izraelitów z Amalekitami, Roman Śledź
Il. 2 Jezus opada pod krzyżem, Roman Śledź

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10413" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10391">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2eecc9711c53a74aea18cd2bb6f1dd86.pdf</src>
        <authentication>859ea51641029296690733e1c8d7ad8f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123813">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123814">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123815">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123816">
                <text>fotografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123817">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5815</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123818">
                <text>Formy duszy/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123819">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005, t.59 z.4, s.115-127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123820">
                <text>Czachowski, Hubert</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123821">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123822">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123823">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123824">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123825">
                <text>latach 60. zaistniałeś w bardzo ważnym
ciągu działań artystycznych, jakie miały
miejsce w Toruniu, a ich zwieńczeniem
było związanie się ze słynną już wtedy grupą foto­
graficzną Zero-61. Wyglądało na to, że droga na
szczyt artystyczny jest otwarta. Ale Ty coraz bar­
dziej się ograniczałeś, pod koniec lat 70. znalazłeś
wieś Osiek nad Wisłą i zacząłeś pracować, także ar­
tystycznie, na rzecz tego małego, lokalnego środo­
wiska. Co o tym zdecydowało?

W

Podczas plenerów w latach 70. zrobiłem nawet ta­
ką pracę Ucieczka z Torunia. Czy to była ucieczka od
sztuki, którą bym robił w Toruniu? Pewnie tak. Byłem
przerażony. Czułem pustkę, nie miałem już bodźców
do tworzenia, to było mielenie piachu. Do tego doszło
gorzkie doświadczenie stanu wojennego. Dlatego mu­
siałem wrócić do spraw dzieciństwa, moich światów,
które są osadzone w człowieku, w rodzinie, w pejzażu.
To są dla mnie wartości największe, najważniejsze.
Stąd lepiej widzę zgiełk miasta, anonimowość miesz­
kańców, zawrotne tempo ulic, nad którym czuwa mo­
numentalny i liryczny zarazem toruński gotyk. Tym
bardziej że tyle lat w prasie pracowałem, i to może jesz­
cze bardziej mnie wypaczyło.

Stałeś się artystą zawieszonym pomiędzy awan­
gardą a kulturą ludową. Z czego to wynika?
Moje obecne działania artystyczne wypływają z
pracy ludzi mieszkających w Osieku. Przeżyłem szok,
gdy tutaj przyjechałem i spotkałem autentycznych,
odizolowanych twórców - rzeźbiarza Józefa Kamińskiego, plecionkarza Juliana Orenta i jego żonę, hafciarki Barbarę Marycz i Józefę Orent. Była poetka A n­
na Słupczewska, z typowymi, ludowymi wierszami, i to
mnie fascynowało. No i kuźnia, cały ród Florkiewiczów, stelmach, który naprawiał bryczki, wozy, koła.
Byli przewoźnicy wiślani - Lewandowski, Wilmanowicz, Jenczewski, leśni drwale... Jeszcze 30 lat temu to
wszystko funkcjonowało tutaj na co dzień.

To było Twoje pierwsze spotkanie z taką kulturą?
Znałem to już z mojej młodości, miasteczka-wsi
Łobżenicy. Od dziecka wędrowałem po takich warsz­
tatach, a ci ludzie byli dla mnie tajemnicą. To były la­
ta 50. Będąc na studiach, wracałem do tych ludzi i do
tych zdarzeń, żeby o nich robić filmy.

O takich właśnie ludziach?
Dokładnie takich! O szewcu czy grajku, który na
weselach grał. Za ten film dostałem 3. nagrodę na ogól­
nopolskim festiwalu filmów amatorskich w Bielskub iałej w 1967 roku. Wracałem do łobżenickiej kok­
sowni, gdzie ludzie ten koks ręcznie wyrabiali - pla­
stycznie to było bardzo ciekawe, te dymy, ta wieża...
Chodziłem tam do piekarzy. Piece na węgiel były, ale
jaki bochen wychodził! To była forma! Chodziłem do
115

Formy duszy
Z Michałem Kokotem
rozmawia Hubert Czachowski

kowala, Oseska, cudowny człowiek! Z jednej strony
podkowy przybijał, a z drugiej skrzypce do ręki brał. Łą­
czenie surowości jego ogromnych dłoni o potrójnej,
a nawet poczwórnej, przepalonej skórze z delikatnością
skrzypiec - o tym właśnie robiłem film, ale nie doku­
mentalny, bo pewne rzeczy aranżowałem... Kilka lat te­
mu pojechałem tam raz jeszcze, bo chciałem napisać o
tej kuźni tekst. Ale zostało po niej tylko palenisko, pie­
ca nie ma, same mury. W pamięci mam moją drogę do
szkoły: uliczka, mróz, mnóstwo koni, szron, opary
mgieł, uderzenia kowalskiego młota - to był koniec lat
50. Przy tej kuźni ludzie opowiadali o swoich kłopo­
tach, często przy kwaterce, ćwiartce gorzałki. Wszyst­
ko odbywało się na luzie, nikt nikogo nie gonił, konie
były spokojne, podawały kopyta, czekały, nie było tej
dzisiejszej nerwowości. Gospodarze załatwiali swoje
sprawy, jeździli po węgiel, po nawozy, handlowali - tam
była cała dramaturgia dnia od rana do wieczora.

Ulegałeś urokowi codzienności?
To była fascynacja miejscem i atmosferą! Szkoda,
że na lekcjach historii było inaczej, nie tak jak dzisiaj.
Wtedy nie mówiło się o tożsamości małej ojczyzny,
zresztą o wielu innych rzeczach też nam nie mówiono.
Patriotyzm miał wówczas inne znaczenie. Panował za­
chwyt systemem, ustrojem, tymi przemianami po woj­
nie, zajmowano się raczej teraźniejszością, nikt nie za­
glądał tak głęboko i daleko w wieś, w dom, w rodzinę,
to było owiane jakąś wielką tajemnicą.

Czy w samym mieście widziałeś coś pociągającego?
Stacja kolejki wąskotorowej, koksownia i wieża
wodociągowa, duża, solidna, jak wieżowiec - te trzy
elementy w sensie bryły, tajemniczości i swojego wnę­
trza fascynowały mnie niesamowicie. Bałem się, że ta
wieża może się przewrócić, więc wyobraźnia pracowa­
ła, spać nie mogłem...

Budynki to jedyne rzeczy, w których dostrzega­
łeś tajemnicę?
Jeszcze przedmioty, i to takie powszechne, były dla
mnie kopalnią niesamowitych przeżyć. N a przykład
ogromny dół, gdzie zwożono śmieci - grzebałem w nich

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

Fot. Michał Kokot

Fot. Michał Kokot

Fot. Michał Kokot
116

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

Fot. Michał Kokot

Fot. Michał Kokot
117

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

i znajdywałem te różne kształty - patelnie, żelazka, ka­
fle, piecyki, lampy naftowe, czajniki, dzbanki, maszyny
do szycia, jakieś części. Gromadziłem je w moim poko­
iku i malowałem, fotografowałem. Te przedmioty mia­
ły duszę, bo według mnie każdy przedmiot ma duszę.
Dziadek mi tłumaczył, że za szybko rozstajemy się z
przedmiotami, którym poświęciliśmy wiele lat życia.
Swoim cierpieniem, swoją codziennością, swoim obco­
waniem z przedmiotem, używaniem go w różnych sytu­
acjach w ciągu dnia, podczas płaczu, radości, uświęca­
my go i dajemy mu duszę - nie tę boską duszę, ale jej
odcisk na przedmiocie. I mama zawsze mi mówiła, że
gdyby człowiek bardziej obcował z rzeczami, gdyby
wchodził w ich głębię, symbolikę, która tam jest, to
może wtedy łatwiej przypomnieć sobie matkę, czy po­
wracającego do domu ojca... Tam jest bowiem ekspre­
sja czasu płynącego w ciągu dnia, jego rytmu.

brat Michał byli artystami, robili kołowrotki. Jeden
z nich mam w piwnicy jako relikwię. Jeździłem z mo­
im cudownym dziadkiem na wozie do Kunowa, do
warsztatu, i tam obracałem nóżką, wprawiając w
ruch obrotowy własnej roboty drewnianą tokarkę!
Oni mieli zamówienia z całej północy, aż z Kaszub.
Te kołowrotki były trochę nietypowe, ale fanta­
styczne. Miały swoją rzeźbę, swoją bryłę, duszę. Pa­
trzyłem, jak powstawały, i teraz wiem, że to była
sztuka...

Dostrzegasz sztukę w wielu rzeczach, działa­
niach, zarówno w przedmiotach, jak i w procesie
ich powstawania....

Byłeś samotnikiem czy żyłeś wśród rówieśników?
Byłem lubiany przez swój optymizm i zachwyt
dniem. Chodziłem do kolegów pograć w klipę, ale też
dlatego, żeby zobaczyć, jak wygląda ich dom, kuchnia,
jak się zachowuje matka czy babcia. I fotografowałem,
notowałem kształt twarzy, rysy, w ogóle człowieka. By­
łem ogarnięty formą. Oczywiście to nie znaczy, że my­
ślałem wtedy tak akademicko, ale działałem podświa­
domie, intuicyjnie. Zbierałem materiał do później­
szych rozważań artystycznych.

T a fascynacja uwidacznia się nawet w nazwie
założonej przez Ciebie grupy artystycznej w latach
60. na studiach, grupie Formy właśnie?
Ależ tak, forma, kształt, bryła przedmiotu - to by­
ła moja propozycja. Do dzisiaj ta forma zamyka mi du­
sze, ma znaczenie symboliczne.

Często odwołujesz się do kategorii rodziny.
A jak funkcjonowała Twoja rodzina w Łobżenicy?
Ojciec był zwykłym inkasentem, prostym człowie­
kiem, a mama pochodziła ze wsi opodal Łobżenicy, z
Kunowa. Rodzice byli bardzo pracowici, przywiązywali
ogromną wagę do naszego wykształcenia. Było nas pię­
cioro i wszyscy skończyli studia. Rodzina była bardzo
patriotyczna, walczyła z Niemcami o każdą piędź ziemi.
A dziadek Józef Wachowski i jego brat Michał, po któ­
rym nadano mi imię, wywalczyli w 1920 roku Wysokie,
takie miasteczko koło Łobżenicy. Pojechali furmanka­
mi, z kosami, z kilkoma karabinami. Mama mówiła mi
o powstaniu styczniowym, były tradycje Warszawianki i
innych pieśni patriotycznych niepodległej Polski, które
śpiewała mi babcia, trzymając mnie za rękę.

Czyli najpierw było spotkanie z historią, nie ze
sztuką?

Tak, nawet pielęgnacja ogrodu przez Wachow­
skich była w moim pojęciu sztuką, którą odnosiłem do
słynnych ogrodów paryskich, ale tu były polskie cu­
downe kwiaty, piwonie na przykład. Aleje porobione
pod kątem prostym, piękny wybieg z domu do ogrodu,
gdzie się odbywały wszystkie ważne uroczystości, na
przykład chrzciny, wesela. To wszystko miało swój
sens. Dlatego moje wszystkie trzy córki - Sylwia, Pa­
trycja i Monika - również miały wesela na dworze,
z bryczkami... Pamiętam, jak do kościoła się jeździło
wolantem, do Bułgowa, niedaleko, 4 km od Kunowa,
droga pod górę, brukowana kamieniem, w dole rozle­
głe jezioro. I Górka Klasztorna - najstarsze sanktu­
arium maryjne w Polsce - też robiła kolosalne wraże­
nie. Ten słynny Gaj! N a tym wszystkim wyobraźnia
inaczej pracuje. Nasiąkłem takimi miejscami i zapa­
miętanymi obrazami.

Miałeś możliwość poznania sztuki, działań arty­
stycznych?
Przecież na tej mojej wsi czy w miasteczku nie by­
ło żadnego wykształconego artysty, nie było kółek,
galerii plastycznych dziecka itp. Nie było takiego
człowieka, do którego mógłbym pójść i zobaczyć, jak
obraz maluje. Był Wojczykowski, pokojowy malarz wtedy, pod koniec lat 50. wchodziły do mody tzw. pikassy. To były najbardziej artystyczne elementy, czy­
sta forma geometryczna. Chodziłem na harcerskie
zbiórki, robiliśmy różne przedmioty z drewna, ale ja
nigdy nie lubiłem techniki, chciałem tworzyć zupeł­
nie coś innego. Malowałem obrazy intuicyjnie, nie
mając o tym zielonego pojęcia. Kupowałem nie olej
lniany, ale zwykły, jadalny, słonecznikowy, i potem
obraz pół roku mi sechł. Układałem te obrazy w mo­
im pokoiku i bałem się, że ktoś będzie mi mazał, bo to
wszystko było mokre. Artystycznej ekstazy doznawa­
łem tylko oglądając obrazy w łobżenickiej farze Trój­
cy Świętej...

A początki fotografii?

Co do twórczości, to gdy wyjechałem z Łobżeni­
cy, uzmysłowiłem sobie, że mój dziadek Józef i jego
118

Już w Łobżenicy fotografowałem od 7. klasy. O j­
ciec kolegi miał przed wojną drogerię, a tam były ma­

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

teriały światłoczułe, powiększalnik i jeszcze przedwo­
jenne agfowskie papiery. Pierwsze odbitki tam robili­
śmy. W Łobżenicy był też Knajdek fotograf, ale na
początku niczego nie mogłem się od niego dowie­
dzieć, dopiero później, kiedy interesowała mnie fotoceramika, „wydębiłem” od niego dwumiechowy, wy­
ciągany aparat fotograficzny na duże klisze. W Łob­
żenicy wszyscy traktowali fotografię jako rzecz pa­
miątkową, a mnie to już nie wystarczało i będąc w 8,
9 czy 10 klasie aranżowałem i reżyserowałem sceny,
np. skakanie moich kolegów z mostu kolejki wąsko­
torowej.

A kiedy zacząłeś oglądać filmy?
Koło stacji kolejki było kino Tęcza. To było jedy­
ne okno na świat, gdzie mogłem podpatrywać kompo­
nowanie kadru. Nie patrzyłem na treść, nie śledziłem
fabuły, nie interesowało mnie, czy film skończył się
dobrze czy źle, ale ważne było oświetlenie, ujęcia. Bi­
blioteka w Łobżenicy była, więc znajdowałem w niej
jakieś amatorskie opracowania typu A BC filmu. Inte­
resował mnie kadr, światło, ruch kamery, jej prowa­
dzenie na torach, poruszanie się aktora, np. gdzie
wchodził, gdzie wychodził. Potem rozwinąłem to
wszystko w Pętli. Chodziłem do kina 3-4 razy w tygo­
dniu, każdy film starałem się obejrzeć 2-3 razy, np. Po­
piół i diament czy Piątka z ulicy Barskiej. Oglądałem na­
wet filmy dozwolone od 18 lat, za co w domu dostawa­
łem potem „wpieprz”.

Filmy w tamtych latach najczęściej mówiły o
wojnie. Czas był powojenny, czy to miało znacze­
nie?
Łobżenica była naznaczona krwią i męczeństwem,
we wrześniu 1939 roku Niemcy zamordowali kilka­
dziesiąt osób. Po wojnie nawet się dziwiłem, jak silna
była zaciekłość i zemsta w stosunku do Niemców jeńców i tych, którzy zostali. Zmuszano ich na przy­
kład, żeby gołymi rękami wykopywali zwłoki zamordo­
wanych Polaków. Znałem tych ludzi (teraz już nie ży­
ją) i niewątpliwie to także wpłynęło na moją psychikę.
Dlatego też umieszczałem w moich filmikach tego ty­
pu sceny, np. trup w skrzyni. To weszło mi w portrety
ludzi, w zmarszczki, w „zerowe” rzeczy, takie silne ele­
menty ekspresyjno-dramaturgiczne. Zrobiłem film
0 Pawełku, grajku, ale w taki sposób, że najpierw go
zakwalifikowano do filmów odrzuconych. Pokazywa­
łem tylko instrument, a twarz Pawełka ciąłem na po­
szczególne kadry, tak jakbym do niego strzelał - to by­
ło coś niesamowitego. Dźwięk grał zasadniczą rolę
1 kadrowanie. Słynni krytycy np. Ostrowski od filmu
amatorskiego, krzyczał, wrzeszczał: „jak można było
nagrodzić taki film? To jest wiwisekcja życia!” .
A Konwicki do mnie podszedł, bo mi wręczał tę na­
grodę, i powiedział: „Panie Michale, ja Pana widzę na
reżyserii w Łodzi” . Miałem potem rzeczywiście jechać,
119

tak jak Różycki, Robakowski i Mikołajczyk, ale nie ża­
łuję tego, że tak się nie stało, bo trafiłem do Osieka i...
do rodziny.

Dlaczego zdecydowałeś się studiować historię,
a nie kierunek artystyczny?
Bo się bałem. Wewnątrz czułem, że powinienem
iść na sztuki piękne, ale myślałem, że nie zdam. Wie­
działem, że nie mam techniki, nikt nie uczył mnie ry­
sunku. Dzisiaj mój syn, Jaś, ma talent - ćwiczy rysunek
i jest w tym dobry. Ja nie miałem żadnej podpory. Dla­
tego poszedłem na historię, chciałem się wyrwać z do­
mu. Historia była dla mnie łatwa i lubiłem ją. Bo prze­
cież tak naprawdę to ludzie, fakty grają rolę zasadni­
czą. Tak samo w Toruniu... te zaułki, cała architektu­
ra... Będąc na historii, chodziłem jednak na wykłady
ze sztuk pięknych - z Antkiem Mikołajczykiem na
malarstwo, tu konserwatorstwo kończył Józef Roba­
kowski, Andrzej Różycki, Jurek Wardak. Nieoficjalnie
jeździłem z nimi na plenery. Jeszcze miałem okazję roz­
mawiać z Tymonem Niesiołowskim.

Patrząc z perspektywy czasu, znalazłeś się wtedy
w tyglu sztuki, właściwie awangardy! W grupie Ze­
ro-61 przecież to nie było zwykłe fotografowanie.
Interesuje mnie to przejście od Łobżenicy do awan­
gardowej grupy operującej zupełnie innym języ­
kiem.
N a początku studiów poczułem się, jakbym dostał
łopatą w głowę - jak spojrzałem na Toruń - to widzia­
łem ratusz, ulicę Podmurną, a to gotyk, który na łeb
mi leciał! Dla mnie była to następna fascynacja, każ­
dym brukiem, każdą cegłą. Ale od razu szukałem kon­
taktu z fotografującymi, dowiedziałem się o Jerzym
Wardaku - trochę sobie z nim pogadałem, zobaczyłem
jego warsztat pracy, jego montaże, widziałem, jak on
to ręcznie składał, kawałek po kawałeczku. A potem
trafiłem do Czesława Kuchty, który już nie żyje. To był
dla mnie czas bardzo trudny, miałem dziekanki, chło­
paki mnie nieraz żywili, ratowali, żebym mógł zjeść
śniadanie. A ja cóż im mogłem dać? Tylko siebie, mo­
ją osobowość, moją inspirującą, wariacką duszę. Orga­
nizowałem plenery klubu filmowego Pętla. Dla mnie
nie było ważne czy jesteś z Pętli, czy z Zero, czy z For­
my, czy od Antka Mikołajczyka, który miał swoją gru­
pę Rytm. Ważne było, żeby skupić ludzi, którzy chcie­
li coś robić. Szukaliśmy pretekstów do pewnych dzia­
łań twórczych, fotografowaliśmy pewne elementy, de­
tale pejzażu, architektury, martwych natur, by wnieść
je później w nasze prace. Wystawy szły non stop. A ja
nocami techniki się uczyłem od Czecha, to muszę po­
wiedzieć. Chociaż marzyłem, żeby ktoś te odbitki robił
za mnie, ja chciałem tylko komponować, przygotowy­
wać tzw. plakaty poetyckie. A koledzy mnie gonili, go­
nili... Robakowski też mówił: „Michał, kurczę, mu­
sisz...”

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

T o był czas spotkania kolejnych ważnych oso­
bowości?
Tak, oni byli do mnie podobni. Wewnątrz skłóce­
ni ze sobą, gotowali się w środku podczas dyskusji
0 sztuce, które niejednokrotnie trwały do białego rana
1 każdy miał swoją wizję... Grupa Zero-61 nie miała
swojego programu, niektórzy mieli dojścia do zachod­
nich fotografii, ale głównym tworzywem była rzeczywi­
stość za oknem, przedmioty, ludzie - to przepuszczali­
śmy przez swoją wewnętrzną maszynę. Powiem szcze­
rze, miałem pewien uraz do sztuki zagranicznej, to
znaczy oglądałem almanachy, ale nie chciałem się
wzorować, szkoda było na to czasu, przeżywałem
wszystko na swój sposób, brałem to, co we mnie siedzi,
co może moją osobowość pchnąć do góry. Moją uwa­
gę zwrócił tylko Sudek, Czech, fotografujący to, co wi­
dział za oknem, jakie on kompozycje tworzył w tych
swoich ogrodach! Nastrój! To lubiłem, rozumiałem je­
go osobowość. Z polskich artystów ceniłem wówczas
Lewczyńskiego, Sunderlanda, Bułhaka, Dłubaka za
formę, Hartwiga...

W grupie były obecne nurty fotografii kreacyj­
nej, symbolicznej, konceptualnej, ale i reportaż...
Sam aranżowałem pewne sytuacje, które fotogra­
fowałem, czasami podejmując przy tym duże ryzyko.
Raz chcąc zaskoczyć i wywołać nowy nastrój, położy­
łem się pod tabun krów idących z pastwiska. Byłem
szalony, nie miałem przecież pewności, że ktoś tych
krów nie pogna! To były też ciągłe wzajemne inspira­
cje, bo obok był i Robakowski, i Bruszewski, i Wardak,
i Mikołajczyk. Nurty w fotografii mnie nie interesowa­
ły. To krytycy wymyślali ich mizerne znaczenia. Sztu­
ka jest jedna, niepodzielna.

Ale ten język sztuki nowoczesnej był inny niż ję­
zyk kołowrotków, czy były też punkty styczne?
Styczność była duchowa, wewnętrzna. Ta żyła szła
przez mój organizm i tam i tu. Może powiem inaczej,
że język jest ten sam, dusza jest ta sama, ale dziedzina
sztuki jest inna. Bo przecież wiele z tych elementów
fotografii przeszło w moją poezję. Nie wyobrażam so­
bie, żebym miał być tylko fotografikiem, malarzem czy
poetą - to się zazębia. Zawsze mi czegoś brakowało.
I muzyka ludowa tak samo - to wszystko siedzi w jed­
nym, ja nie mogę tego rozdzielić, patrzę na świat po­
przez te cztery dziedziny sztuki. Przy tworzeniu potra­
fię przywołać w tym samym momencie i fotografię,
i barwę, i muzykę, i tekst wiersza w wyobraźni. To
wszystko jest u mnie połączone.

Dopiero wtedy jest pełnia...
Tak, bo ja to widzę fotograficznie, malarsko, widzę
słowo, a zarazem jego śpiewność, muzykę. Ale to nie
jest tak, że ja sobie dzisiaj to, jutro tamto. W momen­
cie tworzenia te cztery człony młócą mnie. Mam dar
120

do szczegółów, do zapamiętywania nastroju, przypomi­
nania sobie moich wycieczek, nawet ścieżek, widzę
kształt źdźbła, widzę, jak się żyto kołysze, i wtedy leci
mi jakieś słowo, a jak ono się kołysze, to przynosi mi
taki rytm, a nie inny, czy to będzie w formie oberka,
poleczki, czy walczyka. A fotograficznie widzę np.
chłopa, który jest bohaterem tego kadru, i widzę też
barwę jego otoczenia.

Czy jest to poszukiwanie ciągle nowych środ­
ków wyrazu?
N a pozór tak. Bo koledzy zawsze odróżniali moje
prace. Dłonie, ręce, twarze, kadrowanie mocne i zde­
cydowane.

I w malarstwie też tak jest?
Tak, nawet w ostatnich wierszach.

Czyli w tych wszystkich, tak różnych dziedzi­
nach sztuki poruszasz się wokół tych samych tema­
tów?
Może jako reżyser robiłbym coś innego, ale z pew­
nością byłby to symbolizm, surrealizm w połączeniu z
prostotą sztuki ludowej. W filmie robiłbym takie rze­
czy jak Fellini - przepraszam, że używam takiego po­
równania - ale to mnie właśnie fascynowało, te meta­
fory, przenośnie, paralele, czerpanie z dzieciństwa. To
nie musi być Fellini, to może być każdy z nas. Ilu ja ta­
kich ludzi spotkałem! Po nocach mi się śnili i rybacy
w łodziach, i rolnicy! Przenosiłem to na grunt gazety,
w której pracowałem, a potem już tu w Osieku szuka­
łem podobieństw. Bóg mnie tu zesłał. Czesław Kuchta
pokazał mi tę miejscowość, przyjechał tutaj ze mną na
grzyby. Potem już sam wróciłem i zacząłem rozmawiać,
szperać w moich kierunkach, a co to za człowiek, a tu
się dowiaduję o rzeźbiarzu, a tu o plecionkarzach, bo
przecież nad Wisłą, to wiadomo - co drugi się tym pa­
rał. I ta fascynacja innością tych ludzi, w sensie psy­
chicznym, w sensie temperamentu, osobowości, ale
też rezultatami ich działań, ich wyrobów, w plastycz­
nym wymiarze, wręcz zniewalała.

Doświadczenia fotoreportera były ważne?
W „Nowościach” był dobry klimat, była tolerancja,
wrażliwość - wszystko to zależy od szefa. A ja to, co
osiągałem w sztuce, chciałem przenieść do gazety,
chciałem ludzi zatrzymać na 1,5-2 minuty, dlatego
w moich zdjęciach była refleksja i zaduma. Zdjęcia
miały oddziaływać w zupełnie inny sposób, artystycz­
nie. Żeby oprócz tego zwykłego faktu atakującego wi­
dza, dać jeszcze inne rzeczy, które są wokół, a nie no­
życami tylko ciąć, ciąć, ciąć, bo to ma być tylko i kon­
kretnie to i to. Chciałem to podać w sposób bardziej
poetycki, refleksyjny, radosny, w zależności od sytu­
acji. Bo dla mnie w zdjęciu równą wartość do główne­
go tematu mają elementy poboczne - fragmenty rze­

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

czy, brył, pejzażu czy nawet plamy otoczone konturem.
Dostawaliśmy wiele telefonów, ludzie dzwonili, że
piękne zdjęcia - oni chwytali ten specyficzny język fo­
tografii, no to chciało się pracować! Jednak popełni­
łem błąd i odszedłem do „Pomorskiej”, a tam była mo­
da na zdjęcia publicystyczno-polityczne, gdzie nie mia­
łem możliwości rozwijania się, bo moja psyche była za­
jęta fotografowaniem jednego czy drugiego politruka,
sekretarza, koniecznie z uśmiechem, człowieka dobrej
roboty, uścisku dłoni - to tragedia była... Zwolniłem
się stamtąd na własną prośbę. Wszyscy się pukali
w czoło, mówili: „Kokot to chyba zwariował, o co mu
chodzi? Tak dobrze tu ma, pensja ładna...”.

T a Twoja ucieczka na wieś nie była całkowita,
bo jednak w latach 80. brałeś udział w szeregu dzia­
łań w ramach tzw. kultury niezależnej, w wysta­
wach urządzanych w kościołach, salkach kateche­
tycznych, ale i w oficjalnych działaniach związku
fotografików. Czyli nie zerwałeś do końca?
Nie, bo jak spojrzałem na Toruń z perspektywy
pejzażu wiejskiego, inaczej to miasto widziałem. Ten
dystans mi pomógł, bo w plenerowych działaniach fo­
tograficznych w Toruniu zdobywałem nagrody, mia­
łem lepsze, świeże spojrzenie i nie byłem emocjonalnie
związany ze środowiskiem. Odizolowałem się, bo nie
chciałem przeżywać jego problemów, nie miałem tego
obciążenia.

W końcu postawiłeś na tych swoich współ­
mieszkańców wsi...
Ale to też jest krąg odbiorców. To odwieczny dyle­
mat, czy gdy przemawiam do tysięcy, moja sztuka jest
bardziej wartościowa niż w sytuacji, gdy mam pięciu
czy dziesięciu odbiorców? Wolę użyć takiego języka,
żeby być zrozumianym, cieszę się, że idę do ludzi, a nie,
że sam z własnym wnętrzem, problemami się borykam.
Od kiedy przebywam w Osieku, u tych prostych, zwy­
kłych ludzi, ciągle im się przyglądam. To jest dla mnie
bardzo ważne. Cieszę się, gdy przychodzą do mojej ga­
lerii, obserwuję ich reakcje, słucham opowieści rolni­
ka o jego problemach, malując i fotografując go rów­
nocześnie. Dla mnie świat takiego człowieka jest bar­
dzo bogaty, bogatszy od niejednego intelektualisty,
publicysty, pseudodziennikarza czy jakiegoś pismaka.
A taki prosty człowiek mówi swoim językiem, opowia­
da o zwykłych sprawach, o rodzinie, o swoich bliskich,
o swojej pracy, jej rytmie i rodzącym się z tego poczu­
ciu bezpieczeństwa i zadowolenia. Uprawa pola, kwia­
tów, chodzenie wśród bydła, koni też daje wewnętrzną
stabilizację, poczucie sensu życia. Może ktoś powie, że
te moje działania skupione zawsze wokół człowieka,
wokół rodziny, są naiwne, że nie intelektualizuję. Pro­
szę bardzo, mogę się zacząć zgrywać, bo to jest tylko
kwestia warsztatu, paru lektur, pewnych terminów,
ale co z tego - nie w tym rzecz!
121

I reżyserujesz tutaj?
Tak, nie żałuję tej filmowej reżyserii, bo jestem
reżyserem tutaj. I robię duży film, ogromny, fabular­
ny, dokumentalny, komediowy, każdy gatunek. Czu­
ję pewien poziom, do którego chcę dotrzeć, ale jed­
nocześnie nie chciałbym go przekroczyć. Mogę pod­
nieść poprzeczkę, w jakiś sposób to przetworzyć, ale
nie na tyle, żeby nie być zrozumiałym. Bo jeżeli lu­
dzie opowiadają mi jakieś historie, to chciałbym od­
dać ich klimat, atmosferę. Traktuję to też jak noto­
wanie i fotografowanie pewnych sytuacji obyczajo­
wych, które potem wykorzystuję w różnych tek­
stach.

Oprócz tego, że sam jesteś twórcą, stałeś się tu­
taj w Osieku takim reżyserem życia...
Ależ tak, również przez lata pracy w szkole. Mam
tam galerię Motyl, gdzie z dziećmi robię pewne rze­
czy w oparciu o kulturę ludową, o jej motywy, ale
wprowadzam nowe formy, np. witraże... To są też
pewne działania związane np. z wątkiem pobytu
Chopina na ziemi dobrzyńskiej, w Obrowie. Szuka­
my karczmy, która tam była, oczyma wyobraźni wi­
dzę małego Chopina tam stojącego, słuchającego
miejscowej kapeli i omawiam to z dziećmi, zestawia­
jąc ten obraz ze współczesnym skrzypkiem z naszej
wsi, który słyszał to, co grał jego ojciec, jego dziadek
Kamiński. Widzę tę wspólną drogę muzyki i o tym
mówię dzieciom...

Czy proponujesz też sztukę nowoczesną?
W szkole robię galerię profesjonalną, chcę tu za­
prosić ciekawych artystów, tych „wariatów”. Nie w sa­
lonach pięknych, gdzie przyjdą różni ludzie, szampana
wypiją, ale ani z tobą nie podyskutują, ani nie powie­
dzą czy im się podoba, tylko plotkują o bzdurach, sensacyjkach. Przyjdzie jakiś dziennikarzyna, który byle
co informacyjnie napisze, bez przemyślenia, bez auten­
tyczności, ja tego nie chcę. Wprowadzę do galerii M o­
tyl artystę, zderzę go z normalnymi odbiorcami. Dla
moich mieszkańców to będzie wielkie przeżycie. Oni
ubiorą się odświętnie, uszanują, spojrzą. Nie muszą
komentować obrazów jak krytyk sztuki. Wystarczy, że
się wzruszą lub wymienią się uwagami. A może też tam
będą zdjęcia z ich albumów rodzinnych i na chwilę
ucieszą się ową galeryjną atmosferą?

Czy czujesz się przez nich zaakceptowany, czy
patrzą na Ciebie ciągle jak na obcego?
Ale ja też wchodzę do zagród, idę do człowieka,
który np. mi nie chce sprzedać koszyka, a wiem, że tę
plecionkę dobrze robi i muszę tak sprowokować sytu­
ację, tak się zachować w jego kuchni, żeby mnie zapro­
wadził na strych i ten koszyk mi do Izby Regionalnej
dał. Ale nie mogę działać cwaniacko, albo dać mu pie­
niądze po prostu - muszę wywołać taką rozmowę, że­

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

by on się odkrył i zaufał. Muszę stworzyć taki nastrój,
że kobieta, która stoi przy garach, suszy grzyby, robi
masło, zaakceptuje młodego artystę, którego tam
wprowadzam, żeby sobie szkicował. I ten człowiek po­
częstuje cię chlebem, wyciągnie kielicha - dla wielu to
jest ciągle szok, że szklanka w pośpiechu niedomyta,
ale trzeba to zrozumieć i tę bakterię tego domu wypić.
Musisz się zachować jak ten człowiek, jeśli chcesz cze­
goś od niego. A wtedy poczujesz zapach, smród,
kształt, pot, zobaczysz tego człowieka i potem ekspre­
sja wychodzi sama.

Mówię tak: jeździsz samochodem, na chwilę prze­
siądź się na rower, używasz piły mechanicznej, spró­
buj wziąć na chwilę siekierkę, scyzoryk do ręki, napal
w piecu i zobacz ogień, bo świat tak pędzi, jest tak
szalony, że kiedyś trzeba się będzie cofnąć cywiliza­
cyjnie, żeby móc istnieć. Bo my będziemy zwykłymi
manekinami, automatami, troszeczkę podobnymi do
człowieka.

Czujesz w tych ludziach potrzebę takich dzia­
łań?
Tak, teraz ciszę się, że mój syn zaczyna rozumieć,
że sztuka jest potrzebna człowiekowi jak powietrze.
Inaczej człowiek się uwstecznia. A przecież tutaj
wszyscy mają sztukę, bo oni na co dzień robili łyżki,
kopanki, garnki, wszystko. Dlatego ten powrót do
pewnych manualnych czynności jest dla zdrowia, dla
lepszego psychicznego samopoczucia. Taki Felek,
chory, ma 80 lat, mówię: „Panie Felku, pan zrobi ta­
ki koszyk, jak pan robił”. „Ech, Panie, ja już zapo­
mniałem”. A gdy jednak zrobił, ja ten koszyk sfoto­
grafowałem i umieściłem w Izbie Regionalnej. Jak on
się poczuł dowartościowany, jaki dumny, na podwó­
rzu, w rodzinie, na ulicy! To są rzeczy niewspółmier­
ne, żadne tabletki tak nie pomogą! Być potrzebnym to może są slogany, co ja opowiadam, ale o te slogany
dzisiaj coraz trudniej. Anonimowość coraz bardziej
włada człowiekiem, jak na ulicy w Toruniu, czy
w jeszcze większej metropolii.

Jest w Tobie ogromna pasja pedagoga...
Zależy mi na tym, żeby ta szkoła tak funkcjonowa­
ła. Ale była dyrektorka mi mówi: „a co ty Michał my­
ślisz, że wieczny będziesz? Pora na nowych”. No i jak
ktoś przyjdzie bez wizji, jakiś akademicki teoretyk, to
się prawdziwa sztuka skończy, nie będzie żyła, będzie
półsztuką. Zatem niech to kipi rzeczywistością, w któ­
rej istniejemy. Oczywiście, trzeba realizować program
z zakresu plastyki, ale w oparciu o miejscowe, regio­
nalne tradycje, od kowala po hafciarkę. Trzeba czer­
pać na co dzień z ich talentów, odkrywać ich najprost­
sze rozwiązania kompozycyjne.

Gdy sięgasz do kultury ludowej w pracy z dzieć­
mi, to chcesz, żeby one wykonywały to tak, jak wy­
czytać można w pracach etnograficznych, książ­
kach?
Nie, nie. Ci ludzie muszą znać mechanizm tej ro­
boty. Namawiam ich, bo to się może przydać - to mo­
ja rada. Tak jak w stanie wojennym - robili koszyki,
miotły, sprzedawali na jarmarkach i dzięki temu mogli
trochę dorobić w tamtych ciężkich czasach. Ale jak
mam takiego osieckiego motylka zrobionego przez
babkę Orent w 1885 roku, to go wplotłem w dzisiejszą
rzeczywistość, czyli w logo, które wisi w szkole,
w Osieckim Ośrodku Kultury i galerii Motyl. Nie
wiem, może jakiś etnograf powie, że to nie tak, ale to
nieważne - dzisiaj ten motylek integruje i wskrzesza
tradycje. Jest herb Osieka wyrzeźbiony przez nieżyją­
cego Kamińskiego, który zrobił łódź z żaglem, a ja wraz
z dziećmi zamiast żagla wstawiłem tego motyla w for­
mie metafory i nadałem temu herbowi głębszy sens.
Może on jest mniej tradycyjny, mniej etnograficzny,
mniej historyczny, ale za to podniosłem w wyobraźni
dzieci zupełnie inną kwestię. Te rzeczy muszą być
przetransponowane na dzisiaj, na 2005 rok, tak musi
być.

Ale ciągle spotykamy się z pewnego rodzaju od­
górnym odruchem instrumentalnego traktowania
ludowych artystów, zespołów - byle wystąpić przed
jakąś tam urzędniczą władzą, gdzie nikt nie dostrze­
ga człowieka, tylko liczy się, że jakiś urzędnik będzie
bił brawo, a często z tego wynikają jakieś straszne
artystycznie rzeczy.

Mocno wiążesz przeszłość z teraźniejszością...
Zawsze mówię w ten sposób: pora się zatrzymać,
czyli wrócić do duszy przedmiotów, wspomnień ro­
dziców, dziadków, nie wolno ci usunąć ich z hory­
zontu. Zawsze robiąc cokolwiek, tworząc, musisz
mieć ich na myśli, bo to jest dla ciebie wielki skarb.
122

Zgadzam się. Tylko kto to ma robić? Różne zespo­
ły widziałem na takich imprezach, poziom nieraz żenu­
jący! W pewnej wiosce, tutaj niedaleko, powstał ze­
spół śpiewaczy i śpiewa „Majteczki w kropeczki”.
Wzruszają się przy tym. I teraz potrzeba kogoś, żeby
dotarł do nich i im spokojnie, sukcesywnie pokazywał
ich własne, starsze wartości, niezniszczone przez kul­
turę masową. To powinni być tacy poważni, auten­
tyczni animatorzy, z pasją, a nie z musu.

Twój „program” jest bardzo szeroki - uczysz,
tworzysz, reżyserujesz, zbierasz i pomimo rozpano­
szenia się kultury popularnej spod znaku disco-polo,
wykazujesz optymizm. Ciągle jest coś do zrobienia,
widzisz w tym sens?
Teraz wiele rzeczy ginie bezpowrotnie, wiele cie­
kawych „dusz” umiera, jak ja to mówię. Mam żal do
siebie, że pewnych rozmów nie nagrałem, mam tylko
trochę muzyki, tekstów. Dlatego właśnie założyłem

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

ten mały skansen tutaj w naszym domu. I wiem: to
jest od Florkiewicza, to od Rumińskiego, Ćwika, a to
od pani Piłatowskiej. Te wozy - najdoskonalsze po­
mniki - mają dla mnie podwójne znaczenie, nie tyl­
ko etnograficzne, ale też artystyczne. Traktuję je jak
dzieła sztuki, nieraz coś tam dodam, coś ujmę, czy
bardziej uwypuklę znaczenie, funkcję. Tu, u mnie,
było wiele wystaw, imprez. Jak na wozie umieściłem
namalowany duży portret gospodarza zamiast „żywe­
go” woźnicy, to ludzie dziwili się, ale widziałem, że to
przeżywają. Trzeba jednak uważać, nie może być tak,
żeby komuś krzywdę zrobić... To musi być przewarto­
ściowane. Pragnienie bycia lepszym musi być zrozu­
miane przez każdego widza i wtedy to ma sens. Ale
potrzebna jest do tego pewna prowokacja i ja ją mo­
gę zrobić.

* * *
wal pięścią w okno
zbij szyby mego domu
obudź mnie
owce czekają na siano
ptakom posmarować skrzydła
przed odlotem
już jesień
czas na chochoły
zapłakały brzozy
już nie obudzą go
mimo że posłano po dzięcioły
i tak co rok

boso uciekałem przed kosą
ukrytą w trawie
do stogu siana na zielonej łące
tu pęczniałem źdźbłami
od wiosny do jesieni z obłokami grałem w karty
schizofrenik
wyrwij ze mnie ten stóg siana
z zielonej łąki dzieciństwa
chcę się odmienić
bo inaczej z okna skoczę
i wreszcie dosięgnę ziemi
z pokorą o to proszę

* * *
nie dam się jeszcze śmierci
aniołowie nie pozwolą
ptaki nie napełnią łzami
garnka u psiej budy
piasek
słońce
w dłoniach łopata
i tak co dzień
moja Mario!

Michał Kokot przy lokomotywie chlebowej
123

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

Rodzina, fot. Michał Kokot

Ojciec, fot. Michał Kokot

Dyptyk polny, fot. Michał Kokot
124

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

*

• ■»

«■ ^

Rybak, fot. Michał Kokot

125

V

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

Strach, fot. Michał Kokot

Portret kawalera, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej 1920, fot. Michał Kokot
126

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

Fot. Michał Kokot
127

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

HUBERT CZACHOWSKI

Między światami
- Michał Kokot

B

ardzo rzadko zdarzają się artyści, którzy prze­
chodzą taką drogę jak Michał Kokot. Już ilość
profesji, które uprawiał, wzbudza zaciekawienie.
Był Kokot (urodzony w 1944) fotografem-artystą
w awangardowej grupie, filmowcem, ale i prasowym
reporterem-dokumentalistą, malarzem i poetą, na­
uczycielem plastyki w szkole, działaczem ruchu regio­
nalnego, historykiem a ostatnio muzykiem - klarneci­
stą i saksofonistą w ludowej kapeli. Wszystko działo
się w jego życiu jakby na opak. Zaczęła się ta droga
w latach 60. na studiach historycznych na UMK
w Toruniu. Wtedy Toruń stał się jednym z najważ­
niejszych miast, gdzie powoli dokonywały się zmiany
w polskiej sztuce. Nie bez wpływu na to był charakter
miasta, jego atmosfera, a przede wszystkim fakt obec­
ności na uniwersytecie wydziału sztuk pięknych z całą
plejadą doskonałych artystów jeszcze z czasów przed­
wojennych z Wilna i z Lwowa. Kokot na początku lat
60. mimo że nie studiuje sztuk pięknych, znajduje się
w centrum powstających w środowisku studenckich
artystycznych grup, ze słynną grupą Zero-61 na czele.
Zakłada swoją grupę Formy i działa w studenckim
Klubie Filmowym „Pętla”. W 2. połowie lat 60. dołą­
cza do „zerowców”, której filarami były postaci na
trwałe zapisane w historii polskiej fotografii: Czesław
Kuchta, Jerzy Wardak, Józef Robakowski, Andrzej
Różycki, Antoni Mikołajczyk, Wojciech Bruszewski.
Grupa Zero - co wyraźniej jeszcze widać z perspekty­
wy czasu - była fenomenem artystycznym lat 60., wy­
przedzając swoją epokę, odnawiając język nie tylko fo­
tografii, ale ówczesnej sztuki w szerszym znaczeniu. Do
dzisiaj wiele z propozycji członków grupy (bo trzeba
zaznaczyć, że każdy z artystów operował własnym języ­
kiem) odznacza się świeżością pomysłu i nowatorskim
spojrzeniem. Do tego trzeba dodać także równoległe
eksperymenty filmowe w Pętli, gdzie zaczynali tacy
późniejsi wybitni twórcy filmu artystycznego, jak Le­
wandowski, Sławikowski, Kuziemski oraz Robakow­
ski, Mikołajczyk i Różycki (ci ostatni w latach 70.
związani ze słynnym Warsztatem Formy Filmowej).
Wszystko to musiało określać spojrzenie Kokota na
sztukę. Jako członek Pętli zdobywa nagrodę na Ogól­
128

nopolskim Festiwalu Filmów Amatorskich, bo w tym
czasie wszelkie tego rodzaju działania „studenckie”,
także te fotograficzne, były odgórnie kwalifikowane
w taki sposób.
W 1969 roku zostaje Kokot fotoreporterem toruń­
skich „Nowości”, zajmując miejsce zwolnione przez
Andrzeja Różyckiego. Po kilku latach przechodzi do
„Gazety Pomorskiej”, by dość szybko - pomimo sukce­
sów - zrezygnować z kariery dziennikarskiej. Ciągle
rozwija swoje działania artystyczne i w 1975 roku zo­
staje przyjęty do Związku Polskich Artystów Fotogra­
fików. Oprócz fotografii zaczyna malować, a bardzo
często łączy obie techniki, dorzucając do swoich kom­
pozycji jeszcze fragmenty przedmiotów. W katalogu
okręgowej wystawy fotografików w 1989 roku jeden
z najwybitniejszych polskich krytyków fotografii Jerzy
Busza pisał: „Michał Kokot to artysta o niebywałej
osobowości, wrażliwości, kulturze. Jest fotografem
i malarzem, obydwoma tymi technikami posługuje się
imaginacyjnie, tworząc metaforyczne obrazy o suge­
stywnej, lecz czytelnej symbolice, odnoszącej się do
człowieczego losu. Jest artystą na wskroś polskim,
w każdym bądź razie, swoje collage buduje z elementa­
mi symbolizującymi rodzime mitologie, wiejskie czy
narodowe, odwołując się do uniwersum czasu, do hi­
storii, zawsze odczuwanej jednostkowo, jako potężna
siła determinująca ludzkie poczynania. Michał Kokot
- wizjoner, po prostu jest poetą bólu życia".
Pod koniec lat 70. Kokot zaczyna coraz więcej cza­
su spędzać w nadwiślańskiej wiosce Osiek, a z czasem
osiedla się tam praktycznie na stałe. Właśnie życie
w Osieku nad Wisłą staje się dla Kokota dalszym miej­
scem artystycznej działalności, od 1979 prowadzi
Osiecką Izbę Regionalną, Stowarzyszenie Kultury Lu­
dowej i Wiejską Galerię Sztuki „Okiennica”. W la­
tach 80. artysta brał także udział w wystawach sztuki
niezależnej w kościołach i prywatnych galeriach, m.in.
w Galerii Spotkań u ojców jezuitów w wystawie zaty­
tułowanej Obecność, uczestniczył także w wystawie
poświęconej ks. Jerzemu Popiełuszce.
Jest bardzo aktywnym animatorem lokalnej kultu­
ry, inicjatorem wielu działań artystycznych, nie tylko
własnych, ale wciąga do nich wielu samorodnych
twórców ludowych, tworzących w Osieku i okolicy.
Z jego inicjatywy wydawane są tomiki poetyckie,
w tym jego własny, opublikowany w 1987 roku tomik
Osiecka studnia. W jego tekstach jeszcze bardziej wi­
dać zafascynowanie naturą, krajobrazem, życiem pro­
stych ludzi. Wyraźne wydają się nawiązania do prosto­
ty i poetyki tekstów poetów ludowych. Nie dziwi to,
bo także w plastyce, a nawet i fotografii pojawiają się
odwołania do symboliki ludowej, czy też do tematów
kojarzących się z ludową kulturą. Widać te fascynacje
także w jego domu w Osieku, będącym jedyną w swo­
im rodzaju galerią, gdzie w piwnicy znajduje się osob­
na sala wystawowa, przed domem ekspozycja narzędzi

�FORMY DUSZY. Z MICHAŁEM KOKOTEM ROZMAWIA HUBERT CZACHOWSKI

rolniczych, ale nawet proste sprzęty domowe zyskują
nowe znaczenia poprzez ich nowe nazwanie. Można
zaobserwować u Kokota z czasem nasilające się ten­
dencje do upraszczania języka sztuki, zanik metafor aż
do granicy oczywistości.
Od 1987 roku pracuje jako nauczyciel plastyki
w Szkole Podstawowej w Osieku i ta praca staje się je­
go nowym, wielkim wyzwaniem. Ciągle jest aktywny
jako działacz lokalnego środowiska, będąc członkiem
Zarządu Stowarzyszenia Gmin Ziemi Dobrzyńskiej.
W latach 90. zaczyna występować w ludowej kapeli,

Studium, fot. Michał Kokot

129

namawia starych muzyków do wspólnego grania, sam
gra na klarnecie (oraz na saksofonie) i śpiewa, często
własne teksty, do starej ludowej muzyki. Zarówno
działalność Michała Kokota, jak i jego twórczość jest
wieloaspektowa. Jego droga artystyczna prowadzi jak
gdyby na odwrót - od awangardy do sztuki ludowej,
naiwnej, prostej. Jest to jeden z nielicznych artystów
łączących tak konsekwentnie i zdecydowanie te dwa
światy. Nie jest to tylko zwykła inspiracja ludowymi
wątkami, ale podobny sposób odczuwania i przeżywa­
nia świata.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10389" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10367">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a221385aca0e7eb1672db1dd46e8fb70.pdf</src>
        <authentication>72e5c8c3ac84a034408a53d46f1d6f2a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123559">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123560">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3218</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123561">
                <text>Nauki humanistyczne a etnologia (tezy) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123562">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123563">
                <text>Jasiewicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123564">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123565">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123566">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123567">
                <text>l o s c a ł e j n a u k i i n a s z e k ł o p o t y ( i n a s z e o s i ą g n i ę c i a ) n i e są t y l k o

t e o r i a m i n i e są d l a пае w d n i u d z i s i e j s z y m j e s z c z e z u p e ł n i e j a s n e .

naszymi

I

kłopotami.

Czy

jednak

wobec w s p o m n i a n y c h

pluralizmów,

relatywiz-

t o s t a n o w i też k o l e j n y p r o b l e m b a d a w c z y ,

dla

m ó w , różnic s t a n o w i s k f i l o z o f i c z n y c h etc. m o ż e m y przyjąć ogólną
definicję e t n o g r a f i i ( l o g i i ) . N i e z a l e ż n i e o d d e f i n i c j i

operacyjnych

całej
W

nauki

charakterystyczny

współczesnej.

t e j nieco obszernej

wypowiedzi

pominęłam wiele

spraw,

k t ó r e d l a p r o f i l u c z a s o p i s m a „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " są z n a c z n i e

k a ż d y z n a s p o s i a d a taką ogólną definicję — j e s t o n a d r o g o w s k a ­

ważniejsze

zem

p y t a n i a , z g o d n i e z zasadą w s z e l k i c h przesłuchań, zostały umiesz­

naszych

poczynań. D l a m n i e osobiście, poza

wspomnianą

od

wspomnianych

i

może

dlatego

dotyczące

ich

d y r e k t y w ą b a d a n i a „ t e g o co d z i e l i i ł ą c z y " p r z y d a t n ą j e s t defi­

czone przez Redakcję n a końcu. Jest t o s p r a w a s z t u k i l u d o w e j ,

nicja,

stosunku

że

etnografia

(logia)

jest

t o n a u k a ogólna

o kulturze,

teorii

kultury

do

t e o r i i s z t u k i , badań procesu twór­

która w s y s t e m i e n a u k pełni rolę analogiczną d o t e j j a k ą w n a u ­

czego,

kach medycznych

Sądzę j e d n a k , że musiałabym

pełni i n t e r n a . W

s w o i c h szczegółowych

bada­

zmienności

sztuki

ludowej

w

świecie

wypowiedzieć

współczesnym.

się n a t e n t e m a t

n i a c h e t n o g r a f i a z a j m u j e się treściami k u l t u r o w y m i w y r a ż a n y m i

odrębnie i o b s z e r n i e j . M o ż e d l a t e g o , że sądzę, że k ł o p o t y w t y m

w

przedmiocie

różnych f o r m a c h przez różne u g r u p o w a n i a l u d z i w

epokach. Analizując owe p r z y p a d k i etnografia
się r ó ż n y m i t e o r i a m i , t y m s a m y m
różnymi

jednostkami

instytucja,

etc).

( l o g i a ) posługuje

różnymi językami, i w t y m

taksonomicznymi

znaczenie

różnych

Relacje

(wybór

między

kulturowy,

wspomnianymi

są p o w a ż n i e j s z e o d t y c h , o k t ó r y c h p i s a ł a m

przed

chwilą. P l u r a l i z m p o g l ą d ó w n a sztukę ludową w y d a w a ł m i się
bowiem

bardziej

interesujący

w

okresie

międzywojennym

obecnie i n i e potrafię jeszcze odpowiedzieć n a p y t a n i e —

niż
dla­

czego ?

prof, dr hab. Zbigniew Jasiewicz
kierownik

Katedry

1. O n a z w a c h
kresie decyduje
działalność

Etnografii U A M

dyscyplin naukowych, ich przedmiocie

tradycja n a u k i i kraju, rzeczywista

dyscypliny

przejmowanie

i

rozwiązań

działalność

dyscyplin

zaproponowanych

gdzie

i za­

współczesna

Wydaje

samych —

g r u p y l u d z i zajmujących się tą dziedziną.

pokrewnych,

d l a uniknięcia d e z o r i e n t a c j i w p r o w a d z e n i e

indziej

p l i n y , obejmującej

oraz

dążenia do ukształtowania d y s c y p l i n y w k i e r u n k u u z n a n y m
właściwy.

i w p r z e d m i o c i e , w c z ę ś c i n a t o m i a s t są z w i ą z a n e z d z i a ł a n i a m i n a s

m i się, że nasze p o l s k i e p e r y p e t i e

z

za

nazwą

wego,

natrafia n a przeszkody

i p r z e d m i o t e m u p r a w i a n e j p r z e z n a s n a u k i są d o b r y m p r z y k ł a d e m

z atrakcyjności

tak

dającego

różnorakich, w y m i e n i o n y c h
Występuje

kilka

nazw

i i n n y c h jeszcze, oddziaływań.

nauki przy

czym

dwa terminy, od

d a w n a u t r w a l o n e : e t n o g r a f i a i e t n o l o g i a , u ż y w a n e są w
znaczeniach. R o z u m i e m y

różnych

je j a k o n a z w y „pełnej n a u k i " i wówczas

j e d e n t e r m i n wyłącza d r u g i l u b też określamy n i m i e t a p y
nia naukowego
zacji), i w
minów

pozna­

(etap opisu i analizy; etap porównania i generali-

tym

w y p a d k u s t a j e m y p r z e d trudnością, k t ó r y z ter­

uznać

jako

obowiązujący

dla dyscypliny.

Pojawił

się

w

archeologii

popularność

demonstrujemy

lekceważenie

założenia

teoretyczne

l u b też

dla teorii. Przedmiotem

naszych

na

jeden

dane

lansować

w ramach

jest

najczęściej

zjawisk
grupa

opis

i

kulturowych
środowiskowa

kalna,

regionalna,

charakterystyka
w

ramach

czy

grup

głównie

rzadziej

tradycyjnych

społecznych

społeczno-zawodowa,

etniczna),

badań

(rodzina,

społeczność

porównawcze

lo­

badania

jednej

do

np.
mała

strony

niespecjaamato­

naukowych

dyscyplin. Warto, zdecydowawszy
jednali

„etnologia",
świadomość,

są c z y n n o ś c i a m i

M a ł o i s t o t n e są d l a m n i e o b a w y
odkrywanie

europej­

celem

z

i

termin ten
że

wstępnymi

działania
i

źródłami

etnologii.

małomiasteczkowych

Realizowanym

„archeografii"

wynika

posia­

Brak

prac w y k o p a l i s k o w y c h przez

i upowszechniać

„etnograficzne"

logii-—etnografii.

i miejskich, nie tylko polskich i

poziomu

termin, chyba

b a d a ń j e s t n i e t y l k o k u l t u r a społeczności w i e j s k i c h ale również
skich, ale także pozaeuropejskich.

kulturotwórcze.

„socjografia"

w ramach wyspecjalizowanych
się

auto­

źródło m . i n .

opisu i kolekcjonerstwa,

walory

wyodrębnionego
terminu

z tradycyjnej

działalności, biorąc

rów) a z d r u g i e j z i n t e g r a c j i o b y d w u rodzajów p r a c

i

różne

poważno

listów (zakaz prowadzenia

z n i m nowe perspektywy. Prowadzimy
przyjmujemy

wynikające

dyscy­

poznania nauko­

z ograniczenia możliwości działania w t y c h zakresach

spokojnie

kierunkach,

rodzajów

etnograficznego

zresztą

zresztą również t e r m i n n o w y : a n t r o p o l o g i a k u l t u r o w a i związane
b a d a n i a w bardzo różnych

obydwa konieczne poziomy

n o m i i ' t y c h dwóch

Korzystne

jednej nazwy

dawnych

Praktyka

nowych

i również

tematów

o zanik przedmiotu

badawcza

w

powroty

zainteresowania,

obrębie
z

nowymi

wydaje

etno­

dyscypliny,
pytaniami

się p o t w i e r d z a ć

m ó j o p t y m i z m . W t r a k c i e prac własnych, n a t e r e n a c h

zachodniej

P o l s k i a więc w z n a c z n y m s t o p n i u z m o d e r n i z o w a n y c h , n i g d y n i e
m i a ł e m p o c z u c i a , że z a b r a k n i e t e m a t ó w d l a e t n o g r a f a .
poszerzyć

nieco

i

zmodyfikować

pojęcie

kultury

Wystarczy
tradycyjnej,

międzykulturowe, jeszcze rzadziej próba u s t a l e n i a p r a w czy zasad

wskazując n a trwałość s p o n t a n i c z n y c h zachowań n a w s z y s t k i c h

rządzących

poziomach

ogólności
wynikać

kulturą.

Są

i w różny

to

także sposób

z nagromadzonych

założone,

są

w

zresztą

oparciu

o

prawa

o

różnym

odkrywane;

mają

stopniu
one

materiałów e m p i r y c z n y c h
material

empiryczny

albo

nauk

zakresu

pokrewnych,

dyscypliny,
z

którymi

podlegamy

łatwo

współpracujemy.

fascynacji

daleko

w t y l e za i n n y m i d y s c y p l i n a m i społecznymi w
zatrudnionych

Powstają

obawy,

zwartości

oraz

siły

auto­

Pozostaliśmy

liczby

i

też

sprawdzane.

Stosunkowo mało u w a g i przywiązujemy do wypracowania
nomicznego

albo

zakresie

instytucjonalnej.

czy d y s c y p l i n a nasza p o t r a f i zachować

swoją

rozwoju

pliny

inne nauki.

Wewnątrz

koniec

źródła

w

wujemy

raczej

współpraca

z jakimi

boryka
samej

dyecypliny,

niedostatek

do

naukami

uporządkowane.

działań
premiuje
W

d e l i m i t a c j i , obser­

interdyscyplinarnych,
jednakże

etnologii

refleksji n a d własnymi p r o b l e m a m i :
i zakresem

dyscypliny

polskiej

badań, porządkowania

występuje

dyskusji nad
pojęć

(nie m a

i w

naszym

z n a ć m a ł a l i c z e b n o ś ć k a d r y i słabość i n s t y t u c j o n a l n a e t n o l o g i i —

zadawane

ale również

w
w

dyscy­

słowników), d o s k o n a l e n i a m e t o d , studiów n a d teorią. D a j e o sobie

środowiska

się e t n o g r a f i a ,

skłonność

między

wewnętrznie

„Czy

dla w i e l u prac, m . i n . słownikowych
t r z e b n e są z e s p o ł y . W
nie bierze

charakterze

Poważniej

prowa­

otnografii" ?

Trudności,
swe

styki

badań

otoczeniu powstają raz p o r a z nastroje katastroficzne,
są n i e t y l k o p y t a n i a „ C z y k r y z y s e t n o g r a f i i " ?

interesujące

z w i ą z a n e z z a c i e r a n i e m się g r a n i c n a s z e j

w tej c h w i l i w nauce t e n d e n c j i d o przesadnej

przedmiotem

przez

na

w s t o s u n k u d o d y s c y p l i n sąsiednich. Co p r a w d a n i e m a

k s z t a ł c i się l u b n i e j e s t j u ż j e d y n i e
dzonych

i

syjne, a b y uwierzyć w trwałość p r z e d m i o t u e t n o l o g i i .
traktuję o b a w y

tożsamość a n a w e t c z y ją k i e d y k o l w i e k posiadała, c z y n i e p r z e ­
„aspektem"

cywilizacyjnego

t r a d y c j i z innowacją oraz t e g o co s p o n t a n i c z n e z t y m co r e f l e k ­

części
jej

mają

dziejach

wiście

czy bibliograficznych po­

formułowaniu celów i z a k r e s u

dyscypliny

się n a j c z ę ś c i e j p o d u w a g ę k i e r u n k ó w i g r a n i c r z e c z y ­

przeprowadzonych

prac

( n i e m a zresztą

analiz

na ten

t e m a t ) l e c z w y b i e r a się b a d a n i a s z c z e g ó ł o w e l u b c e l e i z a k r e s p o

79

�p r o s t u się d e k l a r u j e . P r ó b o m ś w i a d o m e g o kształtowania
p l i n y , a t a k i e są n i e w ą t p l i w i e p o t r z e b n e

dyscy­

i n i e było i c h dotąd

z b y t wiele, w i n n a towarzyszyć analiza dotychczasowego

dorob­

„etnograficzne"

może

kulturotwórczym,

pozostać

nie

w

powinny

dalszym

zostać

ciągu

czynnikiem

zaprzepaszczone.

t r z e b n a jest pogłębiona i szerzej u p r a w i a n a refleksja

Po­

metodolo­

g i c z n a umacniająca tożsamość e t n o l o g i i i r o z w o j u j e j działalności

ku.
2. M i e j s c a , j a k i e z a j m u j e w e t n o g r a f i i p r o b l e m a t y k a k u l t u r y
a r t y s t y c z n e j n i e s p o s ó b o k r e ś l i ć ze w z g l ę d u n a z n a c z e n i e p r z e d ­
miotu, jakim

jest s z t u k a i j e j społeczna recepcja.

istotną dziedziną k u l t u r y
religia, wiedza

Sztuka

ale n i e m n i e j i s t o t n a jest p r o d u k c j a ,

i t p . N a t o m i a s t można ocenić o w o miejsce

p o d uwagę dotychczasowe

biorąo

d o k o n a n i a w badaniach n a d ludową

kulturą artystyczną. W j e j w y n i k u n i e t y l k o zgromadzono
źródła,

dokonano

dostarczono
pisanych

penetracji

syntez

piórem

jest

i ujęć

wielu

szczegółowych

problemowych,

etnografów,

ale

bogate

dziedzin,

n i e zawsze

również

oczekuję. N i e ż y w i ę o b a w o p r z e d m i o t n a u k i . B ę d z i e n i m n a d a l
k u l t u r a t r a d y c y j n a , stawiać sobie można t y l k o p y t a n i e , c z y będzie
t o n a d a l k u l t u r a „ l u d o w a " ? N i e ulega d l a m n i e wątpliwości, że
długo jeszcze w s t r u k t u r z e w s z y s t k i c h

poszukiwać sfer ,(ludowości" — k u l t u r y t r a d y c y j n e j i s p o n t a n i c z ­
nej w życiu l u d z i , bez względu n a i c h klasową i środowiskową
przynależność.
Zmniejszony

zresztą

spopularyzowano

sztukę ludową i nieprofesjonalną. B r a k u j e jednakże n a g r u n c i e
p o l s k i m p r a c „ e t n o l o g i c z n y c h " — ujęć p o r ó w n a w c z y c h i g e n e r a l i ­
zujących.

społeczeństw w y s t ę p o w a ć

będzie w jakimś s t o p n i u „ l u d o w e " . O b o k tego j e d n a k będziemy

zostanie

od ich naukowego

d y s t a n s dzielący gromadzenie

opracowania.

ces u j e d n o l i c a n i a s i ę b a d a ń n a t e r e n a c h

europejskich

3. E t n o g r a f i ę — e t n o l o g i ę
wykorzystać

widzę

atrakcyjność

jako

swego

naukę,

która

przedmiotu

nadal

dla

pod­

i

poza­

europejskich i integracja t y c h dwóch różnych kierunków

badań

etnologicznych;

badań

przewiduję

rozszerzenie

się

polskich

p o z a e u r o p e j s k i c h . M i m o u t r z y m a n i a się p o d e j ś c i a
potrafi

źródeł

B ę d z i e i n t e n s y f i k o w a ł się p r o ­

relatywistycz­

nego i r o z p a t r y w a n i a k u l t u r w i c h l o k a l n y c h w y m i a r a c h , w ba­
daniach

t y c h n i o zrezygnuje

się z a n a l i z p o r ó w n a w c z y c h

oraz

t r z y m a n i a n i m z a i n t e r e s o w a n i a niespecjalistów, stanowiących n i e

p r ó b dojścia d o k a t e g o r i i u n i w e r s a l n y c h . Realność t e g o w zasa­

tylko

dzie

ważnych

współpracowników

—

dostawców

t w o r z ą c y c h p o n a d t o społeczne z a p o t r z e b o w a n i e
Walory

etnologii,

która

poprzez

działalność

źródeł

ale

n a nasze prace.
i

zainteresowania

optymistycznego

uzależniam

obrazu

jednakże

i możliwości

od

przyszłości

aktywności,

etnologii

w

wewnętrznej

Polsce

integracji

etnologów.

prof, dr hab. Mieczysław Porębski
kierownik Katedry

Historii

Sztuki U J , historyk sztuki

N A U K I

1. Z a i n t e r e s o w a n i e
antropologicznymi

HUMANISTYCZNE

e t n o l o g i ą , a m ó w i ą c s z e r z e j -— n a u k a m i

ze s t r o n y n a u k h u m a n i s t y c z n y c h ,

historii sztuki, historii literatury

i językoznawstwa,

zwłaszcza
zaznaczyło

się w y r a ź n i e n a p r z e ł o m i e l a t p i ę ć d z i e s i ą t y c h i s z e ś ć d z i e s i ą t y c h .

A

ETNOLOGIA

Jeszcze z a n i m

(TEZY)

dotarła d o nas z Z a c h o d u

fala

zainteresowania

problematyką i p r o b l e m a m i antropologii strukturalnej,
nieźlo

obznajomieni

z

funkcjonnlizmem

z koncepcjami Czarnowskiego

byliśmy

Malinowskiego

czy

wprowadzającymi pojęcia S a c r u m ,

N i e był t o m o m e n t p r z y p a d k o w y . Charakteryzują go t r z y nader

i P r o f a n u m , C e n t r u m i P e r y f e r i i d o badań n a d przestrzenią i j e j

i s t o t n e p r o c e s y , j a k i e dokonały się p o d r u g i e j w o j n i e

podziałem w r e l i g i i i m a g i i . Bliżej już naszego czasu przypomnieć

światowej:

proces denazifikacji w drugiej połowie lat czterdziestych,

proces

należy

destalinizacji

proces

pizez

w

drugiej

połowie

l a t pięćdziesiątych

dekolonizacji, którego k u l m i n a c j a p r z y p a d a
1960.

Oznaczają

szeroko

one

w

rozumianego

moim

wieku

właśnie około

przekonaniu

X I X ,

który

właściwy

nie tylko

e u r o p e j s k i e i m p e r i u m k o l o n i a l n e , ale pozostawił w
swemu

następcy — k a l e n d a r z o w o

dramatyczne

i

określonemu

roku

koniec

wiekowi X X

k o n f l i k t y w e w n ę t r z n e , k t ó r o prz3'niosły w

—

konsek­

po

dziś

dzień

Piwockiego

niedocenione

granic

sztuki

penetrowanie

wielkiej

i

małej,

ludowej i „uczonej", „amatorskiej" i „profesjonalnej",

uniwer­

salnej i p r o w i n c j o n a l n e j .

zbudował

dziedzictwie

uporczywe,
Ksawerego

Na t a k przygotowanym
m n i e j p r z y p a d k u , rocepcja
nie

wychodzących

ga wyglądała

w e n c j i d w i e w o j n y ś w i a t o w e w r a z z i c h bezpośrednimi następstwa­

ze

g r u n c i e nastąpiła, w m o i m p r z y n a j ­
propozycji

środowisk

antropologicznych,

francuskich, przy

Najpierw,

był t o r o k 1960, w Paryżu, zwróciłem uwagę n a

antropologizujących

dziedzictwa

z w i ą z a n i b y l i z n a d r e a l i z m e m ( b o t y m się w t e d y , szukając

myślowych, w pierwszym

jego

podstaw

rzędzie dziewiętnastowiecznego h i s t o -

r y z m u i t o w o b u jego o d m i a n a c h —

pożytywistyczno-ewolucyj-

eseistów,

wiecznego h i s t o r y z m u , zapowiadający

która syntetyzowała

myśleniu

par

penetracji n a teren n a u k , które wyrosły

exellence

historycznym,

sztuki, historia literatury, ewolucyjnie

jak

właśnie

rozumiane

na

historia

językoznaws­

ЬлЛай
i

najpierw

m i już

część, f a s c y n u j ą c a

stymulatorami
podboju

były

świata

tego

myślenia.

t u : rosnące

od

zakończenia

o k . 1900 r. zainteresowanie

k u l t u r a m i ludów pozaeuropejskich
się współczesnej, a h i s t o r y c z n e j
2. I n s p i r a c j e
postawy
W

80

kultury

rzędzie

docierały

wymienić

do

kolonialnego

„prymitywnymi"
strony,

masowej

nauk antropologicznych,

antropologicznej

pierwszym

z jednej

Dodatkowymi

formowanie

z drugiej.

czy może lepiej

nas różnymi

t u należy

inspiracje

świątecznej

drogami.
własne.

ze z n a k o m i t e g o

Caillois

Człowiek

próba

i wszelkiej

przeniknięcia

innej

sacrum,

dotychczasowe

wyniki

instytucją
eseju

o

Bataille

malowidłach

mechaniki

szczególnie

rytualno-wojennego,

monachiczno-próżniaczego,

„ekonomiki

inspirujące

charyzmatyczno-ekspansywnego,

„neopotlaczowego"

na

badań

(i

—

potlaczo-

produkcyjno-kumulacyjnego,

lucyjno-proletariackiego,
zbrojeń

Przeklęta

cyklicznej,

ukazanie jej historycznych mutacji w kulturach t y p u

eskalacji

święta

(transgresji).

transgresji w optyce

co b y ł o d l a m n i e

„gra­
Roger

zbliżyła

t o o p u b l i k o w a n a już p o w o j n i e , w r . 1 9 4 9 ,

konsumpcji" i —
wego,

—

trzydziestych

i

nad

przekroczenia

przedtem

uformowały

zasięgiem

latach

książka

i ukierunkowywała

świątecznego

w Lascaux)

poza

jego

etnologiczuo-etnograficznych

funkcją

(znany

przedwojenna

t w o — p r o b l e m a t y k i i m e t o d y d y s c y p l i n antropologicznych, które
się

w

Caillois, Georges Bataille i M i c h e l Leiris. D o
mnie

stworzył w a r u n k i

którzy

n i c y współczoaności" zajmowałem). B y l i t o , przypomnę —

nej i d i a l e k t y c z n o - r e w o l u c y j n e j . T e n właśnie k r y z y s dziewiętnasto-,
się zresztą już wcześniej,

dro­

następująco:

m i . L i k w i d a c j a n a j b a r d z i e j d r a s t y c z n y c h przejawów całego tego
musiała przynieść z sobą z a c h w i a n i e

głów­

czym

kosmicznych

wreszcie,
•—

rewoopartego

dodalibyśmy

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10388" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10366">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/79031ce461ee75f9ec6c4da133e9ffa7.pdf</src>
        <authentication>a1fc238ef37dd95db3650118f466fab3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123546">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5318</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123547">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123548">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123549">
                <text>pamięć</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123550">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4939</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123551">
                <text>O pamięci i jej zagrożeniach/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123552">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.12-24</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123553">
                <text>Kapuściński, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123554">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123555">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123556">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123557">
                <text>RYSZARD K A P U SC IN SK I

jestem jedynym piszącym człowiekiem z Pińska. Więc
w tej chwili żyję niejako pod presją społeczną, czuję
w sobie jakieś moralne zobowiązanie. Wiemy dosko­
nale: wszyscy piszą o Wilnie, piszą o Lwowie, a Polesie
i Pińsk leżą dokładnie w połowie drogi między Wilnem
a Lwowem. To jest trochę taki świat biedny i opusz­
czony. Mało jest literatury na temat Polesia.
Z. Benedyktowicz: Często dokonuje Pan porów­
nań między tym, co Pan pamięta z dzieciństwa,
a tym co obecnie zastaje? Czy w tych konfronta­
cjach pojawia się coś trwałego?
R . Kapuściński: Często tam jeżdżę. Jak mi się tyl­
ko uda i mam czas. Tam jest dom, w którym się uro­
dziłem. Tam jest cmentarz, na którym są groby moich
bliskich, mojej rodziny. N a tym cmentarzu leży moja
babcia, kuzyni. Przede wszystkim, żyją jeszcze niektó­
rzy uczniowie moich rodziców. Moi rodzice byli na­
uczycielami w Pińsku w szkole powszechnej, i mieszka­
ją tam do dzisiaj ludzie, którzy ich pamiętają. Jest tam
Koło Polaków na Białorusi, zostałem nawet jego hono­
rowym członkiem. No i zostało jeszcze trochę uliczek
starego Pińska.
Z. Benedyktowicz: A pejzaż, przyroda?
R. K apuściński: Polesie było krainą bardzo egzo­
tyczną w Europie. Wielki teren bagienny i tylko jedna
droga biegła z Brześcia do Pińska. Ta droga brukowa­
na była sześcienną kostką. A cała reszta to były mo­
czary albo piachy. Do wielu wiosek nie można było do­
jechać. Można się było do nich dostać tylko łodzią al­
bo dopiero w zimie saniami. Komunikację utrzymywa­
no za pomocą łódek. Tego świata już dziś nie ma.
W okresie sowieckim zostały osuszone i z czasem za­
mienione w pustynię. Natomiast, paradoksalnie, część
Polesia ocalała w stanie niezmienionym dzięki Armii
Radzieckiej. Właśnie na tych terenach urządzono po­
ligon wojskowy i w związku z tym niczego tam nie wol­
no było robić, nic nie wolno było ruszyć. Ta część Po­
lesia ocalała w takiej formie, w jakiej zawsze istniała.
Natomiast dawnych ludzi już nie ma, zostało ich bar­
dzo mało. Cała polityka w okresie sowieckim polegała
na tym, że ponieważ był to teren blisko granicy, wobec
tego był „ruszczony”. Polegało to na tym, że przysyłali
Rosjan z głębi kraju i w związku z tym obszar ten bar­
dzo zmienił swój charakter. Te Kresy ciągle jeszcze ma­
ją wiele uroku. To w ogóle jest wspaniały temat. Bo ta
kresowość jeszcze istnieje. Jest przede wszystkim w lu­
dziach. Kresowiacy trzymają się bardzo blisko. Są Ko­
ła Poleskie w Gdańsku i we Wrocławiu. W różnych
częściach świata, w których bywam, zawsze odwiedza­
ją mnie Poleszucy. Przychodzą do mnie i bardzo chcą
porozmawiać o przeszłości. Przynoszą zdjęcia i pokazu­
ją. A znowu w Londynie czy Nowym Jorku przychodzi
ktoś ze zdjęciem: „o proszę tu jest Pana Mamusia”. By­
wa, że zdjęcia ze szkoły mi przynoszą...
Z. Benedyktowicz: To interesujące, bo w opra­
cow aniach socjologicznych czy w publicystyce
podkreśla się przede wszystkim niebezpieczeństwa

* . i. jej
..
O pamięci
zagrożeniach
z Ryszardem K apuścińskim rozmawiają
Zbigniew Benedyktowicz i D ariusz Czaja

„Polesia czar” i pejzaż dzieciństwa
Zbigniew Benedyktowicz: M amy rozmawiać
o pamięci. O jej znaczeniu we współczesności.
O różnych jej formach i sposobach przejawiania
się. Zacznijmy może jednak od Pana prywatnego,
najbardziej intymnego „m iejsca pamięci” , od tego
punktu zero Pańskiej biografii. Zapewne często był
Pan przepytywany na okoliczność Polesia, na temat
Pińska - m iejsca swojego urodzenia i krainy dzie­
ciństwa...
Ryszard Kapuściński: Jestem ciągle na jakąś oko­
liczność przepytywany. A na temat Polesia nieustan­
nie. To jest mój problem moralny również. Dlatego że

Uliczka i dom rodzinny Ryszarda Kapuścińskeigo w Pińsku

12

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

globalizacji. A na tym przykładzie widać, jak jedno­
cześnie z tym procesem świetnie funkcjonują roz­
m aite lokalne kultury, peryferyjne...
R . Kapuściński: Tak, to jest bardzo silne. Myślę,
że to odwrotna strona globalizacji. Te zagrożenia globalizacyjne wyzwalają właśnie poczucie osobności, tę
potrzebę tożsamości, potrzebę przynależenia do jakiejś
lokalnej społeczności. I te związki są bardzo silne. To
przecież dlatego, że ja jestem z Pińska, ludzie przyno­
szą mi na spotkania fotografie, różne rzeczy, które
stamtąd zabrali. To są bardzo mocne związki, silnie
emocjonalnie naładowane. I to wszystko oparte jest na
pamięci. Tamten świat już nie istnieje, a oni są depo­
zytariuszami tamtej lokalnej pamięci. Oni są bardzo
dumni z tego, że są nosicielami tej pamięci. Bardzo
chętnie spotykają się, by wspominać.
Mówię na przykład: „dobrze, niech mi teraz
Pan/Pani to napisze i wszystko potem przyśle, bo ja wy­
jeżdżam”. I ten ktoś siedzi, spisuje, opisuje. Niesamo­
wite są czasem te wspomnienia, jak choćby od tej 90-letniej staruszki z Pińska, która teraz mieszka pod Wro­
cławiem. Mam również wielką kolekcję zdjęć. Jest po­
mysł, żeby urządzić ogromną wystawę z tych moich
zdjęć z Pińska. Tak że ta pamięć o świecie minionym
naprawdę bardzo jest żywotna. Jeżdżąc po świecie,
wiem, jak bardzo silnym uczuciem jest poczucie tożsa­
mości, poczucie przywiązania do swojego miejsca uro­
dzenia, do tej małej ojczyzny. Mimo ogromnej, nara­
stającej emigracji, ludzie wyjeżdżając ze swoich stron
rodzinnych noszą to ze sobą, i przez to mają silniejsze
poczucie związku z tą „małą ojczyzną” . Ta świadomość
tożsamości, związania z konkretnym miejscem, jest
wielką potrzebą człowieka. Dlatego tak pasjonująca
jest Afryka, ponieważ kontynent ten przechował
w formie najbardziej widocznej, namacalnej, odczu­
walnej świadomość plemienną. Świadomość nie czło­
wieka „uogólnionego”, ale właśnie świadomość regio­
nalną, lokalną. Okazuje się, że nie świadomość ojczyzn
- ojczyzna to jest pojęcie płynne w dziejach społe­
czeństw, to trochę sztuczny twór w naszej mentalności
- ale świadomość plemienna jest tym, co w człowieku
najsilniejsze.
Z. Benedyktowicz: A gdybyśmy tak spróbowali
ustalić, w tej chwili, na żywo, co przede wszystkim
zachowało się w Pana pamięci?
R . Kapuściński: Co ja pamiętam? Wydaje mi się,
że mamy tu do czynienia z szerszym problemem.
W kwestii pamięci mam taką tezę. Zapytajmy: kiedy
zaczyna się człowiek? Nie w znaczeniu biologicznym,
ale kiedy zaczyna się człowiek jako istota ludzka? Mo­
im zdaniem zaczyna się od tego pierwszego wspomnie­
nia, do jakiego możemy sięgnąć wstecz. Szukamy we
własnym życiu, mówiąc: „jeszcze to, jeszcze to, i jesz­
cze to pamiętam”, i tak idziemy do pierwszego wspo­
mnienia, tak że dalej już nic nie ma, niczego wcze­
śniejszego już nie pamiętamy. Od tego właśnie mo­
mentu zaczyna się człowiek, zaczynam się „ja” jako

N a Polesiu..

W Nowym Jorku... Nowy Jork 1984. Fot. Andrzej Strumiłło

człowiek, zaczyna się moja tożsamość i mój indywidu­
alny, bardzo prywatny życiorys, moje prywatne życie.
Mam zwyczaj pytać ludzi: „jakie jest pierwsze wspo­
mnienie twojego życia?”. I przy tej okazji dwie rzeczy
wychodzą na jaw.
Pierwsza rzecz to odkrycie, że mało ludzi o tym my­
śli. Ze dopiero wtedy zaczynają sobie mozolnie przypo­
minać. Ludzie generalnie się nad tym nie zastanawia­
ją, muszą dopiero dogrzebywać się tego pierwszego
wspomnienia. I nie od razu potrafią dać odpowiedź na
to pytanie. A druga rzecz dotyczy charakteru tych
wspomnień. Pytałem o to setki ludzi i, co jest bardzo
ciekawe, każdy ma inne wspomnienie. Jedno jest zwią­
zane z kotem, drugie związane z pożarem, inne z tym,
że babcia kupiła jakiegoś cukierka. Te wspomnienia są
bardzo różne. I to jest jeden z dowodów na zróżnico­
13

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

wanie człowieka. To pierwsze wspomnienie już nas
wszystkich bardzo różnicuje.
Dariusz Czaja: A co dla Pana jest tym punktem
początkowym pamięci? Co to jest? Może jakieś sło­
wo? Kolor... ?
R . K apuściński: Obraz!
Z. Benedyktowicz: Obraz? A nie dźwięk?
R . Kapuściński: Zawsze będzie to obraz. Wiemy
przecież, że pierwsze wspomnienia dotyczą wieku lat
trzech, czterech. Dotąd sięga nasza pamięć, wtedy za­
czynają się te pierwsze wspomnienia. To jest mniej
więcej ten wiek. Wtedy umysł dziecka myśli obrazami.
To jest najczęściej wspomnienie wzrokowe. Bo nawet
jeżeli to był jakiś huk, jakiś piorun, to też musiało to
być związane z jakimś obrazem, czy tej burzy, czy miej­
sca, w którym to się zdarzyło. To mnie zawsze bardzo
ciekawiło i zastanawiało. Chciałbym napisać o swoim
dzieciństwie w Pińsku.

ne, wyrywkowe, niespójne. Dopiero ten zabieg porząd­
kowania, hierarchizowania, układania pamięci jest
niesłychanie ważny. Myślę o tym w ten sposób, bo pi­
szę teraz reportaż autobiograficzny i ciągle mam z tym
problem. Pamiętam epizod z jakiegoś afrykańskiego
kraju, ale już nie pamiętam, kiedy to było. Co było
„przed”, a co było „po”? Czy ja tam byłem w roku 67,
czy może 68? Czy to było w Ghanie, czy raczej w Re­
publice Środkowej Afryki? Tu zaczynają się problemy,
i to wymaga wysiłku.
Z. Benedyktowicz: Prowadzi Pan taki diariusz?
R. K apuściński: Nie, nie jestem w stanie tego ro­
bić. Po prostu dlatego, że te moje podróże są bardzo
ciężkie, wyczerpujące fizycznie. To jest na ogół tropik.
Z reguły jest bardzo dużo pracy bieżącej, tego pisania,
które trzeba oddać natychmiast. Później jestem tak
śmiertelnie zmęczony, że nie mam siły w ogóle na nic.
Więc po latach muszę sobie tę przeszłość rekonstru­
ować z różnych elementów: z biletów lotniczych, z wiz
paszportowych, z innych rzeczy. Poza tym jest jeszcze
inny problem, który powoduje, że nie jestem wielkim
entuzjastą dzienników. Ten, kto prowadzi taki dzien­
nik, zapisuje każdego dnia to, co wydaje mu się ważne.
I potem, jak się sięga do tego po latach, okazuje się, że
najczęściej te zapiski niewiele wnoszą. To wiąże się
z selektywną rolą pamięci.
Jest takie pouczające wspomnienie o Gorkim. Kie­
dyś pojawił się u niego pisarz, który się nazywał Paustowski. Był on wtedy młodym człowiekiem i przyniósł
do niego jakieś swoje opowiadanie. Gorki to przeczy­
tał i umówili się na spotkanie. I powiedział do niego
tak: „Młody człowieku, w tym tekście widać jakieś
zdolności, jakiś talent, ale ja ci poradzę taką rzecz: na
10 lat idź w Rosję, i tam sobie pracuj, tam żyj sobie, ja­
koś zarabiaj. Nic nie pisz. Nie rób żadnych notatek.
Jak wrócisz, spiszesz, co widziałeś. A dlaczego potem?
Dlatego, że zapamiętasz to, co było naprawdę dla cie­
bie ważne, a czego nie zapamiętasz, znaczy, że nie było
warte pamiętania”.
A jeżeli chodzi o mnie - piszę teraz Podróże z Herodotem, to znaczy piszę o rzeczach, które mi się przyda­
rzyły jeszcze w 50. latach. A jednak wciąż to pamię­
tam. N a przykład w 56 roku, to było fali październiko­
wej odwilży, moja redakcja wysłała mnie wtedy pierw­
szy raz do Indii. I ja do tych Indii leciałem przez Rzym.
Lecieliśmy takim starym, wojennym jeszcze samolo­
tem z demobilu - DC-3. Samolot przylatywał do Rzy­
mu wieczorem. I wtedy pierwszy raz w życiu zobaczy­
łem oświetlone miasto! To był dla mnie taki szok, że ja
dzisiaj - choć minęło 50 lat - bardzo dokładnie pamię­
tam ten widok nocnego miasta w światłach... Dlatego
bardzo wierzę w selektywną rolę pamięci. Nie trzeba
wszystkiego pamiętać. Nie ma takiej potrzeby, to na­
prawdę do niczego nie służy.
D. Czaja: Ale to prowadziłoby do ciekawego
wniosku. Okazuje się mianowicie, że to nie tyle my
porządkujemy, świadomie i intencjonalnie te dane,

Chaos pamięci i porządkowanie pamięci
Z. Benedyktowicz: Zauważył Pan przed chwilą,
że ludzie zazwyczaj muszą się zagłębić w swojej pa­
mięci, żeby dotrzeć do tego pierwszego wspomnie­
nia. Czy nie spotyka się Pan z takim zjawiskiem też
we własnym życiu, że na pierwsze wspomnienia n a­
kładają się te już „obrobione” , te, o których wiemy
skądinąd, które są własnością innych, te, które
gdzieś zostały zasłyszane?
R . Kapuściński: Tak, to trzeba oczyścić. To jest ta
Husserlowska idea oczyszczenia. Dojście do tych
pierwszych rzeczy jest bardzo trudne, zwłaszcza do
tych, o których nam już opowiadano. Bo na to się na­
kładają jeszcze dwa problemy związane z pamięcią i ze
wspomnieniami. Pierwszym problemem jest właśnie
uporządkowanie. Okazuje się, że bardzo trudno nam
uporządkować wszystkie te obrazy, które mamy we
wspomnieniu. Zastajemy pewien chaos. A zatem, to
uporządkowanie musi być pewnym działaniem świa­
domym, celowym, zamierzonym, muszę sobie to
wszystko poukładać, muszę ustalić, czy to było „przed”
czy „po”. Trzeba ustalić kolejność pewnych zdarzeń.
To jest bardzo ważne dla pamięci. I po drugie, tym co
istotnie wiąże się z pamięcią, a może właśnie z brakiem
pamięci, jest fakt, że pamięć jest fragmentaryczna,
nieciągła. Pamiętamy tylko niektóre epizody z prze­
szłości, ale nie mamy dostępu do pełnej ich sekwencji.
D. Czaja: Ciekawe przy tym, że od razu układa­
my je w jakąś fabułę, konstruujemy jakąś narrację,
że zbieramy te drobiazgi w jakiś linearny ciąg.
R . Kapuściński: Musimy to robić, bo inaczej się
zgubimy. W innym przypadku wszystko nam się rozsy­
pie. Czyli, jednym słowem, żeby ta pamięć funkcjono­
wała pożytecznie, ona wymaga pewnych zabiegów, wy­
maga pewnego wysiłku. To nie jest automatyczne, bo
to, co się samorzutnie narzuca, jest właśnie chaotycz­
14

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

i myślałem. Mam oczywiście świadomość, że jest to
bardzo subiektywne, to znaczy, że każdy z nas widzi tę
samą rzeczywistość inaczej. N a wieczorach autorskich
często się z czymś takim spotykam. Ktoś wstaje i mówi
„Panie, ja widziałem to, o czym Pan pisze, ale to wyglą­
dało zupełnie inaczej...”. I ja w to absolutnie wierzę.
Dlatego że ilu nas jest, tyle jest wersji tego samego wy­
darzenia. I w związku z tym nie ma obiektywnej pamię­
ci. Nic takiego nie istnieje. Pamięć jest najbardziej zsubiektywizowanym elementem kultury.
Pamiętamy naprawdę bardzo różne rzeczy. Mam
siostrę, która jest o rok ode mnie młodsza. Mieszka
w Kanadzie. Wiele lat jej nie widziałem. Kiedyśmy się
spotkali, ja, myśląc o Pińsku, wziąłem magnetofon.
I mówię do niej: „Basiu, co pamiętasz z naszych piń­
skich lat?”. A dodam, że jesteśmy bardzo kochającym
się rodzeństwem i jak byliśmy mali, chodziliśmy po
Pińsku zawsze trzymając się za rękę. Więc można by
rzec, że myśmy widzieli dokładnie wszystko to samo.
I kiedy ona zaczęła wydobywać z pamięci swoje wspo­
mnienia, to okazało się, że są one absolutnie inne od
moich. To znaczy: ona pamięta rzeczy, których ja
w ogóle nie pamiętam. I odwrotnie. Widać więc, jak ta
indywidualizacja pamięci jest silna. W związku z tym
zawsze używam formuły: „według mnie tak było”. I ni­
gdy nie mogę powiedzieć, że moje widzenie jest
jedynie prawdziwe.
Z. Benedyktowicz: Mimo tej radykalnej subiektywizacji pamięci istnieje również coś takiego jak
pamięć pokoleniowa, może nie obiektywna, ale ta­
ka, w której ludzie rozpoznają się przynajmniej...
R . Kapuściński: Tak, oczywiście. Pamięć pokole­
niowa, pamięć narodowa, to wszystko istnieje. Podob­
nie jak pamięć zbiorowa, mam na myśli głębokie po­
kłady archetypiczne, ten cały fenomen Jungowski. To
wszystko tak. Ale w moim własnym doświadczeniu ja­
ko reportera, jako człowieka jeżdżącego po świecie,
zbierającego obserwacje i historie, i piszącego o tym,
mnie osobiście najbardziej fascynuje ten fakt, że pa­
mięć jest zindywidualizowana...
D. Czaja:... że przeszłość załamuje się inaczej
w każdym jednostkowym doświadczeniu...
R . Kapuściński:... tak, i to bardzo. To właśnie fa­
scynuje mnie u Herodota, bo jak się okazuje, już on
miał z tym problemy. A działo się tak dlatego, że jego
pisanie łączyło się wprost z problemem pamięci. Przy­
pomnijmy sobie tę początkową inwokację, którą roz­
poczyna się jego książka: „przedstawiam wyniki moich
dociekań, których dokonałem po to, aby nie zatarły się
w pamięci ludzkiej czyny, które zostały dokonane”. On
walczy z tym problemem, jakim jest zacieranie się pa­
mięci, już wtedy z tym się styka. Przyjechał, powiedz­
my, do Teb. I każdy mówi co innego na temat jakiegoś
zdarzenia z przeszłości. A on na to, że zobowiązany jest
przedstawić jego różne wersje. Jego zadaniem jest
wiernie rzecz przedstawić. Czuje się w obowiązku, by
relacjonować obiektywnie. On pierwszy właściwie

nie my konstruujemy ów dotyczący nas obraz prze­
szłości, ale że to się dzieje w nas nieco mimowolnie,
gdzieś „z tyłu głowy” . Że inaczej mówiąc, tkwi
w nas pewien mechanizm selekcyjny, który - moż­
na by uznać - nie jest niczym innym, jak wypadko­
wą wszystkich znaczących wydarzeń naszego do­
tychczasowego życia.
R. Kapuściński: Tak. Zdecydowanie liczy się nie to,
co ja sobie codziennie postanowię, że zapamiętam albo
zapomnę. Nie, bo raptem okazuje się, że pamiętam ja­
kąś rzecz, o której w zasadzie nie powinienem pamiętać,
a jednak ona jakimś cudem istnieje w mojej pamięci.
I wtedy zaczynam zastanawiać się, dlaczego tak się dzie­
je, dlaczego pamiętam to właśnie, a nie coś innego.
D. Czaja: W tym m iejscu pojawia się pewna
subtelna kwestia, by nie powiedzieć pewna trud­
ność, nieostatnia chyba z tych, o których dzisiaj
rozmawiać będziemy dryfując między pam ięcią i za­
pomnieniem. Chodzi mi właśnie o ten rodzaj selek­
cji związanej z pamięcią. Pan mówi o „porządkowa­
niu” danych pamięci. Ale zróbmy lekki retusz se­
mantyczny i już mamy „konstruowanie” pamięci.
A jeszcze jedno niewielkie przesunięcie i mamy
„mityzację” pamięci. Jak te subtelności tutaj roz­
graniczyć? Czy można w ogóle wprowadzić tu jakieś
ostre dystynkcje? Kiedy jeszcze mamy do czynienia
z taką pam ięcią o przeszłości, o której możemy m ó­
wić: „to było rzeczywiste, to stało się naprawdę” ,
a kiedy mamy do czynienia z tym, co nazywałem
mitologizacją pamięci, czy też, jeśli mówić o wy­
miarze zbiorowym, z ideologizacją pamięci? Prze­
cież w każdej z tych operacji dokonuje się jakiejś
selekcji, prawda?
R . Kapuściński: Myślę, że nie ma jednoznacznej
odpowiedzi na to pytanie. To zależy od osoby, od sytu­
acji, w jakiej się znajduje, od bardzo wielu czynników.
Jako reporter mogę powiedzieć tyle, że podstawą jest
tutaj jakaś etyczna postawa, jakiś elementarny przy­
mus, który mówi: „to pamiętam”. Co oznacza, że odpo­
wiadam za to, co piszę. Innymi słowy, gwarantuję, że to
i to rzeczywiście przeżyłem, że w książce zawarte jest
rzeczywiście moje doświadczenie. To zawsze mój
argument w pisaniu jeszcze w latach cenzury. Jak mie­
li do mnie pretensje o to, co piszę, odpowiadałem: „ja
tam byłem, jak chcecie, to jedźcie ze mną”. Mnie się
wydaje, że przeżycie osobiste stanowiło podstawę tego,
co pisałem. A równocześnie to dawało mi poczucie si­
ły. Bo ja nie umiem pisać, nie jestem typowym pisa­
rzem. Moja bieda polega na tym, że nie mam tego typu
wyobraźni, więc muszę wszędzie być, żeby coś napisać,
muszę to osobiście zapamiętać. Wszystko musi się odci­
snąć bezpośrednio w mojej pamięci. I potem jak wra­
cam, nie zastanawiam się, w jakiej formie będę pisał,
czy to będzie wiersz, dramat czy traktat filozoficzny, po
prostu staram się pisać tekst. I chodzi mi o to, żeby ten
tekst był możliwie najwierniejszym odtworzeniem pa­
mięci tego, co przeżyłem, doświadczyłem, widziałem
15

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

go. I to jest kryterium. Innego kryterium nie ma. To
samo, myślę, jest z wszelkim ideałem.
D. Czaja: Czyli działoby się to na zasadzie pew­
nego konsensusu, zbiorowej umowy, tak?
R. Kapuściński: Tak. Tak jest. Wspólne myślenie,
wspólne wartościowanie, wspólne rozumienie. Tak mi
się wydaje. Nie potrafię znaleźć żadnego innego kryte­
rium, dlaczego jeden reportaż jest uważany za lepszy
od drugiego. Po prostu ludzie, zbiorowość uważa, że
ten jest lepszy, ten jest gorszy, a ten wybitny.
D. Czaja: A może to, co nazywamy „prawdą
przeszłości” jest po prostu funkcją czasu, w którym
została ona sformułowana. Spójrzmy choćby na b a­
dania mediewistyczne ostatnich kilkudziesięciu lat.
Przecież to nie jest tak, że odkrywamy lawinowo ja ­
kieś nowe, nieznane wcześniej dokumenty. A obraz
średniowiecza wciąż się zmienia: od niesławnych
„ciemnych wieków” po znakomite wielowarstwowe
studia, przykładowo, Guriewicza czy Le Roy Ladurie z ostatnich lat. A co się stanie z tymi wizjami
średniowiecza za kolejnych kilkadziesiąt lat?
R. Kapuściński: Cała humanistyka zanurzona jest
w materii żywej. Ona bez przerwy pracuje. Jest takie
wspaniałe zdefiniowanie pamięci u Brzozowskiego.
Brzozowski mówił, że pamięć ciągle pracuje, że ona
ciągle przetwarza, że nie ma rzeczy, o której byśmy się
raz czegoś pewnego dowiedzieli i na tym koniec. Są­
dził, że jest to materia, która ulega ciągłemu przepra­
cowaniu.
D. Czaja: A jeśli tak, to może sam ten ideał jest
fikcją?
R. Kapuściński: Tak, bo ten ideał też się zmienia.
Myślę, że na tym w ogóle polega wielkość humanisty­
ki, że pracujemy cały czas w materii, która ulega nie­
ustannemu przetworzeniu. Jest rzeczą fascynującą śle­
dzenie kierunków tego przetworzenia i różnych jego
rodzajów. To jest właśnie tym, co jest tak niezwykłe, co
jest tak ciekawe dla mnie. I co, nawiasem mówiąc,
świadczy w ogóle o żywości ludzkiego umysłu.

w literaturze światowej zgłasza ten problem zróżnico­
wania pamięci, zróżnicowania obrazu przeszłości. Ale
wiemy, że ta rzeczywistość miniona ma postać rucho­
mych piasków. I my wszyscy brniemy w tym piaszczy­
stym gruncie, którego nikt nie jest na sto procent
pewny.
D. Czaja: Ale jest tu niewątpliwie pewne napię­
cie pomiędzy subiektywnością a obiektywnym ob­
razem rzeczy. Mówił Pan o Herodocie, że starał się,
że próbował uzgadniać różne wersje przeszłości.
Ale on zapewne też wolny od subiektywności nie
był. Pan również w kontekście swoich własnych
wspomnień z przeszłości mówi o indywidualizacji
pamięci, subiektywności obrazu przeszłości. Po­
wstaje w związku z tym problem: jak rzecz się ma
z historykiem, który próbuje zawierzyć pamięci
(świadków czy dokumentów), ale jednocześnie sta­
ra się odpowiedzieć na pytanie, jak to za Rankem
powtarzamy: „jak to było naprawdę?” Mówiąc
wprost: stara się być obiektywny. Czy po licznych
tekstach demitologizujących naszą naiwną wiarę
w „prawdziwą rzeczywistość” , którą odtwarza hi­
storyk, wierzy Pan jeszcze w obiektywizm badań hi­
storycznych, w naukowy, tak to nazwijmy, obraz
przeszłości?
R . Kapuściński: Moje podejście jest następujące.
Dla mnie kluczem do takich sytuacji, do takich pro­
blemów jest francuskie pojęcie approximation. Inaczej
mówiąc, że ten obiektywizm jest możliwy jedynie
w przybliżeniu. To przybliżenie oznacza, że mamy pew­
ne ideały, że je sobie przyjmujemy, że je jakoś zakłada­
my. Chciałbym napisać książkę idealną. Ale wszystko,
co mogę zrobić, to najwyżej przybliżyć się do tego teo­
retycznego ideału, jaki sobie założyłem. Podobnie jest
w nauce, w naukach humanistycznych. To wszystko są
przybliżenia. Ważny jest stopień, do jakiego uda się
nam przybliżyć, do tego zbiorowo pomyślanego ideału.
Jedni przybliżą się do niego bardzo blisko, inni w ogó­
le tego nie osiągną. Historyk, który zakłada, że napisze
obiektywną książkę o Bitwie pod Grunwaldem, też za­
kłada sobie jakiś poznawczy ideał. I to, w jakim stop­
niu go osiągnie, to będzie miarą wartości jego pracy.
Nie możemy osiągnąć absolutu, bo to jest niemożliwe,
miarą oceny naszego wysiłku jest stopień przybliżenia
do tego absolutu.
D. Czaja: Dobrze, ale skąd wiemy, że przybliża­
my się do tego epistemologicznego absolutu?
R . K apuściński: W społecznej świadomości funk­
cjonuje pojęcie ideału. I czujemy, że pewna powieść,
na przykład W poszukiwaniu straconego czasu jest tego
bliska. Ze Joyce tak, a ktoś tam pomniejszy nie. I to
jest takie zbiorowe rozumienie ideału. Podobnie jak
Znaniecki kiedyś napisał w Społecznych rolach uczo­
nych, o tym, kto jest wybitny w danej dziedzinie wie­
dzy. Jak określić, kto jest w danej dziedzinie wybitny?
I odpowiedź Znanieckiego jest taka, że to grupa spe­
cjalistów w danej dziedzinie kogoś uważa za wybitne­

Pamięć zła, pamięć wypierana
D. Czaja: Mówimy tu cały czas o pozytywnej
funkcji pamięci. O pamięci ocalającej, o pamięci
twórczej, wreszcie o pamięci budującej naszą tożsa­
mość, pamięci, dzięki której wiemy, skąd jesteśm y
i kim jesteśmy. N ie przez przekorę, ale chciałbym,
byśmy porozmawiali przez chwilę o pamięci, która
może budzić opór. A także o pamięci niechcianej,
o pamięci negatywnej.
N ie może więc w naszej dyskusji zabraknąć
Nietzschego oraz jego sławnego i wielce dyskusyj­
nego tekstu O pożytkach i szkodliwości historii dla
życia C o mówi nam Nietzsche? Mówi mniej więcej
tak. Po co chcecie pamiętać? Przecież pamięć was
zabija. To jest ten garb, który cały czas z sobą nie­
16

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

siecie. Pisze tak: „N adm iar historii, wzrok utkwio­
ny w przeszłości, to postawa wroga życiu” . A gdzie
indziej: „N adm iar historii wybujały z umysłu histo­
rycznego jest przeciwko m łodości” . To jest ta cała
diatryba przeciwko historykom i zmysłowi histo­
rycznemu. Krytykuje Nietzsche postawę, która wi­
dzi świat przez pryzmat wzroku cały czas utkwione­
go w przeszłości. Drażni go, że tym sposobem budu­
jemy społeczeństwo, które starości i temu co daw­
ne stawia kaplice.
I moje pytanie podejmuje ten nietzscheański
wątek pamięci. Pamięci, która może być balastem,
przeszkodą, która nie buduje, lecz przeszkadza.
Zwłaszcza jeśli dotyczy zwartej, solidarnej grupy
plemiennej. Spójrzmy na przykład pod tym kątem
na wojnę na Bałkanach. Powiada się czasem, pa­
trząc na ten oszalały tygiel bałkański, że gdyby
wśród mieszkających tam ludzi było - paradoksal­
nie - mniej pamięci, gdyby nie wyrzucali oni sobie
wciąż krzywd, które ich kiedyś spotkały, za życia
ich ojców czy dziadków, gdyby umieli zapomnieć,
to może nie byłoby tej krwawej jatki w latach dzie­
więćdziesiątych. Jak Pan się zapatruje na takie po­
stawienie sprawy?
R . K apuściński: Nie, ja tak nie myślę. W tej ma­
terii nie mogę zgodzić się z Nietzschem. Zwłaszcza że
mamy dzisiaj kłopoty z pamięcią, istnieje wiele poważ­
nych zagrożeń pamięci.
Natomiast parę słów odnośnie do plemienności.
Niestety, słowo to ma pejoratywną wymowę. Afrykańczycy też się obrażają, jak się używa wobec nich termi­
nu „plemienność”. Wolą, żeby powiedzieć „narodo­
wość, lud” , czy people. Tribe czy tribalism brzmi dla nich
jak anatema.
Żeby zrozumieć, co się stało na Bałkanach, trzeba
wprowadzić pewne rozróżnienie. Trzeba mianowicie
rozróżnić między świadomością plemienną a jej wyko­
rzystywaniem dla celów politycznych, dla celów walki
politycznej. To trochę tak, jak z nożem: może służyć
do krajania chleba i do podcinania gardła. Tak samo
jest z plemiennością. Ona sama w sobie jest wartością
ogromną, natomiast można ją wykorzystać do gry po­
litycznej czy do walki o władzę, do osiągnięcia jakichś
korzyści politycznych. Tak więc z tego punktu widze­
nia plemienność, to mocne poczucie lokalnej wspól­
noty, nie jest ani lepsze, ani gorsze od jakiegokolwiek
innego uczucia. W rozgrywkach politycznych można
wykorzystać każde uczucie z wymiernym skutkiem.
I na Bałkanach to uczucie zostało wykorzystanie do
celów zbrodniczych, niszczycielskich. Ci ludzie żyli
przecież przez dziesiątki pokoleń normalnym rytmem,
w zgodzie. Były małżeństwa mieszane. Pińsk, gdzie się
urodziłem, to było międzynarodowe miasteczko prze­
cież. Było tam 72% Zydów. Byli Ukraińcy, Białorusini,
Łotysze, Litwini, i tak dalej. Nie było żadnego poczu­
cia jakiejś radykalnej wrogości wobec siebie. Wycho­
dząc z tego Pińska, nie miałem żadnej świadomości et­

nicznej. Nie wiedziałem, że coś takiego w ogóle istnie­
je. Wszyscy byliśmy razem. I tak długo, jak się w tę róż­
norodną materię nie wstawi lontu z płomieniem - a to
można zrobić tylko z zewnątrz - tak długo nie ma żad­
nego zagrożenia. Nie leży to w naturze człowieka, on
bez tego czynnika zewnętrznego, sam z siebie nie bę­
dzie pałać nienawiścią. Tego w człowieku nie ma.
D. Czaja: M am poważne wątpliwości. Było nie
było, jesteśm y „Kainowe plemię” , czy nie tak?
Oglądałem niedawno wstrząsający dokument bry­
tyjski o Srebrenicy. Oczywiście wiemy, ludzie m or­
dowali jak świat światem, natom iast skala i rodzaj
tych mordów, zupełnie bezinteresownych, przecho­
dzi wyobraźnię...
R . Kapuściński: Tak, rzeczywiście, to już bestial­
stwo. Jeśli ten kołowrót nienawiści puści się raz
w ruch, to trudno go zatrzymać. Ale ciągle powtarzam,
wciąż o jedno mi chodzi: że sami z siebie ludzie tego
nie zaczną! Powiedzmy, w takim wieloplemiennym
mieście afrykańskim mieszkają sobie ludzie, każdy ma
swoją ulicę, swój dom. Nic szczególnego się nie dzieje.
I naraz, któregoś dnia przyjeżdżają agitatorzy i mówią:
„Słuchaj, jesteś biedny, popatrz, tamten z sąsiedniej
ulicy jest w rządzie, a ty byś nie chciał? Jak będziecie
dalej tak biernie siedzieć, to z głodu umrzecie, nic
z was nie będzie...” Tak to się zaczyna. I oni wtedy wy­
chodzą na ulicę, biorą maczety i idą walczyć „o swoje” .
Biją i mordują. O taki mechanizm powstawania niena­
wiści mi chodzi. Dokładniej o to, że owo poczucie ple­
miennej przynależności łatwo wykorzystać do celów
politycznych.
D. Czaja: N o tak, ale to pada na podatny grunt.
Takie podburzanie jednych przeciw drugim budzi
tylko uśpione demony. Ale one są, realnie istnieją!
R. Kapuściński: To prawda, bardzo często trzeba je
dopiero obudzić. Ja nie mówię, że człowiek jest istotą
idealną. Mówię, że w człowieku, w każdym człowieku,
są cechy takie i takie. Zależy, do jakich cech się odwo­
łamy, co rozbudzimy w tym człowieku. Moje zdanie jest
takie, że on sam z siebie, jak gdyby „od wewnątrz”, nie
zadziała w ten sposób, dopiero pewne okoliczności po­
budzają w nim tę negatywną, ciemną stronę. O to mi
chodzi. Zgoda, te ciemności w nim immanentnie ist­
nieją, są w stanie utajenia, uśpienia, w stanie, można
by rzec, nieczynnym. A teraz, żeby to uczynnić, trzeba
stworzyć do tego stosowne warunki. I tak właśnie rzecz
się ma z kwestią plemienności. Natomiast, powtarzam
z uporem, samo uczucie więzi klanowej, rodzinnej czy
plemiennej jest uczuciem bardzo pozytywnym, dlatego
że ono pozwala nam w ogóle funkcjonować w świecie.
Jednostka poza klanem nie może istnieć po prostu. Na
tym polega filozofia społeczeństw afrykańskich i w ogó­
le filozofia społeczeństw klanowych.
To jest jedna z różnic między Wschodem i Zacho­
dem. W cywilizacji zachodniej jednostka jest najważ­
niejsza. Mamy wolność jednostki, prawa jednostki
i tak dalej. Podczas gdy w społeczeństwach niezachod17

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

nich odwrotnie - to kolektyw jest wartością najwięk­
szą, co wynika po prostu z innego doświadczenia histo­
rycznego polegającego na tym, że w tamtej biedzie,
w tamtych warunkach, jednostka sama po prostu by
nie przetrwała. Ona musi mieć oparcie we wspólnocie.
Tylko zbiorowość jest w stanie przeciwstawić się przy­
rodzie. Jednostka nie jest w stanie przeciwstawić się
przyrodzie, nie potrafi jej okiełznać. Tylko zbiorowość
może zabezpieczyć wodę, uprawić pole. Słowem, pod­
porządkowanie się kolektywowi jest po prostu warun­
kiem przetrwania. Podczas kiedy w rozwiniętej cywili­
zacji zachodniej to nie jest warunkiem przetrwania.
Jednostka sama może tu bez trudu przetrwać. I ona ma
prawa. Jest to pewien luksus, na który sobie może wysokotechniczne społeczeństwo pozwolić. N a prawa
jednostki i temu podobne. Społeczeństwa biednego,
uzależnionego od przyrody nie stać na to.
Wracając do Bałkanów. Cała historia, jak wiemy,
rozpoczęła się od czasu najazdu tureckiego. Wcześniej
to była normalna, pokojowa społeczność. Te nienawi­
ści plemienne zostały w którymś momencie rozpalone
i podsycane. Wiadomo, jak to się stało, możemy ten
proces bardzo dokładnie prześledzić. I tu pojawia się
kwestia podstawowa. Otóż moja teoria na temat ro­
dzenia się konfliktów plemiennych, narodowych jest
taka: twierdzę, że wojna nie zaczyna się 1 września 39
roku, wojna nie zaczyna się w dniu wybuchu, w mo­
mencie kiedy pada pierwszy strzał. Wojna we współ­
czesnym świecie zaczyna się od zmiany języka w propa­
gandzie. Kiedy śledzimy język, to, jak on się zmienia,
jak zaczynają pojawiać się pewne słowa, to okazuje się,
że raptem, nie wiadomo skąd pojawiają się takie słowa
jak: wróg, nieprzyjaciel, zniszczyć, zabić... A zatem za­
czyna pojawiać się język agresji, język nienawiści. Ina­
czej mówiąc, to, co się nazywa hate speech. Jeszcze nie
ma żadnej wojny, nie ma w ogóle jej śladu, w ogóle nic
się o tym nie mówi. Natomiast zaczyna się zmieniać ję­
zyk komunikacji. I w tym momencie, po tych zmia­
nach języka, po tym, jak one się zaczynają nasilać
i ukierunkowywać, widzimy, że zaczyna się zbliżać za­
wierucha wojenna. I ten proces możemy w klasyczny
sposób prześledzić na Bałkanach. Twierdzę, że każda
wojna, i ta w Iraku, i ta na Bałkanach, czy jakakolwiek
inna, od tego się zaczyna.
D. Czaja: Postawmy może więc jeszcze kropkę
nad „i” . Drukujemy w naszym numerze bardzo cie­
kawy fragment z ostatniej książki Paula Ricoeura
poświęconej historii, pamięci i zapomnieniu. Za­
mieszczamy rozdział, w którym pisze on właśnie
o tym, co robić, jak się uporać z tym trudnym pro­
blem em złej pamięci. Jest to pytanie najzupełniej
praktyczne i ja nawet skłonny jestem zgodzić się
z tym, co Pan mówi, że ta plemienność nie jest za­
grożeniem sam a w sobie. N o ale dobrze, skończyła
się wojna na Bałkanach i co dalej? Co z tą pam ię­
cią, która nie chce zapomnieć? C o z tym robić? Ł a­
two powiedzieć: dawać świadectwo, edukować, n a­

uczać. Wszystko pięknie, tylko że nie bardzo wie­
rzymy w skuteczność takich działań.
My też przecież mieliśmy swoich Sąsiadów. O d­
byliśmy niedawno trudną, bolesną dyskusję o Jedwabnem. I tu też jest pytanie co dalej? Czy po pro­
stu opisać rzecz, wyświetlić, przypomnieć, nauczać
w szkołach. N a pewno tak. Ale chyba i coś jeszcze.
Zgadzam się z tym, co przypomina Ricoeur, że w ta­
kich wypadkach potrzeba nam, jak to nazywa
Freud, „pracy żałoby” , potrzeba nam jakiegoś opła­
kania tego, co się stało. Mocnego przecierpienia te­
go, przepuszczenia przez siebie. W innym przypad­
ku, kiedy tego rodzaju traumatyczne doświadczenia
z przeszłości zostają relegowane do podręczników al­
bo nawet - jak w przypadku Jedwabnego - odbędą
się uroczystości na szczeblu państwowym, to bez
wykonania tej prywatnej pracy żałoby możemy mieć
jako zbiorowość komfortowe poczucie, że już mamy
z tym spokój, że to już zostało odkreślone. Było, m i­
nęło. Co Pan o tym myśli?
R . K apuściński: To oczywiście wielki temat. Wiel­
ki, dramatyczny i właściwie bez odpowiedzi. Idzie mi
o to, że w momencie kiedy raz rozpęta się taką histo­
rię, to dynamika niszczycielska tych procesów jest
straszna. I kiedy się już tę puszkę Pandory otworzy, to
zamknąć ją potem jest bardzo trudno. I nigdy chyba
już szczelnie się jej nie da zamknąć, nie da się tego zro­
bić w ciągu najbliższych pokoleń. I tutaj zaczyna się
praca czasu. Bo raz rozpętana krwawa awantura,
wzniecenie takiej oszalałej nienawiści ma straszliwe
skutki i nie są one do naprawienia w krótkim czasie.
To jest bardzo bolesna okoliczność. To jest wielka sła­
bość człowieka, że nie potrafi właściwie w sposób osta­
teczny i zadowalający wyjść z tego przez długie poko­
lenia. Do dziś dnia są społeczeństwa, które mimo że
dziesiątki lat minęły, nie są w stanie w ogóle spojrzeć,
skonfrontować się z tą rzeczywistością. Społeczeństwo
japońskie, na przykład, które do dziś dnia odmawia
rozliczenia się z pamięcią tamtych swoich zbrodni.
Wielki naród, który nie jest w stanie do tego podejść.
Myślę, że to jest tak ciężkie, że to jest tak straszne...
D. Czaja: A le coś z tym chyba robić trzeba, nie
można tego tak zostawić.
R. K apuściński: Tak, teoretycznie tak. Mówię
oczywiście o dobrej woli, o intencjach. Wtedy tak,
trzeba to gryźć, trawić, przerabiać, wracać do tego. Ale
znowu z przekonaniem, że funkcjonuje tu również ten
mechanizm approximation, to znaczy przybliżania się,
że możemy się tutaj tylko przybliżać do rozwiązania ta­
kich kwestii. To jest ludzka słabość i nie da się tych
spraw ostatecznie rozwiązać.
D. Czaja: A może to byłby właśnie taki moment,
w którym można by podjąć pracę, że tak powiem,
mądrego zapominania. Zapominania, które byłoby
przepłakane albo które co najmniej byłoby poprze­
dzone jakim ś aktem solidnego namysłu, jeśli już nie
skruchy...
18

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

R . K apuściński: Tak, na pewno tak. Ale tego
można dokonać w stosunku do pewnej tylko części
społeczeństwa czy w stosunku do jednostek, nato­
miast, żeby odnosiło się to do całych społeczeństw, ca­
łych zbiorowości - trudno to sobie wyobrazić
D. Czaja: Upieram się tak, żeby coś z tym robić,
bo są dziesiątki przykładów świadczących o tym, że
takie proste wyrzucanie z pamięci traumatycznych
wydarzeń z przeszłości nic naprawdę nie daje.
R . K apuściński: Nic nie daje, bo ta rzeczywistość
zostaje.
D. Czaja: I bywa, że wraca z jeszcze większą siłą.
R . K apuściński: Tak. Myślę, że jest to jedna z ta­
kich słabości natury ludzkiej, natury społeczeństw,
z którą po prostu nie wiemy, jak się uporać. Jest dużo
rzeczy, z którymi nie wiemy, co zrobić. To są wielkie te­
maty i wielkie ludzkie słabości. Choćby ludzkiego
okrucieństwa. Od setek lat ludzie podejmują podobne
kwestie i wciąż nie potrafimy sobie z tym poradzić. Do­
stojewskiego zawsze pasjonowała zagadka niepotrzeb­
nego, bezinteresownego okrucieństwa. Zabił? No za­
bił. Ale dlaczego jeszcze kroi, dlaczego jeszcze gotuje,
dlaczego jeszcze..., dlaczego, dlaczego...? Nie potrafi­
my sobie odpowiedzieć na te pytania. To są po prostu
pytania, na które nie mamy odpowiedzi. I może na
tym polega istota i wielkość humanistyki, że uznaje
ona istnienie tego kręgu pytań, na które nie znajdzie­
my nigdy odpowiedzi.

teryzacji, elektronizacji życia będziemy coraz bardziej
kalekami pamięci.
Drugim zagrożeniem dla pamięci jest, moim zda­
niem, nadmiar danych. To po prostu nadobfitość da­
nych, jak powiadają Anglosasi: victory of abundancy.
Świadomość ludzka zalana jest taką ilością informa­
cji, że nie jest już w stanie tego opanować. I po pro­
stu ten nadmiar działa jak lawina. Jest to ciężar, któ­
ry uniemożliwia życie, wytwarza permanentne prze­
męczenie. Ilość istniejącej informacji przekracza wie­
lokrotnie pojemność przeciętnego umysłu ludzkiego.
Trzecim zagrożeniem pamięci jest ogromne przy­
spieszenie procesów historycznych. To znaczy, historia
działa się dawniej powoli. Powiedzmy, trzysta lat się
nic nie działo, dwieście lat się nic nie działo, i umysł
ludzki był przystosowany do tamtego tempa. Mógł so­
bie przyswajać momenty historyczne, momenty wła­
snego życia. Historia działała na niego stabilizująco.
Zył właściwie w stałym środowisku, które mógł opano­
wać i które mógł objąć pamięcią. Teraz, na skutek po­
twornego przyspieszenia, z jednej strony czasowego,
z drugiej przestrzennego - a przestrzeń i czas to są te
dwa nasze podstawowe orienty w świecie - straciliśmy
poczucie stabilizacji i zadomowienia w świecie.
D. Czaja: Jak w związku z tą wielokierunkową
utratą pamięci przez współczesne społeczeństwa,
określiłby Pan naszą epokę, ten czas, w którym ży­
jemy? Pierre Nora, na przykład, autor klasycznego
przecież dzieła Les Lieux de mémoire, mówi jak gdy­
by coś przeciwnego: żyjemy w czasie upamiętnienia,
w czasie gromadzenia pamięci. Spójrzmy na te licz­
ne „m iejsca” pamięci: muzea, archiwa, kompendia,
pomniki, pamiętniki - rozmaite „urządzenia” do pa­
miętania. Jak to więc jest naprawdę: żyjemy w cza­
sie pamięci czy żyjemy w czasie zapomnienia?
R . Kapuściński: Oczywiście, i muzea, i archiwa ist­
nieją. Mnie chodzi o coś innego. O to, że coraz więcej
z nas, z naszego wnętrza jest wyjmowane i delegowane
do rozmaitych instytucji. Idzie mi właśnie o cały ten
proces instytucjonalizacji, biurokratyzacji pamięci.
Tworzy się rozmaite instytucje - u nas choćby Instytut
Pamięci Narodowej - zajmujące się organizacją tej na­
szej pamięci. I wzrasta w nas takie przekonanie, że
„oni” się tym zajmą. „Oni” mają swoje archiwa, a czło­
wiek, jak mówiłem, pozbywa się własnej, indywidual­
nej pamięci i odsyła ją do anonimowej instytucji.
A mnie chodzi o tę pamięć osobną, różnicującą nas.
Pamięć, którą rozwijamy w czasie, i poprzez którą bu­
dujemy siebie, tworzymy własną tożsamość i osobo­
wość. Bo tym między innymi różnimy się, że mamy róż­
ne pamięci, że każdy z nas pamięta różne rzeczy i war­
tości, że przywiązuje się do pewnych etapów pamięci
czy rodzajów pamięci. Mnie chodzi o to, że powiedze­
nie, że żyjemy w czasach pamięci, może być najwyżej
oznaką, że żyjemy w czasach coraz bardziej zinstytucjo­
nalizowanej pamięci, a coraz mniej w czasach pamięci
jako wartości osobowej, jako wartości prywatnej.

Zagrożenia pamięci i czas upamiętnienia
Z. Benedyktowicz: Pomówmy teraz o wspo­
mnianych przez Pana marginalnie zagrożeniach pa­
mięci w kulturze współczesnej. W jakich obszarach
życia by je Pan lokalizował? I na czym konkretnie
miałyby one polegać?
R . K apuściński: Moim zdaniem są trzy takie za­
grożenia. Pierwsze - to ogromny rozwój mechanicz­
nych nośników pamięci, co oznacza, że człowiek
stopniowo oducza się sztuki pamięci. Oducza się, bo
sztuka pamięci to jest rzecz, którą trzeba opanować,
trzeba się uczyć pamięci. Obecnie wszystko przekierowuje się do komputera, do książki, do płyty, do en­
cyklopedii. Nie musimy się już - jak niedawno jesz­
cze - uczyć na pamięć, nie musimy ćwiczyć pamięci,
bo wszystko mamy zapisane na różnego rodzaju no­
śnikach. Pamięć jak gdyby wyrzucamy z naszych
głów, odsyłamy ją do mechanicznych nośników pa­
mięci. Podczas gdy pamięć jest zupełnie esencjonalną cząstką ludzkiej świadomości, tego co Platon na­
zywał duszą. I to pozbycie się sztuki pamięci jest bar­
dzo poważnym zagrożeniem dla osobowości ludzkiej.
To nie jest tylko problem czysto mechaniczny. To coś
więcej: dotyczy sprawności i zdolności myślenia czło­
wieka, poczucia bycia sobą, naszej tożsamości. To za­
grożenie się nasila. W miarę rozwoju „sieci”, kompu­
19

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

20

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

łeczeństwa Afryki, Ameryki Łacińskiej czy Azji, gdzie
rzeczywiście przeważa ten przekaz wartości. I jest dru­
gi typ społeczeństw, które są bardzo obciążone ładun­
kiem myślenia historycznego. Nasze społeczeństwo ta­
kie jest właśnie, w ogóle społeczeństwa Europy. Histo­
ria jest dużą częścią naszej kultury, generalnie mówiąc:
myślenie historyczne, symbolika pamięci historycznej,
poczucie trwania w czasie. I jest jeszcze trzecia grupa
społeczeństw. To są społeczeństwa nowe, białe, któ­
rych korzenie są emigracyjne, ze stosunkowo niedługą
historią własną: Stany Zjednoczone, Kanada, Austra­
lia i inne, drobniejsze. One mają niewiele ponad 200
lat. Nie są obciążone historią, w związku z czym ich
świat jest zwrócony w przyszłość. Można by powie­
dzieć, że ich przeszłością jest ich przyszłość.
Ale i to się zmienia. Spójrzmy na wszystko to, co
działo się w Stanach po 11 września. To był klasyczny
przykład budowania własnej tradycji, nobilitacja pa­
triotyzmu, konstruowania tożsamości wokół symbo­
licznych znaków, jak flaga czy hymn. Te nowe społe­
czeństwa wyraźnie odczuwają potrzebę budowania
tożsamości narodowej, której nie mogą czerpać z prze­
szłości, bo zwyczajnie jej nie mają. Brak im choćby ta­
kiej „bitwy pod Grunwaldem” czy zdarzenia o podob­
nym znaczeniu. A więc muszą tę „przeszłość” doraźnie
budować. Nie powiedziałbym, że to źle. W ogóle idea
hierarchizowania kultur jest mi obca. To społeczeń­
stwo takie jest, bo taką a nie inną miało historię i po
prostu trzeba to przyjąć.
D. Czaja: Ale w kulturze amerykańskiej zaob­
serwować można też i inne powroty do przeszłości.
Tym razem już w nieco bardziej groteskowym wy­
daniu. Ot, choćby to ich pocieszne snobowanie się
na „daw ność” , w europejskim oczywiście wydaniu.
Z „amerykańskich” książek Eco czy Baudrillarda
wiemy o tych wszystkich kościołach czy zamkach,
które cegła po cegle przeniesiono do jakiegoś Idaho
i tam na nowo odtworzono, a także o innych tego
rodzaju sztucznych praktykach wydłużania sobie
metryki.
N ie jest to rzecz jasna specjalność tylko amery­
kańska. C o na przykład myśleć o takim współcze­
snym zjawisku - bez m ała modzie - na sztuczne
wskrzeszanie przeszłości, można by to nazwać ko­
stiumowym ożywianiem pamięci? Wspomniał Pan
przed momentem o Grunwaldzie, co przypomniało
mi pewien zabawny artykuł w gazecie, z którego
można było się dowiedzieć, że oto co roku na histo­
rycznych terenach odbywa się „bitwa pod Grunwal­
dem” . Są drużyny rycerzy, są „nasi” , jest i wraża
strona, prowadzone są walki na kopie i miecze, do­
chodzi do zbrojnych potyczek. Ciekawe przy tym, że
wynik nie jest historycznie przesądzony. Słyszałem,
że ostatnio wygrali Krzyżacy... (wspólny śmiech)
Jak oceniałby Pan tego typu powroty, to całe
przebieranie się - rozumiane przenośnie i dosłownie
- w nie swoje szaty? N a ile sensowna jest ta - dla jed-

D. Czaja: A może dałoby się połączyć te dwie rze­
czy. Bo już nawet z tego, co Pan mówił, można by
wnosić, że to opisywane przez badaczy kultury grze­
banie we własnej przeszłości, szukanie rodzinnych
genealogii, powroty - literackie czy filmowe - do
czasów dzieciństwa, wizyty w muzeach, powszechna
wśród czytelników miłość do twórczości pamiętni­
karskiej, nostalgie różnego rodzaju, otóż, że cały ten
ruch „ku pamięci” jest jakimś rodzajem kontrreakcji
na wspomniane przed chwilą przyspieszenie cywili­
zacyjne. Może jest to instynktowna obrona przed tą
Miłoszową accélération d'histoire, tą potężną i wciąż
napierającą zmiennością życia codziennego?
R . K apuściński: Nie twierdzę, że to są zjawiska
wykluczające się. Uważam tylko, że sytuacja, w której
sztuka zapamiętywania scedowana jest na instytucje,
to tendencja niebezpieczna. Nie upieram się, że to al­
bo to. Wiemy, że człowiek z natury jest istotą leniwą
i woli szukać sobie rozmaitych ułatwień życia, więc
w tym procesie dostrzegam tego rodzaju tendencję do
ułatwiania sobie życia. To nie jest głos przeciwko tech­
nologii. Ale wyobraźmy sobie taką sytuację, że wszyst­
ko zostało już skomputeryzowane i nagle w tę zapisa­
ną cyfrowo pamięć wda się wirus. Może się wówczas
okazać, że w ogóle pozostaniemy bez pamięci. Oczywi­
ście, mówię tu o pewnych zagrożeniach, o tych ścież­
kach rozwoju cywilizacyjnego, które są niedobre. Nie
twierdzę, że to wszystko jest katastrofą, ani nie proro­
kuję końca świata.
Z. Benedyktowicz: Mówił Pan wcześniej o za­
grożeniach pam ięci we w spółczesnym świecie
w związku z rozwojem nowych technologii. Jak Pan
sądzi, na ile istniejące niegdyś w antropologii umowne oczywiście - podziały na społeczeństwa
„z historią” i społeczeństwa „bez historii” , dałoby
się obecnie odnieść do świata współczesnego? Czy
można by mówić teraz, odpowiednio, o społeczeń­
stwach „z pam ięcią” i „bez pamięci” ? Charaktery­
styczne, że czasami kulturę amerykańską określano
m ianem kultury bez pamięci, i to nie tylko dlatego,
że społeczeństwo am erykańskie m a relatywnie
krótką historię, ale też ze względu na wyraźne w tej
kulturze dowartościowanie teraźniejszości, życie
chwilą, życie bez tego, właściwego Europie, ciągłe­
go oglądania się za siebie. Być może jest tak, że
brak znaczących doświadczeń traumatycznych po­
woduje, że w tym modelu kultury ludzie są tak nie­
czuli na przeszłość, nie odczuwają tak mocno presji
obowiązku pamiętania, konserwowania pamięci.
Czy rzeczywiście kultura amerykańska jest taka?
Jak to wygląda z perspektywy Pańskich doświad­
czeń amerykańskich?
R . K apuściński: Żyjemy w świecie, w którym wielokulturowość jest normą. Obracamy się w świecie
różnych kultur, różnych tradycji, które oferują najzu­
pełniej różny towar. Z jednej strony mamy społeczeń­
stwa, w których dominują kultury oralne: a więc spo­
21

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

22

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

nych zabawna, dla innych groteskowa - teatralizacja
pamięci? Czy takie praktyki ucieczki w przeszłość
mogą realnie pomóc w odzyskiwaniu pamięci?
R. Kapuściński: Ja bym powiedział tak, że jak długo
ludzie się nie zabijają, jak długo się nie podpalają...
D. Czaja:... to niech się bawią...
R . K apuściński: Tak. To niech się bawią. W tym
więc sensie nie widziałbym w tych zjawiskach niczego
nagannego. To ma oczywiście związek z tym, że żyjemy
jednak w świecie strasznie intensywnie funkcjonującej
kultury masowej, w związku z tym w świecie ogrom­
nych pokładów kiczu, który stał się już trwałym ele­
mentem kultury. Jednym może się to podobać, innym
nie, można zjawisk kultury masowej nie dostrzegać,
można je krytykować, ale one obiektywnie będą wy­
stępować, będą istnieć. I my, chcemy czy nie, musimy
w tym uczestniczyć.
Z. Benedyktowicz: M oje pytanie o kulturę am e­
rykańską miało też drugie dno. Wiemy, rzecz jasna,
wystarczająco dużo o amerykańskiej pop-kulturze,
o licznych, również i tych żenujących zjawiskach
z tego obszaru. A le z drugiej strony, jak zapytamy
0 to, gdzie są najlepsze na świecie katedry filologii
klasycznej, to okazuje się - mówił nam o tym kie­
dyś tutaj Pan Zygmunt Kubiak podczas redakcyjnej
rozmowy - że, o dziwo, na Harvardzie, i tam studia
starogreckie świetnie się rozwijają...
R . K apuściński: Społeczeństwo amerykańskie,
pamiętać trzeba, jest szalenie zróżnicowane. I w tym
świecie występuje fenomen campusu. Ale to jest za­
mknięta enklawa, całkowicie niemal wyizolowana ze
społeczeństwa. To jest i nie jest Ameryka. To prawda,
że w każdej dziedzinie akademickiej ma Pan wszystko:
1 środki, i ambicje, i talenty. Ci ludzie są świadomie
tam ściągani i mają świetnie zorganizowaną pracę.
Campusy te reprezentują najwyższy poziom światowy.
Cały problem polega tutaj jednak na tym, że campusy
te słabo wpływają na resztę kraju. I to właśnie dlatego
tak bardzo trudno mi mówić, że wszystkie te zjawiska
to „Ameryka”. Podobnie jak ci, co znają Afrykę,
z wielkim trudem używają nazwy zbiorczej „Afryka”.
I „Ameryka” i „Afryka” to jest tyle rzeczywistości na­
raz, tyle światów różnych, czasem tak kontradykcyjnych, że używanie jednej nazwy na objęcie tego
wszystkiego jest po prostu mylące.
Z. Benedyktowicz: O jeszcze jeden szczegół
chciałem zapytać, ściśle związany z fenomenem hi­
storycznej traumy i sposobami przezwyciężania tego
rodzaju pamięci. W recenzji z książki Olgi Stanisław­
skiej Rondo de Gaulle’a pisze Jacek Olędzki o rzeczy
dla Europejczyka dziwnej. Wspomina mianowicie, że
w muzeach afrykańskich, nawet w muzeach kolonia­
lizmu, nie ma zjawiska pamięci martyrologicznej. In­
nymi słowy: że silna obecność kultu przodków jak
gdyby zastępowała rozpamiętywanie, to tak dobrze
znane nam z autopsji rozdrapywanie ran. Czy rzeczy­
wiście tak jest?

R . Kapuściński: Zacznijmy od tego, że tam w ogó­
le nie ma muzeów w europejskim rozumieniu. To są
muzea, ale tylko z nazwy. Tam nic specjalnego się nie
przechowuje. Nie mają w ogóle tego typu instytucji.
Nie ma w tej kulturze, w tej tradycji w ogóle miejsca
upamiętnienia typu: „Tu rozstrzelano, tutaj powieszo­
no..”. Nie ma, to wszystko się zapomina. To w ogóle na
czym innym polega, mamy do czynienia z zupełnie od­
miennym od europejskiego modelem kultury. Zaczyna
się od tego, że nieżywego trzeba natychmiast pocho­
wać. Pierwszym odruchem wobec tego, który został
zabity bądź umarł, jest: natychmiast go zakopać. Nie
ma więc tej znanej nam celebracji, przygotowania do
pogrzebu...
Wiąże się to również z innym w Afryce stosunkiem
do czasu, innym rodzajem jego traktowania i przeży­
wania. Jeżeli wspomina się czy rozpamiętuje jakiegoś
przodka, to nie jak męczennika. A to dlatego, że ten
człowiek ciągle żyje. Uczestniczy w życiu społeczności:
przez swoje rady, przez to, że udziela nam kar czy na­
gan, słowem jest przy nas i z nami. Znaczące jest, że
często chowa się tych przodków bezpośrednio przy do­
mu. Przy wielu afrykańskich domach są groby przod­
ków, czasem się po nich chodzi. Bo ten przodek niby
odszedł, ale jest. Bardzo ambiwalentna postać. Wobec
czego nie można go całkowicie spisać do niepamięci,
bo on jednak funkcjonuje. Gdy zachorujemy, to zna­
czy, że zaniedbaliśmy jakichś naszych obowiązków wo­
bec niego i on nam o tym przypomina. Przypomina,
o tym, że jest.
Z. Benedyktowicz: Może to właśnie ta świado­
mość, że ci przodkowie są stale z nami, nie prowa­
dzi do takiego martyrologicznego rozpamiętywania,
takiego kulturowego cierpiętnictwa?
R . K apuściński: Tak, bo wiara w obecność zmar­
łych jest bardzo silna. I to nie tylko przecież w reli­
giach afrykańskich. Ta wiara w powracanie zmarłych
jest trwałym składnikiem wielu religii. I w nich grani­
ca między życiem i śmiercią nie jest nigdy ostateczna,
nie jest nigdy totalna. Zupełnie inaczej u nas, w naszej
kulturze - to jest jednak cezura straszliwa. A tam to
jest rzeczywistość płynna. W związku z tym i rozpacz
jest inna. Ta rozpacz jest bardzo teatralna, bo w grun­
cie rzeczy śmierć to jest jednak coś naturalnego. Za­
wsze miałem z tym problemy na różnych frontach
w Afryce. Jak się szło z tymi chłopcami, to czasem wi­
działem, że na pewną śmierć idą. Ale oni to traktowa­
li zwyczajnie. Po prostu: ktoś zginął. Inna jest tu rela­
cja między żywym i zmarłym. To jest filozofia o tyle po­
zytywna, że ta śmierć nie wywołuje takiej strasznej wy­
rwy w otoczeniu. Nie jest potworną tragedią, sprawą
nie do przeżycia.
Pamiętajmy też, że kobieta afrykańska rodziła prze­
ciętnie około 20 dzieci, przez cały okres płodności ro­
dziła rok po roku dziecko. I z tych dzieci przeżywało,
powiedzmy, pięcioro. To już było dużo. Jeżeli więc ko­
bieta co roku chowa swoje dziecko, to ma całkiem in­
23

�Ryszard Kapuściński ♦ O PAMIĘCI I JEJ ZAGROŻENIACH

rozumienia świata, stosunku do innych, stosunku do
innej kultury. To był przecież pierwszy globalista, to był
pierwszy człowiek, który pojął, że aby zrozumieć własną
kulturę, trzeba poznać też inne kultury, ponieważ tylko
w innych odbija się istota naszej kultury. I on dlatego
jeździł po świecie, próbując uświadomić Grekom, czym
była ich kultura w obliczu innych kultur.
Z. Benedyktowicz: Dziękując bardzo za wizytę
w naszej redakcji i za pobudzającą do myślenia roz­
mowę, chciałbym jeszcze zapytać, kiedy możemy
spodziewać się Pańskiej książki?
R. K apuściński: Nie zdradzając za wiele, powiem
na koniec tylko tyle, że rzeczywiście z tą książką mam
poważny problem. Chodzi głównie o to, jak zapano­
wać nad tym całym antycznym materiałem. Nastąpił
przecież ostatnio znaczący przełom w badaniach histo­
rycznych, jesteśmy świadkami wielkiej rewolucji w tej
dziedzinie w ostatnich latach. W związku z tym ta spo­
kojna, tradycyjna nauka o starożytności trochę zaczy­
na odchodzić w przeszłość. Jest cała masa nowej lite­
ratury, z którą stykam się zupełnie po raz pierwszy.
A ponieważ cały czas jestem w kontakcie z moimi ko­
legami starożytnikami, to oni w ramach pomocy pod­
suwają mi różne interesujące rzeczy i namawiają: „zo­
bacz, to by się jeszcze przydało, to jeszcze musisz prze­
czytać i to jeszcze” . Wtedy mówię „Jezus Maria, ja tej
książki nigdy nie napiszę!” Ale rzeczywiście jest to bar­
dzo ciekawa literatura, więc z dużą chęcią czytam. To
jest zupełnie nowe podejście do historii, bardzo żywe,
pozostające w zgodzie z tymi nowymi tendencjami,
określanymi jako postmodernistyczne. I w związku
z tym nie ma rady: ten „Herodot” rośnie.

ny stosunek do śmierci. Żyje i po prostu rodzi następ­
ne dzieci. To jest jednak inna niż u nas relacja: śmierć
i życie. W różnych krajach Ameryki Łacińskiej często
towarzyszyłem grupom Indian. Jestem gdzieś tam
w Peru czy w Boliwii i nagle taki obrazek: ojciec niesie
pod pachą małą trumienkę, zbitą z surowych desek,
żeby zanieść ją na cmentarz w górach i pochować.
Rzecz u nas niepojęta, a tam zrozumiała wewnątrz re­
guł tamtej kultury.

„Ja tej książki nigdy nie skończę!”
Z. Benedyktowicz: Odnoszę wrażenie, że trochę
za m ało jak dotąd rozmawialiśmy o książce, nad
którą Pan teraz pracuje, o tych rodzących się w b ó ­
lach Podróżach z Herodotem. N a koniec więc może
parę szczegółów. Ta książka, choć m a w tle wielkie­
go historyka starożytności, wychodzi jak wiem, od
indywidualnej, prywatnej pamięci...
R . K ap u śc iń sk i:... i mojej, i jego. Tę książkę chcę
nazwać Podróże z Herodotem . W jakimś sensie jest to
rzecz bardzo autobiograficzna, oparta na autentyku.
Wszystko zaczęło się od tego, że dostałem tę książkę
w 56. roku, taki rodzaj wyprawki. Była to podróż do
Indii, Pakistanu i Afganistanu. I ja z tą książką jeździ­
łem cały czas po świecie. Oczywiście, nie zawsze ją za­
bierałem ze sobą. Teraz, po latach, odczytuję tego Herodota na nowo dla siebie. Ale tak jest z książką.
Oczywiście z dobrą książką, z wybitną książką. Okazu­
je się bowiem, że z każdą kolejną lekturą czytamy jak
gdyby nową książkę. Osobliwość wielkiej książki na
tym właśnie polega, że mieści się w niej bardzo dużo
książek, właściwie nieskończona ilość książek. Można
by powiedzieć, że takie dzieło jest bytem wielotekstowym. Wydobycie tych różnorodnych tekstów zależy od
tego, kiedy tę książkę czytamy, w jakich okoliczno­
ściach, w jakim nastroju, w jakiej sytuacji, i czego
w danym momencie w niej szukamy.
Reasumując: poczytuję sobie Herodota trochę za
swojego mistrza. Uczyłem się od niego widzenia świata,

Opracowanie dyskusji
Dariusz Czaja
Redakcja składa serdeczne podziękowanie autorowi
i Pani Izie Wojciechowskiej, za udostępnienie zdjęć
i współpracę.

24

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10383" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10361">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f3e35bb5ef1bce8e9179470208b9a385.pdf</src>
        <authentication>44f2ff23d1f013afbd72a1ea37d9afda</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123487">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3429</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123488">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123489">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123490">
                <text>Nauki humanistyczne a etnologia (tezy) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123491">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.74</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123492">
                <text>Małkowska, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123493">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123494">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123495">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123496">
                <text>przyczyn-

4. N i e w i d z ę p o t r z e b y dłuższego z a t r z y m y w a n i a się n a d m i e j s c e m

współczesnej

p r o b l e m a t y k i k u l t u r y a r t y s t y c z n e j w e t n o l o g i i . Jeśli t a o s t a t n i a

k u l t u r y , a z drugiej strony zbytnie teoretyzowanie,

zajmowanie

z a j m u j e się b a d a n i o m k u l t u r „ t y p u l u d o w o g o " w ó w c z c s w s p o m ­

się i n n y m i

ludami i kulturami)

nieodzowne

niany

i

elementy

obecnie

zjawisk

(zawężanie

karstwo, odwracanie

sensowne

kręgu

zainteresowań,

się o d i s t o t n y c h p r o b l e m ó w
stanowi normalne,

systemu jednej

zakres

jest

jednym

z aspektów

jej przedmiotu

badań

i p o l e m w s p ó ł p r a c y z i n n y m i n a u k a m i z a j m u j ą c y m i się sztuką.

nauki.

mgr Krystyna Małkowska
I H K M

P A N , etnograf

(...)

Etnografia —

chodzi

o nazwę

dyscypliny

określanej

Zniechęcenie może też wywołać sama, przyjęta u nas, n a z w a

również j a k o e t n o l o g i a a l b o a n t r o p o l o g i a k u l t u r o w a c z y społeczna.

etnografia

Właściwie nazwa

e t n o l o g i a . Sugeruje t o bow i e m — zwłaszcza w szerszych

m o ż e się w y d a w a ć

n i e i s t o t n a , ważniejsze t o ,

d l a całej

dyscypliny,

zamiast

c z y m się t a d y s c y p l i n a z a j m u j e . A j e d n a k n i e jest t o t a k i e proste.

pozaprofesjonalnych,

S a m a n a z w a s t w a r z a już p e w n e „ p o l e " zainteresowań, określa n i e

tej d y s c y p l i n y jedynie d o s t a d i u m podstawowego

t y l k o dziedzinę, a l e sposób podejścia

pojmowanego,

do niej.

N i e jest

zatem

czyli w opinii

właściwego

społecznej

—

terminu

ograniczenie

i t o szczególnie

j a k o że dostarczycielom n i e k i e d y n a w e t
może

źródłowych

czy ,,-logia", albo „ e t n o s " c z y „antropos". B y w a , że w p r a k t y c e

k o j a r z y się w i ę c w świadomości społecznej aż n a z b y t często t e n

u p r a w i a n i a t e j d y s c y p l i n y powstają pewno r y w a l i z a c j e , a n a w e t

typ

animozje n a t l e opartego n a nieporozumieniu rozdźwięku między

kolekcjonowania ciekawostek

„logią" i „grafią".

(...)•

choć

nauce

Z

nierzadko

etnografią

przydatnego,

etnograficznych.

P o z o s t a j o jeszcze p r o b l e m z a w a r t y w źródłosłowach „ e t n o s "

Ź r ó d ł e m n i e p o r o z u m i e ń b y w a często p r z y p i s y w a n i e
grup badaczy

nienaukowogo,

być zbieracz-amator.

cennych

zupełnie t y m s a m y m — ujmując rzecz źródlosłowowo — , , - g r a f i a "

zgoła

danych

kręgach

wyłącznie d o „ l o g i i " l u b „ g r a f i i " ,

mogą o n i czynić z w y b o r u , ale równie dobrze

pewnych

co oczywiście

t e n s a m badacz

i

„antropos".

etnologii

Z n i m wiąże

(-grafii).

się r ó w n i e ż

Przyjmuje

o

przyszłość

kultury

euro­

pejskiej w jej f o r m a c h „zurbanizowanych" p r o w a d z i do zaoierania

m o ż e występować w r o l i e t n o l o g a bądź e t n o g r a f a w zależności o d

się zróżnicowań

s t a d i u m swoj p r a c y . Przez etnografię r o z u m i e m y b o w i e m

a zwłaszcza t z w . l u d o w y c h . W i a d o m o

poziom

pytanie

się, iż globalizacja

kulturowych,

do zanikania kultur

etnicznych,

j e s t j e d n a k , iż r ó w n o l e g l e

bozpośredniego o p i s u d o k u m o n t a c j i — t w o r z e n i a źródeł oraz i c h

wyostrzają się p e w n e świadome r u c h y a u t o n o m i z a c y j n e

systematyzację,

gólnych g r u p , n i e t y l k o w sensie p o l i t y c z n y m , ale równioż w n a ­

a więc istotnej p o d s t a w y

wiedzy.

S a m e źródła

poszcze­

stanowią j e d n a k materiał t a k obszerny i szczegółowy i t a k n a m

wiązaniu

mało „ m ó w i ą " o rzeczywistości (choć j ą odbijają), że muszą b y ć

zdają s i ę w s k a z y w a ć n a t o , ż e n a ogół p r o c e s o m u n i f i k a c y j n y m

poddane

procesowi

objąć p o z n a n i e m

i n t e r p r e t a c j i i uogólnioń,

szerszy zakres

zdobytą wiedzę szerszym
Należy

sobie

kultury,

a b y można

a również

kręgom odbiorców

było

udostępnić

(...).

życzyć, a b y o b a poziomy

do

towarzyszą

tradycji

spontaniczne

wspó-

tendencje

Obserwacje

współczosne

różnicujące.

Jest

w t y m

jakaś d i a l e k t y c z n a prawidłowość. T e n o w e zróżnicowania i treści,
k t ó r y c h są w y r a z e m ,

dyscypliny

kulturowych.

pozostaną, j a k sądzę, n a d a l

zainteresowań trójpoziomowej

przedmiotem

(czy trójstopniowej) n a u k i o k u l ­

działały ze sobą m o ż l i w i e równomiernie, a t o j e s t osiągalne p r z y

turze i k u l t u r a c h , jaką jest etnografia — etnologia — antropolo­

dobrej świadomości znaczenia każdogo z n i c h oraz — d o d a j m y —

g i a k u l t u r o w a . O b a w a o przyszłość naszej d y s c y p l i n y n i e w y d a j e

dostatecznej liczebności k a d r b a d a w c z y c h . N a s t a w i e n i e

rywaliza-

się z a t e m

słuszna — i t o r ó w n i e ż n a p o z i o m i e , z d a w a ł o b y s i ę ,

c y j n e p r o w a d z i ł o j e d n a k często w h i s t o r i i t e j n a u k i d o n a d m i e r ­

najbardziej

nego wyprzedzania

—

graficznej,

opartej

w r e a k c j i n a t e n s t a n r z e c z y — d o o d w r ó c e n i a się o d w s z e l k i c h

obserwacji

uczestniczącej i t p .

prób
w

materiału d o w o d o w e g o przez toorię, bądź

teoretycznych

nadmiarze

specyfika
niejako

uogólnioń

i

w

rezultacie

i n f o r m a c j i źródłowych.

p r z e d m i o t u zainteresowań

„misję"

Właściwie

Ważną

kiedy

rolę

zagubienia
spełniła t u

e t n o g r a f i i narzucająca j e j

u d o k u m e n t o w a n i a tego,

w tempie coraz szybszym,

do

co p r z e m i j a ,

zanika

b ą d ź z m i e n i a się i przekształca.

się z a s t a n o w i m y

n a d olbrzymią

(...)

ilością

materiałów źródłowych d o - w s z y s t k i c h u c h w y t n y c h współcześnie
kultur

etnicznych

szeregi etnografów,
Przez

stulecie

badawcze
wysiłki

typu

kuli

ziemskiej,

ogarnia

świadomość

zdumienie:

przez

nieliczne

j a k t o było

możliwet

dzielące n a s o d klasyków
dokumentacyjnego

przedstawicieli

teoretyczną

zebranych

tej nauki.

ewolucjonizmu

skupiały

niemal

N i e nadążano

prace

wszystkie
z

refleksją

n a w y s o k i m p o z i o m i e ogólności, a l e wzrastał p o z i o m
1

metodologicznej,

doskonaliły się t e c h n i k i b a d a w c z e

i s t a w i a n e p y t a n i a p o z w a l a ł y coraz głębiej sięgać w rzeczywistość
kulturową, dostrzegać coraz istotniejsze p r o b l e m y . T e zaś m o g ą
się stać p o d s t a w ą
Dysharmonijny

budowania
stosunek

teorii.
omawianych

wyżej

stadiów

cesu b a d a w c z e g o e t n o l o g i i b y w a przyczyną p e w n y c h

pro­

rozgoryczeń

czy zniechęceń wśród — z w ł a s z c z a młodych — j e j p r z e d s t a w i c i e l i .
W y d a j e się, iż d o b r e z d a n i e sobie s p r a w y n a c z y m o n p o l e g a m o ż e
być

pewną

wskazówką

w

jego

przezwyciężaniu.

Brak

stałej

k o n f r o n t a c j i , stałego przejścia m i ę d z y p o a i o m a m i „ l o g i i " i „ g r a f i i "
sprzyja
z

nieodpowiedzialnemu

teoretyzowaniu

i

badań

staje p o d z n a k i e m

74

terenowych,

zapytania.

których

bardziej

bezpośrednioj

dokumentacji

n a b a d a n i a c h bezpośrednich

trudno

sobie

wyobrazić,

etno­

,,face-to-face",

a b y jakakolwiek

ogólna t e o r i a k u l t u r y mogła w przyszłości powstać b e z w i e d z y
o w i e l k i m zróżnicowaniu k u l t u r o d m i e n n y c h o d n u r t u „oświeco­
n e j " k u l t u r y e u r o p e j s k i e j , n a w e t p r z y założeniu i c h wzrastającej
u n i f i k a c j i . A w i ę c b e z e t n o l o g i i . (...). W y d a j e

się wszakże rzeczą

niewątpliwą,

ilością

że przy

źródłowych

tendencje

obecnym

przesyceniu

rozwojowe

nauki

materiałów

o kulturze

będą

szły

w k i e r u n k u „ l o g i i " , coraz b a r d z i e j się uniwersalizując w k i e r u n k u
antropologii.
W z w i ą z k u z postępującą specjalizacją naukową, nawiązującą
często d o p r o b l e m a t y k i i t e o r i i n a u k
socjologia,
też o b a w a ,

ościennych

(psychologia,

psychiatria, ekonomia, historia sztuki itp.),
że etnologia

czy antropologia kulturowa

się n a szereg d y s c y p l i n o w y s o c e w y s p e c j a l i z o w a n y c h

istnieje

rozpadnie

warsztatach

n a u k o w y c h . I t a o b a w a , choć z p e w n e g o p u n k t u w i d z e n i a b a r d z o
realna, n i e wydaje

s i ę słuszna. W i a d o m o

z błyskotliwym powiedzeniem
wiedzy

bowiem,

iż

Shawa o wzrastającym

w o d n i e s i e n i u d o malejącego k u z e r u z a k r e s u

zgodnie
poziomie

rzeczywis­

t o ś c i , w y n i k i t a k i e g o s t a n u r z e c z y są w s e n s i e p o z n a w c z y m
m n i e j zadowalające. Równolegle z a t e m

coraz

rośnie p o t r z e b a

scalania

w i e d z y p o p r z e z integrację n a u k . S t a w i a t o n o w e w y m o g i

metodo­

logiczne, różne o d przyjętych i w y s p e c j a l i z o w a n y c h
m o ż n a b y określić j a k o p r z e d e

wszystkim

m e t o d , które

analityczne.

uogólnianiu

jednej s t r o n y , a z d r u g i e j — mało sensownemu mnożeniu nie­

przemyślanych

Tym

zagrożonym:

przydatność

pozo­

Każda

z wyspecjalizowanych

dziedzin wiedzy

o kulturach

t z w . p i e r w o t n y c h l u b l u d o w y c h z a j m u j e się szczegółowo j e d n y m
t y l k o z j e j aspektów, n i e wnikając głębiej w jego związki z całym

�kontekstem

kulturowym.

Takie

całościowe

widzenie

przypada

nież i c h e m o c j o n a l n e g o

zainteresowania

i związanej я n i m nie­

właśnie e t n o l o g i i . Sądzę, iż p o d o b n i e j a k r o l a e t n o l o g i i p o l e g a n a

ufności d o uogólnień, d o r e d u k c j i c e c h b a r d z i e j

s c a l a n i u i uogólniającej i n t e r p r e t a c j i w i e d z y o różnych k u l t u r a c h

nych

pierwotnych

łączących, b a r d z i e j u n i w e r s a l n y c h , p o z w a l a j ą c y c h zbliżać się d o

bądź

wykorzystywanie
pomostem,

i c h poszczególnych
doświadczeń

nawiązaniem

do

aspektach,

tak z

kolei

n a u k ościennych, będące
pewnych

charakterystyk

jakby
kultury

n a rzecz u j a w n i a n i a u k r y t y c h

głębokich
w

zasad

określonego

pod nimi

światopoglądu.

świetle których m o ż e m y lepiej

uszczegółowio­
cech i s t o t n y c h ,
tych

zasad,

zrozumieć cały szereg

Do

zacho­

t y p u europejskiego, jest przede w s z y s t k i m zadaniem a n t r o p o l o g i i

w a ń k u l t u r o w y c h . D z i ę k i r ó ż n i c o w a n i u c e c h ze w z g l ę d u n a i c h

kulturowej

stopień ogólności u k a z u j e się n a m zespół p o z i o m ó w

w

jej

bardzioj

uniwersalnej

refleksji.

n y c h , w i ą ż ą c y c h się w s e n s o w n ą całość. K a ż d y

W i e l o k r o t n i e m ó w i ł a m w y ż e j o różnicach — o w y d o b y w a n i u

struktural­

element

szcze­

n a j a w cech specyficznych poszczególnych zespołów k u l t u r o w y c h ,

g ó ł o w y u z y s k u j e d o p i e r o w t e d y s w ó j p e ł n y sens i s w o j e

czego znaczenie jest o c z y w i s t e .

w całości. C h c i a ł a b y m , a b y e t n o g r a f o w i e u w i e r z y l i , że t a k a w i z j a

różnicujące

cechy

O w e r z u c a j ą c e się z w y k l e w o c z y

c h a r a k t e r y s t y c z n e , są

przedmiotem

bezpo­

miejsce

m o ż e b y ć źródłem n i e m n i e j s z e j radości niż bezpośredniość badań
terenowy cli.

średniego z a i n t e r e s o w a n i a p r z e d e w s z y s t k i m otnografów, a rów-

doc. dr hab, Tadeusz Chrzanowski
IS P A N , historyk sztuki

N a j p i e r w wyjaśnienie osobistej n a t u r y : n i e j e s t e m

etnogra­

stanowego

w

zasadzie układu społecznego. A l e k i e d y

f o m , a co gorsze etnografią, j a k o dyscypliną, n i g d y n i o z a j m o ­

Polska Rzeczpospolita

wałem

L u d e m , w o b e c e t n o g r a f i i stanęło z a s a d n i c z e

się, n i e z n a m

literatury

teoretycznej

i zabierając

głos

czynię j a k ó w oświeceniowy d z i k u s , t y l e że n i e w i a d o m o z p e w ­

jąc jej o b i e k t y w r a m n c h K a t a l o g u Z a b y t k ó w S z t u k i w Polsce.
I n t e r e s o w a ł o m się r ó w n i e ż s z t u k ą p r y m i t y w ó w
tywną

(i nawet

jednak

zwrócić

coś n a t e n t e m a t
uwagę,

że

i sztuką

popełniłem w

wymieniam

te

prymi­

PSL).

dwie

Proszę

kategorie

od­

d z i e l n i e , o b a w i a m się z a ś , ż e u n a s z b y t m a ł e w p r a k t y c e c z y n i
się p o m i ę d z y n i m i d i s t i n g u o .
1. N a p y t a n i e p i e r w s z e
dokształcenie

3. P r z y s z ł o ś ć
pytanie

nie powinienem

właściwie

się j e d n a k p o d z i e l i ć m o i m n i e p o k o j e m

odpowiadać.

Chciałem

odnośnie d o pojęcia l u d .

M o ż e istniał o n w epoce K o l b e r g a , m o ż e jeszcze w czasach

„We­

etnografii?

naiwne,

takie do

taka

sama

Albo

przyjmiemy,

j a k prayszłoeć

wszystko

spokojnie
W

(acz

Przepraszam

wzruszania

PSL,

serc.

To

ale

jest

przyszłość

przez technokratów, albo

nie bezkrytycznie)

realizować

też

i gdzie o d dawna

się

będziemy

swoje

h i s t o r i i s z t u k i , która o d d a w i e n d a w n a zajmuje
zamkniętymi

to
jest

innych dyscyplin humanistycznych.

ż e w o g ó l e d y s c y p l i n a m i n i e są i d a m y

zepchnąć n a m a r g i n e s

obszarami

z u w a g i n a wyżej w y m i e n i o n e nie-

pytanie:

albo n i c .

nością w j a k i e j m i e r z e e z l a c h e t n y . N a t o m i a s t , , o d z a w s z e " i n t e ­
r e s o w a ł e m się t z w . s z t u k ą l u d o w ą , n a w e t c z y n n i e , i n w e n t a r y z u -

powstała

L u d o w a , c z y l i o d k ą d w s z y s c y s t a l i ś m y się

założonia.
się g ł ó w n i e

jest dobrze p o d w u ­

nastej d l a s z t u k i średniowiecza, renesansu, b a r o k u , k l a s y c y z m u
i t d . , wciąż jeszcze pełno jest t e m a t ó w i p o m i m o
bytków

p r z y r a s t a problemów.

następnych

Wystarczy

u b y w a n i a za­

togo i d l a nas i dla

pokoleń—

s e l a " ( i t o tuż za r o g a t k a m i ówczesnego K r a k o w a ) , ale już w m e j
wczesnej młodości, w okresie międzywojennym, s p r a w a n i e była
tak

oczywista.

Oczywiście

kraj

był

wówczas

r o l n i c z y , a w p o l i t y c o działały p a r t i e l u d o w e
odgrywając

w

niej

ważną

rolę.

Niemniej

zdecydowanie

(resp.

chłopskie),

nie wiadomo

dokładnie g d z i e — p o z a „ w s i ą spokojną, wsią wesołą" —

było

kończy

Jeśli e t n o g r a f i a zechce przystać n a p r o g r a m o w y
izm",

w a n i e w a r s z t a t ó w b a d a w c z y c h . (...)
tylko

„wszystko­

t o m u s i się w y r a ź n i e z d e c y d o w a ć n a p o d z i a ł i zróżnico­
W m o i m przekonaniu trzeba

trochę więcej stanowczości. A l b o

—

jak

się l u d w s y t u a c j i niezupełnie u k o n s t y t u o w a n e g o ( p o z a Zagłębiem,

się t e g o , co j e s t (czy p o w i n n o b y ć ) j e j p o ż y w k ą , a l b o

ograniczy

Łodzią,

się d o k u l t u r y

kilku

większymi

miastami)

proletariatu

i niezupełnie s k r y s t a l i z o w a n e j burżuazji (zwłaszcza w j e j o d k i m i e
p r z e z m a r k s i z m okroślanej p o g a r d l i w i e j a k o „ d r o b n a " ) . A
już

wówczas

гагз-sowało

się w y r a ź n e

klas pomieszanie,

więc
mimo

perspektywy

towarzyszyć

chce

stawania

i

to inne dyscypliny —

etnografia

procesowi

Warszawą

czynią

l u d o w e j , t o znaczy

z a m k n i e p r z e d sobą

n a przyszłość i s t a n i e się d y s c y p l i n ą

z a m i e r a j ą c ą w r a z z o d d a l a n i e m się o d n a s t a m t e g o :
i

młodopolskiego

szersze

emerytalną,
kolbergowego

ludu.

doc. dr hab. Leszek Dzięgiel
IHT

Kraków,

etnograf

1. E t n o g r a f i a ,

etnologia,

antropologia

logia k u l t u r o w a , a także socjologia
jego

kultury.

Badają

go

Nie

one

wyłącznie, rzecz

jasna,

ludzkiej. Używać

będę

antropo­

ale także

przyszłość

d l a zwięzłości

Rozdział między d w o m a

szości m o ż l i w i e j a k n a j w i ę k s z y c h m a s l u d z k i c h , c o n a t u r a l n i e n i e

o kierunkach kultury

przeszkadzało z a j m o w a n i u się p e w n y m i w y d z i o l o n y m i g r u p a m i

naukami tymi

oraz

uważam

które w y t w a r z a

określoną kulturę. N a t u r a l n i e kulturę

bardzo

T o , co n i e w c h o d z i

człowieka.
i

Ale

utarło

się

rozdzielać

n i e m a m z a m i a r u n i k o m u psuć

polega

n a odmienności

metody

jednej

pożądane,
elementy

metod

przeszłości

w i e m , czy i socjolog

Nadto

zakres

za

zabawy.

w swej
być

odgraniczał

ją

od

Różnica

czystej

socjologii
być

może

i i c h kulturą, lecz t y l k o p o t o , b y łatwiej o w e możliwie
i raczej

masowe

zjawiska

N i e będąc f o r m a l n i e s o c j o l o g i e m
przechodzę

(nio studiowałem tej n a u k i )

d o e t n o g r a f i i , t a k i e j jaką ją

Etnografia

dzieli

się

typowe

przedstawiać.

na

trzy

bloki

rozumiem.
tematyczne

(mówię

o e t n o g r a f i i p o l s k i e j , l u b raczej e t n o g r a f i i u p r a w i a n e j w Polsce):
b l o k h i s t o r y c z n y •— b l o k w s p ó ł c z e s n y — b l o k p o z a e u r o p e j s k i .

(...)

(aczkolwiek

tylko

łączności dadzą

ofekty

wyłącznie, t a k zwane badanie t r a d y c j i k u l t u r o w e j , a więc k u l t u r y

etnografii na

przeszłej, głównie w s i , a n a d t o małych m i a s t e c z e k i t y c h m a r g i ­

może
od

pojmuje

biologii

etnografię

badawczych

i drugiej nauki

poznawcze).

m i się,
badanie

s p o s o b u ż y c i a , s p o s o b u z a c h o w a n i a się w p r z e s z ł o ś c i i t e r a ź n i e j ­

t e r m i n y etnografia

w

że w s w o i m założeniu o b i e t e n a u k i miały za zadanie

one.

usiłując

dosyć d z i w n y , ponieważ j e d n a i d r u g a b a d a społeczeństwo l u d z k i e ,
szeroko.

w jego rozważaniach o społeczeństwie d a w n y m ) . W y d a j e

nieraz

w j e g o przeszłości i teraźniejszości,

wysnuć w n i o s k i n a najbliższą
socjologia.

społeczna,

badają człowieka o d s t r o n y

nacisk

socjologii

n i e p o w i n i e n udzielić p o m o c y

(chociaż

nie

historykowi

Blok

h i s t o r y c z n y w Polsce t o przede

nesów dawnego

w s z y s t k i m , jeśli n i e

społeczeństwa w i e l k o m i e j s k i e g o , k t ó r e n a rzecz

w s i i małego m i a s t e c z k a pracowały, świadczyły i k u n i m były

75

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10382" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10360">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aa4000c934e0d3a14d02a2871ec55564.pdf</src>
        <authentication>bb138130c4719166e9d68c0136e98675</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123477">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5315</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123478">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123479">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123480">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4936</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123481">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123482">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.2-3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123483">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123484">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123485">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123486">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
♦ ANTROPOLOGIA KULTURY ♦ ETNOGRAFIA ♦ SZTUKA
2003 rok LVII nr3-4 (262-263). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 24 zł
IN S T Y T U T SZ T U K I P O LSK IEJ A K A D EM II NAUK, FU N D A C JA KU LTU RY

S P I S
MIKOŁAJ G umilow
A nna B eata B ohdziewicz
RYSZARD K apuściński

FRANKLIN R. A nkersm it

K erwin L ee K lein

T R E Ś C I

Pamięć, przeł. Jan Gondow icz.....................................................................
Zdjęcia odzyskane...........................................................................................
O Pamięci i jej zagrożeniach (z Ryszardem Kapuścińskim
rozmawiają Zbigniew Benedyktowicz i Dariusz C z a ja ).....................

4
5
12

W zniosłe odłączenie się od przeszłości lub jak być/stać się tym
kim się już nie jest, przeł. Joanna Benedyktowicz, przejrzał Maciej
Bańkowski .......................................................................................................... 25
O pojawieniu się pamięci w dyskursie historycznym, przeł. Maciej
Bańkowski .......................................................................................................... 42

COLLOQUIA ETHNOLOGICA
PAMIĘĆ JAKO KATEGORIA KULTUROWA I POZNAWCZA
Katarzyna K aniow ska
CZESŁAW R obotycki
DARIUSZ C zaja
WALDEMAR K uligowski
SŁAWOMIR S ikora
MARCIN B rocki
M agdalena S ztandara
MARCIN K a f a r

Antropologia i problem p a m ię c i............................................................. 57
Pamięć PRL, Antropolog wobec doświadczenia własnej kultury ..... 66
Czarna Skrzynka. O idei pam ięci absolutnej ....................................... 71
O historii, literaturze, pamięci oraz innych formach zapominania..... 79
Pamięć: przestrzeń, w której zdarzenia się powtarzają ..................... 85
Semioza pam ięci w etn o g ra fii..................................................................... 92
O etnograficzności fotografii ..................................................................... 95
O istocie słowa w obliczu choroby. Uwagi na marginesie lektury
Stanąć n a nogi Olivera Sacksa i To jest wasze życie Małgorzaty
Baran ow skiej..................................................................................................... 102

DANIEL V ogel
D ipesh CHAKRABARTY

Przeszłość Indii czy przeszłość Europy?.................................................... 114
Postkolonialność a podstęp historii: Kto wypowiada się
w imieniu Indii? przeł. D aniel Vogel ....................................................... 117
Powrót do In d ii................................................................................................ 133
W h ich Blair Project? Pamięć jako narzędzie legitymizacji
politycznej: przykład „Nowej Partii Pracy” ...........................................142
Inicjacja B w iti...................................................................................................146
Żywioły sprzężone........................................................................................... 150
Etnolog w podróży (4) Kto komu mówi bounjour na M ont Blanc?
Próba antropologii zachowań zdawkowych...........................................165
P a m ię ta ć .............................................................................................................175
Skrzynia............................................................................................................... 182

PETER M artyn
J o HARPER
T omasz S ikora
Ew elina Pawlus
JERZY S. W asilew ski
P io tr S zacki
Iw on a ŚWIĘCH

PAMIĘĆ GRECJI
STEPHANIE W est
Jean Pierre VERNANT

Aristeas u Herodota, przeł. Wiesław Juszczak......................................187
Mityczne aspekty pamięci, przeł. Aleksander W olicki.......................201

1

�SPIS TREŚCI

D avid R. L achterman
W ojciech M ichera
W łodzimierz L engauer
Zbigniew B enedyktowicz ,
D ariusz C zaja M ariusz D obkowski,
B ohdan Ko s , W iesław J uszczak ,
W łodzimierz L engauer
W ojciech M ichera ,
H enryk Paprocki R obert Paw lik ,
Lech R obakiewicz, C zesław Robotycki
W łodzimierz S taniewski

L ech S okół
A ndrzej D ą br o w sk i , J an H artm an ,
W iesław J uszczak , Ireneusz Kan ia ,
o . J an A ndrzej K łoczowski (o p ),
E lżbieta Paczkowska -Ł agow ska ,
M ieczysław P o rębski ,
L ech T rzcionkowski,
C ezary W odziński
W iesław J uszczak
A ndrzej P ieńkos
K a ta rz y n a G ó rs k a
ZBIGNIEW O siński

N oos i N ostos: O dyseja i początki greckiej filozofii,
przeł. W ojciech M ichera ............................................................................. 213
Lathesthai. O pokusie zapom nienia...........................................................217
Czy bogowie greccy jeszcze żyją? .............................................................. 223

O Realności bogów - rozmowa o książce Wiesława Juszczaka
„Pani n a żurawiach” .........................................................................................224
W ielka podróż do źródeł. Głos w dyskusji o Realności bogów...........245
„Nie wszystko jest stracone...” Fragmenty dyskusji z promocji
książki Realność bogów Wiesława Juszczaka w Krakowskim
„Bunkrze Sztuki” Kraków, 29 maja 2 0 0 3 ............................................... 247

Język m i t u .......................................................................................................... 257
Życzenia na jubileusz Profesora Wiesława Juszczaka.......................... 281
„Siedziba sztuki" Johanna M ichaela Bossarda - totalne
miejsce tworzenia ........................................................................................... 283
J a tak napraw dę zbieram ducha pocztówki.
Rozmowa z Małgorzatą Baranowską ....................................................... 290
Osterwa i Reduta w notatnikach Limanowskiego .............................296

RECENZJE
BARBARA M a jo r
M a ria P oprzęcka

Inspiracje pasyjne Renaty R ogozińskiej.................................................. 315
Współczesna polska sztuka religijna......................................................... 318

J. K rzysztof L enartow icz
BOGUSłAW JĘDRUSZCZAK

A rchitektura trwogi..........................................................................................321
Pamięć O jc a ........................................................................................................331

ENKLAWY PAMIĘCI

Noty o A utorach
Summary of A rticles
Contents no 3-4; 1-2/2003

.................................................................................................................................. 340
.................................................................................................................................. 344
.................................................................................................................................. 350

W POPRZEDNIM NUMERZE (1-2/2003)
W iktor Zborowski
Hanna Faryna Paszkiewicz
Zbigniew B enedyktowicz
Dariusz Czaja
Maria Poprzęcka
J ulia Hartwig
George S teiner

Pożegnanie
„Być bogatym jak Forsyth...”
Mapa pamięci
Paradoksy pamięci. Parę wątpliwości zamiast wstępu
Obraz pod powiekami
Piękne siostry, Nagana 33
Gramatyki tworzenia, przeł. Jerzy Łoziński

2

�SPIS TREŚCI

PAMIĘTAĆ CZY ZAPOMINAĆ?
Paul Ricoeur
Y osef Hayim Y erushalmi
Ivan G. Marcus
Ma Łgorzata Na Łęcka
B ohdan Kos

W ojciech M ichera
J acek Ziemek
R uth G ruber

Nadużycia pamięci naturalnej: pamięć powstrzymana, pamięć
manipulowana, pamięć narzucona, przeł. Wojciech Bońkowski
Znaczenie w historii, pamięć i pisanie historii.
Podstawy biblijne i rabiniczne. przeł. Dariusz Czaja
Magia pokarmów i gesty mnemoniczne, przeł. Amelia Franas
Przeklęte błogosławieństwo. Nobilitacja zapomnienia
Pamięć i czasoprzestrzeń w poszukiwaniu całości.
Kilka uwag o renesansowym teatrze pamięci i słodyczach
kosmologii
Obliviscere. O pokusie zapomnienia i dylematach reprezentacji
Memento. Pamiętacie? To obejrzyjcie...
Miasta bez Żydów, przeł. Agnieszka Nowakowska

PAMIĘĆ PRYWATNA
Marcin Ś wietlicki
A nna B olecka
Antoni K roh
A melia F ranas
J oanna Zdanowska
S tefanie Peter
G erdien V erschoor
J an G ondowicz

Mój pamiętniczku
Pamięć i dzieciństwo
Starorzecze. Krzyżyk z mosiężnej blachy, Piesek Puk, Maszyny do pisa­
nia
Egzekucje i ekspozycje pamięci
Kozetka Bargelda, czyli o tym, jak się pisze widza
Kogel mogel - „polską magdalenką”?, przeł. Maciej Bańkowski
Kartki z pamiętnika. Polskie reminiscencje, przeł. Ella Osuch, Dorota
van den Bercken
Pałac pamięci

WENECJA I PAMIĘĆ
Lew Łosiew
W ojciech B ońkowski
Dariusz C zaja
Ewa Malec
B ohdan Kos
Ma Łgorzata Dziewulska,
Piotr KŁoczowski
J ulian T uwim
Hanna Baltyn
Piotr S ommer
A. M elbechowska-L uty
M onika Rudaś-G rodzka
Maria J anion
M ichaŁ O torowski
Ma Łgorzata Baranowska
Danuta KuZnicka
C zesŁaw R zońca
S tanisŁaw T abisz

Wenecja Josifa Brodskiego, przeł. Dymitr Romanowski
Dwanaście świń przegląda się w lustrze. O legendzie weneckiej
W drodze do Wenecji. Podróże imaginacyjne
Mit Wenecji. Fabrykowanie pamięci
Wiersze
Rozmowa z pamięci: Nie chciałbym zbyt dopowiadać
Kwiaty Polskie (fragment)
Szuflandia
Latem
Pomniki - „figury” zwodniczej pamięci
Słowiańszczyzna. Pamięć i zapomnienie w wykładach paryskich
Adama Mickiewicza i powieściach Józefa Ignacego Kraszewskiego
Niesamowita Słowiańszczyzna
Pamięć spiskowców
Kolekcja nieidealna (3) Pamiętaj o mnie!
Gombrowicz Grzegorzewskiego
Zbysław Maciejewski (1946-1999)
Rozmowa ze Zbysławem Maciejewskim
Noty o Autorach
Summary of Articles
Contents no 1-2; 3-4/2003

Z powodów technicznych zapowiedziane w poprzednim numerze artykuły Krystyny Zwolińskiej, Jacka Olędzkiego,
Tomasza Wita Szerszenia, Mateusza Brauna oraz Zbigniewa Benedyktowicza ukażą się w kolejnym numerze „Kontekstów”.
Autorów i czytelników serdecznie przepraszamy.
W pierwszym tomie (nr 1-2) „Kontekstów” O Pamięci i zapomnieniu nieopatrznie i buńczucznie napisano we wprowadze­
niu, że „temat Pamięci nas nie przerósł” (por. Mapa pamięci s. 14), tymczasem okazało się, że zebrany materiał zaprojektowa­
ny do obecnie prezentowanego II tomu znacznie przekroczył dopuszczalną objętość.
Za pomoc i rozwiązanie związanych z tym problemów technicznych i możliwość wydania w miarę zbliżonego do przygo­
towanego t. II- numeru 3-4/2003 składamy serdeczne podziękowanie zespołowi Wydawnictwa Argraf i Panu Prezesowi
Tomaszowi Dukielskiemu - redakcja.

3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10381" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10359">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/82ce1eea30ae566f5537330065cc5a7b.pdf</src>
        <authentication>8e6d7bca8a8c540ca85b8f76864d8ce0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123467">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3426</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123468">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123469">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123470">
                <text>Nauki humanistyczne a etnologia (tezy) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123471">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123472">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123473">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123474">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123475">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123476">
                <text>R a d z ę więc sięgnąć d o h i s t o r i i e t n o g r a f i i p o l s k i e j , artykułów
podsumowujących

dorobek

mierza Dobrowolskiego,

zwłaszcza

etnografii

PRL;

Józefa B u r s z t y , W i t o l d a

Dynowskiego,

Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej i wielu innych. W
Polskiej",

„Ludzie",

Również

czy „Polskiej

pytanie

drugie

Sztuce

Kazi­

„Etnografii

Ludowej".

sformułowałabym

t r a d y c y j n e j i j e j współczesnych p r z e m i a n jest miejsce d l a studiów
n a d plastyką ludową. B r a k j e d n a k n a ogół prób

zastosowania

i n n y c h niż h i s t o r y c z n e m e t o d a n a l i z y . B r a k jest d y s k u s j i m e t o ­
dologicznej

oraz udziału historyków s z t u k i , k o n f r o n t a c j i spojrze­

n i a n a sztukę l u d o w ą z p u n k t u w i d z e n i a kierunków współczes­

inaczej.

Jeśli

nych, systemowego widzenia

z a k r e s e t n o g r a f i i j e s t sprawą u m o w n ą i ulegał z m i a n o m w p r a k ­

kultury.

Co d o trzeciego p y t a n i a : mało m n i e interesuje n a z w a d y s c y ­

t y c e działania p r z y występowaniu różnych i n s t y t u c j i , s t a w i a n i u

p l i n y . N i e uważam, że e t n o g r a f i a (w jej obecnych

zainteresowa­

różnych pytań oraz współdziałaniu różnych d y s c y p l i n w p r a c a c h

niach p r z e d m i o t o w y c h i problematyce teoretycznej)

jest związana

n a d kulturą ( w s i , m i a s t a , r o b o t n i k a , kulturą n a r o d ó w i p l e m i o n ) t o

wyłącznie

uwzględnienie w pracach etnografów p r o b l e m a t y k i s z t u k i l u d o w e j

przewiduję u t r a c e n i a p r z e z nią j e j p r z e d m i o t u badań.

wynikało zarówno z c h a r a k t e r u pytań a u t o r a i e p o k i , j a k i przy­

różnic w k u l t u r z e i j e j mechanizmów

gotowania

teoretycznie

kadry

etnografów.

Wiemy

doskonale,

że

ani tych

z

badaniem

0 genezę k u l t u r y

z b y t l i c z n e j k a d r y specjalizującej się i znajdującej pracę w i n s t y ­

natury

t u c j a c h b a d a n i a s z t u k i l u d o w e j . N i e m n i e j t o , czego

w

dotychczas

d o k o n a n o w zakresie i n w e n t a r y z a c j i s z t u k i l u d o w e j i opracowań
syntetycznych
osiągnięcie.

i

W

monograficznych,
etnografii

należy

polskiej,

w

uznać

za

badaniach

wyraźne

kultury

wsi

kultury

w s i , toteż

jest ciągle ż y w y ,

człowieka, o j e j rozwój

kulturą

ludzką

nie traci

ważny
Pytanie

i zmiany, o

również

swej

nie

Problem

i p r a k t y c z n i e , d l a działania społecznego.

p y t a ń n i e k i e r o w a n o z b y t często d o s z t u k i l u d o w e j , a n i n i e b y ł o

z

„tradycyjnej"

związek

aktualności

o b l i c z u zagrożenia przyszłości k u l t u r y . E t n o g r a f i a n a

pewno

przeżyje n a s s a m y c h , chociaż może o t r z y m a inną, m o d n ą nazwę
1 w różny sposób w r o z m a i t y c h e p o k a c h zakreślać będzie bliższe
pole

badań.

dr Zbigniew Benedyktowicz
IB P A N , etnograf

Co t o jest e t n o g r a f i a ? —

Odpowiedź moją d y k t u j e m i sama

p o e t y k i rozmaitych f o r m ustnej literatury ludowej; obok studio­

n a t u r a n a u k i , o której t u m o w a , a także p e w n e specyficzne d o ­

wania

t e c h n i k pamięciowych,

świadczenie, c h a r a k t e r y s t y c z n e d l a ż y c i a n a s z y c h p o l s k i c h środo­

rzęta,

zwyczajowych

w i s k n a u k o w y c h , doświadczenie, c z y t e ż w ł a ś c i w i e złe
czajenie

z jakim mamy

przyzwy­

do czynienia, g d y idzie o tego rodzaju

zajmowania
studium

się

form

rzeźbą,

o darze,

nazewnictwa,

zwracania

malarstwem,

0 s y m b o l u i myśli nieoswojonej.

sorów administrujących
młodymi

wzrośli

w

zawołań

do

na

ludzi,

strojem

o komizmie, o ludowej

p y t a n i a , a n k i e t y i i n i c j a t y w y . Zarówno wśród l u m i n a r z y , profe­
dawna

się

znajdziemy

kosmologii,

Jasną j e s t rzeczą, że a b y p o ­

donie-

dołać

i zbuntowanymi pracownikami nauki,

którzy

w sposób r z e t e l n y z a d a n i o m s t a w i a n y m p r z e z własną d z i e d z i n ę ,

t y m doświadczeniu

i

wyssali

odpowiednią

wiedzę,

tej

rozległości

etnograf m u s i być

zainteresowań

i

jednocześnie

sprostać

w stałym k o n t a k c i e z i n n y m i d y s c y p l i n a m i

1 studiować

kach

b y ć w s z y s t k i m p o t r o c h u : trochę h i s t o r y k i e m , trochę

s a k r a m e n t a l n e p y t a n i e „ k o m u t o s ł u ż y " ? G d y słyszy się
że

tu

studium

daną dyscypliną j a k i p o m i ę d z y

j a k t o się m ó w i z m l e k i e m m a t k i , p o j a w i a się w t a k i c h p r z y p a d ­
bowiem,

zwie­

etykiety,

dana

dyscyplina rozmywa

wiedzieć

wszystko

po

trochu,

archeolo­

innych,

g i e m , trochę językoznawcą i f i l o l o g i e m , trochę literaturoznawcą
i trochę h i s t o r y k i e m s z t u k i , ale selekcja faktów j a k i e j d o k o n u j e ,

differentia specifica —

w ł a s n y sposób s p o j r z e n i a s p r a w i a , że n p . studiując

n i e o d m i e n n i e u r u c h a m i a się n a w y k t a k

dla

zetatyzowanego

społeczeństwa,

k a ż e m y ś l e ć o t y m , co s i ę z a t y m k r y j e ?
tut...?
i

Badania

w

musi

g d y s t a w i a się p r o b l e m g r a n i c , z a k r e s u d a n e j n a u k i , p y t a o j e j
charakterystyczny

się n i e j a k o

je. E t n o g r a f

interdyscyplinarne...?

reforma p r o g r a m u nauczania...?

Otworzą n o w y

Reorganizacja

może n o w y

Insty­
studiów

wydział,

c h u n i e b ę d z i e t e g o robił j a k a r c h i t e k t , że badając
będzie t o robił z zupełnie i n n e j p e r s p e k t y w y
log, czy

formy da­

nazewnictwo

aniżeli d i a l e k t o ­

gwaroznawca.

czy

Z d a r z a się o c z y w i ś c i e e t n o g r a f o m zejść z t y c h m a r g i n e s ó w .

IV?)

Z d a r z a się w y p a ś ć z t e j m a r g i n e s o w e j s y t u a c j i , która z d a w a ł o b y

A k a d e m i i Nauk...? Będąpieniądze n a badania... nowe etaty...itd.,

się j e s t błogosławieństwem d l a o c z u i zasadą stanowiącą o spe­

też odrębna sekcja

A

który

w r a m a c h jakiegoś wydziału

( I I czy

i t d . c z y l i „ k o m u t o służy" ? N i e c h m i więo będzie w o l n o

wyrazió

c y f i c e i c h s p o j r z e n i a , i b y w a t a k , że e t n o g r a f o w i e zostają wchło­

g ł ę b o k ą nadzieję, i przeświadczenie, że a n k i e t a t a i i n i c j a t y w a

nięci

z jaką wystąpiła r e d a k c j a „Polskiej

m i e l i się poruszać. W

Sztuki Ludowej"

zawiera

n a j i s t o t n i e j s z y , m o i m z d a n i e m , e l e m e n t charakteryzujący właśnie
etnografię. E l e m e n t , o którym
(różnice w n a z w a c h

w stosunku do antropologii

wynikające

—

z odmiennych tradycji amery­

przez

tę

dziedzinę,

po

której

granicach

przecież

rzadko bardziej agronomem, botanikiem, krawcem, dietetykiemZapomina o pewnej

cenie, jaką d a w n o a n t r o p o l o g i a postanowiła

płacić

i studiowanie kultury-jako

za widzenie

całości.

Cenie,

k a ń s k i e j , a n g i e l s k i e j , n i e m i e c k i e j i f r a n c u s k i e j n i e są w t e j c h w i l i

o której wspominał c y t o w a n y już A . L . K r o e b e r , podając

•ważne) —

kład,

t a k pisał A .

L. Kroeber:

„Antropologia posiada

tę

tylko

t a k i c h w y p a d k a c h e t n o g r a f staje się n i e ­

w

którym

mówi

o

sinologu

i

antropologu

przy­

badającym

wspólną cechę z historią, że n i g d y p o w a ż n i e n i e p o d t r z y m y w a ł a

kulturę C h i n . T e n d r u g i b y ć m o ż e n i g d y n i e doścignie w s u b t e l ­

twierdzenia

ności, p r e c y z j i i zasobie w i e d z y

o swojej

praktycznej

użytecznośoi

ale

wychodziła

pierwszego, ale w o l n y jest rów­

z założenia, że j e j cel p o z n a w c z y s a m p r z e z się s t a n o w i d l a n i e j

n i e ż o d j e j c i ę ż a r u , o d o g r a n i c z e ń j a k i e n i e s i e ze s o b ą , w r a z

wystarczające

swym

Zresztą

uzasadnienie".
przed

tym

użytocznościowo-praktyczno-organizu-

pojmowaniem

naukowości, t r a d y c j a filologiczna.

p o l o g zaś n i e j e d n o k r o t n i e w y p r z e d z a
pretację

grafa

drugi

o d n i e s i e n i e m d o szerszego tła s y t u a c j i k u l t u r o w y c h i zagadnień

istoty

etnografii

pozwalającym

i

w

przynależny

zawarty

w

również

moim

etnograficznym

przybliżeniu

określić

tę

zdaniem

do

doświadczeniu,

naukę,

jako

naukę

podnoszonych

przez

siebie

t a k różnych

c y p l i n . T a k , etnografia t o marginesowa n a u k a bez granic. N o b o

Okrzyki

przekupniów

etnograficznych

zainteresowań.

Obok

fascynacji

w

zakresie

żywionej

dla

s t u d i o w a n i a f o r m d a c h u , o r n a m e n t u , narzędzi, t e c h n i k u p r a w ,
śledzenia i c h r o z w o j u ;
wienia,
weselną,

70

przygotowania
balladą,

obok

zainteresowania

pokarmów;

przysłowiem

—

sposobami

poży­

teorię czy filozofię

zaś g d y

kultury.

I

dysponuje
właśnie

zjawisk

i

poświęconych

i wędrownych

i m rozpraw,

rzemieślników,

znaki

to

J.

rosnącym

(C. Lóvi-Strauss),

S. B y s t r o n i o w i p i s a ć

miasta Warszawy,

n a d pieśnią

podobne

szerzej, o b o k

studiowania

monografie

tę

etnograficzną

swobodę,

która

monografię

bratku

pozwala

stołecznego

w e d l e p o d o b n y c h reguł i z w y c z u l e n i e m

zagadnienia,

z

jakim

pisane

były

przez

jak

reklamy

(P. B o g a t y r i e w ) ze s t r u k t u r a l n o - s o m i o t y c z n y m s t u d i u m O
dziko

studiów

obok

zwłaszcza

nieskrępowanie i rozpiętość, która p o z w a l a n a sąsiadowanie o b o k

b e z g r a n i c i naukę poruszającą się n a m a r g i n e s a c h i n n y c h d y s ­
przecież w y s t a r c z y spojrzeć czegóż t o n i e z n a j d z i e m y

kultury,

filologa, g d y idzie o inter­

jącym n a w y k i e m myślowym „komu m a to służyć" c h r o n i etno­
element

i zrozumienie

ze

Antro­

na

etnografów

egzotycznej w i o s k i n a D o b u czy T r i o b r i a n d a c h

—

�widziałbym j a k o również i s t o t n y i c h a r a k t e r y s t y c z n y r y s etno­

w i z j i świata, której r o z u m i e n i e p o z w a l a

g r a f i i . T ę oryginalność s p o j r z e n i a zawdzięcza o n a właśnie stałemu

n i e j s z ą i n t e r p r e t a c j ę a k c e n t ó w , z n a c z e ń i s e n s u z a w a r t e g o w sce­

zamiłowaniu

n a c h M i c k i e w i c z o w s k i c h Dziadów.

do marginesu. Taka

jest

jej

przeszłość.

S z k o l n a d e f i n i c j a m ó w i n a m , że e t n o g r a f i a t o n a u k a o k u l t u ­
rze l u d o w e j , k u l t u r z e n i e znającej p i s m a , o p a r t e j n a

przekazie

o poezji

n a głębszą i

precyzyj­

D r u g a będąca z b i o r e m

f r a n c u s k i e j końca X I X i początków X X

esejów

w i e k u , gdzie

również pośród w i e l u w ą t k ó w i n t e r p r e t a c j i , a u t o r śledzi ó w

nurt

u s t n y m , n a t r a d y c j i . U n a s w i ą z a ł o się t o ze s t u d i a m i k u l t u r y

n i z i n n y , współczesnej d o r o z w o j u tej p o e z j i , l i t e r a t u r y

ludowej,
rodzącej

t z w . w a r s t w n i ż s z y c h , ze s t u d i a m i n a d k u l t u r ą c h ł o p s k ą , w s k a l i

literatury jarmarcznej, „poezji

ś w i a t o w e j — n a d kulturą społeczeństw p i e r w o t n y c h , p l e m i e n n y c h .

się

Zaczęto poświęcać uwagę z j a w i s k o m , które dotychczas n i e mieści­

w

ł y się w g r a n i c a c h zainteresowań h i s t o r y k ó w k u l t u r y .

Romantycy

środków

kulturalnej

swoistej

sięgnęli d o w a r s t w kryjących

się p o d p o w i e r z c h n i ą

kultury

nowego

t y m znaczeniu

przedmieść i szyldów",

stulecia —

masowości

technicznych

kultury

masowej,

jeszcze

j a k i e jej n a d a późniejszy

przekazu

i

studia

socjologów,

b y ł o b y z d a n i e m a u t o r a n i e p e ł n e , j a k r o z u m i e n i e Fausta

diowaniem

zwłaszcza jego d r u g i e j części, intrygującej

całych

obszarów,

których

z

pojęciem

kultury

nie

ale

intensywności. N u r t bez którego r o z u m i e n i e t e j

l a w y . I c h e t n o g r a f i c z n i następcy zajęli się r e j e s t r o w a n i e m i s t u ­

swym

nie

rozwój
jej

poezji

Goethego,

„przedziwnym

w i ą z a n o d o t e j p o r y w n a j m n i e j s z y m s t o p n i u . E u r o p a za pośred­

s y n k r e t y z m e m w y o b r a ź n i " bez u p r z y t o m n i e n i a sobio „ j a k dalece

n i c t w e m etnografów i etnologów zaczęła o d k r y w a ć i n n e k u l t u r y .

p o m y s ł y G o e t h e g o b y ł y związane z nizinną kulturą miasteczkową,

Z b i e g i e m czasu p e r s p e k t y w a n a r z u c o n a przez etnografów i a n ­

w której m i e s z a ł y się l e g e n d y , c u d o w n e w y n a l a z k i , z d e g r a d o w a n e

tropologów

mity,

„kultura

ujawniła

ludowa"

—

„kultura wyższa",
Kultury

j a k nieprecyzyjne
„kultura

jak w

przeprowadzić

i mylące

są

e l i t a r n a " , „kultura

niższa"

i

wielkości.

Weźmy

dziełach

Wielkiej

o poezji F r a n c i s z k a R a b e l a i s , s t u d i u m o l u d o w e j k u l t u r z e śmiechu.

granicę pomiędzy

t y m , co

P r a c a , która j e s t w i e l k i m e t n o l o g i c z n y m rozważaniem n a d feno­

t u d l a przykładu

europejskiej

jest B i b l i a , K o r a n i s l a m u , mitologię

grecką,

wyrosłą z n i c h wielką literaturę, poezję i sztukę.

r e l a t y w i z a c j i " , ujawniając

„pozytyw"

krążenie, p r z e n i k a n i e ,

wymianę

treści, n i e u s t a n n y d i a l o g t o c z ą c y się w dziełach i d z i e j a c h
ry, etnografia
wąskich,

pozwoliła

odkryć perspektywę nieznaną w

socjologizujących

t y w ę odsłaniającą

kultu­

jedność

interpretacjach

kultury.

zbyt

Perspek­

wcale

żadnym

ahistoryzmem,

o

który

mogła b y b y ć p o d e j r z a n a , wprowadziła b a d a n i a n a d kulturą w j e j
uniwersalny

wymiar.

będąc

zdaniem

wersji.

jej

dokonuje

sama

dobrym

w

etnografom,

przyszłości

będzie

to

nie do

sytuacja

się

etnografia.
etnologiem

utrzymania

odwrotna.

etnologicznej

myśli. Już

moim

Nie
w

z b i e r a n i a materiału, r e j e s t r o w a n i a z j a w i s k

kultury

graf

dobrym

p o w i n i e n równie
Kroeber

dbać

o to, by

mówiąc,

że

s t a n o w i d l a n i e j wystarczające

będzie

sam

być
cel

momencie

dobry

etno­

etnologiem.

poznawczy

etnografii

uzasadnienie, upatrywał w t y m

jej podobieństwo d o h i s t o r i i , t o t y m bardziej trafne w y d a j e

mi

się dostrzeżenie j e j podobieństwa p o d t y m w z g l ę d e m d o f i l o z o f i i .
Jeśli r o z w a ż y ć różnorodność t r a d y c j i i k i e r u n k ó w i n t e r p r e t a c y j ­
rodne t e m p e r a m e n t y badawcze, t o można b y zaryzykować t w i e r ­
dzenie,
funkcje,

zafascynowała i b y ł a inspiracją d l a r o m a n t y k ó w — j e s t t o każda
k u l t u r a , która żyje s w y m a u t e n t y c z n y m żyoiem bez świadomości
b y c i a kulturą. S t a n o w i o n a c z a s a m i

nieoficjalny,

n u r t życia. Jest t o także k u l t u r a i n s t a t u nascendi.

spontaniczny
Przypomina

o n a ów „ n a bieżąco powstający f o l k l o r , i s t n i e n i a którego
o którym

mówi

Isaac

В. Singer.

nawet

I

jakże

t r a f n y w y d a j e m i się w o b e c n i e j sąd t e g o p i s a r z a : „ B o g u d z i ę k i ,
kultura ludowa nie zamiera —

dzisiaj

nauk, nie podlega

dynamicznym rozwojem

r y c z n a l o k a l i z a c j a , ale sposób i s t n i e n i a . P o d o b n i e j a k t a , która

wszystkich

innych

karnawałowej

żal, że p o d c z a s g d y

można być d o b r y m e t n o g r a f e m n i e będąc w k o n t a k c i e z n o w y m

w s z y s t k o się zaczęło, t o n i e j e j społeczne p r z y p i s a n i e , c z y h i s t o ­

Dla

jedynie

n y c h , j a k i e się w n i e j mieszczą, pojemność n a n a j b a r d z i e j różno­

T o , co b o w i e m ważne w pojęciu „ k u l t u r y l u d o w e j " , o d której

nie podejrzewamy",

jego l u d o w e j ,

J a k k o l w i e k słusznym jest pogląd, że n i e można b y ć

Gdy

etnologicznym

w

wyrazić

etnologizacja

kultury.

N i e tracąc a n i w y m i a r u h i s t o r y c z n e g o , a n i społecznego, n i e
będąo

święta

Można

nie

Poprzez swe o t w a r c i e n a i n n e k u l t u r y , d o k o n a w s z y
nej

menem

chociażby

księgę ksiąg jaką d l a kręgu t r a d y c j i judeo-chrześcijańskiej i k u l ­
tury

realności".

I n n y m z n a k o m i t y m przykładem może t u być praca B a c h t i n a

należy d o k u l t u r y o p a r t e j n a t r a d y c j i a t y m , co s t a n o w i o j e j
oświeceniu

f a n t a s t y k a n a szczeblu

—

zasadzie t r u d n o w

i utrzymać

kategorie

tych

z m i e n i a się t y l k o " .

powodów

proces etnologizowania

obserwować

że

etnografia

jakie

współcześnie

spełniała

Wystarczy

spełnia

już

się h i s t o r i i , sięganie d o doświad­

otworzyć

jakąkolwiek

współczesną księżkę

z k t ó r y m i z a p o z n a j e się s t u d e n t e t n o g r a f i i w t r a k c i e

przygoto­

z a s t a n o w i m y się n a d k i e r u n k a m i w j a k i c h r o z w i j a ć się p o w i n n a
e t n o g r a f i a , b a d a n i a n a d kulturą i sztuką. Szczególną rolę
pisywałbym t u dalszemu r o z w o j o w i kierunków
zadanie

rozumienia

nagromadzonych

kultury,

stawiając

odczytywania

i podejmowanych

sobie

znaczeń

bowiem
i

sensów

w różnych w a r i a n t a c h i sy­

t u a c j a c h k u l t u r o w y c h , i c h ekspresję w dziełach k u l t u r y ,
łując

problemy filozoficzne

przy­

fenomenologicz­

do

mogą

filo­

w a n i a d o s w e g o z a w o d u . T e n f a k t w y d a j e m i się r ó w n i e w a ż n y g d y

czeń a n t r o p o l o g i i k u l t u r y przez socjologię i k r y t y k ę literacką. Co
tej ostatniej, n a naszym gruncie d o b r y m przykładem

te

zoficzną a ż e b y s p o t k a ć się z t y m i s a m y m i n a z w i s k a m i i p r a c a m i ,

nego, s t r u k t u r a l n e g o i semiotycznego;
możemy

niejednokrotnie

filozofia.

etnografia

wywo­

m a tę przewagę, że n i e

być t u p r a c e A d a m a W a ż y k a , j e d n a rekonstruująca r e l i g i j n o - m i -

j e s t już więcej abstrakcyjną filozofią lecz b a r d z o konkretną drogą

t o l o g i c z n y , właśnie w s w y m l u d o w y m , białoruskim n u r c i e kształt

d o r o z u m i e n i a i p o z n a n i a człowieka w ogóle.

dr hab. Ludwik Stomma
IS PAN,

etnograf

1. E t n o l o g i a n i e j e s t n a u k ą o k u l t u r a c h

chłopskich.

n i e jest nauką o k u l t u r a c h

ludów. E t n o l o g i a n i e

egzotycznych

Etnologia

jest też nauką o i n n y c h k u l t u r a c h n i e e l i t a r n y c h . E t n o l o g i a
nauką o wewnętrznych
Domeną

mechanizmach

wszelkich

e t n o l o g i i są w i ę c z j a w i s k a

zbiorowe

jest

kultur.
mające

initio".

mechanizmów

kultury"

rozumieć p r z y t y m należy zarówno prawdziwościowe

Pod

pojęciem

„wewnętrznych

struktury

t z w . pamięci k u l t u r o w e j wyznaczające

ogólne r a m y

k u l t u r y , j a k i i c h u c h w y t n e czasowo realizacje
cha­

szczególnych

opozycji

i mediacji,

transmisji

(kombinacje po­

braudelowskie k o n i u n k t u r y )

r a k t e r nieuświadamiany, przejawiające się n a zewnątrz p o d p o ­

ujawniające się w zewnętrznej rzeczywistości k u l t u r o w e j barwną

stacią, j a k wyliczał

mozaiką k o n k r e t n y c h jednostek e m p i r y c z n y c h ( m i t e m y ,

Edward

B . T y l o r : „ w i e d z y , wierzeń, s z t u k i ,

moralności, p r a w a , obyczajów e t c " , c z y l i działań,

umiejętności

zdarze­

n i a ) . Działanie e t n o l o g a n i e o g r a n i c z a się d o rozłożenia o w e j m o ­

i p r z e ś w i a d c z e ń , k t ó r y o h i n t e r p r e t a c j e — o i l e w o g ó l e są p o d e j ­

z a i k i n a c z y n n i k i pierwsze

m o w a n e p r z e z członków d a n e j społeczności — przybierają z r e g u ­

obejmuje

ły formę wtórnych r a c j o n a l i z a c j i l u b odwołań d o m i t y c z n y c h „ a b

możliwości d o p u s z c z a n y c h p r z e z strukturę ( i o d p o w i e d n i o :

i u j a w n i e n i a jej u t a j o n y c h znaczeń;

również wyjaśnienie, dlaczego spośród szerokiej

gamy
przez

71

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10380" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10358">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d98de3f888436961d1f4e79761b681e0.pdf</src>
        <authentication>d6a52edb36fb936330e5614e64f2b168</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123457">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3428</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123458">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123459">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3213</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123460">
                <text>Nauki humanistyczne a etnologia (tezy) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123461">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.73</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123462">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123463">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123464">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123465">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123466">
                <text>dr Ryszard Tomicki
I H K M

PAN,

etnograf

1. A b y o d p o w i e d z i e ć n a p y t a n i e : c o t o j e s t
przypomnieć,
występuje

że

w

tradycji

o n a z reguły

nauk

z etnologią

etnografia?

należy

t z w . k u l t u r y l u d o w e , t o racją d a l s z e g o i s t n i e n i a t e j n a u k i będzie

antropologicznych

współ-

nie t y l k o f a k t przeistaczania

(choć

loey

obu

terminów

nych

w

chłopskie,

bywały rozmaite) jako d w a p o z i o m y jednej dyscypliny. Różnicę

chłopskich

między

nierozwiązanych

nimi

zdefiniować

można

najprościej

odwołując

się

do

w

trwające

Europie

się społeczności
nadal

zmiany

i t d . Miarą

problemów,

żywotności

gotowość

do

społeczności

nauki

jest

stawiania

istotnych

stanowi

coraz bardziej p r e c y z y j n y c h odpowiedai. Biorąc p o d uwagę fakt,

ich

porządkowanie,

mogą

być

jednak

mających

n a celu gromadzenie

systematj'ke

i t d . Działania

przypadkowe,

źródeł,

tego t y p u

a r b i t r a l n e , żywiołowe.

nie

Muszą

że d o t y c h c z a s o w y

rozwój

metod badawczych

ilość

nowych,

znaczenia członów — g r a p h i a i — logia. Z g o d n i e z t y m etnografia
zespół działań

pytań, doskonalenia

rodowo-plemien-

kultur

e t n o l o g i i przebiegał

i udzielania

w

dużej

mierze

p o d hasłem r e j e s t r o w a n i a t e g o co g i n i e , a w i ę c p r z e d e w s z y s k i m

w y n i k a ć z określonych założeń t o o r o t y c z n y c h i m e t o d o l o g i c z n y c h ,

gromadzenia

co e t a n o w i w a r u n e k i c h sensowności, użyteczności d l a r o z w i ą z a n i a

n a d i c h opracowaniem i rozpracowaniem. Przekonanie o koniecz­

problemów n a u k o w y c h . Dostarczycielem

ności i s t n i e n i a ż y w y c h

(producentem)

założeń

oraz odbiorcą efektów c e l o w y c h działań e t n o g r a f i c z n y c h p o w i n n a

warunku

b y ć e t n o l o g i a koncentrująca s w e z a i n t e r e s o w a n i a

bowiem

na tworzeniu

uogólnionych opisów z j a w i s k , zespołów z j a w i s k , p r o b l e m ó w i t d . ,
a t y m s a m y m dążąca d o formułowania t e o r i i o różnym

Rozróżnienie
(muzea

są

t o znalazło w y r a z

najczęściej

etnograficzne,

zwykle etnologiczne),
graficznego

i

w nazewnictwie
ośrodki

instytucji

akademickie

chociaż w p r a k t y c e działania t y p u

otnologicznego

tylko

fazami

procesu

b a d a w c z e g o , f a z a m i m i ę d z y k t ó r y m i i s t n i e j e sprzężenie

zwrotne

щ

(problem badawczy,

założenia

ich

rozwiązanie

opracowanie

—

dwoma

są

etno­

wstępne —

gromadzenie

problemu —

źródeł,

weryfikacja

roz­

wiązania).
wadzone

byłoby

są

utrzymanie

badania.

Podstawowe

wzajemnej

zależności

szyld p o d j a k i m pro­

znaczenie

pomiędzy

ma

natomiast

etnografią

i

etno­

l u d o w y c h czy p i e r w o t n y c h

jako

się n i e p o r o z u m i e n i e m .

z wieloma dziedzinami

historii

Cóż

dysponującymi

źródeł?

Współczesne n a u k i antropologiczne coraz silniej uwypuklają
ponadto

anachronizm

dyscypliny

w

definiowania

kategoriach

przedmiotu

badań

warstwowo-klasowych

naszej

l u b cywiliza­

c y j n y c h . I d z i e t u b o w i e m raczej o p e w i e n t y p k u l t u r niż o kulturę
w y b r a n y c h w a r s t w społecznych c z y g r u p e t n i c z n y c h , c o p o w o d u j e ,
że o b i e k t e m zainteresowań e t n o l o g i i mogą b y ć także
zjawiska

występujące

np. we

europejskich. Ograniczone

współczesnej

miejsce

określone

kulturze

nie pozwala

narodów

n a szersze o m a ­

w i a n i e t y c h k w e s t i i , w y p a d a w i ę c j e d y n i e o d w o ł a ć się d o n i e m a ł e j
już l i t e r a t u r y

N i e m a zapewne większego znaczenia

kultur

istnienia etnologii wydaje

często z a m k n i ę t y m już z e s t a w e m

szczeblu

ogólności.

źródeł, można oczekiwać teraz i n t e n s y f i k a c j i prac

ludowego".

W

poświęconej

n i c ze s w e g o t r a d y c y j n e g o
spektywy

próbom zdefiniowania k u l t u r

„typu

t y m kontekście j a s n e j e s t , ż e e t n o l o g i a n i e traoąo
zakresu z y s k u j e n o w e obszary i per­

badawcze.

logią, g d y ż o i l e e t n o l o g i a n i e m o ż e uciec o d e t n o g r a f i i , o t y l e tę
ostatnią cechuje wyraźna t e n d e n c j a d o a u t o n o m i z a c j i . Jest o n a
zresztą

warunkowana

swego

rodzaju

,,samowystarczalnością"

źródeł e t n o g r a f i c z n y c h (zwłaszcza m a t e r i a l n y c h w y t w o r ó w k u l t u ­
r o w y c h , lecz także opisów o b r z ę d ó w , wierzeń i t p . ) . F a k t , że m o g ą
one — same w sobie — pełnić rozliczne f u n k c j e , p r o w a d z i nieraz
do

stworzenia

alternatj-wy

przeciwstawiającej

sobie

o b i e k t y w n y e m p i r y z m będący domeną e t n o g r a f i i i
poza

fakty,

a

więc

odorwane

od

rzekomo

wybiegające

rzeczywistości,

spekulacjo

g a b i n e t o w e . „ K o n t a k t z ż y w y m c z ł o w i e k i e m " s t a j e się w s z y s t k i m ,
,,talmudyczne

rozważania"

niczym.

Nie

trzeba

dowodzić,

stanowisko takie prowadzi m . i n . do dowaluacji terminu
grafia, który

zaczyna

być sjTionimem

hobbystycznego

dzenia mniej l u b bardziej

niezwykłych, d z i w n y c h ,

a

i s t o t n y c h faktów.

w

gruncie

rzeczy

mało

że s k o r o j e d n y m

z czołowych

etnografów

s z t u k i , f o l k l o r y s t y k a , socjologia

groma­
też

ono

rozumowanie,

polskich był

Oskar

w s i , p s y c h o l o g i a społeczna i t d .

wkraczają w r e g i o n y będące d a w n i e j domeną e t n o g r a f i i . Rodziły
się n a w e t

pomysły

połączenia e t n o g r a f i i z niektórymi

z

dyscyplin

zajmuje

się

określonym

wycinkiem

rzeczywistośoi

s p w e c z n o - k u l t u r a l n e j , których znajomość niezbędna jest e t n o l o g i i ,
ale które same w sobie n i e muszą a l b o n a w e t n i e p o w i n n y

być

jej p r z e d m i o t e m . T a k j a k środowisko n a t u r a l n e .
Z

drugiej

jednak

strony,

dziś,

gdy

niemal

powszechnie

a k c e p t u j e się s y s t e m o w e p o d e j ś c i e w b a d a n i u k u l t u r y ,

trudno

wyobrazić sobie b y etnologia mogła całkow cie wykluczyć p e w n e
;

jej d z i e d z i n y z p o l a własnycli zainteresowań. C z y m i n n y m będzie
wszakże b a d a n i e s z t u k i , b u d o w n i c t w a c z y g o s p o d a r k i z

pozycji

etnologicznych, a czym i n n y m z pozycji historii sztuki,

historii

K o l b e r g , t o zostać n i m m o ż e k a ż d y , zwłaszcza m i e s z k a n i e c w s i ,

kultury

jeśli t y l k o w y k a ż e pewną dociekliwość i chęć

o psychologii, socjologii i t d . Każda z d y s c y p l i n w y s u w a

upowszechnienia

nich,

n a szczęście n i e z r e a l i z o w a n e . T y m c z a s e m k a ż d a z w y m i e n i o n y c h

etno­

zabawnych,

Sprzyja

p r o l i f e r a c j i t e r m i n u w o p a r c i u o słuszno s k ą d i n ą d

że

3. S ł o w o o rubieżach e t n o l o g i i i j e j z w i ą z k a c h z d y s c y p l i n a m i
p o k r e w n y m i . M ó w i się, ż e h i s t o r i a k u l t u r y m a t e r i a l n e j , h i s t o r i a

materialnej czy

h i s t o r i i gospodarczej,

n i e mówiąo

już

własne

uzyskanej od dziadka czy b a b c i wiedzy. I nie byłoby w t y m nic

p y t a n i a , d y k t o w a n e jej specyfiką. N a p o g r a n i c z a c h

złego,

się c z ę s t o s u b d y s c y p l i n y ł ą c z ą c e m e t o d y k i l k u d y s c y p l i n n a u k o ­

gdyby

nio fakt,

„zautonomizowana"
jedyne

i prawdziwo

żo

poza

etnografia
oblicze

środowiskiem
jest

profesjonalnym

powszechnie

uważana

naszej d y s c y p l i n y . Afe

za

utrzymanie

wych,

by

wspomnieć

t y l k o etnoreligioznawstwo,

t y c h rodzą
etnomuzyko-

l o g i ę , e t n o p s y c h o l o g i ę . M o ż n a b y s ą d z i ć z k o l e i , iż j e s t t o

objaw

współzależności między etnografią i etnologią n i e jest wyłącznie

r o z w o j u e t n o l o g i i , lecz t a k być n i o m u s i . W a r u n k i e m z a c h o w a n i a

kwestią

tożsamości,

rozwój
opisie

prestiżu
zarówno

kultury

nauki.

Tylko

etnografii

ono

gwarantuje

skoncentrowanej

konkrotnych, „ujmowanych

g r u p l u d z k i c h , j a k i e t n o l o g i i kierującej
natury

—

imperatywem

na
w

się —

równoczesny
szczegółowym

ich

swoistości"

n i e j a k o ze

swej

porównawczości.

2. S ą d z ę , ż e w a r t o o r o z w ó j

naszej d y s c y p l i n y dbać, g d y ż nie

nym

stanem

tegicznych.

Te

kultury.

jej

studiów

były

i są

kultury

społeczności

przedmiotem

pierwotnych

oraz

osiągnięciach,

i sposobach

E t n o l o g i a jest jedną z n a u k o k u l t u r z e oraz człowieku j a k o twórcy
się, iż

wiedzy

badawczych
antropologii

zgodzimy

differentia

specified

opartej n a

powinno

dziedzictwie

myśli etnologicznej, n a jej trwałych i korespondujących z a k t u a l ­

podzielam p r z e k o n a n i a o r y c h l e j a n i h i l a c j i jej p r z e d m i o t u badań.
i nosicielu k u l t u r y . Jeżeli n a w e t

u t r z y m a n i a własnej

b y ć istnienie świadomości teoretycznej

ostatnie

kulturowej,

specyficznych

metodach

stawiania pytań, wreszcie celach stra­
pozwalają
celem

jest

na

zbliżenie

budowanie

etnologii
ogólnej

do

teorii

Myślę, że g d y b y p e r s p e k t y w a t a k a została s t w o r z o n e i u p o w ­
szechniona

okazałoby

się, że p r z y n a j m n i e j

część z

drażliwych

73

I

�przyczyn-

4. N i e w i d z ę p o t r z e b y dłuższego z a t r z y m y w a n i a się n a d m i e j s c e m

współczesnej

p r o b l e m a t y k i k u l t u r y a r t y s t y c z n e j w e t n o l o g i i . Jeśli t a o s t a t n i a

k u l t u r y , a z drugiej strony zbytnie teoretyzowanie,

zajmowanie

z a j m u j e się b a d a n i o m k u l t u r „ t y p u l u d o w o g o " w ó w c z c s w s p o m ­

się i n n y m i

ludami i kulturami)

nieodzowne

niany

i

elementy

obecnie

zjawisk

(zawężanie

karstwo, odwracanie

sensowne

kręgu

zainteresowań,

się o d i s t o t n y c h p r o b l e m ó w
stanowi normalne,

systemu jednej

zakres

jest

jednym

z aspektów

jej przedmiotu

badań

i p o l e m w s p ó ł p r a c y z i n n y m i n a u k a m i z a j m u j ą c y m i się sztuką.

nauki.

mgr Krystyna Małkowska
I H K M

P A N , etnograf

(...)

Etnografia —

chodzi

o nazwę

dyscypliny

określanej

Zniechęcenie może też wywołać sama, przyjęta u nas, n a z w a

również j a k o e t n o l o g i a a l b o a n t r o p o l o g i a k u l t u r o w a c z y społeczna.

etnografia

Właściwie nazwa

e t n o l o g i a . Sugeruje t o bow i e m — zwłaszcza w szerszych

m o ż e się w y d a w a ć

n i e i s t o t n a , ważniejsze t o ,

d l a całej

dyscypliny,

zamiast

c z y m się t a d y s c y p l i n a z a j m u j e . A j e d n a k n i e jest t o t a k i e proste.

pozaprofesjonalnych,

S a m a n a z w a s t w a r z a już p e w n e „ p o l e " zainteresowań, określa n i e

tej d y s c y p l i n y jedynie d o s t a d i u m podstawowego

t y l k o dziedzinę, a l e sposób podejścia

pojmowanego,

do niej.

N i e jest

zatem

czyli w opinii

właściwego

społecznej

—

terminu

ograniczenie

i t o szczególnie

j a k o że dostarczycielom n i e k i e d y n a w e t
może

źródłowych

czy ,,-logia", albo „ e t n o s " c z y „antropos". B y w a , że w p r a k t y c e

k o j a r z y się w i ę c w świadomości społecznej aż n a z b y t często t e n

u p r a w i a n i a t e j d y s c y p l i n y powstają pewno r y w a l i z a c j e , a n a w e t

typ

animozje n a t l e opartego n a nieporozumieniu rozdźwięku między

kolekcjonowania ciekawostek

„logią" i „grafią".

(...)•

choć

nauce

Z

nierzadko

etnografią

przydatnego,

etnograficznych.

P o z o s t a j o jeszcze p r o b l e m z a w a r t y w źródłosłowach „ e t n o s "

Ź r ó d ł e m n i e p o r o z u m i e ń b y w a często p r z y p i s y w a n i e
grup badaczy

nienaukowogo,

być zbieracz-amator.

cennych

zupełnie t y m s a m y m — ujmując rzecz źródlosłowowo — , , - g r a f i a "

zgoła

danych

kręgach

wyłącznie d o „ l o g i i " l u b „ g r a f i i " ,

mogą o n i czynić z w y b o r u , ale równie dobrze

pewnych

co oczywiście

t e n s a m badacz

i

„antropos".

etnologii

Z n i m wiąże

(-grafii).

się r ó w n i e ż

Przyjmuje

o

przyszłość

kultury

euro­

pejskiej w jej f o r m a c h „zurbanizowanych" p r o w a d z i do zaoierania

m o ż e występować w r o l i e t n o l o g a bądź e t n o g r a f a w zależności o d

się zróżnicowań

s t a d i u m swoj p r a c y . Przez etnografię r o z u m i e m y b o w i e m

a zwłaszcza t z w . l u d o w y c h . W i a d o m o

poziom

pytanie

się, iż globalizacja

kulturowych,

do zanikania kultur

etnicznych,

j e s t j e d n a k , iż r ó w n o l e g l e

bozpośredniego o p i s u d o k u m o n t a c j i — t w o r z e n i a źródeł oraz i c h

wyostrzają się p e w n e świadome r u c h y a u t o n o m i z a c y j n e

systematyzację,

gólnych g r u p , n i e t y l k o w sensie p o l i t y c z n y m , ale równioż w n a ­

a więc istotnej p o d s t a w y

wiedzy.

S a m e źródła

poszcze­

stanowią j e d n a k materiał t a k obszerny i szczegółowy i t a k n a m

wiązaniu

mało „ m ó w i ą " o rzeczywistości (choć j ą odbijają), że muszą b y ć

zdają s i ę w s k a z y w a ć n a t o , ż e n a ogół p r o c e s o m u n i f i k a c y j n y m

poddane

procesowi

objąć p o z n a n i e m

i n t e r p r e t a c j i i uogólnioń,

szerszy zakres

zdobytą wiedzę szerszym
Należy

sobie

kultury,

a b y można

a również

kręgom odbiorców

było

udostępnić

(...).

życzyć, a b y o b a poziomy

do

towarzyszą

tradycji

spontaniczne

wspó-

tendencje

Obserwacje

współczosne

różnicujące.

Jest

w t y m

jakaś d i a l e k t y c z n a prawidłowość. T e n o w e zróżnicowania i treści,
k t ó r y c h są w y r a z e m ,

dyscypliny

kulturowych.

pozostaną, j a k sądzę, n a d a l

zainteresowań trójpoziomowej

przedmiotem

(czy trójstopniowej) n a u k i o k u l ­

działały ze sobą m o ż l i w i e równomiernie, a t o j e s t osiągalne p r z y

turze i k u l t u r a c h , jaką jest etnografia — etnologia — antropolo­

dobrej świadomości znaczenia każdogo z n i c h oraz — d o d a j m y —

g i a k u l t u r o w a . O b a w a o przyszłość naszej d y s c y p l i n y n i e w y d a j e

dostatecznej liczebności k a d r b a d a w c z y c h . N a s t a w i e n i e

rywaliza-

się z a t e m

słuszna — i t o r ó w n i e ż n a p o z i o m i e , z d a w a ł o b y s i ę ,

c y j n e p r o w a d z i ł o j e d n a k często w h i s t o r i i t e j n a u k i d o n a d m i e r ­

najbardziej

nego wyprzedzania

—

graficznej,

opartej

w r e a k c j i n a t e n s t a n r z e c z y — d o o d w r ó c e n i a się o d w s z e l k i c h

obserwacji

uczestniczącej i t p .

prób
w

materiału d o w o d o w e g o przez toorię, bądź

teoretycznych

nadmiarze

specyfika
niejako

uogólnioń

i

w

rezultacie

i n f o r m a c j i źródłowych.

p r z e d m i o t u zainteresowań

„misję"

Właściwie

Ważną

kiedy

rolę

zagubienia
spełniła t u

e t n o g r a f i i narzucająca j e j

u d o k u m e n t o w a n i a tego,

w tempie coraz szybszym,

do

co p r z e m i j a ,

zanika

b ą d ź z m i e n i a się i przekształca.

się z a s t a n o w i m y

n a d olbrzymią

(...)

ilością

materiałów źródłowych d o - w s z y s t k i c h u c h w y t n y c h współcześnie
kultur

etnicznych

szeregi etnografów,
Przez

stulecie

badawcze
wysiłki

typu

kuli

ziemskiej,

ogarnia

świadomość

zdumienie:

przez

nieliczne

j a k t o było

możliwet

dzielące n a s o d klasyków
dokumentacyjnego

przedstawicieli

teoretyczną

zebranych

tej nauki.

ewolucjonizmu

skupiały

niemal

N i e nadążano

prace

wszystkie
z

refleksją

n a w y s o k i m p o z i o m i e ogólności, a l e wzrastał p o z i o m
1

metodologicznej,

doskonaliły się t e c h n i k i b a d a w c z e

i s t a w i a n e p y t a n i a p o z w a l a ł y coraz głębiej sięgać w rzeczywistość
kulturową, dostrzegać coraz istotniejsze p r o b l e m y . T e zaś m o g ą
się stać p o d s t a w ą
Dysharmonijny

budowania
stosunek

teorii.
omawianych

wyżej

stadiów

cesu b a d a w c z e g o e t n o l o g i i b y w a przyczyną p e w n y c h

pro­

rozgoryczeń

czy zniechęceń wśród — z w ł a s z c z a młodych — j e j p r z e d s t a w i c i e l i .
W y d a j e się, iż d o b r e z d a n i e sobie s p r a w y n a c z y m o n p o l e g a m o ż e
być

pewną

wskazówką

w

jego

przezwyciężaniu.

Brak

stałej

k o n f r o n t a c j i , stałego przejścia m i ę d z y p o a i o m a m i „ l o g i i " i „ g r a f i i "
sprzyja
z

nieodpowiedzialnemu

teoretyzowaniu

i

badań

staje p o d z n a k i e m

74

terenowych,

zapytania.

których

bardziej

bezpośrednioj

dokumentacji

n a b a d a n i a c h bezpośrednich

trudno

sobie

wyobrazić,

etno­

,,face-to-face",

a b y jakakolwiek

ogólna t e o r i a k u l t u r y mogła w przyszłości powstać b e z w i e d z y
o w i e l k i m zróżnicowaniu k u l t u r o d m i e n n y c h o d n u r t u „oświeco­
n e j " k u l t u r y e u r o p e j s k i e j , n a w e t p r z y założeniu i c h wzrastającej
u n i f i k a c j i . A w i ę c b e z e t n o l o g i i . (...). W y d a j e

się wszakże rzeczą

niewątpliwą,

ilością

że przy

źródłowych

tendencje

obecnym

przesyceniu

rozwojowe

nauki

materiałów

o kulturze

będą

szły

w k i e r u n k u „ l o g i i " , coraz b a r d z i e j się uniwersalizując w k i e r u n k u
antropologii.
W z w i ą z k u z postępującą specjalizacją naukową, nawiązującą
często d o p r o b l e m a t y k i i t e o r i i n a u k
socjologia,
też o b a w a ,

ościennych

(psychologia,

psychiatria, ekonomia, historia sztuki itp.),
że etnologia

czy antropologia kulturowa

się n a szereg d y s c y p l i n o w y s o c e w y s p e c j a l i z o w a n y c h

istnieje

rozpadnie

warsztatach

n a u k o w y c h . I t a o b a w a , choć z p e w n e g o p u n k t u w i d z e n i a b a r d z o
realna, n i e wydaje

s i ę słuszna. W i a d o m o

z błyskotliwym powiedzeniem
wiedzy

bowiem,

iż

Shawa o wzrastającym

w o d n i e s i e n i u d o malejącego k u z e r u z a k r e s u

zgodnie
poziomie

rzeczywis­

t o ś c i , w y n i k i t a k i e g o s t a n u r z e c z y są w s e n s i e p o z n a w c z y m
m n i e j zadowalające. Równolegle z a t e m

coraz

rośnie p o t r z e b a

scalania

w i e d z y p o p r z e z integrację n a u k . S t a w i a t o n o w e w y m o g i

metodo­

logiczne, różne o d przyjętych i w y s p e c j a l i z o w a n y c h
m o ż n a b y określić j a k o p r z e d e

wszystkim

m e t o d , które

analityczne.

uogólnianiu

jednej s t r o n y , a z d r u g i e j — mało sensownemu mnożeniu nie­

przemyślanych

Tym

zagrożonym:

przydatność

pozo­

Każda

z wyspecjalizowanych

dziedzin wiedzy

o kulturach

t z w . p i e r w o t n y c h l u b l u d o w y c h z a j m u j e się szczegółowo j e d n y m
t y l k o z j e j aspektów, n i e wnikając głębiej w jego związki z całym

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10365" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10343">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ea8ea2a00e3cdf8bb98324302e906869.pdf</src>
        <authentication>a8541d4ae5235a6f66380d06426cb0e1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123277">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2478</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123278">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123279">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2301</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123280">
                <text>Spis treści; Wprowadzenie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123281">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.2-3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123282">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123283">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123284">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123285">
                <text>P

O

L

S

K

A

S

Z

T

U

K

A

L

U

D

O

W

A

KONTEKSTY
A N T R O P O L O G I A

K U L T U R Y

E T N O G R A F I A

S Z T U K A

INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK

�CONTENTS
Aleksander Jackowski
Jerzy Prokopiuk
Kirsten Hastrup
Mircea Eliade
Marcin Brocki
Jagna Knittel
Maria Janion,
. . .
, ,
Mana Żmigrodzka
Małgorzata Łukasiewicz
Zygmunt Krzak
Dionizjusz Czubala

~1

Introduction
The Myth of Paradise
Nature as historical Space
The Myth of the Good Savage
Culture and Nature. Remarks on the Margin of research on Gestures
The Myth of Nature. What is nature like?
„
, „ •
•
Rousseau - the Existentia Hero

. . .

In one House
Man of the Golden Age
In the World of contemporary Myths. Mongolian and Siberian tales about the
Snowman
The Myth of Art beyond Culture. Art Brut
Architects and the protection of Birds
„The Jardin des Plantes: Postcards", or the Plant Metaphor of James Clifford
The Death of Hans and Gretel
Filódzóon. The one which enjoys life or „ogławianie". The culture of the Willow
Plants in Folk beliefs
Earthly Deities
Travel Notes from Poland
On the Peasant - Untitled

53
59
71
81
85
90
100
113
122
127

We established Nature - discussion

133

The Killing of Animals
The Art of positive Eating
The anatomy of a Cheeseburger
Pearls before Swine
We are part of the Earth
Glossary
The Community of Nature
Ecumenical Poems
A Dialogue with Earth
The Ryóanji zen Garden and my dream abouth the Gardener
Prof, dr hab. Anna Kunczynska-Iracka (1934-1994)
About the Authors
Summary of Articles

139
149
149
153
155
156
158
160
167
170
172
173
174

R e d a g u j ą : Zbigniew Benedyktowicz, Aleksander Jackowski,
Sławomir Sikora (sekretarz redakcji),
Danuta Benedyktowicz
i współpracują:
Jerzy Bartmiński, Antoni Kroh, Jacek Olędzki, Czesław Robotycki,
Roch Sulima, Ludwik Stomma, Zofia Bisiak

Tłumaczenia:
Aleksandra Rodzińska
Projekt o k ł a d k i i strony
Jacek Królak
Redaktor

31

1

—

Aleksander Jackowski
Adam Czyżewski
Monika Sznajderman
Wojciech Michera
Jacek Olędzki
Elżbieta Umińska
Zbigniew Libera
Andrzej Różycki
Ewa Korulska
Wiesław Myśliwski,
—
Roch Sulima,
Aleksander Jackowski
Ryszard Ciarka
Agnieszka Taborska
Jeremy Rifkin
Małgorzata Haładewicz
Wódz Duwaniszów Seatle
Ewa Dżurak
Iga Czaczkowska
Sergiusz Riabinin
Jadwiga Rodowicz
Koji Kamoji
Stanisław Mossakowski

Doradzają

3
4
8
14
19
23

tytułowej:

techniczny:
Krzysztof Nalewajko

Adres redakcji: Instytut Sztuki PAN, ul. Długa 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994 tel. 31-32-71/4 wew. 243

40
45

�Wprowadzenie
Zwornikami tego numeru są Raj i Ekologia. Dwa pojęcia,
dwa mity: jeden zakorzeniony bodajże we wszystkich kulturach,
mit prapoczątku i drugi - powstały współcześnie, zrodzony
z trwogi przed końcem naszej cywilizacji, życia na ziemi. Między
tymi biegunami znajdzie Czytelnik wariacje (przyjmuję tu
terminologię muzyczną) na temat natury i kultury. Rozumia­
nych w kategoriach zarówno opozycji, jak i komplementarnej
całości; wzajemnych związkach. Niegdyś (patrz tekst J. Knittel)
sobie przeciwstawiana, współcześnie jawi się nam jako jedność.
„To, co materialne - pisze Kirsten Hastrup - i to, co idealne,
doświadczane jest jako jedność. Dlatego człowiek nie znajduje
się ani wewnątrz, ani na zewnątrz natury; Świat społeczny
i naturalny nie są wzajemnymi odbiciami, z których najpierw
pierwszemu, a potem drugiemu przypisuje się rzeczywistość.
Tworzą one naturalną jedność - jeden świat - w którym
bynajmniej nie ma wystarczającego oddalenia czy różnic, by dać
podstawę do rozważań na temat związku (...) jaki łączy ludzi
z naturą."
Natura jest w nas samych. Jesteśmy jej częścią. Dostrzegał to
już Goethe, przywołany w tekście Małgorzaty Łukasiewicz.
Naturę postrzegamy z pozycji kultury. Jawi się nam w pierwo­
tnej intuicji stanem przyrody nieskalanej ingerencją człowieka.
Przyrody samoodnawiającej się, samoregulującej. Naturę od­
czuwamy jako przeciwstawienie cywilizacji, maszyn, spalin,
wielkich miast. Tęsknimy do niej. Z obawą i nieufnością.
Wyszliśmy już z okresu marzeń o przekształcaniu przyrody,
wiemy, że nie można bezkarnie odwracać biegu rzek, szukamy
w przyrodzie odtrutki, powracamy do mitu szczęśliwej dzikości,
mitu prapoczątku, Raju.
W perspektywie ekologii, która tyleż jest wiarą i mitem, co
praktyką i nauką, natura jest krainą szczęśliwości, którą sam
człowiek niszczy. Natura - to dla nas, ludzi miast - cisza,
naturalny rytm życia, czasu, zajęć. Ale i coś więcej, odwołanie do
autentycznych potrzeb wyjścia poza perspektywę racjonalnego
oglądu świata. Przytoczę tu fragment eseju Wojciecha Michery:
„Tajemnica lasu wymaga odwagi. Zstąpienie w jego otchłanie,
to obraz doświadczenia egzystencjonalnego budującego nową
tożsamość człowieka, a zarazem - przywracającego niejako
ponadindywidualną pamięć kultury, z tego doświadczenia prze­
cież wyrastającej."
„Każdy krajobraz jest naznaczony przez ludzi - cytuję
Eliadego. Kiedy tylko postrzegają otaczającą ich naturę i nazwą
ją krajobrazem - stają się jednocześnie twórcami krajobrazu".
Człowiek i przyroda - oto opozycja, z którą często się
spotykamy. Tylko człowiek zdolny jest kumulować doświad­
czenia i przekazywać je następnym pokoleniom, zarówno w dro­
dze komunikatu ustnego, jak i pisma. Tym samym mogły
powstać przesłanki rozwoju cywilizacyjnego, kultury. Przekaz
genetyczny, istniejący w świecie ożywionym, dawał szansę
przeżycia, walki o byt, ale tylko człowiek zdolny był podporząd­
kować sobie przyrodę, wtargnąć w nią na tyle bezwzględnie, że
zagroził podstawom jej istnienia. Moc panowania stała się mocą
niszczenia. Mit Raju został zagrożony. Jego refleks znajdziemy
jednak w micie Ekologii, która stała się naszą nadzieją i postawą
wobec świata.
W zespole tekstów dotyczących ekologii, po wzruszającym,
pięknym manifeście „wodza Indian" referujemy stosunek wiel­
kich religii Wschodu i Zachodu do przyrody. Rzecz dotyczy
także interpretacji bibilijnego nakazu o podporządkowaniu
przyrody Człowiekowi. Władca czy Gospodarz?
Znów znaleźliśmy się w kręgu rozważań o mitach prapocząt­
ku, Raju. Jego mit omawia J. Prokopiuk, wątek prapoczątku
powraca w innych tekstach, m.in. M . Eliadego. Pisze on:
„Uznawanie, iż jest się ukształtowanym przez to, co się zdarzyło
in illo tempore, nie jest (...) specyfiką myśli prymitywnej

czy tradycji judeo-chrześcijańskiej. Analogiczną postawę od­
czytaliśmy w jodze i psychoanalizie".
Idea powrotu do „Złotego Wieku", odnalezienia w sobie
przestrzeni duchowego istnienia, nie dostrzeżonych przez naukę
„pozytywistyczną", wiedzie ku ezoteryce, innym, niż naukowe
formom poznania, ku ideom „New Age." Intuicje takie znaj­
dziemy zarówno w tekstach M . Eliadego, jak i Z. Krzaka, A.
Różyckiego. Widmo para-nauki zdaje krążyć nad Europą,
można zauważyć - parafrazując Marksa.
Podtytuł pisma zobowiązuje, zwracam więc uwagę na blok
artykułów dotyczących przyrody w świadomości „ludowej".
W nim: drzewa - szczególnie ważne w kulturze tradycyjnej,
rośliny, wierzenia z nimi związane (J. Olędzki, E. Umińska),
stosunek chłopa do przyrody, zwierząt. Na różnice w sposobie
wyrażania swych emocji i na intuicje dotyczące stosunku
ludności wsi do zwierząt, okrucieństwa zwraca uwagę rozmowa
prowadzona przez W. Myśliwskiego, R. Sulimę i A. Jackows­
kiego. Jej eksplikacją jest m.in. tekst R. Ciarki o zabijaniu
zwierząt. Przewrotnym jego dopełnieniem można nazwać ar­
tykuł J. Rifkin o hamburgerach. Rozmowa, o której tu wspomi­
nam, pokazuje jak mało, w istocie, wiemy o wsi, jak wielka jest
przestrzeń naszej niewiedzy, nie zawsze trafnych intuicji. E.
Korulska poświadcza ten fakt, omawiając wizerunek chłopa
w literaturze.
A. Jackowski zajmuje się problemem twórczości zwanej Art
Brut, a więc w niewielkim tylko stopniu związanej z wpływem
kultury, tradycji, wiedzy. A. Czyżewski dotyka w artykule
poświęconym projektom miasta-ogrodu problemu ekologii
w urbanistyce i architekturze.
Zarysowuję jedynie bloki tematyczne numeru, dlatego nie
omawiam interesującego studium Marii Janion i Marii Żmi­
grodzkiej o osobowości J.J. Rousseau, którego postać chyba
najsilniej wiąże się z ideą powrotu do natury, z mitem „dobrej"
przyrody, stanu naturalnego, i „zła" kultury. Nie mogę pow­
tarzać spisu treści, chociaż właśnie w tym numerze kolejne arty­
kuły wchodzą w szczególne relacje ze sobą, dopełniając się, bądź
prezentując inną persektywę zjawiska, inną opcję poznawczą.
Oba wielkie mity, przywołane w tym numerze, każą myśleć
0 człowieku zdanym tylko na siebie, na swoją mądrość, wyob­
raźnię, wielkość i nędzę. Mit Raju ewokuje bowiem sytuację
poprzedzającą samodzielność człowieczą, przedstawia stan,
w którym nie istniały napięcia między naturą a kulturą. Adam
1 Ewa poddani mądrości bożej nie musieli o nic się troszczyć,
o nic martwić. Ufni, szczęśliwi, nie potrzebowali martwić się
o swą egzystencję; nie zagrażały im dzikie zwierzęta, zresztą
w mitycznej wizji Księgi Rodzaju cały Raj zda się ogrodem
szczęśliwości. Zdawać się może - jednorazowym, jako że
o rozmnażaniu, żywieniu się, ochronie gatunku - nie ma mowy
w tekście. Nakaz: zabij, abyś sam mógł przeżyć, nie przystaje do
wizji Edenu. Gdyby było inaczej byle lew, pantera, żmija czy ryś
mogłyby zagrozić naszym pra-rodzicom. Wówczas siła mięśni
nie mogła by wystarczyć.
Ale, jak wiemy, ciekawość Ewy, nieposłuszeństwo boskim
nakazom, spowodowało wygnanie z Raju. Zdani na siebie, nie
siłę mięśni mogli wykorzystywać, lecz rozum. Wymyślili osz­
czep, koło, ogień - w konsekwencji kulturę. Uniesiony miecz
Archanioła Michała skazał świat ludzki na nieustanną walkę
o byt, walkę z przyrodą. Skazał na człowieczeństwo. Na
problemy, z którymi się zmagamy. To jest nasz punkt wyjścia
- po utracie Raju, dziewictwa. Friedrich Schiller (cytuję za
Prokopiukiem) uznawał nawet upadek w Raju za najszczęśliw­
sze wydarzenie w życiu człowieka. Przeczy temu jednak wciąż
żywy, wciąż odnawiany w doświadczenia różnych kultur mit
Złotego Wieku, mit prapoczątku. Mit i nam nie obcy. Mit do
którego tylko możemy tęsknić, znajdując w przyrodzie, krajob­
razie szczególną postać jego prefiguracji.
A.J.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10364" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10342">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d02c6faa4be9892b747eecdf83ee504b.pdf</src>
        <authentication>949ec4824fef16497233aaa52184f7e9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123267">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2476</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123268">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123269">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123270">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2300</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123271">
                <text>Sprostowania; Summary of articles; Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123272">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.188-192</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123273">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123274">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123275">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123276">
                <text>Sprostowania do numeru litewskiego
1. Z noty o p. C z e s ł a w i e O k i ń c z y c u w y n i k a , iż jest on
r e d a k t o r e m naczelnym „ Z n a d W i l i i " . Faktycznie jest j e d ­

g r a n i c ę . Bardzo przepraszamy za ten fakt Pana Profesora
i

Czytelników.

n y m z założycieli pisma, p o ł o ż y ł dla jego powstania wielkie

(A.J.)

zasługi, ale nie jest jego redaktorem. „ N a c z e l n y m " w p i ś m i e
jest od pierwszego n u m e r u p. R o m u a l d M i e c z k o w s k i . Z e s p ó ł
redakcyjny „ Z n a d W i l i i " liczy 3 osoby.
2. D o art. p. P a ł w a Ł a d y k o w s k i e g o i Andrzeja Czajkows­
kiego w k r a d ł y się n a s t ę p u j ą c e

P o n i ż e j p u b l i k u j e m y list w tej sprawie, skierowany
redakcji przez A u t o r a :

błędy:

do

Redakcja „ K o n t e k s t ó w "
I n s t y t u t Sztuki P A N

s. 60, szpalta 2, wiersz 7 od g ó r y . Jest 10-20 ha, w i n n o zaś
b y ć 10—40 ha.
s. 6 1 , szpalta

2,

wiersz 7 od

dołu.

k i l k a n a ś c i e " , lecz „ o k i l k a

Winno

być

nie

„o

kilometrów".

s. 63, szpalta 1, p o c z ą t e k drugiego a k a p i t u w i n i e n b r z m i e ć :
„ W s p ó ł c z e ś n i e ma miejsce zjawisko renesansu n a u k i
j ę z y k a polskiego w bardzo w ą s k i m gronie m ł o d z i e ż y ,
k t ó r e j korzenie w y w o d z ą się ze ś r o d o w i s k a
zycznych
Zniekształceniu

polskoję­

laudańczyków.
uległo

nazwisko

autora

zdjęć.

Winno

b r z m i e ć : M a r e k Skorupski.
3. W

tekście

p.

Tamary

Gordon

znalazło

się

zdanie

s u g e r u j ą c e , j a k o b y w W i l n i e d o - w o j e n n y m b y ł o k i l k a koedu­
kacyjnych szkół ż y d o w s k i c h .

W istocie była t y l k o jedna.

Błąd w y n i k n ą ł ze złego odczytania zapisu r o z m o w y z A u t o ­
rką.
4. P o w a ż n y m b ł ę d e m b y ł o p r z e s ł a n i e do s k ł a d u zamiast

W numerze 3-4/1993 „ K o n t e k s t ó w " u k a z a ł a się redakcyj­
na wersja mojego a r t y k u ł u My i oni. P r o s z ę p r z y j ą ć wyrazy
zdecydowanego sprzeciwu wobec d o k o n a n i a bez mojej wie­
dzy zmian w przekazanym Redakcji tekście. M . i n . d o ł ą c z e ­
nie z a k o ń c z e n i a , w ł ą c z e n i e z d a ń , k t ó r y c h nie n a p i s a ł e m ,
z m i a n ę p r o p o n o w a n y c h cezur w historii s t o s u n k ó w p o l ­
sko-litewskich ( w i n n o b y ć : 1. wojen; 2. z b l i ż a n i a się; 3.
w s p ó l n e j Rzeczypospolitej; 4. p o r o z b i o r o w y , ale t y l k o po
lata 80-te X I X w i e k u ; 5. odradzania się n a r o d u litewskiego
i d w u p a ń s t w n i e p o d l e g ł y c h , R e p u b l i k i Litewskiej oraz
Rzeczypospolitej Polskiej po ich wejście w o r b i t ę Z S R R ; 6.
poradziecki.). Z m i e n i o n a z o s t a ł a w y m o w a p o s z c z e g ó l n y c h
a k a p i t ó w ( m . i n . o d n o s z ą c y c h się do r o l i polskiego duchowie­
ń s t w a w L i t w i e i „ l i t e w s k i e j " p o l i t y k i r z ą d ó w I I I Rzeczypos­
politej). Z osobna, c h o ć nie na ostatnim miejscu, w y m i e n i ć
trzeba z m i a n ę k o n s t r u k c j i a r t y k u ł u .

drugiej, poprawionej wersji a r t y k u ł u p. profesora Wisnera
- egzemplarza z sugestiami redaktora tekstu, nie uzgodnione
z Autorem. Wynikło

to na

skutek wyjazdu redaktora

S U M M A R Y

O F

S t e f a n M o r a w s k i ON P H I L O S O P H I C A L S U B - S T R U C T U R E
O F ECO'S " F O U C A U L T ' S P E N D U L U M "
The essay consists of four sections. The first lays down which problems
wil I be dealt with and how the author will proceed. Two next are of seminal
character. In the second the attempt is made to explain what can be
understood by philosophical substructure of any literary work. A triangle
of interpretive prossibilities is presented: a) extracting a set of convictions
with regard to the reality grasped on the whole - which can be
acknowledged as philosophical b) opposing the artistic worldview, always
equivocal at most displaying different competing philosophies to genuine
philosophizing because the former only put questions whereas the latter
provides answers which claim to be universally binding, c) blurring the
distinction between literature lud philosophy altogether (the postmodern
strategy). The author contends that a) and b) are applicable to „Foucaulfs
Pendulum". Actually b) makes possible the interpretation in the sense of a).
If b) is taken as the proper approach, no clear philosophy results from this
novel. Both logos and mythosare suspect, any generalizing and totalizing of
the world vision should be objected to. If a) is admitted as the proper
perspective, either Belbo's critical rationalism or Diottalevi's openess
towards the sephirots and caballistic gnosis can be interpreted as the
author's possible messages. Anyhow according to the author it seems that
the textual ambiguities of the novel allow to read in many ways, many and
contradictory when they are juxtaposed one another. The third section
dwells on Eco's semiotic theory concerning the interpretation procedures in
order to confront the philosopher's recommendation how to read literature
(and art in general) with the author's research. „The Role of the Reader"
(1975) and the Cambridge lectures in "Interpretation and Overinterp­
retation" (1990), are taken into account here. On the basis of both especially
with reference to the debate between Eco and Rorty, the author argues on
behalf of his revealing the equivocal character of "Foucault's Pendulum". It
corresponds to Rorty's liberal-ironist expectations because one is allowed
to interpret it as counter-philosophical (the possibility under b). But as well
relevant is the interpretation which looks for a philosophical substructure
(the possibility a) because Eco - the philosopher by no means could meet the
demands of Rorty's radical anti-foundationalism. In the final section the
author confesses that he is not quite sure which is Eco's genuine philosophy,
whether it is science-oriented, or distinguished from science. To be able to
fix Eco's stance in this matter, would help to decide whether his fascination
with the occult knowledge is exclusively the intelectual passion of very cute
observer, or pherheps it is as well a partial affirmation of these ineradicable
propensities. For a fortunate intepretation of "Foucault's Pendulum" this
would be of basic importance.

188

Z w y r a z a m i g ł ę b o k i e g o zdziwienia

za

H e n r y k Wisner

A R T I C L E S
S e w e r y n a W y s ł o u c h T H E I C O N I C S I G N IN T H E C O N C E P ­
TION O F UMBERTO ECO AND T H E PROBLEM O F T H E VISUAL
CODE
Umberto Eco conceives the iconic sign not as a simple copy of the object
but as the outcome of an intellectual operation (selection, abstraction etc.).
The sign denotes the procedure of perception and reduces it to an arbitrarily
chosen graphic convention which is decisive for the recognizability of signs
("La struttura assente"). Such the element of convention (and not
"natural" similarity), opens up a field for research into the symbol and
metaphor in the visual arts.
In his " L a production des signes" Eco places emphasis on conscious
operations which transform the object, and ignores processes which take
place on the level of perception; in this way, he restricts the concept of the
sign (for instance, the elimination of road signs or reflecions in a mirror).
Eco is an adamant opponent of verbocentrism. He claims that the visual
code is not patterned after the language but, at the same time, he is not
certain whether it should be called a code or a repertoire.
All these inconsistencies can be avoided if one treats visual language as
a primary code, composed of signs whose transformations occur on the
level of perception. This code has a vocabulary of its own (visual patterns in
the brain), and mimetic rules for joining signs; it constitutes a basis for
secondary systems: painting and film. The conception of the primary visual
code ultimately liquidates verbocentrism and by ascribing to the arts the
status of secondary systems, it offers a methodological foundation for
examining the relations between them.
G r z e g o r z S i n k o U M B E R T O E C O ON T H E A T R E
The starting-point in Umberto Eco's search for a difinition of theatre is
the notion of ostension, of something being presented asa representative of
an entire class of things. In order to make ostension in theatre possible Eco
has recoursed to speech-act theory: all the utterances on the stage are
felicitous because they are based on the players' implied speech-act "we are
plaing now".
From the point of view of modal logic the utterances of stage characters
are opaque being based on the formula "I (the player) am saying now that
John (the stage character) says that p". The truth of p is not stated.
The social convention which makes theatre possible is explained by
Goffman's notion of frame while the distinction between intentional and
unintentional signs of players is based on Peirce: apart from the individual
interpretant of the viewer the basis of the interpretation is Peirce's notion of
ground.

�I

In the last instance ostension becomes only an example of square semiosis
as formulated by Prague semioticians (and also of unlimited semiosis as
formulated by Eco himself). Whatever is seen on the stage stands for
something else for a reacting audience. The performative situation of
theatre establishes that it has to be taken as a sign. The main point here is
that the constitutive matter of the representamen and of the object of the
sign is the same (the player's body and the body of the stage character, or the
material of the props). This synthetic definition based upon several
combined lines of semiotic study seems to be Umberto Eco's main
contribution to modern theatrical theory.
A l i c j a H e l m a n S E M I O T I C S IN T H E M I R R O R O F MASS
CULTURE
In his novels ("The Name of the Rose" and "Foucault's Pendulum")
Umberto Eco encourages the readers towards taking part in a game and to
search for numerous references, quotations and cryptocitations from other
works. The author of this article discusses the suggested type of reading
matter, and follows the connections of those novels with mass culture. In
the case of "The Name of the Rose", she demonstrates copious links, above
all, with the works of Conan Doyle and Agatha Christie; for "Foucault's
Pendulum" such a reference point will be, predominantly "The Maltese
Falcon" by Dashiell Hammett and stories by R. Chandler. The author also
notes that an investigation conducted after a considerable timespan
("Foucault's Pendulum") is not an absolute novelty in literature. It
appeared i.a. in "The Daughter of Time", a novel by Josephine Tey
(Elisabeth MacKintosh).
Z b i g n i e w T a r a n i e n k o T H E C O N C E P T I O N O F T H E OPEN
WORK VIS A VIS C O N T E M P O R A R Y A R T
The author observes simplifications and inconsistencies contained in the
conception of the "open work", devised by Umberto Eco. By constructing
a model of an "open work", Eco reduces art to a few features and ignores its
aesthetic, ethical and metaphysical perspectives. Although in his theory Eco
takes into consideration the recipient, he treats him equally schematically.
One of the prime charges made by the author of the article is the fact that
Eco does not delineate precisely the nature of the "openness" of a work of
art, or its differences from the "openness" of every other artwork. We still
do not know how this new theory differs from its older counterparts, such as
the analysis of the openness of the work of art proposed by Roman
Ingarden.
D a n u t a K u ź n i c k a T H E SEMIOTIC C A T E G O R I E S O F UMBE­
RTO ECO - MERITS AND IMPRECISIONS
This is an analysis of semiotic conceptions selected from two books by
Umberto Eco: "A Theory of Semiotics" and "Semiotics and the Philosophy
of Language". The author's intention was to demonstrate that in the 1970s
and 1980s Eco's ascertainments were close to poststructural trends. The
article discusses the categories of definition and the philosophical perspec­
tives of definitions proposed by dictionaries and encyclopaedias, the
metaphor and its interdisciplinary character as well as the isotopy of the text
and the working hypothesis, conceived as factors of textual interpretation.
T e r e s a R u t k o w s k a PARODY AND IRONY IN T H E LITERA­
RY THOUGHT AND PRAXIS OF UMBERTO ECO
One of the most astounding features of the works of Umberto Eco - in his
capacity as a scholar dealing with contemporary culture, a semiologist,
a scholar examining literature and a writer - is cohesion and complimentariness. Novels and brief humoristic-parodic works develop certain
research postulates contained in his scientific studies, while the latter throw
light on the meaning of the literary compositions by the same author. This
coherence is favoured by an all-pervading irony and self-irony. Eco treats
irony as a rhetorical trick but also as a certain type of an intellectual attitude
towards the world; irony, he declares, is "imperative for human dignity".
From this point of view, an analysis of concrete scientific and literary works
allows us to say that they are the expression of precisely such a consistent
world-outlook stand.
L u d w i k S t o m m a A HISTORY O F CONTEMPORANEITY
The article is an ethnological attempt at capturing the phenomenon of
advertising. Elements which are all-present in the iconography of the
advertisement include mountains, deserts, water falls, wild animals, villages
and the peasant family. The advertised product of culture is juxtaposed with
the order of Nature. The prime rule of all advertisements is to build
a mythical structure, in other words, to situate the product within the order
of natural and eternal necessity. The second rule consists of making
promises, and the third requires that the symbol must be remembered.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z "TANGO" - T H E D A N C E O F
UNIVERSAL ALIENATION
The point of departure for this article is a review entitled "Tango, the
Dance of Polish Alienation", published in the "Los Angeles Times" and
dealing with "Tango", an animated Oscar-winning film by Zbigniew
Rybczyński (1983). The author interprets this film against the background
of Rybczynski's other works and the ethnographic and anthropologi­
cal-visual stratum which can be extracted from them. He also discusses the
application of the metaphor of the tango in the theatrical compositions by
Kantor and Mrożek. In his anthropological interpretation of Rybczynski's
"Tango", Z. Benedyktowicz refers to a commentary by Ernesto Sabato who
explains the specificity of cultural contents of the primary roots of the dance
which belong to folk culture; he also cites the statement of one of the most

acclaimed creators of the tango (Discepuolo) who said that "The tango is
a mournful thought which is danced". In this manner, the author discovers
a process of the universalization oflocal cultural and philosophical contents
as well as their concurrence with the work under examination.
W o j c i e c h .1. B u r s z t a
"YES". N O S T A L G I C R E A L M S O F
MEMORY
The pretext to this essay was a concert given by the rock group "Yes" in
the Parisian "Zenith" concert hall on 3 June 1991.
The article considers the appearance of a global tide of a nostalgic return
to a formation concentrated around values connected with the contestation
culture of the 1960s. The conception of nostalgia has not only become
generalized and severed from its original connotations but it also has turned
into the object of intentional interpretations (fashion, the cinema). The
author maintains that nostalgia has become a desireable quality. Everyone
has the right to shape the past in such a manner so that it appears as
a cohesive whole with which we are able to identify; this process sets into
motion a nostalgic valorization of the world which remains a mere
reminiscence.
K r z y s z t o f P i ą t k o w s k i A R E T U R N TO T H E PAST. OR D O
REMINISCENCES LIE?
The text pertains to a fashion in contemporary culture for returning to
the past, or, more exactly, to the 1960s. The author asks whether in this
manner postmodern culture discovers the truth about the past. He
concentrates his attention on the Polish example, and contrasts the
so-called youth music of those years, together with the cultural phenome­
non connected with it. with social and political reality. The mythology
created around those phenomena is comprehended by the author as
hypocrisy. He shows how Poland in the 'sixties was the scene of
a confrontation of two hypocritical realities: that of youth subculture and
that of politics, and how this fact had no connection with analogous
phenomena in Western culture.
C z e s ł a w R o b o t y c k i "PIWNICA P O D B A R A N A M I " - AN
ANTHROPOLOGICAL INTERPRETATION OF T H E FORMULA
OF A C A B A R E T
The cabaret as an artistic form dates back to the end of the nineteenth
century. It is a historical urban variant of culture, connected with the
categories of laughter, irony and carnival. "Piwnica pod Baranami" (The
Rams' Cellar) is a cabaret conducted in Cracow by Piotr Skrzynecki which
was founded in 1956 and, with short intervals, it remains active until the
present-day despite the fact that the edge of its irony was often directed
against the communist authorities (e.g. an ironical presentation of court
sentences during the martial law period). This cabaret constitutes a space
and "time" for a play of meanings, symbols, stereotypes, figures, plastic and
theatrical signs as well as figures of speech. Texts, gestures and plots appear
in changing contexts and functions of application. The spectator draws
satisfaction from the discovery of new meanings, an ironical distance, his
own interpretations and senses given to the spectacle. The author describes
the activity of the cabaret and interprets it, above all, in categories of "the
culture of laughter" (M. Bachtin, J. Huizinga). Cabaret laughter is a form of
cognition and adoption but also of distancing oneself from a reality whose
acceptance often proves to be difficult. "Piwnica" was the debut of many
young talented artists and it is an important center of social life.
D a r i u s z C z a j a T H E T A S T E O F P A R A D I S E IN A D V E R T I S E ­
MENTS
From the point of view of the ethnologist, advertising is, above all, the
"text" of culture. An ethnological analysis of the advertisement message
ignores the aesthetic dimension, and concentrates on the stereotypes,
associations, symbols, linguistic cliches etc. which it applies. The author
analyses three commercials selected from a standard television offer which
refer to the myth of heavenly happinness (Arcadia, the Biblical Eden and
the Happy Isles). He also draws attention to a paradox which consists of the
exploitation both of historical allusions and archaic models of the
imagination in advertisements of "modern" products.
W i e s ł a w S z p i l k a PARADISE LOST
The author analyses a catalogue issued by Schuster, a firm from Munich.
This publication not only presents the firm's offer but indirectly depicts
certain phenomena of essential rank for a scholar dealing with mass culture:
sport, fashion, and ways of spending leisure time. Mass culture, in the eyes
of the ethnologist, continues to propose the same: power, uniqueness and
durability, while the catalogue appears to be an entrance ticket to paradise.
W o j c i e c h M i c h e r a A SYMBOLIC CONTACT WITH R E A L I T Y
In one of the previous issues of "Konteksty", the author presented
a conception of the "museum" envisaged as a symbolic space and activity
("The Mystery of Shoes, or in Praise of Museums", "Konteksty" no
1:1993). This article, in turn, describes anthropological workshops which
were conducted in the years 1991 1993 in Biskupin and Czarne, the second
being a deserted Lemko village in the Low Beskid Mts. Both events were an
attempt at a practical application of those theoretical premises. The
intention of the Biskupin workshop was to endow musem space which
contains prehistorical skeleton graves, with the symbolic character of
a cemetry. This undertaking was performed through the presence of its
participants, marked with songs, silence, the sounds of a flute and bell, and
flowers - the materialization of memory. It is also memory which has
nothing in common with any sort of spiritistic practices, which gave

189

�meaning to a "forefathers' eve" conducted in Czarne, and inspired by a play
by A. Mickiewicz. This time the workshop was concerned with memory
inscribed in a deserted and moribund site which, however, is filled with signs
of the presence of its former inhabitants. The article also remarks on the
symbol as a way of touching the past, a procedure which combines
encounter and interpretation.
J o a n n a S a r n e c k a S O R C E R Y IN C Z A R N E
This text is a report by a participant of anthropological workshops
conducted from 1991 to 1993 in Biskupin and Czarne (see the article by W.
Michera).
M a g d a l e n a M i c h a l s k a - C i a r k a T H E WARSAW F L O R A L
CROSS
The material contained in this article is a fragment of a more extensive
dissertation presented in the Chair of Anthropology and Ethnology in
Warsaw. In an analysis of a description of the contents surrounding a cross
composed of flowers and arranged on Victory Square in Warsaw after the
death of Cardinal Stefan Wyszyński (May 1981), the author tries to depict
certain forms of the symbolic and mythical behaviour from the period. She
claims that the atmosphere of the years of martial law in which the discussed
evenets took place, together with accompanying ethical-moral transfor­
mations, favoured the disclosure of this type of behaviour as well as a search
for a symbol in the contemporary world. The author intentionally resigned
from the temptation of a more profound interpretation in favour of an
analysis, a comparison and a description of the events, as precise as
possible. Photographs by Anna Beata Bohdziewicz are an excellent
supplementation of the text.
J a c e k S c h m i d t E M O T I O N S P E R C E I V E D BY A N A N T H R O P O ­
L O G I S T (UPON T H E E X A M P L E O F T H E S T E R E O T Y P E )
The emotional nature of the stereotype, stressed by many authors, was
supposed to explain a number of constitutive traits of this phenomenon,
such as irrationality or imprecision, longevity of duration, and resistance to
changes. In accordance with psychological tradition, emotions were treated
as structures that organize and put into order certain physiological states of
the organism by means of their external manifestations. These views,
transferred into ethnology, can be described as the attitude of an
anthropologist - "rationalist" who perceives emotions as an opposite of
knowledge, excludes them beyond the range of scientific interests, and
concentrates his attention on the descriptive aspect of the stereotype.
An alternative stand assumed by the scholar could be the manner of
thought adopted by the anthropologist - "intuitionist" who envisages
emotions as certain ideas indissolubly connected with knowledge; they take
part in coding the most significant meanings of cultural behaviour and the
interpretations of the majority of social interactions. Only by becoming
acquainted with the cultural significance of the emotional dimension of the
stereotype, is it possible to discover the meaning of its contents, granted to it
by a given group.
H a n n a B u r s z t a MORALITY IN T H E EYES OF A N ANTH­
ROPOLOGIST
The examination of morality by an anthropologist makes it feasible to
disclose certain aspects of this phenomenon which evade routine external
and sociological observation. From among the multiple possibilities of
analysing morality as an unrejectable element of the cultural system, the
author selects two conceptions proposed by Polish science. The first
concentrates on Stomma's "concept of folk culture" and the second - on the
"social-regulative" theory of culture propounded by Jerzy Kmita. The first
concept regards the basic criterion for distinguishing various types of
culture to be the degree of the intensification of their intentional isolation.
Interpreted in this manner, morality is perceived through the: native-alien
option, central for folk culture. This opposition comprises the source of
"native morality". The initial thesis of the second conception proclaims that
the nature of factors which determine morality and world outlook system is
identical. The world outlook, therefore, is the source of images of good and
evil.
P i o t r F a b i ś , A n d r z e j Z a p o r o w s k i CULTURAL RELATI­
VISM
A V A N I S H I N G POINT
An interpretation of the sociological theory by E . Durkheim and the
philosophy of the language proposed by G . Frege makes it possible to
reconstrue a model of the cultural translation performed by anthropologist.
An exposition of G . Frege's conception permits a precise analysis of the
cultural aspect of linguistic communication. The intention of an analysis of
Durkheim's definition of the social fact and sociology of knowledge is to
recreate the idea of a "conceptual scheme" or "conceptual system" which is
pursued at the moment in anthropological studies. Approached in this
manner, the works of E . Durkheim and G . Frege become a point of
departure for a critique of the thesis of cultural relativism or, to put it more
exactly, the hypothesis formulated by Sapir-Whorf. Ultimately, such
a critique leads to a conclusion which maintains that if the thesis of cultural
relativism is to have any sense at all, it must be solely a negation of
ethnocentrism.
H u b e r t C z a c h o w s k i ON P H O T O G R A P H Y A N D E T H N O G ­
RAPHY
The article analyses similarities between photography and ethnography.
The author is concerned both with indicating the identical epistemological
problems which face the history of both disciplines, and with disclosing the
similarity of the situation of the photographer who takes pictures of the

190

World, and the ethnographer who describes Culture. At present, in the era
of postmodernism and a controversy between relativism and objectivism,
new tendencies in photography and ethnography have altered their
heretofore image. They no longer consist of an ordinary copying of reality
but, according to C . Geertz, of making possible communication between
those who are being written about and photographed, and those, for whom
these tasks are performed.
S ł a w o m i r S i k o r a END OF T H E C E N T U R Y PHOTOGRAPHY.
PHOTOGRAPHY AND MYTH
The author proposes a detailed analysis of an album by Michael Lesy
entitled "Winsconsin Death Trip" (1973) which is composed of works by
a photographer from a small town in the state of Wisconsin (1890-1910) as
well as fragments of the local and state press. The photographs were
subjected to various types of operations (such as collage and juxtaposi­
tions). S. Sikora interprets these undertakings as an attempt at telling
a mythical (by no means false) story almost exclusively with the aid of
"documents". He demonstrates that some of Lesy's operations can be
treated as ventures at "copying" the mechanisms of human memory whose
truth, according to K . Hastrup, is closer to that of the myth than to the
"objective" truth of history. The "subjectivization" which Lesy permitted
himself, serves a better transmission of truth concerning a certain past
reality. S. Sikora refers to the special theatrical experiences of K . Hastrup
("Out of Anthropology") and claims that a better contact with the past can
be attained with the assistance of a myth (fiction).
S e w e r y n A. W i s l o e k i S E L E C T S I L E S I A N E X A M P L E S O F
S O C I O T E C H N I C A L M Y S T I F I C A T I O N S IN A M A T E U R C R E A T I V I ­
T Y I N T H E POLISH P E O P L E ' S R E P U B L I C
The author proposes a thesis which claims that one of the important
research problems at the moment is the need for thorough scientific
reflection on a precisely construed system of deforming social consciousness
and levelling cultural tradition together with connected systems of values.
The purpose of such a mystification of real realtions was to introduce
falsehood and hypocrisy in place of relegated values. Upon the basis of the
example of Silesian amateur artists, the author offers a synthetic discussion
of a representative selection of sociotechnical mystifications applied in
Upper Silesia. He also draws attention to the fact that they could pertain to
works on regional folk culture.
M a r i a n G r z e g o r z G e r l i c h ON A F E E L I N G OF NATIONAL
A F F I L I A T I O N A N D T H E A T T I T U D E TOWARDS "ALIENS". COM­
MENTS ON T H E M A R G I N OF R E S E A R C H INTO T H E NATIONAL
CONSCIOUSNESS O F C O N T E M P O R A R Y UPPER SILESIANS
This is a presentation of two aspects of the contemporary divisions within
the Upper Silesian regional community: the national affiliation of the
inhabitants of this region and their attitude towards aliens. The article is
based on an analysis of the results of more extensive empirical studies
conducted in the second half of the 1980s and, with intervals, in 1991 and
1992.
The majority of the persons involved in the survey experienced difficulties
with an unambigous definition of their national affiliation. On the other
hand, they clearly articulated their attachment to "the Silesian spirit", a fact
which indicates a high degree of ethnic integration. The pattern of the
declarations showed that 9 per cent were totally unable to define their
national affiliation, 28 per cent claimed that "they feel Silesians", 14 per
cent stressed their Silesian nature, at the same time referring to their bonds
with Polishness, 11 per cent indicated their Silesian affiliation but distinctly
referred to their ties with the German nationality, 31 per cent said that they
felt they were Poles (simultaneously declaring strong bonds with Silesia),
while 7 per cent proclaimed that they regard themselves as Germans.
The attitude towards aliens reveals a vividly negative tendency (whose
sources are to be found in the past and in the present). Hostility towards
aliens is determined by social and cultural factors and in particular by the
awareness of the peripherial location and the exploitation of Upper Silesia.
Consequently, "openness" towards establishing contacts with outsiders is
relatively slight.
B e a t a W a s i l e w s k a T H E C O N T E M P O R A R Y ŁEMKO C O M ­
MUNITY
This article is an attempted analysis of the Lemko community from 1947
to 1992. One cannot discuss the current problems of this ethnic minority
without delving deeper into the past: the period of German occupation and
the post-war resettlements of the Lemko population. The use of archive
material which up to now remained unavailable, allowed the author to
throw new light on the "Vistula" campaign, and the concentration camp in
Jaworzno.
In 1957 organized Lemko activity became possible within the framework
of the Ukrainian Socio-Cultural Society. At present, there appear to be two
options for Lemko self-definition. The first regards the Lemko population
as an ethnic group belonging to the Ukraine. The second option does not
negate relations with the Ukraine and notes a similarity of language and
religion. Nonetheless, it does not regard them as tantamount to an
determinant of identity. Such a role can be only played by self-definition.
Both variants of Lemko national identity are reflected in the work pursued
by Lemko organizations.
A n d r z e j S t a w a r z AN IMAGE O F T H E PRE-WAR CAPITALIST
IN S O C I A L M E M O R Y ( R E F L E C T I O N S O F A N E T H N O L O G I S T )

�The article contains general reflections concerning heretofore ethnograp­
hic research dealing with the retention of the image of a capitalist
(entrepreneur) in social memory. The author inquires into three questions.
First, he deals with the shaping of a stereotype of the capitalist in social
awareness after 1945, during the period of the Polish People's Republic (and
an all-powerful socialist system). Secondly, he considers the characteristic
features of the pre-1945 capitalist stored in social memory. Thirdly, he
reflects on the impact of the authority (in the meaning proposed by Bystroń)
of the capitalist upon the development of working-class culture during the
nineteenth and the first half of the twentieth century. In the second and third
case, basic theses are supported by existing findings of detailed research
concerning Łódź, Żyrardów and Warsaw; the author also used select
fragments of reminiscences and novels based on recollections. Finally, he
proposes investigations which could progress in two directions. The first
could delve deeper into the culture-creative role of the authority of the
pre-war capitalist; the other could examine the mythologization of reality
upon the basis of stories retained in the memories of workers (employees)
which contain elements of a "legend" about entrepreneurs of the past.
A n t o n i K r o h T H E F I R S T W O R L D W A R IS S T I L L B E I N G
WAGED
The achievements of the Austro-Hungarian and German military
propaganda from the time of the first world war are still alive. Created in
order to meet the requirements of the moment, and in accordance with
precisely defined ideological canons, it proved to be extratemporal, and
a point of departure for multiple currents in twentieth-century European
art. World War I propaganda inspired i.a. the art of Italian fascism which,
in turn, influenced the art of the Third Reich and its younger sister - the art
of Soviet socialist realism, together with its national variants pursued by
satellite states. In Poland, postsociallist realist trends can be also detected in
sacral art and art of the political opposition during the period of martial
law. The author presents select examples of such "wandering motifs".
R o b e r t D z i ę c i e l s k i A CRISIS IN T H E F I R E O F D E S T R U C ­
T I O N , O R S E V E R A L R E F L E C T I O N S A F T E R R E A D I N G T H E "GA­
ZETA WYBORCZA"
The image of the world depicted in 1992 on the front pages of the "Gazeta
Wyborcza" reveals a multi-dimensional crisis born in the fire of destruction.
The latter discloses a reality of chaos. At the same time, it offers hope for
putting that reality into an order which would permit the "lost man" to find
his place in the world. The loosing of that place denotes a miscomprehen­
sion of the world which, as a result, grows hostile and unacceptable. Man
awaits the fire of creation. The only question is: who or what will bring it,
and who will explain the world anew?
M o n i k a S z n a j d e r m a n AIDS - T H E SHAPE O F A M Y T H
In her article devoted to the phenomenon of A I D S in group imagination
the author presents the illness as a contemporary realization of the old myth
of the plague, epidemic or pestilence. A I D S fits very well into this archaic
scenario which regarded an epidemic as a sign of the end of the world and
a stigma of divine wrath but also as a symbol of the sacrum which touches
man and the world. A I D S reanimates certain phantasms dating back to the

Middle Ages and the Black Death: the depiction of death as decay and
ultimate disintegration, produced by the art of the macabre, and the motif
of the Dance of the Dead in which all people are equal. In this context, there
must inevitably appear a question which philosophers have been asking for
the past few years: can AIDS, and death caused by it, be subjected to an
aestheticization which, at least partially, accompanied such illnesses as
syphilis or tuberculosis? In other words, does or can A I D S bring any sort of
hope? At the moment, this question remains just as open as that concerning
the future and final form of the still emerging myth of this "pestilence of the
twentieth century".
M a r i a F i d e r k i e w i c z THE MODEL OF THE WORLD IN THE
W O R K S O F E R W I N SÓWKA
The author interprets the naive paintings by Erwin Sówka by referring to
semiotic categories. The spatial relations in these compositions occur as
a language which expresses moral constructions. One can speak about an
ethical-spatial domain enclosed within the opposition between "good" and
"evil", where "good" signifies i.a. the Absolute God - Brahma (Krishna);
paradise, as a perfect place on Earth; love, a divine element; femininity, as
one of God's powers; harmony between God, Nature and man which is the
foundation of harmony between people; a strivinig towards God, His
recognition and proximity with Him through a departure from matter
(transcendent meditation); and, finally, identification with God's Essence,
as the supreme form of man's contact with the divine element.
The realm of "good" which Sówka envisaged as "above" (in contrast to
the category of "evil", associated with "below" i.e. the mine) also included
the home and embraces Nikiszowiec (a district of Katowice) and Silesia (a
small homeland).
"Evil" denotes a rejection of God and a cult of matter whose consequence
is the absence of harmony between God, Nature and man as well as the
devastation of the Earth, so observable at present; chaos and destruction, as
an effect of erroneously comprehended technical progress; "below" - the
mine, a chtonic and demonic world hostile towards man, together with the
equally demonic St. Barbara; and satan, the misleading Angel of Light.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i ARS EROTICA
The article contains reflections concerning the exhibition entitled "Ars
Erotica" and held in the National Museum in Warsaw. The author draws
attention to the transgression of boundaries of privacy and the breaking of
conventions which create a continuum of culture although they are subject
to constant transformation. In contemporary culture, in which in the recent
past we have been able to observe an incessant shifting of limits of tolerance
as regards the protection of intimacy, the delicacy of feelings and ugliness
- as testified by the exhibition in question - beauty in art has simply ceased
to be fashinable, in particular in painting.
Erotica is known under a multitude of names. It has various forms of
expression in unprofessional creativity which the author presents in:
"Provincial Eros". It would be difficult in this particular case to talk about
art or artism. Forms of disclosing erotic longing, the great variety of
attitudes and the plebeian nature of imagination appear to be of great
interest. That what is at stake is creativity that stems from one's own
requirement and pursued for one's own satisfaction.

Odcinek dla posiadacza rachunku

Pokwitowanie dla w p ł a c a j ą c e g o

zł

Zł

Zł

wpłacający

wpłacający

Odcinek dla b a n k u

wpłacający

D o k ł a d n y adres

D o k ł a d n y adres

D o k ł a d n y adres

na r-k

na r-k

na r-k

AMOS

AMOS

AMOS

ul. Zuga 12, W A R S Z A W A

ul. Zuga 12, W A R S Z A W A

ul. Zuga 12, W A R S Z A W A

V I I I Oddział P K O W-wa

V I I I Oddział P K O W-wa

V I I I Oddział P K O W-wa

nrr-ku

1586-77578-136

stempel

nrr-ku

1586-77578-136

stempel

podpis p r z y j m u j ą c e g o

W p ł a l y na г-ki o s z c z ę d n o ś c i o w o - r o z l i c z e n i o w e wolne są od o p ł a t

nrr-ku

1586-77578-136
Pobrano
opłatę

stempel

podpis p r z y j m u j ą c e g o

podpis p r z y j m u j ą c e g o

zł

191

�I

NOTY

O

Zbnigniew Benedyktowicz
doktor, antropolog kultury, redaktor
„Kontekstów", kierownik Pracowni Teorii i Historii Filmu w IS
PAN.
Hanna Burszta - etnolog (studia UAM). Wykłada na Wydziale Studiów
Edukacynych UAM.
Wojciech J . Burszta - dr hab., etnolog, wykładowca w Katedrze
Etnologii UAM, obecnie New Haven University.
Hubert Czachowski - etnolog, pracuje w Dziale Folkloru w Muzeum
Etnograficznym w Toruniu.
Dariusz Czaja -etnolog (studja UJ), asystent w Katedrze Etnologii UJ.
Pisze pracę doktorską o symbolu w filmie.
Jacques Derrida - filozof francuski, twórca kierunku dekonstruktywistycznego.
Robert Dzięcielski - etnolog, asystent w Katedrze Etnologii w Łodzi.
Umberto Eco - włoski pisarz, semiotyk, filozof, estetyk, teoretyk
kultury.
Piotr F a b i ś - etnolog (studia UAM), doktorant w Szkole Nauk Społecz­
nych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN.
Maria Fiderkiewicz ukończyła Podyplomowe Studium Etnograficzne
w Toruniu; kierownik Działu Sztuki Nieprofesjonalnej w Muzeum
Śląskim (wraz z Sewerynem A. Wisłockim stworzyła tam Kolekcję
Sztuki Nieprofesjonalnej).
Marian Grzegorz Gerlich - doktor, etnolog, pracował w Śląskim
Instytucie Naukowym (sekretarz naukowy), redaktor naczelny
"Zarania Śląskiego" do 1992. Zajmuje się kulturą plebejsko-miejską i stosunkami etnicznymi na Górnym Śląsku.
Alicja Helman - profesor, teoretyk filmu, pracuje w Zakładzie Filmu
i Telewizji IFP UJ.
Aleksander Jackowski - antropolog kultury, (studia: socjologia UW),
autor wielu tekstów o współczesnej kulturze artystycznej, zwłasz­
cza ludowej. Krytyk sztuki. Wykłada w Katedrze' Etnologii i Ant­
ropologii Kulturowej UW. Organizator kilkudziesięciu wystaw
sztuki ludowej i naiwnej w kraju i za granicą. Redaktor „Konteks­
tów".
Antoni Kroh - etnograf, bohemista, pisarz. Zajmuje się min. sztuką
ludową i popularną. Napisał m.in. książkę O Szwejku i o nas.
Mieszka w Nowym Sączu.
Danuta Kuźnicka - doktor, adjunkt w Pracowni Teatru IS PAN,
wykładowca w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w War­
szawie. Prowadzi badania nad współczesnym teatrem wizualnym
i plastycznym oraz nad teorią teatru.
Magdalena Michalska-Ciarka - etnolog, absolwentka Katedry Et­
nologii i Antropologii Kulturowej UW. Mieszka w Warszawie.
Wojciech Michera - archeolog, etnolog (studia UW); prowadzi zajęcia

Na wszystkich częściach blankietu należy wpi­
sać czytelnie atramentem, długopisem lub pis­
mem maszynowym jednakowo k w o t ę cyframi,
imię i nazwisko wpłacającego, jego adres,
siedzibę oddziału banku w którym prowadzo­
ny jest rachunek oraz numer i nazwę tego
rachunku.

A U T O R A C H
w Studium Kształcenia Otwartego (UW), w Państwowej Wyższej
Szkole Teatralnej, w XVII Społecznym Liceum Ogólnokształcącym
w Warszawie. Autor książki Anly-Daniken.
Stefan Morawski - emerytowany profesor w Instytucie Sztuki PAN,
filozof, estetyk, krytyk sztuki. Redaktor naczelny "Polish Art
Studies ". Autor wielu prac z teorii sztuki i filozofii.
Krzysztof Piątkowski-doktor, adiunkt w Zakładzie Etnologii, Instytutu
Archeologii i Etnologii UMK w Toruniu; wykłada także na UŁ i UJ.
Czesław Robotycki - dr hab., pracuje w Katedrze Etnologii UJ.
Zajmuje się antropologią kultury współczesnej.
Teresa Rutkowska - pracuje w Instytucie Sztuki PAN, sekretarz
redakcji „Kwartalnika Filmowego". Zajmuje się teorią filmu
i kultury współczesnej.
Joanna Sarnecka - uczennica XVII Społecznego Liceum Ogólnoksz­
tałcącego w Warszawie.
Jacek Schmidt
doktor, etnolog, adiunkt w Instytucie Etnologii
i Antropologii Kulturowej UAM. Zajmuje się problematyką etnicz­
ną, zagadnieniami stereotypu, tożsamości i identyfikacji kulturo­
wej (Polska) oraz historią kultury ludów Oceanii (Polinezja).
Sławomir Sikora-etnolog (studia UW), sekretarz redakcji kwartalnika
„Konteksty". Zajmuje się antropologią filmu i fotografii.
Grzegorz Sinko ur. 1923 г., emerytowany profesor w Instytucie Sztuki
PAN. Zajmuje się literaturą angielską i teorią teatru.
Andrzej Stawarz - doktor, etnograf, historyk, archiwista, muzealnik,
Dyrektor Muzeum Niepodległości, prezes oddziału warszaws­
kiego PTL, red. naczelny „Niepodległości i Pamięci".
Ludwik Stomma - profesor, etnolog, wykłada w Ecole Pratique des
Hautes Etudes (Sorbona).
Monika Sznajderman - etnolog (studia UW), studia doktoranckie
Instytut Sztuki PAN; pisze pracę doktorską poświęconą postaci
błazna w kulturze. Mieszka w Czarnym.
Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia doktoranckie Instytut
Sztuki PAN; pisze pracę doktorską poświęconą etnologicznej
interpretacji kultury masowej. Mieszka w Kościelisku.
Zbigniew Taranienko - doktor nauk humanistycznych, estetyk, krytyk
sztuki, kierownik artystyczny Galerii Studio w Warszawie.
Beata Wasilewska - etnolog, doktorantka w Katedrze Etnologii UŁ.
Seweryn A. Wisłocki - polonista, politolog. Pracował w Muzeum
Śląskim, obecnie w Wojewódzkim Wydziale Kultury w Katowi­
cach.
Seweryna Wysłouch - profesor, pracuje w Instytucie Filologii UAM,
autorka prac z zakresu teorii literatury i historii literatury XX w.
Andrzej Zaporowski - etnolog (studia UAM), doktorant w Instytucie
Filozofii UAM.

PRENUMERATA

PRENUMERATA

„KONTEKSTÓW"

„KONTEKSTÓW"

I półrocze

I półrocze

II półrocze

II półrocze

roczna

roczna

ilość egz.

ilość egz.

Z a skutki wynikłe z mylnego wypełnienia
blankietu ponosi o d p o w i e d z i a l n o ś ć wyłącznie
wpłacający.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10363" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10341">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1ad44487002318998468bdc796566931.pdf</src>
        <authentication>8971bdbebd7b1cded8986bf9ed2fea01</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123257">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2479</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123258">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123259">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123260">
                <text>Mit Raju / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123261">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.4-7</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123262">
                <text>Prokopiuk, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123263">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123264">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123265">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123266">
                <text>X

•

'

S'*
&gt;

* I

N

&lt;

Mit Raju
Jerzy Prokopiuk
„Potem zasadził Pan Bóg ogród w Edenie, na wschodzie.
Tam umieścił człowieka, którego stworzył.
I sprawił Pan Bóg, że wyrosło z ziemi wszelkie drzewo
przyjemne do oglądania i dobre do jedzenia oraz drzewo
życia w środku ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.
A rzeka wypływała z Edenu, aby nawadniać ogród. (...)
I wziął Pan Bóg człowieka i osadził go w ogrodzie Eden,
aby go uprawiał i strzegł.
I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa
tego ogrodu możesz jeść.
Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy
tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz.
Potem rzekł Pan Bóg: Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest
sam. Uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego.
Utworzył więc Pan Bóg z ziemi wszelkie zwierzęta i wszel­
kie ptactwo niebios i przyprowadził do człowieka, aby
zobaczyć, jak je nazwie, a każda istota żywa miała mieć taką
nazwę, jaką nada jej człowiek.
Nadał tedy człowiek nazwy wszelkiemu bydłu i ptactwu
niebios, i wszelkim dzikim zwierzętom. Lecz dla człowieka
nie znalazła się pomoc dla niego odpowiednia.
Wtedy zesłał Pan Bóg głęboki sen na człowieka, tak że
zasnął. Potem wyjął jedno z jego żeber i wypełnił ciałem to
miejsce.
A z żebra, które wyjął z człowieka, ukształtował Pan Bóg
kobietę i przyprowadził ją do człowieka.
Wtedy rzekł człowiek: Ta dopiero jest kością z kości moich
i ciałem z ciała mojego. (...)

4

I

Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się
z żoną swoją, i staną się jednym ciałem.
A człowiek i jego żona byli oboje nadzy, lecz nie wstydzili
się".
(Biblia, to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu.
Nowy przekład opracowany przez Komisję Przekładu,
BiZTB, Warszawa 1976. Genesis 2,8-10,15-23, 24-25).
Taki obraz Raju przedstawia Biblia - fundament kultury
i cywilizacji nazywających się „chrześcijańskimi", które
ogarnęły i (w różnym stopniu ukształtowały życie i myśli
Europy, obu Ameryk, Australii z Nową Zelandią, po części
także Afryki i , już tylko minimalnie, Azji.
Zanim powrócimy do tego obrazu, przyjrzyjmy się naj­
pierw „karierze" Rajskiego M i t u zarówno u ludów pierwo­
tnych, jak i w politeistycznych i monoteistycznych religiach
świata. (Przez „mit" będziemy tu rozumieli „świętą opo­
wieść", w naszym wypadku odnoszącą się do niematerial­
nego „miejsca" pośmiertnego pobytu ludzi wybranych, tj.
błogosławionych czy zbawionych zgodnie z kryteriami danej
religii.)
Raj jako „miejsce" dla wybranych - a więc zawsze:
nielicznych - pojawia się w mitologicznych opowieściach już
to w wersji bardziej „przyziemnej", już to bardziej „uducho­
wionej". W pierwszej z nich stanowi prawie bezpośrednią
kontynuację życia na Ziemi: jest to kraina obfitości, w której
zachowane zostały zarówno życie rodzinne, jak i stosunki
społeczne (różnice klasowe). W drugiej jest to miejsce

�„elitarne", miejsce pobytu „ulubieńców bogów" - ludzi
pobożnych, spełniających obowiązujący kult i rytuały, i wo­
jowników, zwłaszcza tych, którzy padli na polu bitwy. Tylko
0 tej drugiej wersji możemy mówić, że ma znaczenie etyczne:
tylko tu Raj jest nagrodą. („Antyświatem" Raju są wszel­
kiego rodzaju „światy podziemne", piekła czy Piekło.)
Raj jako kategoria pojęciowa ma także aspekt czasowy.
Z jednej strony bowiem Raj może być pojmowany jako
istnienie przeszłe: wyraża to idea Złotego wieku, czasów
bezpośredniego obcowania ludzi z bogami, czasów, w któ­
rych człowiek był nieśmiertelny. Z drugiej zaś - kiedy Złoty
Wiek już przeminął, bogowie stali się niewidzialni, a czło­
wiek stał się istotą śmiertelną - Raj stał się sprawą przyszło­
ści: wejść doń mogą nieliczni wybrani, i to dopiero po
śmierci. Mitologia jednak zna zarówno próby „powrotu do
Raju", jak i przypadki „intruzów", którzy, choć niegodni,
wkradali się doń lub zostali tam dopuszczeni w drodze
wyjątku.
„Miejsce" Raju to całe spektrum możliwości od cał­
kowicie „materialnych" po „kosmiczne" i „pozakosmiczne". Raj więc mógł się znajdować zarówno w „świecie
podziemnym" czy w dalekim rejonie Ziemi (np. na Wscho­
dzie lub na Zachodzie), ale także na jakiejś „wyspie" lub
„górze" (jako podporze Nieba), czy być „krainą przodków".
Z drugiej strony jego „miejscem" mógł być Księżyc, różne
planety, Słońce (lub miejsce jego pobytu), czy wreszcie
gwiazdy (niekiedy uważane także za przemienionych zmar­
łych). Poza naszym kosmosem Raj lokowano w Niebie sensu
strictissime.
Mitologia ludów pierwotnych przedstawia ogromne bo­
gactwo form prezentacji Raju. Przyjrzyjmy się przynajmniej
niektórym z nich.
U Tasmańczyków (lud, który już wymarł) Raj był prze­
znaczony jedynie dla ludzi „dobrych". Australijczycy - wie­
rzący reinkarnacjoniści - lokują Raj już to „poza wodą", już
to w „krainie snów", już to w Niebie (poza gwiazdami);
droga doń wiedzie „po promieniach Słońca" i po Drodze
Mlecznej. Raj Andamańczyków znajduje się pod ziemią lub
po prostu w dżungli. Semangowie z Malajów Raj umiesz­
czają na „wyspie owoców", w ogrodzie kwiatów lub na
Księżycu; dostać się doń mogą nawet źli, jednakże po
oczyszczeniu w regionach piekielnych (przejście nad wrzącą
wodą). Raj ten czeka na ludzi najstarszych i najmądrzej­
szych, a jego wybrańcy odzyskują młodość. W Raju Buszmenów i Hotentotów zmarli mają pełną wiedzę o żywych.
Raj Eskimosów znajduje się pod ziemią. Wyspiarski charak­
ter ludów Polinezji kazał im umieścić Raj pod morzem,
często jednak lokują go one „na Zachodzie", na „wyspie",
na Księżycu i w Niebie. Te Elizja błogosławionych oferują im
zaspokojenie zmysłowe, wieczne światło, spokój i szczęście
wśród gier i zabaw. U Maorysów zmarli żyją dalej jako
gwiazdy; do Raju kwalifikują ich głównie kryteria społeczne
(i rytualne), rzadziej moralne. Raj Dajaków, Papuasów
1 Melanezyjczyków jest kopią tego świata; czuwają nad nim
„strażnicy", których może jednak pokonać magia. Dla
mieszkańców wysp Fidżi „śmierć jest łatwa, śmierć jest
odpoczynkiem", toteż ich Raj jest pełen beztroski i radości.
W Afryce, gdzie częsta jest wiara w transmigrację dusz
i w reinkarnację, Raj umieszczany jest w Niebie lub w świecie
podziemnym; kryteria pobytu to przede wszystkim kryteria
społeczne. Raj Indian Ameryki Północnej był to „świat
lepszy", a o przyjęciu doń decydował czynnik zarówno
spłeczny, jak i moralny (np. odwaga), wszakże pod pewnymi
względami był to Raj dla zmęczonych lub leniwych. Raj
Indian Ameryki Południowej był przede wszystkim kon­
tynuacją losu ziemskiego (z elementami agresji: wrogowie
pracowali tu jako niewolnicy, a wstęp doń miał przede
wszystkim ten, kto zjadł wielu swych wrogów); tylko w wyso­
kich kulturach tego obszaru - w Meksyku i w Peru - Raj był
miejscem „błogości", a przyjęcie doń opierało się na kryte­
riach moralnych. Wreszcie, Raj Patagończyków miał szcze­
gólną specyfikę: odbywało się w nim nieustanne pijaństwo

i uprawiano bogate życie erotyczne.
Przejdźmy teraz do przedstawienia wizji Raju w kulturach
wysokich i religiach politeistycznych i monoteistycznych.
„Historia zaczęła się w Sumerze" (Kramer) i - dodajmy
- miała swą kontynuację w Akkadzie, Babilonii, Asyrii
i Chaldei. Raj tych ludów mezopotamskich był ogrodem
(oazą), właściwym Edenem: sumeryjskie słowo edennu ozna­
czało nie uprawianą równinę. Mezopotamski Raj był „wy­
spą szczęśliwych", położoną u ujścia jakiejś rzeki (Eufratu
i Tygrysu?). Żyjący w nim wybrani uzyskali nieśmiertelność.
Raj sumeryjsko-akkadyjski powraca w mitach o Gilgameszu
i o Adapie. (Przebywał w nim sumeryjski Noe, Utnapisztim.)
Historia jednak zaczęła się także w Egipcie. Poglądy
Egipcjan na istnienie świata pośmiertnego ulegały zmianom.
W wersji najstarszej istniał on pod ziemią. Później pojawiła
się koncepcja Dat lub Duat, świata gwiazd, w którym
kontynuują swe życie faraon i możni tego świata. W czasach
Nowego Państwa uznano ostatecznie istnienie podziemnego
świata zmarłych i tam umieszczono krainę szczęścia Iaru.
„Pola Iaru", zarezerwowano tylko dla sprawiedliwych (uznanych za takich przez trybunał Ozyrysa); była to urodzaj­
na okolica, gdzie zmarli trudnili się rolnictwem i zażywali
spokojnego żywota.
W najstarszej religii Persji, zaratusztrianizmie, dobry bóg
Ahura-Mazda nakazał herosowi Yimie urządzenie Raju,
0 nazwie vara, w ochronie przed nadciągającymi strasznymi
zimami. Do Raju prowadzi most Czinwat, szeroki dla
dobrych i wąski jak ostrze brzytwy dla złych. W świętej
księdze zaratusztrian, Aweście, Raj nosi miano pairi-daeza
(„obwałowanie"), które poprzez późnobabilońskie pardisu,
hebrajskie par des i greckie paradeisos ukształtowało więk­
szość europejskich określeń rajskiego ogrodu.
Początkowo w Indiach aryjskich, zmarli mieli przebywać
już to w pobliżu swych grobów, już to gdzieś na Ziemi.
Z czasem przenieśli się do „świata dziadów", podziemnego
królestwa zmarłych, podlegającego bogu Jamie i położonego
na południu. Z czasem jednak świat zmarłych przeniesiono
w regiony nadziemne, przynajmniej dla uprzywilejowanych.
Niebiański Raj sensu stricte znajdował się na dalekiej
północy i nosił miano Uttarakuru (w Puranach) lub Airawata (w Mahabharacie). Była to „kraina mlekiem i miodem
płynąca". Przebywali w niej zarówno bogowie, jak i siddhas,
tj. ci, którzy osiągnęli cudowne moce. W Raju tym panuje
miłość, a w jego centrum rośnie Jambu, drzewo życia.
Koncepcje te zostały rozbudowane w buddyzmie. W hinajanie mieszkańcami północnego kontynentu Uttarakurudwipa
są uduchowieni nadludzie. Również mahajana zna ziemskie
1 nadziemskie Raje: niebo Tusita, siedzibę boddhisatwy
Majtreji, Raj Wschodu Buddy Bhaisajyaguru i szczęśliwy
wszechświat Zachodu (Sukhawati) Buddy Amitabhy i boddhisattwy Awalokiteśwary. Sui generis Rajem jest także
Szambhala (i Agartha), mityczna kraina „za Himalajami",
będąca siedzibą oświeconych władców - strażników mądro­
ści.
Spośród dwóch rodzimych religii Chin - konfucjanizmie
i taoizmie - tylko w taoizmie funkcjonuje pojęcie nieśmiertel­
ności, i to w wersji naturalistyczno-magicznej. Ludzie,
którzy dostąpili nieśmiertelności, znajdują się więc hic et
nunc w Raju ziemskim. Ich półboski status charakteryzuje się
wolnością od chorób, zdolnością szybkiego pokonywania
znacznych odległości i innymi zdolnościami paranormal­
nymi. Jest to więc nieograniczone w czasie lepsze wydanie
życia doczesnego. Osiągnięcie tego jest możliwe dzięki
odpowiedniej diecie, specjalnym metodom oddychania,
szczególnym technikom seksualnym, jego gwarancją zaś
znalezienie - dzięki alchemii - eliksiru nieśmiertelności.
Natomiast sintoistyczna Japonia zna „wieczystą krainę"
- Tokojo no kuni (wyspę Horaisan) jako siedzibę bogów.
W opowieści o herosie Wasobiowe znamiennym motywem
jest ucieczka z Raju wskutek przesytu jego doskonałością.
W prehistorycznej i protohistorycznej Europie Raj znali
zarówno Celtowie, jak Germanie i Słowianie. U Celtów był

�to kraj młodości, świetlista kraina Atrakondy Tir Sorcha,
znajdująca się na wyspach Zachodu, za morzem lub pod jego
falami. Niekiedy Raj lokowano w świecie podziemnym sid.
Uważano również, że jest to tajemniczy kraj objawiający się
na Ziemi. W mitologii Germanów rolę Raju odgrywała
Walhalla, siedziba Odyna (Wotana) i poległych w boju
bohaterów - tylko oni bowiem zasłużyli na nią. Przywiodły
ich tu Walkirie, wskrzesiwszy pocałunkiem do nowego życia.
Wybrańcy jedzą tu mięso dzika, piją mleko kozy, miód
i piwo, śpiewają i słuchają sag. Wreszcie, jeśli chodzi
0 Słowian, to można jedynie domniemywać, i to w sposób
nader niepewny, że również posiadali wyobrażenie Raju jako
pięknego i zielonego ogrodu.Rajem mitologii grecko-rzyms­
kiej był Elysion (Elizjum), pola Elizejskie, kraina położona
na zachodnich krańcach świata, nad brzegami Oceanu.
Panowała tam wieczna wiosna, wiał chłodzący Zefir. Wy­
brańcy bogów pędzili tam szczęśliwy żywot. Poeci greccy
wspominają o Wyspach Szczęśliwych, na których po śmierci
przebywali bohaterowie wybrani przez Zeusa, zażywając
niezmąconego szczęścia. Poeci rzymscy natomiast lokalizo­
wali pola Elizejskie w świecie podziemnym.
Powyższy - pobieżny, z konieczności - przegląd przeróż­
nych form obrazu i mitu Raju, jakie wytworzyła ludzka
imaginacja, pozwala nam sformułować kwintesencjonalne
określenie Raju: Raj jest to mityczne - rzadko fizyczne,
zasadniczo duchowe - „miejsce" pobytu ludzi - ongiś
wszystkich, dziś nielicznych.
Wesprzyjmy się jeszcze - z myślą o tych, którzy lubią
autorytatywne „definicje" słownikowe - określeniem Raju,
jakie podaje W. Kopaliński w swym Słowniku mitów i trady­
cji kultury, Warszawa 1987, s. 960: „Raj (1) wg. Biblii, Gen.
22, 8-14, Eden (hebr. gan 'edhen 'ogród rozkoszy'), ogród
Edenu, pierwsze miejsce pobytu pierwszego człowieka (...).
(2) Wg niektórych teologów pośredni stan a. miejsce gdzie
dusze sprawiedliwych oczekują Sądu Ostatecznego. (3) Sy­
nonim Nieba, gdzie, wg wielu religii, wybrani - aniołowie
1 ludzie zbawieni-zażywać mają wiecznej szczęśliwości (...)."
Cóż może powiedzieć o Raju nauka? Zgodnie z dominują­
cą w niej tendencją redukcjonistyczną, ideę Raju rozpatrują
historycy religii przede wszystkim w kategoriach fizykal­
nych, czysto ziemskich. I tak np. religioznawca marksistow­
ski Zygmunt Poniatowski pisze w Małym Słowniku Religio­
znawczym, Warszawa 1969, hasło „Raj", s. 368: „Motyw r.
jest szeroko znany, a wywodzi się z tęsknot nomadów
(koczowników) pustynnych i stepowych, później z ideałów
miejskiej kultury staroż. (utrzymany park ze strażnikiem lub
ogrodnikiem)". Tak Raj staje się po prostu jardin terrestre,
przedmiotem tęsknoty koczowników i mieszkańców miast.
Ale nawet w tej interpretacji zachowuje on coś „metafizycz­
nego": pozostaje symbolem istoty życia, centrum świata,
miejsca odpocznienia.
Bliższą prawdy, jak się zdaje, jest tzw. paranauka. Ta
z kolei genezy Raju doszukuje się w (mitycznej?) Atlantydzie.
Pierwsze „wieści" o Atlantydzie, prastarym kontynencie
zatopionym w X tysiącleciu przed Chr., przyniósł nam
Platon w swym Timajosie. Według klasyków powstałej
w X I X i X X wieku atlantydologii (czy atlantydozofii) takich,
jak Donnelly, Bławacka, Scott-Eliot, Steiner, Spence, Hórbiger, Bellamy, Cayce, Shuck, Velikovsky czy Michell,
Atlantyda - egzystująca setki tysięcy lat - była ogromnym
kontynentem, położonym między Europą i Afryką a obu
Amerykami, posiadającym bogatą historię i kulturę, a znisz­
czonym przez kataklizm pochodzenia kosmicznego (uderze­
nie ogromnego metoerytu) lub ziemskiego (aktywność wul­
kaniczna). Atlantyda - ten kontynent, którego mieszkańcy
dopiero zaczynali wyodrębniać się ze świata Natury, których
ciała stopniowo przechodziły od konsystencji eterycznej do
materialnej, którzy z wielkim wysiłkiem przechodzili od
rozwiniętej zdolności pamięci do umiejętności myślenia
i mowy, mógł, zwłaszcza w oczach tych, którzy przeżyli jego
katastrofę w koloniach atlantydzkich rozsianych po całym
świecie, i w oczach ich potomków, nie znających już

zatopionej praojczyzny, stać się wytęsknionym Rajem, do
którego nie ma powrotu. Świadczą o tym liczne legendy
0 zaginionym kontynencie (także legendy o Potopie), ale
także rewelacje wtajemniczonych i jasnowidzów tej klasy, co
Steiner (Kronika Akasha) czy Cayce.
A co o Raju mówi nam teologia? Przytoczmy tu zarówno
słowa teologa katolickiego, jak i teologa protestanckiego.
Manfred Lurker pisze w Słowniku obrazów i symboli
biblijnych, tłum. bp Kazimierz Romaniuk, Poznań 1989,
hasło „Ogród", s. 151: „Ogród - dostarczający ciału poży­
wienia a duchowi i duszy radości - był już kiedyś przez
Persów i Greków, a także przez nas dzisiaj, nazywany rajem
1 uchodził za bardzo wymowny obraz życia wiecznego. (...)
Kiedy Pan Bóg stworzył pierwszego człowieka, zasadził
„ogród w Eden na wschodzie i umieścił tam człowieka,
którego ulepił" (Rdz 2, 8). To, że ogród znajdował się na
wschodzie, czyli „od strony poranka", nie musi pozostawać
w związku z określonymi koncepcjami geograficznymi Ży­
dów, lecz wskazuje, być może, przez pewną symboliczną
perspektywę, na pojawienie się całego rodzaju ludzkiego, jak
'i czasu (a z punktu widzenia historii zbawienia - także
i koniec). ,,Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go
w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał" (Rdz 2, 15).
Owo „umieszczenie człowieka" posiada swój bardzo głęboki
sens: Dochodzi w nim do głosu to, ćo stanowi integralną
część ustanowionego przez Boga porządku, który miał być
respektowany i dalej rozwijany przez człowieka • zgodnie
z zamierzeniami Boga. (...) W innych tekstach Starego
Testamentu ogród jest również wyrazem związków z Bo­
giem: „Zaiste, zlituje się Pan nad Syjonem, zlituje się nad
wszelką ruiną jego. Na Eden zamieni jego pustynie, a jego
stepy na ogród Pana" (Iz 51, 3) (...)".
W opracowanym przez O. Heita Słowniku terminów biblij­
nych, Warszawa 1983, hasło „Raj", s. 249-250, czytamy
z kolei: „Raj. - Oznacza w ST to samo, co Eden - miejsce
szczęścia i rozkoszy. Pan, wisząc na krzyżu, zapewnił
pokutującego złoczyńcę (wiszącego obok Niego), że będzie
z Nim tej samej nocy w Raju (odmiennego od tego, w którym
byli Adam i Ewa); Łk 23:43. Paweł zachwycony był do Raju
(porwany do trzeciego nieba), 2 Kor 12:24; tam jest drzewo
żywota. (...) Eden, gdzie człowiek żył w niewinności, t(akże)
oznacza miejsce wiecznego życia. (...) Prawdziwego miejsca
Edenu na ziemi odnaleźć nie można. (...) Szatan był t(akże)
w Edenie; Iz 51:3, Ez 28:13".
Wreszcie zapytajmy, co mówi o Raju współczesna ezoteryka - antropozofia, wiedza duchowa stworzona przez Rudo­
lfa Steinera.
Antropozofia opisuje Raj na jego trzech poziomach lub
też w trzech postaciach. W swojej kosmogonii i antropogonii
Steiner prezentuje - w Die Geheimwissenschaft im Umriss,
Leipzig 1910 - dzieje Ziemi w jej trzech wcześniejszych
„wcieleniach", Saturnie, Słońcu i Księżycu, w jej stanie
aktualnym i w trzech fazach przyszłych: Jowiszu, Wenus
i Wulkanie. Spośród siedmiu wielkich epok rozwoju aktual­
nej Ziemi przedstawia on cztery epoki minione: polarną,
hiperborejską, lemuryjską i atlantydzką oraz epokę obecną,
poatlantydzką. Pierwszy Raj znajdował się na Hiperborei.
Był to jeszcze Raj kosmiczny, „przedludzki", będący po­
wtórzeniem dawnego „wcielenia" Ziemi jako Słońca. Był to
świat czystych praobrazów (idei), a żyjący w nim prawzór
człowieka miał jeszcze status rośliny, był niby kwiat otwarty
na świat duchowy. Raj drugi znajdował się w epoce przejś­
ciowej do Lemurii. Tu człowiek, otrzymawszy ciało astralne,
zyskał status animalny, ale już dysponował postawą wypros­
towaną. „Właściwy" Raj trzeci - historyczny - znajdował się
na najdalej wysuniętej na południe części Hiperborei i na
północnym cyplu Lemurii. Ten Raj słusznie lokalizuje się
w rejonie Palestyny i Mezopotamii. Wczesną postać ludzko­
ści, która zamieszkiwała Raj lemuryjski, nazwano w później­
szej ezoteryce Adamem-Kadmonem; była to ludzkość
z przed podziału płci. W toku rozwoju Lemurii doszło do
tzw. Upadku, tj. interwencji istot lucyferycznych w dzieje

�ludzkości. W Biblii interwencję tę przedstawia się jako
Kuszenie pierwszych Rodziców przez Węża. Prowadzi ono
Adama i Ewę do wygnania z Raju.
W parentezie kilka zdań o Wężu jako Lucyferze. Lucyfer
- w perspektywie antropozoficznej - to przywódca tych istot
duchowych, które nie zgodziły się na plan Boga-Ojca
realizowany w aktualnym Kosmosie. Ich cechą wyróżniającą
jest inspirowanie człowieka do „ucieczki od Ziemi" (Erdflucht); jako takie inspirują nas zarówno do jednostronnego
idealizmu, jak i eskapistycznej mistyki, sztuki i narkomanii.
(Ich biegunowym przeciwieństwem są istoty arymaniczne.)
W sferze ontycznej i poznawczej łączą się z tendencją
rozkładową i chaotyzującą, w sferze moralnej zaś z szaleńczą
odwagą, rozrzutnością, nieporządkiem, nieokiełznaniem,
pychą, przesadą, fantazjowaniem i namiętnościami. W mi­
tach i życiu wszystkich ludów świata jawią się pod postacią
Węża. W pierwszej fazie swych dziejów Lucyfer występuje
jako Wąż kosmiczny z „praczasów" (Ouroboros), w drugiej
jest inspiratorem wtajemniczenia, daje podstawę „ja", samo­
świadomości i wolności człowieka. W fazie trzeciej Lucyfer-Wąż przyjmuje mityczno-historyczną funkcję sprawcy
Upadku człowieka.
Androgyniczna istota ludzka Adam-i-Ewa przeżywa
w Raju okres swego dzieciństwa: jeszcze jest pozbawiona
zdolności poznania, wiedzy o skutkach nieposłuszeństwa
(śmierć). Żyje w stanie niewinności nie znając rozróżnienia
między dobrem a złem.
Czy Bogu ze Starego Testamentu mogło chodzić o za­
chowanie, perpetuację takiego stanu rzeczy? Bynajmniej.
Rozwój wypadków nasuwa nieodpartą myśl o konieczności
interwencji Lucyfera - i to za „cichą" zgodą Jahwe. Inter­
wencja ta była bowiem konieczna dla rozwoju człowieka
- właśnie przez Upadek.
Przypomnijmy biblijny opis Upadku:
„A wąż był chytrzejszy niż wszystkie dzikie zwierzęta,
które uczynił Pan Bóg. I rzekł do kobiety: Czy rzeczywiście
Bóg powiedział: Nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno wam
jeść?
A kobieta odpowiedziała wężowi: Możemy jeść owoce
z drzew ogrodu.
Tylko o owocu drzewa, które jest w środku ogrodu, rzekł
Bóg: Nie wolno wam z niego jeść ani się go dotykać, abyście
nie umarli.
Na to rzekł wąż do kobiety: Na pewno nie umrzecie.
Lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego, otworzą się wam
oczy i będziecie jako Bóg, znający dobro i zło.
A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do
jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla
zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też
mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł.
Wtedy otworzyły się oczy im obojgu i poznali, że są nadzy.
Spletli więc liście figowe i zrobili sobie przepaski.
A gdy usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po
ogrodzie w powiewie dziennym, skrył się Adam z żoną swoją
przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.
Lecz Pan Bóg zawołał na Adama i rzekł do niego: Gdzie
jesteś?
A on odpowiedział: Usłyszałem szelest twój w ogrodzie
i zląkłem się, gdyż jestem nagi, dlatego skryłem się.
Wtedy rzekł Bóg: K t o ci powiedział, że jesteś nagi? Czy
jadłeś z drzewa, z którego zakazałem ci jeść?
Na to rzekł Adam: Kobieta, którą mi dałeś, aby była ze
mną, dała mi z tego drzewa i jadłem.
Wtedy rzekł Pan Bóg do kobiety: Dlaczego to uczyniłaś?
I odpowiedziała kobieta: Wąż mnie zwiódł i jadłam.
Wtedy rzekł Pan Bóg do węża: Ponieważ to uczyniłeś,
będziesz przeklęty wśród wszelkiego bydła i wszelkiego
dzikiego zwierza. Na brzuchu będziesz się czołgał i proch
będziesz jadł po wszystkie dni życia swego!
I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między

twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę,
a ty ukąsisz je w piętę.
Do kobiety zaś rzekł: Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku
mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś
będzie panował nad tobą.
A do Adama rzekł: Ponieważ usłuchałeś głosu żony swojej
i jadłeś z drzewa, z którego ci zabroniłem, mówiąc: Nie
wolno ci jeść z niego, przeklęta niech będzie ziemia z powodu
ciebie! W mozole żywić się będziesz po wszystkie dni życia
swego!
Ciernie i osty rodzić ci będzie i żywić się będziesz zielem
polnym.
W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do
ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się
obrócisz.
I nazwał Adam żonę swoją Ewa, gdyż ona była matką
wszystkich żyjących.
I uczynił Pan Bóg Adamowi i jego żonie odzienie ze skór,
i przyodział ich.
I rzekł Pan Bóg: Oto człowiek stał się taki jak my: zna
dobro i zło. Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie
zerwał owocu także z drzewa życia, i nie zjadł, a potem żył na
wieki!
Odprawił go więc Pan Bóg z ogrodu Eden, aby uprawiał
ziemię, z której został wzięty.
I tak wygnał człowieka, a na wschód od ogrodu Eden
umieścił cheruby i płomienisty miecz wirujący, aby strzegły
drogi do drzewa życia".
{Biblia... Cyt. wyd. Genesis 3, 1-24.)
Jednakże interwencja Lucyfera daje początek wolności
człowieka. Dlatego Friedrich Schiller mógł Upadek w Raju
uznać za najszczęśliwsze wydarzenie w dziejach człowieka.
Mamy tu do czynienia z dramatem konieczności: człowiek
uzyskuje wolność za cenę utraty kontaktu z Bogiem, zostaje
wydany Przeciwnikowi, traci nieśmiertelność. Do skutków
Upadku należy ponadto cierpienie, bezbronność, lęk i konie­
czność podejmowania wysiłku - „przekleństwo" pracy.
Ale mimo wszystko człowiek zawsze tęsknił i tęskni za
powrotem do Raju. Czy jest to możliwe? Wydaje się, że nie,
skoro jego bram strzegą cheruby z płomienistym wirującym
mieczem.
Jednakże liczne relacje ludzi, którzy czy to za życia (wtedy
tylko przejściowo), czy też po śmierci znaleźli się w rajskim
Ogrodzie, świadczyłyby - choćby w ramach „hipotezy
roboczej" - o możliwości powrotu do Raju. Mam tu na myśli
zarówno relacje zbierane przez takich pionierów współczes­
nej tanatologii, jak Ktibler-Ross, Moody, Ritchie, Ring, czy
Sabom, jak i przekazy medialne czy uzyskane za pomocą
tzw. channelingu, w których zmarli opowiadają o swych
przeżyciach pośmiertnych. W obu rodzajach relacji bardzo
często pojawia się wątek „cudownego ogrodu", co zdaje się
być silną poszlaką wskazującą na możliwość „powrotu do
Raju", chwilowego lub permanentnego. Wątpliwości nasu­
wa tu wszakże inna możliwość: że powroty te dotyczą tylko
nielicznych (takie przypuszczenie potwierdzają liczne mito­
logie), błogosławionych czy zbawionych. Możliwość taka nie
likwiduje jednak poprzedniej, choć poważnieją ogranicza. In
summa: istnieje zapewne indywidualna szansa osiągnięcia
Raju, ale nie ma takiej szansy dla wszystkich. (Przynajmniej
„już", albowiem - z punktu widzenia reinkarnacjonistycznego - „w przyszłości" taką szansę mają wszyscy.)
Przed „wszystkimi" stoi inna możliwość. Na codzień - hic
et nunc - jest to zadanie tworzenia Raju w duszy własnej
i w duszach innych ludzi. A w dalekiej (ale - powiedzmy
w duchu apokaliptycznym - może w niezbyt dalekiej?)
perspektywie jest to nie tyle cofanie się do Raju z początków
Biblii, lecz droga w przód, ku Nowemu Jeruzalem z ostatniej
księgi Nowego Testamentu.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10362" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10340">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ba236052eaea69fab3e71a0129fe9b65.pdf</src>
        <authentication>cec4b102b02614a26f55498f20c5db89</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123247">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2481</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123248">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123249">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123250">
                <text>Kultura i natura / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123251">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.19-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123252">
                <text>Brocki, Marcin</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123253">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123254">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123255">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123256">
                <text>Kultura i natura
Uwagi na marginesie badań nad gestami
Marcin Brocki

Problem nie jest nowy. Cała gra, nowy dyskurs, zaczyna się
od Kartezjusza. Oczywiście sam dualizm jest o wiele wcześniej­
szy i korzeniami sięga tradycji platońskiej (zorganizowanie
języka w dialektyczne pary pojęciowe) i judeo-chrześcijańskiej
(uprzywilejowanie człowieka). Dopiero jednak kategoryczne
oddzielenie duszy i ciała u Kartezjusza utrwala dualizm jako
konieczną część krajobrazu intelektualnego Europy. Dualizm
świata, człowieka i życia wkrada się wraz z matematycznym
paradygmatem nauki również do badań nad niewerbalnymi
sposobami komunikacji. Na tym polu postaram się pokazać
możliwe drogi i stosowane przezwyciężania owego totalnego
rozdwojenia. Walkę z dualizmem podejmują już wielcy filozo­
fowie, jak Berkeley, Locke, a ostatecznie podwaliny nowego
myślenia przynosi przewrót modernistyczny, w antropologii
teorie relatywistyczne.
Na straży matematycznego paradygmatu nauki stoi jednak
gigantyczna instytucja uniwersytetu, oraz sam język, który
zgodnie z tradycją platońską, traktowany jest instrumentalnie
jako przezroczysty nośnik znaczenia. Tym samym uprzywile­
jowany zostaje element znaczony, myśl, nad element znaczący,
np. pismo. Dalszą konsekwencją jest uprzywilejowanie natury,
jako źródła, względem kultury.
Warto może dodać, że rozdwojenie jest charakterystyczne
tylko dla określonego dyskursu, który tutaj określę jako
kartezjański (dlatego, że łączy się z matematycznym paradyg­
matem nauki). Inne formy dyskursu, chociażby myślenie
potoczne, mityczne zaprzecza dualizmom, „każdy przejaw
duszy ucieleśnia, ciało traktuje jako objawienie duszy" (Libera
1993, s. 7).
Jeżeli zgodzimy się, że wszystkie paradygmaty, formy
dyskursu, są „równoprawne", problem kultura - natura stanie
się wewnętrznym problemem świata „kartezjańskiego", które­
go współczesnym bastionem są pozytywistyczne „niedobitki"
(największy kapitał uniwersytetów).
U źródeł rozdwojenia leży kartezjańska teoria mathesis
universalis (Krakowski 1992a). Rozdwojenie umysłu i ciała
u Kartezjusza stało się rozdwojeniem totalnym, którego
efektem jest przeciwstawienie kultury i natury. Jedyną drogą
do zniesienia tego rozdwojenia, byłoby zniesienie całego pola
epistemologicznego i to z pozycji innej niż Kartezjańska;
w ramach tej pozycji postulat zniesienia jest nie do wyar­
tykułowania.
Według Jerzego Krakowskiego sprawa jest prosta: „dopóki
punktem wyjścia dla wszystkich pytań filozoficznych będzie
koncepcja wiedzy jako poznania matematycznego, tak długo
rozdwojenie będzie miało absolutny charakter"(Krakowski
1992b, s. 87).
Aby w jakiejkolwiek dyscyplinie uniwersyteckiej, a więc
w pewnym paradygmacie mogła nastąpić zmiana, aby w spo­
sób świeży móc spojrzeć na rzeczy wydawałoby się oczywiste
i znane, musi zaistnieć odpowiedni klimat światopoglądowy,
musi pojawić się silny nurt intelektualny zdolny do obalenia
starego i równoczesnego wyartykułowania w nowym języku,
nowych treści (częściej tworzy się jednak zaledwie nowe
zdania, ale to oznacza, że albo zmiana jest nieautentyczna albo
piszący nie dość autentyczny).
Takim nurtem jest nauka kognitywna, a więc nauka oparta
na epistemologii w wersji zneutralizowanej (ogólnie - przy­

jmuje, że istnieje świat zewnętrzny, ale nasze poznawcze
możliwości są ograniczone) proponowanej przez Feyerabenda, Rorty'ego a w antropologii na założeniach relatywistycz­
nych Wincha, Hansona czy Geertza. Nauka, która zdaje sobie
sprawę z tego, że jest mitem na miarę dyskursu, który ją
zrodził, ma szansę uniknąć losu metody totalnej, starającej się
ująć całość zjawisk danej dyscypliny w „jedynie słuszny
sposób", a równocześnie sprowokować nowy dyskurs w et­
nologii.
Oczywiście żadna metodologia nie jest ponadhistorycznie
lepsza od innych. Metodologia kognitywna w etnologii może
znieść rozdwojenie, ale poza nawiasem innych nauk kognityw­
nych, będzie próbowała stać się metodą totalną, ogarniającą
całość kultury i podsuwającą jedynie słuszne rozwiązania. Tak
jak każda metoda będzie obiektywizowała prawdy tworzone
w ramach jej procedur postępowania. Jeżeli odniesiemy ją do
szerszego kontekstu nauk kognitywnych, w szczególności
filozofii, okaże się, że metodologia nie jest narzędziem ostate­
cznej i poprawnej weryfikacji, owszem służy sprawdzeniu
wyników, ale też w ramach określonych standardów po­
stępowania.
Derrida podaje za Levi-Straussem krótkie definicje obu
pojęć:
- natura - to, co uniwersalne i spontaniczne i co nie należy
do żadnej określonej kultury ani do żadnej ustalonej normy,
- kultura - to, co zależne jest od systemu norm regulujących
społeczeństwo i co zatem może zmieniać się w poszczególnych
strukturach społecznych (por. Derrida, 1992, s. 159).
Definicje te obciążone są kartezjańska wizją 'mathesis
universalis'. Niedogodności takiego rozróżnienia zauważa
sam Levi-Strauss w zakazie kazirodztwa (z pewnością wiele
innych elementów kultury wymyka się temu rozdziałowi
- choćby gesty emocji), wystarczy jednak zmienić system
pojęć, wizję świata aby problem w ogóle przestał istnieć.
Derrida pokazuje, że rozdzielenie ma jedynie sens praktyczny.
Są to figury metodologiczne ułatwiające komunikację ale bez
wartości logicznej. Levi-Strauss posługuje się nimi, tak jak
bricouler jako narzędziami, gotowy odrzucić je w razie ich
nieprzydatności. Jednak w jego systemie nie ma miejsca dla
takiej operacji.
Według Levi-Straussa „...kultura jest izomorficzna z natu­
rą, gdyż badając człowieka i jego struktury myślowe do­
chodzimy do przyrodniczej natury procesów myślowych
- więc - za kulturową różnorodnością ukrywa się zawsze
ludzka natura pojmowana jako zunifikowana i abstrakcyjna
struktura rządząca konkretnymi wariantami tej różnorodno­
ści" (Buchowski, Burszta 1992, s. 116-117).
Claude Levi-Strauss prowadzi podwójną grę, początkowo
ustanawiając kulturę w naturze, a później przyznając obu
pojęciom walor narzędzi metodologicznych, odsłaniających
grę myśli symbolicznej, oscylującej pomiędzy nimi. Elementar­
ne struktury umysłu, które odkrywa, odbite są w języku, który
jest jednym z poziomów kultury, a więc owe struktury są
względem niego pierwotne. Natura jest tu źródłem kultury.
Porządek percepcji jednak jest inny: język - natura. To właśnie
język powoduje, że to co w systemie Levi-Straussa jest źródłem
(natura), staje się nim. Mamy do czynienia z odpowiedniością
obszarów kultury i natury, które są częścią struktury pojęcio-

19

�wej świata i są przez nią kształtowane (por. Buchowski,
Burszta 1992, s. 118).
Skoro natura miałaby być źródłem kultury, to niemożliwa
by była jej autonomia, tym samym kryteria wyróżniania nie
istniałyby. Lćvi-Strauss woli mówić o niemożliwości wy­
znaczenia granicy ani powiązań. Stąd zapewne Levi-Strauss
swe spojrzenie z oddali kieruje ku niedoskonałej jeszcze wg.
niego socjobiologii.
Rozdzielenie natury i kultury jest ceną, jaką musi zapłacić
Levi-Strauss za wierność platońskiej metafizyce.
Każde użycie pojęcia kultura, ponieważ nie jest to pojęcie
wyizolowane i autonomiczne, jest wyjęciem tego pojęcia ze
składni i systemu, więc pociąga za sobą jednocześnie całość
metafizyki (por. Derrida 1992, s. 157). W ramach tej metafizy­
ki, język zostaje zorganizowany w dialektyczne pary pojęcio­
we, a struktura myślenia zostaje uwarunkowana strukturą
i funkcją języka mówionego. Do dyspozycji nauki zostają
oddane dwa mity: obiektywizmu i subiektywizmu. To w nich
należy szukać podstawy obiektywizującej wszelki dyskurs:
Boga, człowieka, arche, podmiotu itd.
Operując pojęciem mitu doświadczeniowego jako podstawy
poznawczej, gdzie prawda pozostaje w związku z danym
systemem pojęciowym (por. Lakoff, Johnson 1988, s.
254-256), pozbywamy się nieznośnie hamującego wszelki
nowy dyskurs, tego co wieczne, trwałe i oczywiste. Dopiero
wtedy zdziwienie nad światem może być prawdziwe. Jeżeli
filozofia Feyerabenda czy Kuhna, uprawomocniły relatywizm
poznawczy, w co wierzę, to rozdwojenie jest kategorią rozu­
mienia świata odpowiadającą standardom dyskursu, który je
do życia powołał. W konsekwencji takiego myślenia, musi nie
tylko powstać nowa etnologia, ale i nowa teoria, którą przez
wygodę nazwę jeszcze teorią kultury.
W refleksji nad niewerbalnymi sposobami porozumiewania
się wyraźnie zaznaczają się dwa stanowiska, które popadły
w jałowy i pozorny, a na pewno już na dzień dzisiejszy
pozbawiony sensu spór. Mam na myśli ciągnący się niemal
stulecie spór między uniwersalistami a relatywistami. Należy
dodać, że oba stanowiska wypowiadają się w ramach tego
samego pozytywistycznego modelu nauki, który implikuje
rozdwojenie.
Pierwsi, idąc śladami Darwina twierdzili, że gesty są wro­
dzone. Szczególnie mimika twarzy, która ma wyrażać emocje,
jest na całym świecie niemal identyczna, stąd wniosek, że jest
dziedziczona.
Uniwersaliści, wśród których jednym z najwybitniejszych
jest etolog Eibl-Eibesfeldt, wytaczają na potwierdzenie swej
tezy wiele przykładów ze świata zwierząt i ludzi ukazujących
zgodności wielu gestów obu światów (Eibl-Eibesfeldt 1987).
Miały one potwierdzać dość radykalnie sformułowaną
teorię Darwina, że na drodze dziedziczenia kojarzymy wszyscy
określony ruch twarzy z określonym typem emocji (Darwin
1988, s. 45).
Np. „...osesek uśmiecha się albo marszczy czoło na widok
zbliżającej się osoby, reaguje przyjaźnie na gest przyjazny
a nieprzyjaźnie na nieprzyjazny"(Plessner 1988, s. 141).
Zawstydzając się ukrywamy dolną część twarzy, przyjaźń,
sympatię możemy wyrazić przez pocałunek czy ocieranie się
0 twarz - analogicznie jak ma to miejsce w świecie małp
(Eibl-Eibesfeldt 1987, s. 68-76) - ogólnie, że istnieje instynkt,
a więc zgodność między organizmem żywym a otoczeniem,
który obejmuje aprioryczną gotowość do określonych sensow­
nych form działania (por. Plessner 1988, s. 141-143).
Relatywiści natomiast twierdzą, że język ciała jest nabywa­
ny w procesie socjalizacji. W skrajnej formie objawiło się to
stanowisko w pracach R. Birdwhistella (Birdwhistell 1970),
który twierdził, że mimika nie jest wrodzona, że jest pokrewna
językowi i wyuczona w obrębie każdej kultury (Sebeok 1978, s.
130 ).
Trudno jednak zanegować argumenty etologów i istnienie
instynktu. Nie robią tego oczywiście inni relatywiści. Ekman
1 Friesen uważają, że istnieją pewne ruchy mięśni twarzy,

20

typowe dla określonych emocji i będąc wspólne wszystkim
ludziom, funkcjonują w różnych społecznościach z identycz­
nymi wartościami semantycznymi (Ekman, Friesen, 1969, s.
91-92).
Według Sebeoka fakty dowodzą, że istnieją uniwersalne
środki ekspresji i że równolegle koegzystują dwa systemy:
- systemy antroposemiotyczne, wymagające infrastruktury
werbalnej,
- systemy zoosemiotyczne, czyli takie elementy porozumie­
wania się, które występują też u zwierząt.
Wraz z ewolucją oba te systemy przekształciły sie w znako­
micie zintegrowane i podtrzymujące się wzajemnie sposoby
codziennego porozumiewania się. Np. śmiech, uśmiech czy
płacz są genetycznie niewątpliwie przynależne systemowi
zoosemiotycznemu, natomiast występują jako warianty kul­
turowe, „...biologiczność i umowność stanowią dwa nieroze­
rwalnie splecione ze sobą aspekty przynależne każdemu
gestowi" (Banaszkiewicz 1990, s. 104). „...świat ludzki wyko­
rzystuje zarówno systemy antropo-, jak i zoosemiotyczne.
Z łatwością przyjmiemy wówczas twierdzenie, że kanałem
transmisyjnym kinezycznego systemu znakowego, będącego
ekspresją języka emocji jest ciało ludzkie, a więc czynnik
niezaprzeczalnie przynależny naturze" (Banaszkiewicz 1990, s.
104).
Ciekawy i syntetyzujący oba stanowiska punkt widzenia
prezentuje Edgar Morin, który dość szczegółowo analizuje
sposoby porozumiewania się zwierząt i możliwe drogi ewolucji
języka fonetycznego. Twierdzi on, że zachowanie się zwierzę­
cia jest zarazem organizowane i organizujące. Zwierzęta
komunikują się, to znaczy, zachowują się w sposób, który
odbierany jest jako przekaz oraz rozumieją pewne swoiste
zachowania jako przekazy. Nie są to jedynie przekazy dźwię­
kowe, tj. śpiew ptaków, lecz również wizualne (gesty, mimika)
oraz węchowe (wydzielanie substancji chemicznych zwanych
fermonami, które przekazują wiadomość sąsiadowi lub part­
nerowi) - nie zawsze są to komunikaty całkiem proste
- „...obserwujemy, jak częściowo na zasadzie analogicznej,
częściowo cyfrowej, często zaś łącząc obie zasady, rozwijają się
u zwierząt zachowania symboliczne lub rytualne, oznaczające
nie tylko zaloty, lecz współpracę, ostrzeżenie, groźbę, uległość,
przyjaźń, zabawę - czasem zachowanie zrodzone w określonej
sytuacji zostaje przeniesione poza tę sytuację celem wyrażenia
symbolicznie przekazu" (Morin 1977, s. 47-48).
Można by się jednak zastanowić czy przypadkiem, mówiąc
o gestach i symbolicznym kodzie komunikacyjnym zwierząt,
nie przenosimy naszych zwyczajów językowych na świat
zwierząt?
Być może jest po prostu tak, że wobec złożoności systemów
niewerbalnej komunikacji, język semiotyki jest niewystar­
czający. Przeniesienie terminów wypracowanych przez języko­
znawstwo strukturalne w odniesieniu do języka naturalnego
na inne kody, podobnie jak rozdzielenie wg Derridy, ma
ograniczoną wartość logiczną, a jest jedynie narzędziem
ułatwiającym porozumiewanie się, jest zapośredniczeniem
jednej rzeczywistości (zachowań niewerbalnych) przez inną
rzeczywistość (język naturalny, tzn. terminologię odnoszącą
się do języka naturalnego!) - tzn. rozumieniem pojęć jednej
rzeczywistości w terminach innej.
Należałoby więc poszukać nowego języka, który pozwoliłby
w sposób adekwatny opisać chociażby taką sytuację, kiedy to
np. gęś gęgawa, pragnąc wyrazić swe uczucia, odgrywa scenę,
w której prosi o obronę przed wyimaginowaną napaścią...itp.
(Morin 1977, s. 48).
Antropologowie chcieliby widzieć zachowania zwierząt
jako proste kombinacje sygnałów (por. Leach 1989, s. 30-31),
wtedy opis językiem semiotyki byłby w miarę prosty a granica
kultura-natura utrzymana. Ale zachowania zwierząt sygnała­
mi bywają a nie są. Wiele z działań zwierząt jest, w terminologii
semiotycznej - symboliczna. Różnica między tym co Sebeok
nazywa systemami antroposemiotycznymi a zoosemiotycznymi odnosi się jedynie do infrastruktury werbalnej, a więc

�języka naturalnego wraz z jego gramatyką. Granica odnosi się
do zależności ilościowych, jedynym kryterium odseparowania
kultury i natury jest stopień skomplikowania języka i od­
powiednich możliwości głośni. Nie ma mowy o odseparowa­
niu kultury jako bytu niezależnego. Kategoria „człowiek"
staje się obecnie bardziej użyteczna i jasna, niż niejasne dwie
kategorie, których ostatecznym nosicielem i tak był człowiek.
Sebeok odkrywa połączenia kultury i natury na konkretnym
materiale, ale ze względu na język jakim wypowiada wyniki
swoich obserwacji są one klasyfikowane, tak jakby rozdwoje­
nie istniało w sposób niewątpliwy. Śledzenie języka, który
przemycił we współczesność rozdwojenie w metaforyce poto­
cznej i naukowej, wykracza poza ramy tak krótkiego eseju,
chociaż być może wtedy dopiero można by dowiedzieć się
czegoś więcej, nie tylko o mechanizmach metaforyzacji, ale
i o sposobach transmisji określonych wizji świata w inny.
W jaki sposób należałoby rozumieć relacje pisarzy, piszą­
cych, z ich zmagań twórczych, gdyby potraktować rozdwoje­
nie jako obiektywny fakt tego świata, czyżby kolejny raz
należało wykluczyć poetów z państwa „nauki"?
„Berlin stał się moją wewnętrzną przygodą... ale z tego
zdałem sobie sprawę dopiero teraz, powolutku, w czasie
pisania..." (Gombrowicz 1986, s. 183).
„Pisarzem jest ten, kto chce być pisarzem. I równie natural­
nie społeczeństwo, które pisarza odbiera, przekształca projekt
w powołanie, prace nad językiem w dar pisania, a technikę
w sztukę. W ten sposób powstaje mit dobrego pióra." (Barthes
1970, s. 247.)
Pisanie dla piszącego, jest niemal czynnością biologiczną,
jest poddawaniem się słowu, przy jednoczesnym przekształ­
caniu, podobnie jak reakcja społeczna. Natura kultury jest
immanentna wszystkim czynnościom związanym z percepcją,
odbiorem, i nie jest rozdzielna.
Przez tą ostatnią własność, sens traci każde katalogowanie,
które wywołuje ducha kartezjańskiego, ponieważ z każdego
opisu, interpretacji ucieknie całe spektrum pośrednie, złącze­
nie, a otrzymamy autorską wersję, czy prywatny świat tego,
który ducha wywołał.
Czy przyglądanie się ludziom na ulicy, w tramwaju, cały ten
spektakl gestów, subtelności ruchów jest naturą czy kulturą
(nie wolno sugerować się rzeczownikiem spektakl), czy woła­
nie o pomoc jest naturą czy kulturą?
Wyznaczenie nie budzącej wątpliwości granicy między tymi
dwiema kategoriami na obecnym etapie poznania wydaje się
fikcją. Owa granica sama wydaje się być godna uwagi jako
materiał dla etnografa, ale bezużyteczna jako podstawa do
formułowania jakichkolwiek sądów, wniosków o rzeczywisto­
ści.
W geście dusza i ciało związane są nierozerwalne. „Jeśli
mówimy o kimś, że siedzi z założonymi rękami, że załamuje
ręce z rozpaczy, że całą noc oka nie zmrużył, że zacisnąwszy
zęby wytrwał w trudnej sytuacji, to tu wyraźnie już nie chodzi
o wymienione w tych zwrotach gesty, czynności czy sposoby
zachowania się, ale o ich typowość dla odpowiednich przeżyć,
stanów czy postaw duchowych" (Krawczyk 1983, s. 138).
Dla odpowiedniego zrozumienia sytuacji wyrażonej podob­
nymi frazeologizmami i odczytania gestów, do których nawią­
zują, należy znać kontekst w jakim powstały oraz sposób
strukturalizacji świata, ponieważ gesty i sposoby mówienia
o gestach nie powstają w sposób przypadkowy i oderwany od
ich tła kulturowego. „Od najdawniejszych czasów utarte
związki frazeologiczne wyrastają z obserwacji mimiki, gestów,
zachowania się ludzi i zwierząt. Wyraz twarzy, ruchy, postawa
typowe dla pewnych wrażeń, cech czy stanów wewnętrznych
utrwalają się jako ich znaki językowe, np. robić wielkie oczy
'dziwić się', przewracać do kogo oczyma (kokietując go),
patrzeć spode łba, tzn. niechętnie", ręce opadają itd... (Kraw­
czyk 1983, s. 138).
Czy w ogóle można i czy to ma sens, aby oddzielić gesty od
przynależnych im kategoriom i pojęciom kulturowym?
Wydaje się, że bez znajomości reguł „gry", nie można

zrozumieć jakiegokolwiek zachowania. Śmiejemy się przecież
przy różnych okazjach, w różnych okolicznościach, ale żeby
właściwie odczytać śmiech trzeba znać te okoliczności. Bez tej
wiedzy możemy co najwyżej opisać mechanikę ruchów twarzy.
„W naukach o zachowaniu, szczególnie człowieka odpowiedniość jednostek zachowania jest sprawą decydującą.
Przypuśćmy, że jesteś przysłowiowym człowiekiem z Marsa,
który bada football amerykański. Obserwujesz kilka gier
i sporządzasz szczegółowy rejestr tego co wydaje ci się, że się
dzieje. Analizujesz ten rejestr wg wszystkich wzorów statys­
tycznych jakie znasz. Ale nie pytasz kogokolwiek, aby wy­
tłumaczył ci grę... Nie wiesz, które rzeczy są związane, ważne
dla gry, a które nie. Potrafisz opisać działania, ale nie grę
w football." (Goodenough, 1981, s. 58). Jeżeli teraz przyj­
miemy, że „kultura" to kryteria wyróżniania artefaktów jako
takich i kryteria, poprzez które nadaje się tym artefaktom
znaczenia, znajdziemy się w punkcie, w którym świat mrówki
i człowieka to dwa różnie pojmowane (co nie znaczy, że inne)
światy, ale cokolwiek powiemy o jednym z nich będzie
produktem naszej ludzkiej wyobraźni. Nie ma tu rozdwojenia.
Starość skrywa się w zmarszczkach. Jeżeli przyjrzymy się
bliżej skórze, okazuje się strukturą setek przecinających się
ścieżek, z których każda przechowuje czas. Taką ścieżką, która
zachowała stary rozdarty świat jest problem początków
języka.
Zwierzęta komunikując się, używają tzw. „cali system"
- systemu zawołań. „Szympansowi brak natomiast takiego
stopnia złożoności społecznej, który przymuszałby do po­
sługiwania się językiem bogatszym niż język gestów i wezwań,
oraz możliwości głośni, które pozwoliłyby na użycie bogatszej
gamy dźwięków" (Morin 1977, s. 104). Jak dotychczas teorie
narodzin języka fonetycznego z „cali system" nie biorą pod
uwagę możliwości, że ten język mógł być jakimś przetworze­
niem gestów, lecz (co oczywiste) kładą nacisk na jego dźwięko­
wą stronę.
„Być może był to proces dwuetapowy, który rozpoczął się
w momencie, kiedy w pełni wykorzystany 'call system' nie był
już zdolny do wynalezienia nowych, różniących się między
sobą dźwięków. Z początku nacisk złożoności doprowadził do
przejścia od tego układu zamkniętego do układu otwartego,
umożliwiającego kombinację okrzyków mających wiele włas­
ności akustycznych..." (Morin 1977, s. 106).
Argumentacja Morina podważa przy okazji kolejny mit,
wywodzący język naturalny z gestów (teorie te omawia La
Barre 1972). Inną ciekawą argumentację podważającą ten mit
wytacza Cieńkowski. Twierdzi, że dotychczas nie udało się
stwierdzić istnienia języków opartych wyłącznie na gestach.
Gesty występują zawsze jako środek pomocniczy i dodatkowy
obok języka dźwiękowego, nigdy zaś zamiast niego. Wyjątek
stanowią języki głuchoniemych, wewnętrzne języki niektórych
zakonów itp., ale te autonomiczne języki gestów, opierają się
na mowie dźwiękowej, tzn. pod dźwięki, wyrazy i zdania
podkłada się gesty. Gest podobnie jak pismo zastępuje mowę
i jest na niej oparty (Cieńkowski 1963, s. 43^4). Dyskusja na
ten temat jest wciąż otwarta. Teorie wywodzące język natural­
ny z gestów, w intencji chciały stwierdzić istnienie nieza­
przeczalnego ciągu ewolucyjnego rozwoju od natury do kul­
tury. Posłużenie się jednak materiałem ze świata gestów
demaskuje proceder bezzasadnego rozdwajania, co zresztą
świetnie oddają skrajne interpretacje badań nad naczelnymi
(por. Hewes, 1973, Morin, 1977).
Warunkiem przekroczenia konsekwencji kategoryzacji
w płaszczyźnie kultura - natura, jest przyjęcie stanowiska
relatywizmu kulturowego, stanowiska, które nie uprzywilejo­
wuje żadnego z pojęć opozycji.
„...to co nazywamy bezpośrednim doświadczeniem fizycz­
nym, nigdy nie jest jedynie sprawą posiadania ciała okreś­
lonego rodzaju, słuszniej jest powiedzieć, że każde doświad­
czenie dokonuje się na szerokim tle implikacji kulturowych.

21

�Nie należy więc mówić o bezpośrednim doświadczeniu fizycz­ z tych członów przez drugi, zawsze popadniemy w dyskurs
nym, gdyż oznaczałoby to, że istnieje jakieś jądro bezpośred­ kartezjański, z którego nie ma ucieczki. Próbując znieść
nich doświadczeń, które następnie interpretujemy w terminach rozdwojenie, popada się w rozdzielenie wiedzy na wiedzę
naszego systemu pojęć. Założenia kulturowe... nie są jedynie 0 faktach i wiedzę abstrakcyjną - co nie zmienia faktu, że
wierzchnią warstwą, którą możemy przyłożyć do naszego rozdwojenie jest wciąż radykalne (Krakowski 1992b, s. 91-94).
doświadczenia wedle uznania. Raczej całe nasze doświad­
Jeżeli założymy, że istnieje jedno, to musi istnieć drugie.
czenie jest do głębi kulturowe, że doświadczamy świata w taki Dlatego Levi-Strauss czy Leach, nie mogli poradzić sobie
sposób, że nasza kultura jest obecna już w samym doświad­ z rozdwojeniem. Zawsze zakładali następstwo, w którym
czeniu" (Lakoff, Johnson 1988, s. 82).
natura jest źródłem kultury. Jednak „nie ma innej natury
Dzięki takiej perspektywie, przestaje być istotne, czy gesty 1 kultury, jak tylko natura i kultura 'myślana', zaś z punktu
są uniwersalne czy relatywne. Interpretujący, a więc rozumie­ widzenia struktury obydwie są wtórne. Jeśli ktoś pragnie
jący, jest zawsze konkretny, istnieje w konkretnej kulturze domagać się pierwotności jednej z tych instancji, może to
(miejscu i czasie) i takie relatywne kulturowo znaczenie gestom uczynić jedynie na poziomie 'ideologicznym', absolutyzują­
nadaje, zgodne z jego modelem świata. Wraz ze „śmiercią cym tę opozycję merytorycznie" (Buchowski, Burszta 1992, s.
człowieka", z odinstrumentalizowaniem języka, „autor rów­
118). Różnica między naturą a kulturą nie jest różnicą istoty,
nież umarł".
stąd często może się zdarzyć przemieszczenie obu porządków,
Świat w większości jest częścią ludzkiej percepcji, a ta w różnych miejscach mogą być różnie rozumiane tak, jak to
formułowana jest poprzez ludzką kulturę. Świat nie jest więc jest z zakazem kazirodztwa czy egzogamią. Kultura i natura
niezależny od sposobu w jaki dana kultura formułuje daną przestają być pojęciami pewnymi, na których można polegać,
wizję świata, to co człowiek widzi. Istnieją tylko kulturowe przestają być instrumentami, dzięki czemu etnografia zyskuje
konstrukcje rzeczywistości, i to one rozstrzygają o tym co jest pewną samowiedzę, zaczyna sama siebie kontrolować.
postrzegane, co jest doświadczane, co jest rozumiane. W tym
Przecież już samo określenie gestu jako gestu jest z gruntu
sensie, kiedy „natura" i „fakty życia" są zawsze specjalnym
kulturowe (w nowym dyskursie powinno się raczej mówić
rodzajem kulturowych definicji rzeczy: nie mają niezależnej o doświadczaniu rzeczywistości w sposób, który wydaje się
egzystencji od ich definicji kulturowych (por. Hanson 1979, s. nam ludzki), wymaga pewnych założeń od których zanurzony
516-517).
w kulturze człowiek nie jest wolny.
Na przykładzie kinezyki współczesnej, świat kartezjański
Jak pisze Hall: „bez względu na to jakie podejmiemy
można przezwyciężyć, to jednak za mało.
staranie,nie sposób wyzbyć się własnej kultury, ponieważ jest
Edmund Leach chciałby przeskoczyć rozdwojenie w ten ona zapisana w naszym systemie nerwowym i określa nasz
sposób, że gesty „naturalne" zyskują walor kulturowy w zależ­ sposób postrzegania świata (Hall 1984, s. 145).
Problem kultura - natura jest problemem nie świata, ale
ności od światopoglądu i kontekstu w jakim występują (Leach
określonego dyskursu. Najlepszą ilustracją „całego tego zgieł­
1989, s. 56-57). Podtekst pozostaje ten sam.
Jeżeli przyjmiemy perspektywę kognitywną, kultura jawi się ku", który ogarnął etnologię może być myśl, że „problemy
nam jako rzeczywistość myślowa, przejmuje niemal rolę nauki" są, jak się w końcu okazuje, wewnętrznymi pro­
instynktu, to ona wskazuje na wartości i sposoby ich osiąga­ blemami wybranego systemu czy zbioru systemów, ilust­
nia. Wskazuje co należy osiągnąć i jak, ogranicza i sugeruje rowanymi za pomocą spreparowanych przykładów z nauki
określone pragnienia i przekonania (Kmita, Pałubicka 1992, s. (Feyerabend 1992, s. 167).
169-170).
Rozstrzygnięcie tego problemu na niekorzyść świata kartezWobec tego, teoria i fakt, dusza i ciało, kultura i natura, nie jańskiego jest jednak ważne, ponieważ od kilkudziesięciu lat
istnieją niezależnie (wg. współczesnych filozofów nauki, z któ­ nic nowego w naukach o kulturze nie mogło i nie mogłoby się
rymi się chętnie zgadzam). Jeżeli próbujemy wyjaśnić jeden pojawić, gdyby utrzymać rozdwojenie.
BIBLIO

RAFIA

Banaszkiewicz K.

Hewes G.W.

1990 Kinezyka filmu czy kinezyka w filmie, (w:) Kino: Gest, Ciało, Ruch, red.

1973

Gwóźdź A., Wroclaw
Barthes R.
1970 Mit i znak, Warszawa
Birdwhistell R.

Anthropology", vol. 14, no 1-2
Kmita J., Pałubicka A.

1970 Kinesics and context. Esseys on body motion communication, Pensyl-

Krakowski J.
1992a Mathesis i metafizyka, Wroclaw

vania
Buchowski M., Burszta W.
1992 O założeniach interpretacji antropologicznej, Warszawa

Cieńkowski W.
1963 Z tajemnic języka. Warszawa

Darwin K.
1988 O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt, Warszawa

Derrida J.
1992 Struktura, znak i gra, (w.) Współczesna teoria badań literackich za

granicą, red. H. Markiewicza, Kraków
Eibl-Eibesfeldt I .
1987 Miłość i nienawiść, Warszawa

Ekman P., Friesen W.V.
1969

The repertoire of nonverbal behavior, „Semiotica", nr 1

Feyerabend P.K.
1992 Krytyka naukowego rozumu, (w:) Racjonalność i styl myślenia, War­

szawa
Goodenough W.
1981

Culture, Language and Society, Los Angeles

Gombrowicz W.
1986

Dziennik 1961-1966, Kraków

Hall E.T.

Primate communication and the gestural origin of language, „Current

1992 Problem użyteczności pojęcia doświadczenia, (w.) Poszukiwanie pewno­
ści i jego postmodernistyczna dyskwalifikacja, Poznań

1992b Mathesis universalis a struktura filozofii nowożytnej, „Przegląd filozo­

ficzny", Nowa seria, nr 2
Krawczyk A.
1983

Frazeologizmy mimiczne igestyczne (na materiale gwarowym), „Socjo-

lingwistyka", nr 5
LaBarre W.
1972

Paralinguistics, Kinezics, and Cultural Anthropology, w: Approaches to

Semiolic, Den Haag
LakofTG., Johnson M.
1988 Metafory w naszym życiu. Warszawa

Leach E.
1989

Kultura i komunikowanie, w. Rytuał i narracja, Warszawa

Libera Z.
1993 Antropologia
ciała.
Uwagi
na
marginesie
badań
nad
tradycjami ludowymi Europy Środkowo-Wschodniej, referat zgłoszony

na konferencję: „Body Images, Language and Phisical Boundries,
International Conference", July 1993, Amsterdam
Morin E.
1977 Zagubiony paradygmat - natura ludzka. Warszawa

Plessner H.

1984 Poza kulturą, Warszawa

1988

Hanson A.F.

Sebeok T.
1978 Dwa studia z zoosemiotyki, „Studia Semiotyczne", t. 8

1979

22

Does God have a body, ,,Man", vol. 14, no 3

Pytanie o conditio humana, Warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10361" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10339">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/89af5d8ebf742ed8b40368f52293168f.pdf</src>
        <authentication>7861cca909a9801dba6dee48db61eff1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123237">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2486</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123238">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123239">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2309</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123240">
                <text>W swiecie współczesnych mitów Mongolii i Syberii. Opowieść o człowieku śniegu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123241">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.53-58</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123242">
                <text>Czubala, Dionizjusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123243">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123244">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123245">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123246">
                <text>W świecie współczesnych mitów.
Mongolskie i syberyjskie opowieści o człowieku śniegu
Dionizjusz Czubala
„Dzikiego człowieka", „człowieka śniegu" nazywają
w Mongolii a ł m a s e m . M i t o ałmasie jest w tym kraju
powszechny. Większość moich rozmówców z całym prze­
konaniem informowała, że żyje on w niedostępnych okoli­
cach Mongolii.
O spotkaniu z ałmasem słyszeli wszyscy indagowani.
Wszyscy też mieli podobne wyobrażenie tej postaci. Ma to
więc być stwór ponad dwumetrowej wysokości, podobny do
człowieka, ale obficie owłosiony. Chodzi na dwóch nogach,
pozostawia na śniegu ślady wielkich, prawie półmetrowych
stóp. Ma nieprzeciętną siłę i bardzo intensywną woń. Boi się
wody. Żyje samotnie w górach i na ogół unika kontaktów
z ludźmi.
Mit o istnieniu ałmasów jest stary i mocno ugruntowany
w świadomości społecznej mieszkańców Mongolii. Obecnie
nastąpiło pewne jego ożywienie, być może pod wpływem
ogólnoświatowej fascynacji tajemniczą postacią górskiego
samotnika. Indagowani przeze mnie Mongołowie często
mówili o zagranicznych ekspedycjach „naukowych" po­
szukujących w ich kraju ałmasa (lub śladów jego istnienia),
które składały obietnicę wysokich nagród za jego ujęcie.
Zdaniem pewnej grupy moich rozmówców temat ałmasa
jest w Mongolii zakazany. Zdaniem innych administracja
krajowa sprzyja poszukiwaniom, a koczownicy, czy też
myśliwi, którzy opowiadają o swoich spotkaniach z ałmasem
trafiają na łamy gazet, są kandydatami do wysokich, nie
wiadomo jednak przez kogo fundowanych, nagród.
Aktualizacji i uwiarygadniania starego podaniowego wąt­
ku dokonuje się wprowadzając go w świat współczesnych
realiów i określając czas zdarzeń. Mówi się więc o spotkaniu
z ałmasem „za komunistów", że zawiadomiono o nim
„władze w Ułan Bator", że przepowiedział je dziewczynie
lama, w czasie prześladowań ukrywający swą profesję i żyją­
cy jak zwykły koczownik pasąc stada. Dokładniej określa się
czas zdarzeń informując: „to było w 1965 roku", „to było
parę lat temu", to było „nie tak dawno temu", albo
określając w sposób pośredni: w Mongolii „są ludzie, którzy
takiego człowieka widzieli", „żyje taki człowiek, który go
widział", „widziałem zdjęcia tego chłopca (rzekomy syn
ałmasa - DC), on jest teraz dorosły" lub (o innych potom­
kach ałmasa) „uczy się na lamę", „w naszym teatrze jest
artystą", „jest największym zapaśnikiem w naszym ajmaku", albo po prostu: „ten człowiek żyje". Próbą uwiarygod­
nienia wątku jest przywołanie naukowego autorytetu mon­
golskiego akademika, który potwierdzał istnienie ałmasów,
odwołanie się do książki na temat ałmasów, wzmianka
o skórze ałmasa znajdującej się w starym monastyrze na
pustyni Gobi.
Współczesne mity o ałmasie to relacje o uprowadzeniu (w
celu prokreacji) „kobiety" lub „dziewczyny" albo - gdy
„dziki człowiek był płci żeńskiej" - „Mongoła", „ucznia ze
szkoły łamów" lub „lamy". Dla przykładu:
„Ałmasy często żenią się z prostymi Mongołkami. Był taki
jeden wypadek - ja to słyszałam parę lat temu. Ałmas nie
mógł sobie znaleźć partnerki. Żeby mieć potomstwo, upat­
rzył sobie pewną Mongołkę. On podkradł się pod jurtę
1

i porwał dziewczynę. Potem było śledztwo. Ona powiedziała,
jak to było, ale ona już była z dzieckiem.
- Pół yeti i pół człowiek?
- Tak, tak" (Podała Tuja).
Towarzyszący rozmowie i tłumaczący opowieść z języka
mongolskiego Monhjargal komentował w tym miejscu:
„To nie jest mit. W Mongolii są ludzie, którzy takiego
człowieka widzieli. Na pewno znacie mongolskiego akade­
mika Raiczina? Biaben Raiczin? On obserwował ałmasa
i dopóki żył, głosił, że na świecie są ałmasy. Mongolia jest
ogromna, ale ludzi mało. Jest dużo wolnych terenów i miejs­
ca dla ałmasów. Tak może być. Tak właśnie. Najczęściej
mówi się, że występuje w górach. W Nepalu mówią na
ałmasa „człowiek śniegu", u was yeti, a u nas ałmas, to
znaczy „dziki człowiek". (Podał Monhjargal).
Prawie identyczny wariant zanotowałem w Ułan Bator:
„Jeden ałmas porwał kobietę i miał z nią dziecko. Kobieta
była bez włosów na ciele, więc on ją tak długo lizał, aż cała
okryła się włosem, bo jego ślina powoduje porost włosów.
Kobieta wiele razy próbowała uciec, ale ałmas jej nie
pozwalał. W końcu wskoczyła do wody. A on się wody boi.
Biegł za nią z dzieckiem w rękach. Gdy zobaczył, że ona już
nie wróci złapał dziecko za nogi i rozerwał na dwoje.
Straszne. Tak to słyszałam". (Podała Nima).
Nieco odmienną wersję zapisałem od innej mojej rozmów­
czyni:
„Był taki wypadek: Dziewczyna pasła owce i przejeżdżał
obok niej lama. Za komunistów lama był zwykłym koczow­
nikiem i miał swoje stado. No ale ludzie wiedzieli, kto jest
lamą i zapraszali go do siebie. On nieraz daleko wędrował.
Ten wędrował z bardzo daleka i ona go nie znała. Stanął przy
niej i powiedział jej:
- Będziesz miała w swoim życiu takie zdarzenie, jakiego
nikt z nas nie przeżył. Tylko zachowaj odwagę. Nigdy jej nie
trać!
Lama pojechał, a ona nad tym myślała. Kiedy miała
szesnaście lat - u nas w takich latach dziewczyny wychodzą
zamąż - porwał ją ałmas. Zabrał ją w góry i bardzo pilnował.
Musiała z nim żyć. Zaszła z nim w ciążę. Urodziła dziecko.
Ale bez przerwy tęskniła za bliskimi. Ałmas był okropnie
silny, ale ani jej, ani dziecka nie krzywdził, tylko im nie
pozwalał uciec. Ona dwa razy była już tak blisko ludzi, że
widziała jurty, ale za każdym razem ich doganiał i zabierał
ponownie w góry. Kiedyś wyszła z dzieckiem i - nie wiadomo
dlaczego - nie poszedł za nimi. Tak więc doszli do ludzi.
Wróciła do domu. A jej syn wyrósł na największego zapaś­
nika w ajmaku. Tylko - po ałmasie - jest dość mocno
owłosiony" (Podała kobieta około 40 lat).
Obok licznych wariantów opowieści o porwaniu kobiety,
liczne są też relacje o porwaniu mężczyzn:
„Jest taka opowieść o dzikim człowieku, ale ona też jest
prawdziwa: Był ałmas-kobieta. Nie wiadomo, z jakiego
powodu porwała jednego Mongoła. Może też nie miała
partnera? Uprowadziła go w góry. Chciała mieć z nim
dziecko. Jakiś czas żyli razem. Dziecko się urodziło i on
chciał wrócić do ludzi, ale go nie puściła.
2

53

\

�Ałmasy nie lubią wody. Kiedy on to zauważył, uciekł od
niej. Wskoczył do rzeki i uciekał przez wodę. Ona szła obok
wody, ale bała się do niej wejść. Biegła tak za nim z dziec­
kiem. Kiedy w końcu przeszedł wodę, tak się wściekła, że
urwała temu dziecku głowę. Widać taki dziki człowiek też
może kochać! To prawda. Tak się zdarzyło. Ten człowiek
żyje. On tam żył dziko, nawet mu włosy urosły na plecach.
Opowiadali, że miał już taką (pokazuje) grzywę" (Podała
Tuja).
0 uprowadzeniu ucznia ze szkoły łamów tak opowiadano:
„Żyła pewna rodzina w górach. Mieli syna, który uczył się
w szkole łamów. Kiedy raz jechał odwiedzić rodziców,
spotkał ałmasa. Była to ałmas-kobieta. No ale ogromna. On
przy niej był bardzo mały. Ałmaska porwała go w góry.
Poszła z nim bardzo, bardzo daleko i tam żyli razem. Po
czterech miesiącach ona zaszła w ciążę. Urodziła chłopczyka.
Jakiś czas żyli razem. Potem lama wrócił ze swoim synem do
ludzi. Widziałem zdjęcia tego chłopca. On jest już teraz
dorosły. Jest silny, zdrowy, no i obaj żyją normalnie" (Podał
Bilega).
1 opowieść o porwaniu starego lamy:
„Nie tak dawno temu było takie zdarzenie. Stary lama
- miał sześćdziesiąt lat - przez czterdzieści dni widywał
dużego ałmasa. Ałmas go obserwował, ale nic mu nie mówił.
Lama opowiadał ludziom, że widuje codziennie tego samego
ałmasa. Potem lama zniknął. Ludzie byli pewni, że go ten
ałmas zabił i gdzieś zawlókł. Wybuchła tam panika. Czas
płynął, ale już ani ałmasa, ani lamy nie spotkano więcej.
Okazało się, że ów ałmas był kobietą. Ona upatrzyła sobie
tego starego lamę i zabrała go w góry. Pewnie nie mogła
spotkać prawdziwego ałmasa, a przyszedł u niej czas na
dziecko, więc zabrała go ze sobą w bezpieczne miejsce i stała
się brzemienna. Stary lama wychowywał dziecko razem
z matką. Uczył je mówić. Opowiadał mu o Buddzie. Chło­
piec szybko rósł. Jak był już samodzielny, ałmaska poszła
w góry, a oni obaj zeszli do ludzi i chłopak uczy się na lamę"
(Podała Nima).
Żartobliwy stosunek do opowieści o ałmie zdradzała
grupa studentów przysłuchujących się mojej rozmowie z ich
kolegą:
„Jeden Mongoł poszedł w góry i trafił na ałmasa-kobietę.
Ona go wzięła ze sobą i żyli razem.
- Po prostu pożenili się - dorzuca ktoś ze studentów,
grupa wybucha śmiechem.
- Kiedy wychodziła z pieczary, przywalała wyjście wiel­
kim kamieniem tak, że on go nie mógł ruszyć.
- Żeby nie uciekł - ponownie śmieją się słuchacze.
- Tak, żeby nie uciekł! Oni chodzili zawsze razem.
Urodziło im się dziecko. Ale on w pewnym momencie uciekł
jednak ałmasce. U nas w górach są bardzo bystre rzeki.
Wskoczył w taką wodę i uciekł. Przecież on w każdy dzień
myślał o swojej żonie. Ona tam sama została w jurcie! Co tam
się u niej dzieje? Co ona myśli? Kiedy wrócił, to opowiadał,
jak tam żył. On tą ałmaskę chciał nauczyć mówić. Chciał
mięso piec na ogniu, ale ona ognia okropnie się bała i nie
pozwalała palić. Jak jej nie słuchał, to go biła. Wiele razy
mocno od niej oberwał" (Podał student).
Kilku współcześnie żyjącym Mongołom przypisuje się
pochodzenie od ałmasa. Mają to być lamowie, zapaśnicy
a także artyści, a więc - w jakimś sensie - ludzie wyjątkowi to
jest drugi motyw opowieści o ałmasach. I znów dla przy­
kładu:
„W naszym teatrze - opowiadano mi w Ułan Bator - jest
wspaniały artysta. Od dziecka go podziwiam. On jest bardzo
sławny. On jest synem ahnaski. Jest wspaniale zbudowany,
zdrowy, silny. My dzieci zawsze chcieliśmy być tacy jak on.
Tyle jego ról pamiętam! Zawsze jest silnym bohaterem
i zawsze zwycięża. Ale o tym, że on jest synem ałmaski,

54

dopiero teraz wiemy, bo sam o tym napisał. Dotąd nie wolno
było takich rzeczy pisać. Rząd nie pozwalał o ałmasach pisać.
Komuniści mówili: takiego szumu nie wolno robić, to nie jest
potrzebne, to głupota" (Podał mężczyzna około 30 lat).
Trzeci rodzaj relacji to krótkie informacje niekiedy z ko­
mentarzem, o spotkaniach ludzi z ałmasem. Na przykład:
„Jeden koczownik jechał przez góry ałtajskie - bo to było
na Ałtaju - nagle koń mu stanął i nie chciał dalej iść. U nas są
takie miejsca, gdzie zwierzęta stają i koń może trzy dni stać,
tak jakby spał. Sam się nie ruszy. Trzeba go wziąć i wyciąg­
nąć z tego miejsca. Zszedł z konia i go pociągnął. Koń
postąpił naprzód, ale dalej nie chciał iść. Wtedy koczownik
spojrzał w bok i zobaczył, że leży tam coś wielkiego
i ciemnego. Pomyślał: może to czarna krowa? Podeszedł
i zobaczył, że to ałmas leży. Szybko uciekł od niego. Wsiadł
na konia i jak szalony jechał do domu. Tam zsiadł i stracił
przytomność. Dopiero za parę dni ludzie się dowiedzieli, że
spotkał ałmasa. Jak się to doniosło do władzy, to natych­
miast zameldowano do Ułan Bator i władza przysłała swoich
przedstawicieli. Zaraz pytali, gdzie to było i kazali tam
jechać. On ich zaprowadził. Okazało się, że został tylko ślad.
Wilki zjadły całego ałmasa, nawet kości pogryzły. Nic nie
zostało. Bo on leżał martwy. Koczownik o tym nie wiedział
i uciekł. Bał się, aby go do pieczary nie powlókł. Potem
przyszły wilki i go zjadły" (Podał Czuka).
Lub:
„Na pustyni Gobi polowali zagraniczni myśliwi na kozły.
Prowadził ich świetny myśliwy. On zobaczył ałmasa i poka­
zał go także tym ludziom. Razem widziało go kilka osób. To
było w 1965 roku. Takie było ostatnie, udowodnione
spotkanie z ałmasem. To wiem z książki. Jest książka
mongolska o ałmasach i tam to chyba wyczytałem. Teraz one
nie występują, ale nie ma wątpliwości, że te ałmasy u nas żyły.
Ludzie je spotykali. Bo przecież na Gobi w jednym starym
monastyrze jest do dziś skóra ałmasa. Jeszcze przed rewolu­
cją go ubili. A może sam padł i lamowie go przechowywali"
(Podał intelektualista).
Zdarzali się rozmówcy, od których nie udało mi się
wyegzekwować wyrazistych legend o ałmasie. Ich informacje
świadczą jedynie, że temat jest im serdecznie bliski:
„Ludzie ciągle wątpią, czy są ałmasy, a przecież jest tyle
spotkań z ałmasami. Tylko że państwo nie chce posłać
ekspedycji w Ałtaj. Jak się o tym mówi, to odpowiadają: to są
głupstwa, to są mity i są ważniejsze rzeczy w Mongolii niż
ałmasy.
Ałmasy żyją wysoko w górach, tam ani koczownicy, ani
myśliwi nie docierają. Tam trzeba by specjalnej ekspedycji,
no ale rząd nie rozumie tego. Czasem tylko ktoś zobaczy go
z daleka, jak idzie po zboczu góry, albo jak ucieka. Bo on
raczej omija człowieka. Można go przez lornetkę oglądać"
(Podał technik medyczny).
Opowieści o ałmasie, takie jakich garść tu przytoczyłem,
stanowią wdzięczną podstawę do konfrontacji dwu rodza­
jów mitologizacji: autentycznej ludowej, silnie osadzonej
w konkretnej kulturze narodowej z mitologizacją typową dla
masowych środków przekazu, dla których „człowiek śnie­
gu" bywa zaledwie ciekawostką sezonową. Wymagałoby to
jednak większej bazy materiałowej.
*

* *

W Polsce mit „człowieka śniegu" nigdy nie był zbyt
popularny. Pojawiały się wprawdzie doniesienia o tym,
jakoby widzianym tu i tam, stworze, ale sami nie mieliśmy
i nie mamy terytoriów, gdzie by się on osiedlił lub bywał. Nie
mamy też rozpraw etnologów czy folklorystów o tym micie.
Inaczej przedstawia się sytuacja w Stanach Zjednoczonych
czy w Rosji.
Mój tekst drukowany w „Foaftale News" wywołał dwie

�wypowiedzi amerykańskiego folklorysty Billa Ellisa o „dzi­
kim człowieku". Pierwsza to nota od edytora, który infor­
muje o tym, co na temat ałmasa zawierają angielskojęzyczne
publikacje.
Zainteresowania małpoludami w Stanach Zjednoczonych
i w Rosji - zdaniem Ellisa - zaczynają się w latach
sześćdziesiątych. O mongolskich ałmasach pisał kryptozoolog Ivan Т. Sanderson w książce: Abominable Snowmen:
Legend Come to Life (Śnieżny człowiek. Legenda która
odżyła). Autor podsumował kilka raportów z Mongolii. Były
wśród nich także opowieści o dziecku ałmaski, które zostało
l a m ą . T o s t a ć ta pojawi się też w następnej pracy z 1984 roku
Janet i Colin Bord The Evidence for Bigfoot and Other
Man-Beasts (Dowody istnienia człowieka o wielkich stopach
i innych małpoludów) a także w Jerome Clarka: Encyk­
lopedia of Strange and Unexplained Physical Phenomena
(Encyklopedia dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk fizycz­
nych).
Antonio Huneeus tłumaczy trzy popularne artykuły na
temat ałmasa w swoim podręczniku A Study Guide to UFOs,
Psychik. Paranormal Phenomena in the U.S.S.R..
Te ar­
tykuły zostały streszczone także przez dra Maksa Oppen­
heimera juniora w The Siberian Snowman.
Druga wypowiedź Billa Ellisa to The Ape-Mate Abduc­
tion: A Survey. Autor twierdzi, że „Rosyjscy kryptozoolodzy przedkładają termin „almas" nad termin małpolud
i dlatego używają go w raportach, które pochodzą z gór
Kaukazu, Syberii i M o n g o l i i " . Wydaje mi się, że termin
„ałmas" to tylko jeden z terminów, jakie przewijają się
w rosyjskich publikacjach. Nie jest też chyba najpopularniej­
szym spośród nich. W mojej wyprawie terenowej przez
Syberię (Ekaterinburg-Irkuck) latem 1993 roku oraz w pub­
likacjach rosyjskich poznanych podczas tej podróży i póź­
niej, zetknąłem się co najmniej z kilkunastoma różnymi
terminami na określenie tego stwora. Są to nazwy głównie
etniczne takie jak: „mieczenyj", „leszij", „jagmorti", „tungu", „zemlemer", „czuczunaa", „mirygdy", „kiltania", „arysa", „arynk", „teryk", „girkyczawylin", „rekkem", „dżulin", „łołgłyj" i inne.
3

5

6

1

&amp;

9

10

Wątek porwania człowieka na partnera seksualnego przez
małpoluda, który zanotowałem w Mongolii, jest - twierdzi
Ellis - legendą migracyjną, której najstarsze egzemplarze,
jakie udało mu się wyśledzić, pochodzą z Europy Środkowej.
Wykazuje je w swej pracy Sleuthing in the Stacks Rudolph
Altrocchi. Twierdzi on również, że legenda ta wpłynęła na
powieść Edgara Rice Burroughsa Tarzan of the Apes napisa­
ną w 1914 roku, w której Jane spotyka dzikiego Tarzana,
ratującego ją z rąk strasznego małpoluda Terkoza. W liście
do Altrocchiego autor powieści przyznał, że inspiracje
czerpał z przeczytanej historii żeglarza, którego okręt rozbił
się u wybrzeży Afryki. „W czasie przymusowego pobytu
w dżungli, małpa, która została oswojona, tak się w nim
zakochała, że, kiedy został uratowany przyszła za nim aż do
zatoki i tam rzuciła mu dziecko" . Altrocchi próbuje iść
tropami opowiadania Burroughsa. Wprawdzie nie dociera
do tej historii, ale znajduje inne wersje owego wątku. Jedną
poznał od pani E.R. Burnett z North Adams w Mas­
sachusetts, której rodzina przechowuje ją od co najmniej stu
lat, a drugą - pochodzącą z manuskryptu perskiego z 1830
roku - opublikował Augustę Bricteux w Contes Persons .
Prócz Altrocchiego na podobne warianty natrafił w Maine
Richard Dorson (drukował je w American Folklore i Folk­
tales Told around the World), a także Leonard Roberts we
Wschodnim Kentucky.
11

12

13

Zdaniem Ellisa najwcześniejsza wersja tego wątku mogła
się pojawić w książce Francesco M . Guazzo Compendium
Maleficarum z 1608 roku. Opowieść Guazzo, którą przypi­
suje kronikom, ma następującą postać:
14

Pewna kobieta za zbrodnie została deportowana na
bezludną wyspę. Tam została otoczona przez małpy. Najwększy małpiszon wziął ją delikatnie za rękę i zaprowadził do
jaskini, gdzie małpy przyniosły jej owoców, orzechów,
korzonków i zachęcił ją do jadła. Potem została przez niego
zniewolona. Urodziła dwoje dzieci i żyła tak parę lat. Bóg się
zlitował i przysłał statek. Żeglarze z niego przyjechali do
źródła po wodę w pobliżu jaskini. Małpiszona nie było.
Kobieta wybiegła rzuciła im się do stóp z prośbą, aby ją
wyrwali z tego zniewolenia. Żeglarze zgodzili się na to
i zabrali ją na statek. Wtedy małpiszon pojawił się na brzegu
i gestami wskazywał, że ona jest jego żoną. Kiedy zobaczył,
że szykują się do odpłynięcia, chwycił jedno z dzieci i groził,
że je utopi. Następnie uczynił to i pobiegł po drugie dziecko.
Utopił i to, a potem w ataku furii popłynął za statkiem, aż
został pokonany przez fale.
Król Lizbony skazał ją na całopalenie. Na prośbę pew­
nych ludzi wyrok zamieniono jej na dożywocie.
Fabio Picasso publikuje wersję zanotowaną w Wenezueli
w 1735 roku przez opata Salvadora Gilija.
Dziki człowiek El Salvaje pokryty włosami od stóp do
głów porywał kobiety w dolinie Orinoko. Porwał jedną
kobietę i uniósł ją w sawannę. Wbrew woli, musiała dzielić
życie z dzikusem.
Żyła z dwojgiem dzieci w domu, który jej zrobił na szczycie
drzewa. Zobaczyła stamtąd łowców i przywołała ich, żeby ją
uratowali. On był bardzo agresywny i nie pozwalał jej
schodzić na ziemię.
Łowcy wrócili do wsi, zebrali ochotników i członków jej
rodziny i kiedy go nie było przy niej, zabrali ją. Dzikus,
wracając z dziećmi, spotkał grupę. Prosił, by wróciła do
niego. Kiedy jednak Hiszpanie wycelowali w niego strzelby,
rozdarł dzieci na kawałki i uciekł do lasu.
Historia ta była zapisywana kilka razy w centralnej
Ameryce. Sanderson przedrukowuje wersję z Gwatemali
(pojawiła się najpierw w 1915 ,Mark Sanborne usłyszał ją
od M a j ó w a ostatnio opublikował ją Meg Craig.
Bill Ellis pisze, że jeśli słuszny jest mój pogląd, iż legenda
0 ałmasie jest rzeczywiście długowiecznym dorobkiem Mon­
gołów, to mogła ona przywędrować do Europy stamtąd:
1 „być może weszła do tradycji europejskiej wówczas, gdy
Hiszpania i Portugalia otwarły się na kontakty z Dalekim
Wschodem" . Amerykański folklorysta apeluje, aby zająć
się tym wątkiem aktywniej, bo wymaga on pilnie dalszych
badań.
15

16

17

18

17

*

*

*

Rosyjskie fascynacje hominidami zaczęły się w końcu lat
pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych. Najpierw
prasa zasypała czytelników falą sensacyjnych komunikatów
0 odkryciu człowieka śniegu, o spotkaniach z nim, o jego
wyglądzie i działaniach. Jest to dla badacza legend i mitów
współczesnych nieco zaskakujące, bo działo się to w państwie
totalitarnym, w którym cenzorzy pilnie baczyli, jakie tematy
idą między ludzi i wiele artykułów światła druku nie mogło
ujrzeć. Motyw człowieka śniegu uznano widać za niegroźny
zarówno dla władzy, jak i dla „mas", bo był publikowany
bez przeszkód. Być może zadecydowała o tym nadzieja, że
oto pojawia się okazja, by uzupełnić brakujące ogniwo
w ciągu ewolucyjnym od zwierzęcia do człowieka myślącego
1 potwierdzić w ten sposób marksistowską koncepcję roz­
woju człowieka, co miałoby dla ówczesnych decydentów
niebagatelne znaczenie ideologiczne i polityczne.
Nadzieja ta wprawdzie się nie ziściła, ale w swoim czasie
temat coraz bardziej wciągał uczonych radzieckich. Zaczęły
się pojawiać publikacje w czasopismach popularnonauko­
wych i naukowych takich jak „Sowietskaja etnografia",
5 5

�„Woprosy filozofii" czy „Doklady A N SSSR".
Siergiej Kłymow kandydat nauk biologicznych w ar­
tykule: Sostoitsia li wstrecza? da.je przegląd tych wczesnych,
rosyjskich fascynacji mitem yeti i poszukiwaniem go przez
uczonych. Jego zdaniem wszystko zaczęło się w p o ­
c z ą t k a c h lat pięćdziesiątych od informacji, iż w Himala­
jach znaleziono ślady „śnieżnego człowieka". Przyciągnęło
to uwagę społeczną i od początku wywoływało wielkie spory.
Sceptycy odrzucali, entuzjaści podtrzymywali wiarę w ist­
nienie tajemniczej istoty. W 1958 roku w „Izwiestiach
wsiesojuznogo geograficzeskogo obszczestwa" została opu­
blikowana pierwsza poważna analiza zebranych świadectw
dokonana przez S. Obruczewa, poważnego uczonego geo­
grafa, członka-korespondenta Akademii Nauk SSSR. Wnet
aktywnie włączyli się do tej dyskusji (mit czy prawda)
profesorowie B. Porszniew, A . Maszkowcew, N . Ładygina-Kots, M . Niestruch. Z grupy tej na lidera badań wysunął
się B. Porszniew.
20

W styczniu 1958 roku po wysłuchaniu jego wykładu
Prezydium Akademii Nauk SSSR powołuje komisję do
badania „śnieżnego człowieka". Na jej czele staje S. Obruczew, zaś jego zastępcą zostaje B. Porszniew.
Komisja zaczęła gromadzić materiały, relacje, publikacje,
jakie napływały do gazet, instytutów i Akademii. W 1958
roku, ukazały się pierwsze książki zagraniczne tłumaczone
na rosyjski (C. Stojor, R. Izzard). W 1959 roku - po
rezygnacji S. Obruczewa z przewodnictwa Komisji oraz po
nieudanej ekspedycji w góry Pamiru - Komisja zakończyła
działalność. Zdążyła jednak opublikować cztery „Informacjonnyje Materiały".
Po rozwiązaniu się Komisji pewna grupa uczonych za­
częła się gromadzić wokół Porszniewa. W końcu 1961 roku
ukazała się w USA monografia A . Sendersona, która
w następnym roku została przetłumaczona na rosyjski pt.
Otwratitielnyj śnieżny] czelowiek. Autor bardzo wysoko
ocenił badania rosyjskich uczonych.
W 1963 roku ukazała się monografia B. Porszniewa, ale
zaledwie w 180 egzemplarzach (autor wykupił cały nakład
i rozesłał przyjaciołom, uczonym miejscowym i zagranicz­
nym). Książka opiera się na analizie bogatego materiału
zgromadzonego przez Komisję A N SSSR, a jej główna teza
sprowadza się do tego, że „śnieżny człowiek" nie jest
człowiekiem, a reliktowym hominidem.
Na przestrzeni dwudziestu pierwszych lat badań wyrosła
nowa grupa uczonych, która nadal pasjonuje się tym zagad­
nieniem. Są to D . Bajanów, I . Burcew i A. Burcewa, W.
Puszkariew, A . Kozłów i inni.
Władymir Puszkariew jest geologiem. W różnych czaso­
pismach pisze o spotkaniach na swej zawodowej drodze
z ludźmi, którzy mu opowiadali o tych dziwnych istotach.
W jednym z a r t y k u ł ó w , który tu streszczam, twierdzi, że
zapisał około pięćdziesięciu takich relacji. Pierwszą z nich
zanotował w roku 1972 pracując nad Peczorą. Było to stare
opowiadanie o dzikim, owłosionym olbrzymie zwanym tu
„j a g - m o r t e" (leśny człowiek). Jedne przekazy były
starodawnymi podaniami, inne zaskakiwały geologa współc
z
e
s
n
у
m
i
realiami. Iwanowicz Efimow Bułygin, weteran wojny ojczyź­
nianej, mieszkaniec Ust-Cilma, opowiedział mu, że mając 15
lat brał udział w sianokosach nad rzeką Cilmą około 10
kilometrów od wsi. Sześcioro dzieci i dwoje dorosłych kopiło
siano 300 metrów od rzeki. Nagle na przeciwnym jej brzegu
zobaczyli dwie dziwne postacie. Jedna była mała czarna,
druga ogromnego wzrostu i siwawa. Podobne były do ludzi,
ale wszyscy wyczuli, że to nie ludzie. Stali i patrzyli nie
ruszając się. Postacie zaczęły biegać wokół wierzby. Siwawa
uciekała, a czarna ją goniła. Biegały bardzo szybko. Nie
miały na sobie żadnej odzieży. Po kilku minutach postacie
zniknęły. Ludzie pobiegli do domku leśnego i godzinę
21

56

milczeli. Potem uzbrojeni, w co kto miał, pojechali łódką na
drugi brzeg. Zobaczyli ślady małej i dużej postaci. Duża
miała stopy wielkości walonek. Palce wyraźnie odstawały.
Podobne przygody mieli też mieć inni wymienieni z na­
zwiska i imienia informatorzy Puszkariewa w tych okolicach.
Kolejną opowieść usłyszał Puszkariew w roku 1975 nad
dolnym Obem w miejscowości Wasiakowo od swego prze­
wodnika Łuki Wasilewicza Tynzianowa. W roku 60. szedł
Łuka wieczorem z Jaroskogorta do Wasiakowa z dwoma
psami. Psy zaczęły ujadać i pobiegły do przodu, wróciły do
niego, powtórzyły jeszcze raz atak, ale spłoszone cisnęły mu
się do nóg. Wtedy to z lasu wyłoniły się dwie postacie. Jedna
powyżej dwóch metrów, druga poniżej dwóch metrów. Łuka
przestraszył się tak jak i jego psy, gdyż oczy tych istot gorzały
ciemnoczerwonym blaskiem. Szły naprzeciw. Minęły Łukę
patrząc na niego. Były nagie, obrośnięte krótką sierścią,
miały długie ręce i specyficzne ruchy. Łuka nazywał je
„uten-ehti-agen". W tym rejonie każdy Chant zna takie
opowieści i albo sam miał spotkanie z „leśnym człowiekiem",
albo ktoś z jego bliskich go spotkał.
Inną historyjkę przekazała Puszkariewowi wiejska nau­
czycielka Marfa Efimowna Sienkina, żona wielce zasłużone­
go utrwalacza władzy rad. Będąc przejazdem u zaprzyjaź­
nionego Chan ta słyszała nocne szczekanie psów. Powtórzyło
się ono i na drugą noc. Zaciekawionej tym gospodarz
szepnął, że to pewnie z e m 1 e m e r. Na jej prośbę, by go
zobaczyć, Chant wyprowadził ją o północy z czumy. Czekali
z godzinę. Świecił jasny księżyc. Zaczęło się psie ujadanie.
Pojawił się wielkich rozmiarów stwór z gorejącymi oczyma,
który zaczął obchodzić czumy. Takiego strasznego i wyso­
kiego człowieka nigdy nie widziała. Psy rzuciły się na
olbrzyma ośmielone obecnością gospodarza. Schylił się,
chwycił jednego z nich i odrzucił na kilkanaście metrów. Pies
zaskowyczał tylko i ucichł. Postać szybko się oddaliła. Na
pytanie nauczycielki:
- Czyżby to był 1 e s z i j?
Chant przestraszył się i zapowiedział jej, by nigdy tego
słowa nie używała. Niech mówi raczej zemlemer. Jego
zdaniem stwór ten pojawia się co roku o tej porze.
Następnie Puszkariew prezentuje swoje zapisy o t u n g u
(tak bowiem nazywają człowieka śniegu Nency). Opierając
się o własne doświadczenia, pokazuje, że zasięg występowa­
nia t u n g u jest szeroki od Obu do Jeniseja tak w tundrze,
jak i tajdze. W tym obszarze na dalekiej północy pojawia się
zawsze o tej samej porze, tj. gdy nastaje długa polarna noc,
a więc od jesieni. Wszystkie występujące tu grupy etniczne
wyróżniają tego stwora jako nieczłowieka. Charakteryzują
go mniej więcej podobnie. Wysoki, obrośnięty, ma gorejące
oczy, szybko biega (szybciej od jelenia), nie mówi, głośno
(przeraźliwie) gwiżdże, czasem wrzeszczy. To samotnik.
Wiedzie tajemnicze życie na odludziach. Człowieka omija.
Czasem jednak zbliża się do czumów, by ukraść dziewczynę,
zostawia wtedy na śniegu ślady wielkich stóp.
Charakterystyczne, że większość spotkań z dzikim czło­
wiekiem miała miejsce, do lub we wczesnych latach sześć­
dziesiątych. Potem się urwały i starzy Neńcy np. infor­
mowali, że gdzieś się w ostatnich dziesiątkach lat podział i nie
jest widywany w ich rejonie.
Puszkariew pisze, że w Jakucji spotkał się z tymi samymi
opowieściami w roku 1974. Tam dzikiego człowieka nazywają „c z u с z u n a a". Ma się on pojawiać w górskich masy­
wach na wschód od Leny.
Ewenka, Tatiana Iliniczna Zacharowa opowiadała: W la­
tach 20. ludzie spotkali czuczunaa zbierając jagody. On także
rwał jagody i obiema rękami pchał do ust. Kiedy zobaczył
ludzi, wstał. Był wysoki (powyżej dwóch metrów), bosy ale
odziany w jelenią skórę. Miał długie ręce, kosmate włosy na
głowie, małą głowę, pukiel włosów na czole, twarz większą

�jak u człowieka. Uciekał bardzo szybko, wysoko pod­
skakując po każdym trzecim kroku.
W Sajdy-Wierchojańskim rejonie autor spotkał mnóstwo
opowieści u jeleniowodów w górach. Według nich czuczunaa
jest bardzo straszny i bardzo groźny dla człowieka. Spot­
kania z nim miały miejsce w minionym stuleciu i na początku
wieku. Zdarzały się jeszcze w latach 20-30., ale ustały
w latach 50. (tylko dwa spotkania). Jakuckie olbrzymy
umiały pływać i często kradły jelniowod om jedzenie. W Wierchojanie i nad rzeką Adycz mają ludzie spotykać często
szkielety tych wielkoludów.
Puszkariewa zastanawia to, że postać ta we wszystkich
rejonach Syberii, które penetrował, jest prawie identycznie
opisywana, a przecież ludy te dzieli nie tylko wielka odleg­
łość, wielkie rzeki i pasma gór, ale i etniczne języki i kultura.
Dlaczego mimo tych barier wszędzie spotyka się to samo
przekonanie o istnieniu i ten sam obraz postaci śnieżnego
człowieka.
Aleksandra Byrcewa, pracownik muzealny (Państwowe
Muzeum Darwina) inżynier, pasjonująca się śnieżnym czło­
wiekiem, opisuje w artykule Zolotoj śled na
Сzukotkie inny
niż Puszkariew rejon. Pisze ona, że w 1971 roku udała się na
Daleki Wschód na Czukotkę, gdzie prowadziła wywiady
z Czukczami i Łamutami.
Łamuty nazywają go m i г у g d у lub к i 11 a n j a. Kiedy
myśliwy upoluje jelenia, część musi zostawić, by przyjść po
nią na drugi dzień - opowiadał Byrcewej Diaczkow Semen
Gerasimowicz - ale na następny dzień mięsa już nie ma.
Widać tylko wielkie ślady i duże kroki. Mirygdy żywi się
surowym mięsem. Żre nie tak jak wilk, ale urywa kęsy
i podaje sobie ręką do mordy, kości odrzuca. Ludzie na niego
nie polują. Zimą nie występuje. Ludzi nie atakuje, żyje
w górach.
Milicjant miejscowy P. Morozów, Łamut, opowiadał jej,
że przed wybuchem drugiej wojny światowej w dolinie rzeki
Majny żył starzec ze swoją staruchą. Nocą, w grudniu ktoś
podchodził pod ich dom. Psy wściekle ujadały. Potem
stwierdzili, że ktoś zabrał im mnóstwo ryb. Zostały tylko
wielkie na łokieć ślady stóp na śniegu.
Na całej Czukotce stwór o nazwie mirygdy i kiltanja jest
znany. Nazywają go także: g i r k y c z a w y l i n , t e r y k ,
arynk, arysa, rekkem, d ż u l i n .
W obydwu artykułach i u Puszkariewa, i u Byrcewej
pojawia się refleksja nad możliwością migracji owych homi­
nidów. Jeśli bowiem we wszystkich szczegółach opowieści
różnych ludów Dalekiej Północy na temat yeti są zbieżne, to
różnią się czasem występowania. U Jakutów i Czukczów
pojawia się wyłącznie latem. Na Peczorze i szczególnie na
Zauralu spotyka się go przez cały rok wyłączając najzimniej­
sze dwa miesiące. Jeśli zatem przyjąć - pisze Puszkariew
- j a k o prawdziwe opowieści o leśnym człowieku, to możemy
mieć do czynienia z jego migracją.
Pewną prawidłowość widzi jeszcze Puszkariew i w tym, iż
wedle opowieści spisanych między grzbietem gór Ural
a rzeką Obem można wykreślić pewną periodyzację jego
występowania mianowicie w latach 1951-1953, w 1959-1962, i 1967-1968.
Byrcewa natomiast widzi migrację nie cykliczną w jednym
rejonie, a idącą w jednym kierunku. Powołuje się przy tym na
takie samo zdanie B. Porszniewa i jego pracę Sowremiennoje
sostojanije woprosa o reliktowych gominoidach. Zestawiając
dużą ilość relacji sądzi on mianowicie, że migracja ta idzie
w kierunku północno-wschodnim do Czukotki i cieśniny
Beringa.
Badacze szukają nowych dowodów na istnienie człowieka
gór, nie tylko spisując relacje o nim i fotografując jego ślady,
ale też odkrywając stare notatki i zapiski etnograficzno-historyczne.
22

23

24

25

Byrcewa na przykład przywołuje zapisy o tym stworze,
jakie zgromadził W. Bogoraz etnograf, folklorysta i historyk
na przełomie X I X i X X wieku w książce Czukczy. Pisze w niej
tak: „Czukcze opowiadają także o plemieniu wielkoludów,
którzy w odróżnieniu od kelet (postacie magiczne - DC) nie
napada na ludzi. Oni nazywają się ł o ł g ł у j (podkreślenie
DC). Bajki (skazki) o nich w dużej mierze podobne są do
takich samych opowieści eskimoskich. Jeden z rysunków
ilustrujących te skazki przedstawia wielkoluda o imieniu
'Morżowym miasom odietyj'. Ten wielkolud przyszedł zza
morza w rejon Kereków. On był tak ciężki, że wszędzie
zostawiał ślady. Jednego razu położył się spać na odkrytej
przestrzeni. Trzech ludzi go zobaczyło i ujęło, przywiązując
sznurami do kołków wbitych w ziemię. Potem ubili go
swoimi kopiami." Drugi czukocki rysunek przedstawia
dwóch wielkoludów pożerających ludzkie dziecko. Bogoraz
tłumaczy, że na podłużnym rysunku w górze pokazani są
rodzice, którzy z przerażeniem przyglądają się tej uczcie.
26

Inny historyk i etnograf G.W. Ksenofontow w Uranhaj
Sahalar pisze: „Czuczunaa - człowiek. Zajmuje się polowa­
niem na dzikie renifery. Je surowe mięso. Mówią, że
z dzikiego jelenia w całości zdziera skórę, jak my zdzieramy
z pieśca. Tą skórę naciąga na siebie. Żyje podobno w norze,
podobnej jak niedźwiedzia. Ma głos wstrętny, chrapliwy,
ostry (protiwnyj, chripłyj, treskij). Gwizdem straszy ludzi
i jelenie. Ludzie widują go rzadko, najczęściej uciekającego...
Twarz jego jest czarna. Nie można w niej rozpoznać ani nosa,
ani oczu. Czuczunę widuje się tylko letnią porą. Zimą on się
nie pojawia."
„Jeżegodnik Tobolskogo Gubernskogo Muzeja" z 1907
roku w artykule Bierezowskoe czudo doniósł o niezwyczaj­
nym zdarzeniu, jakie miało miejsce w tajdze w 1845 roku.
Informację swą oparł na zgłoszeniu dokonanym przez
urzędnika 16 grudnia 1845 roku do sądu ziemskiego w Bieriezowsku. Wynika z niego, że Fałalej Łykysow i Samojed
Obył zastrzelili dziwnego stwora: był podobny do człowieka,
wysokości trzech arszynów, gęsto obrośnięty czarną sierścią,
zamiast palców miał pazury. U nóg nie miał palców. Był
żeńskiego rodzaju.
Wieść o tym dotarła do gubernatora w Tobolsku, którego
urząd tym się zainteresował. Z przesłuchania Obyła wynika,
że w lesie natrafili na stwora, którego obskoczyły psy. Bronił
się przed nimi gołymi rękami. Fałalej podkradł się i strzelił.
Potwór padł na ziemię. Obejrzeli go, następnie rozcięli. Ciało
było ciemnawe a krew czarnawa (czernowata).
Władzom nie udało się dotrzeć do stwora, bo najpierw
miejscowi nie chcieli pokazać drogi, a kiedy w końcu dotarto
na polanę, nie było już żadnych śladów.
Folklorysta w odróżnieniu od kryptozoologa czy fortyst y traktuje opowieści o śnieżnym człowieku jako mity
współczesne. Nie odczuwa więc potrzeby szukania świadków
zdarzenia, sprawdzania i weryfikowania faktografii, prowa­
dzenia eksperymentów na prawdomówność narratorów.
Wszystko to uznaje za całkowicie zbędne. Opowieści te są
bowiem - dla niego - tym samym typem folklorystycznej
fantazji, jak relacje o potworze w jeziorze, latających tale­
rzach, kosmitach penetrujących ziemski glob, rybach spada­
jących z nieba, żywej żabie odkrytej w bryle węgla, mamucie
żyjącym do dziś w tajdze, wężu w brzuchu, pająku we
wrzodzie, robakach w mózgu, skorpionie w yucce, czarnej
wołdze porywającej dzieci, prezydencie Kennedym żyjącym
w Polsce, Gagarinie nadal żyjącym w domu dla umysłowo
chorych, autostopowiczach znikających z samochodu,
wzgórzach przyciągających samochody itd. Katalog takich
wątków szybko się poszerza. W Stanach Zjednoczonych,
gdzie właściwie rozpoczęto nad nimi badania, dopracowano
się już ich licznych kolekcji. Największy zbiór, liczący pięć
tomów, wydał Jan Harold Brunwand. W Niemczech
27

28

2 9

30

5 7

�trzytomową kolekcję wydał w ostatnim okresie Rolf Wil­
helm Brednich , w Anglii po dwa tomy opublikowali
Rodney Dale i Paul Smith, słynny zbiór ogłosił w Szwecji
Bengt af Klintberg.
Folklorystyka od niedawna traktuje te teksty jako jeden
z gatunków prozy ludowej obok takich jak opowieść bio­
graficzna, podanie, legenda, bajka czy mit. Badacze - dla
odróżnienia od „tradycyjnych" - bardzo silnie akcentują
„współczesność" i „aktualność" tych tekstów. Określa sieje
więc w języku angielskim jako „modern folk tale", „contemporary legend", „modern myth" czy „rumor legend".
Spora grupa folklorystów jest przekonana, że gatunek ten
zrodził się w naszych czasach, że generalnie do jego upo­
wszechniania w świecie przyczyniają się massmedia, że o ich
powstawaniu decydują nowe warunki życia, jakich w prze­
szłości nie znano. Z drugiej strony przybywa dowodów na to,
że niektóre wątki mają wielowiekową tradycję, ale dziś
otrzymały jakby nowe życie. Przykładem takiego wątku jest
właśnie śnieżny człowiek. Kiedy w latach pięćdziesiątych
świat został zelektryzowany komunikatami, iż w górach
Nepalu natrafiono na niezwykłego człekokształtnego stwo­
31

32

33

ra, powszechnie przyjęto ten fakt za współczesne odkrycie
dokonane przez himalaistów. Penetracja starego folkloru
ludów centralnej Azji, a następnie Dalekiej Północy pokazu­
ją tymczasem, że mamy do czynienia z tradycyjnym, być
może odwiecznym mitem wielu ludów. Dziś już wyraźnie
widać, że z tych regionów zaczęła się wtórna światowa
kariera wątku. Ma więc rację Bill Ellis, kiedy upomina się
0 większą aktywność w jego badaniu. Prześledzenie pierwot­
nego zasięgu tych opowieści, dostarczy z pewnością ar­
gumentów do dyskusji o naturze „nowego folkloru".
To, co tu przedstawiłem, jest rezultatem penetracji tereno­
wych w Mongolii. Osobiście zgromadziłem jeszcze kilkadzie­
siąt rosyjskich opowieści o śnieżnym człowieku przede
wszystkim podczas wyprawy folklorystycznej na Syberię
latem 1993 roku. Materiały te czekają na publikację. Od­
dzielnym, na pewno trudnym zadaniem będzie ledwo tutaj
zasygnalizowana kwerenda po rosyjskich publikacjach i za­
pisach archiwalnych. W sumie jednak cała ta praca - jeśli
nawet zostanie wykonana - przyniesie zaledwie geograficzne
1 historyczne uporządkowanie materiału. Na inne pytania
w oparciu o tą bazę, trzeba będzie dopiero odpowiadać.

PRZYPISY
1

Materiał mongolski pochodzi z mojej wyprawy folklorystycznej do
Mongolii zrealizowanej w 1991 roku, a w całości sponsorowanej przez
gdańskiego bisnesmana Jana Czubalę, któremu za to składam po­
dziękowania. Zebrane przeze mnie materiały opublikowałem (w trzech
częściach) dzięki prof. Billowi Ellisowi z USA w kwartalniku Między­
narodowego Towarzystwa Badania Legendy Współczesnej (Internatio­
nal Society for Contemporary Legend Research) „Foaftale News". Zob.
D. Czubala, Mongolian Contemporary Legends: Field Research Report,
Port One, „Foaftale News", December 1992, No 28, s. 1-5; tenże,
Mongolian Contemporary Legends: Field Research Report, Part Two.
Political Rumors and Sensations, „Foaftale News", March 1993, No 29, s.
1-7; tenże, Mongolian Contemporary Legends: Field Research, Part
There. Legends about Almas, the Abominable Snowman, „Foaftale
News", November 1993, No 31, s. 1-4. Dwie dalsze części w druku.
Wątek „człowieka śniegu" wchodzi w zakres szerszego tematu moich
badań, a mianowicie ,,plotka-sensacja-legenda-mit współczesny". Piszę
o tym szerzej w innym miejscu. Zob. Earliest accounst of Contemporary
Legend in Russian: „Foaftale News", June 1990, No 9. s. 7-8; tenże, The
,,Black Volga"; Child Abduction Urban Legends in Poland and Russia w:
„Foaftale News", March 1991, No 21, s. 1-3; tenże, AIDS and
Aggression. Polish Legends about HIV-infected People, „Foaftale News",
September 1991, No 23, s. 1-5, tenże, The Death Car. Polish and Russian
Examples, „Foaftale News", March 1992, No 21, s. 2-4; tenże, Ze świata
legend współczesnych. Sensacje o AIDS (w.) Kultura polska. Współczes­
ność wobec tradycji. Red. T. Kłak, Katowice 1992, s. 85-103; tenże,
W starych książkach. Drukowane i rękopiśmienne sensacje rosyjskie z XIX
wieku „Studia Bibliologiczne" red. A. Jarosz, t. 5. Katowice 1992, s.
207-210; tenże, ,,Życie po życiu", czyli o tych, którym legenda nie pozwala
umrzeć, (:) Kultura polska. Tradycja jako uniwersum kodów aksjologicz­
nych. Red. E. Kosowska, Katowice 1992, s. 75-92; tenże, Najgłośniejszy
zbiór amerykańskich legend miejskich (recenzja), „Literatura Ludowa"
1993, nr 3, s. 88-91; tenże, Współczesne legendy miejskie, Katowice 1993

1 2

A. Bricteux, Contes Persons, Liege, Vaillant-Carmanne 1910, s. 270.
Cyt. za В. Ellis, The Ape-Mate..., s. 4
R. Dorson, American Folklore, Chicago, U. of Chicago Pr. 1959, s.
130-131; tenże, Folktales Told around the World, Chicago, U. of Chicago
Pr. 1975, s. 485-487; L. Roberts, South from Hellfer-Sartin, Lexington,
U. of Kentuky Pr. 1955, s. 162. Podaję za В. Ellis, The Ape-Mate..., s. 4
F.M. Guazzo, Compendium Maleficarum 1608, Trans. E.A. Ashwin, London, JohnRodker 1929. Podaję za В. Ellis, The Ape-Mates. 4
F. Picasso, More on the Mono Grande Mystery, „Strange Magazi­
ne" 1992, No 9, s. 41. Podaję za В. Ellis, The Ape-Mate..., s. 4
Zob. I.T. Sanderson, Abominable..., s. 160-162
M . Sanborne, On the Train of the Duende and Sisimite of Belize,
„Strange Magazine" 1993, No 11, s. 55
M . Craig, Characters Caricatures in Belizean Folklore, Belize, Belize
UNESCO Commissin 1991, s. 31-32
B. Ellis, The Ape-Mate... s. 5
S. Kłymow, Sostoitsia li wstrecza?, „Technika Mołodieżi" 1979, Nr
6, s. 55-56
W. Puszkariew, Nowyje swiditielstwa, „Technika Molodiożi" 1978,
Nr 6, s. 48-52
Tamże s. 51
A. Byrcewa, Zolotoj sled na Czukotkie, „Technika Mołodieżi" 1978,
nr 6, s. 52-53.
W. Puszkariew, Nowyje swiditielstwa..., s. 52
A. Byrcewa, Zolotoj sled..., s. 53
Cyt. za A. Byrcewa, Zolotoj sled..., s. 53
Cyt. za W. Puszkariew, Nowyje swiditielstwa..., s. 51
Cyt. za W. Puszkariew, Nowyje swiditielstwa..., s. 49-50
O fortystach zob.: D. Czubala, Współczesne legendy miejskie..., s.
126-128
J.H. Brunvand, The Vanishing Hitchhiker, American Urban Legends
and Their Meanings, New York-London, Norton 1981; tenże, The
Choking Doberman and Other New Urban Legends, New York-London
Norton 1984; tenże, The Mexican Pet, More New Urban Legends and
Some Old Favorites, New York-London, Norton 1986; tenże, Curses!
Broiled Again. The Hottest Urban Legends Going, New York, Norton
1989; tenże, The Baby Train and Other Lusty Urban Legends, New York,
Norton 1993
R.W. Brednich, Die Spinne in der Yucca-Palme. Sagenhafte Geschichten von heute Verlag C.H. Beck Munchen 1990; tenże, Die Maus im
Jumbo-Jet. Neue sagehafte Geschichten von heute, Verlag C.H. Beck
Munchen 1991; tenże, Das Huhn mit dem Gipsbein: Neueste sagenhafte
Geschichte von heute, Munhen C.H. Beck 1993,
A.M. Dale, It,s True, It Happened to a Friend: A Collection of Urban
Legends, London, Duckworth 1984; tenże, The tumour in the Whale,
London, Duckworth 1978; P. Smith, The Book of Nasty Legends,
London, Routledge and Kegan Paul 1983; tenże, The Book of Natier
Legends, London, Routledge and Kegan Paul, 1986; B.af Klintberg,
Rattan i Pizzan: Folkssagner i var tid, Stockholm, Norstedst 1986. Toż
w języku niemieckim: Die Ratte in der Pizza und andere modernę Sagen
und Grofistadtmythen, Wolfgang Butt Verlag 1990
Zob. D. Czubala, Współczesne legendy miejskie..., s. 32-35
1 3

1 4

1 5

1 6

1 1

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4
2 5

2 6

2 1

2 8

2 9

3 0

2

Wszystkie teksty zapisałem osobiście. Imiona mongolskie podałem
tu w skrócie, tak jak się je wymawia w codziennej praktyce. Wywiady
prowadziłem w języku rosyjskim, a w przypadku, gdy rozmówca nie znał
rosyjskiego, korzystałem z pomocy pracownika naukowego Uniwer­
sytetu Pedagogicznego w Ułan Bator pana Monhjargal.
„Foaftale News", November 1993, No 31, s. 4
I.T. Sanderson, Abominable Snowmen: Legend Come to Life,
Philadelphia, Chilton 1961, s. 318-320
J. i B. Bord, The Evidence for Bigfoot and Other Man-Beasts,
Wellingborough, Aquarian Press 1984, s. 44-59
J. Clark, Encyclopedia of Strange and Unexplained Physical Pheno­
mena, Detroit, Gale 1993, s. 5-6
A. Huneeus, A Study Guide to UFOs, Psychik. Paranormal Phenome­
na in the U.S.S.R. New brunswick, NJ, Abelard Publications 1991, s.
85-94
M . Oppenheimer, The Siberian Snowman, „Strange Magazine"
1992, No 9, s. 42-43
B. Ellis, The Ape-Mate Abduction: A Survey, „Foaftale News"
November 1993, No 31, s. 4-5
B. Ellis, The Ape-Mate..., s. 4
R. Altrocchi, Sleuthing in the Stacks, Cambridge, MA, Harward U.
Pr. 1944, s. 95
3

4

5

6

7

8

9

1 0
1 1

58

3 1

3 2

3 3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10360" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10338">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3a76ccd228ae6492adafd57b1bd4ee28.pdf</src>
        <authentication>14f8abeffa5eb0f96166b4f2b3235e5a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123227">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2485</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123228">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123229">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2308</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123230">
                <text>Człowiek Złotego Wieku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123231">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.45-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123232">
                <text>Krzak, Zygmunt</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123233">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123234">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123235">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123236">
                <text>Człowiek Złotego Wieku
Zygmunt Krzak
Bogowie wędrowali
niegdyś pośród ludzi.
Friedrich Hólderlin
Pierwsza ludzkość, jak opowiadają mity greckie, należała do
tak zwanego pokolenia złotego. Ludzie żyli beztrosko, nie znając
pracy, żywiąc się jedynie żołędziami, dzikimi owocami i miodem,
który ściekał z drzew, pijali mleko owiec i kóz, nigdy się nie
starzeli, tańczyli i często się śmiali. Śmierć nie była dla nich
straszniejsza od snu (Graves 1968, s. 44 п.).
To Złoty Wiek, który przypadał na starszą epokę kamienną.
Czy w tej charakterystyce nie rozpoznajemy pierwszych zbiera­
czy płodów natury, których w rozległych krajach strefy ciepłej
było aż nadto? Archeologia wzbogaca ten etap znajomością
łowiectwa. Antropolodzy już odkryli, że dzień pracy łowców
- zbieraczy liczył wtedy, a i do niedawna, tylko dwie czy trzy
godziny dziennie, tygodniowo ledwie kilkanaście godzin. Jeśli
Czytelnik w to nie wierzy, przytaczamy ustalenia dla Buszmenów z pustyni Kalahari: dziewiętnastogodzinny tydzień
pracy, a nawet 10-15 godzin (Harris 1985, s. 125). Resztę czasu,
jakże wielką, szczęśliwcy ci przeznaczali na życie rodzinne,
obrzędy, tańce, śpiewy i przeżywanie szamańskich stanów
transowych, zgodnie z tym, co mówią mity o Złotym Wieku.
Tylko w peryferyjnej strefie zimnej życie było surowe.
Następnie pojawił się „lud srebrny", zjadacze chleba. Mężczy­
źni we wszystkim słuchali się matek i nawet jako stuletni starcy
nie śmieli wypowiadać im posłuszeństwa. Był to lud kłótliwy
(wszak rządziły kobiety) i ciemny. Ludzie nie wojowali między
sobą. Zeus zniszczył ich wszystkich. „Zjadacze chleba" to
przecież neolityczni wynalazcy rolnictwa i hodowli. Potwierdza
to archeologia. Potwierdza nawet to, że w okresie tym ideologią
panującą była religia matriarchalna. Pierwsza połowa młodszej
epoki kamiennej to w Starym Świecie okres religii Wielkiej
Matki. Zeus ich wytracił, bo to przecież patriachalny panteon
bogów zapanował po upadku religii Wielkiej Bogini. Mity
i archeologia zgodnie potwierdzają ten przełom źródłami.
Ludzie srebrni, ludzie wczesnego neolitu, żyli bez wojen, ich
osady nie mają umocnień. Epoka ciągłych wojen i agresji zaczęła
się wraz z panowaniem mężczyzn. W niej do dziś żyjemy.
Następnie przyszedł „lud brązowy". Uzbrojony był w oręż
z brązu. Ludzie jedli mięso i chleb, a jako okrutni i bezczelni
znajdowali przyjemność w wojnach. To przecież epoka brązu,
epoka pierwszych większych i mniejszych państw, epoka gro­
dów i wojen. Czwarty lud był również brązowy, ale składał się
z ludzi szlachetniejszych i bardziej uczynnych. Walczyli oni
wspaniale w obronie Teb, w wyprawie argonautów i podczas
wojny trojańskiej. Zostawali herosami. Mity narodów świata
mówią o królach - herosach, których przedstawicielem był
między innymi Tezeusz. Żył w epoce brązu. A sama epoka
brązu? Po mitologicznym trzeba było dopiero drugiego, tym
razem naukowego, geniuszu Duńczyka Christiana Jurgensena
Thomsena, który w latach trzydziestych X I X wieku wyróżnił
w pradziejach ludzkości trzy epoki: kamienia, brązu i żelaza.
Podział ten obowiązuje do dziś.
Piąty, obecny lud, jest „żelazny". Są to niegodni potomkowie
czwartego ludu. Zdegenerowani, okrutni, niesprawiedliwi, złoś­
liwi, pożądliwi i zdradliwi. Przyjrzyjmy się dzisiejszej epoce...
Człowiek epoki kamiennej stał mocną stopą na ziemi, o czym
przekonują nas niezliczone dane archeologiczne. Człowieka tego
cechował mocny, praktyczny racjonalizm zdroworozsądkowy,
przejawiający się w bardzo udanej działalności instrumentalnej,
bytowej, co znalazło wyraz w wytwórczości narzędziowej,
budowlanej i organizacyjnej. Doskonała znajomość świata
przyrody, surowców narzędziowych, roślin itd. O tym należy
pamiętać, gdy dalej będziemy mówić o sferze odmiennej od
praktyki materialnej, tj. o sferze światopoglądowej, tej, która

odnosiła się do modelowania obrazu świata, Sferę praktyczną
znają archeolodzy bardzo dobrze, gdyż nią przede wszystkim się
zajmują. My natomiast zajmiemy się tym, co można określić
jako nadbudowę ideową, światopoglądową, religijną, myślową.
Nie bez głębokiej racji człowiek został nazwany „homo sa­
piens". Tym, co wyróżniało go od świata zwierząt, był rozum.
Ale rozum dopiero rodzący się, przebiegający, jeszcze uwięziony
w sferze myślenia rozumowi przeciwnego, od rozumu w znacze­
niu „ratio" odmiennego. Człowiek epoki kamienia to przede
wszystkim „homo religiosus" głęboko pogrążony w przeżywa­
niu stanów podświadomości.
Przyjrzyjmy się strukturze myślenia człowieka epoki kamien­
nej, człowieka Złotego Wieku.
Starożytne mity chińskie i , co trzeba podkreślić, na poły
historyczne i historyczne źródła chińskie (a więc nie przekazy
poetyckie) podają, że zaraz jak tylko na ziemi pojawili się ludzie,
niebo było z nimi w łączności. Inaczej mówiąc, ziemia i niebo
były blisko siebie. Rano i wieczór ludzie mogli podnosić się do
nieba, rano i wieczorem mogli z nim rozmawiać. Istniała droga
między niebem i ziemią, a ludzie swobodnie mogli z niej
korzystać. Innymi słowy: bogowie mogli przebywać między
sobą. Gdy ludziom było ciężko, po prostu udawali się do nieba
i przedstawiali swoje prośby bogom, z kolei bogowie również
w dowolnym czasie schodzili do świata ludzi. Rozgraniczenie
między ludźmi a bogami nie było nieprzekraczalne. To połącze­
nie między niebem i ziemią jak pisze znawca mitów chińskich
Juan Ke, było rozumiane dosłownie i konkretnie: mówi się, że
ludzie mogli podnosić się do nieba, a bogowie opuszczać na
ziemię, a nawet, że niebo było tak blisko ziemi, iż przeszkadzało
rolnikom tłuc ryż, a wołom i świniom chodzić, gdyż zawadzały
0 nie grzbietami. W Chinach jest też mit mówiący o istnieniu na
początku jednej pary ludzkiej: dziewczynki i chłopca, które
często brały się za ręce i wchodziły po drabinie w górę, by bawić
się w niebiańskim pałacy, gdyż wrota niebieskie były zawsze
otwarte. Chińskie przekazy na ten temat znamy zX wieku p.n.e.,
z V wieku p.n.e. i z czasów późniejszych. W dosłownym
tłumaczeniu brzmi to tak: „W tamtych czasach między niebem
1 ziemią istniała droga i ludzie mogli swobodnie podnosić się do
nieba". Są to słowa dostojnika Guan Sze-fu wypowiedziane do
księcia Czao-wana, przy czym opowiadający mówi, że czytał
o tym w księdze Dzieje Czou. Cytat ten pochodzi z historycznego
działa pt. Mowy królestw (Go juj) z V wieku p.n.e. A więc
0 sprawach tych opowiadano sobie na dworach książęcych
1 cesarskich (Janszina 1984, s. 137 п., Jewsjukow 1985, s. 56 п.,
1988, s. 40 п., Juan Ke 1987, s. 44 п., 70 п., Taskin 1987, s. 258
п.).
Analogiczne opowieści znamy u wielu ludów Azji i z wysp
Oceanii. U Koriaków w mitycznych dniach Wielkiego Kruka
ludzie mogli łatwo osiągać niebo i niemniej łatwo zstępować do
świata podziemnego. Podobny mit znamy u Semangów. Według
mitów filipińskich niegdyś niebo wisiało tak nisko nad ziemią, że
dzieci mogły sięgać do niego rękami. Podobnie według legendy
Udmurtów na początku niebo znajdowało się bardzo blisko
ziemi i ludzie często chodzili z prośbami do boga, a on naradzał
się z nimi. Również Toradiowie z Celebesu znają podobne
opowieści. W legendach tubylców Tajwanu mówi się, że dawno,
dawno temu nieba wisiało bardzo nisko i prawie dotykało
szczytów gór.Na Nowej Zelandii też opowiada się o bliskości
nieba i ziemi. Na Nowych Hybrydach było ono tak nisko, że
kobiety uderzały w nie tłuczkami, gdy przygotowywały potrawy.
Na Roti w Indonezji w dawnych czasach ludzie mogli udawać się
do nieba i schodzić z nieba na ziemię, podobnie opowiadano
w Luzon, a na wyspie Nias kiedyś niebo było tak blisko, że
kapłani mogli sięgać do niego za pomocą drabiny. Podobne
opowieści znamy u ludów Lao i Thai w południowo-wschodniej
Azji, a także u mongolskiego ludu Miaotse zamieszkującego

45

\

�okolice południowych Chin (Eliade 1959, s. 255 п., Frazer 1919,
t. I I , s. 52 п., Haavio 1979, s. 377 п., Holmberg 1964, s. 381,
Jewsjukow 1985, s. 56 п., 1988, s. 40 п.).
Wiele mitów na ten temat zanotowano w czasach nowożyt­
nych w Czarnej Afryce. Motyw bliskości nieba i bogów wy­
stępuje tu w większości tych opowieści. I tak w micie ludu Mande
jest mowa o tym, że bezpośrednio po stworzeniu świata bóg stale
spotykał się z ludźmi i wysłuchiwał ich próśb. Pamięć o przeby­
waniu boga wśród ludzi zachowali też Pigmeje. Z kolei według
Jorubów na początku między niebem i ziemią było wiele
połączeń, a bóg Ol-Orun schodził do ludzi. Fanowie opowiada­
ją, że w zaraniu ludzkości bóg schodził do wioski i przechadzał
się, odbierając należne mu hołdy, a wódz Ndun gościł w swoim
domu. Również według Aszantiów dawno, dawno temu bóg
Onyankopong żył na ziemi i był bardzo bliski ludziom. Lud
Baluyi z nad rzeki Zambezi opowiada o bogu Nyambe, który
przebywał kiedyś na ziemi, a był pochodzenia niebiańskiego. To
znów Basubigowie znali wysokiego boga Lezę, który przebywał
między ludźmi pod dużym drzewem. Podobnie opowiada się
0 bogu Mulungu u ludu Yao, o bogu Bumbie u ludu Bushongo
w kraju Kasai, o bogu Wulbari u ludu Kraczi na wschodnim
brzegu Wolty itd. W Afryce zachodniej ludzie opowiadają, że
niebo było tak nisko, że nawet dzieci mogły sięgać do niego
rękami, a kobiety gotując polewkę z prosa i mieszając ją
w garnkach zaczepiały o nie. Dinkowie z Sudanu mówią, że
w dawnych czasach niebo było tak blisko, iż ludzie musieli
uważać, aby orząc ziemię czy uprawiając ją kopaczkami, albo
tłukąc mąkę, nie uderzyć boga. To znów Fadżulowie opowiada­
ją, że u zarania istniały dwa światy: boski i ludzki, a ich
mieszkańcy odwiedzali się wzajemnie (Eliade 1959, s. 255 п.,
Frazer 1919, t. I I , s. 52 п., Jewsjukow 1985, s. 56 п., Piłaszewicz
1978, s. 145 п., 1986, s. 31 п., Sokolewicz 1986, s. 48 п., Werner
1964, s. 124 п.).
Mity o bliskości nieba i ziemi w zaraniu dziejów i o przebywa­
niu bogów na ziemi poświadczono też dla przedkolumbijskich
ludów Meksyku: Tolteków i Majów. Mówi się o pierwszym raju
czy królestwie, w którym pierwotna para bogów i ich dzieci żyli
w doskonałej harmonii (Graulich 1983, s. 575 п.).
Podobnie jak w Chinach wątek ten ma starożytną metrykę
także na Bliskim Wschodzie i we wschodnim Śródziemnomorzu.
Tu należy biblijna opowieść o pierwszych ludziach w raju. Adam
1 Ewa mieli możność kontaktowania się z Jahwe, inaczej
mówiąc, bóg był obecny między nimi na codzień (Biblia 1982,
„Genesis" I Księga Mojżeszowa, I I : 8 п.). A starożytny poeta
i mitograf Hezjod napisał (Orygenes 1983, s. 234):
„Były bowiem wówczas wspólne biesiady i wspólne siedzi­
by Bogów nieśmiertelnych i śmiertelnych ludzi."
Podobne mity znamy u wielu innych ludów różnych części
świata. Nasza lista nie jest pełna.
Wszędzie mówi się, że były to czasy szczęśliwe.
Należy podkreślić, że opowieści te mówią o pierwotnym
okresie kiedy to wszystkie istoty ludzkie mogły wstępować do
nieba i mieć kontakt z bogami.
Co oznaczają te mity? Co to znaczy, że niebo było blisko ziemi
dostępne dla wszystkich ludzi? Co to znaczy, że bogowie mogli
przebywać na ziemi pośród ludzi, a oni mogli łatwo się z nimi
kontaktować?
Otóż we wszystkich opowieściach na ten temat, na całym
świecie, mówi się o tym, że nagle, gwałtownie, w wyniku
pewnego wydarzenia, powszednia i codzienna łączność z niebem
i bogami została przerwana. Jak opowiadają mity i na wpół
historyczne przekazy chińskie, odtąd z niebem i bogami mogli
komunikować się tylko szamani, natomiast zwykli ludzie zostali
tego pozbawieni. Szamani i szamanizm... Tu leży sedno mej
interpretacji przytoczonych mitów. Albowiem to przede wszyst­
kim szamani byli i są tymi wybrańcami, którzy mogą udawać się
do nieba (i do świata podziemnego) i komunikować się z boga­
mi, duchami i innymi nadnaturalnymi istotami. Najczęściej
dzieje się to w czasie inicjacji szamańskiej. Umożliwia to stan
ekstatyczny, wizyjny. Np. szamani Teleutów komunikują się
z różnymi bogami w poszczególnych strefach nieba. I tak
w najwyższym niebie mieszka Tengere Kaira Кап (Miłosierny
Cesarz Nieba), na trzech niższych poziomach przebywają trzej

46

wielcy bogowie: Bai Ulgan jest w szesnastym niebie na złotym
tronie na szczycie góry, Kysugan Tengere (Bardzo Potężny)
przebywa w dziesiątym niebie, Mergen Tengere (Wszystkowie­
dzący) jest w siódmym niebie, gdzie znajduje się słońce, a na
innych poziomach są inni bogowie. Szaman dostaje się do nich
po drzewie z nacięciami. Drogami umożliwiającymi szamańską
podróż do nieba były przede wszystkim: góra kosmiczna,
drzewo kosmiczne i słup kosmiczny, ale można też było tego
dokonać za pomocą sznura, łańcucha, schodów, drabiny, liany
i innych roślin pnących, pajęczyny, tęczy, latawca, promienia
słonecznego, nitki, szalika, łańcucha strzał lub korzystając
z ptaków jako pojazdów, ewentualnie lecąc na bębnie. Jak piszą
Mircea Eliade i Siergiej A. Tokariew, ze zjawiskiem szamanizmu
spotykamy się, lub do niedawna spotykali się badacze, na
wszystkich kontynentach nie wyłączając Australii. M . Eliade
i inni badacze wykazali, że szamanizm ma głębokie korzenie
w przeszłości, a jego początki trzeba odnosić do starszej epoki
kamiennej (Eliade 1974, s. 3 n„ Wasilewski 1979, s. 5 п.).
Z jaskini La Madeleine we Francji pochodzi wizerunek smoka
z późnego paleolitu, istoty wizyjnej, która jest świadectwem
transów szamańskich (Hoernes 1925, ryc. 4 na s. 158).
W doznaniach szamańskich chodzi o podróże duchowe. Dla
Ałtajczyków poświadczono seanse ekstatyczne udawania się
szamanów do nieba, do bogów. W czasie seansu szaman wzywa
wielkie i małe duchy i rozmawia z nimi oraz z rodziną Bai
Ulgana. Przebieg transu jest bardzo skomplikowany. W decydu­
jącym momencie szaman zaczyna wkraczać do kolejnych stref
nieba. Swą podróż relacjonuje otaczającym go świadkom.
Wkracza do nieba po nacięciach na drzewie i w kolejnych
strefach spotyka zamieszkujące je istoty. W piątym niebie ma
długą rozmowę z potężnym Yayutśi (Najwyższym Stwórcą),
który udziela mu sekretów o przyszłości. Dociera wreszcie do
dwunastego nieba. Tam obcuje z Bai Ulganem, który udziela mu
pouczeń dotyczących plemienia (Eliade 1974, s. 3 n„ Wasilewski
1979, s. 5 п.).
Szaman może też zstąpić do świata podziemnego.
Podróż do nieba przeżył chiński król Mu pod przewodnict­
wem czarownika, pisał o tym Lie-tsy. Czytamy, że król chwycił
czarownika za rękaw, po czym obaj udali się do różnych stref
nieba oglądając różne bajeczne rzeczy. Królowi wydawało się, że
przeżył w niebie kilkadziesiąt lat, toteż kiedy czarownik sprowa­
dził go na ziemię, król zmieszany zapytał swoich dworzan, skąd
przybył i usłyszał w odpowiedzi: wasza królewska mość milcząc
tu siedział, a czarownik objaśnił: odbyłem z tobą, panie,
wędrówkę duchem (Kunstler 1981, s. 267 п.). W artykule brak
jest miejsca na podanie większej liczby przykładów z innych
rejonów świata.
A jak odbywa się zstępowanie bogów i przybliżanie nieba ku
ziemi, zobaczymy na przykładzie Wiliama Blake'a, Emanuela
Swedenborga.
Byłoby błędem, gdybyśmy zjawisko podróży w zaświaty oraz
komunikowania się z bogami i duchami wiązali tylko z szamana­
mi. Nosicielami tych stanów bywały także jednostki inicjowane,
założycielskie religii (Mojżesz, Mahomet i inni), kapłani i kap­
łanki, magowie, niektórzy królowie (np. babiloński Etana),
prorocy ( np. Ezechiel ze Starego Testamentu), alchemicy (np.
legendarny chiński Huang-ti), tzw. nieśmiertelni chińscy oraz
wielu mistyków i świętych wszystkich religii, a nawet bywają
obecnie niektórzy zwykli ludzie w stanie nawiedzenia, jak
również niektórzy psychotycy. Można ich objąć szerszym mia­
nem ekstatyków, a zjawisko duchowego odrywania się od ciała
- ekstatyzmem.
Stan ekstatyczny, wizyjny można osiągnąć za pomocą róż­
nych środków i technik. Metodą najprostszą jest zażycie halucynogenu roślinnego (porównaj doświadczenia Stanisława I . Wit­
kiewicza). Człowiek pierwotny znał wiele takich roślin, nadto
można wymienić niektóre gatunki grzybów. Szamani posił­
kowali się też używkami tytoniowymi. Stan taki może pojawić
się spontanicznie. Środkiem wywołującym szczególnie bogate
wizje jest LSD. Ale nie tylko to. Asceza, długi post, bezsenność,
umartwienia także należą do repertuaru technik wizyjnych.
Może to być także taniec. Wizje występują również w snach.
Z pamiętników dzisiejszych żeglarzy samotników (Krzystof

�Baranowski, Robert Manry i inni) dowiadujemy się, że w czasie
żeglugi doznawali oni wizyj wskutek zmęczenia i oddziaływania
monotonii morza. Doznania te są niezwykłe i sprawiają wraże­
nie autentycznych widzeń. Wspomniany R. Manry pisze, że
w czasie doznawania wizji przedmioty rzeczywiste i przedmioty
wyimaginowane widzi się obok siebie bez możliwości rozróż­
nienia ich charakteru, a rzeczywistość realna i imaginacja
splatają się wzajemnie. Ostatnio w ośrodkach naukowych
zjawisko to jest przedmiotem badań eksperymentalnych. Wy­
wołuje się wizje u badanych osób, odcinając je od wszelkich
bodźców zmysłowych przez umieszczenie w odpowiednio skon­
struowanym pomieszczeniu. Badani doznają deprymacji sen­
sorycznej, przeżywają halucynacje wzrokowe i słuchowe itd.
W wizjach mających miejsce w otoczeniu naturalnym zachodzi
zmieszanie się dwu rodzajów doznań: 1) realnych, zmysłowych,
2) ekstatycznych, wizyjnych, które łącznie zlewają się w rzeczy­
wistość postrzeganą jako jedność. Jest to jakby śnienie na jawie
(Baranowski 1984, s. 106, Dajczer 1984, s. 3 п., Grof 1985, s. 26
п., Huxley 1991, s. 7 п., Manry 1976, s. 100 п.).
W tym kontekście mity o przebywaniu pierwotnej ludzkości
w raju wśród bogów i w łączności z niebem, moim zdaniem,
należy zaliczyć do świadectw mówiących o panszamanizmie
pierwotnym. Podkreślmy: kiedyś do nieba i do bogów mógł
dostać się każdy człowiek, a dopiero później przywilej ten mieli
tylko szamani i im podobni. Innymi słowy, uważam, że chodzi
o Złoty Wiek, raj, w zaraniu dziejów ludzkich z panszamanizmem jako głównym paradygmatem poznawczym. Pogląd o wy­
stępowaniu doznań ekstatycznych u dawnych ludzi nie jest
nowy. Pisał o tym Andrzej Wierciński (1981, s. 132 п.). Nowa
natomiast w mym artykule jest interpretacja mitów o raju,
Złotym Wieku, w kategoriach panszamanizmu jako głównego
paradygmatu poznawczego.
W ewolucji myśli ludzkiej, poczynając od epoki kamiennej,
można wyróżnić kilka faz i strukturalnych przeobrażeń manifes­
tujących się jako zmiana paradygmatu poznawczego (Krzak
1993a, 1993b). Faza najstarsza dająca się wyróżnić w sferze
mitologicznej, jak sądzę, charakteryzowałaby się jakby wrodzo­
ną, spontaniczną, naturalną i niejako psychologiczną skłonnoś­
cią ludzi do popadania w stany transowe, niekoniecznie tylko
w warunkach zmęczenie i głodu czy wskutek zażycia środków
halucynogennych, choć i te stymulatory były stosowane. Paleo­
botanicy wykryli dotychczas trzy przypadki używania halucynogenów przez ludzi epoki kamiennej (Grof 1980, s. 25, Keys
1992):
1) w grobach kapłanek w Catal Huyuk (Turcja) datowanych
na V I I tysiąclecia p.n.e.
2) w grobie neandertalczyka w jaskini Szanidar (Irak) dato­
wany na czasy co najmniej 30 000 lat temu,
3) w grobowcu megalitycznym La Hogue Bie na wyspie
Jersey w Kanale La Manche, datowanym na neolit.
Wartość i znaczenie wizyj bywają różne, od widzeń o znacze­
niu epizodycznym do objawień o znaczeniu ogromnym.
Czym były w szerszym i głębokim aspekcie wizje szamanów,
ekstatyków, założycieli religii i innych jednostek? - to temat do
innego artykułu. Tu warto jedynie wspomnieć, że wiążą się one
z archaicznym językiem czy sposobem poznawania i kodowania
rzeczywistości wewnętrznej (człowieka) i zewnętrznej (świata),
który leżał u podstaw światopoglądu, który nazywam archety­
pem, światopoglądu o logice odmiennej, niż uznawana w dzisiej­
szej nauce. Ten język ujawnia się w psychice ludzkiej także dziś,
w X X wieku, lecz wskutek reorientacji ideowej ludzi cywilizacji
naukowo-technicznej jest ignorowany i niedopuszczany do
praktyki społecznej jako system sterujący, niegdyś żywy i stawia­
ny na pierwszym planie.
Jeśli chodzi o neurofizjologiczne wyjaśnienie spontanicznych
stanów transowych ludzi archaicznych, to istnieje pogląd Julia­
na Jaynesa, zgodnie z którym pierwotne myślenie wiązało się
z aktywnością obu półkul mózgowych, a współczesna świado­
mość powstała stosunkowo późno (około 2000 roku p.n.e).
Wcześniej istoty ludzkie nie były całkowicie świadome swego
istnienia, przypominały automaty, którymi kierowały głosy
wewnętrznych bogów zlokalizowane w prawej półkuli mózgu. J.
Jaynes dodaje, że od czasu, gdy świadomość powstała na

ruinach umysłu o dwóch niezależnych półkulach, dochodzą do
nas te głosy jako tęsknota za dawnym światem (Jaynes 1976, s.
In.).
Okres Złotego Wieku jest trudny do wydatowania. Jak
wspomniałem, mówi się o nim w źródłach chińskich sprzed dwu
i trzech tysięcy lat. Niemniej starożytny jest biblijny mit o raju.
Przy tym już wtedy okres rajski umieszczany był w odległej
przeszłości. Podobne mity w Afryce zanotowano znacznie
później, już w dobie nowożytnej. Wiemy, że mity jako opowieści
święte były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Z najwięk­
szą ostrożnością można przyjąć, że w Azji Złoty Wiek przypa­
dałby na młodszy paleolit lub młodszą epokę kamienną, nato­
miast w Afryce sięgałby czasów późniejszych, w każdym razie
później się zakończył.
Myśl człowieka epoki kamienia zdominowana przez doznania
ekstatyczno-wizyjne nie była pozbawiona tego, co nazywamy
poznaniem racjonalnym opartym na doznaniach zmysłowych.
Człowiek pierwotny dobrze radził sobie z materialnym otocze­
niem, a jego zachowanie gospodarcze, techniczne, instrumental­
ne poświadczone danymi archeologii, jak pisaliśmy wyżej,
świadczą o dobrze wykształconej, a właściwie coraz bardziej
wykształcającej się świadomości, która w ciągu tysiącleci unie­
zależniała się od treści dostarczanych przez podświadomość.
Gdy oglądamy narzędzia ludzi neandertalskich, przekonujemy
się o dużym techniczno-produkcyjnym znawstwie surowca
krzemiennego. Z kolei solutrejskie groty oszczepów wytwarzane
przez wczesnego „homo sapiens" wykonane są po mistrzowsku,
a sekrety ich formowania i obróbki są trudne do odgadnięcia.
Następnie młodszą epokę kamienną cechują liczne zdobycze
techniczne, technologiczne, architektoniczne, medyczne, geo­
logiczne, organizacyjne, wywołujące podziw badaczy (Siemienow 1957, s. 5 п.).
Czy można zawierzyć mitom i dopatrywać się w nich rzeczy­
wistości historycznej? Jest pewne, że nie zawsze należy pojmo­
wać je literalnie. Są to utwory przedziwne. Nierzadko operują
alegorią i symbolem. W każdym razie są to opowieści ważne
i poważne. Mit to dawny sposób opisywania świata i człowieka,
niejako odpowiednik dzisiejszej filozofii i teorii naukowych. Za
A. Wiercińskim (1981, s. 133) można przyjąć, że mity są
utworami wieloaspektowymi obejmującymi:
1) odwzorowania kosmiczne,
2) biologiczne,
3) społeczne,
4) odbijają procesy rozwoju osobniczego świadomości i pod­
świadomości,
5) odwzorowania etnogenetyczne i historyczne.
Przykładami mitów ostatniego rodzaju są między innymi:
opowieść o wojnie trojańskiej, skandynawskie mity o Wanach
i Asach, dzieje wczesnego cesarstwa Japonii zawarte w „Kojiki"
i wiele innych. Toteż wolno nam ujmować jako historyczne mity
o raju i bogach wśród ludzi, nie zapominając o tym, że są to
zarazem jakby opowieści filozoficzno-kulturowe.
Paradygmat panszamanizmu Złotego Wieku załamał się.
Mity mówią o zmianie gwałtownej. W mitach chińskich opowia­
da się, że stało się to wtedy, gdy w niebie pojawił się złu duch
imieniem Cz'y-jou. Potajemnie opuścił się na ziemię i zaczął
podjudzać ludzi do buntu. Spowodował, że zbuntował się lud
Miao, by pomóc Cz'y-jou w zawładnięciu tronem najwyższego
boga. Jednak najwyższy władca pokonał złego ducha, a lud
Miao został pobity. Dla zapobieżenia w przyszłości podobnym
wystąpieniom najwyższy bóg polecił duchowi Czunowi (Wiel­
kiemu) i Li (Czarnemu) przeciąć drogę między niebem i ziemią,
aby ludzie nie mogli dostawać się do nieba, a duchy opuszczać na
ziemię. Po przecięciu połączenia między niebem i ziemią duchy
niebiańskie mogły czasami schodzić na ziemię, lecz ludzie nie
mogli już dostawać się do nieba. Odtąd podnosić się do nieba
oraz opuszczać z nieba na ziemię mogli tylko bogowie, nieśmier­
telni i szamani, a więc nie wszyscy, lecz tylko wybrani (Janszina
1984, s. 137 п., Jewsjukow 1985, s. 56 п., 1988, s. 40 п., Juan Ke
1987, s. 70 п.).
Toradiowie z Celebesu opowiadają, że bóg opuścił ziemię
w wyniku złego zachowania się ludzi. Na Sumatrze Batakowie
znają opowieść o wysokiej skale z drzewem sięgającym nieba

47

�umożliwiającym spotykanie się z bogiem, z którym łączność
została przerwana wskutek tego, iż pewien mężczyzna splunął na
drzewo rozgniewany tym, że jego żona udała się do nieba
i pozostawiła go samotnym. To znów w Roti (Indonezja) mówi
się o niegrzecznym zachowaniu się bardzo wysokiego mężczyz­
ny, Laikomaha, który głową sięgał nieba i nie mógł chodzić
w pozycji wyprostowanej. Zażądał od nieba, aby się podniosło,
za co niebo rozgniewało się i oddaliło od ziemi tak, że nawet
ptaki nie mogły go osiągnąć. Z kolei u ludu Manobo z Mindanao
(też Indonezja) niebo oddaliło się w wyniku uderzenia go
tłuczkiem przez pewną starą kobietę. U indonezyjskiego ludu
Tagolog bóg odsunął niebo, gdyż ludzie rzucali w nie kamienia­
mi. Wreszcie uderzenie nieba przez pewną rozzłoszczoną kobietę
było powodem oddalenia się go na wyspie Nias. Na Tajwanie
zanotowano legendy mówiące o podniesieniu się nieba wzwyż
po tym, jak heros Oadzymy strzelił z łuku do słońca. Również na
Nowych Hybrydach niebo rozgniewało się i podniosło w górę,
gdyż kobiety uderzały w nie tłuczkami, gdy przygotowywały
potrawy. U ludów ałtajskich mamy opowieść podobną do
biblijnej: bóg zabrania ludziom jeść owoców z drzewa, a ludzie
popełniają grzech z namowy diabła i węża, który najpierw skusił
kobietę. Swoiste wątki na ten temat mamy w południo­
wo-wschodniej Azji. U ludu Lao należącego do grupy Thai
łączność między niebem i ziemią uległa przerwaniu, gdy zostało
ścięte drzewo figowe, gdy została ścięta liana i gdy wywiercono
otwory w dwu dyniach, które to rośliny umożliwiały kiedyś
kontakt z niebem. Według legendy Umdurtów niebo podniosło
się wysoko i połączenie z nim stało się niemożliwe, kiedy pewien
człowiek, straciwszy doń wszelki szacunek, położył na nim
kawałek chleba powalany łajnem (Frazer 1919, t. I I , s. 52 п.,
Haavio 1979, s. 377 п., Holmberg 1964, s. 381, Jewsjukow 1985,
s. 69 п., 1988, s. 40.).
Podobnie mity afrykańskie wiążą koniec raju i Złotego Wieku
ze złymi czynami ludzi. Pigmeje opowiadają, że bóg oddalił się
od ludzi wskutek niesnasek i kłótni między nimi. Według
Aszanitów stwórca Onyankopong opuścił ludzi po tym, jak
kobiety ubijając jedzenie w moździerzu zirytowały się obecnoś­
cią boga, który stał obok nich; powiedziały mu, aby odszedł,
a następnie pobiły go tłuczkami. Oto jedna z opowieści o odejś­
ciu boga. Dawno, dawno temu Onyankopong żył na ziemi i był
bardzo blisko ludzi. Pewna stara kobieta zwykła tłuc swe „fufu"
(zacier z jamu) i tłuczkiem ciągle uderzała Onyankoponga.
Wtedy bóg powiedział do niej: Dlaczego ciągle mnie uderzasz?
Ponieważ to czynisz, oddalę się do nieba. Co też uczynił. Ale
potem, kiedy ludzie nie mogli zbliżyć się do Onyankoponga,
stara kobieta rzekła swym dzieciom, aby pozbierały moździerze
i ustawiły je jeden na drugim aż dosięgną do miejsca przebywa­
nia Onyankoponga. Dzieci uczyniły to, ustawiły moździerze
w postaci stosu, ale góra nie sięgnęła do Onyankoponga. Nie
mogły znaleźć kolejnego moździerza, a wtedy ich babka powie­
działa: Weźcie moździerz ze spodu stosu i umieśćcie go na
szczycie. Zrobiono to i wtedy wszystko zawaliło się i upadło na
ziemię, powodując śmierć wielu ludzi. Dodajmy, że chodzi tu
0 motyw góry kosmicznej z moździerzy (odpowiednik Wieży
Babel). W grupie Mande bóg opuścił ziemię i udał się do nieba,
gdyż ludzie stali się leniwi i sądzili, że nie muszą sami nic robić,
a tylko żądali od niego coraz to nowych rzeczy. Odtąd obwiesz­
czał im swoją wolę za pośrednictwem góry i snów. U ludu Yao
bóg Mukungu opuścił ziemię z powodu okrucieństwa ludzi
wobec zwierząt. W zachodniej Afryce opowiada się, że niebo
oddaliło się od ziemi, gdyż często zdarzało się, że kobiety
w czasie pracy uderzały w nie tłuczkami od stęp, a jedna z nich
któregoś dnia tak się rozzłościła, że uderzyła niebo specjalnie
1 łyżka przeszyła je na wylot. Bóg odszedł i odtąd ludzie mieli
poważne kłopoty z porozumieniem się z nim. A więc powodem
odejścia boga były albo ludzka chciwość i brak umiarkowania,
albo złość kobiet i ich nieostrożność. Także grzech pożądliwości
rzeczy zakazanych. Chciwość kobiet była powodem odejścia
boga u Dinków z Sudanu. Również w innych mitach stwierdza
się, że bóg oddalił się z ziemi wskutek błędów popełnionych

48

przez człowieka. Plemieńcy Fernado Po opowiadają, że bogowie
pozostawili ludzi samym sobie, obawiając się ich inwazji w nie­
bie, gdy ci próbowali udać się tam po drabinie. U ludu Ewe
istnieje opowieść mówiąca, że główne bóstwo niebiańskie prze­
stało przychodzić do ludzi, gdyż nabrali oni brzydkiego przy­
zwyczajenia wycierania o niebo brudnych rąk. Jedno z plemion
z nad górnego Zambezi zostało opuszczone przez boga Nimbwe,
gdyż ludzie chcieli go zabić. Fadżulowie opowiadają, że łączność
między bogami i ludźmi została przerwana, gdyż hiena przegryz­
ła linę łączącą ziemię z niebem (Frazer 1919, t. I , s. 59 п.,
Jewsjukow 1985, s. 69 п., 1988, s. 41 п., Piłaszewicz 1978, s. 145
п., 1986, s. 31 n„ Sokolewicz 1986, s. 160 п., Werner 1964, s. 124
п.).
Także w dawnym Meksyku powodem zerwania łączności
z niebem było wykroczenie. Wymienia się niebaczne zerwania
kwiatów przez kobietę o imieniu Ixnextli - odpowiedniczkę
biblijnej Ewy. W innej wersji mówi się o grzechu polegającym na
zjedzeniu owocu z drzewa. To znów wspomina się o winowaj­
czyni imieniem Itzpapałotl, która zjadła czy ścięła „róże"
w ogrodzie, wskutek czego z drzewa wyciekły soki o doszło do
jego zniszczenia. Mity o zniszczonym drzewie znane są też
z Ameryki Południowej (Graulich 1983, s. 575 п.).
I wreszcie grzech i wykroczenie przeciwko bogu mamy
w Biblii (Biblia 1982, Genesis, I Księga Mojżeszowa, I I I : 1 n.,).
Adam i Ewa zostają wypędzeni z raju na skutek zerwania
i spożycia jabłka z drzewa wiadomości złego i dobrego. Doszło
do tego z namowy szatana, odpowiednika chińskiego Cz'y-jou.
Wątek ten doczekał się wielu komentarzy myślicieli i teologów.
Przytoczone przykłady stanowią zaledwie część opowieści
znanych u bardzo wielu ludów świata.
Jak należy rozumieć bunt, grzech i wykroczenie przeciwko
bogu, w wyniku których opuszcza on ludzi i zostaje przerwana
powszednia łączność z niebem? Moim zdaniem, chodzi tu
0 zmianę paradygmatu poznawczego, o zmianę w strukturze
myślenia dawnej ludzkości. Przy tym swoistość mitologicznego
opisu tej zmiany tłumaczy się tym, iż człowiek archaiczny,
którego można określić mianem „homo religiosus", wszelkie
zjawiska i procesy w świecie zewnętrznym i wewnętrznym
ujmował w kategoriach teistycznych (pogląd, że bogowie nie
rządzą światem zrodził się nie tak dawno). Panszamanizm
Złotego Wieku (raju) i w ogóle szamanizm elitarny czasów
późniejszych - to zjawisko zdominowania psyche przez treści
podświadomości o archetypowym charakterze ( o roli pod­
świadomości w myśleniu archaicznym pisał między innymi Carl
Gustaw Jung). W dobie Złotego Wieku świadomość też jest
obecna, a przetrwanie danych zmysłowych i oparte na nich
myślenie racjonalne mają swój udział w procesie poznania
1 działalności człowieka pierwotnego. Jednak, jak byśmy powie­
dzieli, ogólne, swego rodzaju „teoretyczne" modelowanie obra­
zu świata, słowem to, co nazywamy światopoglądem, jest bardzo
silnie zdominowane przez treści archetypowe, treści i obrazy
ekstatyczne - wizyjne, krótko mówiąc, przez doznania wy­
twarzane w podświadomości, które odgrywają pierwszoplano­
wą rolę w modelowaniu obrazu świata. W wyniku tego człowiek
archaiczny ujmuje istotę świata i samego siebie jako rzeczywis­
tość zdeifikowaną, owładniętą przez bogów i duchy, którym
przypisuje sprawstwo zjawisk naturalnych i kosmicznych.
W tym kontekście odejście bogów i przerwanie kontaktu
z niebem (i światem podziemnym) rozumiem jako zmianę
paradygmatu panszamanizmu na paradygmat inny, w którym
znacznie silniej dochodzą do znaczenia treści świadomości,
a jednocześnie następuje znaczne zredukowanie doznań co­
dziennych wytwarzanych przez podświadomość. Było to rodze­
nie się świadomości i było to zarazem pierwsze odczarowanie
świata, drugie zaś odczarowanie miało miejsce później, w okresie
przełomu greckiego. Nie znaczy to, że podświadomość przestała
istnieć i oddziaływać na świadomość. Do tego nie doszło i chyba
nigdy nie dojdzie. Wypędzenie z raju to akt zubożenia codzien­
nych doznań podświadomości. Panszamanizm kończy się, a na
jego miejscu zostaje szamanizm elitarny. Odtąd z niebem

�i bogami (oraz światem podziemnym) kontaktują się przede
wszystkim jednostki wybrane, choć jeszcze niemało jest innych
ludzi, którzy mogą doznawać stanów ekstatyczno-wizyjnych
(np. w Starym Testamencie znajdujemy około 85 ekstatyków
wymienionych z imienia, a w pewnym miejscu czytamy, że jeden
z królów zgromadził ich czterystu). Nie jest to już jednak
zjawisko powszednie i powszechne. Nadal uważa się, że bogowie
rządzą światem i ludźmi, ale łączność z nimi i z niebem jest dla
zwykłych śmiertelników utrudniona i nierzadko wymaga znajo­
mości tajemnych praktyk i metod. Paradygmat poznawczy
ludzkości po skończeniu się Złotego Wieku ogranicza się do
animizmu. Taką odnajdujemy ludzkość, gdy wkracza ona w erę
źródeł pisanych i taką widzimy niemal do naszych dni, tam gdzie
zachowały się tzw. kultury pierwotne. Natomiast obecnie, o ile
wiem, nie są nam nigdzie znane społeczności o charakterze
panszamanistycznym. Ten etap od dawna należy do przeszłości.
Interpretacja nasza przypomina pogląd Immanuela Kanta,
który grzech biblijny interpretował jako narodziny rozumu,
i przekroczenie progu wolności (Kant 1973, s. 472 п.).
Jak mówi się w większości mitów, inicjatorkami grzechu czy
buntu przeciwko bogu, czyli w naszym rozumieniu, inicjator­
kami przełomu umysłowego, były kobiety. To ważny fakt.
Próbując schronologizować ten przełom, należałoby go chyba
wiązać z okresem matriarchatu, z religią Wielkiej Matki (VII
- I I I tysiąclecie p.n.e.) i przewagą kobiet w ideologicznym
sterowaniu społeczeństwami wczesnego neolitu, a może nawet
już późnego paleolitu.
Ciekawe, że myśl podobną do tezy zawartej w niniejszym
artykule wypowiedział już w X V I I I wieku Emanuel Swedenborg, któremu z autopsji znane były przeżycia ludzi Złotego
Wieku, o czym będzie mowa niżej (Swedenborg, br. r.., s. 76 п.).
Czytamy u tego mistyka: „Nauczony zostałem z nieba, że
najstarsi na naszej ziemi, którzy byli ludźmi niebieskimi, myśleli
według samych zgodności i że przyrodzone świata przedmioty,
które mieli przed oczyma, służyły im jako środki takiego
myślenia; że, dalej, ponieważ byli takimi, obcowali z aniołami
i rozmawiali z nimi, i że w ten sposób niebo za ich pośrednictwem
zostało połączone ze światem. Dlatego to czas ten został
nazwany złotym wiekiem, o którym i starzy pisarze mówią, iż
niebianie zamieszkiwali między ludźmi i łączyły ich przyjaciels­
kie stosunki. Nauczono mnie dalej, że jednak po czasach tych
ludzie nastali inni, których nie według samych zgodności, lecz
według ich znajomości myśleli, i że łączność nieba z człowiekiem
i wtedy istniała, lecz nie tak ścisła; czasy tych ludzi są to te, które
nazywają się srebrnym wiekiem. Potem nastali ludzie, którzy
wprawdzie znali zgodności, lecz według znajomości ich nie
myśleli, a to dlatego, iż trwali w dobru przyrodzonym, nie zaś jak
poprzedni, w duchowym. Czasy tych ludzi nazywały się wiekiem
miedzianym. Wreszcie po czasach tych ludzi człowiek stopniowo
stawał się coraz bardziej zewnętrzny, a wreszcie cielesny, i że
wtedy zupełnie została zatracona znajomość zgodności, a z nią
znajomość nieba i wielu rzeczy, które należą do nieba. To, że
nazywano poprzednie wieki według złota, srebra i miedzi
pochodziło także ze zgodności, albowiem złoto znaczy według
zgodności dobro niebieskie, w którym trwali najstarsi; srebro zaś
znaczy dobro duchowe, w których po tamtych trwali starzy;
miedź, dobro przyrodzone, w którym trwało najbliższe potomst­
wo; żelazo natomiast, według którego nazywany został wiek
ostatni, znaczy twardą prawdę pozbawioną dobra".
I dalej. „W takim to połączeniu z aniołami trwali najstarsi
ludzie na tej ziemi, których czasy nazwane zostały wiekiem
złotym. Ci, ponieważ uznali Bóstwo pod człowieczą postacią,
a zatem Pana, rozmawiali z aniołami niebieskimi jak ze swoimi,
i niebo i świat stanowiły w nich jedność. Po tych czasach jednak
człowiek stopniowo wydalił się z nieba, a to dlatego, że umiłował
siebie ponad Pana i świat ponad niebo, co w konsekwencji dało,
że zaczął uczuwać przyjemność miłości własnej i miłości świata,
które są odrębne od przyjemności niebieskich, a w końcu doszło
aż do tego, że nie wiedział, czy co innego jest przyjemnością.
Wtedy zamknęło się wnętrze, które otwarte było ku niebu

i zewnętrzność została otwarta ku światu; co, gdy tak się dzieje,
sprawia, że człowiek trwa w świetle pod względem wszystkiego,
co należy do świata, w ciemności zaś pod względem wszystkiego,
co do nieba należy. Po tamtych czasach rzadko już kto
rozmawiał z aniołami niebieskimi..."
Wypędzenie z raju, czyli zmiana paradygmatu myślenia,
wymagałoby wyjaśnienia w kategoriach naukowej filozofii
kultury. Należałoby wykazać, czy zmiana ta, przełomowa, ale
czy rzeczywiście nagła jak mówią mity, miała uwarunkowania
biologiczne, socjologiczne, kulturowe, gospodarcze, czy też
polegała ona na swoistej dla myślenia przemianie autonomicz­
nej. Jest to temat do odrębnej pracy.
Zaprezentowałem Czytelnikowi tezę tłumaczącą mity o raju
jako świadectwie panszamanizmu Złotego Wieku proponując
podejście historyczne. Takie wydaje mi się najbardziej słuszne.
Tym niemniej można wysunąć interpretację alternatywną. Nie
jest wykluczone, że mity te są osobniczym wspomnieniem
przebywania w łonie matki odniesionym do dzieciństwa ludzko­
ści. Jednak kto wie czy nie mamy tu do czynienia i z jednym
i z drugim. Pozostawałoby to w zgodzie z poglądami tych
badaczy, którzy utrzymują, że ontogeneza człowieka odpowiada
jego filogenezie.
Ważne wyniki odnoszące się do fenomenu myślenia człowieka
Złotego Wieku przyniosły badania Stanislava Grofa.
Od lat sześćdziesiątych uczony ten prowadzi badania nad
podświadomością ludzką, które po osiągnięciach Zygmunta
Freuda i C. G. Junga stanowią w tym względzie znaczący krok.
Z badań tych wynika, że w człowieku zakodowana jest cała
przeszłość biograficzna, doznania okołoporodowe, cały okres
przebywania człowieka jako płodu w łonie matki, doznania
zapłodnieniowe oraz, najbardziej niezwykłe, doznania przedzapłodnieniowe i pozaosobowe zwane transpersonalnymi, któ­
re odnoszą się do całego rozciągającego się poza człowiekiem
świata ciał nieożywionych oraz roślin, zwierząt i ludzi. Dla
naszego zagadnienia ważne są niektóre z tych wyników. Rzucają
one światło na te sfery podświadomości, w których zakodowana
jest pamięć o Złotym Wieku. Pozwalają one dotrzeć do warstw
i doznań odnoszących się do biologicznej, psychologicznej,
społecznej, rasowej i duchowej przeszłości osobnika i gatunku
ludzkiego oraz dotrzeć do rzeczywistości opisywanej przez mity
i wielkie tradycje mistyczne i religijne, słowem, i do ontogenezy
i do filogenezy człowieka. Zreferujemy to, co bliżej wiąże się
z naszym zagadnieniem. Otóż S. Grof wzbudził między innymi
doznania, w których występują postacie, sytuacje i świat znany
z mitów i legend starożytnych. Są tu doznania nie tylko ludzkich
postaci, ale także postaci czysto wizyjnych, jak Uroboros,
Tyfon, centaur, Cerber, sfinks, różnorodne smoki, elfy, gnomy,
trolle itd. oraz, co jest dla nas ważne, postacie bogów zła i dobre,
takie jak szatan, Lucyfer, Hades, Aryman, Huicilopocztli, Kali,
Lilith, Rangda, Koatlikus, Moloch, Pluton, Ozyrys, Persefona,
Attis, Adonis, Kecalkoatl, Dionizos, Wotan, Balder, Chrystus,
Matka Boska, Apollo, Afrodyta, Izyda, Ahuramazda, Lakszmi
itd. Jest też doznanie spotkania z demiurgiem świata, tj. bogiem
kreatorem, a nawet identyfikacja z nim. S. Grof jest w stanie
prowadzić doznania ludzkie ku tym postaciom i sytuacjom
przeszłości, postaciom z mitów i religii (Grof 1975, s. 1 п., 1985,
s. 1 п., 1988, s. 1 п., 1990, s. 3 п.).
Trzeba dodać, że u przeszłych i dzisiejszych społeczeństw
pierwotnych ludzie umieli wprowadzać się w stany umoż­
liwiające im spotkania z boskimi i demonicznymi postaciami.
Wielka wiedza i precyzyjne techniki psychiczne służyły tym
celom, które zrealizowano - jak wspominaliśmy - przede
wszystkim dzięki różnorodnym halucynogenom czyli substanc­
jom psychodelicznym. E. Bourgignon stwierdziła wśród przeba­
danych przez siebie 488 pierwotnych społeczności świata aż 90%
takich, w których instytucjonalnie praktykowano wprowadze­
nie się w psychodeliczne stany świadomości (Noll 1985, s. 447).
Przykład: przebywając w Oklahomie w 1849 r. J. Rave - twórca
pejotystycznego kultu u Indian Winnebago - doznał wizji pod
wpływem pejotlu; opisał je następnie antropologowi Paulowi

49

�Radinowi: „Zobaczyłem człowieka z rogami i długimi szponami
oraz z dzidą w ręku..., o północy zobaczyłem boga". Można
zobaczyć postacie świata niebiańskiego jak też świata podziem­
nego. Jak pisze Herodot (1959, t. I , s. 173), faraon Rampsymit,
zstąpiwszy żywcem do Hadesu, grał z boginią Demeter w kości.
To znów u Wergiliusza czytamy o Eneaszu, jak schodząc do
Tartaru, zobaczył centaury, Scyllę dwukształtną, Bryjareja o stu
ramionach, gada z bagnisk Lerny, Chimerę zbrojną w płomień,
Gorgony, Harpie i Geriona o trójkątnym cielsku oraz różne
dzikie widziała, a potem dotarł do świata zmarłych i rozmawiał
z nimi (Publius Vergilius Maro 1987, s. 179 п.).
Ale wróćmy do S. Grofa. Jego badania polegały na pobudza­
niu z pomocą LSD lub metodą oddechową pamięci indywidual­
nej i gatunkowej u człowieka, wyzwalającą treści i doznania
spoczywające w podświadomości. Z badań tych, podobnie jak
z badań C. G. Junga, wynika, że podświadoma część psyche
zawiera elementy strukturalizujące, tworzące i odpowiedzialne
za mity, inaczej mówiąc, że starożytne mity były tworzone przy
silnym udziale podświadomości, która - moim zdaniem - od­
grywała w myśleniu ludzkim tym większą rolę, im wcześniej
cofamy się w historię i prehistorię człowieka. Jej najsilniejsza
dominacja cechowała ludzi Złotego Wieku, by z czasem maleć
na korzyść wzrostu świadomości i rozumu.
Jak wspomniano, ontogeneza człowieka odpowiada jego
filogenezie, co znalazło potwierdzenie w badaniach S. Grofa.
Otóż doznania raju leżą też u początku życia osobniczego
w łonie matki. Jakie główne doznania ma osobnik przebywający
w łonie matki? S. Grof pisze, że jest to doznanie kosmicznej
jedności. Jest przekroczona dychotomia subiekt - obiekt, ma
miejsce niezwykle mocne wzruszenie i odczucie przyjaźni, spo­
koju, pogody i szczęśliwości, szczególne odczucie świętości,
transcendensji czasu i przestrzeni, odczucie swego istnienia oraz
odczucie związku z kosmosem. Osoby opisujące ten stan mówią
0 kontakcie z nieskończonością, o całkowitym zaniku poczucia
ja, ich świadomość jest poszerzona i obejmuje całe uniwersum.
Mają odczucie niezwykłej mocy, a nawet (niektóre osoby)
identyfikacji z bogiem. Doznają wglądu w prawdziwą istotę bytu
1 egzystencji. Chodzi tu o ekstazę doznania kosmicznej jedności,
którą można określić jako oceaniczną. Świat wydaje się w niej
niewyrażalnie piękny i promieniujący jasnością. Zdroworozsąd­
kowe myślenie i potrzeba racjonalnej analizy doznają znacznej
redukcji, a uniwersum przedstawia się jako tajemnica, która
dopiero musi być rozwiązana. Świat przedstawia się jako miejsce
przyjazne, a zło wydaje się nieważne, przelotne i nie istniejące.
Ma miejsce subiektywna identyfikacja z wszechświatem. Ma się
wizje najrozmaitszych bóstw. Ma się też wizje demonów różnego
rodzaju oraz złych bóstw, co związane jest z zakłóceniami ciąży
odnoszącymi się do organizmu matki, a tym samym i płodu.
Dobre bóstwa wiążą się tu z doznaniami organizmu pozytyw­
nymi, a złe z negatywnymi i przyjmują one postacie znane
z różnych kultur (Grof 1975, s. 1 п., 1985, s. 1 п., 1988, s 1 п.,
1990, s. 3 п.).
Innymi słowy: w tej najważniejszej fazie rozwoju człowieka
występują doznania związku z oceanem lub różnymi akwatycznymi formami życia lub z kosmosem. Jest to odczucie przebywa­
nia w niebie i raju, opisywane w różnych dawnych mitach.
Chodzi tu o coś wspaniałego, występują piękne kwiaty, soczyste
owoce, egzotyczne ptaki, blask złota, srebra i drogocennych
kamieni oraz strumienie i fontanny z wodą życia. Doznania te
mają aspekt numeniczny. Czuje się kosmiczną jedność i mistycz­
ną unię z całym światem nie mającym granic oraz uwielbienie
i miłość do wszystkiego. Występują uczucia odprężenia, satys­
fakcji, bezpieczeństwa, spokoju. Chodzi tu o idealny (czasami
tylko zakłócony) stan symbiozy biologicznej i emocjonalnej
pomiędzy matką i dzieckiem. Odczuwanie tego wszystkiego ma
zabarwienie sakralne i święte.
Złoty Wiek był dawno i skończył się, a od tamtego czasu
zaszły istotne zmiany w strukturze myślenia ludzi. Rozejrzyjmy
się: rozwija się racjonalizm, a za pierwszoplanowy światopogląd
uważa się ten oparty na nauce, która współzawodniczy z religią.

50

Ale te sfery podświadomości, które były najaktywniejsze w epo­
ce kamiennej, przebijają się u niektórych jednostek, a nawet
całych grup ludzkich poprzez stulecia, a także w naszym okresie
nowożytnym. Ciągle rodzą się dzieci Złotego Wieku. W dzie­
jach, poczynając od czasów starożytnych, wiele było jednostek,
które przeżywały wizje nieba, świata podziemnego, obcowały
z bogami, duchami, aniołami, demonami itp. postaciami, ale
jedno jest charakterystyczne: niewiele było takich, które ogląda­
ły bogów i rozmawiały z nimi. Ten najgłębszy rodzaj doznań
bezpowrotnie skończył się wraz ze Złotym Wiekiem, a z czasem
zaczęto nawet twierdzić, że bezpośrednie spotkanie z postacią
boga prowadzi do śmierci (porównaj słowa Jahwe skierowane
do Mojżesza: „Nie możesz oglądać oblicza mojego, gdyż nie
może mnie człowiek oglądać i pozostawać przy życiu"). Historia
dostarcza wielu nazwisk większych i mniejszych wizjonerów,
0 których jest mowa w źródłach i dziełach z naszego kręgu
kulturowego i kręgów innych. O kilku postaciach będzie teraz
mowa.
Jedna z najznaczniejszych to Mahomet (ok. 570-632). Już od
wczesnej młodości zdradza! on cechy mistyka, wcześnie miewał
dziwne widzenia i miał wiele cech wspólnych z tzw. „kahinami"
czyli ludźmi o skłonnościach wizyjnych i prorokowania. Wi­
dział, słyszał, odczuwał rzeczy niedostępne dla zmysłów innych
ludzi. Znane jest najważniejsze wydarzenie z jego życia: ob­
jawienie wiary w Allaha zawarte w „Koranie". To archanioł
Gabriel dyktował mu prawdy „Koranu". Widzenia te były tak
niezwykłe, iż Mahomet chwilami nie był pewien czy nie popadł
w obłęd, a mówi o tym arabskie słowo „medżnun", które
oznacza opętanie przez diabła. Można tu mówić o szaleństwie
kontrolowanym, gdyż Mahomet bardzo dokładnie rozróżniał
to, co pochodziło z objawienia, od tego, co było jego sądem.
Podobno podczas objawień czasem padał na ziemię, a na jego
ustach pojawiała się piana. Krytyka europejska usiłowała
dopatrzyć się w tym patologicznego charakteru wystąpień
proroka. Dowodzono, że Mahomet cierpiał na epilepsję, his­
terię, a nawet dopuszczano możliwość stanów paranoicznych
1 schizofrenii. Tłumaczenia te są błędne (Gaudefroy - Demombynes 1988, s. 43 п., Hrbek, Petraćek 1971, s. 41 п., Rodinson
1991, s. 42 п.).
Tradycja, legendy, pisma i częściowo „Koran" mówią o wnie­
bowstąpieniu Mahometa, które miało mieć miejsce, gdy liczył
około 55 lat. Podróży do nieba miało być trzy. Prorok osiągnął
kolejne siedem niebios i dotarł do boskiego tronu. Po niebie
oprowadzał go archanioł Gabriel, a towarzyszyli im aniołowie.
Oprócz boga i aniołów miał tam widzieć też dawne zmarłe
osobistości. Odbył też podróż do piekieł. Oto słowa Mahometa:
„Zrobiła się dziura w dachu mego domu, kiedy byłem w Mekce.
I Gabriel zszedł przez nią. Rozciął mi pierś i obmył ją wodą
z Zamzanu. Potem przyniósł dzbanuszek ze złota napełniony
mądrością, „hikuną", i wiarą i wlał mi je w pierś; potem znów ją
zamknął. Następnie wziął mnie za rękę i uniósł w niebo".
Według pewnej tradycji A'iszy tylko sam „uruh" (dusza)
proroka wprowadzony został do nieba, gdy ciało spoczywało
w łóżku; inna wersja mówi, że była to także podróż cielesna.
Można przypuszczać, że wszystko to pochodziło z jego wnętrza,
świadkowie bowiem niczego nie widzieli.
William Blake (1757 - 1827). W encyklopedii naukowej
czytamy o nim: myśliciel, poeta, artysta, mistyk. Natomiast inni
pisali o nim: „gość był więcej niż pomylony", a więc szaleniec
o szaleństwie kontrolowanym. Jego fenomen był szczególny,
gdyż takim był od urodzenia. Już jako czteroletni chłopiec miał
pierwszą wizję mistyczną: do jego pokoju zajrzał przez okno
bóg, spotkał boga, a w krótkim czasie potem miał obraz drzewa
aniołów. I takie rzeczy widywał ciągle i żył nimi przez całe życie.
Bez przerwy niemal odwiedzali go mieszkańcy innych światów:
aniołowie, prorocy, wróżki, elfy, czarodzieje, giganci itp. Gdy
miał trzydzieści lat, odwiedził go duch zmarłego brata. Pośród
tych postaci. W. Blake czuł się doskonale. Zdominowały one
całe jego życie i całą twórczość poetycką i artystyczną, bo jaką
inną? Najbardziej natchnieni poeci są przecież dziećmi Złotego
Wieku. Pod dyktando tych istot W. Blake pisał swe poematy,

�a nawet prywatne listy. Wszystkie utwory, jakie wyszły spod
pióra tego poety, uważa się za mistyczne. Wszystkie były
natchnione i napisane z inspiracji świata duchowego. Uwielbiał
E. Swedenborga, swego brata duchowego (Kozubska, Tomkowski 1993, s. 5 п.).
Innym wybitnym dzieckiem Złotego Wieku był właśnie
Emanuel Swedenborg (1688-1772). Ten mistykiem stał się
dopiero w drugiej połowie swego życia, a przedtem był trzeźwo
myślącym fizykiem, matematykiem i inżynierem. Gdy miał 57
lat, ukazał mu się w gospodzie po wieczerzy bóg pod postacią
człowieka, a potem ukazał mu się w nocy i oznajmił zdumione­
mu inżynierowi, że jest Panem, stworzycielem świata i od­
kupicielem, i że wybrał Swedenborga do objawienia ludziom
duchowego sensu Pisma Świętego, i tej samej nocy otworzył
przed nim świat duchów oraz niebo i piekło. Taki był początek.
E. Swedenborg napisał o tym wiele dział. Przez resztę życia na
jawie i we śnie obcował z aniołami i duchami zmarłych. Pisał:
„Pozwolono mi widzieć je zupełnie na jawie, czyli wtedy, gdy
znajdowałem się zupełnie przy zmysłach cielesnych i w stanie
jasnego rozumienia". A więc znów szaleństwo kontrolowane.
Wielokrotnie spotykał też samego boga. Z postaciami tymi, jak
pisze, rozmawiał jak z ludźmi na ziemi. Miał też wizje przebywa­
nia w niebie i piekle. Rozmawiał z tymi istotami w domu, na
ulicach, na polach, rozmawiał z nimi godzinami, przez całe
tygodnie i miesiące, a nawet lata (Swedenborg, brak г., s. 7 п.).
Wreszcie postać bliższa naszemu wiekowi: święty Jan Bosko
(1815-1888). Jego doznania wizyjne, a były to głównie nocne
sny, zaczęły się jeszcze w okresie szkolnym. Doznawał nie­
zliczonych wizji przez całe życie, które było niezwykłe, i które
opisał w 20 tomach „Pamiętników biograficznych". Wizjom
towarzyszyły głosy boże, głosy diabelskie itd. Spotykał niezwyk­
łe postacie ziemskie, niebiańskie i piekielne: aniołów, Matkę
Boską, zwierzęce demony i różne tajemnicze osoby splecione
z postaciami z jego otoczenia życiowego (Sny 1989, s. 7 п.). Św.
Jan Bosko wypowiedział o sobie znamienne słowa: „Wiele osób
uważało mnie za niespełna rozumu i wierzyło głęboko, że jestem
chory umysłowo".
Podobnych ludzi Złotego Wieku było w przeszłości dalszej
i bliższej niemało. Jest o nich mowa w literaturze mistycznej
i religijnej całego świata. Obfitowało w nich średniowiecze.
W miarę postępów racjonalizmu było ich coraz mniej. Wiz­
jonerów nie brak też w naszym X X wieku. Należy do nich
między innymi ojciec Pio, dzieci z Fatimy oraz mnóstwo innych
postaci, które dzięki takiemu natchnieniu wniosły wartości do
kultury, a listę można wzbogacić o postacie pomniejsze i całkiem
małe, będące pacjentami szpitali psychiatrycznych.
Jednak najbardziej spektakularnym powrotem ludzi dzisiej­
szych do myśli Złotego Wieku, moim zdaniem, był artystyczny
prąd surrealizmu. Surrealiści odkryli Złoty Wiek w człowieku
i nadali swemu odkryciu rangę programu dla ludzkości. Pojmo­
wali sztukę jako ekspresję podświadomych treści psychicznych.
Było to zanegowanie przewodniej roli rozumu, racjonalizmu,
zdrowego rozsądku i logiki. Tę ostatnią uznali za formę
myślenia sprzeczną z naturalnymi skłonnościami umysłu. Od­
rzucali naukę typu kartezjańskiego, świadectwa wiedzy pozyty­
wnej, ciasny praktycyzm, szereg tabu moralnych, słowem - za­
kwestionowali myślowe podstawy współczesnej cywilizacji. Sta­
wiali natomiast na niczym nie skrępowaną wyobraźnię i pod­
świadomość, które - jak pokazaliśmy wyżej - były dominujący­
mi cechami myślenia ludzi Złotego Wieku. Było to kolejne
przebudzenie się podświadomości, która z niezwykłą siłą opano­
wała umysły przedstawicieli tego kierunku. Gdybyśmy nie znali
mitów o Złotym Wieku, wystarczyłoby poznać program i działa­
lność surrealistów, by mieć obraz myślenia ludzi z tamtej epoki.
Tożsamość jest zupełna. Program i założenia ideowe surrealiz­
mu najpełniej ujął i przedstawił ideolog tego ruchu Andre
Breton. Co głosili i co postulowali? Na miejsce rozumu jako
pierwiastka wiodącego miała stanąć wyobraźnia, której rozum
miał być podporządkowany. Pociągały ich sny na jawie i do­
znania cudowności objawione w życiu codziennym. W ich
obrazach miało miejsce zmieszanie człowieka ze światem zwie­

rzęcym, roślinnym i nieożywionym. Głosili apoteozę dziecięctwa
i dzieci, o których pisali, że są dławione przez tresowników.
Cenili halucynacje i przeżywanie iluzji. Uprawiali twórczość
wyzwalającą czysty automatyzm psychiczny i dyktowanie myśli
wolnej od wszelkiej kontroli. Wierzyli w nadrzędną rzeczywis­
tość pewnych form skojarzeniowych i wszechpotęgę marzenia
i wyobraźni. Dążyli do absolutu i stanu przeżywania „coniunctio oppositorum", głosili bowiem , że istnieje pewien punkt
w umyśle, z którego życie i śmierć, rzeczywistość i urojenie,
przeszłość i przyszłość, rzeczy możliwe i niemożliwe do przeka­
zania, góra i dół przestają być postrzegane jako przeciwstawne,
i uważali, że można znaleźć ten punkt w człowieku. Oto jeden
z postulatów A. Bretona: „Szaleństwo i rozum, marzenie
i działanie, reprezentacja mentalna i percepcja fizyczna są
pochodną przeciwieństwa między światem wewnętrznym a ze­
wnętrznym. Te antynomie trzeba znieść i dokonać generalnej
rewizji sposobów poznania". Na miejsce rozumu proponowano
„prawa serca". Ale najczęściej używanym słowem u surrealistów
było słowo „wolność". Miała ona polegać na absolutnej niezale­
żności myśli i całkowitej swobodzie działania, przy czym wol­
ność miała realizować się poprzez wyobraźnię, której przypisy­
wano doniosłą funkcję poznawczą. Pisali: „Postrzeganie i wyob­
rażenie, które zwykłemu dorosłemu człowiekowi wydaje się
radykalnie przeciwstawne, należy traktować jako produkty
rozszczepienia władzy jedynej, pierwotnej, którą reprezentuje
obraz ejdetyczny i której ślad odnajdujemy u człowieka pierwo­
tnego i u dziecka". Zauważmy, że jest to apoteoza myślenia
człowieka archaicznego, człowieka Złotego Wieku, u którego
rozszczepienie poznania jeszcze nie zaistniało. A. Breton pisał, iż
„rzeczywistość absolutna czyli nadrzeczywistość („surrealite"),
do której uchwycenia zmierzają wszystkie wysiłki surrealistów,
ma godzić podstawową antynomię ludzkiego umysłu i wyobra­
źni oraz przedmiotów i zjawisk istniejących niezależnie od
podmiotu." Jak pisze Krystyna Janicka, cały wysiłek badawczy
tego ruchu zmierzał do obalenia i zatarcia granic dzielących
świat natury, przedmiotów fizycznych, wrażeń zmysłowych,
konkretu, od świata ludzkiego, świata przedmiotów wyob­
rażonych, abstrakcji. Należy przywrócić człowiekowi nieantynomiczny kontakt z naturą - postulowali. Twierdzę, że z tego
wynika, iż surrealiści na swój sposób odkryli strukturę i zasady
świata myśli człowieka Złotego Wieku. Byli tym odkryciem
urzeczeni i oczarowani i zamierzali je narzucić całej ludzkości.
Byli bliscy odkrycia zasad działania podświadomości, co uczynił
dopiero w ostatnich latach S. Grof. Stąd pozytywny stosunek
surrealistów do marzeń sennych, do myślenia małych dzieci, do
myślenia ludzi pierwotnych i . . . do chorób umysłowych i obłędu.
Przedstawicieli tych ostatnich uznawali za bliskich sobie. Sur­
realiści byli entuzjastami swych odkryć. A. Breton pisał: „Wie­
rzę, że w przyszłości te dwa stany, marzenie senne i jawa, na
pozór tak przeciwstawne, stopią się w jeden rodzaj rzeczywisto­
ści absolutnej, w nadrzeczywistość". Moim zdaniem, chodzi tu
0 utopię. Ten stan, ta rzeczywistość już była w przeszłości,
skończyła się i nie ma do niej powrotu w szerszej skali społecznej.
Ten stan jest przywracany i przypominany na skalę małą,
indywidualną na drodze poetyckiej i mistycznej, którą dobrze
znamy. Michel Carrouges pisał, że wszystko to jest zgodne
z mitem raju utraconego, w czym trzeba mu przyznać rację.
Teoretyk ten twierdzi, że człowiek żył niegdyś w doskonałej
harmonii z siłami natury i energiami boskimi, ale doszło do
tajemniczej ruiny i upadku człowieka, i należałoby to naprawić,
tj. ponownie wprowadzić człowieka do raju. Wierzył w tę
możliwość utopista A. Breton, ale z czasem stwierdził, że drogi
nauki i sztuki nie mogą się zbiec (Bachelard 1975, s. 25 п.,
Baranowska 1984, s. 7 п., Durand 1986, s. 6 n„ Janicka 1988, s.
12 п., Ważyk 1976, s. 12 п.).
Wszystko to jest niegasnącą od tysięcy lat tęsknotą za rajem
1 Złotym Wiekiem.
Niniejszy artykuł omawia najstarszy dający się wyróżnić etap
rozwoju myśli ludzkiej, której pełny obraz ewolucyjny Czytelnik
znajdzie w mym artykule na temat ewolucji myśli ludzkiej
(Krzak 1993a, 1993b).
57

�BIBLIOGRAFIA
Bachelard G.
1975 Wyobraźnia poetycka, Warszawa
Baranowska M .
1984 Surrealna wyobraźnia i poezja, Warszawa
Baranowski K.
1984 Praktyka oceaniczna, Warszawa
Biblia
1982 Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu,
Warszawa
Dajczer T.
1984 Inicjacje i ich wymiar kosmiczny u ludów Kalifornii, Warszawa
Durand G.
1986 Wyobraźnia symboliczna, Warszawa
Eliade M .
1959 The Yearning for Paradise in Primitive Tradition, „Daedalus",
s. 255-267
1974 Shamanism. Archaic Techniques of Ecstasy, Princeton
Frazer J. G.
1919 Folk-lore in the Old Testament, London, t. I , I I
Gaudefroy - Demombynes M .
1988 Narodziny islamu. Warszawa
Graulich M .
1983 Myths of Paradise Lost in pre-Hispanic Central Mexico,
„Current Anthropology", t. 24, nr 5, s. 575 - 588
Graves R.
1968 Mity greckie, Warszawa
Grof S.
1975 Realms of the Human Unconscious, New York
1985 Beyond the Brain, New York
1988 The Adventure of Self-Discovery, New York
1990 The Holotropic Mind, San Francisko
Grof S. i С.
1980 Beyond Death, London
Haavio M .
1979 Mitologia fińska, Warszawa
Harris M .
1985 Krowy, świnie, wojny i czarownice, Warszawa
Herodot
1959 Dzieje, Warszawa t. I , I I
Hoernes M .
1925 Urgeschichte der bildenden Kunst in Europa, Wien
Holmberg U.
1964 Finno-Ugric, Siberian, (w:) C. J. A. MacCulloch (red.), The
Mythology of All Races, New York, t. IV
Hrbek I . , Petraćek К.
1971 Mahomet, Warszawa
Huxley A.
1991 Drzwi percepcji. Niebo i piekło. Warszawa
Janicka K.
1985 Światopogląd surrealizmu, Warszawa
Janszina E. M .
1984 Formirowanije i razwitije driewniekitajskoj mifologii, Moskwa
Jaynes J.
1976 The Origin of Consciousness in the Breakdown of the Bicameral
Mind, Boston
Jewsjukow W. W.
1985 Kosmogonija kitajskogo nieolita po izobrażienijam na kieramikie

52

1

kultury Janszao, (w:) W. J. Łaricziew (red.). Driewnije kultury
Kitaja. Paleolit, nieolit i epocha mietalla, Novosibirsk, s. 56-86
1988 Mifologija kitajskogo nieolita, Novosibirsk
Juan Ke
1987 Mify driewniego Kitaja, Moskwa
Kant I .
1973 Domniemany początek historii ludzkiej, (w:) Filozofia niemiec­
kiego Oświecenia, Warszawa, s. 472-478
Keys D.
1992 Stone Age temple discovery offers scientificfirst, „Independent"
z 27 lipca
Kozubska E., Tomkowski J.
1993 Mistyczny świat Wiliama Blake'a, Milanówek
Krzak Z.
1993a From panshamanism to panrationalism. An outline of evolution
of human thought from the Stone Age to the twentieth century,
„Archeologia Polski", t. XXXVIII, z. 1
1993b Od panszamanizmy do panracjonalizmu. Zarys ewolucji
myśli ludzkiej od epoki kamiennej po wiek XX, „Nauka
Polska", nr 6
Kunstler M. J.
1981 Mitologia chińska, Warszawa
Manry R.
1976 Tinkerbelle, Gdańsk
Noll R.
1985 Mental Imagery Cultivation as a Cultural Phenomenen: The
Role of Visions in Shamanism, „Current Anthropology", t. 26,
nr 4, s. 443 -461.
Orygenes
1983 Przeciw Celsusowi, Warszawa
Piłaszewicz S. P.
1978 Afrykańska księga rodzaju, Warszawa
1986 W cieniu krzyża i półksiężyca, Warszawa
Publius Vergilius Maro
1987 Eneida, Warszawa
Rodinson M .
1991 Mahomet, Warszawa
Siemienow S. A.
1957 Piervobytnaja tiechnika, Moskwa
Sny
1989 Sny - wizje Świętego Jana Bosko apostola młodzieży, Warszawa
Sokolewicz z.
1986 Mitologia Czarnej Afryki, Warszawa
Swedenborg E.
br. w. O niebie i jego cudach również o piekle według tego co słyszano
i widziano, Warszawa
Taskim W. S. (tłum.)
1987 Go juj (Rieczi carstw), Moskwa
Wasilewski J.
1979 Podróże do piekieł, Warszawa
Ważyk A. (red.)
1976 Surrealizm. Teoria i praktyka literacka, Warszawa
Werner A.
1976 African, (w:) C. J. A. MacCulloch (red.), 77ie Mythology od AU
Races, New York, t. VII
Wierciński A.
1981 Antropogeneza - Ewolucja cywilizacji, Warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10359" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10337">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80b123e409952f8b447f94e907eb8737.pdf</src>
        <authentication>2fed03db265e7aeddc2c27dceff68a69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123217">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3275</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123218">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123219">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3070</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123220">
                <text>Jadwiga. Wspomnienie o Jadwidze Jarnuszkiewiczowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123221">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.253-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123222">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123223">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123224">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123225">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123226">
                <text>Aleksander Jackowski

JANINA

Tego a r t y k u ł u o sobie j u ż nie p r z e c z y t a ł a . Proces d r u k u t r w a
d ł u g o , a g d y się m a 93 l a t a k a ż d y m i e s i ą c jest j a k d a r o w a n y .

ORYNŻYNA

d y s t y n k c j a , k u l t u r a b y c i a , p r z y w i ą z a n i e do t r a d y c y j n y c h

zwy­

c z a j ó w (a nawet p o t r a w ) .

Z m a r ł a 3 l u t e g o . Pochowano j ą skromnie, bez r o z g ł o s u , na cmen­

Jeszcze w l a t a c h w i l e ń s k i c h z e t k n ę ł a się z gronem dzialaczok,

t a r z u w K u t n i e . O d p r o w a d z a ł o j ą w tej ostatniej ziemskiej w ę ­

z a j m u j ą c y c h się propagowaniem s z t u k i l u d o w e j . Z d a w a ł a sobie

d r ó w c e niewiele o s ó b , w s p ó ł m i e s z k a ń c y D o m u O p i e k i S.S.

s p r a w ę z tego, że o r g a n i z u j ą c z b y t l u d o w y c h p r z e m y s ł ó w

Alber­

nie

t y n e k w K u t n i e , ż y c z l i w e Jej Siostry, k i l k a d a w n y c h w s p ó ł p r a ­

t y l k o p r z y c z y n i a się do podniesienia k u l t u r y estetycznej miejs­

cowniczek z „ C e p e l i i " . Z a b r a k ł o w i e ń c ó w , p r e z e s ó w ,

k i c h n a b y w c ó w , ale i pomaga materialnie t y s i ą c o m l u d z i na w s i .

dygnita-

r z y z resortu k u l t u r y , n a s t ę p c ó w , h o n o r ó w , na k t ó r e z a s ł u ż y ł a

Tej sprawie poświęciła się c a ł k o w i c i e . A l e g d y z a c z y n a ł a t ę dzia­

j a k m a ł o k t o . P r z y p a d e k ? Zapewne, w i a d o m o ś ć n a d e s z ł a w os-

ł a l n o ś ć m i a ł a jeszcze do czynienia ze w s i ą w z n a c z n y m stopniu

t a t n i o j c h w i l i , wszyscy b y l i z a j ę c i , p o u m a w i a n i , pogoda

była

z i n t e g r o w a n ą , k o r z y s t a j ą c ą z w ł a s n e g o d o r o b k u , w k t ó r e j nie­

o k r o p n a . A l e p r z y p a d k i b y w a j ą z a d z i w i a j ą c o l o g i c z n e . P a n i Ja­

m a l k a ż d a k o b i e t a t k a ł a czy h a f t o w a ł a . W c h o d z ą c do M i n i s t e r ­

n i n a p r z e ż y ł a s w ó j czas, n a l e ż a ł a do e p o k i , k t ó r a o d e s z ł a .

stwa P r z e m y s ł u i H a n d l u — w dwudziestych latach — z d a w a ł a

U r o d z i ł a się w W i l n i e , 24 czerwca 1893 r . T a m się w y c h o w a ­

sobie s p r a w ę z p r z e m i a n , k t ó r e z a c h o d z i ł y , ale nie s ą d z i ł a zapewne,

ł a , t a m z a c z ę ł a p i s a ć , i n t e r e s o w a ć się ż y c i e m i t w ó r c z o ś c i ą l u d u .

że jeszcze za j e j ż y c i a z a j d ą n a wsi t a k ogromne z m i a n y , że

P o t e m , w dwudziestych l a t a c h p r z e n i o s ł a się do W a r s z a w y , ale

p r z e k s z t a ł c i się nawet p o j ę c i a s z t u k i l u d o w e j czy t w ó r c y ludowe­

jej p r o w e n i e n c j ę z d r a d z a ł a zawsze ś p i e w n o ś ć m o w y , s z c z e g ó l n a

goByła już ostatnią spośród wielkich działaczek

zajmujących

się s z t u k ą l u d o w ą . C z ę s t o w r o z m o w a c h w s p o m i n a ł a l u d z i , z k t ó ­
r y m i się s t y k a ł a , z k t ó r y m i p r a c o w a ł a — Zofię S t r y j e ń s k a ,

Ce­

zarie B a u d o u i n de Courtenay J ę d r z e j e w i c z o w ą , H e l e n ę Sohram ó w n ą , W a n d ę S c h r e i b e r ó w n ą , Jerzego W a r c h a ł o w s k i e g o , Eleo­
n o r ę P l u t y ń s k ą , Zofię C z a s z n i c k ą , A n t o n i e g o K e n a r a . P r z e ż y ł a
I I . 5. J . O r y n ż y n a , Papież
narodowym
Kardynałów
w

Jan Paweł
Warszawie,

I I w otoczeniu
między­
akwarela, 29,5 x 20om

ich w s z y s t k i c h . P r z e ż y ł a l a t a fascynacji l u d e m , m o d y n a c h ł o p s k ą
s z t u k ę i czasy, w k t ó r y c h t r z e b a b y ł o na nowo w a l c z y ć o p r a w o
tej s z t u k i do istnienia.
W c i ą g u Jej

życia odszedł w niepamięć krajobraz lat mło­

d z i e ń c z y c h , d w u k r o t n i e z m i e n i a ł się k s z t a ł t k r a j u , z m i e n i ł a rad y k a l n i o wieś, z m i e n i a ł y p r o b l e m y z w i ą z a n e ze s z t u k ą l u d o w ą .
T o , co n i e g d y ś b y ł o ż y w e — s t a ł o się wzorcem, n a s t r a ż y k t ó r e g o
s t a n ę l i etnografowie, przekaz p o k o l e n i o w y z a c z ę l i

zastępować

i n s t r u k t o r z y , „ s z t u k a " s t a l ą się „ p a m i ą t k ą " a m ą d r e r ę c e c z ł o wioka

z a c z ę ł a z a s t ę p o w a ć maszyna,. N a w e t „ C e p o l i a "

połowy

l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h niowiele m a w s p ó l n o g o z t ą , k t ó r ą organi­
z o w a ł a p . J a n i n a i k t ó r e j t y l e l a t ż y c i a p o ś w i ę c i ł a . Ze s m u t k i e m
w s p o m i n a ł a „ r o m a n t y c z n y " okres „ C e p e l i i " , k i e d y to a u t o n t y c z na, s z t u k a l u d o w a w y z n a c z a ł a

jeszcze a r t y s t y c z n ą

rangę

tej

instytucji.
P o z n a ł e m p a n i ą J a n i n ę , gdy

pracowała w jednym

pokoju

z m o i m ojcem, w Ministerstwie P r z e m y s ł u i H a n d l u . B y ł o

to

przed 60 l a t y . . . P a m i ę t a m j ą dobrzo z t a m t y c h lat. P ó ź n i e j , po
wojnie, p o ł ą c z y ł o nas w s p ó l n e zainteresowanie — a g d y p .

Ja­

n i n a o d e s z ł a na e m e r y t u r ę , o d w i e d z a ł e m j ą , s ł u c h a ł e m o p o w i e ś ­
ci o czasach i l u d z i a c h . C h o d z i ł a j u ż z t r u d e m , ale b y ł a w y t w o r n a ,
zadbana, p e ł n a smutnego u r o k u . P ó ź n i e j s t r a c i ł e m z n i ą k o n t a k t .
Dopiero po k i l k u l a t a c h z n ó w o N i e j u s ł y s z a ł e m — j a k o o malar­
c e W y r z u c a m sobie, że w i e d z ą c w j a k i c h z n a l a z ł a się w a r u n k a c h
zapomniana przez i n s t y t u c j ę , k t ó r e j tyle sił p o ś w i ę c i ł a , nie po­
t r a f i ł e m j e j p o m ó c . Nie p o j e c h a ł e m do N i e j . B o i co m ó g ł b y m
Jej p o w i e d z i e ć , c z y m p o c i e s z y ć ?
P a t r z ę n a j e j o b r a z k i . Czy s ą naiwne ? O t y l e , o ile n a i w n ą
jest d o b r o ć , szczera, serdeczna wiara, m i ł o ś ć do l u d z i , p t a k ó w
i r o ś l i n . Uderza mnie w t y c h akwarelach ich s k r o m n o ś ć , ich de­
l i k a t n o ś ć . S ą o s t a t n i m ś l a d e m w z r u s z e ń i m y ś l ą . Jest w n i c h
smutek, ale i Nadzieja.

fot. J .

252

Świderski

�Aleksander Jackowski

JADWIGA
WSPOMNIENIE O JADWIDZE JARNUSZKIEWICZOWEJ

O r z e ź b i e w i e d z i a ł a d u ż o . Z a r ó w n o o dawnoj j a k i w s p ó ł c z e s n e j .

B y ł a przez ć w i e r ć w i e k u częścią naszej r e d a k c j i , k i m ś b l i s k i m ,
w a ż n y m , do kogo m o ż n a się b y ł o z w r ó c i ć w k a ż d e j

sprawie,

M i a ł e m o k a z j ę k i l k a razy o g l ą d a ć z n i ą muzea i w y s t a w y , d a ł o

w i e d z ą c , że się uzyska pomoc. S ą ludzie, do k t ó r y c h g a r n ą się

mi

i n n i : s ł a b i , w r a ż l i w i , pozornie m o c n i , a w ś r o d k u p ę k n i ę c i . Ś m i a ­

wrażliwość

to

wiele,

cechowała

Pamiętam

irytację

l i ś m y się, że w y s t a r c z y , a b y sama z o s t a ł a z k i m ś w p o k o j u , a j u ż

jednej z naszych k o l e ż a n o k , g d y i d ą c u l i c a m i F l o r e n c j i

Jadwiga

z a c z y n a ł y się zwierzenia, otwieranie duszy. B u d z i ł a

zaufanie,

nagle z a w o ł a ł a — o! D o n a t e l l o . Gdzie ? N o t u , te dwie r z e ź b y !

m i a ł a w sobie c i e p ł o , n a l e ż a ł a do l u d z i , k t ó r z y d a w a l i coś z siebie

S k ą d wiesz ? — z d e n e r w o w a ł a się k o l e ż a n k a , h i s t o r y c z k a s z t u k i .

i wynikająca

ją

bowiem rzeczywiście

z niej

intuicja.

wyjątkowa

i n n y m . O p o w i a d a ł a m i o s w o i m o j c u , nauczycielu, k t ó r y b ę d ą c

P r z e c i e ż t u s ą cztery r z e ź b y ! T o oczywiste! z d z i w i ł a się J a d w i g a ,

j u ż na emeryturze

p r z e c i e ż to dwie s ą z u p e ł n i e inne.

szedł do s z k o ł y a b y u s ł y s z e ć h a ł a s na k o ­

r y t a r z a c h w czasie p r z e r w y . I l u jest dziś t a k i c h nauczycieli?

D o n a t e l l a z r e s z t ą w i e l b i ł a , co nie p r z e s z k a d z a ł o j e j entuzjaz­

B y ł a u r o d z o n y m pedagogiem, l u b i ł a m ł o d z i e ż , w ł a ś c i w i e dopiero

m o w a ć się s z t u k ą w s p ó ł c z e s n ą , z w ł a s z c z a Pevsenerem, Ipouste-

w t e d y się w p e ł n i r e a l i z o w a ł a , g d y m o g ł a d y s k u t o w a ć z m ł o d y m i

gry'm,

l u d ź i p i o i c h p r a c y , o sztuce, o n a j w a ż n i e j s z y c h sprawach ż y c i a .

d z i a ł a l n o ś ć warszawskiej

K i c n h o l z e m , Baconom,

Giacomettim.

Bliska

g r u p y „ R e p a s a g g e " , nieraz

jej

była

zwracała

Sama k o r z y s t a ł a nie m n i e j z t y c h k o n t a k t ó w , o t w a r t a na nowo

m i u w a g ę n a j a k ą ś szczególnie c i e k a w ą i m p r e z ę j a k n p . a r a n ż a c j ę

p r o b l e m y , nowe zjawiska. U m i a ł a s ł u c h a ć , a ł e i co joszczo rzadszo

K a l i n y i K o w a l s k i e g o g r o b u wiolkanocnego w kościele ś w . K r z y ż a ,

— p a t r z e ć . T a k , p a t r z e ć , a b y w i d z i e ć t o , co nowe, i n n e ; p a t r z e ć

czy

od ś r o d k a , od samej rzeczy w ł a ś n i e a nie przoz j e j p r z y r ó w n a n i e

Romana

t e ż bliskie istocio ludowej

ekspresji

widowisko

pasyjne

Woźniaka.

do c z e g o ś , co j u ż istnieje. T y m się w ł a ś n i e o d z n a c z a ł y j e j k r y t y k i ,

W sztuce, t a k j a k i w ż y c i u nie u z n a w a ł a k o m p r o m i s u , w o l a ł a

recenzje w y s t a w , w s t ę p y do k a t a l o g ó w — n a p i s a ł a ich niewiele,

o d e j ś ć n i ż r o b i ć czy m ó w i ć coś, czego nio a k c e p t o w a ł a . R ó w n i e ż

ale d o c i e r a ł a w n i c h do sedna rzeczy, p o t e m d z i ę k o w a n o jej —

o r g a n i z u j ą c w y s t a w y nie u l e g a ł a presji m o d y , czy t o w a r z y s k i c h

Pani

u k ł a d ó w . B y ł y to w y s t a w y odkrywcze i konsekwentne,

zrozumiała

t o , co n a j w a ż n i e j s z e ,

co c h c i a ł e m

wyrazić.

że w y ­

Obca j e j b y ł a „ n a u k o w o ś ć " p o l e g a j ą c a na t o m , że rzecz n o w ą

m i e n i ę c h o ć b y „ R z e ź b ę w ogrodzie" ( S A R P , W - w a 195G) ,,14-tu

wpasowuje się w j u ż i s t n i e j ą c ą s i a t k ę p o j ę ć i k l a s y f i k u j e ,

r z e ź b i a r z y " ( Z a c h ę t a , Warszawa 1968). P r z y g o t o w a ł a d o s k o n a ł y

usta­

w i a j ą c a r t y s t ę w kolejce — ton za M o o r e m , t a m t e n za Giacomet-

zostaw polskiej r z e ź b y powojennej n a m i ę d z y n a r o d o w ą w y s t a w ę

t i m , A r p e m czy Cesarom. S z u k a ł a w ludziach i sztuce tego, co

w P a r y ż u , b y ł a w s p ó ł a u t o r e m w a ż n e j ekspozycji „ R z e ź b a polska

autentyczne i w ł a s n e , co s t a n o w i ł o n a w e t t y l k o zarodek nowego.

1944—1948" w p o z n a ń s k i m B W A (1984). Znakomicie r o z w i ą z a ł a

M o ż e dlatego w ł a ś n i e t a k cenili j ą , j a k o k o n s u l t a n t k ę , studenci

t r u d n y p r o b l e m w y s t a w y , o b r a z u j ą c e j dorobek i p r o b l e m a t y k ę

Wydziałów Rzeźby i Wzornictwa Przemysłowego ASP w War­

25 l a t d z i a ł a n i a naszego pisma

szawie. P r o w a d z ą c teoretyczne

się t a k ż e w inne w y s t a w y , p r z y g o t o w y w a n e w P r a c o w n i S z t u k i

kając

w intencje autora,

prace d y p l o m o w e u m i a ł a , w n i ­

r o z s z e r z y ć jego h o r y z o n t

( P M E , W - w a , 1972). A n g a ż o w a ł a

myślenia,

Nieprofesjonalnej, że w y m i e n i ę t u c h o ć b y w y s t a w k ę t o w a r z y s z ą c ą

z w r ó c i ć u w a g ę na niedostrzegane k o n t e k s t y i u w a r u n k o w a n i a .

konferencji na t e m a t k i c z u i s z t u k i j a r m a r c z n e j . M i a ł a z r e s z t ą

253

�n a tej konferencji z n a k o m i t ą w y p o w i e d ź , u m i a ł a b o w i e m p o d e j ś ć

t e ż i siłę, z j a k ą p r z e b i j a ł o się t o , co b y ł o i s t o t ą j o j o s o b o w o ś c i ,

do zagadnienia nie szablonowo, w i d z ą c je w aspekcie k u l t u r y ,

jej p o w o ł a n i e m . T w o r z y ł a w o k ó ł siebie a t m o s f e r ę ,

a nie t y l k o t r a d y c y j n i e p o j m o w a n e j s z t u k i .

dawała

wiele a r t y s t o m . B y ł a

czułym,

środowisko,

wrażliwym

i

mądrym

N a t o m i a s t do dawnej s z t u k i ludowej p o d c h o d z i ł a z szacun­

k r y t y k i e m ; przyjacielem i d o r a d c ą . „ C a ł e jej ż y c i e p r z e n i k n i ę t a

k i e m n a l e ż n y m k a ż d e j p r a w d z i w e j sztuce. N i e b y ł o w niej czu-

b y ł o poszukiwaniem n a j g ł ę b s z y c h w a r t o ś c i d u c h o w y c h , a ż y c i u

łostkowości,

miłośników

sztuki o d d a w a ł a cały swój niepowtarzalny entuzjazm" napisali

niektórych

w „ T y g o d n i k u P o w s z e c h n y m " Jej

t y l k o

tak

charakterystycznej

sztuki ludowej,

dla

wielu

czy zawodowej g o r l i w o ś c i

działaczy „ n a polu k u l t u r y " . Mierzyła dzieła sztuki ludowej t a k ą

Chorowała

przyjaciele.

d ł u g o i c i ę ż k o . Ś m i e r c i się nie

bala.

Wierzyła

s a m ą miarą, jak twórczość środowisk elitarnych. Nie u z n a w a ł a

b o w i e m mocno i g ł ę b o k o . Nieobecni są n a j b l i ż e j nas,

a r g u m e n t ó w w rodzaju „ j a k na garbatego, t o on jest bardzo

w j e d n y m ze s w y c h wierszy k s i ą d z T w a r d o w s k i . Pewnie t a k jest,

p r o s t y " , z a c h w y c a ł y j ą dawne r z e ź b y , d r z e w o r y t y , obrazy. N a

gdy

ś c i a n a c h w p o k o j u w i s i a ł y — niepodal ulubionego p e j z a ż u J a c k a

P ó k i p a m i ę t a m y — s ą w ś r ó d nas. Czasom j a k o p a m i ę ć przesz­

S e m p o l i ń s k i e g o i l i n o r y t u Gielniaka — N i k i f o r , a n a d tapczanem

łości, czasem — j a k o p u n k t odniesienia.

obrazy na

szkle A d a m a

Słowińskiego

i Leokadii

L u d o w a r z e ź b a ceramiczna z S a r d y n i i ś w i e t n i e

Plonkowej.

Ludu

Polskiego"

wypełnić.

U r . 9.03.1918 w Warszawie, u k o ń c z y ł a w 1935 g i m n . „ W s p ó ł ­

Z wdzięcznością wspominam wielomiesięczną wspólną pracę
albumem „ S z t u k a

daje się

*

harmonizowała

z n i e w i e l k i m i b r ą z a m i j e j m ę ż a — Jerzego Jarnuszkiewicza.
z J a d w i g ą nad

l u k a spowodowana i c h o d e j ś c i e m nie

napisał

(Arkady,

p r a c a " i w s t ą p i ł a n a U n i w e r s y t e t W a r s z a w s k i , gdzie s t u d i o w a ł a
polonistykę.

Przed

wybuchem

wojny

zdążyła

jeszcze

zrobić

W - w a 1967). J e ź d z i l i ś m y po muzeach, p r z e g l ą d a l i ś m y i s t n i e j ą c e

a b s o l u t o r i u m . W czasie o k u p a c j i b r a ł a u d z i a ł w t a j n y m naucza­

a r c h i w a , z n o s i ł e m jej zdjęcia w y b r a n e z p o ś r ó d

n i u , od 1943 u k r y w a ł a się. Po p o w s t a n i u z o s t a ł a wywieziona do

t y s i ę c y — a ona,

kilkudziesięciu

j a k r e ż y s e r , k o m p o n o w a ł a je n a

planszach

t w o r z ą c s w o i s t ą s a g ę o sztuce l u d o w e j .

obozu rozdzielczego w Spellen, s t a m t ą d

wysłana

do

fabryki

„ F e r r u m " w Sosnowcu. Po w y z w o l e n i u p r a c o w a ł a j a k o nauczy­

Do „Polskiej Sztuki Ludowej" wniosła Jadwiga swą wrażli­

cielka w g i m n a z j u m i m . St. Staszica w Sosnowcu. J e s i o n i ą 1945 r.

w o ś ć i s p r a w n o ś ć o r g a n i z a c y j n ą . M o ż n a b y ł o b y ć s p o k o j n y m , że

p o w r ó c i ł a do W a r s z a w y , r o z p o c z ę ł a p r a c ę w referacie p r a s o w y m

po j e j a d i u s t a c j i t e k s t nadaje się do d r u k u , po korekcie

Biura

nie

O d b u d o w y Stolicy i j e d n o c z e ś n i e z a c z ę ł a studia h i s t o r i i

zostanie wiele b ł ę d ó w , p r z y p i s y z o s t a n ą ujednolicone, ilustracje

s z t u k i . M u s i a ł a je p r z e r w a ć w z w i ą z k u ze s p r a w a m i o s o b i s t y m i .

trafnie wyeksponowane. B y ł a sekretarzem r e d a k c j i ,

W 1951 k o ń c z y studia polonistyczne, p i s z ą c p r a c ę m a g i s t e r s k ą .

grafikiem,

p ó ź n i e j z a s t ę p c ą r e d a k t o r a naczelnego. Jej inspiracji z a w d z i ę c z a m

Rozpoczyna p r a c ę z l e c o n ą dla I n s t y t u t u B a d a ń L i t e r a c k i c h —•

rozszerzenie z a i n t e r e s o w a ń t a k ż e na t w ó r c z o ś ć N i k i f o r a i i n n y c h

pisze o g ó l n ą c h a r a k t e r y s t y k ę m a l a r s t w a polskiego 2. p o l . X I X w .

„ n i e p r o f e s j o n a l n y c h " , p o g ł ę b i e n i e stosunku do l u d z i , do a r t y s t ó w .
A l e w i e d z i e l i ś m y dobrze, ona i j a , ż e redakcja nie jest miejscem,

W

1953 rozpoczyna p r a c ę w P a ń s t w o w y m I n s t y t u c i e S z t u k i ,

p o c z ą t k o w o j a k o sekretarz r e d a k c j i „ P r z e g l ą d u A r t y s t y c z n e g o " ,

w k t ó r y m m o g ł a b y się n a j p e ł n i e j r e a l i z o w a ć . Т а к się j e d n a k po­

p ó ź n i e j Sekretarz Sekcji h i s t o r i i s z t u k i X I X i X X w . O d

t o c z y ł o jej ż y c i e , ż e po r ó ż n y c h p e r t u r b a c j a c h z g o d z i ł a się w

w r e d a k c j i „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . Po 1978 r. w s p ó ł p r a c u j e

1958 r. p r z e j ś ć do naszej r e d a k c j i . T e n k r o k p o c i ą g n ą ł za s o b ą

z A k a d e m i ą Sztuk P i ę k n y c h w Warszawie. Z m a r ł a 7.11.1986.

n a s t ę p n e , o d d a ł a n a m 20 l a t swego a k t y w n e g o ż y c i a . C ó ż ! w y ­

Wydala

dwie

b i e r a m y m y , ale i los w y b i e r a za nas. N i e c h c ę a n a l i z o w a ć t y c h

W-wa

spraw, z r e s z t ą nie

(PWN, W-wa

wiem,

czy

zdołałbym

to obecnie u c z y n i ć ,

1960,

f a k t e m jest, ż e p r a c u j ą c w r e d a k c j i z a w ę ż a ł a pole i n n y c h swych

Polskiego

książki:

wersje

Polaka

obcojęzyczne)

rzeźba
oraz

współczesna
Pomnik

1975). B y ł a w s p ó ł a u t o r e m a l b u m u Sztuka

d z i a ł a ń . N i e d o s t a w a ł o jej b y ł o z d r o w i a , siły przebicia, u m i e j ę t ­

k i l k a n a ś c i e recenzji, w s t ę p ó w do k a t a l o g ó w
teoretycznych, m . i n . Sztuka,

z r e a l i z o w a ć w p o l n i swych t a l e n t ó w , u c z y n i ł a

1979

p r z e j ś c i u n a e m e r y t u r ę . P a t r z ą c teraz na Jej

dopiero

życie m o ż n a

po
do­

strzec w n i m z a r ó w n o niezrealizowane obszary m o ż l i w o ś c i , j a k

nr

(PWN,
Mickiewicza
Ludu

( A r k a d y , W - w a 1967, w y d a n i a o b c o j ę z y c z n e ) , n a p i s a ł a

n o ś c i zabiegania o w ł a s n e interesy. D a j ą c wiele n a m nie m o g ł a
to

1958

27;

Granice

pojęcia

„przezroczysta"
rzeźby

wystaw,

[ w : ] Rzeźba

1984 [ k a t a l o g ] , Galeria B W A „ A r s e n a ł " , P o z n a ń
1984 ( w y d a n y w 1980].

tekstów

„Kultura", R.
polska

17,

1944—.

20.IX—21.X.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10358" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10336">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/00505075a24c9e17ce986198507570e6.pdf</src>
        <authentication>4396dcb621685ac9e5d89fa2b115fd0c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123208">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123209">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123210">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3071</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123211">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123212">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.255-260</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123213">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123214">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123215">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123216">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

*

P

E

Э

Ю

М

Е

SUMMARY OF ARTICLES

A. K r o h
TISTS

—

CRACOW F R A T E R N I T Y

OF G R A V E A R ­

I n 1914—-18 i n Cracow there functioned an A r m y Office for
P r o t e c t i o n o f M i l i t a r y Graves ( K r i o g s g r a b e r a b t c i l u n g K r a k a u ) .
I t served as a war refuge for a n u m b e r o f i l l u s t r i o u s a r t i s t s :
J a n Szczepkowski, H e n r y k U z i e m b ł o , Alfons K a r p i ń s k i , Sta­
n i s ł a w K l i m k o w s k i (Polish), A d o l f K a s p a r (Czech), D u ś a n Jur­
k o v i c (Slovak), Hans M a y e r , J o h a n Jager (Viennese), and others.
T h e y were authors o f some o u t s t a n d i n g works w h i c h are still
to be f o u n d i n the B e s k i d N i s k i m o u n t a i n s a n d i t s surroundings.
I n 1916 there was organized a n e x h i b i t i o n w h i c h presented t h e
achievements o f the F r a t e r n i t y a n d the display was accompa­
nied w i t h a m e t i c u l o u s l y e d i t e d catalogue. S t r i k i n g are h i g h
q u a l i t y o f the projects, as w e l l as t h e i r a r t i s t i c value. I n p a r t i ­
cular the a r t i s t i c w a y the graveyards are composed i n t o t h e
landscape, a n d harmonious c o m b i n a t i o n o f a r c h i t e c t u r a l a n d na­
t u r a l elements are a d m i r a b l e . T h e w o r k s are documented i n
the perfectly edited book b y R . B r o e h a n d H . H a u p t m a n n ,,Die
westgalizische Heldengraber 1914—1915" (1918) w h i c h , i n fact,
p r o v i d e d a l l t h e presented here i l l u s t r a t i o n s .

L u d w i k

Stomma

— FRENCH KINGS'

Z d z i s ł a w M a c h — E D M U N D R O N A L D L E A C H ; E.R.
L e a c h — L E V E L S OF C O M M U N I C A T I O N A N D P R O B L E M S
OF T A B O O I N A N A P P R E C I A T I O N O F P R I M I T I V E A R T ;
A TRIOBRAND MEDUSA?
Scholarly research o f E . R . Leach, one o f m o s t i l l u s t r i o u s
anthropologists o f our times ( b o r n i n E n g l a n d i n 1910) deals
w i t h problems o f a r t to a great e x t e n t . A n d i t is the problems
of a r t t h a t the presented t e x t s discuss. I n the one e n t i t l e d „ L e vols o f C o m m u n i c a t i o n a n d Problems o f Taboo i n A p p r e c i a t i o n
o f P r i m i t i v e A r t " (1973) Leach trios t o determine whether
there exist u n i v o r s a l aesthotical values causing t h a t objects
endowed w i t h t h e m , no m a t t e r w h a t c u l t u r e t h e y originate
f r o m , are h i g h l y estimated as objects o f a r t i n other cultures.
A c c o r d i n g t o Leach, such s i t u a t i o n does occur w h e n the object
reflects elements o f universal, a n i m a l n a t u r e o f m a n , w h i c h
c o n s t i t u t e a taboo.
, , A T r i o b r a n d Medusa?", i n t u r n , discusses a controversial
p r o b l e m : is p r i m i t v e a r t non-representative, m e r e l y decorative,
or does i t represent i n more or less abstract w a y c e r t a i n r e a l i t y ,
either empiric or m e n t a l ? T h e article i n i t i a t e d l o n g polemics i n
the magazine „ M a n " i n 1958.

GALAXY
Boris
A l e k s a n d r o w i c z R y b a k ó w
— MACROU N I V E R S E I N T H E M I C R O U N I V E R S E OF F O L K A R T

T h e w o r k o f L . S t o m m a is a p a r t o f a series e n t i t l e d „ F r e n c h
K i n g s ' G a l a x y " , w h i c h w i l l appear i n consecutive issues o f o u r
periodical. W h a t the a u t h o r presents us w i t h i n the series is a n
a t t e m p t to soe h i s t o r y f r o m the p o i n t o f v i e w o f a n t h r o p o l o g y
of c u l t u r e . T h e m a i n p o i n t is the existence o f m y t h i n h i s t o r y —•
its role and significance in f o r m i n g historical t r a d i t i o n .
T h e article ' L o u i s X V I I a n d P h a n t o m s ' concerns the analysis
o f funeral r i t e as w e l l as the a t t i t u d e t o w a r d s t h e defunct. ,,Le
r o i est m o r t , v i v e le r o i ! " . T h i s e x c l a m a t i o n , t h a t was raised
over Charles V I ' s death bed for the f i r s t t i m e , became a m a n d a t o r y
element o f the r i t e accompanying t h o funeral ceremonies o f
every F r e n c h m o n a r c h . T h e above t r a d i t i o n helps S t o m m a t o
analyse the phenomenon o f t h e unrecorded death o f L o u i s X V I I ,
tlras revealing deep m y t h o l o g i c a l relations w i t h the defunct.
Charles V I ' s madness is a n analysis o f the m y t h o f tho insane
k i n g . T h i s m y t h shaped the r e l a t i o n o f the contemporaries
t o w a r d s the m o n a r c h and h i s t o r i c a l t r a d i t i o n as w e l l . T h e
phenomenon o f b o t h the t r u t h o f m y t h a n d t h a t o f h i s t o r y is
here considered.

T h e a u t h o r presents the o p i n i o n t h a t p a r t i c u l a r examples
o f folk a r t cannot be discussed otherwise t h a n i n b r o a d c u l t u ­
r a l a n d h i s t o r i c a l contexts. A r t i s t i c phenomena m u s t be expla­
ined i n v i e w o f man's idea o f t h e s u r r o u n d i n g w o r l d . F o l k deco­
r a t i v e a r t f r e q u e n t l y enriches o r d i n a r y objects w i t h deeper meani­
ngs. F o r example, i n Russian f o l k female costume one can easilly
trace the m o d e l o f t h e universe; lower parts are decorated w i t h
symbols o f e a r t h , seeds, a n d p l a n t s , upper ones w i t h symbols
of birds a n d r a i n ; the head-dress, i n t u r n , presents symbols o f
the sun, s k y , a n d stars.
R y b a k ó w examines t h e m o t i f o f deer, w h i c h is t o be f o u n d
t o d a y o n Easter Eggs i n the E a s t Carpathians, as w e l l as i n
the N o v o g r o d e m b r o i d e r y ; he also a t t e m p t s at reconstructing the
h i s t o r y o f the m o t i f . H e assumes t h a t i t reflects the universal m y t h
of heavenly deer r u l i n g the w o r l d . Therefore he goes back t o
magic signs o f palaeolithic hunters a n d presents the h i s t o r y
o f man's idea o f the w o r l d i n the course o f h u m a n c i v i l i z a t i o n .

Dariusz
Czaja,
C z e s ł a w
R o b o t y c k i — THE
P E A S A N T ' S F A M I L Y I N T H E P O D L A S I E R E G I O N ACCOR­
D I N G TO T H E W E A K L Y „ P R Z Y J A C I Ó Ł K A "

Wojciech
B i a ł o p i o t r o w i c z
— PROBLEMS OF
F O L K A R T I N T H E ORTHODOX P A I N T I N G I N V I E W OF
SOME E X A M P L E S F R O M T H E C A R P A T H I A N S

I n Polish mass-media the w e a k l y P r z y j a c i ó ł k a is almost on
t h e t o p as far as i t s c i r c u l a t i o n is concerned. F o r m a n y years i t
was b u t t h e o n l y magazine read i n t h e c o u n t r y . The didactic tone
o f its articles results f r o m the persuasive character o f the w e a k l y .
T h e present paper aims at analysing one o f the articles published
b y the „ P r z y j a c i ó ł k a " a n d devoted t o the peasant's f a m i l y . Accor­
d i n g t o D . Czaja a n d Cz. R o b o t y c k i ' s grounded claims, the
article is b u t a peculiar m y s t i f i c a t i o n . T h e presented situations
a n d persons d i d n o t exist i n r e a l i t y . T h e analysed article is a co­
l l e c t i o n o f stereotypes a n d t h i n k i n g schemes, w h i c h h a v i n g been
a p p r o p r i a t e l y composed f o r m a probable image.
Moreover, some l i t e r a r y a n d scholarly parallels o f the a r t i ­
cle are presented. T h e ways o f deforming r e a l i t y b y mass-media
are thus p o i n t e d o u t . The d e f o r m i n g a n d m y t h - m a k i n g mecha­
nism is e x p l a i n e d b y means o f R o l a n d B a r t h ' s theses a b o u t
e v e r y d a y m y t h o l o g i e s . T o conclude the authors w a r n t h a t i n
the course o f c o m m u n i c a t i o n a l l spheres o f r e a l i t y are s u b m i t t e d
to tho process o f m y t h - m a k i n g . This also concerns numerous
biographies o f folk artists, which are presented i n the q u a r t e r l y
Polska S z t u k a L u d o w a .

T h e a u t h o r continues here his reflexions o n the conctpe o f
icon presentend a t a s y m p o s i u m organized b y t h e I n t e r d i s c i ­
p l i n a r y I n s t i t u t e o f the Research o n Bisantine-Slav c u l t u r e at
the Catholic U n i v e r s i t y o f L u b l i n i n 1983
T h e y concern the relationship between the icon a n d f o l k
p a i n t i n g displayed i n O r t h o d o x churches a n d treated equally
as icons. Despite c e r t a i n e x t e r n a l analogies ( c o m m o n character
o f representations, s i m i l a r i t y o f some f o r m a l means) t h e genesis
a n d essence o f the icon p a i n t i n g are t h o r o u g h l y different f r o m
those o f f o l k a r t . T h e icon originates i n the d i s t a n t pre-christian
era. I t s canon was established i n the course o f several h u n d r e d
years as the result o f i m p r i n t i n g tho o r i g i n a l f o r m o f the pos­
t h u m o u s p o r t r a i t w i t h complex religious meanings. I c o n artists
obliged t o monastic life sought i n s p i r a t i o n i n the knowledge o f
f a i t h principles. T h e i r w o r k s were a religious act. A f o l k a r t i s t ,
i n t u r n , w h e n i m i t a t i n g a n icon, regarded i t f r o m the outside
w i t h o u t u n d e r s t a n d i n g its essentially sacral sense. Such f o l k
works appeared i n O r t h o d o x churches since the 15th c e n t u r y .
A m o n g t h e m the a u t h o r distinguishes the group closest t o the
icon canon a n d preserving its iconographic scheme. WTien ana-

255

�l y z i n g some o f the w o r k s lie proves certain subtle differences
r e s u l t i n g f r o m the secular a t t i t u d e of the artist d e p r i v i n g his
works o f t h e i r essential sacral significance.

Marian
K o r n e c k i — T H E BOCHNIA CYCLE
OF
T H E DANCE
MACABRE
PRESENTATION.
M A R G I N A L N O T E O N T H E C O N T I N U I T Y O F T H E ME­
MENTO
MORI
MORELIZING MOTIF I N T H E PROVINCES
I N T H E 19TH C E N T U R Y

Z o f i a S z a n t o r — T H E 17th C E N T U R Y I C O N S F R O M
THE MUSZYNA REGION

I n the Bernardine church i n the Cracow S t r a d o m one can
f i n d tho presentation o f dance macabre d a t i n g f r o m the second
h a l f o f the 17th c e n t u r y . T h i s p u t s i t i n the p o s i t i o n o f the oldest
presentation o f tho subject preserved i n P o l a n d . I t originates
i n the p o p u l a r m e d i e v a l graphic. I n t h e course o f years numerous
copies o f t h e Cracow p a i n t i n g woro croated. T h e y were t o i n ­
troduce a n d popularize t h e idoa o f o q u a l i t y i n face o f death,
t h e y signified memnto mori, a n d were t o make people realizo
tho transitoriness a n d v a n i t y o f t h e w o r l d l y t h i n g s . I n P o l a n d
those ideas were r e v i v e d d u r i n g t h e C o u n t e r - R e f o r m a t i o n a n d
wore p a r t i c u l a r l y propagated b y t h e e g a l i t a r i a n Bernardine
order. Thoreforo, t h e m o s t famous copies o f t h e Cracow p a i n t i n g
are t o be f o u n d i n the B e r n a r d i n e churches i n K a l w a r i a Ze­
b r z y d o w s k a (1769), St A n n ' s Church near P r z y r ó w , i n Grodno
a n d C z e r n i a k ó w (Warsaw). A m o n g other i m i t a t i o n s we f i n d
water-colours by K o n s t a n t y K o p f (1858), as y e t n o t p u b l i s h e d .
The cycle o f i n t e r e s t i n g , y e t l i t t l e - k n o w n pictures f r o m B o c h ­
n i a (the so-called M u r o w i a n k a chapel) is b y t h e author also
regarded t o constitute the i m i t a t i o n o f the Cracow p a i n t i n g .
T h o cycle i n question consists o f 14 separate pictures, rather
small (40 X 8 0 ) , ' w i t h scenes analogical t o the Cracow p a i n t i n g .
The cycle was p r o b a b l y created i n the 19th c e n t u r y a n d was
either a n i n d i r e c t or a direct copy o f the Cracow dance macabre.
The B o c h n i a pictures were most l i k e l y c u t o u t o f some bigger
whole. H o w e v e r , t h e y lack c e n t r a l l y placed dancing figures;
moreover, t w o o f the pictures have no equivalent i n the p r o t o ­
t y p e i n Cracow. The t w o scenes ( w i t h tho apothecary a n d at
the inn) reveal the necessity to actualize t h e m o r a l message o f
the p a i n t i n g ,as w e l l as the painter's personal a t t i t u d e . H o m a y
havo been a simple artisan o f no o n t s d a n d i n g s k i l l , almost i l l i ­
terate (this can be seen i n numerous mistakes i n the inscriptions
w h i c h were most l i k e l y copied). The a r t i s t p r o f i t s o n l y f r o m the
compositional designs o f tho Cracow p a i n t i n g or i t s copy, sim­
p l i f y i n g some details a n d m o d e r n i z i n g others (eg. costumes).
T h o above conclusions are supported b y a detailed c o m p a r a t i v e
analysis o f b o t h the B o c h n i a presentation a n d the Cracow ori­
ginal.

The icons f r o m the B e s k i d S ą d e c k i M o u n t a i n s dated f r o m
t h e 1st h a l f of the 17th century decorated o r t h o d o x churches
and — after the i n t r o d u c t i o n o f the U n i a t e Church — Groek
Catholic onos i n villages founded i n accordance w i t h t h e V a l l a c h i a n law. T h o icon donors were m o s t l y members of the socially
p r i v i l e g e d village s t r a t u m .
T h e 17th c e n t u r y i c o n p a i n t o r s a c t i v e i n the southern p a r t
o f t h e B3skid S ą d e c k i M o u n t a i n s , t h a t is the estates o f the
Cracow bishops (Muszyna region) are t o be d i v i d e d i n t o t w o
circles. The artists f r o m the f i r s t circle (the oldest k n o w n icon
dates back t o 1623) based t h e i r designs most p r o b a b l y o n fresco
and wood-carving decoration f r o m M o l d a v i a n o t h o d o x churches.
I n t u r n , the artists f r o m the second circle w h i c h distinguished
itself after
1644, followod
Renaissance-mannesrist
designs
generally applied i n the whole o f the P o l i s h - L i t h u a n i a n Com­
m o n w e a l t h . The icons from the Muszyna region also betray
some analogies to t h e B a l k a n t r a d i t i o n as well as strong oceidentalization o f b o t h painters a n d receivers. A l l the more,
the o r t h o d o x s y m b o l i s m o f some representations was gradually
b l u r r i n g ; moreovor, there appeared on icons secular i n s k r i p t i o n s
and donors' p o r t r a i t s .
T h e iconostasises, w h i c h were composed o f these icons a l l
belonged t o the old t y p e o f the panol iconostasis w i t h o u t archi­
tectural f r a m i n g . I t was i n the 1st h a l f of tho 17th century t h a t
t h e new t y p o o f iconostasis appeared i n major artistic centres
of t h e Russian lands o f t h e C o m m o n w e a l t h . Contrary t o M o l ­
d a v i a n or B a l k a n a r t , i t s artistic f o r m evelvod f r o m t h o icon
framings under the influence o f Renaissance aesthetics. The
conception t o b r i n g a l l the icons together m i g h t have derived
f r o m Southern t r a t i t i o n s . The same t r a d i t i o n s t r o n g l y affected
the iconography o f t h e iconostasis. A n interesting example o f
the coexistence o f N o r t h e r n a n d Southern t r a d i t i o n s can be
seen i n t h e i n t r o d u c t i o n o f the i c o n o f t h e Pantocrator i n t o
t h e b o t t o m r o w o f some Carpathian iconostasisos f r o m the begin­
n i n g o f the 17th c e n t u r y .
The icons f r o m t h e M u s z y n a region f r o m the 1st h a l f o f the
17th c e n t u r y e x e m p l i f y the i n t e r p e n e t r a t i o n o f tho N o r t h e r n
and Southern circles o f o r t h o d o x culture as well as its e v o l u t i o n
under the influence o f t h e West-European t r a d i t i o n .

Tadeusz

C h r z a n o w s k i

—

T H E T R E E OP

DEATH

W i t h t h e name ,,tree o f d e a t h " the a u t h o r denominates a late
m e d i e v a l image o f a tree, leafless a n d t h o r n y , w i t h h u m a n f i ­
gures f i x e d o n i t s spikes. F r e q u e n t l y at the foot o f the tree St
Gregory was presented w h e n saying the mass. The m o t i f is k n o w n
i n iconography as the , . m a r t y r d o m o f t e n t h o u s a n d " .
The scene refers t o t h e topos o f collective m a r t y r d o m po­
p u l a r i n the late M i d d l e Ages. The most w i d e l y - k n o w n legends
t e l l the s t o r y o f t h e so-called Thebes L e g i o n , the 10 thousand
m a r t y r s o f A r a r a t m o u n t a i n , as w e l l as o f St U r s u l a and her
companions. The tree o f death showing m a r t y r s (frequently w i t h
Christ a m o n g t h e m ) expresses, according to the author, fascination
w i t h death, so characteristic o f late Gothic.
The a u t h o r analyses Polish presentations o f the tree o f death,
w i t h the oldest one, i.e. p a i n t i n g f r o m the c h u r c h o f St James
i n T o r u ń d a t i n g f r o m 1350—1360. W e also k n o w some exam­
ples f r o m t h e lands o f t h e Teutonic Order d a t i n g f r o m the begin­
n i n g of t h e 15th c e n t u r y . Three Silesian w o r k s are f r o m t h e socond
q u a r t e r o f the 15th c e n t u r y . I n P o l a n d o f t h e 15th a n d 16th
c e n t u r y wo do n o t come across the fascination w i t h death, so
characteristic o f Western E u r o p e (compare the dance o f death,
e t c . ) ; as a m o t i f i n p a i n t i n g a n d l i t e r a t u r e i t appeared o n l y i n
the m i d d l e o f the 17th c e n t u r y ; this is accounted for b y histo­
r i c a l reasons. The p o p u l a r i t y o f tho idea o f collective m a r t y r d o m
i n the 16th a n d 17th c e n t u r y P o l a n d m u s t have been conne­
cted w i t h the f o r m a t i o n o f the idea o f b u l w a r k o f C h r i s t i a n i t y ;
i n Silesia i t e x e m p l i f i e d faithfulness to R o m e d u r i n g R e f o r m a t i o n .
C h r z a n o w s k i t h i n k s t h a t the Polish examples o f t h e tree o f death
f r o m t h e discussed p e r i o d are presentations w h i c h u n i f i e d legen­
d a r y m o t i f s i n t o a scene o f a more goneral meaning. T h e y became
the s y m b o l o f passing wordliness w i t h i t s suffering, sin, a n d
c r u e l t y . T h e y are n o t t o be i n t e r p r e t e d as a v i s i o n o f h e l l , b u t
r a t h e r as t h a t o f souls i n p u r g a t o r y .

256

A l i c j a M a ł e t a — GRANITE SIDE-WAY A N D TOMB
SCULPTURE I N EASTERN PODLASIE
The article discussed examples o f stone sculpture i n E a s t e r n
Podlasie w h i c h were created f r o m the second h a l f o f the 19th
c e n t u r y t i l l W o r l d W a r I as foundations b y local peasants a n d
executed most p r o b a b l y b y local stonecutters.
Side-way sculpture is represented b y granite poles w i t h
reliefs o f the O r t h o d o x cross a n d s k u l l a n d crowned w i t h a m e t a l
or stone cross. Such poles were also m e a n t as t o m b s . F r o m
among t o m b figures the authoress analyzes t h o u r o g h l y three
granite poles d i s t i n g u i s h i n g themselves w i t h reliefs w i t h f i g u r a ­
t i v e scenos executed most p r o b a b l y by a folk artists.

W o j c i e c h K r a s u s k i — WAY-SIDE SHRINES A N D
CROSSES A S S I G N S O F T H E S P A C E D I V I S I O N
Way-side shrines and crosses are t h e m o s t visible m a ­
nifestation o f religiousness o f the P o l i s h countryside. T h e y
were founded b y village c o m m u n i t i e s or r i c h farmers t o comme­
m o r a t e i m p o r t a n t events, t o t h a n k for d i v i n e p r o t e c t i o n , a n d
t o g u a r d against supernatural forces. T h e y were erocted on
the places o f appearances on cementaries a n d cross-roads. N e w
shrines have been replacing former ones, a n d the above observa­
t i o n enabled the author t o conclude t h a t the net of crosses a n d
shrines has been b u t the same for centuries.
The article is based o n the research carried o u t i n the c o u n t r y ­
side i n the 80's. H o w e v e r , o n l y one aspect of the p r o b l e m is being
discussed, i.e. way-side shrines a n d crosses as space markers.
F o l l o w i n g Eliade's d i v i s i o n of space i n t o „ s a c r u m " a n d ,,prof a n u m " the author proves t h a t t h e net o f shrines a n d crosses
m a r k s the „ c o n t r ę o f the w o r l d " a n d its boundries. Thus shrines
a n d crosses d e l i m i t d i m i n i s h i n g h o l y spaces: the vastest area
is occupied b y t h e parish w i t h the c h u r c h as ,,the centre o f the
w o r l d " , t h e n come the village, tho f a r m , a n d the f i e l d . The
above assumption led the a u t h o r t o the hipothesis t h a t the
r i t u a l s connected w i t h erecting a n d a d o r n i n g shrines a n d crosses
are some o f the „ r i t u a l s o f t r a n s i t i o n " (cf. L . S t o m m a , M a g i a
A l k m e n y ) a n d therefore t o o k place i n the period between t h e
spring equinox a n d summer solstice.

�One is to observe nowadays o u t n u m b e r i n g o f crosses b y way­
s i d e shrines, w h i c h is due to the n o u r i s h m e n t o f the cult o f
Our L a d y and creation o f shrines i n new locations.
Aleksander
J a c k o w s k i
— ANDRZEJ
GRZELA­
C H O W S K I A N D T H E C O L L E C T I O N OF H I S B L A C K A F R I ­
CAN SCULPTURE
A n d r z e j Grzelachowski is a c i v i l engineer who lives i n P o z n a ń .
H e w o r k e d i n A f r i c a as an engineer for seven years. H e spent
all his holidays l i v i n g a m o n g the local tribes (Masai a n d others).
H e l e a r n t q u i s w a h i l i a n d was i n the course o f t i m e accepted
i n t o the c o m m u n i t y . Grzelachowski's a t t i t u d e reveals deep res­
pect for the people he l i v e d w i t h , a n d w h o m he cannot r e g a r d
f r o m the p o s i t i o n o f an i n v e s t i g a t o r a n d observer.
W h e n l i v i n g w i t h the Masai he learnt t o sculpt together
w i t h the t r i b a l sculptors and his w o r k s were accepted b y the
c o m m u n i t y . N o w t h e y are displayed i n the author's home m u ­
seum. A b o u t 300, i.e. h a l f o f t h e m , are k e p t i n museums a n d
p r i v a t e collections i n A u s t r i a , W e s t Germany, E a s t G e r m a n y ,
B e l g i u m , H o l l a n d , Sweden, N o r w a y , Great B r i t a i n , Canada,
L e b a n o n , a n d the Sudan. Tho a r t i s t does n o t agree t o sell the
w o r k s t h a t are i n his possession. H i s r o o m — museum, w h i c h
was organized i n 1978, remains a l i v i n g r o o m a n d sanctuary
a t the same t i m e .
Zofia
G r ó d e c k a
— MANY-GENERATION
TION I N FOLK EMBROIDERY

TRADI*

I t is e m b r o i d e r y w h i c h remains one o f the few domains o f
folk a r t , t h a t have come d o w n to our times a n d are n o w s t i l l
alive despite the fact t h a t its audience a n d purchasers have
changed. I n the end o f the 19th c e n t u r y peasants' c u l t u r e p r o ­
duced h i g h l y developed a r t to include e m b r o i d e r y as w e l l . T h e
20th c e n t u r y b r o u g h t a b o u t desintegration o f t r a d i t i o n a l cul­
t u r e . I t was after W o r l d W a r I I t h a t the above process got ra­
p i d ; nowadays t r a d i t i o n a l c u l t u r e is declining completely. I n
v i e w o f t h i s s i t u a t i o n the i n h e r i t e d skills can t h u s o u t l i v e o n l y
w h e n a new purchaser (i.o. state i n s t i t u t i o n s , m a i n l y the Ce­
pelia) is f o u n d .

These processes are shown on the example o f one f a m i l y i n
w h i c h artistic skills a n d predilections are h a n d e d d o w n f r o m m o ­
t h e r to daughter. T h e y c u l t i v a t e w h i t e e m b r o i d e r y o n t u l l e a n d
linen o,s w e l l as the a r t o f shaping and decorating coifs w h i c h are
t y p i c a l o f the Great P o l a n d costume. The a u t h o r analyses b o t h the
conditions of t h e embroidress' w o r k a n d changes i n f i n a l p r o d u c t s .
She also takes i n t o account t r a n s f o r m a t i o n s of the embroidress'
a t t i t u d e t o w a r d s her o w n a r t . G r a n d m o t h e r a n d m o t h e r embroidod for themsolvos a n d t h e i r m i l i e u , whereas the w o r k i n g daugh­
ter ombroids o n l y for the Cepelia.

H a l i n a
K e n a r o w a
— „ I T ' S N E V E R TOO L A T E " .
T H E P A I N T I N G OF J A N I N A O R Y N Ż Y N A . A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i — JANINA ORYNŻYNA.
J a n i n a O r y n ż y n a was b o r n i n V i l n a i n 1893. I n the 1920's
she w o r k e d for the M i n i s t r y o f I n d u s t r y a n d Commerce i n W a r ­
saw where she i n i t i a t e d tho section o f F o l k Decorative Produc­
t i o n . A f t e r W o r l d W a r I I she became the head o f F o l k A r t Derp a r t m e n t . U n t i l 19G0 she w o r k e d for the Cepelia. W h e n r e t i r e d
she s t a r t e d w r i t i n g and later on p a i n t i n g and d r a w i n g . H e r
m a i n books are: „ P r z e m y s ł l u d o w y w Polsce" ( F o l k P r o d u c t i o n
in Poland) —• 1937, „ O s z t u k ę l u d o w ą " (Struggling for F o l k
A r t ) — 1965, „ P i ę k n o u ż y t e c z n e " ( A p p l i e d B e a u t y ) — 1967.
I n F e b r u a r y 1985 the Cepelia h e l d an e x h i b i t i o n o f w a t e r
colours a n d drawings o f the n i n e t y - y e a r - o l d a r t i s t , w h o called
i t , , I t ' s never too l a t e r " . H e r m a i n subjects w e r e : memories
f r o m the past, the cycle Lylanny
to All Souls, a n d scenes f r o m
the O l d Age House o f the A l b e r t i n e nuns i n K u t n o where she
l i v e d the last days o f her life. (She died o n F e b r u a r y 3rd, 1986).
Grzelachowski's works can h a r d l y be distinguished f r o m t h o ­
se created b y A f r i c a n artists. One can detect i n t h e m diffrerent
regional styles. These copies possess, however, the force o f
a u t h e n t i c i t y a n d are „ e n l i v e n e d " b y the e m o t i o n a l a t t i t u d e o f
t h e i r creator. Grzelachowski's w o r k cannot be classified according
t o any c o m m o n categories. H e is neither professional nor ama­
t e u r , y e t his s k i l l is perfect. I n no case is he a f o l k a r t i s t . Grze­
l a c h o w s k i sculpts as i f he has managed t o comprehend or even
interiorize e t h i c a l a n d aesthetical n o r m s , as w e l l as the c u l t a n d
Way o f t h i n k i n g o f t h e t r i b e s t h a t created such sculptures.

РЕЗЮМЕ

Ан то ни
К р о х
—
КРАКОВСКОЕ
СТВЕННО-ПОГРЕБАЛЬНОЕ
БРАТСТВО

ХУДОЖЕ­

В 1914—1918 г г . в К р а к о в е д е й с т в о в а л о
Военное
у ч р е ж д е н и е по охране военных могил.
Там н а ш л и пристанище многие в ы д а ю щ и е с я
ху­
дожники: поляки — Ян Щепковски, Х е н р ы к Узембло,
Альфонс
Карпиньски,
Станислав
Климовски,
чех
А д о л ь ф К а с п а р , словак Д у ш а н Ю р к о в и ч , в е н ц ы Ганс
Маер, Ииоган Егер и др. Они создали ряд произве­
дений, до сих
пор с о х р а н и в ш и х с я на
территории
Н и ж н и х Б е с к и д и о к р е с т н о с т е й . В 1916 г. в К р а к о в е
состоялась выставка
их
работ,
сопровождавшаяся
прекрасным каталогом. Поражает старательное вы­
полнение проектов и часто их высокохудожественное
качество. Обращает
внимание
удачно
встроеннае
в пейзаж кладбища гармоническая связь архитекто­
нических элементов с естественной средой.
Л ю д в и к
РОЛЕЙ

С т о м м а

—

РЯД ФРАНЦУЗСКИХ

КО­

Т е к с т Л. С т о м м ы я в л я е т с я о т д е л ь н ы м ф р а г м е н т о м
болфшого цикла, озаглавленного „Ряд французских
королей", к о т о р ы й будет издаваться в п о с л е д у ю щ и х
номерах нашего чурнала. В этом ц и к л е автор пред­
лагает нам взляд на историю с перспективы антро­
пологии культуры. Главным предметом размышлений
является
в данном
случае
существование
мифа
в истории, его р о л ь и з н а ч е н и е в ф о р м и р о в а н и и
исторической традиции.

Людвик X V I I
и у п ы р и ето текст
посвященный
анализу похоронного обряда и отношения к
умер­
ш и м . „ L e r e i est m o r t , v i v e l e г о Р ' . Э т о т о к р и к , п р о в о ­
зглашенный над смертным л о ж е м К а р л а V I стал,
в п л о т ь до
X I X века, обязательным элементом
ритуальноопровождающего
похоронную
церемонию
к о ж д о г о властелина Ф р а н ц и и . Н а ф о н е этой
тра­
диции
автор
анализирует феномен не
доказанной
сыерги Людвика X V I I отмечая глубокие мифологичес­
кие структуы руководящие отношением к умерших.
„ Б е з у м и е К а р л а " это а н а л и з м и ф а безумного к о ­
роля. М и ф формулировал отношение к властелину
а также формировал,историчеекую традицию. Автор
рассматривает феномен правдивости мира и истори­
ческой правды.

Д а р и у ш
Ч а я ,
Ч е с л а в
КРЕСТЬЯНСКАЯ
СЕМЬЯ НА
ЖУРНАЛУ
„ПШИЯЦЮЛКА"

Р о б о т ы ц к и
ПОДЛЯСЬЕ
—

—
ПО

Среди
польских
распространенных
журналов
„ П ш и я ц ю л к а " п р и н а д л е ж и т к тем, к о т о р ы е и з д а ю т с я
с а м ы м и б о л ь ш и м и т и р а ж а м и . Долгие годы это б ы л
единственный еженедельник, который читала дерев­
ня. С т а т ь и этого ж у р н а л а о т л и ч а ю т с я п о у ч и т е л ь н ы м
и
убедительным
характером,
содержат
постулаты
и дидактические указания. Один из репортажей ж у р ­
нала,
посвященный
деревенской
семье,
является
предметом анализа настоящей статьи. На основе про­
веденного анализа авторы полагают и обосновывают

257

�свое п р е д п о л о ж е н и е , что д а н н ы й р е п о р т а ж я в л я е т с я
своего рода м и с т и ф и к а ц и е й . О п и с а н н ы е в нем
си­
т у а ц и и и и х у ч а с т н и к и в действительности не с у щ е ­
ствовали. Анализируемый репортаж является
сбор­
ником стереотипов и способов м ы ш л е н и я , сопоставленние которых в известном порядке создает впечат­
ление правдоподобной картины.
На
основании вышесказанного
авторы
проводят
литературные и научные параллели репортажа, од­
новременно отмечая, как „massmedia" деформируют
действительность. Этот д е ф о р м и р у ю щ и й и м и с т и ф и ­
цирующий механизм они объясняют с помощью тези­
сов Роланда Бартес'а о мифологии
повседневности.
В
заключение
авторы
предострегают, что
мифич­
ность это я в л е н и е , к о т о р о м у в процессе о б щ е н и я п о д ­
ч и н е н ы все с ф е р ы действительности, п р и ч е м это м о ­
гут быть т а к ж е многочисленные б и о г р а ф и и н а р о д н ы х
творцов, заметки, о которых часто печатают в е ж е ­
квартальном журнале
„Польское народное
искус­
ство".

З д и с л а в
М а х
—
ЭДМУНД
РОНАЛЬД
ЛЕАЧ
( L e a c h ) ; Э. Р . Л е а ч
— ПРОБЛЕМНЫЕ
КОММУ­
НИКАТИВНОСТИ
И
ПРОБЛЕМАТИКА
ТАБУ
В ВОСПРИЯТИИ И ПОНИМАНИИ ПЕРВОБЫТНОГО
ИСКУССТВА; НЕУЖЕЛИ
ТРИОБРАНДСКАЯ
МЕ­
ДУЗА?
I
3. М а х р а с с м а т р и в а е т н а у ч н о е т в о р ч е с т в о о д н о г о
из наиболее выдающихся современных
антропологов
( р о д . в 1910 г. в А н г л и и ) , к о т о р ы й м н о г о в н и м а н и я
посвятил проблематике искусства. О ней
говорится
в текстах Леача „Уровень коммуникативности и про­
блематика табу в восприятии и понимании первобыт­
н о г о и с к у с с т в а " (1973) и в „ Н е у ж е л и
Триобрандская
медуза?" Первый текст является попыткой ответить
на вопрос существуют ли универсальные эстетичес­
кие ценности, благодаря которым располагающие ими
предметы, независимо
от того, р е з у л ь т а т о м
какой
культуры
они являются, высоко оцениваются
как
художественые объекты представителями
различных
культур. По мнению Леача, такое положение вещей
возникает тогда, когда объект содержит у н и в е р с а л ь ­
ные элементы живого человеческого организма, явля­
ю щ и е с я предметом табу.
Во втором тексте „ Н е у ж е л и Триобрандская меду­
за?"
Леач
затрагивает
противоречивые
проблемы:
обладает ли первобытное искусство образным деко­
ративным
характером
либо ж е более
или
менее
абстрактно отображает эмпирическую или ж е духов­
ную действительность. Статья эта вызвала в
1958 г о ­
ду д л и т е л ь н у ю д и с к у с с и ю на
страницах
журнала
„Ман".

Б о р и с
А. Р ы б а к о в — М А К Р О К О С М О С
КРОКОСМОСЕ НАРОДНОГО
ИСКУССТВА

В

МИ­

По мнению автора, нельзя исследовать отдельных
п р о я в л е н и й народного искусства, не у ч и т ы в а я в то
ж е время широкого культурного и исторического кон­
текста. Художественные явления следует объяснять,
п о з н а в а я п р е д с т в л е н и я ч е л о в е к а об о к р у ж а ю щ е й его
вселенной. Народное декоративное
искусство часто
придает
повееднзвным
потребительским
предметам
более глубокий смысл. В народном наряде
русских
ж е н щ и н можно легко отметить отображение модели
вселенной: нижние части наряда отделывали симво­
лами Земли, семян и растений; верхние — символами
птиц и д о ж д я ; головной убор у к р а ш а л и
символами
Солнца, звезд, небес.
На одном примере — мотиве оленя, который те­
перь встречается на г у ц у л ь с к и х п и с а н к а х и в новго­
родских вышивках, автор пытается реконструировать
и с т о р и ю мотива, п р е д п о л а г а я , что мотив этот отобра­
жает
общечеловеческий
миф,
о небесных
оленях,
п р а в я щ и х миром. Автор возвращается к магическим
палеолитическим знакам охотников, отображая затем
развитие воображений человека о вселенной в оче­
редных этапах цивилизации.

258

В о й ц е х Б я л о п ё т р о в и ч — ВОПРОСЫ НАРОД­
НОГО ИСКУССТВА
В ЦЕРКОВНОЙ
ЖИВОПИСИ
НА ОСНОВЕ ИЗБРАННЫХ НА ТЕРРИТОРИИ КАР­
ПАТ ОБРАЗЦОВ
Настоящий текст является продолжением обсужде­
ний, посвященных понятию иконы, с которыми автор
выступил на симпозиуме, организованном Институтом
исследований
по вопросам
византийско-славянской
культуры при Католическом Люблинском университе­
т е ( K U L ) в 1983 г.
В тексте сопоставляются иконы с народной ж и в о ­
писью в церквях, воспринимаемый на
одинаковых
правах с иконой. Несмотря на некоторые внешние
аналогии (общность образцов, с х о ж и е либо одни и те
ж е ф о р м а л ь н ы е решения) генезис и сущность иконной
ж и в о п и с и с о в е р ш е н н о о т л и ч н ы от п р о и з в е д е н и й н а ­
родного искусства. Икона известна с ранних дохри­
с т и а н с к и х времен. Ее к а н о н р а з р а б а т ы в а л с я в т е ч е н и и
н е с к о л ь к и х сот л е т в с л е д с т в и е н а с л о е н и я г л у б о к о г о
сложного религиозного с о д е р ж а н и я на п е р в о н а ч а л ь ­
ную форму посмертного портрета.
Иконописцев, которых обязывал монашеский образ
жизни, вдохновляло глубокое знание святых
истин
веры. Их творчество являлось религиозным
актом.
Н а р о д н ы й х у д о ж н и к , рисуя по образцу икон, рассма­
тривал их чисто в н е ш н и й облик, не в н и к а я в и х под­
линное
религиозное
значение.
Такие
произведения
появляются в церквях начиная с X V века.
Автор
выделяет
среди них группу, которая б л и ж е всего
канону иконы и сохраняет иконографическую схему.
Анализируя некоторые
произведения
этой
группы,
автор
отмечает
тонкие
различия, вытекающие
из
светского подхода х у д о ж н и к а , в связи с чем его п р о ­
изведение лишено
религиозного
содержания,
свой­
ственного иконе.

З о ф и я
Ш а н т е р
СКОМ КЛЮЧЕ

—

ИКОНЫ

XV

В.

В

МУШИН-

В п е р в о й п о л о в и н е X V I I в. и к о н ы С о и д е ц к и х Б е с кид составляли декор православны хцерквей, а после
заключения греко-католической унии — также декор
греконкатолических церквей в деревнях, основанных
на валашском праве. Среди общественности этих деревен выделялся слой привилегированных лиц, в чис­
ле которых находились дарители икон.
В южной части Сондецких Бескид, составляющей
собственность к р а к о в с к и х епископов (так наз. М у ш и н ский ключ) находились в то время две г р у п п ы иконо­
п и с ц е в . П р и н а д л е ж а в ш и е к п е р в о й г р у п п е (до с и х п о р
с т а р е й ш а я и к о н а д а т и р у е т с я 1623 г.) с л е д о в а л и п о в с е й
вероятности фресковым образцам и резной декорации
молдавских церквей. Х у д о ж н и к и второй группы, кото­
р а я о б р а з о в а л а с ь л о с л е 1644 г. п о л ь з о в а л и с ь р е н е с сансно-маиьеристскими образцами, распространенными
по всей Речи Послодитой. В иконах Мушинского цен­
тра выступает также аналогия с балканскими тради­
циями и замечается усиленное тяготение к западной
культуре и х творцов. Постепенно слабеет понимание
ортодоксальной симолики некоторых изображений; на
иконах
появляются
подписи
мирского
содержания
и ппортрегы дарителей.
И к о н о с т а с ы , в состой к о т о р ы х в х о д и л и у п о м я н у т ы е
иконы, п р и н а д л е ж а л и к старому типу
Иконостасов-таблиц, не
имевших
архитектурного
обрамления.
В п е р в о й п о л о в и н е X V I I в. в более к р у п н ы х х у д о ж е ­
ственных центрах на русских землях Речи Посполитой появился н о в ы й тип иконостасов. Он возник под
влмянлед! эстетики Ренессанса вследствие
эволюции
обрамления икон, а не в результате эволюции отделе­
н и я а л т а р я в целом, к а к это и м е л о место на б а л к а н а х
либо в Молдавии. Концепция целостного охвата всех
и к о н могла возникнуть под влиянием ю ж н ы х тради­
ций. Эти традиции сильно отразились на и к о н о г р а ф и и
иконостасов. Интересным примером
сосуществования
северных
и южных
традиций является
введение
в н и ж н ы х рядах некоторых карпатских иконостасов
н а ч а л а X V I I в. и к о н ы П а н т с к р а т о р а Э з е х и е л я (Спас
в Силах).
Иконы
мушинского
центра
первой
половины
X V I I в. с в и д е т е л ь с т в у ю т о в з а и м о п р о н и к а н и и в л и я н и я
северного и южного круга православной
культуры,
а т а к ж е об э в о л ю ц и и э т о й к у л г т у р ы п о д в о з д е й с т в и е м
западно-оврепейских традиций.

�Т а д е у ш

Х ш а н о в с к и

— ДРЕВО

СМЕРТИ

„Древом смерти" автор называет
позднесредневекоиое
представление
нагого
колючего дерева,
на
сучья которого наколоты человеческие фигурки,
ча­
щ е всего в количестве десяти. Н е р е д к о
у основания
дерева св. Григорий с л у ж и т обедню. Этот мотив и з ­
вестен в
иконографии
к а к „мученичество
десяти
тысяч".
Сцена эта исходит из популярного в позднем сред­
невековье топоса массового мученичества
за веру.
Самыми популярными легендами являются
история
т а к н а з . „ Ф и в и й с к о г о л е г и о н а " , л е г е н д а о 10.000 с г о ­
р ы Арарата, легенда о св. Урсули и ее сверстницах.
„Древо смерти", отображающее мучеников
(часто
среди них виден Христос) является, по мнению авто­
ра, в ы р а ж е н и е м характерного д л я периода
поздней
готики поглощения мыслью о смерти.
Автор анализирует польские памятники
старины,
изображающие
„древо смерти". Старейшим из них
я в л я е т с я к а р т и н а в Торуньском костеле св. Якова,
д а т и р у е м а я 1350—1360 г г . Н а т е р р и т о р и и О р д е н а К р е ­
стоносцев известны т а к ж е памятники начала X V веi;a. С о в т о р о й ч е т в е р т и
X V века сохранились 3 сил е з с к и х п а м я т н и к а с т а р и н ы . В П о л ь ш е X V и X V Iв в .
не б ы л о с т о л ь х а р а к т е р н о г о д л я З а п а д н о й Е в р о п ы
п о г л о щ е н и я м ы с л ь ю о смерти (ср. т а н ц ы смерти и др.).
Постоянная мысль о смерти появилась к а к мотив
живописи и литературы л и ш ь в середине X V I I века.
Это объясняется причинами исторического характера.
Полулярность идеи массового мученичества в
Поль­
ше X V I и X V I I вв. следует увязывать с формирова­
нием идеи оплота христианства, что в Силезии явля­
лось документом верности Риму
в
период
рефор­
мации.
По мнению автора
польские намятники
„древа
смерти" рассматриваемого периода отображают объе­
динение легендарных сюжетов в сцену более общего
значения. Она
стала
символом бренности
земной
ж и з н и , ее страданий, греховности и жестокости. Н е
следует этого и с т о л к о в ы в а т ь к а к видение
ада, но
скорее к а к видение чистилища душ.

М а р и я н
К о р н е ц к и
— БОХНЕНСКАЯ
СЕРИЯ
ОБРАЗКОВ „ТАНЦА СМЕРТИ." О НЕИЗМЕННОСТИ
НРАВОУЧЕНИЯ
„MEMENTO
MORI" В
ПРОВИН­
ЦИАЛЬНОЙ СРЕДЕ X I X ВЕКА
В Страдомском костеле бернардинов в
Кракове
находится образ со второй п о л о в и н ы X V I I века „Та­
нец Смерти". Это старейший из сохранившихся на
территории П о л ь ш и образ, п о с в я щ е н н ы й данной т е ­
матике. Он принадлежит к популярной
средневеко­
вой г р а ф и к е . В позднейшие годы п о я в л я л о с ь много
копий и подражаний краковского образа. Они спо­
собствовали распространению идеи равенства
перед
лицом смерти, были „memento mori", свидетельству­
ющим
о кратковременности
и бренности
земного
бытия.
В Польше эти идеи ожили в период контррефор­
м а ц и и и п о л у ч и л и особое р а с п р о с т р а н е н и е б л а г о д а р я
Ордену Бернардинов,
проповедующему
эгалитаризм.
Наиболее популярные копии краковского образа на­
ходятся в бернардинских костелах
— в
Кальварии
З е б ж и д о в с к о й (1769), в к о с т е л е с в . А н н ы п о д П ш и ровом, в Гродне, Ч е р н я к о в е (Варшава). Среди копий
более позднего периода находятся неопубликованные
д о с и х п о р а к в а р е л и К о н с т а н т и н а К о п ф а (1858).
К копиям краковского образа автор статьи при­
числяет и н т е р е с н ы й и мало до сих пор
известный
цикл образков, находящихся в Бохни, в так наз. Ч а ­
с о в н е н а М у р о в я н к е . Ц и к л с о с т о и т и з 14 о т д е л ь н ы х
образков
(40 X 30
см), к о т о р ы е
отображают
сце­
ны,
аналогичные
сценам
краковского
образа.
По
всей вероятности ц и к л этот б ы л создан в X I X в.
и является непосредственной
либо
посредственной
копией краковского „Танца Смерти". Надо полагать,
что находящиеся в Бохне образки были выделены
из более крупного целого. В бохненском ц и к л е отсут­
ствует центральное отображение
круга
танцующих
фигур, но зато там имеются два образка, которые не
находят своих эквивалентов в краковском прообразе.
С ц е н ы э т и (с а п т е к а р е м и в к о р ч м е ) с в и д е т е л ь с т в у ю т
о потребности актуализации морального смысла обра­
за и об у в л е ч е н и и х у д о ж н и к а о т о б р а ж а е м ы м и м с ю ­
жетом. Надо полагать, что художник происходил из

среды ремесленников, обладал сравнительно неболь­
ш и м и способностями и слабо з н а л а л ф а в и т . Об этом
определенно свидетельствует р я д ошибок в срисован­
н ы х им надписях. Краковский образ и л и ж е его к о ­
пия послужили художнику композиционной
схемой.
Детали
упрощены,
некоторые
(наприм.
наряды)
актуализированы. Автор статьи проводит
подробный
анализ,
сопоставляя бохненские
образки
с
ориги­
налами.

А л и ц ия
М а л е т а
— ПРИДОРОЖНАЯ
ГРОБНАЯ СКУЛЬПТУРА ИЗ ГРАНИТА В
НОМ ПОДЛЯСЬЕ

И НАД­
ВОСТОЧ­

В статье приводятся образцы каменных скульптур
восточного П о д л я с ь я , в ы п о л н е н н ы х в период от I I п о ­
ловины X I Xв. до I мировой войны в качестве дарол
местных крестьян. Надо полагать, что авторами этих
скульптур были местные каменотесы.
П р и д о р о ж н а я скульптура — это гранитный столб
с высеченным
православным
крестом
и
черепом,
увенчанный металлическим либо к а м е н н ы м крестом.
Такие столбы ставились т а к ж е в качестве надгробий.
Среди надгробий автор статьи особенно подробно опи­
сывает три гранитные плиты, обращающие внимание
своими барельефарными ф и г у р н ы м и сценами, вероят­
но работы народного скульптора.

В о й ц е х
К р а с у с к и
— ПРИДОРОЖНЫЕ
КРЕС­
ТЫ И ЧАСОВЕНКИ К А К ЗНАКИ РАСПРЕДЕЛЕНИЯ
ПРОСТРАНСТВА
Наиболее ярким проявлением религиозности поль­
ской деревни являются придорожные кресты
и часо­
венки. И х ставила деревня либо богатые
крестьяне
в ознаменование в а ж н ы х событий, в знак благодар­
ности за милость божью, либо к а к защиту
против
сверхестествеиных сил. И х ставили в местах чудес­
ных явлений на кладбищах и перекрестках. Новые
часовенки ставили на месте старых, ввиду чего автор
предполагает, что сеть часовен и крестов не изменя­
лась в течение столетий.
В своей работе автор опирается на местные иссле­
дования, проведенные в 80-х годах, затрагивает л и ш ь
один аспект данной темы, рассматривая придорожные
кресты и часовенки, к а к определители пространства.
Автор доказывает, что сеть крестов и часовен, сог­
ласно Элиадовскому делению пространства
на
свя­
щенную
и
мирскую
поверхность,
устанавливает
„центр мира" и его границы. И так, кресты и часов­
ни все уменьшают масштабы священной поверхности
— самую большую площадь занимает приход с кос­
телом в
„центре
мира",
затем
следуют
деревня,
крестьянская усадьба, поле. Исходя из этой предпо­
сылки, автор выдвигает гипотезу, что обряды, связан­
ные с сооружением и украшением часовен и крестов,
п р и н а д л е ж а т к „ п е р е х о д н ы м " (см. Л . С т о м м а , М а г и я
Алкмены) и поэтому в большинстве случаев совер­
шались в
период между весенним
равнодействием
и летним солнцестоянием.

А л е к с а н д е р Я ц к о в с к и
— АНДЖЕЙ ГЖЕКЯХОВСКИ
И
ВЫПОЛНЕННАЯ
ИМ
КОЛЛЕКЦИЯ
СКУЛЬПТУР ЧЕРНОЙ
АФРИКИ
Анджей
Гжеляховски,
по
профессии
т е хн и к -строитель, живет в Познани. Он пробыл семь лет
в А ф р и к е , работая по своей специальности и проводя
к а ж д ы й отпуск среди а ф р и к а н с к и х племен: масаев,
мавия и маконде. Он изучил язык кисвахили
и со
временем был принят общественностью племени к а к
свой. Х а р а к т е р н о й чертой Г ж е л я х о в с к о г о
является
его у в а ж и т е л ь н о е о т н о ш е н и е к л ю д я м , среди к о т о р ы х
ж и л и к которым относился не только как исследова­
тель и наблюдатель.
Ж и в я среди масаев Гжеляховски научился ваять
наряду с племенными скульптурами. Его работы б ы ­
ли приняты с одобрением. В настоящее время
они
находятся в частном домашнем музее. Половина
из
н и х ( о к . 300) о ч у т и л а с ь в м у з е я х и ч а с т н ы х к о л л е к ­
циях Австрии, ФРГ, ГДР, Бельгии, Голландии, Ш в е ­
ции, Норвегии, Англии, К а н а д ы , Либана
и Судана.

259

�С в о и х с к у л ь п т у р Г ж е л я х о в с к и не продает. Его к о м ­
н а т а - м у з е й ( о р г а н и з о в а н н а я в 1978 г.) я в л я е т с я о д н о ­
временно местом отдыха и святилищем.
Скульптуры Гжеляховского
трудно
отличить
от
произведений африканских творцов. Изучая их мож­
но о т м е т и т ь р а з л и ч н ы е р е г и о н а л ь н ы е с т и л и . В т о ж е
время копии эти отличаются достоинствами подлин­
ников, „ о ж и в л е н н ы х " эмоционлаьным увлечением их
творца.
Творчество Анджея Гжеляховского нельзя
клас­
сифицировать согласно общепринятым оценкам. Он
— не п р о ф е с с и о н а л , но и не л ю б и т е л ь . Его т в о р ч е с т в о
превосходно. Он ни в коем случае не народный тво­
рец. Он работает так, словно ему удалось
попять
и быть может д а ж е полностью усвоить
этические
и эстетические нормы, к у л ь т и способ м ы ш л е н и я тех
племен, к о т о р ы е создали этот вид в а я н и я .

З о ф и я
Г о о д е ц к а
— НАСЛЕДИЕ
ПОКОЛЕНИЙ
В НАРОДНОМ ВЫШИВАЛЬНОМ
ИСКУССТВЕ
В ы ш и в а н и е п р и н а д л е ж и т к числу немногих, со­
х р а н и в ш и х с я по сей день видов народного т в о р ч е ­
ства, несмотря на то, что к р у г его потербителей и з м е ­
нился.
В конце X I X века крестьянская культура создала
высокоразвитое искусство, в том числе в ы ш и в а н и е .
В X X в, н а с т у п а е т с н а ч а л а м е д л е н н ы й , а н а ч и н а я со
II
мировой войны быстрый
упадок
традиционной
культуры, в настоящее время
полностью
отмира­
ющей. При таком положении вещей возможность со­
хранения
унаследованных видов
искусства
предо­
ставляет новый потребитель. Это — государственные
у ч р е ж д е н и я , п р е ж д е всего ..Цепелия".

Автор описывает происходящие процессы, привод»
в качестве примера историю одной семьи, способности
и п р и з в а н и е к о т о р о й п е р е д а ю т с я от м а т е р и к д о ч е р и .
И х искусством является белая в ы ш и в к а на
тюле
и полотне, а т а к ж е шитье чепцов и их украшения
—
столь х а р а к т е р н ы х
элементов великопольского
на­
ряда. Автор статьи анализирует условия работы вы­
шивальщиц, отмечает к а к изменились методы их ра­
боты и их отношение к собственному творчеству. Б а ­
б у ш к а и мать в ы ш и в а л и для себя и д л я своей среды
повседневные наряды, п настоящее ж е время дочь
в ы ш и в а е т т о л ь к о по з а к а з у Ц е п е л и и .

Х а л и н а
К е н а р о в а — „НИКОГДА НЕ ПОЗДНО".
ЖИВОПИСЬ
ЯНИНЫ
ОРИНЖИНЫ.
А л е к сандер Я ц к о в с к и
— ЯНИНА
ОРЫНГ-ОРЫНЖИНА
Янина Орынжина родилась в
1893 г. в В и л ь н е .
В двадцатых годах она работала в Министерстве про­
м ы ш л е н н о с т и и т о р г о в л и в В а р ш а в е , где по ее и н и ­
циативе был организован сектор народной декора­
тивной промышленности. После I I мировой войны
О р ы н ж и п у назначили начальником Отдела народного
и с к у с с т в а . Д о 1966 г. о н а р а б о т а л а в Ц е п е л и и . З а т е м ,
будучи у ж е на пенсии, писала, а в последние годы
ж и з н и занималась ж и в о п и с ь ю и рисовала. К ее в а ж ­
нейшим трудам принадлежат: „Народная промышлен­
н о с т ь в П о л ь ш е " (1937), „ О н а р о д н о м и с к у с с т в е " (1965),
. . П о л е з н о е и с к у с с т в о " (1967).
В феврале
1985 г. Ц е п е л и я у с т р о и л а
выставку
акварелей и рисунков девяностолетней
художницы,
к о т о р а я о з а г л а в и л а свою в ы с т а в к у „ Н и к о г д а не позд­
но". Темой т р у д о в я в л я ю т с я в о с п о м и н а н и я д а в н и х
.лет, ц и к л л и т а н и й к о всем с в я т ы м и к а р т и н к и и з
жизни Дома престарелых Сестер Альбертинок в К у т не, где О р ы н ж и н а п р о в е л а п о с л е д н и е годы ж и з н и
' у м е р л а 3 ф е в р а л я 1986 г.).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10357" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10335">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c3de6aa5eb38a1050a58250a53e00887.pdf</src>
        <authentication>93504410d48b96eb9fccbc5dd8c70c36</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123199">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3278</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123200">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123201">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3072</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123202">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123203">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123204">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123205">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123206">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123207">
                <text>P O L S K A

S Z T U K A

L U D O W A

Rok X X X V I I I — 1984
Blachowski Aleksander, W s p o m n i e n i e o K a z i m i e r z u Hot.kiowie/.u. ь. 252
C h ę t i i i k A d a m , Z naszego t k a c t w a na K u r p i a c h ,

.

.

nr 4

s. 203

nr 4

Chrzanowski Tadeusz, „ C z a r n a M a d o n n a " i sztuka, s. 131

nr 3

F r y ś - P i e t r a s z k o w a E w a , K u k i e ł k i z szopek k o l ę d n i c z y c h , s. 107

nr 3

Giza W o j c i e c h ,

S y m b o l w s y m b o l u , s.

Giza Wojciech,

Ż y c i o r y s w ł a s n y , s. 9

11

G r ą b c z e w s k i Jacek, P o s t a ć M a t k i Boskiej w l u d o w y c h

nr

1/2

nr

1/2

przekazach j ę z y k o w y c h ,

s. 157

nr3

G r ó d e c k a Zofia, Helena Bernasowska

mistrzyni

haftu nasnuw anogo i jego

a n i m a t o r k a Helena M o s z c z e ń s k a , s. 223

nr 4

Jaclier-Tyszkowa Aleksandra, Z p r o b l e m a t y k i w y s t a w y , , M a t k a Boska Często­
chowska w polskiej sztuce ludowej i p o p u l a r n e j " , s. 149
Jackowska Aleksandra, M i s t r z d z i w n y c h

nr 3

i n s t r u m e n t ó w , s. 105

J a c k o w s k i Aleksander, B r a m y snu. O malarstwie D o r o t y

Lampart.

nr

Hi

nr

1/2

nr

1/2

nr

1/2

Bronisławy

Piprek i M a r i i Muszal, s. 89
J a c k o w s k i Aleksander, Glosy i wizje .Ryszardowi W ó j c i c k i e m u z nieba z e s ł a n e .
s.

111

J a c k o w s k i Aleksander. T e o f i l Ociepka, s. 37
J a c k o w s k i Aleksander, W i d z i e ć c z ł o w i e k a . Lekcja. W ł a d y s ł a w a

Malinowskiego.

nauczyciela, malarza, poety i muzyka., s. 235
J a c k o w s k i Aleksander, Wizje L u d w i k a

nr 4

Holesza, s. 13

nr

Jackowski Aleksander, W p i s y do ,.Księgi w y s t a w y ' ' , s. 155
Kitowska

Małgorzata, ..Album Palaliickie"

Henryka

Kodakowskiego, s. 183

K o r u l s k a K w a , ..Nikifor., Ociepka i j a ' . O S t a n i s ł a w i e Zagajewskim, s. 10 .
Krotoski

Tadeusz, L u d o w a r z e ź b a k a m i e n n a okolic K y b n i k a ,

1/2
nr 3

.

nr 3

.

Wodzisławia

nr

1/2

SI.

i Ż o r , s. 195

nr 4

K u n c z y ń s k a - I r a c k a A n n a , M a t k a Boska, C z ę s t o c h o w s k a w sztuce ludu polskiego
u w a g i o wystawie, s. 139

nr 3

L i s t y K ó ż o k r z y ż o w c ó w ( w y b ó r ) , s. 73

nr

1/2

Michera Wojciech, Dlaczego k r o w a jest czerwona 'l O kategoriach widzenia barw nego, s. 247
M i t a r s k i Jan.

Inspiracji

nr 4
fantastyczne Wojciecha Gizy, s. 7

P r o k o p i u k Jerzy, Metoda Aktyw'nej Ituaginacji

C G . Junga- s. 3

.

.

.

.

nr

1/2

nr

1/2

Rozanow Zofiu,. Szopka z Koniecpola, s. 177

nr 3

S u ł o w s k a Urszula, Portret Ojca. O W ł a d y s ł a w i e S u l o w s k i m , s. 29
Szewczyk H a n n a , Klasyfikacja

t e k s t ó w p i e ś n i ludowych

.

.

nr

1/2

problem seiniotyczny,

s. 115

nr

Ś w i ą t k o w s k a A n n a , Ł o w i c k i e t k a c t w o o d z i e ż o w e , s. 207

1/2
nr 4

Wislocki Seweryn Л., E r w i n S ó w k a , duchow-y spadkobierca na.uk Teofila. Ociepki.
s. 77
W i s l o c k i Seweryn A . . Teofil Ociepka, postać'' m i t y c z n a , s. 64
W i s l o c k i Soweryii A . , D y s y d e n t Bolesław

Sulik, czyli filozoficzne

nr

l 2

nr

1/2

nr

1/2

(

podstawy ja­

nowskiego k r ę g u plastycznego, s. 68
Wislocki Seweryn A . , W k r ę g u o k u l t y s t ó w Janowa. T e o f i l Ociepka, i jogo ucznio­

m

1/2

x x x . Sokta H r u s z k i , s. 103

wie, s. 57

nr

1/2

x x x . Sny, s. 101

ni- 1/2

KÓŻNK
nr

1/2

S u m m a r y of articles

L e s i e ń - P l a e l i o e k a K r y s t y n a , B i u l e t y n Z a p i s ó w Folkloru JS P A N , s. 122

.

.
nr

1/2,

3/4

Резюме

nr f/2,

3/4

��POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XXXIX

•

1985

•

Nr

1-2

polska sztuka ludowa

W

R

O

ZAKŁAD

C

Ł

A

W

—

N A R O D O W Y

W

A

R

IMIENIA

S

Z

A

W

A

—

OSSOLIŃSKICH,

K

R

A

K

Ó

W

— G

D

A

Ń

W Y D A W N I C T W O POLSKIEJ

S

K

—

Ł Ó D Ź

AKADEMII

NAUK

�CONTENTS

Jacek O l ę d z k i

Signs o f existence

W i t o l d Chmielewski

Plastic i n s p i r a t i o n a n d ; • i is i n i n L u c i m

3

W i t o l d Chmielewski

The L u c i m prophecies

Aleksander J a c k o w s k i

R y s z a r d H l e b o w i c z ' s , , Р а п о г а п ш of the Defence of

W a c ł a w Chmielarski

Folk art in Bobrowniki Będzińskie

.

.

.

37

Wizna"
Aleksander J a c k o w s k i

49
.

.

.

.

.

.

.

.

circular movement

67

Włodzimierz Naumiuk

Krystyna Lesień-Płachecka

The B u l l e t i n of the

Barbara Gołąb

L a t e Baroque p i c t u r e m o r a l i t e t i n the o l d Bernar­

77

F o l k l o r e Recordings

of

the

Institut of A r t n° 2

86

dino detention room
Some antropogeographic

87
problems

o f the

Polish

Orawa
Maria A n a c k a - Ł y j a k

65

T h e St J o h n ' s N i g h t r i t e . Dance i n the i.spect of

Jacek W o ł o w s k i

S t a n i s ł a w Leszczycki

59

, , B e a u t i f u l is a l l I l i k e " . M a r i a PieluszczLik's works
o f peas, poppy-seed, rice, a n d s t r a w

Danuta Kłosiewicz

23

99

F r o m Cologne to Opoczno. A N o t e o n the h i s t o r y
of „ s p r e a d o f m o t i f s "

119

Aleksander J a c k o w s k i

W a c ł a w S u l k o w s k i (1927—1985)

121

M a r i a Wieruszewska

Prof,

Antoni Kroh

W o j c i e c h Oleksy (1903—1985)

OBITUARY NOTICE

dr

hab.

Kazimiera Zawistowicz-Adi.mska

(1897—1984)

122
.

.

.

.

.

.

123

SUMMARY OF ARTICLES

125

РЕЗЮМЕ

127

R E D A G U J E Z E S P Ó Ł : Zbigniew Benedyktowicz, Ewa Fryś-Pietraszkowa, Aleksan­
d e r J a c k o w s k i ( r e d . nacz.), E w a K o r u l s k a (sekr. r e d . ) , A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a ,
J a n K r z y s z t o f M a k u l s k i , J e r z y Ł o z i ń s k i , R o m a n R e i n f u s s (z-ca r e d . nacz.). S t a l e
w s p ó ł p r a c u j ą : Zofia Bisiak, Jadwiga Jarnuszkiewiczowa, Hanna Szewczyk,
Jan
S w i d e r s k i . R e d a k t o r t e c h n i c z n y — G r a ż y n a M i ę t u s . T ł u m a c z e n i a — P i o t r Paszk i w i c z , M a g d a l e n a I w i ń s k a (ang.), N a t a l i a S t a s i ń s k a (ros.).
A d r e s R e d a k c j i : I n s t y t u t S z t u k i P A N , u l . D ł u g a 28, 00-950 W a r s z a w a , s k r . p o c z t . 994
T e l . 31-32-71/4, w e w n . 227, 229.
R ę k o p i s ó w n i e z a m ó w i o n y c h redakcja nie zwraca.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10356" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10334">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25f4880ce54c7cb8904487e65e83d3f0.pdf</src>
        <authentication>8a982e0a897c3ede7022a9d8a8507ae0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123189">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3279</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123190">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123191">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3073</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123192">
                <text>Znaki istnienia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123193">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.3-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123194">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123195">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123196">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123197">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123198">
                <text>I

Jacek Olędzki

ZNAKI ISTNIENIA

W

życiu osób i zbiorowości ludzkich

— ale pewnie t e ż

wale, garncarze, z ł o t n i c y i srebrnicy, ludwisarze, tkacze). Dobrze

bytowanie

t e ż znane s ą znakowania w y k o r z y s t y w a n e przez r y b a k ó w k a ­

powszednie oraz m n i e j l u b bardziej wyraziste m o m e n t y istnie­

szubskich oraz g ó r a l i . N i e wyczerpuje się na t y m l i s t a t y c h

zwierzęcych

i

roślinnych

—

wyróżniałbym

stałe

4

strukturze

emocji

d a w n y c h o z n a k o w a ń , p o n a d t o ł ą c z y się zapewne z n a j n o w s z y m i

s z c z e g ó l n y m stanem ducha. M o ż n a go c h a r a k t e r y z o w a ć

takimi

tego c h a r a k t e r u procederami, r o z w i j a j ą c y m i się w r o z m a i t y c h

1

nia .

I s t n i e n i e jest

w naszej w e w n ę t r z n e j

o k r e ś l e n i a m i , j a k poczucie siły, p e w n o ś ć swego j a ,
świadomość
bliskim

związków

poczucia

wzmożona

z i n n y m i . I s t n i e n i e m o ż e b y ć stanem

świętości

i wówczas

szczególnie

s t a j ą s i ę dla tej c h a r a k t e r y s t y k i p o j ę c i a

przydatne

emocjonalno-etyczno:

grupach s p o ł e c z n y c h i o d m i e n n y c h c a ł k i e m s y t u a c j a c h .

5

Cechą

w s p ó l n ą t y c h z n a k ó w jest t o , że d o t y c z ą w ł a s n o ś c i k o n k r e t n e j
osoby i że o d w o ł u j ą się do p r z e d p i ś m i e n n y c h s p o s o b ó w k o m u n i ­
k o w a n i a s i ę . Ciosna,

merki,

gmerki, piętna,

punce,

barwy, t o

zgoda, pojednanie, p r z y j a ź ń , m i ł o ś ć , odwaga i r a d o ś ć oraz —

n a z w y o z n a k o w a ń , z j a k i c h k o r z y s t a ł y o k r e ś l o n e profesje. W o b r ę ­

o ś m i e l ę się u ż y ć tego s ł o w a — b ł o g o s t a n . I s t n i e n i e w kategoriach

bie

oznakowań

występowały

r e l i g i j n y c h b y w a c z ę s t o ś w i a d o m o ś c i ą ł a s k i . W k u l t u r a c h euro­

nazwy k o n k r e t n e , o d n o s z ą c e s i ę do „ r z e c z o w y c h

wizerunków",

pejskich, s z c z e g ó l n i e , j a k polska, k a t o l i c y z m u poreformacyjnego,

podobnie j a k w heraldyce szlacheckiej.

w a ż n y m czynnikiem różnicującym

uproszczony, g e o m e t r y c z n y ) , pozornie asemantyezny

osoby w doznaniach istnie­

poszczególnych

rodzajów

tych

6

Ideograficzny (często
charakter

n i a jest i c h w r a ż l i w o ś ć m i r a k u l a r n a , nieraz n i e z b y t p o g ł ę b i o n a

t y c h o z n a k o w a ń , nie m i a ł ścisłej k o n o t a c j i stanowej, t a k j a k

i nie zawsze k o n t o m p l a t y w n a , u l e g a j ą c a z b i o r o w y m fascynacjom

podobne do n i c h h e r b y i g o d ł a . I w ł a ś n i e dlatego, że semantyka

i

oznakowań

2

nastrojom .
Z n a k a m i istnienia w kulturze Polski m o g ą b y ć wydarzenia

związane

z

wszelkiego

rodzaju

inicjacjami,

losem

nieheraldycznych

miała

węższy

i nie t a k

ścisły

zakres w y r ó ż n i a n i a s p o ł e c z n e g o , b l i ż s z e one s ą c z ę ś c i e j , a n i ż e l i

rodziny;

herby, p r a g n i e n i u s a m o o k r e ś l e n i a j e d n o s t k i i j a k m i się wydaje —

religijne

p r a g n i e n i u ego. Z n a k i profesji, g r u p z a w o d o w y c h , nie m i a ł y , j a k

fakty społeczne i związane z p r a c ą twórczą; przeżycia

i a r t y s t y c z n e . W ł a ś n i e to ostatnie n a j d o b i t n i e j u k a z u j ą r ó ż n i c e

h e r b y , t a k szalenie dostojnej, u t r w a l o n e j w d ł u g i m czasie d r o g i

m i ę d z y t y m co jest w ż y c i u — z w y k ł y m , powszednim b y t o w a -

rozwojowej.

n i o m , a t y m co jest •— n i e z w y k l e , p i ę k n e .

b y ł y ż y w s z y m i , u l o t n i e j s z y m i . A l e t e ż nie zawsze p r z e r a d z a ł y

B y ć m o ż e nie p o d l e g a ł y m a r t w i e j ą c e j

symbolice,

aktach

się w t w a r d e z n a k i t o ż s a m o ś c i r o d u , osoby. S i ę g a j ą c do s t r u k t u -

t w ó r c z y c h s p o w i t y c h t r a g i z m e m a r t y s t y ; p o w s t a w a ć w cierpie­

ralistyeznej, n a d u ż y w a n e j t e r m i n o l o g i i , m o ż n a p o d a ć p r z y k ł a d y ,

n i u czy w rozpaczy, ale n a w e t w ó w c z a s , a nieraz t y l k o w ó w c z a s ,

j a k ciosno s i g n i f i ś s o s n ę z b a r c i ą — b ó r — w ł a s n o ś ć , z a ś s i g n i f i a n t

W i a d o m o t e ż , że d z i e ł o s z t u k i r o d z i ć się m o ż e w

w y w o ł u j e skromne, c h o c i a ż n i e p o r ó w n y w a l n e w swej sile m o m e n t y

p r z y n a l e ż n o ś ć do w y b r a n e j reprezentacji c h ł o p s t w a p a ń s z c z y ź n i a ­

istnienia. Jest t e ż sztuka w m o i m odczuciu n a j d o n i o ś l e j s z y m zna­

nego, k o r z y s t a j ą c e g o z w o l n i z n i chronionego n i e z w y k l e s u r o w ą

k i e m — n i e s k o ń c z o n y m zbiorem z n a k ó w — n i e z w y k ł o ś c i czło­

jurysdykcją

wieka; społeczeństw w y m a r ł y c h i żywych. Rzeczywistość, j a k ą

o k r e ś l a ł y k o n k r e t n e stado, n a t o m i a s t t e n sam znak, w y r ó ż n i a ­

p r a g n ę t u t a j z a r y s o w a ć , d o s t a r c z y ł a i m n i e samemu

regale bartnego.

Specjalnie

znaczone uszy

owcy

zupełnie

j ą c y stado, z n a c z y ł p o z y c j ę b a c y , jego d u m ę , g o d n o ś ć z a l e ż n i e

nieoczekiwanie d o z n a ń s z c z e g ó l n y c h . M ó w i ć b ę d ę o rzeczywis­

od tego i l e uszu m o g ł o b y ć w y c i ę t y c h , ile w stadzie sztuk prze­

t o ś c i w y j a ł o w i o n e j a r t y s t y c z n i e , w n i c z y m nie r o k u j ą c e j o d k r y w -

ż y ł o w y p a s , j a k i baca m i a ł charakter, ile o s ó b do w y ż y w i e n i a i t p .

czogo p r z e ż y c i a w k o n t a k c i e z d z i e ł e m s z t u k i .
Pod

koniec

lat siedemdziesiątych

T a k w i ę c , ciosno m o g ł o p r z e r o d z i ć się ze z n a k u t y l k o w ł a s ­

z p r z y c z y n od

siebie

nościowego

w znak

t o ż s a m o ś c i , poczucia

swych

przywilejów

z u p e ł n i e n i e z a l e ż n y c h zmuszony z o s t a ł e m w ł ą c z y ć się do b a d a ń

i p r a w . I j e ś l i n a s t ą p i ł o naruszenie t y c h p r a w , w ł a ś n i e

ciosno

nadwiślańskich,

służyło

w

sądzie

w

celach

gorliwie

wówczas

w

kraju

organizowanych.

za
7

świadectwo

bartnym.

W i ś l e d z i ę k i zbudowanej n a k ł a d e m o g r o m n y c h k o s z t ó w

pospolicie p r a k t y c z n y c h , m o g ł o u z y s k i w a ć sens poczucia obo­

we

Włocławku.

Wielka

inwestycja

spowodowała

nieraz z u p e ł n i e nieoczekiwane z m i a n y ś r o d o w i s k o w e .

niezwykłe,
Zniknęły

oznakowywanie

prowadzonego

Z n a l a z ł e m się w rejonie Jeziora W ł o c ł a w s k i e g o , p o w s t a ł e g o na
zapory

Podobnie,

dochodzenia

uszu

owiec

w i ą z k ó w , c h o c i a ż b y o d p o w i e d z i a l n o ś c i za w ł a s n ą r o d z i n ę .

Za­

pewne t o samo m o ż n a p o w i e d z i e ć o znakach cechowych, cho­

c a ł e wsie, u l e g ł y z a g r o ż e n i u osiedla, nawet z dala p o ł o ż o n e od

c i a ż b y o puncach z ł o t n i k ó w , gmerkach m u r a r z y a t a k ż e

b r z e g ó w jeziora. W y w ł a s z c z e n i gospodarze ze strefy b e z p o ś r e d ­

r y b a k ó w pomorskich.

niego z a g r o ż e n i a p r z e n i e ś l i się na w y s o k o p o ł o ż o n e , bezpieczne

Jak

merkach

8

już wspomniałem,

kolekcja zgromadzona

w murzy -

miejsca. Opuszczone zagrody przeznaczono do t o t a l n e j r o z b i ó r k i .

nowskim

W niosce M u r z y n o w o , k o r z y s t a j ą c z opieki U n i w e r s y t e t u W a r ­

n o ś c i o w o - t o ż s a m o ś c i o w y m i r ó w n i e ż przez l u d n o ś ć c h ł o p s k ą tego

szawskiego, u d a ł o się ocalić 3 gospodarstwa, a w d w ó c h zgroma­

w a ż n e g o n i e g d y ś r e g i o n u k r a j u . O t y m , nie p o d l e g a j ą c y m obecnie

d z i ć k i l k a s e t cennych o b i o k t ó w c h ł o p s k i e g o inwentarza

ruclio-

j a k i e j k o l w i e k d y s k u s j i stwierdzeniu, nie w s p o m i n a j ą opracowania

mogo. Muzea w M u r z y n o w i e p o ł ą c z o n e z o s t a ł y ze s t a c j ą d ł u g o ­

k u l t u r y m i e s z k a ń c ó w z i e m i d o b r z y ń s k i e j . N i e trzeba p o d k r e ś l a ć

trwałych

badali t e r e u o w y c h , i n d y w i d u a l n y c h i

Muzeum, ujawniła

posługiwanie

się z n a k a m i

włas-

3

zespołowych .

znaczenia tego f a k t u , s z c z e g ó l n i e p r z y p o d e j m o w a n y c h p r ó b a c h

Zgromadzona k o l e k c j a o k a z a ł a się s z c z e g ó l n i e w a r t o ś c i o w ą

tworzenia syntez, poszukiwania o d p o w i e d z i na w a ż n e p y t a n i a ,

pod j e d n y m w z g l ę d e m , n i e z n a n y m m i w c z e ś n i e j i o ile dobrze

czy j a k a ś z b i o r o w o ś ć „ m i a ł a l u b m a poczucie w ł a s n e j

się o r i e n t u j ę nie a n a l i z o w a n y m w l i t c r a t u r z o p r z e d m i o t u . Chodzi

ności". Pytania

odręb­

te stawiane s ą — j a k m i się w y d a j e — w c i ą ż

o z n a k i w ł a s n o ś c i o w e . W i a d o m o jest, żo z t a k i c h z n a k ó w korzysta­

zbyt

l i m u r a t o r o w i e ś r e d n i o w i e c z n y c h b u d o w l i , b a r t n i c y w czasach

zasadach p r z e s t a r z a ł y c h m e t o d u p r z e d m i a t a w i a n i a przez badaczy

o g ó l n i e , a poszukiwana

o d p o w i e d ź dochodzona

jest

na

od p r z y n a j m n i e j X V I po X I X w i e k , r z e m i e ś l n i c y cechowi (ko­

swoich r o z m ó w c ó w (tak z w a n y c h i n f o r m a t o r ó w ) , w czasie po-

3

�spiesznego, zbanalizowanego o g l ą d u r z e c z y w i s t o ś c i (tak zwanego

sadownictwo,

w y w i a d u ) , c z ę s t o , m i m o p r e t e n s j i do n a u k o w o ś c i , nic k o n k u r u ­

wieś m i a ł a o p i n i ę zdecydowanie wodniackiej,

j ą c e g o z opisem l i t e r a c k i m

związanej

przejdę

do

meritum

czy publicysta c z n y i n . D l a t e g o n i m

naszych

zainteresowali

znakowaniem,

częściowo

z Wisłą.

hodowla.

Przede

wszystkim

jednak

rybackiej,

ściśle

Przypuszczam, że w ł a ś n i e to m o g ł o

mieć

w a ż n y w p ł y w na k s z t a ł t o w a n i e się o s o b o w o ś c i jej m i e s z k a ń c ó w .

p r a g n ą ł b y m p r z y b l i ż y ć nieco s p o ł e c z n o ś ć jednej zaledwie w s i ,

D z i ę k i rzece, zawodem w o d n i a c k i m , m o g l i c h ł o p i p a ń s z c z y ź n i a n i

w k o n t e k ś c i e jej z w i ą z k ó w z s ą s i a d a m i , z b i o r o w o ś c i ą p a r a f i a l n ą

k o r z y s t a ć t u z p e w n y c h n i e k o n t r o l o w a n y c h przez f o l w a r k s w o b ó d .

oraz

reprezentantami

ustalonych

graficznych j a k i m i s ą K u j a w y ,

historyczno-etno-

W okresie od p o l o w y X V I I I w. po u w ł a s z c z o n i e , w czasach dla

a przede w s z y s t k i m pobliskie

obszarów

k t ó r y c h d y s p o n u j e m y n a j o b f i t s z ą b a z ą ź r ó d ł o w ą , wioska w c i ą ż

Mazowsze.

zmienia swoich m i e s z k a ń c ó w , z a r ó w n o c h ł o p ó w , r z e m i e ś l n i k ó w ,

M u r z y n o w o jest p r a s t a r ą o s a d ą , zapewne w c z e s n o ś r e d n i o ­
wieczną, w y m i e n i a n ą już w dokumentach z X I I I wieku. W

1329

r o k u w i e ś t ę wraz z t r z e m a i n n y m i , L u b i n e m , W o l ą i D ą b r ó w k ą
darowuje

książę Władysław,

za

wierną służbę

u swego

j a k r ó w n i e ż w ł a ś c i c i e l i , p o s s e s o r ó w , na koniec z a r z ą d c ó w , rezy­
d u j ą c y c h w wiosce, k t ó r a w ł ą c z o n a z o s t a ł a do d ó b r s ą s i e d n i e g o ,
gospodarsko-rolniczego S i e c i e n i a .

ojca

W

g ó r n e j części w s i , wc

11

dworze, zamieszkiwali osobniey

k s i ę c i a Z i e m o w i t a , P a w ł o w i kasztelanowi ł ę c z y c k i e m u z t r z e m a

nieraz o z n a n y c h , t o z n ó w o s z u m n y c h i wspaniale b r z m i ą c y c h

braćmi.

nazwiskach. K a ż d y p o s i a d a ł p r z y n a j m n i e j d w a i m i o n a , stosowany

Najprawdopodobniej

Murzynowo przypadło

Piotrowi

z w a n e m u Ogonem w t e d y (już zapewne k o r z y s t a j ą c e m u z g o d ł a
herbowego

przyszłych

Ogończyków)

1 0

Murzynowo

występuje

wówczas w identycznej, jak dzisiaj, pisowni. W i e ś ta przechodziła
r

dziwno losy, do k o ń c a nie w y j a ś n i o n e . W t a m t y c h

odległych

t y t u ł i z r e g u ł y r o d o w ó d szlachecki. W

części dolnej,

zwanej

o g r o d a m i , p r z y drodze w z d ł u ż r z e k i , ż y l i w czworakach, poza
t r z e m a p r z y p a d k a m i (Fabiszewski, K a l w a s i Czach) ludzie

bez

nazwisk, m a j ą c y j e d n a k i m i o n a (po j e d n y m ) i zapewne p r z y ­

czasach z n a j d u j ą c się na s a m y m , p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i m k r a ń c u

domki

z i e m i d o b r z y ń s k i e j , g r a n i c z ą c przez S k r w ę z Mazowszem, a przez

przezwiska. N a p o c z ą t k u X I X w i e k u , w n e t po w e j ś c i u w ż y c i e

(głównie

odojcowskie,

rzadziej

odmatczyne),

a

także

W i s ł ę z z i e m i ą g o s t y n i ń s k o - g ą b i ń s k ą , s t a n o w i ł a zapewne w a ż n y

ustaw K o d e k s u Napoleona, p o t r a f i o n o w M u r z y n o w i e s k o r z y s t a ć ;

p u n k t k o n t a k t o w y , w y m i a n y handlowej i zarazem strategiczny.

z n i e k t ó r y c h ustaw, d e c y d u j ą c się (nie jest t o najlepsze o k r e ś l e ­

Z czasem znaczenie to c a ł k i e m z m a l a ł o . J e d n o c z e ś n i e M u r z y n o w o ,

nie)

podobnie j a k k i l k a n a ś c i e wiosek o nazwie z p i e r w i a s t k i e m , „ m u ­

Masowo p r z y j m o w a n o z a r ó w n o i m i o n a , j a k i nazwiska o charak­

r z y " , w y s t ę p u j ą c y c h na ziemiach P o l s k i (a p r a w i e wszystkie s ą

terze s z l a c h e c k i m .

położone na

czyzny do s ą s i e d n i e g o U n i e j o w a owczarz B a ł d y g a , w

terenach przyrzecznych w obszerze rolniczo nie­

na

swoistą

falsyfikację
12

Przybyły

swego c h ł o p s k i e g o

pochodzenie..

prawdopodobnie z

Kurpiowsz­
krótkim

k o r z y s t n y m ) wielkiego znaczenia gospodarczego m i e ć nie m o g ł o .

czasie staje się W ę d r y g ą , a n a s t ę p n i e W ę d e r e c k i m . Osoby, k t ó r e

Wydaje się, że Murzynowy,

m i a ł y t y l k o i m i o n a , p r z y j ę ł y nazwiska w rodzaju Smardzewski, Le­

nieprzystępne
a

M u r z y n n a , to s z c z e g ó l n e ,

ciemne,

miejsca, o d p o w i e d n i k i C z a r n y c h czy C z e r n i e w ó w ,

przeciwieństwo

terenów

widnych,

przestronnych,

Białych,

S r e b r n y c h i i n n y c h o p o d o b n y c h nazwach. W i n t e r e s u j ą c e j
wsi m o g ł o

rozwijać

się. o g r o d n i c t w o , w p ó ź n i e j s z y c h

I I , 1. K o t w i c a z 2 p o ł o w y X I X w., n a l e ż ą c a do r o d u K a r a siewiczów w M u r z y n o w i e . Jedna ze ś c i a n e k t r z o m i , oznako­
wana 9 p u n k t a m i w s y m e t r y c z n y m u k ł a d z i e K r z y ż a Ś w .
Andrzeja
i

I

nas

czasach

w a n d o w s k i , T o r n o w s k i , ale t e ż K o w a l s k i , P r z y b y l s k i ,

Nowicki

czy M a ł k o w s k i . P r z y b y ł y spod T o r u n i a J a k u b o c h r z c i ł się M u r z y nowskim,

ale

musiały

towarzyszyć

temu

protesty,

albowiem

w k s i ę g a c h nazwisko to z o s t a ł o p r z e k r e ś l o n e , a dopisane inne...

11. 2. K o t w i c a z k o ń c a X I X w. z oznakowaniem w
jodełki

formie

�I
T o r u n i a k . T y l k o n i e l i c z n i nie s k o r z y s t a l i z tej powszechnej aspi­
r a c j i do posiadania, nazwiska przyzwoitego. D z i ę k i t e m u m a m y
do dzisiaj stare, p i ę k n e nazwiska c h ł o p s k i e , j a k K a l w a s , T o l k a ,
Bies.

13

W

tych

odległych, surowych, p a ń s z c z y ź n i a n y c h

czasach,

z r ó ż n i c o w a n i e s p o ł e c z n e i zawodowe w s i b y ł o zna,cznie w i ę k s z e
n i ż po u w ł a s z c z e n i u , nie m ó w i ą c j u ż o czasacli drugiej Rzeczy­
pospolitej, a na koniec w P R L po u n i f i k u j ą c y m

upełnorolnieniu.

Ż y l i we wsi s z k u t n i c y , ż e g l a r z e (wodniacy), r y b a c y , p r z e w o ź n i e } - ,
garncarze, owczarze, k r a w c y , akuszerki, strycharze, karczmarze.
Ponadto, niektórzy

z nich

b y l i gospodarzami,

zagrodnikami,

ogrodnikami lub tylko komornikami. Funkcjonował

też

tytuł

kopcarza, k o r z y s t a ł z niego m ę ż c z y z n a , na ogół m ł o d y , w y z n a ­
czony przez d w ó r do k o n t r o l o w a n i a p o w i n n o ś c i
nych.

pańszczyźnia­

1 4

Jeszcze przed

uwłaszczeniem

pojawiają

się r o d y ,

trwale

występujące

do dzisiaj w M u r z y n o w i e : K o w a l s c y , M a ł k o w s c y ,

Brząkalscy,

T o r b i c c y , Karasiewicze, I w a ń s c y .

Z faktem

tym

m o ż n a ł ą c z y ć powstanie w p ó ź n i e j s z y c h czasach m i t u o pocho­
dzeniu w i o s k i , m i t u ochrzczonego w K a t e d r z e E t n o l o g i i i A n t r o ­
pologii Kulturowej

U W „odyseją m u r z y n o w s k ą " . Otóż według

s ł ó w w y p o w i a d a n y c h przez n i e k t ó r y c h w s p ó ł c z e s n y c h m i e s z k a ń ­
ców w i o s k i , z a ł o ż y l i j ą w ł a ś n i e p r o t o p l a ś c i t y c h r o d ó w , k t ó r z y
p r z y b y l i t r a t w a m i z L i t w y . Za p a ń s z c z y z n ę w y p e ł n i a n ą , dosta­
w a m i r y b do d w o r u u z y s k a l i p r a w o osiedlenia się. W e d ł u g
przypowieści

tratwy

wykorzystano

do

zbudowania

tej

domów.

1 dalej, po osiedleniu się wyznaczono granice w s i , o b o r y w u j ą c j ą
pługiem zaprzężonym

w parę białych

w o ł ó w . Ten

niezwykle

i n t e r e s u j ą c y przekaz, zawiera w sobie j a w n e o c z y w i ś c i e idealizacje, niezgodne z r z e c z y w i s t ą h i s t o r i ą w i o s k i :
1 przybycie tratwami z L i t w y ;
2 pobudowanie d o m ó w z drewna s p ł a w i a n e g o ;
3 powinności rybackie, jako

p r a w o do

osiedlania s i ę ;

4 oboranie granic p a r ą b i a ł y c h w o ł ó w .
O t ó ż w y d a j e s i ę , że elementy 1—3 tej o p o w i e ś c i , w p e ł n i odpo­
wiadają

faktom

historycznym,

świadczącym

o r y l i w to s t r o n y z p ó ł n o c n o - w s c h o d n i c h ,

o

przypływaniu

lesistych

krańców

dawnej P o l s k i . M a ł k o w s c y , T o r b i c c y , B r z ą k a l s c y m a j ą w p r a w d z i e
w p a r a f i a l n y c h a k t a c h c y w i l n y c h k o ś c i o ł a w R o k i c i u zaznaczone
pochodzenie z M i i s t e r w a l d u , ale m o g l i o n i b y ć zbiegami z Prus
Wschodnich

czy

ziemi

chełmińskiej,

właśnie

przez

obszary

lesiste g r a n i c z ą c e z L i t w ą . Nazwisko r o d u I w a ń s k i c h wskazuje
na

wschodni r o d o w ó d

przybysza-protoplasty,

a

przebywanie

tego r o d u , n i m osiedlił się we w s i , na pobliskiej K ę p i e
skiej, m a

Uniejow-

11. 3. P o s z c z e g ó l n e ^ ś c i a n k i ' t r z o n u k o t w i c y z 2 p o ł o w y X I X w . ,
będącej własnością rodu Karasiewiczów w Murzynowie.
P i ę c i o p u n k t o w y zarys K r z y ż a , najprawdopodobniej znak
pierwszego właściciela, wzbogacony o i n i c j a ł y J K , ostatniego,
p r a w n u k a — Ignacego Karasiewicza

zdecydowanie w o d n i a c k ą p r z e s z ł o ś ć . P r z y b y c i e t r a t ­

w a m i , a w i ę c z n i e z w y k l e c e n n y m w t y c h stronach surowcem
b u d o w l a n y m , m o g ł o r z e c z y w i ś c i e u ł a t w i a ć nie t y l k o samo po­
budowanie d o m u , lecz r ó w n i e ż prowadzenie p e r t r a k t a c j i z przed­
stawicielami dworu, d o t y c z ą c y m i prawa przebywania w

tym

miejscu. To sarino m o ż n a p o w i e d z i e ć o t r z e c i m elemencie opo­
w i e ś c i . P r z y b y l i w o d n i a c y , d z i ę k i swemu o b y c i u z w o d ą , gwa­
r a n t o w a l i s p e ł n i a n i e p o w i n n o ś c i p a ń s z c z y ź n i a n y c h w dostawacli
z r y b . N a t o m i a s t o s t a t n i element o p o w i e ś c i zmusza do

takiej

u w a g i : uroczyste, paradne (dwa b i a ł e woły) wy/.naczanie granic,
k t ó r e m o g ł o n a s t ą p i ć z a r ó w n o w ó w c z a s , k i e d y osiedlili się p r z y ­
bysze, j a k t e ż znacznie p ó ź n i e j , po u w ł a s z c z e n i u , u s u n ę ł o w c i e ń
r z e c z y w i s t ą p r z e s z ł o ś ć w s i , znanej od X I I I w i e k u .

1 5

Można w t y m

d z i a ł a n i u m i t o t w ó r c z y m d o p a t r y w a ć się pragnienia posiadania
odnowionej,

własno j

przeszłości.

M i t , k t ó r y przez c h w i l ę nas

G u r d z i ń s k i e g o Z d z i s ł a w Caban, są n i e l i c z n y m i , k t ó r z y p o t r a f i l i
z a c h o w a ć posta,wę znacznej n i e z a l e ż n o ś c i w s t o s u n k u do wszech­
ogarniającego

„postępu".

Jednakże

zarówno

starszemu, głoś­

n e m u n a o k o l i c ę s z k u t n i k o w i i m ł o d s z e m u , j e d y n e m u d z i ś w oko­
l i c y c i e ś l i - s t o l a r z o w i , nie z b y w a na ż y c i o w e j m ą d r o ś c i i humorze.
D l a t e g o nie m o ż n a w y k l u c z y ć , ż e m i t n a z w a n y m u r z y n o w s k ą
o d y s e j ą , jest i n t e l i g e n t n ą m i s t y f i k a c j ą ,

o b l i c z o n ą na

w p e ł n i z a d o w o l i ć oczekiwania d a r z o n y c h s y m p a t i ą

aby

d o d a j m y •—• m ł o d y c h badaczek.
Powróćmy

do przerwanego w ą t k u . M u r z y n o w o

znajdując

się p r z y r u c h l i w y m szlaku w o d n y m , w miejscu pfzepraw i w po­
b l i ż u z i m o w i s k a w o d n i a k ó w , j e d n o c z e ś n i e p o d l e g a j ą c folwarczno-pańszczyźnianemu prawu — podporządkowywania

się

zarzą­

ze

dzeniom o osiedleniach i przesiedleniach, c z ę s t o w c h ł a n i a ł o no­

studentami analizowany był w Katedrze Etnologii i Antropologii

w y c h o s a d n i k ó w i nierzadko ż e g n a ł o s w o j a k ó w . D o p i e r o u w ł a s z ­

Kulturowej

U W , nie jest szerzej znany w M u r z y n o w i e , nawet

czenie w p ł y n ę ł o s t a b i l i z u j ą c o na t ę s p o ł e c z n o ś ć . N i g d y j e d n a k ,

w ś r ó d najstarszych i to r e p r e z e n t a n t ó w w y m i e n i o n y c h s z e ś c i u

d z i ę k i s ą s i a d o w a n i u z W i s ł ą , wieś nie b y ł a — j a k wiele i n n y c h

rodów — m o ż n a by

— z a m k n i ę t ą na p r z y j ę c i e p r z y b y s z ó w nawet z d a l e k i c h s t r o n

sądzić

—

zajął, a przez wiele z a j ę ć

to,

badaczy,

najbardziej

zainteresowanych

jego t r e ś c i ą . T ł u m a c z y ć t o m o ż n a t y m , że badania prowadzone

P o l s k i . P r z y k ł a d e m m o ż e t u t a j b y ć ż y w y jeszcze na

b y ł y w czasacli w n i c z y m nie s p r z y j a j ą c y c h

stulecia obyczaj wychodzenia na brzeg d z i e w c z ą t i w i t a n i a

„ s n u c i u opowieści

o p r z e s z ł o ś c i " , zastanawianiu się n a d s p r a w a m i nie d o t y c z ą c y m i

początku

przywodzenia do wsi u p a t r z o n y c h k a w a l e r ó w , p ł y n ą c y c h

—

stat­

t r o s k codziennych. Z drugiej z n ó w s t r o n y , p r z e k a z u j ą c y o p o w i e ś ć

k a m i . W t e n s p o s ó b do r o d u Majewskich w ż e n i ł się m e l i o r a n t ,

H e n r y k G u r d z i ń s k i , a w p e ł n i e j s z e j wersji, znacznie m ł o d s z y o d

p ł y n ą c y a ż z Lubelszczyzny, z a w i ą z u j ą c n o w y r ó d , W u d a r c z y k ó w .

5

�I ] . 4—5. Oznakowanie liczbowe, p r z e t w a r z a j ą c o schemat liczb r z y m s k i c h . U c h w y t rondla miedzianego z k o ń c a X I X w

M u r z y n o w i a c y w czasach dzisiejszych u z n a w a n i s ą przez
s w y c h s ą s i a d ó w , przede w s z y s t k i m z n a j b l i ż s z y c h

wiosek od

m a ś l a k ó w . N i c koniec na t y m . S ą s i a d o m zza r z e k i p o ś w i ę c o n y
jest w i e r s z y k :

p ó ł n o c y , zachodu i wschodu (Siccienia, U n i e j o w a i Cierszcwa) za
społeczność

zdecydowanie

wyróżniającą

się. Najczęściej

Z a w i ś l a k i dobre ludzie

wy­

U d u s i l i sukie w budzie

mieniane s ą t a k i e i c h cechy:

Jeszcze jednej nie p o ż e r l i
1 7

A o d r u g ą j u ż się d e r l i .

— czystość mowy
—

elegancja

— godność
Ta

I d z i ś , jeśli c o ś zginie w wiosce, podejrzenie w pierwszej k o l e j ­
osobista.

n o ś c i pada na s ą s i a d ó w po drugiej stronie... rozległego jeziora,

o s t a t n i a cecha e g z e m p l i f i k o w a n a jest p a m i ę c i ą o t y m , że

starsi n i g d y nie p r z e k u p y w a l i i nie schlebiali (,,nie

przepijali

a nie j a k n i e g d y ś r z e k i poprzecinanej k ę p a m i i p i a s z c z y s t y m i
ł a c h a m i . B e z l i t o ś n i e o s ą d z a n i s ą s i e d z i p r ó b u j ą się b r o n i ć , nazy­

p r z e d z a ł a t w i e n i e m s p r a w y " ) , albo t y m , że nie zabiegali o t o ,

wając

aby

K i c ł b i k a m i ł u b U k l e j k a m i , o d r ó ż n i a j ą c w ten s p o s ó b m ę ż c z y z n

znajdywać

rozstrzygnięcia

własnego

losu poza

rodzinną

w s i ą ( „ ż e n i l i i ż e n i ą się m i ę d z y s o b ą " ) . Trzeba o d r a z u d o d a ć ,

sięgające

swymi

początkami

wielu pokoleń, w jednym

p r z y p a d k u (Fabiszewscy — B r z ą k a l s c y

tylko

— R u d z i ń s c y ) a ż po

przesławnych

rybaków

łososi i w ę g o r z y

—

od k o b i e t .

że i s t n i e j ą z a d z i w i a j ą c e p o w i ą z a n i a rodzinne m i ę d z y p o s z c z e g ó l ­
n y m i rodami, t y m i a k t u a l n y m i i przed l a t y niewielu w y g a s ł y m i ,

potomków

Przedstawionej

postawy

Murzynowiaków

do

swego

naj­

bliższego otoczenia — m i m o s u r o w o ś c i ocen — nie m o ż n a u z n a ć
za k s e n o f o b i c z n ą . W postawie tej zawiera s i ę j a w n a
ewidentnych

przywar

oraz

rodzaj

formułowanych

krytyka
werbalnie

1 6

X V I I I w i e k . W ś r ó d tych pochlebnych opinii — jakie udało

w sytuacjach k o n f l i k t o w y c h z a b e z p i e c z e ń swej i n t e g r a l n o ś c i , czy

się z g r o m a d z i ć — jedna jeszcze z a s ł u g u j e na u w a g ę :

t e ż swego j a . N a c o d z i e ń z t y m k r y t y c z n i e ocenianym otoczeniem

szlachta

m u r z"у i i o w s к a. S p o t y k a ł e m się z n i ą p a r o k r o t n i e . N i e jest

u t r z y m y w a ł o M u r z y n o w o najrozmaitsze

w y k l u c z o n e , że w o p i n i i tej p r z e t r w a ł a p a m i ę ć o rodzie szla­

-gospodarczych po r e l i g i j n o - l u d y s t y c z n e . P y m p k ó w

c h e c k i m M u r z y n o w s k i c h — ostatnich w ł a ś c i c i e l a c h tej w s i —

do prac sezonowych, ale t o do n i c h , a nie o d w r o t n i e , p ł y n i ę t o

we w s i tej z a m i e s z k a ł y m . A l e t e ż i n n y

na odpust

w

tej z a s k a k u j ą c e j

podźwiękuje

ocenie, m i a n o w i c i e uznanie,

że

motyw
chłopska

więzi

od

pod żaglami w trzydzieści parę umajonych

Murzynowiacy, korzystając

pograniczu trzech z i e m , gdzie j a k p o w i a d a j ą

oraz nie p o s p o l i t o w a ć s i ę z b y l e k i m . W i e ś z d o b y w a ł a sobie

k o g u t ó w z trzech s t r o n ś w i a t a , z trzech p o w i a t ó w

o p i n i e na

pewno

dzięki

trwającej

przez

te

wieki

lodzi.

ze s z c z e g ó l n e g o p o ł o ż e n i a

w i o s k a m o ż e n o s i ć s i ę po p a ń s k u i m ó w i ć p o p r a w n i e po p o l s k u
sympatyczne

handlowonajmowano

słychać

na.

pianie

(płockiego,

gostynińskiego i n i e g d y ś rodzimegolipnowskiego), mieli u ł a t w i o n ą

u p a r t e j w o l i p r z e t r w a n i a , samoobrony i s a m o o k r e ś l e n i a . B l i s k o ś ć

s y t u a c j ę o b s e r w a c y j n ą w s t o s u n k u do z b i o r o w o ś c i , zamieszku­

rzeki

j ą c y c h nie t y l k o pojedyncze

(przeprawa

i

przystań

statków)

umożliwiła

kontakty

z szerokim ś w i a t e m . W i e l u b y ł o w o d n i a k a m i p ł y w a j ą c y m i
Krakowa

po

Gdańsk.

Ułatwiało

t o poznanie

od

i przyswojenie

Cytowanym

wyżej

wsie ale c a ł o , rozlegle

wierszykiem wyrażali

swoje

obszary.

odczucia

nie

t y l k o do D u n i n o w i a k ó w , ale w ogóle do l u d n o ś c i z l a s ó w , po

w z o r ó w c i o s z ą c y c h s i ę powszechnym uznaniem ( u b i ó r — m o w a —

drugiej stronie W i s ł y . N i e m a najmniejszej w ą t p l i w o ś c i , że w sto­

godność).

s u n k u do m i e s z k a ń c ó w z a w i ś l a ń s k i e j s t r o n y posiadali poczucie

M u r z y n o w i a c y m i e l i i m a j ą nadal poczucie swojej w y r ó ż n i a ­

zdecydowanej

w y ż s z o ś c i , rozumianej

w kategoriach

kultural­

z Siecienia m ó w i ą

n y c h . K o m u z j a k i c h ś p r z y c z y n ( c h o c i a ż b y p o s z u k i w a n i a znajo­

w p r o s t : D w o r u s y , O r d y n u s y , O r c z y k i , Fornale. O u n i e j o w i a k a c h

mego z wojska) u d a ł o s i ę z a p u ś c i ć do wiosek w lasach g o s t y n i ń -

j ą c e j s i ę w otoczeniu p o z y c j i . O s ą s i a d a c h

w y p o w i a d a j ą s i ę — j e ś l i zachodzi k o n i e c z n o ś ć — K i t u n y albo

skich, p o w r a c a ł z przekonaniem, że b y l w świecie i n n y m n i ż w ł a s ­

Kluchy.

n y . O p o w i a d a ł p o t e m nie t y l e

Najostrzej

jednak

sądzą

Zawiślaków

z Duninowa,

m i m o że d l a m i e s z k a ń c ó w tej w i o s k i s ą t e ż Z a w i ś l a k a m i . S ą

ale

w i ę c D u n i n o w i a c y dla M u r z y n o w i a k ó w

Z a w i ś l a k a m i , albo

kontaktów,

po prostu P y m p k a m i ,

najgorszych

1

czyli

rodzajem

po

grzybów,

zaskakującej

go

o różnicach w poziomie życia,

niezdolności

prowadzenia

swobodnego

nawiązywania

r o z m o w y , udzielania

najprostszych

i n f o r m a c j i . Bez p o r ó w n a n i a c z ę s t s z e jeszcze z w i ą z k i m i e l i M u r z y -

�7

�^ ^ ^ ^

II.

7. W s p ó ł c z e s n o

oznakowanie

trzonka noża

kuchennego

I I . 8. Przypuszczalny r o z w ó j z n a k ó w (a—b), z n a j d u j ą c y c h
się n a p o w i o r z c h n i d w ó c h w o z ó w o k , cegieł w ś c i a n i e frontowej
(zachodniej), na lewo od wojścia g ł ó w n e g o do k o ś c i o ł a w R o ­
kicin

8

n o w i a c y z M a z u r a m i z i e m i p ł o c k i e j . O k a z j ą s t a w a ł y się w y j a z d y

S r a ł S z a t k o w s k i p o d wozem

do m i a s t a , g ł ó w n i e w celach h a n d l o w y c h na t a r g . J a k p o w i a d a

W i ą z a ł g... powrozem

Czesław

Kacperowicz

najbardziej

Mazurów

dziwiło

(ale

G... się u r w a ł o

(eż

p ł o c c z a n ) , że z w r a c a n i s i ę do ż o n y m a m u s i u , a ona do m n i e

Do Marciniaka poleciało

tatusiu. H i p o l i t Kowalski, k t ó r y jako sołtys wioski w

okresie

M a r c i n i a k z ł a p a ł deski

międzywojennym

drodze

G... u K a z i m i e r s k i c h

c z ę s t o b y w a ł w L i p n i e , p o z n a j ą c po

d a w n ą ziemię d o b r z y ń s k ą , a k t ó r y również często musiał jeździć
z o w o c a m i i n a b i a ł e m do P ł o c k a , o p i n i ę o M a z u r a c h — z r e s z t ą

O p o w i e ś ć o w ę d r ó w c e rozpoczyna

nieodosobnioną — wypowiadał

w i o s k i , od pierwszego

nieokrzesani,
Czy

w trzech s ł o w a c h : g b u r o w a o i ,

chamowaci.

fakty

te

się od zachodniego

na S k a r ż e n i u gospodarstwa.

r y s t y k ę osoby w y r a ż a p r z e d m i o t s c h w y t a n y

pozwalają

mówić

o poczuciu

odrębności,

z w i ą z k a c h z obszarem w a r t o ś c i o d m i e n n y c h , a n i ż e l i uznawane

w obronie

n i e s z c z ę ś c i e m , rodzaj o k r z y k u , czy j a k i e ś najbardziej
przedstawione

krańca

Charakte­
przed

skrótowo

zachowanie.

za mazowieckie czy k u j a w s k i e 1 O d p o w i e d ź na to p y t a n i e — bez
przeprowadzenia
być arbitralna.

r z e t e l n y c h , s z c z e g ó ł o w y c h b a d a ń — nie m o ż e

Kejna złapał

1 8

Lustrzanym

kijaka

G... u S w i d n i a k a
odbiciem

krytycznego

stosunku

zbiorowości

Ś w i d n i a k z ł a p a ł worek n o w y

do n a j b l i ż s z e g o otoczenia b y ł a ż y w o ś ć r e a k c j i na, z r ó ż n i c o w a n i e
w ł a s n e . D o jakiego stopnia

G... u Mietkowy

m o ż e t a reakcja, b y ć r o z w i n i ę t a ,

ś w i a d c z ą , z jednej s t r o n y w y s t ę p u j ą c e w s t a ł y c h nazwach od­

„ K i j a k " i „ w o r e k n o w y " , t o d w a zasadniczo r ó ż n e p r z e d m i o t y ,

czucia s t e r e o t y p ó w o s o b o w o ś c i , a z d r u g i e j z d o l n o ś ć postrzegania

a zarazem w k o n t e k ś c i e wiersza, d w a j r ó ż n i ą c y się gospodar­

drugiego;

nością ludzie.

umiejętność

tworzenia

syntetyzujących

portretów,

n i e p o w t a r z a l n y c h w swej istocie o s ó b . D o d a m , że n i e u k r y w a n a —
j a k s ą d z ę — wiedza o b l i ź n i m , to jedna z f o r m

spolegliwego

Stasiek k o z i o ł k i f i k a

w s p ó ł ż y c i a g r u p y . N i e b ę d ę p r z y t a c z a ł szerszej bazy ź r ó d ł o w e j ,

G...u K a z i k a

ś w i a d c z ą c e j o d o s y ć powszechnej w grupie o m a w i a n y c h wiosek

Kazik tańczy

(szczególnie

G... u T r o j a k a

i

jednak

samego

Murzynowa)

zarazem ł a t w o ś c i f o r m u ł o w a n i a

drugiego człowieka,. S k o r z y s t a m

spostrzegawczości

lapidarnych

charakterystyk

t y l k o ze s z c z e g ó l n e g o

kozaka

T r o j a k p r z e l ą k ł się g... zielonego

źródła,

G... u M a ł k o w s k i e g o

j a k i m jest ballada, napisana, p r a w i e przed ć w i e r ć w i e c z e m , przez

Małkowski wyleciał z żonu

p a n i ą S z y m c z a k o w ą , s t a ł ą m i e s z k a n k ę naszej w i o s k i . Podobne
do tej b a l l a d y , znane s ą z i n n y c h miejsc w k r a j u . W u t w o r a c h

Tutaj

t y c h g . . . symbolizuje jednoznacznie w a r t o ś c i w ą t p l i w e , w ż a d n y m

o s ó b . Najzjadliwsza d o t y c z y g w a t ł o w n o ś c i i t c h ó r z l i w o ś c i osoby

również

przedstawiana

jest

delikatnie

charakterystyka

p r z y p a d k u nie kojarzone z s u b s t a n c j ą u ż y t e c z n ą w r o l n i c t w i e .

ostatniej. G . . . z n a l a z ł o się w s a m y m M u r z y n o w i e , w jego ś r o d ­

W

kowej c z ę ś c i . Towarzyszy t e m u n o w y rodzaj z a c h o w a ń j a k b y

balladzie

lnurzynowskiej, poszczególne

charakterystyki

m n i e j l u b bardziej ż y c z l i w e , to z n ó w zdecydowanie

są

szydercze:

potęgujących

„ W o j t e k s y n Roztropnego (przezwisko JO) uczy g... rosyjskiego".

inny

Cały u t w ó r ma blisko 4 strony. Nie sposób więc

przeląkł).

przedstawić

dramaturgię

„ t a ń c z y kozaka",

sytuacji

(jeden

go t u w c a ł o ś c i . P o n i e w a ż u j a w n i a on w a ż n ą w naszych rozwa­
ż a n i a c h p o s t a w ę , c h c i a ł b y m p r z e d s t a w i ć c h o c i a ż n i e k t ó r e jego

Karasiewiozowa w y l e c i a ł a z rzeszotem

fragmenty:

G . . . j u ż za Z a p ę d o w s k i c h

8

I

„koziołki

fika",

a k t o ś się n a p r a w d ę p o raz p i e r w s z y

płotem

�Z a p ę d o w s k a zrobiła krzyk

wielki

G... jest u n a u c z y c i e l k i
B r z ą k a l s k a ż e b y g... nie przyszyła.
Do Kacpra wypędziła
Kacper b y l

pijany

G... u c i e k ł o do

Any

A n a p a s ł a barana
W części tej w z m a c n i a j ą się aiuzje (,,pasła barana"', ,,nie przy­
s z y ł a " , ta, ostatnia odnosi się do кгалл ieokich u z d o l n i e ń &lt; soby)
A l e po

raz

pierwszy p o j a w i a się jasno w y r a ż o n a

wiadomość

o u t r a p i e n i a c h k o b i e t . W dalszych c z ę ś c i a c h wiersza, sprawa ta
b ę d z i e u j m o w a n a w s p o s ó b o g l ę d n i e j s z y . ,,loży c i ę ż k o c h o r y " ,
„ p i j e s i a d ł e m l e k o " , „śpiewa, c i e n k o " . P o s ł u c h a j m y jednak j a k
w y g l ą d a j ą inne c h a r a k t e r y s t y k i :
Gurdzina, wola g... g u ń t a .
G... u Zygmunta.
Z y g m u n t c h c i a ł w s a d z i ć do

wychodka

Ale g... u ż y ł o innego ś r o d k a
U j ę ł o się pod
I

boki

do Fabiszewskich d a ł o d w a

skoki

Stefan p o z n a ł , że g... w ę d r u j o
M y ś l a ł , że no statek maszeruje
N i e ż y j ą c y j u ż d z i ś i Z y g m u n t , i Stefan (sąsiedzi) n a l e ż e l i do
jednj-cli

z

najbarwniejszych

posi aci

w

Murzynowie.

Słynęli

I I . 9. W k o m p o n o w a n i o z n a k u t o ż s a m o ś c i w w y m i a r y
i wozówki, w cegłach gotyckich kościoła w Rokiciu

główki

z d o w c i p ó w i z u p e ł n i e n i e p r a w d o p o d o b n y c h , pogodnych pomys­
ł ó w . Z d o l n i b y l i do n i c h , k i e d y m i e l i dobrze po s z e ś ć d z i e s i ą t c e .
T o o n i c h k r ą ż ą we wsi do d z i ś o p o w i e ś c i , j a k p o t r a f i l i p r z e b r a n i
za k s i ę d z a i k o ś c i e l n e g o z b i e r a ć po domach k o l ę d ę . . . I oto

tym

n a j w i ę k s z y m ż a r t o w n i s i o m dostaje się nic byle j a k !

w y eh ( z d o l n o ś c i m o t o r y c z n y c h j e d n o s t k i ) i m o ż l i w o ś c i k r e a c y j ­
nych w swym najbliższym

otoczeniu (w o b e j ś c i u i na

polu).

U w i d o c z n i o n a przed c h w i l ą , w analizowanej balladzie, orientacja
podstawowa (dobro-zło) u z u p e ł n i a n a b y ł a i n n y m i jeszcze. Oto
n a j w a ż n i e j s z e j a k i e u d a ł o się dotychczas u s t a l i ć :

U J a b ł k o w s k i e h m y ś l e l i , że t o b u ł k a
N a p ę d z i l i do p o d w ó r k a ,

1 d o b r o c z y n i e n i a — zloczynienia;

Wszyscy d o s t a l i a p e t y t u

2 nieoszukiwania — o s z u k i w a n i a ;

A l e nie m i e l i s p r y t u

3 mądrości —

G... ś m i e r c i się b a ł o

4 ryzykowania — nieryzykowania;

roztropności;

Z ł a p a ć i m się nie d a ł o

5 nieschlebiania — schlebiania;

G... mocno ś m i e r d z i a ł o

6 zdarnośei —

Szło po drodze, s t ę k a ł o

7 dbałości — niodbałości.

niezdarności;

Opozycje te z n a j d u j ą s w ó j w y r a z w m n i e j l u b bardziej ś c i s ł y c h
Po

licznych

przepędzania,

p e r y p e t i a c h , na

przemian, to

s p o t y k a G... „ p i j ą c e g o

przyjmowania,

zsiadłe m l e k o "

to

Tadzia.

t e r m i n a c h , w y s t ę p u j ą c y c h w m o w i e potocznej. N a l e ż ą do
takie m i ę d z y i n n y m i

nich

jak:

1. D o b r y ( d o b r y c z ł o w i e k ) ; Stateczny (nie u l e g a j ą c y n a m i ę t ­
Tadzio się p y t a

n o ś c i o m , u c z y n n y , w i e d z ą c y dobrze do czego d ą ż y ) ; N a o c z n y

Gdzie się g... u r o d z i ł o

(samodzielny, r o z w a ż n y ) ; G a r d y ( w y b r e d n y ) .

G... się z a m y ś l i ł o

t y c h p o j ę ć s ą : Skuza (niouczynny, d b a j ą c y w y ł ą c z n i e o w ł a s n e

P o t e m sobie p r z y p o m n i a ł o

sprawy, człowiek c h y t r y ) ; W y k p i s

I

towny,

nad strugę powędrowało

Stryjo złapał obręczy

zdania, u l e g ł y

N i e c h się w i ę c e j nie m ę c z y

Krzykun

wydrwigrosz;

Schyba,

Nukun

(bez

(gwał­

własnego

Swiniowaty;

Przeciwieństwem

Oszust; Siuler; Szuler; W y w i j a s

m u pogrzeb w y p r a w i l i

(złośliwiec); W y r w i e
oraz

czjdi z a n u k a n y ) ;

2. U c z c i w y , Stateczny.

Wszyscy b y l i bardzo m i l i
I

nieobliczalny);

Przeciwieństwem

ich

są:

Osiust;

( k r ę t a c z ) ; Chwest (od k w e s t y ,

Schybiak

(schybiający,

zbaczający);

Szwondlarz; Gieldak (nazwa k r e t a ; osobnik z d r a d l i w y ) ;
Z n a m y j u ż s y m b o l i k ę , j a k ą p r z e d s t a w i a j ą t u l u d z k i e ekskremen­

(kret t a k ł u j e ) ; M a m u n ; P u c o w n i k , B r o j t

t y . Chodzi o zlo, w s w y m n a j o r d y n a r n i e j s z y m ,

się o d p o w i n n o ś c i ; P a d u c h ( z ł o d z i e j ) ; N i e k a r a

w y r a z i e . A u t o r c e u d a ł o sin r o z p o z n a ć o s o b o w o ś c i
kańców,

stosując

niezastąpiony

wybieg,

materialnym
współmiesz­

skonfrontowania

ich

mądrzały;

n n i a r z ; R z e e h o t n i k (ciągłe się

ma

szkoły,

zespołu

scenicznego,

murzynowska

(łotr);

1 9

3. Stateczny; M u n d r y , M ą d r y ; N a u c z a ł y i ich p r z e c i w i e ń ­

ze z ł e m . U t w ó r p o w s t a ł w czasach istnienia we wsi s z k o ł y , w k t ó r e j
nic

Taklun
uchylać

stwo M u n d r y — G u p i ; M ą d r y —• G ł u p i ; P r z y m u n d r ż a ł y ; Prze­

z a w i ą z a ł się zespól estradowy. B y ł y to dobre l a t a w h i s t o r i i w s i .
Chociaż

(brajtować,

Szwendłarz; Roztropny; Wiwijas;

4. O d w a ż n y , R y z y k

Szuler; Zabobo-

śmiejący);

(ryzyko

oznacza w j ę z y k u

lokalnym

ballada, ż y j e , co i raz wzbogacana o nowe w i a , d o m o ś c i . N a p r z y ­

o d w a g ę ) ; N i e l ę k l i w y i i c h p r z e c i w i e ń s t w o L ę k u n ; D y g (strach);

k ł a d : opiekun wioskowego m u z e u m przedstaw i a n y zostaje, j a k o

Nukun;

osobnik ..wielce z d z i w i o n y ,

po co g... p r z y s z ł o w to strony"',

5. Stateczny; G a r d y p r z e c i w i e ń s t w e m ich s ą : S ł o d k i

ale r ó w n i e ż j a k Pa,n Jacok, co „ z a p r a s z a g... na ł a n e c z k ę , a ono

szywy,

m y ś l i o ucieczce".

donosiciel); Szpycel; K u s e j d a ; B a ł a m u t ;

Stereotypy &lt;&gt;i»lu&gt;w&lt;- były г о / . л ч ш т и przede w s z y s t k i m
w kategoriach s p o ł o c z n o - e t y c z n y c h , a n a s t ę p n i e s p r a w n o ś c i o -

schlebiający);

Łazuch;

Łazuk

(pochlebca,

(fał­

intrygant,

Swiniowaty;

(i. Z d a m y ; Z a r a d n y ; Naoczny i ich p r z e c i w i e ń s t w o N i e r a r a
(niezdarny);

Guła

(powolny,

niezdarny,

bezmyślny);

Gulorz

0

�I I . 10. Cudowne p r z e j ś c i e Pana Jezusa przez Jezioro Genezaret; kopia obrazu z X V I I I w . , w y k o n a n a w 1945 r o k u przez S t a n i s ł a w a
M a ł k o w s k i e g o . Obraz b y l w y s t a w i o n y przez m u r z y n o w i a k ó w w o ł t a r z u ich w i o s k i na B o ż e Ciało

10

�11. Przypuszczalny r o z w ó j z n a k u t o ż s a m o ś c i — k r z y ż y k a
do k s z t a ł t u k a p l i c z k i

�I I . 12—13. K o ś c i ó ł w R o k i c i u , w i d o k od s t r o n y p o ł u d n i o w o - z a o h o d n i e j i p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i e j

(nowa, odmiana G u ł y ; o funkcjonariuszach); M a r g a t (niezdarny,

d z i ł y do 3—4 przezwisk ( L o r w a s - B r a n c h o l c - R e k i n ) , albo szczęś­

chory);

liwe, że o s ą d s ą s i e d z k i w y c z e r p a ł się p r z y j e d n y m szyderczym

Kocała

(kocałować

nie

spać, lamentować,

wyrzekać,

(Gramofon

narzekający);
7. D o b r y ; A k u r a t n y ; D b a ł y ; Gospodarny i i c h p r z e c i w i e ń ­

b i n ) , czy

lub

Biskup),

żartobliwym

wzgardliwym

(Dajmynato,

(Trumba,

Nur,

Ra­

K o k o s z k a ) . Wreszcie

by­

ł y osoby — w znacznej w i ę k s z o ś c i — m o g ą c e się w p e w n y m

stwo P a p r o k , Popapraniec; W a ł k u ń ; N y g u s i i n .
ani

s t o p n i u s z c z y c i ć , że przezwisk nie m i a ł y w o g ó l e . O j e d n y c h

moich

powiadano z d o d a t k i e m p a n (bardzo r z a d k o ) , a o i n n y c h w p r o s t

r o z m ó w c ó w — p o d ł e g o . M o ż e się chabelorzem o k a z a ć osobnik

bez tego d o d a t k u . Trzeba w i ę c b y ł o starania w ż y c i u , aby p r z y

d a r z o n y na,wot z n a c z n y m szacunkiem, z d a m y i na s w ó j s p o s ó b

tym

Jest jeszcze t e r m i n Cliabelorz, o z n a c z a j ą c y c z ł o w i e k a ,
dobrego, ani z ł e g o , lecz — m ó w i ą c s ł o w a m i jednego z

dbały.

samym

statusie m a ł o r o l n e g o

gospodarza., nie

korzystać

z przezwisk i u s w y c h z i o m k ó w u z y s k a ć n a j w y ż s z ą o c e n ę w ka­

2 0

T e r m i n Stateczny posiada n a j w y ż s z ą k w a l i f i k a c j ę d o d a t n i ą .

tegoriach e t y c z n y c h — c z ł o w i e k a statecznego.

Oznacza on c z ł o w i e k a z r ó w n o w a ż o n e g o , w i e d z ą c e g o dobrze do
czego d ą ż y .

S t a t e c z n y m jest człowiek

posiadający

wszystkie

był

przydomek.

P o s i a d a ł on przede w s z y s t k i m sens i n f o r m a c y j n y ,

Czym

innym

zupełnie,

niż

przezwiska,

wskazujący

siedem cccii d o d a t n i c h . N i e m o ż e n i m b y ć Skuza, R o z t r o p n y ,

0 kogo, czy o co chodzi, bez k w a n t y t a t y w n y c h o d n i e s i e ń . W y ­

G u ł a , P a p r o k . Stateczny u c h o d z i zdecydowanie za

człowieka

powiadano w i ę c nazwiska, m o ż e nieraz p o w r a c a j ą c do p i e r w o t ­

dobrego, ż y c z l i w e g o i n n y m , nieraz kosztem w ł a s n y m . N i e n a l e ż y

nego b r z m i e n i a ( K a c p e r — K a c p e r o w i c z , Gurda — G u r d z i ń s k i ,

bynajmniej

do l ę k l i w y c h , t o

osobnik przez c a ł e swoje

życie

stale r y z y k u j ą c y spokojnie w c i ą ż nowe p r z e d s i ę w z i ę c i a . U c h o d z i

Nowak — Nowakowski);

wypowiadano imiona zdrabniając

czy t e ż osobliwie, zawsze w sensie k o r z y s t n y m , s k r a c a j ą c

je,
(Ce-

t e ż za uosobienie z a r a d n o ś c i i d b a ł o ś c i . Statecznych m u s i cecho­

zariusz — Czarek, A r k a d i u s z — A r e k . Urszula — U l e ń k a , H i p o l i t

w a ć pogoda ducha ( o p t y m i z m ) , c h o c i a ż nie w e s o ł k o w a t o ś ć . D o

— H i p c i o ) . Słowa wujek

takich

t y t u ł a m i , w y r a ż a j ą c y m i szacunek. B y ć m o ż e , r ó w n i e ż i s t r y j ,

p i ę k n y c h postaci n a l e ż e l i niedawno z m a r l i , w 83

roku

i ciocia

były nieodzownymi

nieraz

ż y c i a , J a n M a ł k o w s k i , zwany D z i a d k i e m oraz w 92 r o k u ż y c i a ,

1 stryjo

H i p o l i t K o w a l s k i , zwany H i p e i e m . W m u r z y n o w s k i e j balladzie,

O j e d n y m z m i e s z k a ń c ó w M u r z y n o w a , szanowanym i l u b i a n y m

w ę d r u j ą c e po wsi g... statecznych o m i j a , albo lepiej powiedziaw­

człowieku,

szy mc n a p o t y k a .

walerem, m ó w i się S t r y j o l u b S t r y j . J e d n a k nie jest w y k l u c z o n e ,

Z a t r z y m a j m y się jeszcze p o k r ó t c e p r z y i n n y c h
świa.domości

grupy

o funkcjonującym

w

niej

wskaźnikach
zróżnicowaniu

u z y s k a ł o sens p r z y d o m k a , w a r t o ś c i u j ą c e g o
zarazem b ę d ą c y m

mimo podeszłego

dodatnio.

wieku

żo s ą osoby, k t ó r e z w r a c a j ą się do niego inaczej, m ó w i ą c

kawawujek.

N a w e t najstarsi nio k o r z y s t a l i z przydomka,, o k r e ś l a j ą c e g o i c h

o s o b o w y m . Zn. w s k a ź n i k i te p r z y j m u j ę t y t u ł y ( z w r o t y rodzinne),

wiek.

p r z y d o m k i i wreszcie, rzecz n a j w a ż n i e j s z a , przezwiska. Zacznij­

przydomkowe, takie właśnie miano. Mówiono — Dziadek. Do­

my

Trojanowski

d a j m y p r z y okazji, że b y ł o w zwyczaju zwracanie się m ę ż a do

o p r z e z w i s k u T r o j a k , m ó g ł zgodnie ze s w y m poczuciem h u m o r u ,

ż o n y w formule m a m u s i a , jej za.ś do niego — t a t u ś . Do dzieci

od t y c h ostatnich. Nic żyjący już dziś Jan

Jan

Małkowski

zaskarbił

sobie j e d n a k , p e ł n e uczucia,

p r z e d s t a w i a ć się w u r z ę d a c h j a k o H o l d e s d o w i l d e s f i l d e s t a t k i e w i c z

zwracano się po i m i e n i u . Raczej u n i k a n o z d r o b n i e ń i m i o n , j a k

ale nio m ó g ł się niestety p o z b y ć w ż a d e n s p o s ó b przezwiska

r ó w n i e ż z w r o t ó w s y n u ś . c ó r u ś . N i e m o ż n a jednak- tego zwyczaju

Trojak...

B o t e ż przezwiska f u n k c j o n o w a ł y

na

innych

zupeł­

nie zasadach. Jedne z o s ó b m o g ł y b y ć d u m n e , ż e nagroma­

12

u o g ó l n i a ć na k a ż d ą z o s ó b czy r o d z i n ę . D z i s i a j s y n u ś i c ó r u ś ,
jako

zwyczaj

ogólnopolski,

zdobywają

sobie

powszechność.

�Posiadanie syna

było

onegdaj

dobrodziejstwem,

córki

z m a r t w i e n i e m (ale t e ż nie w k a ż d e j rodzinie). Powiadano

nieraz

na jednej z k o t w i e (ił. 2, 6). Z a ł ą c z o n e ilustracje u k a z u j ą w pew­

,,uca-

n y m p r z y b l i ż e n i u r o z m i a r y dawnej p r a k t y k i , k t ó r e m i m o tego,

l i ł e m (ocaliłem) c ó r k i " . O z n a c z a ł o t o , że z o s t a ł y wydane za m ą ż

że p o ś w i ę c o n o jej p a r ę o p r a c o w a ń o charakterze

do

n y m , nie jest — m o i m zdaniem — w y j a ś n i o n a do k o ń c a . Obok

r o d z i n gospodarskich.

Słowo

ucalić

pamięć o niezwykle ciężkich warunkach

(ocalić)

przechowuje

ż y c i a na w s i , wielo-

bowiem

t o ż s a m o ś c i , na

ścianach

k o ś c i o ł a rokickiego

w y s t ę p u j ą mniejsze l u b w i ę k s z o (od około 2,5 do około 5 c m ) ,

dzietności i śmiertelności.
Z t y m s k r ó t o w o z k o n i e c z n o ś c i p r z e d s t a w i o n y m zasobem
wiedzy o s p o ł e c z n o ś c i m u r z y n o w s k i e j , m o ż e m y p r z y s t ą p i ć
zapowiedzianej analizy z n a k ó w

do

własnościowo-tożsamościowych,

p ł y t s z e l u b g ł ę b s z e , p ó ł k o l i s t e w g ł ę b i e n i a ; rodzaj

nowie. Z n a k i w ł a s n o ś c i o w e (ideogram}- geometryczne)
oraz

odkryte

na d w ó c h u c h w y t a c h r o n d l i (ił.

regularnych

r

j a m e k . O d n a j d u j e m y je na w ysokości d z i a ł a n i a w y k o n y w a n e g o
r ę k a m i przez s t o j ą c e g o

człowieka

(w i n n y c ł i

miejscowościach

n i ż e j , na w y s o k o ś c i k l ę c z ą c e g o ) . N a j w i ę k s z a ilość j e d n y c h i d r u ­

j a k i e u j a w n i ł y n i e k t ó r e eksponaty w k o l e k c j i M u z e u m w M u r z y ­
z o s t a ł y n u .'&gt; k o t w i c a c h

znaków

interpretacyj­

g i c h znajduje

się na ś c i a n i e wschodniej k o ś c i o ł a , a n a s t ę p n i e

na p o ł u d n i o w e j . P r z y w e j ś c i u od zachodu, m a m y nieliczne j a m k i

1 — 5). N i e w ą t p l i w i e bardzo skromne, jest to ś w i a d e c t w o w sto­

i

sunku do zjawiska, k t ó r e m o g ł o w p r z e s z ł o ś c i r o z w i j a ć się w znacz­

szczególnie

nie bardziej okazalej postaci. P o t w i e r d z e n i e m takiego przypusz­

k o ś c i o ł a p o k r y t a jest warstw^ą m c h u , k t ó r y nie pozwala stwier­

czenia s ą n i e k t ó r o stwierdzenia starszych m i e s z k a ń c ó w

d z i ć , czy z n a j d u j ą się j a k i e ś znakowania r ó w n i e ż w tej części.

Według

tych

s t w i e r d z e ń , jeszcze w okresie

wioski.

międzywojennym

z d a r z a ł o s i ę . że w ł a s n e z n a k i w y c i n a n o w drewnie l u b w y b i j a n o -

kilka

Piszę

o

tym

Stwierdzone

Ł ą c z y się z t y m zwyczajem o s o b l i w y c h r o z m i a r ó w

sierpów.

(wysokości

ponieważ

najciekawszych,
Strona

północna

dane te o k a ż ą się
północno-zachodni

T

w

od g r a b i , kosiska, r ą c z k i

szczegółowo,

z

(ił. 8—9).

Omawiane zjawisko m a g ł ó w n i e z a s i ę g

t r z o n k i do siekier, szundy (nosidla do w o d y ) . Z w y c z a j t e n p o p u ­
narzędzia, rolnicze, t r z o n k i

tak

wykonany

i ś r o d k o w o p o l s k i , ale nie jest w y k l u c z o n e , że rówmież o g ó l n o p o l s k i .

larniejszy b y ł w s i e e i o ń s k i m dworze, gdzie znakowano

nawet

t o ż s a m o ś c i , w t y m jeden

starannie

dalej d o s y ć istotne.

-naeinano v m e t a l u . Z n a k o w a n o s p r z ę t r y b a c k i , g ł ó w n i e w i o s ł a
i s p ó ł k i do wylewania w o d y ; rozmaite n a r z ę d z i a r z e m i e ś l n i c z e ,

znaków

czterech

jest

wśród

zostało

bodaj

najwcześniej

kościołach

wiejskich

kościołów

gotyckich w

przez

Hockenbecka
2 1

Pospolitym

Poznańskiem.

Występuje

w Bydgoskim.

w z d ł u ż W i s ł y n a p ó ł n o c od W a r s z a w y , a t a k ż e n a

z domu Jana Gurezyńskiego

nach k o ś c i o ł ó w g o t y c k i c h w Sieradzkiem i K i e l e c k i e m .

służyła, do

zna.kowae.ia

smolą

żagli i w o r k ó w . Wszystkie

ś w i a d e c t w a nie u k a z u j ą jeszcze w p e ł n i obrazu
nas

zagadnienia.

Takiego

dopiero

tajemniczych z n a k ó w , znajdujących

obrazu

te

interesującego

dostarcza

analiza

się na m u r a c h gotyckiego

k o ś c i o ł a z pierwszej p o l o w y X I I I w i e k u w p o b l i s k i m

Rokiciu,

świadectw,

g d y b y nie w y m i a n a w w i e l u

ilości j a m e k w ś c i a n a c ł i ś w i ą t y n i
św. Jana w Toruniu
tylko

miejskimi

Murzynowo.

wgłębienia

kościołach

cegieł w z e w n ę t r z n y c h p a r t i a c h ś c i a n . W y s t ę p o w a n i e

Rombielina, Myśliborzyc

Więcławie), również

też

na
23

ścia­
Naj­

p r a w d o p o d o b n i e j m i e l i b y ś m y znacznie w i ę c e j z a j m u j ą c y c h naw

p a r a f i i do k l ó r e j n a j e ż y , obok czterech i n n y c h wiosek (Uniejewa,
i

Zanotowano

Pomorzu

(Słupsk),

z sąsiedniego Uniejowa. Pieczęć

Koszalin.

2 2

18 cm) pice :ęć, eksponat w m u r z y n o w s k i m M u z e u m , p o c h o d z ą c a

starych
pokaźnej

tej r a n g i , j a k ą jest b a z y l i k a

wskazuje, że zwyczaj z w i ą z a n y b y ł nie

z prowincjonalnymi ośrodkami
w miejscach

wiejskimi,

j a k najbardziej

ale

również

eksponowanych.

Po­

W ś r ó d n i e z l i c z o n y c h (część jest prawie niewidoczna) z n a k ó w na

g ł ę b i a to stwierdzenie p r z y k ł a d fary św. J a k u b a w G r u d z i ą d z u ,

ś c i a n a c h tego k o ś c i o ł a w y s t ę p u j e r ó w n i e ż t y p j o d e ł k i , o d k r y t e j

j a k t e ż w s p a n i a ł y c h k o ś c i o ł ó w g o t y c k i c h ś w . Mateusza w N o w e m ,

13

�s z c z e g ó l n i e z a ś Św. M i k o ł a j a w Gniewie. N a terenie dawnej ziemi
d o b r z y ń s k i e j z n a m y j a m k i (bez z n a k ó w t o ż s a m o ś c i ) z t a k i c h
m i e j s c o w o ś c i , j a k w i e ś C z a r n k ó w oraz miasta L i p n o i Golub
D o b r z y ń . W tej ostatniej m i e j s c o w o ś c i na ś c i a n a c h k o ś c i o ł a
farnego, o p r ó c z p ó ł k u l i s t y c b w g ł ę b i e ń p o j a w i a j ą się r ó w n i e ż
p o d ł u ż n e , regularne ż ł o b i e n i a .
P o w r a c a j ą c do Rokicin., u ś w i a d a m i a m y solne, że t e n s k r o m ­
n y , „ k o b y l i k o ś c i ó ł " zachowuje n a j c i e k a w s z ą , b o g a t ą i r o z m a i t ą ,
d o k u m e n t a c j ę . TJżyłoni s ł o w a dokumentacja, a l b o w i e m na
ścianach kościoła oprócz jamek, z n a k ó w tożsamości i napisów
(pojedynczych i m i o n w r o d z a j u J A C O B , M A T H E T J S , M A R T I N ,
a w X I X w . i m i o n i nazwisk) z a c h o w a ł y s i ę w y r y t e d a t y , n a j ­
w c z e ś n i e j s z a 1G27. S p r ó b u j m y obecnie z a s t a n o w i ć s i ę n a d t r e ś c i ą
t y c h z r ó ż n i c o w a n y c h i n f o r m a c j i . Hoekenbeck, a n a l i z u j ą c 245
j a m e k na k o ś c i e l e w Ł e k n i e , 308 w R o g o ź n i e , 314 w K ł e c k u ,
820 w W ą g r o w c u , p o n a d t o , odpowiednio na k a ż d y m z t y c h
k o ś c i o ł ó w 5, 38, 07 i 21 ż ł o b i e ń oraz d a t y p r z y podpisach (zło­
ż o n y c h z i m i o n i nazwisk, od 2 p o l o w y X V I w . do 2 p o ł o w y
X V I I w . , z n a j d u j ą c m a t e r i a ł p o r ó w n a w c z y w i n n y c h , dalej
p o ł o ż o n y c h obiektach sakralnych, stwierdza a u t o r y t a t y w n i e ,
że wszystkie te d z i a ł a n i a łączyły s i ę z k u l t o w y m nieceniem ognia
na w i o s n ę . U ż y w a n o do tego celu p r y m i t y w n e g o ś w i d r a ognio­
wego (fcucrbołirer), r e l i k t u z c z a s ó w p o g a ń s k i c h . Hoekenbeck
swoje twierdzenie umacnia w y n i k a m i b a d a ń L i v i n g s ! o n a w ...
Zambezi.
24

Ustalenia Hockenbecka z a i n s p i r o w a ł y w latach p i ę ć d z i e s i ą s i ą t y c l i Tadeusza W r ó b l e w s k i e g o i w o s i e m n a ś c i e l a t p ó ź n i e j
Jana Tyszkiewicza.
O b y d w a j a u t o r z y , szczególnie jednak
ostatni, p r z y j m u j ą t y l k o j e d n ą interpretację. Scharakteryzujmy
j ą p o k r ó t c e . P r z e t r w a ł y do naszych c z a s ó w p r a k t y k i z w i ą z a n e
z k u l t e m ognia. Ś w i a d e c t w e m tego s ą w k u l t u r z e ludowej
t a k i e m i ę d z y i n n y m i p r z y p a d k i : „ W okolicach Solca d.pow.
Ś r o d a i w W y s o c k u W i e l k i m d . p o w . O s t r ó w W i e l k o p o l s k i , zacho­
w a ł a się d o t ą d t r a d y c j a rozpalania „ ś w i ę t e g o o g n i a " w W i e l k ą
S o b o t ę za p o m o c ą ś w i d r a o g n i o w e g o "
Charakterystyczne
w g ł ę b i e n i a z n a j d u j ą się — j a k t w i e r d z i J a n Tyszkiewicz — na
liajsuchszych, p o ł u d n i o w y c h
ścianach kościołów,
ponieważ
o t a k ą ś c i a n ę n a j ł a t w i e j b y ł o ś w i d r e m r o z n i e c i ć o g i e ń . N i e chciał­
b y m z a j m o w a ć się s z c z e g ó ł o w s z ą k r y t y k ą tego stwierdzenia.
Z w r ó c ę j e d n a k ż e u w a g ę na pewno f a k t y , k t ó r e nic p o z w a l a j ą
i n t e r p r e t a c j i Hockeubecka t r a k t o w a ć j a k o j e d y n ą . 1. P ó ł k o l i s t e
w g ł ę b i e n i a z d a r z a j ą się nie t y l k o na ś c i a n a c h p o ł u d n i o w y c h
(w R o k i c i u n a j w i ę c e j jest i c h na ś c i a n i e wschodniej); 2. Z n a j ą c
d z i a ł a n i e ś w i d r a ogniowego (z ż a l e m n a l e ż y s t w i e r d z i ć , że Tysz­
kiewicz nic na t e m a t t e c h n i k i niecenia ognia t y m n a r z ę d z i e m
nio m ó w i ) nie ma znaczenia p r z y k t ó r e j ś c i a n i e , suchszej czy
wilgotniejszej, u s t a w i się c z ł o w i e k , k t ó r y b ę d z i e ł u k i e m o b r a c a ł
p r ę c i k z twardego drewna. Ó w w p r a w i a n y w w i r o w a n i e p r ę c i k
nie m o ż e — m o i m zdaniem — t a k samo ł a t w o w cegle, j a k w
drewnie s p o w o d o w a ć wzniecenia ognia. Dlatego s ą d z ę , że jeśli
już j a m k i p o w s t a w a ł y od ś w i d r a ogniowego, to spowodowane
b y ł y t a r c i e m drugiego k o ń c a p r ę c i k a o d e s z c z u l k ę , a ś c i a n a
kościoła, s ł u ż y ł a j e d y n i e j a k o oparcio. Z e t k n i ę c i e m i ę k k i e g o
k a w a ł k a drewna z w i r u j ą c y m , w ł a ś c i w y m k o ń c e m p r ę c i k a
w ś w i d r z e , m o g ł o r z e c z y w i ś c i e wzniecić o g i e ń ; 3. I l o ś c i w g ł ę b i e ń ,
m i e s z c z ą c y c h się na powierzchni w o z ó w k i ( b y w a , że jest ich
k i l k a , ale zdarza s i ę , że nawet 9—11), z r ó ż n i c o w a n i e i c h w i e l ­
k o ś c i , wreszcie osobliwego k o d u , asymetrycznego, symetrycznego
czy „ r ó ż a ń c o w e g o " ich u k ł a d u , nio m o ż n a t ł u m a c z y ć u ż y t k o w a ­
niem ś w i d r a ogniowego, jeśli obok z n a j d u j ą s i ę cegły zupełnie
nietknięte.
25

26

16

I I . 16—17. Z n a k u k o ś n e g o k r z y ż y k a i jego przypuszczalny
r o z w ó j , n a d a j ą c y pierwotnej formie nowe znaczenie K o ś c i ó ł
w Rokiciu

1

Badania, terenowe, j a k i e p r o w a d z i ł e m , nie w y k a z a ł y , aby
ł ą c z o n o opisywane t u j a m k i ze ś w i d r e m o g n i o w y m . M u s z ę jed­
n a k ż e d o d a ć , że badania to nic o b e j m o w a ł y bydgoskiego, czy
p o z n a ń s k i e g o . I dlatego, nie w y k l u c z a m m o ż l i w o ś c i z w i ą z k u
i n t e r e s u j ą c y c h nas o z n a k o w a ń z p r a k t y k a m i niecenia ognia,
k u l t u ognia w W i e l k ą S o b o t ę . S ą d z ę j e d n a k , że jeśli nawet t a k i
zwyczaj w okresie X V I — X V I I I w . w y s t ę p o w a ł , w p e w n y c h
częściach k r a j u , i o nio m u s i a ł on s t a n o w i ć r e l i k t u , czy j a k i e g o ś

14

�rodzaju

reminiscencji

p r a k t y k p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k i c h , lecz m ó g ł

r ó w n i e dobrze p o j a w i ć się z i n s p i r a c j i samego K o ś c i o ł a , zgodnie

w s p o m n i a n y m Czarnkowie, gdzie z a c h o w a ł a się ż y w a

pamięć

0 ekspiacyjnej t r a d y c j i k o ś c i o ł a . K o ś c i ó ł w Czarnkowie posiada

z s a m ą l i t u r g i ą o g n i a — ś w i a t ł a , p r o p a g o w a n ą nie t y l k o w W i e l k ą

t e ż swoje p i ę t n a p o k u t n e w i e r n y c h , n a j g ę ś e i e j rozsiane na ś c i a n i e

S o b o t ę , ale r ó w n i e ż na p o c z ą t k u r o k u w d n i u M a t k i Boskiej

p o ł u d n i o w e j . T a m gdzie nie domagano się wiercenia c e g ł y palcem,

Gromnicznej. P a m i ę t a j m y

ale oficjalnie

t e ż o znaczeniu o g n i a — ś w i a t ł a

we

p r z y z w a l a n o na

p o s ł u g i w a n i e się m o n e t ą ,

jamki

wszelkich o b r z ę d a c h c h r z e ś c i j a ń s k i c h . Istotniejsze m o ż e jednak

b y ł y g ł ę b o k i e , a i c h c h o c i a ż b y podobne rozlokowanie na m u r a c h

będzie

w y n i k a ł o nie z u n i k a n i a obserwacji, ale b y ć m o ż e z jej p r o w o k o ­

wskazanie,

że

badania

jakie

prowadziłem,

wykazały

znaczne z r ó ż n i c o w a n i e ś w i a d o m o ś c i d z i e d z i c t w a , w p o s z c z e g ó l ­

wania.

nych ośrodkach kultowych.

c i o ł ó w (wioska Papowo k o ł o T o r u n i a , albo kościół oo. Francisz­

tej

Podaję

p i ę ć zasadniczych m o d e l i

2 9

N i s k i e p o ł o ż e n i e j a m e k na

ścianach niektórych

koś­

świadomości:

kanów

że b y ł y

to

I . M i e j s c o w o ś c i , w k t ó r y c h nie t y l k o w i e r n i , lecz r ó w n i e ż

w ł a ś n i e miejsca ekspiacyjne, a s a m ą p o k u t ę w y k o n y w a n o

na

k s i ę ż a i k o ś c i e l n y nie w i e d z ą , że na ś c i a n a c h i c h k o ś c i o ł a znaj­
d u j ą się ś w i a d e c t w a d a w n y c h p r a k t y k r e l i g i j n y c h
m o ż e b y ć k o ś c i ó ł oo. F r a n c i s z k a n ó w w
I I . Miejscowości, w k t ó r y c h

na

ogół w i ę k s z o ś ć

tym,

Z zasadniczo i n n y m zachowaniem -— j a k b y ł o j u ż m ó w i o n e —
s p o t y k a m y się w R o k i c i u .

wiernych

tłumaczyć

klęczkach.

(przykładem

Wyszogrodzie).

w Wyszogrodzie) m o ż n a

w y k o n y w a n o na

Wgłębienia

w cegłach

stojąco. I jak można

na

pewno

d o m y ś l a ć się —

jeśli

w i e , że na ś c i a n a c h k o ś c i o ł a z n a j d u j ą się j a k i e ś z n a k i , ale lekce­

r z e c z y w i ś c i e znaczono j a m k a m i z m a r ł y c h — sam

w a ż ą je, p o d a j ą c wiele r ó ż n y c h p r z y c z y n i c h p o w s t a n i a ( ś l a d y po

k o n a n i a oznaczenia m ó g ł b y ć d o w o l n y , nawet z u ż y c i o m ś w i d r a ,

kulach

lecz nie ogniowego, a stolarskiego. Ś w i d e r t a k i otwiera e k s p o z y c j ę

szwedzkich,

wygładzanie

końców

rączek

od

sierpów

i in.).

sposób

wy­

w M u z e u m m u r z y n o w s k i m . U d a ł o się t e ż u s t a l i ć o g ó l n e z a ł o ­

I I I . M i e j s c o w o ś c i , w k t ó r y c h u t r z y m u j e się ż y w a ś w i a d o ­

ż e n i a topograficzne cmentarza p r z y k o ś c i e l n e g o w R o k i c i n . W i a ­

m o ś ć ekspiacyjnego znaczenia j a m e k . P r z y k ł a d e m niech b ę d z i e

d o m o jest na p r z y k ł a d , że w części wschodniej, a w i ę c o d s t r o n y ,

Czarnków

gdzie n a ś c i a n a c h k o ś c i o ł a

w

ziemi

dobrzyńskiej.

Oto

słowa

przypadkowego

r o z m ó w c y : „ k i e d y ś m e l l i , m e ł l i te w g ł ę b i e n i a p o k u t n i c y , b y ł a

było

to p o k u t a " .

jakieś

I V . M i e j s c o w o ś c i t a k i e j a k R o k i c i e , w k t ó r y c h część s p o ł e c z ­

miejsce

pochówku

środowiskowe

znakowania w y s t ę p u j ą

osób

starszych,

uznanie. D z i e c i

najobficiej,

zapewne

chowano na

mających
prawo

od

w e j ś c i a , a w i ę c w p o ł u d n i o w o - z a c h o d n i e j części. K s i ę g i z m a r ł y c h

n o ś c i parafialnej m n i e m a ł a t a k , j a k z o s t a ł o t o j u ż powiedziane

archiwum

w p u n k c i e I I , a część ( m i ę d z y i n n y m i p o d w p ł y w e m mego paro­

p r z e s t r z e ń p ó ł n o c n a (od s t r o n y p l e b a n i i ) . Z p e w n o ś c i ą j e d n a k

letniego interesowania się h i s t o r i ą k o ś c i o ł a ) w y w o ł a ł a o ż y w i e n i e

1 w tej części z n a j d o w a ł y się g r o b y , m o ż e

p a m i ę c i u starszych, k t ó r z y p r z y p o m n i e l i sobie z w i ą z e k j a m e k

p a ń s k i e z d w o r ó w z samego R o k i c i a , R e m b i e l i n a i M u r z y n o w a .

z nieistniejącym

j u ż cmentarzem p r z y k o ś c i e l n y m . N a

cegłach

£

Po

rokickiego

1790

roku

nie

podają

jak

była

cmentarz p r z y k o ś c i e l n y

wykorzystywana
najzaszczytniejsze,
w Rokiciu

został

m i a n o z a z n a c z a ć p o c h o w a n y c h na c m e n t a r z u z m a r ł y c h . W i ę k ­

z l i k w i d o w a n y . P o w s t a ł n o w y na p o b l i s k i m w z g ó r z u i t a m znaj­

szymi jamkami odnotowywano śmierć osób w dojrzałym wieku,

duje się do dzisiaj. M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , ż e z a ł o ż e n i e nowego

jamkami

najmniejszymi

śmierć

dziecka.

Znaki

tożsamości

V . Miejscowości,

w

których

cmentarza s p o w o d o w a ł o ostateczny z a n i k , jeśli się t o nie s t a ł o
wcześniej,

27

o r i e n t o w a ł y o ilości z m a r ł y c h w r o d z i n i e .
twierdzono,

że

wgłębienia

w ś c i a n a c h ł ą c z ą się z p r a k t y k ą z d o b y w a n i a ceglanego proszku

zmarłych

oznakowywania

na

ścianach

i pozostawienia p r z y t y c h

kościoła

chowanych

znakach z n a m i o n rodo­

wych.

2 8

do s p o r z ą d z a n i a l e k a r s t w .

Murzynowiacy

Ten o s t a t n i rodzaj z a c h o w a ń p o w i ą z a ć m o ż n a z przedstawio­

w

swej

rokickiej

społeczności

parafialnej

w y r ó ż n i a j ą s i ę . K i e d y b y l i w o d n i a k a m i — w y r ó ż n i a l i się jeszcze
w y r a z i ś c i e j . J a k o w o d n i a c y m i e l i w i ę k s z e obycie, ale

również

o g n i a " , n a d a j ą c i m w s p ó l n e m i a n o ś w i a d o m o ś c i w i t a l n e j . Zgodnie

poczucie g o d n o ś c i

stopniu

z takim kryterium

w y r ó ż n i a j ą c y m modele ś w i a d o m o ś c i , m o g l i ­

j a k i c h w s p ó ł p a r a f i a n i e , przede w s z y s t k i m uniejewiacy, ale t e ż

b y ś m y w y o d r ę b n i ć do j a k i e g o ś stopnia p r z e c i w s t a w n y w i t a l n e j ,

w i ę c l a w i a c y , m y ś l i b o r z a c y czy n i e f o r m a l n i parafianie z poblis­

nym

na

początku

zwyczajem

niecenia na

wiosnę

„świętego

ich b l i s k i z w i ą z e k z p r ą d a m i

zabobonom", w t y m

jedno­

kiego R o k i c i a , Gorzechowa (wieś n a l e ż ą c a do p a r a f i i Siocień).

religijnymi,

D o w o d ó w na potwierdzenie tej r ó ż n i c y jest wiele. Jeden szcze­

m o d e l ś w i a d o m o ś c i k o m e m o r a t y w n e j oraz ekspiacyjnej,
cześnie p r z y j m u j ą c

„nieulegania

XVII—XVIII

g ó l n i e z a s ł u g u j e na u w a g ę . O t ó ż p a t r o n a m i k o ś c i o ł a w R o k i c i u

w i e k u . W y d a j e m i s i ę , że p r z y j ę c i e t y c h trzech m o d e l i ś w i a d o ­

obok Św. M a ł g o r z a t y s ą ś w . Św. P i o t r i P a w e ł . Ci ś w i ę c i aposto­

mości, jako głównych struktur duchowych zbiorowości, mających

łowie b y l i — jak wiadomo — r y b a k a m i . Rybacka wieś Murzy­

formami kultu, rozwijającymi

się w Polsce w

murach

nowo m o g ł a w i ę c t r a k t o w a ć t y c h ś w i ę t y c h j a k o p a t r o n ó w w ł a s ­

k o ś c i o ł ó w , odpowiada naszej w s p ó ł c z e s n e j wiedzy o mechaniz­

n y c h , gdy inne wsie t a k i c h p a t r o n ó w , czy i m p o d o b n y c h m i e ć

mach k s z t a ł t o w a n i a się postaw, w z o r ó w k u l t u r o w y c h ,

swój

udział

w k r e o w a n i u stochastycznego d z i e ł a na

jednym

nie m o g ł y i nie m a j ą do dzisiaj. K i e d y o d b y w a ł się w i e l k i odpust

s ł o w e m , obrazu nie t y l k o k u l t u r y w o g ó l e , lecz r ó w n i e ż k u l t u r y

w R o k i c i u na ś w i ę t y c h P i o t r a i P a w ł a , m u r z y n o w i a c y •— r y b a c y

staropolskiej.

występowali

Dawno p r a k t y k i pokutnicze, k t ó r y m towarzyszyło dłubanie

w g l o r i i . Jeszcze w i ę k s z ą

ku

temu okazję

mieli

w czasie B o ż e g o C i a ł a . B y ł o w z w y c z a j u , że na t ę u r o c z y s t o ś ć

j a m e k , o b r o s ł y w z r u s z a j ą c ą l e g e n d ą . Powiada się w n i e k t ó r y c h

k a ż d a z wiosek, n a l e ż ą c y c h do p a r a f i i p r z y g o t o w y w a ł a

ośrodkach

dokonać...

o ł t a r z na trasie p a r o k i l o m e t r o w o j procesji. M y ś l i b o r z a c y i w i ę c ­

k c i u k i e m . B y ć m o ż e , z r o g o w a c i a ł y z g r u b y m p a z n o k c i e m palec

l a w i a c y p r z y s t r a j a l i j e d n ą z p r z y d r o ż n y c h kapliczek. R o k i c i a c y

kultu,

że wywiercenia otworu

należało

własny

w i e ś n i a k a u ł a t w i a ł t a k i e zadanie. D o p u ś ć m y j e d n a k , że pomagano

czynili

sobie w t y m

b y ł o j e d y n i e na przystrojenie s t o j ą c e g o w lesie k r z y ż a . N a t o m i a s t

osobliwym

działaniu

może kamykiem,

monetą,

podobnie. U n i e j e w i a k ó w — n a j z a m o ż n i e j s z y e h —
to

święto

specjalny

ołtarz.

stać

ostrzem. I m o ż e w ł a ś n i e dlatego, pewne ś c i a n y w k o ś c i o ł a c h s ą

m u r z y n o w i a c y m o n t o w a l i na

g ę ś c i e j p o k r y t e j a m k a m i , a inne ś c i a n y nie m a j ą i c h p r a w i c

dzisiaj z d u m i e w a on d o s t o j e ń s t w e m o r y g i n a l n y c h t r e ś c i . W oł­

Do

wcale. N a l e ż y p r z e c i e ż d o p u s z c z a ć , że w p e w n y c h m i e j s c o w o ś ­

t a r z u z n a j d o w a ł się obraz d u ż e g o f o r m a t u ( П О X 210 c m ) , u k a z u ­

ciach ś c i a n a k o ś c i o ł a od s t r o n y p l e b a n i i , czy d r o g i , nie c i e s z y ł a

j ą c y cudowno p r z e j ś c i e Pana Jezusa przez Jezioro Genezaret

się t y m s a m y m u z n a n i e m , co ś c i a n a p r z y k t ó r e j m o ż n a

do a p o s t o ł ó w — r y b a k ó w , w ś r ó d n i c h ś w . P i o t r a i ś w . P a w i a

było

30

p o k u t ę o d p r a w i a ć w p e w n y m u s t r o n i u , a m o ż l i w e , że r ó w n i e ż

(il. 10).

w s k u p i e n i u , nie b ę d ą c na oczach p r z e c h o d n i ó w , a t y m bardziej

widokiem

— na o k u p l e b a n a . C z ę s t o t e ż p r z y t y c h najstarszych k o ś c i o ł a c h ,

d w o m a ż a g l a m i , sieciami, p ł y w a k a m i . D o sieci zamocowywano

orientowanych

deseczki kuchenne, k t ó r e w t y c h stronach s ą c z ę s t o w k s z t a ł c i e

wschód—zachód,

plebanie

są

sytuowane

od

O ł t a r z u s t a w i o n o nieopodal k o ś c i o ł a przed o t w a r t y m
na

T

W isłę.

Przybierano

go

akcesoriami

rybackimi,

p ó ł n o c y , albo od p ó ł n o c n e g o - z a c h o d u . T a k i t e ż u k ł a d przestrzen­

t ł u s t e g o k a r p i a . Dzisiaj w y g l ą d a to bardzo podobnie, s ą r ó w n i e ż

n y (plebania od s t r o n y p ó ł n o c n e j ) w y s t ę p u j e w R o k i c i u oraz we

w b i t e w z i e m i ę g a ł ą z k i leszczyny, sieci, p ł y w a k i , deseczki. P r z y -

15

�I
1

U . 18—19. Z n a k pługa, p r z y p i e c z ę t o w a n y j a m k ą oraz przy­
puszczalny r o z w ó j z n a k u t o ż s a m o ś c i . K o ś c i ó ł w R o k i c i u
U . 20. J a n c h ą d z y n s k y 24 sepfc A D 1647. Jedna z najstarszych
i n s k r y p c j i na wschodniej ś c i a n i e k o ś c i o ł a w R o k i c i u
11. 2 1 . J A C O B U S i w y ż e j 1877, prawdopodobnie inskrypcje
z wczesnej i P ó ź n e j fazy znakowania ś c i a n k o ś c i o ł a w R o ­
kiciu
U . 22. Z n a k k r z y ż a obramienionego (z daszkami) i przypusz­
czalny jego r o z w ó j . Ś c i a n a wschodnia kościoła w R o k i c i u

16

�b y ł y j e d n a k nowe akcesoria — p r z y ż a g l a c h , c h o i ą g w i e b i a ł o -

do o k r e ś l o n e g o gospodarza.

-czerwone. Obraz u k a z u j ą c y cudowne p r z e j ś c i e — w i e l o k r o t n i e

lańskich t e r e n ó w Schmid,

wymieniany

t o ż s a m o ś c i z a n o t o w a ł r ó w n i e ż w o b r ę b i e samej ś w i ą t y n i . O t ó ż

na

nowy —

stanowił

wyznanie

murzynowskiej

zbiorowości o potępieniu malowiernych i małodusznych...

Po­

dobnie — j a k m i się wydaje — rzecz przedstawia się obecnie.
R o k i c i e w czasach u t r z y m y w a n i a się t r a n s p o r t u na W i ś l e ,

z n a k a m i t y m i rezerwowano
nych.

3 3

32

Niemiecki

zwyczaj

Obydwa przykłady

badacz t y c h

posługiwania

solne miejsca

nadwiś­

się

znakami

w ławkach

kościel­

o d n o s z ą się do o s a d n i k ó w

holen­

derskich {być m o ż e r ó w n i e ż n i e m i e c k i c h ) . N i e jest zatem w y k l u ­

związanych z t y m niewyobrażalnych dziś sytuacji międzyludz­

czone, że zwyczaj p o s ł u g i w a n i a się z n a k a m i t o ż s a m o ś c i r o z w i n ą ł

k i c h , a w i ę c jeszcze do okresu m i ę d z y w o j e n n e g o , b y ł o szczegól­

się w R o k i c i u p o d j a k i m ś w p ł y w e m o b e c n o ś c i w okolicach t y c h

T

nego r o d z a j u o ś r o d k i e m k u l t u r o w y m .

W odniacy, g ł ó w n i e oryle

w ł a ś n i e o s a d n i k ó w . W i e m y na pewno, że tacy w ł a ś n i e osadnicy

(flisacy) u z n a w a l i k o ś c i ó ł w R o k i c i u za w ł a s n y . A l e t e ż , od W a r ­

z Kępy

szawy do T o r u n i a , nie znajdzie się r ó w n i e s p r z y j a j ą c e g o

reprezentacji n i e k a t o l i c k i e j (aeatolieorum), w okresie od k o ń c a

miejsca

Rokickiej

i U n i e j e w s k i e j , m i m o żo zaliczani b y l i

do

na p o s t ó j i zarazem ś w i ą t y n i p o ł o ż o n e j t a k blisko brzegu rzeki.

X V I I I do 2 p o l o w y X I X w i e k u k o r z y s t a l i w R o k i c i u z r ó ż n y c h

Z dala w i d o c z n e j , dostatecznie i m p o n u j ą c e j , a p r z y t y m — co

posług

jest

najważniejsze

—

nie

ukrytej

wśród

34

duszpasterskich .

miasta,

W e wsiach p a r a f i i r o k i e k i e j , gdzie p r o w a d z i ł e m s z c z e g ó ł ó w -

c h o ć b y p o d u p a d ł e g o , albo w s i . O r y ł e p ł y n ą c y t r a t w a m i , j u ż na

sze badania, nazwa ogólna o m a w i a n y c h t u z n a k ó w n i e jest znana.

wysokości

P a m i ę t a n e s ą jednak n a z w y s z c z e g ó ł o w e . W rodzie G u r d z i ń s k i c h ,

Murzynowa, wypytywali

o

zabudowy

ich

,,kobyli

kościół".

Dobrze z n a l i m i t o rodowodzie r o k i c k i e g o k o ś c i o ł a .
znali

też

analogiczną

przypowieść

o

innym,

k o ś c i e l e na Koniuszej G ó r z e kolo P r o s z o w i c .

31

Niektórzy

Upowszechniali legendę

nawet

b y ł a wękelnicit

( w ę g i c l n i c a ) , d ł u ż s z a kreska

połą­

czona z k r ó t s z ą p o d k ą t e m p r o s t y m ; w rodzic K a r a s i e w i c z ó w ,

Flisacy kolporto­

o k r e ś l o n a liczba 5, 9, I I , u t w o r z o n a z p u n k t ó w w s t a ł y m u k ł a ­

w a l i t ę o p o w i e ś ć , p r z e d ł u ż a l i jej ż y w o t , r a t o w a l i p r z e d zapom­
nieniem.

taką nazwą

nadwiślańskim

wśród

miejscowych,

dzie, n a j c z ę ś c i e j s y m e t r y c z n y m (ił. 1, 3).
Spora ilość z n a k ó w ze ś c i a n k o ś c i o ł a w R o k i c i u w y w o d z i się

k t ó r z y t y m bardziej p o w i n n i z n a ć h i s t o r i ę swego k o ś c i o ł a . Co­

z form}- prostego

roczna — kiedy t y l k o r u s z y ł y l o d y — o b e c n o ś ć

w ł a ś n i e , j a k i m się podpisywano w ezasach powszechnego na, wsi

społeczności

lub ukośnego krzyżyka, b y ć może,

takiego

flisackiej w R o k i c i u , s p o ł e c z n o ś c i w s p o m a g a j ą c e j aspiracje n i u -

analfabetyzmu

r z y n o w i a k ó w , nie m o g ł a p o z o s t a w a ć bez w p ł y w u na

charakter

u z u p e ł n i e n i a , znak k r z y ż y k a p r z e t w a r z a n y b y ł w n o w ą c a ł k i e m

o d p r a w i a n y c h p r z y t y m k o ś c i e l e p r a k t y k . W y d a j e m i s i ę , że

o r y g i n a l n ą f o r m ę , p r z y p o m i n a j ą c ą na p r z y k ł a d f i g u r ę z w i e r z ę c i a ,

( i l . 11, 16—17, 24—27). Poprzez

odpowiednie

b y l i flisacy k r y t y c z n y m i k o m e n t a t o r a m i obscrwowanyeh zacho­

p o s t a ć l u d z k ą czy k a p l i c z k ę ( i l . 11, 26—27). N o w y znak, c z ę s t o

w a ń . O b e c n o ś ć f l i s a k ó w nie s p r z y j a ł a zachowaniom n i j a k i m , ale

n i e z w y k l e sugestywny, m a j ą c y m o c n y w y r a z p l a s t y c z n y ( i l . 16)

t e ż nader g o r l i w y m . I m o ż e w ł a ś n i e uczestnictwo b r a c i wodniac­

m ó g ł k o j a r z y ć s i ę z o k r e ś l o n y m d y s y g n a t e m i w y w o ł y w a ć poja­

kiej w u r o c z y s t o ś c i a c h i o b r z ą d k a c h k o ś c i o ł a r o k i c k i e g o p r z y ­

wienie się k o l e j n y c h s z c z e g ó ł o w y c h

c z y n i ł o s i ę do tego, że jest o n w y j ą t k o w y . Mogło w ł a ś n i e t u t a j

kapliczka,

n a s t ą p i ć wzbogacenie

z n a k ó w r o z p a t r y w a ć m o ż n a j a k o proces synchroniczny l u b t e ż

treści,
znaków

a także

z w y c z a j u , nadanie m u innej zasadniczo

postaci

demonstracyjnej

przez

wprowadzenie

tożsamości.
rokickim,

koziołek.

występowanie

obfitości chłopskich

na

nim wyjątkowej

wprost

z n a k ó w tożsamościowych, b y ł rezultatem

splotu przyczyn, wśród

Bolesław

( r ó ż n i c o w a n i a się z n a k ó w r o d o w y c h m i ę d z y i c h
w t y m samym

pokoleniu, a więc między

Na­

synchronicznym
posiadaczami

braćmi). Ten

sam

badacz dostarcza j e d n a k ż e d o w o d ó w z m i e n n o ś c i t y c h o z n a k o w a ń
m i ę d z y r ó ż n y m i p o k o l e n i a m i , c h o c i a ż ściśle ze s o b ą spokrewnio­
n y m i , c z y l i w przebiegu d i a c ł i r o n i c z n y m . T a k i t e ż r o z w ó j znaku

niający

ukazują

decyzjom w y b o r u ,
s t r o n y osoby

z

zagadnienia

r y b a k ó w w rozwoju

właśnie

poszczególnych

najważniejszych

poziom

za j e d n ą

w rodzaju

kształtu

p r z y j ą ć n a l e ż a ł o b y etos s p o ł e c z n o ś c i m u r z y n o w s k i e j , jej w y r ó ż ­
się

których

nazw

Rozwój

diachroniczny. Z n a k o m i t y znawca
m y s ł o w s k i ukazujo merki

Przypuszczam, że k o m e m o r a t y w n y charakter z n a k o w a ń na
kościele

człowiek,

intelektualno-omocjonalny,

sprzyjający

a nie ulegania o c z e k i w a n i o m c h o c i a ż b y

ze

kapłana.

czynienia

N i e z a l e ż n i e j e d n a k o d r ó ż n i c , m o t y w ó w i d e o w y c h trzech
modelowych

opracowania ciasna

okoliczności,

towarzyszących

znakowaniu

ścian

bartnego.

W y d a j e m i się t e ż , że

z d i a c ł i r o n i c z n y m charakterem p r z e m i a n o z n a k o w a ń m a m y do
wśród

w parafialnej

zbioiowości

Rokicia, szczególnie

d a w n y c h m u r z y n ó w i a k ó w . Przcdsh.w iona na

kotwica

z rodu

Karasiewiczów

na. czterech

stronach

g o t y c k i c h k o ś c i o ł ó w w Polsce, k a ż d a z t y c h o k o l i c z n o ś c i przed­

t r z o n u posiada oznakowania liczbowe z p u n k t ó w

swogo

(nieznacznych

stawia się j a k o n i e z w y k ł a , j a k o pragnienie i s t n i e n i a . Wzniecanie

wgłębień

wiosennego „ ś w i ę t e g o o g n i a " w p r z e d d z i e ń Z m a r t w y c h w s t a n i a ,

czona m i ę d z y b r a ć m i , ale z pokolenia na pokolenie; z dziadka

rozbudzało

na jego syna, a ż na prawmuka Ignacego, k t ó r y p o w r ó c i ł do pra-

nadzieję

nowego

ż y c i a , w o d n o w i o n y m po zimie

c y k l u r o c z n y m . Ekspiacje p o d m u r a m i k o ś c i o ł a o s ó b

rozgrze­

na p o w i e r z c h n i m e t a l u ) . K o t w i c a

zaś

początku

dziadkowego

znaku

5, u z u p e ł n i a j ą c

go

nie b y ł a

własnymi

dziedzi­

inicjałami.

szonych, w z m a c n i a ł y d u c h o w o . W y d ł u b a n a j a m k a p i e c z ę t o w a ł a

P r a w n u k , w p r z e c i w i e ń s t w i e do swych p o p r z e d n i k ó w — w ł a ś c i ­

w o l ę posiadania

cieli k o t w i c y , b y ł j u ż p i ś m i e n n y .

t a k i e j siły. W i e l k a n o c n y o b c h ó d

cmentarza,

d o k o n y w a n e na n i m p o r z ą d k i — p r a k t y k a , k t ó r a do d z i ś c z ę s t o
dystansuje

listopadowe zachowania

Genezy z n a k ó w t o ż s a m o ś c i o w y c l i m o ż n a p o s z u k i w a ć w opo­

w s p o m i n k o w e — zapewne

ce, w k t ó r e j osoby p i ś m i e n n e n a l e ż a ł y do w y j ą t k o w y c h , a w spo­

w ł a ś n i e w ó w c z a s d o k o n y w a n y rozrachunek ze ż n i w e m ś m i e r c i —

ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h w ogóle się nie z d a r z a ł y . C h ł o p s k i znak

s p o r z ą d z a n i e swego, p r y m i t y w n e g o e p i t a f i u m na k t ó r e j ś ,

pa­

t o ż s a m o ś c i , z a r ó w n o w swej formalnej postaci (pod w z g l ę d e m

m i ę t a n e j cegle m u r ó w k o ś c i o ł a , b y ł o p o s ł u g ą w y w o ł u j ą c ą

naj­

wizualnym),

j a k t e ż w sensie i d e o w y m , n a w i ą z y w a ł do h e r b u ,

g ł ę b s z y rodzaj r e f l e k s y j n o ś c i , więzi z t y m i co ż y l i i N a j w y ż s z y m ,

g o d ł a szlacheckiego. U z u p e ł n i a j ą c t y l k o i m i ę , n i e k i e d y r ó w n i e ż

do k t ó r e g o odeszli.

i m i ę i nazwisko, slużjd za rodzaj z a b e z p i e c z a j ą c y c h

obramow-ań

Z n a k i t o ż s a m o ś c i , w y s t ę p u j ą c e na ś c i a n a c h k o ś c i o ł a rokic­

o s o b o w o ś c i . Przypuszczam, że nie k a ż d y t a k ą p o t r z e b ę zabezpie­

kiego, m a j ą swojo n a j b l i ż s z o analogie nio t y l e we w s p o m n i a n y c h

c z a j ą c ą p o s i a d a ł i nie k a ż d y d ą ż y ł do- posiadania swego z n a k u .

na w s t ę p i e merkach

Skatalogowana bowdem liczba ponad, stu z n a k ó w i zredukowana

r y b a k ó w l u b w ciositach

b a r t n i k ó w , lecz w

o z n a k o w y w a n i u , j a k i m p o s ł u g i w a l i się — t a k j a k w M u r z y n o w i e

do nieco w i ę c e j

— gospodarze z

w rodzie, wydaje się b y ć znacznie mniejsza, a n i ż e l i liczba, r o d z i n ,

i n n y c h miejsc

Z u g d a i n r n u posiadamy

nad

dolną

n i e z w y k l e ciekawe

Wisłą.

świadectwo,

k a t a s t r a l n ą z 1667 r o k u . N a mapie t e j , p o s z c z e g ó l n e
ziemi, znajdujące

Z wioski

niż dwudziestu oznakow&lt;.ii,

funkcjonujących

mapę

ż y j ą c y c h w czasach od p o ł o w y X V I I do k o ń c a X V I I I wdeku,

nadziały

w p i ę c i u wioskach p a r a f i i r o k i e k i e j . M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , że r o d y

s i ę w r ó ż n y c h c z ę ś c i a c h w i o s k i , oraz samo

posiadające

o b e j ś c i a oznaczone z o s t a ł y i m i e n i e m i n a z w i s k i e m w ł a ś c i c i e l a ,

w których

swoje z n a k i t o ż s a m o ś c i , t o przede w s z y s t k i m te,

a t a k ż e jego z n a k i e m t o ż s a m o ś c i . A l e t e ż w n i e k t ó r y c h p a r t i a c h

wzorca osobowego, c i e s z ą c e g o się n a j w y ż s z y m ,

tej m a p y , pole oznaczone jest j e d y n i e s a m y m z n a k i e m , n a l e ż ą c y m

uznaniem.

r o d z i l i się i w y c h o w y w a l i

stateczni,

reprezentanci

środowiskowym

17

��1

�11. 28. Osoba Stateczna, H i p o l i t K o w a l s k i ( U i p e i o ) , ur. 1892 г., м и , 1984 г

L' 11 Z Y l&gt; i S Y

1

Próbuję przedstawić tu własną terminologię, wynikającą
z r z e c z y w i s t o ś c i badanej. Nie korzysta/m t y m s a m y m z t e r m i n o ­
l o g i i z b y t o g ó l n e j , ontycznej k a u t y z m u , czy n e o k a n t y z m u ,
z n a j d u j ą c y c h w s p ó l n ą p ł a s z c z y z n ę analizy filozoficznej
bytu
i istnienia w kategoriach fenomenu, n o u m e n u --- rzeczy samej
w sobie.
W r a ż l i w o ś c i ą m i r a k u l a r n ą albo inaczej m ó w i ą c ś w i a d o ­
m o ś c i ą m i r a k u l a m ą o k r e ś l a m często stany w ogólnej ś w i a d o ­
m o ś c i religijnej w k r a j u — uezc: &lt;t:iiozonic w cudzie, d o z n a w a n y m
indywidualnie lub w przeżyciu zbiorowym.
W M u z e u m - - stacji bedawezoj, p r z y j ę t a została, dewiza:
b a d a j ą c i n n y c h b a d a m y siebie. B a d a j ą c i n n y c h p r z y z w a l a m y
na n i e s k r ę p o w a n ą i n g e r e n c j ę r ó w n i e ż w nasze zachowanie,
z a j ę c i a i zainteresowania. N i e jest to z a l e ż e n i e oryginalne, c a ł k o ­
wicie w ł a s n e . D a w n o temu s f o r m u ł o w a ł je Jean Jacques R o u ­
sseau: „ T a r e g u ł a metodologiczna ustanowiona przez R o u ssea dla etnologii — r e g u ł a w y z n a c z a j ą c a jej n a d e j ś e i o — pozwala
r ó w n i e ż p r z e z w y c i ę ż y ć c o ś , co na pierwszy r z u t oka w y d a w a ł o b y
się p o d w ó j n y m paradoksem: ż e Rousseau m ó g ł z a l e c a ć badanie
2

r

3

20

najbardziej oddalonych ł u d z i , ale j e d n o c z e ś n i e o d d a l się przede
w s z y s t k i m b a d a n i u tego s z c z e g ó l n e g o c z ł o w i e k a , k t ó r y wydaje
się n a j b l i ż s z y , to znaczy b a d a n i u
siobie
samego
( p o d k r e ś l e n i o moje, J O ) : i że w c a ł y m jego dziele metodyczne
pragnienie u t o ż s a m i a n i a się z i n n y m idzie w parze z u p o r c z y w ą
o d m o w ą i d e n t y f i k a c j i z s o b ą . A l b o w i e m k a ż d y etnolog m u s i to
dwie pozorne s p r z e c z n o ś c i , z n o s z ą c e się wzajemnie w jednej
obustronnej i m p l i k a c j i , p r z e z w y c i ę ż y ć w t y m lub i n n y m mo­
mencie swej k a r i e r y " . (Claude Levi-Strauss, Jan Jakub
Bousse.au,
twórca nauk humanistycznych,
przekła.d Loszek K o l a n k i o w i c z ,
„ T w ó r c z o ś ć " , R . X L , n r 0 (463), 1984, s. 83—84).
Por. R o m a n W ł o d z i m i e r z H a r a s y m c z u k i W i l h e l m Tabor,
Etnografia
połonin huculskich,
„ L u d " , 1937, t . X X X V , s. 138—
145 (§ 13. Prawo ludowe); B o l e s ł a w N a m y s ł o w s k i , Merki
rybaków
pomorskich,
Przyczynek
do heraldyki i folkloru,
„Rocznik Heral­
d y c z n y " , 1925, t . V I I s. 1—30; R o m u a l d Ż u k o w s k i ,
Bartnictwo
w Zagajnicy
Łomżyńskiej
w okresie od XVI do połowy XIX
w.
B i a ł y s t o k 1965, s. 30—32; J . J . K a r p i ń s k i , Śłady dawnego bart­
nictwa puszczańskiego,
K r a k ó w 1948, s. 12
4

�5

P r z y k ł a d e m niechaj b ę d z i e ochlapywanie f a r b a m i olej­
n y m i k u r , n a l e ż ą c y c h do i n d y w i d u a l n y c h właścicieli w P G R ,
albo znakowanie przez gospodarzy baniek na mleko i n i c j a ł a m i
własnymi, względnie określonym kolorem (określonego koloru
plamą).
B . N a m y s ł o w s k i , op. c i t . , s. 5
Por.
Stanisław Skrodzki,
P o r z ą d e k p r a w a bartnego,
1616, &amp;T.J. 32: „ t e d y w i d z e n n i c y m a j ą ono z n a m i ę dobrze w y c i ą ć ,
wiór do siebie w z i ą ć i p o t e m go do s ą d u p r z y n i e ś ć . A s ą d z i n s z y m i
b a r t n i k a m i starszymi m a j ą z onego w i ó r u u z n a w a ć , po s ł o j a c h
l a t a licząc, k t ó r e z n a m i ę starsze i k t ó r e m u b o r o w i n a l e ż y ' ' .
P o d a j ę za R . Ż u k o w s k i m , op. c i t . , s. 30
Por. B o l e s ł a w N a m y s ł o w s k i , Znamiona bartne mazowieckie
i inne znaki ludowe. Przyczynek
do heraldyki i folkloru,
Poznań
1927; L . Lepszy, Przemysł
złotniczy
w Polsce, K r a k ó w
1933
Por. Teresa K a r w i c k a , Kultura
ludowa ziemi
dobrzyńskiej,
P W N Warszawa 1979, s. 9 i 213
Por. Kodeks dyplomatyczny
polski, 11, 2, opr. L . R ż y s z czewskiego i A . Muczkowskiego, 1852, s. 658—660
N a podstawie analizy Archiwum
Akt. Osobowych p r z y
kościcle w R o k i c i u , poz.
1—18
Zabiegom z w i ą z a n y m z w y b o r e m nazwiska t o w a r z y s z y ł y
falsyfikacje w i e k u i b y ł to proceder r o z w i j a j ą c y się w c z e ś n i e j .
R z e c z y w i s t y wiek osoby u j a w n i a n y b y l dopiero p r z y ś m i e r c i .
N i e k t ó r y m u d a w a ł o się u k r y ć nawet 20—30, p r z e ż y t y c h j u ż
lat. M o ż n a w t y m d o p a t r y w a ć się koniecznych, w y n i k a j ą c y c h
ze s t o s u n k ó w p a ń s z c z y ź n i a n y c h , d ą ż e ń do uchronienia się przed
k o m o r n i c t w e m , a w i ę c n a j g o r s z ą z m o ż l i w y c h sytuacji, b y t o ­
wania ż e b r a c z e g o . B y ł b y to też jeden z w ą t k ó w k s z t a ł t u j ą c y c h
postawę e t y c z n ą — często s p o t y k a n ą w środowiskach podobnych
— oszukiwania nie k ł a m i ą c ? Por. Archiwum
Akt
Osobowych
p r z y pa,rafii w R o k i c i u , poz.
1—18
Ż a d n e j e d n a k z t y c h nazwisk nie jest reprezentowane
dzisiaj w M u r z y n o w i e . T o l k ó w odnajdujemy w Sieeioniu, B i e s ó w
w P ł o c k u , a K a l w a s ó w w Rokiciu-Czajkaeh. W s z y s t k i e te 3 naz­
wisko, u t r w a l a j ą — j a k s ą d z ę — p a m i ę ć profesji p r o t o p l a s t ó w :
k r a w c a , karczmarza i m u r a r z a . Por. Aleksander B r i i c k n o r ,
Słownik
etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1970, s. 214
(z n i e m . Kalkfass, faska do wapna).
D o rejestru tego n a l e ż a ł o b y jeszcze d o d a ć profesję słu­
ż ą c y c h (najprawdopodobniej, z a t r u d n i a n y c h przy dworze) oraz
p a r o b k ó w , k t ó r z y z n a j d y w a l i p r a c ę m i ę d z y d w o r e m , a gospo­
d a r z a m i , z a m i e s z k u j ą c y m i w wiosce część z w a n ą ogrodami.
P o d a j ę n a z w y profesji na podstawie p o s z c z e g ó l n y c h k s i ą g Archi­
wum Akt Osobowych p r z y p a r a f i i w R o k i c i u , o d n o s z ą c y c h się do
okresu 1758—1868 (pozycje od 1 do 23).
W y d a j e się, że oborywanie w o ł a m i granic w i o s k i b y ł o
p r a k t y k ą z n a n ą w Polsce. Z a n a l o g i c z n ą do m u r z y n ó w skiej
o p o w i o ś c i ą s p o t k a ł e m się przed l a t y w Oborczyskach na terenie
K u r p i o w s k i e j Puszczy Zielonej.
N a podstawie r o z m ó w s k o n f r o n t o w a n y c h z d a n y m i
archiwalnymi z parafii w Rokiciu.
B a r d z o p o d o b n ą w i e r s z o w a n ą d r w i n ę z s ą s i a d ó w , słysza­
ł e m na Podlasiu w wiosce K a m i a n k i L a c k i e o m i e s z k a ń c a c h
wioski Niecki:
Te niockusy za g ó r a m i
Zjedli wilka z pazurami
Ani łyżki, ani miski
P o p a r z y l i sobie p y s k i
Taką. a u t o r y t a t y w n ą o d p o w i e d ź
przedstawia Teresa,
K a r w i c k a , op. oit., s. 213
Por. p r z y p i s 12. Oszukiwanie nie k ł a m i ą c — w ą t p l i w a
n i e w ą t p l i w i e zasada etyczna — b y ł a adresowana, przede wszyst­
k i m , do ś w i a t a z e w n ę t r z n o g o , do o s ó b i i n s t y t u c j i obcych. W wew­
n ę t r z n y c h stosunkach ( c h o c i a ż b y r o d z i n n y c h , czy wioskowych),
k o r z y s t a j ą c y z toj n o r m y , z y s k i w a ł mniej l u b bardziej surowo
w y p o w i a d a n e m i a n o osiusta, oszusta. N a t o m i a s t p o j ę c i e k ł a ­
m a n i a , k ł a m s t w a , b y ł o j a k b y niedostrzegane, niepoddawane
w a r t o ś c i o w a n i u . A jeśli, t o ł a g o d n i e j , niż oszukiw anie. PewTiie
dlatego, że f u n k c j o n o w a ł o skuteczniej i d o t y c z y ł o ż y w o t n i e j szyeh z a g a d n i e ń .
Wiele z przedstawionych o k r e ś l e ń s p o t y k a m y w nie­
z w y k l e cennej p r a c y : Aleksander P o t r ó w , Lud Ziemi
Dobrzyń­
skiej, jego charakter, mowa, zwyczaje, obrzędy, pieśni,
przysłowia,
zagadki, , . Z b i ó r W i a d o m o ś c i do A n t r o p o l o g i i K r a j o w e j " , 1878,
t . 2; s. 3—182
Por. D r H o c k e n b e c k i n W o n g r o w i t z , Die
Napfchensteine
an den Pfarrkirchen
zu Kiecko, Łekno, Rogasen wid
Wongrowitz,
6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

„ Z e i t f c h r i f t der Historischen Gesellschaft fur die P r o v i n z Posen",
1885, s. 118—133
N a podstawie w ł a s n y c h b a d a ń t e r e n o w y c h w l a t a c h 1981—
83 oraz w i a d o m o ś c i , k t ó r o z a w d z i ę c z a m p a n o m A l e k s a n d r o w i
B ł a c h o w s k i e m u i Jerzemu K ł o s k o w s k i e m u , k i e r o w n i k o w i M u ­
zeum Z i e m i Z ł a t o w s k i e j
Por. J a n Tyszkiewicz, „Nowy
ogień"
na. wiosnę,
(w:)
Cultus et Cognito, studia, z dziejów średniowiecznej
kultury, W a r ­
szawa 1976, s. 592—597; A n d r z e j R u s z k o w s k i , Tajemnice
średnio­
wiecznych murów, „ G o ś c i n i e c " , lipiec 1977, s. 12
Por. Hockenbeck, op. c i t . , s. 128
Por. J a n Tyszkiewicz, op. c i t . , Tadeusz W r ó b l e w s k i ,
Zagadkowe ślady na, ścianach
kościołów w Wielkopolsce,
„Studia
i M a t e r i a ł y do D z i o j ó w W i e l k o p o l s k i i P o m o r z a " , 1958, t . I V ;
n r 2, s. 195—205
Por. J . Tyszkiewicz, op. c i t . , s. 594
T a k ą toż i n t e r p r e t a c j ę z a p r o p o n o w a ł a H a l i n a H o r o d y s k a -Gadkowska, Kobyli kościół, „ N o t a t k i P ł o c k i e " , 1968, n r 5 (49),
s. 18—19
Por. A . R u s z k o w s k i , op. c i t . , s. 12 ( w i a d o m o ś ć d o t y c z y
kościoła w S t r o ń s k u ) .
Zwrócił m i na to u w a g ę Aleksander B ł a c h o w s k i , p o d a j ą c
p r z y k ł a d kościoła farnego w S ł u p s k u , gdzie d ł u b a n o j a m k i
monetą,, o d m a w i a j ą c p r z y t y m m o d l i t w y .
R e p r o d u k o w a n y w tokścio obraz — zapewne k o p i a
starszego — w y k o n a ł w 1945 r o k u „ s z y p e r s z y p r ó w " , S t a n i s ł a w
M a ł k o w s k i . Obraz ten z a s t ą p i o n y z o s t a ł w 1979 r o k u przez
nowe p ł ó t n o (mniejszych r o z m i a r ó w ) p ę d z l a Alojzego Piekar­
skiego, a r t y s t y nieprofesjonalnego, na s t a ł e
zamieszkałego
w Jeleniej G ó r z e . Obraz M a ł k o w s k i e g o p r z e c h o w y w a n y jest
w Muzeum w Murzynowie.
2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

K o ś c i ó ł w - R o k i c i u n a z y w a n y jest k o b y l i m , albowiem
w e d ł u g legendy, zbudow any z o s t a ł za p i e n i ą d z e uzyskane ze
s p r z e d a ż y k o n i , k t ó r o g r o m a d z i ł y się t a b u n a m i na m i e j s c o w y m
w z g ó r z u . P o d o b n ą p r z y p o w i e ś ć podaje Jan D ł u g o s z ,
Roczniki
czyli kroniki
sławnego Królestwa, Polskiego,
przekład Julia Mruk ó w n a , Warszawa 1962, k s i ę g a I i I I , s. 158—159: „ K o n i u s z a ,
co po ł a c i n i e zwie się E q u i r e a , g ó r a p o d c h o d z ą c a pod miasteczko
Proszowice, m a na sobie wzniesiony kościół p a r a f i a l n y i w y w o d z i
nazw-ę od rzadkiego i cudownego wydarzenia. A l b o w i e m gdy
pewien rycorz polski, r o d o w y • szlachcic z d o m u i r o d z i n y Ś r e n i a w i t ó w , imieniem P r z 3 b y s ł a w , pewnego r a z u z b u d o w a ł na
niej domostwo i w n i m z a m i e s z k a ł z ż o n ą i d z i e ć m i , pewnej
nocy k o ń rzadkiej wielkości, k t ó r e g o ów w o j o w n i k j u ż t r z y l a t a
t o m u s p r z e d a ł b y ł j e d n e m u d o s t o j n i k o w i w ę g i e r s k i e m u do rozplaclniania klaczy, p r z y b i e g ł p r o w a d z ą c za s o b ą znaczny t a b u n
klaczy, u p r o w a d z o n y c h z W ę g i e r ; (o t a b u n i e t y m )
zaznaczają,
że m i a ł nocami t y l k o biec, aby św iatło dzienne nie p o c h w y ­
ciło go z ł o d z i e j s k o u c i e k a j ą c e g o z W ę g i e r . S t u k i e m k o p y t a
w b r a m ę dawnego swego pana i dobrze z n a n y m r ż e n i e m za­
chęca,}, aby m u o t w a r t o . Ó w rycerz polski, obudzony t y m i
c z ę s t y m i uderzeniami w b r a m ę zerwawszy się ze snu najpierw
w praw dzie j a k i e ś nieprzyjacielskie p o d e j r z e w a ł zasadzki, p o t e m
przecie, gdy bacznie rozejrzawszy się s t w i e r d z i ł , że w s z ę d z i e
panuje s p o k ó j , o t w o r z y ł b r a m ę n o w e m u gościowi i wraz z n i m
p r z y j ą ł wielki t a b u n k l a c z y i ź r e b c ó w , z d a t n y c h pod z a p r z ę g ,
w w y n i k u czego nagle d o s z e d ł do wielkiego bogactwa. O k a z u j ą c
zaś w d z i ę c z n o ś ć za o t r z y m a n y przez niego dar, sprawc3 tego
— B o g u — wzniósł na górze ceglany kościół i n a d a ł m u uposa­
żenie".
r

r

r

r

r

r

3 5

1 9

T

2 0

2 1

Por.

Heinrich

Kloopell,

Das

Waischel-Nogat,

Danzig

1934
3 3

Por. B e r n h a r d S c h m i d , Bau und Kunst
der
Provinz
West Preusscn, Kreis Marienbwrg,
D a n z i g 1906, s. 131 ( z a ł ą c z o n a
tablica d o t y c z ą c a z n a k o w a ń , p o c h o d z ą c y c h z k o ś c i o ł a w T r a g hoim). Dano te z a w d z i ę c z a m nieocenionemu badaczowi osad­
n i c t w a holenderskiego w Polsce, Wojciechowi Marchlewskie­
mu.
7

3 4

P r z y k ł a d e m m o g ą b y ć osoby: ewangelik M a r c i n S t r u n g
i jego ż o n a A n n a Jobs, zamieszkali na K ę p i e Uniojewskiej.
Strungowio stali się z czasem S t r ą k a m i i j e d n o c z e ś n i e k a t o l i k a m i ,
por. Archiwum
Akt Osobowych p r z y p a r a f i i w R o k i c i u
(Księga
Urodzeń, 1826—1845, s. 40), poz. 3, d o t y c z y r o k u 1933; ewangelik
Woyeioch Rada (wcześniej w y s t ę p u j ą c y p o d nazwiskiem Rhode)
i jogo ż o n a E w a Jobs, zamieszkali na K ę p i e R o k i c k i e j , por.
Archiwum
Alit Osobowych, (Księga
Urodzeń 1826—1845, s. 22),
poz. 3, d o t y c z y r o k u 1930

21

�П . 29. P i ę ć j a m e k w y d ł u b a n y c h w c e g ł a c h k o ś c i o ł a rokickiego oraz nieczytelny podpis nazwiskiem, z k o ń c ó w k ą -ski.

Rys. i fot.: J.

Olędzki

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10355" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10333">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8b6b0086f02f9285f37fbb31045252da.pdf</src>
        <authentication>cd825548f63ca1f7c72532e585ef9571</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123179">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3283</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123180">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123181">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3077</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123182">
                <text>O lucimskim eksperymencie (dyskusja) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123183">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.44-48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123184">
                <text>Jackowski, Aleksander; Koruslak, Ewa; Szewczyk, Hanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123185">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123186">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123187">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123188">
                <text>L u d o w e g o stanie w miojscu. W Polsce b ę d z i e t a k , j a k b y ł o

w y k o n y w a ł i nie o s z u k i w a ł nas, j a k jeszcze teraz s i ę dzieje.

k i e d y ś , ( u c z e ń siódinoj klasy)

W y t ę p i ć w s z y s t k i c h t y c h , k t ó r z y n i e f o r t u n n i e r z ą d z ą i mocno

M y ś l ę , żo za r o k b ę d z i e lepiej w Polsco i Polska b ę d z i e bogatsza,
a j a b ę d ę w s i ó d m e j klasie, ale n i e b ę d ę b i e g a ł a za c h ł o p a k a m i ,
(sześcioklasistka)

D o m — ż y c z y ł a b y m sobie, a b y m ó j d o m b y ł d o m e m s z c z ę ś l i w y m

t r z y m i ą s i ę s t o ł k ó w , a b y nie s p a ś ć z n i c h . ( m ł o d y r o l n i k )
i życzliwym

d l a wszystkich. Ja — dużo zdrowia, w y t r w a ł o ś c i

dla siebie i calcj r o d z i n k i . L u c i m — w i ę c e j z a a n g a ż o w a n i e miesz­
k a ń c ó w L u c i m i a w s p r a w y s p o ł e c z n e a m ł o d z i e ż y sprawniejsze

Młodzież:
Myślę, że w L u c i m i u nic się nie zmieni. Nadal będzio pędzenie

ręco do r o b o t y . P o l s k a — j e ś l i b ę d z i e m y wszyscy uczciwie pra­

bimbru.

c o w a ć t o i lżej b ę d z i e m o ż n a to d ł u g i s p ł a c i ć , a jest t a k i e p r z y ­

Działacze Lucimia

nadal b ę d ą działać. D o m k u l t u r y

nie powstanie — dlatego, ż e m i e s z k a ń c y L u c i m i a nie s ą zorga­

s ł o w i e : „ N a u k a i praca n a r o d y wzbogaca/', (gospodyni)

n i z o w a n i . Polska n i e w y j d z i e z k r y z y s u , p o n i e w a ż b ę d z i e nisz­

P r z e w i d u j ę , ż e r o k 1983/84 p o w i n i e n b y ć r o k i e m lepszym n i ż r o k

czona przoz p o l i t y k ę Regana i r o z g ł o ś n i ę W o l n a E u r o p a . I t o

1981/82. P o w i n n o s i ę d u ż o z m i e n i ć w ż y c i u

wszystko, (nastolatek)

otoczeniu. C h c i a ł a b y m , a b y w i e ś L u c i m b y ł a coraz ł a d n i e j s z a

oraz w n a s z y m

Z a r o k p ó j d ę do wojska. W ó d k a b ę d z i e za d a r m o . G d y p r z y j d ę

i d u ż o s i ę w n i e j dzia,ło, a b y w k o ń c u m i e s z k a ń c y p o s t a n o w i l i

z wojska b ę d z i e p o b u d o w a n y d o m k u l t u r y , (poborowy)

z a b r a ć s i ę do r o b o t y i p o w s t a ł t e n u p r a g n i o n y przez w s z y s t k i c h

P ó j d ę d o g e n e r a ł a Jaruzelskiego. D z i e w c z y n y b ę d ą p i ć w i ę c e j n i ż

d o m k u l t u r y . C h c i a ł a b y m , a b y p o p r a w i ł y się w a r u n k i ż y c i o w e ,

chłopcy. W ó d k a będzie tańsza i będzie kosztowała

22 grosze.

ż e b y wreszcie m o ż n a b y ł o k u p i ć t o , co k a ż d y potrzebuje i chce.

P o l s k a b ę d z i e w gorszym k r y z y s i e . G d y w r ó c ę z wojska w p r o g u

S t o p n i o w o b ę d ą znoszone k a r t k i . W k r a j u b ę d z i o ł a d i p o r z ą d e k ,

b ę d z i e s t a ł a p o ł ó w k a i k w i a t j a b ł o n i , (poborowy)

ż y c i e nasze b ę d z i e spokojniejsze i weselsze, (gospodyni)

Dorośli:

lecz m ó j s z c z ę ś l i w y d o m b ę d z i e nio n a t e j z i e m i . W i e ś — b ę d ę

D o m — m ó j d o m b ę d z i e s z c z ę ś l i w y . P o l u b i ł a m t ę wieś bardzo,
Piszę,, że, b ę d z i e s t a ł d o m k u l t u r y , ż e A k c j a L u c i m b ę d z i e i s t n i a ł a

zawsze ż y ł a a t m o s f e r ą

t a k a , j a k a istnieje, t y l k o weselsza. J a z r o b i ę sobie w d o m u okna

p o w r a c a ć . C h c i a ł a b y m bardzo, a b y m ł o d z i e ż l u c i m s k a wreszcie

i do t e j p o r y w y c h o w i e dzieci. W Polsco b ę d z i e ż y c i e na k a r t k i .

p o j ę ł a , żo t e n D o m , k t ó r y w y r o ś n i e w L u c i m i u , t o b ę d z i o i c h

A b y P o ł s k a nie z g i n ę ł a . T a k n i c noweg;o n i e b ę d z i e ,

w ł a s n o ś c i ą . Polska — t r u d n o ś c i ze w s z y s t k i m i w s z ę d z i e , ( m ł o d a

(młoda

gospodyni)

gospodyni)

Dom

L u c i m i a . Moje serce zawsze t u b ę d z i e

— nio w i d z ę w i ę k s z y c h z m i a n , o p r ó c z p o w i ę k s z e n i a s i ę

U w a ż a m , ż e sytuacja s i ę nie, polepszy, ale s p o k ó j b ę d z i e ! Ż y w ­

r o d z i n y . R o k 1983/84 a ż o b y p r z y n i ó s ł n a m z m i a n y nio t y l k o

n o ś c i nie p o w i n n o z a b r a k n ą ć , a j a k nie zabraknie ż y w n o ś c i t o

w k r a j u , ale i t o ż w Naszej w s i . Z a c z ą t k i m u r ó w d o m u k u l t u r y .

b ę d z i e m y s i l n i i d ź w i g n i e m y D o m L u d o w y p o w y ż e j fundamen­

Zmodernizowanie d r ó g w s i . W i ę k s z o z a a n g a ż o w a n i o m i e s z k a ń c ó w

t ó w dla d o b r a L u c i m i a i K r a j u . A b y w nas s i ę coś nie z a ł a m a ł o ,

w c z y n y s p o ł e c z n e . K r a j — wzięcie, s i ę za s o l i d n ą o d n o w ę k r a j u ,

to m u s i m y b y ć s i l n i na d u c h u , a siła duchowa t o j e d n o ś ć i zgoda,

a nie o d n o w a p o s t a r e m u . R z ą d a ż e b y t o , co w y p o w i a d a ł , t o

(gospodarz)

Fot.:

W . Chmielowski, i l . 6; A . Maziec, i ł . 5; S. W a s i l e w s k i ,
ił. 1—4

O LUCIMSKIM EKSPERYMENCIE
Rozmawiają: Aleksander Jackowski, Ewa Korulska i Hanna Szewczyk

Kilka

razy

mieliśmy

możność

wysłuchania

setki

p.

kolorowych

Witolda

Chmielewskiego,

oglądaliśmy

dokumentujących

działania G i u p y w L u c i m i u i Górce Klasz­

t o r n e j . Po odczytach p a d a ł y p y t a n i a , z g ł a s z a n o
Dotyczyły

przede w s z y s t k i m

kulturalnego

wsi, wniosków,

szans t r w a ł e g o
jakie

wynikają

przeźroczy,
wątpliwości.

ożywienia
z

w i e l k ą s z a n s ą . K o n c e p c j ą na ż y c i e i t w ó r c z o ś ć . W i ę c j a d ą na t ę
wieś, k u p u j ą

s t a r ą c h a ł u p ę , r e m o n t u j ą , zdecydowani m i e s z k a ć

t u , p r z y j a ź n i ć s i ę z l u d ź m i , s ł u ż y ć i m swoją, w i e d z ą , t a l e n t e m ,
umiejętnościami.

życia

M a m y t u w w i e l k i m s k r ó c i e k a t a l o g w s z y s t k i c h postaw,

lucimskiego

k t ó r e znamy z h i s t o r i i porozbiorowej P o l s k i : o d g ł o s y r o m a n t y c z ­

eksperymentu.

nego b u n t u i w i a r y w l u d , m ł o d o p o l s k i e g o b r a t a n i a s i ę , pozy­

O sprawach t y c h

dyskutowaliśmy

w r e d a k c j i . O t o zapis

tywistycznej

decyzji

„pójścia

w l u d " z kagankiem

oświaty.

r o z m o w y w k t ó r e j u d z i a ł w z i ę l i : Aleksander J a c k o w s k i , E w a

A l e w ł a ś n i e w t y m p u n k c i e w i d z ę z a s a d n i c z ą r ó ż n i c ę w ich po­

Korulska. i H a n n a Szewczyk.

stawie. T r a k t u j ą wieś p o d m i o t o w o , nie p r ó b u j ą o ś w i e c a ć , u c z y ć ,

A . J . Koncepcja d z i a ł a n i a

ale przede w s z y s t k i m s t a r a j ą s i ę w y z w o l i ć i n i c j a t y w ę i siłę l u d z i ,

G r u p y rodziła, s i ę w m i a r ę p o z y s k i ­

w a n i a d o ś w i a d c z e ń . N a p o c z ą t k u i c h w y o b r a ż e n i a o t y m , czego

do k t ó r y c h p r z y s z l i . G o t o w i s ą p r z y t y m z r e z y g n o w a ć z ekspery­

c h c ą , b y ł y nader m g l i s t e i r o m a n t y c z n o . M i e l i przede w s z y s t k i m

m e n t u , z dotychczasowych a m b i c j i a r t y s t y c z n y c h i wejść w nowe

świadomość

ś r o d o w i s k o , d a j ą c m u t o , co — j a k s ą d z ą — m o g ą i p o w i n n i

fałszu,

w który

uwikłana,

jest, sztuka,

sytuacja

a r t y s t y . . . Z a c z ę ł o się od b u n t u przeciwko m e c h a n i z m o m funkcjo­

dać.

nowania, s z t u k i w „ w y s o k i m " obiegu, pozorom istnienia, r y n k u

figuracji,

artystycznego,

Chmielewski pokazuje

przedstawiające

paciorków,

pustym

cego m i l i c j a n t a ,

M ę c z y m i a s t o , zgiełk, b r z y d o t a

nowych

siadów. Inny

przeciwko

gestom, w e r n i s a ż o m .

Witold

grze szklanych

obrazy, czytelne

miejscowych l u d z i i sceny:

w swej
siedzą­

l u d z i o c z e k u j ą c y cli na btitoLus, p o r t r e t y s ą ­

z c z ł o n k ó w G r u p y pokazuje f o t o g r a m y ;

starają

dzielnic, c o d z i e n n o ś ć . R o d z i się w i ę c idea — nio n o w a w k o ń c u —

się wejść do wsi z p o e z j ą , r o z w i e s z a j ą n a u l i c y o l b r z y m i e p ł a c h t y

ucieczki. D o k ą d ? J a k t o , d o k ą d ? N a w i e ś ! Do l u d u , do c h ł o p a ,

p a p i e r u z w i e r s z a m i , a r a n ż u j ą para-tcatralne sytuacje. W i e r z ą ,

t a m , gdzie niebo czyste, serce szczoie. T o n i c , ż e l u d nieco ska­

żo t o zainteresuje m i e s z k a ń c ó w

ż o n y , j a k i ziemia, k t ó r ą u p r a w i a czy w o d a , k t ó r ą pije — w c i ą ż

E.K.

w porównaniu

M y ś l ę , ż e p ó ł - ż a r t e m , p ó ł - s e r i o . Sadzili s ł o n e c z n i k i w z d ł u ż p ł o t ó w ,

44

z m i a s t e m wieś wydaje

s i ę naszym

artystom

Lucimia.

Zastanawiam się, j a k wieś ich początkowo

traktowała.

�ż e b y u p i ę k s z y ć w i e ś , ule r z u c a l i ziarna do z a m a r z n i ę t e j

ziemi,

— jest t o d z i a ł a n i e podobne do d z i a ł a n i a ś r o d k ó w

bo u s t a l i l i d a t ę sadzenia, j a k d a t ę s p e k t a k l u , nie l i c z ą c się z po­

przekazu p r ó b u j ą c y c h

g o d ą . O c z y w i ś c i e , nie w y r o s ł y . C h o ć p o t e m te s ł o n e c z n i k i w r a c a j ą ,

A.J., E.K. Nie!

wprowadzić

obrzędy

masowego

świeckie.

np. w dekoracjach p ł o t ó w w czasie d o ż y n e k .

H . S . T a k ! N a t a k i m p o z i o m i e , na j a k i m udaje się n p . w p r o w a ­

A . J . S z c z e g ó l n i e w a ż n e wydaje m i się t o , że nawet p r z y p r ó b a c h ,

d z i ć D z i e ń M a t k i . N i e chodzi o z a ł o ż e n i a , t y l k o o h o m o l o g i ę

k t ó r e m o g ą w y d a ć się t r o c h ę n a i w n e , p o d k r e ś l a j ą szacunek dla

s t r u k t u r . C h o d z i t a k ż e o sposoby

c z ł o w i e k a , cl la k a ż d e g o .

M ó w i l i ś c i e o p o b u d z e n i u a k t y w n o ś c i l u d z i , o t y m , co w s p o s ó b

czy m e c h a n i z m y

działania.

E . K . K i e d y np. wbijają w ziemię k ą t o w n i k i , mające u p a m i ę t n i ć

zasadniczy r ó ż n i W i t k a Chmielewskiego i jego G r u p ę od „ p ó j ś c i a

miejsce spot kania k o g o ś z G r u p y z k o n k r e t n y m m i e s z k a ń c e m

w l u d z k a g a n k i e m o ś w i a t y " czy b r a t a n i a s i ę z c h ł o p e m . Oczy­

wsi. K ą t o w n i k i m a j ą

w i ś c i e , zgoda. A l e p r z e c i e ż z a ł o ż e n i a X I X - w i e c z n y c h

„ w z i o s t " spotkanej

osoby; k i e d y a u t o r

działaczy

i w y k o n a w c a p o m y s ł u p o m y l i ł się o k i l k a c e n t y m e t r ó w , uro­

„ o ś w i e c a j ą c y c h " l u d na r o z m a i t e sposoby, w y d a j ą c y c h

c z y ś c i e , w o b e c n o ś c i sporej g r u p y m i e s z k a ń c ó w w s i , d o d a ł bra­

dla w s i czy k s i ą ż e c z k i z b a l l a d a m i M i c k i e w i c z a b y ł y t a k i e same:

k u j ą c y k a w a ł e k — u nie b y ł a t o praca ł a t w a . . .

a k t y w i z a c j a w s i czy wprowadzenie e l e m e n t ó w n a r o d o w y c h do

A . J . T o jest dla m n i e p r z y k ł a d d z i a ł a n i a , k t ó r e samo w" sobie

k u l t u r y ludowej ( t a k a jest wszak f u n k c j a kalendarzy l u c i m s k i c h ,

wydaje się b ł a h e i w y d u m a n e , c h o ć zabawne. A l e t o , ż e autor

z w ł a s z c z a t y c h pierwszych).

t y c h „ p r y w a t n y c h p o m n i k ó w " , stwierdziwszy p o m y ł k ę ,

uznał

Istnieje

jeszcze druga

strona

medalu.

Zwróćcie

pisma

uwagę,

swoją winę i w obecności grupy ludzi skwapliwie doszwejoował

j a k d ł u g o i w j a k i s p o s ó b o d b y w a ł o s i ę wprowadzanie do naszej

brakujące

obyczajow'Owosei tzw.

c e n t y m e t r y — jest d l a m n i e

ważniejsze

zabawy. Z n ó w m o ż n a p o w t ó r z y ć , że nie c z ę s t o się

od

całej

zdarzają,

„ d n i " — dnia m a t k i ,

ojca czy b a b c i .

Propagowane to b y ł o szeroko we w s z y s t k i c h ś r o d k a c h masowego

nawet t a k i e , „ s a m o k r y t y k i " .

przekazu.

E . K . A l e eo — w a s z y m zdaniem — jest n a j w a ż n i e j s z e w dzia­

obszerne

łalności G r u p y ? Czy t o , żo p r z y n o s z ą swój dorobek, s w o j ą p r a c ę

o t y m i p r z y p o m i n a ł o co n a j m n i e j t y d z i e ń w c z e ś n i e j .

tia wieś i t a m s z u k a j ą o d b i o r c y ? Czy t o , że p r ó b u j ą

wszystko w e d ł u g obszernego,

wzbudzić

Jeszcze
audycje

kilkanaśeio
poświęcone

lat
tym

temu

telewizja

„obchodom".

nadawała

Mówiło

się

Zawsze

s z c z e g ó l o w e g o , tego samego sce­

i k t y w n o ś ć p l a s t y c z n ą wsi? Czy wreszcie t o , o czym nic m ó w i l i ś m y

nariusza. Zawsze to b y ł a t y l k o m a l a g r u p k a l u d z i — p r ó b u j ą ­

l o t ą d , ale eo jest przez n i c h bardzo p o d k r e ś l a n e , c z y l i p r ó b a

cych coś z a p r o p o n o w a ć i w p r o w a d z i ć do k u l t u r o w e g o obiegu,

i ż y w i e n i a , nawet stworzenia, ż y c i a k u l t u r a l n e g o , p r z y w r ó c e n i a

animatorów

•ozluźnionych więzi między

wizyjnych)

ludźmi?

(w t y m w y p a d k u dziennikarzy r a d i o w y c h i tele­
i przez d ł u g i e l a t a w i e l u o d b i o r c ó w ,

spełniających

i . J . Bardzo w a ż n e , jeśli nie n a j w a ż n i e j s z e , w y d a j ą m i się dzia-

w y ł ą c z n i e f u n k c j ę swego rodzaju w i d o w n i . N i e jest t o b o w i e m

ania

widownia, k t ó r a

sprzyjające

i n t e g r a c j i w s i . I n t e g r a c j i nie t y l k o

t ą s p o ł e c z n o ś c i ą , ale i s a m y c h

Grupy

bije

b r a w o , lecz t a k a ,

istotne s ą

działania,

m i u . Chmielewski i G r u p a D z i a ł a n i a

ctóre w s k r z e s z a j ą stare o b r z ę d y , ś w i ę t a . W s k r z e s z a j ą

poniekąd.

w odosobnieniu, z u p e ł n i e sami ( w y j ą t e k

rl.S. W

moim

p r z e k o n a n i u najbardziej

która

przygląda

się

u k r a d k i e m , niemal zza f i r a n k i . P r z e c i e ż podobnie b y ł o w L u c i ­

mieszkańców.

przez k i l k a l a t
-

działali

i też niezupełnie

45

I

�kim

współpracują

c z ł o n k o w i e G r u p y , z d ą ż a się już

zestarzeć.

E . K . W y d a j e m i się, że cele stawiane przez G r u p ę są z u p e ł n i e
inne, n i ż te, k t ó r e p r z y ś w i e c a j ą i n s p i r a t o r o m , , n o w y c h o b r z ę d ó w " .
O n i nie s z u k a j ą „ ś w i e c k i c h ś w i ą t " (sama nazwa u j a w n i a absur­
d a l n o ś ć t?go p o m y s ł u ) —. przeciwnie, s z u k a j ą zagubionej ś w i ę ­
tości, m i r z ą

o renesansie w i a r y ,

religii.

H.S. Jednak p r ó b u j ą w p r o w a d z i ć treści świeckie. Myślę t u

np.

o rocznicach, p r o p o z y c j i ś w i ę t a , k t ó r e nie p r z y j ę ł o się. Jest to
p r ó b a w t ł o c z e n i a L u c i m i a czy
do

tego m a

lucimian

w jakiś ciąg historii —

p r o w a d z i ć w y p i s y w a n i e dat

na

ścianie,

różaniec

l u c i m s k i , rocznice. I n n y m i s ł o w y — w t ł o c z e n i e w r a m y h i s t o r i i
obrzędowego
chłopskiej,

roku

ś w i ę t e g o , charakterystycznego dla

dostosowanie czasu kolistego do

kultury

czasu linearnego.

Udaje i m się to w t e d y , g d y powraca k o l i s t e ś ć czasu — n p . k i e d y
r ó ż a n i e c św ię. i się w momencie p r z e j ś c i a z jednego r o k u do d r u ­
giego. Z u p e ł n i e nie w y c h o d z i Rocznica. N i e m a p o t i z e b y nazy­
w a n i a c z e g o ś , co i t a k jest nazwano. N i e ma p o t r z e b y d o d a t k o ­
wego l i ' . z y w a n i a

Lucimia

—

Lucimiem

i malowania

herbu.

N i o mc p o t r z e b y obchodzenia rocznic, bo n i k o m u ten czas l i n e a r n y
w aż t j . k i m w y m i a r z o (jak na p r z e c i ę t n ą p e r c e p c j ę i możliwość,
odczuwania czasu jest to wszak w y m i a r kosmiczny) nie

jest

potrzebny.
A . J . B r a k dostatecznych m o t y w a c j i !

Przyjrzyjmy

się

akcjom

z w i ą z a n y m z r o c z n i c ą L u c i m i a . N i e a n g a ż u j ą , nie m a j ą zaplecza
t r a d y c j i . Sam fakt nie p r z e m a w i a do w y o b r a ź n i . Może z n a c z y ł o b y
w i ę c o j , g d y b y m ó w i o n o o t y m w ś r o d k a c h masowego przekazu,
gdyby

mieszkańcy

innych

wsi

r o d o w o d u . Cudze oczy najlepiej

zazdrościli

lucimianom

icli

dowartościowują.

Co a n g a ż u j e l u d z i ? U r o c z y s t o ś c i zakotwiczone w

tradycji,

z w ł a s z c z a w o b r z ę d z i e r e l i g i j n y m . B a d a n i a penetraeyjne

war­

szawskiej K a t e d r y E t n o g r a f i i ś w i a d c z ą , że ani w okresie m i ę d z y ­
w o j e n n y m , a n i p o w o j e n n y m w i e ś nie obchodzi ś w i ą t p a ń s t w o ­
w y c h . Pracuje się w ó w c z a s . T y l k o d o ż y n k i s t a n o w i ą

wyjątek.

A ł e zawsze jest w n i c h s k ł a d a n i e w i e ń c ó w k o m u ś . T y E w o b y ł a ś

F i g i n a Chrystus,! w L u c i m i u . udekorowani; na Ś w i ę t o
P l o n ó w , 1983 r.

w K r a s n o b r o d z i e , p i s a ł a ś o d o ż y n k a c h . A l e t a m s k ł a d a się w i e ń c e
w k o ś c i e l e . To samo w i d z i a ł e m w P u ń s k u . A l u c i m i a e y je sobie
sami s k ł a d a j ą . . . sami do siebie c h o d z ą . . . nie s ą d z ę , aby t a k a forma
d a ł a się u t r z y m a ć . I n s p i r a c j e d a j ą efekt, gdy o d w o ł u j ą się do
stosunkowo t r w a ł o zakorzenionych, u t r w a l o n y c h s c h e m a t ó w po­

—

stanowiły

wprowadzić

dożynki). Zwłaszcza
coś z u p e ł n i e

w

sytuacjach,

nowego, n p .

sadzenie

gdy

chcieli

słoneczników

czy r o c z n i c ę . O d b i o r c y ich d z i a ł a ń — miejscowi c h ł o p i — tak­
że bj-li t y l k o w i d z a m i ,

i to w i d z a m i „ u k r a d k o w y m i " ,

niejaw­

n y m i . I też zza firanek w ł a ś n i e p r z y g l ą d a l i się, j a k g r u p k a o k u ­
t a n y c h w szaliki f a c e t ó w rzuca ziarna w z a m a r z n i ę t ą
Sam

Chmielewski m ó w i ł ,

szkodliwych w a r i a t ó w ;
nów

redaktorów,

by—pierwszej—lepszej
ziaren

jak

tysiące

rodziny

nie­

telewidzów paru

niby—przypadkowo

j e d n a k dopiero p o c z ą t e k .
canie

że t r a k t o w a n o ich w t e d y , j a k

tak,

którzy

ziemię.

ś w i ę t u j ąeej

trafiają
Dzień

ni­

Ojca.

To

Okazuje się b o w i e m , że n i g d y

słonecznikowych

nawet

w

pa­

do

zamarzniętą

rzu­

ziemię

nie idzie na m a r n e . J a k w s p o m n i a ł a E w a , s ł o n e c z n i k i p o j a w i a j ą
się p ó ź n i e j w dekoracjach d o m ó w podczas d o ż y n e k . N i c idzie
na

marne także

w szerszym w y m i a r z e . Pozostaje ś w i ę t o

bib

p r z y n a j m n i e j j a k i e ś jego elementy. Rzecz jasna, jego s t r u k t u r a
podporządkowana

zostaje z n a n y m s t r u k t u r o m z n a n y c h

n i e m o ż l i w e jest b o w i e m , by ś w i ę t o czy o b r z ę d , ex

n a l e ż ą c e do sfery sacrum, o s t a ł o się j a k o „ ś w i e c k i e "
p r z y n a l e ż n e sferze p r o f a n u m ! ) . T a k

świąt,

definitione
(zatem

s t a ł o się z t y m , co mass

media n a z y w a j ą „świeckimi o b r z ę d a m i " , czyli tzw. „ d n i a m i " —

s t ę p o w a n i a , odczuwania.
E . K . A l e t e ż po r o k u czy d w ó c h z a c z ę l i z a p r a s z a ć k s i ę d z a z pa­
r a f i i . To chyba z m i e n i ł o sens całej

uroczystości...

H . S . R o d z i się p y t a n i e , na ile k t o ś z z e w n ą t r z , k t o ś obcy m o ż e
wieś z a k t y w i z o w a ć . T o , że c z ł o n k o w i e G r u p y i d ą w pochodzie
ze s w o i m i w y t w o r a m i , że s t a r a j ą się r o b i ć wszystko

wspólnie

ś w i a d c z y o t y m , że c h c ą l u c i m i a n o m p o m a g a ć . A ł e m i e s z k a ń c y
wsi sami p o w i n n i p r z y g o t o w a ć scenariusz, sami w y m y ś l e ć i w y ­
konać rekwizyty.
jako

Jest to p r ó b a w ł ą c z e n i a się do

społeczności

„swój".

E . K . A j a k to w y g l ą d a od s t r o n y l u c i m i a n ?
H.S. Dla nich: przychodzi z z e w n ą t r z , z miasta, plastyk, k t ó r y
ma w i ę k s z e kompetencje, o c z y m w i e d z ą , ho np. lepiej

potrafi

wyciąć

zawsze

schemat d o m u

będzie o g l ą d a n e

ze

sklejki. Działanie

L u d z i e przed n i m i b ę d ą o d g r y w a ć t a k ,

wykonawcy, którzy ubierają
na

magnetofon

plastyka

się

w stroje,

kiedy

t y l k o ich g ł o s y . L u d z i e m a j ą

jak

nagrywamy

świadomość,

że

p r a c u j ą dla p l a s t y k ó w , przed n i m i . T r u d n o od n i c h oczekiw a ć
szczerości.
A . J . P y t a n i e , k t ó r o p o s t a w i ł a H a n i a jest n i . i n . p y t a n i e m o po­

m a t k i , ojca, b a b c i . T a k sc.uio b y ł o p r z e c i e ż w L u c i m i u . F o r m a

czucie dystansu s w ó j — o b c y . D z i s i a j na wsi jest bardzo w i e l u

ś w i ę t a wiosny zaproponowana przez G r u p ę D z i d a r i a

(jednym

l u d z i obcych, k t ó r z y po p e w n y m czasie s t a j ą się s w o i m i . J e ś l i

z jej e l e m e n t ó w b y ł o sadzenie s ł o n e c z n i k ó w ) , а t a k ż e Rocznica

p r z y c h o d z i lekarz, nauczyciel, k s i ą d z , nawet k t o ś z a d m i n i s t r a c j i

miały strukturę

czy

takich

„świeckich

obrzędów" —

podkreślam

milicjant

—• s ą obcy, ale

wchodzą w strukturę

wiejską,

raz jeszcze: nio chodzi t u o z a ł o ż e n i e G r u p y , lecz o z b i e ż n o ś ć

są przez wieś nie t y l k o t o l e r o w a n i , ale i a k c e p t o w a n i .

s t r u k t u r . N i e o s t a ł y s i ę , bo nie m o g ł y się o s t a ć , p o w r a c a j ą nato­

H . S . C z ł o n k o w i e G r u p y nie s ą j e d n a k c z ł o n k a m i s p o ł e c z n o ś c i .

miast

w

dożynkowych

dekoracjach

czy

różańcu

lucimskim

Do

Lucimia

dojeżdżają.

Nie

pracują

tam.

Nie

są

księdzem,

i r ó ż a ń c u z G ó r k i K o ś c i e l n e j . N a j b a r d z i e j interesuje m n i e , j a k i e

lekarzem, nauczycielem, k t ó r y c h o b c o ś ć jest elementem s t r u k t u r y

ś l a d y t y c h teraz j u ż zaniechanych d z i a ł a ń , o d n a j d z i e m y w k u l ­

s p o ł e c z n e j (stanowi to n i e w ą t p l i w e o s i ą g n i ę c i o d z i a ł a c z y X I X -

r

turze L u c i m i a za l a t 20 czy 30,gdj dzieci, z k t ó r y m i przede wszyst­

46

-wieeznych). O b c o ś ć

Chmielewskiego i jego g r u p y jest

inna.

�G r u p a , jest c z y m ś , bez czego m o ż n a się o b e j ś ć . W s z e l k i e s t r u k t u r y ,

s t r u k t u r ę s p o ł e c z n ą w s i . D l a t e g o m o g ą w n i e ś ć albo

w

obcość,

stare, i.lbo t o , co w y m y ś l ą dzieci, n p . w i a n k i z g ł o w ą k o n i a .

k t ó r ą o k r e ś l i ć m o ż n a j a k o n i e z b ę d n ą , zatem b ę d ą c ą jej c z ę ś c i ą

E . K . Chmielewski n a z y w a te zjawiska „ n o w ą s z t u k ą l u d o w ą " . . .

t y m także

struktura społeczna

wsi toleruje t y l k o

elementy

n i e j a k o „ w b u d o w a n ą " w n i ą . K a ż d a w i e ś m u s i m i e ć swojego

A . J . Przesada... nowa sztuka t o taka, k t ó r a r z e c z y w i ś c i e w y s t ę p u j e

„ g ł u p i e g o " (to t a k ż e o b c y ) , k a ż d a t e ż m u s i m i e ć s w o j ą e l i t ę —

i zaspokaja p o t r z e b y ś r o d o w i s k a . W t y m p r z y p a d k u m a m y do

„obcych"

inteligentów

czynienia z p o w r o t e m do jeszcze n i e z b y t d a l e k i c h z w y c z a j ó w .

mendanta

p o s t e r u n k u ) , nie m u s i m i e ć

( k s i ę d z a , lekarza, nauczyciela czy k o ­
jednak

swojego

plas­

tyka.

Bardzo ciekawa jest t a dekoracja

u l i c , p ł o t ó w , t o sadzanie

k u k i e ł przed d o m e m , robienie z g r a b i czegoś na

Jakkolwiek jedni

i d r u d z y ś w i a d c z ą sobie pewne

usługi,

podobieństwo

f e r e t r o n ó w . . . T o jest cenne, że a k t y w i z u j e się p a m i ę ć , że ludzie

to j e d n a k t a k i e , bez k t ó r y c h obie s t r o n y m o g ł y b y się o b e j ś ć .

r y w a l i z u j ą w s t r o j e n i u swoich d o m ó w .

N a co d z i e ń wcale siebie nawzajem nie p o t r z e b u j ą .

E . K . T o , co ludzie r o b i ą , t o nie s ą d z i e ł a s z t u k i , t o s ą r e k w i z y t y ,

T a k samo

nie jest p o t r z e b n y d o m l u d o w y z k u c h n i ą , z a p r o j e k t o w a n y w g

bardziej teatralne, n i ż

„najlepszych wzorów". Nie ma żadnej tradycji

H . S . Te

takiego d o m u .

Charakterystyczne, że n i k t z G r u p y D z i a ł a n i a nie jest

zapra­

rekwizyty

jakiekolwiek.

są symbolami, które

zresztą

nie

zawsze

są z r o z u m i a ł e d l a p l a s t y k ó w . N p . chleb i w ó d k a stawiane

na

szany na c h r z c i n y czy wesela — o d b y w a się p r z e c i e ż co n a j m n i e j

s t o ł a c h d o ż y n k o w y c h . S t ó ł jest s t o ł e m b i e s i a d n y m , n i e z a l e ż n i e

k i l k a w r o k u . T o m n i e u d e r z y ł o . T o ś w i a d c z y o ich — n i e z a l e ż n i e

od o k r e ś l e ń p l a s t y k ó w (stół z i m o w y , jesienny i t d . ) .

od tego, że w i e ś się n i m i c h w a l i — w y o b c o w a n i u . K s i ą d z n p .

że w ó d k a jest postawiona „ p r z e k o r n i e " . T o jest tymczasem znak

Twierdzą,

jest f u n k c j ą s t a l ą . Zaprasza się go j a k o „ l e p s z e g o g o ś c i a " , w y ­

ś w i ę t o w a n i a , p o m y ś l n e g o z a k o ń c z e n i a j a k i e g o ś e t a p u . Poza t y m

pada, ż e b y b y ł . A o n i 1 N i e w i a d o m o , k i m s ą . G d y b y n p . p o m a g a l i

w ó d k a jest w k o ń c u swego redzajn p l e d e m

rolnym.

w

E . K . Mówisz

wskrzeszone

pracach

p o l o w y c h albo

w budowaniu domów,

rysowaniu

o

symbolach.

Te

symbole,

przez

p l a n ó w , u r z ą d z a n i u w n ę t r z a , b y ł o b y pewnie inaczej. N i c takiego

l u d z i ze w s i , s ą n a w i ą z a n i e m do t n . d y c j i , do dawnego systemu

jednak

i n t e g r a c j i tego r o d z a j u .

m y ś l e n i a . M o ż n a b y ł o b y chyba p o k u s i ć się o i n t e r p r e t a c j ę prze­

Biesiada jest bardzo w a ż n ą f o r m ą i n t e g r a c j i ( p o w t a r z a m rzeczy

się nie dzieje. D l a t e g o b r a k

p o w i e d n i w t y c h samych kategoriach. P a m i ę t a c i e opis pierwszego

oczywiste, ale G r u p a zdaje się tego nie d o c e n i a ć ) . Teraz jeszcze —

ś w i ę t a — 2-go lutego — przepowiednie u r o c z y ś c i e z a m k n i ę t e ,

n a w e t b a d a j ą c k n a j p i a n ą s u b k u l t u r ę — dostrzec m o ż n a bardzo

o p i e c z ę t o w a n e — w t y m b y ł o coś z o b r z ę d u magicznego, z a k l i ­

archaiczną
strukturę

symbolikę

łańcucha

osób,

tego ł a ń c u c h a . S t r u k t u r ę ,

opasującego

stół

nania u r o d z a j u , r o k u .

określone

A . J . W t y c h przepowiedniach wszystko się p l ą c z e ; co c h c ą —

jest miejsce „ l e p s z y c h g o ś c i " , w ł a ś n i e o w y c h „ o b c y c h " — i n t e l i ­

co p r z e w i d u j ą — to s ą d w i e r ó ż n e , w ciąż z a k ł ó c a j ą c e się p o s t a w y .

g e n t ó w . W i d a ć to jeszcze w y r a ź n i e j p r z y w i ę k s z y c h u r o c z y s t o ś ­

Te przepowiednie ś w i a d c z ą o b r a k u m y ś l e n i a p o l i t y c z n e g o —

ciach — chrzcina.ch, pogrzebach,

w k t ó r e j ściśle

oTaz

odpustach,

że nie

wspomnę

n i e k t ó r z y n p . u w a ż a l i w r o k u 1981, że k r y z y s s k o ń c z y s i ę za

j u ż o wieczerzy w i g i l i j n e j . I c h s i ę t a m nie zaprasza. B y ć m o ż e

rok...

m i ę d z y i n n y m i dlatego, że stawiane przez n i c h

E . K . J a m y ś l ę , że t u t r u d n o m ó w i ć o m y ś l e n i u

s t o ł y zawsze

politycznym.

są s t o ł a m i do o g l ą d a n i a , n i g d y z a ś s t o ł a m i , p r z y k t ó r y c h się

T o jest raczej m y ś l e n i e ż y c z e n i o w e , a „ r o k " to p o j ę c i e na p o ł y

zasiada. R ó w n i e ż dlatego, że o n i t a m , w L u c i m i u nie p r a c u j ą .

magiczne. Czas w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j , o c z y m m ó w i ł a H a n i a ,

A . J . I c h p r a c ą jest m a l o w a n i e , w b i j a n i e k ą t o w n i k ó w , a r a n ż a c j a

w c i ą ż jest bardziej czasem k o l i s t y m , p o w r o t n y m , n i ż l i n e a r n y m .

widowisk...

„ R o k " znaczy: k i e d y ś , w p r z y s z ł o ś c i , daleko.

H . S . co d l a s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j jest ż y c i e m na

niby

H . S . Jest t o f o r m a charakterystyczna

A . J . jest p a ń s k i e . . .
H.S. Pan

miał

dla starych formuł ży­

czeniowych, k i e d y m ó w i ą c , ż e c o ś jest, powoduje s i ę , ż e t o s i ę

przynajmniej

jakieś

funkcje. Dlatego

prosiło

staje.

się go o b ł o g o s ł a w i e ń s t w o , p r z y n o s i ł o m u d o ż y n k o w y wieniec.

A . J . D r u g a rzecz, i n t e r e s u j ą c a w przepowiedniach, t o u r o c z y s t y

A . J . Proponowane

t o n , j a k i ludzie p r z y j m u j ą , p i s z ą c t a k i e rzeczy. P r z y t y m m y ś l e n i e

przez

nich

formy

współdziałania

t r o c h ę sztuczne. T y m r ó ż n i ą s i ę o d a k t y w i z u j ą c e j
np.

są

więc

działalności

Kościoła

patriotyczne, myślenie o kraju,

bardzo d l a m n i e w a ż n e . N i e

u m i e m y dostrzec tego, co t a k w y r a ź n i e w y s t ę p u j e w przepowied­

E . K . . . . k t ó r y jest dla wsi i n s t y t u c j ą n a t u r a l n i e w ł ą c z o n ą w bieg

n i a c h —- ludzie c h c ą ż y ć w s p o k o j u .

życia.

E.K. Wróćmy

H . S . Zgoda. D o d a m jeszcze, że inaczej jest — j a k m ó w i c i e —

na t o , że d z i a ł a l n o ś ć i n s p i r o w a n a przez l u d z i z z e w n ą t r z nie

w s y t u a c j i , g d y d z i a ł a l n o ś ć a k t y w i z u j ą c ą p r o w a d z ą osoby nie­

p r o w a d z i do istotniejszych, t r w a ł y c h p r z e m i a n . . .

j a k o ex d e f i n i t i o n e m a j ą c e a u t o r y t e t , n p . d u c h o w i e ń s t w o albo

H . S . T o c h y b a n i e z u p e ł n i e t a k . T o się o k a ż e za 20 l a t . . .

t e ż d z i a ł a j ą c e w ś r o d o w i s k u , j a k nauczyciel, u r z ę d n i k . W t e d y

A . J . l i z e e i e ż m y to j u ż z n a m y ! R ó ż n e organizacje

do p i o b ł e m u d z i a ł a l n o ś c i k u l t u r a l n e j . W y g l ą d a

społeczne

ludzie p a t r z ą t a k o t o : p r z y j e c h a ł , z a i n t e r e s o w a ł s i ę , m a p a s j ę ;
m a t e ż o k r e ś l o n e z a j ę c i e — m u s i n p . u c z y ć d z i e c i , m a jeszcze
inne — -znane w s i —• o b o w i ą z k i , a o p r ó c z tego — jest z n a m i ,
z n a m i c o ś organizuje. Tymczasem G r u p a d z i a ł a na innej zasadzie.
Ja wcale s i ę nie d z i w i ę , że ludzie nic nie r o b i ą . K a ż d y pewnie
m y ś l i : ja m u s z ę oporządzić inwentarz, skosić, zagrabić, s p r z ą t n ą ć ,
u p r a ć , a o n i nic nie m a j ą do r o b o t y . N i e p r a c u j ą .

Jednoczcśrie

w p e w n y c h sytuacjach r e p r e z e n t u j ą w i e ś . W i e ś c h w a l i się n i m i ,
z w ł a s z c z a przed i n n y m i

wsiami,

n p . podczas

dożynek.

E . K . C h y b a nie jest aż t a k ź l e . Ostatnio k i l k a l a t

Komitet

D o ż y n k o w y t w o r z y l i ludzie ze wsi. W t y m r o k u z a b r a k ł o s o ł t y s a ,
najbardziej czynnego organizatora. G r u p a — zdaje się — t a k ż e
b y ł a z a j ę t a c z y m ś i n n y m . D o ż y n e k nie b y ł o .
Chciałabym

w związku

z t y m postawić

kolejne p y t a n i e : co

w ł a ś c i w i e wieś wnosi nowego do ich p r o p o z y c j i . Mnie się w y d a j e ,
że t o nowe — nowe d l a G r u p y — to jest

właśnie

stare...

np.

dekoracje d o ż y n k o w e s ą analogiczne do d e k o r a c j i w d n i u B o ż e g o
C i a ł a . W i e ś nie jest w stanie w n i e ś ć nic teraz stworzonego.
H . S . J a k s i ę p a t r z y na l u d z i , z k t ó r y m i d z i a ł a j ą — albo s ą t o
ludzie starzy, albo d z i e c i . T o w p e w n y m s t o p n i u odzwierciedla

Wieniec r o d z i n n y w k s z t a ł c i e orla z k ł o s ó w i ziaren, zobrazk i e m M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j , na piersi.

47

�aktywności

w y k o n y w a n o prace, c z w a r t ą — zabawa — np. W remizie stra­

w s i . D a w a ł o t o r e z u l t a t y , gdy i n i c j a t o r o m b y ł c i e k a w y , p e ł e n

i

polityczno p r ó b o w a ł y

ż a c k i e j . W e w s z y s t k i c h t y c h sytuacjach k a ż d y z n a j d o w a ł swoje

inicjatywy

człowiek,

&lt;lzi;.l;;&lt;-z k u l t u r y .

wprowadzać

umiejący

Takimi

nowo f o r m y

trafić

do

ludzi,

autentyczny

miejsce, c h o ć nie k a ż d y t a k i e samo. I s t n i a ł j e d n a k r y t u a ł , zwy­

w ł a ś n i e d z i a ł a c z a m i są

Chmielewski

czaj zakorzeniony w t r a d y c j i .

i jego Grupa. P ó k i sami d z i a ł a j ą — i n t r y g u j ą l u d z i , p o c i ą g a j ą
za

sobą. Ale

u s u n ą ć się —

Chmielewski próbuje
niech i n n i d z i a ł a j ą ,

zaszczepić ideę, a
niech p o d c h w y c ą

potem
pomysł,

A w L u c i m i u dzisiejszym

rolę

„ p r z o d o w n i k a " , organizatora, i n s p i r a t o r a w z i ą ł na siebie Chmie­
l e w s k i z p r z y j a c i ó ł m i — i to przede w s z y s t k i m w y w o ł a ł o

ten

fenomen, k t ó r y z w i e m y L u c i m i e m .

u z n a j ą za s w ó j . A t y m c z a s e m zapal jest k r ó t k o t r w a ł y , miesz­

E . K . Chmielewski

k a ń c y Lucimia najchętniej p r z y j m u j ą p o s t a w ę odbiorcy, widza.

w s t r o n ę K o ś c i o ł a . Teraz w s p ó ł p r a c u j e z k s i ę ż m i z G ó r k i Klasz­

po

eksperymencie

lucimskim

zwrócił

się

Ś w i a d c z ą o t y m nawet te „ w r ó ż b y " : ż y c z y m y sobie, aby G r u p a

t o r n e j . W s p ó l n i e organizują, m . i n . d o ż y n k i parafialne, p r z e n o s z ą

dzirdala n a d a l , oczekujemy na nowe propozycje i t d .

niektóre pomysły działań „ w y p r ó b o w a n y c h " w Lucimiu (Święty

E . K . Czy nio jest to po p r o s t u t y p o w a dla naszej t e r a ź n i e j s z e j

W i e c z ó r , r ó ż a n i e c l u c i m s k i ) do G ó r k i . Charakterystyczne wydają,

kultury

m i się kolejne f o r m y , j a k i e p r z y b i e r a ł t e n r ó ż a n i e c , z a n i m s t a ł

postawa c z ł o w i e k a nastawionego na

w a n y c h przez mass media p o r c j i i n f o r m a c j i
zastępuje wszelką aktywność

odbieranie poda­
kulturalnej,

któiv.

własną?

się 90-cio m e t r o w y m r ó ż a ń c e m , o d m a w i a n y m przez c a ł ą nowo­
r o c z n ą noc

w kościele. Z a c z ę ł o się od w y p i s y w a n i a na

ścianie

A . J . Nasza k u l t u r a ma chttrakter recepcyjny, z w ł a s z c z a w po­

starej s t o d o ł y s z e r e g ó w dat — ten zapis m i a ł p o k a z a ć — d o s ł o w ­

r ó w n a n i u z a k t y w n o ś c i ą dawnej k u l t u r y c h ł o p s k i e j . A l e czy

ta

nie — czas, p o m ó c m i e s z k a ń c o m L u c i m i c w odczuciu ciągłości

samowystarczalnego

i d ł u g o ś c i h i s t o r i i . W n a s t ę p n y m r o k u d a t y z o s t a ł y wypisane

dawna a k t y w n o ś ć nic b y ł a k o n s e k w e n c j ą

m o d e l u nie t y l k o g o s p o d a r k i , j a k i k u l t u r y ?

na m a ł y c h k o ł e c z k a c h p o ł ą c z o n y c h w ł a ń c u c h — forma t a

.Są d w i e sprawy. Jedna, to a k t y w n o ś ć t w ó r c z a j e d n o s t k i (potrzeba

pewne d a ł a p o c z ą t e k nazwie „ r ó ż a n i e c l u c i m s k i " , wreszcie kozostały

tej a k t y w n o ś c i ) , druga zaś to model ż y c i a k u l t u r a l n e g o g r u p y ,

loczki

z a k ł a d a j ą c y a k t y w n o ś ć jej c z ł o n k ó w . Co do drugiej wydaje się

u r o c z y ś c i e p o ś w i ę c o n y , s t a j ą c się r ó ż a ń c e m z G ó r k i K l a s z t o r n e j .

nie u l e g a ć w ą t p l i w o ś c i , że k i e r u n e k rozwoju w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y

Widoczna na

wiedzie do u t r w a l e n i a się m o d e l u recepcyjnego, do

ten

wyraźnego

niezwykły

zastąpione

większymi

fotografiach

i

wtedy łańcuch

za­

powaga, z j a k ą

ludzie

r ó ż a n i e c , coroczna u r o c z y s t o ś ć
„ojcem

został

odmawiają

dodawania

c h r z e s n y m " jest

ko­

r o z d z i a ł u na p o s t a w ę nadawcy i o d b i o r c y . N i e z n a m y n a l o m i ist

lejnego ogniwa, k t ó r e g o

najmłodszy

dostatecznie m e c h a n i z m ó w psychologicznych z w i ą z a n y c h z po­

p a r a f i a n i n — p o k a z u j ą , j a k wiele m o ż e z r o b i ć k s i ą d z , K o ś c i ó ł

s t a w a m i t w ó r c z y m i . W i e m y , że w y s t ę p u j e potrzeba a k t y w n o ś c i ,

dla integracji l u d z i , stworzenia t r e ś c i w a ż n y c h dla całej w s p ó l n o t y .

znajduje ujście w r ó ż n e g o rodzaju m a j s t e r k o w a n i u , zajmowania

A . J . D l a m n i e b y ł o bardzo smutne obserwowanie w z l o t u i de-

się h o d o w l ą r ó ż , zagospodarowaniem d z i a ł e k , a m a t o r s k i m upra­

g i c d a c j i Paszyna. K s i ą d z N i t k a p o d j ą ł d z i a ł a n i a , c h c ą c dowar­

w i a n i e m s z t u k i , m u z y k i , p i s a n i u p a m i ę t n i k ó w etc. N i e w i e m y

t o ś c i o w a ć l u d z i — ale k i e d y r z e ź b i ł a j u ż p r a w i e c a ł a w i e ś , rzeź­

j e d n a k , na ile s ą t o p o t r z e b y ż y w e , k i e d y się r o z w i j a j ą ,

bienie p r z e s t a ł o b y ć t y m , c z y m m i a ł o b y ć i b y ł o . K s i ą d z N i t k a

kiedy

z a n i k a j ą ; na ile w i ą ż ą się z m o d ą , n a ś l a d o w n i c t w e m , s ł u ż ą t y l k o

m a r z y ł o s t w o r z e n i u o ł t a r z a z r z e ź b P a s z y n i a k ó w ; w momencie,

z a p e ł n i e n i u p u s t k i , r o b i e n i u b y ł e czego, b y p r z e ł a m a ć n u d ę •—

kiedy rzeźbiło tak

k i e d y z a ś w i ą ż ą się z p o t r z e b ą t w ó r c z e j a k t y w n o ś c i .

z a p y t a l i k s i ę d z a — za ile? W i e ś d o w a r t o ś c i o w a ł a się — ale

W

k a ż d y m razie d a j ą się w y r a ź n i e dostrzec dwie

tendencje:

profesjonalizacja „ o b s ł u g i " p o t r z e b k u l t u r a l n y c h i r o z w ó j róż­

w i e l u , że b y ł o t o j u ż m o ż l i w e ,

parafianie
to

spowodowało zmianę mentalności...
E . K . O n i m a j ą j e d n a k z ł u d z e n i a , że t o , co r o b i ą , jest bardzo

n y c h f o r m amatorskiego u p r a w i a n i a s z t u k i

owocne...

E . K . T a k jest dzisiaj. I t o podobnie na wsi i w m i e ś c i e . A j a k

A . J . M n i e się wydaje, że p i ę k n e rzeczy m o g ą r o b i ć t y l k o ludzie,

w y g l ą d a ł a s y t u a c j a dawnej k u l t u r y

k t ó r z y m a j ą z ł u d z e n i a . Nie w i d z ę t u recepty, k t ó r ą n a l e ż a ł o b y

A . J . Potrzeby współuczestnictwa,

chłopskiej?
zbiorowego p r z e ż y w a n i a

re­

a l i z o w a ł o niedzielne n a b o ż e ń s t w o i c a ł y z w i ą z a n y z n i m r y t u a ł —
strojenia s i ę , j a z d y , zachowania i t d . D r u g ą t a k ą

p o w i e l a ć . M a m y jeszcze raz

do czynienia z s y t u a c j ą , że j e ś l i

s ą ludzie, k t ó r y c h coś interesuje, to nawet i c h b ł ę d y m o g ą b y ć

płaszczyzną

b ł ę d a m i b ł o g o s ł a w i o n y m i . Oni d z i a ł a j ą , a ile razy W i t o l d Chmie­

s t y k u b&gt; ly wesela, pogrzeb}', t r z e c i ą — dla m ę ż c z y z n k a r c z m a ,

l e w s k i eoś n a m r e f e r o w a ł — j a to s ł y s z a ł e m t r z y razy, w y dwa —

dla kobiet — np. na Ś l ą s k u — darcie pierza, wszelkie w s p ó l n i e

to nas

Fot.:

A . Maziee

i jogo o g a r n i a ł o

wzruszenie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10354" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10332">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6a2782b4665c5863edeb93c1683d0d4e.pdf</src>
        <authentication>af0da45b26861556b87edd304d6ae98b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123169">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123170">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123171">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3078</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123172">
                <text>Ryszarda Hlebowicza "Panorama obrony Wizny" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123173">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.49-58</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123174">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123175">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123176">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123177">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123178">
                <text>П . 1. R y a z a n ! Hlebowicz, 1984

г.

Aleksander Jackowski

RYSZARDA HLEBOWICZA „PANORAMA OBRONY WlZNY"

U w y l o t u m o s t u w i o d ą c e g o z W i z n y do Sulina d u ż a t a b l i c a
informuje

przyjeżdżających

o muzeum. Ł a t w o

je

zauważyć,

t r z y d n i b r o n i l i się dzielnie. O d w r o t u nie m a — m ó w i ł Raginis.
B r y k a ł s k i z g i n ą ł w schronie na g ó r z e , a g d y nasi w y s a d z i l i m o s t ,

w r z a d k i m sosnowym l a s k u w i d n i e j ą b i a ł o - c z e r w o n e f l a g i . M u z e u m

Niemcy

m i e ś c i się na

i z a c z ę l i się p r z e p r a w i a ć . W o d a b y ł a m a ł a , a r o k

ogrodzonej s i a t k ą ,

półhektarowej

działce

H l e b o w i c z a . O n w y m y ś l i ł to m u z e u m , s t w o r z y ł , nie

pana

szczędząc

(było i c h 40 t y s i ę c y )

zrobili nowy most pontonowy
wyjątkowo

suchy, szli w i ę c i przez bagna ł a w ą . P o l a c y w a l c z y l i dzielnie,

sił i ś r o d k ó w (samego cementu z u ż y ł p o n a d 5 t o n ) , on jest t u

t r z y d n i . P o d b i l i 1 czołg k o ł o

kustoszem

każdą

k a m i nie p o d d a w a ł s i ę , w i ę c N i e m c y s p r o w a d z i l i o d d z i a ł for-

Termo-

teczny, z d o b y l i go. Z g i n ę l i w n i m wszyscy. N i e m c y o t o c z y l i t e ż

P r z y w e j ś c i u na teren m u z e u m , zwanego przez p . H l e b o w i c z a

się p o d d a ł . A l e o n p o p r o s i ł o p ó ł g o d z i n y . Dlaczego ? M i a ł o k o ł o

i oprowadzającym,

gotowym

skomentować

r z e ź b ę , o p o w i e d z i e ć o bohaterskich dziejach „ P o l s k i c h
p i l i nad

Grądów...

Bunkier pod K u r p i -

c z o ł g a m i b u n k i e r k a p i t a n a Raginisa. D a l i m u u l t i m a t u m , ż e b y

Wizna".
r. s y m b o l i c z n a r z e ź b a

20 ż o ł n i e r z y , w i e l u z n i c h r a n n y c h . W y s ł a ł g o ń c a do Osowca

p r z e d s t a w i a j ą c a g o ł ę b i a p o k o j u i p r z e k r e ś l o n ą b o m b ę — j a k na

po pomoc. U w a ż a ł , ż e b u n k i e r się p r z y d a , w i ę c c z e k a ł na odpo­

a n t y w o j e n n y c h p l a k a t a c h ( i l . 2). Obok f i g u r a ż o ł n i e r z a W r z e ś n i a

w i e d ź . G d y j u ż w i e d z i a ł , że pomoc nie nadejdzie b u n k i e r p o d d a ł .

wskazuje d ł o n i ą k i e r u n e k zwiedzania. Za c a m p i n g o w y m i d o m ­

Żołnierze

kami, w k t ó r y c h mieszka gospodarz i jego rodzina, widnieje

w y s z e d ł ostatni... Ale z o s t a ł w i e r n y p r z y s i ę d z e , z g i n ą ł a

•entralna seena p a n o r a m y : n a t a r c i e ż o ł n i e r z y n i e m i e c k i c h

d o s t a ł się do n i e w o l i " . O ś m i e r c i tej n a p i s a ł p . H l e b o w i c z w j e d ­

, , P a n o r a m ą . . . " s t c i wzniesiona w 1984

na

j u n k i e r , z k t ó r e g o w y c h o d z i b o h a t e r s k i jego o b r o ń c a — k a p i t a n

nym z

wychodzili

g ę s i e g o , r ę c e m i e l i na

głowie.

Kapitan
nie

wierszj-:

ftaginis. Jego ż o ł n i e r z e l e ż ą w p o f a ł d o w a n y m terenie, s t r z e l a j ą
lo czołgu z w i d o c z n ą s w a s t y k ą ( i l . 6). O d w i e d z a j ą c y p r z e w a ż n i e

„ O s t a t n i m granatem

viedza niewiele l u b

K a p i t a n R a g i n i s ż y c i e sobie odbiera

nic

o przedstawianych t u

wydarzeniach

vięc p . H l e b o w i c z w y j a ś n i a : „ K a p i t a n R a g i n i s o b j ą ł odcinek

Ginie j a k ż o ł n i e r z na

&gt;brony N a r w i — 9 k i l o m e t r ó w . D o d y s p o z y c j i m i a ł 720 l u d z i .

Nie niewolnik

Przysłano t e ż

mu

do p o m o c y por.

Brykalskiego z

' ł o ż y l i sobie p r z y s i ę g ę , że ż y w i nie u s t ą p i ą
le, s i ł y

nierówne. Wojsko

dowiedziało

artylerii.

W a l k i b y ł y straszsię o tej

froncie,

Hitlera".

przysiędze,

Następny
hełmy —

obiekt panoramy, to

s z c z ą t k i broni,

amunicji,

j u ż z a r d z e w i a ł e , zniszczone. K o t w i c a s a p e r ó w

Gu-

49

�na z a m ó w i e n i e , a więc profesjonalnie, i że g i l y b y z a m ó w i o n o
u niego inne d z i e ł o , ł o w n i e sprawnie b y j e w y k o n a ł . O c z y w i ś c i e
za o d p o w i e d n i ą z a p ł a t ę . A t u nic z tego. A u t o r nie d o ś ć , żo n i ­
czego nie o t r z y m a ł , jeszcze sam m u s i a ł p o n i e ś ć d u ż o koszta
i w ł o ż y ć wszystkie swe u m i e j ę t n o ś c i w' d z i e ł o . N i e u d o l n o ś ć
w p a r a d o k s a l n y s p o s ó b p o ś w i a d c z a w a g ę sprawy, w z m a c n i a
o k s p r e s j ę o d b i o r u . A l e g d y b y t w ó r c a „ P a n o r a m y " m i a ł bardziej
w y o s t r z o n ą ś w i a d o m o ś ć , nie z d e c y d o w a ł b y się zapewne na r e a l i ­
zację takiego zamierzenia. T y l k o a m a t o r l u b l u d o w y a r t y s t a
m o ż e b y ć do tego zdolny, p o n i e w a ż m i e r z y s i ł y na z a m i a r y ,
p o n i e w a ż m y ś l i przede w s z y s t k i m o t y m , co go a n g a ż u j e i co
c h c i a ł b y u t r w a l i ć dla i n n y c h , dla p o t o m n o ś c i .
Ryszard H l e b o w i c z nie jest j e d y n y m , k t ó r y z d e c y d o w a ł
się sam p o d j ą ć podobno zadanie. W l a t a c h p i ę ć d z i e s i ą t y c h ,
przez wiolo l a t m a l o w a ł we F r a n c j i s w o j ą p a n o r a m ę „ Z a c h l e b e m "
J ó z e f W i ą c e k , g ó r n i k - c m i g r a n t . M a l o w a ł nio dlatego, żo b y ł
m a l a r z e m (bo nic b y ł ) , ale po t o , aby p o k a z a ć gorycz ż y c i a
e m i g r a n t a , aby przestrzec m ł o d y c h , p o k a z a ć los jego p o k o l e n i a .
U z n a ł , że najlepiej t o w y r a z i m a l u j ą c p a n o r a m ę , z ł o ż o n ą z k i l k u ­
n a s t u o b r a z ó w , z a c z ą ł w i ę c malowa,ć, nio p r z e j m u j ą c się t y m ,
że w ł a ś c i w i e nic o m a l o w a n i u nie w i e d z i a ł . N a w ł a s n y koszt
p r z y w i ó z ł swe dzieło do k r a j u , p o k o n u j ą c niezliczone t r u d n o ś c i
z w i ą z a n e z jego w y s t a w i e n i e m .
1

Z n a m w i e l u l u d z i okaleczonych w o j n ą , w i ę ź n i ó w o b o z ó w
k o n c e n t r a c y j n y c h , u c z e s t n i k ó w P o w s t a n i a , k t ó r z y po z a k o ń c z e ­
n i u w o j n y z d e c y d o w a l i się p o ś w i ę c i ć c a ł y w o l n y czas u t r w a l a n i u
togo, co p r z e ż y l i , co w i d z i e l i . W i e l u — t y s i ą c e , d z i e s i ą t k i t y s i ę c y —•
p i s a ł o i pisze p a m i ę t n i k i , i n n i , o p r e d y l e k c j a c h raczej plastycz­
n y c h , w y p o w i a d a j ą się w seriach o b r a z ó w , r y s u n k ó w , r z e ź b ,
g r a f i k . Jeszcze niedawno p r z y c h o d z i ł do m n i e , do I n s t y t u t u
S z t u k i , uczestnik warszawskiego P o w s t a n i a , k t ó r y o d t w a r z a ł
w l i n o r y t a c h z a p a m i ę t a n e sceny z w y d a r z e ń , k t ó r y c h nie, u m i a ł
2

I I . 2. G o ł ą b e k

pokoju

deriana (od m o s t u ) . D o k u m e n t y p r z e s z ł o ś c i , wszystkie z tego
t e r e n u zebrano.
l)a,lej inne sceny, o b r a z u j ą c e o b r o n ę , ż o ł n i e r z e p r z y c i ę ż k i c h
k a r a b i n a c h m a s z y n o w y c h (ił. 7-9) — j a k w s z ę d z i e f i g u r y z ce­
m e n t u , zbrojonego d r u t e m , p r ę t a m i , części uzbrojenia z ż e l a z a .
S y m b o l i c z n y orzeł, o k o l o n y h e ł m a m i (ił. 17), p ł y t a z w y r y t ą
m a p ą o b r o n y W i z n y . N i e o p o d a l pod d r z e w a m i p a t r o l k a w a l e r i i
(ił. 12). P a n H l e b o w i c z k o m e n t u j e : . . Z w i a d k a w a l e r i i , czte,ech
icli b y ł o , d o t a r ł p o d Jedwabne, t a m s p o t k a l i n a d c h o d z ą c e wojsko
Guderiana. Jeden z o s t a ł z a b i t y , trzech d o j e c h a ł o do s a p e r ó w ,
k t ó r z y czekali p r z y m o ś c i e , aby go w y s a d z i ć . Przez m o s t w a l i ł y
t ł u m y l u d n o ś c i , z t o b o ł a m i , d o m o w y m i z w i e r z ę t a m i . Oto —
pokazuje H l e b o w i c z — w y r z e ź b i ł e m t y c h l u d z i , j a k p ł a c z ą
z rozpaczy (ił. 13). K i e d y szli saperzy czekali, a gdy N i e m c y
w j e c h a l i t a n k i e t k a m i na m o s t — w y s a d z i l i go w p o w i e t r z e " .
Fotografie nie m o g ą o d d a ć tego wrażenia,, k t ó r e się odbiera
o g l ą d a j ą c „ P a n o r a m ę " , s ł u c h a j ą c i o b s e r w u j ą c jej t w ó r c ę . W r a ­
ż e n i e je.-d. silno, c h o ć nonsensem b y ł o b y m i e i / л с je s k a l ą d o z n a ń
a r t y s t y c z n y c h . W tej k a t e g o r i i można, m ó w i ć chyba t y l k o o gru­
pie u c i e k i n i e r ó w , ekspresyjnej i modelowanej z w i ę k s z ą spraw­
n o ś c i ą . N a t o m i a s t sekwencje batalistyczne o b n a ż a j ą n i e u d o l n o ś ć
warsztatu rzeźbiarskiego, brak znajomości anatomii. M i m o to
a n g a ż u j ą w y o b r a ź n i ę w i d z a . Z a d a w a ł e m sobie p y t a n i e , dlaczego ?
M y ś l ę , że o d g r y w a t u r o l ę przede w s z y s t k i m s z c z e r o ś ć , a u t e n t y z m
tego p r z e d s i ę w z i ę c i a . M u s i a ł a t o b y ć wielka sprawa, skoro k t o ś
z d o b y ł się na t a k o g r o m n y w y s i ł e k — i to bezinteresownie,
t y l k o po t o , aby u t r w a l i ć p a m i ę ć w y d a r z e n i a . W ł a ś n i e t e n
w y s i ł e k a m a t o r a zdaje się w t y m p r z y p a d k u p r z e m a w i a ć na
k o r z y ś ć sprawy, w n o s z ą c element osobistego p r z e ż y c i a , z a a n g a ż o ­
wania . O d zawodowego p l a s t y k a o c z e k i w a l i b y ś m y innego s t o p n i a
s p r a w n o ś c i , i l u z j i b i t w y , j a k w P a n o r a m i e R a c ł a w i c k i e j — alo
t e ż c z u l i b y ś m y , że jest to d z i e ł o przez o f i c j a l n ą i n s t y t u c j ę z a m ó ­
wione, d y s k u t o w a n e , oconiane —• d z i e ł o , k t ó r o a r t y s t a w y k o n a ł

50

11. 3. Żołnierz z b i a ł o - c z e r w o n ą fła.gą

�г

�I I . 6. Czołg niemiecki a t a k u j ą c y

I I . 7—9. Sceny z w a l k i

bunkier

�53

�54

�11. 12. Z w i a d k a w a l e r y j s k i
11. 13—15. U c i e k a j ą c a

ludność

�z a p o m n i e ć . „ P a n i e , m ó w i ł , s z u k a m t y c h , k t ó r z y b y l i w t e d y ze

w o j n y , wczuwa się w s y t u a c j ę , k t ó r e j sam nie p r z e ż y ł . O n i c h c ą

m n ą . N i e p a m i ę t a m j u ż , czy t o n J ó z e k s t a ł t u , p o d ś c i a n ą , czy

d a ć świadectwo prawdzie, on u p a m i ę t n i ć

tam

Odtwarzał

h i s t o r i i . F a k t , z k t ó r y m , j a k m i się w y d a j e , u t o ż s a m i a się coraz

a p o k a l i p s ę , przez k t ó r ą p r z e s z e d ł , nie m y ś l ą c o h a r m o n i i , p i ę k n i e

b a r d z i e j , a i c a ł a s y t u a c j a u s t a w i a go w r o l i uczestnika w y d a r z e ń

k r e s k i . B y ł j a k f o t o g r a f swojej,

pod

pod

schodami, k i e d y t e n g r a n a t w y b u c h n ą ł " .
a

także

zbiorowej

pamięci.

Wizna. K a ż d y , kto

fakt

z bliskiej

o g l ą d a „ P a n o r a m ę " oczekuje, że

mu

jej

J e d n a k m i ę d z y n i m i a H l e b o w i c z e m istnieje i s t o t n a r ó ż ­

t w ó r c a widział i p r z e ż y ł to, o czym opowiada. Trudno m ó w i ć —

n i c a — o n i o p i s u j ą t o , co r z e c z y w i ś c i e p r z e ż y l i , on, z n a j ą c realia.

„ t a k , to b y ł o r z e c z y w i ś c i e t u , na t y m terenie, ale j a to znam

56

�Białegostoku,

otworzył

warsztat b l a c h a r s k i . W s t ą p i ł do A K ,

p r a c o w a ł przez p e w i e n czas j a k o palacz w k o t ł o w n i , b r a ł u d z i a ł
w akcja,ch s a b o t a ż o w y c h . Po z a k o ń c z e n i u w o j n y p r z e n i ó s ł się na
W y b r z e ż e , potem w r ó c i ł do B i a ł e g o s t o k u , gdzie z a ł o ż y ł r o d z i n ę
i

do p r z e j ś c i a

na

rentę prowadził

warsztat

wulkanizatorski.

Z a c z ą ł m a l o w a ć g d z i e ś około 1966—7 r o k u . B y ł rekonwa­
lescentem, po resekcji części ż o ł ą d k a . M a l o w a ł p e j z a ż e , w y s t a w i a ł
na r ó ż n y c h wystf.wach p l a s t y k i a m a t o r ó w ,

3

ale n u r t o w a ł a go

m y ś l , że p o w i n i e n s t w o r z y ć c o ś , co b ę d z i e t r w a l e i pozostanie
po n i m , a, zarazem b ę d z i e w a ż n e dla l u d z i . P a m i ę t a ł f i l m , k t ó r y
w y w a r ł na n i m w m ł o d o ś c i ogromne w r a ż e n i e — „ N a S y b i r " ,
z Brodziszom i S m o s a r s k ą . „ C h c i a ł e m , m ó w i , z o s t a w i ć coś po
sobie dla m ł o d e g o p o k o l e n i a " . Z a m i a r s k r y s t a l i z o w a ł się g d z i e ś
ok.

1970 r. K u p i ł w ó w c z a s za 5.000 zł. p ó ł h e k t a r o w ą

rekreacyjną

w Sulinie i p o s t a n o w i ł w ł a ś n i e na, niej

działkę
wystawić

swego r o d z a j u p o m n i k O b r o n y W i z n y . U t r w a l i ć p a m i ę ć w y d a ­
rzania, ale zarazem i z o s t a w i ć ś l a d po sobie. T r w a ł y ś l a d . Dlatego
z d e c y d o w a ł , że to b ę d ą r z e ź b y . A l e nie z drewna, c h c i a ł , a b y to
r z e ź b y p r z o t r w a l y pokolenia. P r ó b o w a ł w i ę c r z e ź b i ć w gipsie,
ale gips ł a t w o się k r u s z y ł , nie b y l t r w a ł y . Z d e c y d o w a ł się w i ę c
na cement, z b r o j o n y p r ę t a m i m e t a l u . O t y m , że n i g d y d o t ą d nie
r z e ź b i ł , nie m y ś l a ł . M o ż e , g d y b y m i a ł ś w i a d o m o ś ć tego, c z y m jest
r z e ź b a , sztuka etc. nio z d e c y d o w a ł b y się na p o d j ę c i e

pracy...

ale ś w i a d o m o ś c i tej nie m i a l . Pierwszo postaci s t a n ę ł y w 1976 r.
Ż o n a , s y n , nie p r o t e s t o w a l i , że w y d a j e p i e n i ą d z e . N a w e t z a c h ę c a l i
go. W m i a r ę , j a k p o w s t a w a ł zarys „ P a n o r a m y " n a b i e r a ł pew­
n o ś c i . L u d z i e i n t e r e s o w a l i s i ę t y m , co r o b i . W ł a d z o t a k ż e o k a z a ł y
mu

pomoc.
Teraz wszystko jest gotowe. O d wczesnej w i o s n y do p ó ź n e j

jesieni mieszka w s w y m m u z e u m . N a ś c i a n a c ł i c a m p i n g o w y c h
domków

( p o s t a w i ł k i l k a ) w i s z ą obrazy. T a k i e , j a k i c h

tj^siące

m o ż n a o b e j r z e ć na w y s t a w a c h a m a t o r ó w . Z w i e d z a j ą c y m c h ę t n i e
I I . 10. Żołnierz z k a r a b i n e m
tylko z opowiadań i książek". Dwuznaczność sytuacji m o ż n a
dostrzec n a w e t w p i e c z ą t c e , k t ó r ą t w ó r c a „ P a n o r a m y "

opatruje

fotografio ekspozycji czy k a t a l o g i s w y c h prac. C z y t a m y na n i e j :
P a n o r a m a Obrony W i z n y
Ryszard Hlebowicz
Weteran Obrony
Sulin l l . N a r w i ą
C z y t a j ą c , m o ż n a s ą d z i ć , że H l e b o w i c z w i d z i a ł t o , co przed­
s t a w i a w „ P a n o r a m i e " . M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , że b y ł t u , u b o k u
k p t . Raginisa. Misterność i p r z e w r o t n o ś ć sformułowania

polega

na tyra, że b ę d ą c prawdziwe, sugeruje j e d n o c z e ś n i e i n n ą , oczeki­
waną

Hlebowicz walczył

bowiem

r z e c z y w i ś c i o w t y c h o k o l i c a c h , na p o c z ą t k u w r z e ś n i a

przez

widza, interpretację.

1939 г.,

ale nie b r a ł u d z i a ł u w zdarzeniach, k t ó r e przedstawia w „ P a n o ­
r a m i e " . .Formalnie m a p r a w o u w a ż a ć się za wcierana o b r o n y . . .
A , że k t o ś p o d k ł a d a p o d to l u ź n ą t r e ś ć , jego sprawa...
U r o d z i ł się 6 sierpnia 1914 r. w miasteczku R o ś , w d a w n y m
powiecie w o ł k o w y s k i m . Ojciec b y ł kelnerem w Grodnie, w Re­
sursie O b y w a t e l s k i e j . C h ł o p i e c s p ę d z i ł m ł o d e l a t a we w s i , pomaga­
j ą c w gospodarstwie.

Po u k o ń c z e n i u s z k o ł y podstawowej w y ­

j e c h a ł do B i a ł e g o s t o k u , t a m p r a c o w a ł w fabryce pluszu, a p o t e m
w y u c z y ł się zawodu wulkanizatora. Służbę wojskową

odbywał

w B r y g a d z i e C i ę ż k i c h K a r a b i n ó w Maszynowych (w S u w a ł k a c h ) .
Kiedy

w y b u c h ł a wojna, zameldował

się w 9 p u ł k u

Strzelców

K o n n y c h . M i a ł j u ż w ó w c z a s s t o p i e ń k a p r a l a . P o n i e w a ż otrzy­
mano

w Dowództwie

spadochroniarzy

meldunek

wysiano go

w rejonie W i z n y ,

o pojawieniu s i ę n i e m i e c k i c h

wraz z JO ż o ł n i e r z a m i na bagna

by zlokalizowali i s c h w y t a l i d y w e r s a n t ó w .

P ó ź n i e j wycofa! się. wraz zc s w y m p u ł k i e m p o d B a r a n ó w , p r z e ż y ł
k l ę s k ę , i n t e r n o w a n i e . Z obozu u c i e k ł , p r z e d z i e r a ł s i ę k u r o d z i n ­
n y m s t r o n o m . Schwytany w lesie, przy p r ó b i e p r z e j ś c i a granicy,
s i e d z i a ł w O l e c k u , a p o t e m w B r z e ś c i u . Z w o l n i l i go, p o j e c h a ł do

11. 17. T a b l i c a p a m i ą t k o w a ustawiona obok bunkra. N a p i s :
„Cześć Bohaterom O b r o ń c o m W i z n y 1939"

57

�pokazuje swoje wiersze i f r a s z k i . T e ż t a k i e , j a k i c h t y s i ą c e p i s z ą

p r z e t r w a w s z y s t k o , deszcze, m r o z y , u p a ł y , w i a t r y . N a w e t r ę k o m

d o m o r o ś l i poeci. Ale zdaje sobie s p r a w ę , że j e ś l i coś m u zapewni

chuligana się oprze. I t o b ę d z i e ten ś l a d , k t ó r y p o z o s t a w i p o

s ł a w ę , c h o ć b y l o k a l n ą , t o w ł a ś n i e „ P a n o r a m a " . Ona — w i e r z y —

sobie.

P R Z Y P I S Y

1

Por. M a r i a Ż y w i r s k a , Panorama Józefa Wiącka, „ P o l s k a
Sztuka L u d o w a " , 1965, n r 4
Po wojnie p o w s t a ł o ponad 500 t y s i ę c y p a m i ę t n i k ó w
W e w r z e ś n i u 1980 r. T o w a r z y s t w o P r z y j a c i ó ł Sztuk
2

3

P i ę k n y c h w B i a ł y m s t o k u z o r g a n i z o w a ł o w y s t a w ę prac i w y d a ł o
k a t a l o g : Malarstwo Ryszarda Hlebowicza. W y m i e n i o n o w n i m
6 p l e n e r ó w , w k t ó r y c h b r a ł u d z i a ł oraz 23 w y s t a w y (11 i n d y w i d u alnych w : B i a ł y m s t o k u , Wiźnie, Tykocinie).

I I . 18. P t a s z k i na ś c i a n i e d o m k u campingowego

K o t . : Jan

Świderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10353" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10331">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8de27708bfe164f5971c99ade7a7e80d.pdf</src>
        <authentication>8df9cfe19c9ee129c5219d6b05bb95ea</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123159">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3285</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123160">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123161">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3079</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123162">
                <text>"Wszystko jest piękne, co mi się podoba". O wyrobach z grochu, maku, ryżu i słomy Marii Pieluszczak / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123163">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.65-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123164">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123165">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123166">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123167">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123168">
                <text>Aleksander Jackowski

„WSZYSTKO JEST PIĘKNE, CO Ml SIĘ PODOBA".
O WYROBACH Z GROCHU, MAKU, RYŻU I SŁOMY
MARII PIELUSZCZAK

niedaleko

w o j e w ó d z k i c h . Stara s i ę , a b y k a ż d y z w i e ń c ó w b y ł i n n y . „ M a m a

L w o w a . Rodzice m i e l i gospodarstwo rolne. Siedem l a t c h o d z i ł a

m o j a nie r o b i ł a t a k i c l i w i e ń c ó w j a k j a , c h o c i a ż wiele u m i a ł a

do s z k o ł y . U k o ń c z y ł a j ą w 1936 r . L u b i ł a w ó w c z a s

z r o b i ć , pisze o sobie w l i ś c i e .

Urodziła

s i ę 5 lutego

1923 r . w T u l i g ł o w a e h ,

rysować,

a j e j o b r a z k i wieszano w szkole no. ś c i a n a c h . Masz t a l e n t ! m ó w i ł

2

Jest energiczna, p r a c o w i t a , p e ł n a i n i c j a t y w y .
s i ę podoba,

zamawiają

T o , co r o b i ,

nauczyciel, p r o p o n o w a ł n a w e t o j c u , b y s i ę dalej u c z y ł a , a ł e nie

powszechnie

u niej i k u p u j ą

b y ł o po t e m u w a r u n k ó w . Trzeba b y ł o p o m a g a ć w gospodarstwie,

szopki, modele z a m k u , k o ś c i o ł a . W y k o n u j e je z ziarenek g r o c h u ,

herby,

k r o w ę p a ś ć . . . N o i c a ł e ż y c i e pracuje, ale g d y t y l k o m a czas zaj­

m a k u , r y ż u i s ł o m y . N i e m a w ą t p l i w o ś c i , ż e s ą t o rzeczy p i ę k n e

muje się s z t u k ą . ,,Jestem a r t y s t k a " m ó w i o sobie z s a t y s f a k c j ą .

i ludowe.

O d m a t k i n a u c z y ł a s i ę w y p l a t a ć w i e ń c o ze s ł o m y , h a f t o w a ć

To herb b i s k u p a , o b j a ś n i a , k s i ą d z m n i e p r o s i ł n o i r o b i ę .

i w y s z y w a ć k o r a l a m i gorsety, b l u z k i , s p ó d n i c e i zapaski, p i s a ć

T ł o z m a k u , baranek z r y ż u . (...) W z ó r r y s o w a ł a m z m a l e ń k i e g o .

p i s a n k i , r o b i ć ozdoby c h o i n k o w e , p a j ą k i . T o u m i e j ę t n o ś c i r o z w i ­

Osiem b a r a n k ó w

n ę ł a jeszcze po w o j n i e . W 1945 r . w y j e c h a ł a , w r a m a c h r e p a t r i a c j i ,

Biskupa

wyrysowałam

,,na Z a c h ó d " , a w t r z y l a t a p ó ź n i e j o s i a d ł a wraz z m ę ż e m w G o ś -

r o b i ć wieniec na d o ż y n k i w o j e w ó d z k i e . Szkic sama

c i m i u ( w o j . gorzowskie), gdzie mieszka po d z i ś d z i e ń . ,,Po p r z y ­

dałam

j e ź d z i e — pisze c h c i a ł a m p o d t r z y m a ć n a s z ą t r a d y c j ę i zwyczaje

Wieniec b ę d z i e t a k i : m e t r w y s o k i , o s i e m d z i e s i ą t

l u d o w e , dlatego t e ż b r a ł a m u d z i a ł w r ó ż n y c h t e a t r z y k a c h oraz

szeroki, w ś r o d k u o r z e ł , p o t e m h a s ł o i napis — S K R D r e z d e n k o .

u r o c z y s t o ś c i a c h d o ż y n k o w y c h , eo z r e s z t ą do dzisiaj r o b i ę . B r a ł a m

N a dole kosz z o w o c a m i . I s ł o n e c z n i k i t e ż b ę d ą . "

też narysowałam.
SKR-owi

z a n i m jednego

dopasowałam.

N a d y k c i e . Teraz

w Drezdenku.

Muszę

muszę

druty

jeszcze

zrobiłam,

zeszwejsować.
centymetrów
3

u d z i a ł w l i c z n y c h k o n k u r s a c h na s z t u k ę l u d o w ą w (...), na d o w ó d

M a ł e szopki r o b i „ d l a s w o i c h " oraz z n a j o m y c h , n a t o m i a s t

czego m a m d y p l o m y i r ó ż n e odznaczenia j a k „ Z a s ł u ż o n y D z i a ł a ć ?

d u ż o na w y s t a w y do m u z e u m w Zielonej G ó r z e , do M i ę d z y r z e c z a ,

K u l t u r y " , „ O r d e r Serca M a t k o m W s i " , „ Z a z a s ł u g i w r o z w o j u

do D o m u

m i a s t a D r e z d e n k a " . Poza t y m M u z e u m w Zielonej G ó r z e zaku­

k i l k a m o d e l i z a m k ó w i k o ś c i o ł ó w . „ K o ś c i ó ł " jest, j a k przypuszcza,

p i ł o moje prace. W y k o n y w a ł a m r ó w n i e ż szopki B o ż o n a r o d z e ­

na P l e b a n i i w T r z e b i c z u , n a t o m i a s t zamek s p r z e d a ł a p r y w a t n e j

niowe d l a M u z e u m w M i ę d z y r z e c z u . N a l e ż ę do z e s p o ł u ludowego

osobie.

przy Międzyorganizaeyjnym

Kultury

w Strzelcach

Krajeńskich.

Wykonała też

w Drezdenku,

W y m y ś l a nowo sposoby zdobienia, k t ó r o j e j „ p a s u j ą " do

dla k t ó r e g o w y s z y w a ł a m 12 g o r s e t ó w . M o i m w n u c z k o m r ó w n i e ż

t e m a t u . „ J e ś l i chodzi o w y r o b y z fasoli i t p . , t o z a c z ę ł a m je r o b i ć

wyszyłam

Ośrodku

Kultury

1

gorsety" .

Niestrudzenie

kontynuuje

sama z siebie o d r o k u 1945" — pisze w l i ś c i e . K i e d y p o s t a n o w i ł a
4

jeszcze

z r o b i ć zamek z w i e ż y c z k a m i , p o s a d z i ł a b i a ł ą i c z e r w o n ą f a s o l ę ,

r. d o m u . Ś p i e w a stare i nowo p i o s e n k i , t o t e ż z a p r a s z a j ą j ą n a

tradycjo

wyniesione

p o n i e w a ż c h c i a ł a , a b y zamek m i a ł b i a ł o ś c i a n y z c z e r w o n y m i

i o ż y n k i wiejskie, w o j e w ó d z k i e , uczy tego, eo u m i e — m ł o d z i e ż ,

o b w ó d k a m i . „ W i e ż y c z k i ś c i b i a s t e . t a k i m i s i ę w oczach

przede w s z y s t k i m jednak znana jest ze s w y c h w i e ń c ó w i k o m p o ­

W i e ż a w y ż s z a , w i e ż y c z k i , a n a dole szeroki. B o j a co p o m y ś l ę ,

troi.

zycji, w y k o n a n y c h ze s ł o m y i g r o c h u . W i e ń c e j e j zawsze c i e s z ą

eo z e c h c ę , t o so z r o b i ę ! (...) W i e ż ę B r a n i b o r s k ą m i a ł a m z grochu.

się u z n a n i e m , z a r ó w n o n a d o ż y n k a c h k o ś c i e l n y c h , j a k i p a ń s t w o ­

P r z y j e c h a l i znad jeziora i s p r z e d a ł a m . D o Zielonej G ó r y na w y ­

wych. K i l k a r a z y z d o b y w a ł a za nie 1 miejsca na p r z e g l ą d a c h

s t a w ę d a ł a m p a r ę l u b u s k ą , ale mysz z j a d ł a . T r o c h ę m i s i ę ż a l

�z r o b i ł o , bo j a k i e to ś l i c z n e b y ł o ! Najgorzej z f r a k i e m u c h ł o p a
'i. tej p a r y . Mysz c a ł k i e m z j a d ł a . Z k ł o s i . ó w b y l . A l e ja i o jeszcze
doloiuC,
C h ę t n i e w y j e ż d ż a do Zielonej G ó r y , Drezdenka, gdzie t y l k o
się da. M o ż e t r o c h ę z a z d r o ś c i m ę ż o w i , k t ó r y j a k o
na

kontrtorpedowcu „ B ł y s k a w i c a "

objechał

marynarz

w czasie

wojny

k a w a ł ś w i a t a . D z i ę k i m ę ż o w i , k t ó r y jest w Z B O W i D z i e , b y ł a na
wycieczce w Szczecinie. „ Z a m e k w i d z i a ł a m , opowiada, i ż a r n a
i k o ł y s k ę w m u z e u m . B o j a ciekawa jestem, w s z ę d z i e c h c i a ł a b y m
być. W Kołobrzegu

p o ś p i e w a l i m y , w morze r z u c i l i

kwiaty.

A j a k i e p i o s e n k i u m i e m . W y m y ś l i ł a m na d o ż y n k i (...) N a d o ż y n k i
t r a k t o r ze s ł o m y z r o b i ł a m . A j a k s i ę w s z y s t k i m p o d o b a ł ! Snopow i ą z a ł k ę t e ż z r o b i ł a m . Ze s ł o m y . T u na z d j ę c i u s t o j ę z „ k o g u t e m " .
K o g u t pierzasty,

z j ę c z m i e n i a , siedzi w s ł o m i a n y m

koszyku.

A j a w gorsecie. Sama w y s z y w a ł a m k o r a l i k a m i . T a k sama w y ­
m y ś l ę , a p o t e m k o l e ż a n k i z a w o ł a m . N i e c h p o p a t r z ą . (...) B o j a
i gorsety w y s z y w a m i obrusy. K r z y ż y k a m i . P i s a n k i , t e ż p i s z ę .
Najgorzej to u m i e ć wszystko. Z e b y j e d n o ! ale

wszystko r o b i ę .

6

Artystycznie" .
P y t a m , eo j e j się podoba. „ D l a m n i e wszystko jest p i ę k n e ,
co m i się podoba, p r a w d o p o d o b n i e m a m d o b r y gust (to nie t y l k o
moje zdanie). W d o m u niejedno

c h c i a ł o b y s i ę m i e ć , t y l k o nie

zawsze s t a ć c z ł o w i e k a na t o . R e n t a za m a ł a , a w c z e ś n i e j m u s i a ł a m
dzieciom d a ć wykształcenie. Ś c i a n y w pokojach m a m pokryte
t a p e t ą , co z r e s z t ą sama w y k o n u j ę . Po p r o s t u p o t r a f i ę wszystko
sama z r o b i ć ! "

7

K i m jest M a r i a Pieluszczak ? T w ó r c z y n i ą l u d o w ą ? U z d o l ­
n i o n ą a m a t o r k ą ? N i e w i d z ę p o t r z e b y rozwodzenia s i ę na t e n
t e m a t . Zapewne j e j kategorie p i ę k n a nie b ę d ą s i ę p o k r y w a ł y
z t y m i , k t ó r e p r z y j m u j ą etnografowie, a i w y r o b y m o g ą b u d z i ć
z a s t r z e ż e n i a . A l e t a k a jest w ł a ś n i e p r a w d a , t a k ą jest w s p ó ł c z e s n a
t w ó r c z y n i l u d o w a , t w ó r c z y n i nie „ c e p e l i o w s k a " , nie p r a c u j ą c a
dla

muzeów.

�„ G d y wiele l u d z i gvornudzi s i ę n a ś p i e w y
t a ń c e i ś w i ę t o w a n i e , zdarza się czasom coś
dziwnego. L u d z i o p r z e s t a j ą j u ż t a ń c z y ć a jed­
n a k t o n i ó w t a ń c z y dalej, w c i ą ż t a ń c z y . N i e
je, nie ś p i , nio odpoczywa. Owlada n i m sza­
leństwo tańca".
(Tiieod",;'

Kroeber. S z a l e ń s t w o

tańca)

Danuta K a l i n o w s k a - K ł o s i e w i c z

OBRZĘD SOBÓTKOWY.
TANIEC W ASPEKCIE SYMBOLIKI RUCHU OBROTOWEGO

Wiek

Wiek X V :
„ T o igrzyska obchodzili rozpustnie ś p i e w a n i o m

i rozwiązłymi

XVII:

„ W d z i e ń ś. Jana, g d y s i ę j u ż dobrze z m i e r z c h ł o , w y s z l i niespo­

m c h y , niekiedy k l a s k a n i e m , w y k r ę c a n i e m s i ę l u b i e ż n y m i i n n ą

dzianie J e z u i c i , w k o ś c i e l n e stroje u b r a n i , p r z y odgłosie d z w o n ó w

swawolą

i ś w i e t l e pochodni i u d a l i s i ę za m i a s t o , gdzie rozniecone ognie

w piośniach,

Jan

igraszkach

D ł u g o s z . Dziejów

i

polskich

sprośnych
ksiąg

rozrywkach".

12, przek). Meche-

i

płoche

skoki mieszkańców

nych
s t a r k i i d z i e w k i nie o d d a j ą s i ę m o d l i t w i e , b y s t a ć s i ę g o d n y m i
p r z y j ę c i a ducha Św., lecz — o b o l e ś c i — w o w y c h d n i a c h prze­

powszecłmie

natychmiast
Sobótki

OO. J e z u i t ó w

Boga, lecz d i a b ł a , m i a n o w i c i e : i s a j a - ł a d o , i l e l i - j a j a " .

polski,

polskiej,

mieszkańców,
i odtąd

którzy

nieprzystojnej

w mieście

Wałczu

w XVII

wieku,

wg kroniki

[ w : ] E . R a c z y ń s k i , Wspomnienia

Wielko­

P o z n a ń 1842, t . 1, s. 89, c y t . za B . J . K . z Gniezna,

„ L u d " , t . X T , s. 183

kaznodzieja J a n z Miechocina, r o k 1426, c y t . za J . K r z y ­
literatury

wzruszył

zaniechali z a b a w y " .

do k o ś c i o ł a , nie b y s i ę m o d l i ć , lecz na t a ń c e , nie b y w s p o m i n a ć

Historia

kapłanów

dawne p o g a ń s t w a

o k a z a ł e j procesji i szanowa­

r o z b i e g l i s i ę do d o m ó w

znaczonych na r o z m y ś l a n i a , z b i e r a j ą s i ę s t a r k i i d z i e w k i nie

żanowski,

przypominały

o b r z ą d k i . Niespodziewany w i d o k

r z y ń s k i e g o , 1867, I , s. 40

Warszawa 1064,
„ J a n Ś w i ę t y Chrzciciel prz3'szeclł. W i ę c p a l ą S o b ó t k i .
A w k o ł o n i e j . ś p i e w a j ą c , s k a c z ą wiejskie m ł ó d k i .

s. 36
Wiek X V I :

N i e znoście t y c h z w y c z a j ó w ! Co nas z w i e k ó w d o s z ł o
I

w l e k i e m sic u s t a ł o , trzeba, b y w w i e k p o s z ł o " ,

„ P r z e t o ono p o g a n k i ś w i e c i ł y jej I o ziele, i g d y jej d z i e ń św i ą c a n o ,
wieszali po domach, drugie sic n i ą opasowaly; a t o

czyniły

dwudziestego dnia i czwartego k s i ę ż y c a czerwca, u nas d z i e ń
ś. J a n a ; t a m t e ż w nocy ognie p a l i ł y , t a ń c o w a ł y ,
diabłu

Jan

G a w i ń s k i , Dnorzanki...,

Dziije

obyczaju

w dawnej

1664, c y t . za J . St. B y s t r o ń ,
Polsce,

cześć i m o d ł y c z y n i ą c ; togo obyczaju p o g a ń s k i e g o do

t y c h c z a s ó w w Polszczę nie c h c ą o p u s z c z a ć , ofiarowanie z !&gt;\ licy

..Wszyscy na rozpust, j a k o w y u z d a n i
I d ą b y l i c ą w p o ł y przepasani.

c z y n i ą c , wieszając po domach i o p a s u j ą c się nią,, c z y n i ą sobót k i ,

Ś w i e r k o w e drzewa zapalone t r z e s z c z ą .

paląc

D u d y z b ą k a m i j a k co złego w r z e s z c z ą :

aby

ognio, krzesząc- je deskami, ś p i e w a j ą c

pieśni,

b y ł a p r a w a ś w i ę t o ś ć diabelska; t a m ż e ś p i e w a j ą

t . I I , s. 64

śpiewały,

tańcując',
diabelskie

p i e ś n i plugawe, t a ń c u j ą c , a d i a b e ł t e ż skacze, raduje sic, żc

D z i e w k i muzyce po s z e l ą g u d a l i
A ż e b y skoczniej w b ę b e n

przybijali"...

m u k r z e ś c i j a n i e c z y n i ą m o d ł ę a c h w a ł ę , a o m i ł e g o Boga nie
d b a j ą , a l b o w i e m d z i e ń ś. J a n a w i e ś n i a k ó w p r z y chwale m i ł e g o

fragment poetyckiego opisu s o b ó t k i z X V I I w . , c y t . za

Boga ż a d n e g o nie b ę d z i e , a o k o ł o s o b ó t k i wszyscy będą. c z y n i ć

B . J . K . z Gniezna, Materiały

hist., L u d , t . X I , s. 183

rozmaite z ł o ś c i " .
.Marciu z U r z ę d o w a , rok 1562. Herbarz
1595,
Slotrnił:

s.

31—32. Por. J .
folkloru

polskiego

polski...

Krzyżanowski,

Kraków

sobótka

Wiek

XVIII:

[w:]

Warszawa, 1(165, s. ,'180—383

„ P o zachodzie s ł o ń c a n a k ł a d a l i ognia na u l i c a c h ludzie t u t e j s i ,
a insi, j a k o t o n i e w i a s t y i d z i e w c z ę t a , p o domach swoich, przez

„ D z i e ń ś. J a n a b y l i c ą s i ę o p a s a ć , a c a ł ą noc około ognia s k a k a ć . . .

k t ó r e s k a k a ł y i ś p i e w a ł y . . . W s z ę d z i e w i d z ę po c a ł y m c h r z e ś c i ­

t o ć t e ż n i e m a ł e u c z y n k i m i ł o s i e r n o . A t a m najwiętszc. czary,

jaństwie

b ł ę d y na t e n czas s i ę d z i e j ą " .

o m i e r z ł y c h s u p o r s t n y i . E x opposite zaraz gospody m o j e j , w ogro­

M . R e j , Postylle,

dzie s ą s i e d z k i m , w z n i e c i ł y sobie k o b i e t y i d z i e w k i o g i e ń , przez

W r o c ł a w 1965

w y d . K.. G ó r s k i i W . K u r a s z k i e w i e z ,

diałiel

porozsiowal

swoje

nasienie

takowych

Bogu

k t ó r y pierwej s k a k a ł y , a p o t e m t a ń c o w a ł y z ustawieznem ś p i e -

67

�I I . 1. W o j c i e c h Gerson, Sobótka,
repr. za „ T y g o d n i k I l u s t r o w a n y "
1866 (1), 301

w a n i e m . . . i nie pierwej p r z e s t a ł y , aż wtenczas k i e d y m p o s i a ł

Te w y s a d z a j ą c

c z ł o w i e k a mego, ż e b y j u ż z a n i e c h a ł y tego ś p i e w a n i a , dla k t ó r e g o

najczęściej

nie m o g ł e m pójść s p a ć ' .

t e ż w wysadzonych g ł o w n i a c h u p l a t a n y , u p a d ł w o g i e ń , za n i m

o g i e ń do g ó r y i h u k

dawały

niespodziewany c z y n i ą c ,

p r z y c z y n ę , że s k a c z ą c y przelękniony,

lub

r o z p ę d z o n y d r u g i i trzeci, k t ó r z y n i m się p o d n i e ś l i , tymczasem
Diariusz

podróży

Filipa.

Orlika,

z

rękopisu

tłum.

F.

b ę d ą c y na spodzie dobrze sobie p r z y p i e k l i

pieczeni".

R a w i t a - G a w r o ń s k i , „ L u d " t . V , 1893, z. 2, s. 170. F i l i p
O r l i k (ur. 1672) — pisarz w o j s k o w y J a n a M a z e p y hetmana,

J . K i t o w i c z , Орт* obyczajów

Ukrainy.

Augusta

, , W w i g i l j ą ś w . J a n a Chrzciciela po nieszporach, a czasem t w a r ­

III,

i zwyczajów

za

panowania

K r a k ó w 1925, s. 363—364

Wiek X I X

d y m z m r o k i e m , po miastach i wsiach r o z p a l a l i spory o g i e ń na
u l i c a c h , k t ó r y zwał się s o b ó t k ą , przez k t ó r y m ł o d z i e ż

obojej

„Tuż

płci, najwięcej

gorszy

w ą w o z e m ł ą c z y ł się ze w sią; z w y k l e o tej porze c i c h y i c i e m n y ,

daleko o d d y n g u s u , w ś r e d n i c h l a t a c h A u g u s t a I I I j u ż b y l k o ­

bo w y s o k i e m i ś c i a n a m i n i e d o p u s z c z a ł n a w e t do ś r o d k a swego

n a j ą c y m , p r z y k o ń c u z a ś l a t jego wcale u s t a ł , dozorem s u r o w y m

b l a d y c h p r o m i e n i k s i ę ż y c a , d z i ś nagle ożył t ł u m i o n ą

marszałka

atoli

męskiej,

skakała.

Ten

zwyczaj,

za

w s i ą r o z p o c z y n a ł się d w o r s k i u g ó r , k t ó r y

a

za

postępujących

p r z y k ł a d e m w a r s z a w s k i m , s k ą d się i zło i dobre zwyczaje

wielkiego koronnego w W a r s z a w i e n a j p r z ó d ,

głębokim

!

dzkrwczyn... I

rozmową

r

zbiw szy się w k u p k ę , t u p a n i e m

po

t y l k o n ó g p r z e r y w a j ą c milczenie wucczoru, w y b i e g ł y z w ą w o z u

k r a j u r o z l e w a ł y , w s z ę d z i e w y t ę p i o n y , j a k o złe s k u t k i s p r a w u j ą c y ,

i z w r a c a j ą c się w bok od d r o g i , p r z y s t a n ę ł y dla z a ł o ż e n i a ogniska.

j u ż t o w p o ż a r a c h b u d y n k ó w z s o b ó t k i zapalonych, j u ż w oso­

Tam

b a c h s k a c z ą c y c h s o b ó t k ę , k t ó r e nieraz, ile p r z y g ę s t y m d y m i e ,

a n a o k o ł o u k ł a d a ł y stos c h r u s t u i drzewa (1).

s k a c z ą c naprzeciw siebie i u p a d a j ą c w o g i e ń , r a z i ł y sobie p ł o ­

o k r ę c i w s z y s ł o m ą w y s o k i t y k , wdtopywaly go w z i e m i ę ,
... d z i e w k i k l ę c z ą c f o r m o w a ł y k o ł o i d o t y k a j ą c się prawie

m i e n i e m oczy, twarze, r ę c e i n o g i , m i a n o w i c i e bose, albo u k o b i e t

głową jedna drugiej, w s p ó ł n e m dmuchaniem... m i a ł y

u spodu nieopatrzone; osobliwie k i e d y c h ł o p c y , k t ó r y c h k a d u k

z t l e j ą c y c h iskier... u p r a g n i o n y p ł o m i e ń .

wydobyć

miesza do k a ż d e j swawolnej k o m p a n j i , klucze prochem pona-

... b i o r ą r ó w n i e ż d w a k a w a ł k i drzewa — t w a r d s z y i m i ę i . s z y ,

bijane l u b t e ż ł a d u n k i z prochem nieznacznie w ogień r z u c a l i .

i za p o m o c ą t a r c i a w y w o ł u j ą ś w i ę t y o g i e ń , k t ó r y n a l e ż y c a ł y r o k

68

�p r z e c h o w y w a ć ; z jego p o m o c ą , z a p a l a j ą stos... (2).

ł ą c z o n o i p r z e c i ą g a ł j ą przez o g i e ń (7).

... W s z y s t k i e u j ą w s z y s i ę za r ę c e o k o l i ł y o g i e ń . . . i g d y p ł o m i e ń

Nareszcie k o ń c z y się w s z y s t k o ; p a r y r o z c h o d z ą s i ę b y razem

bucha, z t r z a s k i e m w y r z u c a j ą c w g ó r ę d o g o r y w a j ą c e liście i p o p i ó ł

w ż y c i e s p ę d z i ć noc a ż do wschodu s ł o ń c a (8).

z p a l ą c e j s i ę b y l i c y , one jedna za d r u g ą , p r z e s u w a j ą

się j a k

b i a ł e m a r y nocne k o ł o ognia.

O. K o l b e r g , D W O K , Sandomierskie, t . 2, s. 109, oraz:

K o ł o Sanoka d z i e w c z ę t a w bia,łe suknie ubrane i przystrojone

(1). I k s , Kopernacka

w w i e ń e o , ś p i e w a j ą p i e ś n i i t a ń c z ą kolo ognia... (3).

„Wisła"

... G d y d z i e w c z ę t a ś p i e w a j ą , ciekawsi ze w s i , i starzy i m ł o d z i ,

w okolicach Sieradza,

zwabieni ogniom i daloko r o z c h o d z ą c y m się ś p i e w e m , z a c z ę l i . . .

B . Gustawicz, O ludzie podduklańskim

s c h o d z i ć s i ę na miejsco u r o c z y s t o ś c i . D o s t r z e g ł e ś t a m

niczanach

w szczególności,

n i e m i i k i l k u gospodarzy starszych, ja,k j e d n ą r ę k ą o p a r c i na

Sobótka

w

k i j a c h , a d r u g ą w ł o ż o n ą m a j ą c za k a m i z e l ę , p r o w a d z i l i u r y w a n ą ,

w r. 1897 staraniem T o w . L u d . , о р г . d r F . K r c e k ,

p o w a ż n ą m i ę d z y s o b ą r o z m o w ę . Z drugiej s t r o n y ognia,, bliżej

1898, t . I V , s. 316; (5). T a m ż e , s. 316; ( 6 ) . T a m ż e , s . 316;

j e d n a k dziewczyn, s p o c z y w a ł o k i l k u n a s t u m a ł y c h

między

chłopaków,

„Wisła"

Galicji.

siedleckim,
Sobótki

1892, t . V I s. 684; (3).
w ogólności,

a Iwo-

„ L u d " 1900, t . V I , s. 78; (4).

Zestawienie

materiału

zebranego
„Lud"

(7). I k s , op. c i t . , s . 4 3 ; (8). A . B o h d a n o w i c z , Przeżytki

p r z y t u l o n y c h w b r u z d a c h do ziemi, k t ó r z y p o d n o s z ą c n a d zagon

żytnego

rozczochrane g ł ó w k i , słali w z r o k ciekawy prosto do ogniska...

1895, t . 2, s. 12

C o k o l w i e k dalej, za gospodarzami r o z m a w i a j ą c y m i

we wsi Zeliszew w pow.

1891, t . V , s. 4 1 ; (2). I . P i ą t k o w s k a ,

poglądu

staro­

u R u s i n ó w , Grodno 1896, C y t . za „ L u d "

w wąwozie

s t a ł o k i l k u r z e ś k i c h p a r o b c z a k ó w , z a k r y t y c h do p o ł o w y cieniom

„ W całej E u r o p i e znane jest palenie o g n i ś w i ę t o j a ń s k i c h i ska­

jogo i k r z a k a m i , k t ó r z y n i e d o s t r z o ż o n i , m o g l i wszystko w i d z i e ć

kanie l u b przechodzenie przez p ł o m i e n i e . . . W g ó r z y s t y c h oko­

i słyszeć...

licach S l a w o n j i i B o ś n i w i d z i a ł e m p a s t e r z ó w , s k a c z ą c y c h przez
gdzie

o g i e ń bez o d z i e ż y . D z i e w c z y n y p r z e s k a k i w a ł y t y l k o w koszulach,

się p a l ą s o b ó t k i , i k a ż d y trzaska z bicza t a k d ł u g o , j a k d ł u g o

k t ó r ą ponadto p o d n o s i ł y d o s y ć wysoko, wywołując niewybredne

W powiecie g o r l i c k i m . . . c h ł o p c y w y c h o d z ą na w z g ó r z a ,

ż a r t y w i d z ó w . . . L u d w i e r z y , iż w noc ś w i ę t o j a ń s k ą niebo t r z y k r o ć

się o g i e ń p a l i (4).
... D z i e w c z ę t a c i ą g l e t a ń c z y ł y . . . , a b u c h a j ą c y o g i e ń

odznaczał

otwiera się i z wielką szybkością się zamyka".

na ugorze cienie o s ó b , k t ó r y c h c i e k a w o ś ć i zabawa na miejsce
to

zgromadziły.

Nareszcie

ukończywszy

śpiewanie,

rozerwały

L.S.K.,

u t w o r z o n e k o ł o i s t a j ą c na uboczy w jednem gronie, b i a ł y m
jednostajnym

ubraniem fantastyczny p r z e d s t a w i a ł y widok

Sobótka.

Poszukiwania,

„Wisła"

1896, t .

X,

s. 141—142

na

c i e m n y m t ł o nocy.

w każdej wsi ukraińskiej obchodzą t ę uroczystość... N a j -

G d y ognisko p o z o s t a ł o p r ó ż n e , n a g ł e p o d n i o s ł y s i ę g ł ó w k i

pospoliciej ś w i ę t o to p o g a ń s k i e o b c h o d z ą , z a t k n ą w s z y drzewo

ci

n a ł ą c e , d z i e w c z ę t a s i ę z b i e r a j ą w k o ł o , w z i ą w s z y s i ę za r ę c e ,

zerwawszy s i ę , w c a ł y m b i e g u jeden za d r u g i m . . . w w e s o ł y c h

k r ę c ą s i ę , ś p i e w a j ą c p i e ś n i . . . K s i ę ż a ruscy w z b r a n i a j ą i m obchodu

owych

k i l k u n a s t u przyczajonych

pokrzykach... i śmiechach

w

bruździe

chłopaków;

z a c z ę l i t a m i nazad

przeskakiwać

przez o g i e ń . . . , a, d z i e w c z ę t a . . . d o r z u c a j ą c liście b y l i c y na o g i e ń

tego ś w i ę t a , ale p o m i m o te zakazy, corocznie w k a ż d e j w s i ono
się o d p r a w i a . "

i u j ą w s z y się z n ó w za r ę c e , z a w i o d ł y k o ł o i n o w y ś p i e w z a b r z m i a ł :
M . J e z i e r s k i , Poezje, W i l n o 1837, s. 111, c y t . za „ W i s ł a "
1899, t . X I I I , s. 362

O J a n i e , Janie — Janio z i e l o n y !
P a d a j ą liście na wsyćkie strony;
a t y , Janku, parobecku
sukaj so zony.

* * *
K a j t a jej bede u k a t a s u k a ć ?
a p ó j d ę j a do S c e p a n ó w
w okienko p u k a ć .

A r t y k u ł t e n s t a n o w i p r ó b ę analizy o b r z ę d u s o b ó t k o w e g o

P u k , p u k , w okionecko
W y d ź ze M a r y ś ,

kochaneeko

niec. D l a j e j c e l ó w w y k o r z y s t a n e z o s t a ł y g ł ó w n i e polskie m a t e r i a ł y

Sama j e d n a .

ź r ó d ł o w e poszerzone, d l a p o r ó w n a ń , o dane z t e r e n ó w S ł o w i a ń ­

Śpiew ten służył samym dziewczętom i dla każdej z o d m i a n ą
t y l k o i m i o n po szczególe b y ł p o w t a r z a n y . N i e d ł u g o

śpiewem

szczyzn}' Wschodniej i P o ł u d n i o w e j oraz z niemieckiego obszaru
1

językowego .
Analiza semantyki wierzeń i r y t u a ł ó w sobótkowych

t y m o b e s z ł y one wszystkie d o m o s t w a , w k t ó r y c h się z n a j d o w a ł y
dorosło

lub

ze

s z c z e g ó l n y m u w z g l ę d n i e n i e m tej jego fazy, w k t ó r e j w y s t ę p u j e t a ­

dorastające

dziewoje... T y m

p r z e c h o d z i ł wszystkie d z i e w c z ę t a , a...

porządkiem

parobczaków

śpiew

spokojnie

mieszczono p r z y dziewuchach, j a k poprzednio w naradzie swej

będzie

p r z e b i e g a ł a w d w ó c h p ł a s z c z y z n a c h : w p l a n i e z n a c z ą c y c h zacho­
wań

obrzędowych,

konkretnych

działań

rytualno-symbolicz-

n y c h , b ę d ą c y c h r e a l i z a c j ą pewnego systemu z n a k ó w , oraz w p l a ­
nie p o j ę c i o w y m , k t ó r y p o s ł u ż y do o d c z y t a n i a z n a c z e ń systemu

ułożyły...

2

Jeszcze j a k i ś czas ś p i e w a ł y ł ą c z ą c w p a r y m ł o d z i e ż w i e ś n i a c z ą . . .
Pomału

i nieznacznie

dotychczasowe

przybliżyli

się i parobcy,

opuszczając

w c i e n i u schronienie, a ł y k n ą w s z y w ó d k i h u l a ć

poczęli. W a ł e k wziął Baśkę, Antek Marynę, Wojtek

Małgosię,

i w y w i j a l i s z c z ę ś l i w i e po ugorze, p r z y ś w i e t l e g w i a z d i dopala­

salnych k u l t u r o w o , zestawianych

w pary

opozycji pojęciach,

k t ó r y c h znaczenia z o s t a ł y j u ż zrekonstruowane.
W e r y f i k o w a n a p o n i ż e j hipoteza badawcza

brzmi następu­

j ą c o : obrzęd s o b ó t k o w y ma charakter o b r z ę d u przejścia,

j ą c e g o s i ę ogniska, s o b ó t k i . . .
. . . z b y t k i p o l e g a j ą p r z e w a ż n i e na t r ą c a n i u

pierwszego . T e r m i n „ p l a n p o j ę c i o w y " o d n o s z ę do ś w i a t o p o g l ą d u
w ł a ś c i w e g o r o z u m o w a n i u t r a d y c y j n e m u , w y r a ż o n e m u w uniwer­

w ogień

dziewcząt

i z m u s z a n i u i c h do s k a k a n i a przez ognisko (5).
W e wsiach r u s k i c h . . . parobek c h w y t a za r ę k ę d z i o w c z y n ę i roz­

jest

on z b i o r o w ą i n i c j a c j ą m ł o d y c h d z i e w c z ą t w m a ł ż e ń s t w o .
Spośród

wielu

obrzędów

przejścia

wydarzeniem

inicjacja

przesłaniającym

seksualno-matry-

moniałna

jest

znaczenia

wszelkie inno, r ó w n i e ż d o n i o s ł e , m o m e n t y w c y k l u

pod

względem

p ę d z a j ą c s i ę spoinie o g i e ń p r z e s k a k u j ą (6).

życia,

D o p o k ą d ś p i e w a ł y d z i e w c z ę t a i ż e r d ź wysoko się, p a l i ł a , c h ł o p c y ,

poddawana

xikryci w z b o ż u , nie d a w a l i z n a k u życia,; lecz g d y o g i e ń o p a d ł

społeczny

i p i o ś n i m u i ł y się k u k o ń c o w i , w t e d y w y b i e g a l i oni z u k r y c i a

b r n ą ć s k o m p l i k o w a n y proces wtajemniczania,, z d o b y ć o k r e ś l o n e

i k t o m ó g ł c h w y t a ł d z i e w c z y n ę , n a j c z ę ś c i e j t ę , z k t ó r ą go w p i e ś n i

umiejętności — W I E D Z Ę

ludzkiego.

Zgodnie

obrzędowi

z

r y t u a l n y m schematem

jednostka,

aby

uzyskać

inicjacji

nowy

(prawo zawarcia m a ł ż e ń s t w a ) m u s i p o m y ś l n i e

status
prze­

— i o w ą w i e d z ą w y k a z a ć s i ę , co

69

�dopiero u p r a w n i a do p e ł n i e n i a n o w y c h f u n k c j i

społecznych.

cjacyjną

3

z zastosowaniem k r y t o r i ó w w ł a ś c i w y c h dla. i d e n t y f i k a c j i

przynosi mistyczne

9

Z a c z n i j m y a n a l i z ę p o s z c z e g ó l n y c h faz o b r z ę d u o d charakte­

obrzę­

r y s t y k i czasu i miejsca jego s p e ł n i a n i a .

d u inicjacyjnego.
Obrzęd

wędrówkę, w g ł ą b sacrum, k t ó r a

poznanie, uzdrowienie, o d n o w i e n i e ' .

S p r a w d ź m y zatem., czy o b r z ę d s o b ó t k o w y .,podda s i ę " analizio

jako taki

ma

określoną

strukturę

dramatyczną,

jost więc r o z k ł a d a ł n y na prostsze elementy w a ż n e dla t o k u ak­
c j i . P o n i e w a ż s t r u k t u r z e obrzędów-

przejścia

odpowiada

Przestrzeń o b i z ę d o w a

sche­

4

m a t b a j k i m a g i c z n e j p r z y w y r ó ż n i a n i u p o s z c z e g ó l n y c h faz o b r z ę ­
d u zastosujemy s f o r m u ł o w a n e przez W . P r o p p a zasady p o s t ę p o ­
5

w a n i a w ł a ś c i w e przy analizie b a j k i m a g i c z n e j . M o d e l o w y sche­
mat

przebiegu

obrzędu,

zrekonstruowany

k u d z i e s i ę c i u jego o p i s ó w , jest
1 po zachodzie

na p o d s t a w i e k i l ­

następujący:

w p o b l i ż u lasu, na wzniesieniu, w w ą w o z i e , jarze, p r z y drodze,
na s k r z y ż o w a n i u d r ó g , w p o b l i ż u rzek, z b i o r n i k ó w w o d n y c h
wszystkio

dorosło

dziewczęta

—

panny, młodzi chłopcy,
przedstawiciele „ d o r o s ł y c h " — starszych — m ł o d e m ę ż a t k i ,
para,, k t ó r a o s t a t n i a z a w a r ł a z w i ą z e k
2 dziewczęta w

stroju

małżeński;

go

wokół żerdzi
p o d p a l a j ą

w o k ó ł stosu i ś p i e w a j ą,

(zawodzą)

w o k ó ł ognia, t r z y m a j ą c

sio

za r ę c e w tempie coraz szybszym, „ w rozpasaniu i s z a l e ń ­
stwie", gdy ogień zapłonio n a j w y ż s z y m

płomieniem;

5 d o p ó k i stos p ł o n i o , p a l i się ż e r d ź , a d z i e w c z ę t a t a ń c z ą , c h ł o p c y
t r z y m a j ą

się

n a uboczu,

k r y j ą

się

w zaroślach,

k r z a k a c h , za d r z e w a m i ;
6 g d y o g i e ń dogasa,, c h ł o p c y
z nich

„porywa",

czynę i przeciąga

te informacje na j ę z y k opozycji semantycznych,

wieś

— pustkowie

dom

— z ł o w r o g i las

ziemia u p r a w n a — ziemia „ c z y s t a "
rola

— ziemia j a ł o w a , u g ó r

ten świat — tamten świat

stos c h r u s t u ,

к r ą żу ć

w y b i e g a j ą

O g i e ń s o b ó t k o w y n a j c z ę ś c i e j rozpalany jest na wzniesieniach
l u b g ó r a c h . G ó r ę — j a k o n a j b l i ż s z ą n i e b u — c z ę s t o u w a ż a się
za p u n k t s t y k u nieba, z z i e m i ą , a więc za, „ ś r o d e k " przez k t ó r y
przechodzi oś ś w i a t a , miejsce w k t ó r y m m o ż n a d o k o n a ć przej­
ścia z jednego p o z i o m u kosmicznego na d r u g i , p r z e ł a m a ć ś w i e c k ą
przestrzeli i „ z i e m s k i " s p o s ó b b y c i a , i
człowiekowi jedynie w najważniejszych
sferę

j ą przez d o g a s a j ą c y

wkroczyć w

z ukrycia, każdy
Czas spełniania obrzędu

ogień:

p а г a, m i rozchod.zą się

po

o k o l i c y , spędzają, ze s o b ą n o c ;

O b r z ę d zaczyna się po zachodzie s ł o ń c a , o zmierzchu i trwa
aż do ś w i t u , a więc w czasie, g d y c z ł o w i e k „ z a w i e s z a " swoje

8 o ś w i c i e dziewczęta, w r a c a j ą biegiem do d o m ó w .

n o r m a l n o d z i a ł a n i e — nie pracuje, nie b a w i się. P o r ą
dla a k t y w n o ś c i l u d z k i e j jest d z i e ń . N o c ą n a t o m i a s t

Wracają/'

do

na,szego

/.alożenia:

dostępną

m o m e n t a c h jego ż y c i a

sacrum.

c h w y t a w y b r a n ą przez siobie dziew­

7 następnio dziewczęta i chłopcy

demony ".

J a k w i a d o m o opozycjo te s ą p o c h o d n y m i o p o z y c j i podsta­

pieśni obrzędowe;
4 następnie zaczynają

1

d u c h y , siły nieczyste,

o t r z y m a m y n a s t ę p u j ą c } ' zestaw p a r :

go „ ż y w y m o g n i e m " ;

3 dziewczęta s i a d a j ą

złe moce,

wowej

w z i e m i ę,

u k ł a d a j ą

tam

Przekładając

o b r z ę d o w y m

okręcają słomą długą żerdź, „ t y k " ,
wkopują

w j a r a c h , w ą w o z a c h , poza d o m e n ą ż y c i o w ą c z ł o w i e k a , w m i e j ­
przebywają,

słońca

się

nego, z ł o w r o g i e g o lasu, p r z y drodze l u b na s k r z y ż o w a n i u d r ó g ,
scach, o k t ó r y c h m ó w i s i ę , że s ą d l a l u d z i niebezpieczne, p o n i e w a ż

na t z w . c z y s t y m p o l u , czystej ziemi —. na ugorze, w y g o n i e ,

zbierają

O b r z ę d zazwyczaj odbywa, się poza g r a n i c a m i w s i , na tere­
nach n i e u p r a w n y e h , na wzniesieniach, g ó r a c h , w p o b l i ż u ciem­

obrzęd

sobói kow у

jesl

właściwą

uaktywniają

się siły nieczyste — złe w i e d ź m y , demony, d u c h y , n o c ą funkcjo­

z b i o r o w ą inicjacja, d z i e w c z ą t w m a ł ż e ń s t w o. W czesie o b r z ę d u

n u j ą z m a r l i ' . Noc jest dla c z ł o w i e k a czasem „ m a r t w y m "

o s i ą g a j ą one w łaś, i w y s t o p i e ń wtajemniczenia, ow ą W T E D Z Ę ,

złowrogim

k t ó r e j j e d n y m z prze ja ^, ów m o ż e h y c z d o l n o ś ć do pt"&gt;krcncji.
a

t y m sajiiym

zdolność

do p e ł n i e n i a

funkcji

1

i niebezpiecznym.

W

planie p o j ę c i o w y m

—

opisaną

6

kobicty-n-atki,

wyżej

syluację

możemy

w y r a z i ć poprzez

następujący

zestaw

par o p o z y c j i :

k o b i e t y - r o d z i c i e l k i . L c - / . inicjacja nie m o ż e ogr,.nic7.\e się je­
dynie

do

zamanifestowania,

uzasadnionego

fizjologia^

faktu

dzień

— noc

świa,tlo

— ciemność

przez o d w o ł a n i e się do w y d a r z e ń m i t o l o g i c z n y c h . W o b r z ę d z i e

czas p o p r a w n y

— czas o d w r ó c o n y

i n i c j a c j i zatem p o w i n i e n p o j a w i ć się w ą t e k p o w r o t u do c z a s ó w

czas a k t y w n o ś c i — cza,s „ m a r t w y "

spolocznego, m u s i n a t o m i a s t d o s t a r c z y ć uzasadnienia, w ł a ś c i w e g o
7

m i t y c z n y c h , b o w i e m i n i l l o tempore „ m i a ł o miejsce stworzenie
i uporządkowanie

kosmosu

oraz

objawienie przez b o g ó w l u b

przez p r z o d k ó w czy h e r o s ó w k u l t u r o w y c h p r a w z o r u wszystkich
8

d z i e d z i n " . Epoka, m i t y c z n a s ł u ż y

za m o d e l w s z y s t k i c h cza­

Z w r ó ć m y u w a g ę , że i t y m razem, w y c h o d z ą c od w y r a ż o n e g o
w p o j ę c i a c h s z c z e g ó ł o w y c h k o n k r e t u , d o c h o d z i m y do opozycji
podstawowych :

sów.
Powrót

:

do „ p o c z ą t k ó w ", do pierwszego p u n k t u w czasie

i w przestrzeni oznacza zdobycie w i e d z у

t a j o m n e j,

po­

życie

— śmierć

t e n ś w i a t — taniton. ś w i a t

konanie g r a n i c y miedzy z n a n y m i n i e z n a n y m , o s i ą g n i ę c i e p e ł n i
poznania.

M i s t y c z n e wtajemniczenie

dokonuje

k o n t a k t u z „ p r z e d s t a w i c i e l a m i " rzeczywistości

wyniku

Czy wobec tego w y b ó r miejsca, i czasu s p e ł n i a n i a o b r z ę d u jest

transcendentnej,

się w

p r z y p a d k o w y , czy t e ż m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że sconeria, r y t u a ł u

i s t o t a m i ze sfery sacrum, p r z y c z y m sacrum oznacza
rzeczywistość
i

nruriiezną

mocy. j a k i najniżs/.y

przebywają

zarówno

z panieoneni

zarówno

wszcdi];, a ę ż n y c l i

|&gt;o/,iom kosmosu

incprzychylue ludzini

—- / , a ś u i a , i \ ,
bóstwa

bóstw

70

należy podjąć

Akcesoria obrzędowe

„ziem­

s k i m " p o z i o m o m kosmosu, a kosmicznym . . d o l e i n " i n i e b i a ń ­
w- i с d z o

przypuszczeń.

i demony,

zatom przekroczenie granicy m i ę d z y

s k i m absolutem. A b y z d o b y ć

S z u k a j m y zatem dalszych p o t w i e r d z e ń naszych

gdzie

j a k i s p r z y j a j ą c o i m na ogół d u c h y p r z o d k ó w . Proces w t a j e m ­
niczania z a k ł a d a

sugerujo, iż chodzi o n a w i ą z a n i e konta.ktu z „ t a m t y m ś w i a , t e m " ?

„ini­

W miejscu, gdzie ma z a p ł o n ą ć s o b ó t k o w y stos, d z i e w c z ę t a
wkopują w ziemię w y s o k ą żordź, „ t y k " . Symbolika żerdzi wyda-

�je s i ę n i e z b y t s k o m p l i k o w a n a — jest ona t r a n s f o r m a c j ą

osi

kosmicznej,

się

drzewa. P r z y j m u j ę , ż e g ł ó w n y cel o b r z ę d u z o s t a ł j u ż do tego

w c e n t r u m w s z e c h ś w i a t a i jest p o m o s t e m m i ę d z y t r z e m a pozio­

m o m e n t u o s i ą g n i ę t y , n a t o m i a s t wszelkie c z y n n o ś c i - n a s t ę p u j ą c e

m a m i kosmosu.

po t a ń c u s ł u ż ą t e m u , a b y z a i s t n i a ł ą s y t u a c j ę w y r a z i ć k u l t u r o w o ,

czy t e ż drzewa kosmicznego, k t ó r e

znajduje

W k o p u j ą c ż e r d ź w z i e m i ę , d z i e w c z ę t a w z m a c n i a j ą niejako
w y r ó ż n i e n i e , wydzielenie przestrzeni, w- k t ó r e j

spełniany

nych śpiewach i szaleńczym t a ń c u dziewcząt wokół sobótkowego

w języku symbolicznym,

jest

W t y m k o n t e k ś c i e w i a n k i na s o b ó t k o w y m drzewie b y ł y b y

o b r z ę d . D o k o n u j ą one symbolicznej w a l o r y z a c j i miejsca, same

j e d y n i e ś w i a d e c t w e m tego, że d z i e w c z ę t o m u d a ł o się p r z e k r o c z y ć

u s t a n a w i a j ą ś r o d e k w s z e c h ś w i a t a — miejsce k o n t a k t u z rzeczy­

granice ziemskiego, a t y m s a m y m d o ś w i a d c z y ć

wistością

poznania, że z g ł ę b i ł y t a j n i k i

transcendentną.

Łączność

z kosmosem

o d b y w a się

w p ł a s z c z y z.nacb:

mistycznego

która

ma b y ć

dla n i c h „ p r z e p u s t k ą " w d o r o s ł e ż y c i c . M o ż n a w y s u n ą ć i t a k i e
przypuszczenie,

dól

owej W I E D Z Y ,

— góra

góra

ziemia — niebo

że w

po

sacrum

wtajemniczenia b y ł n i e j e d n a k o w y , w n i e k t ó r y c h

ziemia. — z a ś w i a t y

wręcz niewystarczający,
Bardziej w y r a ź n e n a w i ą z a n i e do i d e i drzewa kosmicznego m o ż e m y
dostrzec w t y c h ź r ó d ł a c h , k t ó r e p o d a j ą opisy „ z a b a w y " s o b ó t k o ­
wej nie p r z y p ł o n ą c y m stosie, lecz w o k ó ł d r z e w a .

s w y c h peregrynacjach

nie

wszystkie d z i e w c z ę t a o s i ą g n ę ł y p e ł n i ę poznania, że s t o p i e ń i c h

— dół

pełnienia

funkcji

zróżnicowania

kobiety-matki.

stopnia

przypadkach

aby u z n a ć d z i e w c z y n ę za z d o l n ą
posiadanej

Widomym

znakiem

WIEDZY

być może

do

owego
były

w ł a ś n i e w i a n k i w i s z ą c e na r ó ż n y c h g a ł ę z i a c h drzewa. — jedne

12

Zabawa polega na t y m , że d z i e w c z ę t a , po r y t u a l n y c h śpie­

w y ż e j , inne n i ż e j . Z a u w a ż m y , że dziewczyna, k t ó r a nic z a r z u c i ł a

wach i t a ń c a c h , z d e j m u j ą z g ł o w y w i a n k i i k a ż d a z n i c h , s t o j ą c

swojego w i a n k a na, drzewo m u s i a ł a ,

t y ł e m do drzewa, stara się t a k r z u c i ć s w ó j wianek, a b y z a w i s ł

s o b ó t c e . N i e m o ż e m y w y k l u c z y ć , że nakaz t e n dla d z i e w c z y n y ,

p o j a w i ć się na n a s t ę p n e j

on na jednej z g a ł ę z i . P o m y ś l n e umieszczenie w i a n k a na drzewie

podobnie j a k dla p a r y — c h ł o p a k a i p a n n y — skojarzenie i c h

w r ó ż y rychle z a r n ą ż p ó j ś o i e , n a t o m i a s t p r ó b a nieudana oznacza

irnieri w s o b ó t k o w y c h

jeszcze co n a j m n i e j r o k oczekiwania na męża..

pieśniach

było

niegdyś

obowiązujące.

W r ó ć m y j e d n a k do m o m e n t u , g d y m a z a p ł o n ą ć ognisko.

W t y m miejscu n a l e ż y z w r ó c i ć u w a g ę na f a k t , że w w i e l u

W o k ó ł ż e r d z i dziewczęta, u k ł a d a ł y stos z c h r u s t u , g a ł ę z i , s ł o m y

kosmologiach archaicznych o p r ó c z zasadniczego, w e r t y k a l n e g o

i podpalały

p o d z i a ł u w s z e c h ś w i a t a na t r z y c z ę ś c i , w y r ó ż n i a się t a k ż e szereg

bardzo a r c h a i c z n ą — przez pocieranie d w ó c h k a w a ł k ó w d r e w n a ,

w a r s t w , z a r ó w n o w poziomie „ n i e b i a ń s k i m " , j a k i w ś w i e c i e

a jego s z c z e g ó l n e w ł a ś c i w o ś c i p o l e g a ł y m . i n . na t y m , żo „ w i e d ź m y

dolnym.

Wyobrażeniom

t y m odpowiadają

m . in. rysunki
1 3

r y t u a l n y c h p r z e d m i o t a c h czy strojach o b r z ę d o w y c h ,
stawiające

n p . drzewo z k o r o n ą

ne o d g a l ę z i o n i a

oznaczają

licznych

gałęzi.

na

go t z w . ż y w y m

o g n i o m . R o z n i e c a ł y go

techniką

14

nie m i a ł y do niego takiego p r z y s t ę p u " " . W ź r ó d ł a c h

często

przed­

s p o t y k a m y informacje, że ognisko rozpalano po p r o s t u o d p ł o ­

Poszczegól­

n ą c e j g ł o w n i , lecz w ó w c z a s t a k i o g i e ń n a l e ż a ł o p r z e ż e g n a ć , a b y

kolejne w a r s t w y ś w i a t a

pozaziem­

skiego .

z y s k a ł on o w ą szczególną, moc o d p ę d z a n i a

„złego".

Z d e j m u j ą c z tego rodzaju i n f o r m a c j i „ w a r s t w ę c h r z e ś c i j a ń ­

W y d a j e s i ę zatem, że zarzucanie w i a n k ó w na g a ł ę z i e drzewa
m o ż e m y t r a k t o w a ć j a k o p r ó b ę k o n t a k t u ze ś w i a t e m

transcen­

d e n t n y m poprzez dotarcie do k t ó r e j ś z jego w a r s t w . M o ż l i w e

s k ą " d o c h o d z i m y do p o j ę c i a ognia j a k o „ c z y s t e j " siły kosmicz­
nej antagonistycznej wobec innego ż y w i o ł u — w o d y .
J.R. Tomiccy analizując

słowiańskie m i t y

kosmogoniczne

jest t e ż jednak p r z y j ę c i e innego w y j a ś n i e n i a . Zabawa z w i a n k a m i

doszli do stwierdzenia, iż „ w s z y s t k i e , n a w e t n a j u b o ż s z e

zaczyna się j u ż po zasadniczej części ceremonii, t z n . po r y t u a l ­

mitu, kończące

11. 2. Sobótka

г Bilczy

się w momencie u t w o r z e n i a l ą d u ,

wersje

przekazują

repr. za D w o k , Sandomierskie, t . 2

71

�11. 3. A u g u s t Weckesser, Reigentariz,

nach Gottfried

dwóch

antagonistycznych

bóstw,

z

których

W ł a ś c i w o ś c i ą i s t o t niebieskich jest i o h o g n i s t o ś ć ( b ł y s k a w i c e ,
słoneczna).

Woda. n a t o m i a s t

—

1893, K u n s t h a u s

obrzędowej

potwierdzałby

nagości

przyjęto

Zurich

dziewcząt

wcześniej

w pewnym

założenio,

iż

w

stopniu
obrzędzie

i n i c j a c j i p o w i n i e n p o j a w i ć się w ą t e k p o w r o t u do c z a s ó w m i ­

1 5

jedno skojarzone jest z niebem, a, drugie z m o r z e m " .
g w i a z d y , tarcza

Hadlaub,

Fa,kt

j e d n a k n a j i s t o t n i e j s z ą i n f o r m a c j ę : ziemia p o w s t a ł a w rezultacie
współdziałania

Kellers

żywioł

sfer

tycznych;

zgodnie b o w i e m ze stwierdzeniem

natury

ogólnej

„ n a g o ś ć o b r z ę d o w a jest r ó w n o z n a c z n a z i n t e g r a l n o ś c i ą i p e ł n i ą .

p o d z i e m n y c h — funkcjonuje j a k o ź r ó d ł o wszelkich m o c y i za,-

R a j i m p l i k u j e b r a k u b r a n i a , t o znaczy b r a k z u ż y c i a . . . Wszelka

r o d k ó w , „macierz uniwersalna", k t ó r a „pioprzedza k a ż d ą

nagość obrzędowa implikuje

for­

m ę i jest u p o d ł o ż a k a ż d o g o stworzenia... zawiera ż y c i e , krzep16

Ów „brak

wzorzoc aczasowy, obraz

1 9

raju" .

zużycia" należy, jak sądzę, odnieść także

dziewiczej c z y s t o ś c i d z i e w c z ą t

w o p o z y c j i do

do

k o ś ć i n i e ś m i e r t e l n o ś ć " ' . N i e k a ż d y j e d n a k i nie w k a ż d y m

stanu

kobiecej

momencie m o ż e do niej d o t r z e ć , b o w i e m jej s t r a ż n i k a m i s ą

d o j r z a ł o ś c i . Zaznaczmy t u , żc do u d z i a ł u w S o b ó t c e nie b y ł y

straszliwe p o t w o r y , n i e p r z y c h y l n e l u d z i o m

demony i b ó s t w a .

dopuszczane d z i e w c z ę t a „ z h a ń b i o n e " , „ s p l a m i o n e n a o p i n i i " .

T y m z ł y m m o c o m o charakterze a k w a t y c z n y m m o g ą n a t o m i a s t

Z r ó b m y toż w t y m miejscu u w a g ę , żo d z i e w i c t w o uznawano za

p r z e c i w s t a w i ć s i ę s i ł y ogniste. T e m a t ten p o s t a r a m y się szerzej

s t a n s z c z e g ó l n i e s p r z y j a j ą c y n a w i ą z y w a n i u k o n t a k t u z sacrum.

2 0

r o z w i n ą ć w i n n y m miejscu niniejszego opracowania.

E l e m e n t e m n i e z b ę d n y m w s t r o j u d z i e w c z ą t jest

b у 1 i с a.

W z m i a n k o w a ł o niej w r. 1562 M a r c i n z U r z ę d o w a , nazwa jej
pojawia

się, pośród

materiałach

Strój obrzędowy

i n n y c h ziół leczniczych, we w s z y s t k i c h

XIX-wiecznych.

Nawiązując

po raz

k o l e j n y do

znanych u s t a l e ń M . E l i a d e g o , p o t r a k t u j e m y b y l i c ę j a k k a ż d e
Z d u ż y m , jak sądzę, p r a w d o p o d o b i e ń s t w e m m o ż e m y przy­

cudowno ziele, k t ó r o s w ą w a r t o ś ć m a g i c z n ą , czy l e c z n i c z ą za­
2 1

j ą ć , że p i e r w o t n i e r y t u a l n y taniec s o b ó t k o w y d z i o w c z ę t a w y ­

w d z i ę c z a t y l k o t e m u , że m a s w ó j p r o t o t y p w drzewie ż y c i a .

k o n y w a ł y nago. I n f o r m a c j e na t e m a t s t r o j u o b r z ę d o w e g o

za­

Z d o b y c i e , czy posiadanie ziela, k t ó r e m a w a r t o ś ć drzewa kosmicz­

dotyczą

nego, t z n . jest n i e w y c z e r p a n y m , w c i ą ż o d r a d z a j ą c y m się ż y c i e m ,

warte

w

w y k o r z y s t a n y c h przeze

mnie

materiałach

przede w s z y s t k i m w i e k u X I X ; m i m o t o w o d n o t o w a n y c h w y p o ­

b y ł o b y r ó w n o z n a c z n e z p r z e j ę c i e m jego w ł a ś c i w o ś c i , jego m o c y .

wiedziach p o j a w i a ł y się w z m i a n k i o t y m , że „ d z i e w c z ę t a wiejskie

Z a t e m w s y t u a c j i , g d y poddawane

o b r z ę d o w i i n i c j a c j i dziew­

s c h o d z i ł y s i ę do jednej c h a t y i t a m r o z b i e r a ł y s i ę do n a g a " .

c z y n y p r z e k r a c z a j ą c granico ś w i e c k i e j przestrzeni n a r a ż o n e b ę d ą

P r z y p o m n i j m y w t y m miejscu, że o d pierwszych w i e k ó w c h r z e ś c i ­

n a k o n t a k t z niebezpiecznymi d l a c z ł o w i e k a m o c a m i kosmicz­

j a ń s t w a ze z w y c z a j a m i s o b ó t k o w y m i w a l c z y ł k o ś c i ó ł , t r a k t u j ą c

n y m i , b y l i c a j a k o n a m i a s t k a drzewa ż y c i a stanie się dla n i c h

je j a k o p r z e j a w y p o g a ń s t w a . Z t e r e n ó w P o l s k i n a j s t a r s z ą w z m i a n ­

„ p r z e p u s t k ą " na szczęśliwy p o w r ó t do ziemskiej r z e c z y w i s t o ś ­

k ę o sobótce spotykamy w w a r m i ń s k i c h statutach synodalnych

ci.

1 7

b i s k u p a H e n r y k a I I I (1375—1401), k t ó r e z a k a z y w a ł y o b c h o d ó w
świętojańskich.

Źródła

z rozpustnych

hulanek,

zachowań i tańców.

1 8

historyczne p o d a j ą ,
„plugawych"

iż noc t a

pieśni,

słynęła

orgiastycznych

Taniec w aspekcie symboliki ruchu obrotowego

N i e d z i w i nas zatem f a k t , iż surowe zakazy

k o ś c i o ł a s p r a w i ł y , że o b r z ę d o w a n a g o ś ć i n i c j o w a n y c h d z i e w c z ą t

W wierzeniach s p o ł e c z n o ś c i r ó ż n y c h k r ę g ó w

kulturowych

została okryta białą, płócienną koszulą. W źródłach XIX-wiecz­

ruch „zo słońcem"

n y c h p r z e w a ż a b o w i e m t a wersja w opisa.ch s o b ó t k o w e g o s t r o j u ,

„ p o d s ł o ń c e " — u z n a w a n y jest za n e g a t y w n y . M i m o to w pew-

72

nacechowany

jest p o z y t y w n i e , n a t o m i a s t

�nych szczególnych
r u c h u na

opak.

sytuacjach

obowiązuje

stosowanie

właśnie

2 2

W dalszej części swoich r o z w a ż a ń p o s ł u ż ę s i ę j e d y n i e w y ­
branymi ustaleniami,
w

myśleniu

p o t o c z y ł o b y się nasze rozumowanie, g d y b y m a t e r i a ł y ikonogra­
ficzne u z n a ć za w y s t a r c z a j ą c o miarodajne. M o ż e m y t e ż po p r o s t u

dotyczącymi

tradycyjnym.

2 3

struktury

Przytoczę

dla m o i c h dalszych d o c i e k a ń

czasoprzestrzeni

jedynie

p o r u s z a ć się w sferze h i p o t e z , s z u k a j ą c dla n i c h u w i a r y g o d n i e n i a
w t o k u dalszych

najważniejsze

stwierdzenia.

charakter

B u c h w k i e r u n k u „ p o d s ł o ń c e " — w lewo — k o j a r z o n y jest

rozważań.

J e ś l i zgodnie z p r z y j ę t y m w c z e ś n i e j z a ł o ż e n i e m
w

obrzędu

obrzędzie

polega

musi istnieć
kosmicznymi.

na

inicjacyjny

w y p r a w i e do sfery

moment

poziomami

sens o t w a r c i a g r a n i c y d w ó c h

w przestrzeni. J . S. W a s i l e w s k i a n a l i z u j ą c sens r u c h u obrotowego

więc

w m o m e n t a c h p r z e j ś c i a (w weselu i przekoczowaniu), dochodzi

K r ą ż ą c w t e m p i e coraz szybszym i szybszym d z i e w c z ę t a d o p r o w a ­

światów,

ma

to

między

acjach o b r z ę d o w y c h r u c h w czasie zostaje p r z e ł o ż o n y na r u c h

najważniejszym

obrotowy

granicy

z ruchem w t y ł , w dół, w z a ś w i a t y , w przeszłość. Zatem w sytu­

owym

Ruch

przejścia

sacrum,

strukturalny

taniec d z i e w c z ą t

momentem

w

całym

jest

obrzędzie.

do stwierdzenia n a t u r y o g ó l n e j , iż „ r u c h o b r o t o w y w o b r z ę d a c h

dzają

p r z e j ś c i a m a s t r u k t u r a l n y sens otwarcia, granicy m i ę d z y s t a n a m i ,

nie k o n t r o l u j ą c w ł a s n e g o zachowania. B y ć m o ż e dlatego w ź r ó d ­

sytuacjami."

2 4

Zakłada

j e d n o c z e ś n i e , że w i n i c j a c j a c h

dorastania oraz w i n n y c h ceremoniach
jących fakt

wejścia

o b o w i ą z u j e

j e d n o s t k i na

ruch

okresu

o b r z ę d o w o potwierdza­

n o w y etap drogi

„ze s ł o ń c o m "

życiowej

w znaczeniu r u c h u

Na

transie,

ł a c h h i s t o r y c z n y c h pojawiają, się t a k i e o k r e ś l e n i a , j a k : s z a l e ń ­
stwo, w y u z d a n i e , rozpasanie. Zgodnie z wierzeniami" stan eksta­
tycznego uniesienia p o j a w i a s i ę w ł a ś n i e na p r o g u d w ó c h ś w i a ­
tów.

w p r z y s z ł o ś ć . Czy r z e c z y w i ś c i e jest to jedyne m o ż l i w o do p r z y ­
j ę c i a w y j a ś n i e n i e °&gt;.

się do g r a n i c y u t r a t y ś w i a d o m o ś c i . T a ń c z ą w

Schemat i n i c j a c j i z a k ł a d a cofnięcie się do czasu m i t y c z n e g o .
Z a u w a ż m y , że j e d y n i e r u c h „ p o d s ł o ń c e " u m o ż l i w i a r e a l i z a c j ę

gruncie k u l t u r y

polskiej taneczne k r ą ż e n i e

dziewcząt

w ą t k u p o w r o t u do p o c z ą t k ó w , do p a r y p r a r o d z i c ó w . Dziewczęta,

w o k ó ł s o b ó t k o w e g o stosu czy drzewa, b y ł o b y o d p o w i e d n i m , j a k

zaskują w ten sposób wiedzę z czasów

sądzę, materiałem

wszystko ustanawiane b y ł o przez b o g ó w .

do p o d j ę c i a p r ó b w y j a ś n i e n i a

sensu r u c h u

o k r ę ż n e g o w tej s y t u a c j i o b r z ę d o w e j .

Ruch

P r z y p o m n i j m y , że po roznieceniu ognia d z i e w c z ę t a s i a d a j ą
w o k ó ł stosu i z a c z y n a j ą „ z a w o d z i ć " p i e ś n i o b r z ę d o w e
t o k s t ó w i m e l o d i i z a j m i e m y s i ę p r z y innej okazji).

(analizą

Następnie

c h w y t a j ą s i ę za r ę c e i r o z p o c z y n a j ą swój taniec. K r ą ż ą

wokół

„pod

„ n a początku", kiedy

s ł o ń c e " o t w i e r a zarazem d o l n y p o z i o m kos­

mosu — z a ś w i a t y . D z i e w c z ę t a m u s z ą b o w i e m d o t r z e ć do w o d y
ż y c i a , owego z b i o r n i k a p ł o d n o ś c i i z a r o d k ó w

wszelkich f o r m

i s t n i e n i a . W ę d r ó w k a po z a ś w i a t a c h , t z w . okres marginesowy to
najniebezpieczniejszy

etap i n i c j a c j i . D z i e w c z ę t a n a r a ż o n e są na

ognia, n a j p i e r w p o w o l i ; stopniowo t e m p o t a ń c a r o ś n i e , dziew­

działania

do w o d y

życia

c z y n y t a ń c z ą coraz szybciej „ w rozpasaniu i s z a l e ń s t w i e " , w za­

b r o n i ą straszliwe b ó s t w a i p o t w o r y . M a j ą one charakter

chto-

p a m i ę t a n i u ; o g i e ń strzela w y s o k i m p ł o m i e n i e m w c i e m n o ś ć nocy.
Niestety,

w

tym

miejscu

dalsze r o z w a ż a n i a

mocno

się

wszelkich sił n i s z c z ą c y c h .

niczno-akwatyczny,

zatem

Dostępu

siłą i m p r z e c i w s t a w n ą

jest

ogień.

J u ż w t y m miejscu m o ż e m y p o k u s i ć się o w y j a ś n i e n i e k o ń c o w y c h

k o m p l i k u j ą . W naszych poszukiwaniach b o w i e m nie u d a ł o n a m

faz o b r z ę d u : c h ł o p c y p r z e c i ą g a j ą d z i e w c z ę t a przez

się d o t r z e ć

dla dalszego w n i o s k o w a n i a

ognisko, n i e k i e d y p r z e s k a k u j ą przez nie sami. O g i e ń j a k o prze­

i n f o r m a c j i —• opisy o b c h o d ó w nocy ś w i ę t o j a ń s k i e j nie z a w i e r a j ą

c i w i e ń s t w o sił c h t o n i o z n o - a k w a i y c z n y c h z z a ś w i a t ó w m a n a j ­

ż a d n y c h d a n y c h na t e m t k i e r u n k u t a ń c a w o k ó ł ogniska.

pierw

Istnieją

do

tej j a k ż e w a ż n e j

co p r a w d a

źródła

ikonograficzne,

na

podstawie

Wędrówka

k t ó r y c h m o ż n a b y p r z y j ą ć , iż k r ą ż e n i e d z i e w c z ą t w o k ó ł s o b ó t k o ­
wego stosu o d b y w a ł o s i ę w k i e r u n k u „ p o d s ł o ń c e " ;

zdajemy

zabezpieczyć

dziewczęta

przed

p o t e m z a ś owe złe moce ewentualnie

dogasające

destrukcyjnymi

siłami,

zniszczyć.

d z i e w c z ą t po z a ś w i a t a c h nasuwa n a m jeszcze

jodno skojarzenie. K i l k a o p i s ó w o b c h o d ó w nocy

świętojańskiej

sobie j e d n a k s p r a w ę , że w plastycznej w i z j i tego j a k ż e t a j e m n i ­

zawiera informacje o o b e c n o ś c i p r z y s o b ó t k o w y m stosie k o t a

czego o b r z ę d u z b y t wiele z a l e ż a ł o od w y o b r a ź n i a r t y s t y ,

lub

aby

psa.

25

Czarnego k o t a przynoszono

w worku

do

ogniska,

ź r ó d ł a to m o ż n a b y ł o u z n a ć za dostatecznie w i a r y g o d n e . W tej

po c z y m z o k r z y k i e m „ d u s a leci, dusa l e c i " p r z e p ę d z a n o

s y t u a c j i pozostaje n a m j e d y n i e p r z e d s t a w i ć c z y t e l n i k o w i ,

w ciemność.

г

jak

go

�I ] . 5. H . Pillat-i, Sobótko,

repr. za. „ T y g o d n i k I l u s t r o w a n y " , 1861 (1), 232

W strofach „ P i e ś n i ś w i ę t o j a ń s k i e j o S o b ó t c e " K o c h a n o w ­

po z a ś w i a t a c h i p o w r ó t do ziemskiej r z e c z y w i s t o ś c i .

skiego z w i e r z ę to j a w i n a m s i ę j a k o z ł o w r ó ż b n e i p r z e j m u j ą c o

Z b l i ż a m y się p o w o l i cło k o ń c o w y c h faz o b r z ę d u .

Dopóki

l u d z i strachem. W p i e ś n i p a n n y trzeciej p o j a w i a się przestroga

ognisko p ł o n i e , a dziewczęta, t a ń c z ą , c h ł o p c y t r z y m a j ą się na

dla c h ł o p a k a , k t ó r y „ c i ą g n ą ł k o t a " :

uboczu

w krzakach,

trans m i j a ,

zaroślach,

a o g i e ń przygasa,

za

drzewami. Gdy

chłopcy

wybiegają

taneczny
z ukrycia,

Nie znasz l u d z i , co p r z e d k o t e m

k a ż d y z nich chwyta wybraną

Pierzchają, n a j w i ę t s z y m biotem ?

w p i e ś n i a c h ) i p r z e c i ą g a j ą przez p ł o m i e n i e d o g a s a j ą c e g o ogniska.

A na jego glos s t r a s z l i w y

N a s t ę p n i e m ł o d z i p a r a m i r o z c h o d z ą s i ę po o k o l i c y ,

Ledwie drugi będzie ż y w y .

2 6

clziowczymę (skojarzenie

ze s o b ą noc. C h ł o p c y w y s t ę p u j ą t u w charakterze

imion

spędzają

akceptujących

dziew-częta w i c h nowej r o l i s p o ł e c z n e j . W s p ó l n i e s p ę d z o n a noc;
Czarny k o t jeszcze i d z i ś k o j a r z o n y jest, g ł ó w n i e w m y ś l i

ma być świadectwem

tego, że w t r u d n y m i niebezpieczivym

l u d o w e j , lecz nie t y l k o , z n i e s z c z ę ś c i e m . J e ś l i przebiegnie n a m

procesie wtajemniczania o s i ą g n ę ł y one w y m a g a n ą w i e d z ę u p r a w ­

d r o g ę , s t a r a m y s i ę w y b r a ć i n n ą , g d y zjeży się i p r y c h n i e —

niającą

niepow odzonie pewne. Podobne odczucia powoduje n p . pojawienie

d z i a ł a ń p r o k r e a c y j n y c h m a b y ć tego m a n i f e s t a c j ą . Stan dziewi­

się we wsi w i l k a l u b obcego psa. N i e r z a d k o z w i e r z ę t a te u t o ż s a ­

czej c z y s t o ś c i u s t ę p u j e miejsca kobiecej

miane s ą z p r z y b y s z a m i z „ t a m t e g o ś w i a t a " . W w i e l u m i t o l o ­
giach f u n k c j o n u j ą

ono j a k o s t r a ż n i c y ś w i a t a podziemnego l u b

w r o l i p r z e w o d n i k ó w , czy raczej „ ś r o d k a t r a n s p o r t u " do pod­
ziemnej k r a i n y .
mitologii

roli kobiety-matki; podjęcie

wspólnych

dojrzałości.

Z f a k t u , że u d z i a ł c h ł o p c ó w w o b r z ę d z i e polega, niejako na
potwierdzeniu

nowego

statusu

społecznego

dziewcząt

należy

w n o s i ć , że o n i sam m o m e n t inicjacji m a j ą j u ż za s o b ą . W z w i ą z k u
z t y m r o d z i się o c z y w i ś c i e wiele p y t a ń d o t y c z ą c y c h m o ż l i w o ś c i

N a j p r o ś c i e j b ę d z i e o d w o ł a ć się t u do powszechnie znanych
wątków

do p e ł n i e n i a

greckiej

czy

egipskiej. G r e k o m

„Echidne

zidentyfikowania

jakiegoś

rytuału

jako

inicjacji

chłopców,

p r z y z a ł o ż e n i u , że poprzedza on w k a l e n d a r z u o b r z ę d o w y m noc

psa

s o b ó t k o w ą . Jest to jednak t e m a t na o b s z e r n ą p r a c ę , na razie

pilnującego w r ó t p i e k ł a " . W Egipcie b ó g Anubis, k t ó r y prowa­

m u s i m y więc z a d o w o l i ć się j e d y n i e nie p o t w i e r d z o n y m w zasadzie;

d z i ł dusze do ś w i a t a podziemnego

stwierdzeniem, żo c h ł o p c y b i o r ą c y u d z i a ł w S o b ó t c e s ą przedsta­

u r o d z i ł a . . . p o t w o r n e p o t o m s t w o : Cerbera

— trójgłowego

2 7

ś m i e r c i H c k a t e przedstawiano

m i a ł g ł o w ę psa, a b o g i n i ę

j a k o s u k ę . W m i t o l o g i i meksy­

wicielami grupy dorosłych.

kańskiej w roli „ p r z e u o ś n i k ó w " w zaświuty występowały kojot
i

jaguar.

Łączenie

imion

chłopaka

i dziewczyny

w

sobótkowych

p i c n i a c h (informacje p o w t a r z a j ą się w w y p o w i e d z i a c h , d o t y c z ą ­

W y d a j e s i ę , że od lego rouzaju z w i e r z ą t droga wcale nio t a k a

cych I p o l . X I X w.) b y ł o n i e g d y ś o b o w i ą z u j ą c e i p o c z ą t k o w a ł o

z n ó w k r ę t a do naszego rodzimego (europejskiego) k o t a . Wielce

okres n a r z e c z e ń s t w a p a r y . M o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że n i e g d y ś

zatem

sam

prawdopodobno,

że kot

w S o b ó t c e , pozornie r e k w i z y t

rytuał

sobótkowy

był ceremonią

zawierania

małżeństw.

bez cc i ę k s z e g o znaczenia, p e ł n i ł n i e g d y ś cv o b r z ę d z i e r o l ę bardzo

W okresie p ó ź n i e j s z y m to w i ą ż ą c o kojarzenie p a r p r z y s o b ó t k o ­

ważną

w y m o g n i s k u p o t w i o r d z a n o o b r z ę d e m weselnym. Z r e s z t ą h i p o -

74

— i s t n i a ł realnie, a u m o ż l i w i a ł i n i c j o w a n y m w ę d r ó w k ę

�toza, żo wosele w y p a r ł o i z a s t ą p i ł o inicjację w y p o w i a d a n a jest

wypadały

(Zielone Ś w i ą t k i ,

23/24

d o s y ć c z ę s t o . J e ś l i t o k prowadzouogo |,u r o z u m o w a n i a u z n a m y

czerwca), z a d o w a l a j ą c się na razie w y j a ś n i e n i a m i i n n y c h

auto­

za, p o p r a w n y , wówcza,s b y ł b y t o argument na jej potwierdzenie.

rów.

Z d a j e m y sobie s p r a w ę , że przedstawione r o z w a ż a n i a t k n ę ł y
j o d y n i e t e n j a k ż e , . n o ś n y " t e m a t . W i e l u spraw nie poruszono
w ogóle (magia miłosna,, w r ó ż b y ) , inne przeanalizowano za.lodw ie
pobieżnie.

Nie

ustosunkowano się też

do

terminu,

w

jakim

obchody nocy s o b ó t k o w e j

2 8

Schemat przebiegu o b r z ę d u jest n i e w ą t p l i w i e uproszczony
i b y ć m o ż e n i e p e ł n y . Pozostaje n a m jednak nadzieja, że w y n i k i
a n a l i z y semiotycznej p o z w o l ą n a m go w p r z y s z ł o ś c i u z u p e ł ­
nić.

l' R Z Y P I S Y

1

W i ę k s z o ś ć m a t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h w y k o r z y s t a n y c h do
opracowania a r t y k u ł u pochodzi z eza,sopism e t i m ^ n i l i c z i i y c l i
Z W A K , M A A E ' , „ W i s ł y " , „ L u d u " , oraz Ludu
O. K o l b e r g a .
M a t e r i a ł y /. niemieckiego obszaru
językowego
czerpaliśmy
z n a s t ę p u j ą c y c h p u b l i k a c j i : R. U e i t l . Deutsche
Yolkskunde,
B e r l i n 1968, s. 282 п . ; E . Fehrlo, Vest utul Yołksbrauche
im
Juhreslauf
europiiischcr
Yólker, Kassel, J . Pb. H i n o n t h a l , 1955,
s. 219; J . B . Fischer, Bcschrcibung
der rorziiglichslcn
Yolksfestc,
Unterliultuttgeu, Spicie utul Tanze der mcisten Nationen in
Europu.
B d . 1.2., W i o n 1799, s. 134; T l . Oetke. Der deutschc
Yołkstanz,
B e r l i n 1982. s. 403
473
S. Ż ó ł k i e w s k i , Przedmowa
| w : ] Semiotyku
kultury, W a r ­
szawa 1977, s. 26 n .
Schemat o b r z ę d u inicjacji obejmuje r ó w n i e ż s y m b o l i c z n ą
ś m i e r ć wtajemniczonego, jego k o n t a k t z d u c h a m i , s i ł a m i de­
m o n i c z n y m i oraz ponowne narodziny w nowej r o l i s p o ł e c z n e j .
Por. E . M i c l e t y i i s k i . Poetyka mitu, Warszawo, 1981, s. 281
J . S. W a s i l e w s k i , Podróże
do piekieł,
Warszawa 1979.
s. 217—218
W . P r o p p , Morfologia
bajki, Warszawa 1976, s. 56, 164
J . Tokarska, , 1 . Wasilewski, A . Znrysłowska,, Śmierć
jako
organizator kultury, E t n o g r a f i a Polska, t . X X V I 1982, z. 1. s.
104—105
T a m ż e , s. 92
M . Kliade, Traktat o historii religii, Warszawa 1966, s. 388
J . Tokarska, , 1 . W a s i l e w s k i , A . Zmyslowska, op. c i t . ,
s. 94

uczepi się na gałęzi, to ta za m ą ż p ó j d z i e
- k t ó r e j zaś spadnie
na z i e m i ę , ta w t y m r o k u nio dostanie m ę ż a " .
Por. ,1. S. Wasilewski, op. cit., s. 106—110:
oto
pyszny kobiecy s t r ó j weselny... w y k o n a n y z c h i ń s k i e g o j e d w a b i u ,
p o k r y t y jest m i s t e r n y m , w i e l o b a r w n y m h a f t o m , przedstawia­
j ą c y m drzewo z koroną, w i j ą c y c h się gałęzi. S i e d z ą w ś r ó d n i c h
p t a k i , za,ś po obu stronach p n i a s t o j ą dw a, ronifery. ... To w ł a ś n i e
dusze p r z y s z ł y c h dzieci uwidoczniono s ą j a k o p t a k i w ś r ó d gałęzi
drzow-a — rodowej siodziby dusz. Dorastając, z l a t u j ą na coraz to
niższe g a ł ę z i e , by wreszcie wcielić się na, z i e m i . . . " .
1 3

r

»* L . Lissowski,

So!&gt;ólka,

„Wisła"

1892,

t. V I , z. 4,

924

2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

Por. D W O K , Wlk. Ks. Poznańskie,
t. 9, cz. I s. 143;
w wiliją ś. J a n a Chrzciciela po zachodzie s ł o ń c a u d a j ą się
k o b i e t y na b e z d r o ż a , ł ą k i i p a g ó г к i . . . " Sz. J a s t r z ę ­
bowski, Sobótka we wsi Mikułowice,
„ W i s ł a " 1891, t . V , s. 33;
W M i k u ł ó w i c a c l i pod ogień s o b ó t k o w y s ł u ż y od dawien
d a w n a jedno i to samo miejsce. L e ż y ono p r z y drodze, wycho­
dzącej z głębokiego wąwozu, a jak tu n a z y w a j ą wąkopu... T u
na ugorze l u b wygonie... wieczorem zbiera się prawie cala, m ł o ­
dzież"
11

Por. J . S. Wasilewski, Podróże do piekieł, Warszawa 1979,
s. 128 u . , oraz Z nad Bugu. Szkic etnograficzny przez Z. St. „ b u d "
1897, t . 3, s. 2 1 ; „ C z a r o w n i c e lubują, się przede w s z y s t k i m w porze
nocnej, b e z k s i ę ż y c o w e j , wietrznej i zimnej... N a granicach wsi,
na r o z d r o ż a c h z b i e g a j ą się o p ó ł n o c y w k i l k a i ze z ł y m n a r a d z a j ą
się...".
1 2

Por. D W O K , Kaliskie,
t . 23, s. 100: „ W wigilię ś. J a n a
Chrzciciela d z i e w c z ę t a w ten s p o s ó b o d p r a w i a j ą s o b ó t k ę , że
r z u c a j ą w i a n k i z k w i a t ó w i ziół na drzewo, i k t ó r e j z n i c h wianek

1 5

J . R . Toiniecv, Drzewo życia, Warszawa 1975, s. 2K
M . Eliado, op." c i t . , s. 193 '
A . Bohdanowicz, Przeżytki
starożytnego
świfttopogłątlit
u Białorusinów,
Grodno 1896, cyt. za, J . W i t o r t , „ L u d " , J893.
t. 2, s. 214—215
J . D ł u g o s z , Dziejów
polskich
ksiąg 12, p r z e k ł . Mooher z y ń s k i o g o , 1867, I , s. 40; M . R e j , Postylla,
w y d . K . Górski
i W . K u r a s z k i c w i c z , W r o c ł a w 1965; M a r c i n z F / r z ę d o w a . Herbarz
polski...
K r a k ó w 1595
M . E i i a d e , Sacrum,
mit, historia.,
Warszawa 1974, s.
138
Por. Sz. J a s t r z ę b o w s k i , op. cit., s. 33, „ . . . D z i e w c z ę t a
u p a d ł e , splamione na o p i n i i nic b y w a j ą dopuszczane do ogólnej
zabawy, jeżeli zaś k t ó r a z p o d o b n y c h posiada o d w a g ę u k a z a ć się
na s o b ó t c e , to n a r a ż a się na złośliwiść i szykany c h ł o p a k ó w , na
o b o j ę t n o ś ć , l e k c e w a ż e n i e i u s z c z y p l i w o ś ć towarzyszek...".
M . Eliade, Traktat o historii religii, Warszawa 1966, s. 290
i następno
J . S. Wasilewski, Symbolika
ruchu obrotowego i rytual­
nej inwersji,
Wa.rszawa 1978, E t n o g r a f i a Polska, t. X X I I , z. 1.
s. 83
J . S. Wasilewski, t a m ż o s. 8-1—86. oraz P o d r ó ż e do pie­
kieł, s. 146—147
J . S. Wasilewski, t a m ż o s. 98
A d n a w , Zabobony, pieMii i obrzędy ludu
mieszkającego
u źródeł Sanu i Dniestru,
W ę d r o w i e c 188:.', t . 1, nr 1.1, c y t . za.
S. J a s t r z ę b o w s k i , W i s ł a , 1. V I I I , z. 2, s. 365, „ K u p a ł o u pastu­
c h ó w w g ó r a c h . Ś p i e w a j ą : C h o d ź m y , c h o d ź m y na, S o b i t k u , upie­
czemy c z o r m i k i t k u ; c h o d ź m y , c h o d ź m y na n i ą , upieczemy czorn u l a n i u " . , Por. też J . R . Tomiccy, op. cit., s. 197
1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

J . K o c h a n o w s k i , Dzieła

2 7

R . Graves, Mity (/reckie. Warszawa 1982, s.
J . R . Tomiccy, op. cit., s. 195—201

Polskie,

Kraków

1952, s. 295—

-311
2 8

123

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10351" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10329">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/105eccd021ac3a3ef57b4575d3453240.pdf</src>
        <authentication>42abcd0aeafbdaf4c90d4ec4fb575e31</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123139">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5317</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123140">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123141">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123142">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4938</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123143">
                <text>Zdjęcia odzyskane/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123144">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.5-11</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123145">
                <text>Bohdziewicz, Anna Beata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123146">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123147">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123148">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123149">
                <text>ANNA BEATA BOHDZIEWICZ

C

o pamiętam jeszcze z mojej podróży po Azji?
C hoć było to tak dawno, wydawało mi się, że
pamiętam wszystko. A tymczasem, kiedy czy­
tam moje notatki z podróży, okazuje się, że nie pamię­

Zdjęcia odzyskane

tałam już prawie niczego.
Dziennik prowadziłam przez całą podróż. W stukartkowym zeszycie oklejonym kawałkami brązowego
zamszu. N a okładce naklejona rękawiczka. M a tylko
cztery palce, ale przypomina bardzo rączkę Fatimy.
N otatki drobnym maczkiem. Dzień po dniu. Dziś cza­
sami trudno mi je odrozczytać. Notowałam wszystko.
Jak przebiegał każdy kolejny dzień, co na śniadanie, co

zostałam przecież fotografem. I właśnie w tych ama­
torskich zdjęciach przechowywała się cała moja pa­
mięć o tej podróży. O wiele żywsza i intensywniejsza
niż ta zawarta w notatkach!
Dzisiaj cuda techniki X X I wieku - skaner i kompu­
ter - pozwoliły mi odzyskać utracone obrazy z podróży!
Wróciły, kolory a wraz z nimi wróciły wspomnienia! Pa­
trzę na zdjęcia, przymykam oczy i powoli pod powieka­
mi przesuwają mi się inne widoki, przypominają mi się
smaki i kolory, zapachy i dźwięki. W racają cudowne
chwile, kiedy czas jakby zatrzymał się w miejscu, a prze­
strzeń odsłaniała coraz to nowe, ogromne krajobrazy.
W nocy niebo otwierało się nade mną całkiem nowymi
konstelacjami i było oczywiste, że jestem w innym świecie. Ze jest inny świat. Świat, gdzie ludzie „chodzą do
góry nogami”, są inni i żyją zupełnie inaczej.

na obiad, kolację; ceny, nazwy wszystkich „przejecha­
nych” miejscowości, hoteli, adresy spotkanych „przy­
jació ł”, żeby koniecznie wysłać im kartkę. Zachwyt
wyrażany głównie słowem „cudowne!”. Trochę uwag
ogólniejszej natury, młodzieńczych niepokojów, rozte­
rek niedoszłego etnografa, nieopierzonego filmowca,
początkującego fotografa. Jednym słowem taki „dzien­
nik podróżny greenhorna”. Naiwny i strasznie przy­
ziemny, a jednocześnie pełen młodzieńczych zachwy­
tów. A le podziwiam siebie, że tak skrupulatnie wszyst­
ko notowałam. Zastanawiam się jednak, czy zapiski te
wiernie opisują moje przeżycia. Czy tylko pomagają mi
dziś przywołać je w pamięci. Czytam je z jakąś dziwną
obojętnością.
Oprócz dziennika mam
z Afganistanu wystawiałam
Chorasan / moja pierwsza w
M am też setki kolorowych

też zdjęcia. Czarno-białe
już parokrotnie jako cykl
życiu publiczna wystawa/.
negatywów, które od lat

nietknięte leżały w przysłowiowej szufladzie, tracąc
barwy i kontrast. Robione były na tak marnym sprzę­
cie iw tak karkołomnej technologii, że dawno już stra­
ciłam nadzieję, iż kiedykolwiek będę mogła zrobić
z nich jakikolwiek użytek. Mimo że nie miałam wtedy
jeszcze właściwie pojęcia o tym, jak należy fotografo­
wać, udało mi się - sama dziś nie rozumiem jak - zro­
bić sporo niezłych zdjęć. W końcu, wiele lat później,

2. Nepal. O wschodzie słoń ca - m ój cień na przełęczy D am an, już
tylko 8 0 km do Katm andu. Fot. A n n a B e a ta Bohdziewicz

5

�Anna Beata Bohdziewicz ♦ ZDJĘCIA ODZYSKANE

___

mim.___________

■

__

I.w t~ -T- —

"ÍT

-

-

j

r

---------------

_

1

u**

-

6
3. A fganistan. Nigdy nie widziałam tak b łękitnej wody jak
w jeziorach Bandiam iru
4. A fganistan, W o k o licach Czachciaranu. N a kom pletnym
pustkowiu często spotykaliśmy sam otnych tubylców. Skąd
i dokąd jechali?
5. A fganistan. Koło Jalalabadu. Przestrzenie o niespotykanej
w Europie skali. Człowiek jest zupełnie m aleńki ale dobrze
wpisuje się w krajobraz

Wl

6. Indie. W idok z Fortu w Agrze. K oniec dnia. Czas stanął.
Baw oły leniwie ciągną się drogą. Cisza. Powietrze łagodne
i pełne słodkich zapachów
7. Indie. Między A grą a K ajuraho. Palm y są zupełnie „innym i”
drzewami. L a ta ją między nim i kolorow e, średniej wielkości,
papugi. R ob ią dożo hałasu
8. N epal. K atm andu. O świcie mgły podnoszą się dosyć
n iech ętn ie, jakby nie ch ciały odsłonić nam obrzeży m iasta
7
Fot. A n n a B e ata Bohdziewicz

6

�Anna Beata Bohdziewicz ♦ ZDJĘCIA ODZYSKANE

�Anna Beata Bohdziewicz ♦ ZDJĘCIA ODZYSKANE

8

�Anna Beata Bohdziewicz ♦ ZDJĘCIA ODZYSKANE

1 4 -1 5 . Indie. Przy drodze do Patny. Zycie toczy się tu na ulicy, czy to w dzień, czy w nocy
16. Indie. D elhi. Takie obrazki zauważam, ale m nie one nie szokują. Czy dlatego, że jestem m łoda i głupia?
17. N epal. Katm andu. Dużo dzieci tu pracuje. S ą zm ęczone i śpią na ulicy
18. Indie. D elhi. Jed en z Sikhów, których spotkałam zwiedzając R ed Fotr. T rochę dzikie spojrzenie!
19. Indie. K ajuraho. Ta dziewczynka wyszła do nas jakby prosto z „Księgi dżungli”

9

�Anna Beata Bohdziewicz ♦ ZDJĘCIA ODZYSKANE

10

�Anna Beata Bohdziewicz ♦ ZDJĘCIA ODZYSKANE

11

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10350" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10328">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d1fc0a70d32de1c10029f7b688a66552.pdf</src>
        <authentication>f169a34bb709d7840c216818097ac698</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123130">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5313</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123131">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123132">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4935</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123133">
                <text>Noty o autorach/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123134">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.287-290</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123135">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123136">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123137">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123138">
                <text>Hanna Baltyn - absolwentka Wydziału Wiedzy o Te­
atrze Akademii Teatralnej w Warszawie; historyk, kry­
tyk, tłumaczka, wydawca, redaktor, pisała doktorat
pod kierunkiem prof. Zbigniewa Raszewskiego (Świat
widowisk Warszawy XIX wieku). Były pracownik IS
PAN („Polish A r t . Studies") i Ministerstwa Kultury
i Sztuki. Przez ostatnie 10 lat była redaktorem wydaw­
nictwa Egmont. Współpracuje z Polskim Radiem, stale
publikuje recenzje książkowe w „Nowych Książkach"
i teatralne w „Teatrze" i „Teatrze Lalek". Okazjonalnie
współpracuje z tzw. prasą kobiecą. Opublikowała wy­
wiad-rzekę z Antonim Marianowiczem (Zycie surowo
wzbronione). Przełożyła m.in. oksfordzką Historię Teatru
pod redakcją Johna Russela Browna (wyd. Bertel¬
smann). Przełożyła także pod pseudonimem Marek
Karpiński setki książeczek dla dzieci; także wierszem.
Maciej Bańkowski - absolwent Instytutu Anglistyki
UW. Urodzony w Warszawie w wieku 5 lat wyjechał
wraz z rodzicami do Anglii, gdzie wychowywał się do
15 roku życia. Po 15 letnim pobycie w Polsce (1966-81)
wyemigrował ponownie do Austrii, gdzie przebywał do
1995r. Obecnie mieszka w Polsce, zajmuje się tłuma¬
czeniami (angielski, niemiecki) oraz redakcją tekstów
anglojęzycznych ukazujących się w Polskich i zagra¬
nicznych czasopismach. Współpracuje m.in. z redak¬
cją „Kontekstów" oraz warszawskim biurem „Reader's Digest" (Przegląd).
Małgorzata Baranowska - poetka, krytyk i historyk
literatury. Autorka m.in. takich książek jak Pamiętnik
mistyczny, Surrealna wyobraźnia i poezja, To jest wasze
życie, Warszawa. Miesiące, lata wieki oraz wielu artyku­
łów z zakresu wyobraźni symbolicznej i kultury maso­
wej, dwóch tomów wierszy Miasto, Zamek w Pirene­
jach. Ogłasza w „Twórczości" Prywatną historię poezji.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, re¬
daktor naczelny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztu¬
ka Ludowa". Członek redakcji „Kwartalnika Filmowe­
go". Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu
i Sztuki Audiowizualnej Polskiej Akademii Nauk. Au¬
tor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropolo¬
gii współczesnej. Współautor książki Dom w tradycji lu­
dowej (1993). Autor pracy Portrety obcych (2000).
Dorota van Bercken - tłumaczka literatury nider¬
landzkiej, tłumaczyła m.in. książkę dla dzieci pisarki
Thei Beckman, mieszka w Warszawie.
Anna Bolecka - polonistka, powieściopisarka, studia
UW. Zadebiutowała w 1989 roku powieścią Leć do nie­
ba. W 1994 roku opublikowała powieść Biały kamień,
za którą otrzymała nagrodę im. Stanisława Reymonta.
Kolejna powieść Kochany Franz (1999) została wyróż¬
niona nagrodą Pen-Clubu. Obie te powieści są prze¬
tłumaczone na kilka języków, m.in.: niemiecki, nider287

Noty o autorach

landzki, duński i portugalski. W roku 2002 ukazała się
powieść dla dzieci pt. Latawce. Mieszka w Warszawie.
Wojciech Bońkowski - absolwent italianistyki i mu­
zykologii UW, tłumacz. Z zamiłowania enolog - wraz
z Markiem Bieńczykiem wydał ostatnio przewodnik
Wina Europy.
Dariusz Czaja - antropolog kultury, absolwent etno­
logii UJ. Adiunkt w Instytucie Antropologii Kultury
i Etnologii UJ, członek redakcji „Kontekstów". Redak­
tor książek Mitologie popularne (1994) i Metamorfozy
ciała (1999). Zajmuje się zjawiskami kultury współcze­
snej, publikuje artykuły z dziedziny antropologii filmu,
teorii symbolu, myślenia mitycznego. W druku jest je¬
go książka Smak fragmentu. Narracje antropologiczne
(Wydawnictwo Uniwersyteckie, 2003).
Małgorzata Dziewulska - autorka książek Teatr zdra­
dzonego przymierza oraz Artyści i pielgrzymi. Zajmuje się
obsługą literacką teatrów: Starego, Narodowego,
obecnie Dramatycznego. Wykładowca Akademii Te¬
atralnej w Warszawie.
Hanna Faryna-Paszkiewicz, dr historii sztuki, pra­
cownik Instytutu Sztuki Pan, kierownik Pracowni Bi¬
bliograficznej. Redaktor i współautor tomów w serii
„Polska Bibliografia Sztuki", 1801-1944. Autorka licz¬
nych artykułów z zakresu historii architektury i plasty¬
ki XX wieku oraz o tematyce varsavianistycznej, dru¬
kowanych m.in. w „Architekturze", „Kronice Warsza¬
wy", „Biuletynie Historii Sztuki" w serii Biblioteka To­
warzystwa Opieki nad Zabytkami, a także dwóch mo­
nografii o historii i architekturze Saskiej Kępy (wyd.
1998 i 2001), monografii Władysław Podkowiński, Aleja
Zasłużonych. Cmentarz Powązkowski, Cmentarze Żydow­
skie w Warszawie; współautorka Atlasu Zabytków Archi­
tektury w Polsce (2001) i Przewodnika po Wyspach Kana­
ryjskich (2003). Współpracuje z redakcjami encyklope¬
dii (Saur, WEP), a także z Polskim Radiem.
Amelia Franas - studentka V roku etnologii UJ.
Jan Gondowicz - krytyk, wydawca, współpracownik
„Tygodnika Powszechnego"; wydał m.in. Marmur Josifa
Brodskiego, Słownik komunałów Gustawa Flauberta,
Zoologię fantastyczną uzupełnioną. Mieszka w Warszawie.

�NOTY O AUTORACH

Ruth Ellen Gruber - amerykańska pisarka, dzienni­
karka i fotograf, od wielu lat mieszka w Europie, obec­
nie w Umbrii i w Budapeszcie. Przez ponad dziesięć
lat była korespondentką United Press International
(m.in. w Rzymie, Brukseli, Londynie, Belgradzie,
Wiedniu oraz w Warszawie, w której pracowała
w okresie pierwszej Solidarności i stanu wojennego
i skąd w 1983 roku została wydalona pod fałszywym
zarzutem szpiegostwa). Jest autorytetem w sprawach
dotyczących współczesnych Żydów europejskich. Wy¬
kłady z tej dziedziny wygłaszała na uniwersytetach
amerykańskich (m.in. Harvard, Brandeis, Brown,
Hunter College) i w placówkach europejskich (m.in.
Moses Mendelssohn Zentrum w Poczdamie, Dom
A n n y Frank w Amsterdamie). Jest autorką kilku ksią­
żek (m.in. Upon the Doorposts of Thy House: Jewish Li­
fe in East-Central Europe, Yesterday and Today (1994);
Jewish Heritage Travel: A Guide to East-Central Europe
(1992/94/99). Wkrótce, nakładem wydawnictwa Po¬
granicze ukaże się polski przekład jej ostatniej książki
Virtually Jewish: Reinventing Jewish Culture in Europe
(University of California Press, 2002). Jej artykuły
i reportaże ukazują się od lat w prasie amerykańskiej
(m.in. „New York Times", „International Herald Tri­
bune", „Business Week", „Media Studies Review")
i izraelskiej („Ha'aretz"). Miała także kilka wystaw fo¬
tograficznych we Włoszech i na Węgrzech.
Julia Hartwig - poetka, eseistka i tłumaczka, laure­
atka wielu nagród i wyróżnień. Opublikowała nastę­
pujące tomiki poetyckie Pożegnania, Wolne ręce,
Dwoistość, Czuwanie, Obcowanie, Czułość, Nim opa­
trzy się zieleń, Zobaczone, Przemija postać świata oraz
ostatnie zbiory poetyckie - Nie ma odpowiedzi
(2001), za który była nominowana do Nagrody Nike,
Wiersze amerykańskie (2002) oraz Błyski (2002); szki­
ce: Z niedalekich podróży, Dziennik amerykański; mo¬
nografie: Apolinaire, Gerard de Nerval; książki dla
dzieci (pisane wraz z Arturem Międzyrzeckim): Jaś
i Małgosia, Przygody poziomki, Tomcio Paluch, Wielki
pościg.
Maria Janion - historyk literatury i historyk idei, kry¬
tyk literacki. Profesor IBL PAN, wykładowca na UW.
W latach 1956-89 zajęcia w WS Pedagogicznej
w Gdańsku, a następnie na Uniwersytecie Gdańskim.
Opublikowała m.in. Zygmunt Krasiński, debiut i dojrza­
łość (1962), Romantyzm. Studia o ideach i stylu (1969),
Romantyzm. Rewolucja. Marksizm. Kolokwia gdańskie
(1972), Humanistyka. Poznanie i terapia (1974), Go­
rączka romantyczna (1975), Literatura wobec wojny
i okupacji (1976), Odnawianie znaczeń (1980), Seria
Transgresje. Czas formy otwartej; Wobec zła (1989), Ży¬
cie pośmiertne Konrada Wallenroda (1990), Projekt kry¬
tyki fantazmatycznej (1991), Czy będziesz wiedział, co
przeżyłeś, Kobiety i duch inności (1996), Płacz generała.
Eseje o wojnie (1998).
288

Piotr Kłoczowski - eseista, edytor, wydawca m.in.
Konstantego Jeleńskiego, Jana Kotta, Kawafisa (wspól­
nie z Zygmuntem Kubiakiem), Nicola Chiaromonte.
W 1993 roku ogłosił swoje rozmowy z Józefem Czap­
skim. Wykłada w Akademii teatralnej w Warszawie.
Bohdan Kos - doktor fizyki ( U W ) , tłumacz z hebraj­
skiego (Sefer Jecira), znawca kabały, poeta (Podróż
złudna, Tikkun, Warszawa 1992), jego wiersze ukazały
się także w antologiach: Mrok i gwiazda. Mroczna po­
ezja miłosna, Orfeusz. Rozmowa w słowie, Das land Ulro
nach Schliessung dar Zimtländen wydawca (wraz z Iwo­
ną Arkuszewską prowadzi wydawnictwo Tikkun). Pu­
blikował w „Gnosis", „Znaku", „Odrze", „Manuskrip­
te" (czasopismo literackie - Austria), „Czasie Kultu¬
ry", „Kulturze Niezależnej". Obecnie bezrobotny.
Antoni Kroh - historyk kultury, literat. Długoletni
współpracownik kwartalnika „Konteksty - Polska
Sztuka Ludowa". W latach siedemdziesiątych komi¬
sarz konkursów i wystaw sztuki ludowej Karpat Pol¬
skich. Współautor wystaw: „Łemkowie, Duchy epoki,
czyli pierwsza wojna światowa trwa do dziś", „Spisz"
i innych. Opublikował m.in: Współczesna rzeźba ludo­
wa Karpat Polskich (1979), Sklep potrzeb kulturalnych
(tom szkiców o Podhalu, 2000), Tatry i Podhale (Seria
Wydawnictwa Dolnośląskiego A to Polska właśnie,
2002), O Szwejku i o nas (emocje polsko-czeskie
w XIX i XX w). W przygotowaniu m.in.: Prywatny lek­
sykon współczesnej polszczyzny (wspólnie z Barbarą Magierową; słownik nowych zjawisk w polszczyźnie po­
tocznej po 1945 r.).
Danuta Kuźnicka - jest adiunktem w Instytucie Sztu¬
ki Polskiej Akademii Nauk, gdzie pełni funkcję kierow¬
niczki Zakładu Historii i Teorii Teatru. Wykłada
w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza
w Warszawie. Prowadzi badania nad teatrem współcze¬
snym i teorią teatru. Obecnie pracuje nad monografią
poświęconą twórczości Jerzego Grzegorzewskiego.
Lew Łosiew - profesor literatury rosyjskiej i dziekan
rusycystyki w Dartmouth College, prozaik, eseista, po¬
eta. Opublikował m.in. On the Beneficence of Censor¬
ship: Aesopian Language in Modern Russian Literature,
Poetika Brodskogo oraz ośmiu tomów poetyckich i pro¬
zatorskich.
Jerzy Łoziński - filozof i tłumacz, pracuje jako starszy
wykładowca w Zakładzie Filozofii Nowożytnej Wy­
działu Filozofii i Socjologii UW.
Zbysław Marek Maciejewski (16 V I 1946 Pohulanka
- 2 X 1999 Kraków)
Odbył studia na Wydziale Malarstwa krakowskiej
Akademii Sztuk Pięknych. Dyplom uzyskał w pracow¬
ni Wacława Taranczewskiego w 1969 roku. Był profe-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10349" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10327">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/527349ba23197e38c81a1b9e52376eae.pdf</src>
        <authentication>ca933148142663c58ae8f783cc20d7c0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123120">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3432</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123121">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123122">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3217</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123123">
                <text>Nauki humanistyczne a etnologia (tezy) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123124">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.77-78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123125">
                <text>Sokolewicz, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123126">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123127">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123128">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123129">
                <text>prof, dr hab. Zofia Sokolewicz
kierownik Katedry

Etnografii

U W

N i e u k r y w a m , że p y t a n i a R e d a k c j i „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o ­

wprowadzających

je.

w e j " wprowadziły m n i o w zakłopotanie. Dotyczą one s e r i i spraw,

implikowało

n a które każdy n a u c z y c i e l a k a d e m i c k i m u s i odpowiadać co r o k u

metodologicznych.

i

definicja

to wielokrotnie

choć

niekoniecznie

n a piśmie,

modyfikując

więc

Stosowanie

w

praktyce

Niemniej

etnografii

jako

radzieckiej

badawczej

jednak

nauki

o

propozycji

może

właśnie

historycznej

r e z y g n a c j i z m ó w i e n i a o człowieku i k u l t u r z e w sensie

d e f i n i c j i k l a s y c z n y c h z n a j d u j ą c y c h się w p o d r ę c z n i k a c h u n i w e r s y ­

a wszystkie

t e c k i c h k a ż d y b a d a c z uściśla j ę z y k j a k i m

społecznych

b a d a ń — d e f i n i o w a n i e w n a u c e m a coś w s o b i e z p r o c e s u

toku

ciągłego

a j ę z y k n a u k i j e s t j ę z y k i e m ż y w y m . A l e t r u d n o j e s t pisać o c z y m ś
0 czym

się s t a l e

Dlatego

W

sobie

nieco

przekształcić

pytania

w i o n o . Jeżeli b o w i e m j a sama n i e o d c z u w a m p o t r z e b y

historycznie

praktyce

badawczej

określonych,
preferowano

zostało wystarczająco

odpowie­

nazwać.
z

zakresu

Stosowanie

pogłębione.

terminów etnografia i e t n o l o g i a jest więc r e z u l ­

Sztuki

jednego w Polsce wyrażało c h y b a

pytań.

myślność administracyjną

w

się

badania

które w e t n o g r a f i i choć zrobiło zawrotną karierę t o c h y b a n i e

a

właśnie

dających
więc

s p e c y f i k i r ó ż n y c h k u l t u r a raczej społeczności, odnosząc r e z u l t a ­

t a t e m sporu metodologicznego.

Ludowej"

do

ogólnym,

t w i e r d z e n i a musiały dotyczyć g r u p e t n i c z n y c h czy

d z i n a z a d a n y z b i ó r p y t a ń t o j a k t o się d z i e j e , ż e i n n i j ą p o s i a d a j ą ,
społecznie

dlatego,

t y d o badań n a d t a k z w a n y m piocesem h i s t o r y c z n y m , pojęciem,

mówi!

pozwoliłam

R e d a k c j i i udzielić o d p o w i e d z i n a p y t a n i e , którego m i n i e posta­

zasłużona

zasad

prowadziła

o d p o w i o d z i w zależności o d s t a n u badań. Niezależnie b o w i e m o d
się p o s ł u g u j e w

nie

określonych

i naukowo

Redakcja

1980 r. p r z e d s t a w i a

„Polskiej

taki

serwis

Przyjęcie t e r m i n u etnografia j a k o
w większym

stopniu jedno­

niż metodologiczną. N i e m n i e j

jednak,

B y ł a b y t o i n n y m i słowy odpowiedź n a p y t a n i e k i e d y t o d o c h o d z i

w miarę upływu czasu, słowa wrastają w glebę i z a p e w n e d o dziś

w nauce do zasadniczogo przeglądu wszelkich d e f i n i c j i i

dnia

pojęć

w i e l u etnografów

podstawowych i czy m a m y w tej chwili do czynienia w etnografii

dwoma

polskiej

może

z

taką

właśnie

sytuacją

porządkowania

języka.

K a ż d y badacz w i e l o k r o t n i e d o k o n u j e s a m t a k i e g o porządko­

terminami —

być

nie widzi powodu

t a k zdefiniowany,

by

umożliwiał

b a d a n i a „ t e g o co łączy i co d z i e l i " —

powiedzieć, że b a d a n i a jednego i drugiego

w historii nauki. W

wątpliwie podjęcia różnych p r o c e d u r

1953—56,

dokonywałam przeglądu d e f i n i c j i e t n o g r a f i i w l a t a c h

w c z a s i e g d y k r y s t a l i z o w a ł a się n o w a d y s c y p l i n a n a u k o w a z w a n a
historią
w

kultury

stosunku

m a t o r i a l n e j . Należało

do

prehistorycznoj

dyscyplin

i wczesnodziejowej,

grafii. Definicja
wnioskującą

więc

macierzystych

określająca

n a podstawie

ustalić
to

jej

jest

relacje

archeologii

śródziemnomorskiej

etnografię

jako

i etno­

naukę o k u l t u r z e

źródeł e t n o g r a f i c z n y c h

nie

n o w a n e g o przez W . D y n o w s k i e g o , że o d czasów T y l o r a i M o r g a n a
etnografia d e f i n i o w a n a jest j a k o n a u k a o t y c h cechach

kultury,

które z j e d n e j s t r o n y łączą, a z d r u g i e j dzielą ród l u d z k i . D o m a ­
ogólnej, b a r d z i e j

historycznej.

Wiemy

o s t a t e c z n i e , żo t a l i i ż ą d a n y t y p d e f i n i c j i został w r e s z c i e sformuło­
w a n y przez A. Kutrzebę-Pojnarową w I w y d . Wielkiej

Encyklo­

p e d i i P o w s z o c h n e j ( t . I I I , 1964). I choć d o f i n i c j a t a d r u k o w a n a
była

dopiero

w

19C4 r . t o j e d n a k

z dyskusji polowy
poszczególnych

wywodzi

się

l a t 5 0 - t y c h . C h a r a k t e r y z u j e ją

członów

d e f i n i c j i , określenie

grup

niewątpliwie
szczegółowość
społecznych,

których b a d a n i e m z a j m u j e się o t n o g r a f i a ; u s t o s u n k o w u j e się d o
zagadnień m e t o d y i źródeł. I być może t a j e j żądana szczegółowość
sprawiła,

że była

trudną

d o przyjęcia

przez

nio

wszystkich

etno­

grafów.
W s p o m n i a n a uprzednio definicja przytaczana przez W . D y ­
n o w s k i e g o , p r a w d ę m ó w i ą c , n i e b y ł a p o p r a w n ą definicją n a u k i

—

zdają

decydują
wistości

d n i a , i t o właśnie o d czasów

Morgana

i Tylora.

sprawy.

O różnicy

między

definiojami

a zasady

epistemolorzeczy­

poznawania.

przed

Tylorem

choć

to

chyba

on

taką

definicję

najmocniej

wyeksponował. W p r o w a d z e n i e jej przez M a l i n o w s k i e g o i R a d c l i f f e
B r o w n a b y ł o r e a k c j ą , c h ę c i ą o d c i ę c i a się o d h i s t o r y c z n i e i h u m a n i s ­
tycznie rozumianej etnologii i etnografii Europy kontynentalnej
a przede w s z y s t k i m szkoły k u l t u r o w o - h i s t o r y c z n o j . S t a l i o n i n a
gruncie

durkheimowakiej

zasady

jedności

nauki

i

rozumieli

antropologię j a k o naukę (science). I c h p r o p o z y c j e miały c h a r a k t e r
sensu s t r i e t o p o z y t y w i s t y c z n y ,

a l a n s o w a n a n o w a n a u k a o czło­

w i e k u miała mieć możność formułowania p r a w ogólnych. I
jest

rzeczą

koronny

p r z y p a d k u , że

argument

krytycy

wysuwali

tego

podejścia

pytania: jakie

Rozróżnienie między
m a , a rcczej miało,
między

etnografią

filozoficznie

antropologią

charakter bardziej

między

badaczami,

którzy

Podkreślała t o ,

jodynie

realny, empirycznie

i etnologią

podstawowy

społeczną

postrzegalny

ogólne

a

antropologią

charakter. Rozróż­

Ujmuje

teoriom

nie
swój

antropologia?

a kulturową

drugorzędny.
ulegając

jako

to prawa

w czasie w i e l o l e t n i c h badań zdołała sformułować

d o dziś

rzecz d l a e t n o g r a f i i , w m o i m m n i e m a n i u najważniejszą

sprawą

p o l o g i a była d e f i n i o w a n a j a k o ogólna n a u k a o człowieku jeszcze

zdaniom

zawierała

terminów n i e jest

n a w e t jeżeli stosujący t e t e r m i n y

n i e i c h sformułowania,
jej

nie­

badawczych.

T e właśnie z a s a d y należy brać p o d uwagę rozważając sprawę

nienie

jednak

z tego

sobie

t y p u wymagają

s t o s o w a n i a t e r m i n ó w a n t r o p o l o g i a społeczna i k u l t u r o w a . A n t r o ­

n i o określała dokładnie a n i p r z e d m i o t u a n i m e t o d y p r a c y w y r ó ż ­
z grona innych nauk. A

sobie

i sposobów

niających

etnografię

więc poszczególnych

bowiem

się

zasady

trzeba

giczne u k r y t e za n i m i , a dotyczące c h r . r a k t o r u b a d a n e j

znalazła

u z n a n i a u d y s k u t a n t ó w . N i e p r z y j ę t o też rozstrzygnięcia p r o p o ­

g a n o się d e f i n i c j i m n i e j

Stosowanie

epistemologiczną obojętną —

realizację

aczkolwiek

w a n i a , c h o ć z a p e w n o n i o w s z y s t k i e t a k i e s y t u a c j e l i c z ą się p o t e m
m o i m życiu p r o f e s j o n a l n y m po r a z pierwszy

a b y posługiwać

e t n o l o g i a i etnografia, jeżeli jeden z n i c h

ma, moim
ono

różnice

społeczeństwa

b y t uważali

za

ludzkie

ż e e t n o g r a f i a z a j m u j e się b i i d a n i e m z a r ó w n o c e c h u n i w e r s a l n y c h

z a c h o w a n i a u k ł a d a j ą c e s i ę w sieć s t o s u n k ó w s p o ł e c z n y c h a t y m i ,

w ł a ś c i w y c h całoj k u l t u r z e g a t u n k u l u d z k i e g o j a k i c o c h

k t ó r z y taką realność p r z y p i s y w a l i k u l t u r z e . Jednakże M a l i n o w s k i

ficznych

—

ukazała

n a m awers

i rowors

tej samej

monety.

wanie podwójnoj n o m e n k l a t u r y : e t n o g r a f i i i etnologii.
m i m o różnicy d e f i n i c j i w porównaniu z Moszyńskim

sprawę J . S t . B y s t r o ń i n a dobrą sprawę cała p l e j a d a
1 etnografów

okresu

Wprowadzenie
etnografia miało

Podobnie

w grę może więc wchodzić t r a d y c j a danego środowiska czy k r a j u .

widział

etnologów

międzywojennego.
i metodologiczne

swej

t e o r i i a określał się j a k o e t n o l o g l u b a n t r o p o l o g społeczny. T u
Pojęć w nauce n i e z m i e n i a się w sposób d o w o l n y —
zjawiska

w języku

i one odbijają

z t r u d e m dopasowując

p o d wpływem r a d z i e c k i m jednego
filozoficzne

posługiwał się pojęciem k u l t u r y j a k o n a c z e l n y m w j ę z y k u

stoso­

W r e a l i z a c j i K . Moszyńflkiogo t e n a w e r s i r e w e r s wyrażało
—

spocy-

terminu:

podłoże, może n i e

zawsze jasno p r z e d s t a w i o n e czy n a w e t uświadamiane sobie przez

gicznie

Nieraz

więc

jakąś

j a k inne

rzeczywistość,

nieraz

s i ę a b y o d d a ć j ą a d e k w a t n i e , ściśle, l o ­
posługujemy

się jakąś

nazwą

z

powodu

t r a d y c j i c z y w z g l ę d ó w s t r a t e g i c z n y c h , a n i e d l a t e g o , że d o k ł a d n i e
o d b i j a o n a nasze intencje.

77

I

�Pozytywistyczna

metodologicznie

antropologia

społeczna

była w Polsce lansowana przede w s z y s t k i m przez A . Waligórskiego
i w sposób p a r a d o k s a l n y była p r z e c i w s t a w i a n a

pozytywistycznej

J e s t i c h n a w e t k i l k a , c h o ć n i e są o n e z o s t a t n i e j c h w i l i .
wybija

się podejście f e n o m e n o l o g i c z n e

Zapewne

nawiązujące do t r a d y c j i

zapoczątkowanej przez Cezarie B a u d o u i n de Courtenay

Ehren-

chód h i s t o r y c z n e j e t n o g r a f i i . S p o r y w i ę c , chód o d b y w a ł y s i ę w p o -

kreutz-Jędrzejewiczową

dzięki

drugiej

zytywistycznej

f a l i zainteresowań f e n o m e n o l o g i c z n y c h

w Polsce, przede

wszyst­

rodzinie, były

z

góry

ich rozwiązania i t o z racji

filozoficznych

staw

nauki

definicji m . in. praw

skazane

na

niemożność

założeń leżących u p o d ­

i procedury

wyjaśniania.

A.

kim

szkołą

choć

utrechtską.

odrodzone

Drugą

dopiero

propozycję

podejście s t r u k t u r a l n o s e m i o t y c z n e

stanowi tak

zwane

( c h o ć c h y b a są t o d w a r ó ż n e

Waligórski poświęcił wiele u w a g i n a rozważania czy możliwe jest

podejścia). Konfrontację

połączenie

jeszcze

s z a w s k i e przeżyło szereg l a t t e m u , a „ s z o k u j ą c e " artykuły datują

niepołączalne

się z 1 9 7 3 i 1 9 7 4 r . ( „ E t n o g r a f i a P o l s k a " ) . D l a t e g o w y d a j e s i ę , ż e

na

płaszczyzny

rok przed

funkcjonalnej

śmiercią

przyznawał,

z r a c j i właśnie założeń
Zainteresowanie
mające

wyraźną

z
że

historyczną
jest

to

i

epistemologicznych.

antropologią

tradycję

już

środowisko

war­

czas k o n f r o n t a c j i już minął — d l a m n i e zresztą samej już w końcu

społeczną

w

% t y m i propozycjami

okresie

czy

kulturową,

międzywojennym,

l a t 6 0 - y c h . N a s t ą p i ł n a t o m i a s t czas określania w p r a k t y c e t e g o
co

można

zrobić

posługując

się j ę z y k i e m

wzrosło s i l n i e w Polsce n a początku l a t 6 0 - y c h w związku z re­

czy warsztatem semiotycznym czy sposobem

cepcją t e o r i i M a l i n o w s k i e g o

wym

i zainteresowaniem

kulturami tzw.

fenomenologii.

Wydaje

m i się

że

te

się w o b e c a n t r o p o l o g i i społecznej i k u l t u r o w e j . I d l a w i e l u e t n o ­

dowodom

są

grafów

prac etnograficznych w problemie 11.1 (polska k u l t u r a narodowa,

głównie

różnicami

kolejne

prace

p o z o r n y m i — t o co w Polsce robiło w i e l u etnografów odpowiadało

jej tendencje rozwojowe

przyjętym

obrzędów i symboli

w

a n t r o p o l o g i i społecznej

procedurom.

Odczuwano

więc odrębność n a z w j a k o odrębność h i s t o r y c z n e j d r o g i r o z w o j u

na

n a u k i w t y m c z y w i n n y m k r a j u , ale n i e odrębność w a r s z t a t u .

artykuły

Do

Ludowej",

jej m e t o d p r z y c h y l a l i się zarówno c i , którzy n a w r a c a l i do

badań

n a d u n i w e r s a l n y m i cechami człowieka j a k i c i , którzy

w

ludowej

Komitetu

„Etnografii
„Literaturze

Ludowej",

Jeżeli i s t o t n y m m o m e n t e m
drębnienie, w y p r e p a r o w a n i e

Zarówno

m e n t u a b y przyjrzeć

c i , którzy

dążyli

do

jako

formułowania

naukę

praw

ogólnych

(science) j a k i c i , którzy

formułowali prawidłowości historyczne i r o z w i j a l i b a d a n i a regio­

i

wierzeń,

zgłoszony w 1977 r .

Słowianoznawstwa,

każdego f a k t u w jego społecznym czy k u l t u r o w y m kontekście.
t r a k t o w a l i etnografię

Słowian,

Polskiej"

czego

mongolistyki, rezultaty

właśnie

a

także

liczne

„Polskiej

„Tekstach"

a

Sztuce

nawet

„Lu­

dzie".

p r o t e s t o w a l i przeciw e t n o g r a f i i Moszyńskiego i lansowali badanie

i

zakresu

pracy,

i p e r c e p c j a ) i p r o j e k t Słownika

w kulturze

konferencji

z

systematycznej

działania

się

n a u k a m i były

rezultacie

jednak,

odbywają

tymi

w

strukturalnej

wyjaśniania właści­

trzeciego świata. T y m s a m y m e t n o g r a f i a z n ó w w i n n a była określić
różnice między

już

teorii

z

w

pracy

naukowej

jest

wyo­

jej

frag­

rzeczywistości jakiegoś

się m u b l i ż e j , a w n a u c e

humanistycznej

k a ż d e o w o p r e p a r o w a n i e o d b y w a się d z i ę k i t z w . p o j ę c i o m
n y m , t o każda propozycja

ogól­

t e o r e t y c z n a m u s i w i ą z a ć się z p r o p o ­

nalne, w zasadzie obce k l a s y c z n e m u f u n k c j o n a l i z m o w i . Powstał

zycją języka t e j t e o r i i . Z m o i c h doświadczeń s t u d e n c k i c h pamię­

w

t a m j a k ą t r u d n o ś ć s p r a w i a ł o m i p o s ł u g i w a n i e się r a z j ę z y k i e m

tej dziedzinie

swoisty

synkretyzm.

P r z e j ę c i e zaś p r z e z s o c j o l o g i ę n i e k t ó r y c h m e t o d h i s t o r y c z n y c h
ale również zasad

i metod

antropologii kulturowej i z

drugiej

t e o r i i K . Dobrowolskiego, a i n n y m razem K . Moszyńskiego. B y ł y
t o różne t e o r i e , różne j ę z y k i , różne cele b a d a w c z e .

b a d a ń t e j n a u k i , s p o w o d o w a ł o konieczność określenia się w o b e c

znaczył d l a każdego z n i c h co innego i i n n e były jego

tej specjalizacji

z

pozostałymi pojęciami języków t y c h

z

różnymi

określonego

dla

wszystkich,

termin

relacje

teorii.

M a m y obecnie w Polsce zupełnie niewątpliwie d o c z y n i e n i a

O i l e j e d n a k różnice m i ę d z y etnologią i etnografią, a a n t r o ­
p o l o g i ą s p o ł e c z n ą i k u l t u r o w ą są s p r a w ą s t o s o w a n i a

oczywisty

historyczny

zdawałoby

socjologicznej.

się

Nawet, t a k

s t r o n y ujęcie k u l t u r y w s i w d e f i n i c j i e t n o g r a f i i j a k o p r z e d m i o t u

teoriami

różnymi

językami

istotną w m e t o d o l o g i i sprawą odpowiedniości t y c h t e o r i i i t y m

charakter.

samym

odpowiedniości

ich

języków.

pracy

etnologicznych

łączą się p o w a ż n e d e c y z j e n a t u r y e p i e t e m o l o g i c z n e j

t o określenie

się, ż e n i e p o d j ę l i ś m y

tych

teorii.

się e t n o g r a f i i w o b e c s o c j o l o g i i w s i m i a ł o n i e c o i n n y

Obawiam

i

m o d e l u n a u k i , i z e ś w i a d o m y m p o s i ł k o w a n i e m się t y m i n a z w a m i

n a d najbardziej

(Podejmowane

próby

D y f u z j a m e t o d zbliżyła t e d w i e n a u k i , choć c h y b a n i o n a długo.

w „Studiach Socjologicznych"

Sprawa

T o s a m o t w i e r d z e n i e , t o s a m o p o z o r n i e pojęcie oznacza co i n n e g o

i

zawierania

sojuszy

między

naukami,

zbliżania

o d d a l a n i a się o d s i e b i o j e s t w h i s t o r i i n a u k i odrębną,

ich

ważną

1980, należy uznać za c h y b i o n e ) .

w t e o r i i Moszyńskiego, a co innego w p r o p o z y c j i

strukturalizmu,

sprawą, którą p o z w a l a m sobie zasygnalizować. N a u k i te operując

i n n e są d e f i n i c j e m a g i i i r e l i g i i , i i n n y m i b y ć m u s z ą . P r z y

n a t y m s a m y m p o l u badań j a k i m b y ł a (choć d l a e t n o g r a f i i n i e

w a ż n o ś ć k a ż d e j z d e f i n i c j i s p r a w d z a się n a g r u n c i e t y l k o d a n e j

cała i n i e w y ł ą c z n i e ) w i e ś —

teorii.

Dlatego

teorią,

dlatego

dokonały

ciekawej

wymiany

do­

świadczeń.
Definiowanie

się n a u k i

jest

więc

rezultatem konfrontacji.

nie może
nie

uwzględniający

może

do jakiego

być

definicji religii

powstać

Słownik

poza

określoną

języka teoretycznego

należy

d a n e pojęcie. T e n p l u r a l i z m j ę z y k o w y przeraża w i e l u

k r y t y c z n e g o p u n k t u w o w y c h k o n f r o n t a c j a c h . T a k było w Polsce

choć przecież

bezpośrednio p o I w o j n i e światowej ( „ L u d " 1922) i n a początku

J a k w każdej s p r a w i e i w t e j jest możliwe zachowanie

lat

umiaru

historii kultury

1932). T a k b y ł o w

momencie

powstawania

m a t e r i a l n e j i k o n f r o n t a c j i z nauką

radziocką,

wprowadzania metodologii materializmu dialektycznego

i histo­

r y c z n e g o . T a k b y ł o w m o m e n c i e z e t k n i ę c i a się n a u k o w e j

(science)

antropologii i etnografii
Oznaczało

to

jednak

(art). Były t o m o m e n t y konfrontacji.
również

różnorodność

proponowanych

W
mamy

tradycji

etnografii

polskiej

p l u r a l i z m metodologiczny.

okresu

Analiza

międzywojennego

twórczości

którego­

k o l w i e k z w i e l k i c h etnografów tego o k r e s u m ó w i o t y m —
proponował

własny,

indywidualny model

r a l i z m b y ł siłą n i e w ą t p l i w ą . P r o w a d z e n i e

każdy

etnografii. Ten

plu­

d o zgodności poglądów

odnieść
badaczy,

n i e przerażał i c h p l u r a l i z m k u l t u r , które b a d a l i .

(choć c z a s a m i

zdrowego

z d r o w s z e są p r z e g i ę c i a , a b y c o ś

łatwiej

z o b a c z y ć ) i z w r ó c e n i e się d o j ę z y k a n a t u r a l n e g o k t ó r y . . . t e ż j e s t
językiem

określonej

kultury,

a

więc

nie

żadnym

pan-języ-

kiem.
relatywizmu

teoretycznego

możemy mówić o sprawach uniwersalnych. Dzieje

Ale jednak m i m o wspomnianego

się t a k m . i n .

dlatego,

rozwiązań.

nie

etnograficzny

N a s i l e n i e p y t a ń o d e f i n i c j ę s y g n a l i z u j e w i ę c z b l i ż e n i e się j a k i e g o ś

30-ych ( „ L u d "

czym

zbadane)

że

między

relacje

teoriami etnologicznymi

odpowiedniości,

istnieje

istnieją

(choć

możliwość

nie

przyjęcia

wspólnych założeń o c h a r a k t e r z e rzeczywistości naszego

pozna­

n i a . M o ż e m y m . i n . p r z y j ą ć , żo i p o z n a n i e i k u l t u r a mają

cha­

r a k t e r s y s t e m o w y , m o ż e m y przyjąć, że t o co najważniejsze

jest

u k r y t e , а więc prawidłowości s z u k a się n a p o z i o m i e

n i e zawsze p r o w a d z i do e k o n o m i i wysiłku. D l a t e g o też n i e dręczę

walnego.

się s p r a w ą p o l a r y z a c j i p o g l ą d ó w w t a k m a ł y m , j a k p i s z e słusznie

p o z y c j i f a k t u w b a d a n i u n a u k o w y m , neutralności f a k t u , n e u t r a l ­

Redakcja,

środowisku

78

czy przedstawiono

n a m jakąś nową

zaczynają

ności t e o r i i , r e l a c j i m i ę d z y

etnografów.

A l a wracając d o rzeczy — c z y obecnie p r z e ż y w a m y
konfrontacji,

Spory

moment

propozycję?

się

natomiast

już

przy

nieobserwookreśleniu

f a k t e m a teorią i wreszcie

t e r i u m p r a w d y . A l e są t o s p o r y

dzielące n i e t y l k o

—

kry­

etnografię,

ale i całą naukę. T y m s a m y m d a j e n a m t o p o c z u o i e , że d z i e l i m y

�l o s c a ł e j n a u k i i n a s z e k ł o p o t y ( i n a s z e o s i ą g n i ę c i a ) n i e są t y l k o

t e o r i a m i n i e są d l a пае w d n i u d z i s i e j s z y m j e s z c z e z u p e ł n i e j a s n e .

naszymi

I

kłopotami.

Czy

jednak

wobec w s p o m n i a n y c h

pluralizmów,

relatywiz-

t o s t a n o w i też k o l e j n y p r o b l e m b a d a w c z y ,

dla

m ó w , różnic s t a n o w i s k f i l o z o f i c z n y c h etc. m o ż e m y przyjąć ogólną
definicję e t n o g r a f i i ( l o g i i ) . N i e z a l e ż n i e o d d e f i n i c j i

operacyjnych

całej
W

nauki

charakterystyczny

współczesnej.

t e j nieco obszernej

wypowiedzi

pominęłam wiele

spraw,

k t ó r e d l a p r o f i l u c z a s o p i s m a „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " są z n a c z n i e

k a ż d y z n a s p o s i a d a taką ogólną definicję — j e s t o n a d r o g o w s k a ­

ważniejsze

zem

p y t a n i a , z g o d n i e z zasadą w s z e l k i c h przesłuchań, zostały umiesz­

naszych

poczynań. D l a m n i e osobiście, poza

wspomnianą

od

wspomnianych

i

może

dlatego

dotyczące

ich

d y r e k t y w ą b a d a n i a „ t e g o co d z i e l i i ł ą c z y " p r z y d a t n ą j e s t defi­

czone przez Redakcję n a końcu. Jest t o s p r a w a s z t u k i l u d o w e j ,

nicja,

stosunku

że

etnografia

(logia)

jest

t o n a u k a ogólna

o kulturze,

teorii

kultury

do

t e o r i i s z t u k i , badań procesu twór­

która w s y s t e m i e n a u k pełni rolę analogiczną d o t e j j a k ą w n a u ­

czego,

kach medycznych

Sądzę j e d n a k , że musiałabym

pełni i n t e r n a . W

s w o i c h szczegółowych

bada­

zmienności

sztuki

ludowej

w

świecie

wypowiedzieć

współczesnym.

się n a t e n t e m a t

n i a c h e t n o g r a f i a z a j m u j e się treściami k u l t u r o w y m i w y r a ż a n y m i

odrębnie i o b s z e r n i e j . M o ż e d l a t e g o , że sądzę, że k ł o p o t y w t y m

w

przedmiocie

różnych f o r m a c h przez różne u g r u p o w a n i a l u d z i w

epokach. Analizując owe p r z y p a d k i etnografia
się r ó ż n y m i t e o r i a m i , t y m s a m y m
różnymi

jednostkami

instytucja,

etc).

( l o g i a ) posługuje

różnymi językami, i w t y m

taksonomicznymi

znaczenie

różnych

Relacje

(wybór

między

kulturowy,

wspomnianymi

są p o w a ż n i e j s z e o d t y c h , o k t ó r y c h p i s a ł a m

przed

chwilą. P l u r a l i z m p o g l ą d ó w n a sztukę ludową w y d a w a ł m i się
bowiem

bardziej

interesujący

w

okresie

międzywojennym

obecnie i n i e potrafię jeszcze odpowiedzieć n a p y t a n i e —

niż
dla­

czego ?

prof, dr hab. Zbigniew Jasiewicz
kierownik

Katedry

1. O n a z w a c h
kresie decyduje
działalność

Etnografii U A M

dyscyplin naukowych, ich przedmiocie

tradycja n a u k i i kraju, rzeczywista

dyscypliny

przejmowanie

i

rozwiązań

działalność

dyscyplin

zaproponowanych

gdzie

i za­

współczesna

Wydaje

samych —

g r u p y l u d z i zajmujących się tą dziedziną.

pokrewnych,

d l a uniknięcia d e z o r i e n t a c j i w p r o w a d z e n i e

indziej

p l i n y , obejmującej

oraz

dążenia do ukształtowania d y s c y p l i n y w k i e r u n k u u z n a n y m
właściwy.

i w p r z e d m i o c i e , w c z ę ś c i n a t o m i a s t są z w i ą z a n e z d z i a ł a n i a m i n a s

m i się, że nasze p o l s k i e p e r y p e t i e

z

za

nazwą

wego,

natrafia n a przeszkody

i p r z e d m i o t e m u p r a w i a n e j p r z e z n a s n a u k i są d o b r y m p r z y k ł a d e m

z atrakcyjności

tak

dającego

różnorakich, w y m i e n i o n y c h
Występuje

kilka

nazw

i i n n y c h jeszcze, oddziaływań.

nauki przy

czym

dwa terminy, od

d a w n a u t r w a l o n e : e t n o g r a f i a i e t n o l o g i a , u ż y w a n e są w
znaczeniach. R o z u m i e m y

różnych

je j a k o n a z w y „pełnej n a u k i " i wówczas

j e d e n t e r m i n wyłącza d r u g i l u b też określamy n i m i e t a p y
nia naukowego
zacji), i w
minów

pozna­

(etap opisu i analizy; etap porównania i generali-

tym

w y p a d k u s t a j e m y p r z e d trudnością, k t ó r y z ter­

uznać

jako

obowiązujący

dla dyscypliny.

Pojawił

się

w

archeologii

popularność

demonstrujemy

lekceważenie

założenia

teoretyczne

l u b też

dla teorii. Przedmiotem

naszych

na

jeden

dane

lansować

w ramach

jest

najczęściej

zjawisk
grupa

opis

i

kulturowych
środowiskowa

kalna,

regionalna,

charakterystyka
w

ramach

czy

grup

głównie

rzadziej

tradycyjnych

społecznych

społeczno-zawodowa,

etniczna),

badań

(rodzina,

społeczność

porównawcze

lo­

badania

jednej

do

np.
mała

strony

niespecjaamato­

naukowych

dyscyplin. Warto, zdecydowawszy
jednali

„etnologia",
świadomość,

są c z y n n o ś c i a m i

M a ł o i s t o t n e są d l a m n i e o b a w y
odkrywanie

europej­

celem

z

i

termin ten
że

wstępnymi

działania
i

źródłami

etnologii.

małomiasteczkowych

Realizowanym

„archeografii"

wynika

posia­

Brak

prac w y k o p a l i s k o w y c h przez

i upowszechniać

„etnograficzne"

logii-—etnografii.

i miejskich, nie tylko polskich i

poziomu

termin, chyba

b a d a ń j e s t n i e t y l k o k u l t u r a społeczności w i e j s k i c h ale również
skich, ale także pozaeuropejskich.

kulturotwórcze.

„socjografia"

w ramach wyspecjalizowanych
się

auto­

źródło m . i n .

opisu i kolekcjonerstwa,

walory

wyodrębnionego
terminu

z tradycyjnej

działalności, biorąc

rów) a z d r u g i e j z i n t e g r a c j i o b y d w u rodzajów p r a c

i

różne

poważno

listów (zakaz prowadzenia

z n i m nowe perspektywy. Prowadzimy
przyjmujemy

wynikające

dyscy­

poznania nauko­

z ograniczenia możliwości działania w t y c h zakresach

spokojnie

kierunkach,

rodzajów

etnograficznego

zresztą

zresztą również t e r m i n n o w y : a n t r o p o l o g i a k u l t u r o w a i związane
b a d a n i a w bardzo różnych

obydwa konieczne poziomy

n o m i i ' t y c h dwóch

Korzystne

jednej nazwy

dawnych

Praktyka

nowych

i również

tematów

o zanik przedmiotu

badawcza

w

powroty

zainteresowania,

obrębie
z

nowymi

wydaje

etno­

dyscypliny,
pytaniami

się p o t w i e r d z a ć

m ó j o p t y m i z m . W t r a k c i e prac własnych, n a t e r e n a c h

zachodniej

P o l s k i a więc w z n a c z n y m s t o p n i u z m o d e r n i z o w a n y c h , n i g d y n i e
m i a ł e m p o c z u c i a , że z a b r a k n i e t e m a t ó w d l a e t n o g r a f a .
poszerzyć

nieco

i

zmodyfikować

pojęcie

kultury

Wystarczy
tradycyjnej,

międzykulturowe, jeszcze rzadziej próba u s t a l e n i a p r a w czy zasad

wskazując n a trwałość s p o n t a n i c z n y c h zachowań n a w s z y s t k i c h

rządzących

poziomach

ogólności
wynikać

kulturą.

Są

i w różny

to

także sposób

z nagromadzonych

założone,

są

w

zresztą

oparciu

o

prawa

o

różnym

odkrywane;

mają

stopniu
one

materiałów e m p i r y c z n y c h
material

empiryczny

albo

nauk

zakresu

pokrewnych,

dyscypliny,
z

którymi

podlegamy

łatwo

współpracujemy.

fascynacji

daleko

w t y l e za i n n y m i d y s c y p l i n a m i społecznymi w
zatrudnionych

Powstają

obawy,

zwartości

oraz

siły

auto­

Pozostaliśmy

liczby

i

też

sprawdzane.

Stosunkowo mało u w a g i przywiązujemy do wypracowania
nomicznego

albo

zakresie

instytucjonalnej.

czy d y s c y p l i n a nasza p o t r a f i zachować

swoją

rozwoju

pliny

inne nauki.

Wewnątrz

koniec

źródła

w

wujemy

raczej

współpraca

z jakimi

boryka
samej

dyecypliny,

niedostatek

do

naukami

uporządkowane.

działań
premiuje
W

d e l i m i t a c j i , obser­

interdyscyplinarnych,
jednakże

etnologii

refleksji n a d własnymi p r o b l e m a m i :
i zakresem

dyscypliny

polskiej

badań, porządkowania

występuje

dyskusji nad
pojęć

(nie m a

i w

naszym

z n a ć m a ł a l i c z e b n o ś ć k a d r y i słabość i n s t y t u c j o n a l n a e t n o l o g i i —

zadawane

ale również

w
w

dyscy­

słowników), d o s k o n a l e n i a m e t o d , studiów n a d teorią. D a j e o sobie

środowiska

się e t n o g r a f i a ,

skłonność

między

wewnętrznie

„Czy

dla w i e l u prac, m . i n . słownikowych
t r z e b n e są z e s p o ł y . W
nie bierze

charakterze

Poważniej

prowa­

otnografii" ?

Trudności,
swe

styki

badań

otoczeniu powstają raz p o r a z nastroje katastroficzne,
są n i e t y l k o p y t a n i a „ C z y k r y z y s e t n o g r a f i i " ?

interesujące

z w i ą z a n e z z a c i e r a n i e m się g r a n i c n a s z e j

w tej c h w i l i w nauce t e n d e n c j i d o przesadnej

przedmiotem

przez

na

w s t o s u n k u d o d y s c y p l i n sąsiednich. Co p r a w d a n i e m a

k s z t a ł c i się l u b n i e j e s t j u ż j e d y n i e
dzonych

i

syjne, a b y uwierzyć w trwałość p r z e d m i o t u e t n o l o g i i .
traktuję o b a w y

tożsamość a n a w e t c z y ją k i e d y k o l w i e k posiadała, c z y n i e p r z e ­
„aspektem"

cywilizacyjnego

t r a d y c j i z innowacją oraz t e g o co s p o n t a n i c z n e z t y m co r e f l e k ­

części
jej

mają

dziejach

wiście

czy bibliograficznych po­

formułowaniu celów i z a k r e s u

dyscypliny

się n a j c z ę ś c i e j p o d u w a g ę k i e r u n k ó w i g r a n i c r z e c z y ­

przeprowadzonych

prac

( n i e m a zresztą

analiz

na ten

t e m a t ) l e c z w y b i e r a się b a d a n i a s z c z e g ó ł o w e l u b c e l e i z a k r e s p o

79

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10348" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10326">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/530751480e576e3b3cf8f68e5cac3b4c.pdf</src>
        <authentication>b1482d743c37b15381ff4e03d207f2ae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5309</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123110">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123111">
                <text>pamięć</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123112">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4931</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123113">
                <text>Kolekcja nieidealna (3) pamiętaj o mnie! / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123114">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.243-250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123115">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123116">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123117">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123118">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123119">
                <text>Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

�N

a pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma nic
prostszego, niż połączyć pocztówkę tematem pamięć. Pocztówka „ze swej natury” jest, często
ulotnym, dowodem pamięci i pamiątką. A jednak roz­
poznanie tematu zajęłoby być może wieczność. Bez na­
mysłu zakłada się, że kolekcja jest rodzajem źródła hi­
storycznego, obyczajowego. To oczywiście prawda. Nie
wyklucza to jednak faktu, że sprawa jest o wiele bardziej
skomplikowana. Trudno już dzisiaj poprzestać na kryte­
riach naiwnego neopozytywizmu, co bez namysłu czyni
większość opisywaczy kolekcji i wystaw pocztówek.
Nawet jeśli tego sobie nie uświadamiamy, poprzez
estetykę surrealizmu i ich zainteresowanie kiczem
i sztuką peryferyjną, jakby mimochodem, pocztówki
odegrały niebagatelną rolę w kształtowaniu się nowo­
czesnej antropologii i w dwudziestowiecznym pojmowa­
niu sztuki - w rozumieniu „nowości”, a także w rozu­
mieniu pojęcia kiczu jako czegoś, co nowości przeczy.
Cokolwiek przedstawia pocztówka i w jakimkolwiek
języku napisano na niej wiadomość, ducha karty pocz­
towej najlepiej oddaje zwrot PAMIĘTAJ O MNIE!
Może powinno się napisać: MYŚL O TO BIE. PA­
MIĘTAJ O MNIE. Bo pocztówka jest przede wszystkim
posłańcem uczuć, ambasadorem pamięci. A ponieważ
ona nie znosi niedomówień i chciałaby mieć gotowy
wzór na każdą okazję, więc często po prostu znajdujemy
na niej napis: pamiętaj o mnie, nie zapomnij mnie, po­
myśl o mnie, na przykład ułożone ze splecionych kwia­
tów, wśród których obowiązkowo niezapominajka.
Pocztówka chciałaby powiedzieć naraz wszystko
i zmieścić na małej powierzchni jak najwięcej symboli.
Oto nad napisem złotymi literami - pamiętaj o mnie bukiecik niezapominajek związany czerwoną wstążką,
na której zawieszono serduszko, krzyżyk i małą kotwicę.

4. N ie zapomnij mnie

243

K O L E K C JA N IE ID E A L N A

(3 )

MAŁGORZATA BARANOWSKA

Pamiętaj o mnie!

Czyli użyto symboli cnót najbardziej przez pocztówkę
uwielbianych: Wiary, Nadziei i Miłości. Na odwrocie
pisane o godzinie 10 wieczorem 29 marca 1918 roku:
N ie z słów się sk ład a m iło ści rozm ow a,
Starczy spojrzen ie za najczu lsze słowa,
M ó w i cz ęsto k ro ć w ięcej, niźli chcem y,
Je d e n jedyn y d ło n i u ścisk niem y.
Podpis - „Ten S a m ” i n ie cz y te ln a parafka.

Mówimy o uczuciach? Więc nie tylko miłość, cza­
sami nawet złość czy uraza skłania do wysłania pocz­
tówki z napisem: Nie zapomnij o mnie (oczywiście peł­
no tu niezapominajek). „List pisany dnia 5 marca 1920
rok. W pierwszych słowach mojego pisma donosze ci że
ty jesteś zadumna i straśnie się stawisz. I straśnie naro­
biłaś Nam wstydu do ciorta i trochę. Jak nie masz ży­
czenia z namy Rozmawiać. To trudno i więcej żebyś tak
Nierobiła nam Wstydu bo nie wiem Co by było z tobą”
(zachowałam oryginalną pisownię - MB).

�Niezmiernie często pojawia się na pocztówce mo­
tyw listu. Ten list, który wychylając się z obłoku zawie­
szonego nad rozmarzoną panienką trzyma w ręce ele­
gancki młodzieniec, albo ten, który trzyma piękna ko­
bieta w chmurce, zawsze znaczy: pamiętaj o mnie. N a­
wet bez chmurki będącej rodzajem komiksowego dym­
ka, oznaczającej myśli osoby, która się pod chmurką
znajduje, rozumiemy, że list oznacza przesyłane myśli
i uczucia, a także jest widomym znakiem pamięci.
Główny podział w rozumieniu przez współczesnych
nam kolekcjonerów ich własnych kolekcji ma począ­
tek w rozumieniu czasu. Jeżeli czas historyczny umie­
ścimy na osi pionowej, a współczesność na poziomej,
to większość kolekcjonerów będzie swą kolekcję
„umieszczać w pionie”. Zgodnie z przekonaniem, że
niezależnie od wyboru tematu zbioru pocztówka jest
rodzajem dokumentu epoki. Tego rodzaju postępowa­
nie wynika z ugruntowanej tradycji, która, w naszej
kulturze, jak układ dziesiętny, nie podlega dyskusji.
Pocztówka jest dokumentem szczególnym, przede
wszystkim dokumentem uczuć. Ale i te nie są wolne od
ulegania historii. Epoka odciska na nich swe piętno i nie­
244

ustannie zmienia język uczuć. Najczęściej pocztówka se­
gregowana jest za pomocą potocznych kryteriów logiki
historii pojmowanej zawsze jako przebiegającej w czasie
linearnym. A jednak można sobie wyobrazić sytuację za­
burzenia owego porządku. Jakaś linia czasu, która miała
się już kiedyś w swej linearnej rzeczywistości zakończyć,
nagle zostaje pociągnięta dalej i można by powiedzieć
„obok”, przez inny punkt na linii poziomej, niż przebiega­
łaby, gdyby szła swym naturalnym rozpędem.
Tego rodzaju przykład wykorzystania kolekcji pocz­
tówek do stworzenia serii spirali czasu, czy może pętli
czasu, stworzył w literaturze Romain Gary w książce L ę­
ki króla Salomona: „Szybko spostrzegłem, że mimo wszel­
kiego bogactwa pan Salomon jest sam na świecie. Naj­
częściej zastawałem go przy wielkim biurku filatelisty,
z lupą w oku, bardzo zadowolony oglądał znaczki, jak
prawdziwych przyjaciół, a także pocztówki, które docie­
rały do niego z przeszłości i z wszystkich stron świata.
Nie były zaadresowane do niego osobiście, bo niektóre
zostały wysłane w zeszłym wieku, kiedy pana Salomona
prawie nie było na świecie, ale na koniec trafiły do jego
domu. [...] Jedna przedstawiała młodą dziewczynę,

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

ubraną jak na początku naszych czasów, z czterema
chłopczykami w marynarskich ubrankach i słomko­
wych kapeluszach, ona mówiła kochanie, kochanie myśli­
my o tobie dzień i noc. Wracaj szybko i pamiętaj ubieraj się
ciepło i wkładaj twój flanelowy pas, twoja Maria. Najdziw­
niejsze jest to, że pan Salomon przeczytał tę pocztówkę,
a potem poszedł kupić sobie flanelowy pas.[...] Ta kart­
ka była z 1914 roku. [...] Nie wiedziałem, że pan Salo­
mon nie może ścierpieć zapomnienia, zapomnianych
ludzi, którzy żyli i kochali, i przeszli bez śladu, którzy by­
li kimś, a stali się niczym, pyłem, resztkami, tymi co są
«sprzed», bo teraz wiem, że tak ich nazywał”.1
„Pan Salomon znalazł u braci Dupin w pasażu Saint
Barthelemy pocztówkę z fotografią odaliski, mieli ta­
kie w Algerii, która była jeszcze francuska, a na od­
wrocie słowa miłości: nie mogę żyć bez Ciebie Ciebie mi
najbardziej brak na świecie będę w piątek o siódmej pod
zegarem na placu Blanche czekam na Ciebie z utęsknie­
niem twoja Fanny".2 Oczywiście pan Salomon szuka
odpowiedniego zegara, a przede wszystkim odpowied­
niej godziny. Znajduje konsjerżkę, która naprowadza
go na trop zegara, bo pamięta zegar i ulicę.
Pan Salomon miał 10 000 pocztówek, wszystkie
z tekstami silnie nacechowanymi uczuciowo, bo tylko
takie zamawiał u handlarzy pocztówkami, i obcował z ni­
mi jak z bliskimi. Bohater Gary’ego wprowadza „fabułę”
kolekcji do swojej teraźniejszości. Gary ma rację. Świet­
nie oddał on tu istotę ducha pocztówki, która przede

PARIS (IX ’).

—

wszystkim jest wehikułem uczuć. A że wszystko toczy się
w wyobraźni, także pasuje do świata pocztówki.
Kolekcjonowanie i odgrywanie uczuć zapomnia­
nych, pozostawionych na małych, kolorowych kartoni­
kach, zostało przez Gary’ego opisane jako skrajny prze­
jaw samotności. Ta samotność także została przedsta­
wiona oryginalnie. Pan Salomon mówi do pana Tonga,
tłumaczącego mu, że przecież nie znał tych ludzi z pocz­
tówek, którymi tak się przejmuje: „ - Pan nie potrafi zro­
zumieć. Pan stracił całą rodzinę w Kambodży. Pan ma
o kim myśleć. Ale ja nigdy nikogo nie straciłem. Wśród
tych sześciu milionów Żydów eksterminowanych za
Niemca nie miałem nikogo, choćby byle kuzyna. Nawet
moi rodzice nie zostali zabici. Zmarli przedwcześnie,
w pokoju i godności, przed Hitlerem. Mam osiemdzie­
siąt cztery lata i nikogo do opłakiwania. To straszne być
samotnym po stracie ukochanej istoty, ale jeszcze strasz­
niejsza jest samotność, jak się nigdy nikogo nie straciło.
No więc kiedy przeglądam ten album...”.3
Opłakiwanie utraty możliwości bezpośredniego
przeżycia tamtej straty pozwala Gary’emu opisać wcie­
lenie samotności po Zagładzie. Scenariusz żalu pisarz
zmienił w historię zbierania pocztówek, jeśli można to
nazwać zbieraniem pocztówek, a nie korespondencji,
albo może lepiej zbieraniem uczuć. W każdym razie
trudno tę kolekcje potraktować jak zwykłe, tradycyjne
muzeum. Niewątpliwie ta kolekcja należy do współ­
czesności jej właściciela, a nie do przechowywanej

Le Boulward Montmartre. — LL.

7
5. List w ręce postaci w chmurce nad główną postacią pocztówki oznacza „myślę o Tobie”, „pamiętam”
6. List w ręce może oznaczać zarówno nadejście poczty, jak i chęć wysłania owego listu
7. Kartka z Paryża z roku 1914 z charakterystycznym zegarem ulicznym. Pod podobny musiał się zapewne udać pan Salomon bohater po­
wieści Romain Gary’ego.

245

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

8. Nie wiadomo czy pan Salomon udał się i na spotkanie tych ludzi. Paryż w czasie powodzi (styczeń 1910). - Rue du B ac

skrzętnie przeszłości. Ale przecież zbiera pocztówki
dlatego, że nadawcy i odbiorcy należeli do przeszłości
i ich uczucia miały zostać zapomniane.
Strażnikiem i aktorem tych uczuć staje się stary, cał­
kowicie samotny Zyd. On staje się też wcieleniem pa­
mięci. Tylko jakiej? Tylko czyjej? Narratorowi opowieści
kraje się serce, kiedy nagle pojmuje, że pan Salomon zo­
stał „adoptowany” - na chwilę, bo przecież co chwilę
zmieniał obiekt swej kontemplacji - przez pewną rodzi­
nę bretońską z pocztówkowego zdjęcia z roku 1905.
To jakaś efemeryda pamięci, która wyłania ulotne
chwile, nie mogąc w żadnym razie objąć całości.
W pewnym sensie mamy tu też analizę samej kolekcji,
która zawsze będzie ułomna, jeśli nie jest kolekcją pa­
ru określonych, możliwych do zgromadzenia przedmio­
tów. Na pewno jednak nie może to dotyczyć ani zbioru
pocztówek, ani zbioru życiorysów czy wydarzeń z życio­
rysów nadawców i odbiorców 10 000 pocztówek.
Tutaj muszę wprowadzić rodzaj historycznego anek­
su do tematu „kolekcje pocztówek i pamięć”, jak rów­
nież do fabuły Lęków króla Salomona. W roku 1967
w „Stolicy” ukazał się tekst o znanym, świetnym zbiorze
pocztówek inżyniera Stanisława Rzeźniackiego, stano­
wiącym dzisiaj trzon zbioru Biblioteki Uniwersyteckiej
w Toruniu. Sam Rzeźniacki to postać bardzo ciekawa
- podróżnik mimo woli, bo jako obywatel Księstwa Po­
znańskiego przebywający w zaborze rosyjskim został po
wybuchu I wojny internowany i zesłany na Sybir. Jako
wygnaniec, a potem jako wędrowiec, także po Tybecie,
spędził w Azji osiemnaście lat. Wrócił do kraju w roku

1932. Już przed wojną miał wielką i cenną kolekcję,
z której 25 000 spłonęło w powstaniu warszawskim. To,
co dotarło do Torunia, to 60 000 pocztówek,4 chociaż
uważano za jego życia, że doszedł do większej ilości.
Zacytujmy bardzo charakterystyczny list tego na­
miętnego zbieracza, który uległ, jak to mawiano na po­
czątku dwudziestego wieku, „manji kartkowej”:
„W pocztówkach mam wszystko - pisze Rzeźniacki - na­
wet poezję i muzykę na pocztówkach; mam albumy ge­
niuszów z całego świata, a jaki ciekawy Watykan
z wszystkimi papieżami, wykopaliskami Pompei, Egiptu
i grobowcami, mumiami, piramidami, sfinksami, azjatyc­
kie pagody, meczety, minarety - jednym słowem, cały
świat na pocztówkach - istne muzeum w miniaturze”.5
W artykule Sto lat kartki pocztowej i 100 000 pocztó­
wek, w „Stolicy” z 1967, poświęconym właśnie kolekcji
inżyniera Rzeźniackiego, Antoni Trapiński pisze
o pierwszej w Warszawie wystawie pocztówek w roku
1900: „Wystąpiło 10 wydawców i około 30 kolekcjone­
rów modnego artykułu produkcji krajowej i zagranicz­
nej, który jako nowość bił wówczas rekord uznania i po­
wodzenia. Wystawiali pp. Kiesewetter i Semadeni z Lu­
blina, panna Rozalia Klopfert z Warszawy i p. Henry
z Petersburga (podobno od tego czasu datuje się naj­
większe muzeum w Związku Radzieckim, powstałe z ko­
lekcji prywatnej i liczące obecnie około miliona sztuk).
Próżno u nas szukać śladów po takich zbiorach i wy­
stawcach, jak pp. Ignacy R. Barabasz, Maksymilianowa
Baruch, Eustachy Goldfeder, L. i S. Kapłan, Halina Hochenlinger, Izydor Katz, Helena i Stefan Lewentalowie,

246

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

Jan Samuelson, Friede Rundo i Rzecznik z Warszawy.
[... ] Wymienione nazwiska jednak świadczyć mogą, dla­
czego p. Rzeźniacki pozostał na placu boju jedynym
w kraju stutysięcznikiem w swej dziedzinie”.6
W Europie Środkowej i Wschodniej nie trzeba na­
wet takiego akapitu komentować. Niech więc tylko
stanowi mikroskopijną pamiątkę tamtych ludzi i tam­
tych kolekcji także w moim tekście.
Niektórzy historycy żartem powiadają, że wszystko
ginie, tylko papier jest niezniszczalny. To się nie może
sprawdzić, zwłaszcza w mieście w osiemdziesięciu pro­
centach zburzonym i spalonym, jakim jest Warszawa.
A jednak czasami ma się takie złudne wrażenie i nagle
trafi się w antykwariacie na pocztówkę z okresu narzeczeństwa babci naszych bliskich znajomych, albo na
pocztówkę z wojny, albo w Paryżu natknie się na świe­
żutkie - z roku 1919 - wiadomości z Warszawy. Na
przykład jakiś podporucznik, Francuz, prosi rodziców,
żeby przysłali mu kepi i żeby pamiętali, że ma dużą gło­
wę. Pisze też, że w Warszawie jest piękna pogoda i pój­
dzie z kolegami na spacer. A wszystko na pocztówce
z kościołem Najświętszej Marii Panny.
Na pocztówkach zapisuje się pamięć miasta, co w wy­
padku Warszawy ma znaczenie nadzwyczajne. Nieistnie­
jące ulice. Nieistniejące kamienice. Gmachy przerobione

wiele razy. Gmachy odbudowane jako czysty kształt, jak
Pałac Jabłonowskich (kiedyś Ratusz), i nienapełnione
dawną treścią. Można powiedzieć, że większość Warsza­
wy podzieliła los globu ziemskiego umieszczonego na
gmachu Poczty Głównej przy placu Wareckim, którą za­
częto budować na początku roku 1900. Tego globu nie
znajdujemy już na pocztówce z lat trzydziestych, a po II
wojnie nie znajdujemy nawet gmachu.
Czasami natrafia się na coś, co zaskakuje nawet
kogoś, kto nieźle zna historię Warszawy, jak fotografia
minaretu warszawskiego z ogrodu księcia (stąd ulica
Książęca) podkomorzego wielkiego koronnego Kazi­
mierza Poniatowskiego, brata króla. Pocztówka zosta­
ła wydana przez Franciszka Karpowicza w Warszawie
w serii zdjęć ważnych miejsc miasta, na których zosta­
ło „podłożone” niebem koloru łososiowego lub różo­
wego zachodu słońca. Ukazuje się nam miasto odreal­
nione.7 W ten sposób budynki i drzewa utrzymane
w mocnym ciemnym tonie zyskują na plastyczności
i na tajemniczości jednocześnie. Mają coś wspólnego
z tym nawiązującym do symbolistycznych wizerunków
miast starożytnych, obrazem miasta wyludnionego,
statycznego, groźnego i mitycznego, który czasem uzy­
skiwany jest na pocztówkach za pomocą kolażu lub fo­
tografii wyolbrzymiającej niektóre jego fragmenty.

Wurazatru. Główna 1‘w-zta,

9.

Gmach Poczty Głównej w Warszawie na placu
Wareckim, przed rokiem 1914
10. Paryż nocą. Opera
11. Minaret w ogrodzie Na Książęcem, ok. 1905

247

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

Z pocztówki z minaretem wyłania się cień modne­
go osiemnastowiecznego ogrodu Na Książęcem, gdzie
minaret stanowił tylko jeden z elementów egzotyzmu.
Były tam też sztuczne groty, stawy z wyspami z praw­
dziwymi małpami i sztuczne kaskady. Chociaż dla nas
równie dziś egzotyczny wydaje się kształt przedwojen­
nej Katedry św. Jana z jej koronkowymi neogotyckimi
wieżyczkami. Nie mówiąc o zaskakującej pasiece, tak,
pasiece przy gimnazjum Batorego w Warszawie.
Jasne, że pocztówek, zwłaszcza tych zapisanych i wy­
słanych, nie należy szukać w miejscu, skąd pochodzą,
zwłaszcza w miejscu nawiedzanym przez wojny. Między
innymi dlatego pocztówki w Warszawie są tak drogie.
Ostatnio jednak, odkąd tak łatwo przekracza się granice,
wiele do Warszawy wróciło. Zostały przywiezione z Nie­
miec, Rosji i nawet z Francji, gdzie się zachowały. Cieka­
we, że wśród mód na tematy pocztówkowe zmieniają się
też mody na miejscowości. Wydaje mi się, że trzydzieści
lat temu więcej było ludzi zbierających pocztówki z ta­
kich miast jak Wiedeń, Paryż, Moskwa, Odessa, a teraz
muszą to być jakieś szczególne okazy. Ceny niesłychane
natomiast osiągają pocztówki z małych miejscowości.
Należy sądzić, że to jeden z wyznaczników naszych cza­
sów, czyli czasów poszukiwania korzeni. Czy stworzy się
przez to mit małych miejscowości? Całkiem możliwe.
W zeszłym roku (2002) prasa paryska podawała, że
na aukcjach pocztówek największe ceny osiągają pocz­
tówki z najmniejszych miejscowości i ogłosiła triumf
regionalizmu. Najbardziej dzisiaj poszukiwane są pocz­
tówki, na których uwieczniono codzienne czynności,
widoki ulic, uprawa roli. I nagle okazało się, że tak kie­
dyś we francuskich kolekcjach dominujące karty pocz­
towe specjalnie przez ilustratorów projektowane jako
pocztówki, i do tego jako karty fantastyczne, a raczej
może należałoby przetłumaczyć „fantazyjne”, tak, jak
to się nazywa w czasopiśmie „Listek”, ponieważ we
Francji istnieje osobny dział - cartes de fantaisie muszą
ustąpić pola kartom dla miłośników regionalizmu. Co
nie znaczy, że inne nie mają swoich amatorów, ale re­
gionalizm zapanował podobno w 95%. Podobny pro­
ces zaszedł w kolekcjonerstwie polskim. Tyle, że regio­
nalizm wyparł tutaj przede wszystkim tzw. malarstwo
i w pewnym stopniu także pocztówkę patriotyczną.
Tylko nieliczni kolekcjonerzy wybiorą oś poziomą.
Oczywiście przez to poszczególne egzemplarze nie prze­
staną być dokumentem epoki. Ale w niektórych kolek­
cjach nabiorą znaczenia współczesnego w stosunku do
czasów zbieracza. Tak robił Paul Elurad stosując cha­
rakterystyczną dla surrealistów praktykę, która polega­
ła na anachronicznym przypisywaniu dawnym dziełom
cech własnej poetyki. Oczywiście, jak i inni, powoły­
wali się surrealiści na artystycznych przodków, ale trak­
towali ich bardziej bezceremonialnie, chwilami bez ce­
regieli traktując ich jak własnych współczesnych. Jeśli
chodzi o pocztówki, Eluard sam pisał o pocztówkach
z ich złotego okresu, traktując je tradycyjnie jako ro­
dzaj dokumentu przeszłości. Ale w tym samym czasie,

w swoich albumach układał je na własny poetycki spo­
sób, tak żeby tworzyły tajemniczy, jego własny szyfr i, za
pomocą odpowiednich skojarzeń, rodzaj poematu.
Niektórzy czciciele kiczu, oczywiście to także po­
tomkowie surrealistów, traktują wszystkie przedmioty
kiczu jako po prostu własną współczesność. I w pew­
nym sensie czas historyczny jest dla nich ważniejszy
z powodu ceny antykwarycznej danego przedmiotu, bo
starszy bywa droższy, niż z powodu ich stosunku do ko­
lekcji. Czciciele kiczu są dziś najbardziej podobni do
dawnych zbieraczy i twórców muzeów osobliwości.
A kolekcje pocztówek, mimo że ich ceny są teraz rela­
tywnie wysokie, są najtańszymi zbiorami osobliwości.
Specjalny egzotyzm pocztówkowy, niekoniecznie
tożsamy z egzotyzmem w zbiorach Rzeźniackiego, często
jest mocno podejrzany z punktu widzenia dobrego sma­
ku. Ale to właśnie niewątpliwie pociąga nowoczesnych
zbieraczy pocztówkowego kiczu, czcicieli kampu, będą­
cego według opisu Susan Sontag „[8]... miłością do te­
go, co przesadne, co «się nie mieści» (off), do rzeczy-będących-tym-czym-nie-są). Najlepszym przykładem jest
secesja, najbardziej typowy i najbardziej rozwinięty styl
kampowy. Secesyjne przedmioty przemieniają coś w zu­
pełnie coś innego: instalacje oświetleniowe mają kształt
kwitnących roślin, salon w rzeczywistości jest grotą”.8
„[23] W naiwnym, czyli czystym kampie zasadniczym
elementem jest powaga; powaga, która zawodzi. Oczy­
wiście nie każdą chybioną powagę można odkupić mia­
nem kampu. Tylko taką, która jest właściwą mieszanka
przesady, fantazji, zapału i naiwności”.9 „[54] Kamp
twierdzi, że dobry smak nie jest po prostu dobrym sma­
kiem; że istnieje dobry smak złego smaku”.10
Oczywiście to tylko ułamek teorii kampu, ale za to
najlepiej pasujący do rozumienia kiczu „opromieniają­
cego” zbiory pocztówek. Najciekawsze jest, że w ogóle
powstała potrzeba utworzenia nowego w stosunku do
„kiczu” pojęcia z tej samej przecież dziedziny. Dowodzi
to, że mamy do czynienia z pojęciem zmieniającym się
i w naszej współczesności żywotnym.
Zdaję sobie sprawę, że tekst mój specjalnie napisa­
ny z myślą o pojęciu „pamięci” dotyka wielu nieroz­
wiązanych tu problemów. Ale wiele lat obcując z pocz­
tówkami i kolekcjami pocztówek, spotykam się z wiel­
ką liczbą kwestii nie tylko nigdy nie analizowanych,
ale i trudnych do rozwiązania.
Podam tu pewien podstępny przykład. Zarówno
zbieracze „naiwni”, jak i doświadczeni zwracają oczywi­
ście uwagę na udział pocztówki w obiegu pocztowym,
czyli oglądają stempel, daty listów, miejsca napisania
i nadania kartki, jeżeli można je na kartce odczytać.
Muszę tu opowiedzieć o pewnej instytucji, która
była wspominana i potraktowana bardzo poetycko
przez Louisa Aragona w Wieśniaku paryskim i o sposo­
bie zwodzenia prasy i wielbicieli przez Marlenę Die­
trich, co opisywałam w poprzednim odcinku.
Teraz cytat z artykułu Z[uzanny] R[abskiej] Z dzie­
jów pocztówki: „«Międzynarodowe Towarzystwo kart

248

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

W ARSZAW A,

�Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

pocztowych illustrowanych» rozsyłało na cztery strony
świata swoich agentów, którzy wysyłali «widokówki»
z wszystkich kątów ziemskiego globu do roznamiętnionych abonentów. Chodziło o to, aby kartka z widokiem
np. Kairu miała stempel Kairu”.11 Tylko filateliści mo­
gli wpaść na taki pomysł. Ponieważ sądzili oni, że zbie­
ranie pocztówek to coś jak zbieranie odciętych ko­
niuszków cygar. A taki stempel mógł zbieraczowi pocz­
tówek nagrodzić to, że zbiera śmieci, i wprowadzić go
w krąg ludzi zajmujących się sprawami poważnymi.
Dzisiejsi zbieracze kiczu włączający kicz do własnej
współczesności i bez żenady wielbiący stare pocztówki
tym bardziej, im bardziej są kiczowate, nie mają już
tamtych kłopotów z początku wieku. Ale i tak zbiera­
cze dalej hołdujący poczciwemu czasowi linearnemu
historii aż nazbyt tradycyjnej mają nad grzejącymi się
w promieniach kiczu miażdżącą przewagę.

Przypisy
1 R. Gary

(E. Ajar) Lęki króla Salomona, przeł. M. Braunstein, A.

Daniłowicz-Grudzińska, Warszawa 1982, s. 20-21

2
3
4

op. cit., s. 21
op. cit., s. 24-25
Por. J. Kotłowski Zbiór pocztówek w Bibliotece Uniwersyteckiej
w Toruniu, w: Aksjosemiotyka karty pocztowej, pod red. P. Bana­
sia, Wrocław 1992

5
6

A ntoni Trepiński Sto lat kartki pocztowej i 100 000 pocztówek,

7

Por. Grażyna Machel Idealny obraz miasta na karcie pocztowej, w:

Cytuję za J. Kotłowski Zbiór pocztówek...
„Stolica” 1967 nr 12-13
Aksjosemiotyka karty pocztowej

8

Susan Sontag Notatki o Kampie, przeł. Wanda Wertenstein, „Li­
teratura na Świecie” 1979, nr 9, s. 310

9
10
11
17. Symbole pamięci i szczęścia w nadmiarze

250

op. cit., s. 315
op. cit., s. 321
Z. R[abska] „Naokoło Świata” 1924, nr 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10347" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10325">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/22fd6112f7d55e0cf48b8ca2c5c72956.pdf</src>
        <authentication>ff7c090d5167e2d15b6ae9ed93921210</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123099">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3427</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123100">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123101">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3212</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123102">
                <text>Nauki humanistyczne a etnologia (tezy) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123103">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.71-72</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123104">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123105">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123106">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123107">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123108">
                <text>widziałbym j a k o również i s t o t n y i c h a r a k t e r y s t y c z n y r y s etno­

w i z j i świata, której r o z u m i e n i e p o z w a l a

g r a f i i . T ę oryginalność s p o j r z e n i a zawdzięcza o n a właśnie stałemu

n i e j s z ą i n t e r p r e t a c j ę a k c e n t ó w , z n a c z e ń i s e n s u z a w a r t e g o w sce­

zamiłowaniu

n a c h M i c k i e w i c z o w s k i c h Dziadów.

do marginesu. Taka

jest

jej

przeszłość.

S z k o l n a d e f i n i c j a m ó w i n a m , że e t n o g r a f i a t o n a u k a o k u l t u ­
rze l u d o w e j , k u l t u r z e n i e znającej p i s m a , o p a r t e j n a

przekazie

o poezji

n a głębszą i

precyzyj­

D r u g a będąca z b i o r e m

f r a n c u s k i e j końca X I X i początków X X

esejów

w i e k u , gdzie

również pośród w i e l u w ą t k ó w i n t e r p r e t a c j i , a u t o r śledzi ó w

nurt

u s t n y m , n a t r a d y c j i . U n a s w i ą z a ł o się t o ze s t u d i a m i k u l t u r y

n i z i n n y , współczesnej d o r o z w o j u tej p o e z j i , l i t e r a t u r y

ludowej,
rodzącej

t z w . w a r s t w n i ż s z y c h , ze s t u d i a m i n a d k u l t u r ą c h ł o p s k ą , w s k a l i

literatury jarmarcznej, „poezji

ś w i a t o w e j — n a d kulturą społeczeństw p i e r w o t n y c h , p l e m i e n n y c h .

się

Zaczęto poświęcać uwagę z j a w i s k o m , które dotychczas n i e mieści­

w

ł y się w g r a n i c a c h zainteresowań h i s t o r y k ó w k u l t u r y .

Romantycy

środków

kulturalnej

swoistej

sięgnęli d o w a r s t w kryjących

się p o d p o w i e r z c h n i ą

kultury

nowego

t y m znaczeniu

przedmieść i szyldów",

stulecia —

masowości

technicznych

kultury

masowej,

jeszcze

j a k i e jej n a d a późniejszy

przekazu

i

studia

socjologów,

b y ł o b y z d a n i e m a u t o r a n i e p e ł n e , j a k r o z u m i e n i e Fausta

diowaniem

zwłaszcza jego d r u g i e j części, intrygującej

całych

obszarów,

których

z

pojęciem

kultury

nie

ale

intensywności. N u r t bez którego r o z u m i e n i e t e j

l a w y . I c h e t n o g r a f i c z n i następcy zajęli się r e j e s t r o w a n i e m i s t u ­

swym

nie

rozwój
jej

poezji

Goethego,

„przedziwnym

w i ą z a n o d o t e j p o r y w n a j m n i e j s z y m s t o p n i u . E u r o p a za pośred­

s y n k r e t y z m e m w y o b r a ź n i " bez u p r z y t o m n i e n i a sobio „ j a k dalece

n i c t w e m etnografów i etnologów zaczęła o d k r y w a ć i n n e k u l t u r y .

p o m y s ł y G o e t h e g o b y ł y związane z nizinną kulturą miasteczkową,

Z b i e g i e m czasu p e r s p e k t y w a n a r z u c o n a przez etnografów i a n ­

w której m i e s z a ł y się l e g e n d y , c u d o w n e w y n a l a z k i , z d e g r a d o w a n e

tropologów

mity,

„kultura

ujawniła

ludowa"

—

„kultura wyższa",
Kultury

j a k nieprecyzyjne
„kultura

jak w

przeprowadzić

i mylące

są

e l i t a r n a " , „kultura

niższa"

i

wielkości.

Weźmy

dziełach

Wielkiej

o poezji F r a n c i s z k a R a b e l a i s , s t u d i u m o l u d o w e j k u l t u r z e śmiechu.

granicę pomiędzy

t y m , co

P r a c a , która j e s t w i e l k i m e t n o l o g i c z n y m rozważaniem n a d feno­

t u d l a przykładu

europejskiej

jest B i b l i a , K o r a n i s l a m u , mitologię

grecką,

wyrosłą z n i c h wielką literaturę, poezję i sztukę.

r e l a t y w i z a c j i " , ujawniając

„pozytyw"

krążenie, p r z e n i k a n i e ,

wymianę

treści, n i e u s t a n n y d i a l o g t o c z ą c y się w dziełach i d z i e j a c h
ry, etnografia
wąskich,

pozwoliła

odkryć perspektywę nieznaną w

socjologizujących

t y w ę odsłaniającą

kultu­

jedność

interpretacjach

kultury.

zbyt

Perspek­

wcale

żadnym

ahistoryzmem,

o

który

mogła b y b y ć p o d e j r z a n a , wprowadziła b a d a n i a n a d kulturą w j e j
uniwersalny

wymiar.

będąc

zdaniem

wersji.

jej

dokonuje

sama

dobrym

w

etnografom,

przyszłości

będzie

to

nie do

sytuacja

się

etnografia.
etnologiem

utrzymania

odwrotna.

etnologicznej

myśli. Już

moim

Nie
w

z b i e r a n i a materiału, r e j e s t r o w a n i a z j a w i s k

kultury

graf

dobrym

p o w i n i e n równie
Kroeber

dbać

o to, by

mówiąc,

że

s t a n o w i d l a n i e j wystarczające

będzie

sam

być
cel

momencie

dobry

etno­

etnologiem.

poznawczy

etnografii

uzasadnienie, upatrywał w t y m

jej podobieństwo d o h i s t o r i i , t o t y m bardziej trafne w y d a j e

mi

się dostrzeżenie j e j podobieństwa p o d t y m w z g l ę d e m d o f i l o z o f i i .
Jeśli r o z w a ż y ć różnorodność t r a d y c j i i k i e r u n k ó w i n t e r p r e t a c y j ­
rodne t e m p e r a m e n t y badawcze, t o można b y zaryzykować t w i e r ­
dzenie,
funkcje,

zafascynowała i b y ł a inspiracją d l a r o m a n t y k ó w — j e s t t o każda
k u l t u r a , która żyje s w y m a u t e n t y c z n y m żyoiem bez świadomości
b y c i a kulturą. S t a n o w i o n a c z a s a m i

nieoficjalny,

n u r t życia. Jest t o także k u l t u r a i n s t a t u nascendi.

spontaniczny
Przypomina

o n a ów „ n a bieżąco powstający f o l k l o r , i s t n i e n i a którego
o którym

mówi

Isaac

В. Singer.

nawet

I

jakże

t r a f n y w y d a j e m i się w o b e c n i e j sąd t e g o p i s a r z a : „ B o g u d z i ę k i ,
kultura ludowa nie zamiera —

dzisiaj

nauk, nie podlega

dynamicznym rozwojem

r y c z n a l o k a l i z a c j a , ale sposób i s t n i e n i a . P o d o b n i e j a k t a , która

wszystkich

innych

karnawałowej

żal, że p o d c z a s g d y

można być d o b r y m e t n o g r a f e m n i e będąc w k o n t a k c i e z n o w y m

w s z y s t k o się zaczęło, t o n i e j e j społeczne p r z y p i s a n i e , c z y h i s t o ­

Dla

jedynie

n y c h , j a k i e się w n i e j mieszczą, pojemność n a n a j b a r d z i e j różno­

T o , co b o w i e m ważne w pojęciu „ k u l t u r y l u d o w e j " , o d której

nie podejrzewamy",

jego l u d o w e j ,

J a k k o l w i e k słusznym jest pogląd, że n i e można b y ć

Gdy

etnologicznym

w

wyrazić

etnologizacja

kultury.

N i e tracąc a n i w y m i a r u h i s t o r y c z n e g o , a n i społecznego, n i e
będąo

święta

Można

nie

Poprzez swe o t w a r c i e n a i n n e k u l t u r y , d o k o n a w s z y
nej

menem

chociażby

księgę ksiąg jaką d l a kręgu t r a d y c j i judeo-chrześcijańskiej i k u l ­
tury

realności".

I n n y m z n a k o m i t y m przykładem może t u być praca B a c h t i n a

należy d o k u l t u r y o p a r t e j n a t r a d y c j i a t y m , co s t a n o w i o j e j
oświeceniu

f a n t a s t y k a n a szczeblu

—

zasadzie t r u d n o w

i utrzymać

kategorie

tych

z m i e n i a się t y l k o " .

powodów

proces etnologizowania

obserwować

że

etnografia

jakie

współcześnie

spełniała

Wystarczy

spełnia

już

się h i s t o r i i , sięganie d o doświad­

otworzyć

jakąkolwiek

współczesną księżkę

z k t ó r y m i z a p o z n a j e się s t u d e n t e t n o g r a f i i w t r a k c i e

przygoto­

z a s t a n o w i m y się n a d k i e r u n k a m i w j a k i c h r o z w i j a ć się p o w i n n a
e t n o g r a f i a , b a d a n i a n a d kulturą i sztuką. Szczególną rolę
pisywałbym t u dalszemu r o z w o j o w i kierunków
zadanie

rozumienia

nagromadzonych

kultury,

stawiając

odczytywania

i podejmowanych

sobie

znaczeń

bowiem
i

sensów

w różnych w a r i a n t a c h i sy­

t u a c j a c h k u l t u r o w y c h , i c h ekspresję w dziełach k u l t u r y ,
łując

problemy filozoficzne

przy­

fenomenologicz­

do

mogą

filo­

w a n i a d o s w e g o z a w o d u . T e n f a k t w y d a j e m i się r ó w n i e w a ż n y g d y

czeń a n t r o p o l o g i i k u l t u r y przez socjologię i k r y t y k ę literacką. Co
tej ostatniej, n a naszym gruncie d o b r y m przykładem

te

zoficzną a ż e b y s p o t k a ć się z t y m i s a m y m i n a z w i s k a m i i p r a c a m i ,

nego, s t r u k t u r a l n e g o i semiotycznego;
możemy

niejednokrotnie

filozofia.

etnografia

wywo­

m a tę przewagę, że n i e

być t u p r a c e A d a m a W a ż y k a , j e d n a rekonstruująca r e l i g i j n o - m i -

j e s t już więcej abstrakcyjną filozofią lecz b a r d z o konkretną drogą

t o l o g i c z n y , właśnie w s w y m l u d o w y m , białoruskim n u r c i e kształt

d o r o z u m i e n i a i p o z n a n i a człowieka w ogóle.

dr hab. Ludwik Stomma
IS PAN,

etnograf

1. E t n o l o g i a n i e j e s t n a u k ą o k u l t u r a c h

chłopskich.

n i e jest nauką o k u l t u r a c h

ludów. E t n o l o g i a n i e

egzotycznych

Etnologia

jest też nauką o i n n y c h k u l t u r a c h n i e e l i t a r n y c h . E t n o l o g i a
nauką o wewnętrznych
Domeną

mechanizmach

wszelkich

e t n o l o g i i są w i ę c z j a w i s k a

zbiorowe

jest

kultur.
mające

initio".

mechanizmów

kultury"

rozumieć p r z y t y m należy zarówno prawdziwościowe

Pod

pojęciem

„wewnętrznych

struktury

t z w . pamięci k u l t u r o w e j wyznaczające

ogólne r a m y

k u l t u r y , j a k i i c h u c h w y t n e czasowo realizacje
cha­

szczególnych

opozycji

i mediacji,

transmisji

(kombinacje po­

braudelowskie k o n i u n k t u r y )

r a k t e r nieuświadamiany, przejawiające się n a zewnątrz p o d p o ­

ujawniające się w zewnętrznej rzeczywistości k u l t u r o w e j barwną

stacią, j a k wyliczał

mozaiką k o n k r e t n y c h jednostek e m p i r y c z n y c h ( m i t e m y ,

Edward

B . T y l o r : „ w i e d z y , wierzeń, s z t u k i ,

moralności, p r a w a , obyczajów e t c " , c z y l i działań,

umiejętności

zdarze­

n i a ) . Działanie e t n o l o g a n i e o g r a n i c z a się d o rozłożenia o w e j m o ­

i p r z e ś w i a d c z e ń , k t ó r y o h i n t e r p r e t a c j e — o i l e w o g ó l e są p o d e j ­

z a i k i n a c z y n n i k i pierwsze

m o w a n e p r z e z członków d a n e j społeczności — przybierają z r e g u ­

obejmuje

ły formę wtórnych r a c j o n a l i z a c j i l u b odwołań d o m i t y c z n y c h „ a b

możliwości d o p u s z c z a n y c h p r z e z strukturę ( i o d p o w i e d n i o :

i u j a w n i e n i a jej u t a j o n y c h znaczeń;

również wyjaśnienie, dlaczego spośród szerokiej

gamy
przez

71

I

�denotujące e l e m e n t y o p o z y c j i , k o n i u n k t u r y ) t e właśnie a n i e i n n e ,
zostały w danej k u l t u r z o w y k o r z y s t a n e . T a k więc prócz świado­
mości s y m b o l i c z n e j
i

przede

i paradygmatycznej

w s z y s t k i m , świadomość

m u s i mieć etnolog

też,

współczesną

historią

(Nouvolle

H i s t o i r e ) . J a k t o pięknie

Levi-Strauss:

osiągnąć poprzez

„etnolog idzie

t o , co u ś w i a d a m i a n e

naprzód,

sfor­

usiłując

(zownętrzno), coraz

wię­

c e j t e g o , c o n i e u ś w i a d a m i a n e , z w T a c a się b o w i e m k u t e m u ; h i s t o ­
ryk

(wiązkami

n a t o m i a s t stąpa, b y t a k rzec, tyłom, z o c z y m a

utku'iony-

l a się p o t o j e d y n i e , b y u j ą ć j e z b o g a t s z e j

i pełniejszej

tywy.

prawdziwego

tworzą

razem

0 d w ó c h t w a r z a c h ; t y l k o o b i e t e d y s c y p l i n y łącznie

perspek­
Janusa

pozwalają

jęcia o p t y k i p r z e d m i o t u badań, c z y l i o b s e r w o w a n y c h
c i , o t y l e socjologia

społecznoś­

u p r a w i a n a jest zawsze z p u n k t u

widzenia

o b s e r w a t o r a . C o w i ę c e j d l a e t n o l o g a ś%viadomego, i ż k u l t u r a m a
np. pewne

przynajmniej cechy

przyjęcia

jest

nawiania

ograniczenie

korelacji między

organizacji

społecznych,

układu s a m o s t e r o w n e g o

perspektywy
różnymi

jak

to

poznawczej

i

usta­

typami

m.in. Alfred

R.

wbrew

zapewnieniom o swoim uniwersalnym charakterze — koncentruje
się n a d a l e t n o l o g i a n i e m a l w y ł ą c z n i e n a b a d a n i u k u l t u r społoczności t z w . n i e e l i t a r n y c h i p l e m i e n n y c h ?
kająca

—

f o r m a przejściowa

z przyjmowanego

Otóż jest t o p o p r o s t u

w rozwoju dyscypliny, wyni­

niejednokrotnie

i na gruncie innych

n a u k z a ł o ż e n i a , iż a p a r a t p o j ę c i o w o - m e t o d o l o g i c z n y
pracować podejmując
chodziło
przede

analizy systemów prostszych

o społeczności w z g l ę d n i e
wszystkim

należy d o ­

jednorodnym

izolowane
—

(konkretnie

i posługujące

ustnym

przekazem

bar­

złożonych.
I

jeszcze

czesnej e t n o l o g i i szczególnie
Z

drugiej

innym

zbliżać

się

możemy

(vide

odp.

1.)

rządzących

czasoprzestrzenna

granic między

stajemy

i wydatniej

t u wobec

społecznym

się d l a współ­

pasjonujące.

s t r o n y pełniej

przypadku

niż

w

jakimkolwiek

brzemiennego

problemu

a i n d y w i d u a l n y m , między

kanonem

a wrażliwością j e d n o s t k i , c z y l i m u t a t i s m u t a n d i s między
a

heurezą.

średniej
łość
tej

W

żadnej

bodaj

innej

między
całej

dziedzinie

struk­

aktywności

n i e m a m y wszakże możliwości t a k „ c z y s t e j " , bezpo­

konfrontacji pierwowzoru
nimi

wyznacza

bez

refleksji etnologicznej

i repliki. Tymczasem
mała

zakres

odleg­

prawomocności

(ze s t r u k t u r a l i z m e m w ł ą c z n i e ) ,

która wyrosła n a spuściźnie D u r k h e i m a i M a u s s a .
3. D w a

oczywiste

czynniki

wyznaczają

i

wyznaczać

mutzą

tendencje rozwojowe etnologii — ewolucja p r z e d m i o t u i p o d m i o t u
badań. I

t a k z jednej

w

strony dynamika przemian kulturowych

plemienna, kultura

zupełnie

uwaga:

specyfika

etnologii

(bliskiej

s t o p n i u n a w y k o r z y s t y w a n i u źródeł t w o r z o n y c h

tu

znacz­

(wywoła­

nowe

ramy

tradycyjna (chyba,

definicyjne);

z

logicznej

przetworzył

dyscypliny.

trwale

A n i jednego,

zakres

że włożymy

drugiej

heimowsko-fenomenologiczno-strukturalny

w

przełom

a n i drugiego

zmienić

i

wistycznego

kształtu

i

nigdy

też

nie

systemowego myślenia o k u l t u r z e —
mówiąc: etnologia świadoma swojej
zrezygnuje

etno­

działań

a n i cofnąć

zaniocha

je

durk-

metodologii

zainteresowań

nie d a . N i g d y więc n i e p o w r ó c i już e t n o l o g i a d o s w o j e g o

się

pozyty­

integralnego,

wszelkiej kulturze.

Inaczej

t o ż s a m o ś c i ( v i d e o d p . 1) n i e

z n i e j n a korzyść d u b l o w a n i a socjologii w s i , h i s t o r i i

k u l t u r y materialnej etc. Tendencje

t e n i e t y l k o n i e ulogną z m i a ­

n i e ale b ę d ą się n a d a l rozszerzać i pogłębiać. D l a t e g o też w n i e ­
długim

jedna

s o c j o l o g i i ) z a s a d z a się n a t y m r ó w n i e ż , iż o p i e r a się o n a w
nym

się

treści

k u l t u r o w y c h ) , b y o d n i c h s t o p n i o w o przechodzić, d o coraz
dziej

nieuświadamianego,

pokrewień­

odsłaniać

m o d o l i d i a c h r o n i c z n y c h , które t o zadanie w y d a j e

kultura
Pozostaje wszakże p o d c h w y t l i w e p y t a n i e : dlaczego —

obecnie

które

d e z a k t u a l i z u j e coraz b a r d z i e j t a k i e pojęcia, j a k : k u l t u r a l u d o w a ,

Radcliffe-Brown.

—

norma, system

poprzez

się

znakami

nie do
do

klasami zjawisk

proponował

znaków), j a k wierzenie,

stają

samymi

zmienność f o r m (style, o d m i a n y regionalne) s p r z y j a t u t w o r z e n i u

społecznej

O ile bowiem h i ­

do odtworzenia i przy­

artystyczne

n i m i p r a w t y l e , żo s t o s u n k o w o ł a t w o u c h w y t n a

etnologio

j a k widać —

wytwory

komunikacji takimi

do p o z n a n i a wewnętrznych mechanizmów k u l t u r y i

turą

do h i s t o r i i , oddala ją o d socjologii.

strony

systemie

połacie

z a c h o w a ć p r z e d o c z a m i całość d r o g i " . T o s a m o j e d n a k co z b l i ż a
s t o r i a i e t n o l o g i a dążą —

bowiem

znakami-kluczami

kolejne

m i w k o n k r e t n y c h i szczegółowych czynnościach, o d których o d d a ­
H i s t o r i a i etnologia

jednej

społecznym

stwa...;

syntagmatyczną.

T n a t y m w ł a ś n i e g r u n c i e n a s t ę p u j e s p o t k a n i e e t n o l o g i i ze
mułował Claude

Z
w

czasie

adeptów

nowoczesnej
tak

przewidywać

dyscypliny

do

można

zakresu

akces

szerokich

problematyki

i

kręgów

metodologii

e t n o l o g i i . Cóż j e d n a k dalej 1 Dokąd zmierzać będzie

zintegrowana i wzmocniona

etnologia?

n y c h ) , a w i ę c o b s e r w a c j i , w y w i a d z i e i t p . N a t y m p o l u posiłkuje
etnologię

jej

„odpowiada

nauka pomocnicza
pierwszym

1 opisowi, pracy

w

—

fazom

terenie.

etnografia,

pracy

której

badawczej:

Właściwym

typem

O t ó ż w y d a j e s i ę , iż z d i i ż y m p r a w d o p o d o b i e ń s t w e m w s k a z a ć

zakres

obserwacji

badania

etno-

logicznego jest m o n o g r a f i a , dotycząca g r u p y dostatecznie

ogra­

t u można t r z y

perspektywy:

1. z b l i ż e n i e d o h i s t o r i i t 3 ' p u f r a n c u s k i e j N o u v e l l e
7. k t ó r ą r a z e m

Histoire,

utworzyłaby etnologia ową „antropologię

histo­

n i c z o n e j , b y a u t o r mógł zgromadzić większość s w y c h i n f o r m a c j i

ryczną", której powołanie p o s t u l u j e Jacques L e Goff.

dzięki doświadczeniu o s o b i s t e m u . E t n o g r a f i a o b e j m u j o

u d z i a ł e m e t n o l o g i i s t a ć b y się m o g ł o p o z n a n i e z a s a d p r z e k s z t a ł ­

również

Wówczas

m e t o d y i t e c h n i k i odnoszące się d o p r a c y w t e r e n i e , d o k l a s y f i k o ­

c a n i a się s t r u k t u r i i c h t r w a n i a . Jednocześnie b y ł a b y t o d y s c y p l i n a

w a n i a (formalnego — p r z y p . L S ) i o p i s u poszczególnych

silnie

kulturowych
rzędzia,

niezależnie o d tego, czy c h o d z i o u z b r o j e n i e , n a ­

wierzenia,

etnografii

zjawisk

należą

czy
więc

instytucje"
—

(Claude

padające

Levi-Strauss).

częstym

i

łatwym

osadzona

kultury

—

2. przejęcie
osiągnięć

nicze, s t u d n i e wiejskie, wierzenia

społecznego

one

monografie

rzeczywiście

o roślinach e t c . i zasięgi i c h

poszczególnych

pozbawione

sensu,

gdyby

wsi

itp.

stanowiły

k o n k r e c i o , akcentująca

społeczny

charakter

zbiorowe".

Do

łupem

prześmiewców — prace, w których k a t a l o g u j e się narzędzia r o l ­
występowania,

w

„wyobrażenia
i

asymilację

h o u r y s t y k i . Dawało
z

jednostkowym

współczesnych

i

przyszłych

by

to

perspektywę

—

dostrzeżenia,

(!)

połączenia

jak

inwencja

Byłyby

i myślenio twórcze j e d n o s t k i mieszcząc się w s t r u k t u r a c h , równo­

(co

legle wzbogacają

się

je i

przekształcają.

n i e s t e t y n i e k i e d y zdarza) cel s a m w sobie. W s z e l a k o i c h właściwą
rolą j e s t z b i e r a n i e i p o r z ą d k o w a n i e źródeł d l a e t n o l o g i i . W
też sensie

bywają

one pożyteczne i

3. r e a l n o ś ć w i z j i t r z e c i e j

tym

pów badań n a d

cenne.

fizjologią

zależna j e s t o d przyszłych

mózgu. Czyż n i e można sobie

w y o b r a z i ć , iż k l u c z d o z r o z u m i e n i a r e l a c j i
J a k w i d a ć rozróżnienie e t n o l o g i i i e t n o g r a f i i n i e jest kwestią
terminologicznej
niezbyt
„Każdy

żonglerki.

u nas niestety
etnolog

musi

Jego

zaś

znana dewiza
być

niezbędność
Jean-Thierry

także, choć p o

części,

etnografem;

wszelako o d e t n o g r a f i i d o e t n o l o g i i d a l e k a jeszcze d r o g a " .
2. P r o b l e m a t y k a
w
i

refleksji

etnologicznej

jednocześnie

72

badań

miejsce

n a d kulturą

takie

samo

szczególnie

artystyczną

miejsce,

j a k każda

eksponowane,

I

jeszcze j e d n a u w a g a . Myśląc o e t n o g r a f i i n i e w o l n o n a m

zapominać
jak

z

o j e j służbie społecznej, której

samego zakrosu d y s c y p l i n y

e l i m i n o w a n i e i nicowanie wszelkiego

zajmuje
inna

wyjątkowe.

świadome—nieświa­

d o m e zostanie e t n o l o g i i d o s t a r c z o n y przez n p . encefalografię... ?

wyznacza
Maertensa:

postę­
bowiem

najważniejszym

wynika —

wymiarem,

t y p u nacjonalizmów.

—
jest

Może

w przyszłości zechce e t n o l o g i a poświęcić więcej jeszcze ( v i d e J a n
Stanisław

Bystroń)

zaangażowania,

zastąpił n i e k o n t r o l o w a n e i n s t y n k t y

b y łagodny
natiorum.

logos

ethnosu

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10318" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10296">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c0e045b7ddac16f1e1ad8d60091632fa.pdf</src>
        <authentication>05ca17b1d5d6eba2a6e8c6c6adfe1c73</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122667">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2814</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122668">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122669">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2622</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122670">
                <text>Summary of articles; Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122671">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.119-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122672">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122673">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122674">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122675">
                <text>SUMMARY OF ARTICLE
A Discussion on Real Presences by George Steiner
A recorded discussion about, and in connection with George
Steiner's Real Presences, held in the Institute of Art at the Polish Aca­
demy of Sciences with the participation of Dariusz Czaja, Zbigniew
Benedyktowicz, Michał Bristgier, Zygmunt Kubiak, Jacek Sempoliń­
ski, Wiesław Juszczak, Paweł Kłoczowski, Piotr Kłoczowski, Lech
Trzcionkowski and Marcin Gmys.
G. Steiner presents the condition of contemporary culture. „submerged under texts, texts about texts, and texts about texts about te­
xts", a diagnosis of the intellectual and spiritual situation, the pro­
blem of the current ..cultivation of the humanities", and difficulties
encountered in the interpretation of the text. Our epoch is described
as the time of an epilogue, the period of the postscript, witnessing
a divorce between the work and the object, and the word and the
world. The outcome of this process is an escape from coming across
..live presence", and, as a consequence, the progressing deprivation of
the world of its mysteriousness. The disappearance of this quality,
Steiner declares, must lead straight towards „the eclipse of mankind".
Contact with a work of art does not involve the production of yet
another text, but a profound existential experience, generating a situ­
ation in which „you must alter your life", in the words of Rilke. Ste­
iner conceives the creative act as an ..extraordinary festival of free­
dom", when contact with a work of art is entirely voluntary and
unbiased, and when two liberties meet; such an encounter enables
experiencing the tradition of ..actual presence". All ..significant
forms", regardless of the matter in which they appear, should emerge
against the backdrop of a religious horizon. In the opinion of Steiner
art without a theological dimension is simply an oxymoron.
The discussion is supplemented by the enclosed views of Mi­
chał P. Markowski, Real Desires, Paweł Kłoczowski, The Proper
Order of Things , and Dariusz Czaja, His Master's Voice? On Musicaccording to Steiner.
Mirosław Filipowicz
Otto Klemperer. On the Margin of the Book by Peter Heyworth
The author presents Otto Klemperer (1885-1973), one of the
most outstanding twentieth-century conductors and interpreters of
music. The study is a review of an excellent detailed biography of the
conductor, written by the English musicologist Peter Heyworth widen
by personal remarks of the author on Klemperer's recordings.
Aleksandra Melbechowska-Luty
The Spirit of Human Labour. On the Works of Jacek Sempoliń­
ski
Jacek Sempoliński (b. 27 March 1927) is an outstanding painter,
pedagogue, man of letters and professor at the Academy of Fine Arts.
The key to understanding his works and personality is to be found in
the poems of Emily Dickinson, cited in the text, and the psychologi­
cal theory devised by Elizabeth Kiibler-Ross and based on four squ­
ares (man's basic features): physical, intellectual, emotional and spi­
ritual-intuitive, which mould and designate the course of human life.
J. Sempoliński is an expert on music and an excellent writer about art,
but his main domain is painting. He is the author of hundreds of ca­
nvases and thousands of drawings, frequently displayed at one-man
shows and group exhibitions. The artist defines his own iconography
and transmits his experiences by remaining predominantly within the
range of the sacrum. His landscapes are either realistic or intuitively
recall the spirit of the past, the ancient motif of nature and memories
of the eternal being of nature. Other series - Crucifixions, Skulls, Bre­
ad and Faces - are suffused with the spiritual element. The artist's po­
int of departure is the shape of an actual object, gradually reduced to
abstract and allusive forms, signs and symbols. A l l these works carry
eschatological contents, and pertain to the philosophy of existence
and ultimate issues. The specific features of Sempolinski's personali­
ty are reflectiveness and an inclination towards melancholy, which,
however, do not deprive his compositions of inner energy and force.
Many canvases reflect intense expression. The artist places on the ca­
nvas or paper thick, ragged daubs, wide, angular smudges, spots, and
zig-zags - vectors of motion-filled impastos marked with the undula­
ting nervous movement of the paintbrush or spatula; at times, he te­
ars or outright mutilates the canvas. Sempoliński uses oil and acrylic
paint, tempera, pastels, pencil and charcoal. His palette accentuates
purple, cold blue (more rarely: green), grey, creamy white, succulent
yellow, orange and cold red. Black is obtained by combining red and
Parisian blue. During the last two years, the artist seems to have di­
scovered a new fount of energy and as if returned to his youth. He

embarked upon new themes and contents expressing the plenitude of
humanity: dramatic self-portraits and studies of the body with phallic
motifs, associated with an awareness of sin and depicted without the
merest shadow of triviality. Sempoliński does not seek the approval
of the public, and cares little for the attractive, banal aesthetics of the
painting although he treats the category of beauty extremely seriou­
sly. He remains an independent artist, who does not succumb to cur­
rent targets, shies from modern programmes and avant-garde novel­
ties. He was and is solitary and loyal to his own imperatives and co­
nvictions. At the same time, he remains a man of great laboriousness.
For this reason his accomplishments are illustrated so well by the po­
em by Emily Dickinson, which serves as the motto of this article:
The Missing All - prevented Me
From missing minor Things
If nothing larger than a World's
Departure from a Hinge Or Sun's extinction, be observed'Twas not so large that I
Could lift my Forehead from my work
For Curiosity.
Wiesław Juszczak
Some Remarks on Satiricon by Fellini
Pondering on the necessity which inclined Fellini to direct Sati­
ricon (1969) the author discusses both the entire Fellini oeuvre and
films by Pasolini which date from the same period and refer to anti­
quity (Edipo re - 1967, Medea - 1969). The two directors „barbarised" the commonly held, polished comprehension of antiquity. In Satiricon the author also perceives the director's need to speak about
himself and to make a compulsory ..confession". This tale about dec­
line and collapse does not appear to be merely the story of disintegra­
tion. By recalling the title of the session at which the text was origi­
nally presented („There will be no other end of the world...") the au­
thor ends his reflections by citing Eliot: „In my beginning is my end
(...) In my end is my beginning".
Dariusz Czaja
Lessons of Darkness. Two Views of the Apocalypse
The author considers the contemporary understanding of the
Apocalypse of St. John. Is the language of the symbols and meta­
phors of the prophecy still relevant today? What reality does the my­
sterious text of the Revelation refer to? How are we to comprehend
the vision of the „end of the world"?
In a reference to The Idiot by Dostoievsky, the author demon­
strates two different attempts at understanding the Biblical prophecy.
He discusses in greater detail their contemporary (obviously, uninten­
tional) developments: Lektionen in Finsternis . a film by Werner He­
rzog, and The Short History of the Apocalypse and its Secularisation.
an essay by Krzysztof Michalski.
In conclusion, D. Czaja maintains that notwithstanding all the
differences the two interpretations meet in a single junction: they do
not relegate the ..end of the world" to some undefined ..later" nor do
they place it in the future, but opt, although by resorting to different
means, to a certain version of a religiously devised eschatology,
which realises itself in time, „here and now".
Wiesław Szpilka
The Problem of the Year 2000
The author consider the form assumed by the titular problem in
mass culture. Its vision does not seem to be overly sophisticated, and
the eschatology is rather low and accessible to all. Although mobili­
sation is universal, it is assumed that in the wake of its ritual death the
world is to re-emerge in accordance with popular rite de passage sce­
narios. Apparently, popular culture thinks that there will be no other
end of the world.
Jan Gondowicz
The Most Beautiful Tale in the World. Apocalyptic Variations
A description of a possible ending of the most beautiful (i. e. B i ­
blical) tale in the world if the arrow of time were to be reversed in ac­
cordance with the beliefs cherished by physicists.
Janusz Barański
The End of Ethnology or the End of the Age of Ethnology - So­
me Fortunetelling at the Threshold of a New Century
The author of the article poses the thesis that Polish ethnology

119

�has found itself in a deep crisis, which, to a certain extent, is the out­
come of the postmodern breakthrough in the humanities and the so­
cial sciences.
First, the diagnosis proposed by Jean Baudrillard, who ascertai­
ned the existence of a mutation of ethnology, namely, anti-ethnology,
which artificially sustains the object of its research, can be referred
also to Polish ethnology. In the latter instance, we are dealing with
a process known as "cloning" - the reactivation of assorted forms of
traditional culture, a task performed by so-called traditional ethnogra­
phy, which blurs the boundary between the work conducted by a re­
searcher and a cultural activist. On the other hand, the ensuing reac­
tion assumes the form of so-called anthropology of contemporaneity,
which almost totally abandons the heretofore objective range of eth­
nology and concentrates on an analysis of "contemporary culture"; it
also rejects the method of on-the-spot studies, so characteristic for
ethnology. A strong stimulus for those tendencies is the somewhat
uncritical reception of postmodernistic ideas launched by American
anthropology.
Meanwhile, Polish theoretical ethnological thought can boast of
independent and original methodological reflection, to a certain
extent concurrent with the world tendencies, albeit insufficiently ap­

plied. Moreover, related disciplines, such as sociology of culture or
economy, increasingly resort to exemplary on-the-spot research devi­
sed by ethnology for the purposes of dealing with current problems
experienced by the West. More, ethnology suitable for the demands
of the twenty first century could, as if reversibly, benefit from theore­
tical suggestions made within those disciplines. The process of ethnologization outside ethnology is being continued, but ethnology it­
self remains least affected by it.
The conclusion calls for a „return to the sources", the ever-in­
spiring themes from the range of cultural differences and distinctness,
as well as culture comprehended in terms of non-dismissal and me­
thods profiting mainly from on-the-spot investigations. Such an ap­
proach creates opportunities for tackling the challenges facing pre­
sent-day ethnologists who, unless they wish to become alienated
from the problems of the modern world, should concentrate their at­
tention to a greater extent on examining such phenomena as sub-cul­
tures, lifestyles, organisational cultures, the political ritual, new
forms of religiosity, consumer culture, etc. Unencumbered by com­
plexes, they should enter those regions and protest against a reduction
to the role an auxiliary discipline vis a vis other realms of the huma­
nities and the social sciences.

NOTY O AUTORACH
Janusz Barański - adiunkt w Instytucie Etnologii UJ. Autor prac m.in.
o słowiańskiej kosmogonii, języku polityki, reklamie; obecne jego zain­
teresowania pozostają w zakresie tzw. studiów kulturowych.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Kontekstów".
Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizual­
nej. Autor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropologii współ­
czesnej, m.in. książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom w tradycji ludo­
wej.
Michał Bristiger - emerytowany profesor muzykologii w Instytucie Sztu­
ki (obecnie w Radzie Naukowej Instytutu), w latach dziewięćdziesiątych
wprowadził wykłady z teorii muzyki na Uniwersytecie Kalabryjskim
w Arcavacata di Rende oraz na Uniwersytecie Adama Mickiewicza.
Otrzymał nagrodę im. Jużykowskiego. Autor licznych artykułów, wydał
m.in. Związki muzyki ze słowem. Z zagadnień analizy muzycznej, Kra­
ków 1986. Akademik, korespondent Akademii Bolońskiej oraz członek
Komitetu Nauk o Sztuce PAN. .
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Kontekstów".
Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizual­
nej. Autor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropologii współ­
czesnej, m.in. książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom w tradycji ludo­
wej.
Dariusz Czaja - etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską o symbolu w fil­
mie. Pracuje w Instytucie Etnologii UJ i w redakcji „Kontekstów". Redak­
tor książki Mitologie popularne (1994) i. Metamorfozy ciała (1999).
Mirosław Filipowicz - historyk specjalizujący się w historii historiografii.
Pracuje w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na stanowisku adiunkta
w Katedrze Historii Europy Wschodniej. Opublikował m.in. Wobec Ro­
sji. Studia z dziejów historiografii polskiej od końca XIX w. po II wojnę
światową, Lublin 2000. Prywatnie kolekcjoner nagrań muzyki klasycz­
nej.
Oskar Goldberg (1885 Berlin - 1952 Nicea) pochodził z ortodoksyjnej ro­
dziny żydowskiej. Wyższe studia w zakresie nauk judaistycznych odbyt
w Theologische Hochschule Beit ha-Midrasch w Berlinie. Od 1909 roku
w Monachium i w Berlinie studiował medycynę, orientalistykę i etnopsychologię. W latach 1913/14 odbywa wyprawę badawczą po Bhutanie.
Nepalu i Kaszmirze. W jej trakcie zbiera materiały do rozprawy doktor­
skiej na temat anormalnych procesów biologicznych występujących
w praktykach mistycznych Orientu, której obronę uniemożliwił jednak
wybuch wojny. Wcześniej w 1911 roku wraz z Fritzem Hommelem, Hu­
go Wincklerem i Fritzem Delitschem zakłada Gesellschaft zur Erforschung der unbewusst-seelischen Vorgaenge in Sprache und Zahl, zas'
w 1917 roku z jego inicjatywy i przy poparciu Bubera powstaje Gesell­
schaft fiir die Soziologie und Volkerpsychologie des Orients. W latach
1920-32 Goldberg przewodził pracom berlińskiej Philosophische Gruppe. w której udzielali się między innymi Hans Reichenbach, Karl Korsch,
Alfred Dbblin i Robert Musil. Pierwsze sześć lat na uchodźctwie przeby­
wał we Włoszech, gdzie wraz z Tomaszem Mannem redagował emigra­
cyjne czasopismo „Mass und Wert". Dzięki pomocy Marcela Maussa
w 1939 roku udaje się do Francji, zas' dwa lata później przenosi się do
USA. Po powrocie do Europy w 1950 roku żyje we Francji, gdzie umie­
ra w wieku 67 lat. Główne dzieła Goldberga to w porządku chronologicz­
nym: Die fiinf Biicher Mosis ein Zahlengebaude, Berlin 1908; Die Wirklichkeit der Hebraer, Berlin 1924; Maimonides. Kritik der jiidischen
Glaubenslehre, Wien 1935.
Jan Gondowicz - krytyk, wydawca, współpracownik „Tygodnika Po­
wszechnego"; wydał m.in. Marmur Josifa Brodskiego, Słownik komuna­
łów Gustawa Flauberta, Zoologię fantastyczną uzupełnioną. Mieszka
w Warszawie.
Wiesław Juszczak - profesor U W j Instytutu Sztuki PAN, historyk sztuki,
filozof, autor wielu książeM a r t y s t ó w oraz tłumaczeń (w tym z litera­
tury pięknej). Ostatnio w^dał Fragmm&amp;y. Szkice z teorii ifilozofiisztuki

120

Unuoimj

oraz przekłady Coctail Party Eliota oraz dwóch poematów Blake'a: Mil­
ton, Zaślubiny Nieba i Piekła (Wydawnictwo Universitas).
Paweł Kłoczowski - adiunkt przy Instytucie Filozofii UJ, współpracuje z .Ze­
szytami Literackimi", „Przeglądem Politycznym" i .Znakiem". W roku
2000, w wydawnictwie Aletheia ukaże się jego książka Filozofia polityczna
Arystotelesa.
Piotr Kłoczowski - edytor, wykładowca Akademii Teatralnej w Warsza­
wie. W bieżącym roku w jego przygotowaniu ukażą się Chwile oderwa­
ne K. A. Jeleńskiego (Czytelnik).
Michał Paweł Markowski - dr hab., teoretyk literatury, tłumacz, eseista.
Pracownik Instytutu Filologii Polskiej UJ. Opublikował: Efekt inskrypcji.
Jacques Derrida i literatura (1997), Nietzsche. Filozofia interpretacji
(1997), zbiór esejów Anatomia ciekawości (1999) oraz Pragnienie obe­
cności. Filozofie reprezentacji od Platona do Kartezjusza (1999). Tłuma­
czył m.in. Foucaulta, Deleuze'a (Proust i znaki dla wyd. słowo/obraz te­
rytoria), Derridę, Lyotarda. Rorty'ego. Blanchota, Levinasa, Barthes'a,
Edmunda White'a, Paula de Mana. W tym roku wyjdzie jego przekład
Gabinetu kolekcjonera Georgesa Pereka. Wydawca Pism Rolanda Bar­
thes'a (ukazały się już trzy tomy z jego przedmowami: S/Z, Fragmenty
dyskursu miłosnego. Imperium znaków) oraz esejów Prousta O czytaniu
(w wydawnictwie „Znak"). Członek kolegium redakcyjnego „Pamiętni­
ka Literackiego", serii „Horyzonty Nowoczesności" w wydawnictwie
Universitas. Stały współpracownik „Literatury na Świecie", gdzie opra­
cował monograficzny, podwójny numer poświęcony Proustowi (1998, 12). Mieszka w Krakowie.
Aleksandra Melbechowska-Luty - historyk sztuki, studia na UW, dok­
torat z nauk humanistycznych (UW 1966). Specjalizacja: historyk sztu­
ki polskiej X I X / X X w. Adiunkt w Instytucie Sztuki PAN (gdzie praco­
wała w latach 1955-1985), Pracownia Słownika Artystów Polskich. Au­
torka 35 artykułów i 7 książek , m.in. Teofil Kwiatkowski (monografia),
Ossolineum, Wrocław 1966; Widmo. Życie i twórczość Ludwika De Laveaux, Wrocław 1988; Posągi i ludzie. Antologia tekstów o rzeźbie pol­
skiej XIX w., IS PAN, Warszawa 1993 (wspólnie z Piotrem Szubertem);
Mali mistrzowie polskiego pejzażu XIX w., Neriton. Warszawa 1997;
Nokturny. Widoki nocy w malarstwie polskim. Arkady. Warszawa 1999.
Jacek Sempoliński - wybitny malarz, pedagog, człowiek pióra, profesor
Akademii Sztuk Pięknych. Studia ASP w Warszawie. Debiut na Wysta­
wie Młodych w Arsenale w 1955 r. Od pierwszej indywidualnej wysta­
wy w Zachęcie w 1960 r. czynnie działa w życiu artystycznym. Najważ­
niejsze wystawy w czasie Kultury Niezależnej. Nagrody - im. Jana Cy­
bisa, im. Brata Alberta, Nagroda Państwowa, Nagroda Ministra Kultury
i Sztuki. Ostatnia ważna wystawa: duży zespół prac w ramach imprezy
„Sąd Ostateczny".
Sławomir Sikora - etnolog (studia UW). Sekretarz redakcji „Konteksty".
Zajmuje się antropologią fotografii i filmu.
Tomasz Sikora - adiunkt w Instytucie Religioznawstwa UJ (Zakład Feno­
menologii Religii), ostatnio wydał Użycie środków halucynogennych
a religia, Nomos, Kraków 1999
Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia doktoranckie Instytut Sztu­
ki PAN. pisze pracę doktorską poświęconą etnologicznej interpretacji
kultury masowej. Mieszka w Kościelisku.
Lech Trzcionkowski - historyk i filolog klasyczny, asystent przy Katedrze
Historii Starożytnej w Instytucie Historii K U L .
Boris Uspienski (ur. 1937) - filolog, semiotyk kultury, jeden ze współ­
twórców tartusko-moskiewskiej szkoły semiotyki kultury. Wieloletni
profesor Uniwersytetu Moskiewskiego. Obecnie wykłada na uniwersyte­
cie w Neapolu. Mieszka w Rzymie. Bibliografia jego prac wynosi kilka­
set pozycji, w tym kilkadziesiąt książek. Cztery z nich ukazały się w Pol­
sce: Kult św. Mikołaja na Rusi (Lublin 1985), Car i Bóg. Semiotyczne
aspekty sakralizacji monarchy w Rosji (Warszawa 1992), Poetyka kom­
pozycji (Katowice 1997). Historia i semiotyka (Gdańsk 1999).

�W poprzednim numerze:
Marc Shell, OK: lub Handel With Care • Łukasz Kiepuszewski, Zmierzch widzenia i widzenie zmierzchu • Elżbieta Wolicka,
Historia jako genealogia. Fryderyka Nietzschego projekt przezwyciężania nędzy XIX-wiecznych historyzmów • Ryszard Kasperowicz, Wolność historyka - uwagi o teorii kryzysów Jacoba Burckhardta • Andrzej Pieńkos, Dom poetycki, dom groteskowy.
Miejsce wyobrażone Victora Hugo • Marzena Gierga, Tajemnicze miejsca greckiej Sycylii. Ortygia - wyspa miłości, tycia i śmier­
ci [cz- Ш] • Jan Gondowicz, Nowa archeologia • Alfred Jarry, Dzieła i myśli doktora Faustrolla. Patafizyka • Jan Gondowicz, Wstęp do metody Alfreda Jarry • Dorota Majkowska, Świat melancholii • Jacek Olędzki, Oui, j 'en crois • Sławomir
Sikora, Nowe przestrzenie antropologii wizualnej • Aleksander Jackowski, Ćwiczenia z pamięci. Powstanie Państwowego Insty­
tutu Sztuki • Capoeira. Dialog i walka. Z Valentinem Reinholdem rozmawia Łukasz Nalaskowski • Stanisław Cichowicz, Sen
mara lub zmora i ja • Aleksander Jackowski, Stefan Starczewski, Sławomira Wierzchowska, Ireneusz Krzemiński, Zbigniew Be­
nedyktowicz, Jan Witold Suliga, Jacek Sempoliński, Adam Kilian, Ze spotkania z okazji wydanie albumów Aleksandra Jackowskie­
go: „Obrazy ludowe" oraz „O rzeźbach i rzeźbiarzach" • Bronisław Malinowski, Fotografie i dzienniki 1914-1918. Dziennik
w ścisłem znaczeniu tego wyrazu
O Bronisławie Malinowskim pisaliśmy już
w numerze 3-4/1992:
James Clifford, Samokreacja etnograficzna: Conrad i Malinowski
w numerze 1-2/1997:
Grażyna Kubica-Heller, Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiego i jego biografem
Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Heleną Wayne
Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Michaelem Youngiem
Helena Wayne (Malinowska), Wpływ kobiet na życie i dzieło Bronisława Malinowskiego
Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie Masson
Terence Wright, Antropolog jako artysta: fotografie Malinowskiego z Trobriandów
w numerze 3-4/1997:
Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie Masson
Bronisław Malinowski, Pisane dla Anieli Zagórskiej
w numerze 1/1998:
Maria Ossowska, Bronisława Malinowskiego „Dziennik w ścisłym znaczeniu tego słowa"
Clifford Geertz, Zaświadczające Ja. Dzieci Malinowskiego.
Grażyna Kubica-Heller, Wstąp do dzienników Bronisława Malinowskiego 1908 - 1913
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 1
w numerze 2/1998:
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 2
w numerze 3-4/1998:
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 3
Dziennik 1914-1918
w numerze 1-2/1999:
Bronisław Malinowski, Dzienniki 1914-1918
w numerze 3/1999:
Bronisław Malinowski, Dzienniki 1914-1918

Prenumerata „Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej"
1999
I półrocze 2000
II półrocze 2000

kwartalna - 5 zł; półroczna -10 zł; roczna - 20 zł
kwartalna -10 zł; półroczna - 20 zł
kwartalna - 12 zł; półroczna - 24 zł

Wpłaty na prenumeratę przyjmuje firma AMOS, Warszawa, ul. Zuga 12
Konto: P K O BP V I I I Oddział Warszawa nr 10201084-77578-270-1-111 oraz
R U C H , konto: P B K S.A. o/Warszawa, nr 11101053-16-551-2700-1-67 (z zaznaczeniem: prenumerata „Kontekstów")
Prenumerata ze zleceniem wysyłki za granicę jest 150% droższa (AMOS);
podrożona o realny koszt wysyłki (RUCH).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10317" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10295">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f0240024c1b8fe44ce4101d199f9ec62.pdf</src>
        <authentication>cec505d0be542ff00d975477439472de</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122657">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2816</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122658">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122659">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2623</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122660">
                <text>Photographic Testimony Between and Beyond Science and Art=Świadectwo fotografii pomiędzy i poza nauką i sztuką / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122661">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.12-15</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122662">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122663">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122664">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122665">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122666">
                <text>Zbigniew Benedyktowie? • P H O T O G R A P H I C TESTIMONY B E T W E E N AND BEYONP SCIENCE ANI» ART

photography and film in anthropological research, the
anthropological dimensions of film and photography and
their links to ethnography (cf: Konteksty No. 3-4/1992
and No. 3-4/1997).
The third topic concerns the status of ethnography an issue which has for some time now been the subject of
heated debates in the anthropological milieu. As a result
of these discussions ethnography is increasingly often
branded a "hybrid discipline" (James Clifford) - a cross
between science and art, an entity existing somewhere
between science, art and literature. The extreme version
of this view is that ethnography is neither science nor art
but always an "in-between" discipline.

Malinowski -Witkacy
Photography: Between Science and Art
A journey from Zakopane, Cracow... to the world.
The origins of one of the greatest anthropological
adventures of the 2 0 t h century.

From the Editor

A l l the above topics are brought together in our
exhibition's title: Bronisław Malinowski (his photographs
taken during ethnographical trips to the Trobriand
Islands), Photography (Ethnography) and "between
science and art".

Z B I G N I E W
B E N E D Y K T O W I C Z

Photographic
Testimony Between
and Beyond
Science and Art

There is one more topic, until now not discussed in
depth - but no less complex: the artist Stanisław Ignacy
Witkiewicz (Witkacy) and his unconventional approach
to, and application of, photography as a clearly-defined
experiment constituting a part of his diversified creative
activity. Interesting here are Witkiewicz's fascination with
photography, the role of photography in his artistic
experience, the shift of photography towards the opposite
pole, and photography as an art.

W

It so happens that these issues, as well as the
photographic work carried out by both of our exhibition's
heroes, their youthful friendship, their journey together
to Australia - where Witkiewicz was to photograph and
draw whatever Malinowski turned up during his research
- the sudden and dramatic break-up of their friendship,
their parting, enhanced by news of the outbreak of the
first world war, finally the impact their friendship and
journey t o the tropics had for their work - have been
(and continue to be) described in rich detail - and
frequently as a separate entity: on the one hand by
anthropologists, on the other by historians, literature and
art critics and Witkiewicz scholars.

e are pleased to present our reader with a
special, quadruple issue of the Konteksty
quarterly, which is also a catalogue to the
Malinowski - Witkacy. Photography: Between Science and
Art exhibition. The exhibition's main design - conceived
by our editorial team - the display itself and the present
special issue of Konteksry bring to a head several topics
that our magazine has been investigating for at least
three years.
The first of these concerns Bronisław Malinowski's
Diaries. In 1997, thanks to our contacts with
Malinowski's daughter, Mrs. Helena Wayne, and the
London School of Economics archives, we began printing
Malinowski's hereto unpublished Diaries (cf: Konteksty
No. 1-2/1997 and consecutive editions), previously
published only in an abridged English-language edition
(A Diary in the Strict Sense of the Term, New York 1967).
Our idea was to publish the complete Diary in fragments
transcribed from the original in successive issues of
Konteksty, in which we hoped to contribute to the
publication of a complete Polish edition of Malinowski's
Works, which has been in preparation for many years
now.

Witkiewicz's photographs have been published in
many professional album collections and shown at
photographic exhibitions worldwide. Similary,
Malinowski's "ethnographic" photographs were part of
his classical anthropological works. Malinowski's pictures
usually function - and are displayed - on their own, as in
Malinowski's Kirwina. Fieldwork photography 1915-1918,
an album of previously unpublished Malinowski
photographs provided by the London School of
Economics archives, was authored by the ardent
Malinowski biographer and scholar - professor Michael
Young. Witkiewicz's and Malinowski's photographs
function on their own: Witkiewicz's as art, Malinowski's

The second topic in question concerned so-called
visual anthropology. For a long time now we have been
paying special attention to the application of

as science.
12

�Zbigniew Benedyktowicz • ŚWIADECTWO FOTOGRAFII POMIĘDZY 1 POZA NAUKĄ I SZTUKĄ

O

ddajemy do rąk Czytelników specjalny, poczwór­
ny numer kwartalnika „Konteksty", który jest
katalogiem do wystawy Malinowski - Witkacy.
Fotografia: pomiędzy nauką i sztuką. Projekt wystawy, który
powstawał w kręgu naszej redakcji, sama wystawa , jak
i ten towarzyszący jej specjalny numer - katalog są zwień­
czeniem wątków pojawiających się na naszych łamach co
najmniej od trzech lat.
Pierwszy z nich to sprawa Dzienników Bronisława Ma­
linowskiego. Dzięki nawiązanej współpracy z Panią Hele­
ną Wayne córką Bronisława, oraz z Archiwum London
School of Economics rozpoczęliśmy od 1997 roku (po­
równaj nr 1-2/1997 i wszystkie zeszyty, kolejnych roczni­
ków „Kontekstów") drukowanie niepublikowanych dotąd
Dzienników Bronisława Malinowskiego, znanych tylko,
częściowo z okrojonego wydania, jakie ukazało się w wer­
sji angielskiej w 1967 roku (A Diary in the Strict Sense of
the Term, New York 1967). Zamiarem naszym było wspo­
możenie trwających od wielu lat prac nad pełną polską
edycją Dziel Bronisława Malinowskiego, w tym pomoc
w przygotowaniu pełnej wersji Dzienników, poprzez suk­
cesywne publikowanie w „Kontekstach" kolejnych ich
fragmentów transkrybowanych z wersji oryginalnych.
Drugi wątek to zagadnienia związane z tzw. antropolo­
gią wizualną. Problematyce fotografii, filmu, ich sposo­
bom wykorzystania w antropologii, jak i antropologicz­
nym wymiarom filmu i fotografii, ich związkom z etnogra­
fią poświęcaliśmy od dawna szczególną uwagę (por. m.in.
„Konteksty" nr 3-4/1992; nr 3-4/1997).
Trzecim wreszcie wątkiem jest podnoszona i dyskuto­
wana od pewnego czasu w kręgu antropologów, w dość
gorący i intensywny sposób, sprawa statusu samej etno­
grafii, o której coraz częściej powiada się, że jest „hybrydyczną działalnością" (James Clifford), hybrydą nauki
i sztuki, tworem wyrosłym i znajdującym się pomiędzy na­
uką i literaturą, nauką i sztuką. Pogląd taki znajduje swój
skrajny wyraz w opinii, że etnografia nie jest, ani nauką,
ani sztuką. Znajduje się zawsze „pomiędzy". Wszystkie te
trzy wątki zbiegają się i splatają już w samym tytule naszej
wystawy: Bronisław Malinowski (jego fotografie z etno­
graficznych badań terenowych na Wyspach Trobrianda)
- Fotografia - „pomiędzy nauką i sztuką" (Etnografia).
Dochodzi tu jeszcze jeden nie poruszany dotąd przez nas
głębiej, wątek: postać artysty Stanisława Ignacego Wit­
kiewicza oraz kwestia jego, oryginalnego sposobu upra­
wiania fotografii, jako wyraźnego eksperymentu będącego
istotną częścią jego twórczości. Wątek jego fascynacji fo­
tografią. Kwestia roli i znaczenia fotografii w jego do­
świadczeniu sztuki. Kwestia fotografii ciążącej ku drugie­
mu biegunowi. - Fotografii jako sztuki. Tak się złożyło, że
zagadnienia* te, jak i&gt;fotograficzna twórczość obu bohate­
rów naszej wystawy^ ich młodzieńcza przyjaźń, wspólna
podróż odbyta do Australii, podjęta z zamiarem, by Wit­
kiewicz był fotografem i rysownikiem podczas badań tere-

13

Malinowski -Witkacy
Fotografia: między nauką a sztuką
Podróż od Zakopanego, Krakowa... do świata.
U źródeł antropologicznej przygody )£X wieku.

Od redakcji
Z B I G N I E W
B E N E D Y K T O W I C Z

Świadectwo
fotografii pomiędzy
i poza nauką
i sztuką
nowych prowadzonych przez Malinowskiego, nagły dra­
matyczny zwrot i zerwanie przyjaźni, rozstanie przypada­
jące na wieść o wybuchu i na doświadczenie I wojny świa­
towej, wreszcie przyjaźni tej waga i znaczenie, znaczenie
wspólnie odbytej „podróży do tropików" dla twórczości
obu - Malinowskiego i Witkacego - mają swoją bogatą li­
teraturę, omawiane i oświetlane były i są po wielekroć
odrębnie: osobno w literaturze i środowisku antropolo­
gów, osobno przez historyków, krytyków literatury i sztu­
ki - „Witkacologów". Fotografie Witkacego doczekały się
wielu fachowych albumowych wydań i prezentowane by­
ły na fotograficznych wystawach w wielu galeriach świa­
ta. Podobnie rzecz się ma w przypadku „etnograficznych"
fotografii Malinowskiego, które funkcjonują w jego kla­
sycznych dla antropologii dziełach naukowych. Czy, jak
za sprawą niestrudzonego badacza jego biografii i twór­
czości - prof. Michaela Younga - w ostatnio wydanym
przezeń albumie (Malinowski's Kirwina. Fieldwork Photo­
graphy 1915-1918) złożonym z niepublikowanych dotąd
zdjęć Malinowskiego, pochodzących z Archiwum Lon­
don School of Economics - prezentowane są odrębnie.
Osobno fotografie Witkacego. Osobno fotografie Mali­
nowskiego. (Fotografie Witkacego to sztuka.).(Fotografie
Malinowskiego to nauka.)
Ideą zarówno naszej wystawy jak i tego nietypowego
katalogu - który jest raczej książką złożoną z tekstów an-

�Zbigniew Benedyktowie; • P H O T O G R A P H I C TESTIMONY BETWEEN A N D BEYOND SCIENCE A N D A R T

exhibition of almost all of Witkiewicz's exotic Australian
landscapes, that are to be found in museums and private
collections in Poland - and certainly not alongside
Malinowski's photographs.
I especially wish to thank Mrs. Helena Wayne
(Malinowska) for providing us with photographs and
documents from her family archives - private
photographs of biographical import that gave the
exhibition a personal note.
One can view the displayed photographs through the
prism of traditional divisions into scientific and artistic
photography (Malinowski's documenting of his
ethnographic work, Witkiewicz's experimental art/work
and searching for artistic form, his portraits resembling
something like a painter's sketchbook). The differences
between "backgrounds" and "foregrounds", between
Europe and tropical Asia, between the faces of Europeans
and Asian "savages", between a scientist's photographs
and those taken by an artist, between science and art as
such are all open to analysis. But one can also look at
them in a different way.

The main idea behind our exhibition and this
unconventional catalogue - which is rather a book of
anthropological texts (known mainly to anthropologists)
and "Witkacy" texts (known chiefly to Witkiewicz
specialists, historians and art critics), was to bring the
two together in one volume and at a single display.
This might at first seem an usurpation - if not for the
fact that such a meeting of the two could considerably
refresh our approach to photography, science and art.
And if so, then the sphere of what is "between" may
show itself as a reality much more complex, deeper and
more problematic than the simple division into science
and art to which we have become accustomed.
Our aim also was to approach and portray two
outstanding personalities - the scholar and the artist.
Both eminent men - Malinowski, the scientist, who
founded and became a classic of today's cultural
anthropology and Witkiewicz, artist, painter, writer,
dramatist and philosopher - were natives of Galicia.
These were two outstanding men whose lives were tied
to Zakopane and Cracow and who left their mark on
20 -Century science and art.

Their private, biographical content carries the same
strength that James Clifford described when writing
about the role of photography in anthropology: "You're
there because I (the photographer, neither scientist nor artist)
was there" (cf.: p. 106).
Such emotions usually accompany the perusal of
private, "family" photos - and such is the atmosphere
surrounding the photographs on display at the exhibition.
To be there, photographically "in-between" - and
perhaps "beyond" - science and art, to view the faces of
men, women and children from the Trobriands,
Australia, England, Tirol, Zakopane and Cracow, the
faces of Bronio, Staś, Elsie and Mamie - is to see and
discover the anthropological sense and dimension of
photographic testimony and the anthropological
dimension of the human condition: individual existence
and unity in diversity.

th

The project would not have been possible without the
kind help we received from so many quarters. I therefore
wish to express my sincere thanks (also expressed
separately elsewhere) to the members of the Honorary
Committee that took patronage over the event and all
institutions and persons who supported us and
contributed to our success. I also wish to extend my
particular gratitude to two women without whose
assistance, knowledge and commitment this exhibition
would never have achieved its form and dimensions:
Mrs. Zofia Golubiew, Director of Cracow's National
Museum and Mrs. Helena Wayne (Malinowska).
Without Mrs. Golubiew's support of our project, her
help in its development, her personal authority, the
authority of the institution she heads and the
professional competence of her staff - with whom we had
the pleasure to cooperate - we could never have even
dreamt of organising what amounts to the second-ever

Translated by Maciej Bańkowski

The photographs by Bronisław Malinowski published here as well as shown on the exhibition Malinowski Witkacy. Photography: Between Science and Art come from his fieldwork on Trobriand Island (1914-18). They
have been collected in and are property of the Archives of London School of Economics.
Malinowski Photographs
Malinowski's photographic collection consist of 6 boxes of prints and negatives and 46 glass plate negatives. The photographs are divided into
the following sections:
I Amphlett Islands; II Samarai Islands; III Wasi (fishing); I V Canoes; V Sagali; V I Mortuary; VII Dance; VIII Pregnancy IX Magic; X
Pottery; XI Physical Types; XII Dress; XIII Fishing; X I V Cooking; X V Village Scenes; X V I Children's Games; X V I I Dancing (2); XVIII
Ethnographer; X I X Kula; X X Sex; XXI Mythology; XXII Fishing and Magic; XXIII Chieftainship; X X I V Personalities; X X V Contact; X X V I
Housebuilding; X X V I I Ropemaking; XXVIII Daily life; X X I X (no title); X X X Spirits/Chief; X X X I Gardening and harvest
A second series of photographs exists for some of the subject areas:
BI Amphlett Islands; BII Samarai Islands; Bill Wasi (fishing); IV Canoes; B V Sagali; BVI Mortuary; BVII Dance; BVIII Pregnancy; BIX
Magic; BXI Physical Types; BXII Dress; BXIV Cooking; B X V Village Scenes; B X V I Children's Games; BXVIII Ethnographer; BXXI Mythology;
BXXIII Chieftainship; B X X V Contact; BXXX Spirits/Chief; BXXXI Gardening and harvest

14

�Zbigniew Benedyktowicz • ŚWIADECTWO FOTOGRAFII POMIĘDZY I POZA NAUKĄ I SZTUKĄ

tropologicznych (znanych przeważnie tylko antropolo­
gom) i „witkacologicznych" (znanych przeważnie witka­
cologom, historykom i krytykom sztuki) - było doprowa­
dzić do spotkania ich razem. W jednym tomie. Na wspól­
nej wystawie.
Zrazu wydawać by się to mogło uzurpacją, gdyby nie
nadzieja, że dzięki takiemu spotkaniu nasze spojrzenie na
fotografię, naukę, sztukę może ulec znacznemu odświeże­
niu. A wtedy i obszar tego, co „pomiędzy" ukazać się
mógłby jako rzeczywistość bardziej złożona, skomplikowa­
na, problematyczna i głębsza, nie tak prosta, jak ta, do
której zdołaliśmy przywyknąć: podzielona na naukę
i sztukę.
Zamierzeniem naszym było także spotkać i ukazać te
dwie wybitne sylwetki: naukowca i artysty, tych dwu wiel­
kich mieszkańców Galicji - uczonego, założyciela i klasy­
ka światowej antropologii kulturowej oraz artysty mala­
rza, pisarza, dramaturga, filozofa. Dwie wybitne postacie
związane z Zakopanem i Krakowem, które odcisnęły swe
piętno w światowej nauce i sztuce XX wieku.
Zrealizowanie tego zamiaru nie byłoby możliwe bez
pomocy okazanej nam z wielu stron. Dlatego niech mi
wolno będzie podziękować (czynimy to także na osobnym
miejscu) członkom Komitetu Honorowego, którzy objęli
patronat nad tym przedsięwzięciem, wszystkim instytu­
cjom i osobom, które wspierały nas i przyczyniły się do
zrealizowania tego projektu. Niech mi będzie wolno tak­
że w szczególny sposób podziękować dwóm kobietom, bez
których pomocy, wiedzy i zaangażowania wystawa ta nie
osiągnęłaby takiego kształtu i wymiaru, w jakim możemy
ją zaprezentować. - Pani Zofii Gołubiew Dyrektor M u ­
zeum Narodowego w Krakowie i Pani Helenie Wayne
(Malinowskiej).
Bo czyż bez otwartości dla naszego projektu okazane­
go ze strony Pani Zofii Gołubiew, rozwijania go, bez Jej
autorytetu, autorytetu kierowanej przez nią placówki,
kompetencji zespołu pracowników Muzeum Narodowego
w Krakowie, z którymi mieliśmy przyjemność współpraco­

wać - moglibyśmy w najśmielszych marzeniach myśleć
0 tym, że uda się nam zgromadzić na tej wystawie, po raz
pierwszy w sąsiedztwie fotografii Malinowskiego prawie
wszystkie pejzaże egzotyczne, pejzaże australijskie Witka­
cego, jakie znajdują się w zbiorach innych muzeów i zbio­
rach prywatnych w Polsce?
Pani Helenie Wayne (Malinowskiej) szczególnie zaś
chciałbym podziękować za udostępnienie fotografii i do­
kumentów pochodzących z jej zbiorów rodzinnych - foto­
grafii „biograficznych", prywatnych, wzbogacających na­
szą wystawę o jeszcze jeden wymiar. Obecność fotografii
biograficznej, rodzinnej wprowadza tu dodatkowy, nowy
wątek. - Można bowiem patrzeć na tę wystawę w utar­
tych dychotomiach i opozycjach: fotografia w służbie na­
uki i w służbie sztuki (Malinowski - dokumentacja etno­
graficznych badań naukowych) (Witkacy - eksperymen­
ty, studia nad formą, portrety osób, fotografia jako szkicownik do twórczości plastycznej), analizować, podkre­
ślać różnice: „plany dalekie" - „plany bliskie", przeciwsta­
wienia: Europa - „Azja", Tropiki; Twarze Europejczyków
- Twarze „Dzikich", fotografia w ujęciu naukowca i arty­
sty, nauka - sztuka. Można jednak patrzeć i inaczej.
Obecność wątku biograficznego, fotografii prywatnej
niesie przecież w sobie tę samą moc, o której w odniesie­
niu do fotografii w doświadczeniu antropologii pisał Ja­
mes Clifford: „jesteście tam, bo ja (fotograf, czyli ani na­
ukowiec, ani artysta) tam byłem" (por. s. 105)
Z nie mniejszym wzruszeniem, właśnie tak jak patrzy
się na zdjęcia „rodzinne", biograficzne, można spojrzeć te­
raz na wszystkie fotografie zgromadzone na tej wystawie.
- Być tam - w tym fotograficznym „pomiędzy", ale
1 może „poza", nauką i sztuką: oglądać twarze mężczyzn,
kobiet, dzieci z Trobriandów, Australii, Anglii, Tyrolu, Za­
kopanego, Krakowa... Twarze Bronia, Stasia, Elsie, Mar,Być tam" - to znaczy widzieć i odkrywać antrome...
pologiczny sens i wymiar świadectwa fotografii, antropo­
logiczny wymiar kondycji ludzkiej : Istnienia poszczegól­
ne. Jedność w różnorodności.

Wszystkie zamieszczone dalej w tym numerze fotografie Bronisława Malinowskiego z badań terenowych 1914-18,
również prezentowane na wystawie, pozyskane zostały i pochodzą z Archiwum London School of Economics.
Kolekcja fotografii Malinowkiego składa się z sześciu pudeł odbitek i negatywów oraz 46 negatywów szklanych. Fotografie
podzielone są na następujące kategorie
I Wyspy Amphlett; II Wyspy Samarai; III Wasi (rybołówstwo); IV Czółna; V Sagali; VI Obrzędy pogrzebowe; VII Taniec; V I ­
II Płodność i urodzaj; IX Magia; X Garncarstwo; XI Typy fizyczne; XII Strój; XIII Rybołówstwo; XIV Przygotowanie pożywienia;
XV Sceny z życia wioski; XVI Gry i zabawy dziecięce; XVII Taniec (2); XVIII Etnograf; XIX Kula; XX Życie seksualne; XXI Mi­
tologia; XXII Rybołówstwo i magia; XXIII Wodzostwo; XXIV Prezencja; XXV Kontakty; XXVI Budowa domu; XXVII Robienie
sznura; XXVIII Sceny codzienne; XXIX ( ) XXX Duchy/ Wódz; XXXI Uprawa ogrodów i zbiory
Drugi zbiór fotografii zawiera następujące kategorie :
BI Wyspy Amphlett; Bil Wyspy Samarai; Bill Wasi (rybołówstwo); IV Czółno; BV Sagali; BVI Obrzędy pogrzebowe; BVII Ta­
niec; BVIII Płodność i urodzaj; BIX Magia; BXI Typy fizyczne; BXII Strój; BXIV Przygotowanie pożywienia BXV Sceny z życia wio­
ski; BXVI Gry i zabawy dziecięce; BXVIII Etnograf; BXXI Mitologia; BXXIII Wodzostwo; BXXV Kontakty; BXXX Duchy/ Wódz;
BXXXI Uprawa ogrodów i zbiory
15

�Terence wrigfit • SHADOWS O F REALITY PROJECTED O N T H E S C R E E N O F APPEARANCES

TERENCE

Or were there dangers of imposing the
photographer's will on the subject? Despite the
geographical and historical distance, and over 80 years
of technological change, the photographs still retain
considerable fascination and impact.
Much of Malinowski's working method is contained
in the photographs themselves. Where earlier
ethnographic photographers had adhered to rigid
prescriptions, aiming to produce images that were
considered to be "scientifically" valid,
Malinowski's Trobriand images appear free from such
preconceptions. For example, when examining the
sequencing of images, they first reveal his initial interest
in the subject. This is followed by certain details that
attracted his attention as his engagement with the
subject developed: an exploratory camera governed by
an open mind. Indeed, this investigative experimental
style of documentation is backed-up by his diary entries.
Here we have evidence of a form of visual enquiry
which has an overriding concern with fitting the
significant information efficiently into the frame. He
had not only "looked around noticing things to
photograph" (1967:256), but he would plan his
photographs and spend long periods working on them:
"today devoted to photography" (ibid:272). He would
be "mortified by the poor results" (ibid: 195) or elated by
"photographs which are a success!" (ibid:275). It was

W R I G H T

Shadows of reality
projected on the screen
of appearances :
Malinowski, Witkacy
and photography
1

2

W

hen I first studied Malinowski's photographs
in 1988, I was immediately impressed by his
level of accomplishment and the degree of
enquiry he brought to the subject. As a photographer
myself, I tried to imagine how I would have operated
the camera i n those situations. What might have
determined the selection of camera angle and
viewpoint? What was the relationship between the
photographer and the subject? What were the
possibilities for visual exploration? Would the
photograph be more than a simple response to events?

Zakopane, 1999. Fot./Photo by Terence Wright
16

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10316" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10294">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/597f399e65e2e867ec1109e8621a74f3.pdf</src>
        <authentication>c6abd5bb034c9af2c8545f19f3981e1c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122647">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2812</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122648">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122649">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2620</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122650">
                <text>Lalki i maskiw sercu afrykańskiego teatru / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122651">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122652">
                <text>Jurkowski, Henryk</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122653">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122654">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122655">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122656">
                <text>Lalki i maski
w sercu afrykańskiego teatru
Henryk Jurkowski
Oleńka Darkowska-Nidzgorski, Denis Nidzgorski, Marionnettes et
masques au coeur du theatre africain. Sepia, Saint-Maur Institut
International de la Marionnette, Charleville - Mezieres 1998
Jak pisać o lalkach i maskach afrykańskich? Czy przyjąć,
że stanowią one aktualną rzeczywistość kulturową naszego
czasu, czy założyć, że winny być uznane za relikt kultury
społeczeństw pierwotnych? Odpowiedź na to pytanie ma
swoje konsekwencje metodologiczne. W pierwszym wypad­
ku rozpatrywalibyśmy je w kontekście zjawisk współcze­
snych i współczesnego stanu teatru, a więc w pewnej syn­
chronic w drugim rozpatrywalibyśmy je jako jeden z pierw­
szych etapów rozwoju ludzkiej kultury, a więc jako zjawisko
diachroniczne.
Żadne z tych stanowisk nie jest zadowalające. Pierwsze nastawione na synchronię, ponieważ zaniedbuje cały obszar
teatru rytualnego, tym cenniejszego, że znikającego wraz
z postępem cywilizacji. Drugie - nastawione na diachronię,
ponieważ jest ono równoważne z zastosowaniem europej­
skich klasyfikacji kulturowych, skompromitowanych już jako
europejski entnocentryzm.
Autorzy najnowszej książki o lalkach Czarnej Afryki (na
południe od Sahary) Oleńka Darkowska-Nidzgorski (tekst)
i Denis Nidzgorski (dokumentacja graficzna i fotografie) pt.
Lalki i maski w sercu afrykańskiego teatru,' wybrali drogę
pośrednią. Nic dziwnego: są oni prawdziwymi znawcami kul­
tury afrykańskiej. Przeżyli wśród Afrykanów wiele lat i pa­
trzą na nich jak na interesujących twórców odrębnej, ale wła­
snej i rozwiniętej kultury. Patrzą na nich jak na ludzi,
w których rośnie poczucie przemian, zachodzących w całym
cywilizowanym świecie, z którym czują się oni związani.
Dlatego też potrafią oddzielić animistyczną tradycję od no­
wych zjawisk w życiu. Potrafią spojrzeć na teatr jak na pro­
fesję, choć wiedzą, że jego źródłem były analogiczne parate­
atralne działania rytualne.
To w atmosferze takiego szacunku dla kultury i cywiliza­
cyjnej świadomości Afrykanów zrodziła się ta książka. Inte­
resujące, że jej autorzy powstrzymali się przed jakimkolwiek
wstępem, komentarzem, który by wyjaśniał ich stanowisko.
Przyjęli założenie, że zawarty w książce materiał, i jego kom­
pozycja, powiedzą więcej o ich fascynacji i respekcie dla kul­
tury afrykańskiej niż jakiekolwiek odautorskie objaśnienia.
Książkę otwiera rozdział o pochodzeniu lalki, więc o mi­
tycznych źródłach teatru lalek a zamyka inny pt. Teatr poza
teatrem, obejmujący zjawiska parateatralne, z udziałem lalek,
jak jasnowidztwo, działania magiczne i rytuały. Trudno nie
zauważyć, że w ten sposób powstaje „animistyczna" rama dla
tego, co się rodzi nowe, więc dla współczesnego teatru afry­
kańskiego. Mówiąc o źródłach teatru lalek, autorzy podejmu­
ją istotne zagadnienie, jakim jest historyczne usytuowanie te­
go teatru w Afryce. Pamiętają o tym, że starożytna Europa
(nie mówiąc już o Egipcie) znała czarnych Afrykanów i za­
pewne utrzymywała z Afryką kontakty handlowe. Starożytne
lalki w Europie czy w Egipcie, i ich rytuały, miały i jeszcze
dziś mają swoje odpowiedniki w Afryce. To prawda, że nie
sposób skonstruować pragmatycznej historii lalek afrykań­
skich, ale można co najmniej przedstawić ich kronikę na pod­
stawie raportów podróżników na przestrzeni wieków.
106

Niezwykle bogaty jest rodział przedstawiający różnorod­
ne rodzaje lalek. Są one przeważnie rzeźbione w drewnie, ale
nie mało jest takich, które zrobiono z rafii lub innych mięk­
kich materiałów. Są one różnorodnej wielkości, a wśród nich
znajduje się także umarionetyzowany człowiek. Pojęcie lalki
zmienia się w zależności od lokalnej kultury i języka. Czasem
w zakres tego pojęcia wchodzą różnorodne figury i maski,
które w większości wypadków istnieją, jako pojęcia osobno,
ale pełnią bardzo podobne funkcje. Lalki wyróżnia fakt przy­
gotowania i poddawania się animacji. Ale co zrobić z „lalka­
mi", które umieszczone są na masce (więc na głowie jej no­
siciela), które są „animowane" w ruchu przestrzennym w cza­
sie tańca? Potrzeba pewnie dalszych lingwistycznych stu­
diów, by te tajemnice umysłu ludzkiego rozwikłać i pojąć ich
kulturowe przeznaczenie.
Osobne miejsce zajmuje opowieść o lalkarzach, o ich
przygotowaniu do zawodu, o technikach wokalnych o ciągle
jeszcze istniejących fascynacjach magicznych. To prawdziwe
studium socjologiczne. Wynika z niego, że lalki stały się
w Afryce dla wielu źródłem utrzymania. Niezależnie od tego,
czy uzyskali miejsce w instytucji aprobowanej i subwencjo­
nowanej przez władze, czy też stali się lalkarzami wędrowny­
mi, występującymi na ulicach miast i wsi krajów, które zdol­
ni są osiągnąć swoimi ograniczonymi środkami transportu.
Relacja struktury przedstawień jest niezwyke inspirująca
jako bogate źródło nowych pomysłów teatralnych nieznanych
w Europie. Afrykanie w swej szczęśliwej izolacji już to prze­
kształcali obce modele, już to wymyślali coraz to nowe roz­
wiązania przestrzeni scenicznej. Myślę zresztą, że ich własna
inwencja przekroczyła wszystko, co mogli przynieść obcy.
Nie trzeba też przekonywać co do oryginalności muzycznej
atmosfery spektakli, wyrażającej się w zastosowaniu instru­
mentów perkusyjnych, zadziwiających w swej różnorodności.
Repertuar lalkarzy afrykańskich nie ma jeszcze wyraźnej
formy dramatycznej. Przedstawienia stanowią przeważnie
któtkie scenki, które jednak reprezentują pełny wachlarz ży­
cia społeczności afrykańskich z ich bogatą warstwą obycza­
jową, a czasem i polityczną (obecność kolonizatorów), o ak­
centach satyrycznych.
Ta wspaniała panorama lalek afrykańskich jest znakomi­
cie ilustrowana zdjęciami Denisa Nidzgorskiego, który zdecy­
dował się pokazać nie tylko lalkarskie artefakty, ale także ich
naturalne tło, a w nim ich twórców. Nidzgorski, wytrawny
kolekcjoner, nie tylko sfotografował własne lalki niezwykłej
piękności, ale dotarł także do obiektów przechowywanych
we wioskach afrykańskich. Jego fotografie zmieniają często
wyraz - czasem są tylko wyrazistym dokumentem, a czasem
są impresjonistycznym obrazem. Demonstrują zawsze to, co
najważniejsze dla afrykańskiej duchowości.
Wśród wielu studiów poświęconych lalkom afrykańskim
to jest najbardziej kompletne, kompetentne i ilustrowane nie­
znanym dotyczas materiałem. Jest dziełem znawców, a jed­
nocześnie ludzi, którzy w dalszym ciągu pozostają pod sil­
nym urokiemi Czarnej Afryki.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10315" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10293">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c146e3710876487ec85c577acc26fbe1.pdf</src>
        <authentication>2ced9d41da786851bbcdc72f96d12740</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122637">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2813</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122638">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122639">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2621</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122640">
                <text>Dzienniki 1914-1918 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122641">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.107-118</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122642">
                <text>Malinowski, Bronisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122643">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122644">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122645">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122646">
                <text>Bronisław Malinowski
Dzienniki 1914-1918
Prezentowany fragment pisał Malinowski na Wyspach Trobrianda między połową grudnia 1917 a połową stycznia 1918.
Nastręczał on dużych trudności w opracowaniu, gdyż zawiera
bardzo wiele obcojęzycznych wtrąceń. Widać, że Malinowski
jest już długo poza zasięgiem polszczyzny, że coraz częściej my­
śli po angielsku i pewnych wyrażeń nie chce mu się już tłuma­
czyć na polski. Jest to dziennik intymny, nie przewidziany do pu­
blikacji, ani nawet do czytania przez kogokolwiek, więc autor
nie stara się o piękno wypowiedzi i komunikatywność, stąd też
wielka ilość spolszczanych słów angielskich, lapidarny styl, czę­
sto zupełnie nieczytelny.
Oprócz stałego wątku i powodu, dla którego młody uczony
dokonuje zapisków, jakim jest praca nad sobą, można zauważyć
także, co jest dla niego sprawą istotną, a co nie. Na pierwszy plan
wysuwa się powód, dla którego się znalazł na Trobriandach, czy­
li badania terenowe, a raczej ich finalizowanie, codzienna żmud­
na, czasami nudna i odstręczająca praca polegająca na groma­
dzeniu materiałów etnograficznych. Ta rutyna i zniechęcenie
odbija się na jego stosunku do krajowców (patrz przypis 24 do­
tyczący terminu „nigger"), ale także do białych mieszkańców
wysp. To co daje mu, jak zwykle, chwile szczęścia i zapomnie­
nia, to kontakt z przyrodą. Zachwyt nad jej pięknem często poja­
wia się w opisach zachodów słońca, morza i nieba etc. Opisy te
świadczą o jego wrażliwości, a usiłowanie nadania im walorów
literackich - o artystycznych ambicjach młodego uczonego.
Innym stałym motywem jest miłość do Elsie Masson, tęskno­

ta za nią, decyzja o małżeństwie i walka o zachowanie emocjo­
nalnej wierności (czasami wszakże bezskuteczna, co jest z kolei
powodem do wyrzutów sumienia i nakazów poprawy). Motyw
wojny w Europie pojawia się niezmiernie rzadko, na przykład
pod postacią problemu heroizmu, wobec którego musi się usto­
sunkować. Narzeczony Elsie zginął pod Gallipoli. Jego cień
prześladuje Malinowskiego, ale trwa on jednak w przekonaniu,
że jeżeliby dostał powołanie, to poszedłby na wojnę bez ociąga­
nia, ale zdawał sobie jednocześnie sprawę, że ryzyko takiego
obrotu spraw jest dość ograniczone.
Matka i Polska zjawiają się jak wyrzut sumienia: „Zapomi­
nam zupełnie o wilii Bożego Narodzenia. (...) O Boże, Boże, ja­
kież marne jest życie w ciągłym rozdźwięku etycznym. Ten brak
myśli głębszych o Mamie, o Stasiu, o kraju i tern co oni wszyscy
cierpią i co Polska cierpi - jest czemś wstrętnem". Jego plany ży­
ciowe ciągle są jednak związane z krajem: „będę niewątpliwie
'wybitnym uczonym polskim'. To [tutaj] będzie moim ostatnim
etnograficznym wybrykiem. Potem oddam się konstruktywnej
socjologii; metodologii ekonomii politycznej etc. i w Polsce mo­
gę zaspokoić moje ambicje lepiej niż gdzieindziej". Musiał w to
jeszcze wtedy wierzyć naprawdę.
W opracowaniu korzystałam w dużej mierze z przypisów
i słownika języka tubylców pomieszczonych w A Diary in the
Strict Sense of the Term.

Środa 12 112.17.1
Rano wstaję dość późno i zaczynam pisać dziennik, gdy
Billi woła mnie. Jedziemy. Tam czuję się mocno podmęczony przez cały czas. Kamera mi ciąży. Czuję wyrzuty sumie­
nia, że nie opanowałem etnograficznej sytuacji. Obecność
Billa mi trochę przeszkadza. After all [ostatecznie], on nie ma
tej intenzywności interesu [zainteresowania], a raczej dla nie­
go to wszystko jest trochę głupie. Tu znowuż moja zdolność
poddawania się cudownym stanom psychicznym (czasem
urojonym) płata mi figla. Współdziałanie E.R.M. w moich
badaniach nie działa na odległość. Raczej mam uczucie, że
błaźnię się przed nią, że muszę jej wyraźnie napisać, że je­
stem disaponinted with myself [niezadowolony z siebie]. For­
mułuję Ust do niej popołudniu, odpoczywając w samotnej
jeździe dinghą. W Oburaku: idziemy do domku kapitana
(Towakajse). Tam siadamy na Bwajmie. Potem pieczenie
żywcem świni. Pomieszane uczucia okrucieństwa i oburze­
nia. Płatanie świni i anatomiczne wyrażenia. Potem fotogra­
fujemy grupę z nose-stickami [patykami w nosie]; baku
z puatai i świniami. Ja robię snapshot [zdjęcie migawkowe]
z grupą płataczy świń. Potem siedzimy i smakujemy. Obcho­
dzę wioskę szukając miejsca pod namiot. Jemy banana i pije­
my coconut [orzech kokosowy]. Potem Sagali [ceremonialny
podział żywności] obukubaku [część baku]. Vanoi kirivina.

Spotykam znajomych: drjari z Kudokabilia, który przyniósł
mi jaja w nocnej koszuli damskiej. Nie ma nikogo z Omarakany ani z Kasanai. Sagali: wszystkie wioski wymiecione.
Uczucie społecznego mixusu w tym akcie: cała wyspa jako
jedna całość: Kaileula i inne wyspy nie wymienione, nato­
miast Kitava i Vakuta wymienione. - Potem deszcz nadciąga.
Siedzimy w Bwajamie Kapitana. Potem fotografuję widok
wioski z zewnątrz 2 canoes [czółna]. Billi odjeżdża. Siedzę,
rysuję kany. Wracam z Toguguą jego łódką. Siadam na dinghę i raduję się samotnością. Uczucie speszenia etnograficz­
nego (predominujące) powraca. Odnoszę je do E.R.M. Wio­
słując myślę o E.R.M. i jej zachwycie nad łódkami na Yarze
[Yarra - rzeka w Melbourne]. - Wracam, jem kolację z Mic­
kiem, który powtarza, że takiego Sagali Kiriwina nie widział,
a potem usprawiedliwia, że nie dał mi tytoniu. Siedzę na arm­
chair [fotelu] na werandzie i drzemię. - Idę spać o 8=ej. Śpię
nieźle; mam sny, które mnie przenoszą daleko od Trobriands
i od etnografii - ale dokąd? - Aha. Przed 2 dniami zacząłem
czytać Tess of the d'U[rbervilles]. Zbliża mnie to do E.R.M.
„Maiden no more" [już nie dziewica]. Refleksja nad tern, jak
dalece ja jestem zobowiązany w stosunku do niej. Myślę

1

2

3

4

5

6

Grażyna Kubica-Heller

7

0 niej jako o mojej przyszłej żonie z poczuciem pewności
1 ufności, ale bez dreszczu. Myślę często o N.S. Pokazałem
jej fotografie Billowi. Smutek. Kocham ją jak dziecko, ale nie
8

107

�łudzę się i nie wątpię, że ona nie mogłaby być szczęśliwa ze
mną i vice versa. Melodja z Samsona i Dalili przypomina mi
ją. Przychodzi mi na myśl: „Nie Uchadi!" i jestem w muzycz­
nym transie. Tęsknię często za kulturą, Paul &amp; Hede i ich ho­
me [dom] (prawie ze łzami tęsknoty); E.R.M. i M.H.W. jako
atmosfera. - Czy powrócą jeszcze kiedy te dni szczęśliwe
w E. Malwern? - Melodje Bethovena - jestem niezmiernie
przywiązany do P. i H.
9

Czwartek 13. [12.17.]
Wstaję koło 7=ej. Herbata ranna; gadam z Mickiem. Idę
pod kokos pisać dziennik za parę dni ostatnich. Zapowiadam
Mickowi, że koło 11 chcę wyjechać. Po napisaniu dziennika
koło ll=tej wracam. Gadam z Mickiem: Brudo" wrócił. Br.
Nie dostał vaigua. Br. świnia. Dawniej było tu wielu traders
[kupców]. Zbierali się wieczorami „playing &amp; whoring" [na
zabawę i rozpustę]. Mówi mi o swojem wyczerpaniu; poka­
zuje ciało wychudłe i oklapłe. Nie może nawet iść do shit housu [wychodka]. Dyskurs o konieczności wielkich shithouseów. Ofiarowuje mi dinghe. Zbieram rzeczy, załatwiam busi­
ness z Marjanną. Czuję się byczo fizycznie. Native canoe [tu­
bylcze czółno] napełnia się wodą. Przepakowujemy na din­
ghe. Przyjazd. Obieram miejsce na tent [namiot]. Gomeran,
policeman [policjant] i paru boyów [służących] pomagają mi.
Trochę czuwam nad tentem, trochę oglądam wioskę. Mam
satysfakcję w patrzeniu na budowę tentu. Przyjemność pikni­
kowania. Ilumedoi siedzi ze swymi braćmi i introduce'uje
[przedstawia] mnie. Daję 3 sztyki tobaku. Jem banany. Potem
spisuję plan wioski. Brat Ilumedoi b. pomocny przytem. Wra­
cam. Oglądam tent i superintenduję [nadzoruję] rozpakowa­
nie rzeczy. Potem spacer. Myślę o E.R.M., dochodzę do wo­
dy. Robię gimnastykę szwedzką. Czuję się dobrze i jakkol­
wiek atmosfera łaźni tureckiej, nie jestem oprymowany [znu­
żony] ani zdeprymowany. Pierwszy spacer kiriwiński. Chwi­
10

ne

la poczucia, że Kiriwina [?]. Obecność duchowa E.R.M. My­
ślę o napisaniu definitywnem do N.S. Wracam i nogi mi cią­
żą. Piję kolację. Potem idę na round [spacer okrężny] wie­
czorną. Tuż koło mnie - jakie 6 metrów - iwalamsi [krzyczą].
Słyszę głównie Latuyu, gadugedo bigadajgu. Melodyjny, mo­
notonny chant [śpiew] - musi ich narkotyzować. Potem idę
do Towakaise. Tam długie gwałcenie zanim oni decydują
się gadać. Mówię o Poulo [połów]; potem 2 facetów Kukuonebusi. Czuję się wściekle śpiący. Wracam, piję kawę.
Kładę się spać, ale wizje grzebieni szyldkretowych spędza­
ją mi sen. W nocy deszcz. Bulukwy spacerują naokoło
mojego tentu.
12

Piątek 14.П2.171
Deszcz. Wstaję koło 6=30. Idę naokoło wioski, patrzę na
grupy. Wracam, piję śniadanie. Gadam na werandzie z policemanem i kilku drjaniami. Potem wracam do tentu, parę de­
finitywnych zadań: przerysować plan wioski. Spisać dziennik
etnograficzny. Robię trochę tego, ale, chociaż czuję się fi­
zycznie dobrze, opory: nie interesuje mnie praca. Przytem
deszcz gwałtowny; woda spływa przez namiot, robimy ryn­
sztoki; namiot przepuszcza wodę. To wszystko mnie peszy;
także Pilapala [grzmot] wali i to daje mi na nerwy. Koło 12
przychodzą drjanie z Vilajlimy i Osapoli. Gadam o krabach
etc. Ciąży mi ten interview [wywiad] i nie idzie b. pomyślnie.
Koło 2=ej ordynuję lunch: jaja, kakao. - Myślę o Paulu. E.R.M. wciąż mi się przypomina. Myślę z pangiem [ostrym
bólem] o cywilizacyi; wiosłuję Yarra; czytając gazetę szcze­
góły o Melbourne. Rano srając, czytam głupstwa w gazecie
z Melbourne. Domek w Malvern jak raj ziemski. - Przez ten
czas, kiedy byłem z nimi, byłem niewątpliwie szczęśliwy
(wykluczając nastroje a la Dostojewski i chorobę). Zwłaszcza
pod koniec, kiedy tak bardzo pragnąłem zostać w Melbourne
do kwietnia. - Wojna pewnie się skończy i idylla w Melbour­

�ne weźmie w łeb: [?] żalu za tern i wyrzutów sumienia. - Po­
południu wypoczywam; idę naokoło wioski - przygotowania
do mony [puding z taro]. Koło 4=30 idę, patrzę na gotowanie
tara. Kładziemy kluski; excitement [podniecenie]; buoysila
Urgowa. Idę od jednego gar[n]ka do drugiego. Excitement
i buoysila Urgowa pociągają mnie. Stanie na nogach męczy
mnie. „Upadam ze zmęczenia". Sagali w Kajzabu. Siedzę na
bwajmie młodej kobiety z Sinakety. - Wracam do Yasitine.
Mrok. Szarzyzna. Ciemnoniebieski wilgotny dym kłębi się
wśród palm, domki - niektóre szare, ciemnobrązowe, ochrowe pokrywają się ciepłymi tonami. Wioska spowita w ciem­
ność zacieśnia się i skupia, wyłania się [z] otaczającej pustki.
Idę do tentu; leżę przez chwilę. Wiosłuję dinghą, nie bez funku [strachu], że nie znajdę wioski, że mielizna mnie odetnie,
że „coś" wylizie z ciemności. Myślę o E.R.M., że ona by lu­
biła mnie widzieć. Gdy patrzę na kobiety, myślę o piersiach
i o budowie ciała in terms of [kategoriami] E.R.M. - Wracam,
jem b. frugalną [oszczędną] kolację, leżę na łóżku, gadam
z drjaniami, policemanem z Vakuty i drjaniem w żółtej lawalawa [przepasce biodrowej] o różnych rzeczach (Poulo, Tova'u ). Także o Doketa v. Gabena. On znał Giblena, Subeta,
Arse'a. - Śpię nieźle, choć obawiam się, że będę się czuł pod­
le (popołudniu reakcja [?]). Biorę cathar[tic] compfound]
[przeczyszczającą miskturę].
13

Sobota 15.112.171
Rano koło 6=tej gwałtowne valamsi [krzyki] na dwa gło­
sy (Ginger mówi, że w Saribie nie ryczą tak ciągle). Wstaję
o 6=30, łódki odjeżdżają. Idę srać między mangrowy: jedyne
okazje, w których jestem w kontakcie z przyrodą! Potem
przez wioskę, znowuż sram: wielkie drzewa, liście twarde,
politurowe, głębokie cienie na ziemi pokrytej gnijącymi liść­
mi. Czuję się fizycznie byczo i to trwa przez cały dzień. Po
śniadaniu (herbata i biscuits [herbatniki]) v[illage] census
[spis ludności wioski] od 9 - 11. Potem wracam i przeryso­
wuje wioskę. Census: siedzę na krześle, które gwadi [dzieci]
przenosi naokoło wioski. Guadi także dają mi nazwiska mie­
szkańców. Niektórych wymieniają po nazwisku pomimo ża­
łoby, jeżeli Kala koulo kwaiwa'u, nie mówią nazwisk. O 12
idę na dinghę. Pod namiotem chłodno, w słońcu gorąco. Wio­
słuję koło mangrowów. Poczucie siły i zdrowia. O 12 "Galuluwa i chleb od Micka. Uczę Gingera (klnę na czem świat
stoi) jak smażyć. Jem jajecznicę na smalcu. Wypoczywam
(nie czytam powieści). O 3=30 zaczynam robić genealogję
cenzusową. Przychodzi Toulu[wa] i naprzód N.G. , daję
mu tytoń. Pytam o przyjaciół. Śmierć Gilayviaka. Przycho­
dzą inni: Kalumwaywo , Muaiduili, Orjcapa. Ten ostatni ma
może najbardziej „ludzkie" maniery. W każdym razie ma nie­
zmiernie miły wyraz, piękne usta i urocze oczy i dużo skrom­
ności w wyrazie. Jest on the first gentleman of Kiriwina.
[pierwszym dżentelmenem Kiriwiny] - Toulu[wa] przycho­
dzi. Witamy się jak przyjaciele. On mówi o mnie i renomuje
mnie. Pomimo wszystko jest pewne residuum sympatyi. Stoi
nade mną z pół ironicznym i pobłażliwym uśmiechem pół deprecatoryi opowiada o moich exploits [wyczynach]. - Żart
o naszej kuli. - Potem w namiocie Dipapa, Kenoria. - Idę
sam ku Waweli. Duszno, ale jestem energiczny. Puszcza mnie
fascynuje. Siedzę, Gijowile; Kenoria ładna, świetnie zbudo­
wana. Pasja, aby ją „poklepać po brzuchu". Opanowuję to. Wieczorem znów wiosłuję. Idę spać wcześnie.
14

15

16

17

18

19

Niedziela 16.112.171
Rano śpię długo. Taparoro (b. krótki). Koło mojego na­
miotu Tomwaya Lakwabulo i paru innych drjani. Niezła in­
formacja o Poulo. Przed lunchem wiosłuję trochę. Po lunchu
o 2=ej cenzus wioski. Około 3=ciej b. zmęczony (nerwowo)
- ledwo się ruszam, jadę do Kiribwy (tomakapa [obcy] i yamatamlobwala). Mick b. podle, użala się; b. pesymistyczny.
Opuszczony domek; samotny stateczek - smutna książka od
E.R.M. Czytam kawałki Stevensona . Wracając wiosłuję.
Gadam z facetem of Poulo, planie mona tutaj naokoło. [??]
Wiosłuję energicznie. Czuję się nieźle. (Jem cudowną polę­
dwicę wieprzową w Kiribwa). Około 8=ej piję lemoniadę; idę
do Kwayutili. Bwogau rano. Siedzę, faceci mówią mi o Katoulu, Silami etc. Village policeman [wioskowy policjant] b.
dobry informant. - Idę do namiotu o 16=tej, myję głowę. Śpię
nieźle.
20

21

17/12/17
Wstaję o 6=30. Round naokoło [?] Siedzę i słucham wa­
lam i rozmawiam ze starym facetem w Walawi. Potem via
Okinai, Olouam (staram się kupić 2 lagimy ) do namiotu.
Przynoszą Vayoulo. Taszczą[?] Tomwaya Lakwabulo. - T L .
daje mi vocabulare [słownik] języka Tuma. B. ochrypły. Po­
tem Baloma [duchy zmarłych]. Potem Namwana Guyau wra­
ca. Jadę dinghą jak zwykle. Po lunchu taszczę żółte calico
[perkal] i gadam o Balomach. Robię małe Sagali, Navavile.
Czuję się fed up [znudzony] niggrami [czarnuchami] i pra­
cą. Idę sam przez raibuag. Woda. Czuję się silny i energicz­
ny. I waded through [szedłem w bród], ale błoto mnie zatrzy­
muje w drodze. Podczas spaceru fizyczny wysiłek mnie ab­
sorbuje i nie myślę dużo ani nie tęsknię. Tropiki zupełnie
straciły dla mnie charakter nadzwyczajnego istnienia: czuję
się l=st cl[ass] [pierwsza klasa] i nie mogę wierzyć, że bym
się gdziekolwiek mógł czuć lepiej. - Dinghy; czuję się tak
energiczny, że po powrocie do brzegu znowu wracam i wio­
słuję. Potem bananowy kompot (świeży wynalazek). Idę do
Navavile. Jestem śpiący i zmęczony. - W nocy burza, ale za­
sypiam znowu prędko. - Reumatyzm w kolanie znikł prawie
bez śladu. - Czasem czuję, że mam prawą nogę.
22

23

24

25

26

18/12/18.
Wstaję o 7=ej. Chłodny powiew - kładę extra gacie i ko­
szulę (t = 24,5°). Chalcedonowo niebieskie niebo z płatkami
róży herbacianej. To samo na morzu z zielonymi refleksami.
- Rano przeglądam parę stron tego dziennika i myślę
o E.R.M., P.&amp;H. I Mim. Postanawiam: wprowadzić ład do
moich notatek i polepszyć system dotychczasowy. - Aha:
wczoraj podczas spaceru myślę o „przedmowie" do mojej
książki: Jan Kubary jako konkretny metodysta. MikłuhoMakłay jako nowy facet. Porównanie Maretta: early ethnogphers as prospectors [wcześni etnografowie jako poszuki­
wacze]. Myślę o moim obecnym stosunku do pracy et­
nograficznej] i do nativow [krajowców]. Moja uczuciowa
niechęć do nich. Tęsknota za cywilizacją. - Po śniadaniu
przeglądam dotychczasowe notatki, adnotuję i porządkuję.
Nie idzie mi to zbyt dobrze: tępota i lekkie otumanienie gło­
wy. Chwilami [?] down. Ideał P.J. Black (Greenwood go mał­
puje?) ze swoją kamienną powolnością i flegmą. O 12=tej właśnie kiedy słońce wschodzi, jadę łódką. Ból głowy, tępo­
ta, brak energii - mija pod wpływem exercise [ćwiczeń].
27

28

29

30

109

�Mam myśli ogólne (spisane na verso [odwrocie]) o socjolo­
gii, Riversie i.t.p. Po lunchu (smażenie ryby - moje wyna­
lazki kulinarne) spisuję myśli ogólne, kolo 3=ciej idę do Tubwabiu i robię cenzus genealogiczny (nie zabawne!) - Potem
z policjantem do Lubwoile (sapi [plewienie]) - jestem zmę­
czony, ale idę szybko i czuję się lepiej. Potem łódką. Na środ­
ku, stopuję, słucham, szmery na dnie łódki - funk [strach].
Potem ciemność; myślę o N.S. i o liście, który muszę do niej
napisać. Ciemne chmury z brudno brązowymi refleksami,
deszcz płatami na morze, na Zachodzie pilapala [grzmot] wa­
li i kavikavila [błyskawica?] mruga. Smutek. Myślę o E.R.M.
- gdyby ona tu była? Czy byłbym wolny od tęsknot i melan­
cholii? Zmęczenie. Kładę się. Przychodzą facety. Kadilakula
i Nayowa i inni. Gadam o Poulo, Wasi, Gimwali [barter]
etc. Idę spać dość późno; piszę list do Billi; czytam parę l i ­
stów Stevensona.
31

32

19/12/17.
Wstaję o 7=ej. Wczoraj pod moskitierą brzydkie myśli:
Mrs. Hary Pitt; Mrs. Cummings, nawet Mrs. Wilson. [?]
w myśli te baby, które bym mógł był uwieść. Myślę, że gdy­
by nawet E.R.M. tu była, to by mnie to nie zadowolniło. My­
ślę brzydko o C[?] Roberts. Doktryna tego drjania [?], że wy­
świadcza się dobrodziejstwo kobiecie rozprawiczając ją. (So­
lomon Hirschband). Myślę nawet o uwiedzeniu Mimy. Otrzą­
sam się z tego i decyduję przedewszystkiem unikać biblji.
Dziś wstaję o 7=ej - gnuśność; leżę pod moskitierą i chciał­
bym wziąść książkę i czytać, zamiast pracować. Wstaję, idę
na round wioski. Śniadanie. Gimwali. - Postanawiam: abso­
lutnie unikać wszelkich lubieżnych myśli i osiągnąć czystość
duchową. - W pracy: zbyć się cenzusu; jeśli można dzisiaj. Popołudniu, koło 4=tej idę do Kaytabu, gdzie robię cenzus ze
staruszkiem z bródką. Monotonna, głupia robota, ale ko­
nieczna. Jestem wściekle zmęczony pod koniec i często od­
poczywam. Potem dinghą na lunch - crab z ogórkiem. Obe­
cne jadło: rano cacao; względnie dość urozmaicony i prawie
zawsze fresh food [świeże jedzenie]. Wieczór b. lekkie: kom­
pot z bananów, Momjajpu [papaja]; raz jadłem dość dużo ry­
by etc. i nie czułem się źle. Tendencja do konstypacyi [zapar­
cia] (jod czy arszenik?). Popołudniu (jedzenie craba zajmuje
mi 2 godziny!) o 3=ej cenzus w Obukubaku. Koło 5=tej ja,
młody facet z Kaytabu (Mwanusa) i Moruvato, idziemy do
Waweli. Nie czuję się zbyt bu[o]yant [pogodny]; boję się, że
mnie spacer zmęczy. Ale nie, przyszedłszy nad morze, okrzyk
radości: przeźroczysta woda z ciemno stalowym połyskiem
w dali i pasmo czarnych i białych [?] breakers [fal przybrzeż­
nych] - gaping black when they vault and then white with fo­
am - [rozwierające się czarno, gdy się wysklepiają, a potem
białe od piany] to daje jakiś ton radosnej odświętności, które­
go tu na lagunie nie ma. Gaj kokosowy wśród łagodnej zao­
krąglonej zieleni zatoki, która się piętrzy amfiteatralnie nad
piaskiem brzegu. Dalekie stretches [odcinki] brzegu ku Vakucie. Pandanusy i szeroko liściaste drzewa na brzegu. Jedzie­
my łódką. Myślę o E.R.M. i odczuwam mistyczny związek
między nią i tym widokiem, zwłaszcza czarno-białą linię ła­
miących się fal.) Raduję się na myśl, że tutaj będę mieszkał.
Szeroka ulica w Waweli. Konfrontacja z Kovala Koja. Idę po­
przez, wybieram site [miejsce] pod mój namiot - zaraz za
wioską pod palmami. Trzeba będzie babajva kawałek odyli
[buszu]. Dwa lub trzy opuszczone obukubaki. Smutny widok
33

110

tej podupadłej wioski. - Chałupka Kitawczyków. Naguajluwa, mieszkająca w chatce samotnej. W nocy, trochę zmęczo­
ny, ale nie wyczerpany, śpiewam Wagnera: „Całujże mnie
w dupę" ażeby odpędzić Mulukwausi [latające wiedźmy].
Staram się [?] moich towarzyszów, ale oni widocznie zdener­
wowani i droga też podła. Tomakapu nie czeka na nas, lecz
[?] wprost do wioski. Trick z odpędzeniem fireflies [świetli­
ki] (Fireflies wspaniałe w Rajbwagu). O mało co nie wysypu­
ję się do wody, kiedy black [czarny] mnie transportuje. Burza
nadciąga. Szumi deszcz i wiatr. Wspaniały płat, like a curta­
in [jak zasłona], zawieszony nad morzem, zbliża się. (Wczo­
raj wiosłując myślę o E.R.M. i naszych planach socjologicz­
nych; o tern, że jakbym nie miał prawa jej zatrzymać i że na­
sze role są przewrócone: ja - robię poświęcenie kobiety, ona
- mężczyzny, wystawiając się na niebezpieczeństwo). - Mia­
łem wczoraj, wracając z Wawelu, jakieś pomysły etnologiczne, i nie mogę sobie przypomnieć! *) Odnosiły się one do
ogólnego sosu teoretycznego], w którym pływają moje kon­
kretne obserwacje. - Koło 9=tej idę pod moskitierę i gadam
trochę z Niyową. Zasypiam z pewną trudnością.
34

Czwartek 20/12.Ц7]
Wstaję o 6=tej (budzę się o 5=30). Nie czuję się b. intenzywnie. Robię round wioski; Tomakapu objaśnia mnie co do
świętego gaju koło jego domu. Deszcz całą noc, błoto. Wszy­
scy w wiosce. Policeman przychodzi do mnie koło 9=tej, bio­
rę się do roboty z nim. Około 10=30 nie decyduję się iść na
poulo. - Ja zbieram się z nimi. Megwa [magia] w domku Yosala Gawa. Czuję znowuż rozkosz bycia z prawdziwymi Naturmenschen [ludźmi natury]. Jazda na morze. Mnóstwo obserwacyi i informacyi. Ogólny Stimmung [nastrój]. Styl,
w którym obserwuję tabu. Technologia polowania, której ty­
godnie badań by nie wyczerpały. Radość z otwartych hory­
zontów. Robię cruise around this part of the lagoon [wyciecz­
kę dookoła tej części laguny]. Aż do Kiribi, potem ku Buomapou. Bajeczne wrażenie ryb unoszących się w powietrzu
i wskakujących w sieci. Wiosłuję z nimi; zdejmuję koszulę
i mam rodzaj kąpieli słonecznej. Puntuję [płynę na pych]; po­
ciąga mnie woda, chciałbym się kąpać. Ale jakoś tego nie ro­
bię - dlaczego? Ten sam brak energii i inicjatywy, który mi
tyle złego zrobił. Potem to zaczyna mnie nużyć; głód. Urok
otwartych przestrzeni ustępuje przed pustką absolutną. Wra­
camy koło Kaytuvi i Kwabulo; [?] Katakajluve u ujścia Wai.
- Łódka od Billi z butami i Billicannami [menażkami z pu­
szek]. Wracam, jem lunch (o 3=ciej czy 4=tej). Potem około
5=tej idę do Tudagi, gdzie robię cenzus. Wracam, zachód pło­
nie ceglastym kolorem. Nativy [krajowcy] spostrzegają rybę
Tumadawa i 12 czy 13 łódek jedzie za nią w pościgu. Ja sta­
ram się dogonić ich, ale czuję się trochę zmęczony i składam
wiosła, myślę o N.S., o południowej Australii. Sfouth]
A[ustralia] jest dla mnie jedną z najbardziej uroczych części
świata. Intenzywne uczucia, które miałem teraz wracając
tam. N.S. i moja z nią miłość jest duszą tego raju. Teraz kie­
dy N.S. stracona, raj stracony. Nie chcę nigdy tam wrócić.
Myślę o tern i układam list do niej. Nie chcę stracić jej przy­
jaźni. - Niewątpliwie miłość do niej była jedną z najczyst­
szych, najbardziej romantycznych rzeczy w moim życiu.
*) Naturmythus, Naturkontakt d. Naturvolker [mit natury, kontakt
z naturą u ludów pierwotnych]

�Przyjaźń dla niej? Gdyby była zdrowa i silna? Nie - jej spo­
sób brania życia byłby dla mnie niemożliwy. Całkiem nie­
możliwy. Gadalibyśmy do siebie jak z jednego pokoju do
drugiego. Niemniej żal. Gdybym mógł odwołać to wszystko
i nigdy nie być w posiadaniu jej duszy? Ta fatalna żądza do­
stania się aż na dno, bezwzględnego opanowania duchowego.
Niewątpliwie zawiniłem w stosunku do niej i bez serca po­
święciłem ją dla bardziej pewnego stosunku. - Wracam, czu­
ję się dość kiepsko. Piję herbatę tylko. Gadam trochę, ale bez
definitywnego celu. Lewatywa i sranie na plaży. Śpię nieźle.
Piątek 21/12.[17]
Budzę się późno o 7=ej. Sny, w których S[tanisław] I[gnacy] W[ifkiewicz] i stary Wfitkiewicz] zmieszani. Także judge
[sędzia] Herbert i inni. - Deszcz, wściekła sraczka koło gro­
bów. Postanawiam już więcej nie brać cathartic compound! Lenistwo: chciałbym przerwać monotonny bieg życia, „take
a day off' [wziąć dzień wolny] - to jest jedna z najfatalniejszych tendencyi! Całkiem przeciwnie: wykończę rutynowe
rzeczy: dziennik etnograficzny; przejrzę notatki cenzusowe
i wrażenia wczorajsze.
Dziś rano czułem się trochę podławo, ręce mi drętwieją
(zmęczenie serca); głowa omglona; osłabienie i „dno w stru­
mieniu żywotności". - Myślę o E.R.M. i o liście do niej. - Po
śniadaniu Tomwaja Lakwabulo i jego historyjki z tamtego
świata. Język Balomów. Kiedy go pytam, krótka pauza przed
odpowiedzią, a shifty look in his eyes [nie patrzy prosto
w oczy]. Przypomina mi trochę Sir Olivera Lodge. - Potem
spisuję moje wrażenia z wczorajszej ekspedycyi. Potem idę
do Walasi i robię cenzus. Sram znowuż. Jestem b. zmęczony
i po lunchu (ryby i taro) kładę się spać. Budzę się około 4=tej
b. zmęczony. Myślę o urywku z listów Stevensona, gdzie on
35

mówi o heroicznej walce z chorobą i wyczerpaniem. - Potem
łódką do Kuabulo. Pytam trochę [o] nazwiska drzew i laguny
i postanawiam zabrać się do systematycznego opracowania
języka i ułożenia vocabulary. Waya Kuabulo - cienista wąska
rzeczka między grupami mangrowów. - W Kuabulo - popo­
łudniowy, cienisty nastrój - chłodny urok na czarnej ziemi
i złoto-zielone połyski [?] Oglądam kwilę Inuvailauego.
Kupuję banany, momjajpy, jeden kamień. Wracamy. Intenzywny blask na zachodzie - złoto-brązowy, otoczony
mon[o]tonnym, płynnym ażurem na niebie i morzu. Planuję
rysunek chmur dla E.R.M. i różne inne rysunki dla niej oprócz sylwetek gór naszkicowanych na Itace. Jadę znowuż
sam - pustka księżycowej nocy na lagunie. Wiosłuję intenzywnie i myślę o? Wracam b. zmęczony. Piję herbatę i idę do
łóżka na czczo po rozmowie z Morowatym Karaiwapą, o ry­
bołóstwie i nazwach drzew etc.
,ń

Cały ten dzień tęsknota za cywilizacją. Myślę o przyjacio­
łach z Melbourne. Wieczorem na dyndze myśli przyjemne
i ambitne: będę niewątpliwie „wybitnym uczonym polskim".
To [tutaj] będzie moim ostatnim etnograficznym wybrykiem.
Potem oddam się konstruktywnej socjologii; metodologii
ekonomii politycznej etc. i w Polsce mogę zaspokoić moje
ambicje lepiej niż gdzieindziej. - Silny rozdźwięk między
snami o życiu cywilizowanem z jednej a dzikusami z drugiej
strony.
Postanawiam: wyeliminować czynniki (składniki) leni­
stwa i rozlazłości z mojego życia obecnego. Nie czytaj po­
wieści, o ile to nie jest konieczne. Staraj się nie zapominać
myśli twórczych.
Sobota 22/12.[17]
Budzę się b. późno (śpię mamie, 3 gr. kalomelu wieczo37

111

�rem). Pod moskitierą myślę o stosunku historycznego point
of view [punktu widzenia] (uwypu[k]lenie przyczynowości
jako związku rzeczy nadzwyczajnych, osobliwych) do socjo­
logicznego (związek biegu normalnego, prawo socjologicz­
ne w znaczeniu praw fizyki i chemii. „Historycy" a la Rivers
= badanie geologii i „historyi" geologicznej, ignorując pra­
wa fizyki i chemii). Fizyka i chemia historyi i etnografii =
psychologia społeczna. Mechanizm i chemizm socjologicz­
ny = dusza indywidualna w stosunku do zbiorowych wytwo­
rów.
Rano idę spacerem ku Sopi [wodzie] i myślę o języku ja­
ko utworze zbiorowej psychologii. Jako „system of social
ideas" [systemie społecznych wyobrażeń]. Język jest wytwo­
rem objektywnym i jako taki odpowiada on instytucyi w rów­
naniu {wyobrażenie społeczne = instytucja + myśli indywi­
dualne}. Z drugiej strony język jest urządzeniem, naczyniem
myśli indywidualnych i jako taki jest pierwszym z brzegu,
gdy badam drugi składnik równania. Potem opracowuję
(głównie Morovaty, Yosala Gawa, Karawabu i Toyodaya).
Wyrażenia rybołóstwa i I overhaul [sprawdzam] szkic wypra­
wy, który napisałem spontanicznie. Rezultaty zadawalniające. Po lunchu śpię. Także przed lunchem. W ogóle czuję się
niezbyt tęgo, ale lepiej niż w Piątek. W Piątek miałem Stevensonowskie refleksje. W Sobotę (po wzięciu 10 gr. chininy,
3 gr. kalomelu i Epsom Salts rano) czuję się nieźle, ale trochę
wyczerpany. Około 4=tej decyduję się pojechać do Kiribwa;
angażuję Morowatego i Weironę; krótki cenzus w Oloulam,
o 5=tej jedziemy, ja wiosłuję a good deal [sporo]. Mick
znacznie lepiej; mówimy o jego zdrowiu, jemy przypaloną
zupę z kwabu. Słońce zachodzi w różnokolorowych szkarła­
tach i ochrach. Wracamy przy księżycu. Dyskusja geografii
laguny z Morovatym. Wiosłuję dużo i energicznie. Objadam

112

się bananami i ryżem. Jestem dość ociężały. Idę pod moskitierę. Lubieżne myśli - decyduję się opanować je. Ale [?]
zbyt daleko. Biblia. Śpię b. kiepsko. Zmęczenie serca i drę­
twieją ręce.
Niedziela 23/12.Ц7]
Ten dzień odkładam na pisanie listów Bożego Narodze­
nia. Rano sraczka. Potem wracam. Wprost do tentu. Czytam
trochę Stevensona. W łóżku, pod moskitierą piszę najłatwiej­
sze i najbłahsze listy Miss D[?], Bruno etc. Koło 12=tej ob­
serwuję robienie Saipwany w wiosce. Potem wracam, piszę
znów listy. B. zmęczony kładę się i drzemię. Budzę się zmę­
czony ale silniejszy. Drab z ogórkami. Potem chwilkę odpo­
czywam. Niggersy hałasują - wszyscy nic nie robią z powo­
du Niedzieli. Piszę do P.&amp;H., zaczynam do E.R.M. Myślę
o liście do N.S. - Koło 6=tej na lagunę. Bajecznie przejrzy­
sty wieczór. Dzieci jadą i śpiewają na łódce. Jestem pełen tę­
sknot i myślę o Melbourne (?). Jakaś niepewność co do
E.R.M. Gdy uprzytamniam sobie co jej grozi - zimny pot
mnie oblewa. Myślę jak ona cierpiała, wyczekując wiadomo­
ści o C.E.M. - Chwilami tracę ją z oczu. Zmysłowo nie zdo­
łała mnie ujarzmić. - Jadę łódką aż pod Kajtuvi, wracam przy
księżycu. Gubię się w pustce, reverie [zaduma]; chmury, wo­
da. W ogóle wstręt do niggersów, do monotonii - poczucie
więzienia. Jutrzejszy spacer do Billi i pobyt w Gusawecie
niezbyt jako przyjemność. Wieczorem Kajaku; terminy lin­
gwistyczne - naokoło śpiewy (sprośna piosenka z Okajkody).
O 10=tej zasypiam szybko.
38

Poniedziałek 24.Г 12.17.1
Wstaję o 7=ej. Idę wokoło wioski. Kumajdona tomuota
bilousi wapoulo [wszyscy poszli łowić ryby]. Trochę mnie to
irytuje. Kilesi Imkuba ivita vatusi Saipwana. Postanawiam

�zdjąć fotografie. Grzebię się z kamerą. Około 10=tej psuję ją,
psuję jedną rolkę. Wściekłość i mortyfikacja [wstyd]. Up aga­
inst fate [stawiam czoło przeciwnościom losu]. After all it
will probably do its work [w końcu chyba zrobi co do niego
należy]. - Zdejmuję baby. Wracam wściekle speszony. Pomi­
mo to piszę do E.R.M. Nadzieja listu od niej. Stopniowo wra­
ca jej obecność - zaczynam się „czuć ją" znowu. Wizja prze­
szłości. Lunch (jestem wciąż speszony i wydaję moje rozka­
zy Gingerowi płaczliwym głosem). Potem znowuż piszę z pewnym wysiłkiem, ale czuję że muszę jej powiedzieć du­
żo rzeczy. O 4=30 Wilkes i Izod zjawiają się na horyzoncie.
Jestem stanowczo niezadowolony i są mi w drodze. In fact
[rzeczywiście], psują mi urok i poezję spaceru popołudnio­
wego. Pokazuję im kwilę Inuvailausa w Kuabulo. - Fatalne
to, że nie umiem się wyizolować kompletnie z atmosfery
stworzonej przez foreign bodies [obce ciała]: ich obecność
deprecjuje dla mnie wartość naukową i osobistą przyjemność
tego spaceru; widzę i odczuwam całą nieefektywność kiriwińskich wiosek i patrzę na nie ich oczami (zdolność tego
jest miła) ale zapominam patrzyć moimi własnymi. - Rozmo­
wa: krytyka Governmentu, zwłaszcza Murraya. Poetyczna ja­
zda między mangrowami zepsuta rozmową: Wilkes lubi opo­
wiadać swoje historje. Tępy egoista pod powłoką pewnej
ogłady. Izod całkiem sympatyczny. - Priest [ksiądz] jeszcze
nie przyjechał - pewno pije z Auerbachami. Rozmowa
z Billem o fotografiach, butelka whiskey. - Mick opowiada
39

0 swoich countrymanach [rodakach]. Idę spać o 10=tej. My­
śli intenzywne i głęboko uczuciowe (zmysłowość najfajniej­
szego typu) o E.R.M. Czuję, że chciałbym ja mieć za żonę
1 że myśl o zmysłowości z innymi kobietami ma quelque cho­
se de funeste [coś zgubnego] w sobie. Myślę o naszych chwi­
lach przeszłych i jak nigdy nie osiągiem tej prawdziwej war­
tości, którą sam fakt posiadania Jej mi dać musi. Tęsknię za
nią - mieć ją znowu przy sobie. Wizja jej z rozpuszczonymi
włosami. Intenzywna tęsknota idzie zawsze ku ostatecznościom? Być może tylko pod moskitierą. - W nocy budzę się
i obłażą mnie myśli lubieżne of all the people imaginable
[o wszystkich jakich można sobie wyobrazić], o żonie moje­
go gospodarza! To musi ustać! Żebym ja nie był w stanie być
absolutnie pewnym, że nie uwiodę żony przyjaciela, żeby po
takim silnym przypływie tęsknoty za E.R.M., to mogło się
przytrafić c'est un peu trop [to trochę za dużo]! Muszę to
zmienić, absolutnie. - Wczoraj w dzień czuję się nieźle. - Za­
pominam zupełnie o wilii Bożego Narodzenia. Ale właśnie
teraz, właśnie dziś rano, kiedy nie spałem, Mamusia tam my­
ślała o mnie i tęskniła za mną. O Boże, Boże, jakież marne
jest życie w ciągłym rozdźwięku etycznym. Ten brak myśli
głębszych o Mamie, o Stasiu, o kraju i tern co oni wszyscy
cierpią i co Polska cierpi - jest czemś wstrętnem.
Wtorek 25.П2.171
Wyłażę spod moskitiery przed wschodem słońca. Billi,
kąpiel, rozmowa o Ted; Ted idzie do Gilmoura i mówi mu:
,J have the clap" [Mam trypra], „What is clap?" [co to tryper], „Bloody pocks" [chlerne krosty] Gilmour nie daje mu
lekarstwa. - Ted przepija „80 funtów" pożyczonych Georgowi przez Murphy'ego i łże Georgowi, że mu to odda. - Ted
ma [?] krosty na kutasie. Bill pyta gdzie „on the bloody cock"
[na cholernym członku]. - Po śniadaniu idę pod drzewo i pi­
szę list do E.R.M. Ogisa odpędza muchy. Czuję się niezmier­
40

nie bardziej zbliżony do niej. List idzie mi łatwiej. Zupełnie
inne uczucia. Potem piszę pod domem. Lunch z Mickiem.
Bałwany wracają z Billem. Koło 3=ciej znów wracam do l i ­
stu. O 5=tej ubieram się i idę via Tukwaukwa ku Olivilevi.
Czuję się nieźle ale pocę się porządnie. Obiad. Jazda dinghą
z Gingerem i Gumerau. Ten ostatni daje mi świetne informa­
cje o Bwaga [czarowniku] i Taukuripokapoka. - Gwałtow­
na niechęć do słuchania go. Cudowne jego informacje poprostu odrzucam wewnętrznie. Pokonanie tego jest główną trud­
nością etnograficzną! Piję claret. Gadamy z Billi &amp; Priest,
który vocyferuje [wykrzykuje] przeciw swemu bossowi. Idę
pod moskitierę i wracam myślą do E.R.M.
41

26.12.[17]
Rano scramble [rzucam się] na łeb na szyję z listami.
Trudność w pisaniu do N.S. Listy oficjalne o przedłużenie
urlopu. - Potem rozmowa z Wilksem, który reweluje [ujaw­
nia] się jako kurwiarz kobiet kolorowych i bez sense of hu­
mour [poczucia humoru] mówi, że niektóre dystrykty Nigerii
są „very bad" [bardzo złe]: jego uznanie dla Conrada mnie
trochę [?].[?] odjeżdża, pół godziny przeglądam war pictures
[wojenne zdjęcia], a potem biorę się do przeglądu moich rze­
czy. Rozpakowuję foodstuff [żywność] i klasyfikuję je z Gin­
gerem. To pozwoli mi zorjentować się co i jak powinienem
jeść itp. - Potem jadę dinghą na creek [zatoczkę], z imieniem
E.R.M. Jestem b. energiczny i czuję się zdrowo (odpocząłem
nerwowo - moja praca etnograficzna jest ciężka). Wieczorem
gadamy z Billem o perłach. - Opowiada mi o targach między
Stonem i Grekami. O Verebelim, który był obrażony na nie­
go, za to że George Auerbach dowiedział się o tern, że V. ca­
me up 100 £ on his original price [podniósł о 100 funtów swą
początkową cenę].
27.12.Ц7.]
Wstaję dość późno. Mam plany o przeglądzie moich pa­
pierów i zabraniu się do roboty. Ale pakowanie zabiera mi du­
żo czasu. Po lunchu znowuż się grzebię w moich rzeczach.
Koło 4=tej jedziemy z Billim do Mission Station. Tam Tay­
lor, młody, przystojny, sympatyczny; Brudo b. uprzejmy
i przyjacielski. Wracam z Billem. Przygnębiające wrażenie
w Losui: podłe drjanie i życie ich i funkcje są wstrętne. Poprostu otrząsam się na myśl, jak życie przedstawia się z ich
perspektywy. Campbell, Symons. [?] głupie i nieprzyjemne
żarty o mojej Austrian nationality [austriackiej przynależno­
ści państwowej]. - Obrzydliwe i przygnębiające wrażenie: te
drjanie mają takie [?] opportunities [możliwości] - morze,
statki, jungle, władzę nad krajowcami - i nic z tego nie robią!
- Kolacja z Billem. List lizodupski do Symonsa. O 8=30 idę
do Oburaku. Czuję się z początku out of sorts [niedyspono­
wany] i gdyby nie przekonanie, że a la fin des fins [koniec
końców] spacer zrobi mi dobrze, mój nerwowy stan prawdo­
podobnie wywołałby wyczerpanie. Między Olivilevi i Vilailima jestem b. energiczny; potem trochę podmęczony ale nie
tak bardzo. Jazda po płytkiej lagunie. Zabawny facet z Sajzaja taszczy mnie. Ciemna, obnażona ziemia z korzeniami mangrowów, jakby sekcja roślinności. Ryby skaczą cały czas.
Myśli, uczucia i nastroje: silny brak zainteresowania w etno­
logii. Podczas pakowania i rannego włóczenia się z kąta w kąt
w Gusawecie, stała tęsknota za E.R.M. ([?] wieczora poprze­
dniego kiedy patrzę na jej fotografje). Cały czas silne poczu-

113

�cie jej istotności: jest moją żoną de facto i powinienem o niej
tak myśleć. - Co do etnologii: wizje życia krajowców jako
coś absolutnie nieinteresującego, nieistotnego. Coś co jest tak
dalekie jak życie psa. Podczas spaceru „biorę na ambit". My­
ślę o celu mego istnienia tutaj. O konieczności zebrania dużo
dokumentów. Mam ogólne wyobrażenie o ich życiu i pewną
znajomość języka, ale jeżeli teraz potrafię „zdokumentować"
to, to będę miał świetny materjał. - Zamknąć się w ambicyi
i celowości pracy. Zorganizować lingwistykę i kolekcje doku­
mentów, wprowadzić udoskonaloną metodę badań kobiet
i guguadi [dzieci] i system badania „wyobrażeń społecz­
nych". - Silny popęd duchowy: przeglądam moje książki, za­
bieram Riversa, niemieckie książki, poezje; poza pracą pro­
wadzić życie umysłowe i żyć w samotności, a E.R.M. jako
companion [towarzyszka]. - Tak intenzywnie i wyraźnie
uzmysławiam sobie szczęście, że ją posiadam, że strach polikratyczny mnie ogarnia, że coś tak doskonałego mogło się
zdarzyć. - Niemniej jednak teraz, w świadomości, że ona
mnie kocha, że o mnie myśli, że wszystko co dla niej czuję
i myślę nie idzie w pustkę - jestem szczęśliwy.
28.12.[17]
Po przyjeździe do namiotu; o 12=30 znajduję Ogisę, Tomakapu i boje śpią. Ginger ściele łóżko, piję 2 bwajbwaje,
zmęczony idę spać. Śpię b. długo do 10=30. Wstaję. Silna tę­
sknota za E.R.M. - czytam jej listy. Dezorganizacja w pracy.
Nie mam ochoty się zabrać do niczego. Postanawiam przejrzyć cenzus; i wydobyć lingwistykę. Poświęcić * godziny
dziennie językowi. - Kończę wszystkie preliminarja o 12=30.
Przeglądam i porządkuję v[illage] cenzus (b. podle). Jem
lunch. Czytam Swinburne'a (restlessness [niepokój]). Po­
tem znowu v.c. (czuję się słaby i wyczerpany i mózg nie pra­
cuje porządnie). Potem dezorganizacja: biorę Swinburne'a,
Vilette. Piszę list do E.R.M. Ciężka tęsknota. (Wściekłość na
42

41

114

Gingera) Silne poczucie istotności mojego stosunku do
E.R.M. Jazda dinghą. Myślę mało, ale staram się steel my
thoughts for work [zahartować moje myśli do pracy]. Wra­
cam. Po kolacyi Gomerau i Ginger. - Ocena tego dnia: nie­
wątpliwie jestem przemęczony poprzednim spacerem. Leni­
stwo i rozlazłość. Brak sił na dindze. Zmęczenie oczu wie­
czorem. - Nagle przerwanie palenia i lekiego alkoholizowa­
nia się. - Stany Weltschmertzu [melancholii], ale z określonem koncentrowaniem się na E.R.M. Poza brakiem wydajno­
ści, nie mam sobie nic do zarzucenia.
29.12.Ц7]
Śpię do 9=tej. Oczy zmęczone (pole widzenia jak sitko).
Wstaję zaraz. Dzień szary, chłodny; niebo i morze diluted
Sax[on] blue [wyblakły błękit]. Zapuszczam krople w oczy.
Tendencja do myślenia o E.R.M. Chciałbym znów pisać do
niej, czytać jej listy. Gomerau czeka - zabieram się z nim do
pracy. Rano długa sesja. Toyodala opowiada Liliu [mit]. Po
południu znowuż, koło 5=tej ja i Gomerau jedziemy do Kiribi. Dużo wiosłuję. Billi, Mick i „Kaiona" jedzie następnego
dnia. Piszę listy do E.R.M. - do Smitha, Mrs. Gofton
i Aumiillera. - Jestem zmęczony (oczy i nerwy) i idę spać.
- Jestem b. z E.R.M. przez cały ten czas; myślę wciąż o niej.
Mam plany myślowe [?] dzielę z nią. Myślę o niej z czuło­
ścią, głęboką przyjaźnią i namiętnością.
44

30.12.Ц7.]
Rano wstaję o 6=tej z brzaskiem dnia (wziąłem kalomel
dnia poprzedniego) i kończę list do E.R.M. (czytam jej listy
z całkiem innem uczuciem, znacznie intenzywniej niż po­
przednio) i o 9=ej wyprawiam Gingera (jednonogi Medó'u funkuje [tchórzy przed] Samarai). Opracowuję spisaną
poprzedniego dnia liliu (dzień deszczowy). Po lunchu jadę
na poulo, fotografuję; potem creekiem do Kaituvi - mangro-

�wy; wrażenie czegoś niezmiernie pogodnego i wesołego
{Kontrast: mangrowy podczas odpływu jako istota potwor­
ności; życie na bagnie - mangrowy podczas przypływu:
uśmiechające się życiu) Wieczorem idę do Yosala Gawa.
Rozmawiam o kula, o Kudayuri (stary brat opowiada liliu).
- Opowiadanie robi mnie b. śpiącym. Wracam (irytacja głu­
potą Ogisa). Pod moskitierą myślę o E.R.M. czule i namięt­
nie.
45

31.12.17.
Ostatni dzień roku. - Roku, który być może będzie nie­
zmiernie ważnym w moim życiu, jeżeli E.R.M. zostanie mo­
ją żoną. Rano pod moskitierą myślę niezmiernie intenzywnie
0 E.R.M. - Koło 8 ' wszyscy wyjeżdżają na poulo. Idę nao­
koło wioski, zbieram informantów. B. kiepski komplet (Narubutau, Niyova, Taburabu, Bobau) ci dwaj ostatni staruszko­
wie jeszcze względnie najlepsi. - Rozpacz i niecierpliwość.
Ale przemagam się i przepiłowuję. Po lunchu - koło l=ej
wszyscy wracają - Yosala Gawa i Toyodala. Spisuję megwę
nienajgorzej i zaczynam tłomaczyć. O 5=tej zmęczenie. Ro­
bię trochę lingwistyki. Zbiera mnie gwałtowna tęsknota za
E.R.M. - Ostatni dzień 1917. Morze lekko wzruszone, taje­
mniczy [?] światło i cień mieszają się w nieustannym biegu,
znikają i przychodzą. Nad tern niebo [?] pogodne; na hory­
zoncie między pasiastymi chmurami złoty blask zachodu; na
tern wsunięty między morzem i niebem, aż do połowy [?]
czarny pas mangrowów. Z początku myślę o Baldwinie
46

1 przygotowuję retaliację [zemstę] ([?] zbiory i wypomnę mu
objetnicę niedotrzymaną). Potem [?] i myślę o E.R.M. „Co
ona robi?" - a jeżeli - jej nie ma? Straszne uczucie. Myślę
o niej i o C.E.M. O wojnie. - Także mam myśli konstrukcyj­
ne, gramatyczne. Wracam, Navavile daje mi megwę (b. by­
czo). Piszę list do E.R.M. Intenzywność myśli i messages
[wiadomości] niknie w świetle białego papieru. Laguna spo­
kojna jak zwierciadło, zalana światłem wschodzącego księ­
życa. Palmy schylone nad wodą. - Czuję się znowuż dobrze
fizycznie i tropiki mi wcale nie dokuczają. Tęsknię za E.R.M.
raczej niż za cywilizacją.
1.1.18.
Budzę się o 7=ej. Powietrze czyste z lekkim zabarwie­
niem, które nadaje ciepły różowawy ton [?]. Mangrowy wy­
raźne z puszystymi pękami zieleni i płaciastymi cieniami.
Budzą mnie krzyki nativow, którzy idą na [?] do Oiabia [Metodystyczna misja koło Losuya]. Wstaję, myślę o Nowym
Roku - pewne ściśnienie serca, cyfra 17 symbol obrazy ży­
cia, symbol sztywnego wcinania nieubłaganego następstwa
liczb w treść życia. Myślę o E.R.M. Piszę dziennik. Mam
istotne myśli o pisaniu dziennika i pogłębianiu życia. Idę srać
nad morze między mangrowy. - Myśli o historycznej warto­
ści dziennika (vide verso). Skupiam się, w ogóle czuję się by­
czo. - Zabieram się do lingwistyki z niezłem powodzeniem.
Potem Balomy. Zmęczony, o £ do l=szej ' godziny lekkiej
drzemki. Potem superintenduję [nadzoruję] smażenie kotletu
(damned hard [cholernie twardy]), potem przychodzę i pod
[?] znowuż kajaku i rozmowa o Balomach. O 5=ej bum off
[wstaję], golę się, zbieram rzeczy i wiosłuję do Billa. Gwia­
zdy się jarzą (z początku zachód płonie) - wiosłuję intenzyw­
nie i myślę o lingwistyce. Także o gwiazdach i gwiazdom
mówię o E.R.M. - Billi, herbata. Opowiadam mi o Oiabii,

Brudo z żoną i dziećmi, Thursday Islanders, którzy tańczą
potem. - Mówi mi jak Geo Auerbach chce podkupić Harrisona i wziąść jego trading site [teren handlowy] w Vakucie.
Mówi o .jumping a claim on the gold fields" [przywłaszczyć
sobie prawo do czyjejś działki złotonośnej] &amp; „tin-drumming" - Potem ja pompuję go co do materjału etnograficzne­
go: o miesiączce, o poczęciu, o porodzie. Potem siedzimy
chwilę w pokoju, i idę spać o 12=tej. Mick kaszle potwornie,
potem dziecko buczy. - Noc podła.
2.1.18.
Pomimo to czuję się nieźle. Wyłażę o 7=ej z pod tajnamu
[moskitiery]; typowy Stimmung domku Billa. Idę do smali
house'u. Piję morning tea [poranną herbatę] na stole, na
którym dzieci Billa zrobili potworny mess [bałagan]. Potem
zabieram się do fotografji. Faceci z Omarakany. Ja i Bill
idziemy na Wasi do Teyawy. Wracamy, lunch; potem znowuż
zdejmuję 6 film. Pomimo upału (świat jarzy się zielenią i błę­
kitem w słońcu) jestem całkiem energiczny i po powrocie
(gdybym miał czas) zabrałbym się do języka, chwytam się
energicznie, jakkolwiek z niezbyt dobrym rezultatem (!) oko­
ło moich fotografii. Po kolacyi zbieram muszelki (injekcja
Streptokoków); jem zbyt dużo pomimo to wiosłuję całą dro­
gę i przyjeżdżam tu w godzinę i * . Herbata z kroplą brandy,
rozmowa z kilku dzikusami - koło ll=tej. Myślą do E.R.M.
się przenoszę.
Obserwacje wewnętrzne: konstatuję raz jeszcze moją materialistyczną zmysłowość: chuć, z jaką odnoszę się do owej
butelki ginger beer [napój imbirowy], która jest pozytywną
pokusą; skrytna gorliwość z jaką przynoszę sobie butelkę
brandy, a jak wyczekuję owych butelek z Samarai, ostatecz­
nie poddaję się pokusie tytoniu. W tern nie ma nic złego.
Zmysłowe używanie świata jest tylko niższym stopniem arty­
stycznego używania. Chodzi o to tylko, ażeby jasno sobie
z tego zdać sprawę i żeby to nie właziło w rzeczy istotne.
(Przypomnij jak sobie lubiłeś dogadzać u Khunerów). Z dru­
giej strony, jestem w stanie żyć prawie że ascetycznie. Naj­
ważniejszą rzeczą jest, ażeby to does not matter [było bez
znaczenia].
3.1.18.
Rano ten sam Stimmung na lagunie. Błękit zmieszany
z ciepłym różowym tonem, małe fioletowe chmurki. Laguna
gładka, na tyle tylko zmarszczona, że odbite chmury mienią
się i żyją. - Pod moskiterą zazwyczaj skupiam się i gotuję do
pracy, [?] moją robotę, staram się pogłębić dziennik. Robię to
prawie że codzień. Ale, jak dotąd dziennik nie jest jeszcze
zbyt pogłębiony! - O 7=ej wyłażę z pod moskitiery. Dzien­
nik, śniadanie, przeglądam papiery. T L . [Tomwaya Lakwabula] koło mojego tentu. O 10=tej biorę się do pracy (Balo­
my, reinkarnacja, koncepcja). Około 12=30 b. zmęczony, kła­
dę się, drzemka. O 1=30 wstaję, superintenduję bulukwę,
która jest b. smaczna, jem takową. O 3=ciej zabieram się do
roboty (ale jestem zmęczony i ociężały). O 4=tej [?] preliminarja kuli i próbki (echantilions [próbki]) Mwasili. O 5=tej
b. zmęczony (dno świadomości, fluid duchowy dried up [wy­
sechł]), kładę się, Tiresias Swinburne'a. Piszę do E.R.M.
- O 6=tej jadę dinghą. Rozbieram do paska rupturycznego.
Fragment kojarzeń: myślę o małżeństwie z E.R.M. B[aldwin]
Sp[encer] [?] dla niej - czy zerwie z nią? Lady Sp. jaką przyj47

115

�mie postawę? Oburzenie na myśl o jej ,,anty-Aust[riacko]Polskiej" attitudzie [postawie] - Wyobrażam sobie mój dys­
kurs, wykazujący podłość tego. I screw myself up to a pitch
of indignation [zbieram się na odwagę wyrażenia oburzenia].
- Potem uświadamiam sobie, że ona dba tylko o public opi­
nion [opinię publiczną]. „Wahn, alles Wahn" [złudzenie,
wszystko złudzenie]. Myślę o R. Wagner[?] czy on teraz był­
by gwałtownym anglofobem? - Przychodzi mi do ucha melodja taneczna rosyjska: wizja Julitki i Olgi w E. Malvern Stu­
dio. Tęsknię za tem co było. Myślę o Ivanowych. - Potem
gwiazdy wychodzą. Orjentuję się w konstelacjach. Przez
chwilę problem: jak dalece ja żyję w „mroku gwiazd" - jak
Tirezjas Swinburne'a? E.R.M. jest wciąż ze mną. Myślę dłu­
go o planowanej wycieczce łódką. - Postanawiam nabić ka­
merę: zrobić fotografje i układam które zrobić. [ I zapominam
zabrać kamerę!} - Wieczorem od 8=ej piję herbatę. Potem
kajakuję i gadam różności. Od 10=30 - 11 piszę do E.R.M.
Potem myślę o niej pod moskitierą: czy będę jeszcze w Ca­
irns szedł na paradzie? Czy zobaczę jeszcze E.R.M. - Death,
the blear-eyed visitor, I am ready to meet [śmierć, gość o za­
mglonych oczach, którego jestem gotów spotkać]. - Aha, na
dindze silne poczucie pragnienia, że chciałbym mieć rodzinę,
ożenić się z E.R.M., osiąść.
4.1.18.
Budzę się jak zwykle i wyłażę o 7=ej z pod tajnamu. Znowuż gładka woda, chmurki - cienkie fioletowawe kumulusy
na niebosklepie i białe [?] na nieboskłonie. Silny powiew Rualiminy, deszcz - morze szklisto zielone, trochę brudnawe.
Potem mangrowy świeżą matową zieleń poprzez rzednący
deszcz, tęcza i znów słońce i pogoda i białe chmurki na nie­
116

bie i na wodzie. - Muszę napowrót podjąć dziennik etnogra­
ficzny. - Zabieram się do roboty o 9=tej ale b. prędko zmę­
czenie. Pracuję z marnymi informatorami i overhaulujac mo­
je informacje z pomocą paru drjani. Bobau niezły informant,
after all [mimo wszystko]. O ll=tej przestaję wyczerpany
i piszę list do E.R.M. (paskudny deszcz, składam papiery) ja­
dę łódką - ale bez energji i bez „punchu" [krzepy]. - Wra­
cam. Jem taro. Koło 3=ciej znów do roboty. Tababayila b.
marny jako habitan[t] informant [miejscowy informator]. Potem piszę znowuż do E.R.M., łódka. Marne, powierzchow­
ne kojarzenia: myślę o Józku Kościelskim i jak bym go opi­
sał: syn członka Herrenhausu [pruskiej Izby Panów] i przyja­
ciela Kaisera; wnuk Blocha - pamiętam rozmowę z nim
w Berlinie (poznałem tych facetów: Morsztyn, Kościelski przez Jana Włodka). Potem myślę o Weyssenhofce i o tem
czy imponowałbym jej teraz. Myślę o imaginarnym spotka­
niu z Polkami i Polakami. Małżeństwo z E.R.M. odsunęłoby
mnie od Polskości. To mnie peszy być może więcej niż cokol­
wiek innego w myśli o małżeństwie z nią. - A ją? Potem pa­
trzę na morze i niebo i tęsknotą wracam do E.R.M. Żal na
myśl, że jej może nigdy nie zobaczę. Wracam. Kolacja, czy­
tam T[ess] o[f the] d'U[rbervilles], w której zaczynam coś
znajdować. Motyw fałszywego płciowego przywłaszczenia b.
silny, ale treatment [sposób potraktowania]? - Krótka rozmo­
wa z nativami bez wielkiego rezultatu. - Pod tajnamem my­
ślę o E.R.M. Pożądam ją b. głęboko i intenzywnie. Myśli nie
zbaczają w żaden impas lubieżności. - Przed wyjazdem sma­
ruję ręce wazeliną. Ta nikczemna asocjacja budzi we mnie tę­
sknotę zmysłową, głęboką, sentymentalną - Myślę o powro­
cie: zielony żar naszego spojrzenia. Bezwzględna wartość jej
ciała.
48

49

50

51

52

�5.1.18.
Dzień wilgotny, deszczowy i gromowy. Rano niebo i lagu­
na bleu electrique [niebieskie elektrycznie]. O 10=tej biorę
się do roboty. Tokajbalisa kończy swoje liliu; I slacken [zwal­
niam] kolo 10=tej; jem betel nut, potem jadę dinghą koło £ do
l=szej (czuję konieczność exercise). Po lunchu zabieram się
prędko do roboty z Yosala Gawa i 2 godziny tłomaczenia je­
go megwy, „do for me" [zrób dla mnie]. Około 4 " zbieram
się i idę do water hole [dołu na wodę], szybko, biegnę przez
4 minuty atletycznie. O 6=tej wracam i jadę aż ku Buoimapou, wracam. Po kolacyi, Navavile mówi o Kum', spisuję tra­
dycje, tak jak ja słyszę od niego. Piszę parę słów do E.R.M.
Pod moskitierą zasypiam prędko.
Głębszy nurt życia. Rano zabieram się do pracy, a także
obrabiam dziennik etc. bez potrzeby specjalnego montowania
się. Idzie mi to do pewnego stopnia, as a matter of course [zu­
pełnie naturalnie]. Praca sama nie idzie mi świetnie. Być mo­
że fizycznie nie jestem A = l (miałem pewną depresję we
Czwartek). Najważniejszą rzeczą byłoby wyeliminować ele­
ments of worry out of my work [elementy niepokoju z mojej
pracy]. Mieć poczucie of the ultimate mastery of things [cał­
kowitej biegłości]. Przy spisywaniu informacyi mam: 1° pe­
dantyczne poczucie, żeby odrobić a certain measure [pewną
miarę], (3 page [strony], 2 hours [godziny], fill out a blank
space in Chap.X or Y [uzupełnić puste miejsce w rozdz.
X czy Y]), 2° Zbyt duża chęć przeskoczenia, tam gdzie możnaby podleść.

Pod koniec pracy wyłażą tęsknoty i wizje: wczoraj nagle
zobaczyłem Zach. koniec Albert Street, tam gdzie przechodzę
szeroki bulwar ażeby zejść do Lonsdale St[reet]. Tęsknota za
E.R.M. follows [następuje]. - Na spacerze do Sopi, czuję po­
trzebę ucieknięcia od niggers, ale o czem myślę nie pamię­
tam. - Na łódce: poczucie Joan Weigall; tęsknota za „ubrany­
mi" wytwornymi kobietami. E.R.M. chwilowo zaćmiona. Przez chwilę myślę z szaloną tęsknotą za powrotem South
[na południe]. Jak bym się czuł, gdyby z jakiegokolwiek po­
wodu E.R.M. nie wyczekiwała na mnie tam? Po prostu nie
mogę o tym myśleć. Mieszanina kojarzeń: przyszłość
z E.R.M. - w Melb[ourne] w Polsce? Myślę o Mollie i że
mógłbym napisać do niej list Nowo Roczny! Niewątpliwie
ona będzie miała jeszcze do czynienia ze mną. Charaktery­
styczne, że ja więcej myślę o ludziach wrogich niż o przyja­
ciołach. I takich których by trzeba przekonywać, gwałtem
ujarzmiać (Joan, Lady Sp., Baldy, Molly), nie o Khunerach,
Mim, Peckach, Stirlingach.
Dziś rano (6.1.18) myślę, że pisanie dziennika i tendencja
kontrolowania życia i myśli w każdej chwili, umieć dążyć do
normalizowania życia, do integrowania myśli, do unikania
siekania tematów. - Takie refleksje stałe, jak np. ta o wrogach
etc. - Powrót z Boymapou, cudne [?], ryby iluminowane. Pa­
trzę na Venus i myślę o E.R.M. i o pracy; układam i planuję
atak na dokumenty etc.
Transkrypcja i opracowanie Grażyna

Kubica-Heller

PRZYPISY
1

Patrz przypisy w poprzednim odcinku.
J.w.
' Dingi lub dinghy - mała jednomasztowa łódź żaglowa.
Bwayma - trobriandzki spichrz czasami dodatkowo wyposażony
w platformę i miejsce do siedzenia. „Każdy, kto odwiedzi Wyspy Trobrianda, będzie pod wrażeniem znaczącego miejsca, jakie zajmuje bwa­
yma: budynek wyższy i bardziej okazały niż dom mieszkalny, bogaciej
ozdobiony, staranniej naprawiany, otoczony większą liczbą tabu i reguł
postępowania", B. Malinowski, Ogrody koralowe i ich magia, w: Dzieła,
t. 4, cz. 2, s. 335.
2

4

s

Baku - duża, otwarta przestrzeń w s'rodku trobriandzkich wiosek,
otoczona pierścieniem chat poprzedzonych spichrzami; na baku stały do­
my wodza, a reszta służyła za miejsce do tańców, a dawniej także jako
cmentarz.
Pwata'i - duży zbiornik na żywność w kształcie pryzmy, służący do
przechowywania mniejszych kuvi (dużego yamu), orzeszków betelowych i trzciny cukrowej.
Ta dziwna pisownia słowa drań jest spowodowana prawdopodobnie
tym, że jest to słowo w polszczyźnie w tym znaczeniu stosunkowo nowe.
U Lindego nie ma go jeszcze wcale. Zaś w słowniku J. Karłowicza, A.
Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego (Warszawa 1898) znajdujemy nastę­
pujące jego znaczenia: „Drań [Drańć, Drańcie, Drańdź, Dreń, Draństwo,
Dreństwo], 1. (o rzeczach) lichota, gałgaristwo, plugastwo, zły towar, sta­
ry sprzęt, grat, łach, gałgan. 2. (o ludziach) gałgan, nicpoń, rozpustnik,
leniuch, próżniak, hultaj, podlec, nikczemnik, dureń, głupiec, ukr. dran,
brs. dreń, ros. drjań" Malinowski używa zatem słowa „drań" w wersji ro­
syjskiej. Niewykluczone, że to właśnie z tego języka weszło ono do pol­
szczyzny.
6

7

8

Inicjały Niny Stirling, córki Sir Edwarda Stirlinga, profesora uni­
wersytetu w Adelajdzie, który pomógł Malinowskiemu w wydaniu jego
pierwszej monografii nowogwinejskiej The Natives of Mailu. Podczas
kilkutygodniowego pobytu w Adelajdzie Malinowski zakochał się
w pięknej córce profesora Stirlinga i się jej oświadczył. Mimo swego

związku z Elsie Masson nie zerwał zaręczyn z Niną Stirling, z czego wy­
nikł poważny skandal. Patrz H. Wayne-Malinowska, Wpływ kobiet na ży­
cie i dzieło Bronisława Malinowskiego, „Konteksty" 236-7.
Patrz przypisy w poprzednim odcinku.
J.w.
J.w.
Bulukwa Miki - europejski gatunek świni, znany jako świnia Mic­
ka, rozpowszechniona na Wyspach Trobrianda przez Micka George'a,
greckiego kupca. Świnie te mają wielką wartość, można było za nie do­
stać od 5 do 10 lokalnych świń.
Tauwa'u - złe, antropomorficzne stworzenia przybywające z wysp
południowych i wywołujące choroby.
Kala koulo kwaiwa'u - żałoba praktykowana przez rodzinę osiero­
conego (np. brata wdowy, w czasie okresu żałoby brat nie wymienia
imienia zmarłego ani wdowy po nim).
Patrz przypisy do poprzedniego odcinka.
Inicjały Namwana Guya'u - najstarszego syna To'uluwy, jego ulu­
bieńca i wiodącej postaci w Omarakanie. Mimo że został wygnany do in­
nej wsi, często odwiedzał ojca.
Kalumwaywo jest wspomniany w Ogrodach koralowych jako sil­
ny i wydajny ogrodnik.
Podczas swego poprzedniego pobytu na Trobriandach Malinowski
namówił To'uluwe, aby go zabrał na wyprawę kula na wyspę Kitava.
W połowie drogi wiatr się zmienił i czółna musiały zawrócić. Malinow­
ski miał wrażenie, że To'uluwa jego winił o sprowadzenie pecha.
Dipapa i Kenoria - syn i córka To'uluwy.
Tomwaya Lakwabulo - jasnowidz, jeden z głównych informato­
rów Malinowskiego (patrz Życie seksualne dzikich).
Robert Louis Stevenson (1850-1894), szkocko-angielski pisarz,
który osiedlił się na Samoa i występował w obronie miejscowej ludno­
ści. Autor m.in. następujących książek: Wyspa skarbów, Porwany za
miodu, Dziwna historia dra Jekyila i Mra Hyde'a, a także In the South
Seas.
9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

2 0

2 1

117

�2 2

Lagim - dwie ozdobne poprzeczne deski ograniczające zbiornik
z wodą na czółnie z obu końców.
Tuma - wyspa położona na północny zachód od Boyowy, była tak­
że miejscem przebywania dusz zmarłych.
Navavile - ważny informator Malinowskiego ze wsi Oburaku.
Termin „nigger", którego obraźliwą konotację dobrze chyba odda­
je polski „czarnuch", był słowem powszechnie używanym przez Brytyj­
czyków w koloniach. Malinowski zaczął go stosować dopiero po dłuż­
szym przebywaniu na Nowej Gwinei. W jego dzienniku występuje
w spolszczonej wersji nawiązującej do słowa „negr", które miało bar­
dziej neutralne zabarwienie emocjonalne. Malinowski używa jednak te­
go słowa raczej w znaczeniu angielskim, gdy chce podkreślić swą nie­
chęć czy irytację w stosunku do tubylców. Wokół tej kwestii narosło wie­
le nieporozumień, a prekursorzy idei politycznej poprawności robili Ma­
linowskiemu z tego powodu zarzuty i obwiniali go o niechętną wobec
krajowców postawę. Cóż, nieczęsto pałał do nich sympatią, ale podobnie
często nie pałał sympatią do otaczających go białych. Robienie mu za­
rzutów, że używał słowa powszechnie wtedy stosowanego, jest nieporo­
zumieniem, szczególnie w ustach osób nawykłych do idei kulturowego
relatywizmu. A że miał czasami dość przedmiotu swych badań? - to
uczucie nieobce jest każdemu badaczowi terenowemu. Jedyną w tym za­
kresie „winą" Malinowskiego jest, że nie był hipokrytą i o tym pisał.
2 3

2 4

2 5

2 6

Raybwag - rafa koralowa pokryta małymi skrawkami urodzajnej
ziemi, porośniętej dżunglą.
Mim Weigall, przyjaciółka Elsie Masson.
Jan Stanisław Kubary (1846-1896), polski podróżnik i etnograf,
autor min. Beitrage zur Kenntnis des Karolinen Archipels, 1895
Nikołaj N. Mikłucho-Makłaj (1846-1888) rosyjski podróżnik i et­
nograf, który w latach 1870-86 odbył liczne podróże po Oceanii, Filipi­
nach, Indonezji, Półwyspie Malajskim, Australii. Autor Podróży, 1940-44
R.R. Marret (1866-1943), antropolog brytyjski.
W.H.R. Rivers, brytyjski antropolog i fizjolog, założyciel szkoły
psychologii eksperymentalnej w Cambridge. Przeprowadzał swe testy
psychologiczne na Melanezyjczykach, rozwinął metody zapisu danych
dotyczących pokrewieństwa, które stały się najważniejszymi technikami
zbierania materiału w czasie badań terenowych. Jego prace miały duży
wpływ na badaczy, włączając w to Malinowskiego. Autor History of Melanesian Society, 1914
2 7

2 8

2 9

3 0

31

3 2

Wasi - wymiana jarzyn na ryby między wsiami wewnątrz lądu i ty­
mi na wybrzeżu.
Morovato - godny zaufania informator, cytowany w Życiu seksu­
alnym dzikich.
Niyova - krajowiec z Oburaku, którego Malinowski uważał za do­
brego informatora.
Patrz przypisy w odcinku w numerze 242-3
Kwilą - kamienny punkt orientacyjny, związany z legendą opowia­
daną przez Inuvayla'u w Życiu seksualnym dzikich.
Kalomel - chlorek rtęci, był używany raczej zewnętrznie jako śro­
dek przeciwbakteryjny, doustnie bardzo rzadko jako środek pobudzający
wydzielanie wszystkich gruczołów.
Są to prawdopodobnie inicjały byłego narzeczonego Elsie - Charlesa Mattersa, który w lipcu 1915 roku poległ pod Gallipoli.
Patrz przypisy do poprzedniego odcinka.
Pastor M.K. Gilmour z Metodystycznej Misji w Oiabia. W Argo­
nautach Zachodniego Pacyfiku pisze o nim Malinowski, że wiedział
wszystko o „kuli".
3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

4 1

Ta'ukuripokapoka - istota mitologiczna, wcielenie zła. Mówi się,
że wiedźmy spotykają się z nim w nocy na tańce i orgie.
Bwaybwaya - orzech kokosowy w takim stadium wzrostu, kiedy
jego wnętrze wypełnione jest słodką galaretką.
Patrz przypis w poprzednim odcinku.
Toyodala - ważny informator z Oburaku, patrz Życie seksualne
dzikich.
Kudayuri - wieś na wyspie Kitava. Mit o latającym czółnie z Kudayuri jest przytoczony w Argonautach Zachodniego Pacyfiku.
Sir Walter Baldwin Spencer, znany etnolog brytyjski, który razem
z F.J. Gillenem opublikował kilka ważnych monografii dotyczących abo­
rygenów australijskich. Bardzo zachęcał Malinowskiego do badań tere­
nowych w początkowym okresie.
4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

Mwasila - magia wykonywana po dotarciu do celu kula, aby na­
kłonić gospodarzy do hojności.
Chodzi o Władysława Kościelskiego (1886-1933), syna Józefa
(patrz niżej), poetę, wydawcę i mecenasa sztuki. W roku 1911 założył
wraz z L.H. Morstinem w Paryżu pismo „Museion" mające informować
0 życiu artystycznym Francji i nawiązywać do tradycji klasycznych.
Wtedy zapewne poznał go Malinowski. W odrodzonej Polsce zajmował
się głównie działalnością wydawniczą. Popełnił samobójstwo wyskaku­
jąc z okna poznańskiego hotelu Bazar, gdy jego sytuacja finansowa była
krytyczna. Pozostały majątek wyciągnęła z długów wdowa po nim - Mo­
nika z Krystyńskich, dawna aktorka i piosenkarka. Ustanowiła ona
później w Szwajcarii Fundację Kościelskich, która od 1961 roku przy­
znaje doroczne nagrody młodym polskim twórcom kultury zamieszka­
łym w kraju i na emigracji.
4 8

4 9

Mowa o Józefie Kościelskim (1845-1911), ziemianinie, polityku,
poecie i dramaturgu. Postaci dość wpływowej choć kontrowersyjnej,
zwolenniku lojalizmu wobec Prus.
Jan Gotlib Bloch (1836-1902), znany finansista, przemysłowiec
1 ekonomista, współdziałał przy budowie kolei Warszawsko-Petersburskiej, założeniu Banku Handlowego w Warszawie i wielu innych inicja­
tywach.
Ludwik Hieronim Morstin (1886-1966), dramaturg, poeta, powieściopisarz, eseista i tłumacz. Uczęszczał do tego samego co Malinowski
gimnazjum, ale chyba się wtedy nie znali. Studiował na niemieckich uni­
wersytetach. W Paryżu założył z Kościelskim pismo „Museion". W cza­
sie I wojny światowej zgłosił się do Legionów Polskich. Służbę wojskowo-dyplomatyczną zakończył w randze majora w 1924 roku. Później ob­
jął rodzinny dwór Pławowice, gdzie stworzył swoisty „salon literacko-artystyczny". Przedstawiciel tendencji klasycystycznej w schyłkowym
okresie Młodej Polski. Pisał sztuki i powieści o tematyce antycznej
(Obrona Ksantypy, Penelopa), historycznej (Polacy nie gęsi - o Reju,
Klos panny - o Koperniku) i współczesnej (Przygoda florencka) oraz po­
ezje, szkice literackie i eseje.
5 0

51

5 2

Może chodzić na przykład o siostrę Jana Weyssenhoffa lub jego
matkę, pochodzącą z Blochów. Jan (1889-1972) ukończył gimnazjum
w Krakowie i Uniwersytet Jagielloński, gdzie studiował nauki ścisłe
i mógł znać Malinowskiego. Później profesor fizyki teoretycznej Uni­
wersytetu Wileńskiego, UJ, członek PAU.

3 8

3 9

4 0

118

Za konsultację językową dziękuję Anniemarii Orla-Bukowskiej, Pio­
trowi Olszówce. Przemysławowi Piekarskiemu i Krzysztofowi Kowal­
skiemu.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10285" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10263">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a86bd469fcfb210fbca40b7d0ae5904a.pdf</src>
        <authentication>b2b71a6751271cc3eabcc20374f1e59b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122307">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6415</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122308">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122309">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122310">
                <text>corrida - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122311">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122312">
                <text>Antropolog i corrida / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122313">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.175-177</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122314">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122315">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122316">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122317">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122318">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122319">
                <text>agrzmiały trąby i oto byk pojawił się na arenie.
Kim jest byk? - „Byk, dorosły samiec bawoła, ja­
ka, żubra, bizona, łosia, jelenia, renifera; bydła
domowego” - podają leksykony. Uściślijmy od razu.
Byk z areny to potomek tura BOS TAURUS, ściślej
jeszcze rasy BO S TAU RUS AFRICANUS, a jeszcze
ściślej odmiany ANDALUZYJSKIEJ lub NAWARYJSKIEJ. Jako taki, należy nasz byk do bydła domowego.
Jego partnerką jest mlecznodajna krowa, zaś wytrze­
bioną wersją - roboczy wół. Nasuwa to od razu ele­
mentarną opozycję pomiędzy wynaturzonym i ujarz­
mionym a integralnym. W przeciwieństwie do
zdegenerowanych krowy i wołu jest byk zwierzęciem
naturalnym i dzikim (niezdatnym do zaprzęgu, ani
możliwym do ujeżdżenia). Ten atrybut naturalności
byka jest niezwykle mocno podkreślany we wszelkich
regulaminach i przepisach hodowlanych.
Byk bojowy hodowany być musi w warunkach
maksymalnej wolności. Pastwiska mają po wiele tysię­
cy hektarów, na których żyją byki życiem ich dzikich
praprzodków. Zabronione jest zabezpieczanie zwierząt
przed dolegliwościami warunków klimatycznych (np.
budowa obór), sztuczne ich dożywianie (furaż) etc.
„W dzień i w nocy, zimą i latem - zachwyca się Clau­
de Popelin - życie byka toczy się na łonie dziewiczej
natury. Zimą byki same muszą się bronić przed scho­
dzącymi z gór zgłodniałymi wilkami”.1 —W tym ostat­
nim zdaniu nie ma, wbrew pozorom, dużej przesady.
Najsłynniejsze hodowle Hiszpanii usytuowane są czę­
sto wysoko w górach. I tak przeciętne wyniesienie pa­
stwisk Albarracin wynosi ok. 1800 m, Cesera Chico
ok. 1500 m etc. Poznają tam byki i upał, i śnieg, i su­
sze, i powodzie. Powracają do natury.2
Nie darmo użyliśmy terminu „byk bojowy”. Drugim
bowiem obok „naturalności” atrybutem byka, jedynego
zwierzęcia udomowionego atakującego człowieka i inne
zwierzęta domowe, jest jego „wojowniczość”. Lecz nie
każdy groźny byk jest bykiem bojowym. Prawdziwą „bojowość” uzyskuje byk najczęściej w szóstej-ósmej gene­
racji, gdy wykazali już tę cechę i to w wysokim stopniu,
wszyscy jego przodkowie. Stąd wielka waga, jaka przy­
kładana jest do genealogii stad, ich jednorodności i he­
raldyki. I tak na przykład stado Jandilla, w którym pie­
czętuje się byki sześcioramienną gwiazdą, wyprowadza
swoją wielokrotnie sprawdzaną genealogię, poprzez pięć
innych stad, z prastarego stada Salvador Varea.
W odróżnieniu od genealogii psich lub końskich,
byk bojowy nie może być fenomenalnym znajdą ude­
korowanym medalami na wystawach lub wygrywaj ącym wyścigi, a więc nobilitowanym przez swoją obiek­
tywną rasowość czy sprawność. Odwrotnie - byk może
być czasem znacznie nieforemny, byleby pochodził
„z rodu”.3 Ileż sporów toczy się dziś jeszcze wokół rze­
czywistego pochodzenia wspaniałych byków Don Edu­
ardo Miury, najpiękniejszych i najodważniejszych, ja­
kie zdarzyło mi się widzieć, z których wywodzą się

LUDWI K S T O M M A

Z

Antropolog i corrida

między innymi: słynny zabójca Domingo del Campo
„Deserter” ; „Voleto”, który 25.07.1904 w Santander
powalił po kolei dziewięciu pikadorów, czy „Islero”,
który w sierpniu 1947 położył kres życiu legendarnego
Manolete. Widać z tych dyskusji jasno, że „bojowość”
byka to nie tylko jego atrybut fizyczny, ale także histo­
ryczny i - nie bójmy się słowa - metafizyczny.
Trzecim wreszcie atrybutem byka, nad którym nie
będziemy się długo rozwodzić, gdyż wystarczająco do­
bitnie dokumentują go magia, legenda czy paremiologia, jest jego seksualna „męskość”. Byk naturalny, byk
waleczny, byk męski... Lecz oto zagrzmiały trąby i byk
pojawił się na arenie. Naprzeciw toreador z szeroką
płachtą szkarłatną z jedwabiu lub perkalu oczekuje na
zwierzę, by wykonać z nim swoisty taniec: ciąg kilku­
nastu z około dwudziestu pięciu skodyfikowanych fi­
gur, pomiędzy którymi nieunikniona „Weronika”. Za
każdym razem złowroga płachta przyciągająca uwagę
byka i stanowiąca cel jego szarży przesuwa się w ostat­
niej chwili po jego rogach i łbie. Płachta ta nazywa się
capa, czyli po hiszpańsku spódnica.
Przypomnijmy w tym miejscu, iż wielu spośród naj­
słynniejszych torreadorów hiszpańskich, jak choćby
Gitanillo de Triana, El Gallo, Fernando Gomez, czy Jo­
se Gomez Ortega, było Cyganami. To jedno tylko
z licznych i dobitnych świadectw pokrewieństwa folk­
loru cygańskiego i hiszpańskiego, a w szczególności an­
daluzyjskiego (flamenco!). Istnieje też w folklorze an­
daluzyjskim obyczaj odpowiadający cygańskiej te
zamegereł łes i podźitko mageripen, a polegający na ska­
laniu mężczyzny, wykpieniu jego męskości przez zarzu­
cenie kobiecej spódnicy na głowę. Zresztą w hiszpań­
skim czasownik capar („spódniczyć”) ma powszechne
znaczenie: kastrować umniejszać. W rytuale capy zo­
staje więc byk symbolicznie wykastrowany, wyśmiany
w swojej męskości.
A oto pojawiają się pikadorzy. Niech nie mylą nas
ciężkie materace chroniące ich konie. Wprowadzono
je stosunkowo niedawno. Jeszcze w 1922 „Colmonero”
zabił dwa konie, a w 1932 „Preciosillo” z hodowli Jose
Maria Galacha aż trzy. Groteskowość pikadora wyraża
się w znakach dużo bardziej subtelnych i wymagają­

175

�Ludwik Stomma

• ANTROPOLOG I CORRIDA

cych znajomości kodu. I tak na przykład ubrany jest on
w okrągły, niegodny rycerza, chłopski kapelusz. Chłop­
stwo (chamstwo) przywołują też prymitywne, żelazne
strzemiona właściwe mulnikom. Również broń pikadora jest niestosowna, gdyż pozorna - długa pika
z ostrzem ograniczonym poprzeczką, którą można byka
rozdrażnić, lecz nie sposób zrobić mu realnej krzywdy.
I wreszcie, niczym jawny donos: wolno pikadorowi po­
ruszać się wzdłuż ścian areny tylko w kierunku przeciw­
nym do ruchu słońca, czyli kierunku karnawałowym,
błazeńskim. Jest więc pikador przeciwnikiem pozornym
(przypomnijmy przygody Don Kichote’a), z którym
walka nie przynosi chwały, lecz przeciwnie - ośmiesza.
Byk szarżujący brawurowo na pikadora chłopa-błazna
wyśmiany więc zostaje i poniżony w drugim swym atry­
bucie: waleczności.
Pojawiają się z kolei bandrijerzy. Będą wbijać
w kark byka bandrije - siedemdziesięciocentymetrowe patyki z haczykiem na końcu, przystrojone kolo­
rowymi paskami papieru; od dwóch do czterech par
(w XVIII w. wbijano bandrije pojedynczo). Byk ude­
korowany zostaje jak jarmarczny koń lub osioł. Czyż
może istnieć dobitniejszy znak ujarzmienia, niż być
ubranym, udekorowanym przez przeciwnika - włożyć
jego barwy! - Tak traci byk swój atrybut ostatni:
wolność i naturalność.
Byk ośmieszony i złamany w tym wszystkim, co go
wyróżniało i nadawało mu godność. Byk nie-byk.
Lecz oto wychodzi toreador, w tej fazie corridy zwa­
ny częściej matadorem i rozpoczyna się walka.
Z kim walka? - Z bykiem poniżonym i złamanym,
z niegodnym bykiem nie-bykiem?
- Otóż nie!
By zrozumieć kondycję byka u progu trzeciej tercji
corridy, odwołać się trzeba do starych, jakże pielęgno­
wanych w tradycji hiszpańskiej, rytuałów rycerskich,
do kodeksów zakonów rekonkwisty z Calatravy, czy
Alcantary. Nie będziemy ich omawiać w szczegółach temat to historykom znany. Przypomnijmy więc tylko,
iż rytuał pasowania na rycerza, najzaszczytniejszego
obrzędu w życiu wojownika, składa się tu z trzech ak­
tów: kąpieli inicjacyjnej, ceremonialnego spoliczkowania i przyjęcia składanego na klęczkach hołdu.
Znawcy tematu, z Gautierem na czele, piszą tu o sym­
bolice powtórnego narodzenia. Mają oczywiście rację.
Gdy jednak rozłożymy obrzęd na części składowe,
przekonamy się, iż w części pierwszej (kąpiel) odebra­
na zostaje pretendentowi jego męskość (myty rycerz
się nie myje!): jak niemowlę, nago, przez obce kobiety
śpiewające dziecięce pieśni, sprowadzony zostaje do
obojnaczego stanu dziecięctwa. Potem policzek uwła­
czający jego rycerskiej waleczności, wszak rycerz nie
ma prawa puścić zniewagi płazem; wreszcie padnięcia
na kolana będące zaparciem się natury swego stanu.
Ta sama dokładnie triada, co w przypadku byka.
Kimże jest więc byk u progu trzeciej tercji corridy?

- Bykiem bojowym, którego szlachectwo oto się wy­
pełniło. Bykiem pasowanym, bykiem, z którym matador
stanąć już może do dumnej walki na śmierć i życie.
Matador dobrze rozumie owo przeobrażenie byka.
Jeżeli więc podczas capy walczył z zakrytą głową, teraz
z szacunkiem zdejmuje monterę i odrzuca ją w tył za
siebie. W ręku nie trzyma już szerokiej płachty, ale
krótką muletę - znak tarczy raczej. A i orkiestra oży­
wa nagle i grać zaczyna pasos dobles - turniejowe, woj­
skowe marsze niemieckie, importowane do Hiszpanii
w czasach Karola V.
Rozpoczyna się pojedynek.
Istnieją dwa zasadnicze style walki: tremendese
(szkoła Rondy) i fascinanse (szkoła Sewilli). Czyżby
Rudolf Otto czerpał swoją terminologię z corridy?
Szkoła Rondy, to szkoła maksymalnego, przyprawiają­
cego publiczność o dreszcz ryzyka. Reprezentowali ją
ongiś Pedres, Chicuela II, do niedawna Paco Ojeda:
dzisiaj Miguel Baez Litri i El Spartaco. Szkoła Sewilli
eksponuje baletową grację ruchów toreadora. Widzo­
wie oczarowani pięknem tańca darowują toreadorowi
minimalizację niebezpieczeństwa. Reprezentowali tę
tendencję choćby Juan Belmonte, Paco Camino,
El Cordobes; dzisiaj Manzanares. Ogromną większość
matadorów wpisać by należało w przestrzeń między ty­
mi dwoma klasycznymi rozwiązaniami. Gdzieś pośrod­
ku między nimi umieścić by na przykład należało nie­
zapomnianych mistrzów tej miary co Manolete czy sądząc z zachowanych opisów - sam boski Francisco
Montes.
Podkreślmy jednak od razu, iż nawet w najskraj­
niejszym wydaniu szkoły sewilskiej, budzącym nieraz
protesty koneserów (słynny epizod ośmieszenia
El Cordobesa przez Miguelina podczas ferii w Madry­
cie 18 maja 1968) byk nie jest nigdy usunięty w cień.
Gracja matadora eksponowana jest nie w opozycji do
ewentualnej nieporadności byka, lecz przeciwnie podkreśla groźną harmonię jego szarż. Jest to pojedy­
nek równych. Matador, który ośmieszyć chciałby by­
ka, traci respekt widowni, ośmiesza się sam. Nie ma
lepszych i gorszych w świętej wspólnocie rycerskiej,
której śmierć jest honorem i naturalnym przeznacze­
niem.
I oto śmierć nadchodzi.
Istnieje pięć uznanych sposobów zadania estocady,
czyli powalającego byka, decydującego ciosu szpadą
volapie, suerte de arrancar, suerte de recibir, suerte de
aguantar i suerte a un tiempo. Jedynym, co łączy wszys­
tkie te różnorodne techniki, jest symboliczny krzyż
tworzony przez dwie ręce matadora w chwili ostatecz­
nej. Krzyż pożegnania definitywnie nobilitujący, czy
wręcz uczłowieczający byka - wojownika, który spełnił
swój obowiązek i w ten sposób zatriumfował nad hań­
bą inicjacji - grzechem pierworodnym rycerza.
Byk jest martwy, ale to właśnie daje pełny i nie­
śmiertelny już wymiar jego waleczności, męskości i na­

176

�Ludwik Stomma

• ANTROPOLOG I CORRIDA

turze. Viva la muerte! - Oto cała wykładnia hiszpańskiej
i rycerskiej nauki o sensie życia i śmierci. A my, skrom­
ni spektatorzy corridy, widząc naocznie nicość śmierci
wobec wielkości honoru, przestajemy także, po trochu,
lękać się kresu naszych własnych dni. Moc corridy ob­
myła nas z demonów strachu. Może zacząć się fiesta!
Magiczne święto, w którym flamenco jest jakby
przedłużeniem korridy: ciągiem suertes z przystankami
oznaczającymi śmierć.

*

Przypisy
1
2

3

C. Popelin, La Tauromachie, Paris 1970, s. 93
Przypomnieć tu też należy kategoryczny zakaz ingerencji
w integralność fizyczną byka, np. ostrzenia czy tępienia
mu rogów, podawania wszelkiego rodzaju używek stymu­
lujących etc.
Por.: P. Dupuy, J. Perrin, Ombres et soleils sur l 'arene, Pa­
ris 1988, s. 29-108

Tekst był publikowany w „Roczniku Muzealnym”, tom
IV, Włocławek 1991

Corrida, Bilbao 2005, fot. Maria Rogala

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
